You are on page 1of 280

Cie Elfa

Elaine Cunningham

HARFIARZE Harfiarze, na wp tajna organizacja Dobra, walcz o wol- no i porzdek w wiecie penym tyranw, zych magw i prze- raajcych potworw spoza granic wyobrani. Kada nowela z serii Harfiarzy jest odrbn opowieci, przedstawiajc niektre z wielu ciekawych i niezwykych his- torii magicznego wiata, zwanego Forgotten Realms.

Andrew, Mojemu pierworodnemu i przyjacielowi


Podzikowania

Chciaabym podzikowa Bette Suska za nauk, e sowa mog by tak zabawkami, jak i skarbami; Marilyn Kooiman za sugesti, e kto tak zwariowany jak ja powinien pisa fantasy; Jimowi Lowderowi za rad, poczucie humoru i zadziwiajc cierpliwo.

Prolog
Elf wyszed na trawiast, otoczon przez wielkie, stare dby polan. Droga przywioda go do miejsca, z ktrego mg oglda pikno tak ulotne, e komu niewtajemniczonemu mogo wydawa si nie tknite niczyj rk. Elf nigdy w yciu nie widzia gbszej zieleni. Przez licie przebijay si pierwsze, niemiae promienie wschodzcego soca i wszystko dookoa, nawet powietrze, wydawao si ttni yciem. Stopy rozbijay przytulone do dziebe trawy szmaragdowe kropelki rosy. Przymruy oczy. Kucn przygldajc si ce. Odnalaz ciek, niemal niewidoczn, wyznaczon przez pozbawion byszczcych koralikw wysok traw. Tak, tdy przechodzia jego ofiara. Szybko ruszy po ladach, kierujc si w stron przejcia midzy dwoma olbrzymimi dbami. Przekroczy zason z krzeww i znikn z polany, pozostawiajc za sob jasne wiato poranka. Gdy jego oczy przyzwyczaiy si do panujcego w gstym lesie pmroku, dostrzeg pomidzy drzewami wsk drk. Jego ofiara nie wiedziaa, e jest ledzona, dlaczego wic nie wybraa najatwiejszej drogi przez las? Elf przedziera si przez wysok traw, odnajdujc ledwie widoczn ciek. Niewiele wskazywao na to, e przed nim kto tdy przechodzi, ale nie by tym zbytnio zaniepokojony. ledzona przez niego para naleaa, sdzc po ladach, do najbardziej dowiadczonych tropicieli, jakich do tej pory spotka. Niewielu jest takich, ktrzy potrafi porusza si, nie zostawiajc po sobie adnych ladw poza strcon ros. Elf sun cicho po trawie. Na myl o zbliajcym si zwycistwie serce zabio mu szybciej. Tak dugo na nie czeka i teraz ma je przed sob. Elfy, w szczeglnoci zote, nie s porywczym ludem, dlatego rwnie za t porann misj stay lata planowania, dziesiciolecia dyskusji i dwa wieki oczekiwania na sprzyjajce warunki. Dopiero dzi nadszed czas na uderzenie, i wanie on bdzie tym, ktry zada pierwszy cios. cieka koczya si przy kamiennym murze. Elf znw zatrzyma si i rozejrza dookoa. Podszed do ciany i wychyli zza niej gow, aby zobaczy co znajduje si dalej: By tam przepikny ogrd, wspanialszy ni wszystkie, ktre dotd widzia. Po trawnikach dumnie przechadzay si pawie. Niektre, z rozwinitymi pirami ogona, popisyway si piknymi,

opalizujcymi niebiesko-zielonymi oczkami. Wrd ukwieconych gazi otaczajcych byszczcy staw drzew fruway kolorowe kolibry. Wrodzone poczucie pikna wzio gr w duszy elfa nad zimnym umysem i na chwil odsuno myli o czekajcym go zadaniu. Pomyla, i takie miejsce mogo atwo uwie kadego ogldajcego je elfa. Patrzc si w gr doszed do wniosku, e chyba tak wanie stao si w jego przypadku. Ponad ogrodem wida byo ogromny zamek. Zadziwia sw krysztaow konstrukcj. Zote oczy elfa rozbysy nienawici i triumfem - zda sobie spraw, e lad doprowadzi go do samego centrum potgi szarych elfw. Staroytna rasa zotych elfw zbyt dugo opieraa si pokusie rzdzenia. Z odwieon motywacj, elf zacz snu plany. Trudno byoby wyobrazi sobie lepsz sytuacj, adna stra nie patrolowaa zewntrznych ogrodw. Gdyby dosta swoj ofiar jeszcze w ogrodzie, mgby uderzy i wycofa si niezauwaony, nastpnego dnia powrciby i natar jeszcze raz. Pomidzy nim a zamkiem znajdowa si wielki labirynt bukszpanowych ywopotw. Doskonale! Elf umiechn si swoim zym umiechem. Ta szara dziwka i jej ludzki kochanek weszli wanie do swojego grobu. Wiele dni upynie zanim w tym labiryncie odnajd si ich ciaa. Plan jednak mia swoje minusy. Sam labirynt nie martwi go ani troch, cho jedyne wejcie do niego prowadzio przez ogrd dzwonkowcw - hodowano je zarwno dla ich dwiku, jak i dla piknego wygldu. Elf sysza ciche odgosy wydawane przez kwiaty, przez moment nawet wsuchiwa si w muzyk, gdy nagle przypomnia sobie, e gdzie ju widzia taki ogrd. Grzdki dla tych kwiatw zaprojektowane byy tak, aby roliny apay kady powiew wiatru i przetwarzay go na odpowiedni, zalen od jego kierunku melodi. Kada, najmniejsza nawet zmiana kierunku przepywu powietrza, powodowaa zmian melodii, w efekcie czego ogrd by piknym i zarazem skutecznym systemem alarmowym. Elf wiedzia, e jego ofiary teraz znajdoway si wanie w labiryncie i kieroway si w stron zamku, wiedzia te, e musi sprbowa. Z atwoci przeskoczy niski mur, przebieg pomidzy zdezorientowanymi pawiami i prawie bezszelestnie, jak robi to tylko najdoskonalsi elfi tropiciele, przesun si przez ogrd dzwonkowcw. Tak jak si spodziewa, dwik wydawany przez kwiaty zmieni si nieco i czue ucho bez trudu mogo wychwyci to zakcenie, ukry si wic za jedn z rzeb i oczekiwa na przybycie stray paacowej.

Po kilku minutach uspokoi si - ku swemu zaskoczeniu wszed do labiryntu niezauwaony. Ostatni rzut okiem na ogrd upewni go, e faktycznie jest sam. Umiechn si wyobraajc sobie stranikw paacowych - idiotw zbyt gupich i pospolitych, eby rozpozna swj wasny melodyjny alarm; muzycznie gusi, jak wszystkie szare elfy. Do labiryntu bezszelestnie wlizgn si zabjca. Wydawao mu si, e ogrodowe labirynty tworzone byy z reguy wedug jednego wzoru, jednake po kilku zakrtach doszed do wniosku, e wanie odnalaz wyjtek od tej reguy. Takiego labiryntu jeszcze nigdy nie widzia: wielki i dziwaczny, poskrcane cieki prowadziy z jednego maego ogrodu do drugiego, a kady nastpny bardziej fantastyczny od poprzedniego. z rosncym zniecierpliwieniem przechodzi obok egzotycznych drzew owocowych, fontann, altan, grzdek z kwiatami i maych staww, penych byszczcych rybek. Najdziwniejsze byy magiczne obrazy przedstawiajce znane elementy elfiego folkloru: narodziny morskich elfw, smocz wojn Zielonej Wyspy, ldowanie Elfiej Armady. Przypieszy i wbieg do kolejnego ogrodu. Zaraz jednak zatrzyma si: przed nim, na wspaniaym podecie, znajdowaa si wielka, wypeniona wod kula. By pewien, e tdy jeszcze nie przechodzi! Aby lepiej si jej przyjrze, podszed bliej. Wewntrz kuli rozpocieraa si magiczna iluzja. Potny sztorm targa po wzburzonej powierzchni oceanu maym elfim stateczkiem, z wody, przed wystraszonymi oczami marynarzy, wynurzya si morska bogini Umberlee. Jej dugie, biae wosy mieniy si byskawicami. Na bogw, to przecie jeszcze jedno przedstawienie narodzin morskich elfw! Pomyka bya wykluczona, nawet w tym przedziwnym labiryncie nie mogy znajdowa si dwa tak podobne obrazy! Zdziwiony Elf przeczesa wosy; on, doskonay elfi tropiciel, chodzi w kko! I ju mia siebie dalej karci gdy niedaleko usysza dwik, jaki wydaj tnce ostrza. Jego rdo zlokalizowa w ssiednim okrgym ogrodzie, otoczonym przez przycigajce chmury motyli kwietniki. Wrd kwiatw przewaay niebieskie re, rosnce na duym klombie w ksztacie pksiyca, na ktrego jednym z rogw sta stary elfi ogrodnik, przycinajcy z wikszym wigorem ni dokadnoci wystajce poza klomb gazki. Wedug wszystkich znakw, tu wanie znajdowa si rodek labiryntu, z pewnoci przechodzia tdy ofiara elfa. z ogrodu prowadzio wiele cieek, a przekonany za pomoc czubka sztyletu stary ogrodnik powie mu, ktr z nich udaa si ta dziwka. Wlizgn si do ogrodu. Gdy wchodzi pomidzy klomby, chmura motyli poderwaa si do lotu. Ogrodnik

spojrza w gr, srebrne oczy rozbysy, gdy ujrza powd poruszenia - jego wzrok spocz na intruzie. Odkaszln i wanie zabiera si do powitania. Nie, tylko nie to! Nie moe zaalarmowa ofiary! - pomyla intruz. Polecia sztylet. Na twarzy ogrodnika odmalowao si zdziwienie. Do starego elfa chwycia za rkoje tkwicego mu w piersi sztyletu. Ciao osuno si na ziemi. Z gowy spad kaptur, odsaniajc ciemnoniebieskie, poprzetykane siwymi pasemkami wosy. Niebieskie! Podniecenie opanowao zabjc. Cicho pokona dzielc go od ciaa odlego. Odblask zota przycign jego wzrok, gdy przyklkn przy lecym, z pomidzy fad tuniki ogrodnika wycign medalion oznaczony krlewskim godem. Zabjca upuci medalion i usiad zaszokowany. Dziki temu szczliwemu przypadkowi zabi krla Zaora! Chwil triumfu przerwa nagle kobiecy krzyk. Elf szybkim ruchem obrci si, dobywajc dwch bliniaczych mieczy; znalaz si oko w oko ze swoj ofiar. Elfka staa tak nieruchoma, e mona by j wzi za rzeb, jednake aden rzebiarz nie byby w stanie uchwyci aoci malujcej si na jej twarzy. Jedn rk trzymaa przy ustach, a drug wycigaa do stojcego obok wysokiego mczyzny. Przeznaczenie jest dzi ze mn - pomyla zabjca, z obnaonymi ostrzami ruszy w kierunku pary. Ku jego zaskoczeniu przeronity towarzysz dziwki wykaza si wystarczajc przytomnoci umysu, aby wycign may myliwski uk i wystrzeli. Z pocztku poczu tylko uderzenie, ale zaraz po tym, jak strzaa przebia skrzan zbroj i wesza w ciao, take przeszywajcy bl. Spojrza w d i spostrzeg, e pocisk nie by grony, nawet nie wbi si gboko. Zmuszajc si do spokoju zwalczy bl i unis miecze - cigle mg zabi dziwk, zabi ich oboje, zanim sam ucieknie. To bdzie dobry dzie, mimo wszystko. - Tdy! Niedaleko zabrzmiaa wydana kontraltem gona komenda. Krzyk kobiety musia zaalarmowa strae. Zabjca usysza zbliajce si szybko odgosy, wydawane przez co najmniej tuzin biegncych. Nie moe zosta schwytany i przesuchany, woli umrze za Spraw, jednake szarzy wadcy nie daliby mu moliwoci mierci. Zastanawia si tylko przez moment, zaraz potem odwrci si i uciek w kierunku stojcego nieopodal

magicznego portalu. Ciko dyszc i saniajc si z wywoanego upywem krwi osabienia, przeszed przez krg bkitnego dymu, wyznaczajcego magiczn bram. Silne ramiona zapay go po drugiej stronie i pooyy na ziemi. - Fenianie! Co si stao? - Portal prowadzi do Evermeet - wyszepta elf - Krl Zaor nie yje. Triumfalny okrzyk elfiego towarzysza rozleg si pord gr, poszc kilka ptakw. - ta elfia suka? Harfiarz? - yje - powiedzia elf, po czym skrzywi si i zapa za wystajc strza. Wysiek woony w mwienie przywoa now fal blu. - Spokojnie - powiedzia przyjaciel. - Amnestria i jej kochanek ju niedugo pod ladem krla Zaora. - Zdj rce elfa ze strzay i zabra si do wyjmowania jej z rany. - Zobaczyli ci? - Niestety - wyksztusi przez zacinite wargi. - Mimo wszystko dobrze sobie poradzie. Wbita szybkim ruchem strzaa wesza midzy ebra, prosto w serce. Kiedy krew przestaa tryska pocisk zosta wycignity i wbity z powrotem w poprzednie miejsce w ranie. Morderca wsta, obejrza ciao i mrukn: - Ale nie wystarczajco dobrze.

Rozdzia pierwszy
Na wieczornym niebie pojawi si ksiyc, a za nim dziewi maych gwiazdek przez bardw i zakochanych zwanych zami Seluny. Paczcy ksiyc powoli wypukiwa kolor z jesiennego soca. W ciemniejcym ogrodzie, przenikajc go i wyciszajc ostatnie dwiki elfich dzwonkw pogrzebowych, zaczy gromadzi si zowieszcze, zrodzone z ziemi mgy, od ktrych wziy sw nazw Wzgrza Szarego Paszcza. W Everesce niewiele miejsc byo spokojniejszych od wityni Hannali Celanil, elfiej bogini pikna i romantycznej mioci. witynia, zadziwiajca konstrukcja z biaego marmuru i ksiycowego kamienia, staa na najwyszym wzgrzu miasta. Otaczay j ogrody, ktre nawet pn jesieni pene byy egzotycznych kwiatw i owocw, w samym centrum ogrodu, na niskim podecie, staa rzeba Hannali Celanil z rzadko spotykanego biaego kamienia. Klczca u stp posgu samotna posta zdawaa si nie zwraca uwagi na subtelnoci otoczenia. Odrtwiaa z alu i udrki pelfka, opltszy kolana szczupymi ramionami, nieobecnym wzrokiem spogldaa ponad miastem ku odlegym wzgrzom. Nie zwracaa uwagi na uliczne wiata Evereski, nie wycigna paszcza, by ochroni si przed chodem gstniejcej mgy. Dziewczynka przysza do witynnego ogrodu jakby instynktownie; moe sdzia, e w ulubionym miejscu swojej zmarej matki odnajdzie jeszcze jaki lad jej obecnoci. Nie liczca nawet pitnastu zim Arilyn z Evereski nie potrafia poj, w jaki sposb Z'beryl jej matka, elfia wojowniczka i uzdolniona czarodziejka - moga zgin z rk pospolitych opryszkw. Para mordercw przyznaa si do zarzucanego im czynu i nawet teraz wida byo ich bujajce si na tle miejskich murw ciaa. Arilyn z dziwnym uczuciem obojtnoci przybya na egzekucj, aby obserwowa t smutn ceremoni. Stao si wicej, ni Arilyn bya wstanie znie. Moda pelfka przycigna nogi do piersi i opara gow na kolanach, bya ju znuona prbami nadania temu wszystkiemu sensu. Z'beryl bya jedynym czonkiem rodziny jakiego znaa, czy naprawd musiaa odej? A teraz, depczc cie mierci matki nadszed kolejny szok: nage i tajemnicze przybycie krewniakw Z'beryl. Obojtne, dziwaczne elfy ledwie byy askawe zauway istnienie Arilyn, wolc smuci si pod

woalkami swych porannych szat - rodzina bez twarzy. Nawet teraz, mylc o tym Arilyn poczua chd i wyjwszy stary paszcz ciasno obwina nim zmarznite ciao. Zaraz po pogrzebie zrzucia z siebie wasne poranne szaty i z ulg poczua na sobie wygodne, znoszone ubranie. Nosia zwyk tunik narzucon na lun koszul, a nogawki ciemnych spodni wpuszczaa w schodzone buty, tak wygodne, jak zniszczone. Tak naprawd jedyn rzecz, jaka odrniaa j od zwykego ulicznego wczgi, by przypity u pasa wiekowy miecz. Rka Arilyn opada na bro - jedyne dziedzictwo po matce. Palce niewiadomie bdziy po tajemniczych, biegncych wzdu caej pochwy runach; miecz sta si ju czci niej, a jednak po pogrzebie krewni matki dugo debatowali czy Z'beryl miaa prawo powierzy go pelfce. Arilyn zdziwio to, e aden z nich nie prbowa zabra jej miecza. Kiedy wreszcie odeszli, rwnie tajemniczo jak si pojawili, nie poczua si ani troch mniej samotna, ni przedtem. - Arilyn z Evereski? Wybacz mi, dziecko, nie chciaem ci niepokoi, ale musz z tob porozmawia. Cicho wypowiedziane sowa wyrway Arilyn z zadumy. Usiada i popatrzya w kierunku, z ktrego doszed j melodyjny gos. w bramie ogrodu, czekajc na pozwolenie wejcia sta wysoki elf. Arilyn odziedziczya po matce doskonay wzrok elfw i nawet w zamglonym wietle zmierzchu z atwoci rozpoznaa gocia i gdy ujrzaa oblicze idola lat dziecinnych cae jej opanowanie ulotnio si. w takim stanie spotka Kymila Nimesina! Podniecona podniosa si szybko i wytara rce o spodnie. Kymil Nimesin by wysokim elfem z arystokratycznej rodziny, ktrej czonkowie zasiadali niegdy w radzie nieistniejcego ju od dawna elfiego krlestwa Myth Drannor. Obecnie zajmowa pozycj fechmistrza w Akademii Broni, ale znany by rwnie jako poszukiwacz przygd i mistrz tajemnej magii bojowej. Plotki mwiy te o tym, i jest powizany z tajemnicz grup zwan Harfiarzami. Arilyn mocno wierzya w te opowieci, bo one tylko dopeniay bohaterskiego obrazu Kymila, jaki sobie stworzya; takie historie wyjaniayby te jego obecno tutaj. Z'beryl powiedziaa kiedy, e elfy z Evereski s bardzo zainteresowane dziaaniami Harfiarzy. - Lordzie Nimesin - rzeka Arilyn, prostujc si zupenie i unoszc w tradycyjnym gecie szacunku odwrcone do gry wewntrzn stron donie. Elf kiwn gow w odpowiedzi i ruszy w jej stron z gracj tancerza albo niezrwnanego

wojownika. Elfy wysokie, zwane take zotymi, nie czsto byy widywane w Everesce, koloni elfw ksiycowych. Gdy porwnaa swoj bia skr, przycite po chopicemu czarne wosy i zwyke ubranie z egzotycznym wygldem zotego elfa, poczua si nagle brudna i pospolita. Kymil mia brzow skr, typow dla tej podrasy elfw, dugie, zote, poprzetykane miedzianymi pasemkami wosy oraz byszczce czarne oczy. Gdy mistrz podchodzi, Arilyn podziwiaa jego gracj i czyste, fizyczne pikno, podkrelajce jeszcze bardziej aur szlachetnoci i siy. Wida byo, e Kymil to prawdziwy quessir. Postpia kilka krokw naprzd i zgia si w niskim ukonie. - Czuj si zaszczycona, Lordzie Nimesin - pozdrowia go raz jeszcze. - Moesz mwi do mnie Kymil - poprawi j elf. - Miny ju wieki od momentu, kiedy moja rodzina przestaa uywa tego tytuu. Przyglda jej si przez dusz chwil, po czym przenis swe obsydianowe spojrzenie na stojcy za ni posg bogini i powiedzia cicho. Wiedziaem, e ci tu znajd. Arilyn uniosa w zaciekawieniu brwi. - Panie? - Posg bogini jest uderzajco podobny do twojej matki. Na twoim miejscu te bym tu przyszed - wyjani. - Znae j? Znae Z'beryl? - zapytaa popiesznie Arilyn. Podniecona zrobia krok do przodu i zapaa elfa za rce. Tak niewiele osb mogo powiedzie jej cokolwiek o wczeniejszym yciu matki, e z ciekawoci zapomniaa o nalenym sawnemu quessirowi szacunku. - Spotkalimy si przelotnie wiele lat temu - odpar Kymil. Delikatnie oswobodzi rce z ucisku Arilyn i powrci do studiowania posgu bogini Hannali Celanil. Raz czy dwa spojrza na Arilyn, jakby zastanawiajc si nad podjciem jakiej decyzji. Arilyn zadraa z niecierpliwoci, ale wydawao si, e Kymil nic ju nie powie. Po chwili milczenia oderwaa wyczekujce spojrzenie od quessira i przeniosa je na posg Hannali, prbujc w jej zimnym, biaym piknie odnale chocia cie podobiestwa do matki. Ksiyc owietla rzeb tak, jakby delektowa si jej urod. Hannali Celanil, smuklejsza i pikniejsza od kadej ludzkiej kobiety, miaa wyrane rysy elfiej rasy. Saby, wyrozumiay umiech rysowa si na jej penych wargach, kiedy migdaowymi

oczami obserwowaa wasne dominium. Jedna ze smukych doni spoczywaa na sercu, druga dotykaa zakoczonego ostro ucha. Artyci czsto przedstawiali Hannali Celanil w ten sposb chcc pokaza, e bogini zawsze sucha modlitw kochankw. Arilyn w wyobrani zabarwia jej koci policzkowe i uszy szczypt bkitu, a w miejsce biaego czepca wstawia dugie, szafirowe warkocze, w duchu przypasaa do boku miecz, a oczom nadaa barw poyskujcego zotem bkitu, ogrzewanego matczyn mioci. - Tak - zgodzia si Arilyn. - Chyba podobna. Gos pelfki wyrwa Kymila z zamylenia i sposzy jego wizj. Pooy rk na jej ramieniu w niemym gecie wspczucia, jakby obcym jego surowej naturze. - Bolej nad twoj strat, dziecko - powiedzia cicho, a goniej doda - Czy mona spyta jakie masz palny na przyszo? Arilyn cofna si gwatownie i bezmylnie popatrzya na quessira. Pytanie byo dobre, ale uwiadomio jej klopotliwo wasnego pooenia. Nie wiedziaa co bdzie robi. Za ycia matki nigdy si nad tym nie zastanawiaa. Cisz przerwa dwik rogu, Arilyn rozpoznaa w nim sygna zmiany warty. Koszary Stray Evereski znajdoway si u stp wzgrza i dwiki wydawane przez onierzy dochodziy do przywitynnego ogrodu. - Zacign si do stray - powiedziaa Arilyn pod wpywem impulsu. - Gdyby wiatr wia z zachodu usyszelibymy piew z Kolegium Magii - rzek z umiechem Kymil. - Czy mylaa o zajciu si magi? Arilyn potrzsna gow i stwierdzia pewnym gosem. - Nie, zawsze chciaam zosta wojowniczk, tak jak moja matka - mwic to podniosa dumnie gow i pooya do na rkojeci miecza matki. Jej miecza. - Rozumiem - oczy Kymila ledziy ruch jej rki i kiedy dotara do broni zwizy si. - Twoja matka bya tak magiem, jak i wojownikiem. Mile widziana jako instruktor w Kolegium Magii i Akademii Broni. Czy nauczya ci czego ze Sztuki? - Nie - powiedziaa Arilyn krcc gow. - Wydaje mi si, e nie mam talentu do magii umiechna si przelotnie. - Ani zainteresowa. - i nic nie wiesz o ksiycowej klindze? Nic ci nie powiedziaa? Czy tak mam to rozumie?

- Chodzi ci o miecz? Jeeli ma jak histori, to ja nigdy jej nie syszaam - odpara Arilyn. Matka powiedziaa tylko, e ktrego dnia bdzie mj i obiecaa opowiedzie mi o nim kiedy dorosn. - Uywaa go ju? - Nigdy - powiedziaa. - i moja matka te go nie uywaa, mimo e nosia go cay czas, a do... - gos si jej zaama. - A do pogrzebu - dokoczy Kymil. Arilyn przekna zy. - Tak, a do pogrzebu. Odczytano wol matki i miecz przypad mi w udziale. - Wycigaa go z pochwy? Pytanie quessira zdziwio j, ale uznaa, e elf musi mie jaki powd by je zada odpowiedziaa skinieniem. - Hmm. Jeste pewna, e Z'beryl nic ci nie powiedziaa? - naciska Kymil. - Nic, zupenie nic - potwierdzia smutno Arilyn. Zaraz potem dodaa - Jednake matka nauczya mnie walczy. W tym jestem dobra - ostatnie zdanie wypowiedziaa z dziecinn pewnoci siebie. - Tak sdzisz? Sprawdmy to. Zanim Arilyn zdya wcign powietrze, w doni fechmistrza zabysn wski miecz. Jej bro niemal sama wysuna si z pochwy, a ona oburcznym parowaniem odbia pierwszy olniewajcy cios elfa. Silne wraenie zalao czarne oczy Kymila, ale nim zdya nazwa reakcj quessira, jego mocno zarysowana twarz na powrt staa si nieprzeniknion mask. - Masz dobre odruchy - skomentowa obojtnie.- Jednak ten dwurczny chwyt ma swoje ograniczenia. Aby to udowodni Kymil wycign zza pasa drug bro, dugi wski sztylet. Wykonujc sztyletem fint, a miecz opuszczajc za plecy, przed prb cicia od dou, ruszy w stron Arilyn. Plelfka z instynktown gracj uskoczya przed sztyletem i z atwoci przyja miecz Kymila na wasn kling. Quessir zmarszczy brwi, bardziej chyba z zastanowienia, ni ze zdziwienia. Zakrci mieczem olniewajce koo, potem jeszcze jedno, nim dokoczy ten ruch, rzuci si ze sztyletem

w stron Arilyn. Cho dziecko zdawao si obserwowa wirujcy miecz, nie dao si zaskoczy i ksiycowa klinga wyprysna do zablokowania ciosu. Kymil cofn si wdzicznie o kilka krokw i opuci nieco bro, ale Arilyn wytrwaa w obronnej pozycji - odrobin przykucnita spogldaa czujnie, ciskajc w doniach wiekowy miecz. Wymienicie, pochwali w duchu Kymil. Dzieciak wykaza si nie tylko naturalnym instynktem walki, ale rwnie zadatkami na odpowiedni osd sytuacji. Oceniajc j cay czas natar ponownie, zasypujc Arilyn lawin ciosw, ukadajc mieczem i sztyletem skomplikowany wzr, ktry zmyli ju niejednego dowiadczonego szermierza. Arilyn przyjmowaa kady cios na ksiycow kling, co przy jej uporczywym, dwurcznym chwycie wydawao si jeszcze trudniejsze. Jest szybka, pomyla Kymil. Ale jak z jej si? Zatkn sztylet za pas i uj miecz w dwie rce. Podnis go do gry i wkadajc w cios ca swoj si natar, przekonany, e tym uderzeniem wytrci jej z rk miecz. Jej bro zatoczya pkole i ruszya na spotkanie jego mieczowi. Klingi stary si z gonym szczkiem, krzeszc iskry ale chwyt modej pelfki nie zela. Usatysfakcjonowany Kymil wycofa si ze zwarcia. Powoli okra dziecko w poszukiwaniu sabego punktu, cigle trzymajc bro w gotowoci. To co ujrza, niezmiernie go ucieszyo: crce Z'beryl do szeciu stp wzrostu brakowao okoo trzech cali, jak na ksiycow elfk bya bardzo wysoka, ale sylwetk miaa prawidowo uksztatowan. Jej sia i zrczno byyby niezwyke nawet u dojrzaego elfa - tak, dzieciak zapowiada si zdecydowanie dobrze. Najwaniejsze byo jednak to, e Arilyn wycigna miecz i nadal ya, co oznaczao, e magiczny or zdecydowa si uzna decyzj Z'beryl. Kymil zauway wyjtkowego ducha, jaki pon w czystych, poctkowanych zotymi plamkami oczach dziewczynki, potwierdzajc, e miecz wybra waciwie. Kymil Nimesin spodziewa si znale w ogrodzie aosnego mieszaca a spotka dobry materia na bohatera. Arilyn, wiadoma wnikliwej obserwacji, obracaa si razem z zataczajcym krgi elfem, zwrcona twarz ku niemu, z mieczem wzniesionym w obronnej pozycji. Zmczenie pulsowao jej w yach, ale kiedy ponownie stawaa do boju, oczy rozwietlaa rado. Cho dorastaa z mieczem w rku, nigdy nie walczya z takim przeciwnikiem, nigdy wczeniej te nie dzierya takiego miecza. Pragna starcia jak nigdy dotd, odruchowo rzucia si do przodu, chcc dosign Kymila. z atwoci sparowa jej cios, cofn si i schowa bro. - Nie, jak dla mnie wystarczy. Twj duch jest godzien pochway, ale niepotrzebne machanie

mieczem w witynnym ogrodzie moe by le widziane. Poka mi, prosz, ksiycow kling. Arilyn, mimo rozczarowania odmow kontynuowania pojedynku ze strony quessira, czua e zdaa przed chwil jaki test. Ukrywajc triumfalny umiech odwrcia miecz i podaa go mistrzowi rkojeci do przodu. Kymil pokrci gow. - Schowaj go najpierw do pochwy. Zdziwiona, zrobia tak, jak jej kaza - wsuna miecz i odpiwszy pas podaa go zotemu elfowi. Kymil uwanie obejrza bro. Dugo bada runy na pochwie, a potem przesuwajc delikatnie palcami po duym, owalnym i pustym wgbieniu na gowni miecza przenis uwag na rkoje. - Bdziesz potrzebowaa jakiego kamienia na miejsce tego, ktry wypad - unis badawczo brew. - Rwnowaga miecza zostaa, jak sdz, nieco zachwiana. - Nie zauwayam. - W miar treningu zaczniesz zauwaa takie rzeczy. - Treningu? - wyraz zdziwienia i nieme pytanie odmaloway si jej na twarzy, lecz Kymil zby zaciekawienie dziecka niecierpliwym gestem doni. - Pniej. Najpierw opowiedz mi co wiesz o swoim ojcu. Arilyn zaskoczona prob elfa zamilka. Mino wiele lat odkd po raz ostatni pozwolia sobie na luksus mylenia o ojcu. Jako mae dziecko wyobraaa sobie niestworzone rzeczy na jego temat, ale tak naprawd o okolicznociach swoich narodzin nic nie wiedziaa. Mimo tego, e elfy przywizyway bardzo du wag do pochodzenia Z'beryl zawsze uwaaa, i rodzinne to byo mniej wane, ni osobiste wady i zalety. Arilyn przyja ten niezobowizujcy pogld na spraw, ale w tej chwili rozpaczliwie chciaa zna jak dug histori, by mc opowiedzie j Kymilowi - wiedziaa, e dla dumnych ze swego pochodzenia zotych elfw takie rzeczy byy niezwykle istotne. Sprbowaa ostronie. - Chyba zauwaye, e jestem pelfk. Mj ojciec by czowiekiem. - By? - Tak. Kiedy byam maa wypytywaam matk o niego, ale zawsze reagowaa na to tak ogromnym smutkiem, e w kocu zaniechaam. Uznaam, e ojciec nie yje. - A co z rodzin Z'beryl? - naciska Kymil. Jedyn reakcj Arilyn byo ostentacyjne wcignicie powietrza.

Quessir unis zot brew. - Rozumiem, e wiesz co o nich? - Bardzo mao - Arilyn podniosa dumnie gow. Nie chcieli, by do nich doczya, a i jej na tym specjalnie nie zaleao. - Nigdy wczeniej nie widziaam nikogo z nich, a do pogrzebu, i spodziewam si ju nigdy ich nie spotka. - Och? - Jedyn rzecz jakiej ode mnie chcieli by miecz - zainteresowanie Kymila byo wyrane, jednak Arilyn ledwie wzruszya ramionami. - W dalszym cigu nie mog zrozumie dlaczego po prostu mi go nie zabrali. - Nie mogli, to ksiycowa klinga, dziedziczny miecz, ktry moe dziery tylko jedna osoba. Z'beryl pozostawia go tobie, a on uzna jej decyzj. - Uzna? Skd to wiesz? Twarz elfa wykrzywia si w ironicznym grymasie. - Wycigna go i cigle jeszcze yjesz. - Ach! Kymil odda jej miecz niemal z szacunkiem. - Miecz dokona wyboru i oboy ci nim - bez twego pozwolenia nikt inny nie moe go uywa, ani trzyma; nawet schowanego w pochwie. Od dzisiejszej nocy do chwili wasnej mierci nie moesz by rozczona z kling. - Czyli miecz i ja stanowimy zespl? - zapytaa z wahaniem, przygldajc si zwrconej przez Kymila broni. - w pewnym sensie tak. Jego magia naley tylko i wycznie do ciebie. - Magia - Arilyn odwrcia miecz i przypasaa go ostronie, jakby spodziewajc si, e w kadej chwili moe zmieni ksztat. - Co potrafi robi? - Nie znajc specyficznej historii tej klingi nie mog ci tego powiedzie - odpar Kymil, patrzc z zadowoleniem, jak po wycigniciu i obejrzeniu z zainteresowaniem miecza, na twarzy Arilyn odmalowaa si obawa przed wiekowym ostrzem. - Nie istniej dwie takie same ksiycowe klingi. Podniosa na niego wzrok. - Czy jest ich wicej? - Tak, ale to dosy unikalna bro. Kade ostrze ma niepowtarzaln i skomplikowan histori,

jako e kady kolejny uytkownik przydaje ksiycowej klindze nowej mocy. Twarz plelfki oywia si. - Czy ja te bd moga doda mieczowi magiczn moc? Jak zechc? - Obawiam si, e nie - powiedzia Kymil wskazujc na owalne wgbienie powyej rkojeci. - Twojemu mieczowi brakuje zakltego ksiycowego kamienia, ktry dziaa jak cznik midzy mieczem, a dzierc go osob. Wszystkie magiczne moce, pochodzce od waciciela, przenikaj przez kamie i s ewentualnie absorbowane przez sam miecz. - Och! Zoty elf umiechn si sabo. - Nie bd taka smutna, dziecko. Dotychczasowe moce ksiycowej klingi s na twoje rozkazy. - Na przykad? - spytaa zaciekawiona. Czarne oczy Kymila zamkny si powoli, potrzsn gow i zrezygnowany westchn sabo. - Widz, e bdziesz wymagajcym uczniem - mrukn. - a poniewa nie masz nikogo innego, proponuj ci nauk u mnie, jeli sobie tego yczysz. Uszczliwiona Arilyn odpowiedziaa bez zastanowienia: - Och, tak! - twarz jej jednak spochmurniaa. - Tylko jak? Akademia Broni mnie nie przyjmie. - Bzdura - Kymil wyranie si oywi, machniciem smukej doni jakby usuwajc t niewidoczn przeszkod. - Jeste lepiej wyszkolona od wielu ich najzdolniejszych uczniw. Ludzie nie s wstanie nauczy si czego wicej, ni nieledwie szcztkw sztuki walki. Posiadanie wartociowego studenta bdzie mi odmian, a crka Z'beryl... - elf zamilk najwyraniej co rozwaajc. - Ale dopiero za kilka lat osign wiek kwalifikujcy pelfa do wstpienia na Akademi Arilyn, nie do koca przekonana, przypatrywaa si zdartemu czubkowi wasnego buta. - To nie istotne - przerwa Kymil, a jego ton wiadczy o tym, e sprawa jest ju przesdzona. - Jeste etriel pod moj opiek, a to jest wszystko, czego wymaga Akademia. Arilyn ze zdziwieniem podniosa gow - w pierwszej chwili nie dotaro do niej znaczenie sw elfa: nie bya ju pelfim bkartem, dzieckiem bez ojca. Bya etriel, szlachetn elfi siostr. Kymil tak powiedzia.

- A wic postanowione - zakoczy szorstko Kymil. - Musisz tylko zoy przysig ucznia. Jeli si zgadzasz, wycignij miecz i powtarzaj za mn. Przytoczona i zarazem podniecona sytuacj wydobya miecz, po czym powodowana nagym kaprysem podesza do posgu i klkna obok niego; powinna zoy t przysig u stp elfiej bogini, jak przystao na etriel. ciskajc ksiycow kling w obu rkach wycigna j przed siebie i popatrzya na mistrza w oczekiwaniu sw przysigi. Jedyn reakcj Kymila byo szybkie zaczerpnicie powietrza, wstaa wic zdezorientowana, ale elf ju jej nie widzia. Podya za jego wzrokiem. Miecz w jej doniach zacz wieci sabym, bkitnym wiatem, ktre tworzc jakby mgiek, gwatownie otaczao elfy. Przybierao na sile dopty, dopki niczym ywa istota nie zaczo si wydostawa z miecza. Patrzyli z przeraeniem jak szukajc, jakby zdezorientowana mga miota si na wszystkie strony. wiato wreszcie dotaro do posgu i przenioso si na twarz bogini, owietlajc j lazurowym wiatem. W chaosie emocji Arilyn zacza wsuchiwa si w now nut, rozbrzmiewajc na dnie jej duszy. Tak wewntrz, jak i na zewntrz siebie czua zimn energi, albo jak obc i tajemnicz obecno, ktrej nie potrafia okreli. Sia wzbieraa, a owietlajce dotd ogrd wiato stao si tak jasne, e jej zmysy zaczy dre od nieznanej mocy. C to za magia? Zatrwaajca i nie znana, bya czci miecza - wstrznita Arilyn odrzucia ostrze. Ogrd natychmiast pogry si w ciemnociach, rozwietlanych jedynie przez zamglony ksiyc i sabncy poblask z miecza. - Co to byo? - spytaa przestraszona Arilyn szeptem. - i dokd poszo? Kymil stan obok niej. - Nie wiem - przyzna. - o ksiycowych klingach cigle niewiele wiadomo. Arilyn podniosa rk i niemiao dotkna spoczywajcej na sercu kamiennej bogini doni. Zdawao jej si, e zostaa tam odrobina niebieskiej powiaty. - Popieszmy si - upomnia Kymil, a jego oywiony gos przepdzi gniotcy dusz Arilyn strach. - Nie pozwlmy temu zdarzeniu zasia w twoim sercu obawy, czy oszoomienia. Jestem pewien, e we waciwym czasie dowiemy si co to byo. Razem odkryjemy wszystkie moce ksiycowej klingi. Masz talent i niezwyk spucizn, ja mog ci da umiejtnoci i cenne wskazwki, a teraz, czy moemy przej do przysigi? Mie Kymila Nimesina za nauczyciela i mentora! Arilyn skina ochoczo i jeszcze raz

uniosa miecz. Kiedy powtarzaa sowa roty wiato w jej bkitnych oczach przymiewao niky blask ksiycowej klingi.

Rozdzia drugi
- A to dobre! Ulubiony zabjca Harfiarzy przychodzi do mnie po rad! - staruch rechota z uciechy i trzymajc si brzegu stou buja na krzele. Rado starca nie udzielaa si jego gociowi, Arilyn Ksiycowa Klinga czekaa ze zniecierpliwieniem, a dziadyga dojdzie do siebie i bdzie mg z ni porozmawia. Kiedy by agentem Zhentarimu. Zdaniem Arilyn z takimi jak on powinno si rozmawia mieczem, a nie przy pomocy sw. Mroczna Sie powicona bya bogom za, ale zaspokajaa rwnie indywidualn i grupow chciwo jej czonkw, a ten mczyzna by wyjtkowo obrzydliwym tego przykadem. Ksiycowe ostrze u boku Arilyn wibrowao delikatnie, posyajc jej cichy sygna, czua, e zgadzao si z jej opini. Urgania czowieka dotkny j bardziej, ni mu si to mogo zdawa, a mimo to pelfka musiaa wysucha caego tego bekotu - posiadanych przez niego informacji nie zdobyaby gdzie indziej. Czekaa wic spokojnie, z dobrze ukrywan pogard przygldajc si staruchowi: jego pomarszczona skra miaa niezdrowy szary odcie, a krtkie, grube nogi i wielki brzuch nadaway mu wygld przeronitego pajka, pajczy te by jego obrzydliwy charakter. Arilyn patrzc na niego dziwia si, e nie posiada czterech par odny, waciwych pajczemu rodzajowi. Rwnie znajdujcy si nad karczm niski i ciemny pokj, ozdobiony zakurzonymi sieciami i oywiony jedynie sabym wiatem latarni oraz zapachem gotowanego wanie obiadu - wtrbki z cebul, jak si jej wydawao - przypomina siedlisko pajka. Zorientowaa si na co wydawa swoje brudne pienidze; musia mie chyba ambicje literackie, bo na kolawym biurku lea wielki wolumin, najwyraniej w trakcie pisania. W pobliu znajdowa si stos kosztownego pergaminu, ktry rozlecia si na boki zapewne przy okazji ktrego z atakw miechu. Mczyzna opanowa si wreszcie i przytomniej popatrzy na Arilyn i cigle jeszcze chichoczc wskaza na stojce przy stoliku krzeso. - Siadaj, siadaj. Poczuj si jak u siebie w domu. Moemy przej do interesw. Arilyn zignorowaa wyczuwaln w jego gosie drwin. W swoim czasie mczyzna by zabjc, ale jej z t obrzydliw karykatur czowieka nic nie czyo. Podesza do stolika, usiada na zaproponowanym miejscu i rozpocza oficjalnym tonem: - Otrzymae wiadomo i chyba orientujesz si w sytuacji.

Mczyzna unis krzaczast brew. - Mniej wicej. Czuj w tym kopoty. Ja nie szedbym tam po kilka wiecideek. - To s bezcenne artefakty, powicone bogini Sun - sprostowaa Arilyn. - Czyby Harfiarze stali si nagle gorliwymi wyznawcami bogini piknoci? Do czego to dzi dochodzi - zadrwi. - Artefakty zostay skradzione wysannikowi kocioa Sun, a towarzyszcych mu kapanw pomordowano. - No i co z tego? Takie rzeczy przecie si zdarzaj. Jego nastawienie doprowadzio Arilyn do wrzenia. Bya w grupie poszukujcej wysannika i widziaa ciaa pomordowanych, pami o tym nie pozwolia jej zachowa si dyplomatycznie. - Dla ciebie mier wielu niewinnych osb nic oczywicie nie znaczy - powiedziaa z wciekoci. - Ale dla kocioa Sun odzyskanie artefaktw jest bardzo wane. - Niewinni czy nie, ta sprawa nie wyglda mi na tak, do ktrej mieszali by si Harfiarze. Odzyskiwanie cudzej wasnoci? Arilyn zdawaa sobie spraw, e to prawda. Wybr zada, jakich podejmowali si Harfiarze wydawa si by losowym, tym razem za dokadnie wiedziaa co nimi powodowao. W ubiegym roku krlestwa Ziem Centralnych zjednoczyy si, by odeprze inwazj barbarzycw i mimo, e krucjata zakoczya si zwycistwem, to pozostawia Ziemie Centralne w stanie politycznej niestabilnoci i, niestety jak na ironi, wzmocnia pozycj Zhentarimczykw z grskiej Mrocznej Fortecy. I wanie na zmian tego wyniku chcieli wpyn Harfiarze. - Jak ci z pewnoci wiadomo, Zhentarim zawar roczny pakt z lokalnym rzdem. Ten rok ju prawie min, ale podjazdy z Mrocznej Fortecy jeszcze mog uderza, nie bojc si konsekwencji tego. Na szczcie - tu Arilyn umiechna si, - Harfiarze nie podlegaj adnemu lokalnemu rzdowi. Poniewa koci Sun oficjalnymi kanaami niczego nie mg wskra, zwrci si z prob o pomoc do Harfiarzy. Stary Zhentarimczyk usiad wygodniej na krzele i zacz stuka palcami w st. - Rozumiem, na ich prob Harfiarze wysali jednego ze swoich najlepszych zabjcw, aby dosta si do Mrocznej Fortecy, grzecznie poprosi o zwrot wasnoci Sun, zosta na herbatk i wieczorem wrci do domu. Czy tak? - Zwykle nie pij herbatki - odpowiedziaa Arilyn dowcipnie.- Ale zrozumiae sens.

- Ach. Teraz, kiedy formalnoci mamy ju za sob, moe powiesz mi co naprawd zamierzasz. - Chc odzyska skradzione artefakty. - Dobrze, zagramy po twojemu. Co za nieszczsny sukinsyn ma te artefakty? Arilyn zawahaa si przez moment nim mu odpowiedziaa. Syszaa swego czasu plotki o zych stosunkach midzy tym czowiekiem, a osob, ktrej szukaa - poradzono jej by wykorzystaa t informacj. Sprzedawanie dawnego towarzysza nie miecio si jej w gowie, ale u Zhentarimczykw byo to podobno nagminne. I rzeczywicie, mczyzna, z ktrym miaa teraz do czynienia, sprzedaby do ulgarthimskiego haremu chyba nawet wasn matk. - No? - ponagla. - Cherbill Nimmt - powiedziaa niechtnie. Zhentarimczyk zagwizda przecigle. - Teraz zaczynam rozumie co jest co. Dziaalimy kiedy razem, Nimmt i ja, jeszcze kiedy on dopiero zaczyna. Jeeli kto potrzebuje mierci, to wanie on. Jest niezy i to ja go wychowaem, a to o czym wiadczy - zauway z dum. Stary zabjca posmakowa w mylach perspektyw mierci swego dawnego przyjaciela i podsumowa. - Jednak w dalszym cigu uwaam, e zabijanie Nimmta nie jest spraw, za ktr warto umrze. - Nie zamierzam go zabija. Polecono mi go przekupi i odzyska skradzione przedmioty. Starzec posa jej sarkastyczny umieszek, a Arilyn dosza do wniosku, e nie warto tego komentowa. - Kapani i kapanki Sun wybierani s ze wzgldu na wyjtkow urod, czy nie tak? Co mi si widzi, e Nimmt i jego kamraci przed zabiciem posacw mieli niez zabaw - nostalgia odmalowaa si na twarzy starca. - Nimmt by dobrym towarzyszem do podjazdw. Pamitam takie zdarzenie, kiedy... Arilyn podniosa rk i uciszya Zhentarimczyka, nim zdy zagbi si w szczegy. - Przyszam tutaj, aby kupi kilka informacji o fortecy. - Za odpowiedni cen sprzedam wszystko. Arilyn popatrzya na niego i wycigna spod paszcza pen zotych monet sakw. Zabjca porwa j z zadziwiajc zrcznoci i szybko przeliczy pienidze. - To mniej wicej poowa wczeniej ustalonej sumy - zauway.

- Dokadnie poowa - odpowiedziaa. - Reszt dostaniesz, gdy bezpiecznie wrc. - Bezpiecznie - powtrzy za ni. - Wlizgiwanie si do Mrocznej Fortecy i spotkanie z czowiekiem takim jak Nimmt nie jest sposobem na doycie spokojnej staroci. Chc dosta cae zoto przed zakoczeniem misji bez wzgldu na to, czy wrcisz, czy te nie. - A jeli si zgodz? Co powstrzyma ci przed skontaktowaniem si z twoimi przyjacimi z Mrocznej Fortecy - Arilyn potrzsna gow. - Nie, wczeniej nie dostaniesz pienidzy. Moje ycie zaley od twoich informacji, a tobie bdzie na nim zaleao. Stary Zhentarimczyk zastanowi si. - W porzdku. Informacje to nieduo, wic bd mg zadowoli si tym, co mi proponujesz. Wracajmy do pracy. - Poszpera w papierach i wycign z nich kilka odrcznych map. Mapy! Arilyn nie spodziewaa si niczego wicej poza ustn relacj. Staraa si nie pokaza po sobie podniecenia, kada oznaka zainteresowania moga podnie cen. Z kamienn twarz przygldaa si temu, co stary Zhentarimczyk kad na stole. Bardzo dokadnie opisywa otoczenie fortecy, jej obronno, fortyfikacje, zwyczaje stray i dowdcw, a w miar jak mwi, w gowie Arilyn powstawa plan. Po godzinie znaa ju ca drog do twierdzy. W pewnym momencie informator przesta mwi i spojrza na Arilyn. - Tutaj stajemy przed pierwszym powanym problemem - pokaza swoim tustym paluchem na biegnca przy krawdzi mapy lini. - Tu znajduje si otaczajce Ciemnoforteczn Dolin urwisko. Wysokie na szedziesit do stu stp. Bardzo trudno na nie wej i, co gorsza, niewolnicy maja rozkaz utrzymywa je w czystoci. Rozumiesz, gadki granit bez najmniejszego krzaczka, trawki czy nawet mchu, a nie ma tam adnej osony. Teraz jeszcze to - kontynuowa objanianie. - Tu, pomidzy cianami urwiska, zbudowany jest mur. Przez znajdujc si w nim bram prowadzi jedyna bezpieczna droga do doliny, ale nawet o niej nie myl - jest dobrze strzeona. Nikt przez ni nie przejdzie, chyba e Sememmon, Wadca Mrocznej Fortecy, bdzie tego chcia. Rozumiesz? - popatrzy si na ni wyczekujco. - Kontynuuj. - Sama forteca pooona jest po rodku doliny, poza ni nie ma w dolinie niczego, oprcz kilku drzew tu, w tym miejscu. Tu pynie strumie, niezbyt gboki i peen kamieni. Nie da si w nim pywa bez zauwaenia lub ocierania si o skaliste dno. Bdzie ci bardzo trudno wlizgn

si do zamku - umilk na moment. Po chwili jednak podj. - Tak si skada, e mam co, co mogoby pomc ci w tej sytuacji... Oczywicie za odpowiedni opat. Nie czekajc na odpowied wsta z krzesa i podszed do okutej brzem skrzyni, otworzy j i wycign czarny paszcz. Arilyn wstrzymaa oddech - to byo piwafwi, magiczne okrycie, niemal cakowicie zapewniajce niewidzialno. Zrobiy je ze mroczne elfy - drowy. Jak ten czowiek mg wej w posiadanie tak niezwykego i zazdronie strzeonego magicznego przedmiotu? - adne, prawda? - powiedzia ogldajc paszcz ze wszystkich stron. - Jeli go zaoysz, bez problemu podpyniesz do fortecy. - Czy na Mroczn Fortec nie rzucono czarw ochronnych, ostrzegajcych przed tego rodzaju magi? - zapytaa, z mieszanin fascynacji i niechci przygldajc si paszczowi. Stary zabjca wrci na swoje miejsce i pooy sobie piwafwi na kolanach. - Jest kilka, ale aden nie ostrzega przed tym. Lord Sememmon nie spodziewa si kopotw ze strony pajczych elfw. Bez problemu dostaniesz si do rodka - staruch umiechn si. Jego wacicielka dostaa si, jednake w Mrocznej Fortecy magia paszcza wydaje si nie dziaa. Przyapaem j, kiedy myszkowaa w naszym arsenale. Nie wiem, czy bya szpiegiem, czy zodziejem, tak czy inaczej zajem si ni. Trudne do zabicia te drowy. Na moment przesta mwi, przesun lamp do przodu, aby lepiej przyjrze si Arilyn. Wiedzia, e ju od dwudziestu piciu lat jest poszukiwaczk przygd, brak blizn wiadczy o jej wietnym wyszkoleniu. Posiadaa jeszcze wie pikno dwudziestolatki, a przecie wiedzia, e naprawd jest dwa razy starsza. Miaa delikatne elfie ksztaty, osabione przez dodatek ludzkiej krwi, pikna i niebezpieczna - ta kombinacja zapewniaby jej doskonae miejsce w kadym szanujcym si domu publicznym. Mia dowiadczenie w tego typu sprawach i ocenia j we waciwy mu sposb, by ju co prawda stary, ale wci potrafi odpowiednio oszacowa w niej kady detal. - Hmm. Jeste szara? - zapyta zwracajc uwag na jej jasn, prawie bia skr, delikatnie bkitn na policzkach i spiczastych uszach. - Tak, jestem ksiycowym elfem - sprostowaa. Szary elf" by terminem uywanym przez ludzi i krasnoludw, w ustach innych elfw cik obelg.

- Dokadnie na wp szarym. Tak, zawsze to lepiej p elfa ni nic, zawsze tak mwiem potem doda jeszcze podliwie - Gdy skoczymy, moe by chciaa... - Nie - przerwaa mu szybko Arilyn. Jego chorobliwa mina na obrzydliwej twarzy przyprawiaa j o wcieko. Teraz, kiedy obejrza ju chyba kady cal jej ciaa, nie chciaa mie z nim nic do czynienia, nawet gdyby sta si tak dzielny i przystojny, jak elfi lord Erlan Duirsar. - Twoja strata - powiedzia skadajc piwafwi. - Chcesz paszcz, czy nie? Arilyn zawahaa si. W swojej karierze przyjmowaa wiele przebra, raz nawet, aby przyczy si do grupy drowowych najemnikw, zmuszona bya udawa mrocznego elfa. To nie byo mie wspomnienie, mroczne elfy byy gorsze nawet od Zhentarimczykw. Kiedy skoczya ju swoje zadanie zmycie ze skry hebanowej farby zajo jej kilka godzin, a usunicie z duszy uczucia przejmujcego za - kilka dni. - Co nie w porzdku? - Nie. Zastanawiaam si tylko, jak moesz traktowa go z takim sentymentem odpowiedziaa chodno. - Czemu nie? Mam kilka ciekawych blizn, ktre powoduj, e j pamitam - odpowiedzia ze smutkiem. - Dam ci dziesi sztuk zota za paszcz - zaproponowaa Arilyn przerywajc wynurzenia starca. Na wspomnienie o pienidzach wrcia mu jasno mylenia. - Dziesi? Nie! Ze dwadziecia i to platyny. - Pi platyny - zaoferowaa Arilyn. - Dziesi. - Dobrze. Pienidze i paszcz zmieniy wacicieli. Arilyn szybko schowaa swj nabytek, aby wiato lampy przestao go niszczy. Zauwaya, e nawet te kilka chwil poza skrzyni uszkodziy delikatn struktur materiau. Paszcz prawdopodobnie rozpadnie si zupenie zaraz po wschodzie soca, jego magia wyparowaa z niego zapewne na dugo przed mierci elfki, ktra go nosia. Arilyn wiedziaa, e przedmioty wyrabiane przez drowy rozpaday si zaraz po wyjciu z Podmrocza, podziemnego wiata, w ktrym yy te istoty. Czowiek, od ktrego to kupia, rwnie o tym wiedzia szczeglnie, e chowajc platyn do sakiewki umiecha si zoliwie, wyglda na bardzo zadowolonego z siebie - pewnie wyobraa sobie jej min, kiedy cenny paszcz rozwieje si w

szary dym. Arilyn pozwolia mu si cieszy, nie widziaa powodu, aby psu mu rado. Mia szczcie, e poda jej duo interesujcych informacji. - A tak przy okazji - powiedzia nagle. - W jaki sposb chcesz dosta si do samej fortecy? Arilyn posaa mu kpice spojrzenie. - Masz racj, masz racj. Na twoim miejscu te bym nic nie mwi, sdz e moemy zakoczy nasz rozmow, chyba e... - zamilk wyczekujco. Arilyn zignorowaa go i wskazaa na jedn z map. - Potrzebuj wicej informacji na temat tego miejsca. Czy moesz wyliczy mi wszystkie wyjcia na poziomie parteru. - Oczywicie, ale nie sdz, by dotara a tak daleko. Arilyn z trudem utrzymaa nerwy na wodzy. - Jakie tajne drzwi? Przejcia? A moe mam po prostu przepyn przez cian? Zhentarimczyk podrapa si po nie ogolonym policzku. - Teraz, kiedy o tym wspomniaa, przypomniaa mi si jedna rzecz. Jednak bdzie ci to wicej kosztowa - wzi do rk stos kartek i zacz je wertowa, a znalaz co, co przykuo jego uwag. - Dobrze. Bardzo mao osb wie o tym, co ci zaraz poka, nawet ja prawie o tym zapomniaem. - Wic? Poda jej kartk i opisa dokadnie drog ucieczki, kiedy skoczy rzucia mu kilka monet i przypomniaa raz jeszcze: - Pamitaj, nie dostaniesz drugiej poowy zapaty, jeli nie wrc caa i zdrowa z Mrocznej Fortecy. Czy jeste pewien, e powiedziae mi wszystko, co jest mi potrzebne? - Przynajmniej wszystko co wiedziaem - powiedzia to szybciej ni powinien. Da jej jeszcze kilka zbdnych rad, spogldajc na torb z piwafwi. Arilyn wiedziaa, e j oszukiwa, jednak bya z tego zadowolona. Taka sytuacja stawiaa j na lepszej pozycji podczas nastpnego spotkania. Wycigna zza pasa zwj i pooya go na stole. - To umowa opisujca nasz transakcj. Moi zwierzchnicy maj jej kopi, jeeli mnie sprzedae - zginiesz. Zhentarimczyk buchn miechem. - Harfiarze nie dziaaj w ten sposb.

Arilyn opara si o st i powiedziaa: - Pamitaj, e ja nie jestem w peni Harfiarzem. To ostrzeenie byo blefem, ale staruch potraktowa je chyba powanie, bo twarz mu zszarzaa. Wzi do rki worek ze zotem i wydawao si, e way go, porwnujc obietnic przyszej zapaty z ryzykiem, jakiego si podj. Tak naprawd Arilyn bya niezalenym poszukiwaczem przygd. Wprawdzie czsto wykonywaa dla Harfiarzy rne zadania, ale nigdy nie zaproponowano jej penego czonkostwa. Wikszo rozkazw dochodzia do niej z drugiej rki, od jej mentora, Kymila Nimesina. Dziao si tak dlatego, e w tajnej organizacji niektrzy krzywym okiem patrzyli na pelfk i jej reputacj zabjcy. Jako przyjacika Harfiarzy i zabjca jednoczenie stanowia do dziwne poczenie, jednake w sytuacjach podobnych tej sprawdzaa si doskonale. Informator przyglda si jej, oceniajc jak wielkie zagroenie moe dla niego stanowi. W kocu raz jeszcze spojrzaa na sakw z paszczem droww i doda: - P elfa, p Harfiarza? To bdzie doskonay tytu na kolejny rozdzia mojego pamitnika. - Jeli bdziesz y wystarczajco dugo, aby go napisa - dla potwierdzenia groby dodaa jeszcze - Jeli zgin z powodu bdu, stracisz tylko poow zapaty, jeeli jednak zostan zabita w wyniku zdrady, to marny twj los. Kopie naszej umowy zostan wysane do Cherbilla Nimmta, a take do elfiej czarodziejki, ktra stoi wrd wadcw Mrocznej Fortecy zaraz za Sememmonem. Wiem, e Lady Ashemmi nie jest twoj przyjacik, a i Nimmt bardzo chtnie dowie si o twoich uczynkach. - No to niele - powiedzia Zhentarimczyk kiwajc gow. - Myl, e ze swoim rozumem masz jednak szans na dostanie si do Mrocznej Fortecy. Mio te sysze, e Harfiarze zaczynaj dziaa takimi metodami. - Sprawa naley do Harfiarzy, ale metody s moje - sprostowaa Arilyn. Machn rk. - Niewane. Nie martw si o informacje jakich ci udzieliem, s dobre. Szczliwej drogi i miego zwiedzania twierdzy. Poniewa nie miaa pomysu na odpowied, zabraa tylko ze stou mapy i z uczuciem ulgi opucia gniazdo zhentarimskiego pajka. Informator patrzy jeszcze przez chwil na zamknite drzwi, po czym mruczc pod nosem do pustego pokoju odwrci si.

- P elfa, p Harfiarza - bardzo podobao mu si to wyraenie. Usiad przy stoliku, zamoczy piro w atramencie i zacz pisa. Sdzi, e bdzie to jeden z najlepszych rozdziaw w jego pamitniku, nawet jeli trzeba bdzie zmieni zakoczenie na bardziej satysfakcjonujce. Przez ca noc pisa, przelewajc na papier wytwory swej perwersyjnej wyobrani. W latarni skoczy si olej, ale on wycign wieczk i pisa dalej. witao prawie, kiedy drzwi otworzyy si nagle bezgonie. Gdy odwrci si jego twarz wykrzywi umiech. Podnis si i powiedzia: - Witam, witam. Czyby zmienia zdanie? Bardzo dobrze, podejd no do starego Sratisha i bdziemy mogli... Smuka kobieta przerwaa starcowi zaciskajc rce na jego szyi, przez moment stara si uwolni, ale napastniczka bya nadludzko silna. Jeszcze przez chwil rzuca si na wszystkie strony, ale ona nie wypuszczaa go ze miertelnego ucisku, po chwili oczy Zhentarimczyka odpyny w gb czaszki. Usta, jak u ryby, otwieray si i zamykay, prbujc zapa powietrze, w kocu pajcze ciao zwiotczao i osuno si bezwadnie na stos pergaminw. Intruzka zoya ciao na pododze i usiada przy stoliku, szybko przejrzaa lezce tam kartki. Podniosa je i cigle cicha niczym cie woya do poncego w kominku ognia - krawdzie kartek zbrzowiay szybko, po czym zajy si pomieniem. Widmowa figura staa jeszcze przez chwil, patrzc na przemieniajcy si wanie w popi ostatni rozdzia pamitnika starca.

Rozdzia trzeci
Kupiecka karawana rozbijaa obz na noc, ale poza zwykym w takich okolicznociach popiechem, wyczu mona byo wiszcy w powietrzu niepokj, a moe nawet strachu. Karawana podaa z Waterdeep do Cormyru i znajdowaa si wanie w cieniu Mrocznej Fortecy. Zdarzao sie, e praworzdni kupcy zatrzymywali si w twierdzach Zhentharimu - wiadomo, interes by interesem, a otwarty handel z Czarna Sieci opaca si bardziej ni bronienie karawan przed jej atakami. Z drugiej strony napady nie zapewniay staego rda dochodw i niektre warownie kupoway od przejedajcych kupcw towary, ktrych nie mogy ukra. Kupcy posiadali wprawdzie gwarancje bezpieczestwa i wolnego handlu, ale tej nocy nikt nie mg spa spokojnie: ponad tysic czonkw wspomaganego przez Zhentharim kontyngentu, otoczonych ze wszystkich stron przez strome zbocza i solidne mury Ciemnofortecznej Doliny, znalazo si waciwie w potrzasku. Strae karawany zostay potrojone, ale mimo tego stranicy na murach powyej uczynili prawdopodobnie to samo. Take ci czonkowie karawany, ktrzy nie stali na warcie, dugo nie kadli si spa. Zdenerwowanie znajdowao ujcie we wzmoonym spoyciu alkoholu, hazardzie i fantastycznych opowieciach. Samotna posta z niecierpliwoci czekaa w maym namiocie na samej krawdzi obozu, a wszyscy poo si spa. Miny godziny gonej biesiady i po pewnym czasie wszystko ucicho. Arilyn Ksiycowa Klinga nie moga zwleka ani chwili duej, zebraa zapasy i wylizgna si z namiotu prosto w noc. Bezksiycowy mrok okry j caunem ciemnoci, a lata praktyki i wrodzona elfia delikatno umoliwiay jej bezszelestne poruszanie si. Suna wolno w kierunku fortecy, po drodze, ktr doskonale znaa. Dolina, za wyjtkiem kilku akrw rzadkiego lasu, nie dawaa prawie adnej naturalnej ochrony. Arilyn robia co moga, - chowaa si za kamieniami i skp rolinnoci, aby pozosta niezauwaon, w kocu dotara do rosncej obok Wewntrznej Bramy kpki drzew. Przed ni znajdowaa si fosa, za ni - potne mury fortecy. Stary Zhentharimczyk powiedzia jej, e nie powinna wchodzi do wody, roio si w niej od niebezpiecznych stworze, takich jak mae rybki o zbach ostrych niczym brzytwy. - Maa awica

takich rybek w cigu kilku minut objadaa konia do koci. Nad fos, zasaniajc swymi murami bezgwiezdne niebo, wznosiy si czarne wiee Mrocznej Fortecy. Skryta w cieniu drzew Arilyn, wycigna z torby kilka przedmiotw i zacza przygotowywa si do wkroczenia na teren zamku. Wanie teraz miao si okaza, czy tygodnie planowania nie poszy na marne. Arilyn wiedziaa o fortecy prawie wszystko: zbudowana przez zych olbrzymw staa si siedzib smokw i maga oywieca, potem za zanim zdobyli j Zhentarimczycy. Zo wydawao si promieniowa z jej cian. Arilyn zoya ma kusz i zaadowaa do niej jeden z dziwnych betw jakie miaa przy sobie. Pocisk zosta stworzony specjalnie do tego zadania, wyglda troch jak dziecinna zabawka, jako e zamiast grotu koczy si przyssawk. Sam przyssawk wypenia pajczy klej, potny alchemiczny preparat, otrzymywany ze specjalnie dobranych wkien pajczyny pewnego gigantycznego pajka. Arilyn precyzyjnie wymierzya w Wie Goci. - wystrzelony bet, z przymocowan z tyu cienk link, przyklei si dokadnie pod sufitem wiey. Arilyn pocigna raz jeszcze sprawdzajc wytrzymao kleju i liny, po czym przeleciaa przez fos do samego podna murw fortecy. Wiea Goci bya fragmentem zewntrznych murw i czsto jej uywano. Tak byo i tej nocy, zamieszkiwali j przybysze uwaani za zbyt niebezpiecznych, aby wpuci ich do wewntrznego zamku. Oczywicie tam rwnie znajdowali si stranicy, ale zajci byli kontrolowaniem goci wchodzcych i wychodzcych z wiey w otwart dolin. Arilyn raz jeszcze sprawdzia lin i rozpocza wspinaczk po cianie; pomidzy trzecim pitrem a szczytem znajdowa si jej cel. Okno zabezpieczay trzymane jedynie przez zardzewiae sztaby okiennice, szybko dotara do nich, ukucna na kamiennym parapecie i wycigna z sakwy malek buteleczk. Bardzo dokadnie odmierzya odrobin wydestylowanego jadu czarnego smoka; dao si sysze syk wyeranego metalu, to silny kwas byskawicznie trawi skorodowane sztaby. Pelfka przesza przez otwarte okno, aby zamaskowa swoje wejcie skleia zniszczone sztaby specjalnym klejem z drzewa akacjowego. Tak jak planowaa, znalaza si na poziomie jadalni, w wskim, biegncym dookoa wiey korytarzu. O tej godzinie jedynie od strony kuchni dochodziy z rzadka jakiekolwiek dwiki. Arilyn wzdrygna si na myl o swym przebraniu, miaa teraz na sobie purpurowe szaty kapana Cyrica, bstwa cakiem przesiknitego zem. Dla pewnoci poprawia skrywajcy w cieniu

twarz kaptur i ruszya po schodach w d. Na pitrze poniej zgodnie z mapami, powinny znajdowa si komnaty goci. Zesza po schodach tak szybko, jak tylko moga, z nadziej, e nie spotka adnego z "braci kapanw". Szczcie nie zawiodo jej a do momentu, w ktrym znalaza si na parterze. Na schodach pojawi si may gruby czowiek w purpurowej sutannie, na przedramionach wymalowane mia czarne soca z umieszczon porodku czaszk. - Simeonie! Ju czas. Popiesz si, bo nie zdymy na procesj - ponagli. Arilyn tylko pokiwaa gow i skrya sie gbiej w kaptur, chciaa wydosta si na zewntrz bez wdawania w rozmow. Kapan zmarszczy brwi. - Simeon? - wida byo, e waha si przez moment, wreszcie zapa jedn rka za symbol, a drug pooy na sercu. Arilyn bez trudu domylia si, e wanie zaczyna rzuca czar. Szybko przeskoczya kilka ostatnich schodkw i kopna mczyzn ciko obut nog. Sia ciosu poczona z zaskoczeniem spowodoway upadek czowieka i jednoczenie zbia z ng pelfk, obydwoje, w widowiskowy sposb, przewrcili si na ziemi. Arilyn szybko stana spowrotem na nogi, kapan pozosta na ziemi, zgity wp i kompletnie zamroczony. Korzystajc z okazji posaa mu jeszcze jedno precyzyjne kopnicie, cakowicie go unieruchamiajc. Zdajc sobie spraw z konsekwencji wasnego czynu Arilyn westchna, nie moga przecie zostawi za sob nieprzytomnego czowieka, a przecie, jak to wynikao ze sw mczyzny, prawie spnia si na procesj. W klatce schodowej znajdowao si troje drewnianych drzwi. Arilyn szybko otworzya jedne z nich, wewntrz stao kilkanacie podrnych skrzy. Pelfka szybko wkroczya do rodka, silnym ciosem noa rozbia zamek jednego z kufrw i otworzya go; by w caoci wypeniony purpurowymi kapaskimi szatami. Arilyn szybko wyja cz z nich, robic miejsce na ciao kleryka, po ktre wybiega z powrotem na korytarz. Popiesznie uoya je w skrzyni, wysza na klatk schodow i poprawiwszy kaptur otworzya drzwi na zewntrz. Rytm mrocznego psalmu przyprawia j o drenie. Pod samymi drzwiami przechodzia wanie kolumna kapanw, zmierzaa wprost do gwnego wejcia do wewntrznego zamku. Arilyn pochylia gow i woya rce w rkawy, przyjmujc pozycj nowicjusza i w rytm piewu

przyczya si do pochodu. Kapani zebrali si, aby odprawi obrzd Powicenia Czarnego Ksiyca, ceremoni wychwalajca Cyrica, boga mierci, zniszczenia i mordu. Cyric by nowym potnym bstwem, zastpujcym Bane'a, Bhaala i Myrkuk - trzech mrocznych bogw, zabitych za Trudnych Czasw. miertelnik sta si bogiem, cho jego wyznawcami szybko stali si dawni czciciele martwej trjki, to najwiksz popularno zdoby wanie wrd Zhentharimczykw. Poniewa poza Czarn Sieci nikt nie wspomaga tego kocioa, wszystkie wiksze zebrania kapanw Cyrica odbyway si tutaj, w Mrocznej Fortecy, gdzie indziej zgromadzenia tego rodzaju widziane byy rwnie niechtne, a moe ona nawet bardziej, ni najazd hordy dzikich barbarzycw. Arilyn dowiedziaa si o tej ceremonii kilka miesicy temu i wpada na pomys, e moe sta si doskona okazj do wliznicia si do fortecy. Wikszo ludzi, wczajc w to Zhentarimczykw, baa si kapanw Cyrica i omijaa ich szerokim ukiem, nie przygldajc si im zanadto. Pelfka bya magicznie ucharakteryzowana, ale mimo to wcale nie czua si dobrze w purpurowej sutannie kapana boga mierci. Poruszaa si jednak rwno z reszt pochodu, czekajc tylko na moment, kiedy bdzie moga si szybko odczy. Po przekroczeniu bramy skierowali si w stron staroytnej wityni. Kapani, zajci piewem i podnieceni sw pierwsz zasug dla synnej wityni, nie zauwayli, e jedna z postaci odczya si od pochodu i ruszya w stron piwnicznych schodw. ***** Na pierwszy rzut oka kapitan Cherbil Nimmt zdawa si by opanowanym czowiekiem, ale ostatnie wydarzenia wyczerpay jego cierpliwo. - Chcesz powiedzie, e przyszede tu po to, aby po prostu odej razem ze skarbem? zapyta kpicym gosem, wac w jednej rce skrzana sakw. Kapan" zmarszczy brwi, co trudne byo do zauwaenia, gdy cay czas miaa na gowie purpurowy kaptur. - Niezupenie. Po prostu podae swoj cen, a ja na ni przystaem - szepna Arilyn starajc si naladowa gos modego mczyzny. Signa do sakwy przy pasie, wycigna wcale nie ma sakiewk i rzucia j na kamienn podog. Cherbill schyli si po oczekiwan zapat z umiechem triumfu na ustach. Kilka miesicy

temu dowodzi jednym z podjazdw w Grach Wschodzcego Soca i nie sdzi, e dobra, jakie na nim zdobdzie, sprzeda a z takim zyskiem. Byy to wprawdzie wspaniae upy: wysadzane szlachetnymi kamieniami wite kielichy, cudowna, nigdy nie widnca ra oraz krysztaowa figurka, odpiewujca kadego ranka modlitw do bogini pikna - Sun; ten ostatni przedmiot przyprawia go o zo. - Mam nadziej, e jest wypeniona zotymi monetami - powiedzia Cherbill, z wyuczonym wyrazem znudzenia na twarzy podnoszc sakiewk. - Lepiej - odpowiedziaa Arilyn cigle udajc mczyzn. - Jedna poowa to zoto, druga - bursztyny ze Smoczego Wybrzea. Przez moment na twarzy onierza malowaa si rado i zaskoczenie, szybko wysypa zawarto sakiewki na wieko duej drewnianej skrzyni. Posypay si byszczce monety, te, dla ktrych nie starczyo miejsca, spady i potoczyy si po kamiennej pododze komnaty. Cherbill odrzuci sakw z relikwiami i zacz zbiera bursztyny, obmacujc je przy tym tustymi palcami. Bursztyny byy piknie oszlifowanymi bryami o rzadkim kolorze ciemnego miodu. Kady z nich godny wadcy Cormyru. Cherbill wrzuci kamienie do kieszeni i podnis z ziemi upuszczona sakw. Wywiczony umiech rozjani jego twarz, kiedy skin gow ku dbowym drzwiom. - Bardzo ci dzikuj. Teraz wyno si - rozkaza. - Nie, dopki nie dostan tego, po co przyszedem - Jeste gupcem, jak wszyscy kapani! powiedzia Cherbill z kpin w gosie. - Moesz std odej tylko dlatego, e ja ci na to pozwalam. Nie widzisz, e daj ci szans? Co przeszkadza mi w zabicu ciebie i zabraniu caoci? Arilyn signa pod sutann i wycigna ksiycowe ostrze. - A moe to? Wybuchajc miechem Zhentarimczyk wycign wasny miecz i zaatakowa. Arilyn z atwoci odbia kilka pierwszych ciosw. Spowodowao to zmian taktyki onierza. By od swojego przeciwnika co najmniej pi cali wyszy i o sto funtw ciszy, sprbowa wic pokona go czyst si, jednake nawet najsilniejsze uderzenia parowane byy przez pelfk tak, jakby zadawao je dziecko. Po chwili na twarzy onierza widoczne byo coraz wiksze zmczenie. - Kim jeste? - wycharcza. - Arilyn Ksiycowa Klinga - zdradzia si w kocu pelfka, porzucajc suchy szept

kapana, jakim mwia do tej pory. Zrzucia z gowy purpurowy kaptur i pozwolia Nimmtowi spojrze w swoje elfie oczy. - Zostaam wysana w celu odebrania skradzionych artefaktw. Miaam je od ciebie kupi powiedziaa swoim piknym gosem. - Chyba, e wolisz walk? - Arilyn, uywajc swego dwurcznego chwytu, wiczonego przez ostatnie pi lat w Akademii Bronii, wyprowadzia perfekcyjny atak. Wydawao si, e Cherbill rozpozna jej imi, bo ciko przekn lin i rzuci miecz na podog. - Nie zamierzam przecie umiera, - podnis rce w gecie poddania. - Bierz co chcesz i odejd w pokoju. Arilyn przygldaa mu si przez moment. Honor zabrania jej zabija nieuzbrojonego czowieka, cho nie wierzya, e da jej spokojnie odej. - No, id sobie! - ponagli j. Arilyn schowaa miecz i podnios sakw. Cherbill, nie zdajc sobie chyba sprawy z doskonaej spostrzegawczoci elfw, triumfalnie wycign zza pasa dugi wski sztylet. Jego twarz zradzaa myli: moe ta gupia elfia dziwka umie walczy, ale on i tak sobie z ni poradzi. Z t myl ponownie rzuci si na ni. Arilyn byskawicznie obrcia si i silnym kopniciem wytrcia sztylet z doni Chebrilla. To byo dla niego cakowitym zaskoczeniem, zamkn oczy i zastyg, gotujc si na mier. - Podnie bro! To polecenie zdziwio go jeszcze bardziej. Wycigajc miecz, zatrzyma si i popatrzy na ni uwanie. - Dlaczego? Przecie i tak masz mnie zabi. - A dlaczego nie? - odpowiedziaa pytaniem Arilyn. Przez chwil chciaa, eby w niektrych sprawach Harfiarze nie mieli tak twardych zasad. Zhentarimski informator mia racj: jeeli jaki czowiek zasuy na mier, to by nim wanie Cherbill Nimmt. Harfiarze byli gotowi zapomnie o jej wyczynach z czasw, gdy wdrowaa z grup poszukiwaczy przygd, dali jej jednak do zrozumienia, e zabjstwa, niezalenie w jak szlachetnej i wanej sprawie, nie bd tolerowane. Jak na razie Arilyn przestrzegaa tego kodeksu, jednake od czasu do czasu miaa ochot speni rol zabjcy. - To nie ja chciaam z tob walczy. Cherbillu Nimmt z Mrocznej Fortecy, wiedz, e mam

zamiar zabi ci w honorowej walce. - podniosa miecz w gecie wyzwania na pojedynek. Z jej sw wiao chodem; wypowiedziane zostay niczym rytua. onierz, starajc si przypomnie sobie zasady pojedynku, rwnie podnis bro i stan w pozycji obronnej. Jej pierwszy atak by niski, Cherbill z atwoci go sparowa, a na jego twarz powrci szyderczy umieszek. Stara si napiera na ni, przyprze do ciany, ale Arilyn nie dawaa si i bez trudu odbijaa coraz silniejsze ataki. Cherbill by tak zajty walk, e nie zauway delikatnej bkitnej powiaty, ktra rozpalia si wzdu ostrza miecza jego przeciwnika, jednak Arilyn natychmiast rozpoznaa dawany jej przez miecz sygna ostrzegawczy i wiedziaa, e nie ma ju ani chwili do stracenia. Kolejnym wprawnym uderzeniem rozpataa gardo onierza, ktry osun si martwy na ziemi. Przy pomocy pustej ju sakiewki, oczycia ksiycowe ostrze z krwi i schowaa je z powrotem do pochwy. Spojrzaa jeszcze raz na martwego Cherbilla Nimmta i szepna: - Trzeba byo potraktowa go tak od razu. Dziki swojemu doskonaemu suchowi wychwycia dobiegajcy zza drzwi grzechot zbroi. Szybko zebraa do sakwy rozrzucone monety i klejnoty, i wycigna z kieszeni martwego mczyzny reszt bursztynw. Nie miaa w zwyczaju obrabowywa trupw, ale nie dokonaa transakcji, wic bdzie moga zwrci kosztownoci kocioowi Sun. Przywizujc do pasa ciki worek z magicznymi przedmiotami, zacza szuka sekretnych drzwi. Cherbill umwi si z ni w maej, pooonej na samym rogu piwnic Mrocznej Fortecy komnacie. Arilyn wybraa to miejsce, bo prosto z niego prowadzi na zewntrz mao znany tunel, ktrego pooenie wyjawi jej stary Zhentarimczyk. Cherbill przysta na to, poniewa komnata znajdowaa si wystarczajco daleko od najbliszego posterunku stray. - To tam! Tam co syszaem - zawoa gardowy gos. Blisko day si sysze cikie kroki. Arilyn ocenia je na jakie dziesi osb. Byli tu, tu. Arilyn, mimo e bya pelfk, miaa w peni wyksztacon elfi zdolno wykrywania ukrytych przej. Jedynie odrobin szersza szpara pomidzy kamieniami odrniaa nieregularnego ksztatu drzwi od reszty ciany. Arilyn klkna szybko i dotd zacza obmacywa kamienie, a znalaza delikatne wgbienie w jednym z nich, nacisna mocniej i drzwi stany otworem. Wlizgna si w ciemnoci tunelu, zatrzaskujc drzwi za sob. Schodzc coraz niej syszaa przeklestwa stranikw, ktrzy znaleli martwego Cherbilla

Nimmta. Przez kilkaset stp tunel opada do ostro w d. Zrobio si tak ciemno, e nawet doskonay elfi wzrok nie mg przebi si przez panujcy dookoa mrok. Wiedzc, e elfi wzrok umoliwi jej tylko odnajdywanie rde ciepa anie ostrzee przed ukrytymi puapkami, wycigna i zapalia pochodni. Tak jak si spodziewaa przywitaa j chmura czarnych skrzyde i gone piski. - Nietoperze - powiedziaa pgosem, machajc pochodni dookoa gowy, aby odpdzi od siebie zwierzta. Nienawidzia nietoperzy, ale moga czu si szczliwa, e byy to jedyne stworzenia, jakie tu spotyka. Zhentarimczyk ostrzega j przed padlinopezaczami, potworami dwa razy duszymi od ludzi, przypominajcymi przeronite zielone stonogi. Zwykle ywiy si padlin, ale kiedy brakowao jedzenia, a w tym tunelu z pewnoci tak byo, zdarzao si, e atakoway to, co ywe. Ich twarda, pokryta pancerzem skra, ostre pazury i trujce macki czyniy je do trudnymi przeciwnikami. Pamitajc wanie o tym pomylaa, e nietoperze wcale nie s takie straszne. Arilyn przedzieraa si w d, roztrcajc na boki lepkie pajczyny, wszystko mierdziao nietoperzymi odchodami, a pod jej stopami chrzciy pancerzyki jaki maych istot. Trzymajc pochodni wysoko, pelfka przyspieszya kroku, nie starajc si zbytnio przyglda temu, co miaa pod nogami. Tunel w kocu zacz si wznosi, po chwil odbi ostro w prawo. Arilvn zatrzymaa si, widzc przed sob dziwnie znajomo wygldajc bram, ktra miaa ksztat lecego na boku stoka, podstaw skierowanego w jej stron, zbudowanego z wielu metalowych paskw, zakoczonych zaostrzonymi czubkami. Na prb pocigna palcem po jednym z ostrzy, kiedy cofna rk, na palcu zauwaya krew. Krawd bya tak ostra, e cicie nawet nie bolao. Ostronie nacisna stop na jeden z najniszych paskw, zgi si pod jej ciarem, ale gdy cofna nog, wrci na swoje miejsce. Nagle zrozumiaa dziaanie bramy. suya za jednokierunkowe przejcie, dziaaa jak puapki na homary, ktre Arilyn widziaa w uyciu na wybrzeu niedaleko Neverwinter. To tumaczyo fakt, e jedynymi mieszkacami tunelu byy nietoperze i robaki. Nic wikszego nie mogo przedosta si przez t bram. Arilyn, jeszcze raz sprawdziwszy stop stoek, poczua podziw dla twrcw tej prostej, a zarazem skutecznej puapki. Ona trzymaa intruzw poza Mroczn Fortec, zapewniajc jednoczenie dobr drog ucieczki tym, ktrzy byli wystarczajco ostroni, aby si nie pokaleczy.

