You are on page 1of 291

SREBRNE CIENIE

Pieni i Miecze - Ksiga III Elaine Cunningham


Tytu oryginau: SILVER SHADOWS

Wydanie I

Warszawa 2003

SREBRNE CIENIE Tytu oryginau: SILVER SHADOWS Copyright 1996, 2000, 2003 Wizards. Wszelkie prawa zastrzeone. Prawa do wydania polskiego nale do ISA Sp. z o.o., Warszawa 2003.

Ilustracja na okadce: Alan Pollack

Wszystkie postacie wystpujce w tej ksice s fikcyjne. Jakiekolwiek podobiestwo do osb prawdziwych, yjcych lub nie, jest cakowicie przypadkowe.

Loga FORGOTTEN REALMS, DUNGEONS&DRAGONS i Wizards of the Coast s zastrzeonymi znakami handlowymi nalecymi do Wizards of the Coast, Inc.

Wszystkie postacie z Wizards of the Coast, imiona i wyrane do nich podobiestwa s znakami handlowymi Wizards of the Coast, Inc. Wizards of the Coast, Inc. jest czci Hasbro, Inc. Wszelkie prawa zastrzeone.

U.S., CANADA ASIA, PACIFIC, & LATIN AMERICA Wizards of the Coast, Inc. P.O. Box 707 Renton, WA98057-0707 +1-800-324-6496 Wydanie I Wydawca: ISA Sp. z o.o. Tumaczenie: Natalia ajszczak Korekta: Ewa Polaska Skad: Jarosaw Polaski ISA Sp. z o.o. Al. Krakowska 110/114 tel./fax (0-22) 846 27 59 e-mail: isa@isa.pl ISBN: 83-88916-66-1

EUROPEAN HEADQUARTERS Wizards of the Coast, Belgium P.B. 2031 2600 Berchem Belgium +32-70-233277

Dla Marilyn i Henka, tak po prostu.

Prolog
W Lesie Tethir szybko zapada zmierzch. Stranicy karawany rzucali czujne spojrzenia na wysokie, poronite gstym listowiem drzewa, stojce po obu stronach handlowego szlaku. W miar jak mrok gstnia, odgosy puszczy zdaway si by goniejsze i bardziej zowieszcze. Nad gowami podrnych wiekowe drzewa tworzyy baldachim zbyt gruby, by przedostao si przez niego wiato coraz cieszego sierpa ksiyca. Mimo to kupcy nie zatrzymali si, zapalajc jedynie pochodnie i latarnie, by owietli drog potykajcym si w ciemnoci koniom. Blade wiato ognia nie byo w stanie rozproszy ciemnoci ani zagodzi niepokoju ludzi. Wydawao si, e drwi z nich nawet ich wasne, rzucane w blasku pochodni cienie, drgajc kaprynie i sprawiajc wraenie, jakby w kadej chwili mogy si odczy i umkn pomidzy drzewa. Las ten by tak niesamowity, e takie rzeczy wydaway si moliwe. Wszyscy podrni syszeli opowieci o Stranikach z Tethiru i nie byo w karawanie nikogo, kto nie czuby na sobie niewidocznych oczu. Chadson Herrick, siwowosy najemnik, dla ktrego droga staa si domem na wicej lat ni Elminster ma fajek, podnis rk, by rozetrze zdrtwiay kark. - Mam gsi skrk. Czuj si jak osaczony wilk - wymrucza do mczyzny, ktry jecha obok niego. Jego towarzysz odpowiedzia nieznacznym skinieniem gowy. Chadson spostrzeg, e jego kolega - wychudzony, nerwowy modzieniec, ktry prawie przez cay czas by tak spity, e przypomina nacignit ciciw - ciska w zbielaych palcach wity symbol Tymory, bogini szczcia. Tym razem Chadson nie by w nastroju, by kpi z przesdw chopaka.

- Jeszcze tylko kilka mil - odezwa si mody mczyzna, mikkim, piewnym gosem, ktry wskazywa, e sowa te powtarza po cichu ju od jakiego czasu, jakby wierzy, e s one zaklciem mogcym ustrzec przed niebezpieczestwem. Ich szepty cigny gniewne spojrzenia kilku innych najemnikw, chocia tak naprawd nie byo potrzeby zachowywa ciszy. Stranicy wiedzieli ju o karawanie i zapewne podali za ni przez ca drog od Mosstone, ostatniej ludzkiej osady na szlaku handlowym, przecinajcym las. Jeli ju, to pene napicia milczenie podrnych zdawao si raczej przyblia nieuchronnie wiszce nad karawan niebezpieczestwo. Chadson poczu nagle dzik pokus. Mia ochot zeskoczy z konia i zataczy na ciece, gwidc, klnc i grajc na nosie niewidocznej eskorcie. Wyobrazi sobie, jak reakcj wywoaoby to wrd zdenerwowanych kupcw. Myl ta wywoaa mu na twarzy kpiarski umiech. Cigle jeszcze si umiecha, gdy strzaa przebia mu serce. Ciao Chadsona przechylio si z wolna na bok i spado na drog. Przez chwil ludzie wok niego po prostu przygldali si temu, co si stao, z rosncym przeraeniem wpatrujc si w smuk, hebanow brzechw wystajc z piersi martwego mczyzny. Bya to pomalowana na ciemno strzaa dzikiego elfa, jedna z tych, ktr ludzie trafnie nazywali czarnymi byskawicami. Cisza nie trwaa dugo. Ludzie rzucili si gorczkowo do obrony. Zgodnie z wykrzykiwanymi przez najemnikw poleceniami, kupcy zeszli z wozw i nie zwaajc na cenny towar, przewrcili niektre z nich, tworzc prowizoryczn barykad. Nie byo czasu, by przeci uprz i kilka koni upado razem z wozami, kopic i skrcajc si z blu. Renie cierpicych i przeraonych zwierzt wymieszao si z krzykiem umierajcych ludzi, na ktrych spada lawina czarnych strza niby stado polujcych sokow. Spoza barykady z wozw ucznicy odpowiedzieli seri strza, ale mierzyli na lepo w gste listowie i mieli niewielkie szanse na dosignicie przeciwnika. Kilku dzielniejszych - i mniej dowiadczonych - stranikw karawany wycigno miecze i skoczyo w gszcz lasu, by zmierzy si z napastnikiem. Wracali na drog zataczajc si, bez broni, z oczami penymi przeraenia, zaciskajc palce na miertelnych ranach. Walka zakoczya si po paru minutach. Wielu jedcw ucieko na widok pierwszych oznak bitwy, podobnie kilka zaprzgw kupieckich, szarpanych gwatownie przez spanikowane konie. Z pnocy dochodzi coraz cichszy ttent kopyt i przytumiony trzask przewracanego wozu.

Gdy wszystko ucicho, z lasu wynurzyo si kilka osb i weszo na ciek. Rzuciy si na roztrzaskane wozy i zaczy przeczesywa upy, klnc i kcc si midzy sob. Jeden z nich, ubrany w czarn, zwiewn peleryn, wyszy i potniejszy ni wikszo pozostaych, wyszed z gstwiny, niosc przewieszon przez rami drobn, bezwadn posta. Pooy j na ciece pomidzy ciaami kilku zabitych kupcw. - Pochodnia! - rozkaza silnym gosem. - Owietlcie ten baagan! Jeden z lenych wojownikw natychmiast zabra si do wykonywania polecenia. Zacz pociera ostrzem o krzemie, a pojawia si iskra. Silny blask pochodni pad na twarze polegych, z ktrych jedna miaa trjktny, elfi ksztat i ozdobiona bya skomplikowanym, zielono-brzowym wzorem. W poprzek szyi i piersi martwego elfa biega otwarta rana, tworzc gbok, ukon lini, idc od ucha w d w poprzek eber. Nie krwawia ju od dawna. Ubrany na ciemno dowdca zmarszczy czoo i przyjrza si nieywym ludziom lecym wok elfa. Jego wzrok pad na modego mczyzn, ktrego rka przybita zostaa do boku strza, najwyraniej w momencie, gdy zamierza sign po miecz. Wok zakrwawionych palcw zapltany mia skrzany rzemyk, z ktrego zwisa symbol Tymory. Zadziwiajce byo to, e nim strzaa zagbia si w ciao, uderzya w metalowy krek, zelizgujc si z jego powierzchni i zostawiajc gbok bruzd. Nieme kazanie, zauway zabjca z odrobin czarnego humoru, na temat kaprynej natury Bogini Szczcia. - Ten - powiedzia z drapienym umiechem, wskazujc na modzieca, ktremu nie dopisao szczcie. - Wecie jego miecz i otwrzcie na nowo ran elfa. Niech sprawia wraenie, e zosta zabity przez tego czowieka w bezporedniej walce. Jeli trzeba, spryskajcie go troch krwi chopaka, eby wygldao to na wie spraw. Jutro bdzie przechodzi tdy karawana. Ale gdy jego podwadny sign po miecz, oczy rannego onierza otworzyy si, a zdrowa do zacisna si na rkojeci ostrego, myliwskiego noa. Przestraszony napastnik odskoczy do tyu i sign po zawieszony na ramieniu uk. Gadko i szybko posa w stron piersi modzieca strza. Tym razem nie odbi jej aden szczliwy medalion. Mczyzna upad martwy na wznak. Jednak dowdca nie wydawa si ani troch zadowolony z tej szybkiej reakcji. Wyrwa strza i zacz wymachiwa ni przed nosem ucznika. - A jak, do dziewiciu krwawych piekie, nazwiesz to? Mczyzna wzruszy ramionami i spojrza z niepokojem na oznakowan brzechw i misterne biao-niebieskie pira, ktre wskazyway, e strzaa bya jego wasnej roboty.

- Musiay mi si skoczy elfie - wymrucza. - A niech ci diabli - zakl dowdca niskim, zowieszczym gosem. - Gdyby nie by najlepszym ucznikiem po tej stronie Twierdzy Zhentil, wepchnbym t strza w twoje lewe ucho i wycign prawym! Poszukajcie ich - rozkaza goniej, obracajc si w stron szabrownikw i trzymajc w grze zakrwawion strza, by wszyscy mogli zobaczy popeniony bd. - Upewnijcie si, e nie ma wicej ladw takich pomyek. Wszyscy ci ludzie zginli z rk dzikich elfw. Dopilnujcie, by tak to wygldao!

Rozdzia pierwszy
Dla pierwszego lepszego przechodnia Wiea Czarnokija bya niczym wicej jak wielkim, zwajcym si ku grze walcem z czarnego granitu, budowl wysok na jakie pidziesit stp i otoczon szczelnym murem zasaniajcym j prawie do poowy. Surowa i prosta, nie miaa na sobie jakichkolwiek znakw magii, ani odstraszajcych, ani zabawnych, takich, jakie ukochali bogaci i potni mieszkacy Waterdeep. Z paskiego dachu wiey nie spoglda aden czujny gargulec, na stray nie stay ruchome posgi, a czarnej, gadkiej powierzchni muru i budynku nie szpeciy tajemnicze runy. Jednak kady, kto zna arcymaga Khelbena Czarnokija Arunsuna - w Waterdeep, a nawet w caych Pnocnych Krainach rzadko mona byo spotka kogo, kto nie zna - patrzyli na t prost wie z mieszanin dumy i lku. Tutaj, jak gosiy plotki, tkwia prawdziwa moc Miasta Chway. Tu znajdowaa si brama do magicznych cudw, ktrych zwykli miertelnicy nie mogli sobie wyobrazi. Rzadko zdarzao si, by snutym przez bardw opowieciom nie udao si wyolbrzymi zasigu czyjej wadzy lub by spekulacje powtarzane w krcych po gospodach plotkach pozostaway w tyle za prawd. Wiea Czarnokija bya jedynym takim wyjtkiem. W komnacie na najwyszym pitrze maonka Khelbena, czarodziejka Laeral Arunsun Silverhand, staa przed lustrem: pokrytym srebrem, wysokim, owalnym szkem, oprawionym w misternie rzebion i zocon ram. Wysoka na cae sze stp i wiotka jak brzoza, Laeral odznaczaa si dziwn, efektown urod, ktra wskazywaa, e pynie w niej czarodziejska krew. Srebrne wosy opaday jej a do ud, a wielkie zielone oczy - w odcieniu gbokiej, nieco srebrzystej zieleni, charakterystycznym dla lenych staww - przyglday si ramie lustra z uwag, ktra zdawaa si by troch nie na miejscu na tak cudownej twarzy. Przejechaa palcami po rzebionym i zoconym drewnie, szukajc maej, cigle zmieniajcej swe pooenie magicznej dwigni, ktra bya widoczna tylko dla nielicznych i ktr tylko niektrzy z nich potrafiliby si posuy. Gdy znalaza, umiechna si zadowolona i wypowiedziawszy jakie tajemnicze sowa, wesza do lustra. Znalaza si na pooonej w gbokim lesie polanie. Na kwiatach, zdobicych gdzieniegdzie muraw, siedziao kilka motyli, a staroytne dby, ktre okalay polan, ubrane byy w bujn ziele wczesnego lata. By to widok, ktry mona by znale w lasach wielu

krain, gdyby nie aura niezwykej energii tak wszechobecna jak wiato soca. Laeral wzia gboki oddech, jakby chciaa wchon w siebie magi i przenikajc gboko do serca rado, ktra unosia si w powietrzu na Evermeet, wyspie bdcej ojczyzn elfw. Porodku polany staa elfia kobieta, tak wysoka jak Laeral i odziana w jedwabn sukni w kolorze gobim - barwie aoby elfw. ywe, bkitne oczy elfki widziay ju narodziny i mier kilku wiekw, jednak twarz miaa mod, a pomienny blask zocistoczerwonych wosw nie zosta przytumiony przez czas. Na czole kobiety spoczywa srebrny diadem, ale to raczej jej krlewska postawa i otaczajca j moc sprawiay, e ktokolwiek na ni spojrza wiedzia, e stoi przed Pani Evermeet, Krlow Wszystkich Elfw. - Witaj Laeral, przyjacielu elfw - powiedziaa krlowa Amlaruil gosem, ktry przypomina muzyk albo powiew wiatru. Laeral ukonia si nisko, a elfia krlowa daa jej znak, by wstaa. Uporawszy si z wszystkimi ceremoniami, obie kobiety wybuchny miechem i wymieniy siostrzany ucisk. Trzymajc si za rce jak pensjonarki, usiady na przewrconym pniu i zaczy plotkowa, jakby byy beztroskimi panienkami, a nie dwiema z najpotniejszych istot na caym Torilu. W kocu rozmowa zesza na znacznie powaniejsze tematy. - Jakie wieci przynosisz tym razem na Evermeet i to w takim popiechu? - spytaa krlowa. - Chodzi znw o Harfiarzy - powiedziaa Laeral ostronie. Westchnienie Amlaruil spowodowane byo gbokim i dawnym blem. - Tak. To zdarza si czsto. O co chodzi tym razem? - Wyglda na to, e niektre elfy z Lasu Tethir atakuj farmy i karawany. - Czemu? - Ile powodw mam ci poda? - odpara Laeral. - Jak wiesz, nie tak dawno wszystkie elfy, ktre osiady w Tethyrze, wliczajc w to te, ktre mieszkaj w Lesie Tethir, ucierpiay wiele z rk ludzkich wadcw. Wszystko wskazuje na to, e zniszczenie tethyrskiej rodziny krlewskiej zakoczyo te przeladowania. Moliwe jest jednak, e elfy mszcz si za dawne krzywdy. Poniewa Tethyr pozosta krajem bezprawia i chaosu, prawdopodobne jest take, e osady ludzi, szlaki handlowe czy traperzy naruszaj granice ziem elfw. Moe ludzie zmuszaj elfy do ustpienia z pewnych terenw, a one si broni. - Nic w tym dziwnego. Jaki interes maj w tym Harfiarze?

- Chc doprowadzi do jakiej ugody, kompromisu, ktry zakoczy wrzenie i wemie pod uwag - przynajmniej czciowo - racje obu stron. - A, tak. - Amlaruil przerwaa i umiechna si smutno. - Doprowadzilimy do takiego ukadu w lasach Cormanthoru, wiele lat temu. Jak dobrze go przestrzegano, moja przyjaciko, i jak dugo? Ile elfw mieszka dzisiaj wrd tamtych drzew? Pytanie byo retoryczne. Laeral potwierdzia lekkim skinieniem gowy, e rozumie punkt widzenia krlowej. - Dyskutowaam ten problem z kilkoma wanymi Harfiarzami, ale upadek elfw nie jest tematem, ktrym maj zwyczaj si zajmowa. - A co z ich synn trosk o zachowanie Rwnowagi? - Czym jest Rwnowaga dla tych, ktrych ycie nie jest tak dugie jak twoje czy moje? - zauwaya Laeral. - Troska Harfiarzy jest szczera, ale horyzont maj znacznie wszy. Bardziej ich martwi upadek handlu, czy niebezpieczestwo wzrostu wewntrznych niepokojw w Tethyrze. - Czy nie umiesz im wytumaczy, co te kompromisy znacz dla elfw? - Gdybym miaa na to kilka stuleci, to tak - odpara ponuro Laeral. - Khelben to mniej wicej rozumie, ale jego uwaga skupia si na sprawach Waterdeep. A poza tym on naprawd wierzy, e kompromis jest najlepszym rozwizaniem, nie tylko dla handlowych interesw jego miasta, ale te dla samych elfw. Uwaa, e jest to dla nich najlepsza szansa przetrwania. Mieszkacy Tethyru nie s tak tolerancyjni wobec innych ras jak byli nawet dziesi czy dwadziecia lat temu. Nie trzeba wiele, by zwrci ich przeciwko elfom. W Tethyrze jest zbyt wielu ludzi ambitnych, szukajcych okazji, ktra zjedna im zwolennikw i pomoe zdoby wadz. Potrafi sobie atwo wyobrazi wyniszczenie elfw, jeli stan si obiektem takich dziaa. Wiesz, co stao si pod rzdami rodziny krlewskiej. Biorc pod uwag oglne bezprawie panujce w tym kraju, mona si obawia, e teraz bdzie znacznie gorzej. - A zatem pozostaje tylko Odejcie - wyszeptaa elfia krlowa. Przez kilka chwil siedziaa w milczeniu, jakby chcc oswoi si z podjt decyzj. Potem skina, na znak, e wszystko ju postanowia. - Tak, Sy-Tel'Quessir musz Odej - zawyrokowaa, wypowiadajc nazw lenych plemion w jzyku elfw. - Wyl zaraz ambasadora, by zaproponowa im schronienie w starych lasach Evermeet. - A jeli nie przyjd? Krlowa i to miaa ju przemylane.

- Wtedy, jak wielu z nas, znikn z powierzchni ziemi - powiedziaa z cich rezygnacj. - To zmierzch Tel'Quessir, przyjaciko. Wiesz to rwnie dobrze jak ja. Ciemnoci nie da si powstrzymywa w nieskoczono. - Ale niech ta noc nie przychodzi od razu! - powiedziaa arliwie Laeral. - A jeli chodzi o Harfiarzy, wierz mi, e czasami najlepszym sposobem kontrolowania ich entuzjazmu jest praca z nimi - dodaa znaczco czarodziejka, tonem, ktry sugerowa, e ma w tej kwestii wasne dowiadczenia. - Jednego moesz by pewna: Harfiarze podejm dziaania niezalenie od twojego zdania. - Co zatem proponujesz? - Wylij harfiarskiego agenta do lenej siedziby elfw, by przekaza im twoje zaproszenie, Harfiarza, ktry bdzie pracowa na korzy takiej Rwnowagi, ktra bdzie korzystniejsza dla elfw. W ten sposb, jeli lene elfy odmwi odejcia na Evermeet, bd miay przynajmniej obroc. To wicej, ni mogybymy osign w inny sposb. Amlaruil przyjrzaa si przyjacice. Wahanie w srebrnozielonych oczach Laeral sugerowao, e jest w tej propozycji jeszcze co, rzecz, o ktrej czarodziejka nie moga atwo mwi. Laeral rzadko bywaa powcigliwa. Ze przeczucie cisno gardo Amlaruil, ale z elfi cierpliwoci czekaa, a czarodziejka sama zdecyduje si mwi. - Powiedzmy, e zgodz si na taki plan - powiedziaa spokojnie krlowa. - Czy pord Harfiarzy macie elfiego agenta? Lenego elfa, kogo znanego tej spoecznoci? - Nie - przyznaa Laeral. - Zatem nie widz, by twj plan mia szans powodzenia. Sy-Tel'Quessir s odludkami, patrz podejrzliwie na wszystkie elfy spoza ich plemienia. Mieszkacy Tethiru nie przysigli mi posuszestwa, mog wic nie przyj ambasadora z wyspy. W tak trudnej sytuacji, w jakiej si znajduj, prawdopodobnie zabij kadego, kto nie jest elfem, a omieli si podej zbyt blisko ich ukrytych siedzib. Nie, wydaje mi si, e twj Harfiarz ma niewiele szans na przetrwanie, nie mwic ju o pomylnym przeprowadzeniu misji. Laeral nie odpowiedziaa od razu, krlowa te nie nalegaa. Ich milczenie wypeniay odgosy elfiego lasu: szelest lici, ciche brzczenie owadw i beztroski piew ptakw. Polana bya miejscem nieporwnywalnie piknym, otoczonym i podtrzymywanym przez staroytn magi Evermeet. Wyspa bya ostatnim schronieniem elfw, a ich pokj i bezpieczestwo rzadko byy zakcane. Wiedzc o tym, czarodziejka rozwaaa w mylach swoje nastpne sowa. To, o czym zamierzaa wspomnie przywoywao najsmutniejsze wspomnienia elfw i dotykao najboleniejszych miejsc w sercu krlowej.

- Jest pelfia Harfiarka - powiedziaa powoli Laeral - mieszkajca ostatnio w miecie nieopodal Lasu Tethir. Podczas wczeniejszych zada z atwoci podawaa si za elfa. Jest bardzo przekonywujca, bardzo pomysowa. Jestem pewna, e bdzie potrafia dotrze do lenej spoecznoci. Twarz krlowej staa si nagle czujna. Wzrok pomkn ku poyskujcej, owalnej bramie, ktra przeniosa Laeral ze staego ldu na Evermeet. By to magiczny most pomidzy wiatami elfw i ludzi, powstay w chwili poczcia pelfiego dziecka - dziecka, ktrego Amlaruil miaa zawsze aowa. Brama kosztowaa Amlaruil ycie jej ukochanego ma. al rzadko przybiera racjonaln posta. W umyle Amlaruil dziecko i miercionony portal byy tym samym. - Tak - powiedziaa mikko Laeral, potwierdzajc niewypowiedziane myli krlowej. Uja zczone donie Amlaruil pomidzy swoje wasne. - Wiesz o kim mwi. Jest pelfk z urodzenia, ale nie chce robi nic innego poza sueniem twojemu ludowi. Dowioda tego wielokrotnie. By moe w ten sposb odzyskuje prawa do dziedzictwa, ktre zostao jej odmwione. Krlowa wyrwaa donie z nieustpliwym wyrazem twarzy. - Ta pelfk nosi miecz Amnestrii - powiedziaa zimno. - Ksiycowe ostrze to wicej ni niejeden wysoko urodzony elf mgby da i wikszy honor, ni jej si naley. - Wydaje mi si, e nie jest atwo nosi tak bro - zauwaya Laeral. - A jeli chodzi o honor, to posuguje si mieczem Amnestrii, ostrzem tak potnym, e wielu elfich wojownikw nie mogoby dotkn go i przey. Pomyl o tym, przyjaciko: co lepiej przemawia na jej korzy? Amlaruil odwrcia si gwatownie, by popatrze z nieskrywan nienawici na magiczn bram, ktra kosztowaa j tak wiele. Poczucie obowizku i alu walczyy na jej piknej twarzy przez dugie, pene udrki minuty. W kocu uniosa dumnie gow i spojrzaa znowu na przyjacik. - Naprawd wierzysz, e ta... e ona jest najlepsz osob do tego zadania? e dziki jej wysikom ycie lenych plemion moe zosta ocalone? Laeral przytakna, a z jej srebrzystych oczu mona byo wyczyta wspczucie dla samotnej elfiej kobiety i podziw dla dumnej krlowej. - A zatem niech tak bdzie. - Krlowa Amlaruil wstaa, wypowiadajc te sowa jak krlewski rozkaz. - Ambasadorem Evermeet do Lasu Tethir bdzie Harfiarka zwana Arilyn Ksiycowa Klinga. Elfia krlowa odwrcia si i zacza i w stron paacu.

- Niech tak bdzie - powtrzya do siebie szeptem, zbyt delikatnym, by mg wyrazi ogrom jej goryczy. - Ale przysigam wobec wszystkich Seldarinw, elfy zyskayby wicej, gdyby miecz, ktry nosi, obrci si przeciwko niej.

Rozdzia drugi
Tethyr by krajem wielu kontrastw i przeciwiestw. Dawne tradycje i nowoczesne pogldy, pretensje rodziny krlewskiej i egalitarystyczny zapa tworzyy niespokojn mieszank w pastwie, ktrego naturalna zoono tylko powikszaa wystpujce tu ostatnio problemy. Wcinity pomidzy gry i wrzosowiska Amnu a rozlege pustynne krlestwa dalekiego poudnia, Tethyr obejmowa w wikszoci ziemie o pnocnej rolinnoci i umiarkowanym klimacie. Kraj by mieszanin urodzajnych pl, gstych lasw i spalonych socem wzgrz, suchych i niegocinnych niczym pustynia. Obyczaje i interesy ludw, ktre zamieszkiway poszczeglne ziemie byy tak rnorodne, jak samo pastwo. Ale Zazesspur, najwiksze miasto tego nkanego problemami kraju, zwizane byo silnie z Poudniem. Miao wspaniay gboki port u ujcia rzeki Sulduskoon i pooone byo na trasie wanych ldowych szlakw handlowych. Do Zazesspuru przybywali kupcy i podrni z wielu krajw. Jednak obecny wadca, o typowo poudniowym imieniu Balik, robi wszystko, by ograniczy wpywy cudzoziemcw. By wnukiem calishickiego kupca, ale stylizowa si na pasz i hodowa orientalnemu przepychowi. Niechtnie te odnosi si do mieszkacw Pnocy, w czym bardzo przypomina swoich przodkw. Poniewa pasza Balik obj wadz jakie dwanacie lat temu, niektre dzielnice miasta zdyy przybra zdecydowanie poudniowy charakter. W Zazesspurze mona byo znale zarwno dobre, jak i ze cechy wspaniaej metropolii, jak by Calimport. Lnice paace z biaego marmuru, dobrze utrzymane ogrody pene egzotycznych rolin, szerokie bulwary i pachnce rzadkimi przyprawami bazary, walczyy o miejsce z rozlegymi dzielnicami biedy i wskimi, rzdzonymi przez pwiatek uliczkami. Co ciekawe jednak, wikszo nielegalnych dziaa podejmowanych w Zazesspurze miaa swoje rdo w lepszych czciach miasta. Szkoa Skrytoci - szkoa sztuk walki, bdca przykrywk dla potnej gildii zabjcw - miecia si w duym kompleksie na skraju miasta. Intrygi byy zawsze w modzie, a aktualna cena za usugi zabjcw bya wysoka. Podobnie byo z cen za ycie zabjcy. Arilyn Ksiycowa Klinga sza ostronie wsk, pooon na uboczu uliczk, ktra wioda do kobiecej czci siedziby gildii, nie czynic przy tym wicej haasu ni jej wasny wski cie. Bya smuka, jak wiszca u jej boku bro, i prawie na sze stp wysoka. Miaa

kruczoczarne wosy, ktre opaday jej falicie na ramiona, i oczy o niezwykej ciemnoniebieskiej barwie ze zotymi plamkami - pikne oczy, ktre mogyby inspirowa bardw, gdyby nie byy tak czujne i zimne. Blada jak wiato ksiyca i ostrona jak polujcy kot, Arilyn stwarzaa wok siebie atmosfer napicia i uwagi, a jej zbyt chuda i naprona posta wiadczya o tym, e pelfka naley do tych, ktrzy rzadko maj czas na sen i posiek. Zabjca mia niewielki i prosty wybr: cig czujno lub mier. Pelfka bya czonkiem gildii zabjcw od kilku miesicy i nikt ju jej nie uwaa za atwy cel. Profesjonalni mordercy Zazesspuru uporzdkowani byli wedug cisej hierarchii, a jasnoszara jedwabna wstga, ktra opasywaa tali Arilyn wskazywaa, e naley ona do najlepszych wojownikw. Nadal jednak znajdowali si tacy, ktrzy nie mogli uwierzy, e kobieta - a szczeglnie pelfka z barbarzyskiej Pnocy - potrafi obroni cienist szarf, ktr nosi. System awansu w ramach gildii by prosty: ambitny zabjca zabija po prostu kogo wyszego stopniem i zabiera jego szarf. Arilyn musiaa broni swojej pozycji czciej, ni odwayaby si do tego przyzna. Gdy bya do tego zmuszona, walczya z lodowat precyzj i dzik furi, ktra staa si legendarna wrd jej znajomych. Jednake nikt z nich nie podejrzewa, e pelfka nie pragnie niczego wicej jak pozby si swojej ciemnej i w wikszoci niezasuonej reputacji. Nigdy si te nie dowiedz. Lubica samotno i uwana z natury, po kadym takim ponurym pojedynku Arilyn stawaa si coraz czujniejsza i coraz bardziej unikaa towarzystwa. Dziki kilku miesicom ciko opaconego przetrwania, zmysy Arilyn byy tak wyostrzone jak miecz tancerza klingi. Nie musiaa sysze odgosu krokw, ani dojrze cienia, by wiedzie, e jest ledzona. Nawet nie nastawiaa si, e cokolwiek zobaczy lub usyszy. Cisza bya pierwsz lekcj, jak pobierali wieo upieczeni zabjcy, a blade wiato dochodzce z wysokich, wskich okien kobiecej czci siedziby gildii, sprawiao, e wszystkie cienie paday w przeciwnym kierunku ni poruszaa si pelfka. Ale Arilyn wiedziaa, e kto poda jej ladem. Bya tego tak pewna, jakby przeladowca ogosi swoje zamiary dwikiem rogw i ujadaniem goczych psw. Mimo to mino kilka chwil, nim udao jej si go dostrzec. Chocia bya pelfka, Arilyn w peni posiadaa charakterystyczny dla elfw dobry wzrok: bardzo ostry, o dalekim i szerokim zasigu. Za jej plecami, na skraju widocznego dla niej obrazu, zobaczya wysok, barczyst posta, otulon dla niepoznaki paszczem i kapturem, zbliajc si szybko w jej stron.

Nikt, poza Arilyn i jej jedyn koleank, nie mia powodu, by i t drog, poniewa wysoka, wska wiea, ktra miecia kobiec cz siedziby gildii bya najskromniejszym i najbardziej odlegym budynkiem w caym kompleksie. Wydawao si zatem prawdopodobne, e podajcemu za ni mczynie chodzio o awans w hierarchii. Arilyn nie przyspieszya jednak kroku, nie dajc po sobie pozna, e wie o obecnoci zabjcy. Niedaleko bya cieka odchodzca od gwnej drogi i prowadzca do jeszcze wszego przejcia pomidzy domem gildii, gdzie rezydowali bogaci jej czonkowie, a sal narad. Atak z pewnoci rozpocznie si tam. Gdy zaledwie krok dzieli j od wskiej alejki, Arilyn przystpia do dziaania. Jednym pynnym ruchem obrcia si, zapaa obiema rkami paszcz mczyzny i rzucia si w ty. Zaskoczony zabjca upad razem z ni. Nim jednak jego ciar przygwodzi j do ziemi, skulia si, przycisna kolana do piersi, po czym mocno wyrzucia w gr obie stopy. Mczyzna przekoziokowa nad ni i upad ciko na zakurzon drog. Nim zdy ochon, Arilyn przeturlaa si w jego stron i uklka. Zacisna dwa palce na broni, przyjrzaa si zamaskowanej postaci w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do zadania ciosu, ktry na jaki czas unieruchomiby nieznajomego, i wbia silnym ruchem sztylet. Jej palce zatopiy si w boku mczyzny - za gboko i zbyt atwo! Arilyn skrzywia si, widzc jak jej rka znika wewntrz ciemno odzianej postaci i wzdrygna si czujc, e opuszkami palcw dotyka ubitej ziemi pod zabjc. Klnc z cicha, pelfka wycigna do z bezcielesnej postaci. Gwatownym ruchem cigna kaptur, ktry zakrywa twarz zjawy. Blade wiato ksiyca pado na ostre rysy, ciemn, troch siwiejc i ysiejc gow i czarn brod wyranie przeplatan srebrnymi pasemkami. - Khelben - wymruczaa ze zoci, siadajc na pitach i przygldajc si z niepokojem postaci, ktra ze zdumiewajc w tych okolicznociach godnoci podniosa si lekko na nogi i strzsna z paszcza kurz. W tym momencie Khelben Czarnokij Arunsun - arcymag Waterdeep, jeden z gwnych Harfiarzy i jej wasny zwierzchnik - nie nalea do ulubionych osb Arilyn. Harfiarze wysali pelfk i jej wsppracownika, Danila Thanna, w dyplomatyczn misj do Zazesspuru i chocia Khelben nie by odpowiedzialny za ponur rol, jak przybraa dla niepoznaki, Arilyn poczua, e nie ma najmniejszej ochoty go widzie, albo, eby by bardziej precyzyjnym, widzie jego obrazu, ktry wyczarowa i wysa na odlego wielu mil, by odby w jego imieniu rozmow. Arilyn przypuszczaa, e magiczny sobowtr

Czarnokija bdzie mia t sam skonno do powanych rozmw jak orygina, a tego po prostu nie znosia. Zamierzaa wypenia swoje obowizki Harfiarza, ale oszalaaby, gdyby miaa siedzie i rozmawia o tym! - Niezy obraz - powiedziaa podnoszc si, by stan przed sobowtrem arcymaga. Lepszy ni zazwyczaj. W jej gosie brzmia cie wyrzutu. Jego znaczenie - e wolaaby ju atakowa jaki konkretniejszy cel - nie umkno uwadze arcymaga. Zgryliwy umiech unis jedn stron jego czarnych wsw. - Mio ci spotka, Arilyn Ksiycowa Klingo - powiedzia z odcieniem sarkazmu. Na Mystr, przysigam, e z kadym dniem stajesz si coraz bardziej podobna do swojego ojca! Widziaem u niego ten wyraz twarzy wicej razy, ni potrafibym zliczy! Arilyn zesztywniaa. Jej relacje z ojcem byy czu i wie spraw, zbyt now, by czu si z tym dobrze, i zbyt osobist, by lekko o tym rozmawia. A tak naprawd, chocia podziwiaa ludzi za wiele rzeczy, nie lubia, by jej przypominano o jej podwjnym dziedzictwie. - Nie sdz, by wyczarowa sobowtra tylko po to, by pogawdzi o twoich dawnych sporach z Branem Skorlsunem - zauwaya. - Obydwoje mamy tu harfiarskie interesy. Jeli mam w tej kwestii racj, to lepiej powiedz, o co ci chodzi. Obraz Khelbena skin i poprosi, by zdaa relacj ze swoich dziaa. W kilku zwizych zdaniach Arilyn opisaa efekty swojej misji, ktra miaa na celu zapobieenie podjtej przez gildie Zazesspuru prbie obalenia rzdzcego paszy i ustanowienia wadzy cechw. Nie wspomniaa jednak o przynalenoci do gildii zabjcw oraz o coraz wikszej cenie, jak musiaa paci za swoje przebranie. Na szczcie Khelben nie dopytywa si o szczegy. - Ty i Danilo spisalicie si doskonale - powiedzia w kocu arcymag. - Pasza Balik jest wiadom zagroenia, a twoja znajomo z ksiciem Hashethem daa Harfiarzom cenny kontakt w paacu. Teraz, gdy, przynajmniej na jaki czas, sytuacja w Zazesspurze jest pod kontrol, trzeba porozmawia o innych sprawach. Syszaa o ostatnich problemach w Lesie Tethir? Skina, przysuchujc si z uwag. - Zatem zapewne syszaa take o ostatnim ataku na karawan. Win za ten okrutny czyn przypisuje si elfom, podobnie jak za wiele innych. Czy twoim zdaniem w tych pogoskach jest troch prawdy.

- Moliwe - powiedziaa szczerze. - Zielone elfy s gwatowne i nieobliczalne, a ponadto byy le traktowane pod rzdami starej tethyrskiej rodziny krlewskiej. Nosz w sercach wiele dawnych uraz. Kto wie, co sprowokowao ich ostatnio? - Musimy si tego dowiedzie - zgodzi si arcymag. - Harfiarze zdecydowali wysa ci do lasu, by znalaza odpowied na te pytania i doprowadzia do rozsdnego rozwizania konfliktu. Arilyn spojrzaa chodno. - Wysyacie mnie do Tethiru? W jakim charakterze? - Nie rozumiem - powiedzia arcymag, unoszc ze zdziwienia ciemne brwi. - Czy wysyacie mnie jako zabjc? - spytaa otwarcie. Chocia Harfiarze nigdy nie prosili jej o co tak skrajnego, wydawao jej si, e zlikwidowanie przywdcw kopotliwej elfiej bandy z pewnoci musiao by uznane jako jedyna droga do rozwizania konfliktu! - Wiesz przecie dobrze, wic, po co pytasz! - zruga j Khelben. Nie uszo uwagi Arilyn, e sowa arcymaga mog by rozumiane na wiele sposobw. Nie, eby spodziewaa si czego innego. Khelben mia denerwujcy zwyczaj dawania odpowiedzi pozbawionych treci. Jednak ostrona pelfka wolaa usysze wyrane zaprzeczenie. - A zatem powiedz, o co chodzi - poprosia spokojnie. - Zorientuj si, co si dzieje, jakie s pretensje i dania obu stron. Zrb, co w twojej mocy, by doprowadzi do jakiego kompromisu pomidzy lenymi elfami i ludmi. Arilyn przyja t wiadomo ze stoickim spokojem, ale w mylach rozwaaa znaczenie przydzielonego jej zadania. Zmusi elfy do kompromisu? Jakiego kompromisu? eby znw odday kolejn cz lub nawet dwie cigle kurczcego si lasu hodowcom rzepy? Wyciy kilkaset starych drzew, by poszerzy szlak handlowy? Zgodziy si nie robi nic wicej poza bezradnym wzruszaniem ramionami, gdy ogniska nierozwanych kupcw i podrnych wymykay si spod kontroli? Ustaliy sta liczb lenych stworze, ktre mog by apane w puapki lub, na ktre mona polowa z psami, podczas gdy obie te rzeczy byy dla elfw wstrtne? Nie zwracay uwagi, gdy kolejna calishicka czy amnijska banda owcw niewolnikw przychodzi do lasu, by polowa na elfich chopcw i dziewczta, a potem sprzeda ich jako egzotycznych? By w kocu zgodziy si odda w ramach kompromisu jedn z ostatnich siedzib lenych elfw i w ten sposb przyspieszyy koniec swojego ludu? - Kompromisu? - Jednym sowem Arilyn zdoaa wyrazi ca si, jeli nie kady szczeg, jej niewypowiedzianych wtpliwoci. Magiczny obraz Khelbena spojrza w d na twarz rozgniewanej pelfki.

- Czy jest jakie inne wyjcie? Jak szans maj elfy, jeli ten konflikt si przecignie i rozronie si do prawdziwej wojny? A co mgby taki konflikt zrobi dla chwiejnej rwnowagi w Tethyrze? Nie, musisz zmusi te elfy, by to zrozumiay! Zamieszkaj wrd nich, zdobd ich zaufanie. Zdaniem Arilyn ta sugestia bya prawie tak absurdalna jak pierwsza. O ile wiedziaa, nikomu nie udao si przenikn do osady lenych plemion. Wikszo Sy-Tel 'Quessir byo odludkami, nieufnymi nawet wobec innych elfw. Bycie ksiycowym elfem byo ju wystarczajco ze, ale w przypadku Arilyn ujawnienie jej pelfiej natury oznaczaoby igranie ze mierci. Mieszkacy Tethiru mieli liczne powody, by nienawidzi ludzi i nie darzy ich zaufaniem, a wrd wszystkich elfich plemion byli tacy, ktrzy uwaali pelfy za co wyjtkowo obrzydliwego. Oczywicie Arilyn udawao si kilkakrotnie poda za elfa, ale nigdy przez tak dugi czas, jaki musiaa zaj ta misja. Przynajmniej Khelben mia racj w jednej sprawie: nim powie cokolwiek o swoim zadaniu, musi zasuy sobie na szacunek tych elfw. Wiele lat temu Arilyn nauczya si, e najlepszym tego sposobem dla kogo takiego jak ona - pelfiej kobiety, ktra nie moga pochwali si rodzin, rodowodem czy imieniem - jest podanie za czubkiem wasnego miecza. Bya naprawd dobrym wojownikiem, ale elfy byy szeroko znane ze swoich umiejtnoci w tej materii i dlatego trudno im byo zaimponowa. Arilyn wypeniaa w imieniu Harfiarzy wiele trudnych zada, ale to byo pierwsze, ktre wydawao si prawdziwie niewykonalne - pierwsze, nad ktrym zastanawiaa si, czy go nie odrzuci. - Potrzebuj czasu, by to przemyle - powiedziaa obrazowi arcymaga. - Tak, jak przewidywaem. Niemoliwe zawsze zabiera troch wicej czasu - odpar Khelben, umiechajc si krzywo, cytujc nie kogo innego, jak swojego siostrzeca i ucznia, Danila Thanna. Arilyn odpowiedziaa nieznacznym skinieniem gowy i odwrcia si. Nie chciaa teraz myle o Danilu, jako e harfiarski partner nie byby zachwycony syszc, e zaproponowano jej misj, w ktrej on nie moe wzi udziau. Oczywicie jej wyjazd - jeli do niego dojdzie - nie bdzie natychmiastowy. Ta misja bdzie wymaga uwagi i planw tak szczegowych, jak przy organizacji krlewskich lubw czy inwazji caych armii. Porzucajc myl o nocnym odpoczynku, pelfka opucia kompleks Szkoy Skrytoci i ruszya do nadbrzenej tawerny. Powiadano, e pewien kapitan z Moonshae, byy pirat, ktry lubi powraca do swojego dawnego zajcia, zacumowa dzie wczeniej w Zazesspurze. Szczeglnie pasjonoway go cenne dokumenty - zarwno oryginalne, jak i podrobione. Na temat za zwyczajw elfw wiedzia wicej ni wikszo ludzi. Plotki

gosiy, e jedna z jego ostatnich pasaerek, zielona elfia druidka, zostaa jego przyjacik, a moe nawet kochank. Kontakty dzikich elfw i ludzi byy niesamowicie rzadkie, ale Arilyn znaa tego czowieka dobrze i potrafia sobie co takiego wyobrazi. Co wicej, powiadano, e jego statek, Wdrowiec we mgle, by jednym z nielicznych ludzkich aglowcw, ktrym pozwalano przybija do portu na Evermeet. Mwic krtko, kapitan by tym, kogo Arilyn potrzebowaa. Jeli miaa odegra rol przybywajcego z wizyt ksiycowego elfa, musiaa w jaki sposb wyjani i uzasadni swoj obecno w Lesie Tethir. Jeli ktokolwiek mg zaopatrzy j w potrzebne fikcyjne dokumenty, a moe nawet zasugerowa sposb postpowania, ktry zyskaby jej sympati lenej spoecznoci, by to tylko ten pywajcy po morzach kapitan.

***

Jak na pocztek lata noc bya bardzo ciepa i gospod wypenia ostry, sony zapach potu. Jak zwykle w Skaczcym Wielorybie toczyli si pijcy na umr marynarze, ktrzy wpadli tu na kufel piwa bez dna i odrobin zabawy, oraz kobiety o surowych oczach, ktre dostarczay i jedno i drugie za cen kilku srebrnych monet. Byo to cakiem typowe dla nadbrzenych tawern, a jedyne, co wyrniao to miejsce, to jaki tuzin sypialni pooonych nad gwn sal, ktre znane byy z mikkich puchowych ek i nieskazitelnie czystej pocieli, nie wspominajc ju o ciko uzbrojonych stranikach pilnujcych kadych drzwi. Ci, ktrzy dobrze znali porty na Wybrzeu Mieczy, przychodzili do Skaczcego Wieloryba dla czystego pokoju i bezpiecznego nocnego snu - luksusw w kadym miecie i rzadkoci w Zazesspurze. Arilyn nie miaa adnych trudnoci z dostrzeeniem w tumie kapitana Carreigha Macumaila. Czupryna krconych jasnych wosw, dugie i starannie zaplecione bokobrody, jasny, niebiesko-zielony materia charakterystycznego kiltu, ekstrawagancka, ozdobiona koronk kryza okalajca szyj i rkawy biaej koszuli - wszystkie te rzeczy wyrniay go spord wikszoci niedbale odzianych goci Skaczcego Wieloryba. Kapitan by take zdecydowanie najwikszym mczyzn na sali. Jego waca ponad trzysta funtw posta bya wysoka na niemal siedem stp. Siedzc na dwch krzesach mczyzna trzyma rk na porczy trzeciego, a obute nogi opiera na czwartym. Macumail sczy z kufla pokryte pian piwo, wesoo rozmawiajc o przygodach wojennych z dwjk nelantherskich piratw.

Idc przez zatoczon gospod, pelfka zwracaa uwag, kto nachyla si do ssiada, by powtrzy szeptem jak plotk i ktrzy wojownicy trzymaj rce blisko broni. Odmwia propozycji zaycia rozrywki zoonej przez jednego z nielicznych barmanw i spojrzaa lodowato na posyajcego jej taksujce spojrzenie modego osika, sprawiajc, e chopak powrci do kontemplowania zawartoci kufla. To by Zazesspur i interes krci si dzisiaj, jak co noc. Na powitanie Arilyn kopna krzeso, na ktrym Macumail opiera stopy. Kapitan poderwa si ze sztyletem w rku gotowy do obrony, z prdkoci nielicujc z jego ogromn postaci. Gdy spojrzenie zmruonych gronie oczu zatrzymao si na Arilyn, twarz jego przybraa zdumiony, a potem radosny wyraz. - Mio ci znw spotka, Pani Ksiycowej Klingi! - powiedzia wesoo wyrobionym gosem, w ktrym pobrzmiewa cudzoziemski akcent mieszkaca pnocnych wysp Moonshae. - Szybko roznosz si tu wieci. Nie spodziewaem si, e tak szybko ci zobacz! Jego sowa zdumiay Arilyn. - Posyae po mnie? - Ano tak. - Przerwa i obrci si w stron przysuchujcych si z uwag piratw. Naprawd byo mi mio, chopaki. Pozwlcie, e zapac dzisiejszy rachunek w podzice za usyszane opowieci. Mczyni pojli aluzj. Biorc niedopite piwo i niosc we dwch ogromn tac z duszon baranin, oddalili si w poszukiwaniu wolnego stolika. Arilyn wybraa wolne krzeso, ktre stao tyem do ciany. Gdy kapitan Macumail wezwa barmank i zamwi wino, obrcia je w drug stron i usiada okrakiem z rkami opartymi na niskiej porczy. Ta pozycja bya nie tylko wygodna, ale te dostarczaa porcznej i niegronej broni, ktrej mona byo uy w przypadku jakiej awantury w gospodzie. aden dowiadczony poszukiwacz przygd nie unikn udziau w czym takim i Arilyn miaa okazj nauczy si wymachiwa krzesem tak sprawnie jak mieczem. - A wic powiedz, o co chodzi - zagaia, by zacz rozmow. Kapitan Macumail mrugn i sign do paskiej skrzanej torby, ktr nosi zawieszon na ramieniu. - Mam dla ciebie ciekaw rzecz do przeczytania - powiedzia wyjmujc plik papierw. - Bd tak dobra i przyjrzyj si temu. Harfiarka spojrzaa na pergamin, ktry Carreigh Macumail wcisn jej w rce. Kapitan ju kilkakrotnie dostarcza jej fikcyjne dokumenty i kady dawa jej najpierw do sprawdzenia. Ten papier by wyjtkowo dobrze zrobiony, poczynajc od delikatnego pisma elfw, a

koczc na podrobionej pieczci Ksiycowych Kwiatw, krlewskiej rodziny Evermeet. Byo to mistrzowskie faszerstwo. Arilyn gwizdna z podziwu. - Nieza robota. - I wcale nie mam zamiaru si pod ni podpisywa. - Macumail dotkn kremowego, byszczcego pergaminu gestem wyraajcym jakby szacunek. - To, moja droga damo, jest oryginalny tekst i jest przeznaczony dla ciebie. Pelfka utkwia w nim baczne spojrzenie. - Nie mwisz powanie. - Przeczytaj - zachci. - Wedug mnie wyglda to wystarczajco powanie. - Odejdcie na ojczyst wysp... zamieszkajcie w gstych lasach Evermeet - szeptaa Arilyn, przebiegajc wzrokiem po tekcie i automatycznie tumaczc go z jzyka elfw na powszechnie znany jzyk handlu, zwany Wspln Mow. W kocu podniosa peen niedowierzania wzrok na Macumaila. - To od Amlaruil z Evermeet. Oficjalne pismo mianujce mnie jej ambasadorem! - Ano tak, to wanie to - przytakn. - Odebraem to z jej wasnych rk. Pani Laeral Silverhand te bya z krlow. Wrd tych papierw jest take list od niej. Laeral Silverhand bya jedn z nielicznych magw, ktrym Arilyn ufaa i ktrych szanowaa. W przeciwiestwie do wikszoci adeptw sztuki tajemnej, ktrzy zbyt czsto wydawali si by oderwani od otaczajcego ich wiata i obojtni na wpyw, jaki ich czary mog mie na innych ludzi, Laeral posiadaa cenny zmys praktyczny. Bdc niegdy poszukiwaczem przygd i nadal zachowujc skonno do awanturniczych zachowa, lady Arunsun wyej cenia efekty podejmowanych dziaa ni dobre obyczaje. Arilyn bardzo dobrze si z ni rozumiaa i uwaaa j za autorytet. Zdumiona pelfka przeszukaa plik papierw, by znale list Laeral. Zachca j, by zgodzia si dziaa w subie Amlaruil i by poczya t misj z zadaniem, ktre wkrtce wyznacz jej Harfiarze. Arilyn upucia pergaminowe kartki na st. Odchylia si do tyu i podrapaa po gowie, analizujc ten nieoczekiwany bieg wydarze. W pewnym sensie bya to odpowied, ktrej poszukiwaa. Nie wierzya, bowiem, by lene elfy byy zachwycone ide kompromisu, ale by moe - ale tylko by moe - rozwa moliwo odejcia na Evermeet. Pozostawao jednak pytanie: Dlaczego posyaj j? Dlaczego zostaa wybrana na posaca z Evermeet, ona, ktra nie miaa praw do swojego elfiego dziedzictwa za wyjtkiem ksiycowego ostrza wiszcego u jej boku?

Nieznaczny, cyniczny umiech pojawi si na ustach pelfki. Moe wanie o to chodzio, pomylaa Arylin. Moe rodzina krlewska wreszcie wymylia honorowy sposb na odzyskanie miecza Amnestrii! Chcieli zrobi to ju jakie trzydzieci lat temu, gdy matka Arylin, wygnana ksiniczka Amnestria, zostaa zamordowana w dalekiej Everesce, zostawiajc ksiycowe ostrze swojej p-elfiej crce. Rodzina Amnestrii przybya na pogrzeb - skd, Arylin nie miaa pojcia. Pamitaa jednak wyranie rozgoryczenie elfw, gdy dowiedziay si o tym zapisie; ich pomienne owiadczenia, e tylko ksiycowy elf czystej krwi i szlachetnego serca moe nosi taki miecz. Chocia rodzina Amnestrii omawiaa t spraw w obecnoci Arilyn, nikt z nich nie powiedzia ani sowa wspczucia dla cierpicego dziecka, niczego, co by je pocieszyo, czy nawet dao mu znak, e zostao przez nich dostrzeone. Krlewskie elfy miay na sobie aobne szaty, ktre ukryway ich tosamo. Arilyn nie dane byo dostrzec nawet cienia ich twarzy. A teraz, zupenie niespodziewanie, ta zimna krlowa bez oblicza zdecydowaa si zaszczyci miertelnie niebezpieczna? Tak naprawd pelfka nie wierzya, e elfia krlowa celowo zaplanowaa jej mier. Ale Arilyn nie moga sobie wyobrazi, co stao za tym poleceniem. Ta niewiedza za, w poczeniu z bolesnymi wspomnieniami bardzo j rozzocia. Arilyn signa po krlewskie pismo. Powoli, z namaszczeniem zgniota pergamin w ma kulk i wrzucia do na wp oprnionego kieliszka z winem. - Ufam, e bdziesz tak dobry i przekaesz krlowej moj odpowied - powiedziaa parodiujc peen szacunku dworski ton. - To twoje ostatnie sowo? - spyta Carreigh Macumail z niepokojem malujcym si na okalanej bokobrodami twarzy. Pelfka odchylia si do tyu i opara rce na porczy krzesa. - Tak naprawd mam na ten temat jeszcze kilka uwag. Moesz je powtrzy lub nie, jak chcesz. - Zacza opisywa, co elfia krlowa moe zrobi ze swoj ofert, na tyle obszernie, szczegowo i obrazowo, e rumiana twarz kapitana staa si blada jak ptno. Przez dusz chwil mczyzna po prostu przyglda si Arilyn. Potem jego wydatny tors unis si w gbokim westchnieniu. - C, jest takie powiedzenie, e aden wiatr nie jest tak silny, by nie mg zmieni kierunku - stwierdzi. - Wdrowiec we mgle bdzie jeszcze w porcie przez jakie dziesi albo dwadziecia dni, gdyby jednak zmienia zdanie. Arilyn wysaniem jej z misj? Misj, ktra bya najprawdopodobniej niemoliwa do przeprowadzenia i, jak zauwaya cynicznie, zapewne

- Nie stawiaabym na to - poradzia mu Arilyn wstajc z krzesa. Rzucia na st kilka monet, by zapaci swoj cz rachunku i wysza z gospody. Macumail patrzy, jak odchodzia. Podchmielona kobieta-marynarz wstaa, by zablokowa Arilyn przejcie, ciskajc w doni rkoje sztyletu i patrzc wyzywajco. Pelfka nie zwolnia nawet kroku. Wymierzya jej silny cios, obracajc j w drug stron i przewracajc na may stolik do gier. Naczynia i na wp oprnione kufle pospaday na ziemi, a gony trzask amanego drewna zmiesza si z przeklestwami zaskoczonych graczy. Kobieta leaa jczc pomidzy kawakami zniszczonego mebla. Arilyn nie obejrzaa si nawet, by to zobaczy. Wzrok kapitana przenis si z powalonej kobiety na nasczony winem pergamin. Przyjrza si z alem zniszczonemu dokumentowi. Potem westchn znowu i wycign z torby duplikat. Za rad Laeral krlowa elfw kazaa przygotowa pi kopii pisma do Arilyn Ksiycowej Klingi. Laeral ostrzega zarwno pani Evermeet, jak i kapitana, e mog spotka si z odmow. Bdc wiadkiem pierwszej reakcji Arilyn, Carreigh Macumail zacz wtpi, czy pi egzemplarzy to, aby nie za mao.

Rozdzia trzeci
Ujadanie goczych psw byo teraz wyraniejsze, a bestie byy tak blisko, e uciekajce elfy niemal wyczuway cuchncy zapach ich futra i gorce oddechy. Te zwierzta dziaay jak ludzie - poloway nie po to, by zdoby poywienie i przey, ale dla perwersyjnej przyjemnoci, jak dawao im zabijanie. Nie po raz pierwszy przyprowadzono te zwierzta do lasu. Byy to ogromne mastify, tak silne, e dwa lub trzy z nich mogy powali dorosego niedwiedzia, ale wystarczajco szybkie i zwinne, by zaszczu jelenia. Przedzieray si przez zarola na ogromnych apach. linic si jak optane ksiycowym wiatem wilki, podchodziy do swoich ofiar. Elfi dowdca, modzieniec zwany Lisim Ogniem z powodu rdzawego koloru wosw, obejrza si za siebie z ponurym wyrazem twarzy. Jeszcze chwila, a psy ich zobacz. Ludzie na pewno s tu za nimi. Podanie ladem goczych psw nie wymagao duych umiejtnoci, bowiem zwierzta zostawiay za sob zadeptan i poaman rolinno, tworzc na ciele lasu jakby szerok i poszarpan blizn. Lisi Ogie nie by pewny, ktry z przeladowcw by bardziej naturalny, pies czy jego pan. Widzia, co mastify potrafiy zrobi ze zapanym elfem. Gaylia, moda kapanka z ich plemienia, zostaa przez takie psy wpdzona w elazne szczki puapki, a potem zamczona na mier. Ludzie zostawili jej rozszarpane i zakrwawione ciao, by elfy mogy je znale. Pozostawili te za sob lady, ktre wiadczyy, e ludzie stali i przygldali si, jak psy zabijay bezbronn kapank. - Na drzewa - rozkaza krtko Lisi Ogie. - Rozbiegnijcie si w rnych kierunkach, ale nie pozwlcie, by poszli waszym ladem. Spotkamy si o zmroku w jesionowym zagajniku. Siedem elfw, uzbrojonych w uki i koczany pene kruczoczarnych strza, wdrapao si na drzewa tak lekko jak wiewirki. Tam byy niewidoczne dla ludzi i bezpieczne od ostrych kw ich czworononych pomocnikw. Znikny w gstym listowiu, uciekajc po drzewach kady w inn stron. Pozosta tylko Lisi Ogie, czujc si jak zaszczuty szop, ktry czeka na podajcych za ogarami myliwych. Mastify okryy ogromny cedr, ujadajc, warczc i skaczc na szeroki pie. Lisi Ogie by w peni wiadom niebezpieczestwa, jakie mu grozio i nigdy nie

poprosiby o co takiego adnego elfa pozostajcego pod jego dowdztwem. Istniay jednak pytania, na ktre musia pozna odpowied. Elf czeka cierpliwie, a pojawili si ludzie. Byo ich dwudziestu, ale Lisi Ogie przyglda si tylko jednemu. Rozpozna tego czowieka po masywnej posturze, ciemnoszarym paszczu, ktry powiewa za nim jak burzowa chmura i po butach, wzmocnionych na czubkach elazem. Elf znalaz wielkie, niezwyke lady niedaleko miejsca mierci Gayli - lady bezkrwawe na zakrwawionej ziemi, wiadczce o tym, e mczyzna sta obok i patrzy na straszliwy koniec elfki. A po bitwie, ktra kosztowaa ycie dwch elfich wojownikw, Lisi Ogie dostrzeg powiewajcy ciemny paszcz, gdy czowiek zarzuci sobie na rami ciao jednego z elfw i zabra je ze sob. Czemu to zrobi, Lisi Ogie nie potrafi powiedzie. Wiedzia tylko, e jest on potnym i okrutnym wrogiem jego ludu. Z uwag patrzy na twarz mczyzny, starajc si j zapamita. Nietrudno mu byo utrwali jej obraz w pamici. Wygld cakowicie pasowa do zych uczynkw jego waciciela: czarna broda, zakrzywiony nos i oczy tak zimne i szare jak niene chmury zbierajce si wok szczytw Gr Gwiezdnych Iglic. Z wciekym wyrazem na twarzy mczyzna podszed do szczekajcych psw. Kopn gwatownie, trafiajc podkutym butem w ebra jednego ze zwierzt. Sia uderzenia przewrcia psa. Upad ciko na bok, wierzgajc i skomlc aonie. Pozostae odbiegy skulone, podwijajc pod siebie ogony. - Bezuyteczne kundle! - zakl mczyzna i kopn ponownie. Tym razem psy byy na tyle sprytne, e odskoczyy w por. - Czy podpali drzewo, Bunlap? - zapyta jeden z najemnikw. - To wykurzy te dugouche bastardy! Dowdca odwrci si do onierza. - Gdyby mia za grosz rozumu - powiedzia zimno - wiedziaby, e tych elfw dawno tu nie ma. Potrafi skaka z drzewa na drzewo jak chultyjskie mapy. - Wic co zrobimy? - zapyta kto inny. Mczyzna zwany Bunlapem wzruszy potnymi ramionami. - Tym razem musimy uzna, e ponielimy porak. Niedobrze. Farma na poudnie od Mosstone, ta gdzie uprawia si fajkowe ziele zapaciaby sporo za nastpnych niewolnikw. Lene elfy to najlepsi robotnicy, jakich maj, a przynajmniej tak mi mwiono. - Wydaje mi si, e te mizerne stworzenia nie s warte tyle zachodu - zauway inny, smuky mczyzna, noszcy na ramieniu uk lenego elfa. Oczy Lisiego Ognia zwziy si,

gdy to dostrzeg. Nie mia wtpliwoci, jak w czowiek to zdoby, bowiem aden elf nie podzieliby si dobrowolnie takim skarbem. Bunlap odpowiedzia na uwag ucznika obrzydliwym umiechem. - Owszem, jeli nie masz do takich rzeczy upodobania. Lisi Ogie z trudem powstrzyma si, by nie puci w stron wynaturzonych i zbrodniczych ludzi serii strza. Z pewnoci by mu si udao; by uwaany za najlepszego ucznika w plemieniu Elmanesse. A na pewno wiat byby lepszy bez takich ohydnych kreatur! Nie mg jednak tego zrobi, bo by wodzem swego ludu i mia waniejsze sprawy do rozwaenia ni swj wasny gniew. Ludzie drczyli elfy. Nie byo to nic nowego, ale to, co dziwio Lisiego Ognia, to planowo ich dziaa. Wygldao jakby ci ludzie prowokowali elfy, popychajc je ku... ku czemu, nie umia powiedzie. - Uwicie psy i ruszajmy - rozkaza Bunlap. Lisi Ogie czeka a mastify zostan unieszkodliwione, a ludzie zaczli odchodzi. Zgodnie z przewidywaniami wysoki dowdca ruszy ostatni, jak to mia w zwyczaju. Elf zauway, e Bunlap by bardziej uwany i czujny ni wikszo jego towarzyszy. To czynio go jeszcze bardziej niebezpiecznym. Wysoko w koronach drzew Lisi Ogie ruszy za intruzami, powoli i niepostrzeenie idc ich ladem. Tupanie cikich butw i gone przechwaki najemnikw uczyniy to zadanie atwym. Gdy nadszed odpowiedni moment, Lisi Ogie zeskoczy lekko za Bunlapem. Syszc za sob szelest, zaskoczony mczyzna zakl, ale nim zdy si odwrci, elf chwyci go za ciemne wosy i przystawi mu do garda kociany sztylet. Kuta bro bya rzadkoci w lesie, ale ten n by dugi i syn ze swojego cienkiego, zbkowanego ostrza. Czowiek zdawa si rozumie, e bro bya adekwatna do celu w jakim zostaa uyta, bowiem powoli podnis wysoko obie rce. - Jeste daleko od domu - zauway Lisi Ogie tak spokojnym gosem, jakby pili razem mid czy rozmawiali o pogodzie. Na dwik jego gosu, zbyt melodyjnego, by pochodzi od czowieka, pozostali najemnicy odwrcili si. Oczy otwary im si szeroko ze strachu i zdumienia na widok elfa o miedzianej skrze, ktry pojawi si pord nich. aden z najemnikw nie mia okazji zobaczy dzikiego elfa z tak bliska - a przynajmniej nikt, kto jeszcze y i nie by ranny - a to stworzenie miao w sobie zowieszcze pikno, ktre wzbudzao zarwno przeraenie jak i podziw.

- Trzymajcie mocno psy i nie dotykajcie broni - poradzi im elf. - To sprawa midzy tym czowiekiem a mn. Moecie to nazwa narad wodzw. - Zrbcie, jak mwi - powiedzia zimno Bunlap. - Znasz Wspln Mow - zauway spokojnym gosem. - Jestem Elmanesse. Moje plemi handlowao niegdy z twoim ludem, nim ryzyko nie stao si zbyt due. Ale to nie czas na stare opowieci. Dlaczego przyszede do lasu? - Sprawiedliwo - powiedzia ponurym gosem mczyzna. Lisi Ogie zamruga ze zdziwienia. W ustach takiego czowieka wzniosa deklaracja wydawaa si dziwnie nie na miejscu. - A dokadnie? - zapyta elf, przyciskajc nieco n, by przyspieszy odpowied. - Nie udawaj - zbeszta go Bunlap. - Czy nie wiesz nic o atakach twojego ludu na karawany i ludzkie osady? O grabieach, o morderstwach niewinnych ludzi? - To niemoliwe - zaprotestowa elf, chocia tak naprawd nie by cakowicie pewien, e to nieprawda. W rozlegym lesie mieszkao kilka niewielkich elfich plemion, ktre miay ze sob niewielki kontakt. Byo cakiem moliwe, e jakie najbardziej dzikie i tajemnicze elfie klany zdecydoway si zaatakowa ludzi. Dowdca najemnikw zdawa si wyczuwa wtpliwo w gosie Lisiego Ognia. - Sam stoczyem z lenymi elfami kilka bitew - zapewni Bunlap. Chroniem farmerw, ktrych prbowali zmasakrowa. Niektrzy z ocalaych maruderw zostali przymuszeni do pracy, by zastpi ludzi, ktrych zabili tymi swoimi przekltymi czarnymi strzaami! - Lene elfy jako niewolnicy? - zapyta z niedowierzaniem elf. Nawet w tak bezprawnym kraju jak Tethyr takie rzeczy spotykay si z potpieniem! - ycie za ycie - powiedzia zimno Bunlap. - Sprawiedliwo mona wymierza na rne sposoby. Przez chwil Lisi Ogie milcza, rozwaajc w mylach to, co usysza. Ale nawet, jeli sowa mczyzny o elfich atakach zawieray troch prawdy, nadal nie wyjaniay wszystkich rzeczy, ktre uczyni ten konkretny czowiek. Lisi Ogie nie mg take zapomnie, e ci ludzie przyszli do lasu, by schwyta w niewol wicej elfw, by moe, by uczyni zado temu dziwacznemu i nielogicznemu rozumieniu sprawiedliwoci. Czy to moliwe, by ci ludzie naprawd wierzyli, e mier lub zniewolenie jednego elfa ukoi ao spowodowan przez innego? Na niebo i duchy, zakl z cicha, jeli lene plemiona mylayby w ten sposb, zabijayby kadego czowieka, ktry znalazby si w zasigu ich strza! Tak naprawd

niektre elfy wanie w ten sposb rozumoway i w danej chwili Lisi Ogie by mniej skonny ni zwykle z nimi polemizowa. - Moje plemi nie bdzie stao bezczynnie i patrzyo jak bierzesz w niewol elfy. Jeli przyjdziesz znw do lasu, moi wojownicy wyjd ci na spotkanie - powiedzia mikko Lisi Ogie. - Ja osobicie bd szuka ciebie. Znam twoj twarz i widziaem twj znak. Ty rozpoznasz mnie po moim. Kocianym noem przejecha w gr, zostawiajc misternie wyrzebiony uk na grubej brodzie i policzku Bunlapa. Ze zdumiewajc prdkoci elf zmienia kierunek cicia, pocigajc sztyletem w d, po czym znw unoszc i wykonujc kolejne wprawne pokrge obienie. Mczyzna rykn z blu i wciekoci i zapa si doni za krwawic twarz. Podnisszy wysoko drug rk, wymierzy okciem silny cios do tyu. I uderzy w prni. Elfa nie byo. - Pucie psy! - krzykn Bunlap, a najemnicy pospiesznie wykonali rozkaz, chocia podejrzewali, e nie przyniesie to adnego efektu. Zwierzta pracowicie przytkny nosy do ziemi, wchajc i krcc si w kko, ale dziki elf cakowicie i prawdziwie ulotni si. Mczyzna z elfim ukiem wycign z toboka zwitek brudnych szmatek i poda go dowdcy. Bunlap przycisn prowizoryczny banda do policzka i spojrza na cichy las. - Mylisz, e zapa przynt? - zaryzykowa pytanie ucznik. Na twarzy dowdcy pojawi si powoli ponury umiech, tym straszniejszy, e ozdobiony plamami krzepncej krwi. - Zao si, e tak. Jeszcze do nas przyjd, a my bdziemy gotowi, by ich powita. Ale pamitajcie: ten elf jest mj. - Mylaem, e chcesz sprowokowa ich przywdcw, a nie zlikwidowa! Bunlap zmierzy ucznika zimnym wzrokiem. - Mj drogi Vhenlarze, to ju nie jest kwestia interesu. To sprawa osobista. ucznik zblad. Sysza ju te sowa wczeniej wiele razy i za kadym razem byy one wstpem do powanych kopotw. Pierwszy incydent mia miejsce par lat wczeniej, kiedy on i Bunlap byli onierzami stacjonujcymi w Mrocznej Twierdzy. Przydzielono ich do eskorty posa z Twierdzy Zhentil, jadcego przez Przecz tego Wa. Pewnego wieczoru wraz z Bunlapem i jednym z ich podkomendnych wdali si w dyskusj na temat ciemnych bogw, ktra szybko przerodzia si w ktni. Bunlap uzna to za spraw osobist i zbi swojego oponenta prawie na mier. Gdy dowiedzieli si, e ranny mczyzna by wysokiej rangi kapanem Cyrica, nowego boga konfliktw, nie czekali ani minuty duej. Pdzili na poudnie, nim Bunlap nie uzna, e s ju poza zasigiem Ciemnej Sieci. Osiedli w Tethyrze i

zorganizowali cakiem potn druyn najemnikw. Jednak, chocia Bunlap porzuci sub w Twierdzy Zhentil, jego cele i metody nie zmieniy si na lepsze. Tak naprawd, zdarzay si chwile, gdy Vhenlar gboko pragn pozby si tego czowieka. Jego wasna dza zysku trzymaa go jednak u boku osoby, ktrej si ba i ktr gardzi najbardziej na wiecie. A zyski byy ogromne! Vhenlar policzy, e za kilka lat bdzie mia wystarczajco zgromadzonych pienidzy, by mc wycofa si z zawodu i y w bogactwie. Jeli cen za to miao by ycie kilku elfw, to jeli o niego chodzi, nie mia adnych wyrzutw sumienia. Vhenlar ruszy tu za swoim pracodawc. Idc, rozmyla o cudownych rzeczach, jakie bdzie mg kupi za swoj cz zysku i pieszczotliwie gaska gadkie drewno kradzionego elfiego uku.

***

Zostawiwszy za sob Zazesspur, Arilyn pojechaa na pnoc przez skpane w socu rwniny dzielce miasto od Gr Gwiezdnych Iglic. Same gry byy poronite gstym lasem i omywane wod niezliczonych jezior i potokw, jak rwnie czsto padajcego deszczu, a nawet niegu. I to byo dobre, z odrobin czarnego humoru pomylaa Arilyn, biorc pod uwag ilo magicznych poarw, ktre wybuchay ostatnio w tej okolicy! Harfiarka zboczya ze cieki, kierujc si wzdu podna najbardziej wysunitej na poudnie gry. Zatrzymaa klacz przed grub kp iglastych drzew i zeskoczya z sioda. Przywizawszy konia, Arilyn zacza przedziera si przez drzewa do stromej, nagiej skay, ktr zasaniay. W poronitej mchem cianie byo pionowe pknicie. Arilyn wlizna si do wntrza jaskini i ruszya przez labirynt korytarzy, ktry prowadzi do gbokiej i wysokiej groty. Tutaj, ukryty przed wzrokiem sceptykw i tych, co szukali zemsty, pracowa alchemik zwany Tinkersdam, suga Gonda. Jaskinia bya dziwna - rozlega i o szerokim wejciu - jednak tak zabaaganiona, e nikt nie mg mie wtpliwoci, jak bardzo pochonity prac jest jej jedyny lokator. O ciany opierao si kilka zaoonych ksikami pek, a na dobrym tuzinie stow walay si niedokoczone mechaniczne cuda. Tu i wdzie paliy si mae ogniska, a z wiszcych nad nimi kociokw z bulgoczcymi, czsto fosforyzujcymi cieczami dochodzia przytumiona symfonia syczcych i szumicych dwikw. Arilyn spojrzaa w gr na otwr kominowy, zauwaajc nowe warstwy kleistych czarnych substancji pokrywajcych ska wok otworu. Gdy miao si do czynienia z

Tinkersdamem trzeba byo by przygotowanym na eksplozje. Nawet mieszkacy Zazesspuru uodpornili si na krtkotrwae, ale spektakularne pokazy fajerwerkw, ktre rozwietlay od czasu do czasu niebo na wschodzie. Czasem tylko mona byo usysze zoliwe komentarze czce te wydarzenia z jakim nowobogackim kupcem, ktry najwyraniej mia wicej pienidzy ni dobrego smaku. Od czasu swojej ostatniej wizyty Arilyn naliczya trzy takie wybuchy i tak naprawd ulyo jej, gdy przekonaa si, e alchemik jest nadal cay i zdrw. Tinkersdama nie mona byo pomyli z nikim innym. Urodzi si na Lantanie, gdzie czczono prawie wycznie Gonda Cudotwrc, boga wynalazcw i rzemielnikw. Mia dziwaczny kolor skry typowy dla Lantaczykw, cho w jego wypadku posunite to byo granic moliwoci. Rzadkie czerwone wosy zblione byy barw i struktur do miedzianego drutu, ziemista cera bya dokadnie w odcieniu pokej koci soniowej, a ogromne, raczej wyupiaste oczy miay dziwny kolor jasnej zieleni, niespotykany nigdzie indziej w naturze. Zgodnie ze swoim starym przyzwyczajeniem Tinkersdam nosi krtk tunik o tradycyjnej dla Lantaczykw jasnotej barwie, a na bosych stopach sanday. Pulchne, straszliwie krzywe nogi nie byy owosione, podobnie jak twarz. By to bez wtpienia efekt licznych eksplozji, ktrych dostarczaa mu jego praca. Jako utalentowany wynalazca i odwany alchemik, Tinkersdam mia szczegln sabo do mierciononych przedmiotw, ktre mogy zabija lub unieszkodliwia ludzi na nowe sposoby. Wiele lat temu wygnano go z Lantanu, gdy jeden z jego eksperymentw wysadzi w powietrze jak wan osob. Od tego czasu z podobnych powodw musia opuci jeszcze kilka innych miast. Arilyn bez namysu zgodziaby si z twierdzeniem, e Tinkersdam, chocia bez wtpienia genialny, balansowa na granicy pomidzy ekscentrycznoci a obdem. Jednak ten dziwaczny may czowieczek sta si jednym z jej najbardziej cenionych sprzymierzecw. Ich relacja oparta bya na swego rodzaju symbiozie. Od wielu lat wynalazca zaopatrywa j w liczne gadety i alchemicznie przygotowane substancje. Arilyn znajdowaa dla nich praktyczne zastosowanie, odkrywajc przy tym jakie nowe i niespodziewane ich waciwoci, ktre niezwykle radoway alchemika. Arilyn omiota wzrokiem pracowni w poszukiwaniu przedmiotw, o ktre prosia. Nigdy nie byo gwarancji, e Tinkersdam wykona zlecenie w terminie. Czas mia dla niego niewielkie znaczenie i byo bardzo prawdopodobne, e alchemik porzuci aktualne zadanie, by zaj si jak now i cudownie destrukcyjn zabawk, ktr stworzya jego wyobrania. W tym momencie Tinkersdam sta przy maym piecyku, cakowicie zaabsorbowany mikstur, ktr miesza. Z elaznego rondla unosia si para, a z ni bogaty, ziemny zapach

gotowanych grzybw. Byaby to zwyka domowa scena, gdyby nie pene udrczenia jki, ktre dochodziy z kocioka i wielkie brzowe grzyby, ktre leay obok na stole, rzucajc si rozpaczliwie i wydajc okrzyki przeraenia w oczekiwaniu na swj koniec. Grzyby z Podmroku. Arilyn poczua, e po plecach przebieg jej dreszcz. Syszaa opowieci o cudacznych grzybach, ktre rosn w tych gboko pooonych tunelach. Jak jednak Tinkersdam zdoa je zdoby i co zamierza z nimi zrobi, niezbyt j interesowao. - Jak moja maska na oczy? - spytaa. Dwik jej gosu nie zaskoczy wcale alchemika. Nie podnis jednak nawet gowy. Arilyn nie bya pewna, czy zauway jej obecno ju wczeniej, czy te pojawienie si pelfki nie miao dla niego w tym momencie znaczenia. - Trzeci st po mojej prawej stronie - wymrucza Tinkersdam piskliwym gosem, zdejmujc z pki may, rozpadajcy si wolumin. - Gotuj grzyby saute, nim nie ucichn. Dodaj sproszkowane puca efreeti i dwie krople citej liny mantykory - przeczyta na gos. Arilyn wzdrygna si ponownie i posza szuka wskazanego przedmiotu. Musiaa chwil poszpera w baaganie, nim znalaza to, co chciaa: mask na cz twarzy z jakiego jasnego, gitkiego materiau, ktra zadziwiajco przypominaa skr ksiycowego elfa, jeli nie liczy niewiarygodnie malekiego mechanizmu ukrytego za malowanymi oczami maski. Na jednej ze cian jaskini wisiao lustro. Pomimo niezaprzeczalnego braku urody, Tinkersdam szczeglnie starannie dba o wygld. Arilyn podesza do lustra i przycisna mask do twarzy. Cienki materia przywar do skry, ogrzewajc si i nabierajc koloru, nim do zudzenia nie przypomina bladego odcienia twarzy Arilyn z lekkimi jasnobkitnymi planikami na kociach policzkowych. Jeszcze bardziej zdumiewajce byy oczy. Byy nie tylko wiern kopi jej wasnych - ogromnych, o ksztacie migdaa i charakterystycznej dla elfw ciemnoniebieskiej barwie ze zotymi ctkami - ale nawet od czasu do czasu mrugay w bardzo realistyczny sposb. Moga przez nie patrze, ale gdy zacisna powieki i podniosa rk, by dotkn maski, z zadowoleniem stwierdzia, e sztuczne oczy pozostaj otwarte. Najniezwyklejsze za byo to, e Tinkersdam zdoa nada masce wyraz sennej kontemplacji, idealny do celu, w jakim miaa by uyta. - Jak to jest zrobione? Magicznie? Tinkersdam odpowiedzia pogardliwym prychniciem. Arilyn potrafia doceni takie podejcie. Sama wierzya bardziej w alchemiczne wynalazki ni w kaprysy magii. A poza tym, lene elfy odkryyby magiczn iluzj prdzej ni mechaniczn. Arilyn nie zdecydowaa

jeszcze, czy podejmie si misji w Lesie Tethir, ale jednej rzeczy bya pewna: jeli jej si powiedzie, to bdzie to w duej czci zasuga przyrzdw Tinkersdama. Udawanie elfa nie byo dla Arilyn problemem, przynajmniej przez krtki czas. W wielu aspektach przypominaa rodakw swojej matki, poczynajc od wyranie elfich oczu, a koczc na nadnaturalnej szybkoci, z jak posugiwaa si mieczem. Jej perlista skra i kruczoczarne wosy byy powszechne wrd ksiycowych elfw, a szczupa sylwetka bya rwnie elfia, chocia mierzc prawie sze stp, Arilyn miaa wzrost raczej ludzki. Cige napicie i walka o utrzymanie pozycji w zazesspurskiej gildii zabjcw sprawiy, e bya tak chuda i wiotka jak aden inny ksiycowy elf. Miaa za to inn twarz, nie trjktn, jak matka, ale owaln. Uszy jednak byy prawie tak szpiczaste, jak u elfw czystej krwi, a rysy delikatne i wyraziste. Lecz istniay pewne szczegy, ktre mogy j zdradzi. Jednym z istotniejszych by fakt, e Arilyn spaa, a elfy z zasady nie. Wikszo elfw Torilu odpoczywao w gbokim, medytacyjnym zamyleniu zwanym zadum. Arilyn nigdy nie udao si osign takiego stanu i gdy podawaa si za elfa, musiaa ucieka si do skrajnych wybiegw, by zay troch snu. Ta maska bya tak sztuczk. Poniewa aden elf nie zbliy si do drugiego, jeli ten jest pogrony w zadumie, za wyjtkiem oczywicie skrajnych sytuacji, moga wkada mask i spa w niej nie niepokojona. Rozmylanie przerwa jej odgos wybuchu. Arilyn obrcia si i zobaczya smug czarnego dymu unoszcego si w stron sufitu. Tinkersdam nie by ani ranny, ani zaniepokojony tym efektem. Popatrzy z zadowoleniem na dymic zawarto rondla, po czym chwyci lejek i ostronie przela pyn do szklanego flakonika. - Powinno dziaa - powiedzia radonie. Podnoszc w kocu wzrok na Arilyn, zapyta: - Czy umiesz piewa? Harfiarka zamrugaa ze zdziwienia. - Nie mam w zwyczaju tego robi. - Szkoda. - Tinkersdam pogadzi si po ysej brodzie i zamyli. Nagle strzeli palcami. Sigajc zdecydowanym ruchem w stron zabaaganionego stou stojcego za nim, wycign ze sterty pokrywk od ogromnego garnka. Wyla na metal kropl parujcej cigle cieczy i ustawi si w obronnej pozycji, jakby trzyma w rku tarcz. - Bd tak dobra i uderz - poprosi. Gdy zawahaa si, doda: - Skoro ciecz nie zniszczya blaszanej pokrywki, to niemoliwe, by zaszkodzia elfiemu mieczowi! Dostrzegajc logik takiej argumentacji, Arilyn wycigna ksiycow kling i posusznie uderzya pazem w prowizoryczn tarcz. Przez jaskini przetoczy si natychmiast

silny, brzczcy dwik, brzmicy jak odgos gigantycznego dzwonu, gdyby stan tu pod nim na dzwonnicy. Harfiarka zakla i przytkna obie donie do wraliwych uszu. Jednak Tinkersdam umiechn si promiennie, chocia wibracje tarczy trzsy mu rkoma i wprawiay w drenie podwjny podbrdek. - O, wspaniale! Doskonay rezultat! - wykrzykn radonie. Umiechajc si nadal szeroko, Tinkersdam odrzuci pokrywk, po czym zatka flakonik korkiem i poda go Arilyn. - Moe ci si przyda podczas twoich podry. Nie pij tego - przestrzeg j gono. - A przynajmniej nie na pusty odek. Moe zbyt gono burcze. Jako e odpowied, jak przygotowaa sobie Arilyn zblada wobec absurdalnoci ostatnich sw alchemika, pelfka wzia po prostu flakonik i ostronie schowaa do torby. - A pozostae rzeczy? - spytaa, krzyczc, by zaguszy dzwonienie w uszach. - Wikszo z nich - przyzna uprzejmie alchemik. Szybkim krokiem skierowa si do odlegego zakamarku groty i ze stery lecych tam paczek wyj duy, owinity papierem pakunek. - To twoje. Dodaem jeszcze kilka wynalazkw, aby je wyprbowaa. Opowiesz mi, jak si spisay. Arilyn zauwaya zdobicy kilka paczek herb Balikw, rodziny rzdzcego w Zazesspurze paszy. - Widz, e by tu Hasheth. - A owszem. Miy chopak - skomentowa alchemik. Harfiarka nie bya pewna, czy zgodziaby si z t opini. Zgoda, ksi Hasheth okaza si by cennym informatorem. Dziki niemu Danilo uzyska wstp do paacu, a ona uzyskaa sporo cennych informacji o Zazesspurze. To Hasheth pomg jej umieci Tinkersdama w cudownej pracowni ukrytej we wznoszcych si nieopodal miasta grach i on dostarcza alchemikowi potrzebne skadniki, czsto sam za nie pacc. Jednak Arilyn nie potrafia zapomnie szczegw ich pierwszego spotkania: Hasheth uczy si wwczas sztuki zabjcw i Arilyn zostaa wybrana dla niego jako potencjalna ofiara. Chocia mody ksi otworzy dla niej pilnie strzeone drzwi gildii, sam wycofujc si z niej w poszukiwaniu innych zaj, pelfka nigdy nie ignorowaa drapienego bysku w jego czarnych oczach, ktry pojawia si, ilekro na ni patrzy. A moe po prostu staa si zbyt przewraliwiona? - Niedugo bd widzie ogra pod kadym kiem i drowa w kadym cieniu wymruczaa do siebie.

- To mi si kiedy zdarzyo - powiedzia ze wspczuciem Tinkersdam. Najwyraniej jego such nie zosta przytpiony przez dwik pokrywki. - Wiesz, opary. Przez wiele dni polowaem na niewidzialne strzygi. Arilyn westchna i zarzucia na rami pakunek. - Zaproponowano mi kolejn misj. Mog na jaki czas wyjecha. - O, znw si przeprowadzamy? Nie byo to bezpodstawne pytanie. Eksplozja w Suzail kilka lat wczeniej zniszczya du cz zamku nalecego do wpywowego arystokraty i zmusia Tinkersdama do ukrywania si. Arilyn uwaaa, e atwiej postara si i umieci alchemika obok miejsca jej aktualnych dziaa, ni w przypadku potrzeby prbowa go odszuka. Wikszo jego wydatkw pokrywaa z honorariw, jakie dostawaa za swoj harfiarsk dziaalno i jej zdaniem byy to dobrze wydane pienidze. - Moesz tu zosta do mojego powrotu. Jeli bdziesz czego potrzebowa, skontaktuj si z Hashethem. - Miy chopak - powtrzy Tinkersdam. - Chocia mam nadziej, e nie bdzie oddala si zbytnio od Zazesspuru. Nie jestem mile widziany w Saradush, Ithmong czy Myratmie - przyzna alchemik, wymieniajc nazwy pozostaych wanych miast Tethyru. Arilyn westchna ponownie. - Powiedz mi, Tinkersdam, czy jest jakiekolwiek miasto na Torilu, ktrego nie wysadzie przynajmniej w czci?, - Twierdza Zhentil - bez zastanowienia odpar alchemik. - Ale oczywicie to by wymagao kogo znacznie odwaniejszego ode mnie. Ta uwaga rozbawia Harfiark. - Niemal przykro mi to sysze - powiedziaa umiechajc si krzywo. - Jeli ktre miasto potrzebuje bardziej zdecydowanych metod zaprowadzania porzdku, to jest to wanie Twierdza Zhentil. - C, prdzej czy pniej kto si tym zajmie - powiedzia w zamyleniu Tinkersdam, bdzc wielkimi, zielonymi oczami po wieccej cieczy, strzelajcej i bulgoczcej w wielkim kotle. - A teraz musz ci przeprosi... Zrozumiawszy sugesti, Arilyn wysza z jaskini i ruszya w drog powrotn do miasta. Popdzaa ostro konia, bowiem chciaa dotrze do sali narad Szkoy Skrytoci przed wschodem ksiyca. Z nadejciem nocy wywieszano nowe zlecenia i zabjcy schodzili si, by zgosi si do wybranych zada. W adnej innej sytuacji Arilyn nie zbieraa tylu uytecznych informacji o drugim obliczu zazesspurskiej polityki, co w tym miejscu.

O zmierzchu wjechaa przez gwn bram kompleksu. Rzuciwszy wodze chopcu stajennemu, ktry wybieg jej na spotkanie, pobiega do sali narad i przebiega wzrokiem kawaki pergaminu przybite do drzwi. Nie byo nic interesujcego: jaki piekarz chcia zemci si za obelywy komentarz na temat swoich ciast; dziewczyna z haremu chciaa zapaci w naturze za mier jakiego mczyzny, ktry faszywie podawa si za eunucha; bogaty kolekcjoner chcia odzyska skradzion wasno ze skarbca swojego rywala. - Kokosw zarobi na tym nie mona - zauway szeptem kto u boku Arilyn. Harfiarka odwrcia si i zobaczya jedyn oprcz niej kobiet w gildii zabjcw egzotyczn pikno, zwan Fretk. Wedug Arilyn imi to bardzo do niej pasowao. Dziewczyna bya gibka; miaa ostre rysy, czarne, nie do koca ludzkie oczy i dugi, chudy nos. Brakowao jej tylko poruszajcych si czujnie wsikw. Charakter te miaa adekwatny: bya uparta i pozbawiona skrupuw. Dla wszystkich czonkw gildii Fretka stanowia pewn tajemnic. Nigdy nie widziano jej bez grubej warstwy makijau, ciasno zawinitego turbanu i rkawiczek. Nikt te nie sysza, by mwia inaczej ni szeptem. Plotka gosia, e zostaa okaleczona w jakim wypadku, ale pomimo swoich dziwactw, Fretka bya nadal bardzo pikna, co podkrelaa noszc skpe jedwabne stroje, tak obcise, e wydaway si namalowane na jej gibkiej sylwetce. Dzisiaj miaa na sobie sukni z byszczcej tkaniny imitujcej olniewajce upierzenie pawia. Na uszach, ledwie widocznych spod kobaltowo bkitnego turbanu, miaa zawieszone kolczyki z pawich oczek. Fretka splota rce na piersiach i opara si leniwie o framug drzwi. - A wic, ktra praca najbardziej ci pociga? Piekarz, dziwka czy zodziej? - Nie piekarz - powiedziaa Arilyn z ponurym umiechem. - Prbowaam jego wypiekw. Nikt nie powinien umiera, dlatego e je skrytykowa. ycz temu czowiekowi dugiego ycia i oby w przyszoci lepiej mu si wiodo. - A tak - umiechna si szyderczo Fretka. - Niech bogowie broni, by nie odebra ycia niewinnemu! W takim razie we drugie zlecenie - przygldanie si pracy dziewczyny z haremu na pewno by ci nie zaszkodzio. Harfiarka wzruszya ramionami, syszc zniewag. Ju nie pierwszy raz Fretka namiewaa si z upodobania Arilyn do samotnoci i zachowywania czystoci. Tak naprawd ulubionym szyderstwem wobec pelfiej koleanki byo mwienie o niej pkobieta z wyranym seksualnym podtekstem. Z tego, co powiadano, Fretka nie miaa takich skrupuw. Mwiono o niej, e jest nienasycona oraz e posiada apetyt i umiejtnoci, ktre zdumieway nawet tych bogatych i

zblazowanych zazesspurskich arystokratw, ktrzy prbowali naladowa pasz, utrzymujc due i egzotyczne haremy. Poza tym wszystkim, Fretka wadaa bardzo dobrze mieczem. Arilyn nie raz zastanawiaa si, dlaczego ta tajemnicza kobieta nie prbowaa jeszcze stoczy z ni walki. Ze wszystkich zabjcw nalecych do gildii, wanie ona miaa najwiksze szanse pozbawi j cienistej szarfy. Ale czarnooka dziewczyna najwyraniej bya zadowolona ze swojej rangi i wolaa powici czas i energi na patne zadania. A jeli chodzi o pienidze, to Arilyn zauwaya, e kolekcjoner oferowa bardzo dobr zapat za zwrot skradzionej wasnoci. Ostatnio miaa bardzo duo wydatkw, wic zerwaa z drzwi trzeci kartk. Fretka wydaa z siebie okrzyk dobrze udawanego zdumienia. Usunicie oferty, nim pozostali zabjcy mieli moliwo zgoszenia si do zadania, byo uwaane za powane naruszenie zasad gildii. - Jedyni ludzie w tym miejscu to ja i ty - zauwaya Arilyn, podtykajc papier pod dugi nos Fretki. - Czy ty chcesz si tego podj? - To zadanie dla dwch osb i nagroda jest z pewnoci wystarczajco wysoka, by zapaci obojgu - zauwaya zimno kobieta - ale mnie to nie interesuje. Prdzej przyjm zapat w walucie haremu ni przycz si do pelfa! Arilyn zamrugaa oczami, zdziwiona jadowitym tonem kobiety. W Tethyrze byo raczej niewiele pelfw i w wikszoci byy dobrze traktowane. Taka wyrana wrogo bya rzadkoci. - Rb, jak uwaasz - powiedziaa Harfiarka, odwracajc si do wyjcia. Nie miaa czasu, by zajmowa si uprzedzeniami kobiety. Czekao j wiele pracy: musiaa wysa do kolekcjonera goca z wstpn zgod na wykonanie zadania i prob o wicej szczegw, znale kogo, kto zna rozkad paacu rywala i chciaby sprzeda t informacj, zaplanowa, jak obej stra i magiczne czujniki, ktre z pewnoci chroniy skarbiec. Na szczcie przedmiot, o ktry chodzio, by niewielki: srebrny diadem wysadzany jasnymi ametystami. Nie zawsze tak byo. Kiedy Arilyn musiaa odebra skradzion wypchan i oprawion gow bazyliszka. Tamto zadanie nie naleao do jej ulubionych. Oglnie rzecz biorc, atwiejsz spraw byoby zapewne upolowanie i zabicie nowego potwora. - Nie s mi potrzebne diademy, ale jeli zobaczysz jaki adny naszyjnik czy broszk, przynie mi ze dwie czy trzy - przenikliwym szeptem zawoaa za ni Fretka. - Zapac ci poow ich normalnej ceny i oszczdz trudu szukania pasera! Arilyn nie odpowiedziaa, poniewa nie miaa zamiaru bra czegokolwiek poza oznaczonym przedmiotem i ze zoliwego tonu Fretki domylaa si, e ona dobrze o tym wie.

To zaniepokoio Arilyn. Krtka rozmowa z egzotyczn zabjczyni uwiadomia jej, e z niewiadomego powodu Arilyn ma jeszcze jednego wroga w Szkole Skrytoci, takiego, ktry zada sobie tyle trudu, by bacznie j obserwowa. Dziaajc pod wpywem nagego impulsu, Harfiarka skrcia i wysza z terenu szkoy. Najpierw zamierzaa pj prosto do kobiecej czci siedziby gildii i pooy si wczenie spa. Czekao j duo trudnych zada, a ostatnio nie miaa wiele czasu, by odpocz. Wtpia jednak, by udao jej si zmruy oko, gdyby zostaa w legowisku Fretki. W kieszeni miaa wystarczajco pienidzy, by zapaci za nocleg w skromnej gospodzie, a sen by warty tego wydatku. - Wkrtce bd widzie ogra pod kadym kiem i drowa w kadym cieniu stwierdzia Arilyn, powtarzajc cicho artobliwe powiedzonko, ktrego uya w jaskini Tinkersdama. Ale nie poczua si wcale lepiej, bo zdawao si jej, e w tym, co byo niegdy kpin, pobrzmiewao teraz przeczucie i zapowied niebezpieczestwa. Czujna Harfiarka wzia sobie do serca wasn przestrog. Idc owietlonymi wiatem latami ulicami Zazesspuru, oceniaa w mylach kady cie i zachowywaa bezpieczny dystans od mijajcych j ludzi. By to naznaczony samotnoci i bardzo wyczerpujcy tryb ycia, to jasne, ale Arilyn zdecydowanie bardziej wolaa go od ewentualnej alternatywy! mier bya sta towarzyszk kadego poszukiwacza przygd. Arilyn taczya z ni od prawie trzydziestu lat, cay czas zachowujc prowadzenie. Przetrwanie byo spraw oczywist: trzeba byo tylko zna melodi, parkiet i nigdy nie zgubi kroku. To porwnanie wywoao nieznaczny umiech na twarzy Arilyn. Musi je zapamita i powtrzy Darniowi przy ich najbliszym spotkaniu. Na pewno skorzysta z tej nieplanowanej poetyckiej analogii i umieci j w jednej ze swoich tsknych ballad, pieni, ktrej jego frywolni rwienicy nigdy nie usysz. Mody mczyzna by podnym amatorskim kompozytorem posiadajcym dwa rne repertuary: zbir humorystycznych, czsto spronych piosenek, ktre wykonywa na salonach i w klubach Waterdeep oraz pene zadumy pieni i ballady, ktre pisa sam dla siebie. I o sobie. Arilyn miaa wiadomo, e bya jedyn osob, z ktr dzieli si tymi gboko przeywanymi utworami. Spdzili wiele nocy przy ogniskach poncych na pustkowiu: Danilo piewa do dwiku lutni, a ona kontemplowaa gwiazdy, przyjmujc zarwno ich wiato, jak i muzyk z cich, elfi radoci. Miarowy krok za jej plecami wyrwa Arilyn z zamylenia i przenis z powrotem na ulice Zazesspuru. Jego rytm pasowa do jej wasnego, dugiego i szybkiego marszu, co byo zazwyczaj jasnym dowodem na to, e kto idzie jej ladem. Tym razem nie zabjca, zapewne

kieszonkowiec, poniewa mczyzna nie prbowa zachowywa ciszy. Najlepsi zodzieje starali si wtopi w tum, swj sukces opierajc na sprycie i zwinnoci rk. Arilyn zerkna na lewo. Rzeczywicie, obok niej zatacza si niechlujny i poszarpany mczyzna, trzymajc w rkach na wp oprnion butelk rivenguta i bekoczc co zawzicie do siebie. Ale pomimo pijackiego gldzenia, udawao mu si dotrzyma jej kroku. Bya to bardzo popularna sztuczka: para kieszonkowcw wybieraa sobie cel - jeden potrca ofiar, by odwrci jej uwag, podczas gdy z tyu podchodzi prawdziwy zodziej. Strategia obrony bya take prosta. Gdy pijak zatoczy si w jej stron, Arilyn chwycia go za kamizelk i obrcia nim w kko, po czym popchna go w kierunku wycignitych rk jego wsplnika. Obydwaj upadli ciko na ziemi, pierwszy z nich klnc z trzewym zapaem, ktry wiadczy, e zamroczenie alkoholem byo cakowicie nieprawdziwe. Ten atak przynis Arilyn kilka niechtnych spojrze przygodnych przechodniw, ale nikt nie odway si zwrci jej uwagi, czy stan w obronie poszkodowanych. Zauwaya te, e nikt nie wysili si, by pomc lecym mczyznom, czy spyta ich o samopoczucie. Pelfka ruszya dalej, a idc prbowaa bezskutecznie przywoa z powrotem na myl obraz pustkowi, gwiazd i dzielonej z przyjacielem samotnoci. Z kadym dniem spdzonym wrd tych yjcych w bezprawiu ludzi takie chwile staway si coraz trudniejsze do uchwycenia. Wkrtce, jak si obawiaa, odejd w zapomnienie, a razem z nimi mizerne resztki jej elfiej duszy.

Rozdzia czwarty
Dni mijay, a Arilyn nie bya bliej wykonania swojego ostatniego kontraktu ni owej nocy, gdy zerwaa z drzwi sali narad ogoszenie. Do tego jak na zo, czowiekiem, od ktrego miaa wykra diadem by Abrum Assante, bdcy z zawodu tym samym, co chwilowo Arilyn. By on kiedy jednym z gwnych zabjcw, ale kilka lat temu odszed ze Szkoy Skrytoci, by cieszy si swoim ciko zarobionym bogactwem. Jak na razie przygotowania byy znacznie trudniejsze, ni Harfiarka przewidywaa. I nie chodzio tylko o to, e obrabowanie paacu nie naleao w ogle do prostych zada, bowiem zamoni ludzie ostrono mieli we krwi. Mona byo si spodziewa, e bogaty zabjca bdzie mia si jeszcze bardziej na bacznoci. Assante otoczy si kokonem tylu intryg, wadzy i magii, e nie zniechcay one tylko najbardziej upartych. Prby infiltracji siedziby tego czowieka sprawiy, e Arilyn zmienia swoj definicj sowa wytrwao. Za wyjtkiem osobistych sug Assante, ktrzy byli dokadnie izolowani od otoczenia, nie byo na wiecie nikogo yjcego, kto znaby sekrety paacu. Arilyn posuna si nawet tak daleko, e szukaa kilku martwych sucych, jako e umarli take potrafi opowiada historie, jeli tylko sta kogo na wynajcie kapana na tyle potnego, by mg wezwa ich duchy. Harfiarka nigdy wczeniej nie braa pod uwag takiej metody - elfy niechtnie patrzyy na zakcanie spokoju tym, ktrzy odeszli - ale wrd ywych nie mona byo znale prawie adnych informacji. Kilka wrczonych odpowiednim osobom apwek dao Arilyn dostp do zapisek rnych handlarzy niewolnikami, ktre przejrzaa szukajc transakcji dokonanych z Assantem w cigu mniej wicej ostatnich dwudziestu lat. Pracowicie porwnaa imiona ze spisami tych, ktrzy zostali pochowani w tanich kryptach zarezerwowanych dla niewolnikw. Ale adna z tych papierkowych prac, ktrymi Arilyn pogardzaa rwnie mocno, jak brzydzia si myl o niepokojeniu zmarego, nie przyniosa spodziewanych rezultatw. Wygldao na to, e aden ze sug Abruma Assante nie zosta nigdy pochowany na terenie Zazesspuru, ani wok niego. Albo uzyskiwali w jaki sposb niemiertelno, albo ich cia pozbywano si wewntrz murw paacu. Ostatnie wytumaczenie wydao si Arilyn cakiem realne. Paac Assante, cudo z rowego marmuru i sprytnych iluzji, by dowodem na bogactwo i ostrono jego

waciciela, ogromnym skarbcem penym sekretw. Rozlegy teren otoczony by wysokim, grubym murem, ktry wyglda na taki, po ktrym atwo si wspi. To bya jednak pierwsza iluzja. Mur na grze zakrzywia si delikatnie na zewntrz, po czym wznosi si pionowo szerok i strom krawdzi. Nie byo na nim adnego wgbienia, by si zapa, ani niczego za nim, o co mona by zaczepi hak. Arilyn dowiedziaa si, e niedoszli zodzieje czsto zabijali si, spadajc z niego na kamienny chodnik. Na dziedzicu sytuacja nie przedstawiaa si korzystniej. Byo to jedyne miejsce, ktre widziaa wikszo goci Assante. Odszukawszy i wypytawszy wielu z nich - za kadym razem wystpujc w innym przebraniu - Arilyn zebraa troch zniechcajcych szczegw. Zaraz za murami, wzdu wszystkich czterech stron dziedzica znajdoway si dugie, pytkie, przejrzyste stawy. Plotka gosia, e te mio wygldajce jeziorka wypenione byy nie wod, a niezwykle rcym kwasem. Jednak kilkoro goci opowiadao, e na tej rzekomo mierciononej fosie widziao pywajce abdzie i kwitnce wodne roliny. Rozwaywszy wszystkie dostpne dowody, Arilyn bya pewna, e musi to by kwas. W jednej kwestii wszyscy si zgadzali. Z kadej strony dziedzica przerzucone byy nad stawami eleganckie mosty, a na kocu kadego z nich znajdowaa si byszczca lazurowa chmura, ktra likwidowaa wszystkie magiczne iluzje. Nikt nie mg wej na teren posesji nie przeprawiajc si przez stawy lub nie przechodzc przez mg. Ten fakt wystarczy, by upewni Arilyn, e fosa bya mierteln puapk. A po kilku kuflach piwa jeden z goci Assante wyzna, e widzia, jak jeden z abdzi wszed w mg i znikn. Najwyraniej sam ptak by niczym wicej jak tylko iluzj. Jednak ani wodne roliny, ani abdzie nie byy jedyn niespodziank, ktra czekaa na dziedzicu. Wikszo stojcych w ogrodzie figur i gargulcw tworzyo pary. Powiadano, e w kadej z nich jedna posta bya mechanicznie poruszan konstrukcj, a druga yw osob. Nikt nie by pewien, ktra bya, ktr. Take mosty opatrzone byy parami identycznych, calishickich stranikw. To bya kolejna maa sztuczka, pomylana, by zwie potencjalnych miakw i sprawi, by pomyleli, e stranik jest tylko jeden, drugi za to tylko magiczne odbicie. W rzeczywistoci za kada para stranikw skadaa si z bliniaczych braci, starannie dobranych i wywiczonych, by naladowa ruchy partnera ze zdumiewajc precyzj, a do chwili, gdy uwaali za stosowne niespodzianie i indywidualnie zaatakowa. Assante, jak przekonaa si Arilyn, mia bardzo mroczny i zawiy umys. Sam paac by masywnym, gadkim owalem: bez rogw, za ktrymi mgby kto si czai; bez dekoracyjnych rolin zasaniajcych fundamenty; bez winoroli pncych si po rowych cianach. Kilka piter wyej mia ksztat staroytnego zigguratu, schodkowej

piramidy zbudowanej z coraz mniejszych owalnych paszczyzn. Budowla miaa liczne iglice i blanki, ale tylko na najwyszym pitrze. Porodku na samej grze wznosia si wysoka wiea. Stojcy na niej wartownicy mieli idealny widok na ca posesj, mury i kilka domw stojcych poza nimi. Bya to jedna z najdziwniejszych, ale te najatwiejszych do obrony fortec, z jakimi kiedykolwiek spotkaa si Arilyn. adna ze zwykych stosowanych przez zabjcw sztuczek nie bya odpowiednia, bowiem Assante zna je wszystkie i bez wtpienia odpowiednio si zabezpieczy. Magiczne zmiany wygldu byy bezuyteczne, bowiem kady, kto przechodzi przez most musia wej w wietlist mg, ktra likwidowaa takie iluzje. Nie byo adnej drogi nad, dookoa czy w poprzek. Arilyn przypuszczaa, e musiaa ona biec pod spodem. Wedug niej paac powinien mie przynajmniej jeden tunel ewakuacyjny. aden zabjca, ktry doy tak sdziwego wieku jak Assante, nie zrezygnowaby z takiego rodka ostronoci. Problemem byo znalezienie jego koca i wejcie do rodka. Wikszo takich tuneli zrobiona bya tak, by mona byo przechodzi nimi tylko w jedn stron. Mino troch czasu, nim znalaza na to odpowied. Jeden z nielicznych goci bywajcych w paacu opowiada o fontannie pachncej mineraami. Oznaczao to, e zasilana bya przez jakie rdo. Wodne tunele byy rzadko spotykane, ale nie niemoliwe. Ale gdzie by jego pocztek? Do Zazesspuru spyway dziesitki potokw, biorcych swj pocztek w Grach Gwiezdnych Iglic. Publiczne anie zbudowane na ciepych, ttnicych rdach byy w miecie powszechne. Ta myl wanie naprowadzia Arilyn na waciwy trop. Chocia czujny Assante nie postawiby stopy w ani, posiada jedn dla zabawiania przyjaci i znajomych tej samej profesji. Niewiele osb o tym wiedziao. Arilyn spdzia prawie cae dwa dni, tropic urywajcy si cigle lad dokumentw, ktre potwierdzay, e Assante jest wacicielem eleganckiego domu uciech i lecznictwa. Przy okazji dowiedziaa si, e byy zabjca posiada w Zazesspurze ogromn ilo nieruchomoci. Schowaa w pamici t informacj, by wykorzysta j w przyszoci i zabraa si za poszukiwanie tunelu.

***

Panna Penelopa, gospodyni i zarzdca Pienistych Piaskw, przygldaa si nowej kandydatce okiem znawcy. Nigdy wczeniej nie zatrudniaa w ani pelfki, ani nie robi tego nikt z konkurencji. Sam fakt, e bya to jaka nowo mg przycign nowych klientw. Ta dziewczyna wygldaa cakiem niele. Moe bya zbyt chuda, ale miaa tak cudown perow skr! Po kilku godzinach spdzonych w zaparowanych salach, wikszo dziewczyn bya tak czerwona i rozczochrana jak przekupki w dniu prania. Jednak pelfka wygldaa na raczej delikatn. Praca nie zawsze bya adna i przyjemna - czasem trzeba byo niele harowa. Gospodyni przyjrzaa si referencjom, ktre przyniosa ze sob pelfka. Naprawd robiy wraenie. Pracowaa jako kurtyzana w paacu lorda Piergeirona w dekadenckim Waterdeep. To dobrze wiadczyo o jej dyskrecji i znajomoci dworskich zwyczajw i etykiety. Suya te jako hostessa w Rumianej Syrenie, luksusowym klubie i domu wodnego lecznictwa w niespokojnej Dzielnicy Dokw w tym samym miecie. To wskazywao, e znaa si na swoim rzemiole i potrafia zajmowa si rnym rodzajem klientw. W kocu za mieszkaa u bogatego barona z pnocnej czci Amnu. Oznaczao to, e bya wystarczajco zdolna, by zwrci na siebie uwag czowieka, ktrego sta byo na to, co najlepsze. Pelfka bya take znajom modego ksicia Hashetha, a Penelopie nieobca bya mdro zachowywania serdecznych stosunkw z tymi, ktrzy akurat stali u wadzy. Pozosta tylko jeden test, jako e Penelopa bya odpowiedzialna nie tylko za zapewnienie swoim klientom rozrywki, ale te za ich bezpieczestwo. Otworzya rzebione drewniane pudeeczko, stojce na biurku i wzia z niego szczypt tego proszku. Rozsypaa go na do i dmuchna. Wiszcy na szyi pelfki naszyjnik z koci soniowej rozbysn natychmiast lazurowym wiatem. By to widomy znak, e mia on jakie magiczne waciwoci. Kandydatka nie wydawaa si wcale zdziwiona ani zmartwiona tym faktem. Penelopa zastanowia si, jak zareagowaaby pelfka, gdyby wiedziaa, e ten prosty czar wymusza take prawdziwe odpowiedzi. - Do czego to suy? - spytaa gospodyni. Arilyn umiechna si skromnie. - To amulet oddychania pod wod. W mojej pracy wielokrotnie przekonaam si, e umiejtno pozostawania pod wod przez duszy czas moe by bardzo... przydatna. Penelopa otwara ze zdumienia usta, po czym zamkna je, lekko stukajc zbami. Skina w zamyleniu, rozwaajc sytuacje, ktre miaa na myli pelfka. - Czy moesz zacz od jutra?

***

Arilyn sza cicho przez tunel, liczc kroki i zwracajc baczn uwag na odlego i kierunek. Potrafia znale waciw drog na rozlegych wrzosowiskach, a take w najgstszym lesie, podobnie jak kady tropiciel, ktrego znaa, ale jej orientacja przestrzenna w tunelu biegncym gboko pod ziemi bya mocno zaburzona. Na szczcie by on krtki i raczej prosty. Nie byo potrzeby umieszcza w nim mylcych skrtw, czy rozgazie, bowiem przejcie to byo naprawd dobrze ukryte. I jeli przypuszczenia Arilyn byy prawidowe, tunel rzeczywicie bieg pod paacem Abruma Assante. Nagle korytarz zacz gwatownie opada w d. U podna pochylni, Arilyn dostrzega bijce mineralne rdo. Ta droga bez wtpienia prowadzia do paacu Assante. Pelfka bya take prawie pewna, e w wodzie czekay jedna lub dwie niespodzianki. Harfiarka instynktownie wzia gboki oddech, chocia amulet sprawia, e byo to niepotrzebne, i zelizgna si po pochylni do wody. Zanurkowaa, zrobia przewrt i zacza pyn coraz gbiej. Tunel cign si dalej, jak oszacowaa Arilyn, przez przynajmniej dwadziecia stp. W skalnej cianie obok podogi bya dziura o rednicy niecaych dwch stp, tak idealnie okrga, jak okno statku. Arilyn spojrzaa przez otwr i zobaczya co, co wygldao na wielk studni. Na skalnych cianach widniay podobne okna. Wszystkie tego samego rozmiaru i ksztatu. Arilyn odpia od pasa may n i wetkna w szczelin obok otworu. atwo byo pomyli si, a szukanie waciwego wyjcia trwaoby zbyt dugo, a nawet z amuletem podwodnego oddychania, czas, ktry moga spdzi w tej duej studni by ograniczony. Na dnie, niewiele stp pod ni, krcio si kilka ogromnych skorupiakw, rzucajc si jak oszalae w poszukiwaniu poywienia. Arilyn nigdy wczeniej nie widziaa takich stworw i nie miaa pojcia, jak mog si nazywa. Miay ponad siedem stp dugoci, nie liczc wachlarzowatych ogonw i dugich czukw, i poruszay si na kilku parach maych, zakrzywionych nek. Wielkie, bezzbne paszcze zabieray ca szeroko gowy, a para czukw poruszaa si bezustannie: jeden dotyka dna, drugi koysa si w wodzie. Stwory uzbrojone byy w podobne do tarcz, przezroczyste muszle. Dopiero po chwili Arilyn zdaa sobie spraw, co przypominaj jej te stworzenia. Wszystko wskazywao na to, e byy to gigantyczne krewetki. Jeden ze stworw podpyn do gry, odpychajc si nogami. Gdy min Arilyn tak blisko, e moga go dotkn, Harfiarka zdaa sobie spraw, co stao si z poprzednimi sugami

Assante. Wntrznoci gigantycznego skorupiaka byy wyranie widoczne, poczwszy od pojedynczej duej yy pulsujcej wzdu zakrzywionego krgosupa, a koczc na czciowo strawionym nizioku w odku. Arilyn zerkna w d na dno studni. Leay tam due kamienie, kilka kawakw liny i nic poza tym. Najwyraniej kady, kogo Assante chcia si pozby, by spuszczany w d i wrzucany do studni. erujce na dole krewetki pochaniay wszystko, co znalazo si na ich drodze. Ale tam, gdzie bya, Arilyn czua si wystarczajco bezpiecznie. Skorupiaki byy zbyt due, by przecisn si przez otwory w cianie. Przygldaa si przez chwil stworom, analizujc ich prdko i sposb poruszania. Potem wycigna ksiycow kling i czekaa. Gdy jedno ze stworze znw przepyno w zasigu rki, wykonaa gwatowny wypad i odcia trzy nogi zwierzcia. Koczyny opady na dno. Pozostae skorupiaki rzuciy si na nie natychmiast, uderzajc si nawzajem czukami niczym biczem i walczc o najwikszy ksek. Ranna krewetka, nie mogc pywa, opada wirujc na dno, gdzie czekaa j pewna mier. Upewniwszy si, e gigantyczne skorupiaki maj na jaki czas zajcie, Harfiarka wyskoczya z tunelu i zacza pyn w stron wiata. Byo bardzo nike, co wskazywao, e prawdopodobnie wynurzy si w jakiej zaciemnionej i, jak miaa nadziej Arilyn, pustej komnacie. Mimo tego pelfka wychodzia z wody powoli, po cichu, bacznie przypatrujc si otoczeniu. Studnia bya w okrgym, ciemnym, niskim pomieszczeniu z tuzinem pokrgych portali otwierajcych dugie korytarze. W powietrzu unosi si silny, ziemny zapach i intensywna wilgo - niezwyke dla umiarkowanego klimatu Zazesspuru - co sugerowao, e bya to piwnica, prawdopodobnie nawet dwa pitra pod ziemi. Jednak cay pokj, od podogi po sufit, by z tego samego cudownego marmuru, ktry zdobi paac na zewntrz. Nie brakowao tam te luksusw. Ze studni do niskiej rzebionej wanny poprowadzonych byo kilka rur, a na stojcym obok stoliku lea kompletny ekwipunek sybaryty: sterta rcznikw, kilka wiec w srebrnych wiecznikach, wysadzana drogimi kamieniami karafka i para kielichw. Bystre oczy Arilyn dojrzay na stole cieniutk warstw kurzu, dlatego Harfiarka podejrzewaa, e luksusowy wystrj mia odwrci uwag od studni i jej prawdziwego przeznaczenia. Gdy upewnia si, e jest sama, Arilyn wdrapaa si ostronie na marmurow krawd mineralnego rda. Zdja z plecw brezentow torb, wyja z niej duy kwadratowy kawaek lnu i wytara si szybko do sucha. Nie chciaa zostawi po sobie nawet mokrego ladu stopy na pododze, niczego, co umoliwioby sugusom Assante pj jej ladem do

ani. Cienkie jedwabne ubranie, ktre wybraa na pierwszy dzie w Pienistych Piaskach byo do tego idealne. Nie tylko szybko scho, ale miao piaskowy odcie ru i byo specjalnie utkane i ufarbowane, by zlewa si z barw marmuru paacu Assante. Cisz piwnicy zakci dobiegajcy z oddali odgos krokw, odbijajcy si echem po marmurowych korytarzach jak gradowe kule od stromego dachu. Oprcz mozolnej krztaniny, sycha byo jeszcze szuranie i brzk jakiego duego, cikiego przedmiotu, najwyraniej cignitego po pododze. Wkrtce doczy do tego niezadowolony, mski gos. Arilyn zorientowaa si w sytuacji na podstawie mruczanych pod nosem skarg i dochodzcego co chwila gonego szczku, ktry sycha byo za kadym razem, gdy sucy zatrzymywa si i kopa w co, co jak podejrzewaa Arilyn byo napenionym wod wiadrem. Harfiarka zaczaia si za fontann i czekaa. Bya to wanie okazja, na jak czekaa. Jej optymizm znikn momentalnie, gdy suga wszed do pokoju, trzymajc na jednym ramieniu szczotk i cignc za sob wiadro. By to krasnolud o sylwetce przypominajcej przycupnity, dwunogi grzyb, i twarzy, ktra przywodzia na myl wygld burzowych chmur, wiszcych nad urwist gr. Wedug rachuby swojego ludu krasnolud by mody - sdzc po dugoci ciemnobrzowej brody, mg mie jakie siedemdziesit, osiemdziesit lat - i wysoki na najwyej cztery stopy. Jednak Harfiark, pomimo swoich umiejtnoci w posugiwaniu si mieczem, wahaa si, czy wdawa si w walk z tym najwyraniej zniecierpliwionym maym mczyzn. A z drugiej strony, czy miaa jaki wybr? Arilyn patrzya jak krasnolud zamoczy i wy szmat, po czym odwrci si i zabra si za wycieranie marmurowej podogi, cay czas mruczc pod nosem przeklestwa. Podniosa si i cicho zasza go od tyu, trzymajc w rce miecz. Celne kopnicie przewrcio wiadro i posao w stron krasnoluda strumie mydlanej wody. Mczyzna odwrci si w stron, skd dobieg go haas, zobaczy gotow do walki elfk i instynktownie rzuci si do ucieczki. Nim jednak zdy przebiec trzy kroki, straci rwnowag i upad ciko na plecy. Kudata gowa uderzya w marmurow podog z tak dononym stukiem, e Arilyn poczua go we wszystkich kociach. Gdy krasnolud prbowa odzyska ostro widzenia, Harfiarka zrobia krok do przodu i zanurzya koniuszek miecza w brodzie mczyzny, nim nie poczua jego garda. - Zaprowad mnie do skarbca - zadaa. - Do skarbcw - poprawi j burkliwie krasnolud. Arilyn zauwaya, e twardy gos krasnoluda mia wicej wsplnego z padajcym na kocio deszczem, ni z ludzk mow. -

Wicej ni jeden jest. Duo. Ale strzeg ich uzbrojeni ludzie tak trudni do spacyfikowania, jak charakter mojej teciowej, i s zamknite lepiej ni ppek gnoma. Nie mam klucza. Nikt ze sucych go niema. - Nie potrzebuj kluczy - zapewnia Arilyn - i nigdy nie spotkaam nikogo, kto by mi dorwna w walce. Jako e krasnolud nadal lea z przycinitym do garda mieczem, mia moliwo oceny tych deklaracji i wojowniczki, ktra je skadaa. Wzrok jego powdrowa po byszczcej klindze i zatrzyma si na stanowczym obliczu Harfiarki. - Jak na elfk masz duo tupetu - przyzna w kocu. - Czy moe przypadkiem znasz te drog na zewntrz? - T sam, ktr przyszam. W oczach krasnoluda pojawi si bysk. - Jestem dobrym wojownikiem. Gdyby przekazaa mi jeden ze swoich sztyletw... We mnie, gdy bdziesz wychodzi, a zrobi dla ciebie wszystko, co bd mg. Na brod Morodina - zakl z zapaem - za szans wydostania si std, dabym si namwi na ograbienie grobowcw moich wasnych przodkw! Arilyn wahaa si tylko przez chwil - nie byo w jej zwyczaju zostawia w niewoli inteligentne stworzenia. Wysuna ksiycow kling spomidzy gstwiny jasnobrzowej brody i cofna si kilka krokw. Krasnolud podnis si z trudem. Rzucia mu sztylet, ktry zwinnie zapa. Ruszy jednym z korytarzy, dajc jej znak, by sza za nim. Arilyn stwierdzia z ulg, e krasnolud potrafi i cicho, gdy tylko si postara. Zgodnie z obietnic przyprowadzi j do masywnych, zamknitych drzwi, przed ktrymi stao trzech potnych ludzi uzbrojonych w zdradziecko zakrzywione miecze. Take zgodnie z tym, co mwi, krasnolud by dobrym wojownikiem. Przedziwna para spiskowcw powalia stranikw w rekordowym czasie. Krasnolud przetar wierzchem doni spocone czoo, po czym skomentowa to z wyrazem niezadowolenia na brodatej twarzy. - Musiaem wyj z formy; nie powinienem by si spoci przy takich trzech! Arilyn stumia umiech. Razem z krasnoludem zacigna stranikw do studni i wrzucia do wody, po czym wrcia do skarbca. Kiedy krasnolud sta na stray, pelfka zabraa si do roboty. Z nieprzemakalnej torby wyja mae drewniane pudeko, nieumylnie dostarczone przez jej now pracodawczyni, pann Penelop, i sypna troch tego proszku na drzwi. Nie pojawi si aden charakterystyczny bysk - najwyraniej magii tu nie uyto. Napominajc krasnoluda, by si odsun, pochylia si, by przyjrze si zamkowi. By

oczywicie zamknity; przekrcony nie raz, ale trzykrotnie. Unieszkodliwienie miertelnych puapek zajo jej prawie dwie godziny. W kocu drzwi uchyliy si bezgonie. Arilyn wesza ostronie do pierwszego pomieszczenia, a krasnolud poda tu za ni jak przycupnity cie. W skarbcu byo cakowicie cicho i ciemniej ni w bezksiycow noc, ale zarwno krasnolud, jak i pelfka mieli wzrok niezwykle czuy na ciepo i adne z nich nie czuo potrzeby posiadania pochodni czy wiecy. W miar jak przechodzili z kolejnych pomieszcze, w oczach krasnoluda pojawiay si zdumienie i chciwo, a z garda, co chwila dobywa si okrzyk zachwytu. Jego podziw nie by bezpodstawny, by to, bowiem bez wtpienia najbardziej niezwyky zbir, jaki Arilyn kiedykolwiek widziaa. Wiele przedmiotw byo bezcennych, wiele niezwykle kosztownych, a niektre po prostu dziwne. Byy tam liczne rzadkie muzyczne instrumenty, a wrd nich na przykad wysoka na sze stp harfa z rzebionym pudem rezonansowym o ksztacie kobiety, ktrej pozacane palce opieray si na strunach. Magiczna, domylia si Arilyn, czeka na znak, by zacz gra. Obrazy, posgi i rzeby z wielu krajw wypeniay kilka komnat. Mona byo take przyjrze si sztuce wypychania zwierzt: rzadkie stwory, ktrych ywych okazw nie widziano od kilku pokole, wypeniay ca sal. Na ziemi leay sterty monet z kadego kraju, o jakim Arilyn kiedykolwiek syszaa i tyle rzadkich ksiek, e zadowolioby si tuzin nienasyconych uczonych. Bya caa pka wspaniale malowanych waz, zrobionych przez ogniste salamandry z roztopionych pszlachetnych kamieni; wysadzane klejnotami miecze; korony dawno zapomnianych krlw; dworskie suknie wyszywane jedwabn nici i drobnymi perami; a take zote bero z wyrytymi na nim runami z dalekiego wschodu. Pord tych skarbw ze zota i kamieni, Arilyn znalaza wreszcie przedmiot, ktrego szukaa: delikatny, filigranowy diadem z licznymi jasnopurpurowymi ametystami. Harfiarka zawina ostronie koron w mikk szmatk i woya do torby. - Czas na nas - powiedziaa, odwracajc si do swojego krasnoludzkiego cienia. - Tylko to? To wszystko, co std zabieramy? - zapyta krasnolud. Gdy Arilyn przytakna, zacz natychmiast chwyta mae przedmioty i wpycha je do kieszeni. - Zalege pensje - wyjani. - Pracowaem tu przez ponad dziesi lat. Naley mi si. Arilyn nie aowaa krasnoludowi jego zapaty, ale zoto byo cikie i obawiaa si, e dodawszy taki adunek do swojej i tak pulchnej sylwetki, jej towarzysz bdzie way zbyt duo. - Na zewntrz musimy wypyn - ostrzega go. Krasnolud przerwa natychmiast grabie i spojrza na ni blednc na caej twarzy.

- Nie, tylko nie przez studni!? Gdy Harfiarka potwierdzia, jkn, po czym wzruszy ramionami. - No c, zawsze wiedziaem, e prdzej czy pniej bd musia przemierzy t drog. Przypuszczam, e lepiej pj ni za ycia. Ale powiedz mi: co tam na nas czeka? Arilyn opowiedziaa mu wszystko. Krasnolud zacisn wargi i zastanowi si, po czym wysypa z kieszeni cz upw, jako gwny skarb zostawiajc sobie zakrzywiony, wysadzany drogimi kamieniami sztylet. Ruszyli z powrotem do wyjcia. Byli ju niedaleko drzwi, gdy uwag Arilyn zwrci jeden ze skarbw - duga skrzynia przysunita do odlegej ciany. Przykryta bya nisk, pokrg zakurzon pokryw ze szka, przez ktr przewitywao co, co najwyraniej byo ciaem kobiety. Zaciekawiona Harfiarka podesza bliej i rkawem koszuli przetara wierzch skrzyni, by mc si lepiej przyjrze. Pochylia si i zajrzaa do rodka. W skrzyni leao ciao piknej elfki, nie ywej, ale, zdaniem Arilyn, te nie martwej. Kobieta wygldaa na... pust. Harfiarka nie potrafia tego inaczej okreli. Duch elfki ulotni si, zostawiajc jej ciao w stanie jakiej gbokiej hipnozy. Od jak dawna to trwao, Arilyn nie umiaa powiedzie, ale ozdoby elfki miay staroytny wzr, a kolczuga, ktra okrywaa jej szczup posta bya najwspanialsza i najstarsza ze wszystkich, jakie pelfka dotd widziaa. Elfka bya te niepokojco znajoma. Na jedno rami opada gruby warkocz o barwie szafirw. By to najrzadszy odcie wosw wrd ksiycowych elfw, kolor, ktry kojarzy si Arilyn z dawno zmar matk. Twarz kobiety bya jej znana, chocia tak naprawd nie przypominaa nikogo, kogo Arilyn potrafiaby nazwa, lub kogo by pamitaa. Zmartwiony wzrok Harfiarki powdrowa w d i zatrzyma si nagle. Na udach elfki leaa maa tarcza ozdobiona dziwn elfi pieczci: falistym wzorem skadajcym si z dwch znakw - jeden z nich by lustrzanym odbiciem drugiego - wyrytych naprzeciw siebie, ale niestykajcych si. Serce Arilyn zamaro na chwil. Znaa ten znak. Wyjmujc powoli miecz z pochwy, czua, jakby lodowata do zacisna jej si na odku. Na staroytnej klindze wyrytych byo dziewi run - jedna z nich pasowaa idealnie do wzoru z tarczy elfki. - A niech to! Niech stan si jednogowym ettinem - wymrucza krasnolud, zagldajc do trumny - jeli nie jest to mocniejszy sen, ni kiedykolwiek miaem. I to fakt! Syszaem o takich rzeczach. Ale nie wierzyem tym historyjkom ani przez chwil! Arilyn nie wiedziaa, o jakich opowieciach mwi, ale nie miao to wikszego znaczenia. Ona sama syszaa wiele takich opowiadanych na dobranoc bani - o picych krlewnach i bohaterach, ktrzy le w ukryciu w podobnym do mierci nie, nim nie

przebudz si, by wspomc w potrzebie - nigdy jednak ani troch w nie nie wierzya. Lecz w tej upionej elfce byo co, co sprawiao, e stare legendy wydaway si by moliwe. Tym razem Arilyn poaowaa, e nie ma dostatecznej wiedzy na temat zwyczajw elfw i nie wie niemal nic o mieczu, ktry nosi. - Id do studni - popdzia krasnoluda. - Jest kilka wyj na zewntrz. Suchy tunel prowadzi na wschd i oznaczony jest noem. Docz do ciebie niebawem. Krasnal wyszczerzy si, a w czerwonych oczach pojawi mu si bojowy bysk. - Wstaw wod i zacznij sieka chrzan na przypraw - dzi wieczorem bdzie uczta z krewetek! - ogosi radonie i pomkn w stron wyjcia. Arilyn usyszaa, jak ze wistem nabiera powietrza i z gonym pluskiem skacze do wody. Po odejciu krasnoluda, Harfiarka zwrcia si z powrotem do makabrycznej trumny. Wiedziona jakim przeczuciem dotkna ksiycow kling do szka. W mieczu wezbraa magiczna moc niczym piorun, ktry nie moe znale ujcia. Poniewa Arilyn bya zwizana z mieczem w sposb, ktrego nie rozumiaa, poczua, e miecz rozpozna swojego dawnego waciciela. Pelfka nie miaa wtpliwoci: patrzya na jednego ze swoich przodkw, na elfk, ktra niegdy wadaa tym samym mieczem. Ale jak to byo moliwe i co sprawio, e elfi wojowniczk spotka taki los? Arilyn nie wiedziaa wiele o historii swojego miecza, za wyjtkiem imion elfw, ktre go posiaday i mocy, ktre kady z nich nada ksiycowej klindze. Matka zmara, nim zdya opowiedzie Arilyn o jej dziedzictwie, a jej opiekun, zdradziecki zoty elf Kymil Nimesin, by bardziej zainteresowany wykorzystaniem broni swojej podopiecznej ni edukacj dziewczynki. Gdy p-elfka staa, rozmylajc nad pic kobiet, poczua, e ogarnia j i dusi jaki niejasny strach, ktry zawsze czua przed ksiycowym ostrzem, ale ktrego nie potrafia wytumaczy. Powstrzymaa jednak emocje i przeleciaa w mylach wszystko, co wiedziaa o ksiycowej klindze. Dziewi osb, wliczajc w to j, wadao mieczem od momentu, gdy zosta wykuty w staroytnym Myth Drannor i kada z nich dodaa do niego jedn magiczn waciwo. Chocia Arilyn znaa te moce, nie potrafia dopasowa ich do run, ani run do elfw, od ktrych pochodziy. Nie znaa imienia elfki, ktra tutaj spaa, ale sdzia, e odpowied na to mona znale w szkle, ktre j zakrywao. Wikszo ludzi nie zdaje sobie sprawy, e szko jest niezwykle kleistym pynem. Jego przepyw jest zbyt wolny, by mona go byo zmierzy, a tym bardziej zauway w czasie ludzkiego ycia. Po wielu latach szyba grubiaa u podstawy, jako e zwolna spywajca ciecz zbieraa si w najniszym punkcie. Elfy wiedziay, e z czasem wszystkie okna si

otworz... od gry. Problemem byo jednak zmierzenie tego przepywu bez rozbijania szka. Tego Arilyn nie chciaa robi, bojc si zakci nienaturalny sen elfki. Ale gdy przypatrzya si bliej trumnie, dosza do wniosku, e nie ma takiej potrzeby. Szklana pokrywa nie bya opiecztowana, ale umocowana z jednej strony na zawiasach. Od szczytu za niskiej kopuy sza duga, falista rysa. Arilyn wyja zza paska n i wbia ostrze w pknicie, potem wyja i wbia obok. W szkle pojawia si druga szczelina i na pic elfk spad wycity kawaek szyby. Arilyn ostronie uniosa pokryw i podniosa szko. Zmierzya je kawakiem sznurka, po czym z kadego koca odcia kawaek. Odamane czci owina w grub szmatk i woya do torby. Tinkersdam prawdopodobnie potrafi oceni wiek szka w cigu kilku sekund. Uporawszy si z tym, Harfiarka przyjrzaa si raz jeszcze swojemu przodkowi. Elfka bya znacznie mniejsza od Arilyn. Posiadaa szlachetniejsze rysy i delikatniejsze koci. Donie o dugich palcach uoone miaa po obu stronach ciaa, spodem do gry. Harfiarka zauwaya, e tylko lewa rka elfki nosia wyrane lady posugiwania si mieczem. To oznaczao, e kobieta bya jednym z pierwszych jego wacicieli, zanim jeszcze klinga uzyskaa moc szybkiego i niezwykle silnego cicia, ktre wymagao trzymania jej w obu doniach. Gbokie oburzenie napenio serce Harfiarki, gdy opuszczaa pokryw - nie moe by, by elfka szlachetnego rodu stanowia cz kolekcji jakiego bogacza, wystawiona na pokaz, jakby bya po prostu kolejnym ciekawym i piknym przedmiotem! To si jeszcze zmieni, obiecaa sobie Arilyn, wymykajc si ze skarbca. Powrci tu i zabierze nieznan wacicielk ksiycowej klingi w miejsce godniejszego spoczynku. Ale nie moga uczyni tego teraz i bez niczyjej pomocy. Z ponur min Harfiarka zbliya si do studni i zanurkowaa. Wygldao na to, e krasnolud si nie nudzi. Rozupane i oprnione muszle dwch gigantycznych skorupiakw wiroway we wzburzonej wodzie, a ich zawarto bya porbana na porcje w sam raz do zimnego bufetu. Pozostae stworzenia opanowa sza obarstwa i wszystko wskazywao na to, e przez najblisze dni poywienia im nie zabraknie. Uwag Arilyn zwrci strumie ciepa bijcy od dna studni. Tam, wijc si w potwornych mkach, lea najwikszy z gigantycznych skorupiakw, jakie Arilyn miaa okazj zobaczy; na tyle duy - i na tyle gupi - by pokn ywego krasnoluda. Potwr zginby ju pewnie wskutek popenionego bdu, gdyby krasnolud nie zgubi podczas walki sztyletu. Harfiarka dostrzega inkrustowan bro, plczc si wrd licznych odny skorupiaka i podskakujc w gr i w d jak oszalaa wiewirka.

Arilyn wycigna zza paska sztylet i zanurkowaa gbiej. Potwr nie zauway, e si zblia, poniewa ca jego uwag pochaniaa najgorsza niestrawno, na jak kiedykolwiek cierpia. Ogromny skorupiak krci si i wi, czasem przewracajc si na bok, po czym znw podnoszc si na wszystkie nogi. Chocia krasnolud ledwie ju wytrzymywa bez powietrza, nie zrezygnowa z walki. Arilyn wbia n pomidzy dwie paszczyzny skorupy potwora. Siadszy okrakiem na ogromnej krewetce i przytrzymujc skorup kolanami, zacza rozcina cielsko stwora, by uwolni uwizionego krasnoluda. Gdy tylko rozprua zadziwiajco twardy i elastyczny nabonek odka, jej towarzysz wyskoczy natychmiast w gr. Machajc krtkimi nogami i rkoma, krasnolud instynktownie kierowa si na powierzchni. Arilyn ruszya za nim, przecigajc znacznie wolniejszego pywaka i mknc w stron oznaczonego wyjcia. Odwrcia si, chwycia rk brod mczyzny i wcigna go do otworu. Wpynli do napenionego wod tunelu i wynurzyli si na powierzchni. Krasnolud zapa si cudownie suchych kamieni, ktre walay si po pododze tunelu i wzi kilka dugich, nierwnych oddechw. Arilyn wyczogaa si za nim i wturlaa si na skalist ziemi. Przez kilka chwil leaa bez ruchu, czekajc a walce serce odzyska swj normalny rytm. W kocu spostrzega, e krasnolud, nadal do poowy zanurzony w wodzie, patrzy na ni nienawistnym wzrokiem. - Pocigna mnie za brod - zauway. - Nie powinna bya tego robi. - Prosz bardzo - odpara grzecznie Arilyn. - Tego rwnie - wymrucza. - A tak przy okazji nazywam si Jill. Byy to gortsze podzikowania ni pelfka si spodziewaa, nawet pomijajc wstp. Krasnoludy zazwyczaj odmawiay podania jakiegokolwiek imienia, nawet tak skrconego i najwyraniej faszywego jak to. Arilyn wstaa i wycigna rk, by pomc nowemu przyjacielowi wydosta si z wody. - Jill? - powtrzya z niedowierzaniem. - Zgadza si. Jaki problem? - C, nie. Oczekiwaam czego troch... duszego, jak mi si zdaje. Twardszego. I raczej mskiego. - To imi mojej matki - owiadczy krasnolud tonem penym szacunku, ktry wyklucza wszelk dyskusj. Arilyn trapia jednak jeszcze jedna myl.

- Teraz, gdy widziae skarb, przypuszczam, e wrcisz tam po niego? - Nie byo to pytanie bezpodstawne, bowiem krasnoludy generalnie dorwnyway smokom upodobaniem, z jakim gromadziy kosztownoci. Arilyn chciaa wrci kiedy jeszcze do skarbca, a o ile strata jednego diademu i sugi moga zosta niezauwaona, o tyle spustoszenie spowodowane przez band krasnoludzkich grabiecw z pewnoci doprowadzi do tego, e z trudem zdobyte wejcie do paacu Assante zostanie sprawdzone i zabezpieczone przed kolejnym wamaniem. Jill tylko naburmuszy si. - Byem w tym rowym wizieniu przez dziesi lat. Nie planuj tam wraca, w adnym wypadku. Jeli jest tam co, co chciaaby mie, elfko, to prosz bardzo. Tylko nie daj si zapa. Tam nie ma nic, co byoby tego warte. Gdy mwi, wzrok powdrowa mu na wschd w kierunku Gr Gwiezdnych Iglic, gdzie znajdowa si jego dom. Arilyn bya skonna mu wierzy. Gdy wdrapali si po pochylni, powiedziaa mu w skrcie, co czekao ich na kocu tunelu. Skupiony wyraz twarzy Jilla, gdy kontemplowa te cuda, znacznie przewysza chciwo, ktr mia w oczach podczas wdrwki po skarbcu. - Mylaam, e pragniesz wrci pod Gwiezdne Iglice - powiedziaa Arilyn. To mwic, wcisna jednak Jillowi gar srebrnych monet. - Nie byoby wskazane, by paci dziewcztom panny Penelopy zotem zabranym ze skarbca Assante. Krasnolud wzruszy ramionami i schowa pienidze. - Po dziesiciu latach wychodz z tych tuneli i wracam z kieszeniami penymi skarbw. Niech nikt nie auje mi kilku godzin zabawy i nie pyta, jak wydam twoje srebro!

***

Lord Hhune trzyma diadem w pulchnych doniach, obracajc go i przygldajc si mu z satysfakcj. - Pozostao po dawnych wiekach - wysapa z szacunkiem. - lubna korona modej ksiniczki Lhayronny, ktra zostaa krlow u boku swojego kuzyna, krla Alehandra III. To nam przypomina, e kto nosi koron, musi stan w obliczu miecza! - powiedzia nabonie, cytujc znane tethyrskie powiedzenie.

Jak cynicznie zauwaya w duchu Arilyn, lord Hhune nie nalea do osb, ktre zwrciyby uwag na to ostrzeenie. By potn osob w Zazesspurze. Nie tylko by bogatym kupcem i gow gildii morskiej, ale take czonkiem Rady Lordw, ktra wprowadzaa w ycie edykty paszy Balika. Dlatego te byo prawdopodobne, e bra udzia w niedawnym spisku, majcym na celu przejcie wadzy przez gildie. Arilyn nie zdecydowaaby si na ukradkowy napad na siedzib Assante, gdyby nie perspektywa stanicia twarz w twarz z lordem Hhunem po wykonaniu zadania i przyjrzenia mu si dokadnie. Z kad chwil spdzon W jego obecnoci, nieufno Arilyn wobec tego mczyzny rosa. Plotka gosia, e zabi on czerwonego smoka. Arilyn byo skonna w to uwierzy, ale tylko w sytuacji, e smok, o ktrym bya mowa, by jeszcze wwczas w jaju. Hhune by ogromnym mczyzn, ale wyglda, jakby wicej czasu spdza objadajc si ciastkami, ni wadajc mieczem. Mimo to mniej wnikliwy obserwator mg uwaa go za czowieka wytwornego i wielkiego pana. Ciemne, kosztowne szaty mia tak skrojone, by skryway jego okrg sylwetk. Wosy i grube, czarne wsy, lekko przetykane siwizn, byy rwno przycite i zadbane, za mae oczy patrzyy z dobrze udawan grzecznoci. Arilyn znaa jednak wielu podobnych mu chciwych ludzi i nie daa si zwie pozorom. Hhune nie nalea do tych, ktrzy potrafi si zadowoli posiadan przez siebie wadz. Harfiarka nie podejrzewaa, by traktowa diadem jako zwyky skarb. Znaa na tyle dobrze histori Tethyru, by domyla si, co Hhune zamierza. Wraz z upadkiem rodziny krlewskiej, wielu monarchistw ukryo si w Zazesspurze. Przez kilka lat tworzyli tajny podziemny ruch, majcy na celu przywrcenie krlestwa i najprawdopodobniej osadzenie na tronie jakiej nowej dynastii. Wydawao si, e Balik jest na dobrej drodze, by by jej zaoycielem, chocia Arilyn wtpia, czy czowiek, ktry sam ogosi si pasz, bdzie dugo cieszy si poparciem monarchistw. Poudniowe sympatie Balika staway si coraz bardziej widoczne, a jego najblisze grono doradcw w coraz wikszej czci skadao si z ludzi z Calimshanu i Halruaa. Nie minie wiele czasu, mylaa Arilyn, nim pasza Balik zostanie obalony, a na jego miejsce pojawi si kto rwnie potny, moe mczyzna, a moe kobieta. Bdzie to bez wtpienia chwila, w ktrej odegra rol diadem. Posiadanie przedmiotu tak wanego dla starej krlewskiej rodziny, mogo pomc Hhune'owi zjedna sobie prawie kad frakcj czy rd, ktre doszyby do wadzy. Mg take uy go jako podstawy swoich wasnych stara o koron. A czemu nie? Klacz Arilyn miaa bardziej arystokratyczne pochodzenie ni ten mczyzna, ale Hhune by uznawany za lorda, po tym jak naby kilka lat temu posiado ziemsk. Nie by w tej materii wyjtkiem. W Tethyrze ziemia bya uwaana za najwiksze

bogactwo i posiadanie jej w duej iloci dawao prawo do tytuu szlacheckiego. Po obaleniu rodziny krlewskiej, a take zdziesitkowaniu wielu arystokratycznych rodw, ktre byy z ni spokrewnione, lenna, hrabstwa, a nawet ksistwa zmieniay swoich wacicieli jak wiecideka na wiejskim jarmarku. Mczyni i kobiety, ktrych sta byo na kupno ziemi, albo, ktrzy posiadali do wadzy, by j przej, zdobyli w ten sposb dziedziczne tytuy. Tethyr by peen faszywych baronw i hrabin. To obraao elfi wraliwo Arilyn, jej gboki szacunek dla tradycji i niewypowiedzian tsknot za rodzin. Najbardziej niepokoio j jednak w tej modzie, e nawet najmniejsi szlachcice zaczynali przejawia ambicje, sigajce znacznie dalej ni ich nowo nabyte dobra. Niebezpieczestwo przejcia wadzy przez gildie zostao cakowicie, a nawet bezlitonie zaegnane, ale Zazesspur kipia wci od plotek o jednym czy drugim arystokracie, ktry ronie w si i zbiera zwolennikw. Ambicja wiele w Tethyrze znaczya, a Hhune mia j w nadmiarze. Arilyn dojrzaa w jego oczach pragnienie chway, gdy oglda ametystowy diadem. Uznaa, e mdrze bdzie obserwowa tego czowieka i, jeli to konieczne, okiezna jego ambicje. Hhune pooy w kocu koron na stole i zwrci ca uwag na pelfk. - Spisaa si dobrze. Zapac ci o poow wicej, ni obiecywaem, jeli powiesz mi, jak dostaa si do paacu Assante! Arilyn bya na to przygotowana. Odmowa oznaczaaby skazanie si na ten sam los, jaki przypada w udziale sugom Assante, przygotowaa, wic wiarygodn pprawd. Zmusia si do umiechu, ktry by zarwno zimny, jak i uwodzicielski - tej uytecznej miny nauczya si od Fretki - i skierowaa ca jego moc w stron Hhune'a. - Assante sprowadza sobie od czasu do czasu nowe kobiety. Nie byo problemem znale si wrd nich. Czarne oczy Hhune'a spojrzay na ni znaczco. - Tak, doskonale to rozumiem - powiedzia uprzejmie. - Ale opowiedz mi o skarbcu! Na to Arilyn nie bya przygotowana, ale dostrzega chciwo w oczach Hhune'a i postanowia to wykorzysta. Z niewielk zacht moe bdzie skonny opaci jej drug wypraw! - Co jeszcze ze sob wzia? - cign Hhune, nie dajc jej doj do sowa. - Bybym wdziczny za moliwo obejrzenia tych rzeczy. Arilyn rozoya rce, na znak, e jest jej przykro.

- Nic wicej. W szatach z haremu nie mogam wiele ukry! Ale zniszczyam kilka przedmiotw, ktrych nie mogam wzi! - powiedziaa, podejrzewajc, e Hhune bdzie zadowolony z kadej szkody wyrzdzonej rywalowi. Mistrz gildii zachichota z zadowolenia. - Wspaniale, wspaniale! Ale mam nadziej, e nie za duo! - Nie potrafi opisa cudw, jakie tam zostay - powiedziaa szczerze. - Wic moe kolejna wyprawa? - Nie od razu - powiedziaa mikko Arilyn. - Gdy znw przekrocz prg paacu Assante, to po to, by uregulowa pewne osobiste sprawy. Hhune przyjrza jej si uwanie, po czym skin. - Takie rzeczy wymagaj dokadnych planw - powiedzia niedbale, bez wtpienia sdzc, jak tego chciaa Arilyn, e pelfka ma zamiar wyzwa i usun mistrza zabjcw. Czekaj ci wydatki. Wylij wszystkie rachunki do mnie, oczywicie dyskretnie. W zamian za to prosz ci tylko, bym mg jako pierwszy mie moliwo kupienia wszystkich skarbw, ktre uda ci si zdoby. Wszystkich, za wyjtkiem jednego, zgodzia si w duszy Arilyn. Za wyjtkiem jednego.

Rozdzia pity
Dzie mia si ju ku kocowi. Lisi Ogie to wiedzia, chocia w gstym lesie nie paday adne cienie, na podstawie, ktrych mona by okreli godzin. Tutaj cie by chodny i gboki, a jedyne niebo stanowiy tysice warstw liciastych konarw i aksamitnych sosen, ktre filtroway wiato soneczne, oywiajc i barwic powietrze na zielono. Elf znajdowa si wiele mil od Wysokich Drzew, ukrytej osady jego plemienia, ale zarwno on, jak i jego dwaj towarzysze szli lekko przez gste listowie, tak cicho i niepostrzeenie jak trzy jelenie. Cay ten las by domem elfw. Jego rytm pulsowa im w yach i piewa w duszach. Lisi Ogie prowadzi cigle na zachd, do zagajnika znajdujcego si jakie p dnia drogi od kupieckiej osady zwanej Mosstone. W dawnych czasach, tych szczliwszych i bezpieczniejszych, elfy z plemienia Elmanesse handloway z ludmi, mieszkajcymi w tym pooonym nieopodal lasu miasteczku. Potem przyszo okrutne panowanie Tethyrw, ludzkiej rodziny krlewskiej, ktra, jak si wydawao, obraa sobie za cel wygnanie elfw z ich ziem. Elmanesse wycofali si w cie lasu i ogosili swj wasny rzd w postaci Rady Elfw. Przez wiele lat wszyscy, ktrzy zapucili si w las umierali lub zachowywali ycie z wyrokw owej rady. Ale w obecnych niespokojnych czasach, nawet jej mdry, wsplny gos osab i zamilk. Elfi sojusz rozpad si i kady klan poszed wasn drog. Szczeglnie plemi Suldusk, zawsze ostronie podchodzce do przymierza z brami i siostrami z Elmanesse, zaszyo si gdzie w mrokach poudniowo-wschodniego lasu. Nikt nie wiedzia na pewno, ile elfw pozostao w staroytnym lesie. Pomimo tego, na Polanie Rady istniaa jeszcze osada elfw, a starszyzna, ktra tam mieszkaa, bya nadal najlepszym rdem informacji w caym lesie. Lisi Ogie mia nadziej, e uda mu si znale odpowied na drczce go pytania - odpowied, ktra wyjaniaby, co dzieje si z jego ludem. Elfy mieszkay w Lesie Tethir od niepamitnych czasw, a pami elfw jest duga. Ale po raz pierwszy w swoim dziewidziesicioletnim yciu Lisi Ogie lka si, e dni jego ludu na tej ziemi s policzone. Zbyt wiele zmian pojawio si naraz, zbyt szybko, by elfy mogy si przyzwyczai i przystosowa. W charakterze Lisiego Ognia leao szukanie dobrych stron kadej sytuacji i przekonanie, e uda mu si wszystkiego dokona. Mia dar

przekazywania tej ufnoci wszystkim dookoa. Jednak nawet on nie potrafi zlekceway niebezpieczestwa, ktre pooyo si cieniem na Tethirze. Ostatnie wydarzenia wskazyway, e Czas Tyranii moe wkrtce powrci. Elfy te si do tego po czci przyczyniy. Lisi Ogie nie mg przesta myle o oskareniach czowieka imieniem Bunlap. Czy to moliwe, by niektre klany naprawd atakoway farmy i karawany? A jeli to prawda, to, jakie jeszcze nieszczcia moe to cign na plemiona z Tethiru? - Ju niedaleko - skomentowa Korrigash, ciemnowosy myliwy-wojownik, ktry by najlepszym przyjacielem Lisiego Ognia. Maomwny elf rzadko si odzywa, a fakt, e uczyni to w tej chwili, by jasnym dowodem, e problem jest powany. Chocia Korrigash by prawie tak ponury jak krasnolud, nie byo pod gwiazdami nikogo, kogo Lisi Ogie bardziej by kocha i komu bardziej ufa. Przyjanili si i rywalizowali ze sob ju dawno, jeszcze w czasach, gdy jako mae dzieci obrzucali si wszystkim, co mogo suy jako bro, poczynajc od kamykw znajdowanych w lesie, a koczc na mchu, ktrym wyoone mieli pieluszki. Teraz ich rywalizacja przybraa form zawodw w ucznictwie czy prb siowych, albo przyjacielskiej rywalizacji o umiech modej elfki. Ale gdy udawali si na zwiad lub walczyli, Korrigash bez wahania stawa u boku Lisiego Ognia, instynktownie poddajc si rozkazom czerwonowosego wojownika. Z drugiej strony, Lisi Ogie nauczy si sucha niewysowionych myli, ktre kryy si za zwizymi wypowiedziami wiernego towarzysza. - Polana Rady jest za tymi cedrami - Lisi Ogie wskaza ukiem gstwin iglastych drzew. - Starszyzna bdzie wiedziaa, czy w sowach ludzi tkwi ziarno prawdy. Korrigash tylko skrzywi si, ale jego brat, mokos o imieniu Tamsin, mia ju gotow odpowied. - Jak mona szuka prawdy tam, gdzie nie ma honoru? - wyrzuci z siebie. - Ludzie sami nie maj o tym pojcia! A jeli przez przypadek elfy odpieraj najedcw, to, co z tego? Gdyby to zaleao ode mnie, kady czowiek, ktry wszedby pod drzewa Tethiru, zostaby przywitany strza w serce i oby srebrne cienie obgryzy jego koci! - Jak zwykle powcigliwy - powiedzia agodnie Lisi Ogie, ale instynktownie podnis jedn rk i uczyni ni tradycyjny elfi znak pokoju. Nigdy nie wiadomo, czy srebrne cienie tego nie widz. Tylko bardzo lekkomylny elf mwiby tak nierozwanie o tych tajemniczych stworzeniach, czy ryzykowa naraenie si na ich rzadki, ale miercionony gniew.

Elmanesse i Suldusk nie byy jedynymi elfami w lesie. Pomidzy tymi drzewami chodzili ich bracia, jeszcze czujniejsi i bardziej tajemniczy. Lythari, zmiennoksztatne istoty, bdce bardziej wilkami ni elfami, yy w Tethirze, gdy przodkowie Lisiego Ognia chodzili jeszcze pod drzewami Cormanthora. Chocia od czasu, gdy ktokolwiek z plemienia Wysokich Drzew widzia lythari w elfiej postaci, mino wiele stuleci, od czasu do czasu mona byo dostrzec cie srebrzystego futra albo usysze pie polowania piewan przez lythari do niewidocznego ksiyca. - Jeste wrd przyjaci, Tamsin, ale ja radzibym ci zastanowi si, nim rzucisz takie ziarno na wiatr - cign Lisi Ogie. - Pomyl, co by si stao, gdyby te sowa zapuciy korzenie i nasz lud zacz uwaa wszystkich ludzi za wrogw! Mody elf wzruszy ramionami i odwrci si bokiem, ale Lisi Ogie zdy jeszcze dostrzec w jego oczach tlcy si ogie. W tym momencie zrozumia prawdziw natur brata swojego przyjaciela. To, co Lisi Ogie wzi za jeszcze jeden modzieczy wybuch, byo w rzeczywistoci czym znacznie gorszym: nienawici, lep, nierozsdn i nieprzejednan. Przez chwil elfi dowdca czu si zszokowany si emocji Tamsina. Lisi Ogie ba si myle, co moe si sta, gdy zbyt wielu modych pody t wsk ciek. - Mniej rozmw, wicej maszerowania - zasugerowa Korrigash ponuro. - Noc ju si zblia. Sowa te nie miay na celu zmiany tematu, ale byy prostym stwierdzeniem faktu. Chocia trzy elfy potrafiy widzie w ciemnoci rwnie dobrze jak za dnia, byo kilka konkretnych powodw, dla ktrych lepiej byo dotrze do Polany Rady przed zmrokiem. Las by peen gronych stworw: ogrw, gigantycznych pajkw, wilkw, strzyg, wywernw, a nawet jednego czy dwch smokw. Wiele z nich ruszao na polowanie z nadejciem nocy i byo wysoce prawdopodobne, e elfy, chocia same byy myliwymi, mogy pa ich ofiar. - Na gwiazdy i duchy - zakl Tamsin przytumionym gosem. Mody elf rzuci si do biegu, przedzierajc si przez paprocie i nie starajc si zachowa ciszy, ani nie zwracajc uwagi na lady, ktre po sobie zostawia. Lisi Ogie w ostatniej chwili powstrzyma si od zwrcenia mu uwagi. W rku Tamsina bysn sztylet. Modzieniec czsto czu niebezpieczestwo tam, gdzie starsze i mdrzejsze elfy go nie dostrzegay, a chocia by porywczy, nie rzuca si bezmylnie do walki. Lisi Ogie i Korrigash wymienili szybkie, przeraone spojrzenia i wycignli bro.

Elfy biegy lekko przez poamane krzewy, zatrzymujc si przy podartej zasonie z winoroli, ktra skrywaa przed ich wzrokiem Polan Rady. Przed nimi sta Tamsin z miedzian twarz dziwnie zszarza, a za nim rozciga si obraz cakowitego zniszczenia. To, co byo kiedy len polan poronit bujn rolinnoci, przypominao teraz pozostaoci po obozowisku nierozwanych kupcw. Wielki pat ziemi by sczerniay i nagi, pokryty stertami zwglonych patykw. Wiszce mosty, czce drzewa oraz domy i sale ukryte wrd gazi, zwisay porwane z osmalonych pni. Domy elfw zniky, podobnie jak ich mieszkacy. Lisi Ogie poczu, e ciska go w gardle, gdy zobaczy sczerniae koci lece pord szcztkw drzew. Siedziba Rady Elfw zostaa cakowicie zniszczona, a z ni nadzieja na jedno wrd obleganych plemion. Delikatne dotknicie ramienia wyrwao Lisiego Ognia z ponurego zamylenia. Odwrci si i spojrza na myliwego, ktry wrczy mu osmalone drzewce strzay. - Wyjem je spomidzy dwch nagich eber. Popatrz na znak - poradzi mu Korrigash. Elf zerkn na drzewce. Symbol wydawa si znajomy: trzy krte linie, tworzce stylizowany lisi ogie, jasny kwiat, od ktrego wywodzio si imi elfiego dowdcy. Strzaa bya bez wtpienia jego, ale jak mg j zgubi? Od dziecistwa nie zdarzyo mu si chybi! Popatrzy z niedowierzaniem na twarz przyjaciela. - Ale jak? - Ludzie - Korrigash wskaza na drzewce. - Przypatrz si dugoci. Lisi Ogie skin, zrozumiawszy natychmiast. Drzewce strzay byo za krtkie w stosunku do gruboci o jakie dwa palce. Najwyraniej je odamano, postrzpiony koniec przycito rwno i naoono ponownie ostrze. Poniewa lene elfy odzyskiway i uyway ponownie wszystkich strza wykorzystywanych przy polowaniu, ta musiaa zosta wyrwana z ciaa wroga. Moliwe, e wycignito j z cielska rannego ogra czy niedwieuka, ale tym stworzeniom brakowao inteligencji, by podoy je tutaj. Bya to sprawka ludzkiego wroga elfw. - Plemi przeciw plemieniu - skomentowa ponuro myliwy. Lisi Ogie przytakn ponownym skinieniem gowy. Znaki najlepszych elfich myliwych i wojownikw byy dobrze w lesie znane - jednak nie kady elf, ktry natknby si na zrwnan z ziemi elfi osad, rozpoznaby kryjcy si za tym podstp. Chocia byo moliwe, e kto prbowa skci elfie plemiona, Lisi Ogie nie by w stanie zrozumie, w jakim podym celu to robi.

By jednak jeden czowiek, ktry zapewne zna odpowied. Lisi Ogie przypomnia sobie swoj rozmow z Bunlapem i wiedzia ju, gdzie powinien szuka tego mczyzny. Podszed do Tamsina i pooy rk na ramieniu modego elfa. Poczucie winy owadno Lisim Ogniem, gdy dostrzeg udrczony wzrok wojownika. Tamsin mia dar jasnowidzenia niezwyky nawet jak na zielonego elfa. Byo prawdopodobne, e modzieniec widzia masakr tak wyranie, jakby dziaa si na jego oczach. Ten talent by zarwno brzemieniem, jak i bogosawiestwem, ale na pewno by potrzebny. Tamsin mia siostr bliniaczk, obdarzon podobnymi zdolnociami, z ktr potrafi nawiza telepatyczny kontakt. - Musisz natychmiast powiadomi Wysokie Drzewa - powiedzia mu Lisi Ogie. Plemi musi najszybciej, jak to moliwe, wysa oddzia na skraj lasu na poudnie od Mosstone. Trzydzieci elfw uzbrojonych w nieoznakowane zielone strzay. Ostatnie polecenie byo nowoci, poniewa strzay elfw, zwane czarnymi byskawicami, byy wyrabiane w dugim i mistycznym procesie. Wedug elfw zielone strzay byy surowe i niedokoczone. Wypuszczane z elfich ukw niosy mier, ale pozbawione byy rytw, ktre obdarzay je magi lasu i czyy elfich myliwych i wojownikw z ich domem w sposb, ktrego ani ludzie, ani nawet wikszo elfw nie moga w peni zrozumie. Jednak Lisi Ogie wiedzia, e jego proba zostanie speniona i rozumia, e jest to dowd szacunku dla niego jako dowdcy, i dla jego opinii. Mia tylko nadziej, e t decyzj nie naduyje pokadanego w nim zaufania. - Nawet, jeli nie byo wczeniej adnych elfich napadw, pojawi si wkrtce - doda cicho. - Zaatakujemy farm, gdzie elfy s wizione jako niewolnicy. Na te sowa wyraz udrki znikn z twarzy Tamsina, niby poranna mga rozgoniona przez wschodzce soce jego nienawici. - W takim razie z przyjemnoci pol twoje sowa Tamarze - powiedzia ponuro. - I powiem jej, by zachcaa wojownikw do popiechu!

***

- Jak ci idzie uprawa roli? - zapytaa niedbale Arilyn. Wydawao si, e sowa te zirytoway jej modego gospodarza, tak jak byo to w planie. Ksi Hasheth posa jej nienawistne spojrzenie, po czym na jego orlej twarzy

pojawi si wyniosy, dumny wyraz, tak sztuczny, e Arilyn bya pewna, e jej znajomy wiczy go przed lustrem. Wygldao na to, e Hasheth, modszy syn rzdzcego paszy, mia duy problem ze znalezieniem waciwego dla siebie zajcia, ktre by pasowao do jego ambicji i wysokiego mniemania o sobie. Arilyn poznaa modzieca kilka miesicy wczeniej, gdy prbowa zdoby saw i bogactwo jako zabjca. Zobowizano go do zabicia innego zabjcy, a konkretnie Arilyn. Ona i Danilo zdoali, z ogromnym jednak trudem, przekona dumnego, modego mczyzn, e to polecenie byo tak naprawd wyrokiem mierci wydanym przez mistrzw gildii, ktrzy chcieli pozby si spord siebie syna Balika. Od tamtego czasu Hasheth sta si sprzymierzecem, pomagajc wprowadzi Arilyn do cechu i wspierajc Danila na dworze. Wkrtce znalaz zajcie, ktre mu pasowao. Rola informatora Harfiarzy podobaa si modziecowi, bowiem umiejtno snucia intryg bya bardzo cenna w Tethyrze. Ale dziaanie na rzecz Harfiarzy nie przynioso mu upragnionego bogactwa i pozycji. Od czasu opuszczenia gildii zabjcw ima si tuzina zaj. Ostatnie, jak si wydawao, nie przypado mu bardziej do gustu ni poprzednie. - Zdrapaem z butw ajno i boto i zostawiem posiado w rkach zarzdcy owiadczy z lekcewaeniem Hasheth. - ycie ziemianina jest miertelne nudne. Po co mi ziemia i tytuy, mi, ktry jestem synem paszy? Tak naprawd, jak stwierdzia w duchu Arilyn, ziemia i tytuy znacznie poprawiyby obecn sytuacj Hashetha. Jako modszy syn urodzony w haremie, mia pozycj nie wysz ni uzdolniony kupiec, a perspektywy na przyszo znacznie gorsze. W kocu pasza Balik mia siedmiu synw z legalnych zwizkw, a z haremu jeszcze jakich trzynastu czy czternastu. Hasheth mia przynajmniej tuzin starszych braci. Nawet gdyby sztuk zabjcw opanowa do perfekcji, zajoby mu wiele lat, by sta si gow rodu. Pelfka skina ze wspczuciem. - Ziemia jest wana, ale bogactwa Zazesspuru pochodz gwnie z handlu. Czy mylae o zostaniu kupcem? Ksi prychn. - Zieleniarzem? Sprzedawc wielbdw? Chyba nie. - A co powiesz na ucznia mistrza gildii morskiej, czowieka, ktry zasiada take w Radzie Lordw? - odpara Harfiarka. - Handel i polityka id w parze jak miecz i sztylet. Nigdzie nie jest to bardziej widoczne ni w Zazesspurze. Mgby si wiele nauczy i zebra narzdzia potrzebne do wytyczenia wasnej drogi. Ludzie, ktrzy kontroluj handel zawsze

bd mie ogromny wpyw na rzdzcych. A Inselm Hhune jest ambitny. Dobrze na tym wyjdziesz, jeli si do niego przyczysz. Hasheth skin, przypatrujc si jej z uwag. - A Harfiarze? Czy popieraj tego Hhune'a? Powiedzia to niedbale, ale Arilyn moga niemal sysze zbate koa Gonda pracujce w jego umyle. Najwyraniej zrozumia, e pelfka ma jeszcze inny cel poza rozwijaniem jego kariery. Harfiarka z trudem powstrzymaa si od smutnego umiechu. Hasheth by niezy i robi si coraz lepszy. - Nie, oczywicie, e nie - powiedziaa szczerze. - Jak wczeniej mwiam, Hhune jest ambitny. Bdzie rozsdne ze strony Harfiarzy mie na niego oko. Ale nie ma powodu, by robic to dla nas, nie mia sam na tym skorzysta. Wygldao na to, e ta odpowied zadowolia modzieca. Unoszc wysadzan drogimi kamieniami butelk, pochyli si do przodu i dola troch wina do kielicha Arilyn. Posusznie wypia spory yk, zauwaajc jednoczenie bysk, ktry pojawi si w oczach Hashetha. Bya to znana sztuczka, ktr cigle powtarza w nadziei, e odpowiednia ilo mocnego calishickiego wina zmikczy silny opr pelfki i zaprowadzi j do jego sypialni. Arilyn wiedziaa, cho nie naleaa do prnych, e uwaana jest za pikno, i bya przyzwyczajona do zainteresowania, jakie wzbudzaa u mczyzn. Hasheth w rwnym stopniu j zdumiewa, jak drani, poniewa modzieniec zawsze wyraa swj podziw w taki sposb, jakby sugerowa, e Harfiark spotyka wielki zaszczyt. Arilyn bya ekspertem od mwienia nie - jej repertuar obejmowa zarwno wdzicznie udawany al, jak i miertelny cios, ale niezwykle trudno byo jej odmawia Hashethowi, zachowujc przy tym powag. Na szczcie dla Arilyn mody mczyzna by teraz bardziej zainteresowany planami na przyszo ni chwilowymi lubienymi zachciankami. - Poprosz ojca, by umieci mnie na subie u lorda Hhune'a - przytakn. - Zrb tak, ale wiedz, Hhune by prawdopodobnie uwikany w spisek przeciwko twemu ojcu - ostrzega go. - Jest nawet moliwe, e mia co wsplnego z powzit przez gildie prb zabicia ciebie. Nawet teraz bdzie lepiej dla ciebie, jeli bdziesz si pilnowa. Hasheth wzruszy ramionami, jakby te dawne ataki nie miay znaczenia. - Jeli lord Hhune jest rzeczywicie czowiekiem ambitnym, nie cofnie si przed niczym - zauway. Niewypowiedziane sowa i ja rwnie zabrzmiay ostro w uszach Arilyn. Podejcie modzieca nie byo uspokajajce. W najlepszym razie Hasheth by po prostu niezwykle pragmatyczny. Zrobiby wszystko, co byoby konieczne, by zrealizowa

swoje ambicje. Pki jego interes nie kolidowa z celami Harfiarzy, wszystko byo w porzdku. Ale Arilyn nie bya pewna, czy zawsze tak pozostanie. Honor jednak wymaga, by daa modziecowi jeszcze jedn przestrog. - Mam nadziej, Hasheth, e si myl, ale z tego, co widziaam i syszaam, mog sdzi, e koniec rzdw twojego ojca jest ju bliski. Nie moe by inaczej, skoro zaniedbuje wielu ambitnych Tethyrczykw, a faworyzuje dworzan z Poudnia. Ksi przyj t zowieszcz prognoz kolejnym wzruszeniem ramion. - Jaki ma to zwizek ze mn? Stoj zbyt daleko od tronu, by opakiwa jego strat i od dawna wiem, e szczcia musz szuka gdzie indziej. Ale dzikuj ci za te sowa. A teraz przejdmy do przyjemniejszych spraw - jeszcze wina? Arilyn odmwia delikatnym machniciem rki i nieznacznym, z trudem opanowanym umiechem. Hhune i Hasheth doskonale do siebie pasowali i yczya im, by dobrze bawili si w swoim towarzystwie! - Chciaabym, Hasheth - powiedziaa mikkim gosem kurtyzany - ale w towarzystwie takim jak twoje, obawiam si pi zbyt wiele. Mogabym przesta nad sob panowa!

***

Sklepy w Zazesspurze zamykane byy o zmierzchu, ale na zapleczu Wspaniaych Maci Garvanella interes krci si dalej. Na tyach luksusowego salonu, ktry miejscowej elicie oferowa pachnce olejki i faszywe mikstury, za kantorkiem, gdzie subiekci pracowali, zapisujc dzienny przychd, Garvanell mia may, prywatny pokj, gdzie przyjmowa inne, bardziej osobiste opaty. Garvanell urodzi si w rodzinie parobkw, ktrzy pracowali na odlegym skraju Purpurowych Wzgrz. Jednak, gdy by jeszcze bardzo mody, dla wszystkich stao si jasne, e nie pozostanie w tych zapomnianych i biednych stronach. Bogowie obdarowali go przystojnym wygldem i umiejtnoci podlizywania si. Dobrze sobie radzi z tymi skromnymi talentami, sprzedajc je za zyski, ktre szy wraz z sympati starszych, bogatych kobiet. Krok po kroku wspina si na coraz wysze szczeble spoeczestwa, a polubi zamon wdow z Zazesspuru. Jego ona bya dobre dwadziecia lat starsza od niego, korpulentna i niezwykle brzydka. Jednak wszystkie ze rzeczy w yciu mona sobie zrekompensowa. Kobieta posiadaa dobrze funkcjonujcy interes i wzrastajc z dnia na dzie pasj grania w karty.

Poniewa wygrywaa czciej ni tracia, Garvanell by zadowolony, e znalaza co innego ni jego osob, co wypeniao jej czas. Przej sklep z perfumami i dobrze mu si wiodo. Chocia mniej ni poowa jego dochodw pacona bya w monetach, udawao mu si zarobi wystarczajco wiele, by zachowa pozory. Delikatne pukanie w drzwi, potem szeptane haso wiadczyy o tym, e przybya ostatnia zapata. Jego podstarzaa ona miaa swoje saboci, on - swoje. Sprzedawca perfum otworzy drzwi i zmierzy wzrokiem mod kobiet, ktr przysaa mu jego ulubiona klientka. Garvanell czsto mia okazj wspomina o swoim upodobaniu do nowoci. Ta kobieta bya bardziej egzotyczna, ni pozostae - czarne oczy w ksztacie migdaw i jasny jedwabny turban zdradzay dalekowschodnie pochodzenie - ale kupiec nie sdzi, by jego klientka zadaa sobie a tyle trudu. Nawet, jeli Olej z Pima Minotaura nie by atwym towarem do dostania, a imitacje produkowane przez nieuczciwych lantaskich alchemikw byy rwnie niedostpne. Kobieta wesza do pokoju i wiato lampy zamigotao na bladej cerze w rzadkim kolorze porcelany Shou. Serce kupca zabio szybciej. To by autentyczny towar! Przez chwil Garvanell niemal yczy sobie, by to samo mg powiedzie o Oleju z Pima Minotaura, ktry za to sprzeda! Gdy Garvanell ryglowa drzwi, dzwony wityni Ilmatera zaczy wybija pnoc. Kupiec skrzywi si. witynia znajdowaa si kilka ulic dalej i w nocy dwik dzwonw wydawa si oguszajcy. Odwrci si do kobiety, chcc gestem wyrazi swoje przeprosiny. Zamar jednak, a oczy otwary mu si szeroko ze zdumienia i strachu. Kobieta zdja turban i rkawiczki. Powoli, celowo przytkna do policzka smuky palec i stara z niego troch barwicej maci, odsaniajc prawdziwy czerwonawy kolor skry. Nim Garvanell zdy si ruszy, wycigna z fad sukni sztylet i skoczya w stron mczyzny. Chocia bya niewysoka i szczupa, szybko i sia jej ataku powaliy kupca na plecy. Kobieta siada mu okrakiem na piersi, przyciskajc jego rce kolanami do ziemi. Jedn rk chwycia go za wosy i szarpna w ty gow, drug przyoya ostrze sztyletu do garda. Pochylia si i przycisna wargi do ucha mczyzny. - Powiniene sobie pochlebia - powiedziaa. - Kupowaam wszystkie maci i kosmetyki w twoim sklepie. Przekonaam si, e cieraj si w ku. Na razie jednak aden z mczyzn nie osta si ywy, by mc si na to uskara! W kocu paraliujcy strach, ktry ciska Garvanellowi gardo ustpi, i mczyzna zacz wzywa pomocy.

Fretka pozwolia mu krzycze, poniewa dzwony wityni Ilmatera zaguszay zupenie jego wrzask. Kobieta szyderczo zacza odlicza w mylach ich bicie. Gdy dao si sysze ostatnie uderzenie, odsuna si na bok, wbijajc gboko sztylet i tnc w poprzek. Zabjczyni wstaa i popatrzya z gry na martwego kupca. Nie czua euforii ani alu. Uciszony zosta kolejny paplajcy jzyk. To byo konieczne, tak samo jak polowanie, ktre dostarczao ywnoci. To zabjstwo byo proste, ale w kocu wszystkie takie byy. W tym mikkim i dekadenckim miecie Fretka bya jak jastrzb pord gobi. Wrd jej ludu wrzao, ale tylko nieliczni, ktrzy znali misj i metody Fretki, patrzyli na nie przychylnie. Pomimo to robia, co moga. Jednak w miar jak mija czas i sytuacja si komplikowaa, zacza zdawa sobie spraw z daremnoci swoich poczyna. Fretka posiadaa wiele umiejtnoci, ale nie byy one wystarczajce wobec wielowarstwowych intryg. Nie bya take w stanie przenikn pltaniny spiskw i kontrspiskw, z ktrych skada si Tethyr. Jeli miaa odnale i zniszczy tego, kogo szukaa, potrzebowaa pomocy. - Potrzebuj pomocy - wymruczaa ze zoci, poniewa jako osobie dumnej i twardej trudno byo si do tego przyzna. Sam pomys napawa odraz, ale Fretka bya zobowizana robi wszystko, co mogoby przysuy si jej ludowi. Niestety, znalezienie pomocnika byo jeszcze trudniejsze ni zaakceptowanie go. Fretka dowiedziaa si wiele o Tethyrze i jego mieszkacach, ale nie miaa pomysu, do kogo si zwrci, ani pewnoci, komu mogaby, cho troch zaufa. Wcieka nie do opisania, podniosa turban i rkawiczki i naoya je. Nastpnie wygadzia na policzku makija, by ukry prawdziwy kolor skry. Gdy przebranie byo znw gotowe, wymkna si ze sklepu i cichym krokiem skierowaa si do najbliszej gospody. Jedn z rzeczy, ktrych nauczya si podczas pobytu w Zazesspurze byo to, e wane informacje prdzej zdobdzie si w szynku ni w sali narad. Moe dzi znajdzie to, czego potrzebowaa, by ukoczy wyznaczone zadanie.

***

Nad wzgrzami wstawao soce, rzucajc dugie, zote cienie na bujne i yzne pola. Z gbok satysfakcj lord Inselm Hhune podziwia rozcigajcy si przed oczami krajobraz. Jego wiejska posiado pooona bya na szczycie wysokiego wzgrza, a widok z balkonu prywatnego gabinetu by rozlegy i wspaniay.

Dobra Hhune'a tworzyy mae krlestwo o dziwnym ksztacie. By to zbir maych, zadbanych farm, ktre cigny si wzdu obu brzegw Sulduskoonu na przestrzeni kilku mil. Nie byo to przypadkowe, dawao to, bowiem lordowi pewn kontrol nad handlem na tym odcinku rzeki. Na pnocy Hhune mg dostrzec wsk wstg ubitej ziemi, czyli Szlak Handlowy, a jeszcze dalej dachy Zazesspuru. Chocia lato byo jeszcze wczesne, yzne pola tego regionu i Purpurowych Wzgrz na poudniu byy zielone i bujnie poronite rolinnoci. Na zachodzie znajdowao si morze i Hhune mg prawie dostrzec migotanie promieni na odlegych falach. Lord mia ogromne dochody z pracy chopw, a jeszcze wiksze z morza. Praca w charakterze kupca i mistrza wpywowej w Zazesspurze gildii morskiej, przyniosy Hhune'owi wadz i bogactwo, znacznie przewyszajce jego wczeniejsze oczekiwania. Jednak to, co kiedy byo dalekim marzeniem, dzi suyo tylko jako kolejny krok ku wikszym rzeczom. - To niesamowite, jak ambicja ronie razem z sukcesem - zdumia si gono Tethyrczyk. - W taki dzie wszystko wydaje si moliwe. Gone pukanie oderwao lorda od przyjemnych rozmyla. Hhune zmarszczy czoo, zastanawiajc si, kto i w jakim celu moe chcie si z nim widzie. Po chwili przypomnia sobie i kciki ust uniosy mu si w nieznacznym umiechu. Dzi mia si do niego zgosi nowy ucze, przynoszc, jak to byo w zwyczaju, dary. Hhune by bardzo ciekaw, jakie prezenty syn paszy Balika uzna za godne swojego nowego mistrza. - Wej - zawoa. W odpowiedzi drzwi otwary si z tak si, e z hukiem uderzyy o cian. Do pokoju weszo dwch uzbrojonych mczyzn, odzianych w purpurowe tuniki i obcise spodnie, co stanowio typowy ubir dla paacowej stray Balika. Midzy sob trzymali szczup, zotowos kobiet, ktrej lekko szpiczaste uszy wiadczyy, e jest pelfk. Bya ubrana w prost sukienk i kaftan, ale maa, srebrzysta lira, ktr przyciskaa do piersi, bya zarwno stara, jak i cenna. Jasne byo, e nie przysza tu z wasnej woli. Na licznej twarzy malowao si przeraenie, a oczy byy tak szeroko otwarte ze strachu, e wydaway si prawie czarne. Nim Hhune zdy cokolwiek powiedzie, z tyu wynurzy si ksi Hasheth i ukoni si. W jego zachowaniu bya jaka wynioso, ktra graniczya niemal z pogard. Hhune nie omieszka tego zauway. Lord z trudem powstrzyma si od gniewnego komentarza. Hhune nie mia szlacheckiego pochodzenia i by przeczulony na punkcie ewentualnych zniewag. Ale zgodnie ze swoim zwyczajem interes stawia wyej ni dum.

- Widzisz przed sob mj dar - zacz modzieniec, wskazujc na pelfi muzyczk. Podnis rk w szybkim, stanowczym gecie. - Nie proponuj ci kobiety. Masz ich z pewnoci wiele. Mj prezent, to co znacznie cenniejszego: informacja. - Sucham - powiedzia beznamitnym gosem lord. Pomimo braku wyczucia modzieca - rozgniewanie czy zncanie si nad bardem nigdy nie byo mdre - dar zapowiada si obiecujco, bowiem Hhune handlowa wieloma towarami, wrd ktrych informacje zajmoway wane miejsce. - Zeszej nocy syszaem, jak ta kobieta piewa pie, ktra przywdrowaa do nas ostatnio z Pnocy. Wydao mi si istotne, by j pozna - owiadczy Hasheth. Hhune skin na mczyzn, by pucili kobiet. Zachwiaa si troch. Lord rzuci si do przodu, apic j, nim zdya upa. Z uprzejmoci, ktra zadowoliaby hrabiank, pomg jej usi na najbliszym krzele. - Najmocniej, o pani, przepraszam za niemiy sposb, w jaki ci do mnie przyprowadzono. Oczywicie wysucham pieni, o ktrej mwi mj nazbyt gorliwy ucze. Najpierw jednak prosz, by odpocza i odzyskaa siy. Podr z Zazesspuru moe by bardzo mczca, nieprawda? Lord sign po haftowany sznur od dzwonka, nie przestajc rozprawia o bahostkach. Balsam towarzyskich grzecznoci zacz skutkowa. Z twarzy pelfki zaczo znika napicie i powoli zastpowao je zadowolenie, a nawet duma, gdy kobieta zdaa sobie spraw, e nie jest winiem, ale szanowanym gociem. Po chwili zjawi si sucy, niosc tac z winem, owocami i sodkimi bueczkami. Lord Hhune odprawi go i sam poda poczstunek. Nastpnie wyrecytowa krtkie i pobiene modlitwy do Silvanusa, Sun i Ilmatera, gwnych bstw czczonych w kraju, i zaproponowa toast za pasz Balika. Hhune moe nie by z pochodzenia szlachcicem, ale dooy stara, by nauczy si odpowiednich manier i, podobnie jak wielu innych wieo upieczonych arystokratw, stosowa je z niemal religijn arliwoci. Nikt nie mg o nim powiedzie, e by le wychowany czy prostacki! Pelfka zmika pod wpywem dworskiego zachowania Hhune'a i popijajc korzenne wino, zacza nawet rzuca zalotne umiechy. Hasheth przyj to wszystko ze spokojem czowieka dobrze obeznanego z dworskimi manierami. Gdy tylko jednak nadesza waciwa pora, mody ksi nawiza do gwnego powodu swojej wizyty. - Czy moglibymy wysucha pieni? - spyta. Hhune zagodzi niecierpliw uwag modzieca, zwracajc si do kobiety: - Jeli czujesz si pani gotowa, bdzie nam niezwykle mio wysucha twej ballady.

Ze wstydliwym umiechem pelfka signa po lir i sprawdzia, czy struny s nastrojone. Zagraa kilka srebrzystych nut, po czym zacza piewa. Pie bya ballad i w miar jak trwaa, Hhune zaczyna rozumie, dlaczego jego nowy ucze tak spieszy si, by mu j pokaza. Bya to opowie o zdradzie i o modym bardzie, ktremu udao si odkry spisek niszczcy Harfiarzy od wewntrz. Harfiarzy. Samo wspomnienie tej tajnej organizacji wcibskich ludzi z Pnocy dziaao Hhune'owi na nerwy. Plotki gosiy, e prbowali smali cholewki do paszy Balika, ale wadca odrzuci ich zaloty, podobnie jak innych pochodzcych z Pnocy dworzan. A moe wcale tego nie zrobi? Hhune czsto zastanawia si, dlaczego i jakim sposobem plan gildii, by usun pasz Balika nie powid si. Wszystko zostao tak dokadnie zaplanowane, tak bezbdnie przeprowadzone. Jednak gwni spiskowcy zostali znalezieni martwi, a sam pasza przedoy projekt praw, ktre znacznie ograniczay siy gildii. Najwyraniej wiadomo o spisku musiaa do niego dotrze, ale chocia prbowano, nikt nie potrafi znale zdrajcy. Hhune rozsiad si wygodnie na krzele i popatrzy w zamyleniu na barda. Harfiarze dziaaj w jego Zazesspurze! A wzdrygn si na myl, e ta podstpna organizacja znalaza si na stale rosncej licie si, ktre prboway przej wadz albo wpywa na wydarzenia w Tethyrze. Ich agent musi zosta natychmiast usunity, zanim nie zostan odkryte i udaremnione kolejne, dalekosine plany Hhune'a. Gdy umilky ostatnie srebrzyste dwiki liry, lord umiechn si do barda. - Dzikuj ci, pani, za pie. Mj zarzdca zapaci ci za wystp i wynagrodzi trudy podry. Ale najpierw, czy moesz mi powiedzie, gdzie usyszaa t niezwykle interesujc histori? - W gospodzie, mj panie, podobnie jak twj mody ucze - powiedziaa pelfka. Jest bardzo popularna. Powiadaj jednak, e do Tethyru przynis j bard Harfiarz, ktry j napisa. - A czy znasz jego imi? - Nie, mj panie. Ale mwi, e w tej pieni jest ono ukryte. Bysk zrozumienia wstrzsn Hhunem jak pchnicie sztyletem. Rzeczywicie, teraz, gdy rozwaa sowa ballady tosamo owego barda staa si dla niego bolenie oczywista. Z pewnoci twrc i bohaterem bya ta sama osoba - pie bya zbyt samochwalcza, by miao by inaczej! A opis bohatera pasowa do kogo, kogo Hhune zna - moe nie bardzo dobrze, ale wystarczajco, by go nie lubi.

Lord nie da jednak niczego po sobie zna. Po raz drugi wezwa odpowiedniego sug i odda pelfk pod jego opiek, pouczajc, by traktowa gocia jak najuprzejmiej i odprowadzi go z powrotem do miasta. To zrobiwszy, Hhune zamkn drzwi i usiad dokadnie naprzeciwko swojego czujnego ucznia. Lord wiedzia oczywicie, kim by harfiarski agent. By to kto, kogo powinno si ju dawno podejrzewa. Przybysz z Pnocy, bogaty, mody mczyzna, szlachetnie urodzony w jednym z potnych kupieckich rodw Waterdeep - wszystkie te rzeczy byy wystarczajce, by budzi podejrzenie. W sposb niezwykle zuchway, godny najwytrawniejszych zodziei, Harfiarze ukryli swojego agenta na widoku. Kto by si spodziewa, e frywolny modzieniec, ktry uoy t ballad, na pierwszy rzut oka fircyk i gupiec, by w rzeczywistoci mij w stroju bazna? Krtko mwic, kto by podejrzewa Danila Thanna? To, co Hhune chcia wiedzie, to, w jaki sposb ta informacja dotara do Hashetha. - Pasza z pewnoci z zainteresowaniem przyjmie wiadomo, e ci wcibscy intruzi z Pnocy dziaaj w jego krlestwie - zacza Hhune, nie bdc pewien, jak wywoa reakcj. - Ju wie - stwierdzi chodno modzieniec. - Ten pseudo bard piewa swoje pieni prosto do ucha mojego ojca. Dowiedziaem si o tym, ale nie pochwalam. - Tak, to bardzo mdre bra cenne podarki nawet od wroga - zauway niedbale lord. Nie mg otwarcie przyzna racji ostrym sowom Hashetha. Z tego, co wiedzia, moga to by puapka, a nie byoby wskazane, by mody karierowicz polecia do swojego ojca, by powtrzy mu niechtne sowa Hhune'a. - Dar zosta podarowany. Ten mczyzna nie jest nam ju wicej potrzebny - cign Hasheth. - Nam? Hhune pozwoli pytaniu zawisn w powietrzu i wpatrzy si uwanie w ucznia, gdy ten szykowa si do odpowiedzi. W oczach modzieca byo co, co interesowao lorda. Niezalenie od tego, jak due byy talenty Hashetha, ksi nie nauczy si jeszcze ukrywa emocji. To bya sprawa osobista midzy nim a tym Harfiarzem. Tego Hhune by pewien. - Jestem teraz na twojej subie - powiedzia Hasheth z delikatnym naciskiem. Wydaje mi si, e twoje interesy nie bd bezpieczne, jeli Harfiarz pozostanie wewntrz gildii. C, to dawao odpowied na wiele pyta, pomyla cierpko Hhune. Paac wiedzia o spisku gildii przeciw Balikowi. Byo nawet prawdopodobne, e mody Hasheth zosta

umieszczony tutaj, w jego subie, by pracowa jako informator, by moe nawet dla samych Harfiarzy. W kadym razie wiadomoci mog przepywa w obie strony. Hhune opar si wygodnie na krzele. - Uwaam si za znawc ludzi. Ty znasz tego Harfiarza. Masz co przeciwko niemu, co osobistego. W mylach lorda pojawi si na moment obraz Danila Thanna, przystojnego, jasnego modzieca, taczcego na ostatnim przyjciu i porywajcego serca dam dworu. - Moe chodzi o kobiet? - zakoczy sprytnie, wywoujc w oczach ksicia bysk urazy. - A wic kobieta. I chcesz, by zosta usunity twj rywal? - To nie takie proste. A nawet gdyby tak byo, jako twj ucze, nie dziaabym bez twojej zgody - powiedzia sztywno Hasheth. - Aha. Powiedzmy, wic, e j masz. Co by zrobi? - Wynajbym kadego zabjc z gildii, by upolowali go najszybciej jak mona powiedzia zimno modzieniec. - To wicej ni sprawa osobista. mier tego zdrajcy jest warta kadej ceny! Hhune jednak potrzsn gow. - Poczekaj trzy dni - powiedzia. - Mody gupiec ma potnych przyjaci w Waterdeep i gdybymy wystpili przeciw niemu tu w Tethyrze zbyt pochopnie, miaoby to powane konsekwencje. Daj czas balladzie, by zebraa swoje niwo, nim zaatakujemy. Harfiarze nie bd si raczej mci za agenta, ktry zdradzi si pieni! - Ta ballada... - Bdzie piewana w kadej gospodzie w Zazesspurze - zakoczy stanowczo Hhune. Moesz mi wierzy. - To mwic, wyj z kieszeni du zot monet i rzuci j uczniowi. Modzieniec zrcznie j chwyci i zacz oglda. Dumna, sztywna postawa, ktr wczeniej przybra, nagle gdzie znika, a oczy, ktre spojrzay na Hhune'a byy szerokie ze zdumienia i wida w nich byo zapowied prawdziwego szacunku. - Widz, e rozpoznajesz znaki na monecie - powiedzia sucho lord. - I dobrze, bowiem Rycerze Tarczy stali w duej mierze za przejciem wadzy przez twojego ojca. Skoro masz rozpocz u mnie sub, powiniene take zrozumie moj pozycj w tej potnej organizacji i to, ile jeste dla mnie wart. Ta moneta jest dowodem na to, e jestem agentem Rycerzy, ale to informacja jest prawdziw walut. Za jej pomoc ambitny czowiek moe doj do wadzy. Czy rozumiesz, co mam na myli? - Tak, panie - przytakn arliwie Hasheth.

- Dobrze. Powiniene te wiedzie, e w tych poudniowych krainach niewiele dzieje si rzeczy, ktrych Rycerze nie planowali i z ktrych nie czerpi korzyci. Na pnocy jest nieco inaczej. To moe ulec zmianie, jeli bdziemy mie agentw zdolnych przenikn do struktur Harfiarzy i dostarczy nam informacji, ktre ci wcibscy ludzie z Pnocy zbieraj. Czy sdzisz, e co takiego da si zrobi? - Tak, mj panie. Hhune dostrzeg w gosie ksicia pewno i dum, za na twarzy malujce si zdecydowanie. A zatem oprcz tego utrapieca Thanna by take drugi Harfiarz, pomyla Hhune, i to taki, ktrego Hasheth zna. By moe bya to kobieta, dla ktrej wzgldw ksi by gotw zdradzi dawnego sojusznika. - Ta Harfiarka jest bardzo pikna? - zapyta jakby od niechcenia Hhune. - Bogini, mj panie - wyrzuci z siebie ksi, po czym ugryz si w jzyk, zdawszy sobie spraw, co wyjawi. Lord zachichota. - Nie obchodzi mnie, jak sam siebie zdumiewasz. Nie chc te zna imienia tego drugiego Harfiarza, przynajmniej nie teraz. Zrb wszystko, by zdoby jej zaufanie. Udowodnij, e jeste doskonaym informatorem. Robic tak, dobrze bdziesz mi suy. - Jak sobie yczysz, lordzie Hhune - zgodzi si. Hhune, ktry rzeczywicie by raczej bystrym obserwatorem ludzi, nie wtpi, e wszystko zostanie przeprowadzone wedle umowy. W czarnych oczach Hashetha rozpozna ogie ambicji, ktry rzadko pon tak jasno. Ten modzieniec zrobi, cokolwiek bdzie mg, by wspi si wyej. Lord wsta, dajc tym samym znak, e rozmowa dobiega koca. - Wrcisz natychmiast do miasta. Mj pisarz, Achnib, dosta polecenie wprowadzi ci w moje morskie interesy. Ucz si pilnie. Porozmawiamy wicej po moim powrocie. - Powrocie, mj panie? - Kadego lata podruj do Waterdeep, by wzi udzia w jarmarku z okazji wita rdlecia i by przyj raport od agenta Rycerzy, naszej rodaczki Lucii Thione, ktra zajmuje wysok pozycj zarwno w handlu, jak i w towarzystwie. Wygldao na to, e na modziecu zrobio to ogromne wraenie, dokadnie tak, jak Hhune zamierza. Rodzina Thione bya spokrewniona z krlewsk dynasti Tethyru. Tylko nieliczni jej czonkowie uniknli miecza po upadku monarchii. Ta kobieta ocalaa i zwizaa si z Rycerzami Tarczy. To nadawao dodatkowego blasku tej tajnej organizacji.

Wszystko, nawet lojalno, miao swoj cen. Gdy Hhune odesa modzieca, nie mia adnych wtpliwoci, e sta si oto dumnym posiadaczem ksicia, czowieka, ktry, jak si okazao, by zaufanym sojusznikiem Harfiarzy. W opinii lorda by to korzystny interes.

***

Noc duya si Arilyn, bo chocia prbowaa, nie moga pozby si z myli obrazu elfiej wojowniczki, ktr widziaa w skarbcu Assante. Gdy w kocu zasna, w snach widziaa twarz nieznanej poprzedniczki i syszaa chr elfich gosw, domagajcy si, by zmy t hab. Arilyn obudzia si przed witem z uszami penymi tych nawoywa i przekonaniem, e w tej wizji byo co wicej ni jej wasny gniew. Sen mia niesamowit wyrazisto, jakiej Arilyn przez ostatnie dwa lata nigdy nie dowiadczya. Jej wzrok instynktownie powdrowa ku ksiycowej klindze, ktra leaa, nieosonita i gotowa, na nocnym stoliku w taki sposb, by atwo byo po ni sign. Arilyn wycigna niemiao rk, by dotkn miecza. Tak jak si spodziewaa, przepyn przez ni strumie niespokojnej magii. Harfiarka cofna drc rk. Potem z westchnieniem signa po bro i wsuna j do zabytkowej pochwy. Zrzucia z siebie kodr i wstaa, wprawnym ruchem zapinajc pas. Boso, odziana tylko w spodnie i podkoszulk, i oczywicie w ksiycow kling, Arilyn podesza do okna. Miasto w dole nadal spao, za wyjtkiem tych, ktrzy jak ona sama chtniej zaatwiali swoje interesy pod oson nocy. Arilyn staa tak przez dugi czas, patrzc niewidzcymi oczyma na dachy Zazesspuru, starajc si pogodzi z tym, co wiedziaa, e jest prawd. Po ponad dwuletnim milczeniu, cie elfa, istota ksiycowego ostrza, stawa si coraz bardziej niespokojny. Po raz kolejny duch miecza domaga si czego od pelfki, ktra nim kierowaa. Gdy ostatnio co takiego miao miejsce, ponad dwudziestu Harfiarzy ponioso mier, nim Arilyn w kocu rozpoznaa woanie miecza. Znaa cen, jak trzeba byo zapaci za zlekcewaenie ostrzeenia ksiycowej klingi, ale dopiero gdy soce byo ju na niebie, zdecydowaa si, co ma robi. Ranek mia si ju ku kocowi, gdy bya gotowa do dziaania. Pelfka nie uwaaa siebie za tchrza. Od modego wieku walczya z uzbrojonymi ludmi, potworami wszelkiego rodzaju, stawaa do walki z hord Tuiganw podczas dugiej i straszliwej wojny. Pod gwiazdami bya tylko jedna rzecz, ktrej Arilyn Ksiycowa Klinga baa si naprawd: nieznane moce ukryte w staroytnym mieczu, ktry nosia u boku.

Byy pewne skadniki magii ksiycowego ostrza, ktre Arilyn rozumiaa i umiaa si nimi posugiwa. Miecz ostrzega j o niebezpieczestwie, uderza z nadnaturaln szybkoci i si, umoliwia jej wcielanie si w rne role, a take dawa jej odporno na ogie, ktra ju nie raz uratowaa jej ycie. To cie elfa, jej wasny sobowtr, by tym, co j przeraao. Ale c wicej moga zrobi poza wezwaniem go i wypytaniem o jak najwicej rzeczy? Harfiarka pooya do na rkojeci ksiycowej klingi i wzia gboki, uspokajajcy oddech. Miecz elfw ze wistem wysun si z pochwy i gdy Arilyn uniosa go w obu doniach do gry, zamigota w jasnym wietle poranka. - Wyjd - zawoaa cicho. W odpowiedzi z miecza uniosa si blada, lazurowa mga i zawirowaa w powietrzu, przyjmujc znajomy, ale bezcielesny ksztat. Harfiarka opuszczaa donie, nim koniec ksiycowej klingi nie opar si o drewnian podog. Arilyn prawie tego nie zauwaya, skupiajc si cakowicie na postaci, ktra pojawiaa si na jej oczach. Przez chwil miaa wraenie, e patrzy na wasne odbicie w jakim owietlonym wiatem ksiyca stawie. Po chwili jednak cie elfa wyszed z mgy i stan przed ni, tak namacalny i miertelny, jak sama Arilyn. W przeciwiestwie do Harfiarki cie elfa odziany by w strj podrny: znoszone, ale wygodne buty oraz bryczesy, ktre Arilyn, jeli miaa wybr, najchtniej nosia. Przez dusz chwil pelfka i cie przygldali si sobie z powag. Arilyn przysza nagle dziwna ochota, aby podrapa si w nos, by sprawdzi, czy cie zrobi to samo. Absurdalno tego pomysu wywoaa na twarzy Harfiarki nieznaczny umiech. - Witaj ponownie, siostro - powiedzia cie elfa, gosem dokadnie imitujcym kontralt Arilyn. - Miaam nadziej, e przywoasz mnie wczeniej. Harfiarka splota rce na piersi i rzucia gniewne spojrzenie. - Byam zajta. Smutny umiech przemkn po twarzy cienia. - Cigle obwiniasz si za mier tamtych Harfiarzy, chocia zginli z mojej rki. - Czy to jaka rnica? - zapytaa gorzko Arilyn. - O tak. Przynajmniej na razie. Pelfka zmarszczya ze zdumienia czoo. Miaa wiele pyta i wydawao si, e teraz nadszed waciwy czas, by je zada. - Nie przypuszczam, by miaa ochot mi to wyjani. - Nie bardziej ni ty chcesz to usysze - odpowiedzia cie elfa z niespodziewan odrobin czarnego humoru.

Arilyn uniosa pytajco brwi. - To co, co sama mogabym powiedzie - zauwaya. - Kim jeste? Ksiycow kling czy mn? - Obydwoma i adn. - Cie umilk, jakby wac nastpne sowa. - Wiesz, e kady waciciel ksiycowego ostrza dodaje mu now moc, ale nie rozumiesz, jak to si dzieje. W przeciwiestwie do twoich poprzednikw, nie poznaa sekretw miecza, zanim zacza nim wada. - A wic powiedz mi. - To nie takie proste - ostrzeg j cie elfa. - Ksiycowe klingi to staroytne elfie artefakty i tajemnic zwizanych z ich wykuciem nie mona waciwie opisa - podobnie, jak nie mogabym przekaza ci sowami melodii, ktrej nigdy nie syszaa, czy barwy, ktrej nie widziaa. - Zrozumiaam. Co dalej? - powiedziaa zwile Arilyn. - Pozwl najpierw, e ci przypomn, e ksiycowa klinga zaakceptowaa ci, gdy bya jeszcze dzieckiem, nie mwic ju o tym, e jeste pierwszym pelfem, ktry odziedziczy taki miecz! Ta decyzja nie bya pochopna, przepowiedziano, bowiem, e oddasz elfom ogromne przysugi. - Brama elfw - wymruczaa Arilyn, wymawiajc nazw magicznego przejcia na Evermeet, ktre odkrya i walczya w jego obronie. - Nie tylko to - potwierdzi zagadkowo cie. - Od chwili, gdy miecz ci zaakceptowa, cay czas si do niego dostrajasz. Oto, w jaki sposb ja si pojawiam. Z braku lepszego opisu przyjmij, e jestem uosobieniem twojej unii z ksiycow kling. - Rozumiem. Czy wszystkie takie miecze maj takie postacie jak ty? - Na morze i gwiazdy! Nie, wcale nie. Moliwo powoywania cienia elfa bya jedn z mocy nadanych ksiycowej klindze, ktr nosisz. Przez Zoastri - doda ciszej cie. Co w tonie jego gosu upewnio Arilyn, e byo to imi picej wojowniczki. - To, dlatego mam te sny. Od czasu sprawy zabjcy Harfiarzy nigdy mi si to nie zdarzyo! Czemu jednak pojawiy si po odnalezieniu ciaa Zoastrii, skoro jeste uosobieniem mojej unii z mieczem? - Podobnie jak elfy, ktre byy przed tob, dodaa ksiycowej klindze moc - cign cicho cie. - Moc, ktra odzwierciedla twj charakter i twoje potrzeby. Arilyn wzruszya ramionami ze zniecierpliwienia, nie mogc si doczeka, a cie przejdzie do rzeczy, ktrych jeszcze nie znaa.

- Ksiycowe ostrza maj w sobie ogromn magi i ich moc stale wzrasta, gdy wadaj nimi kolejne osoby. Ale jak to z magi bywa, jej cena jest wysoka. - Cie przerwa i rozoy rce, jakby chcia pokaza to na swoim przykadzie. - Moje imi jest trafne, poniewa jestem cieniem tego, czym si staniesz. Arilyn patrzya na swojego sobowtra, nie chcc zrozumie, co mg mie na myli. Podejrzewaa jednak, e wie, o co cieniowi chodzio. Nagle zdaa sobie spraw, e w pewnym sensie zawsze to wiedziaa. - A zatem, kiedy umr... - zacza. - Mwic cile, ty nie umrzesz. Twoja yciowa sia wniknie w ksiycow kling. Jest to podstawowe rdo magii miecza. Arilyn odwrcia si gwatownie. Przez dusz chwil patrzya bezmylnie w cian, starajc si zapanowa nad targajcymi ni emocjami. - Mwisz, wic, e ten miecz jest peen martwych elfw - powiedziaa w kocu. - Nie! Takie rozumienie jest prymitywnym uproszczeniem, nie mwic ju, e jest cakowicie niewaciwe. Jeli nie liczy wyjtkowych przypadkw, elfy s niemiertelne. Odchodzimy z tego wiata w krainy Arvandoru nie dowiadczajc takiej mierci, jak znaj ludzie. Ale tak, kady elf, ktry przyjmuje ksiycow kling ma na uwadze, e jego czy jej przejcie do Arvandoru zostanie opnione, by moe na tysice lat, nim nie wypeni si przeznaczenie ksiycowego ostrza. Gdy miecz usypia, elfy zostaj uwolnione. Wymaga to ogromnego powicenia, ale niektre szlachetnie urodzone elfy podejmuj si tego z radoci dla dobra swojego ludu. - Ale co ze mn? - wyrzucia z siebie Arilyn penym udrczenia gosem. - Jestem pelfk! Bramy Arvandoru s zamknite dla takich jak ja, a wikszo elfw, ktrych znaam uwaao, e nie mam duszy! Co stanie si ze mn? Z nami? - dodaa gorzko. Cie tylko potrzsn gow. - Nie wiem. Nikt z nas nie wie. Jeste pierwszym pelfem, ktry wada tak broni. Nie chc zabrzmie jak pierwszy lepszy kleryk roztrzsajcy problem ycia po mierci, dlatego nie bd si na ten temat wypowiada. Bdziesz musiaa poczeka i sama si przekona. - Ale spodziewasz si, e najbardziej prawdopodobna jest wieczna niewola, trwanie w zamkniciu jak din w taniej brzowej lampie? - powiedziaa z wciekoci Arilyn. - Dziki, ale nie skorzystam. - Nie moesz. - A to niby, dlaczego? Niczego takiego nie przysigaam!

- Twj los zosta okrelony, gdy po raz pierwszy signa po miecz - powiedzia z naciskiem cie. Lecz Arilyn potrzsna gow. Oczy jej pony. - Przyjm to, gdy bd popija herbat i wymienia si opowieciami z cieniem Zoastrii! Musi istnie jakie wyjcie! Gdzie znajd kogo, kto je zna? - Arvandor - odpar ponuro cie. - I by moe Evermeet. Arilyn zaamaa rce. Dla niej byo to wszystko jedno. Nigdy nie zostanie przyjta na wyspie elfw. Nigdy te, nawet dla ocalenia wasnej duszy - jeli rzeczywicie j miaa - nie wziaby nic niezasuonego z rk ludu swojej matki. Niezasuonego. Nagle wcieka Harfiarka przypomniaa sobie misj od krlowej Evermeet i wiedziaa ju, co ma robi. Przyjmie to niemoliwe do wykonania zadanie i zrobi wszystko, by efekty jej dziaa przerosy oczekiwania Amlaruil - zrobi to po swojemu i na wasnych warunkach! A gdy ukoczy misj, krlowa drogo zapaci za jej sub. Arilyn uniosa miecz i spojrzaa w twarz cieniowi. - Wchod - powiedziaa ponuro. - Tam gdzie id, klienci i tak ju widz podwjnie.

Rozdzia szsty
- Ju od dawna elfy nie daj o sobie zna - zaniepokoi si Vhenlar ju nie po raz pierwszy. - Skd bdziemy wiedzie, e nadchodz? Prdzej usyszysz wasny cie skradajcy si z tyu ni jedn z tych dziwacznych istot. S jak duchy! Z tego, co wiemy, wszyscy wysani na zwiad le teraz w jaki krzakach z drugim umiechem pod brod! Bunlap skarci wzrokiem nerwowego ucznika. - By moe, ale bdziemy wiedzie - powiedzia krtko. - Ja bd wiedzia. Gdy mwi, podnis do, by dotkn sinej blizny na policzku, trzech zakrzywionych linii, ktre tworzyy prosty, ale wyrazisty obraz jakiego lenego kwiatu. Bunlap widzia ju ten symbol gdzie indziej, a od dnia, w ktrym ten czerwonowosy elf go nim oznaczy, robi wszystko, by inni take go zobaczyli, a szczeglnie ci, ktrzy nie myleli z sympati o jego wacicielu, a przez to i o innych mieszkacach Tethiru. Nienawi Bunlapa byaby niczym, gdyby nie podzielali jej inni. Te elfy z Tethiru to wojownicze istoty, mimo e tak niskie i wychudzone. P tuzina, ktre najemnicy Bunlapa uprowadzili z lenej polany, wydao im bitw, chocia ludzie mieli przytaczajc przewag. A to byy tylko kobiety i niedoroli smarkacze! onierze przetrzymywali t grup jako przynt do zasadzki, ale w lesie byo wiele innych elfw, ktre mogy obwinia czerwonowosego, ktrego strzay Bunlap rozmylnie porozrzuca wok zniszczonej elfiej osady. Bunlap cieszy si na myl, e moe rozgniewa niektre z granicznych plemion Elmanesse i zwrci je przeciwko elfiemu wojownikowi, ktry go okaleczy i ju nazbyt dugo mu si wymyka. Niech dugouche bkarty maj zajcie - oto, za co mu pacono. Ale gdy nadejdzie czas zabicia czerwonowosego, Bunlap zastrzeg sobie, e ten przywilej bdzie nalea do niego. Najemnik opar nogi na skrzynce ususzonego fajkowego ziela. Z lewego buta wycign may n, ktrym zacz wydrapywa brud zza paznokci. Z maego okna, znajdujcego si na wprost, mia doskonay widok na pole, rozcigajce si pomidzy stodo a skrajem lasu. Barwy zachodzcego soca odbijay si w niewielkim, krtym strumieniu, ktry dostarcza wod dla spragnionych pl. W gasncym wietle cienie byy gbokie i dugie. Mimo to nic i nikt nie by w stanie tamtdy si przelizn.

Wikszo ludzi siedzcych na strychu stodoy zdawao si podziela pewno Bunlapa. Tuzin najemnikw porozkada si leniwie, grajc w koci, strugajc patyki lub w inny sposb zabijajc czas. Mino kilka dni od ich ostatniego wypadu w gstwin Tethiru i w miar, jak upywa czas, strach przed elfim odwetem przeradza si powoli w nonszalancj. Vhenlar by jednak cay czas tak zdenerwowany jak mysz w gniedzie jastrzbia. ucznik przechadza si po poddaszu stodoy, bacznie przygldajc si temu, co widzia za oknem, ale uwaajc, by nie znale si na linii ognia. Na polu tu pod nimi sze przemoknitych elfw stao skutych acuchami i rozmieszczonych pomidzy rzdami aromatycznych rolin. Zgodnie z zamiarem Bunlapa elfy powinny wyglda na niewolnikw. Ufa w powodzenie takiego planu oznaczao to samo, co wierzy, e trzy dzikie jelenie zaprzgnite do puga rwno zaoraj pole. Dziwaczny may ludek stanowczo odmawia wsppracy ze swoimi porywaczami. Nawet najmniejsze dziecko prdzej zniosoby lanie, ni zerwao choby listek. Chocia osabione brakiem snu i jedzenia oraz czstymi batami, elfy stawiay zacieky i niewzruszony opr, ktry Vhenlar najbardziej podziwia. ucznik patrzy, jak jeden z najemnikw stojcych na stray zamachn si batem, by ukara krnbrn niewolnic. Upatrzona ofiara, elfia dziewczyna zbyt moda jeszcze, by nadawa si do ka, spojrzaa wyzywajco na bijcego j mczyzn. Jej rka powdrowaa w gr, poruszajc si z prdkoci, mogc rwna si szybkoci migajcego skrzanego paska. Gdy tylko bat owin si jej wok nadgarstka, elfka przystpia do dziaania. Chwycia rzemie i rzucia si w ty tak prdko, e Vhenlar z trudem uwierzy, e co takiego jest moliwe. Nage pocignicie w poczeniu z pdem bicza zachwiao najemnikiem. Upad do przodu, ale nie zdy si jeszcze podnie, gdy elfka bya ju na nogach. Z szybkoci atakujcego jastrzbia skoczya na niego. Krtki ruch krwawicej rki i luny teraz bat owin si wok szyi najemnika. Trzymajc go w doni, elfie dziecko podskoczyo wysoko i stano bosymi stopami na pasie mczyzny. Odbio si mocno, rzucajc si w ty i cignc z caej siy bat. Vhenlar skrzywi si, gdy gowa najemnika odchylia si gwatownie w ty. Wydawao mu si, e syszy dobiegajcy z daleka trzask amanych koci. - Kolejny spisany na straty - zauway lakonicznie, patrzc jak podbiego trzech stranikw i powalio dziewczyn na ziemi. Gdy Bunlap wzruszy tylko ramionami, ucznik odwrci si z powrotem do dziejcej si na dole sceny. Czu si dziwnie nieswojo na strychu stodoy. Niemal jak w puapce. Jednak Vhenlarowi nie byo obce czekajce ich zadanie. Podczas lat spdzonych w fortecy zwanej Mroczn Twierdz, czsto ukrywa si pomidzy skaami ponad poblisk przecz,

by zabija przechodzcych tamtdy ludzi. Kiedy jacy niedoszli najedcy zagraali zhentarymskiej twierdzy, Vhenlara zawsze wzywano na mury, by pomg powystrzela atakujcych. Celno jego strzaw bya niemal legendarna, a uwiarygodniao j ponad dwiecie ofiar, ktre ucznik mia na koncie. Ale w porwnaniu z przedziwnymi umiejtnociami, jakie posiaday lene elfy, Vhenlar czu si jak niezdarny nowicjusz. Nawet precyzja, jak zapewnia mu elfi uk, nie wystarczaa, by mg dorwna przeciwnikowi. Nagle kapitan skoczy na rwne nogi - szare oczy byszczay mu na okaleczonej przez elfa twarzy. - Zaczo si! - zasycza Bunlap. - Na miejsca. Rusza si! Chocia ludzie Bunlapa wymieniali midzy sob niepewne spojrzenia, posuchali si rozkazu. Uklkszy przy malekich okienkach, ktrymi dochodzio na strych powietrze, przygotowali bro, utkwili wzrok w linii drzew i czekali. - Co usyszae, kapitanie? - wymrucza Vhenlar, nasadzajc strza na ciciw, tym razem wasn, o stalowym ostrzu i prkowanych biaoniebieskich pirach pochodzcych od ptaka, ktry oywia smtny krajobraz jego rodzinnego Cormyru. Strzaa mu pasowaa, zupenie inaczej ni te czarne, ktre zabiera z koczanw martwych elfw, czy wydziera z cia wasnych towarzyszy. W elfiej broni byo co nienaturalnego. Za kadym razem, gdy Vhenlar bra do rki taki pocisk, nie mg si oprze dziwnemu uczuciu, e moe on w kadej chwili zwrci si przeciwko niemu. - Gos lenego drozda - odpar z ponur satysfakcj Bunlap. - Rodzaj ptaka, ktry nigdy nie wylatuje z lasu na pole. Wydaje si, e nasz elfi przyjaciel ma mniej rozumu ni ptak, ktrego naladuje! Vhenlar zmruy oczy i spojrza w stron drzew, ale nic nie dojrza. Skin na uprowadzone elfy stojce na polu. - Skoro ty rozpoznajesz piew ptaka, one te - zauway. To, pomyla Vhenlar, byo najsabszym punktem planu Bunlapa. Elfi niewolnicy z pewnoci zdali sobie spraw, e stanowi przynt do puapki. Gdyby policzyy, wiedziayby, e w druynie, ktra zniszczya ich domy byo wicej ludzi ni teraz ich pilnowao. Ale elfy wiedziay wystarczajco duo o swoich porywaczach, by rozumie, e prawdopodobnie nie przeyj prby uwolnienia. Vhenlar nie mia pojcia, czy sprbuj ostrzec potencjalnych wyzwolicieli, czy raczej bd siedzie cicho i liczy, e im si powiedzie. Nagle nad polem przeleciaa jasna strzaa, a za ni dwie nastpne. Spady na trzech stranikw, ktrzy zajci byli poskramianiem elfiej dziewczyny, uywajc do tego znacznie

wicej siy, ni byo konieczne. Mczyni skoczyli na rwne nogi, klnc z przeraenia i krzyczc z blu, a ich gosy sycha byo a na poddaszu stodoy. Stranicy odkrcili si w ty, starajc si dosign strza tkwicych pomidzy opatkami. - Tu poza zasigiem, tu nad sercem - wymrucza z podziwem Vhenlar. By to zdumiewajcy pokaz umiejtnoci. Jeszcze bardziej niesamowity by dystans z jakiego celowano. Nawet gdyby wystrzelono z kuszy, prosty strza nie dosignby stranikw. By w ogle trafi w ludzi, elfy musiay strzeli w gr pod duym ktem, ufajc, e ostrza wbij si dokadnie w namierzony punkt. Nim zdy si nadziwi tym pokazem strzeleckich umiejtnoci, zrozumia, na czym polega plan niewidocznych elfw. Moda elfka, nagle uwolniona, wycigna zza pasa jednego ze zdenerwowanych ludzi topr i jednym silnym uderzeniem przecia acuch, ktry j krpowa. Z lasu natychmiast wyleciaa druga seria strza i przebia garda trzech drczycieli dziewczyny. Elfka zwinnie wylizna si spomidzy padajcych na ziemi cia i niczym ania pobiega w stron drzew. Vhenlar instynktownie upuci elfi uk i chwyci naadowan kusz. Nim jednak zdy strzeli w elfk, Bunlap chwyci go za nadgarstek. - Gupiec! Zdradzisz nasze pozycje! - A ona nie? - odparowa. Tym razem Bunlap nie wiedzia, jak odpowiedzie. Puci rk ucznika i skin ponuro. Vhenlar pocign za spust. Strzaa pomkna ku uciekajcej dziewczynie i chocia elfka bya ju na skraju zasigu broni najemnika, mczyzna wiedzia, e nie chybi. Nim jednak ostrze dosigo jej plecw, z lasu odpowiedziano strzaem. Na tle ciemniejcej puszczy pojawi si nagle jasny bysk. To stalowy grot strzay Vhenlara uderzy w kamienne ostrze elfiej broni. Obie upady na ziemi, a dziewczyna znikna pomidzy drzewami. - Na ciemn krew Bane'a - zakl ucznik zdumionym gosem. Gdyby nie zobaczy tego na wasne oczy, nie uwierzyby, e jakiekolwiek miertelne stworzenie potrafi strzeli tak precyzyjnie, by uderzy grotem w czubek leccej innej strzay. Bunlap najwidoczniej pomyla podobnie, bowiem odsun si od otwartego okna. Przyoy rce do ust i wykrzycza rozkazy dla ludzi na dole. Stranicy rozkuli uwizione elfy i trzymajc je jako tarcze, zaczli cign je za stodo. - Rzeczywicie to co pomoe - wymrucza Vhenlar. - Elfy s mae. Zbyt wielka cz czowieka pozostaje nieosonita. Elfi ucznicy wcelowaliby w oko kolibra!

- Najwyej stracimy kilku stranikw - odpar zimno kapitan. - I co z tego? Zostanie nam wystarczajco duo ludzi, by zdoali wyprowadzi niewolnikw poza zasig strzau i wzroku. Dzikie elfy nie bd mogy sta w miejscu i walczy, bo znajd si w sytuacji, ktr bd musiay przemyle. Co jaki czas bdziemy zabija jedn z ich kobiet. Mog siedzie tam i delektowa si dochodzcymi do nich odgosami, gdy bdziemy po kolei wybija ich rodakw, albo opuci schronienie, jakie daje im las. ucznik odpowiedzia drwicym prychniciem. - Wybr jest atwy, to sobie pomylae? - zapyta Bunlap. - Zapamitaj moje sowa: ten elf o lisich wosach przyjdzie. Na lochy piekie - ja przyjd, choby tylko po to, by podj wyzwanie, ktre zostao rzucone! - Ale najbardziej ze wszystkiego, ten elf chce mnie - cign kapitan najemnikw z ponur satysfakcj. - Spojrzaem w jego oczy. To taka osoba, ktra lubi o sobie myle jako o szlachetnym dowdcy, ale w gbi duszy jest taka sama jak ja. Dla obydwu z nas stao si to spraw osobist.

***

Elfka wpada do lasu w otwarte ramiona Tamary Dbowy Kij, jedynej kobiety w druynie wojennej. Moda wojowniczka uspokoia dziecko, po czym odsuna je na odlego ramion i dowiadczonym okiem przyjrzaa si dziewczynie, oceniajc jej stan. Miaa wiele powanych obrae: obrzki i rozcicia spowodowane uderzeniami bata, pozdzieran skr, zaognione rany od zardzewiaych acuchw. Drobne i chude ciako byo osabione brakiem jedzenia, picia i snu. Elfka bya zraniona take w inny niewidoczny sposb, ktry dostrzec potrafiy tylko bystre, jasnowidzce oczy Tamary. Kobieta a wzdrygna si od potwornoci, ktre przeyo dziecko. Ale jakiekolwiek uczucie litoci zamaro, gdy Tamara zobaczya zacity wyraz oczu dziewczyny. Starsza elfka skina gow z uznaniem. To dziecko nie tylko przeyje, ale bdzie jeszcze walczy! - Dajcie maej sokolicy troch wody - powiedziaa z umiechem - a potem jeszcze uk i koczan! Ale dziewczyna tylko machna przeczco rk i wskazaa na wycofujcych si ludzi. - Za pno ju na to - powiedziaa. - S poza zasigiem - przyzna Lisi Ogie.

Wrczajc jej bukak z wod i dajc znak, by wypia, dowdca przyjrza si okienkom umieszczonym wysoko w drewnianym budynku w dalszym kocu pola. Tam czekali na nich ucznicy. Tak jak si spodziewa, to bya zasadzka. Nie podejrzewa tylko wczeniej, e Bunlap uyje elfich dzieci i kobiet, by zwabi przeciwnikw w puapk. Lisi Ogie skarci si w duchu. Powinien by przewidzie co takiego, wiedzc, z kim ma do czynienia. - Powiedz nam o naszym przeciwniku. Z iloma ludmi walczymy? - spyta dziewczyny, zwracajc si do niej, jak do rwnego sobie wojownika. Ten wyraz szacunku sprawi, e oczy dziecka rozbysy. Elfka przygryza warg i w skupieniu, kiwajc gow zacza w mylach liczy najemnikw. - Polan Rady zaatakowao wicej ni stu ludzi. Z tej liczby przetrwaa jaka poowa. Nasza szstka zdoaa zabi jeszcze kilku, nim zdoali nas tu przyprowadzi, ale byo ich zbyt wielu, bymy day rad wszystkim! - To normalne, gdy ma si do czynienia z ludmi - wymrucza Tamsin, brat bliniak Tamary. - A w stodole? - wypytywa Lisi Ogie. - Dziesiciu, moe wicej - powiedziaa. - Na polu byo dwunastu stranikw i dwa patrole po dziesiciu ludzi w lesie. - Tymi nie musisz si martwi - zapewni j Tamsin tonem, ktry nie pozostawia wtpliwoci, co do ich losu. - Dwudziestu ludzi. Nas jest wicej o poow - ucieszya si Tamara. - I w lesie mielibymy miadc przewag - powiedzia dowdca. - Ale ludzie odwrcili t bitw, zmuszajc nas do gupiego i samobjczego ataku, podczas gdy oni bd walczy z ukrycia, tak jak do tej pory robilimy to my! - To niezgodne z naszymi zwyczajami, ale jeli powiesz nam, e tak trzeba, pjdziemy, dokd wskaesz - odezwa si jeden z wojownikw. Pozostaa trzydziestka przytakna i uniosa rce na znak zgody w gecie, ktrym elfy z Wysokich Drzew oddaway si pod rozkazy dowdcy. Lisi Ogie podzikowa im skinieniem gowy, po czym odwrci si, by ponownie przyjrze si nieznajomemu terenowi bitwy. Przez duszy czas elfy stojce za nim trway w milczeniu, czekajc z waciw im cierpliwoci, a podejmie decyzj. Ciemno wok nich gstniaa i sycha byo jedynie nocne piewy ptakw i coraz szybsze cykanie wierszczy.

Nagle cisz wieczoru rozdar krzyk kobiety, wysoki, przeszywajcy i udrczony. Elfy zamary, zaciskajc ciemne palce na ukach i napinajc minie, by rzuci si pdem przez miercionone pole. - Nie - powiedzia cicho Lisi Ogie, chocia sam mia twarz wykrzywion z blu. Oni chc nas zwabi, a ich ucznicy wystrzelaj nas, nim zdymy dotrze do naszych ludzi. Wasza mier tylko przyspieszy ich! - Co zatem? - zapyta Korrigash, podchodzc do przyjaciela. Z dziwnym umiechem dowdca wycign zza pasa kociany n i przeci rzemie, ktry okala mu czoo i przytrzymywa lisiej barwy wosy. Zwisao z niego kilka ozdb, ktre uatwiay jego jasnym, rdzawym kosmykom dopasowywanie si barw do lasu: pira, misternie splecione trzciny i wysuszone bagienne paki, ktre zebra tej wiosny w abdziej Dolinie. Zrcznym ruchem Lisi Ogie nasun pak na drzewce strzay. Szepczc cich modlitw, wyraajc al i uzasadniajc konieczno takiego postpowania, Lisi Ogie naci kor karowatej sosny, a wypyna z niej graba kropla ywicy. Zdrapa j noem i naoy na pak, po czym poprosi o poyczenie noa wykutego z metalu. Korrigash poda mu go bez sowa. Przestraszony wyraz jego czarnych oczu odbija si na twarzach wszystkich elfw w druynie, gdy Lisi Ogie potar stal o kamie. To, co proponowa dowdca, byo nie do pomylenia dla lenych elfw. ywio, ktry Lisi Ogie zdecydowa si uwolni, by ich zdaniem najstraszniejsz i najbardziej niszczc si. - Roliny na polu s zielone i soczyste - powiedzia cicho, wzniecajc kolejn iskr. A pomidzy stodo a drzewami pynie strumyk. Budynek sponie, ale ogie nie signie lasu. Gdy ludzie zaczn ucieka z szopy, zaatakujemy. Zmusili nas, bymy walczyli na otwartym polu. My zrobimy to samo. - Ale nim zdoamy to przeprowadzi, nasi bracia bd ju martwi! - zaprotestowa Tamsin. - Nie bd - powiedzia Lisi Ogie z absolutn pewnoci. - onierze zachowaj ich przy yciu i bd si nad nimi znca, nim nas nie zwabi. Wiele jest rzeczy, ktrych w ludziach nie rozumiem, ale jedno wiem: ich dowdca nie spocznie, nim nie zmyje swojej haby moj krwi. Kolejny krzyk przeszy noc. Lisi Ogie skrzywi si i przystpi do swojego straszliwego zadania. Znowu potar stal o kamie. Tym razem iskra pada na pokryt ywic pak. Elf dmuchn na ni leciutko, rozpalajc prowizoryczn pochodni. Gdy strzaa bya gotowa, szybko naoy j na bro. Z si wiksz, ni mona by si spodziewa po jego

wtej sylwetce, elf nacign ciciw, tak e poncy grot cofn si poza rami uku. Przez chwil trzyma j w ten sposb, czerpic dodatkow moc z lenego runa, na ktrym sta. Nastpnie wypuci strza i wyda z siebie okrzyk podobny do gosu sokoa. Ognisty pocisk pomkn przez noc jak spadajca gwiazda, uderzajc w otaczajce stodo wyschnite chwasty, poamane i wygniecione przez dziesitki stp przechodzcych tamtdy osb. Gdy dym zacz unosi si w gr, elfie strzay nie pozwalay si zbliy tym, ktrzy chcieli ugasi rosnce pomienie. Plugawe przeklestwa oraz okrzyki strachu i zoci zaczy dobywa si z budynku pord kbw dymu, a w kocu ludzie zostali zmuszeni wyj z poncej stodoy na otwarte pole. - Strzelajcie, gdy moecie, walczcie twarz w twarz, gdy musicie - powiedzia krtko Lisi Ogie. - Miejcie w pogotowiu drug bro; gdy tylko bdzie to moliwe, musimy uzbroi wszystkich zakadnikw, ktrzy s zdolni do walki. Ty, maa siostro, poczekaj tu na nasz powrt. Ale uratowana dziewczyna wyrwaa mu z rk stalowy n. - Za moj matk - powiedziaa i nim zdy zaprotestowa, pokazaa mu kociany sztylet, ktry daa jej wczeniej Tamara. - Jeste dzielnym i zaprawionym w boju wojownikiem, ale jeste te ranna powiedzia agodnie. - Mimo to mog walczy - powiedziaa z naciskiem. Oczy byszczay jej zapaem, gdy chwycia jego do i przycisna j sobie do ust. - I pjd za tob na mier, a nawet dalej. To mwic, elfka pucia si pdem przez pole, a jej wiotka, ciemna posta odbijaa si na tle skaczcych pomieni. Pozostae elfy ruszyy za ni natychmiast, rozbiegajc si promienicie i poruszajc si cicho jak stado wilkw Lisi Ogie i Korrigash wymienili cierpkie spojrzenia i rzucili si do biegu. - Zawsze zastanawiaem si, w jaki sposb ty z naszej dwjki zostae dowdc zauway czarnowosy elf. - Szczeglnie, jeli wyprzedzam ci zarwno w biegu, w strzelaniu, jaki w walce wrcz. Przelotny umiech rozjani ponur twarz Lisiego Ognia. - Zapamitam sobie to wyzwanie, przyjacielu, i udowodni ci kiedy, e si mylisz! A zatem, w czym tkwi sekret? - Wiesz, kiedy pj czyim ladem - powiedzia Korrigash.

Czarne oczy dowdcy zwrciy si w stron modej wojowniczki. Dobiega do ludzi jako pierwsza. Jej szczupa posta bya ledwie widoczna w kbach dymu. Przykucna nad lecym mczyzn, nie przestajc jednak zadawa celnych pchni sztyletem. Lisi Ogie skin gow, na znak, e przyjaciel ma racj, chocia on sam nigdy wczeniej nad tym si nie zastanawia. Korrigash posiada dar wyraania wielu rzeczy w niewielu sowach. - Poudnie i dwie - powiedzia przez zacinite zby Korrigash, oznaczajc por dnia i kierunek. Jego przyjaciel bez namysu chwyci uk i wypuci strza przed siebie i na prawo. W kbach dymu pojawi si na moment onierz z elfim grotem utkwionym w brzuchu i wyrazem zdziwienia na twarzy. W doni trzyma dugi, cigle jeszcze krccy si acuch, ktrym zamierza rzuci w Lisiego Ognia. Prowizoryczna bro wymkna si spod kontroli i owina wok rki czowieka, wydajc nieprzyjemny dwik i amic koci. Gdy mczyzna otworzy usta, by krzykn, trysn z nich tylko jasny strumie krwi. Lisi Ogie odwrci si, bowiem widok umierajcych wrogw nie sprawia mu przyjemnoci. Dotkn ramienia drugiego elfa w niemym podzikowaniu i wycign sztylet. Teraz nie byo ju czasu na rozmow. Wok nich wrzaa bitwa, bombardujc ich piekieln kakofoni dwikw: trzaskiem pomieni, okrzykami gniewu i blu i oguszajcym pulsowaniem krwi w ich wasnych uszach. Dwa elfy odwrciy si do siebie plecami, by wsplnie zmierzy si z koszmarem, ktrego obaj od dawna si obawiali i aden z nich nie rozumia: Zmierzy si z wojn przeciw ludziom.

***

Drzwi w Skaczcym Wielorybie otwary si z trzaskiem, trzsc kilkoma warstwami szyb w oknach wychodzcych na dok. Do sali wpada elfka, jakby wepchn j tam porywisty wiatr dziwacznej letniej burzy. Jak na elfa, bya niespotykanie wysoka. Miaa bia cer i kruczoczarne wosy - zadziwiajce poczenie, czste u ksiycowego ludu. ywe bkitne oczy pony jej jak magiczne ognie, gdy sza zdecydowanym krokiem przez nienaturalnie milczc sal. Sandusk Truffledigger, barman-nizioek, patrzy nieufnie na kobiet, ktra stana nad nim niczym gradowa chmura.

- Gdzie Carreigh Macumail? - zapytaa, podkrelajc pytanie uderzeniem obu doni o byszczcy drewniany bar. Nizioek z zadowoleniem stwierdzi, e jej gos, melodyjny pomimo gniewnego tonu alt, by zdecydowanie pelfi - nie tak bezbarwny jak mowa ludzi, ale pozbawiony muzyki i magii gosu elfw. Elfy i ludzie byli rwnie kopotliwi, ale wedug Sanduska pelfi mieszaniec by lepszy ni ktrakolwiek czysta wersja. Pelfy byy wystarczajco dobrze traktowane w Zazesspurze, ale poruszay si na granicy i wikszo z nich dobrze o tym wiedziaa. Nasilajce si rasowe konflikty w Tethyrze stawiay je w niepewnej sytuacji, ktra zmuszaa do pilnowania swoich zachowa i zwracania uwagi na to, jak s postrzegane. Ta kobieta bya jednak zdecydowana, by uwaano j za wyjtek. Gdy barman nie odpowiedzia wystarczajco szybko, pelfka chwycia go obiema rkami za tunik i podniosa nad bar, by spojrze mu prosto w twarz. - Znam i doceniam dobr reputacj Skaczcego Wieloryba, jak si cieszy, chronic swoich klientw, i zapewniam ci, e nie mam zamiaru skrzywdzi kapitana Macumaila powiedziaa cicho. - Ty jednak, to zupenie inna sprawa. Mw. - Nie ma go! - zapiszcza barman. - Odpyn! Arilyn potrzsna nim gwatownie. - To ju wiem. Wiem take, e ma zwyczaj informowa ci, gdzie si wybiera. Mw albo nadziej ci na roen jak krlika! - Ale ja jestem niziokiem - zaprotestowa rozdzierajcym jkiem Sandusk, tak e sycha go byo we wszystkich ktach gospody. Ju dawno nauczy si, e tych wyszych od niego atwo mona zawstydzi i jak wikszo niziokw rozdziela hojn rk poczucie winy. - Sigam ci tylko do pasa! Pelfka umiechna si lodowato. - Wic uyj krtkiego miecza. Sandusk zastanowi si nad poraajc logik tego stwierdzenia. - Nie jest daleko - powiedzia przyciszonym gosem, by zachowa dyskrecj. Wdrowiec we mgle podnis kotwic zaledwie dzi rano. Kapitan Macumail mwi co o spotkaniu z owcami piratw. By moe jeszcze uda ci si go zapa. Arilyn przygldaa si niziokowi przez chwil, po czym skina szorstko gow i postawia go na ziemi. Odwrcia si i wysza z gospody. Nie zatrzymujc si, podesza do brzegu doku i zanurkowaa sprawnie pod wod. Jaki speszony klient potrzsn gow i prychn.

- Na rany Ilmatera! Co ta gupia elfia dziewka zamierza? Dopyn do statku Macumaila? Nizioek dostrzeg w tych sowach dla siebie szans. Wygadzi tunik, po czym napeni kufel gocia z dzbana penego pienistego napoju. - Mj drogi panie, wcale by mnie to nie zdziwio. A jeli chce si pan zaoy, chtnie postawi na to, e sprowadzi go tu z powrotem przed witem.

***

Arilyn zanurkowaa gboko i zacza spokojnie i rytmicznie pyn na zachd. Bogosawia przy tym Czarn Per, star przyjacik i morsk pelfk za czarodziejski amulet umoliwiajcy oddychanie pod wod, dziki ktremu moga wej do podwodnego wiata. Harfiarka nie lubia magii i magicznych przedmiotw, ale trzymaa ten talizman przez wiele lat ze wzgldu na przyjacik. Ostatnio potrzebowaa go tak czsto, e z przyzwyczajenia zacza go stale nosi. Pync, staraa si uwaa na niebezpieczestwa czyhajce w przybrzenych wodach Zazesspuru. Nie brakowao tu kolonii sahuaginw. Kryy nawet plotki, e stworzenia te zdoay porwa kilka statkw, ktre wykorzystyway do piractwa. Pogoski te nie byy potwierdzone. Zaginione statki nie byy rzadkoci, ale pirackie ataki przeywali nieliczni, dlatego prawie nikt nie by w stanie powiedzie, jaka bya prawda o dziwnych korsarzach. Lecz Arilyn wiedziaa, co wiedziaa. Tam gdzie byli sahuagini, yy take morskie elfy, a ona od dawna pozostawaa w lepszych stosunkach z tymi, co mieszkay pod wod, ni z tymi, co stpay po ziemi. Wiedziaa zapewne wicej o yciu morskiego ludu ni trzymajce si na uboczu elfy z tethyrskiego lasu. Las Tethir by rozlegy i stary. Cign si od podny Gr nienych na wschodzie po Pwysep Gwiezdnych Iglic i prawie samo morze na zachodzie. Ale w bagnistej zachodniej czci lasu mieszkao niewiele elfw. Ta ziemia zostaa dawno temu oddana ludziom i ich ciemnym przedsiwziciom. Kusownicy wycinali stare drzewa na maszty, piraci cumowali w wziutkich zatoczkach. Nawet sahuagini mieli bazy na Pwyspie. A zatem take i elfy. I to nie tylko morskie. Skoro mieszkacy morza zajli si eglarstwem, elfi lud Evermeet posa tam swoje statki, by wyrwna siy. W gbokiej zatoce obok koca pwyspu, ukryta za postrzpionymi skaami, zarwno prawdziwymi, jak i iluzorycznymi, znajdowaa si maa placwka elfiej floty. Przed oczami

ciekawskich chronia j magiczna zasona, a dowodzili ni ksiycowi oficerowie z krlewskiej floty. Macumail zdradzi ten sekret Arilyn kilka lat wczeniej, zaraz po tym, jak po raz pierwszy otrzyma tytu przyjaciela elfw i pozwolenie na przybijanie do brzegw Evermeet. Kapitan powrci z wyspy elfw peen opowieci o tamtejszych cudach i wieccy jak ksiyc odbitym blaskiem krlowej Amlaruil. Chocia Arilyn nie miaa cierpliwoci do opowiada o elfiej wadczyni, suchaa ich i zapamitywaa, co tylko moga. Poniewa Macumail mg zatrzyma si w Zazesspurze tylko na pewien czas, jeli nie chcia wzbudzi podejrze, co do swoich intencji, Arilyn spodziewaa si, e uda si do elfiego portu. Nie wtpia, e pozostanie w zasigu rki, nim nie wykona polecenia Amlaruil. Ktem oka dostrzega po lewej strome znajomy ksztat poruszajcy si w ciemnej wodzie: posta elfa, mniejszego od ldowych i prawie niewidocznego zza poskrcanych odyg wodorostw, ktrych uy jako osony. Gdyby nie jej wraliwy na ciepo wzrok, nie zauwayaby go wcale. Elf by najwyraniej czci patrolu. Do pasa mia przywizan starannie zwinit sie oraz kilka sztuk ostrej broni. Wzrok mia uwany i czujny. Arilyn nie miaa wtpliwoci, e inny elf, podobnie uzbrojony, zblia si do niej z prawej strony. Podniosa w gr obie rce, by pokaza, e nie ma w nich broni. Potem odwrcia si powoli w stron pierwszego elfa. Uywajc jzyka migowego, ktrego nauczya si od Czarnej Pery, pracowicie wyjania, e potrzebuje odnale Macumaila. Dodaa te niechtnie, e dziaa z polecenia Amlaruil z Evermeet. Oczy morskiego elfa pojaniay z uwielbienia na wspomnienie elfiej krlowej. By to wyraz, ktry Arilyn widywaa o wiele za czsto na twarzy Macumaila, czy jakiejkolwiek innej osoby, ktra znaa krlow Amlaruil. Nawet Elaith Craulnobur, zepsuty ksiycowy elf, ktrego Arilyn miaa okazj spotka i ktry spdzi wiele lat poza Evermeet, doskonalc swoj reputacj okrutnika i zrcznego wojownika, rozrzewnia si, gdy sysza imi elfiej monarchini. Harfiarka umiechna si szeroko i skupia wzrok na gestykulujcych, zczonych bon palcach elfa. Macumail przyjaciel elfw mwi o tobie, Arilyn Ksiycowy Kwiat. Nasi ludzie otrzymali polecenie, by wypatrywa twojego przybycia, chocia spodziewalimy si, e przypyniesz odzi. Podnis jedn rk, przechylajc j w bok na znak, e artuje. Arilyn nie bya jednak w nastroju na zabaw. Ksiycowy Kwiat to byo nazwisko krlewskiej rodziny Evermeet, nazwisko jej matki, ktrego Arilyn nigdy nie zamierzaa sobie przywaszczy. Bez wtpienia by to zwyky bd, ale taki, ktry j drani.

Ksiycowa Klinga, poprawia go, wolniej i wyraniej gestykulujc, ale elf odwrci si ju w inn stron i z zapaem mwi co do swojej towarzyszki, odrniajcej si krtko przycitymi zielonymi lokami i byszczcym trjzbem, ktry miaa w doni. Dwa elfy odbyy krtk rozmow, poruszajc palcami tak szybko, e Arilyn nie moga za nimi nady. Nastpnie pokazay, eby pyna za nimi. Harfiarka westchna, wypuszczajc strumie bbelkw i zacza pyn za mieszkacami morza. Arilyn bya dobrym pywakiem, ale nie bya w stanie dotrzyma tempa elfom. Kilkakrotnie eskorta zapominaa o tym, zostawiajc j daleko w tyle, po czym zawracaa, by jej nie zgubi. Na szczcie Wdrowiec we mgle nie wypyn daleko na wody zatoki. Przed wschodem ksiyca troje pywakw zobaczyo go na horyzoncie. Morskie elfy poegnay si ze swoj podopieczn i znikny w ciemnej wodzie, zostawiajc Arilyn, by sama podpyna do ludzkiego statku. Ku zdumieniu Arilyn aglowiec mia zarzucon kotwic. Byo to ryzykowne, bowiem nawet tak niedaleko od Zazesspuru piractwo nie byo rzadkoci. Wspia si po linie i cicho przeskoczya przez burt na pokad. Wytrzsnwszy wod z uszu, usyszaa za sob syk stali wysuwanej z pochwy - dwik, ktrego nie mona byo pomyli z adnym innym. Jej wasny miecz niemal wskoczy jej w donie. Trzymajc ksiycowe ostrze mocno w obu rkach, Arilyn odwrcia si, by stawi czoa napastnikowi. Mczyzna by mody. Jasnorude wosy i szeroka twarz z kartoflowatym nosem wskazyway na to, e pochodzi z zachodnich wysp Moonshae. Uzbrojony by w dwustronny miecz i pasujcy do niego sztylet typowy dla tamtych okolic. Arilyn chwycia nieco wygodniej bro, szykujc si na spodziewany atak. Zgodnie z jej przewidywaniami mczyzna wykona nisk fint. By to popularny ruch, po ktrym zawsze nastpowao pchnicie sztyletem i wysokie, zamaszyste cicie mieczem. Wrd mieszkacw Faerunu funkcjonowao wiele stylw walki - Arilyn znaa je wszystkie. Odpara cicie silnym uderzeniem w d, ktre wbio czubek broni przeciwnika w pokad. Nim zdy uy sztyletu, uniosa kling tak gwatownym ruchem, e mniejsza bro wyleciaa czowiekowi z rki, obracajc si w powietrzu. W tym samym momencie naskoczya na zwrcony w d miecz przeciwnika, wyszarpujc mu go z doni. Caa akcja zaja jakie dziesi sekund. Przez chwil modzieniec sta po prostu w miejscu, rozbrojony i zbyt zdumiony przebiegiem walki, by zrozumie jej wynik. Po chwili jednak w jego oczach pojawio si zrozumienie czekajcego go losu i usta otwary mu si, by przed mierci ostrzec pozostaych.

Arilyn wsuna szybko ksiycowe ostrze z powrotem do pochwy i zanurzya rce w jasnych wosach mczyzny. Pocigna go do przodu, uderzajc mocno gow w jego czoo, po czym odepchna go, z trudem obracajc si w lewo. Podniosa w gr prawe kolano i zadaa silny cios w brzuch. Gdy mczyzna zgi si wp z cichym och! zdumienia i blu na ustach, Arilyn zmienia kierunek i odwrcia si znowu, uderzajc z caej siy w nadstawiony kark modzieca. Czowiek upad bez czucia, ale bez powaniejszych obrae. - Wstyd - zauway gboki, nieco rozbawiony gos za jej plecami. - A ja wizaem z chopakiem due nadzieje. Nie ma szczcia do kobiet tak jak jego ojciec, to pewne. Arilyn odwrcia si i spojrzaa na okolon bokobrodami twarz kapitana. - O nie, tylko nie mw, e to twj syn! - Dziewiczy rejs - potwierdzi Macumail z kpiarskim umiechem - wybacz to okrelenie. Nie bd taka wystraszona. Chopakowi nic nie dolega, chocia nazajutrz bdzie mu szale w gowie wasna burza Umberlee. Pozwlmy mu to przespa, podczas gdy my pomwimy o innych sprawach. Zapraszam do mojej kabiny. Arilyn skina i pozwolia kapitanowi zaprowadzi si do niezwykle duej i luksusowej kabiny, w ktrej stao ogromne ko dopasowane do wzrostu i tuszy Macumaila, okuta mosidzem komoda, may stolik do pisania i dwa krzesa. Gdy Arilyn usiada, zdaa sobie nagle spraw, e z wody ciekncej z jej mokrych ubra powstaje na turmijskim dywanie Macumaila kaua. - Wypij - powiedzia radonie kapitan, wrczajc jej kielich wina. - To ci rozgrzeje. Wzia go do rki i ykna troch, po czym odstawia puchar na morsk komod. - Przemylaam twoj propozycj. - Miaem nadziej, e tak bdzie - powiedzia rwnie szczerze i umiechn si szeroko. - Zao si, e aby uzyska informacje o moim miejscu pobytu, musiaa oczarowa naszego maego przyjaciela Sanduska? Arilyn zareagowaa na kpin wzruszeniem ramion. Metoda, ktr zastosowaa bya gwatowna, nawet w jej opinii, ale zbyt wiele miaa do stracenia i zbyt osobicie podchodzia do czekajcego j zadania, by mc pozwoli sobie na wyrzuty sumienia, czy traci czas na dyplomacj. - Czy przekaesz moj odpowied i warunki Amlaruil z Evermeet? I czy potrafisz podrobi jej zlecenie? Nie mam czasu, ale potrzebuj tak dobrego falsyfikatu, jaki tylko zdoasz zrobi.

- Nie ma takiej potrzeby - powiedzia Macumail. Ze stosu na stoliku wyj kawaek pergaminu i wrczy go Harfiarce. Arilyn przyjrzaa si elfiemu dokumentowi: wyglda na kopi pisma, ktre zniszczya. - Oryginalna rzecz - owiadczy kapitan. - Lady Laeral nalegaa, bym wzi dodatkow kopi albo dwie. A co do warunkw, krlowa upowania mnie, bym zaprzysig w jej imieniu kad zapat, o jak poprosisz. - Co za mdro i umiejtno przewidywania - wymruczaa oschle Arilyn, patrzc cigle na pergamin, ktry trzymaa w rkach. - Rzadko mi pac czystym wekslem, chocia korzy pynca z zaoszczdzonego czasu jest oczywista dla wszystkich. Gdy upewnia si, e propozycja elfiej krlowej jest autentyczna i e wszystko byo w porzdku, Arilyn odoya pergamin na st i podniosa wzrok na gospodarza. - Czy moesz zabra mnie natychmiast z powrotem do Zazesspuru? W odpowiedzi Macumail podnis si z krzesa i pocign za sznurek dzwonka wiszcy na gadkiej cianie. - Moja droga damo, jestem cakowicie na twoje usugi. Wiesz jednak, e doki s zamknite przed witem. - wit mi pasuje - zgodzia si Arilyn. - Obok mojej jest druga kabina. Podczas tego rejsu jest pusta i bdzie mi niezwykle mio, jeli zechciaaby tam odpocz. W duej komodzie powinna znale jakie suche ubrania, w ktre mogaby si przebra na noc. Jeli bdziesz potrzebowa czego jeszcze, wystarczy poprosi. Twarz Arilyn rozjani umiech wdzicznoci, zmieniajc jej wyraz i wywoujc w bkitnych oczach kapitana znajomy bysk porozumienia. Pelfka stumia westchnienie. By moe kapitan dziaa na yczenie krlowej Evermeet, ale ze wszystkiego, co mona byo o nim usysze wynikao, e jego upodobanie do elfich kobiet nie zaczynao si i nie koczyo na Amlaruil. Nie zdziwio Arilyn, e kabina gocinna bya zaopatrzona w damsk garderob i nie wtpia, e uda jej si znale kilka ubra pasujcych na jej elfie ksztaty. Plotki gosiy, e zielona druidka nie bya jedyn elfk, ktra znalaza swe miejsce w sercu Macumaila. Co wicej, bysk w jego oczach sugerowa, e kapitan nie miaby nic przeciwko dodaniu do kolekcji miych wspomnie take i pelfki. Nie chcc wgbia si w ten temat, Arilyn podzikowaa gospodarzowi i wstaa, by pj za sucym, ktry przyszed wezwany przez Macumaila. Kapitan patrzy jak odchodzia i czeka, nim nie usysza przesuwanego rygla w drzwiach jej kabiny. Potem usiad przy stoliku i wzi do rki pergamin, ktry Arilyn tam

zostawia. Powoli, z trudem, odczyta elfie pismo do miejsca, gdzie wymienione byo imi krlewskiego ambasadora. Macumail otworzy niedu szuflad pod stolikiem i wyj z niej malutk buteleczk z atramentem. Bya to oryginalna elfia robota, o rzadkim ciemnopurpurowym odcieniu uzyskanym z mieszaniny jagd i kwiatw, ktre rosy tylko na Evermeet. Ostronie odkorkowa flakonik i zanurzy piro w drogocennym pynie. Z mrwcz skrupulatnoci doda do tekstu kilka malekich zawijasw i kresek. By to szczliwy zbieg okolicznoci, pomyla Macumail posypujc pergamin wysuszajcym proszkiem, e elfie sowa Ksiycowa Klinga i Ksiycowy Kwiat byy na wygld tak do siebie podobne. Kapitan sysza od Laeral opowie o bramie elfw i nieszczciu, jakie sprowadzia ona na krlow Amlaruil. Ujrzawszy smutek malujcy si w oczach wadczyni i wspczujc jej ze wzgldu na uwielbienie, jakim j darzy, Macumail nie chcia uczyni niczego, co sprawioby dodatkowy bl cudownej monarchini. Ale Macumail darzy te wielkim szacunkiem pelfi wojowniczk i rozumia wag stojcego przed ni zadania. Wiedzia te, podobnie jak kady inny czowiek, o trudnociach, jakie napotka Arilyn w cieniu Tethiru. Sam kocha kobiet z lasu, zielon elfi druidk, ktrej dziwny, jasnowidzcy umys zdumiewa go wci na nowo. Ale od swojej elfiej kochanki dowiedzia si wystarczajco wiele o mieszkacach Tethiru, by przypuszcza, e odrzuc oni pelfiego ambasadora, a moe nawet zabij. Udawanie elfa czystej krwi nigdy nie byo atwe dla ludzkich dzieci, nawet dla kogo tak sprytnego i pomysowego jak Arilyn. Dlatego Macumail obmyli strategi, ktra moga jej w tym pomc. Elfie zwyczaje nadawania tytuw i nazw byy niezmiernie skomplikowane. Chocia nie byo rzadkoci, e elf przyjmowa nazwisko, ktre mwio o konkretnej umiejtnoci i broni, ktr wada - takie jak na przykad nieny Biegacz, Dbowy Kij czy Jesionowy uk te tytuy byy przeznaczone do codziennego uytku: podczas podry, w kontaktach ze znajomymi czy obcymi, a w szczeglnoci z ludmi i krasnoludami. Midzy sob jednak elfy uwaay, e w oficjalnych kontaktach kluczowe znaczenie ma podanie nazwiska rodowego i wymienienie przodkw. Dla Arilyn przedstawienie si elfiemu plemieniu tylko nazw miecza, ktry nosia, byoby powanym naruszeniem protokou. Prawie na pewno posuyoby to za dowd, e Harfiarka jest faszywym ambasadorem. W jej przypadku byoby to szczeglnie niebezpieczne, bowiem o ksiycowych klingach wiedziano, e byy dziedziczne, a odmowa przedstawienia si nazwiskiem rodowym, byaby uznana przez elfy

jako jawne, aroganckie przyznanie si, e nie jest si tym, za kogo si podaje. A taka osoba, zauway cierpko Macumail, zostaaby przyjta wrd elfw jak synowa ogra. Majc to na uwadze, kapitan postanowi da Arilyn rodowe nazwisko i staroytn genealogi, a to wszystko kilkoma niewielkimi pocigniciami pira. Przekonanie, e ten zaszczyt naprawd jej si naley, zagodzio troch jego wtpliwoci. Nie wtpi te, e chwaa poyczona od krlewskiej rodziny bdzie suy pelfce jako ochronny parasol i uciszy wiele pyta, nim zostan zadane. A w kocu byo powszechnie wiadomo, e ksiycowe elfy najbardziej ze wszystkich ras przypominaj ludzi! Elfy Tethiru trzymay si na uboczu, ale wiedziay, e na Evermeet nie s wpuszczane pelfy i nie przyszoby im do gowy, e ktremu z nich pozwolono nosi nazwisko krlewskiej dynastii. List napisany rk Amlaruil, uznajcy Arilyn za jej potomka, powinien zaatwi spraw. Takie oszustwo nigdy by nie przyszo do gowy dumnej pelfce, nie przystaaby te na to, gdyby kapitan wyjani swoje zamiary. Wedug Macumaila te dwie kobiety byy bardzo do siebie podobne, elfia krlowa i nie do koca elfia wojowniczka. - Wybaczcie moje panie - wyszepta, zwijajc pergamin i wsuwajc go do tuby. - I niech bogowie sprawi, e gdy ktra z was odkryje, co zrobiem, bd mnie dzieli od niej szerokie i niespokojne wody!

***

Zgodnie z danym sowem Macumail przywiz Arilyn z powrotem do Zazesspuru przed witem. Ostatni dzie w tethyrskim miecie przemkn jej niepostrzeenie, poniewa przed wypraw do lasu miaa jeszcze sporo spraw do zaatwienia. Trzeba byo potwierdzi i zakoczy wczeniej poczynione przygotowania, wysa wiadomoci, zebra materiay. By jednak jeden osobisty szczeg, ktry odkadaa na pniej tak dugo, jak tylko si dao. Nie moga opuci Zazesspuru nie porozumiawszy si ze swoim harfiarskim wsppracownikiem, nie chciaa te zawiadamia go listem, czy przez posaca. Ocigaa si jednak ze spotkaniem z modym szlachcicem. Danilo od razu zrozumie niebezpieczestwo jej misji i nie zaakceptuje z atwoci rozstania, ktre moe okaza si ostateczne. Co gorsza, uparty gupiec moe nawet wymyli sposb, by pj jej ladem! Ale gdy zblia si zmrok, Arilyn przygotowaa si na wejcie do wiata Danila. Ubraa si w swoj jedyn eleganck sukni, luno skrojon z ciemnoniebieskiego jedwabiu,

z zewntrzn warstw pokryt haftem oraz udrapowan i ozdobion wstkami w taki sposb, e skrywaa pas z broni, ale dawaa jej szybki dostp do ksiycowej klingi. Uczesaa wosy, by przykryway szpiczaste uszy i posmarowaa si odrobin ranej pomadki, by nada swojej biaej skrze bardziej ludzkie zabarwienie. Na koniec, by wyglda na osob bogat i zapewni sobie wstp do wykwintnych klubw i gospd, gdzie bywa jej wsppracownik, Arilyn wsuna na palce kilka zotych piercieni z szafirem i przypia do piersi pasujc do nich broszk z drogimi kamieniami. Danilo lubowa si w piknej biuterii i wyranie lubi Arilyn w niej oglda. Po prawie trzech latach pelfka zebraa cakiem pokan kolekcj. Na pocztku kilka razy nie przyja podarunku, ale Danilo postawi sobie za cel nauczenie si wszystkich elfich wit i szczeglnych dni, by wrcza jej prezenty wtedy, gdy najtrudniej byo odmwi. Wrd denerwujcych cech jej towarzysza - a tych byo wiele - bya umiejtno obchodzenia, a nawet ubiegania, prawie kadego sprzeciwu wyraanego przez kobiety. Nie uszo tez uwagi Arilyn, e sama posiada znacznie wiksz odporno na jego urok ni wiele mieszkanek Zazesspuru. Albo te kobiet z Waterdeep, albo z Wrt Baldura... Z westchnieniem Arilyn przerwaa te nieprowadzce do niczego rozwaania. Wesza do wynajtego powozu i przygotowaa si na dugi wieczr. Danilo zazwyczaj jad kolacj w jednym z kilku klubw czy gospd, a pod wpywem jej nalega nigdy nie stosowa w tym adnego planu. Dlatego znalezienie go mogo zaj troch czasu. Pierwszy przystanek zrobia w Wiszcym Ogrodzie, gospodzie urzdzonej w taki sposb, by odwzorowywa gust i upodobania obecnego wadcy Zazesspuru. Arilyn nie przepadaa za tym miejscem - jak na jej gust za bardzo przypominao Calimport - ale Danilo przychodzi tu czsto, by delektowa si winem i muzyk. Wdrowni bardowie i lokalni muzycy mieli tu noc wystpy. Gdy ubrana w zwiewne jedwabie kelnerka prowadzia przebran Harfiark do stolika, pord gosw cichych rozmw day si sysze dwiki harfy. Zgodnie z panujc mod artystka zagraa najpierw ca melodi ballady, a potem zacza piewa. Byo w tej muzyce co jakby znajomego. Arilyn nie naleaa do tych, ktrzy interesuj si wystpujcymi po gospodach bardami, ale suchaa z uwag, gdy pieniarka, moda kobieta o oliwkowej cerze i ciemnych wosach typowych dla mieszkacw Tethyru, zacza wystp. Melodia wpadaa w ucho, ale bya do pospolita, brzmice dugo akordy przyjemne, ale nie genialne, sopran artystki czysty, ale niewyrniajcy si. Generalnie muzyka nie zasugiwaa, by by czym wicej ni znonym tem do rozmw. Jednak, nim harfiarka zacza trzeci zwrotk, sala zupenie ucicha.

Arilyn nie bya bardem, ale zrozumiaa w peni wstrzs, jaki wywoaa pie. Opowiadaa ona histori, ktr znaa a nazbyt dobrze, nawet, jeli fakty zostay zmienione, by ukry pewne sekretne szczegy i by wychwali rzekomego bohatera ballady, szlachcica i barda, ktry przysuy si Harfiarzom, przywoujc do porzdku - jeli wierzy balladzie, to w pojedynk - zotego elfa zabjc, winnego mierci ponad dwudziestu Grajcych na Harfie. Gdy Arilyn przygldaa si suchajcym, nie miaa wtpliwoci, e ich sympatia ley po stronie zotego elfa! Harfiarze nie byli mile widziani w nkanym problemami Zazesspurze i harfiarscy bohaterowie nie byli raczej akceptowanym tematem piewanych po gospodach ballad. Wdrownemu bardowi prawdopodobnie wybaczono by ten ogromny nietakt, ale Arilyn potrafia znale jedno wytumaczenie faktu, e urodzony w Tethyrze artysta wykonuje tak pie: by to dramatyczny wstp do ujawnienia przebywajcego w Zazesspurze Harfiarza. Arilyn postaraa si, by twarz jej wyraaa pogardliwe lekcewaenie i wstaa od stou. Wysza powoli z gospody, zmuszajc si do poruszania ospaym krokiem bogatej damy, ktrej jedynym celem jest opuszczenie przedstawienia, ktre nie przypado jej do gustu i nie jest zgodne z jej politycznymi sympatiami. Sza spokojnie, nim nie dotara do sabo owietlonej ulicy, gdzie czeka na ni wynajty powz. Arilyn rzucia wonicy kilka monet i przecia uprz, ktr zaprzgnita bya do wozu jej wasna klacz. Podcigna spdnice i wskoczya na grzbiet konia. Zwierz najwyraniej poczuo, e jego pani bardzo si spieszy, wic pomkno jak wicher przez uliczki prowadzce do siedziby gildii zabjcw. Normalnie Arilyn schroniaby si w jakie bezpieczne miejsce, by zmieni przebranie, a po drodze zatrzymywaaby si jeszcze kilkakrotnie, by zmyli tych, ktrzy szukali pocze midzy oderwanym od rzeczywistoci wiatem elit a gildi patnych zabjcw. Teraz nie miaa odwagi zachowa takich rodkw ostronoci. O zmierzchu czonkowie jej cechu zbierali si, by ubiega si o nowe zadania, ktre ogaszano, co wieczr. Jeli ta ballada bya powszechnie znana, imi Danila mogo znale si wrd potencjalnych ofiar.

Rozdzia sidmy
Arilyn wysza z Sali Narad gildii zabjcw, ciskajc w doni du zot monet i czujc, e serce zamiera jej ze strachu. Sytuacja bya gorsza, ni przypuszczaa. Potpiajca Harfiarzy pie rozesza si po miecie niczym wszy i za ycie barda wspomnianego w balladzie wyznaczono nagrod. W przeciwiestwie do wikszoci zlece, tu zaoferowano zapat i pokrycie potrzebnych wydatkw wszystkim, ktrzy zdecydowali si podj zadania. Wynajto p tuzina wojownikw, by upewni si, e aden pojedynczy zabjca nie usunie ogoszenia i nie wemie pracy tylko dla siebie. Najwyraniej prdko dziaania liczya si bardziej ni pienidze. W Tethyrze byo wielu bogatych ludzi, ktrzy zapaciliby kad cen za sprawne zlikwidowanie nawet cienia prawdopodobiestwa, e jaki Harfiarz bdzie miesza si do ich wielowarstwowych interesw. W ogoszeniu nie byo wymienione imi Danila, ale Arilyn wiedziaa, e dowiadczeni zabjcy z gildii nie bd potrzebowali wiele czasu, by odkry, o kogo chodzi. Fakt, e bya pierwsz, ktra przeczytaa zlecenie nie uspokaja jej ani troch. Pobiega do swojego pokoju w kobiecej czci siedziby gildii, przebraa w roboczy strj i szybko spakowaa do sakwy rzeczy, ktre chciaa wzi na swoj now misj. Byo raczej nieprawdopodobne, by zdoaa tu jeszcze wrci. Nie ogldajc si za siebie na budynek, ktry by jej domem przez ostatnie kilka miesicy, Arilyn dosiada konia i ruszya, najszybciej jak tylko moga, przez uliczki miasta prowadzce do najelegantszej dzielnicy. Pomimo to wykonaa kilka dodatkowych zwrotw i skrtw, by upewni si, e nie jest ledzona. W ten sposb zajechaa pod Purpurowego Minotaura, najlepszego i najdroszego zajazdu w Zazesspurze. Pelfka przywizaa klacz do supka kilka domw dalej, poniewa nie mogaby podjecha do biaego muru otaczajcego dziedziniec i ogrd, czy wej przez pokrg bram. W tym miecie naprawd szanowano czonkw jej gildii, ale nie rozcigao si to na stosunki towarzyskie. Wielu goci Purpurowego Minotaura byo bogatymi i wpywowymi ludmi, ktrzy atwo mogli sta si ofiar jednego z zabjcw. To, e stojcy przy bramie wartownicy pozwol Arilyn wej do rodka, byo rwnie prawdopodobne, jak to, e hodowcy drobiu zaprosz lisa, by poywi si wrd ich kur.

Arilyn zostawia, wic konia - i gar srebrnych monet - w publicznej stajni pod opiek przedsibiorczego chopaka, ktry mia talent do odwracania wzroku dokadnie wtedy, gdy byo to konieczne. Gdy zaj si jej klacz, Arilyn wdrapaa si po drabinie prowadzcej na strych stajni. Przy jednej ze cian znajdowaa si ogromna sterta somy. Harfiarka wesza na jej szczyt. Z uwag przyjrzaa si nierwnemu sufitowi, po czym wyja miecz i za jego pomoc otworzya prawie niewidoczn klap. Skoczya w gr i chwycia si za brzeg otworu. Szybkim ruchem podcigna si i wdrapaa si na paski, pokryty dachwk dach stajni. Zamknwszy klap, wstaa i popatrzya na miasto z tej niecodziennej perspektywy. Z dachw Zazesspuru rozciga si widok jedyny w swoim rodzaju. Biegy po nich cieki wydeptane przez tych, ktrzy zaatwiali swoje sprawy pod oson ciemnoci. Chocia Arilyn bya w miecie tylko kilka miesicy, znaa te drogi rwnie dobrze, jak mieszkacy ulice. Midzy ni a wysokim paacem zwanym Purpurowym Minotaurem znajdowa si klub, dwie gospody, domy kilku wacicieli sklepw, stajnie nalece do wykwintnego zajazdu i skromne mieszkanka przeznaczone dla sucych i niewolnikw, ktrzy obsugiwali rozpieszczonych goci. Z wrodzon zwinnoci Arilyn przeskakiwaa z dachu na dach. Gdy zbliya si do Purpurowego Minotaura, zerkna w stron wyszych piter gospody i zauwaya, e okno Danila byo szeroko otwarte, by wpuci letni nocny wietrzyk, a moe te w nadziei na niezapowiedzian wizyt. Z pokoju dobiegao delikatne brzmienie lutni towarzyszce piewanej wywiczonym tenorem balladzie. Pierwsz reakcj Arilyn byo uczucie ulgi. Danilo by jeszcze bezpieczny. Na chwil stana, by posucha cichej pieni i beztroskiego piewaka, ktry wydawa si by tak odlegy od obskurnej rzeczywistoci zapuszczonych ulic. Z jakiego powodu to upewnio Arilyn w jej postanowieniu. To, co zamierzaa zrobi nie byo atwe, ale byo konieczne. Cienki sierp ksiyca wzeszed na niebie, gdy Arilyn skradaa si po dachu Purpurowego Minotaura, ale jego saby blask by przymiony mg, ktra okrya miasto wraz z zapadniciem zmroku. Na ulicy blade krgi wiata przywary do ulicznych latarni, a z okien klubw i salonw gier na niszych pitrach bia lekka powiata. Ale tam, gdzie staa Harfiarka, wszystko pogrone byo w ciemnoci. Komnata Danila bya zaledwie dwa pitra od dachu, celowo w tym miejscu, by umoliwi Arilyn nieczste i potajemne wizyty. Jej szczupa posta rzeczywicie prawie nie odrniaa si od czarnego nieba. Jasn skr na twarzy pocigna ciemn pomadk, a ubrana bya w strj zabjcy: obcise spodnie i lun koszul o niewyranej szarej barwie cienia. Od wiszcej w powietrzu wilgoci czarne

loki przywary jej do czoa, a jedyn ozdob, jak nosia, bya zawizana w talii szarfa z jasnoszarego jedwabiu. Arilyn wyja z torby lin z pajczej nici i starannie przywizaa jeden jej koniec do najbliszego komina. Stana na brzegu dachu i z uwag odliczya oznaczon wzami dugo sznura. Trzymajc mocno lin, cofna si, rozbiega i skoczya w ciemno tak daleko, jak tylko moga. Gdy opada w d, zebraa wszystkie siy, by wytrzyma szarpnicie sznura, po czym przeleciaa wahadowym ruchem ku otwartemu oknu, balansujc troszeczk, by nie zboczy z kursu. W ostatnim momencie podcigna si i skulia. Zwinna pelfka przeskoczya przez okno. Jednym pynnym ruchem pucia lin, wycigna z buta sztylet i wyldowaa w przysiadzie. Bkitnymi oczami przyjrzaa si komnacie, sprawdzajc, czy nic jej nie grozi. Zadowolona, e wszystko jest w porzdku, wstaa i spojrzaa na swojego harfiarskiego wsplnika. Mody szlachcic najwyraniej jej oczekiwa, poniewa sta przodem do okna, umiechajc si na powitanie i trzymajc w rkach dwa kielichy z elverquisstem. Arilyn znaa Danila Thanna od prawie trzech lat, ale nadal szokowaa j rnica pomidzy osob, ktr zdawa si by w towarzystwie, a czowiekiem, ktrym by naprawd. Niewielu widziao w nim kogo wicej ni najmodszego syna arystokraty z Waterdeep, dandysa i dyletanta, ktry bawi si w magi i muzyk. Trzeba byo wyjtkowej spostrzegawczoci, by dostrzec mistrzostwo pod jego spronymi piosenkami i lekko, z jak rzuca nieudane czary. Ale tylko nieliczni byli skonni przyglda mu si bliej, a jako przystojny, czarujcy modzieniec, obdarzony szlacheckim tytuem i cik sakiewk kupca, Danilo by przyjmowany w krgach, ktre dla pelfiego zabjcy byy niedostpne. Chocia Arilyn rozumiaa potrzeb takiej gry, kontrast pomidzy wygldem Danila a jego prawdziw natur nigdy nie przestawa jej denerwowa. Zgodnie ze swoim ostatnim zwyczajem, mczyzna cay ubrany by w rne odcienie purpury - tradycyjnego koloru Tethyru - i ozdobiony ma kolekcj biuterii ze zota i ametystw. Arilyn nie raz mu mwia, e wyglda przez to jak chodzca ki winogron, ale tak naprawd ten wykwintny kolor bardzo do niego pasowa. Wszystko, co wizao si z tym modym czowiekiem i jego otoczeniem wiadczyo o bogactwie, dostatku i przywilejach. Pokj, w ktrym mieszka, by przestronny i luksusowy, chocia nieco zagracony oznakami jego publicznej i prywatnej dziaalnoci. Jeden dugi st by ciasno zastawiony kielichami i butelkami wymienitego wina, co wygldao jak testament jego obecnej roli w gildii kupcw handlujcych trunkami. Na stoliku z chultyjskiego teku

rozrzucone byy ksigi czarw, a maa czarodziejska krysztaowa kula, leca obok okna, Bya jednym z wielu magicznych przyrzdw chronicych komnat i jej lokatora. Pooony na pododze rcznie tkany dywan, utrzymany oczywicie w rnych odcieniach purpury, zarzucony by dekoracyjnymi poduszkami. Pomidzy nimi leaa lutnia, ktr Danilo odoy na bok - wyjtkowej urody instrument, inkrustowany ciemniejszym drewnem i mas perow. Obok rzucony by pas, do ktrego przyczepiony by nie tylko rapier Harfiarza, ale te stary miecz w wysadzanej drogimi kamieniami pochwie. Magiczna bro, zgada Arilyn, zauwaajc charakterystyczn rzebion rkoje, wiadczc o tym, e ostrze zostao wykute w Halruaa. Wszystko to pelfka dojrzaa rzucajc krtkie, przelotne spojrzenie. Zauwaya te nagy intensywny bysk, szybko stumiony, ktry pojawi si w oczach modzieca, gdy jego wzrok pad na ni. Arilyn wiedziaa, e spostrzegawczoci i uwag powican szczegom jej wsplnik przynajmniej jej dorwnywa, i przez moment zastanowia si, co zobaczy w rozczochranym, wychudym, pelfim zabjcy, co mogo rozpali taki ogie. - Pikna noc na skradanie si po dachach - zauway wesoo i poda jej puchar. - Ten skok by najbardziej zdumiewajcy. Powiedz mi szczerze, czy nigdy nie zdarzyo ci si le obliczy dugo liny? Arilyn pokrcia gow, po czym jakby mimochodem oprnia zawarto kielicha. Danilo otwar szeroko oczy. - Opuszczamy Tethyr - powiedziaa, rzucajc pusty puchar na st Danila. Harfiarski mag postawi swj kielich obok. - Naprawd? - zapyta ostronie. - Kto wyznaczy nagrod za twoj gow - powiedziaa ponuro, podajc mu cik zot monet. - Tak jak ta dostaje kady, kto podejmuje si zadania. Ten, komu si powiedzie, otrzyma ich jeszcze sto. Danilo wprawn doni zway monet i gwizdn przecigle. Wydawaa si trzy razy cisza ni te uywane w handlu. Suma, o ktrej mwia Arilyn, bya ju pokanym majtkiem, takim, ktry mg skusi nawet wysokiej rangi zabjcw. Ale mody Harfiarz nie wydawa si bra na serio zagroenia. Przyglda si zotej monecie z obojtnoci kolekcjonera, z podziwem przesuwajc palcami po wytoczonych runach i symbolach. - Wyglda na to, e obecnie przycigam ku sobie wrogw stojcych o klas wyej zauway cierpko. - Posuchaj! - Arilyn chwycia go za ramiona i potrzsna. - Syszaam, jak kto piewa twoj ballad o zabjcy Harfiarzy.

- Miosierna Milil - zakl z cicha i Arilyn zrozumiaa, e zda sobie spraw z zaistniaej sytuacji. Danilo napisa t ballad o ich pierwszej wsplnej przygodzie. Nie wykonywa jej od dwch lat i z pewnoci mia na tyle rozsdku, by nie piewa jej w Tethyrze. Chocia ballada nie ujawniaa go jako Harfiarza, nawet wspomnienie tych wtrcajcych si w nie swoje sprawy pnocnych barbarzycw mogo spowodowa spore niezadowolenie i wzbudzi podejrzenia w tym nkanym problemami kraju. W pieni ukryte byy pewne szczegy, dziki ktrym uwany suchacz mg po niedugim czasie upewni si, e bohater i autor to jedna i ta sama osoba. Danilo napisa ten utwr, by przekona Arilyn, e jest prnym i banalnym dworakiem, co zreszt mu si udao. Ale fakt, e piewano go tu, w Tethyrze, zmusza ich do natychmiastowego zakoczenia misji. Mody Harfiarz skwitowa t strat smutnym umiechem. - Tutejsi ludzie daj wyraz swoim muzycznym gustom w sposb nader gwatowny, nie uwaasz? - skomentowa lekko. Nim Arilyn zdya nabra powietrza, by rzuci pen irytacji odpowied, Danilo uciszy j przepraszajcym umiechem i podniesieniem rki. - Przepraszam, moja droga. Sia przyzwyczajenia. Masz oczywicie racj. Musimy zaraz jecha na pnoc. - Nie. - Wycigna do i dotkna do jednego z jego piercieni, magicznego podarunku od wuja Danila, Khelbena Arunsuna. Przy jego pomocy mona byo teleportowa do trzech osb naraz do bezpiecznej kryjwki, jak bya Wiea Czarnokija, albo gdziekolwiek indziej, zgodnie z wol wadajcej czarodziejskim przedmiotem osoby. Arilyn nienawidzia magicznych podry - decydowaa si na ni, gdy nie byo innego wyjcia. Ze wzroku Danila mona byo wyczyta, e dobrze o tym wie. Rozumiejc jej popiech, Harfiarz przywdzia szybko pas i przyczepi do niego magiczn sakw, w ktrej trzyma ubrania i zapasy na drog. Potem dooy jeszcze trzy ksigi z czarami i mimowolnie dorzuci monet zabjcy. Jedn rk zapa lutni, drug wycign do Arilyn. Pelfka cofna si o krok i potrzsna gow. - Nie id z tob. - Arilyn, to nie pora na marudzenie! - To nie o to chodzi. - Wzia gboki oddech, bowiem sowa okazay si trudniejsze do wypowiedzenia ni przypuszczaa. - Przyszy dzi wieci z Waterdeep. Dostaam now misj. Wyjedam rano.

Danilo otworzy szeroko oczy. Przez moment Arilyn dostrzega w nich cie aosnej tsknoty, ktr tak zawsze stara si przed ni ukrywa. Potem zrcznie jego twarz przybraa uraony wyraz rozpuszczonego szlachcica, ktry nie przywyk, by co dziao si nie po jego myli. Wzrok nie zdradza nic, poza niedowierzaniem, e zwierzchnicy omielili si ich rozdzieli. Bya to doskonaa gra, jednak Arilyn nie zmylia. Nim zdya cokolwiek powiedzie, alarm w magicznej kuli Danila zacz znw pulsowa. Arilyn chwycia czarodziejski kryszta i zajrzaa do wntrza. Trzy cienie zbliay si do krawdzi dachu, dokadnie dwa pitra nad nimi. Jacy koledzy Arilyn szli po swoj nagrod. Arilyn odrzucia na bok alarm, po czym zerkna na otwarte okno i niemal niewidoczn wiszc obok lin. - Nie ma czasu na wyjanienia - powiedziaa. - Id ju! Ale Danilo, ktry take spojrza na kryszta, potrzsn gow. - I mam zostawi ciebie sam w walce przeciw tym trzem typom? Nawet o tym nie myl. Umiechna si nieszczerze i dotkna zawizanej u pasa szarej jedwabnej szarfy, ktra bya znakiem jej pozycji w tethyrskiej gildii zabjcw. - Jestem jednym z nich, pamitaj o tym. Powiem, e ci nie ma. Nikt nie bdzie ze mn walczy. - Ale oczywicie, e bdzie - powiedzia krtko, wiedzia, bowiem, jak zabjcy w Tethyrze awansowali w ramach swojej organizacji. Arilyn zdawaa sobie spraw, e jej towarzysz paci ogromne sumy, by by na bieco z przebiegiem jej mrocznej i samotnej dziaalnoci. Moga dowiadywa si od niego o wielu swoich przygodach, ale Danilo wiedzia te, e Arilyn nie raz bya zmuszona broni swojej niechtnie noszonej szarfy przed ambitnymi kolegami z gildii. Teraz byo ich trzech, a skoro bya sama, z pewnoci wykorzystaj okazj, by j zaatakowa. Ktry z nich ostatecznie wemie cienist szarf, rozstrzygnie potem walka midzy nimi. Lina, ktr zostawia wiszc za oknem, zacza si huta pod ciarem spuszczajcej si po niej osoby. - Id - powiedziaa Arilyn bagalnie. - Chod ze mn - zada. Potrzsna stanowczo gow, przeklinajc nieugito, ktra krya si za fircykowatym wygldem Danila. Znaa t jego cech bardzo dobrze i zdawaa sobie spraw, e szansa na przekonanie go, gdy co ju postanowi, bya bardzo niewielka.

Jak mona byo si spodziewa, Harfiarz odrzuci na bok bezcenn lutni i obj Arilyn. - Jeli mylisz, e ci zostawi, to jeste wikszym gupcem ni ja - wyrzuci z siebie prdko, widzc zbliajce si niebezpieczestwo. - Nie jest to moe najodpowiedniejsza chwila, by to wyzna, ale niech to. Kobieto, ja ci kocham. - Wiem - odpowiedziaa mikko Arilyn, przywierajc do niego w odpowiedzi. Przez jeden, peen skupienia moment, pozwolia, by oczy zdradziy to, co czuo jej serce. Potem uwolnia si z ucisku i podniosa rk, by pogadzi Danila po policzku. By to z jej strony pierwszy czuy gest, pierwszy dajcy pewn odpowied na jego wyznanie. Oczy modzieca pociemniay. Zamkn jej do w swoich i zacz gorczkowo caowa jej palce. Odsaniajc na ciosy brzuch. Arilyn zacisna pi wolnej rki i uderzya nieco poniej mostka. Danilo zgi si i pad niczym city db. Gdy szlachcic walczy, by odzyska oddech, pelfka schylia si i przekrcia mu na palcu piercie teleportacji, ktry mia przenie go do Waterdeep, w bezpieczne miejsce. Mczyzna rzuci si do przodu, sigajc w stron jej nadgarstka i najwyraniej chcc pocign j za sob, ale Arilyn zdya ju si podnie. Z brzkiem wycigajc z pochwy wiecce na bkitno ksiycowe ostrze, ktre w ten sposb ostrzegao przed zbliajc si walk, Arilyn widziaa, jak Danilo powoli znika. Na twarzy malowao mu si nieskrywane cierpienie, jedn rk za cay czas wyciga, by chwyci przyjacik. Chocia nie widziaa innego sposobu na ocalenie swojego potencjalnego kochanka, to zdradzieckie posunicie, do ktrego zmusia j sytuacja, sprawio, e bya wstrznita i dziwnie pusta. Wzia gboki, nierwny oddech i odwrcia si, by stawi czoa trjce tethyrskich zabjcw, czujc ponur satysfakcj ze zbliajcej si bitwy. To przynajmniej byo co, co rozumiaa.

Rozdzia smy
Pajcza lina hutaa si, gdy Fretka spuszczaa si po niej ku otwartemu oknu Harfiarza, klnc przy tym cicho. Podczas swojego pobytu w Zazesspurze kobieta musiaa zmaga si z wieloma przeciwnociami, z ktrych cakiem powan by fakt, e pod rzdami paszy Balika mczyni we wszystkim i wszdzie byli pierwsi. Bya to, jej zdaniem, gupota nie do pojcia. Fretka miaa tylko nadziej, e przez t niedorzeczno nie straci swojej zdobyczy! Gdyby posza pierwsza, byaby ju na dole i zadanie zostaoby wykonane. Ale nie - dwch mczyzn musiao j wyprzedzi. Przez chwil Fretka rozwaaa naskoczenie na gow czowieka idcego przed ni i zrzucenie go z liny. Zrobiaby to z przyjemnoci, gdyby nie to, e byo raczej nieprawdopodobne, by wywiadczy jej t przysug i spada w milczeniu! W rzeczywistoci tylko ostrono powstrzymywaa j od walki z dwoma pozostaymi zabjcami, ktrzy zjawili si tak niespodziewanie szybko na dachu zajazdu. Caa trjka zdaa sobie spraw z gupoty, jak byaby rywalizacja midzy nimi i zgodzia si wspdziaa, by szybko zaatwi spraw i podzieli si nagrod. Ale gdy mieli znale si w komnacie Danila Thanna, Fretka nie omieszkaaby stan z nimi do walki, by obroni czowieka, ktrego miaa za zadanie zabi. By moe w ten sposb rozbudziaby ciekawo Harfiarza i przekonaa, by wysucha jej opowieci, a moe nawet udzieli pomocy. Szuka pomocy u ludzi i Harfiarzy! Nie byo pewniejszego dowodu jej desperacji. A co innego moga pocz? Posiadaa wiele talentw i umiejtnoci, ale w Zazesspurze dziay si rzeczy, ktrych zwyczajnie nie bya w stanie poj. Usyszana przez przypadek pie przywioda na myl pewien pomys:, kto moe lepiej rozwiza ten problem, jeli nie Harfiarz, czonek legendarnej organizacji szpiegw, informatorw i tych, co dziaaj w ukryciu? Miaa pecha, e nagrod wyznaczono za gow tego konkretnego Harfiarza, poniewa jeli Danilo Thann by typowym przedstawicielem tej organizacji, z pewnoci byby w stanie znale rozwizanie problemu. Tylko tego Fretka potrzebowaa. Wiedziaa, co naley zrobi, ale nie miaa pojcia, komu! W kocu pierwszy zabjca wskoczy przez okno Harfiarza. Fretka usyszaa przeraony okrzyk i pierwsze uderzenie stali o stal. Uderzeniem buta popdzia czowieka pod sob.

- Pospiesz si, bo w przeciwnym razie Samir sam go zabije i wemie ca nagrod powiedziaa gniewnie, zwracajc si do zabjcy sowami, ktre byy w stanie zachci go do popiechu. Jej argumentacja poskutkowaa - chciwy mczyzna zelizgn si po linie i da nura do pokoju. Majc drog woln, Fretka pucia si liny i spada w d kilka stp. Gdy mijaa otwarte okno, chwycia si za parapet i podcigna ze wszystkich si. Rzucia si do przodu, podkulajc gow i ramiona, po czym wtoczya do pokoju i stana na nogi, trzymajc w rku dugi sztylet. Zdawao jej si, e jest gotowa na wszystko. Jednak widok, ktry ujrzaa, zapar jej dech w piersiach i wbi. nogi w puszysty dywan. Pokj wypeniao niesamowite bkitne wiato, rzucajc taczce cienie trzech walczcych osb na wszystkie ciany komnaty. rdem tego blasku bya ywa ksiycowa klinga, ktr trzymaa w rkach pelfia zabjczym. Arilyn stawiaa opr dwm napastnikom, niczym bohater starych elfich legend, odbijajc kade pchnicie i cicie ich podstpnie zakrzywionych sejmitarw. Jej magiczny miecz byska i wirowa, zostawiajc za sob nierwne wstgi bkitnego wiata. Ksiycowa klinga, ze zdumieniem pomylaa Fretka. Prawdziwa, ywa ksiycowa klinga! Fretka wiedziaa, e pelfka nosi taki miecz i nawet przypuszczaa, e wzia od niego swoje imi, ale sdzia, e bro jest upiona ju od dawna, a Arilyn kupia j od jakiego niezorientowanego handlarza albo zrabowaa z jednego ze starych elfich grobowcw. Ksiycowe ostrza byy dziedziczne, posiaday straszliw magiczn moc i zgodnie z legend nikt, poza ksiycowymi elfami czystej krwi i szlachetnego ducha, nie mg nimi wada. Widok takiej broni w rkach pelfki i patnego mordercy stawia pytania, ktre wprawiay Fretk w osupienie. Wanie w tym momencie byszczce oczy Arilyn spoczy na nowym intruzie. Fretka instynktownie uniosa sztylet, przyjmujc obronn pozycj. W ostatniej chwili. Z prdkoci atakujcego wa, pelfka obrcia si w stron najbliej stojcego mczyzny i zadaa wysoko cios. Gdy podnis swoje ostrze, okrcia si wok wasnej osi i uskoczya przed uniesionym w obronnym gecie sejmitarem przeciwnika. Wyminwszy mczyzn, rzucia si z janiejcym mieczem w stron kobiety, chcc j zabi. Elfi miecz uderzy w sztylet Fretki z si, ktra spowodowaa, e przeciwniczka Arilyn poczua w rku i w gowie przejmujcy, oguszajcy bl. Zamiar pelfki by oczywisty: w

walce z wiksz iloci napastnikw mdrze byo wyeliminowa najpierw najgroniejszego z nich i to moliwie najszybciej. Fretka przypomniaa sobie mimowolnie, e ksiycowa klinga nie moe przela niewinnej krwi. Nie bya jednak pewna swojego bezpieczestwa. Droga, jak obraa w yciu bya konieczna, ale w ocenie czuego na te sprawy miecza moga wypa le. Na szczcie dwaj mczyni ochonli ju ze zdziwienia i ruszyli na pelfk. Rzucili si na ni z podniesionymi sejmitarami, dodajc sobie si dzikimi okrzykami. Nie odwracajc si, Arilyn uniosa ksiycowe ostrze wysoko nad gow i odpara pierwszy zadany z gry cios. W tym samym momencie wyrzucia jedn nog w przd, kopic Fretk w brzuch butem tak silnie, e mniejsza kobieta zgia si wp i zatoczya si na stojcy za ni st. W nastpnej sekundzie pelfka zawirowaa i, wykorzystujc swj pd, skierowaa poczone ostrza przeciw drugiemu napastnikowi. Trzy miecze spotkay si z brzkiem. Arilyn wycigna swj z tej pltaniny i odskoczya w ty. Jej wzrok znw spocz na kobiecie. Fretka zobaczya w oczach pelfki swoj wasn mier i zrozumiaa, e to, co teraz zrobi, bdzie albo czym genialnym, albo ostatnim w jej yciu. Bl, ktry czua pod ebrami natchn j pewn myl: ugryza si mocno w wewntrzn stron policzka, tak by pocieka krew. Przyciskajc jedn rk do klatki piersiowej, Fretka wydaa z siebie jk. W tym samym momencie na ustach pojawia jej si krwawa piana. Otara j, przygldajc si pomazanej na czerwono doni z rosncym przeraeniem i utkwia jadowite spojrzenie w pelfce. Powoli osuna si na podog, ocierajc plecami o krawd stou, i zwina w kbek, przyciskajc rce do piersi i pojkujc cicho. Widzc, e kobieta jest ju unieruchomiona, Arilyn odwrcia si, by stawi czoa pozostaym zabjcom. Fretka nie bya zdziwiona, e pelfka uwierzya w prawdziwo jej zachowania. Jako zabjca, kobieta widziaa wielu ludzi umierajcych na tyle sposobw, e nauczya si, jak wyglda ten proces - kopnicie, ktre mogo zama ebro, ktre z kolei mogo przebi puco. mier przez uduszenie bya nieuniknionym, cho postpujcym powoli efektem takiego zranienia. Jednak to, co naprawd zdumiao Fretk, to bysk wspczucia, ktre pojawio si w oczach pelfki, gdy zdaa sobie spraw z rodzaju mierci, jaki spowodowaa. Zoyo si szczliwie dla Fretki, e pelfka bya zajta czym innym, poniewa w przeciwnym razie moga zlitowa si i podarowa powalonej przeciwniczce lekki i szybki koniec. Lepiej umieraj szybko, Fretka upomniaa sam siebie z nutk czarnego humoru.

Lec tak nieruchomo, jak tylko moga, kobieta przymkna prawie do koca oczy i przygldaa si bitwie spoza gstej zasony rzs. Fretka musiaa przyzna, e pelfka bya genialn wojowniczk. Nigdy nie widziaa nikogo, kto by pewniej posugiwa si mieczem. Wikszo rzeczy jednak Arilyn robia jakby instynktownie. Wydawao si, e czua, jaki i skd zostanie zadany kolejny cios, a dodatkowo bya na tyle szybka, by dotrzyma tempa obu przeciwnikom. Tak naprawd szybko i sia ataku pelfki bya nieproporcjonalna do jej rozmiarw. Nawet przyjmujc, e bya wysoka, a jej szczupa posta krya w sobie zadziwiajc sprysto i moc, nie mona byo wytumaczy energii, z jak walczya. Fretka zastanawiaa si, jakie sekrety kryj si za janiejc powiat bijc od elfiego miecza. Wanie w tym momencie Samir nie zdoa odeprze ataku i ostrze Arilyn rozpatao mu szyj. Pelfka pocigna miecz gwatownym ruchem w d, wbijajc si coraz gbiej i przecinajc z przeraajc atwoci koci i cigna. Fretka z trudem opanowaa grymas obrzydzenia, gdy elfia klinga rozcinaa czowieka od odka a po krocze. Chcc skorzysta ze mierci towarzysza, drugi mczyzna umiechn si arocznie i unis sejmitar wysoko nad gow, by zada miertelny cios. By uderzy silniej, a by moe niewiadomie naladujc pelfiego przeciwnika, zapa miecz dwoma rkoma i zamachn si w d. Ale jego ofiara miaa inne plany. Arilyn wyrwaa kling z ciaa zabjcy i przesuna j dalej w d i poza siebie. Miecz nabra prdkoci, pocigajc za sob Arilyn, ktra odwrcia si i zaatakowaa ostatniego yjcego zabjc. Dwa ostrza spotkay si z brzkiem. Arilyn instynktownie odskoczya na bok, gdy ze zniszczonego sejmitaru mczyzny poleciay poszarpane kawaki metalu. Syczc z wciekoci, zabjca rzuci si na ni z wyszczerbionym kikutem miecza, ktry zosta mu w doni, najwyraniej chcc wykorzysta moment, gdy przeciwniczka nie zdya jeszcze pewnie stan. Pelfka zwinnie unikna ciosu. Obrcia si szybko i uderzya mocno pazem miecza w wycignite rami czowieka nieco poniej okcia. Zaraz potem przyklka na jedno kolano i uywajc ksiycowej klingi jako dwigni zmusia mczyzn do zgicia rki. Postrzpiony koniec jego broni poszed w gr. Szybko ataku zabjcy zrobia reszt. Czowiek pad twarz do ziemi, gdy zamany sejmitar przebi mu gardo. Arilyn wstaa, wysuwajc zakrwawion ksiycow kling z spod rki martwego mczyzny. Magiczne wiato powoli zgaso, najwyraniej ugaszone krwi, ktr przelao.

Pelfka pochylia si i wytara ostrze do czysta o koszul martwego zabjcy, po czym schowaa miecz do starej pochwy. Nie ogldajc si za siebie, odwrcia si i podesza do otwartego okna. Wspia si po linie, powoli przesuwajc w gr rce, i znikna na tle nocnego nieba. Przez kilka chwil Fretka leaa tam, gdzie upada, pracowicie prbujc uporzdkowa w mylach wszystko, co widziaa. Niewiele jednak rozumiaa. Arilyn bya pelfka, ale posiadaa ksiycow kling. Pracowaa jako zabjca, ale miecz si jej nie wypar. Czy moliwe, by magia ostrza przesza w jaki sposb na stron za? A moe Arilyn, tak samo jak Fretka, bya kim innym, ni mogoby si zdawa? A co z Danilem Thannem? Zgodnie z informacjami, ktre Fretka zebraa, szlachcic by w Purpurowym Minotaurze. Kilka minut wczeniej syszaa, jak piewa pie. Gdzie zatem poszed? I jak rol odegraa w tej tajemniczej historii Arilyn? Jednej rzeczy Fretka bya pewna: potrzebowaa Harfiarza i jeli ten czowiek pozostawa nadal gdzie niedaleko, bya zdecydowana go znale. Dumnej kobiecie nie podobao si, e klucz do jej sukcesu lea zapewne w rkach pelfiej wojowniczki. Gdy stwierdzia, e nadszed waciwy czas, Fretka wstaa i podkrada si cicho do okna. Liny oczywicie nie byo, podobnie jak pelfki. Niewane. Wspinaczka nie bya Fretce obca, a jej szczupe, zwinne palce potrafiy znale zaczepienie prawie w kadej powierzchni. Bya rwnie myliwym, ktry potrafi wytropi zajca w najgstszych zarolach albo poda za wiewirk w koronach lenych drzew. aden pelf nie by w stanie jej zmyli, nawet na tak nieprzyjaznym terenie, jakim byo zatoczone ludzkie miasto. Zacisnwszy zby kobieta wylizgna si z komnaty i podya ladem Arilyn.

***

- Sen - wymrucza ksi Hasheth, starajc si odgoni od siebie ciche, uporczywe pukanie, ktre przerwao mu drzemk. Przewrci si na drugi bok i zakopa gbiej w pociel, starajc si znowu zasn i odgoni od siebie denerwujcy sen. Ale nie, stukanie powtrzyo si jeszcze raz i dochodzio z sekretnych drzwi, ktre prowadziy do komnaty. Hasheth przysucha si i rozpozna rytm, ktry by umwionym sygnaem.

