Improwizacja w kanonie - o tańcu ludowym, komunizmie i wolności rozmowa z Ákosem Engelmayerem

Co sprawiło, że pod koniec lat sześćdziesiątych na Węgrzech młodzi ludzie zwrócili się tak zdecydowanie w stronę własnej kultury ludowej? Było to zjawisko z jednej strony kulturowe z drugiej polityczne. Mianowicie po 1956 roku kręgosłup narodu węgierskiego został przetrącony, a wszelkie objawy patriotyzmu i przywiązania do tradycji były określane jako przejawy nacjonalizmu. Po 1956 roku przyjeżdżaliśmy do Polski rozczarowani socjalizmem, a także rozczarowani do Zachodu, który wtedy, mówiąc wprost, nas po chamsku zdradził. W Polsce widzieliśmy tę "polską drogę do socjalizmu" - prywatne gospodarstwa rolne, kościół, pamięć o bohaterach AK... Poza tym Polska była dla nas, na początku lat 60-tych, oknem na świat - malarstwo abstrakcyjne, kluby studenckie, Warszawska Jesień, etc. (Bartok był częściej grany w filharmonii warszawskiej niż w Budapeszcie). Do Polski przyjeżdżały tysiące młodych Węgrów. Nawiasem mówiąc inteligencja polska tego zjawiska niestety nie zauważyła i nie wykorzystała. Po 1968 roku młodzi Węgrzy, głównie studenci i uczniowie, zaczęli jeździć do Rumunii. Odwrócono się od Polski w stronę Siedmiogrodu, gdzie odkryto żywy jeszcze folklor węgierski, który na terenie Węgier już nie istniał. Ponownie pasją wielu młodych Węgrów stał się Siedmiogród, który był ostoją myśli niepodległościowej w czasach niewoli tureckiej i za panowania Habsburgów, dał także początek narodowemu stylowi węgierskiemu w XIX w. Odegrał więc podobną rolę jak Podhale w okresie Młodej Polski. Czy wyobrażacie sobie Państwo sobie Najjaśniejszą Rzeczpospolitą bez Podhala? Skierowanie się w stronę Siedmiogrodu - i to chciałbym podkreślić - nie miało jednak nic wspólnego z nacjonalizmem, było świadectwem patriotyzmu i nie był to patriotyzm skierowany przeciwko komukolwiek. Było to również podjęcie na nowo wielkiego dzieła Bartóka i Kodály'a z początku wieku. Co się przez ten czas działo z recepcją kultury ludowej? Bartók i Kod(ly odkryli, że najbardziej archaiczne pozostałości muzycznego języka ojczystego Węgrów pochodzą sprzed tysięcy lat, kiedy Prawęgrzy żyli jeszcze na stokach Uralu z ludami ugrofińskimi i turecko-bułgarskimi. Dorobek naukowy i twórczy Bartóka i Kodaly'a trudno przecenić, wspomnę tylko, że zawdzięczamy im pierwsze archiwa zbiorów muzycznych i model edukacji opracowany w oparciu o muzykę ludową (Kodaly), który i dzisiaj wykorzystywany jest w praktyce pedagogicznej, nie tylko na Węgrzech. Znamienne jest, że w czasie tej mozolnej pracy Bartók doszedł do wniosku, że "...wszystkie nasze melodie ludowe odznaczają się najwyższą artystyczną doskonałością. Uważam je za takie same arcydzieła jakimi w świecie większych form są fuga Bacha czy sonata Mozarta". W latach trzydziestych atakowano Bartóka i Kodaly'a z pozycji nacjonalistycznych i pseudopatriotycznych - próbowano wtedy zacierając różnice regionalne stworzyć "ogólnonarodowy styl". Po 1950 roku z kolei komuniści wprowadzili tzw. "ludowość". Ja jako czternastolatek musiałem z każdej okazji, czy to były wybory czy święto rewolucji, śpiewać jakieś "ludowe" pieśni (w tym jedną polską) i tańczyć "ludowe" tańce. To był po prostu obłęd - stuprocentowa kolektywizacja i "ludowość" narzucana z

bolszewicką przemocą. Organizowano setki i tysiące zespołów ludowych, które tańczyły jak na komendę, a o ich powstawaniu prasa donosiła jak o wynikach współzawodnictwa pracy. Chodziło wyłącznie o cele polityczne. Oznaczało to wszystko absolutny odwrót od tradycyjnych wartości. Efekt był oczywiście taki, że społeczeństwo odwróciło się ze wstrętem od folkloru, ludzie zaczęli się wstydzić i wyrzekać wiejskiego pochodzenia. Muzyka ludowa przetrwała jedynie w szkołach, gdzie stanowiła podstawę nauczania śpiewu, ale będąc przedmiotem obowiązkowym nie pobudzała zainteresowań młodzieży. W tym okresie królowała już muzyka beatowa. No właśnie... Co takiego w okresie szczytowego powodzenia beat generation odkryli młodzi Węgrzy w Siedmiogrodzie? Podróżując po Siedmiogrodzie trafili do Szek, gdzie istniał dom tańca, w którym zabawa odbywała się według dawnego porządku. Zabawę otwierały zawsze tańce starsze, przeważnie męskie, potem przychodziła pora na nowsze - szybkie i wolne czardasze oraz polki w określonej kolejności. Okazało się, że we wszystkich formach w jakich wyraża się kultura tradycyjna (właśnie w tańcu jak i np. w stroju), zawarty jest ściśle określony porządek, w ramach którego jednak każdy może wyżyć się w indywidualny sposób. Chodzi o improwizację... ...w kanonie? Tak. Po powrocie do Budapesztu, ci chłopcy, tancerze, etnografowie, próbowali ten rodzaj tańczenia wprowadzać do zespołów typu "Mazowsze", okazało się to niemożliwe. Zaczęto więc zakładać domy tańca, w których próbowano tańczyć i grać (bez wzmacniaczy, co było prawdziwą rewolucją) w sposób autentyczny i zindywidualizowany. Nawet kiedy tańczono pewną ogólną choreografię, to każdy w zespole tańczył inaczej, według swoich upodobań, uzdolnień i w związku z własnym życiem, z tym, że kochał tę a nie inną dziewczynę. W zespołach oficjalnych ilość figur tanecznych była ograniczona do dwudziestu, trzydziestu, w tradycyjnych czardaszach takich figur można było naliczyć kilkaset. W ruchu domów tańca młodzież szukała swojej tożsamości, nie tylko poznając tańce i muzykę ale także ludową literaturę, rzemiosło itp. Początki ruchu domu tańca wyglądały czasem anegdotycznie: Ferenc Seb( (założyciel pierwszej kapeli domu tańca) zobaczył po raz pierwszy lirę korbową - kiedyś bardzo popularny instrument na Węgrzech - na festiwalu folklorystycznym we Francji w rękach belgijskiego artysty. Zapytany Belg powiedział, że instrument ten wykonał dla niego... sędziwy, węgierski chłop, ostatni żyjący na Węgrzech mistrz liry korbowej. Seb( zamówił instrument i nauczył się grać od starca. Jak wieś węgierska zareagowała na młodych ludzi z miasta zainteresowanych tymi tradycjami, których kazano się przez tyle lat wypierać? Podam taki przykład. Razem z zespołem Seb( pojechaliśmy do małej wioski, gdzie dyrektor ośrodka kultury uważał, że teraz ma sens granie big-beatu a nie muzyki ludowej. Zespół Seb( zaczął jednak koncert, zeszła się cała wioska. Mija pół godziny, godzina, dwie, sala jest pasywna, wtedy para tancerzy z domu tańca próbuje pokazać jeden z tańców, w tym momencie wstaje staruszek, odpycha młodego tancerza od dziewczyny i mówi - synu, to nie tak - i zaczyna z nią tańczyć. Ci starzy wieśniacy, Matko Boska, jak oni tańczą!!! W tym momencie, jak tama zerwana, wszyscy rzucają się do tańca,

przychodzą miejscowi muzykanci.... Czegoś takiego nie przeżyłem - była to po prostu orgia, która trwała przez 24 godziny. To było niesamowite, do ludzi, którzy wstydzą się swoich korzeni, bo nie miejskie, przyjeżdżają młodzi muzycy z Budapesztu i próbują grać tak, jak u nich kiedyś, i nagle wioska wraca do siebie! Takie historie zdarzały się zresztą częściej, można powiedzieć, że folklor wracał na węgierską wieś przez Budapeszt. Trzeba jednak dostrzec i drugą stronę całego zjawiska. Dla chłopów, którzy przyjeżdżali z Siedmiogrodu do domów tańca była to sytuacja schizofreniczna, zwłaszcza na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, kiedy to reżim Ceau(escu prowadził zakrojoną na szeroką skalę akcję represjonowania Węgrów. Przyjeżdża wtedy taki Węgier, przemycając swój strój z Siedmiogrodu, występuje w domu tańca, przyjmowany jest w najlepszych domach Budapesztu, pije palinkę z intelektualistami, przytula się do najładniejszych dziewczyn. Słowem, wszyscy noszą go na rękach, po czym mija kilka dni i wraca do siebie, gdzie nie może rozmawiać po węgiersku, i w ogóle jest obywatelem ostatniej kategorii. Jestem w tej chwili bardzo cyniczny ale ważnym powodem kultywowania najstarszych warstw folkloru siedmiogrodzkiego była świadomość, że istnieje na to zapotrzebowanie w Budapeszcie. Jednocześnie jednak obstawanie przy tradycji było świadomą obroną przed wynaradawianiem. Na Węgrzech jak i w Siedmiogrodzie było wiele prawdziwie wiejskich zespołów, często obudzonych z uśpienia, które grały fantastycznie tę najstarszą, archaiczną muzykę, z czasem jednak okazywało się, że wykonywały ją często na pokaz, na zamówienie etnografów. Dla siebie, dla własnej przyjemności grały zupełnie inny nowszy repertuar, popularne szlagiery. Jest to problem, bo przecież nie można tego zabraniać, a zarazem jeśli ta najstarsza warstwa folkloru zostanie zgubiona i zapomniana będzie to oznaczać ogromną stratę dla kultury. Trzeba więc ratować ale nie narzucać. Dlatego tak istotna jest postawa tych ludzi z miasta, którzy starają się kontynuować tradycję, ich poczucie odpowiedzialności oraz szczerość, rzetelność, słowem jakość ich doświadczenia w zetknięciu z ostatnimi spadkobiercami tradycji, starymi mistrzami? To, o czym pan mówi dotyczy tylko elity i to się na Węgrzech w dużej mierze udało. Ale udało się także w szerszej skali, gdzie chodzi nawet o to, żeby folklor przetrwał nie tylko jako repertuar operetkowy. Obserwuję ruch domów tańca od ponad dwudziestu lat i widzę jak wielu ludziom uczestnictwo w nim przyniosło zwyczajną radość i satysfakcję. Dlatego też cieszę się, że powstał dom tańca również w Warszawie i z uznaniem śledzę od dwóch lat jego rozwój. Jaka była reakcja władz na ruch domów tańca? Przede wszystkim rozpętano w mediach kampanię propagandową skierowaną przeciwko domom tańca. Padały oskarżenia o ludomanię i nacjonalizm, że cytuję - "dzisiaj Siedmiogród, jutro Oświęcim". Natomiast na dole było trochę inaczej, na przykład kierownicy domów kultury raczej rozumieli co jest grane, w co warto inwestować, niekoniecznie finansowo i generalnie było zrozumienie wagi i wartości działań podjętych przez domy tańca. Natomiast centralna propaganda ziała nienawiścią. Z kolei choreografowie zawodowych, oficjalnych zespołów bronili się przed ruchem domów tańca, zarzucając mu amatorszczyznę, ludomanię etc. Dlaczego? Bo okazywało się czasem, że

publiczność lepiej tańczy niż oni na scenie. Mimo tego rozmaite festiwale i przeglądy folklorystyczne, chociaż finansowane przez państwo, dosyć szybko zostały zdominowane przez zespoły autentyczne najczęściej związane z domem tańca. Ruch domów tańca nie był ruchem stricte politycznym ale stanowił ogromne zagrożenie dla ustroju poprzez swój patriotyzm, tradycjonalizm i co najważniejsze tworzenie małych wspólnot. Komunizm przez lata starał się rozbijać wszelkie więzi regionalne, ruch domów tańca te więzi przywracał i w jakiejś skali integrował na powrót rozbite na atomy społeczeństwo. Notabene ci, którzy mówili wtedy o faszyzmie, dzisiaj mówią o kołtuństwie, zaściankowości, prowincjonalizmie i ciemnogrodzie. W świecie kultury tradycyjnej, który przecież nie czarujmy się nie był idealny, młodzi ludzie odnajdywali ważne dla siebie zasady i wartości, również pewien ład moralny. Dzięki temu mogli skutecznie radzić sobie z systemem realnego socjalizmu, mieli również, co zwłaszcza później stało się ważne, naturalny dystans do zachodniej kultury masowej - "ja nie siedzę przed sprawiedliwym z Teksasu tylko śpiewam własne piosenki". Trzeba w tym miejscu podkreślić, że uczestnikami ruchu domów tańca byli ludzie różnych wyznań i narodowości. Zaraz po powstaniu pierwszych węgierskich domów tańca zakładano następne, kultywujące folklor innych narodów i kultur. Czymś co łączyło wielu uczestników ruchu domów tańca było odkrycie najstarszych, wciąż żywych korzeni, sięgających czasów pogańskich. To nie żarty, w wierzeniach i zwyczajach węgierskich, również w muzyce, istnieją pozostałości szamanizmu. Jakże wymowny jest fakt, że w kwaterze 301 w Budapeszcie, gdzie został pochowany Imre Nagy i kilkuset zamordowanych w 1956 roku, postawiono nie krzyż, lecz znaki nagrobne w formie czółna, pogańskie znaki, które przetrwały przez tysiąc lat w chrześcijańskim kraju. Dla mnie jest to wielka rzecz, że właśnie w kwaterze 301, gdzie leżą katolicy, protestanci, żydzi i ateiści stoją te znaki nagrobne, jakby złamane drzewca kopii, które można spotkać tylko na terenach etnicznie węgierskich. To jest znak naszej ponad tysiącletniej obecności w Europie. Jaką rolę odegrał ruch domów tańca na drodze Węgrów do niepodległości? Dokonał rzeczy nieprawdopodobnej - rozbicia socjalistycznej "ludowości" taką siłę miała odkryta w Siedmiogrodzie wolność zaklęta w najbardziej tradycyjnych tańcach węgierskich. Twierdzę, że była to pierwsza cegiełka wyjęta z budowy realnego socjalizmu na Węgrzech. Podoba mi się to, co powiedział wybitny węgierski poeta i eseista - Sandor Csoóri - "taniec ludowy miał dwa historyczne momenty: kiedy trafił na scenę a potem, kiedy powrócił ze sceny na ziemię. Ale nie jako sztuka lecz tylko po to, aby mógł pozostać tańcem, jak wiatr wiatrem, deszcz deszczem". Dziękujemy bardzo za rozmowę. rozmawiali - Beata Wojtkowska i Remigiusz Mazur-Hanaj ____________________________________
Ákos Engelmayer - etnograf, ambasador Republiki Węgierskiej w Polsce i na Białorusi w latach 1990-1995, wykładowca w WSH w Pułtusku