Trzymajc pochodni przy sobie, ostronie wesza do wntrza puapki. Sza bokiem , ostronie przyciskaa ostre paski, chcc umoliwi sobie przejcie, wreszcie unikajc skaleczenia o zaostrzone czubki schylia gow i wyskoczya na drug stron. Puapka zamkna sie z metalicznym szczkiem tu za ni. Od tego miejsca korytarz zaczyna si wznosi. Arilyn spotkaa jeszcze dwie podobne puapki, nim tunel zakoczy si olbrzymimi kamiennymi drzwiami. Ze starej mapy, ktr dostaa od informatora wiedziaa, e miejsce, w ktrym si znajduje, jest czci starego kamienioomu, pooonego na poudniowy wschd od Mrocznej Fortecy. To wanie z tego miejsca giganci czerpali kamie do budowy zamku. Wiedziaa, e kilka olbrzymw jeszcze mieszka w tej czci kamienioomu. Wrota, przed ktrymi staa, byy zbudowane przez gigantw i dla gigantw. - zdecydowanie ponad jej siy. Nie zniechcona umiecia pochodni w otworze w cianie i przebiega palcami po kamiennych drzwiach, w kocu znalaza to, czego szukaa. Zgodnie z informacjami jakie posiadaa w kamieniu wyryto runy podajce umiejscowienie ukrytego zamka. Runy przemawiay do niej kombinacj liczb: cztery w d, dwa w prawo, trzy w d, siedem na lewo. Zrczne palce pelfki z atwoci wymacay na framudze drzwi zoony z maych dziurek wzr. Uwanie odliczya do waciwej i wsadzia do rodka dugi i cienki wytrych. - drzwi otworzyy si z gonym chrzstem przesuwajcych si kamieni. Arilyn wysza na zewntrz, z ulg witajc nad sob otwarte niebo, mimo, e noc bya bezksiycowa, po ciemnociach tunelu i wydawaa si niezwykle jasna. Zamrugaa oczami kilka razy, chcc przyzwyczai si do wiata, po czym woya wytrych do odpowiedniej dziurki po drugiej stronie, a drzwi zatrzasny si, nie pozostawiajc na kamiennej powierzchni zbocza najmniejszego ladu. Nawet przy wrodzonej umiejtnoci wykrywania sekretnych przej, nie bya pewna, czy te znalazaby po raz drugi, miaa nadziej, e nie bdzie ich nigdy wicej potrzebowa. Zadowolona ze zwycistwa, skierowaa si w stron obozu. Nie baa si pocigu z fortecy, Zentharimscy najemnicy na pewno uznaj mier Cherbilla Nimmta za wewntrzne porachunki. Najprawdopodobniej nie pomyl nawet o szukaniu powodw jego mierci poza murami twierdzy. Wlizna si do namiotu na krtko przed witem, nie niepokojona przez znuonych stranikw. Lewo zdya wsun si pod koc, gdy natychmiast zapada w otcha snw.

W tym samym czasie, w innej czci obozu, Raf Srebrna Ostroga poruszy si we nie. Raf, plelfi tropiciel, nie znajcy strachu poszukiwacz przygd, zosta wynajty jako zwiadowca i stranik karawany. Przy jego boku spaa umiechajc si lekko przez sen kobieta, a obok legowiska sta oprniony dzban po miodzie. Raf, mimo wczorajszej wieczornej zabawy, spa lekko, a jego sny przepeniay dochodzce z Mrocznej Fortecy nieczyste piewy. Raf zamamrota przez sen i przewrci si na drugi bok. W tej samej chwili do namiotu poruszajc si cicho niczym cie, wlizna si smuka posta. Intruz, wycigajc co z mroku swego ciemnego paszcza, podnis rk picego tropiciela i przycisn do jego doni niewielki przedmiot. Cichy syk zmci cisz namiotu. Raf zesztywnia i otworzy oczy, mimo blu bez trudu rozpozna rysy twarzy intruza, wargi poruszyy si, jakby chciay zada rozpaczliwe pytanie, ale z ust nie wydoby si aden dwik. Mroczny napastnik mocno trzyma Rafe'a Srebrn Ostrog, kiedy ten wi si w konwulsjach, po chwili oczy Rafe'a wywrciy si biakami do gry, a on sam przesta si porusza. Najbardziej zaskakujce byo to, e leca obok niego kobieta spaa spokojnie. Zabjca, posyajc jej tylko spojrzenie, szukajc pulsu zbliy do do szyi ofiary usatysfakcjonowany jego brakiem przyjrza si raz jeszcze ostatniemu szczegowi swego dziea na doni martwego tropiciela byszczaa mdym, niebieskim wiatem znak. W skomplikowanym wzr pitna wplecione zostay harfa i pksiyc. Symbol Harfiarzy. ***** Noc zapada ju jaki czas temu i tylko gwiazdy, oraz nabyte podczas wielu wdrwek wyczucie kierunku, prowadziy samotnego jedca w kierunku Evereski. Ksiyc sta ju wysoko, kiedy podrnik zatrzyma si i zsiad z konia nad brzegiem Rozcigej Rzeki. Arilyn wolaaby jecha dalej, ale wiedziaa, e przeprawianie si przez rwc rzek w nocy nie jest najlepszym pomysem. Od wczorajszego ranka na wiele mil oddalia si od Mrocznej Fortecy i w tym tempie za kilka dni moga dotrze do Evereski. W szalonej podry do domu Arilyn i jej wierzchowiec, bardzo szybka i wytrzymaa siwa klacz, zbliyli si ju do granicy wyczerpania. Pelfka z poczuciem winy poprowadzia konia do rzeki, chcc go napoi. Przez jaki czas szczotkowaa mu sier, a potem uwizaa w najlepszym miejscu, jakie zdoaa znale. Po oporzdzeniu klaczy Arilyn rozpalia ognisko i usiada przed nim ze skrzyowanymi nogami. Przez cay dzie pdzia jak wicher, nie tylko po to, by uciec przed ewentualn pogoni, ale take

przed wasnymi mylami, teraz, wrd nocnej ciszy, nie musiaa ju unika mylenia o mierci Rafe'a. Po tym, jak odnaleziono ciao tropiciela, kapitan karawany zgodzi si z Arilyn, e powinni si rozsta. Poniewa wiedziano, e pelfka jest agentk Harfiarzy, byo bardzo prawdopodobne, e moga sta si kolejnym celem tajemniczego zabjcy, a to z kolei stanowio niebezpieczestwo dla caej karawany. Nikt nie kwestionowa jej niewinnoci, ona i Raf spdzali ze sob bardzo duo czasu i wiele osb podejrzewao ich nawet o to, e byli kochankami. Arilyn wpatrywaa si niespokojnie w ogie. Nie robia niczego, aby rozwia te plotki, tak naprawd ona i Raf byli jedynie dobrymi przyjacimi. Dla samotnych z natury pelfw przyja bya rzadkim luksusem. Popatrzya na jedyny na lewej doni piercie, lekko byszcza w wietle ognia. Rozsuna palce, aby przyjrze mu si dokadniej: bya to skromna, srebrna obrczka z wygrawerowanym jednorocem, symbolem bogini Mielikki, - patronki tropicieli. Wygraa go od Rafe'a w koci, a teraz nosia na pamitk. To by symbol ich przyjani, wsplnych podry i partnerskiej rywalizacji z godnym jej przeciwnikiem. Aby rozwia nage poczucie samotnoci, Arilyn zaja si rozbijaniem obozu. Rozwina koc i rozoya go przed ogniskiem, potem usiada i wzia si za jedzenie wycignitych z sakwy suszonych owocw i podrnych sucharw. Zwykle koczya dzie ciepym posikiem, ale dzisiaj szkoda jej byo energii na szykowanie posiku dla jednej osoby, tym bardziej, e bardzo nie lubia gotowania. Arilyn wdrowaa samotnie przez prawie wier stulecia i dobrze wiedziaa, e poszukiwacze przygd nie powinni si z nikim wiza w zbyt silne zwizki. Wydawao jej si, i nie przystoi czy si z kim, a zaraz potem naraa na niebezpieczestwa ycia, jakie ona wybraa, dlatego jej przyjanie byy nieliczne i zadzierzgiwane nader ostronie. Wsuwajc si pod koc, rozwaya jeszcze raz sens przysigi samotnoci i czystoci, jak zoya u stp posgu Hannali Celanil w Everesce. A moe taka przysiga stanowi obraz bogini pikna i romantycznej mioci? W jej przypadku, pomylaa Arilyn, takie lubowanie i tak byoby zbdne, nie czua potrzeby czczenia jakiego konkretnego bstwa. Przewrcia si na plecy i woya donie pod gow. Bliskie znajomoci w ogle nie przychodziy pelfom atwo. Ich cykl yciowy nie zgadza si z cyklem yciowym ani ludzi, ani i elfw. Arilyn miaa teraz czterdzieci lat, jako czowiek byaby wanie kobiet w rednim wieku, jako ksiycowy elf dopiero wychodziaby z

dziecistwa. Czua, e nie jest ani jednym, ani drugim. Stosunki z Harfiarzami wyglday podobnie: niby ceniono jej sub, ale przeszo honorowego zabjcy" nie pozwalaa jej zosta penoprawnym czonkiem. Wydawao si jednak, e Harfiarski Zabjca nie przejmowa si brakiem oficjalnych tytuw. Przez jaki czas wydawao si jej, e to wanie ona jest celem, gdziekolwiek si nie ruszya, wszdzie czua na sobie niewidzialny wzrok i mimo, e bya niezym tropicielem, nie potrafia wyledzi swego przeladowcy. Zabjca Harfiarzy unika jej ju od kilku miesicy i cigle oddala w czasie pewn, jak sdzia, konfrontacj. Teraz, w miar upywu czasu, zmienia swoje zdanie na temat celu zabjcy. Tyle osb zgino a kada nastpna mier bya jej coraz blisza. Arilyn coraz czciej podejrzewaa, e zabjca szydzi sobie z niej z rozmylnym okruciestwem. - mier jej przyjaciela Rafe'a nie pozostawiaa co do tego adnych wtpliwoci. Zaciskajc zby z sykiem wypucia powietrze, przez cae ycie zaatwiaa sprawy przy pomocy miecza, teraz tylko czekaa na moment, kiedy bdzie moga dosta przeladowc w swoje rce. Miesice wymuszonej bezczynnoci postawiy j na krawdzi wytrzymaoci psychicznej; kimkolwiek by jej przeladowca, zna j bardzo dobrze. Ale kim moe by ten zabjca? Wcigu ostatnich dwudziestu piciu lat skrzyowaa miecze z wieloma osobami i zdya narobi sobie wielu wrogw. Ci, ktrzy otwarcie wystpili przeciwko niej, byli ju martwi. Mimo maksymalnego wysiku nie moga znale w pamici adnego yjcego przeciwnika, ktry byby w stanie przeprowadzi tak mistern intryg. Mina noc i ksiyc schowa si ju za horyzontem a pelfka nie znalaza adnej odpowiedzi na mczce j pytania. Prbujc zasn skierowaa swoje myli na przyjemniejsze tematy; niedugo dotrze do Evereski, do domu. Tam odpocznie. Odpoczynek by jej potrzebny nie tylko z powodu zmczenia wdrwk, musiaa odpocz od cigego smutku, od wiedzy, e cay czas poda za ni mroczny lad mierci, od ukrytych oczu obserwujcych jej kady ruch. Nawet teraz czua je na sobie. Nie syszaa adnego dwiku, nie widziaa adnego cienia, nic nie wskazywao na to, by kto obserwowa jej obz, ale poza granic wiata ogniska czua czyj obecno. Zerkna na lece obok ksiycowe ostrze - nie dawao znaku ostrzegawczego. Arilyn nauczya si ju dawno, e magiczny miecz uprzedza j o niebezpieczestwach. Podczas prac ze swoim nauczycielem, Kymilem Nimesinem odkrya, e ksiycowa klinga

ostrzega j na trzy rne sposoby: kiedy zblia si niebezpieczestwo, - miecz wieci niebieskim wiatem; kiedy zagroenie jest naprawd blisko, - buczy cicho, tak by tylko ona moga usysze; miecz pilnowa jej nawet podczas snu - niejednokrotnie budzia si ze snu o orkach czy trollach i okazywa si on by jaw. Ostatnia forma ostrzegania bya wyjtkowo przydatna, jako e czsto podrowaa samotnie. Jednake dzi miecz by ciemny i cichy. Nad brzegiem rzeki nie istniao adne zagroenie, jeli jednak naprawd tak byo, to dlaczego cigle czua na karku czyj wzrok?

Rozdzia czwarty
wito Obfitych Plonw byo chyba najwaniejszym wydarzeniem miesica Eleint. Eleint, zwany take Przekwitaniem, daleki by od nudy. Lato mia si ku kocowi, dni byy coraz krtsze i chodniejsze, jesie wynagradzaa t strat w postaci duszych, penych zabaw, nocy. Kalendarz wypeniay wita zwizane ze niwami i chocia gospodarka Waterdeep opieraa si na handlu, a nie rolnictwie, to bogaci mieszkacy tego miasta nigdy nie przegapiali okazji do zorganizowania zabawy. W wicie uczestniczyli wszyscy szlachetni kupcy z Waterdeep. Starsi wykorzystywali wito do zaatwiania interesw, by to czas, kiedy mogli zaznaczy sw spoeczn pozycj w miecie, podnie wasne notowania, zebra informacje i rozpuci przydatne plotki. Modsi pragnli tylko bawi si i korzysta z bajecznego bogactwa. Organizowany w Domu Purpurowego Jedwabiu, jednej z najwikszych sal w miecie, Bal wita Obfitych Plonw, dziki poczonym wysikom kilku rodzin, zawsze by wspaniaym wydarzeniem. Kilkuset goci gromadzio si w wielkim pomieszczeniu, owietlonym tysicem magicznych wiecide, zmieniajcych kolory zgodnie z rytmem muzyki. rodek zajmowali rozemiani tancerze, a ich byszczce stroje i zmieniajce barwy, odbijajce si od biuterii wiato tworzyy razem wielki kalejdoskop. Inni gocie siedzieli przy stoach i prbowali wszystkiego tego, co przynosia, licznie krca dookoa, suba. Dzi niczego sobie nie aowano. Wszystko byo najwyszej jakoci: z ciepych krajw sprowadzono dzbany kwiatw, przybyli najlepsi muzycy caego Faerun - na wieczr planowano kilka koncertw. W tej chwili skrzypce i kilka instrumentw dtych gray dla wszystkich tych, ktrzy chcieli taczy, a w ktach i alkowach sali porozstawiani byli lutnici i harfici, by zapewni odpowiedni nastrj do schadzek. W jednym z rogw - niedaleko dobrze zaopatrzonego barku - rozbrzmiewa gony miech. Rozbawiona grupa zebraa si wok popularnego wrd bogatej modziey Waterdeep Danilo Thanna. Modzieniec ubrany by od stp do gw w taki sposb, aby wida byo, e wanie powrci z dalekiej podry. Na gowie mia zielony kapelusz z duym rondem i pirami, podobny do nakry gowy synnych ruathymskich piratw. Buty fircyka, rwnie zielone, wykonane byy ze skry chimery na podobiestwo obuwia noszonego przez sembijskich poszukiwaczy przygd. Na

jasnozielonej bluzce z prawdziwego shouaskiego jedwabiu mia wyhaftowane liczne smoki i gryfy - na tym koczya si wiatowa rewia mody. Zielony paszcz i spodnie wykonane byy wedle ostatniego, lokalnego wzoru, na gestykulujcych doniach modzieca byszczao kilka piercieni, a jego szyj zdobi naszyjnik z kwadratowym szmaragdem. Dugie blond wosy spyway na ramiona, ukadajc si w pikne fale. Danilo Thann by wyjtkowym dyletantem i modnisiem, znanym z zabawnych, acz nie do koca uksztatowanych zdolnoci muzycznych i magicznych. W tym momencie zabawia wanie przyjaci now magiczn sztuczk. - Dan! Co za spotkanie. Nasz podrnik w kocu wrci - dao si sysze zza plecw Danila. Gos przerwa w rodku czar przyszemu magowi. Nowo przybyego przywita! oglny krzyk. Regnet Amcathra, z przepychem odziany w rodzinne barwy czerwieni, srebra i bkitu, wkroczy pomidzy szlachcicw. Jak wojownicy mocno ucisnli z Danilem donie, po czym padli z gonym miechem sobie nawzajem w ramiona. - Na oczy Heima, mio ci znw widzie - zapewni Regnet, kiedy ju si rozdzielili. Przyjaciel z dziecistwa by, podobnie jak Danilo, specjalist od mody i teraz przyglda jego zielonemu strojowi. - Powiedz mi, czy kiedy dojrzejesz, dalej bdziesz zielony? Wszyscy dookoa wybuchnli miechem i zanim Danilo zdy wymyli jak cit odpowied, odezwaa sie Myrna Callahanter. - Skoro ju jestemy przy zielonym, to czy syszelicie, e naszego przyjaciela Rhysa Bossfeathera widziano niedawno, jak wchodzi do Umiechnitej Syreny? Modzi arystokraci umiechnli si do siebie porozumiewawczo. Myrna zawsze miaa w zanadrzu jak pikantn historyjk. - Naprawd? Syszaem wiele wspaniaych opowieci o tym miejscu - wtrci si znw Danilo, wyobraajc sobie modego, niemiaego kapana, wchodzcego do tego lokalu. - Czy tamtejsze rozrywki s cho w czci tak ze, jak wie niesie? - C... Tak syszaam - odpowiedziaa Myrna, spuszczajc oczy. W sali ponownie rozleg si miech. - Myrna widocznie miaa tej nocy dyur - zasugerowa Regnet wzbudzajc kolejn fal wesooci. Wyranie nie zraona, pani Callahanter odpowiedziaa mu zym, mogcym zabi nawet

czerwonego smoka, spojrzeniem. Bardzo lubia by w centrum zainteresowania i wywiczonym gestem przecigna po swoich ognisto rudych wosach, w tym samym momencie jej wierzchnia szata rozsuna si nieco odsaniajc pprzezroczyst sukienk i nie tylko j. Kilka szczk rozwaro si jak bramy z osupienia, a jeden z goci upuci kieliszek. Danilo przysun si do Regneta z gupkowatym wyrazem twarzy. - Jej wyczucie czasu moe konkurowa z bardowym, ale czy potrafi piewa? - Czy to wane? - odpowiedzia mu sucho przyjaciel. Myrna Callahanter, jak wikszo goci, ubrana bya tak, by szokowa. Jej niebiesko-zielona sukienka, na wp przeroczysta, bya dla stworzenia wraenia przyzwoitoci obszyta w niektrych miejscach cekinami i na tyle krtka, by odsania wystarczajco wiele. Rnokolorowe byskotki, uoone w artystyczne wzory, przyklejone miaa do skry ramion i szyi i nawet wosy - prawie szkaratne od calimsyjskiej henny - byy poprzetykane klejnotami. Nic, co dotyczyo Myrny, nie byo subtelne; miaa opini poerajcej mczyzn z apetytem modego i wygodzonego trolla na targu misnym. Myrna teatralnie westchna, przycigajc tym uwag wikszoci towarzystwa. Rozgldajc si po twarzach zebranych podja wyliczanie. - I w ogle jest jeszcze ten straszny skandal, Jhessoby, biedulka... - Myrna kochanie, wiem e plotki s podstawowym towarem twojej rodziny, ale czy musisz robi z przyjcia targowisko? Modzi arystokraci znw zgodnie wyszczerzy zby. Osob, ktra to powiedziaa, bya Galinda Raventree. Ona i Myrna byy zaprzysigymi nieprzyjacikami. Jednake tego wieczoru Galinda miaa nowy powd do utemperowania jzyka Myrny. Ostatnie przygody Jhessoby miay znaczenie polityczne, a to mogoby doprowadzi do dyskusji na powane tematy. Galinda chciaa tego unikn, tym bardziej, e zaleao jej na tym, by atmosfera imprezy pozostaa luna. Danilo, stajc w jej obronie otoczy Myrn ramieniem. - Naprawd, Galindo, pozwl Myrnie mwi. Po dwch miesicach samotnej podry z kupieck karawan jestem spragniony kilku miejscowych ploteczek - przygarn zachcajco do siebie Myrn. - No, kontynuuj. - Mj bohaterze - Myrna przysuna si do niego i doni z wymalowanymi na czerwono

paznokciami przecigna mu po piersi, zaczynajc bawi si szmaragdowym wisiorkiem szlachcica. Danilo, zauwaywszy w oczach kobiety znajomy, aroczny bysk, wycofa si szybko. Zabra rami i powiedzia: - Myrna, robisz na mnie piorunujce wraenie. Kilka kobiet popatrzyo na swoich kawalerw niepewne, czy nie usysz czego podobnego. Galinda Raventree zauwaya ich podejrzliwe miny i umiechna si z satysfakcj do wasnego kielicha z winem. Myrna, nie zwaajc na obraz, nie zrezygnowaa z osaczenia Danila i ponownie do niego podesza. - Poka jeszcze jak sztuczk - rzeka bagalnie. - Niestety kochanie, wyczerpaem ju wszystkie czary na dzisiaj. - Och, nie - powiedziaa wyranie zawiedziona, przytulajc si przy tym do niego. - Co do jednego? - No, nie cakiem - przyzna si Danilo. - Pracuj wanie nad pewnymi ciekawymi modyfikacjami czarw. - Jeszcze jedna nieka Sniloca? - zamia si Regnet. - Specjalne podzikowania dla ciebie - odpowiedzia mu Danilo z ukonem. Odwrci si do grupy i jedn z upiercienionych doni machn w stron Regneta. - Jakie trzy miesice temu nasz obecny tu przyjaciel obrazi w knajpie w Dzielnicy Dokw pewnego bardzo pijanego dentelmena. Wywizaa si maa bjka, a ja oczywicie rzuciem si na pomoc. Uywajc nieek Sniloca, przywoaem magiczne pociski i... - nieki? - zdziwi si Wardon Agundar. Jego rodzina zajmowaa si handlem i wyrobem mieczy i z tego powodu byli cakowicie pozbawieni szacunku dla innej broni. - Noo... niezupenie. Troch zmodyfikowaem efekt i sprbowaem bardziej egzotycznej wersji. - Stworzy Ciastko Kremowe Sniloca - dopowiedzia Regnet miertelnie powanym gosem. Arystokraci buchnli miechem na sam myl o wygldzie tego czaru, a Danilo skinieniem gowy potwierdzi wersj Regneta. - Mj przyczynek do niemiertelnoci - odpowiedzia, stajc w heroicznej pozie z rk na sercu.

- I co dalej? - domagaa si Myrna. - Zacza si walka, czy moe wkroczya stra? - Nic tak dramatycznego - uspokoi j Danilo. - Zaatwilimy to jak dentelmeni. Regnet postawi wszystkim kolejk, oczywicie z legumin. Oglny jk rozbawienia nagrodzi dwuznaczn wypowied Danila. - Powiniene teraz pokaza jak sztuczk - doradzi Danilowi Regnet. Jego przyjaciele przyczyli si do namawiania Danila na rzucenie kolejnej iluzji. Po kilku wymwkach, e czar nie jest jeszcze dopracowany i e moe mie wiele bdw, zgodzi si w kocu sprbowa. - Hmm. Jako komponentu bd potrzebowa czego naprawd prostackiego - zastanawia si Danilo. Jego wzrok przesun si po naszyjniku Regneta, przedstawieniu grzebienia Amcathry, wysadzanego byszczcymi, niebieskimi i czerwonymi kamieniami. - Myl Regnet, e to nada si doskonale. Regnet zacz si krzywi troch obraony, ale poda Danilowi ozdob. Przyjaciel zacz czary, recytujc tajemnicze sowa i zamaszycie gestykulujc. W kocu wyrzuci naszyjnik w powietrze a ten zamieni si z gonym hukiem w chmur kolorowego dymu. Kiedy powietrze si oczycio, zebranej szlachcie ukaza si widok zgoa nieoczekiwany, sala rozbrzmiaa ich miechem: zaklcie zamienio kolorowe ubranie strojnisia w proste brzowe szaty druida. Zdziwiony Danilo otworzy szeroko oczy, cofn si o krok i podrapa w brod. - Jak to si mogo sta? Twarz Regneta bya wspaniaym przykadem wcielonego zdziwienia, kiedy oglda swj niezbyt modny ubir. Nagle miech zamar i w rozbawionej grupie zapado nerwowe milczenie. Do ich zaktka zblia si wysoki, krzepki mczyzna. W przeciwiestwie do wikszoci imprezowiczw ubrany by w czer, a jego jedyne ozdoby stanowiy srebrny naszyjnik i podbity piknym futrem kaptur. Czarne wosy przetykay pasemka siwizny, a czoo marszczya dezaprobata. - Och - szepna Myrna. Jej oczy rozbysy na myl o nadchodzcej katastrofie. Na widok nowo przybyego kilku modych arystokratw zajrzao gbiej do kielichw, blednc i starajc si nie rzuca w oczy. Danilo podnis jednak rce w pozdrowieniu. - Wuj Khelben! Wanie ciebie potrzebowaem. Przed chwil odrobina magii wyrwaa mi si z pod kontroli. Moesz mi powiedzie, co le zrobiem?

- Nawet nie bd prbowa - odpowiedzia mu Khelben. - Wydaje mi si, Danilo, e znowu musimy porozmawia. Zapa fircyka za rk i powid wzrokiem po zgromadzonych. Towarzystwo z miejsca zrozumiao co oznacza ten wzrok i rozpierzcho si na wszystkie strony, niczym stado przestraszonych ptakw. Nie pierwszy raz Khelben Czarnokij" Arunsun, arcymag i osoba, o ktrej mwio si, e jest czonkiem tajnego krgu rzdzcego Waterdeep, beszta swojego siostrzeca za nierozwane uywanie magii. Przyjaciele Danila zdecydowanie nie mieli ochoty wysuchiwa kazania. - Wszystko to tchrze - powiedzia Danilo obserwujc ucieczk przyjaci. - Zapomnij o nich, mamy waniejsze sprawy do omwienia. Danilo skrzywi si i porwa z tacy niesionej przez kelnera dwa kielichy musujcego miodu, jeden z nich wcisn do rki Khelbenowi. - We to. Przypuszczam, e jak zwykle jeste spragniony. Mrukliwa odpowied Khelbena zaguszy gony kobiecy gos. - Danilo, wrcie! - krzykna podpita, moda szlachcianka, ubrana w mieszanin koronek i kawakw biaego futra i rzucia si w ramiona na zielono ubranego fircyka. Danilo, wywiczony w unikaniu przed plamami wina na swoich ubraniach, odsun swj kielich na odlego wycignitego ramienia, po czym obj kobiet. - Sheabba, nie mogem si doczeka spotkania z tob - umiech wypyn na jego twarz. Blondynka zarzucia mu rce na szyj i popatrzya w oczy. - Oczywicie, e moge. Na pewno zawracae w gowach wszystkim kobietom std a do Suzail, co? - Raczej uynia pola - wtrci kwano Khelben. - Rycz sobie gdzie indziej, stary ole - warkna Sheabba. Odwrcia gow w kierunku maga i gdy zorientowaa si kogo obrazia, przeraona natychmiast j cofna. Danilo wyczuwajc sytuacj natychmiast popieszy jej z pomoc. - Bdziesz jutro na zawodach Shea, prawda? Doskonale. Mam zamiar wystartowa w jednej albo dwch konkurencjach, wieczorem za zbieramy si w Zamanej Lancy na ma popijaw z przyjacimi. Spotkamy si tam? Ja stawiam. Dziewczyna kiwna sabo gow i szybko wmieszaa si w tum.

Danilo westchn gono i potrzsn gow. - Naprawd wuju, wraenie jakie wywierasz na kobietach, jest wprost niewyobraalne. Ale nie rozpaczaj, pracuj wanie, nie wiem czy wiesz, nad czarem, ktry moe uczyni twoje ycie towarzyskie o niebo... hej, uwaaj na jedwab! Khelben zapa Danila za rami i ignorujc jego gone protesty, wyprowadzi z pokoju i zacign do pustej alkowy. Uwolniwszy si od silnego uchwytu Danilo opar si o biust posgu Melikki, bogini lasu, poprawi kapelusz i odwrci si do zdenerwowanego wuja. - Czemu zawdziczam to nage porwanie? - Syszae ju o Raf Srebrnej Ostrodze? - Khelben nie wyglda na skorego do miechu. Danilo pocign yk wina. - Nie, nic anie. Co porabia ten wymienity tropiciel? - Niewiele. On nie yje. Twarz Danila poszarzaa, a Khelben skrzywi si, jakby wanie popeni wielk gaf. - Przepraszam, Dan. Zapomniaem, e bylicie dobrymi przyjacimi. Mody szlachcic pokiwa gow, jego twarz bya bez wyrazu, ale nim ponownie podnis wzrok na wuja przez dug chwil obserwowa bbelki w szklance. - Napitnowany, jak sdz? - Gos Danila by cichy i beznamitny, wszystkie cechy leniwego fircyka znikny. - Tak. - Rafe'ie Srebrna Ostrogo - powiedzia cicho, ale wyranie Danilo. - Twoja mier zostanie pomszczona. Przysiga zostaa wypowiedziana spokojnie, ale ten, kto j usysza, nie mg wtpi, e zostanie sumiennie wypeniona; w gosie Danila sycha byo si i determinacj. Gdyby kto zobaczy go w tym momencie, nie uwierzyby, e to ten sam fircyk, ktry przed chwil zabawia towarzystwo. Kiedy popatrzy na maga jego przystojna twarz ciemniaa od gniewu, ale pohamowa wcieko rwnie szybko, jak j w sobie rozbudzi. - W jaki sposb umar? - Tak samo jak inni - we nie, to wszystko co wiem - odpowiedzia mu Khelben. - Tropiciela tak dobrego, jakim mody Srebrna Ostroga nie da si wzi z zaskoczenia. Zabjca wodzi Harfiarzy za nos. - ledztwo, jak sadz, nie idzie zbyt dobrze.

- Nie - przyzna mag. - I tu wanie pojawiasz si ty. Przyjmujc z powrotem poz fircyka Danilo skrzyowa rce i zmarszczy brew. - Jako wiedziaem, e to powiesz. - No wanie - potwierdzi Khelben, wyczuwajc, e pod t mask jego siostrzeniec skrywa bardzo silne emocje. - Oczywicie masz plan - stwierdzi Danilo. - Tak. Przeledziem drog, ktr poda zabjca i odkryem lad, prowadzi tu - Khelben sign do kieszeni i wycign may obrazek. Danilo wzi portret do rk i a zagwizda z podziwu. - Ty to namalowae? Na bogw, wuju, jeszcze bdzie z ciebie artysta. Komentarz modzieca wywoay umiech na twarzy Khelbena. - Nie wiedziaem, e jeste znawc sztuki. - Sztuki - nie, ale kobiet na pewno - odpowiedzia gorczkowo Danilo cay czas wpatrzony w obrazek. Przedstawia wyjtkowo pikn kobiet: kruczoczarne wosy okalay idealnie owaln twarz, kontrastujc z kremow biel skry, ostre koci policzkowe podkrelay pikne rysy twarzy. Na modym szlachcicu najwiksze wraenie zrobiy zielone oczy. Danilo by bardzo przywizany do zielonego koloru. - Ona naprawd tak wyglda, czy to tylko efekt wyobrani utalentowanego artysty? - spyta si Danilo. - Naprawd tak wyglda - potwierdzi Khelben. Pochyli gow i doda tajemniczym gosem. - C, przynajmniej czasami. Danilo podnis wzrok, marszczc czoo. Potrzsn gow, aby oderwa si od obrazka i wrci do rzeczywistoci. - Kim jest ta pikno, poza tym, e to przysza matka moich dzieci? - Celem zabjcy. - Aha. I ja mam j ostrzec? - Nie - kontynuowa Khelben. - Chc, eby j chroni. I na swj sposb szpiegowa. Jeli si nie myl, bdziesz musia robi jedno i drugie, aby go zapa. Danilo usiad na kamiennej awce u stp pomnika. Czarujcy umiech znikn z jego twarzy, gos spowania.

- Ja mam zapa Zabjc Harfiarzy? Ja? Moe zaczniesz jeszcze raz, od samego pocztku. - Prosz bardzo - powiedzia Khelben siadajc naprzeciwko siostrzeca. Wskaza palcem na trzymany przez Danila obrazek. - Podczas wszystkich zabjstw ta kobieta znajdowaa si gdzie w pobliu. - To wskazywaoby, e jest raczej podejrzan, a nie celem! - Danilo zmruy oczy, wpatrujc si wizerunek. - Nie. - Nie? - gos Danila wyraa tak zaskoczenie, jak i nadziej. - Nie - powtrzy Khelben pewnym gosem. - I to z kilku powodw. Ona jest agentem Harfiarzy. Jednym z najlepszych. Moim zdaniem zabjca kry za ni od jakiego czasu, kiedy nie moe zbliy si do celu, pozostajc niezauwaonym, wybiera mniej wan osob. - Przepraszam, ale biorc pod uwag wszystkich Harfiarzy, ktrych powali zabjca, twoja koncepcja wydaje si nie do przyjcia - zaprotestowa Danilo. Aby podkreli swoj argumentacj zacz wylicza na palcach - Sybil Evensong, Kernigan z Soubar, czarodziejka Perendra, Rathan Thorilander, Raf Srebrna Ostroga... - glos Danila zaama si, a jego rce opady. Po chwili podj - Nikt nie jest bardziej podejrzany od niej. - Nie masz racji. - Naprawd? Hmm. Dlaczego twoja pikna agentka przyciga zabjc? Oczywicie poza widocznymi i wyranymi powodami. - Ona ma ksiycowe ostrze - tumaczy Khelben. - To magiczny elfi miecz, bardzo potny. Prawdopodobnie zabjca, kimkolwiek by nie by, poszukuje wanie miecza Arilyn. - Arilyn - powtrzy imi Danilo, przygldajc si obrazkowi. - Pasuje do niej. Arilyn, co? - Arilyn Ksiycowa Klinga. Przyja nazw miecza jako nazwisko, ale odchodzimy od tematu. - No wanie. Co ten miecz moe zdziaa? Khelben przerwa na chwil, nim odpowiedzia: - Nie znam wszystkich jego mocy. Tu wanie pojawiasz si ty. - Ju raz to mwie - zauway Danilo. Twarz czarodzieja pociemniaa z irytacji. - Czy poza tob i mn jest kto w tym pokoju? Nie. To dlaczego cay czas robisz z siebie gupka?

- Wybacz, wiesz to przyzwyczajenie... - Danilo umiechn si przepraszajco. - Tak, c, sprbujmy skupi si na temacie. Moliwe, e Arilyn Ksiycowa Klinga jest celem nie tylko z powodu miecza, ale take ze wzgldu na swoje umiejtnoci. Jeeli dowiemy si kto i dlaczego interesuje si ksiycowym ostrzem atwiej wyledzimy zabjc. Danilo siedzia przez chwil cicho. - Jedno pytanie. - Pytaj. - Dlaczego ja? - Zachowanie tajemnicy jest bardzo wane. Nie moemy wysya kogo oczywistego. - Ach - Danilo zaoy nog na nog i wywiczonym gestem poprawi wosy. - Czy mi si wydaje, czy wanie zostaem zniewaony? Khelben nachmurzy si. - Nie obraaj si, chopcze. Przekonalimy si, e jeste niezym agentem, a poza tym idealnie pasujesz do tego zadania. - Rzeczywicie - przyzna oschle Danilo. - Ochrona kobiety, ktra nie potrzebuje ochrony. - To nie wszystko. Potrzebujemy informacji o ksiycowym ostrzu, a ty ju nie raz okazae si najskuteczniejszy przy wyciganiu sekretw kobietom. - To taki mj talent - zgodzi si Danilo. Zoy portret i doda. - Niech ci si nie wydaje, e unikam obowizkw, ale nasuwa mi si oczywiste pytanie, dlaczego nie zapytamy si jej po prostu o miecz? Khelben powanie popatrzy na modzieca. - Jest wicej spraw, ni mogoby si wydawa na pierwszy rzut oka, cho wyszkolony zabjca likwidujcy Harfiarzy to i tak wystarczajcy kopot. Nikt nie moe skojarzy ci ze mn, ani zabjca, ani inni Harfiarze, a ju na pewno nie Arilyn. - Spisek wewntrz organizacji? - spyta Danilo artobliwie. - Moliwe - odpowiedzia tajemniczo Khelben. - Wspaniale - mrukn pod nosem Danilo, przygldajc si ze zdziwieniem Khelbenowi. - A nawet jeli tak jest, to dlaczego trzymamy to w tajemnicy przed Arilyn? Jeeli grozi jej niebezpieczestwo, to dlaczego jej nie ostrzeemy? Jeli bdzie wiedziaa, e zostaem wysany jej na pomoc, moe skonna bdzie do wsppracy ze mn. Khelben pokrci gow.

- Dokadnie odwrotnie. Mimo wszystkich swoich talentw Arilyn Ksiycowa Klinga jest najbardziej upart i nierozsdn osob jak znam. Nie zgodziaby si na ochron. Nie zniosaby tego, e sama nie jest w stanie oprze si zabjcy - Khelben umilk na moment, a na jego twarzy goci przez chwil dziwny grymas. - Ona przypomina mi swojego ojca, pomyl o tym. Danilo spojrza na czarodzieja sceptycznym wzrokiem. - Bardzo ciekawe jest to, co mwisz, ale czuj, e ukrywasz przede mn prawdziwe powody. Chodzi o miecz, czy nie tak? Wiesz o nim co, czego nie chcesz mi powiedzie. - Tak - odpar wprost Khelben. - Tak wic? - naciska Danilo. Khelben potrzsn gow. - Przykro mi, ale musisz mi zaufa, im mniej osb bdzie o tym wiedziao, tym lepiej. Wydaje mi si, e nawet Arilyn nie wie wszystkiego o kryjcych si w jej mieczu mocach. Musimy dowiedzie si ile wie i tu wanie ... - Tu wanie pojawiam si ja - przerwa mu Danilo. - Dokadnie. Masz w sobie dar nakaniania ludzi do wynurze. I jeszcze jedno ostrzeenie. Do momentu zidentyfikowania i pochwycenia zabjcy nie moesz przesta udawa. - Oczywicie, kiedy zaurocz j swoj osob, bd mg... - Nie - przerwa mu Khelben. Podnis palec i umilk na chwil. - Jest jeszcze jedna sprawa, o ktrej musisz wiedzie. Arilyn Ksiycowa Klinga jest bardzo dobra w tym, co robi, nieatwo j ledzi, a mimo to zabjca idzie za ni krok w krok. Na pewno jest dobrze pilnowana, prawdopodobnie za pomoc magii. Jako czarujcy i niezbyt mdry fircyk, dla kogo obserwujcego Arilyn nie bdziesz wyglda na zagroenie, jeli jednak cho na moment wypadniesz z roli, to... - Nie martw si - powiedzia Danilo, wzruszajc ramionami. - Zawsze dobrze graem przed publicznoci. - Mam nadziej, to moe by dugie przedstawienie. Arilyn nie jest gupia, bdziesz musia zosta z ni do chwili, a naprowadzi ci na Zabjc Harfiarzy. Na twarzy modego szlachcica malowa si przez chwil wyraz niechci. - Nie podoba mi si pomys wykorzystywania kobiety jako przynty. - Mnie rwnie - Khelben pokiwa gow. - Ale czy masz jaki inny pomys?

- Nie - odpowiedzia po chwili namysu Danilo. - Ot to - Khelben wsta raptownie, dajc mu do zrozumienia, e rozmowa jest zakoczona. - Proponuj ci przeprosi pani Sheabba. Rano wyjedasz do Evereski.

Rozdzia pity
Gdy Arilyn zesza ze swego pokoju na pitrze, jadalnia Gospody w Polowie Drogi ttnia yciem. Pooona na pnocny zachd od otaczajcych Everesk gr gospoda w Poowie Drogi, bya wymarzonym miejscem postoju dla ludzkich i elfich karawan kupieckich. Niewiele zajazdw na Wzgrzach Szarego Paszcza mogo pochwali si wygodnymi pokojami, ogromnymi stajniami i magazynami, w ktrych mona byo bezpiecznie przechowa towary. W gospodzie spotykay si elfy i ludzie, halflingi i krasnoludy oraz pojawiajcy si tu od czasu do czasu przedstawiciele innych cywilizowanych ras; panowaa tu przyjemna atmosfera odprenia. Gospoda w Poowie Drogi bya czym wicej ni tylko zwyk ober, bya take centrum handlowym kolonii elfw z Evereski. Evereska, pooona w yznej dolinie i otoczona ze wszystkich stron grami, bya piknym i mocno ufortyfikowanym elfim miastem. Chroni j imponujcy arsena magiczny oraz militarna potga mieszkacw. Nikt ju nie pamita od jak dawna elfy yy w dolinie, a mimo to jak na elfie standardy miasto byo mode. O Everesce wiadomo byo rwnie mao co o innych elfich osadach, synna bya z niedostpnoci oraz kiasy szkolonych w Kolegium Magii i Broni magw i wojownikw. Dla wikszoci podrujcych osb przez Wzgrza Szarego Paszcza, Gospoda w Poowie Drogi bya Everesk. Bliej miasta docierali jedynie nieliczni. Myrin Srebrna Wcznia, waciciel zajazdu, by ponurym i milczcym ksiycowym elfem, ktrego srebrnym oczom nic nie mogo umkn. Arilyn nie znaa nikogo innego, kto polegaby na sobie bardziej ni on. Jego przytulny zajazd by idealnym miejscem, gdy potrzebna bya odrobina dyskrecji, dlatego te w Gospodzie w Poowie Drogi nie ustaway intrygi, zawieranie ukadw i organizowanie tajnych spotka. Arilyn zawsze zatrzymywaa si tutaj, gdy jechaa do Evereski po nowe zadania, albo na spotkanie z porednikami. Nie wiedzie czemu Myrina Srebrn Wczni zawsze bardzo interesoway jej losy i gdy tylko zjawiaa si w gospodzie otacza j tak trosk, jakby naleaa do elfiej rodziny krlewskiej. Przywita j jak zwykle u stp schodw, pochylony w gbokim ukonie. - Twoja obecno zaszczyca ten dom, Arilyn Ksiycowa Klingo. Czy jest cokolwiek, czego by sobie dzi wieczr yczya, quex etriel?

Arilyn jak zwykle pod wpywem penego szacunku powitania drgna. - Po prostu zosta zauwaon. - Prosz o wybaczenie? Arilyn umiechna si. - Powiedzmy, e chc by widziano moje wejcie, w przeciwiestwie do wyjcia. - Ach, oczywicie - jak zwykle byo to dla karczmarza wystarczajce wytumaczenie. Wzi j pod rk i peen powagi zaprowadzi do kontuaru. Arilyn usiada na jednym z bardziej rzucajcych si w oczy stokw, a Myrin stan za barem i osobicie j obsuy. Powstrzymujc miech Arilyn popijaa elfi trunek, ktry nala jej Myrin. - Dzikuj ci, Myrin. Z pewnoci mnie dostrzeono. - Caa przyjemno po mojej stronie. Czy co ponadto? - Czy s dla mnie jakie wiadomoci? Myrin poda Arilyn may zwj pergaminu. - To przyszo dzi po poudniu. Arilyn zerkna na piecz i od razu spochmurniaa, z westchnieniem wzia zwj, otworzya go i przebiega oczami po piknych i misternych elfich runach. Kymil chcia si z ni spotka w gospodzie dzi wieczorem - oznaczao to najprawdopodobniej, e ma dla niej kolejne zadanie od Harfiarzy. Wanie teraz, gdy tak pragna powrci do Evereski. Wyrwao si jej kolejne, niewiadome westchnienie. - Ufam, e to dobre wieci? Arilyn popatrzya w zaniepokojone srebrne oczy Myrina. - Nie sdz. Kymil Nimesin spotka si ze mn dzisiaj wieczorem, tam gdzie zwykle. Ksiycowy elf przyj jej sowa bez mrugnicia okiem. - Sprawdz, czy wasza alkowa jest pusta. - Jeste dyplomat, Myrin - mrukna Arilyn. Dumny oberysta i patrycjuszowski fechmistrz nie przepadali za sob, a mimo to Myrin Srebrna Wcznia niezmiennie przyjmowa Kymila bardzo uprzejmie. Arilyn zawsze dziwio, e Kymil traktowa oberyst z o wiele mniejszym szacunkiem. - Tak zazwyczaj mwi - rzek Myrin. Wykonawszy kolejny ukon przeprosi Arilyn i oddali si, by zadba o pomieszczenie dla niej. Tymczasem Pelfka posza na gr po artefakty, ktre

odzyskaa w Mrocznej Fortecy, po czym udaa si na tyy jadalni, gdzie wlizna si do pooonej za cikimi zasonami alkowy. Niemal natychmiast nad aw naprzeciwko niej zamigotay malekie punkciki wiata, zote byski zaczy si czy ze sob, zlewajc si wreszcie w posta starego przyjaciela i mentora, Kymila Nimesina. - Nie cierpi tych twoich wej - mrukna Arilyn, umiechem witajc swego nauczyciela. - Prosta sprawa. Ufam, e twj ostatni wypad by w peni udany? - elf cakowicie zignorowa jej komentarz. - W przeciwnym wypadku nie siedziaabym tutaj - podaa mu worek z artefaktami. - Czy mgby zwrci je wyznawcom Sun i zadba, by nasz informator otrzyma! reszt swoich pienidzy? - Oczywicie - po chwili milczenia Kymil zszed na mniej oficjalne tematy. - Syszaem o mierci Raf Srebrnej Ostrodze. To wielka strata, by dobrym tropicielem, bdzie go brakowa Harfiarzom. - Mnie te - odpara cicho. Sowa Kymila byy jedynie formu wymagan w takiej sytuacji; jej gos wyraa prawdziwy smutek. Gwatownie odwrcia gow i spojrzaa na elfa. - Skd tak szybko dowiedziae si o mierci Raf? - Niepokoiem si o ciebie, wic si tym zajem. - Ach? Kymil przenikliwie spojrza na sw uczennic. - Wiesz przecie, e zabjca szuka ciebie. Arilyn spojrzaa na swe zacinite rce. - Doszam do tego samego wniosku. Teraz, jeli ci to nie przeszkadza, czy moglibymy pomwi o czym innym? Masz dla mnie nastpne zadanie? - Nie, umwiem si z tob by omwi kwesti zabjstw - powiedzia Kymil. Pochyli si do przodu, by doda swoim sowom powagi. - Zaley mi na twoim bezpieczestwie, dziecko, musisz przedsiwzi pewne kroki, eby ochroni si przed tym morderc. Arilyn szarpna gow, twarz jej wykrzywi grymas zoci. - I co ja mam wedug ciebie zrobi? Schowa si? - Wrcz przeciwnie - poprawi j surowym gosem Kymil. - Musisz znale zabjc. - Wiele osb ju go szuka.

- Tak, ale by moe w zych miejscach. Jako agentka Harfiarzy, moesz odnie sukces tam, gdzie inni przegrywaj. Moim zdaniem zabjca ukrywa si w szeregach Harfiarzy. Arilyn gwatownie wcigna powietrze. - Zabjca miaby by Harfiarzem? - spytaa z niedowierzaniem. - Tak - odpar Kymil. - Albo agentem Harfiarzy. Arilyn zastanowia si nad sowami nauczyciela i powoli pokiwaa gow; to byo zatrwaajce, ale prawdopodobne. Harfiarze byli zespoem jednostek, nie za organizacj o uporzdkowanej strukturze, agenci Harfiarzy - tacy jak Arilyn, ktra nie bdc oficjalnym czonkiem grupy, pracowaa nad konkretnymi zadaniami - dziaali najczciej samotnie. Wielu czonkw utrzymywao w tajemnicy przynaleno do grupy. Arilyn nie moga uwierzy, e zasona sekretu moga zosta uyta przeciw Harfiarzom, jako ochrona zabjcy, z drugiej za strony, nauczya si ufa sdom Kymila Nimesina. By zwizany z Harfiarzami od czasw jej dziecistwa i jeli sdzi, e Zabjca Harfiarzy by w ich szeregach, z miejsca bya gotowa mu w to uwierzy. Rozwaania przerwa jej przynaglajcy gos Kymila. - Musisz znale tego morderc. I to szybko. Zwykli ludzie Harfiarzy ceni sobie wysoko, jeli nie znajdziemy i nie zatrzymamy zabjcy, to splami to honor i reputacj naszej grupy - zoty elf przerwa na chwil. - Czy zdajesz sobie spraw ze skutkw? Caa Rwnowaga mogaby zosta naruszona! Harfiarze peni wan rol w walce ze zem, szczeglnie w zwalczaniu zakusw Zhentarimu. - Wiem na stray czego stoj Harfiarze - Arilyn bya ju odrobin zniecierpliwiona, Kymil robi jej wykady na temat Rwnowagi od czasu, gdy miaa pitnacie lat, wic znaa jego argumenty na pami. - Czy masz jaki konkretny plan? - Tak. Radzibym ci wej w rodowisko Harfiarzy w przebraniu, jeli to konieczne, aby wytropi zabjc. Arilyn skina gow. - Tak, moe masz racj - ledwo zauwaalny umiech przemkn po jej twarzy. - W kadym razie to lepsze ni siedzenie w miejscu. Czekanie na nastpny cios zabjcy jest nie do przyjcia. Nie mog tego ju duej wytrzyma. - Dlaczego to ci tak denerwuje? Twoje ycie ju wiele razy znajdowao si w

niebezpieczestwie - Kymil przerwa i zacz uwanie j obserwowa. - Moe chodzi o jeszcze co innego? - Tak - przyznaa niechtnie. - Od jakiego ju czasu, a dokadnie od kilku miesicy, mam wraenie, e jestem ledzona. Staram si jak mog, ale nie potrafi znale ladw pocigu. - Tak? Sdzia, e bdzie robi jej wyrzuty, albo chocia si zdziwi, e nie jest wstanie schwyta tajemniczego zabjcy. - Nie wygldasz na zaskoczonego - powiedziaa. - Wrd Harfiarzy jest wielu zdolnych myliwych i tropicieli - odpar spokojnie Kymil. Jeli zabjca jest jednym z nich, moe by na tyle wystarczajco wywiczony, by unikn zdemaskowania. - Nawet przez kogo z twoimi umiejtnociami. Kolejny powd, by przeja inicjatyw, mam racj? - Masz. - To wszystko, co mam ci dzi wieczorem do powiedzenia. Chtnie przeteleportuj ci do Waterdeep. - Nie, dzikuj - odpara pospiesznie. Brwi Kymila uniosy si w zdziwieniu. - Nie zamierzasz uda si do Waterdeep? To byoby dobre miejsce na rozpoczcie poszukiwa. - W peni si z tob zgadzam. Po prostu wol pojecha tam konno. Zniecierpliwienie pojawio si na twarzy elfa. - Moja droga etriel, nigdy nie pojm twojej niechci do magii, tym bardziej, e od dziecistwa nosisz przy sobie magiczny miecz. - To a nadto - powiedziaa zgorzkniaym gosem. - Jeli chodzi o magi, to stawiam kresk tam, gdzie koczy si ksiycowa klinga. - Nie rozumiem ci - Kymil potrzsn gow. - To fakt, w Trudnych Czasach zdarzy ci si nieszczliwy wypadek... - Nieszczliwy wypadek? - przerwaa mu z niedowierzaniem. - Nie nazywaabym przypadkowej dezintegracji caej druyny podrnikw nieszczciem". - Sidemki z Hammerfell - powiedzia Kymil tonem sugerujcym, jakoby wszystkich

ludzkich podrnikw mona powici jako niewanych. - Nie musiaa przejmowa si magicznym ogniem. - Tak? A to czemu? Przez chwil Kymil wyglda na zdezorientowanego, po czym umiechn si niewyranie. - Zawsze wymagajca. Zmiana ta nie wpyna na elfy i ich magi tak bardzo, jak na ludzi Cofn si i splt palce niczym profesor erudyta; Arilyn, wiedzc co teraz nastpi, jkna cicho. Kymil obecnie prowadzi w Kolegium Magii i Broni w Everesce gocinne wykady o dziaaniu magii elfw w Trudnych Czasach. Arilyn nie bya najlepszym studentem i nie miaa ochoty sucha nieuniknionej ju przemowy, nie chciaa znw przeywa Trudnych Czasw, katastrofy, podczas ktrej bogowie, siejc zamt i spustoszenie chodzili po Faerun w formach miertelnych awatar. - Wyglda to tak - zacz Kymil uwanie dobierajc kade sowo. - Mwic potocznie, ludzie uywaj splotu, by tworzy magi. Elfy s w pewnym sensie czci splotu. Te'Quessir s z natury magiczne, wic... Arilyn gwatownie uniosa rk, ponownie mu przerywajc. - Wielu uznaoby mnie za N"Tel'Quess: nie-czowieka. Pamitasz, e jestem w poowie czowiekiem? Niewiele mam wrodzonych umiejtnoci magicznych. Kymil przepraszajco pochyli gow. - Wybacz mi, dziecko. Twoje wyjtkowe uzdolnienia sprawiaj, e czsto zapominam o nieszczliwych okolicznociach twoich narodzin. Arilyn znaa Kymila zbyt dugo, by poczu si uraon jego pen wyszoci postaw. - Nieszczliwe okolicznoci? Jestem pelfem, Kymil, a nie bkartem - umiechna si przelotnie. - S oczywicie tacy, ktrzy by si ze mn nie zgodzili. Jak na komend jaki ochrypy gos wyrycza jej imi. Arilyn odchylia zason i wyjrzaa, by po chwili potrzsn gow i cicho zakl w mieszance jzyka wsplnego i elfiego. To dwujzyczne przeklestwo zaskoczyo Kymila Nimesina. Arilyn spojrzaa na niego i a musiaa ugry si w jzyk, by nie buchn miechem na widok zaskoczenia malujcego si na jego twarzy. - Przepraszam. Zacz co mwi, z niewtpliwym zamiarem zbesztania jej za niegodne uycie jzyka elfw, jednak jego sowa zaguszy haas, ktry przypomina ma inwazj barbarzycw. Do gospody

wpada jak burza grupka rzezimieszkw. Biegali raczej bezadnie, wywracajc puste stoy, wydajc rnorakie okrzyki i wrzaski. Szef bandy by olbrzymim i nieokrzesanym czowiekiem, niemal karykatur zbira, ju sam jego wygld mrozi krew w yach: jedno oko przesaniaa przepaska, u pasa zwisaa mu nabita elaznymi gwodziami maczuga, a zardzewiaa kolczuga prawie w caoci zasaniaa jego brzuch. Byo w nim jednak co, co wywoywao umieszek, moe sprawiaa to gowa, rwnie ysa jak wieo zniesione jajko, z otoczk kosmatych blond wosw zebranych w dwa dugie i wte, te warkocze. ysek podszed wolno do Myrina Srebrnej Wczni i chwyciwszy smukego karczmarza, unis go do poziomu swoich oczu. - Moe mnie nie usyszae, elfie. Pytaem, czy Arilyn Ksiycowa Klinga bya tu tej nocy. Jeli mi nie odpowiesz, to moi ludzie... - wskaza gow na grup zbirw tu za nim. - Moi ludzie zaczn przepytywa twoich goci. To z pewnoci nie wpynie dobrze na interesy. Niewielu jest takich, zarwno wrd ludzi, jak i wrd elfw, ktrzy potrafi zachowa godno w takiej chwili, zwaszcza gdy ich stopy wisz kilkanacie centymetrw nad podog. Jednak Myrin Srebrna Wcznia na gron min wielkiego gupka odpowiedzia spokojnym, opanowanym spojrzeniem. Co w wyrazie twarzy karczmarza pozbawio brutala animuszu. Szybko opuci elfa na podog. - Marnuje mj czas - owiadczy swoim ludziom gosem tak mocnym, e usyszeli go wszyscy w sali. Wyranie prbowa zachowa twarz. - Ten elf nic nie wie. Rozdzielcie si, jeli ta szara ulicznica jest w zasigu mili, to j znajdziemy! Kymil opuci zason i odwrci si do Arilyn. - Znasz tego czowieka? - Oczywicie, - Arilyn skrzywia si, cigle patrzc na scen toczc si przed jej oczami - to Harvid Beornigarth, awanturnik trzeciej klasy. Kilka miesicy temu szukalimy tego samego i on przegra. - Jak widz nie umie przegrywa z honorem - stwierdzi Kymil. Arilyn, obserwujc jak zbiry Harvida przeszukuj sal jeszcze bardziej odsuna kurtyn. - Nie jest te dla mnie zbyt duym wyzwaniem, ale w tej chwili mam zbyt wiele roboty, by si nim zajmowa. Plan wymknicia si mojemu tajemniczemu cieniowi chyba wanie wzi w eb, pomylaa.

Harvid Beornigarth robi takie zamieszanie, e moga rwnie dobrze zosta w alkowie i wywiesi napis: Arilyn Ksiycowa Klinga. Zabjcw zapraszamy do rodka". Z drugiej strony cay ten haas mg si okaza niezym na sposobem odwrcenia uwagi... Arilyn gwatownie opucia zason. Signa do maej, przytwierdzonej do pasa torebki i wyja z niej mae lusterko, zot siatk do wosw i kilka maych pozacanych garnuszkw z wyrytymi rowymi runami - wedug nich byy to mikstury kosmetyczne Faereena, ktry Daleko Wdrowa". Zrcznie pokrya twarz kosmetykiem koloru koci soniowej, zakrywajc nim bkitnawy odcie swojej skry. Drugi garnuszek zawiera rowy krem, naoya go na usta i policzki. Potrzsna zot siatk - ozdobnym nakryciem gowy, wykonanym z poczonych w zawie wzory metalowych piercieni i nabitych w nie zielonych kamieni - i zasoniwszy wosami spiczaste uszy naoya j na hebanowe loki. Gdy skoczya t cz pracy zacisna do na rkojeci ksiycowej klingi, po chwili wyobraajc sobie posta sembijskiej kurtyzany zamkna oczy. Gdy popatrzya na swoje ciao, ksiycowe ostrze zakoczyo ju prac: delikatna suknia z nefrytowego i szafirowego jedwabiu zastpia podrne skrzane spodnie, a luna koszula staa si obcisym i gboko wykrojonym stanikiem. Sama ksiycowa klinga wygldaa jak may, inkrustowany klejnotami sztylet. Arilyn wycigna lusterko na dugo rki i przyjrzaa si kocowemu efektowi. Nawet po dwudziestu latach proces transformacji cigle j zadziwia; pelfia wojowniczka znikna a na jej miejscu siedziaa pikna i egzotyczna ludzka kobieta. Nie pasowa jeszcze jeden may szczeg. Wycigna ze swojej torby miniaturowe rzebione pudeko i wyja z niego dwa delikatne szka, naoya je bezporednio na oczy i charakterystyczny dla elfw bkit ze zotymi plamkami przybra zdumiewajcy - ale bardzo ludzki - odcie zieleni. Wszystko to trwao jedynie kilka minut. Arilyn, gotowa do wyjcia, zerkna na Kymila: jego twarz, zazwyczaj bez wyrazu, wykrzywio widoczne obrzydzenie. Kymil, zaczynajc wiczy Arilyn, odkry zdolno ksiycowej klingi do tworzenia przebra dla jego posiadacza, Arilyn i ksiycowe ostrze posiadali zestaw kilku wygodnych postaci, ale on nigdy nie pogodzi si z tym, co zawsze uwaa za prostack metod robienia interesw. - Ubrana w ten sposb mog wyj std nie zwracajc niczyjej uwagi - powiedziaa Arilyn, jakby bronic si. Cho znaa Kymila od tylu lat, rania j najdrobniejsza oznaka dezaprobaty z

jego strony. Kymil opanowa si i mrukn: - Raczej nie. Ubrana w ten sposb, musisz zosta zauwaona: kurtyzana bez opiekuna? To si rzadko zdarza, wic staniesz si obiektem spekulacji. Wielu ci zapamita. - To prawda - zgodzia si Arilyn. - Zobacz i zapamitaj ludzk kurtyzan. Jedynie iluzj. Odgosy awantury zbliay si, uniemoliwiajc Kymilowi przedstawienie swoich argumentw. - Twoje metody s niemal niezawodne - stwierdzi. - Id wic i niech bogowie pomog ci w poszukiwaniach. Sodkiej wody i pogodnego miechu do nastpnego razu - zakoczy rozmow tradycyjnym elfim poegnaniem. Gdy poegna Arilyn jego oczy stay si nieobecne, skupione na jakim odlegym celu. - Srebrna cieka. Szkoa Magii w Everesce - wymamrota. Jego ciao stao si przezroczyste, kontury postaci zafaloway i wypeniy si zotymi punkcikami wiata, ktre na koniec zamigotay i znikny. Arilyn wzdrygna si. Posiadajc ksiycow kling musiaa przyzwyczai si do magii, ale cigle wykazywaa si w tej kwestii typowym dla wojownika brakiem zaufania. Magiczny ogie i podr przez inne wymiary przeraay j, jej najwczeniejsze, zdobywane u boku Kymila dowiadczenia z teleportacj pozostawiy po sobie trway lad, silna niech do tego typu rodkw transportu wzmocnia si jeszcze bardziej w Trudnych Czasach - pewien mag wteleportowa si na jej oczach w sam rodek ciany. Kymil nie lubi jej pogldw, ale ona nie moga czu inaczej. Po znikniciu elfa wrcia mylami do pitrzcych si cigle przed ni kopotw. Jeszcze raz odsuna zason, szukajc kocowego elementu przebrania. Potrzebowaa mczyzny. W tej kwestii Kymil mia racj: kurtyzana musiaa mie opiekuna, a ona bya tak przyzwyczajona do samotnej wdrwki, e zupenie o tym zapomniaa. Do odpowiedniego odegrania swej niezwykej roli potrzebowaa rekwizytu w postaci mczyzny, rozejrzaa si wic po gospodzie w poszukiwaniu odpowiedniego osobnika. Wybuch miechu skierowa jej uwag w stron drzwi wejciowych. Kilku kupcw rozsiado si przy stole zastawionym pustymi kuflami po piwie, jeden z nich, modzieniec w jasnozielonym stroju, otwarcie flirtowa z elfi barmank. Arilyn nie syszaa co mwi, ale jego sowa wywoyway wybuchy aprobujcego miechu towarzystwa. To co mwi wywoao u modej ksiycowej elfki silny bkitny rumieniec.

Doskonale, pomylaa Arilyn, a na jej ustach pojawi si delikatny, drwicy umiech. Nie znalazaby lepszego osobnika, nawet gdyby potrafia wyczarowa go z powietrza. Mczyzna by mody - przey mniej ni trzydzieci zim - jego lniane wosy byy starannie ufryzowane, a na ramiona mia z artyzmem narzucony bogato wyszywany paszcz. Rozsiadlszy si w fotelu obserwowa jak oddalajca si barmanka krci biodrami. Ubranie i leniwa elegancja wskazyway na posiadane przez niego bogactwo i przywileje, a umiech wiadczy o wyjtkowym samozadowoleniu. Sprawia wraenie kogo cakowicie rozpuszczonego i samolubnego, krtko mwic - nadawa si doskonale. Nie lubia takich mczyzn, usatysfakcjonowanych ycia penego luksusu i wygody, z drugiej jednak strony usugi Sembijskiej kurtyzany nie byy tanie i ze wszystkich mczyzn w gospodzie ten sprawia wraenie wypacalnego i najbardziej podatnego na jej zabiegi. Modzieniec wygosi kolejn dowcipn uwag, na szczcie nie zauwaajc, e jest obserwowany. Jeden z jego towarzyszy, oschy mczyzna w stroju najemnika, rykn miechem i du, brudn ap klepn dowcipnisia w rami. Poufae zachowanie najemnika nie urazio modego czowieka - skrzywi si tylko i zapa za rami, po czym znw co powiedzia, rozmieszajc siedzcych przy stole. Raczej nie szlachcic, ocenia Arilyn, prdzej bogaty kupiec. Ludzie przy stole nie wygldali na wystarczajco pijanych, by tak spoufala si ze szlachcicem. Jasnowosy fircyk na szczcie take nie pi duo, wygldao na to, e jeszcze wiedzia, co robi. Arilyn wstaa i wlizna si po cichu do komnaty. Poniewa tylnej poowy gospody celowo nie owietlano, dziewczyna przycisna si do ciany, pozostajc w cieniu. Nie chciaa, by ktokolwiek skojarzy efektown kurtyzan ze zmczon podr etriel, ktra wczeniej wesza do zajazdu. Gdy wysza z cienia rozmowy ucichy, zarwno mczyni, jak i kobiety zerkali na ni z zaciekawieniem. Przechylia kokieteryjnie gow i ruszya w stron swego celu. Jeden z towarzyszy dandysa zdoa na chwil oderwa wzrok od Arilyn i szturchn przyjaciela okciem w ebra. Mody fircyk spojrza na ni, i unis brwi w ospaym gecie uznania, po czym podnis si kulturalnie. Gdy dotara do stou ze zdziwieniem spostrzega, e by wyszy od niej o kilkanacie centymetrw. - Naprawd mio ci spotka. To chyba nagroda za uczciwe ycie - zdziwi si, biorc jej rk. Ukoni si nisko.

Arilyn wtpia w to, ale odpowiedziaa mu jedynie agodnym umiechem - gupek mg to zrozumie tak, jak tylko sam tego chcia. - Raczyaby si do mnie przysi? Nazywam si Danilo. Danilo Thann. Arilyn niemal jkna, znaa to nazwisko: rodzina Thann miaa rozlege powizania handlowe i ogromne posiadoci ziemskie na pnoc od Waterdeep. Fircyk by szlachcicem z Waterdeep, jednak na wycofanie si byo za pno, nie zmieniajc uwodzicielskiego umiechu na twarzy pozwolia Danilo Thannowi stukn okciem swojego kompana i posadzi si na zwolnionym miejscu. On sam siad! wygodnie na krzele obok. - Ty jeste... - zawiesi gos zachcajc j do dokoczenia. - Pijca Elquesstri, jeli mona - zamruczaa udajc, e go nie rozumie. Jego oczy bysny. - Ach! Dama bez imienia. Dama pena tajemnic. Pijca trunki elfw. Stajesz si przez to take dam z dobrym gustem - umiechn si gupio do siedzcych wok stou. - Cho ju wybr towarzystwa dokonany przez ciebie nie pozwala mie co do tego wtpliwoci. Towarzysze zabawy zachichotali, najwyraniej zgadzajc si z nieskromn opini modego Thanna o nich samych. Brzkanie le naoliwionej kolczugi przerwao weso rozmow. Arilyn mimowolnie zesztywniaa, nie musiaa nawet spoglda w gr by wiedzie, e to sam Harvid Beornigarth. Swdziay j rce, by zapa za ksiycowe ostrze i przeci ohydnego, skorupiakowatego czowieka na p, ale zmusia si do zachowania pozy ospaej kurtyzany. - Przepraszam ci, askawy panie, ale czy nie widziae w okolicy tej elfiej ulicznicy? Harvid wepchn modemu szlachcicowi przed nos niechlujnie narysowany szkic Arilyn. Danilo wzi go, popatrzy przez chwil i odda z powrotem. - Niestety nie. - Jeste pewien? Danilo obj ramieniem Arilyn, umiechajc si do Handda Beornigartha tak, jakby byli starymi przyjacimi. - Szczerze mwic, nie - powtrzy przytulajc siedzc obok kobiet. - Czy na moim miejscu szukaby innej? Gbur ypn okiem na Arilyn, ktra zmusia si do podniesienia na niego wzroku. Jeli

Harvid j rozpozna, to nie da tego po sobie pozna, umiechn si jedynie, odsaniajc przy tym szczerby w rzdku przegniych zbw. - Te bym nie szuka - przyzna. Poszed do nastpnego stou, gdzie na nowo, tym razem ju bez kurtuazji rozpocz przepytywanie goci. Arilyn rozlunia si, teraz musiaa tylko wydosta si z gospody i uciec. Naleao oczywicie zabra Danila ze sob; respekt, jaki Harvid okaza modemu szlachcicowi wskazywa na to, e w towarzystwie fircyka nie zostanie zaczepiona przez adnego ze zbirw. Zwalczajc pragnienie zerwania z ramienia rki szlachcica spojrzaa na swojego przyszego zakadnika. Danilo Thann siedzia przechylony do tyu, oczy mia przymruone i skupione na jakim punkcie. Arilyn powioda oczami za jego spojrzeniem: z miejsca, w ktrym siedzia widzia jej rce - pooone na kolanach i mocno zacinite. Z niepewnym wyrazem twarzy przyglda si zbielaym kykciom jej doni. Spojrzaa na niego ostrym wzrokiem. Czyby si czego domyli? Danilo popatrzy jej prosto w oczy. Jej podejrzenia rozwiay si - twarz modego gupka bya tak samo bez wyrazu, jak miska owsianki. Posa jej swj czarujcy umiech, ktry powoli ju zaczyna j irytowa. - Uroczy piercionek. Styl bardzo popularny w Waterdeep - skomentowa. Unis rk Arilyn i przyjrza si piercieniowi z powan min konesera. Kilka z jego wasnych piercieni odbio wiato, gdy obraca rk to w jedn, to drug stron. - Sprzedawali je podczas targu na ostatnim festiwalu letnim. Czy to wtedy go dostaa? Jego pytanie wydawao si niewinne, ale Arilyn odpowiedziaa wymijajco. - Moje sprawy od jakiego ju czasu nie prowadz mnie do Waterdeep. - A jakie to masz sprawy? - potny mczyzna z czarnymi wosami i rudymi bokobrodami zwrci si do dekoltu sukni Arilyn, pochylajc si przy tym do przodu by lepiej widzie. - Te jeste kupcem? - Nie, nie jestem - odpowiedziaa sodko Arilyn. Ktem oka spostrzega, e ostatni ludzie Harvida wanie opuszczaj gospod. Gocie odetchnli z ulg, powoli nawizywano urwane rozmowy, wszyscy zaczli zamawia piwo. To by doskonay moment na wymknicie si. - Moje sprawy" najlepiej omawia si w ustronnych miejscach - Arilyn podniosa si i posyajc zachcajcy umiech podaa Danilowi rk. Mczyzna z bokobrodami rykn

miechem i poklepa Danilo po plecach. - No chopie, masz ju zaatwione zajcie na dzi wieczr. - Nie szukajcie mnie, jeli dugo nie bd wraca - powiedzia swoim ludziom Danilo z udawan powag. Wzi Arilyn za rk i pozwoli poprowadzi si do tylnej czci gospody; byy tam drzwi prowadzce na pitro i na zewntrz, a ona musiaa przekona go, by wybra drug moliwo. - Moe przejdziemy si? - zasugerowa Danilo, gdy doszli do drzwi. - Noc jest cudowna. Uwielbiam jesienn pogod, nawet jak jest chodno. Jeden problem z gowy, pomylaa Arilyn i szybko przytakna - para kochankw na spacerze przy wietle ksiyca nie przycigaa zbytniej uwagi, a gdy znajd si w lesie bez kopotu bdzie moga go zgubi. Niech wraca sam i tumaczy si swoim druhom. Danilo wzi j pod rami. Papla co radonie, gdy szli w d ulic za gospod, zaszczycajc j niezym zestawem plotek zWaterdeep, ktre byyby bardzo zabawne, gdyby Arilyn bya w nastroju do zabawiania. Zachcajc modego szlachcica do kontynuowania opowieci i przytakujc we waciwych momentach, delikatnie kierowaa si w stron lasu, z dala od karawan kupieckich. Centrum handlowe przy Gospodzie w Poowie Drogi odpowiadao wielkoci niektrym miastom, wic idc wolnym krokiem dopiero po godzinie dotarli do cieki na skraju lasu. Niestaa jesienna pogoda zmienia si i wilgotny wiatr zapowiada nadejcie deszczu. Podczas gdy Danilo Thann mwi, Arilyn wsuchiwaa si w odgosy nocy: syszaa odgosy od strony gospody i ciche renie koni z pobliskich stajni. Nagle zauwaya, e cie jednego z krzakw jest nienaturalnie wyduony. Jaka wystraszona kuropatwa uleciaa w gr, zupenie jakby kto podszed zbyt blisko jej gniazda. Arilyn, chocia nie syszaa nic podejrzanego, nie moga pozby si uczucia, e kto cigle j ledzi. Niech to szlag trafi, pomylaa gwatownie. Przecie tak natrudzia si w gospodzie, by zgubi swj cie. Ludzie Harvida cigle kryli wok gospody, a na odgosy walki zlecieliby si jak spy do padliny. Kilka metrw dalej trzasna gazka. Nie okazujc adnych emocji Arilyn woya rk pomidzy fady swej kolorowej spdnicy i wycigna z ukrycia sztylet. Gdy minli duy wiz, Arilyn gwatownie wyrwaa swoj rk z objcia szlachcica i signa za drzewo, wycigajc za wosy mczyzn, rzucia nim o pie i przycisna mu sztylet do szyi. Natychmiast rozpoznaa w

nim jednego z brutali, ktry by w gospodzie razem z Harvidem. Wczeniej nie widziaa go jednak w druynie Beornigartha, a trudno byoby zapomnie tak twarz: fioletowa szrama przecinaa jeden z policzkw, brakowao mu jednego ucha, a nos by conajmniej raz zamany. - Czemu mnie ledzisz? - zapytaa. Mczyzna nerwowo obliza usta. - Widziaem ci w gospodzie. Wysza sama, wic mylaem, e... no wiesz. - Ta dama nie jest sama - wtrci si butnie Danilo Thann. - Jest jak najbardziej ze mn. - Sied cicho - warkna dama, o ktrej dopiero co bya mowa. Szlachcic cofn si o krok, unoszc pojednawczo rce do gry. - ledzie mnie od mojego wyjcia z gospody? Nie wczeniej? - Arilyn wydawao si niemoliwe, by ten zbir by jej tajemniczym cieniem, ale chciaa by pewna. Mczyzna zastanawia si troch za dugo, nim udzieli odpowiedzi. - Dopiero od gospody. Nigdy wczeniej ci nie widziaem. Arilyn przejechaa ostrzem po szczce mczyzny, zdejmujc mu spor ilo ciemnego zarostu oraz odrobin skry. - Nie jestem pewna, czy ci wierz. Dla kogo pracujesz? - Dla Hairida Beornigartha. Duego faceta z tymi warkoczami. - Dla nikogo innego? - Nie! Mimo jego penych winy oczu, zerkajcych ukradkiem na boki, Arilyn gotowa bya mu uwierzy - nie by to dowiadczony zabjca. Gdy opuszczaa sztylet jej uwag przycign saby bysk zota, woln rk signa do przywizanej do pasa mczyzny otwartej sakiewki i wycigna z niej zot tabakierk z wygrawerowanymi na pokrywce skomplikowanymi runami. Byy znane Arilyn. Zadraa. - Skd to masz? - wcisna pudeko w twarz mczyzny. Runy bya znakiem czarodziejki Perendry zWaterdeep. Bya jedn z pierwszych, ktrych dopad Zabjca Harfiarzy. Oczy mczyzny zdradzay paniczny strach, zerkay na prawo i lewo, jakby szukay moliwoci ucieczki. - Waterdeep - zaskrzecza. - Z Waterdeep. - Wiem. Powiedz mi wicej.

- Od elfa. Z Waterdeep. To wszystko co wiem, przysigam. - Czy ten elf ma imi? Krople potu pojawiy si na twarzy mczyzny. - Nie, prosz! Jeli powiem ci jego imi, to on mnie zabije. - Jeli nie powiesz, to ja to zrobi. - Zycie jest pene trudnych decyzji - doda Danilo Thann zza jej plecw. Nagy dwik przestraszy Arilyn. - Cigle tu jeste? - spojrzaa za swoje rami. Szlachcic opiera si o drzewo ze skrzyowanymi nonszalancko rkami. - Oczywicie, e jestem - odpar. - Tu jest niebezpiecznie. Kto wie, moe w pobliu jest ich wicej. - Nie potrzebuj ochroniarza - powiedziaa zdenerwowana. - Ale ja potrzebuj - odpar. - Jeli ci to bardzo nie przeszkadza, nie miabym nic przeciwko pozostaniu w towarzystwie damy, ktra umie posugiwa si sztyletem. - Jak chcesz - Arilyn skupia si znw na swoim winiu. - A wic jak ten elf mia na imi? - Nie mog ci powiedzie! - odrzek zdesperowany. Sztylet znw zacz kry w okolicach jego szczki. - Dobrze! Ju dobrze! - No wic? - Ma na imi... - gos urwa si, jakby kto go zdusi. Arilyn patrzc z niedowierzaniem na mczyzn opucia sztylet. Jego twarz sczerniaa, a jzyk wysun si z ust. Dziewczyna cofna si, nie mogc oderwa oczu od koszmarnie wykrzywionej twarzy. Z garda mczyzny wydoby si jeszcze basowy gulgot, kiedy ten osuwa si bez ycia na ziemi. - Miosierna Mystro! - wykrzykn Danilo Thann. - Zabia go!

Rozdzia szsty
Arilyn odwrcia si w stron przeraonego szlachcica. - To nie ja. - Ja tego przecie nie zrobiem - odpar Danilo Thann. - Moe nie wiem zbyt wiele, ale poznaj kiedy kto jest martwy. A on jest martwy. Czy potrafisz to wytumaczy? - Nie. - Ja take. Lepiej chodmy z powrotem do gospody i poinformujmy miejscowe wadze. Niech oni rozwi t zagadk. - Nie! Jej gwatowna reakcja zdziwia modego dandysa. - A jeli nie ty go zabia, to czego si boisz? - spyta rozsdnie. Wielu rzeczy, pomylaa Arilyn. A ostatni rzecz jakiej teraz potrzebowaa, byo pozostawienie za sob kolejnych cia. Jej przeszo dawaa wiele do mylenia - prdzej czy pniej kto zoy wszystkie kawaki ukadanki i nazwie j Zabjc Harfiarzy. To mogo nastpi tak samo szybko, jak rozejcie si wieci o mierci Raf. Kymil o niej wiedzia, wic moliwe, e wiedziay i wadze Evereski. - Chod ju - powiedziaa nagle. Wetkna zot tabakierk za pas i ruszya szybkim krokiem w stron stajni. Szlachcic poszed za ni. - Dokd idziemy? - Do stajni. - Ciekawe po co? Arilyn nie bya w nastroju na przekomarzanki. Niby to znowu biorc Danila za rk przycisna mu do boku czubek sztyletu; nawet gdy ostrze przecinao jedwab, z jego twarzy nie znikn wyraz rozbawienia. - Mogaby troch uwaa na materia! - upomnia j. Arilyn spojrzaa na jego delikatny umiech, zastanawiajc si po raz pierwszy, czy ten mczyzna ma rzeczywicie tak nieskomplikowan osobowo.

