Remigiusz Mazur-Hanaj, Ewa Nizińska

W podróży do Borysławia – typy wehikułów narracyjnych
1. Borysław – dane statystyczne Borysław to miasto znajdujące się obecnie na Ukrainie w obwodzie lwowskim. W okresie międzywojennym należało do II Rzeczypospolitej, wcześniej, od pierwszego rozbioru Polski, było włączone do Austrii, do XX w. funkcjonowało jako wieś. Jego historia jest jednak znacznie dłuższa, pierwsza wzmianka pochodzi z 1387 roku. Położony w niedużej odległości od Drohobycza nad rzeką Tyśmienicą, pozostawał w jego cieniu, choć mówiono, że wraz z Truskawcem tworzyły „Kresowe Trójmiasto”. Powolny rozwój Borysławia uległ znacznemu przyspieszeniu, gdy w pobliżu odkryto złoża ropy naftowej (wydarzenie datowane na rok 1854). W drugiej połowie XIX wieku stał się już centrum przemysłu naftowego, założono Główną Szkołę Górniczą. Formalnie jako miasto zaistniał jednak dopiero w 1929 roku, kiedy zdecydowano o połączeniu kilku okolicznych wsi: Borysławia, Tustanowic, Wolanki, Bani Kotowskiej, Mraźnicy, Hubicz i Horodyszcza w jeden organ administracyjny, tak zwany Wielki Borysław, który według spisu powszechnego w 1929 r. zamieszkiwało około 45 000 mieszkańców. Od 1939 r. miasto znalazło się pod okupacją radziecką, następnie niemiecką i potem znów radziecką. W latach 1944-46 przeprowadzono przymusową akcję repatriacyjną ludności polskiej za Bug. Tę garść suchych informacji, a na podobne często jesteśmy zdani, wyruszając w podróż, przywołujemy jako kontrapunkt dla tego, co dopiero przynosi ze sobą podjęta wyprawa, podróżowanie, które w naszym przypadku spełnia się dzięki obcowaniu z narracją. 2. O Stowarzyszeniu i tworzeniu pamięci zbiorowej W referacie prezentujemy część wyników projektu badawczego dotyczącego pamięci o rodzinnym mieście przeprowadzonego w grupie osób obecnie ponadosiemdziesięcioletnich, które dzieciństwo przeżyły w przedwojennym Borysławiu. Są to Polacy, którzy w 1945 r. wyemigrowali z Borysławia w ramach pierwszej fali repatriacji. Gdy stały się dla nich jasne konsekwencje włączenia Borysławia w skład Ukraińskiej SRR, zdecydowali się osiedlić na terenie Polski w jej powojennych granicach. Wszyscy badani należą do warszawskiego koła Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Drohobyckiej. Często się spotykają, więc znają biografie kolegów oraz ich poglądy. Oznacza to, że są też świadomi różnic w pamięciach indywidualnych o mieście, w którym wspólnie dorastali. Podczas badań okazało się, że podejmują zarówno inicjatywy mające na celu zachowanie pamięci jednostkowych, jak i

1

przedsięwzięcia typowe dla kultywowania pamięci zbiorowej. Do aktywności Stowarzyszenia należy m. in. koordynacja remontów obiektów ważnych dla przedwojennego Borysławia, fundowanie pomników i tablic upamiętniających obecność Polaków w mieście, pomoc w utrzymaniu polskiej szkoły sobotniej w Borysławiu. Równocześnie organizacja udziela wsparcia publikacji wspomnień swoich członków – zarówno prac zbiorowych, jak i indywidualnych autobiografii. Jak już napomknęliśmy, wspomnienia członków Stowarzyszenia uznać można za pamięć zbiorową. Co więcej, powstaje ona w wyniku dyskutowania pamięci indywidualnych. Koronnym tego przykładem jest dwutomowa antologia Borysław w okruchach wspomnień.1 Powstała ona jako zapis relacji członków Stowarzyszenia, którzy nagrywali siebie nawzajem, przy okazji wielokrotnie dyskutując każdą zapamiętaną rzecz. Nasi rozmówcy opowiadają zatem nie tylko dla siebie, ale także dla swoich przyjaciół ze Stowarzyszenia, co tworzy kolejną „warstwę” narracji. W projekcie zdecydowaliśmy się korzystać z wywiadu narracyjnego, czyli zaproponowanej przez Fritza Schütze koncepcji badań opowieści o życiu. Jak pisze Kaja Kaźmierska: „istotą wywiadu narracyjnego jest otrzymanie opowieści o życiu nie będącej sumą odpowiedzi na stawiane pytania, lecz spontaniczną narracją”.2 Prosząc na początku, aby rozmówca opowiedział nam o swoim dzieciństwie, często otrzymywaliśmy mniej lub bardziej pełną autobiografię rozumianą jako "retrospektywną opowieść prozą, gdzie rzeczywista osoba przedstawia swoje życie, akcentując swoje jednostkowe losy, a zwłaszcza dzieje swej osobowości"3. Autobiografia nie jest jednak nigdy wierną kopią „rzeczywistego życia”, lecz konstruktem – autor będący zarazem narratorem i głównym bohaterem korzysta z danej mu licentia poetica i opowiada swe życie takim, jakim chciałby, by było widziane. Aby zrozumieć proces rekonstrukcji obrazu miasta oraz jego funkcjonowanie w narracjach dawnych mieszkańców Borysławia, trzeba pamiętać, że autobiografia nie należy jednoznacznie ani do przeszłości, ani do teraźniejszości. Stanowi raczej pomost między tym, co było, a tym, co jest obecnie i co pozwala nam spojrzeć na minione lata z pewnej perspektywy. Jednocześnie Georges Gusdorf zwraca uwagę na istnienie zależności odwrotnej: „opowiadanie o kresach mojego życia, o krajobrazach, o spotkaniach, zmusza mnie do sytuowania tego, czym jestem, w perspektywie tego, czym byłem. […] Autobiografia nie jest
1

