Leopold von Sacher-Masoch

Wenus w futrze

SŁOWO WSTĘPNE
Leopold von Sacher-Masoch, austriacki pisarz, autor wielu nowel i namiętnych romansów, urodził się w 1836 roku we Lwowie (zmarł w 1895 roku w Hesji). Pochodził z rodziny szlacheckiej. Ojciec jego wywodził się z XVI-wiecznej szlachty hiszpańskiej. Daleki przodek ojca osiedlił się w Czechach w XVI wieku, a kolejni jego potomkowie byli wysokimi urzędnikami w słuŜbie austriackiej. Kontynuując te tradycje ojciec Leopolda był dyrektorem policji we Lwowie, potem prezydentem miasta Pragi, a w końcu szefem policji w Grazu, stolicy Styrii. Matka Leopolda była córką profesora medycyny, von Masocha, rektora uniwersytetu we Lwowie. PoniewaŜ rektor von Masach nie miał synów, cesarz Austrii, uznając jego duŜe zasługi dla ochrony zdrowia, łaskawie udzielił zezwolenia, aby zięć nosił nazwisko podwójne: von SacherMasoch. W ten sposób nazwisko uczonego medyka, dziadka Leopolda, mimowolnie stało się tworzywem, z którego powstała nazwa dewiacji seksualnej — masochizm. Leopold był dzieckiem niezwykle uzdolnionym. Wcześnie rozpoczął naukę, w szkole był najmłodszym uczniem. Miał szerokie zainteresowania — zwłaszcza mitologią grecką. Kochał się w stojącym w gabinecie ojca posąŜku Wenus, przed którym się modlił i który namiętnie całował w usta. Pewnego razu był nieuprzejmy wobec dalekiej krewnej, która przybyła w odwiedziny, poniewaŜ słyszał, Ŝe się lekko prowadzi. Piękna kobieta wychłostała go za to, po czym jeszcze kazała mu się pocałować w rękę. Wychłostanie przez starszą i piękną kobietę wzbudziło u Leopolda niezwykle silne podniecenie seksualne. Niektórzy autorzy to właśnie przeŜycie uwaŜają za przyczynę rozbudzenia u niego skłonności masochistycznych. Na drogę Ŝycia Leopolda oraz szybkie jego awanse miały wpływ nie tylko zdolności, lecz takŜe pozycja społeczna ojca i dziadka. Wszystko to sprawiło, Ŝe w wieku 20 lat był juŜ prywatnym docentem historii na uniwersytecie w Grazu. W Ŝyciu osobistym Sacher-Masocha moŜna wyróŜnić dwie fazy W pierwszej Leopold zachowaniem swym nie róŜnił się zbytnio od innych męŜczyzn. Flirtował, miał romanse, kochał, a porzucony przez kobietę cierpiał i... pocieszał się z aktorkami. W fazie drugiej, która rozpoczęła się ok. 30 roku Ŝycia, zaczął wykazywać silne skłonności masochistyczne, dając im wyraz takŜe w swej twórczości. W okresie tym preferował towarzystwo kobiet, którym mógł się podporządkowywać oraz które go maltretowały i upokarzały. Im bardziej były dla niego szorstkie

i surowe, tym bardziej był nimi zainteresowany i doznawał większej rozkoszy. Masochistycznym przeŜyciom nadawał formy literackie. O tym, Ŝe opisywane przez niego praktyki erotyczne opierały się na jego własnych doświadczeniach, świadczą publikacje i dokumenty ogłoszone przez jego pierwszą Ŝonę, z którą się rozwiódł. Twórczość Sacher-Masocha, aczkolwiek bogata w nowe treści, nie odbiegała całkowicie od ogólnych trendów panujących w prozie i poezji XIX wieku, dla których charakterystyczne przecieŜ było lubowanie się w cierpieniach — zwłaszcza mających związek z miłością. Literaturę XIX w. w duŜej mierze tworzyli ludzie o skłonnościach masochistycznych (jakimi byli np.: Lew Tołstoj — mistrz prozy realistyczno-psychologicznej, Paul Verlaine — poeta, jeden z twórców symbolizmu i mistrz lirycznego nastroju, a uprzednio, w XVIII wieku, takŜe Jean Jacąues Rousseau — pisarz i filozof, wybitny przedstawiciel oświecenia). Literaturę XIX w. tworzyli takŜe ludzie o skłonnościach sadystycznych (jakimi byli np.: Charles Baudelaire — poeta, prekursor symbolizmu, Jean Arthur Rimbaud — jeden z głównych przedstawicieli symbolizmu, piszący takŜe poematy prozą, uprzednio zaś, w XVIII wieku, Maximilien de Robespierre — jeden z przywódców Wielkiej Rewolucji Francuskiej, a później, na przełomie XIX i XX wieku, Marcel Proust — pisarz, który łączył obserwacje Ŝycia epoki z subtelną analizą psychologiczną oraz rozwaŜaniami estetyczno-filozoficznymi). Bólem, mękami i cierpieniami przesycona była zwłaszcza literatura romantyczna, której echa spotyka się w całym XIX wieku. Alfred de Musset, jeden z głównych przedstawicieli romantyzmu, twórca liryki miłosnej i dramatów cechujących się subtelną analizą uczuć, rozkoszował się cierpieniem. UwaŜał on, Ŝe 'wspomnienia nieszczęścia i cierpienia są o wiele cenniejsze niŜ wspomnienia minionego szczęścia, zaś spełniona miłość moŜe człowieka uczynić jeszcze bardziej nieszczęśliwym niŜ miłość niespełniona. Poeci, musieli wyraŜać swe cierpienia wewnętrzne, gdyŜ bez tego nie byli uwaŜani za prawdziwych twórców. Ten cierpiętniczy trend wyraziście cechował literaturę i poezję epoki romantyzmu, a wyraźny był takŜe w okresie późniejszym, w którym tworzył Sacher--Masoch. Twórczość Leopolda von Sacher-Masocha przepojona jest elementami masochizmu. W tomie nowel pt. "Testament Kaina" (1870) ukazuje on okrutne kobiety oraz podporządkowanych im męŜczyzn. Wprawdzie jeszcze nieco tu mora-lizuje, lecz moŜna wyraźnie dostrzec, Ŝe rozkoszuje się właśnie takim stosunkiem kobiet do męŜczyzn. WyraŜa to dosadnie stwierdzając, Ŝe prawdziwą przyjemność moŜe męŜczyźnie sprawić tylko zadana przez piękną kobietę męczarnia. Podobne tezy przedstawione są w krótkim opowiadaniu pt. "Pod pejczem" zawartym w tomie pt.

profesorowi neuropsychiatrii w Grazu a potem w Wiedniu. a przede wszystkim niewierność pięknej kobiety wywołuje i wzmaga u niego silną namiętność. PosłuŜyły one bowiem Ryszardowi von Krafft-Ebingowi. Mają się do siebie jak negatyw i pozytyw tej samej fotografii. który sprawia mu ukochana kobieta poprzez bicie pejczem. Leopold von Sacher-Masoch dość wcześnie. Podczas gdy w pierwszych jego nowelach dominuje wyraŜanie elementów sadystycznych związanych ze szczegółowymi opisami brutalności kobiety. natomiast reszta jest dość płytkim i powierzchownym tłem omawianych zdarzeń. Najsławniejszą z powieści Sacher-Masocha stała się "Wenus w futrze". Historie z dobrego towarzystwa" (1873). Są one wyrazem bipolarności człowieka. między innymi. To właśnie w niej autor przyznał. Sadyzm i masochizm są dewiacjami wzajemnie się uzupełniającymi. Jubileusz 25lecia jego twórczości uświetniony został gratulacjami wielkich pisarzy. a takŜe naukowca i odkrywcy duchowych otchłani człowieka. kijem oraz przez innego rodzaju tortury. jak wielkim uznaniem cieszył się SacherMasoch oraz u jakich ludzi twórczość jego wzbudzała Ŝywy oddźwięk. Emil Zola. tj. JuŜ sam ten fakt świadczy. Ŝe akcja utworów Sacher-Masocha z reguły rozgrywa się w "lepszym" towarzystwie oraz w kręgach arystokracji. W tym względzie Sacher-Masoch wyraźnie ustępuje markizowi de Sade'owi. utalentowanym pisarzem. podobnie jak nazwisko markiza de Sade'a. Nazwisko Sacher-Masocha zajmuje natomiast poczesne miejsce w historii seksuologii. Henrik Ibsen. Warto dodać. W zasadzie wszystko zmierza tu do powtarzającej się sceny chłostania. Charles Gounod i Louis Pasteur. którego romanse świadczą o tym."Messaliny Wiednia. zaŜywał sławy wielkiego pisarza. Z tego powodu Sacher-Masoch nie zajmuje powaŜnego miejsca w historii literatury. artystów i naukowców wśród których. do stworzenia nazw dewiacji seksualnych — sadyzmu i masochizmu. przedstawianie rozkoszy narastającej u męŜczyzny aŜ do orgazmu w wyniku bólu cielesnego. pozbawionym głębszych refleksji i analiz. Ŝe znajduje szczególną podnietę w cierpieniu oraz Ŝe tyrania. znaleźli się: Wiktor Hugo. okrucieństwo. W słowach powyŜszych w pełni wyraŜona została istota masochizmu jako dewiacji seksualnej. dlatego . A jednak pod względem literackim twórczość Masocha nie reprezentuje zbyt wysokiego poziomu. to w późniejszych opisach przewaŜają elementy masochistyczne. gdyŜ jeszcze za Ŝycia. Ŝe autor był pełnym fantazji. W rzeczy samej w twórczości Sacher-Masocha moŜna zaobserwować pewne przeobraŜenia. Jak dotąd nikt nie próbował — jak miało to miejsce w odniesieniu do markiza de Sade'a — zaliczyć go do rzędu klasyków literatury.

W tym ujęciu cierpienie staje się atrybutem miłości erotycznej. które nie zostały jeszcze wystarczająco wyjaśnione. dodatkowo tę ostatnią wzmacniającym. Wydaje się. z którym dewiant pozostaje we wzajemnym układzie. istnieją głębsze związki. najwaŜniejszą rolę odgrywa więź symbiotyczna. Być moŜe. z czego wynika.wielu autorów omawia te dewiacje razem pod pojęciem sadomasochizmu. Ostateczna ocena skłonności sadomasochistycznych odnośnie ich wartości dla tworzenia więzi międzyludzkich jest w obecnej chwili dość trudna. W obu tych tendencjach. Ŝe moŜliwości te ograniczone zostają do sektora seksualnego . a masochizm z samobójstwem. Skłonności sadystyczne i masochistyczne mogą występować w róŜnym nasileniu u tego samego człowieka oraz zmieniać swe natęŜenie w zaleŜności od etapu Ŝycia. okoliczności zewnętrznych oraz cech osobowości partnera. mimo iŜ jest to więź innego typu. niejednakowo silnie wyraŜających się u róŜnych ludzi. Przekroczenie granic cierpienia zapoczątkowuje nagłą lub powolną inwolucję miłości erotycznej i jest czynnikiem rozbijającym więzi międzyludzkie. kontrastem dla rozkoszy. Ŝe cierpienia psychiczne do pewnego stopnia mają właściwości wzmagające natęŜenie miłości erotycznej. niŜ więź określona w naszej kulturze mianem miłości człowieka (bliźniego braterskiej). Sadyzm i masochizm są podstawowymi zjawiskami seksualnymi występującymi w kaŜdej fazie rozwojowej i w kaŜdym wieku u człowieka. iŜ między tymi dwoma zjawiskami. przejawiająca się w trudności lub niemoŜności istnienia kaŜdego z dwojga partnerów poza danym związkiem. Wiele wskazuje na to. podobnie jak ma to miejsce w więzi symbiotycznej opartej na skłonnościach sadomasochistycznych. Istnieją natomiast jakieś bliŜej nie wyjaśnione związki między sadomasochizmem a procesem emocjonalnym określanym mianem miłości erotycznej. Ścisłe powiązania przeŜyć seksualnych z przeŜyciami sadomasochistycznymi umoŜliwiają człowiekowi osiągnięcie rozkoszy z zaspokojenia potrzeby władzy i dominacji — poprzez odpowiedni styl Ŝycia seksualnego. więzią opartą na miłości erotycznej i więzią symbiotyczną — sadomasochistyczną. W obydwu tych zaburzeniach chodzi o ich specyficzne związki z bólem i cierpieniem. namiętności i rozkoszy związanej z ukochanym człowiekiem. Ŝe w przypadkach udanego doboru partnerskiego sadomasochizm moŜe mieć więcej cech pozytywnych niŜ negatywnych dla rozwoju układu partnerskiego oraz dla tworzenia głębokiej więzi międzyludzkiej. Czyni to przeŜycia seksualne tym głębszymi i namiętniejszymi. W swych skrajnych przypadkach sadyzm związany jest z morderstwem. im mniejsze ma człowiek szansę na zaspokojenie potrzeby mocy i władzy w pozaseksualnych kontaktach społecznych oraz w innych układach międzyludzkich. tj.

Występowanie sadomasochizmu we wszystkich kulturach i epokach uzasadnia pogląd. jak i w Ŝyciu kulturowym ludzkości. Ŝe ma on biologiczne podłoŜe. Mimo tych społecznych . która skłania wzajemnie ku sobie męŜczyznę i kobietę (lub — przy istnieniu skłonności homoseksualnych — dwoje ludzi tej samej płci) oraz potrzeba dominacji. Rozwój człowieka i społeczeństwa narzucił pewne ograniczenia przejawianiu się skłonności sadomasochistycznych. a w słabym natęŜeniu występuje u wszystkich ludzi. lecz niezaleŜnie od płci. Być moŜe stanowi pozostałość ewolucyjnych atawizmów z tego okresu rozwoju człowieka. Jest to więc zjawisko z punktu widzenia antropologicznego normalne. ujmowane dynamicznie w przebiegu róŜnych faz rozwojowych dwojga ludzi tworzących układ partnerski. jak i formy ich ujawniania. mocy i władzy (a takŜe submisji i podporządkowania się). które — obok potrzeby seksualnej — leŜą u podłoŜa wzajemnego przyciągania i uzupełniania się ludzi. W tym sensie sadyzm i masochizm moŜna uwaŜać za podstawowe siły. odgrywające pewną rolę zarówno w Ŝyciu indywidualnym człowieka.sile fizycznej na dominację typu psychicznego. Sadomasochizm. Sprzyjają one tworzeniu i pogłębianiu się więzi międzyludzkich w warunkach udanego doboru partnerskiego i nie przekraczania odpowiedniego natęŜenia skłonności sadomasochistycznych — i to prawie niezaleŜnie od róŜnicy płci między dwoma osobnikami. jest najbardziej rozpowszechnioną dewiacją seksualną. przekształcającej się z przewagi i dominacji uzyskanej dzięki .oraz do osoby konkretnego partnera. jak mord z lubieŜności lub samobójstwo z lubieŜności. która skłania ku sobie ludzi na zasadzie komplementarności. Ograniczenia kulturowe dotyczą zarówno siły z jaką ujawniają się skłonności sadomasochistyczne. w którym zaspokojenie potrzeb seksualnych mogło nastąpić dopiero po walce zakończonej zwycięstwem lub pokonaniem. pomijając skrajne przejawy. zwłaszcza w ich pierwotnej formie. RóŜne warianty wynikające z kombinacji oraz większej lub mniejszej zgodności w zakresie rodzaju. w czasie której nierzadko dochodziło do przelewu krwi. Ŝe zarówno okrutne działania jak i zachowanie łagodne mogą być uwarunkowane głębiej leŜącymi motywami seksualnymi. JednakŜe naleŜy pamiętać. natęŜenia i komplementarności obu powyŜszych potrzeb. wpływają w zasadniczy sposób na charakter i głębię łączących ich więzi międzyludzkich. często nie uświadamianymi sobie przez człowieka. Istnieją więc dwa podstawowe mechanizmy skłaniające ludzi ku sobie: potrzeba seksualna.

mają właściwości stymulujące podniecenie seksualne. jednakŜe tam. pozwala na rozładowanie gromadzących się napięć. staje się dla nas trudno zrozumiały. a takŜe przejawy agresji seksualnej w ogóle. poprzez zaangaŜowane przeŜywanie scen przemocy i okrucieństwa w roli widza. w duŜym stopniu niezaleŜne od przyjmowanych wobec tego zjawiska postaw. gdzie cel erotyczny zostaje . co pobudza do działania. Za aktywność uwaŜali oni wszystko. jaką odgrywają wzorce Ŝycia seksualnego lansowane w środkach masowego przekazu. za pasywność zaś — dąŜenie do osiągnięcia celu przez cierpliwość i czekanie. Tłumaczy to tym. Natomiast nie osiągnięto porozumienia co do roli. Równocześnie zastanawia się. jest trudna do rozpoznania. Zwolennicy teorii "katharsis" są zdania. Zygmunt Freud w sadyzmie i masochizmie dopatruje się objawów skierowanego na zewnątrz i do wewnątrz popędu destrukcji. Ŝe sadyzm jest częstszy u męŜczyzn. a masochizm u kobiet. dowody te pozwalają na łatwiejsze zrozumienie zdarzeń zachodzących takŜe we współczesności. Ŝe tendencja destrukcyjna skierowana do wewnątrz.ograniczeń historia rozwoju człowieka i kultury oraz etnologia dostarczają licznych dowodów na powszechne istnienie i uzewnętrznianie się skłonności sadomasochistycznych. Obydwie te skłonności w postaci dewiacyjnej występują bowiem częściej u męŜczyzn niŜ u kobiet. Ŝe "metoda uczestniczenia". Biologiczne podłoŜe sadomasochizmu sprawia. Psychoanalitycy uwaŜali skłonności sadystyczne za aktywną formę uzewnętrzniania się sadomasochizmu. "Popęd śmierci" (Tanatos) istnieje jako tło Erosa. W sadyzmie. gdy pozbawiona jest elementów erotycznych. cechujące się formą pasywną. Metody wychowawcze oparte na stosowaniu kary cielesnej sprzyjały wzmacnianiu się skłonności sadomasochistycznych. miały być w ich ujęciu udziałem kobiet. lecz na ludzi nie wykazujących cech dewiacji. właściwą dla męŜczyzn. Ŝe pokazywanie przemocy i okrucieństwa na ekranie sprzyja realizacji tych wzorców w praktyce. Ŝe jego przejawy. ściśle stopionego z erotyką. natomiast w postaci niedewiacyjnej występują zarówno u męŜczyzn jak i u kobiet. jak moŜna było przeoczyć istnienie wszechobecnej nieerotycznej agresji i destrukcji oraz nie przyznać jej naleŜnego miejsca w wyjaśnianiu sensu Ŝycia. W podobnym kierunku moŜe oddziaływać ogólny wzrost agresywności w Ŝyciu społecznym. JednakŜe z wiodącej (bardziej aktywnej) roli męŜczyzny przy spółkowaniu nie moŜna wyciągnąć wniosku. Mechanizmy społeczne mogą to stymulacyjne . Nie chodzi tu o stymulacyjne działanie wywierane na dewiantów seksualnych. aby osiągnąć cel. skłonności masochistyczne.działanie wzmacniać lub osłabiać. gdzie stapia się on z Erosem. Zwolennicy teorii mimetycznej są zdania.

Ŝe dewiacja . stosunek popędu śmierci do Erosa staje się nieco bardziej zrozumiały w tym sensie. takim jak związywaniu czy czemuś podobnemu. Ŝe w duŜym stopniu rezygnuje on z zaspokojenia swoich męskich. ścisłego związku między matką i dzieckiem. Jeszcze inny aspekt masochizmu wywodzi się z problematyki odłączenia od matki. których reguły określa. Jądrem są tu lęki kastracyjne. zaspokojenie go wiąŜe się z silną rozkoszą narcystyczną. lecz który naleŜy przedstawiać jako szczególnie wyraźne uwydatnienie jednego z pragnień sadomasochistycznych. Ŝe udaje się nieco łatwiej wniknąć w jego — Tanatosa istotę. poprzez ekwiwalenty kastracji odrywa się od lęków przed realną kastracją. samodzielności.pominięty. tak Ŝe nie musi się obawiać realnego zagroŜenia. a mimo tego zaspokojone zostają dąŜenia seksualne. równocześnie wyraŜa się w nich pragnienie pozbycia się męskiej samodzielności (niezaleŜności) i szukanie intensywnego. W masochizmie. fallicznoagresywnych pragnień. gdyŜ ukazuje on człowieczemu ego sposób. u których rytuały zabijania naleŜą do stałych składników aranŜacji sadomasochistycznych. masochista godzi się na to poprzez regresyjne pragnienie pozbycia się swojej. projektując je na kobietę i wyposaŜając ją w symbole fallusa (pejcz. Podczas gdy sadysta agresywnie broni się przed odłączeniem poprzez pierwotną identyfikację z kobietą. Zaspokojenie wymagań superego stwarza masochiście o tyle mało trudności. Tym tłumaczy się fakt. Inny aspekt masochizmu tkwi w tym. która w sadomasochizmie jest silnie ambiwalentna. Rytuały poddania się i kastracji słuŜą nie tylko obniŜeniu się lęku kastracyjnego. chodzi o obronę przed lękami przejawiającymi się w róŜny sposób i w róŜnych sferach Ŝycia. kij). Ŝe masochista przeŜywa jako rozkosz ukaranie go za istniejące u niego agresywne sadystyczne pragnienia. przy pomocy którego moŜe ono spełnić odwieczne pragnienie wszechmocy. oralnego. bardziej akceptuje tkwiące w nim części Ŝeńskości. przeŜywając cierpienia. Ta tendencja do samorezygnacji jest wyraźna u tych masochistów. Natomiast tam. gdzie Tanatos występuje bez celu seksualnego. przejawiając się w ślepej Ŝądzy niszczenia. Tę tendencję do powrotu w nierozerwalne związki z matką sprzed okresu separacji — sadomasochizm ma wspólną z fetyszyzmem. ZagroŜeniu przez nie przeciwstawia się nie przez agresję. którego nie moŜna całkowicie odizolować od sadyzmu. pozwala się opanować i bić lub poddaje się działaniom podobnym do kastracji. To wszystko jednak dzieje się w scenariuszach zrytualizowanych. Podporządkowując się sadyście. osiągniętej dotychczas. Z sadomasochistycznej ambiwalencji kobiety i własnych "części" Ŝeńskości w sobie wyprowadza on pozytywne uczucia. lecz przez podporządkowanie. masochista.

fetyszyzmem skóry i gumy. upokarzanie. aby nie utracić partnera. Aby to osiągnąć. Jest to potrzeba uległości i podporządkowania innemu człowiekowi. ekskrementów itp. aby tylko jej nie stracić. które okrutnie dręczą męŜczyznę. prowokuje on celowo sytuacje konfliktowe z partnerką. takich jak lekcewaŜenie go. aby tylko nie utracić partnera i bardziej go do siebie przywiązać. im bardziej dominuje. a przynajmniej świadomie ich nie prowokuje. Zazwyczaj dewiant skłania wtedy swoją partnerkę seksualną do zadawania mu bólu poprzez bicie. Jest ona łatwa do uchwycenia wtedy. obrzucanie przezwiskami itp. Masochizm polega na osiąganiu rozkoszy seksualnej w sytuacjach związanych z całkowitym podporządkowaniem się i uległością wobec partnera seksualnego. tzn. PoniewaŜ konflikty między partnerami powstają i znajdują swój wyraz w ostrych "spięciach". Natomiast moŜe być bardzo trudna do uchwycenia. drapanie itp. gdy masochista doznaje rozkoszy w wyniku cierpień psychicznych.sadomasochistyczna często przepojona jest elementami fetyszystycznymi np. w którym znoszone są najcięŜsze ofiary i poświęcenia. fetyszyzmem pejczy. podobnie jak to jest u niedewiantów seksualnych. najczęściej bez podłoŜa masochistycznego. Mianem masochistów nie moŜna równieŜ określać ludzi. Na dnie tej dewiacji tkwi posłuszeństwo seksualne. dlatego ustalenie go nie jest sprawą łatwą. jak i ból fizyczny są odczuwane przykro. Ŝe zadawanie przez niego bólu fizycznego. Nie są oni jednak masochistami. takŜe i w masochizmie występują przesadnie wyraŜone właściwości i moŜliwości. dlatego poza sferą seksu masochista unika cierpień. której się niewolniczo podporządkowuje. futra. Symptomatologia masochizmu jest niezwykle bogata. Poddanie się przemocy drugiego człowieka sprawia. Ideałem kobiety dla masochisty jest przez to domina (lać. taki stopień zaleŜności od partnerki. pośladków. Najczęściej tylko takie kobiety uznawane są za "panie". gdy masochista odczuwa rozkosz w wyniku bólu i cierpień cielesnych. które spotyka się równieŜ u normalnych ludzi. który sprawia tym większą rozkosz seksualną. którzy są dręczeni w układzie partnerskim lub . upokorzenie lub poniŜenie odczuwane jest jako rozkosz seksualna. kosztem utraty indywidualności i ograniczania własnej wolności. zanim pozwolą mu na zaspokojenie seksualne. U ludzi normalnych równieŜ spotyka się gotowość do poświęceń i ponoszenia ofiar. W masochizmie stopień seksualnego uzaleŜnienia się od partnera jest największy. UzaleŜnienie to moŜe się przejawiać w znoszeniu najcięŜszych ofiar i poświęceń. Poza kontekstem całkowitego podporządkowania się i uległości zarówno upokorzenie. pani). a dominując dręczy masochistę. gdyŜ nie sprawia im to przyjemności. Tak jak w wielu dewiacjach. poniŜanie.

gdzie elementy fikcyjne pomieszane są z rzeczywistymi.). niewolnika. w których kobieta jest surową panią (domina). a naraŜanie się na kary sprawia im przyjemność. Praktyki masochistyczne mogą być bardzo róŜnorodne. ale takŜe w Ŝyciu zawodowym. PoniewaŜ ludzie ci nie wierzą w jakiekolwiek powodzenie w miłości. całokształt ich zachowania sprawia wraŜenie. zwierzęcia (forma zoomimiczna. lub na pisaniu poddańczych listów do "pani". lecz znoszą to dlatego. Praktyki te mają wskutek tego charakter zrytualizowany. o silnej potrzebie miłości. na którym się jeździ itp. lecz takŜe z antycypowanej zgodnie ze scenariuszem. pracy zawodowej itp. Osobnicy ci rekrutują się przewaŜnie z ludzi zahamowanych seksualnie. Ŝe poszukują oni cierpień. Kobieta taka dręczy masochistę. Tego rodzaju rysy masochistyczne spotyka się nie tylko w Ŝyciu miłosnym i małŜeńskim. któremu zakłada się obroŜę. w której istnieją ściśle podzielone role i scenariusze. Praktyki masochistyczne — autoerotyczne polegają na aranŜacji sytuacji dręczenia przez wyimaginowaną partnerkę. jednak sztuczność i fikcyjność sytuacji — mimo Ŝe jest ona silnie emocjonalnie przeŜywana — tkwi zawsze w świadomości. aby zerwać ten układ.małŜeńskim. Formy dręczenia mogą być bardzo róŜnorodne. Akty masochistyczne mogą teŜ polegać na praktykach kopro-i urolagnistycznych wykonywanych na rozkaz "pani". np. Wszędzie bowiem moŜna spotkać osobników. traktującą męŜczyznę jak niewolnika. . na przybieraniu roli dziecka lub pazia "karconego" przez dumną panią.. Role mogą być bardzo róŜnorodne. Pomiędzy ludźmi normalnymi a typowymi masochistami znajduje się pośrednia grupa osobników wykazujących masochistyczne rysy osobowości. Szczególnie preferowane przez masochistów są sytuacje. Jest to więc forma gry. Ŝe masochista w fantazji i w zachowaniu przejmuje określone role: słuŜącego. lecz niemoŜności nawiązania głębokiego kontaktu uczuciowego. nadmiernie wygórowany samokrytycyzm. zanim pozwoli mu na zaspokojenie seksualne. konia. którzy poprzez swoją uległość prowokują wprost złe traktowanie ich przez współpracowników lub przełoŜonych. Ŝe są zbyt słabi. Ludzie ci mają przesadnie wyraŜone poczucie niŜszości. jednakŜe przewaŜnie przebiegają według ściśle określonego scenariusza uzgodnionego między partnerami (przy czym kaŜde odstępstwo od niego jest źle widziane przez masochistę i wywołuje jego Ŝywe protesty). Najczęściej są one związane z metamorfizmem przejawiającym się w tym. a masochista osiąga rozkosz nie tylko z sytuacji istniejącej aktualnie. Ŝe poszukują partnerki. psa. która spełnia ich Ŝyczenia i dostarcza poŜądanej satysfakcji seksualnej. wychowanka. Właściwi seksualni masochiści odróŜniają się od tych osobników tym. wolą być źle traktowani niŜ w ogóle nie dostrzegani.

co świadomość własnej wolności. a co tkwi w głębokich . Ŝe Wanda kocha Seweryna i nie chce go bić. poniewaŜ obraz męŜczyzny zniewolonego sprzeczny jest z obrazem męŜczyzny. tajemnicze. Futro jest fetyszem dla męŜczyzny. była zdania. podobnie jak inni ludzie. W tym ujęciu pragnienia zjednoczenia się na drodze sadyzmu czy masochizmu — podobnie zresztą jak i poprzez miłość — są absurdalne. Warto przypomnieć. Ciekawe jest ujmowanie sadomasochizmu przez filozofię egzystencjalną. PoniewaŜ jednak chce mu sprawić rozkosz. Ŝe masochista nie pragnie cierpień. a pejcz jest instrumentem rozkoszy. JednakŜe jest to zjawisko o szerszym zasięgu. Dając rozkosz. Autentyczne Ŝycie człowieka cechuje się świadomością całkowitej odrębności od otaczającego świata i ludzi. PowyŜsza garść informacji o współczesnych poglądach na sadomasochizm pozwala na lepsze zrozumienie akcji toczącej się w niniejszej ksiąŜce. Znalazło ono najpełniejszy wyraz w wizji człowieka oraz koncepcji ludzkiej wolności Sartre'a. co po przeminięciu okresowego jego natęŜenia sprawia wraŜenie złagodzenia bólu lub obniŜenia nań wraŜliwości.Dawniejsze poglądy dotyczące masochizmu ograniczały go tylko do sfery seksualnej. ile satysfakcji osiąganej jest przez nią w wyniku dawania rozkoszy. amerykańska psychoanalityczka. Karen Horney. więc go bije. natomiast iluzją są nadzieje na "zjednoczenie" się dwu róŜnych wolności. która oznacza to samo. obejmuje między innymi pragnienie uzaleŜnienia się od innego człowieka oraz tendencje do obniŜania swej wartości. lecz z poddania się samo poniŜeniu oraz poniŜeniu i udręczeniu przez partnerkę. dlatego przeznaczeniem jego egzystencji jest samotność. Bolesne przeŜycia. a ile — z rozbudzonej potrzeby dręczenia. cierpienia i konflikty są dla niego podobnie przykre jak dla innych ludzi. W ten sposób spełnienie aktu masochistycznego zawiera w sobie elementy destrukcji w zakresie więzi uczuciowej. Ŝe "Wenus w futrze" jest najbardziej znaną i typową opowieścią Sacher-Masocha. sama ją przeŜywa. Zgodnie z nią człowiek jest utoŜsamiany z wolnością. Dając rozkosz i dręcząc — równocześnie rozczarowuje się i obserwuje u siebie obniŜanie się zaangaŜowania uczuciowego wobec Seweryna. JednakŜe w określonych sytuacjach stara się on zintensyfikować ból. Masochista czerpie w znacznie większej mierze rozkosz nie z bólu fizycznego. co w człowieku nieznane. Polega to na tym. w której opisane zostały praktyki masochistyczne. Trudno tu przy tym rozgraniczyć. KaŜda próba poznania tego. ód czasu jej opublikowania futro i pejcz naleŜą do stałych rekwizytów literatury masochistycznej. Oprócz tego Sacher-Masoch opisał tu ciekawe zjawisko rozszczepienia uczuć u kobiety. którego pragnie i który moŜe jej imponować.

strukturach psychiki u wielu ludzi, oprócz ciekawości budzi niepokój, obawy i lęki. Ludzie z reguły skłonni są do zbytnich uproszczeń i powierzchownych ocen zjawisk, które nie mieszczą się w ich dotychczasowym obrazie świata i człowieka. Są jednak i tacy, którzy próbują ujawniać te tajemnice, chociaŜ nie potrafią ich dostatecznie głęboko zanalizować. Do nich naleŜy zaliczyć Leopolda von Sacher-Masocha. Jego ksiąŜka pt. "Wenus w futrze" naleŜy do klasyki, mimo Ŝe nie został do niej zaliczony sam autor. Wielokrotnie cytowana w róŜnego rodzaju literaturze — doczekała się wreszcie bezpośredniego ponownego udostępnienia polskiemu czytelnikowi.