- Pjdziesz ze mn. - Tak - zgodzi si, zatrzymujc si spokojnie, podczas gdy Arilyn otwieraa stajenne drzwi. Na to wyglda. Zdenerwowana ca sytuacj wepchna go do rodka. - Id dalej. - Tak naprawd nie ma powodu, bymy byli tak miertelnie powani - fukn. - Wierz mi, chtnie zostan ofiar. Jego opanowanie i akceptacja sytuacji zdziwiy j na moment. Danilo umiechn si gupio, patrzc na jej oszoomion twarz. - Nie bd taka zdziwiona, moja droga damo. Przyznam, e sztylet jest dla mnie czym nowym, ale mimo wszystko czsto spotykam kobiety, ktre chtnie spdzaj czas w moim towarzystwie. Arilyn achna si. - Idziemy po konie, a nie w stron stogu siana. Danilo rozwaajc moliwoci przekrzywi gow. - No prosz. Widz, e masz wiele nowatorskich pomysw. Arilyn, zgrzytajc zbami ze zdenerwowania, pucia jego rami i otworzya pierwsze drzwi. Para kasztanowych klaczy, ywotnych i dobrze zbudowanych, prychaa i rzucaa gowami. Konie wyglday na zdrowe i, co wane, na szybkie. - Te si nadaj - owiadczya. - Jak najbardziej - odpar basem. Wetkna sztylet za pas, zdja z haka dobrze wykonane siodo i podaa je Danilowi. - Zakadam, e umiesz jedzi. Wzi siodo z jej wycignitych rk. - Bagam! Ranisz mnie swymi sowami - zaprotestowa. - Nie prowokuj mnie. Danilo westchn i potrzsn gow. - Widz, e sam bd musia nada odpowiedni nastrj naszej przejadce przy wietle ksiyca. Nadszed czas by przekona tego umiechnitego idiot, e sprawa jest powana. Jednym pynnym ruchem Arilyn wycigna sztylet i rzucia w jego stron. Ostrze zerwao z gowy

Danila kapelusz i wbio si w drewniany sup. Arilyn omina fircyka, wycigna sztylet ze supa i oddala kapelusz. Przyjrza si dziurze z niedowierzaniem. - Jak moga! To by zupenie nowy kapelusz - zaprotestowa. - Zastanw si nad tym rozwizaniem - zauwaya z odrobin czarnego humoru. - Osiodaj konia. Dandys, z powrotem zaoy zniszczony kapelusz i postpi, jak mu kazano, wzdychajc przy tym ostentacyjnie gono. Trzeba przyzna, e robi to szybko. Arilyn obserwowaa wejcie do stajni, ale nic nie widziaa, nie syszaa. Moe wreszcie udao si jej pozby cienia. Po tylu wizytach w Gospodzie w Poowie Drogi Arilyn dobrze znaa jej tajemnice: frontowe wejcie do stajni wychodzio wprawdzie na gwarn, dobrze owietlon ulic, ale tylne drzwi prowadziy do osonitej drzewami cieki, ktra biega poprzez las na pnoc - ju nieraz uywaa tego wyjcia. Gdy obie klacze zostay osiodane wskazaa Danilowi, by jecha za ni. Posusznie poprowadzi swoj klacz za jej wierzchowcem. Wyjedajc Arilyn zatrzymaa si przy boksie wasnego konia, zabraa swoje sakwy i przez chwil patrzya ze smutkiem na siw klacz. Zal byo j zostawia, ale zwierz bardzo potrzebowao odpoczynku. Arilyn wyja z sakwy kawaek pergaminu i napisaa krtki list do Myrina Srebrnej Wczni, proszc go, by zaopiekowa si jej koniem i wynagrodzi wacicielowi pary kasztanek ich strat. Oberysta ju raz przeprowadzi dla niej tak transakcj i wiedzia, e zapaci, jak tylko wrci. Ich przyja by moe bya dziwna, ale Arilyn wiedziaa, i moe mu we wszystkim zaufa. Zostawia wiadomo pomidzy dwiema deskami ciany - stajenny wiedzia, e tam ma ich szuka - po czym na poegnanie poklepaa swojego konia. Ruszajc w drog spojrzaa na szlachcica i zdenerwowa j przyjazny wyraz jego twarzy. Niejeden zabjca by czuy wobec swoich koni, wic czemu ten gupek patrzy na ni jak na matk opiekujc si niemowlciem? - Chod ju - rozkazaa. Po wyjciu na ciek podcigna swoj sukni i wsiada na poyczonego konia. Gdy dojechali do skraju lasu Arilyn wycigna z buta n i uniosa go tak, by Danilo dobrze go widzia. - Jeli zaczniesz ucieka, to umieszcz go w twoim sercu zanim twj ko zrobi dziesi

krokw. Danilo umiechn si i unis rce do gry. - Nawet nie marz o ucieczce. Zwrciem na ciebie uwag i nie mog si doczeka, kiedy dowiem si o co tu naprawd chodzi. W domu bdzie o czym opowiada! Jedziemy do Waterdeep, prawda? To znaczy, mam nadziej, e w kocu tam dojedziemy. Pomyl sobie, bd jada poza domem przez miesice tej wyprawy i... Reszt jego sw zaguszy miosierny wiatr. Arilyn klepna konia w zad, posyajc go galopem w noc. Jechali szybko i Arilyn nie zauwaya, by kto poda za nimi. Ciemne chmury pyny przez niebo, drzewa coraz bardziej wygina rosncy w si wiatr. Burza zacza si nagle, rzucajc ogromne krople deszczu na plecy podrnikw. Arilyn bya niemal zadowolona z paskudnej pogody, ktra pozwolia zapomnie o gadatliwym zakadniku, wiatr i zacinajcy deszcz uniemoliwiay konwersacj, szczeglnie gdy opucili oson, jak stanowi las. Arilyn upara si prze naprzd, jadc wzdu bystrej rzeki, zwanej Krt Wod. Dostrzega w kocu ma szop i w jej stron skierowaa wierzchowca. Zsiadszy z konia podesza do drzwi i zdja rygiel, otworzy je podmuch wiatru i wdrowcy wprowadzili konie do rodka. Arilyn rzucia si na drzwi caym ciaem, prbujc je zatrzasn wbrew szalejcemu na zewntrz wiatrowi. W kocu udao jej si zamkn wewntrzn zasuw. Danilo stojc z rkami w kieszeniach nie zwraca uwagi na trudnoci, jakie sprawiy Arilyn otwierajce si drzwi. Przez chwil dranio j to, ale przypomniaa sobie, e ten czowiek zapewne nie widzi w ciemnoci. - Co to za miejsce? - zapyta. - Kapaska placwka pobliskiego klasztoru Torma. - Czy nie bdzie im przeszkadza, e z niej skorzystamy? - Nie. Uczniowie utrzymuj je jako schronienie dla wdrowcw. Moemy zostawi ofiar dla Torma w duej kamiennej skrzyni w kcie. - Gdzie? Nic nie widz. Jest tu tak ciemno jak w spodniach Cyrica. - Oczywicie. - Arilyn wyja z sakwy krzesiwo i zapalia ma cienn lampk, ktra rozwietlia nieco mrok. Migajce wiateko ukazao du, kwadratow komnat, podzielon tak by moga pomieci zarwno podrnych, jak i ich wierzchowce. Nie byo tu zbyt wygodnie drewniana podoga, kilka bel zakurzonego siana dla koni i trzy awy stojce przed surowym

kamiennym paleniskiem. - Wszystkie wygody domu - stwierdzi Danilo Thann. - Jeli jest si przyzwyczajonym do mieszkania w jaskini. - Zajmij si komi, a potem co zjemy - powiedziaa odruchowo Arilyn, bardziej zajta praktycznymi szczegami, ni opini fircyka co do warunkw noclegu. Miaa jeszcze w sakwie kilka sucharw i troch misa, to wystarczy na kolacj, ale jutro bdzie musiaa zapolowa. Gdy Danilo krci si w pmroku oporzdzajc konie, Arilyn z ulg przestaa by sembijsk kurtyzan, przyzywajc moc ksiycowej klingi rozproszya magi przebrania. Zaczesawszy za uszy swe mokre loki wycigna lnian szmatk i stara ni kremy z twarzy, na kocu wyja z oczu zielone szka i schowaa je do torby z przebraniami. Czujc si znowu sob zrobia z siana dwa materace, podniosa jedn z sakw i rzucia si na swoje posanie, grzebic w torbie w poszukiwaniu jedzenia. - Szczliwe z nich koniki - stwierdzi Danilo doczajc do niej. - Tak rzuciy si na to siano, e przez chwil nawet mi wydawao si smaczne. Nic nie mwic Arilyn daa mu porcj suszonego misa i twardych sucharw. Wzi je, powcha i przyjrza si im dokadnie. - Przy tym nawet siano wyglda apetycznie. Mimo narzeka ugryz porzdny kawa misa i zacz je energicznie przeuwa. - Jeszcze prbuje walczy - zaobserwowa radonie. Po kolejnym ksie wyj z torby zawieszonej u pasa flaszk i pocign z niej gboki yk. Zaproponowa napj Arilyn, ale ta tylko potrzsna gow. Danilo pocign jeszcze raz z butelki. - Czy moglibymy lepiej owietli to miejsce? - spyta - Ledwo widz wasn rk. - Dopki wiesz, e tam jest nie ma si czym przejmowa. - No c, to chyba koniec tematu - powiedzia z poczuciem humoru. - Moe porozmawiamy o czym innym? - A musimy? Jej ton uciszy go na najwyej dwie minuty. Jedli w ciszy, suchajc bbnicego w drewnian konstrukcj deszczu, jednak gdy tylko Arilyn zacza si rozlunia szlachcic zacz swoje od pocztku. - A wic przed czym uciekamy? - zapyta rano. - Moim zdaniem, biorc pod uwag czas wyjcia z gospody, to pewnie przed tym grubym olbrzymem i jego band. Nigdy nie przegapiaj

oczywistego rozwizania, jak zwykem mawia. - Nie - odpara krtko. - Co nie? - Nie, nie uciekamy przed nim. - A wic przed kim? Arilyn nic nie mwic ugryza swj suchar. Danilo wzruszy ramionami i sprbowa jeszcze raz. - Mam przyjaciela, ktry wytwarza i handluje wyszukan broni. Nord Gundwynd. Znasz go moe przypadkiem? Nie? No wic, on zbiera antyczn bro. Marzy pewnie o takim sztylecie, jakim niedawno si posuya. - Nie jest na sprzeda - jej ton nie by zbyt zachcajcy. Dalej byo podobnie, niewzruszony Dani/o stara si wcign Ariyn w rozmow: Ona w cakowitym milczeniu jada swj posiek, a on przeciwnie - poyka ksy midzy plotk a wcibskim pytaniem. W kocu wycign si na posaniu. - C, to byo wspaniae. Czuj si zdecydowanie odwieony. Czy mam pierwszy sta na stray? Wprawdzie nie sdz, bym cokolwiek zobaczy. Ariyn gapia si na niego nie wierzc wasnym uszom. - Pierwszy sta na stray? Jeste zakadnikiem. - Tak, oczywicie - przyzna to tak, jakby bya to mao istotna sprawa. - Mamy jednak przed sob dug drog i musisz kiedy spa. Ariyn siedziaa cicho i dug chwil zastanawiaa si nad tym, co powiedzia. - A czy byo to ostrzeenie? - spytaa cicho. Danilo odrzuci w ty gow i zamia si. - Raczej nie. Std gdzie siedz brzmiao raczej jak stwierdzenie prostego faktu. To bya prawda, ktra uwiadomia Ariyn, e naley podj pewne rodki ostronoci. Spojrzaa na miecz Danila przywizany wzem pokoju do wykwintnej pochwy. Wiele miast wymagao, aby przewizywa miecze, to byo zabezpieczeniem przed skrytobjczymi atakami i nieprzemylanymi pojedynkami. W przypadku siedzcego przy niej dandysa takie prawo wydawao si bezcelowe, Ariyn nie moga sobie wyobrazi, by ponis go sza bitewny. Mimo to

poprosia. - Oddaj mi swj miecz i reszt broni. Danilo wzruszy obojtnie ramionami. Rozwiza wze pokoju i odda miecz razem z pochw, potem jeszcze wyj wysadzany klejnotami sztylet z jednego z butw. - Uwaaj na niego - poradzi jej. - Poza tym, e klejnoty s dosy adne, ta bro ma dla mnie du warto sentymentaln. Zdobyem j zeszej zimy raczej przypadkiem. Tak waciwie to cakiem interesujca historia. - Nie wtpi - ucia Arilyn. - Co masz tam w rodku? - spytaa wskazujc na zielon skrzan sakw, ktra zwisaa mu u pasa. Danilo wyszczerzy w umiechu zby. - Ubranie. Klejnoty. Koci. Brandy. Rivengut. Nawet Szampan z Moonshae Moonshine sprbuj powiedzie to szybko trzy razy. Wiesz, same niezbdne rzeczy - podsumowa. - Wszystko w tej jednej sakwie? - Arilyn spojrzaa sceptycznie na worek. Wyglda na wystarczajco duy, by pomieci tunik i dwie pary wenianych skarpet, ale nic wicej. - Ach, to jest przecie magiczna torba - wytumaczy jej zadowolony z siebie Danilo. Zawiera duo wicej, ni si wydaje. - Oprnij j. - Jeli nalegasz. Danilo sign do sakwy i wycign schludnie zwinit koszul z biaego jedwabiu, pooy j delikatnie na sianie, po czym umieci obok niej jeszcze kilka kolorowych koszul. Potem wyj aksamitn tunik oraz mikkie skrzane rkawice, dalej trzy pary spodni, bielizn i skarpety. Byo tam take wystarczajco duo biuterii, by wystroi wszystkich mieszkacw burdelu, a take kilka zestaww koci i trzy zdobione srebrne butelki. Wycign rwnie nie mniej ni trzy kapelusze; jeden z chwiejcymi si pawimi pirami. Sterta rosa, dopki szopa nie przypominaa bazaru. - Wystarczy - zadaa w kocu Arilyn. - Ju prawie skoczyem - powiedzia Danilo, grzebic na dnie sakwy. - Najlepsze zostawiem na koniec. Ach! Jest tutaj. - Wycign duy paski obiekt i zamacha nim tryumfujco. Arilyn jkna. Sakw musiaa chyba przekl Beshaba, bo gupek wyj z niej nic innego, tylko magiczn ksig, a tyle innych rzeczy moga zesa bogini nieszczcia, by j drczy!

Porwaa przyszego maga. - Prosz ci powiedz mi, e nie umiesz czarowa - bagaa. - Tylko troszeczk - przyzna skromnie. Nim Arilyn zdoaa zrozumie jego zamiary wzi odrobin krzesiwa i wskaza nim na, schludnie uoone przy palenisku drzewo. - Oddech smoka - wymamrota pod nosem. Co si zaiskrzyo, krzesiwo znikno mu z rki a pokj wypenio ciepo i wiato przytulnego ogniska. Odwrci si w stron Arilyn z tryumfalnym umieszkiem, po czym zamar. - Na dziewi piekie! - wybuchn - Jeste elfem. Powstrzymaa rosnc w niej zo. - Wczeniej ju mi o tym powiedziano. Zga ogie. - Czemu? - spyta rozsdnie. - Jest ciemno i zimno, a to wyjtkowo uroczy ogie, jeli w ogle wolno mi co wtrci. Jak moga wytumaczy temu kretynowi jej niech do magicznego ognia? Z pewnoci nie widzia nigdy le rzuconej kuli ognistej, nie sysza krzykw kompanw i nie czu swdu ich poncej skry, gdy umierali w pomieniach, ktre jego nie chciay pochon. Skadajc pprawd Arilyn z trudem odepchna od siebie wspomnienie mierci Sidemki z Hammerfell. Z trudem panujc nad swoim gosem powiedziaa: - Jak ju wczeniej zgade jestemy ledzeni. Wydaje mi si, e zgubilimy pocig, ale nie chc ryzykowa rozpalajc ogie tak blisko Evereski. Danilo obserwowa j, a potem, jakby nie syszc tego, co powiedziaa, powtrzy: - Elf. Jeste elfem. Ale twoje oczy nie s zielone. Ostatnie zdanie wypowiedzia gosem tak smutnym, e Arilyn mrugna zdziwiona. - Czy to taki problem? - Nie - rzek powoli. - Po prostu mam wielk sabo do zielonego koloru. Na Mystr, zdecydowanie nie jeste tym, kim si zdawaa na pierwszy rzut oka. - Kt jest? - spytaa surowo. Zerkna na jego przemoczony strj i dodaa obuzerskim tonem. - No, moe poza tob. - Dziki - odpar nie zastanawiajc si. Arilyn spojrzaa na niego zdziwiona. Cigle zajty jej obserwacj, Danilo by niepomny zniewagi.

- Czekaj! Wiem! - zakrzykn radonie, wskazujc na ni palcem. - Wiedziaem, e wygldasz znajomo. Jeste t, ktrej szuka zbir w gospodzie, Ariel Ksiycowe cotam, prawda? Wic nie by kompletnym baznem. - Dosy blisko - przyznaa niechtnie, a potem czujc potrzeb rozcignicia ng wstaa. - Jakie to ciekawe! Powiedz co wicej o sobie! - Oczekujc na porcj dobrej rozrywki, Danilo uoy si wygodnie. Lea na boku krzyujc nogi i opierajc si na jednym z okci. Arilyn tylko spojrzaa na niego i ignorujc go kompletnie podesza do paleniska. - Zostaw je w spokoju - rzuci przynaglajco gdy Arilyn zacza grzeba patykiem wrd poncych polan. - Oboje jestemy mokrzy i zmarznici, ogie dobrze nam zrobi. Zapomnij o tym i usid tutaj - poklepa som obok siebie, w zapraszajcym gecie. - No chod, rozlunij si. Wystrychna ich na dudka dziki temu sprytnemu ubiorowi. Ten hultaj Harvid nie poszed za nami. - Mwiam ci, e nie o niego si martwi. - Jeli nie on, to kto? Powiedziaa przecie, e jestemy ledzeni. - Bylimy - spojrzaa na niego w sposb, ktry powinien stumi wszelkie dalsze pytania. Danilo Thann nie dal si zby tak atwo. Wywrci oczami z udawanym obrzydzeniem. - Bylimy... To rzeczywicie wszystko wyjania. Arilyn odwrcia si, nie zwracajc uwagi na jego sarkazm. - Posuchaj - powiedzia Danilo do jej plecw. - Skoro bior w tym udzia, to czy nie sdzisz, e powinienem mie jakiekolwiek pojcie przeciw czemu lub komu walcz? I dokd jedziemy, jeli ju o tym mowa? Czemu nie? - pomylaa Arilyn. Moe prawda przestraszy go i bdzie trzyma jzyk za zbami. Podcigajc kolana do klatki piersiowej, pooya si na somie obok Danila,. - A wic dobrze, wyglda to tak... Zdaje si, e jeste na bieco z wszystkimi plotkami, wic moe syszae, e kto systematycznie morduje Harfiarzy. - Okropna sprawa - Danilo wzdrygn si. Jego oczy rozszerzyy si. - O bogowie. Nie wiem czy podoba mi si kierunek, w ktrym ta opowie zda, czy chcesz powiedzie, e ciga ci Zabjca Harfiarzy? - Wygldasz na bystrzejszego ni by si to mogo wydawa na pierwszy rzut oka - odpara sucho.

- Dzikuj, ale skd o tym wiesz? To znaczy o zabjcy, oczywicie. Arilyn wzruszya ramionami i postaraa si odpowiedzie w miar rzeczowo. - Od jakiego ju czasu dokdkolwiek pjd jestem ledzona. Kilku moich przyjaci zostao zamordowanych, a ja zwykle byam wtedy w pobliu. - To musi by dla ciebie straszne. Szczere ciepo i troska w gosie modego szlachcica chwilowo wyprowadziy Arilyn z rwnowagi. Utkwia wzrok w ogniu, wpatrzona w magicznie stworzone pomienie, ktre rozpaliy w niej tak gorzkie wspomnienia. W tym momencie wszystko byo lepsze od spojrzenia w dobre, szare oczy Danilo Thanna. Przez ni ycie tego modego czowieka znalazo si w niebezpieczestwie i chocia by moe by gupkiem nie zrobi nic, by zasuy na takie traktowanie. - auj, e ci w to uwikaam - wyszeptaa. - Wierz mi, nie planowaam zabra ci tak daleko. - Jak na razie nie ma problemu - odpar, radonie przyjmujc jej przeprosiny. - W kadym razie, tak skromnej osobie jak ja rzadko zdarza si by przydatnym Harfiarzom. Jeste jednym z nich jak sdz? - Nie - powiedziaa powoli. - Nie jestem Harfiarzem. - Wic czemu ciga ci Zabjca Harfiarzy? - Pracuj dla nich od czasu do czasu. - A c takiego robisz? - cign Danilo, obserwujc j z parodi gronej miny na twarzy. Arilyn spojrzaa na niego z nienawici, ale on wyszczerzy si do niej w umiechu. Zrozumiaa nagle, e gupka bawio ncenie jej! To bya gra; jego zachowanie nie byo lubiene, lecz chopico figlarne. Nagle powrcio zdenerwowanie jakie wywoywa w niej, odpychajc na bok przed chwil dowiadczone poczucie winy nieodparcie zapragna zakopota go. - Jestem zabjc - powiedziaa gronym gosem. Jego twarz przybraa na chwile dziwaczny wyraz. - Naprawd? Co jeszcze? Masz te pewnie jak posiado nad jeziorem na pustyni Anauroch, ktr by mi chciaa sprzeda? Arilyn umiechna si mimo woli. - Pamitaj, e wygld moe zwodzi. Przynajmniej czasami - dodaa z odrobin sarkazmu. Jej kpina przeleciaa wysoko nad gow Danila, ktry zignorowa to co mwia.

- Nie, nie, to nie o to chodzi. Mgbym uwierzy, e jeste zabjc, z pewnoci nawet adniejszym od innych, ale po prostu, no, od kiedy to Harfiarze skrytobjczo morduj ludzi? - Faktycznie nie robi tego - przyznaa. - Ju od lat nie wykonaam tego typu zadania, a z pewnoci na usugach Harfiarzy. Zajmuj si odzyskiwaniem zgubionych przedmiotw, prowadzeniem grup szybkiego reagowania, ochron wdrowcw. Jestem tropicielem, szpiegiem i mieczem do wynajcia, zalenie od potrzeb. Danilo przekrci si na brzuch i podpar brod rkami. - Twoje umiejtnoci s zadziwiajce, ale dla mojego spokoju powrmy do tego interesu z zabijaniem. Czy - przepraszam - czy ty naprawd podkradaa si do ludzi i zabijaa ich? - Nie, nigdy - Arilyn uniosa gow. - Wyzywaam uzbrojonych i zdolnych do walki wojownikw i pokonywaam ich w uczciwej walce. - Rozumiem - Danilo pokiwa gow. - Nic dziwnego, e ciga ci Zabjca Harfiarzy. Arilyn odniosa brwi nic nie rozumiejc, wtedy on si rozemia. - No wiesz, za prby podwyszania standardw fachu. Dziaanie przeciw prawom gildii i tak dalej. Arilyn zbierao si na miech, ale zapanowaa nad tym. - Nigdy nie naleaam do Gildii Zabjcw. - A widzisz, to jeszcze jeden powd. Chc odebra ci tw posiado i opaci z niej zalege skadki. Arilyn rozemiaa si wreszcie. - Nie sdz, eby Gildia Zabjcw chciaa mnie przyj na swojego czonka. - Naprawd? Moe jest o tym caa opowie? Wzruszya ramionami. - Waciwie nie. Na pocztku mojej kariery sowo zabjca" stao si czym w rodzaju mojego pseudonimu. Jeli kto skrzyowa ze mn miecze, to umiera - powiedziaa wprost, odpowiadajc na pytajce spojrzenie Danila. - Hmm. Zapamitam to sobie. A potem? - Imi przylgno. Przez pewien czas naprawd uwaano, e jestem zabjc i nawet sama zaczam myle o sobie jako o zabjcy, tyle e honorowym. Przez lata byam niezalenym awanturnikiem wynajmowanym do walki, a wic i do zabijania. - Wedug mnie bya zabjc - mrukn Danilo.

- Tak, ale nigdy nie walczyam z bezbronnym, nigdy nie rozlaam niewinnej krwi. - Jeste tego pewna, tak? Taka pewno wasnego osdu musi by mia - powiedzia z lekkim rozrzewnieniem. - Czy to dobre, czy ze, nie musz polega wycznie na wasnych sdach - rzeka. Nawet jej samej wasny gos wyda si nieco zgorzkniay. Pooya do na lecym obok mieczu. - Miecz, ktry nosz nie rozleje niewinnej krwi. Nie moe. Nauczyam si tego, gdy bdc jeszcze dzieckiem uczyam si w Akademii Broni. Jeden ze starszych uczniw, Tintagel Ni'- Tessine, namiewa si z mojej rasy, w kocu pewnego dnia wpadam w zo i wycignam na niego miecz. - Co si dalej stao? - zachci. Danilo. Delikatny umiech przemkn po zacinitych ustach Arilyn. - Straciam czucie w rce, w ktrej trzymaam miecz i ksiycowa klinga wypado mi z doni. Tintagel oczywicie skorzysta z okazji i sprawi mi tgie lanie. - To straszne! Wzruszya ramionami. - Zdarza si. - To nie jest zachowanie typowe dla niewinnego czowieka - powiedzia rozemocjonowany Danilo. - Nie wiedziaem, e istnieje taka nienawi wobec elfw. Arilyn spojrzaa na niego zdziwiona. - fintagel NiTessine jest elfem. - Zaczekaj - Danilo unis do, sprawiajc wraenie, jakby nic nie rozumia. - Czy czego nie przegapiem? - On jest zotym elfem, ja jestem elfem ksiycowym i to tylko w poowie - przyznaa niechtnie. - Nie wiedziae, e istnieje kilka ras elfw? - Waciwie wiedziaem, tylko nigdy nie pomylaem, e mog by midzy nimi jakie znaczce rnice. Ta uwaga, typowa dla ludzi, wstrzsna Arilyn. - Nie wiedzie czemu nie dziwi mnie to za bardzo - powiedziaa to tak surowym tonem, e Danilo a zamruga ze zdziwienia. Jej zakadnik nie mg wiedzie, e swym zachowaniem zasaniaa upokorzenie. Kiedy to ostatni raz trajkotaa jak sroka? Kiedy to ostatni raz opowiedziaa komu o przygodzie z

Tintagelem? Albo przyznaa nawet przed sam sob, e czasem czuje si przygnieciona moc wasnego miecza? A niech to, co w tym modziecu kruszyo jej naturalny dystans wobec innych, co co sprawiao, e zaczynaa go nie lubi. Danilo nie da si powstrzyma nawet nag zmian jej humoru. - Widz, e tak jak ja kochasz klejnoty. - Jak doszede do tego wniosku? Wskaza na jej miecz, umiechajc si z zadowoleniem. - Ten kamie na rkojeci to topaz, prawda? - Chyba tak. Czemu pytasz? - Och, jestem po prostu ciekawy. Sam miecz wyglda na stary, ale kamie jest przycity zgodnie ze wspczesn mod. Przez chwil Arilyn gapia si na niego tpo. - Godne uwagi spostrzeenie. - Wcale nie - stwierdzi skromnie. - Jak ju mwiem namitnie kocham szlachetne kamienie i wiem o nich to i owo. Widzisz jak te mae szlify wiruj wok podstawy klejnotu, idc w gr niczym w plastrze miodu a do duej, paskiej powierzchni na grze? Ten styl wszed w mod pidziesit lat temu. - Musz uwierzy ci na sowo - powiedziaa. - Ale masz racj, kamie jest dosy nowy. - Orygina zosta zgubiony, prawda? Co to by za kamie? - Kamie ksiycowy. - Pszlachetny biay kamie, czsto z niebieskimi ykami, przewodzi magi - wyrecytowa naukowym tonem Danilo. - Czemu zastpiono go topazem? Arilyn wzruszya ramionami. - Kiedy zaczam wiczy mj nauczyciel kaza zamontowa nowy kamie, by zrwnoway rkoje. - Niewielu nauczycieli przykada tak wag do szczegw... oraz do swoich uczniw, jeli ju o tym mwimy - umiechn si. - Moi omijali mnie najczciej z daleka. Musiaa mie szczcie w doborze nauczyciela. - Tak, to prawda - odpara Arilyn ciepo. - Nauka u boku Kymila Nimesina to wielka okazja i... - przerwaa nagle. - I co?

Arilyn wzruszya ramionami. A niech to - pomylaa zdenerwowana. Znw to robi. Ten czowiek wycignie ze mnie histori caego ycia, zanim zdoam si go pozby. Najbardziej niepokojce byo poczucie wspbraterstwa, zalek przyjani midzy ni a nieznajomym - tym pytkim, gupim, wystrojonym czowiekiem. Arilyn niczym talizman przywoaa z pamici posta Raf Srebrnej Ostrogi. Przypomniaa sobie co si moe dzia z ludmi w jej pobliu. Umocnio to jej postanowienie, eby trzyma si z dala od innych. W jej myli wtargn znw radosny gos Danilo Thanna. - Wiesz, wanie uwiadomiem sobie, e nigdy nie powiedziaa jak ci na imi. Jak ci nazwa ten komiczny barbarzyca w gospodzie? Arilyn, czy nie? Arilyn Ksiycowy Glos. Nie, to nie cakiem tak. Ksiycowa Klinga. O tak, dokadnie tak! Arilyn podniosa si i wygasia ponce drewna w ognisku Danila. - Przepij si cho troch - powiedziaa krtko stajc plecami do mczyzny. - Wyruszamy przed wschodem soca.

Rozdzia sidmy
Byo jeszcze ciemno, gdy Arilyn szturchniciem obudzia swojego zakadnika. - Co? - Danilo usiad gwatownie, przez chwil patrzc nieprzytomnie na ponur twarz pelfki. - Ach, dzie dobry. Jak sdz nadszed czas, bym stan na warcie? - Czas rusza - stwierdzia krtko. - Ach, skoro tak mwisz - Danilo zdoa wsta i przecign si, chwiejc si przy tym i krzywic jak zamroczony. - Dokd jedziemy? - Do Waterdeep. - Ach, cudownie - powiedzia radonie. - Moe za kilka dni zabierzemy si z jak kupieck karawan i... - Nie - ucia. - Nie? - Danilo przerwa ze zdziwieniem w p zdania. - Dlaczego nie? Arilyn wyjania z cierpliwoci, jak z reguy powica si mao pojtnemu dziecku. - Poda za mn bardzo zdolny tropiciel. Kierowaam si na zachd kiedy mnie zgubi, jak sdz wystarczajco dobrze zna moje szlaki i przyzwyczajenia, aby uzna Waterdeep za mj oczywisty cel. Pewnie ruszy najbardziej uczszczanym, handlowym szlakiem, jeli przyczymy si do kupieckiej karawany, dopadnie nas bez trudu. - Ach, nigdy nie przegapia oczywistego - skomentowa Danilo, rozwanie kiwajc gow. - Mniej wicej - przyznaa Arilyn. - Dlatego te wybierzemy szlak pnocny. Dandys potrzsn gow i parskn: - Z pewnoci artujesz. Szlak pnocny? Tutaj, w kraju troli? Wiedz, e nie cierpi troli. Bardzo nie cierpi. - Nie martw si. Pojedziemy skrajem Wysokich Wrzosowisk. - adnych troli? - adnych troli - mimo to Danilo wci wyglda na przeraonego, wic Arilyn dodaa - To bardziej ryzykowne od poudniowego szlaku, ale w ten sposb szybciej dotrzemy do Waterdeep,

ponadto pojedziemy odsonitym terenem. Jeli myl si w swoich rachubach i kto cigle nas tropi, to dostrzeemy go w tym samym momencie co on nas. Pomylaa, e lepiej nie mwi nerwowemu fircykowi, i bardzo by sobie yczya takiej konfrontacji i umilka. Wkadajc drugi but dodaa: - I jeszcze jedno. Przecinajc dolny skraj bagniska zaoszczdzimy sporo czasu. Danilo kaszln i unis rce w gecie protestu. - Bagnisko? Mwimy oBagnisku Chelimber, jak sdz? Dobrze sdz. Ale nie, pikne dziki. Wydaje mi si, e po prostu wezm konia i skieruj si na poudnie, jeli tobie jest wszystko jedno. Arilyn przewidziaa tak reakcj. - Przykro mi - powiedziaa oschle, - ale bdziesz musia pojecha ze mn. Westchn z rezygnacj i umiechn si sztucznie. - Bd ze mnie ludzie, co? - Pewnie. Musz dotrze do Waterdeep i znikn bez zwracania uwagi zabjcy. Gdybym jednak pozwolia ci pojecha kupieckim szlakiem - dodaa z naciskiem - mgby wypiewa wszystko kademu, kto chciaby posucha, a ja znalazabym si w punkcie wyjcia. Danilo zastanawia si przez chwil nad jej sowami, po czym skin. - W porzdku - rzek pojednawczo. Zacz wrzuca swoje rzeczy do magicznej sakwy. Jego naga ulego zaskoczya Arilyn. - Zgadzasz si? Tak po prostu? Unis brew i nie przerywajc pakowania spyta: - A mam jaki wybr? - Nie. - A wic marudzenie nie ma sensu, prawda? - podsumowa wesoo. Podnis ostatni przedmiot - srebrn manierk - i przed wepchniciem jej do sakwy pocign z niej dugi yk. Tak uzbrojony wsta i spojrza na Arilyn. - Ju, pakowanie skoczone. Czy sdzisz, e mogaby zapa nam co na niadanie? Cokolwiek. W tej chwili mgbym zje nawet marynowanego wyverna. Kiedy ty bdziesz polowa, ja si nieco ogarn, nie ebymy na wybranym przez ciebie szlaku mieli spotka kogo z towarzystwa, ale nie mona podrowa wygldajc jak resztki gnollowego posiku, no nie? Wzrok Danila przelizn si po Arilyn, ubranej w prost bkitn tunik, narzucon na lun

bluz, wysokie buty i spodnie oraz czarny paszcz. - A tak przy okazji - doda niedbale, w do widoczny sposb silc si na uprzejmo, - taki ekwipunek jest bardzo... c, jest pewnie bardzo praktyczny. Wyglda na wygodny, szczerze! Chocia prawd mwic, duo bardziej wol strj, ktry miaa na sobie w zajedzie. Moe wszystkie te zasony s stosowniejsze w drodze, ale pozwl mi przynajmniej dla podkrelenia twego uroku poyczy ci kilka klejnotw. Arilyn stumia westchnienie. Zanosio si na dug podr do Waterdeep. Soce znajdowao si tu nad horyzontem, kiedy pelfka zdoaa wreszcie wsadzi na konia swojego najedzonego i wystrojonego zakadnika. Nie yczc sobie nawet najmniejszego opnienia narzucia najszybsze tempo, jakie mogy znie konie: wane byo, by przebyli Bagnisko Chelimber przed zmierzchem. Kiedy zostawiali za sob kamieniste pogrze Gr Szarego Paszcza przyjazne jesienne lasy ustpiy paskiej, ponurej dolinie, poznaczonej poszarpanymi kamieniami i karowatymi krzaczkami. Powoli jednak grunt pod kopytami wierzchowcw zacz mikn i nawet te ndzne rolinki znikny, a jedyn zieleni w zasigu wzroku stao si sitowie i trzciny, otaczajce niewielkie jeziorka o wodzie koloru herbaty. Wesoy ptasi wiergot dawno ju ucich, zastpiony przez nieciekawe goci spojrzenia, spotykanych od czasu do czasu czapli. Nieprzyjazno krajobrazu powcigna gadatliwo szlachcica, ale Arilyn nie martwia si tym, jako e jego gadulstwo ograniczyo si do okazjonalnych pyta. Zauwaya z niejak przyjemnoci, e niele trzyma si w siodle, cho jadc stka tak, jakby by strapionym wycieczkowiczem. - Co to? - zapyta wskazujc na spore, zagbienie w bagnie. Arilyn spojrzaa w tamt stron i serce w niej zamaro. - Kto wybiera torf - powiedziaa szybko. - Po co? - Opa. Niele si pali. Danilo zastanawia si nad jej sowami. - Dla opau kto miaby przebywa drog do tej spaszczonej wersji Otchani? Midzy nami a najbliszym cywilizowanym obszarem jest sporo lasw. Arilyn nie skomentowaa jego uwagi, wic umilk. Po chwili chwyci palce zbami i umiechn si triumfalnie.

- Poczekaj! Mam! Nasi torfowi przyjaciele musz nalee do jakiej niecywilizowanej rasy. Moe orkowie? Chyba jednak gobliny, biorc pod uwag teren. Mam racj? Arilyn posaa mu niechtne spojrzenie. - Nie ma si z czego cieszy. Posuchaj, ten torf zosta wycity niedawno i cokolwiek to zrobio jest niedaleko. - artujesz - powiedzia Danilo patrzc na ni z nadziej. - Niezupenie. Znajdujemy si w pobliu bagniska. Powstrzymaj swj jzyk do chwili, kiedy je przebdziemy. Fircyk umilk. Wkrtce gbczasty torf ustpi miejsca wodzie, a powietrze nabrao przykrego bagiennego zapachu. Przed poudniem dotarli do skraju Bagna Chelimber. - Pospne miejsce - zauway z niesmakiem Danilo. Arilyn zgodzia si w milczeniu. Jej zdaniem bagnisko atwo mona by pomyli z najniszym poziomem Dziewiciu Piekie. Ani ladu zwierzt, tylko dochodzce zewszd i znikd drapiene, owadzie cykanie. Nagi, kamienisty grunt zamieni si w podmoke cieki smukych bagiennych traw, ktre koysay si mimo zupenego braku wiatru. Liczne z widocznych tu i wdzie jeziorek Bulgotay i kipiay, posyajc w gr kby siarkowej pary. Pod niebem upkowego koloru nawet powietrze wydawao si cikie i nieprzyjemne. - Do diaba z tym - szepna Arilyn dziarsko ruszajc naprzd. Danilo pody za ni, ale nie wyglda na szczliwego. Na przekr znanym i domniemanym niebezpieczestwom bagien ich podr przebiegaa bez zakce. Arilyn nie przestawaa czuwa, wsuchujc si w tajemnicze odgosy bagniska. Chelimber bez przerwy wydawao cmoknicia, trzaski, ryki i czkania, a nie wida byo adnego z ich rde. Haas odbiera odwag i Arilyn wyczua niepokj swojej nerwowej klaczy, na razie jednak nie zanosio si na adne niebezpieczestwo, a i pnym popoudniem wszystko wskazywao na to, e podr minie bez zakce. Nawet Danilo zdoa powstrzyma swj jzyk do czasu, gdy wedug osdu Arilyn, zbliyli si do zachodniego skraju bagna. Zamglone soce wisiao tu nad trawami, kiedy konie coraz bardziej zbliay si do upragnionego celu. Arilyn stopniowo si rozluniaa - mogli umkn Chelimber przed zapadniciem nocy i to pomimo porannego opnienia. Nadzieja bya przedwczesna. Nowy, silny dwik, niemal zagubiony w bagiennej muzyce,

potnia przypominajc Arilyn odgos wydawany przez czkajcego smoka. Miaa nadziej, e ten dwik to tylko kolejna bagienna sztuczka, ale powstrzymaa Danila rk, ot, eby si upewni. - Syszysz? - zwrcia si w jego stron. Szlachcic stara si patrze we wszystkich kierunkach na raz. Arilyn podya za jego wzrokiem, a jej gardo cisno si wzbierajcym przeczuciem: ksiycowa klinga zapono u jej boku zowieszczym bkitnym wiatem. - Co to wszystko ma znaczy? - zapyta wskazujc na jej miecz. - Ciszej. - Dlaczego twj miecz jest niebieski? - ponowi pytanie, tym razem cicho. - Magia - wyjania zwile, szukajc tego, co wykryo ksiycowe ostrze. - Ostrzeenie przed niebezpieczestwem. - Ciekawe. Bardzo ciekawe - wycedzi, obserwujc saby bkit z niezwykym zaciekawieniem. - Janiejcy miecz. Powiedz, czy przechodzi w ziele? Jeli tak, to gdzie mgbym taki dosta? Brak zainteresowania w jego gosie rozwcieczy Arilyn. Popatrzya na niego z niedowierzaniem. - Gobliny - powiedziaa cicho, z naciskiem. - Pamitasz wybierajce torf gobliny? Pewnie nawet nie wiesz, jak zadziwiajce mog by takie stwory. Danilo wyd wargi i zastanowi si nad tym, co powiedziaa. - W Cormyrze byli kiedy ci kurduple... - Och, s cigle - sykna Arilyn. Jej palce zacisny si na rkojeci ksiycowego ostrza, a ona sama, chcc skupi si na nadchodzcej bez wtpienia walce, przestaa zwraca uwag na Danila i jego gupot. Skierowaa swojego konia na zachd i kiwna na piknisia, by pody za ni. Grunt by tu mniej spaszczony, a na niewielkim, odlegym o kilkaset jardw pagrku znajdoway si ruiny czego, co przypominao star wie. Zachodzce soce wkrtce znajdzie si za ich plecami, co utrudni spraw napastnikom. Tam mogli podj walk. Nie, to ja mog podj walk, poprawia si w duchu Arilyn, lc modziecowi ironiczne spojrzenie. Nawet jeli Danilo Thann mgby wzi w niej udzia - w co szczerze wtpia - nigdy nie zaryzykuje poplamienia krwi swego wielkomiejskiego stroju.

Po raz setny od wschodu soca Arilyn przekla siebie i niefortunny wybr zakadnika. Walczya z goblinami wielokrotnie i wiedziaa, e nigdy nie naley by zbyt pewnym zwycistwa nad nimi. Nawet konie, te przekarmione eleganckie wierzchowce, wyczuy niebezpieczestwo: poparskiway niespokojnie, a ich uszy przylegay pasko do gw. W zwizku z tym, e Danilo Thann nie znalaz si tu ze swojej woli, winna mu bya jk najlepsz ochron, ale na bogw, wolaaby raczej rzuci go goblinom. Moe one zdoayby zetrze z jego gupawej twarzy ten wyraz wiecznie zadowolonego kretyna! Gniewne rozmylania Arilyn przerwa jaki nieziemski skrzek. Dwik przeci powietrze i zawis nad bagnem. To podziaao jak ostroga na narowistego rumaka Arilyn, ktry znienacka poderwa si na tylne nogi. Pelfka nie chcc spa obiema domi chwycia k sioda i nim ponownie zdoaa zapa wodze ko skoczy do przodu. - Trzymaj si - wrzasn Danilo, zbliajc wasnego konia do sposzonego wierzchowca Arilyn. Zastanawiaa si, co ma zamiar zrobi, przecie jego ko wcale nie zachowywa si spokojniej, ni jej. Pdzi z wyszczerzonymi zbiskami, pooonymi na pask uszami i byszczcymi biakami przeraonych oczu. Danilo chwyci wodze Arilyn, drug rk walczc o utrzymanie kontroli nad wasnym wierzchowcem. No to koniec - pomylaa Arilyn z rezygnacj. Obydwoje spadniemy. Nim ich przestraszone wierzchowce przebiegy kilkanacie krokw, sia woli i ramienia Danila zmusia oba konie do zatrzymania. Arilyn gapia si na szlachcica z niedowierzaniem, otrzymujc w zamian jeden z jego czarujcych, rozwcieczajcych j umiechw. Zwrci jej wodze. - Fajna sztuczka, nie? Masz szczcie. Porwaa kapitana druyny mistrzw polo zWaterdeep. Nastpnym razem, moja droga, postaraj si ukra konie bitewne, hmm? Nim zdya odpowiedzie na kpin przez bagno przetoczy si kolejny ryk. Wycigna ksiycow kling i przygotowaa si do ataku. Jednym z niebezpieczestw bagna by sposb, w jaki znieksztacao ono dwik. Odgosy jej niewidzialnego przeciwnika zdaway si dochodzi zewszd, dokd zatem mogli uciec z Danilem? Zza krawdzi najbliszego wzgrza wychylio si okoo dziesiciu sylwetek dziwacznych, pokrytych uskami koszmarw. Arilyn syszaa opowieci o jaszczurach Bagniska Chelimber, ale rzeczywisto stana jej w

gardle grud przeraenia: z mgy i bagiennych traw wynurzyy si stwory ludzkiego wzrostu, pokryte szaro-zielonymi uskami i skrzeczc z dzy krwi, ryczc i wywijajc ciskanymi w masywnych, szponiastych apskach ostrzami i bitewnymi motami, podyy chwiejnie na muskularnych nogach w ich kierunku. - Poczekaj! Mwia, e to bd gobliny, a to wcale nie wyglda na gobliny - zaprotestowa Danilo. - Oczywicie mog si myli. - Jaszczury - warkna Arilyn prbujc zapanowa nad przeraonym koniem i obmylajc plan starcia. Ucieczka wydawaa si najrozsdniejszym rozwizaniem wobec przewaajcych ich w stosunku pi do jednego si przeciwnika. Kiedy zerkna w ty ujrzaa niewielk zgraj goblinw - zapewne myliwych - ktra pokazawszy si w bagiennych trawach, skutecznie zniweczya szans ucieczki na poudnie. - A wic? Walczymy czy zwiewamy? - zapyta Danilo. Pelfka odwrcia si. Jaszczury sformoway lini, uniemoliwiajc ucieczk na pnoc i wschd. - Ja bd walczy. Ty znikaj - krzykna wskazujc mieczem na zrujnowan wie. Danilo wycign rk. - Mj miecz? Arilyn zapomniaa o tym, signa za siodo wycigajc ostrze z pochwy i rzucajc je w jego stron. Danilo leniwie schwyci bro i rzuci krtkie spojrzenie w stron zachodzcego soca. - A teraz - oznajmi, - a teraz gobliny. Pelfka jkna. Trzy kolejne stwory wyskoczyy z broni zza zwaw kamieni i gruzu, mamroczc i popiskujc ruszyy naprzd. Arilyn poczua smrd ich ciemnopomaraczowej skry i plugawych skrzanych zbroi. Wszystkie trzy gobliny miay przerdzewiae miecze, powarkujc ukazyway rzdu krtkich, ostrych kw, a ich cytrynowe oczy janiay chci walki. - Zajm si tymi kurduplami - zadeklarowa si fircyk. - Id, ty gupawy trolu - krzykna. Danilo zasalutowa jej i pogna naprzd. Arilyn pomylaa, e moe na koniu Danilo sprosta trzem pieszym goblinom, lecz ku jej zaskoczeniu przejedajc obok ci najbardziej na zachd wysunitego jaszczura, jakby chcia, aby ten ruszy za nim. Nieza taktyka - przyznaa cicho. Jeli ich rozdzielimy, nie okr nas tak atwo. Na

rozmylania nie byo ju czasu. Jaszczury byy tu, tu. Wszystkie jaszczury. Po chwili zaskoczenia Arilyn poja. Stwory mogy polowa w grupie, ale byy mao rozgarnite. Miay instynkt przeycia, a nie zmys strategiczny. Kady jaszczur atakowa mniejszego, a co za tym idzie najsabszego czonka pary. Pomylaa z umiechem, e to ich wielki bd. Unoszc ksiycowe ostrze ruszya do szary. Pierwszy jaszczur znalaz si w jej zasigu, wymachujc dziko zakrzywion szabl. Olniewajc kombinacj Arilyn sparowaa cios i wjechaa na stwora. Nastpnego jaszczura rozbroia odcinajc mu szponiast ap. Pene wciekoci i blu skrzeki skoniy reszt stada do cofnicia si, co dao jej chwil wytchnienia. Starajc si zapanowa nad koniem rzucia spojrzenie w kierunku Danila. By w lepszej sytuacji, ni si spodziewaa. Jakim cudem zdoa powali dwa gobliny i cigle na koniu koczy wanie rozpraw z trzecim. Jaszczury, zdecydowawszy si na Arilyn, nie powicay mu wicej uwagi. Na jedn chwil Arilyn poczua rozpacz. Zakadnik pewnie skorzysta z danej mu moliwoci i ucieknie, zostawiajc j z potworami, a zatem musi wyda im walk. Z mnym bitewnym okrzykiem uniosa miecz, rzucajc wyzwanie najbliszemu jaszczurowi. Stwory zatrzymay si niepewnie, dugie jaszczurze jzyki wysuway si midzy ich kami, kiedy zestawiay oceniajco swj gd i zachcajce okrzyki goblinw przeciwko janiejcemu mieczowi i niespodziewanie silnemu oporowi pelfki. Klacz Arilyn zaraa z przeraenia, co pokonao chwilow niepewno jaszczurw. Wyczuwajc sabo zaskrzeczay i ruszyy naprzd, zniecierpliwione przepychajc si midzy sob. Ksiycowa klinga zataczya, sypno skrami, kiedy Arilyn uderzya na atakujcych. Trzy kolejne jaszczury pady, ciskajc rozpatane gardziele i odcite czonki. Jedno z pozostaych przy yciu stworze pochylio si z wielkim noem zwrconym ostrzem ku grze, z oczywistym zamiarem zaatakowania konia. Arilyn uprzedzia zamiary potwora, bodc pitami koski bok i cigajc wodze. Przeraona klacz zaraa, ledwie unikajc cicia, ktre mogo j rozpata. Arilyn wczua si w rytm ruchu konia, aby z niego zsi. Zwinna pelfka przetoczya si przez siodo fikokiem w ty i wyldowaa na rozstawionych nogach z broni w doni, po czym pazem miecza silnie zdzielia

klacz po zadzie. Ko pobieg, unikajc szponw pozostaych piciu wygodniaych jaszczurw. Pozbawione atwego upu z koskiego misa stwory otoczyy Arilyn. Pelfka syszaa podniecone skrzeki i gone cmoknicia tu za ciasnym koem usek i broni. Cudownie pomylaa z przestrachem. A na dodatek gobliny-myliwi zdecydoway si wreszcie przyczy do walki; tak jakby nie byo ju wystarczajco ciasno. Czubek miecza jednego ze stworw przedar si przez jej zason i wyci ponc lini na jej lewym ramieniu. Nastpne cicie Arilyn rozorao paszcz jaszczura. Olepiony potwr zapa si z rykiem za oczy i zwali si w ty, przygniatajc w szale blu jednego ze swych braci. Przewrcony jaszczur zrzuci z siebie towarzysza, prbujc stan na nogi na bagiennym, liskim od krwi podou - szybkie pchnicie ksiycowego ostrza pozbawio potwora ycia. Arilyn przeskoczya nad nim w stron olepionego jaszczura i szybko zakoczya jego cierpienia. Teraz pozostao ich trzech. Arilyn, nawet zmczona i poraniona, bya pewna, e da rad tym niedobitkom, miaa jednak wtpliwoci, czy po skoczeniu tej walki sprosta bandzie goblinw. W wirze walki usyszaa pync skd bojow pie. Bya to sprona, wzorowana na jednej ze znanych pijackich pieni ballada, a wypiewywana czystym, wytrenowanym tenorem wydawaa si wicej ni niestosowna w owej chwili. Nie byli w dobrych nastrojach z Twierdzy Zhentil chopcy Zabili wszystkie kobiety bo lubili miso owcy. Nigdy si nie najad Zhent sw grob wstrtn. Czy nie dziwne zatem, e cuchnie baranin ewidentn? Przeklty czowiek! Arilyn uchylia si przed toporem i z irytacj zacisna zby. Ku swemu zaskoczeniu zauwaya, e gupia pie pomagaa jej bardziej, ni pisk piszczaek z Moonsea. Walczya teraz podtrzymywana na duchu mieszanin ulgi i wciekoci - Danilo mg przecie uciec, w rwnie kwiecistym jak on, stylu. Trzy jaszczury, nie poruszone muzyk, pary naprzd. Jeden z nich rzuci si na ni ze sztyletem. Arilyn jednym kopniciem pozbawia go broni i szybkim ruchem rki wbia mu ksiycowe ostrze w oko, pozbawiajc tym samym jaszczura ycia. Stwr run na ziemi,

pelfka wyrwaa z niego miecz i zwinnie przeskoczya nad nieruchomym zewokiem. Wielki, brzowouski jaszczur z triumfalnym rykiem zamachnwszy si toporem wymierzy potny cios w kolana pelfki - uskoczya, ale tpy szczyt broni zahaczy o jej bok. Wytrcona z rwnowagi przeleciaa kilka stp i upada na ziemi. Jej twarz znalaza si nad brzegiem buchajcego par, siarkowego jeziorka. Poderwaa si szybko, jeli zostaa ranna w czasie upadku, bl przyjdzie pniej. Para jaszczurw, wyczuwajc zapach krwi zbliaa si niebezpiecznie. Arilyn skulia si w obronnej pozycji, ciskajc przed sob w obu doniach ksiycow kling. W narastajcych ciemnociach miecz jania bkitem, owietlajc ponur twarz pelfki i odbijajc zimne ognie od jej oczu. Potwory, sdzce pocztkowo, e ranna pelfka bdzie atwym upem, cofny si teraz z przestrachem. Arilyn wykorzystujc ich reakcj, uniosa miecz i uderzya. Ttent kopyt rozproszy uwag jaszczurw. Danilo Thann nadjecha na swojej wymuskanej kasztance, wymachujc mieczem i okrajc pole walki ciasnymi koami, jakby broni i kpinami chcia odwrci od pelfki uwag stworw. Co teraz, pomylaa z rozdranieniem. Gupek mg si zachwia i spa z konia, zanim zdy zrobi co poytecznego. Jeden ze stworw ryczc ze wciekoci rozwin pordzewiay acuch, prbujc dosign uciliwego czowieka. Jego pierwszy cios pozbawi Danila miecza. Stwr powarkujc triumfalnie znowu zacz wywija acuchem, tym razem chcc dosign samego szlachcica. Arilyn wyszarpna z buta sztylet i cisna go prosto w rozwart paszcz potwora. Bestia pada na ziemi z obrzydliwym charkotem, acuch nie przesta jednak wirowa i owin si wok rki jaszczura, miadc ko. Ku zaskoczeniu Arilyn potwr zaledwie plun krwi i chwyci bro drug rk. Danilo w czasie swojej szaleczej jazdy znalaz si zbyt blisko brzowego, dziercego topr jaszczura. Potwr unis bro i uderzy, rozcinajc od okcia do nadgarstka jedwabny rkaw i ranic szlachcica w rk. Danilo odjecha na kilka jardw, po czym osadzi konia i popatrzy z przeraeniem na swj zniszczony przyodziewek, po czym wymierzy palcem w jaszczury. - Teraz jestem zy - poinformowa je. Rykny i poczapay w jego stron ze wzniesionym toporem i acuchem, gotowe dokoczy dziea. - Kiedy rozwiewaj si wtpliwoci, trzeba zmyka - owiadczy caemu bagnisku Danilo. Obrci konia i skierowa si na pnoc. Jaszczury ruszyy za nim.

- Nie, tylko nie ty - Arilyn z braku innej broni chwycia kamie i rzucia. - Stj i walcz, ty przeronity skrzany buciorze! Pocisk trafi topornika w ty gowy. Ryczc wciekle cisn bro na bok i rzuci si w kierunku pelfki; zblia si z obnaonymi w dzikiej furii kami. Wytrzymaa na swoim miejscu do ostatniej chwili, po czym pada na bok i odtoczya si bezpiecznie. Szczki nacierajcego jaszczura chwyciy powietrze, a potwr polizn si, wywijajc dziko apami w celu utrzymania rwnowagi. Arilyn pochylia si i cia go dokadnie przez gardziel - bestia zarya paszcz w ziemi. Plelfka odwrcia si z zadowoleniem i pobiega za Danilem i ostatnim ich wrogiem. Bez trudu dognaa rannego i poruszajcego si z trudem stwora, po czym chcc odwrci jego uwag od wystrojonej zdobyczy nadepna mu mocno na ogon. Jaszczur zawirowa skrzeczc dziwacznie i odrzuci acuch, ignorujc zupenie Arilyn. Podnis swj ogon i owin go wok zranionego ramienia, patrzc przy tym ponuro na jego koniec i wydajc bolesne, cmokliwe pojkiwania. Miecz Arilyn mimowolnie opad. Bestia nagle zesztywniaa, skulona syczc i gulgoczc pada na ziemi. Z jej szyi stercza pod paskudnym ktem miecz. Za martwym jaszczurem sta Danilo Thann nie zawracajc sobie gowy prb zdradzenia Arilyn swoich zamiarw po prostu nadzia potwora na swj miecz. Arilyn poczua nagy i niezrozumiay przypyw zoci. - Gdzie s gobliny? - zapytaa sdzc, e lepiej wyadowa gniew na nich, ni na zakadniku. Danilo pokaza palcem: ku jej zaskoczeniu Arilyn szeciu goblinich myliwych leao na ziemi, tworzc krwaw stert. Ciko oddychajc wycigna przed siebie ksiycowe ostrze, jego wiato prawie ju zgaso, co byo niezawodnym znakiem, e niebezpieczestwo mino a bitwa jest skoczona. Schowaa bro i odwrcia si do szlachcica, przez dug chwil mierzyli si wzrokiem ponad ciaem brzowego jaszczura. - Musiae zabi go w ten sposb? Danilo cofn si mrugajc ze zdziwienia. - O czym ty mwisz? Jego to znaczy kogo? Wiesz, duo tu mamy jego", jest z czego wybiera. I chocia nie jestem ekspertem od jaszczurczej anatomii, to pewnie i par jej". Arilyn przesuna doni po swoich przesiknitych potem wosach. - Niewane. Gdzie mj ko? - Nie mg odbiec daleko - powiedzia Danilo. Ostronie postawi stop na brzowych

uskach jaszczura i wyszarpn miecz. Oczyciwszy go popiesznie o najblisz kp trawy chwyci wodze swojej klaczy i ruszy na poszukiwania drugiego wierzchowca, Arilyn z trudem poczapaa za nim. Nie musiaa i zbyt daleko, jako e ko pas si za murami zrujnowanej wiey. Danilo wycign ze swej magicznej sakwy kilka kostek cukru i przywoywa klacz. Ko porusza chrapami, a jego micsite wargi dotykay cukru lecego na wycignitej ludzkiej doni. Strojni umiechn si i dotkn biaej gwiazdy na czole konia. - Cukier opanuje nieco twj temperament, moja liczna - powiedzia. Zwierz parskno cicho i trcio Danila pyskiem. - To dziaa! - krzykn. Rzuci w stron Arilyn cwane spojrzenie i z chytrym umieszkiem wycign w jej kierunku do z kostk cukru. Arilyn zamrugaa i ze zdziwienia otworzya na chwil usta, potem jej twarz niespodziewanie rozjania si, a ona sama zamiaa si. - Jestem skonny uzna to za przeprosiny - owiadczy Danilo z radoci obserwujc urod jej surowej zazwyczaj twarzy. - Nieza walka, co? Zmiesza j jego szczery zachwyt, a przypadkowa odsiecz zadawaa kam jej dotychczasowym pogldom dotyczcym jego osoby: Danilo Thann nie by tak beznadziejnym i paskim fircykiem, na jakiego wyglda, by niebezpieczny i to na kilka sposobw. Umiech Arilyn zblad, a jej oczy zwziy si podejrzliwie. - Gobliny nie yj - zauwaya. Danilo podnis brew ogldajc otaczajce ich pobojowisko. - Potrafisz trafnie osdza rzeczy oczywiste. - Jak? - naciskaa ignorujc kpin. Wzruszy z lekka ramionami. - Znasz gobliny. Zawsze pior si midzy sob i... - Wystarczy! - warkna obchodzc go dookoa. - Nie jestem gupia. I nie lubi jak si mnie tak traktuje. - Mona si do tego przyzwyczai - wtrci delikatnie Danilo poprawiajc przy tym kapelusz. - Kto to moe wiedzie lepiej od ciebie - zauwaya szorstko. - Tak czy inaczej, potrafisz walczy. Gdzie nauczye si walczy z goblinami? Umiechn si rozbrajajco.

- Mam piciu starszych braci. - Bardzo interesujce - rzeka sucho, krzyujc rce na piersiach i przygldajc si modziecowi. - To nie wystarczy, by wyjani tw wpraw i pewno w walce. - No dobra, uwierzysz w szeciu braci? Arilyn zaczy opada rce. - Tak do niczego nie dojdziemy - mrukna do siebie. Wyprostowaa si i z oywieniem odezwaa do chopaka - W porzdku, masz swoje tajemnice. Uratowae mi ycie i jestem twoj duniczk, z nawizk zapracowae na swoj wolno. Danilo popatrzy spod ronda swego kapelusza na paskudny krajobraz. - Jak piknie - wycedzi. - Nie jestem ci wicej potrzebny, wic nie potrzebujesz mojego towarzystwa. Musz za to spdzi troch czasu na Bagnisku Chelimber, podziwiajc widoki i gawdzc z tubylcami; tak na chopski rozum to niezy interes. Powiedz, mam podj t samobjcz wdrwk piechot? - Pewnie, e nie - odpara. - Bdziesz jecha. Danilo pooy rk na piersi w dramatycznym gecie wdzicznoci. - Ach, jakie wspaniae dary otrzymaem od owej damy: wolno, ktr sam mogem sobie wzi i jednego z moich wasnych rumakw. Tak na marginesie, to s moje konie. Naprawd, dech mi zaparo. Arilyn zacisna zby i cicho policzya do dziesiciu. Z trudem panujc nad sob i cedzc kady wyraz przedstawia swj plan: - O wicie skierujemy si na poudnie. Obydwoje. Kiedy spotkamy kupiecki transport zostawi ci z nim. Czy teraz zrozumiae? - Ach, dziki ci za przedni myl, ale nie. Pelfka osuna si na ziemi i zapaa si w gecie rozpaczy za swoj zmczon gow. Lalu mia w sobie chyba co z kupca, sdzc po jego tonie gotw by si targowa jak kalimsyjski kramarz. - Jak sdz chodzi ci o co innego? - zauwaya. Usiad na kamieniu naprzeciw niej i skrzywi si, kiedy jego bogato haftowana szata zanurzya si w jeziorku jaszczurczej krwi rozlanej u jego stp. - Tak prawd mwic to masz racj - powiedzia cicho.

- Chodzi o ciebie. Wyprostowaa si nagle i popatrzya na niego podejrzliwie. - Moesz janiej? - Twoje towarzystwo - objani. - Od tej chwili jestemy towarzyszami podry. Arilyn gapia si na szlachcica. Wszystko jednak wskazywao na to, e Danilo mwi serio. - To niemoliwe. - Dlaczego? Spuszczajc z niego surowy wzrok odpara: - Dziaam sama. Wdruj sama. - Albo tak jest zapisane w gwiazdach - zaintonowa subtelnie przedrzeniajc tward nut w jej glosie. Arilyn zaczerwienia si i odwrcia. - Nie chciaam, eby zabrzmiao to tak powanie - cigna cicho. - Po prostu nie chc wdrowa z kimkolwiek. - A co robilimy przez ostatnie dwa dni? - zapyta i unis rk, by odeprze jej argument. Tak, tak, wiem. Ucieczka, zakadnik, tajemnica i te rzeczy, a jednak powiedziaa, e bdziesz nade mn czuwa a do Waterdeep. Czy obietnica Arilyn Ksiycowej Klingi zoona z takim zapaem zostanie tak atwo cofnita? - umiechn si widzc gniewny bysk w oczach Arilyn. Nie, wydaje mi si, e nie. A zatem, jak sama powiedziaa masz wobec mnie dug. W ramach zapaty za twoje ycie chc zosta z tob, do Waterdeep, albo i dalej. Arilyn masowaa bolce skronie prbujc zebra myli. - Dlaczego? - A dlaczego nie? Jej cierpliwo bya na wyczerpaniu. - Dlaczego? - zapytaa przez zacinite zby. - Jeli ju musz powiedzie prawd, to jestem bardem amatorem. Zapewniam ci, e w niektrych krgach to dobry pomys. - I to ma by powd? - spytaa znuonym gosem. - Naturalnie. Syszaa jak piewaem Ballad o Zhentyjskich Rozbjnikach? - Danilo zrobi pauz z min kogo oczekujcego na pochwa, ale poniewa Arilyn tylko patrzya, wzruszy ramionami i podj. - Tak. C, ta podr zamienia si w przygod? Postanowiem skorzysta i

napisa Ballad o Zabjcy Harfiarzy. Pierwsz! Saw mam zapewnion. Ty oczywicie odegrasz w historii kluczow rol - doda wspaniaomylnie. - Cz ju napisaem. Moe zechciaaby posucha? - i nie czekajc na zacht, chrzkn i adnym tenorem zacz wypiewywa najbardziej przygupiast piosenk, jak Arilyn kiedykolwiek syszaa. Pelfka wytrzymaa dwie zwrotki, po czym wycigna n i przyoya go do krtani Danila. - Zapiewaj jeszcze choby wers - zasyczaa - a wykroj t piosenk z twojego garda. Danilo skrzywi si i chwyciwszy ostrze midzy dwa palce odsun je na bok. - Miociwa Milil! A ja mylaem, e to krytycy wWaterdeep s surowi! Ale czego mona oczekiwa po kim, kto jest ledwie utalentowanym amatorem? - Prosimy o krtk odpowied - podsuna. - No dobra - powiedzia odwanie. - Skupi si na przetrwaniu, rwninie i zwyczajnoci. Nie zasuyem by dziaa na wasn rk, a ty jeste najlepszym obroc jakiego kiedykolwiek widziaem. Tak szczerze mwic to wtpi, czy bybym bezpieczniejszy wdrujc z kupieck karawan, wic na razie jestem zadowolony ze swej doli. Arilyn zastanawiaa si przez chwil nad jego sowami. Zabrzmiay szczerze, a on wyglda tak powanie, jak tylko pozwala jego gupawy wyraz twarzy. Musiaa pogodzi si z faktem, e jeli on potrzebuje ochrony to musi mu j zapewni. Schowaa n do buta i wyrzeka sowa, ktre musiay pa wczeniej czy pniej: - W porzdku. Pojedziemy ostro, a warty, polowanie i gotowanie podzielimy. Nie bdzie paplania, magii i pieww. - Czego tylko zadasz - przysta ochoczo. - Odtransportuj mnie bezpiecznie do Waterdeep, moja droga, a mog nawet czyci ci bro. Na Tempusa, chtnie bym si jej przyjrza powiedziawszy to sign po matow pochw ksiycowego ostrza. Iskra bkitnego wiata owietlia niespodziewanie bagno, Danilo cofn swoj rk z krzykiem. Trzyma si za palec wskazujcy, przygldajc mu si z niedowierzaniem: skra na jego czubku sczerniaa, osmalona magi miecza. - Co ja znowu zrobiem? Czemu ta rzecz si na mnie rzucia? - zapyta. - Przecie mwia, e nie przelaaby niewinnej krwi? Zaraz, poczekaj - nie krwi, zapomnij o ostatnim pytaniu. Nie zmieniajc nawet brzmienia gosu i patrzc cigle na Danila dodaa: - Jest jeszcze jeden warunek naszego partnerstwa". Nigdy wicej nie dotkniesz mojego miecza.

Danilo kiwn ochoczo gow, trzymajc przy tym zraniony palec w ustach. - To przechodzi bez gadania. Pelfka wstaa nagle i wskoczya na konia. - Ruszamy. - Moe bymy tak opatrzyli najpierw nasze rany? - zapyta Danilo, patrzc z uwag na porwan i zakrwawion sukienk Arilyn. Spojrzaa na niego z niedowierzaniem i zarazem pobaaniem, sdzc e mwi o swoim palcu. - Przeyjesz - powiedziaa bezbarwnie. - Bd szczliwy, e nie chciae miecza wycign. - Ach tak? Co by si stao? I dlaczego on nie robi tego tobie? - wypytywa wstajc. Arilyn zakla cicho. Nikt nigdy nie dotkn ksiycowej klingi bez jej pozwolenia, dlaczego teraz miaaby kaza stranikowi spocz? - No? - ponagli. - Noc zapada - powiedziaa sucho. - Moe nie zauwaye, ale cigle jestemy na Bagnie Chelimber. Wolisz std wyjecha, czy jeszcze pogada? - Nie moemy zrobi i tego, i tego? - Nie. Zrezygnowany modni wzruszy ramionami i wsiad na konia. - Jak sdz wkrtce upolujemy co na kolacj? - Twoja kolej - Arilyn uboda konia pitami i ruszya na zachd. Danilo zosta z tyu. Podnis gow i zapyta niepewnym gosem: - Jada kiedy jaszczura? Syszaem, e smakuje jak kurczak. Arilyn poderwaa si w siodle z przeraeniem i zmierzya lalusia lodowatym wzrokiem. - Gdybym wiedziaa, e mwisz powanie zostawiabym ci na bagnach. - Bd polowa! - wykrzykn z zapaem. - Naprawd! Podali w milczeniu, a bagno zostao za nimi. Kiedy cuchnce mgy opady grunt pod koskimi kopytami stwardnia. Zaczy mruga gwiazdy, tworzc jesienne konstelacje, ktre towarzyszyy Arilyn od dziecka: Corellian, Esetar, Skorupa Selune. Gdzie daleko kilka drzew odcinao si ponuro od nocnego nieba. Drzewa, pomylaa Arilyn z westchnieniem ulgi. One byy pewnym znakiem tego, e

Chelimber byo dla nich ju tylko wspomnieniem. Jeszcze nigdy nie bya tak zadowolona z widoku drzew, z elfiej gbi jej duszy pyny dzikczynne modlitwy, cicha pie powitalna gwiazd i lasu. - Ciekawym - wtrci si w jej rozmylania Danilo, - jak daleko std do Waterdeep? Subtelna rado Arilyn wyparowaa jak rosa na socu. - Zbyt daleko. Chocia noc bya ciemna elfi wzrok dostrzeg niepewny umieszek piknisia. - Zostaem zniewaony, czy to tylko moja wyobrania? - Tak. - Tak - to moja wyobrania? - Nie. - Ach. Danilo umilk. Arilyn popdzia konia, chcc jak najszybciej rozbi obz nad strumykiem, ktry znajdowa si tu za odleg lini drzew. Tej nocy najedli si do syta, jako e we wnyki Danila wpado w niewytumaczalny sposb kilka pulchnych krlikw. Przysiga bez przerwy, e to umiejtnoci, a nie magia, zostay wykorzystane w czasie oww, Arilyn jednak nie wierzya mu ani przez chwil, ale bya zbyt zmczona i godna, by si kci. Danilo obdar ze skry i upiek krliki, nacierajc je zioami i winem, ktre wydoby ze swej magicznej sakwy. Wyniki byy zadziwiajco dobre i wdrowcy w milczeniu zjedli tuste, pachnce miso. W kocu pilnowani przez czujn magi ksiycowego ostrza poszli spa. O brzasku podjli wdrwk ku Waterdeep. ***** Kolory poranka cigle barwiy niebo, gdy dua, ciemna posta wylizgna si ze swej kryjwki wrd drzew; patrzya jak dziwna para dosiada wierzchowcw i ruszya na zachd. Na jej rozum przy Wysokim Wrzosowisku na poudniu i Grami Szarego Wzgrza na pnocy pelfce pozostawaa jedna rozsdna droga do Waterdeep. Zadziwia go rzecz jasna wybierajc niebezpieczestwo Chelimber. Ciemna posta wtpia w to, e Arilyn Ksiycowa Klinga wybierze wrzosowiska troli albo plemiona orkw i czarne smoki wczce si po rumowiskach Gr Szarego Wzgrza. Podaa za ni odkd opucia Ciemnoforteczn Dolin i wydawao si jej, e dziewczyna zna te tereny jak wasn kiesze, musiaa wic wiedzie, e

tylko jedna trasa dawaa wzgldne bezpieczestwo. Cie czeka wic, pozwalajc oddali si awanturniczce i jej towarzyszowi - kilka razy prawie go zobaczya, a nie chcia dawa jej kolejnych okazji, dopki nie bdzie gotowy na swj ruch. Ranek prawie ju koczy si, kiedy popdzi swojego wierzchowca, bez trudu odnalaz lady dwu spasionych koni do gry w polo i niechtnie ruszy za sw ostatni ofiar.

Rozdzia smy
Ze wschodu, od morza powia wiatr, przynoszc ze sob chodn mawk. Kapryny powiew zgasi jedn z latarni owietlajcych wiodcy do Waterdeep Trakt Handlowy. Jednake, bez wzgldu na pogod, czekajcy pod Poudniow Bram miasta wdrowcy znajdowali si w radosnych nastrojach: wito Ksiyca zaczynao si nastpnego ranka i tumy z niecierpliwoci oczekiway tego okresu zabaw i handlu. Na nastpne dziesi dni ulice Waterdeep zajm kramarze i oywi kuglarskie wyczyny, wikszo handlu skoncentruje si wok Placu Targowego i przylegej Ulicy Bazarw, ale do wita szykowao si cae miasto. Pod Poudniow Bram zgromadzi si mieszany tumek. Byy tu zwyke handlowe karawany z towarami ze wschodnich i poudniowych szlakw, rzemielnicy przyjedali na otwarte targowiska w wyadowanych towarami wozach. Podrnicy wszelkiego autoramentu przybywali do Waterdeep, chcc zaopatrzy si na zim i zabawi po raz ostatni, zanim mrz zatrzyma ich a do wiosny. Wdrowni muzycy i kuglarze zyskiwali na opnieniu ustawiajc naczynia na datki w widocznych miejscach i wykorzystujc zachwyt publicznoci. Spora grupka gapiw zebraa si wok przepiknej, odzianej jedynie w zwiewne szaty kalimsyjskiego haremu tancerki, ktra koysaa si wdzicznie w rytm aosnej muzyki drewnianego rogu. Tok by coraz wikszy w miar jak deszcz czyni jej strj coraz bardziej przezroczystym. Cakiem niedaleko wirowao kilku mczyzn z dungli Chult, ich odzienie przystrajay egzotyczne kwiaty, a przytwierdzone do okci dzwoneczki brzczay emfatycznie, tworzc kontarapunkt dla falujcego rytmu ich niadych tuowiw i ramion. Kilka krokw dalej zwinny hobbit podrzuca cay asortyment niewielkich broni, kilku oywionych handlarzy ywnoci zaatwiao zaimprowizowane naprdce interesy, a brzczenie wymienianych monet grozio zaguszeniem odgosu jesiennego deszczu. Warty przy Poudniowej Bramie zostay podwojone, aby poradzi sobie z oczekiwanymi tutaj tumami, urzdnicy sprawdzali papiery i popdzali cisncy si przez przejcia lud. Poniewa deszcz przybiera na sile zmarznici i znueni stranicy jeszcze bardziej przypieszali ten proces, jeden z nich, rozpoznajc najmodszego syna Lorda Thanna, musn z szacunkiem czoo i zrobi

modziecowi drog, obrzucajc spojrzeniem podajc za nim posta w ciemnym paszczu. - Rozgos ma swoje dobre strony - powiedzia do swego towarzysza rozweselony Danilo. Arilyn, nawet jeli go usyszaa nie daa tego po sobie pozna, skierowaa konia na pnoc ku Wysokiemu Traktowi, szerokiej, brukowanej ulicy, ktra bya gwn arteri Dzielnicy Poudniowej. Tdy kierowaa si wikszo wewntrznego handlu Waterdeep, wzdu drogi cigny si dobrze utrzymane stajnie i skady, tu mona byo znale wiele gocinnych zajazdw i karczm. Waterdeep przygotowao si na przyjcie znacznej liczby podrnych: budynki byy jasno owietlone, wok nich krztali si stajenni i odwierni, biorc pod opiek towary i zwierzta. Karczmarze witali goci z radosn skwapliwoci. Danilo i Arilyn minli kilka ju zajtych przez przybye tumy zajazdw, w miar jazdy na pnoc sytuacja wcale si nie poprawiaa, a burza przybieraa na sile. Spasione klacze brny z rezygnacj przez kaue pochylajc by przed deszczem. Danilo machn na Arilyn, aby jechaa za nim i wyrwawszy si ze cisku wjecha w jedn z wielu bocznych, wietrznych uliczek. Przejechali obok kilku magazynw, potem minli niewielki okrg handlowy, gdzie po obu stronach ulicy toczyy si jeden obok drugiego, zadbane sklepiki. Nad wikszoci z nich pobudowano mieszkania, wysunite nad wsk uliczk tak, e wychylajc si z okna mona byo ucisn do kogo naprzeciwko. Mieszkacy byli najwidoczniej niezamoni, ale pracowici; ulice wysprztane, domki utrzymane byy bez wyjtku w nienagannym stanie, a okna nawet pn jesieni zdobiy doniczki z hodowlami kuchennych zi. Kilka upartych, pachncych rolinek chono padajcy deszcz. Drog, ktr susznie nazwano Wznoszc, Danilo wjecha na niewielki wzgrek - przed nimi pojawi si okazay drewniany budynek, wykoczony plecionk i wapnem. Z wysokich, rzsicie owietlonych okien zwieszay si biae zasony ze znakiem jakiej gildii, podobny symbol wyrzebiono nad drzwiami wejciowymi, oznajmiajc e budowla to Dom Dobrych Trunkw. - Zajmijmy si komi - krzykn przez wiatr Danilo. Arilyn skina gow i mijajc kilka poczonych ze sob budynkw pojechaa za nim ulic przypominajc swym ksztatem podkow. Z pierwszego domu, prawdopodobnie niewielkiego browaru, bucha zapach drody, nastpnym by kamienny skad, od ktrego zapachniao biaym, leakujcym w dbowych beczkach winem. Kolejny budynek by prawdopodobnie skadem zzar,

mocnego wina, z ktrego syno Waterdeep. Arilyn zmarszczya nos z niesmakiem; nic oprcz pomaraczowej cieczy nie mogo mie tego migdaowego zapachu. Gardzia, jak kady elf, ordynarnym piwem, ale zzar uwaano ze esencjonalny napitek miejscowego spoeczestwa. Tutaj jest to podstawa, pomylaa. Pokonali wreszcie zakrcon uliczk i dotarli do ostatnich budynkw - stajni. Arilyn ucieszya si widzc, e s ciepe i czyste - konie byy zmczone trudn podr i zasugiway na odpoczynek. Mody stajenny, ktry wyszed im na spotkanie rozpozna Danila, z szacunkiem pozdrowi szlachcica i obieca solennie, e jego konie bd specjalnie traktowane. Na bogw, pomylaa z irytacj Arilyn, czy w tym miecie jest jaka karczma albo urzd, gdzie nie znaj Danilo Thanna? Danilo, zostawiwszy szczerzcemu zby chopakowi konie i gar monet, zapa Arilyn za rk i cignc j za sob puci si biegiem przez may dziedziniec, dzielcy stajnie od tylnego wejcia do obery. Kiedy wpadli do niewielkiego hallu Arilyn oswobodzia do z ucisku fircyka. Danilo nie widzc niczego dziwnego w jej zachowaniu zdj swj przemoczony paszcz i powiesi go na haczyku. Z szarmanckim gestem pomg rozdzia si Arilyn i zarzuci jej okrycie na swoje. - Mio i ciepo - zauway. Odwiesi na koki swj kapelusz o szerokim rondzie, wygadzi wosy i zacz rozciera donie, cierpliwie czekajc, a Arilyn si przygotuje. Nawet bez zwierciada wiedziaa, e jej twarz jest sina z zimna. Zaczesaa za uszy swe zmoczone loki i chcc wyglda jak najporzdniej podwizaa wosy bkitn tasiemk. Danilo wyd wargi, ale rozsdnie powstrzyma si od wszelkich komentarzy i kiedy ogarna si kolejnymi drzwiami wprowadzi j do gospody. - Nie jest to Baba Jaga - przeprosi przywoujc nazw najwygodniejszego zajazdu Waterdeep. - Ale da si tu wytrzyma i, co najwaniejsze, jest to centrum Gildii winiarzy, browarnikw i gorzelnikw. Byem tu wiele razy, moe nie jest zbyt wyszukany w stylu, ale oferuje najszerszy wybr trunkw w Waterdeep. Arilyn zjeya si syszc t ocen zalet zajazdu. Moe Dom Dobrych Trunkw nie dorwnywa wyszukanym szlacheckim standardom, ale po wielu dniach uciliwej podry jej wydawa si gocinnym niebem. Sala bya ciemna i zadymiona, z niskim sufitem i sprawiajcymi wraenie przytulnych kcikami. Powietrze przesyca zapach pieczonego misa, gorzkiego piwa i pni pnocnej sosny, ktre

trzaskay ogniem w wielkim otwartym palenisku. Co by nie powiedzie o spodziewanych niedostatkach karczmy, panowa w niej oywiony nastrj; wesoe dziewczta i krzepcy modziecy roznosili szerokie tace z napojami i prostym, poywnym jedzeniem. - Widywaam gorsze - odpowiedziaa oschle Danilowi. Ten cofn si zaskoczony. - Dostojna Pani Pnocy! To cud! Ona mwi! Arilyn obrzucia Danila pobaliwym spojrzeniem i wesza przed nim do gospody. Od dziesiciu dni bezskutecznie prbowaa ignorowa modnisia mwic tylko wtedy, kiedy to byo potrzebne i do tej pory Danilo nie wyglda na dotknitego jej milczeniem, paplajc i przekomarzajc si tak, jakby byli starymi przyjacimi. - Jeli znajdziesz nam jaki st, to ja poszukam pokoju - zaofiarowa si Danilo, podajc za ni. Arilyn odwrcia si i popatrzya na niego. - To Waterdeep. Rozdzielamy si tej nocy. Moe twoim najpilniejszym zadaniem jest si upi, ale ja szukam mojego zabjcy, pamitasz? - zapytaa cicho. Niewzruszony Danilo posa jej swj najradoniejszy umiech. - Moja droga, bde rozsdna. Przybycie do Waterdeep nie jest powodem, dla ktrego nie mielibymy pozna si lepiej, to w gruncie rzeczy maiy zajazd i twoje zamiary mog by trudne do spenienia. Rozejrzyj si tylko. Wskaza rk na sal: bya prawie pena, klientel stanowili miejscowi rzemielnicy wymieszani z bogatymi kupcami i szlacht - wszyscy wiadomi zalet karczmy pili ochoczo. Egzotyczne ubrania i znuone twarze licznych goci wiadczyy, i przybyli oni na wito. Rozmowy byy przyciszone i leniwe, wszyscy delektowali si posikiem i napitkami, a sdzc po zalanych stoach i niewyranych umiechach pijcych, wielu z nich zamierzao powici uczcie sporo czasu. W sali zostao tylko kilka wolnych miejsc. - Rozumiesz? - podsumowa Danilo. - Jeste skazana na mnie przez jeszcze jeden wieczr. Godziny obiadowe ju prawie miny i byoby gupot, gdyby ktre z nas wyszo na deszcz szuka innej karczmy tylko po to, eby postawi na swoim. Tak prawd mwic to wtpi, by w Waterdeep zostao jeszcze wiele wolnych pokojw. Jestem tu czstym i, powiedzmy to sobie, cennym gociem, wic bd o nas dbali widzc jej wahanie zadyrygowa. - No chod, obydwoje jestemy zmarznici, przemoczeni i

potrzebujemy snu, a ja na przykad zjadbym co, na co nie musz polowa. Gdy to powiedzia Arilyn zgodzia si cicho. - Dobrze - odpara niezbyt radonie. - A zatem postanowione! - Danilo popatrzy na co ponad ramieniem Arilyn. - Ach! Oto i gospodarz! - zawoa i podszed do pulchnego czowieka w fartuchu. Czy ja nigdy nie uwolni si od tego gupka? Arilyn ruszya w stron paleniska w poszukiwaniu pustego miejsca, jej uwag zwrcio kilka niewielkich, stojcych samotnie w cieniu stow - moe ktry z tych kcikw nie jest zajty. - Amnestria! Quefirre soora kan izzt? Arilyn zatrzymaa si na dwik melodyjnego gosu, a zmczenie i gd ustpiy nagle miejsca wspomnieniom. Kiedy ostatni raz syszaa ten jzyk? Odwrcia si i znalaza si twarz w twarz z wysokim, srebrnowosym ksiycowym elfem. By odziany w dostojn czer, a pene gracji ruchy i utrzymana w nienagannym stanie bro znamionoway w nim dowiadczonego wojownika. Przemwi w oficjalnym jzyku rady ksiycowych elfw, jzyku, ktrego Arilyn nigdy w caoci nie opanowaa. Pelfka z blem przypomniaa sobie, jak cierpiaa w dziecistwie u boku matki, kiedy Z'beryl usiowaa nauczy j czegokolwiek poza szermierk. - Przepraszam - powiedziaa z alem, - ale mino wiele lat odkd po raz ostatni syszaam ten dialekt. - Oczywicie - odpar przystojny essir gadko przechodzc na wsplny. - Stary jzyk i tak rzadko uywany, wybacz mi, ale w tych stronach jest niewielu naszych, po prostu przez chwil poczuem tsknot - umiech elfa by smutny i czarujcy jednoczenie. Arilyn skinieniem gowy przyja przeprosiny. - A wic, co mwie? Elf odpowiedzia pytkim ukonem. - Jeszcze raz musz przeprosi. Przez chwil wydawao mi si, e jeste kim, kogo znam. - Przepraszam, e ci rozczarowaam. - O, jestem pewien, e nigdy by tego nie zrobia - zapewni. - Kiedy zaczlimy rozmow uwiadomiem sobie jak szczliw omyk popeniem. Arilyn umiechna si. - Zawsze jeste taki szarmancki wobec obcych?

- Zawsze - odpar uprzejmie. - Rzadko jednak spotykam tak sympatycznych obcych. Czy zechciaaby zaszczyci mnie swoim towarzystwem? To jedno z niewielu miejsc w Waterdeep, gdzie mona znale Elverquisst, a ja wanie zamwiem butelk. Niewielu potrafi docenia niuanse czy tradycj. Twarz Arilyn rozpogodzia si w szczerym umiechu. Zaskoczenie spowodowane spotkaniem w takim miejscu ksiycowego elfa oraz usyszenie mowy, ktr kojarzya z matk sprawiy, e Arilyn opucia codzienna nieufno. Przyznanie si elfa do tsknoty za domem uwiadomio jej, e dawno ju nie widziaa Evereski. - Hojn ofert akceptuj z przyjemnoci - odpara uywajc zwyczajowej uprzejmej formuki. Wycigna lew rk doni do gry. - Jestem Arilyn Ksiycowa Klinga z Evereski. Qessir pooy swoj do na jej i ukoni si nisko nad zczonymi rkami. - Twe imi jest mi znane. Czuj si zaszczycony - mrukn z szacunkiem. Elfom odgos krokw przerwa. - Mam dobre i ze nowiny, Arilyn - oznajmi wesoo Danilo i podszed niespiesznie. - Hej! Kim jest twj przy... - modzieniec zatrzyma si nagle, a jego zwone oczy skupiy si na ksiycowym elfie. Twarz Danila staa, a rka ku przeraeniu Arilyn powdrowaa niedwuznacznie ku rkojeci miecza. Co ten gupiec robi, pomylaa z przestrachem. Klienci Domu Dobrych Trunkw naleeli w znacznej mierze do lubicego wypi plebsu, wielu z nich miao za sob liczne karczemne burdy, wyczuwali kad zadym tak pewnie, jak kapitan nadchodzcy sztorm. Rozmowy urway si nagle, brzkno oprniane popiesznie szko. Zagroenie mino tak szybko, jak si pojawio. Danilo, wyranie zmieszany, puci miecz i wycign z kieszeni haftowan chusteczk, wytar palce, jakby zbrukay si dotkniciem broni i z przepraszajcym umieszkiem zwrci si do obu elfw. - Znacie si, jak widz? - powiedzia, patrzc na ich zczone rce. Arilyn cofna niepewnie do i wepchna obie pici do kieszeni, nim jednak zdoaa wymyli zoliw odpowied odezwa si jej nowy znajomy: - Pomyliem etriel z m dobr przyjacik. Danilo unis brwi. - Na bogw, oryginalny sposb! - wykrzykn z podziwem. - Kiedy nastpnym razem, spotkam kobiet, z ktr bd si chcia zapozna, sam go wykorzystam.

Oczy quessira zwziy si znaczco, lecz uprzejma i rozemiana twarz Danila nie zdradzaa cienia sarkazmu. Przez chwil wszyscy troje stali bez ruchu, w kocu elf kiwn poegnalnie gow w stron fircyka i odwrciwszy si od niego poda rami Arilyn i podprowadzi j do stojcego przy palenisku stou. Pozostali gocie wyczuli, e kryzys min i karczm na nowo wypeniy rozmowy i brzkanie naczy. Arilyn cigle skonsternowana prymitywnym zachowaniem Danila poczua ulg, e nie doszo do walki. Na bagnach Danilo udowodni, e jest niezym wojownikiem, ale nie wtpia, e nie dotrzymaby pola elfowi. Gdy essir wid j do stou odwrcia si przez rami i sykna na Danila: - Odejd! - miaa nadziej, e chocia na jaki czas zostawi j sam. Jeli nawet Danilo zrozumia niewypowiedziane ostrzeenie, to bezczelnie je zignorowa. Podszed za elfami do stou i mimo, e postawiono go w rogu w taki sposb, by tylko dwie osoby mogy porozmawia nad butelk, przynis sobie trzecie krzeso i rozsiad si wygodnie obok nich. Umiecha si tak arogancko, jakby siedzia tu co najmniej z krlewskiego upowanienia. - Co ty wyprawiasz? - warkna Arilyn. - Co ty wyprawiasz? - odpar ospale, wskazujc przez st na quessira. - Naprawd moja droga przyja zaproszenie tego, eh, dentelmena - albo moe dentelelfa* - a on nawet ci si nie przedstawi. - fircyk pokrci z dezaprobat gow i cmokn. - Jak przy takim podejciu mam ci wprowadzi do towarzystwa Waterdeep? Rozwcieczona przypuszczeniem Danila, Arilyn wzia gboki oddech, nim jednak zdoaa wyrzuci z siebie potok przeklestw uderzyo j to, co przed chwil powiedzia. Zdaa sobie spraw, e elf faktycznie nie zdradzi jej swego imienia. Popatrzya na quessira: obserwowa ich z widoczn w bursztynowych oczach uwag. - Nie robi tajemnicy ze swojej tosamoci - odpar elf, kierujc swe sowa tylko do Arilyn. Przerwano nam zanim mogem dokoczy prezentacj. Jestem Elaith Craulnobur, na twoje usugi. - Niech przeklte bd moje oczy - wtrci jowialnie Danilo. - Syszaem o tobie! Czy nie nazywaj ci przypadkiem Wem? - Rzeczywicie, w pewnych krgach - przyzna chodno elf. Elaith W" Craulnobur - Arilyn z trudem udao si zachowa niewzruszony wyraz twarzy, ona te syszaa o tym poszukiwaczu przygd. Jego okruciestwo i bogactwa byy legendarne, a

Kymil da jej jasno do zrozumienia, eby od tego elfa trzymaa si z daleka. Mentor Arilyn kad nacisk na jej reputacj - i tak nadszarpnit przez etykietk asasyna - a ktr zwizanie si z kim typu Elaitha Craulnobura mogo tylko jeszcze bardziej popsu. Arilyn nie dawaa jednak wiary mrocznym pogoskom powtarzanym przez Kymila, uwaajc je raczej za babskie plotki. Wszak sama syszaa opowieci znieksztacone ponad wszelk miar o wasnych dokonaniach, podobnie mogo by w i tym przypadku. Sama osdzi t spraw. Starajc si zachowa w miar naturalne brzmienie gosu, zwrcia si do swego gospodarza: - Mie spotkanie, Elaith Craulnoburze. Prosz przyjmij przeprosiny za niefortunne zachowanie mojego towarzysza. * nieprzetumaczalna - wobec spolszczenia angielskiego sowa gentleman - gra sw [przyp. tum.] - Twojego towarzysza? - Elaith po raz pierwszy popatrzy na Danila z pewnym zainteresowaniem. - Bardzo ci dzikuj Arilyn, ale potrafi mwi - zaprotestowa radonie modzieniec. - Tego si wanie obawiam - mrukna. - Danilo wiem, e wolne miejsca s tutaj rzadkoci, ale czy nie zechciaby zostawi nas samych? Przyjam zaproszenie Elaitha. Jeli chcesz, docz do ciebie pniej. - Co? Chcesz, ebym sobie poszed? I straci sposobno do rozmowy z tak legend? Nie moe by. Czy masz mnie za a tak pocztkujcego barda? - Danilo pooy obie rce na stole i pochyli si ku Elaithowi z pewnym siebie umieszkiem. - Czy wiesz, jakie pieni piewa si o twych wyczynach? - Nie - ton quessira bynajmniej nie zachca do dalszej dyskusji na ten temat. Danilo zupenie zignorowa tak zakamuflowan informacj. - Chcesz mi wmwi, e nigdy nie syszae Cichych Uderze Wa"? To cakiem nastrojowy utwr, czy mam ci go zapiewa? - Innym razem. - Danilo... - ostrzega przez zacinite zby Arilyn. Fircyk umiechn si do niej przepraszajco. - Arilyn, moja droga, znowu si zapominam, tak? To oznaka amatorstwa, ot co. Prawdziwy bard powinien sucha i obserwowa, tak powinienem postpowa. Naprawd tak powinienem postpowa. Prosz, wrcie do swojej rozmowy, udawajcie, e w ogle mnie tu nie ma.

Obiecuj, e bd siedzia cicho jak limak. Uparty gupiec, pomylaa Arilyn i westchna. Wiedziaa, e wykcanie si zpiknisiem tylko pogorszy spraw, wic umiechna si smutno do Elaitha i rzeka: - Pozwl, e spdzimy ten wieczr we trjk. - Jeli tak sobie yczysz - zgodzi si agodnie elf. Popatrzy na Danila, jakby ten by przeronitym i le wytresowanym szczeniakiem. - Nie wierz, bymy wczeniej si spotkali. - To Danilo Thann - rzeka szybko Arilyn, nim modzieniec zdy powiedzie co, co rozzocioby elfa. - Ach tak - Elaith umiechn si z rozbawieniem. - Mody Mistrz Thann. Twoja sawa ci wyprzedza. Elf przesta przyglda si Danilowi i skupi si na ceremonii Elverquisst, klasnwszy w donie wypuci w stron stojcej na rodku stou wiecy malek ognist kul. Arilyn skrzywia si, kiedy wieca zapona ogniem. W tej samej chwili spostrzega, e Danilo przyglda si jej z zaciekawieniem i potrzsna gow dajc mu do zrozumienia, by nie przerywa. Szlachcic ucich i z rosncym zainteresowaniem obserwowa ceremoni. Elaith Craulnobur zczy donie najpierw nad pomykiem, potem nad karafk elfiego spirytusu, ktra staa na stole przed nim. Butelka bya pikna, zrobiona z przeroczystego krysztau, ktry iskrzy tysicem malekich cianek. Elf wzi naczynie w obie donie, krcc nim wolno przed wiec, a butelka zajaniaa jeszcze bardziej, jakby absorbujc wiato, w kocu essir powiedzia jakie zdanie w elfim jzyku i wiato rozbyso w trzynastu punktach, janiejcych teraz niczym gwiazdy w pociemniaym niespodziewanie szkle karafki. Gardo Arilyn cisno si jak zawsze, gdy widziaa jesienn konstelacj Coreliana. Dla ksiycowych elfw to ustawienie gwiazd oznaczao koniec lata. Elaith i Arilyn zanucili cicho poegnaln pie, a wiato karafki ciemniao przy ostatnich sowach rytuau. Elaith delikatnie nala do pucharu nieco cieczy, ktra przy jego skomplikowanych ruchach opalizowaa przepikne. Dziki zrcznoci doni przeszed przez rytua z pen wprawy atwoci. Olniewajc magi ceremonii tworzyy przez wieki niezliczone pokolenia elfw, powicajcych si spiralnemu tacowi pr roku. Patrzc na to Arilyn niemal zapomniaa o gupocie Danila i reputacji Elaitha i na chwil wrcia do Evereski, do dziecistwa. W rytuale Elverquisst uczestniczya po raz ostatni w wieku pitnastu lat, tu przed mierci Z'beryl. Elverquisst to rubinowa ciecz otrzymywana przy uyciu magii ze sonecznego wiata i

letnich owocw. agodny, poyskujcy zoto napj wyrnia si tak kolorem, jak i smakiem. Cho zawsze cenny, w jesiennych rytuaach smakowa jak dar ostatniego, najwspanialszego dnia lata. Elaith zakoczy ceremoni i poda puchar Arilyn. Wypia powoli, z naleytym szacunkiem, po czym pochylia gow przed quessirem w tradycyjnym podzikowaniu, ktre dopenio ceremonii. Elaith wadczym gestem wezwa kelnera. - Jeszcze jeden kielich, jeli mona - poinstruowa modzieca. Elf, jakby po namyle, zwrci si do Danila . - A moe dwa? Czy chciaby sprbowa Elverquisst? - Dziki, wol zzar - odpar Danilo. - Oczywicie - powiedzia agodnie. - Kielich wszdobylskiego napoju dla naszego modego przyjaciela i obiad dla trzech osb - zwrci si do poddenerwowanego kelnera, ktry skin i znikn w bezpiecznej kuchni. - A teraz - Elaith skierowa si do Arilyn, - c ci sprowadza do Waterdeep? wito Ksiyca, jak sdz? Przyjechaa na zabaw? - Tak, na zabaw - zgodzia si, chcc da jak najniewinniejsz odpowied. - Ciekawa sprawa. Ochrypa, uroczysta, ale niewtpliwie wystarczajco barwna, by przycign tum. Tak jak ten zajazd, cae miasto pene jest goci. Mam nadziej, e znalaza miejsce na wypoczynek? Arilyn popatrzya na Danila, oczekujc odpowiedzi. - Udao ci si zaatwi pokoje? - Pokj - poprawi niemiao Danilo. - Jeden pokj. Wszystko jest zajte. Jeden pokj, pomylaa z przeraeniem Arilyn. Jeszcze jedna noc z Danilo Thannem. Opada na krzeso ze stumionym jkiem. Jej reakcja nie usza uwadze Elaitha. - Jak widz, przyniose ze wieci - zauway oschle. - Dziwne to, co mwisz - odpar agodnie Danilo, najwyraniej nie zrozumiawszy drwiny. Wcale nie uwaam za co zego dzielenia pokoju z pikn kobiet. - Etriel - poprawi dobitnie Elaith, obserwujc niem furi Arilyn, - nie wydaje si dzieli twojego entuzjazmu. - Och, ale podzieli. Wiesz, Arilyn jest po prostu bardzo dyskretna - zapewni po msku

Danilo. W tej chwili kelner wrci z napitkami. Arilyn zdja z tacy puchar zzar i postawia go gono przed Danilem. - Napij si - podpowiedziaa sodko. - Ja stawiam. Biorc kolejny puchar Arilyn wrcia do na wp zapomnianej ceremonii nalewania i proponowania Elverquisst. Jeli Elaith zauway jaki bd w odprawianiu rytuau, to pomin to milczeniem. Rytua uatwi zmian tematu, ktry zszed na lokalne plotki, polityk i - byli przecie w Waterdeep - handel. Danilo, mimo obietnicy bycia tylko postronnym obserwatorem, nie ustawa w ustnych docinkach pod adresem quessira. Szlachcic zaliczy kilka udanych trafie, z ktrych kade, wypowiedziane przez kogo innego, mogo zosta uznane jako wyzwanie do walki. Elaith przechodzi nad drwinami do porzdku dziennego. Nie mg postpowa inaczej, gdy haczyki Danila, jeli rzeczywicie istniay, zarzucano z tak przyjazn delikatnoci, e odpowiadanie na nie ze zoci byoby tak samo mieszna, jak apanie bbelkw w zupie. Arilyn sczya swj napj, w milczeniu mierzc swego nieznajomego towarzysza. Elaith wydawa si jej czarujcy i bezbdnie uprzejmy, nawet wobec gupoty Danila. Znany jako dziki, bezlitosny zabjca, teraz zachowywa powcigliwo i dobry humor. Arilyn pomylaa, e pogoski s mimo wszystko wyolbrzymione. - Ach, oto obiad - oznajmi Elaith. Zjawio si dwch kelnerw, jeden z zastawion po brzegi tac, drugi z niewielkim stolikiem, powikszajcym ten, przy ktrym siedzieli. Sucy postawili na stole kilka da: pieczone miso, kilka sztuk cigle skwierczcego drobiu, rzodkiew, gotowan zielenin i troch niewielkich, wanie wycignitych z pieca listkw. Ksiycowy elf patrzy na skromne danie z patrycjuszowskim niesmakiem. - Obawiam si, e to wszystko, co karczma moe nam zaproponowa. Nastpnym razem zapewni wam lepsz gocin. - W porzdku. Po niewygodach podry proste potrawy s najsmaczniejsze - zapewnia go Arilyn. Wraz z Danilem zabraa si do jedzenia. Miso zdawao si jeszcze bardziej poprawia nastrj modzieca. Z niezwyk radoci zagbi si w rozmow z Elaithem, smakujc sowa

jak szermierz dobry cios. Arilyn, zbyt zmczona, by bra udzia w starciu, przygldaa si pomieszczeniu, w ktrym siedzieli, czujnie wypatrujc najmniejszej wskazwki do wasnych poszukiwa. Kto opowiada o Zabjcy Harfiarzy - nawet w tym bezpiecznym miejscu gocie wydawali si zaniepokojeni makabrycznymi wieciami. - Bya napitnowana, napitnowana na tyku jak dobra krowa... - Mwi, e asasyn przenikn przez strae w Zamku Waterdeep i... - Gdybym by Harfiarzem, to siedziabym w najciemniejszym kcie... Arilyn nie usyszaa niczego ciekawego, ale z przeraeniem przekonaa si, jak wyolbrzymione s plotki o Harfiarskim Asasynie. W kcie day si sysze coraz goniejsze oklaski, uciszajc szmer rozmw. Krzesa szuray po pododze, kiedy odsuwano je, chcc zrobi miejsce na rodku sali. Dwch kelnerw przynioso wielk harf, stawiajc j na rodku prowizorycznej estrady. Wysoki, szczupy mczyzna podszed niemiao do instrumentu i zacz go stroi. - Ach, teraz usyszymy prawdziwego barda - zauway dosadnie Elaith. Danilo odwrci gow, spogldajc na rodek karczmy. - Czyby? Kto to jest? - Rhys Kruczywiatr - powiedziaa Arilyn. Pamitaa barda ze swoich wypraw do Suzail. Cho mody i niemiay, piewa wspaniale. - Hmm. Zastanawiam si, czy nie moglibymy wystpi we dwjk, jako... au! - Danilo spojrza z wyrzutem na Arilyn, po czym schyli si i zacz rozciera gole, w ktry go kopna. Arilyn odpowiedziaa mu kadc palec na ustach. Gest nie by potrzebny. Po kilku pierwszych dwikach caa gospoda zamara, oczarowana moc muzyki barda. Ci, ktrzy przyszli tu jedynie po to, by czci kunszt gorzelnikw, suchali niczym najwiksi znawcy. Odwiedzanie karczm przez muzykw nie byo niczym nowym, ale w Domu Dobrych Trunkw rzadko zdarzao si goci takiego barda. Nawet Elaith i Danilo zapomnieli o swojej sprzeczce i chonli star pie ku czci wita Ksiyca. Brawa, jakimi nagrodzono barda, byy dugi i gone. Modzieniec zaintonowa z niemiaym umiechem now pie, wzruszajc ballad o dawnej mioci i przygodzie. Do gospody wlizn si nowy go. Zatrzyma si na chwil u drzwi, chcc wybra sobie miejsce, po czym przeszed bezszelestnie przez sal i usiad w kcie niedaleko Arilyn. Pelfka

zauwaya przybycie nieznajomego i obserwowaa go z uwag. By chyba jednym z wyszych goci, ale porusza si z gracj kocura. Jak wikszo podrnych dla ochrony przed zimnem otula si w paszcz. W przeciwiestwie do innych wchodzc do karczmy nie zdj ani okrycia, ani nawet kaptura. Usiad przy stojcym w cieniu stole, tu za rzucanym przez ogie krgiem wiata, cigle nie zdejmujc paszcza. Wziwszy pod uwag panujce w sali ciepo, jego zachowanie wydao si Arilyn dziwne. Kelner przynis nowo przybyemu puchar z miodem i kiedy obcy odchyli gow, by pocign yk, Arilyn zdoaa dostrzec jego twarz. By to czowiek modo majcy ju dawno za sob, cho prawdopodobnie cigle krzepki. Mia pospolite rysy, za wyjtkiem silnie zarysowanej, kwadratowej szczki. Co w tym mczynie wydawao si Arilyn znajome, cho mogaby przysic na wszystkich bogw, e nigdy go nie spotkaa. Obserwowaa nieznajomego przez kilka chwil, ale jej podejrzliwo tylko wzrosa. Zadowolony, siedzia w cieniu suchajc barda, jedzc obiad i popijajc mid. Arilyn poczua ulg, kiedy bard skoczy wreszcie piewa, a mczyzna wsta i wyszed. Widz niebezpieczestwo w kadym kcie, zbesztaa si. Niedugo bd szuka ogrw pod kiem, jak jakie nastraszone dziecko. Absolutnie potrzebuj wypoczynku. W tej samej chwili wyrwao si jej ziewnicie, a podjta wanie na nowo rozmowa midzy Danilem i Elaithem zamara. - To bya cika podr - przeprosia. Elaith podnis rk. - Nic nie mw. To niedopuszczalne, ebym zatrzymywa ci tak dugo. Moe w ramach przeprosin pozwolisz mi zaatwi spraw z wacicielem? - Dzikuj - odpara Arilyn, kolejnym kopniciem powstrzymujc Danila od wszczynania ktni. - Mam nadziej, e jeszcze si spotkamy? - zapyta Elaith. - Tak - odpara krtko. Pochylia gow i wycigna obie rce w oficjalnym gecie elfiego poegnanie. Zapawszy Danila za rami pocigna za sob, zanim zdy si odezwa. - A wic, gdzie jest ten pokj? - zapytaa zrezygnowanym gosem. Danilo poprowadzi j niewielkimi schodami na tyy karczmy. - Nie jest to najlepszy pokj w zajedzie - cho tylko ten by wolny - wic nie oczekuj luksusw. - Oby tylko byo w nim ko - wymamrotaa, zdrtwiaa ze zmczenia.

- To mieszne, e moesz sugerowa, i... - gos Danila rozpyn si, kiedy wspili si na schody. Elaith patrzy jak odchodzili. Pomyla chwil, wzruszy ramionami i wsta, szykujc si do wyjcia. Przez chwil zastanawia si, czy nie rzuci na st zapaty za posiek, ale postanowi tego nie robi. Po co zawraca sobie gow? Omijanie rachunkw z karczm byo jedn z rzeczy, jakiej ludzie od niego oczekiwali. Po chwili namysu podnis oprnion do poowy karafk elfiego napoju, zatka j dobrze i na oczach wszystkich schowa za pasek. Samo naczynie kosztowao prawdopodobnie wicej, ni gospoda moga zarobi w cigu caego witecznego tygodnia. Skinwszy gow karczmarzowi, ktrego rumiana twarz zblada na myl o utracie Elverquisst, Elaith wylizn si z szynku. Wielu na niego patrzyo, nikt jednak nie zaryzykowa. Deszcz przesta pada, a wiatr owija czarn szat wok ng elfa jadcego niespiesznie na zachd, w kierunku Drogi Smoka. Znajdowa si tam adny, zbudowany z czarnego granitu budynek. Wysoki, smuky i elegancki dom pooony by midzy Dzielnic Poudniow a Dokami. Dom Czarnego Kamienia, bo tak go nazywano, by jedn z licznych posiadoci elfa w Waterdeep. Elaith rzadko z niego korzysta. Jak dla niego budynek by zbyt sztywny i kanciasty, ale do dzisiejszego zadania wprost wymarzony. Przy bramie w elaznym parkanie elf zsiad z konia, okry swoj wasno i odda lejce pachokowi, ktry wybieg go powita. Wchodzc krconymi schodami Elaith kiwn gow dwm elfom - domowym, zaufanym sugom. Znalazszy si na ostatnim pitrze wszed do komnaty i zamkn za sob drzwi, zabezpieczajc je magi przed ewentualnym wtargniciem. W pomieszczeniu byo ciemno, a cae jego umeblowanie stanowi pojedynczy piedesta. Elaith, cigajc jedwabne szaty, odsoni unoszc si kilka cali nad piedestaem krysztaow kul. Pooy rk na jej gadkiej powierzchni, mamroczc litani starych sylab. Kula zajaniaa ponurym wiatem, a w jej wntrzu zaczy si kotowa ciemne mgy. W miar, jak obraz stawa si wyraniejszy, wiato byo coraz silniejsze. - Pozdrowienia, Lordzie Nimesin - powiedzia do kuli Elaith, tytu zabarwiajc delikatn drwin. - Jest pno. Czego chcesz, szary elfie? - zapyta wyniosy gos, subtelnie zmieniajc brzmienie sowa szary", co sprawio, e ten pochodzcy ze wsplnego termin w elfim oznaczaby tyle, co mie". W tym jednym sowie zawieraa si opinia, e ksiycowe elfy nie byy niczym wicej, jak produktem ubocznym powstaym dawno temu, podczas stwarzania elfw zotych.

Elaith umiechn si, ignorujc t mierteln zniewag - dzisiejszej nocy mg sobie pozwoli na tolerancj. - Zawsze dobrze pacisz za informacje. Mam co, co moe ci zainteresowa. - No? - Spotkaem wieczorem Arilyn Ksiycow Kling. Jest w Waterdeep, w Domu Dobrych Trunkw - zacz Elaith. - Niezwykle pikna i niepokojco znajoma. - Co? - twarz zotego elfa oywia si. - Mwiem ci, eby trzyma si od niej z daleka. - To byo przypadkowe spotkanie - powiedzia agodnie Elaith. - W zaistniaych okolicznociach nie dao si go unikn. - Nie chc, by wizano j z takimi osobami, jak ty! - rzuci si Kymil. - Nie ycz sobie, by jej reputacja zostaa nadszarpnita. - Och, przesta - zbeszta go Elaith. - Nadszarpnita? Utalentowana moe by, pikna jest na pewno, ale nie da si zaprzeczy, e wielu uwaa j za zabjc. - Bya zabjc. - To ty tak uwaasz. Ach, tak. Ma towarzysza, gupiego szlacheckiego szczeniaka z Waterdeep. Danilo Thann. Nie jest jasne, dlaczego z nim podruje. Wszystko wskazuje na to, e uwaa go za maskotk. - Tak, tak - powiedzia nieobecny mylami Kymil. - Wszystko to ju wiem. - Jednak jak obaj wiemy, pozory myl - cign Elaith, zupenie nie zraony. - Jestem pewien, e kompan etriel wcale nie jest takim gupcem, za jakiego chce uchodzi. Czy wiedziae, e Khelben Arunsun jest spokrewniony z Danilo Thannem? To jego kuzyn, jak sdz. - Kuzyn Czarnokija? - Kymil po raz pierwszy wyglda na zainteresowanego. Opanowa si szybko. - I co z tego? - Moe nic - zgodzi si Elaith, - ale Arilyn Ksiycowa Klinga umie ukrywa sw tosamo i zamiary. Dlaczego mielibymy sdzi, e jej towarzysz nie jest rwnie uzdolniony? Przez twarz wkuli przemkn zirytowany grymas. - Twoja bezczelno jest wprost niewyobraalna. Zapominasz, szary elfie, e sam mog obserwowa Arilyn Ksiycow Kling. Dzisiejsza rozmowa przy twoim stole zostaa zauwaona. Thann wyzwa ci do walki na sowa - zauwa, e nie powiedziaem umiejtnoci - i

zawody odbyy si. - Ale on jest Kuzynem Czarnokija. - Ju to mwie. Nie widz zwizku. - Jest lepiej sytuowany i mdrzejszy, ni to chce okaza - powiedzia Elaith. - Skoro Harfiarze dali Arilyn obstaw, pewnie wi j z ostatni seri morderstw. Moe ten chopak jest szpiegiem, ktry swoj gildi ma przekona o winie, bd niewinnoci. - Ha! - uci pogardliwie Kymil. - Danilo Thann jest takim samym Harfiarzem, jak ty albo ja. - Moe i tak, ale jeli si mylimy, to czy nie byoby zabawne, gdyby pad ofiar Zabjcy Harfiarzy? - Masz szczeglne poczucie humoru. - Wanie dlatego to powiedziaem - zgodzi si Elaith. - A teraz, co z Thannem? - Jeli chcesz tego gupka zabi, to prosz bardzo. Dla mnie jeden czowiek w t, jeden w tamt, nie ma adnego znaczenia - twarz w kuli zacza si rozmywa. - Widziaem te Brana Skorlsuna - powiedzia jakby od niechcenia Elaith. Obraz natychmiast nabra ostroci. - Wiedziaem, e to ci zainteresuje - mrukn Elaith ze zoliwym byskiem w bursztynowych oczach. - Wyobra sobie moje zdziwienie, kiedy ujrzaem naszego wsplnego przyjaciela po tych wszystkich latach. Oczywicie z pocztku nie poznaem go. Ludzie starzej si tak szybko. Ile on moe mie lat? Czterdzieci? Kymil nie zwrci uwagi na pytanie. - By tam Bran Skorlsun? W Domu Dobrych Trunkw? - Nadzwyczajny zbieg okolicznoci, nie uwaasz? - zauway niedbale Elaith. Kymil w zamyleniu ponownie nie zwrci uwagi na pytanie. Po chwili milczenia rzek: - Dobrze zrobie zwracajc si do mnie. Przel ci zwyk zapat. Elaith skontaktowa si z Kymilem Nimesinem po czci po to, by go rozdrani, ale teraz jego ciekawo zwielokrotnia si. Kada plotka zwizana z Branem Skorlsunem pachniaa przygod, a gdzie bya przygoda, tam byy pienidze. Tym razem postanowi zignorowa hojne nastawienie zotego elfa i wycign z niego szczegy. Zapata za dzisiejsze spostrzeenia zwrci si pniej. - Czy jest jeszcze co, w czym mgbym ci pomc? - zaproponowa.

- Nie - odpar krtko Kymil. - Poczekaj. Tak, jest. - Na twoje usugi - rzek Elaith. - Trzymaj si z daleka od Arilyn. - Oczywicie. Czy to wszystko? - Tak. Sowa Kymila wskazyway na koniec rozmowy. Elaith nie oponowa. Przyzwyczai si do tego, e to on mia ostatnie sowo. - Jak sobie yczysz. Jest jednak may problem. Moja zapata - podkreli. - Warunki ulegy zmianie. Preferuj mniej dokadn form gotwki. - Tak? Jak? - Danilo Thann - powiedzia bezbarwnie Elaith. - Zrobione - warkn Kymil. - Powiedziaem ju, e to, czy zginie, czy bdzie y, nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. Biorc pod uwag zoto, ktre odrzucasz, twa duma ma wysok cen. Ma bardzo wysok cen, pomyla Elaith Craulnobur. Przekonasz si o tym na wasnej skrze.

Rozdzia dziewity
- Pomiecimy si - zaryzykowa Danilo. - W yciu - odpara Arilyn, patrzc z niechci na wsk prycz, jedyne ko w pokoju. - Dla dwch nowo narodzonych hobbitw byoby za mae. Wol spa na pododze. Danilo widzia, jak cigna siennik, rozoya go przy kominku i nacigna koc na gow. - Powinienem by dentelmenem i nalega, eby wybraa ko, ale jestem zbyt zmczony na ktnie - powiedzia. - To dobrze - usysza stumion odpowied. Danilo pad na posanie z westchnieniem ulgi. Co z tego, e to najskromniejsze pomieszczenie w podrzdnym zajedzie? Mieli szczcie, e w ogle udao im si znale miejsce do spania, po trudach wdrwki kade miejsce byo wygodne. Mino troch czasu, zanim Danilo mg zasn, oddech Arilyn od dawna by ju wyrwnany, a on cigle duma na swoim niewygodnym materacu. Spotkanie zelfim opryszkiem zaniepokoio Danila, jeszcze w Everesce szlachcic rozpozna znak na zotej tabakierce Perendry. W Waterdeep jednouchy zbir dosta tabakierk od elfa. Kuszca bya myl, e elf mg stanowi klucz do zagadki Zabjcy Harfiarzy. Danilo by przekonany, e w ich poszukiwaniach Craulnobura naleao wzi pod uwag. Ju dawno temu odkry, e ludzie postawieni na skraju przepaci wyjawiaj wicej, ni mieli zamiar. Zrobi wszystko co mg, aby zdekoncentrowa Elaitha Craulnobura. Wobec zej reputacji elfa strategia Danila wydawaa si ryzykowna, ale taki gupiec jak on niejedno mg wycign. Danilo umiechn si do siebie w ciemnociach - to byo jedno z jego najlepszych przedstawie, a jednak Elaith pozosta niewzruszony. Jedyn rzecz, jak udao si Danilowi osign, byo dalsze zniechcenie Arilyn do siebie samego i to martwio go bardziej, ni by tego sobie yczy. Zerkn na pic pelfk. Pelfka. Nie bya tym, o kim myla. Splt donie pod gow i zacz wpatrywa si w poorany szparami sufit. Kiedy pierwszy raz ujrza portret Arilyn pomyla, e dziewczyna jest czowiekiem, takie samo wraenie odnosi jeszcze dugo po odkryciu jej prawdziwego

pochodzenia. Zacz uwaa j za najbardziej intrygujc kobiet, jak kiedykolwiek spotka, nie pozbawion przy rym waciwego elfom uporu i tajemniczoci. Dzi wieczorem zosta zmuszony do zauwaenia innego oblicza Arilyn. Z zaskoczeniem zda sobie spraw, e ona bardziej uwaaa si za elfa, ni za czowieka - nie mg w to wtpi odkd ujrza jej twarz podczas rytuau Elverquisst. Charakter Arilyn uksztatowaa i - jak sdzi Danilo odrzucia kultura elfw. Mody szlachcic zna ludzi - rzadko kiedy dawa si wywie w pole. Podczas jazdy do Waterdeep wielokrotnie widzia w oczach Arilyn byski niezgbionego smutku. Pamita noc, ktr spdzili w podrniczej chatce, pamita te, jak wygldaa twarz Arilyn, kiedy mwia do zotego elfa, ktry wymiewa jej pochodzenie. Po raz pierwszy Danilo zacz zastanawia si co znaczy by pelfem, co znaczy nie przynalee w peni do adnego ze wiatw. Och, by wstanie zrozumie w niej t tsknot za tym, co elfie. Arilyn lgna do Elaitha Craulnobura, oczarowana jego uprzejmoci i gotowoci zaakceptowania jej tak, jaka jest. Danilo wiedzia, e etriel - a tak nazywa j Elaith - to peen szacunku zwrot okrelajcy elfi kobiet o szlacheckim pochodzeniu, albo charakterze. Danilo odnis wraenie, e Arilyn nie bya przyzwyczajona do takiego traktowania, jako e wobec elfiego opryszka zachowywaa si jak zorza czekajca wschodu soca. Z tego, czego nauczy si o Arilyn w cigu ostatnich dwu dni wnosi, e taka reakcja bya u niej czym niezwykym. Bya przecie straszliwie dumna ze swojej umiejtnoci dawania sobie rady w yciu. C, wobec tej nowej znajomoci powinien mie si na bacznoci i jeli osd Arilyn by wypaczony, to wanie na nim spoczywaa odpowiedzialno zachowania zdrowego rozsdku. W tej sytuacji to jemu atwiej bdzie waciwie oceni sytuacj. Jestem pewien, pomyla Danilo i zachichota cicho. Wuj Khelben zawsze mu powtarza, e zbyt maa wiedza o samym sobie kadego czyni niebezpiecznym. Dobry arcymag zapomnia wspomnie, e nadmiar samopoznania te nie zawsze jest bogosawiestwem. Danilo westchn. Moe to ta pogoda sprawia, e si tak rozczuli. Deszcz przesta pada, zapada dosy ciepa, jesienna noc. Poudniowy wiatr wiszcza w licznych szparach starego budynku. Danilo nie mg pozby si uczucia zbliajcego si... czego. W tak noc wszystko mogo si zdarzy; zajazd peen opitych piwem i obartych goci by wymarzonym celem - wystarczyo dorzuci do tego towarzyszcy Arilyn cie, by przez ca noc nie zmruy oka.

Jeszcze raz popatrzy na pic towarzyszk: jak ona moga chrapa w tak noc? Naprawd musiaa bardzo wierzy w moc ostrzegania przed niebezpieczestwem przez ksiycowe ostrze i to na wiele sposobw. Danilo widzia jak miecz pon na bagnach: pewnej nocy Arilyn obudzia go i kazaa zastawi dookoa obozu wielkie wnyki, w ktre pniej zapay si dwa sowodwiedzie. Na jego pytania Arilyn odpowiedziaa, e miecz wysa jej we nie ostrzeenie. Danilo pomyla, e to nie gupia sztuczka - sowodwiedzie byy wyjtkowo odwane i gdyby nie sygna z miecza, nie mieliby szans z tymi omiostopowymi potworami, czcymi w sobie najgorsze cechy tak niedwiedzi, jak i sw. W gruncie rzeczy przy takim porwnaniu Arilyn miaa prawo czu si bezpiecznie w czterech cianach zajazdu. Danilo przekrci si na drugi bok i zacz si gapi przez okno w bezgwiezdne niebo. Noc podtrzymywaa jego nastrj - za, duszna, niepewna. Mimo stojcego w peni ksiyca, bya ciemna. Silny wiatr pdzi chmury po niebie i ksiycowi tylko czasami udawao si zza nich wyjrze. Danilo z nudw zacz obserwowa chmury, popatrzy na grajce na cianach skromnego pokoiku ksiycowe wiato. Lea liczc uderzenia dzwonu z pobliskiej wityni Torma, a w kocu, ukojony monotonnym wiatem ksiyca, zapad w niespokojny sen. ***** Ciemna posta podaa przez hall zajazdu, nieubaganie kierujc si ku pomieszczeniu na jego przeciwnym kocu. Na cikich drzwiach umieszczono dumny napis: Pokj Krla Rhigaerda, ktry mia dawno temu uczci wizyt byego krla Cormyru. Przebywajcy w tym pomieszczeniu gocie byli przewanie najcenniejszymi, jacy zawitali do gospody. Dzisiejsza noc nie stanowia wyjtku od tej reguy. Drzwi rozwary si bezszelestnie a intruz wlizgn si do rodka. Rhys Kruczywiatr spa pod grub kodr, jego rka spoczywaa na ramie lecej z boku harfy. Ciemna posta podkrada si do ka i podnisszy do uzdolnionego Rhysa przycisna do niej czarny przedmiot. Da si sysze syk palonego ciaa. Kiedy wszystko ucicho asasyn otworzy okno i cicho wysun si w noc. Powiew wiatru uderzy w struny harfy, wydobywajc z niej ponury jk poegnania niedawnego waciciela. ***** Nieco dalej, w pomieszczeniu nigdy nie zaszczyconym cieniem krlewskiej obecnoci, .Arilyn Ksiycowa Klinga wia si na swym posaniu, drczona nocnym koszmarem. Kiedy miecz wysa jej we nie ostrzeenie przebudzia si natychmiast, gotowa stawi czoa kademu

niebezpieczestwu. Na dobr spraw udao si jej to. Sen mia intensywno i czstotliwo ostrzeenia, ale cho walczya z caych si, nie moga si od niego uwolni - co trzymao j od tyu, co ciemnego, starego i penego rozpaczy, co, co byo czci niej samej. Arilyn oddychajc z trudem usiada na pododze najskromniejszego pokoju w Domu Dobrych Trunkw. Cigle jeszcze nieprzytomna przetara piciami oczy, chcc przegna resztki snu. Przecigna si bezszelestnie i signa po buty - poniewa po adnym ostrzeeniu nie potrafia zasn, zdecydowaa si na spacer. W tej samej chwili zamara, niepewna czy naprawd si obudzia: chmury rozdzieliy si i pokj owietli ksiyc, ukazujc szczup, ciemn posta pochylon nad kopotliwym przyjacielem Arilyn. Danilo! Odruchowo wyszarpna z buta sztylet i zerwaa si na rwne nogi, gotowa wyrwa napastnikowi serce. Opuszczajc sztylet rzucia si na zabjc, lecz ku jej kompletnemu zaskoczeniu cios, ktry powinien zabi napastnika, rozci zbrylon poduszk Danila. Trafia w ko, a w powietrze pofruna chmura pierza. Danilo zerwa si z przestraszonym uff", niespodziewanie szybko obejmujc swego napastnika. - Pu mnie! - zadaa Arilyn, podnoszc si na okciach i prbujc wsta. Oczy fircyka rozszerzyy si z przeraenia, kiedy w doni Arilyn ujrza sztylet, ale chwyt w nadgarstku zela tylko na moment. - Dobrzy bogowie, kobieto, czy nie mwiem ci, e tego nie potrzebujesz? I bez broni jeste tu mile widziana. Arilyn zbya go paskudnym przeklestwem i znowu sprbowaa si wyrwa. Danilo, z szybkoci i si, jakiej nikt by si po nim nie spodziewa, zrzuci dziewczyn na podog i wasnym ciaem przygnit j do ziemi. Gdy szamotali si pord opadajcych powoli pir ponownie zapa j za nadgarstek i ciska go dopty, dopki nie wypucia z doni sztyletu. Arilyn obrzucajc go elfimi przeklestwami wyprya si po raz kolejny. - Puszczaj mnie - jkna. - Dopiero kiedy powiesz mi co si dzieje. Arilyn przestraszya si metalicznego tonu w jego gosie, czua e Danilo nie artuje. A nie moga teraz mwi - wszystkie zmysy mwiy jej, e napastnikiem by Zabjca Harfiarzy. Nigdy nie by a tak blisko. Arilyn pozwolia swojemu ciau zwiotcze. Danilo wyczuwajc jak sabnie zwolni nieco uchwyt i to byo wszystko, czego potrzebowaa. Kady wywiczony misie jej szczupego ciaa

sta, kiedy zrzucaa z siebie napastnika. Danilo spad, ale ku jej zaskoczeniu nie puci nadgarstka. Zerwaa si na rwne nogi i kopna szlachcica w okie. Uchwyt znw zela i Arilyn zdoaa uwolni rk, zaraz te ruszya ku drzwiom - po drodze podniosa miecz. Danilo szybko doszed do siebie, rzuci si za ni i zacisn do na jej kostce. Arilyn runa jak duga, a wypuszczona bro upada poza zasigiem jej rki. Ze wciekoci zamachna si woln nog. Kopnicie byo silne, poczua pod stop szczk Danila. Puci j i zakl zadziwiajco gono, biorc pod uwag stan jego szczki. Arilyn przekrcia si na plecy i poderwaa. Danilo klcza za ni, trzymajc rk przy twarzy i poruszajc uchw w obie strony. Pelfka zadowolona, e pokonaa jego opr szybko ruszya w kierunku miecza. Wytrway szlachcic wsta jednak i znw rzuci si na ni. Upadli na podog bijc i kopic w prbach uzyskania przewagi. Arilyn chciaa si uwolni, lecz sia i upr ataku Danila zaskoczyy j - z mieczem w doni nigdy by mu na to nie pozwolia, ale w bezporedniej walce dorwnywa jej. Poczua, e nie zdoa oswobodzi si na czas. - Przesta, bo on ucieknie - krzykna dziko. Chwyci jeszcze mocniej. - On? Jaki on? - Zabjca. Mina Danila wyraaa zwtpienie, Arilyn prbujc go przekona, wyrzucaa z siebie sowa chcc, by zrozumia zanim bdzie za pno. - Zabjca. By tutaj. Widziaam go przy twoim ku, sta nad tob. Zaatakowa i... - sowa zostay w jej zacinitym z przeraenia gardle. - No i? - nalega Danilo. Arilyn nie potrafia odpowiedzie. Co stao si z napastnikiem? W jednym momencie ciemna posta bya w pokoju, w drugim Arilyn walczya ju z Danilem. Czy to mg by sen? Usiada i przycisna obie rce do czoa, nawet nie zauwaya, e szlachcic puci j. - Arilyn - gos Danila by agodny, chopak pogadzi j po plecach. - Arilyn, moja droga, powiedz mi co si stao. - Sama chciaabym wiedzie - bya zdziwiona, e pozwolia Danilowi zbliy si do siebie, jak przestraszone dziecko. - Powiedz mi - nalega. - Miaam sen. Kiedy si obudziam - tak mi si przynajmniej wydaje - kto nad tob sta. To

by Zabjca. - Jeste tego pewna? - Tak. Nie potrafi wyjani dlaczego, ale tak jest. Wycignam bro i zaatakowaam zakoczya. Nim Danilo zdoa co powiedzie, usyszeli pukanie do drzwi. - Lordzie Thann? Czy wszystko w porzdku? - Do jasnej cholery, to karczmarz - mrukn Danilo. - Tak Simon. Nic si nie stao odkrzykn. - Przepraszam za zamieszanie. Zy sen, to wszystko. - Troch to za gone na sen, panie - odpar Simon. - Tak, c - improwizowa Danilo, - kiedy moja towarzyszka obudzia si, potrzebowaa, eh, nieco wygody. Jedno wynika z drugiego, wiesz przecie. Przepraszam jeli kogo zaniepokoilimy. - Na pewno wszystko w porzdku? - Jak najbardziej. Zapado milczenie, po ktrym da si sysze stumiony chichot. - Lordzie Thann, biorc pod uwag, e moi mniej kopotliwi gocie chc spa, czy zechciaby im to umoliwi? - Przyrzekam, e ju nikogo nie obudz. - Dzikuj, panie. Dobrej nocy - po chwili kroki waciciela umilky. Danilo popatrzy na pelfk niepewny jej reakcji, na szczcie Arilyn bya zbyt zaniepokojona, by obrazi si za jego niewybredne wytumaczenie. Danilo przekonany o wasnym bezpieczestwie, odgarn jej z twarzy wilgotny, kruczoczarny lok. - To by tylko sen - powiedzia delikatnie. - Nie - upieraa si Arilyn odpychajc go. Wstaa i skrzyowawszy rce na piersiach zacza si intensywnie zastanawia. - To byo co wicej ni sen, to byo co wicej, ni senne ostrzeenie. - Zrozum, jeste odrobin przemczona - rzek Danilo wycigajc przed siebie rce w przyjacielskim gecie. - To naprawd niepojte! Wziwszy pod uwag przez co przesza, nocne koszmary s jak najbardziej na miejscu. Sama myl o tych sowodwiedziach sprawia, e chciabym... - jego zapewnienia ucichy, bo Arilyn ju nie suchaa. Wpatrywaa si w niego, a na jej twarzy walczya pewno i przeraenie. - Wiedziaam, e to nie by sen - wyszeptaa.

Danilo pody za jej spojrzeniem: na jego lewej doni gorzaa maleka harfa i zakrzywiony ksiyc. Symbol Harfiarzy. ***** Chmury rozdzieliy si, a kapryne wiato ksiyca pado na dwie sunce si wzdu budynku postacie. Pierwsza sza pewnie po wskim wystpie, druga posuwaa si maymi kroczkami, kurczowo przytrzymujc si cian. - Musiaa chyba sporo azi po dachach - mrukn Danilo, bezskutecznie prbujc nady za zwinn pelfk. - Owszem - odpara nieobecnym gosem Arilyn, cakowicie skupiona na celu. - Mam tylko nadziej, e ten twj bard zostawi otwarte okno - zacz narzeka Danilo. - A tak na marginesie, czy ty w ogle potrafisz dobiera si do zamkw? C, jeli bdziesz chciaa otworzy okno, to bdziesz musiaa zaj si nim tak samo jak drzwiami, a to przecie oszczdzioby nam aenia po tych murach na podobiestwo jaki cholernych pajkw.. - Ucisz si - sykna Arilyn, czujc wzbierajc fal zoci. Jeszcze raz w duchu zwymylaa si za trafienie na Danilo Thanna; ten czowiek by wyjtkowo wkurzajcy. Raz wydawa si przebiegym wojownikiem, innym razem wyrozumiaym przyjacielem, aby potem sta si bezwartociowym oferm. Obecnie przewaa ostatni wariant. Po ataku na swoj cenn osob Danilo by - jeli to w ogle moliwe - jeszcze bardziej roztrzsiony, ni zwykle. Lepiej by zrobia zostawiajc go w pokoju. Arilyn przelizgna si obok okna, ale Danilo, pozbawiony rytmu jej drobnych stp, zakoysa si niebezpiecznie mcc powietrze rkami. Plelfka chwycia go za paszcz i popchna w bezpieczniejsze miejsce. - Ostronie - warkna. - Czy jeste pewien, e Rhys Kruczywiatr bdzie na kocu korytarza? - Cakowicie - zirytowa si Danilo, spogldajc na lecy poniej dziedziniec i apic si kurczowo ciany. Chocia usiowa zachowa nonszalanck poz, to jego gos nie brzmia zbyt pewnie. - Zapytaem karczmarza o Pokj Krlewski - czsto z niego korzystam, kiedy naduyj, no wiesz - a on powiedzia mi, e bard ju mu za niego zapaci. To nie do wytrzymania! Zbliyli si do koca budynku. Arilyn pokazaa mu, by siedzia cicho i podkrada si do okna; byo otwarte, wic, przelizgujc si midzy zdobicymi okno cikimi brokatowymi

zasonami bezszelestnie wskoczya do rodka. W pomieszczeniu panowaa cisza. Nie byo adnego ladu intruza, Arilyn wstrzymujc oddech podesza do oa i pooya do na szyi piewaka. - Za pno - jkna cicho. Danilo wspi si niepewnie do pokoju i stan za ni. - Nie yje? - szepn. Mia nienaturalnie blad twarz. - Tak - wskazaa na pitno na odwrconej doni barda. Wcieko rozlaa jej w yach niczym pynny ogie. - Zabij tego potwora - przyrzeka cicho. - Nie wtpi, ale nie dzisiaj - odpar Danilo ujmujc j za okie. - Musimy std znika. Ju. Arilyn szarpna si. - Nie! Jestem zbyt blisko. - Dokadnie - rzek Danilo z wyczuwalnym w gosie napiciem. - Moim zdaniem zbyt blisko by czu si bezpiecznie. Posuchaj, moe ty nie przejmujesz si tym Zabjc Harfiarzy, ale mi nie jest do twarzy w niebieskim - unis do tak, by moga zobaczy poncy bkitem symbol, - pamitasz? - Moesz odej w kadej chwili - odpara. Danilo przejecha napitnowan doni po wosach wygadzajc zwichrzone wiatrem pukle. Wygldao na to, e ten ruch wytrci go z rwnowagi, gdy musia uchwyci si jednej z kolumn oa. - Odej? Bybym szczliwy mogc zwia w bezpieczne miejsce - powiedzia. - Czy przyszo ci kiedy do gowy, e jednak mog nie by w stanie? Arilyn popatrzya na niego chodno. - O czym ty mwisz? - O sobie. Paskudnie si czuj. - To tak samo, jak ja. Znam Rhysa z Suzail. - Nie, nie tak cakiem o to mi chodzio. Czuj si paskudnie. Pomyl - rzek Danilo wskazujc martwego barda. - Co zabio Rhysa Kruczywiatra? Widzisz gdzie krew? lady walki? - Nie - przyznaa. - To cz problemu. Wszyscy gin we nie, bez znaku, za wyjtkiem... jej oczy rozszerzyy si jakby wanie co zrozumiaa. - Trucizna - dokoczya ponurym szeptem - ten znak jest zatruty. Harfiarze nie s pitnowani po mierci, jak dotd sdzilimy, zabija ich magiczny, zatruty symbol.

- O to mi wanie chodzio - zgodzi si Danilo. - Ani ty, ani ja nie jestemy w stanie przeciwstawi si uywajcemu magii zabjcy, nawet jeli go znajdziemy. A i w to wtpi. Oczy Arilyn znw si rozszerzyy, zapaa Danila za rk wpatrujc si w ni tak, jakby si woli chciaa usun znami. - Na bogw, wic i ty zostae zatruty. Czemu my tu jeszcze stoimy? Czy dobrze si czujesz? Zby jej trosk wzruszeniem ramion. - Chyba przeyj. Przerwaa zabjcy zanim wchonem wystarczajc ilo trucizny, ale rzeczywicie zaczynam czu si cokolwiek niepewnie. - Parapet - powiedziaa, przypominajc sobie niedoszy upadek Danila. - Wanie tam to si zaczo - przyzna ze sabym jkniciem. - Wchodziem przez okna wystarczajco czsto, by umie utrzyma rwnowag. Mogem troch zardzewie, ale nie do tego stopnia. Te moje potknicia pasuj do naszej ukadanki - jego gos stwardnia nagle. - Ale teraz jestemy tutaj, a nie gdzie indziej. Wpakowaa mnie w to, mierci uniknem o may wos mog tylko doda, e to ju nie pierwszy raz - wic zabierzesz mnie w bezpieczne miejsce. Teraz. Ariiyn skina, rwnie zaniepokojona obecnoci zabjcy, co stanem Danila: Mimo swoich zapewnie szlachcic zblad, w takim stanie nie zdoaby wyj z zajazdu o wasnych siach. - Chod - powiedziaa, po czym dodaa cicho. - Wobec powyszego musimy wybra drzwi. - Ach - stkn, odwracajc si plecami do okna. - Nieza myl. Ariiyn spojrzaa na przewieszon przez rami Danila magiczn sakw i przypomniaa sobie o znajdujcej si w rodku ksidze czarw. Nie lubia magii, ale w tej sytuacji nie widziaa innego wyjcia. - Tak przy okazji, czy znasz zaklcie na niewidzialno? - Nie, ale za par groszy mog sprbowa - odpar Danilo niezbyt przytomnym gosem. Ariiyn patrzya na niego z przestrachem. - Musiae wchon wicej trucizny ni sdzilimy, ten dowcip by stary ju za czasw Myth Drannor. Dandys odpowiedzia sabym umiechem, potem wydoby komponenty i gestem przywoa Ariiyn. - W tej chwili czuj si niezbyt modo. Idmy std. ***** Po kilku minutach niewidzialni Ariiyn i Danilo podali na pnocny wschd, w stron

Dzielnicy Zamkowej, do siedziby poszukiwaczki przygd Loene. To byo najbezpieczniejsze miejsce, jakie Ariiyn moga znale. Mieszkanie Loene w Waterdeep byo istn fortec: znajdowao si w zasigu wzroku stranikw z Zamku Waterdeep. Arilyn, pamitajc o zostawionej za nimi mierci, nienawidzia si za wpltywanie w t spraw kobiety; Nie chciaa by zaprowadzi zabjcy do wrt Loene. Pelfka nie miaa jednak wyboru. Danilo zuy zbyt duo energii na rzucenie czaru niewidzialnoci na nich i konie, wygldao na to, e modzieniec sabnie z kad chwil. Baa si, e jeli straci przytomno, to go nie uratuje. A moe by tak zagai rozmow? Moe nie okae si to zadaniem ponad jej siy. - Jeste pewien, e karczmarz nie powie nas ze mierci barda? - zapytaa szeptem. Danilo skin gow, z wysiku niemal spadajc z konia. - Z czego wnosisz? - nalegaa Arilyn, pomagajc szlachcicowi wyprostowa si w siodle. - Zostawiem w pokoju magiczn iluzj - wymamrota. - Nim poszlimy do barda. Wiesz, na wszelki wypadek. - Ach? Cie wymuszonego umiechu przemkn przez twarz fircyka. - Suca zobaczy na stole pust butelk zzar, a na ku dwie pijane postacie - powiedzia pewnym gosem. - Bd siedzie i chrapa. Gowa Arilyn opada zrezygnowana. - I pewnie bd niezwykle podobne do nas. - Naturalnie. Iluzja dotrwa do przedpoudnia. Ciao barda znajd duo wczeniej. Arilyn musiaa przyzna mu racj, ale nie chciaa da za wygran. - Niewtpliwie nie pomylae o kosztach. Rzucenie takiego zaklcia pochania sporo energii. - Tak, ale byo zabawne - mrukn, znowu niebezpiecznie przechylajc si na jedn stron. Arilyn byskawicznie wysuna rami by go podtrzyma. - Wytrzymaj jeszcze troch - poprosia. - Dom Loene znajduje si za tym rogiem. Widzisz ten wielki wiz przed nami? Ronie na dziedzicu za jej paacykiem. - To dobrze. Nie najlepiej si czuj. Siedziba Loene przypominaa maleki zamek, peen wie i wieyczek. Otacza go piknie zdobiony i niedostpny elazny parkan. Tu bdziemy bezpieczni, pomylaa Arilyn. Przy bramie zeskoczya szybko z konia, zarzuciwszy jedn rk modzieca na swoje rami i podtrzymujc pomoga mu zsi. Opad na ni ciko, kiedy przywizywaa niewidzialne konie do ogrodzenia

i maym noem otwieraa zamek. - Czsto wchodzisz wamujc si? - wymamrota obserwujc jej zrczne posunicia. - Co teraz? Przywitaj nas ognist kul czy wezw strae? - Ani to, ani to. Nie ma problemu, Loene mnie zna. Wszystko bdzie dobrze - zapewnia go Arilyn, cho wcale nie bya tego taka pewna. Tak ona, jak i Danilo byli cigle niewidzialni i tu wanie mg tkwi problem. Trudno przekona o swojej tosamoci kogo, kto ci nie widzi, a nie moga pozwoli na to, by Danilo trwoni i tak ju nadwyrone siy na rozpraszanie magii. Pocigna go do przodu. Unoszc koatk pamitaa o kodzie, ktrego nauczy j Nain Cienkogwizd, czonek grupy awanturnikw, zwanej Kompani Szalonych Ryzykantw. Ten sygna powinien zosta w tym domu rozpoznany: Nain wydoby Loene z niewoli, a ona przez wiele lat wdrowaa z Szalonymi Ryzykantami. Szczkny otwierane drzwi. - Tak? Skrzypicy gos mg nalee tylko do Elliota Gravesa, sucego Loene, aden inny nie by tak wyniosy i przepity. - Graves, to ja, Arilyn Ksiycowa Klinga. - Gdzie? - drzwi otworzyy si szerzej, a maa, niespokojna twarz wyjrzaa na dziedziniec. Arilyn nie miaa wtpliwoci, e Graves dziery w doni maczug. By tak samo zdolnym wojownikiem, jak mistrzem kucharskim i nie by chyba zadowolony, e kto przedosta si przez ogrodzenie. - Jestem tutaj, Graves, tyle e niewidzialna. Prowadz ze sob przyjaciela, jest ciko ranny. Prosz, wpu nas. Co w jej gosie przekonao sug. - Pojedynczo - powiedzia otwierajc drzwi na tyle, by moga przecisn si jedna osoba. Arilyn popchna Danila do przodu. Run twarz na ozdobny kalimsyjski dywan. - To raz zauway przepitym gosem szlachcic. Pelfka przelizna si obok Gravesa i klkna przy Danilu. Suga wyczuwajc przejcie Arilyn, zamkn i zaryglowa drzwi. - Co to wszystko ma znaczy? - zapyta kto wadczym gosem. Arilyn podniosa wzrok. Na schodach staa z wysadzanymi klejnotami sztyletami w obu doniach, owinita w bladozote jedwabne nocne szaty Loene. Jej ciemnoblond wosy opaday w

nieadzie na ramiona, a due piwne oczy z uwag obserwoway pusty hall. Z powodu niezwykej urody uprowadzona niegdy do niewoli, staa si utalentowan wojowniczk i poszukiwaczk przygd. Obecnie w rednim wieku, wci bya pikna i niebezpieczna. Poruszaa si niczym pustynny kot a w tej chwili wygldaa co najmniej tak samo gronie jak on. - To ja, Arilyn Ksiycowa Klinga. Jest ze mn przyjaciel. Zosta otruty. - Przynie moj lecznicz skrzynk - poinstruowaa sug Loene nie odrywajc wzroku od lecego w hallu dywanu. Graves znikn - z maczug cigle trzyman w pogotowiu. - No, no. Arilyn Ksiycowa Klinga. Od kiedy to uciekasz si do czarw na niewidzialno? - zapytaa Loene, z koci gracj schodzc ze schodw. Zaraz potem odoya sztylety na znajdujcy si u stp schodw marmurowy stolik. - Nie miaam wyboru. - Tak podejrzewaam - zgodzia si oschle Loene. Kobieta przekrcia na palcu magiczny piercie, mamroczc rozkaz, ktry mia rozproszy zaklcie Danila. Gdy skoczya na kosztownym dywanie pojawiy si wpierw dwa kontury, ktre stopniowo si zapeniay, by na koniec przybra posta duego, lecego twarz do ziemi mczyzny i pelfiej poszukiwaczki przygd. Sodkie, acz ciekawskie oczy Loene napotkay spojrzenie Arilyn. - Ach, tu jeste. Nawiasem mwic, wygldasz okropnie. Podesza bliej i przykucna obok Arilyn. Palcami o barwionych henn paznokciach zacza szuka ttna mczyzny. - Jest silne i regularne. Ma odpowiedni kolor, oddycha jednostajnie. Co mu si stao? Mwisz e trucizna? - To duga historia - odpara krtko, niespokojnie wpatrzona w towarzysza. - Hmm. Nie mog czeka na ca opowie. Ach, dzikuj ci, Graves - powiedziaa Loene biorc od sugi pudeko. - Kim wic jest twj przyjaciel? - Danilo Thann. - Dan... - niedowierzajce echo przeszo w szyderczy miech. - Dziewczyno stracia kup czasu zaufawszy magikom. Jego salonowe triki nawalaj czciej ni rakiety Shou. Uff, ciki jest. Podaj mi rk.

Udao im si obrci modego szlachcica. Loene delikatnie opucia najpierw jedn powiek, potem drug. Po chwili namysu wybraa ze skrzynki z eliksirami niewielk niebiesk buteleczk i podaa j Arilyn. - Odtrutka - powiedziaa. - Niezwykle rzadka. Dziaa zadziwiajco szybko. Pelfka odkorkowaa butelk, uniosa gow Danila i przytkna mu do warg, jego oczy otworzyy si szeroko. - Sprbuj tego - poradzia Arilyn z odrobin ponurego humoru. Danilo doszed do siebie na tyle, by mc wypi jeszcze troch. Docucony podpar si na okciu i rozejrza po hallu. - Czuj si lepiej - oznajmi, wyglda przy tym na zaskoczonego. - Jeste pewien? - naciskaa Arilyn. - Prawie jak nowo narodzony - zapewnia pokazujc jej ukradkiem do. Symbol zauwaalnie zblad. Ramiona Arilyn opady z ulg. Przygldajca si tej scenie Loene przykucna na pitach, na jej wargach igra wieloznaczny umieszek. Znaa Arilyn od lat i nigdy jeszcze nie widziaa jej tak rozgadanej. aden eliksir ani antidotum nie dziaay tak szybko - Arilyn powinna o tym wiedzie, a jej wyczulone elfie zmysy wyczu smak i zapach morelowej brandy, ktra bya jedynym skadnikiem napoju. Ach, jak nic pachnie to opowieci, pomylaa Loene. Jeli miaaby przyzna si do jakiej saboci, to z pewnoci byoby to przesadne zainteresowanie niezwykymi historiami. Niespodziewany dar pojawi si noc u jej drzwi. - Jak sdz na wyjanienia musz poczeka do rana - powiedziaa aosnym gosem. - Graves czy mgby zaprowadzi naszych goci do ich ek? - Jednego ka - poprawia Arilyn. - Uprzedzam. Nie wiadomo czego mona si spodziewa po uzdrawiajcej miksturze ostrzeg j Danilo. Arilyn tylko posaa mu spojrzenie, ktre mdrzejszego czowieka zmrozioby i odwrcia si. - Za pozwoleniem, Loene, powierzam Danila twojej opiece. Ja musz zaatwi waniejsze sprawy. Loene wstaa i pooya jej do na ustach. - Zapomnij o tym, elfko. Oczywicie zatrzymam twojego przyjaciela do czasu, kiedy sam bdzie mg chodzi - zirytowaa si. - Ale jeli tak po prostu pjdziesz sobie, nie mwic mi co

si dzieje, to przybij twj niebieski paszcz do ciany. Arilyn wstaa z westchnieniem rezygnacji. - W porzdku. W tym przypadku mae opnienie nie ma wikszego znaczenia, otworzysz butelk i posiedzimy troch przy cherry. - Zawsze mam pod rk flaszk, tak na wypadek jakiej niezapowiedzianej wizyty mrukna Loene umiechajc si z satysfakcj. - Graves, zajmiesz si naszym gociem, prawda? - Jak sobie yczysz, madame. Kobiety wziy si pod ramiona i poszy do gabinetu Loene, by tam wymieni awanturnicze opowieci. Danilo siedzia na dywanie ze skrzyowanymi nogami i patrzy jak odchodz. Z niekaman satysfakcj zauway, e Arilyn, nim odesza do pokoju, rzucia w ty zaniepokojone spojrzenie. Dosadne chrzknicie odwrcio jego uwag. Popatrzy w gr na sucego. U pasa mczyzny cigle jeszcze dyndaa maczuga, stanowica raczej zgrzytliwy akcent pord eleganckiego umeblowania hallu. - Panie, jeli jeste w stanie chodzi, zaprowadz ci do twego pokoju - powiedzia suga. Gdy Danilo skin twierdzco Graves pochyli si i niezbyt delikatnie podnis szlachcica z dywanu. Danilo uj sug za rami, teatralnie wieszajc si na nim, kiedy wchodzili po schodach. Za nimi przygldajc si Danilowi z zainteresowaniem dreptay dwa wielki czarne psy. Szlachcic mia nadziej, e zwierzta s dobrze odkarmione. Zauway, e ylasty suga by niezwykle silny, a jego zgrzytliwy, przepity gos bardziej pasowa do bitewnego pola, ni do Dzielnicy Zamkowej. To byo budujce spostrzeenie i Danilo poczu si nagle lepiej przed tym, co mia zrobi. Jeli bdzie musia opuci Arilyn na jaki czas, zostawi j przynajmniej pod dobr opiek. Fircyk pozwoli zaprowadzi si do urzdzonego z przepychem pokoju gocinnego i posadzi na krzele. - Czy czego ci jeszcze potrzeba, panie? - zapyta sucy zimno. - Sen w zupenoci wystarczy - zapewni Danilo. - To by wietny eliksir, naprawd. - Bardzo dobrze, panie - suga gono zamkn za sob drzwi. Danilo nasuchiwa dopty, dopki nie ucich odgos krokw sucego. Gdy zapada cisza sign do swej magicznej sakwy, wycign z niej ksig czarw i dug lin. Szybko

przestudiowa runy na jednej ze stron, przypominajc sobie skomplikowane zaklcie, ktre mia rzuci i wreszcie w peni usatysfakcjonowany schowa ksig z powrotem do torby. Po jego apatii nie byo ladu, dziaanie trucizny asasyna zneutralizowao si na dugo przed dotarciem do domu Loene, ale Danilo zachowywa pozory saboci, by odcign Arilyn od zajazdu i zabjcy, ktry potrafi znika z zamknitego pomieszczenia. Otworzy okno, przywiza lin do jednego z masztw oa i opuci si na dziedziniec. Po dowiadczeniach na parapecie zajazdu wola nie prbowa zaklcia lewitacji z drugiego pitra, niewane czy z odtrutk, czy bez niej. Przy okazji, pomyla, musz dowiedzie si co to za mikstura - bya cakiem smaczna. Sign do sakwy po komponenty do czaru i przebrn przez skomplikowany ukad znakw, gestw i pieww, po czym unisszy si nad ogrodzeniem w noc niczym pirko opad po drugiej jego stronie - na ulicy. Potem podszed cicho do frontu domostwa i rozproszy skrywajcy jego konia czar. Gdy Danilo ruszy na zachd, ku Traktowi Waterdeep, skraj nieba zaczyna si wanie rozjania. Z Domu Uciechy i Lecznictwa, wygodnego i popularnego poczenia radosnego wita i miejsca wypoczynku, wyszo na ulic kilku zadowolonych klientw - to by pewny znak, e zblia si wit. Danilo Thann pdzc w kierunku Wiey Czamokija, nie oszczdza konia.

Rozdzia dziesity
W drodze Danilo analizowa nocne wydarzenia. Wiele by da za moliwo wysuchania wersji Arilyn - nie sdzi, by w jej historii zosta przedstawiony w dobrym wietle. Danilo przyzwyczai si, e traktowano go jak gupka, nawet w rodzinie musia znosi surow ojcowsk dezaprobat i szyderstwa starszych braci. Zaakceptowa to jako cz swojej roli, ale kiedy zobaczy w zwierciadle elfich oczu Arilyn wymuskanego fircyka z Waterdeep, przesza mu ochota na prowadzenie dalszej gry. Moe nadszed czas, by co zmieni. Danilo szybko dotar do domu arcymaga. Wiea Czarnokija wygldaa na niedostpn, jednak bya tak jedynie dla nie wtajemniczonych - chroniy j cae zestawy magicznych puapek i iluzji, a take dwudziestostopowej wysokoci mury. Z zewntrz wszystko wskazywao na to, e budynek nie posiada drzwi, a okna znajduj si tylko na wyszych poziomach. Danilo zsiad przed bram i wymamrota atwe zaklcie, ktre powinno spta jego konia, kolejny, szybki czar otworzy bram. Danilo przeszed zdecydowanie przez dziedziniec, zapuka w wie, wymwi swoje imi i przeszed przez niewidzialne drzwi do hallu przyj czarodzieja. Po spiralnych schodach zszed do siostrzeca Khelben Czarnokij" Arunsun. - Widz, e wreszcie pokonae drzwi - zauway. Danilo umiechn si i potar nieistniejcy guz na gowie. - Nie udao mi si wystarczajco wiele razy, nie sdzisz? - Jak najbardziej, c wchod, wchod. Czekaem na twj raport - powiedzia Khelben, gestem zapraszajc Danila do salonu. Na stoliku midzy dwoma wygodnymi krzesami stay parujce filianki palonej cykorii. Danilo posa im dugie spojrzenie, ale opanowa si i powiedzia: - Mam niewiele czasu. Arilyn jest w domu Loene przy Trakcie Waterdeep. Musz wrci zanim si zorientuje, e mnie nie ma. - Oczywicie - Khelben usiad i podnis swoj filiank. - Czy dowiedziae si czego o zabjcy? - Jeszcze nie. Jeszcze w Everesce ledzi Arilyn jaki zbir, mia tabakierk ze znakiem

Perendry - Khelben zakrztusi si cykori, a Danilo skin ponuro. - Odpowied na twoje nastpne pytanie brzmi: tak, jestem pewien, e to by znak Perendry. Ona zgina pierwsza, prawda? - Tak - odpar Khelben , gdy tylko ju mg mwi. - W przeciwiestwie do ostatnich ofiar nie zostaa napitnowana. Moliwe, e jej mier nie ma nic wsplnego z naszym zabjc. Czy ten czowiek przyzna si do zabicia Perendry? - Nie. Utrzymywa, e tabakierk dosta od elfa. Gdy chcia nam zdradzi imi tego otra, kto najwyraniej rzuci na niego czar, od ktrego zgin. Arilyn zamierza szuka go na wasn rk. - Dobrze. Zosta z ni. Teraz o mieczu. Powiedz mi o wszystkim, do czego doszede. Danilo usiad na brzegu krzesa, wzi gboki oddech i wyrzuci z siebie: - To bardzo stara elfia robota, jaki matowy, ale bardzo wytrzymay metal, ktrego nie znam. Na caej dugoci miecza oraz na pochwie znajduj si runy - Espruar jak sdz, cho pod postaci, z ktr nigdy si nie spotkaem. W rkojeci znajduje si spory klejnot, ktry... - Stj! - zada Khelben. Ostrzeenie pojawio si na jego twarzy, kiedy nachyli j w kierunku siostrzeca. - Czy w rkojeci znajduje si kamie ksiycowy? Jeste tego pewien? - Nie, to topaz. - Czy moesz powiedzie mi co wicej o tym kamieniu? - ponagli Khelben. - Owszem. Powiedziaa mi, e jej nauczyciel, Kymil Nimesin wprawi go w rkoje dla przywrcenia ostrzu rwnowagi. - Rozumiem - odpry si Khelben. - Nie wiedziaem, e Kymil Nimesin szkoli Arilyn, ale to pasuje. Jest jednym z najlepszych fechtmistrzw w Krlestwach i pracuje dla Harfiarzy od czasu do czasu. Mw dalej. - Miecz przechodzi przez metal i ko jak przez dojrzaego melona. Uderza niezwykle szybko, chocia wedug mnie to w znacznej mierze zasuga Arilyn. Mwia mi te, e miecz nie moe przela niewinnej krwi. Jak rozpoznaje niewinno - tego nie wiem. Ostrzega przed niebezpieczestwem... - Iak? - wieci. Czasami wieci te wtedy, kiedy Arilyn go wyciga, ale nie zawsze. Innych jego cech nie znam.

- A jeli kto prbuje go wycign? - To zostanie usmaony jak fldra - zakoczy beznamitnie Danilo. - Oczywicie - mrukn Khelben. - To dziedziczne ostrze mimo wszystko - unis brew i spojrza na Danila. - Mam nadziej, e nie sprawdzae tego osobicie? - Niestety si mylisz. Na szczcie ledwie go dotknem. Khelben zamia si z komicznego tonu Danila, ale spowania szybko. - To wszystko? - Potrafi take ostrzega Arilyn przez sen. - Ciekawe. Co jeszcze? Danilo opowiedzia wujowi co si mu zdarzyo, zaczynajc od zajazdu w Everesce i opisujc tajemniczy atak w Domu Dobrych Trunkw. - Trucizna - mrukn Khelben najwyraniej zdziwiony swym brakiem domylnoci. Oczywicie. Jak sdzisz, dlaczego zabjca ci zaatakowa? Czy masz powody by uwaa, e odkry twoje powizania z Harfiarzami? Modzieniec wyglda na lekko zmartwionego. - Nie, ale mj kodeks honorowy moe rzuca si w oczy. Byo tam tylko jedno ko i to ja na nim leaem. W pokoju byo bardzo ciemno i podejrzewam, e zabjca uzna, i dentelmen wybierze podog. - Rozumiem. Teraz ju wszystko w porzdku? - Nie wchonem zbyt wiele trucizny. Jeli skoczye to teraz ja mam kilka maych pyta Danilo popatrzy na Khelbena. - Dlaczego miecz Arilyn tak ci interesuje? Jaki ma zwizek z zabjc? - Moliwe e aden - przyzna Khelben. - Jednake zwaywszy na histori miecza jest co, czego nie mona zignorowa. - Chyba nadszed czas na ma lekcj historii. Jestem tym zainteresowany i to z kilku powodw - modzieniec mwi cicho, ale napitnowan do trzyma tak wysoko by Khelben mg j zobaczy. - Tylko szybko bardzo prosz. Khelben skin. - Tak, ju czas, eby si dowiedzia - przesun doni po swych szpakowatych wosach i wzi gboki oddech. - Zanim si urodzie rodzice Arilyn nierozwanie uyli magii miecza do otwarcia portalu

midzy tymi grami, a elfim krlestwem Evermeet. Przeklta brama cigle dziaa, a najlepsz rzecz jak moglimy zrobi, byo zamaskowanie jej i przesunicie dokd. Elfy rozkazay Z'beryl zdemontowa miecz - ojciec Arilyn zabra ze sob magiczny ksiycowy kamie. Ksiycowe ostrze do dzi nosi w sobie potn magi i odnowione moe posuy do ujawnienia bramy do Evermeet - Khelben z westchnieniem zakoczy recytacj. - Tak sprawy si maj. Musimy wiedzie czy nie pojawi si kto, kto odkryje bram i zdobdzie miecz Arilyn. - Rozumiem - powiedzia Danilo, a to, co powiedzia Khelben, gonio przez jego umys. Zwaywszy na bajeczne bogactwa elfiego krlestwa Evermeet, otwarty portal byby wyjtkowym zaproszeniem do grabiey. Elfy z Evermeet byy bardzo odosobnione, a wyspy strzega potna elfia flota Krlowej Amlaruil, zgubne koralowe rafy, zamieszkujce morze stwory sprzymierzone z elfami, i drgajce pola energetyczne, ktre atakujcy statek mogy obrci w popi i morsk pian. W porwnaniu z t obron, kada postawiona przy magicznym portalu stra wydawaa si niewielk przeszkod. Tajemnica bya najlepsz ochron bramy do Evermeet, gdy jeli wie o portalu rozniesie si, ostatnia twierdza elfw znajdzie si w niebezpieczestwie, podobnie jak niepewna egzystencja gincej rasy. Danilo zastanawia si jak Arilyn zareagowaaby na wiadomo, e jest jednym ze stranikw elfiego krlestwa. - Przy okazji - doda Danilo, - dlaczego nie powiedziae mi, e Arilyn jest elfk? - Pelfk. Jej ojciec w mniejszym czy wikszym stopniu by czowiekiem - powiedzia Khelben. - Skdind wiadomo mi, e ona sama czsto zachowuje si jak czowiek. - Jak najbardziej. Kiedy si spotkalimy bya sembijsk kurtyzan. Nieze przebranie przypomnia sobie z umiechem Danilo. - Zdoaem rozpozna j dziki piercieniowi Raf Srebrnej Wczni i wierz mi albo nie, dziki twojemu portretowi. Khelben umiechn si kwano na dobroduszn obelg kuzyna. - To mi przypomina, e wedle twojej matki mj szanowny szwagier jest niezbyt szczliwy, i jego rozpuszczony syn" wczy si z "jak damulk do towarzystwa". Mgby wpa do niego, kiedy ci czas na to pozwoli. - Kolejna gadka kochanego ojca. Tylko bogowie wiedz jakim rozczarowaniem byem dla niego - wycedzi beznamitnie Danilo. Khelben spojrza przenikliwie na modzieca, wyczuwajc w jego zachowaniu jak now

nut. - Mylimy o porzuceniu? - Czego? Bycia rozczarowaniem? - Nie, grania gupka na usugach Harfiarzy. Danilo wzruszy ramionami. - A mam jakie wyjcie? - Zawsze jest jakie wyjcie - zapewni Khelben. - Jeli chcesz, to po wykonaniu tego zadania moesz si ujawni. Jeste dobrym agentem, Harfiarze z pewnoci przyjm ci z otwartymi ramionami. Danilo wsta zbierajc si do wyjcia. Jego twarz bya bardziej zadumana, ni Khelben mg to kiedykolwiek widzie. - Wiesz wuju, chyba mgbym si na to zgodzi. Przeszedszy mikko przez magiczne drzwi Danilo opuci Wie Czarnokija, dosiad konia i pogna galopem w stron kamienicy przy Trakcie Waterdeep. Na wschodzie soce wygldao znad dachw miasta, rzucajc dugie cienie na cigle ciche ulice. Jeden z takich cieni nagle pody za Danilem w kierunku Traktu Waterdeep. ***** Loene przecigna si jak kotka na pokrytej jedwabnymi poduszkami kanapie i schowaa pod siebie obute w pantofle stopy. Potem spojrzaa na Arilyn z takim zadowoleniem, jakiego ta nigdy wczeniej u niej nie widziaa. - Interesujca opowie - powiedziaa Loene. - Warta tej cherry? - zapytaa oschle Arilyn patrzc na oprnion do poowy karafk, stojc midzy kanap Loene a duo skromniejszym krzesem, ktre wybraa pelfka. Pierwsz sw szklaneczk wstanie niemal nienaruszonym cigle trzymaa w doniach. Reszt cherry wypia gospodyni, znana wszem z mocnej gowy. - A teraz - rzeka kobieta, wznoszc puchar do czwartego toastu - za szczliwe zakoczenie. - Brawo - zgodzia si Arilyn, a jej twarz spowaniaa na sam myl o tym, co j jeszcze czekao. Graves wyczu chwil i wsadzi gow do gabinetu. - Dwa niadania, madame? Loene umiechna si zapraszajco. - Zostaniesz? Wiesz, Graves robi najlepsze jczmienne placuszki w Waterdeep.

Arilyn niemia bya myl o dalszym opnianiu poszukiwa, ale musiaa przecie co zje. - Tak, chtnie, ale niedugo musz jecha. - Rozumiem - Loene odwrcia si do sucego. - Trzy niadania, chyba, e nasz go woli tac. Brwi sugi uniosy si. - Nasz drugi go ju sobie poszed. - Co? - Arilyn podniosa si powoli. - Danilo odszed? Jeste pewien? - Och, tak - powiedzia Graves. Podnis trzyman w doni lin. - Przez okno nie inaczej mrukn, potrzsajc gow ze skruch. - Pozwoliem pawiowi przej tu obok mnie. - Gupek - wypalia Arilyn, a na odchodnym uderzya jeszcze pici w st. Loene rzucia si do przodu, by ocali chwiejc si karafk, a potem ruszya do hallu w lad za Arilyn, przyciskajc do piersi ukochany trunek. - Pozwl mu odej - Loene pooya do na ramieniu Arilyn. Pelfka strcia j. - Nie odzyska jeszcze si do podry. Kobieta parskna. - Nie wierz w to ani chwili duej. Ten modzieniec by w najnormalniejszym stanie cokolwiek by to znaczyo. Arilyn zamara. - Nie rozumiem. - Kochanie, tej nocy nic mu nie byo. Nie potrzebowa eliksiru - oczy Loene pene byy wspczucia. - Skd wiesz? - Naprawd musisz pyta? - odpara Loene. - Ja w przeciwiestwie do ciebie nie waham si uywa mikstur, kiedy okolicznoci tego wymagaj. Wiem co z tego wynika, znam ich efekty i objawy. - Daa mu odtrutk - naciskaa Arilyn. - Dlaczego? - Morelow brandy. Podejrzewaam, e twj przyjaciel tak naprawd nie by zatruty, a jego nage ozdrowienie upewnio mnie w tym. - A co z pitnem?

- No c, w porzdku - przystaa Loene. - Moe wchon nieco trucizny, kiedy by naznaczany, ale objawy ustay zanim tu dotarlicie. Bya zbyt zaniepokojona, aby to dostrzec. Arilyn pokiwaa wolno gow. To brzmiao piekielnie sensownie. Danilo by strasznie niespokojny o wasne bezpieczestwo. Czy istnia lepszy sposb na zapewnienie go sobie, ni wylizn si i pozostawi Arilyn wraz z zabjc daleko z tyu? Arilyn nie moga go obwinia, zwaszcza po ataku na jego ycie. Dlaczego wic czua si zdradzona? - Jest tchrzem - zadrwia. - Tego jestem pewna. - Zgoda - rzeka Loene rozumiejc zo Arilyn. - Zapomnij o nim i chod na niadanie potrzsna karafk. - Tym moemy wszystko przepuka. - Obawiam si, e to niemoliwe - odpara Arilyn. - Musz odjeda; jzyk Danilo Thanna rusza si chyba po obu stronach. Do wschodu soca rozniesie t opowie po caym miecie a jeli mam kiedy znale tego zabjc, to musz to zrobi jak najszybciej. - Wrcisz i powiesz mi jak sprawy stoj? - A mam jaki wybr? Loene umiechna si. - A jak to dobrze by rozumian przez przyjaci - podaa karafk wszdobylskiemu Gravesowi i ucisna ramiona Arilyn w gecie tradycyjnego poegnania poszukiwaczy przygd. - A wic do podzielenia mieczy. Arilyn odruchowo powtrzya sowa, mylami znajdujc si ju przy swojej wyprawie. Kiedy Loene wypucia j wreszcie z obj podesza do swojej torby i wycigna z niej niewielki soiczek i grzebie. Roztara na twarzy ciemn ma nadajc skrze ogorzay wygld, a potem zaczesaa wosy za uszami. Pooywszy do na rkojeci ksiycowej klingi zamkna oczy i przybraa wygld ludzkiego chopca. Chichot Loene uwiadomi jej, e przemiana zostaa zakoczona. To bya prosta iluzja. Bluza i spodnie Arilyn stay si nagle nieco za lune i wyglday na zrobione z surowej wenianej tkaniny, ktrej czsto uywali dorastajcy chopcy. Wymuskana czapka przytrzymywaa wosy Arilyn za uszami i pomagaa ukry w cieniu jej elfie oczy. Robocze rkawice ukryway szczupe donie. Reszta bya kwesti postawy, ruchw i gosu. - Przystojny z ciebie chopak - zakpia Loene. - Przez ciebie prawie zechciaam sta si o dziesi lat modsza.

- Tylko dziesi? - zapyta Graves z powcigliwym poczuciem humoru. miech Arilyn by krtki i wymuszony. - Prosz ci Loene bd ostrona, dla zabjcy moja wizyta moe by wystarczajcym powodem. Uwaaj na siebie. - Bd - obiecaa. - Ja te - doda cicho sucy. Arilyn popatrzya Gravesowi w oczy i skina dzikczynnie wiedzc, e nie rzuca sw na wiatr. Eliot Graves, ze swoj szczup, ascetyczn twarz, przerzedzonymi wosami i czarnymi, eleganckimi szatami wyglda jak wierny obraz prawdziwego majordomusa. A przecie tego mczyzn wychowaa ulica, czynic go niezmordowanym wojownikiem, ktry uraz mg nosi w sobie duej ni yje smok. By cakowicie oddany Loene; lepszej ochrony nie mgby jej da nawet zastp najlepszych Purpurowych Smokw z Cormyru. Przechodzc przez dziedziniec Arilyn prbowaa nie zazdroci Loene, ale mimo to zastanawiaa si, jak to jest mie przyjaciela tak oddanego, jak Eliot Graves. Ona zawsze chodzia swoimi drogami i nie bya pewna czy potrafiaby to zmieni, chociaby jej zachowanie wobec Danila - trudno byoby je nazwa zachcajcym do wiernoci. Odegnaa do siebie uparte myli. Bd co bd od dawna chciaa pozby si Danila i jej yczenie spenio si. Nadszed czas, by cay swj wysiek woy we wniknicie w wiat Zabjcy Harfiarzy. Arilyn obesza tyln cz budynku, by chwil pniej zwinnie wspi si na parkan, ktry oddziela posiado Loene od Ulicy Klejnotw - maej, niebyt tocznej alejki. Wiedziaa, e lepiej nie pokonywa ogrodzenia z innej strony, tam znajdoway si magiczne zabezpieczenia przed intruzami. Wyldowaa mikko na ziemi i rozejrzaa si czy nikt jej nie widzia. Upewniwszy si, e nikt woya rce do kieszeni i ruszya w d Ulicy Klejnotw zamaszystym krokiem chopca, ktry otrzyma jakie rodzinne polecenie. ***** Kiedy w midzyczasie Danilo dojeda do domu Loene, Trakt Waterdeep budzi si do porannej handlowej krztaniny. Modzieniec nie chroniony ani ciemnociami, ani niewidzialnoci objecha posiado Loene i zsiad cicho na Ulicy Klejnotw. Splun w donie i przygotowa si do przebycia parkanu. Gdy tylko dotkn elaza magiczny prd przebieg przez jego ramiona. Odskoczy od ogrodzenia mlc w zbach paskudne przeklestwo; musia znale inn drog do rodka. Drapic

si z namysem w gow zerkn na okna gocinnego pokoju: ewakuacyjnej liny ju tam nie byo. - Nie ma liny - jkn cicho. A wic odkryli jego ucieczk, pewnie to ten zudnie sztywny sucy Loene. Poniewa nie wtpi, e Graves pochwali si swoim odkryciem, musia jak najszybciej pomwi z Arilyn i wyjani jej, dlaczego posuy si oknem. Albo jeszcze lepiej, pomyla, moe da si wej do domu i porozmawia z Arilyn zanim Graves bdzie mia szans powiedzenia kobietom o jego dezercji. Ty dziedzica zacienia wielki wiz, jego gazie znajdoway si tu w zasigu rki; na szczcie Danilo wspina si w modoci na wiele drzew. Zaimprowizowa zaklcie: prost sztuczk, ktra poruszaa nieruchome przedmioty. Jedna z wikszych gazi wizu, odpowiadajc na jego magiczne wezwanie, pochylia si nad parkanem i wycigna liciast do w kierunku modego maga. Danilo podskoczy i zapawszy ga uwolni zaklcie. Drzewo wrcio do swojej naturalnej pozycji wyrzucajc szlachcica wysoko w gr. Lecc przez warstwy listowia mci dziko rkami, a w kocu udao mu si zacisn je na jakiej gazi. Wdrapawszy si na konar usiad na nim okrakiem i zmczony pochyli gow w stron pnia. Ca twarz mia podrapan, a kiedy odgarn z niej wosy na rkach pojawia si krew. Pokrci gow z niedowierzaniem. - Moe ci, co uwaaj mnie za gupka maj troch racji - wymamrota. Kiedy tylko odzyska rwnowag z atwoci pokona dalsz drog w gr. Wspi si po rozoystym wizie i bez dalszych incydentw wlizgn do pokoju gocinnego. Na niszym pitrze usysza brzk naczy - musia si pospieszy. Nalawszy z wykonanego z piknej porcelany Shou dzbanka nieco wody do miednicy obmy swoj podrapan twarz i przecign domi po rozwichrzonych wosach. Biorc dla uspokojenia myli gboki oddech zdoby si na swj najbardziej czarujcy i najbardziej prny umiech. Kierujc si dobiegajcymi z dou dwikami trafi po schodach do salonu. Ku swojemu zdziwieniu znalaz Loene siedzc samotnie za stoem z polerowanego drewna, wpatrujc si bezmylnie w szklank cherry. - Dzie dobry - powiedzia radonie i wszed do pomieszczenia. - Jak widz uprzedziem Arilyn na niadaniu. Czy cigle jest w ku? Loene odstawia szklank i przez chwil wpatrywaa si w Danila bez sowa. - Cika noc? Szlachcic umiechn si naiwnie.

- Pozacinaem si przy goleniu. - Naprawd? A co takiego golie? Szpony jastrzbia gobiarza? - Bardzo mieszne - ze stojcego na stole pmiska z owocami Danilo wybra sobie gruszk. - Zacza mwi, gdzie mog znale Arilyn. - Czyby? Utrzymanie maski i nie zdradzenie wasnego temperamentu stao si w tej chwili dla niego wyjtkowo trudne. Odgryz kolejny ks i przeuwa powoli, kiedy prbowa si opanowa znw odezwaa si gospodyni. - Usid, dobrze? Dostan skurczu od zadzierania gowy. Szlachcic posusznie zaj miejsce. Loene wycigna rk i wyja mu z wosw listek. - Tak przy okazji - powiedziaa niewinnym gosem. - Czy nie chciaby jeszcze morelowej brandy? Przez chwile Danilo gapi si bezmylnie. - Eliksir? - Bardzo dobrze. - To paskudztwo wydawao mi si znajome - z rezygnacj podnis rce w gecie poddania. Wygraa. Ale pomwimy oArilyn, dobrze? Umiech Loene kojarzy si Danilowi ze sodk plotk. - Nie licz na to. - Czy ona przypadkiem nie odesza? - Przypadkiem odesza. - Cholera, powinienem wiedzie, e nie wolno jej spuszcza z oka. Jestem gupcem - zbeszta si. - Moe tak, moe nie - odpara kobieta patrzc na niego przenikliwie. - Czy masz jaki pomys dokd moga si uda? Jakikolwiek? Loene umiechna si i przecigna jak kotka. - Moe wiem dokd posza Arilyn Ksiycowa Klinga, moe nawet zostan nakoniona do tego, by ci to powiedzie. Uwadze Danila - prawdziwego syna kupca z Waterdeep - nie uszed bysk w kobiecych oczach, z westchnieniem rezygnacji pooy rce na stole i popatrzy na Loene. - Za ile? - zapyta.

Zanim odpowiedziaa nalaa cherry do drugiej szklanki i popchna j w jego stron. - Arilyn przedstawia mi histori ze swojej strony - mrukna. - Dlaczego ty nie miaby zrobi tego ze swojej?

Rozdzia jedenasty
Nad Traktem Waterdeep wstawa wit. Na dachu smukego, grujcego nad domem Loene budynku pojawi si dym ze niadaniowego ognia, unoszc si spiralnie w niebo. W cieniu komina przycupna samotna posta. Ze swojej grzdy Bran Skorlsun mia wspaniay widok na kady zaktek pooonego niej zameczku. Otuli si cianiej paszczem i zmieni pozycj, chcc da nieco wytchnienia zdrtwiaym stopom. Ranek by chodny, a kada cz ciaa Brana woaa o odpoczynek. Droga z Ciemnofortecznej Doliny bya duga, a zadanie - poda za Arilyn Ksiycow Kling i ustali, czy miaa jaki zwizek ze zabjstwami jego przyjaci Harfiarzy - okazao si znacznie trudniejsze, ni mg przypuszcza. Gdy tak siedzia sobie i obserwowa, drzwi domu Loene otwary si na ocie: ze rodka wypad towarzysz pelfki, klnc wciekle pod nosem. Bran wsta z zamiarem ruszenia za modziecem po dachach najbliszych domw. - A niech mnie, przecie to Kruk. Jak si masz, Bran? Harfiarz zawirowa przestraszony i znalaz si twarz w twarz z przeliczn, znajom kobiet. Przed nim, pochylona ciekawsko nad kominem, z rkami skrzyowanymi na bladozotej, jedwabnej szacie, staa Loene. W duszy Brana rado ze spotkania starej przyjaciki cieraa si z zaenowaniem, e tak atwo da si podej. Piwne oczy Loene janiay radoci, uniosa lew rk i pokazaa skromn srebrn obrczk. - Odpowiadajc na twoje pytanie, przyleciaam. Piercie do chowania czarw to podrczna rzecz - skomentowaa lekko. - Dar od Khelbena, rzecz jasna. Jak sdz widziae ju naszego starego przyjaciela? - Nie. - C, musisz wic zatrzyma si przy Wiey Czarnokija. Chciaby si z tob zobaczy. - To niemoliwe. Loene zachichotaa. - Wiem to i owo o tym, co spowodowao zatarg midzy wami dwoma adnych par lat temu. - Innym razem, Loene. Teraz musz i.

- Zostaniesz - wycedzia, podchodzc bliej i apic go za rk. - Jeli martwisz si o to, e zgubisz Danilo Thanna, to niepotrzebnie. Mog ci powiedzie, dokd si uda. Na bogw, Bran powiedziaa z niekamanym wzruszeniem. - Jak to dobrze ci znw widzie po tych wszystkich latach. Prawie jak za starych czasw. Syszaam co nieco o twoich przygodach, ale porzuciam nadziej, e kiedykolwiek wrcisz do Waterdeep. Twoje niespodziewane pojawienie si ma jaki zwizek z Zabjc Harfiarzy, jak sdz? Bran popatrzy na ni ostro. - Tak, zostaem wyznaczony do odnalezienia go. Wiesz co na ten temat? Kobieta zamrugaa kokieteryjnie oczami i umiechna si niemiao. - Sporo. Wymienimy opowieci? - pod wpywem spokojnego spojrzenia mczyzny umiech spez z jej warg. - Dokd poszed modziak? - zapyta oschle Bran. Loene westchna. - Do Dzielnicy Dokw, do tawerny przy mijowej Alei. Powiedz mi tylko jedno - rzeka, ciskajc rk odchodzcego. - Jak doszede do wniosku, e Arilyn jest celem asasyna? - Celem? Loene pucia rk Brana i cofna si. - I co jeszcze? Na jej twarzy odmalowao si zrozumienie. - Nie powiesz mi chyba, e wedug ciebie to Arilyn jest zabjc? - potrzsna gow z niedowierzaniem. - Niezbyt dobrze j znasz. Bysk blu przemkn przez jego twarz. - Nie, niezbyt. - A pewnie. Kto zleci ci zadanie? Bran zawaha si. - Harfiarze. W miechu Loene zadwiczaa ironia. - Wy, ludzie, rzeczywicie powinnicie czciej ze sob rozmawia. Czy wiesz, e Danilo Thann jest krewniakiem Czarnokija? Drogi wuj Khelben kaza mu pomc Arilyn w znalezieniu zabjcy.

- Tego modego gupka? - Nie jest takim naprawd, dobrze o tym wiesz. W zeszym miesicu Czarnokij upewni mnie, e od lat wiczy w tajemnicy modego maga. Khelbena wcale nie cieszy ta tajemnica. Wierz, e nasz drogi arcymag jest wystarczajco prny, by pragn rozcignicia swej protekcji z naleyt pomp na cay wiat. Czarnokij powiedzia, e jego najbardziej obiecujcy pupil, z potencjalnego sta si prawdziwym czarodziejem - Loene obejrzaa swoje barwione henn paznokcie. - Po tym, czego dowiedziaam si dzi rano, postawiabym skrzyni szafirw, e Czarnokij mwi o Lordzie Thannie. - Loene, syszaem, e rzucia hazard. Jej piwne oczy spowaniay. - Nie uwaam tego za hazard. Arilyn najczciej dobrze osdza charakter i wierz, e troszczy si o modzieca. - Jeli Thann jest rzeczywicie tym, za kogo ty go uwaasz, to dlaczego teraz mwisz najczciej"? - Nie mwiam o Danilu - rzeka smutno Loene. - Powiniene o tym wiedzie. Arilyn zamierza porozmawia z Elaithem Craulnoburem. ***** Arilyn wkraczajc w mijow Alej znalaza si nagle w strasznym cisku. Dzielnica Dokw bya najbardziej zatoczon czci Waterdeep, pen trwajcego ca dob handlu tak legalnego, jak i poktnego. Przesza ulic w t i z powrotem, ale nigdzie nie byo ladu budowli, o ktrej wspomniaa Loene. Wreszcie zatrzymaa pospnego przechodnia i zapytaa o Zajazd pod Narowistym Morskim Konikiem. Popatrzy na ni zupenie tak, jakby go uderzya. - To tam - powiedzia, wskazujc duy drewniany budynek. Arilyn zerkna na w jego stron. - Ach, tu jestecie - powiedzia ponuro mczyzna, odwracajc si od Arilyn do dwch sucych, ktrzy nieli midzy sob drewniany znak. Na nim Arilyn dojrzaa nazw karczmy oraz wyrzebionego z grubsza morskiego konika. Mczyzna westchn, rzuci w stron budynku zadumane spojrzenie i ruszy w d ulicy. Sudzy, dwigajc swj dziwny sztandar podyli za nim. Zaintrygowana Arilyn podesza do budynku i popatrzya przez otwarte drzwi. Krzesa leay na stoach, wok ktrych krztaa si maa armia pracownikw, szorujcych i polerujcych

kad gadk powierzchni w tawernie. Kupcy przychodzili z zapasami jedzenia i picia. W rodku caego tego zamieszania, kierujc wszystkim cichymi rozkazami, sta Elaith Craulnobur. - mijowa Aleja. Cakiem niezy adres dla nowego elfiego przybytku, nie sdzisz? Arilyn podskoczya i odwrcia, by stan na przeciw rda znajomego, troch przecigego gosu. Ze zdziwienia otworzya usta i tak jej pozostao. - Dziedoberek - powiedzia Danilo Thann, tak niedbale, jakby nigdy dotd si nie spotkali. Obserwowa j ostronie, przyjmujc jej przebranie ze le skrywanym niesmakiem. - Musz przyzna, e wolaem sembijsk kurtyzan, cho i tak jeste przekonywujca. Przez chwil pomyliem ci z moim stajennym chopcem. Ma dokadnie tak sam czapk tyle, e jeli mnie pami nie myli, brzow. Arilyn zamkna usta, ale cigle zdumiona gapia si na szlachcica. - Co ty tu robisz? - Odwiedzanie przyjaci? - To ty masz przyjaci? Jego brwi uniosy si leniwym zdziwieniem. - I owszem. Cakiem mie powitanie, zwaywszy na kopoty, w jakie si wpakowaem po spotkaniu z tob. Arilyn pocigna nosem. - Czym si martwisz? - Zaczynam si obawia o siebie - mrukn. - Nie wygldasz na szczliw, e mnie widzisz. Tak naprawd Arilyn bardzo by chciaa by niezadowolon z ponownego spotkania fircyka. Zmruya oczy. - Jak mnie odnalaze? Twoje tropicielskie umiejtnoci musz znacznie przebija te czarodziejskie albo bardowe. - Naprawd moja droga, powinna wstrzyma si z osdami, dopki nie usyszysz mojej ostatniej pieni. To cakiem... - Wystarczy! - wypalia. - Zrb mi przyjemno i udziel prostej odpowiedzi. Jak mnie znalaze? Loene? - C... - Loene - utwierdzia si ponuro Arilyn. - Jestem jej winna jednego. A teraz, dlaczego za mn poszede? Prawd!

Wzruszy ramionami. - W porzdku, ale to mogoby ci si nie spodoba. - Sprbuj. - Zdaje mi si, e nabyem jeden z twoich cieni, moja droga - poinformowa j Danilo. - Chc mu odpaci piknym za nadobne. Arilyn cofna si. - Nie rozumiem. - Och, kochanie. Spodziewaem si, e to powiesz - westchn Danilo. - C, pozwl, e rozjani ci to, na ile mog. Jak ci wiadomo, ostatniej nocy opuciem dom Loene. Przez kilka dekad znajdowaem si poza Waterdeep i po prostu miaem do wykonania wane zadanie. - Dom Uciechy i Lecznictwa Matki Tathlorn? Wzruszenie ramion Danila nie wygldao raczej na przyznanie si do winy. - Od czasu mojej maej wyprawy co za mn azi. Zauwa - powiedzia dobitnie - e powiedziaem co". Ktem oka widz cie, ale kiedy si odwracam niczego tam nie ma. I to zakoczy pedantycznym tonem - jest najbardziej niepokojce. Opis by jakby znajomy. Arilyn wielokrotnie dowiadczya podobnego uczucia, chocia, jak zdaa sobie spraw, nie od czasu, gdy ostatniej nocy opucili Dom Dobrych Trunkw. Pokiwaa wolno gow. - Jak sdz, mj opis tego szczeglnego cienia wydaje ci si znajomy? Arilyn ponownie skina. - Jak dobrze - powiedzia sucho Danilo. - Nareszcie do czego doszlimy. Zapewniam ci, e nie mam zamiaru rozprawi si z tym na wasn rk. Moe jeli pochodz z tob nieco duej, cie powrci do pierwszego waciciela, a ja pjd swoj drog, bez obcienia. Wystarczy? - Chyba tak - powiedziaa uraona. - Chod, ale sied cicho, jeli to w moliwe. - Prowad. Arilyn przesza przez otwarte drzwi tawerny i wpada na niez gr mini. Odbia si od niej o krok do tyu i spojrzaa w gr na gron, nachmurzon min najwikszego czowieka, jakiego kiedykolwiek widziaa. Kwadratowy niczym zamkowy dziedziniec mczyzna cakowicie wypenia wejcie. - Zamknite - warkn na ni przez brod, kolorem przypominajc zardzewiae elazo.

- Szukamy Elaitha Craulnobura - zacza Arilyn. - Jeli bdzie chcia si z tob zobaczy, chopcze, to sam ci znajdzie - zauway ze zoliwym umiechem olbrzym. - A teraz spywaj, zanim przewin ci przez kolano. Arilyn wycigna ksiycowe ostrze. - Obawiam si, e musz nalega - powiedziaa cicho. Mczyzna odrzuci gow w ty i rykn miechem, przycigajc tym kilku innych, podobnych mu oprychw. - On nalega - powiedzia jednemu z nich, wycigajc kciuk w kierunku szczupego, stojcego u drzwi chopca". Kamraci wyszczerzyli zby w radosnym rechocie. Danilo skry twarz w doniach. - Nalega -mrukn. - Fajny miecz, chopcze. Szklep ze sztarociami w d ulicy - zadrwi z Arilyn jeden z mczyzn. - Lepiej szpszedaj go, gdysz nie wygldasz mi na kogo, kto potrafi si nim poszugiwa. - Zejdcie z drogi albo wycigajcie bro - odpowiedziaa twardo. - Nie walcz z nie uzbrojonymi ludmi. - Rycerski chopiec, nieprawda? - zapia inny zbir. Odpowiedziaa mu salwa miechu. - C, bdmy uprzejmi dla maego jegomocia - zadudni gboki bas zza stojcej w drzwiach ludzkiej gry. - Czyby? Pokamy mu troch stali, chopaki - mwca mia ogorza skr i zawadiacki strj ruathymskiego pirata. W zoliwym umiechu ukaza kilka zotych zbw i zza jasnotej szarfy wycign dugi n. Danilo z wyrazem bolesnej rezygnacji na twarzy wycign miecz i stan u boku Arilyn. Zbje popatrzyli na fircyka znad przyozdobionego pirem kapelusza i byszczcych butw, ponownie buchajc miechem. Elfi waciciel, zaintrygowany zamieszaniem u drzwi, podnis wzrok. Kiedy podchodzi do drzwi Arilyn schowaa miecz i cigna czapk, ktra skrywaa jej wosy i uszy. Oczy Elaitha Craulnobura rozjanio zrozumienie. - W porzdku, Durwoon - powiedzia quessir do stojcego w drzwiach. - Twoja pilno jest

godna pochway, ale nie moemy przecie odstrasza naszych klientw. To bya delikatna reprymenda, ale wielkolud zblad i rozpyn si w cieniu, podobnie jak jego usadzeni kumple. - Jaka przyjemna niespodzianka - mrukn Elaith, celowo mwic tylko do Arilyn. - Witaj w moim nowym nabytku pokaza rk na trwajce dookoa zamieszanie. - Dostaem go zaledwie dwie noce temu. Poprzedni waciciel chyba zbyt atwo si upija, bo wyzwa mnie do gry w rzutki, a ja zgodziem si. Ponowne otwarcie zaplanowalimy na dzi wieczr, pierwszej nocy wita - przerwa nagle i chwyciwszy skryt pod rkawiczk do Arilyn pochyli si nad ni nisko. - Wybacz mi. Nie sdz, eby przysza tu w celu omwienia mojego ostatniego ryzykownego interesu, czy mog ci w czym pomc? - Mam nadziej. Wiadomo ci, e Rhys Kruczywiatr zosta zabity w nocy w Domu Dobrych Trunkw - zacza Arilyn. - Tragedia - rzek gadko Elaith. - Co to ma wsplnego z tob albo ze mn? - Bye tam - podkreli niewinnie Danilo. Qessir unis brwi z delikatnym wyrzutem. - Podobnie jak i ty. Zapewniam was, e stra wyrazia ju podobnie ponure przypuszczenie, a teraz jest ju cakowicie przekonana o mojej niewinnoci. Arilyn posaa Danilowi miadce spojrzenie i ponownie zwrcia si do elfa. - Moemy porozmawia na osobnoci? - Co tylko zechcesz - zgodzi si Elaith, z niesmakiem patrzc na Danila. Elf wzi Arilyn pod rami i wprowadzi do tawerny. Danilo nie czujc si tym ani zniewaony, ani te wykluczony z towarzystwa, rezolutnie pody za nimi. - Nie miem wtrca si w twoje sprawy, droga etriel, ale musisz by znuona obecnoci tego tam - mrukn elf zbyt cicho, by czowiek mg go usysze. - Nie myl, e nie prbowaam - odpara Arilyn. - Bardzo ciekawe - zaduma si. Ku jej zaskoczeniu Elaith rozwaa jej zaimprowizowan odpowied tak, jakby bya najistotniejszym elementem ukadanki. Moga poprosi go o wyjanienie, ale przeszli przez ca

tawern i dotarli do pooonego na tyach pokoju, ktry suy najwyraniej za biuro. Elf nie traci czasu na zagospodarowywanie pomieszczenia, wczeniej sucego prawdopodobnie za skad; zostao jedynie zamiecione i pobielone. Wychodzce na tyln alej okno migotao w porannym socu, drugie, chyba dopiero co zaoone, growao nad tawern. Arilyn przypomniaa sobie, e z drugiej strony okno wygldao jak lustro. Elaith posadzi j na skrzanym krzele, jednym z kilku otaczajcych aw z egzotycznego chultyjskiego teku. Danilo nie usiad, uwanie wygadzajc fady paszcza opar si leniwie o cian, tu za plecami Arilyn. - Co wiesz o mierci barda? - zapytaa Arilyn, wracajc prosto do sprawy. Elaith usiad za aw i wycign rce przed siebie. - Bardzo niewiele. Wyszedem z zajazdu zaraz po tym, jak sobie poszlicie. Dlaczego pytasz? - Nigdy nie przegapiaj oczywistego, powiadam tak zawsze - zauway byskotliwe Danilo. Quessir rzuci Danilowi pogardliwe spojrzenie: kopotliwy czowiek zaczai si za Arilyn, jakby zamierza j chroni, nawet kosztem swojego bezwartociowego ycia. To byo nawet zabawne spostrzeenie, ale Elaith nie by w nastroju do artw. - Mody czowieku, nie nadwyraj mojej cierpliwoci. Nie jestem Zabjc Harfiarzy, co niezrcznie tutaj sugerujesz - cie znikn z twarzy elfa, a on sam umiechn si zoliwie. - Prawd mwic, to chciabym nim by. On, albo ona, jest bardzo dobry. - Kiedy znw spotkamy Zabjc Harfiarzy, na pewno podzielimy si z nim twoimi spostrzeeniami - wycedzi Danilo. - Jestem pewien, e twoje pochway wiele dla niego znacz. Arilyn zignorowaa swojego towarzysza i zwrcia si do Elaitha: - Mam powd by sdzi, e zabjca znajduje si w szeregach Harfiarzy. - Naprawd? - wtrci Danilo zaskoczonym gosem. Zerkna na szlachcica przez rami. - Tak. A teraz, czy mog ci na chwil przeprosi? - po czy ponownie zwrcia si do Elaitha. - To utrudnia mi jakiekolwiek poszukiwania. Rzecz jasna nie mog wypytywa wprost bez obawy, e uprzedz niewaciw osob. - Oczywicie - mrukn z umiechem Elaith. - Ciesz si, e mog by uyteczny, ale czy wolno mi zapyta, dlaczego przysza akurat do mnie? - Potrzebuj informacji, a wiem, e w tym miecie masz wiele doj. Zapac cen, jakiej

zadasz. - To nie bdzie konieczne - powiedzia twardo elf. - Harfiarze niezbyt chtnie powierzaj mi swoje sekrety, przynajmniej bezporednio, ale posiadam inne rda, w tym informacje dla Harfiarzy niedostpne. Oczywicie zobacz, co da si zrobi. Elaith otworzy szuflad i wycign z niej pergamin i piro. - Powiedz mi moe co wicej o tym asasynie. Zacznij od listy zabjstw. Lista zabjstw. Arilyn drgna syszc, jak elf z nieczu atwoci dobiera sowa, moe le zrobia przychodzc z t spraw do Elaitha Craulnobura. Kiedy si wahaa Danilo podszed bliej i usiad na krzele tu za ni, wycign ze swojej magicznej sakwy ma tabakierk i zay spor szczypt tabaki. Kilka razy kichn gono, po czym zaoferowa pudeeczko Arilyn i Elaithowi. - Dzikuj, nie - powiedzia zimno Elaith. Arilyn po prostu popatrzya na Danila - jego intencja bya nazbyt oczywista, by j przeoczy: przypominajc jej tabakierk Perendry mwi, eby nie ufaa elfowi. Nie przypuszczaaby, e Danilo moe zdoby si na taki podstp i przez chwil bya skonna zgodzi si z dandysem. Zamierzaa powiedzie elfowi tylko to, czego i tak mg dowiedzie si z innych rde. Czy mogo to w czym zaszkodzi? Arilyn opisaa pokrtce metody zabjcy i jego makabryczny podpis, a poniewa Elaith nalega, wyliczya ofiary i przyblion dat oraz miejsce kadego ataku. Nie byo ju nic, o czym chciaa, by elf wiedzia. - Wstrzsajce - Elaith popatrzy na pergamin i umiechn si pocieszajco do Arilyn. - Na pocztek to powinno wystarczy. Dam ci zna, jak tylko czego si dowiem. - Wsta i wycign do do Arilyn. Z wdzicznoci pooya na niej swoj rk. - Wysoko sobie ceni twoj pomoc. - Moja droga, moesz by pewna, e zrobi wszystko, co tylko w mojej mocy. - Dlaczego? - zapyta! z oywieniem Danilo. Elaith cofn do i popatrzy na szlachcica z wyrazem rozbawienia na twarzy. - Etriel i ja mamy wiele wsplnego. A teraz, czy mgbym was przeprosi? Chciabym, eby tawerna zostaa przygotowana na dzisiejsz hulank. Arilyn skina dzikczynnie i przez tylne drzwi biura wycigna Danila w alej.

- Jak ci si podoba ostatnie spostrzeenie? Wiele wsplnego", niele - powtrzy ironicznie Danilo, gdy tylko zamkny si za nimi drzwi. - Nie rozumiem, jakiego ty jeszcze dowodu potrzebujesz. - O czym ty gadasz? - Dowd, ot co. Wiele wsplnego"? Pomyl: ty jeste zabjc, on jest zabjc. Dla moich uszu to zabrzmiao jak spowied - powiedzia Danilo. Arilyn z oburzenia podniosa rce. Wiedz, e si ze mn nie zgadzasz. Pelfka przystana rozwaajc jego sowa. - Elaith Craulnobur jest elfim quessirem i niczym wicej - powiedziaa. - Ty oczywicie moesz nie rozumie, co to znaczy. - Owie mnie zatem - odpar nonszalancko Danilo. - Okrelenie quessir oznacza wicej ni elfi mczyzna, to oficjalne sowo, oddajce pewien status i zachowanie. We wsplnym najblisze waciwego sensu jest sowo dentelmen", cho nie do koca. - On mi wcale nie wyglda na dentelmena - zauway Danilo. - To wida - rzeka Arilyn. - Atak przy okazji, od kiedy masz tabakierk? - Ach! Zrozumiaa moj wiadomo. - Nie bya zbyt subtelna - stwierdzia. - Dlaczego uwaasz, e zbir z Evereski dosta tabakierk od Elaitha? Wiesz, e to nie jedyny elf wWaterdeep. - Nie ufam mu - powiedzia beznamitnie Danilo. - I nie podoba mi si fakt, e ty wrcz przeciwnie. - Kto powiedzia, e mu ufam? - wycedzia Arilyn. - Cho moe powinnam, ksiycowe elfy odczuwaj w stosunku do siebie wrodzone poczucie lojalnoci. Danilo otworzy usta, chcc co powiedzie, ale rozmyli si. - A tak z innej beczki, dlaczego powiedziaa, e Zabjca Harfiarzy moe by Harfiarzem? - Poniewa jest to bardzo prawdopodobne - odrzeka lakonicznie. - Harfiarze to tajna organizacja i tylko nieliczni ogaszaj swoj przynaleno do tej grupy. Zabjca zbyt dobrze zna swoje ofiary, by mogo by inaczej. - Ach. Arilyn ruszya alej, Danilo skoczy za ni. - Dokd teraz idziemy?

- Zamierzamy znale elfa, ktry mia tabakierk Perendry. ***** W trzypasowej alei na tyach tawerny drgn cie, chcc ruszy ladem Arilyn i Danila. - Chod, chod, stary przyjacielu. C to za popiech? Melodyjny gos trci strun - wspomnienie nikczemnych czynw, ktre zdaway si nie wspgra z delikatnym tonem mwcy. Lodowaty chd przeszed przez zdrtwiay krgosup Brana Skorlsuna, kiedy po raz pierwszy od wielu lat odwrci si do Wa. Elaith Craulnobur niemal si nie zmieni. By pierwszorzdnym wojownikiem, eleganck, yw broni. Szczupy i gitki, pochyla si wdzicznie przez drewniany pot alei. Na jego przystojnej twarzy igra rozbawiony umieszek, a bursztynowe oczy byy zwodniczo agodne. Bran wiedzia, kim by ten elf. - Jak dla wy to raczej chodny poranek . Brwi Elaitha uniosy si ospale. - Niezbyt mie powitanie, zwaywszy na wszystkie przygody, ktre dzielilimy we wczesnej modoci. - Niczego nie dzielilimy - powiedzia bezbarwnie Bran. - Nie ma ju Kompanii Pazurw. Wielu jej czonkw pado z twojej rki. Elf, najwyraniej zupenie tym nieporuszony, wzruszy ramionami. - Pospolite przypuszczenie, ale nigdy nie udowodnione. Powinienem wybaczy ci ze maniery, lata wdrwki przez nieznane, najwyraniej przymiy t odrobin blasku, jak niegdy posiadae. - W przeciwiestwie do ciebie jestem tym, na kogo wygldam. Wzrok elfa przelizgn si po czowieku. - Nie ma si czym chwali - zauway z krzywym umiechem. - Jednak nawet teraz musz przyzna, e zera mnie ciekawo spowodowana twoim nagym przybyciem. Co sprowadza ci do Miasta Przepychu? Ton Elaitha by niemal kpicy, a wyraz pewnoci na umiechnitej twarzy wskazywa, e elf zna ju odpowied. Bran nie mia czasu na jego gierki, wic po prostu odwrci si z zamiarem odejcia. - Odchodzisz tak szybko? Nie mielimy czasu, by porozmawia. - Nie mam ci nic do powiedzenia.

- Och, ale ja mam kilka rzeczy, ktre mog ci si wyda interesujce. I nie musisz si pieszy, ledzon przez ciebie par atwo bdzie odszuka... chyba, e twoje tropicielskie umiejtnoci wyblaky tak samo, jak dobre maniery. - Informacje od kogo twojego pokroju znacz tyle, co nic. Przystojna twarz elfa cigna si ze wciekoci. - Nie rnimy si a tak bardzo - sykn. Szybko jednak odzyska panowanie nad sob, cho w bursztynowych oczach pozosta zowieszczy blask. - Zabrne tak daleko, jak ja, ale nie masz odwagi, by si do tego przyzna. Popatrz na siebie! Jeste wygnacem, skazanym na tuaczk po zapomnianych kracach wiata. Zostae zredukowany do pezajcego cienia, prbujcego odegna swoje obrzydliwe podejrzenia wobec crki Amnestrii. Po ostatnich sowach elfa twarz Brana ciemniaa. - Nie zasuye na to, by wymawia jej imi. - Czyby? - zakpi elf. - W Everesce ksiniczka Amnestria i ja od dziecka bylimy przyjacimi, na dugo przed tym, jak ty stae si byskiem w oku wasnego ojca. - Westchn z gbok tsknot. - Taki wdzik, taki talent i potencja; w tym Arilyn jest do niej niezwykle podobna. Posiada dusz Amnestrii poczon z raczej bdzcym wntrzem. Prawdziwie fascynujca kombinacja. Amnestria byaby dumna ze swojej crki, jestem tego tak samo pewien, jak ty - zakoczy zoliwie. - Dlaczego interesujesz si Arilyn? - zapyta Bran. Twarz elfa przybraa na chwil zadumany wyraz. - Rzadko, nawet w dugim elfim yciu, mona otrzyma drug szans. Bez wzgldu na to, jak jest, Arilyn powinna by moj crk - zamilk i posa Branowi taksujce spojrzenie. - Nie twoj. Harfiarz cofn si. Elaith ucieszy si z takiej reakcji, a zy umiech wypyn na jego wargi. - Tak, twoj crk - drwi elf, zmuszajc go do otwartego przyznania si. - Niezbadane s wyroki losu: wielce praworzdny Harfiarz mistrzem najlepszego zabjcy w Faerun. - Arilyn nie jest zabjc - zapewni Bran. - Ale jest twoj crk! - zapia triumfalnie Elaith, wyczytujc prawd z twarzy i gosu Brana. Wedug niego jedyn pozytywn rzecz w rozmowie z Harfiarzami byo to, e ci gupcy byli z reguy zbyt szlachetni, albo zbyt durni, by udawa. Twarz elfa pociemniaa nagle. - Czy Arilyn wie o tobie? Z obrzydzeniem myl o tym, e bd musia zdradzi tosamo jej ojca, kiedy ona

sama dowiedzie swej niewinnoci przed sdem Harfiarzy. - To nie twoja sprawa. - Zobaczymy. Jak si ma Amnestria? - zapyta Elaith, zmieniajc temat. - Gdzie si podziewala przez te wszystkie lata? Bran milcza, a w jego oczach pojawi si gboki al. - Mimo wszystko bye jej dalekim krewnym i nie widz powodu, by nie mia wiedzie. Amnestria ruszya na wygnanie na krtko przed urodzeniem Arilyn. Przybraa imi Z'beryl z Evereski. Zgina prawie dwadziecia pi lat temu. - Nie. - To prawda. Zostaa zaskoczona i pokonana przez par zodziejaszkw. Elf gapi si na Brana. - To brzmi nieprawdopodobnie - wymamrota opuszczajc oczy. - Nikt nie potrafi walczy tak, jak Amnestria. Czy uczyniono co dla pomszczenia jej mierci? - Mordercy zostali osdzeni. - Tak mogo by - powiedzia Elaith ponurym tonem. Kiedy ponownie spojrza na Brana, w otchaniach jego bursztynowych oczu pona nienawi. - Moe inna bro zabia Amnestri, ale zniszczye j ty. Trzymaj si z daleka od Arilyn. Etriel ma wasne ycie. Elaith nachyli si w stron Harfiarza, wygldajc przy tym jak wojownik, ktry przyjmuje ofensywn pozycj. Jego zy umiech otwarcie wyraa kpin z przeciwnika. - A tak przy okazji, czy wiesz, e to Arilyn nadaa sobie przydomek Ksiycowa Klinga? Zaprzeczajc rodzinie i randze sama stworzya swoje imi i sama wykua swj kodeks. I jest dobra. Arilyn odkrya w sobie umiejtnoci, wobec ktrych jej harfiarski mistrz sponby ze wstydu - Elaith zamilk. - Odpowiadajc na twoje wczeniejsze pytanie: moje zainteresowanie jest zarwno zawodowe, jak i osobiste. - Nie mam czasu na zagadki. - Ani na artowanie z nich. Prostymi sowy: Arilyn powinna by moj crk, ale ni nie jest. Jake godnego partnera - umiechn si zoliwie - albo maonka powinna posiada. Ona i ja, rami przy ramieniu, wiele moglibymy dokona. Masywna do Brana wystrzelia do przodu, apic za szaty Elaitha i podcigajc szczupego

elfa do poziomu oczu tropiciela. - Wpierw zginiesz - zadudni. - Powstrzymaj swoje groby, Harfiarzu - powiedzia pogardliwie Elaith. - Arilyn Ksiycowa Klinga moe si niczego z mojej strony nie obawia. Chciabym tylko pomc i pokierowa jej karier. - A wic jest w miertelnym niebezpieczestwie - zakoczy Bran. Elaith le zrozumia myl Brana, jego oczy zwziy si gronie. - Nic jej z mojej strony nie grozi - sykn. - Czego nie mona powiedzie o tobie. W doni elfa z szybkoci wowego uderzenia pojawi si sztylet, po czym wyprysn w kierunku garda Brana. Starzejcy si Harfiarz jednak cigle by szybszy - cisn elfa na ziemi. Elaith zwin si i skulony wyldowa na nogach, z nadgarstkiem gotowym do zadania ciosu staremu druhowi i wrogowi zarazem. Jednak Brana Skorlsuna ju nie byo. Elaith wsta i schowa sztylet. - Niele - przyzna wycierajc py z nogawki. - Powiniene uwaa na plecy, stary przyjacielu. Uwaaj na plecy. Elaith wrci do swojego nowego nabytku - spodziewano si sporego ruchu i musia dopilnowa jeszcze miliarda drobiazgw zanim tawerna zostanie otwarta. Jego wzrok spocz na duym dbowym symbolu, ktry dostarczono rano. Nachyli si do tylnej ciany budynku. Tak bdzie dobrze, pomyla, podchodzc bliej. Musz go natychmiast powiesi. Przebieg palcami po wypukych literach szyldu, ktry mia wkrtce zawisn nad frontowymi drzwiami Ukrytego Ostrza.

Rozdzia dwunasty
Wczesnym popoudniem Plac Dziewicy, peen kolorowych straganw, opromienionych jesiennym socem, ttni yciem. Wedug legendy na rodku placu sta niegdy otarz, na ktrym smoczym bogom skadano w ofierze dziewice, na wieki przed tym, jak Waterdeep stao si miastem. Takiego dnia, jak ten mroczna przeszo wydawaa si jednak wyjtkowo odlega. Min ju czas poudniowego posiku, ale wspaniae zapachy unosiy si jeszcze w ciepym, jesiennym powietrzu. Ludzie przechadzali si midzy straganami pod goym niebem, ktre oferoway wszystko, od wieych owocw po egzotyczn bro. Na drugim kocu placu mona byo zatrudni najemnikw. Okoo dwustu postaci, rnych ras i narodw, krcio si w d i w gr szerokich schodw. Na plac masowo przybyway osoby poszukajce pracy. Przebywajcy w miecie podrnicy, pozbawieni sakiewek przez kieszonkowcw i chccy znale bezpieczny sposb na powrt do domu, awanturnicy, sucy, czarodzieje, najemni wojownicy - wszyscy zbierali si razem, szukajc pracodawcw. Na Placu Dziewicy mona byo wynaj naprawd rne rzeczy. Nie dochodzio otwarcie do strczycielstwa, ale osoby pytajce zapewniano, e dyskretne zaznajomienie zawsze jest moliwe. Potencjalni pracodawcy stawili si rwnie licznie. Zarzdcy karawan zatrzymywali si na Placu Dziewicy, by wynaj potrzebnych w dugiej podry stranikw i zwiadowcw. Poniewa niewolnictwo byo w Waterdeep zakazane, odwiedzajcy miasto dygnitarze i kupcy z poudnia i dalekiego wschodu czsto przychodzili na Plac, by wynaj sucych, ktrzy zastpiliby im niewolnikw. Nawet awanturnicy tworzcy druyn poszukiwali na placu towarzyszy broni. W samym rodku rozgardiaszu siedzia Blazidon Jednooki. By prawdopodobnie najbardziej znan w swoim zawodzie osob. Zarabia nieze pienidze dopasowujc tych, ktrzy chcieli kogo wynaj, tymi, ktrzy szukali pracy. Posiwiay awanturnik nie wyglda na czowieka interesu: jego ubranie byo zapylone i zniszczone, a na ciao skaday si jedynie skra i koci. Siwiejca broda, niegdy zapewne pomiennie ruda, teraz bya zmoczona piwem i od dawna oczekiwaa przystrzyenia. Zakurzona opaska zasaniaa lewe oko, a rozpita skrzana kamizelka odsaniaa klatk piersiow.

Przy Blazidonie siedzieli urzdnik oraz ochroniarz, obaj rwnie nie pasujcy do swych zawodw, co ich pan. Pierwszym z nich by tallfellow, rzadki rodzaj hobbita, ktry wyrs na troch wyszego i chudszego ni jego bracia. Mia troch ponad cztery stopy wzrostu, a jego gow, policzki i bose stopy zakryway gste blond wosy, z ktrymi idealnie wspgraa cytrynowa tunika i poczochy. Jego frywolny wygld nie pasowa do powanego zachowania pilnie notowa co w ksidze rozliczeniowo-rachunkowej Blazidona. Hobbit liczy kad opat z zapaem zarezerwowanym zazwyczaj dla osobistych skarbw hobbitw. Ochroniarz by maym, ale za to dzikim i okrutnym krasnoludem - potne minie i dobrze naostrzony topr wystarczajco nadrabiay niewielki wzrost. Arilyn odwrcia uwag Danila od straganu z ciastkami i wskazaa na dziwaczn trjk. - To Blazidon. Jest jedyn osob, ktra moe zna czowieka, ktrego szukamy. Danilo pokiwa gow. - Znam, moja rodzina za jego porednictwem czsto wyposaa karawany. Pozwl mi z nim porozmawia. Arilyn nie wydawaa si by przekonan, ale szybko odkrya w propozycji fircyka plusy. Ubrana jak teraz - wygldajc na modzieca z posplstwa, o ograniczonych funduszach, nie powinna dopytywa si o takie rzeczy. Porzdnie ubrany Danilo mg zadawa pytania nie wzbudzajc podejrze. Zgodzia si wic i stana za Danilem, przyjmujc rol sucego bogatego kupca. Blazidon spostrzeg ich obecno. - Kogo poszukujesz, panie? - Chcielibymy znale pracodawc - rozpocz Danilo. Jedyne oko mczyzny przyjrzao si szlachcicowi i jego sudze", jego usta zacisny si. - Bez najmniejszego problemu znajd prac dla chopaka, jeli umie posugiwa si mieczem, ktry nosi. Handlarz klejnotami potrzebuje kilku najemnikw. Z tob moe by troch gorzej - Blazidon uwanie przyglda si Danilowi. - Syszaem o damie z Thayu, potrzebujcej eskorty na czas festiwalu. Zrozum mnie dobrze, normalnie nie zaatwiam tego rodzaju umw, ale mog ci powiedzie, gdzie znajdziesz t kobiet. Arilyn umiechna si szyderczo, Danilo oburzony cofn si o krok. - Pan chyba le mnie zrozumia. Nie szukam pracy dla siebie, pragn raczej okreli

tosamo... Arilyn przepchna si przed Danila i wycigna wykonany przez siebie drzewnym wgielkiem portret czowieka, ktry mia tabakierk Perendry. Nie bya artystk, ale przedstawienie czowieka bez jednego ucha, z wykrzywionym nosem i blizn od magicznego pioruna nie byo trudnym zadaniem. - Czy znasz tego czowieka? - spytaa niskim gosem. Blazidon przyjrza si obrazkowi. - To musi by Barth. Nie widziaem go ju od jakiego czasu - oczy mczyzny zwrciy si ku Arilyn i Danilo. - Z kim ubijam interes, chopcze? Z tob, czy z twoim panem? - Ze mn - odpara Arilyn zdecydowanie. Porednik pokiwa gow. - Czy moesz mi co o nim powiedzie? - Nie mog si przyzna, bym zbyt wiele o nim wiedzia. Jego towarzysz, Hamit - to ju zupenie inna historia. Znamy si od dawna. - Gdzie mog znale tego Hamita? - Na Miecie - odpar bez ogrdek mczyzna uywajc potocznego okrelenia Miasta Zmarych, duego cmentarza w pnocno-zachodniej czci Waterdeep. - Musia wej komu w parad, bo znaleli go ze sztyletem w plecach. - Blazidon wzruszy ramionami. - Zdarza si. - Czy wiesz moe, kto ostatnio wynaj Bartha i Hamita? - Wanie prbowaem si tego dowiedzie - wytumaczy aonie Danilo. Nikt jednak nie zwrci na niego uwagi. - Moe i wiem - odpar Blazidon patrzc na krasnoluda. Krasnolud wycign przed siebie swoj kwadratow do. - Opata - mrukn. Danilo posusznie poda mu zot monet. Krasnolud przyjrza si jej, ugryz i kiwn gow do hobbita. Ksigowy Blazidona przerzuci kilka stron w ksidze. - Pracowali dla kadego, kto mia pienidze - Tallfellow mia glos ludzkiego chopca. Ochroniarze, silne rce do cikiej roboty, bramkarze, nawet jedno czy dwa zabjstwa, cho mao znanych osb. Barth lubi take pracowa sam. Specjalizowa si w drobnych kradzieach. Wsppracowa przede wszystkim z jednym paserem.

- Za imi trzeba zapaci dodatkowo - doda krasnolud. Danilo wrczy mu gar miedziakw, ale Ochroniarz spojrza na niego tak zowrogo, e ten popiesznie dooy do sterty zot monet. - Jannaxil Serpentil - powiedzia hobbit. - Kupiec i uczony, urodzony w Turmie, prowadzi antykwariat przy Ksikowej Ulicy. Troch zadziera nosa, ale jeli masz dobry towar, to najlepiej pj do niego. - Potrzebujesz jeszcze czego? - spyta Blazidon. - Nie sdz - odpowiedziaa Arilyn. Schowaa szkic Bartha za pazuch i nie mogc si powstrzyma spojrzaa z uniesion brwi na Danila, po czym dodaa - Chyba, e zmienie zdanie co do tej damy zThayu. Danilo jednak odzyska ju wewntrzny spokj. - Nie sta jej na mnie - odpowiedzia dumnie. ***** Ubrana w eleganck jedwabn sukni koloru czerwonego wina Loene zaplota rce na kolanie i spojrzaa na drug stron salonu, na swojego starego przyjaciela maga Naina Bystrego Gwizdacza. Czasy si zmieniy. Kiedy, jako czonkowie Kompanii Szalonych Ryzykantw, przeywali razem niesamowite przygody, teraz dyskutowali gwnie o handlu i polityce. - Twj plan zapowiada si dobrze, Nain. Wchodz w interes. Mczyzna umiechn si zadowolony. - Nie bdziesz aowa tej inwestycji, Loene. Nie do, e popyt na drewno tekowe i maho z Chultu ronie, to jeszcze nasza wyprawa pozwoli nawiza kontakty midzy Waterdeep a wysp Lantan. Piratw wzdu wybrzea jest coraz wicej, aLantan oferuje nam port w zamian za dodatkow ochron ich owisk. - Zrobi si z ciebie niezy polityk, Nain - powiedziaa Loene, zrcznie uciszajc go komplementem. Lubia opowieci, ale mao interesoway j wywody Naina na temat polityki. Jeste tu od przedpoudnia. Jade ju? Nie? Ja te. Moemy porozmawia przy obiadku. - Chtnie zostan. - To mie - Loene wstaa z krzesa i pocigna za haftowany sznur od dzwonka. Powiadomi Gravesa. Sucy nie pojawi si na wezwanie. Loene zadzwonia po raz drugi, a jej twarz zachmurzya si.

- Graves jest zazwyczaj bardzo punktualny. Chyba pjd zobaczy co go zatrzymao. Posza do kuchni. Zatrzymujc si w drzwiach poczua si jak wamywacz. Od czasu, gdy kupia ten may zameczek rzadko bywaa w tej komnacie. Jej wzrok wdrowa po skrztnie wysprztanej sali: wszystko byo na miejscu, poza przebywajc w rodku osob. Graves siedzia pochylony nad sosnowym stoem kuchennym obok miski z jabkami, ktre mia obra oraz formy z ciastem, ktre dawno temu wyscho. Jego buzdygan by przypity do pasa, n do owocw lea w zasigu rki, obok przepoowionego jabka. W Loene narasta strach, gdy jak lunatyk sza po czyciutkiej pododze. Podszedszy do sucego wzia jego lew rk i obrcia j. Na chodnej doni najstarszego i najbardziej zaufanego przyjaciela Loene gorzaa rysunek harfy i pksiyca. Loene opada na kolana i obja chude ciao mczyzny. - Na niebiosa, Elliot - powiedziaa cicho. - Ju dawno temu powiniene by wrzuci t broszk Harfiarza do ciekw. ***** - Witaj, Jannaxil. Kupiec podskoczy, drogocenny tom, ktry wanie przeglda, wypad mu z rk. Elaith W" Craulnobur, wszedszy jakim cudem do pokoju, siedzia wygodnie na krzele z wycignitymi przed sob nogami. Jego blade donie bawiy si maym sztyletem. - Nie krpuj si, podnie to - powiedzia rozbawiony Elaith. Jannaxil Serpentil, waciciel Ksig i Pergaminw Serpentila zrobi jak mu kazano. Zszokowany podnis ksik i pooy na krawdzi stou. Do tej chwili kupiec - paser, mimo niepewnych interesw oraz nie najlepszej lokalizacji sklepu w Dzielnicy Portowej, czu si stosunkowo bezpiecznie. Elf przeszed poprzez chronice sklep zabezpieczenia, ktre posiada kady dobry paser. Tu, w swym wewntrznym sanktuarium Jannaxil nie mia ju adnej ochrony. Chcc zachowa przewag Jannaxil podszed do ogromnego dbowego stou, ktry wypenia jego prywatne biuro i opuci ciar swego ciaa na gboki skrzany fotel, prbujc mimo wszystko wyglda jak wadca swego wasnego maego wiata. - Jak tu wszede? - zapyta wprost. - Mj drogi czowieku. W twoim i moim zawodzie s pytania, ktrych si nie zadaje - odpar rozluniony elf krzyujc nogi. - O ile wiem wszede w posiadanie korespondencji z dowdztwem Zhentarimu w Twierdzy Zhentil na temat ostatniej serii zabjstw.

- Rzeczywicie - powiedzia ostronie paser. - Chciabym j zobaczy. - Oczywicie - Jannaxil podnis si z krzesa, zdj z pki na cianie gar papierw i poda elfowi, ktry przejrza je bez popiechu. - Cena wywoawcza to dziesi sztuk srebra - powiedzia paser. Powinien by zada dwa razy wikszej sumy. Targowanie si byo dla niego czym wrodzonym, ale tym razem jego entuzjazm zmala pod wpywem reputacji klienta. Zaczyna aowa, e wczesnym rankiem powiedzia o tych listach wysannikowi Elaith Craulnobura. Wprawdzie elf rozpuci informacj, e niele paci za pewne wiadomoci, ale dobry paser powinien wiedzie, e czasem nie warto ponosi takiego ryzyka. Gdy zabjca wnika w interesy innych zabjcw, niezbyt byo rozsdnym znale si pomidzy nimi. Elaith odoy papiery na st. Ciekawe, pomyla. Istniao pewne do wane powizanie, ktre mu umykao. Elf, jak zwyk to robi, gdy rozmyla, bawi si maym ozdobnym sztyletem, krcc nim w swych zrcznych doniach. Zauway efekt, jaki jego zachowanie wywoao na paserze: oczy Jannaxila ledziy drog sztyletu, z przeraeniem i fascynacj obserwujc kady jego bysk i obrt. Rce pasera leay jednak spokojnie na stole, a grube palce byy tak rozoone, eby pomimo niebezpieczestwa sign po zarobek. Chciwo. Elaith lubi to w ludziach. Jannaxil, jeden z najlepszych paserw wWaterdeep, posiada jej ogromne iloci. Przysadzisty i przenikliwy may, tusty czowieczek dawa sobie rad ze wszystkim, co Dzielnica Portowa moga zaoferowa, a jednoczenie potrafi dyskutowa o rzadko spotykanych ksigach z najznamienitszymi mdrcami z okolicznych krlestw. Elaith uwaa go za przydatnego znajomego i czsto przeprowadza z nim interesy. Zamierza zapaci mu wyjciow sum, ale nie widzia powodu, by wczeniej nie zabawi si nieco. - Bardzo cenne - powtrzy Jannaxil, tym razem z mniejszym przekonaniem. - Dla kogo? - zapyta elf. - Dla Gildii Zabjcw? Jannaxil zblad nagle i wskaza na lece na stole papiery. - To jest korespondencja z twierdz Zhentil. W Waterdeep nie znajduje si takich rzeczy codziennie - wybekota paser. - Kuriozum - przyzna Elaith. Sztylet zwolni obroty. - Raczej nieza okazja. S warte duo wicej ni dziesi srebrnikw - utrzymywa Jannaxil,

wyczuwajc potencjaln transakcj. Sztylet ponowi swj taniec. - Nie widz powodu. - C, wyznaczono pewnie nagrod za odnalezienie tych papierw. - Kto by dawa tak nagrod? - Lordowie Waterdeep chcieliby moe wiedzie, e kto w miecie opaca Czarn Sie za usugi Zhentarimskiego Egzekutora" - zasugerowa paser. Prbujc wzmocni i uzasadni swoj cen poruszy kwesti potnego i tajemniczego konwentu, ktry rzdzi miastem. W kocu na kradzione papiery tego typu nie istnia przecie zbyt duy popyt. - Lordowie Waterdeep? - Elaith wybuchn szczerym miechem. - Powiesz im o tym, czy ja mam to zrobi? Twarz pasera poczerwieniaa. Zdenerwowany i zawstydzony wymrucza pod nosem: - Dobrze wic, we te papiery. Pewnie bardziej ci zaley na Zhentarimie ni mnie. Jannaxil zda sobie spraw ze swojego bdu w chwili, gdy tylko wypowiedzia te sowa. Za pno. Nie chwiejc si i nie tracc adnego obrotu sztylet pomkn w jego kierunku. W pustym sklepie rozleg si krzyk. Elaith by znany ze swojej pogardy dla zych wadcw Twierdzy Zhentil i dla czonkw mrocznej sieci, ktra uywaa miasta o czarnych cianach jako jednej ze swych gwnych siedzib. Dla elfa bya to bardziej kwestia stylu ni sumienia: Zhentowie i Zhentarim nie posiadali ani jednego, ani drugiego. Mimo zniewagi i rzuconego sztyletu, Elaith nawet na chwil nie przesta si umiecha. - Wezm te papiery. Dzikuj ci za szczodr ofert. - Elf odsun spokojnie kartk na bezpieczn odlego od plamy krwi, ktra zaczynaa rozlewa si po stole. Woy listy do wntrza paszcza i podnis si, chcc wyj. Nagle, jakby ledwo co o tym nie zapomnia, sign po rkoje swojej broni. Sztylet stercza pionowo, gboko wbity w drewno - rka Jannaxila bya mocno przybita do blatu. Elaith owin palce wok rkojeci i pochyli si w stron przeraonych oczu pasera. Pot spywa z twarzy Jannaxila, gdy jak zahipnotyzowany patrzy na Elaitha, tak jakby elf rzeczywicie by wem, od ktrego wzi swj pseudonim. Ksiycowy elf wcisn zot monet do zranionej rki.

- Wynajmij sobie za to kapana - powiedzia. miejc si pod nosem z okrutnego dowcipu, elf wycign sztylet z blatu i obrci si, by odej. Kolejny, peen blu krzyk poegna go, gdy odchodzi alejk na tylach Ksig i Pergaminw. W poudnie Ulica Ksikowa bya zatoczona, a krzyki Jannaxila cigny tum przed frontowe drzwi ksigarni. Elaith sysza jak mieszkacy Waterdeep dyskutuj nad tym, co ich zdaniem zdarzyo si w rodku i co mog w tej kwestii zrobi. Alejka z tyu bya rwnie zatoczona, jak wiele takich samych uliczek w Dzielnicy Portowej przez niejednolit mieszanin podejrzanych typw. Ale nawet ci spod najciemniejszej gwiazdy usuwali si elfowi z drogi. ***** - Spore dzi mamy zainteresowanie starymi tomami - stwierdzi Danilo, wskazujc na tumek ludzi zebrany pod skromnym szyldem Ksig i Pergaminw Serpentila. - Wikszo z nich wanie odchodzi - zauwaya Arilyn, dostrzegajc niepewne wyrazy twarzy w coraz to mniejszym tumie. - Cokolwiek si tam dziao, chyba ju si skoczyo. Sam sklep by nieciekawym, zbudowanym z blokw piaskowca budynkiem, jedynie jego drzwi byy ekstrawaganckie, bo wykonane z bogato rzebionego egzotycznego drzewa. Arilyn dopiero zbliywszy si do nich zauwaya, e znajduj si w nich drugie, mniejsze drzwi, zasaniajce wycite na wysokoci oczu okno. Mae drzwi byy otwarte na ocie, ujawniajc pki i skrzynie z towarami kupca, wiksze za porzdnie zaryglowano. Arilyn zapukaa gono we framug. - Zamknite - z tyu sklepu dobieg ich jaki gos. - Przyjdcie kiedy indziej. - Moje sprawy nie mog czeka. - Bd musiay! Arilyn zacisna do w pi i zapukaa znw, tym razem goniej. Ostatnie dwie osoby, ktre krciy si w pobliu sklepu wymieniy niepewne spojrzenia i odeszy. - Idcie sobie! - Jak tylko zaatwi moje interesy, to z wielk chci to zrobi. Niski, przypominajcy klusk mczyzna wyszed z zaplecza i podszed do drzwi. Mimo maego wzrostu stara si osign wiatowy wygld: jego ubir skada si z uwanie dobranych ciemnych strojw, na ktre narzuci rozpit gboko czarn szat mdrca. Najwyraniej chcia

zaznaczy, e jest zarwno osigajcym sukcesy kupcem, jak i wyksztaconym czowiekiem. Jego czarne wosy byy naoliwione i wygadzone, a okrg twarz otaczaa warstwa tuszczu. W tym momencie wydawa si blady i wychudzony, jedn rk mia niechlujnie owinit kilkoma warstwami bandaa. Jego oczy przemkny nieufnie po wiejskim chopaku, za ktrego przebrana bya Arilyn. - Jaki to interes mgby by tak wany? - Szukam Jannaxila. - Czego chcesz ode mnie? Arilyn uniosa szkic zodzieja Bartha, ktry sama wykonaa. - Znasz tego czowieka? Mae oczy kupca zwziy si w szparki. - Nie wyglda mi na takiego, co kupuje ksiki. Ty take, gwoli cisoci. Odejd ju i nie marnuj mojego czasu. - Poczekaj, mj dobry czowieku - powiedzia Danilo, bawic si niedbale swoim wisiorkiem w taki sposb, by herb rodziny Thann by dobrze widoczny. - Mamy wymienite powody, dla ktrych szukamy tego czowieka i radz ci, eby jednak z nami wsppracowa. Gos szlachcica brzmia wyjtkowo pewnie, a jego postawa podkrelaa, e by przyzwyczajony do posuchu wrd ludzi. W Jannaxilu rozbudzi si wrodzony instynkt pochlebcy. Zasun zasuw u drzwi do sklepu i zaprowadzi ich do rodka, przepraszajc cicho i kaniajc si raz po raz tak nisko, jak tylko pozwalaa jego tusta sylwetka. Paser poprowadzi Danila i Arilyn do biura pooonego na tyach budynku. Pokj by peen pek z rzadko spotykanymi ksikami, z ktrych wiele zdobiy szlachetne kamienie i metale. Arilyn odmwia proponowanego napoju i zaja zaoferowane jej miejsce na wprost dbowego stou. Danilo nie skorzysta ani z jednego, ani z drugiego, wolc oprze si o pen ksiek pk. - Poszperam troch, jeli mona - powiedzia do Jannaxila. Paser usiad na krzele za stoem. Arilyn zauwaya na blacie z polerowanego drewna ma, postrzpion dziur. Paser niedbale przesun kaamarz, zakrywajc nim otwr, po czym pooy obandaowan do na kolanach. - C wic mog uczyni dla rodziny Thann? - spyta uroczycie i nawet nie musia dodawa tym razem".

Arilyn wycigna zot tabakierk z zakamarkw swego paszcza i uniosa j do gry. - Widziae to ju kiedy? - By moe - mczyzna wzruszy ramionami. - Zote tabakierki tego typu s dosy popularne. - Niewiele z nich ma jednak taki znak - Arilyn pooya tabakierk przed mczyzn i zastukaa palcem w run wygrawerowan na wieczku. - Znasz ten znak? - Zajmuj si ksigami i manuskryptami - powiedzia napuszonym gosem Jannaxil. - Nie mog zna osobistej pieczci kadego maga na Faerunie. Arilyn pochylia si do przodu. - Widz, e jeste uczonym czowiekiem - powiedziaa miym tonem. Jannaxil pochyli gow, skromnie zgadzajc si z tym. - Inaczej nie mgby wiedzie, e jest to piecz maga jej pocisk trafi w cel, lewe oko kupca mrugno nerwowo. - Czym innym mgby by taki znak? - Rzeczywicie, czym innym? - Arilyn pooya szkic obok pudeka. - Jeste pewien, e nigdy nie widziae tego czowieka? Jannaxil podnis rysunek i uwanie si jemu przyjrza. - Taaak. O ile sobie przypominam, to chyba kupi u mnie ksik jakie kilka miesicy temu. Paci towarem. - Tym pudekiem? - spytaa. Mczyzna umiechn si agodnie i rozprostowa palce swojej zdrowej rki, jakby chcia powiedzie: dobrze, macie mnie. - Te ksiki musz by dosy drogie - powiedzia Danilo, spogldajc znad iluminowanego tomu. - Wtpi, by zrobi na tym zbyt dobry interes. - To dosy wyjtkowe pudeko - odpar obronnie Jannaxil. Sign po nie i unis brew, jakby pyta o zgod. Arilyn kiwna gow. Paser otworzy pudeko, wzi porzdn szczypt tabaki i powcha. - Ach, najlepsza, jak kiedykolwiek spotkaem - wyj z szuflady duy kawaek pergaminu i pooy go na stole, po czym wysypa na niego reszt tabaki, potrzsajc pudekiem tak, by je zupenie oprni. Potem zamkn wieczko i poda pudeko Arilyn. - We sobie troch. Zaciekawiona pelfka otworzya pudeko: byo pene a po krawdzie. Pooya je na stole. - Widzisz? - paser spojrza tryumfujco na Danila. - To dosy cenny przedmiot. Zaklcie jest

bardzo silne. - Powinno takie by - powiedziaa Arilyn. - Tabakierka naleaa do czarodziejki Perendry Jannaxil zareagowa na to stwierdzenie dobrze udanym zdziwieniem. - I jak sdz, nie otrzymae adnych innych, nalecych do niej przedmiotw, w ramach zapaty? - Raczej nie - mczyzna zastanowi si. - Oczywicie, poniewa nie wiedziaem, e byy skradzione, to moliwym jest, e inne rzeczy nalece do maga te wpady w moje rce. Nie wiem. Pamitaj, e handluj ksikami, ktre - jak wskaza mody lord Thann - s czsto bardzo cenne. Czasem wymieniam ksiki na jaki inny towar, bo uczeni nigdy nie maj dosy pienidzy. Sprzedaj tak zdobyte dobra za tyle, ile si da. - To ciekawe. Nie sdziem, e nasz Barth jest uczonym - powiedzia cicho Danilo. - Pragnienie wiedzy moe spoczywa nawet w najprostszym z ludzi - rzek pobonie paser. Nauczyem si nie zwraca uwagi na wygld. - Na pewno jest to bardzo mdre - Danilo wzi do rki may tom oprawiony w skr i przejrza kilka stron. - W jakim to jzyku? - W turmijskim - Jannaxil spojrza ostro na szlachcica. - Ta ksika nie jest na sprzeda. - Potakujc Danilo odoy ksik i wzi nastpn. - Skd ten czowiek wzi t tabakierk? - wtrcia Arilyn. - Kt to wie? - Nasz czowiek powiedzia, e dosta je od elfa - doda usunie Danilo. - Bardzo dziwna sprawa. Prbowa poda nam imi elfa i umar - Danilo wzruszy ramionami i wzi do rki ksik oprawion w piknie rzebione drewno. - Elf? - spyta sucho paser. - Tak, wanie tak nam powiedzia. Barth mia te partnera - wspomnia Danilo, zerkajc znad ksiki. - Czowiek imieniem Hamit. Biedny, dosta sztyletem w plecy. - Oczy Jannaxila rozszerzyy si w panice, na co szlachcic uda, e poruszyo go sumienie. - Och, najmocniej przepraszam. Czy by on twoim przyjacielem? - Nie - odpar pospiesznie paser. W jego oczach zapaliy si wiateka. Spojrza na lec na kolanie do, a jego twarz nabraa przebiegego wyrazu. - Czy czarodziejka Perendra nie zostaa przypadkiem zabita przez Zabjc Harfiarzy? - To do prawdopodobne - powiedziaa Arilyn. - Co si stanie z zabjc, jeli go znajdziecie?

Arilyn cigle patrzya na pasera, pozwalajc mu odczyta jej intencje. Wyglda na zaintrygowanego, ale jego okrga twarz szybko zachmurzya si, a oczy opady na st. - Boj si, e nie mog wam pomc - powiedzia po chwili beznamitnym gosem. - Teraz musz was niestety przeprosi. Mruczc podzikowanie Arilyn podniosa si do wyjcia, Danilo odoy ksik, ktr przeglda i przecigajc si leniwie i wyszed za pelfk ze sklepu. - Niewiele si od niego dowiedzielimy - narzekaa Arilyn, gdy szli w d Ulicy Ksikowej. - O, to wcale nie jest takie pewne. Co w gosie fircyka zatrzymao Arilyn w poowie kroku. - A c takiego uzyskalimy? - To - Danilo trzyma oprawion w zwyk skr ksik. - Co to? - Ksika rachunkowa Jannaxia.

Rozdzia trzynasty
Arilyn zdja czapk i przejechaa rk po wosach. - Chyba nie do koca rozumiem. Ukrade ksik rachunkow tego czowieka? - Czemu nie? - powiedzia pogodnie Danilo wkadajc ksik z powrotem do sakwy. - Do kogo pjdzie ze skarg? Przyjrzymy si jej podczas lunchu, dobrze? W pobliu znajduje si gospoda z wymienitymi smaonymi rybami. - To byo niepotrzebne ryzyko. Dandys umiechn si figlarnie. - Jeste wcieka, bo sama o tym nie pomylaa. - Moe masz racj - przyznaa Arilyn. - Jak to zrobie? Nie widziaam, eby j wynosi ze sklepu - powiedziaa, dajc si mu prowadzi wzdu ulicy. - Dzikuj - powiedzia to tak, jakby wanie usysza komplement. - O, tu jest ta gospoda. Przyjazna Fldra, odpowiednia nazwa dla tego lokalu. Danilo wprowadzi j do maej i obskurnej knajpy, penej ludzi, odurzajcego zapachu piwa i smaonych ryb. Zamwi te dwie ostatnie rzeczy dla kadego z nich. Zjad szybko, po czym dokadnie otar palce z tuszczu i wyj ksik. Caa bya zapeniona rwnymi kolumnami ozdobnego wschodniego pisma. - Znasz ten alfabet? - spytaa Arilyn. - Jeszcze nie. Danilo rzuci prosty czar pozwalajcy rozumie obce jzyki. Przed jego oczami pynce linie pisma przekrciy si, tworzc litery jzyka Wsplnego. - No prosz! - powiedzia zachwycony Danilo. - Dziaa! - Pomysowy jeste - stwierdzia Arilyn przygldajc mu si uwanie. - Czasem, cho najczciej przez przypadek - rzek Danilo. Przewraca strony, powicajc kadej tylko odrobin uwagi, po jakim czasie spojrza na ni. - Nie sdz by ci si to spodobao. - Poka? Danilo podsun ksik w stron Arilyn i otworzy na stronie blisko rodka.

- Spjrz na t pozycj: Elaith Craulnobur kupi dwadziecia nie przycitych szafirw przerzuci kilka stron i znowu wskaza. - Tu znw pojawia si jego imi, jako sprzedawcy magicznej ksigi, tu kupi statuetk z Cledwyll, a tego dnia mia ochot na due zakupy. Na ostatniej stronie jest notatka dotyczca rzeczy poszukiwanych przez Elaith Craulnobura. - Danilo spojrza Arilyn prosto w oczy. - Wydaje si, e nasz elf jest staym klientem. - Nie znaczy to od razu, e jest elfem, ktrego szukamy - powiedziaa Arilyn. - Nie bd tego taka pewna - Danilo cofn si o kilka stron. - Tego dnia paser otrzyma od Elaith Craulnobura przesyk rzadkich monet. Dostarczy j mczyzna imieniem Hamit, ktremu paser wrczy pokwitowanie. Czy mog ju powiedzie: anie mwiem, czy mam zaczeka, a odoysz bro? - Dobrze, masz racj - przyznaa - Ale jak to zrobie? Za kadym razem wiedziae, na ktrej stronie otworzy. - Zalet posiadania pustej gowy, moja droga Arilyn, jest moliwo wypenienia jej rnymi niewanymi faktami. wietna pami jest jedn z moich licznych zalet. - Ale... - Posuchaj tego! To rozwizuje cay problem. Gos Danila brzmia tak zwycisko, e Arilyn pozwolia mu odcign swoj uwag. Suchaa z rosnc trwog, jak Danilo czyta list rzeczy otrzymanych od Hamita, wrd ktrych bya zaczarowana tabakierka. Wstaa od stou i rzucia na kilka monet, pacc za nie zjedzon ryb. - Gdzie teraz idziemy? - spyta dandys zrezygnowanym gosem. - Zobaczy Elaith Craulnobura. Pobudzonym nagym przypywem energii Danilo zerwa si na rwne nogi i wyszed za pelfk z gospody. - Arilyn, to nie jest dobry pomys. Nie spodoba mu si to, co masz do powiedzenia, anie bez powodu nazywaj go Wem. - Mnie nazywano gorzej. Danilo zapa jej rami i obrci j w swoj stron. - Poczekaj! Mam lepszy pomys. Oddajmy elfa w rce wadz. - Na jakiej podstawie? Danilo straci entuzjazm.

- No, a ci dwaj mczyni? Barth i Hamit? Obaj zostali zamordowani - jeden magi, a drugi sztyletem. Arilyn wyzwolia si z uchwytu szlachcica i ruszya dalej w stron Ulicy mii. - Nie ma dowodw na to, e Elaith Craulnobur jest winny mierci tych mczyzn. Danilo wyrzuci rce do gry. - C mogoby ci przekona? Podpisane wyznanie? - Wystarczy! - wrzasna wskazujc na niego palcem. - Nie mam czasu na ktnie. Ja id. Moesz pj ze mn lub nie, jak chcesz. Jeli si boisz, to zosta tutaj. Danilo pocign pogardliwie nosem. - Nie boj si elfa, ale nie odpowiada mi przebywanie w towarzystwie takiego ajdaka. - Ju jeste w towarzystwie osoby podejrzanej o zabjstwo - przypomniaa. - Tak, ale to zupenie co innego - odpar z pewnym siebie umiechem Danilo. Wyrwna krok zgodnie z Arilyn, jego wypolerowane buty stukay o kamienie ulicy. - Inna sprawa. Zabjca jest postaci kolorow, ktr mona niemale szanowa. Tak czy inaczej, na bazie tej przygody powstanie wyjtkowo ciekawa ballada. - Na zawsze bardem - zadrwia. - Mam nadzieje, e bd y wystarczajco dugo by j zapiewa - doda lekkim tonem. W jego arcie tkwio ziarno prawdy, Arilyn przeszy dreszcz. - Mj cie powrci dziki tobie, za co ci dzikuj - powiedziaa. - Nie czuj si zobowizany do pozostawania tu z mojego powodu. - Zapominasz chyba, ja take mam powd, eby odnale zabjc - przypomnia jej Danilo. Wiesz przecie, e prbowa mnie zabi. Cakiem prawdopodobne, e to uparty typ. - Raz ju przed nim uciekae - powiedziaa Arilyn. - Nagle jeste gotw stawi mu czoa? - Tak waciwie, to nie - przyzna si Danilo. - Chciaem by w pobliu, gdy ty go dopadniesz. To bdzie nieze widowisko. Arilyn a prychna ze zdenerwowania, na co Danilo pospiesznie doda: - Kto musi tam by, by opisa wszystko dla przyszych pokole. Czy znasz co, co nadaje si na to lepiej ni ballada, lub osob bardziej do tego odpowiedni, ni ja? - Tak. Sowa Arilyn po raz pierwszy przebiy si przez kilkucentymetrow skr szlachcica, obraony zamilk i pozwoli Arilyn zaj si jej sprawami. Przepychajc si przez tumy,

lawirujc midzy sprzedawcami i ulicznymi komediantami, ktrzy wyroli na ulicy jak grzyby po deszczu, dotarli szybko na Ulic mii. Nad drzwiami gospody Elaith wisia ju nowy szyld. - Ukryte Ostrze? - mrukn Danilo. - To faktycznie dodaje otuchy. Arilyn nie odpowiedziaa. Przemkna przez gospod - tym razem ogromny odwierny nie prbowa jej powstrzyma - i otworzya na ocie drzwi do biura elfa. Elaith siedzia za biurkiem przegldajc jakie rachunki. Spojrza na intruzw chodnym wzrokiem, na jego przystojnej twarzy natychmiast pojawi si zdziwiony umiech, jakim wita si niespodziewanych goci. Nie mwic ani sowa Arilyn rzucia na jego biurko tabakierk. Elaith patrzy przez chwil na ni, po czym stwierdzi: - A wic wyldowaa w kocu u ciebie. Czy mgbym spyta, gdzie j znalaza? - Znasz czowieka imieniem Barth? - spytaa Arilyn. - Tak. Domylaem si te, e Barth mi j ukrad. Lubi tabak a do przesady i nie by zadowolony, e jego partner sprzeda tabakierk. Jak rozumiem Barth jest martwy? - Cakowicie. - To dobrze. Sporo zapaciem za czar, ktry go zabi. Zawsze mio wiedzie, e pienidze nie zmarnoway si. Arilyn westchna gboko poruszona stwierdzeniem elfa. - Kazae go zaczarowa, eby umar jeli sprbuje zdradzi twoje imi. Czemu? - Moja droga, sdziem, e jest to oczywiste. Nieraz trzeba wynaj takiego czowieka jak Barth, ale nie naley tego specjalnie rozgasza. - Trzeba zachowywa pozory - stwierdzi Danilo z odrobin sarkazmu w gosie. Zosta jednak zignorowany przez Elaith i Arilyn. - Czemu Barth mnie ledzi? - spytaa Arilyn. - To dosy duga historia - powiedzia Elaith. - Moe usidziesz? - Nie. - Jak chcesz. Poznaa ju jak sdz Harvida Beornigartha? Arilyn wyprostowaa si i zaoya jedn rk na drug. - Mniej wicej. - Wynajmowaem jego band w przeszoci, w chwilach gdy finezja nie bya konieczna. Kilka miesicy temu syszaem, jak opowiada zdenerwowany o "elfiej ulicznicy", ktra walczya

dwurcznym chwytem. Poprzysig znale ci i wyrwna jaki wymylony rachunek. Poniewa chciaem wicej o tobie wiedzie, wysaem swojego czowieka razem z jego band. - Bartha. - Oczywicie. Arilyn pooya obie donie na biurku i pochylia si do przodu. Na jej twarzy wypisana bya cicha groba. - Czemu? - spytaa ponownie. Elaith przez chwil nic nie mwi. - Znaem tylko jedn etriel, ktra tak walczya. Mylaem, e to moe jest Z'beryl. Nie przygotowana na tak odpowied Arilyn odskoczya do tyu. Zamglonymi oczyma widziaa jak Danilo obejmuje j w pasie i sadza na krzele. - Bdzie lepiej, jeli powiesz mi o co w tym wszystkim chodzi - powiedziaa oszoomiona. Elaith Craulnobur podnis si i podszed do okna. Zaplt swe dugie donie za plecami i spojrza na ulic, jakby oczekiwa, e znajdzie tam odpowiedni odpowied. - Wychowaem si razem z Z'beryl na wyspie Evermeet. Jestemy spokrewnieni, cho odlegle. Straciem z ni kontakt wiele lat temu. - Jeste w stanie to udowodni? - zapyta Danilo, stojc jak zwykle za Arilyn. Elf spojrza w bok na fircyka. - Oczywicie, e tak. Przewidziaem, e Arilyn powrci, wic kazaem przynie tutaj kilka rzeczy - podszed do ciennego sejfu i wyj z niego dwa owinite jedwabiem przedmioty. Rozwin pierwszy i poda go Arilyn. Pelfka krzykna cicho. Tulia ma owaln ramk w obu doniach, nie mogc odwrci od niej wzroku. Danilo spojrza jej przez rami. - To twoja matka? Arilyn jedynie pokiwaa gow. Portret przedstawia mod ksiycow elfk, jeszcze nie cakiem doros etriel, z dugimi warkoczami niczym z szafirowego jedwabiu i niebieskimi oczami nakrapianymi zotymi plamkami. Obok niej sta Elaith Craulnobur, tyle e modszy i weselszy. Oboje byli ubrani w srebrno kobaltowe ceremonialne szaty... Stroje zarczynowe? Arilyn spojrzaa niedowierzajco na ksiycowego elfa. W jego umiechu kry si smutek sprzed lat. - Jest jeszcze to - Elaith odwin ozdobny miecz i pooy go na stole przed Arilyn. Elfowe

runy pokryway ostrze, a w rkojeci byszcza bkitno biay kamie. - To przecie ksiycowe ostrze! - zawoa Danilo wskazujc na miecz. - Nie bd taki zdziwiony, mody czowieku. Takie miecze s dosy czsto spotykane wrd mego ludu. Znam wielu, ktrzy je posiadaj lub nawet uywaj, cho musz przyzna, e wikszo z tych elfw mieszka daleko std - na Evermeet, lub w dalekich regionach Dolin, w pobliu ruin Myth Drannor. - Ty nie nosisz ksiycowej klingi? - spytaa Arilyn. - W rzeczy samej. - Mylaam, e elf nie moe by oddzielony od swego ostrza - powiedziaa. - Zazwyczaj tak, ale ten miecz jest upiony. Magia, ktr niegdy posiada, zostaa wyczerpana. Arilyn zmarszczya brwi. - Chyba nie do koca rozumiem. - Z'beryl nie opowiadaa ci o ksiycowych ostrzach? Widz, e nie - Elaith opar si o skraj stou. - Wiele wiekw temu pierwsze ksiycowe ostrze zostao wykute przez elfy z Myth Drannor. By to magiczny miecz, ktry mia tylko jedn moc: rozrnia osobowoci. Moga go dziery tylko jedna osoba, mia by przekazywany z pokolenia na pokolenie. Z kadym wacicielem przybywaa mieczowi nowa magiczna cecha, w zalenoci od potrzeb i charakteru osoby. - Elf przerwa i unis brwi. - Tyle ju pewnie wiedziaa? Nie chcc przeszkadza Elaithowi Arilyn jedynie pokiwaa gow. - Czy znasz cel stworzenia ksiycowych ostrzy? - spyta. Zawahaa si, po czym zaprzeczya. - Bardzo mnie to nie dziwi - powiedzia chodno Elaith. - Szkolia si u Kymila Nimesina, prawda? - Co z tego? - Arilyn bronia si. - Moja droga etriel, lord Kymil jest czonkiem umierajcego gatunku. Cigle opakuje upadek Myth Drannor. Jak wielu z jego rasy nie moe pogodzi si ze zmianami, jakie zaszy na Faerun, jakie zmieniy los elfiej rasy. Jeli Kymil zna rol, jak odegray w tym ksiycowe klingi, pewnie nie przemgby si, by o tym powiedzie. - Nie jestem uczonym i Kymil wie o tym. Interesowao mnie jedynie jak uywa miecza. Czas Kymila jest zbyt cenny, by traci go na lekcje historii, ktrych nie staraabym si

zapamita. - Przykro mi to sysze - powiedzia Elaith, po czym westchn. - Ale kontynuujmy. Rada Myth Drannor przewidziaa, e dla przetrwania elfw na Faerun konieczne bdzie podjcie pewnych krokw. My - elfy ksiycowe - pod wieloma wzgldami przypominamy ludzi. Ze wszystkich ras elfw najlepiej przystosowujemy si do zmian i jestemy najbardziej tolerancyjni, dziki temu suylimy jako porednicy midzy mocniej odosobnionymi rasami elfw, a coraz bardziej dominujcymi ludmi. Zdecydowano nada tytu szlachecki jednej z rodzin ksiycowych elfw, ktra zasiada potem na tronie na Evermeet. Przez wieki uywano ksiycowych ostrzy do wyboru tej rodziny. Elaith podnis upione ostrze. - By to zwyky proces eliminacji. Jak wiesz, ksiycowe ostrze moe przyj lub odrzuci kad biorc je do rki osob. Rodzina, ktra posiadaa najwicej ksiycowych ostrzy przez najduszy czas potwierdzaa, e jest prawdziw arystokracj z udowodnion lini sukcesji. Stawaa si wtedy rodzin krlewsk. - Co si dzieje, gdy miecz odrzuci wybranego spadkobierc? - spyta Danilo. - Pamitasz co si stao z twoim palcem, gdy prbowae dotkn ksiycowej klingi? spytaa Arilyn. - Bolao - Danilo drgn. - Niebezpieczne dziedzictwo. - Dokadnie - przytakn quessir. - Niebezpieczestwo wzrasta wraz z upywem czasu, poniewa coraz trudniej jest kontrolowa rosnce w moc ksiycowe ostrze. Niewielu staje na wysokoci zadania. Jednak nie kady niegodny ostrza dziedzic umiera chwyciwszy miecz, jeli spotka to ostatniego z rodu, to zadanie miecza - badanie szlachetnoci rodu - jest zakoczone i miecz usypia. - Elf dotkn biaego kamienia osadzonego w ksiycowym ostrzu. - Tak jak twj miecz - powiedzia Danilo. - Tak jak mj - powtrzy cicho Elaith, po czym spojrza na Arilyn. - Jestem ostatnim z rodu Craulnobur, jedynakiem jedynaka. Miecz sta si moj wasnoci niedugo po wykonaniu tego portretu. - Saby umiech pojawi si na jego ustach. - Wyglda na to, e miecz wiedzia wicej o mnie ni ja sam. - Przykro mi - powiedziaa cicho Arilyn. - Mi te byo przykro. Moje zarczyny zostay zanegowane, gdy decyzja mojego miecza staa si powszechnie znana.

Zamiast pozosta w Evermeet i y jak napitnowany, postanowiem przyby do Waterdeep i wywalczy sobie przestrze do ycia. Reszta to ju fakty - Elf przerwa na chwil i ukoni si ironicznie w stron Danila. - I pogoski. - Bardzo to wszystko wzruszajce - Danilo cedzi sowa przez zby. - Tumaczy to twoje zainteresowanie Arilyn, ale niestety niewiele wicej. - Co jeszcze chciaby wiedzie? Danilo podnis ze stou tabakierk Perendry. - Pomwmy o tym. Jak j zdobye? - Kupiem od pasera. - Jannaxil. Brwi Elaith uniosy si, tworzc dwa srebrne uki. - Brawo, mody czowieku, przypuszczam, e wiesz te skd on j wzi. - Od Hamita. Waterdeep wydaje si czasem bardzo maym miastem. - Jestem gotw zgodzi si z tob w tej kwestii - powiedzia elf, patrzc z niesmakiem na Danilo. - Tak, na moj prob Barth i jego partner Hamit wamali si do domu maga by odzyska pewn magiczn ksig. Zaskoczya ich, wic musieli j zabi. Zrobili bd rabujc dom i sprzedajc skradzione przedmioty. Dowiedziaem si o wszystkim dopiero, gdy zobaczyem tabakierk Perendry w sklepie Jannaxila. Kupiem j i wziem do domu, po czym zajem si Hamitem. - Zabie go - sprecyzowa Danilo. - Oczywicie. Chciaem te zaj si Barthem, ale ten zabra tabakierk i wyruszy do Evereski, gdy ja zaatwiaem interesy z Hamitem. Na szczcie rzucony na niego czar wykona swoje zadanie - Elaith przerwa na chwil. - Ju kilku Harfiarzy zgino wtedy z rk zabjcy. Cho Perendra nie zostaa napitnowana, nie chciaem zostawi nawet najmniejszej szansy skojarzenia jej mierci z moj osob. Uzyskabym wtedy miano Zabjcy Harfiarzy, a nie zaley mi na noszeniu akurat tego wanie paszczyka. - Jeste bardzo bezporedni w tej kwestii - stwierdzi odrobin zmieszany Danilo. Elaith wyglda na lekko zdziwionego. - Na pewno wiesz, e wrd zodziei istnieje honor. Zabjcy maj podobny kodeks - Elf zwrci si do Arilyn. - Przypomniao mi si, e mam pewn informacj, o ktr prosia. Ponownie poszed do sejfu i wyj z niego kilka pergaminw, jeden z nich poda Arilyn. -

Zdobyem dzisiaj rano co, co naley do ciebie. Nie jest w twoim interesie, by wpado w niepowoane rce. Nie rozumiejc, Arilyn pobienie przyjrzaa si tekstowi. - To jest skierowane do Zhentharimw w Twierdzy Zhentil. - Tak. Natrafiem na to szukajc informacji o Zabjcy Harfiarzy. Arilyn zdezorientowana zamrugaa oczami. Rozbawiony umiech pojawi si na twarzy Elaith, gdy zauway jej reakcj. - Moe teraz przestaniemy ju udawa? - Udawa? - No ju, przesta - strofowa j agodnie. - Szczerze mwic podziwiam twj spryt, spory jest. Mi nie przyszoby do gowy takie uoenie swoich stosunkw: eby jednoczenie odbiera opaty od Harfiarzy i Zhentarimu. - O czym ty mwisz? - Arilyn bya przeraona. - O twoim planie, oczywicie - umiechn si. - Jest genialny, cho wie si z pewnym ryzykiem; agent Harfiarzy pracujcy dla Zhentarimu. Mimo pewnych swych wad, Czarna Sie jest sawna z sutych opat. Jako Egzekutor Zhentarimu zapewniasz im cenn usug: przerzedzasz szeregi nieposusznych, niewygodnych i nieudolnych. Z kolei Harfiarze s zadowoleni, e oczyszczasz wiat z robactwa. - Elaith zachichota. - Harfiarze i Zhentarim, wreszcie zjednoczeni. Jaka urocza ironia! Rozbawienie Elaith zostao gwatownie przerwane - Arilyn przytkna mu do garda czubek ksiycowej klingi. - Nie pracuj dla Zhentarimu - jej gos peen by niewypowiedzianej wciekoci. - Jak wpade na taki pomys? - Prosz, prosz - zdziwi si Danilo. - Cay czas cigaem nie t zwierzyn. Arilyn obrzucia go wciekym wzrokiem. - Danilo, nie pora teraz na... - Czy ty tego nie widzisz? - przerwa jej szlachcic. - Elf, ktrego masz zamiar przedziurawi jest niewinny. Nie powiem, e zupenie, ale nie jest te cakiem winny. To znaczy, chciaem powiedzie... - Przesta ju!

- Elaith Craulnobur myli, e ty jeste Zabjc Harfiarzy - wyrzuci z siebie Danilo. - Co znaczy oczywicie, e sam nim nie jest.

Rozdzia czternasty
Arilyn powoli opucia ksiycowe ostrze. Elaith star odrobin krwi z miejsca, w ktre go zadrasna. - Dzikuj za t pomienn obron mojej osoby - powiedzia do Danila. Odwracajc si w stron Arilyn skoni si gboko. - Zdaje si, e popeniem wielki bd. Wybacz mi z ocen twej osoby, crko Z'beryl. Czy mog wytumaczy jak do tego doszo? - Bardzo prosz. Elaith wskaza na list, ktry Arilyn cigle trzymaa. - Mylaem, e pochodzi od ciebie. - Czemu? - zapyta wyranie oburzony Danilo. - Razem z nim przesano szczegowy rachunek - Elaith pooy na stole dwa kolejne pergaminy. Wskaza na ten z lewej. - To jest rachunek, a to - pokaza na drugi - jest informacja na temat mierci Harfiarzy, ktr od ciebie otrzymaem. Arilyn pochylia si nad biurkiem, eby przeczyta zawarto pergaminw. Danilo patrzy jej przez rami. Na rachunku dla Zhentarimu znajdowaa si lista imion. Arilyn znaa je wszystkie. Ostatni na licie by Cherbill Nimmt, onierz, ktrego zabia w zeszym miesicu w Mrocznej Fortecy. - Ten rachunek zawiera wikszo moich zlece z zeszego roku - rzeka cicho. - Tak, wiem - powiedzia Elaith. Porwnaa obie listy. Jak dwie kolumny ksigi rachunkowej kupca, daty i miejsca zgadzay si co do joty. Arilyn zamara: rwnowaga, kademu zabitemu przez zabjc Hrfiarzowi odpowiada powalony jej mieczem Zhentarimczyk. adna ze stron nie zyskiwaa wic na sile. Do jej gowy zakrada si myl zbyt przeraajca, by si nad ni zastanawia, ale i zbyt narzucajca si, by j zlekceway. Danilo zagwizda cicho, cigle zajty uwanym porwnywaniem obu list. - Na bogw, kto zadaje sobie sporo kopotu, eby ci wrobi. - Jak na razie niele mu idzie - doda Elaith i zwrci si do Arilyn. - Mam powody, by

sdzi, e Harfiarze posdzaj ciebie o zabjstwa i wysali kogo twoim ladem. Jeli odkryj to niejasne powizanie z Zhentarimem, twoja wina zostanie w ich oczach udowodniona. Uwaaj. - Bd - Arilyn wstaa i wycigna lew rk w stron ksiycowego elfa. - Dzikuj ci za pomoc. - Do usug - odpar Elaith kadc na chwil swoj do na jej. Pelfka podesza do tylnych drzwi, Danilo drepta tu za ni. Ju w drzwiach Arilyn odwrcia si do elfa. - Co mi si przypomniao. W Domu Dobrych Trunkw wzie mnie za Z'beryl. - Tak. - Ale nazwae mnie innym imieniem. - Naprawd? - Elaith wzruszy ramionami, jakby kwestia nie bya zbyt wana, po czym obrci si w stron Danila. - Nawiasem mwic, to zleciem by ci zabito. Na wypadek, gdyby nie udao mi si tego odwoa, podejmij prosz dodatkowe rodki ostronoci. Oczy Danila omal nie wyskoczyy z orbit. - Nawiasem mwic? - powtrzy nie dowierzajc. Elfa rozbawio zdziwienie fircyka. - Zaproponowaem to mojemu dobremu przyjacielowi, a on zgodzi si tym zaj. - Nie sdz, by zechcia poda imi tego przyjaciela? - spytaa Arilyn. Ksiycowy elf unis jedynie brwi, a Arilyn wzruszya ramionami. - Dobrze, powiedz mi tylko jedn rzecz. Czy to Harfiarz? - Wrcz przeciwnie - zamia si Elaith. Pelfka pokiwaa gow. - Nawiasem mwic, po co chciae, eby zabito Danila? - Nawiasem mwic - wtrci cigle oszoomiony Danilo. - Znw pojawia si ten zwrot. - Niezbyt go lubi - Elf powiedzia to tak, jakby by to wystarczajcy powd. - Wybacz mi prosz, ale mam duo pracy, ktr musz skoczy przed wieczorem. Arilyn zapaa Danila za rk i wycigna go z Ukrytego Ostrza. Zblia si wieczr i soce rzucao ju dugie cienie. Fircyk rozejrza si nerwowo dookoa. - Jak sdzisz, czy ten elf mg artowa? - spyta, gdy znaleli si bezpiecznie na rodku zatoczonej ulicy.

- Oczywicie e nie, ale sdz, e damy sobie rad ze wszystkim, co nam zaoferuje jego dobry znajomy" - powiedziaa Arilyn. Sza szybko, oczywicie na tyle, na ile pozwala jej tok na ulicy. - Co taki smutny? Nikt wczeniej nie prbowa ci zabi? - Oczywicie, e prbowali, a jest mi smutno, bo nigdy jeszcze nie byem tak nie lubiany westchn Danilo. - Dobrze, co dalej? Zajmiemy si dobrym przyjacielem elfa, w porzdku? - Nie. Taki awanturnik jak Elaith nie poyby dugo, gdyby zdradza imiona swoich wsplnikw - wyjania Arilyn. - Poza tym, niewiele by to pomogo. Zabjca jest zapewne w szeregach Harfiarzy. - Ju to mwia - zauway Danilo. - Dlaczego? Poniewa Harfiarze i ich sprzymierzecy pracuj nad zachowaniem Rwnowagi, pomylaa Arilyn, a na gos powiedziaa: - Jak ju ci mwiam zabjca zna tosamo swoich ofiar, mimo e Harfiarze s tajn organizacj. - Wyglda na to, e zabjca wie take wiele o tobie - powiedzia Danilo. - Nie rozumiem, czemu kto spord Harfiarzy miaby czyni co takiego, albo czemu ma zamiar zrobi z ciebie Zabjc Harfiarzy. - Ja te - powiedziaa Arilyn. - Wic co dalej? Jeli Elaith nie jest ju podejrzany, to nie mamy gdzie szuka. - Musimy sprawi, by zabjca znalaz si znw na naszym tropie - powiedziaa Arilyn. W tej samej chwili chudy mag w czarnej szacie otar si o Danila. Oczy pelfki rozbysy. - Moe Tymora obdarza nas jednak szczciem - powiedziaa agodnie. - Widzisz tego modego czowieka taszczcego t wielk ksig? Idziemy za nim. - Czemu? - Danilo szed za Arilyn, ktra przebijaa si przez tum. - Powiadomi zabjc, gdzie moe mnie znale. - Aha. Czemu wic cigle nosisz przebranie? - Elaith powiedzia, e Harfiarze mnie podejrzewaj. Musz pozosta niezauwaona dopty, dopki nie znajd zabjcy i nie oczyszcz mojego imienia. - Dobrze. A co ja mam robi? Mody mag wszed do gospody pod Spitym Smokiem. Arilyn i Danilo podali tu za nim. - Zamw obiad - poradzia. Danilo posusznie znalaz wolny st blisko drzwi wejciowych i opad na krzeso. Arilyn,

udajc, e przyglda si grze w rzutki, obserwowaa maga w czarnych szatach - wanie siada przy stole. Wycign z torby kaamarz i piro, po czym otworzy ksig i zacz w niej pisa. Od czasu do czasu spoglda do gry, bezmylnie przy tym gryzc czubek pira, po czym powraca do pisania. Arilyn przepchna si przez zatoczon izb do stou modzieca. Po drodze pozbawia przechodzcej obok sucej tacy, pacc jej za piwo i dodajc jeszcze srebrnika. Dziewczyna wzia pienidze zerkajc zalotnie na przystojnego mczyzn, jakim w tej chwili bya Arilyn. Przyzwyczajona do takich reakcji na przebranie, pelfka pucia w stron dziewczyny obuzerskie oko i posza dalej. - Czy mog si przysi? - spytaa maga, trzymajc przed sob tac pen piwa. - Czemu nie? Dobre towarzystwo i darmowe piwo s zawsze mile widziane - pada odpowied. Wzi zaoferowany mu przez Arilyn kufel, oprni go, po czym wskaza na lec przed nim w caej swej krasie ksig. - Chtnie oderw si od pracy. Nie idzie mi zbyt dobrze dzisiejszego wieczora. - Przykro mi to sysze - odpara Arilyn. Usiada i zadaa pytanie, na ktre tak oczekiwa mody mag. - Nad czym pracujesz? Czy to ksiga z czarami? Niczym szczliwy ojciec, ktry pokazuje swego pierworodnego, modzieniec przesun ksig w stron Arilyn. - Nie. To zbir moich wierszy. Pelfka otworzya ksig i przekartkowaa j; wiersze, zapisane pochyym, pajczym pismem naleay do najszkaradniejszych, na jakie w swym yciu natrafia. - Nie s to moje najlepsze dziea - modzieniec stwierdzi skromnie. Arilyn bya gotowa przyzna mu racj nawet nie znajc tych najlepszych utworw. Wyszych lotw poezj mona byo znale na cianach miejskich szaletw. - Nie mog si z tym zgodzi - skamaa, mylc o pewnej bitwie na Bagnach Chelimber. - Ta ballada wydaje mi si wyjtkowo poruszajca. Jeli szukaby kiedy oprawy muzycznej dla swych dzie, to znam odpowiedniego barda. - Arilyn zerkna szybko na Danila. By zajty oczarowywaniem sucej, ktrej nad wyraz rozwinite ksztaty napinay do granic wytrzymaoci jej sznurowany stanik. Arilyn westchna. Dziewka wygldaa jak dwufuntowa kiebasa wepchnita do pfuntowego opakowania. - Ballada, mwisz? - oczy modego czowieka rozbysy, gdy zrozumia pochwa. - Nigdy o

tym nie mylaem. - zaduma si. - Naprawd mylisz, e niektre z wierszy nadaj si na piosenki? Arilyn spojrzaa znw na modego maga. - Czemu nie? Syszaem o wiele gorsze kawaki. Mag zastanowi si chwil, po czym wycign rk w spnionym gecie powitania. - Dzikuj za sugestie, przyjacielu. Mam na imi Coril. - Mio mi, Coril. Jestem Tomas - odpara Arilyn, chwytajc wysunit do. Ju wczeniej znaa tosamo modego czowieka, by nie tylko okropnym poet i nie najlepszym magiem, ale take agentem Harfiarzy. Uznawany za bystrego, Coril by wynajmowany do zbierania i przekazywania informacji. - Wic, Tomas, co ci tu sprowadza? - spyta Coril czstujc si kolejnym kuflem piwa. Arilyn machna nonszalancko swoim kuflem. - Festiwal, oczywicie. - Chodzi mi o to, co sprowadza ci tutaj, do tego stou - nalega Coril. - Rozumiem. Potrzebuj pewnej informacji. Harfiarz spowania niemal niezauwaalnie. - Informacji? Nie wiem, czy mog ci pomc. - Oczywicie, e moesz - powiedziaa Arilyn z wyrazem zawodu i trwogi na twarzy. - Jeste magiem, czy nie? - Tak, jestem - przyzna Coril, tym razem nieco agodniej. - Czego potrzebujesz? Arilyn odpia miecz i pooya go na stole. Zadanie, ktre chciaa poleci Corilowi na pewno przekraczao jego mizerne umiejtnoci. - Na pochwie jest jaki napis, podobno magiczny. Czy moesz go odczyta? - spytaa Arilyn. Coril przyjrza si znakom z wielkim zainteresowaniem. - Nie - przyzna. - Jeli chcesz, to mog rzuci na nie czar rozumienia jzykw. Na twarzy Arilyn zarysowaa si udawana ulga i wdziczno. - Mona zrobi co takiego? - Tak, za pewn cen. Arilyn wycigna z kieszeni kilka miedziakw. Ta ndzna suma bya niema fortun dla Tomasa". Bya to za maa zapata nawet za tak prosty czar, ale gdyby zaoferowaa wicej, z pewnoci wzbudziaby jego podejrzenia. Pokazaa wic monety i spytaa niepewnie:

- Tyle wystarczy? Coril zastanawia si jedynie przez chwil, po czym pokiwa gow i zabra pienidze. Z zakamarkw swojej szaty wycign tajemnicz substancj, po czym mruczc zaklcia pochyli si nad mieczem. Arilyn czekaa cierpliwie, wiedzc e mag i tak nic nie wskra. Na pocztku jej nauki Kymil Nimesin prbowa odczyta runy, jednak nawet potna magia i wiedza jej nauczyciela nie pomogy mu odczyta staroytnej i tajemniczej formy Espruaru. Czary Corila nie miay wic adnej szansy. Pokazujc Corilowi miecz przesaa za to wiadomo zabjcy. Coril by rdem informacji dla Harfiarzy, a zabjca by prawdopodobnie kim w ich szeregach, wic wiadomo o ksiycowym ostrzu moga do niego dotrze i naprowadzi z powrotem na lad Arilyn. Zgubia zabjc w Domu Dobrych Trunkw z powodu tchrzliwego podstpu Danila i teraz dziki wasnemu podstpowi miaa zamiar znowu cign go sobie na gow. Po kilku minutach Coril spojrza na ni z zakopotaniem. - Nie mog tego w caoci rozczyta - przyzna. - Co? Ostry ton modzieca zdziwi Corila. - Magiczne ochrony przed czarami s zaoone na wikszoci z tych run. - Ale moesz cz z nich rozczyta? - Tylko t jedn. - Coril wskaza palcem na najnisz run, may symbol narysowany w dwch trzecich dugoci pochwy. - Co ona oznacza? - spytaa Arilyn. - Elfia brama". A ta tutaj elfw cie". To wszystko co mog odczyta - spojrza bystrym wzrokiem na Arilyn. - Jak znalaze si w posiadaniu zaczarowanego miecza? - Wygraem go w karty - powiedziaa Arilyn. - Poprzedni waciciel przysiga, e znaki na mieczu wskazuj miejsce ukrycia wielkiego skarbu. Gdybym tylko mg znale maga, ktry odczytaby dla mnie te runy. Jeste pewien, e nie ma tu nic o skarbie? - Bardzo pewien. Przynajmniej nie tam, gdzie mog co odczyta. Arilyn wzruszya ramionami. - C, zdaje si, e jednak przegraem tamt gr. Nastpnym razem nie bd przyjmowa magicznych przedmiotw. Historia wymylona przez Arilyn chyba przekonaa Corila.

Mody mag wyglda przyjanie, cho nie na tyle, by zwrci zawiedzionemu chopakowi gar miedziakw. Zaszokowana odkryciem Corila Arilyn podzikowaa magowi i wysza z gospody. W gowie szumiay jej tysice pyta. Czym jest elfia brama, a czym elfi cie? Czemu Kymil nie powiedzia jej wczeniej ani o jednym, ani o drugim? Chcc pozby si przebrania posza na ty gospody; przy kuchennych drzwiach staa dua beczka z deszczwk. Arilyn zdja czapk i rkawice, po czym lodowat wod zmya z twarzy ciemny barwnik. Pora znw sta si elfem - wyja z torby maleki soik, peen mienicego si kremu. Posmarowaa nim twarz i rce i jej skra staa si zota jak u wysokiego elfa. Potrzsna wosami, po czym zaoya je za uszy tak, by ich spiczasto bya wyrana. Chwytajc ksiycow kling wyobrazia sobie elfi kapank Mielikki, bogini lasu. Bya to prosta iluzja, wymagajca jedynie zmiany jej niebieskiej tuniki w dugi paszcz z czerwonego i biaego jedwabiu. Ksiycowe ostrze stao si zwyk lask, jak posiada prawie kady kapan iluzja bya gotowa w mgnieniu oka. Arilyn poprawia paszcz tak, by symbol bogini w ksztacie gowy jednoroca lea nad jej sercem jak naley, po czym wrcia do gospody. Ju dawno temu odkrya, e skomplikowane zmiany wygldu nie s konieczne dla efektownego przebrania. Jej klasyczne rysy i niezwykle ruchliwa twarz czyniy j niemale kameleonem, a moc iluzji ksiycowej klingi zapewniaa kady potrzebny kostium. Jednak przemiana z ludzkiego chopaka w elfi kapank zostaa osignita gwnie poprzez zmiany w wymowie, postawie i ruchach. Nikt, zauwaywszy charakterystyczn dla elfw gracj osoby duchownej, nie skojarzy jej z ciko stpajcym chopakiem, ktry wanie opuci karczm. Pewna siebie Arilyn powrcia do Spitego Smoka i usiada przy stole obok Corila, ktry nawet na ni nie spojrza. Zamwia obiad z lampk wina i udawaa, e je. Nie musiaa dugo czeka. Do gospody wszed Shalar Simgulphin, bard uwaany powszechnie za jednego z Harfiarzy i dosiad si do Corila. Arilyn podsuchiwaa ich rozmow popijajc wino. - Witaj Coril. Co sprowadza ci do Spitego Smoka? - spyta Shalar siadajc na krzele. Zachowywa si tak, jakby ich spotkanie byo przypadkowe. Coril wzruszy ramionami.

- To dobre miejsce do obserwowania ludzi - powiedzia obojtnym tonem. - Co takiego zaobserwowae? - bard ciszy gos. - Wszystko i nic - Coril znw wzruszy ramionami. - Duo widz, ale nie mam rodkw, by wszystko zrozumie. Maa sakiewka przesza pod stoem z rki do rki. - Moe to pomoe - stwierdzi Shalar, dodajc chytrze. - W tym miesicu jest co ekstra. - Tak jak powinno by - powiedzia Coril. - Podczas festiwalu wydatki rosn. Koszty s ju podliczane - podkreli. Shalar westchn gboko. - Mwisz, jak sdz, o Rhysie Kruczywietrze? - Take o innych - doda powanym gosem Coril. - Zabjca znw uderzy, tu po wschodzie soca. - Kto tym razem? - Mczyzna uywa wielu imion, ostatnio by znany jako Elliot Graves - odpar Coril. Kielich wysun si Arilyn z rk, a jego zawarto rozlaa si na st. Miaa na sumieniu mier Elliota Grayesa, zupenie jakby zabia go wasnym mieczem. Zwalczajc rozpacz stara rozlane wino lnian serwetk, ktr przynis sucy i zmusia si, by dalej sucha Corila. - Graves kiedy by awanturnikiem, obecnie sucym. - Tak, wiem - wtrci bard. - Jak to si stao? - Tak jak z innymi - odpar mag zagadkowo. - Byo jednak kilka rnic. Atak mia miejsce w dzie, a mczyzna nie spa. Musia zna zabjc, bo nie byo ladw walki. Shalar przeczesa wosy obiema domi. - Jest wic tak, jak si obawialimy. Zabjca musi by Harfiarzem, i to takim, ktrego przynaleno jest powszechnie znana. - Zgadzam si - powiedzia Coril. - W przeciwnym razie nie zbliyby si bez walki do tylu Harfiarzy. Shalar pokiwa gow, po czym podj niechtnie. - By tu jeszcze kto? - By moe. Czy znasz awanturniczk imieniem Arilyn Ksiycowa Klinga? - Tak. Przynajmniej syszaem o niej. Czy te jest martwa?

- spyta bard zrezygnowanym gosem. - Nie jestem pewien - przyzna Coril. - Wydaje mi si, e widziaem jej miecz dzisiaj wieczorem. Staroytny miecz, z duym zotym kamieniem? Mia go mody czowiek, twierdzi, e wygra go w grze hazardowej. Wyraz ulgi pojawi si na twarzy Shalara Simgulphina. - Mog si zaoy, e tak naprawd chopak, ktrego widziae, to bya Arilyn Ksiycowa Klinga. Jest znana ze swych wietnych przebra. - Naprawd? - zastanowi si Coril. - C, to dobrze. Jest rozsdna, jeli podruje w przebraniu, szczeglnie jeli planuje si zatrzyma pod Spitym Smokiem. - Czemu? - Syszaem, w tej gospodzie ma si jutro odby tajne spotkanie w kwestii zabjcy. - W istocie. - Kilku Harfiarzy wynajo pokoje na t noc - wytumaczy Coril. - Jeli zabjca ma zaatakowa dzisiaj wieczorem, to zrobi to tutaj. Shalar zgodzi si kiwajc gow. - Jest ju chyba za pno, by powiadomi o tym strae, ale i tak sprbuj. Jedno trzeba zrobi na pewno: Harfiarze musz zosta zawiadomieni - Shalar rozejrza si po pokoju. - Widz druidk Suzonic, Finolc z Callidyrru, jakiego tropiciela z Dolin - nazywa si chyba Partrin - i jego towarzysza Cala, ktry o ile pamitam nie jest Harfiarzem. Kto jeszcze? Arilyn z rosncym przeraeniem suchaa, jak Coril dodawa kolejne imiona. W gospodzie byo wic przynajmniej szeciu Harfiarzy. Nieczsto zdarza si spotka tylu w jednym miejscu. Pywajca w kuflu zota rybka byaby ju trudniejszym celem. Jaka bya gupia! Zostawiaa zabjcy wskazwki, gdy ten by najpewniej rwnie blisko, co jej cie i mia si wanie z jej aosnych stara. Arilyn wierzya, e powzia wystarczajce rodki ostronoci, by ochroni Loene i jej dom, a jednak Elliot Graves by martwy. Jeli zabjca mg j ledzi niewidzialn, to na pewno przejrza na wylot jej proste przebrania. Czy bdzie j gnbi mierci wszystkich Harfiarzy w Spitym Smoku? Arilyn szybkim ruchem wstaa zza stou; jeli nie moga stawi czoa zabjcy, to przynajmniej moga go std odcign. Gdy zbliaa si do drzwi, Daniio zapa po jej paszcza.

- Przepraszam, pani od Melikki. Czy zakoczya ju pani swoje interesy tutaj? Arilyn z trudem skupia uwag na dandysie: rozpracowywa drugi kubek zzaru, a przekwita barmanka siedziaa mu ju na kolanach. - Wychodz - owiadczya nagle Arilyn. - Moesz zosta i dalej dobrze si bawi. Daniio delikatnie zsadzi dziewczyn i powsta. - Nie chc si dobrze bawi. Id z tob - wykrzywi twarz. - Ojej, to zabrzmiao okropnie. Chciaem powiedzie, e... - Niewane - powiedziaa zdenerwowana pelfka. - Wyjedam z Waterdeep. Dzisiaj wieczorem. Teraz, jeli chcesz jecha ze mn, to musisz si pospieszy. Daniio przyglda si jej bacznie. - Nie mwisz tylko do mnie, prawda? - spyta cicho. Rzucia mu ostrzegawcze spojrzenie i otworzya drzwi na zewntrz, nie cakiem wiedzc, czy Daniio idzie za ni. Na ulicy wanie zapalano latarnie. Pod jedn z nich stao dwch ludzi w czarno-szarych strojach Stray Waterdeep, jeden z nich - sdzc po naszyjniku z jednorocem, wyznawca Melikki - z szacunkiem przywita Arilyn. Kiwna mu gtow, po czym zamara nie dokoczywszy nawet gestu bogosawiestwa. Rozpoznaa obu mczyzn: Clion by uroczym rudym otrem, o rwnie zrcznych palcach co jzyku, a drugi mczyzna, Raymid zVoonlar, to jego nieodczny cie. Podrowaa z nimi niemal pitnacie lat temu, gdy jako modzi chopcy zaczynali kariery awanturnikw. Po jakim czasie, bdc pod wraeniem ich umiejtnoci, przedstawia ich Kymilowi Nimesinowi. Elf wiczy obu w Akademii Broni w Waterdeep. Ich obecno przyniosa odrobin ulgi zasmuconej pelfce. - Dobrze, e stra jest tutaj - powiedziaa do Cliona. - Kilku Harfiarzy wynajo pokoje w tej gospodzie i boj si, e ich ycie moe by zagroone. Stranicy wymienili zakopotane spojrzenia. - Masz pani na myli Zabjc Harfiarzy? - spyta Raymid. Kapanka" pokiwaa gow. - Powiadomimy dowdc warty o twoich obawach - powiedzia Clion. - Zostanie przysana stra. - Przysana? Nie moecie wy zosta? - spytaa Arilyn. - Nie. Pogrzeb Rhysa Kruczywiatra odbdzie si dzi wieczorem i jestemy czonkami warty honorowej - powiedzia Clion.

Arilyn wiedziaa, e nieczsto wysya si stra miejsk na pogrzeb. Jeli ona braa udzia w poszukiwaniu zabjcy, to moe jej dawni kompani podziel si z ni informacj, ktra pomoe jej we wasnych poszukiwaniach. - Smutna noc - stwierdzia. - Waterdeep dobrze robi oddajc honory takiemu bardowi. Mam nadziej, e zabjca zosta ukarany? - Nie moemy o tym dyskutowa, moja pani - odpowiedzia Clion oficjalnym tonem. Arilyn powstrzymaa westchnicie. Nie moga traci czasu na takie formalnoci. Dowiedziaaby si prawdopodobnie wicej, gdyby wiedzieli kim jest, zwaszcza jeliby ich zaskoczya. - Dziwi mnie Clion, e tak szybko o mnie zapomniae - strofowaa go przechylajc gow i umiechajc si niemiao. - Ty, ktry kiedy mwie o wielkim zainteresowaniu moimi wdzikami. Szok na twarzy mczyzny by niemale komiczny. - Moja pani? - wyjka. - Ach, jestem taka zarozumiaa - powiedziaa wzdychajc ciko. - Twoje ycie jest przecie cakiem wypenione kobietami! Nie mog wymaga, by kad pamita. Arilyn obrcia si w stron drugiego mczyzny, rozbawionego upokorzeniem towarzysza. - Ty na pewno mnie pamitasz, Raymid. Umiech znikn z twarzy mczyzny. Przyglda si jej dugo, po czym potrzsn gow. - Wygldasz znajomo... - Mamy wsplnego przyjaciela - podpowiedziaa. - Jakiego mistrza walki? Clion wreszcie j rozpozna. - Arilyn! - We wasnej osobie - powiedziaa. - Naprawd przyjacielu, mylaam, e zupenie o mnie zapomniae - dodaa zoliwie. - To raczej niemoliwe - odpar Clion i umiechajc si przejecha palcem po citej blinie na zewntrznej stronie doni. - Mam ci po czym wspomina. - otrzsn si szybko ze wspomnie. To przypomina mi te, by nie wkada rk tam, gdzie nie ich miejsce. - W takim razie nie auj danej ci lekcji - powiedziaa Arilyn. - Niewielu byych zodziei zostaje przyjtych do stray. Dobrze zrobie. - Co sprowadza ci tutaj w takim przebraniu? - spyta Raymid. - Czy naprawd zostaa

kapank? - obaj mczyni zamiali si z dowcipu. - I zmieniam ras? Mao prawdopodobne - jej gos nabra powanego tonu. - Szukam Zabjcy Harfiarzy, jak wy. Moe jeszcze raz moglibymy razem pracowa? Clion potrzsn gow. - Wierz mi, Arilyn, chciabym mie ci co do powiedzenia. Wiemy jedynie, e mamy i na pogrzeb i sta na stray. Wyglda na to, e nikt nie ma pojcia, na kogo lub na co mamy uwaa. Dugi cie pad na brukowan ulic, cho nie byo wczeniej sycha krokw. Raymid spojrza w tamt stron. - Ju dobrze. Nadchodzi nasz dowdca. Arilyn ostro wcigna powietrze, co zwrcio uwag Danila. Sucha rozmowy z wielkim zainteresowaniem, ktre teraz przenis na nadchodzc osob. Dowdca warty by modym elfem, zbliajcym si do koca pierwszego wieku ycia. Jego skra miaa zot barw, a podobnego koloru wosy przytrzymywaa nad czoem ozdobiona elfim pismem opaska. Mia wsk twarz z wyranie zarysowanymi komi policzkowymi i orlim nosem, a jego wyduona, szczupa posta wydawaa si gitka i pena gracji niczym trzcina. Danilo - nie mwic ju o Arilyn - zauway, jak bardzo ludzko, w porwnaniu z egzotycznym zotym elfem wyglda czystej krwi ksiycowy elf, Elaith Craulnobur. Dowdca wyrnia si wyjtkowo wyniosym zachowaniem: w jego czarnych oczach wida byo cakowit pogard dla trjki ludzi. Obsydianowe oczy elfa zagodniay, gdy jego wzrok pad na zot skr i czerwony jedwab paszcza Arilyn. Tak jak i ludzie, elfy czciy bogini lasu. Elf skoni si w stron kapanki. - Witaj, pani od Mielikki - powiedzia. Rudowosy mczyzna, ktrego Arilyn nazwaa Clionem, zamia si. - To by dopiero byo. Kapitanie, chciabym eby pozna naszego dawnego przyjaciela. To jest Arilyn Ksiycowa Klinga, jedna z lepszych awanturnikw, z ktrymi Raymid i ja mielimy okazj podrowa. Arilyn, poznaj Tintagela NiTessine. Danilo nagle przypomnia sobie, e ju sysza to imi. Tintagel NiTessine by elfem, ktry zalaz Arilyn za skr podczas jej pobytu w Akademii Broni. Spojrza na pelfk: spokojnie patrzya na wciekego Tintagela, w jej oczach malowaa

si jednak ostrono, a na ustach - napicie. - Ju si znamy - powiedziaa spokojnie. Zoty elf wyglda jak uosobienie wciekoci. - To blunierstwo! Jak moesz udawa kapank Mielikki, nie mwic ju o prbie podawania si za TePQuessir - omit jej osob pogardliwym wzrokiem. - Rozumiem, e chcesz zatai swoje prawdziwe pochodzenie, ale zoccy si szlam nie stanie si zotem. Dwaj oniemiali stranicy suchali tyrady elfa z zrozdziawionymi ustami. Danila swdziaa do, by sign po miecz, lecz co w twarzy Arilyn powstrzymywao go. - Witaj, Tintagel - odpara spokojnie. - Musz przyzna, e dla mnie twoja obecno take jest spor niespodziank. Niewiele osb twojej rasy nosi taki mundur. Oczy elfa zawziy si. Danilo uzna, e z pozoru niewinne sowa pelfki zawieray zniewag. - Moja obecno w stray to sprawa honorowa - powiedzia, a jego gos brzmia tak, jakby si broni. - Naprawd? ywi wielki szacunek do stray, ale nie pomylaabym, e ty uznaby to za odpowiedni pozycj. - Tak naprawd stra jest aosnym artem - rzek zoliwie Tintagel, nie zauwaajc gniewnych min obu stranikw. - Kto musi przypilnowa, by zapewnia co na ksztat adu w tej bezprawnej stercie brzczcych monet, ktr zwiecie miastem. - Jeste a tak wany? Jak to dobrze dla wszystkich mieszkacw Waterdeep - wtrci rozbawionym gosem Danilo. W wypowiedzi elfa znalaz niezamierzony art. Waterdeep byo miastem dobrze rzdzonym i porzdnym, miastem, ktrego prawa byy egzekwowane i przestrzegane. Ponure, ignorujce spojrzenie elfa omioto Danila, po czym powrcio ku Arilyn. - Mojemu ojcu przestrzelono serce w grach Waterdeep - jego rka signa do boku i chwycia drzewce strzay, ktra wisiaa mu pasa. Danilo zauway, e na drzewcu znajduje si czarny znak dziwnego ksztatu. - Powicam moje ycie pomszczeniu jego mierci poprzez oczyszczenie tego miasta z robactwa podobnego temu, ktre zabio Feniana NiTessine - stwierdzi ponuro Tintagel. - To zadanie godne pochway - powiedzia Danilo z lekk drwin w gosie. - Jeli ci to nie przeszkadza, to ci przy nim zostawimy - wzi Arilyn za rk i poprowadzi j w stron stajni.

Pelfka sza za nim z chodnym, acz uprzejmym wyrazem twarzy. - Wezm konie - zaproponowa Danilo. Arilyn pokiwaa bezmylnie gow, jej uwaga skupia si na stojcym obok stajennych drzwi podunym korycie. Po jego jednej stronie zamocowano rczn pomp. Arilyn chwycia puste wiadro na pasz i podesza do studni. Nalaa do naczynia wody i zanurzajc w nim raz po raz donie, gwatownie stara z rk i twarzy zoty barwnik. Zerwaa z siebie paszcz rozdzierajc jedwabny materia; bya zbyt zniecierpliwiona, by czeka a iluzja zniknie sama. Odrzuciwszy na bok zniszczony ubir staa okazujc swoj tosamo dumnie niczym chorgiew. - O wiele lepiej - powiedzia Danilo podajc jej wodze. - Ten odcie zota nie pasowa do ciebie. Poza tym, sdzc po osobniku, ktrego spotkalimy, te Tel'Quessir - czymkolwiek na Dziewi Piekie mog by - s paskudn ras.

Rozdzia pitnasty
Wbrew woli Danila opucili Waterdeep i zagbili si w noc Owietlani przez stojcy wysoko jesienny ksiyc zmierzali wzdu stromych brzegw nad Waterbreak na poudnie - maym pwyspem z kamienia i piachu, ktry wcina si w morze, osaniajc poudniow cz portu w Waterdeep. Skalista linia brzegu rysowaa si pod nimi. Za sob zostawili gwarantujce bezpieczestwo miejskie mury. Puste gwarancje, pomyla Danilo, biorc pod uwag wydarzenia ostatnich trzech dni. Podczas ucieczki z Waterdeep mia duo czasu na mylenie. Gdy jechali Arilyn niewiele mwia i tym razem Danilo nie nalega na pogawdk, da jej nieco czasu dla siebie, by w odpowiednim momencie jeszcze bardziej wyprowadzi j z rwnowagi. Zaplanowa, e tego wieczora zmusi j do szczerej rozmowy. Zabiera si do tego niechtnie, ale jeli mieli znale Zabjc Harfiarzy, musieli zmieni kierunek poszukiwa. Rozmowa z Elaith Craulnoburem przekonaa go, e Wuj Khelben mia racj: ksiycowe ostrze byo kluczem do znalezienia zabjcy. Danilo mia ochot powiedzie Arilyn wszystko, co wiedzia o historii miecza, ale wiedzia, e zniszczyoby to mask fircyka. Arilyn bya strasznie rozkojarzona, wic Danilo postanowi by czujnym. Mimo bogactwa i splendoru Waterdeep leao w rodku dzikiego i niebezpiecznego kraju. Zoliwi ludzie z poudnia zwali ten obszar Dzik Pnoc" i niezbyt mijali si z prawd. Na pnoc i zachd od Waterdeep leay yzne pola i posiadoci szlacheckie, ale poudniowa droga prowadzia Danila i Arilyn w rodek dziczy. Gdy dotarli do skraju Lasu Ardeep Arilyn zatrzymaa swojego konia. - Tu rozbijemy obz. Ja pjd zapolowa, ty zajmij si komi - i nie czekajc na odpowied zsiada z konia, chwycia may uk z koczanem i znikna wrd drzew. Rozbijajc obz Danilo zastanawia si, jak poruszy w rozmowie kwesti miecza, rozwaa i odrzuca jeden pomys za drugim. Przez ten czas wyczyci i spta konie, po czym zebra kilka kamieni i uoy je w okrg. Umieciwszy w kole drewno, przyci do rwnej dugoci dwa rozwidlone patyki i wbi je w ziemi po obu stronach ogniska, aby na nich upiec upolowan przez Arilyn zwierzyn. Przygotowywanie ogniska, nie wiedzie czemu, rozbudzio jego wyobrani. Zebra ju o Arilyn sporo informacji, podobnych do kawakw ukadanki, perspektywa poncego ogniska

podaa mu ostatni, najwaniejsz cz. Usiad przy kamiennym krgu, czekajc na pelfk. Gdy Arilyn wrcia do obozu z par kuropatw, Danilo wsta i powrci do swoich zaj. Dorzuci do sterty kilka patykw i wyj z sakwy kawaek krzesiwa. Przesadnie akcentujc kady ruch, kucn i wycelowa kawakiem krzesiwa w kamienny krg. Ktem oka zobaczy, e Arilyn przestaa odcina ga krzaka i zamachaa rk, jakby chciaa go powstrzyma. Nie zwracajc na ni uwagi Danilo zamrucza pod nosem: - Smoczy oddech - krzesiwo w jego rce znikno, strumie zotych iskier trysn prosto w niebo. Po pocztkowym bysku magiczny ogie uspokoi si i sta si przytulnie poncym ogniskiem. - Czy nie mwiam ju, by tego nie robi? Danilo wsta i z rkami w kieszeniach obrci si w stron wciekej pelfki. - Moe i mwia - cedzi sowa przez zby. - Nie mog sobie jednak wyobrazi, czemu nie miabym tego robi. - Nie lubi magicznego ognia, to wszystko. - Arilyn usiada na ziemi ze skrzyowanymi nogami i zacza przygotowywa roen. Odcia licie z gazi i zacza ostrzy jeden z jej kocw. - Czy mog w czym pomc? Pelfka rzucia kuropatwy w jego stron, wskazujc, e ma je oskuba. Szlachcic wawo zaj si robot. Gdy roen by gotowy, Arilyn spojrzaa na niego. - Jeszcze nie uporae si z ptakami? - spytaa surowo. Danilo poda jej pierwsz kuropatw. Pelfka nadziaa ptaka na patyk i umieci go ostronie nad ogniem. - Naprawd, moja droga - powiedzia skubic kuropatw. By to rwnie dobry pocztek, jak kady inny. - Nie sdzisz, e twoja niech do magicznego ognia jest idiotyczna? - Idiotyczna! - oczy Arilyn miotay gromy. Usiada i obja swoje kolana rkami. - Pasujesz do takich sw. Dla ciebie wszystko jest gr, magia to zestaw sztuczek, a Zabjca Harfiarzy jest ledwie bohaterem twoich marnych piosnek. - Moe idiotyczna" byo troch niefortunnym sowem - powiedzia Danilo. Widzc, e kuropatwa jest gotowa, pelfka zabraa j. Zdejmujc roen z ognia naoya na drugiego ptaka, gdy skoczya znw odwrcia si do Danila. Opanowaa si ju nieco, ale w jej oczach nadal pona zo i wci niezapomniany bl.

- W Trudnych Czasach magiczny ogie oszala. Wielu zgino, wielu dobrych ludzi... - jej gos zamar. - Kto, kogo znaa? - spyta agodnie Danilo. Arilyn pokiwaa gow. - Podrowaam wtedy z grup awanturnikw, zwan Sidemk z Hammerfell. Jedna z nas bya magiem. Prbowaa rzuci ognist kul walczc z ogrem. Caa druyna spona, poza mn oczywicie - dodaa z gorycz. - Ciekawe, jakim cudem si uratowaa? Arilyn zignorowaa pytanie. - Nie sdz, by widzia kiedy magiczny ogie uyty w walce. Ja widziaam. Magowie wojenni siej niewyobraalne zniszczenie. Powiniene by zobaczy, co Czerwoni Czarodzieje z Thayu zrobili z czci Rashemenu, lub co magowie Przymierza uczynili w Tuigan, podczas krucjaty Krla Azouna przeciw barbarzycom. Zapomniaam, e szlachta Waterdeep nie uznaa krucjaty za wystarczajco wane wydarzenie - Arilyn przerwaa i wrzucia patyk do ogniska. Jeste taki rozpieszczony, taki bezpieczny, taki wygodny... Nie jeste w stanie mnie zrozumie, wic nie uwaaj mnie za gupi z tego powodu, e boj si czego, czego ty nie moesz zgbi. Przez pewien czas jedynymi odgosami mccymi cisz by trzask ogniska i pohukiwanie polujcego puchacza. - By moe masz racj - przyzna Danilo. - Niewiele wiem o yciu awanturnika. Ciesz si za to pewnym autorytetem w kwestii kobiet, Arilyn sykna ze zdenerwowania. - Nie wtpi. Twoja wiedza niewiele dla mnie jednak znaczy, nie jestem kobiet, lecz elfem. - Pelfi kobiet. Wystarczajco blisko. - To fakt. Czy chcesz podzieli si ze mn jakimi gbokimi przemyleniami? - jej sarkazm ci niczym ostrze sztyletu. - Jeli tego chcesz - powiedzia niedbale Danilo, wskazujc na ksiycow kling. - Wemy na przykad ten miecz. Boisz si go troch, prawda? Arilyn wyprostowaa si oburzona - tak jak si spodziewa. - Oczywicie, e nie! Skd ci to przyszo do gowy? - Mylaem o tym, co powiedzia Elaith Craulnobur. Wydaje si dziwne, e wiesz tak mao o swoim mieczu. Najprawdopodobniej posiada ogromn moc, a ty ledwo napocza t baryk.

- Wiedziaam, e powiesz co o piwie - powiedziaa szyderczo Arilyn. - Moja droga, nie zmieniaj tematu. Magia - take magiczny ogie - jest czci naszego ycia, potnym narzdziem, ktremu mona zaufa. - Mona zaufa? Ha! - twarz Arilyn bya pena gniewu. - Zmieniby zdanie widzc swoich przyjaci gincych od takiego ognia podczas Trudnych Czasw. - Waterdeep take ucierpiao w tych niezbyt szczliwych czasach - przypomnia jej Danilo. Z tego co syszaem, byo wtedy dosy paskudnie. W Waterdeep toczyy si walki z mieszkacami podziemi, zniszczono te jednego lub dwch bogw, przez co spory kawaek miasta zosta zrwnany z ziemi. - Z tego co syszaem? - powtrzya. - A gdzie ty bye? Jego brwi uniosy si w zdziwieniu. - Piem w piwnicy rodzinnej posiadoci. Arilyn spojrzaa na niego z tak nienawici, e doda, jakby bronic si: - Wydawao si to wtedy jedyn rozsdn rzecz. Arilyn westchna i zamilka. Po chwili spojrzaa na denerwujcego kompana. Siedzia leniwie przy ognisku, patrzc na ni. Jego twarz bya przyjazna, cho w wietle ogniska szare oczy wyglday wyjtkowo bystro i przenikliwie. - Skoro nie zgadzasz si z moimi spostrzeeniami, pozwl mi udowodni, e przeczucie mnie nie myli. - Prosz bardzo. - Zdejmij roen i przejd przez ognisko. Pelfka wzia gboki oddech. - Czy ty kompletnie oszalae? - Nie - powiedzia po namyle. - Raczej nie. Jestem prawie pewien, e moesz to zrobi bez jakichkolwiek obrae - inaczej bym tego nie proponowa. Jestem tego tak pewien, e mog ci zaproponowa ukad: od jakiego ju czasu prbujesz si mnie pozby, prawda? - C za spostrzegawczo! Danilo unis obie rce w gecie poddania si. - Jeli si myl, to odjad jeszcze dzisiejszej nocy. Arilyn spojrzaa na niego. Wygldao na to, e mwi na serio. Kiwajc gow nagle si

podniosa; przypalone buty byyby niezbyt wygrowan cen za pozbycie si Danilo Thanna. Zdja roen i podaa go szlachcicowi, po czym wesza w sam rodek ogniska i wysza z drugiej strony. Jej buty przygnioty palce si patyki, rozrzucajc iskry dookoa, kawaki palcego si drewna i popiou spady na rkaw koszuli. Arilyn chciaa je szybko strzsn, ale zauwaya, e inne iskry przyczepiy si do nogawek jej spodni niczym malutkie latarnie. Ku jej zdziwieniu materia nawet nie sczernia. Pelfka opada na kolana. Woya rk do ognia i przytrzymaa j tam - czua ciepo, ale nie bl. Usiada z powrotem i spojrzaa na Danila. - Zaczarowae ogie. W odpowiedzi fircyk sign do swojej magicznej sakwy i wycign par rkawic. Zaoy jedn z nich na rk, ktr potem woy do ogniska. Zapach palcej si skry unis si znad ogniska. Danilo cign przypalon rkawic i rzuci j Arilyn na kolana. - Jeste mi winna now par - powiedzia z umiechem. Arilyn spojrzaa na zniszczon rkawic. - Czy powiedziesz mi, o co w tym wszystkim chodzi? - Czy to nie jest oczywiste? Jeste magicznie chroniona od ognia. Dowodzi tego tragedia Sidemki z Hammerfell, nie mwic ju o twoim spacerze przez ognisko. Naprawd, moja droga, by tpakiem to nie w twoim stylu. Jej miech nie by zbyt radosny. - W twoich ustach brzmi to tak rozsdnie. - Powiem wic inaczej: czy zechciaaby powtrzy to wiczenie, tym razem bez ksiycowego ostrza? - skrzyowa rce i unis brwi. Po chwili milczenia Arilyn uniosa rk niczym szermierz przyznajcy si do tego, e zosta! trafiony. Danilo kontynuowa: - Twoja niech do magicznego ognia spowodowaa, e nie rozwaya pewnych moliwoci. Miecz najwyraniej posiada umiejtno, ktrej wczeniej nie zauwaya. Jest wic moliwe, e istniej te inne. - Najprawdopodobniej. - Wic sprbujmy je odkry. Arilyn pooya nabite na roen ptaki z powrotem nad ogniskiem, chcc najwyraniej zaj si konkretnymi sprawami.

- Mam waniejsze obowizki. - Na przykad znalezienie zabjcy. - Tak. Danilo rozejrza si po otaczajcej ich dziczy. - Czemu tu jestemy? Arilyn opucia ramiona zrezygnowana. - Cokolwiek robi, zabjca poda za mn, nie chce mnie zabi - kilkanacie razy mia ju wymienit okazj - ale uywa mnie jako pionka w jakiej okrutnej grze. Nie rozumiem jego motyww, ale dopki ich nie poznam, nie chc by winna mierci kolejnych Harfiarzy - wrzucia do ogniska kolejny patyk. - Tutaj nie ma adnych Harfiarzy, ktrych mgby zabi. - Czy to moliwe, e zabjca chce ciebie z powodu twojego miecza? - zasugerowa Danilo. Gorycz zalaa twarz pelfki. - Oczywicie, e jest to moliwe. Ja i miecz jestemy nierozczni. - Tym lepszy powd, by zaj si magi twego miecza. Wiedzc co potrafi twj miecz, bdziesz moga zrozumie prawdziwe motywy zabjcy. Znajc motywy, masz szans okreli jego tosamo. Arilyn ze zdziwieniem popatrzya na fircyka. W jego oczach wida byo, e mwi mdrze, a w dodatku prawdziwie. - Jak to wykombinowae? - To dosy proste. Przecie specjalizuj si w magii - powiedzia dumnie, po czym cofn si melodramatycznie wywijajc rk. - Naprawd, moja droga, gdyby doradzaa mi w kwestiach zabijania, posuchabym ciebie jako eksperta. Oczekuj, e przez grzeczno zrobisz to samo. Podnis si na nogi i odszed od niej. Usiad na pniu po drugiej stronie ogniska, przy czym wyglda jak uosobienie obraonej dumy. Arilyn umiechna si mimo woli. Najczciej nie bawi jej brak rozsdku, ale Danilo uczyni z tego sztuk godn podziwu. Zauway jej umiech. - Co ci tak bawi? - spyta ponurym gosem. Pelfka mrugna. Sentencje, ktre niedawno wygosi, pozwoliy jej przez chwil sdzi, i jego gupota jest tylko poz. Patrzc na niego teraz nie bya ju tego taka pewna. Przetara twarz rk. - Nie mog sobie tego wyobrazi. Dobrze, Danilo, wygrae. Odkryj na temat miecza

wszystko, co tylko bd moga - wstaa. - A teraz ruszajmy. - Teraz? - zaprotestowa Danilo, patrzc ze smutkiem na piekce si kuropatwy. - Lubi by cigle czym zajta. Przez nastpn godzin byli rzeczywicie zajci. Po wygaszeniu ogniska Danilo rzuci wok obozowiska proste czary obronne, chronice konie przed nocnymi drapienikami, potem ruszyli ostronie w d kamienistego zbocza, a do morza. Nastpnie skierowali si na pnoc, wzdu pwyspu Waterbreak. Nawet przy jasnym wietle jesiennego ksiyca musieli i bardzo ostronie po sterczcych na brzegu skaach. Na kocu Waterbreak wznosia si naturalna formacja z czarnego kamienia. Jej dolna cz bya pod wod. Mae skorupiaki przyczepiy si do podstawy skay, ktrej kilka krawdzi strzelao w gr niczym mae wieyczki. Oglnie rzecz biorc, pomyla Danilo, wyglda to na prb wyczarowania miniaturowego zamku przez pijanego maga. Arilyn signa do jednej z kamiennych niszy i wycigna mae, obite skr pudeko, z ktrego wyja srebrn fletni pana. Danilo przyglda si zafascynowany, jak przyoywszy instrument do ust zagraa na nim kilka dwikw. Melodia rozesza si po drgajcej w wietle ksiyca wodzie. - adna melodia - zauway Danilo. - Co teraz robimy? - Czekamy - Arilyn wskazaa Danilowi oddalon o sto jardw stert kamieni, wic posusznie poszed tam i usiad. Arilyn stana na czubku Waterbreak i obserwowaa wod z elfi cierpliwoci. Szlachcic nie umia oceni ile czasu tak patrzyli w morze, po jakim czasie w dali na gadkiej powierzchni wody pojawia si malutka zmarszczka. Uznajc, e nie bd ju duej czeka, Danilo wsta i otrzepa siedzenie swoich spodni z piasku i liszaju. Arilyn zamachaa rk zatrzymujc go, po czym nakazaa zosta w tyle i siedzie cicho. Danilo znw jej posucha. Zmarszczki pojawiy si jeszcze dwukrotnie, za kadym razem coraz bliej, po czym z wody wynurzya si liska, czarna gowa. Danilo patrzy ze zdziwieniem jak z wody wynurza si dua, podobna do foki istota. Gdy wysza na kamienist pla obok Arilyn, szlachcic zauway, e ciao jej zakoczone jest nogami, a nie petwami, jak u foki. Czarne oczy wieciy inteligentnie, gdy schwycia rami Arilyn w gecie pozdrowienia. W jasnym wietle ksiyca Danilo widzia, e miaa ludzkie, cho pokryte futrem i z bon

pomidzy palcami, rce. - Selkie - powiedzia Danilo. Sysza o tych rzadkich istotach, ale nie sdzi, e kiedy spotka jedn z nich. Jego zdziwienie powikszyo si, gdy selkie cofna si odrobin i w sekund zmienia si w ludzkiego mczyzn. Danilo nigdy nie widzia tak doskonaego czowieka. Selkie mia wzrost Arilyn, ale jego blade, ciao byo doskonale proporcjonalne i potnie uminione. liskie, ciemnobrzowe wosy opaday mu na ramiona, otaczajc ogolon twarz - zbyt msk, by nazwa j pikn. - Witaj, Gestar - powiedziaa Arilyn. Pelfka nie wydawaa si by zaskoczona nag zmian, lub te nagoci selkiego. - Witaj, Arilyn. Mio znw ci widzie, nawet o tak pnej porze - powiedzia selkie. Spojrza podejrzliwie na Danilo, a szlachcic uchwyci bysk oczu koloru szlachetnych topazw. - Ten mczyzna to mj przyjaciel, cakowicie niegrony - zapewnia przybysza z morza. Czy mgby wysa prob poprzez Sztafet? Potrzebuj informacji z Evermeet, jutro rano, jeli to moliwe. - Dla elfki, ktra uratowaa ycie mojej partnerki, zrobi wszystko. Arilyn umiechna si w podzikowaniu. - Potrzebuj informacji o ksiycowym ostrzu. Naleao do elfki imieniem Amnestria, ktra opucia Evermeet okoo czterdzieci lat temu. To niestety wszystko, co wiem. - Powinno wystarczy. Zajm si tym natychmiast i wyl wiadomo jutro. Oczekuj przybycia Czarnej Pery, gdy nie bd si mg tak szybko znw zmieni. - Mio mi bdzie znw j spotka. Dzikuj ci, Gestar. Dawni przyjaciele ucisnli si serdecznie, po czym selkie odwrci si i wskoczy do morza. Danilo nie mg si duej powstrzyma. - To by selkie! Arilyn obrcia si w jego stron. - Dawny mj przyjaciel. Zaczekamy do rana na informacj, jeli jest ci zimno, to rozpal ogie. Szlachcic pokiwa gow, kbiy si w niej liczne pytania, ale przede wszystkim byo mu zimno. Zacz zbiera wyrzucone na brzeg drewno czujc, e Arilyn obserwuje go z rozbawieniem. - No dalej, pytaj - zachcia go. - Widz, e mczy ci to milczenie.

Danilo posa w jej stron umiech. - Co to jest Sztafeta? Jak mona przez ni przesa wiadomo do Evermeet i otrzyma odpowied w czasie jednej nocy? Czy to magia? - Nie, to nie czary. Sztafet tworz selkie, morskie elfy, oraz inteligentni, przypominajcy mae wieloryby, mieszkacy morza. Wszyscy poruszaj si w wodzie z zadziwiajc prdkoci. Dwik roznosi si w wodzie trzy razy szybciej ni w powietrzu, pod wod wic wiadomoci przekazywane s niezwykle szybko. - Ale eby a do Evermeet i z powrotem? - By moe moje pytanie nie bdzie musiao tak daleko podrowa. Osoby pracujce w Sztafecie s zobowizane do zachowania treci samej wiadomoci w tajemnicy, ale moesz sobie wyobrazi, e sami czonkowie zgromadzili ogrom informacji. - Rozumiem. Kim jest Czarna Pera? - To wodna pelfka. - Jak to moliwe? Wtpi czy mgbym utrzyma powietrze w pucach wystarczajco dugo, by czego takiego dokona - zdziwi si Danilo. Arilyn, zdziwiona jego pytaniem, wybucha miechem. - Wodne elfy nie pozostaj przecie cigle pod wod. - Ciekawe imi, Czarna Pera. - Zrozumiesz, gdy j zobaczysz. Ludzka matka Czarnej Pery pochodzia z dalekiego poudniowego wschodu. Statek, ktrym pyna zaton u wybrzey Calimportu, a j uratoway wodne elfy. Istnieje niewiele wodnych pelfw, wic Czarna Pera spdza wikszo czasu z selkie. - Wyobraam sobie, e selkie lepiej ni wikszo istot rozumiej jej podwjne pochodzenie - powiedzia Danilo po chwili. Jego bystre spostrzeenie zaskoczyo Arilyn, gdy sama czua si wyjtkowo dobrze w towarzystwie selkie. - To prawda - powiedziaa i natychmiast zmienia temat. - Masz jeszcze jakie pytania? - Tak. Powiedziaa, e miecz nalea do elfki imieniem Amnestria. Kto to? Arilyn zastanowia si przez dusz chwil. - To moja matka - rzeka beznamitnym gosem.

- Czy Elaith nie mwi przypadkiem o kim zwanym Z'beryl? Mylaem, e to ona bya twoj matk. - Ona te. - Aha. Zapada niewygodna cisza. - Suchaj, moe si przepisz? - spytaa po chwili Arilyn. Danilo wanie ziewa. - Dobry pomys - przymykajce si oczy Arilyn oraz ogarniajce modzieca zmczenie przekonay go o zaletach sugestii. Danilo obudzi si, gdy niebo byo jeszcze srebrne, co zwiastowao ryche nadejcie soca. Spostrzeg, e Arilyn rozmawia ju z Czarn Per - od pierwszego spojrzenia na ni wiedzia, e nie mg to by nikt inny. Dalekowschodnie pochodzenie wodnego pelfa widoczne byo w nachyleniu jej ciemnych oczu oraz we wosach, ktre opaday jej do ud, niczym czarny, wilgotny atas. Jej uszy byy nieco zaostrzone, a mimo to okrglejsze ni uszy Arilyn. Rce i stopy miay wprawdzie bony, ale biaa skra wyranie rnia si od ykowanej niebieskiej lub zielonej skry wodnych elfw. W wietle wczesnego ranka jej nagie ciao byszczao niczym szlachetna pera. - Po mierci Krla Zaora - mwia Czarna Pera - Krlowa Amlaruil staa si wadczyni Evermeet. Jej crka Amnestria zostaa wysana potajemnie na zesanie, gdy zhabia sw osob. - To chyba o mnie chodzi - powiedziaa cicho Arilyn. Goniej ju spytaa. - Kiedy dokadnie zgin Zaor? - Pod koniec czterysta trzydziestego drugiego roku swego panowania. Wydarzenie to miao wielki wpyw na spoeczestwo wodnych elfw, wic dobrze je pamitam, mimo e byam jeszcze moda. To byo wiosn, podczas Festiwalu Wysokiej Fali - Czarna Pera przygryza warg i policzya. - To musia by, wedug rachuby ludzi z Dolin, rok 1321. Pamitam take dzie drugi dzie Chesu. - Czy zapano zabjc? - Nie. Ludzki kochanek Amnestrii postrzeli zabjc ranic go, aten mimo to zdoa znikn bez ladu. - Jakiej rasy by zabjca? Pelfka wodna opucia oczy zawstydzona.

- By elfem - przyznaa. - Ale jakiej rasy? - nalegaa Arilyn. - Ach, zotej. Czy to takie wane? - Moe - powiedziaa rozkojarzona Arilyn. Spojrzaa na Czarn Per. - Czego si dowiedziaa o ksiycowym ostrzu? - Boj si, e mao o nim wiadomo. Na krtko przed wygnaniem Amnestria odziedziczya miecz od siostry swojej prababki, ktrej rodzina wikszo czasu spdzaa poza Evermeet. Wicej informacji o mieczu moesz zdoby od mdrcw na kontynencie - egzotyczna pelfka przerwaa, po czym dodaa. - Przykro mi, e nie znam odpowiedzi, ktrych poszukujesz. - Odpowiedziaa i tak na wiele z moich pyta - Arilyn wycigna do, spodem do gry. Dzikuj ci, Czarna Pero. Druga pelfka umiechna si i przykrya do Arilyn boniast rk, po czym z cichym pluskiem wskoczya do morza. Arilyn cigle staa, bezmylnie patrzc na morze. Gdy wreszcie obrcia si bya lekko zdziwiona widzc, e Danilo nie pi. - Syszae wszystko, jak sdz? - Tak. - Moemy wic ju teraz omwi twoje pytania. - Szybko si uczysz - powiedzia z aprobat szlachcic. Wsta i przecign si. - Powiedz mi przede wszystkim, czy wszyscy mieszkacy morza nie nosz ubra? Arilyn uniosa brwi. - Po tym wszystkim, co zostao powiedziane, tylko to ci interesuje? - Trudno byo nie zauway Czarnej Pery, Ksiniczko Arilyn - powiedzia umiechajc si Danilo. - Przy okazji, Wasza Wysoko, czy mam przed tob klkn, czy te wystarczy prosty ukon? - Elfi arystokraci byli rodzin Amnestrii, nie moj - powiedziaa - Nie twierdz, e jestem krlewn - odwrcia si gwatownie. - Zajmij si prosz swoim niadaniem i wygldem tak szybko, jak to tylko moliwe. Wracamy do Waterdeep. - Cudownie - Danilo zacz wyjmowa ze swojej magicznej sakwy stroje i rozwaa zalety kadego z nich.

- Czy idziemy w jakie konkretne miejsce? - Tak. Danilo spojrza znad sterty jedwabiu z blem w oczach, po czy wzdychajc z politowaniem zapyta: - Czy mogaby by cho troch bardziej dokadna? Nienawidz by nieodpowiednio ubranym. - Wiea Czarnokija - twarz Danilo przybraa nieco dziwny wyraz. Arilyn wyobrazia sobie, jak wyciga szat maga ze swojej torby. Z odrobin czarnego humoru dodaa: - Ubierz si jak mag, a poyjesz zbyt krtko, by mc rzuci kolejny czar. Danilo szybko wybra ze sterty wyjtych ubiorw jedwabn bladot koszul. - To nadaje si doskonale, naprawd. W kilka minut by gotw do drogi. Wschd soca barwi niebo na czerwono, gdy wracali wzdu skalistego wybrzea. - Czemu Wiea Czarnokija? - spyta Danilo, drepczc z atwoci obok dugonogiej Arilyn. - Musz dowiedzie si wszystkiego, czego mona o moim mieczu. Wyksztacony czarodziej wydaje mi si by dobrym pocztkiem poszukiwa. - Tak, ale w Waterdeep s te inni magowie, dysponujcy wiksz iloci wolnego czasu. - Nie znam adnego z nich. Oprcz Khelbena. - Naprawd znasz Khelbena Arunsuna? Potrafi by bardzo niemiy - powiedzia Danilo. - Tak, wiem - przyznaa Arilyn. - Jeli ju jednak musz powierzy mj miecz jakiemu zaklinaczowi, to chyba tylko jemu. Przynajmniej odrnia ostrze od rkojeci. - Ciekawe co by zrobi wielki mag, gdyby usysza, e nazywaj go zaklinaczem - Danilo umiechn si i wycign rk. - Suchaj, mam wietny pomys. Nie potrzeba, bymy oboje szli do Wiey Czarnokija. Pjd sam. Arilyn zatrzymaa si tak szybko, e Danilo potkn si na kamieniu prbujc zrobi to samo. Przygldaa si mu, gdy schyli si i masowa swj stuczony piszczel. - Czemu miaby to zrobi? - spytaa. - Wrodzona szlachetno - odpowiedzia, nadal zajmujc si stuczeniem. - Przesza ostatnio wiele, wic pomylaem, e mog oszczdzi ci spotkania ze starym prykiem. - Twoja troska jest wzruszajca.

- Oczywicie - powiedzia promieniejcy Danilo. Wyprostowa si i pooy rk na jej ramieniu. - Zaczekaj w miecie. Odpocznij sobie i zrb co z wosami przed festiwalem. Cokolwiek. Wejd i wyjd z Wiey Czarnokija nim to zauwaysz. Arilyn zrzucia jego rk. - Khelben Arunsun zna mnie. Czemu mylisz, e chciaby ci widzie? Danilo zrobi troch za dug pauz. - No? - domagaa si odpowiedzi. - Jest moim wujem, dokadnie bratem matki. Wierz mi, matka kazaaby obra ze skry, przybra majerankiem i upiec arcymaga Wuja Czarnokija, gdyby zlekceway jej synka. Grona z niej kobieta - Danilo umiechn si do Arilyn. - Chyba by j polubia.

Rozdzia szesnasty
Wypowied Danila wyranie rozgniewaa pelfk. - Czemu wczeniej nie powiedziae mi, e jeste bratankiem maga? Wzruszy ramionami. - Nie przyszo mi do gowy. Ty nigdy wczeniej mi nie powiedziaa, e jeste spokrewniona z elfi arystokracj zauway. - Nie byo czasu porwnywa drzewa genealogiczne. Arilyn zamilka, tumic zdenerwowanie. Gdy dotarli do obozu, zastali konie skubice spokojnie traw. Plelfka bez sowa zaja si siodaniem wierzchowca. Danilo zrobi to samo, a gdy dosiedli koni, sign doni w jej stron. - Daj mi rk. - Po co? - Przeteleportuj nas do wiey Czarnokija. To zaoszczdzi nam czasu. - Nie! Tym razem Danilo zdenerwowa si. - Na wszystkich bogw, kobieto, bde chocia raz rozsdna - przechyli si i schwyci jej rk. Natychmiast otoczya ich biaa, mleczna powiata, nie czuli adnego ruchu, ani niczego materialnego dookoa. Uczucie aki. wieszenia w pustce przekraczao moliwoci zrozumienia lub opanowania si Arilyn, jednak zanim zdya podda si panice albo poczu mdoci, ktrych oczekiwaa, wiato zgaso, a przed nimi pojawiy si bloki ciemnego granitu, tworzce ciany Wiey Czarnokija. - No, nie byo tak le, prawda? - spyta Danilo. - Nie - odpowiedziaa Arilyn, lekko zdziwiona. - To dziwne. Od czasu, gdy pierwszy raz wdrowaam z Kymilem, podr przez inne wymiary zawsze powodowaa we mnie mdoci... Danilo zachowywa si tak, jakby zupenie nie zauway jej zdziwienia. Zapuka w bram, na co natychmiast odpowiedzia bezcielesny gos sucego. - Arilyn Ksiycowa Klinga chce si widzie z Czarnokijem - ogosi Danilo. Brama otworzya si po chwili i sam Khelben Arunsun wyszed, by ich powita.

- Wejd, Arilyn. Zawsze mio mi ci widzie - wzrok maga pad na jej towarzysza. - Ach, to ty, Danilo. - Cze, wujku Khel - odpar Danilo. - Arilyn potrzebowaa czarodzieja, wic przyprowadziem j tutaj. Khelben Arunsun zmarszczy brwi i obrci si w stron Arilyn. - Posuchaa mojego lekkomylnego bratanka? Mam nadziej, e to co wanego. - To si zaraz okae - Arilyn odpia miecz i podaa go Khelbenowi wraz z pochw. - Zezwalam ci go dotyka - powiedziaa z namaszczeniem. - Tylko nie prbuj wyj go z pochwy. Arcymag przyj staroytny miecz i przyjrza mu si z zainteresowaniem. - Fascynujca bro. O co ci chodzi? - O mieczu i jego historii musz wiedzie wszystko, co tylko mona. Czy potrafisz mi pomc? - Nie jestem historykiem, ale czar znajomoci legend mgby udzieli jakich odpowiedzi powiedzia Khelben wsuwajc miecz pod pach. - Chodcie prosz za mn. Arcymag zaprowadzi ich na dziedziniec, gdy doszli do wiey wskaza, aby posuwali si za nim, po czym znikn w cianie. Arilyn zawahaa si czy i dalej, ale Danilo bezceremonialnie popchn j przez ukryte drzwi. Spojrzaa na niego przez rami. - Bywaam ju tutaj, wiesz o tym? - Naprawd? Nie domylibym si. Pelfka wzruszya ramionami i wesza do sali przyj Wiey Czarnokija. - Chodcie na gr - powiedzia Khelben. - W sali, w ktrej czaruj, bdziemy si mogli nieco lepiej przyjrze twojemu mieczowi. Arilyn i Danilo podyli za arcymagiem w gr wijcymi si w rodku wiey, spiralnymi schodami. Na trzecim, najwyszym pitrze weszli do duej, penej ksiek pracowni. Khelben otworzy dbowe drzwi do kolejnego, mniejszego pokoju. Pod jedynym oknem znajdowa si st, a na rodku pokoju na marmurowym postumencie sta magiczny kryszta. W pokoju nie byo innych sprztw, ktre mogyby rozprasza uwag podczas odprawiania i rzucania czarw. - Zaczekajcie tutaj - powiedzia Khelben. Pooy ksiycowe ostrze na stole i znikn za drzwiami.

- Poszed po skadniki - wytumaczy Arilyn Danilo. - Trzyma je w pokoju obok. Nasz arcymag jest bardzo dobrze zorganizowanym arcymagiem. Khelben znw si pojawi, niosc kilka maych przedmiotw. - Stacie w najdalszym kcie sali - pouczy swych goci. - I na mio Mistry, Danilo, sprbuj trzyma jzyk za zbami. Ten czar wymaga odrobiny koncentracji. - podszed do stou, na ktrym leaa ksiycowa klinga i rozoy skadniki czaru. Arilyn zauwaya fiolk z wyryt pieczci Khelbena. Ugryza si w warg, uwiadomiwszy sobie miao wasnej proby - syszaa, e do niektrych czarw trzeba powici cenny przedmiot. Po raz pierwszy wydao jej si dziwne, e arcymag, taki jak Khelben mgby rzuci kosztowny czar dla zwykej znajomej. Czarodziej wykonywa kolejne gesty, wymawiajc jednoczenie sowa zaklcia. Jego rce poruszay si pewnie, a gos promieniowa moc. Po jakim czasie odkorkowa drug fiolk. Komnat wypeni ciki zapach kadzida. Arcymag przechyli buteleczk i wyla jej zawarto na miecz; skadniki czaru natychmiast znikny w bysku olepiajcego wiata. Arilyn bardziej poczua ni zobaczya, e Khelben przeszed przez pokj i stan u jej boku, jednak cala jej uwaga bya skupiona na ksiycowym ostrzu i dziwnej mgle, ktra si z niego unosia. Opary zawiroway i opady na podog, w kocu przybray ksztat elfiego barda, ubranego na staroytn mod i trzymajcego ma harf. Nie zwracajc uwagi na trjk ludzi, duch elfa zacz mwi. - Niech wszyscy tu obecni posuchaj ballady o cieniu elfa - wydoby z harfy pierwszy akord i zacz piewa ballad dzwonicym, rytmicznym gosem: Na skrzydach siedmiu wiatrw, Na falach wszystkich mrz, Wieczny tuacz Zoastria szuka Elfa ywego cienia. Z bliniaczego urodzenia W siostrzestwie duszy i ciaa Zoastria i Somalee Przeznaczeniem splecione. Elfia dziedziczka miecz otrzymaa, Modsza ku odlegym popyna brzegom Ku maestwu, jak obowizek kaza. Jej statek nigdy nie osign portu. Teraz Zoastria wdruje samotnie. Jej zy wzbieraj w nadchodzcy przypyw, Jej tsknota przeniosa przez kamie i stal Mrok

siostrzestwa. Wywoany przez kamie, wywoany przez stal; Rozkazem zwierciada siebie samego. Lecz strze si ducha, ktry przygarn Elfa cie. Bard skoczy sw pie i rozpyn si tak, jak jego muzyka. - Tekst nie by zy - stwierdzi Danilo przerywajc cisz. - Ale nad melodi trzeba by troch popracowa. Khelben obrci sie w stron bladej i nieruchomej Arilyn. - Czy rozumiesz co z tego? Pelfka zastanowia si, po czym potrzsna gow. - A ty, Dan? Masz jaki pomys? Szlachcic wyglda na zdumionego. - Mnie si pytasz? To wyprowadzio Arilyn z zadumy. Zdobya si na niemiay umiech. - Czemu nie? Przecie to ty jeste specjalist od magii, czy nie? - Dan nauczy mnie wszystkiego, co wiem - powiedzia Khelben, przyczajc si do artu pelfki. - Chodmy na d do salonu i omwmy wszystko. Arilyn podniosa ksiycowe ostrze i posza za Khelbenem w d spiralnych schodw, do duej komnaty z wygodnymi krzesami, ozdobionej prbkami artystycznej dziaalnoci Knelbena. Zmczona pelfka opada na krzeso, kadc ksiycow kling na kolanach, Danilo za chodzi po pokoju przygldajc si portretom, ktre wisiay na cianach lub stay na sztalugach w ktach pokoju. - Czy mgby rzuci ten czar jeszcze raz? - Arilyn spytaa arcymaga. Khelben wzi krzeso i usiad obok pelfki. - Nie dzisiaj. Czemu pytasz? - O ksiycowym ostrzu musz wiedzie wszystko, co tylko mona - powiedziaa stanowczo. - Jeli nie moesz ju dzisiaj nic zrobi, dokd mam si uda? Khelben potar policzek i zastanowi si. ,- Najwicej informacji znajdziesz najprawdopodobniej w wiecowej Wiey. Maj spory ksigozbir powicony magicznym przedmiotom elfw. Ramiona pelfki opady.

- Moge rwnie dobrze poradzi wycieczk do Rashemenu - powiedziaa z rozaleniem. Podr ldem do Candlekeep zajaby miesice, nawet morzem potrzeba na to kilku dekad, a podczas zimowych sztormw jeszcze wicej. - Tak si skada, e to nie stanowi adnego problemu - powiedzia Khelben. - Prowadz tam wiele poszukiwa, wic zainstalowaem drzwi midzywymiarowe, czce moj bibliotek i wiecow Wie. Arilyn nie wygldaa na przekonan, wic Khelben doda: - We ze sob Danila, chopak moe si przyda w twoich poszukiwaniach. Niegdy bywa ze mn w wiecowej Wiey i zna tamtejsze metody pracy. Co ty na to, Dan? Arilyn i Khelben obrcili si w stron modego mczyzny, ktry by zajty ogldaniem jednego z portretw. Pokiwa przytakujco gow. - Zapowiada si niele. Jaki elfi otrzyk w Waterdeep jest optany myl zabicia mnie. Chtnie wybior si na poudnie i zaczekam, a zmieni zdanie. Czarne brwi Khelbena uniosy si, ale Danilo wiszce w powietrzu pytanie maga zby jedynie wzruszeniem ramion. - Tak waciwie, czym jest ten cie elfa? - spyta. - Nie wiem - przyzna Khelben. - Odpowiedzi uzyskane przez czar znajomoci legend s zazwyczaj enigmatyczne. Arilyn przypomniaa sobie nagle, e mag Coril zidentyfikowa dwie runy na ksiycowym ostrzu: bram elfw i cie elfa. Wydao jej si wtedy dziwne, e nie udao si to Kymilowi Nimesinowi. Teraz Arilyn nie rozumiaa te, czemu Kymil nie uy czaru legend lor. Odwrcia si w stron Khelbena. - Czy czar, ktry wanie rzucie jest bardzo trudny? - spytaa nagle. Mag wzruszy ramionami. - Te rzeczy s wzgldne, ale chyba mona go uzna za trudny. Skadniki czaru s drogie, a samo zaklcie nie jest powszechnie znane. Niewielu daje sobie z nim rad. - Na przykad moje moliwoci przekracza - powiedzia Danilo, oferujc sw pomoc, jakby arcymag rzeczywicie jej potrzebowa. - Rozumiem - zamruczaa pod nosem Arilyn. - Czy jest moliwe, e miecz jest chroniony przed magi elfw? - Wtpi. Czemu?

- Tak sobie tylko myl - powiedziaa. Umacniajc si coraz bardziej w swym postanowieniu spojrzaa na Danila. - Jeli musimy uda si do wiecowej Wiey, to rwnie dobrze moemy zrobi to teraz. - Bdziecie potrzebowa listu polecajcego - powiedzia Khelben. Wsta i podszed do maego biurka. Wyrysowa kilka run na kawaku pergaminu, po czym zwin go w cisy zwj i opatrzy pieczci. Na drugim pergaminie zrobi krtk notatk, po czym poda bratankowi obie wiadomoci. Danilo zerkn na zapisek i woy go do kieszeni na piersi, zwj z runami wrzuci do magicznej sakwy. - Wujku Khel, czy mog zamieni z tob kilka sw na osobnoci? Sprawa rodzinna, obawiam si, w dodatku osobista. - To niezbyt odpowiednia chwila. Czy to wane? - Tak sdz. Moesz si oczywicie ze mn nie zgodzi. Arcymag spojrza spode ba na Danila, po czym zmik. - No dobrze. Chodmy na gr do mojej pracowni. Wybaczysz nam? - spyta Arilyn. Kiwna tylko gow i dwaj mczyni zniknli u szczytu spiralnych schodw. Gdy tylko Khelben zamkn drzwi do pracowni Danilo stwierdzi bez ogrdek: - Grupa Harfiarzy polecia ledzi Arilyn. Myl chyba, e to ona jest zabjc. Wiedziae o tym? Arcymag by wyranie zdziwiony. - Nie, nie wiedziaem. A jak ty na to wpade? - Jest ledzona od czasu naszego spotkania w Everesce. Tego jestem prawie pewien. Najpierw sdziem, e ledzi j Zabjca Harfiarzy, dopiero elfprzestpca imieniem Elaith Craulnobur powiedzia nam, e tropiciel Harfiarzy depcze jej po pitach, jak si o tym dowiedzia, tego nie wiem, ale wyglda na takiego, co duo wie. - Elaith Craulnobur, tak? Mwie, e podejrzewaa, i jest w to uwikany elf. Byby prawdopodobnym kandydatem. - Nie - powiedzia stanowczo Danilo. Khelben wyglda na zaciekawionego, ale miody czowiek potrzsn gow, nie chcc dalej mwi na ten temat. - Czy moesz dowiedzie si czego od Harfiarzy? Khelben pokiwa przytakujco gow i pooy rce na magicznym krysztale. Kula zacza

wieci, twarz arcymaga oddalia si, a on sam skupi si na wasnym wntrzu, wysyajc myli do odlegych miejsc. Szlachcic czeka niecierpliwie, wreszcie Khelben powrci do niego, by przy tym tak poruszony, jak nigdy dotd. - Sytuacja nieco si skomplikowaa. - wietnie - powiedzia Danilo krzyujc rce. - Dotychczas to zadanie i tak byo o wiele za atwe. Khelben zignorowa sarkazm bratanka. - Twj elfi informator mia racj. Maa grupa Harfiarzy z Cormyru wierzy, e to Arilyn jest Zabjc Harfiarzy. Chc udowodni jej win i postawi j przed sdem. Twarz Danila zblada. - Mw dalej. - Wysali za ni Brana Skorlsuna - gos Khelbena sugerowa, e sprawa jest naprawd powana. - Kto to? Wyranie zdenerwowany Khelben zacz kry po pracowni. - Bran Skorlsun jest Mistrzem Harfiarzem, jednym z lepszych tropicieli, jacy d\a Harfiarzy pracuj - przyzna) niechtnie. - Utajona struktura naszej organizacji umoliwia niektrym przestpcom uywa tytuu Harfiarza dla zrealizowania jakiego podstpu. Od czterdziestu ju lat Bran tropi faszywych i zbuntowanych Harfiarzy, gwnie na Wyspach Moonshae, ale czasem i w innych odosobnionych miejscach. Powici si utrzymaniu szeregw Harfiarzy w czystoci. - Czterdzieci lat? Facet musi by ju do stary - zauway Danilo. Za jego spokojnym tonem skrywa si rosncy niepokj, jako e takie odchodzenie od gwnego tematu nie byo typowe dla Khelbena. Khelben spojrza na Danila. - Bran Skorlsun pochodzi z dugowiecznej rodziny. - Zaiste. Szczka arcymaga zacisna si. - Jest take ojcem Arilyn - wyrzuci wreszcie z siebie. Danilo opar si o cian i przeczesa rkami wosy. - Biedna dziewczyna - stwierdzi cicho.

- Biedna dziewczyna! - odpar zdenerwowany Khelben. - Spjrz na to w szerszej perspektywie, Dan. Czy zapomniae, e ojciec Arilyn nosi ze sob ksiycowy kamie? Ostatnia rzecz, ktrej potrzebujemy, to ponowne zczenie si miecza i kamienia. - To rzeczywicie jest problem - przyzna Danilo. Jego twarz przybraa surowy wyraz. - Jak co takiego mogo si zdarzy? - Harfiarze to tajna organizacja - powtrzy Khelben. - Kady mi to powtarza. Czy to musi od razu oznacza, e prawa rka nie wie, co robi lewa? - Oczywicie, e nie, ale w tej kwestii uznano, e najlepiej bdzie, jeli nikt nie bdzie zna wszystkich szczegw dotyczcych wrt pozawymiarowych lub bramy elfw, jak je nazwano. - Biorc wszystko pod uwag, czy nadal mylisz, e to rozsdne zaoenie? - spyta Danilo. Wydaje mi si, e ju najwyszy czas porwna notatki. Masz nieze pojcie o tym, czego chce zabjca. Arilyn moe przypuszcza, kto nim jest i czemu to robi. Khelben wyglda nagle na bardzo zainteresowanego. - Mylisz, e zna tosamo zabjcy? - Nie jestem pewien, ale nie sdz. - C, musimy zaczeka do momentu, gdy bdziemy to wiedzie. Musimy te odkry, czy dotyczy to bramy elfw. - Wiea Czarnokija jest chroniona przed magiczn obserwacj, czemu nie powiedzie Arilyn wszystkiego, tu i teraz? - Khelben zamilk na chwil, a szlachcic zamar. - Zaczekaj. Ty te jej nie ufasz, prawda? - Nie jest wane czy jej ufam, czy te nie. Jeszcze gdy Harfiarze wsppracowali z elfami, by rozwiza problem bramy elfw, zoyem przysig - Arcymag przerwa. - Przysigem nie opowiada tej historii nikomu, wyczajc mojego prawdopodobnego nastpc. Mody czowiek schyli gow, zaszokowany sugesti zawart w sowach arcymaga. - Nie mwisz chyba o mnie? - spyta. - Moe nie mwmy teraz o tych rzeczach - powiedzia surowo Khelben. - Jednak nie zasugerowabym tego tobie, gdybym tak nie sdzi. Nie zamabym take obietnicy zoonej przed czterdziestu laty. Danilo zgodzi si, kiwajc gow. - Rozumiem twoj sytuacj, ale Arilyn nie kryje swoich prb rozwizania tajemnicy

ksiycowego ostrza. Co si stanie, gdy tajemniczy zabjca dojdzie do wniosku, e dotara za blisko? - jego wuj nic nie mwi, ale cisza rwnoznaczna bya z odpowiedzi. - Jeli powd jest wystarczajco szlachetny, to ofiara jest usprawiedliwiona, czy nie tak mniej wicej mylisz? Twarz Khelbena bya zachmurzona. - Oglnie rzecz biorc, tak. Mody szlachcic podszed powoli do drzwi, chwyciwszy klamk zatrzyma si i stojc plecami do arcymaga przemwi. - Z caym szacunkiem, wuju Czarnokiju, ale nie jestem pewien, czy chc by twoim prawdopodobnym nastpc - przelizgn si przez uchylone drzwi, zamykajc je szybko za sob. - Chodmy - powiedzia do Arilyn schodzc ze schodw. Wstaa i przypia ksiycow kling. - Zaczekaj chwil, mody czowieku - zawoa stojcy pitro wyej Khelben. - Wyruszacie z biblioteki, pamitasz? Czy pojcie wrt pozawymiarowych mwi ci co? Danilo z niepewnym, gupkowatym umiechem na twarzy zatrzyma si u stp schodw. - A prawda. - Przyjechalicie konno? W takim razie musicie zaprowadzi konie do stajni. Wyjd i pomog wam - powiedzia zdecydowanie Khelben. Gdy wyszli na ulic, arcymag powiedzia: - Przypomniao mi si Dan, e wrota pozawymiarowe ze wiecowej Wiey nie sprowadz was bezporednio do Wiey Czarnokija, powrcicie do miejsca zwanego Placem Bazna - tu obok skrzyowania ulic Selduth i Jedwabnej. Wrota s jednokierunkowe i niewidoczne, umieszczone pomidzy dwoma czarnymi dbami w pnocnej czci ogrodu. - Zapamitam to. - Chc, bycie stawili si u mnie jutro przed wschodem soca. Czy to jasne? - Jak kryszta - odpowiedzia impertynencko Danilo. Bez dalszej dyskusji zaprowadzili z Arilyn konie do stajni za Wie Czarnokija i powrcili z Khelbenem do biblioteki na drugim pitrze. Arcymag przesun na bok jeden z regaw, ukazujc w miejscu, gdzie powinna by ciana, wskie i czarne magiczne drzwi. - Zanim wyruszymy do wiecowej Wiey, mam jeszcze jedno pytanie - powiedziaa Arilyn do arcymaga. Jego gotowo do pomocy wzbudzia w niej wtpliwoci. Czy to moliwe, e

arcymag wiedzia co o ksiycowym ostrzu i ukrywa to przed ni? Przysza jej do gowy prosta metoda sprawdzenia tego. Jeli pomniejszy mag, jakim by Coril, umia rozszyfrowa niektre runy na pochwie, Khelben powinien zrobi przynajmniej to samo. Arilyn wycigna wic ksiycowe ostrze i przejechaa palcem po runach. - Czy moesz odczyta cho niektre z nich? Khelben pochyli si bliej i przyglda si magicznym znakom przez kilka chwil. - Nie. Bardzo mi przykro. - Wiesz jednak, co one oznaczaj - powiedziaa to tak, jakby formuowaa pytanie. Arcymag nawet nie mrugn. - Jak mgbym wiedzie co takiego? - wskaza na portal. - Powodzenia w czasie podry. - Dzikuj za yczenia - powiedziaa przesadnie miym gosem. - Poniewa podr odbdziemy w ciemnociach, z pewnoci przydadz nam si. Khelben spojrza ze zoci na niegrzeczn i zbyt spostrzegawcz pelfk. Ta jedynie uniosa brwi, wzia rk Danila i znikna w aksamitnej ciemnoci midzywymiarowej bramy. Arcymag umiechn si sabo. Jest bystra, pomyla schodzc po schodach do salonu. Jego wzrok przycigno co zielonego, to Danilo zapomnia zabra chustki, ktra teraz wisiaa na maym, stojcym na stole portrecie. Wanie gdy siga po jaskrawy jedwab chustka znikna. - Iluzja - powiedzia agodnie. - Chopak staje si zbyt dobry. - Khelben natychmiast zorientowa si, czemu obraz zosta zasonity. By to wizerunek czwrki przyjaci, ktry narysowa z pamici wiele lat temu. Arcymag podnis obraz i przyjrza mu si: jego wasna twarz spogldaa na niego z odmtw przeszoci, twarz modego maga, ktrego wosy nie zaczy jeszcze swojej wdrwki na pnoc. Mczyzna obok mia take ciemne wosy, krcone i gste, nieubagany upr rysowa si w potnej szczce i w spokojnych oczach. Przed mczyznami siedziaa czarodziejka Laeral i Krlewna Amnestria, obie z Evermeet. Khelben schwyci portret - Laeral trzymaa swoj przyjacik Amnestri za rk. Arcymag zrozumia, czemu Danilo nie chcia, by Arilyn zobaczya zrobiony owkiem szkic. Gdy wyrane rnice w kolorach nie byy widoczne, Amnestria i Arilyn wyglday na tak podobne do siebie, e pelfka musiaaby rozpozna swoj matk, a zobaczywszy rysunek czwrki przyjaci na pewno zadaaby pytania, na ktre Khelben nie by przygotowany. Laeral. Powracaa do Waterdeep od czasu do czasu i na szczycie swojej wiey Khelben cigle trzyma dla niej wolne pokoje. Ale Laeral polubia podre i pdzia ycie awanturnika, podczas

gdy Khelben coraz czciej by uwiziony w Waterdeep, zajty polityk i dyplomacj. Oboje stali si potnymi magami, oboje pracowali dla Harfiarzy. Nigdy nie doszo midzy nimi do adnej sprzeczki, jak wic moliwe, zastanawia si Khelben, e tak bardzo oddalili si od siebie? Arcymag zacz myle nad sowami rozzoszczonego Danila. Jak wiele powici na otarzu susznej sprawy? Dla czowieka szukajcego penej wiedzy o samym sobie, byy to niepokojce myli. ***** W willi pooonej niedaleko Wiey Czarnokija Kymil Nimesin odsun si od magicznego krysztau. Jego surowo zarysowana twarz wyraaa gbokie zaniepokojenie, moe powinien by posucha ostrzeenia Elaitha Craulnobura przed Danilo Thannem. Mody szlachcic by by moe takim gupkiem, na jakiego wyglda, ale zaprowadzi Arilyn do Khelbena Arunsuna, a ze wszystkich osb powizanych z Harfiarzami, to wanie Khelben mg zna tajemnic ksiycowej klingi. Kymil nie mg magicznie obserwowa Arilyn wewntrz wiey, wic nie mg powiedzie, czego dowiedziaa si od maga, na szczcie Khelben by na tyle gupi, by mwi o celu wyprawy dwjki take poza wie. Celem byo Candlekeep. Kymil zakl - tam take nie mg ich szpiegowa. Musia natychmiast co zrobi, by jego plan si powid. Kymil odwrci si do swojej asystentki. - Fiauria, przyprowad druyn najemnikw. Stojca u boku Kymila urocza etriel odesza bez zbdnych pyta, by wykona polecenie. Po chwili powrcia, prowadzc grup ludzkich awanturnikw z komnat, w ktrych opic piwo i grajc w koci czekali na wezwanie Kymila. Kymil przez dug chwil przyglda si ludziom, ktrych poleci mu Elaith Craulnobur. Dowodzi nimi Harvid Beornigarth - nieokrzesany, jednooki olbrzym. Harvid, nieszczsny efekt najazdu barbarzycw, swoje pokane rozmiary zawdzicza ojcu, a opask na oku Arilyn Ksiycowej Klindze. Powszechnie znane byy jego umiejtnoci walki nabijan gwodziami maczug, ktr trzyma w potnie uminionych rkach. Czterej ludzie, ktrzy z nim przyszli, byli rwnie silni i zaniedbani. Razem tworzyli straszn i nieokrzesan si, byli dokadnie tym, czego potrzebowa Kymil. - Harvid, zdaje si, e wreszcie masz okazj pomci strat oka - zacz Kymil wyginajc palce w gecie zadowolenia. Barbarzyca unis do gry maczug.

- Gdzie jest szara dziwka? - warkn. - Miejmy nadziej, e twoje umiejtnoci dorwnuj entuzjazmowi - zauway chodno Kymil. - Okazja nadejdzie przd kolejnym wschodem soca. Patrz. Kymil poruszy palcami nad magicznym krysztaem, w ktrym pojawi si obraz podwrza z ogrodem. Kilka osb krcio si po nim, cieszc si jesiennym porankiem. - To Plac Bazna. Znasz to miejsce? To dobrze. Pelfka i jej towarzysz, Danilo Thann, pojawi si tam przed wschodem soca. Z podwrza s tylko dwa wyjcia - Kymil wskaza na szerokie przejcie midzy dwoma budynkami. - To jest najbardziej oczywiste, masz je zablokowa. Uyj do tego wszystkiego, co bdziesz mia pod rk. Zaczekasz na nich przy drugim wyjciu, tu, w tej uliczce. Kymil spojrza na najemnikw z bezlitosnym wyrazem twarzy. - Zabijcie ich oboje - stojca przy mistrzu fechtunku elfka a westchna ze zdziwienia. Harvid Beornigarth mia wtpliwoci. Wykrzywi twarz i potar opask na oku duym, brudnym palcem. - Czy widzisz jaki problem? - spyta spokojnie Kymil. - No, tak - przyzna Harvid. - Znam modego Lorda Thanna. - Tak? Co z tego? - Szczerze mwic, nie chc go zabi. - Mylaem, e przeszede ju przez okres takich sentymentw - skarci go Kymil. - To nie jest osobista sprawa. Nie chc mie kopotw ze szlacht. Jego rodzina jest potna. - Czy to ju wszystko? - westchn Kymil. - Wierz mi, rodzina Thann przeyje t strat. Danilo jest szstym synem, uwaanym przez wikszo osb za gupka. - Gos elfa spowania. Zabijesz take Danilo Thanna, to cena jakiej wymagam za oddanie w twoje rce ycia Arilyn Ksiycowej Klingi. W zdrowym oku Harvida znw pojawi si bysk. - Otrzymam obiecane zoto, jeli przynios ci miecz? - Oczywicie - zapewni go Kymil. - Teraz id ju sobie. Filauria patrzya na wychodzcych z komnaty najemnikw. - Widziaam pelfk w walce. Ci ludzie s ju martwi. Kymil poklepa j po rce. - Oczywicie, moja droga, ale ich mona powici.

Etriel wygldaa na zdziwion. - Jeli Harvid Beornigarth ze swymi ludmi nie moe zabi pelfki, to po co go wysyasz? - Nie chc, by Arilyn umara. Chc po prostu doprowadzi jej miecz do penej funkcjonalnoci - powiedzia agodnie Kymil. - Harvid Beornigarth przysuy si temu celowi. Na pierwszy rzut oka wyglda gronie, a jego ludzie powinni zapewni Arilyn niez walk. Bran Skorlsun na pewno wyjdzie z ukrycia, jeli ycie jego crki wyda si mu zagroone i przyniesie ze sob ksiycowy kamie. ***** Pierwsz rzecz, na ktr Arilyn zwrcia uwag w wiecowej Wiey, byo powietrze - o wiele cieplejsze, ni w Waterdeep. Nic dziwnego, pomylaa oszoomiona. Zmaterializowali si przecie kilkaset mil na poudnie od Miasta Wspaniaoci. Przed nimi wznosia si biblioteka - potna cytadela z bladego szarego kamienia, wybudowana na skalistym wybrzeu i otoczona murami. Okoliczny krajobraz by surowy, ale dziki silnym prdom znad Morza Mieczy powietrze nawet pn jesieni byo agodne. - Okrelcie cel wizyty - rozkaza potny gos. Dopiero teraz Arilyn zobaczya ma wartowni wbudowan w mury otaczajce wiecow Wie. Wyszed z niej may, zabiedzony czowiek. Stranik Bramy byl zgarbiony i chudy, a jego sucha skra poka niczym staroytny pergamin. Otaczaa go jednak aura mocy i Arilyn wtpia, czy kiedykolwiek napotka na jakikolwiek sprzeciw swojej woli. - Pragniemy wej do bibliotek. Arcymag Khelben Arunsun z Waterdeep wysa nas w poszukiwaniu informacji o magicznej broni elfw - Danilo poda stranikowi zwj. Stary czowiek spojrza na piecz i pokiwa gow. - Kim jestecie? Danilo wyprostowa si. - Jestem uczniem Czarnokija - powiedzia z dum. - Danilo Thann, w towarzystwie agentki Harfiarzy. Arilyn nachylia si do Danila. - Nieza przykrywka - wyszeptaa. - Przypomnij mi, bym nigdy nie graa z tob w karty. Szlachcic umiechn si. Stranik nie zauwaajc wymiany sw zama piecz i przejrza list polecajcy Khelbena.

- Moecie wej - powiedzia. Brama otworzya si natychmiast, ukazujc ubranego w szaty mdrca mczyzn, ktry pokoni si stranikowi. - Ksiycowa Klinga - powiedzia stary czowiek, nowo przybyy ukoni si ponownie. - Nazywam si Schoonlar - powiedzia do Arilyn i Danila. By redniego wzrostu i drobnej budowy, o pospolitych rysach twarzy, z wosami i ubraniem koloru pyu. - Pomog wam w waszych poszukiwaniach. Chodcie prosz za mn. Zaprowadzi ich do wiey, a potem po wskich spiralnych schodach w gr. Mijali kolejne pitra pene zwojw i ksig, iluminatorw i skrybw, cierpliwie przepisujcych drogocenne ksigi, a take korzystajcych z zebranej przez stulecia wiedzy uczonych. W poowie drogi midzy dwoma najwikszymi miastami wybrzea - Waterdeep Calimport - oraz dokadnie na wschd od Wysp Moonshae wiecowa Wiea bya skarbnic wiedzy dla wszystkich trzech regionw: Pnocy, pustynnych krajw na poudniu oraz wysp, z ich staroytn kultur. Dotarli w kocu na pitro u szczytu wiey. Schoonlar wyj du ksig i pooy j na stole. - To dobry rkopis na rozpoczcie poszukiwa - zbir opowieci o posiadaczach ksiycowych ostrzy. Poniewa niewielu elfw chwalio si moc swoich mieczy, polegamy gwnie na zapiskach osb trzecich. Schoonlar otworzy na kilkustronicowym indeksie. - Kto by najwczeniejszym posiadaczem interesujcego was ostrza? - Amnestria - powiedziaa Arilyn. Schoonlar posusznie przejrza list imion. - Przykro mi, ale nie ma jej na licie. - A Zoastria? - zasugerowa Danilo. Twarz uczonego rozbysa. - To imi jest mi znane - szybko odnalaz odpowiedni fragment i pobieg szuka dalszej informacji. Danilo zacz czyta na gos. - W roku 867 rachuby Dolin ja, Ventish zSomlaru spotkaem elfi wojowniczk Zoastri. Poszukiwaa informacji na temat swej bliniaczej siostry Somalee, ktra zagina podczas podry morskiej midzy Kadish a Zielon Wysp". Danilo spojrza na Arilyn. - Kadish byo miastem elfw na jednej z wysp archipelagu Moonshae, o ile pamitam.

Przestao istnie ju dawno temu, Zielon Wysp z kolei nazywano kiedy Evermeet. - Czytaj dalej - nalegaa Arilyn. - Nieraz widziano Zoastri w towarzystwie elfiej kobiety, a byy do siebie podobne jak dwie krople wody. Zoastria przyznaa si kiedy, e moe wezwa t elfk, by wykonywaa jej rozkazy. W czasie, gdy j znalem, robia to dosy rzadko" - Danilo zatrzyma si i wskaza na may dopisek pod tym fragmentem. - Ta notatka zostaa dodana przez skrybw, ktrzy spisali to dzieo. - "Zoastria umara, a jej ksiycowe ostrze zostao przekazane najstarszemu dziecku jej modszego brata. Dziedzic mia na imi Xenophor." Danilo zajrza do indeksu, znalaz interesujce go imi i otworzy odpowiedni stron. Przejrza krtki ustp i umiechn si. - Co tam masz? - spytaa niecierpliwie Arilyn. - Zdaje si, e Xenophor pokci si kiedy z czerwonym smokiem i bestia prbowaa go spali. Kronika odnotowuje, e nic si elfowi nie stao. Od tego czasu Xenophor by odporny na ogie - szlachcic radonie szturchn Arilyn w bok. - Mwiem ci. - Czytaj dalej. - To moe ci zainteresowa - przerwa im Schoonlar, po czym poda Danilowi popkany, staroytny zwj. - Precyzuje pochodzenie miecza Zoastrii. Danilo przyj zwj i delikatnie go rozwin. Arilyn spojrzaa na pikne pismo z uczuciem gbokiego szacunku: przed jej oczami znajdoway si imiona jej przodkw, elfw, ktre nosiy przypity teraz do jej boku miecz. Pelfka dorosa nie znajc swojej rodziny, a zwj zawiera elfie dziedzictwo, ktrego jej odmwiono. Z nabon czci dotkna palcem run, agodnie przejedajc po cienkich liniach czcych imiona kolejnych elfw. Danilo da jej chwil, zanim podj swj wywd. - To dosy ciekawe. Tu jest napisane, e Dar-Hadan, ojciec Zoastrii, by bardziej magiem ni wojownikiem, wic wyposay miecz w bkitny ogie, ostrzegajcy przed fizycznym zagroeniem. - To ju wiemy. Czytaj dalej. Wspomagani przez uczynnego Schoonlara pracowali cay dzie a do pna w nocy; powsta fascynujcy obraz, saga elfich bohaterw wraz z reakcjami miecza na kadego z nich. W kocu dotarli do Thasitalii, samotnej wdrowniczki. Ostrzegajce sny powstay, by moga

bez lku spa bdc w drodze. Z daty mierci Thasitalii wywnioskowali, e to ona bya cioteczn prababk, ktra przekazaa miecz Amnestrii. W zapiskach oAmnestrii nie byio ani sowa. - Noc ma si ku kocowi, a my nie zbliylimy si do wykrycia Zabjcy Harfiarzy westchna Arilyn. - Strata czasu. Danilo przecign si leniwie. - Nie cakiem. Znamy moce, ktre kady jego posiadacz przekaza mieczowi, z wyjtkiem mocy twojej i twojej matki. - Nie dodam nigdy nic do magii ksiycowej klingi - powiedziaa pelfka. - Brakuje ksiycowego kamienia, w ktrym powstaje caa magia, dopiero pniej wchaniana po trochu przez miecz. Nie jestem pewna, czy moja matka dodaa jak moc... - Arilyn przerwaa nagle. - Co si stao? - spyta Danilo. - Brama elfw - powiedziaa agodnie Arilyn. - To musi by to. Danilo wyglda na zupenie zaskoczonego. - Sucham? Pelfka wycigna ksiycowe ostrze i wskazaa na najnisze runy. - Gdy bylimy w Spitym Smoku mag Coril odczyta ten znak jako bram elfw" - oywiona Arilyn stukna energicznie palcem w staroytny zwj przed nimi. - To opisuje rodowd miecza od powstania do przekazania mojej matce. Byo siedmiu wacicieli i znamy siedem magicznych mocy miecza: nage uderzenie, blask w obliczu nadchodzcego niebezpieczestwa, ciche ostrzeganie o istniejcym zagroeniu, ostrzeganie przez sen, odporno na ogie, rzucanie iluzji oraz cie elfa. - Mw dalej - nalega Danilo, ktremu udzielio si po czci jej podniecenie. - Spjrz na miecz - powiedziaa tryumfujco. - Jest osiem run. Ostatnia, brama elfw, musi dotyczy mocy, ktr przekazaa mieczowi moja matka. To musi by to! Pelfka obrcia si do Schoonlara. - Czy moesz sprawdzi, czy macie jak informacj o tworze zwanym bram elfw? Ich pomocnik ukoni si i odszed. Wrci prawie natychmiast wygldajc na zakopotanego. - Akta s zapiecztowane - powiedzia bez ogrdek. Arilyn i Danilo wymienili zmartwione spojrzenia. - C, a kto moe je odpiecztowa? - spyta Danilo.

Schoonlar zawaha si. - Ujawnienie nam imion nie moe chyba nikomu uczyni krzywdy - powiedzia przekonywujco Danilo. - Chyba nie - przyzna mczyzna. - Jedynymi osobami, ktre mog otworzy te akta, s: Krlowa Amlaruil z Evermeet, Lord Erlan Duirsar z Evereski, czarodziejka Laeral oraz Khelben Arunsun z Waterdeep. Twarz Arilyn spochmurniaa. - Wiedziaam. Khelben zna odpowiedzi na nasze pytania, prawda? - Wcale bym si nie zdziwi, gdyby tak rzeczywicie byo - przyzna Danilo. - Czemu wysa nas tutaj? - Jak kada inna osoba powizana z Harfiarzami, Khelben lubi posiada tajemnice powiedzia szlachcic. - Lubi je take zbiera. Moe brakuje mu kawaka ukadanki i ma nadziej, e my go odnajdziemy. - Na przykad co? - Na przykad, kto stoi za zabjstwami. - To wiem - powiedziaa ze smutkiem Arilyn. Danilo wyprostowa si nagle. - Naprawd? - Jestem tego prawie pewna. Nie wiem natomiast, czym jest brama elfw i jaki jest jej zwizek z zabjstwami. Danilo nagle znieruchomia. - Bran Skorlsun - wyszepta. - Na wszystkich bogw, to on jest wicym elementem. Szlachcic wsta gwatownie od stou. - Chod. Musimy wrci do Wiey Czarnokija. Natychmiast.

Rozdzia siedemnasty
Gdy podwrze Placu Bazna stwardniao jej pod stopami, Arilyn poczuta nage, nietypowe dla niej osupienie. Wysza spomidzy bliniaczych dbw, ktre osaniay z obu stron niewidzialne wrota midzywymiarowe i odwrcia si w stron Danila, blokujc mu wyjcie. - Tu przed opuszczeniem wiecowej Wiey mwie o kim. Kim jest ten Bran Skorlsun i jaki ma zwizek ze mn? - Moja droga Arilyn, jeszcze nie wita, a ty chcesz sta tutaj i rozmawia? - zapyta leniwie Danilo. - Nie lubi by na ulicy o tej porze. - Spojrza niepewnie ponad jej ramieniem na opustoszay plac. - Na bogw, czy Wuj Khelben nie zna wrt pozawymiarowych prowadzcych pod bardziej szykowny adres? Pelfka zamrugaa oczami, zdziwiona nag i cakowit zmian, jaka zasza w Danilu. - Co ci napado? - Nie wiem, o co ci chodzi - powiedzia, prbujc jednoczenie przecisn si obok Arilyn, by wyj na plac. Arilyn nie odsuna si. - Kim jeste, Danilo Thann? Jaki czowiek chowa si pod aksamitnymi ubraniami i klejnotami? - Goy - zaartowa. - Ale prosz ci, nie ufaj mi w tej kwestii na sowo. - Wystarczy! - powiedziaa gwatownie Arilyn. - Dlaczego udajesz kogo, kim nie jeste? Masz bystry umys i siln prawic; wydajesz si by obiecujcym uczonym i magiem. Nie bd duej udawa, e jeste gupkiem i nie pozwol ci traktowa mnie, jako takiej! - Nie zrobibym tego - powiedzia agodnie. - Nie? Wic skocz z tym nonsensem i odpowiedz na moje pytanie! Kim jest Bran Skorlsun? - Dobrze - Szlachcic nachyli si bliej i wyszepta najciszej, jak tylko mg. - Jest Harfiarzem, tropicielem o ktrym mwi Elaith Craulnobur. Jego zadaniem jest tropienie oszustw i zdrajcw wrd Harfiarzy. - Naprawd? Jak zdobye tak informacj? Moe i ciebie wynajmuj Harfiarze? - Ja miabym by Harfiarzem? - Danilo cofn si o krok i zamia si. - Droga dziewczyno,

tym dowcipem wzbudziaby wiele radoci w pewnych krgach. - Wic nie moesz mie nic przeciwko, bym to przeczytaa. - Arilyn zwinnie wycigna z kieszeni Danila not,, ktr napisa Khelben Arunsun i przeczytaa j na gos. - wiecowa Wiea jest chroniona przed magiczn obserwacj. Musisz wic zachowa pozory tylko na tyle, by nie zdradzi si przed Arilyn. Patrzce na Danila oczy pony gniewem. - Zapiewaj mi bardzie pie, pie o czowieku o dwch licach. Zanim Danilo mg zareagowa na jej danie, z uliczki za nimi dobieg wrzask kota, a tu po nim ciche przeklestwo. Danilo spojrza niepewnie w stron ciemnej uliczki, po czym zerkn w d na ksiycowe ostrze. Miecz byszcza sabym bkitnym wiatem. Danilo schwyci Arilyn za ramiona, si obrci i popchn naprzd. - Porozmawiamy o tym pniej - powiedzia cichym gosem. - Chyba kto nas ledzi. Arilyn zamiaa si ironicznie. - Lordzie Thann, to ju dosy stare wieci. - Ty take, szara elfko - zahucza gos zgbi uliczki. Arilyn natychmiast zapomniaa o swoim gniewie. Z mieczem w doni obrcia si w stron uliczki. Z cienia wyszed Harvid Beornigarth, tu za nim podao dwu jego zbirw. wiato latarni odbijao si od ysiny oprycha i jego zardzewiaego pancerza, gdyby nie pokane rozmiary i pewne siebie zachowanie, jego wygld byby raczej komiczny ni grony. Zaoy rce, opierajc je o swoj zardzewia kolczug i ze zoliwym zadowoleniem popatrzy w d na pelfk. - Widzisz? A nie mwiem? - wyszepta Danilo. - Czy kto mnie wreszcie kiedy posucha? Oczywicie, e nie. Arilyn spojrzaa wyniole na ogromnego awanturnika. - Jeszcze nie masz dosy? - spytaa gosem penym pogardy. - Powiniene ju wiedzie, e nie moesz ze mn wygra. Wcieko zalaa twarz mczyzny, ktry unis jedn do w stron przepaski na oku. - Nie zwyciysz mnie tym razem - przysig, machajc w jej stron nabit maczug. - Najwyraniej jest tpym uczniem - zauway Danilo. Handel Beornigarth patrzy na nich coraz groniej. Na jego rozkaz kolejnych dwch zbirw

wyszo z uliczki. Danilo wyda z siebie dugi, powolny gwizd. - Pi do dwch. Moe nie powinienem by nic mwi? Pelfka wzruszya jedynie ramionami. - Stosunek si odpowiedni dla tego tchrza. Jej zniewaga zniszczya ostatnie bariery, powstrzymujce Harvida Beornigartha - ryczc niczym wcieky byk i wymachujc dziko maczug, zaszarowa. Arilyn wykonaa zwinny unik. Rozpocza si walka. Wcieko Harvida nadawaa jego maczudze prdko i moc. Klnc i ryczc wywija ni raz za razem w stron pelfki i jego szczupa przeciwniczka zmuszona bya przyj postaw obronn, wkadajc cay wysiek w unikanie i blokowanie gwatownego ataku. Tak szybko, jak tylko moga zerkna w stron Danila: szlachcic radzi sobie niele, mimo, e otoczyo go czterech zbirw Harvida, ktry rozkaza zostawi Arilyn dla siebie. Strach przepeni pelfk. Wiedziaa, e wywiczony w tradycyjnej walce na miecze Danilo nie bdzie mg dugo stawia czoa czterem ulicznym wojownikom. Bdzie mu musiaa pomc i to szybko. Gdy Arilyn w mylach oceniaa sytuacj, jeden z mczyzn przelizgn si przez obron Danila. Jego ostrze osuno si po ozdobnej gardzie i cio modzieca gboko w rami. Miecz wypad z rki Danila, dzwonic o kamienie, a jasnoczerwona plama krwi zakwita na tym jedwabiu jego koszuli. Jeden ze zbirw umiechn si tryumfalnie i kopn upuszczon bro daleko od Danila. Zimny gniew wypeni Arilyn. W jednej chwili opanowa j elfi bitewny sza. Zrcznie wycofaa si z walki z Harvidem Beornigarthem i odwrcia si w stron atakujcych Danila zbirw. Jej ksiycowa klinga powalia najbliszego mczyzn z krwaw wpraw. Pielfka przeskoczya nad lecym ciaem i popchna Danila w ma przestrze pomidzy bliniaczymi dbami, potem znw si obrcia, stajc midzy trzema wojownikami, a bezbronnym i rannym szlachcicem. Napastnicy ruszyli do przodu. migajcy miecz Arilyn uchwyci pierwsze soneczne promienie, gdy zacza nim powstrzymywa trzech zbirw. Opuszczony przez sw ofiar, oszukany w pojedynku i zupenie pominity, Harvid Beornigarth stal sam ze zwisajc u boku maczug i rozdziawion gb: przez dusz chwil

obserwowa walk z ogupiaym wyrazem twarzy. W kocu, mruc ze wciekoci swoje jedyne zdrowe oko, unis maczug i ruszy, by zabi Arilyn. Zaraz potem dotaro do niego, e nie moe dopa pelfki, nie odtrcajc najpierw na bok swoich ludzi. Nie mia specjalnych oporw przed zabijaniem ich, jeli wymagaa tego sytuacja, ale musiaby wtedy sam walczy z rozszala elfk. Przeklta dziwka! Harvid usiad na pobliskiej skrzyni i wzi dugi, gboki oddech. Potem uaktywni si jego spryt - te jego okruchy, ktre z natury posiada. Leniwie wypuci powietrze i wygodniej rozsiad si na skrzyni, mg przecie rwnie dobrze usi gdzie w tyle i tam si dobrze bawi. Szczerze mwic, Harvid Beornigarth mia niewielk ochot, by razem ze swoimi ludmi wyruszy do Krainy Zmarych - niech ta elfia dziwka zmczy si, niech zuyje swj sza na zniszczenie jego wiernej armii, jedynym na czym mu w tej chwili zaleao, byo zobaczenie jej martw. Jeli jego ludzie nie mogli tego uczyni, to przynajmniej mogli j zmczy. Rka Harvida Beornigartha jeszcze raz uniosa si w stron pustego oczodou. Arilyn nie miaa czasu myle o barbarzycy i jego planach. Caa jej wola i sia byy skupione na walce z trzema mczyznami. Taki stosunek si nie byby dla niej zazwyczaj problemem, ale od przybycia do Waterdeep niewiele spaa, bya prawie cakiem wyczerpana i dlatego rka trzymajca miecz poruszaa si tak ciko, jakby bya zanurzona w wodzie. Jeden z mczyzn unis swj miecz wysoko nad gow i ci w d w jej stron. Gdy parowaa jego cios, drugi wykona dugim noem niskie pchnicie na jej nie osonite ciao. Arilyn kopna gwatownie rk mczyzny, wytrcajc mu n z rki, a ksiycowe ostrze przecio czysto jego gardo. Zabicie mczyzny sporo Arilyn kosztowao - jeden ze zbirw trafi j w prawe rami. Pelfka zmusia si do pokonania otpiajcego blu i celowo upada na ziemi, pozwalajc ksiycowej klindze lec u jej stp. Dwaj mczyni zbliyli si ufni, e atwo rozprawi si z bezbronn pelfka. Arilyn ukradkiem wycigna z buta sztylet i szarpna si w gr, wbijajc sztylet pod ebra jednego z napastnikw. Ktem oka zobaczya jeszcze, e ten drugi mierzy mieczem w jej szyj. Skoczya w bok i ostrze wbio si w mczyzn, ktrego wanie zabia. Przetaczajc si w bok schwycia ksiycowe ostrze, po czym niczym kot podniosa si na nogi - trzema szybkimi ciciami wykoczya ostatniego napastnika. Walka skoczya si. Nie widziaa nigdzie Danila, wic uznaa, e udao mu si jako uciec z placu. Podwrze

Placu Bazna przechylio si nagle dziwacznie, wic Arilyn opara si na swoim mieczu. Rana nie bya powana, ale wpyw na ni miay take wszystkie nieprzespane noce. W tyle swojej gowy usyszaa sodki, nalegajcy szept ukojenia... Wolne, miarowe klanicia w donie przycigny jej uwag z powrotem do wiata ywych. - Niezy cyrk - zauway cynicznie Harvid Beornigarth. Powsta ze skrzyni i podszed w jej stron, trzymajc w jednej z tgich doni maczug. Zatrzymujc si poza zasigiem jej miecza umiechn si zowieszczo. - Pora wyrwna rachunki. Harvid unis wysoko maczug, po czym machn ni z caej siy. Arilyn zdya jeszcze unie miecz i odbi cios, ale sia uderzenia powalia j na kolana. Potworny bl przeszy jej ranne rami, srebrne iskry zamigotay przed oczami. Chcc pozby si mroczkw sprzed oczu zamrugaa wystarczajco szybko, by zobaczy umiechnitego zoliwie Harvida, ktry unosi maczug, chcc zada miertelny cios. Z ca si, jak w sobie odnalaza, rzucia si w bok. Tpy odgos metalu uderzajcego w drewno wypeni na chwil plac. Arilyn spojrzaa w gr: tam, gdzie przed chwil staa, teraz znajdowa si wysoki mczyzna w czarnym paszczu. To jego gruby kostur odbi w bok opadajc maczug. Harvid cofn si, zdziwiony pojawieniem si wysokiego wojownika. Wybawiciel Arilyn posun si do przodu i wbi koniec swojego kostura poniej zbyt krtkiej kolczugi rzezimieszka - gboko w brzuch. Harvid zgi si w p, wydajc z siebie gardowy jk blu. Laska zakrcia mynka w powietrzu i opada z caa si na jego kark. Pky koci i Harvid Beornigarth run na ziemi. Arilyn podniosa si na nogi. Pierwsz jej reakcj byo zdenerwowanie - kto wtrci si do jej pojedynku. - Daabym sobie sama rad - stwierdzia. - Nie ma za co - odpowiedzia beznamitnie mczyzna. W tej chwili spomidzy drzew wyszed Danilo. Wyglda na oszoomionego, jedn rk trzyma si za gow. Arilyn zdziwiona jego nagym pojawieniem odwrcia si od przybysza. - Mylaam, e ucieke. - Nie. Przez chwil nie wiedziaem co si dzieje, nawet bardziej ni zazwyczaj. Czy nic ci nie jest? - spyta patrzc z trosk na jej rozdarty i zakrwawiony rkaw. - To tylko zadrapanie. A ty? - Troszk wicej, ni zadrapanie, ale chyba przeyj - szlachcic opuci rk, ukazujc

duego siniaka na czole. - Na bogw, Arilyn, jeste bardziej niebezpieczna od tych rzezimieszkw! Nie musiaa tak mn rzuca o to drzewo. Wystarczyo poprosi, ebym si odsun. - Spojrza na wybawiciela Arilyn. - Kim jest twj nowy przyjaciel? Wysoki mczyzna obrci gow w stron Arilyn, odrzucajc do tyu gboki kaptur swego paszcza. Z gbokimi bruzdami na twarzy, powstaymi w miar upywu lat, wyglda na starszego, ni jego kruczoczarne wosy i umiejtno walki pozwalay sdzi. Arilyn rozpoznaa w nim nieznajomego, ktrego widziaa w Domu Dobrych Trunkw tej nocy, kiedy zabito tam Harfiarza. - Miosierna Mystro - powiedzia agodnie Danilo. - To Bran Skorlsun. Zanim Arilyn moga odpowiedzie, otoczy j olepiajcy bysk niebieskiego wiata. Upada na ziemi, instynktownie osaniajc oczy rkami. Odgos ponowionej walki wypeni plac, ale Arilyn bya chwilowo zbyt olepiona, wbia wic pici w oczy, chcc pozby si taczcych plamek, przymiewajcych jasno widzenia. Najpierw powrcia jej elfia infrawizja i zobaczya wielokolorowy obraz cieplny wysokiego Harfiarza, atakujcego i parujcego ciosy swoim drewnianym kosturem. Noc rozbrzmiaa wciekymi uderzeniami drewna o metal. Nie widziaa jednak nic wicej. Bran Skorlsun walczy z czym, co nie miao ciaa wydzielajcego ciepo. Gdy powrci jej cakowity wzrok, zacza rozrnia ksztaty drugiego walczcego: szczupy, ciemny i jakby bezcielesny, sdzc po jego ksztatach i zrcznoci, napastnik by elfem. Arilyn syszaa bicie swojego serca, gdy wstrzymaa oddech czekajc a zobaczy twarz wojownika. Walczcy przesunli si i elfi wojownik obrci si w jej stron. Arilyn wypucia dugi oddech. Tak, ten wojownik by rzeczywicie znajomy. - Wyglda zupenie jak ty - powiedzia Danilo stajc za Arilyn. - Na bogw! To elfi cie od wiersza ze znajomoci legend, prawda? - Cie i ciao - szepna Arilyn. - Ale ktre z nas jest kim? Wcieko i gorycz doday si pelfce. Podnoszc wysoko ksiycow kling, rzucia si na cie elfa. Jej pierwsze uderzenie powinno byo przeci istot na p, tymczasem ksiycowe ostrze przeszo agodnie przez ni. Arilyn nie przestawaa jednak atakowa swej bliniaczkicienia. Raz za razem ksiycowa klinga bez skutku przecinaa cie elfa i jego migajcy miecz. - Arilyn, przesta! - zawoa Danilo, prbujc bez skutku zwrci na siebie uwag pelfki. Powstrzymujc j, zostaby pewnie zabity przez jednego z trzech wojownikw, wic odwrci! si

i pobieg do drewnianej awki, ktra staa na placu. Z jednej z desek wystawa zardzewiay gwd - Danilo wyrwa go stamtd, wskaza nim na Arilyn i szybko wykona magiczne znaki, intonujc zaklcie. Gwd znikn z jego rki, a Arilyn zamara w poowie ciosu, z uniesionym wysoko ksiycowym ostrzem. Danilo skoczy naprzd i zapa j w pasie, odcigajc od walki. Jej ciao by sztywne niczym posg. Szlachcic opar magicznie sparaliowan pelfk o jeden z wizw. - Posuchaj mnie - powiedzia. - Przykro mi, ale musiaem ci powstrzyma, zanim przypadkiem zabiaby Harfiarza. Zaufaj mi, ale z pewnoci nie chciaaby tego zrobi. To nie twoja walka, Arilyn. Nie moesz zrani tego czego ksiycowym ostrzem, to co jest ksiycowym ostrzem, nie widzisz? Teraz, jeli ci uwolni, czy obiecasz zachowywa si poprawnie? Po oczach Arilyn widzia, e jest gotowa zabi. - Nie sdz - powiedzia wzdychajc. Nie mogc nic innego zrobi, stan obok nieruchomej pelfki i oczekiwa na wynik walki midzy dwoma niesamowitymi wojownikami. Zastanawia si, czy Arilyn zauway podobiestwo midzy cieniem elfa - jej lustrzanym odbiciem - i starzejcym si Harfiarzem, ktry by jej ojcem. Mody szlachcic modli si, by tak si nie stao. Spojrza na ni: jej elfie oczy wyraay jedynie strach uwizionego zwierzcia. Danilo poczu wyrzuty sumienia. - Wierzba - wymamrota i Arilyn zostaa wyzwolona spod dziaania czaru. Uniesiona rka pelfki opada ciko, a ksiycowe ostrze poleciao na bruk. Arilyn nie zauwaya jednak tego, bo jej wzrok by skupiony na rozgrywajcej si przed ni walce. Dziwna dwjka walczya zaciekle, miecz i kostur wiroway i co i raz stykay si. Cie elfa zamachn si szerokim ukiem, celujc w kolana Harfiarza, mczyzna jednak zadziwiajco zwinnie podskoczy. Gdy opada na ziemi, jego paszcz otworzy si, a rozpocierajc si odsoni duy, byszczcy niebieski kamie, wiszcy na acuchu na jego szyi. Oczy cienia elfa poszerzyy si na widok kamienia, a jego rysy, niesamowicie przypominajce Arilyn, wykrzywiy si tryumfalnie. Ksiycowa klinga - niczym ywa istota przelizgna si po bruku w stron cienia elfa. W mgnieniu oka schwyci on miecz lew rk, po czym pchn do przodu swoim wasnym niematerialnym ostrzem, rozcinajc acuch z ksiycowym kamieniem, wiszcy na szyi Brana Skorlsuna. Niebieskie wiato bysno z ksiycowego ostrza, a kamie odpowiedzia na nie wasnym

byskiem. Dwa promienie magicznego wiata spotkay si midzy domi cienia elfa, rozleg si odgos eksplozji, a niebo wypeniy trzaskajce wyadowania energii. Niebo kbio si dziko nad Placem Bazna, magiczn burza porywaa opade licie, wywracaa skrzynie i trzsa pancerzami martwych ludzi Harvida Beornigartha. W samym jej rodku sta elfi cie, otoczony un niebieskiego wiata - natrafiwszy wzrokiem na oczy Arilyn po raz pierwszy przemwi. - Znw jestem caa, jestem wolna - powiedziaa triumfalnie czystym, altowym gosem, ktry rozbrzmiewa ponad nawanic. - Suchaj dobrze, moja siostro. Musimy pomci niewinne mierci. Musimy zabi tego, ktry oszuka ciebie i uwizi mnie! Magiczny podmuch sta si niesyszalnym krzykiem wok Arilyn i Danila, podwiewajc im wosy i poy paszczy. Szlachcic cign na d pelfk, chronic j jak tylko mg swoim okryciem i ciaem. Bysno ponownie i kolejna eksplozja wstrzsna ulic, po czym nastaa ciemno. ***** - Tdy! - zawoaa Siobhan O'Callaigh. Wymachujc swoim mieczem nakazaa swoim ludziom i za ni. Oddzia stray miejskiej, zwabiony odgosem eksplozji oraz zapachem siarkowego dymu, wpad w wsk uliczk prowadzc do Placu Bazna. Nagle wszyscy zatrzymali si, zdziwieni tym, co zobaczyli. Kapitan O'Callaigh nie widziaa tak dziwnego pola bitwy od koca Trudnych Czasw. Dziedziniec wyglda tak, jakby rozzoszczony bg zebra rzeczy znajdujce na placu, potrzsn nimi i rzuci na bruk, niczym gar koci. Ogromne gazie starych wizw leay poamane, awki i donice zostay rozrzucone, a z ulicy nawiao skrzynki i miecie. Na placu leao te kilka powykrcanych cia, niektre w kauach krwi. Po rodku tej makabrycznej sceny lea wieccy miecz, otoczony koem sczerniaego bruku. Mgliste kby niebieskiego dymu krciy si w powietrzu, unoszc si leniwie w gr w bladym wietle poranka. Na oczach stranikw jedno z cia poruszyo si. Blondyn usiad, po czym unis si powoli. Palce obu rk mia przycinite do skroni, gdy si poruszy jego paszcz odsoni skulon posta pelfki. Klczc tyem do stranikw mczyzna pochyli si nad blad postaci i sign rk do wiszcej u jego pasa sakwy. Wycign z niej srebrn flaszk, ktr przyoy do ust towarzyszki. Charakterystyczny migdaowy zapach zzaru unis si w powietrzu - pelfka zakasaa, spluna i podniosa si.

- Co tu si stao? - spytaa Siobhan O'Callaigh oficjalnym, surowym tonem. Gdy jednak blondyn odwrci si do niej przodem kapitan stray jkna i schowaa miecz z powrotem do pochwy. - Danilo Thann. Na biust Beshaby! Powinnam bya si domyli, e bierzesz udzia w tym zamieszaniu. - Kapitan OCallaigh - Danilo stan niepewnie na nogach. - Wygldasz wyjtkowo licznie dzisiejszego ranka. Poza tym gratuluj oryginalnego przeklestwa. Cakiem obrazowe. Straniczka westchna kompletnie nieporuszona pochlebstwami szlachcica. - Co narozrabiae tym razem? - Czy Harfiarz yje? - przerwaa jej otpiaym gosem pelfka. - yj - z przeciwnej strony dziedzica podnis si na nogi i podszed powoli w stron stranikw wysoki mczyzna w czarnym paszczu. Siobhan OCallaigh uniosa w gr obie rce. - Powiedzcie mi, czy ktokolwiek na tym polu walki pozostanie martwy? - Mam tak nadziej - odpara ponurym gosem Arilyn. Schwycia rk, ktr poda jej Danilo Thann i podniosa si na nogi. - Nie chciaabym musie ich jeszcze raz zabija. - Dobrze, poniewa przyznajesz si do zabicia tych ludzi, moe wytumaczysz mi, co si tutaj zdarzyo - zadaa kapitan OCallaigh. Do rozmowy wtrci si wysoki mczyzna. - Jestem Bran Skorlsun, wdrowiec przybyy do waszego miasta. Przechodzc zobaczyem, jak jacy rzezimieszkowie napadaj na t dwjk. Modzi walczyli wycznie w obronie wasnej. Pomogem im tak, jak mogem. - Zdaje si, e niele sobie poradzie, dziadku - powiedzia jeden ze stranikw kucajc przy duej postaci w kolczudze. Przewrci ciao na plecy, po czym rozpoznajc je mrukn. - Prosz, prosz, niech mnie kule ogniste bij. Znam go. To Harvid Beomigarth, pbarbarzyca, miecz do wynajcia. Wyjtkowo nieprzyjemny, co wicej, ni przecitny rzezimieszek. Lubi wszelkie polityczne intrygi, a raczej lubi - mczyzna zerkn na Danila. - A jakie mia interesy ze szlacht, tego nie wiem. - adnych - powiedziaa zdecydowanie Arilyn. - Mia spraw do mnie. - A kim ty jeste? - warkna OCallaigh. Przykucna i odsuna na bok jeden ze swoich rudych warkoczy, chcc lepiej przyjrze si pelfce.

- Arilyn Ksiycowa Klinga. - Jest agentem Harfiarzy - doda powanym gosem Danilo, tak jak gdyby przynaleno do tajemniczej i szanowanej organizacji moga wytumaczy zniszczenie wok nich. Wszyscy stranicy zamarli. Obrcili si jednoczenie w stron Arilyn, skupiajc kilka par oczu na pelfce. - Agent Harfiarzy? - spytaa pospiesznie Siobhan OCallaigh. - Czy to ciebie zaatakowano? Arilyn odpara krtkim kiwniciem gowy. Stranicy wymienili ze swoim kapitanem niedowierzajce spojrzenia. Jeden z nich sformuowa na gos ich przypuszczenia. - Czy sdzisz, e jeden z nich by Zabjc Harfiarzy? - Wygldaoby to niele w naszych aktach, co chopcy? - dodaa Siobhan OCallaigh, umiechajc si. - Nie. aden z nich nie jest zabjc, ktrego szukacie. Kapitan i jej ludzie ponownie spojrzeli na Arilyn, zdziwieni surowym gosem pelfki. Kapitan domagaa si dalszych wyjanie, ale tych Arilyn uparcie odmawiaa. Twarz OCallaigh poczerwieniaa ze zoci. Popatrzya wyczekujco na Danila, chcc si pozby pelfki. - Kto to zrobi? - spytaa, wskazujc rk w stron zdewastowanego placu. Danilo umiechn si niemiao. - Obawiam si, e to w caoci moja wina. Nie jestem zbyt dobry w wymachiwaniu mieczem, wiesz to przecie, wic prbowaem przyspieszy wszystko za pomoc czaru. Co mi si chyba nie udao - zakoczy cicho. - Co si chyba nie udao? - achna si OCallaigh. - Moe przynajmniej co innego zmienio si w twoim yciu? Mody czowieku, jeste cigle winien miastu opat za szkody, jakie wyrzdzie swoimi czarami zeszym razem. - Na mj honor, zapac w caoci za wszystkie szkody - przysig szlachcic. - Czy moemy ju sobie i? Kapitan zerkna ze zoci na Danila. - Moe mylisz, e to takie proste, jak si jest synem Lorda Thanna. Z mojego punktu widzenia ma si to nieco inaczej. Trzeba wywie i zidentyfikowa pi trupw, oczyci plac miejski przed rozpoczciem

handlu i donie o le rzuconym czarze. - Czy naprawd musisz o nim donosi? Boj si, e wieci o mojej maej pomyce nie poprawi mi reputacji - powiedzia aosnym tonem Danilo. - Gildia Magw nie bdzie zadowolona - powiedziaa OCallaigh, celujc palcem w modego mczyzn. - Naciskaj na stra, by ograniczya nieodpowiedzialne uywanie magii. Najwysza pora, by zacz jej sucha. Gdy Gildia z tob skoczy, nie bdziesz si nawet mg podrapa po plecach swoj rdk. - Nie uywam rdki. Czy moemy ju sobie i? - spyta cierpliwie Danilo. Siobhan OCallaigh umiechna si niemio. - Pewnie, e tak, ale z nami - odwrcia si w stron swoich ludzi. - Wy! Ainsar i Talis. Wecie ich i zamknijcie. Reszta, posprztajcie ten baagan. - Nie dokadnie o to mi chodzio - zaprotestowa Danilo. - Zdarza si. Moesz porozmawia z sdzi, oczywicie po tym, jak zje niadanie. Jestem pewna, e bardzo zaciekawi go wszystko, co pelfka wie o Zabjcy Harfiarzy. Dwu mczyzn kazao im i ze sob. Arilyn schylia si, by podnie miecz. Spojrzaa na niebiesko biay ksiycowy kamie, ktry teraz byszcza na rkojeci. Chciaa wsta, ale nagle zatrzymaa si, jej uwag przycign drugi kamie - przyczerniay i cigle jeszcze dymicy. Nie zwracajc uwagi na bl w doniach podniosa go i odwrcia na drug stron, gdy wkadaa go do kieszeni spodni ramiona jej opady w gecie bezsilnoci. - Zabierzcie im bro - rozkazaa OCallaigh. Mczyzna zwany Ainsar sign, by od Arilyn wzi ksiycowe ostrze. Cofn szybko rk, klnc gono. - Tak na marginesie, nikt poza Arilyn nie moe go dotyka - wytumaczy spokojnie Danilo. Rozgoryczenie rozlao si grymasem po twarzy kapitan. - Dobrze, pozwlcie jej zachowa miecz, ale upewnijcie si, e zabralicie reszt. Teraz zabierzcie ich std. - szybkim machniciem doni odprawia trjk oraz stranikw, a ca sw uwag powicia lecym na dziedzicu ciaom. Soce powoli wstawao i jej ludzie musieli si pospieszy, jeli mieli zdy oczyci ulic przed rozpoczciem targu. Przeoony patrzy niechtnie na wszystko, co spowalniao handel. - Na Beshab - zakla OCallaigh. Gdy widziaa Danilo Thanna zawsze na myl jej

przychodzia bogini nieszczcia. - Czemu takie rzeczy zawsze zdarzaj si podczas mojej zmiany? ***** Arilyn Ksiycowa Klinga siedziaa sama w maej, ciemnej celi, trzymajc w doni poczerniay topaz. Raz po raz przesuwaa palcem po wyrytym na spodzie kamienia znaku, chcc sobie wmwi, e nie jest to jednak symbol Kymila Nimesina. Podejrzewaa, e jej dawny mistrz stoi za zabjstwami od czasu, gdy zobaczya listy martwych Harfiarzy i Zhentarimw. Listy, ktre rwnowayy si jak pozycje w ksidze rachunkowej urzdnika. Sowa elfiego cienia pozbawiy j wszelkich zudze. Rwnowaga - Kymil bez przerwy o niej mwi, twierdzc, e dobro i zo, dzicz i cywilizacja, nawet kobieta i mczyzna s tylko wzgldnymi pojciami. Idealny stan, jak twierdzi, mona byo uzyska przez zachowanie rwnowagi. Nawet ten straszny, niezrozumiay dla niej plan, ma na celu jej zachowanie. Cay czas przeladowao j pytanie o powd wszystkich mierci. Jaka niesprawiedliwo, jakie odchylenie wymagao mierci niewinnych Harfiarzy? Czemu Kymil oszuka j - etriel, ktr uczy od dziecistwa? A ten Harfiarz - Bran Skorlsun, jak rol odgrywa w historii Zabjcy Harfiarzy? Jakkolwiek podchodzia do sprawy, nie przychodziy jej do gowy adne odpowiedzi. Wyczerpana i zrozpaczona Arilyn w kocu zasna na wskim wiziennym ku. ***** Piciu elfich kapanw pracowao nad zwglonym ciaem jednego z najbardziej szanowanych elfich obywateli Waterdeep. Ich modlitwy czyy si we wsplnym hymnie do Corellona Larethiana, Wadcy Wszystkich Elfw. Poprzez wsplny hymn przewija si gos piewaczki krgu. Filauria NiTessine posiadaa rzadki u elfa dar, najczciej uywany podczas ekstatycznych nocnych tacw, pozwalajcy poczy elfy w mistyczn jedno ze sob i z gwiazdami. Teraz jej magiczny piew splata modlitwy innych kapanw we wspln ni, zaczarowan strun o niesamowitej mocy. Filauria, blada jak mier, cigle piewaa, a jej tczowe oczy byy skupione na elfim lordzie, ktremu przysiga suy. Kad czci swego ciaa i ca moc jej wrodzonej elfiej magii, wlewaa ycie i si w

Kymila Nimesina. Soce stao ju wysoko na niebie i poranek min niezauwaony, a kapani modlili si wraz ze piewaczk, pomagajc w jej czarach. Gdy ju zaczli podupada na duchu, zwglona skra quessira odpada, odsaniajc torany odcie zdrowej skry elfiego niemowlcia. Cigle osabiony, ale zdecydowanie wyleczony, Kymil Nimesin zapad w uzdrawiajcy sen. Monotonny hymn i piew przycich, przechodzc w gbokie, pene ulgi westchnicie. Filauria osuna si na ziemi wycieczona. - Niemoliwe - wyszepta najmodszy z kapanw, patrzc na Kymila i Filauri z nabon czci. Moc kapana bya potna, a jego wiara silna, lecz mimo to uwaa, e Kymila Nimesina nie da si ju uzdrowi. To, co osigna Filauria NiTessine byo tym wanie, z czego powstaj legendy. Wie o osigniciu elfiej piewaczki krgu rozejdzie si po wszystkich elfich narodach. Inny, starszy kapan z przyjani popatrzy na Filauri - oddanie modej etriel dla Kymila Nimesina byo powszechnie znane. - Bdziemy go pilnowa podczas snu. Musisz odpocz - nalega przyjanie. Pokiwaa gow i wstaa. Zdrtwiaa niczym lunatyk, opucia komnat Kymila i posza do przylegajcej sali, w ktrej sta kiedy magiczny kryszta. Przygldajc si zniszczeniu,Filauria pomylaa, e tylko cudem Kymil przey eksplozj. ciany pokoju byy poczerniae, okna wyleciay wraz z framugami. Gdy wychodzia z komnaty, jej stopy rozkruszyy malekie kawaki zwglonego krysztau. To magiczny kryszta, uwiadomia sobie Filauria. Gdy Kymil odzyska siy, moe bdzie w stanie go odrodzi. Etriel upada na podog i trzscymi si rkami zacza zbiera roztrzaskane okruchy. ***** Dzwonienie kluczy przerwao niespokojn drzemk Arilyn na dugo wczeniej, ni by tego chciaa. Usiada i odgarna wosy z twarzy; w midzyczasie drzwi stany otworem. - Ktra godzina? - Prawie poudnie. Jeste wolna - oznajmi celowy. Jej myliwski uk, strzay, sztylet i n upady na podog; pozwolili" jej zatrzyma ksiycowe ostrze, ale zabrali reszt broni. Arilyn wstaa i pozbieraa swoje ostrza. - Wy troje musicie by bardzo wani - zauway celowy. - Sam Czarnokij wyda polecenie wypuszczenia was, przysyajc nawet wasne konie. S

przed wejciem. Macie od razu jecha do wiey arcymaga. Arilyn mrukna co wymijajco i wysza na soce. Danilo i Bran ju tam byli. Szlachcic, wypucowany i wystrojony w soczyst ziele, przeglda zawarto magicznej sakwy. - Chyba wszystko jest - oznajmi z zadowoleniem. Popatrzy na nadchodzc Arilyn. - Ach, wietnie. A zatem jestemy w komplecie. Dziki wujowi Khelbenowi za dobre sowo, nie? - Moesz by pewien, e przeka mu swoje pozdrowienia - wsiada na kasztank i uboda jej boki pitami. Ko puci si szybkim kusem na wschd. Obaj mczyni wymienili zaskoczone spojrzenia. - Dokd si wybierasz? - zawoa za ni Danilo. - Znale Kymila Nimesina. Twarz Brana zachmurzya si. - Fechmistrza? Co on ma z nami wsplnego? - Wszystko - powiedziaa. Po chwili mczyni wskoczyli na konie i ruszyli za Arilyn. - Kymil Nimesin jest Zabjc Harfiarzy? - zapyta niedowierzajco Bran, gdy wraz z Danilem zrwnali si z pelfk. Arilyn nie zwolnia. - Mniej lub bardziej. - Czy nie powinnimy powiadomi wadz? - spyta Danilo. - Nie - jej gos wskazywa na jej nieugito. - Wadze zostaw w spokoju. Kymil jest mj. Danilo unis rce. - Arilyn, bagam cho raz bde rozsdna. Sama nie moesz zaatwi tego czowieka. I nie powinna. - On nie jest czowiekiem. Jest elfem. - A wic? Czy to sprawia, e staje si on twoj wyczn wasnoci? - naciska Danilo. Jeli jest Zabjc Harfiarzy, to bez wzgldu na mniej lub bardziej, powinna zostawi go Harfiarzom. Zrobia wystarczajco duo. Odpowiedziaa gosem cichym i zgorzkniaym, nie patrzc na Danila. - Tak, zrobiam, czy nie? - A zatem... - Nie! - popatrzya na szlachcica. - Nie rozumiesz?

Kymil nie jest Zabjc Harfiarzy. On tego zabjc stworzy. - Moja droga, prosz nie mw do mnie zagadkami przed obiadem - broni si Danilo. - Kymil wiczy mnie. Skierowa moje kroki na yciow ciek zabjcy, a potem nakoni, bym zostaa agentk Harfiarzy - Arilyn zamiaa si gorzko. - Nie rozumiecie? Stworzy mnie dla porzdku. Danilo by oszoomiony win i udrk, malujcymi si na twarzy towarzyszki. Zapa jej konia za uzd i zatrzyma si. - Przesta mwi w ten sposb. Nie jeste Zabjc Harfiarzy. - Ze swoj pamici potrafisz, jak sdz, powtrzy ballad o Zoastrii - rzeka Arilyn. Danilo potar brod, jakby by o co niespokojny. - Tak, ale... - Powiedz fragment o wzywaniu elfiego cienia - poprosia. Danilo wygldajc na cigle zaintrygowanego wyrecytowa: Wywoany przez kamie, wywoany przez stal; Rozkazem zwierciada siebie samego. Lecz strze si ducha, ktry przygarn Elfa cie. - Nie rozumiesz? - powiedziaa. - Kymil Nimesin wezwa elfi cie i kaza mu zosta Zabjc Harfiarzy. Tu jest kamie, ktry przez lata nosiam w swoim mieczu - rzeka, wycigajc z kieszeni sczerniay topaz. - To symbol Kymila. Jak sdz, kamie zosta zaczarowany tak, by poprzez niego dato si wzywa i rozkazywa elfiemu cieniowi. Tak, jak mwi ballada. - A wic to dlatego depta ci po pitach - powiedzia Danilo. - Dziki temu zakltemu kamieniowi widzia ci, jak w szklanej kuli - umilk i surowo, niczym nauczyciel strofujacy ucznia, pokaza palcem na Arilyn. - Kymil Nimesin zdradzi ci i naduy magii miecza, ale to wcale nie czyni ci Zabjc Harfiarzy. - Czyby? - odpara gorzko. - Jestem Arilyn Ksiycowa Klinga, gdzie koczy si miecz, a zaczynam ja? Jeli wina ley po stronie elfiego cienia, to jest on wytworzonym przez miecz odbiciem mnie samej, wic jak mog pozosta nie splamiona? Bran Skorlsun przerwa wreszcie swoje milczenie. - Widziaem elfi cie wczeniej, cho wtedy mia inn twarz. On jest ledwie tworem miecza, a ten naley przecie do ciebie, Arilyn Ksiycowa Klingo. - To prawda. - zgodzi si Danilo. - I teraz elfi cie jest na twoje usugi. Kymil Nimesin, jakich by nie mia zamiarw, zawid tracc nad nim kontrol.

Arilyn zamiaa si pusto. - Ponad dwudziestu Harfiarzy nie yje i ty mwisz, e Kymil zawid? - My yjemy - powiedzia ponuro szlachcic. - A Kymil nie ma ksiycowego ostrza. ***** Gdy soce stano w zenicie, po Kymilu nie byo ju zna skutkw podmuchu magicznej eksplozji. Przesia przez swoje szczupe palce kawaki sczerniaego krysztau, wcieky, e nie moe zrekonstruowa bezcennej szklanej kuli. Kryszta rozprysn si, kiedy pko magiczne wizanie, czce go z zakltym topazem. Na moment przed eksplozj w pami zotego elfa wry si jeden obraz: drczce, budzce wcieko, przedstawienie ksiycowej klingi, po raz kolejny cakowicie poza jego zasigiem. Kymil nie mg poj, dlaczego elfi cie nie wycofa si ze zdobytym ksiycowym ostrzem. Przez ponad rok istota wykonywaa kady jego rozkaz. Kymil tak bardzo przyzwyczai si do posuszestwa, e nawet przez myl mu nie przeszo, e elfi cie moe uwolni si, kiedy ksiycowy kamie powrci do miecza. W niewytumaczalny sposb zabjca - elfi cie, jego najwspanialsze magiczne osignicie - znalaz si poza jego kontrol. Zawid przy ostatnim, najistotniejszym zadaniu. Kymil przemg w sobie ch rozrzucenia po pokoju bezuytecznych krysztakw i zamiast tego przywoa swoj pomocnic. Jak zawsze uprzejma, etriel wpyna do jego pokoju. - Filaurio, przelij polecenie Elicie Tel'Quessir - machn rk na wypalone szcztki. Oczywicie ja nie mog ju posuy si krysztaem. Spotkam si z nimi w Akademii, po czym przeteleportujemy si wprost do Evereski. Etriel skonia si i Kymil zosta sam, wciekajc si z powodu nieoczekiwanej zmiany planw. Nie mia tego przekltego miecza. Wedug jego szpicli Arilyn Ksiycowa Klinga, Bran Skorlsun i kuzyn Czarnokija wci yli i znajdowali si w areszcie w zamku Waterdeep. Jeli ta trjka poczy swoje siy, bdzie w stanie dostrzec jego cel - jego plan znajdowa si w miertelnym niebezpieczestwie. Bd musia skorzysta z wariantu zapasowego. Kymil umiechn si. Doskonale rozumia swojego ucznia - mieszaca. Arilyn ze swymi umiejtnociami z pewnoci bdzie uwaaa si za cie Ksiycowej Klingi. Wemie na siebie win Zabjcy Harfiarzy i ruszy za nim, by broni swego honoru i oczyci swe imi. Nikt nie zdoa jej od tego odwie - tego by cakowicie pewien.

Sama przyniesie mu ksiycowe ostrze.

Rozdzia osiemnasty
Jasne soce przedpoudnia rozpalao kolorami las, kiedy trzech jedcw dotaro do bramy Akademii Broni wWaterdeep - prestiowej szkoy, pooonej o kilka mil na zachd od murw miejskich. Arilyn, przez ca drog dziwnie milczca, zsiada z konia i podesza do strwki. Dwch trzymajcych wart uczniw z zainteresowaniem patrzyo na zbliajc si pelfk, starajc si przy tym wyglda na zaprawionych w bojach wojownikw. - Przedstaw swoj spraw - warkn niepewnym barytonem jeden z chopcw. Danilo, widzc, e Arilyn ma zamiar rozmawia przy pomocy czubka miecza, wyprzedzi j i przej inicjatyw. - Jestemy agentami Harfiarzy. Mamy spraw do waszych instruktorw. Studenci poszeptali midzy sob, po czym niedojrzay baryton uczyni peen szacunku gest, pozwalajc im przej. Drugi chopiec zawoa kogo ze stajni, by zaopiekowa si komi, a sam zaofiarowa si, e zaprowadzi ich do mistrza. Danilo zgodzi si z wdzicznoci. - Trzema Harfiarzami? - mrukna do Danila Arilyn. - Trzema? Wzruszy ramionami. - Weszlimy, no nie? Arilyn tylko otaksowaa spojrzeniem i umilka. Ucze poprowadzi trjk rzekomych Harfiarzy przez labirynt korytarzy do biura mistrza akademii. Mistrz Quentin by tgim, szarowosym klerykiem, odzianym w brzowe szaty z wyhaftowanym wizerunkiem obucha mota - symbolu boga wojny Tempusa. Zaczynajcy si dopiero starze, Quentin wci by szeroki w barach i krzepki w piciach, co nadawao mu wygld pasujcy raczej do pola bitwy, ni do biura. Wanie siedzia nad kilkoma stertami pergaminu - by raczej bez szans wobec swego biurowego zadania. Podnis wzrok i popatrzy na wchodzcych, a jego twarz rozjania si na myl o spodziewanym wytchnieniu. - Bracie Quentin, ci Harfiarze prosz o audiencj - powiedzia mody stranik. - Tak. Zajm si nimi - rzek Quentin, podnoszc si zza biurka i podchodzc. Odprawi studenta niecierpliwym gestem. - Duo czasu mino, odkd Kruk zawita w te strony po raz ostatni - powiedzia z uczuciem

Quentin, biorc Brana w ramiona. Gowa Arilyn poderwaa si w kierunku Brana Skorlsuna, a na jej twarzy pojawia si dziwna mina. - Co ci tu sprowadza, Bran? - cign Quentin. Poklepa Harfiarza z zayoci starego towarzysza. - Zostaniesz na tyle dugo, by zje z nami posiek, a moe i wychyli kilka kufli? - Z przyjemnoci, ale moe innym razem - odpar Bran. - Ja i moi przyjaciele szukamy jednego z twoich instruktorw. Kymil Nimesin. Czy jest tutaj? Czoo mistrza zmarszczyo si. - Nie, zrobi sobie wolne. Dlaczego? - Czy powiedzia, dokd si wybiera? - zapytaa Arilyn. - Waciwie tak - przypomnia sobie Quentin. - Evereska, o ile dobrze pamitam. - Evereska... - powtrzya cicho Arilyn, wyranie zaciekawiona. - Czy w jego probie o wolne byo co innego, ni zwykle? Quentin zastanowi si. - C, Kymil zabra ze sob kilku najlepszych uczniw. - Co moesz mi o nich powiedzie? - zapytaa Arilyn. Mistrz zdj ze stou jedn z wikszych stert i zacz si przez ni przebija. Arilyn niewiadomie przeniosa ciar ciaa z jednej stopy na drug. - Ach, tu jest - oznajmi radonie Quentin, wymachujc kawakiem pergaminu. - Kymil zada urlopu. Poszli z nim Moor Canterlea, Filauria NiTessine, Caer-Abett Fen, Kizzit Elimshaft i Kermel Starsinger. - Cz z nich posiada raczej elfie imiona - zauway Danilo. - Wszystkie - poprawi Quentin. - Same zote elfy, pomylcie o tym. Kady z nich zwerbowany i wytrenowany przez samego Kymila Nimesina. Imponujca grupa, to trzeba przyzna. - Jak sdz posiadasz indywidualne zapisy tych studentw. Mog zobaczy jeden z nich? - zapytaa Arilyn. - Oczywicie. Ktry? - NiTessine. Filauria. - Ach tak - powiedzia Quentin. - Dobra studentka. Kiedy w akademii by jej brat, ale to byo si jeszcze przede mn.

- Dwadziecia pi lat temu - powiedziaa cicho Arilyn, przyjmujc pergamin, ktry da jej mistrz. - Bylimy w jednej klasie. - Naprawd? Mwisz, e jak si nazywasz? - zapyta z przyjaznym zainteresowaniem Quentin. Arilyn odpowiedziaa, a jego krzaczaste brwi opady. - A to ciekawe. Kymil zostawi dla ciebie wiadomo. - Mistrz wycign may zwj pergaminu i poda go Arilyn. Przebiega wzrokiem notatk, bez komentarza wsuna j do kieszeni paszcza i wrcia do zapisw Filaurii NiTessine. Tak jak si spodziewaa zoty elf, zgodnie ze swoim zwyczajem szczegowo opisa histori jej rodziny. Wrd rodzestwa Filaurii znajdowa si Tintagel NiTessine, wychowanek Akademii Broni, czonek Stray Waterdeep; jej ojciec nazywa si Fenian NiTessine, zmary 2 Ches, 1321 roku wedle rachuby Dolin. To ciekawe, pomylaa Arilyn, e elf umar tego samego dnia, co zamordowany w Evermeet krl Zaor. Gwatownym ruchem zwrcia pergamin mistrzowi. - Dzikuj serdecznie. - Zawsze na usugi Harfiarzy - rzek ochoczo Quentin. - Jak sdz nie powiecie mi, o co chodzi? - Z przyjemnoci, ale innym razem - powiedzia Bran. - Chc wiedzie tylko jedno - naciska Quentin, - czy Kymil Nimesin znajduje si w jakim niebezpieczestwie? - Licz na to - obiecaa ponurym gosem Arilyn. Niezbyt delikatnie wypchna Brana i Danila z pomieszczenia i kiedy dotarli na dziedziniec akademii odwrcia si do Harfiarza. - Dlaczego mistrz nazwa ci Krukiem? Harfiarz cofn si o krok, zdziwiony intensywnoci zadanego pytania. - W starym jzyku Wysp Moonshae moje imi, Bran, oznacza kruka. Dlaczego pytasz? - Kiedy to usyszaam, przypomniaam sobie co, o czym ju prawie nie pamitaam powiedziaa wolno Arilyn. - Trenowaam w akademii z bratem Filaurii NiTessine, Tintagelem. Nosi ze sob jako talizman zamane drzewce strzay. Byo na nim wypalone malekie pitno kruk. Tintagel mwi, e to przypomina mu o jego yciowym celu. Od jednego z przyjaci Tintagela dowiedziaam si, e jego ojciec, Fenian NiTessine, zosta t strza zabity. - Arilyn popatrzya na Harfiarza z niespokojn min. - Czy ona naleaa do ciebie?

- Nie mog powiedzie. Imi Fenian NiTessine nie jest mi znane - powiedzia cicho Bran. Sign do koczanu i wycignwszy jedn ze strza poda j Arilyn. - Czy to ten znak? Arilyn popatrzya na pitno i pokiwaa gow. - Czy pomoe ci w czym wiadomo, e Fenian NiTessine zosta zabity drugiego dnia Ches, w roku 1321? Na rok przed moim urodzeniem - ostatnie zdanie wymwia ledwie dosyszalnym gosem. - Nie. Przykro mi. - Wic moe to ci przypomni: tego dnia krl Zaor zosta zamordowany przez zotego elfa, ktrego postrzeli pniej ludzki kochanek mojej matki - opucia wzrok na Harfiarza. - Ludzie nie nosz zbyt czsto ksiycowych kamieni, a twj klejnot pasowa do miecza mojej matki. Czy popeniam bd sdzc, e to ty zabie Feniana NiTessine? - Nie znam tego imienia, ale wyglda na to, e masz racj - przyzna Bran. Linie cierpienia i alu, ktre przeoray twarz Harfiarza, day odpowied na drugie, niewypowiedziane pytanie Arilyn. Ich spojrzenia spotkay si na chwil w cichym przyznaniu si. Oddaa strza Branowi i wstrznita do gbi odwrcia si. Danilo, ktry w milczeniu przysuchiwa si ich rozmowie zagwizda gono i przecigle. - To by oznaczao, e Bran Skorlsun jest... - Ojcem Arilyn - dokoczy cicho Bran. Odwrci si do pelfki. - Kiedy bym ci o tym powiedzia. - Zabrao ci to troch za duo czasu - zauwaya sabym gosem Arilyn. Jej twarz staa. Ale moesz mi powiedzie, dlaczego miae ksiycowy kamie. - Prawd mwic, nie - rzek Harfiarz. - Nowe harfiarskie tajemnice? - zapyta Danilo z cieniem sarkazmu. - Nie z mojej strony przynajmniej - powiedzia Harfiarz. - Trybuna elfw z Evermeet i Mistrz Harfiarzy zadecydowali, e musz nosi ksiycowy kamie do dnia mojej mierci, cho nigdy nie dowiedziaem si dlaczego. - Wic ruszajmy do Wiey Czarnokija i sprawdmy to - powiedziaa beznamitnie Arilyn. Odwrcia si na picie i posza ku stajniom Akademii. - Kobieta czynu, twoja crka - zauway Danilo, kiedy ruszyli za ni. Harfiarz w milczeniu kiwn gow. Gadatliwa rodzinka, pomyla zoliwie Danilo. Cie umiechu rozjani jego twarz, gdy

rozwaa morderczy wyraz, ktry dostrzeg w oczach pelfki. Mia tylko nadziej, e wuj Khelben co na to zaradzi. Wracali do miasta w absolutnej ciszy. - Poczekacie tutaj - poinstruowa Arilyn i Brana Danilo, kiedy dotarli do Wiey Czarnokija. Jest ju dobrze po zachodzie soca, a wuj Khelben spodziewa si nas par godzin temu. Prawdopodobnie ju dawno nikt nie kaza arcymagowi czeka i na pewno jest odrobink wcieky. Dajcie mi chwil na uspokojenie go - powiedziawszy to, modzieniec przeszed przez dziedziniec i znikn w solidnej granitowej cianie wiey. Po kilku chwilach Arilyn ruszya za nim, ale Bran pooy jej na ramieniu do we wstrzymujcym gecie. - Poczekaj. Trudno jest posugiwa si magicznymi drzwiami bez pomocy maga. Arilyn strcia jego rk. - Mog dostrzec nawet sabe zarysy. Tajemne drzwi trudno ukry przed elfem. - Pelfem - poprawi cicho, z naciskiem. Jego sowa oznaczay wyzwanie. Arilyn zastyga. Nie bya gotowa do uznania czcej ich wizi i z caej siy walczya z wasn zoci. - Przez cae ycie matka cierpiaa przez ciebie - powiedziaa. - Nigdy nie miaam ojca i teraz go nie potrzebuj, ale jak moge - jak ktokolwiek mg! - odwrci si od Z'beryl? - Nie mia wyboru. Przestraszeni, podnieli wzrok. Przed nimi sta Khelben Arunsun, a tu za nim Danilo. - C, widz, e wdrujcy Harfiarz powrci - zauway chodno arcymag - Sprowadzajc kopoty, jak zawsze. Bran spokojnie patrzy w oczy Khelbena. - Mino wiele lat. Nie moemy wrci i wskrzesi naszej modoci, ale czy musimy odtrca przyjaci, ktrzy j z nami dzielili? Laeral i ja doszlimy do porozumienia. Czy i my nie moemy postpi tak samo? Twarz czarodzieja pociemniaa na wspomnienie kochanki. - A co Laeral ma z tym wsplnego? - Zbyt mao, trzeba przyzna - powiedzia smutno Bran. - Nasze cieki przeciy si na krtko przed tym, jak wyjechaem do Moonshae. Ona zmierzaa do Evermeet - czoo Brana zmarszczyo si nagle, spojrza na Arilyn. - Laeral to moja

przyjacika, ale niesprawiedliwoci jest, e j mog zaakceptowa, a swojego pelfiego krewniaka nie. - Twj al jest spniony, ale wzrusza - zauwaya z zimn pogard Arilyn. - Wystarczy, Arilyn - powiedzia zirytowanym gosem Khelben. - Masz prawo ywi uraz wobec tego czowieka - jak, na Mystr, i ja - ale nie osdzaj go niesprawiedliwie. Jak rzekem, musia opuci twoj matk, to ona odebraa mu moliwo wyboru. Do pewnego momentu w ogle nie wiedzia o twoim istnieniu. - To prawda - powiedzia smutno Bran. - Rozumiesz? - zapyta Arilyn Khelben, ktra suchaa wyjanie bez ruchu. - Nie. Czarodziej, rozdraniony jej uporem, wznis oczy do nieba, po czym zaprosi ich do Wiey. - Wchodcie, wchodcie. Kiedy znaleli si w poczekalni Arilyn odwrcia si do arcymaga. - Ty przez cay czas o tym wiedziae. - Podejrzewaem - przyzna, - ale nie mogem z tob o tym porozmawia. Dan powiedzia, e wiesz, kto jest zabjc. Kto? - W swoim czasie - powiedziaa ponuro Arilyn. - Najpierw wyjanij mi, dlaczego... dlaczego Bran Skorlsun nosi ksiycowy kamie. - Zobowizay go do tego elfy z Evermeet - rzek Khelben. - W jakim celu? Arcymag popatrzy najpierw na Arilyn, potem na starego Harfiarza. - Czy rozmawialicie ze sob? - Ona wie - powiedzia Bran. - Wie rwnie, e jej matk bya ksiniczka Amnestria - doda Danilo. Khelben kiwn gow do Arilyn. - To dobrze, bo ja wyjanibym ci to tak samo. Amnestria polubia czowieka i wydaa na wiat jego dziecko. Elfy niezbyt przychylnym okiem patrz na takie postpowanie wasnych ksiniczek - westchn gboko. - Amnestria, w podwiadomej prbie spicia obu jej wiatw, dodaa ksiycowemu ostrzu potnej, gronej mocy. Ksiycowy kamie zosta usunity, nim zdoa cakowicie j wchon. - To byaby brama elfw - przerwaa Arilyn, a kiedy Khelben opuci karccy wzrok na

Danila uniosa brwi i pokrcia gow. - Twj krewniak nie zdradzi si. Brama Elfw to rdwymiarowe drzwi midzy Evermeet a Waterdeep. Jak inaczej wytumaczy fakt, e elf, ktry zabi krla Zaora na Evermeet, tego samego dnia zosta znaleziony martwy w Waterdeep. Nieatwy to wyczyn. - Fantastyczne. Zoya razem wszystkie kawaki - zauway arcymag. - Nie - powiedziaa Arilyn. - Cigle nie rozumiem, dlaczego ksiycowy kamie powierzono Branowi. - Kara - rzek Khelben. - Amnestria zostaa skazana na wygnanie i zobowizana do strzeenia elfiej bramy. Wiedziaa, e pki Bran posiada kamie, nigdy si nie spotkaj. - Dlaczego nic mi o tym nie powiedziano? - zapyta Bran. - Taka wiedza oznaczaaby zoenie klucza w twoje rce - powiedzia Khelben. - Elfy z Evermeet nie wierzyy ci a do tego stopnia. Wtedy nie sdziy, e pelfka moe odziedziczy ksiycow kling, nie przewidziay te moliwoci spotkania si ojca i crki. - Kymil si o to zatroszczy - owiadczya gorzko Arilyn. Wszyscy mczyni wygldali na zaciekawionych, wic pelfka zwrcia si do Brana. - Kto kaza ci mnie tropi? - Skontaktowali si ze mn Harfiarze z Cormyru - rzek. - Lycon z Sun? Nadasha? - zapytaa krtko Arilyn. Bran skin twierdzco. - To pasuje. Kymil czsto z nimi wsppracowa, ale oni nigdy cakowicie mi nie zaufali. Podejrzewam, e Kymilowi atwo przyszo przekona ich, e to ja jestem Zabjc Harfiarzy i, e powinni wysa ci moim ladem. - A wic Kymil powodowa mier Harfiarzy, aby zwabi Brana w poblie ciebie, majc nadziej, e poczy kamie z ksiycowym ostrzem. Przeraajce - wymamrota Khelben. - Ale co on chce zrobi z elfi bram? Umiech Arilyn mrozi. - Dowiem si, nim go zabij. - Nie moesz pody za Kymilem - zaprotestowa Khelben. - Teraz, kiedy ksiycowy kamie znw znajduje si w mieczu, jego obecno tylko by pomoga - szczeglnie elfowi - w odnalezieniu ukrytego portalu. - Moe spotka si z Kymilem, nim ten odnajdzie portal - podsun Danilo. - Za pno. On ju tam jest - powiedziaa Arilyn. - Zostawi mi wiadomo, w ktrej mwi,

gdzie mog go znale. - Gdzie... Ach, tak! Evereska - wykrzykn Danilo. - Powiedzia, e udaje si do Evereski. C, ruszajmy za nim. - Nie bd gupcem, Dan - warkn Khelben. - Ksiycowe ostrze musi pozosta daleko od Evereski. Jak sdz, odgada ju, e tam wanie zostaa przeniesiona elfia brama - powiedzia do Arilyn. - Tak. Moe ksiycowej klindze nie wolno znale si w Everesce, ale mi owszem - odpia pas i podaa Khelbenowi magiczny miecz. - Prosz. Pod twoim dachem bdzie wystarczajco bezpieczny. Khelben pokrci gow. - Nie moesz przecie uda si do Evereski bez miecza. Kiedy ksiycowy kamie ponownie znalaz si w rkojeci, poczenie midzy tob a broni zostao sfinalizowane. Powiernik nie moe rozdzieli si z aktywnym, nietknitym ostrzem na adn dugo czasu i ycia. Przez chwil Arilyn waya miecz w doniach, po czym cisna go przez pomieszczenie. Upad z brzkiem. - Niech i tak bdzie. Jeli poyj na tyle dugo, by znale i pokona Kymila Nimesina, bd zadowolona. - Dlaczego? - zapyta Danilo. Zapa j za ramiona i potrzsn. - Dlaczego odrzucasz precz wasne ycie? Popatrzya mu w oczy wyzywajco i pewnie siebie. - Moje ycie nigdy nie naleao do mnie w caoci, wic i nie w mojej mocy ley odrzucenie go. Musz zrekompensowa sobie niewaciwe uycie miecza - jej gos by silny, ale cakiem pogrony w smutku. - Uczyni to, ale swoim sposobem. Mog by pelfem i pharfiarzem, ale nie zgadzam si na bycie posob. Nie bd ju duej cieniem ksiycowego ostrza. - To nigdy nie wchodzio w gr. Ty rozkazujesz mieczowi, anie odwrotnie - powiedzia Bran. - Jeli to prawda, mog go tu zostawi - upieraa si. - Widz, e przekonywanie ci nie ma sensu - powiedzia Khelben. - Faktycznie, nie ma. - A wic przechowam dla ciebie ksiycow kling. Masz racj, miecz powinien tu pozosta

- zadecydowa Arcymag. - Tak jak i ty, gwoli cisoci. - Dzikuj ci, Khelbenie. Prosz o jeszcze jedn rzecz: czy moesz uyczy mi rodka transportu? Na przykad gryfona z magicznym przypieszeniem? - zapytaa. - Bardzo dobrze - zgodzi si Khelben. - Jeli nalegasz, pomog ci dosta si do Evereski. Ale pod jednym warunkiem - Danilo pojedzie z tob. - Nie - jej gos brzmia twardo. - Pojad sama. Khelben popatrzy na Brana, jakby to bya jego wina. - Ona jest bez wtpienia twoj crk - odwrci si do Arilyn. - W porzdku, masz zaatwiony rodek transportu. Zaklty gryfon powinien wystarczy. - Dobrze. Gdzie go znajd? - zapytaa. - Stajnie znajduj si na szczycie Gry Waterdeep. - Czarodziej podszed do biurka i napisa co na kawaku pergaminu. Do notatki przyoy piercie z pieczci; na papierze zapona magiczna runa. Khelben poda wistek Arilyn. - Daj to mistrzowi gryfonw. Dostaniesz od niego wszystko, czego bdziesz potrzebowa. - Dziki - ruszya w kierunku wyjcia. - Arilyn. Zastyga syszc gos Danila, ale nie odwrcia si. - Bdziesz potrzebowaa nowego miecza - podszed do niej niezgrabnie. - Pozwl, e uycz ci swojego. Skina gow i przyja ostrze Danila, po czym wysza magicznymi drzwiami. Danilo patrzy, jak odchodzia, klnc cicho. - Czy kto z was widzia kiedy co takiego? - Ja powinienem - odpar Harfiarz. - W jej wieku powinienem zrobi co podobnego. Nim arcymag mg odpowiedzie, jego uwag odwrcio gone pukanie, zdajce si dochodzi ze rodka pokoju. - Wyczucie czasu Pirgeirona jak zawsze niezawodne - mrukn czarodziej idc do drzwi, ktre prowadziy do tajemnego podziemnego tunelu, wiodcego do zamku lorda Waterdeep. Poczekajcie tu - poinstruowa swoich goci. Danilo chodzi w t i z powrotem przed drzwiami, klnc cicho tym razem Lordw Waterdeep

i ich przywizanie do protokou. Nigdy nie mia cierpliwoci dla procesu prawa i porzdku, dziaa niezalenie i skrycie, dziki czemu unika witych wizw dobrego wychowania, ktre dotyczyy wszystkich aspektw ycia w Waterdeep. To nic, e Kymil Nimesin uszed wolno, e elfie krlestwo zostao naraone na niebezpieczestwo, e Arilyn pdzia prosto w puapk. Lordowie Waterdeep prawdopodobnie naradzali si z Khelbenem w sprawie nowego pomnika, albo podobnej bzdury. Dla modego, niecierpliwego arystokraty szeptana narada Khelbena z posacem wydawaa si trwa wieczno. Wreszcie Czarnokij wrci, z wygldajcym na urzdowy pergaminem w doni. Jego twarz miaa mocno zakopotany wyraz. Khelben nie traci czasu na wstp. - To od Lordw Waterdeep. Arilyn Ksiycowa Klinga zostaa uznana Zabjc Harfiarzy, awanturnikiem - rzezimieszkiem na usugach Zhentarimu. - Co? - wybuch Bran. - Przez kogo? Ja byem jednym z tych, ktrzy mieli to osdzi. Khelben podnis rk, proszc o cisz, i podj: - Piergeiron mwi, e dowody s niezbite. Anonimowy informator przesa do Zamku Waterdeep papiery, precyzyjnie identyfikujce miejsca zabjstw z miejscami, w ktrych przebywaa Arilyn. S take listy rachunkowe Zhentarimu za zabjstwa na zlecenie. Daty zgadzaj si z kadym zabjstwem Harfiarzy. Oczy Danila stay si zimne. - Elaith Craulnobur j sprzeda. Zginie za to. Khelben wyglda na zaniepokojonego. - Wsppracowaa z elfim opryszkiem, czy nie? Na Mystr, jeli dojdzie do procesu, bdzie le. - Proces - Danilo opad na krzeso. - Czy musi do tego doj? Nie moesz czego zrobi? - Mog mwi w jej imieniu. - To oskarenie nie jest prawdziwe - zaprotestowa Danilo. Skrzywi si i doda: Przynajmniej nie w caoci. - Dawno temu nauczyem si jednej rzeczy - odpar Bran. - Prawda jest czsto za saba, by wpywa na opinie. Wyglda na to, e Harfiarze nigdy do koca nie zaufali Arilyn. Cie powiza zZhentarimem wpynie na ich osdy. Musicie przyzna, e z jej reputacj zabjcy staje si gwnym podejrzanym.

Nawet Danilo zgodzi si z jego rozumowaniem. - Pewnie kiedy caa historia zostanie poznana... - Caa historia nigdy nie zostanie poznana - oznajmi Khelben nie znoszcym sprzeciwu tonem. - Evermeet znajdzie si w niebezpieczestwie, jeli wieci o bramie elfw roznios si. Tajemnic naley chroni. W Danilu przelewaa si wcieko, zerwa si i popatrzy na arcymaga. - Nawet kosztem ycia Arilyn? - Nawet. Mocowali si na spojrzenia, Danila - buchajce potpieniem, Khelbena - skupione na poczuciu obowizku. Modszy mczyzna pierwszy spuci wzrok. - Id za Arilyn - powiedzia gwatownie. - Bde rozsdny, Dan - jkn Khelben. - Jak j znajdziesz? Czy powiedziaa ci, gdzie znajduje si brama elfw? - W Everesce. To wszystko, co wiem - Danilo zmruy oczy. - Zaczekaj. A moe ty wiesz? - Evereska to due miasto - warkn Khelben. - A ja nie znajdowaem si wrd tych, ktrzy przesuwali bram. Danilo potrzsn gow z oburzeniem. - W porzdku, wic kto wie? Czy moesz na chwil porzuci swoje luby tajemnicy i podzieli si tak informacj? - Bacz na sowa. Laeral zapisaa zaklcie, ktre przemieszczao elfi bram. Jedynymi, ktrzy znaj jej dokadne pooenie, s krlowa Amiaruil i elfi lord Wzgrz Szarego Paszcza, Erlan Duirsar. Moe elfia rada Evereski rwnie ju je zna. Na Mystr, to zamieszanie zatrzyma zblienie z elfami na wiek, albo dwa - zakoczy niewyranie Czarnokij. - Ty zajmij si politykami, wuju, jeli nie potrafisz mi pomc, ruszam do Evereski sam. - Id z tob - cichy gos Brana Skorlsuna by nieugity niczym hartowana stal. - Jeste taki, jak crka - powiedzia Khelben. - Sdzisz, e elfy dopuszcz ci w poblie Evereski, Bran? One s pamitliwe i nie przepadaj za ludmi, ktrzy niszcz ich ksiniczki. Bran przyj spojrzenie arcymaga. - Kt inny trafi po ladach Arilyn do bramy elfw? - To nie jest odpowied! Danilo zamia si bez wesooci.

- Och, przesta, wuju. Czy nie jeste po prostu troch ciekawy, gdzie znajduje si ta brama elfw? Jak kot w mleczarni, e tak powiem, bdziesz musia poruszy t spraw wczeniej czy pniej - oczy Khelbena rozszerzyy si. - Kolejna rzecz - doda Bran. - Jeli chcemy pomc Arilyn, musimy sprowadzi Kymila Nimesina. Obawiam si, e ona, w jej obecnym stanie, zabije tego elfa. - Pozwl jej - wycedzi Danilo. - Wybacz, ale nie wylej zbyt wielu ez nad losem Kymila Nimesina. - Cho podobnie jest w moim przypadku - podchwyci Khelben, - to musz si zgodzi zBranem. Arilyn jest byym zabjc. Kymil Nimesin to powszechnie szanowany fechmistrz. Naley go sprowadzi i magicznie przepyta. Bez takiego zeznania na procesie, bez obecnoci Kymila jest najbardziej prawdopodobne, e Arilyn zostanie uznana za Zabjc Harfiarzy. Jeeli zabije Kymila, raczej nie bdzie miaa szansy na uniewinnienie. - Wic zgadzasz si, e powinnimy i, wuju Khelbenie? - Z braku innego wyjcia, tak - czarodziej odwrci si do Brana. - Zechciej nam wybaczy, musz zamieni par sw z moim kuzynem zanim wyruszycie. Chod Dan. Khelben i Danilo wspili si po schodach do pomieszczenia z magicznymi zapasami. Czarodziej, zamknwszy i zabezpieczywszy drzwi z miejsca przeszed do rzeczy. - Masz racj. Bram elfw ponownie naley przemieci - powiedzia bez ogrdek. - Ach, cudownie. Biorc pod uwag, e Laeral dokazuje z elfami w Evermeet, to kto zamierza dokona tego cudu? Khelben popatrzy spokojnie na krewniaka. Danilo pokrci gow i wyszepta: - Na pewno nie mylisz tego powanie. - Nawet mwi bardzo powanie. Czarodziej podszed do biblioteki z magicznymi zwojami - wielkiego regau, ktry zasania ca cian i kry w sobie ca ich kolekcj. W jego maych, okrgych przedziaach znajdoway si setki magicznych zwojw, co sprawiao, e rega wyglda jak plaster miodu albo przynajmniej jak straszliwie popltana winorol. Czasu byo mao, wic Khelben wymamrota zaklcie. Jedna z przegrdek zajaniaa zielonym wiatem, arcymag wycign zwj z gorejcej niszy, zdmuchn z niego kurz i usun zabezpieczajce go magiczne wizy. - Danilo, oto zaklcie - Khelben rozwin zwj na stole i spokojnym wzrokiem popatrzy na

modzieca. - Zobowizaem si nie rzuca tego czaru, wic ty musisz to zrobi. - Danilo zblad. - Moesz to uczyni. Pracowaem nad tob, odkd ukoczye dwanacie zim, po tym, jak ostatni wychowawca zamilk z bezbrzenej rozpaczy. Jeste zdolny. Czy mylisz, e naraabym twoje ycie nalegajc, by rzuci czar, nad ktrym nie potrafisz zapanowa? - Miae wystarczajco duo silnej woli, by powici Arilyn - rzek Danilo. - Nie przecigaj struny, modziecze - ostrzeg arcymag. - Kilka rzeczy w yciu jest tak prostych, jak by chcia, ale dopki nie zaczniesz dwiga brzemienia odpowiedzialnoci, w osdach zdaj si na mnie. Rzucisz to zaklcie, czy nie? Danilo pokiwa twierdzco gow i schyli si nad zwojem. Jedno spojrzenie na tajemnicze, tworzce potny czar symbole wystarczyo, by zorientowa si, e zadanie leao na kracach jego magicznych umiejtnoci. Kilku magw mogoby sprbowa tego czaru. To, e Khelben oczekiwa po nim tego samego, stanowio miar pokadanego w nim zaufania. Albo desperacji. Mody mag usiowa odczyta zaklcie, ale bl wystrzeli w jego gowie niczym janiejca byskawica, sprawiajc, e tajemne symbole zaczy biega po pergaminie. Danilo, zebrawszy mnie siy zmusi si do skupienia nad czarem. Symbole po jakim czasie zwolniy swj taniec, kiedy wreszcie ukaday si we wzory ich znaczenie stao si jasne. Danilo zacz przyswaja sobie skomplikowane gesty i dziwne sowa, ktre skaday si na zaklcie. Po chwili zamkn oczy. Na czarnym polu ujrza zoto ponce runy. Kiedy naprawd nauczy si magicznego zaklcia, symbole widzia we wasnym wntrzu. Podnis powieki i skin. - Mam je. - Ju? Jeste pewien? Szlachcic umiechn si do swego wuja. - Obawiam si, e ten czar nie nalea do najtrudniejszych. - Tylko bez brawury, chopcze. - Ale to prawda! W porwnaniu z powstrzymaniem Arilyn od posiekania Kymila Nimesina na plasterki? Khelben umiechn si. - Moe i masz racj. Arilyn, nawet bez ksiycowego ostrza, stanowi potn si. Jak dla uszu Danila w sowach czarodzieja zabrako przekonania.

- Nie sdzisz, e moe wygra, prawda? - Przykro mi, Dan. Bez ksiycowej klingi bdzie miaa szczcie, jeli dotrwa do jutrzejszego zachodu soca. - Wic lepiej, bymy ju ruszyli z Branem w drog. Khelben zdj z palca srebrn obrczk i poda j Danilowi. - Piercie przeniesienia. Ona na zakltym gryfonie dotrze do Evereski pnym popoudniem. - Dzikuj ci - powiedzia Danilo przyjmujc piercie. By zrobi mu miejsce cign z palca oszlifowany w kwadrat szmaragd. Khelben zwin czarodziejski zwj i przekaza go kuzynowi, ktry wsun przedmiot do magicznej torby. W tej samej chwili modziecowi przyszed do gowy miay plan. Przez chwil namylajc si patrzy na sakw. - Jestem gotw, jak sdz - powiedzia wreszcie. - Nie masz wyboru. Khelben i Danilo zeszli po schodach do salonu, gdzie z niecierpliwoci oczekiwa na nich Bran. - Gotw? - zapyta modego szlachcica. Danilo mrugn. - Wpadem na pomys. Kiedy Arilyn doleci do Evereski, bdzie musiaa gdzie wyldowa i zmieni rodek transportu - odwrci si do arcymaga. - Czy jeste w stanie skontaktowa si z Gniazdem Gryfonw? Moe powiedziaa obsudze, dokd zamierza si uda. - Dobra myl, Dan. Zaraz wracam - Khelben Arunsun skierowa si do pomieszczenia, w ktrym rzuca czary, aby za pomoc krysztau uzyska informacje. Danilo wycign z sakwy par rkawic i odczeka, a do jego uszu dotar odgos zamykanych drzwi. Przeszed w kt salonu; miecz Arilyn cigle lea tam, gdzie go cisna. Modzieniec waha si przez chwil, ale zmusi si do wytrzymania blu i podnis skryty w pochw miecz. Jak si tego spodziewa, magiczna energia strzelia po jego rkach, a gryzcy zapach palonego ciaa napeni pomieszczenie. Danilo szybko wrzuci ksiycowe ostrze do magicznej sakwy i cign rkawic ze sczerniaej doni. Wykona szereg gestw i wypiewa zaklcie, ktre powinno stworzy iluzj. Gdy skoczy, ksiycowa klinga cigle znajdowaa si tam, gdzie porzucia j Arilyn.

Odwrci si do Brana i powiedzia cicho: - Arilyn potrzebuje ksiycowego ostrza, a ja zamierzam je jej dostarczy. Jeli piniesz cho sowo, jeste trupem. Niemiay umiech wykrzywi wargi Harfiarza, kiedy kad rk na ramieniu Danila. - Modziecze, podoba mi si twj sposb mylenia. Khelben Arunsun wchodzc ponownie do rodka zmarszczy nos z obrzydzenia. - Miociwa Mystro! Strasznie tu mierdzi. - To bez wtpienia twj kucharz z zapaem przypala soczewic - powiedzia Danilo. - Czy wiesz, dokd skierowaa si Arilyn? - Tak. To Gospoda w Poowie Drogi, zaraz pod Everesk. Danilo takiej wanie precyzji oczekiwa. - Dobrze. Ruszajmy wic. Szlachcic i Harfiarz opucili Wie Czarnokija z niegrzecznym wrcz popiechem. Obaj mczyni, szczerzc zby niczym uczniacy, ktrzy spatali figla, zeszli z dziedzica w ciemno ulicy. - Cze, Bran - powiedzia melodyjny, rozbawiony gos. Harfiarz zatrzyma si momentalnie. W cieniu sklepu modystki sta Elaith Craulnobur. Elf podszed do krgu wiata ulicznej lampy. - Zaczynaem si niepokoi, e Czarnokij zaprosi was do zamieszkania w swojej wiey. Widz, e jest z tob jego krewniak, a wic i Arilyn musi by w pobliu? Oczy Danila zwziy si. Sign po miecz, ale przypomnia sobie, e da go Arilyn. Elf buchn miechem. - Twoja pochwa jest tak samo pusta, jak twj rozum. Nie martw si, drogi chopcze. Moesz si niczego z mojej strony nie obawia. - Czyby? Mylaem, e zamierzae mnie zabi. - To nieistotne. - atwo ci mwi - wycedzi szlachcic. Brwi elfa uniosy si w rozbawieniu. - Czy zadowoli ci informacja, e taka prba zostaa ju podjta? - Dom Dobrych Trunkw - powiedzia Danilo, nagle wszystko pojmujc. Jego oczy zwziy si. - Wic ty cay czas wiedziae, kto sta za zabjstwami.

- Gdyby tak byo, nie stracibym tylu pienidzy na apwki dla Zhentarimu. Oni zdradzaj si nawzajem z przyjemnoci, ale cena przyjani jest wysoka - rzek Elaith. Trzyma dokumenty, ktre pokaza Arilyn dwa dni wczeniej. - Gdzie jest Arilyn? Musz z ni o tym porozmawia. Danilo uspokoi si. - Kto wysa kopie tych dokumentw do Zamku Waterdeep. Wydaje mi si, e to moge by ty. - Dobrzy bogowie, nie. To Kymil Nimesin. To on by tym, ktry wysya rachunki do Zhentarimu. Pracujc po obu stronach szaca zgromadzi ogromne bogactwo - elf potrzsn gow, a ponura mina zastpia zwyczajn mask uprzejmego rozbawienia. - Chciabym wiedzie, co Kymil planuje uczyni z tymi funduszami. Teraz jest cakiem zamonym elfem i zakoczy gr, podajc Arilyn za Zabjc Harfiarzy. Danilo popatrzy na Brana z zaniepokojeniem. - Dla Kymila byby to wygodny sposb wytumaczenia mierci Arilyn, no nie? Szlachetny fechmistrz zabija pelfiego zabjc? Bran skin mu sabo gow, nie odrywajc przy tym oczu od twarzy Elaitha. - Jeszcze jeden powd, by Arilyn rozprawia si z Kymilem od razu - zgodzi si elf. Poda papieru Danilowi. - Prosz, przeka jej to. Szlachcic popatrzy na dokumenty. - Nie rozumiem. - Zawsze dobrze jest mie zapasowy plan - powiedzia Elaith. - Z tym listem Arilyn bdzie moga poszczu Zhentarim przeciw Kymilowi. Zabawny koniec dla ajdaka, nie sdzicie? - Arilyn nie moga pracowa dla Czarnej Sieci! - zadudni Bran. - Mj drogi Kruku, cho raz sprbuj by praktyczny - Elaith wyj z doni Danila szczegowy rachunek. - Na tej licie znajduje si wiele imion, imion ludzi, z ktrych Zhentarim nie miaby duej poytku. - Tak? A wic? - A wic po prostu przyjmijmy, e na licie byo wicej osb, wczajc takie, ktre s istotne dla przywdcw Zhentarimu. Bran cigle wyglda na wciekego, ale na wargi Danila wypyn saby umiech. - Rozumiem. Troch podrobilimy rachunek? - zapyta mody szlachcic. - Jeeli wybierzesz waciwe imiona, to moe si skoczy drak - powiedzia agodnie

Elaith. - Ju to sobie przemylaem. W szeregach sieci doszo ostatnio do kilku niewyjanionych zgonw. Jeli nagle zostanie przedstawione rozwizanie... - Bardzo sprytnie - przyzna Danilo, - ale wtpi czy Arilyn zgodzi si, by Zhentarim wykona za ni jej prac. Popatrz na to z drugiej strony: ona woli osobicie rozprawi si z Kymilem Nimesinem. - Pewnie masz racj - Elaith pochyli gow. Bran podejrzliwie obserwowa elfa. - Dziwne zachowanie, jak na osawionego Wa. Elaith buchn cynicznym miechem. - Nie popeniaj bdu, biorc mnie za szlachetnego. - Czego chcesz od Arilyn? - zapyta Bran. - Traktujemy powaniej swoje ojcowskie obowizki, co? - zadrwi elf. Jego umiech znikn, a bursztynowe oczy stay si ciemne i puste. - Nie martw si, Harfiarzu. Zdaem sobie spraw, e szlachetna cra Amnestrii jest poza moim zasigiem. Gdyby Arilyn rzeczywicie bya takim przebiegym zabjc, za jakiego z pocztku j miaem, sprawa wygldaaby zupenie inaczej. - Wic dlaczego jej pomagasz? - zapyta Bran, zaintrygowany. - Ja, w przeciwiestwie do etriel, nie mam skrupuw i pozwalam innym wykonywa moj prac - gos Elaitha stwardnia nagle, a jego bursztynowe oczy napotkay spojrzenie Danila. Kymil Nimesin obrazi mnie wiele razy. Chc, eby umar. Jeli dobrze zgaduj, Arilyn zamierza go zabi. To takie proste. Cho ona i ja moemy rni si tak bardzo, to jeli chodzi o Kymila Nimesina, obydwoje chcemy tego samego. Danilo znosi przez chwil zabjczy wzrok elfa, po czym kiwn gow. - Zemsta - powiedzia cicho. - Wreszcie si porozumielimy - rzek elf z dziwnym umiechem, po czym cofn si w cie i znikn. - Miociwa Mystro - powiedzia cicho Danilo. - Utrzymanie Kymila Nimesina przy yciu moe okaza si trudniejsze, ni przypuszczaem.

Rozdzia dziewitnasty
- Na Melikk, tropiciel nie podruje w ten sposb - zrzdzi Bran Skorlsun, otrzsajc si ze spowodowanego czarodziejsk podr oszoomienia. Harfiarz tupn kilka razy, jakby chcc si przekona, e znw stoi na twardym gruncie. Pod stop zachrzciy opade licie. Razem z Danilem przeteleportowali si do skrytego we mgle lasu; dookoa taa noc. Szlachcic skierowa si w stron przebyskujcych midzy nagimi gaziami drzew wiateek. - Gospoda w Poowie Drogi jest tam. Chodmy - ponagli Danilo, przedzierajc si z zastraszajcym brakiem znajomoci lasu przez opade jesienne licie. Bran, nieco lepiej znajcy si na rzeczy, cicho ruszy za nim. Brak czasu wpyn na przypieszenie przez nich kroku. Po kilku minutach dotarli do sporej polany. Przed nimi znajdowa si zesp budynkw, skupionych wok duego kamiennego zajazdu. Elfi i ludzcy kupcy krcili si dookoa, zajci swoimi zwierztami, targowaniem si midzy sob albo skadaniem towarw na noc do magazynw. Wychodzili ze stajni zadowoleni, a brzk naczy pyn przez okna karczemnej kuchni hen, hen. Zapachy wieczornego posiku dodaway jesiennemu powietrzu miego ciepa. - To w Gospodzie w Poowie Drogi spotkaem Arilyn po raz pierwszy. Zostawia tu swojego konia i nawet bez informacji z Gryfonowego Gniazda, ktrych udzieli nam Khelben, wiedziaem, e po niego wrci. - Jak daleko do Evereski? - zapyta Bran. - Niezbyt - zapewni Danilo. - Znajdujemy si na zachd od miasta. Jazda zabiera godzin, moe dwie. Sprawdmy, czy ko Arilyn cigle tu jest. Mczyni wliznli si do stajni. Danilo bez trudu odnalaz szar klacz Arilyn. - Chodmy do karczmy dowiedzie si, czy kto miaby dla nas konie - zasugerowa szlachcic. - wietnie - Bran zaoy kaptur i poszed za Danilem do wielkiego kamiennego budynku. W midzyczasie, gdy w przebieralni szlachcic odwiesza na koek swoje bogato haftowane okrycie, Harfiarz zajrza do duej, zatoczonej karczmy, po czym pooy wstrzymujco do na ramieniu Danila.

- Kim jest ten elf za barem? Danilo podnis wzrok. Na jednym z kocw kontuaru sta drobny i powany ksiycowy elf, pochylony nad czym, co zdawao si by ksig rachunkow. - On? Myrin Srebrna Wcznia. Waciciel - odpar Danilo. - Dlaczego pytasz? - Ju raz go spotkaem, dawno temu, podczas mojej jedynej podry do Evermeet - mrukn Bran. - To dziwne, e kapitan paacowej stray zosta karczmarzem. - Odwrci si do Danila. Id sam. Nie powinien mnie pozna, ale lepiej zej mu z oczu - powiedziawszy to tropiciel wysun si z przebieralni i rozpyn w cieniach nocy. Danilo ruszy w stron baru. Waciciel popatrzy na niego, mierzc srebrnymi oczami, ktrych uwadze nic umkn nie mogo. - Lord Thann. Witam z powrotem. - Dzikuj, Myrin. Chciabym powiedzie, e dobrze by z powrotem, ale nie miaem szczcia. Poprosz piwo. Elf nala spieniony kufel, a Danilo postawi go na blacie baru i pocign kilka maych yczkw. - Wanie straciem w rozgrywce konia - powiedzia. - Potrzebuj dwu nowych wierzchowcw. I to szybko. - Koni czy transakcji? - zapyta karczmarz z odrobin poczucia humoru. - I to, i to, jak sdz. Chciabym zaatwi spraw od razu, wic nie bd si zbyt mocno targowa - Danilo opuci oprniony do poowy kufel. Elf patrzy na Danila w milczeniu. - Kilku moich goci moe speni twoje proby. Bd szczliwy, mogc ci ich przedstawi. Myrin Srebrna Wcznia wezwa barmank, szczup ksiycow elfk, ktrej czarne wosy i niebieskawa skra przypomniay Danilowi o Arilyn. Dziewczyna, wysuchawszy krtkiego polecenia, znikna, ale ju po kilku chwilach wrcia z amnijskim kupcem. Danilo popatrzy na jego sztuczny umiech i przygotowa si na strat wikszoci gotwki. Mczyzna by handlarzem koni w kadym tego sowa znaczeniu: niski, otyy i niady, jak wikszo mieszkacw Amnu, nosi kolorowe ubranie, niezbyt przystosowane do chodnych wiatrw pnocy, podobnie zreszt, jak jego zota biuteria i byszczcy umiech. dza zota poyskiwaa w jego oczach tak samo, jak ukazywany w umiechu zoty zb. Z braku czasu Danilo stworzy tylko pozory targu, daic zachwyconemu kupcowi prawie

tyle, ile zada. Wysucha take zapewnie, e karawana rankiem opuszcza Everesk. Z takimi komi, przysiga kupiec, mody lord moe spokojnie odespa efekty dziaania licznych kufli i bez trudu dopdzi transport. Kiedy handlarz poszed po konie, Danilo podnis brew na elfiego karczmarza. - Nie kwestionuj jego uczciwoci, ale czy kupiecka karawana naprawd jutro odjeda? - Rankiem wyruszaj trzy transporty. Za dnia kilka nastpnych ruszy prawdopodobnie ich ladem. Jeeli chcesz dosta si do miasta, doczenie do ktrej nie powinno stanowi problemu - rzek elf, sprytnie odpowiadajc na nieme pytanie Danila. Szlachcic kiwn gow i zebra do odejcia. - Dobrze. C, przyjrz si koniom, na ktre poszy pienidze mojego ojca. Amnijski kupiec podprowadzi wierzchowce do drzwi gospody, aDanilo z przyjemnoci zauway, e byy to dobre zwierzta - czarne inarowiste, warte niemal poowy sumy, ktr za nie zapaci. Kiedy wid swoje rumaki do stajni, za jego plecami pojawi si Bran. Znaleli przegrod niezbyt oddalon od klaczy Arilyn i pooyli si na sianie w oczekiwaniu na przybycie pelfki. ***** Przez ca noc i cz nastpnego dnia gryfon Arilyn lecia w stron Evereski. Pnym popoudniem pelfka ujrzaa pod sob zamglone zarysy Wzgrz Szarego Paszcza. Jej serce zabio szybciej na myl o powrocie do rodzinnego domu. Kiedy wzgrza zamieniy si w gry zacza wyglda zielonych k i cichych lasw Doliny Evereski. Rce, ktre ciskay wodze gryfonowego rumaka rozluniy si nieco, kiedy kazaa magicznemu stworzeniu zacz opada. Zwierzak, z czarodziejsko poprawion szybkoci, by wstanie pokonywa znaczne odlegoci. Nawet bez zakl magicznych bya to niezwyka bestia, o silnym, ogorzaym ciele lwa oraz gowie i skrzydach wielkiego ora. Arilyn wiedziaa, e lepiej nie prbowa lotu do samej Evereski. Miasta strzeono zbyt dobrze, by taki lot nie zakoczy si utrat ycia. Posterunki rozsiane byy w otaczajcych Everesk grach, a bystroocy elfi wartownicy mogli dostrzec j na pi mil przed miastem. Gdyby chciaa przelecie wyej, ni siga ich wzrok, natknaby si na krce w przestworzach patrole wielkich orw, a dosiadajcy tych wierzchowcw elfi ucznicy znani byli z tego, e nie chybiaj celu. Arilyn prowadzia gryfona z dala od opasanego murami miasta i otaczajcej je doliny,

opadajc zamiast tego nad zachodnim lasem. Ujrzaa znajom polan, nad ktr growa wielki kamienny budynek, pen drewnianych konstrukcji i oywionych kupcw. Gryfon nie mg wyldowa w rodku rojnego kupieckiego miasteczka bez wywoywania poruszenia, wic skierowaa uskrzydlonego wierzchowca ku pobliskiej dolince. Potne skrzyda zwierzcia zoyy si w uk, niczym u wielkiego jastrzbia, kiedy ciasn spiral opada ku ziemi. Poduszki lwich ap dotkny gruntu, aArilyn zsiada z wielk ulg. Gryfon zaskrzecza poegnalnie i ruszy z powrotem do Waterdeep. Arilyn skierowaa si ku stajniom Gospody w Poowie Drogi. Jej klacz bya tam, gdzie j zostawia, nakarmiona i zadbana - poklepaa konia ze szczerym uczuciem radoci. Chciaaby mie czas i podzikowa Myrinowi Srebrnej Wczni, ale wiedziaa, e nie moe. W przygotowanym zawczasu miejscu zostawia ma sakiewk z monetami, w ramach zapaty za dogldanie konia. Zote wiato pnego popoudnia rozlewao si po niebie, kiedy zwrcia konia ku miastu. W porwnaniu z zakltym gryfonem szybkonoga klacz zdawaa si porusza o wiele za wolno, a jej ruchy dodatkowo ograniczay nie koczce si serpentyny kupieckich karawan, ktre zajy ca trzypasow drog. Przedzierajc si przez rj wozw i jedcw, nie zauwaya dwch ludzi na amnijskich ogierach, ktrzy dyskretnie posuwali si za ni wrd tumu, poznajc drog do bramy elfw. ***** W okno gabinetu Erlana Duirsara zaomotay nagle skrzyda. Twarz elfiego lorda zdradzaa lk, kiedy zwraca si do pomocnika. - Wpuci posaca - rozkaza ostro. Mody elf popiesznie otworzy jedn poow okna. Po parapecie drepta szary gob, pochylajc gow tak, jakby uprzejmie czeka na zaproszenie. Do jego nogi przywizano kawakiem srebrnej wstki maleki zwj. - Lord Duirsar przyjmie ci - powiedzia do ptaka pomocnik. Niewielki posaniec podlecia prosto do elfiego lorda Wzgrz Szarego Paszcza i usadowi si przed nim w wyczekujcej pozie. Fala dreszczy przebiega przez ciao Erlana Duirsara - mino troch czasu, odkd otrzyma ostatni wiadomo z zachodniego posterunku. Myrin Srebrna Wcznia by dumnym elfim wojownikiem, ktry wikszo problemw rozwizywa z reguy samodzielnie. Sprawa musiaaby zosta cakowicie zaatwiona, zanim karczmarz" pozwoliby jej przedosta si do Evereski. Erlan rozwiza zwj. W miar czytania jego twarz wyraaa coraz wiksze

zakopotanie. Uprzejmy gulgot, ptasia wersja chrzknicia, ponownie zwrci uwag Erlana na posaca. Ptak czeka na odpowied, a jego maleka gwka przechylaa si ciekawsko. - Nie, nie bdzie odpowiedzi - powiedzia Erlan. - Moesz odlecie. - Ptak pochyli epek i wyda z siebie pene niewtpliwego szacunku gruchanie oznaczajce poegnanie, po czym rozproszy si w zbir malekich ognikw. - Mj panie? - zapyta pomocnik. - Niezwocznie wezwij rad. Wyjanij, e musimy spotka si natychmiast i to w najwikszej tajemnicy. - Tak, lordzie Duirsar - niecierpliwo przebijajca z gosu lorda nie usza uwadze pomocnika. Pokoni si i popdzi do srebrnego globu, za pomoc ktrego mona byo wysya milczce wezwania. Kady czonek rady nosi kolczyk, nastrojony magicznie tak, by umoliwi dostanie si prosto do hallu lorda Duirsara. Erlan Duirsar obserwowa przez okno lecy poniej dziedziniec, obszerny plac, otoczony przez budowle z zakltego rowego krysztau. Budynki mieszkalne wikszoci lordw i dam, ktrzy zasiadali w radzie, charakteryzoway si kapryn asymetri i praktycznoci zarazem, co wskazywao na robot ksiycowych elfw. Tak obowizki, jak i przywileje rzdzenia byy w Everesce podzielone pomidzy wszystkich i elfy czsto gromadziy si na placu w rytuaach, witach i ktliwych miejskich wiecach. A jednak to jego gos mia decydujce znaczenie, jeli chodzio o sprawy, ktre w tej chwili staway przed miastem. Erlan Duirsar myla o tym, schodzc do hallu, w ktrym mia rozmwi si z rad. Grupa potnych i dumnych elfw patrzya na niego z uczuciem ciekawoci i niecierpliwoci zarazem. - Wiem, e wszyscy macie do zaatwienia wane sprawy, ale zmuszony jestem prosi, bycie pozostali tu tej nocy i radzili. Evereska moe potrzebowa talentw kadego obecnego tutaj elfa. - Co si dzieje? - zapyta przeoony Kolegium Magii. - Bran Skorlsun pojawi si na Wzgrzach Szarego Paszcza - powiedzia zwile Erlan Duirsar. To wyjanienie wystarczyo. *****

Gwiazdy zaczynay ju migota na niebie, kiedy Arilyn dotara przez labirynt drewnianych skrzynek z rami do centralnego ogrodu. Przed ni sta posg Hannali Celanil, tak samo olniewajco pikny, jakim go zapamitaa z ostatniego tutaj pobytu. Pelfka wycigna z kieszeni kawaek pergaminu i rozoya go. - Powiedziae, e spotkamy si przy posgu mojej matki. Oto jestem. Gos Arilyn dzwoni w pustym ogrodzie. Po chwili ciszy zza rzeby wysun si Kymil Nimesin. - Arilyn. Nawet nie wiesz, jak si ciesz, e ci widz - powiedzia, jego dumny gos zagodnia z zadowolenia. - Zobaczmy, jak szybko zmieni twoje zdanie na ten temat - rzeka Arilyn wyzywajco wycigajc miecz Danila. Nim stal wysza do koca z pochwy, ze swoich kryjwek, zza skrzynkowych potw wychyno kilku elfich wojownikw. Otoczyli Kymila pkolem, z broni w doniach, czekajc na sygna do ataku. - Potrzebujesz pomocy tych smarkaczy? - zapytaa Arilyn. Kymil patrzya na jej bro z przestrachem. - Gdzie jest ksiycowe ostrze? - spyta. - Skoro ty tu jeste, elfia brama musi by niedaleko. Z pewnoci nie sdzie, e przynios ksiycow kling ze sob. Kymil gapi si na ni, nie do koca pewien, czy wierzy, czy nie. jego przewietny plan, jego misterne zaoenia nie mogy zosta pokrzyowane przez tego aosnego mieszaca. To niemoliwe. Na jego przystojnej brzowej twarzy wzbiera gniew. - Gdzie jest miecz? - powtrzy. - Tam, skd nie moesz go dosta w swe apy - odpara z umiechem Arilyn. Zwone oczy zotego elfa iskrzyy nienawici, kiedy zmienia taktyk. - A to niespodzianka. Przez te wszystkie lata bya taka mikka. Kto by pomyla, e staniesz si tak samo uparta i gupia, jak Z'beryl? Arilyn nie bya przygotowana na taki komentarz i Kymil o tym wiedzia. Chodna rka smutku chwycia j za serce. - Co masz na myli?

- A c mgbym mie? - zakpi. - Po tym, jak poznaem tajemnic ksiycowego ostrza, zabrao mi pitnacie lat - pitnacie lat! - odkrycie, e Amnestria i elfia brama znajduj si w Everesce. Szukabym pewnie do dzisiaj, gdyby nie to, e trafiem na kilku studentw, ktrzy uczyli si u Z'beryl z Evereski. - Wtpi, by uczniowie matki znali jej tosamo. I nie wierz, by ktry z nich j zdradzi powiedziaa Arilyn. - Moe nie wprost. W podziwie dla twojej opuszczonej matki, nieudolnie prbowali naladowa jej dwurczn technik walki - rozoy szeroko rce. - Wyobra sobie mj smutek, kiedy wreszcie odnalazem elfa oraz miecz i zorientowaem si, e brakuje ksiycowego kamienia, a elfia brama cigle znajduje si poza moim zasigiem. Twoja matka nie wyjawia mi oczywicie, gdzie znajduje si kamie, wic upewniem si, e ostrze przejdzie w rce kogo, kto bdzie si do tego celu lepiej nadawa. Twarz Arilyn poblada. - Zabie j. - Oczywicie, e nie - odpar Kymil z szydercz obud w gosie. - Zostaa, jak zameldowaa stra, zabita przez dwch kieszonkowcw, cho moe to ja sprzedaem im zaczarowan bro. Prawdopodobnie to ja rwnie powiedziaem im, e nosi ze sob cik sakiewk. Arilyn niczym oszczepem cisna w Kymila elfim przeklestwem. Wyd pogardliwie wargi. - Jeeli ju musisz by wulgarna, mw mimo wszystko we wsplnym i nie plugaw elfiej mowy. - Ty pody morderco - wypalia. - Teraz mam jeszcze jeden powd, by ci zabi. - Nie bd nudna. Ja nie zabiem Z'beryl - wycofa si spokojnie Kymil. - Poprzestaem na udzieleniu pewnej informacji zodziejaszkom, ktrzy to zrobili. Oczywicie nie lamentuj nad tym, e uczynili z tej wiadomoci uytek. - Kymil umilk i machn rk na stojcych za nim elfich wojownikw. - Wkrtce doczysz do niej, gdziekolwiek si teraz znajduje. Arilyn ujrzaa wrd elfw znajom twarz. - Cze, Tintagel. Przez te wszystkie lata cigle cie Kymila? - Podam za lordem Nimesinem - poprawi j Tintagel NiTessine z zimn pogard. - Jak przedtem moja matka. - Rodzinne interesy uzasadniajc zabjstwami, co?

- Czy mona uywa terminu zabjstwo dla wytpienia szarych elfw? Eksterminacja byaby odpowiedniejszym sowem - zadrwi. - To prawda - zgodzi si Kymil. - Kiedy otworzymy bram, moja Elita wlinie si tam i wybije do nogi tak zwan krlewsk rodzin. Kiedy nie bdzie ju ksiycowych uzurpatorw, zostanie przywrcony waciwy porzdek i rwnowaga. - Rozumiem - powiedziaa wolno Arilyn. - A Kymil Nimesin, jak sdz, bdzie nad tym porzdkiem panowa. - Chyba nie - Kymil pocign zarozumiale nosem. - Wysokie elfy, prawdziwi Tel'Quessir, nie potrzebuj ordynarnych puapek krlewskoci. Przywrc rzdzc rad starszych, jak miao to miejsce za dni Myth Drannor. - Czyby? - zakpia Arilyn. - Jak dla mnie, to najpierw musisz zdoby ksiycow kling. Bardzo jestem ciekawa, jak odbierzesz je Khelbenowi Arunsunowi. - To kamstwo - warkn quessir. - Nie moesz rozdzieli si z ksiycowym ostrzem dla kaprysu. Kiedy miecz znw jest cay jeste z nim zwizana niczym matka z nowo narodzonym dzieckiem. Gdyby miecz naprawd znajdowa si daleko, byaby martwa. - C mog powiedzie? - odpara Arilyn, niedbale wzruszajc ramionami. - To zadziwiajce, co da si osign przy odpowiedniej motywacji. Nie zgodziam si na mier, pki ty oddychasz - jej twarz staa. - Moe co do ksiycowego ostrza masz racj i adne z nas nie poyje ju dugo. Wyzywam ci, Kymilu Nimesinie, na pojedynek. Niech bogowie nas osdz. - Twoje danie jest niemal zabawne - rzeki Kymil. - Ucze nie moe mie nadziei na pokonanie mistrza. - Takie rzeczy si zdarzay. Elf patrzy na ni przez chwil, po czym odezwa si swoim protekcjonalnym tonem. - Moja droga Arilyn, nie moesz stawa do pojedynku z tym bezdusznym ostrzem. W odpowiedzi pelfka uniosa do czoa miecz Danila. Kymil umiechn si sabo i odwrci do Elity. - Zabi j. ***** Khelben Arunsun sta w oknie Wiey Czarnokija, wpatrujc si w tejce ciemnoci. Z caych si prbowa nie wspomina sw Danila; w kwestii bramy elfw zrobi wszystko, co mg.

Rada Harfiarzy zadecydowaa, e tajemnica jest jedyn prawdziw ochron elfiego krlestwa, a oni musz strzec sekretu rozdrabniajc go niczym chleb na kromki. Wtedy wydawao si, e to jedyne moliwe rozwizanie. Teraz Khelben nie by tego taki pewien. Harfiarze dziaali w tajemnicy, zawsze zbierajc informacje i uywajc swoich utalentowanych czonkw, by subtelnie przeszkadza zu albo przywraca rwnowag. Jeeli chodzio o bram elfw, to szczelna zasona tajemnicy, z ktrej Harfiarze korzystali, nierzadko udanie, zwracaa si przeciwko nim z winy elfa, ktremu zaufali. Tu, Khelben o tym wiedzia, tkwi prawdziwy problem. Bran Skorlsun przez niemal czterdzieci lat tropi kandydatw na Harfiarzy, a take trafiajcych si w szeregach organizacji renegatw. Jakie jeszcze klski spowodowaoby poznanie przez tych faszywych Harfiarzy sekretw organizacji? W wielu sprawach Danilo mia racj, przyzna bezgonie Khelben. Arcymag wiadomie i z rozmysem narazi ycie Arilyn na niebezpieczestwo. Bez ksiycowej klingi byo mao prawdopodobne, by przeya noc. Serce Khelbena drao o kuzyna, ktry dla pelfki gotw by najwyraniej do najwikszych powice. Arcymag odsun si gwatownie od okna i ruszy do rogu pokoju, w ktrym cigle leao ksiycowe ostrze. Z tego, co wiedzia, Arilyn nie miaa imiennego spadkobiercy. Komu zatem wysa ostrze? Niewiadomie sign po staroytn pochw, a jego rka zacisna si w powietrzu. - Co! - Khelben wyrwany ze swych rozwaa popiesznie wypowiada sowa zaklcia, ktre rozpraszao magi. Ksiycowa klinga ciemniaa, cho wyrany obrys broni wisia w powietrzu nieco duej, jakby kpic z niego cicho. - Iluzja - mrukn. - Danilo zabra miecz i zostawi iluzj. Chopak staje si za dobry, by trzyma go w powijakach, pomyla czarodziej, nie mogc powstrzyma tryumfujcego umieszku dumy. Przycisn rk do czoa. Jego sympatia znajdowaa si z Danilem, ale jak chopak mg by na tyle gupi, by narazi bram elfw na niebezpieczestwo? Danilo i Bran Skorlsun ryzykowali yciem, by pomc Arilyn. Khelben nie by pewien, czy powinien czu wcieko, czy te zawstydzenie. Moe dopn swego, moe Danilo bez problemu przemieci bram elfw, a Arilyn pokona Kymila Nimesina, moe powinienem pozwoli im sprbowa? Pytania przemkny arcymagowi przez myl.

Odpowiedzialno ciya Khelbenowi Arunsunowi, ktry poczu si nagle bardzo stary. Poszed po schodach do czarodziejskiego pokoju, aby uprzedzi Erlana Duirsara. Elfi lord Evereski nie bdzie zachwycony dowiadujc si, e ksiycowe ostrze - ponownie kompletne zmierza ku elfiej bramie. ***** Odgosy bitwy dwiczay w witynnych ogrodach, pync przez labirynt cieek i docierajc na szczyt najwyszej gry Evereski. Dwch mczyzn pucio si biegiem, wyszy z nich wskazywa drog. Harfiarz zwinnie i pewnie pdzi na wierzchoek gry. Tam, w rodku ogrodu, ujrza co, co zmrozio go do samej duszy. Przed posgiem piknej elfiej bogini staa jego crka, walczc o ycie z czterema zotymi elfami. Wstajcy ksiyc odbija si od ich byszczcych ostrzy. Obawa przepeniaa Brana i Danila, ktrzy dotarli wanie do ogrodu, zatrzymali si jednak jak na zaklcie. Nigdy nie widzieli takiej walki. W jakiejkolwiek druynie, kadego z tych zotych elfw uznano by za bohatera. Chocia miecz Arilyn powali dwu z nich, to pozostaa czwrka wirowaa wok pelfki w tacu mierci. Obok sta inny zoty elf, szczupy quessir, z dumn pewnoci siebie czekajc na wynik starcia. Jednemu z walczcych udao si wanie wytrci z rki Arilyn poyczony miecz. W jasnym wietle ksiyca Danilo dostrzeg na twarzy Tintagela NiTessine triumfaln drwin. Szlachcic spanikowa, przez moment nie mogc si zdecydowa na dziaanie. Nie zamierza pokazywa ksiycowej klingi, dopki nie znajdzie bramy i nie przesunie jej w bezpieczne miejsce. Tintagel NiTessine unis miecz, szykujc si do zadania na odlew ciosu w gardo Arilyn. Danilo podj desperack decyzj. - Arilyn! - krzykn, wpychajc zranion rk do magicznej sakwy. Kolejna fala blu rozprua mu rami, kiedy jego palce zacisny si na magicznym mieczu. Przestraszone elfy spojrzay na niego, a Danilo cisn ostrze razem z pochw w stron Arilyn. Bysk bkitnego wiata rozci ogrd niczym eksplozja. Magiczny grom potrzsn powierzchni, powalajc elfy na ziemi. Arilyn staa u stp posgu z janiejcym mieczem w doni, potna figura magii i zemsty. Dym z eksplozji pyn w jej stron. Na zdumionych oczach Danila sup dymu zawirowa, tworzc za pelfk janiejce drapienym niebieskim wiatem koo. - Brama elfw! - krzykn Kymil Nimesin pokazujc palcem. - Musicie przej przez ni do

bramy elfw! Elfi wojownicy podnieli si i wymienili niepewne spojrzenia. Danilo zerkn na ogupia twarz Brana Skorlsuna i zrozumia kopot elfw - nie widziay bramy. Niektre midzywymiarowe wrota potrafili dostrzec tylko potni magowie. Spord wszystkich zgromadzonych w ogrodzie tylko Danilo widzia, co pokazuje Kymil Nimesin. Szlachcic wycign z torby zwj z zaklciem i przygotowa si do przesunicia elfiej bramy. Zaczynajc zda sobie spraw, e Khelben nie powiedzia mu, dokd naleao j przemieci, ale kiedy wpad na rozwizanie na jego usta wypyn ulotny umieszek, 'wyczarowujc duchowy obraz nowego miejsca dla elfiej bramy, mody mag rozpocz dug pie i gestykulacj zaklcia. - Na honor Myth Drannor! - zaskrzecza Kymil, podrywajc elfy do bitwy. Trjka z nich otoczya Arilyn. Bran Skorlsun wywijajc lask ruszy na pomoc crce, ale na jego drodze stana Filauria NiTessine. Wysoki Harfiarz i elfia piewaczka krgu byli dziwnymi przeciwnikami, ale Filauria powstrzymaa go ze zdumiewajc atwoci. - Twj miecz nie moe rozla niewinnej krwi - przypomnia Tintagel z zadowolon min. Przeciwko mnie jest bezuyteczny. - Czasy si zmieniaj. Chcesz sprbowa? - zapytaa Arilyn. Tintagel natar pewnie, a Arilyn w trzech ciciach ksiycowego ostrza odnalaza jego serce. Oczy elfa rozszerzyy si z niedowierzaniem, kiedy osuwa si na ziemi. Filauria wycofaa si z walki z przeszywajcym piskiem i pada na kolana obok ciaa brata. - Pniej nadejdzie czas na opakanie polegych mczennikw - wcieka si Kymil. - Musisz przej przez bram elfw. Arilyn walczya z pozostaymi napastnikami, chcc uniemoliwi im wykonanie rozkazw Kymila. Ksiycowa klinga signa serca jednego z elfw, natychmiast pozbawiajc go ycia. Nastpnym ciosem rozcia brzuch drugiego przeciwnika - jego miecz upad na ziemi, gdy rozpaczliwie prbowa przytrzyma wypadajce wntrznoci. Arilyn polizgna si na rozlanej krwi i upada. - Poka mi - zadaa Filauria. Kymil wycign palec w kierunku bramy elfw i ruszy do przodu. Etriel, przeskakujc nad lecym twarz do ziemi ciaem Arilyn, biega ku czemu, czego nie moga dostrzec. W tej samej chwili Danilo zakoczy czar. Zwj znikn mu z rk, a kolejna magiczna eksplozja wstrzsna ogrodem. Ci, ktrzy przeyli, patrzyli w przeraeniu; tylko poowa Filaurii

NiTessine przesza przez elfi bram. W witynnym ogrodzie rozleg si wrzask rozczarowania. Arystokratyczna poza Kymila Nimesina znikna wraz z nadziej osignicia yciowego celu. Elf gwatownymi, szybkimi ruchami wykonywa gesty zaklcia teleportacji, ktra zabraaby go z miejsca wasnej klski. - Zaczekaj! - krzykna Arilyn. Podniosa si pod morderczym wzrokiem Kymila. - Jeszcze nie przegrae. Obsydianowe oczy Kymila skupiy si na Arilyn, a nienawi czynia ich czarne otchanie jeszcze ciemniejszymi. - Nie mw zagadkami. Brak ci do nich talentu - wywarcza szydercz odpowied. Arilyn podesza bliej patrzc na swego byego mentora. - Ponawiam moje wyzwanie na pojedynek, trwajcy dotd, a jedno z nas zostanie rozbrojone bd unieszkodliwione. Jeli wygrasz, zdradz ci nowe pooenie elfiej bramy. Bysk zaciekawienia pojawi si w czarnych oczach Kymila. - A jeli dziwnym zrzdzeniem losu to ty wygrasz? - Umrzesz - powiedziaa zwile. - Nie! - krzykn przez ogrd Bran. - Wielu uwaa ci za Zabjc Harfiarzy. Musisz sprowadzi Kymila Nimesina przed sd, albo znajdziesz si na jego miejscu. - Zaryzykuj - rzeka spokojnie. - Ty moe tak, ale ja nie - owiadczy Danilo. - Dopki nie obiecasz mi, e nie zabijesz tego chudego orkowego pomiota, bdziesz musiaa bi si ze mn, zanim go dostaniesz. Arilyn posaa szlachcicowi zirytowane spojrzenie. W odpowiedzi zdj rkawiczki. Ksiycowe wiato ukazao spalon rk i wyndznia od wysiku rzucania czaru twarz. - Jeli walczysz ze mn, bdziesz musiaa mnie zbi - doda cicho. - Nie sdz, by to byo zbyt trudne. Jego nieugity ton przekona Arilyn, e on mwi powanie. - Chyba wolaam ci jako gupka - powiedziaa. Danilo nie da si zbi z tropu. - Przysignij! - W porzdku. Masz moje sowo. Zostawi z niego tyle, by mona go byo postawi przed

sdem. Zadowolony? - Owszem - rzek Danilo. - Bierz go wic. Arilyn ponownie zwrcia si do elfa. - No? To jak bdzie? - Sama informacja o nowym pooeniu bramy wcale mnie nie urzdza - zaznaczy Kymil, targiem chcc wybada granic postanowienia Arilyn. - Jeli bdzie trzeba, sama ci do niej zaprowadz. Wezm ksiycow kling i otworz dla ciebie t przeklt bram. Dorzuc nawet komitet poegnalny, dopki nie dotrzesz do Evermeet. - Zgoda - Kymil wycign miecz i unis go do czoa w pogardliwym salucie. Elf i pelfka skrzyowali ostrza i walka rozpocza si. Obaj mczyni byli utalentowanymi wojownikami, obaj niejedno ju wyciu widzieli, ale bj, ktry rozgorza przed nimi by czym, czego jeszcze nie dowiadczyli. To by niesamowity, hipnotyzujcy taniec mierci, z poszczeglnymi ruchami tak szybkimi, e ludzkie oko nie byo w stanie za nimi nady. W swym zapamitaniu Arilyn i Kymil z elfi gracj i zrcznoci starali si przygnie nawzajem umiejtnociami. Walczcych, rwnych sobie wzrostem, si i szybkoci, dao si rozrni tylko po kolorze: Arilyn - biaa plama na tle ciemnego nieba i Kymil, nie pasujca do sytuacji smuga zotego wiata. Elfie miecze byskay i wiroway, iskry ze cierajcych si broni sypay si tak gwatownie w ciemniejce niebo, e niedowierzajcemu Danilowi przypominao to witeczny pokaz sztucznych ogni. Dwiczce uderzenia miecza w miecz nadchodziy tak szybko, e ich odgosy przechodziy w jeden omotliwy, metaliczny szczk. Od nieziemskiego haasu zacz oddziela si inny dwik, na ktrym skupia si caa dusza Danila. Gos nie mwi ani sowami, ani dwikiem, w ogle nie mwi do niego. Gwatowna pie lorelei, magiczny gos wznis si ponad zgiekiem bitwy: grony, silny, uskarajcy si. Woa o zemst. Woa o mier. Danilo z miejsca zda sobie spraw, e by to gos elfiego cienia. Ksiycowe ostrze zaczo janie, gdy ugita pod brzemieniem zemsty istota miecza walczya spontanicznie o wydostanie si. Nawet Danilowi trudno byo oprze si jej daniom. Arilyn nie moe ustpi, pomyla rozpaczliwie Danilo. Patrzy na bkit ksiycowej klingi, kiedy zatoczyo pkole i runco do przodu. Same ruchy byy zbyt szybkie do nadenia za nimi, ale janiejce cieki miecza zostaway w powietrzu, niczym byszczce bkitne wstki na tle nocnego nieba.

Nagle wszystko ucicho, a gmatwanina niebieskich smug pocza ciemnie. Kymil Nimesin wsta powoli; poupane kawaki jego miecza leay dookoa. - Dziki Melikki, to koniec - powiedzia radonie Bran. Z ulg, Danilo i Harfiarz ruszyli do przodu. Wyraz twarzy Arilyn osadzia ich w miejscu, a strach znw napeni Danila, kiedy ten zda sobie spraw, e walka jeszcze si nie skoczya. Ksiycowe ostrze, jakby poruszane samo przez siebie, popyno do gry w rkach Arilyn. Opadao na gardo Kymila Nimesina, janiejc zowieszczym bkitem. Pelfka cofaa miecz, drc z wysiku, a na jej twarzy odmalowywaa si walka z chci zabicia swego byego mentora. Kymil Nimesin patrzy na ostrze wyzywajco oczekujc mierci. - Walcz, Arilyn - baga Danilo. - Nie pozwl kierowa sob elfiemu cieniowi i wasnej chci zemsty. Magiczny nurt zacz przybiera na sile, jak niegdy na ulicach Waterdeep. Powietrze zawirowao wok ocalaych raz jeszcze, w gwatownym przypywie wciekoci elfiego cienia. Tylko Arilyn zdoaa usta wobec siy wichru. - Zbli si! Rozkazujcy gos Arilyn przebija si przez zgiek. Gniewny nurt magicznej energii zawaha si, a potem gwatownie zacz sabn. W mgnieniu oka przed Arilyn stan cie elfa. - Zrobione - podkrelia surowo pelfka. - Nie jestemy jedynymi, ktrych skrzywdzi Kymil Nimesin. Harfiarze maj prawo postawi go przed sdem. Do tego czasu musi y. - To bd - zaprotestowa cie, spogldajc z pogardliw nienawici na lec twarz do ziemi posta Kymila. Broda pelfki opada. - Moe tak, ale to moja sprawa - opucia ksiycow kling i przez chwil Arilyn i jej cie patrzyli na siebie. W kocu elfi cie pochyli si lekko i rozoy rce, domi do gry, w elfim gecie szacunku. Cie zamieni si w bkitn mg, ktr w szybkim wirze pochon ksiycowy kamie miecza. Arilyn wsuna bro do pochwy i podesza do towarzyszy. Bran pomaga stan na nogi Danilowi, ktry by bardzo zajty czyszczeniem swojego niegdy porzdnego stroju. - Danilo.

Popatrzy na pelfk. Jej ubranie byo pocite i zakrwawione, a twarz niemal szara z wyczerpania. Dla jego bystrego spojrzenia jej elfie oczy mwiy tak wyranie, jak sowa. Arilyn znalaza si wreszcie w pokoju z sam sob, bya pani ksiycowego ostrza. - Teraz to skoczone - powiedziaa.

Epilog
- Czy piewaem ci ju ballad o Bagnie Chelimber? - zapyta Harfiarza Danilo. - Dwa razy - powiedzia Bran Skorlsun. - Ach. Arilyn zachichotaa. - Czy zauwaye, e za kadym razem liczba goblinw i jaszczuroludzi wzrasta? Nastpnym razem, dla smaku dorzuci pewnie ze dwu orkw. W Domu Dobrych Trunkw Arilyn, Danilo i Bran gawdzili nad skrzcym si winem, noc upywaa im w miar rozmowy. Gospoda ju opustoszaa, krzesa poukadano na stoach, a barmani powymykali si do swoich ek. Karczmarz drzema za kontuarem, a jego kieszenie obciao zoto, ktre wsun tam Danilo. Mimo przygd, ktre dzielili i dziwnych wizw, jakie si midzy nimi zadzierzgny, waciwie prawie nic o sobie nie wiedzieli. Kady z chci poznaby dzieje towarzyszy, ich marzenia i plany. Zaczli o zachodzie soca. Niepostrzeenie rozmowa zesza na poprzednie wydarzenia. - Teraz, kiedy twoje dobre imi zostao przywrcone, co zamierzasz robi? - zapyta Arilyn Bran. Jej twarz przybraa zamylony wyraz. - Harfiarski trybuna uniewinni mnie, ale to niekoniecznie oznacza przywrcenie mi dobrego imienia. Raczej powinnam znale sobie jakie zajcie, cho z pewnoci cae lata upyn, nim naprawi swoj reputacj. - Jako zabjcy? - zapyta naiwnie Danilo. Arilyn wzniosa oczy do nieba i westchna. - Dziki tobie wszystko powraca na waciwe miejsce. - A co z tob? - zwrci si do Danila Bran. - Czy cigle uwaasz, e Khelben i Harfiarze w przypadku bramy elfw postpili niesusznie? Danilo uwanie dobiera sowa.

- Krtko tak sdziem. Jednak kiedy prbowaem znale inne rozwizanie, nic nie wymyliem. Mog nie pochwala czynw Khelbena, ale nie do mnie naleao podjcie tych decyzji. - A co z towarzyszcymi tajemnicy niebezpieczestwami? - Pozostan - przyzna Danilo, nieco zakopotany. - I znw nie widz prawdziwej alternatywy. Praca dla dobra i utrzymania rwnowagi, to czsto bardzo delikatna sprawa. Jeli chcesz uksztatowa krzak, musisz go ostronie przyci, a nie zabiera si do tego z kos. Bran umiechn si. - Potrzebujemy talentw takich, jak twj - Harfiarz sign do kieszeni paszcza i wycign z niej malekie pudeeczko. W rodku byszcza znaczek Harfiarzy: wycity w srebrze drobny pksiyc i harfa. - Ta spinka wyglda mizernie przy wikszoci twoich ozdb - zaartowa mczyzna, podajc pudeko Danilowi. - Ale jest cennym znaczkiem. Ofiarowuj ci go z przyjemnoci, tak jak i miejsce wrd Harfiarzy. Kiedy modzieniec zawaha si, Bran ponagli: - We i no z dum. Zasuye, by wiedziano kim jeste. - Wierz mi, jestem zaszczycony zaufaniem jakie we mnie pokadasz - zapewni go Danilo. Byem jednak cakiem niezy w roli wioskowego idioty, jeli zostan Harfiarzem, to dalsze dziaanie w ten sposb bdzie niemoliwe. - Niewielki masz wybr - zauway dowcipnie Bran. - Wasna ballada rozniesie tw saw. Arilyn zamiaa si. - Twoja rola dobrze ci suya, Danilo, ale czy nie pora si z ni rozsta? Powiniene zyska uznanie, na jakie zasugujesz, a zdolnoci masz na tyle due, by wypracowa nowe metody. - Wuj Khelben sugerowa mi ju co takiego - przypomnia sobie Danilo. Bran umiechn si i odoy emblemat. - To rzeczywicie przyjemno. Khelbenowi nie spodoba si to, e przywaszczyem sobie jego przywilej, a rzadko miewam okazj zirytowania dobrego czarodzieja - Harfiarz przyczy si do miechu Danila, po czym pooy pudeko przed modziecem i cisn go za ramiona w gecie poszukiwaczy przygd. Gecie pozdrowienia towarzysza i rwnego sobie. - Mj synu, jeste dobrym czowiekiem - zakoczy. Danilo, poruszony do gbi, przyj spink.

- Dzikuj ci. Ju wczeniej otrzymaem od ciebie wspaniay dar. Nigdy nie dowiadczyem takiej akceptacji, nawet ze strony wasnej rodziny. - To dobre na zakoczenie - zawyrokowaa Arilyn. - Rodzina Thann dowie si o wszystkim, czego dokonae, nawet jeli czubkiem miecza bd musiaa zmusi j, by usiada i posuchaa. Jej twarz zagodniaa, kiedy pooya rk na ramieniu Danila. - Jestem z ciebie dumna. Zasuye na ten zaszczyt. - Nie myl, e zapomniaem o tobie - zwrci si do Arilyn Bran. Zdj wasn wysuon spink i poda j crce. Arilyn cofna si. - Nie mog tego przyj - zaprotestowaa. - Dlaczego nie? Nigdy nie spotkaem nikogo, kto bardziej by na to zasugiwa. - Ale to twoja wasna... - To jeszcze jeden powd, dla ktrego powinna j wzi - powiedzia Bran. - Bogowie wiedz, e niewiele ode mnie dostaa. Arilyn popatrzya na Harfiarza, zaskoczona smutkiem w jego gosie. - Nie wini ci za to. Wszyscy zrobilimy co do nas naleao. Ty te - jej gos przybra kupiecki ton. - Dobra, przyjmuj. Czy wiesz, co oznacza przekazanie spinki Harfiarza? - Oczywicie - odpar z zaciekawionym umiechem Bran. - Oczekuje si od ciebie opieki nade mn, dopki nie zostan zaakceptowana w peni jako Harfiarz - cigna Arilyn, jakby go w ogle nie usyszaa. - Biorc pod uwag moj przeszo i rozgos, jakiego dostarczy mi ten proces, nie bdzie to mie zadanie i moe zabra nieco czasu. Czy bdziesz w pobliu, by tego dokona, czy te znowu planujesz znikn w odlegym zaktku wiata? Serce Harfiarza wezbrao radoci na apel, jaki kry si w sowach Arilyn. Perspektywa poznania wasnej, niezwykej crki czynia lata, jakie mu pozostay, znacznie ciekawszymi. - Zostan - rzek. - Tropiciele maj co robi na Pnocy. Moe kiedy osid wWaterdeep. - Ach, wietnie - powiedzia z umiechem Danilo. - Wuj Khelben bdzie zachwycony. - Jeli mowa o arcymagu, musimy porozmawia z nim w sprawie bramy elfw - rzek Bran. Naley zorganizowa strae i zabezpieczy now pozycj. Arilyn zauwaya umieszek modzieca. - Danilo, co jest?

- Co? Ach, po prostu zgadzam si z naszym dobrym Harfiarzem - podnis si z zapaem od stou. - Teraz musz i. Wyjanienie rodzinie mojej ostatniej nieobecnoci zajmie mi kilka godzin, nie mwic ju o nowych skandalach, ktrymi ostatnio skalaem imi rodu. Ojciec bdzie zaledwie rozczarowany, ale reakcja matki moe przypomina zachowanie czerwonego smoka. Arilyn rwnie wstaa, jej oczy byszczay bojowo. - Id z tob. - Serio? - zapyta Danilo, wygldajc na uszczliwionego. - Chyba artujesz. - Nigdy. Jej ton by ponury, Danilo odrzuci gow i buchn miechem. - Na bogw, to bdzie trzeba zobaczy. We trjk opucili knajp i poszli do koni. Arilyn dosiada swojego wierzchowca i patrzya przez chwil na szlachcica. Jego zielony aksamitny paszcz i ekstrawaganckie klejnoty wydaway si nieco nieodpowiednie dla nowoprzyjtego Harfiarza. - Potrzebujesz czasu na przebranie si? - Moja droga, a po co? - odpar Danilo. Zirytowany potrzsn sflaczaymi pirami swojego ostatniego kapelusza. - Powinnicie wiedzie, e ten zestaw uwaano za szczyt mody tutejszego towarzystwa. Albo - poprawi - zacznie si go za taki uwaa, kiedy tylko ja bd w nim chodzi. - Co tylko chcesz - rzeka, rozbawiona jego gupot. - Jelo jeszcze raz usysz t aosne ballad, bd zadowolona. Danilo umiechn si gupio do Brana i wskoczy na siodo. - Dama ma najwyraniej smak. Przynajmniej - poprawi, patrzc na jej podrny strj, - jeli chodzi o sprawy muzyki. Arilyn popatrzya na swoje zwyczajne ubranie: wysokie buty, spodnie, lun bia bluz i ciemny paszcz. Jej jedyn ozdob bya wyblaka harfiarska spinka. - A czeg to brakuje mojemu strojowi? - Miaem nadziej, e powitujemy naleycie po pokonaniu pani Cassandry Thann. Wybacz mi moja droga, ale z tym zestawem jest to po prostu niemoliwe. - Lubi go. - Tak. C. Po drodze udao mi si zrobi mae zakupy.

- Danilo sign do swej magicznej sakwy i wycign z niej obok przezroczystego szafirowego jedwabiu. Rozpostar go, ukazujc przeliczn dzienn sukni. Arilyn popatrzya na niego trzewo. - Widz twoje rce przez materia - zauwaya z niesmakiem. Odpowiedzia szerokim umiechem. - Danilo, powiedz mi, jak wiele fircyka to prawda, a jak wiele - wymys? - zapytaa, a zaraliwy umiech pojawi si take na jej wargach. - Naley dba o wygld - odpowiedzia jej chowajc strj do sakwy. - Nie lubisz, jak widz, sukienek. - Domylny jeste. - Zastanwmy si, co mogoby pasowa? Czy zastanawiaa si kiedy nad bkitn aksamitn sukni, moe przycit mniej wicej tutaj? Nie? Moe wic ostatecznie niebieska bluzka. Ciemnoniebieski jedwab, z odrobin zotej biuterii. Prawdopodobnie paszcz z odpowiednio dobranego aksamitu. Tak! - wykrzykn Danilo. - Jeli ju o tym mowa, to znam cudowny sklepik, cakiem po drodze, ktry... Arilyn pochylia si i trzepna w zad jego ogiera. Ko zara z oburzenia i pogna drog, a reszt sw Danila zaguszy wiatr. Arilyn popatrzya na ojca. Powoli wycigna rce, domi do gry, welfim gecie powaania. Wstrzymywane przez tyle dugich lat zy zabysy w oczach Harfiarza, kiedy odwzajemnia pozdrowienie. Jego crka szarpna ostro wodze klaczy i popdzia za Danilo Thannem. - Pozostaje jedna zagadka, Danilo - zauwaya, kiedy jechali ulicami miasta. - Dokd przesune elfi bram? - Danilo posa jej uroczyste spojrzenie. - W najbezpieczniejsze miejsce, jakie sobie mogem wyobrazi. - Czyli? - Wiea Czarnokija. - Co? Rozbawienie wypyno na twarz Danila jakwstajce soce. - Czy wymyliaby bezpieczniejsze miejsce? Albo czowieka bardziej oddanego strzeeniu tajemnic?

- Nie, ale... - To nie wszystko - powiedzia Danilo. - Umieciem elfi bram w pokojach Laeral. Poniewa dobra czarodziejka spdza tak wiele czasu w Evermeet, pomylaem sobie, e skoni j do czstszego odwiedzania wuja Khelbena. Czy nie wydaje ci si, e mona poprawi jego dyspozycyjno? Arilyn buchna miechem. - Oczywicie. Cho jest problem: pki elfia brama znajdowaa si wEyeresce, czuam pocig do wityni Hannali, czy to oznacza, e jestem zmuszona do odwiedzania Khelbena Arunsuna? Danilo, pochichotawszy razem z Arilyn nad stworzonym przez siebie obrazem, spowania. - Teraz pooenie jest waciwe. Brama elfw wywoaa wiele nieprawidowoci, przemieszczajc j do Wiey Czarnokija, mog pomc w usuniciu klina wbitego midzy Evermeet a Harfiarzy. - Ju mylisz, jak jeden z nich - zakpia Arilyn. - Czy zamierzasz te rozsta si ze swoim swobodnym zachowaniem? Miast odpowiedzi, Danilo zdj emblemat Harfiarzy ze swej jedwabnej tuniki. Odchyli po paszcza i szybko przymocowa srebrny znaczek do podszewki. Umiech, ktry posa Arilyn, by leniwym, prnym umieszkiem miejskiego modnisia i bezdennie gupiego maga. - Ja Harfiarzem? - zamia si. - Dziewczyno, ten dowcip w pewnych krgach miaby spore wzicie. Arilyn umiechna si sabo. - A wic tak to ma wyglda. - Tak chyba bdzie najlepiej - powiedzia. - A co z tob? - Kiedy zaczynaam trening, Kymil Nimesin powiedzia mi, e ksiycowe ostrze mnie podzieli. Zawsze czuam, e musz sta samotnie, e jestem tylko cieniem mocy miecza, lecz teraz ksiycowa klinga naley do mnie i niektre rzeczy musz si zmieni. Arilyn wycigna miecz i przyjrzaa si linii runw. - Teraz jest ich dziewi. Ta nowa naley do mnie - przerwaa, starannie dobierajc sowa. Nie jest to waciwie moc, a zniesienie pewnych ogranicze. Przekrcia ksiycowe ostrze i podaa je Danilowi, rkojeci do przodu. Jego szare oczy zrozumiay: Arilyn ofiarowywaa mu znacznie wicej, ni miecz. Poruszony do gbi, przyj symbol jej przyjani i obraca nim w spalonych rkach.

- Niezwyka i cenna rzecz - mrukn, patrzc nie na bro, lecz na twarz pelfki. - Dzielc si ni robisz mi zaszczyt. Ich spojrzenia sploty si na dug chwil, po czym spojrzenie Arilyn umkno na bok. Jej niepewna mina szarpna Danila za serce. Chcc zmniejszy ciar chwili, umiechn si zarozumiale i zwrci magiczny miecz wacicielowi. - Cennymi rzeczami naley si dzieli. Na przykad twoj urod - szarmanckim ruchem wydoby z torby przeroczyst sukni. - A teraz, co do tej sukni... Umiech rozjani twarz Arilyn. - Nie wycigaj jej.