Borysław w okruchach wspomnień, Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Drohobyckiej – Koło w Warszawie, część I - Warszawa 2000, część II - Warszawa 2004 2 Kaja Kaźmierska, Wywiad narracyjny – technika i pojęcia analityczne [w:] M. Czyżewski, A. Piotrowski, A. Pokuszewska-Pawełek, Biografia a Tożsamość Narodowa, Łódź 1996, s. 35-44; 3 Paul Lejeune, Wariacje na temat pewnego paktu. O autobiografii, Universitas, Kraków 2007

2

prostym powtórzeniem przeszłości takiej, jaka była, ponieważ przywołanie jej pozwala jedynie na powstanie w umyśle świata, który na zawsze zniknął”4. Takim światem w poniższym artykule będzie właśnie Borysław. Znaczna część narracji odwoływała się bezpośrednio do przestrzeni tego nietypowego miasta. Skupimy się na dwóch narracjach, odmiennych, a w pewnym sensie modelowych. Najpierw jednak powrócimy na chwilę do samego miasta.
„Ulice borysławskie to jest zupełnie osobny rozdział (…) zabudowa taka małomiasteczkowa, właśnie podkarpacka, małe domki, najwyżej piętrowe. W tych domach głównie sklepy, głownie żydowskie, bławatne spożywcze, był dentysta. Przy tej głównej ulicy wszystko pamiętam, stoi mi to w oczach, jak dziś. Charakterystyczne braki w nawierzchni, czyli błoto przy roztopach i chodniki drewniane (…) chodziło się jak po klawiszach dosłownie. Wysoko ponad jezdnią były szerokości (…) metra, półtora metra (..) i na tym się chodziło no bo wszędzie było błoto… Gdy mowa o urodzie Borysławia to może ja zacznę od piosenki: Tyśmienica piękna rzeka, najpiękniejsza z naszych rzek, kto ją widzi to ucieka, tak cuchnący jest jej brzeg. Borysław nie był miastem pięknym. Był chaotyczny. Chaotycznie rozrzucone budynki. Nawet ulica Słowackiego: z jednej strony były kamienice, a z drugiej strony warsztaty pana Dawidowicza i szyb naftowy. Od ulicy chyba nie dalej jak 100 metrów był szyb naftowy. Staram się intensywnie myśleć, ale trudno mi przypomnieć sobie piękne miejsce w Borysławiu.

Sowieci przed wycofaniem wysadzali szyby naftowe. Proszę sobie wyobrazić, ogromne takie wzgórze, które stanowiło piękny widok nocą, bo na koronie każdego szybu taka lampa była. Myśmy mieszkali daleko od szybów naftowych, one były w stronę Drohobycza. To jak to się świeciło nocą, to był piękny widok. Charakterystyczna dla Borysławia, dla kopalń, takie zjawisko, że co pewien czas kotłownie wypuszczały nadmiar pary, tak w przestrzeń. I wtedy wchodziło się w taki ciepły, tuman pary i tak się czuło tę wilgoć. (…) Czasami się czekało na taką kąpiel parową, to było coś wspaniałego. (…) Nic nie było widać, tylko mały człowieczek się znajdował w tej mgle.”

Jakże inne wydaje się to miasto, kiedy czytelnik zna nie tylko encyklopedyczną notkę z początku artykułu, ale również pełne nostalgii wspomnienia jego mieszkańców.
4

Gusdorf Georges, Warunki i ograniczenia autobiografii, [w:] Autobiografia, red. M. Czermińska, Słowo/Obraz/Terytoria, Gdańsk 2009

3

Niektórzy autorzy omawiający narracje ludzi, którzy opuścili Kresy w młodym wieku zwracają uwagę na faktyczny brak przestrzeni w opowieści5. Ta, jeśli się pojawia, jest jedynie odległym tłem. W przypadku wspomnień borysławian narracja będąca dla nich samych wehikułem czasu i pozwalająca wciąż na nowo powracać do lat dziecinnych, skoncentrowana jest na przestrzeni. W ich wyniku powstaje „miasto wyobrażone” – Borysław sentymentalny oraz nostalgiczny. Samo słowo nostalgia (notos – „wracać do domu”, algia – „tęsknota”) nie oznacza tylko tęsknoty za miejscem, od którego zostało się odciętym przez bieg historii. Jak czytamy u S. Boym: „w rzeczywistości jest pragnieniem innego czasu – czasu naszego dzieciństwa, wolniejszego rytmu naszych marzeń, […] oznacza bunt przeciwko nowoczesnej koncepcji czasu, czasu historii i postępu”6. Nostalgicy projektują swoje tęsknoty i wspomnienia na szerszy obraz grupy, ich indywidualna pamięć stale koresponduje zatem z pamięcią zbiorowości. Dalej przedstawimy analizę dwóch narracji o odmiennych charakterach, które kontrastowo pokazują, jak różnie może zostać przedstawiony obraz jednego miasta oraz, jak różna jest sama sytuacja opowiadania. 3. Narracja Ewy Bieleckiej Ewa Bielecka, z domu Szczepańska urodziła się 2 IX 1929 w przemysłowej dzielnicy Borysławia – Horodyszczu. Jej dzieciństwo upłynęło w częstym i bliskim kontakcie z ojcem, który był kierownikiem średniego szczebla w jednym z koncernów naftowych. Przychodził do domu na obiad, przerwę w pracy poświęcał dzieciom, zabierał córkę czasem do swoich miejsc pracy (kancelarii, szybu) w dni powszednie, a często w niedziele. Matka była nauczycielką w odległej o cztery kilometry szkole i była w domu „od święta”. Po wojnie cała rodzina przeniosła się najpierw do Sanoka, później do Warszawy. W narracji nigdy nie zapisanej, a tak jest w przypadku pani Ewy, za każdym razem opowiadanej słuchaczowi, szczególnie ważny wydaje się nie tyle sposób zorganizowania uwagi słuchacza i jej prowadzenia, ile sposób jej skutecznego przyciągnięcia, zdobycia czy wręcz akt jej porwania. Można to określić jako swego rodzaju punctum, by przywołać barthesowską analizę czytania fotografii.7 „ (...) Nie ja go szukam, to [punctum] wybiega ze sceny jak strzała i przeszywa mnie”. W owym punctum słowo jest postawione w specyficznej
5

między innymi: M. Brocki, Semioza pamięci w etnografii, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, nr 3-4, Warszawa 2003 6 S. Boym, Nostalgia i postkomunistyczna pamięć, [w:] Nostalgia. Eseje o tęsknocie za komunizmem, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2002, s. 270-301 7 R. Barthes, Światło obrazu, Aletheia, Warszawa 2009, s. 51

4

roli, nie spełnia się tyle w precyzyjności swojego znaczenia, a więc w swojej do-słowności, ile raczej w niedosłowności czy przez-słowności. Nie przysparza pewności i wiedzy, a wprowadza paradoks, zdziwienie, wywołuje pytania raczej niż dostarcza odpowiedzi. Analogicznie w barthesowskiej analizie punctum jest czymś spoza kadru, „pociąga widza poza kadr i dlatego to zdjęcie zostaje przeze mnie ożywione i ożywia mnie samego, (...) tak jakby obraz przerzucał pożądanie poza to, co sam pozwala widzieć”. 8 Podobnie jak w poezji, istota wiersza często nie zawiera się w słowach użytych przez poetę do jego napisania, słowa aż i tylko przekierowują odpowiednio skutecznie i precyzyjnie na istotę, która choć „rozgrywa się w słowach to przecież nie z a s p r a w ą słów”.9 Pani Ewa nigdy nie napisała książki, powiedziała jednak „chciałam kiedyś napisać książkę pod tytułem Poziomki pachnące naftą.” Być może nie zrobiła tego, ponieważ ważne dla niej puncta opowieści, wyróżniające charakter jej osobistej nostalgii, stanowiące o tożsamości imago jej Borysławia, odwołują się do dźwięków i zapachów, a jako takie niełatwo odzwierciedlają się w języku zapisu, mającym przecież trudną do opanowania moc rozstrzygania, której tylko wybitni poeci zdolni są nie ulec. Poza tym jej Borysław żyje, ona tam od 22 lat prawie corocznie jeździ i chociaż jest zupełnie inny, a może właśnie dlatego, nie odmawia mu prawa do istnienia. Spotyka się i niejednokrotnie spiera z jego obecnymi mieszkańcami, Ukraińcami, ale nie odmawia im prawa do mieszkania tam i posiadania swojego świata. Dzięki tej radykalnej naprawdę różnicy –
„Tych 1200 szybów w ogóle nie istnieje, nie ma ani jednego szybu. Można powiedzieć, że to Horodyszcze było jak kaktus opuncja, kolce to były szyby. Teraz nie ma nic, a jeszcze z tej góry dzisiaj trudno znaleźć miejsce, żeby zobaczyć okolicę. Wszystko jest zarośnięte. Jedynie co, to gaz się czasami wydobywa tam, bulgocze”

– więc dzięki tej ogromnej różnicy jej świat dzieciństwa nie zmienił się, a właściwie nie został zmieniony, wykorzystany czy zepsuty. Po prostu zniknął z realności ogólnodostępnej, jego gospodynią i dysponentką jest pani Ewa, która może do niego zaprosić. Słuchacz jest traktowany jako jej gość. Z zarośniętego dziś szczytu góry Horodyszcze nikt nie może już zobaczyć widoku na Ciuchowy Dział i Drohobycz, a ten widok był częścią jej małej ojczyzny, teraz tylko ona go widzi. Ma to też związek z „szerokopasmową” wrażliwością pani Ewy, w której szczególne znaczenie oprócz wzroku mają sfery zapachu i dźwięku – bo jak sama wyznaje – „mam węch i słuch absolutny”. Właśnie osmo- i audiosfera pełnią osiową rolę w wehikularności jej opowieści i ich silna obecność oraz zdolność ewokowania emocji stanowi podstawę dla mnie
8 9

Barthes, op.cit., s. 107-8 G. Simmel, Pisma socjologiczne, Oficyna Naukowa, Warszawa 2008, s. 366

5

do wyróżnienia jej narracji jako osobnego typu, który ma przecież swoje odpowiedniki w literaturze pisanej. „Zapach bowiem jest bratem oddechu.” jak pisze autor Pachnidła.10 Zgodziłaby się z tym pani Ewa, dla której stanowi ulotny, a zarazem stały element tożsamości zarówno jej osoby jak i miejsca. W sformułowaniu „poziomki pachnące naftą” poziomki są wciąż absolutnie niewinne i piękne, to słuchacz musi uporać się z tellurycznym wyziewem i wprowadzić relatywizm do swoich skojarzeń., tym bardziej, że po chwili urocza 80-latka, a dawno-niedawno urocza 20-latka, oświadcza: „ja całkowicie przesiąkłam naftą”. Co pozwala jej czuć się przez resztę powojennego życia u siebie?
„I ta ropa czasem jak się wylała, czy pan wie jaki to miało zapach w lecie? Była glina i jak słońce zaświeciło, to po tych ścieżkach ta ropa z tą gliną..., to można było się narkotyzować. Ja do dziś wie pan jak podjeżdżam na stację benzynową, to się czuje jak w niebie. Tutaj mam obok Siekierki [przemysłowa dzielnica Warszawy z elektrociepłownią] i tam bucha taka para, Boże jak mi jest wtedy dobrze.”

Warszawa, Sadyba.

Jeśli jednym z celów takiej nacechowanej osmonostalgią narracji pani Ewy jest zdobycie kolejnego świadka jej świata, to zdobywa go, zwłaszcza, że częstuje jednocześnie pysznymi racuchami oraz ciągnie w podobnym, emocjonalnym tonie utrzymaną opowieść – relację z audiosfery:
10

Patrick. Süskind, Pachnidło, Świat Książki, Warszawa 2006

6

„(...) więc jak było za dużo pary, to tam był gwizd, zawór bezpieczeństwa... Każda szychta, w południe, czy zakończenie to był gwizd tego gwizdka, to był cały czas jeden stukot, nawoływanie i pamiętam jak był strajk w maju, i cały Borysław stanął. Proszę pana była tak straszna cisza, że ja jako dziecko mało nie zwariowałam, ja pamiętam do dzisiaj tą straszną ciszę, bo cały czas był szum pracujących tych kotłowni, stuki, huki i nagle była kompletna cisza. Jak się skończyło no już się ucieszyliśmy. Mój ojciec zaprosił jakieś małżeństwo przed wojną, no bo to było pięknie wie pan, egzotyka, wśród szybów, las, ekologia, żeby pokazać jak to jest i zrobiliśmy pokój, ja pamiętam jako dziecko, odstąpiliśmy, mieliśmy tam 4 pokoje i rano ci państwo wychodzą z walizeczkami, mówią, że bardzo dziękują za gościnę, ale oni oka nie zmrużyli przez całą noc, a myśmy jak była cisza nie mogli spać! Tak wyglądał Borysław normalnie żyjący. No potem jak były te kataklizmy, było dwa razy bombardowane, palone, no to już była ta cisza. Ja się w tym stuku, huku wychowywałam, bardzo lubiłam stać w szybie jak oni tam pracują, tam był tak zwany haspel, maszynownia, która uruchamiała całe te rury, ja byłam raz od początku wiercenia szybu wie pan?”

Na przypieczętowanie znajomości ofiarowuje mi zawinięty w sreberko kawałek wosku ziemnego, kiedy go wącham w domu jej opowieść odtwarza mi się ze szczegółami. Przy czym mam wrażenie zaistnienia między nami pewnej więzi osobistej, wspólnej tajemnicy.11 Także dlatego, że jestem świadkiem „zmącenia” zaistniałego w wyróżnionych przez Mary Douglas dwóch wymiarach, ujętych w bieguny: ładu i bałaganu (i to zarówno w landscape jak i soundscape), smrodu i aromatu oraz czystości i zmazy, bo pierwszy pocałunek na jej nastoletnich ustach składa... żołnierz niemiecki wcale nie do końca w akcie przemocy. To zmącenie najsilniej występuje w przestrzeni budowanej z dźwięków i brzmień – audiosferze12, która inaczej niż przestrzeń olfaktoryczna, dotyczy już bardziej pogranicza prywatne/społeczne i może stanowić element pewnej obrzędowości czy poczucia wspólnoty:
„W dzień taki normalny to nie, ale w niedzielę, zawsze po mszy ojciec chodził po tych wszystkich szybach, tłocznia była, kotłownia i ja lubiłam z ojcem chodzić. Pracowało się sześć dni w tygodniu. I ja lubiłam bardzo z ojcem chodzić, „Szczęść Boże”, podawali sobie ręce, to ojciec coś tam przeglądnął, coś tam mówili, bo to były stale stuki-huki i wszyscy krzyczeli do siebie w kotłowni, w tłoczni, w szybie te raporty ile tam było tego odwiertu. Ja chodziłam z ojcem, pamiętam te takie wędrówki po mszy. Ojciec obchodził.”

Oczywiście można tu rozpisywać się o szerszym zjawisku humanizowania technosfery na tle radykalnej zmiany warunków życia w czasach gwałtownej industrializacji I połowy XX wieku (futurystyczny artysta-inżynier, w muzyce słynna lokomotywa Honeggera czy twórczość Varèse), pozostanę jednak, sygnalizując jedynie ów kontekst, w mikrokosmosie narracji pani Ewy, jej szczególnej wrażliwości na brzmienia i dźwięki obecnej w narracji, kiedy opowiada z jednej strony o sytuacjach skrajnych napięć w życiu rodzinnym – „tłukłam talerze, trzaskałam drzwiami, musiałam usłyszeć trzask drzwi” – czy z drugiej o sytuacjach pozytywnych, spotkaniach z ludźmi, których lubi, czy nawet rozmowach telefonicznych, które bardzo sobie ceni i traktuje jako spotkania, bo „nie rozumiem co mówisz Alois [do
11 12

„(...) od chwili zaistnienia punctum tworzy się zakryte pole (czuje się je)” ; R. Barthes, op. cit., s. 104 M. Gołaszewska, Estetyka pięciu zmysłów, PWN, Warszawa-Kraków 1997

7

swojego niemieckiego przyjaciela odnalezionego po latach], ale słyszę Twój głos”. Po co więc pani Ewa opowiada? Wydaje się, że mamy tu do czynienia z wrażliwością mowy, „gdzie mowy kończą się”,13 mowy, która „jawi się jako wzajemna, jakby alchemiczna, przemiana uczuć w jej prywatny hörbare Landschaft – słyszalny krajobraz”14, nostalgiczną symfonię dźwięków i zapachów, której dyrygentem pozostanie na zawsze jej ojciec Feliks Szczepański, inżynier szybów naftowych. Opowiada nie po to, żeby dostarczyć wiedzy, nauczyć „jak”, ale nauczyć „dlaczego i po co”, żeby uczestnik jej podróży, słuchacz jej narracji stawiał sobie właśnie te pytania we własnych opowieściach. Całkiem możliwe, że w podobny sposób realizowała się w swoim zawodzie jej matka Petronela Szczepańska – nauczycielka.

Feliks Szczepański, Borysław.

4. Narracja Tadeusza Wróbla Autorem drugiej narracji, którą chcielibyśmy analizować jest profesor Tadeusz Wróbel. Urodził się on w 1926 roku w Borysławiu w rodzinie, której majątek także opierał się na przemyśle naftowym. Od zawsze pozostawał w ścisłych związkach z ojcem i tym trudniej było mu w 1945 roku opuścić rodzinne miasto (z własnej woli) pozostawiając tam całą rodzinę. W 1957 roku powrócił po raz ostatni do Borysławia na pogrzeb ojca. Jego dorosłe życie związane jest z Wojskową Akademią Techniczną w Warszawie, gdzie zdobywał kolejne stopnie naukowe. Jest autorem licznych monografii naukowych z zakresu elektrotechniki, ale też, co zdaje się istotniejsze dla tej analizy, kilku książek wspomnieniowych związanych z Borysławiem. Trzy z nich są de facto autobiografiami, choć z bardzo rozbudowaną warstwą
13 14

R.M. Rilke, Muzyka [w] Poezje, przeł. M. Jastrun, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1987, s. 346-7 Rilke, op. cit. za: M. Demska-Trębacz, Glosa do rozważań o ludzkiej przestrzeni dźwiękowej [w] red. S. Bernat, Dźwięk w krajobrazie jako przedmiot badań intedyscyplinarnych, Lublin 2008, s. 7

8

historyczną i faktograficzną. Z tego też wynika szczególny charakter opowieści nagranej podczas rozmowy. Niezwykłe zamiłowanie pana Wróbla do naukowej wręcz ścisłości wypowiedzi oraz "sprawdzonych i obiektywnych faktów historycznych" spowodowało, że bardzo niechętnie wyrażał własne osądy i oceny, uznając je za nieistotne, bo naukowo niepotwierdzone. Opowiadając, w znacznym stopniu opierał się na treści wspomnień już spisanych. Autobiografia, jakiej wysłuchałam, była zatem we wcześniejszych latach kilkakrotnie "przepracowywana", co zdecydowało o jej braku spontaniczności oraz pojawieniu się ścisłej chronologii porządkowanej przez daty wydarzeń. Gdyby podążyć za myślą Katarzyny Kaniowskiej należałoby stwierdzić, że w narracji pojawiły się już reguły sensu, odpowiadające za jej uporządkowanie15. Z kolei techniczne wykształcenie nie raz uwidoczniło się w warstwie językowej narracji – by zacytować tylko jeden fragment: „Jeśli można porównać mózg do dysku twardego komputera, to właśnie włączyłem opcję ‘wyszukuj’. Szyby naftowe, najbardziej charakterystyczne. Teraz ich nie ma.” Narracja zasadza się na niezwykłej ilości szczegółowych i dokładnych opisów, przywołujących skojarzenia z fotografią, do czego zaraz powrócę. Tadeusz Wróbel z pełną świadomością bierze odpowiedzialność za wypowiadane zdania, które jak później się przekonuję w niektórych przypadkach są kliszowymi sformułowaniami, jakich użył w książce. Odpowiadając jednak na pytanie, stawiane często przez badaczy narracji – po co (ten) człowiek opowiada, zwrócić trzeba uwagę na trzy główne powody: opowiada dla siebie, by umożliwić sobie wielokrotny powrót do czasu i miejsca dzieciństwa, z którego na zawsze wyjechał i, jak sam mówi, boi się powrócić. Powroty te nie zawsze są świadome, pod koniec rozmowy wspomniał o sytuacjach, kiedy śni mu się przedwojenny Borysław i jego dom, ale jego mieszkańcy to głównie znajomi z WATu. Wspomniane sny to jeden z nielicznych wątków w narracji, kiedy jej autor zdaje się nie w pełni kontrolować sytuację – oddaje się tokowi opowieści, nostalgicznej, a nawet nieco melancholijnej, po to by znów powrócić do słów kontrolowanych. Narracja tworzona jest również dla jego przyjaciół ze Stowarzyszenia lub innych Borysławian. Jak napisał we wstępie do książki Borysław płacze: „(...) moje przeżycia niech będą tylko pretekstem, by przypomnieć dawny Borysław.”16 W ten sposób Tadeusz Wróbel dokłada swoją cząstkę do dyskursu i działań Stowarzyszenia. Wreszcie, opowiada dla mnie, względnie innych „niewtajemniczonych”.
15

K. Kaniowska, Antropologia a problem pamięci, „Polska Sztuka Ludowa Konteksty”, IS PAN, Warszawa 2003 16 T. Wróbel, Borysław płacze, Wydawnictwo LTS, Łomianki 2002

9

Tak tworzona narracja przypomina opis fotografii, fotografii, której przewrotnie Tadeusz Wróbel mi nie pokazuje, a która być może nigdy nie powstała poza jego wyobraźnią. Pełna jest ona szczegółów, jakie słowa mogą oddać tylko z pewnym przybliżeniem, niby to Borysław z lotu ptaka, ale w zasadzie okolice domu i oświetlone szyby nocą. Podobnie jak R. Barthes pisał o fotografii, że powiela w nieskończoność coś, co zdarzyło się tylko jeden raz17, tak i analizowana narracja jest powtórzeniem egzystencji i obrazu miasta, który już nigdy się nie zdarzy. Przy okazji jest ona też całkowicie nieruchoma, co znów nawiązuje do zdjęcia. Trójwymiarowa rzeczywistość zostaje zredukowana do dwóch wymiarów. Ta redukcja odbywa się również na innym polu – trzecim wymiarem mogłoby być spotkanie miasta wyobrażonego i miasta współczesnego. Tadeusz Wróbel do Borysławia już nie powrócił, jak sam twierdzi bojąc się konfrontacji z nową rzeczywistością. Nie zestawiał zapamiętanej topografii ze zmianami, jakie w niej zachodziły. Pozostał mu wyidealizowany obraz „małej ojczyzny”, do której wciąż się odwołuje. Narracja autobiograficzna zdaje się podlegać w tym przypadku analizie podobnej do fotografii, umożliwia zrozumienie, czym jest studium i punctum. Cytując Barthesa: „Studium, narzuca pewną dociekliwość, oddanie się rzeczy, pewnie rodzaj ogólnego wciągnięcia się w coś, krzątaninę, oczywiście, ale bez szczególnego zapamiętania”. Za pośrednictwem studium odczytujemy w tej kresowej narracji świat przedstawiony: szczegółowy, zbudowany na faktach pieczołowicie odnajdywanych i rekonstruowanych przez autora:
„No nazwa ulica to brzmi dumnie, ale to była droga gruntowa. Borysław po mału dźwigał się z tego zaniedbania, w jakim był za czasów austriackich. Władze polskie już dbały, aby wiele ulic pokryć kostką, chodniki. Na początku, kiedy było wielkie błoto w Borysławiu, chodniki były wykonywane z drewna, wzdłużnie ułożone bale, a na nich przybite deszczułki. To nazywano dowcipnie klawiaturą. Pamiętam klawiaturę z autopsji.”

Punctum, całkowicie subiektywne, jest dla mnie wszystkim, co umknęło precyzyjnemu opisowi, czego nie da się odczytać z samej tylko fotografii – smuga, która wbrew woli autora pojawiła się w jej kącie. W smudze tej zawarta jest nostalgia owej narracji, oparta już w zasadzie tylko na zmyśle, który rości sobie prawo do największej dokładności – wzroku.
„Obawiam się, że już w mojej relacji piękna Borysławia pani nie znajdzie. Ale lubię to miasto, bo to, co widziało się oczyma dziecka, to jest piękne i duże. Potem wydaje się niepozorne. I dlatego tam nie jadę, bo się boję. Dlatego ja to miasto dobrze wspominam. Ja miewam w nocy sny o Borysławiu. Mnie się śnią różne wydarzenia. Są jakieś wydarzenia i osoby z WATu i te wydarzenia się odbywają w naszym domu…”

17

R. Barthes, op. cit.

10

W przytoczonym fragmencie pojawia się zestawienie duże – małe, do zmysłu wzroku odwołują się również inne cytaty, szczególnie gdy wspomina „światła szybów, które raziły w oczy, a czasem nie pozwalały zasnąć”, nasuwając skojarzenie z księżycem świecącym przez firanki w oknach.

Borysław nocą.

Obok zmysłów pamięć nostalgiczną pobudzają również przedmioty codziennego użytku z tamtych czasów, dziś mające status pamiątek. Oglądanie ich pozwala na ciągłe powracanie do krainy i czasu dzieciństwa. Jak czytamy w Fabryce nostalgii: „wydaje się, że pamięć wybuchła na zewnątrz […], ze wszystkim łączą się skojarzenia. Stwarza to obraz osobistego archiwum; to wspomnienia nadają tym obiektom znaczenie, bez pamięci stałyby się go pozbawione”18. W analizowanej opowieści o życiu szczególny status okazują się mieć maszyna do pisania oraz książka:
„Najbardziej lubiłem przebywać w pokoju zwanym kancelarią. Tam był duży stół i tam była maszyna do pisania. Ojciec nauczył nas obu pisać. Sąsiad wypożyczył nam książkę szachisty Jeana Diffrena i na maszynie przepisywałem tę książkę. Zabrałem ten przepisany fragment ze sobą, gdy ewakuowałem się. To była moja jedyna literatura, gdy siadałem do swojego pierwszego turnieju o mistrzostwo politechniki śląskiej w Gliwicach.”

Wokół motywu maszyny do pisania zbudowane zostają w autobiografii wszystkie wątki związane z „aktem tworzenia” – począwszy od chwili, gdy ojciec nauczył autora gry w szachy (stworzył go szachistą), przez wspomnienia o bracie, który był literatem (a zatem również twórcą), aż po pracę naukową i pisarską, kiedy to w latach ’80 p. Wróbel tworzył pierwszą autobiografię Borysławskie retrospekcje. Z kolei książka Jeana Diffrena jest w narracji pomostem między światem dzisiejszym (kiedy w domu ma półkę pełną podręczników szachowych – wśród nich wciąż jest ten jeden z Borysławia i zaprasza kolegów na partię
18

D. Draaisma, Fabryka nostalgii O fenomenie pamięci wieku dojrzałego, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec, 2010

11

szachów), a światem dzieciństwa (gdy na partię niedzielnych szachów kolegów zapraszał jego ojciec, a on przyglądał się niespiesznie rozgrywanym partiom). Nostalgia przejawia się też wyraźnie w zaburzeniu chronologii narracji. Zdarzenia sprzed II wojny światowej powracają cyklicznie, często na zasadzie skojarzeń lub świadomych nawiązań do lat minionych. Ciekawszym zdaje się jednak zmiana czasu opowieści z przeszłego na teraźniejszy:
„Wychodzę przez furtkę przy bramie z napisem „Etna odlewnia żelaza i metali” i zbliżam się do Tyśmienicy. Brzeg jest wyłożony kamieniami. Ja jako młody chłopak to lubię przeskakiwać z kamienia na kamień. Tak się poruszam wzdłuż Tyśmienicy, żeby dostać się do kładki..”

Następowała ona we fragmentach dotyczących przemieszczania się (tak jak powyższy opis drogi do szkoły), związanych bezpośrednio z dzieciństwem i dla niego charakterystycznych (podobny był opis gry w piłkę, zabaw z bratem w ogródku, spacerów z mamą). Powracając do słów S. Boym, jest to „bunt przeciwko nowoczesnej koncepcji czasu, czasu historii i postępu” Autor bardzo silnie utożsamia się z głównym bohaterem opowieści (czyli samym sobą sprzed lat) i stara się projektować przeszłość w teraźniejszości, a użycie czasu teraźniejszego przywołuje dynamikę lat młodości. Drugą osią konstrukcyjną autobiografii Tadeusza Wróbla, obok krainy dzieciństwa, która tak silnie wpłynęła na jego tożsamość, jest powracający cyklicznie motyw wojska, stanowiący o swoistości wehikułu narracyjnego, jakim jest opowiedziana historia życia autora, łączący współczesność z przedwojennym nieaktualizowanym obrazem Borysławia. Do jego zrozumienia ważne są warszawskie losy autora, związane z jego pracą w WAT i służbą wojskową. Przychylam się bowiem do zdania Jerome Brunera, że „naśladownictwo między tak zwanym życiem i narracją to sprawa dwukierunkowa. […] Życie w tym sensie to ten sam rodzaj konstruktu ludzkiej wyobraźni, co narracja. […] Nie ma takiej rzeczy, jak „życie jako takie”: jest to przynajmniej osiągnięcie w selektywnym wywoływaniu pamięci”19. Analizowana opowieść świadomie porządkowana jest przez określony wybór wydarzeń: dorastanie pod opieką ojca – żołnierza, wojna i kolejne zmiany okupanta, wcielenie brata do armii w 1945 roku, wyjazd z Borysławia, wstąpienie na WAT itp. Selektywność pamięci pozwoliła wyabstrahować konkretne obrazy, jak choćby ten z dziecięcej zabawy:
Jak zaczynaliśmy chodzić do szkoły, to sami robiliśmy sobie zabawki. Malowaliśmy sobie żołnierzyków na papierze, na tekturce. A jej było mnóstwo, bo ojciec palił papierosy. Wtedy kupowano sobie tekturę i robiono z niej tutki. Robiliśmy bitwy. Przez pstryknięcie żołnierzyka przemieszczało się go i jak on wpadł na innego żołnierzyka to on był zabity.
19

J. Bruner, Życie jako narracja, „Kwartalnik pedagogiczny” 1990, nr 4

12

Również we wspomnieniach szkolnych przewija się omawiany motyw. Twórca wyraźnie zaznacza, jeżeli osoba, o której wspomina była żołnierzem lub miała w rodzinie wojskowych (takie informacje pozyskał jednak wiele lat później, kiedy pisał książkę Ludzie Borysławia):
Wszedł do klasy nauczyciel śpiewu pan Wolański. Był to legionista, żołnierz. Kulawy na jedną nogę, miał kontuzję oka.

Ze względu na późniejsze doświadczenia, albo wspomnienie postaci ojca – też legionisty, który był dla niego wzorem, wszelkie związki z polską armią waloryzuje pozytywnie. Sam język autobiografii i używane zwroty także odwołują się do etosu żołnierskiego, czyli wzorów kulturowych przypisywanych oraz realizowanych w tej grupie społecznej. Najważniejszym zdaje się porządek, widoczny w ciągłym wprowadzaniu chronologii opartej na datach poszczególnych wydarzeń i niechęci do odbiegania od niej (chyba, że dzieje się to nieświadomie, jak podczas zmiany czasu narracji na teraźniejszy), ale również podkreślany w zapamiętanych wydarzeniach:
Obserwowałem z odległości kilkuset metrów, był taki most na Tyśmienicy, którym szły na wschód te wojska niemieckie. Nasza posesja była starannie ogrodzona, ojciec zabronił nam w takim dniu wychodzenia. Widziałem, jak przez most jechały czołgi, lekkie, ja ustaliłem już potem ich marki.

Dyscyplina, jaką ojciec wprowadzał w domu tudzież ta, której wprowadzanie obserwował w szkole, jest przez Tadeusza Wróbla często przypominana, co również ma charakter nostalgiczny. Towarzyszy temu sentymentalne stwierdzenie kiedyś były inne czasy, pozwalające na ponowny powrót wyobraźni do lat spędzonych w Borysławiu. Tożsamość zbudowana przynajmniej w części na etosie żołnierskim już po wojnie ma silny wpływ na konstrukcję narracji, a wspomnienia „przefiltrowane” przez jej perspektywę są na nowo interpretowane. Podążając za myślą Małgorzaty Czermińskiej stwierdzimy, że „odpowiedzi o minionym życiu udziela ktoś usytuowany w teraźniejszości, bo gdy tkwił wewnątrz przebiegu życia, poddany przepływającemu czasowi, dopiero uczestniczył w kształtowaniu się sensu swego bytu. Pisząc, w teraźniejszości, może ów sens całościowo ogarnąć, dzięki temu, że na zamkniętą już przeszłość spogląda z zewnątrz”20. Prócz możliwości retrospektywnego spojrzenia na sens życia, teraźniejszość pozwala również ten sens zmieniać, zwracać uwagę na inne elementy lub wartości, które prawdopodobnie umykały podczas „trwania” wydarzeń:
Ja zdałem ten egzamin, to był piękny dzień dla mnie. Ojciec pojechał ze mną do Drohobycza. Wynik ogłoszono od razu. Ojciec zaprosił mnie do restauracji. Miałem wtedy 13 lat, restauracja w Drohobyczu. Oficerowie z pułku podhalańskiego tam byli wtedy w tej restauracji.
20

M. Czermińska, O autobiografii i autobiograficzności, [w:] Autobiografia, op. cit.

13

Zapewne wówczas najważniejszy był wynik egzaminu. W autobiografii znacznie ważniejsze miejsce zdają się zajmować oficerowie, a ich zwycięskie walki zostają powiązane z również zwycięską walką o miejsce w gimnazjum. Powyższa analiza autobiografii Tadeusza Wróbla pozwala dostrzec dwa główne motywy, w których zawiera się wehikularność narracji. Jednym pozostaje nostalgia, której nie sposób uniknąć, gdy powraca się do krainy lat dziecinnych, odległej i na zawsze odciętej przez wydarzenia wojny oraz repatriacje, a do której autor niechętnie i wstydliwie się przyznaje. Tu jednak zasadza się ona na przedmiotach – mapach, książkach, wszystkim co zyskało status pamiątki z tamtego świata. Drugim – wszelkie nawiązania do wojskowości, łączenie powojennych oraz teraźniejszych doświadczeń autora z dzieciństwem – miastem oraz ludźmi, którzy w nim byli, z kontekstem do jakiego nigdy nie powrócił. Narracja ma tu zatem dwa różne znaczenia. Dla autora jest przeniesieniem się do świata z fotografii – wyobrażonego, tego którego nie ma i już nigdy nie będzie. Dla mnie jest opisem tej fotografii – świata, który mogę sobie wyobrażać, ale się do niego nie przeniosę wraz z autorem. 5. Wnioski Obydwie omówione wyżej narracje zostały wybrane przez nas jako najbardziej reprezentatywne, szczególnie wyraziste i dobitnie, jasno wyrażone, przez co mogą być wzorcowymi dla dwóch wyróżnionych typów. W odniesieniu do nich wszystkie pozostałe zarejestrowane w trakcie badań narracje, których w tym tekście nie omawiamy, wymagałoby to obszerniejszych ram, prezentują się jako mniej lub bardziej mieszane. Jako konkluzję niniejszego artykułu poniżej przedstawiamy wnioski z analizy ujęte w formie tabeli, która klarownie pokazuje zasadnicze elementy schematu tworzenia, działania oraz niektórych właściwości dwóch wehikułów narracyjnych, które pozwoliliśmy sobie wyróżnić. Ewa Bielecka Tadeusz Wróbel forma istnienia i realizowania narracja niezapisana/opowieść narracja zapisana (3 książki narracji swobodna realizowana na podstawie wewnętrznej nostalgia język przedmiot wehikularny partytury zmysłowa emocjonalny, wrażeniowy, poetycki kawałek wosku ziemnego opublikowane)/opowieść realizowana na podstawie książek intelektualna umysłowy, opisowy, techniczny pierwszy podręcznik do gry w

14

sposób dotarcia do odbiorcy główne pole oddziaływania narracji cel

bezpośredni - punctum prywatne powoływanie, tworzenie

szachy pośredni - studium społeczne porządkowanie, organizacja

15