Ziewajc szeroko i zrzdzc pod nosem, odsoni zwiewn zason, ktra wisiaa wok ka. Chwiejnym krokiem podszed do kominka i odcign ukryt pomidzy kamieniami zasuwk. Tak jak si spodziewa, do pokoju wpada pelfia Harfiarka, otwierajc zamaszystym ruchem cikie drzwi. Sdzc po jej spojrzeniu i ponurym wyrazie twarzy, nie przysza, by skorzysta z jego propozycji nocnych hulanek. - Ju czas - powiedziaa Arilyn. - Wyjedam teraz z Zazesspuru. - Masz na myli ranek - przytakn jej Hasheth, odpowiadajc na popiech w jej gosie. - Nie. Teraz. Ksi unis obie rce i spojrza w gr, jakby baga o lito. Wiedzia jednak, e dyskusja z Arilyn Ksiycow Kling nie ma sensu. Chocia by mody, szybko uczy si prawidowo ocenia ludzi, ktrych spotyka. Prba przekonania tej upartej kobiety bya rwnie absurdalna jak dyskusja o filozofii z wielbdem. A on przecie zgodzi si jej pomc - doglda nawet wikszoci przygotowa. Dotrzymywanie sowa byo wane. Hasheth wiedzia, e prawdziwej wartoci czowieka nie stanowia ostro jego miecza, czy inteligencja, a nawet nie bogactwo, ktre posiada, czy stanowisko, ktre zajmowa. Istotne byo jedynie, czy szanowa dan przez siebie obietnic. Hasheth planowa sobie, e pewnego dnia bdzie na tyle potny, by inni podporzdkowywali si bez szemrania wszystkim jego rozkazom. Na razie, i wzgldem tej kobiety, chcia wyglda na godnego zaufania czowieka honoru. Chodzio o to, by by istotnym elementem jej interesujcych i tajnych dziaa. A poza tym lord Hhune zobowiza go, by zdoby zaufanie Harfiarzy. Hasheth sign po sznurek dzwonka i pocign wadczym gestem. W drzwiach zjawi si natychmiast mody suga, przecierajc zaspane oczy. Ksi wrczy chopakowi opiecztowany list. Nie trzeba byo nic wyjania - sucy mia ju ogromne dowiadczenie i wiedzia dokadnie, co powinien zrobi. Pismo miao pj do pewnej okrelonej osoby, ktra miaa rozpocz dobrze zaplanowany szereg dziaa. Hasheth by penym zapau uczniem Harfiarki i zdoa ju si wiele nauczy. - d? - zapytaa. - Wszystko gotowe - zapewni j ksi. - Wymkn si z paacu, wezm jednego z koni, ktre zostawiem w publicznej stajni i pojad do poudniowej bramy. Gdy otworz j o wicie, oboje doczymy do pewnej handlowej karawany i pojedziemy na poudnie ku rzecze Sulduskoon; ja jako przedstawiciel morskich interesw Hhune'a, ty przebrana za kurtyzan, ktra ma uprzyjemnia mi podr. Jak dojedziemy do rzeki wymkniesz si potajemnie. Gdy

karawana zaatwi ju swoje sprawy, odprowadz twoj klacz do ukrytej jaskini Tinkersdama, a ty podysz w gr rzeki do miejsca, ktrego nie raczya zdradzi swojemu zaufanemu sojusznikowi. Arilyn odpowiedziaa na t przemow tylko szorstkim skinieniem gowy. Na niedwuznaczn prb wycignicia od niej informacji nie zareagowaa wcale. - A zatem o wicie - powiedziaa, schylajc gow w niskich drzwiach. Hasheth sucha cichego odgosu jej krokw na wskich schodach i po raz kolejny zdumiewa si, e nie potykaa si i nie przewracaa w ciemnoci. Drzwi byy ukryte w kamiennej cianie kominka, ktry ogrzewa jego komnat w zimne noce, a sam tunel by wykuty w grubych murach paacu. Zastanawia si, co jego ojciec, pasza, powiedziaby na fakt, e zabjca rangi Arilyn moe wej do paacu, kiedy tylko chce. Nic dobrego, stwierdzi Hasheth z nieznacznym umiechem. Zamkn drzwi i zacz pospieszne przygotowania do czekajcej go podry. Ostatnio pasza nie by zbyt przychylnie nastawiony do niespokojnego modzieca i nie by zadowolony z proby Hashetha, by mg wstpi na sub do lorda Hhune'a. W kocu jednak si zgodzi, po to tylko, by uciszy kopotliwego modszego syna. Zdumiewao Hashetha, e ojciec nie potrafi dostrzec potgi takich ludzi jak Hhune i potencjalnego zagroenia, jakie stanowiy ich ambicje. Przypomnia sobie o ostrzeeniu, ktre usysza od Arilyn i skin gow, przytakujc ponuro. Krtkie, lecz spektakularne panowanie paszy Balika wkrtce si skoczy. I tak powinno by. Znajomo z Arilyn daa mu jedn wan lekcj: poznaj swoich wrogw. Jeli Balik nie rozumia, jakie to istotne, zasugiwa na utrat wadzy. A on, Hasheth, znajdzie sposb, by na tym skorzysta. By moe, pomyla przemykajc si przez bram paacu, dopomoe zaistnie temu, co nieuniknione.

***

W wytwornych ogrodach, ktre otaczay paac, prawie niewidoczna pomidzy gaziami jakiego egzotycznego drzewa, Fretka patrzya, jak pelfka skrada si w cieniu paacowego muru. Arilyn uniosa pdy winoroli, ktre obrastay cz ogrodzenia i przejechaa palcami po gadkim kamieniu. W miejscu, gdzie nic przed chwil nie byo, otwary si drzwi, bezgonie przesuwajc si na jedn stron. Gdy Arilyn wesza, zamkny si za ni a

winorol opada na swoje miejsce. Nawet czujne oczy Fretki nie mogy dostrzec adnego widocznego zarysu, adnego znaku, e znajdoway si tam tajemne drzwi. Przytulona do drzewa kobieta czekaa a do momentu, gdy pelfka skoczya swoje spotkanie i wymkna si z powrotem w noc. Potem odczekaa jeszcze chwil. Tajemnicy, ktr bya Arilyn Ksiycowa Klinga nie mona byo rozwiza od razu. Fretka musiaa poskada kawaki tej ukadanki najlepiej jak potrafia. Chciaa zobaczy, kto jeszcze wyjdzie z paacu. Ku jej zdziwieniu osob, z ktr kontaktowaa si Arilyn, nie by paacowy stranik, czy pelfia pokojwka, ale jeden z modszych synw rzdzcego paszy. Fretka pamitaa chopaka z czasw, gdy tak niefortunnie prbowa nauczy si rzemiosa zabjcw. Teraz, gdy zastanowia si nad tym dokadniej, przypomniao jej si, e Arilyn staa si czonkiem gildii zaraz po tym, jak Hasheth opuci jej szeregi. Nigdy nie czya tych dwojga ze sob, cho najwyraniej powinna bya to zrobi. Fretka posza ladem modego ksicia. Byo to atwe, bowiem w tej czci miasta wystawne ogrody byy czym normalnym, a egzotyczne kwitnce drzewa rosnce wzdu szerokich ulic byy posadzone tak gsto, e ich gazie splatay si. Moga ledzi mczyzn przez duszy czas, nie stawiajc stopy na ziemi. W kocu modzieniec skrci do stajni, wyjedajc z niej po chwili na grzbiecie wspaniaego amnijskiego ogiera. Fretka skrzywia si. Ona sama nie uwaaa jazdy konnej za dobry pomys, ale jeli chopak wybiera si gdzie daleko, podanie za nim pieszo mogo okaza si trudne. Zabjczym zesza z drzewa i zakrada si do stajni. Uciszya stajennego chopca i szybko wybraa odpowiednio wygldajc klacz. Owina jej szmatkami podkowy, by tumiy dwik, a nastpnie, tak cicho jak tylko moga, wyprowadzia konia ze stajni. Wdrapaa si na nagi grzbiet zwierzcia. Skoro musiaa jecha konno, to jechaa, ale adna sia na wiecie nie zmusiaby jej do sptania ywego stworzenia siodem i uzd! Fretka chwycia si koskiej grzywy i pochylia do przodu, szepczc do wierzchowca kilka zda w jzyku centaurw. Najwyraniej klacz zrozumiaa, o co chodzi, pooya, bowiem pasko uszy i ruszya prdko ladem ogiera Hashetha.

***

Gdy duga noc miaa si ju ku kocowi, gboki cie lasu zacz blednc, ogaszajc nadejcie witu. Elfi wojownicy, ktrym udao si przey, przyspieszyli kroku, bowiem mier, ktra ich cigaa, z nadejciem dnia moga porusza si szybciej. Wyczerpane, zniechcone, pokaleczone, niosc polegych i rannych braci, elfy wracay do swojego lenego domu. Posuway si wolno, bowiem nie chciay zostawi chorych towarzyszy i schroni si szybciej pod oson drzew. Obawiay si, jaki uytek mog zrobi ludzie z ich martwych przyjaci. Dosza do nich wiadomo, e ciao Wrbla zostao pooone pord zabitych ludzi ze zmierzajcej na pnoc karawany, a jego strza uyto przeciw kupcom. Odlege ujadanie goczych psw zamienio si w triumfalne wycie, gdy zwierzta wyczuy swoje ofiary. - Znalazy lady krwi - zauway ponuro Korrigash. Przesun bezwadne ciao elfa, ktrego nis zarzuconego na ramiona niczym myliwy upolowanego jelenia. Lisi Ogie skin, spogldajc na twarz dziewczyny, ktr nis. Sokolica, tak miaa na imi. Otrzymaa je od Tamary na znak, e zostaa przyjta do nowego plemienia. Dobrze do niej pasowao: walczya jak osaczony sok i udao jej si powali kilku ludzi, nim jaki tchrz nie wbi jej zdradziecko sztyletu w plecy. Bdzie ya, powtarza cicho Lisi Ogie, patrzc w wilgotne z blu oczy i yczc jej w duchu, by wytrwaa. Plemi potrzebowao takiej odwagi i ducha, jak posiadao to dziecko. Tamara yczya sobie, by dziewczynka wesza do jej klanu. Chciaa j wychowa, ale Lisi Ogie mia j wyszkoli. Potrafi bezbdnie rozpozna w kim zadatki na przywdc. Sokolica obrcia si w jego ramionach i spojrzaa mu prosto w oczy. - Zostaw mnie - powiedziaa ledwie syszalnym szeptem. - Uciekajcie! Jest nas zbyt mao, by walczy i nie moemy sobie pozwoli, by straci tej nocy wicej, ni ju polego. - Ona ma racj - powiedzia cicho Korrigash. Ale Lisi Ogie potrzsn gow. Szybko przeliczy siy, ktre im pozostay. Perspektywy nie byy najlepsze. Dwadziecia cztery elfy z Wysokich Drzew mogy jeszcze biec lub walczy, ale tylko dwoje z uratowanych zakadnikw mogo i o wasnych siach. Niesiono trzech polegych i kilkoro ciko rannych. Nie byo nikogo, kto uniknby w ogle obrae. Nie mogli stan do bitwy. Przynajmniej nie w takim stanie. Odwrci si do Tamary. - Jeste z nas najszybsza. Biegnij i powiadom Wysokie Drzewa. Potrzebujemy tylu wojownikw, ilu tylko mona zebra. Spotkamy si na mokradach pooonych na poudnie od tego miejsca.

Kobieta skina gow, zrozumiawszy natychmiast mdro tego planu. Elfy musiay odpocz i opatrzy rannych, a nie byo w pobliu lepszego schronienia ni te pooone nisko bagna. W tej dolinie las by zawsze ciemny i chodny, pokryty gst zason mgy. W masywnych starych cedrach, ktre dawno ju obumary, ale nadal trzymay si mocno korzeniami ziemi, wydronych zostao kilka kryjwek uywanych w razie nagego niebezpieczestwa. Wok licznie rosy lecznicze zioa. Nawet gdyby ludzie podyli za nimi a tak daleko, znaleliby si w terenie, na ktrym walka byaby dla nich wyjtkowo niewygodna. Ziemia bya mikka, w niektrych miejscach niebezpiecznie grzska, a cay teren gsto porastay wielkie, podobne do paproci, roliny sigajce elfom do ramion. - Musimy zrobi wszystko, co w naszej mocy, by opni pocig - doda Lisi Ogie. Eldrin, Sontar, Wyndelleu, wdrapcie si na drzewa i zawrcie. Zapolujcie na psy. Zabijcie je, a zatrzymacie ludzi. Potem drczcie ich i zagocie na pnoc. Tylko zielone strzay przypomnia. - A ty, Tamsin - powiedzia, odwracajc si do modego wojownika, ktrego ubranie byo czarne od krwi wrogw. Lisi Ogie nie mia odwagi posa go na ludzi, nie po dzisiejszej bitwie. Tamsin okaza si by rwnie dny krwi jak troll. - Id prosto na pnoc, do jaski znajdujcych si za jesionowym lasem. Obud mod, bia smoczyc, ktra tam pi i wywab j na zewntrz. Zaprowad j na ludzi, dopilnuj, by si nimi zaja. Potem kieruj si do lasu i wracaj do nas. Na twarzy modszego elfa pojawi si dziki umiech, gdy modzieniec wyobrazi sobie, do czego zmierza plan dowdcy. - Zostawi jej w jaskini kilka bukietw mity, by moga zagry ohydny smak ludzi! Elfi wojownicy rozeszli si po lesie, by wykona polecenia dowdcy. Korrigash odwrci si do przyjaciela. - Dobry plan. Ale czy to wystarczy, by ich zatrzyma? - Teraz? By moe - powiedzia przyciszonym gosem Lisi Ogie. - Ale nie na dugo.

Rozdzia dziewity
Kadego ranka o wicie masywne bramy Zazesspuru otwieray si, by wpuci kupcw, dziki ktrym miasto oywao. Szkatua miasta bogacia si na cach nakadanych na egzotyczne towary, ktre przewoono na pnoc z Calimshanu i ziem wschodnich. Ale rynki Zazesspuru byy czym wicej ni tylko miejscem postoju dla kupieckich karawan. Mieszkacy Tethyru szczycili si wyrobami swojego rzemiosa, a ich towary byy poszukiwane w krajach pooonych na pnocy i na poudniu. Do miasta wwoono surowce, ktre statki i karawany przywoziy ze wszystkich stron wiata. Chultyjski tek i mazticaskie drzewo rane przerabiano tu na rzebione drewniane skrzynki, z ktrych syn Tethyru. Z Lantanu przychodziy delikatne mechanizmy i malekie kuranty, dziki ktrym niektre z tych pudeek przeksztacano w cudowne muzyczne zabawki. Sprowadzano najwspanialsze metale z lodowatej Pnocy, by budowa z nich statki, wyrabia bro i biuteri, oraz drogie kamienie, by osadza je w rkojeciach mieczy i piercionkach dam. Tethyrskie meble chwalone byy za wytrzymao i eleganckie ksztaty. Tkaninom z Myratmy nie mogy si rwna pod wzgldem praktycznoci adne inne. Paszcz uszyty z weny, pochodzcej od pascych si na Purpurowych Wzgrzach owiec, by tak trway, e mg by przekazywany z ojca na syna, a poza Tethyrem niewielu byo tkaczy, ktrzy potrafili uprz ni tak wspaniale, e tkanina bya prawie nieprzemakalna. Inn gazi handlu, take wan dla dobrobytu miasta, cho moe mniej spektakularn, byy sprzeda i kupno ywnoci, pochodzcej z yznych Purpurowych Wzgrz pooonych na poudnie od miasta. Pomidzy Zazesspurem a Marakirem kursoway codziennie karawany, by naby owoce, zboe i baranin, bowiem rynek farmerski pooony by na przeciciu szlaku handlowego i rzeki Sulduskoon. Bya to wana dziaalno, ale rutynowa i dlatego rzadko dokadniej kontrolowana. I tak si zoyo, e Quentin Llorish, kapitan jednej z takich karawan, nie by wcale zadowolony, e obudzono go ze snu i poinformowano, e w trwajcej dzie podry bdzie mu towarzyszy ucze lorda Hhune'a. Nie eby Quentin mia co przeciwko Hhune'owi - daleki by od tego! Lord i mistrz gildii paci dobrze i traktowa ludzi dla niego pracujcych z uczciwoci rzadko w Tethyrze spotykan. Czynio go to popularnym i zapewniao lojalno lepiej, ni zrobiyby to

pienidze. Przynajmniej sprawiedliwe obchodzenie si z podwadnymi dziaao w przypadku wikszoci z nich. Quentin, jeli mia by szczery, wola czyste srebro. Quentin nie by czowiekiem, ktrego przesadnie ograniczayby wizy lojalnoci czy zobowizanie do uczciwej pracy. Nie cofa si przed zagarniciem dla siebie wikszej czci dziennych zyskw karawany, ni mu si wedle umowy naleaa. Myl o modym i gorliwym uczniu zagldajcym mu przez rami i przegldajcym ksigi, wywoywaa u Quentina boleci, ktre ostatnio stale zaczy mu towarzyszy. A wic teraz, patrzc na rozpoczte przed witem przygotowania karawany i czekajc na otwarcie bram miasta, Quentin popija z wielkiej butli kozie mleko wymieszane z jakim kredowym mineraem, ktrego nie potrafi zidentyfikowa. Bya to wstrtna mikstura, ale wedug miejscowego alchemika powinna po jakim czasie ukoi jego chory odek. Jeli tak si nie stanie, przysig sobie, wypijajc reszt ohydnego pynu, chtnie powici cay dzienny zarobek, by zobaczy ndznego alchemika martwym, najchtniej utopionego w kozim mleku. - Kapitan Quentin? - zapyta kto z lewej strony wadczym gosem. - Jestem Hasheth, przybyem tu z polecenia lorda Hhune'a. Mczyzna bekn gono, rozsiewajc wok zapach kredy, i odwrci si, by spojrze na pasaera, ktrego si obawia. Ucze Hhune'a by modym chopakiem, prawdopodobnie nie mia jeszcze dwudziestu lat. Moe nielubny syn samego lorda, sdzc po czarnych wosach, chocia zakrzywiony nos i ciemna cera wskazyway raczej na domieszk krwi calishickiej. C, w dzisiejszych czasach byo to czsto spotykane. Przecie pasza i ci wszyscy... W towarzystwie stao si modne, by utrzymywa jako kochank jak kobiet z poudnia, tak przynajmniej mwiono. On sam musia ukada sobie ycie z on niestety wasn. - Witaj na pokadzie, chopcze! - powiedzia z serdecznoci, ktrej z pewnoci nie czu. - Wyruszamy o wicie. We sobie jakiego konia, ktry ci pasuje, a potem poka ci, co jest, co. - To raczej nie bdzie konieczne - powiedzia Hasheth, wydymajc lekcewaco usta. Wskaza na kryty powz cignity przez par kasztanw, piknych, wspaniale zbudowanych zwierzt, ktrych lnica czerwonobrzowa sier bya tak dokadnie wyszczotkowana, e byszczaa jak nowa szabla. Konie byy tym bardziej zdumiewajce, e niczym waciwie si od siebie nie rniy, nawet biae plamy na czoach miay takie same. By nada wszystkiemu jeszcze bogatszy wygld, za powozem uwizany by cudowny czarny ogier i dugonoga szara klacz.

- Jak widzisz, przyprowadziem mj wasny wz, a take dodatkowe konie, gdyby zachciao mi si jecha w siodle. A co do twoich spraw, wykonujesz swoj prac wystarczajco dobrze, by suy mojemu panu i to mi wystarcza - cign spokojnie chopak. - Polecono mi z tob jecha, bym si czego nauczy. Zawrzyjmy, wic umow. Jeli zostaniesz spytany, odpowiesz, e przypatrywaem si pilnie. Jeli mnie kto zapyta, powiem, e wszystko, co widziaem byo w jak najlepszym porzdku. W gosie Hashetha wyczuwalne byo delikatne napicie. Patrzy znaczco na kapitana i umiecha si lekko. To wskazywao, e modzieniec wiedzia ju o wiele za duo o sprawach karawany. Quentin rzuci na chopaka szybkie spojrzenie w nadziei, e si przesysza. W odpowiedzi Hasheth unis jedn brew w, niedajcym si z niczym pomyli, wyzywajcym gecie. Kapitan poczu znw, e robi mu si niedobrze na odku, a kwana ciecz podchodzi do garda. - W porzdku - wymamrota, majc nadziej, e uda mu si splun, nie uraajc tym wyniosego modzieca. Hasheth skin ponownie w stron powozu i zawoalowanej kobiety, ktra zerkaa zza zasonki. - Nie musisz si mn martwi. Jak widzisz, zabraem ze sob nawet towarzyszk, by osodzia mi trudy podry. W zwizku z tym musimy omwi jeszcze jedn spraw. Dama ma delikatn cer i yczy sobie dotrze na targ przed skwarem poudnia. Rozumiem, e to oznacza niezwyky popiech, ale jej yczenia s moimi yczeniami. Czy mog jej powiedzie, e uwzgldnisz nasze proby? Quentin tylko skin gow, bo czu, e nie jest w stanie wydusi z siebie ani sowa. Popatrzy jak wadczy modzieniec wchodzi do powozu i zaciga dokadnie zasony. Kapitan pokrci gow i poszed doglda przygotowa. Nie by pewien, co powinien myle o tej dziwnej rozmowie i o modym uczniu, ktry widzia o wiele za duo. Kiedy w kocu nad odlegymi szczytami Gr Gwiezdnych Iglic pojawiy si promienie soca, potna brama otworzya do wewntrz swe podwoje. Gdy karawana wyruszaa, zgodnie z prob wyjtkowo szybko, Quentin czu si ju o wiele lepiej. Nawet radonie! Zawsze obawia si, e go nakryj, ale teraz, gdy mia to ju za sob, zrobio mu si lej na sercu. Chocia kapitan podlega bezporednio ludziom Hhune'a, nie wnika bliej w interesy lorda i nie mia sposobu, by dowiedzie si, jak mog by postrzegane jego wasne dziaania i czy wiadomo o nich moe dotrze do uszu Hhune'a. Ten Hasheth by wystarczajco bystry, by odkry defraudacje Quentina. Z pewnoci moe take sprawi, by

pozostao to tajemnic. A co wicej, chopak by gotowy do wsppracy. Kapitan by pewien, e moe zapewni mu jak ochron, a moe nawet dostarczy czasem gar informacji, ktre pomogyby Quentinowi napeni zotem kieszenie. Tak, stwierdzi radonie, nowy ucze Hhune'a by kim, z kim mona byo robi interesy korzystne dla obu stron!

***

- Czy dobrze wybraem czowieka? - zapyta Hasheth z zadowoleniem w gosie. Arilyn skina gow, przyznajc modziecowi racj. Wszystko, co widziaa i syszaa, wskazywao na to, e Quentin Llorish by idealnym wyborem, czowiekiem, ktry bez wtpienia bdzie suy Hashethowi w sposb uniony, jeli nawet nie habicy. Tak naprawd wyjazd z Zazesspuru by atwiejszy, ni Arilyn przypuszczaa. Kady krok uoonego wczeniej planu zosta bez przeszkd wcielony w ycie. Hasheth by dobry i z kadym dniem stawa si coraz lepszy. Dlaczego wic czua si tak dziwnie nieswojo? Arilyn z westchnieniem opada na poduszki, szykujc si na dug, trwajc cae przedpoudnie jazd. Perspektywa kilku bezczynnych godzin, podczas ktrych nie miaa nic lepszego do roboty, jak oddawa si smutnym rozmylaniom, nie napawaa jej optymizmem. Zbyt wiele zdarzyo si ostatnio, zbyt wiele pojawio si rzeczy nowych, by zdya je rozway na drodze midzy Zazesspurem a Sulduskoon. Arilyn lubia rozwizywa problemy w momencie, gdy powstaway: szybko, jasno, jeli to moliwe to dyplomatycznie, a jeli konieczne to byskawiczn walk. By jednak wypeni polecenie elfiej krlowej bya zmuszona zapomnie o swoim charakterze, o metodach, do ktrych bya przyzwyczajona i wasnym lepszym osdzie. I tak te si dziao. Oto zmierzaa do lasu elfw, obarczona cudzymi problemami, gdy jej wasne ycie pogrone byo w totalnym chaosie. Jej przodek spa w skarbcu jakiego bogatego czowieka i Arilyn nie zrobia nic, by zmaza t hab. Danilo wyzna jej mio, a ona powalia go na ziemi i odesaa skrcajcego si z blu, nie dajc sobie nawet czasu na zastanowienie, jakiej udzieliaby odpowiedzi. A poza tym, bya kwestia cienia elfa i ponurej przyszoci, ktr przepowiedzia. Arilyn nie potrafia nawet na moment zapomnie o swoim przeznaczeniu, ktre zwizane byo nierozerwalnie z ksiycow kling, ktr nosia, i o niewiadomym

zobowizaniu, ktre przyja na siebie wiele lat temu, gdy po raz pierwszy wzia do rki miecz elfw. Pelfka nigdy nie baa si mierci, ale czua, e musi ona kiedy nastpi. Podja si niezwykle niebezpiecznej misji, noszc u boku bro, ktra wedle wszelkiego prawdopodobiestwa, wezwie j na wieczn sub. Zakadanie, e skoni j to do popiechu, zakoczya swoje rozwaania Arilyn, byo jakim nieporozumieniem. Przy tym wszystkim pelfka nie bya w nastroju, by odpiera nieuniknione zaloty Hashetha w sposb, cho troch dyplomatyczny. Tak naprawd powstrzymanie si od wyrzucenia modzieca na drog, gdyby wygosi swj pierwszy niebezinteresowny komplement, pierwsz niedwuznaczn propozycj, wymagaoby niezwykego wysiku. Ale, albo bogowie zlitowali si nad ni, albo Hasheth zdy co zrozumie, do, e ranek min bez adnego takiego incydentu. W rzeczywistoci chopak tak zajmowa Arilyn swoimi pytaniami, e nie miaa czasu, by rozmyla nad trudnym zadaniem, ktre j czekao. Mody ksi a kipia pytaniami o dziaalno Harfiarzy i o wrogw, z ktrymi walcz. Chcia rwnie dowiedzie si o historii Tethyru i polityce wszystkiego, czym Arilyn moga si z nim podzieli. By take ciekaw stosunkw w innych pastwach. Najwyraniej w paacu nie widziano potrzeby, by w program edukacji trzynastego z rzdu syna wczy sprawy pastwowe. Na kade pytanie Arilyn dawaa zwiz, ale kompletn odpowied i zauwaya, e Hasheth sucha z uwag. Bya to wana umiejtno u harfiarskiego informatora. Jasne byo, e udzia w dziaalnoci tej tajnej organizacji sprawia modziecowi du przyjemno i e upaja si intrygami i mgiek tajemnicy. By take szczerze dumny ze swoich rosncych umiejtnoci wymylania i wcielania w ycie skomplikowanych planw, Ale Arilyn bya take wiadoma, e gwnym elementem, ktry czy Hashetha z Harfiarzami nie byo wasne przekonanie ani nawet szacunek dla tej organizacji i jej ideaw, ale co w rodzaju zobowizania, ktre czu wobec niej i Danila. Teraz, gdy miasto zostao ju daleko za ich plecami, nie bya pewna, czy Hasheth wytrwa w swojej roli. - A co zamierzasz zrobi z ca t wiedz? - spytaa go w kocu. Hasheth wzruszy ramionami, traktujc jej pytanie bardzo pobienie. - Wiedza jest narzdziem; uyj jej, gdy bdzie mi do czego potrzebna. Dobra odpowied, przyznaa Arilyn, ale niezbyt podnoszca na duchu. W kadym razie, nie byo jej al, gdy daleki zgiek i skrzypienie wozw ogosiy, e zbliaj si do Marakir. Wymknicie si z karawany byo prost spraw. W spdnicach i zasonie na twarz, z dobrze ukrytymi pakunkami podrnymi, dodajcymi jej ksztatom kobiecoci, Arilyn zlaa

si z tumem matek i gospody, ktre przyszy zakupi ywno dla swoich rodzin albo sklepikw i szynkw. Przez chwil spacerowaa wrd penych straganw, dotykajc melonw i prbujc wini, jakby chciaa stwierdzi, ktre s najlepsze. W kocu znalaza miejsce, ktrego szukaa: U Teresy. Doskonaa Odzie, ogromny drewniany pawilon, ktry oferowa gotowe ubrania. Sklep cieszy si doskona opini i by znakomicie pooony tu nad sam rzek. Jednak wysokie ceny sprawiay, e zaopatrywali si tu tylko najzamoniejsi klienci. Wewntrz sklepu Arilyn znalaza szeroki wybr przydatnych, ale niezbyt wyrniajcych si wygldem ubra: wenianych paszczy, spodni, sukni i chust, a take koszul z lnu, czy lnu i weny. Cena odziey, jak przekonywaa Teresa, odzwierciedlaa jako wyrobu i obsugi. Przypadkowy go mg zrozumie, e mwic obsuga miaa na myli pomocnych subiektw, ktrzy suyli rad oraz serwowali napoje i przekski, albo ukryte za zason kabiny wyoone posrebrzanym szkem, w ktrych klienci mogli si wygodnie przebra. Tylko nieliczni wiedzieli, e lustra s naprawd ukrytymi drzwiami, ktre pozwalay dobrze poinformowanym klientom wymkn si przez zaplecze. Zostawiajc nieporczne suknie, a take ma sakiewk srebra, Arilyn opucia sklep Teresy i zelizgna si po stromym brzegu rzeki. Czekaa tam na ni lekka d, kolejny dowd dyskretnych usug oferowanych przez Teres. Harfiarka usiada w odzi i skina dwm krzepkim sucym, ktrzy siedzieli przy wiosach. Jeden z nich rozwiza lin, ktr czno przywizane byo do wbitego w nadbrzee palika. Potem mczyni chwycili za wiosa i zaczli nimi miarowo porusza, a maleka dka koyszc si popyna w gr rzeki. Arilyn zauwaya z zadowoleniem, e wiolarze przejawiaj godny podziwu brak ciekawoci. Ledwie na ni spojrzeli. Pochonici byli cakowicie manewrowaniem wrd innych stateczkw. Musieli uywa wszystkich posiadanych przez siebie niezwykych umiejtnoci, by wymija liczne odzie, tratwy i aglwki, ktre wypeniay ruchliwy wodny szlak. Gdy ju wypynli ze cisku i wrzawy targowiska, mczyni usiedli i zaczli z werw, rytmicznie wiosowa, w szybkim tempie prowadzc d w gr rzeki. Sulduskoon bya najwiksz rzek Tethyru - cigna si niemal przez cay kraj. Od rde bijcych u podny Gr nienych rzeka przemierzaa ponad piset mil, by w kocu rozpyn si w morzu. Nawigowanie po Sulduskoon wcale nie byo proste. Na niektrych odcinkach woda bya pytka, a prd silny. Wystpujce gdzieniegdzie gbiny zamieszkiway wodniki i inne kopotliwe stwory, za zdradliwe, najeone skaami przesmyki byy przyczyn zatoni jednej trzeciej przepywajcych tamtdy odzi.

Lecz tutaj rzeka bya gboka i szeroka, woda w miar spokojna, a prd nie tak silny, by uniemoliwia pynicie. Arilyn przewidywaa, e do rozwidlenia, gdzie miaa czeka na ni nastpna d, dotr jeszcze przed zapadniciem zmroku. Stamtd miaa popyn w gr sporego odpywu, ktry odchodzi na pnoc u podna Gr Gwiezdnych Iglic, niedaleko od tej czci Tethiru, do ktrej zmierzaa. W poudniowej czci lasu mieszka stary przyjaciel. Plan Arilyn opiera si w duej czci na jego przyjani i na tym, czy potrafi przekona swj lud, by pomg Harfiarce. Z tego, co wiedziaa o legendarnych srebrnych cieniach, domylaa si, e nie bdzie to atwe zadanie. Eileenalana bat K'theelee poruszya si i skrzywia przez sen, gdy uderzya w ni pierwsza strzaa. Mina, ktr przybraa, bya naprawd przeraajca, tym bardziej, e bya to mina biaego smoka. Jednak sen, ktry nia, nie by wcale nieprzyjemny. picy smok marzy o gradobiciu i o tym, e wzlatuje wysoko w kbice si letnie chmury. Burze gradowe zdarzay si w tym kraju rzadko. Jak dla smoka byo tu o wiele za gorco i tylko w snach Eileen cieszya si zacinajcymi, lodowatymi wichrami i przyjemnym mrowieniem, powodowanym przez uderzajce w jej uski zamarznite kulki. Nagle uderzy j w szyj wyjtkowo ostry odamek lodu. Eileen uniosa gow i walczc z sennoci ze zdumieniem odkrya dwie wystpujce jednoczenie, ale sprzeczne ze sob zjawiska: nieyca bya niczym innym jak miym snem, ale kucie gradowych kulek byo a nadto rzeczywiste. Podnoszc si z trudem, by lepiej zastanowi si nad t zagadk moda smoczyca przewrcia si na brzuch i rozwina ogon, ktrym ochraniaa swj skarb. By to z pewnoci niewielki stosik, ale ile moe nazbiera smok przez zaledwie sto lat ycia? A jakie te miaa moliwoci, ona, ktra ograniczaa si do kilku krtkich wypadw? Las Tethir by chodny, ale nie na tyle zimny, by zapewni dobre warunki smokowi z jej gatunku. Eileen spdzaa wikszo czasu w jaskini, pogrona w otpiajcym letargu. Nie miaa odwagi wychodzi zbyt czsto. Chocia miaa prawie trzydzieci stp dugoci i wymiary prawie dorosego smoka, w lesie yy stworzenia, ktre mimo to mogy stanowi dla niej zagroenie. Wrogowie zbyt atwo mogli j wytropi: ze sw ogromn postaci i biaymi poyskujcymi uskami, Eileen nie atwo byo wtopi si w krajobraz. Jeli gd nie zmusza jej do polowania, zostawaa w jaskini. W lesie, za wyjtkiem tych kilku dni, gdy drzewa okryway si warstw niegu albo, gdy burzowe chmury zmieniay barw nieba na perlisto-szar, czua si niebezpiecznie widoczna.

Generalnie Eileen tsknia za zmarznitymi krainami Pnocy, o ktrej mwili jej rodzice i gdzie powrcili, gdy bya jeszcze bardzo maa. Poniewa bya zbyt moda, nie moga dotrzyma tempa wikszym smokom, ale udao jej si dolecie ze zlodowaciaych szczytw Gr nienych, gdzie si urodzia, a do Tethiru. Kiedy odleci na dalek Pnoc, razem z innymi biaymi smokami z lasu, ktre dzieliy jej ciki los. Przelot smokw, a ona na ich czele! Jak wspaniale! Wszystko, czego potrzebowaa, to nieco dusza ni normalnie zima i sprzyjajce wiatry... Kolejny ostry, kujcy pocisk zmusi Eileen, by powrcia mylami do rzeczywistoci. Smoczyca ziewna szeroko, po czym usiada na tylnych apach, by zorientowa si w sytuacji. Powietrze byo wilgotne i do ciepe, nawet tu, w gbi jaskini. Tak, byo wczesne lato, najbardziej odpowiedni czas dla gradowych burz, ale przecie bya w swojej grocie i gradobicie byo tu wysoce nieprawdopodobne. Smoczyca dosza do tego wniosku nie za pomoc sw, ale instynktem, ktry musz posiada nawet najbardziej ospae stworzenia, by mc przetrwa w swoim rodowisku. Ze wszystkich zych smokw Faerunu, biae byy najmniejsze i najmniej inteligentne. A nawet jak na swj gatunek, Eileen nie naleaa do najlepszych wojownikw. Koyszc w prawo i w lewo grzebieniast bia gow, smoczyca zacza rozglda si za rdem spotykajcych j nieprzyjemnoci. Kolejne kujce uderzenie w szyj, tym razem niebezpiecznie blisko nasady jej skrzastych skrzyde, nadeszo z kierunku wschodniego korytarza. Eileen wbia wzrok w ciemno tunelu. Poruszaa si tam cienista posta. Dostrzega dwunogi ksztat i napity uk w jego rkach. Nie potrafia jednak powiedzie, czy ucznik by czowiekiem, elfem czy czym mniej lub bardziej podobnym, poniewa wszechobecny zapach mity zagusza jego wo. Irytujce stworzenie wypucio kolejn strza. Ostrze uderzyo smoczyc prosto w pysk i odbio si, nie zagbiajc si w uski na gowie bestii. Mimo to, uderzenie zabolao! Przez moment oszoomiony i zezujcy stwr patrzy na par podobnych do ludzi ucznikw, ktrzy wtargnli do jego jaskini. Potrzsn gwatownie gow i dwch miakw zlao si znw w jednego. Jednak to byo o jednego za duo. Eileen wydaa z siebie ryk zoci i blu i poderwaa si na nogi. ucznik odwrci si tyem i zacz ucieka w gb korytarza, a smok poda tu za nim. No, moe nieco dalej. Ostatnia drzemka Eileen trwaa kilka tygodni, a poniewa miaa zwyczaj spania na boku, twardym policzkiem opierajc si o pokryt uskami ap, jedn nog

miaa zdrtwia i bezwadn. Dlatego te to, co w zamiarze miao by straszliwym pocigiem, byo w istocie nierwnymi podskokami na trzech nogach. Eileen zatrzymaa si gwatownie i przysiada na tylnych apach. Uniosa przednie i przyjrzaa si im z uwag. Po chwili namysu wiedziaa ju, jak powinna rozwiza ten problem - pomys by jej zdaniem niezwykle byskotliwy. Smoczyca wcigna du porcj powietrza i przystawia zdrow koczyn do penego kw pyska. Nastpnie silnie dmuchna na ni lodowatym powietrzem. Ta bro Eileen moga rozpali szalejcy ogie lub zamrozi dorosego centaura w biegu. Moga nawet sprawi, e drtwiao troch jej wasne ciao, pomimo naturalnej ochrony z usek i niezwykej odpornoci na zimno. Eileen opada z powrotem na cztery nogi i sprbowaa przednich ap. Tak, teraz obie byy rwnie zdrtwiae. Odzyskawszy rwnowag, smoczyca ruszya znw w pocig. Poruszaa si wolno, to pewne, ale przynajmniej rwniejszym i dostojniejszym krokiem. Jej dwunogi przeladowca by ju daleko poza zasigiem wzroku, ale Eileen z atwoci sza za zapachem mity. Chocia brakowao jej rozumu, posiadaa niezwykle czuy wch, nie mwic ju o tym, e wo zioa, ktre niosa uciekajca posta, bya jej ulubion. Gdy smoczyca przebiega przez tunele jaski i wybiega do lasu, zdarzyy si dwie rzeczy. Po pierwsze przednie apy stopniowo powrciy do normalnoci i Eileen moga teraz pdzi z zawrotn prdkoci, amic po drodze krzewy i mae drzewa. Po drugie zdaa sobie spraw, e jest bardzo, bardzo godna i e ta przerwa w drzemce nie bya wcale taka za.

***

W Lesie Tethir zapadaa noc. Vhenlar wpatrywa si w gstniejcy mrok z rosncym strachem. Przez kilka dni po bitwie na polach fajkowego ziela, najemnicy cigali elfich napastnikw daleko w gb lasu, znacznie dalej, ni wayli si wczeniej zapuszcza i zbyt gboko, by Vhenlar mg zachowa spokj ducha. Stara puszcza bya niesamowita. Drzewa miay czujne, zasuchane oblicze; ptaki przekazyway wieci; kady cie wydawa si ywy. Bya tu magia, prymitywna, elementarna magia, taka, przed ktr musieli si ugi nawet patni magowie, nawet najlepsi czarodzieje z Halruaa, ktrych Bunlap tak wysoko ceni. Byo te bez liku innych, bardziej namacalnych zagroe. Od witu niewidoczne elfy celoway strzaami w gowy i pity ludzi, podgryzajc ich jak pies pasterski owce, gdy zbiera

stado na wiosenne strzyenie. Najemnicy byli bez wtpienia gdzie pdzeni - gdzie, Vhenlar nie umia powiedzie. Nie mia jednak innego wyboru jak pogania druyn na pnoc tak szybko, jak tylko by w stanie. Prbowa i ladem kierujcych si na poudnie elfw i straci przez to piciu dobrych ludzi. A zatem zmierzali na pnoc, tak jak zaplanowali to sobie ich niewidoczni przeladowcy. Wrc na trop elfw, po tym jak... po czymkolwiek. Dzikie elfy nie byy jedynym niewidzialnym wrogiem, a nieznany cel wdrwki jedynym zmartwieniem. Po drodze napotykali na wiele problemw. Nawet ludzie najlepiej znajcy las, wliczajc w to lenikw, najemnikw, ktrzy bywali w dziesitkach krain, i kilku tropicieli, ktrzy zeszli na z drog, nie potrafili zidentyfikowa dziwnych wrzaskw, rykw i wiergotu ptakw, ktre rozbrzmieway w caej puszczy. Ale wszyscy widzieli i syszeli wystarczajco duo, by wiedzie, e znajdoway si tu stworzenia, ktrych lepiej byo unika. Tu przed poudniem natknli si na niezbyt subtelny dowd prawdziwoci swoich podejrze. By to widok, ktry utkwi Vhenlarowi w pamici: sterta wyschych odchodw, w ktrych leaa caa czaszka ogra. Cokolwiek zabio tego ogra, ktry sdzc po rozmiarze gowy by wysoki na jakie osiem stp i zapewne tak silny jak trzech mczyzn, byo na tyle due, by odgry eb potwora i pokn w caoci. Ogry byy ju, zdaniem Vhenlara, wystarczajco ze i nie chcia nawet myle o stworzeniu na tyle ogromnym - i na tyle godnym - by zje tak obrzydliw rzecz. W lesie zawsze yy potwory i jeli snute w gospodach opowieci i relacje poszukiwaczy przygd byy w jakimkolwiek stopniu zgodne z prawd, sama rnorodno i ilo takich bestii zdawaa si by jakim koszmarem. Zdaniem Vhenlara byo to czciowo wynikiem kopotw, ktre spady teraz na elfy. Zamiast opiekowa si lasem, musiay zaj si walk o przetrwanie. Byo to oczywicie dokadnie to, do czego dy Bunlap i jego tajemniczy pracodawca. - Bunlapowi atwo byo kaza nam pj ladem elfw - wymrucza Vhenlar. - Nie obchodzi go, e sam siedzi w przytulnej fortecy i adne cholerne dzikie elfy nie sadz mu strza na plecach! - Jeli ju o tym mowa - wtrci Mandrake, najemnik, ktry peni take funkcj druynowego chirurga - to jak si czuj twoje? Pytanie nie byo bezpodstawne, zwaywszy na fakt, e od witu medyk zdy ju wycign z plecw Vhenlara dwie strzay. Niewidoczne elfy, ktre ich poganiay, zastrzeliy psy, ale dla najemnikw najwyraniej szykoway co znacznie gorszego i bardziej poniajcego.

- Czuj si, jakby kto do mnie strzela z powiconej Beshabie procy, ot, co! - odpar gwatownie Vhenlar. - Podobnie jak do ciebie, do niego, do niego i do niego, i wszystkich tych cholernych ludzi w tym po trzykro przekltym lesie! - I to cakiem niezej procy - przytakn Mandrake, stwierdziwszy, e najlepszym wyjciem bdzie rozbawienie zastpcy Bunlapa. ucznik dostrzeg protekcjonaln nut w gosie kolegi, ale nie zareagowa na ni. Skrzywi si, czujc now fal blu. Marsz by niezwykle trudny, tym bardziej z tymi nowymi i poniajcymi ranami. Elfie strzay uderzyy niezbyt celnie i wbiy si pytko, ale Vhenlar nie potrafi jako znale w sercu wdzicznoci za te mae oznaki litoci. Nie mia te ju si i dalej. Zimna mga zwiastujca nadejcie nocy, powodowaa, e nogi mu sztywniay, a bl w plecach nie ustawa ani na chwil. - Wylij Tachera i Justina, by poszukali znw miejsca pod obozowisko - powiedzia Vhenlar. - I mam pozwoli, by te dzikie elfy wystrzelay nas podczas snu? - zaprotestowa medyk. - Lepiej ju i dalej! Vhenlar prychn. Jeli ten czowiek by na tyle gupi, by sdzi, e dla tych mierciononych strzelcw stanowio jak rnic, czy cel si porusza czy nie, to nie byo sensu marnowa gosu, by przekonywa go, e jest inaczej. - Obozowisko! Natychmiast! - ponagli Najemnik zasalutowa i przyspieszy kroku, by dogoni ludzi, ktrych wskaza Vhenlar. Pewnie by nie usucha, gdyby nie fakt, e Bunlap da im do zrozumienia, e maj wykonywa rozkazy Vhenlara. Ludziom zaleao, by robi to, co kaza Bunlap i to nie tylko ze strachu przed kar, chocia ta bya zazwyczaj cika i prdka, ale poniewa w tym czowieku byo co, co pocigao za nim innych. Po latach spdzonych w towarzystwie Bunlapa, Vhenlarowi udao si rozgry, skd braa si ta wyjtkowa cecha. Kapitan najemnikw zawsze dokadnie wiedzia, czego chce i dy do realizacji swoich planw z zacit, niewzruszon determinacj. Ci, ktrym brakowao wasnego celu, a w Tethyrze byo ich peno, cigali do Bunlapa jak elazne opiki do magnesu. Gdy wic Bunlap powiedzia im, by cigali elfy w lesie, wyruszyli tam bez protestu. Nie chcieli te przerwa marszu i byo prawdopodobne, e szliby tak a do mierci, skwitowa kwano Vhenlar. Bunlap przekonywa ich, e powierzone im zadanie byo wane, chocia sam powrci do fortecy, by szkoli ludzi do kolejnego ataku. Kapitan oddali si zaraz po nieudanej prbie zaatakowania elfw z zasadzki. Zdawa sobie bowiem spraw, e nie byli w stanie dogoni

elfiej druyny, a ju tym bardziej sprowokowa jej do walki pozycyjnej. Zadanie Vhenlara polegao na pjciu ladem przeciwnikw, zabiciu kilku, jeli bdzie to moliwe, i zebraniu tak wielu ukw i czarnych strza, ile si tylko da. Jego ludzie mieli take odzyska ciaa elfw zabitych podczas bitwy, a take przynie wszystkich rannych, ktrzy mog umrze, a ktrych wspplemiecy porzucili po drodze. Bunlap chcia wykorzysta martwych przeciwnikw, by podburzy przeciw elfom jeszcze wicej ludzi. Mieszkacy lasu byli jednak zdeterminowani, by Vhenlar nie zdoby adnej z tych rzeczy. Najwyraniej nieli zabitych i rannych i uywali zielonych strza, ktre, cho doskonale wykonane, nie mogy na wiele przyda si Bunlapowi. W sytuacji, gdy najemnicy nie mieli psw, by wyczu prawie niewidoczny lad krwi, elfy mogy cakowicie im si wymkn. Wysanie grupy ucznikw, by zawrcia i zabia psy byo ze strony uciekajcych elfw genialnym posuniciem. Nawet Vhenlar musia to przyzna. Lecz co jeszcze niewidzialny wrg zamierza, ucznik nie potrafi powiedzie. Dobiegajcy z daleka ryk przeszy zhentarimskiego najemnika zimnym dreszczem. Dwaj zwiadowcy zawahali si, spogldajc do tyu na Vhenlara, jakby chcieli zaprotestowa przeciw naoonemu na nich zadaniu. Dowdca w odpowiedzi pooy donie na elfim uku i zwzi oczy, patrzc na nich zowieszczo. - Jestem za zapaleniem pochodni - powiedzia wyzywajco Justin. - W przeciwnym razie nie bdziemy widzie, gdzie idziemy. Vhenlar wzruszy ramionami. Opowiadano historie o straszliwych karach, ktre mieszkacy lasu wymierzali tym, ktrzy wayli si przynie do puszczy ogie. Dowdca jednak wtpi, by podajce za nimi jak cienie elfy zdecydoway si zabi zwiadowcw, przynajmniej nie wczeniej, ni przywiod ich do nieznanego celu! A Justin mia racj: byo ciemno, poniewa w gstym lesie nawet blade wiato ksiyca nie przedostawao si przez splatane korony drzew. Patrzy, wic, jak zwiadowca wyjmuje z torby pochodni i pociera krzemieniem o metal. W mroku nocy zabyso kilka iskier, ktre zamieniy si w ogniki, po czym strzeliy w gr wikszym pomieniem. Vhenlar zamruga oczami, nie mogc przyzwyczai si do nagej jasnoci. Oczy zwziy mu si, a nastpnie otwary szeroko. W wietle pochodni stay nie dwie, ale trzy osoby! Dziki elf, modzieniec o czarnych warkoczach i ciemnych oczach, odetka bukak i przygotowa si, by zgasi pomie. Przynajmniej Vhenlar tak sdzi. Patrzy jednak, rwnie przeraony jak osupieni zwiadowcy, na elfa, ktry wylewa zawarto pojemnika. Nie na trzymajcego pochodni Justina, ale na Tachera.

W nastpnej sekundzie ju go nie byo. Nikt nawet nie zdy wyj miecza, czy nasadzi strzay na ciciw. Justin wcign powietrze i popatrzy z uwag na drugiego zwiadowc. Twarz wykrzywia mu si w wyrazie skrajnego obrzydzenia. - Pachniesz jak co, co moja matka pije z malowanych filianek! - zadrwi. Porwnanie byo trafne. Tacher zosta oblany mocnym naparem mity. Vhenlar, ktry nie rozumia sensu tych dziaa, odwrci si do jednego z tropicieli, wysokiego, chudego czowieka pochodzcego z Dolin. Niegdy szlachetny tropiciel - niezalenie, co, do Dziewiciu Piekie, miao to znaczy - walczy z najazdem Tuiganw i w piekle wojny straci wszelkie zudzenia, co do rodzaju ludzkiego. Od tego czasu zacz zajmowa si jedynie sob i wykazywa do tego ogromny talent. - Wiesz wicej o lesie ni wikszo z nas - powiedzia Vhenlar. - Dlaczego elf to zrobi? Mg z atwoci zabi i Justina i Tachera. Tropiciel potrzsn niecierpliwie gow i podnis rk na znak, by si uciszyli. Ludzie umilkli i zaczli nasuchiwa, ale nie mieli tak czujnego suchu jak czowiek z Dolin. Vhenlar nie rozrnia adnego innego dwiku poza bezustannym brzczeniem i cykaniem owadw, czasem krzykiem polujcego drapienego ptaka i szelestu lici na wietrze. Szelestu, ktry, jak zauway Vhenlar, zdawa si by coraz goniejszy. Nagle tropiciel otworzy szeroko oczy. - Mita! - wyszepta i zacz ucieka w panicznym strachu. Pozostali patrzyli, jak mczyzna gna, nie ogldajc si za siebie na poudnie. Nim zdyli ruszy za nim, przez las przetoczy si ryk - straszliwy gos, ktry by zarwno piskliwy, jak i dudnicy, wrzask wciekoci, ktrego prawie nikt spord najemnikw nie mia okazji wczeniej sysze. Jednak nie byo nikogo, kto instynktownie nie wiedziaby, co on oznacza: Smok. Vhenlar sysza, jak ludzie opowiadali o smoczym strachu, paraliujcym przeraeniu, ktre jest efektem spojrzenia w oczy tak wielkiej bestii. Teraz ju wiedzia, e nawet ryk potwora moe przyklei stopy czowieka do ziemi, a jego nogi zamieni w kamie. Smoczy strach trwa tylko chwil, ale to wystarczyo. Z prdkoci zmieniajcego posta czarodzieja, odgos biegncego przez las smoka przeszed z szeleszczcego szumu w oguszajcy oskot. Bestia pojawia si jak fala morskiego przypywu. Vhenlar nigdy by nie zgad, e co tak ogromnego moe si porusza z tak prdkoci!

W nastpnej chwili dostrzeg go przez drzewa, nadal oddalonego o kilkaset stp, ale zbliajcego si byskawicznie. By biay i na czarnym tle lasu byszcza jak jaki wielki gadzi duch. Potwr zatrzyma si, przysiad na tylnych apach i wcign gboko powietrze. Drzewa rozchyliy si, a zwinite i pokruszone licie opady na ziemi. Przez las przedar si lodowaty zimowy wiatr. Strumie mronego powietrza rozszerza si ku kocowi i niszczy wszystko na swojej drodze, sigajc ku najemnikom. Z idealn ostroci, ogarnity paraliujcym bicie serca strachem, ktry powodowa, e wszystko wok niego zdawao si dzia wolniej ni w rzeczywistoci, Vhenlar patrzy, jak zblia si potwr. Oddech smoka dosign zwiadowcw tak szybko, e zamrozi twarz Justina w szyderczym umieszku, i tak nagle, e zatrzyma Tachera, gdy ten odwraca si w stron, z ktrej dochodzi dwik. Spuka z ich skry cay kolor, pokrywajc wosy i ubranie grub warstw szronu. Wszystko wskazywao na to, e mczyni zostali cakowicie zamroeni, jakby jaki mciwy czarodziej zamieni ich w lodowe figury. Potem zimno dosigo Vhenlara, ostre, przeszywajce, ale nie na tyle, by go unieruchomi. Wrcz przeciwnie, niczym uderzenie w twarz, wyrwao go z obezwadniajcego przeraenia. Zda sobie spraw, e oddech smoka sign tylko do nieszczsnych zwiadowcw. W kadym razie ucznik nie zamierza sta i czeka, a potwr powtrzy swoj sztuczk. - Uciekajcie! - wrzasn i zacz biec tak szybko, jak tylko pozwoliy mu na to zdrtwiae czonki. Tym razem stojcy za nim autorytet Bunlapa nie by konieczny. Ludzie ruszyli za Vhenlarem bez ocigania si i bez zbdnych pyta. Gdy dzikim pdem przedzierali si przez las, popdza ich gony dwik amanego lodu, obrzydliwe chrupanie i saby, lecz zowieszczy zapach mity.

Rozdzia dziesity
Zza ostrokou Bunlap mia wspaniay widok na Tethyr i jego zrnicowany krajobraz. Po wschodniej stronie leay Gry Gwiezdnych Iglic, a ich postrzpione, wyniose szczyty pokryte byy niegiem nawet w lecie. Na zachodzie znajdoway si agodne wzgrza, a dokadnie na pnocy wyrana, gruba linia, wyznaczajca poudniow granic Lasu Tethyr. Rzeki wietrzyk rozwia mu czarn brod i zatrzepota poami paszcza. Bunlap chwyci je i owin wok siebie, splatajc rce na piersiach, by przytrzyma niesforne ubranie. Ranki byy chodne nawet o tej porze roku, poniewa wiatry szy prosto znad gr, podobnie jak lodowate wody, ktre rozleway si w pync obok twierdzy rzek. Zazwyczaj mwiono o niej pnocny dopyw, ale Bunlap lubi myle o niej, jako o swojej wasnej. Osiedliwszy si na urwisku wznoszcym si nad rwnin, gdzie dziesitki mniejszych strumieni zbiegay si, by utworzy jeden nurt, Bunlap mg wymusza ca na kadym drobnym farmerze czy traperze, ktry spywa w d dopyww, by dowie swoje towary do Sulduskoon, a potem do Zazesspuru. Zdumiewao Bunlapa, e nikt nie prbowa przeciwstawia si jego daniom. Mieszkacy Tethyru byli zbyt przyzwyczajeni do pacenia ce, danin i koniecznych na kadym kroku apwek, poniewa drobnych szlachcicw namnoyo si w tym kraju jak krlikw. Ani jeden podrny nie zakwestionowa prawa Bunlapa do pobierania opaty za towar. Podstaw panowania kapitana na tych odludnych ziemiach bya twierdza i stojcy pod broni ludzie. Dla Tethyrczykw by to wystarczajcy powd, by uzna go za szlachcica. - Baron Bunlap - powiedzia gono, a kwany, ironiczny umiech wykrzywi mu usta. aden czowiek nie by tak nisko urodzony jak on, ale jakie to miao znaczenie w Tethyrze? Przez kilka krtkich lat, ktre miny od chwili, gdy opuci swj posterunek w Mrocznej Twierdzy, byy zhentarimski onierz zgromadzi wicej ziemi, bogactw i wadzy, ni posiadaa wikszo cormyrskich arystokratw. Na krew Bane'a, jak on kocha ten kraj! - Zblia si d! - zawoa mczyzna z poudniowej stranicy. Nastrj Bunlapa pogorszy si momentalnie. Ju zeszej nocy dosza do niego wiadomo o tym stateczku - po to wanie trzyma wzdu rzeki gocw i jedcw, ktrzy informowali go o ruchu na Sulduskoonie i jego dopywie. Dziaali rwnie szybko i

efektywnie, jak sie kurierw w miecie, i dziki temu Bunlap wiedzia o interesach prawie kadego, podrujcego gwn rzek Tethyru. To, dlatego ten konkretny statek tak go niepokoi. Pytko zanurzony, jak odzie uywane przez ludzi Pnocy do napadw, jednomasztowy, ale posiadajcy zarwno kliwer, jak i grot, by idealny, by przemyka si ukradkiem z du prdkoci. By na tyle may, e atwo mg zosta niezauwaony przez ludzi mniej czujnych i podejrzliwych oraz e nadawa si do podry jedynie dla dwojga lub trojga eglarzy. Na tyle jednak duy, by pomieci jeszcze dwunastu zbrojnych lub spory zapas kontrabandy. Mwic krtko, by to rodzaj statku, ktry nis ze sob kopoty. Wanie takich odzi mieli wypatrywa informatorzy Bunlapa. Do tego ich szkoli i za to im paci. Jednak jego czowiek w Przystani Gwiazd, jednego z kilku miast lecych nad brzegami pnocnego dopywu, by pierwszym, ktry go zauway. Zeszej nocy Bunlap sprawdzi prowadzony w twierdzy rejestr. Ostatnie wpisy wskazyway na to, e na rzece Sulduskoon i w miejscu, gdzie wpada do niej pnocny dopyw, nie widziano takiego statku. Wszystko wygldao tak, jakby d spada z nieba. Albo, co byo bardziej prawdopodobne i jeszcze bardziej niepokojce, statek zosta dowieziony ldem do jakiego miejsca nad pnocnym dopywem i by trzymany w ukrytym suchym doku, czekajc na moment, gdy bdzie potrzebny. Ale, po co i komu? Bunlap zna bardzo dobrze trudnoci i koszty zwizane z transportem statkw drog ldow. Ktokolwiek si tego podj, musia mie wypchane kieszenie i niezwykle wany powd. No c, on, Bunlap, oprni te kieszenie i zrobi wszystko, by pozna powd tej wyprawy. - Podniecie za ni acuch, cignijcie szybko i naprcie go tak mocno, jak si da wykrzykn, podnoszc do oka monokl i patrzc w d na eglujc prdko d. - Na mj znak... teraz! Kilku mczyzn podbiego do masywnej korby i zaczo ni obraca w gorczkowym popiechu. Ogromny acuch, prawie tak gruby jak talia krasnoluda, zacz nawija si na szpul. Drugi jego koniec by przyczepiony do dalszego brzegu rzeki, przyrubowany i przyspawany do pomostu, ktry z kolei by przytwierdzony palami do skalnego podoa. Gdy acuch by uniesiony, aden statek, nawet to pytko zanurzone widmo, nie mg uciec w d rzeki. Tak jak Bunlap przypuszcza, aglwka zmienia gwatownie kurs, kierujc si prosto w stron wschodniego brzegu. Tak reagowaa wikszo statkw i byo to najlogiczniejsze postpowanie w danej sytuacji - oddali si od, najwyraniej wrogiej, fortecy - rozsdny unik.

Wikszo podrnych nie zdawaa sobie jednak w por sprawy, e podniesienie acucha ostrzegao najemnikw, ktrzy stacjonowali po drugiej stronie rzeki i wzdu kadego z dopyww. Ludzie wychodzili z ukrytych barakw i ci, co znajdowali si na wschodnim brzegu chwytali za bro, a ci na zachodnim spuszczali na wod mae, zwinne dki i pdzili w stron uwizionego statku. Nastpnie okrali go, zdobywali i odprowadzali wraz z zaog do twierdzy. By to dobrze zaplanowany manewr, praktykowany na tyle czsto, e sta si rutyn. Ale ku zdumieniu Bunlapa aglwka pyna nadal ku wschodniemu brzegowi i czekajcym tam onierzom. Z boku wysuno si kilka par dugich wiose i niewidoczni wiolarze machali nimi prdko, pchajc d z zawrotn prdkoci ku play. Zebrani na brzegu najemnicy rozbiegli si, gdy stateczek zary gwatownie dziobem w piasek. Z aglwki wyskoczyo na ld tuzin lub wicej wojownikw i rzucio si na ludzi Bunlapa. Jeden z nich, jaki pomniejszy mag, rzuci w stron agli ma kul wiata. Ptno musiao zosta wczeniej nasmarowane jakim rodzajem oleju, bowiem statek natychmiast zaj si ogniem. Ciemne kby dymu odepchny walczcych od brzegu. Bunlap patrzy z uwag przez monokl, wypatrujc za czarn zason czegokolwiek, co wyjanioby mu cho troch sekret kryjcy si za dziwnym stateczkiem i jego dziaaniami. To, co zobaczy, wprawio go w jeszcze wiksze osupienie. Wikszo zaogi tajemniczej aglwki ubrana bya w tuniki i spodnie o charakterystycznej purpurowej barwie, typowej dla najemnikw sucych pomniejszym czonkom rodziny Balika. Byo to co niespotykanego, bowiem pasza i jego rozmiowani w luksusach krewni nie wypuszczali si raczej poza mury Zazesspuru. Jeszcze dziwniejsza bya osoba, wyrniajca si w grupie ubranych w szkaratne stroje onierzy: kobieta i to w dodatku elfka! Nie naleaa do plemion lenych, tego Bunlap by pewien. Elfy z Tethiru miay miedzian cer i byy raczej drobnej budowy. T dziewczyna miaa kruczoczarne wosy i ludzki wzrost. Bunlap dostrzeg na moment jej twarz: bya blada jak pera, co byo typowym kolorem skry dla elfw ksiycowych. Byo ich w Tethyrze do sporo, ale wikszo z nich przybya niedawno i osiada w miastach handlowych i na farmach. Bunlap nie mia pojcia, co mogo przywie paacowych stranikw i elfi dziewczyn w te rejony. Niezalenie od tego, jaki by jej cel, elfka bya wyjtkowo uzdolnion wojowniczk. Kapitan patrzy z bezradn wciekoci, jak wycina jego najemnikw z oszaamiajc prdkoci i zatrwaajc atwoci. aden czowiek nie by w stanie jej dorwna. Nawet

Bunlap nie by pewien, czy udaoby mu si zwyciy z ni w walce. Po chwili dym sta si tak gsty, e nic ju nie byo wida i dowdcy nie pozostao nic innego jak czeka. Do jego uszu dobiegay niesione przez wod szczk broni i krzyki rannych. Bunlap zauway, e wrzawa bitewna powoli ucicha. Walka koczya si szybciej, ni sdzi, e to moliwe. W takiej sytuacji, nim ktrakolwiek z jego odzi dotrze do wschodniego brzegu, bdzie ju po wszystkim! Przynajmniej mg si cieszy, e elfka i purpurowi najemnicy znajd si wkrtce w jego rkach. Bez statku nie bd mogli raczej uciec. Jedynym miejscem, do ktrego mogli si uda, bya twierdza Bunlapa! W tej samej chwili Bunlap zauway jaki ruch kilkaset jardw na poudnie od miejsca bitwy. Z gstego dymu wyoniy si dwie mae odzie obrcone dnem do gry i popdziy w stron rzeki niczym ogromne, obdarzone trzema parami purpurowych ng pluskwy. Obok nich biego jeszcze kilku stranikw Balika. Niektrzy nieli ukradzione wiosa, inni wywijali zakrzywionymi mieczami i ogldali si do tyu, jakby bali si pocigu. Ale nikogo za nimi nie byo. Ludzie Bunlapa zagubili si w dymie, walczc ze miercionon elfk, ktra, w przeciwiestwie do nich, lepiej widziaa w ciemnoci ni kot. Mg si domyla, e jego onierze walczyli teraz sami ze sob! Gdy kapitan zda sobie spraw, w jaki sposb zaoga statku zamierza uciec, poczu, e ogarnia go wcieko. Uywajc dymu jako zasony, stranicy ukradli odzie Bunlapa, przenieli je nad acuchem i pucili si w d rzeki! Nie by w stanie nic zrobi, by ich zatrzyma, nawet gdyby mia opuszczony acuch i posa swoich ludzi w pocig. Nie mia moliwoci przekazania najemnikom nowych rozkazw. Sami za nie mogli podj takiej akcji, powiem silny wschodni wiatr rozwiewa ciemny, oleisty dym w poprzek rzeki, tworzc z niego grub i skuteczn zason. Byo nieprawdopodobne, by ktokolwiek z ludzi, walczcych na drugim brzegu lub przeprawiajcych si w tamt stron, mg nawet zobaczy uciekajce odzie! Czekajc na koniec bitwy, Bunlap czu, e ogarnia go coraz wikszy gniew i frustracja. Nie mg nawet wyadowa swojej zoci na najemnikach, poniewa kady z nich by mu potrzebny w zbliajcych si walkach. By te cakowicie pewien, e nie uzyska satysfakcji od elfiej dziewczyny. Bunlap by gotw zaoy si o du sum, e gdy dym si rozejdzie, nie bdzie po kobiecie ladu. Nie mia te wtpliwoci, dokd si udaa. Na pewno nie w gry, w ktrych gniedziy si plemiona krasnoludw, ale do elfiego lasu.

Nie bya to pocieszajca myl. Wojowniczka z ksiycowych elfw, na tyle inteligentna, e udao jej si go zwie, i na tyle wpywowa, e moga prosi o pomoc panujc rodzin Balikw? Tak jakby nie mia ju do problemw w tym po trzykro przekltym lesie! Bunlap odwrci si i zszed po schodach, wiodcych z ostrokou na dziedziniec. Przez kilka minut patrzy, jak jego pomocnicy szkol jak co rano rekrutw. Ta grupa bya dobra. Patrzc na ni Bunlap czu, e jego gniew stygnie - ale nie znika, do tego byo daleko. Nienawi Bunlapa bya jak wykuwany w ogniu miecz, po kadym rozgrzaniu stawaa si mocniejsza i ostrzejsza. W swoich planach liczy na niechtny stosunek dzikich elfw do obcych i jak dotd si nie przeliczy. Jeli ta ksiycowa elfka ma zamiar doczy do lenych plemion, prawdopodobnie odkryje, e wcale nie jest tam mile widziana! A nawet jeli by jej si udao, to co z tego? Jeden miecz wicej nie przechyli szali na korzy mieszkacw Tethiru. A kiedy przyjdzie odpowiednia pora, on, Bunlap, z przyjemnoci przyczyni si do zakoczenia kariery tej dziewczyny. Bdzie musiaa oczywicie poczeka na swoj kolej, ale to jej nie uchroni od mierci. W sercu Bunlapa byo wystarczajco duo nienawici, by zala cae Evermeet. Kapitan podnis instynktownie do do policzka i do rozognionej cigle blizny, ktr pozostawi tam dziki elf. Z kadym dniem zadanie, ktre mu zlecono, stawao si coraz bardziej osobist spraw.

***

Fretka popdzaa kradzionego konia tak bardzo, jak tylko miaa odwag. Dotrzymywanie tempa prdko pyncej odzi, a jednoczenie pozostawanie niezauwaonym, nie byo atwym zadaniem. Spraw dodatkowo utrudnia fakt, e ten teren by jej nieznany. Gry byy ziemi krasnoludw. Ale zabjczyni zyskaa saw jako tropiciel. Dotara do pocztku dopywu w chwili, gdy toczya si walka pomidzy najemnikami pelfki a jakimi ludmi std. Gdyby od bitwy nie dzielia jej rzeka, mogaby si nawet przyczy. Fretka patrzya z zainteresowaniem, jak Arilyn odwraca uwag onierzy z twierdzy, odsya na poudnie swoich ludzi i wymyka si w oglnym zamieszaniu. Pomimo opinii, jak

miaa na temat pelfki, Fretka moga jedynie podziwia tak gadko wprowadzony w ycie plan. Musiaa dowiedzie si wicej o talentach tej dziewczyny i o tym, co ni kierowao. Gdy bitwa zostaa zakoczona, kobieta pogonia zmczonego wierzchowca na wzgrza, poniewa chciaa omin fortec z daleka. Chocia nie wiedziaa wczeniej o jej istnieniu i nie znaa jej waciciela, miaa bogate dowiadczenie w kontaktach z drobnymi szlachcicami i wiedziaa, czego mona si po nich spodziewa. Do tego nie musiaa nawet widzie prby zapania statku Arilyn w puapk. Przez cay dzie i wikszo nastpnej nocy, Fretka cigaa pelfk. Pnym popoudniem udao jej si j na moment dostrzec, dokadnie w chwili, gdy znikaa wrd drzew Tethiru. Zabjczym pokrcia gow w niedowierzaniu. By przeby tak odlego, pelfka musiaa biec ca drog, nie powicajc wiele czasu na odpoczynek. Elfy byy w stanie to zrobi, jeli zmuszaa je do tego sytuacja, ale Fretka nigdy by nie uwierzya, e Arilyn bya zdolna do takiego wyczynu. Ona sama podrowaa jeszcze szybciej, z tym, e nie na dwch, ale na czterech nogach. Fretka zelizgna si z konia i zapaa obiema rkami popltan grzyw zwierzcia. Pocigna w d gow wierzchowca i przez kilka minut mwia co do niego w jzyku centaurw. Byy to przeprosiny oraz instrukcja drogi powrotnej. Wygldao na to, e klacz zrozumiaa mniej wicej, o co chodzi, bowiem skrcia na poudnie i zacza biec w kierunku fortecy. Tam, jak uznaa Fretka, konia nakarmi i zaopiekuj si nim. Nawet, jeli tamtejszy pan le traktowa mijajcych jego dom podrnych, byo nieprawdopodobne, by wzgardzi tak cennym podarkiem. Inaczej zreszt zwierz by nie przeyo. Stao si zupenie nienaturalnym stworzeniem, ograbionym z instynktu i w peni zalenym od ludzi. Kobieta ruszya w stron lasu lekkim, szybkim krokiem, pewna, e uda jej si odnale lad Arilyn i przed zapadniciem nocy znw j zobaczy. A wtedy dowie si, co sprowadzio pelfi zabjczyni w cie Tethyru. Rosncy teraz ksiyc wznis si nad korony drzew, ale przez gste listowie udao si przedrze tylko kilku upartym promieniom wiata. Fretka stwierdzia, e trudniej byo i ladem Arilyn, ni przypuszczaa. Jako przy okazji, zabjczyni, ktra z tak pewnoci chodzia ulicami Zazesspuru, nauczya si cakiem niele sztuki poruszania po lesie! W kocu Fretka dostrzega pelfk, klczc na ziemi i przygldajc si czemu, co najwyraniej byo ladem wilka. Arilyn przystawia do ziemi do, jakby chcc zmierzy odcisk apy, po czym skina z zadowoleniem. Szybkim i pynnym ruchem stana z

powrotem na nogach. Potem ruszya prdkim, cichym krokiem na pnoc, zatrzymujc si od czasu do czasu, by przyjrze si ziemi albo by zdj kak sierci z krzaku jeyn. Wszystko wskazywao na to, e tropia wilka. Czemu to robia, tego Fretka nie wiedziaa, ale z atwoci potrafia odgadn, dokd Arilyn zmierzaa. Niezbyt daleko std bya maa polana, poronita bujn traw i wilgotna od zbierajcej si tam z wiosennych deszczw sadzawki, ktra wysychaa dopiero pnym latem. Przychodziy tam jelenie i inne zwierzta, by si napi. Jeli pelfka rzeczywicie sza tropem wilka, tam najprawdopodobniej moga go znale. Fretka zawahaa si, po czym zwinnie wdrapaa si na jesion. Gr moga poda za Arilyn niezauwaona, a jednoczenie pozostawaa poza zasigiem drapienika, ktrego spotkaaby pelfka. Nie eby lene wilki stanowiy powane zagroenie. Byy to pochliwe, inteligentne stworzenia, ktre trzymay si swojego stada i zabijay tylko po to, by przey. Tylko na obrzeach, gdzie kusownictwo ograbio las z ich naturalnego poywienia, stanowiy pewien kopot. Od czasu do czasu godne wilki zapuszczay si na pola i do wsi. Wikszo z nich zadowalaa si myszami i nornicami, ktrych byo tam w brd - zwierzta te mogy y jedzc tylko takie stworzenia - ale kilka z nich zasmakowao w baraninie. Gdy wilk zosta osaczony przez oburzonych pastuchw, musia si broni. Byo moliwe, e wanie taki drapienik zrani lub nawet zabi kogo, kogo krewni byli na tyle bogaci, by opaci usugi pelfki. Istniay te jednak inne moliwoci, ktre skaniay Fretk do szczeglnej ostronoci. Niezwykle rzadkie, chocia w ostatnich trudnych czasach czstsze, ni kiedy indziej, byy wilki-samotnicy, ktre z powodu choroby lub rozpaczy porzucay swoj prawdziw natur i staway si arocznymi bestiami. Najczciej okruciestwa im przypisywane nie byy popeniane w ogle przez wilki, ale przez likantropy, ludzi, ktrych kltwa zamienia w drapiene zwierzta i ukaraa nienaturaln dz krwi. Chocia staroytna magia Tethiru stanowia zapor dla takich wynaturze, byo moliwe moliwe - e pelfka zostaa wynajta, by wytropi i zabi takiego potwora. Lepiej byo trzyma si od takiej walki z daleka! Fretka sza za Arilyn przez korony drzew a do polany. Na widok pelfki para jeleni podniosa znad sadzawki wilgotne pyski i umkna pomidzy drzewa. Nie byo ladu adnego wilka, jednak nie wydawao si, by pelfka bya tym specjalnie zmartwiona. Zdja z plecw toboek i zacza wypakowywa z niego rne przedmioty, midzy innymi niewielki, migoczcy pakunek, ktry wyglda, jak zrobiony z pynnego srebra.

Pelfka zdja zielony paszcz i zacza ciga ubranie - ciemny, nijaki strj zazesspurskiego zabjcy - z min najwikszego obrzydzenia. Wepchna je do dziupli, po czym wesza do sadzawki, opryskujc si wod i trc skr tak dokadnie, jakby chciaa zmy z siebie jakie niewidoczne pitno. W wietle pojedynczych promieni ksiyca przewitujcych przez korony drzew jasna skra Harfiarki wydawaa si by niemal byszczca. Nawet krytycznie nastawiona Fretka musiaa przyzna, e Arilyn jest tak blada i smuka jak ksiycowa elfka, jakby bya siostr biaonogich brzz okalajcych polan. W kocu pelfka wysza na brzeg i zacza ubiera si w strj, ktry wyja z torby: obcise spodnie, podkoszulk, koszul, wszystko w praktycznym odcieniu lenej zieleni. Nastpnie podniosa z ziemi pynne srebro. Tajemniczy przedmiot rozwin si w jej rkach we wspania kolczug, dug tunik elfiej roboty, pikniejsz od wszystkich, ktre Fretka miaa okazj widzie. Pelfka wsuna j przez gow. Strj momentalnie dopasowa si do jej ksztatw, ani troch nie ograniczajc ruchw. Arilyn przypia do pasa staroytny miecz, tak aby ozdobiona ksiycowym kamieniem rkoje bya wyranie widoczna. Przejechaa palcami wilgotne jeszcze loki, zaczesujc wosy za szpiczaste uszy i zawizujc wok gowy misternie zdobion zielono-srebrn opask, by przytrzyma je z tyu. W jednej chwili znika pelfia zabjczym, a na jej miejscu pojawia si szlachetna wojowniczka, dumna crka Ksiycowego Ludu. Fretka potrzsna gow w cichym niedowierzaniu. Gdyby nie widziaa na wasne oczy tej przemiany, nie uwierzyaby, e jest to moliwe. Wiedziaa oczywicie, e Arilyn ma talent do przebierania si, ale to byo co wicej ni sztuczka zabjcy. Zanim Fretka zdya si do tego przyzwyczai, pelfka wyja z torby may drewniany przedmiot i uniosa do ust. Las odbi echem niesamowity, drcy dwik, ktry sprawi, e czujna Fretka zamara. Syszaa ju kiedy ten okrzyk, ale nigdy z ust miertelnika! Przez chwil panowaa cisza, a nastpnie zza drzew daa si sysze jakby odpowied. Arilyn dmuchna znowu: piszczaka wydaa z siebie dugi, piskliwy dwik, a po nim kilka krtszych, w nieregularnych odstpach - zapewne jaki rodzaj sygnau. Potem pelfka czekaa ju w milczeniu. Winorol rosnca po drugiej stronie polany rozchylia si i spomidzy drzew wyszed olbrzymi srebrny wilk. By dwa, a moe nawet trzy razy wikszy od wszystkich wilkw, jakie Fretka kiedykolwiek widziaa. Tak naprawd przypomina wilka tylko na takiej zasadzie, na jakiej jednoroec jest podobny do konia, a elf do czowieka. Bkitne oczy stworzenia byy

due i inteligentne, miay charakterystyczny dla elfw ksztat migdaa, a po bokach wyranie trjktnego pyska sterczay szpiczaste uszy. Porusza si z zamierzon gracj, a wok niego unosia si niesamowita aura, ktra jakby wchaniaa w siebie i jednoczenie ucieleniaa istot lenej magii. Lythari. Fretka wypowiedziaa to sowo z zachwytem, poruszajc bezgonie wargami. Przez cae ycie syszaa opowieci o lythari, staroytnej rasie zmiennoksztatnych elfw, najbardziej nieuchwytnych i magicznych przedstawicieli tego ludu. Ci, ktrzy mwili o Srebrnych Cieniach robili to z szacunkiem... i ze strachem. Lythari zazwyczaj trzymay si na uboczu jak wilki, ktre przypominay, ale od czasu do czasu napaday z ogromnym okruciestwem na jakich wrogw lasu. Nawet dzikie elfy, ktre jak driady i drzewoludy najlepiej dopasowyway si do ycia puszczy, nie rozumiay lythari i czasem paday ofiar ich prdkiego gniewu. Tylko niektrzy mieszkacy lasu widzieli lythari, nigdy jednak w elfiej postaci. Jakby chcc zadrwi z niewypowiedzianych myli Fretki, posta wilka zajaniaa i znika. W jej miejsce pojawi si mody elf, pikny i czarujcy nawet jak na przedstawiciela tego ludu. Fretka przygryza mocno wargi, by nie krzykn z zachwytu. Lythari by wyszy od pelfki i tak samo blady, a jego wosy zachoway poyskliw srebrn barw wilczego futra. Mczyzna nazwa Arilyn po imieniu, uywajc powszechnego jzyka elfw i obj j czule. Jednak pomimo stara, Fretka nie moga zrozumie niczego z cichej, powanej rozmowy, ktra potem nastpia. Patrzya z zachwytem, jak lythari przybra z powrotem posta wilka i czeka cierpliwie a pelfka wdrapie si na jego grzbiet. Na takim wierzchowcu Arilyn Ksiycowa Klinga oddalia si pomidzy drzewa, wymykajc si Fretce zupenie. Nikt, nawet tropiciel tak utalentowany jak ona, nie potrafi ledzi lythari, ktry nie chcia by odnaleziony. Dla Fretki oznaczao to jedynie, e lythari zamierza wzi Arilyn do swojego domu i chcia wykluczy wszelkie prawdopodobiestwo, e kto moe pody jej ladem do jego ukrytego schronienia. Schodzc z drzewa, Fretka rozmylaa nad tajemnic, ktr stanowia Arilyn Ksiycowa Klinga, p-kobieta, ktra nosia miecz elfiego wojownika i zasuya na przyja lythari. Ale elfka wiedziaa, e zdarzay si chwile, gdy Arilyn zabijaa bez adnego innego celu oprcz pienidzy, ktre przynie jej miao wykonane zadanie. Inni zabjcy podziwiali jej zimn krew i uznawali j za jedn z nich. Widzc oba oblicza Arilyn, Fretka nie moga zupenie ich ze sob pogodzi.

Lythari najwyraniej zna Arilyn Ksiycow Kling z lepszej strony, jako szlachetn elfi wojowniczk, tak, jak przez chwil miaa okazj j widzie Fretka. Niestety - i tu leao ogromne i niedajce si przewidzie niebezpieczestwo - lythari zna take wszystkie sekrety lasu. Czy ten mody mczyzna zamierza zdradzi je pelfiej zabjczym?

Rozdzia jedenasty
Nic, jak Hasheth mia okazj si przekona, nie podnosio na duchu i nie echtao dumy tak bardzo, jak dobrze wprowadzony w ycie spisek. Nawet beznadziejna, otpiajca umys praca przy przepisywaniu plikw rachunkw do ksig Hhune'a nie moga zepsu dobrego humoru modzieca. Spisa si doskonale - nawet Arilyn Ksiycowa Klinga, Harfiarka i posiadaczka cienistej szarfy musiaa to przyzna. A tak naprawd Hasheth nie mia nic przeciwko byciu uczniem. W pewnym sensie te kawaki pergaminu i papieru byy jak czci ukadanki, a niewiele byo rzeczy, ktre bawiyby go bardziej ni dobre puzzle. Harfiarze, jakie oni mieli ycie! Podrowali po wiecie tropic i rozpltujc zawie spiski. Jedyn rzecz, ktra moga by jeszcze ciekawsza byo tworzenie takich spiskw, tak skomplikowanych, e nawet najlepsi spord Harfiarzy nie potrafiliby ich rozplta! Pomimo dumy, mody ksi zna siebie na tyle, by wiedzie, e on sam nie jest w stanie zrobi czego takiego. Ale moe za jaki czas, czemu nie? A gdzie mgby si tego lepiej nauczy, ni u nieprzeniknionego i ambitnego lorda Hhune'a? Jako mistrz gildii, kupiec, waciciel ziemski i czonek Rady Lordw, Hhune posiada ogromn wadz. Jednak bystre oczy Hashetha dostrzegy ju oznaki take innych tajemnych i ciemnych zwizkw, ktre byy rwnie ambitne, jak intrygujce. Ten lord Hhune by bardzo pracowitym czowiekiem! - Jeszcze nie skoczye? - Zapyta nosowy, paczliwy gos. - Inni urzdnicy wykonali ju swoj prac i poszli na poudniowy posiek. Hasheth zacisn zby i podnis wzrok na Achniba, sekretarza lorda Hhune'a. - Nie jestem urzdnikiem, jestem uczniem - przypomnia nie pierwszy ju raz mczynie. - To prawie to samo - powiedzia sekretarz lekcewacym tonem. Nastpnie odwrci si i oddali majestatycznym krokiem, by znale jeszcze kogo, kogo mgby upomnie. Hasheth patrzy, jak odchodzi, dziwic si, e czowiek tak bystry i ambitny jak Hhune znosi obecno takiego gupca. Achnib wykonywa polecenia swojego pana cakiem dobrze, ale, zdaniem modzieca, jeli kiedy przyszaby mu do gowy jaka wasna, oryginalna myl, z pewnoci umaraby z samotnoci!

Jednak Achnib by urodzonym pochlebc, a tacy ludzie czsto osigaj jaki sukces. Sekretarz obnosi si z ask swego zwierzchnika w najbardziej bezwstydny sposb, nawet posuwajc si do naladowania wygldu lorda. Nosi gste wsy i zaczesywa do tyu natarte olejkiem czarne wosy, tak jak to robi Hhune. Ubiera si u tego samego krawca i nawet nauczy si naladowa sposb mwienia, krok oraz skrupulatno, z jak lord przestrzega wszystkich spoecznych konwenansw. To, czego jednak mu brakowao, to zamiowania do intryg i zrozumienia dla zawioci wadzy. W przeciwiestwie do Hhune'a, sekretarz nie podejmowa adnych prb, by zasuy na lojalno tych, ktrzy byli mu podlegli. Zamiast tego nieustannie pawi si w blasku swojego zwierzchnika. Gupiec, podsumowa go Hasheth. By od sekretarza o poow modszy, a zdy ju si nauczy, e wadza przepywa w wielu kierunkach - nie tylko w d, ale te w gr, bowiem nawet najwikszy pan by w jakiej czci zaleny od pracy i dobrej woli swoich najmniejszych sug. Ci, ktrzy chcieli rzdzi, musieli wiedzie, jak kontrolowa ten przepyw i jak nim kierowa. Gdy tylko Achnib odszed wystarczajco daleko, Hasheth wysun spod stosu papierw du zot monet. Bya identyczna jak ta, ktr pokaza mu lord Hhune, i ksi zada sobie niemay trud, by j zdoby i mc przyjrze si widniejcym na niej znakom. Niektre z nich byy mu znajome. Wrd wzorw ukryty by cechowy znak Hhune'a, tajemny symbol, znany tylko waniejszym czonkom rnych gildii. Hasheth dowiedzia si o tym podczas krtkiej przynalenoci do gildii zabjcw, nie zdajc sobie sprawy, jak w przyszoci moe mu si to przyda. Inny Harfiarz, pochodzcy z Pnocy Danilo Thann, bardzo interesowa si tymi znakami i zna je wszystkie na pami. Hasheth poszed za jego przykadem i teraz bogosawi Harfiarza za jego dalekowzroczno. Mody lord Thann nie by takim zym typem i przez moment Hasheth poczu nawet ulg, e bard umkn opaconym przez Hhune'a zabjcom. Bez takiej, bowiem wiedzy, ktr za namow Danila posiad, ksi nie byby stanie zrozumie, co czy jego nowego mistrza i innych czonkw tajemniczej organizacji, zwanej Rycerze Tarczy. A skoro zamierza zaj jego miejsce wrd tych ludzi, musia zna ich imiona. Hasheth przejecha koniuszkiem palca po runach okalajcych monet i umieszczon porodku tarcz. Zna ten znak bardzo dobrze, bowiem nosia go na acuszku jego matka a do dnia swojej mierci. By on dowodem na to, e znajdowaa si pod opiek Rycerzy. Przywioza go ze sob z Calimshanu i nie rozstawaa z nim do chwili, gdy umara rodzc paszy kolejnego syna.

Hasheth by karmiony opowieciami o tej tajnej organizacji, tak aktywnej na Poudniu, jak Harfiarze w pooonych na pnocy Dolinach. Powiadano, e ich potga miaa swoje rdo w poczeniu wielkiego bogactwa i umiejtnoci zbierania cennych informacji. Jakie byy gwne cele Rycerzy, nikt nie umia powiedzie, ale nie byo tajemnic, e nie kochali specjalnie ludzi z Pnocy, a szczeglnie niechtnie patrzyli na Waterdeep i jego Lordw. Hasheth od dawna podejrzewa, e jego ojciec wsppracowa jako z t mroczn organizacj. Sowa lorda Hhune'a rozwiay wszelkie wtpliwoci. Jednego Hasheth by pewien: przystpienie do Rycerzy byo krokiem ku takiej wadzy, jak chcia posiada. - Skd to masz? Hasheth podskoczy. Nie sysza krokw Achniba, tak pochono go studiowanie monety. Sekretarz skoczy na niego jak polujcy kocur i wyrwa mu z rki monet. - Na tym jest znak lorda Hhune'a. Skd to masz? - zapyta oskarycielskim tonem. - Dostaem w Purpurowym Minotaurze - powiedzia cakiem szczerze Hasheth. Samo wspomnienie najbardziej luksusowego zajazdu Zazesspuru zgasio troch zapa sekretarza i zmniejszyo jego oburzenie. Tak naprawd Achnib wyglda na tak zaskoczonego, e Hasheth nie mg oprze si pokusie, by mwi dalej. - Jak zapewne wiesz, lord Hhune wynaj zabjcw, by pozby si z miasta czowieka podejrzewanego o to, e jest agentem Harfiarzy. Dwch z nich zostao zabitych w gospodzie, gdzie mieszkaa ich potencjalna ofiara. Jeden mia przy sobie t monet. Poniewa nie udao im si wykona wyznaczonego zadania, pozwoliem sobie zabra t monet, by zwrci j lordowi Hhune'owi. Jeli chcesz sprawdzi szczegy - cign Hasheth niedbale - waciciel Minotaura z radoci potwierdzi moj relacj. Moesz te pj do siedziby gildii zabjcw, jeli chcesz. Sekretarz zmruy oczy, poniewa pozornie niewinne sowa Hashetha zawieray potrjn obelg. Po pierwsze Achnib nie wiedzia o tej sprawie, a Hasheth postawi go nieco wyej w hierarchii osb otaczajcych lorda Hhune'a. Po drugie, poniewa Achnib nie by ani bogaty, ani dobrze urodzony, nie zostaby przychylnie przyjty przez wyniosego waciciela ekskluzywnego Purpurowego Minotaura, nie mwic ju o uzyskaniu jakichkolwiek informacji. W kocu, propozycja zajrzenia do siedziby gildii zabjcw bya rwnoznaczna z yczeniem komu mierci. Jednak, poniewa Hasheth przez krtki czas zakosztowa ycia zabjcy i czsto o tym mwi, mg ukry t kltw pod postaci niedbaej, troch pyszakowatej sugestii. Pomimo tego, byo to nie do zniesienia! - Hhune si o tym dowie - ostrzeg sekretarz. Hasheth schyli gow w kpiarskim gecie wdzicznoci.

- Mio z twojej strony, e chcesz pomwi na mj temat z lordem. Planowaem da mu t monet sam, nie chcc kopota ci sprawami, ktre nie nale do twoich obowizkw, ale oczywicie tak bdzie lepiej. Byoby niewaciwe, gdybym nie skorzysta z tej propozycji. Twarz Achniba poczerwieniaa. - Chciae zrobi inaczej i zatrzyma monet dla siebie! W odpowiedzi modzieniec sign po ksig rachunkow i otworzy na aktualnej stronie. Podnis j, by sekretarz mg dojrze ostatni wpis. - Udam, e nie syszaem twojej obelgi, bo nie jest mnie godna - powiedzia cichym, gronym gosem. - Jako syn paszy nie potrzebuj zota. Ale teraz, skoro moneta jest w twoich rkach, moe i ty by si tu podpisa? Sekretarz chrzkn gniewnie, ale nie mg znale waciwej odpowiedzi. Nie mg te odmwi wykonania cakiem waciwej czynnoci, ktr sugerowa Hasheth. W kocu zacisn usta, sign po piro do kaamarza ucznia i nagryzmoli swj podpis obok starannego wpisu. Nastpnie obrci si na picie i wyszed z pokoju. Dopiero wtedy Hasheth pozwoli sobie na szyderczy umiech. Ten gupiec nie wiedzia, co trzyma w rkach! Achnib widzia w tym tylko sztuk zota, nic wicej. Bardzo dobrze, zrozumie to w swoim czasie, a wtedy bdzie aowa. W umyle modego ksicia powsta ju precyzyjny plan bitwy.

***

Lisi Ogie sta w penym szacunku milczeniu, gdy ciao kolejnego elfa, ostatniego z tych, ktrzy odnieli miertelne rany podczas bitwy na farmie, byo opuszczane do bagna, i sucha pieni opisujcych powrt nastpnego lenego ducha do wielkiego rda ycia. Obok niego stali pozostali - ci, ktrzy ocaleli, posiki przysane z Wysokich Drzew, a nawet wybuchowy Tamsin - czerpic pociech i wskazwki z penej godnoci aoby dowdcy. Ale Lisi Ogie daleki by od spokoju, ktry na pozr zachowywa. Nie pogodzi si te ani troch ze mierci swoich podwadnych. Jak na elfa by mody, jeszcze nie przekroczy stu lat. Widzia jednak duo mierci, o wiele za duo, i duo zmian. ycie na wiecie poza granicami ich lasu pdzio z oszaamiajc prdkoci - wszystko dziao si dla elfw za szybko, by mogy to poj, a co dopiero przyzwyczai si. Podczas krtkiego ycia Lisiego Ognia wzrastay i upaday krlestwa, lasy zamieniay si w pola, osady ludzkie wyrastay jak grzyby po deszczu.

Czsto wydawao mu si, e ludzie s jak kolibry: przelatywali w mgnieniu oka i za chwil ju ich nie byo. Nagle, w zupenie nieprzewidziany sposb, elfy z Tethiru zostay wczone do tego biegu, pocignite w tym locie naprzd. Nie wiedzia, jak to zatrzyma. Nie wiedzia te, czy w ogle mona to zatrzyma. Tamsin jednak nie by nkany takimi wtpliwociami. Mody wojownik, podobnie jak trzej ucznicy, ktrzy zostali wysani na pnoc, powrci na chwil przed tym, jak ciao jego krewniaka miao by oddane lasowi. Po odpiewaniu pieni i odprawieniu rytuaw, elf odnalaz Lisiego Ognia, by zoy mu raport. - Zrobiem, jak kazae - powiedzia prosto - i zreszt nie tylko ja, take Eldrin, Sontar i Wyndelleu. Zagnali ludzi na pnoc, strzelajc do nich z ukw, i zabili wszystkie psy, by nie zdradziy nas swoim panom. Obudziem bia smoczyc i poprowadziem na ludzi. Teraz zapewne wrcia ju do jaskini i pi, a brzuch ma tak peny, e starczy jej na cae lato. Spord cigajcych nas onierzy jaka dziesitka nie yje. - Spisae si dobrze - powiedzia mu Lisi Ogie. - Gdyby nie ty, nie zdylibymy dotrze do naszych kryjwek na bagnach. - Moglimy jednak zdziaa wicej! - wybuchn Tamsin. - Czemu pozwolilimy uciec choby jednemu z nich? Bylibymy bardziej bezpieczni, gdybymy zabijali kadego czowieka, ktry wchodzi do lasu! Lisi Ogie milcza przez dusz chwil. - Nie wszystkich - odezwa si w kocu. - W lesie s ludzie, ktrzy czyni wiele dobrego: druidzi, tropiciele, nawet abdzie dziewice. Oczy Tamsina zajaniay z podekscytowania, gdy spoglda na dowdc i prbowa zgadn, co kryje si za jego wahaniem. - Ale ludzie, ktrzy nas cigali... - Nie zatrzymaj si - dokoczy ponuro Lisi Ogie. - Czas, bymy zamienili si z nimi rolami. Mody elf skin z zapaem. - Tak jak wczeniej? Mae grupy ucznikw? - Nie. Zdylimy odpocz i wszyscy, ktrzy jeszcze yj, s gotowi do walki. Mamy te szeciu nowych wojownikw z Wysokich Drzew. Powinnimy uderzy wszystkimi siami i rozprawi si z przeciwnikiem. - Mog poprowadzi zwiad - zaproponowa natychmiast Tamsin. Po raz pierwszy Lisi Ogie nie mia ochoty hamowa gwatownego charakteru modzieca.

- Znasz drog. Poprowadzisz pierwsz grup; Znajdcie ludzi, wejdcie na drzewa, micie ich i zaatakujcie od pnocy. Korrigash poprowadzi atak ze wschodu, Eldrin wemie swoich ucznikw na zachd, a Wyndelleu na poudnie. - A ty? Lisi Ogie pooy rk na ramieniu modszego elfa. - Bd walczy obok ciebie albo gdziekolwiek indziej, gdzie bd potrzebny, ale dowodzi pnocn druyn bdziesz ty. Teraz id i zbierz swoich wojownikw. Z oczami byszczcymi na myl o pierwszym w yciu dowodzeniu, modzieniec obrci si na picie i popdzi z powrotem do gwnego obozu. Wiadomo o ataku nie bya dla innych zaskoczeniem. Po chwili obz znik, jak gdyby nigdy go tam nie byo, a wojownicy byli gotowi do wyruszenia z bagiennej kryjwki na pnoc. Prowadzi ich znajcy drog Tamsin. Szli cay dzie i prawie ca noc. Niedugo przed witem dotarli do obozu ludzi, niedaleko od miejsca, gdzie napad ich biay smok. Wszystko wskazywao na to, e najemnicy nie zdawali sobie z tego sprawy. W panice bdzili po okolicy, szukajc swoich towarzyszy. Wygldao jednak, e udao im si na nowo zorganizowa. Obz by schludny i porzdny, a wok niego kryli trzej czujni wartownicy. Tamsin wskaza na stranikw, potem na siebie, Sontara i ma Sokolic. By to dobry wybr, jak przyzna po cichu Lisi Ogie, gdy caa trjka wdrapaa si na drzewa i ruszya na wyznaczone pozycje, chocia smutno byo patrze, jak walczy tak moda dziewczyna jak Sokolica. Ale wojna j wybraa, a ona nie uchylaa si przed naoonym na ni ciarem. Na dany przez Tamsina sygna trzy elfy zeskoczyy na ziemi, dokadnie przed swoimi ofiarami. Nim ludzie zdyli si ruszy czy krzykn, uderzyy trzy kociane noe, umiercajc stranikw szybko i cicho. Elfy chwyciy padajcych ludzi i pooyy bezgonie na ziemi. Byo to trudne zadanie dla malekiej Sokolicy, ktra musiaa uy wasnego ciaa, by stumi odgos padajcego ciaa mczyzny. Lisi Ogie wzdrygn si, ale dziewczyna wyczogaa si spod martwego stranika i daa znak, e wszystko w porzdku. Lisi Ogie skin grupie dowdcw i elfy rozproszyy si po lesie. Gdy skradali si w gaziach drzew nad obozowiskiem, przyjrza si uwanie picym na ziemi ludziom. Byo ich w sumie trzydziestu czterech, dua druyna, znacznie wiksza ni przewidywa. Tak naprawd wicej, ni cigao ich w lesie. W jaki sposb, podobnie jak elfy, zdoali posa po posiki. Skutki tego nie wryy elfom dobrze. Chocia Lisi Ogie nie zna ludzi zbyt dobrze, wiedzia, e nie posiadaj umiejtnoci nawizywania telepatycznego kontaktu, ktry dawa elfom mistyczn blisko i pozwala dzieli si mylami i uczuciami, nawet na du odlego. Ta wi bya silniejsza u blinit -

Tamsin i Tamara byli ni zczeni i posiadali siln empati wobec innych elfw - ale najczciej pojawiaa si pomidzy kochankami, ktrych serca i umysy zleway si w jedno na wieczne czasy. Byo to najwiksze zobowizanie znane elfom, rzadko podejmowane i nigdy pochopnie. Lisi Ogie wiedzia, e ludzie nie potrafi przesya wiadomoci drog telepatyczn, ale mog to robi za pomoc magii. Nagle ostry szczk rozdar cisz nocy - mrocy krew yach odgos zatrzaskujcej si puapki. Potem da si sysze nastpny i nastpny, a potem caa seria takich dwikw, tak e trudno byo je zliczy. To obudzio ludzi, ktrzy wyskoczyli ze piworw i chwycili za bro: drewniane tarcze, mae kusze, miecze i sztylety. Ciao Tamsina skrcio si w bolesnym spazmie, gdy poczu cierpienie uwizionych elfw. Lisi Ogie wycign rk, by go uspokoi, po czym spojrza prosto w pene blu oczy modzieca. Byo jasne, e Tamsin nie tylko czu cierpienie elfw, ale te si za nie obwinia. Gdyby nie skupia si tak na walce, wyczuby groce niebezpieczestwo. - Oso si - powiedzia surowo Lisi Ogie. - Co si stao, to si nie odstanie. Nie pomoesz im, umierajc wraz z nimi. - Jak to si mogo zdarzy? - zapytaa Sokolica z szeroko otwartymi ze strachu oczami. - Dlaczego nie dostrzegli puapek? - Ludzie maj czarodzieja - odpowiedzia Lisi Ogie nakadajc strza na ciciw. Szturchn Tamsina, poniewa umiejtnoci modego elfa byy mu w tej chwili potrzebne. Byo najbardziej prawdopodobne, e z caej druyny wanie on bdzie w stanie rozpozna miertelnego wroga. Mody wojownik wzdrygn si, zrzucajc z siebie cudze emocje jak otrzsajca si z wody wydra. Odoy na bok al i poczucie winy i wzi dugi, gboki oddech, by si uspokoi. Prdko i pewnie skupi si na niewidzialnych wizach, ktre czyy go z lasem i na magii, ktra bya ich istot. Tamsin zna j do gbi, podobnie zreszt jak inni, ale bardziej ni pozostae elfy czu w sobie jej pulsowanie i ilekro pogra si w zadumie, wdrowa jej cienkimi jak ni pajcza ciekami. I dlatego szybko i bezbdnie wyczu w tkance ycia ohydn, ziejc dziur, ktra wskazywaa, e dziaa tam ludzki czarodziej. - Tam - powiedzia, wskazujc na jednego z ludzi, ktry przykucn na ziemi. By atwym celem, poniewa jako jeden z nielicznych ludzi nie trzyma tarczy. Lisi Ogie wycelowa i wypuci przygotowana strza. Ostrze przebio si przez warstwy lici, poleciao prosto, ku wyznaczonemu celowi... ... i wybucho ogniem.

Bkitny pomie obj drzewce strzay i u stp czarodziej opada cienka wstka popiou. Pozostaym ludziom szczcie nie dopisao. ucznicy pod dowdztwem Wyndelleu obrzucili ich gradem strza. Wikszo z nich odbia si od drewnianych tarcz, nie czynic adnej szkody, ale kilka przebio si na wylot. aden z ludzi nie zosta miertelnie ranny, ale przynajmniej kilku z nich zostao osabionych. Nie zwaajc na krzyki towarzyszy i strzay, ktre latay i paliy si wok niego, czarodziej zacz porusza szybko palcami, jakby przemawia jakim niemym tajemnym jzykiem. Zakoczy klaszczc w donie. Efekt by niczym letnia burza, jak byskawica i grzmot poczone w jeden miercionony cios. Z jego rk doby si trzask pioruna i przetoczy si przez las. Kada strzaa, ktra bya w tym momencie w locie rozbysa jaskrawym, biaym wiatem. Z kadej ulecia strumie energii, cofajc si po niewidzialne ciece ku ucznikowi, ktry j posa. Lisi Ogie patrzy z przeraeniem, jak piciu jego wojownikw zamienio si w popi. Nabra powietrza, by da rozkaz do odwrotu, ale gos uwiz mu w gardle, gdy wszystko dookoa stano nagle jakby w pomieniach. Nie czu gorca, ale widzia palce oczy wiato, ktre byo rwnie bolesne. Elf przycisn do powiek obie pici, by zetrze bolesne migotanie, ktre taczyo i wirowao mu przed oczami. Gdy wreszcie przyzwyczai si do nienaturalnej jasnoci, zrozumia, e na odwrt byo ju za pno. Ludzie zacignli uwizione elfy na polan. Byo ich siedem, wszystkie yy, chocia trzymajce im stopy puapki - teraz, po zatrzaniciu, dobrze widoczne - zaday im powane rany. Pilnowao ich kilku ludzi, trzymajc w pogotowiu nacignite kusze. Wok nich stali pozostali najemnicy z mieczami w rkach. Jeden z nich zamacha broni w stron drzew i co krzykn. Lisi Ogie i Tamsin wymienili bezradne spojrzenia - aden z nich nie mwi w jzyku mieszkacw Tethyru. Nim dowdca zdy wykrzycze prob powtrzenie tego we wsplnej mowie, czowiek znalaz inny, bardziej wyrazisty sposb, by przekaza, co mia do powiedzenia. Zrobi szybki wypad w przd, zanurzajc miecz w jednym z bezbronnych elfw. Potem odwrci si w stron lasu i zacz wymachiwa zakrwawionym ostrzem. Wyzwanie byo jasne, podobnie jak cena, ktr musieliby zapaci w razie odmowy. Pierwsz, ktra odpowiedziaa, bya Sokolica. Zeskoczya na ziemi z prdkoci godn jej imienia z byszczcym niby pazur sztyletem w doni. Wszystkie elfy, ktre mogy

jeszcze walczy, podyy za ni bez wahania rzucajc si w wir czarodziejskich wiate i mierci.

***

W innej czci Tethiru, daleko od szczku broni i zapachu mierci, Arilyn przywara do srebrnego futra przyjaciela, ktry nis j do ukrytej siedziby lythari. Znaa Ganamede od dziecistwa, ale nic z ich znajomoci nie przygotowao jej do wejcia w tajemny wiat lythari. Zmiennoksztatne elfy nie mieszkay pod ziemi, jak przypuszczaa Arilyn, ale gdzie pomidzy wiatami, w miejscu niewidzialnym dla oczu. Nie byo ani wyranego przejcia, ani magicznej bramy - w jednej chwili byli w Tethirze, w drugiej ju nie. Chocia wydawao si, e nie pokonali adnej drogi, nie mona byo wtpi, e nastpia naga zmiana. Ona i Ganamede byli nadal w lesie, ale cakiem innym od gstego i cienistego Tethiru. Drzewa byy wysze, bardziej majestatyczne i nie przypominay wygldem niczego, co Arilyn kiedykolwiek widziaa. Powietrze byo cieplejsze i bardziej namacalne. Ale najbardziej urzekajc zmian byo to, e blednc noc zastpiy zociste cienie pnego popoudnia. Bya to pora, ktr Arilyn najbardziej kochaa: chwila tu przed kocem idealnego wiosennego dnia, tak pikna, e prawie rozdzierajca serce - zmierzch, ale niezupenie. Prawie zmierzch. Nagle Arilyn zrozumiaa, dlaczego Ganamede prosi, by przywara do jego grzbietu: nikt ze miertelnikw nie mg sam przej do tej baniowej krainy. Zsuna si z lythari i stana ostronie na ziemi. - Faerie - wyszeptaa, wymawiajc nazw krainy, ktra wedug legendy miaa by pierwszym domem elfw; kraju, ktrego nikt z yjcych ju nie pamita. Jeden z elfich mitw mwi, e Faerie byo miejscem niezwykle piknym, ale to pikno trwao jeden dzie, chocia tak dugi, e prawie nie mona byo go zmierzy. Niektre elfy; wiedzc, e w dzie musi si kiedy skoczy, odeszy z Faerie do innych wiatw w nadziei, e uda im si znale sposb na uniknicie nadchodzcej nocy. Przynajmniej taka bya legenda. Arilyn zawsze zakadaa, e Faerie byo alegori, a nie konkretnym miejscem. Obja rkami gow Ganamede i powtrzya nazw, tym razem w formie pytania.

Wilcza posta lythari zajaniaa i znika, a na jej miejsce pojawi si cudowny elf. Ganamede umiechn si troch pobaliwie do zdumionej przyjaciki i spojrza na ni bkitnymi oczyma. - Faerie? C, niezupenie. To miejsce pomidzy wiatami, dobrze pasujce do istot takich jak ja i ty, majcych podwjn natur. Ale chod, chciaa pozna innych. Zbyt oszoomiona, by mc wymwi tysice pyta, ktre kbiy si jej w gowie, ruszya za Ganamede, ktry kierowa si w stron, z ktrej dobiega szum wodospadu. Tam, nad wod, na polanie o barwie czystego szmaragdu, znajdowa si dom lythari. Jedno spojrzenie wystarczyo Arilyn, by zrozumiaa, e jej wyprawa bya nadaremna. Nie potrafia wyobrazi sobie niczego, co mogoby wplta lythari w wojn. Spokj i pikno tego miejsca sprawiay, e kada myl o tym wydawaa si ohydna, podobnie jak ch zakcenia pokoju i radoci tych magicznych stworze. Kilku dorosych w elfiej postaci taczyo do zapadajcej w pami muzyki granej na kocianym flecie przez kobiet tak delikatn, e wygldaa jak wyrzebiona w ksiycowym wietle. Dwa elfy kpay si w szumicych wodach wodospadu, miejc si do maego wilczka, ktry bawi si i tarza na brzegu. Twarz Arilyn rozwietli mimowolny umiech. Tak wanie wyglda Ganamede, gdy po raz pierwszy go spotkaa, moe tylko nie by tak beztroski i radosny. Mody lythari wyszed poza swj wiat zbyt wczenie i natychmiast wpad w sida. Arilyn sama bya dzieckiem w tym czasie, na tyle nieposusznym, by mimo ostrzee zapuszcza si samodzielnie na dzikie Wzgrza Szarego Paszcza, ktre otaczay Everesk i na tyle maym, by zachwyca si pomysem posiadania oswojonego wilka. Jej matka, Z'beryl, miaa jednak inny pogld na t spraw. Posaa plemieniu lythari wiadomo - jak to zrobia, Arilyn nigdy si nie dowiedziaa - i nastpnego dnia zjawi si surowy, jasnowosy elf, by zabra zbkanego syna. Wygldao jednak na to, e mody lythari mia charakter podobny do Arilyn. Przez nastpnych kilka lat wielokrotnie wymyka si, by odnale pelfi towarzyszk zabaw. Gdy Arilyn opucia po mierci matki Everesk, Ganamede da jej piszczak, ktr moga go wezwa i informacj o drzwiach do bramy, gdzie miaa go szuka. Dopiero teraz pelfka zrozumiaa, co mia wwczas na myli. Chocia do schronienia lythari prowadzia tylko jedna brama, elfy te mogy pojawia si zapewne w Tethirze, Evermeet czy Cormanthorze, zalenie od tego, gdzie chciay. Ale, po co miay to robi, jeli nie po to, by polowa? - Lythari nie pjd - powiedziaa cicho Arilyn.

- Nie - zgodzi si Ganamede - ale musiaem ci pokaza, bo w przeciwnym razie by nie zrozumiaa, dlaczego. Wzi j za rami i odcign od spokojnej polany. - Jednak ja wezm ci do najbliszej osady zielonych elfw, miejsca zwanego Wysokie Drzewa. Znajduje si ono o dzie drogi std na pnoc, ale ja mog ci tam zaprowadzi w kilka godzin. Chciabym mc jeszcze co dla ciebie zrobi. Pomimo rozczarowania Arilyn nie moga powstrzyma si, by nie umiechn si, gdy wyobrazia sobie, jakie wraenie zrobi na elfach pojawienie si Ganamede. - To i tak bdzie duo - powiedziaa kwano. - Jeli takie wejcie nie zadziwi lenego ludu, to bdzie oznacza, e nie mam tu, czego szuka!

***

Paac paszy Balika by bez wtpienia najwikszym i najbardziej zdumiewajcym budynkiem w caym Zazesspurze. Jego podstaw stanowia letnia rezydencja Alehandro III. Ku oglnemu zdziwieniu budowla przetrwaa upadek rodziny krlewskiej, a co za tym idzie i zniszczenie wikszoci ich posiadoci, prawie nietknita. Gdy Balik doszed do wadzy, przej j na wasno, wykupi otaczajcy j teren i rozbudowa paac w ogromny marmurowy kompleks stojcy wrd jeszcze wspanialszych ogrodw. Jedn z ostatnich przerbek byo dobudowanie wielkiej sali odpowiedniej do pastwowych narad. Tutaj spotykaa si Rada Lordw, dwanacioro szlachcicw i szlachcianek, by rozsdza wane sprawy, dyskutowa o polityce i podejmowa decyzje, ktre zabezpieczayby szczcie i dobrobyt mieszkacw Zazesspuru. Przynajmniej taki by oryginalny i oficjalny cel tego zgromadzenia. Rada, zainspirowana przez Lordw, ktrzy rzdzili Waterdeep, powstaa niedugo po upadku dynastii krlewskiej. Chocia w zamierzeniu miaa sprawowa wadz, wikszo jej czonkw uwaao j tylko za jeden ze stopni prowadzcych ich ku wikszej potdze. Jednak w ostatnich latach Rada zajmowaa si czym wicej ni wprowadzaniem w ycie polece paszy. Balik by prnym czowiekiem, ktrego uwioda myl o wasnej wielkoci. Sta si zupenie guchy na gosy koalicji poudniowcw, rojalistw i kupcw, ktra wyniosa go do wadzy. W ostatnich czasach rzadko sucha czego innego ni wasnych zachcianek. Dzisiaj jednak pasza Balik wykazywa niezwyk ch, by wysucha, co ma do powiedzenia Rada.

- Wszyscy wiecie o rosncym zagroeniu ze strony elfw - zacz. - Spldrowane karawany, zniszczony handel, atakowane farmy i sklepy. Odmy na bok wszystkie inne sprawy i radmy, co zrobi z tym problemem. Lord Faunce, jeden z nielicznych szlachcicw, ktrzy naprawd odziedziczyli tytu, wsta, by przemwi. - A co mwi o tym elfy? - To wiedz tylko bogowie. Rada Elfw zostaa zniszczona, osada spalona na popi pospieszy z odpowiedzi Zongular, kapan Ilmatera, oznajmiajc t okropn wie z pewnym zadowoleniem. Nastpnie wsta lord Hhune, mistrz gildii. - Czy musz szanownym lordom przypomina, e w mniej owieconych czasach podjta zostaa prba wygnania elfw z tego kraju? Ich ziemie zostay przejte, wielu zabito, a cz musiaa ukry si gboko w lesie. Jestem za wykazaniem cierpliwoci i wyrozumiaoci - powiedzia z zapaem. - A przynajmniej, zostawmy sobie czas, by przeanalizowa skadane na elfy skargi i sprawdzi, czy nie s przesadzone. Zbytni popiech zaowocuje z pewnoci stratami wrd ludzi i prawdopodobnie mierci wielu niewinnych elfw! Kilku innych lordw wymienio zdumione spojrzenia. W mniej owieconych czasach, o ktrych mwi, Hhune by jeszcze cakiem mody, ale wikszo obecnych nie miaa wtpliwoci, e nalea on wwczas do najbardziej gorliwych zwolennikw polityki krla. Czas pyn jednak i tylko nielicznym udao si tak dobrze dostosowa do nowej rzeczywistoci, jak zrobi to Hhune. W wikszoci podziwiali go za to. Pomimo to, markiza D'Morreto nie moga si powstrzyma, by nie rzuci uwagi. - Pami elfw jest duga. Moliwe, e teraz mszcz si za wyrzdzone im krzywdy zasugerowaa obudnie. - Przecie nawet nie wiemy, czy rzeczywicie stoj za tym elfy! - wybuchn Hhune. - A jeli nie, to kto? I dlaczego tak wiele win przypisywaoby si bdnie elfom z Tethiru? - zapyta lord Faunce. - Tego dokadnie zamierzaem si dowiedzie - powiedzia ponuro lord Hhune. Sprawdz wszystko, co bd w stanie i przeka ci informacje, ktre zbior. - Zamilk, by nada wiksze znaczenie swoim nastpnym sowom. - W tym kraju s tacy, ktrzy potrafi znale odpowied na niemal kade pytanie. Prosz was tylko, bycie dali mi troch czasu. Rada rozpatrywaa to w milczeniu. Wszyscy wiedzieli, e Hhune ma na myli tajnych i straszliwych Rycerzy Tarczy. Wielu podejrzewao, e on sam jest jako zwizany z t

mroczn organizacj. Pomimo to byli zadowoleni, e mog powierzy mu kopotliw spraw elfw. Tak jak susznie zauwaya markiza, nie byo wrd nich nikogo, kto byby bardziej zaangaowany w ten problem ni Hhune. Na szczcie dla lorda Hhune'a nikt z obecnych nie rozumia, co zamierza on dokadnie zrobi i co ma do stracenia. Nikt, poza stranikiem lorda - wysokim, barczystym mczyzn z czarn brod, zimnymi szarymi oczami i blizn w ksztacie kwiatu na policzku. Gdy ten czowiek sucha pomiennej mowy Hhune'a, zasoni sobie okalane brod usta, by ukry ziewnicie... a moe i umiech.

Rozdzia dwunasty
Zaskoczy elfa byo rzecz niemoliw, a ju tym bardziej podkra si do zielonego w jego wasnej lenej twierdzy. Ale lythari nazywano srebrnymi cieniami nie z byle powodu. W wilczej postaci Ganamede porusza si szybciej i ciszej ni wiatr. Jego nadejcia nie zwiastowa nawet szelest lici. A Arilyn, ktra jechaa mu na grzbiecie, obejmujc mocno rkami masywny srebrny kark wierzchowca, rozumiaa ju, dlaczego tak si dziao. Lythari poruszay si pomidzy wiatami, nawet, gdy ich apy dotykay twardej powierzchni Torilu. Dotarli do granic Wysokich Drzew pnym popoudniem, przelizgujc si z atwoci przez mg tajemnicy, ktra spowijaa elfi wiosk. Ganamede powiedzia Harfiarce, e las ma dziwne magiczne waciwoci, ktre zakcaj zmysy przybyszw z zewntrz. Arilyn posiadaa dobr orientacj jak kady tropiciel, ale nawet ona czua si zagubiona, gdy podchodzili do ukrytej wioski. Nie byy to te jedyne magiczne zapory. Bliniaczo podobne do siebie driady - lene stworzenia, ktre nie byy ani do koca elfami, ani ludmi - zerkay na nich spoza kpy bukw. Kady mczyzna, ktry przechodzi obok ich siedziby, jako ostatni rzecz w tej czci lasu pamita rozchichotane, niezwykle pikne kobiety. Czowiek, ktry uleg ich urokowi zwykle budzi si oszoomiony i zupenie zagubiony pod jakim nieznanym drzewem. Gdy wreszcie udawao mu si znale drog do ludzkich siedzib, zawsze przekonywa si, e od czasu, gdy znalaz si w lesie min rok, ktrego on zupenie nie pamita. Bya to niegrona puapka, ale niezwykle skuteczna. Za zagajnikiem driad nawet cichy Ganamede nie mg pozosta niezauwaony. Po otaczajcym osad lesie chodzili bystroocy elfi wartownicy. Inni stranicy, ptaki i wiewirki, ktre pieway i klskay wrd gazi, przekazyway ostrzeenia nasuchujcym i czujnym stranikom. Arilyn zauwaya subtelne zmiany w pieni lenego ptactwa, ktre bez wtpienia oznajmiay ich przybycie. - Wiedz, e tu jestemy. Rwnie dobrze mog ju i sama - powiedziaa cicho. Lythari zatrzyma si. Arilyn zesza mu z grzbietu. Wygadzia elfi kolczug, poprawia pas i dodaa sobie otuchy przed czekajcym j zadaniem. Podnoszc dumnie gow, by wyglda jak dumny elfi pose, Arilyn pooya do na jasnoszarym grzbiecie lythari.

- Idziemy - wyszeptaa. - Powinno nam si uda, ale jeli zrobi si niebezpiecznie, chc eby std ucieka tak szybko jak pcha z jadowitej ropuchy. Ganamede rzuci jej zirytowane spojrzenie, dajc jej wyranie do zrozumienia, co myli o jej porwnaniu. Arilyn umiechna si smutno, co zmniejszyo troch napicie. - Jak to nieadnie z mojej strony, e wspomniaam o pchach - powiedziaa z udawan powag. - Byo to prawie tak bezmylne, jak wspominanie czerwonemu smokowi o zgadze! - Czy ju skoczya? - zapyta spokojnie lythari. - A moe chciaaby wynagrodzi mi za t zniewag i podrapa za uchem? Arilyn zamiaa si bezgonie. - Miaam na myli dokadnie to, co powiedziaam - powtrzya, powaniejc nagle. Uciekaj, gdy tylko pojawi si problemy. - A co z tob? Co ze mn? - zadaa sobie w duchu pytanie. - Jeli zgin, sprbuj pniej odzyska mj miecz. Wiem, e prosz ci o bardzo wiele, ale jeli ty zadasz czego od lenych elfw, one z pewnoci ci dadz. Nie zawracaabym ci tym gowy, gdyby to nie by dziedziczny miecz. Jego magia bdzie trwaa, pki bdzie potrzebna i pki znajdzie si godny nastpca, by wada ksiycow kling. Gdy wypeni si jego przeznaczenie, przejdzie w stan upienia. A do tamtego odlegego dnia, a moe nawet duej, dodaa w mylach Arilyn, jej duch bdzie w nim uwiziony! - Dziedziczny miecz. A wic masz dzieci? - zapyta Ganamede. Pytanie byo logiczne, ale wstrzsno Arilyn jak cios w brzuch. Nigdy nie zastanawiaa si nad tym konkretnym aspektem posiadania ksiycowego ostrza, poniewa nigdy nie przyszo jej na myl, e mogaby urodzi dziecko. Arilyn zbyt dobrze wiedziaa, co to znaczy by pelfem i nie yczya tego nikomu. Take aden jej potomek nie mgby sta si dziedzicem miecza. Z tego, co wiedziaa, bya jedynym wacicielem ksiycowej klingi w caej historii tych staroytnych mieczy, ktry nie by czystej krwi ksiycowym elfem. Nie byo nawet nikogo z innej szlachetnej elfiej rasy - zotej, zielonej czy morskiej - kto trzymaby w rkach tak bro i przey. Jak szans miaoby jej dziecko, by przej niemy test ksiycowego ostrza? A posiadajc tak wiedz o naturze cienia elfa, jak mogaby skazywa na to innych? Natychmiastowa mier lub wieczna niewola. Nie by to dobry spadek.

Nawet, jeli jej potomstwo wemie do rki miecz i umrze, ta mier nie przywrci jej wolnoci. Ksiycowa klinga, ktr nosia, naleaa do klanu Ksiycowych Kwiatw, a ta linia nie wymrze razem z Arilyn. Bogowie tylko wiedzieli, ile nieznanych krlewskich ciotek, wujw i kuzynw stpao beztrosko po odlegym Evermeet! Ta myl sprawia, e zdaa sobie spraw z drugiej kopotliwej rzeczy: skoro nie miaa wasnych dzieci, musiaa wyznaczy spadkobierc spord krewnych matki. Zrozumiaa wtedy, e zwizki pomidzy ni i ludem Z'beryl s znacznie bardziej skomplikowane ni zwyke pokrewiestwo. - Lamruil - wydusia z siebie, przypominajc sobie imi z dawnych opowieci matki. Ksi Lamruil z Evermeet, modszy syn Amlaruil, a mj wuj. Wyznaczam go na dziedzica miecza. Na Evermeet s drzwi do bramy. Jeli zgin, zadbaj o to, by dosta ksiycow kling. Ganamede spojrza na ni z czysto elfim zachwytem malujcym si na wilczej twarzy. - Jeste z rodu Amlaruil? Dlaczego nigdy o tym nie mwia? Nawet lythari nie byy odporne na urok krlowej, pomylaa gorzko Arilyn. Co w niej byo takiego, e wzbudzao taki szacunek? - Moe nie lubi si chwali - powiedziaa krtko. - Ale chod. Wiedz, e tu jestemy i pewnie zastanawiaj si, co nas zatrzymao. Szli razem kilkaset krokw. Nagle, bez adnego widocznego dla Arilyn powodu, Ganamede zatrzyma si. - Popatrz w gr - poradzi jej cicho. Arilyn zrobia, o co prosi, i stwierdzia, e stoj porodku czego, co wygldao na kwitnc osad. Sama wioska elfw bya cudem. Wysoko na drzewach zbudowano malutkie domki i poczono wiszcymi pomostami. Tak dokadnie zleway si z reszt lasu, e nie mona byo ich dojrze, jeli si nie stano dokadnie porodku i nie popatrzyo prosto do gry, co, jeli nie byo si w towarzystwie lythari, byo tak mao prawdopodobne, jak jedzcy saat troll. A zatem to byy Wysokie Drzewa. Ale wci nie wida byo ladu ich mieszkacw. - Gdzie oni s? - zapytaa cicho. - Wszdzie. Przeczytaj im owiadczenie krlowej - ponagli j. Ale pelfka pokrcia gow. To by plan Amlaruil i zdaniem Arilyn mia mae szanse powodzenia. Propozycja Odejcia bya ostatecznym wyjciem z sytuacji. Ona chciaa uczciwie zapracowa na swoj niezaleno i wykona to wszystko po swojemu.

- Mieszkacy Wysokich Drzew - zawoaa czystym, dwicznym gosem, przemawiajc w jzyku elfw. - Przychodz do was od Amlaruil, pani Evermeet, krlowej wyspy elfw. Czy wysuchacie jej ambasadora? aden odgos nie zwiastowa ich nadejcia, ale nagle las zapeni si czujnymi elfami o ciemnej, miedzianej skrze. Arilyn nie potrafia powiedzie, gdzie byy przed chwil. Ona sama bya uwaana za mistrzyni w zachowywaniu ostronoci, ale ten lud by od niej lepszy. Pochodzi z lasu i stanowi jego cz. Ich stroje byy proste i skpe, uszyte prawie wycznie z darw lasu: opalonych skr, szorstkiego ptna zrobionego z dzikiego lnu, ozdb z pir i koci. Ale w zielonych elfach nie byo nic prymitywnego czy prostackiego. By to stary lud ze starymi tradycjami. Przygldali si Arilyn z czujn obojtnoci, ale wikszo z nich patrzya na Ganamede z zachwytem graniczcym z uwielbieniem. Najprawdopodobniej wikszo z nich miaa okazj po raz pierwszy zobaczy jednego z nieuchwytnych srebrnych cieni. Arilyn podejrzewaa, e opowie o tym spotkaniu bdzie wrd elfw przekazywana z pokolenia na pokolenie. Wysoki elf, ktrego rysy wyday si Arilyn dziwnie znajome, wysun si do przodu dumnie niczym jele. Jak wikszo elfw by lekko ubrany. Czerwonaw skr pomalowan mia w peen zawijasw zielono-brzowy wzr, a ciemne, dugie brzowe wosy nosi splecione w warkocz. - Jestem Rhothomir, Mwca plemienia Wysokich Drzew. Ze wzgldu na lythari, ktry uzna za dobre przyprowadzi ci tutaj, rozwaymy sowa Amlaruil z Evermeet. Rozwa. Ze wzgldu na lythari. Nie byo to specjalnie zachcajce, ale tak naprawd fakt, e ten mczyzna wykazywa pewien brak entuzjazmu dla elfiej krlowej, sprawia Arilyn jak zoliw satysfakcj. Teraz jednak nadesza najtrudniejsza cz. Obyczaj nakazywa, by podaa swoje imi, rd i przedstawia list uwierzytelniajcy. Poniewa waciwie brakowao jej wszystkich trzech, musiaa uy tego, co miaa, zda si na ask elfa i ufa, e wszystko pjdzie dobrze. Arilyn wycigna ksiycow kling, podniosa zamaszycie w gr w gecie pozdrowienia, po czym uklka na jedno kolano przed Mwc. - Jestem Arilyn Ksiycowa Klinga, crka Z'beryl z klanu Ksiycowych Kwiatw powiedziaa, uywajc imienia, ktre jej matka przybraa na wygnaniu. - Jako zaprzysiona wojowniczka, porzuciam wizy rodowe, by nosi imi pochodzce od staroytnego i magicznego miecza, ktry nosz. Na Evermeet dotary wieci o waszych kopotach. W imieniu krlowej Amlaruil ofiarowuj wam swj miecz i ycie, by broni waszego plemienia.

To mwic, pooya ksiycow kling u stp zielonego elfa. Przez dusz chwil Rhothomir przyglda si jej w milczeniu. - Krlowa Evermeet przysya nam jednego wojownika? - Jaka byaby twoja odpowied, gdyby przysaa tysic? - odpara Arilyn. - Jaki mielibycie z tego poytek, gdyby tak wiele stp wydeptao w lesie ciek, dziki ktrej wasi wrogowie mogliby wygodnie trafi tu pod drzwi waszych domw? Z pomoc mojego przyjaciela Ganamede z plemienia Szarego Paszcza, nie zostawiam po sobie adnych widocznych ladw. Chwila ciszy. - Jak na n'telque'tethira poruszasz si cicho - przyzna niechtnie elf, uywajc sowa z jzyka elfw, ktre na Wspln Mow tumaczyo si mniej wicej jako mieszkaniec miasta. Przez nastpn chwil zastanawia si jeszcze, po czym odwrci si. - We swj miecz i opu to miejsce tak cicho, jak przysza. Nie potrzebujemy ani twojej broni, ani ciebie. - Nie. Wrd elfiego zgromadzenia da si sysze pomruk zdziwienia. Najwyraniej taki bezporedni sprzeciw wobec Mwcy nie by czym czstym. Do Rhothomira podesza elfka, czarnymi oczami wpatrujc si w Arilyn i czujnego lythari. - Nie odsyaj ich. Pomyl, Bracie. Gdyby srebrne cienie stany po naszej stronie, moglibymy szybko upora si z ludmi, ktrzy bezczeszcz nasz las! Oczy Arilyn otwary si szeroko. Nigdy nie syszaa tego gosu, ale wydawa jej si znajomy. Nalea do zabjczym, ktra odzywaa si tylko szeptem, tej, ktra uywaa kosmetykw, by przymi poysk skry i by zamieni elfie rysy w egzotyczn urod migdaookiej kobiety z dalekiego wschodu. Jedwabny turban przysania jej uszy tak szpiczaste, jak lisie, a take byszczce kasztanowe wosy, teraz splecione w warkocz. Ostatnie wtpliwoci Arilyn zniky, gdy zobaczya na nagim ramieniu kobiety tatua: stylizowan, zwinn posta polujcej fretki. Harfiarka zrozumiaa te podwjne znaczenie sw elfki: ci, w ktrych yach pyna ludzka krew bezczecili las, ale ze wzgldu na moliwo sojuszu z lythari, Fretka braa pod uwag zaakceptowanie obecnoci Arilyn i dotrzymanie jej tajemnicy. Ale gdyby elfka zdradzia prawdziw natur Arilyn, ksi Lamruil szybko staby si posiadaczem miecza! wito Wysokich Drzew, chocia obecno lythari dodawaa jej chway, zostaaby sprofanowana i naraona na straszliwe ryzyko przez obecno pelfki. Tutejsi mieszkacy

mogliby nawet zaatakowa lythari, ktry przyprowadzi tu intruza, uwaajc go za zdrajc. Niezalenie od tego, jaki bdzie efekt tego spotkania, pomylaa Arilyn, musi zadba, by Ganamede odszed std bezpiecznie. Poniewa Arilyn nadal klczaa, twarz miaa mniej wicej na wysokoci wzroku wilka. Odwrcia si, by spojrze mu prosto w oczy. - Mwco Rhothomirze, posuchaj rady swojej siostry. Poprosiam lythari z plemienia Szarego Paszcza, by przyszli wam z pomoc - powiedziaa, patrzc bagalnym wzrokiem na przyjaciela, by przytakn jej sowom. - Czcigodny Ganamede oddali si teraz, by naradzi si ze swoim ludem, co w tej sytuacji naley zrobi. Lythari popatrzy na ni pytajco. Odpowiedziaa mu bladym umiechem i skinieniem gowy, ktre miao oznacza, e wszystko bdzie w porzdku. Po chwili Ganamede schyli eb. - Zapytam ich - powiedzia cicho, ale w oczach malowao mu si gbokie zdziwienie. Odwrci si i bezgonie da susa w las. Arilyn wydaa z siebie ciche, dugie westchnienie ulgi. Nienawidzia oszukiwa przyjaci. Na szczcie Ganamede najwyraniej wzi na powanie jej prob. By zawiedziony, e nie zrozumiaa natury ludu lythari. Pomimo to na pewno speni, o co prosia, chocia wiedzia, jaka bdzie odpowied jego plemienia. To lepsze ni tumaczenie mu, w jak trudnej sytuacji si znalaza. Gdy tylko Ganamede znalaz si poza zasigiem wzroku, Arilyn podniosa miecz i wstaa. Jej wzrok pad na przygldajc si jej uwanie Fretk. Jeli istniaa jeszcze jakakolwiek nadzieja na porozumienie z zielonymi elfami, to leaa wanie w tej kobiecie. - Mog ofiarowa co wicej ni prawdopodobny sojusz z lythari. Wikszo z was nie walczya z ludmi. Ja tak. Znam ich zwyczaje, ich wiat, ich metody postpowania. - Jest co w tym, co mwisz - przyzna Rhothomir. Odwrci si do siostry. - Jeste straniczk tradycji. O ludziach i elfach yjcych poza lasem wiesz wicej ni wikszo z nas. Jakie jest twoje zdanie? - Chc porozmawia z ni na osobnoci - powiedziaa Fretka. - S rzeczy, ktrych powinnimy dowiedzie si o niej i o mieczu, ktry nosi. Wszyscy syszelimy opowieci o takich ostrzach. Moe ta ksiycowa klinga zostaa wanie stworzona do takiego zadania. - Przyjmowanie obcych niesie ogromne ryzyko - powiedzia Mwca. - I rozwaymy to ryzyko oraz ewentualne korzyci. Pozwl mi porozmawia z t... ksiycow elfk i oceni, czy to, co proponuje jest czego warte.

Zastanowiwszy si chwil, Rhothomir wyrazi zgod. Fretka podesza do potnego dbu i pocigna za jeden z pdw winoroli, ktra porastaa pie. Z jednego z pooonych w konarach drzew rozwina si i opada duga drabina. Zwinnym, niecierpliwym gestem elfka pokazaa Arilyn, by wdrapaa si na gr. Z idc tu za jej plecami Fretk, pelfka wspia si na oszaamiajco wysokie drzewo. Mieszkanko byo mae i raczej puste: za ko suya skra niedwiedzia; kilka sporych glinianych garnkw miecio gar osobistych drobiazgw, a na kokach wisiao troch ubra. Elfka zaprosia Arilyn, by usiada na posaniu, a sama usadowia si na pododze tak daleko, jak pozwalay na to niewielkie wymiary pokoju. - Jak to si stao, e poznaa srebrnego cienia? - zapytaa Fretka. - Jestemy przyjacimi od dziecka. Wyswobodziam go z wnykw. - W Tethirze? - Nie. Na Wzgrzach Szarego Paszcza, pooonych na pnocy, wiele dni drogi std. Plemi Ganamede wzio swoj nazw od tego miejsca, a moe na odwrt. Lythari mog pokonywa ogromne odlegoci w sposb, ktry nawet elfowi moe wydawa si magiczny dodaa Arilyn, ubiegajc kolejne pytanie elfki. Wzrok Fretki przesun si na bro przyczepion do boku Arilyn. - Jak to si stao, e nosisz jeden z tych mieczy? On jest ywy, widziaam jego magiczn powiat podczas naszej walki w pokoju Harfiarza! - Tak. To bya bardzo przekonywujca scena mierci - dodaa oschle Arilyn. - A co do miecza, sta si moj wasnoci jak kada tego typu bro. Odziedziczyam go po mojej matce Z'beryl. - Ale jak to moliwe? Nigdy aden taki miecz nie zosta uyty do zych celw! - Ten rwnie - powiedziaa mikko Arilyn. - Nie moe przela niewinnej krwi. Jeli chcesz sprawdzi to w walce, chtnie ci to umoliwi. Zapado pene napicia milczenie. - Kim ty jeste? - powiedziaa w kocu Fretka. - Pelfi zabjczyni czy szlachetn elfi wojowniczk? - A kim ty jeste? - odpara Arilyn. - Kiedy ostatnio si widziaymy bya jedn z grupy trzech zabjcw, ktrzy wyprawili si, by zamordowa niewinnego czowieka dla kilku zotych monet. Fretka pochylia si do przodu. - Znasz Harfiarza? Gdzie on jest? - Daleko poza twoim zasigiem - powiedziaa zimno Arilyn.

Elfka przez kilka chwil przygldaa si Arilyn z zastanowieniem, po czym na twarzy pojawi jej si may, drwicy umieszek. - No, no. P-kobieta nie jest tak zimn ryb, na jak wyglda! Ten Harfiarz, ten czowiek, kim on dla ciebie jest? - Nie widz powodu, dla ktrego miaoby ci to interesowa. - Ale mimo to interesuje. Tak si skada, e mojemu ludowi przydaby si kto taki jak Harfiarz. Nawet, jeli zdoamy wyprze ludzi z lasu, co powstrzyma ich przed powrotem? Nie, ta sprawa jest bardziej skomplikowana. Plemi potrzebuje kogo, kto wytropi czowieka, ktry za tym stoi. - I tego miaa nadziej dokona w Zazesspurze? Mordujc kupieckich konkurentw i niewierne kochanki ludzi, ktrych sta byo na twoje usugi? Fretka nie speszya si wcale. - Tych i innych, ktrych sama wybraam - powiedziaa szczerze. - Pracowaam dla siebie i dla dobra moich braci. Zabijaam tych, ktrych uwaaam za wrogw. Dwie kobiety przyglday si sobie w milczeniu przez dusz chwil. - Jest troch prawdy w tym, co mwisz - przyznaa Arilyn. - Dziej si tu rzeczy, ktre trzeba dokadnie wyjani. Gdyby Danilo nie musia ucieka z Zazesspuru, on i ja moglibymy pracowa razem - on pord ludzi, ja wrd elfw. Znajd przyczyn waszych kopotw, ale poszukiwania musz prowadzi take w lesie. - Wic take jeste Harfiarzem - powiedziaa w zamyleniu Fretka. - To wiele wyjania. Czy sdzisz, e to, co mwi si o elfach jest prawd? - zapytaa gwatownie zmieniajc ton. - Musz to sprawdzi - odpowiedziaa prosto Arilyn. - Moe si okaza, e we wszystkich wypadkach twj lud zosta sprowokowany, ale musisz zrozumie, e takie ataki, niezalenie czy zmylone, czy prawdziwe, mog przynie lenym elfom jeszcze wicej problemw. Podniosa do, by uciszy gniewn odpowied, ktr najwyraniej szykowaa Fretka. - Mwia o wyparciu z lasu ludzkich intruzw. Musz take wzi w tym udzia. To bdzie pierwszy krok: zatrzyma ich, po czym pody ich ladem. Jeli zawizano przeciw elfom spisek, dotrzemy do jego twrcw. Fretka zastanowia si. - Skoro jeste Harfiarzem, dlaczego podajesz si za ambasadora Evermeet? Arilyn wyja z torby kopi pisma krlowej i pooya na pododze przed oczami zielonej elfki. Fretka podniosa pergamin i zacza powoli czyta.

- Krlowa Evermeet sdzi, e odejdziemy? - powiedziaa pogardliwie Fretka. - A Harfiarze uwaaj, e powinnicie zawrze kompromis z mieszkacami Tethyru dodaa podobnym tonem Arilyn. - Wiem, e adne z tych rozwiza nie jest dobre dla lenych plemion; jednak jestem zobowizana dziaa jednoczenie w imieniu Amlaruil i Harfiarzy. Jeli dacie mi szans, wierz, e uda mi si znale lepsze wyjcie z sytuacji. Powiedziaam ci ju, jak zamierzam to zrobi. Fretka odrzucia na bok krlewski pergamin i spytaa niedbale: - Powiedz mi jeszcze jedn rzecz: czy domylasz si, jak zareaguj inni, gdy powiem im o twojej prawdziwej naturze? - Wyznaczyam dziedzica mojego miecza - odpara prosto Arilyn. Ta odpowied wywoaa na twarzy zielonej elfki nieznaczny umiech. - Bardzo dobrze. Na razie dotrzymam twojej tajemnicy. Zrb, co moesz, Harfiarko i pelfko, i wiedz, e jeli dobrze bdziesz suy mojemu ludowi, bd walczy u twego boku. Arilyn skina gow na znak, e przyjmuje sowa Fretki i zawart w nich grob. W kadej chwili elfia zabjczyni moe j zdradzi albo, co bardziej prawdopodobne, zabi. Lekkie skrzypnicie drzwi uniemoliwio Arilyn jakkolwiek odpowied. Obie kobiety odwrciy si w stron, z ktrej dochodzi dwik. Do pokoju zajrzaa moda zielona efka o lnicych czarnych wosach i niespokojnych ciemnych oczach. - Jeste potrzebna, Fretko - powiedziaa szybko. - Przynosz wieci o bitwie; sytuacja jest tragiczna. Ludzie przynieli do lasu magi. Zapali kilku naszych i zmusili nas do bezporedniego starcia. Sytuacja jest rozpaczliwa. Fretka skoczya na rwne nogi i chwycia wiszcy na cianie koczan czarnych strza. Z jednego z glinianych garnkw wyja jeszcze gar ostrzy i wrczya je Arilyn, ktra take podniosa si z podogi. - Masz okazj udowodni, e jeste potrzebna mojemu ludowi, wczeniej, ni si spodziewaa. Wiedz, e jeden czowiek mniej nie czyni mi rnicy - powiedziaa zimno. - Zrozumiaam - przytakna Arilyn. Wzia strzay i podya w d za zwinnymi elfkami. Zebrao si tam jakie czterdzieci elfw. Pozostali, czyli dzieci i starcy, ukryli si gdzie na drzewach. Arilyn przebiega wzrokiem po wojownikach, zwracajc uwag na bro i zwierzce symbole wytatuowane na ramionach. Owe znaki miay nie tylko dodawa otuchy w walce, ale mwiy te wiele o umiejtnociach i charakterze poszczeglnych osb.

- Mam w torbie kilka elaznych, kutych, krtkich mieczy i sztyletw. Ty jeste silnym myliwym, ty te, i tamte dwie kobiety stojce razem - powiedziaa wyjmujc bro i rzucajc na ziemi. Elfy, ktre wskazaa, przyglday si broni z zainteresowaniem, ale rzucay pytajce spojrzenia w stron Rhothomira. - Co wiesz o ludzkiej magii? - zapyta Arilyn. - Nic dobrego. Rzucia odpowied szybciej, nim zdya zastanowi si nad jej skutkiem. Lecz jej sowa wywoay tylko ponure zdziwienie na twarzy elfiego dowdcy. - Ale miaa okazj stawi jej czoa w walce? - Wiele razy. Rhothomir zwrci si do zebranych wojownikw. - Fretka podja decyzj. Dodaj do tego moj: ksiycowa elfka bdzie dowodzi w tej bitwie. Wecie miecze. Arilyn przyja rozkaz nieznacznym skinieniem gowy, po czym odezwaa si do kruczowosej elfki, ktra przyniosa wieci o walce. - Daleko? - Dwie godziny biegu, moe mniej. I Arilyn zacza biec, skaczc niczym zajc przez gste chaszcze. Reszta pucia si za ni, nie powicajc swojemu nowemu dowdcy wicej ni chwil uwagi. Zreszt Arilyn nie sdzia, e zachowaj si inaczej. Przez wikszo ycia pracowaa sama, ale obserwujc jednych z najlepszych wodzw Pnocy nauczya si wiele. W niektrych chwilach najlepsze, co mona byo zrobi, to zamkn usta i pj za dowdc. Tak te postpia, biegnc tak lekko jak zielony elf ku czemu, co jak podejrzewaa, byo pierwsz z wielu takich bitew.

Rozdzia trzynasty
Dobiegajcy z daleka szczk broni i krzyk rannych poganiay zielone elfy do szybszego biegu. Zgodnie z obietnic Fretka podaa krok w krok za Arilyn, biegnc tak cicho jak cie. Harfiarka robia wszystko, by nie zwraca uwagi na zagroenie, jakie stanowia dla niej elfka i by skoncentrowa si na czekajcej j bitwie. Odgosy dochodzce z lecej przed nimi doliny - brzk stali, jki i okrzyki blu, ohydne, pene nienawici przeklestwa rzucane przez ludzi - zapowiaday, e walka bdzie trudna i okropna. Arilyn zatrzymaa si kilkaset jardw od pola bitwy, dokadnie w chwili, gdy pierwszy wojownik z Wysokich Drzew zdoa zaoy na ciciw strza i posa j tam, gdzie toczy si najbardziej zacity bj. Nim jedno ostrze zdyo dolecie do celu, elfi ucznik posa kolejne. Obydwie strzay wybuchy biaym wiatem tu przed miejscem, gdzie miay uderzy. - Nie strzela! - krzykna Arilyn, wycigajc rk w stron kolejnych gotowych ucznikw, bowiem ju przynajmniej sze innych elfw miao nacignite ciciwy i strzay przygotowane do lotu. Co w tonie jej gosu i spojrzeniu sprawio, e usuchali. Na oczach przeraonych elfw w stron pierwszego strzelca wrcia z sykiem podwjna byskawica magicznego wiata. Mczyzn otoczy biay ogie. Wok jego postaci zajaniaa wietlista aureola, po czym wojownik znikn, zostawiajc po sobie tylko gar czarnego popiou. - Jest z nimi halruaaski czarodziej - oznajmia ponuro Rhothomirowi i czujnej Fretce. - To niedobrze. Harfiarka szybkim spojrzeniem omiota pole bitwy. Bya to niewielka polana, osonita otaczajc j gstwin ogromnych drzew i zapeniona walczcymi w bezporednim starciu ludmi i elfami. Od chwili, gdy do Wysokich Drzew dotara wiadomo o starciu, miny ju ponad dwie godziny i wszystko wskazywao na to, e od tamtej chwili walka trwaa nieprzerwanie. Ziemia bya stratowana i nasiknita krwi - tylko nielicznym wojownikom udao si unikn ran. Na samym rodku stao stoczonych pi czy sze elfw, uwizionych w trzymajcych im stopy puapkach. To, pomylaa Arilyn, bya przynta, ktra skonia elfy do otwartej walki. Pilnowao ich piciu ludzi, trzech uzbrojonych w miecze i jeden ucznik.

Pity, jedyny, ktry nie mia broni, musia by czarodziejem. Zbroja, ktr mia na sobie, speniaa funkcj raczej dekoracyjn ni ochronn. Dziwaczny zestaw - nabijana metalem skra wzmocniona elaznymi naramiennikami, napiernikiem i oson na krocze - moga by tylko dzieem wyobrani jakiego halruaaskiego rzemielnika. Wok tej grupy, tyem do zakadnikw stali dobrze wywiczeni najemnicy z mieczami w rkach. Zatrzymywali oni elfy, ktre rozpaczliwie prboway przebi si do swoich braci. Samotny ucznik, stojcy w rodku by w stanie trafi kadego, ktry pokonaby zewntrzn barier. Arilyn zerkna na ziemi porodku pola bitwy. Nie leay tam adne elfie strzay. Take nikt z ludzi nie zosta raniony t broni. Najwyraniej elfi ucznik, ktry wanie znikn pochonity przez magiczny ogie nie by pierwszym, ktrego spotka taki los. Czarodziej mg rzuca tak potny czar ograniczon ilo razy. Ten czowiek mia zapewne jaki sposb na gromadzenie ogniowych czarw albo na stworzenie wok siebie ochronnej sfery. Takie rzeczy nie byy czsto spotykane, nawet w bogatym w magi Halruaa, nie byy te jednak jak szczegln rzadkoci. Arilyn szybko przemylaa problem, po czym zwrcia si do stoczonych za jej plecami elfw. - Kto z was jest najlepszym ucznikiem? - zapytaa Rhothomira. Mwca wskaza ukiem na jednego z wojownikw - mczyzn wyszego ni wikszo zielonych elfw i wyrniajcego si jesienn barw wosw. - Lisi Ogie. Nasz dowdca. Nikt nie moe si z nim rwna. - Zawoaj go - powiedziaa krtko. Rhothomir podnis do ust jedn rk i wyda z siebie wysoki, przenikliwy okrzyk, podobny do gosu polujcego ora. Czerwonowosy elf zamar, zawaha si, po czym wycofa si z walki. Odwrci si i pobieg w stron czekajcych elfw. Oczy otwary mu si szeroko ze zdumienia, gdy dostrzeg ksiycow elfk. - Ile strza potrafisz posa w przecigu jednego oddechu? - spytaa. - Trzy? Cztery? - Sze - odpowiedzia szybko. Arilyn umiechna si. - To za duo. Cztery wystarcz mi zupenie. A oto, co masz zrobi: wystrzel cztery strzay prosto w czarodzieja, po czym uskocz w bok. Ogie, ktry ja zawrc zajmie go na chwil i odcignie kilku ludzi, ktrzy strzeg waszych braci. - Ale jak... Zanim elf zdy zada pytanie, Arilyn daa mu odpowied. Wycigna byszczc ksiycow kling i machna ni w stron twarzy mczyzny. Odsun si instynktownie i

podnis sztylet, by odparowa cios. Zbyt wolno. Arilyn zakoczya cicie, odwrcia miecz i wytrcia mu z rki n jednym, zamaszystym uderzeniem. Gdy skoczya, podesza bliej i podniosa do oczu elfa may przedmiot. Byo to pirko, jedno z tych, ktre jeszcze przed chwil wisiay przyczepione do opaski na wosach mczyzny. - Szybki miecz - wyjania. - Cztery strzay - zgodzi si Lisi Ogie. W jego oczach wida byo zdumiony podziw i powracajc nadziej. - Plan jest taki - powiedziaa szybko Arilyn, zwracajc si do pozostaych. - Uwaga Halruaaczyka zostanie odwrcona, ale tylko na chwil. Zamierzam go zaatakowa. Gdy tylko rusz, musicie zrobi dwie rzeczy: utorowa mi drog przez krg i usu ze rodka ucznika i wszystkich stojcych jeszcze stranikw. Jasne? Lisi Ogie wybra czterech wojownikw. - Trzymajcie uki w pogotowiu. Celujcie w ludzi, ktrzy walcz z Xanotterem i Sokolic, potem strzelajcie w stranikw. Powiedzcie, w kogo bdziecie mierzy. Elfy szybko opisay swoje ofiary, po czym odwrciy si, bacznie ledzc poczynania ksiycowej elfki. Podniecenie dowdcy wydawao si zaraliwe. Najwyraniej skoro Lisi Ogie chcia postpi zgodnie z poleceniami nieznajomej, oni take nie wzbraniali si przed tym. - Kilku wojownikw powinno pj za mn przez wyom w krgu - cigna Arilyn. Postarajcie si, by toczca si wewntrz walka przesza na zewntrz. Wycignijcie ich ze rodka. - Zostaniemy otoczeni! - powiedziaa podejrzliwie Fretka. - Trzeba raczej zauway, e dziki temu ludzie wystawi si plecami do naszych strzelcw. - poprawi j z umiechem Lisi Ogie, po czym z pogodn twarz odwrci si do Arilyn i wyj cztery czarne strzay. - Jestem gotowy. Moemy zaczyna. Harfiarka skina i uniosa w pogotowiu ksiycow kling. Lisi Ogie przyklkn przed ni na jedno kolano i nacign ciciw, szykujc si do pierwszego strzau. W stron halruaaskiego czarodzieja pomkna czarna byskawica, za ni kolejna, a potem jeszcze dwie. Wszystko stao si szybciej, ni Arilyn sdzia, e to moliwe. Strzay wybuchy ogniem tu przed czarodziejem. Gdy Lisi Ogie uskoczy na bok, Arilyn zacisna zby i przygotowaa si na odparcie pierwszej syczcej struki mocy. Czarna byskawica przesza w bia - przemiana nastpia tak szybko, e trudno byo j dostrzec. Ksiycowa klinga rozbysa ostrym bkitnym wiatem, gdy pierwszy magiczny strumie poszybowa w stron swojego twrcy. Arilyn zrcznie, jeden po drugim odparowaa

strzay, w ostatnim momencie uderzajc w ogniste smugi i posyajc je migoczce w stron zdumionego czarodzieja. Zaraz potem Arilyn zacza biec w kierunku ludzi, ktrych wskaza Lisi Ogie. Syszaa wist strza wypuszczanych przez elfy i przelatujcych tak blisko, e moga ich niemal dotkn. Jeden z onierzy, wysoki mczyzna o ohydnie okaleczonej twarzy i nasiknitej krwi brodzie, upuci miecz i chwyci rkoma dwie strzay, ktre nagle utkwiy mu w gardle. Najemnik upad na twarz. Arilyn przeskoczya przez jego bezwadne cielsko i z wycignitym mieczem rzucia si na Halruaaczyka. Czarodziej otoczony by blaskiem swojego wasnego ognia, ale ten sam amulet, ktry chroni go przed strzaami, broni go rwnie przed pomieniami. Biae byskawice rozpaliy jedynie magiczn oson. Tkwic w byszczcej kuli, czarodziej zacz rzuca jeszcze jeden czar. Arilyn nie baa si ognia. Jedn ze staroytnych mocy jej miecza bya odporno na pomienie. Ksiycowa klinga zanurzya si w magicznym blasku i w gr ostrza powdrowaa biaa byskawica, zatrzymujc si na byszczcym ksiycowym kamieniu na rkojeci. Arilyn nie czua blu, ale w gbi serca zacza czu niepokj. Miecz nie przebija wietlistej osony. Zamachna si z caej siy ksiycow kling i w kocu udao jej si rozdzieli zoone donie czarodzieja i przerwa jaki okropny czar, ktry mag zamierza rzuci na elfy. Spogldajc gniewnie, czarodziej chwyci wasny miecz i rzuci si na Harfiark. Jednak jego bro take nie przesza przez byszczc kul. Najwyraniej osona nie przepuszczaa nic za wyjtkiem magii. Niestety Arilyn ni nie wadaa. Zauwaya jednak jak miecz mczyzny wypchn ognist lini w jej stron. Przyszed jej do gowy pomys - wariacja na temat najbardziej podstawowej i brudnej sztuczki uywanej przez zabijakw z ciemnych dzielnic miast. Byo to dobre, pomylaa cierpko, bowiem nikt nie mg spodziewa si takiego ataku ze strony szlachetnej ksiycowej elfki, na ktr wygldaa. Rzucia si do przodu z uniesionym do gry mieczem. Czarodziej odparowa cios. Posypay si iskry, chocia ostrza dalekie byy od zetknicia. Arilyn zaatakowaa jeszcze raz i jeszcze raz, cay czas mierzc wzrokiem odlego, ktra dzielia miecz czarodzieja i punkt w ktrym jej bro uderzaa o magiczn oson. Wygldao na to, e z kadym ciosem staje si ona mniejsza, a ogie przygasa. To oznaczao, e ostami cios, ktry zamierzaa zada, nie bdzie miertelny. Pomimo to Arilyn bya skonna si zaoy, e wykluczy czarodzieja z dziaa na duszy czas.

Trzymajc ksiycow kling mocno w obu doniach, Arilyn skoczya wysoko, zahaczajc spowity ogniem miecz czarodzieja i podrzucajc mu w gr rk. Nastpnie skierowaa bro gwatownie w d, okrcajc si w locie. Ostrze ksiycowej klingi zaryo si w ziemi. Arilyn podskoczya, kopic silnie w jedn stron i odpychajc si od unieruchomionego miecza. Mierzya dokadnie w metalow oson na krocze i byo to dobre posunicie. Chocia ognista tarcza uniemoliwia bezporednie zetknicie ze zbroj mczyzny, przenikliwy wrzask czowieka wiadczy o tym, e cel zosta osignity. Arilyn podniosa si na nogi i wyrwaa z ziemi miecz, mrugajc w ciemnoci, ktra nastpia wraz ze znikniciem czarodziejskiej osony. Najwyraniej gwatowny przypyw blu wystarczajco rozproszy uwag mczyzny, by znikna magiczna tarcza. Czarodziej skaka i wy, miotajc si i nie mogc zdecydowa, czy zdj gorc zbroj, parzc sobie przy tym potrzebne do wadania magi palce, czy zostawi oson tam, gdzie bya i cierpie nieco bardziej osobiste katusze. W kocu przewayo to pierwsze i magia zesza na dalszy plan. - Wystarczy - wymruczaa Arilyn, odwracajc si, by przyjrze si bitwie. Czarodziej w panice zrzuci z siebie rozgrzany metal i uciek, potykajc si, w las. Nie zatrzymywaa go. Dzi nie rzuci ju adnego czaru, a elfy musiay teraz stawi czoa innemu niebezpieczestwu. Jeden z nich, kobieta, ktra bya prawie dzieckiem, walczya z czowiekiem, ktry by spokojnie cztery razy od niej wikszy. Dziewczyna przewyszaa go zwinnoci i wytrzymaoci - tunika mczyzny bya mokra od potu, a najemnik oddycha ciko - ale ustpowaa przeciwnikowi si i dowiadczeniem, a take, co w tym kluczowym momencie byo najwaniejsze, jej bro miaa znacznie mniejszy zasig. W tej samej chwili, gdy Arilyn odwrcia si w stron walczcych, onierz rzuci si na elfk mierzc w gardo, a w tym samym momencie dziewczyna chciaa zada mu cios w brzuch. Ona miaa sztylet, on trzyma w doni dugi na ptora okcia miecz, ktrym mg j rozpata, nim zdoaaby go dotkn. Arilyn skoczya i wepchna miecz pomidzy walczcych, zahaczajc o dusze ostrze i popychajc je w gr. Elfie dziecko uskoczyo instynktownie, ale nie zaniechao ataku. Sztylet zagbi si w brzuch czowieka. Dziewczyna wyrwaa go i odwrcia si, by stawi czoa nastpnemu najemnikowi, zostawiajc mczyzn Arilyn, by dobia go lub pozwolia mu umrze powoli. Zielone elfy, jak zauwaya Harfiarka, nie miay zamiaru bra zakadnikw.

W tym samym momencie, gdy o tym pomylaa, kilku ludzi wyrwao si z krgu i rzucio do ucieczki. Jeden z nich zatrzyma si nagle. Gowa poleciaa mu w ty i ramiona rozpostary. W plecach tkwi mu pk strza. - Lisi Ogie! Nie! Pozwlcie im odej! - krzykna Arilyn odwracajc si w stron dwch kolejnych przeciwnikw. Elf zawaha si, po czym do uszu Harfiarki dobiega przenikliwa, podobna do ptasiego skrzeku komenda, ktra powstrzymywaa dne zemsty elfy. Arilyn pchna jednego z ludzi kocem miecza, odcigajc go od rannej i wyczerpanej elfki, z ktr walczy. Mczyzna obrci si i dwukrotnie wykona gwatowne pchnicie. Tropiciel, zauwaya ze wstrtem Arilyn, dostrzegajc bysk naszyjnika z wisiorkiem w ksztacie jednoroca, symbolu bogini Mielikki. Niewielu ludzi szanowaa rwnie mocno jak tropicieli i nikogo tak nienawidzia, jak tej garstki wspaniaych lenych wojownikw, ktrzy porzucili waciw im drog. Ten czowiek walczy jak mieszkacy Dolin - pojedynczym mieczem, atakujc szybko i agresywnie. Arilyn musiaa si cofn o krok, prowokujc kolejny atak. Nie odpara go jednak, a uskoczya w ty. Nagy i nieoczekiwany brak podparcia sprawi, e mczyzna straci na chwil rwnowag. To wystarczyo. Arilyn obrcia si momentalnie, schodzc z linii ciosu. Balansujc na jednej nodze, zamachna si mieczem, mierzc w plecy przeciwnika. Zadaa silny cios z wysoka, uderzajc w kark czowieka. Ksiycowa klinga przecia koci i minie, jednym pocigniciem pozbawiajc niewiernego tropiciela gowy. - Przeka moje uszanowanie Mielikki - wymruczaa ponuro Arilyn, po czym odwrcia si, by znale kolejnego przeciwnika. Nie byo adnego. Wszdzie wok niej elfy opatryway rannych, czyciy bro, zbieray zuyte strzay. W czarnych oczach Fretki byszcza jednak cigle wojenny zapa. Naskoczya na Arilyn jak polujcy jastrzb. - Dlaczego pozwolia im odej? Co to za podstp? Oni tu wrc. S zbyt blisko Wysokich Drzew! - Musieli odej - powiedziaa spokojnie Arilyn, pochylajc si, by obetrze miecz z krwi byego tropiciela. - W przeciwnym razie, skd bymy wiedzieli, komu su? Elfy po raz kolejny spojrzay na Lisiego Ognia. Skin gow, nie po raz pierwszy odrywajc oczy od ksiycowej elfki. - To dobra rada. Faunalyn, Wistari, pjdziecie za nimi i przekaecie nam, co zobaczycie.

Dwaj zwiadowcy ruszyli natychmiast. Lisi Ogie podszed do Arilyn i poda jej do. Przyja j i pozwolia pomc sobie wsta. - Modliem si do Seldarinw o pomoc i moje proby zostay wysuchane - powiedzia z umiechem. - Tylko jeden bg, patron lasu, mg tak wspaniale odpowiedzie na moje bagania. Jeste zapewne wysanniczk Rillifane'a Rallithila! - Raczej Amlaruil Ksiycowy Kwiat. Nie eby bya midzy nimi jaka istotna rnica - powiedziaa oschle Arilyn i cofna rk. Ku jej zdumieniu lekcewaca uwaga wywoaa umiech na brzowawej twarzy zielonego elfa. Spodobao jej si to. Mczyzna umia zachowa spokj i zdrowy rozsdek w walce, a jednoczenie byo w nim ciepo tak rzadko spotykane u powcigliwych i nietowarzyskich elfw. Patrzc na Lisiego Ognia chodzcego po polu bitwy, Arilyn zrozumiaa, dlaczego ten elf by dowdc. Posiada naturaln charyzm, roztacza wok siebie zaraliwe poczucie pewnoci siebie i siy. Szanowali go, to byo jasne, ale byo w tym jeszcze co wicej. Harfiarka zauwaya, e Lisi Ogie mia dar pokazywania kademu, z kim pracowa, e jest on kim jedynym w swoim rodzaju i niezastpionym. Pozdrowi mod elfk przyjtym wrd wojownikw gestem, ktry, jak Arilyn przypuszczaa, sprawi dzielnemu dziecku wicej radoci ni jakakolwiek pochwaa. Pozwala te kademu elfowi zajmowa si tym, do czego on czy ona najlepiej pasowali, ograniczajc przy tym rozkazy jedynie do niezbdnych. Moda kobieta, ta ktra powiadomia o bitwie Arilyn i Fretk, bya najwyraniej jakim medykiem. Biegaa od jednego rannego do drugiego, ogldajc rany i wydajc polecenia, jak naley je opatrzy. Wygldao na to, e Lisi Ogie prawie nie potrzebowa uywa swojego autorytetu czy pozycji. To, co miao zosta zrobione, byo robione najlepiej jak si dao. To wystarczao. Wystarczao? To byo znacznie wicej ni osigao wikszo dowdcw, zauwaya Arilyn z rosncym podziwem. Nieco pniej, gdy opatrzono rannych i sporzdzono nosze ze skr i kijw, by przenie tych, ktrzy nie mogli i o wasnych siach, wojownicy wyruszyli do Wysokich Drzew. Pomimo sukcesu, jaki odniosa, elfy zachowyway si wobec Arilyn nieufnie. Syszaa, jak szepcz midzy sob, wyjaniajc jej obecno tym, ktrzy nie widzieli jej przybycia i zauwaya z przeksem, e czsto pada w tych rozmowach sowo lythari. Po chwili Lisi Ogie zbliy si do Arilyn. Chocia wydawao si, e nie podziela on nieufnoci swoich braci, jasne byo, e jest jej wiadomy. - Twoje metody s dla nas dziwne, a nasz lud powoli przyzwyczaja si do tego, co nowe - powiedzia cicho. - Ale z czasem uznaj ci za dowdc.

- Nie dowdc. Doradc. Oni id za tob. Elf zastanowi si, po czym przytakn skinieniem gowy, najwyraniej dostrzegajc suszno jej sw. - Skd wiedziaa, co robi podczas bitwy? - Znam tych ludzi. Nie tych konkretnych - zapewnia - ale im podobnych. - Jeste wojownikiem z Evermeet. Skd, wic znasz zwyczaje ludzi? - zapyta. Arilyn nie bya gadatliwa, ale poczua, e nie ma nic przeciwko takiej rozmowie. W przeciwiestwie do pyta Fretki, te nie kryy w sobie oskarenia, ale prawdziwe zainteresowanie. - Mj klan pochodzi z Evermeet, ale ja mieszkaam cae ycie na kontynencie. - Ale wypeniasz misj zlecon przez wadczyni Evermeet. Twoje oddanie krlowej Amlaruil musi by rzeczywicie wielkie - powiedzia z powag w gosie. Jednak Arilyn zauwaya niky bysk w jego oczach, ktry wiadczy, e sowa te s artem. Nie uszo jej uwadze take subtelne pytanie, ktre leao za tym stwierdzeniem. Nie odpowiedziaa od razu, bowiem nic, co przychodzio jej na myl, nie zabrzmiaoby prawdziwie. Ktem oka dostrzega Fretk, ktra sza za ni jak cie - na tyle daleko, by unikn podejrze, ale na tyle blisko, by przyj z pomoc dowdcy swojego plemienia, gdyby Arilyn podniosa na niego zdradzieckie ostrze. Przypomniaa sobie co, co Fretka powiedziaa jej wczeniej tego dnia, gdy nieoczekiwanie wstawia si za pelfk. - Mam zobowizanie wobec elfw i od dawna staram si je spaci. To zadanie zostao jednak naoone na mnie ze wzgldu na miecz, ktry nosz. To kwestia przeznaczenia powiedziaa cicho. Bya to prawda - fakt, e chciaa unikn przeznaczonego jej losu by jednym ze szczegw, ktrych lepiej byo nie porusza. Lisi Ogie przyj jej wyjanienie bez dalszych pyta. Wskaza na korony drzew i smuki dymu wijce si ku gwiazdom. - Wysokie Drzewa - powiedzia z cich radoci. W tych sowach zawarte byo wicej, ni Arilyn potrafia wyjani, wicej ni kiedykolwiek dowiadczya. Nigdy nie nazwaa jakiego miejsca domem w takim znaczeniu, w jakim jednym sowem wyrazi to Lisi Ogie: miejscem, do ktrego si naleao, gdzie koczyo si kad wdrwk i koio tsknot. To by cudowny powrt do domu. Elfy, ktre zostay w osadzie, wyszy na spotkanie swoich wojownikw, witajc ich z wylewnoci, ktra zadziwiaby kadego, kto uwaa ten lud za zimny i powcigliwy. Midzy sob, w zaciszu Wysokich Drzew, zielone elfy okazyway sobie ciepo, ktre zdumiewao Arilyn.

Najpierw opatrzono rannych i nakarmiono wojownikw; potem cae plemi zabrao si do witowania. Ci, ktrzy mogli, taczyli do rytmicznych dwikw pokrytego skr bbna i zawodzcej muzyki fletni. Z rk do rk przekazywano sobie bukaki z mocnym, ale mylco sodkim winem z lenych jagd. W kocu zabawa staa si spokojniejsza. Rhothomir przywoa gawdziarza, by opowiedzia histori bitwy. Ku zdumieniu Arilyn, na rodek wysza Fretka. Arilyn nadal nie moga si przyzwyczai do jej niskiego i dwicznego gosu, bowiem w Zazesspurze kobieta mwia wycznie szeptem. Ale mio elfki do opowieci i oddanie, z jakim penia swoj rol, stay si szybko oczywiste. Fretka opowiedziaa o walce, nie oszczdzajc bolesnych szczegw, chocia Harfiarce wydao si dziwne, e nie podaa imion tych, ktrzy polegli. Nie pomina take zasug Arilyn. Bya to uczciwa i wywaona relacja, przedstawiona z talentem, ktrego pozazdroci mgby niejeden bard. Widzc zaskoczenie Arilyn, Lisi Ogie nachyli si jej do ucha. - Czas na aob nadejdzie ze witem, a moe dzie pniej, a moe wcale. Duchy zielonych elfw ocigaj si z opuszczeniem lenego domu. Tych za, ktrzy przebywaj jeszcze wrd nas, nie uwaamy za utraconych. Arilyn po prostu skina gow, majc nadziej, e jej milczenie bdzie odebrane rczej jako wyraz szacunku ni kompletny brak zainteresowania. ycie po mierci nie byo spraw, ktr chciaaby omawia. Na szczcie Fretka wanie kaniaa si i zaczynaa kolejn opowie. - W czasach, ktrych nie pamita nikt z tu zebranych, nasz lud mieszka w lesie zupenie innym od tego, ktry teraz nazywamy domem - zacza. - Nazywa si Cormanthor, a w jego cieniu kwito krlestwo elfw tak potne i cudowne, e wspanialszego prno by szuka. Ale nawet wtedy elfy czuy ju nadchodzcy zmierzch. wiat si zmieni i Cormanthor upad. - Ci, ktrzy przeyli zmuszeni byli do ucieczki. Wielu schronio si na Evermeet, ale byy plemiona zielonych elfw, ktre przez szacunek dla pamici o pierwszym elfim domu nie opuciy Faerunu. Rozproszyy si one po caej krainie, niosc ze sob sadzonki ze witego lasu, dzieci klonw, dbw i wizw. yjemy dzi wrd tych drzew, wnukw Cormanthoru. - Nie tylko zielone elfy chciay zachowa przy yciu to, co byo Cormanthorem. Take wiele innych - ksiycowe i zote - pozostao w krainach Faerunu. Jeden z nich jest

wspominany z czci przez wszystkie plemiona Tethiru: ksiycowa wojowniczka Soora Thea, wadajca mieczem z Myth Drannor. - yy w zamierzchych czasach ze stworzenia, nie ludzie, ani nie ogry, ktre toczyy wojny z mieszkacami lasu. Ich sia pochodzia z ogromnego posgu z kamienia, ohydnej postaci rodem z mrocznych planw. Lud ten dawno wygin, ale czasem ich niespokojni nieumarli wychodzili z wwozu, w ktrym niegdy yli, by napada na cae plemiona. Szy z nimi straszliwe potwory z ciemnych planw. Te stworzenia atakoway elfy ze wszystkich stron i z czasem wydawao si, e koszmar upadku Cormanthoru powtrzy si po raz drugi. Lecz Soora Thea bya potnym wodzem i powiadano, e potrafia kierowa srebrnymi cieniami. W wielkiej kocowej bitwie nieumarli i ich piekielni sojusznicy zostali cakowicie zniszczeni. - Co stao si z Soor The, tego nie wiemy. W przeciwiestwie do zielonego ludu bya wdrowcem i jej domem by cay Torii. Nim jednak opucia Tethir, obiecaa, e pki w jej mieczu pon ognie Myth Drannor, w chwilach najwikszego niebezpieczestwa powrci do lasu bohater. Fretka zwrcia byszczce oczy prosto na Arilyn. Nie pozostao ju nic do dodania, ale pelfka zrozumiaa wreszcie, dlaczego Fretka zaakceptowaa jej obecno. Ten lud szanowa srebrne cienie bardziej ni wikszo elfw. Wystarczya szansa, e Arilyn bdzie moga pokierowa lythari, by doda im otuchy i rozbudzi w nich moc, ktr mona odnale jedynie w staroytnych opowieciach i tradycjach. Widziaa to w ich oczach - janiay nadziej i bia od nich niezwyka, waciwa jedynie elfom rado. Bbny i fletnie zaczy gra znw refren i kady elf, ktry mg wsta, puci si w taniec. Lisi Ogie pocign Arilyn za rk i wzi j w ramiona. Odwdziczya si, depczc mu niezgrabnie po palcach. - Lepiej si poruszam, gdy mam w rku miecz - powiedziaa z alem. Lisi Ogie odrzuci w ty gow i zamia si. - Jeli taczysz chocia w poowie tak dobrze, jak walczysz, zdoasz zauroczy swoim wdzikiem wszystkich Seldarinw. Arilyn umiechna si. Jeli mowa bya o wdziku, to temu elfowi go nie brakowao. - Elokwencja jest rzadko spotykana wrd mieszkacw lasu. Mwiono mi, e wolicie uywa prostych sw - zaartowaa. - A zatem powiem prosto. Ciesz si, e tu jeste.

Skomplikowany rytm taca zmieni si, a Arilyn zacza wirowa wraz z innymi. Elfy krciy si i koysay, przycigajc z gry wiato gwiazd i za pomoc muzyki i taca opltyway je pajczyn magii. Jak gwiezdny py, o ktrym piewa si w koysance, mistyczny taniec osiad na elfach i utuli ich na noc. Ranni, ktrzy nie mogli taczy, odpoczywali lec wygodnie. Wielu umiechao si delikatnie, patrzc oczami wyobrani na przyjemne i uzdrawiajce obrazy. Wikszo dzieci pogrya si w zadumie, a ich rodzice odnieli je ostronie do domw. witowanie zostao zakoczone - nie w alkoholowym zamroczeniu, jak wiele ludzkich hulanek, ale w nastroju cichej euforii. Dla Arilyn chwila spokoju bya czym nieocenionym. Podobnie jak reszta elfw udaa si na spoczynek. Przyznano jej mae mieszkanko. Gdy wspia si po drabinie, poczua naprawd, jak bardzo bya zmczona. Zdja ubranie i obmya si w misie napenionej pachnc mitow wod, ktr dla niej przygotowano. Przed snem nacigna wie tunik i spodnie, ubir lepiej pasujcy do walki ni do snu. Jednak nawet spokj Wysokich Drzew nie mg pozbawi j przyzwyczaje, ktre nabya przez cae ycie i pamici o wielu takich sytuacjach, gdy musiaa si poderwa do walki ze snu. Pozostaa jeszcze jedna rzecz do przygotowania. Arilyn wyja z torby mask, ktr zrobi dla niej Tinkersdam i naoya j starannie na grn cz twarzy. Gdyby kto na ni spojrza, zobaczyby nie pic pelfk, ale ksiycow wojowniczk pogron w zasuonej zadumie. Pomimo tego wszystkiego, co si zdarzyo, pomimo wygranej bitwy i pomimo opowieci Fretki, Arilyn wiedziaa, co staoby si, gdyby zielone elfy odkryy, e midzy nimi pi crk czowieka. Taniec dawno ju si zakoczy i wikszo elfw udaa si na spoczynek, ale z jakiego powodu Lisi Ogie nie podziela ich spokoju. Czu si bardzo niespokojny, a nawet podekscytowany, t pierwsz prawdziw nadziej, ktr po tak wielu dniach dane mu byo poczu. Udawao mu si dotd skrywa rozpacz przed innymi, ale dopiero teraz zda sobie spraw z tego, jak ogromny by to dla niego ciar. Zauway, e Korrigash by take nieczuy na magi gwiezdnej sieci uplecionej przez taniec. Ciemnowosy myliwy siedzia samotnie przy dogasajcym ognisku, patrzc na kilka iskierek arzcych si wrd popiou. Korrigash by jednym z elfw, ktre zostay schwytane w puapki i jego duma bez wtpienia ucierpiaa na tym bardziej ni noga. Tamara zapewniaa, e Korrigash bdzie mg

wkrtce chodzi, biega i polowa tak dobrze jak zawsze, ale Lisi Ogie wiedzia, jak nieprzyjemna musiaa by dla myliwego perspektywa nawet krtkiego unieruchomienia. Lisi Ogie podszed i usiad u boku przyjaciela. Korrigash natychmiast utkwi w nim zatroskane spojrzenie. - Ona jest obca - powiedzia bez wstpw. - Z tego nie wyjdzie nic dobrego. Dowdca zmarszczy czoo, zdajc sobie spraw, e Korrigash mwi o Arilyn, ale nie rozumiejc istoty problemu, ktry gnbi przyjaciela. - Jak moesz tak mwi po tym, co si stao? Dziki niej wygralimy bitw. - To prawda, ale nie chodzio mi o bitw. - Aha - Lisi Ogie odwrci si i zacz przyglda si ognisku. Zatroskanie Korrigasha miao powd natury bardziej osobistej; dotyczyo fascynacji, jak wzbudzaa w przyjacielu ksiycowa elfka. Dobrze, e nie wszyscy czonkowie plemienia posiadali tak wyczulony wzrok, bo w przeciwnym razie jego pozycja dowdcy stanaby pod znakiem zapytania. Przyjcie dziewczyny i powierzenie jej kierowania bitw to jedno, wejcie z ni w bardziej osobiste relacje to cakiem, co innego i to nie wchodzio w gr. Lisi Ogie wycign rk i poklepa Korrigasha po ramieniu, przyjmujc jego rad bez odpowiedzi. Tak naprawd nie wiedzia, jaka powinna by odpowied. Owszem, ksiycowa elfka bardzo si od nich rnia, ale przecie uk i strzaa te nie byy identyczne, a wsppracoway ze sob tworzc co doskonalszego od kadego z nich z osobna. By zobowizany suy swojemu ludowi. Czy mg odwrci si od czego, lub kogo, co mogoby im pomc? Lisi Ogie wsta i yczy przyjacielowi dobrej nocy. Nie potrafi jednak tej nocy zapa w zadum i gdy nocne owady koczyy ju swoj muzyk, on jeszcze przechadza si po osadzie. Na krtko przed witem ta niespokojna wdrwka przywioda go pod drzewo Arilyn. Po chwili wahania zacza wspina si po drabinie do jej mieszkanka. Trzeba byo porobi pewne plany. On musia si wiele o niej dowiedzie, podobnie jak ona o nim. Zobaczy jednak od razu, e Arilyn wci odpoczywa. Poczu pewne rozczarowanie, ale nie budzi jej, bowiem aden elf nie zakciby zadumy swojego brata, jeli nie byo jakiego niezwykle wanego powodu. Popatrzy tylko przez kilka chwil na swojego nowego doradc. Jak dziwny by ksiycowy lud z t ich skr w kolorze chmur i oczach w odcieniu letniego nieba! By moe byo to znakiem, jak daleko elfy mieszkajce w miastach odeszy od ziemi i drzew. Nie byo na nich ju ladu barwy brzowej, rdzawej czy zielonej. Mwiono,

e ze wszystkich ras elfw, ksiycowy lud najbardziej przypomina ludzi. Mg to zobaczy na przykadzie Arilyn. W wielu szczegach przypominaa ludzk kobiet, chocia znacznie delikatniejsz i pikniejsz od tych, ktre Lisi Ogie widywa na targu w czasach, gdy Elmanesse handlowali poza lasem. Poruszya si, jakby w jaki sposb jego skupiony wzrok zakci jej sny. Ale jeli tak byo, czemu jej twarz nie zdradzaa niepokoju? On ze swej strony yczy tej elfce tylko dobrych rzeczy. Kobieta pokrcia gwatownie gow, jakby chciaa zaprzeczy i wypowiedziaa dziwne imi z takim blem i cierpieniem w gosie, e Lisi Ogie a si wzdrygn. Po kilku chwilach niespokojna zaduma odesza i oddech Arilyn sta si znw rytmiczny i dziwny: gboki, powolny i delikatny. Lisi Ogie zamar, bojc si poruszy, by jej nie przeszkodzi. Po cichu, ostronie zszed na d, by oczekiwa nadejcia witu.

Rozdzia czternasty
Lord Hhune przechadza si nerwowo po komnacie, cakowicie wiadom, e kapitan najemnikw ledzi go zdumionym wzrokiem. To tylko jeszcze bardziej go gniewao - ten czowiek nie tylko przekroczy swoje uprawnienia, ale jego bezczelno bya nie do zniesienia! - Rozumiesz, co zrobie, prawda? Wycinka nie moe by kontynuowana! Pienidze, ktre straciem, i bogactwo, ktre jeszcze strac, trudno jest obliczy! Bunlap wydawa si osobliwie nieporuszony tym wybuchem. - Masz prywatn flot. Ryzyko posiadania wikszej iloci statkw jest wiksze ni pynce z tego korzyci. Bya to prawda, ale Hhune nie mia zamiaru wysuchiwa jej od najemnika. - Twoje zadanie nie polegao na rozpoczciu wojny, ale na ochronie drwali przed elfami! - To wanie zrobiem - powiedzia spokojnie kapitan. - Czy sdzisz, e w caym Lesie Tethir jest jedna banda elfw? Pokonalimy plemi Suldusk, ale nie chcielimy ryzykowa, by wiadomo o twoich poczynaniach dosza do silniejszych i bardziej walecznych plemion na pnocy i zachodzie. Jak mona lepiej odcign je od twoich interesw, ni zaj innymi sprawami? - Plan jest generalnie dobry, ale jego wykonanie wymkno si spod kontroli powiedzia Hhune. - Przez ciebie mamy teraz z elfami problemy i sprawa zasza tak daleko, e wymaga konkretnego rozwizania. Co bdzie, jeli wybuchnie wojna na caego i pasza pole do lasu onierzy? Co bdzie, gdy moja wycinka wyjdzie na jaw? - W lesie jest wystarczajco duo drzew. Jest mao prawdopodobne, by atakujca armia zauwaya, e kilku brakuje - odpar najemnik. - A jeli nawet, to, co z tego? Zasonie sobie plecy tak wieloma papierami, e nie poczujesz przez nie bata! Nawet, gdy odkryj wycink, nie dojd, e jeste za ni odpowiedzialny. - Nie bdziemy wicej ryzykowa. Zamknij natychmiast obz drwali. - A elfy? - powiedzia Bunlap. Hhune wzruszy ramionami.

- Elfy zawsze byy i zawsze bd. Pozwl im zaszy si w ich puszczy. Udao mi si na jaki czas odwrci uwag Rady Lordw. Nim ten czas minie, kopoty si skocz i ludzie zajm si innymi sprawami. Jasne? - Tu ley wanie problem - powiedzia triumfalnym tonem Bunlap. - Pewnych rzeczy raz zacztych nie da si tak atwo zatrzyma. Farmerzy na pnoc od Port Kir yj w miertelnym strachu przed atakami elfw. Handel w Mosstone podupad. Popyt jest tylko na najemnikw. Moi ludzie nie wystarcz, by pokry to zapotrzebowanie. Zauwayem te, e ty sam przygotowujesz si do podry na pnoc ze znacznie wiksz stra ni zwykle - doda Bunlap. - Mam zwyczaj jedzi na letnie jarmarki do Waterdeep - powiedzia sztywno Hhune. - Mam tam do wypenienia obowizki wobec gildii morskiej. - A tak. Interesy. A jak si trzyma teraz handel ldowy? Mistrz gildii popatrzy na mczyzn. - Niedobrze - przyzna. Bunlap zacmoka. - Wstyd. Przykro bdzie patrze, jak tracisz swoj pozycj w gildii. Nie bd te wspomina o negatywnym wpywie, jaki wywrze na twoje plany szerzca si wie, e owe ataki elfw byy odwetem za okruciestwa wobec nich popenione, okruciestwa, w ktrych maczae palce. - Niech ci si nie wydaje, e mona mnie szantaowa - powiedzia zimno Hhune. Jeste w to rwnie gboko zamieszany jak ja. Nie mona pozosta czystym, jeli si tapla w gnoju! - A zatem nie widz powodu, bymy obaj nie mieli nadal cign z tego przedsiwzicia zyskw - odpar najemnik. - Zakocz wycink, odel wynajtych drwali z powrotem nad Zatok Vilhon, a obz obsadz moimi ludmi i stworz tam drug baz. Najemnicy zajm si elfami i zlikwiduj je. Gdy to zostanie zaatwione, twj problem zniknie. Twoje cenne szlaki handlowe bd niepokojone tylko przez zwykych rabusiw i zbjw, a wsie i farmy gnbione tylko przez drobnych szlachcicw. Mwic krtko, ycie w Tethyrze powrci do normalnoci. Ja zdobd drug twierdz i wyrwnam pewne osobiste porachunki. A ty, mj przyjacielu, moesz zarobi na tej nagej zmianie, ile tylko chcesz i wyjani j, jak bdzie ci pasowao. - Jeli zamierzasz pokona elfy w ich wasnym lesie, jeste szalecem - zadrwi Hhune. - Tego ju prbowano i jedyne, co zdoano osign to zapdzi ich gbiej w puszcz.

- Jasne, cakowite wyniszczenie elfw jest niczym wicej jak przyjemnym marzeniem. Mona jednak wykona to czciowo. A bdmy szczerzy, kto jeszcze oprcz mnie, ciebie i kilku ocalaych si w tym poapie? Hhune zastanowi si. Nie byo to idealne rozwizanie, ale moliwy do przyjcia kompromis. Nie by to pierwszy raz, gdy lord by zmuszony zawiera podejrzane sojusze czy pracowa poza granicami prawa. Nie by to te i ostatni. Po wojnie domowej w Tethyrze, w Zazesspurze i kilku innych miastach ustanowiono prawa cile ograniczajce ilo broni i ludzi, ktr mg utrzymywa obywatel, gildia czy inna prywatna organizacja. Hhune nielegalnie posiada szybkie, zwrotne i dobrze uzbrojone statki, ktre mogy ochroni kupcw przed piratami. Hhune uwaa, e obowizujce prawa s nierozsdne, znalaz, wic sposb, by je obej. Jednak w ramach gildii stara si ich cile przestrzega, bowiem niemao byo takich, ktrzy chtnie donieliby o jego poczynaniach, liczc na zajcie piastowanego przeze stanowiska. Fundusze cechu byy dokadnie kontrolowanie i defraudacja nie wchodzia w gr. A chocia Hhune by bogatym czowiekiem, nie by w stanie finansowa takiej floty, jakiej potrzebowa. W pewnym momencie zda sobie spraw, e materiay, ktrych potrzebuje, s w zasigu rki: stare drzewa z elfiego lasu. Wycinka w Lesie Tethir bya zakazana od niepamitnych czasw. By moe dlatego te ograniczenia byy tak gboko wrd ludzi zakorzenione. Hhune przekona si jednak, e zorganizowanie wyrbu lasu byo znacznie prostsze, ni przewidywa. Trzeba byo tylko pokona acuch kupcw, posacw i spek dzielcych go od odlegych granic Vilhonu. To udao si znakomicie i wszystko szo dobrze, pki wycinki nie zatrzymay ataki wschodnich elfich plemion. To wtedy Hhune wynaj Bunlapa. Najemnik dowid, e by tego wart ju niejednokrotnie. Kapitan mia na swoje usugi prawdziw armi i siatk informatorw tak skuteczn jak Szpiedzy Rycerzy Tarczy. Orientowa si te w egludze na rzece, dziki czemu drwale mogli spawia wycite drzewa w d rzeki wtedy, gdy wody Sulduskoonu byy puste. W wyznaczonym miejscu pooonym na poudnie od Gr Gwiezdnych Iglic, poniej rozwidlenia, na poudniowym brzegu kody drewna byy wyawiane, adowane na wozy i przewoone ldem do szlaku handlowego, na ktry wjeday na zachd od Ithmong i na wschd od ruin zamku Tethyr. Wedug faszywych papierw drewno pochodzio z zalesionego poudnia. Hhune paci za nie i zarabia spore sumy sprzedajc je stoczni w Port Kir. Potem, pod przykrywk kilku spek-widm, opaca z tego swoj nielegaln flot.

By to dobry plan i jak dotd wszystko szo dobrze. Jednak zachowanie tego w tajemnicy przed gildi, Rycerzami Tarczy i urzdnikami z Zazesspuru stawao si coraz trudniejsze. Bunlap mg z atwoci to przekreli. Lepiej byo wic da mu w tych sprawach woln rk. - Zrb, co chcesz z lenymi elfami - powiedzia zimno Hhune. - Zgodnie z tym, co mwie, nie interesuje mnie, co si z nimi stanie. Postaraj si, by problem znikn, ale przeprowad to szybko i bez rozgosu. - Zgoda - powiedzia Bunlap i podnis si do wyjcia. Kapitan zdawa sobie spraw, e zoenie obietnicy przyszo mu atwo. Tak naprawd zadanie byo znacznie atwiejsze, ni przypuszcza gupi kupiec. W niespokojnym Tethyrze wystarczyo kilka plotek, by wywoa panik. Jeli pojawi si inny kopot, elfy przestan wydawa si grone. Szczeglnie, e Bunlap i jego ludzie byli sprawcami wikszoci przypisywanych im napadw! miesznie atwe byo take uwikanie elfw w walk. Ich plemiona bardzo troszczyy si o swoich czonkw i o las. Wystarczyo, e jakakolwiek z tych rzeczy znalaza si w niebezpieczestwie, a dugousi idioci zaczynali dziaa. Bunlap nie mg si doczeka raportu Vhenlara. Jeli wszystko poszo tak dobrze, jak on, Bunlap, zaplanowa, odnisby sukces, ktry w peni wynagrodziby mu zoto, ktre musia zapaci halruaaskiemu czarodziejowi. Podchodzc do czekajcego konia, kapitan mimowolnie dotkn palcami blizny na policzku. Ten gest sta si ju u niego nawykiem. adna ilo zota nie wyrwnaaby tego rachunku. S rzeczy, za ktre mona paci tylko krwi. A tej bdzie mia wiele. Gdy upora si plemieniem Suldusk, kady elf w Tethirze wyruszy do jego nowej twierdzy, by szuka zemsty. On za bdzie na nich czeka.

***

Czas w lesie pyn szybko, bowiem pracy byo wiele. Arilyn przekonaa si, e chocia elfy byy znakomitymi ucznikami, nie orientoway si dobrze w rnych stylach walki na miecze, ktre stosowali ludzie. Byy szybkie, zwinne i bardzo gwatowne w bitwie, ale to nie rekompensowao braku wiedzy. Harfiarka spdzaa duo czasu szkolc tych, ktrzy posiadali miecze i zachcaa do wykucia wikszej iloci broni. Mieszkacy lasu patrzyli z przeraeniem na kusz ksiycowej

wojowniczki, ale Arilyn upara si, by ich rzemielnicy zrobili tyle jej kopii, ile tylko byli w stanie. Z czasem w Wysokich Drzewach udao si zgromadzi pokany arsena: wcznie, oszczepy, kociane sztylety i noe do rzucania - wszystko, czego mona byo uy jako bro. To martwio Rhothomira, ktry uwaa, e nieuchronnym skutkiem tego wszystkiego moga by ogromna wojna, ktrej jego lud i tak nie mg wygra. - Atakowanie ludzi duymi grupami nie jest w naszym stylu. Dlaczego mamy to robi? Walka przeciwko tylu wrogom jest zupen gupot. - Jeszcze nie wiemy, ilu bdziemy mie przeciwnikw - oponowa Lisi Ogie. Mwisz tak, jakby ludzie mieli jeden wsplny cel i byli cakowicie zgodni! Moe si okaza, e bdziemy od nich liczniejsi. A nawet, jeli nie, to przynajmniej bdziemy lepiej przygotowani, by trzyma ich z dala od lasu. I tak wszystko toczyo si naprzd. Arilyn trzymaa si z dala od dyskusji, pozwalajc, by elfi dowdca wypowiada si w jej imieniu. I tak miaa wystarczajco duo pracy, by dodatkowo zajmowa si przywizanym do tradycji Mwc. Zaskakujco, jej gwnym problemem byli gorliwi pomocnicy. Wrd modych elfw byo wielu, ktrzy przyklasnli jej pomysowi. Prym wiedli tu Tamsin i Sokolica. To bardziej Arilyn martwio, ni dodawao otuchy. Czysta nienawi, jak paay te elfy do wszystkiego, co ludzkie, nie wrya dobrze nie tylko jej wasnemu bezpieczestwu, ale take ich. Las Tethir by rozlegy i gboki, ale naturaln kolej rzeczy jego granice, teraz wytyczone przez farmy, drogi i miasta, stale si kurczyy. To miaa by bitwa, nie krucjata. Najlepsze, na co liczya Arilyn, to wywalczenie jeszcze jakiego czasu dla lenego ludu; czasu, w ktrym mogli si cieszy spokojem i piknem swoich staroytnych tradycji; czasu, w ktrym mieliby szans przyj take nowe zwyczaje i moe doj do jakiego porozumienia z ludzkimi ssiadami. Tu Khelben Arunsun i Harfiarze mieli racj: byo ju za pno, by wyprze ludzi z tych terenw. Czua si, wic bardziej ni zaniepokojona, widzc Tamsina i jego towarzyszy zebranych razem i dyskutujcych z zapaem, ktremu niedaleko byo do gorczkowych majakw. Wesza pomidzy nich i odetchna z ulg. Wrcili zwiadowcy. - Id po Lisiego Ognia i Mwc - polecia jednemu z modziecw. Chopak pobieg i po chwili powrci ze starszymi elfami. Faunalyn, moda kobieta nazwana tak z powodu duych wilgotnych oczu i powej skry, mwia w wielkim podnieceniu. - Poszlimy ladem ludzi zgodnie z tym, co mwie. Udali si na poudnie, obok wiosennego stawu i dalej poza granice lasu. ledzilimy ich cay czas - w jej gosie

pobrzmiewa zachwyt nad tym, co widziaa w nieznanym jej dotd wiecie. - Tam jest ogromna budowla z drewna i kamienia. Weszli do niej. - Forteca? - spytaa ostro Arilyn. - Na niskim klifie, nad rzek? Elfka przytakna, po czym cofna si zdumiona, syszc zwize, lecz dosadne przeklestwo ksiycowej elfki. - Znasz to miejsce? - zapyta Lisi Ogie, apic j za rami i odcigajc na bok. - Przechodziam obok niego. Tamtejszy pan jest kupcem. Nazywa si Bunlap. Ta twierdza to paskudna sprawa. Lisi Ogie przyjrza si jej. - Jeste pewna? - O tak - powiedziaa oschle Arilyn. - Wydaam ma fortun, by dowiedzie si wszystkiego o tej fortecy i jej uzbrojeniu. Oczywicie byo to wtedy, gdy planowaam po prostu j min, a nie atakowa. - Atakowa - powtrzy cicho, potrzsajc gow w niedowierzaniu. - Czy jestemy w stanie co takiego zrobi? Harfiarka westchna i podrapaa si po gowie. - Daj mi kilka minut, bym moga to przemyle, dobrze? Jeszcze nie mam konkretnego planu. - Skoro zamierzasz to rozway, s rzeczy, o ktrych powinna wiedzie - powiedzia pospnie Lisi Ogie. - Spotkaem tego Bunlapa. Twierdzi, e szuka sprawiedliwoci, ale wszystko wskazuje na to, e jest zamieszany w splamienie dobrego imienia elfw. Dlaczego to robi, nie umiem powiedzie. Ma jednak powd, by mnie nienawidzi - nosi na twarzy mj znak. Wyj z koczanu czarn strza i pokaza Arilyn widniejcy na niej symbol stylizowany rysunek kwiatu, od ktrego pochodzio jego imi. - Wyryem mu to na policzku. Spojrzaa gniewnie na elfa. - Nie moge powiedzie mi tego wczeniej? Lisi Ogie wzruszy ramionami, ale wyglda na zmieszanego. - W chwili, gdy ludzie opucili las, stali si dla nas nikim. Nie sdziem, e bdziesz potrafia wyledzi jego siedzib. - Hm. Czy wiesz jeszcze o czym, co mogoby mnie zainteresowa? Elf waha si przez chwil, po czym odpowiedzia.

- Moe chciaaby porozmawia z Fretk. Ona mieszkaa wrd ludzi, prbujc znale odpowied na takie pytania, na ktre my teraz szukamy. Nie jest powszechnie wiadomo, gdzie bywaa i jak spdzaa czas. Zaufaj mi, gdy powiem, e tak jest lepiej. S midzy nami tacy, ktrym nie podobaj si jej metody, a take tacy, ktrzy zbyt gorliwie chcieliby j naladowa. Arilyn skina gow, rozumiaa, bowiem te sprawy lepiej, ni mu si zdawao. - Tak zrobi. Co jeszcze? - Plemi chtnie bierze udzia w twoim szkoleniu. Wykonali bro, ktr im polecia i uyj jej w obronie swego domu. Nie wiem jednak, czy opuszcz las i pjd za tob czy za mn na bitw. To nie w naszym stylu. - A jednak twojemu ludowi zdarzao si robi to w przeszoci - powiedziaa z zastanowieniem Arilyn. Nagle przypomnia jej si pewien szczeg z opowieci Fretki i przyszo jej do gowy co, w co samej trudno jej byo uwierzy, a co mogoby pobudzi do dziaania lene plemi. - Potrzebuj chwili samotnoci, by wszystko to przemyle powiedziaa niespodziewanie. - Wska mi miejsce, w ktrym nikt nie bdzie mi przeszkadza. To wane. - Jeli chcesz, sam stan na stray pod twoim mieszkaniem. Nikt nie wejdzie powiedzia Lisi Ogie nieco zdumiony jej gwatownym tonem. Arilyn zauwaya jego zdziwienie, ale nie tracia czasu, by odpowiada na jego niezadane pytania. Podesza do swojego drzewa i wdrapaa si na gr. Chocia byo to niegrzeczne z jej strony wcigna za sob drabin i zasznurowaa skrzane zasony zakrywajce mae okna. Gdy wszystko byo gotowe, Arilyn wycigna z pochwy ksiycow kling i uniosa j przed sob. - Wyjd - powiedziaa cicho, przygotowujc si na ujrzenie jej magicznego sobowtra. Z elfiego miecza unis si mglisty obok, szybko przybierajc ksztat pelfiej wacicielki. - Czym jest to, co chciaaby zrobi lub cofn? - spyta cie elfa z cieniem wyrzutu w gosie. - Musz przywoa was na bitw - powiedziaa Arilyn, ignorujc retoryczne pytanie cienia. Oczywicie sobowtr wiedzia, jakie s jej plany - w kocu przecie by ni, chocia moe w nieco bardziej zasadniczej i szlachetniejszej wersji. - Prawdopodobnie bd musiaa wezwa was wszystkich, wszystkie elfy, ktre kiedykolwiek waday tym mieczem. Czy to moliwe? Cie najwyraniej nie spodziewa si takiej odpowiedzi.

- To, jak dotd, zdarzyo si tylko raz, ale tak, jest to moliwe. - Dobrze - powiedziaa prdko. - Musz przedosta si do fortecy. Jest was dziewicioro i ja jedna. To wystarczy, by zacz cakiem niez bitw i otworzy bram. - Musisz jednak wiedzie, e wie si z tym ryzyko - przestrzeg j cie. - Wezwanie wszystkich cieni elfw jest ogromnym obcieniem dla waciciela miecza. Nawet Zoastria, ktra obdarzya ksiycow kling moc tworzenia cienia, nie przywoywaa swojego sobowtra czciej ni kilka razy. - Tu musz zada ci kolejne pytanie - powiedziaa Arilyn. - Zoastria i Soora Thea. Czy to moliwe, by bya to jedna i ta sama osoba? - Nie wiem. Czy chciaaby z ni porozmawia? Arilyn wzia dugi, gboki oddech. To bya chwila, o ktrej marzya i ktrej si obawiaa od czasu, gdy poznaa tajemnic magii ksiycowej klingi. Wystarczajco niepojty by sam fakt, e widziaa swoj wasn posta bdc czci miecza. Moliwo rozmowy z duchem przodka zupenie nie miecia jej si w gowie. I to nie tylko chodzio o jakiego przypadkowego poprzednika - w ksiycowym ostrzu ya przecie jej matka! Chocia bardzo chciaa jeszcze raz zobaczy Z'beryl, nie bya pewna, jak zareaguje ona na podejmowane przez Arilyn starania, by unikn przeznaczenia, ktre wybra dla niej miecz. Harfiarka bya przyzwyczajona, e patrzono na ni jak na kogo gorszego. Bya wszak pelfk, ktra wychowaa si w elfiej osadzie. W oczach matki nigdy jednak nie widziaa rozczarowania. Nie bya, wic pewna, czy zniosaby jego widok teraz. Jednak z Zoastri moga i musiaa si spotka. - Jak to zrobi? - spytaa. - W ten sam sposb, w jaki wezwaa mnie. Ale gdy przywoujesz inne osoby ni mnie, moc miecza sabnie. Bd ci groziy rzeczy, do ktrych nie jeste przyzwyczajona. Arilyn przyja to skinieniem gowy i po raz drugi uniosa miecz. - Ty, ktra kiedy bya Zoastri, wyjd! - powiedziaa mocnym gosem. Znw ze staroytnego ostrza uniosa si mga. Gdy formowa si z niej elfi ksztat, serce Arilyn zamaro. To bya ta sama posta, ktra widziaa w skarbcu - picy przodek, ktry przeladowa j w snach. Ale co dziwne, cie Zoastrii nie by wyrany i namacalny jak sobowtr Arilyn. By jak duch, bezcielesny i nie wyglda na bohaterk, ktra mogaby poprowadzi elfy do zwycistwa.

- Czego chcesz ode mnie pelfko i jak to si stao, e wadasz mieczem Zoastrii? zapyta cie tonem, ktry Arilyn znaa a nazbyt dobrze. Nie bya przygotowana na tak pogard ze strony swojego przodka, nie miaa jednak zamiaru jej znosi. Arilyn wyprostowaa si i spojrzaa w twarz mglistej postaci. - Jeste Zoastria, nosia przede mn miecz. Czy jeste te ksiycow wojowniczk zwan Soora Thea? - Kiedy byam. Tak nazywali mnie mieszkacy lasu, bowiem jzyk Evermeet by im nieznany. - Jeste znw potrzebna - powiedziaa cicho Arilyn. - Ich potomkowie potrzebuj powrotu bohatera. Ale cie Zoastrii potrzsn gow. - Wiesz tak mao o mieczu, ktry nosisz. To niemoliwe. Mog pojawia si tylko w takiej postaci. Ze wszystkich mocy posiadanych przez miecz, zdolno przywoywania cieni jest najsabsza. Powinna zdawa sobie z tego spraw, cho to dla ciebie przykre - dodaa ostro. Arilyn zarumienia si, ale nie odpowiedziaa. Do koca swoich dni bdzie pokutowa za to, co zrobi z jej cieniem jej byy opiekun. Zoty elf Kymil Nimesin przej kontrol nad cieniem elfa i zwrci go, a przez to i Arilyn, na ciek zabjcy. - Czemu nie? Czemu jeste inna ni pozostali? - zapytaa pelfka. - Poniewa w przeciwiestwie do wikszoci ksiycowych wojownikw, ja nie umaram - powiedziaa Zoastria. - Mona przekaza miecz nastpcy nie zakosztowawszy mierci. Tego wyboru atwo si nie dokonuje, ale zobowizaam si powrci i dlatego tak si stao. Byli te i inni, ktrzy postpowali podobnie. Z pewnoci znasz legendy. Pelfka przytakna. Historie o picym bohaterze, ktry powrci, gdy nadejdzie wielkie niebezpieczestwo opowiadano sobie od wysp Moonshae po Rashemen. Teraz Arilyn zrozumiaa, dlaczego we wszystkich tych opowieciach pojawia si staroytny, mistyczny miecz. - Jest jednak szansa, bym zdoaa wypeni obietnic - cigna Zoastria. - Cie i jego pani musz znw si poczy. Lecz dopki to, czym kiedy byam, pi w skarbcu pewnego bogacza, taka rzecz jest niemoliwa. Zcz t dwjk, a stan si tak realna, jak byam kiedy. Pelfka skina powoli gow. - Czy taka jest twoja wola? - C to za pytanie? Lepiej zapyta, czy jest to mj obowizek. Jeli za znajdziesz si w sytuacji bez wyjcia, wezwij mnie. Ja przyjd.

To mwic mglista posta rozpyna si i ukrya z powrotem w mieczu. Razem z ni znikn cie Arilyn. Harfiarka wsuna ksiycow kling do pochwy i zacza zastanawia si nad tym, co usyszaa. Odzyskanie picej Zoastrii nie byo atwym zadaniem i nie dao si przeprowadzi od razu. Zgodnie ze sowami swej poprzedniczki, Arilyn musiaa szuka innej drogi.

***

Hasheth zostawi konia w publicznej stajni i ruszy do dokw w Port Kir na piechot. Ta okolica nie naleaa do najbezpieczniejszych nawet za dnia, ale modzieniec szed rano i nie wydawa si by przestraszony. Czy nie obraca si w swoim czasie wrd zabjcw Zazesspuru? Chocia przynalea do gildii krtko i nie skoczyo si to dla niego pomylnie, nauczy si wystarczajco, by zasuy sobie na piaskow szarf. Moe nie mia na klindze naci oznaczajcych udane morderstwa, ae potrafi rzuci niezakrwawionym noem mocno i celnie. Mia te inn bro, nawet ostrzejsz, ktr doskonali w miar upywu czasu. Hasheth nie mia wtpliwoci, e jego spryt i inteligencja poradz sobie ze wszystkim, co moe spotka go w tej dzielnicy. W miar jak zblia si do morza, otoczenie stawao si coraz bardziej nieprzyjemne. Mae sklepiki oferujce najprzerniejsze osobliwoci ustpiy miejsca podejrzanym gospodom. Niebawem drewniane kadki stay si wsze, a przez deski zaczy przewitywa ciemne wody Zatoki Ognistego Smoka, uderzajce falami o brzeg. Im dalej, tym obezwadniajcy smrd ryb stawa si silniejszy. W otwartych skadach stojcych z obu stron doku uwijali si mczyni i kobiety, przerabiajc dzienny pow, najwyraniej nieczuli na sterty odrzuconych muszelek, gw krewetek i rybich wntrznoci, pitrzce im si pod nogami. Hasheth zatka rk nos i przyspieszy kroku. Na kocu tego doku znajdowaa si Stocznia Berringera. To tutaj zaprowadziy go interesy. Przez wiele dni bada ksigi i rachunki lorda Hhune'a, uwanie dopasowujc do siebie strzpy informacji i aluzji, a nawet odkrywajc i rozpracowujc jeden kompletny szyfr. Ta cudowna ukadanka zaprowadzia go do tego miejsca. Wszystko, co Hashethowi pozostao, to odgadn cel dziaa Hhune'a i wynale sposb, by obrci je na wasn korzy!

Stocznia Berringera bya ruchliwym, haaliwym i mierdzcym miejscem, zupenie innym od tego, co spodziewa si ujrze modzieniec. Do rodka wszed okazujc kopi listu uwierzytelniajcego, ktry Hhune przekaza jednej z wielu kompanii kupieckich, ktre kupoway dla niego statki. Hasheth przechadza si, starajc si, by nic nie umkno jego uwadze. Jakich dwunastu robotnikw stkao i pocio si, wytaczajc ogromne kody drewna z paskodennych barek na wielki pomost. Drzewo to byo rcznie heblowane, zewntrzna cz cita na deski i paliki, a ze rodka wyrabiano gadki, mocny, wysoki maszt. Niektre wczeniej wycite deski moczyy si w olbrzymiej kadzi morskiej wody zmieszanej z jak ohydnie cuchnc mikstur. Dobrze zmikczone deski mocowano na wygitych stelaach, by przed wyschniciem i stwardnieniem nada im odpowiedni ksztat. Na ogromnych podporach sta na wp zbudowany statek, wygldajcy jak dobrze obgryziony szkielet. W suchych dokach czekay trzy gotowe aglowce. Jako wykonania miecia si w standardach waciwych dla tethyrskich rzemielnikw. Statki byy starannie zrobione i ksztatne i wszystko wskazywao na to, e mogy osiga spor prdko. Ale to ich wntrze zdumiao i owiecio Hashetha. Sta i patrzy na trzy statki, do ktrych kilku kowali dodawao okucie i uzbrojenie. Jednostki miay pywa z imponujcym arsenaem: balisty i katapulty daway im ogromn si. Obok kadej balisty stay rzdy zakoczonych elaznym ostrzem strza, a sterty kartaczy, nabijanych metalem kul poczonych acuchem, gdyby wystrzelono je z katapulty, na pewno przyniosyby wrogowi mier. To, zatem bya odpowied, ktrej szuka Hasheth. Te trzy statki miay niewtpliwie sta si czci prywatnej floty szybkich, ciko uzbrojonych jednostek, ktre mogy zablokowa port albo eskortowa kupieckie aglowce przez rojce si od piratw morza. Hasheth pochwala oba cele. Jako gowa gildii lord Hhune mia obowizki i zapewne wysze ambicje. Tak samo jak on. Przykro, e bdzie musia powici jeden z tych statkw, ale wszak trzeba umie paci za swoje ambicje. Fakt, e uywa do tego cudzych pienidzy znacznie uatwia spraw. Dowiedziawszy si wszystkiego, modzieniec pospieszy z powrotem do gospody, w ktrej wynaj pokj. Z torby wyj nowy komplet ubra. Wspaniale wykonany ciemny strj zamonego kupca wyszed spod igy krawca, ktry szy wszystkie ubiory lorda Hhune'a, a take jego wazeliniarskiego sekretarza Achniba. Hasheth przyklei sobie nad ustami gste wsy i przygadzi do tyu pachncym olejkiem wosy. Nawet owin si w pasie zrolowan szmatk, by sylwetk przypomina

tyjcego Achniba i wypcha sobie policzki kawakiem ywicznej gumy. Gdy wszystko byo gotowe, wymkn si z gospody i ruszy z powrotem do dokw, do ciemnej i niebezpiecznej tawerny stojcej tu nad wod. Pijacka speluna bya wanie tym, czego potrzebowa. Niezgrabnie wykonany szyld z napisem Bystra Woda obwieszcza nazw lokalu, pochodzc od kanau prowadzcego do Zatoki Ognistego Smoka, na ktrym czyhay na eglarzy porywiste wiatry i zdradzieckie prdy. Statki, ktre wpyway do Port Kir naraone byy na ataki nelantherskich piratw, z ktrych niektrzy byli na tyle zuchwali, e przybijali do brzegu. Plotka gosia, e pili wanie tutaj. Hasheth znalaz stojcy w rogu stolik obok obiecujco wygldajcych opryszkw. Jeden z nich nosi rozdwajajc si na kocu brod, reszta za bya mniej wicej gadko wygolona. Do modzieca podesza barmanka o zmczonych oczach i w poplamionej piwem sukience, by przyj zamwienie. - Wino, jeli mona - poprosi, naladujc sztywny, kwkajcy gos Achniba. Potem doda przyciszonym gosem: - Potrzebuj te statku do Lantanu, jeli daoby si co takiego zaatwi. Mczyni przy ssiednim stoliku wymienili spojrzenia. Jeden z nich opar buty na pustym krzele przy stoliku Hashetha. - Przypadkiem usyszaem twoj rozmow. Wydaje si, e moemy co takiego zrobi. Hasheth rozejrza si czujnie na wszystkie strony, po czym pochyli si do przodu. - Z Zazesspuru? Bd wdziczny, jeli da si to zaatwi prdko. - O tak, z Zazesspuru - powiedzia inny mczyzna z sarkazmem w gosie. - To dziecinne proste. Nie sdz, by zamierza wypywa z Evermeet, skoro jeste tutaj. - Musz zaatwi jeszcze co w moim rodzinnym miecie - powiedzia sztywno Hasheth. - Potrwa to jakie dziesi dni, a potem musz natychmiast rusza. Czy da si to zrobi? - Niewykluczone, ale to bdzie kosztowa. Jak zamierzasz zapaci? - Informacj - powiedzia niskim, cichym gosem. - Powiedzcie mi, jaki wolicie towar, a wska wam statek, podam tras i liczb zaogi. aglowiec bdzie eskortowany, ale dowiem si o nazw uzbrojonej jednostki i pomog wam umieci na niej waszych ludzi. Przejmiecie t d, potem karawel i towar. Pierwszy pirat zacz duba brudnym paznokciem w zbach, rozwaajc szokujcy plan.

- A skd bdziesz tyle wiedzia? Skd bdziemy mie pewno, e informacja, ktr zapacisz, bdzie czego warta? Z torby, wiszcej u nienaturalnie szerokiego pasa, Hasheth wyj skrawek pergaminu i kawaek owka. Na kartce nabazgra imi i tytu, po czym poda j mczyznom. Popatrzyli na niebo i wybuchli rechotliwym miechem. - Za kogo ty nas masz, za jakich klerykw? Kto uczy si czyta oprcz napuszonych kapanw i grubych urzdnikw? - hukn brodaty pirat. Pomimo to podnis kartk i schowa j do kieszeni, zgodnie z tym, na co liczy Hasheth. - Nazywam si Achnib - powiedzia modzieniec tak dumnie, jak tylko potrafi odzywa si czowiek, ktrego naladowa - i jestem gwnym sekretarzem lorda Hhune'a z Zazesspuru. - Hm - wydawao si, e ta informacja zrobia na piracie wraenie. - Ale dlaczego akurat dziesi dni? - Mj pan wyjecha w interesach. Wypadaoby, bym znikn z miasta przed jego powrotem. Mczyzna zachichota - Zamierzasz co buchn, co? C, Lantan jest dobrym miejscem, by ukry pienidze. Mona niele zyska inwestujc w bro wywoon z wyspy. Wejd szybko w interes, a zapewne ci si poszczci. - Potrzebuj transportu, nie porady w sprawie inwestycji - powiedzia Hasheth wyniole, podnoszc si z krzesa. - Czy mog uzna, e si dogadalimy, czy mam szuka kogo innego? - Hola, hola, chopcze - powiedzia kwano brodaty pirat. - Chcesz pyn na Lantan. Powiedz nam, co wiesz, a jeli bdzie si to trzymao kupy, pomylimy o zabraniu ci na wysp. To wanie Hasheth mia nadziej usysze. Niech zadaj pytania o Achniba - im wicej, tym lepiej. Gdy wszystko zostao dogadane, rozradowany Hasheth ruszy z powrotem do gospody, by pozby si przebrania. Nie by jednak tak zalepiony sukcesem, by nie zauway dwch mczyzn, ktrzy stali oparci o cian sklepu. Gdy ich min, zaczli i za nim, najwyraniej uznawszy dobrze ubranego i korpulentnego modego czowieka za odpowiedni i atwy up. Hasheth wyd pogardliwie wargi. Te cioki nie umiay nawet cicho chodzi. wieo upieczonych zabjcw uczono tego na samym pocztku. Nie zwolni kroku i nie zareagowa,

nim nie usysza, e zaczli z gonym tupotem biec. Wtedy odwrci si i szybkim pocigniciem rki rzuci w nich noem. Ostrze obrcio si w locie i wbio z brzuch jednego z opryszkw z gonym, chlupoczcym odgosem. Drugiemu zabrako przytomnoci czy refleksu, by przerwa natarcie. Hasheth pozwoli mu zbliy si, w ostatnim momencie wykonujc sprawny unik i wycigajc usztywnion rk, opart okciem o tali. Zapa drugiego opryszka nieco poniej jego rodka cikoci. Masywna, grna cz ciaa mczyzny przewaya. Rabu upad z oskotem na drewniany pomost, uderzajc zbami o deski. Nim zaskoczony napastnik zdy si ruszy, Hasheth pochyli si nad nim i wycign mu zza pasa zardzewiay, wyszczerbiony n. Chwyci opryszka za przetuszczone wosy, odcign mu w ty gow, przytkn n do garda i... zawaha si. Modzieniec by zadowolony, e umiejtnoci, ktre posiada sprawdziy si tak dobrze w ulicznej walce. Ale by mody i nigdy jeszcze nie zabi czowieka. Popatrzy na pierwsz ofiar, zauway w kcikach jego otwartych ust bbelki krwi i wiedzia ju, e ten czowiek za chwil nie bdzie ju w stanie nic zdradzi. A ten drugi, lea przecie oszoomiony. Czy naprawd potrzebna bya jeszcze jedna mier? Hashethowi wystarczya tylko chwila, by podj decyzj. Ubrany by jak Achnib, czowiek zbyt saby i powolny, by dokona tego, co on przed chwil zrobi. Gdyby wie o jego wyczynie rozniosa si, mogoby to zagrozi caemu przedsiwziciu. Szansa bya niewielka, ale mimo wszystko istniaa. To wystarczyo. Modzieniec pocign silnym i szybkim ruchem sztylet, zginajc do w nadgarstku, tak jak go uczono. Krew trysna pulsujc fontann, ale na rce Hashetha pada nie wicej ni kropla. Ksi wsta i popatrzy na swoje dzieo. Przynaleno do gildii zabjcw wysza mu na dobre - nawet osoba posiadajca cienist szarf nie przeprowadziaby tego lepiej. Prawd mwili jego dworscy opiekunowie - adna wiedza nie idzie na marne. Modzieniec podszed kilka krokw do pierwszego martwego opryszka i wyrwa n. Wytar go do czysta o tunik trupa - o ile brudnym ubraniem mona byo cokolwiek wyczyci - i wsun z powrotem za pas. Potem, gdy znajdzie si sam w wynajtym pokoju, wytnie na nim dwa znaki, pierwsze, jak sdzi, z wielu.

***

Przez ca noc i nastpny dzie Arilyn nie potrafia myle o niczym innym, ni o dziwnej rozmowie z magiczn postaci z ksiycowej klingi. Skoro elfy musz walczy, a nie pjd za tymi dowdcami, ktrych maj, to czy nie powinna im znale kogo, kto by ich poprowadzi do bitwy? Pomimo stara nie umiaa znale innego rozwizania tego problemu. W Wysokich Drzewach byo jednak co, co dziaao jak balsam kojcy jej zmartwienie. Dni staway si coraz dusze i zblia si dzie rdlecia. Letnie przesilenie byo witem dla wszystkich elfw, ale Arilyn nigdy jeszcze nie widziaa tak radosnego oczekiwania, jak te, ktre panowao w tej lenej osadzie. Zmierzch w dzie rdlecia przyszed pno i wolno. Ciemnozielone wiato gaso niemal niezauwaalnie. Wraz ze zmrokiem przybyy te lene stworzenia, ktre miay witowa z elfim plemieniem. Byy wrd nich fauny - may dziki ludek z popltanymi wosami i pokrytymi futrem zadami i nogami, ktre koczyy si malekimi kopytami. Przyszy take satyry, wiksi i bardziej sproni krewniacy faunw, lekko ju podchmielone i niezwykle wesoe. Kilka centaurw, powanych i dostojnych pomimo radosnego dnia, przynioso w prezencie elfim gospodarzom kwiaty i owoce. Przybyy te skrzaty, chochliki i inne interesujce stworzenia, ktrych imion Arilyn nie znaa. Byy te takie, ktre pojawiay si tylko na chwil i zaraz znikay. W dzie rdlecia, pomylaa Harfiarka, granice pomidzy wiatami byy tak cienkie, e nawet pelfka moga dostrzec jakie szczegy z drugiej strony. Wszyscy zczyli si we wsplnym witowaniu, dzielc si letnim miodem, cudownym winnym napojem uzyskanym z kwiatw i owocw. Zielone elfy nie trzymay pszcz, ale ostronie zbieray cz nektaru, ktry znajdoway zgromadzony w dziuplach drzew, dodajc do niego aromat dzikich malin i elfiej magii. Efekt by niezwyky. Arilyn z atwoci uznaa mid za jedno z najlepszych win, jakich do tej pory prbowaa. W pewnym okrelonym momencie, gdy elfy staway si coraz radoniejsze, a satyry nie straciy jeszcze kontaktu z rzeczywistoci, odmwiono i odpiewano witeczne modlitwy. Elfy chwaliy Seldarinw, a w szczeglnoci patrona lasu, ale oddano te cze bogom goci. Wreszcie zacza gra muzyka. Skoczna melodia wygrywana na fletni bya tradycyjnym zaproszeniem do zabawy. W miar jak zaczynano taczy, doczay si inne instrumenty - flety, dzwonki i rytmiczne bbny. Przez chwil Arilyn tylko patrzya. Pamitaa jeszcze sprzed mierci matki, e w Everesce urzdzano wito rdlecia, ale bya wtedy za maa, by bra w nim udzia. Nie zapraszano jej te na wikszo innych uroczystoci. W muzyce elfw pobrzmieway

waciwe tylko im, subtelne, uwicone od wiekw dwiki. To wanie one przycigay Arilyn coraz bliej taczcych. Arilyn nigdy tak naprawd nie rozumiaa mistycznej fascynacji elfw tacem, nigdy te nie osigna wybitnych umiejtnoci w tej sztuce. Jednak pod wpywem nalega Sokolicy, jej protegowanej, ktra w tym wypadku wystpia w roli mentora, ubraa si w zwiewn, zielon sukni, idealn, by przetaczy ciep letni noc. Bya to najpikniejsza rzecz, jak Arilyn kiedykolwiek miaa na sobie. Mikka jak babie lato i nadzwyczaj lekka, powiewaa przy kadym poruszeniu, barw za idealnie oddawaa czyst, wie ziele najwspanialszego letniego dnia. Na prob Sokolicy Arilyn bya boso, a we wosach miaa wianek z drobniutkich biaych kwiatkw. Co ciekawe, wszystkie elfy byy ubrane podobnie. Dzi nie widziao si skr jeleni ani ozdb z koci i pir. Wygldao to, jakby mieszkacy Tethiru cofnli si na jedn noc w dalek przeszo. Sokolica doczya ju do taczcych, z dum pokazujc szmaragd, ktry dostaa z okazji wita od Arilyn. Wikszo wymienianych podarunkw bya prosta - najczciej owoce i kwiaty. Ten podarunek za wzbudzi u dziewczyny prawdziwie kobiec rado i jej wspomnienie wywoywao za kadym razem umiech na twarzy Harfiarki. Martwia si o to dziecko - Sokolica bya zbyt moda, by nienawidzi tak gorco i zabija z tak atwoci. Mio byo patrze, jak dziewczyna wiruje w ramionach Tamsina, miejc si tak radonie, jakby naprawd bya beztrosk dziewczyn, ktr powinna by. Taki widok wart by ceny szmaragdu, kolejnego kosztownego dowodu sympatii Danila. Bdc wiadkiem radoci Sokolicy, Arilyn wtpia, by Harfiarz mia jej za ze to, co zrobia z jego podarunkiem. Dziecko dostrzego skupiony na sobie wzrok Arilyn i twarz rozjania si jej w umiechu. Z wycignitymi rkoma podbiega do ksiycowej elfki i pocigna j w roztaczony tum. Rozpocz si ostatni taniec, ktry mia uczci przesilenie. Harfiarka koysaa si razem z innymi, nie przejmujc si, e jej krok nie jest tak lekki i subtelny jak pozostaych. W caym wicie byo co takiego, co sprawiao, e takie sprawy wydaway si nieistotne. Arilyn pozwolia, aby zawadn ni spokj i rado, ktre biy od taczcych, wiedzc, e jest to ostatnia cz uroczystoci, w ktrej braa udzia. Dla elfw dzie rdlecia by czasem, w ktrym witowano zawarcie maestw i cieszono si mioci kochankw. Dzieci urodzone po tej nocy byy uwaane za specjalne bogosawiestwo od bogw. Nawet te elfy, ktre nie miay adnego konkretnego partnera, szukay kogo, z kim mogyby dzieli magi rdlecia.

Nie wzicie w tym udziau byo niemal niemoliwe. Powtarzajce si cykle ksiyca i nieubagany upyw czasu przynosiy ze sob co roku takie wito. Fauny wymykay si dwjkami w cie lasu. Skrzaty i chochliki znikay cichcem jak pary wietlikw. Kady szuka w tym uwiconym czasie kogo bliskiego. Arilyn odchodzia powoli z krgu, trudno jej byo, bowiem porzuci cudown jedno, ktr poznaa tej nocy. Kto delikatnie dotkn jej nagiego ramienia. Obrcia si gwatownie, chwytajc za rkoje miecza, ktry nawet w tak noc zobowizana bya nosi przy sobie. Objy j ramiona Lisiego Ognia. Mczyzna nic nie powiedzia, ale w jego oczach mona byo wyczyta wyrane zaproszenie. Instynkt i przyzwyczajenie wziy gr. Arilyn momentalnie zrobia si sztywna i zacza si odpycha. Lisi Ogie agodnie obj j w pasie, uniemoliwiajc ucieczk. - Noc jest krtka - powiedzia cicho. Byy to tradycyjne sowa wypowiadane przez kochankw lub przyjaci, ktrzy dzielili ze sob dar rdlecia. Arilyn zaparo dech w piersiach, gdy zrozumiaa w peni, co proponuje jej elf. W oczach Lisiego Ognia bya godna udziau w najbardziej elfich uroczystociach, ktre nie byy tylko przyjemnoci, ale te wejciem w wit jedno z ziemi. Nigdy nie marzya, e zostanie tak przyjta do wiata elfw, poniewa nigdy nie sdzia, by byo to moliwe. Pokusa, by sta si tym, za kogo j uwaano bya zbyt wielka dla samotnej pelfki. Po raz pierwszy w yciu Arilyn nie wycofaa si. - Noc jest krtka - przyznaa.

***

Korrigash i Fretka patrzyli, jak ich dowdcy odchodzili razem do lasu. - To nie w porzdku - powiedzia mczyzna. Na twarzy malowao mu si gbokie zmartwienie. - Czy ty i Lisi Ogie nie bylicie zarczeni? - Przez wiele lat - przytakna Fretka, a z jej czarnych oczu nie mona byo nic wyczyta. - Ale co z tego? Dopki tych dwoje zwycia w bitwach, nie obchodzi mnie, co jeszcze robi. - Ale Lisi Ogie jest moim przyjacielem, a takim zachowaniem naraa si na niebezpieczestwo.

- Niby jak? - powiedziaa ostro Fretka. Od wielu dni przypatrywaa si bacznie pelfce. Wszystko wskazywao na to, e Arilyn robi to, co obiecywaa. Ale Fretka nie moga pozby si cakowicie obawy, e Harfiarka wejdzie znw w rol, jak odgrywaa tak umiejtnie wrd ludzi. Wydawao si moliwe, e gdy tych dwoje znajdzie si samych, ostrze zabjcy przeszyje serce Lisiego Ognia. Ale Korrigash martwi si o co innego. - Wi pomidzy kobiet i mczyzn tworzy si na dobre i na ze; szczeglnie podczas rdlecia. Plemi sucha teraz Lisiego Ognia, ale moe odmwi, jeli zwie si on zbyt blisko z ksiycow elfk. - Jeli nie pjd za nim, ty ich poprowadzisz - powiedziaa spokojnie Fretka, upewniona sowami myliwego. - Pozwlmy sprawom toczy si swoim torem. Ale chod odezwaa si zupenie innym tonem - noc jest krtka. - Ale jeste zarczona z Lisim Ogniem - zaprotestowa Korrigash. Najwyraniej jej propozycja zakopotaa go, a jednoczenie zaintrygowaa. - On jest zajty kim innym - zauwaya kobieta. - Musisz si z tym pogodzi, na wypadek gdyby musia zaj jego miejsce take w innych sprawach. Myliwy zaprotestowa, ale wida byo, e sam sobie nie wierzy. Magia rdlecia ju nimi zawadna.

***

Lisi Ogie patrzy przez gste korony drzew, obserwujc zachodzcy po nocy przesilenia ksiyc. Blade wiato bdzio po przytulonym do niego smukym, biaym ciele. Mczyzna zoy pocaunek, delikatny jak skrzydo motyla, na zamknitej powiece picej pelfki i zacz si zastanawia, co powinien dalej zrobi. Podejrzewa to ju wczeniej, ale teraz nie mia adnych wtpliwoci: niezalenie, kim Arilyn bya sercem i duchem, w jej yach pyna ludzka krew. aden elf nie spa tak jak ona. Jako dowdca, Lisi Ogie by podporzdkowany Rhothomirowi. Mg spiera si z Mwc i robi to znacznie czciej ni jakikolwiek inny elf z plemienia, ale szanowa starszego mczyzn. Powinien zdradzi mu to, co wiedzia. Zgodnie ze wszystkimi tradycjami elfw, by zobowizany powiedzie mu wszystko, co odkry na temat mieszkajcego wrd nich gocia. A znajc dobrze Rhothomira, jak mgby to zrobi? Dla

Mwcy wszyscy ludzie byli wrogami, a pelfy byy jakim paskudztwem i wynaturzeniem. Zapewne rozkazaby zabi Arilyn, nawet gdyby nie stanowia adnego zagroenia. A teraz, w tych trudnych czasach, nie ochroniyby jej nawet argumenty Lisiego Ognia. A co z sam Arilyn? Jak zareagowaaby, gdyby wiedziaa, e jej tajemnica wysza na jaw? W tej kwestii Lisi Ogie te nie mia wiele wtpliwoci. Uciekaby do lasu, a tego on nie potrafiby znie. Nie moe si dowiedzie, e przyapa j jak pi. Ale jak to zrobi? Lisi Ogie nie wiedzia, jak to jest ze snem. Moe byo to co jak zaduma, stan, w ktry wchodzio si powoli i stopniowo? Usna dosownie przed chwil. Moe powinien j obudzi, biorc sobie za sojusznika jej zdumiewajc niewinno? Ta kobieta sama nie znaa swoich reakcji - Lisiego Ognia zadziwiao, e tak mogo by - ale moe bdzie si jej wydawa, e ta chwila snu jest dalszym cigiem cudownego, omdlewajcego otumanienia, ktre zakoczyo ich prywatn uroczysto. Delikatnie i zrcznie zacz j wybudza. Kobieta otwara oczy koloru nieba i popatrzya czujnie. Lisi Ogie umiechn si. - Pojmuj, e zwyczaje Seldarinw s tajemnic, ale nigdy nie rozumiaem, dlaczego bogini mioci i pikna pochodzi z ksiycowego ludu. Teraz ju wiem, bowiem ujrzaem w tobie jej oblicze. W jego sowach nie byo nic naiwnego - znaczyy dokadnie to, co powiedzia. Midzy wierszami mona byo jednak odczyta co jeszcze. Lisi Ogie dostrzeg, e Arilyn to poja. Bogini Hanali Celanil bya uosobieniem i istot elfiej kobiecoci. Nic nie mogo lepiej wyrazi podziwu wobec Arilyn jako kochanki i uznania jej za prawdziw elfk. Lisi Ogie mia nadziej, e jego sowa zabrzmiay autentycznie. Nie zawid si. Kobieta obja go biaymi rkami i magia rdlecia zacza si dla nich na nowo.

Rozdzia pitnasty
Kendel Leafbower wlizgn si do nadbrzenej tawerny znanej pod nazw Zakurzone Gardo i ruszy przez zbiorowisko spoconych, pijcych na umr goci w stron wolnego miejsca w odlegym rogu baru. Taki ordynarny tum i gorzkie piwo nie byy w jego gucie, ale by zmczony i chciao mu si pi po dugim dniu pracy w dokach Port Kir. Zakurzone Gardo byo znane ze spronego dowcipu barmanek i ostrych bjek, ktre wybuchay tam niemal, co wieczr. Ostatnio tawerna bya zamknita przez prawie dziesi dni po jakiej wyjtkowo widowiskowej walce i dopiero, co otwarto j na nowo. Pomimo zagroe, gospoda ta bya ulubionym miejscem wielu robotnikw - znajomych Kendela - czu si tu wic nieco bezpieczniej ni gdzie indziej. Ostatnia bijatyka zostawia sporo nowych ladw na poturbowanej awanturami gospodzie. Dwie z podpierajcych sufit belek byy gboko i w wielu miejscach ponacinane na wysokoci okoo trzech stp nad podog. Kendelowi przypominay na wp cite drzewa. Wygldao to, jakby pracowa przy nich bardzo wysoki bbr albo bardzo niski drwal. W drewnianej cianie na tej samej wysokoci widoczna bya najeona drzazgami dziura szeroka mniej wicej na stop, dajca gociom wgld do piwnicy z winami, a szczurom wygodne okienko, przez ktre mogy przyglda si jedzcym. Dua cz baru zostaa wymieniona i jasne drewno tworzyo wyrany kontrast ze starym, poplamionym piwem, kontuarem. Kilka krzese byo najwyraniej nowych, a poamane oparcia w jakim tuzinie kolejnych powizane byy sznurkiem w ramach prowizorycznej naprawy. Nawet masywny, kamienny kominek, zajmujcy ca szeroko zachodniej ciany nie unikn zniszcze. W osmalonym dymem palenisku widoczne byy spore wyszczerbienia. Pracownicy tawerny te nie obeszli si bez obrae. Przy ogniu sta przysadzisty kucharz, napominajc kuchcika nizioka, ktry jedn rk prbowa obraca roen, polewajc jednoczenie piekce si jagni. Drugie rami mia starannie obandaowane i oparte na poplamionym przez jedzenie temblaku. Szkaradny pork, ktry zajmowa si drobnymi siowymi pracami, wyglda jeszcze mniej zachcajco ni zwykle. Ryjowaty nos mia zupenie spaszczony, a paskudnie spuchnita szczka pokryta bya czerwonymi plamami i ohydnymi, zielonotymi ctkami bledncych sicw. Z tak nabrzmia twarz trudno mu byo oddycha, sapa, wic gono, obnaajc przy kadym wdechu postrzpione resztki

poamanych zbw. Jednego dolnego ka brakowao mu zupenie, co czynio jego twarz dziwacznie asymetryczn. Nawet niektre barmanki nosiy lady walki, wliczajc w to podbite oczy, pokaleczone palce i... triumfalne umieszki. Byy to najwiksze zniszczenia po bjce, jakie kiedykolwiek w yciu Kendel mia okazj widzie. A y zaiste dugo. Zauway wszystkie te szczegy od razu. Port Kir by niebezpiecznym miejscem i ci, co chcieli w nim przey mieli wyczulone zmysy, by w por dostrzega zagroenie. Kendel by rwnie cakowicie wiadomy, e nawet w tej zatoczonej sali zwraca na siebie uwag. Wikszo rodowitych Tethyrczykw miao oliwkow cer, ciemne oczy i wosy w odcieniach od kasztanowego po czarny. Dua cz marynarzy i pomocnikw portowych bya silnie uminiona od wykonywanej pracy. W przeciwiestwie do tych ludzi, Kendel mia czerwono-zote wosy, oczy koloru nieba i blad cer, ktrej nie zdoaa przyciemni adna ilo poudniowego soca. By silny, ale sylwetk mia szczup, a wzrostu niewiele ponad pi stp. Mwic krtko, by elfem. - Co poda? - odezwa si niezwykle gboki, szorstki gos gdzie spoza baru. Zdumiony elf pochyli si do przodu i zajrza za kontuar. Zobaczy zwrcon w swoj stron twarz modego krasnoluda z krtk, ciemnobrzow brod i min tak pospn jak deszczowy poranek. - Elf! W takim razie nie trzeba mi podpowiada - cign kwano krasnolud. - Piwo tutaj jest zbyt cierpkie, by ci smakowao, prosisz, wic o kielich wody mineralnej. A moe troch ciepego mleczka? - Albo elverquisst - zaproponowa zimno Kendel. Delikatny wygld elfw czsto skania przedstawicieli innych ras do takich artw, podczas gdy tak naprawd wina i likiery elfw naleay do najmocniejszych w caych Faerunie. - Elverquisst, naprawd? Z pewnoci w tym miejscu mona znale baryki z najlepszymi elfimi trunkami - odpar sarkastycznie krasnolud. - A wygdka na tyach jest przepeniona kwieciem, jeli rozumiesz, o co mi chodzi. Na twarzy Kendela pojawi si mimowolny umiech. Podziela wtpliwoci nowego barmana, co do zawartoci piwnicy w Zakurzonym Gardle. Chocia sam nie wyraziby swojej krytyki takimi sowami, musia przyzna, e porwnanie krasnoluda byo trafne. - Prawd mwic, nie miabym teraz nic przeciwko duemu kuflowi tego elverquissta - doda tsknie krasnolud. - Ten napj potrafi zdziera farb i rozpuszcza zom! - Nigdy nie syszaem, by kto opisywa elverquissta w ten sposb - odpowiedzia grzecznie Kendel. - Chcesz zapi jakie kopoty, czy dobrze rozumiem?

- A tak. Troch poniewczasie krasnoludzki barman przypomnia sobie o swoich obowizkach i ponurym usposobieniu, jakie przypisywano jego ziomkom. Gono stukajc zbami, zamkn usta i chwyci cierk wiszc za nim na maej, okrgej beczuce. Nastpnie zabra si do czyszczenia blatu, podskakujc przy kadym ruchu. Elf z trudem opanowa umiech. - Mgby przysun baryk do baru. To uatwioby ci prac i umoliwio patrzenie na goci. - Nikt tu nie jest wart ogldania - wymrucza zrzdliwie krasnolud, ale natychmiast zrobi to, co zaproponowa Kendel. Po chwili wdrapa si na beczuk i postawi przed elfem pienisty kufel. - Piwo. Nie jest dobre, ale nic lepszego dosta tu si nie da. Jeli chodzi o mnie, to bardziej smakuje mi bez morskiej wody, ktr dodaj, by byo go wicej! Kendel przyj napj skinieniem gowy i wypi troch. By rzeczywicie lepszy ni wszystko, co do tej pory mia okazj prbowa w tej gospodzie. W podzice wycign z kieszeni ma srebrn monet i przesun j w stron barmana. Krasnolud sprztn j szybkim, niefrasobliwym pocigniciem cierki. - Nie mog tego zobaczy, bo zabior mi szybciej ni pijany nizioek zdy upora si z napalon pann. Ci, co prowadz ten interes s nazbyt chtni, by bra pienidze, ktre nie s ich! - Okradaj ci? - zapyta ostronie Kendel. Nie byo mdre interesowa si zbyt wnikliwie problemami innych, ale barman wzbudza wyjtkow sympati i elfowi podobao si jego zrzdzenie. Takie przyjazne gesty nie byy czste w Tethyrze, szczeglnie wobec elfa. - Okradaj? Mona tak powiedzie - odpar krasnolud. - Przyszedem tu tak jak ty, by zwily gardo po dugim dniu. - Twarz pojaniaa mu w przelotnym, nostalgicznym umiechu. - Chocia prawd mwic, tamten dzie nie by dla mnie ciki. Pieniste Piaski, syszae kiedy o tym miejscu? Elf przytakn, bowiem ta ekskluzywna ania i dom uciech cieszyy si w miecie duym uznaniem. Nie wierzy jednak krasnoludowi do koca, bowiem Pieniste Piaski pozostaway poza zasigiem pracownikw portowych czy barmanw. - Miaem kiesze pen zota i gar srebra - cign smtnie krasnolud. - Zoto zarobiem, eby nie myla, dziesicioma latami cikiej pracy, a srebro dostaem i naleao do mnie zupenie legalnie. Wszystkie podarowane mi monety wydaem w Piaskach i wcale tego nie aowaem. Potem przyszedem tutaj. Gdy skoczyem pierwszy kufel zacza si

bjka. Mieli szczcie, e czuem si niezwykle odprony i spokojny, bo inaczej nie uniknliby powanych zniszcze. - Wszystko wskazuje na to, e i tak poradzie sobie niele - wymrucza Kendel. Zao si, e twoje zoto poszo na naprawy? Krasnolud prychn. - To, co wzili ode mnie, wystarczyoby na wybudowanie nowego domu od piwnic po dach i jeszcze zostaoby wystarczajco, by zatrudni do obsugi stolikw poow dziewczyn, ktre pracuj w Pienistych Piaskach! Potem powiedzieli mi, e to nie wystarcza, a tutejsze prawo stao po ich stronie. Dlatego tu jestem; odpracowuj reszt. Jestem ju tu od wielu dni i wszystko wyglda na to, e nie posuwam si zbytnio do przodu. Czuj si, jakbym zamieni jedn niewol na drug - zakoczy smtnie. Kendel przyj te owiadczenie w ciszy, bowiem wyraanie oburzenia nie byoby mdre. Niewolnictwo nie byo nieznane w Tethyrze, ale myl o tym zadziwiajco czarujcym krasnoludzie zmuszanym przemoc do pracy bya dla elfa wyjtkowo przykra. Czasy w Tethyrze byy trudne, szczeglnie dla tych, w ktrych yach nie pyna ludzka krew. Jeli istniaa jaka korzy z dugiego ycia, pomyla Kendel, to bya to moliwo ledzenia, jak koo fortuny zatacza kolejne krgi. Byo to te w pewnym sensie przeklestwo. W Tethyrze oba te twierdzenia byy prawdziwe. Kendel przyby do Tethyru, zanim dziadowie siedzcych w gospodzie ludzi pojawili si na tym wiecie. Zbudowa dom i zaoy rodzin, ale wkrtce potem odebrano mu jego wasno, gdy stojcy u wadzy ludzie uznali, e elfy nie mog posiada ziemi. Mieczem i si wywalczy sobie nowe ycie i szo mu coraz lepiej w miar, jak roso w si stronnictwo krlewskie, dla ktrego walczy. Potem tethyrscy monarchowie zmienili zdanie i okrutne pogromy zdziesitkoway nawet najbardziej lojalne elfie spoecznoci. Kendel przetrwa, rodzina krlewska nie. Na wiele lat kraj pochona gorczka egalitaryzmu, obejmujca nawet przedstawicieli innych ras. Po raz kolejny Kendelowi si powodzio, ale nie trwao to dugo. Trzy lata temu by kupcem, teraz najlepsza praca, jak mg dosta, to pomoc w porcie. Elf sczy piwo, ale chocia pochonity by wspomnieniami, nie omieszka zwraca bacznej uwagi na ewentualne niebezpieczestwa. Ktem oka dostrzeg kilku mczyzn, ktrzy wtargnli do sali. Byo ich piciu, wszyscy najemnicy. Zna takich typw na tyle dobrze, by rozpozna ich na pierwszy rzut oka - wyrnia ich dumny krok, ktry wiadczy o brawurze, ale ktry sugerowa take pewien brak konkretnego zajcia i celu. onierze bez dowdcy, szukajcy okazji do bjki, ktra dowiodaby im, e nie s zupenie bezuyteczni.

Ale ci ludzie wydawali si by wyjtkiem - mieli swj cel. Czterech z nich przeciskao si przez tum, torujc sobie drog do miejsca, gdzie siedzia Kendel. Elf ukradkiem poluzowa sztylet, ktry nosi przywizany do uda. Od czasu, gdy ostatnio musia go uy mino wiele lat, ale pami elfw jest duga. Gdyby przyszo do walki, by pewien, e moe na siebie liczy. - Ja ci znam - owiadczy gono jeden z najemnikw, wskazujc grubanym palcem na Kendela. - Jeste jednym z dzikich elfw, ktre zaatakoway farm na poudnie od Mosstone. Spaliy wszystkie zabudowania i zabiy ca rodzin i wikszo parobkw. W sali nagle zrobio si cicho. Kendel obrci si, by spojrze w twarz oskaryciela. - Niezupenie, panie - powiedzia spokojnie. - Jeli istnieje jaki konflikt z elfami, szukajcie przeciwnikw wrd lenych plemion. Z pewnoci po mojej cerze i wosach rozpoznajesz, e nie jestem jednym z nich. - Nie zwracabym na to uwagi - wtrci inny najemnik. - Wrd napastnikw widziaem czerwonowosego elfa. Mwi si, e to on wyci swj znak na twarzy naszego kapitana. Z tego, co wiemy, to moesz by ty. - To niemoliwe. Od wielu miesicy nie opuszczaem Port Kir - zaprotestowa elf. Pracuj w porcie od wczesnej wiosny. S tu ludzie, ktrzy mog to powiadczy! - Kendel rozejrza si po sali, szukajc potwierdzenia swoich sw. Nie znalaz. Nawet ludzie, ktrzy pracowali razem z nim dzie po dniu, siedzieli milczc powcigliwie i odwracajc wzrok. Ale sowa elfa wywoay wrd najemnikw wybuch rechotliwego miechu. - Syszycie chopaki? - zawy jeden z nich. - Pracuje w porcie, ot co! Jeli ktokolwiek z was widzia kogo mniej nadajcego si do tego zajcia, chtnie posucham! W tym momencie Kendel by pewien, e konfrontacja bya nieunikniona. Gra w takim przedstawieniu ju niejednokrotnie, chocia na innych scenach. Na farmie, w paacu, w kantorze, w gospodzie - wszystko koczyo si podobnie. Spojrzenie elfa pozostao spokojne i zrwnowaone, ale palce zacisny mu si na sztylecie. Gdyby zaatakowa pierwszy, i to szybko i mocno, mia du szans przedosta si do drzwi. Du szans - to wicej ni zwykle miewa. Ucieknie i znw zacznie ycie od nowa, jak to czyni ju wielokrotnie. - Syszaem, jak mwiono, e na tej farmie pracowali elfi niewolnicy, co w tym kraju jest przestpstwem - odezwa si szorstki gos zza baru. - Gdybycie chopcy mieli, cho troch rozumu, nie bronilibycie tamtych ludzi.

Najemnicy wymienili zdumione spojrzenia. W nastpnej chwili dao si sysze szuranie drewna o drewno i oczom wszystkich ukaza si krasnolud z ciemnobrzow brod, ktry utkwi oskarycielskie spojrzenie w najemnikach. Mczyni wybuchnli miechem. - Krasnolud! A ja mylaem, e to gos bogw! - zawy jeden z nich. - Jest troch za niski na boga - zauway inny, umiechajc si szeroko, gdy jego wtpliwej jakoci dowcip wywoa now fal wesooci. - Zajmij si swoimi sprawami, krasnoludzie, i pozwl nam zaj si naszymi - warkn najwikszy z mczyzn. Krasnolud wzruszy ramionami i podnis obie rce w niedbaym gecie zgody, po czym zeskoczy z beczki i znikn. Najemnik wysun jedn nog, kopic w stoek, na ktrym siedzia elf. Zwinny Kendel podnis si natychmiast, trzymajc w pogotowiu byszczcy sztylet. Atakujcy czowiek sign przez rami, wycign z wiszcej na plecach pochwy paasz i podszed do elfa. Na szczcie dla Kendela tum stawia jego przeciwnikw w niekorzystnej sytuacji. Brakowao miejsca, by swobodnie manewrowa mieczem i elf mg dziki temu odeprze kilka pierwszych ciosw. Ale tylko kilka. Zgodnie z praktyk gocie odsunli pod ciany stoy i krzesa, by stworzy prowizoryczna aren. Wielu z nich, a szczeglnie ci, ktrzy nie wyleczyli si jeszcze z obrae po poprzedniej bjce, ruszyo pdem w stron wyjcia. Kendel znalaz si wkrtce sam w otwartej walce z picioma mczyznami. Z tyu za sob mia bar, a najemnicy otoczyli go pkolem. Wymachujc mieczami i szczerzc si zuchwale, zaczli podchodzi coraz bliej. Zowrog cisz panujc w gospodzie przerwa straszliwy trzask. Krasnoludzki barman przebi si przez drewnian ciank pod kontuarem, z gow pochylon jak walczcy kozio. Kendel nagle zrozumia, w jaki sposb powstaa ogromna dziura w piwnicznej cianie tawerny. Wznoszc okrzyk do swojego boga walki, krasnolud puci si prosto w stron najwikszego najemnika. Uderzy go z caej siy gow, najwyraniej poniej pasa. Oczy mczyzny zaszkliy si, a miecz wypad mu z doni. Usta poruszay mu si bezgonie, a rka signa, by zapa zmiadone krocze. Po chwili ciszy czowiek zachwia si i run jak podcite drzewo. Z miejsca, gdzie lea, dobiegao sabe, piskliwe kwilenie. Ale krasnolud nie odnis adnych obrae. Na Torilu niewiele byo rzeczy twardszych i wytrzymalszych od czaszek przedstawicieli tej rasy. Krasnolud cofn si chwiejnie kilka krokw, odbi ponownie od baru i popdzi przez sal w poszukiwaniu broni. Gocie rozstpowali si przed nim jak karaluchy uciekajce od nagle zapalonej pochodni,

odsaniajc znajdujce si za ich plecami palenisko. Sta przed nim speszony kucharz, ktry balansujc na jednej nodze z trudem utrzymywa w jednej rce ogromn tac ze wieo upieczonym baranim udcem. Krasnolud pomkn natychmiast ku palenisku. Po drodze porwa lec na stoliku cierk i owin j sobie dwukrotnie wok doni. Nastpnie chwyci piecze za ko i odwrci si z powrotem w stron bitwy. Uywajc misa jak maczugi, waln z caej siy w najbliszego najemnika. Mczyzna opuci miecz, by odeprze niezwyky atak, ale ostrze ugrzzo po rkoje w delikatnym misie i w aden sposb nie spowolnio uderzenia krasnoluda. Barani udziec powdrowa w gr, popychajc miecz prosto w twarz mczyzny. Najpierw da si sysze trzask koci, gdy rkoje zmasakrowaa mu nos, a potem gony plask, gdy skwierczce miso uderzyo w twarz czowieka, oblewajc go gorcym sosem. Wyjc z blu i trzymajc si za roztrzaskany nos i olepione oczy, najemnik zatoczy si. - Zmarnowane takie dobre arcie - wymrucza krasnolud. Pomimo to rzuci udziec na ziemi, by mc wycign miecz. Bro bya dla niego zbyt duga, ale widzc, jak elf doskonale radzi sobie ze sztyletem, krasnolud podejrzewa, e pewnoci umiaby posuy si i t broni. Pomidzy jednym odpartym ciosem a drugim, Kendel zerkn w stron paleniska, skd dobieg kolejny bitewny okrzyk krasnoluda. Jego nowy sojusznik trzyma miecz przed sob niczym wczni, opierajc rkoje o brzuch, i rusza do kolejnego natarcia. Obrany za cel najemnik odwrci si w stron basowego gosu i zgrabnie uskoczy na bok. Krasnolud nie mg ju zmieni kierunku ataku, by uderzy w tego, kogo namierzy, ale jego miecz zanurzy si gboko w wystajcy brzuch drugiego najemnika. - Uups - wymrucza krasnolud, ale szybko wykorzysta swj bd. Pochyli si nad mieczem i zacz biega wok nabitego czowieka. Wyglda przy tym jak parobek pchajcy jedn z dwigni obracajcych kamie myski. Ostrze rozpruo ciao mczyzny z mdlcym pluskiem. Wntrznoci wypyny i najemnik pad bez ycia w rosnc kau krwi. W tym czasie elf skoczy do przodu, by odeprze cios pierwszego mczyzny gwatowne uderzenie z gry, ktre powalioby krasnoluda. Skrzyowa z mieczem najemnika swj sztylet, ale sia ciosu powalia go na kolana. Nim czowiek zdy zamachn si po raz drugi, zbliy si krasnolud. Sigajc wysoko ponad zczone ostrza, waln pici mczyzn tu pod ebrami. Najemnik zacharcza i straci oddech, zginajc si wp nad klczcym elfem Krasnolud chwyci go za wosy i odcign mu w ty gow.

- W kocu moemy spojrze sobie w oczy - zauway dowcipnie i zdzieli najemnika pici w twarz. To zupenie wystarczyo, ale krasnolud uderzy jeszcze raz, by przewiczy cios. Niedbaym ruchem przecign nieprzytomnego czowieka na bok i podnis z ziemi jego miecz. - Uyj tego, elf - poradzi Kendelowi. - Ten poprzedni by lepszy, ale mgby by troch za liski. Elf chwyci miecz i skoczy na rwne nogi, obracajc si w stron ostatniego przeciwnika i rzucajc sztylet krasnoludowi. Ale ostatni najemnik nie mia zamiaru prbowa swoich si w walce z t dwjk. Wsun pospiesznie miecz do pochwy i pomkn w stron drzwi. - Za nim - zakrzykn krasnolud, rzucajc si w pogo. Kendel zawaha si, ale po chwili doczy do pocigu. Podnis miecz na ludzkich onierzy - kary za to byy surowe. Niezalenie od tego, dokd wybiera si krasnolud, byo tam bezpieczniej ni w Port Kir. Kendel pomyla sobie te, e i sama podr moe okaza si interesujca. Krasnoluda znalaz na podwrzu, gdy ten okada wyrywajcego si najemnika, siedzc mu na plecach. Kendel podszed do walczcych i przyoy ostrze do garda mczyzny. - Zjawie si w por - wymrucza krasnolud, usuwajc si na bok. - Ten typ bardziej podskakuje ni ukszony przez os ko. Wstawaj - nakaza czowiekowi. - Id na wschd wzdu ulicy. Jestem tu za tob. Jeli sprbujesz uciec lub krzykn po pomoc, zatopi ten wspaniay sztylet w twoich plecach. - Co zamierzasz z nim zrobi? - zapyta Kendel, stajc obok krasnoluda. Ten przygryz wargi i zamyli si. - Prawd mwic, zaczynam by niele zmczony tym, co tu si wyrabia. Chc wrci do Gr Earthfast i rodziny, ale najpierw musimy zabra te szumowiny do stawu, po ktrym zwykle pywaj. Chciabym spotka czowieka, ktry go wynaj - powiedzia tonem, w ktrym brzmiaa ukryta groba. - Dlaczego? - spyta zaskoczony Kendel. - Byem niewolnikiem przez dziesi lat, a nawet wicej, jeli doda do tego prac w tej zasranej tawernie. Niezbyt mi si to podobao. Nie mog pogodzi si z myl, e ktokolwiek, nawet te podlizujce si gnomom dzikie elfy, s brane w niewol. Chc pozna szczegy. Najemnicy nie s tani, a robienie z elfw niewolnikw moe przynie same

kopoty. Istniej lepsze sposoby zrywania lici fajkowego ziela. Tu musi chodzi o co jeszcze. Kendel popatrzy na krasnoluda z szacunkiem. Odludne z natury krasnoludy rzadko interesoway si dobrem innych ras. To go nawet troch zawstydzao. Ju dawno sysza opowieci o problemach lenych elfw, ale nie zamierza si do tego miesza. Dla wielu ludzi elf by elfem, a zajcia takie jak w gospodzie nie naleay do rzadkoci. A tutaj sta krasnolud gotowy pomc mieszkacom Tethiru. - Czy to z tego powodu walczye w tawernie tamtego pierwszego wieczoru? - zapyta cicho. - W obronie zaczepianego elfa? Krasnolud prychn i popdzi najemnika kocem sztyletu. - le mwili o mojej matce. Nie powinni tego robi. - Zaiste nie powinni - przyzna Kendel. - Dobrze si spisae, bronic jej czci. - I imienia - doda krasnolud. - Nie wystarczy, e ja te je nosz. Bo widzisz, matka przekazaa mi imi. Jestem z tego dumny, ale nie wszyscy zapatruj si na to w ten sposb. - Rozumiem. Ja nazywam si Kendel Leafbower - powiedzia elf, ciekaw, jakie moe by imi krasnoluda i chcc przyspieszy prezentacj. - A ja jestem Jill - odpowiedzia jego nowy przyjaciel, rzucajc ukradkiem baczne spojrzenie na elfa. Wyraz jego twarzy zachci Kendela do komentarza. - To wiele wyjania - wymrucza powanie Kendel. - W jzyku elfw wyraz Jill znaczy nieustraszony wojownik - skama pospiesznie, bowiem krasnolud zdy ju spochmurnie i zmarszczy czoo. - A tak, taka wanie bya - powiedzia radonie Jill, zapominajc o gniewie. - Imi to przechodzio w naszym klanie i na mczyzn i na kobiety. Co ciekawe, wydaje si, e kady, kto je nosi, walczy lepiej ni pozostali - By moe, dlatego, e mia wicej okazji do wicze - zauway elf, po czym ugryz si w jzyk, niepewny, jak dumny krasnolud moe przyj te sowa. Ale ku jego zdumieniu ten zatrzs si od miechu. - A tak. Co w tym jest - przyzna Jill. Nowi przyjaciele umiechnli si do siebie porozumiewawczo i ruszyli ze swoim zakadnikiem szybkim krokiem na wschd, w poszukiwaniu odpowiedzi na swoje pytania.

Rozdzia szesnasty
Po spotkaniu z lordem Hhunem, Bunlap wyruszy do swojej twierdzy z nowym zastpem najemnikw i gow pen mrocznych planw zniszczenia elfw, ktre szydziy z niego i umykay mu ju zbyt dugo. Jeden z jego nowych pracownikw, kapan Loviatar, ktrego fascynacja zagadnieniem cierpienia wykraczaa daleko poza ortodoksj, zgodzi si uda z nim na wschd i przesucha zabite elfy, ktre przynieliby Vhenlar i jego ludzie. W kocu uderz w najpilniej strzeone sekretne miejsca wroga. Ale kapitan wcale nie by zadowolony z wieci, ktre usysza na powitanie. Wikszo czonkw jego ostatniej druyny zgina w lesie, a najlepszy strzelec by tak podziurawiony jak poduszka do szpilek. Kosztowny halruaaski czarodziej wci lea w ku, cierpic z powodu depresji i bliej nieokrelonych obrae. Co gorsza, Vhenlarowi nie udao si przynie nawet jednego dugouchego trupa, ktrego mgby przesucha kapan. - Zostawi je, albo przyczy si do nich. Taki mielimy wybr - poinformowa Vhenlar kapitana. - Moim zdaniem powinnimy zostawi je w ogle w spokoju. - W swoim czasie - odpowiedzia mu Bunlap, patrzc markotnie na las. - Co na tym zyskamy? - dopytywa si Vhenlar. - Wycinka jest ju zakoczona. Dostae ju za to pienidze i rozliczye si z powierzonego ci zadania. Czego jeszcze chcesz? - To sprawa osobista... - zacz kapitan. Ale Vhenlar nie da mu dokoczy. - O nie, tylko nie to! I tak ju zbyt wiele razy widziaem, jak pakujesz si po uszy w kopoty. Nie po to spdziem cztery lata uciekajc przed Zhentarimami, by teraz y w cigym strachu przed zemst elfw. Mam tego do. Zapa mi i odchodz. Kapitan potrzsn gow, nie raczc nawet spojrze na rozgniewanego strzelca. - Jeszcze trzy bitwy. To powinno wystarczy. Pierwsza bdzie ma potyczk. Druga w obozie drwali. Stary Hhune wpakowa w to mnstwo pienidzy. To miejsce jest strategiczne i naley do nas. Moemy nawet wznowi handel drewnem, gdy sytuacja troch si uspokoi, tylko, e teraz nie bdziemy musieli z nikim dzieli si zyskiem. Moesz sta si bardzo, bardzo bogatym czowiekiem. - Nie wrc do lasu - zacz Vhenlar.

- Nie bdziesz musia. Tym razem bdziesz mg walczy w twj ulubiony sposb zza parapetw, strzelajc w d do atakujcych. Do tego nie bdziesz musia rusza si z fortecy. ucznik zastanowi si. - Jak zamierzasz to zrobi? - Poczekamy - powiedzia prosto Bunlap. - Elfy do nas przyjd, tego jestem pewien. - Nie sdz, by chcia mi wyjawi, dlaczego. Kapitan utkwi lodowaty wzrok w swoim dawnym znajomym. - Pamitasz Harfiarzy, prawda? Vhenlar jkn. Tajna organizacja zwana Harfiarzami stawiaa sobie za cel krzyowanie planw Zhentarimw, powciganie ambicji bezwzgldnych i potnych ludzi i generalnie deptaa po pitach wszystkim, ktrzy chcieli osign wicej ni, zdaniem tych wcibskich typw, im si naleao. - Interesuj si t spraw? - Dokadnie. Dobrze, e wrciem do Zazesspuru. Mwi si, e agent Harfiarzy zdradzi si przez wasn gupot, ale zdoa umkn z miasta tu sprzed nosa tamtejszych zabjcw. Wypytaem si te i uzyskaem informacj, e w miecie by rwnie drugi Harfiarz, przynajmniej do niedawna. Elfka, ktra przelizgna si tu obok naszej twierdzy, uywajc do tego tej zmylnej dymnej zasony, jest jednym z ich najbardziej kopotliwych agentw. Pewnie syszae kiedy o Arilyn Ksiycowej Klindze? - Czy to nie ta, ktra, jak powiadaj, przekrada si do Mrocznej Twierdzy i zabia starego Cherbilla Nimmta? - Ta sama. Ona wie, kim jestem, i jeli spotka si w odpowiednim czasie z lenymi elfami, dojd wsplnie do tego, e rdo ich problemw ley za murami tej fortecy. - Ona ju si z nimi spotkaa - odpar Vhenlar. - To szara elfka, prawda? Z magicznym mieczem? C, ona wanie bya tam z dzikimi elfami i kierowaa nimi w wace. I one jej suchay, chocia wydaje si to nieprawdopodobne. Gdyby nie ona, pozabijayby nas wszystkich! - Tym lepiej. Moesz by pewien, e elfi zwiadowcy przyszli za tob a tutaj. Teraz spodziewam si, e elfy zjawi si tu gotowe do bitwy. I tu wanie bd potrzebne twoje umiejtnoci ucznika. Zabij dla mnie t ksiycow elfk, a bdziesz mg i, gdzie tylko chcesz - zakoczy ponuro Bunlap. Strzelec przytakn, ale tak naprawd nie bardzo wierzy w zapewnienia dowdcy. Nie potrafi te wykrzesa w sobie ani krzty entuzjazmu dla nadchodzcej bitwy. Majc ju

okazj spotka si z elfami i t harfiarsk dziewczyn, nie mia ochoty robi tego wicej. Nie byo dotd takiej nocy, by nie przeywa na nowo ognistego ataku elfki i nie budzi si przeraony i zlany potem, nic o wrogach, ktrych nie mg dotkn ani zobaczy, a ktrzy wci go otaczali. Jaki jednak mia wybr? Vhenlar spodziewa si, e bdzie zmuszony walczy z dzikimi elfami a do chwili, gdy albo zwariuje, albo zostanie zabity. Bunlap go nie wypuci, nim nie zaspokoi swojej dzy zemsty. A wszystko wskazywao na to, e nie ma szans, by stao si to atwo... czy szybko.

***

Kilka dni po wicie rdlecia, Arilyn spacerowaa sama w lesie. Klucz do siedzib lythari, drewnian piszczak, ktra brzmiaa podobnie jak zawoanie tych elfw, trzymaa zacinit w doni. To, co zamierzaa zrobi, nie byo atwe, ale nie miaa wyboru. Pelfka odesza tak daleko w las, jak tylko miaa odwag. Nawet teraz atwo tracia orientacj w magicznej strefie, otaczajcej Wysokie Drzewa. Podniosa do ust drewniany gwizdek, dobywajc z niego przecigy, aosny dwik, ktry odbi si echem od drzew. Wybrawszy sobie przewrcone drzewo, usiada na nim i czekaa. Arilyn nie bya pewna, czy Ganamede nawet odpowie na to wezwanie. Mody lythari by zaskoczony, nawet dotknity, jej wyranym brakiem zrozumienia dla zaszczytu, jaki spotka j, gdy miaa okazj zobaczy siedzib zmiennoksztatnych elfw. Nie moga wwczas mu wyjani, e tak naprawd nie zamierza go prosi, by namawia miujce pokj lythari do walki u boku zielonych elfw. Sugerujc to Rhothomirowi, chciaa zyska na czasie i zapewni bezpieczestwo Ganamede. Ale jak moga to wytumaczy, skoro teraz naprawd musiaa prosi o pomoc? - Arilyn. Pelfka odwrcia si w kierunku cichego gosu i znalaza si oko w oko ze srebrnowosym lythari. - W Wysokich Drzewach syszaam dziwn histori - zacza bez wstpu. - Zielone elfy opowiadaj o wojowniku, ktry ocali ich plemi kilkaset lat wczeniej. Okazao si, e ta osoba bya jednym z moich przodkw, Zoastri. Oni nazywaj j Soora Thea. Powiadaj, e dowodzia te srebrnymi cieniami. Czy to prawda, e twj lud sprzymierzy si kiedy z lenymi plemionami?

- Raz i to bardzo dawno temu - zgodzi si niechtnie Ganamede. - Ale zo, ktre przyszo w tamtych odlegych czasach do lasu, byo ogromne i zagraao samej jego istocie. Nieumare ohydy, stwory z mrocznego planu i plemi orkw, ktre dla nich walczyo tylko po to, by zakosztowa krwi elfw. Te istoty byy jak wrzd na ciele tej ziemi, wic lythari walczyy, nim wrg nie zosta pokonany. - Ludzie, z ktrymi teraz mamy do czynienia rwnie nie s mili - zauwaya Arilyn. - Nawet, jeli, to ludzie s inteligentn ras i jest wrd nich wiele dobra. Od czasu do czasu lythari atakuj kogo - na przykad czowieka, ktry zszed na z drog, czy nawet elfa. Ale walczy z wieloma ludmi? Skd moemy by pewni, e wrd tych, ktrzy zgin, nie bdzie nikogo dobrego? - Czasem taka pewno jest niemoliwa - przyznaa Arilyn. - Zdarza si, e miewam al do mojego miecza, e ocenia tych, z ktrymi walcz, ale generalnie dobrze jest wiedzie, e dziki jego magii nie zabij niewinnego. Wikszo wojownikw nie ma takiego uatwienia. - Jeli nie bdziecie walczy - dodaa w przypywie natchnienia - moe zgodzilibycie si poprowadzi zwiad? Z pewnoci w lesie jest wiele drzwi do bramy. Moglibycie zakra si niepostrzeenie i donie nam, z jakimi siami bdziemy walczy. Lythari zastanowi si nad propozycj. - Bdzie, jak mwisz. Tak, zrobi to i powiadomi was o zagroeniach. To niewiele, ale moe pomc. Arilyn umiechna si i pooya do na futrzastym ramieniu przyjaciela. - To cakiem sporo i znacznie wicej, ni chciaabym ci prosi. - Wiem - odpar mikko Ganamede. - Przez chwil wtpiem w ciebie. Ale ty, podobnie jak my, chodzisz pomidzy wiatami. To nie jest atwa rzecz i czasem inni, ktrzy patrz na to tylko z jednej perspektywy, nie rozumiej jej zupenie. - Czasem nawet ja sama nie rozumiem - przyznaa Arilyn. Wilczy elf pooy pysk na jej ramieniu w rzadkim gecie czuoci. - Kiedy zrozumiesz, a gdy to si stanie, zabior ci tam, gdzie bdziesz musiaa si uda. W nastpnej chwili go nie byo. Znikn, umykajc midzy drzewa w przedziwnie cichy sposb. Arilyn chwil tylko rozmylaa nad jego zaskakujcymi sowami, potem powicia si bardziej praktycznym i pilniejszym sprawom. Pomimo tego, co powiedziaa, to, co Ganamede zaproponowa, nie byo w adnym razie wystarczajce. Zwiad by potrzebny, to

jasne, ale byo mao prawdopodobne, by bez srebrnych cieni elfy odwayy si wyj poza granice lasu. A jeli tego nie zrobi i jeli nie wygraj, Bunlap i jego ludzie nie przestan ich atakowa i drczy. Dla Arilyn byo jasne, e oryginalny plan Harfiarzy, by doprowadzi do kompromisu, nie wchodzi w gr. Mwic krtko, zastanawiaa si, co pomylaby sobie Khelben Aransun, gdyby wiedzia, e zachca j do porozumienia z byym onierzem Zhentarimw. Tego dowiedziaa si o Bunlapie, gdy badaa uzbrojenie fortecy. Zhentarimowie oddawali cze zym bogom i zajmowali si wasnym zyskiem, ale czsto okazywali szczegln wrogo wobec elfw. Arilyn wiedziaa wystarczajco duo o Bunlapie i ludziach jego pokroju, by rozumie, e ta wojna nie bya wynikiem nieporozumienia, ani te napastnicy nie kierowali si wycznie zyskiem. To bya zemsta. I zbieraa ponure niwo. Przed jej przybyciem do lasu, Wysokie Drzewa byy kwitnc osad. Teraz plemi liczyo mniej ni stu czonkw. By moe nadszed czas, by pokaza zaproszenie Odejcia na Evermeet, podpisane przez krlow Amlaruil. Arilyn wtpia, by elfy z Tethiru to zaakceptoway, a po rdleciu bya tego prawie pewna. Byy zwizane z t ziemi, zakorzenione tak gboko, jak najstarsze drzewa. Pomimo to, powinna im przedstawi alternatyw. Nic wicej nie moga dla nich zrobi. Byo ich zbyt mao, by walczyy same. A moe nie? Wysokie Drzewa byy jedn osad, jej mieszkacy jednym klanem z jednego plemienia. Las Tethir by rozlegy, a elfy z Elmanesse byy stosunkowo wieymi przybyszami. Byy przecie inne elfie plemiona, ktre zamieszkiway las od niepamitnych czasw. Z pewnoci teraz pocz si, by walczy ze wsplnym wrogiem! Im duej Arilyn to rozwaaa, tym bardziej bya pewna, e jest to waciwa droga. Podekscytowana wrcia do Wysokich Drzew i odszukaa Lisiego Ognia. Ku jej zdumieniu, dowdca nie by zachwycony jej pomysem. - Tak, s inne plemiona, a w kadym z nich liczne klany - powiedzia ostronie. Wiele klanw Elmanesse zostao wymordowanych podczas panowania tethyrskiej dynastii. Gdzieniegdzie yj niewielkie grupki, ale s zbyt nieliczne i zbyt od nas dalekie, by mogy pomc. Istnieje maa spoeczno Elmanesse na Pwyspie Tethyrskim i inne klany, mieszkajce na poudniowy wschd od Trademeet. Oni nam raczej nie pomog. Ich interesy s na wiele sposobw powizane z ludzkimi. Handluj z farmerami, osiadymi na wschd od nich i wywo towary na pnoc t sam drog, ktrej uywaj karawany ludzi i niziokw. Gdy zaczy si kopoty, wysalimy na pnoc zwiadowcw, by sprawdzili, czy to

przypadkiem nie te klany s rdem problemw. - Lisi Ogie umilk na chwil i umiechn si krzywo. - Co ciekawe, nasi posacy spotkali ich wysannikw, ktrzy mieli spyta si nas o to samo! - Ale ilu ich jest? - dopytywaa si Arilyn. - W pnocnych lasach, miasteczkach i okolicznych osadach jest prawdopodobnie jakie dwiecie elfw - powiedzia Lisi Ogie. - Cz z nich to elfy ksiycowe lub zote, ktre w wikszoci mieszkaj w miastach. Jest te troch pelfw, ale te rzadko zapuszczaj si do Tethiru. W lesie yje kilku samotnikw: druidw, zmiennoksztatnych, moe nawet jacy banici. Harfiarka zamylia si. - A co z plemieniem Suldusk? - Wiesz wicej o historii ni przecitna osoba - skomentowa. - Rzeka, ktra nawadnia poow Tethyru nosi nazw pochodzc od plemienia Suldusk, jednak tylko nieliczni ludzie wiedz o jego istnieniu. Trzymaj si one na uboczu w dosownym i przenonym tego sowa znaczeniu. - Czy nie wydaje ci si, e mieszkacy Wysokich Drzew s bardziej zamknici ni elfy ksiycowe? - spyta nagle, nie oczekujc i nie spodziewajc si odpowiedzi. - Wanie w podobny sposb my patrzymy na Suldusk. W przeszoci klany tych dwch plemion toczyy ze sob walki. W ostatnich stuleciach zawarlimy pokj i zobowizalimy si zachowa midzy sob konieczny dystans. Nikt nie wie nawet, ilu ich jeszcze pozostao. Nawet, jeli sprbujemy prosi ich o pomoc, nie udziel jej. Arilyn zaamaa rce. - wietnie. Siedmy, wic tu i pozwlmy ludziom Bunlapa powybija nas stopniowo w kolejnych bitwach. - Mona rozway jeszcze jedno rozwizanie - powiedzia wyran niechci elf. Moe ludzie mogliby sobie poradzi z tym Bunlapem? Maj w kocu prawa. - Tysice, ale brak im sposobw, by wymusza ich przestrzeganie - powiedziaa pospnie Arilyn. - Nie, moim zdaniem jedyne, co moemy zrobi, to zlikwidowa Bunlapa i przegna std jego ludzi. Teraz przynajmniej postaram si odwrci ich uwag od ciebie i twojego ludu, nim nie wymyl czego lepszego. - Harfiarka skina gow, jakby upewniajc si w powzitej decyzji, odwrcia si i odesza. Lisi Ogie patrzy za ni, zaskoczony jej byskawiczn reakcj. W takich chwilach poelfka wydawaa mu si zupenie obca, cakowicie ludzka: gwatowna i niecierpliwa. Pomyla jednak, e nie ma to dla niego znaczenia.

Zielony elf podbieg do Arilyn. - Powiedz mi, czego potrzebujesz, a ja zadbam, eby to dostaa. Umiechna si delikatnie. - Na pocztek wystarczy kilka adnych skrek. Przyda si te troch prowiantu. Bd podrowa szybko i im mniej czasu powic na polowania, tym szybciej dotr do celu. - Nie pjdziesz sama - powiedzia. - Ja i Fretka bdziemy ci towarzyszy. Arilyn zawahaa si przez chwil, po czym przytakna. Nadal nie lubia elfki, ani jej nie ufaa, ale Fretka dowioda, e jest doskonaym zabjc. Posiadaa umiejtnoci, ktre mogy okaza si cenne. Nie miaa te adnych skrupuw. Obydwie te rzeczy bd przydatne w czekajcej j misji. Tak si w kocu zoyo, e w trzydniow podr na poudnie Tethiru wyruszyo ich czworo. Sokolica domagaa si, by pozwolono jej pj i chocia Arilyn miaa opory, musiaa przyzna, e moda dziewczyna spisywaa si dzielnie. Sokolica bya jednym z najlepszych uczniw Arilyn i nie raz dowioda ju swojej walecznoci, ale Harfiarka nie bya do koca pewna, czy bdzie jej szo rwnie dobrze, gdy znajdzie si poza granicami lasu. Dziewczyna bya zbyt gwatowna - owszem, niezwykle odwana, ale te nierozsdna. Pelfka zacza sobie jednak zdawa spraw, e w tej bitwie powinna przyj wszelk pomoc, jak jej ofiarowywano. Podr na poudnie mina szybko i wczesnym popoudniem trzeciego dnia caa czwrka stana pod otwartym niebem. Z lasu wypywa na poudnie strumie. Arilyn prowadzia wzdu potoku, ktry prdko stawa si coraz szerszy i gbszy, w miar jak zblia si do miejsca, gdzie wpada do pnocnego dopywu rzeki Sulduskoon. Szli t drog jeszcze kilka godzin, nim Arilyn nie daa znaku, by si zatrzymali. - Czy widzicie ten pagrek? - zapytaa, wskazujc palcem. - Wydrono go, by zrobi w nim kryjwk. Widzicie ten przypominajcy pie komin i drzwi po bokach? Zielone elfy wytyy wzrok i przytakny niepewnie. Wszystkie posiaday w jakim stopniu umiejtno postrzegania ukrytych wej, ale lene plemiona rzadko miay okazj j wykorzystywa. W lesie potrafiy znale lad niewidoczny dla najlepszego ludzkiego tropiciela, ale tutaj ich wzrok by sabszy ni Arilyn. - To jedna ze stranic fortecy. Ludzie tam stacjonujcy kontroluj handel na tej odnodze rzeki. Jest ich zbyt wielu, bymy mogli z nimi walczy, a nawet gdybymy zaatakowali w wikszej liczbie, oni mieliby i tak przewag w pozycji i uzbrojeniu. Oto, zatem, co zrobimy. Najpierw zbierzemy troch gazi i zwiemy tratw. Bd potrzebowa tych skrek - powiedziaa, wskazujc na toboek, ktry nis na plecach Lisi Ogie.

Elf zrzuci z ramion pakunek i patrzy z zainteresowaniem, jak Arilyn wyjmuje z torby dwie mae fiolki. Harfiarka ostronie posypaa jedn skrk jakim brzowawym proszkiem, po czym polaa to pynem z drugiej buteleczki. To zrobiwszy, przycisna do siebie dwa futerka. Powtrzya t czynno ze wszystkimi, nim nie uoya ich w ma stertk. Nastpnie zawizaa dokadnie pakunek kawakiem sznurka, ktry wyja z torby. W tym czasie Fretka i Sokolica zdyy ju zbudowa tratw i podeszy bliej. - Zamierzam pooy ten pakunek na tratwie i przepyn sama obok stranicy. Jako ksiycowa elfka mam spord nas wygld najbardziej zbliony do ludzkiego - powiedziaa Arilyn, nie dajc doj do sowa Sokolicy, ktra zamierzaa zaprotestowa. - Pomyl, e jestem traperem, ktry spawia towar do najbliszej faktorii. Przejechaa delikatnie doni po lnicym futerku wydry. - Wtpi, by pozwolili mi przepyn, nie zabierajc jako ca kilku tych cudeniek. Bardziej prawdopodobne jest, e bd chcieli mnie zastrzeli i zabra cay adunek. Niezalenie jednak, jak strasznie to bdzie wyglda, pozostacie w ukryciu - przestrzega elfy. - Skocz do wody tak prdko, jak to bdzie moliwe i odpyn. Gdy najemnicy zaczn oglda swoj zdobycz, spotka ich niemia niespodzianka. Jeli oderw, cho jedn z tych skrek, wywoaj eksplozj, ktra powinna rozsadzi szczyt tego pagrka. - Eksplozj? - dopytywaa si Sokolica. - Nagy wybuch, jak uderzenie pioruna - objania zwile Fretka. - Podobne do tego, czym walczy z nami czarodziej. Nie wiedziaam, e potrafisz rzuca takie czary! - zwrcia si oskarycielskim tonem do Arilyn. - Nie potrafi - odpara. - To nie jest nawet magia, chocia j w wielu szczegach przypomina. Mam po prostu znajomego, ktrego bawi wymylanie nowych sposobw wysadzania rzeczy w powietrze. - To tak jak rzuci zapalon pochodni w unoszcy si bagienny gaz? - zapyta Lisi Ogie. - Dokadnie - przytakna, zadowolona, e znalaza si zrozumiaa dla wszystkich definicja alchemii. - Po eksplozji ocucimy kilku ocalaych. Dowiemy si o hasa, zabierzemy mundury, odzie i inne rzeczy, ktre mog uatwi mnie i Fretce dostanie si bliej twierdzy. Pelfka zsuna z siebie kolczug, paszcz i buty i ukrya je w krzakach nad strumieniem. Nie tylko pywanie w takim stroju byoby trudne, ale te poyskujca zbroja i buty elfw nie byy dokadnie tym, w co mgby by ubrany kusownik! Arilyn zawahaa si przez chwil, nim woya nowe przebranie. Dobrze jej byo w roli elfa i nie miaa specjalnie ochoty wchodzi w inn. Miaa jednak ju wczeniej okazj

walczy z ludmi z twierdzy Bunlapa. Byo mao prawdopodobne, by czsto przepywaa tdy ksiycowa elfka i zapewne takie sytuacje nie przechodziy niezauwaone, szczeglnie za, gdy taka podrniczka zaserwowaa im do zawstydzajc bitw. Wyja, wic z torby soiczek z ciemn maci i rozsmarowaa krem na twarzy. Zaczesaa do tyu wosy i zwizaa je kawakiem rzemyka. W toboku miaa jeszcze starannie zwinit, prymitywnie uszyt czapk, ktr wygadzia i nasuna sobie na oczy. Wyja na wierzch koszul, by zasaniaa pas i podwina do kolan spodnie. To zrobiwszy pooya jedn rk na ksiycowej klindze i przywoaa na myl obraz chudego, ogorzaego od soca ludzkiego chopaka. Okrzyk zdumienia, ktry wydao z siebie troje elfw, upewni j, e miecz wykona swoje zadanie. Jeden z poprzednikw Arilyn wyposay kling w umiejtno rzucania maych urokw na swojego waciciela. Zmiana bya niewielka i powodowaa tylko, e inni postrzegali t osob nieco inaczej. Arilyn nauczya si wykorzystywa t waciwo miecza, by wciela si w rne postacie. Cz przemiany dokonywaa si za pomoc przebrania, reszta za pomoc magii. Dziki niej Arilyn potrafia naladowa postaw i krok tego, w kogo si wcielaa: chopaka, kurtyzany, kapanki ze zotych elfw i jakiego p tuzina innych postaci. Ale dla dzikich elfw jej przemiana z ksiycowej wojowniczki w modego tethyrskiego kusownika musiaa by tak szokujca i tak obca, jak wszystko, co czynili ludzcy czarodzieje. Nie byo jednak czasu na wyjanienia. Przykazaa elfom, by ukryy si w krzakach i szy niepostrzeenie za ni. Gdy tylko znikli, Arilyn rzucia futerka na tratw i wesza do wody. Przyklka na prowizorycznej odzi i zacza prowadzi j w d rzeki, odpychajc si dugim kijem. Bya ju prawie przy pagrku, gdy poszybowaa w jej kierunku pierwsza strzaa. Pocisk min j daleko, ale widoczno z wskich okienek wycitych w cianach stranicy bya tak saba, e byo mao prawdopodobne, by ucznik to zauway. Z okrzykiem dobrze udawanego cierpienia zachwiaa si na tratwie i wpada do wody. Dwik pod wod rozchodzi si dobrze i gdy Arilyn przywara do ska na dnie rzeki, usyszaa zdumione przeklestwa najemnikw, ktrzy wyszli, by dobi kusownika, lecz nie znaleli po nim ladu. Harfiarka patrzya, jak chwytaj tratw i wycigaj na brzeg, i bogosawia Czarn Per, morsk pelfk, za podarowanie jej amuletu, dziki ktremu moga oddycha pod wod. Zdaa sobie jednak spraw, niestety poniewczasie, e powinna bya objani t odrobin magii swoim towarzyszom. Najwyraniej przykazanie, by zachowa cisz i pozosta

w ukryciu, niezalenie od tego, jak sytuacja bdzie si rozwija, byo niewystarczajce dla wiernej Sokolicy. Arilyn zmrozio krew w yach, gdy przez wod dotar do niej dugi, przenikliwy okrzyk. Zbyt czsto Harfiarka miaa okazj sysze to bitewne zawoanie elfiej dziewczyny, by pomyli je z czym innym. Arilyn opara bose stopy na kamieniach i odepchna si z caej siy. Wynurzya si z wody i popyna do brzegu, by stan do walki u boku przyjaci. Tam, gdzie bya Sokolica, zaraz pojawili si pozostali. Pelfka wyskoczya na brzeg, wycigajc w tym samym momencie miecz. Sytuacja nie napawaa otuch. Z koszar wyskoczyo przynajmniej trzydziestu ludzi, o wiele za duo, by cztery elfy mogy sobie da rad. Arilyn biegiem rzucia si do ataku. Pomimo to zdya tylko zobaczy, jak odwane elfie dziecko pada, trzymajc si za podun ran na prawej rce, zadan przez miecz najemnika. Ale Sokolica nie poddawaa si. Odturlaa si na bok, chwytajc sztylet drug doni. Dziewczyna podniosa si z ogniem w oczach, ktrego nie moga ugasi adna ilo krwi, ani jej wasnej, ani tym bardziej jej wrogw. Arilyn podbiega do najbliszego najemnika i zamachna si z caej siy. Mczyzna podnis bro na tyle szybko, by zablokowa cios, ale sia i prdko uderzenia wytrciy mu miecz z rki. Pelfka zrobia krok do tyu, po czym rzucia si do przodu, wbijajc ostrze dokadnie midzy trzecie i czwarte ebro czowieka, prosto w serce. Nastpnie obrcia si lekko, wykorzystujc ciao onierza jako zapor midzy ni a kolejnym atakujcym. Opara stop na brzuchu martwego najemnika, wyrwaa z niego miecz i popchna pod nogi drugiego przeciwnika. Rozpdzony mczyzna nie zdy wyhamowa w por, przez co miecz, ktry trzyma przed sob niczym wczni, wbi si w ciao jego towarzysza. Arilyn trzema szybkimi krokami zasza go od tyu. Potnym ciosem rozcia mu krgosup, nim zdy uwolni swoje ostrze. Obrcia si, trzymajc w pogotowiu miecz, by stawi czoa trzeciemu napastnikowi. Ten czowiek porusza si lekkim, wywaonym krokiem, a twarz jego wyraaa niezachwian pewno siebie. Umiechn si z wyszoci, uniesionym mieczem parodiujc gest powitania, ktry zwyczajowo rozpoczyna honorowy pojedynek. Szlachecki syn, ktry zosta najemnikiem, pomylaa Arilyn - chce si popisa kosztem zwykego chopaka, ktry walczy tu przed nim. Mwic krtko, idiota.

Arilyn sykna z niesmakiem. Sparowaa pierwszy cios szlachcica, potem kolejny, zadany od dou, a potem seri szybkich, dwicznych uderze. Mczyzna odpiera ataki tak czsto, jak je blokowa. By dobry, ale nie tak, jak mu si wydawao. Pelfka obrcia si, markujc potknicie i opada na jedno kolano plecami do przeciwnika. Wygldao to jak fatalny bd. Harfiarka czua na sobie wyniosy umiech najemnika, gdy unosi miecz, by zada miertelny cios. Arilyn suchaa wistu opadajcego ostrza, po czym, idealnie we waciwym momencie, podniosa wysoko ksiycow kling, by zablokowa uderzenie. Skoczya na rwne nogi i odwrcia si gwatownie, stajc twarz w twarz z przeciwnikiem i popychajc zetknite ze sob miecze w d i na bok. Szybko niespodziewanego ataku spowodowaa, e mczyzna straci rwnowag. Arilyn za migna ksiycow kling w gr, i obcinajc przeciwnikowi jedno ucho. Czowiek zawy z blu, ale tylko przez moment, poniewa Arilyn zrobia zwrot na lewo i zamachna si z caej siy mieczem. Gowa najemnika spada na ziemi. Arilyn kontynuowaa cios, zginajc prawy okie, nim rkoje miecza nie opara si caym ciarem na prawym ramieniu. Stara si z najbliszym czowiekiem, lew nog robic w jego stron krok, a ksiycow kling wbijajc z caej siy w gardo przeciwnika. Najemnik nie zdy nawet unie broni. Wyjmujc miecz z szyi martwego czowieka, rozejrzaa si wok, by zobaczy, jak radz sobie jej towarzysze. Sytuacja nie wygldaa dobrze. Sokolica leaa na ziemi, a Fretka bya atakowana z kadej strony. Elfi dowdca robi wszystko, by przedosta si do jednej z oblonych kobiet, ale nie mg sprosta takiej iloci przeciwnikw. Zreszt, nawet gdyby walczy jeden na jednego, jego kociany sztylet nie by stworzony do walki z hartowan stal. Jakby w odpowiedzi n elfa roztrzaska si o miecz najemnika. Elf odskoczy na bok, zwinnie i szybko, ale zbliyo si do niego kilku ludzi i Arilyn zdaa sobie spraw, e prdzej czy pniej go dopadn. Nastpna rzecz, ktr zrobia, bya instynktowna. Uniosa wysoko zakrwawiony miecz i wykrzykna rozkaz do ukrytej w nim magii. - Wyjdcie! Wszyscy! Na wezwanie Arilyn z ksiycowej klingi eksplodowaa magia - biaa, wirujca mga, ktra podniosa si w gr niczym spieniona fala podczas sztormu. Wszyscy walczcy zamarli i wpatrzyli si w ten krtki i widowiskowy pokaz. Po chwili mga znika, a w jej miejsce pojawio si kilku gotowych do walki elfich wojownikw, kady uzbrojony w miecz wygldajcy identycznie jak bro, ktra ich wezwaa. Postacie ruszyy na otpiaych ludzi i bitwa rozgorzaa na nowo.

Przez moment Arilyn nie bya w stanie nic robi, poza patrzeniem z podziwem na przodkw, ktrzy wadali jej ksiycow kling od chwili, gdy wykuto j w dawnym Myth Drannor. Bya tam Zoastria, maa i wygldajca niczym widmo, najmniej materialna ze wszystkich wojownikw. Na trjktnej twarzy kobiety malowaa si irytacja, gdy elfka cia najemnikw mieczem, ktrego ciosy byy tak delikatne jak powiew wiatru. Jednak wysiki Zoastrii nie szy na marne. Ludzie uciekali w popochu od wojownika-widma, wpadajc na miecze pozostaych elfw. Wysoki, stary elfi czarodziej z dugimi, biaymi wosami splecionymi w dziesitki maych warkoczykw, trzyma przed sob miecz zwrcony kocem do ziemi niczym lask. Bro janiaa bkitnym ogniem, podobnie jak oczy i koce palcw wycignitej doni elfa. Iskierki olepiajcego, dziwnego wiata mkny ku najemnikom jak atakujce wietliki. May, szczupy elf trzyma miecz obiema rkami, ale wada nim z tak oszaamiajc prdkoci, e wyglda jak taczcy z dwoma mieczami artysta. Herb na tabardzie, jasno upierzony ptak ulatujcy z pomieni, wiadczy, e jest to Feniks Ksiycowy Kwiat, elf, ktry setki lat wczeniej nada ksiycowej klindze niezwyk szybko uderzenia. Inny elf, ten z wosami jak ogie, wada mieczem, ktry migota i pali si tajemniczym pomieniem. Od ostrza bio gorco, a metal by tak czerwony, e wyglda, jakby go wanie wykuwano w krasnoludzkiej kuni. Arilyn rozpoznaa Ksenofora, elfa, ktry przyzna klindze moc odpornoci na pomienie. Patrzya z podziwem, jak walczy. Jego miecz skaka i taczy jak ogie na zmieniajcym kierunek wietrze. Bya tam te wysoka, smuka kobieta, dziwnie pozbawiona barw. Cer miaa zupenie bia, oczy i wosy w kolorze gagatu, za ubranie i buty ciemnoszare. W jej walce nie byo jednak nic bezbarwnego. Arilyn nie widziaa, by kto walczy z takim zaciciem. Byli take inni - cie Arilyn i dwch mczyzn, jeden may i gwatowny, a drugi wyszy od pozostaych i zotowosy. Wszystko to Arilyn dostrzega w jednej chwili, bowiem toczca si bitwa nie pozwolia jej na spokojne przyjrzenie si cienistym sojusznikom. Ale gdy dowiadczonym wzrokiem ocenia walczcych i sytuacj na polu walki, instynktownie zacza szuka w tumie twarzy, ktr po raz ostatni widziaa jako dziecko - twarzy matki, Z'beryl. Wysoki, gruby mczyzna zatoczy si w stron Harfiarki, zaciskajc palce na rozdartej i zakrwawionej kamizelce. Arilyn odepchna go na bok i popatrzya w twarz jego zabjcy.

Serce jej zamaro, gdy zobaczya matk. Z'beryl bya tak pikna, jak Arilyn j zapamitaa - tak wysoka, jak crka, z t sam mleczn cer i nakrapianymi zotem bkitnymi oczyma. Cudown twarz okalay jednak gste, faliste wosy w kolorze szafirw. Bya pikna, ale te straszna i ponura. To nie bya Z'beryl z Evereski, kochajca matka i cierpliwa nauczycielka fechtunku. To bya kobieta, ktr Z'beryl kiedy bya: Amnestria, crka Zaora i Amlaruil z Evermeet, krlewna elfw, bitewna czarodziejka i wojowniczka. Tak twarz pokazywaa Amnestria wrogom. Krlewska elfka uniosa ociekajcy krwi miecz i wskazaa na Arilyn. Zdumionej pelfce gest ten wydawa si zowieszczy, oskarajcy. Amnestria wypowiedziaa jedno sowo: - Uwaaj! Arilyn usyszaa szczk broni tak blisko i tak gono, e miaa wraenie jakby dwik wstrzsn jej ciaem. Instynktownie uniosa ksiycow kling i odwrcia si w stron gosu. Za ni sta jej wasny cie, trzymajc wysoko miecz i blokujc cios paasza, ktry pozbawiby Arilyn gowy. Czowiek, ktry atakowa, by przynajmniej wielkoci Harfiarki i cienia razem wzitych. Szczerzc si sadystycznie, popchn poczone ostrza w d, zmuszajc cie do padnicia na kolana. Pelfka odzyskaa przytomno umysu i skoczya do ataku. Ksiycowa klinga utkwia midzy ebrami czowieka. Harfiarka wyrwaa j i wbia ponownie. Cie Arilyn odrzuci na bok rk i miecz umierajcego mczyzny, po czym odwrci si, szukajc kolejnego przeciwnika. Arilyn wzia gboki, uspokajajcy oddech i szybko przyjrzaa si bitwie. Chocia rozumiaa teraz, e cie matki chcia j przestrzec przed zagraajcym jej z tyu niebezpieczestwem, nie moga pozby si uczucia, e Z'beryl - nie, od teraz na zawsze to bya Amnestria - bya zawstydzona tym, co stao si z jej crk i mieczem. Matka Arilyn z ochot przyja sub i ofiar, ktr musieli zoy ci, ktrzy wadali ksiycow kling, podobnie jak wszystkie walczce w tej chwili elfy. Czy Arilyn, zaledwie pelfka, nie bya godna tego zaszczytu? Harfiarka instynktownie czua, e to nie byo dokadnie tak. Zawsze robia dla elfw to, co musiaa i tak ju miao pozosta. Nawet, jeli oznaczaoby to porzucenie marze o uwolnieniu si od da ksiycowej klingi. Z tym nowym postanowieniem, Arilyn zacza przedziera si do miejsca, gdzie chwiejc si upada moda Sokolica. Ale jej wasne rce wydaway jej si bezwadne i

cikie, a ksiycowa klinga odmwia poruszania si ze zwyk prdkoci. Zbyt pno Harfiarka przypomniaa sobie o ostrzeeniu, ktre da jej cie: nie moe oczekiwa, e bdzie w stanie wezwa magi i wada nadal ksiycowym ostrzem. Udao jej si zablokowa cios w serce i odrzuci miecz napastnika na bok. Ale drugi najemnik zdoa j ubiec - zaatakowa nie mieczem, ale osonit tward rkawic pici. Uderzenie trafio Arilyn w szczk i przewrcio j na kolana. Wtedy wanie zobaczya ran, ktra ostatecznie powalia Sokolic. Dziewczyna leaa na boku, patrzc przed siebie jednym, gronym okiem. Z drugiego wystawaa rkoje sztyletu. Na moment al cisn Arilyn serce, zapierajc jej dech i odbierajc zapa do walki. Trwao to tylko sekund, ale i to byo i tak za duo. Na ciao Sokolicy pad cie - Arilyn spojrzaa w gr i zobaczya ostrze nacignitej na ciciw strzay. Ten czowiek widzia, jak walczya - najwyraniej nie chcia prbowa swoich si, cierajc si z ni na miecze. Nim zdy strzeli, nad gow Arilyn przelecia duy pocisk i pomkn w stron ucznika. Mczyzna zachwia si, a strzaa poszybowaa wysoko i zupenie bezadnie, nie czynic nikomu krzywdy. Arilyn patrzya na wstrtn, lepk mas, ktra pojawia si w miejscu gowy najemnika. - To byo cakiem nieze - obwieci zadowolony mski gos za jej plecami. - Kto by pomyla, krem i bita mietana! I wyszo lepiej pod wzgldem rozmiaru i celnoci strzau! Chocia, jeli mam by szczery, moja droga, zaczarowana kremwka Snilloca to marny pocisk, jak na takiego nicponia. Jeli wolno mi tak rzec, to jemu w ogle nie nale si desery. Ton gosu by znajomy - kulturalny i nieco leniwie brzmicy tenor - ale co ciekawe, sowa byy wypowiedziane w jzyku elfw. Arilyn odwrcia si, patrzc z przeraeniem na przystojn, umiechnit, ludzk twarz harfiarskiego wsplnika. Od razu wiedziaa, skd wzi si w tym miejscu, chocia wczeniej nie przeszo jej przez myl, e co takiego moe si zdarzy. Kady waciciel ksiycowej klingi dodawa mieczowi moc. Dwa lata wczeniej Arilyn zrobia to samo, usuwajc pewne ograniczenia, by mc dzieli si broni i jej magi ze swoim towarzyszem. Nigdy jednak nie podejrzewaa, e czynic to, stworzya cie, ktry czy Danila z magicznym mieczem i skazywa go na los, ktry czeka te j. - O nie! - powiedziaa rozpaczliwym szeptem. - Nie, Danilo. Tylko nie mw, e ty te!

Rozdzia siedemnasty
Po kilku godzinach ciemno, ktra przysaniaa umys Arilyn od czasu bitwy, zacza si rozjania. Pod przymknitymi powiekami taczyy i wiroway Harfiarce jaskrawe, olepiajce, kolorowe plamy. Pelfka jkna i sprbowaa usi. Silne i agodne donie pooyy j z powrotem. - Jeszcze nie - powiedzia Lisi Ogie. - Wykorzystaa magi ksiycowej klingi, by ratowa Sokolic i nas wszystkich. To bardzo ci osabio. Sokolica. Pami wrcia niczym ostry, przeraajcy bysk. Arilyn odwrcia gow, nie chcc, by elfi przyjaciel widzia rozpacz i poczucie winy, ktre wywoaa u niej mier dziewczyny. By moe, gdyby nie wyczerpaa swoich si wzywajc cienie, udaoby jej si przebi do Sokolicy i zdy j uratowa. - Stracia najlepsz cz bitwy - usyszaa gos Fretki, w ktrym pobrzmiewa jeszcze bitewny zapa. - Nigdy nie widziaam takich wojownikw! Dziewiciu najlepszych z najlepszych w jednej walce! Kto mgby oprze si takiej sile i czy znalazby si ktokolwiek, kto nie ruszyby na ich rozkaz? To by cud, ktry dugo bd pamita. - Wojownicy wrcili do miecza pod koniec bitwy - doda Lisi Ogie. - Wszyscy, za wyjtkiem jednego - wysokiego, zotego elfa-czarodzieja, ktry ci tu przynis. Nie chce odej bez twojego wyranego polecenia, albo przynajmniej rozsdnego zapewnienia, e nic ci nie grozi. Chocia w tym wypadku, nie wiem, co mona uzna za rozsdne - doda cierpko. Arilyn umiechna si mimowolnie. Od razu domylia si, kim jest naprawd czarodziej, o ktrym mwi Lisi Ogie. W kilku zwizych sowach dziki elf nakreli niezwykle trafny portret Danila, takiego, jakim go znaa: upartego, irytujcego typa, ktry zawsze mia swoje zdanie, niezalenie, o jak spraw chodzio. Z drugiej strony by te zapewne najbardziej troskliwym, wraliwym i uzdolnionym czowiekiem, jakiego kiedykolwiek spotkaa. Oczywicie jego cie rozumia problemy zwizane z objawieniem elfom swojej prawdziwej twarzy i z pewnoci posiada wystarczajce umiejtnoci, by rzuci na siebie czar iluzji. Pomimo to Arilyn nie potrafia opanowa zdumienia wizerunkiem Danila jako zotego elfiego czarodzieja. Odegranie takiej roli nie byo atwe. Zote elfy uwaane byy za najpikniejsze i najbardziej krlewskie ze wszystkich. Znajc dobrze Danila, Arilyn moga si zaoy, e jego cie przyj t rol z typowym dla niego ekstrawaganckim rozmachem.

Te mie rozmylania urway si, gdy Arilyn przypomniaa sobie, co oznaczao istnienie cienia Danila i jak skoczya si bitwa, ktr niedawno toczyli. Duch Danila zosta skazany na sub ksiycowej klindze. Sokolica nie ya. - Zoty czarodziej zostawi dla ciebie wiadomo - powiedziaa Fretka, przerywajc ponure myli Arilyn. - Prosi, by pamitaa o legendarnym zaklciu, ktre usyszaa, gdy on i ty szukalicie odpowiedzi na magi twojego miecza. Elfka zacza recytowa sowa, ktre Arilyn ledwie pamitaa, sowa, ktre arcymag Khelben Arunsun odczyta z ksiycowej klingi ponad dwa lata wczeniej:

Wywoany przez kamie, wywoany przez stal; Rozkazem zwierciada siebie samego. Lecz strze si ducha, ktry przygarn Elfa cie.

- Prosi, by ci powiedzie, e nie moesz wezwa znowu cienistych wojownikw, nie naraajc si na ogromne ryzyko - cigna Fretka. - Szkoda, bo z takimi wodzami klan Wysokich Drzew mgby stawi czoa niemal kademu wrogowi! - Nigdy wczeniej nie syszaem, by elfy obawiay si walki - zadrwi szorstki, jakby znajomy gos. - Nie moecie sta si miczakami. Jestecie na to za chudzi! Po chwili zdumienia Arilyn skojarzya gboki gos z twarz krasnoluda o krtkiej, kasztanowej brodzie i niezwykym zapale do awantur i romansw. Ale jak to byo moliwe? Gdy po raz ostatni go widziaa, krasnolud pawi si w luksusach Pienistych Piaskw i zmywa z siebie wspomnienia dziesiciu lat niewoli tak iloci ciepej, pienicej si wody i na wp odzianych kobiet, na jak tylko go byo sta. - Jill? - wyszeptaa Arilyn. Sprbowaa usi i otworzy oczy, ale nie bya w stanie. - Ten sam - odpar szorstko krasnolud. - Le teraz spokojnie. Wiercisz si bezadnie jak robak na haczyku i nic ci z tego nie wychodzi. Odpocznij. Byo troch walki, chocia przykro rzec, e stary Kendel i ja stracilimy najlepsz jej cz. - Kendel Leafbower - odezwa si mikki, melodyjny elfi gos. - Na twoje usugi, Pani Ksiycowej Klingi. Arilyn rozpoznaa tytu klanu ksiycowych elfw. Ci, ktrzy nosili nazwisko Leafbower byli znani jako wojownicy i podrnicy. Taki elf by do niezwykym towarzyszem dla krasnoluda.

- Skd si tu wzie, Jill? - wyszeptaa. - C, to duga historia - przyzna swobodnym tonem krasnolud. - Powiedzmy, e ja i Kendel przejlimy na jaki czas czyjego najemnika i nakonilimy go, by kierowa si do domu. A on przyprowadzi nas tutaj - jak ju mwiem troch zbyt pno, bymy mogli walczy, ale wystarczajco wczenie, by zdy umrze z tymi, ktrych zna. Moim zdaniem, to i tak wicej, ni mu si naleao. - Kendel i ty - powtrzya nieco zaskoczona przyjaznymi kontaktami ksiycowego wojownika i krasnoluda. - Ano. Mona rzec, e ja i on jestemy jak dwa ramiona szczypiec - przytakn radonie Jill - chocia kady, kto by posucha nas po drodze, nigdy by si tego nie domyli. Kcilimy si jak bracia, kto z nas zabije najemnika i kiedy. Nie bralimy tego do serca, ale byo zabawnie! - zakoczy wesoo. - Widz, e zoty czarodziej mwi prawd - wtrcia zimno Fretka. - Powiedzia, e znasz tego krasnoluda. Masz dziwnych sojusznikw, Arilyn Ksiycowa Klingo. - Nie wiesz, co mwisz, elfko - odpar krasnolud. - Braem udzia w wikszej iloci bitew, ni ty masz na koncie upadkw i mylaem, e nic ju nie jest w stanie mnie zaskoczy. Ale nigdy wczeniej nie widziaem, by duch elfa przychodzi na pomoc yjcym! Czy sdzisz, e cie tej maej elfki o szafirowych wosach przyszed za tob ze skarbca? zapyta Arilyn. - Na brod Morodina, gdyby tylko tchna w ni troch ycia, warto by byo dla niej walczy! Tak, przyznaa po cichu Arilyn. To byo dokadnie to, co musiaa zrobi. Nawet, jeli nie moe wezwa znw cienistych wojownikw, jest w stanie przywrci lenym elfom bohatera, ktrego znali, takiego, za ktrym chtnie pjd. Bdzie musiaa, jak to wyrazi trafnie Jill, tchn ycie w elfi wojowniczk, Zoastri. Nadszed czas, by poczy cie ze pic postaci jej poprzedniczki. Ale najpierw sama musi odzyska siy. Arilyn staraa si skupi bezadne myli. Zauwaya, e gow ma opart na czym mikkim i pachncym, przypominajcym wilgotny aksamit. Na mchu. Powietrze byo tu chodne i cikie od magii, ktrej nie czua jeszcze kilkanacie dni wczeniej. To mogo tylko oznacza, e powrcili do lasu. - Czy przynielicie j do domu? - wyszeptaa, majc na myli poleg Sokolic. Podczas pobytu w Tethirze Arilyn nauczya si, e wizy czce elfy i ich las byy zbyt silne, by przerwaa je mier. Zielone elfy wracay do puszczy drogami, ktrych nie mona byo

wyjani, czy zrozumie i bardzo chciaa wiedzie, czy Sokolica znajdzie spokj pod drzewami. Zapanowaa dugie, mczce milczenie. - Gdy tobie zabrako si, osabli te cienici wojownicy - powiedzia w kocu Lisi Ogie. - Z fortecy nadeszo wicej ludzi i bylimy zmuszeni ucieka. Musielimy wybiera pomidzy ywymi a umarymi. Nie pacz za Sokolic: jest wolna.

***

Ale byo inaczej. Duch dziewczyny snu si po polu walki. Chocia bitwa dawno ju si skoczya, elfka bya oszoomiona, wcieka i zdezorientowana. Gos Arvandoru by sodki, jeszcze bardziej kuszcy by rytm lasu, ktry syszaa, czua i rozumiaa lepiej ni kiedykolwiek wczeniej. Jednak dziewczyna nie moga odpowiedzie na adne woanie. Zbyt wczenie wydarto j yciu, a chocia nie byo ono zawsze dla niej atwe czy szczliwe, nie bya gotowa, by je porzuci. Dlatego kapan Loviatar mia atwe zadanie, szukajc bdzcego ducha elfki. Niewidzialna rka pochwycia dziewczyn i wcigna j do ponurej, szarej przestrzeni. Nieokieznany duch Sokolicy zacz buntowa si przeciw temu uprowadzeniu, ale zakuto j w kajdany, ktrych nie zdoaa zerwa nawet jej silna wola. Istota, ktra j zniewolia bya potna i bardzo za - zimna, perwersyjna dusza, ktra upajaa si widokiem ran porzuconego ciaa elfki i szalonego strachu uwizionego ducha. Ohydna dusza tej istoty czowieka i kapana - bya tym bardziej przeraajca, e cechowaa j wyjtkowa gorliwo. - Musisz mi odpowiedzie na moje pytania - zada gos w jzyku, ktrego Sokolica nigdy wczeniej nie syszaa, ale ktry, o dziwo, rozumiaa. - Przyjrzyj si sinej blinie tego czowieka. Kim jest elf, ktry nosi ten znak? Sokolica nie miaa zamiaru udzieli odpowiedzi, ale kapan wydar j z jej umysu. - Lisi Ogie, Elmanesse z klanu Wysokie Drzewa - powiedzia gono gos kapana. Gdzie mieszka ten elf? Elfie dziecko znowu odmwio wsppracy, ale to nie miao znaczenia. Sekrety ukrytej siedziby ulatyway z niej. Nie moga nad tym panowa, podobnie jak nie potrafiaby powstrzyma wiatru czy deszczu.

I tak to wygldao, dopki mroczny kapan nie zrezygnowa z wizienia i drczenia ducha dziewczyny. W kocu przesta. Sokolica wyrwaa si i odleciaa jak najdalej od okrutnych tortur czowieka. Nic, co elfka dotd przeya, nie naznaczyo i nie zranio jej gbiej ni zniewolenie jej duszy i wydarcie tajemnic jej plemienia. Ale chocia bya nieprzytomna i na wp oszalaa, obraa dobry kurs na elfi las i dom. Tam niegdy znalaza ukojenie. Moe z czasem odnajdzie je znowu.

***

Znalezienie agenta Rycerzy Tarczy nie byo trudn spraw, pod warunkiem, e wiedziao si, jak i gdzie ich szuka. Hasheth podejrzewa, e wiele mgby si dowiedzie w jednym z sekretnych zazesspurskich kantorw. W Tethyrze funkcjonowa niezwykle dochodowy, lecz nielegalny handel rnego rodzaju monetami. W caym kraju uywano kilkunastu ich rodzajw. Wiele wikszych miast, a nawet niektre z potniejszych gildii, czy arystokratycznych rodzin biy wasn monet. Ich warto wahaa si zalenie od sytuacji. Spekulowanie, jak sta bdzie w najbliszym czasie dana waluta oraz odpowiednie ni obracanie byo w Tethyrze rozwijajcym si stale interesem. Wikszo kupcw i rzdzcych przekonywao, e te monety praktycznie si niczym nie rni. W miastach, ktrych pienidz by wyej ceniony, zazwyczaj pacono wysze pensje, ale te ustalano wysze ceny, ni tam, gdzie obracano sabszym. W kocu, jak twierdzono, warto tych monet w przeliczeniu na towary bya taka sama w caym Tethyrze i ssiadujcych z nim krajach. Byo to poniekd prawdziwe, ale taka argumentacja pomijaa prosty i raczej oczywisty fakt, ktry rozumieli tylko nieliczni waciciele kantorw. Wiele z tych monet, chocia miao inn warto i inn si nabywcz, zawierao mniej wicej identyczn ilo zota. Dlatego sakiewka ze stoma zazesspurskimi guldenami, chocia miaa ponad dwukrotnie wiksz warto ni ta sama ilo pienidzy bitych w Saradush, waya prawie tyle samo. W Zazesspurze byy dwa, a moe trzy kantory, ktre kupoway gorsze monety, by przetopi je na lepsze. Usugi tych przedsibiorczych osobnikw byy bardzo uyteczne, gdy kto chcia zmieni charakter swojego majtku. Chodzio tu przede wszystkim o pienidz prywatny, kradziony czy darowany, ktry trudno byo wyda. Czasem te posiadanie takich monet mogo okaza si zgubne.

Rycerze Tarczy czsto przykazywali, by na powiekach ludzi zabitych przez ich agentw ka zote monety. Pozbycie si takich pienidzy byo tak trudne, e ebracy i zodzieje mijali takiego trupa z daleka i nie ruszali skarbu, bojc si zemsty ze strony Rycerzy. Byli jednak ludzie, ktrzy gromadzili takie pienidze i uywali ich do skomplikowanego systemu wymiany. Dla zabjcy, czy najemnika zbir monet Rycerzy by znakiem prestiu, ktry przynosi nowe, dochodowe zlecenia. Taka waluta moga by rwnie przyznana jako dowd uznania albo jako nagroda za informacj posiadajc warto znacznie wiksz od zota zawartego w jednej monecie. Jednak od czasu do czasu zabjcy mieli powaniejsze wydatki, potrzebowali na przykad zmieni tosamo lub szybko uda si do innego miasta, ktre zmuszay ich do przetopienia takiej waluty na bardziej powszechnie uywan. Podczas pobytu w siedzibie gildii zabjcw Hasheth pozna imi kobiety, ktra wiadczya takie usugi. Uda si do niej teraz, jadc na jednym ze swoich gorszych koni, by nie zwraca na siebie zbytniej uwagi w handlowej dzielnicy miasta. Warsztat, ktrego szuka, z niewyjanionych przyczyn nazwany Weso Kuni, by podym miejscem, gdzie wymieniano zdarte koskie podkowy i przyczepiano na nowo odamane zby wide. Jedyny waciciel i zarazem rzemielnik nie pasowa zupenie do obrazu, ktry mgby sugerowa szyld. Melissa Grniczy Szyb bya nisk, przysadzist kobiet, ktrej brakowao zarwno fizycznego pikna, jak i dobrych manier. Bya p-, a moe nawet wierkrasnoludk, ale figur miaa tak potn i silnie uminion jak kady penej krwi krasnoludzki kowal. Rysy jej twarzy przywodziy na myl wysuszone jabko, siwiejce brzowe wosy zaczesane miaa w ty w cisy kok. Nazwanie za bezksztatn powykrzywianej, obfitej sylwetki, ktra nacigaa szwy wenianej, brzowej sukienki, byo dowodem wyjtkowej litoci. W tym momencie grube, silne rce kobiety byy odkryte do okci i zaczerwienione od gorca i wysiku przy pompowaniu miechw, podsycajcych i rozniecajcych buchajcy ogie. Gdy Hasheth wszed, Melissa spojrzaa do gry, obejrzaa go szybko od stp do gw i prychna. - Chciabym sprzeda troch monet - powiedzia, kadc skrzan sakiewk na niskim stole na kozach, zawalonym motkami i szczypcami. - Za co? - zapytaa szorstko. - Twj ko zgubi podkow? Hasheth spodziewa si takiej odpowiedzi. Melissa sprzedawaa swoje wyjtkowe umiejtnoci tylko wybranym. Krasnoludka bya w stanie zaatwi skomplikowane, tajne

interesy i wykona niezwykle dokadne faszywe monety, ale gdyby dowiedziao si o tym zbyt wiele osb, musiaaby powici zbyt wiele czasu i si na pilnowanie bogactwa ukrytego w murach i piwnicach jej skromnego domu i sklepu. Ale Hasheth mia pewne rekomendacje. Wyj z rkawa piaskow szarf i pooy j obok sakiewki. - Chciabym wymieni zwyke amnijskie dantery na inne monety - powiedzia. - I nie chodzi mi o co tak pospolitego jak guldeny czy moleany. Zapac podwjn cen za kad monet ze znakiem Rycerzy Tarczy. Melissa wybucha zgryliwym miechem. Przypominaa przy tym rozgniewanego smoka, ktry przymierza si, by wypuci kb dymu. - Szukasz Rycerzy? Biedaczysko! Za trzy dni oni zaczn szuka ciebie! Hashethowi zaleao jednak na zdobyciu kontaktu przed zapadniciem zmroku. - Czy masz jak tak monet? - Kilka - przyznaa, rzucajc baczne spojrzenia na mczyzn i oceniajc wag i warto jego sakiewki. - Ale to bdzie ci kosztowao cztery razy wicej ni ich rynkowa cena. - Powiedziaem dwa. To zupenie wystarczy. - Wystarczy? Piercie na twoim maym palcu jest wart wicej amnijskich danterw ni mgby pomieci w tej sakiewce, a ja tu musz wegetowa w tej aosnej budzie! Sdzisz, e to w porzdku? Zapacisz mi trzykrotn cen. - Dam dwa i p. - Dobrze - powiedziaa i pluna do ognia. Hasheth nie by pewien, czy ten gest mia przypiecztowa interes, czy okaza pogard, ale uda, e go nie zauway. Melissa przecisna si obok niego i znika na zapleczu. Wrcia niemal natychmiast i rzucia na st dwie due zote monety. - Masz szczcie. Jutro rano miaam przetopi je na moleany. Hasheth podnis pierwszy pienidz i przyjrza si umieszczonym na nim znakom. Bya to bez wtpienia moneta Rycerzy, ale nie potrafi przypisa jej do adnej konkretnej osoby. Druga dostarczaa troch wicej informacji. - To mi wystarczy. W sakiewce znajdziesz nieco wicej, ni dwu i pkrotn warto tych monet. Krasnoludka wysypaa dantery Hashetha na st. Przeliczya je dwa razy, po czym skina gow.

- Dobrze si robi interesy z tob, chopcze, ale jeli mam by szczera, to podejrzewam, e to ostatni raz. Niezalenie, czy jeste pocztkujcym zabjc czy nie, rwnie dobrze mgby woy sobie w spodnie ognist kul, jak podrowa z tymi monetami w kieszeni. Ju tu nie wrcisz. - Dzikuj ci za trosk - powiedzia lodowatym tonem. - Bd pamita, by o tobie wspomnie, gdy kto bdzie mi robi kopoty z powodu tych pienidzy. Melissa prychna, poniewa groby modzieca byy zwyk przechwak i obydwoje o tym wiedzieli. Krasnoludka miaa klientw, w ktrych interesie leaa ochrona jej prywatnoci. Ktokolwiek sprbowaby j zdradzi, skoczyby jako nacicie na mieczu zabjcy albo znaleziono by go z duymi zotymi monetami na powiekach, bardzo podobnymi do tych, ktre Hasheth wrzuci do torby. Hasheth wyszed z kuni, odebra konia i ruszy pdem do stajni. Zamierza wzi bardziej odpowiedniego wierzchowca, a potem zoy wizyt czowiekowi, ktrego monet kupi. Ale wczeniej musi wymyli sobie jaki pretekst. Jako ucze lorda Hhune'a atwo mg uzyska audiencj. Najpierw jednak Hasheth chcia opracowa jaki sposb na wejcie do organizacji Rycerzy, co, czym zasuy sobie na czonkostwo w tej uprzywilejowanej i potnej grupie. Harfiarze generalnie dziaali sprawnie i nie mona im byo wiele zarzuci. Nigdy te nie brakowao im pienidzy, gdy ich potrzebowali, ale, jak mia okazj zaobserwowa, wikszo ich agentw nie bya zainteresowana gromadzeniem bogactw i wadzy. To powodowao, e Rycerze Tarczy byli organizacj znacznie lepiej pasujc do jego ambicji. Hasheth by zdeterminowany, by znale do nich dojcie i uwaa, e jest to doskonay interes bez wzgldu na cen, ktr przyszoby mu zapaci.

Rozdzia osiemnasty
Miny prawie dwa dni. Elfy nie mogy si nadziwi Kendelowi Leafbowerowi, bowiem ksiycowy elf naby sporo lenych umiejtnoci podczas swojego czterystuletniego ycia. Porusza si prawie tak cicho jak mieszkacy Wysokich Drzew i polowa, dostarczajc poywienia tym, ktrzy pozostali w obozie, by opiekowa si ksiycow wojowniczk. Jill przez wikszo czasu zajmowa si dranieniem Fretki, co wprawiao w zdumienie Arilyn i Lisiego Ognia. Szybko stao si jasne dla wszystkich, oprcz zielonej elfki, e krasnolud otwarcie z ni flirtuje. Namitne zaloty Jilla przywodziy Harfiarce na myl pytanie, ktre zadawaa sobie, gdy widziaa wiejskiego psa, prbujcego dogoni cignity przez konie wz: co zrobi, gdy przez przypadek mu si uda? W byszczcych oczach Lisiego Ognia widziaa to samo pytanie. Ale obok rozbawienia moga w nich take wyczyta wspomnienie chwil, ktre spdzili razem. To czynio czekajce j zadanie jeszcze trudniejszym, ale jednoczenie utwierdzao w powzitym postanowieniu. Lisi Ogie by jej drogi - zrobi, co bdzie konieczne dla niego i dla jego ludu. Tak, wic, gdy Arilyn poczua si na tyle silna, by podrowa, ogosia swj plan powrotu do Zazesspuru. - To by twj pomys - odpara, gdy Lisi Ogie prbowa jej to wybi z gowy. - To ty wspomniae, e Bunlap i jego najemnicy s spraw, ktr powinni zaj si ludzie. Pozwl mi wytropi, kto trzyma smycz tego psa, by mogli si nim zaj jego rodacy. - Id z tob - owiadczya Fretka, patrzc wyzywajco na pelfk. Ale Arilyn nie zamierzaa oponowa. Do tego, co planowaa, potrzebne byy dwie osoby. Bya te pewna, e Fretka poprze j z entuzjazmem, gdy dowie si, o co chodzi. Zamierzaa sprowadzi Soor The z powrotem do dzikich elfw. Jill zdoa ju jednak domyli si jej zamiarw. - Chyba nie chcesz wraca do tego rowego wizienia, co? Planujesz przynie tu t pic elfk? Boj si, e mam racj - doda z niechci. - Widz to w twoich oczach. Mnie jednak nie bierz pod uwag. Ja nie zamierzam tam si pcha. - Nigdy bym ciebie o to nie prosia - powiedziaa agodnie Arilyn. - Spdzie w tym paacu dziesi lat. To wystarczy.

- Mylisz, e jestem ci co winien, poniewa wycigna mnie z puapki - krasnolud nie przerwa gadania, jakby nie sysza jej sw. - Ty i ta chuda kobieta nie dacie rady pokona stray i nie moecie taszczy same we dwie tej maej picej kobietki z powrotem do lasu. Nie chc oczywicie wypowiada si w imieniu Kendela, ale... - Ja te id - powiedzia cicho ksiycowy elf. - A czy ja kiedykolwiek mwiem, e si wybieram? - zrzdzi Jill. - Ale skoro ten cholerny elf si w to pakuje, sdz, e powinienem i z nim i mie na niego oko. Ten typ ma wyjtkow skonno do wdawania si w bjki, nie zastanawiajc si nad tym, czy ma w nich jakie szanse! - Bdzie mi mio mie za towarzyszy was obydwch - powiedziaa Arilyn. - Nie bdziecie musieli wchodzi do paacu. Lepiej bdzie, jak poczekacie na nas na zewntrz i popilnujecie koni. - Koni! Jak dotd jedziem tylko na osioku i niech stan si jednogowym ettinem, jeli zamieni go na jednego z tych dugonogich sianoercw - powiedzia ponuro Jill. - W takim razie powinnimy wyruszy od razu - zauwaya Fretka, nie rozumiejc, e za zrzdliwym gadaniem krasnoluda kryj si zwyke przechwaki. Jednak pod wpywem nalega Lisiego Ognia, Arilyn zgodzia si poczeka do rana. Rozbili obz, by odpocz przed czekajc ich podr. Jill chrapa rozkosznie, a praktycznie nastawieni do ycia Kendel i Fretka pogryli si w zadumie. Ale Arilyn widziaa, e zwykle pogodny Lisi Ogie wydawa si niespokojny i czym zaprztnity. Gdy pierwsze migoczce lampki wietlikw obwieciy nadejcie nocy, poprosi Arilyn, by posza z nim na spacer. - Mj lud czeka wiele walk - powiedzia pospnie. - W lesie jestem dobrym wodzem. Elmanesse od wielu lat nie musz martwi si najazdami innych plemion, a nawet orki trzymaj si z dala od naszych terytoriw owieckich. Ale te nowe kopoty mnie przerastaj. Jeste tu potrzebna. Wracaj do nas szybko. - To potrwa kilka dni, nie duej - obiecaa. - S jednak rzeczy, ktre musz zrobi, a ktre przeprowadzi da si tylko w miecie. Tak jak powiedziaam wczeniej, musimy dowiedzie si, dlaczego Bunlap robi to, co robi. Mam kontakty w Zazesspurze. Rozwi ten problem. - Wierz, e ci si uda. Dobrze nam si wsppracuje, mi i tobie. Nagle Lisi Ogie stan i spojrza na pelfk, biorc jej donie w swoje. - Jest co, co musz powiedzie, nim odejdziesz. Dobrze nam jest razem, ale chciabym uczyni nasz zwizek gbszym. O ile wicej moglibymy osign, gdybymy potrafili rozmawia ze sob w mylach, przeczuwa zamiary i plany drugiej osoby bez uycia

sw? Ustanwmy midzy sob empatyczn wi, a gdy powrcisz z miasta, zosta ze mn na zawsze w lesie! Arilyn patrzya na elfa zbyt oszoomiona, by mc si odezwa. Empatyczna wi bya najbardziej intymnym zwizkiem czcym dwa elfy, takim, ktry trwa przez cae ycie. Bya to rzadka rzecz nawet pomidzy elfami i nigdy nie syszano, by czowiek mg mie w niej udzia. Harfiarka nie bya nawet pewna, czy ona, jako pelfka, byaby w stanie co takiego zrobi. I ku swojemu zdumieniu, Arilyn zdaa sobie spraw, e tak naprawd nie chce sprbowa. Lisi Ogie by szlachetnym elfem i posiada wiele cech, ktre Harfiarka podziwiaa. By take dobrym i prawdziwym przyjacielem i bardzo jej na nim zaleao. Ale chocia go kochaa, pomys wejcia z nim w tak bliskie relacje wydawa jej si zy. Nie bya w stanie. Lisi Ogie by wszystkim, co Arilyn mylaa, e jest jej potrzebne, ale z jakiego powodu to nie wystarczao. Nie potrafia jednak znale odpowiednio delikatnych sw, by wyjani to elfowi. Jedyny sposb odpowiedzi, jaki przyszed jej do gowy, by znacznie mniej elegancki. Tak, wic Arilyn przygotowaa si, by zrobi to, co zrobioby wiele innych przyzwoitych kobiet w podobnej sytuacji: skama w ywe oczy. - Sprawiasz mi wikszy zaszczyt, ni si domylasz - zacza sowami, ktre moga wypowiedzie zupenie szczerze. - Podziwiam twoje oddanie dla twojego ludu. I masz racj. Bylibymy znacznie lepszymi dowdcami, gdybymy rozumieli si bez sw. - Nie myl, e proponuj ci to tylko ze wzgldu na moje plemi - powiedzia z niewielkim umiechem Lisi Ogie. - To nie jest z mojej strony adne powicenie. - Ani dla mnie - powiedziaa mu. - Ale nie mog. Ja... ja zwizaam ju si z innym. Lisi Ogie patrzy na ni przez dusz chwil. - Ale jak to moliwe? Do rdlecia bya jeszcze pann! - No dobrze, ale co na przykad z blinitami? - odpara. - Tworz midzy sob wi od dziecka. Jest wiele sposobw na ustanawianie zwizkw. Chocia to, co stao si w rdlecie bdzie zawsze dla mnie bardzo cenne, s w yciu te inne rzeczy rwnie warte dzielenia z drug osob. W oczach elfa powoli zaczo pojawia si zrozumienie. - Rozumiem. Wybacz - wyszepta. Pooya mu do na ramieniu. - Nie ma nic do wybaczania. Mog ci tylko podzikowa za honor, jaki mi wywiadczye.

Skin i pooy swoj rk na jej doni, przyjmujc z szacunkiem jej decyzj. - Jest pno i ranek zblia si prdko. Musisz odpocz przed podr - powiedzia. Powrcili do miejsca, gdzie Kendel i Fretka odpoczywali w zadumie. Ale Arilyn nie spaa, ani te Lisi Ogie nie zdoa zakosztowa niezwykego odpoczynku elfw.

***

Dwie elfki i ich dziwna eskorta podrowali na wschd wzdu granicy lasu. Bya to dusza droga, ale przed wyjechaniem na otwart przestrze Arilyn chciaa oddali si najbardziej jak to moliwe od twierdzy Bunlapa. Pierwszego dnia szli na piechot. Potem Arilyn w przebraniu chopaka wlizgna si do wioski i wymienia cz jej zapasowych pienidzy na trzy silne konie i osa dla Jilla. Ruszyli szybko przez pogrze, kierujc si do ukrytej jaskini Tinkersdama. Czekajce ich zadanie pasowao idealnie do niezwykych talentw ekscentrycznego alchemika. Miny czasy, gdy chodzio o subtelno i finezj. Teraz przysza pora, na co innego. Poganiali wierzchowce tak prdko, jak tylko Arilyn miaa odwag, a Fretka pozwalaa. Przed wejciem do jaskini Tinkersdama stanli o pnocy. Arilyn przeprowadzia ich przez zason z sosen, a nastpnie przez cig korytarzy. Tinkersdam nie spa i zajmowa si prac. Arilyn zreszt spodziewaa si, e tak bdzie. Alchemik nie mia wiele szacunku dla podziau czasu na jakiekolwiek pory. Tutaj, w jaskini ukrytej gboko w skaach, gdzie nie docierao wiato soneczne, nie musia przejmowa si istnieniem nocy i dnia. Gdy czworo podrnych weszo do domu alchemika, zobaczyli go lecego na plecach pod ogromnym, drewnianym urzdzeniem, o rozmiarach i wygldzie wozu. Pulchne, krzywe nogi Tinkersdama wystaway spod machiny, a stopy znajdoway si niebezpiecznie blisko wrzcego kocioka. Arilyn automatycznie chciaa odsun zagraajcy mu garnek, ale szybko zdaa sobie spraw z dwch rzeczy: chocia Tinkersdam wyglda na pochonitego prac, zawsze by wiadom, co dzieje si wok niego. Byo mniej prawdopodobne, e kopnie kocioek, ni to, e nizioek przegapi obiad. Po drugie, nie byo wida adnej konkretnej przyczyny, dla ktrej zawarto garnka wrzaa. Naczynie wisiao na trjnogu nad go, kamienn podog jaskini. Nie byo pod nim ognia, ani nawet sterty arzcych si wgli. A zatem, niezalenie od tego, co znajdowao si w kocioku, lepiej byo tego nie rusza.

- A wic wrcia - ogosi Tinkersdam, nie zadajc sobie trudu, by wyj spod swojego nowego wynalazku. - Widz te, e przyprowadzia przyjaci. Pelfka pochylia si i popatrzya na alchemika, ktry pracowicie czy ze sob dziwn pltanin rurek i flakonikw. Arilyn wolaa si nie zastanawia, jakiej wybuchowej materii alchemik zamierza uy, by ruszy z miejsca ten dziwny powz. - Mam dla ciebie zadanie - powiedziaa. - Jak widzisz, mam teraz, co robi - zauway Tinkersdam. Arilyn miaa ochot opowiedzie mu o niezwykej wadze i pilnoci czekajcej ich misji, o wpywie, jaki to bdzie mie na elfy, o, desperackich prbach uwolnienia harfiarskiego wsplnika, a moe i jej samej, od suby, ktrej wymaga od niej miecz, ktry nosi. Wiedziaa jednak, e aden z tych argumentw nie zrobi na alchemiku wraenia. - Co powiesz o wysadzeniu w powietrze paacu? - zapytaa niedbale Arilyn. Tinkersdam spojrza na ni w kocu z wyrazem nadziei i niedowierzania na twarzy. - Co powiem? Chodzi ci o to, ktrej z metod zdecydowabym si uy? - Prawie - zgodzia si oschle Arilyn. - Moesz uy, jakiego chcesz sposobu, ale eksplozja musi by tak dua, by ludzie w paacu wpadli w panik. Wybuch musi zacz si w rodku budynku i nastpi na tyle szybko, by stra miejska, lub cokolwiek, co j w Zazesspurze zastpuje, nie zdya si zorientowa. Alchemik wyskoczy spod wozu, podnis si prdko i zakrztn wok stolika. Mamroczc co cigle pod nosem, zacz w wielkim popiechu wrzuca dziwnie pachnce proszki i wlewa zawarto rnych flakonikw do wielkiego rondla. - Od lat chciaem to przetestowa - powiedzia radonie, mieszajc szybko, jak gosposia szykujca krem do tortu. - Przeprowadziem oczywicie jeden czy dwa mae testy, ale nic powanego. - Ten dom, ktry obrcie w gruzy w Suzail, czy to przypadkiem nie bya jedna z tych prb? - zapytaa ostronie Arilyn. - O tak, rzeczywicie. Nie mog si doczeka, a przekonam si, jak zachowa si to w miejscu bardziej przestronnym i w duszym czasie. Jaki paac niszczymy, jeli wolno spyta? - Dom Abruma Assante. - Mistrza zabjcw? - zapytaa Fretka, odzywajc si po raz pierwszy od chwili, gdy weszli do jaskini. - Czy ty cakiem oszalaa? Arilyn zwrcia si do patrzcej z niedowierzaniem elfki:

- Assante ma co, czego potrzebujemy. Pamitasz histori o Soorze Thei, ktr opowiadaa, legend o bohaterze, ktry powrci? To wanie si stanie, ale najpierw musimy wydosta j z miejsca, gdzie spoczywa jej ciao - ze skarbca Assante. W oczach elfki zapali si pomyk nadziei, po czym zgas na wspomnienie blunierstwa, ktrego dopuci si krasnolud. - A wic o tym rozprawia w tak idiotyczny sposb Jill? Jak on mg j nazwa ma niebieskowos kobietk! Oczywicie, e ci pomog! Ale mwia, e eksplozja ma zacz si wewntrz kompleksu. Jak to moliwe? Niedostpno tego paacu jest niemal przysowiowa! Arilyn szybko nakrelia histori swojej poprzedniej misji i opisaa wypeniony wod tunel, ktry bd musiay przepyn, by dosta si do rodka. - Ale nie moemy wynie jej stamtd t sam drog. Bdziemy musiay wyj frontowymi drzwiami. Jedyny za sposb, by tego dokona, to wywoa dostatecznie duo zamieszania, by Assante by przekonany, e musi uy tunelu ewakuacyjnego. Bdziemy tam na niego czeka i zmusimy, by wyprowadzi nas bezpiecznie z terenu posiadoci. - A potem umrze - dodaa Fretka. - Nie wyobraam sobie innego czowieka, ktry byby bardziej niebezpieczny, gdyby mia do kogo pretensje. Nawet w Tethirze spogldaabym, co chwil za siebie, by sprawdzi, czy nikt za mn nie idzie! Ale co potem? Jak dostarczymy pic bohaterk do lasu? - Na szczcie - powiedziaa krtko Arilyn - mam przyjaciela w gildii morskiej. Pomoe nam to zorganizowa. - Prosz bardzo - powiedzia alchemik, wrczajc kadej z elfek ma miseczk. Arilyn przyjrzaa si tej, ktr trzymaa w rku. Wygldaa na zrobion z doskonaej porcelany Shou. Wok brzegu miaa wymalowany wzr z ziejcych ogniem wowych smokw. Wypeniaa j przezroczysta, woskowa substancja, nadal troch mikka, z ktrej wystawa baweniany knot. Na dnie miseczki znajdowaa si warstwa rnokolorowych krysztaw. - Wyglda jak wieczka - powiedziaa z podziwem Arilyn. - Ile czasu si pali? Tinkersdam wzruszy ramionami. - Godzin. Moe ciut mniej. Pamitajcie tylko, by oddali si w por. Ustawcie miseczki tak, by smok w kolorze fuksji - to ten z boku, widzisz? - by skierowany w stron, ktra ma ulec najwikszemu zniszczeniu. - Paac Assante jest zbudowany z halruaaskiego marmuru, ciany maj dobr stop szerokoci. Czy jeste pewien, e to nam wystarczy? Twarz alchemika przybraa naburmuszony, zirytowany wyraz.

- Pi takich wiec zniszczyoby wiksz cz miasta! Dlaczego tak si dzieje, e ignoranci i nieuki uwaaj zazwyczaj, e to, co halruaaskie jest najtrwalsze i najlepsze na wiecie? To skandal! Arilyn przysza do gowy myl, ktr w mniej rozpaczliwej sytuacji odrzuciaby jako szalon. Rywalizacja pomidzy lantaskimi kapanami Gonda a rzemielnikami z Halruaa bya legendarna. - Jak halruaaski czarodziej przygotowaby twierdz do obrony? - spytaa. - le - odpar Tinkersdam z wyszoci w gosie. - Rzemielnik moe poradziby sobie nieco lepiej, ale i tak fatalnie! - Potrafiby przewidzie takie zasadzki i unieszkodliwi je? Oczywicie, e tak powiedziaa szybko Arilyn. - A zatem nasz plan bdzie nastpujcy. Nasza czwrka musi uda si do Zazesspuru, by zaj si paacem Assante. Potem tu wrcimy i zabierzemy ci na bitw. Czy mgby do tego czasu si przygotowa? - Tak sdz - powiedzia nieobecnym gosem alchemik, skupiajc si znw na drewnianym wozie. - Moglibycie przywie mi troch rzeczy z miasta. Troch wgla, troch sproszkowanej siarki, spor torb aunu i sj marynowanych ledzi. Czasem trzeba co przeksi, sami rozumiecie - doda dla wyjanienia. Arilyn stumia umiech i ruszya do wyjcia z jaskini. Skoro Tinkersdam chcia ledzi, zadba o to, by Harfiarze i Amlaruil kupili mu wasn flot kutrw! Oczywicie, jeli ktokolwiek przetrwa czekajc ich teraz misj.

***

Wczesnym rankiem dotarli ju do Zazesspuru. Jill i Kendel zaszyli si w tej czci miasta, gdzie nieludzie nie zwracali na siebie uwagi. Dwie elfki ruszyy do domu Hashetha. Jeszcze przed wjazdem do miasta Fretka zatrzymaa si i woya przebranie, ktre nosia wrd ludzi. Z jakiego powodu w makijau, biuterii i jedwabnym stroju Fretka wygldaa nawet bardziej dziko i zowieszczo od elfiego myliwego i wojownika, ktrym naprawd bya. - Kim jest twj przyjaciel? - zapytaa cicho zielona elfka, gdy przechadzay si szerokimi ulicami. Na pierwszy rzut oka wyglday jak dwie eleganckie damy, ktry wyszy na poranny spacer. - Hasheth. Syn paszy Balika.

- No, no. Harfiarze plot sie z wielu nitek - powiedziaa z uznaniem Fretka. - Ale ja go widziaam. Jest bardzo mody, prawda? To jeszcze chopak. - Nie jest te tak waciwie przyjacielem - powiedziaa Arilyn, umiechajc si smutno. - Ale ma dostp do wielu informacji i cz z nich przekazuje. Zdradza te talent do intryg, ktry moe okaza si przydatny. Otwara bram do maej marmurowej willi i przesza przez niewielki ogrd, ktry znajdowa si przed ni. W drzwiach przywita ich jeden odziany w liberi suga, a drugi zaprowadzi je grzecznie do salonu i zapewni, e mody pan niedawno wsta, ale wkrtce do nich zejdzie. Wszystko wskazywao na to, jak zauwaya Arilyn, e Hashethowi wiodo si coraz lepiej. Po kilku chwilach przyczy si do nich mody ksi. Przywita si z Arilyn ukonem i rzuci pene uznania spojrzenie na odzian w jedwabie Fretk. - Twoja misja na wschodzie zakoczona? Ta wizyta ma na celu, jak tusz, uczczenie odniesionego sukcesu? - Niezupenie. Potrzebujemy troch informacji. Ale najpierw opowiedz, jak ci si wiedzie u Hhune'a? - Zupenie dobrze - powiedzia z zadowoleniem Hasheth. - Lord jest ambitnym czowiekiem, ktry ma niezwykle miae plany. - Pamitaj tylko, e jednym z nich bya prba obalenia twojego ojca - powiedziaa Arilyn, majc nadziej, e powstrzyma nieco zachwyt modzieca nad Hhunem. Z tego, co o nim wiedziaa, lord nie by wart takiego uwielbienia. - Bd pamita i mia si na bacznoci - powiedzia pojednawczo. - Powiedz mi tylko, co chcesz wiedzie, a ja postaram si znale potrzebne informacje. - Musz wiedzie wszystko, co si da o czowieku zwanym Bunlapem. Ma fortec nad pnocnym dopywem Sulduskoonu. - Imi jest mi znane - powiedzia z satysfakcj Hasheth, zadowolony, e jest w czym lepszy od Harfiarki. - Jest kapitanem najemnikw pochodzcym z Pnocy. Jego usugi s wysoko cenione. Posiada dobrze wyszkolonych ludzi, cakowicie wobec siebie lojalnych. Lord Hhune czasem go zatrudnia jako ochron dla siebie lub karawan. - Co ten Bunlap robi w Lesie Tethir? - Tego nie mog ci powiedzie. Jego zadanie nie dotyczy samego lasu. Ma strzec obozu drwali przed napadami. Fretka skoczya na rwne nogi, jakby wystrzelono j z balisty. - Obozu drwali? Gdzie to jest?

- Tak naprawd to nie wiem. Wedug papierw drewno pochodzi z Poudnia. Elfka zatrzsa si z gniewu i czego jeszcze powaniejszego ni zo. - Chc zobaczy co, co zostao wykonane z tego drewna! Natychmiast! Hasheth nachmurzy si, nie by, bowiem przyzwyczajony, by kto zwraca si do niego w ten sposb. Ale Arilyn skina gow i modzieniec wyszed z pokoju. Wrci trzymajc wypolerowane drewniane koo o rednicy jaki trzech stp, ktre najwyraniej miao suy za blat maego stolika do gier. Pooy je na pododze i spojrza pytajco na Fretk. Kobieta nie zwrcia na niego uwagi. Wydaa z siebie krtki, stumiony okrzyk i pada na kolana obok drewnianego koa. Palcami badaa wskie piercienie, skupiajc si na wzorze pokrywajcym powierzchni blatu. W kocu podniosa ponury i wcieky wzrok na Arilyn. - To drzewo byo ju stare, gdy wzgrza Tethyru zamieszkiway tylko wilki i dzikie owce! Na Poudniu jest niewiele takich rolin. Musiano je wyci w lesie elfw! W pokoju zapado guche milczenie - Nie jestem ekspertem w miejscowym prawie, ale wiem, e jest to cakowicie nielegalne - powiedziaa Arilyn. - Dlaczego Hhune miaby podejmowa takie ryzyko? - A moe on nie wie, skd pochodzi drewno - zasugerowa prdko Hasheth. - Wtpi. C Fretko, nietrudno zgadn, kto bdzie twoim nastpnym celem powiedziaa Arilyn ponuro. - Hhune - zgodzia si elfia zabjczym. - Ale najpierw potrzebne nam s twoje umiejtnoci organizatora - powiedziaa Arilyn, zwracajc si do zdenerwowanego modzieca. Opisaa mu czekajce ich zadanie i rzeczy, ktrych od niego potrzebuj. Hasheth zgodzi si na wszystko, ale jego odpowiedzi byy machinalne, co wzbudzio nieufno Arilyn. Gdy planowanie zostao zakoczone, modzieniec odprowadzi kobiety do bramy. Wiedziona impulsem, Arilyn odwrcia si do Hashetha i powiedziaa mikko. - Suchaj, nie przepadam zanadto za Hhunem, ale pki trzyma si z dala od lasu i elfw, pozwol mu y. Zrb tak: dowiedz si, dlaczego Hhune podejmuje takie ryzyko i kto moe za tym sta. Jeli istnieje sposb, by przerwa t dziaalno, nie zabijajc twojego nowego pracodawcy, to chtnie go wykorzystamy. - Zrobi, co bd mg - zgodzi si natychmiast Hasheth. Sta przy bramie jeszcze dugo po tym, gdy pelfka i egzotyczna kurtyzana odeszy, zastanawiajc si, jak najlepiej wykorzysta t now okoliczno. Oczywicie mg wszystko tak zorganizowa, by Arilyn i jej znajoma nigdy nie opuciy twierdzy Assante. To byoby

proste. Wystarczy kilka sw o planach Harfiarki wypowiedzianych w obecnoci odpowiednich osb i upragnione czonkostwo w szeregach Rycerzy Tarczy staoby si faktem. Nie mia jednak pewnoci, co wiedz zwierzchnicy Arilyn i nie wiedzia, czy nie przysano na jej miejsce innych agentw. Hasheth nie chcia, by jakiekolwiek wcibskie typy z Pnocy wtykay nos w interesy Hhune'a albo odebray jemu pozycj harfiarskiego informatora. Nie, Arilyn trzeba byo chroni. Nie mg jednak pozwoli, by skrzywdzono lorda Hhune'a. Kupiec stanowi zbyt wan cz planw, ktre Hasheth poczyni na przyszo. Potrzebne byy pewne wyrzeczenia i nie wszystko musiao by takie proste, ale z pewnoci, zakoczy z zadowoleniem Hasheth, nie leao to poza jego moliwociami.

***

Lythari wylizn si ze swojej kryjwki przez wschodni bram w Lesie Tethir, t, ktrej od dawna nie uywa. Drzwi zaprowadziy go do wschodnich kracw terytoriw owieckich Suldusk, tu obok granicy lasu. Ganamede rzadko tu przychodzi, bowiem dzikie elfy, ktre yy pord tych starych drzew nie toleroway nikogo spoza swojego plemienia. Niewiele byo istot tak wrogo usposobionych i trzymajcych si na uboczu jak Suldusk. Pomimo to Ganamede zobowiza si dowiedzie o zamiary wszystkich zielonych elfw. W wilczej postaci skrada si bezgonie na poudnie do osady Suldusk. Teren by tu bardziej nierwny i dziki ni w pnocnych czciach lasu. Drzewa rosy na wysokich wzgrzach penych grot, klifw i wwozw. Ganamede przypominao to raczej lasy na dalekiej Pnocy, rne od wikszoci lasw Tethyru. Tak naprawd to wanie tutaj wiele lat temu osiedlili si pierwsi uchodcy z Cormanthoru. Drzewa, ktre przynieli z elfiego lasu, nadal strzegy tej ziemi. Suldusk mieszkali jednak w zaciszu Tethiru od niepamitnych czasw. To oni powitali uciekinierw z Cormanthoru - elfy, ktre z czasem utworzyy plemi Elmanesse - i otrzymali w darze sadzonki drzew z pnocnego lasu. Ale stosunki pomidzy nimi nie pozostay serdeczne. Najazdy trway przez lata, a rozejmy nie przynosiy spokoju. Przez wiele lat nie byo midzy plemionami w ogle kontaktu. Nawet klany lythari nie poloway na ziemiach Suldusk.

Czujne uszy Ganamede wyowiy odlegy dwik, saby, ale w lesie obcy i dlatego wyranie syszalny. Lythari wdrapa si na spore wzgrze, skd prowadzia droga do osady. Roztacza si z niego widok na pooon u stp wzniesienia dolin. Chocia teren by tu gsto poronity drzewami, Ganamede mgby namierzy rdo dziwnych odgosw. Biegnc lekko, elf w wilczej postaci wdrapa si na wzgrze i zatrzyma na brzegu klifu. Sta zaskoczony, z niedowierzaniem przygldajc si dolinie. To, co kiedy byo cudownym elfim lasem, teraz zostao spustoszone i pozbawione ycia i magii. Z ziemi sterczay grube kikuty drzew. Gste krzaki zostay wypalone, by atwiej byo przeciga martwe drzewa do rzeki, ktr byy spawiane. Ganamede pokrci srebrn gow, jakby chcia otrzsn si z koszmaru. Jak to mogo si sta? Wojownicze elfy Suldusk nigdy nie pozwoliyby na zniszczenie swojego domu. Przynajmniej dopki yy. Lythari odwrci si i pobieg do elfiej osady, ukrytej w dolinie nieopodal zrujnowanego lasu. Zatrzyma si jednak znacznie wczeniej, wstrzymany przez zapach alu, mierci i rozpaczy. Wdrapa si na wzgrze, ktre wznosio si nad dolin Suldusk, kryjc si za nielicznymi oszczdzonymi drzewami. Ostronie podkrad si bliej. Musia dowiedzie si, co stao si z elfim plemieniem. Przez duszy czas sta patrzc na spustoszon ziemi Suldusk. Potem jego srebrna posta znikna i na wypalonej polanie stan na dwch nogach powany, srebrnowosy elf. Zrobi to bez namysu, wiedziony gbok i nag potrzeb. W wilczej postaci Ganamede nie mg paka.

Rozdzia dziewitnasty
Zwizane za nadgarstki amuletem Arilyn, umoliwiajcym oddychanie pod wod, dwie elfki wpyny razem do studni, ktra stanowia tunel ewakuacyjny Abruma Assante. Gdy ogromne krewetki rzuciy si w arocznym szale na szynk, ktr przyniosa im Harfiarka, kobiety podpyny szybko do gry. Wynurzywszy si z wody, ostronie sprawdziy, - czy w rowych korytarzach nie ma stranikw, po czym wyszy na brzeg. Gdy tylko Arilyn odwizaa amulet, Fretka wytara wosy i owina je turbanem. Z torby wytrzasna spor ilo chust i owina nimi prawie nagie ciao. Jej rola polegaa na umieszczeniu wiec Tinkersdama na wyszych pitrach paacu. Ubrana jak calishicka kurtyzana moga to zrobi nie zwracajc na siebie zbyt duo uwagi. Nowa twarz wrd kobiet Assante nie bya niczym niezwykym. Jego harem by ogromny i kobiety pojawiay si w nim tak szybko, jak znikay. Stojce na stray krewetki musiay przecie co je! W czasie, gdy Fretka ustawiaa na miejscu niszczce wiece, Arilyn miaa zaj si wykradzeniem picej Zoastrii. Gdy Fretka odesza, idc wedug mapy paacu, ktr narysowa dla niej Jill, Arilyn wycigna miecz i podesza do drzwi pierwszego skarbca. Tak jak poprzednio, drog zastpio jej trzech stranikw. Harfiarka nie zwolnia kroku, ale ruszya do ataku. Dwch mczyzn rzucio si na ni. Arilyn uchylia si przed pierwszym uderzeniem sejmitaru, po czym wyprostowaa si i skrcajc, zaatakowaa drugiego czowieka. Odpar cios i odepchn miecz Harfiarki, zmuszajc znacznie drobniejsz od siebie kobiet, by cofna si chwiejnym krokiem. Arilyn instynktownie podniosa nad gow miecz, by zablokowa nastpne cicie. Arilyn nie zatrzymaa go jednak zupenie, ale za pomoc wasnej broni skierowaa atak nieco na bok. Zdradliwy sejmitar wbi si w rami pierwszego mczyzny. Z omdlaej rki wypad mu z brzkiem miecz, a jasna krew polaa si strumieniem na rowy marmur. Arilyn kontynuowaa cios, rozcinajc czowiekowi gardo. Potem odwrcia si do zaskoczonego najemnika, ktry przyczyni si do mierci swojego towarzysza. Wystarczyy trzy uderzenia i miecz Harfiarki ugodzi go w serce. Wyrywajc z ciaa mczyzny ksiycow kling podesza do ostatniego czowieka. - Otwrz drzwi albo zginiesz - powiedziaa zwile.

Stranik nie potrzebowa czasu do namysu. Wyj zza pasa pk kluczy i rzuci go Arilyn. Zapaa i odrzucia z powrotem. - Nie, ty. - Zbyt dobrze pamitaa mudn prac nad unieszkodliwianiem puapek, ktre uruchamiay si wraz z otwarciem zamka. Tym razem nie miaa na to czasu. Na szczcie dla niej stranik nie wiedzia o magicznych zasadzkach. Wsun do zamka duy elazny klucz i przekrci. Arilyn odsuna si do tyu. Przez korytarz przetoczya si fala magicznego ognia. Arilyn przysonia oczy, zobaczywszy przedtem jak koci stranika wiec upiornie przez ciao, a caa posta trzsie si i drga. W kocu mczyzna upad, doszcztnie zwglony. Palce szkieletu zaciskay si jeszcze na rozgrzanym do biaoci kluczu. W tej samej chwili drzwi otwary si. Arilyn przesza nad ciaem, nie zwracajc uwagi na suchy trzask, ktry da si sysze, gdy przypadkowo nastpia na to, co kiedy byo ludzk rk. Ruszya prosto do miejsca spoczynku Zoastrii i podniosa zakurzon pokryw sarkofagu. Gdy wzia w ramiona drobn kobiet, jakby trzymaa w rkach pice dziecko, przez paac przetoczya si pierwsza z eksplozji Tinkersdama. - Godzin, moe mniej - wymruczaa sarkastycznie Arilyn, cytujc Tinkersdama i yczc mu w przyszoci lepszego wyczucia czasu. Popdzia w stron drzwi, przyciskajc Zoastri do piersi i wymijajc zrcznie lece na ziemi skarby. Wszdzie dookoa przewracay si rzeby, a obadowane kosztownociami pki chwiay si i rozbijay o ziemi. Uskakujc przed upadajc zbroj usyszaa drugi wybuch, tym razem silniejszy. Wstrzsy przewrciy j na kolana, ale jakim cudem udao jej si nie upuci picej elfki. Prbujc wsta, bogosawia fakt, e Zoastria bya maa i szczupa. Kurz i mae kamienie paday na ni niczym deszcz, gdy biega z powrotem do studni. Fretka ju tam bya, trzymajc n przycinity do garda starszego tethyrskiego mczyzny. Tak jak przewidyway, Assante zda sobie spraw, e wybuch o takiej sile zniszczy wikszo chronicych go zabezpiecze. Zszed, wic do podziemi paacu, by skorzysta z tunelu ewakuacyjnego. - Paac si wali - skamaa w ywe oczy Fretka. - Te eksplozje byy pierwszymi z wielu. Uciekaj najkrtsz drog i we nas ze sob, a by moe uda ci si uj z yciem. Gdy opucimy teren posiadoci, bdziesz wolny. Jeli zawoasz po pomoc albo sprbujesz zaatakowa, zabij ci od razu i sprbujemy poradzi sobie bez ciebie jako zakadnika. Rozumiesz?

Byy zabjca skin nieznacznie. Nawet tak niewielki gest spowodowa, e na koszul popyna mu cienka struka krwi. Assante ruszy przez korytarze, a potem w gr po szerokich marmurowych schodach. Haas, ktry dobieg ich, gdy weszli do gwnego holu, przywodzi Arilyn na myl szar kawalerii wrd toczcej si bitwy. Krzyczc, cignc rannych przyjaci i rabujc, co si dao, sucy Assante gorczkowo szukali wyjcia z poncego budynku. Poniewa przy budowie paacu postawiono sobie za cel uniemoliwienie wejcia nieproszonym gociom, drzwi prowadzcych na zewntrz byo niewiele. W bezadnej bieganinie wielu ludzi zostao przewrconych i stratowanych. Ci, ktrym udao si usta, toczyli si do wyjcia zbyt zszokowani, by zauway, e pojawi si wrd nich ich straszliwy pan. Fretka znaczco docisna n do garda Assante i mistrz zabjcw ruszy przez chaos i zamieszanie. Arilyn ze wstrtem zauwaya, e mczyzna nie waha si uywa sztyletu wobec swoich wasnych ludzi. Assante wycina dla nich drog przez kbicy si tum, zabijajc z brutaln skutecznoci i bez oporu depczc po ciaach. Z pewnoci, pomimo podeszego wieku, sprbowaby zaatakowa te swoich porywaczy, gdyby nie pewien rodek ostronoci, podjty wskutek nalega Arilyn: zarwno ona, jak i Fretka nosiy na wierzchu cieniste szarfy, afiszujc si z pozycj zajmowan wrd profesjonalnych zabjcw Zazesspuru. Tylko gupiec wyzwaby dwie tak dowiadczone wojowniczki, a Assante gupcem nie by. Zapewne czeka na bardziej odpowiedni ku temu chwil. Harfiarka miaa tylko nadziej, e Fretka ma na tyle duo dowiadczenia, by zdawa sobie z tego spraw i e zaatakuje pierwsza. Gdy wydostali si na zewntrz, skierowali si na jeden z mostw, przerzucony nad przezroczystym stawem. Niestety, podobnie postpia wikszo ocalaych. Na polecenie Fretki, Assante kilkakrotnie krzykn na swoich ludzi, by zrobili mu przejcie, co w kocu poskutkowao. Teraz, gdy byli ju poza walcym si paacem, ich panika bya mniejsza ni gboko zakorzeniony strach przed panem. Ale uciekajce elfki znalazy si teraz w wikszym niebezpieczestwie. Wewntrz paacu krzyki i wrzaski zleway si w jeden oguszajcy harmider. Teraz, gdy Assante mg zosta usyszany i cisk by nieco mniejszy, trudne pooenie, w jakim znalaz si zabjca nie mogo przej niezauwaone. pewnoci jacy stranicy zdecyduj si ruszy mu na ratunek, a ani Arilyn, ani Fretka nie miay wolnych rk, by walczy. Fretka najwyraniej dosza do tego samego wniosku. Gdy tylko zbliyli si do stawu, odepchna gwatownie od siebie Assante, pocigajc ku sobie n przyoony do garda

mczyzny. Ciao wpado do wody z obrzydliwym sykiem, a krew pienic si wypyna na powierzchni zbiornika z kwasem. Arilyn skrzywia si, bowiem dziaania Fretki byy krtkowzroczne. Bez Assante jako tarczy byy prawie bezbronne. Harfiarka zdya odwrci si w stron paacu, by dostrzec biegncego w ich stron stranika, trzymajcego wysoko nad gow sejmitar i gotowego do wymierzenia kary. Pelfka skoczya do przodu, obrcia si bokiem, po czym tak mocno i wysoko kopna, na ile pozwala jej drogocenny skarb, ktry trzymaa w rkach. Uderzenie trafio mczyzn w pier. Nie byo to duo, ale wystarczyo, by go zaskoczy i na chwil powstrzyma oraz by Fretka zdya przyczy si do walki. Zielona elfka skoczya do przodu i wbia n w gardo stranika. Obrcia ostrze, wyrwaa, po czym rzucia si na drugiego najemnika. - Uciekaj! - krzykna, wyszarpujc miecz z rk martwego czowieka. Arilyn nie wahaa si ani chwili. Fretka za uniosa przed sob zakrzywione ostrze, wymachujc nim zowieszczo w stron tych, ktrzy zatrzymali si po drugiej stronie mostu. Potem podniosa miecz wysoko i rzucia - nie na stranikw, ale w miercionony staw. Na tum prysa fontanna kwasu - drobne kropelki, ktre dryy ciao a do koci, powodujc niewyobraalny bl i zostawiajc po sobie trwae blizny, lepot lub mier. Nie zwracajc uwagi na krzyk, Fretka odwrcia si i pobiega za Arilyn. Nie byo trudno wydosta si z otaczajcych paac ogrodw. Brama dawno zostaa ju stratowana, a panika w rodku bya niczym w porwnaniu z zamieszaniem na zewntrz posiadoci Assante. Wygldao to tak, jakby cay Zazesspur przyszed przyjrze si widowisku. Arilyn torowaa sobie drog przez kbicy si tum, a dosza do powozu, ktry zaatwi dla nich Hasheth i ktry czeka trzy przecznice na wschd, z dala od centrum caego zamieszania. Kendel Leafbower siedzia na kole, owinity paszczem i okryty kapturem, by ukry elfi posta. Jill wychyli si z wozu i wzi z rk Arilyn pic kobiet. Pelfka chwycia paszcz, naoya na siebie, po czym wdrapaa si na kozio obok Kendela. Wzia od niego lejce, ktrymi uderzya mocno w koskie zady. W tym czasie Jill uoy delikatnie Zoastri na siedzeniu powozu i wycign krzepk do w stron Fretki. Dzika elfka wahaa si tylko sekund, po czym widzc, e powz rusza, chwycia si rki krasnoluda. Jill wcign elfk do rodka z takim impetem, e niemal zwichn jej rami, i posadzi j sobie na kolanach.

- Wspaniale - powiedzia radonie krasnolud. - Wiedziaem, e prdzej czy pniej dasz si przekona.

***

Szstka podrnych zmierzajcych do Lasu Tethir stanowia dziwn grup - by wrd nich kapan Gonda, ktry zrzdzi troch, bowiem kazano mu zrezygnowa z tradycyjnej tej tuniki i odzia si w bardziej praktyczny, zielono-brzowy strj. By te ksiycowy elf, ktry szed cicho niczym cie, i krasnolud, ktrego mae buty tupay i z trzaskiem amay gazki przy kadym kroku. Dalej byy jeszcze dwie elfie kobiety - jedna lena, a druga ksiycowa - oraz pica elfia wojowniczka, ktr niosy midzy sob na noszach. Przed sob mieli jeszcze cztery dni podry. Arilyn wykorzystywaa ten czas, planujc czekajc ich bitw. Kady mia odegra w niej wan rol, nawet krasnolud. Harfiarka przestaa ju si martwi, jak lene elfy zareaguj na takich dziwnych sojusznikw. Liczyo si tylko odzyskanie wolnoci - dla nich, a take dla Danila. W jaki sposb te dwa cele miayby zosta osignite, nie byo dla Arilyn jasne. Myl o tym ciya jej przez ca drog na wschd. W kocu zbliyli si do elfiej osady. Arilyn i Fretka pooyy nosze na ziemi, by chwil odpocz. Zielona elfka nie zdya si jednak jeszcze wyprostowa, gdy z jej ust doby si stumiony okrzyk. Pdem ruszya w stron osady. - Zostacie tutaj - polecia Arilyn, po czym pobiega za Fretk. Nie zdya jeszcze dotrze na miejsce, gdy zobaczya to, co w mylach objawio si zielonej elfce. Tam, gdzie mieszkao elfie plemi, byo teraz nagie, wypalone koo, zbyt rwne w ksztatach, by mie wtpliwoci, e byo efektem magicznego ognia. Zniszczenie byo straszliwe i musiao nastpi szybko. Chocia wiksz cz polany pokrywa popi, tu i wdzie walay si kawaki zwglonych drzew i szcztki elfich domw. Oprcz rozarzonych wgli, Arilyn niewiele znaa takich rzeczy, ktre mogyby wypali wszystko tak do cna. W niektrych miejscach z pogorzeliska unosiy si jeszcze smuki dymu, koczc straszliw robot magicznego ognia. Wysokie Drzewa przestay istnie.

Rozdzia dwudziesty
Przez kilka bolesnych chwil elfki patrzyy na dymice ruiny lenej twierdzy. - Nie wszyscy zginli - powiedziaa martwym gosem Fretka. Jakim cudem wikszo z nich zdoaa uciec i s gdzie niedaleko. Arilyn nie musiaa pyta, skd ona to wie. W chwilach wielkiego zdenerwowania albo strachu nawet te elfy, ktre nie byy zczone specjaln mistyczn wizi czuy rzeczy, ktrych nie byyby w stanie zobaczy, czy usysze. Zielona elfka podniosa donie do ust. W zniszczonym lesie odbi si echem wysoki, dwiczny okrzyk. Uciekinierzy z Wysokich Drzew pojawili si szybko, ale oczy mieli szkliste z blu nad tym, co utracili i poruszali si ciko, przytoczeni alem i zmczeniem. Fretka podbiega do brata i rzucia si mu w ramiona. Rhothomir obj j, ale popatrzy nad ni, szukajc wzrokiem Arilyn. - Jak to si stao? Jak ludziom udao si znale to miejsce? - zapyta. Odpowied przysza Arilyn do gowy szybko i bolenie, niczym pchnicie noem. - Najprawdopodobniej mieli kapana - przyznaa. - Niektrzy z nich potrafi zmusi ducha zmarego, by odpowiedzia na ich pytania. Sokolica polega niedaleko ludzkiej fortecy. Nie moglimy przynie jej z powrotem do lasu. Wszystko, co wiedziaa, wiedz teraz nasi wrogowie. Elfy popatrzyy na Arilyn w milczeniu i przeraeniu. To, o czym mwia, byo wynaturzeniem nie moliwym do opisania. aden elf nie zakciby dobrowolnie pomiertnej egzystencji swojego brata. - To przez ciebie Sokolic dotkno to nieszczcie, a my stracilimy dom powiedziaa cicho jedna z kobiet. - Wyprowadzia Sokolic i inne elfy z lasu - dodaa inna. - Gdyby nie to, nic takiego nie miaoby miejsca. Przez elfie zgromadzenie przetoczy si ponury pomruk. Arilyn nie moga ich wini. Lene elfy byy pobite i oblone, a w chwilach zagroenia naturalnie zwracay si ku starym zwyczajom. Jako ksiycowa elfka budzia podejrzenia. Arilyn zastanowia si przez chwil, jak zareagowaliby, widzc Jilla i Tinkersdama.

- Realizowalimy twoje plany; suchalimy twoich sw - powiedzia powanie Mwca. - Tak postpujc, narazilimy si na cierpienie. Musisz natychmiast opuci ten las. Nigdy tu nie wracaj. - Pozwolicie jej odej? - zapyta jeden z elfw z niedowierzaniem. - Co powstrzyma j od sprowadzenia tu jeszcze wikszej liczby ludzi? Ona nie moe odej. Musi zgin! Nadszed czas, bymy zniszczyli to, co obce! - Nadszed czas - obwieci dwiczny gos - by dzieci Tethiru zjednoczyy si i stany do walki. Nie skrzywdzicie Arilyn Ksiycowej Klingi. Elfy rwnoczenie odwrciy si w stron, z ktrej dobiega gos. Na skraju wypalonej polany sta Ganamede. Srebrzyste futro miao barw cienia od unoszcego si w powietrzu popiou. Nawet teraz, pomimo alu, straty i gniewu, zielone elfy ulegy urokowi nieuchwytnego lythari. Gdy wszystkie oczy byy zwrcone na niego, Ganamede podnis srebrny pysk i zawy przecigle. Potem podszed do Arilyn. Wilcza posta zamigotaa przez moment srebrzystym wiatem, a na jej miejscu stan elf. Cay klan, niby jednym gosem, krzykn z zachwytu i zdumienia. Ganamede sta dumny i wyprostowany u boku Arilyn, opierajc rk na jej ramieniu w gecie przyjani i wsparcia. W drugiej trzyma uk. Srebrne wosy zwizane mia z tyu, a trjktn twarz pomalowan do bitwy wedle zwyczaju lenych elfw. Po jednym cudzie, nastpi drugi. Odpowiadajc prdko na wezwanie, na polan wlizgno si tuzin ogromnych srebrzystych wilkw i stano pkolem wok ksiycowej elfki i jej opiekuna. Te lythari nie zmieniy postaci, ale skieroway spojrzenia dziwnych, niebieskich oczu na lene elfy, jakby chciay je ostrzec. Przekaz by jasny: ktokolwiek chciaby podnie rk na Arilyn, musiaby stan do walki ze srebrnymi cieniami. - Przychodz z ziemi Suldusk - powiedzia Ganamede, podczas gdy wszyscy pogreni byli w cakowitym milczeniu. - Ich osada rwnie zostaa zniszczona, ale im nie poszczcio si; tak jak wam. Te, ktrym udao si przey, s wyndzniaymi zakadnikami, trzymanymi w klatkach na skraju zniszczonego lasu. Tu obok, nad brzegiem rzeki, znajduje si obz ludzi. - Zwrci si do Arilyn. - Znasz zwyczaje ludzi lepiej ni ktokolwiek z nas. Jeli poprowadzisz, pjdziemy za tob i zaatakujemy. - Elmanesse maj wystarczajco duo wasnych problemw - zaprotestowa gniewnie Rhothomir. - Nie mona oczekiwa, e ruszymy na pomoc Suldusk!

Ganamede spojrza uwanie na Mwc. Po chwili Rhothomir spuci oczy, najwyraniej zawstydzony. Skoro lythari byy gotowe opuci las, by pomc Suldusk, jak oni mogliby odmwi? - Jest jeszcze co - powiedzia lythari. - Ludzie wycinaj stare drzewa, wypalaj due fragmenty lasu. To zagraa wszystkim dzieciom Tethiru. Kiedy przed wiekami nasze plemiona poczyy si, by zatrzyma wielkie niebezpieczestwo. Musimy to powtrzy. Fretka stana porodku spalonej polany, a oczy byszczay jej z podniecenia. - Tak zrobimy! Najstarsi z nas pamitaj bitw, o ktrej mwi lythari. Musz te pamita Soor The, ktra poprowadzia nas do zwycistwa! Dzisiaj legenda stanie si faktem. Chodcie wszyscy i zobaczcie bohaterk, ktra powrcia. W oczach elfw pojawi si bysk ostronej nadziei. Ale uwadze Arilyn nie umkn fakt, e wiele z nich cay czas przygldao si jej z nieufnoci, a nawet z nienawici. Minie wiele czasu, nim uda im si zapomnie o zniszczeniu domu. Nie byli te w nastroju, by zaakceptowa pord siebie czowieka i krasnoluda. Dotkna ramienia Ganamede i skina gow na znak, e on i pozostae lythari powinni pj za ni, po czym pucia si biegiem do miejsca, gdzie czeka Jill i Tinkersdam. Lythari przybra z powrotem wilcz posta i ruszy za ni, a jego klan poda tu za nim. Znaleli alchemika siedzcego na pniu z gow opart na rkach i nieobecnym wyrazem na pulchnej, ziemistej twarzy. Jeli nie byo nic do roboty, ani nic do zniszczenia Tinkersdam czu si nieswojo. Jill siedzia obok niego, popijajc na prb letni mid, ktrego butelk zdoa wydbi od Fretki. Kendela nie byo nigdzie wida. Krasnolud i kapan Gonda spojrzeli do gry na nadchodzc Arilyn. Obaj z pewnym opnieniem zrobili zdziwione miny, widzc ogromne wilki, biegnce cicho tu za ni. - Nie ma czasu na wyjanienia - powiedziaa. - Tinkersdam, wsid na grzbiet tego lythari. Jeden z pozostaych musi wzi krasnoluda, a kilka niech pjdzie poszuka ksiycowego elfa o zocistoczerwonych wosach i bkitnych oczach. Prawdopodobnie poluje. Wecie ca trjk w poblie miejsca, gdzie odbdzie si bitwa. Tam na nas czekajcie. Ale przysigam na narzdzia Gonda, Tinkersdam, jeli wysadzisz co w powietrze, nim do ciebie nie doczymy, bdziesz musia radzi sobie w przyszoci sam! Alchemik wsta, wzruszy ramionami i zarzuci na plecy spor torb. Niezrcznie wdrapa si na grzbiet lythari. Jill take wypeni polecenie, nie szczdzc jednak przy tym zrzdliwych przeklestw. Dwa wilki znikny w lesie, uginajc si nieco pod ciarem. W sam por. Na polan wpada Fretka, a tu za ni mieszkacy Wysokich Drzew. Elfka przystana i wskazaa na pic posta Zoastrii.

- Ysaltry, Nimmetar, walczylicie pod dowdztwem Soory Thei. Podejdcie tu i powiedzcie, czy to ona. Dwa stare elfy zbliyy si do noszy. Przez dusz chwil wpatryway si w nieruchom twarz kobiety, starajc si przypomnie sobie dawne dzieje i bitwy. W kocu skiny twierdzco. Fretka spojrzaa na pelfk. - Zaczynaj - powiedziaa ponaglajco. Arilyn powoli wyja ksiycow kling i uniosa wysoko przed sob. W ksiycowym kamieniu na rkojeci pojawio si blade, bkitne wiato, powoli obejmujc ca dugo ostrza. Te elfy, ktre nigdy nie widziay magicznego miecza w bitwie, krzykny cicho. Wszystkie rozumiay znaczenie tego, co miao si dokona. Znay histori Soory Thei, picej bohaterki. Wiedziay te, e Arilyn nosi ksiycow kling. Powoli zaczo do nich dociera, e miecz, ktry trzymaa, nalea niegdy do legendarnej wojowniczki. wiadomo tego faktu i zachwyt zapony w oczach uciekinierw z Wysokich Drzew. Pomimo to Fretka przemwia dwicznym gosem straniczki tradycji: - Przez stulecia syszelimy opowie o tym, e pki ogie Myth Drannor ponie wewntrz tego miecza, gdy nadejdzie wielkie niebezpieczestwo, powrci do nas bohater. Ju raz Soora Thea poprowadzia nas do bitwy. Przyjdzie teraz ponownie, odpowiadajc na wezwanie crki swojego klanu. Na dany przez Fretk sygna Arilyn stana u wezgowia picej kobiety. wiato ksiycowej klingi pado na nieruchom twarz i odbio si migoczcym blaskiem od szafirowego warkocza. Pelfka wzia gboki oddech i przemwia wrd penych oczekiwania, milczcych elfw. - Wyjd, ty, ktra kiedy bya Zoastri, znan wrd ludw Tethiru jako Soora Thea. Twj czas znowu nadszed. Z ostrza uniosa si mga i zawirowaa nad pic elfk. Oczom plemienia ukaza si cie Zoastrii - blady, bezcielesny i podobny do widma. Gdy wszyscy skupili na niej wzrok, elfka powoli zacza przybiera materialn posta. Kontury wypeniy si, stopniowo przyjmujc tak namacalny i miertelny ksztat, jak ciaa pozostaych zebranych. Staa jednak jakby w transie. Oczy miaa zamknite, a czonki nieruchome. Twarz stopniowo nabieraa kolorw, przechodzc od barwy niegu do barwy pery. W kocu podniosa powieki i spojrzaa na mieszkacw Tethiru.

Wzrok Zoastrii przemkn po zebranych, zatrzymujc si w kocu na pomarszczonych twarzach dwojga starcw. Podesza do nich i ucisna nadgarstek wiekowej Ysaltry w gecie pozdrowienia uywanym przez wojownikw. - Pamitam ci dobrze, Ysaltry, crko Amancathary. I ciebie te, cho nie pomn twego imienia. Oboje dzielnie walczylicie w dawno minionych czasach. Wasza mdro i wspomnienia s teraz potrzebne. Wasz lud musi wiele nauczy si przed bitw - owiadczya mocnym, rozkazujcym gosem. Wzrok lenych elfw powdrowa ku miejscu, gdzie jeszcze kilka chwil temu leaa pica kobieca posta. Staa tam Arilyn, trzymajc w obu rkach zgaszon, milczc ksiycow kling, ale nosze u jej stp byy puste. Cie i materia znw stay si jednym. Cisza, cakowita i gboka, zapanowaa wrd elfiego ludu. Potem Rhothomir uklk na jedno kolano przed malek ksiycow wojowniczk. Jeden za drugim mieszkacy Wysokich Drzew klkali na ziemi, oddajc si pod rozkazy bohaterki, ktra powrcia.

***

Reszta dnia upyna na naradach i pospiesznych przygotowaniach, bowiem elfy planoway marsz na obz drwali. Nawet klan lythari pozosta w pobliu, przysuchujc si i przygldajc. Kady mia swoj rol i wszyscy czuli potrzeb uzgodnienia dziaa z nowymi sojusznikami. W kocu, gdy nadesza noc, Arilyn i Fretka mogy dowiedzie si wicej o zniszczeniach, ktre miay miejsce podczas ich nieobecnoci. Odszukay Lisiego Ognia i caa trjka zaszya si gdzie w prowizorycznym elfim obozie. Elfki dzieliy midzy siebie pieczonego zajca - pierwszy posiek, ktry tego dnia jady - i suchay smutnej opowieci. - Ludzie nadeszli bardziej niespodziewanie, ni mylelimy, e to moliwe powiedzia cicho Lisi Ogie. - Znali drog i wszystkie nasze obronne sztuczki. Ich czarodziej zabi naszych zwiadowcw. Spali nawet drzewa driad! Na atakujcych, jak sdz, rzucony zosta czar ciszy. Gdyby nie ostrzegawczy piew ptakw, pewnie by nas zaskoczyli. Zdoalimy uciec w ostatniej chwili, gdy magiczny ogie zacz pochania ju Wysokie Drzewa. - Jak uniknlicie pocigu? - zapytaa Fretka. - Oni nas nie cigali.

Arilyn dostrzega w tonie Lisiego Ognia pewien odcie, a take niewypowiedziany strach w jego oczach. - Sdzisz, e zaoyli na nas przynt i chc sprowokowa do walki, w ktrej bd mieli przewag. Dowdca spojrza jej w oczy. - Dokadnie. Ju raz to zrobili. Zniszczyli Polan Rady i zostawili wrd zabitych troch moich strza. Dali nam zna, gdzie s i czekali w zasadzce. - Przerwa na chwil. - Jest pewna sprawa midzy mn a dowdc ludzi. Ten atak nosi jej znami. - Co tym razem? - zapytaa agodnie. Przez dusz chwil dziki elf nie odpowiada. - Mwiem ci, e wyciem mj znak na twarzy czowieka zwanego Bunlapem. Ciao jednego z naszych zwiadowcw, Uleeyi Porannej Pieni, zostao podrzucone tu za granic spalonej polany. Na jej policzku widnia mj symbol. Arilyn pochylia si do przodu i pooya obie donie na ramionach dzikiego elfa. - Jeli bogowie bd dla ciebie askawi, nigdy nie poznasz zych ludzi, tak jak mnie si to zdarzyo. Ale moesz uwierzy w to, co ci powiem. Elf skin, by mwia dalej. - Gdy byam w Zazesspurze, dowiedziaam si, e ten czowiek, Bunlap, zosta wynajty, by strzec obozu drwali przed Suldusk. Nie zdziwioby mnie to, gdyby okazao si, e zadanie byo znacznie trudniejsze, ni przewidywa. Prawdopodobnie pierwsze walki z plemieniem Suldusk rozpaliy w nim nienawi do wszystkich elfw. Widzisz tylko t cz pomienia, ktra zwraca si przeciw twojemu klanowi. Nie ma wtpliwoci, e w lesie s i inni, ktrzy zastanawiaj si, czym zasuyli sobie na takie traktowanie. - Znam wielu ludzi takich jak Bunlap. Nigdy nie istnieje jedno proste wyjanienie za, ktre czyni. Prosz, wic przyjacielu, by nie bra na siebie wicej, ni jeste w stanie udwign - zakoczya agodnie. Lisi Ogie podnis do, by dotkn jej policzka. - Dzikuj. Przemyl twoje sowa. A teraz chodcie, doczmy do pozostaych na radzie. Harfiarka skina i wstaa, ruszajc ze zwykym jej zdecydowaniem ku ognisku, przy ktrym obradowano. Ale Fretka chwycia rami mczyzny, nim zdy pj za Harfiark. - Gdy witowalimy poprzednie rdlecie, bylimy zarczeni - powiedziaa cicho. Ju o tym zapomniae? Zaskoczony Lisi Ogie spojrza w d w czarne oczy kobiety.

- Gdy przyrzekalimy sobie mio, bylimy bardzo modzi i od tego czasu nasze drogi si rozeszy. To ty prosia o zwolnienie z obietnicy, gdy sza pomidzy ludzi. - Nie auj tego, co zostao zrobione dla klanu - powiedziaa Fretka. - Zapomniae jednak o powodach naszych zarczyn. Byo to wszak bardzo dawno. Ja jestem straniczk tradycji i siostr Mwcy, ty - dowdc. Razem wprowadzilibymy do klanu silne dzieci, elfy, ktre z czasem przejyby po nas przywdztwo. Jeli wkrtce nie wybierzesz waciwej ony i nie postarasz si o dziedzicw, nie utrzymasz swojej pozycji dowdcy. Jeste potrzebny i musisz myle o klanie. - Aha - Lisi Ogie zrozumia w kocu, o co chodzi elfce. - Obawiasz si po prostu, e gdybym wybra Arilyn, klan nie zaakceptowaby w swoim gronie dzieci ksiycowej elfki? Fretka skina. - To tylko cz problemu. S sprawy zwizane z ksiycow wojowniczk, ktrych nie jeste wiadom. Ona i ja spotkaymy si wczeniej w miecie ludzi. Uwierz mi, gdy powiem ci, e nie jest ona tym, na kogo wyglda. - Rozumiem - powiedzia wolno elf. Przez moment patrzy uwanie na kobiet, dziwic si, e ona rwnie tak dugo trzymaa w tajemnicy sekret Arilyn. Ale w kocu, nie byo to wcale zaskakujce. Myli Fretki byy cakowicie zaprztnite trosk o dobro klanu, nawet gdyby miao to oznacza wpuszczenie do lenej twierdzy pelfki i utrzymanie tego faktu w sekrecie nawet przed wasnym bratem. - A zatem wiesz, e Arilyn jest pelfk - powiedzia otwarcie. - I mimo, e miaa okazj dokadnie j pozna, ma to dla ciebie jeszcze jakie znaczenie? Na twarzy Fretki pojawio si zdumienie. Po pierwsze, dlatego, e zdaa sobie spraw, e Lisi Ogie zrozumia ju prawdziw natur Arilyn, a po drugie, e zaskoczyo j jego pytanie. - Nie - powiedziaa z wahaniem. - Nie, sdz, e nie. Potem twarz jej zagodniaa i kobieta pooya do na ramieniu elfa. - Jest jeszcze jedna rzecz, co, o czym nie chciaam ci wspomina. Chocia to, co mwisz jest prawd, pelfka nie jest dla ciebie. Ona kocha innego, czowieka. - To take wiem - powiedzia cicho mczyzna. - Ale dzikuj ci za trosk. Chod. Powinnimy przyczy si do pozostaych. Elfy podeszy do koa i wczyy si w zaart debat na temat najlepszej strategii walki z czarodziejem. Arilyn skina na przyjaciela, po czym wrcia do dyskusji, bowiem widziaa w niej szans wyjanienia obecnoci Tinkersdama w nadchodzcej bitwie.

- Wszyscy widzielicie zniszczenia, ktre spowodowa czarodziej. Nie chodzi tylko o zrujnowanie Wysokich Drzew, ale o sposb, w ktry potrafi zwrci elfie strzay przeciw ucznikom. Wyobracie sobie, co taki czowiek mgby zrobi, gdyby mia czas przygotowa si do walki w wybranym przez siebie miejscu! Czary, ktre mgby rzuci, puapki, ktre zastawi? Kilka elfw przytakno ponuro. Nikt, kto bra udzia w pierwszej bitwie, nie mg zapomnie widoku dzieci spalonych na popi w przecigu kilku sekund. - Znam kogo, kto potrafi omin zasadzki i pokona czarodzieja. Jest czowiekiem, badaczem i kapanem dobrego boga. Jest moim sprzymierzecem od wielu lat. Nawet lythari go zaakceptoway. Zabray go na pole bitwy, razem z dwoma wojownikami do ochrony, by mg zbada teren i przygotowa si. - Mdre postpowanie - powiedzia szybko Lisi Ogie, widzc niechtne spojrzenia wikszoci zebranych. - Nawet w czasach Cormanthoru ludzie walczyli razem z elfami przeciw wsplnemu wrogowi. - Powiem otwarcie. Ten czowiek nie przypomina ludzi ze staroytnego Myth Drannor. Nie darzy sympati elfw i naszego stylu ycia - powiedziaa Arilyn z cakowit szczeroci. - Nie yczy nam jednak le. To, czego naprawd nienawidzi, to ludzie z Halruaa i moecie by pewni, e zaangauje si w walk caym sob! - Niech tak bdzie - powiedziaa Zoastria, a pozostali, nadal oszoomieni powrotem dawnej bohaterki, byli zadowoleni, e mog uzna jej zdanie za ostateczne. Elfy rozmawiay te krtko o tym, jak najlepiej dosta si do kraju Suldusk. Mniej ni dwa dni drogi na wschd leaa dolina zwana abdzi. Tam znajdowao si najwiksze w lesie jezioro, a z niego wypywaa maa rzeka zmierzajca na terytorium Suldusk. Mogliby wybudowa tratwy i popyn z prdem szybciej, ni gdyby szli na piechot. Zgodzono si, e wyrusz o wicie, po nocy spdzonej na zadumie, medytacji i modach do Seldarinw. Gdy chr porannych ptakw rozpocz swoj niemia, senn pie, elfy byy ju w drodze. Szy po ladach zostawionych przez wycofujcych si ludzi, co nie byo trudnym zadaniem. Jak zwykle Tamsin szed na przedzie i prowadzi zwiad. Nie krzykn ostrzegawczo, ale aden elf nie wtpi, e musia natkn si na co strasznego, poniewa jego siostra Tamara nagle si zatrzymaa i skulia, przyciskajc do oczu obie donie. Wrd elfw zapanowaa cisza. C, bowiem tak przeraajcego moga zobaczy elfka, jeli nie mier brata bliniaka? Tamara wzia dugi, uspokajajcy oddech i podniosa oczy na Lisiego Ognia.

- Jest tak jak mwie. Ludzie chc nas zwabi. Bd czeka na nas i na ciebie. Chod, nie bdziesz chcia tego oglda, ale nie masz wyboru. Kilkaset krokw dalej znajdowa si pal zrobiony z maego drzewka, odartego z gazi. Przywizane byo do niego ciao elfa. Nie Tamsina, ale jakiego nieznanego, z plemienia Suldusk. Mczyzna musia ju nie y od jaki trzech dni. Wok trupa brzczay muchy, siadajc na znaku w ksztacie kwiatu, widniejcym na policzku zmarego. - Ile jeszcze elfw wyznacza szlak na poudnie - wyszepta rozpaczliwie Tamsin. - Ilu z nas umrze w niewoli, nim uda nam si dotrze do poudniowego lasu? Ganamede, ktry powrci o wicie do Elmanesse, podszed do Zoastrii. - Widziaem obz ludzi - powiedzia lythari w wilczej postaci. - Jest ich znacznie wicej ni nas i maj czas, by przygotowa si do obrony. Jedyn szans na zwycistwo i wyzwolenie tych elfw, ktre jeszcze yj, jest zaskoczenie przeciwnika. Rozmawiaem z moim klanem. Lythari zabior was pomidzy wiatami do miejsca pooonego znacznie bliej obozu drwali ni abdzia Dolina. Jaki dzie drogi, nie wicej. - Ludzie maj nad nami trzy dni przewagi - zauway Rhothomir. - Pomimo to, nie przybd na miejsce bitwy znacznie wczeniej ni my i z pewnoci nie bd spodziewa si nas tak wczenie. Zapewne wyl zwiadowcw, by wiedzie, kiedy bdziemy nadchodzi. To, co proponujesz, pomoe nam przelizgn si niezauwaenie i zaatakowa ludzi zupenie znienacka! Jeli twj klan chce nas zabra, przyjmiemy to z wdzicznoci. Elfy podzieliy si na mniejsze grupy, by mc przyczy si do jakiego tuzina lythari i przej z nimi przez bramy prowadzce na pole bitwy. Lisi Ogie by jednym z pierwszych, ktrzy wyruszyli, podobnie Rhothomir. Wydawao si, e najlepiej bdzie, jeli dowdcy pjd jako pierwsi, ale Zoastria daa znak, e zaczeka i poprosia Arilyn, by zostaa z ni. Dwie elfki oddaliy si kawaek. Gdy znalazy si na maej polanie osonitej konarami starych dbw, Zoastria zatrzymaa si. - Bitwa rozpocznie si szybciej, ni si spodziewaam - powiedziaa niespodziewanie. - Nadszed czas. Arilyn popatrzya w d na mniejsz elfk, nie rozumiejc, o co jej chodzi. Podya za wzrokiem Zoastrii, skierowanym na ksiycow kling wiszc u swojego boku. - Jak na pelfk nosia t bro dobrze - przyznaa Zoastria. - Ale mj czas znw nadszed. Ksiycowa klinga musi do mnie powrci.

Rozdzia dwudziesty pierwszy


Arilyn patrzya oniemiaa na swoj poprzedniczk, zaskoczona jej daniem. Tego nie przewidziaa, wskrzeszajc pic wojowniczk! - Ksiycowa klinga uznaa mnie za swoj wacicielk. Ja i miecz jestemy jednym! - zaprotestowaa. - Nie mog przekaza jej, komu innemu, jakby to bya zwyka bro! - Tylko jedna osoba moe wada mieczem - powiedziaa gronie Zoastria. - Jeli masz inn bro, wyjmij j i niech pojedynek rozstrzygnie spraw. Pelfka odrzucia od razu t propozycj. Pomimo, e podziwiaa umiejtnoci elfki, podejrzewaa, e potrafiaby j pokona w walce. Nie po to za przywracaa zniechconym Elmanesse dawn bohaterk, by teraz j zniszczy. Nigdy jednak nie odmwia walki. Tego po prostu nie moga zrobi, nawet dla dobra lenego ludu. Zoastria musiaa dojrze co w oczach pelfki, poniewa szybko zaproponowaa inne rozwizanie. - Albo posuchaj gosu swego serca. Oddaj mi miecz dobrowolnie i uwolnij si od ksiycowej klingi raz na zawsze. Zrzekajc si jej na korzy dawnego i prawowitego waciciela, wypenisz z honorem swj obowizek wzgldem elfw i zostaniesz zwolniona ze suby ksiycowemu ostrzu. Gdy pelfka rozwaaa t nieoczekiwan propozycj, poczua, e spada jej z serca ogromny ciar, a pustk po nim wypenia dziwny al i smutek po czym, co si utracio. - A co z moc, ktr nadaam mieczowi? - zapytaa ostronie. - Zniknie. Jeli o to ci chodzi, to nie ma problemu. - Chwileczk - wyszeptaa Arilyn. Wycigna miecz i przez chwil trzymaa w rce, delektujc si tym jedynym przedmiotem, ktry czy j ze wiatem elfw. Chocia obawiaa si ksiycowej klingi i czua do niej al, a nawet nienawi, nigdy nie przypuszczaa, e bdzie musiaa j odda. Uczyni to jednak dla dobra elfw i ukochanej osoby, ktra w przeciwnym razie pozostanie uwiziona w magicznej broni. Arilyn wyprostowaa si i po raz ostatni uniosa wysoko ksiycow kling. Wyobrazia sobie swojego dziwnego sobowtra i drugi cie, ktry mimowolnie skazaa na sub mieczowi. Potem rozkazaa im, by wyszy.

Dwa cienie wynurzyy si z ostrza i stany przed ni. Arilyn poczua, e ciska j w gardle na widok lustrzanego obrazu Danila. Zastanowia si przez moment, czy przyjaciel kiedykolwiek bdzie wiedzia, co zaszo w lenych ostpach Tethiru. Nim dowiedziaa si o swoim wasnym cieniu i gdy jeszcze by on na usugach jej nauczyciela, Arilyn zawsze nawiedzay dziwne sny, ilekro Kymil Nimesin wzywa jej sobowtra. Miaa tylko nadziej, e w podobny sposb Danilo pozna i zrozumie jej zamiary. Czerpic siy z ciepa jego szarych oczu, Arilyn wsuna ksiycow kling z powrotem do pochwy i odpia pas. Podaa go swojej poprzedniczce. Zoastria wyja miecz gadkim, znajomym ruchem. Niebieski ogie w czarodziejskim ksiycowym kamieniu zapon jasno, po czym przygas. Miecz zaakceptowa na nowo swojego dawnego waciciela. Jedna z run magicznie wyrytych na ostrzu, ta ktra oznaczaa moc przyznan klindze przez Arilyn, zacza blednc. Gdy Zoastria wyszeptaa rytualne zaklcie wice j z broni, takie, ktrego Arilyn nigdy nie poznaa, pelfka zobaczya, e jej znak na elfim mieczu znik zupenie, a cienie jej i Danila, trzymajc si za rce, rozpyny si we mgle.

***

- Dzikuj, e zgodzi si pan mnie wysucha, ksi Hembreonie - powiedzia Hasheth, siadajc na krzele, ktre zaproponowa mu wielki czowiek. Przebywanie w obecnoci tak potnej osoby byo ogromnym przeyciem. Hasheth nie przejmowa si faktem, e ten przywilej uzyska dziki pozycji, kogo innego. To jeszcze miao si zmieni. - Mwie, e masz wiadomo od Hhune'a. Czy s jakie kopoty w Waterdeep? - Nic specjalnego - odpar Hasheth, szczerze majc nadziej, e okae si to prawd. Jak pan zapewne wie, lord Hhune wzi na siebie zadanie rozwizania problemu, ktry stanowi lene elfy. Przynajmniej, doda Hasheth w duchu, ja postpibym tak na jego miejscu. Modzieniec wtpi, by ktokolwiek z Rycerzy Tarczy wiedzia o nielegalnych poczynaniach Hhune'a w elfim lesie lub by je pochwala. W jaki sposb Hhune mgby lepiej utrzyma ca spraw w tajemnicy, ni proponujc, e sam si zajmie elfami? - Wszystko wskazuje na to, e Hhune ci ufa - zauway ksi Hembreon, sprawdzajc, jak daleko siga wiedza modzieca. - Jestem jego uczniem - powiedzia skromnie Hasheth. - Chciabym umie tyle, co on.

O to chodzio. Nie mona byo powiedzie janiej, e wprowadzono go w sekrety Rycerzy, nie rezygnujc cakiem z subtelnoci. Ksi skin gow w zamyleniu. - I czego dowiedzia si Hhune o problemie z elfami? - Ziemie elfw s pldrowane. Ich stare drzewa wycinane na drewno, ich lud mordowany. To robota chciwego wataki, kapitana najemnikw zwanego Bunlapem. Nie przestan atakowa i mci si, pki yje ten czowiek. - A to drewno? - Spawiane jest do Port Kir niezwykle wymyln tras. Najemnik czerpie z tego ogromne zyski. Wykorzystuje je do budowania coraz wikszej armii przeciwko lenym elfom, a moe te do innych celw. Wikszo drewna trafia do stoczni, gdzie przerabiane jest na szybkie i dobrze uzbrojone statki. Ten Bunlap jest niebezpiecznie ambitnym czowiekiem. Hasheth pochyli si do przodu. Wzrok mia odwany i szczery. - Jestem mody, ksi Hembreonie, i by moe niegotowy, by wyledzi cieki takiego czowieka, nie zostawiajc po sobie ladw. By moe Bunlap ju wie o moich dziaaniach. Moe nawet prbowa wplta w to mojego pana, aby si zemci. Mam podstawy, by obawia si, e znalaz sobie wsplnika. Jeszcze nie znam imienia tego ajdaka. Bagam jednak, bym mg dalej prowadzi moje dochodzenie. Jeli Rycerze bd zbyt wnikliwie wgbia si w interesy Hhune'a, ten zdrajca moe poczu si zagroony i sprbowa uciec. Ksi przyglda si mu ponuro. - W twoich sowach jest mdro i skromno nalena ludziom w tak modym wieku. Robisz dobrze, przedstawiajc mi t spraw tak otwarcie. Wszystko bdzie tak, jak prosie. Rycerze pozostawi w twoich rkach czowieka, ktry zdradzi Hhune'a. A co do Bunlapa gdzie mona tego czowieka znale? - Ma twierdz obok ujcia pnocnego dopywu Sulduskoonu. Obz drwali pooony jest dalej na wschd, w miejscu, gdzie rzeka styka si z lasem. Twarz ksicia wykrzywia si w irytacji. - Rycerze Tarczy nie maj armii, ktr mogliby wysa tak daleko! - A zatem zabjc - zaproponowa modzieniec. - Znam jednego, ktry dobrze poradzi sobie z tym zadaniem i powiadomi o tym elfy. Ona jest pelfk i zrobi wszystko, by ustanowi pokj midzy ludem swojej matki a rodakami ojca. Do tego otrzymaa gwarancj od mieszkacw lasu, e mier Bunlapa zakoczy problemy.

Byo to, oczywicie, cakowicie zmylone, ale Hasheth by pewien, e ostatecznie jego sowa oka si prawd. W kocu Arilyn miaa zaj si problemem wyrbu lasu. By go zlikwidowa, bdzie musiaa usun z gry Bunlapa. - Zajmij si tym i powiadom mnie, gdy wszystko bdzie zakoczone - powiedzia ksi. Usyszawszy odpraw, Hasheth wsta i wyszed z komnaty ksicia Hembreona, robic wszystko, by ukry podniecenie. Rozmowa przebiega znacznie lepiej, ni si spodziewa. Jeszcze kilka krokw i nic nie bdzie w stanie pozbawi go przychylnoci Hhune'a, Hembreona i Rycerzy. Kosztowa to miao jedynie utrat floty Hhune'a. W oczach Hashetha by to opacalny interes.

***

Nastpnego dnia lene elfy i lythari zebray si na wzgrzach nieopodal osady Suldusk. Miay zaatakowa o wicie, a pozostao jeszcze sporo przygotowa. Trzeba byo te poczyni ostateczne plany bitwy. Najtrudniejszym zadaniem, jakie ich czekao, byo oswobodzenie wizionych elfw. Wedle szacunkw zwiadowcw lythari, przy yciu pozostao jakie pidziesit elfw z plemienia Suldusk. Trudno byo mie w tym wzgldzie pewno, bowiem trzymano je stoczone w klatkach ustawionych w zniszczonej czci lasu i wykonanych z gazi zrabowanych drzew. Obz ludzi by podzielony: cz zatrzymaa si nad rzek, a kilku stranikw pilnowao zakadnikw. Siy elfw musiay zosta podzielone w podobny sposb. Pomimo smutnego i trudnego zadania, ktre ich czekao, elfy nie mogy przesta dziwi si nowym przybyszom, ktrzy pojawili si wrd nich. Kendela Leafbowera zaakceptoway do szybko, chocia nie mogy poj, jak moe przyjani si z krasnoludem. Najbardziej jednak fascynowa ich czowiek. Tinkersdam trzyma si na uboczu, mruczc pod nosem i krztajc si wok zestawu sojw, butelek i proszkw, ktry przywiz ze sob. Wszystkie elfy znay opowie Fretki o zniszczeniach, jakie spowodoway w Zazesspurze jego mikstury i nawet Tamsin, chyba najbardziej nieufny z caego klanu, nalega, by nie przeszkadzano wynalazcy w pracy. Wrd gorczkowych przygotowa Arilyn czua si troch niepotrzebna. W wielu kwestiach jej rola w tej bitwie dobiega ju koca. Dziki jej wysikom lythari przyczyy si

do lenych elfw, a Zoastria powrcia. Pelfka wysaa te Ganamede w tajemnicy do lasu, by poszuka sprzymierzecw wrd innych stworze, takich, ktre yy w ukryciu i nawet elfom pokazyway si tylko wtedy, gdy miay na to ochot. Lythari znay wszystkie sekrety puszczy. Pomimo to Arilyn nie ywia specjalnej nadziei, by Ganamede udao si przyprowadzi ochotnikw. Czua si te dziwnie nieswojo bez elfiego ostrza u boku, broni, z ktr nie rozstawaa si od chwili, gdy skoczya pitnacie lat. Nie miaa te miecza, ktry mgby ksiycow kling zastpi. Takie przedmioty byy wrd lenych elfw niezwykle rzadkie. Ten brak nie uszed uwagi Lisiego Ognia. - Nie moesz i na bitw bez miecza - zaprotestowa. Arilyn wzruszya ramionami. - Mam sztylet. To mi wystarczy do czasu, a rozbroj kogo z ludzi. - Umiechna si z przymusem. - Wyprbuj kilka ich mieczy i zostawi sobie taki, ktry bdzie mi najlepiej pasowa. - Ale mimo to musisz mie lepsz bro. Jeli nie dla siebie, to ze wzgldu na korzy, jak przyniesie to plemieniu... elfom - poprawi si. Do bitwy przygotowyway si teraz wsplnie trzy rasy elfw i nieufne dotd Elmanesse uczyy si zasad wsppracy z innymi. Nikt z nas nie moe si z tob rwna, nawet Soora Thea! Lisi Ogie skin w stron maej elfki, ktra demonstrowaa wanie technik ataku grupie modych, cho dorosych ju elfich wojownikw. Ale Arilyn potrzsna gow. - Nie, jej technika walki jest znacznie czystsza i bardziej prawidowa, ni ja kiedykolwiek mogabym osign. Jeli czego w niej brak to dlatego, e ksiycowa klinga zyskaa dodatkow moc od czasu, gdy Soora Thea ni wadaa. Po Zoastrii walczyy tym mieczem przynajmniej cztery elfy i kady z nich doda co do jego magii. Tak naprawd, to ksiycowe ostrza staj si z czasem niezwykle trudnym do udwignicia ciarem zakoczya. - Wtpi, by istniao jeszcze wiele takich, ktre nie przeszy w stan upienia. - A jeszcze mniej jest osb, ktre potrafiyby poradzi sobie z tak magi - stwierdzi Lisi Ogie. - Opowieci mwi, e taki miecz pochonie kadego, kto zdecydowaby si nim walczy, a nie byby tego godzien. Przyjcie ksiycowej klingi musi wymaga wielkiej odwagi. Pelfka wzruszya tylko ramionami. Nie ze skromnoci. Gdy po raz pierwszy braa do rki miecz, nie wiedziaa, co moe j spotka.

- Czsto mylaem o mocy, ktr daa swojemu mieczowi. Powiadaj, e taki dar nie jest efektem wiadomego wyboru, ale raczej odbiciem potrzeb i talentw waciciela ksiycowej klingi - zauway. - Albo misji - dodaa. - Czasem magia przychodzi w odpowiedzi na nag potrzeb. Jeden z moich przodkw posprzecza si z czerwonym smokiem i skoczyo si na tym, e nada mieczowi moc odpornoci na ogie. Wyobra sobie jego zdziwienie, gdy po takiej bitwie ockn si cay i zdrowy! Zielony elf zachichota. - A wic to dziki temu bya odporna na ogniste pioruny czarodzieja. Widziaem, jak miecz rzuci na ciebie urok oraz ogromn szybko, z jak si porusza. Ktra z tych rzeczy jest twoim darem? - adna. Ksiycow kling moe wada tylko jedna osoba - wyjania Arilyn - a to moe powodowa problemy, jeli masz wsppracownika. Mj dar polega na tym, by w razie potrzeby mc si dzieli mieczem i jego magi. - Ach. To wiele wyjania - powiedzia Lisi Ogie. Arilyn rzucia mu zdziwione spojrzenie. - Podczas bitwy nad rzek byem ze wszystkich stron atakowany przez najemnikw zacz. - Udao mi si jednak zobaczy, jak cienici wojownicy wychodz z ksiycowej klingi i spostrzec, e jeden z nich nie by elfem, chocia szybko przybra jego posta. Nie rozumiaem, jak to mogo si sta, nim nie powiedziaa mi, e zwizaa si z innym empatyczn wizi. - Nie bd taka zaskoczona - powiedzia, umiechajc si troch na widok zdumionego spojrzenia Arilyn. - Miaa racj, gdy mwia, e s rne rodzaje wizi. To, co ofiarowaa temu czowiekowi dzielc si z nim ksiycow kling to najwikszy dar, jaki mg od ciebie otrzyma. Odbija, jak to wyrazia, twoje najgbsze yczenie. By moe tak miao si sta, by dokona tego magiczny miecz. Nie bya w stanie zrozumie, ile ten mczyzna dla ciebie znaczy, ani nie potrafia mu tego przekaza. Pelfka patrzya na przyjaciela cakiem oszoomiona jego sowami i wiadomoci, e nie jest w stanie z nimi dyskutowa. Moc, ktr daa ksiycowej klindze bya tym samym, co empatyczna wi, a jej serce - i miecz - wybray Danila, by dzieli ten najbardziej elfi dar! Jak dziwnie, e wypowiedziane z dobrymi intencjami kamstwo, ktrym chciaa ugaska uraon dum Lisiego Ognia, okazao si by cakowit prawd! Lisi Ogie umiechn si smutno i nieznacznie.

- Nie jeste pierwsz, ktra zwizaa si z czowiekiem w ten czy inny sposb. Jest w nich co, co pociga wielu z nas. Wrd elfw z Trademeet piewa si o tym wanie piosenk. Niestety, pamitam tylko ostatnie sowa. - Jak krtko ponie ich ogie, lecz jak jasno wieci! - wyrecytowaa Arilyn. - Tak, syszaam j. - I wiesz, e sowa te s prawd, podobnie jak twoja matka przed tob - doda agodnie. Arilyn a podskoczya, gdy zdaa sobie spraw ze znaczenia tych sw. - Ty wiesz. Ty wiesz, e jestem pelfka! Wiesz to ju od jakiego czasu! - Prawie od pocztku - przyzna elf. - Najpierw nie mwiem nikomu z tego samego powodu, co Fretka: wydawao mi si, e tak bdzie lepiej dla klanu. Bya potrzebna. Potem siedziaem cicho ze wzgldu na ciebie i siebie. Szybko zdaem sobie spraw, e fakt, e jeste pelfka nie ma dla mnie wikszego znaczenia i nie powinien te mie dla moich braci. Masz dusz elfa, w przeciwnym razie nie mogaby wada ksiycow kling, ani wej z inn osob w empatyczn wi. To, e postanowia dzieli si ni z czowiekiem nic nie zmienia, ani nie jest czym zym. Po raz pierwszy w yciu Arilyn zrozumiaa, na czym polega dwoisto jej wasnej natury. - Dzikuj - wyszeptaa. Lisi Ogie pooy jej donie na ramionach. - Musiaem poruszy te tematy. Jutro ruszamy na bitw. Wiesz, co nas czeka i zdajesz sobie te spraw, e musz zmierzy si z Bunlapem. On umrze albo pomci swoj hab. Nie ma innego wyjcia. Delikatny szelest lasu za ich plecami zwrci uwag obu elfw. Podnieli wzrok i zobaczyli brodat twarz centaura. Arilyn pamitaa go z obchodw wita rdlecia. Teraz trzyma w doni dug wczni, a twarz mia zacit i srog. Najwyraniej Ganamede w przekonujcy sposb przekaza innym mieszkacom lasu jej wiadomo! - Przyszlimy tak szybko, jak tylko moglimy - owiadczy centaur, przemawiajc w jzyku elfw gbokim, powanym gosem. - Jestem Nesstiss i jest ze mn jeszcze dziesiciu wojownikw. Fauny by moe rwnie si zjawi, ale nie oczekujcie, by przybyy przed rozpoczciem bitwy. Kto bdzie dowodzi?

***

Pojawienie si nieuchwytnych centaurw podnioso na duchu len armi. Ponura, cicha zawzito zamienia si w waleczne uniesienie, a nawet eufori. Tu przed witem ustawiono si na dogodnych do ataku pozycjach, kryjc si wrd drzew, ktre przylegay do zniszczonej czci puszczy. Widok, ktry mieli przed oczami, przypomina najsmutniejsze czci Otchani. Bogate poszycie lene zostao spalone na popi, z ktrego wystaway niczym ogromne grzyby osmalone pnie drzew. Nad ziemi wisiaa, niczym chmura, przytaczajca atmosfera rozpaczy. Jednak nawet to zagrzewao do walki dzieci Tethiru. Zdewastowany las w ponury sposb przypomina im, o co walczyy. Arilyn zaja miejsce wrd tych, ktrzy mieli jako pierwsi ruszy do ataku i zaskoczy przeciwnika. Byo ich aonie mao i Harfiarka wyobraaa sobie, jak zareaguj na ich natarcie najemnicy. Wiedziona nagym impulsem signa do torby po buteleczk, ktr da jej Tinkersdam ponad miesic wczeniej. Bya w niej mikstura z krzyczcych grzybw. Potrzsna fiolk i odkorkowaa j. Nastpnie wylaa kilka kropel na kawaek lnu i pobiega do kapitana centaurw. - Nesstiss, poka mi swoje kopyto - poprosia. Centaur wyglda na zdziwionego, ale posusznie zgi jedn nog. Arilyn pochylia si i wtara troch pynu w kopyto. - Teraz postaw je tak delikatnie, jak tylko moesz. Nesstiss opuci nog. Chrzst wiru po kopytem zabrzmia jak oguszajcy trzask. Centaur popatrzy z zachwytem na Arilyn. - Pi centaurw atakujcych obz z kadej flanki - powiedziaa z umiechem. Bdzie to brzmie jak szara kawalerii i powinno postawi najemnikw na rwne nogi! Poczua na sobie wzrok Zoastrii. Elfka przytakna powanym skinieniem gowy. - Posmaruj kopyta pozostaych, szybko - powiedziaa. - Centaury, zrbcie tak, jak proponuje Arilyn. Zaatakujcie z obu stron, zaskoczcie ludzi i popchnijcie ich w nasz stron. Potem podejdcie na tyy ich obozu i powtrzcie manewr. Arilyn ponaglia centaury, by zajy odpowiednie pozycje, po czym wrczya kawaek lnu najbliszemu elfowi, wyznaczajc go do pomocy. Gdy wszystko byo gotowe, podesza do Zoastrii. - W buteleczce zostaa jaka kropla lub dwie. Syszaa, jak to wzmacnia dwik. Wypij odrobin, wtedy bitewny zgiek nie zaguszy twoich rozkazw - powiedziaa cicho.

Drobna elfia wojowniczka wzia mikstur bez wahania i odchylia gow, by si napi. Arilyn wzia od niej pusty flakonik i cofna si pomidzy elfy. Zoastria stana przed zebranymi siami. Oczy byszczay jej, gdy przygldaa si szeregom wojownikw, starajc si spojrze w oczy kademu, choby tylko na moment. Nastpnie wysuna z pochwy ksiycow kling powolnym, teatralnym gestem. Centaury uniosy w pogotowiu dugie wcznie. Stworzenia te wyglday jak rycerze poczeni w jedno ze swoimi straszliwymi komi. Elfia wojowniczka odwrcia si w stron obozu i wycigna do przodu miecz, dajc znak do ataku bojowym okrzykiem, ktry roznis si echem po wzgrzach niczym ryk smoka. Centaury natychmiast ruszyy do natarcia. Walc kopytami, dwie mae druyny rozproszyy si i spady na obz niczym letnia burza. Ziemia draa im pod nogami, co sprawiao, e odnosio si wraenie, e rusza do ataku liczna armia. W odpowiedzi z namiotw wysypali si najemnicy, w popiechu ubierajc si i chwytajc za bro. Zoastria znw krzykna i pierwsza fala elfw popdzia przez ogoocony z drzew teren ku zaskoczonym ludziom. Biegnc, Lisi Ogie naoy strza na ciciw i namierzy najbliszy i najbardziej niebezpieczny cel. Ku elfom pdziy dwa ohydne ludzko-orcze mieszace. Poruszay si ze zdumiewajc prdkoci, trzymajc wysoko bojowe topory. Lisi Ogie wycelowa w tego, ktry bieg wolniej. Strzaa przebia gardo stwora. Pork pad na ziemi, wbijajc przy tym podniesion bro w plecy swojego towarzysza. - Jedna strzaa, dwa porki - pochwalia Arilyn, mijajc go. W rkach nie trzymaa nic, za wyjtkiem dugiego sztyletu. Pelfka nie strzelaa na tyle dobrze z uku, by uywa tej broni w biegu, ale nikomu si z tym nie zdradzia. Wszyscy czonkowie plemienia Elmanesse byli myliwymi, ktrych uczono trafia zwierzyn podczas pocigu ze miercionon dokadnoci. Na najemnikw posypa si grad czarnych strza, zmuszajc ich do cofnicia. Ale nie byo gdzie. Centaury otoczyy ju obz i poganiay ludzi naprzd. Krzyki onierzy, umierajcych na ich ostrzach, zmieszay si ze szczkiem broni, gdy inni najemnicy ruszyli z mieczami na dbowe drzewce wczni przeciwnika. Przez obz przeszed wysoki czowiek, ubrany w ciemny paszcz powiewajcy z tyu i uzbrojony w duy paasz. Uderzy pazem miecza uciekajcego wojownika, wykrzykujc rozkazy, nim panujcy wok chaos nie przerodzi si w jak namiastk porzdku.

Najemnicy sformowali szyk i ruszyli do przodu, by zmierzy si z elfami w bezporednim starciu. Arilyn upatrzya sobie pierwszego przeciwnika, wysokiego mczyzn, uzbrojonego we wspaniay cormyrski miecz i prawie nic poza tym. Wyrwany ze snu nie zdy woy koszuli. Mia na sobie tylko weniane portki i buty, ktre najwyraniej wsun w popiechu przed bitw. Ruszya prosto na niego, trzymajc wycignity przed sob sztylet. Mczyzna dostrzeg atak i poyskujc rkoje w rkach elfki, ale nie potrafi oceni, jakiej dugoci jest bro. Dziesi cali stalowego ostrza trzymane pod odpowiednim ktem, mogo do zudzenia przypomina miecz. Mczyzna chcia odeprze cios unoszc swoje ostrze do gry, ale zrobi to o kilka sekund za wczenie. Arilyn rzucia si na czowieka, wbia mu sztylet w brzuch i jednoczenie chwycia za nadgarstek podniesionej prawej rki. Wyrywajc sztylet, obrcia si twarz do wroga. Pocigna w d jego przedrami, unoszc energicznie swoje kolano, by uderzy nim tu nad nadgarstkiem. Rka mczyzny zamaa si z gwatownym trzaskiem. Arilyn odskoczya gadko przed upadajcym czowiekiem, zabierajc mu miecz. Nastpnie obrcia si i uniosa wysoko ostrze, by sparowa cios zadany z gry bojowym toporem. W ostatniej chwili zdaa sobie spraw, e bro w jej rkach nie jest z elfiej stali. Przysuna miecz bliej przeciwnika, by klinga zablokowaa drewniany trzonek, a nie samo ostrze. Byo to dobre posunicie, bowiem topr z pewnoci roztrzaskaby cienk cormyrsk kling. Zgodnie z przewidywaniami, sia ciosu przycisna zdobyczn bro Arilyn do ziemi. Nim mczyzna zdy wykona kolejne miadce uderzenie, Arilyn kopna go, wycigajc nog ponad skrzyowanymi ostrzami i trafiajc nieco powyej pasa. Najemnik zgi si wp. Harfiarka odskoczya i wykoczya wroga jednym, szybkim pchniciem. Tu obok jeden z elfw walczy twarz w twarz ze znacznie wikszym od siebie czowiekiem, paskudnym zbjem, wymachujcym dwoma dugimi noami. Najemnik zdoa ubiec elfa i rozci mu rami. Mczyzna umiechn si dziko i podnis drugi sztylet, by zada miertelny cios. Pierwsze pchnicie Arilyn odsuno w bok atakujcy n. Harfiarka zasonia sob rannego i znacznie mniejszego od siebie elfa, zajmujc jego miejsce w szeregach. Stajc twarz w twarz z osikiem, zadaa wysoko cios. Czowiek skrzyowa przed sob ostrza, by zablokowa uderzenie. Arilyn kontynuowaa atak, mierzc zdobycznym mieczem nad poczone noe, przyciskajc je w d i blokujc. Mczyzna wyrwa sztylety, trc stal o stal i rozpocierajc rce. Wykonujc ten ruch, odsoni na moment tors. Bro pelfki wbia si

gboko pomidzy ebra przeciwnika. Harfiarka uniosa wysoko nog i odepchna od siebie nadzianego na kling najemnika, po czym zrobia zwrot, by zmierzy si z nastpnym wrogiem. Nie wszystkim mieszkacom lasu wiodo si tak dobrze. Niektrym ludziom udao si przedrze przez ich szeregi i teraz formowali szyk za plecami elfw, odcinajc je od lasu. Najwyraniej nauczyli si, e walka wrd drzew jest z gry przegrana i nie chcieli, by ich do niej zmuszono. Widzc to, Lisi Ogie rozejrza si za kapitanem najemnikw. Dostrzeg powiewajcy ciemny paszcz. Czowiek bi si z jednym z centaurw, ktry chocia krwawi z licznych ran i mia zaman wczni, nadal parowa ciosy paasza dbowym kikutem drzewca. Elf podnis uk, szykujc si do strzau. Czarne ostrze trafio pomidzy walczcych i zadrasno policzek Bunlapa. Wanie to Lisi Ogie chcia osign. Mczyzna rykn z blu i zoci. Przycisn jedn rk do krwawicego, pokrytego bliznami policzka. Centaur wykorzysta okazj i waln przeciwnika kijem w pier. Niestety rany pozbawiy go si. Bunlap odwin si w stron lenego wojownika i zamachn energicznie mieczem. Ostrze zaryo si gboko w ciele centaura, wycinajc du, mierteln bruzd midzy ludzkim torsem a koskimi nogami stworzenia. Widzc, e ten pojedynek zosta zakoczony, najemnik odwrci si, szukajc wzrokiem elfiego przeladowcy i swojej dugo poszukiwanej ofiary. Lisiego Ognia nietrudno byo znale w tumie. Celowo rozpuci kasztanowe wosy i tym razem ich jasny kolor nie by zamaskowany ozdobami z pir i plecionych traw, ktrych elf uywa, by lepiej zlewa si z barwami lasu. Elf spojrza w zimne i rozwcieczone oczy mczyzny i zacz cofa si do lasu. Na jego znak elfi wojownicy porzucili swoich przeciwnikw i ruszyli za nim. Najemnicy cigali ich przez ogoocony teren, ale zatrzymali si na linii drzew, tak jak im rozkazano i jak ich uczono. Spojrzeli na kapitana, ktry sta nad ciaem centaura z brod lepk od krwi i wzrokiem utkwionym w lesie Bunlap nie potrzebowa wiele czasu, by podj decyzj. - Za nimi - powiedzia, po czym ruszy midzy drzewa, szukajc elfa, ktry go naznaczy... oraz zemsty.

Rozdzia dwudziesty drugi


Tinkersdam nigdy nie wyobraa sobie siebie w roli dowdcy i przekona si, e niezbyt mu ona odpowiada. Elfy, ktre z nim byy, mniej wicej dwudziestka, dostay rozkaz sucha jego polece i wypeniay je bez szemrania. To jeszcze byo dobre. Tinkersdam nie posiada jednak koniecznego w tej sytuacji zmysu ostronoci, nie ywi sympatii do owadw, ktre ignorujc elfy, bzyczay mu wok miedzianej gowy, ani te nie mg znie czego, co unosio si w lenym powietrzu. Nos go swdzia i uczony z niepokojem podejrzewa, e w kadym momencie moe kichn. Na szczcie jego maa druyna miaa t przewag, e dziaaa z zaskoczenia. Najemnicy nie spodziewali si ich szybciej ni za dzie lub dwa. Tinkersdam mia, zatem nadziej, e ten przeklty halruaaski czarownik nie zdy przygotowa nic, poza typowymi rodkami obronnymi. Czowiek Gonda da znak, by si zatrzymali. Rozgnit maego, latajcego owada i popatrzy w stron wizionych elfw. Nie widzia adnych ladw mechanicznych puapek czy dwigni. Prawdopodobnie gupi czarodziej polega na magicznym ogniu, z ktrego budowa zapor. Tinkersdam umiechn si chytrze. A zatem niech tak bdzie. Takie czary byy jak drzwi, a drzwi, ktre uniemoliwiay dostp obcym, mogy te zatrzyma wewntrz najemnikw. Odpi od pasa zwj sznurka - cienk, prawie przezroczyst pajcz lin, tak, jakiej od wielu lat z powodzeniem uywaa Arilyn. By to jeden z jego wczeniejszych wynalazkw. Myl, e teraz sam go przetestuje wydawaa mu si raczej przyjemna. - Widzicie to drzewo, dokadnie na skraju, zaznaczone t farb do wycicia? Przywicie ten sznur do strzay i na mj znak wycelujcie ponad tamt ga. Ostrze powinno spa do klatki, tu obok winiw. Strzelajcie wysoko, pod ostrym ktem. Potrafisz to zrobi? - zapyta jednego z elfw. ucznik skin i zrobi to, o co go poproszono. Strzaa poszybowaa midzy gaziami wysokiego drzewa, cignc za sob poyskujc lin i opada obok wizionych elfw. Zakadnicy udali, e w ogle tego nie zauwayli, ale jeden z nich ukradkiem przywiza koniec sznurka do prtw klatki.

- Wspaniale. Dobra robota - powiedzia radonie Tinkersdam. Wyj z torby kilka maych metalowo-drewnianych narzdzi i soik kremu. - Wiecie, co z tym robi. Wejdcie na drzewo, zahaczcie grne kko o lin i zapcie za rczk. Dziki temu zelizgniecie si szybko po sznurze. Ta ma jest na drog powrotn. Lepkie rce. atwiej wam bdzie si wspina. Wecie to ze sob i wyprowadcie po linie tych nieszcznikw. Ty, ty i wasza czwrka wejdcie na tamto drzewo i pomcie winiom uciec do lasu. Reszta czeka. Gdy pozostali zaatakuj obz, my rwnie zaczniemy walk. Elfy przytakny. Nie musieli dugo czeka na znak. Dwiczny bitewny okrzyk elfw roznis si echem po lesie, a po nim da si sysze grzmicy niczym nawanica odgos natarcia. - Wywar z krzyczcych grzybw - wymrucza w zamyleniu alchemik. Rzeczywicie, wspaniay efekt. Zgodnie z planem druyna poderwaa si na nogi i zacza ciska mae, twarde kulki, ktre da im Tinkersdam: niedue, cuchnce pociski z siarki i odchodw nietoperza, wymieszanych z substancjami szczeglnie wraliwymi na obecno halruaaskiego magicznego ognia. Niektre z pociskw upady na ziemi, niegrone niczym kamyki. Inne trafiy w niewidoczne bariery. Te eksplodoway, zamieniajc si w ciany ognia, tworzc ponc palisad wok obozowiska. Przez skaczce pomienie widzieli postacie stranikw w panice szukajcych drogi ucieczki. Niektrzy prbowali przebiec przez ogie. ciany tylko si wybrzuszay, po czym wpychay ludzi z powrotem do rodka. - O, wspaniale - powiedzia z zadowoleniem Tinkersdam. - Starannie ogrodzone. Bardzo przyzwoicie. Doskonay efekt! Alchemik patrzy, jak sze elfw, jeden za drugim, szybko zelizguje si po stromej linie za ponc zason. Po chwili da si sysze trzask amanej drewnianej klatki i szczk broni, gdy kilku elfich wojownikw walczyo ze stranikiem. Po krtkim czasie pierwszy z uwizionych elfw pojawi si na widoku, wspinajc si powoli midzy konary drzewa. Dzikie wrzaski i odgosy bitwy za ognist barier sugeroway, e kilka elfw z Suldusk zostao z tyu, by pomc swoim wybawicielom, a by moe po to, by zemci si za wizienie. Wedle oceny Tinkersdama, caa operacja powinna si wkrtce zakoczy. - O tak, rzeczywicie, doskonay efekt! - powiedzia z satysfakcj.

***

Lisi Ogie pdzi w gb lasu, przeskakujc lekko przez przewalone drzewa i schylajc si pod niskimi gaziami. Wybra ju dogodne miejsce: ma, rwn polan pooon niedaleko miejsca wyrbu. Byo to dobre pole bitwy. Jego wojownicy mogliby wej na drzewa i walczy z ukrycia, a on w kocu mgby stawi czoa czowiekowi, ktry go ciga. Gdy dotar do polany, stan za grubym cedrem i czeka. Sysza, jak Bunlap si zblia - cikie, wzmacniane elazem buty miadyy traw. Kapitan oddycha prdko i z trudem, wiszczc powietrzem przez zacinite zby. Lisi Ogie zamar w gotowoci. Bdzie mia t przewag, e zaatakuje pierwszy. Ale jaki instynkt, by moe zrodzony z nienawici, wyostrzy zmysy czowieka. Gdy Lisi Ogie wyskoczy z kryjwki, Bunlap w mgnieniu oka cisn w jego stron n, ktry trzyma z tyu gotowy do rzutu. Lisi Ogie uchyli si z waciw elfom szybkoci i zwinnoci. Sztylet, ktry mia przebi mu serce, wbi si w minie rki. Przez moment elf nie czu nic, poza tym, e zosta trafiony. Po chwili jednak piekcy bl rozszed mu si od ramienia po do. Lisi Ogie zachwia si i opar o drzewo, by zapa rwnowag. Czowiek szed ku niemu z mieczem w rku.

***

Elmanesse uciekali do lasu, a ludzie szli ich ladem, niczym psy ksajce skoki zajca. Tak naprawd, to najemnicy nie mieli wikszego wyboru. Walczyo jeszcze omiu centaurw, a ich wcznie popychay onierzy bez przerwy na pnoc. A chocia nie w smak bya ludziom walka z elfami wrd drzew, jeszcze mniejsz mieli ochot narazi si na gniew kapitana. Vhenlar, trzymajc w rku przygotowany do strzau uk, przekroczy lini lasu jako jeden z ostatnich. Mniej obawia si Bunlapa ni pozostali i w pewnym sensie wolaby ju stawi czoa gronym centaurom, ni walczy znowu z elfimi ucznikami. Perspektywa

marszu w gbokie, chodne gstwiny Tethiru, gdzie kade drzewo mogo kry dzikiego elfa, mrozia mu krew w yach. Jeszcze nigdy tak si nie ba. Kpa paproci zacza si rusza i spomidzy lici wyskoczyo najbardziej zdumiewajce stworzenie, jakie Vhenlar kiedykolwiek widzia. Nisza od nizioka posta miaa ludzki, nagi tors, osadzony na czym, co przypominao zad grubego, dwunogiego koza. Gow porastay zmierzwione, brzowe wosy, opadajce na ramiona i spltane z rwnie bujn brod. Faun, zda sobie spraw zdumiony Vhenlar. Podnis uk i wycelowa. Strzaa, ukradzione elfom ostrze, poszybowaa w kierunku garda stworzenia. Faun prychn i z prdkoci byskawicy wycign rk po leccy pocisk. Chwyci go bez mrugnicia okiem. Nim zaskoczony Vhenlar zdoa uwiadomi sobie ten fakt, faun skoczy na niego. Zhentarimski ucznik upad, machajc rkami i prbujc zrzuci z siebie maego wojownika. Nagle poczu, e od brzucha promieniuje mu na wszystkie strony silny, paraliujcy bl. Faun odskoczy i zaszy si w lenym gszczu. Vhenlar spojrza w d na czarne drzewce strzay wystajce mu z ciaa. Gorzki, bolesny umiech wykrzywi mu wargi. Chocia nie tak wyobraa sobie swj koniec, od pocztku mia przeczucie, e jedno z tych elfich ostrzy zwrci si przeciw niemu. wiadomo, e mia w tej kwestii racj, sprawiaa mu jak niezdrow satysfakcj. Ciemno, gboka i wszechogarniajca, wyonia si z zakamarkw duszy najemnika, pochaniajc wszystko dookoa.

***

W cieniu drzew Tethiru Zoastria stawiaa czoa dwm najemnikom. Ksiycowa klinga byskaa, migaa i zadawaa ciosy ze zdumiewajc prdkoci. Szybko bya tak przeraajca, e elfka z trudem panowaa nad moc swojego miecza. Sia kadego uderzenia, kadego pchnicia nieomal wydzieraa miecz z rk Zoastrii. Utrzymanie rwnowagi byo trudne. Ju nie raz zdarzyo jej si za bardzo wychyli i odsoni na ciosy broni przeciwnika. Ramiona i rce krwawiy jej od kilku mniejszych ran. Gdyby nie przedziwna prdko ataku ksiycowej klingi, dziki ktrej moga szybko naprawi popenione bdy, zapewne byaby ju martwa.

Pelfka poradzia jej, by trzyma miecz obiema rkami, poniewa w przeciwnym wypadku bdzie trudno go kontrolowa. Zoastria, powodowana dum, zlekcewaya to ostrzeenie. Ktem oka dostrzega pelfk, jak powala porka. Nie zadajc sobie trudu, by wycign ostrze z jego piersi, Arilyn wyrwaa mu miecz z doni i odwrcia si, by stawi czoa kolejnemu napastnikowi. Maa ksiycowa elfka skoczya pomidzy dwch ludzi, uchylajc si instynktownie przed uderzeniem ich ostrzy i odwracajc si w ty, by zaatakowa mczyzn stojcego na prawo od niej. Udao jej si go zaskoczy i ksiycowa klinga zanurzya si z atwoci pomidzy ebra najemnika. Ale onierz jeszcze y. Padajc, zamachn si mieczem. Zoastria bya zbyt blisko, by mogo dosign j ostrze, ale rkoje uderzya j mocno w twarz. Gowa odgia si jej bolenie na jedn stron. Elfka rzucia si w bok, wykorzystujc, a zarazem unieszkodliwiajc pd uderzenia. Upada ciko na ziemi, wyplua zamane zby i wstaa. Unoszc z trudem coraz cisz ksiycow kling, stana przed drugim przeciwnikiem. Nim zdya zaatakowa, zdradziecka strzaa przebia jej plecy. Spojrzaa w d i zobaczya wystajce z ciaa zakrwawione ostrze. Z okrzykiem triumfu, najemnik zamachn si mieczem, szykujc si do zadania ciosu. Zoastria podniosa gow, gotowa na mier. Nad jej ramieniem bysn miecz i zagbi si w ciele mczyzny. Przeci skrzany rkaw i wbi si pomidzy koci przedramienia, przytwierdzajc je do tuowia. Szczupe, ale silne rce podniosy elfk i przeniosy j z dala od walki. Zoastria popatrzya w twarz swojej pelfiej nastpczyni. - T strza da si wyj - powiedziaa Arilyn, kadc rk na zakrwawionym drzewcu. - Nie rb tego - odpara elfka tak stanowczo, jak tylko pozwala jej na to sabncy gos. - Przebia puco. Jeli j usuniesz umr szybciej, a musz ci jeszcze co powiedzie. Wyznaczam ci dziedzicem klingi. We po raz kolejny ksiycowe ostrze i dokocz t walk. To mwic, Zoastria chwycia strza i wyrwaa j z ciaa. W kciku ust pojawiy si bbelki krwi, a gowa kobiety opada bezwadnie na jedn stron. Arilyn staa, patrzc na elfk. Zoastria przyspieszya wasn mier, by dziedziczka miecza moga go przej. Ksiycowa klinga moga mie tylko jednego waciciela. Pelfka odwrcia si i podesza do miejsca, gdzie upado ksiycowe ostrze. Wzi je oznaczao dobrowolnie zgodzi si na setki lat suby, a moe i wieczne wizienie, w magii

miecza. Istniaa te bardzo prawdopodobna moliwo, e bro nie zaakceptuje jej tym razem, poniewa oddaa j i odmwia poniesienia ofiary, ktrej od niej wymagaa. Odgosy bitwy oderway wzrok Arilyn od miecza. Wszdzie dookoa mieszkacy lasu walczyli zawzicie w obronie swego domu. Ludzi byo jednak wielu i wynik bitwy wcale nieprzesdzony. Natychmiastowa mier albo wieczna suba. Arilyn pochylia si i podniosa miecz.

Rozdzia dwudziesty trzeci


Z ksiycowej klingi wytrysn jaskrawy, lazurowy strumie magii, osaniajc Arilyn chmur tajemnej energii. Znik te tak szybko, jak si pojawi. Ksiycowe ostrze uznao j po raz drugi. Nie tracc czasu na refleksj czy al, pelfka pomkna w stron najbliszego wroga. Jaki tuzin najemnikw otoczy dwie elfki, ktre stay do siebie plecami i odpieray podszyte szyderstwem ciosy najlepiej, jak tylko mogy. Ludzie bawili si doskonale. Ubranie kobiet wisiao na nich podarte w strzpy, a miedziana skra oznaczona bya licznymi pytkimi naciciami. Dla dumnych elfek bardziej bolesna, ni te rany, bya poniajca sytuacja, w jakiej si znalazy. Arilyn zobaczya to w ich oczach i poczerwieniaa z gniewu, syszc wulgarne, kpice uwagi, ktrych uwizione kobiety nie byy na szczcie w stanie w peni zrozumie. Arilyn podesza do walczcych, trzymajc ksiycow kling uniesion nad prawym ramieniem. Nie zatrzymujc si uderzya w kark mczyzny stojcego po jej lewej stronie, rozcinajc go prawie do koci. Nastpnie obrcia si, wytrcia bro z doni czowieka po prawej i przebia najemnika ostrzem miecza, nim zaskoczony atakiem zdy zmieni lubieny wyraz brodatej twarzy na inny. Zepchna go z klingi w objcia onierza stojcego za nim - niskiego, chudego modzieca, ktry zachwia si pod ciarem umierajcego towarzysza. Przez moment mody najemnik nie mg uywa miecza. Jedna z elfek wykorzystaa t okazj. Skoczya do przodu i rozcia mu kocianym sztyletem tchawic. - Na ziemi! - krzykna po elfiemu Arilyn, zadajc kolejny cios. Elfka pada i odturlaa si na bok, a magiczne ostrze wisno nad gow chopaka i wycio gbok, krwaw bruzd w oczach najemnika, ktry zblia si za plecami modzika. Omiu ludzi jeszcze walczyo, omiu przeciwko trzem elfkom. Najemnicy nie byli ju tak pewni siebie. Bili si teraz z mciw furi, ktra przypominaa zachowanie niegrzecznych dzieci, wciekajcych si, gdy szczeniaki, ktre drczyy, zaczynaj ksa im palce. Arilyn skrzywia si, widzc, e jedna z elfek zostaa rozbrojona i ciko raniona w rami brutalnym uderzeniem paasza, ktrym wada mczyzna niemal trzy razy od niej ciszy. Dwch ludzi doskoczyo do krwawicej kobiety i przyparo j do ziemi. Jeden

przeku jej rce, a drugi otworzy brzuch. Umiechajc si diabelsko, zostawili j, by umieraa w mkach. Pierwsz myl Arilyn byo zakoczy agoni elfki tak szybko, jak to moliwe. Jednak nie bya w stanie. Atakowana przez pozostaych najemnikw, nie moga przedrze si z litociwym darem mierci. Elfka, ktra walczya jeszcze u boku Arilyn nie miaa si o wiele lepiej ni jej siostra. Krwawia obficie z wielu ran, a twarz miaa prawie szar. Arilyn zauwaya z nagym przeraeniem delikatnie zaokrglony brzuch kobiety. Elfka nosia pod sercem nienarodzone dziecko i z nim ruszya na bitw. Jeszcze chwila, a stracone bd jeszcze dwa ycia. Pelfka szturchna silnie saniajc si kobiet. - Na drzewa, jeli jeszcze jeste w stanie! - Nie zostawi ci samej - sprzeciwia si elfka. Arilyn wahaa si tylko przez moment. Ostrzeenie, ktre przekaza jej cie Danila, zabrzmiao jej gono w uszach: nie moe wzywa ponownie cieni, nie naraajc si sama na wielkie niebezpieczestwo. Jednak tak naprawd, co miaa do stracenia osoba, ktra wyrzeka si ycia w imi suby ksiycowej klindze? - Wyjdcie, wszyscy! - krzykna Arilyn. Walczya jeszcze wwczas, gdy z miecza zacza wydobywa si mga zapowiadajca pojawienie si magicznych istot, Oniemiali ze zdziwienia ludzie zaczli si cofa, widzc dziwne zjawisko, dziejce si na ich oczach. Omiu cienistych wojownikw, tak realnych i namacalnych jak pozostali i uzbrojonych w elfie ostrza ruszyo w stron oszoomionych najemnikw. Jedna z postaci, drobna niebieskowosa kobieta obja ramieniem ciarn elfk i pomoga jej ukry si pomidzy drzewami. Arilyn dojrzaa to i ucieszya, e Zoastria nadal strzee mieszkacw lasu. W nastpnej chwili wydao jej si, e mga z ksiycowej klingi otacza j coraz cilej, a nasiknita krwi ziemia zakoysaa si i zachwiaa, unoszc si prdko. Arilyn przyjrzaa si magicznym postaciom, po czym zwrcia gwatownie sabncy wzrok na miecz, ktry trzymaa. Pograjc si stopniowo w ciemnoci, umiechna si leciutko. Wrd wojownikw nie byo cienia Danila, ani jej runa nie pokazaa si znw na klindze. Niezalenie, co miao si z ni sta, Danilo by wolny.

***

Pojawienie si cienistych wojownikw dodao nowych si zmczonemu i osabionemu lenemu wojsku. Ze swojej pozycji Kendel Leafbower przyglda si z zachwytem biaowosemu magowi, ktry ruszy na dwch porczych najemnikw Wycignite rce z trzaskiem ciskay niesamowite pioruny, a liczne warkocze wiy si jak macki dnej zemsty meduzy. Na widok nowego i straszliwego wojownika, jeden z krzepkich stworw wyda z siebie zduszony jk, rzuci miecz i zacz ucieka midzy drzewa. Nie bya to najinteligentniejsza z decyzji, jakie w yciu podj. Wzywajc na pomoc Morodina, krasnoludzkiego boga wojny, zagrodzi mu drog Jill. Krasnolud wskoczy na wysoki, gruby pie, ktry do niedawna by jeszcze starym drzewem, dziki czemu znalaz si niemal oko w oko z duo wyszym od siebie przeciwnikiem. Rnic wyrwna unoszc wysoko topr, ktry nastpnie wbi gboko midzy rozbiegane oczy porka, rozcinajc mu czaszk tak atwo, jak gosposia dojrzay melon. - Hi, hi! - ucieszy si krasnolud, zeskakujc z pieka. Bojowe uniesienie szybko jednak przerodzio si w irytacj, bowiem topr nie da si wyj z grubej czaszki zabitego. Jill opar jedn nog na piersi martwego porka, drug na roztrzaskanym czole, i pocign ze wszystkich si, dyszc przy tym zawzicie. Nie poskutkowao. Nim Kendel zdoa ostrzec przyjaciela, do zajtego krasnoluda podszed od tyu walczcy wczni najemnik. Wbi koniec ostrza w gstwin ciemnobrzowej brody Jilla, zmuszajc go do podniesienia i odwrcenia gowy. Na chwil krasnolud zamar. Oczami zacz szuka elfiego przyjaciela i poegna si z nim nieznacznym, przepraszajcym wzruszeniem ramion. Ale Kendel nie mia zamiaru traci towarzysza. Wpadszy na pomys, wskaza palcem na schwytanego krasnoluda. - Jill! - krzykn rozpaczliwie. - Krasnolud nazywa si Jill! Na twarzy najemnika pojawi si umieszek. - I co z tego? - powiedzia, nie rozumiejc podstpu elfa. - Nie robi mi rnicy, czy zabij krasnoludk czy krasnoluda, chocia niech mnie porwie Cyric, jeli potrafibym ich odrni! Na pobrudonej twarzy Jilla zaczy zbiera si burzowe chmury. - Nie jestem adn cholern bab! - rykn basem, ktrego nie umiaby powtrzy aden czowiek. - Wy ludzie macie wzrok kreta i wygld waachw; nic dziwnego, e wasze kobiety przyjani si z elfami czy niziokami! Zniewaga najwyraniej trafia najemnika w czue miejsce. - Jill? - powtrzy, tym razem drwico.

Jedno szydercze sowo odnioso w kocu spodziewany efekt. Oywiony znajom zniewag, krasnolud wycign rce i chwyci za drzewce wczni. Potem odchyli si do tyu i przeama je na p, nie zwracajc uwagi na kosmyki ciemnobrzowych wosw, wyrywanych z brody przez trjktne zbki pokrywajce brzeg ostrza. W nastpnej chwili Jill rzuci si na bro przeciwnika i wgryz w drewniany kij. Nim mczyzna zdy ochon z zaskoczenia niespodziewanym kontratakiem, krasnolud odgryz spory kawaek i plun w twarz przeciwnika dbowymi drzazgami. Potem skoczy na niego, trzymajc zaman wczni niczym sztylet. Najemnik potkn si i upad powalony nagym ciosem. Sekund pniej lea ju przycinity do ziemi przez prawie dwiecie funtw wciekego krasnoluda. - Moja matka nazywaa si Jill - warkn korpulentny wojownik i wbi wczni w czowieka. Krasnolud zeskoczy z wroga i obtar poplamione krwi rce o tunik. Ogarnity jeszcze dziwnym zapaem bojowym, naskoczy kilka razy na gow martwego porka. Czaszka rozpada si na kawaki i topr wysun si spomidzy koci. Kendel podszed szybkim krokiem do przyjaciela. - Bitwa jeszcze nie skoczona - powiedzia z umiechem - Chod... musisz przedstawi si jeszcze wielu osobom. W szaroniebieskich oczach krasnoluda pojawio si zrozumienie i bysk czarnego humoru. Zamia si gbokim basem i ruszy za elfem. - To byo bystre posunicie - powiedzia z podziwem, gdy biegli w stron najbliszej potyczki. - Chocia wygldasz mizernie, niele kombinujesz podczas bitwy. Mojej rodzince na pewno spodoba si ta historia, gdy ju skoczymy t zabaw i ruszymy w Gry Earthfast. Pomyl o tym - doda krasnolud w zadumie - mam cakiem adn ma kuzyneczk, ktra moe ci si spodoba. Kendel zamruga z niedowierzaniem, zaskoczony zaproszeniem krasnoluda, by towarzyszy mu do jego rodzinnych stron, ciepym przyjciem, jakie Jill dla obydwu przewidywa i nieco oniemielajcym przypuszczeniem, e on, elf, mgby stara si o wzgldy krasnoludki. Co jednak ciekawe, dla bezdomnego i wyjtego spod prawa Kendela, ta perspektywa wydaa si dziwnie zachcajca. - Czy ona przypadkiem te ma na imi Jill? - zapyta niedbale, podnoszc miecz, by stawi czoa nadbiegajcemu najemnikowi. Krasnolud zmarszczy gniewnie brwi i zastpi drog atakujcemu czowiekowi. - Tak - warkn gronym i wojowniczym tonem. - I co z tego?

***

Bunlap zblia si do rannego elfa, wykrzywiajc brodat twarz w ohydnym umiechu i unoszc wysoko za plecami miecz. Rozcita i krwawica prawa rka Lisiego Ognia bya bezwadna. Chwyci miecz drug doni i z trudem podnis. Niezdarnie udao mu si odeprze pierwszy cios. Czowiek zaatakowa znowu, mierzc wysoko i wykonujc szybkie pchnicie. Lisi Ogie odpar i to uderzenie, tym razem nawet pewniejszym ruchem. Walczyli przez kilka minut. Szczk broni stawa si coraz goniejszy, a ciosy coraz szybsze. Ale utrata krwi nie pozostaa bez wpywu na kondycj elfa. Wirowao mu przed oczami, a czowiek zdy go ubiec, zadajc mu mieczem na piersi gbok, podun ran. Lisi Ogie skoczy na przeciwnika. Bunlap zrobi krok w ty i elf pad twarz na ziemi. miertelny cios, ktrego oczekiwa, nie nadszed. Dowdca poczu na dolnej czci plecw ciki, podkuty elazem but. Fala blu przepyna mu przez cae ciao. Lisi Ogie czu jak przez mg, jak miecz kapitana wycina mu na skrze gbokie, piekce bruzdy. Najwyraniej Bunlap chcia naznaczy elfa tak, jak sam zosta oznaczony. Nie spieszy si. Ci z drobiazgow dokadnoci i sadystycznym zadowoleniem, tak wyczuwalnym dla gasncego elfa, jak wasny bl. Nagle Lisi Ogie usysza stumione przeklestwo. Ciki but, ktry przyciska go do ziemi, znikn. Elf podnis gow i przetar zamglone blem oczy. Ze zdumieniem zobaczy, e midzy nim a czowiekiem stoi Arilyn, trzymajc elfi miecz w obu rkach. - Znowu ty - powiedzia Bunlap niskim, zowieszczym gosem. - Zejd mi z drogi. Ten elf jest mj. - Nie sdz - powiedziaa spokojnie elfka. Zablokowaa pierwszy gwatowny cios najemnika i odpara go zamaszystym uderzeniem, odpychajc na bok praw rk mczyzny. Bunlap podszed bliej i wymierzy w pikn twarz kobiety cios pici. Zatoczya si do tyu, potrzsajc gow, jakby chciaa odzyska jasno widzenia. Potem schylia si, widzc, e czowiek tnie mieczem na ukos. Niewiele brakowao. Pukiel gstych, szafirowych wosw upad na ziemi. Elfka wyprostowaa si i wycigna przed sob miecz. Skoczya do przodu, wykonujc fint, potem znw pchna. Robia to wszystko tak szybko, e Bunlap musia si cofn.

W odpowiedzi kopn brutalnie Lisiego Ognia w ebro. Pikna twarz jego elfiej przeciwniczki pociemniaa z oburzenia. Wsuna miecz do staroytnej pochwy i skoczya do przodu, apic Bunlapa za nadgarstek. Atak by niespodziewany. Zaskakujcy by rwnie kolejny ruch kobiety. Trzymajc mocno praw rk mczyzny, odwrcia si tyem do niego. Potem pochylia si, zginajc w pasie i jednoczenie cignc w d przeciwnika. Bunlap przekoziokowa nad ni i upad ciko na plecy. Miecz z brzkiem uderzy o ziemi. Warczc jak rozwcieczony niedwied, Bunlap odwrci si na brzuch i chwyci elfk za kostki. Szybkim pocigniciem obali j na traw. Z typow dla elfw zrcznoci przekrcia si i zdya podeprze rkami. To zagodzio nieco upadek, ale nie wyzwolio z mciwego ucisku czowieka. Bunlap podnis si na kolana. Szybkim, gwatownym ruchem obrci elfk na plecy. Pocign j do siebie i pochyli si do przodu, by przycisn kobiet do ziemi. By potnym mczyzn, wysokim na dobre sze stp. Ogromne, uminione ciao musiao way prawie trzysta funtw. adna kobieta, niezalenie od bitewnych talentw, nie moga uwolni si z takiej puapki. Bunlap opar si na jednym okciu. Woln rk zacz bi kobiet w twarz. Nie spieszy si. Na bladej skrze pojawiay si jasnoczerwone lady. adne uderzenie nie byo jednak na tyle mocne, by zama koci. To bya innego typu zemsta, a takiej najlepiej dokonywao si powoli. Z pocztku kobieta prbowaa si wyrywa, odpychajc rkoma pier przeciwnika. Stopniowo jednak ucicha i staa si jakby nieobecna. Niezwyke, nakrapiane zotem bkitne oczy zrobiy si zamglone i nieprzytomne. Bunlap widzia ju takie rzeczy. Strach robi dziwne rzeczy z kobietami. Taki brak reakcji nie by w ogle czym niespotykanym. Dlatego najemnik nie zwrci uwagi, gdy wargi wojowniczki zaczy wymawia bezgonie sowa elfiej pieni, a lece bezwadnie po bokach rce wykonuj delikatne, subtelne gesty. Tajemne gesty. Bunlap niczego nie dostrzeg. dza zemsty ustpia jeszcze mroczniejszym uczuciom. Zerwa zewntrzn tunik elfki, krzywic si na dotyk lejcej si, srebrnej siateczki kolczugi elfiej roboty, ktr nosia pod spodem. Wanie w tej chwili kobieta skoczya pie. Z jej ciaa wytrysna tajemnicza energia, a metal, z ktrego zrobione byy miecz i bro, rozpali si do biaoci. Bunlap wrzasn z blu i wciekoci, czujc jak przepywaj przez niego fale gorca, ale mimo prb nie udao mu si puci mierciononej kolczugi.

Nie zauway, kiedy to si skoczyo, nie wiedzia te, jakim sposobem elfka zdoaa si spod niego wydosta. Gdy ochon, klcza na ziemi, wycigajc przed siebie spalone donie niczym zwglone szpony ptaka. - Podnie bro - powiedziaa elfka niskim, melodyjnym gosem. - Jeli masz odrobin honoru, to wsta i walcz. Bunlap spojrza w oczy elfki i popatrzy na koniec jej miecza. Pony zym, tajemniczym, niebieskim ogniem. Poczu, e nie ma ochoty walczy. - Tym? - zapyta, podnoszc poparzone rce. - Jak moesz mwi o honorze? - Daj ci szans, by umar stojc i z mieczem w doni - powiedziaa. - To wicej, ni na to zasugujesz. Jeli odmwisz, zabij ci w miejscu, w ktrym si paszczysz. Cakowita pogarda w tonie jej gosu poruszya dumnego najemnika. Chwyci miecz, opanowa bl, ktry odczuwa przy kadym dotyku i wsta. Bunlap by twardym onierzem. Pierwszego czowieka zabi w wieku trzynastu lat i od tamtej chwili zarabia na ycie mieczem. Ale w swojej prawie czterdziestoletniej karierze nigdy nie spotka tak dobrego wojownika, jak ten, ktrego mia przed sob. Zimna, ponura i nieubagana, elfka odpieraa kady cios i pchnicie. W kocu przycisna koniec jego ostrza do ziemi. Szybkim ruchem nogi nadepna na miecz i wyrwaa mu go z poparzonej rki. Patrzc mu w oczy, zadaa cios w serce. Lisi Ogie widzia to wszystko jak przez mg. Nie mg si ruszy, ani powstrzyma wroga przed krzywdzeniem kobiety, ktr kocha bardziej ni kogokolwiek. Mia wraenie, e majaczy, gdy zobaczy, e elfka odwraca si i pochyla nad nim. agodnymi domi pomoga Lisiemu Ogniowi usi pod drzewem, zbadaa posiniaczone ebra i pocieszya go, e s cae. Potem opatrzya rany i daa si napi wody. Gdy dowdca troch oprzytomnia, elfka wzia jego twarz w donie i odwrcia ku sobie. Podskakujc ze zdumienia, Lisi Ogie zda sobie spraw, e to nie bya wcale Arilyn, ale kto bliniaczo do niej podobny. Tylko wosy, w rzadkim kolorze poyskujcych szafirw, i nieco bardziej trjktny ksztat twarzy odrniay j od jej pelfiej nastpczyni. - Dzikuj ci za wszystko, co zrobie dla mojej crki - powiedziaa elfka gosem brzmicym jak wiatr i muzyka. - Pokazae Arilyn, e posiada elfi dusz. Powiedz jej, e matka jest z niej dumna. Powiedz, e ona i ja bdziemy znw razem, suc naszemu ludowi tak dugo, jak bdziemy potrzebne, a potem w Arvandorze, gdy wypeni si nasza misja. Powiedz jej to! Powiedziaabym jej to sama - powiedziaa elfka z widoczn tsknot - ale

moje przyjcie do niej przyspieszyoby tylko nasze kolejne spotkanie, a tego zrobi mi nie wolno. Arilyn jest elfom potrzebna. Powiesz jej to? Lisi Ogie skin, a pikna ksiycowa elfka rozpyna si jak mga w poudnie. Strach napeni serce zielonego elfa. Ju raz widzia jak wojownicy z cienia znikaj podczas bitwy, po tym jak pada pani ksiycowej klingi. Wsta z trudem i chwiejnym krokiem poszed w stron janiejcej powiaty, ktra wskazywaa miejsce, gdzie lea miecz Arilyn. Ksiycowa klinga leaa na przesiknitej krwi ziemi, a jej tajemne, niebieskie wiato gaso w szybkim tempie. Wacicielka broni upada obok. Co ciekawe, przy lecej Harfiarce uklka Fretka, gadzc kruczoczarne wosy kobiety dziwnie opiekuczym gestem. Wok nich staa grupa rozradowanych wojownikw: zielonych elfw z plemion Elmanesse i Suldusk, centaurw, faunw, lythari, a nawet pokiereszowany i wyszczerzony w szerokim umiechu krasnolud. Fretka spojrzaa do gry i napotkaa wzrok dowdcy. - Bitwa wygrana, a Arilyn yje!

Rozdzia dwudziesty czwarty


Gdy opatrzono rannych, a polegych oddano puszczy, mieszkacy lasu ruszyli na pnoc. Podjto zgodn decyzj, e w abdziej Dolinie zostanie odbudowana osada, w ktrej zamieszkaj zarwno Elmanesse, jak i Suldusk. Po bitwie plemiona zrozumiay, e rozdzielenie byoby niemdrym posuniciem. Arilyn i Ganamede szli razem. Pelfka bya wci saba po tym, co si stao i jeszcze chudsza ni zwykle. wiadomo sukcesu oraz kojce sowa matki, ktre przekaza jej Lisi Ogie dodaway jej jednak si. Ani ona, ani lythari nie naleeli do rozmownych i kade z nich miao mas spraw, ktre musieli przemyle czy zapamita. Po raz kolejny Arilyn stwierdzia, e musi poprosi przyjaciela o pomoc. To stao si dla niej teraz atwiejsze. Jedno, ktra poczya mieszkacw lasu, sprawiaa, e proba o wsparcie lub ofiarowanie pomocy nie wydaway si nikomu natrctwem. Szczeglnie w takiej chwili jak ta, gdy to poczucie wsplnoty byo wyjtkowo silne. - Nim odejd od lenych elfw, jest jedna rzecz, ktr musz zrobi - powiedziaa Arilyn. - Mwie mi kiedy, e przyjdzie czas, gdy bd musiaa przej pomidzy moimi dwoma wiatami. Do tego potrzebuj twojej pomocy. Ganamede popatrzy na ni przez chwil, po czym skin na znak, e rozumie i przyjmuje jej decyzj. - Wezm ci na Evermeet - zgodzi si.

***

Krlowa Amlaruil a podskoczya, gdy piercie na jej drobnym palcu zacz emitowa cichy alarm. Nosia t ozdob od wielu lat. Ostrzegaa j ona, gdy kto wchodzi przez magiczn bram pooon na dalekim kracu paacowych posiadoci. Piercie mg j te tam przenie w cigu kilku sekund, a nawet osoby, ktre w danej chwili z ni przebyway. Jednak nawet, gdy sza sama, elfia krlowa nie czua strachu. Nie bya delikatn

figurantk, ktr mona by oszuka, albo, ktra wymagaaby ochrony. Ona sama bya jednym z potnych stranikw, ktrzy strzegli, Evermeet przed niebezpieczestwem. Skina swemu sekretarzowi i honorowej stray, po czym dotkna piercienia. Cztery elfy znalazy si natychmiast na ocienionej, otoczonej lasem polanie. Czekay tam dwie osoby: wielki, srebrnowosy lythari oraz wysoka i szczupa ksiycowa elfka. Jak dotd, adne z nich nie zauwayo nadejcia krlowej. Arilyn patrzya z zachwytem na dom swoich przodkw. Kilka motyli przysiado na kwiatach, ktre zdobiy k, a otaczajce polan wiekowe dby miay cudown barw szmaragdw oznaczajc schyek lata. Byby to typowy widok, ktry mona by podziwia w dzikich puszczach w wielu krajach, gdyby nie aura dziwnej energii, ktra bya tak wyczuwalna jak wiato soca. - Evermeet - wyszeptaa Arilyn. - Zostawi ci tutaj i wrc, gdy bdziesz mnie znw potrzebowa - powiedzia Ganamede, znikajc niemal w tym samym momencie, w ktrym si odezwa. Arilyn poczua u boku drenie i spojrzaa w d na ksiycow kling. Z miecza podniosa si blada, bkitna mga. Harfiarka otworzya szeroko oczy ze zdumienia. Mgieka uleciaa w stron poyskujcej owalnej bramy, dotykajc j delikatnie i jakby z szacunkiem. Arilyn widziaa te wrota raz w yciu, ale znaa je bardzo dobrze. Bya to moc, ktr jej matka nieodwracalnie przyznaa ksiycowej klindze, most pomidzy wiatem ludzi a wiatem elfw. - Kim jeste, e waysz si tdy wchodzi? Pytanie mogoby wydawa si surowe, gdyby nie cudowny gos osoby, ktra je wypowiedziaa. Harfiarka poczua, e ciska j w gardle. Gos przywoa dawne wspomnienia, przypomnia koysanki, ktre matka nucia jej, gdy Arilyn bya jeszcze dzieckiem. Pynne wiato gwiazd - z tym wanie kojarzy jej si sposb, w jaki mwia Z'beryl. Ta kobieta miaa taki sam czysty, wietlisty gos. Arilyn odwrcia si i stana przed Amlaruil Ksiycowym Kwiatem, krlow Evermeet. Teraz z kolei zdumiaa si wadczyni. - Amnestria? - wyszeptaa gosem penym tsknoty i zachwytu. Zaskoczyo to Arilyn, bowiem nie mylaa, e jest tak podobna do matki. Krlowa jednak zrozumiaa swoj pomyk, a jej twarz przybraa znw wyraz dostojny i wadczy. Harfiarka zauwaya te, e Amlaruil nie przypominaa wcale Amnestrii. Rysy miaa delikatniejsze, wosy jak jedwab i ogie. Bya wysoka, nawet wysza od Arilyn; pikna, ale

tym jasnym, nieziemskim piknem, ktre kojarzyo si pelfce z kobietami lythari. Inaczej te ni Amnestria, ktra bya prawie tak wielkim samotnikiem jak jej crka, krlowa przybya na spotkanie z par zotych elfich stranikw i starym ksiycowym elfem, najwyraniej doradc lub sekretarzem. Przynajmniej czya je jedna rzecz, pomylaa Arilyn - obie zobaczyy w sobie nawzajem Amnestri. Nie wierzya, by kiedykolwiek byo to moliwe i wtpia, by elfia krlowa uznaa czce je pokrewiestwo. Niech zreszt tak zostanie. Harfiarka miaa teraz waniejsze sprawy. Pelfka wycigna z pochwy ksiycow kling i uklka na jedno kolano. Miecz pooya na trawie u stp Amlaruil. - Jestem Arilyn Ksiycowa Klinga, crka i dziedziczka miecza Amnestrii z Evermeet. Dopki w tym mieczu pon ognie Myth Drannor, bdzie on suy elfom i ich prawowitej krlowej. Zapado dugie milczenie. Elfia monarchini staa niczym posg z marmuru i ksiycowego kamienia. Arilyn zrozumiaa. Wszystkie ksiycowe klingi byy powicone elfom, ale krlowa nie mogaby przyj miecza, nie uznajc jego waciciela. Nastpne sowa Harfiarki day dumnej krlowej wyjcie z sytuacji. Arilyn wyja pismo Amlaruil, ktre przekaza jej kapitan Carreigh Macumail i pooya je obok ostrza. - Wypeniam moj misj ambasadora Evermeet i przyszam zda raport. - Wsta i mw - powiedziaa w kocu Amlaruil. Daa znak stranikom, by si oddalili i poprosia starego sekretarza, by usiad na powalonym pniu. Arilyn zoya zwiz, ale szczegow relacj z wydarze, ktre miay miejsce w Lesie Tethir. Gdy umilka, Amlaruil zadaa jej kilka pyta. W kocu krlowa skina gow. - Twoje zadanie miao polega na czym innym, ale mimo to spisaa si dobrze. - Pozwl, zatem, bym okrelia swoj zapat - powiedziaa spokojnie Arilyn. Carreigh Macumail powiedzia, e upowaniono go do zaakceptowania kadego mojego dania. Oczywicie nie mam nic przeciwko takiej hojnoci, ale w przyszoci pewnie bdziesz wolaa zna cen, nim podpiszesz si pod rachunkiem. To najwyraniej zdumiao krlow. - Jeste bez wtpienia crk Amnestrii - powiedziaa cierpko. - Ona zawsze mwia to, co mylaa. Widz te w tobie sporo cech twego ojca. - Ten, kogo widzisz przed sob to ja i nikt inny - powiedziaa Arilyn spokojnym, niewzruszonym tonem. - Nie jestem zup zrobion z wrzuconych do garnka rnych

skadnikw. A co do mojego ojca, spotkalimy si dopiero trzy lata temu. - Zamilka i dotkna klejnotu w odzyskanej ksiycowej klindze. - Ty i twoi krewni zadbalicie o to. W jej gosie nie byo oskarenia, jedynie stwierdzenie faktu. Z polecenia Amlaruil ksiycowa klinga zostaa rozoona, a miecz i kamie podzielone midzy rodzicw Arilyn. To uniemoliwiao niebezpiecznej bramie osignicie takiej mocy, jak moga posiada, ale rwnie pozbawio Arilyn rodziny i wiedzy o prawdziwej sile wasnego miecza. Twarz krlowej nie drgna. - Przypuszczam, e zastanawiaa si, dlaczego nigdy po mierci Amnestrii ci nie szukalimy. - Nie. Amlaruil uniosa brew. - Widz, e rozmowa z tob nie bdzie atwa. Dobrze, ja na twoim miejscu postpiabym tak samo. Jest powszechnie wiadomo, e osoby o mieszanej krwi nie maj wstpu na wysp. Musisz to zrozumie. Evermeet jest ostatnim schronieniem, jedynym miejscem, gdzie czujemy si niezagroeni najazdami czy ludmi w ogle. Wielu z nas, szczeglnie elfy wysokiego rodu, obawiaj si, e nasza kultura ustpuje ludzkiej. Pelfy mog same w sobie nie by grone, ale s wyranym symbolem. Nie moemy robi wyjtkw, nawet dla ciebie. A moe szczeglnie dla ciebie. - Ale ja tu jestem - zauwaya Arilyn. - Tak. - Krlowa milczaa przez dusz chwil, wpatrujc si coraz uwaniej w pelfk. Po raz pierwszy na jej twarzy pojawi si jakby wyraz alu. - Spisaa si naprawd dobrze. Z tego, co wiem, nikt dotd nie zdoa samodzielnie odkry mocy ksiycowej klingi. Gdybymy wiedzieli, e jeste w stanie wada t broni, postpilibymy inaczej. Oczywicie wiedzielimy, e ostrze Amnestrii przypadnie w udziale tobie, ale nigdy nie spodziewalimy si, e... - Przeyj? - zakoczya cierpko Arilyn. - Tylko niektre elfy s w stanie sprosta wymaganiom stawianym przez staroytne ksiycowe klingi - zauwaya krlowa. - Wiele mieczy ley upionych od wiekw i tylko kilka zachowao swoj moc. Wiele elfw zrzeka si swego dziedzictwa i to wcale nie ujmuje im honoru. Nie byo z naszej strony nierozsdne przewidywa, e pelfie dziecko nie bdzie waciw osob do takiego zadania. - Ale pozwolilicie mi sprbowa, majc pen wiadomo, e to mnie zabije. Wziam do rki ksiycow kling nic o tym nie wiedzc, ani nie znajc ukrytych wymaga miecza.

- A gdyby wiedziaa wszystko, czy postpiaby inaczej? Pytanie byo bystre. Arilyn zdumiaa si przenikliwoci krlowej. Oczywicie nie moga zaprzeczy sowom Amlaruil, podniosa wic tylko do w gecie, ktrym szermierzy przyznaj si, e zostali trafieni. - Co si stao, to si nie odstanie i jestem z tego zadowolona - powiedziaa Arilyn. Mam jednak powd, by teraz o tym mwi. Moja matka opowiadaa wiele i z du sympati o swoim modszym bracie, dlatego wyznaczyam ksicia Lamruila dziedzicem mojego miecza. Czy powiesz mu o tym i dopilnujesz, by odpowiednio si przygotowa? Ja wziam ksiycow kling nieprzygotowana. Nie chc, by kogokolwiek to jeszcze spotkao. Krlowa staa w milczeniu przez duszy czas. - W imieniu mojego syna dzikuj ci za okazany mu szacunek. - Przerwaa, jakby namylajc si, co ma teraz powiedzie. - Mwia o swojej zapacie - zasugerowaa krlowa, najwyraniej chcc sprowadzi rozmow i uwag niezwykej pelfki na temat, ktry sama rozumiaaby i potrafia kontrolowa. Arilyn spojrzaa jej odwanie w twarz. - Chc dosta rozlege ziemie na wschd od Lasu Tethir, rozcigajce si od zamku Spulzeer po rda Sulduskoonu. Niech twoi agenci, albo Harfiarze, albo ktokolwiek inny zdobd te tereny. - dasz wysokiej ceny - skomentowaa krlowa. - Bogactwo Evermeet jest pono niezmierzone. Ty za powiedziaa, e mog sama okreli cen. Krlowa przyjrzaa si jej w skupieniu. - A co ty zrobisz z t ziemi? W odpowiedzi Arilyn zanurzya w torbie rk i wyja gar nasion: skrzydlatych owocw klonu, sosnowych szyszek, odzi. Przez dusz chwil krlowa i pelfka patrzyy sobie w oczy. - Stanie si to, o co prosisz. Ziemie te zostan ci przekazane, by uczynia z nimi to, co uwaasz za stosowne. Arilyn skonia si i podesza do miejsca, w ktrym znikn Ganamede. - Jeszcze jedno - powiedziaa agodnie Amlaruil. - W imieniu mojego ludu, przyjmuj twj hod i twj miecz. Oby zawsze suya elfom tak dobrze jak teraz. Pelfka odwrcia si, by spojrze na krlow. Wycigna ksiycow kling i zasalutowaa uywanym tylko przez elfy gestem.

Dwie kobiety stay patrzc na siebie przez moment, ale nie byo nic, co mogyby jeszcze sobie powiedzie. Byo nieprawdopodobne, by kiedy ponownie si spotkay, a Amlaruil nie moga ju zrobi dla pelfki naprawd nic wicej. Arilyn jednak bya zadowolona, bowiem oczekiwaa znacznie gorszego przyjcia. W tej samej chwili, jakby wyczuwajc, e wizyta zostaa zakoczona, pojawi si srebrny wilk. Arilyn wesza razem z nim do jego ukrytego wiata i lecego poza nim Tethiru. Na polanie staa za krlowa, przygldajc si w zamyleniu byszczcej bramie, ktra przyprowadzia pelfk na Evermeet. Poniewa bya w kocu wadczyni, mimowolnie powicaa uwag rwnie bardziej praktycznym zagadnieniom. Nigdy nie sdzia, e lythari maj dostp do tej konkretnej bramy. Chocia jak dotd, nikt z tego plemienia nie okaza si zdrajc, trzeba byo podj odpowiednie rodki ostronoci. Amlaruil pochylia si i podniosa pismo, ktre Arilyn zostawia. Mimowolnie rozwina je i spojrzaa na elegancko wykaligrafowany tekst. Wzrok jej pad na jedn zakrzywion run i krlowa a podskoczya ze zdumienia. Subtelne, umiejtne pocignicie pira zmienio przybrany przez Arilyn przydomek Ksiycowa Klinga na Ksiycowy Kwiat, rodowe nazwisko krlewskiej rodziny ksiycowych elfw. - Kapitan Macumail - wyszeptaa Amlaruil, poznajc od razu, kto by autorem faszerstwa. Oburzenie, ktre powinna bya odczu na widok tego witokradztwa, najzwyczajniej si nie pojawio. Amnestria bya dla niej stracona, ale crka jej crki bya chlub jej ludu... i klanu. - Arilyn Ksiycowy Kwiat - powtrzya cicho krlowa. Chocia zdawaa sobie spraw, e aden elf z Evermeet nie powinien sysze, jak wypowiada te sowa, czua, e s waciwe.

***

O wicie, kilka dni pniej, ci, co przeyli Bitw Zoastrii, stanli razem na wschodniej granicy Tethiru. Przyszli wszyscy: zielone elfy z Elmanessse i Suldusk, lythari, nawet fauny i centaury. Nie byo tylko Jilla i Kendela Leafbowera, poniewa teraz, gdy zadanie, ktre sobie wyznaczy zostao zakoczone, krasnolud nie mg doczeka si, kiedy znw zobaczy rodzin i wyruszy poprzedniego wieczoru.

Wszyscy zebrani przynieli wnuki Cormanthoru - nasiona wiekowych drzew, ktre w nastpnych stuleciach miay urosn i sta si rozlegym, piknym lasem. Byo to moe niewiele w porwnaniu z tym, co mieszkacy puszczy stracili, i tym, co ich jeszcze czekao. Jednak kade drzewo byo ywym cznikiem z ich ukochanym lasem i symbolem nowego przymierza midzy plemionami, lythari i innymi lenymi stworzeniami. Ci, ktrzy dotd jedynie tolerowali swoj obecno, mieli teraz wsplnie odbudowa to, co zostao zniszczone. Pracowali przez cay dzie, w harmonii rzadko spotykanej wrd ludw puszczy. Z nadejciem nocy schronili si w przyjazn gstwin drzew. Gdy zakoczono wieczorny posiek, a pieni i opowieci umilky, Lisi Ogie odszuka Arilyn i poprosi j, by posza z nim na spacer. Szli w milczeniu, nim nie znaleli si z powrotem w kiekujcym lesie. To miejsce dziwnie pasowao do sytuacji. czyo to, co nowe ze starymi i miymi wspomnieniami. - Mam dla ciebie wiadomo od Rhothomira - zacz. - Jemu samemu trudno byoby o tym mwi, wic zaproponowaem, e ja ci to powiem. Robi to z ogromn radoci. - Mwisz w imieniu Mwcy? - zaartowaa. Elf umiechn si nieznacznie, ale nie wyglda na speszonego. - Elfy Tethiru proponuj ci, by. zamieszkaa wrd nich. Docz do plemienia i zamieszkaj pod drzewami, ktre sama posiaa. To twoje miejsce - zakoczy cicho. - Jaka cz mnie z radoci by na to przystaa - powiedziaa zupenie szczerze. Cz, ktra tutaj zostanie. Lecz spjrz wok siebie - powiedziaa, wskazujc rk w stron kiekujcych drzew i maych kopczykw ziemi, w ktrych leny lud posia nasiona nadziei. Bdziesz oglda, jak rosn te drzewa. Jestem pelfk, Lisi Ogniu, i przemin, nim gazie tych dwch maych dbw zetkn si ze sob. S rzeczy, ktre musz wykona gdzie indziej. Tak jak lythari, ja chodz pomidzy wiatami. Pokazae mi, e mam dusz elfa i pomoge zrozumie, e moje serce i ycie zwizane jest z ludmi. Mog ci jednak obieca owiadczya, wycigajc ksiycow kling z zabytkowej pochwy - e pki ognie Myth Drannor pon w tym mieczu, bohater powrci do Lasu Tethir, gdy nadejdzie niebezpieczestwo. Pokazaa mu ostrze i jasn now run, ktra na nim byszczaa, po czym schowaa bro z powrotem na miejsce. - Mog doda mieczowi moc. Oto ona: gdy mieszkacy Tethiru bd w potrzebie, waciciel tego miecza przybdzie. Zapewne jednak nie bd to ja. Moje ycie nie bdzie tak dugie i ycz wam, by nic nie zakcio wam pokoju nawet wtedy, gdy ja docz do moich przodkw.

Lisi Ogie skin i przytuli j do siebie. Arilyn nie bronia si, pamitajc o wszystkim i niczego nie aujc. Jej elfia dusza bdzie zawsze zwizana z lasem. By moe w przyszoci ona rzeczywicie tu wrci, gdy jej duch bdzie dodawa mocy elfiemu mieczowi. Jednak tak, jak powiedziaa drogiemu przyjacielowi, jej serce byo gdzie indziej i tam te biega jej droga.

Rozdzia dwudziesty pity


Byo ju po dniu rdlecia, gdy powz lorda Hhune'a wtoczy si przez pnocn bram Zazesspuru. Lord niezwykle owocnie spdzi czas w Waterdeep, pnocnym miecie, ktre rywalizowao ze stolic Tethiru. Zgoda, niektre spiski i plany spezy na niczym. Nic nie wskazywao na to, by pnocne filie zazesspurskich gildii zabjcw i zodziei miay si utrzyma - szkoda, bowiem byy to ulubione metody dziaania Rycerzy Tarczy. On za, Hhune, zosta rozpoznany jako czonek tej wrogiej organizacji i wyproszony z Waterdeep. Rycerze stracili te w miecie dobrego agenta. Lady Lucia Thione zostaa zdemaskowana i wygnana. Minie wiele lat, nim Rycerze Tarczy zdoaj ponownie umieci informatora tak wysoko w spoecznoci Waterdeep. Pomimo to Hhune by pewien, e straty bdzie umia obrci na wasn korzy. Chocia nie mg ju wjeda do pnocnego miasta, statki z Zazesspuru bd nadal tam pywa. A Waterdeep nie podnioso si jeszcze po serii katastrof: nieurodzaju, atakw potworw, ogoacajcych lasy ze zwierzyny, a pola z byda, tudzie kryzysu politycznego. Towary i nadwyka plonw z Zazesspuru bd kupowane bardziej ni chtnie. W kocu za, mia ze sob by agentk i przez wiksz cz podry wymyla, w jaki sposb mgby j wykorzysta. Lucia Thione, niegdy ceniona agentka Rycerzy Tarczy na pnocy, bya w Tethyrze kim niezwykym: ocala, chocia dalek krewn starej, krlewskiej dynastii. Sympatie monarchiczne w Zazesspurze rosy i nie mona byo przewidzie, jak daleko mgby zaj ambitny czowiek, majc u boku tak maonk. Na dodatek, oprcz szlachetnej krwi, Luci charakteryzowaa jeszcze niespotykana uroda i doskonay zmys interesu. Hhune uwaaby si za szczliwca, majc okazj spdzi w jej towarzystwie jaki czas. Jake, wic triumfowa, gdy oto ta kobieta bya cakowicie w jego rkach! Oczywicie nic z tego jej nie powiedzia. Lady Thione oczekiwaa w kraju swoich przodkw mierci i ca drog prbowaa wkra si niepostrzeenie w aski Hhune'a. Pochlebiao mu, e ta pikna, szlachetnie urodzona kobieta stara si o jego przychylno i wcale nie zamierza jej w tym przeszkadza! Pomimo jednak, e nie mg si doczeka, kiedy umieci gocia w swojej wiejskiej posiadoci, Hhune pospieszy do mieszczcego si w miecie biura. Interes powinien mie

zawsze pierwszestwo przed przyjemnoci. Wszed do rodka, skin urzdnikom i zawoa sekretarza. Ku jego zdumieniu na wezwanie pojawi si mody, calishicki chopak, ksi, ktrego ludzie Balika umiecili u niego na nauk. - Dzie dobry, lordzie Hhune - powiedzia Hasheth. - Mam nadziej, e interesy na Pnocy uday si doskonale. - Gdzie jest Achnib? - zapyta Hhune. Twarz modzieca pociemniaa. - Nie yje, mj panie - powiedzia otwarcie. - Oby wszystkich zdrajcw i zodziei spotka ten sam koniec. Ale nie musisz sucha tej historii ode mnie. Wieci o twoim przybyciu doszy do nas ju rano. W twoim gabinecie oczekuje ci ksi Hembreon. Hhune jakby wrs w ziemi. Pord zmiennych losw wadcw Zazesspuru ksi sta twardo niczym sykomora. Jego rodzina sigaa korzeniami daleko w przeszo i bya niezmiernie bogata. On sam by powanym, dystyngowanym czowiekiem, ktremu przywiecay we wszystkich dziaaniach gbokie przywizanie do honoru i poczucie obowizku. Dlatego Hembreon mia skonno postrzegania swojej pozycji wrd Rycerzy Tarczy jako suby, do ktrej zobowizuje go szlachectwo. By take jednym z najwaniejszych przywdcw organizacji, przypomnia sobie Hhune, wyrywajc si z odrtwienia. Gdy Hhune wszed do gabinetu, ksi wsta i poda mu do. - Oddae mieszkacom miasta wielk przysug. - yj, by suy - powiedzia gadko Hhune, ale rzuci ukradkowe, baczne spojrzenie swojemu modemu uczniowi. Hasheth skin nieznacznie, jakby zachcajc, by wczu si w rol. - Tak jak prosie, lordzie Hhune - zacz Hasheth - podczas twojej nieobecnoci prbowaem wykry, kto wrd twoich ludzi jest w zmowie z nelantherskimi piratami. Tak jak podejrzewae, to by Achnib. Dwch z tych piratw przebywa teraz nawet w miejskim wizieniu. Przysigaj, e Achnib wynaj ich, pacc informacjami o datach i szlakach rejsw statkw. - Nie bya to jego jedyna wina. Okrada ci, przejmujc cz dochodw z karawan i gromadzc zoto. Trudno wyobrazi sobie, co zamierza z tym zrobi. - Achnib by zawsze ambitny - powiedzia Hhune z mdr min, majc nadziej, e sowa te bd pasowa do niewiarygodnego scenariusza, ktry tworzy modzieniec.

- Sekretarz nie zadowala si sprzeda informacji piratom. Zacz handlowa uzbrojonymi statkami z watak o imieniu Bunlap. Co gorsza, podj prb wpltania ciebie w to przestpstwo. - Naprawd? - wydusi z siebie Hhune, zdumiewajc si zuchwaoci modzieca. Byo niewiarygodne, e ksi Hembreon zdawa si wierzy w t absurdaln histori. Wsta i wycign do Hhune'a do. - Dziki tobie, miasto wzbogacio si o jakie pitnacie statkw. Cae Zazesspur powinno by ci wdziczne. Hhune wymrucza co w odpowiedzi i odprowadzi ksicia do drzwi. Nastpnie odwrci si, spogldajc zowieszczo spod przymruonych powiek na swojego ucznia. - Wiele z tego, co powiedziaem ksiciu byo prawd - zapewni arliwie Hasheth. Achnib krad i by w zmowie z kapitanem najemnikw. Nie wytrzyma jednak i liczy, e uda mu si uciec w zamieszaniu, ktre powstaoby, gdyby wyszy na jaw twoje kontakty z Bunlapem i udzia w wyrbie lasu. Prbowa opaci przewonikw, ktrzy zabraliby go na Lantan. By chroni twoje interesy, zleciem zabicie zarwno Achniba, jak i Bunlapa i przekazaem statki Radzie Lordw jako dobra skonfiskowane. I tak dowiedzieliby si o nich. Lepiej, e stao si to w ten sposb, a ty wyszede na bohatera, a nie na winnego. - Jeste wyjtkowo lojalny - zauway podejrzliwie lord Hhune. - Jak miabym korzy z tego, e ty straciby swoj pozycj? - powiedzia cakiem rozsdnie modzieniec. - A poza tym Rycerze byli zadowoleni z wykazanej przeze mnie inicjatywy i pozwolili mi wej do ich organizacji. Tak, wic chronic twoje interesy, zadbaem te i o moje. Hhune potrzsn gow, najwyraniej zaskoczony. - A co z ksiciem Hembreonem? W jaki sposb dowiedziae si o osobie stojcej tak wysoko wrd Rycerzy? - Intryga paacowa - skama Hasheth, mylc o monecie, ktr mia w kieszeni. Chcia zaimponowa Hhune'owi swoimi koneksjami i znaczeniem - Jedna z zalet bycia synem paszy. Jest jeszcze co, co powiniene wiedzie. Harfiarze wtykaj nos w twoje sprawy. Pomylaem, e lepiej bdzie, gdy spraw t si zakoczy. Ich nie tak atwo zmyli jak ksicia Hembreona. - Znakomicie - wykrzykn kto zdumionym, kobiecym gosem. Hhune unis gow. Niewiele brakowao, a zapomniaby o Lucii Thione. - Masz utalentowanego nowego sojusznika, mj panie. By moe chciaby zastanowi si nad drugim? We troje moglibymy wiele w Tethyrze osign.

Hhune przyjrza si piknej kobiecie i modziecowi o orlim nosie i stwierdzi w duchu, e mogo by gorzej. - Moja droga, poznaj mojego nowego ucznia - zwrci si do Lucii. - Hasheth, to jest Lucia Thione. Z pewnoci rozpoznajesz jej nazwisko i zdajesz sobie spraw, e nie wolno go wypowiada poza tymi murami. Przynajmniej do czasu, gdy wspomnienie o niej nie przyniesie nam wszystkim korzyci. Przez moment caa trjka przygldaa si sobie z uwag. W piknych oczach Lucii dostrzec mona byo wyran ulg. Zrozumiaa bowiem, jakie plany ma wobec niej Hhune. Lord zobaczy rwnie, e poja, dlaczego przedstawi j w taki sposb. Wiedza kim jest, bya rdem potencjalnej wadzy, ale te stwarzaa powane zagroenie. czya ich wsplna tajemnica. W ten sposb Hhune w subtelny sposb przyj jej propozycj, ale jednoczenie przypomnia Lucii, e jej los jest trwale zwizany z jego. Hhune dostrzeg rwnie agodne, ciepe spojrzenie, ktrym kobieta obdarzya zachwyconego modzieca. To go rozbawio. Skoro, Lucia chciaa wykorzysta swj urok, by zdoby w Tethyrze pozycj, to tym lepiej dla niego. - Nie powiniene by zabija Achniba - powiedzia uprzejmie Hashethowi. - Nie by moe specjalnie inteligentny, ale nie by te ambitny. Spenia swoje obowizki wystarczajco dobrze i z tak lojalnoci, ktra cechuje jedynie czworonogi. Takich ludzi trudno znale. Spodziewaem si, e moesz go zabi, ale miaem nadziej, e bdzie inaczej. Jednak to jedyna cz egzaminu, ktrej nie zdae. Generalnie poradzie sobie dobrze. - Egzaminu... - gos Hashetha zawaha si. - Oczywicie - odpar zdumionym tonem lord. - Chyba nie mylisz, e pozwolibym ci odda moj ca flot? Pamitaj, nie jestem zachwycony, e oddae statek piratom, ale zapacisz mi za niego ze swoich dochodw. Poza tym bdem wszystko wykonae tak, jak przewidywaem. Flota jest teraz w rkach Rady Lordw. Nie mogem jej zatrzyma - ryzyko, e mnie wykryj, byo zbyt due. Lecz kupcy Tethyru bd korzysta z ochrony, jak daj te statki, podczas gdy Rada zapaci za ich utrzymanie. A pytam si ciebie, kto jest mistrzem gildii morskiej i jednoczenie wanym czonkiem rady? Kto bdzie kontrolowa t flot? W oczach modzieca zaczo pojawia si zrozumienie i strach, gdy zda sobie spraw, e nie by wcale tak sprytny, jak mu si wydawao. wiadomo, e dziaa zgodnie z planem Hhune i e lord bez wtpienia wiedzia o wszystkich jego poczynaniach, poniaa go i przeraaa jednoczenie. - Ale jak... - zacz.

- Jak? - zapyta spokojnie Hhune. - Po to tu jeste, by si tego nauczy. Dobrze zacze. Jeli chcesz zosta wan postaci wrd Rycerzy Tarczy, bdziesz musia stara si jeszcze lepiej. Moesz zacz opowiadajc mi o tej twojej licznej Harfiarce i jej planach w stosunku do Zazesspuru.

***

Arilyn poegnaa si z Hashethem kilka dni po kocowej bitwie. Harfiarka suchaa jego relacji, wtpic w jej prawdziwo, ale nie chcc porusza ju tego tematu. Odebraa od modzieca konia, cieszc si, e misj w poudniowym miecie ma ju za sob. Nie miaa specjalnie ochoty wraca do Zazesspuru, ale Tinkersdam zdecydowa si tu pozosta. Spodobaa mu si walka i dlatego stwierdzi, e niespokojny Tethyr by dobrym miejscem na testowanie wynalazkw. Fretka rwnie udaa si z ni do miasta, chcc wyrwna porachunki z lordem Hhunem. Co dziwne jednak, po dugiej i prowadzonej na odosobnieniu rozmowie z modym Hashethem, najwyraniej zrezygnowaa z wczeniejszych planw. Ale tamtej nocy, z rk nieznanego i przez nikogo niewidzianego zabjcy, niespodziewanie zgin pasza Balik, koczc tym samym swoje panowanie. Plotka gosia, e musia zdradzi go kto z paacu, bowiem nikt nie widzia wchodzcego, czy wychodzcego zabjcy. Jedynym ladem, jaki morderca zostawi po sobie by dugi, byszczcy szal, ktry mg by uywany do wykonania damskiego turbanu. A nastpnego ranka Hasheth zosta penoprawnym czonkiem Rycerzy Tarczy, dowidszy swej lojalnoci przez uratowanie ycia Hhune'owi za cen, ktr wielu uznaoby za zbyt wysok.

***

Arilyn wyruszya przed witem, niewiadoma wydarze minionej nocy i zmian, ktre miay wkrtce zaj w Zazesspurze. Z lekkim sercem jechaa prdko ku pnocy... i ku domowi. Po raz pierwszy w yciu wiedziaa naprawd, gdzie jest jej miejsce.

Harfiarka nie zdya si jeszcze dobrze oddali od miasta, gdy usyszaa przed sob odgosy walki. Zaskakujco, oprcz szczku broni dobiega stamtd rwnie znajomy tenor. Popdzia konia do galopu. W miar, jak zbliaa si do miejsca walki, sowa pieni staway coraz wyraniejsze. Bya to jaka bazeska przypiewka, taka, ktrej zreszt si spodziewaa i ktrych wiele nauczya si znosi.

- Przyszlimy paka po paladynie Najszlachetniejszym, najlepszym z ludzi Drog szed jasn, wol mia siln Lecz mier do przysza, cho tak si trudzi.

- Nieustraszenie walczc swym mieczem Orkw napaci sam stawi czoa Nic nie zmienio jego decyzji I sam powstrzyma te si nie zdoa!

Serce pelfki wypenio znajome uczucie irytacji i radoci. Ta przemiewcza piosenka moga pochodzi tylko od jednego czowieka. Arilyn zeskoczya z konia i trzymajc w rku ksiycow kling, pobiega w stron, gdzie toczya si walka. Ale bjka na drodze bya bardziej komiczna ni niebezpieczna. W centrum konfliktu sta ze skrzyowanymi na piersiach rkami Danilo i przyglda si walce pomidzy nieliczn wynajt eskort a niedoszymi zbjcami. On za piewa bojow pie, ktra najprawdopodobniej miaa podnie na duchu walczcych zgodnie z klasyczn tradycj bardw. Jak jednak ta konkretna pie moga kogokolwiek zachci do odwagi, Arilyn nie potrafia poj. Niewiadom obecnoci zdumionej pelfki, Danilo piewa dalej:

- Paac Tempusa otworem stoi Ju paladyna do wntrza wiod Lecz on, szlachetny, gardzi ucztami, Wybornym winem i dziewk mod.

- Trudno nam paka po jego mierci Cho moe godzien byby i tego aujmy raczej owego boga Co musi znosi durnia takiego!

Danilo nie zadowoli si pieni. Pomidzy zwrotkami rzuca mae czary, ktre powodoway zamieszanie w szeregach wroga. Arilyn zachichotaa, widzc jak zbjca pada twarz na zakurzon drog, ze zwizanymi nagle ze sob sznurwkami butw. Mody mag unis gwatownie wzrok w stron, z ktrej dobiega bogaty, rzadki dwik elfiego miechu. Gdy zobaczy Arilyn, na twarzy pojawia mu si rado, niczym wynurzajce si nagle zza horyzontu soce. Nastpnie wyj miecz i zacz nim wymachiwa, pospiesznie torujc sobie do niej drog. Arilyn westchna. Danilo radzi sobie z broni cakiem niele, ale do mistrzostwa byo mu daleko. W tym za momencie nie miaa ochoty, by bitwa trwaa zbyt dugo. Wycigna, wic ksiycow kling, uniosa wysoko i wydaa bojowy okrzyk w jzyku elfw. Zbjcy podnieli wzrok, zaskoczeni przeraajcym odgosem. Elfia wojowniczka to byo ju dla nich zbyt wiele. Banda wzia nogi za pas, kierujc si w stron lecych na wschodzie wzgrz. Tam za, jak zauwaya Arilyn z odrobin czarnego humoru, czeka na nich pewien alchemik, uradowany, e ma okazj wyprbowa na kim swoje kolejne miercionone wynalazki. Szlachcic odoy miecz i prdko podszed do kobiety. Arilyn zauwaya, e twarz Danila jest mocno opalona letnim socem. Posta mia szczuplejsz, jakby zaprawion trudami podry. Wyglda te starzej, jakby mino wicej ni kilka miesicy od ich ostatniego spotkania. Arilyn nie lubia specjalnie magii, ale potrafia rozpozna znaki, ktre potne czary zostawiay na tych, ktrzy je rzucali. Najwyraniej Danilo nie prnowa przez czas ich rozstania. Wygldao na to, e i on ma do opowiedzenia interesujce historie. Bya jeszcze jedna rnica. Arilyn, ktra sama dopiero co zrozumiaa, kim naprawd jest i jak powinna obra w yciu drog, dostrzega na twarzy przyjaciela podobn pewno i spokj. Znika te z niej maska sztucznoci i spojrzenie Danila byo najzupeniej szczere. Danilo wzi jej donie w swoje rce. Tym razem Arilyn nie protestowaa. - Spotykamy si tak, jak si rozstalimy - powiedzia cicho.

- Istotnie - przyznaa kwano. - Dlaczego tak czsto widz ci w otoczeniu ludzi, ktrzy chc twojej mierci? Na twarzy mczyzny pojawi si przelotny umiech. - Przeklestwo uroku, bogactwa i sawy, jak sdz - powiedzia oschle. - Ale koniec artw. Strasznie za tob tskniem. To mwic, puci jej rce i sign, by dotkn czarodziejskiego ksiycowego kamienia na rkojeci elfiego miecza. By to gest, ktry w cigu dwch ostatnich lat powtarza wielokrotnie. Arilyn nagle zdaa sobie spraw, co on oznacza. Bya to jedyna pieszczota, na ktr mu pozwalaa, jedyny namacalny dowd na to, co ich czyo. Zastanowia si szybko, ile Danilo rozumia z magicznego daru wizi, ktra midzy nimi powstaa i jak zareaguje, gdy dowie si, e to zniko. Musiaa mu jednak to natychmiast powiedzie. Nikt, oprcz waciciela, nie mg dotyka ksiycowej klingi pod grob mierci. Zapaa go mocno za nadgarstek, nim zdy dotkn miecza. - Nie moesz - powiedziaa stanowczo. - Moc, ktra pozwalaa mi dzieli si z tob ksiycow kling, znika. Smutek i pustka w oczach Danila wstrzsny Arilyn. - Znika, bo nie jest ju potrzebna - powiedziaa szybko. - Do tego, co mog zrobi sama, nie potrzebuj magii ksiycowej klingi. - Na inne wyjanienia czas przyjdzie pniej, ale to musiaa mu wyzna od razu. - Czy to moliwe? - wyszepta w zachwycie. - Arilyn, czekaem na twoje uczucie ponad dwa lata. Wiesz ju te, e moje serce, dusza i ycie nale do ciebie. - Serce przyjm z radoci, ale twoja dusza - dodaa z gbokim zadowoleniem znowu jest tylko i wycznie twoja.