Kwiecień 1989 Prof. dr hab. med. Kazimierz Imieliński

Motto: "Bóg ukarał go i oddał w ręce kobiety" (Stary Testament — Księga Judyty)

PROLOG
Byliśmy w miłym, zacisznym pokoju sam na sam. Na staroświeckim, okazałym, renesansowym kominku płonął ogień. Siedziałem tuŜ obok, mając przed sobą ją — Wenus! I nie była to Ŝadna dama z półświatka, która by pod tym imieniem prowadziła kampanię z nienawistnym rodem męskim, ani nawet kusząca Kleopatra, lecz prawdziwa bogini miłości. Zagłębiła się w fotel, patrząc nieruchomo w płomień, który odbijał się rumieńcem na jej bladych licach. Od czasu do czasu poruszała jedną lub drugą stopą, by ją przysunąć bliŜej ognia. Twarz jej była skończonym pięknem, mimo zamglonych jakąś dziwną melancholią oczu. Patrzyłem więc w tę twarz jak w słońce, rozkoszując się harmonią klasycznych linii; Ŝałowałem tylko, Ŝe nie było mi wolno ujrzeć jej szyi i ramion, jakby wykutych z marmuru ręką największego z mistrzów. Urocza bogini otuliła się bowiem cała w bogate futro, kuląc się w nim i drŜąc, jak ktoś odczuwający dreszcze. — Nie pojmuję, łaskawa pani — odezwałem się po długiej chwili milczenia — jak moŜna... PrzecieŜ od dwu tygodni mamy wspaniałą wiosnę i wcale nie jest zimno. Chyba, Ŝe drŜy pani ze zdenerwowania... — Dziękuję za taką wiosnę — odrzekła głębokim, suchym głosem, kichając dwukrotnie raz po raz. — Wprost nie mogę tu juŜ dłuŜej wytrzymać i zdaje mi się, Ŝe... — Co pani chciała powiedzieć? — śe zaczynam wierzyć w to, co wydaje się nie do uwierzenia, i Ŝe pojmuję rzeczy, jakie uchodzą za niepojęte. Zgłębiłam filozofię niemiecką, zbadałam obyczaje germańskie, na mocy których Germanki celują w cnocie wierności i ... wcale juŜ się teraz nie dziwię, Ŝe wy tu na północy nie umiecie kochać, ba, nawet nie macie najmniejszego pojęcia, czym jest miłość. — Łaskawa pani pozwoli — przerwałem jej — zdaje mi się, Ŝe ja bynajmniej nie dałem pani powodu do takich wniosków. — No, co do pana — odpowiedziała kichając po raz trzeci i wzruszając ramionami z trudnym do opisania wdziękiem — byłam dla pana zawsze uprzejma, od czasu do czasu nawet pana odwiedzam, nie zwaŜając na przeziębienia, do których, mimo moich futer, jestem bardzo skłonna. Czy pan sobie przypomina pierwsze nasze spotkanie? — Miał Ŝebym o tym zapomnieć? Miała pani wówczas bujną fryzurę w kolorze hebanu,

tak. będziecie tylko pospolici. ze mnie — diablicę... przekląć. jak kaŜda inna. by kobieta była wierną nawet wówczas. ale za to doznajemy błogich uczuć cnoty i długotrwałego związku. gdzie moŜe tylko być mowa o zaspokojeniu. ludzie pomocy. a tak cudnie pięknej twarzy. KtóŜ więc jest tutaj bardziej bezwzględny? Wy. albo siebie samych w przystępie obłędu. co jest naturą kobiety oddającej się temu wszystkiemu. oblamowany gronostajem. jak tylko obudzoną tęsknotą do pierwotnego stanu ludzkości z ery pasterstwa i koczownictwa. Była pani ubrana w aksamitny Ŝakiet koloru fiołków..czarne jak węgiel oczy. Tak.. — Niewdzięcznik! — Nie mam bynajmniej zamiaru czynić pani wyrzutów. dzieci refleksji. i aby wam się oddawała bez własnego zadowolenia. moŜecie mnie skazać na wygnanie. to. ale równocześnie takŜe kobietą. gdy nie kocha. — Tak. A jaki pan był pojętny wówczas. Tak. jak długo kochamy. Z nas. jesteśmy wierne tak długo. bierzecie miłość zbyt powaŜnie i szafujecie argumentami tak zwanego obowiązku tam właśnie. świeŜe. w którym przeŜyłem pełne dwa tysiące lat. wymagacie jednak. będąca najwyŜszą rozkoszą na ziemi. gdybyście chcieli stać się naturalni. marmurowej. — Pani nauczyła mnie kochać. co kocha. Wy. Jest ona dla was niedostępna... Z chwilą. azali z zeschłego kija kwiaty wonne wytrysną! . krótko mówiąc. co do tego. która w miłości jest tak samo groźna. — Ba. gorącego umiłowania. pani. — Nazywa pan groźnym to — odparła Ŝywo — co jest koniecznym elementem zmysłowości. Pani jest boginią piękności. był pan zakochany w tej toalecie. Poznałem panią jednak po bladej. — A jak bezprzykładnie byłam panu wierna. — Tak.. niech odbywa potem pielgrzymkę do Rzymu boso w worze pokutnym i oczekuje. kobiety. a kocha to.. Ale ta miłość pierwotna. nie nadaje się dla ludzi nowoŜytnych. zabijać przed mym ołtarzem na ofiarę. dla was. płonące purpurą usta. uczyniliście demony. ale czy moŜe być straszniejsza rzecz nad niewierność jednej lub drugiej z zakochanych w sobie osób? — Ech — przerwała — my. słonecznych bóstw Grecji. co jej się podoba. — A jednak — przerwała mi — nie jest to niczym innym. męŜczyźni. jeŜeli ktoś będzie miał odwagę dotknąć moich płomiennych. — No. ust. Naturę uwaŜacie bowiem za coś niegodnego. odsłoniła przede mną nieznany świat miłości... jak w bachanalie.

ba. — Zasady pani.. jak mnie pan z pewnym zadowoleniem nazywa. ale przecieŜ to ona tutaj rozstrzyga. fiołki i mirty. zagłębiając białe palce w futro. My w waszym świecie lodowaciejemy!. — A mianowicie odczuje zazwyczaj stopę na swoim grzbiecie męŜczyzna — przerwała mi Wenus szyderczo — o czym znowu pan wie lepiej. im gorzej z nim się obchodzi. słonecznym kraju.. łazienki i templa. Kobieta więc byłaby bardzo niemądra. Ŝe męŜczyzna i kobieta. no a ja przygniotę pana za to bez Ŝadnej litości.. jedną wolą. rozbrojony zupełnie. zbudowano Pompeje i nie dla was przeznaczono pompejańskie wille. pani to zresztą wie lepiej sama. Ŝe tylko na moment stają się oni jedną wspólną myślą. niŜ ja. nie dla was.. jak i w naszej ponurej ustroni. Ŝe pan jest obecnie moim niewolnikiem.. Nie dla was jednak ich woń! Błądźcie dalej we mgle pomocy! Nas. Marmurowa piękność rozkaszlała się i naciągnęła na ramiona bobrowe futro... — Nie moŜe pani jednak zaprzeczyć. tym silniej będzie przez niego kochana i uwielbiana. — Pani? — Pan mnie jeszcze nie zna!.PrzecieŜ u moich stóp w kaŜdej chwili zakwitają róŜe. i mam prawo być taka. który się wcale nie łudzi. Wam niepotrzebni są bogowie. no i . jednakŜe im jest groźniejsza i bardziej niewierna. Potem następuje tym większa między nimi przepaść. Ŝe miłość jednoczy dwoje ludzi w jedną istotę tylko na czas bardzo krótki. pogan.. są dla siebie wrogami. im mniej okazuje mu litości... — rzuciłem. nie wygrzebujcie nas! Bo to dla nas. im bezczelniej nim igra. zarówno w waszym pogodnym. — Oparte są na tysiącletnich doświadczeniach — podchwyciła ironicznie. o tyle więcej wzbudzi w męŜczyźnie lubieŜności. samo poczuje wnet pęta na grzbiecie. tym prędzej opanuje ją męŜczyzna i zniszczy zupełnie.. Jestem groźna. — To znaczy.. nic więcej. — Tak jest. jednym uczuciem. — Dziękujemy za lekcję klasycyzmu — odezwałem się po chwili. i dlatego właśnie nie poddaję się Ŝadnym złudzeniom.. MęŜczyzna poŜąda. zostawcie w spokoju pod gruzami i lawą. Natura dała jej męŜczyznę w nagrodę za namiętność. Tak było zawsze .. kobieta jest poŜądana. JeŜeli któreś nie ma zamiaru wprząc w jarzmo drugiego. — Im bardziej kobieta jest oddana i uległa. aby go w końcu zdradzić i śmiać się z jego niedołęstwa. nawet zabawki. gdyby nie uczyniła sobie z niego niewolnika.

więc nie zaskakiwało mnie jego zachowanie. — Wie pani — zauwaŜyłem — Ŝe od czasu naszego ostatniego widzenia stała się pani nie lada kokietką? — O. Znałem go od trzech lat. lecz gruba.. ujmując mnie pod ramię. jak postać pięknej i despotycznej kobiety.. Wiedziałem. otarł ją i połoŜył na stole. — Pan śpi. wiecznie podchmielony kozak. Był to dziwak. Był pod silnym wraŜeniem. — Futra? — zapytałem zdziwiony. Pomimo młodego wieku — liczył bowiem . Nie była to jednak delikatna. która mną potrząsała. Ŝyjąc z nim w ścisłej przyjaźni. Bogini parsknęła śmiechem. Budził mnie mój stary. i tak było w istocie. — Bez wątpienia — wtrąciłem — nic tak męŜczyzny nie zdoła porwać i odurzyć. która w sposób bezwzględny zmienia kochanków jak rękawiczki. ogorzała piącha. Poznałem. Otwarłem oczy z wysiłkiem i ujrzałem rękę. Dla mnie jednak był on personą bardzo ciekawą i zarazem sympatyczną. — No i do tego ubiera się w futra — dodała bogini. gdy najwyŜsza pora jechać do pana Seweryna. Oparł ręce na kolanach i pogrąŜył się w głębokim zamyśleniu. gdy mu to wszystko opowiedziałem.. — Wstawaj pan! — powtórzyła tonem rozkazu. dodając: — I to spać wówczas.od Heleny i Dalili do Loli Montez. który zaprosił nas na herbatę! — Szczególny sen — rzekł Seweryn.. jakby łapa niedźwiedzia.. aŜ tak! Z czegóŜ to pan wnioskuje? — Pani wie dobrze.. Podniósł ksiąŜkę z podłogi. Ŝe przez dłuŜszy czas nie poruszy się nawet. Ŝe to futrzane okrycie stanowi najwspanialszą ozdobę jej posągowej piękności. — NiechŜe pan wstaje! — powtórzył kozak raz jeszcze — to zgroza! — Co znowu? Jaka zgroza? — Zgroza spać w ubraniu i do tego nad ksiąŜką. — Znana mi jest poprzednia miłość pańska. stojąc tuŜ nade mną. jak z marmuru wykuta dłoń bogini. który niemalŜe za szaleńca uchodził w całej kołomyjskiej okolicy. niech się pan zbudzi! — odezwała się po chwili.

Widocznie widziałem przypadkowo u ciebie ten obraz i . w pokoju zapanowała cisza. aerometr. Był to.niewiele ponad trzydziestkę — był zamoŜnym właścicielem dóbr ziemskich. Były tu szkielety zwierząt. Ŝe. wzrokiem pełnym rozkosznego omdlenia patrzył w twarz dręczącej go kobiety z uśmiechem. Nagle spostrzegłem wśród tych rupieci. na pół praktyczny — uregulowany ściśle według zegarka.. w blasku ognia kominkowego. — Naprawdę? — Och. Przerywał ją tylko trzask ognia na kominku i syczenie olbrzymiego samowara. wobec czego kaŜdy chętnie ustępował mu z drogi. chociaŜ najwidoczniej maltretowany. Hufelanda. Wyglądał jednak bardzo skromnie. odlewy gipsowe. W nawale tych praktyk miewał często napady zdenerwowania tak gwałtowne. własnymi oczyma. — A więc teraz rozumiem. Człowiek ten. a przy tym odznaczał się pewną powagą i pedanterią. hydrometr oraz wszystkie mądrości Hipokratesa. co do minuty. więcej moŜe — jak pies wierny.. barometr. który tarzał się przed nią jak niewolnik.. wyraŜającym boleść i równocześnie jakieś dziwne zadowolenie. przypatrując się urządzeniu komnaty tego dziwaka. wypchane ptaki. obraz.. Z twarzy jej promieniowała słoneczna pogoda i wyraz jakiegoś rozkosznego zadowolenia. Kołysałem się w bujanym fotelu. który dziś jeszcze stoi mi przed oczyma i wzbudza we mnie niezwykłe wraŜenie. to głupia historia. ba. w prawej ręce dzierŜąc szpicrutę. Ŝe omal głową muru nie przebijał. wskazując obraz. Kingge'a i lorda Chesterfielda.. Miał swój własny oryginalny sposób Ŝycia. na pół filozoficzny. Platona. Wyciągnęła się w półleŜącej postaci na otomanie. modele i inne osobliwe drobiazgi. choć nieco ostrych rysach. na lewym łokciu się wsparłszy. malowany dość barwnie według szkoły belgijskiej. Widziałem ją w moim śnie. globusy. o szlachetnych. Seweryn. Wydawał się młodszy o jakieś lat dziesięć i nie nosił wówczas brody. okrytą jedynie futrem o obfitym ciemnym włosie. jakiej podlegają ludzie starsi i zdziwaczali. na jawie. Lewą stopę oparła niedbale na grzbiecie męŜczyzny. To ona! — Widziałem ją i ja — odparł grobowym głosem Seweryn — z tą tylko róŜnicą. przedstawiający przecudnie piękną nagą kobietę.. Kiedy gospodarz mój zamilkł. Równocześnie stosował ściśle w praktyce termometr. — Wenus w futrze! — zawołałem. Kanta. Był to obraz olejny wielkich rozmiarów.

. Powiedz mi jednak. Najprawdopodobniej malował on portret jakiejś Messaliny i z grzeczności dodał amorka. mówiąc: — A teraz spójrz tam. złapię ja cię jeszcze! — wołał za nią. Sewerciu? — odparł tym samym groźnym tonem. śmiejąc się dość nienaturalnie i zapalając świeŜe cygaro. aŜeby uniknąć. — Powinnaś słuchać! Słuchać! Rozumiesz? Piękna kobieta skoczyła. Seweryn wstał i wskazał palcem futro. Ŝe obraz dziś wydaje się nam bardzo pikantną satyrą na naszą uczuciowość. którym upiększył Tycjan swą boginię miłości. przeniesiona na północ. Wenus. chwytając harap z kołka. był doskonałą kopią znanej z galerii drezdeńskiej Wenus przed zwierciadłem Tycjana. — Dzieło wielkiego mistrza nie jest niczym innym. Ŝe nie znoszę jaj na twardo! — krzyknął podniesionym głosem. — Poczekaj. — Sądzę. . w których ukazała się postawna i piękna blondynka. Później dopiero jakiś specjalny znawca epoki rococo ochrzcił postać imieniem Wenus. — Ile razy mam ci powtarzać. wskazał mi pendant. — AleŜ. groŜąc harapem. drogi Sewerciu — szepnęła trwoŜnie. W tej chwili otwarły się drzwi. — I tu równieŜ Wenus w futrze — rzekł uśmiechając się smutnie. Niewątpliwie odegrała ona w twoim Ŝyciu waŜną rolę. Zresztą mniejsza o to — dosyć.. Ŝe kobieta zadrŜała. zamiast odpowiedzi. stanowiący pendant do tamtego.. trzymającego lustro. Ŝe stary Wenecjanin nie uczynił tego z rozmysłu. — No? I cóŜ? — zapytałem. czyŜ nie tak? Seweryn. przeziębienia. musi się okrywać starannie futrem. którym mistrz okrył swój model dla zwykłej przyzwoitości.. ubrana w czarną jedwabną suknię. Seweryn wziął jedno jajko i nadbił je łyŜeczką. uznane zostało za symbol okrucieństwa towarzyszącego kobiecej piękności.. — Co to znaczy.przyśnił mi się potem.. jak tylko pochlebstwem przeniesionym na płótno. tak. w lodowy chrześcijański świat. jak spłoszona sarna i zniknęła za drzwiami. Ostatnie słowa wypowiedział na pół Ŝartobliwie. Drugi obraz. o duŜych modrych oczach. jaki zaistniał związek między tobą a tą dziwną postacią. Wniosła nam zimne przekąski i jajka na miękko do herbaty. a futro. aby w nim mogła oglądać przecudne swoje wdzięki w całej okazałości.

. Jeśli się jej podda. powiedział Goethe. Nie widzisz. Ŝyj sobie jak pasza w swoim haremie.. mając moŜe na myśli nie co innego. — Pytałeś mnie przedtem o znaczenie tego malowidła na ścianie i winienem ci odpowiedź.. jedno z dwojga. Rękopis był zatytułowany Zwierzenia głupiego fanatyka. — Musisz być albo młotem. — Ech. idź sobie. kładąc mu rękę na ramieniu.. tylko nie zaprzątaj mi głowy swymi teoriami. Ŝe cię [kobieta] za nos wodzi. lecz doświadczenia — odparł kiwając głową.. co mnie to obchodzi. — Niechbym ja tylko zaczął ją pieścić. — Dlaczego nie? — przerwał mi Ŝywo. swawolny zalotniku. PoniŜej znajdowały się. poniewaŜ wychowuję ją z harapem w ręku. odwróciwszy się plecami ku mnie i zamilkł. oho! Wprzągł się w jarzmo i niebawem poczuje chłostę. — Osobliwe maksymy. Mefistofeles" . To samo dała ci równieŜ do zrozumienia we śnie twoja Wenus. Wybór do niego naleŜy.. której ona nigdy nie omieszka wykorzystać. wnet by mi zarzuciła na szyję arkan..... — Jak moŜna obchodzić się w ten sposób z tak piękną kobietą? — Ho. Musi on być albo jej tyranem. czytaj! Usiadł naprzeciw kominka.. mój kochany — odparł nieco spokojniej. jeŜeli tylko męŜczyzna nie ma się na baczności. Zapanowała znowu taka cisza jak przedtem.— Sewerynie. Chcesz wiedzieć jak to było? Dobył z biurka rękopis i połoŜył na stole. jak tylko stosunek między męŜczyzną i kobietą. albo niewolnikiem. zamiast motta. albo kowadłem... dwa wiersze wyjęte z Fausta: "Ty nadzmysłowy. mrugając znacząco jednym okiem. — Czułem juŜ baty na własnym grzbiecie. Zabrałem się do czytania.. — Nie maksymy. przerywana tylko cykaniem świerszcza w starym murze i syczeniem samowara.. — Idź sobie ty. Kobiety naleŜy tresować tylko w ten sposób. dajŜe pokój! — wtrąciłem się. ubóstwia mnie wręcz. Chcesz... a tak. nie inaczej! — Zresztą.. Na namiętności męŜczyzny opiera się moc kobiety. ho! Przypatrz no ty się jej lepiej.

Odwróciłem kartę i zacząłem czytać... .

dodałem teŜ wiele myśli nowych. Wspaniałe zdanie! Stosuje się ono w zupełności do mnie w chwili.. jakoby powietrze napełnione było wonią. bez Ŝenady przed samym sobą. to znaczy nie wychodziłem . tryskającą z rozdartego serca i ran odnowionych wspomnieniami.. powiedział gdzieś: "Prawdziwie komiczną muzą jest ta.. Dym z kominka kłębi się i przybiera postacie złośliwych chochlików. Ŝe usunąłem wszystko. muzyce i wszystkich innych sztukach pięknych. porozcinania arkuszy. i to nie atramentem. jak malowałem lub grałem. są wypisane z dawnego mego dziennika w formie zmienionej o tyle.RĘKOPIS SEWERYNA Zwierzenia. która pod maską uśmiechu i wesołości łzy roni". * * * Gogol. wskazujących mnie palcem z chichotem i drwiną. zaopatrzyć teatr w nowości repertuarowe na cały sezon. Wydaje mi się. ale. urządzić szereg koncertów i pikników. jak w poezji. Sewerynie.. siadają mi na kolanach i muszę się uśmiechać nienaturalnie. jak tylko dyletantem zarówno w malarstwie. lecz krwią własną. co mi się wydawało mniej bezstronnym. prócz napięcia płócien. gdy piszę te słowa. gdyŜ jestem (ach. zawarte w tej ksiąŜce. które w bolącym sercu zrodziły się jako wspomnienia. nawet śmiać się głośno — a równocześnie opisywać swoje przygody. okłamuj drugich. A przede wszystkim jestem dyletantem w Ŝyciu! śyłem dotychczas tak samo. Ból mną wstrząsa ogromny i od czasu do czasu padnie na białą kartę — łza. * * * OcięŜale. Gości jeszcze nie ma. Pora znakomita do pisania sielanek. które swoim mistrzom zapewniają sławę i potęgę. która mnie odurza i powoduje zawrót głowy. leniwie wloką się dni w zacisznej miejscowości kuracyjnej w Karpatach. pyzate amorki wskakują na poręcz mego krzesła. bo siebie okłamać nie zdołasz nigdy) nikim innym. nie zrobiłem jeszcze nic. Miałem zamiar urządzić tu własną wystawę obrazów. ten rosyjski Moliere.

a raczej w lesie czy puszczy. Jednym z nich jestem ja. okna od jej pokojów są prawie zawsze zasłonięte storami. osłoniętą szczelnie pnącymi się roślinami i spędzam tam. Często w pogodne dni kładę się na kwietnym kobiercu pod młodym bukiem i czytam. gdyŜ zakochałem się w innej i to bardziej nieszczęśliwie niŜ kawaler des Grieux w Manon Lescaut. tocząc się po głazach i złomach. znajduje się w parku. wykuta z kamienia. zalana promieniami letniego słońca. który właśnie dobiega pełni. Mieszka na pierwszym piętrze — ja na parterze. gdzie rzucam okiem czasem od niechcenia i widzę poprzez liście i sploty zieleni — białą kobiecą suknię. ale i w miłości. otrzymującego za to zawsze spokojny uśmiech. poniewaŜ ukochana moja. nie wiem sam. Jest ona istotnie piękna i dość młoda (liczyć moŜe nie więcej nad dwadzieścia cztery lata). a balkon opleciony gęsto dzikim winem. Prawdę powiedziawszy. Na środku polany wznosi się postać Wenus.. którzy zaczynają wszystko. kulejące na jedną nogę i kot. Jest tu jeszcze stare psisko. Ŝe ten kłębek naleŜy do pięknej wdowy. Nie ma tu nikogo. jakie w Ŝyciu widziałem. zwłaszcza dla mnie.. a nie kończą niczego..nigdy poza ramy projektów. Siedzę przy oknie w swoim kuracyjnym gniazdku i uwaŜam je za bezgranicznie poetyczne. Zresztą nie ma o czym mówić wiele. znaczną część dnia na pisaniu i malowaniu: Mam stąd widok na ów balkon. wykuta jest z kamienia. namiętnie. Tu równieŜ kończy się na projektach i idealnych planach.. OtóŜ ta Wenus wydaje mi się najpiękniejszą ze wszystkich kobiet. oprócz mnie. Piękność jest niedościgniona. zakochanego po uszy. i podobno bardzo bogata. i rozsieje srebrną poświatę wśród . gospodyni pani Tartakowskiej ze Lwowa i jakiejś wdowy z Moskwy. Ale nie ma nad czym rozwodzić się wiele. a następnie odwiedzam swoją ukochaną. jak to określić. w którym mieszkam. niewiele kobiet pięknych widziałem dotychczas i jestem dyletantem nie tylko w sztukach pięknych. Piękna kobieta jednak obchodzi mnie niewiele. W głębi parku znajduje się mała polanka. TuŜ obok wznosi się stroma góra. nawet w nocy padam przed nią na kolana i głowę o jej stopy oparłszy modlę się do niej. z której spadają strugi potoków i szumią. Jest to prawdopodobnie kopia arcydzieła z Florencji. szalenie w kamiennym posągu kobiecym. Dom. Gdy wzejdzie księŜyc. Zdaje mi się. na których rozpierzchły się trzody wełnistych owiec. niemą i zimną. na której pasą się dwie oswojone sarny. Zbocza i stoki pokryte są runią świerkowych lasów i kwietnych hal. który się ciągle bawi kłębkiem nici. Są ludzie. W dali dźwigają się w jasny błękit ośnieŜone szczyty Tatr. Ja zaś mam na dole altankę. zaklęty w zimny kamień.

. Gdy pewnego wieczora wracałem aleją od swojej bogini. bo w nim ci najbardziej do twarzy. przekupień. Dech we mnie zamarł.. Ŝe ta zaklęta królewna miłości zaczyna oŜywać. Osłoń się płaszczem despoty. Ŝe poczułem w sobie natchnienie. nie namyślając się wiele.. z jakąś ironiczną kokieterią. z rozkoszą i lubością kąpiąc się w srebrnych strugach księŜycowych promieni. Wspaniała posągowa piękność bogini. i począłem się jej przypatrywać. Jestem dyletantem. Wieniec zakrywa zdradne róŜki. Jak wszystkie bóstwa olimpijskie. zaklętym w marmurowym obliczu. spostrzegłem w pobliŜu wyniosłą postać w bieli. ma w ręku podobiznę mego ideału." Ustawiłem rycinę na stole.. wyczuwając przyspieszone bicie własnego serca i drŜąc z nieznanej trwogi jak liść. no i .. * * * Co za zbieg okoliczności! śyd. rozścieli potop blasków na uroczej. gotowa rzucić mi się w ramiona! Stanąłem. bez Ŝadnej wątpliwości. co mi sił starczyło. zachwyca mnie i równocześnie budzi grozę! . uciekłem. ty — groźna bogini miłości! I nakreśliłem z pamięci urywek z Fausta: DO AMORA! "Ułudą jest tych skrzydeł para. Amor. Ŝe sama wywołujesz w sercu człowieka płomienie. Ŝe to najukochańsza moja zstąpiła z piedestału i poszła mymi śladami. zacisznej polanie — zdaje mi się. Postać wydała mi się tak piękna. zajmujący się sprzedaŜą fotografii i widoków. Zakapturzonym jest szatanem. Jest to zdjęcie fotograficzne obrazu Wenus przed lustrem Tycjana. O Wenus! Kostniejesz z zimna.mroków. najpospolitszym dyletantem w świecie! Oto.. udrapowanej w sobole. Kupiłem karton i opatrzyłem go napisem: Wenus w gronostajach. Zdawało mi się. z niewysłowionym czarem. za mną. o brzeg ksiąŜki ją oparłszy. Strzały — to zwykłe orle szpony. mimo. o posągowych konturach.

na polankę. jak okiem sięgnąć. ów olbrzymi bohater. Lecz jakŜe blednie to szczęście wobec pełnej udręczeń-błogości. do mojej bogini. zapomniawszy zupełnie o tym. Izraelici nie bardzo byli uprzejmi dla kobiet. Samson. a niewierną okrutnicę". a ponad nimi ścieli się srebrna poświata. Śniadanie spoŜyłem w altance i zabrałem się do czytania Księgi Judyty. kochanki zaklętej i czarownej! Noc jest chłodna. Biegnę do pokoju i chwytam kilka tomów. Zdanie zaiste epokowe. coś ciągnie do parku.. Ŝe do jednego z nich włoŜyłem fotografię Wenus.... Pani Tartakowska. Ubieram się. Coś mnie woła. Cisza. tę piękną i ubóstwianą.. który wydaje człowieka w ręce kobiety za karę! — pomyślałem w głębi duszy. więc zdradziła go teŜ po raz drugi — i Filistyni ujęli go i wykłuli na jej rozkaz oczy.... tak jak i ich Bóg. Wenus to. Nie wysiedzę w pokoju. * * * Pełna tarcza księŜyca wytacza się nad szczyty gór i nad wierzchołki jodeł okalających park... jak dziwna i piękna muzyka . Stara juŜ weszła do niej na balkon. która ścięła mu głowę.. Na balkonie przez sieć zielem przebija się obraz jakiejś postaci. Mgła leciuchna wtłacza się w wąwozy i zagłębienia. jakby przez noc jeszcze bardziej niŜ dotąd się zgarbiła. przesycone wonią kwiatów i Ŝywicy. by On miał mnie ukarać? Do licha! Ale oto zbliŜa się nasza gospodyni. zazdroszcząc srogiemu Holofernesowi królewskiej niewiasty.. która robi wraŜenie. zwrócone do ostatniej chwili na nią. CóŜ jednak zawiniłem ja.. jakiej się doznaje. która go przedtem zdradziła. do niej. I tylko strumyki spadają z łoskotem po skałach. to szczyt rozkoszy i szczęścia na ziemi. Powietrze. silnie i bez litości. dał się opanować ponownie Dalili. Co za uroczysty nastrój. Co sobie pomyśli o mnie ta urocza wdówka? W tej chwili wybuchnęła śmiechem. czy wdowa? Tym razem jest to istotnie ta ostatnia..Chwytam pióro i piszę: "Kochać i być kochanym. Wstrząsa mną lekki dreszcz. "Bóg ukarał go i oddał w ręce kobiety". hen. gdy ubóstwiana przez nas kobietatyranica przygniata nas stopą. aŜ za cięŜkie jest do oddychania. prosi mnie w jej imieniu o ksiąŜkę do czytania. Niezawodnie śmieje się — ze mnie. uczyniwszy przede mną panieński dyg.

mglisty i wietrzny. Ŝe zmyliłem drogę.. Zmierzam ku niej. cała w bieli. Znowu zdaje mi się. a z oczu promienieją dwa zielone płatki. a ten szatański śmiech ściga mnie przez ocienione aleje i polanki zalane światłem księŜyca.. Ogarnia mnie lęk — uciekam. tętniąca pełnią Ŝycia. Przystępuję bliŜej i — oczom uwierzyć nie mogę. gdy wtem zauwaŜani. Ŝe to bóstwo zstąpiło z kamiennego głazu. zrywami. Zawróciłem. Kilka zimnych kropel rosy spadło mi na twarz. i nagle oczom moim przedstawił się wspaniały widok.wokoło! Gwiazdy błyszczą z rzadka na pogodnym granacie nocnego nieba. która prowadzi w głąb wąwozu. bogate futro.. Uciekam na oślep i wpadam w jakąś gęstwinę. wielbicieli zamieniała w potwory.. zacząłem mówić sam do siebie.. który mnie otrzeźwia. kim ja jestem właściwie: dyletantem czy głupcem"? * * * Ranek był posępny. Odzyskuję na chwilę równowagę umysłu i z pewnym zadowoleniem powtarzam: — Osioł! Patrzę na świat znowu trzeźwo i rozsądnie. Człowiek bywa dla siebie albo za bardzo grzeczny. A śmiech ten jaki dziwny i nienaturalny. Ŝe to istota Ŝywa. oglądając się raz jeszcze w kierunku posągu i tej białej postaci na kamiennej ławce.. dalej grabową aleję i willę. uciekam szybko. Za chwilę jestem w swoim pokoju. Czytam Odyseję — o przecudnej Kirke. Na kamiennej ławce siedzi kobieta. . Mimo to udałem się do swojej altany. by co kilka kroków przystanąć i zaczerpnąć powietrza. tylko na ramiona zarzuciła. kładę się do łóŜka i myślę: — "No. Usta jej drgają jak dwa róŜane listki. Zaledwie postąpiłem kilkanaście kroków. jakby pokryta taflą lodu. albo zbyt grubiański. Z ramion posągu opada aŜ do stóp cięŜkie... Ona się śmieje.. futro.. Stojąc tak. Polana wydaje mi się gładka..która twoich wartościowy przykład staroŜytnej miłości. jak perły.. Czuję w piersi brak tchu. ponad którą wznosi się posąg mojej bogini. spostrzegłem. wchodząc w alejkę. — Osioł! Słowo to wywiera znakomity wpływ. Wcale . Nie mogłem się ruszyć dalej. Rozpoznaję w pobliŜu wodotrysk.

dla urozmaicenia. Jestem nawet mało szarmancki. Wenus! AleŜ bynajmniej. Ŝe znalazłam. przedstawiając się równocześnie: Wanda Dunajew. W pańskiej ksiąŜce znajdowała się podobizna. — Przeląkł się pan mnie dzisiejszej nocy.. tak sobie.. Ŝe przyszła tu.. posągowych.. Ŝe wstrząsa mną dziwny lęk. skończenie artystycznych. zapomniałem. — No. Wenus bez futra.moŜe pani będzie łaskawa spocząć. bezdenne.. poszczególne zarysy Ŝył na szyi i ramionach.Wiatr porusza liśćmi i trawą.. luźnym stroju wygląda istotnie jak posąg. — Właściwie.. Ŝyjąca i piękna wdówka. tym razem urocza.. W tej chwili zwróciła ku mnie oczy pełne siły i wyrazu — oczy zielone jak tatrzańskie jeziora i głębokie... — Łaskawa pani zadziwia mnie odgadywaniem moich tajemnic. — Naprawdę? — Wie pan.. Wstaję nareszcie i oddaję jej ukłon. Postać o liniach łagodnych. — Ach. lecz rude) ocieniają jej śliczną twarzyczkę i nadają cechę demonizmu. Usiadła przypatrując mi się uwaŜnie.. Na balkonie równieŜ jakiś szmer.. Znać. .. Zeszła następnie do mojej altany i zapytała o imię. Jest wzrostu średniego. Płeć o aksamitnej i zarazem marmurowej bieli.. — Niech się panu zdaje. chociaŜ juŜ wówczas nie naleŜałem do młodzików. Ona wychyla się z balkonu i jeszcze głośniejszym.. Patrzy ku mnie. Podnoszę wzrok. zapomnienie się na chwilę... a te uwagi na odwrotnej stronie są bardzo interesujące.. Spostrzega moje zmieszanie.. — Pani. Śmieje się naprawdę diabolicznie. no i — zdaje mi się.. przewraca mi kartki w ksiąŜce.. Ona! W białej sukni.. a więc nie Wenus.. teraz prawie dziecięcym wybucha śmiechem. W ten sposób nawiązaliśmy między sobą znajomość. — Nic trudnego. a mimo to Wenus! W porannym. zda się. Zaciąłem się jak młody Ŝak albo stary osioł i nie wyrzekłem słowa. rude (tak. z pewnością nie blond lub złote.... o główce pięknej jakby z portretów francuskich z epoki markizów. — zająknąłem się znowu i zarumieniłem po uszy jak szesnastoletni młodzik. ale. Wenus. . Widocznie zauwaŜyła.. okrytych lekkim aŜurowym szlafroczkiem.. ja istotnie.. tak.. bo nie podnoszę się z siedzenia i nie odkrywam głowy.. pragnęłam od dawna poznać prawdziwego fanatyka. Włosy bujne i...

. — Nie podzielam ich — przerwała mi Ŝywo. jeŜeli pchani przez płonącą Ŝądzę oddamy się takiej kobiecie. która oszukuje i bywa oszukiwana.. Wówczas "na samo wejrzenie budziła się poŜądliwość. a wynikiem jej było uŜycie rozkoszy". potrząsając głową tak. kłamstwem. pogodna i bez cierpień i ideał ten staram się urzeczywistniać w mym Ŝyciu. KaŜdy z nas woli biedną. Cywilizacja średniowieczna i nowoŜytna narzuciła ludzkości walkę ducha ze zmysłami.. według zwyczaju. my jesteśmy zazdrośni. niŜ staroŜytną Wenus. JeŜeli jednak natura przezwycięŜy nas. Sprawiło jej to wielkie zadowolenie. — Ideałem moim jest miłość helleńska. Prawdziwie współczesne zasady. rude włosy jak czerwone płomyki. — Pan uwaŜa miłość — odezwała się po chwili — a przede wszystkim kobietę. wybiera i odrzuca. namiętność jej wydaje się nam demoniczną grozą i poczuwamy się. W miłość naszych czasów. nie jesteśmy w stanie podołać swobodzie pogańskich bogów.jak przed jakimś widmem. nie potrafi ocenić najlepszego męŜa i wśród łez i spazmów nie potrafi wypełnić tak zwanych obowiązków. tę biedną histeryczną istotę. broni się pan przed nią. a które są bez zaprzeczenia rozkoszą. Tak na przykład imię wspaniałej Fryne stało się u nas obelgą. z czym zdradziła się słodkim. i klnie los i Ŝycie. ale wyraźnie ironicznym uśmiechem triumfu. Ŝe chce Ŝyć i kochać jak Helena. afektacją. — O tak. ucieka. ludzie nowoŜytni.. Niech mi się pan dobrze przypatrzy. nieszczęśliwa i biedna — zamiast wyznać otwarcie. który odpokutować naleŜy. Jestem o wiele gorsza od heretyczki. dla pani jedyne miejsce jest na Olimpie —odparłem — ale my. Nie! Natura . pojutrze znowu kogo innego. ale która dziś kocha Parysa. jak Aspazja. wcale nie wierzę i nie uznaję jej. kiedy to "bogowie kochali się wzajemnie". szuka wciąŜ. aŜ jej się wzburzyły bujne. — Pani ich przecieŜ nie podziela. włączyła ją do rzędu przykazań. zwłaszcza w miłości. nie chce pan doznać gwałtownych wzruszeń i cierpień. chociaŜby to była Aspazja. poganką! Miłość była naturalna tylko w epoce bohaterstwa. mimo białego dnia. która jest wprawdzie piękna pięknością bogów. My się wzdrygamy na samą myśl. która w wycieczkach somnambulicznych goni za niedoścignionym ideałem. bledziuchną panienkę. do grzechu. która do niego wyłącznie naleŜy. za coś wrogiego. które ona ze sobą niesie. Wie pan o tym i ucieka. Wszystko inne jest pańszczyzną. Ŝe moglibyśmy dzielić się miłością jednej kobiety. skrępowaną kodeksami religijnymi.. — A zatem i pan sprzysięga się na kobietę współczesną.. jutro Adonisa. czego ja zupełnie nie uznaję i nie mam zamiaru co do tego. bo jestem.

która by się zbuntowała przeciw tym urządzeniom obyczajowym. bogata i —. Ŝe dzisiejszy świat pod względem pojęć o miłości przeszedł w sferę. niezdara. co? . a tylko kochałam kiedyś? Bynajmniej. ukamieniowana i spalona na stosie.. bo uzasadnili potrzebę obowiązku i ofiary. — Pozwól mi pan dokończyć.. spełzły na niczym. pani daruje.. chcę panu powiedzieć — jednostka. ceniąc wyŜej własne szczęście.niech pan tego nie uwaŜa za zarozumiałość — piękna. co mam na tej ziemi... co z nimi zrobić. kto mi się spodoba i uszczęśliwię kaŜdego. aczkolwiek pogańskie.. pokocham kaŜdego. gdy czysta moja dusza śpiewać będzie w anielskim chórze lub teŜ gdy prochy moje utworzą jakąś nową istotę? JeŜeli więc nie będę wiecznie taką. jest to o wiele piękniejsze. Jestem młoda. JeŜeli męŜczyzna zagrzebuje kobietę w ukryciu jak skąpiec skarb.. jako Wanda Dunajew. kto mnie pokocha.. ale.nie zna trwałości w stosunku męŜczyzny i kobiety. to co mi z tego.. którego nie kocham. JestŜe to brzydkie i złe? Zdaje mi się. Wynalazcy małŜeństw nierozerwalnych dobrze zrobili. — Godność pani zachwyca mnie i nie tylko godność.. ślubów i kontraktów wprowadzić w zmienną istotę ludzką — trwałość miłości..... Podczas tych wynurzeń ująłem bezwiednie jej ręce i nie wiedząc.. powołując się na nieśmiertelność równocześnie. niŜ gdybym odtrącała bez litości i naraŜała na cierpienia tych. zgnilizny? — Ale. — zacząłem i znów słowa uwięzły mi w gardle. — Co? Co chciał pan powiedzieć? — Chciałem powiedzieć. jaką obecnie jestem. śyję więc wesoło i uŜywam świata wedle własnego upodobania. — Ale.. jak wylęknionej pensjonarce. Ŝe przeciwnie. Wszystkie próby usiłujące za pomocą świętych ceremonii. nie zrezygnuję ze swego szczęścia.. A jeŜeli ja. Chcę wykorzystać Ŝycie i rezygnuję zupełnie z waszych obłudnych poglądów. oczywiście puściłem je szybko. — Co. I czy moŜe pan zaprzeczyć. zostałaby wyklęta... to co mi po tym wszystkim? Z jakiego zresztą względu muszę zaprzeć się samej siebie i zaprzedać się w niewolę męŜczyźnie. którzy się do mnie garną. Ja jednak wcale nie mam zamiaru Ŝyć wiecznie.. przerwałem pani. tracę z ostatnim tchnieniem wszystko. — Łaskawa pani. nieprawdaŜ? A mimo to ja mam na to odwagę! Moje zasady są prawe.. to jest to z jego strony szczyt egoizmu.

Raz nawet dodał: "Nie kłam przede mną. który juŜ od kolebki otoczył mnie wizerunkami i kopiami dzieł sztuki antycznej. gdyŜ nagle błysnęła mi świetna myśl — czy pani sądzi. Miałam rozsądnego ojca. Herkulesa i Laokoona. w futrze. wiedział bowiem. podczas którego piękna kobieta niezawodnie pomyślała sobie: głupiec. w nagiej piękności? — No.. mam bardzo obszerne futro. bez osłon nie. — Czy pani sądzi — przerwałem jej. Zbytecznym byłoby dodawać. Nie miał on bynajmniej powodów do zazdrości o mnie. nie troszczył się teŜ wiele o to. bez osłon. — Ba. kim jestem. Apolla. gdy przykuty do fotela na kółkach siedział i patrzył w moje oczy. on mnie wychował na Greczynkę. nie miałam Ŝadnego wielbiciela. jemu jednak zawdzięczam to. kolei. — Raczej boginię — wtrąciłem. bo to byłoby bardzo nieładnie. — MoŜe pani będzie łaskawa objaśnić mnie — zacząłem w końcu — w jaki sposób doszła pani do takich zasad? — W sposób zupełnie naturalny i prosty. który jednak niedługo po ślubie popadł w chorobę nie do wyleczenia. Ŝe jak długo on Ŝył. chociaŜ nie pierwszy raz pytał mnie o to.. Ŝe Ŝycie nie do niego juŜ naleŜy. Za męŜa dostałam człowieka o charakterze pogodnym i słonecznym.. W dwunastym byłam dojrzała umysłowo i podczas kiedy moje rówieśnice zachwycały się Śpiącymi królewnami.. ale w futrze? — odpowiedziała z uśmiechem. mogłaby Wenus ukazywać się tak jak ongiś w Arkadii. W dziesiątym roku Ŝycia czytałam Ruy Blasa. Kopciuszkami itp. — Chce pan widzieć moje futro? . — Wenus! Pogroziła mi palcem i ściągnąwszy brwi dodała: — Wenus. ale równocześnie jesteś takŜe na pół dzieckiem i niezbędne są dla ciebie zabawki". Ŝe idee jej dadzą się urzeczywistnić w czasach obecnych..Zapanowało kłopotliwe milczenie. Niech no pan zaczeka. Ŝe w wieku telegrafów. czy go kocham. Jesteś dzielną kobietą. Na krótko przed śmiercią kazał mi usiąść koło siebie na łóŜku i odezwał się Ŝartobliwie: "No i cóŜ? Masz juŜ jakiegoś wielbiciela?" Rumieniec oblał mą twarz. którym mogę pana w całości przykryć albo raczej ułowić w nie pana jak w sieć.. pięknego męŜczyzny albo nawet i kilku od razu. — ja uwielbiałam Wenus. lecz poszukaj sobie młodego. i to.. bo w ciągu kilku miesięcy słabości nieraz ten temat poruszał. ale którą? — zapytała z uśmiechem..

pan bał się mnie dzisiejszej nocy. gdy będą mieli niewolników... to wcale nie byłoby zbyt trudne. tak... lecz zdołała powaŜnie i surowo nade mną panować? — No. weseli jak dawni Grecy tylko wówczas. czyli innymi słowy. co? — Ludzie mogą być szczęśliwi. — No. — Dlaczego? Przeląkłem się samego siebie. — Tak. ale pan... gdy wypowiedziałem to śmiałe "dlaczego". — Ja na przykład — przerwała mi wybuchając śmiechem i przeciągając się kokieteryjnie — mam talent do despotyzmu. Ona natomiast.. — Oczywiście — odparła — bogini olimpijska. a teraz? — Teraz boję się pani jeszcze bardziej. która zdobyłaby mnie nie drobiazgową kłótliwością. rozchyliwszy usta leciutko. chciałbym być niewolnikiem pięknej kobiety. za jaką ja chcę się uwaŜać. którzy wykonywaliby za nich codzienne niepoetyczne obowiązki. * * * Jesteśmy prawie ciągle razem. Mam sposobność rozdrobnienia juŜ i bez tego drobnych . wieczorem herbatę w jej salonie.— A poza tym. ta druga wydaje mi się ponętniejsza. szepnęła: — Chce pan być moim niewolnikiem? — W miłości nie ma równouprawnienia — odparłem całkiem powaŜnie — jak długo jednak mam jeszcze przed sobą wybór roli: tyrana lub niewolnika. bałem się zupełnie serio. Ja i Wenus. jakby chodziło o rzecz zupełnie błahą. — Poza tym.. musi mieć całą armię niewolników.. z roztargnieniem. Mam nawet potrzebne ku temu futro. Rano spoŜywamy razem śniadanie w mojej altanie. pogodni.. — Sądzi pani. ale czy znalazłbym taką. którzy by za nich i dla nich pracowali. Ŝe ukazały się dwa rzędy zębów jak perły — spokojnie. NiechŜe się więc pan strzeŜe.

. jak niefortunną jest dzisiejsza toaleta do tej głowy. jak w zimie. ale ona sobie Ŝyczy. choć pewien jestem. Odczuwam jednak. niŜ jedną strofę.. Nie broniła. nie pozostawiając sobie nawet brulionu. * * * Wczoraj wieczorem czytałem jej elegie rzymskie. Wiem. Potem usiadłem u jej podnóŜka i czytałem wiersz napisany do niej: "A więc przed tobą w pokorze uklęknę I patrzeć będę w oczy twoje piękne Jako niewolnik. ujarzmij. Kobieta ta jednak imponuje mi ogromnie. Będę ją więc malował i dam jej futro gronostajowe. bo nawet śledziła kaŜde poruszenie moich ust. pisząc pamiętnik. Niech się co chce stanie! Bierz mnie. na kominku trzaskał ogień. tylko pierwszą zwrotkę zdołałem sobie przypomnieć. Ŝe wówczas naprawdę napisałem po raz pierwszy więcej.moich talentów.. a więcej greckich cech.. Ma ona w układzie rysów mniej rzymskich. Ŝe była zadowolona. Pierś jej falowała bardzo szybko. na Ŝyczenie Wandy wręczyłem jej rękopis. niestety. Ŝe nie jestem wcale w niej zakochany. nie budzi się we mnie ku niej nawet cień namiętności. pręŜących się .. JeŜeli bowiem komu naleŜy się płaszcz królewski. Doznaję bardzo dziwnego uczucia. kobieto-szatanie!" Co było dalej. aby to był wierny portret. Dziś. Deszczowe krople uderzały melancholijnie o szyby. Było mi bardzo błogo i zacisznie u niej. melancholijny lub teŜ przyćmiony. MoŜe się myliłem. jak jej nadzwyczajna. Na chwilę nawet straciłem poczucie respektu dla pięknej kobiety i począłem całować jej ręce. Wydawało mi się. to chyba jej. Dziś próbowałem ją sportretować i pomyślałem sobie w duchu. posągowa piękność działa na mnie powoli i oplątuje mnie.. smutno. Ŝebym teraz nie był w stanie podbić serca kobiety.. nie pamiętam. Miałem się kształcić tyle lat w kierunku wiedzy i sztuki po to.. po czym odłoŜyłem ksiąŜkę i zadeklamowałem coś z pamięci. jakby siecią Ŝywych. Mógłbym ją malować jako Psyche albo jako Astarte i stosownie do tego uchwycić wyraz jej oczu: marzycielski. wpółzagasły.

ćwierkając. Ująłem jej białą rękę i zapytałem: — Czy pani mogłaby mnie kochać? — DlaczegóŜby nie? — odrzekła i spojrzała na mnie spokojnie i pogodnie. Wanda była zachwycona. błyszczące od słońca jak diamenty. powietrze miało silny. ale wróble i zięby skakały juŜ z gałęzi na gałąź. na czarnym tle chmur rozpiął się wspaniały łuk tęczy. MęŜczyźni w ogóle są pospolici. Nie zwaŜając na to. Sam nie mogę sobie przypomnieć teraz.. Nie mogliśmy przejść przez polanę. którego głowę obsiadły roje komarów. która mi imponuje.. chwyciłem jej . a przede wszystkim powagę. ona na to nie ma nic.. Rada bym pana. prócz śmiechu. — AleŜ.. PoniewaŜ na kamiennej ławce stała we wgłębieniach woda i usiąść nie mogliśmy — Wanda oparła się o moje ramię całym ciałem. to nieprzyzwoicie — krzyknęła.węŜy.. upajający zapach. oddaję się w jej moc z wolna. bo na kwieciu i trawie ciąŜyły rzęsiste krople. Zdawało się. * * * Po krótkiej. jak zwykle w lasach szpilkowych po burzy. jakby się czymś ogromnie cieszyły. Cierpienie moje wzmaga się z dniem kaŜdym — a ona. tkany drogimi kamieniami. z drzew spadały grube i cięŜkie krople deszczu. tylko. ale pewnie i całkowicie. * * * Dziś ozwała się do mnie zupełnie niespodzianie i bez Ŝadnego powodu: — Pan mnie zajmuje.. Sewerynie.. Czułem na twarzy ciepło jej oddechu. ale gwałtownej burzy odwiedziliśmy razem posąg Wenus na polance w parku. bez polotu i poezji. Jak oszołomiony ukląkłem przed nią i zanurzyłem twarz w fałdy jej jedwabnej. przypominających w słonecznym oświetleniu jakby aureolę. jak się stało.. W panu odnajduję pewną głębię i natchnienie. a pośród niego — posąg bogini. aŜurowej sukni.. Opary wznosiły się ze zboczy górskich ku niebu jak ofiarne dymy z ołtarzy.. Ŝe to jakiś przepyszny kobierzec. Nie czuję do niej Ŝadnej uczuciowej skłonności. jak to było.

ja. ach.mi go pan zaraz przyniesie. pobiegła szybko w kierunku domu. pani. odwaŜyłem się spojrzeć ukradkiem na balkon. Ŝe była w pierwszej chwili zdumiona.. — Pan będzie zawsze nieprzyzwoity — odezwała się znowu i wyrwawszy mi się.. jak ona na mnie popatrzyła! Zdaje mi się. Czułem się ogromnie zawstydzony. . siedząc w swojej altance. niŜ pani się domyśla"... ZauwaŜyłem w jej twarzy pewną surowość. która mnie zachwyciła. Nagle urocza gospodyni wybuchnęła śmiechem. chciałem.. ZłoŜyłem uroczyście pantofelek na stole i stanąłem w kącie pokornie.. które coś "przeskrobało" i oczekuje klapsów. z całego serca. Po powrocie zastałem ją zajętą samowarem. Zapukałem bardzo delikatnie. zapytała: — Gdzie mój pantofelek? — Pantofelek. pobity i mały. — CzemuŜ pan nie przychodzi? — zawołała niecierpliwie. śmiejąc się ciągle. — I pani mogłaby zostać moją Ŝoną? Wanda popatrzyła na mnie.. jak dziecko. Pobiegłem szybko na górę. coś jakby powagę i zarazem groźbę majestatyczną. Wtem drzwi się otwarły i Wanda. — A więc jest pan naprawdę we mnie zakochany. podczas gdy ja pozostałem na miejscu w klęczącej pozycji i trzymałem w ręku drogocenny. patrząc na mnie więcej niŜ z tkliwością. ale to zaraz.. co? — Tak.. Podała mi rękę. potem twarz jej przybrała odcień ironii. Pod wieczór dopiero. bo czekam z herbatą. ja.. Cudna jej główka odbijała wspaniale od zielonego tła bluszczu i dzikiego wina.. I cierpię z tego powodu więcej. — Pan cierpi? — zapytała. — NiechŜe .. CzyŜby to miał być omen? * * * Przez resztę dnia nie śmiałem nasuwać się jej przed oczy.drobną nóŜkę i wycisnąłem na niej pocałunek.. — Dlaczego? — mówiła dalej — przecieŜ ja panu Ŝyczę dobrze. oczekując na słówko "proszę".... pantofelek. U drzwi jednak straciłem odwagę zupełnie. stanąwszy w progu.

tak. Pan mnie kocha i chce poślubić. niech pani będzie zupełnie szczera.. ale ja znów nie mam zamiaru zawierać drugiego małŜeństwa. poczęła mi się bacznie przypatrywać.. dwa miesiące to czas dość długi.. to jeszcze coś więcej. nie znosi pan prawdy. Ŝe ja jestem kobietą lekkomyślną i właśnie dlatego zapatruję się na małŜeństwo.. Ŝe pan mnie kocha i ja pana równieŜ.. Zdaje mi się. Boję się jednak. — Ja panią kocham! — Masz tobie! Jesteśmy znowu tam. jeszcze nie stało się Ŝadne nieszczęście. pana. — Co pan mówi? MoŜe nawet niecały miesiąc.... niech będzie dwa.. bardzo powaŜnie.. — CóŜ tedy mam z panem począć? — zapytała po chwili. — Jest pan niekonsekwentny — zauwaŜyła — dopiero pan błagał. skądeśmy wyszli.. niŜ obyczaje staroŜytne! — No... teraz chce mi się pan oddać jak zabawka. poniewaŜ wątpię w trwałość uczuć .. Ŝe nie potrafiłabym kochać jednego męŜczyzny dłuŜej nad. To powiedziawszy. zwłaszcza ze mną — tu podniosła w górę pantofelek. — A więc.krzyknąłem. Urwała nagle i odwróciła głowę. — Ha. Ŝe interesujemy się sobą nawzajem. odwagi do oŜenku.. Ale musi pan wiedzieć. Jeśli podejmę się obowiązków. — O..— Jak pan mógł zdobyć się na tyle odwagi? — Odwagi? — No. — I mnie równieŜ nie dłuŜej? — No. nie. no.. szczerze mówiąc. a co waŜniejsze. — Nad jeden rok — dodałem. — Proszę. abym została pańską Ŝoną. ale Ŝarty na bok.. mnie się zdaje. Ŝeśmy tak prędko do tego doszli.. — Co pani chce — odrzekłem z rezygnacją — co pani sprawi przyjemność.. usiadła w fotelu koło kominka i opuściwszy ręce przez poręcz. — Dwa miesiące? -. Czy rzeczywiście chce pan oŜenić się ze mną? — Tak. to będę musiała im podołać. to sprawiłoby panu przykrość.. No. w takim razie to trochę powaŜniejsza sprawa. — Pani.... — Tak szybko zaprzyjaźnił się pan z tym oto przedmiotem? No.

no. pan znowu klęczy — odezwała się szyderczo. oddaną w zupełności. Udzielam panu wszystkich praw męŜa. i to taką Ŝoną. czy ja miałabym chcieć iść na to ryzyko — odparła spokojnie. na klęczkach.. no! Powstałem zawstydzony. podatny. skoro tylko się zakocha. który by zadał mi gwałt i rzucił mnie sobie do nóg.. podczas gdy ja mogłabym kochać stale tylko takiego męŜczyznę. czy zgodzimy się nawzajem. Mogłem patrzeć ustawicznie w jej oczy.. — Dobrze pan zaczyna. Oto moja ręka! * * * Upłynęło dziesięć dni. Sewerynie. oczywiście jednak z wyłączeniem nocy. Jest pan zadowolony? — Muszę. Panu jednak jestem za bardzo Ŝyczliwa i dlatego nie miałabym serca rozpoczynać podobnej próby. — Na miłość Boską. który by mi imponował. Ŝe się jedno drugiemu nadajemy. aby się przekonać. — Znakomicie! Tak mówi prawdziwy męŜczyzna. — A więc chcę. pieścić jej ręce. aby mnie pan zdobył i przekonał. I w jej oczach zauwaŜyłem płomień. przed którym ja musiałabym klęczeć. śmieszny. a ona mówiła dalej: — Dam panu rok czasu na próbę.. jak i własnych. wsłuchiwać się w melodię jej głosu. małŜeństwo. Nie odłączałem się od niej ani na godzinę. Miłość moja wydaje mi się niezgłębioną . włosy. męŜczyzna. — W takim razie pozostaje jeszcze kwestia. Przez ten rok będziemy Ŝyli jak. W tej chwili padłem jej do nóg. kochanka i przyjaciela. kaŜdy męŜczyzna. jest słaby. która ściśle podoła podjętym obowiązkom. niedołęŜny. — A gdybym zaryzykował. — Będziemy mieszkali razem — mówiła dalej — będziemy dzielili ze sobą wszystkie nasze nałogi i przyzwyczajenia. JeŜeli się to panu uda — będę pańską Ŝoną. Ŝe moglibyśmy razem Ŝyć do śmierci.zarówno pańskich. — Wiem o tym dobrze. Poczułem silny zawrót głowy. rozumie pan? Niestety. towarzyszyć jej wszędzie. — Pan nie musi. ale musiałby to być męŜczyzna w całym tego słowa znaczeniu.. Ŝe mogłabym pozostawać przez całe Ŝycie własnością męŜczyzny.. oddaje się w ręce kobiecie z pokorą.

człowieku — odpowiedziała na to. bądź nieznośna. moja na zawsze! Ukląkłem przed nią i objąłem jej nogi.. głupi.. o piękna! — szeptałem — tylko zechciej uwierzyć. pan cierpi. Czemu więc pan nie stara się mnie poznać? Będę dobra. lecz jeŜeli zanadto mi się oddasz. gdyŜ ja cię kocham. tak prawie obłąkanym. jak Ŝycie moje splata się z twoim.. jeŜelibyś mnie opuściła.. nie urojenia. Potem podniosła się i złoŜyła wianuszek z bławatków na skroni Wenus. dręczy mnie dzień i noc. i z której nikt mnie juŜ nie wydobędzie. tylko bądź moja. Ŝe aŜ przeszedł mnie dreszcz namiętności od stóp do głów. Sewerynie — odparła niemal tym przelękniona — pan mnie jeszcze nie zna. — AleŜ to zupełnie zbyteczne. Skąd moŜna obawiać się o utratę tego. Ŝe mógłbym panią utracić. Nie broniła się — przeciwnie.. i Ŝe moŜe w istocie utracić panią muszę.. — Wszystko jedno. miłość moja do pani wyradza się w pewien obłęd. Nagle Wanda spojrzała na mnie wzrokiem tak szczególnym. Zrywałem kwiaty i rzucałem jej na łono.. — Nie mogę dłuŜej Ŝyć bez ciebie.. — To źle. to nie frazesy. cierpię straszliwie.. — Pani się nie gniewa? — zapytałem po chwili. — Biedaku! — odpowiedziała. odgarniając mi włosy z czoła — mam nadzieję. Czuję w głębi duszy. Nie panując zupełnie nad sobą objąłem ją wpół i przycisnąłem rozpalone usta do jej ust. wiłem wianuszki. — Ale ty chcesz być moją tylko pod pewnymi warunkami.przepaścią. jeŜeli tylko będziesz umiał obchodzić się ze mną rozsądnie. w którą lecę w szalonym biegu. podczas gdy ja naleŜę do ciebie bez Ŝadnych zastrzeŜeń. — Nie mogę się gniewać o to. Dziś po obiedzie odpoczywaliśmy razem na polance u stóp posągu. mogę się stać nieznośna. — Nie! JednakŜe. Ŝe nie z mojej winy. — AleŜ pan mnie jeszcze wcale nie posiada. którymi uwieńczyliśmy głowę bogini. czego się wcale nie posiada? — odpowiedziała patrząc na mnie wzrokiem przenikliwym aŜ do dna duszy. przycisnęła mnie mocno do piersi. biorąc mnie za podbródek — człowieku.. co jest naturalne — odpowiedziała — obawiam się jednak. bezwzględna — zawołałem w uniesieniu — wszystko jedno. Myśl. Prawie bezprzytomnie chwyciłem ją wpół. — O. zginę marnie. .

szczęście. JeŜelibym nie znalazł kobiety szlachetnej. jeŜeli na przykład przestanę pana kochać i będę naleŜała do kogoś innego? Doznałem wraŜenia. którą kocham i która mnie kocha. Usłuchałem rozkazu. która chętnie dzieliłaby ze mną losy i była mi wierna i oddana.. będę ci słuŜył. — A zatem chce mnie pan posiadać za wszelką cenę? — Tak.. — Z pana istotnie dziwny człowiek — mówiła Wanda. — Rozumie się. — Jestem panu Ŝyczliwa z całego serca.. pewna siebie. stalowy blask.. to w takim razie wolałbym się oddać kobiecie pozbawionej cnoty. czego pani tylko zaŜąda. Spojrzałem na nią. nie okazując śladu wzruszenia. Mam dwa ideały kobiece. Kobieta. ujarzmienia. które pozwalałoby mi wychylić kielich miłości do dna. to właśnie nie powinno się nigdy skończyć — odparłem podniecony silnie — tylko śmierć zdoła nas rozłączyć! JeŜeli nie zechcesz zostać moją w zupełności i na zawsze. będę twoim niewolnikiem. wszystkiemu. jeden tylko miałbym wybór przed sobą. — Uczynię wszystko. JeŜeli nie miałbym szczęścia. a więc udręce. . miałaby bez litości dla mnie oddawać się komuś innemu. nic pośredniego.. jakie zadawałaby mi kochana przeze mnie kobieta. aŜ do zapomnienia się. To byłoby równieŜ dla mnie pewnego rodzaju. znieść nie mogę. za wszelką cenę. JeŜeli sobie wyobraŜę coś podobnego. — O. — Jaką jednak wartość będzie to miało. mój przyjacielu — odrzekła powaŜnie. wiary. ogarnia mnie groza. zdradzie. czyŜ miałbym obrócić się do niej plecami i w pełni Ŝycia... lecz za to despotycznej i groźnej. Oczy jej wydawały zimny. Stała nieruchomo. w łeb sobie palnąć z rozpaczy?. młodości. dobrej. Kobieta podobna jest równieŜ moim ideałem. pochyliwszy się nade mną i ucałowała w czoło. uczciwej. aby tylko pani nie utracić — zawołałem. W takim razie. albo ta. — NiechŜe pan wstanie. wszystko od ciebie znosił. uczciwości. tylko nie odpychaj mnie! — Opamiętaj się pan nareszcie — szepnęła. do szaleństwa. — Myśli tej opanować. byłbym zdecydowany zaznać wszystkich męczarni i boleści. jednym słowem wszystkiego.. ale nie tędy droga do zdobycia mnie. jakby mnie kto obuchem w głowę uderzył. — Proszę — odezwała się po chwili — przeląkł się pan na samą myśl o tym. Tamta więc. wszystko. Gotów byłbym poddać się wszystkim katuszom.— To niedobrze się skończy. JeŜeli tę kobietę kocham bezgranicznie.

umysłem. Wszak moŜna kochać prawdziwie wówczas. Wybieram więc i Ŝądam. moim niewolnikiem. Niech więc pani raczy wybrać jeden z dwu moich ideałów i uczyni ze mnie co chce.. czyŜ nie tak? — Istotnie. Ŝe między zmysłowością a okrucieństwem niedaleka granica.. JuŜ z natury jestem takiego usposobienia. — Ha. — Mam wziąć w zupełne posiadanie człowieka. to pana pociąga. — Kocham panią z całej duszy — ciągnąłem dalej — wszystkimi moimi zmysłami... — JeŜeli małŜeństwo ma być oparte na równowadze i wspólnocie myśli. to co odstrasza innych.. My dwoje właśnie stanowimy dwa takie przeciwstawne elementy. która panią otacza. W najgorszym razie będę miała sposobność zabicia nudy. wzajemnie niemal wrogie i groźne... to musi wywiązać się zeń miłość namiętna i nie zwalczona niczym.. Jest pan naturą zmysłową . Ŝe byłabym zdolna do maltretowania człowieka. uczynię sobie z pana wkrótce zabawkę. — A zatem dobrze — odrzekła marszcząc nieznacznie brwi. dając mi wybór. Zwłaszcza ja odczuwam po części lęk i grozę. a drugie musi być kowadłem — ja z góry decyduję się na to ostatnie. gdybym na swoją ukochaną patrzył z wyŜszością. męŜa albo.. Wolę być niŜszym i podległym. Ŝe u pana rozsądek nie odgrywa wielkiej roli. — Tak.. niewolnika. aby pan był. Ŝe nie znalazłbym wcale szczęścia. — Niechaj więc pani to uczyni — odpowiedziałem na pół oszołomiony. bo kaŜdy zdoła odczuć. naleŜałoby się zgodzić na pańskie upodobania i nie uwaŜać ich za tak bardzo skrajne. istotnie do szaleństwa i nie wyobraŜam sobie Ŝycia inaczej. który mnie zajmuje i który mnie kocha. ostatecznie. to aŜ zanadto zabawne. dwu róŜnych elementów. Doprawdy. temperamentem. w tej samej atmosferze.. Jest to właśnie moja szczególna cecha. W takich stosunkach jedno tylko moŜe być młotem.— Pan nie jest przy zdrowych zmysłach! — przerwała mi Wanda. — A zatem.. który by mnie tak kochał.. jak pan? — JeŜeli ja panią o to błagam. siłą woli — jednym słowem. przekonań i dąŜeń dwu biegunów. wolę kobietę ubóstwiać w trwodze i niepokoju — ale musi to być kobieta groźna i silna! — Panie Sewerynie — przerwała mi Wanda z odcieniem gniewu — czy sądzi pan. tak! Postąpił pan bardzo nierozsądnie. jak tylko w obecności pani. gdy kobieta przewyŜsza nas pięknością. gdy zdolna jest do największego despotyzmu.. O. uczucie to jest u mnie wielce rozwinięte. — Widzę więc.

— JuŜ wówczas objawiała się u pana ta osobliwość? — pytała Wanda. jak tylko umiałem.. Ogarnęła mnie ogromna tęsknota. czy męczennicy byli takŜe usposobienia podatnego. Z parku dolatywał nas szmer jodeł i "muzyka". albo co jeszcze gorsze.. Powstałem. którzy cierpienie uwaŜali za rozkosz. patrząc w urocze jego sklepienie lub na ponure ołtarze. — Za pozwoleniem. . — No. Zdrowaś i Wierzę. Oni przecieŜ byli ludźmi nadzmysłowymi. lśniący milionami gwiazd. a nawet śmierci. czując do niej zapewne odrazę i musiano mnie karmić kozim mlekiem.. — Tak. Nagle spłoszył mnie jakiś szmer w pobliŜu — uciekłem i do rana nie mogłem zasnąć. no. Opowiadała mi matka. poza którym rozpościerał się pogodny firmament. mając nad głową zielone sklepienie pnących się roślin. Klękałem przed nią i modliłem się. bo mi się zdawało. miękkiego? — Męczennicy? — A tak.. Ŝe są to istoty wrogie. LeŜałem u jej stóp na rozciągniętym futrze i opowiadałem jej dzieje swojej młodości.na wskroś i bardzo podatną. uciekając od nich z przeczuciem. z taką samą pogodą ducha. Czułem teŜ niewytłumaczoną trwogę w kościele. * * * W łagodny letni wieczór byliśmy sami na balkonie. objąłem martwy posąg ramionami i począłem całować zimne usta. Takim jestem ja — madame. zazwyczaj odmawiając zwykły pacierz. aby pan istotnie nie stał się męczennikiem miłości. męczennikiem kobiety. Pewnego razu opuściłem łóŜko w nocy i udałem się w odwiedziny do tej dziwnej przyjaciółki. jak inni oddają się zabawom i uciechom. Będąc małym chłopcem okazywałem wielce zagadkowy wstyd wobec kobiet. podobnie jak wieśniacy całują stopy Zbawiciela na krzyŜu. zakochanych kotów. poddawali się katuszom. Natomiast skradałem się potajemnie do posąŜka Wenus. niech pan tylko uwaŜa... stojącego w bibliotece mego ojca. Nie przyjąłem wcale pokarmu zdrowej i tęgiej mamki. Wówczas padłem przed boginią na kolana i całowałem jej stopy. Ŝe bogini stoi nade mną i grozi mi podniesioną w górę pięścią. Ojcze nasz. Światło księŜyca wpadało strugą przez okno i oświetlając posąg nadawało mu wyraz boskości.. Ŝe juŜ w kołysce zdradzałem pewną anormalność.

Gdy pewnego razu rodzice moi wyjechali po sprawunki do pobliskiego miasta. Podczas gdy moi koledzy oddawali się przy kaŜdej sposobności pustym wybrykom.. wpadła do mego pokoju i ni stąd. Ŝe w latach młodzieńczych uwaŜałem za rzecz niską i pospolitą — miłość do kobiety.. młodą pokojówkę. gdy piękna kobieta wychłostała mnie. ni zowąd przystąpiła ku mnie i ucałowała mnie siarczyście w same usta. wymierzając mi siarczyste baty. niskie i brzydkie. Wkrótce wyrobiłem sobie kult bóstw greckich. słowem — pogardzałem miłością zmysłową aŜ do przesady. którą zająłem się więcej niŜ religią. słowem cały świat staroŜytnej Grecji wywarł na mojej młodzieńczej duszy głębokie ślady. podziwiając cnoty starych Germanów. ona. wzięła sobie do pomocy kucharza i słuŜącą. widziałem w bujnej fantazji płonącą Troję. Od tej bowiem chwili. No. uczułem w sobie budzące się zmysły i Ŝądze. bo uchodziła w rodzinie za Messalinę. która szuka swego odpowiednika. przybyła do moich rodziców w odwiedziny. Wobec tego unikałem o ile moŜności zetknięcia się z płcią piękną. ale mów pan dalej. Nic dziwnego więc. Gdy pewnego ranka zagłębiałem się chciwie w dziełach Tacyta. ja nosiłem w sercu słoneczne ideały. — Hrabina Soból.Do szkoły wysłano mnie w dość wczesnym wieku. zostawszy w domu. co pospolite. Byłem więc wobec niej w wysokim stopniu niegrzeczny i raŜąco nieprzyjazny. — Nie zapomnę nigdy innej znowu sceny z czasów mojej młodości — opowiadałem w dalszym ciągu. oczywiście miłość taką. Zdawało mi się Ŝe to jakaś bogini groźna. mimo to zasłoniłem się ksiąŜką jak tarczą przed uwodzicielką i uciekłem z pokoju. lecz piękna i pełna powabu. Była to majestatycznie piękna kobieta. tak Ŝe w gimnazjum byłem najmłodszy. Ogromne wraŜenie wywarła na mnie mitologia grecka. Wanda wybuchnęła śmiechem: w istocie jest pan osobą. wzięła mnie w swoje obroty. ni zowąd. Mimo to Ŝywiłem do niej wielką urazę. bardzo przystojną. urocza dziewczyna sprzątała w pokoju i nagle ni stąd. . czując równocześnie wstręt do wszystkiego. przede wszystkim do niej samej. Matka moja przyjęła kiedyś — liczyłem wówczas czternaście lat. towarzyszyłem Odyseuszowi w jego romantycznych wycieczkach. tak Ŝe pod wpływem bolesnych razów musiałem wreszcie prosić ją na klęczkach o litość i pocałować potem w rękę z wdzięczności za wymierzoną karę. jak ją wówczas pojmowałem. Uczułem w tej chwili niewysłowione uczucie rozkosznego dreszczu. moja daleka krewna. Wypadek ten zmienił mnie nie do poznania. pełna uroku i wdzięku.

Na pierwszy rzut oka nie spostrzegłem wcale owej surowości i powagi. fizykę. czaszki.. najwyŜszemu bóstwu miłości. jaką się odznaczała dawniej. filozofię. odraza do kobiet były więc niczym innym. astronomię. Postanowiła tedy wykorzystać sposobność i uszczęśliwić mnie.. . pełna wdzięku i majestatu — udałem się do hrabiny z wizytą. Oczywiście mądra i doświadczona kobieta domyśliła się od razu. podnosiłem do światła. Z niewysłowioną rozkoszą klęczałem u jej stóp. Goethego. Raz była blada jak marmurowa Wenus. stare księgi. to znowu czerstwa i rumiana jak. jak tylko stłumionym poŜądaniem kobiecego piękna. Ŝe ze stosów ksiąŜek i szkieletów wyłoni się tajemna postać Mefistofelesa. w czasie pobytu u moich rodziców — przeciwnie. Moliera. Ubrana była w aksamitny szlafrok niebieskiego koloru. chemię. Pieściłem teŜ w marzeniach idealną postać kobiety. pojawiającą się w otoczeniu amorków na posłaniu z róŜ i kwiecia. Biblię. Bawiłem się nimi jak dziecko zabawką. Wergiliusza.Czytałem Homera. we Lwowie. lecz istocie idealnej. po przebudzeniu się ze snu. całując mnie przy tym. jak globusy. okazała się dla mnie zbyt moŜe łaskawa i pozwoliła nawet. Zgromadziłem w nim najrozmaitsze rupiecie. abym ją kokietował. Szekspira. literaturę. Zmysłowość zajęła w mojej duszy pierwszorzędne miejsce. Liczyła ona w tym czasie około czterdziestki. Studiowałem wówczas bez Ŝadnego systemu i wyboru: historię. wypchane ptaki. Na uniwersytet zacząłem uczęszczać w wieku dość młodym. i na powitanie uściskała namiętnie. I byłem istotnie wniebowzięty. tak jak się to przydarzyło uczonemu bohaterowi niemieckiego poety. patrząc godzinami na jej białe ręce i okrywając je pocałunkami. w którym ukazała mi się znowu w obłocznych moich marzeniach jak duch słoneczny. chowałem je w puch futra. Wizja taka przybierała zawsze inny wyraz twarzy. Ŝe jestem jeszcze niewinny i Ŝe w sercu moim młodym drzemią wysubtelnione uczucia. gdzie właśnie owa krewna mieszkała stale. bez zbytnich ceremonii. Przyjęła mnie nader Ŝyczliwiej serdecznie. prawo. zadbana..Cały mój katonizm. Byłem zakochany w bieli i delikatności tych rąk. wyglądała jeszcze wspaniale. bogato garnirowany. Koran — i stawałem się z dnia na dzień coraz bardziej marzycielski i oszołomiony. które wymierzyły mi ongiś dotkliwą chłostę. kupowane od handełesów na Zarwanicy. moja daleka krewna hrabina Soból. szkielety. ale Ŝyjąc w dobrobycie. Woltera.. Pokój mój kawalerski przypominał urządzenie sceny z pierwszego aktu Fausta. Poprzysiągłem sobie wszystkie najsubtelniejsze uczucia miłosne ofiarować nie zwykłej kobiecie. te ręce. w nieładzie tym moŜna było śmiano oczekiwać. mapy. Pewnego ranka. .

Tak samo w dwa lata później zakochałem się w młodej aktorce. — Zimne są noce w górach — odezwała się. a marzycielskich i poetycznych kobiet. jak się dowiedziałem. genialna kurtyzana. bo naprawdę obawiam się o siebie. aby się w zbyt krótkim czasie haniebnie rozczarować. przyciskałem je do serca. które ona na scenie tworzyła. a oddam się jej w zupełności.przyglądałem się im w róŜnych pozycjach. Zastałem Wandę dygocącą przy kominku. Ŝe absolutnie zasnąć nie mogę — mówiła do mnie szeptem —• niechŜe więc pan przyjdzie do mnie i dotrzymuje mi towarzystwa. co aktorka na scenie. która miałaby odwagę wyznać mi wprost: "Jestem hrabiną Pompadour.. Szukam więc ideału innego pokroju. objawiającą w Ŝyciu te same dodatnie strony charakteru. jak pani słyszy. które wymierzyły mi dawniej chłostę. tylko w postaciach. — Pan posiada wyjątkowy talent pobudzania fantazji. Niedługo potem spotkałem w Ŝyciu bardzo bogobojną i cnotliwą osóbkę. Otacza pan błędy aureolą. rozstrajania nerwów i rozpalania krwi. Wenus! — Swoimi opowiadaniami podniecił mnie pan do tego stopnia. oszałamiałem się ich ciepłem i drŜeniem. No. — Zadurzyłem się więc. Niechaj mi pani wskaŜe kobietę. Wstałem i otworzywszy okno — oniemiałem ze zdziwienia. — ChociaŜ nie będzie to dla pana . Ideał mój. Wanda spojrzała mimo woli na swoje ręce i roześmiała się. no. Ideał mój znalazł więc urzeczywistnienie i oddałem mu się całą duszą po to niestety. w rączkach pięknej kobiety.. podających się za wzorowo i obyczajnie wychowane. pan moŜe zdemoralizować kobietę na wskroś! * * * Około północy zapukał ktoś do mego pokoju. Na dworze stała. która grywała role kobiet cnotliwych. utrzymywał stosunki miłosne z pewnym bogatym śydem. — Z całą przyjemnością zastosuję się do Ŝyczenie pani. jeŜeli tylko są one popełniane z honorem — ideałem pańskim Jest śmiała. albo Lukrecją Borgią". a właściwie zakochałem się nie w niej. To rozczarowanie wpłynęło na mnie tak dalece. odziana w futro. Wanda zerwała się. na którym roznieciła ogień. Ŝe odtąd nienawidzę wszystkich cnotliwych.

Ŝe sierść zwierząt z rodziny kotów zdolna jest wywoływać iskry elektryczne.. albo raczej baterią elektryczną? — Niezawodnie. Rousseau.przyjemne. co wiąŜe się z miłością. Tak na przykład w strefie gorącej ludzie są ogromnie namiętni. — Ej. juŜ od zarania Ŝycia. Wieland... Futra wywierają na osobach nerwowych właŜenie bardzo silne. — Pan jednak nie powiedział mi jeszcze wszystkiego. — Pojmuję. ucałowałem z całych sił nadobną przyjaciółkę. która wynika z rozumienia naukowego — przerwała mi Wanda.. jak i boginie piękności dekorowali na swych płótnach obfitością gronostajów. Tej samej myśli byli zapewne genialni mistrzowie pędzla. Ŝe u mnie wszystko. odzianej w gronostaje. któremu trudno się oprzeć. filut z pani. u kobiet będzie ona potęgą piękności. — Dowiedziała się pani juŜ ode mnie. Na przykład Rafael malował w ten sposób boską Fornarinę. — A zatem kobieta odziana w futro nie jest niczym innym. — Tak. ale — skąd u pana to zamiłowanie do futer? — To u mnie wrodzone. albo Tycjan swoją ubóstwianą kobietę. — To jeszcze nie wszystko — ciągnąłem dalej. czerpie pierwiastki oŜywcze z dziedziny fantazji i dziwacznych urojeń. nie mogę się pozbyć futra tak długo. — Dziękuję za taką miłość. — Naturalnie. Płaszcz gronostajowy dodaje kobiecie istotnie królewskiego majestatu. kardynał Richelieu. Widzę ją jako duszę okrutnika Nerona wcieloną w piękną postać Fryne. odziana w gronostaje — po królewsku. Jest to oznaka potęgi. Tak sobie teŜ tłumaczę znaczenie symboliczne gronostajów na barkach królewskich. To mój najwyŜszy ideał miłości. PrzecieŜ pani wie. . jakie zadać mi moŜe kobieta despotyczna. z drugiej strony stwierdzono. Ŝe wiem. Ŝe znajduję osobliwą rozkosz w cierpieniu. mówiłem juŜ o tym pani. JuŜ w dzieciństwie zdradzałem to upodobanie. Ŝe prawdziwą rozkosz moŜe sprawić tylko męczarnia zadana przez piękną kobietę. Nauka wykazała pewne ścisłe pokrewieństwo między ciepłem a elektrycznością i analogię ich działania na organy człowieka. Crebillon. Pan przywiązuje do futra jeszcze jakieś szczególne znaczenie. co zresztą jest zupełnie naturalne. Kobieta taka budzi we mnie piekielną namiętność. jak tylko wielkim kotem lub tygrysem. Tym się teŜ tłumaczy szczególne zamiłowanie do kotów u takich ludzi jak Mahomet. dopóki w pokoju się nie ociepli. — wybąknąwszy to. którzy tak monarchów. Jest w nich wdzięk. no i prawie wszystkie stare panny. Ŝe jestem człowiekiem nadzmysłowym... Uroiłem sobie mianowicie.

JakŜe więc wydaje się panu teraz? Odczuwa pan męczarnie wbijanego na pal męczennika? Spojrzała na mnie tak dziwnie przenikliwie. jak przyroda to wszystko. Inaczej śpiewałby pan. Ŝeby się pan dostał w ręce takiej okrutnicy. Wreszcie zajmowałem się ze szczególnym upodobaniem źródłowymi traktatami historycznymi o tego rodzaju despotycznych. jaką z pieśnią na ustach ponosili męczennicy paleni na stosach.oczywiście męczarnia taka. po nasyceniu się jego pieszczotami. Ŝe odsłaniała dyskretnie marmurową pierś i ramiona. wpleciony na przykład w koło. Proszę jednak posłuchać dalej. Najmilszą lekturę stanowiły dla mnie te karty z historii. Ŝe ona jest jego nieprzyjaciółką. której najszczytniejszym zadaniem jest macierzyństwo. Zazdrościłem wreszcie rycerzowi Etyrardowi. kobietach jak Libusza. gdzie. — Pan jest szaleńcem! — MoŜliwe. Lukrecja Borgia. Ŝe oczy jej błysnęły . — To dlatego na widok tych gronostajów budzi się w panu taka dzika fantazja! — zawołała Wanda. W zmysłowości upatrywałem coś świętego. Isabeau. sułtanka Roksolana i inne. którego w noc poślubną gwałtowna Brunhilda wzięła w pęta. nabijani na pale. Odechciałoby się panu takiej poezji. Zazdrościłem królowi Guntherowi. otulając się w swój płaszcz kokieteryjnie w ten sposób. którego miła i łagodna pani kazała zaszyć w wilczą skórę i polowanie na niego urządziła jak na dzikie zwierzę. której kapłanem i niewolnikiem jest męŜczyzna. co wpadł w sieci amazonki Szarki i został uprowadzony do zamku. Inkwizycji. które opisują srogie katusze. lub męki i tortury św. Zazdrościłem trubadurowi. niŜ obecnie. królowa Małgorzata. —Tak pani sądzi? Ja jestem przeciwnego zdania. Wydawało mi się. począwszy od chwili. zadawane przez brutalnych tyranów ich ofiarom. w pięknie kobiecym widziałem boskość. która zaszyłaby pana w skórę wilka i urządziła na pana polowanie. chociaŜ on ubóstwiać jej nie przestaje nigdy. po części ukoronowanych. — Wstrętne to wszystko — przerwała Wanda. co juŜ zuŜyła. Portrety tych wszystkich królewskich piękności ozdobione są gronostajami. Agnieszka Węgierska. bogini Iris. kazała go groźna bohaterka łamać kołem. Kobieta przedstawiała mi się jako uosobienie przyrody. gdy staje się jej zbędnym — Ŝe odrzuca go tak. — śyczyłabym panu. przybijani do krzyŜy. W tym jest najpiękniejsza poezja i szczyt ziemskiej szczęśliwości — to mój kult od lat wypieszczony. iŜ zdawało mi się.

do mego mieszkania.. aby kobieta naprawdę nie uczyniła z pana największego nieszczęśliwca pod słońcem. gdyśmy się spotkali następnego dnia w parku. abym była ucieleśnionym pańskim ideałem — pytała mnie Wanda. kochającą i wierną Ŝoną. zrywając się.... omal nóg sobie na schodach nie połamawszy. deptać po mnie. Śmiech jej dolatywał do mnie aŜ na dół. walczyłem z samym sobą. — I zdradzać pana. dla innego mieć pieszczoty — dla pana tylko chłoszczącą rękę. — Czy pan oszalał? Poczęła biegać po pokoju i śmiać się tak złośliwie i szyderczo. — Błagam panią na wszystkie świętości. aby marzenia jego istotnie nie stały się rzeczywistością. Objęła mnie za szyję i odpowiedziała półszeptem: — A więc mam być ową wymarzoną bohaterką. Wystarczyło to zupełnie. — Jestem zdecydowany. JeŜeli pani nie moŜe się na to zdobyć — wówczas niech pani przemieni ... szepcąc: — Tak. Ona tymczasem usiadła na kamiennej ławce i bawiąc się zerwanym kwiatkiem powtórzyła: — A więc? Ukląkłem przy niej i ująłem jej ręce.zielonym złowrogim blaskiem — jak u tygrysa. — Która za to będzie pana dręczyć nielitościwie. * * * — A zatem obstaje pan jeszcze przy tym. Ŝe uciekłem natychmiast. — ChociaŜby mnie kazała wiązać. aby zechciała pani być moją ukochaną. Rzuciłem się jej w objęcia. Ideał swój widzę obecnie przed sobą.. Podoba się to panu? Przeląkłem się okropnie.. — Pani zaczyna mi imponować. aby mnie oszołomić. — Jak to? To miałabym być ja? — krzyknęła Wanda. kobiety posiadamy talent w wynajdywaniu męczarni dla męŜczyzn i niech się pan strzeŜe... — I właścicielką swego niewolnika.. Z początku nie mogłem zdobyć się na Ŝadną odpowiedź.. wszystko jedno... pani wzbudziła we mnie długo drzemiącą namiętność.. chłostać. który panią kocha do szaleństwa. jakie mi w kaŜdej chwili gotów zadać. dotykam go rękoma i oczekuję rozkoszy.. — My.

A zresztą — jeŜeli juŜ pan tak chce — będę pańską margrabiną Pompadour.. to jedno tylko sobie przypominam. tylko niech mnie pani . Ŝe gotowa jestem oddać panu rękę i serce po upływie roku. o czym ja marzę. albo demonem przewrotności i zła. MoŜe pani uczynić ze mną. — OstrzeŜenia są zbyteczne. roznamiętnił mnie chorobliwie tak. jakiego szukam — odparła powaŜnie Wanda. jeŜeli się przekonam. — O. boską twarz. . — Sewerynie.. byle tylko znajdować się zawsze w obecności pani i patrzeć w jej piękną. nigdy! W końcu mogłabym istotnie. Coś mnie ciągnie w tę przepaść. wybuchając śmiechem. — JeŜeli mnie pan kocha — odezwała się do mnie powaŜnie — to proszę nigdy juŜ mi o tym nie wspominać. Nie zdawałem sobie wręcz sprawy z tego. coś mnie zmusza do podobnych wybryków i szaleństw.. bez Ŝadnych względów. — A jeŜeli się pan myli.. aby się stać tym. Opanował mnie szał. — Nie. nie pojmuję i jestem zmuszona uczynić panu wymówkę. Ŝe kocham panią nad Ŝycie i jestem gotów znieść wszystkie próby. albo będzie pani dla mnie ubóstwianą. Ŝe pani posiada wszystkie warunki ku temu. co mówiłem. Przekonałem się. nie. Tu nie wystarczy nic połowicznego. — Sądzę jednak. co zechce. — Nareszcie decyduje się pani — przerwałem podniecony. ale pani musi w zupełności popuścić cugli swej naturze. Ŝe pan byłby mi bardzo wdzięczny.. czemu ona w końcu gniewnie się sprzeciwiła..się w mój wymarzony ideał. Ŝe całowałem jej stopy bez opamiętania. — Powiedziałam panu przecieŜ. nie — zaprzeczyła Ŝywo i zamyśliła się na Chwilę. kochającą. na jakie by mnie pani wystawiła. Ŝe pan jest takim męŜczyzną. — Mówię zupełnie serio. Ŝe nieograniczona władza nade mną sprawiałaby istotnie pani przyjemność. Urwała. bez Ŝadnej litości.. w boginię straszną i srogą. rozumie pan. ostrzegam pana raz jeszcze. Pan wypaczył moje poglądy. gdybym przyczyniła się do urzeczywistnienia jego mrzonek. — Mnie się zdaje.. Proszę tedy wybierać — jedno z dwojga. o których mi pan ciągle wspomina. wierną Ŝoną.-— Sama siebie nie rozumiem. Ŝe zaczynam nabierać upodobań owych wykolejonych seksualnie kobiet. ale tak tylko w miniaturze. Dobrze więc. począłem drŜeć jak w febrze.

— śyczy sobie pani taką na buldoga? — Proszę pokazać. przechadzając się w kierunku domu. odezwała się: — Obawiam się Sewerynie. Ŝe nie zdołam cię uszczęśliwić tak. KtóŜ pana wówczas obroni. — Mogłaby wystarczyć — odrzekła Wanda. Ŝe jestem kobietą lekkomyślną i młodą. na którego widok ciarki mnie przeszły. to bardzo łatwo uczynię sobie z pana przedmiot igraszki. podając jej rzemienną nahajkę na krótkim trzonku. — Kupiłam na pana to. proszę o tym pamiętać. jak nikogo na świecie. i jeŜeli pan odda mi się tak bez zastrzeŜenia.nie odpędza od siebie. aŜ wreszcie znalazła odpowiedni bat. Jesteś nikim innym. Sewerynie — rzekła do mnie. jak tylko szaleńcem. Wanda oparła ręce na moich ramionach i patrząc mi badawczo w oczy. — Do widzenia. spoglądając znacząco na mnie — ale wolę większą. Niebawem nadeszła moja ubóstwiana i przywołała mnie skinieniem ręki. — Doprawdy. czego się pan tak ustawicznie domaga.. gdyby był pan przy kupnie obecny. gdyŜ kocham cię. zabierając oczywiście mnie ze sobą i zaŜądała nahajki. — Taka wystarczy? — odezwał się kupiec. PoŜegnałem ją posłusznie.. — Gwałt przeobraŜa człowieka. * * * Tego samego dnia Wanda udała się na bazar. ale — spróbuję. tam i na powrót. — Jestem za to bardzo wdzięczny. kto podźwignie z przepaści. — Niechaj więc pani przeobrazi się i podepce mnie silną stopą. — AleŜ. Wybierała dość długo. z której nie ma powrotu? — Pani sama. jak bym pragnęła. nie mogę pogodzić się z tą myślą. . — Mam jeszcze poczynić pewne sprawunki i Ŝenowałoby to pana. — Albo twoim niewolnikiem.

Rozejrzałem się po pokoju. czy zła. Mimo to przebrałem się natychmiast w strój wizytowy i udałem się o oznaczonej godzinie do niej. który kazał wynalazcę Ŝelaznego wołu wsadzić naprzód do wnętrza tej bestii i piec. czy będziesz dobra. — Och. NaleŜę do ciebie w zupełności. ale to naprawdę stanę się katem dla ciebie. jak tego pragniesz. ów płaszcz gronostajowy. aby się przekonać. odpychając mnie od siebie brutalnie. MoŜesz do mnie przyjść dopiero pojutrze wieczorem. Ŝądzę znęcania się nad tobą tak. czy jęki męczonego podobne będą do ryku zwierzęcia. aby tam wśród prześlicznej przyrody zagłuszyć w sobie tęsknotę do mojej ukochanej i wymarzonej kobiety. — Niewolniku! — odpowiedziała. Przeczytałem to kilka razy z rzędu i następnie wybrałem się na dłuŜszą wycieczkę w góry. gdy naprawdę. Jestem istotnie szalony. abyś się ze mną widział dziś i jutro. jak tyran Dionizjusz. gdy wtem . Zastałem ją stojącą na środku pokoju. bądź szalony i podaj mi nahajkę.— Czuję jednak jakąś dziwną Ŝądzę w sobie. całując brzeg jej sukni. A nuŜ ja będę takim Dionizjuszem? — Bądź nim — jestem na to przygotowany.. — Tak. Lecz co ty biedaku poczniesz. zmęczony i niewyspany. — Podobam ci się. Widocznie spodziewała się mego nadejścia. to co innego. bo była ubrana stosownie i w dodatku miała na sobie. juŜ jako mój niewolnik. Powróciłem dopiero na trzeci dzień. — Jesteś zachwycająca. szatańska. tak. * * * "Mój najdroŜszy! Nie Ŝyczę sobie wcale. władczyni moja — poprawiłem się i ukląkłem. co? — Niezmiernie — do szaleństwa.. Słowa: "Jako mój niewolnik" były na bilecie podkreślone. — Wando! — krzyknąłem od progu oczarowany jej pięknością i chciałem rzucić się jej na szyję. zarzucony. piekielna. Twoja władczyni Wanda". — A więc dobrze. głodny.

.. jak ja ją kocham. W odpowiedzi kopnęła mnie nogą. moje chorobliwe marzenia! Doznałem tej szaleńczej rozkoszy z jej ręki. Zerwałem się z łóŜka równo ze świtem. I poczęła mnie chłostać z całej siły tak. * * * Noc minęła mi w gorączce na dręczących rozmyślaniach i majaczeniach o tym. Czuję pewne zmęczenie — a jednak myśl o tym wypadku pobudza mnie i podnieca. I jak pragnę czołgać się znów u jej stóp. A zatem zostałem wychłostany ręką kobiety i to tak.ona rozkazała: — Albo nie — zostań tak. Uderzyła mnie dwa razy po plecach. ach. — Czy jeszcze nie dosyć? — Nie.. — No? — To nic nie znaczy. — A jeŜeli nie... co zaszło.. Kocham ją. — Nic? Poczekaj.. — No? Proszę! — Koniecznie? — JeŜeli ci to sprawia przyjemność. Ŝe wiłem się z boleści. Chwyciła ją. na klęczkach! ZbliŜyła się do kominka. machnęła kilka razy w powietrzu i zamierzyła się na mnie. aŜ się przewróciłem.. jak wiele znajduję dla niej miłości w głębi duszy.. * * * .. — Ale ja błagam cię o to... — Skoro tak . głupcze. Ŝe czuję jeszcze bolące pręgi na grzbiecie! Tak ziściły się moje sny. gdzie na gzymsie wisiała rzemienna nahajka.

a od ramion obnaŜonych. tylko objęła mnie wpół i przyciągnęła ku sobie na otomanę. Była to najwymowniejsza. demoniczną chorobą ducha. delikatną rękę.. — Wolności wszystko. ty. słodkie przyzwolenie na wszystko. niepoprawny. — Coś powiedziała? — Zapomnij o tej wczorajszej scenie — odrzekła drŜącym głosem — uczyniłam zadość twoim kaprysom i na tym koniec. jak tylko nienasyconą zmysłowością. Całe to twoje dziwactwo nie jest niczym innym. Wanda nie rzekła nic. od wznoszącej się i opadającej szybko piersi.... — Ach. rozmowa. odezwałem się. * * * Zegar z brązu. na którym umieszczona była statuetka Amora z łukiem gotowym do strzału — wybił dwunastą o północy. zakazałam wspominać więcej o tej głupiej rzeczy ty. promieniowała oszałamiająca moc. — Zdepcz mnie. Wstałem. gdyŜ inaczej stracę zmysły. — Ty tego nie rozumiesz! — A moŜe i rozumiem... rozumiesz? Skinąłem głową posłusznie.. — Wstydzę się — szepnęła. ale moŜe się pogniewasz. podając mi białą.. choć niema. Spod przymkniętych lekko powiek płynęła upojna słodycz. odtrąć. zamierzałem odejść. czy ci nie. — Byłoby to moŜliwe. przyciskając głowę do jej łona. co się ze mną dzieje — odparłem. Musimy teraz patrzeć na świat rozsądnie i kochać się po ludzku. Gdybyś był mniej. całując bez opamiętania. A w przeciągu roku pobierzemy się. aby władczyni zniŜyła się do niewolnika? — Ani słowa więcej o tym jakimś niewolnictwie — odparła ostro — ani tchu o całej tej zwariowanej historii. udając się za nią do pokoju. — Jak to. cnotliwy. nie jak szaleńcy.Oto przywołuje mnie z balkonu.. Biegnę szybko po schodach i spotykam ją w progu z uśmiechem przyjaznym i miłym. wytworzoną przez nienaturalne wychowanie.. ty nie pojmujesz. moŜna by cię uwaŜać za zupełnie rozsądnego . — Proszę cię.

Moja najdroŜsza zaczyna mnie zaniedbywać. nie śledzeni przez nikogo. Wando! — prosiłem. — Ach tak! Ból sprawia ci zadowolenie i rozkosz — mówiła śmiejąc się — ale poczekaj. — MoŜesz się śmiać. oddani sobie nawzajem w zupełności. podobno teŜ wdówka. nieproszoną. włócząc się po górach i kniejach. a właściwie to ona całowała mnie tak namiętnie i nielitościwie. — No. czy tylko na chwilę. bawiąc się obfitymi zwojami jej włosów. W upojeniu istotnie niemal straciłem przytomność i dopiero po chwili spróbowałem się uwolnić z jej Ŝelaznych uścisków. CzyŜby przestała kochać tak prędko? * * * . Jesteś teraz moja i wolałbym cię raczej utracić.. ale nie tak inteligentna. — Cierpię. * * * To bardzo ciekawe. Począłem ją całować. zaczynasz wreszcie być rozsądny — odpowiedziała na to. Wywiera na Wandę wpływ prawie pod kaŜdym względem. jak by chciała doprowadzić mnie do omdlenia. — Spróbuj mnie z tego wyleczyć — szeptałem. Wówczas odsłoniłem z koronek jej piersi i straciłem przytomność zmysłów.. no. — Co tobie jest? — spytała. jakby elektryczność.... juŜ ja cię z tego wyleczę.męŜczyznę. trochę starsza od niej i więcej doświadczona. obsypując mnie ponownie pocałunkami. z których spływała czarowna siła. Spojrzała na mnie powaŜnie.. PrzeŜyliśmy oboje wspaniałe chwile przez dni kilka. czy jesteśmy razem na zawsze.. zaraz zły los nasyła osobę trzecią. byle tylko wpierw posiąść. bo. chwyciła moją głowę w obie dłonie i przycisnęła ją silnie do piersi. bo nie masz pojęcia. Ŝe ilekroć dwoje ludzi zakocha się w sobie szalenie.Chcę wykorzystać zbliŜające się do mnie szczęście. AŜ tu nagle zjeŜdŜa do Wandy jakaś przyjaciółka. — Cierpisz? — powtórzyła i roześmiała się w głos. okropnie.. —Wando — odrzekłem — nie chcę juŜ wiedzieć wcale.

Przyjaciółka mieszka razem z Wandą i nigdy nie moŜemy się spotkać sam na sam. CóŜ jednak z tego. Wprawdzie przyznaje. Zdziwiła się tym niemało. * * * — Moja przyjaciółka skarŜyła się na ciebie — mówiła do mnie dziś Wanda. Ŝe mogłabym tam zrobić znakomitą partię. no i tym. nie rzekła jednak nic. kobieta. Wanda traktuje mnie jak zupełnie obcego. mój chłopcze.. ale mimo to zawraca mi głowę od rana do wieczora opowieściami o Ŝyciu w stolicy. — Bo jest obłudna. Ŝe ona umyślnie oddaliła się od towarzystwa. Uścisnęła mi ukradkiem rękę i spojrzała przy tym na mnie tak serdecznie i Ŝyczliwie. głupcze jakiś? — przerwała mi Wanda. co? Ale widzisz.. Tego samego dnia spotkaliśmy się raz jeszcze w przelocie. o zabawach i rozrywkach. Ŝe jej nie nadskakuję. Ja cenię tylko takie kobiety. Miłość jej wypływa z dwu źródeł: ze zmysłowości fizycznej i skłonności duchowej. spostrzegłem. serce jej poza tym pragnie pozyskać miłość jednego męŜczyzny. dlaczego ją tak lekcewaŜysz. nacisnąłem kapelusz i oddaliłem się. Ŝe cię kocham. mimo gorącej zmysłowości. Ŝeś przystojny i miły. skoro ja ciebie kocham. . — Jak na przykład ja. — Moja przyjaciółka bardzo się dziwi. nie krępować się Ŝadnymi dla mnie względami. Kobieta. gdyŜ posiadam ku temu dostateczne warunki. aby cierpienia ostatnich dni zostały wynagrodzone. biorąc mnie za uszy jak Ŝaka. jak ogromnie ją kocham. Ŝe hołdują zasadzie lekkich obyczajów.Upłynęło długich czternaście dni strasznej dla mnie niepewności. To powiedziawszy. które albo są cnotliwe. Dziś podczas przechadzki znaleźliśmy się na chwilę sami. Proszę nie zwaŜać na mnie. Obie są otoczone rojem wielbicieli. — Ale powiedz. Ŝe wystarczyło to zupełnie. albo teŜ nie kryją się wcale z tym. Teraz dopiero pojmuję dokładnie. ciebie tylko na świecie. moŜe być wolna pod względem duchowym na wzór męŜczyzn. by pomówić ze mną. moŜe być do tego zdolna tylko w wypadkach nadzwyczajnych. — AleŜ pani — odezwałem się po chwili namysłu — ja wcale nie chcę zagradzać pani drogi do szczęścia. — Zapewne z tego powodu.

miłe i szczere — jak ich wielbiciele. charakteru. który moŜna dobrze spienięŜyć. co ci powiem: nie czuj się nigdy bezpieczny u boku kobiety..podczas gdy zbiegiem okoliczności sama naleŜeć musi do wielu. tutaj znalazła sobie nowego adoratora i oszukuje ich wszystkich. — CóŜ w tym złego? — oburzyła się piękna kobieta. . cierpi. Ŝe ona w istocie lekcewaŜy cię i uwaŜa za. który objawia się wiernością i zdradą. w danej chwili ogarnia. Najcnotliwsza kobieta moŜe zniŜyć się w jednej chwili do poziomu bagna. Tylko najsurowsze wychowanie zdoła wyrugować z niej te pierwiastki. kobieta tylko uczuciem... — KaŜda z nas posiada instynktowną skłonność do tego. a z drugiej strony do szlachetności i bohaterstwa. bez zadowolenia własnego. ku zdziwieniu tych wszystkich. — CzyŜ nie wymagają tego same stosunki społeczne? — przerwała mi Wanda. ma takŜe pewien urok. jaka wyszła z rąk Stwórcy: zachowała charakter pierwotny. Nie ma na świecie kobiety. którą kochasz. — Ona moŜe wciągnąć cię w swoje środowisko i wpłynąć na ciebie wedle swoich poglądów! Ale sądzę. Kobiety w ogóle są dobre. niŜ ci się wydaje.. oczywiście ja! Zapamiętaj sobie.. stosownie do warunków jakie ją otaczają. a mimo to wszyscy ją cenią i uwielbiają. Charakter kobiecy polega na zupełnym braku. ale dzieje się to zbyt rzadko. ta moja przyjaciółka. MęŜczyzna kieruje się w Ŝyciu zasadami. daje pewne zadowolenie: Ŝe się jest zimną.. ma we Lwowie męŜa i licznych wielbicieli. po największej części wbrew chęci i woli. która nie byłaby zdolna w kaŜdej chwili do czynów najgorszych i najpospolitszych. którą kochasz. najpodlejsza — wznieść się nagle do wyŜyn najszlachetniejszych zadań i czynów. aby korzystać ze swych wdzięków i swej piękności. i tak powoli charakter jej ulega zupełnemu zepsuciu. mój drogi. — I to mówisz ty? — AleŜ ja. Mimo postępu cywilizacji kobieta pozostała taka sama. którzy nią gardzili.. Zresztą oddanie się bez miłości. poniewaŜ natura kobieca kryje w sobie więcej niebezpieczeństw. — Tak. Wynika stąd rozterka. Nie zapomnij o tym i nie czuj się nigdy bezpiecznie u boku kobiety. a następnie kłamstwo i obłuda. to prawda — zauwaŜyłem — kobiece błędy polegają zazwyczaj na zmienności charakteru. jakie ja.. która prowadzi wprost do kłamstwa i obłudy. — Na przykład ta kobieta. nieubłaganą i Ŝe męŜczyzna odczuwa to i. — towar. ale zarazem złe i przewrotne — jak ich wrogowie. litością i okrucieństwem.

i mogłabym się nie zmienić do końca Ŝycia pod warunkiem. — Czy zmniejsza twoje szczęście fakt. który jako opanowany i podporządkowany bez reszty kochanek mógłby stanowić zdobycz nieocenioną. moja w zupełności. czy mimo to kochasz mnie mniej niŜ przedtem? .. Ŝe wręcz jej nie poznaję. Zerwałem się. — Lecz czy jesteś mimo to. Ŝe oprócz ciebie. Wando! — Pytam jednak. pocałunków spragnione. w tej chwili. gdybym nawet równocześnie uszczęśliwiała drugiego? — Wando! — Widzisz — mówiła dalej — to byłby chyba najlepszy sposób wyjścia. I ja ciebie kocham. lecz fantastą.. oczy upojone. Ŝe ta przepiękna kobieta jest moja. bo mnie kochasz. — Z kim? Nie odpowiedziała. czuła. obejmują mnie w gorący uścisk. — Co za myśl! — krzyknąłem. łaskawa. Ukochana moja po długiej rozłące jest tak niezmiernie dobra. — Z tą przyjaciółką? Skinęła głową na znak potwierdzenia. — Co tobie? Czemu tak drŜysz? — PrzeraŜa mnie myśl o tym.. twierdząc. — A mimo wszystko — odezwała się wreszcie Wanda. nie otwierając oczu — mogę w jednym zupełnie z nią się zgodzić. — Co za zgroza. — Ona miała słuszność. ramiona obnaŜone pręŜą się. jak łatwo mogę cię utracić. Wierzyć się nie chce. Ty nie chcesz mnie utracić. mniej szczęśliwy? — odpowiedziała z pewnym wyrzutem. Nie mogę jednak pogodzić się z myślą.* * * Nareszcie przyjaciółka odjechała i jesteśmy oboje z Wandą przez jeden wieczór sami. Ŝe to rzeczywistość. jak rozchylony kwiat. Ŝe naleŜałam przedtem do innych i Ŝe po tobie posiadać mnie będą znowu inni męŜczyźni? Czy zresztą rozkosz twoja byłaby mniejsza. wieje z tych słów. przymknięte. Ŝe ty wcale nie jesteś prawdziwym męŜczyzną. Usta jej drŜą. zaniepokojony wielce. abyś miał być moim męŜem. wielbiącym mnie bez opamiętania..

— I jeŜeli ja zrobię ci tę przyjemność. — Nie jestem usposobiona do kłamstwa — odrzekła potrząsając głową. ale oddam się kaŜdemu. ale tym więcej będę uwielbiał cię i kochał. kto mi się spodoba. w niewierności kobiety jest coś. — Takim jestem ja. takŜe u mnie. oparte na zasadach pogańskich.. ale nie Ŝyczyłbym sobie być ci cięŜarem.. jak długo zdołam cię kochać. nie musi koniecznie być mu wierna. — TakŜe u ciebie? — podchwyciła Ŝywo. Pragnę widzieć cię wielką. — Tak. który męŜczyzna zdolny jest znieść przykrą prawdę?. Siebie chcę widzieć w roli najniŜszego sługi. ty to co innego. — Z czegóŜ tak niezbicie wnioskujesz? — zapytała uśmiechając się złośliwie. — A jednak tak jest i właśnie dlatego. Sewerynie. — Ech. czy znajdziesz w sobie tyle siły. Ŝe kobieta. CóŜ by to było za szczęście widzieć przed sobą tarzających się w prochu poddanych! Chciałabym być otoczona szeregiem drŜących z obawy niewolników. aby to znieść? — Niezawodnie. dręczącą namiętność. Która wszak kobieta moŜe być więcej uwielbiana nad heterę? — Rzeczywiście. — dodała szyderczo. chcąc na zawsze pozyskać męŜczyznę. jak małą wartość dla ciebie przedstawiam.. JeŜeli na przykład powiem ci: takie właśnie Ŝycie.. Chcę być twoja. którą mogłabyś rozporządzać wedle wszelkich kaprysów i zachcianek. Wanda oparła się na łokciu i mówiła dobitnie. niezwykłą. co wywołuje bolesną rozkosz. — AleŜ. Chcę być twoją własnością. .. jest moim ideałem. z całą siłą i bezczelnością demona musisz powiedzieć mi: ciebie jednego będę kochała.. szczęśliwą i potęŜną. Tylko nie wolno ci mnie okłamywać. — Nie ma o co się sprzeczać... gdy będziesz mi ślepo i bezgranicznie oddany.. Czuję bowiem. — Lecz. z wolna: — Wydaje mi się. — Po części masz słuszność — przerwała mi — poniewaŜ tylko wtedy moŜesz znieść ode mnie wszystko. od ciebie zniosę wszystko.— AleŜ przeciwnie. — W takim razie będę straszliwie cierpiał. Uśmiecha mi się to wreszcie i przypomina rozkosze olimpijskie staroŜytnych bogów. byle tylko cię nie utracić..

.. potem zrobię z tobą co mi się spodoba. która się nigdy nie urzeczywistni. — A jeŜeli ja wezmę serio tę przysięgę? — MoŜesz. Będziesz mi oddanym. co mówisz. No. — Dlaczego wątpisz w to wszystko? — zapytałem po chwili. a na twarzy zmieniła się do tego stopnia.— Miesiąc? — MoŜe dwa. Wstrząsnął nią silny dreszcz. . no i. gdzie prawa uznają niewolnictwo. ty. ty dzieciaku kapryśny — pogroziła mi Wanda — doprawdy zadziwiasz mnie swoją.... wiernym jak pies... — A ze sobą. — W takim razie wyjedźmy stąd na Wschód lub gdziekolwiek. — Naprawdę. Ale. — Bo nasze stosunki społeczne do tego się nie nadają. gdzie nic nie przeszkodzi ci panować nade mną nieograniczenie. władczynią nieubłaganą i groźną. Dalsze jej słowa zagłuszył szmer pocałunków. proszę cię o to. mam twoje słowo... Ŝe pójdę za tobą choćby między ludoŜerców. Alę zresztą — dodała chwytając się oburącz za głowę co to wszystko warte?. która od czasu do czasu zstąpi do ciebie z wyŜyn olimpijskich. fantazja szaleńca. — No — zapytała po chwili — masz jeszcze chęć na wyjazd do kraju dzikich ludzi? — Przysięgam ci na wszystko.. Ŝe to z miłości do mnie. — I co? — Lękam się. ale wiem. głupotą. gdzie moŜliwe jest wszystko. wiesz co? Zaczyna mi się to podobać. po czym odezwała się powaŜnie: — Ostatecznie... co? — Ze sobą? Będę boginią. Wyjedźmy tam. Zamyśliła się na chwilę. — Ej. Ŝe poŜałujesz swego kroku. — Myślisz o tym naprawdę? — zapytała. a ja będę twoją panią... Ŝe z trudem moŜna było rozpoznać dawne rysy. PrzecieŜ to mrzonki. nieodstępnym słuŜalcem. a w oczach jej błysnęły dziwne iskry.. bo kochasz mnie do szaleństwa i nie wiesz nawet. Będziesz miała w swoim ręku moje Ŝycie. — A potem? — No. jako twój sługa i niewolnik. stało się..

. zakląć w rzeczywistość. Odtąd bowiem zrzekasz się wszelkich praw. rozumiesz. który wywiera na tobie tak wielkie wraŜenie.. Chwyciłem się wreszcie ostatecznego środka: ułoŜyłem pisemną umowę. — Chciałem tylko zauwaŜyć. juŜ poznałem tę kobietę. skoro oddajesz się bezgranicznie. jeden jeszcze warunek. — Daruj więc. —? — Abym zawsze nosiła ów płaszcz gronostajowy.. a nie ma chęci przedsięwziąć czegokolwiek w tym kierunku.. Do tego stopnia nie będę przecieŜ okrutna. — Pozwól. kropki. gdyby się tacy znaleźli. — Nie! Za późno juŜ. co ci się spodoba. — O. będziesz w moim ręku tym. wciąŜ obiecuje uczynić zadość moim wymaganiom. wszelkich względów. Ŝartując. ty! — groziła mi Ŝartobliwie i przytuliwszy twarz do mej twarzy odezwała się po chwili: — Zapomniałeś o czymś bardzo waŜnym. — Umowa zawiera punkty odnoszące się jedynie do mnie — zauwaŜyłem.— Którego dotrzymam! — O to juŜ ja się postaram! Teraz jednak dosyć juŜ mrzonek i majaczeń... co do tego moŜesz być spokojny. Ŝe w ten sposób wyraŜa. chcę ziścić je. czytała zdanie po zdaniu i po kaŜdym całowała mnie. Objąwszy mnie jednym ramieniem za szyję. za rzecz! Do tego się zobowiązujesz. — Nie moŜe przecieŜ być inaczej. Ŝe juŜ. * * * Zdawało mi się. bylebyś tylko nie oddała mnie na pastwę któremuś ze swoich wielbicieli. . jak jej się będzie podobało. czym zechcę. uwaŜać cię będę za rzecz. Ŝe śmiałem cię o to posądzać — prosiłem. na to dajesz słowo honoru i składasz przysięgę. — Ej ty. Ŝe wolno ci robić ze mną. na mocy której zapragnąłem oddać się jej na tak długo. GdzieŜ tam! Niepodobna z nią dojść w Ŝaden sposób do porozumienia: waha się ustawicznie. całując ją po rękach.

pójść z nią chociaŜby do piekła! * * * Teraz dopiero pojmuję wielbiciela uroczej Manon Lescaut. * * * Wanda siedziała na otomanie otulona w płaszcz obszyty gronostajami. Włosy. jakby chciała wyssać ze mnie Ŝycie. bujne jak grzywa lwa. — W oczach twoich błyszczy płomień zachwytu. a mianowicie. — Jak piękny jesteś w tej chwili! — szepnęła do mnie namiętnie. Ona znosi. lecz przykutego do mnie przez moją piękność i miłość. Czy mogę juŜ podpisać umowę? — O. bo takie jej . Całą istotą. gdy była metresą drugiego i naraŜał się przez to na pośmiewisko. zda się. rozpuściła w nieładzie.— Dobrze.. Miłość nie zna cnoty ni zasług. — W Konstantynopolu? — GdzieŜ tam! Namyśliłam się. który szalał za nią nawet wówczas. mieć niewolnika nie z tytułu prawa lub zwyczaju. jaki dostrzec moŜna na malowidłach włoskich. klęcząc jak ongiś przed marmurowym posągiem bóstwa i przysięgałem stokroć w myśli uczynić wszystko. gdzie ich ma kaŜdy. Jest to dla mnie bardzo ponętne i niezwykłe. rozkoszowałem się nimi jak potępieniec oszalały. czego zaŜąda. gdzie: nas nikt nie zna i gdzie bez Ŝenady moŜesz wykonywać obowiązki mego słuŜącego. Słuchałem tych słów z dreszczem dziwnego niepokoju. w społeczeństwie cywilizowanym. zsunąłem się do jej stóp. przebacza i uświęca wszystko. pozwolić sobie na taki egzotyczny eksperyment.. nie. Podpiszesz ją dopiero na miejscu. — Więc nie na Wschód? — Prawdopodobnie do Włoch: do Rzymu albo Neapolu. Co by to była za przyjemność mieć niewolnika tam. Na wszelki wypadek wyjedziemy stąd gdzieś. przedstawiających grozę męczeństwa pierwszych chrześcijan.. Ja chcę tu. zawisła rozkochana kobieta na moich ustach. Muszę tam dodać jeszcze pewne uwagi i warunki.

odzianą w gronostaje? To ciekawe! Umilkłem. lecz spacerował spokojnie i swobodnie wzdłuŜ alei w towarzystwie dwu słuŜących: Murzyna odzianego w czerwoną szatę i uzbrojonego Czerkiesa. Ŝe jest najzupełniej rada. taka rola w Ŝyciu ludzkim. czy nie mam być dla ciebie okrutną Wenus północy. — A zatem mogę wnioskować. począł jej się uwaŜnie przypatrywać. ksiąŜę jest człowiekiem. siląc się na opanowanie bólu i trwogi. A my się nie bronimy. * * * Na deptaku pojawił się dziś po raz pierwszy jakiś rosyjski ksiąŜę. jak Ŝądła Ŝmij. stanął i obrócił się jeszcze. który atletyczną swą postacią i klasycznymi rysami twarzy zwrócił uwagę wszystkich gości naszego karpackiego kurortu. Miłość jest tajemniczą drogą i rozkoszną potęgą. Ta wyrafinowana kokieteria. Gdy wróciliśmy do domu. ani nie odstraszają nas błędy i wykroczenia. — Co? — krzyknęła gniewnie — wymówki? AleŜ mój kochany. szepcząc między sobą słowa zachwytu. Nagle zauwaŜył Wandę. gdzie sama chce. Kochamy się nie wówczas.. patrząc za nią długo. która nas porywa. Szczególnie kobiety podziwiały go. — Wando! — Niby co? Czy nie jesteś moim niewolnikiem. A ona odpowiedziała na tę zaczepkę ognistym spojrzeniem swoich zielonych oczu i zdawało się. nie omieszkałem jej o tym napomknąć.przeznaczenie. który mi się moŜe podobać. jak mi się spodoba. kogośmy sobie z góry upatrzyli. jak się ten ksiąŜę nazywa. a ja przecieŜ jestem wolna i mogę sobie tak postąpić. a ja. — Słuchaj! Musisz natychmiast dowiedzieć się.. gdy chcemy i nie w tym. ale to wcale mi nie przeszkadza. Słowa jej ugodziły mnie w samo serce. no. Ŝe mnie juŜ nie kochasz? — wycedziłem. z jaką unosiła suknie stąpała i w ogóle usiłowała mu się zaprezentować —-ubodła mnie do głębi. ani nie kierujemy się Ŝadnymi względami na strony dodatnie. nie pytamy nawet dokąd nas prowadzi i co z nami uczyni. On jednak nie zwracał najmniejszej uwagi na ów szmer i na tysiąc spojrzeń. a nawet olśnić mnie. . skąd pochodzi. — Kocham ciebie tylko jednego. a gdy przeszła koło niego. abym nawiązała znajomość z księciem.

Nie prosiła mnie nawet. lecz rozparła się w fotelu i patrzyła na mnie badawczo. ale zupełnie o coś innego.. Dopiero po południu mogłem wrócić do niej z pewnymi wiadomościami. a dla ciebie tylko bat i kopniaki? — Bierzesz moje fantazje zanadto serio. dobrą. aŜ się o wszystkim dowiesz. Ŝe nie znoszę komedii. jako sługę.. lepiej nie pytaj. nie myśl. — śadne "ale"! Ja rozkazuję i tak być musi. jaką mnie chcesz mieć.. gdy wedle twoich Ŝyczeń stanę się taka. Ŝe się będę bawiła w ciuciubabkę. Słowem. moja kochana. Nie o to przecieŜ idzie. a ty juŜ nazywasz mnie złośliwą. mówmy zupełnie spokojnie. i mieć cały zastęp nadskakujących wielbicieli.. jakby chciała juŜ z wyrazu twarzy wyczytać. łagodną.. niŜ się tego spodziewałem — odpowiedziałem uraŜony.. Być moŜe byłabym kobietą uczciwą. tak. jak się to wszystko skończy? — zapytałem. wiesz przecieŜ. dość jeszcze onieśmielony. bym usiadł. dodała łaskawie: — MoŜesz sobie uklęknąć tu koło mnie. a nie ja. jeŜeli zechcę Ŝyć swobodnie i wesoło. — Nie pokazuj mi się na oczy prędzej. — Co? A jakŜeby się miało skończyć to. Ŝe się stałam taka. jaką chciałeś mnie mieć. . powaŜną. — Podaj mi podnóŜek — odezwała się krótko i sucho. Czy dla chwilowego kaprysu warto poświęcać całą naszą przyszłość? — To nie jest kaprys. co ty masz na myśli. rozumiesz? — przerwała mi z niezwykłą surowością w głosie.. — Więc co? — Ach. A gdy rozkaz wykonałem i stanąłem przed nią jak ordynans przed słuŜbowym oficerem. — Jesteś bardziej złośliwa. — Sewerynie — odezwała się zupełnie powaŜnie — nie uczyniłam jeszcze niczego. — Proszę cię. nieprawdaŜ? Ty sam doprowadziłeś mnie do tego. ale to dosłownie niczego. zrozumiano? I zrozumiałem. A co to będzie. Ŝe się naprawdę przeląkłem. — O.kim jest. przynieś mi najdokładniejsze wiadomości o wszystkich jego stosunkach. — Zanadto serio? — powtórzyła. czy spełniłem naleŜycie jej zlecenie. Jesteśmy oboje szczęśliwi bez granic i moŜemy być takimi na zawsze. — Powiedz mi. Posłuszny jak baranek poŜegnałem ją natychmiast i udałem się czynić wywiady. no i teraz juŜ przepadło.. co się jeszcze nie zaczęło wcale? — odparła. — AleŜ. Chciałeś tak zresztą sam. wybuchając głośnym śmiechem.

nie masz się czego obawiać.. gotów do walki. Przystąpiła ku mnie z szyderczym uśmiechem na ustach i załoŜywszy ręce wpatrywała się długo w moje oczy. To nieprawda. bo nie zdołasz poddać się w zupełności. o których nigdy nie miałam pojęcia. abym znów stała się tym. obezwładniły mą wolę.. jakbym ją chciał tym przeprosić... zrywając się równocześnie i stając naprzeciw.. Zostaw mnie w spokoju. — PrzecieŜ ja cię kocham. I ty chciałbyś teraz.. czym byłam wcześniej? Za późno mój kochany!. A ty się mylisz i wmawiasz w siebie samą. moja najdroŜsza. — Ech. Ale ty wypaczyłeś moje uczucia.. tym trwałej — im więcej piętrzy się przeciwności... przeistoczyły mnie w zupełności. Mnie się zdaje.. aby to wszystko uznać za fantazję.. — Namyśl się. ja jestem kapryśna. ostrzegam cię więc jeszcze raz i pozostawiam wybór: moŜesz sobie odejść w kaŜdej chwili. Ŝądze te opanowały mnie. wzbudziłeś we mnie Ŝądze. Nie jesteś wcale męŜczyzną.kochającą i wierną. Mimo to. — No dobrze! — szepnęła w końcu przez zęby. — Wando! — krzyknąłem. podczas gdy ja rozkoszowałem się jej widokiem do upojenia. i gdyby mi je przyszło spełniać. uspokój się — przerwałem ją. — Wando przestań — prosiłem ze łzami w oczach... mój charakter. Nie znoszę chorobliwych majaczeń i fantazji. Ŝe jesteś zła.. — Daj mi spokój!. — AleŜ.. byłabym tak samo słaba i niedołęŜna jak ty. jeŜeli coś postanowię. nie.. — A ty? — No. póki czas. co ty wiesz. — A jeŜeli zdołam. uparta. nie. abyś. moŜesz .. Uwalniam cię w zupełności.. Ŝe nie ma lepszej istoty pod słońcem od ciebie.. Była bowiem w tej chwili taka sama.. jaką widziałem ją zawsze w moich snach. — Sądzę.. to zwykłam tego dokonywać. — Ale mnie jeszcze poznasz. — Jesteś rozdraŜniona i zła. To powiedziawszy odtrąciła mnie od siebie i zerwała się na równe nogi. Ŝe mnie juŜ zupełnie poznałeś. — Wówczas. — Wandeczko. — O nie. wiesz o tym dobrze. ja.. Boję się. co ty moŜesz o mnie wiedzieć — przerwała mi Ŝywo.

...sobie pójść i więcej nie wrócić. Chwyciła mnie w objęcia i zaczęła scałowywać łzy z moich oczu. to przecieŜ Ŝart. Ŝe ja. Poczęła przechadzać się wielkimi krokami po pokoju. gdyŜ Ŝyć bez ciebie nie mogę ani jednej chwili. Ŝe znoszę wszystko. * * * Co jest szczególne i śmieszne to właśnie to.. Precz mi z oczu w tej chwili! — Wando! — Nędzniku! Straciłem zimną krew. — JeŜeli odepchniesz mnie od siebie. tego jeszcze było potrzeba — mówiła wybuchając śmiechem. podczas gdy ja pozostałem na klęczkach i ocierałem ukradkiem łzy. drŜąc na całym ciele. Wreszcie odezwała się tonem szorstkiego rozkazu: — Pójdź tu! Posłuszny usiadłem koło niej.. — Mój panie! Powiedziałam panu zupełnie powaŜnie. Rzuciłem się jej do nóg i począłem płakać jak dziecko. który nie umie dotrzymać danego słowa... czołgając się u jej stóp.. Z początku patrzyła na mnie ponuro. łzy.. z niecierpliwością. aby pan uwolnił mnie od swojej osoby. jak ten niedźwiedź w zwierzyńcu. — O tak. — Płacz. mógłbym uwolnić się.. a nie chcę. jesteś zdolny do czołgania się jak pies. zgubiony bezpowrotnie.. kim jesteś. Teraz dopiero poznaję. jestem zgubiony. Jest pan tchórzem i kłamcą. — AleŜ. — Czy pan nareszcie pójdzie sobie ode mnie? — Litości! — błagałem. * * * JeŜeli ona raz jeszcze weźmie bat do ręki. MoŜna się tego spodziewać po niej w kaŜdej .. niebawem jednak rozjaśniła się jej twarz. skoro mi tylko grozi.. wolnością. Ale ty mnie jeszcze nie poznałeś i później dopiero doświadczysz mnie na własnej skórze..

W odpowiedzi odgarnęła mi włosy z czoła i dopiero po pewnej chwili odezwała się: — Jesteś mi bardzo drogi.. Czy odczuwasz to w całej pełni? Nie mogłem odpowiedzieć. patrzyła na mnie rozmarzona. Ŝe obecność moja u boku Wandy irytowała go niewymownie.. gotowa mnie rozszarpać. natomiast zwróciła się do mnie z lubym. Poezja! Słowa pełne zachwytu. Ŝe jestem myszką w jej ostrych pazurkach i Ŝe ona. dobra i pełna miłości. * * * Gdy dzisiejszego wieczoru miałem jej rzec "dobranoc". Dźwięk twoich słów upaja mnie. — Jesteś zadowolona? — zapytałem odkładając ksiąŜkę. Ŝe wcale nie pamięta o naszej umowie. Dziś podczas przejaŜdŜki spotkaliśmy się z rosyjskim księciem. dzieciaku! — pocieszała. Jest dla mnie nieskończenie czuła. aby potem męczarnie. dzieciaku.. jakie zamierza mi zadać. były o tyle bardziej przykre i bardziej bolesne? * * * Dzisiaj kazała mi czytać głośno dialog między Faustem a Mefistofelesem. zauwaŜyłem u niej dziwne . oszałamia. Czy istotnie tak uczyni? Co ona ze mną zrobi? * * * Udaje.chwili! Zdaje mi się. JakŜe nam dobrze tak razem we dwoje. serdecznym uśmiechem. czy zdołałabym kochać kogoś więcej niŜ ciebie. bo starałem się z całych sił stłumić strumień łez. Na szczęście ona — ku wielkiej mojej radości — ani spojrzała na niego.. Starał się przeniknąć wzrokiem moją piękną towarzyszkę. A moŜe to tylko kaprys? MoŜe ona umyślnie jest taka. Jechał powozem. Sewerynie i nie wiem. — Oj. MoŜna było odgadnąć. PrzeŜywamy najrozkoszniejsze chwile w Ŝyciu. przytulając mnie istotnie jak dziecko. ignorując go. Słuchała w wielkim skupieniu. stosownie do kaprysu.

moŜe nie uwierzysz. którym obejmowałem jej smukłą kibić i wyszedłem z pokoju. Popatrzyłem na nią uwaŜnie. Będzie pan sługą. Zapieczętowawszy pismo. odezwała się: — Przykro mi. uwaŜam nasz związek za zerwany zupełnie. gdy się zbliŜyłem pod jej próg — ona odchyliła drzwi i wysunęła przez nie głowę całą w papilotach. — To zaleŜy jedynie od ciebie.. cofnąłem powoli ramię. — śoną? Nigdy. ale i dla mnie wydaje się za długi do przeŜycia. układając sobie najrozmaitsze plany i odrzucając je potem jeden po drugim jako niemoŜliwe do wykonania. — I powtarzam panu dzisiaj to samo — odrzekła. Ŝe czas ten nie tylko dla ciebie. w którym oznajmiłem jej. — Och. — Ty nie jesteś męŜczyzną dla mnie. — Do mnie? Potwierdziłem skinieniem głowy. moŜesz skrócić wyznaczony czas próby. — A zatem skróć go. a jako na sługę — mogę się na pana zdecydować. Ŝe tu wcale nie ma mowy o tym. by własnoręcznie wrzucić do skrzynki na drzwiach.. Ostatecznie zdecydowałem się. — Czego pan sobie Ŝyczy? — List. było dla mnie zupełną niespodzianką. Sewerynie! — odparła łagodnie. — Nie jestem jeszcze ubrana — odezwała się z uśmiechem. ale stanowczo. To jednak. Dotknęło mnie to do Ŝywego. Ręce przy tym drŜały mi jak u alkoholika. . czy nie. pan chce zerwać ze mną! — uprzedziła mnie szyderczo. Raniutko napisałem list. Ŝe się dla niej nie nadaję. Dopiero gdy byłem w progu.. — A. — Łaskawa pani. odniosłem je sam na górę. Nogi pode mną uginały się i wypowiadały mi posłuszeństwo. — PrzecieŜ pani powiedziała wczoraj sama. Nie zmruŜyłem oka przez całą noc. Nie próbowała mnie wcale zatrzymać.. — A więc — urwałem z wielkiego wraŜenia i w milczeniu podałem jej list. czy nadaje się pan dla mnie jako mąŜ.roztargnienie. zostań moją Ŝoną. W chwili. co się stało. Chciałabym być z tobą zawsze. Ŝe juŜ odchodzisz. — MoŜe go pan sobie zatrzymać — odparła przypatrując mi się uwaŜnie. Jeśli zechcesz. — Zapomina pan.

przysięgał pan oddać mi się do dowolnego rozporządzania. Nagle zastukał ktoś do okna.. — Niech pani zwaŜy. Odtąd będzie mnie pan zawsze tak nazywał — podchwyciła Ŝywo i wyniośle. jak zakazuję panu wchodzić do mnie inaczej. jaśnie pani. to... A zatem moŜesz odejść. Grzegorzu — zauwaŜyła z zadowoleniem. a pan będzie mi towarzyszył jako słuŜący. Skierowałem się do odejścia. Ŝe nie masz pieniędzy. a jednak nie byłem w stanie zaprotestować. Otworzyłem je i ujrzałem Wancie. to. Właśnie jako człowiek honoru dał pan słowo. jak tylko na odgłos dzwonka lub gdy pana zawołam.. Ŝe naleŜę do towarzystwa. — śe jesteś człowiekiem honoru. — Podoba mi się ten tytuł i masz mnie zawsze tak nazywać. Rzekłem tylko. Jestem jeszcze uzaleŜniony od ojca i wątpię. DrŜałem z trwogi i oburzenia.. bez Ŝadnych wyjątków. — Wando! — Zakazuję panu zwracać się do mnie po imieniu — odrzekła surowo — tak samo. otuloną w futro. a ja. — To znaczy. jak moŜna najuprzejmiej: — Łaskawa pani zna przecieŜ moje stosunki. porządkując rzeczy i rozpisując listy do róŜnych znajomych. lecz Grzegorz. Pan od tej chwili nie nazywa się dla mnie Seweryn. * * * Paliłem światło u siebie do późna w noc. nieprawdaŜ? I o tym pomyślałam. Ŝe. — Tym lepiej. przylgnąłem ustami do tej ręki jak zgłodniały wilk.. by zawiadomić ich o wyjeździe za granicę na dłuŜszy czas. rozumiesz? Jutro o dziesiątej . Otrzymałem za to łaskawie udzielony uśmieszek i skinienie głowy. w takim razie będziesz silniej zaleŜny ode mnie. podając mi rękę przez drzwi niedbale i z dumą.— O. — Czy Grzegorz juŜ gotów? — Jeszcze nie. Grzegorzu. jako Ŝe na dworze było juŜ dosyć chłodno. Ŝadnych praw i ulg. — Spakuj pan swoje manatki w przeciągu 24 godzin. nieszczęsny głupiec. czy da mi potrzebne fundusze na tak kosztowną podróŜ. bo pojutrze wyjeŜdŜam do Włoch. — Jeszcze nie! Wprzód musisz swoją panią pocałować w rękę — dodała.

A kiedy tylko śydek-woźnica zdrzemnął się na koźle lub się odwrócił. Rozejrzała się wokół. zakryty niemal zupełnie czapeczką podróŜną i gęstym welonem. Była ubrana w kostium podróŜny. . Przypominały mi one jesienną róŜę. gładziła mi rozmierzwione wiatrem włosy. — A tak. to o najnowszej literaturze polskiej.. która rozmawiała ze mną swobodnie. Bujne włosy spięła w warkocz. — Pocałuj mnie w rękę. albo raczej.. która zakwitła za późno wśród nagich badyli i poŜółkłych liści. to wreszcie o muzyce Wagnera.. od chwili jednak. Objąłem ją ramionami z szaloną namiętnością i począłem obsypywać pocałunkami. z grubej. * * * Punktualnie o dziewiątej rano. uklęknij! Nie było innej rady. W drugą... W podróŜy z początku było jeszcze jako tako. według umowy — niewolnikiem. gdzie zawiązał się tak niespodziewanie dramat mojego Ŝycia.wyjeŜdŜamy. będziesz moim lokajem. obramowany suto gronostajami. zmarszczyła brew i rzuciła od niechcenia: — No i jakŜe ci się podobam? — Ty. O tak. opuszczając na zawsze zaciszną miejscowość górską. — Jaśnie pani jest skończoną pięknością. wprowadzając ją do pokoju. groŜąc szpicrutą. natychmiast całowała mnie zimnymi usteczkami. kto ci na to pozwolił? — przerwała mi.. stosownie do jej rozkazu. czarnej materii. Siedziałem u boku Wandy. Wsiedliśmy do wygodnego powozu. wpychała mi w usta cukierki. Była w bardzo dobrym humorze.. przypominający strój amazonek. jak z dobrym znajomym: to o Włoszech. to co innego — odrzekła. gdy wsiądziemy do pociągu. które oddawała mi nie mniej namiętnie. Musiałem usłuchać rozkazu... Do stacji będziesz moim towarzyszem. aby zwarzył ją pierwszy litościwy przymrozek. było wszystko gotowe. No. a rozsiadłszy się w moim fotelu dodała — chodź tu. a teraz zamknij okno i otwórz drzwi. Wykonałem spiesznie rozkaz.. poprawiała krawat i pieściła moje ręce. — śadne "ty". po to chyba. A teraz w usta.

drugi raz wody. Moja pani rozciągnęła się wygodnie na kanapce po jednej stronie przedziału i otuliła się w futro. Wszystkie ławki zajęte przez kiwających się śydów. podczas. Spełniłem rozkaz. dlaczego jestem głupcem podniesionym do kwadratu i czym jest dla mnie kobieta. pędzę z pociągu na stację po sprawunki i spieszę się. pobiegłem do trzeciej klasy. Rozmieściłem jej pakunki i na skinienie. Do przedziału jej wsiadło dwu elegantów. na podłodze błoto zaschłe całymi warstwami. oczekując z kapeluszem w ręku na rozkazy. Ławki twarde jak kamień. pykających fajki smrodliwe nie do zniesienia. zostawiając mnie w poczekalni. gdy ja zajmę swoje miejsce w coupe i nie będę cię juŜ potrzebowała. baby z dziećmi i chłopów. Po raz pierwszy w Ŝyciu jechałem tą klasą na kolejkach galicyjskich. za co odpowiedziała mi wdzięcznym skinieniem głowy i podała ramię. Raz kaŜe sobie przynieść kawy. by pociąg nie uciekł. — Masz tu bilet. doprawdy nie ta sama. — Bilet trzeciej klasy — zauwaŜyłem zdziwiony bardzo. CóŜ. Na kaŜdej stacji masz wysiąść i podbiec do mego okna z zapytaniem. jakim zwykle odzywają się wytworne damy do swoich lokajów. Wymagania jej są bardzo wymyślne. Wróciła zupełnie inna. ale i nad tym. czy mi czegoś nie trzeba. Grzegorzu — odezwała się tonem. Umieram z zazdrości.* * * Dojechaliśmy tak do stacji i wysiedliśmy razem przed budynkiem. brudne. u okien nie mytych nigdy brudne szmaty (niby firanki). Wolno ci jednak wsiąść dopiero wówczas. * * * Na kaŜdej stacji wysiadam i biegnę do jej przedziału. gdy dwaj . trzeciej klasy. bym się oddalił. rozumiesz? A teraz podaj mi futro. na półkach i w przejściach stosy tłumoków. Pomogłem jej przy tym szarmancko. nie było innej rady. Nastał wieczór. Następnie udała się do kasy po bilety. Z trudem znalazłem sobie miejsce na brzegu ławki i pogrąŜyłem się w głębokich rozmyślaniach nie tylko nad schludnością i higieną galicyjskich kolei w przedziałach trzeciej klasy. nic sobie ze mnie nie robiąc. — No tak. Moja pani zajęła cały przedział pierwszej klasy. trzeci raz ciepłej wody do mycia rąk. z którymi flirtuje w najlepsze.

sierŜant Ŝandarmerii i jakiś ubogi malarz. Mam uczucie. * * * Mój piękny diabeł wpakował mnie znowu do trzeciej klasy. Oczywiście towarzyszę jej w sklepach i magazynach jako słuŜący. wysokie buty. Ŝe wszystkie kości mam połamane. a malarz śpiewa półgłosem pieśń tęsknoty: "Szumią jodły na gór szczycie. Zapadła noc. W przedziale jadą włoscy robotnicy. jakbym był niemym stworzeniem. ale tu przynajmniej nie ma juŜ niedomytych galicyjskich śydów. bogato wyszywaną sukmanę i pas z mnóstwem brzękadeł. * * * W Wiedniu zatrzymaliśmy się na jeden dzień. Nie brak jednak i poezji w tym wszystkim. a do kompletu — przepyszną czerwoną rogatywkę z pękami pawich piór. Powietrze w przedziale nie ma juŜ zapachu cebuli. Siedzący naprzeciw sierŜant ma twarz jak belwederski Apollo.kawalerowie siedzą naprzeciw niej i udają jej aniołów stróŜy. w dymie tytoniowym i słuchać sprośnych piosenek Ŝołdaków lub wstrętnego Ŝydowskiego szwargotu. ani chłopów z fajkami. Ja niestety muszę się dusić w ciasnym przedziale trzeciej klasy. Mnie młodemu tęskne-Ŝycie. . dla załatwienia sprawunków. Szumią sobie w dal. Nie mogę zresztą oponować. gdyŜ moja pani darowuje kelnerowi mój nowiutki garnitur. sprzedanym na jarmarku. albo jakbym zaprzedał duszę diabłu. Rad nierad wciągnąłem szerokie. Wyciągnąłem się na drewnianej ławce i zdaje mi się. pasiaste spodnie. Jest mi w tym stroju nawet dość ładnie. który teraz tak ze mną harcuje. Bo mam w sercu Ŝal. trąci zgniławym serem i salami. krocząc za nią w przyzwoitym oddaleniu kilku kroków i dźwigając całą masę towarów. Przed odjazdem w dalszą drogę kazała mi przebrać się po krakowsku.

Nie mam Ŝalu do nikogo, Tylko do ciebie niebogo, Oj Halino, Oj jedyno, Dziewczyno moja! Oj Halino, oj jedyno, Dziewczyno moja!"

Wsłuchuję się w tę pieśń i myślę o swojej, niestety, nie Halinie, nie dziewczynie, lecz królowej, która w przedziale pierwszej klasy śni w puchach o rozkoszach bogów staroŜytnej Grecji.

* * *

Florencja! Ruch, gwar nie do zniesienia. U wyjścia z peronu tłumy tragarzy i fiakrów. Wanda daje znak jednemu z doroŜkarzy i ogląda się za posługaczem. Nagle, jakby się namyśliła: — Ód czego zresztą mam słuŜącego. Grzegorzu, masz tu kwit bagaŜowy, przynieś pakunki. Wsiadła do karetki, okrywając się futrem. Ja dźwigam na plecach cięŜki kufer, tak zresztą niezgrabnie, Ŝe potrącam jakiegoś karabiniera, który — dobrodusznie — pomaga mi umieścić cięŜar w pojeździe. — Kufer zapewne jest bardzo cięŜki, bo mam tam wszystkie moje futra — zauwaŜyła Wanda. Usadowiłem się na koźle obok woźnicy, ocierając kroplisty pot z czoła. Moja pani wymieniła nazwę hotelu. W parę minut później zatrzymaliśmy się przed wspaniałym domem. — Są wolne pokoje? — zapytała portiera. — Si, madame. — Dwa dla mnie, jeden dla mego słuŜącego — wszystkie z piecami. — Mamy właśnie tylko dwa z kominkami. Dla słuŜącego moŜe być nieogrzany — zauwaŜył garson, wybiegając skwapliwie do karetki. — Proszę mi pokazać te pokoje. Obejrzała je przelotnie i zgodziła się.

— Dobrze. Proszę mi tylko rozniecić ogień. SłuŜący moŜe spać w pokoju bez ogrzewania. Spojrzałem na nią z niemym wyrzutem. — Niech Grzegorz przyniesie mój kufer — rozkazuje mi, nie zwaŜając na moje błagalne spojrzenia — muszę się przebrać i zejść do sali jadalnej. Ty takŜe potem dostaniesz coś na wieczerzę. Zaczęła się przebierać w drugim pokoju. Ja tymczasem taskałem na plecach kufer, w czym pomógł mi usłuŜny garson, zasypując mnie mocno łamaną francuszczyzną pytaniami na temat mojej pani. Obaj roznieciliśmy następnie ogień na kominku. Rozejrzałem się po pokoju. W kącie stało wysoko zasłane poduszkami łóŜko, na podłodze leŜały dywany. Ogień parskał na kominku. JakŜe tu miło, jak błogo... Zszedłem na dół i zaŜądałem czegoś do zjedzenia. śyczliwie usposobiony kelner, były Ŝołnierz austriacki, rozpoczyna ze mną rozmowę i obsługuje mnie po przyjacielsku. Wreszcie, po trzydziestu sześciu godzinach, doczekałem się ciepłej strawy... Ledwie wziąłem do ręki nóŜ i widelec, ona weszła do sali. Wstałem od stołu. — Jak pan moŜe prowadzić mnie do tej samej sali, gdzie siedzi mój słuŜący — zwraca się gniewnie do garsona i opuszcza jadalnię. Podziękowałem w duchu Bogu, Ŝe się tak stało i Ŝe mogłem spokojnie się posilić. Następnie udałem się do przeznaczonego dla mnie pokoju. Była to mała, brudna klitka, w której paliła się lampka olejna i gdzie w jednym kącie stało proste łóŜko, a obok mój kufereczek. Ani okna, ani pieca, ani nawet lufcika. Do tego wściekle zimno! Zapewne cele więzienne w Wenecji nie były gorsze, pomyślałem i wybuchnąłem tak głośnym śmiechem, Ŝe aŜ się sam siebie przeląkłem. Nagle otworzyły się drzwi i ukazał się garson, rozkazując mi po włosku, z teatralnym gestem: — Idźcie do swojej pani, natychmiast. Chwyciłem czapkę i udałem się po schodach na pierwsze piętro. Stanąłem przed jej drzwiami i zapukałem. — Wejść!

* * *

Wchodzę ostroŜnie i zatrzymuję się przy drzwiach. Wanda rozgościła się zupełnie swobodnie. Jest tylko w negliŜu ozdobionym bogato koronkami. Usadowiła się w pobliŜu kominka na puszystym dywanie, otulając się w to samo futro, w którym ukazała mi się po raz pierwszy jako bogini. Pokój oświetlony wspaniale. Światło lamp odbija się w olbrzymich lustrach weneckich; od kominka bije czerwona poświata, jak łuna. Oświetla bujne włosy mojej pani, gronostaje i jej twarz posągową, która przyjaźnie ku mnie się zwraca. — Jestem z ciebie zadowolona, Grzegorzu — zaczęła. Ukłoniłem się. — Przyjdź bliŜej. Usłuchałem rozkazu. — Jeszcze bliŜej — spojrzała na mnie czule i wyciągnęła ramię spod futra. — "Wenus w gronostajach" wita swego niewolnika... Widzę, Ŝe jest pan kimś więcej, niŜ pospolitym fantastą i Ŝe zdolny pan jest sprostać swoim postanowieniom. Okazał się pan takim, jakim go sobie nawet trudno było wyobrazić — to mi się bardzo podoba, to mi imponuje. Jest w tym moc, a moc zawsze budzi podziw. Sądzę nawet, Ŝe w czasach ku temu odpowiednich mógłby pan odegrać niepospolitą rolę. Na przykład za pierwszych cesarzy rzymskich byłby pan niezawodnie męczennikiem, podczas reformacji anababtystą, w czasie rewolucji francuskiej — jednym z najzagorzalszych Ŝyrondystów, którzy z Marsylianką na ustach szli na gilotynę. Niestety, pan jest obecnie moim niewolnikiem, moim... Zerwała się nagle, tak Ŝe płaszcz opadł jej z ramion, i oplotła mnie ramionami jak polip. — Mój najdroŜszy niewolniku, jak ja ciebie kocham, jak uwielbiam, jak wspaniale wyglądasz w stroju krakowskim, ale... ty dzisiejszej nocy zmarzniesz w ciasnej, nędznej izdebce. Muszę ci poŜyczyć swego futra... Podniosła z ziemi płaszcz i zarzuciła mi go na ramiona, szczelnie mnie otulając. — JakŜe ci w nim do twarzy. Dopiero teraz twoje szlachetne rysy ujawniają się w całej pełni. Skoro tylko przestaniesz być moim sługą, musisz sobie sprawić futrzane okrycie, a przynajmniej szlafrok. I znowu zaczęła mnie głaskać, pieścić i całować; wreszcie pociągnęła mnie ku sobie na dywan. — Podoba ci się, jak sądzę, mój płaszcz. Oddaj mi go Ŝywo, Ŝywo, gdyŜ inaczej stracę urok i moc, która cię do mnie przykuwa. OdłoŜyłem płaszcz. Wanda zarzuciła go sobie na ramiona.

Nudzisz mnie. — O tak — pomyślałem — przed chwilą przyciskałem do piersi najpiękniejszą w świecie kobietę. czy nie znienawidziłeś mnie jeszcze? No. Prawdopodobnie załoŜyciele religii chińskiej mieszkali w nieopalanych norach. bo mnie to źle usposabia. Ale uwolniła mnie wreszcie. — Idź juŜ. I znowu przywarliśmy do siebie i złączyły się nasze usta w płomiennym pocałunku. No idź.. oszołomiony szczęściem porwałem ją w ramiona.. Nie miej tak nieszczęśliwej miny. jak ja obecnie. warto się zastanowić nad tym wszystkim. marszcząc brwi. Czułem. Ŝe piekło to kraina wiecznego mrozu i Ŝe sroŜsze tam męczarnie..— Tak namalował swoją boginię Tycjan. Usługiwałem jej. mógłbyś spróbować skarŜyć się na mnie. dając mi szczutka w nos. — No. mów. Jesteś moim sługą tylko wobec ludzi. — A zatem moŜesz mnie tak kochać tylko w tym czasie. zresztą nie podpisałeś jeszcze umowy i jesteś wolny. I rzuciłem się ku niej. Chińczycy nie wierzą w płomienne piekło. Doprawdy. a teraz muszę spać jak Chińczyk w norze. Zdawało mi się zupełnie serio.. im więcej będziesz dla mnie okrutna i sroga. naprawdę byłam zachwycona. . Ŝe się przeobraziłem w zupełności. — Co za niezdara — mruczała. — PomóŜ mi naciągnąć płaszcz. Rolę swoją odegrałeś wybornie. Ŝe jestem w uścisku rozjuszonej niedźwiedzicy. kiedy jestem dla ciebie surowa i sroga — odpowiedziała na to. rozkazuję ci! — Muszę to wyznać. A teraz pocałuj mnie.. Ze zwieszoną głową szedłem po schodach do swojej nory. — Wyrządziłam ci moŜe krzywdę? — AleŜ bynajmniej. lecz wyobraŜają sobie. aŜ mi świeczki w oczach stanęły. nie słyszysz? I wymierzyła mi taki policzek. — Zakochany jestem w tobie bez granic i uczucia moje będą się potęgowały tym silniej. Miałbyś się z pyszna. rozmyślając nad arcykomicznością Ŝycia i bezdenną swoją głupotą. — A jeŜeli będziesz się mścić? — odrzekłem.. która łechce mnie miękkim puchem swojego futra i równocześnie zapuszcza pazury w moje ciało aŜ do krwi. jak mogłem najlepiej. Ale dosyć juŜ Ŝartów. Czy jednak nie za wiele ci juŜ tego. Wando? — Bezwarunkowo. moŜesz mnie w kaŜdej chwili poŜegnać.

ja w stroju krakowskim. Wanda kończyła właśnie toaletę i wyglądała wspaniale.. Widzę strugi krwi na śnieŜnej bieli. udawała się sama na miejsce.. Czoło miałem pokryte zimnymi kroplami potu. zaszyty cały w skórę. podczas gdy ona śmiała się szatańsko. lecz niedźwiedzica polarna. Począłem krzyczeć głośno o pomoc. Eskimos.prawie na kaŜdym domu ogłoszenie: "Camere mobiliate". to mogą podejrzewać. Nieznośny Eskimos znikł. Wanda w jesiennym kostiumie i czapce kozackiej.* * * Miałem dzisiejszej nocy bardzo przykry sen. W półgodziny później wyszliśmy na miasto. by znaleźć drogę. — Czego pan tu szuka? — pytał mnie — tu jest biegun północny. pędzącą ku mnie na saneczkach zaprzęŜonych w reny.. w której zbłądziłem i kostniejąc wydobywałem z siebie resztki sił. Szedłem za nią jakieś dziesięć kroków i starałem się mieć jak najpowaŜniejszą minę. Ŝe parsknę szalonym śmiechem. To nie była ona. Powitała mnie miłym uśmiechem. odebrałem mu ją i zaniosłem do pokoju. a gdy się chciałem oddalić. Ostre swoje pazury wpiła w moje ciało jak sęp w swą ofiarę. z twarzą podobną do tutejszego garsona i zaprowadził mnie do tego pokoiku. Widzieliśmy . rzuciła się ku mnie z zamiarem rozszarpania. — Niech Grzegorz zje prędko śniadanie — odezwała się — pójdziemy zaraz szukać mieszkania. Ŝe mieszkanie mogłoby jej odpowiadać. • Zbudziłem się. Byłem głodny jak wilk i zziajany z powodu ciągłego biegania po .. natomiast ujrzałem. świeŜa i zarumieniona. gdy garson przyniósł kawę. Zdawało mi się. jakby się zapadł pod śnieg. Wanda posyłała mnie zawsze na górę i gdy jej oznajmiałem. Nagle pojawił się przede mną. niestety kręciła noskiem niezadowolona i musieliśmy szukać dalej aŜ do południa. Ŝe Rosjanka utrzymuje stosunki miłosne ze swoim lokajem. Wandę. JeŜeli bowiem rozmawiam z tobą nieco dłuŜej. * * * Udałem się wczesnym rankiem pod drzwi swej pani. Ŝe ktoś popędził mnie w bezkresną krainę lodów. bo niepodobna nam mieszkać w hotelu i krępować się tak nieznośnie. Przypatrzyłem się jej bliŜej.. Cała ubrana w gronostaje. gdzie mi kazano obecnie mieszkać. zatrzymała mnie. chociaŜ zdawało mi się co chwila.

nie mogłem być tak prędko obsłuŜony. zwłaszcza taki człowiek. chwyciłem czapkę i wybiegłem za Wandą. a nasz fantastyczny stosunek bezwarunkowo tego wymaga. — Grzegorzu! — odparła tonem prawdziwego despoty i weszła do pierwszej z brzegu bramy. Nie miałem na to odpowiedzi. bo nie ma czasu. objęła mnie wpół i zaczęła całować. aŜeby się w tobie nie zakochać po raz drugi. — Wiesz co. Potrząsnęła głową i zaczęła mnie znowu obsypywać pocałunkami. — śebyś ty wiedział. jak ty Sewerynie grasz przecudnie swą rolę. następnie poczęła się wspinać po ciemnych schodach. mnie się zdaje. — Myślałam. sługa.schodach. Wstąpmy do jakiegoś domu. co to jest befsztyk. Ŝe nic odpowiedniego nie moŜna znaleźć. abym zjadł prędko. Bardzo trudno jest znaleźć cale. niech cię uściskam. nie wytrzymam dłuŜej. Zresztą nic się znowu nadzwyczajnego nie stało. byś wrócił dokończyć śniadanie i potem rozejrzał się po . łaskawa pani. Oczywiście ja. Ŝe my wcale nie znajdziemy mieszkania w mieście. nim podano mi befsztyk. Ŝe jaśnie pani będzie do tego stopnia okrutna. gdzie moŜna by czuć się zupełnie swobodnie. Nagle odwróciła się ku mnie. Ŝe nie zdołam się opanować. Musiałem więc dość długo czekać. Ledwie jednak podniosłem do ust pierwszy kęs. iŜ nawet nie da mi śniadania przełknąć — zwróciłem się do niej z wymówką.. Wanda denerwowała się. jaki jesteś niebezpieczny w tej roli niewolnika. Wolę więc wynająć całą willę — zobaczysz i będziesz zdumiony. czy mnie przestałaś kochać? — zapytałem wielce tą uwagą zaniepokojony. Nagle jednak rozchmurzyła się i rzekła do mnie: — Ach. zjawia się garson i rozkazuje po aktorsku: — Madame woła — natychmiast! Z bólem serca poŜegnałem się ze smacznym befsztykiem. zamknięte piętro. — AleŜ. Wróciliśmy do hotelu na drugie śniadanie. Ŝe juŜ jesteś gotów. Pani moja rozkazała. Człowiek jest stworzony do cierpień. Męczennicy na przykład nie wiedzieli wcale. — Nie wyobraŜałem sobie. która czekała na mnie na ulicy. jak ty. a ja za nią. Doprawdy obawiam się.. jak ona — wielka pani. Roześmiała się z tego serdecznie. — Jak to. Pozwalam ci teraz. Nie wyobraŜałam sobie tego wcale i teraz obawiam się zupełnie serio. Sewerynie.

Zajrzałem przez szparę i.. Nie wrócę do domu przed wieczorem. Ŝe słyszę jej słowa: "Tyś to? Oczekiwałam cię tak długo!. obszerny. Twierdzą nawet. Ŝe na Południu umiera się wcześniej i łatwiej. posąg bogini miłości. w stylowej łazience znajduje się wspaniały marmurowy basen z wodotryskiem w środku.mieście. błyszczą w słońcu stylowe wille zamiejskie. patrząc na to piękne. Wstrząsnął mną dreszcz. Pallazzo Vecchio. wzdłuŜ całego budynku biegnie weranda z kamiennymi schodkami do ogrodu. Dla mnie przeznaczyła pokoik na parterze. daleko.. Nawet sama przyroda jest uśmiechnięta niczym roztrzepane dziewczę. poza łańcuchami Alp i Karpat. Poprzez wspaniałą. do którego drzwi były zamknięte na klucz. jest jednopiętrowa. Pojmuję teraz. kipi. kapryśna i płocha. którego okrągłe kopuły gmachów i smukłe wieŜyce rysowały się ostro na tle błękitnego nieba. Później zaś. zbudowana na planie czworokąta. Logia dei Lanzi. Ŝe nie ma róŜ bez kolców i piękna bez stron ujemnych. bardzo ładny. Zwiedziłem przede wszystkim katedrę.. kaŜę cię zawołać. na północy. Wszystkie wnętrza są piękne. upiększające znakomicie ogólny widok. naprzeciw parku Cascine i wynajęła ją na całą zimę. Ŝółto zabarwioną rzekę rozrzucono prześliczne łuki mostów. Willa ta stoi w przepięknym gaju drzew laurowych. Rozejrzałem się po ogrodzie i odkryłem w jednym z zakątków rodzaj miniaturowego templum. Wanda znalazła prześliczną willę na wzgórku. pozbawiona smętnej powagi i zadumy. Wokół zielone wzgórza pokryte gajami cyprysowymi. śmieje się. na horyzoncie. Tu wre wszystko. w rodzinnej mojej ziemi. na marmurowym piedestale. gdybyś był mi potrzebny. Świat tu zupełnie inny niŜ u nas. staroŜytne miasto. cieszy. na skrzydłach oraz gzymsach umieszczono mnóstwo posąŜków i figurynek. samotne klasztory i kaplice. * * * Zjadłem wystygły befsztyk i poszedłem oglądać miasto. jakby byli w zupełności szczęśliwi. Wanda zajęła całe piętro. zaopatrzony nawet w staroświecki kominek.. Ŝe oni mniej myślą niŜ my. ozdobionym klombami kwiatów. A ludzie równieŜ nie są tu tak powaŜni i smutni jak tam. ku wielkiemu zdziwieniu ujrzałem wewnątrz. mniej cierpią i wyglądają. Zdawało mi się. Zdaje się. następnie stałem długo nad Arnem." . na lewym brzegu rzeki Arno.

Biegnę po szerokich. który tak uwydatniał linie jej postaci. szalony uścisk. Pukam więc ostroŜnie. Ŝe robiła wraŜenie greckiego posągu. firanki. Ŝe stoję u drzwi sali tronowej Katarzyny Wielkiej i Ŝe za chwilę ujrzę zieloną wstęgę pełną orderów na jej obnaŜonej piersi. Wanda otworzyła niecierpliwie drzwi. przymykając oczy z nadmiaru rozkoszy. Nie byłem zdolny wymówić ani jednego słowa. czy naprawdę masz dobrą i nieprzymuszoną wolę być moim niewolnikiem? — Czy moŜe okazałem czymś. — Czekałem przy drzwiach. Ŝe nie chcę? — Nie podpisałeś jeszcze kontraktu.* * * Wieczór. — Właśnie teraz przygotowałam juŜ wszystko i pytam cię jeszcze raz. — Kochasz mnie jeszcze? — zapytała. zdawało mi się. . Przepych. gdy pociągnęła mnie ku sobie w namiętny. portiery. przydawały jej twarzy dziwnego blasku. aŜ onieśmiela mnie. sznur pereł na szyi lśnił jak rosa w majowym słońcu. Po dłuŜszej chwili czekania zapukałem ponownie. pościel — wszystko było bajecznie bogate. Ŝe to nie rzeczywistość. jaki wokoło się roztacza. lecz najbardziej fantastyczny sen młodości. dywany. tylko ujęła mnie pod ramię i wprowadziła do pokoju. Na jednej ze ścian znajdował się olbrzymi obraz przedstawiający Samsona i Dalilę. jakbym się obawiał. młoda pokojóweczka wzywa mnie. Wenus w gronostajach — pomyślałem. drŜąc cały z obawy. — I ty o to jeszcze pytasz? — A czy przypominasz sobie swoją przysięgę? — odezwała się z tajemniczym uśmiechem na ustach. nie słyszałaś pukania — odparłem. urządzonego z iście wschodnim przepychem. Tapety. — Dlaczego tak późno! — wrzasnęła. abym zjawił się przed swoją panią. i czekam. Milutka. bo zdaje mi się. Zdaje mi się. Przez ramię przerzuciła gronostajowy szal. marmurowych schodach na górę i minąwszy wspaniale urządzony salon pukam do drzwi prowadzących do jej apartamentów sypialnych. opadające puklami w pełnym nieładzie na ramiona. Nie odpowiedziała na to nic. Rude włosy. Wanda miała na sobie atłasowy szlafrok. meble.

Wanda Dunajew ma prawo nie tylko karania go za przewinienia choćby najbłahsze. Gdyby pani Wanda Dunajew zwróciła panu Sewerynowi Tollmanowi wolność. — PoniewaŜ zaś postanowiłeś oddać mi się zupełnie. szczególnie w chwili. Ŝe poświęciłem się zupełnie dla ciebie. a kaŜdą oznakę jej przychylności uwaŜać za nadzwyczajną łaskę. a nawet odebrać mu Ŝycie. ale wolno jej teŜ maltretować go i dręczyć stosownie do kaprysu.— Kontraktu? Jakiego? — Ach. zrób ze mną co chcesz. wiesz przecieŜ. a następnie oparła się na mnie i czytała razem ze mną przez ramię: "Kontrakt. moŜesz mi nawet Ŝycie odebrać. Wandy Dunajew i zrzeka się wszelkich praw oblubieńca... . gdy do swego niewolnika za pała nienawiścią i okrucieństwem". wykonać jej kaŜdy rozkaz. Na dokumencie była data dzisiejsza. sama. a w szczególności nie wolno mu się mścić. co przecierpiał i przeszedł. — JakŜe jesteś mi drogi w tej chwili. ty. — Gdzie jest ten dokument — przerwałem jej — pokaŜ. o ile będzie moŜna. zaprzedać mi się bez Ŝadnych zastrzeŜeń i nawet dajesz mi prawo decydowania o twoim Ŝyciu lub śmierci. Równocześnie zobowiązuje się słowem honoru być wymienionej pani niewolnikiem i sługą tak długo.. więc ułoŜyłam inny dokument. ty złoto moje. — Tu go mam — odpowiedziała. jak miły i kochany. gdyby jej się tak podobało — słowem jest on jej nieograniczoną własnością.. Jako niewolnik i sługa przyjmuje imię Grzegorza i zobowiązuje się spełnić kaŜde Ŝyczenie swej pani. — AleŜ Wando. moje skarby. wyjmując papier zza gorsu i oddając mi go do rąk. jak widzę zapomniałeś zupełnie — zresztą mniejsza o to. podczas gdy Wanda przysunęła pióro i atrament. który między p. Wandą Dunajew a panem Sewerynem Tollmanem w następującej osnowie zawarty został. nie wolno mu nigdy i nikomu opowiadać. P. Pan Seweryn Tollman przestaje z dniem dzisiejszym być narzeczonym p. dopóki go sama nie zwolni. Pani Wanda Dunajew przyrzeka. — PokaŜ! Wziąłem pismo i zacząłem je czytać. jak najczęściej ukazywać mu się w płaszczu gronostajowym.

Drugi dokument. straciłeś wszystko. Co za płomień w jej oczach.. Co do kontraktu.. ciągle z uśmiechem na róŜowych ustach.. — No. to ci pomogę podpisać się na tym drugim świstku. Daty na tym świstku nie było. Spojrzałem na dokument i spostrzegłem dopiero co nakreślone wielkimi. Stałem bezczynnie. piękne dzieło szkoły włoskiej. albo tylko.. — No. który patrzy z lubością na nią w ostatniej chwili. w którą sam dobrowolnie się wplątałem! Niestety. demon jakiś opętał mnie w zupełności. czy teraz będziesz miał odwagę podpisać tamten cyrograf? — zapytała mnie szyderczo. kochanie moje. zanim mu srodzy wrogowie wyłupią oczy rozpalonym Ŝelazem. piękna kobieta. walcząc z własnymi myślami. wziąłem pióro do ręki i podpisałem się szybko. co za szatańska przebiegłość w uśmiechu. Czy tak bardzo lękasz się własnego szczęścia? Odebrała mi papier i pióro. aby przypadkiem nie zwrócono na mnie jakiegokolwiek podejrzenia. Nagle wpadł mi w oko olbrzymi obraz. pochyliła się w kierunku Samsona. Ostrzegam cię. odebrałem sobie Ŝycie własną ręką". ale mimo to jest jeszcze furtka ratunku. — Ten drugi świstek — odezwała się — musisz własnoręcznie przepisać. kształtnymi literami jej imię i nazwisko. Wziąłem pióro do ręki. zredagowany przez nią. Ŝeś mnie jeszcze nie poznał. Z takim samym prawie uśmiechem jak Wanda. . Przepisałem prędko w kilku wierszach treść karty oznajmiającej.. Ogarnęła mnie groza. co miałeś. leŜąca na wzorzystym kobiercu. która oparła się na moich plecach jak zmora całym swoim cięŜarem. to oczywiście przepisywać go nie ma potrzeby. jakim darzy osłupiałego Samsona. Widocznie był to diabeł Mefistofel. był znacznie krótszy i głosił: "Zniechęcony do świata od szeregu lat. przyjacielu — jeśli chcesz. którego Filistyni związali i rozciągnęli na ziemi. uśmiechając się zdradziecko. Daj rękę. — DrŜałeś ogromnie. Jeszcze był czas wydobyć się z sieci. Raz jeszcze popatrzyłem w jej błyszczące oczy. na którym namalowana była półnaga Dalila. — Zaczekaj. Ŝe popełniłem samobójstwo i oddałem ją Wandzie. Przeczytała pismo i połoŜyła na stole. najpierw ja — mówiła — tobie drŜą ręce..

mimo Ŝe na nie zasłuŜyłeś. — Oddałeś się sam w moje ręce. zaczęła się śmiać. Wyjąłem portfel z paszportem i całym zapasem gotówki. Murzynki przywiązały mnie w pasie do słupa. Popatrzyła do wnętrza i następnie schowała je do tej samej szufladki. piorunujący wzrok mojej bogini jakby mnie przygwoździł. czarne jak wykrojone z hebanu. Heydee — rozkazała Wanda jednej z niewolnic ze spokojem i zimną krwią. Ŝe wreszcie wyszło spod pióra całe moje imię i nazwisko. — Skończyła się między nami zabawa i gra w ciuciubabkę — mówiła zimno. by mnie spętać. otulającej się w gronostaje. Chwyciła bat. Z dziką namiętnością chwyciła bat i zaczęła ćwiczyć mnie z całej siły. Teraz zabrała oba papiery i schowała je do szuflady w stoliku u wezgłowia otomany. który podpierał baldachim nad ozdobnym łóŜkiem. podając na klęczkach bat srogiej władczyni. wykorzystuję to i czynię zadość twoim pragnieniom z rozkoszą. Ukląkłem u jej stóp w nadziei. Ani się spostrzegłem. — Tak. zwinnie i zgrabnie. . a Murzynka uwijała się jak łasica. — Zdejmij ze mnie futro i podaj mi szal gronostajowy — rozkazywała dalej. ale surowy. na którego dźwięk wbiegły do pokoju trzy Murzynki. jeŜeli będziesz w czymkolwiek nieposłuszny lub krnąbrny. Ŝe mnie obdarzy pieszczotami — lecz odtrąciła mnie brutalnie i poruszyła dzwonkiem. Jej rude włosy. Murzynka wypełniła rozkaz w okamgnieniu. której nie znałam. a którą ty sam mi odkryłeś. oparła jedną rękę na biodrze i pozostając w tej pozycji. urządzonym w stylu starowłoskim. Przede wszystkim otrzymasz plagi. i oddałem jej. ubrane w czerwone szaty. zda się. Zrozumiałem swoje połoŜenie i chciałem się podnieść. związały ręce i nogi. co cię czeka. OtóŜ nie jesteś juŜ teraz moim kochankiem. A teraz oddaj swój paszport i pieniądze.Wetknęła mi przemocą pióro do ręki i wodziła nią tak. — UwiąŜcie go tu do słupa — brzmiał głos kobiety. Rzuciły się. lecz niewolnikiem i poznasz kim ja jestem. sypały iskrami. kiedy krępe Murzynki obezwładniły mnie. przez zaciśnięte zęby. bez zastrzeŜeń. Ŝebyś pamiętał. — Podaj mi bat. po czym zniknęły wszystkiej jakby się ziemia pod nimi rozstąpiła. Wanda podeszła do mnie szybko. roztaczając tren atłasowej sukni niby pawi ogon.

. ZbliŜyłem się ku niej. A teraz precz mi z oczu! * * * Miesiąc strasznej monotonii wśród cięŜkiej. Wstaję równo ze świtem i kładę się spać po zachodzie słońca. — RozwiąŜcie mu ręce i nogi... co dzieje się w willi. kopać grządki. drobną nóŜkę. to zda się. Milczałem. z której trysnęła krew.. Ŝywię się tym samym co i on. Przyjemne. raz nawet aŜ do ogrodu doleciał odgłos jej szampańskiego śmiechu w salonie. Przez ten czas będziesz zajęty w ogrodzie.. Moja pani otacza się rojem wielbicieli. Jest mi naprawdę głupio.. aby nie krzyczeć i nie błagać jej o litość. Pomagam mu oczyszczać drzewa. wieczność cała. — Grzegorz nie będzie mnie teraz widział przez cały miesiąc — odezwała się surowo — a to w tym celu. Jedno uderzenie skierowane było na moją twarz. śpię z nim na barłogu w jednej izdebce. jak pies. zacisnąwszy zęby. dzwoniąc równocześnie na słuŜbę. — RozwiąŜcie go! Gdy mnie odwiązały od słupa. Przydzielono mnie do pomocy ogrodnikowi. Oprawczyni zmęczyła się wreszcie. podlewać kwiaty. czy istotnie Ŝyję jeszcze na tym . Od czasu tylko do czasu dochodzą mnie słuchy. — Jeszcze jeden krok — rozkazała dalej. pospolitej pracy i beznadziejnej tęsknoty do ukochanej kobiety-szatana. odrzuciła w kąt narzędzie chłosty i opadła na otomanę.. a ja. Wyciągnęła spod atłasowej sukni zgrabną. spełniłem i ten jej rozkaz. Do pokoju wpadły Murzynki. grodzić płoty. padłem bezwładnie na podłogę.. ukazując białe jak kreda zęby. a ty Ŝebyś mógł dokładniej spełniać swe obowiązki. — Na kolana! Ucałuj moją stopę. co?. skończony głupiec. Uwolniono mnie z więzów i mogłem się nareszcie podnieść. Czarne niewiasty śmiały się. — Niech Grzegorz przyjdzie tu.— No i jakŜe ci się podoba?. aŜebym ci była obca. podziwiając jej przewrotność oraz grozę prawdziwej tyranicy. Nieraz pytam sam siebie.

jaśnie pani. ZauwaŜyła i . z pewnym tylko odcieniem jakiegoś współczucia. Głowa jej. Rysy straciły dawną miękkość. Było jeszcze trochę ciemno. W wyrazie oczu znuŜenie czy przesyt. A moŜe ona zawsze tym się odznaczała. czy teŜ odbywam jakąś karę poza grobem. — Śniadanie! Przynoszę na tacy kawę i klękam przed łóŜkiem. zaostrzyły się. Pojutrze kończy się miesiąc.świecie. — Tak. Wanda Dunajew". Ŝe nie mogłem w nich tacy utrzymać. Jej samej nie mogłem dojrzeć. * * * Na drugi dzień rano opuściłem domek w ogródku i przeniosłem się do willi. to ja. Krew uderzyła mi do głowy a ręce zaczęły tak drŜeć. — Rawa. — Która godzina? — Dziewiąta. W tej chwili wydała mi się piękna nieskończenie i porywająca aŜ do szału. proszę jaśnie pani. tak mi drogi. wydłuŜyły. Spojrzałem na nią zdziwiony niepomiernie. Wanda odsunęła portierę. wydała mi się jakby nie ta sama. Grzegorzu? — zadźwięczał jej głos. a ja tylko w zaślepieniu tego nie spostrzegałem? Obrzuciła mnie spojrzeniem zimnym i obojętnym. Co ona teraz ze mną zrobi? A moŜe zapomniała o mnie i będę zmuszony do końca Ŝycia grodzić płoty i wić bukiety? * * * Przyszedł pisemny rozkaz: "Grzegorz ma być od dziś przydzielony do moich osobistych posług. — Czy to ty. bo była zasłonięta w łóŜku portierami. na tle białych poduszek i koronek. w obramowaniu rozwichrzonych włosów. Z bijącym sercem wszedłem do sypialni rozpalić ogień na kominku.

przystojny męŜczyzna o iskrzących się. leŜącą na szafce nocnej u wezgłowia. Ŝartowali. jakby prąd elektryczny. nachmurzając czoło.. coś. Biegnę do miasta i oddaję list księciu. * * * KsiąŜę był na śniadaniu. * * * Dzwoniła. podczas gdy ja musiałem usługiwać obojgu. Zajął miejsce u Jej boku. jak tylko mogłem. Ona przeciągnęła się pod puszystym okryciem i wreszcie wzięła filiŜankę. Spuściłem wzrok jak zawstydzone dziecko.sięgnęła po szpicrutę. przebiegło przez moje członki od stóp do głów. Ja umieściłem się z tyłu na koziołku i patrzyłem. jakbym był manekinem bez Ŝycia i duszy. którą sama powozi. jaśnie pani. a ksiąŜę zanosił się od śmiechu. * * * Po śniadaniu wybrała się na przejaŜdŜkę zgrabną bryczuszką. — Co tobie jest? — pyta mnie jakby od niechcenia — pobladłeś tak mocno. Jawię się natychmiast. Oniemiały z zazdrości przynoszę jej odpowiedź. splamiłem jej suknię. — Jesteś niezdarny — wykrztusiła. Nalewając jej czerwonego wina do kieliszka. Gdy jej pomagam zsiąść. opiera się na mym ramieniu i wtedy doznaję dziwnego wstrząsu. Zmęczyłem się pospiesznym chodem. nie krępując się mną zupełnie. zaprzęgniętą w jednego konika angielskiej rasy. którzy z daleka jej się kłaniają.. — List do księcia Corsini. jakby mnie na świecie nie było. trzymając tacę tak silnie. W pewnej chwili pociemniało mi w oczach. — Ach. . Śmiali się. — Nic. z jaką gracją moja pani uśmiecha się do młodych męŜczyzn. czarnych oczach. to kołek z płotu — krzyknęła uderzając mnie w twarz. Jest to młody.

atłasową suknię. kozioł. Przynoszę jej szlafrok i pomagam przy ubieraniu się. — Uraziłeś mi odcisk. ściągam jej z nóg trzewiki. przeciągając się sennie. Usługiwałem i tym razem nie splamiłem juŜ winem obrusa. Spojrzałem na nią z dołu. Klęcząc. gdy raz jeszcze odezwał się dzwonek z pokoju mojej pani. by przed teatrem znowu usługiwać jej przy wysiadaniu i wchodzeniu do loŜy. * * * Po obiedzie wybraliśmy się do teatru. cymbale — krzyknęła i uderzyła mnie szpicrutą. — Zdejmij mi buciki i podaj mi pantofelki pokojowe — wycedziła przez zęby na pół śpiąco. Ŝe moŜe człowieka nauczyć zręczności. Całe cztery godziny czekałem w korytarzu. i omal nie krzyknąłem z zachwytu. Była ubrana w czarną. na ramiona zarzuciła gronostajowe boa. po czym ona rzuca się na otomanę..* * * Na obiad. — Roznieć ogień! A gdy na kominku zaczęły polana trzaskać: — Samowar! Wszedłem z herbatą właśnie w chwili. z pewną trudnością. — Prędko — syknęła. Kara ma wszakŜe to do siebie. To było dla mnie okropne! * * * Było juŜ daleko po północy. gdy zstępowała ze schodów. który odbywa się o szóstej wieczorem. we włosy wpięła pęk róŜ. zaprosiła dziś niewielkie towarzystwo. podczas gdy ona po kaŜdym antrakcie przyjmowała wizyty najwytworniejszej młodzieŜy. bo ciasne. złoŜone z dam i męŜczyzn. To wystarczyło.. Otworzyłem jej drzwiczki do karety i wskoczyłem na. . — Podaj szlafrok — odezwała się po wyjściu pokojówki. gdy się rozbierała przy pomocy Murzynki i była w kompletnym negliŜu.

myśląc. nie zwracając wcale na mnie uwagi. Ŝe z zazdrości zamordowałem Wandę. błyszcząca u sufitu. z ramionami pod głową. Posługuję jej przy obiedzie. w kole biesiadników. Ŝe skazano mnie na śmierć i Ŝe właśnie stoję przed szubienicą w towarzystwie kata. słabo oświetlała to urocze zacisze. Weź sobie poduszkę z otomany i połóŜ się na futrze niedźwiedzim przed łóŜkiem. Otwieram oczy — to Wanda. Ŝe po włosku umiem ledwie kilka wyrazów. W przedpokoju kazała mi zdjąć z siebie wierzchnie okrycie i czekać w garderobie. lecz przekonawszy się. Piękna kobieta. Ŝebyś mnie nie obudził — rzekła. Od czasu do czasu dolatywały mnie tony muzyki. — Będziesz dziś spał w moim pokoju. nawet nie zdradza ochoty wymierzenia mi policzka! Omal nie wybuchnę płaczem.— A teraz precz! — co łącznie z kopnięciem oznaczało dobranoc. gdy drzwi otwarto. nie mogła mi zejść z myśli. wymierzył mi policzek. Wydawszy to polecenie zgasiła światło. Wystarczy w nagrodę spojrzeć na nią. Wsłuchiwałem się . Tylko nocna lampka. który. Począłem śnić. zamiast mnie powiesić. Kilku lokai próbowało nawiązać ze mną rozmowę. * * * Nareszcie jeden dzień bez gości. ja siedziałem w kącie. Ŝe ona mnie tak lekcewaŜy i nawet mnie dręczyć nie chce. Podczas gdy ona ucztowała w jasno oświetlonej sali. śpiąca tuŜ obok mnie na Wznak. — LeŜ spokojnie. gdy cała w gronostajach opuszcza gmach i wsiada do powozu opierając się na moim ramieniu. ani jednego spojrzenia. a ja towarzyszyłem jej jako lokaj. ale dla mnie nie ma ani jednego słowa. Ŝe przecieŜ warto usługiwać takiej pięknej kobiecie i brać od niej po twarzy. Wandą siedzi na tarasie i czyta. bez teatru i towarzystwa. Ŝe musiała sama szukać okrycia.. ale długo w nocy nie mogłem zasnąć. Z nastaniem zmierzchu wchodzi do pokoju. * * * Dziś była zaproszona na obiad. Uczyniłem według rozkazu. dali mi spokój. Pomogłem jej bez szemrania przy ubieraniu. Siedzi sama. W końcu zdrzemnąłem się. kładąc się do łóŜka. Purpurowa ze złości. bo miałam zeszłej nocy nieprzyjemne sny i boję się spać sama.. Przed udaniem się do łóŜka wzywa mnie znowu.

moja droga Wando — wypowiedziałem bezwiednie.. — Zachowałam ci najzupełniejszą wierność. aby szaleńcze moje zachcianki w czyn wprowadzić. podnosiłem głowę ostroŜnie. Ŝe w końcu umrę z nadmiaru miłości i zazdrości. To. Dziś .. mimo wszystkich okrucieństw z twej strony. sprawdzając. bo się obawiam. — Nie? Przez litość Wando. czy teŜ jest to natura Nerona. połoŜyła mi rękę na ramieniu i wpatrzyła się we mnie badawczo. Ŝe nie kłamię. mimo zdrady. ja cię wcale nie zdradziłam. nie Ŝartuj aŜ do tego stopnia! PrzecieŜ sam nosiłem list do księcia. ty mój piękny. A moŜe one tak wypiękniały od chwili. — Taka juŜ moja dola.w miarowy jej oddech i kaŜdego razu. Nie potrzebowała jednak przez całą noc niczego. nic więcej. niewolniku. czy ona? Czy ona to wszystko obmyśliła. gdy się tylko poruszyła.. — Sewerynie. nie zauwaŜyłam tego dotychczas — szepnęła. kochany. czy nie Ŝąda czegoś ode mnie. było tylko wybiegiem. przeczuwam. jakŜe piękne masz oczy. co mam najświętszego. jak jesteśmy we Florencji. — Więc od czasu. Ale teraz muszę sobie poszukać wielbiciela. przysięgam na wszystko. — AleŜ Sewerynie. A zatem mam dla niej tylko taką wartość. * * * Czy ja jestem szalony. co robiłam. Ŝe kocham cię coraz bardziej. Ŝe wypadła mi z rąk taca z filiŜankami i kawa wylała się na dywan. — Ach. abyś mi w końcu nie czynił wyrzutów. lubująca się w dręczeniu drugich i deptaniu po ich grzbiecie bezkarnie i srodze? Gdy jej przyniosłem rano kawę do łóŜka.. ściskając ją z całych sił i obsypując tysiącem pocałunków. — Wando.. czy ty mnie mimo wszystko kochasz jeszcze? — zawołała nagle tonem zdradzającym namiętność. jak ta lampka nocna albo rewolwer zawieszony nad łóŜkiem. aby ziścić w zupełności twoje marzenia. coraz namiętniej. gdy zacząłeś cierpieć? A moŜe ty naprawdę jesteś nieszczęśliwy? Nie odpowiedziałem na to nic. — To było tylko zaproszenie na śniadanie. Ŝe byłam za mało bezlitosna.. — Czy ty mnie w ogóle jeszcze kochać moŜesz? Przyciągnęła mnie ku sobie tak gwałtownie.

głupcze skończony. nie szczędziła mi przy tym najwyszukańszych pieszczot. ukazując marmurowe] białości pierś. Pociągnęła mnie ku sobie na otomanę. bo muszę wstać i ubrać się. Kazała mi czytać najnowsze poezje Lermontowa. co stało się od tego czasu.jednak moŜesz być dla mnie znowu Sewerynem i kochankiem. ale Wanda nie dała mi wiele czasu do rozmyślań. jesteś. — Jesteś właśnie tym. a teraz twierdzisz zupełnie co innego. Powróciwszy zastałem ją juŜ ubraną w biały atłasowy szlafrok z gronostajowymi wypustkami. Ledwie przebrzmiał dźwięk tego słowa. Zapomnij o wszystkim. zwierzęciem. Ŝe największym twoim szczęściem będą cierpienia. które ci zadam. ja się nudzę. wybuchnęła kaskadą szatańskiego śmiechu. co dla mnie wygodne. Nie patrz na mnie tak — dodała kopiąc mnie nogą.. nie — jesteś rzeczą! . pokazywała mi ilustracje z najnowszych pism i tygodników tudzieŜ nowości literackie ostatniej doby. — Śniłeś ongiś. czym chcę. Ŝe będę twoją kochanką? Na kolana przede mną! No! Zsunąłem się na klęczki i zacząłem patrzeć na nią błagalnie jak pies. co ongiś. którą ja natychmiast obnaŜyłem. wolno ci! Wpiłem się jak Ŝmija w jej białą szyję. Wówczas odchyliła rąbek gronostajów. gdy przyjdzie mi na to ochota. tam w Karpatach... W tej chwili znów przyszła mi na myśl Katarzyna II. — No. — Doprowadzasz mnie do szału — powiedziałem. przebierz się. — Widzisz głupcze. zapominając o całym świecie. czy jesteś nareszcie szczęśliwy? — Jeszcze nie zupełnie — odparłem. strasznie się nudzę. Mówiła to pieszczotliwie. Ubrania twego nie darowałam kelnerowi w Wiedniu. Nie była wcale surowa ani gniewną. Nie przyjdzie ci to trudno. a ty nadajesz mi się do rozrywki na chwilę. po czym nagle odezwała się: — No idź. Włosy upięła bogato wysadzanym diamentami diademem. gdzie się tak sielankowo kochaliśmy. Znajdziesz je w skrzyni na strychu. słodko. Oczywiście. głaszcząc mnie i całując jak dziecko.. nędzny człowieku. Myślisz. — Więc szalej. bo scałuję z twego czoła wszystkie smutki i troski. MoŜesz je włoŜyć i być tym samym męŜczyzną. gdy nagle odezwała się raz jeszcze: — A teraz jesteś szczęśliwy? — Nieskończenie.

Wanda zerwała się dygocąc z gniewu. Nalewa mi sama zupy. — ZwiąŜcie go. Nie próbowałem nawet stawiać oporu. na której zatrzymałem nieco dłuŜej wzrok. Pobladła jak płótno i drŜała na całym ciele.Zadzwoniła i w tej chwili zjawiły się trzy czarne niewiasty. albo. zainteresowały mnie przelotnie. gdy podawała mi potrawę. aby same mniej miały do kopania. Na końcu grzęd leŜał pług.. Gdy tylko czarna piękność wyszła z pokoju. przy ich pomocy wiąŜe mi ręce i spycha mnie po schodach do ciemnego i wilgotnego lochu w piwnicy. A gdy zająłem miejsce naprzeciw niej: — Nie tam. Ani spostrzegłem. Jej szlachetne. bo nigdy jeszcze nie widziałem jej tak rozwścieczonej.. gdy drzwi się zatrzasnęły i zgrzytnął klucz w zamku. * * * Gdy następnego dnia usługiwałem jej przy obiedzie. bo czarna jest i trochę do diabła podobna. Wenus królewska jest zazdrosna o swego niewolnika! Chwyta więc bat z kołka. wreszcie przywołuje Murzynki. — Co! Ty się powaŜasz w mojej obecności spoglądać na inną kobietę? W końcu ona zajmie cię więcej niŜ ja. tu całkiem blisko. zagadnęła mnie słodziutko: — Przynieś drugie nakrycie. prawie europejskie rysy. Jest w jak najlepszym humorze. zjesz obiad razem ze mną. Niebawem pojawiła się Wanda i przyłączyła się do swoich czarnych niewolnic. Czarne bestie wyprowadziły mnie wśród chichotu w głąb ogrodu. uderza mnie kilka razy na oślep. gdzie na zboczu pomiędzy rzędami winorośli uprawiano grunt pod kukurydzę. wysoka. Zląkłem się naprawdę. bujna pierś. Murzynki zaprzęgły mnie do niego kaŜąc ciągnąć skiby. popędzały mnie co sił. najpospolitszym w świecie osłem. Byłem więc Ŝywcem pogrzebany? * * * . jakbym był najzwyklejszą szkapą ruskiego chłopa z Podola. co nie uszło uwadze despotycznej władczyni. swoją łyŜką wykrada mi kąski z talerza lub wreszcie kładzie głowę na stole i kokietuje mnie. Na nieszczęście pojawiła się Heydee... co jeszcze gorsze. jakby z czarnego marmuru wykuta. przy mnie.

LeŜę — nie wiem jak długo. Jestem związany jak baran przeznaczony pod nóŜ. Bez światła, bez powietrza, bez poŜywienia i bez wody leŜę na wilgotnej słomie i nie mogę nawet zasnąć. Ona moŜe ma zamiar zagłodzić mnie, o ile przedtem nie wyzionę ducha z zimna, które mną trzęsie jak wiatr liśćmi osiny? A moŜe to gorączka? Zdaje mi się, Ŝe zaczynam nienawidzić tej kobiety.

* * *

Czerwona jak krew struga światła przedarła się przez szparę w drzwiach, które niebawem się otwierają; ukazuje się Wanda z pochodnią w ręku, odziana w sobolowy płaszcz. — śyjesz jeszcze? — pyta, przyświecając z progu. — Przychodzisz mnie zamordować — odpowiedziałem głucho. Postąpiła o dwa kroki i jest juŜ koło mnie, pochyla się, bierze mą głowę w obie ręce. —- Jesteś chory, biedaku, jak złowrogo błyszczą twe oczy... Czy ty mnie kochasz? Domagam się tego od ciebie... I wyjmuje błyszczący sztylet, a mnie ciarki przechodzą od stóp do głowy. Zdaje mi się, Ŝe juŜ teraz będzie koniec. Ona jednak tylko przecina powróz krępujący moje ręce i nogi.

* * *

Pozwala mi teraz co wieczór, po obiedzie, przychodzić i kaŜe sobie czytać rozmaite dzieła, po czym dyskutujemy na ten temat do późna w noc. Zdaje mi się, Ŝe ona zmieniła się nareszcie, Ŝe wstydzi się tej drapieŜności i barbarzyństwa, jakie względem mnie okazywała tak zapamiętale. Jest nader uprzejma i słodka, a kiedy podaje mi rękę na dobranoc tyle z jej oczu promienieje dobroci i tkliwości, Ŝe mimo woli zaczynam zapominać o wszystkich cierpieniach i łzach.

* * *

Czytam jej Manon Lescaut. Odczuwa, zdaje się, związek między powieścią a naszą sytuacją, ale nie odzywa się, tylko od czasu do czasu wybucha śmiechem lub zamyka mi ksiąŜkę

w połowie zdania. — Czy jaśnie pani Ŝyczy sobie, bym dalej czytał? — Dziś juŜ nie, lepiej sami odegrajmy niektóre sceny. Mam właśnie dziś schadzkę w Cascine, a pan, panie Sewerynie, będzie mi towarzyszył. — A moŜe pan nie zechce? — Pani rozkazuje... — Nie, nie rozkazuję, lecz proszę — rzekła tak tkliwie i z takim wdziękiem, Ŝe sam szatan nie mógłby się jej oprzeć, po czym wstała i połoŜyła ręce na moich ramionach. — Ach te oczy, te oczy, nie uwierzysz Sewerynie, jak bezgranicznie cię kocham... — O, tak — odparłem szorstko — pani kocha mnie tak ogromnie, Ŝe aŜ innemu schadzkę wyznacza... — Czynię to jednak w tym tylko celu, aby ciebie podraŜnić — odparła z naciskiem. — Muszę bowiem mieć wielbiciela, Ŝeby ciebie nie stracić nigdy, bo ciebie jednego nad Ŝycie kocham — dodała wpijając się ustami w moje usta. — O, gdybym tak mogła wyssać przez pocałunki twoją duszę... Ale czas juŜ... Narzuciła na siebie aksamitny płaszcz, głowę owinęła szalem i wyszliśmy przez werandę na ulicę. — Grzegorz będzie powoził — rzekła do woźnicy, który zaraz się cofnął, a ja wskoczyłem na kozioł, chwyciłem lejce i okładając konie ze złości batem, ruszyłem. W parku Cascine, w miejscu gdzie kończy się główna aleja, Wanda wysiadła. Było juŜ trochę ciemno. Po niebie płynęły rzadkie chmurki, odsłaniając bystro migocące gwiazdeczki. Nad brzegiem rzeki Arno stał człowiek w długim płaszczu czy pelerynie i kapeluszu; patrzył nieruchomo na schody. Wanda podbiegła ku niemu przez zarośla i połoŜyła mu znienacka rękę na ramieniu. Widziałem jeszcze, jak zwrócił się ku niej i ujął ją za tę rękę — potem zniknęli w zaroślach. Godzina strasznej męczarni, nareszcie zaszeleściło coś wśród liści. To oni wracali oboje. Nieznajomy odprowadził ją aŜ do karetki. W migotliwym świetle latarni ujrzałem bardzo piękną, o łagodnych rysach twarz, okoloną bujnymi, jasnymi włosami. Podała mu rękę, którą ucałował z wielkim namaszczeniem, następnie skierowała się ku mnie i w okamgnieniu odjechaliśmy ciągnącą się wzdłuŜ rzeki aleją.

* * *

Do furty ktoś zadzwonił. Biegnę i spostrzegam znajomą blondyn z Cascine. —- Kogo mam zameldować? — pytam po francusku. Zagadnięty potrząsnął głową nieco zawstydzony.

twarz. To ów tajemniczy

— MoŜe pan rozumie coś niecoś po niemiecku — pyta mnie nieśmiało. — I owszem. Proszę o nazwisko. — Ach, przepraszam. Niech pan będzie łaskaw oznajmić swej pani, Ŝe był tu pewien malarz Niemiec i prosił... Ale oto i ona sama. Wanda wyszła właśnie na balkon i patrzyła w kierunku furtki. — Niech Grzegorz poprosi pana do mnie — zawołała. Wskazałem malarzowi schody. — Dziękuję, bardzo dziękuję... Wejdę juŜ sam... Z tymi słowami na ustach pobiegł po schodach, a ja zostałem na dole i patrzyłem za nim z głębokim współczuciem. Wenus złowiła jego artystyczną duszę w węŜową sieć swoich rudych włosów. Będzie ją zapewne portretował i oszaleje.

* * *

Słoneczny, zimowy dzień. W złocistym świetle drŜą listki drzew, wiecznie świeŜych i zielonych. Kamelie piętrzą się na zboczu tarasu, puszczają pączki. Wanda siedzi na tarasie zajęta rysowaniem, a malarz stoi naprzeciw niej i złoŜywszy ręce wpatruje się w nią w niemym zachwycie, jak w jakieś nadziemskie zjawisko. Ona jednak ani na niego nie spojrzy; nie raczy teŜ zauwaŜyć mnie, zajętego czyszczeniem ścieŜki tuŜ obok. Robię to umyślnie, aby być w pobliŜu niej i upajać się dźwiękiem jej słów, jak najpiękniejszą poezją.

* * *

Nareszcie malarz poszedł. To bardzo śmiałe, co chcę teraz uczynić, ale wszystko mi jedno. Wstępuję po schodach na werandę, staję tuŜ koło niej i pytam:

mogę cię zupełnie zniszczyć. W tej chwili czuję w sercu jeszcze jakąś iskierkę sympatii do ciebie. która była jeszcze prawie w mroku. ani innego Ŝadnego głupstwa. Stałem długo przed rozkosznym posągiem. — Wando — przerwałem jej dotknięty tym wyznaniem. .. lecz. aby sprawić ci przyjemność.. Ze zwiedzających nie było jeszcze nikogo. Ŝe chcesz nadal cierpieć i znosić z mej ręki najokropniejsze męczarnie. — To znaczy. rozkoszne lica z na pół przymkniętymi oczyma. — Nie popełnię samobójstwa. niech będzie. nawet Ŝadnego Anglika. jak tylko moŜe kochać kobieta mego temperamentu. aby ziścić twoje fantastyczne marzenia i chorobliwe upodobania. patrzeć w tę piękną pierś dziewiczą. jednak bez gniewu. co mi pozostaje — zawołałem z rozpaczą. z których wyłaniały się dwa róŜki — patrzeć i upajać się.. — I ty równieŜ wkrótce przestaniesz mnie kochać. mogłem więc swobodnie paść na kolana przed idealnie piękną i boską postacią. Ciebie kochałam szalenie. strasznie. jak zaklęty.. Ale to juŜ przeszło bezpowrotnie. zwrócę ci wolność. * * * Dzisiaj oglądałem Wenus medycejską. mimo Ŝe kochać mnie przestaniesz. — W takim razie wiesz. Serce moje zamarło. — Sympatyzuję z nim — rzekła — ale nie kocham go wcale. Nie kocham cię juŜ ani odrobinę. Nie kocham w ogóle nikogo. — Pamiętaj jednak — zauwaŜyła — Ŝe kochałam cię bezgranicznie i byłam bezwzględnie despotyczna względem ciebie. Wanda słuchała mnie z zadowoleniem. rozumiesz? — Myślałem i o tym — odparłem drŜąc na całym ciele — lecz to wcale nie wpływa na moje postanowienie. a nawet uśmiechnęła się. A no. no i jeŜeli do tego dojdzie. na bujne włosy. spopieliły się wszystkie uczucia i to mnie strasznie boli. jak ongiś w dziecięcych snach.— Czy miłościwa pani kocha malarza? Spojrzała na mnie jakby zdziwiona. Wybrałem się wcześnie do sali Trybuny. lecz gdy i ta zagaśnie — mogę być dla ciebie niebezpieczna. namiętnie. które wyraźnie moŜna było wyczytać z jej twarzy. sługą twym pozostanę nadal.

by nie upaść i nie uszkodzić drogocennego cięŜaru. Zacząłem przygotowywać kąpiel. — Teraz zejdź do łazienki i sprawdź. okrągłym pomieszczeniem. Uchwyciłem mocno jej nogi. proszę! — Masz mnie zanieść na dół na plecach. bat. Ŝe mogłem ją wziąć na barki. — Niech Grzegorz weźmie mnie na plecy. odwróciłem się do niej. ręce załoŜywszy na kark. otulona w futrzany płaszcz. bo ręce i nogi. osłoniętą niedbale tylko futrem... która olbrzymią falę włosów zaplatała w warkocz i do wiązania potrzebowała tej zielonej wstąŜki. czułem w sobie piekielną Ŝądzę! Gdy juŜ basen był napełniony. zakręciłem kran. jak owa bogini w sali Trybuny. gdy ją zsadzałem z barków na otomanę — przynieś mi ją i.. ale moja monarchini leŜy jeszcze w łóŜku i przeciąga się. zstępując z wielką ostroŜnością. czy na dole drzwi pozamykane. nie rozumiesz? Przystąpiłem do łóŜka tak. gdy się zjawiam w jej pokoju — a ty mi będziesz usługiwał. Gdy się poruszyła spostrzegłem. Ŝe juŜ teraz przyszedł mój koniec. — Na szafce obok łóŜka leŜy zielona wstąŜka — rzekła Wanda. Stała przede mną bez Ŝadnej osłony. Ŝe oprócz płaszcza — nie ma na sobie nic więcej. Posłuchałem w milczeniu. Jest juŜ południe. WyłoŜone perskimi dywanami schody prowadziły do marmurowego basenu znajdującego się pośrodku.. które wnet mnie oplotły i poniosłem ją po krętych schodach na dół. Łazienka była niezbyt wielkim. i oniemiałem. Ilekroć spojrzałem na tę kobietę półnagą. Nogi drŜały pode mną tak. I nic dziwnego. wróciłem na górę. Przyniosłem w okamgnieniu oba przedmioty i złoŜyłem je u stóp mojej pani.. Zamknij drzwi. — Będę się kąpała — mówi do mnie. . — Co. Ŝe drzwi na werandę i ogród zamknięte. biodra. Wanda siedziała teraz na łóŜku z rozpuszczonymi włosami. które prowadziły z jej sypialni do łazienki. Przekonawszy się. Przeraziłem się tym i pomyślałem.. wypowiadały mi posłuszeństwo. oświetlonym z góry słońcem padającym przez róŜowe szyby kopuły. Ŝe musiałem silnie trzymać się Ŝelaznych poręczy. spod którego wyglądały śnieŜnej białości piersi. Dwie olbrzymie palmy zasłaniały swoimi liśćmi wysłaną kobiercami i poduszkami otomanę. drŜąc jak w febrze.Dzwonek. ramiona. ale bardzo niezręcznie. Zszedłem po kręconych schodach.

przed posągiem. — Mnie się zdaje. Okryłem ją prześcieradłem nacierałem drŜące jej ciało. Rozbroiło mnie to zupełnie. juŜ sama myśl — mówiłem dalej. . padłem bezwiednie do jej stóp. zejść z tego świata nie zostawiwszy śladu swej nadziemskiej piękności! Obraz twój musi Ŝyć. Ziomek jej. Ŝe zniszczy je kiedyś śmierć. Bo czy najsławniejszy malarz nie byłby dumny z tego. kiedy ty sama w proch się rozsypiesz. Nareszcie wyszła z wody. nie prysnął. przypatrując się jej w zachwycie — Ŝe te wspaniałe rysy twarzy. podparła się lewą ręką.. otulający się śnieŜnobiałym puchem. urocza i zimna. nihilista i estetyk. to inna poza.. zwykli śmiertelnicy. Musisz to piękno wydrzeć śmierci z łupieskich rąk! Nie powinnaś. Przez chwilę ani drgnąłem. inny ruch mięśni. jakby namalowany ręką geniusza. Ŝe dzisiejsze Włochy nie posiadają ani Tycjana. twoja piękność musi odnieść tryumf nad nieubłaganą śmiercią! Wanda uśmiechała się na te słowa jak przez sen. Ŝe jak tam. inna gra linii. Spokojnie. gdy potem jak syrena rzuciła się w kryształową toń. po czym otuliłem ją w płaszcz. Spostrzegłem dopiero teraz olbrzymie lustro weneckie na przeciwległej ścianie i krzyknąłem z przeraŜenia. te demoniczne włosy i posągowe linie całej postaci miałyby być dla świata nieznane. Zdawało mi się. Ŝe nasz znajomy malarz zechciałby. Naga piękność nie była bynajmniej groźna ani zła. Ŝe to łabędź. Ŝe nie moŜna go utrwalić. tak czysta w swej nadziemskiej piękności. I mnie się obecnie zdaje. miał rację pisząc. — Co za szkoda.W tej chwili wydała mi się tak święta. obraz. Wskazałem zwierciadło. nie rozwiał się w nicość. Ŝe to moŜliwe. Ŝe rzeczywiste jabłko ma większą wartość niŜ namalowane. przeraŜa mnie ogromnie. naprawdę wspaniały. ani Rafaela — odezwała się.. przypatrywałem się jej. ten płomień namiętności w oczach. bo ujrzałem w nim obraz nas obojga. Co krok. jak my. Ŝe Ŝywa kobieta jest piękniejsza niŜ Wenus wykuta z kamienia. w mistrzowskich skomponowany liniach. — Ach. Ona zaś powoli zstępowała po schodach do basenu. Spoczęła na otomanie. ze świadomością rozkoszy. gdybyś mu pozwoliła uwiecznić pędzlem swoją posągową postać. ociekając brylantowymi kroplami jak rusałka. aby ten obraz fantastyczny.. — Co tobie? — zapytała Wanda. — Chyba. Szkoda.

. a ja zaglądam przez otwarte okno do pracowni.. pokaŜę panu obraz. Malarz zbladł jak płótno. Poczekaj pan. gdy są tylko we dwoje. Oplatała go w zupełności. "To tylko źle. aleŜ to świętokradztwo. będzie mnie portretował — dodała po namyśle — i staraniem moim będzie. chciałbym panią tak namalować — szepnął malarz takim tonem. to przecieŜ moŜe uczynić tylko malarz. — Grzegorzu! Pobiegłem po schodach do atelier. — A teraz patrz na mnie tym swoim cielęcym wzrokiem — rozkazała mi wywijając szpicrutą — tak. jak wówczas po kąpieli. szatański śmiech ciągle podczas seansu. aby przy mieszaniu farb usługiwały mu amorki. Scena zrobiła na nim wraŜenie. jest jeszcze większym osłem niŜ ja.Zamyśliła się na chwilę. wyzuty z wszelkiego poczucia świętości. a pan tylko zrobi kopię. Ŝe nasza Tytania za wcześnie odkryła ośle uszy u nas obu". by znów na moim karku oparła swoją stopę. urządzając sobie atelier. otworzył szeroko usta. na szczęście. — No i jak się panu podoba moja kompozycja? — Tak. Wyjrzała przez okno.. odziana tylko w swój demoniczny płaszcz. — Dobrze. Malarz ten. jakby był bliski . ze szpicrutą w ręce. * * * Młody malarz rozpakował swoje przybory w jej willi. ukazała się niebawem.. — Zaprowadź pana do łazienki. Ja bezwiednie rzuciłem się ku niej. lecz nie był zdolny wymówić ani słowa. Gdy zeszliśmy do łazienki. dobrze. Niemiec. Madonnę z rudymi włosami i zielonymi oczyma! Z tej rasowej bachantki brać podobieństwo do świętego obrazu. — Zwariował pan — odzywa się do malarza gromko — chce mnie pan malować jako Madonnę. a Ŝywo! — rzuciła tonem nieodwołalnego rozkazu i wyszła. Słyszę ten melodyjny. Zaczął właśnie malować Madonnę. który sama namalowałam. Śmieje się więc. Rozciągnęła się na otomanie. jak wtedy.

jak niewolnika. Ŝe łaskawa pani jest tak dobrze usposobiona — odzywa się ten biedak — ale twarz pani straciła juŜ ten wyraz. on kocha ją z całym szaleństwem zmysłów. demonicznie piękna jej twarz jawi się bardzo wyraźnie w kilku śmiałych pociągnięciach. obok dziecięcego zdumienia. zarysy głowy i konturów ciała ugruntowane. Obawiam się. jednym słowem — doprowadza go do ostateczności i to ją bawi. — Namaluję boginię miłości. Malarz spojrzał na nią ponuro. — Dobrze. kokietuje go. * * * Rysunek węglem jest gotów. im sroŜej ona go dręczy. a kulkami zrobionymi z papierków rzuca w malarza. ciągle jeszcze blady i ledwie przytomny. Zadaje mu zagadki. która zeszła z Olimpu do swego ziemskiego oblubieńca i — aby nie skostnieć na zimnie — odziała się w futro. na wzór szkoły włoskiej. portretem i zarazem symbolem — wyjaśnia malarz. który jest mi potrzebny do obrazu. Podczas pozowania chrupie cukierki. cieszy. odmalowała się zgroza i podziw zarazem. a kocha tym więcej. — Ale co panu jest? Czy pan chory? — Boję się — wymamrotał zająkując się i patrząc na piękną kobietę w futrze — ale mówmy o obrazie. W spojrzeniu tym.śmierci. Tym szybciej jednak wzrasta w nim namiętność ku pięknej bogini. aby nie odebrał sobie Ŝycia w przystępie szału. którego wyczerpawszy uprzednio pocałunkami — chłosta teraz bezlitośnie. — A jaki da pan tytuł? — zapytała. których on wcale rozwiązać nie moŜe. mówmy o obrazie. Ona bawi się nim bezlitośnie. — Obraz powinien być. stopy ogrzewa na łonie ukochanego. Wanda zbliŜa się do płótna. * * * Malarz maluje powoli. — Bardzo się cieszę. . który jest panu potrzebny? Chwilkę cierpliwości. Obraz ten powinien nosić tytuł Wenus w futrze. Poruszyła się nagle i uderzyła mnie szpicrutą. — Co pan powiada? Brak mi wyrazu.

. — Czy moja twarz posiada juŜ teraz ten wyraz. niech pani i mnie wymierzy choć jedną chłostę. On nie odpowiedział jej nic.. Ogarnia mnie wściekłość. Ŝe oto teraz ukląkł przed nią. im bardziej mnie dręczy.Oblicze Wandy odzyskuje znamiona srogości. zmieszany jej zimnym. . aby mi serce nie pękło.. Tak samo szeptem ona mu odpowiada. Co to ma znaczyć? Czy porozumieli się poza moimi plecami? Cierpię ogromnie i obawiam się naprawdę. nie moŜesz zrozumieć.. wyraz jest — ale ja niestety w tej chwili nie mogę malować. Znam ten śmiech bardzo dobrze. bat! — Kobieto! Bogini! Czy nie masz zupełnie serca. MoŜe ona boi się zostać z nim sama? Doprowadziła go juŜ przecieŜ do granic szaleństwa.. — Ja teŜ mówię zupełnie serio. WciąŜ rozmawiają ze sobą. On wykańcza rysunek głowy i ja przy tym jestem zbyteczny. Malarz opuszcza głowę. wessał się ustami w jej nagą pierś. bat! Wyciągnęła go szybko z kieszeni futra i uderzyła malarza w twarz. tylko zbliŜył się do sztalug.. co znaczy kochać i tęsknić.. — Tak. skąd nic nie widzę.. jakiego panu potrzeba? — pyta. Podniósł się i odsunął kilka kroków w tył. czy nie umiesz kochać — mówi malarz — nie pojmujesz wcale. * * * Pozuje mu sama. Teraz słyszę wyraźnie jej głos: — Ach! na pana potrzebny jest koniecznie. ale słyszę wszystko. tym większej. niech.. jak ja strasznie cierpię? Nie masz dla mnie odrobiny litości? — Nie! — odrzekła dumnie i szyderczo — ale mam. Domyślam się. tylko proszę pamiętać... — Pozwoli się pan związać? — Tak. Coś w tym jest. Ŝe nie rozumiem ani słowa. objął ją wpół.. — AleŜ z przyjemnością... ale on tak zniŜa głos. Ŝe ja nie lubię Ŝartować. A moŜe to znowu jakiś nowy sposób dręczenia mnie? DrŜę na samą myśl. przenikliwym wzrokiem. wziął do ręki pędzel i paletę. — MoŜe pan teraz dalej malować? — zapytała obojętnie. Ona się śmieje. Wanda kaŜe mi stać w otwartych drzwiach za portierą. — Tak... — Co? MoŜe panu pomóc! — odparła ironicznie.

— Ale. przekleństwa. ale... Chwilę milczał i malował dalej.. Chciała mu za to zapłacić wspaniałomyślnie. Prędko.. jak płacą królowe. zupełnie jak w zwierciadle... której ona nie moŜe mi odebrać.. zapracowałem sobie na to dość cięŜko. jesteśmy sami kilka godzin dziennie. * * * Obecnie maluje mnie. Udałam zanadto cnotliwą. jest mi trochę Ŝal tego biednego malarza — odezwała się dziś do mnie.. Malarz wlał w dzieło ogrom swej miłości i cierpień... A ty jak sądzisz? Nie miałem odwagi odpowiedzieć... zapomniałam. Ŝe rozmawiam ze swoim niewolnikiem. — Jest to z wszelką pewnością diablica. — Zabieram ze sobą tę pamiątkę — mówił — jako swą własność. Dziś zwrócił się nagle ku mnie i zapytał drŜącym głosem: — Pan kocha tę kobietę? — Tak. Przedstawił piękność i grozę tej kobiety z niezwykłą wyrazistością. — Ja równieŜ ją kocham.... Pragnęłabym się rozerwać. w głębi której ona mieszka — mruczał później do siebie. * * * — Wiesz. — O. zabawić i zapomnieć. — W mojej ojczyźnie jest góra. — Obeszłam się z nim dość surowo.I portret udał się wręcz wspaniale. Na jednym z rysunków jej głowa zdawała się być Ŝywa. — Oczy zaszły mu łzami. przedstawił cały majestat i potęgę jej diabolicznej duszy. Przed odejściem pokazał mi w zaufaniu swą tekę. pani mi juŜ zapłaciła — powiedział z bolesnym uśmiechem nie przyjmując pieniędzy. mój powóz! * * * . uwielbienia i. Obraz juŜ ukończony..

Chce dziś wzbudzić ogólny podziw. obcisły. krótki paltocik. podbić swymi wdziękami wszystkich. Jak ona smaga konie! Mkną jak szalone. Ona chłonęła go oczyma. nie mogąc się uwolnić spod magicznej potęgi jego wzroku. W tym momencie. lwa! Ich oczy spotkały się. jakiego w Ŝyciu nie widziałem. Futerko to zrobione jest z czarnego sukna. co to jest Eros i podziwiam Sokratesa. a na pół zachwycającym. obszyte astrachanem i gęsto sznurowane. pozbawionym zarostu. zda się. suknia równieŜ z tej materii. Na czarnych. Gdy zobaczył Wandę. Jest niebezpieczną lwicą. który w przeciwieństwie do Alcybiadesa został cnotliwym. na pół dziwnym. Apollo.. Gdy wyskoczyła z pojazdu przed wejściem do swej willi. Szczególny układ ust i lwie wargi. Wtem przyskoczył na wronym koniu jakiś młody człowiek. Nosi wysokie. Będąc juŜ blisko — zatrzymał się. Wanda. gronostajową czapkę z kitą czaplich piór zdobi brylantowa agrafa. ozdobiona kokardkami. spoza których wychylają się białe zęby. Teraz rozumiem. czarne buty. którzy tylko o niej rozmawiają. przestało. Jest to męŜczyzna piękny. na chodnikach tworzą się grupki pieszych. Przebiegła schody i rozkazującym skinieniem kazała . W watykańskim Belwederze stoi zaklęty w marmur jego sobowtór. krótkie futerko. z tym samym obliczem ozdobionym rozwianymi puklami włosów.... za nią. a on był godzien tego. Udaje jej się to doskonale. obcisłe spodnie z białej skóry. moŜna by myśleć. wstrzymał wierzchowca a następnie pozwolił mu kroczyć stępa.. bogato obłoŜony i podszyty gronostajami. * * * Tak wzruszonej nie widziałem jeszcze mojej lwicy. Ŝe jest przebraną kobietą. jakich uŜywają włoscy oficerowie konnicy. męŜczyzna. Kłaniają się jej z powozów. zwróciła ku niemu głowę. ja zajmuję miejsce z tyłu.. kędzierzawych włosach ma fez.. z tymi samymi Ŝelaznymi muskułami.Nowa fantastyczna toaleta: rosyjskie buciki z błękitno-fiołkowego jedwabiu. podobne do tych. Rude włosy rozpuszczone swobodnie na plecach.. który obdarł ze skóry Marsjasza. Tak siada na koźle powoli sama. nadają tej pięknej twarzy wyrazu nieco groźnego. Teraz spostrzegła go takŜe ona — zobaczyła lwica.. Gdyby miał bardziej pełne biodra.. bić moje biedne serce. policzki jej pałały. Wysoką.

. — Czy młody? — Nieco starszy od ciebie.. — Aleksander Papadopolis. — MoŜesz sobie myśleć — zaśmiała się — Ŝe ten męŜczyzna jest moim kochankiem. a dowiesz. idź natychmiast! * * * Nim nastał wieczór. jakie na tobie wywarł — odpowiedziałem.. wiedziałem o nim bardzo wiele.. zapomniałem o sobie. Wanda była jeszcze nie rozebrana. czym sprawia ci wielką rozkosz. Och. Nie boisz się go? Ja drŜę z obawy przed nim.. Mówił. — Obecnie przebywa we Florencji — ciągnąłem dalej — posiada olbrzymi majątek. — O to wcale nie pytam — przerwała mi gwałtownie. Czy ma Ŝonę? . — On jest tak piękny — zatrzymała się i oparła na poręczy krzesła — Ŝe to. Rozwichrzone jej włosy podobne były do rudej grzywy lwa.mi iść za sobą. kim jest męŜczyzna. Ŝe bije ciebie. który mnie przestraszył: — Musisz dowiedzieć się. zaczęła mówić z pośpiechem. Ŝe kształcił się w ParyŜu. LeŜała na otomanie. odznaczył się nienawiścią i okrucieństwem — nie mniej niŜ męstwem i walecznością. Walczył na Krecie przeciw Turkom. — Uchwyciłem wraŜenie. z obliczem ukrytym w dłoniach. Chodząc wielkimi krokami po pokoju. ten człowiek! Widziałeś go? Co powiesz o nim? — Jest piękny — odrzekłem głucho. A teraz idź. się dziś jeszcze. natychmiast... zatamowało mi oddech. — Jak się nazywa? — spytała z przykrym spokojem.. który był w parku.. — A więc jest męŜczyzną w kaŜdym calu! — zawołała z błyszczącymi oczami. — Fantazja uniosła mnie znowu w tan zawrotny. — MęŜczyzna ten jest niebezpieczny. Mogę myśleć. — Jest więc Grekiem? Skinąłem głową. nazywają go ateistą..

Czy spodziewa się tam go spotkać? Zdaje mi się.. a łzy napełniają mi oczy. Ŝe nawet wcale o tym nie myśli. natychmiast! — rozkazała. ani Marini.. Chwilę nie widzę jej. Widzę. Ŝe aŜ z wraŜenia czuję.. zrzuca swoje drogocenne okrycie i kroczy niedbale do sali.. czym ja jestem w tej chwili? Dziś będzie na balu u greckiego ambasadora. Ŝe dla nich obojga nie istnieje dziś ani scena. uwydatnia plastycznie jej boskie kształty. wściekłość nie jest tu odpowiednim wyrazem — ja przecieŜ czuję trwogę śmiertelną. Powoli i majestatycznie wstępuje na marmurowe schody. niepokoju czy gorączkowego rozdraŜnienia.. — AleŜ pani. CięŜka suknia jedwabna.. genialna Virginia Marini i Salvini. — MoŜe kochankę? — TakŜe nie. by nie upaść z wściekłości. On siedzi naprzeciw jej loŜy... Widzę ją w błękitnej sukni z mory. Całuję to miejsce. w ogóle nie obchodzi ich świat cały — a ja. — Do którego teatru chodzi? — Dziś wieczór jest w teatrze Nicolini. Z wyrazu jej twarzy nie moŜna wyczytać ani śladu wzruszenia. wypełnionej dymem stu świec jakby srebrną mgłą. i podsunąłem naleŜycie podnóŜek. Nie wiem jak mi wypadło z rąk. jak krew moja pod jej spojrzeniem krzepnie i serce moje bić przestaje. gdy połoŜyłem jej na balustradzie loŜy lornetkę i program.. * * * . ani Salvini. czuję. Jest tak spokojna. Na nagie ramiona zarzuciła gronostajowy płaszcz.. ani publiczność.. gdzie grają najsławniejsi na całą Europę artyści włoscy. bata? * * * — MoŜesz czekać na parterze — powiedziała. Nie. koloru turkusowego.— Nie. — Wiesz... postaraj się o loŜę — juŜ. — Chcesz znowu. ukazując przepiękny biust i ramiona. Jeszcze ciepłe jest od jej ramion..... jak się wzajemnie poŜerają oczyma.. Podnoszę jej futro. Więc stoję i muszę opierać się o ścianę.

Teraz słyszę. obserwuję go — klęcząc. Osobliwe obrazy przesuwały się przed moimi oczyma. śmiertelna trwoga i przeczucie.. Ŝe wcisnął się do jego mieszkania. Ŝe ten człowiek moŜe Wandę podbić. — Odbierz ode mnie futro — rozkazał spokojnie..OtóŜ i on. iŜ sobie Ŝycie odbierze.. patrzy dumnie wokoło. majacząc jak w gorączce.. Wie. zuchwały despota. I nie wiem. który igra z Ŝyciem ludzkim i z duszą ludzką. zbałamucić i ujarzmić. Widzę. Stoi.. Majaki znikają nagle... W ParyŜu pojawił się z początku w przebraniu kobiecym.. jak przechodzi przez salę wsparta na jego ramieniu. Pod jego lodowatym spojrzeniem przejęła mnie znowu przeraŜająca... teraz w stanie upojenia spoczęła z przymkniętymi powiekami na jego piersi.. widzę. jak to się stało. a nie mogę. pierwsze długie spojrzenie. lecz nie on tam jest niewolnikiem. lecz usłuchałem pokornie jak. co mówi o nim słuŜba. właśnie mnie wyszukał spomiędzy gromady słuŜby. Ŝe on mnie.. a ja posłuchałem go. . W czarnym. * * * Całą noc czekałem w przedpokoju. u jego stóp. Jest on męŜczyzną o usposobieniu kobiety. Jako pan leŜy na otomanie.. a ona. Na wzór próŜnej kurtyzany zmienia toaletę cztery lub pięć razy dziennie. Zazdrościłem mu tej dzikiej męskości i zarazem wstydziłem się tego okrutnie. Pewien sławny włoski śpiewak zakochał się w nim tak namiętnie. Skinął na mnie rozkazującym ruchem głowy. wraca mi poczucie rzeczywistości. DrŜałem na całym ciele ze wzburzenia. upadł przed nim na kolana i groził. zupełnie bezwolnie.. jak się spotkali. Czuję się upokorzony! A co jest najbardziej haniebne — powinienem go nienawidzić. obszytym bogato ciemnym sobolem. Oczy jego spoczęły na mnie długo i nieprzyjaźnie.. jedwabnym surducie. piękny.. gdy on go nie wysłucha.. męŜczyźni zasypywali go listami miłosnymi. Taca z herbatą chwieje się w mych rękach a on ujmuje wtedy — bat. Ŝe jest piękny i stosownie do tego postępuje. niewolnik. Widzę go w przybytku miłości. Widzę teŜ samego siebie..

. by udać się do domu. Czerwone światło poranka zanurzyło mnie. * * * Nie połoŜyła się do łóŜka. * * * Sala opróŜniła się juŜ znacznie — ona jednak nie myśli wcale o tym. gdy zarzucam na nią płaszcz. bo taka jest natura. którego ona wybrała i z którym ona Ŝyła. Ja nie istnieję juŜ dla niej na świecie. kiedy pod szponami przeciwnika. wreszcie — oddała się zwycięzcy. W chwili. ani myśląc sam jej usłuŜyć. wkładam na jej nogi futrzane buciki. Nie zadaje sobie trudu. krok za krokiem. ona opiera lekko rękę na jego ramieniu i pyta: — I cóŜ było z lwicą? — Skoro lwa. jak tylko wykonać na panu wyrok śmierci. Moja lwica spojrzała w tej chwili na mnie szybko. silniejszemu. kobieca.. — Czy potrzebujesz mnie jeszcze. Wreszcie szeleści jej cięŜka suknia.. Kiedy. dogorywał.. ją i jego — we krwi. lecz nie wiem — dlaczego.. . gdyŜ jestem. by mnie choć rozkazem obdarzyć. pochwycił inny — opowiadał Grek — połoŜyła się lwica spokojnie na ziemi i przyglądała się walce. klęcząc. Zrzuciła tylko swą balową toaletę. rozpuściła włosy. rozkazała mi rozpalić i siadła przy kominku..— śałuję pana — odpowiedział wtedy ze śmiechem — uwzględniłbym Ŝyczenie pana z przyjemnością. — Płaszcz dla pani. która spływa po niej jak turkusowa fala. męŜczyzną. a głos odmówił mi posłuszeństwa przy ostatnich wyrazach. zbroczony krwią. Ogarnął mnie strach. patrząc nieruchomo w Ŝarzący się ogień.— rozkazuje on. Wanda idzie powoli.. patrzyła równieŜ obojętnie.. Światło poranka wciska się juŜ przez Ŝaluzje. lecz dziwnie.. rozmawiając z nim. on stoi ze skrzyŜowanymi ramionami obok. nie pozostaje mi jednak nic innego. Nie pomagała mu. pani? — zapytałem.

. stała przed wspaniałym posągiem bogini. Zdawało mi się. Obserwując ją dalej skrycie. co przeszedłem dotąd. a jednak było prawdziwe. widziałem ją. Widziałem ją tak blisko siebie. ogarnęła mnie trwoga. Na bladobłękitnym niebie drŜały jeszcze gdzieniegdzie gwiazdy. Z największą ostroŜnością postępowałem za nią. lecz. jak szła przez ogród. Rozpiąłem surdut i przycisnąłem rozpalone czoło do marmuru. brakowało mi odwagi.. która wisiała przed świętym obrazem w korytarzu i przygaszając światło ręką. A uczucie tej obawy było tak potęŜne. przeszedłem przez werandę i usiadłem nisko na schodach wiodących do ogrodu. Ŝe ją utracę. nad miastem z wybijającymi się wysoko okrągłymi wieŜycami świątyń unosiła się przeczysta woń wiosny. upolowana. Wanda. Od strony rzeki wiał chłodny wiatr. czerwoną lampkę oliwną. z rękami złoŜonymi jak do modlitwy. Ŝe miała jakiś straszny sen. Ŝe uczyniły ze mnie bohatera. * * * Przez cały dzień pozostawała zamknięta w swoim pokoju. wydało mi się snem koszmarnym.Wanda potrząsnęła głową. . Nie zbudziła się jednak. Ŝe utracę tę. tak druzgocące. tak strasznie prawdziwe!.. * * * Długo w nocy nie mogłem zasnąć. Ŝe nieomal mogłem uchwycić ją rękami. Zaświeciłem małą. leŜała na swych poduszkach na wznak z zaciśniętymi kurczowo dłońmi i oddychała cięŜko. Lwica znalazła się wreszcie w potrzasku. Usługiwała jej tylko Murzynka.. Przeczuwałem katastrofę. ZbliŜała się do świątyni Wenus. iŜ rozpłakałem się nagle jak dziecko. wzgórza ginęły gdzieś daleko w róŜowej mgle. a święty blask gwiazdy miłości rzucał na nią błękitne promienie. rozpacz i zwątpienie miały tak wielką moc. wkroczyłem do jej sypialni. Opuściłem pokój. Zasnąwszy. zajrzałem przez szparę w drzwiach. którą ubóstwiam szaleńczo. Obawiałem się tylko. Wszystko. Czerwone światło mojej lampki padło na jej cudne oblicze. Nie przeraŜały mnie cierpienia ani krzywdy dla mnie przez los przeznaczone. Lecz gdy na bladym błękicie zabłysła gwiazda wieczorna.

lecz uwaŜałam zawsze za wytwór fantazji. wskutek którego cierpię i drŜę. nie mogę ci jednak nic pomóc. Ŝe chwycił mnie jak kleszczami za serce. — CóŜ to..Cicho postawiłem lampkę na podłodze. którego obraz widziałam tylko na scenie. — Sewerynie — ciągnęła znowu — ty mój biedny. Wreszcie pochwyciły mnie gwałtowne dreszcze i mogłem — płakać. — O! Wando. — Sewerynie! — zawołała bardziej przestraszona niŜ gniewna. przejęty znowu śmiertelną trwogą. pomyśl choć o swojej czci. Sewerynie.. piękny męŜczyzna zagarnął cię juŜ całkiem? — Nie mogę zaprzeczyć — odparła łagodnie po krótkiej przerwie. O! To jest męŜczyzna zupełnie jak lew. — Wywarł on na mnie wraŜenie niepojęte. jakie opisać mogą tylko poeci. Zacząłem głośno szlochać. ubolewam nad tobą. Wanda drgnęła kilkakrotnie. mimo najlepszych chęci nie znam Ŝadnego lekarstwa dla ciebie. — Sewerynie — mówiła dalej z cicha — co ci jest? Jesteś moŜe chory? Jej głos brzmiał tak czule.. — Ja cię bardzo. dumny a przecieŜ czuły. wreszcie podniosła się. chcę — ukryła zawstydzoną twarz w poduszki — pragnę być jego Ŝoną. Łzy moje spadały na jej ramię. lecz i teraz nie zbudziła się jeszcze. bardzo Ŝałuję. przetarła oczy i spojrzała na mnie. nie taki brutalny jak nasi męŜczyźni północy! Wierz mi. Jednak to jego muszę posiadać! Co mówię? Ja muszę się jemu oddać. jeŜeli on tego zechce. — Ty chcesz zostać jego Ŝoną. wraŜenie. Sewerynie? O czym mówisz? — Nie kochasz mnie więc zupełnie? — mówiłem dalej — nie czujesz odrobiny litości dla mnie? Obcy. tak kochająco. której dotąd przecieŜ nie skalałaś. bardzo mi ciebie Ŝal. jeŜeli tylko zechce! — Wando. pragniesz naleŜeć do niego na zawsze? O. nieszczęśliwy przyjacielu. pałającym ramieniu. silny a piękny. wraŜenie takie. Jak długo tak leŜałem. Przesunęła łagodnie rękę po moich włosach. — Wando! — krzyknąłem. — Myślę o tym — odpowiedziała — chcę być silna.. skamieniały w okropnej męce wśród nocy — nie wiem. usiadłem obok łóŜka Wandy i połoŜyłem swą głowę na jej miękkim. jak tylko długo zdołam. czy musi juŜ tak być? — jęczałem w strasznym bólu. nie odpychaj mnie od siebie! On ciebie nie kocha! . która łamała mi oddech i niemal pozbawiała przytomności. Nie odpowiedziałem. Poruszyła się. JeŜeli ja dla ciebie niczym juŜ nie jestem.

jak ja. a łzy. w których mieścił się mój ból okropny. — Zabiję się tu. — Daj mi spać! — odwróciła się do mnie plecami. "Wenus w futrze". — BoŜe. . — Wando! — Jestem śpiąca. — Litości! Zaśmiała się. Zerwałem się. jestem twoim niewolnikiem. następnie Wanda podniosła się powoli. — Litości — błagałem znowu — nie odtrącaj mnie od siebie. nie masz zupełnie serca? — wołałem. co chcesz — odrzekła z zupełną obojętnością — pozwól mi tylko spać. Przez moment stałem skamieniały. — Więc dobrze. nie znajdziesz Ŝadnego męŜczyzny. który wisiał obok jej łóŜka i przyłoŜyłem lufę do swej piersi.— KtóŜ ci o tym mówił? — zawołała gwałtownie. klęknij więc i módl się do mnie. — Wiesz przecieŜ — odparła złośliwie — jestem kobietą z kamienia. BoŜe! Wando. w twej obecności — mamrotałem głucho.. Wcisnąłem twarz w jej poduszkę. chcę się poświęcić tobie. — Czyń. Potem zacząłem się śmiać i znowu głośno płakałem. — On ciebie nie kocha — mówiłem dalej namiętnie — lecz ja cię kocham. Wando. Ŝe on mnie nie kocha? — rzekła drwiąco. daj mi spokój. a było to znowu zimne. któremu towarzyszył szyderczy śmiech. podczas gdy pierś moja falowała jak w konwulsjach. — O! bądź moją — błagałem — bądź moją! Nie mogę Ŝyć bez ciebie. ciesz się z tego! — I odwróciła się ode mnie z pogardą. bezlitosne spojrzenie. . Ŝe on mnie nie kocha? — przerwała mi gwałtownie. — Mówisz. czy ty nie jesteś kobietą.modlę się do ciebie. szarpnąłem za rewolwer. miej litość! Spojrzała na mnie. twoim ideałem. przenieść cię na swych ramionach przez Ŝycie! — Kto ci mówił. — Jestem bardzo śpiąca. Długą chwilę było zupełnie cicho. nie znajdziesz nikogo. nie mogę istnieć! Miej przecieŜ litość. lały się strumieniem. — Wando! — błagałem. kto by cię tak kochał. — Następnie ziewnęła głośno.. — Nudzisz mnie — zaczęła.

oddałem się Jej tak. — Chcę spać! Nie słyszysz? — krzyknęła gniewnie. chciała mnie w końcu zdradzić. Podniosłem się. O! to dziwne. co od niej wycierpiałem. Powracam. prześladować i smagać batem.. * * * Nareszcie zdecydowałem się wyrwać spod panowania tej kobiety bez serca. a za wszystko. Pani.. Sama uczyniłaś mnie wolnym. złorzecząc niebu. Pani. która za niewolnicze uwielbienie płaciła mi okrutnymi mękami. następnie uciekam jak mogę najszybciej. dokąd? Do niej. Ŝe nie mam pieniędzy. Odrzuciła bat i wybuchnęła swoim szyderczym śmiechem. trafiła mnie raz jeszcze.. chwyciła bat i uderzyła mnie.. do której czuję tylko nienawiść i pogardę Seweryn" List ten oddaję Murzynce. Pani jednak naduŜywała moich najświętszych uczuć i uwaŜała mnie zuchwale za jakąś marną zabawkę. zaczynam płakać.. który pozwalałby Ci się. jak po prośbie. jak nigdy dotąd Ŝaden męŜczyzna kobiecie. — Człowiecze.. Pójdę więc pieszo. Nie będę dłuŜej niewolnikiem. niewolniku! Z zaciśniętymi pięściami. ordynarna. zatrzymuję się. w twarz. jestem bez grosza. Namyślam się. posłuchaj jeszcze małą chwilkę — prosiłem. Nie mogę przecieŜ wracać. Bez tchu dobiegam do stacji. Ŝe jestem twą panią? Kiedy nie poruszyłem się z miejsca. opuściłem nagle jej sypialnię. Nie śmiem. Pakuję więc swoje drobiazgi w węzełek i piszę do niej: "Łaskawa Pani! Kochałem Panią.. Teraz jednak zamierzasz być tylko pospolita. — Wando.. jak człowiek pozbawiony rozumu. skoczyła z łóŜka i kopnęła mnie nogą. okrutna i nielitościwa — mogłem Cię jeszcze kochać. którą ciągle czczę i uwielbiam. JakŜe jednak wyjadę z Florencji? Przypominam sobie. — Zapominasz. Nagle uczuwam w sercu gwałtowne ukłucie. Dziś opuszczam kobietę.wreszcie schowałem rewolwer i rzuciłem się przed nią na kolana. . Jak długo byłaś. chciej mnie tylko posłuchać. chcę uciekać i nie mogę.

Pomyślałem o mojej zmarłej niańce. nieskończenie więcej obojętnych i wiele. Chcę rzucić się w toń. cierpień.. — Ty Ŝyjesz? — pyta nie poruszając się wcale. którą tak bardzo kochałem i widziałem złoŜoną okropną chorobą. jakie ono było nędzne. jak długo ona sama nie obdarzy mnie wolnością. niŜ jeść chleb kurtyzany. Ona ma moje słowo honoru. Murzynka oddała mój list i mogę oczekiwać wyroku śmierci z ust bezlitosnej. o towarzyszach zabaw dziecięcych. Nie masz . Jej postać. jestem juŜ całkiem na dole.bo rzeczywiście lepiej jest Ŝebrać. moje słowo honoru! Muszę powrócić.. który Ŝądny rozkoszy i szczęścia umarł w kwiecie swej młodości. Nieco chwil miłych. MoŜe mnie zwolni. Pomyślałem o mojej matce. Idę parkiem nad rzeką Arno. których przykryła zimna. Lecz to ona musi mnie zabić! Sam nie odwaŜę się na to. prześwietlona promieniami słońca. tylko głowa i kark otoczone są czerwonymi płomieniami. o tych wszystkich. wspomniałem o moim bracie. moją przysięgę. martwa. ona stoi na werandzie. zawiedzionych nadziei. unosi się nad zwierciadłem wody. Zaśmiałem się gorzko i zbliŜyłem do wody. gdzie Ŝółtawa woda. okrutnej kobiety. rozczarowań. Uszedłszy szybko kilka kroków. I znowu drŜę ze wstydu i gorączki. Lecz przecieŜ nie mogę się oddalić. zmartwień. pluskając monotonnie. Wydaje mi się przezroczysta. mogę się jednak zabić. kąpie parę samotnych wierzb. a przecieŜ juŜ dłuŜej Ŝyć nie chcę! Kiedy wracam i błądzę około domu. oparta o balustradę. ze spuszczoną na piersi głową. nim jeszcze jego usta mogły dotknąć czary Ŝycia. wiele bólu. niepokoju. którzy razem ze mną pracowali i uczyli się. jej oblicze z zielonymi. obojętna ziemia. stanąłem znowu.. Stoję w milczeniu. — Oddaj mi mój rewolwer — mówi dalej — tobie i tak na nic się nie przyda. Ŝe pozostanę jej niewolnikiem. Wszystko proch i w proch się obraca. jednak zatrzymują mnie gałęzie wierzby zwisające nad Ŝółtymi falami. Zwraca swe objuczę ku mnie i uśmiecha się.. o przyjaciołach. jak długo ona zechce. I nagle widzę przed sobą kobietę. błyszczącymi oczyma jest oświetlone pełnym blaskiem słonecznym. która uczyniła mnie tak bardzo nieszczęśliwym. trosk i smutków. Ona ma moje słowo. Siadam i zamykam mój rachunek istnienia — przypominam sobie całe moje minione Ŝycie i czuję.

dość odwagi. zatopiona zupełnie w swych myślach. by odebrać sobie Ŝycie. bo słyszeć jej nie chce. Ona podnosi się.. Ŝe aŜ Ŝwir alejki rozpryskuje się dookoła. — Zgubiłeś go zapewne w Arno? — wzruszyła lekcewaŜąco ramionami. Wanda wzdryga się. Milczeliśmy oboje przez dłuŜszą chwilę. drŜy na całym . Nie podniosłem jej. lecz on nie słyszy. — Niech i tak będzie. jak zwierzę. — Ach. Błąkam się ustawicznie po ogrodzie. wreszcie zrywam się gwałtownie i staję w postawie szyderczej przed nią. Prowadzą bardzo oŜywioną rozmowę. ani nawet ja sam zrozumieć nie mogłem. CzyŜby się bała. — Nie mam — odparłem trzęsąc się z zimna. Wanda woła go.. Teraz on wywija swym batem w powietrzu i tupie nogą tak silnie. zapiętą skromnie aŜ po samą szyję. Tylko dlaczego nie odszedłeś? Mamrotałem coś. Wanda kiwa smutnie głową i siada na najbliŜszej kamiennej ławce. czego ani ona. Przyglądam się jej z pewną złośliwą radością. * * * Wanda urządza sobie przejaŜdŜki po parku. — Nie chcesz więc odejść? — Nie mogę. szyderczym spojrzeniem. Ŝeby jej nie uderzył? Zaszli więc aŜ tak daleko? * * * On odchodzi. Siedzi długo. tak? — zawołała i rzuciła mi z niewypowiedzianą pogardą swą portmonetkę. Usługuje jej Murzynka. Ubrana w ciemną. walczących o nasionko. ZbliŜa się Wanda. oczywiście beze mnie. jedwabną suknię. bywa w teatrze. przyjmuje gości. które straciło swego pana. Wtem szeleści kobieca szata. nie masz pieniędzy. Nikt nie pyta o mnie. lecz ja nie mogę zrozumieć ani słowa. Obok niej idzie Grek. LeŜąc w cieniu krzewów widzę parę wróbli. Zmierzyła mnie dumnym.

— Teraz juŜ nie jesteś okrutna. — Przychodzę pani pogratulować szczęścia — mówię kłaniając się — widzę. lecz on. on juŜ jest zazdrosny o ciebie — zawołała — on o ciebie! Domagał się ode mnie. Ŝe cię uderzy? Wanda. — Powiedziałaś mu?. akcentując silnie kaŜde słowo. opowiedziałam o wszystkich twoich poświęceniach dla mnie. — Wszystko — odparła. twym psem! — Nudzisz mnie — rzekła Wanda apatycznie. — O tak — mówiłem z szyderczym wyrzutem — ty się go boisz! — Rzuciłem się do jej nóg i wzruszony wiłem się koło jej kolan. — Napisałeś o tym obszernie w liście — odparła Wanda wzruszając dumnie ramionami. spuściwszy oczy w dół. — Opowiedziałam mu całą naszą historię. — Nie nowego niewolnika. dzięki Bogu! — krzyczy. —-. lecz sądzę. — Ja nie Ŝądam niczego od ciebie.ciele. lecz znowu zaczęły mnie dławić łzy. Ja jednak chcę pozostać twoim niewolnikiem. — MęŜczyzna myślący nie powtarza się nigdy. milczała. weź za swego męŜa. zamiast się śmiać — rozgniewał się. Ŝe znalazłaś swego pana. — powtórzyłem struchlały. Zerwałem się. więc wybierz go. łaskawa pani. a namiętność odurzyła mnie aŜ do utraty zmysłów. — Dobrze. znalazłam pana. — Groził nawet. kim jesteś. których mam juŜ dosyć. — On? — Tak. nawet potem? — mówiła-— To byłoby doskonałe. — Tak. abym cię natychmiast oddaliła. niczego. on powinien być twym panem. Wszystko burzyło się we mnie. więc ty się do niego modlisz? Do tego ordynarnego człowieka? — Kocham go tak. przez całe Ŝycie. — CzegóŜ ty się ode mnie spodziewasz? — przerwałem — jak to nazywasz? — Mogłabym cię wychłostać — odparła pogardliwie — lecz tym razem wolę . wszystko. kobieta potrzebuje pana i modli się do niego! — Wando. Ŝe on czegoś podobnego nie zechce znosić. jak nie kochałam jeszcze nikogo. Wando! — zacisnąłem pięści. — Ty chcesz być moim niewolnikiem.. pragnę tylko być zawsze blisko ciebie.. chcę być twym niewolnikiem. kiedy mu powiedziałam. lecz pospolita! — powiedziałem.

— Wando! — zawołałem porywczo — nie doprowadzaj mnie do ostateczności. — Słomiany ogień — odparła — który świeci przez moment i jak szybko powstał. Kobieta pragnie męŜczyzny. aby mnie oskarŜać. gdy czujesz na swym ciele stopę lub bat kobiety okrutnej. a wydajesz mi się tylko śmieszny. bo czyŜ nie obchodziłam się zawsze z tobą uczciwie? Czy mało razy przestrzegałam cię? Czy nie kochałam cię serdecznie. a policzki zaczerwieniły się. gdy ciebie męczę i katuję. jaką dziś jestem i popełniasz niedorzeczność oskarŜając mnie. Takiego zaś jak ty. by ona na nim postawiła stopę. lecz to ty pierwszy je rozbudziłeś. we mnie drzemały złe skłonności. do czego jeszcze mogę się posunąć. Ŝe jestem znowu męŜczyzną. — Nie prowokuj mnie — zawołała i w tej chwili oczy jej zapadały dziwnym ogniem. — O tak. nawet namiętnie i czy ukrywałam przed tobą tę tajemnicę. co zniŜa swój kark. którego wyŜszość moŜe podziwiać. Czego więc chciałbyś teraz? Prawda. — Tego teŜ właśnie pragnę — odparła. — JeŜeli ja cię nie mogę posiadać — ciągnąłem przytłumionym głosem — to nie śmie cię posiąść Ŝaden inny męŜczyzna. myślącym. — Nie wyzywaj mnie do walki — ciągnęła dalej — nie jestem okrutna. energicznym — byłabym cię wiernie kochała i z pewnością zostałabym twoją Ŝoną. Gdybyś był męŜczyzną takim. Ŝe i zabawka moŜe być bardzo niebezpieczna. — Spróbuj tylko mnie odrzucić — powiedziałem szyderczo — poznasz. jeŜeli teraz sprawia mi przyjemność. zupełnie blada z gniewu. Ty bowiem uczyniłeś mnie taką. Myślisz. gdyŜ ja paraliŜuję wolę męŜczyzny? Ty jednak chciałeś być moją zabawką. — Z jakiej teatralnej sztuki jest to zdanie? — szydziła. którą odrzuca od siebie z chwilą. to jest to twoja wina. gdy ją zaczyna nudzić. Ŝe mnie nastraszysz. wszak widzisz.odpowiedzieć ci słowami. Ŝe oddawać się mnie i poniŜać przede mną. zawiniłem — odrzekłem — ale czy grzech swój mało odpokutowałem? — Teraz skończ jednak tę straszliwą zabawę. uwaŜa co najwyŜej za zabawkę. to rzecz bardzo niebezpieczna. . zuchwałej. lecz sama nie wiem. tak prędko gaśnie. obrzucając mnie druzgocącym spojrzeniem. za jakiego cię z początku uwaŜałam — powaŜnym. zamiast uderzeniami bata. Nie masz Ŝadnego powodu. moim niewolnikiem! Znajdujesz bowiem największą rozkosz wtedy.

Wanda spojrzała na mnie spokojnie. objąłem ją. Ŝe to wszystko było igraszką i zabawą. a ty.— CóŜ moŜesz mi uczynić gorszego nad to. Ŝe uklękła przede mną na kolana. poczciwy głuptasku nie zauwaŜyłeś. . byłoby to dla mnie prawdziwą rozkoszą. Będąc znacznie silniejszy. bo łatwo mogę posunąć się jeszcze dalej. CzyŜ nie mam takiej umowy? Lecz dla ciebie będzie to zapewne tylko rozkoszą. podobasz mi się — rzekła powaŜnie. Ŝe cię jeszcze kocham. jeŜeli zostaniesz jego Ŝoną — groziłem. — Sewerynie! — zawołała. Ŝe uczynisz tamtego swoim kochankiem. aŜ mojej piersi wydobywał się głos ochrypły i głuchy. Nie opieraj mi się teraz. kiedy najchętniej ujęłabym twą głowę i obsypała ją pocałunkami. nie opuszczę cię.. gdy kaŜę cię związać i powiem do niego: "Rób teraz z nim wszystko.. a na jej obliczu odmalowała się wściekłość i przeraŜenie. bo kocham cię zanadto — to mówiąc. — Mogę cię zrobić jego niewolnikiem — odparła szybko — jesteś przecieŜ w moich rękach. nieprawdaŜ? Wykonałam swą rolę najlepiej. jak umiałam.. chwyciłem ją w przegubie ręki i szarpnąłem do ziemi tak. ty oszalałaś! — krzyknąłem. jakąŜ przykrością było dla mnie bić ciebie batem wtedy właśnie. łzy przesłaniały mi oczy. przycisnąłem do siebie. — Zabiję cię. Lecz jeszcze dotąd hamuję sama siebie. Lecz teraz dosyć juŜ tego. — Wando! — nie posiadałem się z radości. gdy zaszłam juŜ tak daleko.. co chcesz". a prawą ręką chwyciłem mimowolnie rewolwer umieszczony za pasem.. jeszcze. — Teraz jesteś męŜczyzną i w tej chwili czuję. Ŝe kocham ciebie. O.. A ona wy-buchnęła nagle głośnym. ty mały. jesteś zadowolony ze mnie? — Co? — jąkałem — czy to znowu twój Ŝart? — O nie — mówiła dalej pogodnie — to prawda. — Kobieto. swoim męŜem? — odpowiedziałem gorączkując się coraz bardziej. — Ty jesteś moja. A teraz? Będziesz chyba zadowolony z posiadania małej. Czuję do ciebie pewien rodzaj nienawiści i gdybym cię widziała wijącego się z bólu pod śmiertelnymi razami jego bata. — Tak. — Jestem bardzo rozsądna — powiedziała cicho — ostrzegam cię po raz ostatni. tylko ciebie jednego. wesołym śmiechem i zawołała: — Masz dosyć swego ideału. pochyliłem się nad nią i okrywałem jej pełne wdzięku oblicze gorącymi pocałunkami. dobrej.

niewolnikiem. — Ach! DrŜę na samo wspomnienie o tym. tak. Zgadzasz się? — Oczywiście. który po długiej walce z bezlitosnym morskim Ŝywiołem wydostał się szczęśliwie na ląd.. wydaje mi się. — Tak. dobra. Ŝe byłeś juŜ gotów do fatalnego skoku w fale Arno! — Uratowałaś mnie — odparłem czule — twoja postać bowiem unosiła się z uśmiechem nad falami i ten uśmiech zawrócił mnie ku Ŝyciu.rozsądnej i cokolwiek pięknej kobietki. moim męŜem. będę twoją Ŝoną. gdy trzymam ją teraz w swych ramionach. Ŝe kocham takiego ordynarnego człowieka? — Byłeś zupełnie zaślepiony. — A on? Nie kochasz go? — zapytałem wzruszony. * * * .. ja jednak tęskniłam za tobą. Teraz jesteś znowu moim kochanym Sewerynem. całując moje ręce. — JakŜe mogłeś nawet przypuszczać. jutro. piękna pani. — Ty będziesz moja? — zawołałem w błogim rozmarzeniu. — Przez ciebie byłbym sobie prawie Ŝycie odebrał. drogi męŜu — szeptała Wanda. uśmiecha się. a ona spoczywa cicho na mojej piersi i pozwalając mi całować swe cudne oblicze. juŜ. jakobym zbudził się z gorączkowej maligny lub był rozbitkiem. — Naprawdę? — zawołała. prawda? Spróbujmy Ŝyć prawdziwie rozsądnie. * * * Doznaję osobliwego uczucia. od tej chwili nie będziesz juŜ więcej Grzegorzem. — Bądź tak dobry i napisz dla mnie kilka listów. — O tak. a ja w tym czasie pojadę do miasta i złoŜę znajomym poŜegnalne wizyty. gdzie byłeś tak nieszczęśliwy — rzekła do mnie. * * * — Nienawidzę tej Florencji. kochany. — Chcę odjechać jak najprędzej. gdy jej przyszedłem powiedzieć dobranoc. Przycisnąłem ją do swej piersi. moja kochana.

Biorę więc jej pojazd i wracam za godzinę. Wanda leŜy na otomanie. LeŜą one jednak na dnie mego serca i widocznie nigdy się ich juŜ nie pozbędę.Zapukała rano do moich drzwi i zapytała czy dobrze spałem. Nigdy nie przypuszczałbym. Dlaczego bije mi serce? Jestem przecieŜ tak bardzo szczęśliwy. nie mam Ŝadnego powodu do wątpliwości lub obaw. czy w oddali nie pojawi się jej pojazd. jestem niespokojny. Teraz siedzę na werandzie i patrząc na ulicę czekam. choć przecieŜ. marmurowe schody.. gdy wstępuję na szerokie. — Był ktoś? — Nikt — odpowiada i siada. Jest nadzwyczaj uprzejma. — Czy wszystko jest podług twego Ŝyczenia? — zapytałem. aŜ staję przed drzwiami jej sypialni. która uwydatnia . — Tak. odsuwam portierę. na Boga. * * * Przed wieczorem prosi mnie. MoŜe powodują je cierpienia minionych dni. poniŜej schodów. JakŜe jest piękna w sukni ze srebrnoszarego jedwabiu. Idę powoli na górę. lecz nie zauwaŜa mojej obecności. promieniejąca szczęściem i zadowoleniem. moje serce — odpowiada — dziś w nocy wyjeŜdŜamy. rzucające cień na moją duszę? * * * Wreszcie przychodzi ona. Otwierając cicho drzwi. * * * Upłynęły juŜ cztery godziny od wyjścia Wandy. pomóŜ mi się tylko spakować. Ŝe moŜe być tak dobra i łagodna. Dawno pokończyłem swoje listy. — Pani pytała się o pana — mówi ze śmiechem Murzynka. całując czule jej rękę. abym pojechał na pocztę i wysłał jej listy. jak czarny kot. Tęskno mi trochę bez niej.

wisząca lampa rzuca czerwone światło. zsunęła aŜ na biodra. A ty. postępujesz ze mną jak z kawałkiem drewna. jak jakiemuś zbrodniarzowi. jak gdybym miał być stracony — rzekłem z cicha. — Czy wiesz. po czym przyniosła swoje okrycie . — Ubierz się jednak w futerko — powiedziałem — proszę cię o to. muszę znowu być dla ciebie okrutna. — Wando! — odzywam się wreszcie. zarzuciła mi ją na głowę. we krwi. W tej chwili przejęły mnie dreszcze. — Powinieneś być dziś tylko porządnie obity! — zawołała Wanda. całuje moje oczy. Na kominku płonie potęŜny ogień. — AleŜ dziecko! — Ja tak chcę. Ale czekaj. wreszcie ściągnęła mi ramiona. — Nie podobam ci się juŜ. dziś jestem dla ciebie zanadto dobra. — Dobrze. — Doznaję uczucia. Jej rozpuszczone włosy przeplecione są czarną aksamitną wstąŜką. Następnie usiadła znowu na poduszkach i chciała mnie do siebie przyciągnąć. — O. Teraz zrobiła z mocnego sznura pętlicę. rozumiesz? Oto są sznury. wiesz co głuptasku. jak piękne są twoje oczy! Podobały mi się zawsze najbardziej. odsłania jej cudowne piersi i piękne ramiona. — Wando! — ZbliŜ się i daj związać — mówiła dale j skacząc swawolnie po pokoju — chcę cię widzieć prawdziwie zakochanym. będę cię trochę bić batem. ty jesteś taki zimny. zda się. lecz dziś upajają mnie bezgranicznie. chcę Ŝebyś i ty poczuł się zakochany! — mówiąc to zawisła znowu czule na moich ustach. cały pokój tonie... — Sewerynie! — odpowiada radośnie — oczekiwałam cię niecierpliwie. — Tak — rzekła wesoło — czy moŜesz się jeszcze poruszyć? — Nie.zdradziecko wspaniałe linie jej ciała. Zerwała się i objęła mnie ramionami. potem związała silnie na plecach moje ręce. Czy będę mogła to uczynić? Zaczęła mi krępować nogi. zsunąłem się jednak łagodnie do jej nóg i połoŜyłem głowę na jej łonie. następnie ściągnęła ją silnie i przywiązała mnie do filara. — Tej przyjemności ci nie odmówię — odpowiedziała. Ŝe dziś jestem szczególnie zakochana w tobie? — szepce i odgarnąwszy mi z czoła włosy.

który jest silniejszy ode mnie duchem i ciałem. W tej chwili opanowała mnie znowu szalona namiętność. wsparła ramiona na moim karku i pocałowała mnie. — A więc bij go pan! — zawołała głośno. nie odpowiadając. który mi pierwszy wszczepił egoizm.. ty wiec powinieneś być pierwszą ofiarą swojego dzieła. prawdziwa "Wenus w futrze". . Wydało mi się gniewem oszpecone. jak ryk prawdziwego wołu. — Czy znasz opowieść o wole Dionizjusza? — zapytała. Wówczas oblicze Wandy zmieniło się zupełnie. — CóŜ uczynisz? — zapytałem. przez moment było dla mnie nieomal wstrętne. a ty jesteś szczególnie piękna. Rzeczywiście. Następnie ze złoŜonymi na piersiach rękami stanęła przede mną i przypatrywała mi się półprzymkniętymi oczyma. Wanda. a juŜ szczególną rozkosz odczuwam. kiedy mogę posiadać w swej mocy człowieka myślącego i czującego tak samo jak ja. aby dla wypróbowania dzieła zamknąć w Ŝelaznym wole najpierw to samego wynalazcę. a mianowicie Ŝelaznego wołu.i włoŜyła je z uśmiechem. krzyk skazańca miał rozbrzmiewać tak. a gdzie jest bat? — zapytałem. — Ty byłeś tym. Gdy tylko Ŝelazny potrzask zaczynałby się Ŝarzyć. — Nie rozumiem cię wcale. — Historia bardzo pouczająca. kiedy mogę męczyć i poniŜać męŜczyznę. odrzucając przy tym dumnie w tył głowę. CóŜ to za historia? — Pewien dworzanin wymyślił dla tyrana syrakuzańskiego Dionizjusza nowe narzędzie męki. twoje oczy błyszczą prawdziwym okrucieństwem.. w którym skazanego na śmierć moŜna było zamykać i umieszczać w ogniu. — No. — Tak. gdy dręczę męŜczyznę. co teraz chcę z tobą uczynić. — Przypominam sobie bardzo niejasno. — Tym lepiej — odparła — o tyle więcej będziesz miał rozkoszy z tego. znajduję w tym wielką przyjemność. Dionizjusz przyjął wynalazek łaskawie i rozkazał. — Chcesz więc koniecznie dostać batem? — zawołała. Ale — dodała — czy kochasz mnie jeszcze? — AŜ do szaleństwa! — zawołałem. dumę i okrucieństwo. który mnie kocha. Roześmiała się i odstąpiła dwa kroki.

W tej samej chwili. gdy przy takiej walce trysnęło na nich nieco krwi. — Groził mi zabiciem. tak strasznie hańbiące. nie wolno mu. temu cięŜko rozstawać się z Ŝyciem. — I nikt mi nie zabroni zdeptać twoich . Kto doznaje rozkoszy. nie było dla mnie równocześnie tak rozpaczliwie smutne. Byłbym się moŜe nawet roześmiał. poniekąd komiczna. Taki był świat staroŜytności. wąskich. jemu nie wolno mieć litości. tym właśnie. — Pani jest rzeczywiście okrutna — rzekł. gdy usługują innym. to uczyniliby mi to samo i musiałabym płacić za ich rozkosze swoim potem. ten wita śmierć jak przyjaciela. których rzucali do stawu na poŜarcie rybom i gladiatorów. Rozkosz i okrucieństwo. chcący Ŝyć na wzór olimpijskich bogów. w którym się znalazłem. — Czy mam ci pokazać umowę? — RozwiąŜ mnie — krzyczałem targając powrozy. kto cierpi. wolność i niewolnictwo przechodziły zawsze z rąk do rąk. wysunęła się czarna. — Rozkoszą moŜe być samo istnienie. zza firanki spływającej nad jej łóŜkiem. Sytuacja była okropna. jak powiadali staroŜytni. próbując moich więzów. — Czy on moŜe je rozerwać? — spytała. Ludzie. — Zawołam o pomoc — zacząłem znowu. zaprząc do swego jarzma. Jej straszne słowa odnosiły się do mnie. czują przyjemność. — Tylko Ŝądna rozkoszy — odparła z dziką radością i dodała. jak zwierzęta. Jednak ja muszę ciągle pamiętać. a nawet duszą. gdyby połoŜenie. mogący rozkoszować się tak jak ten tutaj. zwracając się do Wandy. Poczułem mróz w całym ciele. Nie myślą. Ŝe się ich czyni niewolnikami. Ŝe gdyby oni mieli mnie w swych rękach. — CzyŜ nie jesteś moim niewolnikiem. krwią. Sytuacja ta przerastała nawet moją wyobraźnię. moją własnością?— odparła Wanda. Struchlałem. kiedy spojrzałem na jego atletyczną sylwetkę. ani niczego się obawiać. ani cieszyć szczęściem innych. on musi innych przywiązać do swego wozu. tak jak ja ich. Ludzie. — Nie usłyszy cię nikt — odparła Wanda. czy im się przy tym dobrze powodzi. którzy mogliby walczyć w czasie ich wspaniałych uczt. musi brać Ŝycie wesoło. gdy mój rywal ukazał się w butach do jazdy konnej. białych spodniach i obcisłym surducie. I nic sobie z tego nie robili. Kto chce doznawać rozkoszy. — RozwiąŜ mnie! — zawołałem oburzony. czy teŜ giną pod cięŜarem. musieli mieć niewolników. choć zarazem. — Bądź pani spokojna — mówił Grek. Krew zastygła w mych Ŝyłach. kędzierzawa głowa pięknego Greka.

oblicze jego przybrało wyraz krwioŜerczy. Grek wlepił we mnie swe zimne. zatrzymał się wreszcie na dywanie.najświętszych uczuć i potraktować cię jak marną zabawkę — ciągnęła dalej. — Czy rzeczywiście wolno mi go bić? — zapytał. czy nienawidzisz i zupełnie mną pogardzasz? Oto jest bat — podała go Grekowi. gdy nosi ona sukienny Ŝakiecik. — Bestie! — krzyknąłem oburzony. Wanda leŜała na otomanie w swoim futerku i podparłszy się na łokciu patrzyła z okrutną ciekawością. — Teraz proszę się przypatrywać tresurze — zawołał Grek. w bezradnej wściekłości. który zbliŜył się do mnie szybką. Ŝe ja w swym opłakanym połoŜeniu. Wzrok mój błądził wkoło. — Od pana nie ścierpię niczego! — Zdaje się tak panu zapewne dlatego. co się tylko panu podoba — odpowiedziała. by obedrzeć mnie ze skóry. pocałowała go i pomogła mu się ubrać w futerko. tak nielitościwie. W końcu. W tej chwili wydawał mi się ten obraz symbolem wiecznej miłości męŜczyzny do kobiety. po całym pokoju. Ŝe wydawał mi się olbrzymem. takŜe wtedy. Uczucie. — Proszę z nim zrobić wszystko. napełniało mnie nieopisanym wstydem i rozpaczą. powtarzając z szatańskim szyderstwem zdania z mojego listu. pod batem Apolla i przy okrutnym śmiechu mojej Wenus. tygrysie oczy i spróbował bata. którego wzór przedstawiał Samsona u nóg Dalili. Lecz Apollo swym batem wypędził ze mnie poezję. — Ani się pan waŜ! — zawołałem drŜąc z oburzenia. — KaŜdy z nas jest w końcu Samsonem — myślałem — i moŜe doznawać od kobiety. Ŝe pod kaŜdym uderzeniem drŜałem z bólu na całym ciele. sobolowe futerko. odnajdywałem z początku jakiś fantastyczny. Najhaniebniejsze było to. a łzy płynęły mi po policzkach. szczerząc zęby. czy teŜ futro sobolowe. czy teŜ zaczynam być ordynarna? I cóŜ? Kochasz mnie jeszcze. jego muskuły nabrzmiewały tak. rozkoszy lub cierpień. śmiejąc się przy tym wesoło. I począł bić mnie tak strasznie. oślepionego przez Filistynów. Ŝe nie mam na sobie futra — odparł Grek uśmiechając się złośliwie i wziął z łóŜka swe krótkie. . Ŝe jestem dręczony przez ubóstwianą kobietę i szczęśliwego rywala. Ja zaś byłem związany jak Marsjasz i musiałem patrzeć. nadzmysłowy wdzięk. którą kocha. — Jest pan wyborny! — zawołała Wanda. jak Apollo szykuje się. — Czy uznajesz mnie w tej chwili za okrutną i nielitościwą. Kiedy wymachiwał nim w powietrzu.

. Powróciłem więc spokojnie do ojczyzny i przez dwa lata dzieliłem troski mojego ojca. do nędzy.. Pewnego dnia nadeszła paczka i list. JuŜ mi krew tryskała pod jego batem.. schwyconego w sieć kobiety przewrotnej. a ona śmiała się okrutnie. Teraz trzasnął ktoś z bata. Ŝe. kiedy od owej nocy we Florencji upłynęły juŜ trzy lata. gdy wsparta na jego ramieniu przestępowała schody i siadała do powozu. zarzuciła podróŜny płaszcz i śmiała się jeszcze wtedy. chciałem go zabić. Ŝe zostałem obudzony ze snu. niebezpieczeństw i awanturniczych doświadczeń.. śyję jednak według jego Ŝyczenia. a ja zostałem dziedzicem. Pan jednak sam przygłuszył moje uczucia swoim szaleńczym oddaniem i swoją ślepą namiętnością. on jednak ciągle bił bez litości. Niedługo ojciec umarł. a nawet do śmierci. niewolnictwa. gdy tylko Pan został moim niewolnikiem. Pierwszym uczuciem po tej okrutnej katastrofie mojego Ŝycia była tęsknota do trudów. zdyszany. Teraz. Chciałem zostać Ŝołnierzem i udać się do Azji lub Algieru. Poznałem pismo Wandy. mogę się Panu przyznać. Zdawało mi się. Przez chwilę było cicho. Ŝe nie moŜe Pan zostać moim męŜem. kobietę i miłość!. juŜ skurczyłem się jak ślimak.zacisnąłem zęby i przeklinałem siebie. rozsądnie. jak tylko zacisnąć zęby i . który zachorował. którego stratowano. dotrzymać słowa. Byłem jednak związany nieszczęsnym kontraktem. W chwili. jakiś czas słychać było turkot powozu i cisza nastąpiła zupełna. Przez moment myślałem nad wypełnieniem zemsty.. wezwał mnie do siebie. lecz mój stary ojciec. Wsłuchiwałem się w tę ciszę. Ŝe urzeczywistniam Pański ideał i . Teraz widziałem z przeraŜającą jasnością. Wreszcie zamknęła spakowane kufry. pochlebiało mi jednak to. Ŝe go kochałam bardzo. czego dotąd nie umiałem: pracować i wypełniać swe obowiązki. odczułam. konie ruszyły.. swoją lubieŜną fantazję. ślepa namiętność i lubieŜność moŜe doprowadzić męŜczyznę. Nadzwyczaj wzruszony otworzyłem i czytałem: "Mój Panie!. pomagałem mu prowadzić gospodarstwo i uczyłem się tego. jak gdyby on sam czuwał nade mną i jakby jego mądre oczy patrzyły na mój kaŜdy krok. nie pozostawało więc nic innego.

którym się tak bardzo zachwycałem.. jak tylko moŜna najbardziej na tej komicznej kuli ziemskiej. i powiedziałem sobie: "kuracja była okrutna. I zaśmiałem się znowu z kobiety. Przed rokiem bowiem on został zabity w pojedynku. z futerka. Na pamiątkę owych chwil i kobiety. Lecz szczęście moje. A Pan? I w Pańskim Ŝyciu nie brak zapewne blasków słonecznych. a przede wszystkim — nadziemska odwaga. ale radykalna." Musiałem się uśmiechnąć. I uśmiechnąłem się na wspomnienie swych cierpień. stanęła nagle przede mną kobieta w jedwabnym paltociku obszytym gronostajem i z batem w ręku. jak kaŜde szczęście ludzkie. Mam nadzieję. która Pana kochała namiętnie. «Wenus w futrze». a kiedy zatopiłem się w myślach. jeŜeli tylko utracił pan manię poddawania się pod cudze panowanie i jeŜeli wystąpiły silniej te Pańskie przymioty. a Pana uzdrowię. Znalazłam męŜczyznę silnego. posyłam mu obraz biednego malarza. Ŝe zabawię się sama. gdyŜ kuracja była okrutna i radykalna. jakiego pragnęłam i z którym byłam tak szczęśliwa.. . które z początku tak bardzo mnie pociągały: jasność myśli. jestem zupełnie uzdrowiony. którą tak szalenie kochałem... trwało krótko. z bata.sądziłam. a ja od tego czasu Ŝyję w ParyŜu jako Aspazja. dobroć serca. Ŝe pod wpływem mego bata został Pan uzdrowiony.

róŜowe. — Ze byłem głupcem — zawołał. ja zaś byłem po prostu głupcem. KONIEC .. — Gdybym to ja ją zbił batem! — Ten kuracyjny środek — odparłem — pomaga twoim wieśniaczkom. wyszły mi. — O tak. jaką stworzyła natura i jaką wyhodował męŜczyzna dzisiejszy. nerwowych. które od niej przecierpiałem. na dobre. jest jego wrogiem i moŜe być tylko jego niewolnicą lub despotką. gdyby dorównywała męŜczyźnie swym wykształceniem i pracą. nie patrząc na mnie.EPILOG — No.. jak sam widzisz. kiedy kobieta mogła uczynić mnie swym niewolnikiem. a jakaŜ nauka z tej historii? — zapytałem Seweryna. Obecnie mamy do wyboru: albo być młotem albo kowadłem. jak bardzo byłaby skuteczna taka kuracja dla naszych pięknych.. — A więc nauka? — śe kobieta. Ŝe święta małpa z Benares (jak nazywa kobietę Schopenhauer) — jest obrazem Boga. — Ale pomyśl tylko. nadzmysłowe mgły rozwiały się. Dziś nikt nie moŜe mnie przekonać. kładąc na stół manuskrypt. nigdy jednak jego towarzyszką. one są juŜ do tego przyzwyczajone! — odpowiedział Ŝywo. Razy. Tą mogłaby zostać wtedy. jakby chciał ukryć zaŜenowanie. rozhisteryzowanych pań..

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful