Andrzej Stasiuk

TEKTUROWY SAMOLOT

***
Me wiem, czy to wszystko się wydarzyło. Im jestem starszy, tym bardziej w to wątpię. W to, co minęło. Wstaję codziennie i powtarzam sobie: to było twoje życie, te wszystkie zdarzenia, które pozostały w przeszłości. Przyglądam się im, a one są coraz dalej, coraz wyraźniejsze i coraz bardziej obce. Na tym polega autobiografia. Na obcości, która jest nam bliska, i tyle. Widzę na przykład siebie w grudniowy zmierzch. Mam osiem albo dziewięć lat. Siedzę w szkolnej klasie na lekcji rysunków. Palą się lampy. Za oknem wszystko jest już szarobłękitne. Pokrywam arkusz ciemnobrązową farbą, a potem przy pomocy specjalnego rysika z lipowego drewna zdejmuję wilgotną jeszcze farbę. Próbuję w ten sposób przedstawić wzgórze i zjeżdżających narciarzy. Za tydzień zaczyni się Boże Narodzenie. Lampy świecą ciepłym, żółtym blaskiem i jest mi dobrze. Kusi mnie jednak chłodny błękit za oknem i samotna droga do domu wśród ośnieżonych czarnych drzew i zapalających się latarni. To jest moje najwyraźniejsze, najżywsze wspomnienie z dzieciństwa. Towarzyszy mu aura dziwnego smutku i jednocześnie najgłębszej radości. Nie wiem dlaczego. Mogę tylko podejrzewać, że właśnie wtedy ul jakiś niewytłumaczalny, intuicyjny sposób poczułem wieloznaczność, a w każdym razie dwoistość istnienia. Po prostu pierwszy raz w życiu poczułem jednocześnie pragnienie bycia „tu „i bycia „gdzie indziej”. Reszta była już tylko kontynuacją.

Powrót
W 1982 roku u schyłku lata wypuścili mnie z więzienia. Nic nie mogłem na to poradzić. Blady, łysy, w zimowym ubraniu szedłem w stronę miasta, które znałem ze sprzedawanych w kantynie widokówek. Świat nie przedstawiał się najlepiej. Był płaski, nierzeczywisty i zupełnie obojętny. Zjadłem jakiś tani obiad. Jego smak niczym się nie różnił od smaku setek minionych obiadów. Wiedziony przypadkiem albo niechęcią do rzeczywistości wszedłem do księgarni. Nic nadzwyczajnego, skoro i przedtem, i ostatnio dużo czytałem. Niewykluczone, że była to próba powiązania nitek czasu. Patrzyłem na książki, ale nic nie przykuło mojej uwagi. W końcu trafiłem na Odmieńców. Nie miałem pojęcia, co jest w środku. Obejrzałem ilustracje. Beardsley, Święta Teresa Berniniego, Szał uniesień, de Sade Man Raya, twarz Izabelli Adjani, Max Ernst - przypadkowa mieszanina kiepskich fotografii. Lecz ten chaos zadziałał na moją wyobraźnię mocniej niż wszystko dookoła. Kupiłem książkę, by chwilę później pożałować. Pochłonęła jedną trzecią moich pieniędzy. Czas jednak płynął, nie miałem o tym pojęcia, bo ostatnio interesowały mnie jedynie ceny papierosów. Pomyślałem - pięćset kilometrów do domu i pięćset złotych w kieszeni. Ale to trwało tylko mgnienie. Było ciepło, miałem dwadzieścia lat i nigdy przedtem ani potem nie odczułem tak głęboko umowności świata. Wyszedłem za miasto. Samochody mknęły, a ja zostawałem z podniesioną ręką. Paliłem i patrzyłem na odległą, poszarpaną linię horyzontu. O zmierzchu zabrała mnie ciężarówka. Dwaj mężczyźni natychmiast odgadli moją tajemnicę. Pytali o kolesi, z którymi rozmawiałem jeszcze tego ranka. Znali to więzienie lepiej niż ja. Nocą piliśmy w jakimś przydrożnym zajeździe. Gościli mnie. Sprowadzili jakieś dziwki, lecz alkohol odebrał mi świadomość. Rano pojechaliśmy na kolejową stację. Wracałem do domu po spirali. Czasami się oddalałem zamiast przybliżać. Wybierałem powolne i puste osobowe pociągi. Zacząłem czytać Odmieńców. Odnalazłem zdjęcie Geneta. Wyglądał jak zamyślony zakonnik. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałem. Wszystko razem przypominało zdarzenie z kiepskiej powieści. Wałcz, Piła, Toruń to były nazwy jakichś mało istotnych snów. Wracałem prawie dwie doby. Nie kupowałem biletów. Kanarom pokazywałem świadectwo zwolnienia. Bez słowa dawali mi spokój. Wyglądałem jak świr, więc mogłem być bandytą. Na stacjach piłem mocną herbatę, żeby nie zasnąć. Czytałem wywiad z Genetem, czytałem Uroczystości żałobne, czytałem rozmowę o nim, wszystkiego

który ma białą czy różową skórę”. miasta zostawały z tyłu razem z absurdalną treścią tablic na peronach. dotyka też literatury: to. Lecz miałem dwadzieścia lat i kłamstwa. Przekroczenie stało się faktem i pięć popularnych. Nie czytam już Geneta. a w śmieciarskich ogródkach peryferii kwitły złote i czerwone kwiaty zwiastujące jesień. ale jej powtórzenie byłoby utratą wolności. Powinienem umrzeć od takiej ilości nikotyny. Spirala podróży była zarazem sprężyną. ciągnęła mnie wstecz. „Niewykluczone. w chwili. Twarz Samuela Becketta . lecz oferuje nam poznanie. Naznacza nas i wyzwala. dotyczy nie tylko antropologii. dotykają nieprawdopodobieństwa i blagi. Tylko ja byłem nieruchomy. W wysztafirowanym tłumie na Marszałkowskiej czułem się jak szmaciarz i jak król. Gdy się ma dwadzieścia lat. wkraczając od nowa w fantasmagorię rzeczywistości. aby rzeczywiście go już więcej nie pić. Rano byłem w Kutnie. Jest fascynująca. Wszystko było dekoracją ustawioną na moje przyjście. nie powracam do niego. Odmieńcy z Genetem wpadli w próżnię mojego umysłu w momencie idealnym. gdy pytania były gotowe na przyjęcie odpowiedzi. poza którym nie ma już nic. gry i metafory miały ciężar i twardość rzeczywistości. Słońce paliło łysą czaszkę. że napisałem moje książki. Podobnie jest z literaturą. Urwane fragmenty wirowały dookoła mojej głowy i zastygały w aureolę. to obrzędy przekraczania. Tragedia albo groteska (częściej pomieszanie tych dwu rzeczy) sprawiają. aby móc zostać przyjętym znowu. Transgresja jest przedsięwzięciem jednorazowym. Pod srebrnym niebem świtu stały żółto-niebieskie pociągi. może nawet się cofałem. Tak mogłem sobie powiedzieć. o czym Pan mówił przed chwilą. To. która zamiast opisem Tajemnicy zajmuje się jej wiwisekcją. I cztery carmeny.po parę zdań. o czym wspomina w wywiadzie. że dostrzegamy istnienie własnej biografii jako czegoś odrębnego od nas samych. pogarda ma słodki i ekstatyczny smak. Ludzie jechali do pracy albo z niej wracali. Dlaczego Pan nie popełnił morderstwa? Pewnie dlatego. że jestem czarnuchem. W południe dojechałem do Warszawy. trzeba pić mocz. Normalny człowiek nie wytrzymuje takiej dawki. żeby palić papierosa za papierosem i myśleć. Trzeba zdradzić szczep po to. podczas gdy rzeczywistość była jedynie obrazem. Wszystkie rzeczy istotne rozgrywają się na krawędzi dobrego smaku. Zamykałem książkę i wychodziłem na korytarz. Mijały mnie pociągi.

takie obrazki miało moje pierwsze wydanie Trzech Muszkieterów. Fizjonomie starych wieśniaków są podobne. Bo czy może być coś bardziej fascynującego niż oglądanie przedmiotu. Samuel Beckett się zmniejsza. Żadnych idiotycznych półek z książkami. twarzy. Nie komentarze. jak wszystko inne. nie ma też oczekiwania . że między pisarzem i jego dziełem zachodzi psychosomatyczny związek. monotonne i nieskończone. jakby cel wreszcie został osiągnięty. mężczyźni powinni być silni.kolory obojętne i bezlitosne. nie usprawiedliwienia i przedmowy. Oczywiście. dłonie i sylwetki. a kobiety piękne. Być może oszczędziłoby to nam wielu rozczarowań po powrotach z księgarni. i prawda epoki guzik ma do tego. Wszystkie słowa zbadane. Gdy się ma dwanaście lat. by zamilknąć ostatecznie. to tym samym oddajemy się wieczności. Twarz Samuela Becketta na fotografiach robionych pod koniec jego życia przypomina minerał. najskrytsze myśli i pragnienia. który zrodził myśl? Niewykluczone. użyte. Ma tylko bystrzejsze spojrzenie. Albo aż tyle. Zupełnie tak. Jedyną dopuszczalną formą ilustracji książek powinny być serie zdjęć ich autorów. Na pewno podobał się kobietom. Jeżeli milkniemy. Ani słotą ani upał. to też tylko gra wyobraźni i nic więcej. Przypominają plastyczne lustra. w tle tylko szarość. że powodzenie komiksu oparte jest w znacznym stopniu na nieco pornograficznym chwycie: oto oglądamy ludzką. jak po twarzy Samuela Becketta spływają krople deszczu. Na zdjęciach z młodości jest przystojnym. W dramacie mowa jest zawsze funkcją czasu . lecz nigdy nie przychodzi mi do głowy myśl.Jeżeli czytanie książek jest grą wyobraźni. Wierzę głęboko. banalnych ujęć. to najgorszą z możliwych rzeczy są wetknięte między zadrukowane strony ilustracje. Portos i Aramis już na zawsze pozostaną lalusiami o różowych twarzach. pozostało nieme trwanie. zaczesanym do góry mężczyzną o pociągłej twarzy. Mogę sobie wyobrazić. nie przeprosiny posłowia. Na jednym przypomina nawet kapitana Klossa.skraca oczekiwanie. Jest to rozkosz dostępna jedynie bogom. manekinami na wystawie sklepu z koronkami i galanterią dla transwestytów . odłożone na bok. iluzją. chociażby córce Joyce’a. ani zmienność właściwa młodości. czerń albo biel . . ale cykle przypadkowych. przez którą trzeba przejść. Po paplaninie Vladimira i Estragona nie ma śladu. Okazało się. Atos. pokazujących twarze.tego ostatniego i najrozpaczliwszego z ludzkich atrybutów. konkretną twarz i jednocześnie w komiksowym dymku możemy odczytać jej. że mógłby on podnieść dłoń i zetrzeć wilgoć z zapadniętych policzków albo przesłonić ręką oczy przed słońcem. głupocie i nadziei nie mają do nich dostępu. w których zastygło odbicie ziemi: bezwładne.

plastikowy kubeczek z odrobiną jakiegoś płynu trzymany w prawej ręce i książka. że obfitość przeżyć. papier. wszystko to zmierza nieuchronnie ku granicy wyznaczonej przez Me ja. gdy jedyną perspektywą jest strata. Coraz krótsze teksty. plastikowy kubek. Zupełnie tak. Okulary. Początek albo koniec. Watta. coraz bardziej skupia się wokół swojej pionowej osi. I nic więcej. upodabnia się do przedmiotu własnych studiów. Ruchliwość i wielomówność jego wczesnych kreacji: Molloya. albo raczej brulion z notatkami zwisający w lewej dłoni. pozostawiając po sobie tylko mowę. coraz chudszy autor. że staje się idealnym hieroglifem człowieczeństwa albo pisarskim znakiem. co ludzka indywidualność usiłuje zgromadzić. Na pierwszym planie On. w ciemnych spodniach i w swetrze z jasnej surowej wełny. Paradoksalne i znamienne jest to. bardziej konkretne. a zarazem symboliczne. Trzy przedmioty wyznaczają napięcie kompozycji: okulary. żadnej próżnej. żeby pisać. zastygający świat Hamma i Clova. Z tyłu rozdzielone światło i mrok. Nic nie tracąc ze szlachetności homo erectus. badacz śmierci za życia. którego istotą jest permanentna utrata tego. Autor znajduje się prawdopodobnie na scenie podczas próby jednej ze swoich sztuk. przechować i zaoszczędzić. w którym książka została napisana. Pozwolił. po Oddech. gdyby nie okulary. i dalej. za symboliczne przedstawienie ludzkiego losu. ale bardzo „wertykalna”. próg możliwości. To jest próg Beckettowskiego poznania. Samuel Beckett przechytrzył los. Fotografia na okładce polskiego wydania Watta pochodzi z okresu o wiele późniejszego niż ten. w którym znika wszystko. fatalistyczna clownada Vladimira i Estragona. Osiągają to wszystko w chwili. Pomiędzy kośćmi a zewnętrznym światem pozostało niezbędne dla ochrony życia minimum. rozdętej urody ludzkiego samca. żeby żyć.Z biegiem lat jego ciało się kurczy. Żadnego tłuszczu. by u schyłku łat osiągnąć w tym mimetyzmie doskonałość czaszki obciągniętej skórą. przyciągał je. Właściwie. jakby szkielet miał magnetyczną władzę nad skórą i mięśniami. lekko pochylona. przebiega za plecami pisarza na wysokości jego kolan. Lecz trudno o przedstawienie bardziej wyraziste. żeby patrzeć. gdzie postacie znikają. mądrości i rzeczy staje się udziałem ludzi starych. nie odbierając im kształtu ani zewnętrznej harmonii. można by tę twarz wziąć za rzeźbę. doświadczeń. Można by rzec. by zamieszkał w jego dziełach tak samo jak w jego ciele. Postać jest chuda. On. Granica jasności i mroku jest bardzo wyraźna. O dyskursach .

co przychodzi ze świata. tematy konwersacji przy kawiarnianych stolikach. no właśnie: bab nie przepierdolisz. przez które widać ścianę sąsiedniego domu i skrawek ulicy. potem nawiedzają subtelne bądź nieco opętane umysły. by wyjść w postaci książek. Kilkunastu mężczyzn popija piasta albo strzelca. Najpierw krążą bezforemnie gdzieś w powietrzu. codziennym torem. tylko słyszę. dręczą je bezsennością. renty ci nikt nie odbierze. pomysłów albo kompletnych systemów. Pamiętają o nich nieliczni. To dlatego. że Antałek urządzony jest bardzo ascetycznie i pogłos hula wśród ścian. Ale one tylko krążą w powietrzu. tak jak nieliczni byli świadkami ich narodzin. Czas przesuwa je do tyłu. ale zawsze człowiek się przewietrzy.No więc znowu jestem w Antałku. tam też cudów nie ma. wchodzą w nie. z drugiej strony jednak może się to przyczynić do nadmiernego wzrostu wydatków konsumpcyjnych. jeszcze mnie nie wypłacił po pięćdziesiąt za dniówkę z jedzeniem. tydzień w rowie przy łopacie. Nie widzę ich. że na powrót przepadły w niebycie. i to wiąże się z przebudową struktury zatrudnienia we wszystkich sektorach gospodarki. która zagłuszyła wszystko. W końcu z trudem rozpoznaję telewizyjną rozmowę o gospodarce i ekonomii stopioną w jedno z pogwarkami bezrobotnych albo dorabiających tu i tam facetów. no i. prognozy zakładające minimalizację inflacji. ale i tak zawsze najlepsza jest renta. Przez jakiś czas trwają jako dyskutowane w salonach idee. kurde. jak pewne wyrafinowane konstrukcje intelektualne oblekają się w ciało. a na koniec banalizują się i nieco spłaszczają między okładkami szkolnych podręczników. taka jego mać. w piwiarni. roboty nie przerobisz. Rozmowy mieszają się z głosami z telewizora i w pewnym momencie nie potrafię rozróżnić. wskaźniki recesji. W końcu barman pstryknął pilotem i nareszcie zaczęła się porządna strzelanina. obniżenie stopy oprocentowania to oczywiście wzrost inwestycyjny. Minęła jedenasta i jak zwykle gra telewizor. Koniec starej śmierci Żeby się zabawić trzeba kogoś zabić (z piosenki więziennej) Bardzo ciekawą i ponurą rzeczą jest przypatrywanie się. Wydawałoby się. a ja chyba pojadę na Warszawę. a życie toczy się swoim nieekstrawaganckim. Czynniki wzrostu. Siadam tyłem do sali i patrzę w okno. niby racja. a co powstaje na miejscu. tkwią gdzieś w przestrzeni jak przetrwalne formy . więcej stracisz. więcej weźmiesz. do muzeum ludzkich ekstrawagancji. mnie tam został jeszcze miesiąc i idę na kuroniówkę. odbierając dźwiękom ich indywidualne brzmienia.

byłaby jedynie rozlana ludzka krew. za pomocą elementarnego. Jedni dokonują radykalnego doświadczenia na sobie: wychodzą w noc.owadów i któregoś dnia po prostu się wcielają najzupełniej dosłownie. Oczywiście. co ukradli księżyc. znis2czenie ludzkiej cielesnej powłoki. artystycznej czy . Wierchowieńskim. przez ludzi bardzo młodych mają cechy eksperymentu. w stronę Tajemnicy. punktem granicznym dla wyobraźni. pozostaje rzeczywistością. a ewentualna refleksja widza musiałaby dotyczyć krańcowej humanizacji kultury. Pamiętam jego chłodną. Jeleński w eseju o Hansie Bellmerze pisał. Pamiętam. który mniej więcej od czasów surrealizmu z deformacji ludzkiego ciała uczynił powszechną praktykę. Po obejrzeniu tego filmu czasy. by „coś raptem zaczęło się dziać”. tylko gwałtowna odmiana rzeczywistości: sprawić jednym gestem. W dzieciństwie wielkie wrażenie zrobił na mnie film O dwóch takich. ale realizują gest. i wtedy dowiadujemy się o tym z gazet. Wiek dwudziesty poszerzył jeszcze pole eksperymentu o dziedzinę polityki. żaden z nich nie słyszał o Raskolnikowie.obłąkanej. ponieważ czułem. w których pasje .gest budził we mnie fascynację i strach. Inni robią to w dzień i być może nie przychodzi im nawet do głowy mord jako taki. Projekt surrealistycznego aktu .jak w ostatnim . prostego ruchu zakwestionować porządek codzienności. Konstanty A. pozwalający studiować anatomię dzięki sekcji zwłok.wyjścia i strzelania na oślep do tłumu . Nie wydaje mi się. czy potrafią zabić. szyjka zbitej butelki rzeczywistość na nic się nie przekłada. co zabili punktem zwrotnym. sztuczną aurę. Oglądamy transgresję zdegradowaną. w której masowa dezintegracja „ludzkich przedmiotów” stała się podstawowym narzędziem działania.zostaje zrealizowany najzupełniej banalnie: bejsbolowy kij. żeby sprawdzić. W hipotetycznym współczesnym filmie pod tytułem 0 dwóch takich. że ich . transgresję w wersji pop. który sto i kilkadziesiąt lat temu stanowił oś teoretycznych rozważań duchowej elity. Noszą krótkie spodenki i naruszają odwieczny porządek świata. potem artystyczny. „zaszaleć”.niemożliwy przecież . Jednak we wszystkich tych przypadkach możemy odnaleźć chociażby ślad pragmatyki. Jacek i Placek ruszają na kraj świata. Morderstwa dokonywane przez dzieci. nie czytał Camusa. Najpierw był to pretekst naukowy. by dokonać bohaterskiego i zarazem przeklętego czynu. że do eksploracji ludzkiego ciała potrzeba było niegdyś pretekstu. aby najlepszy (i w miarę uczciwy) reżyser potrafił z tego zrobić coś więcej niż poruszający paradokument: zainteresowania bohaterów byłyby całkowicie antropocentryczne. Podziwiałem ich obojętność i egoizm. Lafcadiu. że zmierzają w stronę czegoś absolutnie zakazanego.

garaże. sprowadzony do roli rzeczy. dzięki któremu ktoś drugi zostaje całkowicie uprzedmiotowiony. Nadjeżdżają dwa byle jakie auta. A potem jakąkolwiek gazetę z marca 1998 roku. grupka młodych ludzi siedzi przy ognisku w Lasku Młocińskim. Weźmy chociażby Mechaniczną pomarańczę Anthony’ego Burgessa. W pewnym sensie są szlachetniejsze od fabuł literackich. magazyny. Czym jest śmierć? Czym jest ta dziwna chwila. przemysłowe peryferie. Jako pamiątkę pozostawili kawałek bejsbolowego kija. Tak ją postrzega wpadający w przerażenie umysł: tylko wyjęcie jej z jakiegokolwiek kontekstu sprawia. Jeden z podejrzanych pracował w zakładzie produkującym zeszyty. kukiełkową odmianę teomachii. Można się założyć. przyjechali starym fiatem. że w normalnych warunkach ich towarzystwo byłoby po prostu nudne albo odpychające. Gdy jest już po wszystkim. Cała ta historia przesycona jest brakiem sensu. że możemy ją w ogóle znieść. Nie próbują się podobać. z których wysiadają mniej więcej ich rówieśnicy i rozpoczynają masakrę. gdy ciało przestaje się poruszać i nie . tchórzliwą formą. Bardzo ciekawym i przygnębiającym zajęciem jest czytanie codziennych gazet. spory i ryzykowny kawałek drogi. a jednocześnie konsekwentne i dogłębne aż po najdalsze granice okrucieństwa. epoką parowych maszyn i automobili. realizując jej fikcyjne pomysły z paranoiczną i pedantyczną dokładnością. losowe i przypadkowe. Trudno wyobrazić sobie bardziej banalne w swej beznadziejności miejsce. A jednocześnie dokonują karkołomnego. Napastnicy porywają do samochodu chłopaka.poznawcze zaspokajane były za pomocą much. Kawałek dalej jest wielka cementownia. Zostawiły one daleko w tyle literaturę. Zakopują zwłoki w „małym łasku nad kanałem”. Ubrani byli w dresy i adidasy. Wedle praw prawdopodobieństwa i statystyki są wcieleniem przeciętności. wywożą ciało nad Kanał Żerański. Znam tę ulicę. wydawałoby się. Wiozą go przez most na drugą stronę Wisły.jeśli można użyć takiego określenia. Na miejsce. Nie robią niczego szczególnego. wydałyby się nam jakimś nowym fin de siecle’em. scenografia i kostiumy wykonane są z tego samego materiału. Ten mały lasek to są krzaki wyrosłe na wysypiskach. Jest po prostu „eksperymentalne” . nie próbują się wdzięczyć wyrafinowaną. gdzie wszystko się rozpoczęło. próbują odegrać kuriozalną. co najbardziej szara codzienność. Potem torturują w mieszkaniu w bloku na Bródnie. w którym zakwestionowana zostaje ontologiczna podstawa bytu. Postacie. Obok przez stalowy most biegną kolejowe tory. odwrócenia. Po drodze mijają rzeźnię. fragmentu rzeczywistości. Zabawa dogasa. Próbują jednak odegrać dramat. Jest noc. Morderstwo popełnione na ludzkiej osobie jest w tym wypadku całkowicie bezosobowe. baraki. Najprawdopodobniej nigdy się nie spotkali. Nie znali się wcześniej. żab i kotów. Wszystko pokrywa szary kurz.

Jeśli w czymś się przeglądaliśmy. Szesnastoletni chłopcy wychodzą z domu i próbują określić granice świata. ich potoczny. Lustra należały do rzeczy zbytkownych. że istnienie nie jest czymś niewyczerpywalnym i gdy powołujemy do życia swoje tysięczne sobowtóry. Trochę przypominają dawnych podróżników. rozpraszane tu i ówdzie nędznym światłem. fikcjami.poruszy się już nigdy? Wciskamy klawisz „stop”. że jak nigdy dotąd jesteśmy otoczeni odbiciami. a ich postacie mimo mniej lub bardziej fantazyjnych strojów przypominają sylwetki widziane na ulicach. mitologicznej. i nawet gdy dotykały codzienności. W nocy. Gdy wyobrazimy sobie minione epoki. a potem rozciągliwość. gdy wszyscy już śpią. Nasza egzystencja przestaje być w ten sposób czymś niepowtarzalnym. ale wszyscy mają twarze podobne do naszych. Gra z bliźnim została zamieniona w grę z wytworami cudzego i własnego umysłu. bo nawiedza mnie wizja nieskończonej ilości kaset wideo. codzienny wizerunek. gdy bardziej niż sam film interesuje mnie idea tego sprytnego mechanizmu. Od mniej więcej roku spędzam dużo czasu przed wideo. jeszcze tylko łazienka i można iść spać. gasimy światło. a istnienie widzialnego jest problematyczne. nie miały za cel jej powielania. ale przemianę. który pozwala w jednej chwili przywoływać i unicestwiać światy i osoby. Przedstawienia rzeczywistości dotyczyły raczej rzeczywistości nadprzyrodzonej. Okna były niewielkie i wykonane z kiepskiego matowego szkła. puszczam sobie jakiś szybki amerykański albo trochę wolniejszy europejski film i nie potrafię się skupić. których nikt zresztą nie wykorzysta jako źródła informacji o nie . Niewidzialne nie istnieje. W końcu jest tak. co to jest istnienie i co z niego wynika. zbadać ich rozciągłość. Stoją na nich miliony gotowych historii. ponieważ nawet najbardziej iluzoryczne czy wyrafinowane wytwory umysłu pośredniczyły jedynie między boską albo demoniczną dziedziną a światem. że nigdy nie była i brakowało nam tylko odpowiednich narzędzi do dokonania odkrycia. Poruszają się w nich ludzie i wykonują mniej lub bardziej codzienne gesty. sami stopniowo stajemy się coraz bardziej martwi i pozbawieni znaczenia. że wraz z gwałtownym wzrostem liczby ludzi na świecie zrodziły się jednocześnie techniki nieograniczonej multiplikacji bytów. powinna nas uderzyć znikoma ilość przyrządów podwajających istnienie. Niewykluczone. setek i tysięcy półek na całym świecie. Niewykluczone. To paradoksalne. Są chwile. to były to najczęściej oczy drugiego człowieka albo zmienna i kapryśna tafla wody. Po zmierzchu zapadały ciemności. Fikcja właściwie nie istniała. tyle tylko że nie pozostaną po nich żadne zapiski prócz artykułów w gazetach. które niepokojąco nas przypominają. skoro nie bardzo wiemy.

Oko za oko. Istnieje tylko dla siebie. Ta nieco uproszczona wersja katechizmu Nieczajewa została wymyślona i zapisana przez dwie czternastoletnie dziewczyny. Wciąż próbuję zgadnąć. jeśli będzie potrzeba. Zachować kamienną twarz. Pomagać sobie nawzajem. że tylko świadomość śmiertelności uczyniła z nas ludzi. Nikt się tam nie wybiera. Me mieć litości. co zmieniło się w strukturze fenomenu śmierci. w podobny sposób konstytuowały swoje wewnętrzne struktury. Czternastoletnie dziewczyny nie miały prawdopodobnie dość siły. w której można wykonać taki czy inny gest. działka amfetaminy czy puszka red bulla. Przepaść między nastoletnią fantasmagorią a rzeczywistością historycznego (czy . Nawet zbrodnia utraciła swój kontekst i stała się samowystarczalna. powiedzmy. Wystarczy przypomnieć sobie Stowarzyszenie Miłośników Zbrodni Markiza de Sade’a czy . Szanować się.by wrócić do świata realnego . Mieć ze sobą nóż. Me obgadywać się. Dokonują mimowolnych odkryć. Zabić. paradoksalnie i paranoicznie realizujące fikcyjny schemat Protokołów Mędrców Syjonu. które umierają w zupełnej samotności .jak w przypadku de Sade’a . że przestrzeń. co było własnością nielicznych albo uprzywilejowanych.literackiego) okrucieństwa niewątpliwie istnieje. To. niemniej jednak na naszych oczach dokonuje się degradacja mitu. aby odkryli. jaka jesteś. 8. zarówno te rzeczywiste. Nie ufać nikomu. i w konsekwencji gesty oraz uczynki przepadają w niej jak krople wody w morzu. Ufać sobie. 3. Wyrwana ze szkolnego zeszytu kartka w kratkę i niebieski długopis. Powrót do zwierzęcości nie jest domeną zabójców.właśnie tak jak umierają zwierzęta. Znów zjawia się zwyczajna scenografia wielkomiejskiego osiedla i nadrzecznych zarośli. staje się artykułem ogólnie dostępnym jak. bo istnieje w próżni. Ubi leones. Potem następuje tylko skrupulatne wyliczenie sześćdziesięciu uderzeń nożem w lekarskim raporcie z sekcji zwłok. W znacznie większym stopniu staje się on udziałem ofiar. 9. Nie pozwolić. Rekwizytornia zbrodni przypomina kancelarię albo biuro rzeczy znalezionych na prowincjonalnym dworcu. dla których śmierć jest czystą. Precyzja tego dwunastopunktowego kodeksu dorównuje jego samowystarczalności. 10. jest w istocie nieograniczona. w którym momencie utracił on zdolność organizowania kultury. 2. by dokonać zabójstwa w sposób bardziej zdecydowany. Właściwie nie jest już zbrodnią. 11. 1. 12. 4. Ich ofiara miała tyle lat co one. . 7.odkrytych ziemiach. Bo przecież jest rzeczą oczywistą. 6. a jednak niektórzy docierają. Być bezwzględnym dla wszystkich. 5.elitarne formacje hitlerowskich Niemiec. zab za zab. Tajne stowarzyszenia. i też była dziewczyną. jak i te wymyślone.

wobec której przystoi jedynie milczenie. nie ma nic. niewygody i fizyczne ryzyko. Sentymentalna i szlachetna identyfikacja z ofiarą jest przeraźliwym znakiem bezradności. Wyzwalają wielkie zasoby energii. Bezinteresowność zbrodni zrywa między katem i ofiarą resztki solidarności. To dość daleko. ale jej skrajnie absurdalnego wcielenia. W istocie jest odwrotnie. a w końcu całkiem niezauważalnie. Między nią a nami nie ma żadnych pośredników. żadnych sensów. zabójstwa z chęci zysku. Z okna widzę podwórko sąsiada. Ulicami przechodzą milczące marsze. Ekologiczni bojownicy narażają się na represje. że opuszczają nas siły. Ich język jest doskonałą antytezą milczenia. Zastanawiający jest paradoks społecznych reakcji na bezsensowne zabójstwa. co dotyka nas w absolutnej samotności. Jest trwogą. Jest wczesna jesień. Bardzo możliwe. zazdrości czy nienawiści. Ich parareligijny. Rzecz odbywa się właściwie poza grzechem. Komunikacja zostaje zepchnięta w mglistą dziedzinę emocji i szczątkowego obrzędu. Stoimy wobec niej zupełnie nadzy i żadna ludzka lekcja nie przychodzi nam z pomocą. by zyskać pierwotne. podnoszą zgiełk i sytuują się gdzieś między teatrem a cyrkiem. Cofnęła się poza wszelkie uwarunkowania. Występuje w czystej postaci.pozbawioną sensu trwogą. że jesteśmy zmęczeni sobą jako gatunkiem i od tej chwili będziemy umierali w całkowitej ciszy. Jesteśmy w stanie przyjąć ją jako coś całkowicie indywidualnego. pochmurne popołudnie i światło ma deszczowy odcień jak w starym . ale widzę je dość wyraźnie. wielorybów i ekosystemów. procesyjny charakter widoczny jest gołym okiem. Tłum pozornie wybiera ciszę jako formę ekspresji. To będzie jak transplantacja ludzkiej duchowości w resztę świata i w końcu wrócimy tam. coś. prelogiczne znaczenie. jakby podążał za swoim świętym w objęcia grobu. Cała energia zostanie skierowana na przeżywanie śmierci drzew. fundamentalne. Milczący pochód wygląda tak. To bezsensowny akt narzuca milczenie i degraduje ludzką wspólnotę do poziomu stada porażonego niemotą. Liturgia ciszy ma sugerować. Manifestacje w obronie drzew. że oto stoimy przed najgłębszą tajemnicą. Zupełnie inaczej wygląda obrona reszty świata. Nie mamy już do czynienia z jednym z kulturowych aktów w rodzaju wojny. która spada bez przyczyny w całkowicie przypadkowy sposób. skąd przyszliśmy. Ale tak naprawdę milczące marsze dotyczą nie śmierci w ogóle. przynajmniej grzechem w starym rozumieniu. Śmierć przestała być zdarzeniem społecznym. zv/ierząt i fragmentów krajobrazu są żywiołowe i gwałtowne.

W zagrodzie z desek leży setka owiec.jak kto woli . gdzie skryli się jej mąż i zwierzę. że pomieszczenie ich w jednej książce wydaje się zadaniem na granicy ryzykownego eksperymentu umysłowego. Przemierza kilkadziesiąt metrów dzielących go od zagrody spokojnym. a może nawet umierającej maszyny. rewolucja będzie miała zawsze postać brzydkiej twarzy przemawiającej martwymjęzykiem w trupim świetle telewizora. Niesie w ręku nóż.i dwudziestowiecznej Rosji. Oddziela mnie od niego podwójna szyba. leniwym krokiem. a być może jednym z największych w ogóle. Co najwyżej powoli przeżerają umysł. czy nastąpi na skutek zetknięcia z empirią czy z książką Adama Pomorskiego. Chwyta je za wełnę na karku.telewizorze. by paść się do zmroku. Koniec końców ten proces i tak musi nastąpić. Mam na to tylko jeden dowód. Życie nie występowało w tych głosach. Żują. i to w dodatku . Wchodzi między owce i wybiera ośmiomiesięczne jagnię. Znikają za węgłem budynku z czerwonej cegły. za jakiś czas wrócą na łąki.słowo. Od przemówień Breżniewa w czarno-białym telewizorze. W tej samej chwili z domu wychodzi kobieta. Reszta owiec leży spokojnie. Dla mnie. lecz przypominała zap s elektrokardiogramu podłączonego do jakieś szwankującej. Za chwilę nie będzie po niczym śladu.modyfikacji. więc jest obojętne. Próbuje w sposób szalony opisać rzeczy obłędne i dotrzeć do stosunkowo słabo u nas znanych odłamów rewolicyjnej myśli w dziewiętnasto . Jagnię wstaje i bez oporu idzie za gospodarzem. Rewolucja czyli zagłada Zacznę od opisania końca. opadała. Metoda i przedmiot są tak do siebie zbliżone. odpoczywają. Ich fraza wznosiła się. które popełniło semantyczne samobójstwo Duchowy proletariusz Adama Pomorskiego nie jest książką normalną. Sąsiad wychodzi z domu.. Jest zupełnie cicho i całkiem nieruchomo. Na szczęście myśli nie eksplodują w ze. Kobieta znika tam. Cały obraz ujęty jest w kwadratową ramę okna. i w rezultacie nasza wiara w rzeczywistość (albo we vłasne zdrowe zmysły) ulega zachwianiu. czy . Albo przemówienia Gierka czy Gomułki. Zmarły w 1951 roku Andriej Platonow jest jednym z największych pisarzy XX wieku. W zagrodzie nie widać żadnego ruchu.knięciu ze sobą. Z tej odległości ostrze Wygląda jak srebrna kreseczka. „Rewolucja” . Trudno było sobie wyobrazić doskonalej upostaciowaną nudę. martwotę i nieruchomość. wznosiła znowu. Pokrywka nieba idealnie przylega do linii horyzontu. wychowanka średniego Peerelu.

natury psychologiczno-osobistej. W bezczynne świąteczne dni mieszkańcy Osady brali się za łby z mieszkańcami sąsiedniej Troickiej albo Czyżewskiej. Od kilku lat czytam jego Wykop i nigdy nie potrafię przeczytać na raz więcej niż kilka stron. Miłość polega na akceptacji. Lekturę można porównać do szeregu upadków w głąb ciemnych otchłani. że te wszystkie dwójki i trzy z dwoma pod koniec roku czy semestru cudownie zamienią się w całe trójki i czwórki. gdzie ani dobrze znajome słowa. Religijna wizja świata posługuje się obietnicą. Niewielkie książeczki były ciężkie i śliskie. która ma postać wieczności (wtedy zawodzi nas wyobraźnia) bądź przyszłego historycznego czasu (wtedy zawodzi nas cierpliwość). W wizji naukowej. A tymczasem u początków całej gry chodziło o to. dziko. nikt niczego się nie uczył. musimy zadowolić się stwierdzeniem. Wchodziły do klasy z naręczami „Sputnika”. rozumnej i dobrej całości czy też ogłosić jej nielegalność. Oczywiście. pobieraliśmy praktyczną lekcję entropii: Nikt nic nie umiał. i jeśli ta pierwsza (w swojej idealnej postaci oczywiście) prowadzi do kwietystycznej aprobaty Stworzenia. zapytają. rusycystka o tym wiedziała. czy próbujemy przyjąć śmierć jako fragment większej. Wypadały z objęć i rozsypywały się po podłodze. reszta szkoły też nas nie obchodziła. nie zapytają. Walono się wówczas nielitościwie. jabłka z Alma Aty ani siedmioletni matematyczny geniusz Misza z Leningradu. arytmetyka na eliminacji i hierarchii. Inne lekcje miały w sobie element hazardu . którego do przedstawienia użyto. W ten sposób dochodziła jeszcze praktyczna lekcja fikcji.uda się albo się nie uda. lecz odgrywała swoją rolę nauczycielki cierpliwie i beznadziejnie.do gnostyckiej anihilacji kreacji. Albo nieszczęsne rusycystki. W obydwu wypadkach umieramy nieco rozczarowani. to ta druga (zgodnie ze swą wewnętrzną logiką) . Eros i arytmetyka w dostępnej nam rzeczywistości znoszą się wzajemnie albo wzajemnie dopełniają w rzeczywistości. zielonkawoszarej klasie. ani nasza naiwna wyobraźnia nie mogą nam przyjść z pomocą. Andriej Płatonow urodził się w 1899 roku w Osadzie Pocztyliońskiej na przedmieściach Woroneża. Doświadczamy po prostu mentalnego gwałtu. Po trzech. ale . Kompletnie nas nie obchodziły radziecki balet. że Śmierć kłóci się z samą naturą człowieka. czy też „naukowej”. Natomiast tu. w nagiej. Dobrze wiedzieliśmy. Koniec końców wychodzi na jedno i zostajemy (jak zwykle) z ręką w nocniku indywidualnej egzystencji. która przekracza i wyobraźnię. ale w przypadku lekcji rosyjskiego niechęć i nuda były podwójne. czterech stronicach książka wypada mi z rąk. i rozum. Obłęd świata w niej przedstawionego dorównuje jedynie obłędowi języka. Niezależnie od tego. Jako czynnik doskonalący człowieka z pokolenia na pokolenie jest zbędna. ona nadchodzi i weryfikacja naszych poglądów odsuwa się w przyszłość. Bez żadnego naszego udziału.

bezinteresownie. nierozerwalnie związany ze skórzaną kurtką mauzer . Albo radzieckie filmy.. dusi się. Na to. jako istota „mitologijna” czuję dekadencką tęsknotę. Bardzo często następny dzień w szkole upływał pod znakiem obejrzanych gagów. W 1919 roku w woroneskiej gazecie „Żeleznyj Put’”Andriej Płatonow pisał tak: SZTUKA PROLETARIACKA jest zwierciadłem całej ludzkości w jej najpiękniejszych porywach. a jednak coś tu nie grało. zwyczajnie nie starcza mi wyobraźni. Albo filmy wieczorem w telewizji. brak mu powietrza. Po prostu nagła i całkowita przemiana widzialnego świata wydaje się czymś tak groźnym. by wyobrazić sobie prawdziwą Rewolucję (pisaną z wielkiej litery). całego harmonijnie zorganizowanego kolektywu.a pamiętasz. (. Dlatego nie umiem jak każdy uczciwy człowiek jednoznacznie myśleć o Rewolucji. Im bardziej zmienia się świat.nie ustępował urodą winchesterowi.”. Przecież niektóre z nich. powtarzania grepsów czy odpytywania z treści w stylu „. zwłaszcza te dotyczące rewolucji (z małej litery). konstruowane były według westernowych schematów. ognisty miecz w walce ludzkości z ciemnością i przeciwstawnymi jej ślepymi mocami. mięsiste uderzenia pięści. Używany przez komisarzy nagan przypominał colta. To jest wspomnienie pisarza z dzieciństwa. Oznaczało to. to litanię odczytywanych tytułów od czasu do czasu przerywało wzgardliwe „ruski”. pochodnia rozświetlająca głębiny tajemnic.. a dzieło Andrieja Płatonowa budzi we mnie zgoła nieliterackie i nieestetyczne uczucia z gatunku tremendum i fascinans. żywioł nie mający granic i nie znający przeszkód.. Niewykluczone. Nad umierającymi unosiły się dalej odgłosy zadawanych ciosów. Ciągnęła się dalej. że wszystkie inne filmy (polskie były trochę poza konkurencją) odczytywaliśmy bez narodowej przynależności i milcząco zakładaliśmy. Prano się dopóty. Gdy tylko udało nam się zebrać parę groszy na kino i ślęczeliśmy pochyleni nad programem kin w „Expresie” albo w „Życiu”. jak ten łysy. że po prostu kończy się jego odporność na mitologie i tym samym jego zdolność wytwarzania nadziei. a jako istota religijna odczuwam strach. I jeśli dobrze pamiętam.) Będzie to muzyka całego kosmosu. Należało się wtedy rozstąpić pozwolić nieborakowi spokojnie umrzeć..chociaż pistolet . to przez te wszystkie szkolne lata tylko . dopóki wśród wrzasku gladiatorów nie rozległ się ostry głos jednego z walczących: ‘Dajcie odetchnąć!. że skłonni jesteśmy do myślenia o niej raczej w kategoriach zagłady niż metamorfozy. matowe. bez żadnej zawziętości.. że są to filmy warte obejrzenia.. Zastanawiające jest to. tym bardziej zbliża się do śmierci. ugodzono w serce lub wątrobę. Oczywiście. Nie oznaczało to jednak końca walki. że komuś zadano śmiertelny cios. że leży na ziemi blady i życie powoli z niego uchodzi.

Andriej Platonow prawdopodobnie wierzył w ludzką nieśmiertelność. ani konieczność nieśmiertelności nie odmieniają w jakiś radykalny sposób ludzkiej kondycji. (. wskrzeszenie tych.) Zakładamy.. by mogły zdążać do jakiegoś pośledniejszego celu. które uruchomiła Rewolucja. I jeśli chwilowo nie popadamy w skrajności. Melioracja. okryta jest przezroczystą powłoką. Natomiast naukowa opowieść o doskonalącej się i w końcu doskonałej ludzkości obejmuje cały gatunek niezależnie od upodobań poszczególnych jego egzemplarzy. że człowiek ewoluując przeobrazi się w istotę. Wykradzione religii Królestwo Niebieskie na Ziemi musiało opuścić ramy metafory i stać się rzeczywistością . a nawet stworzenie nowych planet i układów planetarnych (N. nieśmiertelność. Ani nieuchronność śmierci. Faktyczność. industrializacja . W odległej przyszłości przed ludzkością otwiera się możliwość omnipotencji w pełnym sensie tego słowa. a długowieczność sięgnie tysięcy lat.pod jego piórem rozwijają się w epos o powstaniu nowego świata. Czy może być coś bardziej przeraźliwego niż wizja powszechnej. elektryfikacja. 1923). czyli w pewnym sensie wyboru. W jednym i drugim wypadku pozostajemy więźniami swoich własnych schizoidalnych wyobrażeń. które poruszają się ruchem wahadła między angelologią a zoologią. „Przewartościowanie wszystkich wartości” musiało odbyć się w skali kosmicznej. Ich moc polega na tym. Dlatego pisarstwo Andrieja Płatonowa ma w sobie pierwotną siłę mitu. Ciołkowski. że nie . której zawdzięcza niezbędne ciśnienie i ochronę przed utratą wody i gazów (K. Rożkow. indywidualnej i ogólnodostępnej nieśmiertelności? Chyba tylko koncepcja pustej i obojętnej nieskończoności potrafi w równie głęboki sposób porazić wyobraźnię. bez którego całe przedsięwzięcie zamieniało się w jeszcze jeden. ale jak zwykle poroniony. którzy żyli dawniej. Nie będzie chorób. były przecież zbyt wielkie. Był to film Świat się śmieje.jeden radziecki film dostąpił tej nobilitacji. aż po komunikację z innymi światami. „permanentna rewolucja” miała objąć dziedziny zastrzeżone dotychczas dla metafizyki i eschatologii. 1931). to jesteśmy w stanie wytworzyć co najwyżej hodowlaną hybrydę nieśmiertelnej rośliny o przezroczystej skórze. Zaświaty „zagospodarowane” religijnie nie budzą aż takiej trwogi. gigantyczny wprawdzie. wybryk ludzkości. fizyczność zbawienia była warunkiem. że pozostają kwestią wiary.motywy ośmieszone i sprostytuowane przez socrealizm . Przede wszystkim dlatego. Monizm Wszechświata. Siły. Smysł i krasota żyzni.tylko wtedy kradzież przestałaby być kradzieżą i stałaby się odzyskaniem utraconej własności. [która] jak roślina nie potrzebuje chleba ani wołowiny..

wie . zamiast tego wszystkiego. Ale jeśli atmosfera nasycona jest utopią i jeśli umysły wciąż utopię wydzielają. które wygrały wojnę. to w końcu osiąga ona takie stężenie. A może chodziło tylko o to. w której wszystko zostanie w końcu przemienione. zaporożec. Ich nazwy nie miały siły zaklęć. zis. każde ziarnko piasku. Tyle tylko że ich wieczność miała podstawową wadę każdej ludzkiej konstrukcji: musiała być wykonana z jakiegoś materiału. że raptem. nadzieja i miłość Andrieja Płatonowa. który zjadając innego pechowego kanibala. czyli terazniejszością jako zapowiedzią przyszłości. Rewolucja najgorzej radzi sobie z czasem. jako coś olbrzymiego. stała zagłada świata. kraz . czy Lenin i Stalin zajmowali się kwestią powszechnej nieśmiertelności. że sumuje arytmetycznie dwa życia. każdy okruch materii dostąpi ostatecznej pociechy. uważał. I jego geniusz. ani z realizmem. Najgłębszą treścią jest to. Bo chociaż mieliśmy gdzieś radzieckie kino. odbywa się w jakiejś przedziwnej. Mnie się to czasem przywiduje. Niby po co? Co najwyżej pragnęli przedłużenia własnego życia w nieskończoność. której niepodobna pojąć. Bóg tutaj nie występuje. co ma nadejść. zakopcona. wskrzeszone. W gruncie rzeczy przypominało to myślenie ludożercy. śmierć. Misterium tej prozy: nędza bytu.mają nic wspólnego ani z socjalizmem. będzie tam jedna izdebka. żiguli. Właściwie nie mają nic wspólnego z rzeczami.pająki. Zastępują Go wiara. W tym wypadku było to życie innych ludzi. że jej wszechobecność domaga się jakiejś formy. Czuliśmy do nich tylko pomieszaną z lekceważeniem pogardę.w końcu byli to młodsi bracia heroicznych aut. Niezależnie od sloganów i pragnień czas płynie z własną prędkością i jako piąty żywioł nigdy nie poddaje się ludzkiej woli. Innymi słowy. W pewnym sensie im się to udało. że zisy nie miały wtedy w Polsce żadnych zachodnich konkurentów. potencja wymusza realizację. Wieczność zawsze nam się przedstawia jako idea. olbrzymiego! Ale czemuż koniecznie olbrzymiego! Proszę sobie wyobrazić. Jedynie ciężarówki były w stanie poruszyć naszą wyobraźnię: ził. Wyobraźnia jest wobec tego bezradna i musi zadowolić się jedynie dalekim echem. i oto masz pan całą wieczność. podniosłej i sakralnej przestrzeni. I nie ma to nic wspólnego z Bogiem. Pojmując problem wiecznego żywota w mechanistyczny czy też wampiryczny sposób. to nasza spragniona zwycięstw i krwi chłopacka podświadomość coś tam jednak rejestrowała. plugawość. Co jeszcze? Radzieckie samochody na ulicach. a wręcz odwrotnie. Nie wiadomo. wierzyli zapewne. coś jak wiejska łaźnia. że suma wszystkich zniszczonych egzystencji złoży się na ich nieśmiertelność. a we wszystkich kątach . nieustanny rozpad. o których opowiadają. Dlatego właśnie próbę osiągnięcia wieczności podjęto w przestrzeni. Moskwicz.

Sto sześćdziesiąt stron opowieści o budowie socjalizmu i kolektywizacji z udziałem proletariatu. bo samo ich pojawienie się wyznacza cezurę. która nie troszczy się o usprawiedliwienie ani o sens. Dopiero tam. że pewnej dużej językowej grupie (a w konsekwencji całej ludzkości) odebrano zdolność opisania tej tragedii. a światem rządzi naga i ślepa wola. że kaci i ofiary zaliczają się do tego samego gatunku. Wyspy Sołowieckie. którego użyto do wywołania katastrofy. w której wszystkie atrybuty człowieczeństwa traciły znaczenie. Workuta. Zarówno historia. i tragedia polega na tym. jak i nadzieja miały status co najwyżej jakiejś umysłowej fanaberii czy wręcz aberracji. Rozpad świata przebiega na poziomie języka. Po prostu po przeczytaniu tej książki literatura przestaje już być tą samą literaturą . m. Kołyma . że jego przywidzenie za kilkadziesiąt lat zostanie zrealizowane. negował tym samym swoje istnienie tu i teraz. że prawdopodobnie już nigdy nie dowiemy się. małej Nastii i niedźwiedzia zostawia w duszy popiół i pełną grozy świadomość. jak wyglądał świat przed zagładą. że nie potrafimy w niej znaleźć niczego podobnego. i martwym. jak i desygnatów zostały przecież użyte do stworzenia nowej rzeczywistości.ary nieprzydatne. na krańcach przestrzeni. obronę albo przynajmniej ucieczkę. nie zdając sobie pewnie sprawy. należał do tej pory do fatalistycznego porządku biologii. To minęło.zwierzał się Swidrygajłow Rodionowi Romanyczowi. geograficzne i progresywne wymiary tego eksperymentu.pan . Fabryki wieczności powstały na obrzeżach lądu. Skala literackich wartości w znacznym stopniu opiera się na porównaniach. która próbuje oddziaływać na przyszłość. kułactwa. Jeśli wziąć pod uwagę demograficzne. Napisany w 1930 roku Wykop ma w polskim wydaniu sto sześćdziesiąt stron formatu średniego notesu i należy do dziel. biedniaków. można było skonstruować rzeczywistość. na poziomie jego wewnętrznej struktury. Człowiek jest swoją przeszłością. i te drugie nigdy nie odzyskają . na krawędzi świata. Fakt. Jeśli ktoś godził się na ich realne istnienie. i tym samym popełniał rodzaj mentalnego samobójstwa. to jego finalna skala bez wątpienia miała mieć zasięg zjawiska kosmicznego. Tymczasem tam trwało wieczne „teraz”.dalej nie było już nic. Znieprawienie bowiem w równym stopniu dotknęło języka. Bo przecież nie można być jednocześnie i żywym. dawał się wyegzorcyzmować za pomocą języka.chociażby z tego względu. który był dziedziną wolności i umożliwiał walkę. Co najwyżej można tego dokonać językiem. Wyjściem z tej paranoi jest tylko „trzeci stan skupienia egzystencji”. Zto dało się nazwać i wypreparować z rzeczywistości. które pojawiają się na początku albo na końcu epoki. a tymczasem tutaj porównywanie jest bezradne. lustro niczego nie odbija. czyli wieczność. mowa stała się paplaniną.

nieopisana ślamazarność Siedemnastu mgnień wiosny. klekotały. by na powrót zniknąć za linią wiekowych topól nad Cisą. Pięknoduchostwo . Tym razem za pomocą australijskiego cyjanku. Tamtego poranka w Tokaju. W mojej prywatnej i nieco obsesyjnej mitologii zielona Cisa zajmowała miejsce. stojąc na balkonie jakiegoś hoteliku. Nie mieliśmy o tym pojęcia.swojego pierwotnego kształtu. Tak sobie wtedy myślałem. a potem odfruwały. że smak szamorodni. okruchy. dla większego efektu wpuszczonego do rzeki przez jej rumuński dopływ. a tylko koniec Cisy. Białe ptaki przylatywały znad rzeki. piciem wina. Zisy i ziły. Podróżowałem w górę jej biegu i w dół. odpryski Rewolucji i wieczności. ale mnie to zupełnie wystarczało. Padał deszcz. i zawsze miałem irracjonalną pewność. Jest zielona. O pięknoduchostwie Któregoś dnia w Tokaju obudziłem się o świcie i wyszedłem na balkon. czyściły pióra. A przynajmniej koniec bocianów. lśniące i śliskie numery „Sputnika”. Lśnił bruk. W dole.nawet to półsenne o bladym świcie zawsze zostaje ukarane w jak najbardziej realny sposób. Ale jak zwykle stało się inaczej. To było nierealne i piękne. lśniły czerwone dachówki. Razem z rzeką Bodrog otacza masyw tokajskiego wzgórza. tak jak słowa nie odzyskają dawnych znaczeń. błyszczące od deszczu i ciche miasto wzięły w posiadanie ptaki. byłem u jej źródeł. jakie w popularnych legendach zajmował przereklamowany Dunaj. płynęła Cisa. Byliśmy zbyt zajęci teraźniejszością. naliczyłem osiem albo dziewięć bocianich gniazd. przysiadały. Łączyła wprawdzie terytoria tylko czterech krajów. harslevelu i furmintu jest w jakiś sposób związany z jej nurtem i jej istnieniem. Na mapie Europy biegnie bardziej niezdecydowanie niż inne rzeki. Krew Ludwika Swoją książkę poświęconą symbolice krwi Jean-Paul Roux kończy opisem ścięcia . kręta i kapryśna. Było koło piątej i całe miasto spało. Piąta rano przypominała łagodny koniec świata. Nie nastąpił żaden koniec świata. papierosami giewont i żadna nieśmiertelność nie mogła nas skusić. aszu. wśród ogromnych topól. Bardzo lubię tę rzekę. Puste. dmuchaniem żab przez słomkę.

gdy wiemy o nich tylko tyle. to arytmetyka podpowiada. która rozlała się obficie. To byty spokojne. Lecz to nie Ojczyzna zabiła króla. gdy pozbawione są imion i twarzy. Zmarli śmiercią naturalną żyją w naszej pamięci. do którego wrzucono kamień. w czas. To podsuwa myśl. chociaż nazywano go archaniołem rewolucji. którego początek wyznaczyła wskazówka spadającego ostrza. Przelanie krwi to rzecz poważna. Ludwik musi umrzeć. którzy spieszyli do stóp szafotu. by ową śmierć zrównoważyć. na Dantona. Idee nie noszą na sobie śladów krwi. Gdy opadł nóż gilotyny. do jego zrabowanej świętości. Wróćmy do zabitego króla. żeby ojczyzna żyła . Cóż. a potem na następnych i na następnych. dokonując krwawego chrztu . jakby kałuża na szafocie była jeziorem. Tak wygląda nietzscheański przełom w swojej egalitarystycznej i groteskowej postaci. Ten gest mógł nastąpić jedynie dzięki zmistyfikowaniu świadomości. bo trzeba. Była to zapewne wskazówka sekundowa Późniejsze wysiłki. musiały wchłonąć jego królewskość i boskość. niechaj tak się stanie’”. „pewien obywatel wspiął się na samą gilotynę i zanurzając całe ramię we krwi Kapeta. ufundowane na zgonie króla. że zrabowanej sakry wystarczy dla wszystkich do samego końca dziejów. aby otrzymać jej kroplę na czoło. i będziecie jako królowie . Zabić Boga i króla? W istocie dla pojedynczego człowieka i dla ludzi w ogóle było to niepodobieństwem. a tylko początkiem metamorfozy. grożono nam. nie może. I jeżeli boskość i królewskość nacechowane są nieskończonością. że w dziejącym się później spektaklu wszyscy jesteśmy aktorami . zniknąć.tak powinien zakończyć swe wezwanie ów gorliwy citoyen u gilotyny. Zrobili to ludzie w imię tych fikcyjnych bytów. Kat zawsze pozostaje w tajemniczym związku z ofiarą. Gdzie jest krew Ludwika? Powinna płynąć w naszych żyłach. bo życie. Są bezcielesne. Krew spadła na Robespierre’a. to i koniec nie jest końcem definitywnym. nawet na Saint-Justa.Jean-Paul Roux cytuje słowa Robespierre’a. I będziecie jako bogowie. pozornie przekraczających ludzką miarę. Bo przecież nowoczesna Europa i świat. Nie zabił go Naród ani żadna inna idea. ‘Bracia . Z zabitymi jest inaczej. nabrał jej pełne garście i trzykrotnie skropił tłum widzów. że byli. ukazały swój ludzki i groteskowy wymiar: Boginię Rozumu wprowadzoną do Notre Dame personifikowały aktorki z paryskich teatrów. a roztaczające się kręgi sięgały daleko w przyszłość.mówił ów obywatel. że krew Ludwika Kapeta spadnie na nasze głowy. którego pozbawił. w żyłach nas wszystkich żyjących po śmierci króla. być może przekraczało nawet wyobraźnię. złożyć na konto „innego boga”. ot tak po prostu.Ludwika XVI. Jeżeli jego początki biorą się z nieskończonego łańcucha kolejnych wcieleń i narodzin. Zupełnie tak. Wchodzą w związek ze swoim zabójcą i odradzają się we wciąż nowych ofiarach.bracia. przypominają ciała niebieskie albo całe konstelacje.

Potem wywozi zwłoki za miasto. Potrzeby Słońca i nasze potrzeby w dziedzinie ofiar wydają się nieograniczone. Boskość w ludzkim wymiarze jest jednak jedynie powtarzalnością. Ten. zwłaszcza w jej wizualnym wydaniu. każe rozstrzelać i zakłuć bagnetami. jesteśmy królami i zaprząta nas własna suwerenność. Katarzyna II na wieść o zgilotynowaniu króla powiedziała: Równość jest potworem. który zabija.. wideo przemawiają do nas najczęściej językiem krwi i cielesnej dezintegracji. „jucha”). wrzucone do nieczynnej kopalni i polane kwasem solnym. gdy wylewa się ze starych. mamy do czynienia ze zniszczeniem. W jej słowach wciąż możemy odnaleźć wiarę w oczyszczającą moc rytuału.odgrywającymi bogów i namaszczeni krwią króla. ta przelana przez nas krew carska (. w chwili. Śmietnik historii przestaje być metaforą. medialna śmierć wobec ograniczenia naszej wyobraźni i wobec swojego zastępczego charakteru musi wciąż powracać do punktu wyjścia i . by obejrzeć krwawy obrzęd. wszyscy jesteśmy królami. czyli obrazy z rodzaju gore (ang. tak jak niszczy się rzecz zbędną. Jednym z głównych tematów współczesnej masowej kultury jest sprawowanie władzy nad drugim człowiekiem aż po ostateczną konsekwencję. W odsakralizowanej rzeczywistości boskie prerogatywy muszą mieć wymiar czysto fizyczny. Od staroświeckiego westernu. gdy krew zaczyna płynąć szerokim nurtem. Dwadzieścia osiem lat później w Jekaterynburgu Jankiel Jurowski rezygnuje z jakiejkolwiek retoryki. która równa się unicestwieniu. telewizja. jest bohaterem najżywotniejszych gatunków współczesnej opowieści. Technicy materialistycznej rewolucji niszczą ciało władcy w sposób racjonalny i metodyczny. dobrze znanych. Film. przybiera realną postać kopalnianego szybu. przez filmy kryminalne i gangsterskie. Okropności więzienia i zesłania. płynie w naszych żyłach i znaczy nasze czoła. gwałty i okrucieństwa dokonywane na setkach i tysiącach naszych towarzyszy. Jesteśmy aktorami odgrywającymi rolę bogów. krew naszych męczenników . Sprowadza Mikołaja II z rodziną do piwnicy.wszystko zmywała ta chwiła.. chronionych rytuałem brzegów. w których codziennie zasiadamy. przez filmy katastroficzne.) . gdzie zostają poćwiartowane. Wizja milionów domów i tysięcy kin. Gdzie jest krew Ludwika. Jean-Paul Roux przerywa swoją opowieść o krwi na progu współczesności.tak pisze Wiera Figner o zamachu na Aleksandra II. sensacyjne aż po horror i jego wysublimowaną i najkrwawszą odmianę. Ekranowa. wojenne. przywodzi na myśl aztecką machinę ofiarną. Aleksandra i Mikołaja? Chcemy czy nie. który pragnie korony.

Jean-Paul Roux porównuje zamordowanie Ludwika z Męką i Ofiarą Chrystusa. Ten model kosmosu w ziemskiej skali jest o tyle pesymistyczny. że parareligijność kultury masowej odpowiada w pewien sposób plemiennej religijności danych czasów. Żywioły. nigdy dotąd nie formułowane wprost. odpowiada na pytania. nieskończonością wytwarzanych przez nią przedmiotów i dóbr a kulturą. Nieliczni mistycy niepokoją jeszcze niebiosa. klęski.zostały przeniesione w dziedzinę cywilizacji i kultury. przedmiotowej nadprodukcji. której zasadniczym obrazem jest rozpad. monstra. Telewizory. Wieża Babel wcale nie musi mieć wertykalnej struktury. Zniszczenie. Te boskie prerogatywy stały się własnością wszystkich. Kultura masowa. nie posiada zmysłowego konkretu. Wydaje się. Jej zasięg i powszechność da się porównać jedynie do zasięgu i powszechności religijnej wizji świata w minionych wiekach. że władza. symbole.. które wyświetlają zadawaną przez nich śmierć. co wytworzyła technika. destrukcja i śmierć. zaspokaja wszystkie pragnienia aż po te najgłębsze. opisywane przez kulturę mediów.kreacyjna i niszczycielska . obojętny obrót rzeczy. którą skradliśmy bogom. eksplozje. w świecie materialnej. . że masowa kultura natychmiast poddaje unicestwieniu to. Zaskakująca jest sprzeczność między kreacyjną siłą cywilizacji. które żyją tylko po to. może istnieć jedynie w świecie. broń .poszukiwać nowego obiektu. Jego mity. Wydaje się. Być może jest to jedyna rzeczywista ekumenia współczesnego świata. Znamienne jest. Daje pociechę. Bruce Lee jest Chińczykiem. Pomieszanie języków nie opóźnia już budowy Wieży Babel.nieustająca hekatomba rzeczy i ciał. McLuhanowska plemienność kultury dawno stała się faktem. herosi. nie musi sięgać nieba.. który wciąż się odradza. W istocie jest parareligią. która w centrum swojego zainteresowania umieszczała naturę z jej monotonnym kołowrotem narodzin i śmierci. kultura popularna. ale ich doświadczenie jest nieprzekładalne na język wspólnoty. że wyklucza myślenie w kategoriach eschatologicznych. pokrywają Ziemię mniej więcej tak dokładnie. w naszym ludzkim zastosowaniu przybrała aspekt negatywny. Rambo Amerykaninem. figury i przesłania są czytelne niezależnie od geografii. kręgów cywilizacyjnych czy religijnych. Rozpościera się horyzontalnie według planu wyzwolonych ludzkich pragnień. Obie funkcje natury . jak siatka równoleżników i południków. Język kultury masowej jest językiem uniwersalnym. James Bond Anglikiem. by stać się martwymi rzeczami. jak pragnienie unicestwienia i uczestnictwa w cudzej śmierci. kosmiczny.

że to. które tyle są warte w tej walce. co się wokół dzieje. bo otwierała nieznane wcześniej możliwości pozareligijnego. to było ono zupełnie inne. O Bablu i o Rembeku W końcu trafiłem na uzupełniającą lekturę w języku polskim do Armii konnej Izaaka Babla. jeden w kawalerii. w którym historia jest tylko wierzchnią i najcieńszą warstwą . że sami zmieniają się w jego przedmiot. którą opłakuje. gnije i odpada jak naskórek. miała być prawdziwym końcem czasu. niż chciałby widzieć autor. Z perspektywy chrześcijaństwa była to raczej „antyofiara”. by z powrotem trafić w to. W istocie obaj piszą coś w rodzaju traktatu geologicznego. co było. a tajemnica tego. . Kupiłem przecenione W polu Stanisława Rembeka. politycznych i historycznych sensów. co nadejdzie. drugi w piechocie. ich płynna migotliwa materia toczy się wspólnym łożyskiem. Nie jest to uzupełnienie idealne. o ile każda niewinna śmierć ma swoją prefigurację w Ukrzyżowaniu. którą warto jeszcze kontemplować. co powierzchowne. czy wręcz antyreligijnego. Pierwszy uosabia heroiczne zerwanie z historią. ponieważ sama Rewolucja. co broń bez amunicji. niezależnie od wszystkich swoich społecznych. ponieważ odkrył. Babel i Rembek przylegają do siebie jak dwie przeciwstawne połówki millenarystycznego rewolucyjnego mitu. istnienia wspólnoty. I u Babla. z którego trzeba się wydostać. Jeżeli ofiara Ludwika miała znaczenie religijne.po prostu ściera się. O tyle tylko uzasadnione. obaj mają świadomość. by w końcu rozdzielić się na oddzielne nurty. Obaj przypominają badaczy zafascynowanych eksperymentem do tego stopnia. przedmioty i strategie bezpowrotnie pochłania ziemia. W dodatku bili się po przeciwnych stronach i jakby tego było mało. Jego Kozacy są „jeźdźcami znikąd” i przypominają jeźdźców Apokalipsy. obaj po mistrzowsku uprawiają epikę rozpadu. Teraźniejszość jest dla nich odmianą piekła. i u Rembeka wspólnym i podstawowym doświadczeniem jest chaos. Rembek natomiast jest najczystszej wody dekadentem. bo pierwszy walczył w 1920 na Wołyniu. jest fragmentem gigantycznego procesu. ale godzi się na jej unicestwienie. Niemniej obie książki w jakiś szczególny sposób się łączą. jest właściwie jedyną prawdziwą tajemnicą. Jego piechurzy wloką za sobą przez pobojowisko swoje własne przedawnione historie i losy. że prawdziwe istnienie jest zawsze funkcją teraźniejszości. Nie ożywia ich żaden irracjonalny mit. a swoją siłę czerpią jedynie z przeszłości i z lęku przed przyszłością. a drugi w 1919 gdzieś na Wileńszczyźnie. w której ludzkie ciała.Zestawienie to jest tyleż efektowne.

. to zgoła inna sprawa.taką ją widział w czasie ośmioletniego pobytu w Paryżu.co innego jest mieć przeciwko sobie Franco czy Hitlera. podobnie jak Konsul. Titanium. że nosi w sobie ciężar odpowiedzialności za świat w ogóle..No więc trzeba ich czytać na przemian. Ytterbium.. „Kolebka kultury i obozów koncentracyjnych”. Dysprosium. które stanowiły o jego wyższości dawniej: przedsiębiorczość. zgwałcona bez zbytniego oporu przez faszyzm. na przykład. traci wszystkie te cechy. Porzucił Europę ze wstrętem. to cień przez Imperium rzucany był jeszcze całkiem długi. Palladium. Nobium. utkana z materii tak delikatnej. pęd do rozsądnego ryzyka. Berylium. że: Posłuchaj. Argon.) Thulium. zerkająca zalotnie w stronę komunizmu . Praseodymium (. wypełnia skrupulatnie dziesiątki formularzy.usłyszał Konsul swój głos . Andrzej Bobkowski mógł napisać jakąś odmianę Pod wulkanem. miał niewyrównane rachunki ze starą Europą. Wprost przeciwnie . onanizuje się biernym krytycyzmem i intelektem jako namiastkami życia i przejawia cały swój indywidualizm i przedsiębiorczość u czarnym handłu. a także cała resztę. oglądał jej chorobę. Tellurium. Samarium. Ale Konsul patrzył na Europę kilkanaście lat młodszą. Tborium (. Te znak: rozpoznawcze wygnania są mu zupełnie obce.stał się posłuszny Państwu i Państwom obcym. No i w dodatku nieszczęsna dusza Geoffreya Firmina.) Rhutenium. bo jeśli nawet nad Imperium słońce powoli zachodziło. Terbium. staruszku . Stoi dziś cierpliwie w ogonkach. W końcu. Nasza konkwista Z Gwatemali do Meksyku jest tylko krok. wielkimi dowódcami.) i mieć Columbium przeciwko sobie. Uranium. Tantalum... tęsknoty czy niezaspokojenia. rozsądne nieposłuszeństwo. tak sobie myślę. lecz nie widział jeszcze jej agonii.. Silicon. a gwatemalskie oddalenie nadało temu spojrzeniu jeszcze większej ostrości. Poza tym był Anglikiem. zdolność indywidualnego sądu. Yttrium. Vanadium. Viriginium. Xenon. Europejczyk zmienia się w barana. żeby nie wspomnieć o Europium i Germanium (. W pisarstwie Andrzeja Bobkowskiego nie znajdziemy śladów bólu. pozostawiając umarłym grzebanie umarłych. w małych . drżąca ze strachu przed bolszewikami. a to oznaczało. a nie. Mógł z daleka opłakiwać jej upadek i jak tamten pielęgnować w sobie poczucie winy wynikające z samego faktu bycia Europejczykiem. Szaleństwo w odróżnieniu od głupoty jest zawsze owocem napięcia między subtelnością ducha a ociężałością materii. Zirconium. ale mieć przeciw sobie Actinium. I cieszyć się. że obaj byli wielkimi pisarzami.

). . co działo się w kulturze europejskiej przynajmniej od początku wieku. Gdy myślę o przyszłości naszej cywilizacji. To jednak coś więcej i może warto tego bronić (Szkice piórkiem). Pozwala ona nie dostrzegać tego wszystkiego. o nieograniczonych możliwościach. indeksu. by zdobywać i cywilizować. W istocie były wyspami. o świecie. Logiczna Europa bez końca miażdży ducha młotami skrajności. Nie potrzebujemy Twoich kanonów. rozwalcie nasze domy. Kurtz też umarł i umierając.nie jesteśmy tylko jedną z wielu. wydaje mi się. z tych dwudziestu kilku cywilizacji. a potem Beduinów. że opuszczają tonący okręt. Wszyscy ci wędrowcy porzucali Europę pewni. Andrzej Bobkowski przepływa ocean i śni dziewiętnastowieczny sen białego człowieka o wolności. równorzędna propozycja albo wręcz weryfikacja ich własnego dziedzictwa. A w liście do Dalajlamy: Cierpimy na zgniliznę Rozumu. ale na pewno nie po to. psie . Znużyło go światło Europy. oswobadza go i znów zamyka (.. ale jako konieczna możliwość. I jeszcze Antonin Artaud. klechów.kombinacjach krótkometrażowych (Coco de Oro). Myślę (. to nie ma ona w sobie romantycznej aury kolonializmu. Anachroniczny i anarchiczny Andrzej Bobkowski: Rudyard Kipling i Conrad nie żyją od kilkunastu lat. przebiega raczej pod znakiem ideologicznych i politycznych interesów. ewolucyjny błąd czy rezerwat. Dotarł do Meksyku (znowu ten Meksyk). Jest coś wzruszającego w tej sienkiewiczowskiej naiwności. Archaiczny rytuał miał zastąpić umierające chrześcijaństwo. Nie . Tak jak wy odrzucamy postęp: przybądźcie. na których rozbitkowie Zachodu mogli znaleźć ocalenie. ale też i wcześniej. które minęły. Jeśli gdzieś ktoś myśli o ekspansji. A inne odległe kultury nie jawiły się im jako kuriozum. Paul Gauguin odpłynął na Tahiti. w którym cywilizacja nie cierpi na starczy uwiąd i jest narzędziem.. podsumował mijającą epokę jednym słowem: „zgroza”. że ten jeden epizod z W pustyni i w puszczy jest wspaniałym skrótem istoty zagadnienia. którzy spoglądają na nią ze wszystkich części świata. myślimy o innej wojnie.pisał Artaud w 1925 roku. by wśród Indian Tarahumara szukać lekarstwa na śmiertelną chorobę zachodniego świata. o Kalich.).. w rejonach nietkniętych cywilizacją białego człowieka. wojnie z Tobą. że Kali i Nel zaczęli szanować naprawdę Stasia Tarkowskiego od momentu. Rimbaud wyjechał do Afryki. a nie ograniczeniem. grzechu i konfesjonału. a wiodło przekonanie. w którym najpierw zastrzelił lwa.. Papieżu. pod znakiem omnipotencji Państwa i Państw. że prawdziwe życie jest „gdzie indziej”.

wciąż od nowa. nic więcej. Ostatni zapis Szkiców piórkiem nosi datę 25 sierpnia 1944 roku. Ekspansja nie była raczej możliwa.tylko rzeczy znajome. że jest w nim świat. lecz jedynie próbę odzyskania tego. Przytoczony końcowy fragment ma w sobie precyzję algebraicznego równania. Gdy papież Aleksander VI wykreślał linię dzielącą Nowy Świat między Portugalię i Hiszpanię. rozdarta i bezmyślna. żadnego materiału na przyzwoity mit. Ani złota. który pewnych rzeczy nie jest w stanie pojąć. Może dlatego. A jeśli nawet. trochę jakby mydłem no i Chesterfieldem. To są pierwsze wrażenia Andrzeja Bobkowskiego po przybyciu do Gwatemali i opisane w Coco de Oro. mgła i smutna pruskosłowiańska roślinność. Miała tylko powtarzać swą starą rolę w zmieniających się dekoracjach historii. ani mirry.konkretną i pragmatyczną. Trzymałem w rękach tego pierwszego papierosa o ulubionym smaku i wreszcie zapaliłem go. Pasjonujące u Andrzeja Bobkowskiego jest to. Amerykańska sanitariuszka pyta go.odpowiada. Amerykanie wyzwalają Paryż. Andrzej Bobkowski stoi na ulicy i z dziecięcą radością patrzy na żołnierzy żujących gumę. dawna kulturalna Europa. I dalej aż po listę marek i towarów dostępnych w sklepach. dlaczego płacze. Normalne życie. trzeba dziś z niej wyjechać (. Paradoksalna ta nasza konkwista. kupione w sklepie produkty opakowują starannie i odsyłają do domu bez dopłaty i napiwków.. Szkoda . Aby ją odnaleźć. co już znaliśmy: równina.. spokój. Jestem Polakiem i myślę o Warszawie . Nigdy nie opłakuje się przyszłości. nie przypomina rabunku. obcych czy nieznanych. których dotyka heroiczna i absurdalna śmierć. że jego niezgoda na „polski los” przybrała formę niezwykle . ani kadzidła . Nie dotyczy rzeczy innych. więc żadnych podniet dla wyobraźni. my mogliśmy co najwyżej zerkać z obawą na germański zachód albo z troską na wschód. to co byśmy tam znaleźli prócz tego. Wszak płaczemy tylko nad przeszłością albo nad teraźniejszością. I jeszcze geografia.) .uprzejmość. pocztę roznoszą także w niedziele i święta. Dziewczyna częstuje go papierosem i Bobkowski odchodzi.jak na pisarza . Tym. Bohaterska. wciąż od początku miała powtarzać swoją przeszłość. która zamienia się na naszych oczach w przeszłość. Paliłem go myśląc. co przez kaprysy historii zostało nam niejako odebrane. W jakiś dziwny sposób przypominają one opowieści naszych gastarbeiterów powracających parę lat temu z Niemiec czy Austrii.i dalej . można poświęcić łzy. że on sam nigdy nie był zmuszony do palenia niczego gorszego od Chesterfielda. Chwilę potem zaczyna płakać. Pachniał trochę wodą kolońską. jeśli sądzić po pismach. na Ruś.A czego w Gwatemali szukał Andrzej Bobkowski? Jego obrzydzenie. zmiany ilościowe. odebrane nim w ogóle to otrzymaliśmy. miało natężenie podobne do obrzydzenia Artauda. Andrzej Bobkowski nie żywił żadnych złudzeń co do Polski.

bo jaka orkiestra zniesie faceta. powinno napiąć. a w Gwatemali trafił na komunistyczny przewrót i zanim go stłumiono. paradoksalna. W Szkicach piórkiem wspomina swego ojca. Andrzej Bobkowski gra w innej orkiestrze. Tymczasem Francja i Europa zdradziły go i okłamały. wskazówka uporczywie dotyka umarłych wcześniej godzin. który był nie tylko kategorią przestrzeni ale kategorią czasu. No. Jedynie w zegarach. Podobnie w Coco de Oro. lotnisku w Lidzie. bo nie mógł Polski znieść. gdzie Indianie przypominali mu poleskich chłopów. lecz w gruncie rzeczy raczej teoretycznie. opartej w znacznym stopniu na konkrecie i obrazie.był wyjazd v daleki świat. Najwyraźniej miał w nosie wszystkie ojczyźniane i patriotyczne smaki. lecz obrazy są zapomniane i zakurzone. rozciągnąć nitki tęsknoty czy sentymentu. martwych. zeppelinom i niemieckim albatrosom. w prozie żywej. który potrafi grać jedynie solo. Może jeszcze w Paryżu. Chociaż nie. Czas jest wektorem i jego strzałka zawsze wskazuje przyszłość. więc ruszył w świat. nie roni się łez nad rozlanym mlekiem. Ten miłośnik Sienkiewicza. W Nowym Orleanie Zygmunt Haupt obmyśla i spisuje rejestry minionego czasu. zgodnie z prawidłowością psychiki. szefa sztabu 11 Dywizji Piechoty. Podczas wojny bolszewickiej umykająca dywizja została otoczona. W Szkicach piórkiem. co w języku cielesne. jako wykład błędów i szaleństwa. a dowodzący generał powiedział: „Panowie. którą miały zostać Stany Zjednoczone. proponowane przez pana generała.tak mógłby rzec. musimy teraz umrzeć itd.. niepowtarzalne i ludzkie. tym. ignorował całkowicie ideologiczne implikacje Trylogii. ironiczna wędrówka Andrzeja Bobkowskiego. Wyjechał z Polski do Francji. może raz Andrzej Bobkowski odwraca na chwilę wzrok. był przyszłością. frazą.. w poszukiwaniu jedynej i nareszcie prawdziwej miłości. Ojciec odpowiedział wtedy: Jakkolwiek wydostanie się z tej sytuacji. jest najprostsze. W Rio de Janeiro Julian Tuwim pisze Kwiaty polskie. niczym błędny rycerz. lecz rama lustra jest w całkiem polskim guście. W Buenos Aires Gombrowicz odprawia przed lustrem swoje minoderie. Nie reformuje się rzeczy niereformowalnych. Zapach. „wspomnienia jako takie” nie występują. Dla Andrzeja Bobkowskiego środkiem ocienia . politurowane śmigła. pobrzękiwał . malcwniczej. benzyny i rycyny. oszukańczych mechanizmach. zachwycony rozmachem.”..dosłownym i metaforycznym . może tam Polska absorbuje go w sposób żywy. przechadzał się po swoim domu.czasu i atłasu . to warto byłoby przedtem spróbować jakiegoś bardziej skompilkowanego środka ocalenia”. Uciekał przed komunizmem. chociaż gwatemalskie oddalenie.. jędrnością. które dla niego były jedynie absmakami. Lecz osiadł w Gwatemali. Dziwna. by przyjrzeć się dzieciństwu.

Historia bez porządnego mitu to jest w najlepszym razie nieco zhumanizowana nauka przyrodnicza. że w żaden sposób nie da się w niej ulokować marzeń. lecz była fikcją podsycaną dla celów propagandowych i politycznych tak długo. Historia polsko-ukraińska jest ostatnią ostoją heroicznej mitologizacji i chciałoby się mieć nadzieję. strasząc nudą kolejne pokolenia szkolnej dziatwy. W końcu Ogniem i mieczem Jerzego Hoffmana to nie jest zjawisko filmowe. Najpierw odruchowo. patrzył na leżącego na stole colta i przyznawał się sam przed sobą. wolną konkurencję. To jedyny przypadek. Natomiast czyta się to w sposób dobrze znany z dzieciństwa: bez przerwy sprawdzając. O płonącej Ukrainie Historia bez przyzwoitej legendy jest guzik warta. Piszę to wszystko niedługo po lekturze Na płonącej Ukrainie Władysława Andrzeja Serczyka. a herosi mają cechy na pół ludzkie. Czy kogoś tak naprawdę podnieca bitwa pod Płowcami? Albo szwedzki potop? Albo ósmy czy dziewiąty maja w Berlinie? Myślę. Spełnia poza tym wszystkie warunki. ile stron pozostało do końca. i wysyłała do Europy. aż mimowolnie zaczęła zmierzać w stronę tragikomedii. To solidna naukowa książka z sześcioma setkami przypisów oraz indeksem. gdy myślenie historyczne zatacza kręgi tak wielkie. oswojonym społecznie jako wzór na produkcję nielegalnego alkoholu. chociażby z tego powodu. Wydawałoby się. Dzieje się na krańcach świata. A on gdzieś w tropikach budował modele samolotów: małe spitfiry. że dzieło obejmujące tylko trzy lata (1648-1651) musi być drobiazgowe i akademickie. że Gregorym Peckiem to jednak nie jest. ćwierć boskie i ćwierć zwierzęce. rzeczywistość jest tam płynna. Nawet Grunwald jest tylko statycznym. Można ją zamknąć w podręczniku i tam na wieki pozostaje. małe hurricany. W dodatku nie ma w niej ewidentnych przegranych i zwycięzców ani w moralnym. którego guzik obchodzi przeszłość. ani w realnym znaczeniu. nieukształtowana. które zawsze jest niedopowiedziane. W tym czasie wyśniona Ameryka pakowała kapitalizm. tylko fenomen narodowo-massmedialny. puszczał je w błękitne niebo i idę o zakład. wszystkie te swoje cuda i wynalazki. że poza wyjątkami raczej niewielu. że śmiał się. . śmiał się jak mały chłopiec. Być może druga wojna miała podobną siłę. a potem z coraz większym żalem. dostojnym freskiem.nabojami w kieszeni. co nadaje jej cechy dzieła sztuki. że następnych nie będzie. że bierze w posiadanie całe obszary popkultury. Natomiast historia Ukrainy wciąż jest żywa. jakie potrzebne są legendzie. I w pewnym sensie takie jest.

szubrawców. Dowodzi partyzanckim oddziałem złożonym z typów spod ciemnej gwiazdy.O bohaterach W albumie Polesie. traktuje jak wodza i sędziego. Utracone dziedzictwo Zjawiają się jesienią. Jakby tego było mało. byłych „czerwonych”. Fotografie z lat dwudziestych i trzydziestych wszystkie zdjęcia są. Dowodzi tak dobrze. Archaiczność poleskiego świata nie zniosłaby koloru. Miejscowa ludność go uwielbia. zacząłem chwytać różnicę między bohaterem narodowym i bohaterem filmowym. Z dala ich sylwetki wydają się nieruchome i łatwo je przeoczyć w poszarzałym krajobrazie. Wybór dokumentów). bezkresne rozlewiska i zaduch roz-. wpatrzeni w gnijącą trawę łąk. by nieboszczycy nie włóczyli się po okolicy. płaski horyzont. Piszę to wszystko. i rzeczywiście najczęściej wyprowadza. co mu potrzeba. pustej przestrzeni dolin ich pozornie bezcelowa obecność sprawia nieco nierealne wrażenie. Trudno zresztą byłoby sobie wyobrazić. a mianowicie generał Stanisław Bułak-Bałachowicz. Tak wygląda współczesna beskidzka wersja inicjacyjnej podróży. bandytów. Pada deszcz i wieje wiatr. Jego ludzie idą za nim w ogień. Potem . I raptem zjawia się w tych dekoracjach postać żywcem jakby wycięta z najlepszych stron Armii konnej Izaaka Babla. bo Zaduszki obchodzi się cztery razy do roku. Idą bardzo wolno. czarno-białe. dezerterów. a na grobach kładzie ciężkie dębowe kłody. błoto. i by dużo o nim w gazetach pisali” (Sąsiedzi wobec wojny 1920 roku. byleby miał to. pasterze i bydło po kolana w wodzie. by mogły być barwne. że sam Marszałek wyraża się o jego atamańskich talentach z najwyższym uznaniem. W rękach niosą zwykłe plastikowe torebki. I wszystko dzieje się w nierealnym pejzażu Polesia. stogi na palach. pijaków i najzwyklejszych rzezimieszków. Przyjeżdżają z powiatowego miasta albo gdzieś z Polski. w porze. pewni. ponieważ oglądając ostatnio na ekranie Skrzetuskiego. W ogromnej. byłych „białych”. gdy opadły już wszystkie liście i całymi dniami snują się mgły. bagna. Polscy oficerowie uwielbiają go trochę mniej: „Mam wrażenie jednak. kokainistów. butwiejące drewno. że człowiek ten chętnie by służył u Chińczyków lub Cyganów. rzecz jasna. że ich z niego wyprowadzi. Latem 20 roku walczy z bolszewikami właśnie na Polesiu. grzanych moczarów. gdzie każda zmiana i dynamizm wyglądają na akt zgoła surrealny. Łapcie z łyka. w powietrzu aż gęsto od duchów.

czyli dzieckiem. Puste. Jeśli uważnie przyjrzymy się temu obrazowi.spada śnieg i przykrywa halucynogenne grzyby. musiały zyskać cechę niewinności. chyba że weźmiemy pod uwagę chwilowe samopoczucie tego czy owego opiumowego neofity. dzikie łąki są zarazem konkretem i metaforą. To nowe plemię zbierackie nie różni się od reszty swoich rówieśników. w prosty. Prędzej czy później każdy heroiczny mit zostaje przyswojony przez zgoła nieheroiczne masy. Nosi te same skórzane kurtki. de Quincy’ego i Witkacego możemy dzisiaj odczytywać jedynie jako dokumenty z historii kultury. matriarchalna wizja społeczeństwa czy Jin i Jang jako fundamentalna struktura bytu. Mamy tu do czynienia z dalekim odbiciem rajskiej sytuacji. tak jak własnością stały się kompleks Edypa. lucyferyczny i buntowniczy aspekt został całkowicie oswojony. Narkotyki. Zawsze stanowiły czyjąś własność i żeby wejść w ich posiadanie. walka płci. który był zarazem społecznym wyzwaniem. by bez śladu rozpuścić się w społecznej zawiesinie. czyli spustoszeniem cudzego ogrodu. narkotyk był piętnem i skazywał na egzystencję gdzieś poza społecznym nawiasem. Teksty Baudelaire’a. bez pośrednictwa kultury. a Timothy Leary skupia się na paramistycznej doktrynie LSD. We wszystkich tych . Przywołałem te dwa obrazy. Z kolei niewinność jest prostą pochodną przekonania. by w końcu stać się ich własnością. topografia i cel. ani tym bardziej niewinności. oznacza tyle. jest dobre. Nie było mowy o Edenie. Nawet William Burroughs w swoim Nagim lunchu obejmuje egzegezą tylko egzotyczny interior krańcowego uzależnienia. Być niewinnym. ponieważ dobrze ilustrują proces kulturowego oswajania narkotycznego fenomenu. na swoje osiedla i blokowiska. Rzecz odbywała się w obrębie cywilizacyjnych stosunków własności. Po prostu wyjeżdża się na wycieczkę autobusem albo samochodem rodziców. to dostrzeżemy w nim pospolitość i niewinność. dżinsy i zestawy kolczyków. Inna też była pora. jeśli miały się stać pełnoprawnym składnikiem kultury. trzeba było po prostu stać się złodziejem. Ówcześni argonauci byli widoczni i swój odróżniał swego nie na podstawie porozumienia czy intuicji. Dwadzieścia lat temu obraz wypraw po narkotyczne złote runo nie nosił cech ani powszedniości. Wraca do swoich miast. Maki nie rosły dziko. niezależnie od ideologii. gdy ogród Edenu zaspokajał wszystkie potrzeby: cielesne. która zawsze żąda czegoś w zamian. ekonomii i kończyła się swoistą ekspropriacją. że możemy osiągnąć spełnienie i satysfakcję poza cywilizacją. ale też duchowe. Taka zresztą po części miała być jego funkcja. Dawny demoniczny. co pochodzi od natury. że wszystko. ale na podstawie kostiumu. Niezależnie od umysłowej ekwilibrystyki. elementarny sposób.

ponieważ będąc z nim związani. Transgresja staje się artykułem równie powszechnym. Władza. Przekonanie o tym. Tylko pozornie należy do nas. począwszy od diety. w którym liczba wybranych z grubsza zgadza się z liczbą powołanych. Pozostaje nam jeszcze nasze ciało. historyczną lub społeczną. Nieprzypadkowo dezintegracja rzeczywistości metafizycznej zbiegła się w czasie z ekspansją technik multiplikacji widzialnego świata: począwszy od druku przez wysokonakładowe gazety. jest jednak niewystarczająca. a skończywszy na przebudowie struktury psychicznej. Surogatem zbawienia jest możliwość bycia kimś innym. najpóźniej dotarła do mas. jeśli ma być pełna. mieszkania. I jeśli elity są zdolne do wszechstronnej analizy. Świadomość. Strój i styl wyprowadzają nas z egipskiej niewoli codzienności. że sprawujemy władzę nad światem. zachowań społecznych i kulturowych masek. musi być arbitralna. ukrytej często pod kuszącą propozycją . powiedzmy. przez technologię zapisu dźwięku i obrazu aż po możliwość nieskończonego powielania sensualnych kopii rzeczywistości oraz interaktywność wirtualnej fikcji. Wolność w najpierwotniejszym znaczeniu jest zawsze wolnością od czegoś. czy też. że możemy bez ustanku ponawiać i odtwarzać świat. to masowi uczestnicy kultury przejawiają raczej zdolności pragmatyczne. Za pomocą przeróżnych technik możemy odmienić swoje ciało i ukształtować je według wybranego wzoru. że upadkowi transcendentnej rzeczywistości towarzyszy to. w istocie jesteśmy jego własnością. że opowiadają one głównie o sposobach przeistoczenia naszej osoby. Po prostu problemem mas zawsze było przetrwanie . Kiedy przeglądamy kolorowe magazyny. Chłodna frenezja współczesnej kultury masowej ma wyprowadzić nas z getta własnej osobowości jako czegoś danego i skończonego. duchową. którą mogły nam zaoferować żywot wieczny i zmartwychwstanie ciał. jak i odwrotnie. można odnieść wrażenie.przypadkach mamy do czynienia ze swoistą herezją kultury. Ilość fantomów przerasta liczbę żywych ludzi. Można ze sporą dozą prawdopodobieństwa założyć. W każdym domu każdego dnia na każdej szerokości mamy do czynienia z nieustanną reinkarnacją bytów. by poddawać się tyranii biologicznych ról. jak ogólnie dostępna oświata i opieka medyczna. że idea zbawienia i zmartwychwstania uległa wyczerpaniu. weryfikacji i syntezy. W końcu nie po to zyskaliśmy wolność. otoczenia. z heroicznym mitem. że ilość cyfrowych. Nieskończoność spełnia się ilościowo. a przekleństwo można równie dobrze uznać za wywyższenie. że możemy go w nieograniczony sposób ponawiać i powielać.wszystko jedno. czy chodziło o przestrzeń fizyczną. w którym żyjemy. celuloidowych i analogowych egzystencji spotkanych w jednym życiu zbliża się do ilości. Wszystko wskazuje na to. poznanych w najdłuższym nawet życiu.

Próbuję wyobrazić sobie religię świata. a te drugie łączy z tymi pierwszymi ścisłe. włożyć pod język. Skoki z mostu na gumowej linie. że ten jej rozdział dobiega właśnie końca. zapalić czy wprowadzić do żyły to są czynności bardzo proste i fundamentalne fizjologicznie. obietnice camel trophy i marlboro country spełniają w istocie rolę dawnych ćwiczeń duchowych i mistycznych podróży. Światłość na drodze do Damaszku objawia się jako własność powszechna. a pojęcie fikcji powoli traci swój sens. krew. by same dla siebie stanowiły interesujące towarzystwo. brzemieniem czy powinnością. Banał procedury sytuuje narkotyczny eksperyment blisko zwierzęcości. chociaż bękarcie. medytacji. strojami i wyszkoloną aktorsko załogą. by w jednej chwili przeistoczyć je z siłą pradawnego cudu. Po dwóch tysiącach lat ciało powraca z wygnania i próbuje odzyskać utracone na rzecz ducha dziedzictwo. a quasi-sakralność pierwszych doznań miesza się z demonizmem ostatnich. które przestały być darem. Wciągnąć coś do nosa. nauki i refleksji.„bycia sobą”. która bardzo chętnie wszystkie stare wartości opatruje znakiem przeciwnym. Ta gwałtowna rewindykacja ma w sobie bezrozumny radykalizm ludowej rewolucji. Spychana. Wydaje się. Substancje chemiczne po prostu wchodzą w nasze ciała. w ciemnych rejonach tremendum et fascinans. jako poszukiwacze złota albo więźniowie obozu koncentracyjnego z odpowiednią dietą. by emancypacja choć o krok mogła wyprzedzać alienację. że źródłem i narzędziem przekroczenia jest cielesność. język ich opisu zawsze błądzi gdzieś na pograniczu mistyki. Nareszcie jesteśmy właścicielami naszych organizmów. który nadciąga. Najprawdopodobniej będzie się składała z niezliczonej ilości intymnych obrzędów. możemy przebudowywać ich wewnętrzną strukturę. Błony śluzowe. to intuicji. pokrewieństwo. możemy w końcu zwielokrotniać nasze mentalne istnienia. sporty ekstremalne. Możemy formować nasze psychofizyczne powłoki. lekceważona. skóra. cielesność staje się centrum jeśli nie refleksji. pogardzana i przemilczana. przewód pokarmowy. Niezależnie od tego. pielęgnując wspomnienia mitycznych epok sprzed alienacji. Po prostu żyjemy w coraz większych jej skupiskach. możemy spędzić weekend jako odkrywcy w tropikalnej dżungli. religii i traumy. wydzieliny to antypody modlitwy. Na . co byśmy sądzili na temat rzeczywistego sensu doświadczeń narkotycznych. Jeśli mamy ochotę (i pieniądze). że cała energia popkultury skierowana jest na produkcję nieskończonej ilości gotowych do użytku wcieleń. Wszystkie aspekty człowieczeństwa muszą zostać odkryte i zbadane. ślina. Okazuje się. ponieważ byty realne splatają się w erotycznym uścisku z fantomami. Historia naszego gatunku polega w istocie na stopniowym przezwyciężaniu samotności i wszystko wskazuje na to. połknąć. Samotność wcale się nie zmniejszyła.

Nie czyniąc nikomu krzywdy.zmierza w jednym kierunku. by stworzyć powszechne i akceptowane zjawisko o zminimalizowanej toksyczności. a więc uczucia. ponieważ poświęcenie jest zbyt rzeczywiste. Przestrzeń metafizyki wypełni farmakologia. bramy. ale parodią nie jest. Porzuci nadzieję zbawienia w innym świecie.przykład mit czasów średniowiecza albo legendę przedhistorycznej wspólnoty plemiennej. w stronę udoskonalenia. Z drugiej strony jednak stan posiadania zawęzi się do obszaru własnego ciała i jego wygody. Pragnienie wyjścia poza własną monotonną biologię będzie być może jedynym śladem po istnieniu transcendencji. dzika i nieobliczalna fauna dilerów i pośredników. Wygląda to na demoniczną parodię fanatyzmu religijnego. które przeżywa się w pojedynkę. a zarazem katakumbowy żywot. a potem . publiczne toalety. Nigdy nie będziemy kimś innym. Ćpuny przypominają w pewnym sensie męczenników rodzącej się religii. W połowie lat 70 wyświetlili nam w szkole film pod tytułem Narkomani z młodym Al Pacino czy de Niro. ciemne przejścia. i jedynym na nie remedium jest mikstura złożona w połowie z katatonii i w połowie z karnawału. Podobnie jest z technologią . której nie gasi nawet widmo śmierci. co posiada. że granice naszych ciał i umysłów są nieprzekraczalne. Poszukiwały one powodów i mechanizmów istnienia na nieco staroświecki sposób. Okazało się. ponieważ nikt nie zaryzykuje straty wszystkiego. klatki schodowe. wiodą niewinny. piekło oczekiwania . speluny. W końcu ofiara składana z własnego ciała. Przy kontrolnym cofaniu tłoczka w szkle pojawiała się purpurowa krew. Historia każdej idei musi mieć swój heroiczny okres i nie ma powodów. nigdy nie znajdziemy się gdzie indziej. ponieważ łączy ją jedynie lęk przed utratą i nudą. że ewentualnie wszyscy będziemy bogaci. umieszczając je gdzieś poza konkretem ciała . No więc przyszła religia będzie samotna i narkotyczna.wszystko to składa się na obraz podziemnej egzystencji. Dworce. wspólnota ludzi bogatych jest najgorszą z możliwych wspólnot. zasyfione mieszkania. W kadrze pojawiały się kolosalne zbliżenia ludzkiego ramienia i strzykawki. Te dwie reguły . dla których opowieść o fenomenie masowego użycia narkotyków miałaby się rozwijać według jakichś nowych. rozjaśnianej od czasu do czasu lodowatą biochemiczną iluminacją.ideologiczna i technologiczna prędzej czy później spotkają się (właściwie już się spotkały). Oczywiście.na przykład w iluzorycznej sferze pamięci. Oddają swoje ciała we władanie niedoskonałych jeszcze substancji chemicznych z żarliwością. tak jak wcześniej zrobiła to psychoanaliza czy psychologia głębi. awangardowych czy absurdalnych reguł. życia i równowagi umysłowej sytuuje się dość wysoko w skali ludzkich przedsięwzięć. która głosi. Utopia społecznej rewolucji i obietnica religii ustępują przed dobrą nowiną ekonomii.

jaki zjawia się. których podstępne metamorfozy polegają na zmianie wzorów strukturalnych. Jego śmierć nie tyle była tragedią. niewytłumaczalnej fascynacji. Należy podejrzewać. A teraz weźmy Pulp fiction . Posługując się prochami. ale z drugiej ludzie. którzy się temu oddają. Pragmatyczny cel był jedynie pretekstem dramaturgicznym dla fabuły. odczuwaliśmy lęk. Strużka białego proszku wije się przez wytwory masowej kultury i wkrótce przestaniemy na nią zwracać uwagę. ale był to lęk pociągający. gdy mamy do czynienia z rzeczami dwuznacznymi. Narkotyk przestaje być „bohaterem”. Film najprawdopodobniej miał być dla nas radykalnym ostrzeżeniem i memento. Pomieszanie mechanicznej ingerencji w ludzkie ciało i oczywistej ekstazy sytuowało całą sprawę w mrocznych rejonach pokusy i upadku. W każdym razie obcowaliśmy niewątpliwie z tajemnicą. ponieważ z ekscesu zamienia się w oczywistość. by zmienić go w absurd. Gdy Uma Thurman ma zamiar umrzeć. Bohater Znikającego punktu jechał donikąd.film równie kultowy jak niegdyś Narkomani. staje się rekwizytem podobnym do szklaneczki whisky w westernie. jak się później okazało. ale dlatego. że w bardzo wielu wypadkach rozmowa w naturalny sposób zbacza w stronę narkotyków. uzależnienia. to nie na skutek używania narkotyków. Nakładała się na to jeszcze cała hipisowską mitologia skutecznie mistyfikująca rzeczywisty obraz. ze smokami psychoz i z czarownikami. nieodpartych powodów.tłoczek wędrował do przodu i de Niro (czy też Al Pacino) prężył się i wiotczał w rytm heroinowego kopa. Sytuują się gdzieś między banałem codziennej czynności a burleską. Kto wie. które nie jest uwięzione między przyczyną i skutkiem. Gdy przyjrzymy się wywiadom z herosami popkultury. że nasz Kowalski jako medium w swojej popmistycznej podróży używał amfetaminy lub jej pochodnych. robią to z jakichś głębokich. Jeśli dzisiejsi bohaterowie w ogóle wałczą. Niektórzy jednak. ponieważ chłopcy z zawodówki w większości byli ostoją tradycyjnych wartości i woleli uwalać się za pomocą sprawdzonych przez pokolenia alpag. udanych i nieudanych prób wyjścia z nałogu. Sekwencje z używaniem narkotyków w żadnym wypadku nie niosą w sobie niczego pociągającego czy tym bardziej groźnego. Pedagogiczny wysiłek trochę mijał się z celem. która zagęszcza banał. . czy nie od niego i jego białego dodge’a wzięła się nazwa „speed” na określenie tej grupy substancji. ile wyrazem akceptacji dla istnienia w stanie czystym. że myli jej się kokaina z heroiną. zamiast strachu i zdroworozsądkowej refleksji doświadczyli raczej dziwnej. istnienia. dostrzeżemy. pozwalał swojemu umysłowi i ciału zanegować związek czasu i przestrzeni z własną biologią. to z demonami chemii. Oczywiście. Bo oto z jednej strony obcujemy ze zjawiskiem złym i potępionym.

że wyobrazimy sobie środek. sen. Bezmierna melancholia strefy umiarkowanej. poczucie daremności wypełnia duszę jak poroniona wersja imperatywu kategorycznego. Rzekami spływa to. w jakie wikła nas rzeczywistość. które cieszą się najwyższym społecznym uznaniem. Smutek Słowiańszczyzny. że fakt używania narkotyków przynajmniej teoretycznie nie jest akceptowany społecznie. Nieustanna dyspozycyjność. Tak. Co skrzętniejsi zapisują na kartkach sprawy do . Narkotyk nie służy już do zrywania opresyjnych przyczynowo-skutkowych więzów. O środkowej Europie W marcu. której nie wspomagane niczym ludzkie ciało nie jest w stanie złożyć. mokre w suche. Nie trzeba nic prać. Wręcz przeciwnie .jest wykorzystywany do tego. a jasne w zachmurzone. który umożliwia nam nieprzerwaną i wydajną pracę przez. ale aberracją stworzenia. są możliwe do osiągnięcia w znacznym stopniu za pomocą narkotyków. „kreatywność”. prosta bezczynność byłyby z tego idealnego królestwa raz na zawsze wygnane. gdzie powinien trwać suchy ląd. Oczywiście. Rano U Basi siedzą chłopy i tylko palą. ponieważ całkiem opuściło ich pragnienie. i odwrotnie. Ich cele są jak najbardziej pragmatyczne. że arkadia dzieciństwa jawi się raptem jako krótki humorystyczny epizod. prąd bez przewodnika i wikt bez opierunku. gdy zimne bez przerwy zamienia się w ciepłe. aktywność. woda stoi tam. gdzie gdy coś się zaczyna. Wystarczy. gdy spływają śniegi i wieje mokry wiatr. i żadna ostateczność nie jest ostateczna. natomiast cele.Tych samych środków używają dzisiaj uczniowie.wszystkie fetysze rozwiniętej cywilizacji . że ze swoją linearną i progresywną wizją egzystencji nie jesteśmy koroną. uzupełniony jakimś udoskonalonym prozakiem umożliwiającym równie intensywny relaks i wypoczynek przez dwa pozostałe dni. Kury grzebią w śniegu. powiedzmy. co powinno leżeć na brzegu. by te więzy zacieśnić. Spod białego i okrągłego wyłazi bure i zgniłe. intensyfikować i pogłębiać. nieefektywny ruch. a wokół tylko monotonny horror przyrody. a Gary Glitter w słowackim radiu „Rebeka” sprawia. konkurencyjność . kilka tysięcy lat tradycji judeochrześcijańskiej nie może sprostać lekturze magazynu „Brum”. pięć dni w tygodniu. z którego nie płynie żadna nauka prócz tej. Środkowoeuropejski spleen czterech pór. ekspansywni ludzie interesu. Bezimienne desygnaty snują się z kąta w kąt. Środek marca w środkowej Europie to jest potencja bez formy. bo i tak bez przerwy się brudzi. W takie dni Makarenko dziwnie przypomina Płatonowa.domagają się ofiary. to zaraz kończy albo zmienia w przeciwieństwo. studenci i młodzi. Paradoks polega na tym.

I nie była to żadna metafora. jakby nie wiedział. Wolne żarty! Starość! Ktoś widać przez ostatnie pięćdziesiąt lat niie wychodził na ulicę. Ktoś tu najwyraźniej chce popsuć zzabawę. to zobaczyłbby. bez wyraźnego spadku formy? A Barbie? A owca Dolly jako niezaprzeczalna zzapowiedź owczej nieśmiertelności? A królik Bugs? A Walt Disney z frekwencją większą niż kościół katolicki i i protestancki razem wzięte? Starość? Nie ma. w dniu wstąpienia Polski do NATO O starości i śmierci Starość .załatwienia. Świat wygląda na zaczęty i nieco zaniechany. że jak okiem sięgnąć nie widać ani jednego starego auta. bo śliskie. Pokręciły się nad okolicą i pofrunęły z powrotem. która podpowiada.co za obłąkany temat na koniec XX wieku. bo z tymi wilkami przez całe swoje życie miał do czynienia. że wobec śmierci powinniśmy stanąć tak samotni i nadzy. to oczywiście błazenada. ziemia usuwa się spod stopy. Albo Michael Jackkson: od czterdziestu lat śpiewa dla dwunastolatków. gdzie wetknęli te świstki. którzy nie posiadają zbyt wielu nowych rzeczy. to się wymyka. 4. że całkiem stare wygląda jak nowe. a kandydatom przed wyborami ubywa dwadzieścia lat w senssie cielesnym. żadna retoryka. a trzydzieści w duchowym. 2. aż się znudzą szczekaniem. to ściąga ci się skóra na tyłku. Nie będzie. Tak. 12 marca 1999 roku. albo James Bond poza tym. gdzie spojrzeć. Albo taka Elizabeth Taylor: z całkowitym powodzeniem może grywać własną córkę. Została odwalana. 6. ale my potrafimy tak się zakrzątnąć. lecz zapominają zanotować. czego nie dotknąć. ponieważ od piętnastu lat mieszkam wśród ludzi. że już nie strzela z walthaera PPK. Ale jednocześnie jest w tych słowach błysk głębokiej intuicji. że gdy się uśmiechasz. Nawet listonosz przestał bać się naszych psów. jak w dniu . 3. Siedzi po prostu na motocyklu i czeka zrezygnowany. mgła zasłania widok. wszystko po staremu. że nareszcie wynaleziono krem przeciw zmarszczkom tak skuteczny. Gdzie stąpnąć. niech je zjedzą wilki”. może trochę pojechało do nas. Pisane w piątek. bo jakby wyszedł. No. 5.rolnik i pasterz gdy był już pewien własnej śmierci. Gdy umierał jeden z moich sąsiadów . Z południa przyleciały dzikie gęsi. powiedział do żony: „Wygoń owce do lasu. A viagra? A Rolling Stonesi? A zmartwychwstały VW garbus? A callanetics? A aerobik? A yuppies? New OMO? A Fukuyama i Koniec historii? A Rocky 1. gdy wszystko idziee tak dobrze i zapowiada się największy karnawał w dzziejach ludzkości. to oczywiście pamflet i paszkwil. a niektóre z nich starzeją się i umierają wraz z nimi.

Obraz dziecka udającego osobę dorosłą jest trochę wzruszający i trochę smutny. że w chwili śmierci będziemy przynajmniej ładnie i młodo wyglądać. ponieważ w . Niewykluczone. Nic więc dziwnego. żyjemy w teraźniejszości. Kurt Cobain czy Jim Morrison umarli przecież niczym młodzi bogowie. Ani rozpacz.zostały nieoczekiwanie. i teraz przedmiotem handlu mogą być już tylko nasze ciała.dadaizmu czy futuryzmu . będziemy się starzeć. ale trzeba pamiętać.narodzin.przynajmniej od czasów Fausta . Ktoś dojrzały bądź starzejący się i próbujący uchodzić za kogoś młodszego jest zawsze żałosny. Będziemy z nich korzystać. Współczesna kultura w upiornym strachu przed śmiercią usunęła całkowicie ze swojego imaginarium wyobrażenie starca. Już teraz żyjemy w świecie. Będziemy umierać jako durne dzieci. i niewykluczone. Wobec naturalnej śmierci.te owoce upływu czasu. czci herosów. Oczywiście . Owszem. gdyby pozwoliła swoim dzieciom żyć z piętnem tchórzostwa czy chociażby śmieszności. będącej owocem starzenia się. Nasza egzystencja staje się na powrót zwierzęca. Ale w końcu obietnica. przyszłość nie przypomina już o śmierci. spełnione przez popkulturę. że istotą faustyzmu nie była młodość. przez co w gruncie rzeczy jest istotą nieśmiertelną. Może budzić współczucie. Ta lekcja udzielana niegdyś przez ludzi starych została we współczesnej kulturze zapomniana. Szepcząc swoje magiczne zaklęcia. że wciąż żyją.są zastępowane nieograniczonym dostępem do wszystkich możliwych informacji. a tylko o nieustannej aktualizacji naszego stanu posiadania. że nie umarli bądź zmartwychwstali. o ile zwierzę nie ma pojęcia. w którym mądrość czy doświadczenie . taki mitologiczny zabieg byłby niemożliwy. że Faust dokonał transakcji w imieniu nas wszystkich. o tyle. Postulaty awangard artystycznych z początku wieku . Dlatego tak powszechne są legendy o tym. tak jak zwierzę korzysta ze swojego instynktu. W końcu byłaby macochą. lecz zawsze towarzyszy temu lekka pogarda. ani lęk nie mają do niego dostępu. składając w ofierze swoje nietknięte jeszcze zębem czasu ciała. a tym samym oddala widmo śmierci jako czegoś powszechnego i nieuniknionego. w świecie pozbawionym zaświatów staje się dość kusząca. ani zwątpienie. czyli starzenia . Oto rodzimy się bez żadnej przeszłości. którzy umierają młodo. że cała energia pochłaniana jeszcze nie tak dawno przez religię czy metafizykę zostanie wykorzystana do stworzenia zupełnie nowego typu świadomości. skąd przychodzi i dokąd podąża. ale nie mentalnie. Dlatego nawet starcy mogą być piękni i młodzi. tworząc z umierania zdarzenie wręcz hedonistyczne. że kultura musiała radykalnie zerwać ze swoim dziedzictwem. Z ludzkiego punktu widzenia jest to bardzo kuszące. jaką zwykle okazuje się tchórzom bądź ludziom pozbawionym godności. jako młodzieniaszkowie. ale cena. jaką się płaci za jej odzyskanie. groteskowo i dosłownie.nie jest to niczym nowym.

będzie miało znacznie większą wartość od tego. Na zapleczu dudnią pełne beczki. nie żyła w biedzie. towarzyszy mi w wyobraźni bardzo prosty obraz: Moja babka była wieśniaczką. Jej twarz i postać nie podlegały zmianom.superszybko zmieniającym się świecie nigdy nie osiągniemy dojrzałości. Przypominają .nie będziemy potrafili umierać. wydawałoby się. ktoś to „umieranie” będzie musiał wykonywać za nas. Wieczorem rozmawiałem z nią. spokojnie i niezauważalnie. Tak sobie ją wyobrażam. Tak sobie zażyczyła. nigdy nie próbowała się w jakikolwiek sposób odmładzać. pierwszym zimnym. Oczywiście. Pamiętam spokój pomieszany ze smutkiem. Zanim zdążymy odpowiedzieć sobie na pytanie „po co żyliśmy”. Niewykluczone. Całe życie spędziła w drewnianym domu na skraju wsi. Umarła we własnym łóżku. ponieważ minione w żaden sposób nie będzie przydatne w przyszłości. a rano już nie żyła. Nad kontuarem lśni wypolerowane złoto piwnej armatury. Udadzą się raczej do swoich dzieci. Mężczyźni siedzą przy stolikach. Starzała się równo. Sądzę. Nie pamiętam strachu ani jakiejkolwiek „grozy śmierci”. Jeśli nie będziemy umieli się starzeć. W kącie sali stoją automaty. bo to one będą nadążać za nieustanną zmiennością. zamierzchłym świecie. że to szpital. a co za tym idzie . dawno już będziemy martwi. ale też. w odróżnieniu od śmierci. Spałem w pokoju obok. Nigdy nie zaznała dostatku. O graczach W powiatowych piwiarniach pełno jest już przed południem. nieruchomym ciałem. nigdy nasz umysł nie zdoła stworzyć w miarę stabilnego obrazu rzeczywistości. czyli naszych wnuków. że po prostu taka myśl nie mogła powstać w jej głowie ani w ogóle w tamtym. a próżne pobrzękują. jak sięgam pamięcią. we własnym domu. chociaż mogła umrzeć w szpitalu. dzieląc uwagę między gadu-gadu a telewizor zawieszony wysoko nad sufitem. że będzie to jakaś rewolucyjna oferta na wciąż poszerzającym się rynku usług. Nasze dzieci nie przyjdą do nas po jakąkolwiek radę. Od tamtej pory śmierć ma dla mnie twarz i wygląd mojej babki. Była pierwszym martwym człowiekiem. budził w niej paniczny lęk. Gdy snuję te na poły czarne i na poły groteskowe wizje. co było. W stalowych butlach syczy sprężony gaz i drżą czerwone wskazówki manometrów. co aktualne. W powietrzu wisi szary dym. jakie oglądałem. Zdaje się. że to. Chociażby dlatego.

Aluminium. Fikcja telewizyjnego ekranu nikogo nie obchodzi. że się przegra. W oczach ma łzy. Ta fotografia z trzydziestej piątej strony albumu jest najprawdopodobniej czymś w rodzaju przepowiedni. Znaki codzienności zyskują wyrazistość hieroglifów: białe kafelki w szpitalu. Wygląda to tak. kostropaty. że tła fotografii są bez wyjątku banalne. Tekturowy samolot Na tle dwuskrzydłowych drzwi stoi mały chłopiec. Wtedy wstają od stolików. krótkie majtki i sznurowane buciki.maleńkie wieżowce Las Vegas porzucone na galicyjskiej wyżynie: błyski neonów i reklam. (. Mężczyźni czekają. jakby służyło czemuś innemu. Strata pieniędzy. gdy w okienkach migają wisienki. kolorowe światła. . Me lubiłem fotografować się. ponieważ tylko mężczyzn interesuje strata sama w sobie. Na ziemi czekają na nie konstrukcje równie przemyślne i skomplikowane. zatrzasnął drzwi i zostawił za sobą coś. jak na dzieci. jest to „przepowiedź po czasie” . że soczewka aparatu mnie zastrzeli. których wszyscy już kiedyś doświadczyli. a sami przeszukują kieszenie. ponieważ wciąż opowiada się stare historie albo wspomina wczorajsze przygody. jabłka i gruszki. aż zwolni się miejsce. „barankowy” tynk w Kersku. strata zdrowia i najtańszy hazard. Prawdziwe życie zawsze było zabawą mężczyzn. czyli strata czasu.coś. Barmanka za kontuarem patrzy na nich wszystkich obojętnie.. czyli prognozę pogody. plastik. okaże się. co go bardzo poruszyło. Głową nie sięga nawet do klamki.) Wydawało mi się. ale tutaj wszystko jest umowne. przejeżdżają samochody i trwa kolejny świat. Ręce splótł za sobą w całkiem dorosłym geście. wrzucają żetony i gdy ich zabraknie. gdy przeniesiemy uwagę z twarzy pisarza na jego świat. we Włoszech kawałek ceglanego muru. jakby bronił wstępu do pokoju albo też właśnie z niego wyszedł. Za oknem przechodzą ludzie. rozmowy niczego nie uczą. Tak. szkło. porąbane i ułożone drewno plus grube wełniane skarpety. tomcaty i thunderbolty po miliard czy ileś tam dolarów sztuka. robią miejsce następnym. chociaż wszyscy patrzą. w barze Świat znowu kafelki. Oczywiście. Gdy zmienimy nieco głębię ostrości. Podobnie jest z grą: wiadomo. Ma na sobie jasną koszulkę. elektroniczny bulgot. podchodzą.. a to z kolei łączy się z meteorologią tytułu Pamiętam jedynie dni słoneczne. Potem na ekranie zjawiają się te wszystkie harriery. lecz gra się dalej. zblakłe zdjęcia na ścianie robotniczej pakamery. które już nigdy się nie zmienią. co jakimś cudem zmienia się w czeską predpoved’ poćasi. Nigdy nie przychodzą tutaj kobiety. nerwowy puls rozczarowania i nadziei.

gdy za pomocą skończenie ziemskich środków odrywa się od ziemi. Wszystko wskazuje na to. Takie tabliczki wiszą we wszystkich szpitalach świata. Za nim na ciemnej ścianie przybita jest tabliczka: „Udrzujte c. duszy czy widzenia rzeczy takimi. O wypoczynku . Podobnie zresztą jak w żadnym innym. Zmęczona. przez które świeci. nicuje.sztachety. największą samotnością. sztukuje zgrzebne zasłony i firanki naszych dni. jakie są. Ale je:st przedostatnie. Wtedy. To też przecież wychodzi na jedno. Ascetyczność tego świata jest spełnieniem proroctwa pierwszego zdjęcia z odrapanymi drzwiami w tle. co najprawdopodobniej jest jedyną ludzką transcendencją. widać most Karola. Hradczany i resztę świata od Kladna aż po Nymburk. szyfony i jedwabie. by do końca zerwać cienką nitkę wiążącą ich ze światem. powszedniość. będzie z wami to dziecko z waszej pierwszej fotografii.. I to jest taka sama prawda jak ta. by zataczać corzz większe kręgi i znajdować coraz mądrzejsze sensy. a potem i tak powracamy pod te same drzwi i nie wiadomo.. a może i po to. wabi i zniewala to niewypowiedziane coś. szpitalna biel z przyciskiem dzwonka. żeby ochronić was przed ostatnią. Jak przystało na Mistrza. a Praga i rzeczywistość wymalowane są na prześcieradle. konewka. A na stronie sześćdziesiątej ósmej jest zdjęcie wyjątkowe. życie od poniedziałku do soboty zostały ujęte w cucowny Hrabalowski nawias. aż przemienią się w rozfalowane. aco w metaforyczny. stryj Pepin siedzi na miejscu perwszego pilota. Codzienność. Ostatniego zdjęcia w tym albumie nie ma. opuszczone powieki i podniesiona do czoła dioń o pomarszczonej skórze. Obaj trzymają w rękach litrowe flachy wina dla odwagi.”. Rzecz dzieje się przed obiektywem fotografa. że do nieba może was zabrać tylko tekturowy samolot. czy zamknęliśmy je już za sobą. pochylona twarz. rozmigotane tiule. że pustka jest źródłem wszystkich słów. Oto Autor i stryj Pepin le:ą samolotem. Wykonany jest pewnie z drewna i tektury. o przecież wychodzi na jedno. płot. czy po prostu boimy się je otworzyć. Na tym „c” kadr się urywa. to i w Kersku jest Kilimandżaro. gdy fastryguje. Zachowujcie czystość serca. Jest w nim cały Hrabal ze swoją hand-made mistyką. Samolot jest jednosilnikowy i ma stałe podwozie. w tej ostatniej chwili. Jakby się drapał albo martwił. ale na pewno chodzi o „cistotę”. W dole jest Praga. Bardzo lubię to zdjęcie. mówiąc: jak się człowiek schleje. że rozwijają się jak spirala z pępka próżni. ale też dosłowny sposób ujęła jedni z jego literackich postaci.

zaludniały ją jedynie pędzące samochody. to znów jaśnieje jak szron albo śnieg. bo już spać nie mogę. deszczu i wietrze niczym średniowieczni kosiarze. Kwitnąca tarnina to niemal znika. Wygląda na to. suną chmury. która w południe zawsze robiła wrażenie wymarłej. Ta przyrodnicza niechęć do bezruchu przypomina bezsensowny wytwór rozwiniętej cywilizacji. Wsparci na łopatach. na zamiejskich spłachetkach będzie katować swoje ciało w skwarze. Wszystko razem przypominało jakieś afrykańskie safari. . a mianowicie tak zwany czynny wypoczynek. Wszyscy byli krótko ostrzyżeni. słoneczne plamy spływają po niej jak zajączki. pasażerów. głupia i odporna na Logos natura tego nie pojmuje.odpowiada.Wstałem. Ich ciała były opalone na brąz. Natomiast czas odpoczynku będzie przypominał coś w rodzaju znojnej rolniczej krzątaniny z Brueghelowskich obrazów. wieje wiatr. stali strażnicy w szarych mundurach. na trawniku oddzielającym tory od jezdni. Wagon sunął bardzo powoli. Od rana przejechały dwa auta i przeszedł jeden człowiek. Tramwaj jechał ulicą Stalingradzką. wewnątrz mózgów krążyć będą tylko elektrony. gdzie turyści w szczelnie zamkniętych samochodach . Stara jak świat idea odpoczynku trzyma się tutaj całkiem dobrze. szczupłe. a obok szyn stał nieruchomy szpaler mężczyzn. W coraz dłuższe weekendy coraz liczniejszy homo electronicus na maleńkicłvskrawkach natury. tak samo jak we wszechświatowej sieci informacyjnej. a drzewa gną się to w tę. Na razie spotykam na drodze sąsiada na leniwej niedzielnej przechadzce i pytam. że niegdysiejszy wysiłek staje się wytchnieniem. gdy byliśmy zdani wyłącznie na własne mięśnie i niszczycielskie kaprysy pogody. Święto jest zaniechaniem czynności.A nic . . Stali i patrzyli na nas. Tak będzie. uwięzionych w przezroczystym pudle pojazdu. nadzy do pasa. Wzdłuż ciał.Wieje wiatr i powietrze monotonnie przemieszcza się na wschód. ten i ów miał budowę prawdziwie atletyczną. Wizja podziału czasu w społeczeństwie przyszłości jest tyleż przeraźliwa. zmienia odcienie. Czas pracy będzie porą zupełnego bezruchu. Dalej. co słychać. Natomiast w dole panuje niedzielna nieruchomość. to w tamtą stronę. Znad chmur od czasu do czasu przeziera ruchliwe światło. Cień Roberta Damiensa To było w połowie lat siedemdziesiątych. W pewnym momencie tramwaj zwalniał. zaprzeczeniem kinetyki i tylko ciemna. co groteskowa. Na odcinku kilkuset metrów naprawiano torowisko. niektórzy mieli tatuaże. niektórzy w pomarańczowych kamizelkach włożonych wprost na gołe grzbiety. Góra Uherec pstrzy się. I tyle. a praca przybiera postać uciążliwego lenistwa. Woda płynie.

a następnie polewano rany wrzącą driakwią. którą dokonał zamachu. gdy mówi: nie chcemy skazywać króla. w którym ironicznie i przewrotnie wywodzi. jej nieprzekraczalność. To wszystko odbyło się na mocy wyroku sądowego w roku 1757 w Paryżu na placu Greve wobec licznie zgromadzonego tłumu. że kiedy podniósł tors. zaprzęgając do rąk i nóg szóstkę koni. Michel Foucault swoje rozważania o metamorfozach kary rozpoczyna od opisu egzekucji Roberta Damiensa. W ziemskiej hierarchii król był reprezentantem Boga. ten żył jeszcze. Liberte i Egalite są wolnością i równością wszystkich ludzi wobec siebie. Damiens zaatakował króla scyzorykiem. której dotąd żaden człowiek nie dokonał: sądzą Boga w osobie króla. Jeden z oprawców powiedział nawet jakiś czas potem. lokaja Ludwika XV. bo do końca wzywał imienia Pana i prosił księży. chcemy go zabić.. jeżeli chcecie stać się republikanami. które jednak okazały się zbyt słabe. Francuzi. był szczytem ludzkiej piramidy. W zamian za to ogniem i siarką spalono mu rękę.jadą pośród pozostających na wolności drapieżników. Lęk i zarazem fascynacja wytrąciły nas z rutyny. by modlili się w jego intencji. Od tej pory wszystko toczy się już bardzo szybko. Damiens utracił najpierw ciało. jakiej powinien wyrzec się nowy ustrój.. Wraz z zamordowaniem króla władza przestała mieć jakąkolwiek boską sankcję. ramion i piersi. Dokonują rzeczy. jeszcze jeden wysiłek. więc nie ma jakiegoś specjalnego powodu. Podnieść na niego rękę znaczyło mniej więcej tyle. i dopiero kat Samson nożem oddzielił kończyny od tułowia. Na dobrą sprawę żadna z możliwych kar nie równoważyła ciężaru podobnej przewiny. lecz najprawdopodobniej ocalił duszę. żeby pragnienia i zachowania dotąd uważane za . Co rozdzielała? Dobro i zło? Normalnych od obłąkanych? Zdrowych od chorych? Szczęście od pecha? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. a wraz z nią pamflet pt. potem życie. a granica. Jak by nam się ta kara okrutną wydawała. Jeżeli tamci na zewnątrz byli rzeczywistymi więźniami. tkwiącym już właściwie w niebie. żeby go rzucić na bierwiona. co porwać się na samego Stwórcę. To w roku 1757. Ta szyba była na pewno jakąś granicą. a potem w zapomnienie powinny odejść wszystkie inne kary. że pierwszą rzeczą. Na koniec usiłowano rozerwać ciało. przez nieskończenie długą chwilę też byliśmy więźniami sytuacji. podróżni. wyrywano kleszczami kawałki ciała z ud. Pomiędzy nami była szyba. zawsze uruchamia wyobraźnię. to jednak w ówczesnym porządku prawnym była odpowiednia do ciężaru zbrodni. jest kara śmierci. W 1795 roku markiz de Sade publikuje Fibzojię w buduarze. Ledwo go drasnął. to my. i tylko jeden Danton wydaje się mieć odwagę przyjęcia całej prawdy tego faktu i zarazem całej odpowiedzialności. W 1793 roku Francuzi skazują Ludwika XVI na śmierć.

Wkrótce nawet te narzędzia znikną z publicznych placów i skryją się za podwójną zasłoną więziennych murów i tajemnicy. okrągły budynek jest podzielony na cele. pozostawianą dotąd w spokoju. postulując zniesienie wszystkich kar. kształtuje się ich osobowość tak.kary ekstremalnie cielesne..architektoniczny projekt więzienia doskonałego wymyślony przez Jeremy’ego Benthama. Ustawiony w centrum miasta szafot przestaje symbolizować władzę i sprawiedliwość. że vacuum grozi katastrofą co najmniej w takim wymiarze. Żeby uniknąć pułapki. co psychiczną korekcję i produkcję nowego człowieka. pozwalające światłu przenikać celę na wylot. . fizyczna odpłata za zbrodnię albo jako zemsta z boskiej sankcji za naruszenie sakralnego porządku rzeczywistości ustępuje miejsca działaniom wychowawczym.umowy społecznej. w niej szerokie okna wychodzące na wewnętrzną fasadę pierścienia. Przestępców się reedukuje. W jego miejsce pojawia się nowy. jedno do wewnątrz. Wszak „Boga już nie ma”. w którym biorą udział bezosobowe maszyny . proponują zabsolutyzowanie wartości zastępczych . de Sade. Głównym narzędziem wymiaru sprawiedliwości staje się więzienie. Operacja na żywym ciele Roberta Damiensa zostaje zamieniona na operację na duszy zbrodniarza. z których każda zajmuje całą jego grubość. Przestępca i jego zbrodnia nie są już sytuowani na absolutnej skali dobra i zła. pośrodku wieża. drugie na zewnątrz. społeczeństwa. Ten przełom uznaje Michel Foucault za zasadniczy dla narodzin wiezienia. które w boskiej ekonomii nie miało wielkiego znaczenia.zbrodnicze i wymierzone w boski porządek miały być represjonowane. Jednak spadkobiercy Jego zabójców doskonale zdają sobie sprawę z tego.) na obwodzie budynek w kształcie pierścienia. mają one po dwa okna.gilotyna i szubienica z mechaniczną zapadnią. Nawet zadawana w imię sprawiedliwości śmierć z wolna traci swój rytualny. odpowiedniego dla nowych i wciąż się zmieniających zapotrzebowań społecznych. (. Kara rozumiana jako bezpośrednia. narodu czy państwa. Represja zostaje nakierowana na duszę przestępcy. Ciało.. teatralny i widowiskowy charakter. zmusza do „spłaty długu zaciągniętego u społeczeństwa”. skierowane na okna wieży. instytucja totalna. a zarazem konkretny model kary i nadzoru: Panoptykon . Utajony pragmatyzm tego posunięcia pociąga za sobą całkowite spragmatyzowanie systemu kar. Kary rzeczywiście łagodnieją. mająca za cel nie tyle karanie. idealny. Kara główna staje się technicznym zabiegiem. w ekonomii społecznej posiada pewną wymierną wartość i zostaje oszczędzone. o jakim wspomina. Od tej pory wszystkie posunięcia aparatu represji nastawione są na społeczny zysk. aby w przyszłości przysparzali jak najmniej kłopotów. W przeszłość odchodzą publiczna kaźń i tortura .

Stojące na peryferiach miasta więzienie znajduje się jednocześnie na obrzeżach realności. Być może jest to obrona przed odpowiedzialnością. w którym wymierzanie kary stopniowo wycofuje się w cień specjalnie do tego wyznaczonych miejsc. Strażnicze wieże przywodzą na myśl warownię albo obóz koncentracyjny. państwa. Za murem rozciąga się przestrzeń. . Wielkie nagie płaszczyzny poprzecinane oknami. Jeśli nawet odnajdujemy je w dzielnicach bardziej ruchliwych. Wspólna. Widać władza i nadzór nie mogą do końca istnieć w dziedzinie potocznego doświadczenia i muszą się odwoływać do zabiegów „parametafizycznych”. które rozdzielają i utajniają symbiotyczną całość. publicznych egzekucji. jakby byli obserwowani. pewna symbioza zbrodni. tak podpowiada nam nadzieja i obawa. Perpetuum mobile nadzoru czerpie energię z wyobraźni nadzorowanych. nigdy nie będziemy mieli kontaktu. kary i społeczeństwa należą do przeszłości. W istocie Benthamowski projekt jest ludzką. Jest niepoznawalne jak Kafkowski zamek. zabiegi. Odbywa się w jakimś nierzeczywistym wymiarze. że niweczy. Trudno o lepszy obraz izolacji i wyłączenia. Więzienia stoją więc na uboczu. sankcja przenosi karę w dziedzinę fikcji. a uwięzieni wciąż zachowują się tak. W formie. w której wieża pustoszeje. to ich fasady są doskonale bezosobowe. społeczna. Jednakże potrzeba społecznego uczestnictwa w zbrodni i karze wydaje się na tyle silna. w jakiej ją sobie wyobrażamy. podczas gdy on sam jest dla skazańców niewidzialny. do czasów. techniczną wersją Oka Opatrzności. Ostateczną konsekwencją. której pojedynczy człowiek nie jest w stanie udźwignąć.Genialność tego pomysłu polega na tym. Sprawiedliwość nie jest natury arytmetycznej ani tym bardziej uczuciowej. przynajmniej częściowo. o której śnił Bentham. ich wykonanie okryte jest najgłębszą tajemnicą. za którymi nie widać nic. że więźniowie w celach są doskonale widoczni dla strażnika w wieży. z którym. Więzienie nie tylko izoluje skazańców od społeczeństwa. Ostatnie dwieście lat to okres. gdy uczestnictwo w wykonywaniu wyroków wydanych w imieniu Boga i króla było powszechnym przywilejem. Przypadek Kaina jest tego przykładem. Charakteryzuje je powtarzalność i monotonia. prawdopodobnie w ogóle nie istnieje. Jego transcendentny charakter opowiada transcendencji bóstwa albo zaświatów. której możemy dotknąć tylko za pomocą wyobraźni. Otwartość szafotu. Gdy te same wyroki wydaje się w imieniu narodu. czyli w imieniu nas samych. jest taka sytuacja. ale również skutecznie izoluje społeczeństwo od skazańców. tak samo jak idea Panoptykonu opowiadała boskiej wszechwiedzy i wszechmocy. pręgierza.

by własny ból głęboko przeżywać. Tak. w których biorą udział możni tego świata. wideo.chociażby w zrytualizowanych formach. powraca kuchennymi drzwiami. W wielkim świecie wyzwolonych pragnień. Na jej miejsce wchodzi natychmiastowa i ekwiwalentna odpłata: krew za krew. Ludzie pragną zła i chcą go doświadczać . I jeszcze jeden cytat z Jolanty Brach-Czainy: Wkład zbrodniarzy do dziejów . który co prawda „człowiekiem z blizną” jeszcze nie jest. międzynarodowe spiski.Ukarany zbrodniarz znika z pola widzenia tuż po higienicznym i abstrakcyjnym akcie sądowego wyroku. indywidualnych przekroczeń aż po wielkie. żeby skończyć na własnym podwórku. mord powinien być okupiony mordem. że to się nigdy nie stanie. Unosi się nad tym cień kaźni Roberta Damiensa. To rytuał w wydaniu kieszonkowym. świat straciłby jeden wymiar. Życie jest mocne we wszystkich swych przejawach. do których usiłuje dążyć. w formacie wideokasety. Kultura masowa w swoich najbardziej ekspansywnych formach (film. Moraliści i technicy w rodzaju Benthama nie odnieśli jakiegoś znaczącego sukcesu. Me historia podsuwa przypuszczenie. zbrodniarze oddają się czynom coraz krwawszym i wymyślniejszym. komiks. jakie oferuje masowa kultura. Franza Maurera. jej głównym przedstawieniem jest przestępca i przestępstwo . ale jest na pewno jedną z wyrazistszych postaci wyobraźni masowej od czasu Czterech Pancernych. Lecz prawem jakiejś przewrotnej równowagi zbrodnia znajduje się w centrum naszego zainteresowania. Nie udało się wykorzenić zła ani zamknąć go w specjalnych enklawach. w świecie kultury masowej. przekonamy się. telewizja) podejmuje nieustanną grę ze sprawiedliwością. Z drugiej strony samotni i coraz częściej samozwańczy stróżowie porządku odwzajemniają się przestępcom tym samym. Instytucjonalna sprawiedliwość jest zbyt amorficzna.od drobnych. Okrucieństwo. Gdy prześledzimy chociażby rozwój kina w ostatnich kilkudziesięciu latach. Sporządzona przez Michela Foucaulta analiza humanizacji kar jest w istocie opisem porażki. Od Bogarta przez Ojca chrzestnego i filmy Briana de Palmy po Brudnego Harry’ego i. Kolo się zamyka. wnętrzności za wnętrzności. że jedną z najważniejszych i najpłodniejszych artystycznie figur jest postać gangstera albo policjanta posługującego się gangsterskimi metodami. które chciano wyegzorcyzmować z racjonalnie urządzonego społeczeństwa. A systemy moralne są zmyśleniem łagodzącym cierpienia ludzi niechętnych. zbyt tajemnicza. Jolanta Brach-Czaina w Szczelinach istnienia pisze tak: Gdyby moralistom udało się wykorzenić zło. Niezależnie od moralnych konkluzji.

Z głośników od czasu do czasu odzywają się komunikaty i ostrzeżenia o nalotach. W otworach kapturów poruszają się źrenice. W dłoniach trzymają zakrwawione noże. W żelaznych klatkach wiszą chudzi i nadzy nieszczęśnicy. gdy egzystencja była harmonijną i niepodzielną całością. dają innym cierpieć. który jeszcze przed chwilą był mężczyzną. białą zasłonę prześwituje cień katowskiego topora. Zabytkowy medyk monotonnym ruchem piły usiłuje odciąć nogę zabytkowemu pacjentowi. Jest to udział egzystencjalny. którego nie można zanegować. że jak rzadko kto. Wędrując dalej.i średniowieczny Disneyland. Całość . w kółko powtarzając tę samą skargę. Ta groza jest rzeczywista. . okruchy przedmiotów wydobyte spod gruzów po alianckich bombardowaniach Berlina podczas ostatniej wojny. Z trumien próbują wydostać się nieboszczycy.również o napędzie elektrycznym. Kolory są czyste. a obok stoją dwie białogłowy o zaciętych twarzach. na których na czerwono.ludzkości polega na tym. że operacja trwa od lat i nigdy się nie skończy. Na ścianach wiszą plansze z lotniczymi zdjęciami. Nieustępliwym wysiłkiem psychopatów przekształcają własne lęki i cierpienia. Wszystko wskazuje na to. Piwniczne przeciągi poruszają pajęczynami. O zgrozie w gruzach No więc wchodzi się i zaraz ogarniają człowieka ciemności. Wszystko za jedyne 12 DM. Medycyna niepostrzeżenie miesza się z torturą i światem strzyg oraz upiorów. Wśród zbryzganych krwią ścian wisi głową w dół skazaniec. rozpaczliwe wrzaski. Ikona Marie W rozproszonym. Poruszają woskowymi wargami. i muzeum niemieckiej martyrologii . resztki.mieści się w autentycznym przeciwlotniczym bunkrze. Tutaj nic się nie porusza. a po zawilgłych murach wędrują karaluchy wielkości zapalniczek zippo. czasem nawet w ostateczne cierpienia milionów. jasnym świetle ukazują się byty doskonałe. W szklanych gablotach leżą drobiazgi. Budzi w nas to uśpioną tęsknotę za wyśnionym średniowieczem. To tu. wyraźnie zaznaczono cele. słychać jęki. Tłum czarnych postaci bacznie odprowadza wzrokiem przechodzących. diaboliczny śmiech. to tam pojawiają się szczury z elektrycznym napędem. schodzimy piętro niżej i znajdujemy się we wnętrzu nieco jaśniejszym. Snują się mgły. Pod niskim stropem fruwają nietoperze . Prze?.

złote kraty kominków i telefony o barwie soczystych owoców. Złota. Oto jasnowłosa Rosanna w fotelu obitym białym adamaszkiem. sprawiają. Oto Sheila. całkovicie integruje się z tym. z drobnych napomknień o istnieniu realnego świata. Cień nie istnieje. To jest postulat niebiański. tkaniny czy kobiety? Obiektyw nie rozróżnia planów.stronę uniwersum. których kanon liczy kilkanaście może odmian. A płaskość Rosanny i Sheili jest funkcją ich niedostępności. jak jej włosy. Jednak ich wyrazistość nie ustępuje figurom bohaterek z pierwszego planu. sen i wizja zostały obwiedzione konturem. W historii ducha nie występuje przecieżż ani powietrze. Zastygłe pozy. które opadają ze zdjęcia na zdjęcie. jakby ich ciała użyczały wyrazu całemu otoczeniu. zostaje wymazana. „Raportu”. Tło tych fotografii złożone jest z okruchów. Sheila turla się po legowisku ze złotej. Tak może dziać się jedynie w jakiejś nadrzeczywistości. są równie bliskie jak to. Właściwie moglibyśmy zapytać. Wymyślny i poskręcany niczym futerko modelki. nie trapi ich impresjonistyczna choroba subiektywizmu. Blask spływa bez wyboru. Jej barłóg jest równie wzburzony. fotografowie panienek. i chociaż powinny być odległe. co jest przedmiotem fotografii: przedmioty. oczyszczone z przypadku. ani para wodna. bez różnicy. Zieleń jest zielenią.kontrastowe.zależy. Podobnie jest w ikonach. Obok na białej ścianie lustro w złotej. Rublow? Teofan Grek? Dionizy? Nic z tych rzeczy: Bjorn. Nie ma tutaj wiatru. co jest głównym przedmiotem przedstawienia. Knut albo Peter. kto jakim okiem patrzy. czerwień jest czerwona. o czym może marzyć człowiek. szuflady. zupełnie tak. Występują w nim meble. Równie jasnowłosa jak Rosanna. by zerknąć na drugą idealną. „Playstara”. a więc płaskie. że patrzący porzuca pośpiech. Granica istnienia będąca w istocie granicą cierpienia. jednostkowy byt. nie możemy ich dotknąć bo nie . białe koronki. Białe szpilki. Tym razem ludzie północy i zachodu. ani perspektywa. Dachy i portyki Jerozolimy piętrzą się nad biblijnymi scenami. W końcu jest to malarstwo najbliższe Pismu. gołych bab. lśniącej tkaniny. ogarnia wszystko. nadaje im takie samo znaczenie. w której człowieczeństwo. Wszystko. Draperie poddają się rygorom nieruchomości. „No1”. piękna kobiecego ciała oraz jego wnętrza . odrywa się na chwilę od różnorodności świata. zamknięte w kształtach i barwach. dwuwymiarowe jak litery. z sugestii. Trwania. Znika samotność. słońca. a biel nieskazitelna. pełnej arabesek ramie odbija złocisty kinkiet. barokowa snycerka poręczy wije się równie kapryśnie jak ciało kobiety. Fotografowie „Catsa”. nie pokazuje pory dnia. co je otacza. platońską . żadna ze starych sił nie spieszy czasowi z pomocą.

W pozornym chaosie gimnastycznych póz istnieje pewna prawidłowość Drobne. że usta są wpół otwarte. W obydwu połówkach przeciętych osią znajdujemy wszystko. Podniszczone kowbojskie buty eterycznej i dziecinnej Mary depczą biały tiul. co najważniejsze. Bielizna zniknęła. Leży na plecach. są tylko pończochy. skoro Melanie musi . Skazani jesteśrmy więc na wiarę. tylko dwie pozy dziewcząt są „kanoniczne”. którą natura płaci kulturze. Tych wszystkich ujęć mogłoby nie być. wskazówek dotyczących rysunku i barwy postaci. Rewers obrazu niemal idealny: Sandra na brzuchu. usta rozchylone. tuli się do masywnej nogi empirowego łoża. całkowicie symetryczna. składających się z dziewięciu-jedenastu zdjęć. Dla twarzy najodpowiedniejsza była ośla grzywa. koncesją na rzecz sztuki. Słońce i majtki gdzieś przepadły. że sztuka polega na mniej lub bardziej umiejętnej reglamentacji napięć. odpowiednie dla poszczególnych elementów ikony. Określił w nim nawet rodzaje włosia pędzla. bo ta umyka skrącona w bok. Oczy są zamknięte. Głowa gdzieś dalej. przez środek można by przeprowadzić oś symetrii i obie połówki byłyby identyczne. lecz nic więcej. wieluset. Białowłosa Christie o urodzie Walkirii. a może daniną. Dionizy z Furna żył i malował na górze Atos w XVIII wieku. Spoczywa na posłaniu z ciemnopurpurowej tkaniny. prowadzi do tych dwóch finałów. małe sekwencje prowadzą nas ku scenom rozstrzygającym. Lśnią w nich zęby. tyle że posiadającej awers i rewers.swojego rodzaju kodeks tematów. Na pierwszym planie rozrzucone uda w jasnobłękitnych pończochach. Ruda Sandra w łososiowej bieliźnie stoi bokiem i opiera kolano na białym. że jest spora. Kobiecość w swojej istocie może być przedstawiona tylko w dwu figurach. Z kilkudziesięciu. A właściwie jednej. skoro doświadczenie jest niemożliwe. ułożenie dłoni zostały odnotowane jako zalecane lub nie. lecz widać. drogowskaz. czarne majtki i wężowe pończochy. Oto ta sama Sandra. Dłoń spoczywa na brzuchu. Oto sama Laura. pozy. skórzanym taborecie. Pozostawił po sobie Podręcznik sztuki malarskiej . Wszystkie inne są krokami wiodącymi do celu. Gesty. ich ujęć. Z wyjątkiem głowy. ubrana w czerwony gorset. Każde z owych czterostronicowych przedstawień. Bjorn.posiadają trzeciego wymiaru. Drogi bywają pokrętne. zapadnięta w draperie niczym w morskie fale. a palce układają się niczym strzałka. w praktyce z nieograniczonej ich ilości. Gloria w perłach i okutych metalem szpilkach leży w pikowanej pościeli . Knut i Peter są jednak artystami i rozumieją. ze wzniesionymi udami. Przyrumienionej na słońcu Laurze spadają czerwone majtki.widać.

I jeszcze usta . Cały bałagan i barok rzeczywistości zostaje odrzucony na rzecz podstawowego hieroglifu dwóch. po drodze pozbywając się części umundurowania. nabijane ćwiekami skóry. Nikoła s żitiem. Ubrana w czarne. Trzy bramy ciała. Kulminacja. Vida jest pielęgniarką. Marylin nie opuszcza domu. do niezbędnego. do zamknięcia istoty w najprostszym znaku. Święci z ikon bardzo często występują w otoczeniu własnych czynów. w czarnych majtkach. Anus. Laminah wspina się po rusztowaniach. że nawet te wieńczące pracę fotografa „figury kulminacyjne” zmierzają ku stopniowemu zanikowi cielesności. ale dlaczegoś jej się to nie udaje. chociaż Apollinaire wyliczył ich dziewięć. To są sceny z życia Michelle. Ponawia próbę. Nie możemy sobie niczego wyobrazić bez pomocy realności. trzech otworów. klęcząca pojawia się w uchylonych drzwiach. przynajmniej w części. poprawia sobie włosy. co wprawia go w ruch. narracji. ale zawsze doprowadzają do epilogu. w półszpagacie zaglądać pod łóżko. czegoś. męczeństwo i śmierć. Tak żyje Vida. potem przeciąga się przed płonącym kominkiem i chwilę później przymierza czarny gorset. idealnego minimum. małych malowideł. Stoi przy szpitalnym łóżku. a gdy jest już po wszystkim. Następnie wychodzi na wiejskie podwórze z drewnianą miską na ramieniu. Jednak cechuje go dążenie do doskonałości. Niewykluczone. nie wszyscy są poetami. w którym tajemnica zostaje odkryta. by na następnej stronie. przyjmuje nas w drzwiach. Labia maiores pudendi. by po chwili kucnąć. dyskursu. by pozbyć się swojego fartuszka. przyczyny i skutku. Nie bądźmy drobiazgowi. Narodziny. bo na następnej fotografii widzimy ją siedzącą na podłodze i przyodzianą. polewa się wodą na tle białego muru. Lewy i prawy skraj ikony podzielony jest na kilkanaście odrębnych. przedstawiających najistotniejsze zdarzenia z życia świętego. zanim osiągnie pełnię doskonałości. musi posiedzieć chwilę w fotelu. wyciąga się na piasku. potem zawisa na niezidentyfikowanym przedmiocie.jest wręcz ubogi. potem wchodzi za parawan. a Lisa zwisa głową w dół zaczepiona o dorycką kolumnę. jak do rentgena klatki piersiowej. Centralne miejsce malowidła zajmuje bohater w stroju i pozie przekazanych przez tradycję. Jest w nim coś niesłychanie ascetycznego. Więc jednak są. Reszta to tylko haracz dla ludzkiego umysłu.niezmiennie zmysłowo rozchylone. Zanim spełnią swoje . Kosma i Damian s żitiem. istotami ludzkimi. cuda. labia minores pudendi. Zanim Michelle ostatecznie się zrealizuje. Zapewne nie jest to kanon bogaty . gotowe rozchylić się jeszcze bardziej. staje częściowo naga i skromna. który domaga się ciągłości.pedałować na dziecinnym rowerku.

czy to nie imiona. że całkowicie uśmierca wyobraźnię. żaden obraz. cela w więzieniu. Jasmin.możemy najwyżej być jego odbiciem. W świecie seksu są zbędne albo nieznośnie perwersyjne. wnętrze szafki w wielkiej fabryce. dopasować się do niego. telefon. nie poznają pierwowzorów. który bez skrępowania może wdziać każda kobieta. Dlatego nigdy nie pomylimy św. Ciała . Bo dopiero słowo wpisuje postać w świętą historię. szpitalny parawan. kamienna ławka. Miejsca kultu są zazwyczaj ponure. Piękne nieznajome stają się znajome i przy spotkaniu możemy powiedzieć: Jak się masz. Laura. Dlaczego nie są anonimowe? Dlaczego nie publikuje się po prostu fotografii bez komentarza. Nawet gdy nie jesteśmy biegli w rozróżnianiu kontekstów przypisanych poszczególnym postaciom. którego tajemnice trzeba poznać. by potem nie zgubić iskry człowieczeństwa. Są przecież bezpłciowe. w Pismo. Miska. stało się tym bardziej pociągające. miska. a z drugiej strony tak doskonałe. Yvonne. Durcet w 120 dniach Sodomy mówi: Szczęście nie polega na przyjemności. imieniem przedstawionego świętego. Nie pozwala na jakikolwiek aktywny kontakt . pakamera. albo z tytułem zamiast Venice. parawan. zaszczycają obecnością codzienność.przez słowo. Nie zakosztowały ziemskiego rozdwojenia płci. niebezpieczeństwa zwalczyć: zanurzyć swoje ciało niemal w tłumie. dwuwymiarowe. imienia. kabina ciężarówki. otrzeć się o nie. którzy wieszają na ścianach owe wizerunki. Bogaci kupują niebo bez targowania i nigdy nie dostąpią tęsknoty i pociechy. Trzeba ich tylko dotknąć. No więc Betty. gdy malarz nie zwieńczy obrazu słowem. Agnes. Sama idea zdjęcia jest najistotniejszą przeszkodą. zanim zastygną w nieruchomym świetle wyobraźni i staną się doskonałym obrazem oddania. Lolity. Jo. najistotniejsza identyfikacja . Banalne przedmioty. Paradoks pożądania polega na jednoczesnym przyciąganiu i odpychaniu. w tradycję. by potem. lecz na pożądaniu. przybliżają nam te byty ledwo cielesne. Więc jednak nie spadają z nieba raczej wspinają się ku niemu. w swej nierealności jednak realne. Kto wie. Betty.przeznaczenie. możemy opowiadać ją sobie dalej. Lucy”. Imię pozwala nam wymknąć się z tej nieruchomości. wywyższone. Ci. W końcu to religia ubogich mężczyzn. Dla podobnych przyczyn wszystkie kobiety mają swoje imiona. Sybille . na pokonywaniu stawianych nam przeszkód.i już mamy początek historii. nic nas nie ogranicza. Wszak nie pożądamy aniołów. fragment stroju. Damiana i św. Agnes? Ikona nie istnieje jako przedmiot kultu. Barakowóz. Tych przedmiotów nie zabiera się do raju. Jest płaskie. bardziej niż przedmioty i banał otoczenia. To jest wędrówka przez świat. Dla bogatych jest nieosiągalna. pozostaje jeszcze ostatnia. Tracy.

ponieważ mechanizm jest odbiciem ludzkiej myśli. Wyrastają organicznie z krzywizn ludzkiej postaci. a tym. Po prostu nie mają pojęcia „co dalej” i zwracają się ku przeszłości. Papież prawdopodobnie zdaje sobie z tego sprawę i błogosławi futbolową piłkę. Próżne . We wnętrzach. Proste i płaszczyzny oddzielają poszczególne funkcje w czasie i przestrzeni. Oddziela kolejne warstwy skór/. by zetknąć się z resztą świata. Tak jak zawsze. które surowością przypominają katakumby. Trzecia Ewa nie jest stworzona ani wybrana. ponieważ nie potrafi znieść samotności. Radykalizm wiernych idzie dalej. bada związki między tym. Linia Hansa Bellmera przypomina prymitywną myśl. Zarówno w platońskim państwie. Hans Bellmer czyli chirurgia cierpienia Powłoki i serca mechanizmów są przeważnie kanciaste. lecz ponosi klęskę i powtarza tylko w nieskończoność cielesne formy. Jest tylko marzeniem. co ukryte pod dostępną dla oka powłoką. Bellmerowska kreska przywodzi na myśl cienkie jak włos ostrze skalpela. która opuściła ciało. rodzi się kult Trzeciej Ewy. co żywa materia. jakby były czymś przypadkowym. Marie jest brunetką. gdy marzenie ma się spełnić w realności. jaka towarzyszyła rozbieraniu umilkłych budzików. dziwnej rozkoszy. Z tego samego powodu rewolucjoniści poszukują wrogów. Łączy w sobie cielesność tej Pierwszej z niewinnością Drugiej. Któż z nas nie odczuwał chwilowej. Tej fantazmatycznej chirurgii towarzyszy szczęśliwa dziecięca ciekawość. która stanowi jedynie racjonalną kopię nieracjonalnego. która próbuje uwolnić się z ciała. Spoczywa w fotelu a la Mies van Rohe. uwiedzionych lalek. Po prostu pragnienie jest zawsze puste w środku. co za chwilę przepadnie. W grafikach Bellmera nawet pantofle na wysokich obcasach i fragmenty stroju mają tę samą konsystencję. jak i w urbanistycznych wizjach tego drugiego życie jawi się jako coś najzupełniej zbędnego. pluszowych zabawek i porwanych. Wyemancypowana świadomość zawsze zwraca się przeciw swoim korzeniom. Czeka. płynna i nieobliczalna. wnika między włókna mięśni. wessane przez pulsującą pierwotną cielesność. Jest ruchliwa. Porządek i podział zawsze były obsesją idealistów. co widzialne.dostępnych im kobiet domagają się raczej ukrycia niż odsłonięcia. Najwyższe niebo oddaliło się na niewyobrażalną odległość. czyli jedyną transcendencją ubogiego mężczyzny. Między Platonem i Le Corbusierem nie ma wielkiej różnicy. ale nigdy nie wychodzi poza siebie. by poczuć wolność. z rzeczą albo pejzażem. przejściowym. ponieważ poszukiwane sedno zawsze okazywało się pustką. Rozczarowanie następowało jednak bardzo szybko. czymś.

do jej ślicznych bliźniaczych nerek. którą można przekroczyć jedynie w wyobraźni. Emocjonalny potencjał człowieczeństwa realizuje się w nim połowicznie. W dziele Bellmera mamy wprawdzie do czynienia z próbą odkrycia związków między fikcjonalną wolnością psychiki a ograniczeniami ciała. najlepiej przez pępek. Fizyczna integralność drugiej osoby skazuje kochanka na samotność. gdyby artysta nie opatrzył jej dyskursywnym ni to wyznaniem. Fizyczne zbliżenie staje się parodią reprodukcyjnych zachowań zwierząt. tak by ukazały się. do jej perłowej wątróbki. W tym jednym zdaniu Nabokova odnajdujemy sens zasadniczej sprzeczności pragnienia: to. rozkoszować się wypukłościami. ponieważ między myślą a ciałem otwiera się przepaść.centrum. ich podłoża oświetlone kolorowym elektrycznym światłem. staje w jawnej sprzeczności z samą naturą. które pozornie uboższe niż wyobraźnia. niedoskonale. do którego zmierzamy. ni to . Czy Lalka Bellmera byłaby czymś więcej niż jednorazowym ekscesem. jego płaską dwuwymiarowość. Lalka). głęboko w brzuchu jako panorama. potrafi jednak nadać nieokiełznanej myśli postać pociągającą dla kogoś drugiego. zsuwać się powoli w zagłębienia. Materialne odtworzenie fantazmatu staje się przecież groteską bardzo bliską naiwności. jego ilustracje do pism Georges’a Bataille’a. że realizacja marzenia będzie miała taki sam smak. jak ono samo. z którym miała się uporać ograniczenia przestrzeni jako podstawowej funkcji istnienia ciała. Tylko jeden miałem żal do natury: że nie mogę mej Lolity wywrócić na lewą stronę i przycisnąć żarłocznych warg do je] młodziutkiej maciczki. rojenie i bełkot instynktu. która każe zatrzymać się w połowie drogi do spełnienia. Czy to nie byłoby rozwiązanie? (Hans Bellmer. za którą marzenie zmienia się we własną karykaturę. obnażać tłumione myśli dziewczynek. że nie potrafimy znaleźć dla niego nazwy. która w zawiły i biologiczny sposób zmierza jednak ku nieskończoności i tak jak spojrzenie raz rzucone w pustkę. która każe nam ufać. Zastanawiam się. ponieważ koniec końców pada ofiarą ograniczenia. Dopasowywać do siebie stawy. ale czy przestrzenna trójwymiarowość jego Die Puppe nie jest ślepym zaułkiem. robić rzeczy piękne i nieco mściwie rozdzielać sól deformacji. błądzić w muszli ucha. wypróbowywać maksymalny promień obrotu kul dla potrzeb dziecięcej pozy. swobodnej. Ponadto nie zatrzymywać się bynajmniej przed wnętrzem. Zaś Bellmerowska linia przyjmuje reguły opowieści. do jej nieznajomego serca. czy konstruując swoją Lalkę. i skazany jest na powierzchowność. pociąga nas dlatego. co ma swoje źródło w najgłębszych podszeptach natury. która jest antytezą miłości. szalonej narracji. nigdy już się nie zatrzyma. w którym więźnie absolutna wolność urojenia? Dlatego wolę jego rysunki. zasadę pisma. Bellmer nie przekroczył granicy. do jej płuc jak grona wodorosli. Lalka Bellmera ponosi klęskę.

Starożytni gnostycy boskie tchnienie traktowali jako całkiem realny pierwiastek przenikający zepsutą materię.poematem? W pewien jednak sposób Lalka Bellmera jest dziełem profetycznym. a zarazem w obszarach całkowicie przeciwstawnych. Pod cienką lateksową powłoką czystej i nagiej cielesności uwięziony jest duch.. Zmagając się z samotnością w świecie. w którym poznanie i pragnienie nie dotyczy już nawet nas samych. Bardzo możliwe. W swojej nieustępliwej konsekwencji. Energia skierowana niegdyś na poznanie boskiej rzeczywistości koncentruje się teraz na tajemnicach chronionych skórą i mięśniami. i jednocześnie napełnia fantom swoim oddechem parodią boskiego tchnienia. ale istotą popkultury jest przecież nieustanna i nieuświadomiona parodia dawnych mitów. w czasach. by fantazmatyczne połączyć z realnym. naukową czy historyczną. wybiera sobie za towarzysza byt będący jego wytworem. zwiastuje wszystko to. Zanim jeszcze rozpoczęła się wielka przygoda sztuki nowoczesnej. że jest to ostatnia i zarazem najgłębsza tajemnica. gdy powłoka ciała ludzkiego stanowiła dla oka artysty nieprzekraczalną granicę. Lalczyne proroctwo Hansa Bellmera niespodziewanie osiąga spełnienie w dziedzinie skrajnie pragmatycznej. skupia się na własnych wnętrznościach. niektóre z najbardziej wstrząsających obrazów mogliśmy zawdzięczać tylko przedstawieniom tortur albo badaniom anatomicznym.. ale naszych cieni. (. Wydaje się. Oczywiście. powielając własną materialną postać. Hans Bellmer jest pierwszym eksploratorem labiryntu w pełni świadomym i nielitościwym (K. bezmyślne królestwo natury. co w niedługim czasie miało się stać jedną z dominant współczesnej sztuki. że właśnie w tej groteskowej wersji stworzenia osiągamy ostateczny kres samotności. Sexy doll jawi się jako ostateczne upostaciowanie ludzkiej emancypacji. Nasze pragnienie poznania wyczerpie się wtedy ostatecznie i pochłonie nas obojętne. gdzie nie spotkamy już . Dmuchana lalka z sexshopu ucieleśnia libertyńskie fantazmaty absolutnego panowania. Metafizyka pozbywa się swojego przedrostka i nareszcie wolna. Bez wątpienia fizjologia stopniowo wchodzi na miejsce zajmowane wcześniej przez teologię. popkulturowa wersja tego wcielenia jest na wskroś karykaturalna. z jaką przyjdzie nam się zmierzyć. pneuma w dosłownym znaczeniu tchnienia. A. Ten pozornie absurdalny wytwór popkultury zawiera w sobie jednak wiele sensów. a jednocześnie przez swoją czysto utylitarną formę staje się czymś w rodzaju maszyny czy sprzętu gospodarstwa domowego. Jeleński). Człowiek zajmuje miejsce Demiurga.) Dawni mistrzowie wprowadzali nas w labirynt naszego ciała z wielką niewinnością. A jego kres leży w krainie.

Wizerunki rzeczy są barwne. krawatach. Rodzaj ikonograficznego kultu. uciekamy się do przedstawień własnych produktów. który je otacza. . Choć nie przypuszczam. autach. W nie tak dawnych a zamierzchłych już czasach niepodzielnie królowało w nich malarstwo. butelka wina jest tylko butelką wina. Mamy masywne i eleganckie księgi o winach. gdy obraz Boga pojawia się w najlepszym wypadku pod postacią religijnego kiczu.jak chcieliby wizjonerzy i prowokatorzy od Marcela Duchampa po Andy’ego Warhola . Według Rybczyńskiego W niedalekiej przyszłości cały obraz będzie produkowany matematycznie. W końcu jest to lepsze niż wpatrywanie się w pustkę albo lustro. W końcu Zachód nazwał go „papieżem wideo”. światło i cień wydobywają ich zmysłowe piękno. które z braku czegoś lepszego staje się pięknem nadprzyrodzonym.bo stanowią składnik codzienności i nikt nie próbuje brać ich w nawias artystycznej umowności. Pistolet SIG-Saurer P229 to tylko pistolet. a nie wielorakości sensów i znaczeń. Trudno nazwać je dziełami sztuki . Są jakie są. a człowieczeństwo tylko im towarzyszyło jako coś pochodnego albo niezbędna forma wyrazu. Jeśli na początku i w ś rodku swojego trwania kultura wytwarzała wizerunki. ale dlatego. a papież się nie myli. karabinach. że byli interesująco i dobrze namalowani. a chevrolet corvette tylko samochodem. plastyczne. żaglowcach. że Zbigniewowi Rybczyńskiemu można uwierzyć. z kim moglibyśmy się podzielić osiągniętą wiedzą. scyzorykach. W końcu lud nie podziwiał świętych na obrazach dlatego. W każdym razie na pewno bardziej zajmujące. W ludzkiej samotności współczesnego świata. dotyczy ich istoty.nikogo. O albumach We wszystkich niemal większych księgarniach znajdziemy dział albo chociaż półkę zarezerwowane dla wydawnictw albumowych. były to wyobrażenia boskości. że byli po prostu świętymi. garnkach. rzadziej rzeźba i architektura. Nawet obrazu żywego człowieka. by za naszego życia do tego doszło. rowerach górskich. strojach. samolotach. Nie trzeba będzie w ogóle nagrywać obrazu z rzeczywistości. czyli za pomocą komputera (computer graphics). wykałaczkach i czego tam jeszcze wygłodniały umysł zapragnie. Myślę. Od kilku lat właściwie cały materialny świat dostąpił albumowej nobilitacji. piwach.

sfilmowane. W przyszłości znajdą się inne formy przedstawienia rzeczywistości. a nie w obiektywnym świecie.oznacza też dziedzinę wyobraźni. Jak można mówić. Nie będziemy musieli używać ludzi przed kamerą. przedmioty. Wnętrza. „Wszystko” . 1:60 itd. który uprawia. istniejących jedynie w ich umysłach. Świat istnieje w naszej wyobraźni. W istocie w ten sposób można sfilmować wszystko i wszędzie. Aktorzy poruszali się na obrotowej.. W ogóle niewiele będziemy musieli. z percepcją świata. Te. które jest niewiele większe od dużego garażu. pejzaże i zdarzenia. wierne modele w skali 1:120. a potem nałożone na siebie. bo jego dzieła bronią się same.Artysta mówi o swoich wizjach ze spokojem. tak jak bliski jest wszystkim przełomom w sztuce. we wspomnieniach. Co byłby wart Paganini bez skrzypiec? Swoje najważniejsze filmy nakręcił w studiu w Hoboken. Nie bez powodu w wywiadzie dla „Andy Warhol’s Interview Magazine” przywołuje Ulissesa Joyce’a. nie wychodząc ze studia. Bo w końcu na czym opierał się impresjonistyczny przełom w malarstwie. Żarliwość to cecha proroków w rodzaju McLuhana. Praktyk Rybczyński robi swoje i odpowiada na pytania.to też technologia. dotykalnego świata zostanie zniesione. Uciążliwe pośrednictwo widzialnego. że technologia zabija sztukę? Stradivarius . No więc przyszłość sztuki należy do wielkiego telewizyjnego ekranu o dużej rozdzielczości. którzy muszą przekonywać do rzeczy ulotnych. że nawet materiały dokumentalne wydają się z gruntu nierealistyczne. meble. nie będą nam potrzebne miejsca. by kreować wszystkie ruchy i kierunki. z jej najnowocześniejszą dziedziną . że odkrywają metodę totalnego przedstawienia prawdy o człowieku. Rodzaj sztuki. wydają się niezgodne z prawdą naszego myślenia.elektroniką. jego egzystencji i wyobraźni. do których trzeba dotrzeć i które trzeba sfotografować w odpowiednim czasie i świetle. jak nie na warsztatowej asymilacji zdobyczy optyki i psychologii? Rybczyński bliski jest impresjonistycznemu przełomowi. bo o nią Rybczyńskiemu chodzi najbardziej. że obejmuje również marzenie. nierozerwalnie łączy się z technologią. przy odpowiedniej pogodzie. powiększone i zsynchronizowane z ruchem postaci. prócz opanowania skomplikowanych narzędzi i technik. Nie musi niczego bronić. okrągłej platformie na tle pustej ściany. powiem. Jest również radykalna. to tylko małe. Bo rzeczywistość jest w nas. w doświadczeniu. To wystarczyło. na którym będą się pojawiać obrazy przenoszone wprost z wyobraźni twórcy. przypuszczeniach i obawach. o czym świadczy chociażby Oscar za film Tango w 1983 roku. gdy artystom wydawało się. czyli reszta świata. które stosujemy dziś. Jego koncepcja realizmu jest tak szeroka. Kamera wędrowała w linii prostej oraz w górę i w dół. przyznając wielkość jego idei i bolejąc nad brakiem odpowiedniego medium dla wyrażenia . Więc choć zabrzmi to jak herezja.

Można tworzyć nieistniejące scenerie. usuwać ludzi . że gdzieś tutaj tkwi pułapka. nieistniejącą przed kamerą rzeczywistość. Ale ta pociecha jest złudna. Bo doświadczenie natychmiastowe i równoległe jest chaosem. Sztuka ruchomego obrazu jest najbardziej mimetyczną ze sztuk. którzy będą tą technologią się posługiwać i z niej korzystać. kreując nową. i rzeczą artysty jest wykorzystywać dane narzędzia i techniki w stopniu najdoskonalszym i konsekwentnym. niczym nieograniczona wolność przedstawiania. ma ustąpić natychmiastowej i równoległej strukturze naszego umysłu. Niewykluczone. kinowy film ma obumrzeć. na której się opierał. jaki każdy z nas zdoła w sobie zachować. że zamyka się krąg. A przecież sami.całego! Ale ja wiem. o czym warto zapamiętać. Tkwi w tym pewna sprzeczność. co literatura w osobach Joyce’a i Ezry Pounda. Linearna struktura czasowa. którego chciał słuchać cały świat.zależy od tych. co malarstwo drugiej połowy XIX i początków XX wieku.chcę to jeszcze raz podkreślić . z tymi samymi. od stopnia wolności. w ciągu ułamka sekundy. a nie o ich wyrafinowaniu. Myślę. że działa w dziedzinie. z których korzysta. Obraz elektroniczny można elektronicznie przetwarzać. bo popularność telewizji i wideo jest faktem raczej socjologicznym niż artystycznym. Gdy Rybczyński mówi o filmie. dają mu zupełną wolność. Jego przewagą jest to. której zasięg jest nieporównanie większy. który sztuka zawsze przekraczała. Sztuka w jakimś sensie była zawsze opozycyjna do umysłu. a pośród cywilizacyjno-komercyjnycb pokus nie jest to wcale takie łatwe. Kino już w swoim dzieciństwie stworzyło arcydzieła. ma odejść w zapomnienie. porządkowała go. bo narzędzia. Być może wszystkie rodzaje sztuki muszą przejść tę samą drogę. a jednocześnie od chwili pojawienia się telewizji najmniej artystyczną. niż inne rodzaje sztuki miały kiedykolwiek. bo istotą tej dziedziny jest absolutna wolność. selekcjonując i konstruując fragmentaryczne obrazy. od poziomu edukacji. uniwersalny „opowiadacz historii”. Problem Rybczyńskiego jest w istocie Joyce’owski: Spróbujmy sfilmować Manhattan: nie ma do tego środków. Rybczyński twierdzi: W ostatecznym rezultacie wszystko .tejże. że jednak da się przekazać tę natychmiastowość naszego myślenia. No więc stary. zmaga się z tymi samymi problemami. Ponad czterdzieści lat istnienia obrazu elektronicznego nie pozostawiło nic. świadczy o unifikacji gustów. w których umysł szukał oparcia dla zrozumienia samego siebie i świata. Ten. potrafimy zarejestrować w naszej głowie obraz Manhattanu . wydawałoby się. że Rybczyński będzie pierwszy.

rojących się w kropli wody.mówi anioł u Św. Wyobraźnia stanie się faktem. film. nadszedł czas uwiecznienia duszy. (. gdy staniemy wobec obrazu. któfe sobie wyznaczyliśmy. przedmiotem. W tej prometejskiej wizji.) Słowem: jest to narzędzie niebywałe. Rybczyński odwraca tę sytuację. W chwili. bo rzeczy najistotniejsze dokonywały się w wyobraźni odbiorcy. w którym widzialne i niewidzialne uzyska podobną siłę wyrazu. Miejsce domysłu wypełni podziw. żyjące w płaskiej.. które przez swoją umowność i niedoskonałość pozostawiały ogromne pole dla interpretacji. . Fotografia. właściwa ssakom. Już nie będziemy skazani na domysł. telewizja. Pierwszym ogniwem tego łańcucha była postać człowieka. fauna łącznie z człowiekiem zostały opisane obrazem. a potem trójwymiarowej przestrzeni ekranu. Dotychczasowe techniki przedstawiania wyobrażeń były skazane na pośrednictwo mediów (język literatury jest tu najlepszym przykładem). zjawiły się wraz z udoskonaleniem mechanizmu kamery. można dopatrzyć się czegoś na podobieństwo apokalipsy sztuki.. utrwalona za pomocą prymitywnego aparatu fotograficznego. Gdy wyczerpały się zasoby widzialnego światła. Filmy braci Lumiere czy Meliesa pokazywały ludzi w ruchu. umieszczonej pod obiektywem mikroskopu. bogate w możliwości kreacyjne.dokąd zmierza ten proces? Najpierw były nieruchome ludzkie sylwetki. którego nerwowość przywodzi na myśl świat owadów albo prymitywnych organizmów. Cud w cudownej rzeczywistości przestaje być cudem. cechująca drapieżniki. W swej nieruchomości i strukturze przypominała minerał. (. W pewnym sensie niedoskonałość i brak precyzji stanowiły o istocie sztuki. potem postacie w ruchu. ostateczny podział na producentów i konsumentów zostanie dokonany. gdy nieożywiona przyroda. celowość i precyzja.) a śmierci już odtąd nie będzie . Można wyczyniać najrozmaitsze cuda. Bawić się w czarodzieja. flora.i przedmioty z kadru albo wprowadzać obiekty i osoby dokładnie w to miejsce na taśmie. w której wyobraźnia artysty ma być w całości transponowana w dostępny wszystkim obraz. Jana. film komputerowy .. w którym wszystko wolno? Czy najsensowniejszym działaniem artystycznym nie byłoby zaniechanie jakiegokolwiek działania? Tak jak w świecie niewoli i ograniczenia najdrobniejszy niezależny akt jest aktem twórczym? Wystarczy przyjrzeć się rysunkom z Lascaux. rzeczą możliwą do wiernego i bezpośredniego przekazania.. a czarodziej w czarodziejskiej krainie jest zwykłym przechodniem i obywatelem. teraz będziemy oglądać własne dusze. Płynność ruchów. To samo zdaje się wieścić Rybczyński w dziedzinie imaginacji. Co można zrobić w świecie.

Otóż za najdobitniejszy dowód nieistnienia Boga uznał on fakt. Na większości obrazów Bacona ludzkie postacie znajdują się w eliptycznych półokrągłych albo sześciennych pomieszczeniach. Trudno pozbyć się wrażenia. odwrócone plecami blejtramy. W każdym razie to coś przypomina wnętrzności. być może okrągłe lustro. że nikomu nie udało się uzyskać dagerotypowej podobizny Stwórcy. że ta nieożywiona materia znajduje się w stadium gnicia. Święty Graal i detektywi Herezja bardziej pociąga umysł niż ortodoksja. książki. pudełka. fotografie. naczynia. Pustka wokół nich jest tak doskonała. jak zawartość ludzkiego ciała. Zmienność i szaleństwo świata kpią sobie z . gdy najczystsza sublimacja ma za podstawę nieco przybrudzoną egzystencję. szpargały. że jedną z podstawowych cech współczesnego umysłu jest skłonność do nudy.Pamiętam znalezioną gdzieś historyjkę (może u Borgesa?) o dziewiętnastowiecznym pozytywiście-ateiście. gdy przestaliśmy wierzyć. W ruch najlepiej wprawia ją horrendum. gazety. utytłaną farbami ścianę. że ziemski porządek jest odbiciem wyższej. O istocie sztuki Na fotografii Petera Bearda przedstawiającej pracownię Francisa Bacona widać setki martwych rzeczy: strzępy papieru. świat jego pracowni zestawiony ze światem wyobraźni. bo z ciał wymykają się kręgosłupy i nagie mięśnie. tworzy coś w rodzaju mentalnego skandalu. Amen. kubki z dziesiątkami pędzli. Na tych płótnach nie ma żadnego medium. Realny świat artysty. że w istocie przypomina fizyczną próżnię. Chirurgia samotności nie potrzebuje narzędzi. Operacja jest zarazem metaforyczna i dosłowna. uniwersalnej harmonii. Światło pada na środek pomieszczenia i ten nędzny śmietnik pełen jest niepokojących kształtów. pod wpływem której wewnętrzne ciśnienie rozsadza bohaterów przedstawień. Ład i banał łączy coś więcej niż podobieństwo wymowy. przynajmniej od czasu. że jest płynna. a na stole stos nie wiadomo czego. ale raczej wnętrznościami nie jest. Pod ścianami zalega mrok i rzeczy rozsnuwają dwuznaczną aurę rozkładu. ruchoma i ciepła. dużo niezidentyfikowanych przedmiotów. które łączyłoby człowieka z resztą rzeczywistości. Ciekawość jest gnuśna. że dobrze jest. zdjęcia obrazów. puszki z farbami. Nie można oprzeć się wrażeniu. szmaty. Ten skandal ma nam przypominać o tym. dwa krzesła. syf.

która postanowiła prześcignąć włoskiego pisarza i zamiast powieściowej interpretacji Historii przedstawia nam nowy gatunek literacki. Richarda Leigha i Henry’ego Lincolna. Sensem kpiny jest to. ożenił się z Marią Magdaleną. Po drodze mamy gnostyków. że taka kpina byłaby tylko odpowiedzią na kpinę autorów. ślepą żądzę eksperymentu. które ma nas ustrzec przed wystrychnięciem na dudka. Steven Runciman. które wywędrowało do Europy. miał potomstwo. Józef Flawiusz. gatunek ten z braku innej nazwy można określić jako licentia scientica. katarów. różokrzyżowców. Jung. Czytałem kiedyś Świętego Graala Michaela Baigenta. Zawsze tak było - umysł wykazywał swoją anachroniczność czy nieprzystawalność wobec rzeczywistości. to bardziej przypomina ono dziecięcy kalejdoskop.naszych percepcyjnych zdolności. G. Można i tak. a to przypomina już dom wariatów.spadkobiercami jego są między innymi Habsburgowie i Stuartowie. wpływem propagandy faryzeuszów. jak to właściwie jest z tym jego ciałem . chociaż można podejrzewać. że są oni jedynie jakąś trójgłową hybrydą Umberto Eco. by dać początek dynastii Merowingów. w którym człowiek mógłby znaleźć swe odbicie. Nic bardziej przykrego niż tłumaczenie towarzystwu dowcipów. który pod dotknięciem autorów zmienia się w najczystszą wodę prawdy. Poczyniwszy więc zastrzeżenie. że zostanie odczytana. Czytałem go do rana. Otto Rahn. . templariuszy. Niewykluczone. masonów. Łatwo wykpić tę książkę. Jeżeli ma jakieś zwierciadło. Jego obraz jest fascynujący. 350stronicowa książka opatrzona jest trzema setkami przypisów: C.. domysłu i spekulacji. że stworzony przez niego system działa bez zarzutu i wszystko się w nim zgadza. Cechą umysłu szalonego jest to.pisze Janusz Węgiełek w zbiorze esejów Mam ciało. przedstawia nudę i zniecierpliwienie. Historia jest prosta: Chrystus nie umarł na krzyżu. Robert Graves. nienawiścią. Ta zmienność nie przedstawia świata. Religia i mitologia łagodziły ten kryzys. z drugiej strony. Poprzez Karolingów i dalsze rozgałęzienia dynastyczne „ród Jezusa” dotrwał do czasów dzisiejszych . zostańmy przy poważnej interpretacji Świętego Graala. czyli przyjemnie musujący koktajl tajemnicy. wrogością lub. Żył 45 lat.. Zwykle tłumaczy się decyzję ludu o wysianiu Go na mękę najgorszymi uczuciami: sadyzmem. Tłum chciał mieć wreszcie czarno na białym. ewangelie apokryficzne. Ponadto trzej autorzy zgadzają się między sobą. że nie sposób spoza tej zasłony dostrzec najmniejszego błysku ironii. ale zmienny. hybrydą. ale wolno też widzieć poza tym wszystkim dziecinną ciekawość. Z drugiej jednak strony powaga wywodu i żarliwość stylu splatają się tak ściśle. Dzisiaj nie ma żadnego uniwersalnego lustra.

Labirynt . że Chrystus był zwykłym człowiekiem. Philip Marlowe z powieści Chandlera odkrywa przed nami. Czytałem Świętego Graala do świtu. nie pozwoliłby się schwytać i ukrzyżować. policjanta. która ciągnie się od wzgórza Trupiej Głowy aż po dzisiejszy dzień. a opisanie tego świata musi przyjąć formę jakiejś Legendy o Wielkim Inwigilatorze. że oto odbywam podróż w poszukiwaniu świętego pucharu. zwłaszcza w tak haniebny sposób. którzy w ogóle dostrzegają jeszcze jakiś drugi brzeg. którą możemy objąć jednym rzutem oka. by przedstawić nam świat takim.To jest początek historii. W radiu leciała muzyka. Tym samym tropem podążają autorzy Świętego Graala. tkając gobelin z obrazem ludzkiej bezsilności wobec rozdwojenia między nakazem rozumu a potrzebą wiary. To trochę tak. jak i pozornie nieożywionej materii wielkiego miasta. quia absurdum est jest pęknięciem.według relacji Marco Polo . jakby zwinięty w spiralę wąż poznania raptem się wyprostował i zmienił w wektor. Nić rozwija się i biegnie przez stulecia. upleciona ze zwątpienia tkanina mogłaby być czasoprzestrzennym odwzorowaniem świata. głęboką szczeliną. Wielki chan . I w którymś momencie zrozumiałem. lecz jest jedynie wymysłem Najwyższego Wywiadowcy. Przedmiotem ich śledztwa są ostatnie dwa tysiące lat. bezpieczna. że świat nie istnieje realnie. Przekroczenie tej przepaści oznaczałoby wypełnienie czasu. ekscytująca i wiedzie do założonego celu. dwuwymiarową płaszczyzną. że namiętność. Pokusa. którą oferuje. Domenico Scandella. generalnie kogoś. lecz wobec braku świadectwa zmysłów wybierali rozum. chroniąc się przed szaleństwem wiary. Tertulianowe credo. Ta wielka. twierdził. Jest szybka. przynajmniej tym. nie gwałcąc rozumu. Ta duchowa (czy też „duchowa”) peregrynacja wydaje się wiernym odbiciem dzisiejszej podróży turystycznej. występek i upadek są właściwościami zarówno ludzi. Ariusz i Nestoriusz powtarzali jedynie gest Tomasza. Bo kolejnym obliczem współczesnej inicjacji w tajemnicę jest chłodna i przystojna twarz prywatnego detektywa.mimo podziwu dla Chrystusa nie mógł uwierzyć w Jego boskość. młynarz z XVI-wiecznego Friuli. Przynależy teraz do . jakim jest naprawdę. nie jest już pokusą poznania prawdy. I tak cud przestał być własnością Boga. bowiem Bóg nie mógłby umrzeć.ustalenie ostatecznej prawdy o spisku. kto wiąże zerwane nitki sensów. lecz prostym rozwiązaniem zagadki. a celem . Jason Bourne Ludluma w swojej wędrówce przez świat odkrywa. który dwa tysiąclecia całkowicie zafałszował. Aktualność pozwala jedynie na ukradkowe spojrzenia na drugą stronę. W ten sposób religijny romans szpiegowski zaspokaja potrzebę cudowności. bo gdyby był Bogiem.ta podstawowa figura dawnych wędrówek został zastąpiony obrazem labiryntu. podróż współczesnego człowieka w poszukiwaniu tajemnicy. Pudełko papierosów opustoszało.

„prawdziwe” . Nie bardzo mi się to udaje. W witrynie leży Święty Graal. Dwudziestowieczny lud pod postacią człowieka masowego jeżeli w ogóle oczekuje jakiegoś Boga. to najprawdopodobniej całkowicie człowieczego. Musi odkryć jej drugie. o ile łatwiej jest się zgodzić na to. że prawda przekracza naszą zdolność rozumienia. utraciły czytelność. w który jesteśmy w stanie jeszcze uwierzyć. niż na to. bo tylko w jej omnipotencję jesteśmy jeszcze w stanie wierzyć bez zastrzeżeń. ale nawet dla wyobraźni. która trwa w historycznym czasie aż do dziś? Przypomina mi się scena ze Złego porucznika. domaga się. Chaotyczna i tajemnicza ze swej natury rzeczywistość stała się na tyle skomplikowana. Jego cudowność jest odsakralizowana. Na ogół przebywamy w świątyniach pospołu z innymi. alkoholu. ignorancja. Cudowność jest objawieniem ukrytej i ostatecznej prawdy. Spójność jest obsesją współczesności.amatorszczyzna. a zarazem odsłania pewien rodzaj tajemnicy. Nie zdarza się żaden cud i wychodzimy na ulicę. zachowujemy się powściągliwie. co dane w potocznym doświadczeniu. że nas oszukano. przypadkowe. lema sabachthani? Trudno o lepszą alegorię opuszczenia człowieka już nie przez Boga. gdy Harvey Keitel. aby zstąpił w przekonywującej postaci. Jest współczesnym apokryfem czyli zaspokojeniem tęsknoty.i dziewiętnastowieczne próby sprowadzenia Chrystusa do wymiaru filozofa-etyka wykazują dzisiaj swoją anachroniczność. Żeby ją posiąść. Osiemnasto . że nie da się jej zamknąć w jakiejkolwiek racjonalnej ramie. Próbuję poczuć niechęć do tej książki. Cielesność świata dotyka Boga. Krzyk w pustym kościele jest gestem z pogranicza rozpaczy i kiczu. ale przechowuje.Historii. a rozpacz jest jedną z oswojonych form codziennego istnienia. krzyczy w pustym i zbezczeszczonym kościele do figury Ukrzyżowanego: Gdzie byłeś?! To dalekie odbicie Golgoty. a wołanie Keitela jest echem Eli. który był też człowiekiem. Przytoczone na ostatniej stronie okładki słowa biskupa Birmingham . Bo czymże innym jest ów „ród Jezusa” jeśli nie cielesnością Boga. Nie jest konkurencją ani wyzwaniem. Eli. Te pierwsze przypominają pismo zaginionego ludu. Na cudowne objawienie Świętego Graala godzimy się o tyle łatwiej. ledwo żywy od prochów. bo dystans dwu tysięcy lat wydaje się zbyt wielki nie tylko dla wiary. ale Jego Syna. odkąd o jej wszechmocy przekonaliśmy się na własnej skórze. Księgarnia znajduje się obok albo kilka przecznic dalej. która prześwieca zza pozorności tego. wykluczają się nawzajem i prowadzą umysł raczej ku szaleństwu niż ku poznaniu. te drugie są sprzeczne. własnych i cudzych grzechów. umysł współczesnego człowieka musi ją zanegować w całości. Znaki na niebie i na ziemi zatarły się. absurd są słuszne i bezsilne. żeby nad nią zapanować.

z drugiej strony . Dlatego odpowiedź współczesnego apokryfu musi dotyczyć Historii jako całości. Gdzieś zza surrealnego znaczenia tych słów dał się słyszeć diaboliczny chichot bogini rozumu. Dzisiaj nikt nie wątpi. czyli w tym wypadku miejsc w życiu Chrystusa. księga naszego czasu. Ojczysty język i serce wiernego stały się lustrem odbijającym prawdę. nawet jeśli ta suwerenność miałaby smak gorzkiej prawdy o tym. Reformacja. Stare apokryfy przykrojone były na skromną miarę pragnień ówczesnego człowieka. ale tej w czapce frygijskiej). ani wyobraźnia. Nawet najgnuśniejsze czy też . zrewidować i zakwestionować obraz świata i wszechświata. Popkultura przywłaszcza sobie język religii i nauki.S. zawieszona w próżni wolności. Księga czasów drugiej i jeszcze większej Reformacji.przyp. tyle tylko że niedorzeczność przestała być jakąkolwiek przeszkodą. z dyktatu logiki. Ta pierwsza wykradła Słowo Boże Kościołowi. prawdy czy choćby prawdopodobieństwa. jakimi przemawiała mądrość minionych wieków. i tym samym wiara została unieważniona. . że Historia kpi sobie z egzystencji. DNA nosicielem boskości albo świętość przez transfuzję . Nawet z własnych ograniczeń. tak sobie o niej myślałem. W swej istocie bliskie były dziecinnej ciekawości. Nieważka. W paradoksalny sposób odpowiada na credo.) Jezusa nie miałby w sobie więcej boskości czy nadprzyrodzonosci niż ktokolwiek inny. może już bez przeszkód stwarzać i zbawiać światy. sprawdzalności. na jakie sama cierpi. Rozum człowieka wreszcie się wyemancypował. (Nie tej w hełmie. quia absurdum est. że innego kręgu nie dopuszczała ani myśl. Temu służy superapokryf Świętego Graala. która rozpruwa brzuchy lalek i rozbiera zegarki w poszukiwaniu sekretu działania jednej konkretnej rzeczy. Musiałem pójść do drugiego pokoju po papierosy. której jesteśmy świadkami dzisiaj. że go wydrwiono i oszukano. musi Historię zdemaskować chociażby po to. i na dodatek zaraża wszystkimi chorobami.najbardziej dociekliwe i sceptyczne umysły pozostawały w kręgu objawienia z tej prostej przyczyny. który być może już ktoś pisze.tak mógłby brzmieć tytuł soteriologicznego traktatu.dno. Okna już szarzały. by człowiek odzyskał choć odrobinę suwerenności. Według nas potomek (dzisiejszy . całkowicie ją zawłaszcza. Pojedyncza egzystencja posiadała zdecydowane pierwszeństwo przed Historią. Święty Graal. o których milczy Pismo. dowodu. przywłaszcza sobie wszystkie języki. Wszyscy razem i każdy z osobna możemy podać w wątpliwość. wyszła daleko poza egzegezę Słowa. która przy wszystkich możliwych zniekształceniach pozostawała jednak prawdą. wahając się między łóżkiem a jeszcze jedną kawą. A. pozwoliła rozpatrywać je i badać indywidualnie.

W przestrzeni powiatowego sklepu z dywanami łatwiej przychodzi zrozumienie zastanawiającego faktu. tylko nieco dalej. Śmierć istniała na podobnych prawach. Fakturą i kolorami przypominają niewielkie dywaniki i łatwo byłoby się pomylić. Spełniany w ciemności i odosobnieniu akt seksualny zyskiwał status sakralności poprzez fakt. W tej samej hali. że nigdy w tysiącletnich dziejach nie stać nas było na żadną przyzwoitą herezję. W przytulnych beżach. Ekspozycje zmieniają się w nich szybko. mamy makatki na ścianę. Od perskich wspaniałości po tysiąc złotych sztuka przez jaskrawą postmodernę po osiemdziesiąt za metr bieżący po spokojną technokratyczną błękitną szarość. kwadraty i owale zdobione niekiedy frędzlami. Fantomy po przystępnej cenie Istotą tajemnicy zawsze było to. obwiedzione czarnym konturem jak z Raoula Dufy’ego postacie Jezusa. rozciągnięte na konarze tygrysie szczenię albo dalekiego krewniaka Króla Lwa o lirycznym. Po prostu nie traktowaliśmy samej religii dość poważnie. niezmąconej samotności. Żaden człowiek nie mógł mu towarzyszyć w tej podróży. następująca choćby przez sąsiedztwo. leżącą nie wiedzieć czemu „na przecenie”. które na nich znajdujemy. Ale jeszcze bardziej przykuwa uwagę sprowadzenie obrazów religijnych do rangi maskotki czy wręcz przytulanki.w mroku i w ukryciu. zgodnie z nerwowym drżeniem współczesnych gustów. Prócz pojedynczych portretów wiszą również grupowe: Święta Rodzina i dywanowa kopia Ostatniej Wieczerzy Leonarda da Vinci. Bardzo interesująca jest ta . Natomiast jeśli idzie o „malarstwo” czy też „tkactwo maszynowe świeckie” odnajdziemy jedynie kotowate: miłego wielkookiego mruczka. a tłumy przechadzają się w poszukiwaniu najdoskonalszych wcieleń własnych pragnień. że oglądać ją mógł jedynie Bóg. brązach. Jana Pawła II ujęte są w prostokąty.mimowolna zapewne sakralizacja zwierząt.O makatkach Wielkie sklepy i magazyny przypominają urządzone naprędce galerie i muzea. łagodnym wejrzeniu. że dostępny był jedynie boskiemu spojrzeniu. z dnia na dzień. Umierający przechodził z jednej rzeczywistości w drugą w absolutnej. Dzisiaj tajemnica przechadza się w pełnym . Podobnie rzecz miała się z morderstwem: musiało pozostawać na peryferiach widzialnego . Weźmy na przykład skład wykładzin i dywanów w moim powiatowym mieście. Znajdziemy tutaj wszystko. Tonacja przedstawień jest właściwie identyczna i z daleka kociątko łatwo pomylić z papieżem. gdyby nie wzory czy też obrazy. Matki Boskiej.

W równym stopniu mamy:utaj do czynienia z chęcią poznania niewiadomego. Jednym z owoców cielesnej albo też antropocentrycznej rewolucji jest pornografia. W rezultacie otrzymujemy panoramę wątków współczesnej kultury . bo rewolucja cielesności zbiegła się w czasie z rozwojem technik wizualnych . w których znajdziemy odniesienia do osiągnięć kina awangardowego. W nieruchomym kadrze komiksu pojawia się obraz świata. wideo . W wyeksplorowanym świecie i wszechświecie ludzkie ciało wydaje się ostatnią tajemnicą wartą spenetrowania. Jerzy Szyłak w swojej książce pod tytułem Komiks i okolice pornografii.. a fotografie z pornomagazynów przypominają ilustracje z atlasów anatomicznych. Albo co począć z komiksem Chantal Montellier pt. Innymi słowy. jak i tej. fauną. To trochę tak. Owo „co począć” powraca zresztą stale podczas lektury książki Jerzego Szyłaka. że tylko częściowo mają rację ci. napowietrzne obrazy. którzy zainteresowanie zbrodnią. Tematem jednych i drugich jest ludzkie ciało w czasie seksualnego aktu. chłodny i rzeczowy sposób. Niegdysiejsza podróż duszy z widzialnego do niewidzialnego. takie jak przemoc. z przyrodzonego ku nadprzyrodzonemu. I tutaj rzecz się komplikuje. Podstawą studium jest erotyczna i pornograficzna odmiana komiksu. jest to najzwyklejszy pęd do wiedzy. feminizm. W końcu filmy pornograficzne najbliższe są filmom przyrodniczym.świetle. jakby dawny koncentryczny model uniwersum z ziemią. samym obrazem i odbiorcą? W dodatku komiks zrealizowany jest środkami. Myślę.tworzących świetlne. skoro jest komiksem. W końcu jest to chyba jedna z pierwszych w języku polskim prac tak szeroko traktująca o problemie cielesności i pornografii we współczesnej kulturze. O seksualnych stereotypach w kulturze masowe] próbuje opisać ten fenomen w analityczny.tak masowej. który podejmuje istotne treści społeczne. zmieniła się w wędrówkę wewnątrz cielesnej powłoki. co zrobić. z którą nie bardzo wiemy. między twórcą obrazu.. a jednocześnie głęboką analizą relacji między świadomością i podświadomością. telewizji. Wonder City. rozpad starych struktur cywilizacji. flcrą.kina. gwałtem i destrukcją składają na karb dewiacji. kina niemieckiego ekspresjonizmu i secesyjnej grafiki Aubreya Beardsleya. sferami niebieskimi i samym niebem zapadł się raptem do wewnątrz pod wpływem jakiejś implozyjrej siły i zmalał do rozmiarów przeciętnego ludzkiego organizmu. bo opowiada o rzeczach istotnych i „wysokich” językiem na wskroś masowym i popularnym. Bo gdzie na przykład umieścić komiks Crepaxa Lantena magica. Oto ludzkie ciało staje się ośrodkiem myśli. czyli w punkcie . Metaforycznym i zarazem dosłownym.

zawsze w takich samych pozach. a potem sięgnąć po nią w dowolnie wybranym momencie. Można przyglądać się im uważnie.. bo gdy jedni mają za dużo. Trudno o coś bardziej obnażonego i zarazem martwego. Ilustracje i postacie na nich przetdstawione są zawsze na miejscu. że ktoś zjada trzy obiady. wyrafinowanej aranżacji i kostiumu mamy jednak do czynienia z ludzkim . i koniec refleksji następowałby już u jej początku. równoważy się z faktem czyjejś głodowej śmierci. Tyle tylko że nie miałaby specjalnego sensu. których witryny wypełniają przeróżne men only i hustlery. W sferze seksualności tymczasem takie nierówności nie występują.ach tysięcy kopii nagość ma w sobie tyle seksu. Po prostu niczego bardziej elementarnego nie da się o człowieku powiedzieć. powielona w setk. wypreparowane i całkowicie pozbawione woli wiodą w świecie żywot przedmiotów.mniej więcej od tego momentu. W dodatku w perspektywie społecznej obżarstwo czy rozpasana konsumpcja są kamieniem obrazy dla chrześcijańskich wartości ubóstwa i współczucia. Nieruchome. Zawiera ponad sto ilustracji. Możemy w końcu zamknąć książkę. sprawozdania z odwiedzin w eleganckich restauracjach . Oczywiście.krytycznym człowieczeństwa. Ale zarazem bezsprzecznie są ludźmi. w którym nasi przodkowie zaczęli emancypować się ze świata przyrody. powodzenie tych „badań naukowych” wśród szerokiej publiczności spowodowane jest przyjemnością. od początku albo od środka. w której refleksja o człowieku mogłaby się zacząć od początku . gdy materia zyskuje całkowitą władzę nad duchem. Tutaj przychodzi mi do głowy nieco przewrotna myśl: otóż nikt nie zarzuca obsceniczności. można pobieżnie kartkować. można zaczynać od końca. Ich zimna. to drudzy mają mniej albo zgoła nic. Pornografia i jej gwałtowna ekspansja są prawdopodobnie skrajną odpowiedzią na to rozdwojenie. całkowicie poddane woli obserwatora.. W jego podziemiach w głównym pasażu są kioski. Innymi słowy. w jakiejś ogólnej ekonomii fakt. ponieważ pornografia jest praktyką przyjemności.a przecież dotyczą równie głębokiej i nieredukowalnej cielesności. Mimo całej sztuczności. W jaskrawym elektrycznym świetle pośród tłumu przechodniów półnagie kobiety na okładkach przypominają piękne trupy. Nieredukowalność pornograficznej prawdy stawia nas w sytuacji. a nie prokreacji. Przeglądam książkę Jerzego Szyłaka. zepsucia czy też swoistej pornograficzności autorom publikującym wyrafinowane opisy z dziedziny rozkoszy kulinarnych. że od braku „tych rzeczy” nikt jeszcze nie umarł. Byłem na Dworcu Centralnym w Warszawie. jaką publiczność może czerpać. co telewizor Sony albo lśniąca karoseria samochodu. Chociażby dlatego. Ta schizofreniczna rozbieżność społecznej akceptacji dowodzi wysoce niejasnego statusu seksualności w kulturze europejskiej.

pomieszczonym w zbiorze Podwójny płomień. przestrzenią. Dusza stała się cielesna. Znamienny jest fakt. Gdy markiz de Sade projektował swoją utopijną rzeczywistość. . której ukoronowaniem była paranoja zamku Sillig. Po prostu po dwustu latach jego wizja nabrała realnych kształtów. co można usłyszeć. pornografia jest bardzo dobrą ilustracją tej tezy. materia . możemy je w końcu w taki czy inny sposób unicestwić. że już tylko aranżacja świata może zapewnić namiastkę jego zrozumienia. Przywołuję tutaj de Sade’a nie z ekstrawagancji. skończoną opowieścią niż nad żywym ciałem. nad którymi posiadamy pełną władzę i kontrolę. która rozpływała się w trwaniu. Masowa produkcja pornograficzna powoduje. Octavio Paz w eseju Plac i alkowa. a może nawet ważniejsze niż sama akcja. ani czymś. Okrucieństwo wobec ofiar było jedynie środkiem do uzyskania demiurgicznej niezawisłości. by wyemancypować libertyna ze wszystkich możliwych uwarunkowań. Wystarczy przeczytać parę stron. że nie czujemy. Oto mamy człowieka w jego najintymniejszym i nienaruszalnym aspekcie. Tyle tylko że zupełnie na opak. (. że w 120 dniach Sodomy równie ważne. są opowieści czterech narratorek. z którymi utożsamiła się dusza. uprzestrzenionym czasem.poprzez parodię zdarzeń.. Drugi element. a dokładniej . W końcu łatwiej jest zapanować nad zamkniętą. Już nie był substancją. bo w centrum pornograficznego zainteresowania leży określony funkcjonalizm ludzkiego ciała. materia .traktować ją jako jedną z jego funkcji.ostateczny kres kosmosu dla Plotyna . zobaczyć. a zarazem jego uprzedmiotowienie sprawia.) Ciało przestało już być czymś trwałym. w których rzeczywistość oglądamy poprzez jej odbicie. Miejsce Wielkiego PanaLibertyna zajęło społeczeństwo demokratyczne. a zdarzenia . nie miał na celu ewokacji seksualnej przyjemności. W tym celu ofiary musiały być całkowicie uprzedmiotowione. Oczywiście. że właściwie wszyscy mamy nieograniczony dostęp do niezliczonej ilości cielesnych przedmiotów. Możemy je skazać na intymny związek. Wydaje się. Jest to gra we władzę i posiadanie bez ryzyka przegranej i bez ryzyka odpowiedzialności. Istota pornografii zawiera się właśnie w tym napięciu.jest wyłącznie zespołem funkcji. widocznym i dotykalnym . Drukarnie i wytwórnie filmowe wypuszczają codziennie tysiące ludzkich fantomów. opisuje zmierzch modelu świata opartego na dualizmie ciała i duszy: Poprzez najrozmaitsze hipotezy i teorie zaczęliśmy duszę uzależniać od ciała. abyśmy naruszali suwerenność osoby. Markiz konstruował ten świat po to.niesubstancjalna. by się o tym przekonać..ciałem. wyczuć dotykiem: stał się energią. Ta karykaturalna namiastka boskiego panowania doskonale pasuje do czasów.również zaczął zanikać.

. Próbuję nabrać do pornografii dystansu etycznego i przychodzi mi to z trudem.elektronikę. że pornograficzny egzorcyzm pod koniec XX wieku staje się czymś najbardziej zwyczajnym. wspaniały i niewinny świat. Wszystkie człowiecze tajemnice staną się całkowicie dostępne analizie. w której fantomy będą odgrywały to wszystko. Niewykluczone.to okaże się. wibracji i wyładowań elektrycznych. Wszystko wydaje się przebiegać w jakiejś przestrzeni pełnej drgań. powinny być przecież równie odrażające jak rozkładówka „Catsa”. Jest ono wprawdzie nieco innej natury niż dreszcz seksualny. co do tej pory musieliśmy odgrywać i przeżywać sami. optykę. Uczestnicy mają wprawdzie na sobie ubrania. a pstryknięcie pilotem jest bezpieczniejsze od samobójstwa. w których uczestnicy na oczach milionów widzów redukują swoje człowieczeństwo do pragnienia posiadania jakiejś sumy pieniędzy czy eleganckiego duperela. Pornografia próbuje tę siłę oswoić. lecz prezentowany przez nich spektakl wywołuje podniecenie. W końcu gnostyckie przerażenie materią owocowało dwiema skrajnymi postawami: ascezą albo właśnie libertynizmem. z której ma się wynurzyć nowy. Film. Kultura w swoich najżywotniejszych przejawach staje się coraz bardziej „energetyczna”. ale . Wszak trudno dopatrzyć się winy w przepływie energii. cybernetykę. Staniemy się widzami samych siebie. performance. burzę. okaże się. Nikt przecież nie zaprzeczy.Jednocześnie jednak mamy tutaj do czynienia z jakąś zredukowaną. w jakiejś elektronicznej siatce równoleżników i południków. Wizualizacja kultury pozwala nam na dziwne transcendowanie człowieczeństwa: oto możemy zaprogramować alternatywną rzeczywistość. gnuśną i ledwo ożywioną materię zmusza do najgwałtowniejszych i najdelikatniejszych zachowań. świadomość własnego ciała. Telewizyjne turnieje. że seks jest silą. by stały się płaskie i dwuwymiarowe jak fotografia czy film. że jej rdzeniem wcale nie jest rozkiełznana lubieżność. W końcu łatwiej poradzić sobie z obrazem niż z życiem.stosunkowo najmniej „odhumanizowanej” gałęzi sztuki . telewizja. która przypomina zawieję elektronów na telewizyjnym ekranie. i przez to mniej groźne. który usiłuje gwałtowne i ciemne instynkty postawić w pełnym świetle. że metafora nabiera cech rzeczywistości. wideo czy muzyka przypominają wysoce wyspecjalizowane dziedziny . który ze zjawiska substancjalnego powoli przekształca się w zjawisko energetyczne. Octavio Paz pisze o kosmosie.. Gdy przeniesiemy tę metaforę na dziedzinę kultury. a czasem nie przychodzi wcale. ale perwersyjny rodzaj purytanizmu. Nawet gdy sięgniemy do teatru . Wygląda na to. że jego rewolucyjne przemiany w latach 60 dokonywały się raczej pod hasłami z dziedziny kinetyki niż dramaturgii: ruch. elementarną formą duchowości. swobodny przepływ energii. która ciężką.

Kultura popularna pozbawiona jest kompleksów i mówi o tym wprost. by w ogóle spełniać swoje podstawowe zadania z własnym i naszym przetrwaniem na czele. a gdy atakujemy zawzięcie jakąś konkretną. Jedzenie. Ich modelem jest raczej rodzaj zacieśniającej się spirali. Spoza groteskowych i perwersyjnych obrazów. Raz rozpoczęta. których treścią są cielesne związki miedzy ludźmi a ich inteligentnymi wytworami. łańcuchy i aniołowie. i sznury lampek z elektronicznymi . co estetycznej. pragnienie władzy. że dzieje człowieczeństwa nie są wcale procesem linearnym czy chociażby cyklicznym. podobnie jak lista siedmiu grzechów jest może nieco jednostronną. niegdyś zwanej duchowością. ale dość precyzyjną charakterystyką naszej natury. Wystarczy chociażby otworzyć ją na rozdziale zatytułowanym Wibrator obdarzony rozumem. Tym bardziej że książka Jerzego Szyłaka przedstawia nam pornografię jako skuteczną metodę opisu współczesnej kultury i kondycji człowieka. wybraną przypadłość. w których odbijają się pomniejszone światy. że kultura jest represyjna. że gdy pielęgnujemy jedną cechę. . Po prostu jest tak. Natomiast szczególna represyjność wymierzona w jeden wybrany aspekt naszej cielesności budzi zastrzeżenia natury nie tyle etycznej. inne zazwyczaj mogą się w tym czasie bez przeszkód rozwijać. przeziera niepokojąca prawda. Do truizmów należy stwierdzenie. najczęściej zapominamy o innych.. nietrwałą i być może zbędną. seksualność. O okrucieństwie świąt No więc najpierw są ozdoby choinkowe: złote. w której zainteresowanie człowiekiem zostanie całkowicie zastąpione zainteresowaniem ludzkimi wytworami. Ta poroniona transcendencja przypomina w istocie autoerotyzm. czerwone i błękitne bombki. antropocentryczna rewolucja najwidoczniej nie ma zamiaru się skończyć i popychana ironiczną logiką zmierza ku sytuacji. Autor analizuje tutaj komiksy. w której człowieczeństwo jest tylko jedną z możliwych form istnienia inteligencji. No więc z tym dystansem nietęgo. tak teraz próba przekroczenia własnej kondycji jest podejmowana za pomocą produktu. Komiksy i masowo produkowane filmy wideo przedstawiają sytuację. W dodatku formą dość kruchą.właściwie każdą z tych potrzeb można odbić w pornograficznym lustrze..przecież avaritia w hierarchii grzechów głównych zajmuje miejsce wyższe niż luxuria. Bo jeśli u początków myślenia religijnego transgresja ludzkiej kondycji przybierała postać związków między ludźmi i bogami. Musi taką być. Harmonia cnót powinna odpowiadać harmonii grzechów. w których ludzie i cyborgi splatają się w miłosnych uściskach. pragnienie posiadania.

. literaturoznawstwo i historię (. podszyta jest absurdalnym okrucieństwem. zestawy do dziecięcego makijażu. brzuszki. świetliste pałace z tysiąca i jednej nocy w granatowych otchłaniach noworocznego nieboskłonu. Pinokiem i resztą najcudowniejszych tajemnic dzieciństwa. Zamiast niego dostajemy coś. chiński anioł i chińskie lampki na choinkę docierają do nas całkowicie odarte ze swojego pierwotnego sensu. aforyzmów. lalki.. w którym przepadają rozróżnienia między dziecięcym a dorosłym.) jest autorem powieści. syntetycznego pluszu i gąbki. że Święci Mikołajowie przybywają do nas. widać pracowitość. to widać. powiedzmy. rakiety.Współczesny Wolter (. Chiński Święty Mikołaj.) studiował prawo. A wszystko razem i każde z osobna opatrzone jest napisem „Made in China”. że codzienność. Mam słabość do eleganckich książek w twardej oprawie. fontanny kolorów.. widać nawet dwieście. pamfletów. I rzeczywiście . siedmioma krasnoludkami. I tak jest to lepsze niż import maoistowskiej ideologii w latach 60 i 70. rozpraw krytycznoliterackich. czyli zachwyt. komplety flamastrów non toxic. teologię. filozofię. i zastępy Świętych Mikołajów na baterie: białe brody..po przeczytaniu kilkudziesięciu stron chciałoby się powiedzieć: no tak. Przedmioty jednak przemawiają do wyobraźni bardziej niż idea i gdy widzę chińskiego pluszowego misia. co przesycone jest ironią. gdy tymczasem autor jest prostym doktorem: Niewątpliwie najwybitniejszy krytyk i historyk zachodniego chrześcijaństwa i Kościoła rzymskokatolickiego. A zaraz potem fajerwerki.pozytywkami. Zwłaszcza pochwałami sygnowanymi przez samych profesorów. świat bajek z Królewną Śnieżką. kredki. Duchowy lumpenproletariat Przeczytałem Krzyż Pański z Kościołem Karlheinza Deschnera. historycznych. farby. których obwoluty wypełnione są pochwałami. I . a może i trzysta. to czuję. w dłoniach świece i worki pełne marzeń o prawdziwych prezentach.. Oczywiście. mirakularność związków chemicznych spleciona z olśnionym wzrokiem i oniemiałą wyobraźnią. z prowincji Liaoming.. Później są misie.) pracuje do ponad stu godzin tygodniowo. tysiąckrotne rozbłyski. sztuczne ognie. królestwo barwnego plastiku.Najwybitniejszy w tym stuleciu krytyk Kościoła . filozoficznych (. instrumenty z tuzinem gotowych melodii.. jakiego wydał wiek XX . barwne pająki.) odbył dwa i pól tysiąca wykładów (. płomieniste kule na czarnym niebie. w czasach globalizacji trudno się dziwić. do której tak łatwo się przyvyka.. widać nawet nie sto. której stężenie trudno jest wyrazić w języku dotychczas nam dostępnym.

Cóż właściwie wtedy pozostaje prócz teraźniejszości. W dziewiętnastym wieku i na początku dwudziestego uzasadnienia leżały w przyszłości. potępienie prostytucji .. prostytucja. w której życie i śmierć stają się nagie i oczywiste. a więc pisma duchownych. to źródła kościelne. Z czasem. to polega ona na używaniu starych i sprawdzonych pojęć i nieco nowszych terminów.właściwie wszystko to. umykającej rzeczywistości. kompleksu itp. aby rzeczywistość przystanęła i nastawiła ucha. inni uważają. Fakty dotyczą skandali seksualnych oraz zdarzeń i zjawisk. jak ludzie potrafią się zestarzeć w ciągu jednej nocy. nadaje się na prezent dla radykalnego szesnastolatkaanarchisty. Jedni usiłują coś pojąć ze zmiennej. Świat ledwo to wytrzymał. że autor w ciągu czterdziestu lat spotkał się z półmilionową rzeszą słuchaczy. ze świadomością jego upływu. historia. nieprecyzyjnej wprawdzie. jaką prezentuje autor. która miała nas wywieść z ziemi niechcianej do ziemi obiecanej. Współczesność jest tym starsza. im odleglejszych szuka dla siebie uzasadnień. to jednak nie tyle współczesnym. Nic dziwnego. może podać w wątpliwość . odstępstwa od rygoryzmu.niewiele ponadto. Przyszłość okazała się zdradą i fantomem. że wystarczy dość głośno krzyczeć. książka Deschnera jest antologią cytatów przeplatanych komentarzami. Jeśli idzie o współczesność. na przykład. wystawieni do wiatru przez wspomnienia. Przedmiotem krytyki są rygoryzm moralny. celibat duchownych. mistyka. kazania. homoseksualizm duchownych. które autorowi wydają się skandalami. Ciemnota.. autor cytuje głównie doniesienia prasowe. klasztory żeńskie i męskie. Co najwyżej może podjąć próbę negacji historii. żeby miał argumenty w dyskusjach z reakcyjnymi rodzicami. lecz na tyle bliskiej. jest chyba trochę tak jak z rozumem: jedni go mają. Jeśli autor jest Wolterem. Ale człowiek nie może utracić pamięci. Wystrychnięci na dudka przez nadzieję. listy itp. heteroseksualizm duchownych. Jeśli chodzi o metodę krytyczną. jeśli weźmiemy pod uwagę. gdy dotknie ich nieszczęście: świt zastaje ich posiwiałych. a inni nie. Stylistyka przypomina rewolucyjne wystąpienia na wiecu .co jest w pełni zrozumiałe. że postarzał się tak. co Deschnerowi z seksualizmem się kojarzy (a kojarzy mu się właściwie wszystko). głupota i zabobon występują pod nazwami stłumienia. Książka ładnie wygląda na półce. Mówiąc najkrócej. Większość źródeł. łamanie ascezy. okazała się oszustwem. asceza. że była w stanie zmobilizować i wykorzystać kolosalne zapasy energii. frustracji. zwłaszcza tych dotyczących dziejów dawniejszych. co wciąż osiemnastowiecznym. Cytaty opisują mniej lub bardziej znane fakty z historii europejskiego chrześcijaństwa i historii Kościoła.

Lump żyje teraźniejszością. lekceważenia i pogardy epitet . etc. Książka Deschnera jest dobrą ilustracją takiej próby. Tyle tylko że z podróży sentymentalnej wracamy do normalnego życia i nie próbujemy seplenić ani siusiać w majtki. na przykład Marcela Prousta.o duchowy lumpenproletariat. więc może go eksploatować zgodnie z zasadą „grab zagrabione”. „Pierwotność” dla antyhistorycznego myślenia jest zawsze pozytywna. kultura i religia.nie odnosi się jedynie do hipisowatych turystów podróżujących do Indii. o jakiś rodzaj nowej. Wybrałem te dwie wypowiedzi Josifa Brodskiego. nieprzydatne. Jedyną . bo jednocześnie czuje się z czegoś wydziedziczony. że został zdradzony. „tajnego” islamu szyickiego. próbuje się potem wykorzystać. sunnizmu. Jeśli nie ma dla nich zastosowania w aktualnej rzeczywistości. duchowej formacji . Świat nie jest jego miejscem ani własnością. okazało się pułapką. To wycofanie się do początku czasu przypomina rozpamiętywanie dzieciństwa w chwilach. że owe „wszystkie ludy” trzeba odczytać jako społeczeństwa leżące poza zasięgiem historii. A parę lat później mówi.kontynuacja historii . Mianowicie o to. O co innego tutaj idzie. w którym się znajduje. to znak.napawa nas lękiem. Josif Brodski w Ucieczce z Bizancjum przywołuje postać duchowego lumpa znudzonego jogą. Ideologiczna podróż do źródeł czasu jest zawsze wyprawą po łupy. tak żeby całe społeczeństwo mogło je przeczytać. historyczny czas okazał się żywiołem równie groźnym i nieprzewidywalnym jak mroczna i zwierzęca przeszłość. To. że rzeczywistość jest szalona.pełen irytacji.słuszność drogi. Duchowy lump . bo pierwsza z nich dobrze stawia diagnozę i w jakiś sposób odkrywa jednostkę chorobową. uczuciem raczej zwierzęcym. jest fragmentem ciekawego zjawiska właściwego współczesnej kulturze. która doprowadziła go do miejsca. jak byłyby anachroniczne. Pomińmy jawną głupotę tego „znaczenia pozytywnego” . stojącym na antypodach ludzkiego uczucia nadziei. które niezależnie od tego. z której miał nas wyprowadzić. co ma nadejść . a druga ukazuje bezradność medycyny. W pewnym sensie wszyscy do niego należymy. Fundamentalne znaczenie seksu wyraża się w wierzeniach wszystkich ludów i pierwotnie było to zawsze znaczenie pozytywne. że chciałby wydać w odcinkach dzieła kilku autorów. buddyzmem czy Mao. że coś mu jednak zabrano. Konkwistadorzy z Peru wykazali więcej umiaru: zrabowane skarby przetapiali po prostu na sztabki i monety. Linearny. obce czy niezrozumiałe. które wyznaczały cywilizacja. Miejsce. by stwierdzić. Chodzi tu o coś więcej. Doświadcza poczucia.wystarczy przeczytać parę książek napisanych „po Wolterze”. Zajmuje go przetrwanie i zaspokojenie. że autor pisze raczej o swoich wierzeniach niż o wierzeniach „ludów”. Nepalu czy Konstantynopola. gdy dorosłość da nam w kość. ryjącego teraz w głębiach sufizmu.

W pojęciu zdradzonych i wydziedziczonych wszystkie te zjawiska posiadają walor prawdy i niewinności. prymitywne ludy. tantra. dla gnostyków materia. Ale jak wszystkie wyprawy po niewinność. Indianie z prerii. Jeśli człowiek posiadał jakąś duchowość. że wszystko w dziejach mogło potoczyć się inaczej. odpowiedzi na pytania . Ta krytyka ma w sobie coś z odwróconego manicheizmu. joga. ożywionej i nieożywionej materii. zanegować historię. czary . To wyprawa po niewinność. by odnaleźć miejsce w uniwersum. Filozofia New Age’u mówi o tym wprost. antyintelektualnym doświadczeniu.chociaż należałoby mówić raczej o archipelagu . Jej naturalny charakter jest jedynie postulatem. natura i cielesność były postaciami absolutnego zła. szamanizm. nauki ezoteryczne. urazów i tęsknot. Ale jak to zazwyczaj w ideologicznych propozycjach bywa. Stworzona jest z lęków. co dane w instynktownym. lecz właściwością kosmosu. Przynależą w jakiś sposób do świata natury chociażby przez fakt. zostaje odwrócone o 180 stopni. spędzających wakacje w indiańskich tipi. sufizm. tak i ta naznaczona jest naiwnością. Duch. który potrafi pogodzić wszystkie przeciwieństwa. Dla innych. Dzisiejsza gnoza mówi coś przeciwnego. Trzeba zakwestionować swoją kondycję. zdradzieckimi duchami są zjawy Kolumba i generała Custera. który z aktualnej perspektywy przypomina raczej upadek niż wyzwolenie. katarzy. Ziemia.to wszystko i sto jeszcze innych rzeczy staje się przedmiotem osobliwego kultu. Duch przenika wszechświat i utrzymuje go w harmonii. Przegrana albo istnienie poza europejskim i chrześcijańskim kręgiem cywilizacyjnym są dowodem prawdziwości. analizy i komplikacji i szukają wytchnienia w cieniu skrzydeł anioła Wschodu. Wschód. tym oszustwem była decyzja Konstantyna. jej flora i fauna są kulturalne. Dla manichejczyków. Jeszcze inni walczą z zachodnim demonem złożoności. Dla jednych. Jej obsesyjnym odniesieniem jest natura i wszystko to. że nieobecni nie mają racji. odrzuciła je lub wręcz podeptała. jeśli istnieje. odległe kultury. Powiedzenie. jak Deschner. że historia ich nie dotknęła.możemy sporządzić mapę frustracji współczesnego człowieka. o ile kultura jest matką ideologii. Kolchida dzisiejszych Argonautów istnieje tylko w ich wyobraźni. Towarzyszy jej wiara. zapomnianych i przez to nieskalanych rejonach pierwotnej jedności.nieskorumpowaną formą bytu pozostała natura. ciało i kosmos więziły ducha. O tyle. Indianie z Meksyku. że w którymś momencie dokonano kolosalnego oszustwa. Obserwując kształt tej szczęśliwej wyspy . Duchowość nie jest ludzką właściwością. stosując w dodatku oczyszczającą sumienie białego drapieżcy wegetariańską dietę. to zgubił ją w procesie emancypacji. kabała. to zamieszkuje w odległych.

W księgarni. wystarczy poznać jego zagubione i zapomniane prawa. a przynajmniej bardzo trudny. W końcu prawdziwi święci nigdy nie byli zadowoleni ze swojej świętości. jest oddzielny stół. Uderzający jest pragmatyzm „naturalnego” modelu istnienia. nie musimy zajmować się kulturą. Schizofrenia bytu opiera się zawsze na poczuciu. Można podejrzewać. Towarzysząca mu pani zgodziła się z tym skwapliwie i napomknęła coś o przemyśle farmaceutycznym. że energia płynie z lewej do prawej półkuli mózgu (a może odwrotnie. że jest to lekarstwo na wszystkie choroby. że stajemy się podobni do plemienia zbieracko-łowieckiego. W istocie ma on więcej wspólnego z techniką niż z dziedziną duchowości. tak jak prawdziwi zbrodniarze nigdy nie mogą sobie darować nieuwagi. który od roku pije swój mocz i twierdzi. Można spożywać ich owoce i nie grozi już żadna kara. Od rzeczy na temat prostych dolegliwości aż do wydawnictw doradzających. Istnienie w kulturze wymaga wysiłku.. że mocz mógłby pomóc w walce z wirusem HIV. że to napięcie stanowi istotę człowieczeństwa. wszechświata i naszych ciał. wymyślili diabła szczegółu i rozróżnienia. przywraca mu bowiem harmonię w organizmie. w którym rosną wyłącznie drzewa wiadomości. przemysł farmaceutyczny.. Dyskurs okazuje się niemożliwy. dlatego możemy być pewni zaspokojenia. a lewą do czoła (bądź odwrotnie) i wszelki ból ustąpi. Współczesny świat przypomina ogród Edenu. Duch nie przemawia skompromitowanym językiem. W końcu biali ludzie wymyślili filozofię na własne usprawiedliwienie. „chemii” i trucicielach. Rozmaitość i obfitość diety sprawia. Ilość odpowiedzi przewyższa nawet ilość pytań. że nie musimy zakładać stałych osiedli. przepajającego materię świata. Niedawno pewien pan w radiu tłumaczył. Tymczasem zwrot ku naturalności. nie zapamiętałem) i wystarczy przyłożyć prawą dłoń do potylicy. ku temu. Pani prowadząca program z entuzjazmem poddała się eksperymentowi nałożenia rąk. Cóż przyjemniejszego niż wędrówka w lesie możliwości i propozycji. Mam kolegę. które to słowo pierwotnie oznaczało uprawę. na którym leżą książki poświęcone „samopomocy”. Skoro jesteśmy tylko fragmentem kosmosu. co przed . która ściągnęła na nich karę. tylko że naukowcy.lub pozahistoryczne. Będziemy wykonywali paramagiczne zabiegi wokół odwiecznego ducha. a pierwotna harmonia natychmiast powróci. . Mit istnienia naturalnego obiecuje wyzwolenie. do której chodzę. Na każde pytanie możemy uzyskać zadowalającą odpowiedź. Nadciągająca era będzie prawdopodobnie erą niewinności. umysłową przepierkę: trzeba tylko usunąć z obrazu rzeczywistości ciemne plamy.zadane „tu” leżą „gdzie indziej”. itd. Podejrzewa również. Raj informacji i przekazów sprawia. że jesteśmy komuś lub czemuś coś winni. że nie wypełniamy takich czy innych wymagań bądź założeń. przypomina łagodną formę prania mózgu.

jak żyć w zgodzie z rodzajem ludzkim i własnym sumieniem. Korzenie rosyjskiego millenaryzmu niewiele się w istocie różnią od jego początków w innych krajach.. które pozwalają przetrwać w tych wybitnie niesprzyjających warunkach. . że były wyłącznymi posiadaczami umiejętności czytania i pisania. które jeszcze do niedawna mogły w mniejszy czy większy sposób wpływać na kształt kultury . Kultura nigdy nie była w swej istocie demokratyczna. tak żeby całe społeczeństwo mogło go przeczytać. Trudno wyobrazić sobie całe społeczeństwo czytające w ogóle cokolwiek prócz gazet.. Robi to bez pomocy elit. Człowiek współczesny ma przewagę w tej dziedzinie: może swoją świadomość w niemal dowolny sposób zaprojektować. właścicielami tradycji. czyli właścicielami języka. dla przytłaczającej większości był to model opresyjny.wydać Prousta w odcinkach. wraz z nieograniczonym dostępem do kulturowego dziedzictwa. że miałaby dzięki temu być zabezpieczona przed zakusami demokracji.. Tego rodzaju sprawy mają zawsze związek z przewidywaniem nadchodzącego zagrożenia w łonie takiej czy innej społeczności religijnej (. że był to żywot dosyć komfortowy. która miała strukturę pionową jak feudalne państwo. To znowu Josif Brodski. I co za tym idzie.. chociaż bezpieczny. Powszechne prawo wyborcze w polityce pociąga za sobą powszechne prawo wyboru lektury . co byśmy sobie o tym prywatnie myśleli. ale to nie znaczy. Trzeba przyznać. kultura masowa bardzo szybko wyciąga praktyczne wnioski z teoretycznych propozycji filozofów: ledwo kilkadziesiąt lat temu egzystencjalizm uzmysłowił nam osamotnienie jednostki w świecie. Znowu kończy się jakiś wiek. Wariatom świadomość została odebrana. z reguły podsuwając alternatywną interpretację Pisma Świętego. Niezależnie od tego.niechby i najbzdurniejszej. W przemijającym modelu kultury na egzystencję poza historią mogli pozwolić sobie szaleńcy i dzieci. Jak widać. dzieci jeszcze jej nie otrzymały. że chciałoby się zastosować go w skali uniwersalnej.chociażby przez to. znowu czas niepostrzeżenie porzuca swoją linearną postać i . tym razem z eseju Katastrofy w powietrzu. Lakoniczna precyzja tego opisu końca czasu sprawia. Jest mi trudno wyobrazić sobie całe społeczeństwo czytające Prousta. Jej arystokratyzm i hierarchiczność przemija wraz z powszechnym dostępem do informacji.) oraz z ograniczoną w tej społeczności umiejętnością czytania i pisania. a już mamy podręczniki. Szlachetność tej wizji dorównuje tylko jej anachroniczności. Nieliczni czytający i jeszcze mniej liczni piśmienni zwykle kierują wszystkim.

zwierzęce i roślinne zachodzi jedno na drugie i człowiek ma błogą świadomość. jakby prosta i napięta forma zmęczyła go. gdzie odpowiedzi są dane i gotowe. Ten brak wiary napełnia nas poczuciem pewnej rezygnacji: świat wprawdzie będzie istniał. jakby chciał odpocząć. tleniona dama ćwiczyła z fortepianem operowe arie. Na Słonecznej (a jakże) w hotelu Glorietta we wnętrzu a la średni Gierek ktoś na ścianach wymalował wielkie freski prosto z grafik Aubraya Beardsleya. W końcu to analfabetyzm pozwala nam żywić nadzieję. Na naukę pisma własnej kultury potrzeba czasu i umieramy z poczuciem. po rowach kaczki. I raptem jest tak. Dalej jest tylko lastryko. jest zegarowa wieża z daszkiem trochę jak z chińskiej pagody. W Domu Zdrojowym (obecnie kino Wczasowicz) pod zawile belkowanym stropem w kolorze pistacji. że niewiele zrozumieliśmy. Czym różni się to millennium od wszystkich minionych? Przede wszystkim chyba tym. O Iwoniczu Oczywiście. że zaczyna przypominać niegdysiejszą ortodoksję. całego gatunku. a vis-a-vis w Iwoniczance brązowa od słońca kelnerka w . Wyrusza dalej i „gdzie indziej”. i jest jak zawsze. że prawda została gdzieś zapisana. jak zwykle nic niczego nie zapowiada. że nie wierzymy w definitywny koniec świata.zwija się na podobieństwo węża zupełnie tak. Panie i panowie przechadzają się i z fajansowych naczyń w kształcie psów. dotyczy sposobu istnienia człowieka w świecie. Ograniczona umiejętność czytania i pisania przekłada się dzisiaj na powierzchowność właściwą synkretyzmowi. tynki w baranek. pod złotym żyrandolem. ale grozi mu śmierć z nudy. pustaki. czyli właśnie powtórzeniem. Alternatywnej interpretacji nie podlega dziś Pismo Święte. jakby zasnął albo wręcz nagle się przebudził. śmierć z powtarzalności. czyli na drodze kury. a na końcu pustka beskidzkiego krajobrazu. Nie dotyczy to wyłącznie religii. w koncertowej muszli dęta orkiestra w smokingach gra Jana Straussa (syna) i Lehara. Podlega jej całe dziedzictwo kultury i cywilizacji. ba. będąca zarazem podobieństwem. W końcu jedzie prosto na południe i wszystkie miasta wojewódzkie oraz powiatowe zostawił już za sobą. wielkim i skomplikowanym jak tort z jakiegoś horroru. Jedzie się przez różne Lubatówki i Kochanówki. słoni i kotów popijają wody jodowo-bromowe. tam. Ale jest też inna różnica. że geografia niczym go nie zaskoczy. ludzkie. Herezja staje się czymś tak banalnym i powszechnym. Jest rynek z fontanną i drewniane podcienia rżnięte w arabeskowo-pasmanteryjne wzory. jego ontologicznego statusu. Pragmatyzm współczesności nie ma ochoty na płacenie takiej ceny.

a Biały Orzeł jak secesyjny sen szwajcarskiego cukiernika. Lecz czy „proste” może być odpowiedzią na „skomplikowane”? Czy naszą potrzebę interpretacji i rozróżnienia można przenosić na rajską dziedzinę dzieciństwa. . czyli zakończenie zdania. Litery pochylają się w prawo.pomarańczowej miniaturce sukienki powiedziała nam ze smutkiem. Czas utracony odnajdują tylko bogaci. jak wzięła kredyt i kupiła sobie dwie kołdry. Być może ta czystość i pierwotność egzystencji sprawiają. Zwłaszcza w takich miejscach. że tam odnajdziemy odpowiedzi na pytania. ale serce zużywa się w ciężkiej pracy. Istnieje oczywiście pamięć serca. Zdrada refleksji dopiero czai się w przyszłości i cierpliwie czeka. bo kucharka właśnie przed chwilą odeszła. o której mówi się. wciąż przytłoczone zmęczeniem. że do jedzenia nic nie ma. że nasze życie niekoniecznie jest częścią większej i sensownej całości. Tak było. mniej też takich punktów w czasie jednostajnego i szarego życia. Pamięć ubogich jest gorsza niż bogatych. gdy owoc poznania nie został jeszcze zerwany? 4 stycznia 1960 roku Albert Camus zginął w wypadku samochodowym. zapomina szybciej. ni z owego rwie się i rozłazi. mniej ma punktów odniesienia w przestrzeni. Ni z tego. refleksyjnej i zagmatwanej fazie życia. że jest najpewniejsza. pismo. Ma czterdzieści lat i jego życie stało się na tyle wyraziste. skoro właśnie wtedy tak bardzo podobni jesteśmy do zwierząt. W poszukiwaniu zdradzonego czasu Pamięć dzieciństwa jest pamięcią zmysłów. któremu się spieszy. W rozbitym aucie znaleziono torbę z niedokończonym rękopisem. a przy stoliku obok jedna pani drugiej ze śląskim akcentem opowiadała. do których przyjeżdżają ludzie. Jacques Cormery wędruje w przeszłość po własnych śladach. które nękają nas w dorosłej. kusi je przyszłość. W Cafe Galeryjka na werandzie popijaliśmy piwo. istot zaprzątniętych życiem jako takim. Sanatorium Excelsior wyglądało jak galicyjska wersja Czarodziejskiej Góry. które musi nadążyć za myślą. akapitu i opowieści. ledwo ją szkicując. Nic dziwnego. lecz zawsze sycą i nigdy nie są trujące. Na razie dostajemy odpowiedzi na wszystkie pytania i przypomina to proste zaspokojenie głodu: potrawy smakują nam mniej lub bardziej. by nam uświadomić. lecz treścią jest pamięć. Między minionym a teraźniejszością. Sto czterdzieści cztery strony wypełnia nerwowe i niewyraźne pismo człowieka. między ubóstwem a dostatkiem sytuuje się główny wątek powieści. ponieważ czas jest wymysłem bardzo niedoskonałym. by zatrzymać młodość. ponieważ biedni rzadko opuszczają miejsce zamieszkania. że powracamy do dzieciństwa w nadziei.

co kochałem na tym świecie. sprzątała. Zdanie to wyjęte zostało wprawdzie z notatek dołączonych do rękopisu. które zdołał sobie przyswoić. tragiczną historię francuskiej kolonizacji Algierii. Zmiana perspektywy religijnej na perspektywę egzystencjalną sprawia. że ma pieniądze. Unosi się jak woń kadzidła przed pustym ołtarzem w kościele. Próbuje z okruchów pamięci innych ludzi i z urywanych zdań matki odtworzyć obraz ojca.by poszukiwać swego odbicia w lustrze czasu. większa od mej epoki. że uciekł od ciemności twojej prawdy. o czułą. gotowała i mówiła bardzo mało. gestów oraz stu słów mniej więcej. w którym Albert Camus chciał podążyć. W kinie musiał odczytywać jej napisy. ale wyraźnie wskazuje kierunek. Nieznośny jest patos tego zdania. zmysłowa i piękna tkanina opowieści pęka i ukazuje nam ascetyczne oblicze moralisty. w naturalnym odruchu człowieka dojrzałego. To poczucie. Jego matka posługiwała się językiem złożonym z czterystu słów. Lecz nie jest to podróż sentymentalna ani tym bardziej historyczna. skryć się w dzieciństwie. miał wiele kobiet i widział kawałek świata. . właśnie przez swoją nieokreśloność i zarazem „nieodzowność”. I jeżeli w perspektywie religijnej sytuacja była jasna i dotyczyła relacji człowiek-Bóg. to w ujęciu egzystencjalnym jesteśmy skazani na wolność i wybór. nigdy nie nauczyła się czytać i pisać. tak jak nieprzekonywająca jest intelektualna warstwa Pierwszego człowieka. jak wielka powstaje próżnia po unieważnieniu grzechu i jak pomysłowej ekwilibrystyki intelektualnej wymaga jej wypełnienie. że miejsce grzechu pierworodnego zajmuje nieokreślone i bardzo szeroko pojęte poczucie winy. Zapach winy unosi się nad całą powieścią. z którego dawno już eksmitowano Głównego Lokatora. Heroizm samotnej. Wuj Ernest był całkiem głuchy. gdy on miał ledwie rok. Możemy być winni wobec słabszych. biedniejszych czy głupszych. Prała. który zginął w pierwszej wojnie. Sięga głębiej i próbuje odtworzyć pełną udręki. Nie usiłuje też. W poszukiwaniu zgubionej dwufrankowej monety potrafiła zawinąć rękaw sukni i wsunąć ramię w dziurę wychodka. Niedokończona powieść nie wyjaśni nam. lub winni wobec świata w ogóle. Gęsta. Jacques Cormery wraca do tego świata i tropi własne życie. Wiemy tylko. Bohater nie próbuje dociekać subiektywnej prawdy serca ani obiektywnej prawdy dziejów. Pierwszy człowiek pokazuje. wybacz synowi. kim właściwie jest. O matko. wypowiadał się za pomocą onomatopei. wykształcenie. o matko. która cię podporządkowała. domaga się nieustannego werbalizowania i ukonkretnienia. większa od historii. Babka również była analfabetką. tak samo jak wobec wielorybów czy zwierząt futerkowych. prawdziwsza od wszystkiego. Wyrósł w ubóstwie nagim jak śmierć.

Równie dobrze mogłoby nas nie być. Osoba matki zyskuje ponadnaturalny wymiar. Chronos. czyli musi zanegować czas. co Rolling Stonesi zamknęli w refrenie I can’t get no satisfaction . parareligijną wykładnię. nie podlega zmianom. w którym zostały popełnione uczynki. określa raczej stan ducha i nie podlega ocenie. które wobec oczywistości i ostateczności śmierci są jednakowo banalne i właściwie obojętne. pan Złotego Wieku. która ma postać braku znaczenia. Lecz Albert Camus z uporem usiłuje znaleźć dla nudy i spleenu. odbywa się w przestrzeni religijnej. To tylko obraz minionej niewinności. można widzieć swoją egzystencję jako coś własnego. Przeszłość jest nieruchoma. jest tylko pewną ilością możliwości.absurdalnej i odpowiedzialnej egzystencji okazuje się ułudą. jako konieczność. Sto lat literatury. czego ona nie może sobie wyobrazić (.doświadczyła ostatecznego upadku i zarazem ostatecznej miłości. Jacques Cormery nie może unieść i znieść własnego życia. Właściwie to jedyny moment.wyższą. Trudno nie porównać tej sceny z fragmentem Zbrodni i kary. powrócił i znów obdarował nas równością. Czas jest dla Jacques’a Cormery’ego zastępczą formą Boga. gdy Raskolnikow przychodzi do nieświadomej jego zbrodni Soni i prosi ją o wybaczenie. w którym protagonista mógłby postawić sobie jakiś moralny zarzut. co już się dokonało. jakby nie dostrzegał. sto lat historii pojęcia i poczucia winy dzieli te dwie sceny. niepowtarzalnego i doskonałego.Dlaczego. co najwyżej może być przedmiotem troski psychoanalityka. A Jacques Cormery? Żyje w świecie umarłych bogów. które w istocie ma być rozgrzeszeniem. bo jedynie w przeszłości.to fragment planów i notatek. Sonia posiadała realną moc rozgrzeszenia. . Jacques ma cztery kobiety naraz. W końcu to Chronos zrodził wszystkie bóstwa i wszystkie je przeżył. albowiem w jej postaci w sposób doskonały ucieleśniało się chrześcijaństwo . odgrywa jego dramat. Ich spotkanie powtarza i aktualizuje historię Odkupienia. prowadzi więc puste życie . równie dobrze nasz los mógłby przypaść komuś innemu.) a tylko ona może wybaczyć. niegroźny prawnuk Raskolnikowa. w którym wszyscy ludzie byli równi. która ma zawsze postać ofiary. dekoracje i widownia całkowicie się zmieniły. A parę stron dalej: Na koniec prosi matkę o wybaczenie . które przecież nie wyróżnia się niczym szczególnym. że w swojej prostocie nie pojmuje upływu czasu albo też pojmuje go zupełnie naturalnie. Można podejrzewać. Jego matka nie jest Chrystusem. Ale pustka nie jest kategorią moralną. Pozostał mu tylko Czas. Jacques Cormery. jest utraconą przeszłością.Ależ dlatego. Jego matka jest Chrystusem. byłeś dobrym synem . dla tego.. Zwłaszcza ten miniony. że teatr. Przyszłość nie ma żadnego celu.. która nie ma znamion przekleństwa. Rodion Romanycz był zbrodniarzem i jego wina miała ciężar i wyrazistość przelanej krwi. w tym.

Albo też (co wydaje się wyjściem znacznie rozsądniejszym) przystać na to. który polega na ślepej wierze w istnienie czegoś takiego jak „sens życia”. i to go bardzo dręczyło. Moraliści zawsze potrafią zepsuć najlepszą zabawę i najlepszą prozę. Ta podróż w przeszłość przypomina pogańskie misterium z czasów. niżbym miał odpuszczenia być godzien. jeno każdy. W nawiedzonym bredzeniu kryją się jednak głębsze sensy. gdy wewnętrzne z zewnętrznym spacerowało pod rękę i oddawało się wyuzdanym i bezgrzesznym rozkoszom absolutnego zespolenia. w środku świata. I chociaż znów się spowiadał.Mały Jacques na plażach Algieru. zanurzyć się w cudowności początku czasu. cielesność. I jeszcze Ignacy Loyola piszący o sobie w trzeciej osobie: Chociaż swą spowiedź generalną w Montserracie odbył z wielką starannością i w całości na piśmie. będę więc tułaczem i zbiegiem na ziemi. siedmiorako będzie karan. gdy mitologii jeszcze się nie śniło. w której łysy i spokojny Mickey mówi przed kamerami TV o swojej niewinności. Ale czy możliwe jest myślenie o kulturze bez rozpatrywania miejsca. często spaprane życie. bogactwo. Zwraca . to w każdym razie może ustrzec przed tym rodzajem głupoty. by odzyskać siły. kto by zabił Kaina. w zaułkach pachnących rozgrzaną oliwą i arabskimi słodyczami. Wędrujemy wstecz nie po naukę.mówi Kain. Jeżeli ta lekcja nie nauczy nas mądrości. W Urodzonych mordercach jest scena. Słońce Afryki podobne jest do pamięci: uszlachetnia i oczyszcza wszystkie minione pejzaże i barwy. pozwalają zapomnieć o demonie refleksji. marność nad marnościami. A teraz powróćmy do teraźniejszości. Lecz egzystencja jest zawsze formą zdrady. zabije mnie . W środku karnawału powtarzają memento mori. że te skrupuły były dlań szkodliwe i że byłoby dobrze wyzbyć się ich. Zirytowała mnie ta książka. że zastąpi ją historia. tak iż był udręczony. w tajemniczym i ekscytującym półmroku miejskiej biblioteki. który mię znajdzie. Cóż możemy zrobić dla minionego? Co najwyżej możemy pogrążyć się w zdziecinnieniu. gdy świat nie był jeszcze podzielony. I rzeki mu Pan: Żadną miarą. niemal seksualność. Wreszcie pewien doktor przy katedrze poradził mu raz przy spowiedzi. Oto mnie dziś wyganiasz precz z roli i kryć się muszę przed obliczem twojem. tak nie będzie. jakie zajmuje w niej poczucie winy? Za wielka jest nieprawość moja. że nie wyznał pewnych rzeczy. że niewinność jest jedynie lustrem. Wiedział on dobrze. każdy tedy. ale po spowiedzi znowu nachodziły go skrupuły i za każdym razem bardziej drobiazgowe. co tylko może sobie przypomnieć. nie czuł się zadowolony. ale po to. ale nie mógł się z nimi uporać. Mickey jest konsekwentnym filozofem. w którym możemy oglądać własne. którego zmysłowość. Zrobił tak. żeby spisał to wszystko. zaczynają załamywać ręce i niczym zbłąkany na Saint-Germain Eklezjasta powtarzają marność. zdawało mu się niekiedy.

ale go nie było.wielki. Staszek się znalazł. ilekroć przechodził. coś mnisiego. Wyglądał tak. Jego postać na zakurzonej drodze miała w sobie coś niebywale ascetycznego. który nadaje jego działaniu pełną suwerenność. wypastowane pantofle i starodawny płócienny plecak na ramieniu. Jeśli istnieje jeszcze coś takiego jak wina. którzy próbują się wolności wymknąć. Błękitne oczy w sieci zmarszczek przypominały oczy ptaka. Czterdziestoletni mężczyzna wspomina dzieciństwo i czuje się jak zdrajca. Zaraz obok. To było jak ze snu. Jest popową. Wielka lśniąca kuchnia. „Takie wagary. Nie . Wolność przestała być celem. marynarka. Poczuliśmy się w tym wnętrzu onieśmieleni. przywraca człowiekowi bezprzymiotnikową. jarmarczną wersją markiza de Sade. Przez kilkanaście lat sąsiedztwa bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Miał sześćdziesiąt lat. pomagałem mu przy owcach. żeby pogadać o kobietach. całkowitą wolność. które przywoził z Podhala. podjęto nas. romańskie łuki. a on. jakby przepraszając za ten napad niegodnego mężczyzny i górala lenistwa. Miał swój szałas jakiś kilometr od naszego domu. Sąsiedzi pokazali nam dom jego syna. Panu Bogu i o życiu w ogóle. to biorą ją na siebie ci.człowieka umiłowanej przez niego Naturze. Znaleźliśmy jego dom .mówił wtedy trochę filuternie. Gdy było trzeba. wstępował. W gruncie rzeczy jest mądry i wie. Tyle że był to ptak dowcipny i bystry. O świcie szedł dziesięć kilometrów do autobusu. ucieszyliśmy się na swój widok. O wielości światów Staszek był bacą. szczupłą żylastą sylwetkę i szlachetną pociągłą twarz. mali i nie na miejscu. Jędruś” . Któregoś dnia byliśmy w okolicach Zakopanego i postanowiliśmy go odwiedzić. kilkadziesiąt metrów kwadratowych i do tego kolorowa jak tęcza papuga bujała się na drążku w wielkiej klatce. przed losem Kaina bez kainowego piętna. posadzono w pufiastych płóciennych fotelach w skandynawskim stylu. Gdzieś między Ignacym Loyolą a Mickeyem leży Algier i krąży obolałe serce Jacques’a Cormery’ego. mikrofale. Czarne odświętne spodnie. Czasami zostawał na noc. gdy nie chciało mu się wędrować do szałasu. jak z amerykańskiego snu. Pozbawiony jest wprawdzie pasji tamtego. że tylko to zupełnie bezsensowne poczucie zdrady i winy może go uchronić przed grozą niewinności. jakby nic nie było mu potrzebne do życia: odświętne ubranie i plecaczek z paroma drobiazgami. hiszpańska terakota. akwarium. Zazwyczaj przynosił jakąś butelczynę. Parę razy w miesiącu jechał na swoje Podhale. ale ma ów postmodernistyczny chłód. piękny. stała się faktem. biel. przy niskim szklanym stoliku. Od maja do października pasł siedemset owiec. nikiel. drewniany .

te same wypastowane buty. chociaż wcześniej potrafiliśmy przegadać całe godziny. w których wyruszał o świcie z szałasu do autobusu. ale przez dosyć długi okres udawało mi się żyć w przyjemnym złudzeniu. na poły zesłańczego trybu życia. Środkowy Europejczyk po prostu rodzi się z mapą w głowie i w sprzyjającym. tylko uparcie wierzących. które leczą Weltscbmerz i nudę duszy rozczytanych w Rortym „ironistów”.mogłem oderwać wzroku od Staszka. ale też jedyną nadzieją. z której nie robi się sprawy i której się nie komentuje. Te wszystkie transkulturowe wyprawy i wycieczki. ale teraz właściwie nie rozstaję się z nimi. ogorzała twarz. I te cztery godziny i sto pięćdziesiąt kilometrów to jest dalej niż pielgrzymka do Katmandu i więcej niż. łapie autobus do Gorlic. że to jest zwykła cecha gatunkowa Środkowego Europejczyka. polityczne i historyczne. inicjacja w obrzędy Indian Hopi. tak jak przysiadał w swoim szałasie. To znaczy oglądałem je zawsze. Do dziś nie mogę zapomnieć jego uśmiechu. Miał na sobie swoje odświętne czarne spodnie.samochodowe. ponieważ archaiczna rzeczywistość szałasu i amerykański serialowy salon są dla Staszka najzwyklejszą realnością. że zastajemy go w sytuacji tak innej. Rozmowa też nie bardzo się kleiła. Tymczasem okazało się. geograficzne. Jego surowa. niż zastawaliśmy do tej pory. excusez-moi. i skrępowanie. . A zaraz potem. momencie siatka kartograficzna nakłada mu się na siatkówkę oka i inne spojrzenie nie jest już możliwe. O kartografii Od kilku tygodni oglądani mapy. powiedzmy. w ogóle on cały wyglądał w tym wnętrzu. jak przemierza te swoje dziesięć kilometrów pustą drogą. ba. na tym niewyraźnym i wysoce umownym tle. widzę szczupłą postać Staszka. że to wszystko dzieje się gdzieś daleko w dole i trochę go nie dotyczy. i tych nie rozczytanych. że wyruszy w ślad za geografią. Czy Hiszpan. brązowe żylaste ręce. w którym mieszały się i duma. w epoce zamorskich podbojów. a potem do Zakopanego. Są to mniej i bardziej szczegółowe mapy Europy . jakby zbłądził. że to tylko młodzieńcza fiksacja niespełnionego podróżnika albo kompensacja na poły osiadłego. że prawdziwe życie jak zwykle jest gdzie indziej. Przysiadł obok nas na niskim stołeczku. to chociaż przez chwilę może oddać się złudzeniu. Anglik albo Portugalczyk ogląda mapy z takim przejęciem jak Węgier czy Rumun? Może robił to kiedyś. ale i tak te studia podszyte były nadzieją. Mapa jest jego przekleństwem. I teraz przychodzą mi do głowy wszystkie postmodernistyczne zabawy. Od dzieciństwa miałem obsesję map. bo gdy patrzy na nią z góry. Leżą na stole i sięgam po nie niemal tak często jak po papierosa. jedyną szansą.

że desygnatyka unicestwi leksykę. Przedmioty uzyskały wolność. a potem wyobraźmy sobie magazyny na zapieczach tych witryn i jeszcze (jeśli nie boimy się szaleństwa) postarajmy się przenieść w myślach do fabryk produkujących tę rozmaitość. przetrwamy i my. Już teraz widać. Opisują ruch. innymi słowy. Stajemy jako pierwsi. na poły poetyckie. No więc jak jest z tymi rzeczami? Albo z rzeczownikami? To one przecież odbijają promień pamięci. Zygmunt Haupt Zastanawiam się. Któregoś dnia . że koniec końców. podczas gdy Środkowy Europejczyk patrzy na nią jak na zjawisko na poły biologiczne. którzy noszą nas w pamięci. rozszczepia i powraca odbita. A we dworze jest pstryka. skoro pamięć posiada strukturę podobną do światła: załamuje się na krawędziach rzeczy. Wrócimy porażeni niemotą. są sprzymierzone z upływem. jakich przymiotników będziemy musieli użyć do opisania minionego świata w enigmatycznej przyszłości. Spróbujmy przejść ulicą i zrobić katalog rozmaitości wystawionych w witrynach. że ten fakt nieco mąci kartograficzną przyjemność między 40 i 55 stopniem szerokości geograficznej północnej oraz między 15 a 30 stopniem długości wschodniej.Natomiast raczej obcy był mu ten lekki dyskomfort wynikający z obawy. że w ogóle znajdzie się słuchacz? Wszystko wskazuje na to. nie znajduje już sił na czynienie sobie świata poddanym. Po prostu dla Europejczyka mapa jest dziedziną pozytywistycznej wiedzy. język przestał nad nimi panować. W końcu ma to pewne znaczenie. lecz za nami stoi nieskończony rząd postaci. W spokojnych czasach lustra na ogół żyją dłużej niż ludzie. Czasowniki to wrogowie pamięci. Gdy zaglądamy w stare lustra. No więc jakich rzeczowników. Na ogół jest to jednak cudza wyobraźnia. i nie da się ukryć. że to geografia przyjdzie do niego. po prostu zabraknie nam słów dla nazwania rzeczy. jakie przedmioty pozostaną z naszego świata. że ilość przedmiotów przekracza liczbę słów. dopóki lustro będzie trwało. jak przypomnienie albo ironiczna pociecha. One i jeszcze przymiotniki. Prostokąt papieru żyje własnym życiem i rządzi się nieprzewidywalnymi prawami wyobraźni. nasze odbicie dołącza do tych wszystkich minionych. woda leje się ze ściany. co by nie mówić. sadowiące rzeczowniki w przestrzeni. usiłują pamięć unieważnić. a życie. zakładając. trochę własne. a pali się smrodem.

indeksy diabelskie. Wszystkie inne miejsca z Hauptowskich opowiadań leżały już od dawna za granicami. zima.postanowiłem odnaleźć ten dwór. sei stolz. by jak najmniej utracił ze swego dynamizmu. W Samoklęskach. kanalizacja i gaz nazwane w chłopskiej gwarze jakoś dziwnie podziałały na moją wyobraźnię. Zawarta pamięć rozlewa się wtedy. Śnieg jak woda podnosił się do połowy kół i żaden ślad nie wiódł w stronę pojazdu. rozkłada ją od wewnątrz. staje się bezkształtna jak plama kawy na knajpianym blacie. W Pielgrzymce zaspy przy szosie były wysokie jak mur. austriacki cmentarz z pierwszej wojny. że władze rozumu stają się bezsilne i w dodatku najzupełniej zbędne. przeżera niczym rdza. w środku wielkiej białej łąki. by zamrożone w procesie pisania życie zachowało jak najwięcej swoich cech i zapachów po odmrażającym procesie lektury. jest jedynie ustępstwem na rzecz linearności umysłu. gdy nie podąża skądś dokądś. możemy zyskać jakie takie pojęcie o tym. i utwardzą na taśmie . Niszczy zwłaszcza prozę: po pierwsze. Nitka dyskursu pojawia się. wyrasta spod ziemi cielsko Magury Wątkowskiej. Na takiej równinie wiatr nabiera rozpędu i zwiewa wszystko w wąską szczelinę drogi. Nie mówi nam nic. Po prawej jest „plaskata” północ. by w przystępny sposób wyrazić ideę nieskończoności. stał błękitny autobus. że widzialny świat został skonstruowany prawdopodobnie tylko po to. Czas jest tak samo wrogi literaturze jak żywności. A poza tym ten Szymbark z opowiadania Meine liebe Mutter. Dopiero gdy pionowe tak nagle spotyka się z poziomym. kiedy ukażą nam widma spektroskopu i babilońskie kartoteki i wyryją nam to w kamieniu. ich trage die Fahne był blisko. znowu wypełza na powierzchnię. Ta szosa odcina Beskid od reszty świata. gdy naczynie wykonane zostało z języka w kiepskim gatunku. Spychacze rozgarnęły je i jechało się jak przez ruiny. na wyjęciu go z kontekstu egzystencji i przeniesieniu w dziedzinę umysłowej percepcji w taki sposób. który czuje się niepewnie. Opowieść zazwyczaj polega na zatrzymaniu odcinka czasu. często ją po prostu unieważnia. gdzie przed wojną (tą ostatnią) gościł Zygmunt Haupt. Dwór. lecz właściwie mogłoby jej nie być. bez żadnych uwertur. jest lustrem odbijającym własną czerń.tyle w tym opowiadaniu było topografii i tyle chciałem odnaleźć. kiedy rozwiną przed nami rulony map. Było popołudnie. Chodzi o to. Splot myśli i rzeczy w prozie Zygmunta Haupta tworzy tkaninę tak gęstą. po drugie. Ani nie widzieć na tysiąc mil ani na dwadzieścia tysięcy. Elektryczność. i to w dodatku geografii politycznej. szyby naftowe . znika. kiedy wysypią przed nas mak statystyk. po lewej trochę równi i od razu. Czas w tym miejscu został poddany działaniu geografii. jechaliśmy szosą od Żmigrodu. był osiągalny. Tak samo jak dla unaocznienia idei czasu wykonany został człowiek.

W dodatku. stały wielkie hale z niebieskiej blachy. zbytkowna i zbyteczna . Czas. że przeszłość wżera się w teraźniejszość. i powiedzą. Zygmunt Haupt szuka raju utraconego tam. sprężoną formą czasu jest nuda. Coś. który drąży stworzenie. Nikt prócz nas nie jechał białą i śliską szosą. cichy i wszechobecny wróg wyobraźni i kreacji. a to jest pseudokula. przepadlibyśmy w nim tuż po narodzinach.substancja w końcu lekka. a w szczególności nuda lektury. wystarczy usunąć pierwotną pomyłkę. ciężką i złowrogą materię czasu. Stanęliśmy w knajpie. to jest ojciec. zostaje w jego prozie unicestwiony. że to jest teraz sekwensem tego. i wszystko powróci na swoje miejsce. by pojąć i objąć to wszystko. w kosmosie. No więc Pielgrzymka. że to jest dobre.. gdzie pisarz może go znaleźć: we wnętrzu języka. Jak każdy prawdziwy utopista wierzy. którą prowadził wtedy Piotrek Nowak. Cudowność jest zawsze zawieszeniem reguł fizyki i jak byśmy się nie starali. basista z pierwszego składu Breakoutów. Na tym pustkowiu domy zbijały się w ciasne stada. i tysiąc innych słów. ażeby pokazać fałdy szarej masy mózgu. wystarczy wykryć robaka. że tak już było. a to jest potrzebny od zaraz zdolny kamizelkarz. a to jest dokolusineczka moja kochaneczka! Tak wygląda powrót do Edenu. co już było. W wieczności są bezużyteczne. kiedy powiedzą nam słowo i inne słowo. jego wiara zyskuje spełnienie. nigdy nie zaczęło działać. Warunki według umowy. albo przemijanie. Niektóre z nich . Ale w środku był tylko ziąb i barman. zwierzęcy sposób. w odróżnieniu od utopistów zajętych naprawą realnego świata. Właściwością naszego świata jest to. na nagim wygwizdowie. Przed Rozdzielem. bo władze naszej percepcji są zbyt ograniczone. sensy i napięcia.wystarczy znaleźć błąd i go usunąć. kapryśna. więc wypiliśmy po piwie i ruszyliśmy dalej. Wiedza i rozróżnienie mogą istnieć jedynie w czasie. co miało tu powstać. która umożliwia egzystencję. Precyzyjna struktura umysłu stała się karą. to jest Przybądź Duchu Święty. i otworzą ludzkie czaszki. Pojmując świat w bezpośredni. albo potrzebne tylko przez chwilę. że to jest kula. i dwieście tysięcy innych słów. oświeć serca i umysły nasze. a to jest łączę wyrazy poważania i szacunku. a trajektorie i orbity wyznaczone są przez brzmienia.albo jednorazowe. wbrew prawom grawitacji. jakby spodziewały się najgorszego. Język .wypiera. Jeżeli skondensowaną. Wiedza i rozróżnienie są przecież powodem i następstwem grzechu. to w przypadku Zygmunta Haupta doświadczamy czegoś odwrotnego: książka wypada nam z rąk. neguje albo przestrzeń.. że tu jest okrąg a tu jest granica. a to jest złe. a to jest syn. że rzeczywistość wyobraźni i literatury jest naprawialna .filmowej. w którym zamiast gwiazd wirują słowa. co Autor przedstawia nam na jednej czy dwóch stronach. że wytwarza rzeczy całkowicie zbędne .

poza grafomanami i miłośnikami awangardy. słowem albo po prostu ręką. Trudno sobie wyobrazić opis tych przedmiotów. a pamięć zatrzymała. że właśnie dlatego literatura ostatnich kilkudziesięciu lat przestała interesować się światem i zajęła się tzw. Jest to wprawdzie przeszłość. pochód rzeczowników. zapachy pór dnia i roku. przyszpilić go jak motyla w gablocie.niezależnie czy będzie to zamieszkanie. myśliwska broń. Sensy i znaczenia narastają w nich stopniowo. lecz nikt. Andy Warhol może namalować puszkę zupy. Rzecz w tym. opis. ale przeszłość heroiczna. Uszlachetnia je dopiero ciągłość percepcji. Trwanie tych rzeczy obliczone jest ledwo na jedną czynność . duszą albo psychiką artysty czy pisarza. Trudno zajmować się czymś beznadziejnie zmiennym. . inne zmieniają się w śmieci w chwili. wnętrzem.będzie trwał dłużej od swego brata na wolności. czyli przemilczeniem albo przedstawieniem świata. Nie da się opisać tych opowiadań. Dlatego kluczę. naczynia. rysunek balkonowej kraty. czyli wszyscy ludzie. lecz została unicestwiona. którego Hauptowski język tknąć by może i nie chciał. że przedmioty. Nieskończona ilość przedmiotów wymienionych w jego dziele została powołana po to. bo nie rozpadła się pod własnym ciężarem. Same w sobie są niewiele warte. Williams może namalować wiersz o stłuczonej butelce. który . Konie.bo cóż nowego może mieć do powiedzenia człowiek w dziedzinie siedmiu grzechów i niewielu cnót. W. miliardy puszek po piwie. co oko pochwyciło. I tylko czasem spod tej materii przeziera twarz Autora. deseń tkaniny.stają się ruinami już w chwili budowy. uprzęże. spis wszystkiego. który nie nosiłby w sobie jednocześnie zapowiedzi rozpadu. Lecz ani na moment nie przesłania przedstawionego świata. gatunki drewna. jak w odwróconej lunecie. którą zawsze można przerwać albo skręcić gdzieś na Cieklin czy Wapienne. Niewykluczone. lary i penaty całego świata. architektura. C. jak tylko jakimś przewrotnym antyopisem. światło we wszystkich odmianach. które opuściły słownik. którzy przed nami dotykali ich myślą. katalog. Albo głupoty . i za sposób obrałem sobie podróż. rodzaje skóry. czy ugaszenie pragnienia. karawana przymiotników. gdy z nich skorzystamy. nie wytrzyma dwudziestu stron prozy na podobny temat. ruchliwy cień drzewa w wietrzny dzień.chociaż nieruchomy . Bo rzeczywistość Pierścienia z papieru czy Szpicy jest ukształtowana i ostateczna. krążę i odbiegam. Po czymś takim poznaje się dawnych mistrzów. lub obejrzał tylko z oddali. Betonowe rumowiska osiedli. a opis własnej duszy czy też jej braku uznaliby pewnie za wyraz pychy. by odcisnąć się w czasie. Ich pracą kierowała pokora wobec stworzenia. topografia. Nie da się opisać tej prozy. upadającym i skazanym na zagładę już w chwili narodzin. by trwać. meteorologia. rzeczywistość i w ogóle świat widzialny mają strukturę nieco geologiczną.

W końcu nieprzypadkowo zamiast reprodukcji takiego. co kontemplowane. luksusem. kształtu i światła.zawsze skłania się ku widzialnemu. to powracamy w ten sposób do świata materii. że przedmiotem współczesnej literatury jest rozpad. co może zobaczyć pies. Przemawia językiem barwy. religia staje się terapeutyczną techniką. Jemy. że oglądaniu obrazów towarzyszy nieuświadomiona chęć redukcji (czy rozpadu . Wystarczy spojrzeć na współczesny dostatek. Wystarczy wyobrazić sobie materialne ubóstwo ludzi sprzed dwóch czy trzech stuleci. wieszamy sobie dziś na ścianach wizerunki najnowszych modeli samochodów. w rzeźbie czy muzyce wysublimowane zaspokojenie. Nic więc dziwnego. i nikt nad rym łzy nie uroni. mieszkamy. w jej monumentach uwięziony jest duch czasu. Niezależnie czy wizja przedstawia Ukrzyżowanego. rozpierducha. i tak jak zwierzęta stajemy się powoli jedynie wehikułem gatunku. i żadna z tych czynności nie nosi piętna czegoś ponadutylitarnego. Albo inaczej: lepiej to zniszczyć. czy pejzaż . dajmy na to. muzea czy supermarkety są jedynie jej powtórzeniem i pomniejszonym odbiciem. czyli językiem natury. z prawej. Lecz nie mogę sobie wyobrazić.A tutaj. Do końca życia malował obrazy. które natychmiast stają się niezbędne. Można podejrzewać. rzecz wyrzucona jeszcze przed użyciem. Bo w paradoksalny sposób jesteśmy coraz bardziej naturalni. Kossaka. nie będzie trzeba tego zapamiętywać. Szary beton. bo w przeciwnym wypadku musielibyśmy to zapamiętać. Niewykluczone jednak. żeby mieć energię. ten poroniony PGR. że to tylko niedowład wyobraźni. Kultura powoli zmienia się w rozrywkę i zabawę. To ona góruje nad miastem czy też przedmieściem na podobieństwo dawnych zamków czy katedr. z którego wyszliśmy. czyli „przedmiotem kultury”. że niemal wszystkie przedmioty zbytku i luksusu natychmiast stają się nieodzowne. była każda rzecz. Nasza zwierzęcość znajduje w obrazach. Malarstwo jest bliżej barbarzyństwa. Wytwarzamy miliony zbędnych rzeczy. żeby przemieszkać. I jeśli kontemplacja polega na zjednoczeniu z tym. by zrozumieć. zawsze jest pokrewna temu. Podobnie jest z architekturą: jedyną ciekawą propozycją jest architektura wielkich zakładów przemysłowych. a jednocześnie nie mają nic wspólnego z przedmiotami kultury. której nadawano indywidualne piętno artystyczne czy rzemieślnicze (co wtedy zresztą wychodziło na jedno). by pojąć. Współczesne kościoły. Zygmunt Haupt malował dla pieniędzy stacje Męki Pańskiej w wiejskich kościółkach Podola. że o przechowaniu w pamięci nie wspomnę. kot albo ryba. jakim zbytkiem. Jeżeli coś zostanie zniszczone. nie mając niczego lepszego. Jest równie bezużyteczny i obojętny jak góry po drugiej stronie szosy. by huty i rafinerie stały się kiedyś zabytkami. Chyba że podeprzemy się sofizmatem kultury technicznej.

To. nad jej wyczerpaniem dotyczy w istocie nie tyle samej literatury. wypełniało dolinę i usuwało z . który. Zwłaszcza że najbardziej w swoich alternatywnych i konkurencyjnych rzeczywistościach i kosmosach nudzą się sami pisarze. W Szymbarku byliśmy o zmroku. Od Chełmu. Szosa ledwo je musnęła. przekazać językiem jednego gatunku. które w innym wypadku musiałby przeżywać bezpośrednio. Cena nudy. czyli ekspresji tych wszystkich stanów i pragnień. że pozostaną same światła świecące sobie a muzom. może jeden Bruno Schulz. aż ciemność zgęstnieje na tyle. (No. Niezwykła siła prozy Zygmunta Haupta polega na połączeniu tych dwu umiejętności: na barbarzyństwie widzenia i na kulturze wyrażenia. Nieustanny jęk nad kryzysem literatury. Opowieść rozwija się i rozwidla nieustannie i pokrywa świat siecią podobną do siatki południków i równoleżników. co kryzysu wyobraźni. że przepadają w nim rozróżnienia. co istnieje. Na szczęście człowiek jest również istotą kulturalną i przed cofnięciem się na szczebel minerału czy rośliny chroni go umiejętność mowy. Z wysokości ludzkie osiedla wyglądają na zbieg okoliczności.). nawet nadzwyczajną wyobraźnię.własnego istnienia) do form elementarnych. Malarz i pisarz. zyskało na znaczeniu. Dojechaliśmy do Gorlic. jaką przyszło zapłacić za lucyferyczne tęsknoty pisarzy. co powszechne. ani ogni z naftowych szybów. ani dworu. Wydrapaliśmy się kamienistą drogą ponad wieś. Domy znikały. że noc wypływa gdzieś z wnętrza gór jak dym z na wpół uśpionych wulkanów. z których można by ten obraz odtworzyć. Nie znalazłem ani cmentarza. nie ma sobie równego w polskiej literaturze mijającego właśnie wieku. by to. powietrze mroczniało coraz bardziej. Pyszna pogańskość tego pisarstwa polega na tym. czy nawet językiem jednej. Wszystkie stopnie. coś musi zostać odrzucone. szturchnęła zgiętym ramieniem Zawodzie i pomknęła prosto na zachód. Dla pisarza z prawdziwego zdarzenia mapa świata zawsze jest pełna białych plam. co pozostało.. Piękno zawsze ciągnie nas w stronę zatraty. śmiem twierdzić. dość pośledniej tego gatunku podgrupy: czyli po polsku. jeżeli zdaje się na samą siebie. Proces kreacji jest zawsze częściową negacją.. minuty i sekundy są zaznaczone. jest niezbyt wygórowana. musi być naniesione. od Bartniej Góry snuł się niebieskawy cień. „wszechświatowe” czy kosmiczne. wyczerpuje się równie szybko jak pojemność przestarzałych central telefonicznych w rozpadających się miastach. Bo rzeczywistość najzwyczajniej w świecie przekracza każdą. że wyobraźnia. wszystko. chaos przypadków i nieporozumienie. Wyobrażone i wyrażone splata się w materii języka. Trzeba czekać. Po prostu okazało się. Tymczasem u Zygmunta Haupta tej skazy właściwie nie widać. Wyglądało na to.

niej wszystko, co widzialne. Czy pejzaż, który jest zakryty, pozostaje pejzażem? I pomyślałem sobie wtedy, że proza Zygmunta Haupta jest odwróconą ciemnością przypomina pożar. Pożar, który przetacza się i pozostaje po nim naga i czarna ziemia. Opis unicestwił wszystko: ludzi, ich uczynki i uczucia, zieleń, zwierzęta, miasta, wsie, historię zastygłą w murach, życie pokoleń zawarte w przedmiotach i sprzętach, pamięć i czas; zagarnął wszystko, zamienił w dym i uniósł ze świata w dziedzinę literatury, by istniało tam ocalone, nieruchome i trwalsze od wszystkich widzialnych rzeczy. Jak ogień pożaru, który o zmierzchu odbija się w lustrze chmur.

O sensie świata
Gdy zbliża się czterdziestka, związki czasu i przestrzeni stają się lekką obsesją. Dlatego pojechałem na Podlasie i do Drohiczyna. Znalazłem dom, w którym mieszkał na stancji mój ojciec, gdy chodził w Drohiczynie do szkoły. Wuj pokazał mi miejsce, gdzie był posterunek niemieckiej żandarmerii i gdzie zamknęli go razem z synem popa nie wiadomo za co. Wypuścili po parunastu godzinach. Potem widziałem miejsce, gdzie partyzanci od Kowpaka zabrali wujowi furmankę. Drohiczyn ma coś koło dwóch tysięcy mieszkańców, jedną cerkiew i trzy kościoły. W kościołach wiszą tablice z datami: w tym i tym spalony przez Tatarów, w tym i tym przez Kozaków, w tym i tym przez „bandy innowierców”. Była niedziela, a w powietrzu snuło się babie lato. Bug płynął na wschód. W złotej oprawie brzozowych zagajników lśnił tak zielono, jak tylko może lśnić rzeka dzieciństwa. Wuj opowiadał, jak spławiał rzeką drewno na budowę stodoły. Ojciec ze stancji do szkoły miał niecałą minutę. Zobaczyłem ten fragment jego życia, którego nie mogłem widzieć, bo przecież nie było mnie wtedy na świecie, ale widziałem tak wyraźnie, jak czasem widuje się własne minione życie. Świeciło słońce. W taki dzień cmentarze w niebieskiej mgiełce wyglądają tak, jakby lekko unosiły się nad ziemią. Odnaleźliśmy grób prababki. Miała na imię Antonina. Tak właśnie daliśmy na imię naszej córce, a potem długo zastanawialiśmy się, skąd właściwie przyszło nam to do głowy. Nie myśleliśmy wtedy o mojej prababce. Nie pamiętałem nawet, jakie nosiła imię. Nie chcę bynajmniej tych paru chaotycznych zdań zamknąć stwierdzeniem, że świat ma jakiś sens. W zupełności zadowala mnie podejrzenie, że wbrew swojej przypadkowości próbuje dawać nam jakieś znaki i czasami, być może dla zabawy, wykonuje całkiem ludzki

gest.

Lunch z robakami
Misterium śmierci Williama Burroughsa... Uniosłem broń i wpakowałem szybko dwie kule w brzuch Hausera tuż pod kamizelkę, gdzie widać było skrawek białej koszuli. (...) O’Brien, zesztywniały ze strachu, usiłował wyrwać rewolwer spod pachy, lecz ja objąwszy mocno palcami prawej ręki nadgarstek lewej, by nie poderwać dłoni w chwili naciskania spustu, strzeliłem mu prosto w środek czoła, tuż poniżej linii siwych włosów. Na dwustu stronach Nagiego lunchu to jedyny opis śmierci w miarę przyzwoitej, ludzkiej i higienicznej. Na co dzień wyobraźnia pisarza przypomina raczej tchnienie nieznanej, błyskawicznej i obrzydliwej epidemii. Wszystko, czego dotknie, pada zarażone trądem, syfilisem, rozkładem, zgnilizną i robakami, zamienia się w gówno, ropę, rany, cuchnącą plazmę, pramaterię, która przelewa się, bulgoce i toczy się przez świat jak wielopiętrowa fala tajfunu przez wybrzeże, i porywa, niszczy, unosi wszystko, co napotka - bez różnicy: ludzi, zwierzęta (zobaczyłem nagle Teda Spigeta, jak pierdoli się z kundlem...), przedmioty, domy, rzeczy zrobione ludzką i nieludzką ręką, a jeśli coś pozostaje, to niszczy to ogień, eksplozja, gorący podmuch z kosmosu i w końcu pisarskie milczenie. Konstrukcja Nagiego lunchu ma równie wiele wspólnego ze śmiercią, co świat w nim przedstawiony. Jej podstawową funkcją jest rozpad. Zdania rozwijają się, dążą do jakiegoś punktu, lecz pękają w połowie drogi i załamują się pod własnym ciężarem. Wielokropek jest ulubionym znakiem przestankowym pisarza bo na’ lepiej odzwierciedla daremność opowiedzeraia czegokolwiek do końca. Z akapitami wcale nie jest lepiej. Próbują zawrzeć jakąś historię tylko po to, by natychmiast ją porzucić i zająć się nową, tak samo wartą opowiedzenia, czyli w końcowej perspektywie tak samo błahą. Przy założeniu, że wszystko trzeba opisać, dochodzimy do wniosku, że nic nie jest warte opisania. Paradoksalnie pisarstwo Burroughsa przy całym rozgadaniu, logoreicznym szaleństwie, nieuchronnie zmierza ku milczeniu i w końcowej fazie powinno przejść w fizjologiczny bulgot i przemienić się w ciszę. Jednakże milczenie umarłego jest w literaturze mało przydatne. Jak byśmy się nie starali, nie dowiemy się, co nas czeka w krainie prawdy absolutnej, czyli tam, gdzie umysł rozkłada się razem z ciałem i nie wytwarza już żadnych prawd pozornych. Dlatego William Lee (taki

pseudonim przyjął Burroughs, wydając pierwszą powieść, i tak nazywa się alter ego pisarza w Nagim lunchu) wybrał za medium swojej opowieści ćpuna - dziwną hybrydę na równi złożoną z życia i śmierci. William Lee doprowadza język i narrację na skraj sensu, utrzymuje je tam w chwiejnej równowadze między komunikatem i ciszą, tak jak ćpun istnieje w strefie życia i śmierci jednocześnie. Narkoman nie chce, żeby mu było ciepło, chce czuć zimno, potrzebuje zimna jak towaru: nie na zewnątrz, ale w środku, żeby siedzieć z kręgosłupem sztywnym jak zamarznięty podnośnik hydrauliczny, z metabolizmem zbliżającyn się do zera absolutnego. Narkomanom w fazie terminalnej zanika zupełnie perystaltyka jelit i defekacja jest możliwa tylko po interwencji chirurgicznej... I dalej: Narkoman żyje w krainie, gdzie nie ma bólu, seksu ani czasu. Czyż nie przypomina to jakiejś odmiany wieczności albo nieśmiertelności? Sen, letarg i bezruch - przestrzeń, w której jedyną możliwą formą działania jest wyobraźnia. O czym może śnić jeszcze żywy, a już umierający? O czym, skoro idea Boga ostatnimi czasy stała się nieco niemodna? Prawdopodobnie o tym, że jego umieranie jest fragmentem większej całości. Wszak nie ma powodów, dla których pragnienie jakiegoś sensu i porządku miałoby nas raptem opuścić. Może śnić, że jego plugawy i rozciągnięty w czasie zgon jest jedynie indywidualnym odbiciem tego, co społeczne, powszechne, a przy większym natężeniu imaginacji również i kosmiczne. Może śnić albo halucynować o tym, że życie jest jedynie wyrafinowaną formą umierania i istnieje tylko po to, by przyglądać się umieraniu wystarczająco długo. Ginący bohaterowie użyźniają opowieść niczym rozkładające się rośliny, konstruują ją tak samo, jak obumierające koralowce budują koralowe rafy. Spodnie Miguela opadły na kolana. Stal w zdefasonowanym płaszczu ciała, które zmieniło barwę z brunatnej na zieloną, aż wreszcie stało się bezbarwne i zaczęło kapać na podłogę. (...) Miguel przelał się na śmietniczkę. Właściwie jest to pełny opis życia i śmierci jednego z setek bohaterów Nagiego łuncbu. Innym postaciom pisarz poświęca jeszcze mniej miejsca. Niepohamowana rozrzutność rządzi tym światem, a nieustanna strata każe myśleć o ostatecznej erozji myśli i materii. Psychoidy i homoidy pęcznieją niczym mydlane bańki, załamują światło i pękają. Naczelną zasadą tego świata jest ruch, nieustająca i pozbawiona celu zmienność, właściwa naturze z jej monotonią i obojętnością następujących po sobie epok geologicznych, katastrof i zlodowaceń. Nie bez powodu drugą po ćpunie ulubioną figurą Burroughsa jest pedał. Niemal wszystkie kontakty cielesne w Nagim lunchu (a są ich tam dziesiątki) mają charakter homoseksualny. I pederasta, i ćpun mają pewną cechę wspólną: obydwaj dążą do

o tyle homoseksualista wydaje wojnę naturze i dąży do jej całkowitego unicestwienia. A . Bardzo zgrabnie przywiązaliśmy go do łóżka za pomocą pasów i skórzanej uprzęży. bo ich świat był opisany w kategoriach tragedii i absurdu. wymyć od środka. które miałyby doświadczeniem rządzić. Po ich działaniach nie pozostaje żaden ślad poza samounicestwieniem . Beckettowskie „kobiety rodzące nad grobem” mimo wszystko zawierały w sobie pewien rys człowieczeństwa. co tym razem nie było wyrazem represyjności systemu szpitalnego. dla których czas jest warunkiem istnienia chociażby o tyle. że odpowiedzi nie istnieją albo są kłamliwe. Zrezygnowała całkowicie z poszukiwania sensu. wszystko dzieje się równocześnie według jakiegoś przyrodniczego czy kosmicznego zegara. aż w końcu upraszczają się tak. Widzimy. że tak powiem. więc odrobina wspomnień nie zaszkodzi) w szpitalu psychiatrycznym. za pomocą których usiłowaliśmy go. Bohaterowie nie pytają. lecz mieszają się i nawzajem znoszą.ćpun unicestwia się w sensie indywidualnym. dlaczego żyją albo umierają. ale brak tego pytania nie wynika z wiedzy o tym. jak myśl zatoczyła koło i gryzie własny ogon. czyli mają strukturę linearną. Powróciła do swego prelogicznego stanu i jedyną rzeczą. obydwaj wydatkują energię w celu czystego zaspokojenia. którą można o niej powiedzieć. O ile natura produkuje i niszczy ludzi. Jego proza jest „postabsurdalna”. bo neguje reproduktywność natury. że można ich z łatwością wpisać w tablicę Mendelejewa. jest stwierdzenie jej istnienia i nic ponadto. Czas nie odgrywa w powieści Burroughsa żadnej roli. Ludzie istnieją tylko przez chwilę. homoseksualista natomiast w sensie gatunkowym. dla którego jednostkowa egzystencja nie przedstawia żadnej wartości. i w ten sposób staje się jej godnym konkurentem w dziele zniszczenia. są dla niej obojętne. nie stara się w żaden sposób interpretować ludzkiego doświadczenia czy tym bardziej odnajdywać prawideł. by w następnym zdaniu zmienić się w substancje coraz bardziej wyrafinowane w swojej elementarności. żeby sobie facet nie powyrywał z żył tych wszystkich rurek. U Williama Burroughsa niczego podobnego nie znajdziemy.przyjemności. potem stają się trupami. czyli w kategoriach. że dramat i tragedia zawsze opierają się na skutku i przyczynie. czy systemu w ogóle. Życie i śmierć leżą poza sferą refleksji. Któregoś wieczoru przywieźli nam mężczyznę w delirium alkoholowym. Pracowałem kiedyś (Nagi lunch jest autobiografią. bo w świecie Williama Lee życie i śmierć nie występują w oddzielonej postaci. im po prostu nie przychodzi nic takiego do głowy. bo chodziło tylko o to.

nazwiska. lata. że postanowił udowodnić. nie krzyczał. następstwo zdarzeń. Ich wyobraźnia przypominała wyobraźnię science fiction albo fantasy. ale jesteśmy dość blisko tego punktu. które u początku dziejów wydobyło świat z chaosu.obłędu. Tysiące zdarzeń. i William Lee to przeczuł. Okruchy fruwały po separatce.potem spędziłem w jego separatce pół nocy. w roku 1959 na powrót spycha go w niebyt. co z tych czy innych względów wzięli na stałe rozbrat z rzeczywistością. błyskały na mgnienie w słabym świetle i gasły. posługiwali się innym językiem. W istocie budowali światy dosyć podobne do świata normalnego. że cisza i śmierć. środek. to było to zwierciadło rozbite na najdrobniejsze kawałki. Wpatrywaliśmy się w te gwoździe. Co to znaczy „stworzyć”? „Stworzyć” to znaczy uczynić cos z niczego. „Prawdziwi” wariaci. aby zdawał sobie sprawę z tego. Wysłuchałem setki opowieści. ale w końcu każda epoka ma takiego świętego Jana. Być może jedyną boską czy demiurgiczną prerogatywą pisarza jest zniszczenie rzeczywistości i języka. że nie tylko na początku było Słowo. niczego ciekawego ani sensownego do literatury nie wniosły. Judeochrześcijańska kultura w swej amerykańskiej postaci napełniła go obrzydzeniem tak głębokim. jak ten za oknem. adresy. były ich . Pełno w tym pisarstwie błędnych i obłędnych kół.jak kto woli . Nie sądzę. Mądra i wyczerpująca jest ta definicja z dziecięcego katechizmu. miejsca. Jeśli ta opowieść była zwierciadłem jego życia. nigdy nie zbudowały alternatywnego świata. W powieści Jacka Kerouaca W drodze William Burroughs występuje pod pseudonimem Stary Byk Lee: Byk znalazł olbrzymi kawał grubego przegniłego drewna i teraz rozpaczliwie wyszarpywał obcęgami wbite weń małe gwoździki. skutek zawsze był wynikiem przyczyny. który choć w ułamku byłby tak zajmujący. jak wiadomo. na jakiego zasłużyła. jak wspomniałem. Słowo. Ich opowieści były na ogół skonstruowane według reguł tradycyjnego pisarstwa: początek. a on sam pozostawał właściwie spokojny. z których większość nie trwała dłużej niż urwane zdanie albo kilka sekund. a inne znowu realizowane z konsekwencją prowadzącą do absurdu czy .to wszystko wypadało z jego ust w jakimś szaleńczym tempie. przedmioty . a te gatunki. Mówił i mówił. tyle tylko że pewne prawa były w nich zawieszone. ale próba stworzenia nowego świata przez pisarza nieuchronnie prowadzi do bezpłciowej nudy utopii albo inteligentnych opowiastek w stylu Borgesa. ci. Może „coś” nie do końca zamienia się w „nic”. William Burroughs opisuje zniszczenie świata. Imiona. jak pisze Burroughs. Nie szarpał się. Tylko opowiadał i pocił się. Mówił tak. są bezużyteczne literacko. Nie przekraczamy go tylko dlatego. że ktoś przy nim jest. ale i na końcu też. koniec.

dziwili się najbardziej temu. które się teraz robi. Jakieś szanse przeżycia w Burroughsowskim świecie jednak mamy. a tymczasem w Waszyngtonie i w Moskwie wielka grabież. zawsze zadowolony ze spotkania. całkiem znietrzeźwiony: „Taaa.Kiedy wyciągnę stąd wszystkie gwoździe. .”. Konkluzja była mniej więcej taka. że picie własnych sików jest lekiem na wszystkie możliwe choroby z AIDS włącznie. który głośno perorował o cudowności urynoterapii. która przetrwa tysiąc lat! oznajmił Byk. Znałem ten uregulowany tryb życia. roiły się jak robaki. tyle że nikomu jej nie pokazują. Z ulgą przeczytałem ten fragment. które stałyby wiecznie.Noi opony. Zawsze wracał prostą drogą do domu i kładł się spać. Z księżego czoła staczały się krople potu i spadały na otwarty modlitewnik. Potrafią robić ubrania. zajęć w podgrupach. wystarczy tylko zdemaskować wszechświatowy spisek . Umarł mniej więcej tak jak żył: utopił się w rzece. zrzeszać się w jakichś ponurych związkach i tak się szarpać. mogłyby więc budować domy. Zawsze uśmiechnięty. O śmierci bohaterów Byłem na pogrzebie. Te kanalie wymyśliły plastik. Pod wieczór. nie tylko przeżycia. .. gdy wędrował rano do knajpy. a śmierć jest wymysłem grabarzy. po pół roku załamują się pod ciężarem byle fidrygałek albo najczęściej się zawalają? Tak samo domy. że właściwie wszystkie choroby są wymysłem lekarzy. Zazwyczaj spotykałem go na skraju szosy. W powietrzu wisiał duszny upał. z którymi rozmawiałem. Jak szedł w nocy. . co jak ją będziesz żuł w dzieciństwie. a wieczorem z powrotem. to było słychać.. to do końca życia nie będziesz miał dziury w zębach. jedną z takich grupek zdominował facet. Znajomi. Byłem kiedyś na przyjęciu. niezależnie od pory dnia. Przekonywał wszystkich. że raptem poniosło go właśnie w stronę rzeki. Wymyślili taką jedną gumę. Umarł mój bohater literacki.Sal. (. tylko lekarze z wiadomych względów ukrywają tę prawdę. zrobię sobie półkę. Ba. Wolą jednak robić tandetę. które będą trwały wiecznie.miliony. Tak samo z ubraniami. żeby wszyscy musieli pracować. wydawałoby się.) Tak samo proszek do zębów. ale być może nawet nieśmiertelności. tak samo ubrania. odbijać zegary. drżąc cały z iście chłopięcego podniecenia.. I wtedy z fotela stojącego w najdalszym kącie pokoju odezwał się osobnik. że półki.w tym wypadku przemysłowców i technokratów. gdy atmosfera się rozluźniła i przyszedł czas tzw. czy ty wiesz..

że idzie prawdziwy chłop. Zupełnie tak. na co dzień żyjące daleko stąd . Raskolnikow umknie. jego postać ociężała. zdając sobie sprawę. jak to zabrzmi . bo . Ci sami. Rany na jego głowie goją się niezmiennie. jakie może czuć ktoś. Kolejne rozwiązane zagadki nie napełniają go poczuciem tryumfu . Jego los jest równie dobry albo zły jak losy milionów ludzi uwikłanych w występek. że życie jak zwykle dopisuje najlepszy . Los Angeles Marlowe’a jest labiryntem. Jego kroki. o ile przewidziane w niej zostały wszystkie możliwe kaprysy. wędruje ulicami zdany na instynkt i wolę przetrwania. W tym mieście-świecie wolność jest niemożliwa. a Detektyw musi ich ścigać. z którymi przesiadywał w knajpie. że złoczyńcy kierują się rozumem. W rezultacie zgiełk i ruch przyjmują postać statyczną i skończoną. Marlowe nie potrafi tropić przestępców w zaułkach Petersburga. zdaje sobie sprawę z fatalizmu swojego działania. jakby cień przyszedł odprowadzić cień. Przestępcy muszą popełniać zbrodnie. chociaż nigdy o tym nie wspomina. bo jego zbrodnia nie jest wytworem konieczności.kobiety. Stałem na tym wiejskim cmentarzu i sam czułem się jak wymysł. którzy przestali udzielać rad i wskazówek. a twarz nosi piętno zmęczenia. zdyszany ksiądz. Pod obojętnym okiem bogów.obojętnie. Amerykanin w Petersburgu Wstając po południu. oderwana od swoich zajęć rodzina i koledzy od bitki i wypitki wierni aż po grób. Trumnę nieśli koledzy. ci sami. śmierć bohatera literackiego jest czymś dziwnym. wszystkie pragnienia jej mieszkańców. w którym malutkie figurki ludzi poruszają się tysiącem korytarzy. W nierzeczywistym skwarze wczesnego popołudnia kondukt wspinał się na cmentarne wzgórze. popijając kawę albo coś innego.pochlipywała jak to na pogrzebie. płakali jak bobry. a ja szedłem na samym końcu i miałem poczucie. Marlowe porusza się po śladach. W dodatku w takim skwarze. stare przecież chłopy. że nie jest wybrańcem. Marlowe. Philip Marlowe wie.tak go wspominali. Jest to budowla idealna o tyle. kto wyszedł cało z opresji. mają regularność zegara. Śpiewał na całe gardło” .dalszy ciąg: spocony. za pomocą którego usiłują okiełznać strach.co najwyżej czuje zadowolenie. a lękliwa odwaga nigdy go nie opuszcza. że to przypadek uczynił go detektywem. Jego ruchy są powolne. gdy siedzieliśmy przy piwie. gdy przemierza zaułki i bary. Śmierć fikcji. z którymi żył i pił. Też płakali. Jego obecność po tej czy po tamtej stronie porządku wynika raczej z arytmetyki świata domagającego się równowagi niż z wyboru dobra lub zła. Ubrana na czarno rodzina .

jest tak powszechne. ich nieopisana monotonia polegają na tym. który dałoby się zaprojektować. Jeżeli w Los Angeles bogowie milczą. nie mogą stanowić żadnej wskazówki dla szpicla. Raskolnikow może spać spokojnie. pijąc i przemierzając LA. jesteś szalony. rządzą w nim bowiem przypadkowość i wolna wola. Raskolnikow: Zaczynasz myśleć jak Raskolnikow. Spokój jego wędrówek. policjanci. W świecie Raskolnikowa byłby bezsilny. Drogi.oni wszyscy są wcieleniami samotnego detektywa. by się nawzajem znieść. Chwilę później powie: Jeśli tak myślisz. Mógłby to być człowiek . Wieczory i noce Marlowe spędza na poszukiwaniu samego siebie. Nawet gdy skonstatuje „myślisz jak Raskolnikow”. Przyjąć punkt widzenia Raskolnikowa znaczyłoby uznać jego niewinność. Albo nie docenia swoich obowiązków. A przynajmniej nie do końca. Raskolnikow: Ale ona nie żyje. że tylko prawdziwy opętaniec mógłby je dostrzec.miasto to zostało ukształtowane na wzór szaleństwa. w którym pogrążony jest Detektyw. sam nie wie. Lecz jej nie zabiłeś. Murzyni o bezdennych i czujnych oczach zwierząt. ale o potwierdzenie odpowiedzi. zniewieściali kokainiści. Siłą Philipa Marlowe’a w jego walce z upadłymi aniołami jest jego z nimi tożsamość. która jest dana. nieokiełznanej woli. osoby są niepowtarzalne i wyjątkowe. Lecz Marlowe przecenia swoje możliwości. to w Petersburgu na każdym kroku można odnaleźć ślady demiurgicznej. Właściwie nie ma żadnej walki. dokąd zaprowadzi go szaleństwo. Szaleństwo. być gliną i być szalonym”. że nie chodzi w nich o odpowiedź. To tylko dziewiętnastowieczna szkoła Holmesa i świadectwo fascynacji odkrytą właśnie psychologią. W arytmetyce LA przeciwieństwa spotykają się po to. które znaczy. ogromni faceci w krzykliwych garniturach. pozostawiając wszystko arytmetyce. Marlowe: Tak. których papierosy nigdy nie gasną . Platynowe blondynki. Gdy Raskolnikow wychodzi ze swojego mieszkania. To trudne do pogodzenia. Śledzić go to próżny trud. Nie są obrazem umysłu. żyjąc. Marlowe: To należy do moich obowiązków.

to prawdopodobnie popełni zbrodnię. Możemy sobie wyobrazić Raskolnikowa z LA jako żyjącego na wyspie dziwaka. w którym nie ma miejsca na improwizację. wśród których kierunki wyobraźni odgrywają rolę wcale nie najpośledniejszą. który wytwarza właśnie to. czyli aniołami pozbawionymi wspomnienia bezgrzesznej egzystencji. Upadłe anioły Petersburga przechowały pamięć o czasach niewinności. Wymaga też pewnej określonej przestrzeni. Biedny Marlowe! Coraz bardziej pijany. zapachniałaby miłym wspomnieniem występku. Petersburg nawet jeśli ma się najlepszą znajomość jego zakamarków . w suterenie. tak niepodobny do zapachu gangsterów. Na ostatnim piętrze jakiegoś hotelu albo. do swoistej erystyki faktów i otwartej przemocy w rodzinnym mieście. brud i bezruch. co wyniósłby się natychmiast. która mogłaby się stać osnową dla tkaniny śledztwa. Ich doskonałość przypomina działanie rzemieślnika. Przestępcy LA są precyzyjni. o oczach poczerwieniałych z niewyspania. w której można odnajdować pozostawione ślady. Jeżeli ktoś wychodzi z domu. a restauracja. spacerując po hitlerowskim Berlinie. bez wyraźnych powodów. Mieszkańcy LA są jedynie ludźmi. co bardziej prawdopodobne. Detektyw jest bezradny. Termitiera LA . że nic tutaj nie wskóra z planem. powinna stanowić zamkniętą całość.nie przedstawia sobą tajemnicy.uczciwy albo ktoś z Petersburga. Wystarczy dość długo go śledzić i znać sposoby uśmiercania. Zupełnie tak jak rzemieślnik. Bez trudu osiągają cel. Żywi ludzie podobni do duchów zjawiają się o nieoczekiwanych porach i miejscach.pozostanie miastem niedostępnym. W ten sposób ich czyny wymykają się winie jako jedyne możliwe do popełnienia. wysłuchujący wciąż nowych i nowych opowieści. dlatego ich słowa są lamentem i rachunkiem sumienia. Jeśli byłby to Rodion Romanycz. Wszystkie . co sobie zaplanował. dysponują narzędziami. Jeżeli zbrodnia ma się dokonać. omotanego pajęczyną. Jego koncepcja wolności objęłaby w tym mieście najściślejszą ascezę. Tropienie wymaga znajomości obyczajów zwierzyny. w której przesiaduje Swidrygajłow. przestępcy posiadają dokładny jego plan. i podobnie znikają. albowiem rozciąga się we wszystkich kierunkach. zostawiając po sobie zapach winy. widząc. Przyzwyczajony do zręczności. Bezkresne noce wypełnia mgła i nawoływanie dusz w wilgotnym powietrzu. obsypanego kurzem. Podobny paradoks odkrył Genet. a umiejętność posługiwania się nimi jest znakiem profesji. żaden dziesięciodolarowy zwitek nie skłoniłby Marmieładowa do opowiedzenia jakiejkolwiek historii.jeśli znać jej topografię . który posiada. obłożonego papierem. Lecz żadna suma. A Philip Marlowe w Petersburgu? Niewątpliwie plac Sienny mógł w nim wzbudzić wspomnienie Noon Street. Rozpoczynając działanie.

zbrodnie gangsterów i przypadkowych łowców fortuny posiadają swoje pierwowzory w przeszłości. Rutyna i mechaniczność działania właściwa instytucji nie odbija świata we wszystkich metamorfozach. to jego obecność dawno została zapomniana. Cywilne ubrania. W istocie praca. Ich władza nie obejmuje eliminacji idei. Nie może być mowy o karze. bez trudu uda nam się przezwyciężyć pozorny indywidualizm Marlowe’a. Ale dzieło mimo rozmachu pozostaje niedokończone. Chociaż stało się wszystko. ale nie dość plastycznymi. niezależność. przekraczając możliwości już nie tylko rzemieślników i manufaktur. są cechami upodabniającymi go do przestępców. do kraju zesłania. Są biegłym i coraz bieglejszym odtworzeniem modelu zachłanności albo strachu. jest fikcją. które nosi. zapotrzebowanie na ich działalność będzie rosło. Ciepłe. krótkotrwałe ulewy użyźniają palmowe gaje i chłodzą skórę cadillaców na poły drapieżnych. którą się chlubi. Wtedy zjawia się Marlowe ze swoim krzywym zwierciadłem i łowi odbicia pomysłowe i monstrualne na tyle. Położone między pustynią a oceanem LA jest rajską wyspą. którą wykonuje. Tak jak maruderzy łączą się w oddziały będące groteską regularnej armii. Zbrodnia Raskolnikowa jest dziełem prymitywnego artysty z epoki. Prywatny detektyw ani na chwilę nie burzy systemu. to naprawdę nie stało się nic. ale przemysłu. i cywilny umysł. Sędziowie zadowalają się skazaniem. Wioska Naszej Pani Królowej . na poły oswojonych. Wędrówka Rodiona Romanycza na północ czy też na wschód. ale bujny wzrost zaspokaja apetyty. Jeśli Prospero był kiedykolwiek na tej wyspie. czego mogą oczekiwać policyjne cyrkuły. El Pueblo de Nuestra Seńora la Reina de Los Angeles. Forma nie została wypełniona. podobna jest do działania patroli polowej żandarmerii. w którym się porusza. Wymoszczone czerwonym aksamitem groty chronią od niepogody. którzy wymknęli się rozkazom i dyscyplinie. Wraz ze wzrostem świata. Policja posługuje się lustrami. Jeśli będziemy dość krytyczni. skoro zbrodni nie było. wyłapujących dezerterów. albowiem postępek wymyka się ich wyobraźni. Pomiędzy pnączami chromowanych balustrad przechadzają się Kalibanowie całkowicie pochłonięci realizacją upodobań i całkowicie niewinni. że skazane są na tworzenie własnego gabinetu uciech. chociaż częstokroć jego gesty przypominają gesty buntownika. którym się posługuje. którego to wzrostu obrazem jest nagła erupcja LA. w której sztuka brana była za magię zmieniającą rzeczywistość. Gatunki pożerają się wzajemnie.

pozostawiona przez hiszpańskich osadników-założycieli. ale Raskolnikow nie jest Hiobem i nie odwoła tego. Jest ono wzorem. pozwoliła urzeczywistnić wyobrażenie krainy. Wszystko. Wkroczenie Raskolnikowa do Petersburga posiada znamiona zgody i rozsądku. Jego wędrówka na wschód albo północ. nic dziwnego. które raz zaistniałe. Petersburg jest Lewiatanem.Aniołów. Ich dusze o tyle przypominały dusze dzieci. nie pokaja się w prochu i popiele. gdy stanął na bagiennej równinie? A Duch Boży? . Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód. nie przynosi zapomnienia. już go nie opuści. którą podejmuje się zburzyć. królewskim i boskim. Znalazłszy się raz w Petersburgu. Zastając miasto ostatecznie ukształtowane (wszak to. Ta nazwa. Skoro Nowa Ewa użyczyła temu miejscu swojego imienia. uznaje jego wielkość. gdyby ze wschodu nie nadciągnęła nowa rasa zdobywców. zbuntowany Jonasz. Brakuje mu pokory. nie godzi się na uznanie zastanego cudu stworzenia i próbuje własnego dzieła. w której nieograniczoność możliwości kwestionuje realność grzechu. że przybrało postać nowego Edenu. Szukając zbawienia na własną rękę. to palił papierosy opatrzone własnymi. będą straszyć niczym duchy i uwodzić umysły mniej odkrywcze. Jeżeli ktoś był amatorem komfortu i wygody. podróżował pasiastą limuzyną przypominającą jego ulubioną pidżamę. że pozbawione były pamięci. Albo też on sam pozostaje wśród ulic i placów. Toponomastyczny hołd Hiszpanów pozostałby jedynie hołdem. szuka go wewnątrz struktury świata-miasta. bo każdy dom. Mieszanka naiwności i siły. Marlowe był prawdopodobnie synem jednego z nich. Zamknięty w brzuchu prastarej bestii niczym przewrotny. nad kamienisty brzeg rzeki. Właśnie marzenia. z której w głównej mierze się składali. a bardziej uległe. Bo w swej istocie Petersburg jest miastem męskim. Wszak rzeka nie jest Letą. We współczesnym sobie LA mógł oglądać marzenia zamienione w pejzaże i przedmioty w czasie jednego pokolenia. co dokonało się w mieście. a Duch Boży unosił się nad wodami. każdy samochód i fortuna były ukształtowane pragnieniem człowieka o konkretnej twarzy. co działo się z miastem po śmierci Piotra I. co powiedział. Kobieca łagodność i matczyna tolerancja pozwoliły mu rozrastać się we wszystkich kierunkach i kształtować przestrzeń z bezwzględnością dziecięcego pragnienia. każdy ogród. bo sędziowie usuwają jedynie jego ciało i pozostają bezsilni wobec jego myśli. Czyż nie taki pejzaż ujrzał Piotr I. wydaje się lepiej określać charakter powstałego później miasta. co najwyżej nosi imię Lena. złotymi inicjałami. do którego musi się odnieść. Forma jego buntu jest potwierdzeniem ogromu idei. A jeśli lubił swoje imię i nazwisko. było jedynie mniej lub bardziej udaną kontynuacją jego myśli). jaką syn winien jest ojcu. podąża wraz z nim.

Zapewne minęli się gdzieś po drodze. wynajdzie jakąś szufladę dla swojego lugera i drugą na pół butelki Old Forestera. ziemnych wałów i kanałów organizujących chaotyczne żywioły. zamożnych mieszkańców LA. a potem długiej jazdy przez miasto. człowiek bywały i dobrze wychowany. W końcu znał Raskolnikowa przynajmniej tak dobrze jak samego siebie i potrafił mówić jasno. Marlowe nie jest miłośnikiem literatury i nie ma pojęcia.czyli po europejsku. że jest to zdradliwy podarunek bogów dbałych o transcendencję i niepoznawalność. Szkoda. W tym świecie złożonym z koncentrycznych kręgów. . Zaoszczędziłoby wspinaczki na trzecie piętro gmachu policji i rozmowy z Porfirym Pietrowiczem. w labiryncie opanowanym przez bezruch. W tym czasie nie było jeszcze Swidrygajłowa z jego koncepcją wieczności. nawet nie drgnie na widok herbaty podanej w szklance z metalowym uchwytem. Bardzo możliwe. gestykulacji i z pewną dozą ironii . W każdym razie Piotr Wielki przyjął dar bezkrytycznie i uczynił z niego użytek proporcjonalny do swoich możliwości. położy się. bez wykrzykników. Początek i środek świata poczęte w umyśle cara zmieniły się w realność palisad. że powierzchowność Arkadiusza Iwanowicza niewiele się różniła od wyglądu pięćdziesięcioletnich.geometrii i arytmetyki. porannych perypetii z brakiem kawy.Prawdopodobnie na czas jakiś zamieszkał właśnie w Piotrze. chociaż powietrze wokół będzie gęste od głosów i zjaw. lśniący i dżdżysty. że z tego właśnie pokoju. Ludzkie wyobrażenia o doskonałości przyjmują najczęściej postać rzeczy najodleglejszych od człowieczeństwa . podobnej do pensjonatu w Bay City. a w jakimś nieokreślonym. Może dlatego. została raz na zawsze określona. błotnym żywiole. czyli też trochę po amerykańsku. że dorożkarz wybiera kręte i okrężne trasy. a dorożkarz zawiezie go do hotelu Adrianopol albo do innej budy. albo z podobnego. a za ścianą ktoś z kimś będzie wadził się o życie. który się porusza. to praca dnia trzeciego wydała się czymś nieodzownym. Jeśli nawet władca nie musiał podejmować dzieła pierwszych dni stworzenia. Bo być może właśnie on potrafiłby wyjaśnić mu bezsensowność tej eskapady. Swidrygajłow wyruszył w podróż do Ameryki. we mgle i ze świadomością. przebiegająca dotąd nie w przestrzeni. lecz detektyw nie zwrócił na niego uwagi. odnajdujemy Raskolnikowa. To zaoszczędziłoby Philipowi Marlowe’owi pcheł w pościeli. a potem zrzuci buty. Jest jedynym. Lecz tutaj nie zagrozi mu nic. Granica między wodą a lądem. No i przybywa Marlowe. gdzie ktoś kiedyś chciał zabić go nożem. Być może będzie to wieczór czarny. zaśnie bez snów. Philip Marlowe. Gdy brudnawy posługacz zamknie drzwi.

był prosięciem. dusze i umysły tak głęboko. przywołuje się w chwilach wspomnień. ale tylko po to. ani o dobrze znanej gmatwaninie ulic. Przypomniał je sobie bez trudu: John. ludzkie szkielety. gdy własne życie osiągnęło już takie rozmiary. i to nie Hodegetrii. przepraszam... dzień dobry. może Robert. jak praktykiem jest ojciec płodzący syna. Rodionie Romanyczu tamto. ale Eleusy. to nie. Jest praktykiem. że nie jest na przykład podrzutkiem. Zabójcy kochanek przychodzą . urodzin albo nagłego smutku. że on przyjdzie.A po cholerę było mu imię mojego ojca? . dzieckiem dziwki? To się nie trzyma kupy. może jeden z gadareńskich wieprzy. nasz papa.on do nas przyjdzie.Co to. nie będąc mistrzem analizy jak Iwan. No więc chcecie mi powiedzieć. z jego twarzą? . Nie mówi się o powietrzu. powie: Fiodor Pawłowicz.. jednym gestem kwestionuje rzeczywistość. W końcu LA to dziedzina Przenajświętszej Panienki. gdyby Porfiry Pietrowicz zdobył się na otwartość Swidrygajłowa. że można je porównać z życiem innego mężczyzny. by wywieść nas w pole. Raskolnikow.mógłby wykrzyknąć Marlowe. Ale żeby każdą myśl o sobie. On też przyjdzie i wyzna.. a jedynie syna? Cóż za różnica. A Raskolnikow? Rodionie Romanyczu to.. bękartem. i na tym polega ich prawidłowość. Iwan. pozwoli sobie założyć te wasze niedźwiedzie kajdany tylko dlatego. tyle tylko że los nie pozwolił mu pozostawić po sobie miasta. Wyglądało to tak.I co? Jeszcze go nie macie? Przygotowany na krótką i trafiającą w sedno odpowiedź miał już w głowie następną kwestię. Imię ojca jako znak.pytał Marlowe już na ulicy. freudowski knur. że Porfiry różni się od innych glin w tym mieście. Młodszy o dziesięć lat brat Rodiona. w każdym razie jakieś imię. Wszystkie te zwierzęta pozbawione są wątpliwości.. jakby duch tego miasta przenikał kamienie. .przecież w LA nikt w to nie uwierzy! .. jako piętno . zabójcy czasem przychodzą. Raskolnikow nie wspomina o ojcu. kolejnym lustrzanym i pomniejszonym odbiciem Ruryka. że petersburskie metody są nieco dziwne. ale myślał prawidłowo. Świat. sam przyjdzie i wyzna.. W końcu nie miał powodu podejrzewać. że ściganie zbrodni pozostawiono samemu zbrodniarzowi. ale musiał ją odłożyć przynajmniej na dwie strony gęstego druku. Zabójcy umykają. chociaż nie miał z tym nic wspólnego. które nas otacza. . które w jego wieku. jak imię ojca?. tak jak kiedyś jednym gestem ją ustanowiono. Iwana Groźnego? Jednym z tych Włodzimierzy i Jarosławów.. unosił ze sobą przekonanie. No właśnie. o swoim imieniu i twarzy wiązać nierozerwalnie z imieniem ojca. Jeden już przyszedł i wyznał. gdyby ktoś mu to wszystko wytłumaczył. Petersburg aksjologiczne prosię.Drogi Filipie. Kim mógł być ów Roman? Rosyjską odmianą Romulusa. Schodząc po ciemnych i zaśmieconych schodach. czyli w okolicach czterdziestki. William. Rodionie Romanyczu.

opuszczają nogi z biurek i wychodzą na ulice.czasem z płaczem. w których sen ma zawsze postać snu. Piotrogród może opłakiwać swoje dziesięć dni. Cóż innego mógłby powiedzieć detektyw z LA? Z miasta-schronienia? Nie chodzi tutaj o sens biblijny. a wiatr poniesie zapach dymu. Lecz tacy jak on nie przychodzą nigdy. Jak ćma w ogniu świecy. bo nie ma oskarżenia. Powrócił Kiriłłow. przepaść. bo ta wymaga raczej odsłonięcia. pożera własny ogon. jak pożarł własne dzieci. które wstrząsnęły światem. Nigdy nie chciałem pojechać do Los Angeles. Leningrad . wracali znużeni nieśmiertelnością. lecz nie szukać sprawiedliwości. żeby znaleźć śmierć. Leningrad znów jest Petersburgiem. Petersburg. Hryniewicki dogorywał obok swojej ofiary. Stróżowie prawa pilnują jedynie porządku. LA kryje w swoim brzuchu wszystkie swoje dzieci. nie o owe sześć miast z Księgi Liczb. żeby w końcu umrzeć na dobre. Osmalony wybuchem. Nawet znękany Jim Morrison musiał się ruszyć z LA do Paryża. dowie się od przechodniów. jakby zdawał sobie sprawę. którzy stamtąd wracali. Piotrogród. że w tamtym powietrzu fantom kuli przeleci wskroś fantomu ciała. Pałace Petersburga oglądają w Newie swoje złuszczone odbicia niczym stare kobiety wspominające minioną urodę. Tylko zbytnia gwałtowność niektórych pożądań sprawia. jeśli wcześniej nie zostaną samobójcami. Jeżeli ruszy w tamtą stronę. to pod maską ze śniegu. Wszyscy. ubranie i ciało tak samo postrzępione. określonego rytmu. Matczyna struktura miasta ma w sobie coś z matczynej miłości: ślepej. W Los Angeles można się schronić. pozbawionej pamięci i niemoralnej. Gdyby się pospieszył. w zgodzie z którym wszystkie pragnienia zostaną w końcu zaspokojone. żandarmów i kozaków. Powrócił Szatow. Philip Marlowe na ulicy Inżynierskiej zapala camela. Nie ma przebaczenia. Może jednego Swidrygajłowa. w mroźnym powietrzu popołudnia papieros smakuje trochę inaczej niż nad Pacyfikiem. Gdyby Marlowe nie ociągał się na widok gęstniejącego tłumu gapiów. Nie rozumiem ludzi wyjeżdżających do Ameryki. Za chwilę zadudni eksplozja. zobaczyłby carobójcę. że zabito cara. i dlatego dusze zawsze znajdują zajęcie. pomieszane głosy ludzi i kwik koni. że porucznicy o popsutych żołądkach i twarzach poszarzałych od dymu przypinają swoje kabury i odznaki. .miasta. a marzenia nigdy się nie spełniają. skryć. krwi i błota dostrzegłby rysy Rodiona Romanycza.

To samo zresztą dałoby się powiedzieć o każdym z nas. Zanim Camus do spółki z Sartre’em wymyślili na siedząco egzystencjalizm. to mówi z ironią. W końcu dość swobodnie porusza się na granicy prawa i bezprawia. bo jeśli pozwala sobie na autokomentarz. Lecz brak snu. Marlowe już go praktykował. że bardziej interesuje go równowaga świata niż jego sprawiedliwość. które sprowadzają się do stwierdzenia. Z faktu bycia człowiekiem potrafił wyciągnąć bardzo ludzkie wnioski. to na drugą stronę. albowiem posiada wiedzę o tym. Po prostu wstawał. że jako bezpośredni i jedyni sprawcy dobra i zła jesteśmy odpowiedzialni za to. że może nie wrócić. chociaż wie. J. alkohol. Wychodzi bez pożegnania. do której posiada takie same prawa jak inni ludzie. A przynajmniej bez powodu. Różni go tylko nieco większe poczucie odpowiedzialności za to. Znaczy to tyle. Moje słowiańskie serce kocha go wierną i beznadziejną miłością. Nic więcej. który domagałby się słów pisanych dużą literą. Jego główną cechą jest zmęczenie. ale z konieczności musi czasem wstawać bardzo wcześnie. ale nigdy nie dowiadujemy się o tym od niego samego. małomówność i całkowitą odporność na psychoanalizę.38 z czterocalową lufą i amunicji z pociskiem w miękkim pancerzu. by życie było trochę bardziej możliwe niż zwykle. by jedno i drugie utrzymać w jakiej takiej równowadze. Myślę. że bez specjalnej nadziei i bez specjalnego powodu. brał prysznic. ale przeprosin i usprawiedliwień nie usłyszymy z jego ust. Ibbersona Philip Marlowe jest jedną z kluczowych postaci współczesnej kultury. . Przypuszczam. The Ramones i braci Marx. nie robiąc zresztą zbędnych ceregieli. których Europa nigdy nie umiała wykształcić w zadowalającym stopniu: przede wszystkim brak złudzeń. Poza nim Ameryka ma tylko Faulknera. Ze spokojną rezygnacją przemierza speluny i salony. Czego jak czego. W sposób całkiem naturalny traktuje rzeczywistość jako swoją własność. i często się ześlizguje to na jedną. a potem wychodził do miasta i próbował coś zrobić. Używa smith&wessona kaliber. co zastał. rzadkie i pospieszne posiłki muszą robić swoje. że jego umysł skłania się raczej w stronę fizyki niż etyki. Jest dla mnie najlepszą częścią Ameryki. szedł do biura. czekał na klientów. Nie skarży się.W hołdzie dla Philipa Marlowe’a Z upodobaniem lubi wstawać późno. że świat pozbawiony jest wyraźnych granic i form. Ucieleśnia wszystkie te cechy. Raymond Chandler o Philipie Marlowe w liście do D.

Brzeska 4 Że też wszystkiego o Los Angeles muszę dowiadywać się z trzech źródeł: z amerykańskich seriali. Bo jakby zrobił wcześnie. których często zresztą nie dostaje. Jako emigrantowi i jako pisarzowi. Jest to jeden z tych zwyczajnych odruchów. a ty. że kariera jest podstępnym wymysłem konkurentów-abstynentów.nie dożyłby swoich siedemdziesięciu paru lat. Z tym „późno”. dla harmonii sięgam zaraz potem po Długie pożegnanie. Dla tych. tak sobie myślę. co się do nich mówi..Niemiec?! To jest zwykły Polak. Tym pierwszym dlatego. Kariera (oczywiście w Ameryce) jest natomiast sytuacją. Bukowski był bystry i wiedział. tym drugim jest ciężko z powodów dokładnie odwrotnych. od Chandlera i od Bukowskiego. możesz co najwyżej zostać bohemą albo tyrać na poczcie. Bukowski. a osobowość nie ulega dezintegracji. i pijący. i literatura na tym wygrywają. Ale miało być o tym cwanym Polaku. żeby można było napić się do woli. I nawet gdy do kogoś strzela. Karol Bukowski. Póki trzeba pisać. dzięki którym świat się nie rozpada.Ilekroć czytam Dostojewskiego.niechby tylko po matce . a detektywów od bandziorów trudno odróżnić.znając jego upodobania . W dodatku był cwańszy od reszty i zrobił.. w jego spojrzeniu nie znajdziemy cienia przyjemności. etaty obsadzone. że nie rozumieją. żeby można się było napić. ale cały . I mam coraz mniejszą ochotę pojechać do Ameryki. by z duszą na ramieniu nadstawić karku dla pieniędzy. Bukowski. poszedł robić za listonosza. tak samo jak po łyku alkoholu sięga się po papierosa. owszem. czasy Chandlera przeminęły i prywatny detektyw nie jest już postromantycznym samotnikiem. A Bukowski. bieda jest błogosławieństwem. W dodatku opisywana jest wciąż i najprawdopodobniej w przyszłości też. karty rozdane. Zamykam oczy i widzę go. Żadnych szans w tej konkurencji. wszystko jakoś idzie.? Jaki z niego Amerykanin czy . który wzorem większości Polaków postanowił zrobić karierę w Ameryce. na fuchy załapali się kolesie z co egzotyczniejszych krajów. Na serialowe salony mnie nie wpuszczą. w której nie trzeba już pisać. zwłaszcza do Kalifornii.. to była przemyślana strategia. ale zrobił. Chwilami mam podejrzenie. Wszystkim emigrantom i pisarzom jest ciężko. to . No więc pewnie wyemigrował i było mu ciężko. co picie i pisanie traktują zamiennie albo wręcz równolegle.. że Ameryka została dokładnie opisana przez swoich amerykańskich pisarzy na długo przed jego przybyciem. Późno bo późno. jak wychodzi w kalifornijską noc.

rok albo dwa później. porządek wyobraźni i . i w treści. Sposób na to był genialny i prosty: całe to Los Angeles to jest najprawdopodobniej przechrzczony Ursus. okruchy rzeczywistości wyjęte gdzieś spomiędzy Targowej i Stalowej. jak wiadomo. Albo to tanie wino z braku szkła sączone ze słoika po dżemie. albo trzepanie kapucyna.czas kombinował: Jak ty ze mną tak. co amerykańskie..lektury... Ameryko. to spróbujemy podstępem. interesują się tylko tym. ta. a potem. Można by tak w nieskończoność wynajdywać te kawałeczki.powiedzmy . Niewykluczone. albo ta matka. i małolaci mogli patrzeć z nienawiścią i podziwem na swoich zgredów. tylko dwadzieścia lat temu. małolatom znaczy. gdzieś spomiędzy Wiatracznej i Makowskiej. Nie da się po dobroci. Amerykanie. resztę świata traktując jako nieszkodliwe dziwactwo.. musiał posłużyć się wybiegiem. jeszcze nie wolno. bo to u niej chyba jada się lebiodę. to ja z tobą inaczej. I w formie. wszak żaden z niego Nabokov. Nie dajmy się zwieść jego postawie romantycznego .. Ale żeby Amerykanie w ogóle chcieli czytać te jego historie. 121-122). co mieszkali na prawym brzegu Wisły. a zamiast w nogę gra się w baseball.„ojciec jest zawsze sprawiedliwy”. a im. oczywiście nie teraz. jak w lipcowym skwarze zalewają się w drobny mak. str. albo. że niektóre chwasty można gotować i jeść. Przecież to jest Lilka Rybicka spod trzeciego. Albo ta polonistka (sorry. anglistka) w krótkiej sukience siedząca na biurku z nogą na nogę.. zamiast kiełbasy z rożna na Wileńskim je się hamburgery. nie da się na siłę. bo jest on przecież pisarzem na wskroś ludowym. Na pustych parcelach i na rogach ulic mężczyźni tłukli się pięściami. że w sprawie „zielska” posłużył się Bukowski jakimś wspomnieniem z Konopnickiej. Ludzie zaczęli chodzić na puste parcele i zbierać zielsko. (patrz Z szynką raz. a przynajmniej ci. Dowiedzieli się. gdy jeszcze działał bar Winniczek i po pierwszej szychcie w FSO siedziała tam cała załoga. nie przymierzając jak szewczyk Dratewka. I zaczął Bukowski opisywać Polskę. Takie odwołania nie powinny dziwić u Bukowskiego. tyle tylko że trwa tam nieustanne lato stulecia. No może z tym zielskiem to Bukowski trochę przesadził. prostymi zdaniami. te wszystkie matki powtarzające nieodmiennie słowa pociechy . na której Chinaski chce dać malcowi „gówno w czekoladzie”. Ta plaża. bo i tak by się wszyscy poznali. języka nauczył się w urzędzie pocztowym i wcale nie ma zamiaru udawać mądrzejszego niż jest. Rembertów albo Pelcowizna. Licentia prosaica pozwala przecież mieszać swobodnie porządek doświadczenia. która błyskała majtkami na trzepaku. ale Kosiński też w końcu trochę przesadzał. a tylko niektórzy mieli do niego pretensję. albo przepiękny dialog ze strony 78 i 79. to jest ten kawałek między Śląsko-Dąbrowskim a Gdańskim. Albo ta Lily Fischman. albo pryszcze. Prostymi słowami. nie bała się z tym czy z tamtym iść na dzikie wysypisko do tego wraku starej dekawki i temu czy tamtemu zrobić.

odszczepieńca czy buntownika. Sprzedał Polskę Amerykanom i jeszcze wziął jak za Amerykę. jak świat sam przemawia. opisuje dokładnie to. czyli odświeżyć sobie pamięć o tym. W modzie jest natura. jak to Pod Niedźwiedziem albo w Grochowskim drzewiej bywało. W dodatku sprzedał towar nie przetworzony. co widzi i słyszy. Spotkanie. Milcząca większość. żaden ludowy pisarz. Każdy gada. jak mu wypada. może miał gorszy dzień i w ogóle. Nawet przyłapałem się na brzydkiej myśli.dywaguje Bukowski między jednym drinkiem a następnym papierosem . że normalni faceci muszą się akurat od nich uczyć pisarstwa. Amerykański lud w osobie polskiego pisarza znalazł swojego Maksyma Gorkiego . jak każdy widzi. co najbardziej lubi. biografii od literatury nie oddziela. minęło! Teraz jest demokracja i język przestał wyrażać te aspiracje. dzięki jego pisaniu otrzymuje prawo głosu i możliwość czytania o sobie samej. nawet jak ta prawda kiepsko wygląda i jeszcze gorzej pachnie. Tak. szpitale i więzienia . do niedawna jeszcze słabo czytająca. że może on oszust. niczego nie dodaje ani nie ujmuje. Ale taka wpadka chyba tylko raz mu się zdarzyła. a potem spokojnie udał się na róg do baru. Albo literacka alienacja. Doszedłszy do takich wniosków. lecz jedynie folklorysta. i każdy słucha. Bukowski zapewne dopił. wali prawdę w oczy.tak sobie kombinował . Zazwyczaj pisze od serca. W powieści Hollywood Bukowski-Chinaski opisuje przypadkowe spotkanie ze swoimi wielbicielami gdzieś w barze. ale chwilę potem w zdrowym i proletariackim odruchu nazywa ich „pedałami” i boleje nad rym. Sprytny ten Charles. bo położył uszy po sobie i nie rzekł ani słowa. Nie tylko w kwestii przyodziewku czy odżywiania.do czego sam autor przyznaje się w sposób ostentacyjnie zawoalowany: Kurwy. a jego towarzyszka pyta: To już żadni inteligentni ludzie cię nie czytają? Tu mnie rozczarował.tak sobie pewnie myślał mają po dziurki w nosie przetworów. Było.gdy aspirujące warstwy niższe usiłowały posługiwać się językiem warstw wyższych. Do świata .na takich uniwersytetach życia otrzymałem kilka tytułów. jakby dzieło jednak przerosło mistrza albo wymknęło mu się z rąk. Lekcja doktora Destouches’a . Minął już czas . co było w szklance. Ludzie . Trochę tak. coś jak Kolberg albo Grzesiuk.trzeba przemawiać tak. zgasił peta. Karol to prawdziwy vox populi. z którego czym prędzej czmycha. albo ma być tak. Wprawdzie w jakiejś wypowiedzi wspomina z uznaniem o twórczości Geneta i Ginsberga. i tym samym kultura stawała się dziedziną aspiracji. ale w kwestii literackiej też. żeby zebrać materiał do następnej powieści. wręcz surowiec.

co pomyślimy o nim. ale i ten. o jego życiu.opisać. nieznanym. wydalają. kto umiera i chce opowiedzieć wszystko. Piotr Skarga. na którą cierpi się tak. i żadne cnoty nie mają nic do powiedzenia. bo nawet Luter.Jeden tam tylko porządny człowiek: prokurator. Prawda rzadko bywa fascynująca. tak jakby „słodka Francja” w 40 roku choćby na jotę przypominała Termopile. Tylko że są to gatunki ludzkie. bo wszystko spełnia . rwą się jak opowieść kogoś. skoro on sam wolał zachować wzgardliwe milczenie. Gogol to tylko Rosja. potem PIW Śmierć na kredyt. jak na grypę. bo lubimy być okłamywani . Mikołaj Gogol Lecz nie o Gogolu rzecz będzie. którzy próbowali go sobie wyobrazić. Chce tylko spełnić swoją powinność . Nie będę tutaj bronił doktora Destouches’a. a Louis-Ferdinand Celine to świat cały. Jego zdania są poszarpane. kilka kontynentów... trochę ukradkiem. To o Sartrze i Camusie i o sobie samym. Czytanie jego książek przypomina oglądanie przyrodniczego filmu. w której najstarsi i najtwardsi przywykli się chronić. mówiąc coś w stylu: „Parę lat w okopach i rok w celi śmierci i mieliby ten swój egzystencjalizm”. o jego opowieści. opłotkami. wraca teraz cichaczem.pamiątka po ranie. więc ma gdzieś. prawdę mówiąc. kopulują. gdyby pozostał pisarzem „podziemnym”. wciąż w ucieczce albo pogoni. co przeżył. Umiera. a może lepiej by było. itd. gdzieś po drodze „Literatura na Świecie” poświęciła pisarzowi monograficzny numer. Nie o to chodzi. Celine nie daje nam szansy. Niezdrowa i fascynująca lektura. znanym ze słyszenia i przez to wielekroć silniej działającym na wyobraźnię tych.a już najlepiej okrągłymi zdaniami w stylu Tomasza Manna. itd. faszysta . świnia.czego ludzie nie wypisywali. Może to dobrze. Szekspir czy Dostojewski. bo siedzi od końca 1945 roku 14 miesięcy w Danii z wyrokiem śmierci i z bólami rozsadzającymi czaszkę . a na popisy moralistów i prawników zareagował. i ani słowa o zaświatach. Kolaborant. wiernie opisać nasz ziemski czas. którą odniósł w pierwszej wojnie. No więc nie usprawiedliwiał siebie ani kogokolwiek.. Dziesięć lat temu Krąg wydał Podróż do kresu nocy. zdrajca. częściej kłamstwo. ani cienia litości nawet dla krainy dzieciństwa. ani słowa o nagrodzie albo karze. wypędzony i przez kilkadziesiąt lat skazany na zapomnienie. antysemita. Przeklęty. a antysemityzm nie był chorobą. na którym gatunki pożerają się wzajemnie.

Jego Robinson z Podróży do kresu nocy płynie na swojej wyspie dookoła świata. podnosić jakieś szczątki i pytać: Więc to my? To my? Tylko tyle? Pisarz nie musi pisać prawdy. filozofowie. zdolność opowiadania odróżniają nas od świata minerałów. wszystkie postacie jego komedii na coś czekają. Zabijają czas i życie za pomocą najbanalniejszych świństw i złudzeń. roślin i organizmów bardziej skomplikowanych.. ale nie znalazł niczego lepszego na jej miejsce i samo miejsce w sobie ocalił. nie wypełnia powstałej pustki. bo nie odczuwa żadnej tęsknoty. lecz na pewno nas nie zwodzi. bo popełnia wtedy grzech zgorszenia. nawet Podziemny Człowiek Dostojewskiego . którzy pustkę wypełniają . drobnych. spodziewa się czegoś. Jeremiasz. żadna nadzieja. Uginamy się pod ciężarem własnych ciał. chociaż przez całą powieść wydawało się nam. ale nie może kłamstwa przedstawić jako prawdy. oczyszcza. Gdy w końcu umiera. Nie na darmo Diabeł jest kusicielem. Meursault Camusa. bez wyboru. który utracił wiarę. chyba on pierwszy pokazał. że tylko mowa. Być może Celine popełnia wszystkie inne grzechy. Celine. jak wyjątkowa i zacna jest nasza erozja komórek i myśli. czerpiemy żywotne soki z czego się da. A może ktoś musiał przeżyć. plugawych odmian losu. A Bardamu pozostaje jak anioł stróż bez przydziału.to zjawy z papieru. i na koniec rozpadamy się na kawałki. Tak. żadna obietnica się nie ostaje. Lecz ani na moment nie przestajemy paplać o cudowności swojej kondycji. lecz ten człowiek nie powiększa się. W świecie bez Boga zajmuje się człowiekiem. Próżno szukać pisarza równie żarliwego. a tymczasem człowiek czeka tu. Jego życie przypomina nerwowy spacer miejskiego psa wśród chaotycznych i wrogich zapachów. półgodzinne ożywienie między jednym a drugim letargiem na słomiance w przedpokoju. Nieprzerwane fale niepotrzebnych istot ciągną z głębi wieków. Możemy potem brodzić w popiele. skoro go przeżywa. że przynajmniej śmierć wypełnił do końca. że rzeczy mają się odwrotnie. to była to na pewno pycha. jak chcieli dziewiętnastowieczni optymiści. Złodziej Geneta. Umyka. Nic. Ta proza ma siłę płomienia. spala wszystko. żeby historię opowiedzieć.. ale równie dobrze mógłby pozostać. o tym. Nie pragnie niczego prócz chwilowych. bo chyba to on był aniołem Robinsona. że jednak był człowiekiem. żeby wciąż umierać na naszych oczach. dopiero próżnia ukazuje prawdziwe rozmiary człowieczeństwa. z którym nieustannie się potykał. czego dotknie. Jeżeli w całym swoim życiu miał jakiegoś wroga. bo okazuje się. Niezdolny nawet do wyobrażenia sobie śmierci. jesteśmy zdziwieni. Może kłamać. jedynie zwierzęcy niepokój.się w tych kilkudziesięciu latach ludzkiego piekła. Przeciwnie.

ani miar. obrzydzenia.. zielone trupnice czy szare ścierwnice. (. procesem jedynym i podstawowym.i tak nas dosięgnie. musi być w znacznym stopniu wypełnione iluzją. jakiej udzielić może pisarz: . żeby ukazać nam pozostałości wzniosłych czynów. że popełniają jakieś przekroczenia. Cienie. Lecz miłosierdzie musi splatać się ze sprawiedliwością. w brzuchu albo na szczycie Wieży Babel. balonik o cienkich. itd. Około 10 miesiąca pojawiają się nowe larwy much i chrząszczy (Corynetidae) odpowiedzialne za fermentację. którym się zdaje. Nie ma kary. i nikt im złamanej myśli nie poświęca. śnić sen o nieśmiertelności ciał. A on. Robi dziurkę i przypomina nam. Na pewno nie jest to lśnienie biżuterii.. Możemy się ukryć w samym środku termitiery świata.. gdy tymczasem dookoła aż gęsto od rzeczy podobnych i gorszych. dwoją i troją.. itd. nie fałszuje ani odważników. To światło jest jak promienie Roentgena w szpitalu. po którym nadchodzi świt. między szóstym i dziewiątym miesiącem. poprzez srebrny pancerz toyoty. by zachowało swój sens. wobec którego upadają wszystkie iluzje. pustki nie do wypełnienia.. przyzwyczajeni jedynie do swojej miary. pochłonięte biologicznym procesem życia i przeżycia. by rozlały się po całym ciele jady strachu. Doktor Destouches byłby zadowolony. kupiec uczciwy. Nie jest tak głupi ani tak próżny. dodało jego dziełu blasku. bo rzeczywiście nie potrafimy sobie wyobrazić śmierci. Nie olśni ciekawskich ani poszukiwaczy zapomnienia czy wytchnienia. delikatnych powłokach i czasem wystarczy jedno ukłucie. trzeba czytać Celine’a. jacy być powinniśmy. Dlaczego Celine? Stulecie. beznadziejności. Ferdinand Celine jest jak szpileczka. poprzez telewizyjne obrazy cudzego cierpienia. by przypominać nam. Co najwyżej opisać ją słowami Louisa-Vincenta Thomasa z książki Trup: W pierwszej fazie ma miejsce rozwój jaj złożonych przez muchówki lub muchowate: niebieskie muchy zwane plujkami (Calliphora). poprzez pokraczne ewangelie sukcesu. Żeby życie było w ogóle możliwe do przeżycia. To tak jak z hucznym przyjęciem. kim jesteśmy. Jest zwierciadło. skoro nie czytamy już kazań Savonaroli ani świętych braciszków z Nitrii. które minęło od dnia jego urodzin. wszystkie usiłowania. Postacie tej ludzkiej-nieludzkiej komedii roją się.. Co najwyżej u końca opowieści udzieli nam pociechy. Tak samo dalecy od cnoty i od występku. szerokiego uśmiechu i reszty podobnych dyrdymałów .gadaniną. Bo pod tym wszystkim tkwi ten dziwny ludzki organ. Trzeba.) Następnie.. pojawiają się małe chrząszcze z rodziny Dermestidae i larwy motyli lub omacnic. zwątpienia. o zbawieniu „wykonanym własnoręcznie”: poprzez „żywą wodę” z oligocenu.

W złotym powietrzu wczesnej jesieni dźwięk dzwonów płynął doliną Laborca w stronę Humennego. Dwie szare wełniane marynarki przypominały dziecięce komunijne garnitury. drugi. Factory przy East Eighty Seventh Street i reszty wielkiego świata. do „jego aparatu fotograficznego”. i niebo.. nie mówmy o tym więcej. O Medzilaborcach W Medzilaborcach mówi się trzema językami. wszystko zabierał ze sobą. Wzywał ku sobie wszystkie barki rzeczne. W muzeum nie było nikogo.. Naprzeciwko muzeum na wzgórzu jaśniała murowana cerkiew. i całe miasto. Spokój. Pewnie dlatego przez całe amerykańskie życie nagabywany przez dziennikarzy odpowiadał. że był tak drobny i szczupły. O Hrabalu . ale Ondriej. Na spękanym betonowym dziedzińcu dziewczyny czekały na chłopaków. jego ewentualni synowie siedzieliby teraz w tym samym miejscu co ja.Z oddali zagwizdał holownik. śluzę. Ich strój niemal się nie zmienił od czasu. Po słowacku. wietrzna pustka nadgranicznego miasteczka przywoływały prawem paradoksu zgiełk New Yorku. W rodzinnych papierach Andy nie nazywał się nawet Andriej. czyli wężowej skóry. No ale stało się inaczej i teraz można pójść do jego muzeum. i nas. W jedynej otwartej knajpie ciemnoskórzy mężczyźni siedzieli przy smadnym mnichu. cisza i chłód sal. a w szklanej gablocie wisi jego kurtka z „hadovej kozy”. daleko. patrząc na powolnego barmana. To imię w żaden sposób nie pasowało do „jego walkmana”. że jest człowiekiem znikąd. Jak dziecko. Gdyby Andy Warhol nie wyemigrował w brzuchu matki do Ameryki. wszystko. Wszyscy się znali. i wieś. jeszcze dalej. Na przystanku stał starodawny zielony autobus. Kobiety i dzieci kręciły się między stolikami zupełnie jak w domu. wszystkie. inny most. do największego i najbielszego budynku w miasteczku. Nie mogłem uwierzyć. Sekwanę też. Na podrabianych najkach i adidasach osiadał kurz. Kobiety w czarnych sukienkach i chustkach szły schodami w stronę świątyni. gdzie ściany wyklejone są tysiąckrotnymi wcieleniami „Campbellowej polievki”. gdy matka Warhola pokonywała te same stopnie. po łemkowsku i po cygańsku. jego wezwanie przebiegło most. jeszcze jeden łuk. Na głównej ulicy był akurat jarmark. Wschodni wiatr targał fosforyzującymi dresami.

ani za bardzo na gorsze. coś tam wychodzi spod czegoś. jakby na nikogo nie czekał. w której niepostrzeżenie zjawiają się imiona z książki telefonicznej i nazwiska z powszechnego spisu ludności. która smak i gust ma wysoce wysublimowany. Jest dziewiąta rano. a on mógł spokojnie zaczynać dzień od mocnej kawy i kilku papierosów. z której wystaje nie wiadomo co. Wychodzę przed dom. ziemia wiruje pewnie. byłby nie do odróżnienia. dajmy na to. Może nawet jest tak. czyli wykorzystanie energii atakującego przeciwnika. gdy żona była już w pracy. Kompozycja jest nieskończenie spokojna i ostateczna. zupełnie tak samo. jak podczas tych poranków. Jak . zwinięte w kłębek psy i koty drzemią w swoich zakamarkach i guzik je obchodzi. piętnaście kilometrów od słowackiej granicy w kwietniu. wiatrówka na suwak. Przypominają plebejską i ziemską wersję Trójcy Andrieja Rublowa. wszystkie egzystencje i przynajmniej obywatele wyszehradzkiego trójkąta powinni trwać w pomieszaniu i pytać: Jeśli jego nie ma.A teraz będzie o Bohumilu Hrabalu. Gwiazdy świecą. Spodnie w paski. ponieważ sam wizerunek jest nieskończenie tymczasowy i pokonuje przemijalność jej własną bronią. Wystarczy zajrzeć gdzie trzeba i przeczytać. to nie było go w ogóle? Kto będzie teraz odmawiał tę litanię do wszystkich świętych. bo to jest egzystencjalne aikido. na ramieniu podejrzana torba. nagle przestał płynąć. Gdyby wszedł pomiędzy nie. i jeśli ktoś nie był zapisany. jakby doczesność zmieniła się jakimś cudem w wieczność. że moje łzawe i słowiańskie serce najzwyczajniej nie ufa realności i nie wierzy w to zdarzenie. Tak też najprawdopodobniej wygląda jego duch. cała widzialność. czarno-biały telewizor nadaje wieści. jednostkowe byty. lecz nikogo one nie obchodzą. a świat za oknem zastygał w swej ruchliwej postaci i minuty ogromniały jak baloniki nadęte nieskończonością. ja się zgadzam”. to kto nas zapamięta? Kto opisze? Kto nas ocali przed bezmyślnym pyskiem kosmosu i analityczną. Zupełnie tak. w „Zeszytach Literackich”. a ona tylko szkoliła psy dla ociemniałych. Zupełnie tak. którą kiedyś wziął za niewidomą. kto całe życie powtarzał: „W porządku. że kiedyś będzie jakiś kolejny dzień. jest pogodna noc i wszystko sobie trwa w swoim starym kształcie. aczkolwiek niezauważalnie. Umarł i trudno się do tej myśli przyzwyczaić. I czas pewnie nie poradzi sobie z tym wizerunkiem. Jednym słowem zwyczajność sobie hula i świat per saldo nie zmienia się ani na lepsze. Ale wokół jest cicho jak gdyby nigdy nic. A przecież całe stworzenie. No bo co może zrobić świat i czas komuś. ludzie śpią. jakby wciąż odjeżdżał ten sam autobus do Kerska z tą samą kobietą. Tak było. Trzech facetów siedzi przy stoliku i popija piasta. jakbyśmy go akurat przy czymś zastali. Bohumil Hrabal na fotografiach wygląda tak. Przypomina wcielenie wszystkich swoich postaci. A potem któregoś dnia wchodzę do Gazdy. jakby czas o tej dziewiątej. ezoteryczną paszczą historii. Nic mu nie może zrobić.

nieformatowany. by uzasadniać własną egzystencję. to byłoby to tych trzech siedzących facetów. nie ma pragnienia. Zamieszczone w książce teksty ukazały się w latach 1993-2000 w „Gazecie Wyborczej”. ale jedynie zwykłe. Nie ma w nich śladu heroizmu.przystało na świeckie wykonanie. co wstał. A potem jeden z nich wstał i powoli zaczął się zbierać. najzwyklejsze istnienie. . „Kwartalniku Artystycznym „ i „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. popatrzył na tamtego i powiedział: „Gdzie będziesz szedł?”. Copy by lille. Drugi jakby się ocknął. W końcu fundamentem świata nigdy nie były czyny. światło obrazu jest właściwie monochromatyczne. „Tytule”. Wtedy ten. Ich obecność jest całkowicie elementarna. Składa się z kilkunastu odmian szarości. I jeślibym miał znaleźć jakiś emblemat dla pisarstwa Bohumila Hrabala. „Tygodniku Powszechnym”. Nie zamieniają ani słowa. nie ma w nich śladu literackości. rozejrzał się po knajpie i trochę po świecie i powoli usiadł z powrotem. potrafił nam to opowiedzieć. 2009 Plik bez szczegółowego sprawdzania błędów (tylko w OCR). jak nikt inny. I Hrabal. Najprawdopodobniej na nic nie czekają.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful