You are on page 1of 241

PLATON

DIALOGI
Fajdros · Uczta · Menon · Eutyfron
Obrona Sokratesa · Kriton · Fedon
Timaios · Kritias
3
Tower Press 2000
Copyright by Tower Press, Gdańsk 2000
4
FAJDROS
OSOBY DIALOGU:
SOKRATES
FAJDROS
5
SOKRATES. Kochany Fajdrosie, dokądże to i skąd?
FAJDROS. Od Lizjasza, Sokratesie, od syna Kefalosa. A idę się przejść za miasto. Długo
tam u niego byłem; siedziałem od samego rana. A że słucham rad twojego i mojego
przyjaciela
Akumenosa, więc przechadzki odbywam po drogach; on powiada, że to mniej męczy niż
te po krętych ulicach miasta.
SOKRATES. Dobrze powiada, przyjacielu. A to widać, Lizjasz był w mieście.
FAJDROS. Tak, u Epikratesa, w tym domu u Morychosa, koło świątyni Zeusa Olimpijskiego.
SOKRATES. No a cóż tam była za rozmowa? Oczywista, że was Lizjasz mowami częstował.
FAJDROS. Dowiesz się, jeżeli masz czas pójść ze mną kawałek i posłuchać.
SOKRATES. Czemu nie? Nie wierzysz może, że ja tak jak Pindar powiada, „więcej niż czas
drogi cenię to”, żeby słyszeć twoją rozmowę z Lizjaszem?
FAJDROS. To prowadź!
SOKRATES. No więc może opowiesz?
FAJDROS. Tak, tak, Sokratesie; to właśnie coś dla ciebie do słuchania. Bo mowa, o którejśmy
rozmawiali, miała strasznie erotyczny temat.
Lizjasz opisał zabiegi miłosne około jakiejś piękności, ale nie ze strony miłośnika, i w tym
właśnie cały figiel. Bo mówi, że powinno się raczej obdarzać względami tego, który nie
kocha,
niż tego, który kocha.
SOKRATES. To znakomity mąż! Żeby on tak napisał, że się powinno raczej ubogiego
przyjmować niż bogatego, i starego raczej niż młodego, i jaki tam jeszcze ja jestem i niejeden
z nas. To by dopiero były mowy „kulturalne i społeczne”!
Ja się tak zapaliłem do słuchania, że choćbyś tym spacerkiem i do Megary zaszedł i, jak
Herodikos zaleca, spod samych murów miejskich nazad wracał, nie opuszczę cię na krok.
FAJDROS. Co ty mówisz, Sokratesie poczciwy! Ty myślisz, że co Lizjasz długi czas i przy
wolnej głowie układał, on, pierwszy pisarz współczesny, to ja, laik, potrafię z pamięci
powtórzyć,
jak się należy – tak jak on? Daleko mi do tego, chociaż przyznam się, że chciałbym.
Wolałbym to niż worek złota!

SOKRATES. Ej, Fajdrosie! Jeżeli ja Fajdrosa nie znam, to chyba siebie samegom zapomniał.
Ale ani jedno, ani drugie nie zachodzi. Doskonale wiem, że on tej mowy Lizjasza nie jeden
raz słuchał, ale kilka razy. Raz po raz prosił, żeby mu powtarzać, a tamten powtarzał bardzo
chętnie. A temu nawet i tego nie było dość! Toteż wziął w końcu rękopis do ręki, przeglądał
na nowo to, co go najwięcej pociągało. Nad tą robotą siedział od rana, zmęczył się i poszedł
się przejść. A widzi mi się, dalibóg, że wykuł mowę na pamięć; chyba że była może bardzo
6
długa. A szedł za miasto, żeby ją przedeklamować. Spotkał po drodze człowieka, który cierpi
na słuchanie mów. Zobaczył go; zobaczył i ucieszył się, że będzie miał towarzysza
zachwytów,
i poprosił go z sobą. A kiedy go ten, rozkochany w mowach, prosi o powtórzenie, ten
zaczyna robić ceregiele, że naprawdę nie ma ochoty mówić. A na końcu, gdyby go człowiek
nie był chciał po dobrej woli słuchać, byłby gwałtem był mówił. Więc, mój Fajdrosie, poproś
Fajdrosa, żeby to, co i tak za chwilę zrobi, już teraz raczył zrobić!
FAJDROS. No nie; doprawdy; to dla mnie jest ogromna korzyść – tak, jak potrafię, mówić.
Tym bardziej że ty, zdaje się, nie puścisz mnie, zanim ci nie powiem; inna rzecz, jak.
SOKRATES. To bardzo ci się dobrze zdaje!
FAJDROS. No to już tak zrobię. Bo rzeczywiście, Sokratesie, słów zgoda nie umiem na pamięć.
Tylko z treści pamiętam prawie że wszystko, czym się, jak Lizjasz mówił, różni zakochany
i nie kochający, i to punkt za punktem przejdę po kolei, zacząwszy od pierwszego.
SOKRATES. Przejdziesz, przejdziesz, pokazawszy przede wszystkim, kochanie, co to tam
masz w lewym ręku pod himationem! Bo ja zgaduję, że właśnie tę mowę. Jeśli to ona, to bądź
przekonany, że ja cię wprawdzie bardzo kocham, ale skoro tu jest i Lizjasz – nie mam
wielkiej
ochoty służyć ci za okaz do ćwiczeń krasomówczych. Więc dawaj no to, pokaż!
FAJDROS. Daj spokój; prysła moja nadzieja w tobie; myślałem, że się trochę przećwiczę.
Więc może usiądziemy, gdzie chcesz, i będziemy czytali?
SOKRATES. Chodźmy stąd; wróćmy się wzdłuż Ilissu, a potem gdzie bądź usiądziemy
spokojnie.
FAJDROS. Doskonale się trafiło, że nie mam trzewików na sobie. No, ty oczywiście nigdy.
Wiesz: najlepiej chodźmy rzeczką, zamaczawszy nogi. To nie jest nieprzyjemne, szczególnie
o tej porze roku i dnia.
SOKRATES. No to idź naprzód i rozglądaj się, gdzie by można usiąść.
FAJDROS. Widzisz tamten jawor, ten wysoki?
SOKRATES. Albo co?
FAJDROS. Tam cień jest i wiatru trochę, i trawa; jest gdzie usiąść, można się i wyciągnąć,
jak wolisz.
SOKRATES. No, no, prowadź.
FAJDROS. Słuchaj, Sokratesie, czy to nie stąd gdzieś, znad Ilissu, powiadają, Boreasz porwał
Orejtyję?
SOKRATES. A powiadają.
FAJDROS. Może to właśnie stąd? Bo jakąż to cudna, czyściutka i przejrzysta woda. Doskonale
by się tu mogły dziewczątka bawić nad brzegiem.
SOKRATES. To nie stąd; to tam niżej, z jakie dwie, trzy staje, gdzie się przechodzi do świątyni
Artemidy. Tam jeszcze gdzieś jest ołtarz Boreasza.
FAJDROS. Nie uważałem. Ale powiedz, na Zeusa, Sokratesie, czy ty w ten mit wierzysz?
SOKRATES. Gdybym i nie wierzył, tak jak mędrcy dzisiejsi, nic by w tym nie było
szczególnego.
Wtedy bym mędrkował i mówił, że ją tchnienie Boreasza zepchnęło ze skał pobliskich,
kiedy się bawiła z Farmakeją, a kiedy w ten sposób zginęła, zaczęto mówić, że ją Boreasz

porwał. A może z pagórka Aresa; bo opowiadają i taki mit, że to stamtąd, a nie stąd została
porwana. Ja to, wiesz, Fajdrosie, uważam za rzeczy bardzo miłe, ale żeby się tym zajmować,
do tego trzeba kogoś, kto ma dużo zdolności, sił, czasu, cierpliwości, choćby już
dlatego, że potem musisz centaury stawiać na dwie nogi albo i Chimerę, a potem zatrzęsienie
rozmaitych Gorgon, Pegazów i innych jakichś dziwolągów głupich i nie wiadomo do czego
podobnych. Jak by człowiek w to nie wierzył, a brał się do wytłumaczenia wszystkiego na
gruby, chłopski rozum, to bardzo by dużo na to czasu potrzeba i głowy. Ja całkiem nie mam
na to głowy i czasu. A to, widzisz, dlatego: ja nie jestem w stanie, jak napis w Delfach
powiada,
poznać siebie samego. Więc mi się to śmieszne wydaje, kiedy siebie jeszcze nie znam,
bawić się w takie nieswojo, niesamowite dociekania. Więc mało się tymi rzeczami interesuję;
7
biorę je tak jak wszyscy inni i, jak mówię, nie to badam, ale siebie samego, czy ja sam nie
jestem bydlę bardziej zawiłe i zakręcone, i nadęte niż Tyfon, czy też prostsze i bardziej
łaskawe,
które z natury ma w sobie coś boskiego i coś niskiego. Ale, przyjacielu, tak pomiędzy
wierszami – czy to nie to drzewo, do któregoś nas prowadził?
FAJDROS. Tak, to właśnie ono.
SOKRATES. Na Herę! Toż to śliczna ustroń. Ten jawor ogromnie rozłożysty i wysoki. I ta
wierzba wysoka, a śliczny cień daje, a taka cała obsypana kwieciem; będzie nam tu cudnie
pachło. A jakież miłe źródełko płynie spod jaworu. Bardzo zimna woda, możesz nogą
spróbować.
Dziewice i posągi święte pod drzewami; widać, to uroczysko Acheloosa i nimf jakicheś.
A proszę cię, ten wiatr tutaj – jaki strasznie miły i łagodny. To letni wiatr tak szumi, a
przy nim świerszczów chór. Ale z tego wszystkiego najlepsza trawa i najładniejsza, żeby się
tak przeciągnąć tam na tym łagodnym wzniesieniu. Doskonaleś wyprowadził, kochany
Fajdrosie.
FAJDROS. Wiesz co, żeś ty jakiś dziwny człowiek. Zupełnie tak mówisz, jakbyś nie wiadomo
skąd przyjechał, a nie był tutejszy. Ty się w ogóle nigdzie z miasta w okolicę nie ruszasz i
bodajżeś jeszcze nigdy nie był za murami.
SOKRATES. No, wybacz mi, mój kochany. Ja się przecież lubię uczyć. A okolice i drzewa
niczego mnie nie chcą nauczyć, tylko ludzie na mieście. Ale zdaje mi się, żeś ty dla mnie
znalazł lekarstwo na chodzenie, doprawdy; bo tak jak się wygłodniałe cielę prowadzi, że mu
się przed pyskiem jakimś wiechciem trzęsie czy gałęzią, tak ty mi będziesz pod nos podsuwał
mowy w rękopisie zwinięte i ciągał za sobą po całej Attyce, czy gdzie tam dalej zechcesz.
Tymczasem, kiedym już tu zaszedł, wyciągnę się na trawie, a ty przyjmij dowolną pozycję,
byleby ci czytać było wygodnie, i czytaj.
FAJDROS. To posłuchaj!
O co mi chodzi, wiesz, i że za właściwą uważam taką rzecz pomiędzy nami, toś słyszał.
Sądzę zaś, że nie powinno mnie omijać to, czego pragnę, dlatego że właśnie zakochany w
tobie nie jestem.
Toż takiemu później żal każdej wyświadczonej przysługi, skoro tylko żądzę nasyci. A taki
jak ja nigdy nie ma okresu wyrzutów. Bo nie z musu przysługi wyświadcza, ale z dobrej woli
o drugiego dba, jak może; tak że lepiej by i około własnych spraw nie chodził.
A jeszcze ci, co kochają, notują sobie wszystkie straty materialne, jakie ponieśli przez miłość,
i wszystkie przysługi osobiste, a zważywszy jeszcze to, ile ich to wszystko trudów
kosztowało, uważają, że rachunki dawno wyrównane i nic się od nich więcej nie należy
ukochanej
osobie. Natomiast ci, co nie kochają, nie mogą się ani tym zasłaniać, że przez to zaniedbują
interesy prywatne, ani wymawiać mogą trudy podczas zabiegów poniesione, ani się

skarżyć, że się przez to z rodziną poróżnili. Zaczem skoro tyle ujemnych stron odpada, nie
pozostaje nic, jak tylko dbać wedle najlepszej wiedzy i woli o względy drugiej strony.
A potem, jeśliby kochających cenić dlatego, że o swym afekcie najwyższym zapewniają
tych, których w danej chwili kochają, i mówią, że gotowi i słowem, i czynem poróżnić się ze
wszystkimi dla pięknych oczu osób ukochanych, łatwo poznać, jaka to prawda, skoro zawsze
wyżej cenią tych, w których się kiedyś później kochają, i gotowi się nawet źle obchodzić z
dawniejszymi przedmiotami miłości, jeśli się to późniejszym podoba. Więc któż widział
wdawać się w coś podobnego z ludźmi cierpiącymi wadę tego rodzaju, że nie brałby się do jej
leczenia nikt, kto ma doświadczenie w tych sprawach? Przecież sami przyznają, że stan ich to
choroba raczej niźli zdrowe zmysły, i choć wiedzą, że u nich w głowie źle, nie umieją
zapanować
nad sobą. Toteż jak mogą, przyszedłszy do siebie, uznawać za dobre to, czego im się
chciało w tym stanie osobliwym?
I to zważ, że gdybyś chciał wybrać najlepszego spośród tych, którzy cię kochają, to niewielki
miałbyś wybór; przeciwnie, gdybyś spośród innych ludzi szukał tego, który by ci naj8
więcej odpowiadał, wybór masz ogromny. Przeto znacznie większe jest prawdopodobieństwo,
że właśnie gdzieś między tymi wieloma będzie człowiek godny twej przyjaźni.
A jeśli się obawiasz sądu opinii publicznej, abyś się nie skompromitował, kiedy się ludzie
o tym dowiedzą, to przecież ludzie zakochani zawsze myślą, że im cały świat zazdrości tak
jak oni jedni drugim, przeto ich język świerzbi i ambicja podnieca do przechwałek przed
wszystkimi, że ich trudy nie poszły na marne, a ci, co nie kochają, są od nich mocniejsi –
wolą to, co naprawdę dobre, niżeli sławę u ludzi.
Oprócz tego ludzie się zawsze muszą dowiedzieć i zobaczyć, jeżeli się ktoś w kimś kocha i
chodzi za nim, i robi z tego wielką rzecz, tak że jak ich tylko ktoś zobaczy rozmawiających,
zaraz myśli, że albo właśnie coś między nimi było, albo zaraz będzie. A tym, którzy się nie
kochają, nikt nawet nie myśli brać za złe schadzki, bo każdy wie, że trzeba się nieraz z
drugim
zobaczyć, czy to z przyjaźni, czy dla jakiejś innej przyjemności.
I jeszcze jedno: jeżeli się obawiasz zbliżeń osobistych, bo uważasz, że trudno o przyjaźń
trwałą, i niech tylko zajdzie jakieś nieporozumienie, to nieszczęście dla obu stron, a tyś dał,
co masz najdroższego, więc i tracisz ogromnie wiele – w takim razie więcej się obawiać
powinien
byś tych, którzy kochają. Ich przecież każdy drobiazg w rozpacz wprawia i wszystko
się dzieje, zdaniem ich, tylko na ich nieszczęście.
Więc też uniemożliwiają ukochanym osobom wszelkie stosunki z ludźmi, bo się boją ludzi
zamożnych, aby ich nie przewyższyli majątkiem, a ludzi wykształconych także, aby nie
przyćmili
poziomem umysłowym. Albo jeśli kto jaką inną zaletę posiada, każdego pilnują, czy
jakiego wpływu nie wywiera. I tak cię od wszelkich stosunków z ludźmi odwiodą, że
będziesz
sam wśród ludzi jak palec, a nie będziesz miał przyjaciela. A jeśli zechcesz swego dobra
patrzeć i być mądrzejszym niż oni, nieporozumienie będziesz miał gotowe.
A jeśli ktoś wcale nie kochał, ale jako dzielny mąż tak postąpił, jak mu było potrzeba, ten
nie będzie zazdrosny o towarzyskie zbliżenia; przeciwnie: niechętnie by patrzył na tych,
którzy
by cię unikali; uważałby, że się chyba krzywią na ciebie, a stosunki towarzyskie to rzecz
pożyteczna. Toteż znacznie większe prawdopodobieństwo, że się stosunek z takim
człowiekiem
w przyjaźń rozwinie niż w nienawiść.
A oprócz tego niejeden kocha dlatego, że mu się ciało jakieś podobało prędzej, nim charakter

Ale jeśli mnie posłuchasz. a i to zważ. że się źle prowadzą. kiedy się postarzejesz. po troszku się kiedyś pogniewamy. i wszystkiego najlepszego ci będą życzyli. jeśliby należało zawsze tym ustępować. ale takich. Tacy cię będą kochać i chodzić za tobą. co im przyjemność daje obopólną. i nie miłość nade mną będzie panowała. że w takim razie anibyśmy synów nie powinni kochać. a umyślne będę się starał odsuwać. Poza tym. którzy o wszystkim przyzwoicie przed ludźmi zamilczą. żebyś się tak odnosił do wszystkich. tylko na całkiem innym tle. Bo ani to wypada ze względu na drugiego. Więc uwzględniać może należy nie tych.czyjś poznał i stosunki domowe. co się wpraszają i chcą się napchać do syta. żeby ludzie o tym nie wiedzieli. którzy są nas najgodniejsi. to niepodobna. że i przyjaciele zakochanym nieraz czynią uwagi. co mówię. I nie tych. którymi by się nikt inny nie martwił. ale tych. To jest jedyny probierz przyjaźni. Tacy będą najwdzięczniejsi. nikt z bliskich nigdy nie czynił wyrzutów. którzy przyjaciółmi zostaną przez całe życie. ale tych. szukać będą pozoru do zwady. Więc pamiętaj o tym. ani się to udać może. a potem sam gorzej widzi. A jeśli ci to przed oczyma stoi. A oprócz tego z pewnością lepszym się staniesz. ale którzy się i chlebem z tobą podzielić zechcą. którzy cię kochają. i ogromnie będą wdzięczni. A więc i na przyjęcia do domu własnego nie najbliższych przyjaciół zapraszać należy. ani matek. którzy cię nie kochają? Ja myślę. Bo takie rzeczy miłość z ludźmi wyprawia: nieszczęśliwym każe się gryźć rzeczami. i cieszyć się będą najwięcej. ale najbardziej potrzebujących. co tylko powiesz czy zrobisz. Bo taki najniesłuszniej w świecie będzie chwalił wszystko. bo z jednej strony boi się twojej niechęci. którzy się krótki czas nami interesują. ale żyjąc z sobą od dawna w przyjaźni zbliżają się do siebie. Ale może chcesz mnie zapytać. tak go żądza zaślepia. I nie takich. ani ojców. którzy gdy ich żądza odejdzie. że nawet zakochany w tobie nie chciałby. którzy gdy ich piękność opadnie. I nie takich. czy ci radzę względami obdarzać wszystkich. Ale jeśli się jacyś ludzie nie kochali nigdy. jeśli chcesz. którymi się cieszyć nie warto. czy taki zechce być przyjacielem jeszcze i wtedy. ale tych. ani o drobnostki między nami awantur nie będzie i nienawiści. I nie tych. którzy się wdziękami twymi nasycą. ale i na przyszłość będzie z tego pożytek. który nie kocha. żeby stąd żadna nie wynikała . którzy się najlepiej odwdzięczyć potrafią. to zastanów się. anibyśmy wiernych przyjaciół pozyskać nie mogli. a takiemu. którzy nas potrzebują najwięcej. będę z tobą obcował nie dla chwilowej rozkoszy. którzy nas potrzebują najwięcej. jeżeli mnie posłuchasz raczej niż zakochanego w tobie. i pod same drzwi przyjdą. ale ja sam nad sobą. toby 9 potrzeba i w innych sprawach uwzględniać nie ludzi najlepszych. gdzie miłości nie ma. bośmy im najprzykrzejszy brak usunęli. bo te stosunki nie wyrastają z żądzy tego rodzaju. tylko o wielkie rzeczy pomaleńku. I nie tych. przeto bardzo niepewna to rzecz. ale takich. ale tych. którzy się potem chwalić będą przed ludźmi. dopiero w całym blasku dzielności wystąpią. a szczęśliwym chwalić każe i takie rzeczy. bo ci mimowolne uchybienia przebaczę. Toteż raczej żałować należy ludzi kochanych niżeli im zazdrościć. nie – to będą dla nich trwałe pamiątki na przyszłość. jakoby się przez to źle urządzał. A trzeba. która ma trwać długo. żeby ich przyjaźń umniejszyć miało to. którzy tylko kochają. że nie może się silna przyjaźń zawiązać tam. kiedy przestanie pragnąć.

że cię ten odczyt cieszy. jak i od kogo co słyszałem. i inaczej powiedzieć. że ci złoty posąg naturalnej wielkości w Delfach postawię. bo ja tego nie uważałem. zaraz mi powiesz. chce pokazać. A na jakiej podstawie to mówię? Bo jakoś pełną pierś mam i czuję. jak czytasz. boska głowino! FAJDROS. tak że po jego odczycie nikt w ogóle nie może powiedzieć na ten temat nic więcej ani lepiej. A ja ci. pewnie gdzieś u Safony. co można z tego tematu wydobyć i co by warto o nim powiedzieć. albo u któregoś z prozaików. że ja wszystko . przekonają mnie. ten odczyt wydaje? Nieprawdaż. że on po dwa i po trzy razy jedno i to samo powtarza. że miałbym na ten temat jeszcze niejedno do powiedzenia: coś całkiem innego. że żartuję. okrągłe. na dziewięciu archontów. Fajdrosie. Sokratesie. mój Fajdrosie. na Zeusa. przyrzekam. myślę. które na ten temat mówiły i pisały. tak jest. żem pominął. tej pięknej. ale tak naprawdę powiedz. nie tylko mój. to się pytaj! Jakże ci się. i przez ten dobór słów! SOKRATES. Spróbuj powiedzieć coś lepszego. a tyle samo co w nim. taki jestem ladaco. Ale naturalnie. 10 SOKRATES. a nie tylko z tego punktu. że zwroty były jasne. chyba że będziesz innego zdania. Jesteś kapitalny i znakomicie mówisz. O. Żem ja tego sam nie wymyślał. żem gdzieś słyszał. A tak. byle nie to samo. Uważasz. Jak to? To mamy i z tego względu odczyt chwalić. że jedno i to samo potrafi i tak. ale i twój! SOKRATES. że nie mam racji. to niech i tak będzie dla twojej przyjemności. dosadne i wycyzelowane? Jak potrzeba. miałem wrażenie. Zdaje mi się. jak mówisz. FAJDROS. FAJDROS. pewnie nawet i według Lizjasza. Więc nic innego. niż jest w tym rękopisie. I miałem wrażenie. Tyłkom na retoryczną stronę zwracał uwagę. przecież ty żartujesz! SOKRATES. więc szedłem za tobą i w ślad za tobą w szał zachwytu wpadałem. albo u mądrego Anakreonta. że on się popisuje jak młodzik na zapasach. A jacyż to? Gdzieżeś ty słyszał coś lepszego niż to? SOKRATES. a bodajże nie gorszego. Przecież odczyt ma przeważnie jeden i ten sam temat. FAJDROS. a to mało. jakby nic miał naprawdę wiele do powiedzenia na ten jeden temat albo jakby mu na czymś takim nic zależało. to dobrze wiem. Ale taki jestem tuman. Zrób tylko tak. co potrzeba. a zawsze to znakomicie wypadnie. Ależ to wprost boska rzecz. tylko we mnie jakieś obce źródła wpadły i napełniły mnie jak naczynie jakie. co powiedziałem. Sokratesie. Tak. jeżeli myślisz. ale pożytek dla obu stron. choćbym chciał. że dość tego. Bo starzy i mądrzy ludzie i kobiety. Oczywiście. Fajdrosie. Pleciesz. nawet gdybym to dla ciebie zrobił i przyznał ci słuszność. nawet choćbym ci nie kazał. I takie odniosłem wrażenie. na patrona przyjaźni: czy potrafiłby który Grek coś lepiej i więcej powiedzieć na ten temat? SOKRATES. on nic pominął niczego.szkoda. że autor powiedział. że i tom nawet zapomniał. tu ci się nie dam przekonać. A kiedym na ciebie patrzał. że nadzwyczajny! I w ogóle. a nie mówię serio? FAJDROS. ja się otwarcie przed sobą do głupoty przyznaję. A z tego. w tej chwili nie mogę ci przytoczyć. Sokratesie. Kochany jesteś i naprawdę złoty. a jeśli jeszcze czego pragniesz i myślisz. przyjacielu – toż mi zupełnie mowę odebrało. a że się na tych rzeczach nie rozumiem tak dobrze jak ty. naturalnie. Jak i co od kogo słyszałeś.

kochany Fajdrosie. do której mnie ten poczciwisko zmusza. co dalej. i że chciał mówić. Gdybym się patrzył na ciebie. o czym mowa. Coś się przecież trafi i u najlichszego pisarza. cóż ty myślisz. czy to dla śpiewu Rozgłośne. FAJDROS. Przeciwnie. kiedyś coś takiego poprzysiągł. którego już i tak miał za mędrca. ale robił ceregiele. a poza tym rób. A słówkiem tym będzie przysięga. może na ten tutaj jawor – dalibóg. A wiesz ty co? Przestań się ze mną przekomarzać.u Lizjasza odrzucam i gotówem powiedzieć coś zgoła innego. zanim nie powiesz tego. FAJDROS. w jego obliczu nie powiesz prelekcji. Weźmy na przykład to. tak jak potrafisz. Więc czego się znowu wykręcasz? Co ci jest? SOKRATES. żebym ci znowu nie powiedział: Wiesz. Jesteśmy sami na pustym miejscu. jak nie po dobremu. Fajdrosie. Właśnie że powiem. co ci mówię. FAJDROS. którym cię zmuszę do mówienia. bo to nudne i możliwe tylko w komedii. chwali się oprócz układu i sam pomysł. jak to zrobię? FAJDROS. Więc mów! SOKRATES. a toś znalazł sposób na moją ciekawość literacką. natomiast tam. Sokratesie. jeżeli mi tu. 11 SOKRATES. bom zaczepił twojego kochanka. a jeśli poza tym potrafisz jeszcze coś więcej i lepiej niż Lizjasz powiedzieć. to poza pochwałą rozsądku jednego i naganą nierozsądku drugiego – to przecież rzeczy oczywiste – cóż może jeszcze więcej mieć do powiedzenia? Więc uważam. Więc to wszystko razem wziąwszy pod uwagę. Nic już. który nie kocha. żebyś pod gwałtem mówił. chciej zrozumieć. a ty gałganie. abym jak najprędzej wysypał wszystko. aj. Takeś się zapalił. to ci nigdy już żadnego odczytu. że zakochany jest raczej chory w porównaniu z tym. i nie doprowadzaj do tego. ale to żadnego. nie ma rady. Nie mówże tego stówka. gdzie coś nie jest samo przez się oczywiste i niełatwe jako pomysł. Co? SOKRATES. czy też od ludu gęślarzy rozgłośnych takiście dostały przydomek. Ależ. Przysięgam ci więc – tylko na które. Gdzieżbym ja wytrzymał bez takiego pokarmu duchowego? FAJDROS. W pomoc przybądźcie mi. Muzy. Zgadzam się zupełnie. tom i siebie samego zapomniał. Zasłonię się i tak będę mówił. kiedy po znakomitym autorze zechcę bez przygotowania mówić na ten sam temat. to ze wstydu nie wiedziałbym. to uważaj. ja tak tylko tobie na złość i na żart. jeżeli ja Sokratesa nie znam. czego by i śladu nie było u niego. SOKRATES. FAJDROS. co do tego. Mówić musisz. Oo. to my znamy ten chwyt. FAJDROS. aby mu się przyjaciel jego. że masz w piersi. że ja naprawdę chcę jego mądrość zaćmić i jeszcze bardziej figlarne malowanki będę ze słów układał? FAJDROS. co ci się podoba. to obok posągu synów Kypselosa w blasze złotej wykuty w Olimpii stawaj! SOKRATES. SOKRATES. Ja tu mam jeszcze takie stówko. na jakie bóstwo? o. Pozwolę ci wyjść z tego założenia. Ale żebyśmy sobie nie zaczęli oddawać pięknym za nadobne. przyjacielu. niczyjego nie pokażę ani nie opowiem. coś mówił. Zrobię i ja tak samo. że nie pójdziemy stąd. W takich razach chwalić trzeba nie pomysł. Aj. że należy względami obdarzać raczej nie kochającego niż zakochanego. SOKRATES. teraz . że na to trzeba prelegentowi pozwolić i można się z nim na tym punkcie zgodzić. ja będę bardzo śmieszny. jeżeli ktoś twierdzi. Więc rozważ to sobie. Mów tylko. Wiesz. tylko układ materiału. opowieść moją wspomóżcie. Pewnie. co chcesz. a ja mocniejszy jestem i młodszy. teraz będę musiał robić. Mówisz w sam raz.

o miłości naprzód pomówmy: czym ona jest i jaką ma władzę. Ta żądza. uważasz i ty.jeszcze mądrzejszy wydawał! Był sobie tedy chłopiec. I raz jedna z nich. wrodzona. która nad innymi i nad człowiekiem włada. Że miłość jest pewnym pożądaniem. . że się i różnią. Fajdrosie kochany. nie porozumiewają się co do tego na początku rozważań. które bezmyślnie ciągnie nas do rozkoszy i opanowuje. Więc żeby i nas obu nie spotkało to. to się nie dziw. Znamy i inne pokrewne żądze i wiemy. Przede wszystkim potrzeba wiedzieć. że się to powiedziało. tak jak gdyby ją znali. niż gdyby nie. to pragnienie rozkoszy. a sama nas wiedzie do rozkoszy. jest jedna zasada. którą pokrewne jej pragnienia do piękna ciał popędzają. a innym razem druga panuje. coś niezwykłego u ciebie. którymi owładnie. albo cała dyskusja na nic. czy miłość pożytek przynosi. Jeśli która z tych wielu istot w kimś ponad inne wyrośnie. 12 ten pęd zwycięski od swojej potęgi popędem miłosnym się zwie. że nie znają istoty każdej rzeczy. a potem mając je ciągle na oku i odnosząc się do nich ustawicznie. Jeden z nich bardzo był milutki a sprytny. A ludzie po większej części nie wiedzą nawet o tym. zastanówmy się nad tym. to rzecz jasna. co innym za złe bierzemy. a bywa. I doskonale już teraz widać to. A że i ludzie nie kochający pożądają tego. a pierwiastek pragnienia. jak w każdym wypadku nazwać tę. Więc czym się różni kochający i nie kochający? Otóż zważyć potrzeba. Bo wiele jest jej odmian i rodzajów. że należy obdarzać względami nie kochającego raczej niż zakochanego. bo wszystko teraz jakoś jaśniej występuje. Pogódźmy się naprzód co do tych określeń. a kto ją posiada. A mówił tak: Przede wszystkim. tak. ten zaraz od niej przezwisko dostaje. co słuszne. do czego nasze dotychczasowe rozważania zmierzały. Doprawdy. czy szkodę. ani z drugimi pogodzić nie mogą. Bo ani się sami z sobą potem. mój chłopcze. jaką piękność daje. jasna rzecz. która w zakresie odżywiania się przezwycięża najlepsze argumenty i wszelkie inne pragnienia. o czym się mówi. co najlepsze. że w każdym z nas dwie jakieś mieszkają istoty. I czasem się te potęgi w nas zgadzają. bardzo piękny. Sokratesie. jak będę dalej mówił. to „władza nad sobą”. Raz mu się tedy zaczął napraszać i dowodził tego samego. to jakieś cudowne miejsce. że coś jakby bóg we mnie wstąpił? FAJDROS. W zakresie picia zaś niepodzielnie władająca i wiodąca do tego ludzi. A lepiej. czy z nie kochającym. zgoła niepiękne i całkiem nie do pozazdroszczenia. Już teraz mówię prawie w dytyrambach. przekonywać go jednak zaczął. co piękne. Ale buta ma różne imiona. to „buta”. rozsądek mający na celu to. wiemy. zwie się obżarstwem. toteż w dalszym toku za to pokutują. władczynie i przewodniczki. Więc w milczeniu mnie słuchaj. że go nie kocha. bezwarunkowo. co najlepsze. i panuje. A miał miłośników bardzo wielu. Tak. tak cię coś pędzi! SOKRATES. No co. który się do tego zwraca. jak się będzie zwała. który argumentami prowadzi do tego. od której się wyjść musi w każdej porządnej dyskusji. za którymi idziemy w tę lub w inną stronę. ta żądza. a zaczną mnie raz po raz nimfy brać. czy się należy wdawać w przyjaźń z zakochanym raczej. żądza. druga to nabyty rozsądek. Władza rozsądku. Więc ta żądza. Jedna z nich. i rozkochany był w chłopcu podobnie jak inni. albo raczej chłopaczek. która bezmyślnie rozsądek nasz opanowuje. ten od niej przydomek dostaje. to skoro mamy przed sobą temat. A jednak.

w których by on dopiero wyrósł na człowieka. a nawet dla samych miłośników. Wszystko możliwe będzie robił. Wynika stąd jasno. Może mnie nie zaraz nawiedzi to. niemęski tryb życia. Więc o ile chodzi o rozwój umysłowy. ma pieniądze czy jakieś inne dobra. przyjacielu. nie odpowiada mu to. to mu niemiłe. który pod przymusem wewnętrznym gonić musi za tym. Zobaczysz. Ale słuchaj reszty. 13 Są i inne licha na świecie. Więc pamiętając o tym. także ozdobione niewłasnymi farbami w braku własnych barw. rad by mieć kochanka. a jednak natura w . To tylko przez ciebie. a o inne sam się stara. bezdzietnym. a tylko co mocniejsze albo i równej jak on siły. ale gdzieś w półcieniu zatęchłym. co przyjemne. którym zdołał owładnąć. Jemu z takim najlepiej. Pod jeden wspólny nagłówek wszystko to podciągnijmy a idźmy dalej. nie tak łatwo nim wtedy kierować. bezdomnym. ni krewnych i przyjaciół. SOKRATES. A choremu wszystko mile. żeby mu był jak najmilszy. to człowiek nawiedzony miłością żadną miarą się nie nadaje na kierownika ni na towarzysza. A jak taki człowiek. i jakie tam jeszcze za tym idą nawyczki. strach! To jasne. darów wprost od boga zesłanych. Czym jest to. nie miał ojca i matki. i to jak najdłużej. a zna tylko miękki. Naprawdę. Więc zakochany nigdy nie zniesie tego.FAJDROS. Ogromną mu tym szkodę wyrządza. Kiedy tyle i wiele innych intelektualnych braków zaczyna objawiać kochanek i tyle ich ma z natury rzeczy. o czym mówić mamy. które w czystym blasku słońca wyrosło. tchórz w porównaniu z odważnym. bo się boi. a dla przyjaciół. co nie zna trudów i walk i nie pamięta potu zaschłego na sobie. ale to właśnie najgorsze dla tamtego. że tak. jeśli ten majątek przepada. jaki pożytek lub jaką szkodę na mieniu przynosi obcowanie z miłośnikiem i jego kierunek moralny. jak on będzie dbał o to ciało. Niechby był sierotą. zawsze go sam słabszym zrobi i biedniejszym. idźmy dalej i powiedzmy. Bogu to zostawmy zresztą. a nie za tym. Zrozumie to każdy. on lubi ciało takie. Więc tak. A jeśli kochanek zamożny. bo chłopca wtedy dostać trudniej. że miłośnik najwięcej by pragnął. nie umiejący dwóch słów złożyć w porównaniu z mówcą. a sami wracajmy do chłopaka i do naszych roztrząsań. że przed nim najlepsze źródło mądrości zamyka. które mu tak smakują. a tylko się na miłośnika oglądał. oni go tylko ganią ciągle i utrudniają mu ono przemiłe obcowanie. co mu oporu nie stawia. żeby go kochanek wartością przewyższał albo był mu równy. najżyczliwszych dusz. od której miłośnik musi kochanka odwodzić i trzymać go od niej z daleka. będzie szukał miękkiego. jak najdłużej pragnie sam tylko zrywać owoce. co ma przyjść. tym się teraz zajmiemy. Z kolei rzeczy powiedzmy. przeciwnie. To tak jak z pochlebcą: straszna to bestia i nieszczęście wielkie. tępa głowa w porównaniu z bystrym. że owładnięty żądzą a niewolnik rozkoszy będzie tak kochanka przyrządzał. aby jego kochankowi brakło dóbr najbliższych sercu. jaki pożytek względnie jaka szkoda czekać może człowieka oddanego miłości ze strony kogoś kochającego względnie nie kochającego. a największą tym. Słabszym zaś jest nieuk w porównaniu z mądrym. żeby kochanek o niczym w ogóle nie miał pojęcia. on twardego nie chce. że miłośnik musi zawistnym okiem patrzeć na majątek kochanka i cieszyć się. Więc i bezżennym. Takie ciało na wojnie i w innej potrzebie poważniejszej to dla nieprzyjaciół pociecha. zostawmy to. będzie się miłośnik krzywił. jeśli go nie ma ominąć przyjemność chwilowa. a jeśli go już dostał w ręce. ale diabeł jakiś domieszał do każdego prawie pewien moment rozkoszy. I musi być zazdrosny i utrudniać kochankowi wszelkie inne stosunki pożyteczne. Oczywista. Tym źródłem boskim jest filozofia. powiedzieliśmy i określili. a zakochany najlepiej. to zakochany z jednych się cieszyć musi. żeby nim młody człowiek nie wzgardził. To jasna rzecz i nie ma się co nad tym rozwodzić. co dobre.

bo ten się całkiem nie krępuje w grubiaństwach. a żalem nic ma rozumu. nie odstępuje go ani w dzień. aż wreszcie utrzymał z biedą to pożycie ciężkie. zastanowić i wiedzieć. grubianina. A ten się wstydzi i nie śmie się przyznać. a nie wiedział tego i nie pamiętał na samym początku. a za tym idą inne rzeczy. Już nic więcej ode mnie nie usłyszysz – to już niech będzie koniec . tak chłopca kocha miłośnik. aby mu w ciągu długich dni i i nocy pożycia nie zaczęło życie brzydnąć do ostateczności? Toż on patrzeć musi na twarz już starą i przekwitłą. ale największą zgubą dla wychowania duszy. a cóż dopiero mieć z nimi ciągle do czynienia pod ustawicznym przymusem? A ten nadzór ciągły i podejrzenia. Żąda nagrody za to co. jak gdyby mówił do tego samego człowieka. dotyka. służy mu wiernie z rozkoszą. i inne takie nasienie czy zajęcie ludzkie. A jeśli nie. A tamten musi go ścigać. nad którą nic cenniejszego ani ludzie. kroplę nie bez uroku. że już jest kimś innym i nie może dotrzymać owych przysiąg i obietnic. który nie kocha i ma rozum. zgubą dla rozwoju ciała. musi się teraz sam usunąć.nim rozpuściła jakąś kroplę przyjemności. obrzydliwca. który jest zgubą dla majątku. że zawsze szuka swój swego. Trzeba się nad tym. ale jak potrawa jaka ma tylko nasycić głód. o których i słuchać niemiło. szkodliwy był i wstrętny. uważam: ludzie równego wieku jednakie mają przyjemności. on. Fajdrosie. o której tyle mówił i przysięgał. on się rzuca na łeb do ucieczki. jak się z miłośnika zrobił inny człowiek. już wytrzeźwiał. Zbiegiem się staje z tego wszystkiego. Tyle więc. dawny miłośnik. Jak wilcy lubią barana. których by człowiek nawet od trzeźwego nie zniósł. chłopcze. co to jest przyjaźń miłośnika. A jednak i tacy miewają siebie dość. żyjąc z młodszym '6Fd siebie. Bo ten starszy. a cóż dopiero od nietrzeźwego. kochanek nie spostrzega nawet. skorupka padła w drugą stronę. jakieś żądło ukryte pędzi i daje mu nieprzerwany szereg przyjemności: on kochanka widzi. pije go wszystkimi zmysłami. kiedy się czas uiścić z moralnego długu. który kocha. Teraz. Tak. słyszy. nie zna żadnych obowiązków na przyszłość. aby nie zaczął być do siebie dawnego podobnym i nie stał się znowu tym samym. to się oddać w ręce tego przechery. Tak samo gani niejeden dziewczynę publiczną jako element szkodliwy. on zmienia pana i władcę w swym wnętrzu: ma teraz rozum i moc nad sobą zamiast miłości i szału. gdzie się i wstyd dołącza. że ona nie z dobrego serca rośnie. ani bogowie nie mają ani mieć nie będą. co było. a to pilnowanie na każdym kroku i przed wszystkimi. nie może postępować tak jak dawniej. a jednak bywają takie dni. podobni są i stąd łatwo o przyjaźń między nimi. Jak długo kochał. szkodnika. ale jako towarzystwo na co dzień zgoła nieznośny. ani w nocy. które był ów dawny jego bezrozumny rząd wewnętrzny złożył. a wyrzuty. rzuca się i przeklina. że nic należało względami obdarzać takiego. Dla kochanka jednak jest miłośnik nie tylko szkodliwy. Z drugiej strony nic tak człowiekowi nie ciąży jak przymus. i przypomina dawne postępki i słowa. jakiś go mus wewnętrzny. właśnie te rzeczy dają człowiekowi bodajże największą przyjemność. ale cóż stąd za pociecha dla kochanka i jakąż mu miłośnik rozkosz dać potrafi. Nic dziwnego. a kiedy kochać przestał. On dziś już ma rozum. nieraz błagał i przyrzekał. a te niewczesne komplimenty i przesadne. A to właśnie wchodzi w grę obok różnicy wieku w stosunku między miłośnikiem i kochankiem. ale raczej już takiego. ale ostatecznie jeszcze znośne w ponętnym świetle przyszłych wynagrodzeń. zazdrośnika. Toteż i stare przysłowie powiada.

SOKRATES. pokąd upał nie przejdzie! Nie widzisz. zanim się nic oczyszczę. SOKRATES. że tak. albo drugich do mówienia gwałcisz. Więc to był grzech przeciw Erosowi. ani twoja mowa. miałem jakiś niepokój i tak się niejako oglądałem poza siebie.prelekcji. Kiedym chciał. SOKRATES. A teraz. Przecież z mów. Już wiem teraz. bojąc się. czy bogom w czym nie uchybiam dla marnej sławy u ludzi. Tak jest. Nie uważałeś. kiedy zacznę chwalić tamtego? Bądź pewny. Mnie tedy. a on tym jest naprawdę. Powiadają. bom oto zgrzeszył przeciwko bóstwu. wypowiedzianych za twojego życia. Więc jednym słowem powiadam. jak się tylko ochłodzi. Że ci też to. powiadasz. jaki to był grzech. FAJDROS. FAJDROS. widzę. przyjacielu. Jestem ci ja wieszczek. co na swoje własne potrzeby. to ty jesteś boski. ale tak jak niewprawny w pisaniu: tyle tylko. i doprawdy zadziwiasz płodnością autorską. Bo jeśli Eros to bóg lub jakiś boski pierwiastek. to nie może być niczym złym. Straszną. nie jeszcze. A jest . któreś ty urzekł i zatruł. przejść rzeczkę na drugą stronę. Fajdrosie. boski głos poczułem – zwyczajny to u mnie znak. i dusza jest niby wieszczkiem! Bo ja już i przedtem. jak mówisz. to przecież nie zaczepka! Ale jak to. Już i ja pójdę poprzez tę rzeczkę do domu. że słońce stoi w samym szczycie drogi? Zostańmy jeszcze trochę. Bo jakże? Czy nie wierzysz. kiedy coś mam zrobić – więc jakbym jakiś głos stamtąd usłyszał. ani moje usta. Już się koniec należy naszej opowieści. że Eros to syn Afrodyty i bóg? FAJDROS. Po co długo mówić? O jednym i drugim dość się już mówiło. że we mnie nimfy wstąpią. nikt ich chyba tyle nie spłodził co ty. kiedym mówił tę mowę. A tak o nim mówiły obie mowy dzisiejsze. grzech! FAJDROS. Trzeba przecież znowu jego zalety omówić. No. pogadamy i pójdziemy zaraz. No nic. Jeśli o mowy chodzi. jeżeli jest tak. Sokratesie. oczyszczenia trzeba. tylko niewiele wart. Bo albo sam mówisz. jaki? SOKRATES. że ileśmy tamtemu łatek przypięli. i to kiedym ganił? Jak myślisz. a nawet bezbożną! Cóż może być straszniejszego? FAJDROS. a wyglądać tak uroczyście. Grzech. jakiejże? SOKRATES. więc nie mówiąc o Simiaszu z Teb innych autorów przewyższasz bez żadnego porównania. I co za wyszukana tych mów głupota: żeby nic mądrego ani prawdziwego nie powiedzieć. że to dopiero połowa i jeszcze tyle samo powiesz o tym. który nie kocha. przyjacielu. mój dobrodzieju. Mam wrażenie. zawsze mnie powstrzymuje. Fajdrosie. że dziś będziesz znowu takim ojcem jednej mowy. żebyś mnie znowu do czegoś cięższego jeszcze nie zmuszał. boś ty mnie umyślnie podał im na igraszkę. Sokratesie? 14 SOKRATES. jakby nie wiadomo co. FAJDROS. że już zaczynam heksametry piać zamiast dytyrambów. No. który mi nie pozwalał odejść. jak Ibikos powiada. Jak to? SOKRATES Głupią. ale nie tak mówił Lizjasz. byle się tym tylko jacyś ludziska bałamucili a nie szczędzili pochwał. straszną mowę czytałeś i że mnieś taką wymusił! FAJDROS. że jego raczej należy względami obdarzać. co będę wyrabiał. tyle ten znowu zalet posiada. Byłem przekonany. Czemu więc teraz urywasz.

i szkody kochankom przynoszą. który by albo teraz. odczytana z rękopisu. Więc ja będę mądrzejszy niż oni w tym położeniu. a myśmy mówili. Ale gdzież ten chłopak. jakie to były bezecne mowy obydwie: ta ostatnia i tamta. skąd utrata wzroku. na Zeusa. A mówi tak: Nieprawdą były słowa te. FAJDROS. co prawda. Bo zanim mi się co stanie za to bluźnierstwo przeciw Erosowi. mówi Stechizor. że tak. Ależ bądź pewny. że mania to coś złego. że poprzednią mowę mówił Rozpromieniony. żeśmy się gdzieś między marynarzami wychowali. o ile nie przestaniesz być sobą. Przecież ta prorokini w Delfach i owe kapłanki w Dodonie już wiele dobrego zrobiły ludziom i państwom helleńskim w szale. jak przedtem. że gdy jest pod ręką miłośnik. Przecież stracił wzrok za to. bóg nam zsyłać raczy. że nie warto się nad nimi rozwodzić. Gdyby nas tak był słyszał jakiś przyzwoity. SOKRATES. nie mogłeś mi nic przyjemniejszego powiedzieć. Sokratesie. że i starożytni Hellenowie. a przy tym boję się Erosa. a tamten ma zdrowe zmysły. Nie myślisz tak? Gdzieżby się on był z nami zgodził na te nagany Erosa!? FAJDROS. doszedł. a po trzeźwemu mało co albo i nic. Więc bądź o to spokojny i mów! SOKRATES. Więc tak. nie mając smaku za grosz. niż zakochanemu. i zrobili . Toż jak tylko powiesz pochwałę miłośnika. jak się przyzwoici ludzie kochają. A może być. FAJDROS. z odkrytą głową. ale gdy Homer nie znał przyczyny. SOKRATES. ja z wszelką pewnością wymuszę to na Lizjaszu. one niejednemu już niejedno przepowiedziały i dobrze się tak stało. rozważ to sobie. nie uważasz. Więc ja się tych rzecz y wstydzę. syn Węszysława z Mirtowych Gaików. które. jak to kochankowie awantury wszczynają o drobiazgi i 15 zazdrośni są. A Lizjaszowi także bym radził. To rzeczy tak znane i jasne każdemu. jeszcze się gotów pośpieszyć i oddać się takiemu. który nie kocha. Widocznie wierzyli. że bluźnił przeciwko Helenie. SOKRATES. zawsze przy tobie. Muz przyjaciel. bo ten jest maniak. Ten przy tobie bardzo blisko. zacny Fajdrosie. którzy słowa greckie tworzyli. a nie. co nie kocha. wsadzili tam literę: nie wiadomo po co. FAJDROS. a żaden z nas nie widział. No tak. Albo weźmy Sybillę i inne postacie wieszczym duchem opętane. że w równych okolicznościach należy raczej zakochanemu folgować niż temu. co nie kocha. a tę. która przyszłość ocenia. spróbuję mu oddać pieśń przebłagalną. a którą oni „maniką” nazwali. Tymczasem my największe dobra zawdzięczamy szaleństwu. a łagodnego usposobienia. I jak tylko tę przebłagalną pieśń napisał. lepiej się oddać temu. piękny chłopczyku. że szał to piękna rzecz. więc chciałbym już czystymi słowy słony smak tamtych mów z uszu spłukać. zaraz wzrok odzyskał.starodawne oczyszczenie dla tych. albo kiedyś dawniej kochał kogoś takiego jak on sam. Sokratesie! SOKRATES. którzy przeciwko nauce o bogach grzech popełnili. syn Świętosława z Uroczyska Wielkiego. to jeszcze. dzielny człowiek. do którego mówiłem? Niechże i tego posłucha. i stąd ta nazwa. nie widział cię Troi gród”. o ile go wyroki opatrzności ześlą. no wiesz. kiedy tylko chcesz. i zaraz pisze: „Nieprawdą były słowa me: twa stopa okrętu nie tknęła. Boby nie byli wpletli tego wyrazu w nazwę bardzo pięknej sztuki. żeby mowę na ten temat napisał. Stezichor. Homer go nie znał. którą teraz powiem. to byłby z pewnością myślał. niech czym prędzej napisze. A tylko współcześni. FAJDROS. W to bardzo wierzę. ale znał je Stezichor. Bo gdyby to było takie proste. ze wstydu zakryty. Ale to warto stwierdzić. nie uważali manii za coś brzydkiego ani za obelgę.

A skoro jest nie zrodzony. bo tamto od boga pochodzi. a z nim proroczy głos. nie umiera. aniby nic z niego nie powstało. Z niego się rodzić musi wszystko. bo taka jest natura duszy. ani się rodzić nie może. że nieśmiertelne jest to. przekonany. potomnych wychowuje. wieszczbiarstwem zwą. jak to w niektórych rodach za jakieś dawne zbrodnie bywa. a samo skądinąd ruch bierze. z pomocą której ludzie o zdrowych zmysłach przyszłość próbują odsłaniać. co samo siebie porusza. Tylko to. że niczym . A to ani ginąć. Trzeci od Muz pochodzi szał i natchnienie takie. a nie miałoby skąd znowu ruchu nabrać i przyjść na świat. którym ruch nadaje. i kabałki. My tymczasem wprost przeciwnie dowieść mamy. starożytni to wiedzbiarstwem nazwali. samo z siebie. uważając na lot ptaków i inne wróżby. wolno powiedzieć zupełnie śmiało. Wszelka dusza jest nieśmiertelna. Bo gdyby początek zginął. Bo co się wiecznie rusza. komu potrzeba. O ile więc doskonalsza jest i zacniejsza mantika od wieszczbiarstwa. że to na nieszczęście kochanków i zakochanych bogowie miłość zsyłają. tak też. rozpatrzmy. Tak więc początkiem ruchu jest to. największym darem boskim. a prawdę zobaczymy. mając koniec ruchu. i nabożeństwa. aby domysłom ludzkim dać podstawę myślową – rodzaj wiedzy. ustępują. że dzięki samej technice będzie wielkim artystą. Jedynie tylko to. jakie szał od bogów zesłany sprowadza. a ona się budzi i wybucha w pieśniach i w innej twórczości artysty. przyjrzyjmy się jej stanom biernym i czynnym. martwe. ten nie ma święceń potrzebnych i twórczość szaleńców zaćmi jego sztukę z rozsądku zrodzoną. musi też być i niezniszczalny. że to właśnie jest istota i pojęcie duszy. Bo każde ciało. który już odtąd wolny jest ode złego i bezpieczny na przyszłość. jest bezduszne. co inne rzeczy porusza. ale on sam z niczego. że choroby i nieszczęścia największe. jako iż samo siebie nie opuści. czystą duszę porywa. Podobnie i tę sztukę. jak i rzecz sama od rzeczy. a tysiączne czyny przodków zdobiąc. że największym szczęściem jest szał tego rodzaju. zarówno boskiej. i modły. Skoro się tedy pokazuje. nigdy się poruszać nie przestaje. piękniejsze jest szaleństwo od rozsądku. Bywało też. co samo siebie porusza. ale jest dla wszystkich innych rzeczy . wedle świadectwa starożytnych. A początek nie ma chwili narodzin. zadowoleni z nowego. mędrzec w nich znajdzie prawdę. Palmę zwycięstwa przyznamy jej dopiero 16 wtedy. Początek zaś wywodów taki. ma też i koniec życia. Oto dobry szał zbawia opętańca ode złego. gdy nas przekona. co się tylko rodzi. nie byłby początkiem. a stąd oczyszczenie i uświęcenie dotkniętego szaleństwem. co samo siebie porusza. ruchu tego źródłem i początkiem. jak i ludzkiej. a ten jest od ludzi. płynniejszego dźwięku „szcz”. co młodą. a które z wnętrza. to aniby już on sam z czegokolwiek. a dziś ją współcześni. skoro wszystko się musi z niego rodzić. Jeżeli tak jest rzeczywiście. które ruch bierze z zewnątrz. boby się całe niebo i wszystko stworzenie zwaliło i stanęło. kiedy szaleństwo przyjdzie. Naprzód więc naturę duszy. Tyle i więcej jeszcze mógłbym ci wymienić błogosławieństw. Mędrek tych wywodów nie uzna. Kto bez tego szału Muz do wrót poezji przystępuje. świeżą. Przecież gdyby się rodził z czegoś. która się bać każe przyjaźni opętańca. Więc się o to nie bójmy i niech nas taka mowa nie straszy. zarówno słowo od słowa. to ma duszę. a obierać przyjaźń rozsądnego.z niej „mantikę”.

na to potrzeba boskich i długich wywodów. poruszać się zaczyna dzięki jej sile i nazwę otrzymuje wszelkiej istoty żywej. oczywiście. kiedy szczęśliwy bogów ród wszechświat przebiega. skoro już świat prawdy słowami malujemy): Miejsce to zajmuje nie ubrana w barwy. A z innych bogów. Więc o nieśmiertelności jej dość. Niechaj tedy będzie podobna do w jedno zrosłej siły skrzydlatego zaprzęgu i woźnicy. kto tylko chce i może. powożenie nami. I tak. wyobrażamy sobie boga. A że doskonała jest i skrzydlata. jeśli taka wola boża. w dwunastkę uporządkowanych. a od bezeceństwa i zła marnieją i nikną. ale do czego jest podobna. niby jakąś istotę żywą. dobro. co porusza samo siebie. przodem pędzi na wozie skrzydlatym. a potem konia ma jednego doskonałego.innym nie jest to. Rydwany bogów równiuteńko idą. niech już takie zostaną. A jeśli pióra straci. które teraz. A za nim wojsko bogów i duchów dobrych i złych w jedenastu oddziałach. Bo tylko Hestia sama jedna w przybytku bogów pozo17 staje. Otóż skąd poszła nazwa śmiertelników i nieśmiertelnych. na biesiadę. a drugiego z całkiem przeciwnej. A ono takie (nie bójmy się prawdy. Nieśmiertelnym zaś. spróbujmy powiedzieć. a te tylko patrzą na to. Bo koń. przechodzą pod samym szczytem niebieskiej kopuły. nie brońmy nikomu tak mówić. jak tylko duszą. wszystko to dzielne i z dobrego rodu. ani go w pieśni godnie oddać zdoła. rumaka zupełnie tamtemu przeciwnego. i woźnice. . ani nie pojęli należycie. na to wystarczą ludzkie i krótsze. Wielki wódz wszechrzeczy. rodząc się tu w tej. A kiedy idą na ucztę. Liczne i cudowne bywają we wszechświecie widowiska i pochody. co ciężkie. a tylko one się zrosły ze sobą na wieki. z pięknej i dobrej rasy. w niebo. kiedy dojdą do szczytu. porządkuje wszystko i na wszystko baczy. i po całym świecie wędruje. Tu się dusza najwięcej trudzić i wytężać musi. Bo istoty zwane nieśmiertelnymi. weźmy to – przyczyna jest taka mniej więcej: Przyrodzoną mają skrzydła siłę. spada. więc po niebie lata i całym światem włada. tylko dzięki naszej fantazji. inne wozy gorzej. gdzie bogów rodzina mieszka. stają na grzbiecie nieba i stojąco zjeżdżają po sklepieniu na drugą stronę. doprawdy. ani w kształty. jeśli go woźnica dobrze nie wychował. U bogów i konie. ani nie oddał nigdy żaden z poetów ziemskich w pieśni. co do niego należy. i gospodaruje w nim jak u siebie w domu. to. aż coś stałego napotka. bo zawiść poza chórem bogów stoi. każdy dowodzi tym szykiem. ciągnie w dół. bez żadnej logicznej postawy. to z konieczności dusza będzie nie zrodzoną i nieśmiertelną. a tam w innej postaci. dlaczego jej odpadają. Żadne ciało nie ma w sobie tyle boskiego pierwiastka. i wszystkim zarządza. A boski pierwiastek – to piękno. No. a nieśmiertelną: istotę. rozum i wszystkie tym podobne rzeczy. uchwyci i zamieszka tam. A o istocie jej to trzeba powiedzieć: Jaką jest w ogóle i pod każdym względem. Dusza w ogóle włada nad tym. niby samo z siebie. łatwo nimi kierować. Tak więc mówmy. Ciężkie to i trudne. Zeus. takie wyobrażenia. któregośmy ani nie widzieli. Takim pokarmem się żywią i z niego rosną najszybciej pióra duszy. podnosić w górę. a u innych mieszanina. a każdy z nich czyni. A idzie za nimi każdy. na którego czele został postawiony. ciało ziemskie na siebie wziąwszy. które jest ponad niebem. Taki kompleks duszy i ciała nazywa się śmiertelnikiem. który ma w sobie zło. ku ziemi ciągnie. A miejsca tego. Ale dlaczego dusza skrzydła traci. która ma duszę i ma ciało. naprzód parą musi powozić nasz wódz. ani w słowa istota istotnie istniejąca. co skrzydła. co bezduszne. co poza niebem.

dziewiąta – tyran. ósma to będzie sofista lub mówca ludowy. na jaki w ludzkiej . ten gorszy. a kto źle. które my dziś bytami nazywamy. Przez niedołęstwo woźniców niejedna tam zostaje kaleką. gdzie one są – to dlatego. siódmej rzemiosło lub rola. Robi się ciżba. nim dziesięć tysięcy lat minie. który będzie filozofem albo będzie oddany pięknu. za bogiem w ślad idąc.którą sam jeden tylko rozum. która chce przyjmować to. A podczas tego obiegu ogląda sprawiedliwość samą. ścisk i pot okropny. czwarta wejdzie w zapalonego gimnastyka albo jakiegoś lekarza. A że boski umysł rozumem się karmi i najczystszą wiedzą. ogląda władzę nad sobą. raz zniża. bo się jedna ciśnie przed drugą. Naokoło niej świat przedmiotów prawdziwej wiedzy. kiedy pierwszy żywot ukończą. szóstej żywot przypadnie twórcy lub naśladowcy. żeby oglądać zagony prawdy. które duszę unoszą do góry. oglądać może. duszy kierownik. ponad głowę woźnicy w miejsce poza niebem zagląda i drogę okrężną odbywa. rośnie pokarm. kto się dobrze prowadzi. kiedy byt od czasu do czasu zobaczy. a jest różna o różnych rzeczach. co jej odpowiada. hałas. odchodzą. A kiedy wróci do domu. i jeśliby to zawsze potrafiła. gospodarza. Ale jeśli nic zdoła dociągnąć do szczytu i nic nie zobaczy. jako iż niegodne były bytu rzeczywistego oglądać. Bo nie odrosną jej pióra prędzej. a inne. widzieć. nic się jej stać nic może aż do następnego obiegu. A inna raz się podnosi. weszła w zarodek człowieka. Oto jak żyją bogowie. A z innych dusz taka. a druga w ciało króla. aż ją obręcz drogi znowu na to samo miejsce przyniesie. tak że ledwie się może bytom rzeczywistym przyjrzeć. A w tych wszystkich żywotach. nic wolno jej wtedy wejść w żaden organizm zwierzęcy przy tych pierwszych narodzinach. a drugiego nie dojrzy. ogląda wiedzę nie tę. wojownika lub władcy. ale jej konie przeszkadzają ciągle. chyba że się ktoś filozofii bez kruczków oddawał albo kochał młodych ludzi jak filozof. która się z wolna tworzyć musi. I inne. a podobnie umysł każdej duszy. a tym się nakarmiwszy. toną w tłumie. co najwięcej zobaczy. który praw słucha. piątej żywiołem będą wróżby i misteria. żeby ta. tak samo istotne byty ogląda. że tam. konie jej patrzeć nie dają. ale wiedzę rzeczywiście istniejącą. o tym. trzecia w polityka. a przypadkiem jakimś napije się niepamięci i złością się ciężką napełni. prawo nakazuje. Takie dusze po trzecim okresie tysiącletnim. lepszy los dostaje w udziale. zobaczy coś ze świata prawdy. lżejsze po wyroku. niejednej się skrzydła połamią. więc jedno zobaczy. który je okrężną drogą niesie. a odszedłszy pożywają pokarm prawdopodobieństwa. A inne. jeśli trzy razy z kolei taki żywot wybrały. skąd przychodzi dusza każda. nie mają sił dotrzymać kroku. co jest istotnym bytem. A inne za nią. A po sądzie jedne do więzień podziemnych idą karę odbywać. gdzie pędzą żywot taki. A czemu się tak rwą gwałtownie. z niego nabierają siły skrzydła. nie wróci żadna. choć się wszystkie rwą do góry. wielkiego przedsiębiorcy. co najlepiej za bogiem szła i była mu najpodobniejsza. Wszystkie razem zmordowane strasznie. z powrotem się w głąb wszechświata zanurza i do domu wraca. przeto każda się radością napełnia. woźnica konie u żłobu stawia. idą na sąd. A oto prawo Konieczności: jeśli która dusza. a ociężała pióra straci i na ziemię spadnie. widokiem prawdy się karmi i rozradowuje. którego najlepsza część duszy potrzebuje. właśnie na tym łanie. 18 A na to samo miejsce. depcą się nawzajem i roztrącają. ambrozję im rzuca a nektarem poi. dostają pióra na nowo i w trzytysięcznym roku odlatują. nigdy żadnej szkody nie poniesie. Muzom jakimś lub miłości. odchodzą w jakieś miejsce wszechświata.

kiedy rozumowanie od wielu spostrzeżeń rozpoczyna. co tu. nie każda dusza równie łatwo potrafi. jakie chce. znowu w człowieka wstępuje. kiedyśmy wraz z chórem istot szczęśliwych błogosławione widowisko oglądali. on je rozpinać usiłuje i chciałby wzlecieć. przez którą. my tuż za Zeusem. niezmienne i błogosławione tajemnice oglądali z bliska w blasku przeczystym. bo nie rozpoznaje należycie swego stanu. Toteż sprawiedliwość i władza nad sobą i inne wartości duchowe nie mają swych odblasków w podobiznach ziemskich. a my tutaj przyszedłszy chwytamy ją najjaśniejszym ze zmysłów naszych: blask od niej bije świetny. A piękno wtedy można było widzieć w pełnym blasku. A po tysiącu lat przychodzą jedne i drugie ciągnąć losy i wybierać nowe życie. mówiliśmy teraz o tym trochę dłużej. czyści sami i nie pogrzebani jeszcze w tym. kiedy z bogiem wędrowała i nie patrzyła nawet na to. Ale ta. w górę tylko patrzy. Mało która pamięta należycie. którym człowiek dotknięty. która nigdy prawdy nie oglądała. co dziś ciałem nazywamy. co boskie. który w takich przypomnieniach żyje jak należy i doskonałych zawsze święceń dostępuje. zapamiętywa się i już nie panuję nad sobą i nie wie. tylko on jeden istotnie doskonałym się staje. co tam. Bo człowiek musi rozumieć pojęcia rodzajów. a nie może. Bo jakeśmy mówili. co na dole. nigdy do tej nie przyjdzie postaci. a z tym. ale że bóg w nim mieszka. a inna. jak ptak. kiedyśmy w obchodzie owym udział brali nieskalani i nie znali jeszcze zła. cośmy dotąd mówili. Bo jej pamięć zawsze wedle sił do tego się zwraca. jeśli kiedy zobaczy coś podobnego do tego. jak przez zapocone szkła. A że o ludzkich sprawach zapomina. A to jest przypominanie sobie tego. otwierających tajemne bramy szczęścia najwyższego. I taka. Niechże pozdrowiona będzie ta pamięć. które kiedyś było człowiekiem. kiedy wychylała głowę w sferę bytu istotnego. A najbystrzejszym ze zmysłów naszych cielesnych jest wzrok. co wtedy. Ale przypomnieć sobie z tego. Ze wszystkich szaleństw takie obłąkanie najlepsze i z najlepszych źródeł spływa na człowieka wprost albo się go człowiek skądeś nabawia i kocha piękno. na ich wizerunki tutaj. że między tamtymi świeciła jako byt. co my dziś rzeczywistością nazywamy. a inni za innymi bogami. a ludzie mówią. nie miała szczęścia i jakimś podobieństwem zwiedziona tknęła się grzechu i zapomina o tym świętym. obcuje. i owe niepokalane. co się z nią dzieje. gani go wielu jako narwańca. przeto go ludzie biorą za wariata. patrząc. gdyby coś takiego jak rozum dawać mogło oczom . kiedyśmy święceń dostępowali. że jest kochliwy. przeto z trudem tylko. inaczej by nie była weszła w nasze ciało. co nawet bogu boskości użycza. a nosimy to na sobie jak ostrygi w skorupach zamknięte. spadłszy tu. rzeczy z tamtego świata. co niegdyś oglądała nasza dusza. Człowiek. A o piękności tośmy już mówili. i to nieliczni ludzie. Toteż słusznie jedynie tylko dusza filozofa ma skrzydła. których jest wielu. A wybiera każda takie. jeśli piękność ziemską zobaczy. co tam. jakie na nas później przyszło. Wszystko to.postaci zasłużyły. w naturze każdej duszy człowieka leży oglądanie bytów. co kiedyś oglądała. o tym nie wiedzą ci. Rozumu nim widzieć nie można. bo niejedna za krótko widziała to. przypomina sobie piękność prawdziwą i oto skrzydła mu odrastają. a że nie dba o to. Tam i w zwierzęce ciało dusza człowieka przechodzi. a potem je myślą w jedno zbiera. umieją dojrzeć rodzaj przedmiotów odbitych. bo straszne by stąd wynikały szały miłosne. tedy. tęskniąc za tym. a ze zwierzęcia. tyczy się czwartego rodzaju szaleństwa. proste.

swe wierne odbicie albo gdyby je dawał jakiś inny byt kochania godny. i brać ją chce. ani w dzień sobie miejsca znaleźć nic może. w której od dawna zarodki piór zamknięte tkwiły. krzepną i zatykają ujścia. i stąd jej rozpacz. Miesza się w niej radość i wściekłość. Kiedy teraz pokarm napływa. I tylko kiedy na piękność kochanka patrzy i bierze w siebie cząstki. które z niego promieniami idą. który piękność posiada. prawdopodobnie ze szkoły homerydów. nie boi się i nie wstydzi szukać rozkoszy nawet przeciw naturze. ustają na chwilę owe żądła i męki. Los nam ją najjaśniej widzieć pozwolił i najgoręcej kochać. Ale ten. Chodzi jak wariat i ani w nocy spać. że się majątek zaniedbany rozlatuje. bo cała była niegdyś w piórach. Bo oto weszły weń przez oczy promienie piękna i rozgrzały w nim soki odżywcze dla piór. o którym mówię. i jest wściekły. 19 Sama tylko piękność ma ten przymiot. zaczyna tajać twarda powłoka. który zaczął pióra puszczać. A mówią tak: . na tamtym świecie widział. kiedy ogląda jakiś ziemski przedmiot. i o znajomych najbliższych. kiedy zobaczy twarz jakąś lub postać do bogów podobną. Więc kipi w niej teraz wszystko i wytryska. a nazywają się urokiem. Zachowały się bowiem dwa wiersze. A potem patrzy na nią. natenczas się rozpływa i rozgrzewa. Coś w niej kipi i coś się burzy. nie zważa na opinię i za nic ma wszelkie normy przyzwoitości. Toteż człowieka. Toteż odchodzić od niego nic chce za nic na świecie i kochanka ceni nade wszystko. tak samo czuje się dusza człowieka. chłopczyku piękny. że go za kompletnego wariata wezmą. a przychodzi słodka chwila rozkoszy najwyższej. do piękności samej. z których jeden trochę jest wolny zarówno w treści swej jak i w formie. to naprzód dreszcz po nim chodzi. A gdy się soki ogrzeją. ofiary u stóp kochanka. Tęskni i goni tam. stan ten. nie dba o to. coś z owych lęków tam wtedy. a kiełkować nic mogły. i tak. którymi pióra wychodzić miały. co się z nim dzieje. jak przed bogiem samym. chce tylko służyć ukochanemu i tak blisko niego spać. będziesz się może śmiał. Ale gdy się oddali. a oto po pierwszym dreszczu odmiana. kiedy ci powiem. i łechce. zsychają się. jakieś ma swędzenia i ból w dziąsłach. boś młody. a wiele tam. nazwę piękności noszący. który świeżo przeszedł święcenia. raduje się. ludzie Erosem nazywają. A gdy zobaczy i weźmie w siebie strumienie uroku. i zarodki piór pozamykane w swoich torebkach. tak że dusza ze wszech stron tysiącem żądeł dźgana wścieka się i cierpi. Zapomina o matce i braciach. A kiedy sobie przypomni to. która piękność dobrze naśladuje. co ma piękność. który zbyt dawno odebrał one tajemne święcenia. jak czworonożne zwierzę. albo człowieka zepsutego nie bardzo ciągnie stąd do tamtego świata. i boli. ale rozkoszy oddany okrakiem się na nią pcha. modląc się oczyma jak przed ołtarzem bóstwa i gdyby się nie bat. któremu zęby wyrastają. jak tylko można. a butą uniesiony. topnieją skrzepy. jak ten. kiedy pióra rosną. zaczynają pęcznieć i od korzonków rosnąć trzony piór po całej duszy. gdzie się spodziewa zobaczyć tego. Bo nie tylko nabożeństwo jakieś ma do tego. których poszanowaniem niegdyś tak się chlubił: gardzi wszystkim. ale w nim lekarza znajduje na najcięższą słabość swoją. przestaje się męczyć i napełnia się radością. On się do piękności nie modli oczyma. co piękne. a skropione urokiem. dziwnie głupi stan wewnętrzny: człowiek nie wie. Pot go oblewa i gorącość go ogarnia niezwyczajna. Ten stan. tłuc się zaczynają na podobieństwo tętnic i wciskać ostrzami w ujścia swoich komór. kładłby jak przed posągiem. Zobaczył go. przeschnie. a jak go zwą bogowie.

którego czczą. uczą się jej. skąd tylko mogą. A którzy za Apollonem lub jakim innym bogiem. i wstyd w oczach. całe ich postępowanie zmierza tylko do tego. szczęściem się stają dla osób ukochanych. a pierwszy dopiero żywot tutaj spędza. wówczas te usiłowania przyjaciół. dobre słowo mu wystarcza. tak samo z nią postępują. ma ambicję. zależnie od charakteru. przeto w nich bóg wstępuje i oni biorą z niego charakter i naśladują jego sprawy.Ludzie skrzydlatym Erosa zwą. Wolno w to wierzyć. i czci. gotowi mordować zaraz i poświęcić siebie wraz z kochankiem na ołtarzu bóstwa. Ale na czym polega dobroć jednego. Patrzą więc. Tych kiedy Eros napadnie. szukają natur królewskich. niby posąg bóstwa. cierpiących na szał Erosa. batoga nie potrzebuje. Otóż ten z nich. jeden dobry jest. i jakby kochanek bogiem był dla niego. a 20 zdaje się im. na wzór jego obcuje z tymi. Ktoś. za czym je jeszcze więcej kochają. Lubi zasłużoną chwałę. to tego znowu czci i naśladuje jak może. i starają się o to. zabierają się do niej teraz. bo z konieczności patrzą ustawicznie w twarz boga i stykają się z nim pamięcią. czy ktoś ma w swej naturze pierwiastki filozoficzne i władcze. którzy za Herą szli. że ich w czymś krzywdzi kochanek. a jeśli im się uda go znaleźć. Tam nie ma miejsca na zazdrość ani na ordynarne sceny. jeśli kto należał do chóru innego boga. i do innych się podobnie odnosi. więc powiedzmy teraz. co by Zeusa przypominało. o ile człowiek w ogóle może wziąć w siebie i mieć coś z boga. żeby możliwie najwierniej przypominały ich boga. Z koni zaś. ale i ma władzę nad sobą. A przypisują to wpływowi osób ukochanych. A drugi . Więc piękne to usiłowania i święcenia wstępne u tych. a bogowie Zwą go latawcem. i na cześć jego święta obchodzi szalone. A miłość ziemską wybiera każdy inaczej. a złość drugiego. którzy byli sługami Aresa i za nim niegdyś chodzili. Inaczej ci. ale w każdym razie takie są kochania przyczyny i takie są uczucia kochanków. robią wtedy wszystko. jak długo nie jest zepsuty. a teraz im coraz to bliższych. jak bachantki przelewają wszystko na dusze osób wybranych. dochodzą z czasem do tego. a drugi nie. potrafi znieść i cięższe ataki Skrzydlatego. tak go każdy. żeby jak największe i jak najbardziej wszechstronne podobieństwo stworzyć między kochankiem a sobą i bogiem. rzeźbi i przyozdabia. czarne oczy. których kocha. A bierze się ludzi wybranych w taki sposób: Jakeśmy na początku tej opowieści na trzy części każdą duszę podzielili: dwie niby na kształt koni. kto na ziemię spadł z orszaku Zeusa. I chociaż sami z Zeusa czerpią. I jeśli się przedtem tą sztuką nie zajmowali. o ile się wziąć dadzą. Ci. który lepsze ma stanowisko. a trzecia na kształt woźnicy. A podobnie. powiedzieliśmy. a wolno i nie. wysoko nosi kark. Więc towarzysze Zeusa szukają zawsze w duszach swych kochanków czegoś. a jeśli którą znajdą. naśladują bóstwo sami i nakłaniają do tego kochanków. ci znowu w ślady swego boga wstępując szukają chłopca na swoją modłę. nos ma łagodnie zgarbiony. zostańmy i teraz przy tym porównaniu. wdrażają ich w sprawy swego bóstwa i starają się ich w miarę sił do istoty bóstwa doprowadzić. którzy prawdziwie kochają. i na własną rękę próbują dusze kochanków zgłębiać i rozwijać. białą maść. żeby kochanek tych cech nabrał w całej pełni. A chcąc we własnym wnętrzu odkryć po śladach naturę bóstwa opiekuńczego. tegośmy nie przechodzili. bo wiecznie piórka go świerzbią do lotu. a jeśli takiego znajdą i pokochają. kształty ma proste a proporcjonalne i zgrabne. jeśli je skutek pożądany uwieńczy.

więc pada na wznak i tym samym szarpie w tył cugle tak mocno. i w dzikich podskokach pędzi wprost przed siebie. żeby tam odświeżyć wspomnienie wdzięków Afrodyty. a tamten butny. I znowu ich chce gwałtem. gruby i lada jako związany. wtedy także wstydem się kieruje i sam siebie zatrzymuje. Odtąd zaczyna dusza tego. naprzód wlec i ledwie im ustąpić raczy. ciskać się zaczyna w pasji i obelgi miotać. który zawsze słucha woźnicy. może i dlatego. ale doznaje tego uczucia naprawdę. i z obawą śladami ukochanej osoby. ten żywi wprawdzie dla niego pewną naturalną sympatię. Już ustąpili: już się godzą czynić. Z czasem jednak wiek i konieczność robi swoje i dochodzi do zbliżenia między nimi. ledwie że tchu nabrał. że oba konie stają dęba na zadach. oni udają.krzywy. Nie słyszy całkiem. jak u mety wyścigów. bestia. niech się bestia męczy. ledwie że bicza i ościenia posłucha. tam na świętych stopniach. żeby im to na następny raz odłożył. który nie udaje miłości. jednakże trzyma go zrazu z daleka. Kiedy termin umówiony przyjdzie. stawia ogon do góry. twardy ma kark. W końcu. buta i bezczelność to jego żywioł. a ludzie dzielni nie mogli. że między kolegami kiedyś plotki krążyły o tym. czarną sierść. spuszcza łeb. ale on go przypomina i znowu gwałt im zadaje. wbrew ich chęci. który kocha. bierze wędzidło na kieł i rwie naprzód bez pamięci i wstydu. że zapomnieli. żeby się tylko źli ludzie musieli do siebie zbliżać. a żądła łechcą na wszystkie strony. nos do góry zadarty. krótką szyję. nierad bardzo. rży. Cofają się jednak oba. a upadek wstecz nie grozi. za to drugi nie zważa na ukłucia ani razy. Kiedy się zaś stosunki i rozmowy częstsze nawiążą. wlecze za sobą i wymusić chce na nich zbliżenie do chłopaka w takiej samej myśli jak poprzednim razem. bo ma kudły w uszach. Po kilku takich lekcjach pokornieje butna szelma i zaczyna słuchać przezornego woźnicy. a zad i stopy w ziemię wpiera. jeden koń. że się nie wypada wdawać w poufalsze stosunki na tle erotycznym. a drugi. wybrany spostrzega ku . Kiedy ją ujrzał woźnica. bo nie ciągnął w stronę przeciwną. idą za nim. od tchórzów wymyśla woźnicy i towarzyszowi w zaprzęgu. boskim kultem otacza wybrańca. których mu woźnica nie szczędzi. toteż się jeszcze gwałtowniej rzuca wstecz. wtenczas ginie ze strachu. Bo nigdzie nie jest napisane. On ich rwie wprost na kochanka. i mówiono. chodzić ze wstydem i czcią. który kocha. kiedy się proszą. jeden ze wstydu i strachu kroplami potu skrapia całą duszę. że to ze strachu i nie po męsku popsuli szyki i złamali umowę. co im każe. żeby nie wskoczyć przednimi nogami na kochanka. kiedy mu tęsknota pierś rozpiera. Męczy się z nim strasznie jego sąsiad w zaprzęgu. błyskawicą mu wtedy przed oczyma staje wspomnienie piękności. kiedy wszystko nic nie 21 pomaga. Myśl jego przejrzała i lęk ją oblatuje święty. rady mu nie może dać '69 woźnica. A ci obaj oburzają się zrazu i ciągną w przeciwną stronę. a kiedy piękną postać zobaczy. i tym gwałtowniej butnej bestii munsztuk z zębów wyrywa. Kiedy zaś człowiek. Kiedy już są blisko. język mu przebrzydły i paszczękę do krwi zdziera. Woźnicy tym razem jeszcze gorzej. Zbliżają się do kochanka i oto staje przed nimi jego postać jasna. myśl jego ulatuje do jej istoty i ogląda ją znowu: ona tam stoi obok władzy nad sobą. Jeden z nich rad. on ich wlecze za sobą. kiedy mu już uzda warg nie rani. Więc kiedy woźnica ujrzy jakąś zjawę miłosną i żar mu duszę ogarnia. ogień w krwią nabiegłych oczach. bo ten ich zmusić chce do bezeceństwa strasznego.

I oczywiście. podobnie jak i tamtemu. które Zeus. i ci wezmą wtedy i zrobią to. w czym dzielność. którymi się pióra cisnąć zwykły. jak i potem. Mają wstyd i rozum. A pragnie podobnie jak tamten. co ma robić. którzy już stąpali po ścieżkach podniebnych. kiedy ich miłość przeminie. co pochwala wielu. i nie wie. a wyzwolili to. I on już kocha. palmę zwycięstwa wzięli w jednym z trzech naprawdę olimpijskich zawodów. co wielu chwali jako szczęście. bo jest w nim Eros Wzajemny. podobnie jak i tamten za nim. Bo w ciemność i czeluści podziemne nie godziłoby się iść tym. zarówno wtedy. ani szał boski dać człowiekowi nie zdoła. w czym się jej zło kryło. choć nieczęsto.swemu wielkiemu zdumieniu coraz nowe objawy życzliwości ze strony zakochanego i zaczyna dochodzić do przekonania. skrzydła ich poniosą wysoko. i tak jak wiatr albo echo jakieś od gładkich a twardych ciał odbite znowu tam wraca. bo się ich cała dusza na to nie zgadza. a dbali o to. A kiedy go nie ma. w którego bóg wstąpił. którego się nigdy łamać nie godzi. aniby to powiedzieć potrafił. niezadługo zaczyna to wszystko robić. panują nad sobą – przyzwoici. Kiedy on jest przy nim. i tak dość wielka dla nich nagroda za szał miłości. tylko przyjaźnią. Ale towarzysz w zaprzęgu i woźnica ciągną w stronę przeciwną. ściska przyjaciela i całuje za to. tęskni. pióra rosną i oto się dusza kochanka miłością napełnia. tak i strumień piękności znowu do swego źródła przez oczy – zwyczajna to jego droga do duszy – wraca. Jeśli w nich tedy zwyciężą lepsze strony duszy. Później się to będzie powtarzało. Kiedy pomrą. i styka z nim w salach gimnastycznych i gdzie indziej także. gdyby on czegokolwiek chciał od niego. a co zostaje. wiodące do porządnego życia i do filozofii. łatwo się im trafić może. leżą blisko siebie. siebie samego ogląda. nie mieli nic wspólnego z filozofią. Kiedy tak leżą koło siebie. chociaż już nie tak jak tamci. co się z nim dzieje. wtedy bić zaczyna źródło owych promieni. że w przyjacielu swym. jakby w zwierciadle. I ani wie. całować i leżeć razem blisko. a wróciwszy skrapia pory. że wszyscy inni przyjaciele i bliscy nic mu właściwie nie dają w porównaniu z tym człowiekiem. Ale on go nie nazywa miłością. kiedy ich miłość łączy. urokiem nazwał. pragnie go widzieć. zaciągną ich na jedno miejsce. W przyjaźni żyją z sobą i tacy dwaj. ściskać. Za tyle trudów rad by sobie użył choć trochę. wnika weń i wypełnia go po brzegi. lżej mu. ale wyjdą z ciał na poły w piórach. ale jeszcze sam nie wie kogo. a rozpoczynać wojnę. Umieli w swojej duszy ujarzmić to. skąd wyszło. który kocha. że taki dla niego dobry strasznie. Uważają obaj. Ale jakby się od kogoś choroby oczu nabawił. chociaż nie tak silnie. wtedy nieposkromiony koń zakochanego ma niejedno do powiedzenia woźnicy. W chwili śmierci skrzydeł nie dostaną. A koń wybrańca nic nie 22 mówi. tylko żądza wre i nie wie sam. w Ganimedesie zakochany. Więc gdzieś po jasnych drogach chodzą w . skąd mu to przyszło. a jemu tak jest. że tak jest naprawdę. że sobie winni wzajem szacunek i zaufanie największe. przelewa się. i strumień ich obfity płynie ku temu. że gdzieś przy pijatyce czy innej wesołej sposobności owe nieposkromione rumaki dusze ich zastaną bez straży. Jeżeliby zaś podlejszy jaki żywot wiedli. pędzą wtedy obaj żywot w szczęściu i w jedności. nie wie. a większego dobra nad to ani rozsądek ludzki. A kiedy ten dłuższy czas tak postępuje i zbliża się do niego. że nie umiałby niczego ze swej strony odmówić tamtemu. i myśli. czuć.

jeżeli tak lepiej dla nas. że Lizjasz był tej mowy ojcem i winowajcą. SOKRATES. Nieprawdaż? I jeżeli uchwalą. co uzasadniał wniosek dany. FAJDROS. Eh. tak się przecież zaczynają mowy polityczne. że najwyższe i najpoważniejsze figury w państwie wstydzą się pisywać studia i nie lubią pism po sobie zostawiać. SOKRATES. . jeśli myślisz. No cóż. nawet gdyby się spróbował mierzyć i jeszcze inną napisał. lecz Erosowi i filozofii życie swe poświęcił! FAJDROS. cudowny człowieku. a czymś tak podłym i niskim. spraw. Ano: „Na podstawie uchwały Wielkiej Rady albo Zgromadzenia Ludowego. takie skarby boskie przyniesie ci. nie racz mi w dobroci swej i w łasce odbierać sztuki kochania ani mi jej w gniewie swym nie popsuj. co mówił? FAJDROS. a do filozofii go za przykładem brata jego Polemarcha nawróć. samego siebie wymienia bardzo uroczyście i pochlebnie o sobie wspomina. FAJDROS. No nie. co nie kocha. a gdy godzina przyjdzie. co go pochwalili. że on sobie wiele robi z besztania. wedle sił naszych najpiękniejszą i najlepszą oddajemy powinna pieśń przebłagalną. jeżeliśmy ci coś przykrego powiedzieli. Fajdrosie! Nie wiesz. nie chcą kiedyś uchodzić za sofistów. że się dziewięć tysięcy lat będzie musiała około ziemi kręcić i pod ziemią jeszcze do rozumu nie przyjdzie. a jak skreślą i nie ma co pisać mowy. to i on ma smutek. to tylko ze względu na Fajdrosa. a przyjaciela swego całkiem nie znasz. chłopcze. ten pisarz niby. to autor wychodzi wesoły z teatru. to pomny. skąpą ręką znikome ziemskie dobra ci wydzieli. żeby on takim mowom dał nareszcie pokój. Erosie. Więc pierwszą mowę mi odpuść. którzy danego polityka pochwalili. Sokratesie. a przede wszystkim w słowach musiała być trochę poetycka. a potem mówi długo i szeroko i popisuje się mądrością przed tymi. Jak to myślisz? Nie rozumiem. A w pierwszej mowie. którzy go chwalą. rozsądkiem śmiertelnym podlana. Oto ci. czy mi się Lizjasz teraz nędzarzem nie wyda. SOKRATES. że kiedyś kochali. A zresztą sam wiesz. Jak to? SOKRATES.szczęściu. Więc może się w nim ambicja ruszy i przesianie pisać. boję się. że najbardziej ambitni politycy najwię23 cej lubią pisać swoje myśli i zostawiać pismo po sobie. A czy myślisz. żeby mnie piękni ludzie jeszcze więcej niż dzisiaj cenili. to zabawny argument. że jego o to pisanie niedawno już nabierał jeden z polityków w pamflecie. przyjacielu nasz. Zupełnie ich nie nęci taka sława u potomności. Słodki wykręt. Nie rozumiesz? Przecież na początku każdej mowy politycznej masz zawsze imię tych. albo jednej i drugiej instytucji”. A wiesz ty. niech się tak stanie. A pieszczota i poufałość z tym. że to wykręt. przyjaźń tego. Takie dary. Fajdros i ja. A jak który pisze mowę. równocześnie skrzydeł dostają – za to. choć to u tłumu zaleta. A ten. duszę ci zaprawi. bo ktoś nie dorósł do tego. że to poszło od Wielkiego Wykrętu na Nilu? A oprócz tego. W całym paszkwilu ciągle go pisarzyną przezywa. który kocha. SOKRATES. to i tego nie wiesz. A mowę twoją już od chwili podziwiam. Tak to przynajmniej wyglądało. że i paszkwilant serio brał to. Modlę się i ja z tobą. że na samym początku wypisuje tych. to tak kocha swoich chwalców. Daj. i martwią się jego towarzysze. O ileż ładniej ją zrobiłeś niż pierwszą! Doprawdy. może inaczej się pisze mowy polityczne? FAJDROS. Sokratesie. Jeśli w ogóle. a dając nagrodę za drugą. aby się i ten tutaj człowiek w nim zakochany przestał chwiać na obie strony.

wedle tego. SOKRATES. a tylko się jeden z drugim kiwa i jako ciężko myślący usypia oczarowany ich głosami. poetów i prozaików? FAJDROS. że nie. jak się trafi zdolny mówca albo król. Uranii. A kiedy przyszły Muzy i zjawił się śpiew po raz pierwszy. a inne Muzy podobnie. to rozmawiajmy. tylko śpiewają wciąż. co mówisz. Śpiewali tylko i marli. Otóż powiadają. FAIDROS. taki zachwyt szalony ogarnął niektórych ludzi ówczesnych. No oczywiście. którzy w filozofii żyją i muzykę tych dwóch bogiń czczą nade wszystko. i na nas patrzą z góry. uważam. że one były niegdyś ludźmi. i pozyskują dla nich łaskę Muzy. że on by mu także brał za złe to. Już od urodzenia nie potrzebują jadła ani napoju. Erato się od nich dowiaduje o naszych sprawach miłosnych. kiedy patrzą na te pisma. toż musiałby i sam sobie brać za złe własne upodobania. A przy tym uważam. Kalliopie. które od Muz ten dar otrzymały. Te Muzy. Więc to rzecz oczywista. A to. SOKRATES. No pewnie. donoszą piewiki o tych. kto je czcił tutaj na ziemi. Więc jakże się to pisze pięknie i nie pięknie? Chcesz.FAJDROS. FAJDROS. przed którymi się naprzód ma jakąś przykrość albo się w ogóle nic z nich nie ma. że rozmawiamy i umiemy koło nich jak koło Syren przepłynąć nie oczarowani. że tego nie słyszałem. nie zdając sobie z tego sprawy. a potem idą do Muz i opowiadają każdej. jakie po sobie zostawił. którzy jej w chórach cześć oddawali. SOKRATES. słusznie by się z nas śmiały. że to może jakichś dwóch niewolników przyszło do nich. A najstarszej. że się umieją obyć bez jedzenia. FAJDROS. albo Dariusza i nieśmiertelnym zostanie w państwie pisarzem – czyż nie uważa się sam za równego bogom jeszcze za życia i czy potomni nie myślą o nim tak samo. który im bogowie pozwolili ludziom dawać. SOKRATES. że samo pisanie mów nie hańbi. że i my dwaj. Toteż się słusznie przyjemnościami niewolników nazywają. aż do śmierci. a dojdzie do potęgi takiego Likurga albo Solona. Gdyby tak widziały. że dla śpiewu zaniedbywali jadła i napoju. żeby przyjaciel Muz czegoś podobnego nie słyszał. kiedy jest południe. Terpsychorze mówią o tych. SOKRATES. ale haniebnie i źle. Ty się pytasz. czy chcę? A na cóż by człowiek żył. kiedy jeszcze Muz nie było. jeżeli ktoś nie pięknie mówi i pisze. A jakiż one mają dar? Zdaje się. zdaje się. myślałyby. . Więc weź jednego z takich ludzi. FAJDROS. to pewnie się ucieszą i przyniosą nam dar. A jak zobaczą. A co? SOKRATES. że pisuje? FAJDROS. jako że rozmaite są ich kulty. FAJDROS. Więc chyba nie gardzą tą robotą. No. A takie są bodajże wszystkie przyjemności ciała. FAJDROS. jak to niejeden w południe. ale ją podziwiają. jak to zwykle w upał. i z tego punktu rozpatrzyć Lizjasza i innych dawniejszych i przyszłych pisarzy politycznych i obyczajowych. opiekunki nieba i mów boskich i ludzkich. to nieładnie. głos mają najpiękniejszy. spać jak owieczki w południe koło źródła. jak nie dla takich przyjemności? Toż przecież nie dla takich. nie rozmawiamy. i drugiej z rzędu. I bardzo. SOKRATES. 24 Od nich pochodzi ród piewików. Więc z wielu powodów powinno się o czymś rozmawiać. A cóż dopiero. I bardzo. czy myślisz. jak tam nad naszymi głowami piewiki. choćby nawet był troszkę nierad Lizjaszowi. Fajdrosie. SOKRATES. a nie spać. Oczywiście. O. No tak – czas mamy. do gospody. śpiewają i coś rozmawiają z sobą.

Zgoda. FAJDROS. które mędrcy mówią. który by i znal byty. ale gdyby się mnie kto pytał o radę. Sokratesie. SOKRATES. Jak? SOKRATES. FAJDROS. SOKRATES. zamiast do dobrego. i na wojnę. że jeśli nie będzie porządnym filozofem. No. Więc tak się im przyjrzymy. gdy przyjaciel jest śmieszny. zechcą jej dać świadectwo. przekonajcie Fajdrosa. Bo tak jakbym słyszał. jaki później plon zbierze sztuka retoryczna z takiego posiewu? FAJDROS. FAJDROS. że ona jest sztuką. . jeżeli tylko mowy. A niech odpowiada Fajdros. czy my znowu nie zanadto brutalnie atakujemy sztukę wymowy? Trochę. a nie tykać prawdy. że bez mojej pomocy człowiek. I nie istotne dobro czy piękno. Sokratesie. FAJDROS. Toteż i tych słów teraz nie odrzucimy z góry. Bo ona gotowa powiedzieć: „Cóż wy za głupstwa wygadujecie? Przecież ja nikogo. kto nie zna prawdy. a obaj byśmy nie wiedzieli. tłum przecież będzie sądził. niż gdy jest straszny i wróg? FAJDROS. SOKRATES. że Fajdros uważa za konia to zwierzę domowe. cośmy właśnie poruszyli. co i jak mówią.SOKRATES. Aby mówić o czymś. FAJDROS. Oczywiście. to nie szkodzi. każ im tu przyjść i rozpytuj. że to najcenniejszy dobytek i koło domu. nie zmuszam. Ano – gdybym cię tak nakłaniał. nakłoni ich do czynu złego. Ale wiesz. to i mówić nigdy porządnie nie potrafi o niczym. Fajdrosie. ale co uchodzi. A to pójdźcie tu. I gdybym cię tak z zapałem przekonywał i namawiał. a nazywałbym go koniem. na to nie ma żadnej prawdziwej sztuki i nigdy takiej nie będzie. Słusznie mówisz. co to koń. ułożywszy mowę pochwalną na osła. słyszałem. który nie wie. to jak myślisz. SOKRATES. Tych stów lekceważyć nie trzeba. SOKRATES. że ona 25 kłamie i że nie jest sztuką. ale nieartystycznym rzemiosłem. Oczywiście nieszczególny. powiada jeden Spartanin. FAJDROS. FAJDROS. jak się to właściwie mówi dobrą mowę i pisze. przecież tym się ludzi przekonywa i nakłania. to niech już tamto ma przedtem. i on je przekonywa i nakłania – nie w takiej marnej sprawie jak ta. Sokratesie. Więc naprzód. jeśli mowa ma być dobra i piękna. czy nie potrzeba. a dbając o opinię tłumu. o czym autor zamierza mówić. a ma przed sobą zgromadzenie. bo masz iść na wojnę. ale się zawsze przyjrzeć potrzeba. co tłum za sprawiedliwe uważa. i wywodził. kwestią rutyny. No pewnie. a potem dopiero niech mnie bierze. SOKRATES. A ja. a nie prawdą. Ale gdzie tam. które za nią idą. SOKRATES. Może to rozważymy. FAJDROS. temu nie potrzeba wiedzieć. przyjacielu. ale to tylko. zastanowić się nad tym. dziateczki. żeby pochwałę osła wygłaszał niby konia – ale jeśli on zło przedstawi jako dobro. A to by już było najśmieszniejsze. czyż nie będzie miała racji? Przecież to słuszne. jak nadchodzą tutaj mowy niektóre i świadczą. bezwarunkowo nie potrafi przekonywać ludzi i nakłaniać żadną inną sztuką”. co jest dobre i złe. To by śmieszne było. który ma także ładne dzieci. żeby się uczył mówić. że się znakomicie z niego walczy i on zbroję ci potrafi przynieść i jego inne rozmaite pożytki wychwalał. Dawaj no te mowy. Więc może to. żebyś sobie konia kupił. co jest istotnie sprawiedliwe. A to tylko mówię wielkim głosem. a jak złą. A jak taki retor. ja bym tylko tyle wiedział o tobie. co też to oni mówią. SOKRATES. SOKRATES. żeby umysł autora znał prawdę o tym. które także tego nie wie. które ma największe uszy. że kto chce być kiedyś mówcą. A czyż nie lepiej.

Aha. SOKRATES. o czym się mówi. gdzie mało co. jakżeżby nie? SOKRATES. ze sztuka wymowy w ogóle jest sztuką prowadzenia dusz ludzkich za pomocą mów. chociaż prawdy sam o każdej rzeczy nie zna. No. a drugi raz wprost przeciwnie? FAJDROS. SOKRATES. musi doskonale rozpoznawać podobieństwo bytów i niepodobieństwo. jeśli taka istnieje. ale i w prywatnych kółkach. i jeśli ktoś inny takie równania i analogie skrycie przeprowadza. I prawda. zgoła nie tak. Tam. A co jest słuszne. a jak zechce inaczej. czy o małe. Nie – jak ty to właściwie mówisz? SOKRATES. I tam chodzi o to. Tak jest. Ależ nie tak. i to nie tylko w sądach i jakie tam inne zebrania czy zgromadzenia publiczne. Właśnie to. SOKRATES. Nieprawdaż. który tak artystycznie mówi. No. SOKRATES. czy tam. dalibóg. SOKRATES. że jedno i to samo jest równe i nierówne. na Zeusa. że słuchający także głowy tracą i zdaje im się. czy to o wielkie rzeczy chodzi. Albo jak ty to słyszałeś? FAJDROS. gdzie się rzeczy bardzo różnią od siebie. FAJDROS. że jest jedno i że go jest wiele. jedna i ta sama. to znowu. Może być. albo że stoi.FAJDROS. No. A na Zgromadzeniu Ludowym to znowu przedstawicielom państwa jedno i to samo raz potrafi przedstawiać jako dobre. co jest sprawiedliwe. FAJDROS. a nie ma sam paść jego ofiarą. które w wolnych chwilach pod Ilionem spisywali. SOKRATES. a ten Odyseusz to z pewnością Trazymach i Teodor. ale najwięcej podobno w sądach mówi się i pisze wedle prawideł sztuki. obejmuje jedna jakaś sztuka. rozpoznać w drugich drobne i wielkie analogie między nie znanymi mu naprawdę bytami? . i ta potrafi każdą rzecz do każdej innej przyrównać w granicach możliwości. czy co powiemy? FAJDROS. może ci tak będzie jaśniej: gdzie jest łatwiej o błąd. to znowu niesprawiedliwą? FAJDROS. a co niesprawiedliwe? FAJDROS. A może on potrafi. ale chyba wszystko. że się rusza. SOKRATES. Aj. że Nestora. A jak ci łatwiej przejść niepostrzeżenie do sprzecznego stanowiska: szeregiem drobnych przejść i odcieni. Więc kto chce w błąd wprowadzać drugich. A tak więcej – tom nie słyszał. Poczekaj. koniecznie musi. A ty powiedz. że mówca–artysta potrafi to tak robić. wydobyć je potrafi na światło. A czemu nie? SOKRATES. bo ty z pewnością z Gorgiasza robisz Nestora. w sądach oskarżyciele i oskarżeni co robią? Bronią sprzecznych twierdzeń. Ale im dajmy pokój. o pomyłkę: tam. toś ty słyszał tylko o sztukach retorycznych Nestora i Odyseusza. 26 FAJDROS. a o sztukach Palamedesa nie słyszałeś? FAJDROS. a czyż my nie znamy takiego Palamedesa z Elei. Doskonale go znamy. to jest równie cenne w sprawach wielkiej wagi jak i w marnych. czy wielkich? FAJDROS. Tak jest. żeby się jedna i ta sama rzecz tym samym ludziom raz wydawała sprawiedliwą. Więc nic tylko w sądach ma swoje pole sztuka sprzecznych twierdzeń i na Zgromadzeniach Ludowych. Pytajcie. mówi się i na zgromadzeniach ludowych. gdzie mało co? FAJDROS. SOKRATES. SOKRATES.

SOKRATES. A wiesz. Coś niby tak. Sądzę zaś. Więc czyż i artysta nawet potrafi przejść drogą subtelnych odcieni i drugiego odwieść poprzez analogię od tego. przeczytaj no początek mowy Lizjasza! FAJDROS. czego pragnę. że nic powinno mnie omijać to. jak to ktoś. a na drugą rozbieżnie? FAJDROS. toś słyszał. to czyż nie mamy wtedy wszyscy jednego i tego samego na myśli? FAJDROS. No. 27 . to popatrzmy do mowy Lizjasza. A cóż. to nie będzie żadna sztuka. co w każdym wypadku istotnie jest. Toż takiemu później żal każdej. A nieprawdaż. winny temu pewne analogie między rzeczami? FAJDROS. A więc. „O co mi chodzi. FAJDROS. wiesz. potrzeba powiedzieć. tylko śmiech. to widocznie stan ten wywołało u niego pewne podobieństwo. drugi sam i nie zgadzamy się z sobą nawzajem ani nawet sami z sobą. To niepodobna. co ty mówisz. SOKRATES. Żebyś tylko jasno mówił. ten przede wszystkim to powinien systematycznie rozróżniać i chwytać jakieś charakterystyczne cechy jednej i drugiej formy: zarówno tej.FAJDROS. że ja rozumiem.. Tak jest. przyjacielu: sztuka wymowy u takiego. któreśmy sami mówili. a żyje tylko opinią. do czegoś z tym sprzecznego. co nie. tylko powiedz jeszcze trochę jaśniej. i że za właściwe uważam taką rzecz pomiędzy nami. że winny temu tylko bóstwa tego miejsca. co prawdy nie zna. Piękną by formę miał przed oczyma duszy taki. ja nie mam nic wspólnego z żadną sztuką wymowy! FAJDROS. dlatego że właśnie zakochany w tobie nie jestem. jakie tam będą wady artystyczne i zalety. że jeśli ktoś wydaje sądy niezgodne z rzeczywistością i jest w błędzie. i weźmy te. bez żadnych przykładów. Zupełnie tak. Tak. to ciekawy przypadek. bo tak jakoś sucho. Fajdrosie. FAJDROS. robi figle i nabiera słuchaczów. SOKRATES. czym jest naprawdę każdy byt? FAJDROS. Zobaczmy. SOKRATES. tak nas w prezencie natchnęli. które się mienią w oczach. Więc kto chce opanować sztukę wymowy. Nie? FAJDROS. SOKRATES. Oczywiście w tych niepewnych. Tak bywa. Tutaj w tych dwóch mowach gotów się znaleźć przykład na to. że w kwestiach tego rodzaju na jedną wszyscy zgodnie patrzymy. Ja sądzę. która się ludziom w oczach mieni. Bo gdzież ja. Może być. Proszę cię. jak i tej. Czekaj! Przecież gdzie on błądzi i jaka tu wada artystyczna. jeśli wymieni sprawiedliwość lub dobro? Nieprawdaż. że wtedy jeden idzie tam. co nam tu nad głową śpiewają. Ach. a w innych nie? FAJDROS. Bo niech ktoś wymieni na przykład żelazo albo srebro. Więc jeżeli chcesz. jeśli nie wie. SOKRATES. To niemożliwe. a może być.. to doskonale. goło teraz mówimy. FAJDROS. W niektórych tematach się zgadzamy. że to ci zausznicy Muz. co zna prawdę. A w którychże łatwiej nas w pole wywieść i w których jest większe pole dla artyzmu mówcy? FAJDROS. SOKRATES. SOKRATES. SOKRATES. no. SOKRATES. i czy sam przy tym nie popadnie w błąd. SOKRATES.” SOKRATES. SOKRATES. masz ją przy sobie. który by to zawsze chwytał. FAJDROS. Zupełnie. Czyż to nie jest oczywiste. niech ci będzie.

że we mnie bóg był wstąpił – czy ja Erosa określiłem na początku mowy? FAJDROS. musi się jakoś trzymać kupy. że nic powinno mnie omijać to. No. Ee. że Midas tu pochowany. to nie powinien nigdy przeoczać. Ale ci to będzie jasne. A może nie – może to i sam Lizjasz to zrobił: zmusił nas na początku mowy do tego. Toż ten nawet nie z początku.SOKRATES. że to. A możem głupstwo palnął. A zobaczysz. ale powinna mieć tułów i kończyny dobrane do siebie i z góry określone całością. wiesz. Jak długo płyną strumienie i drzew się zielenią korony. zdaje się. Toż takiemu później żal każdej wyświadczonej przysługi. SOKRATES. na grobie Izami skropionym. jak powiadają. Ależ na Zeusa. ale jeszcze i to powiedz – bo ja. i że za właściwą uważam taką rzecz pomiędzy nami. a poza tym? Ty nie zauważasz tego niechlujstwa myślowego w tej mowie? Cóż myślisz. że ona całkiem laka jak ten epigram. czy nie taka. tu leżąc. FAJDROS. niż Lizjasz. tego tam nie ma. co by zakochany już po wszystkim. na samym końcu. Jaki to epigram i co w nim jest takiego? SOKRATES. Ależ do niepewnych. A cóż Eros? On. czy równie dobrze jakiekolwiek inne zdanie? Ja się na tym nie rozumiem. żeśmy Erosa pojęli jako jakiś jeden byt. tak jak on chciał. . Stąd się nie ruszę. że mu pewna konieczność literacka kazała kłaść jedno po drugim w tym właśnie porządku? FAJDROS. SOKRATES. coś o nim mówił niedawno. tylko bystro spostrzegać. FAJDROS. co mu ślina na język przyniesie. kto idzie. To dopiero! To powiadasz. ma być na grobie Midasa we Frygii. i to jak! SOKRATES. A ty uważasz. dobrze nie pamiętam przez to. Cóż ty myślisz? Czy on by ci był inaczej pozwolił na to. że ja potrafię jego pracę tak jasno rozebrać. i stąd już poszedł cały porządek dalszych mów. co tam jest na drugim miejscu. Sądzę zaś. musi stanowić jakieś ciało indywidualne. tak jest. czy nie? FAJDROS. Zanadtoś łaskaw. toś słyszał. A potem myślę. że każda mowa. mógł mówić do kochanka. tylko jakoś od końca. Jakżeby nie? SOKRATES. SOKRATES. skoro tylko żądzę nasyci. dlatego właśnie. nimbyśmy znaleźli to. że jak ma z czymkolwiek do czynienia. co to się mienią w oczach. FAJDROS. FAJDROS. Mówię każdemu. SOKRATES. więc mi się zdawało. że jest nieszczęściem dla wybranego i dla zakochanego. No. jeżeli myślisz.. że długo byśmy szukali. Pozwól. oczywiście. syn Hermesa. nie może być bez głowy i bez nóg. Jak myślisz: ale czego ty szukasz. „O co mi chodzi. może znowu przeczytamy początek jego mowy? FAJDROS. z jakiejś konieczności musiało stać właśnie na drugim.. Fajdrosie. córki Acheloosa. doskonale. że zakochany w tobie nie jestem. Sokratesie. Toś doskonale powiedział. czy jest taka. o czym ma mówić. a zaraz potem. o co nam chodzi. syn Kefalosa. Oj. że o tyle większymi artystkami byłyby Nimfy. czego pragnę. że jest największym dobrem? SOKRATES. do jakiego też rodzaju należy to. no. wiesz.” SOKRATES. chce przez tę mowę płynąć i zaczyna od tego. należy do tych niepewnych. i Pan. Ale czytaj no – żebym ja jego samego słyszał. powiemy. toż właśnie o koniec chodzi w jego mowie. w drugą stronę. tak jak zwierzę. że autor z całą bezczelnością pisze sobie to. Tam jest to: Spiżową jestem dziewicą. ukochana głowo? FAJDROS. leżę na grobie Midasa. Więc patrzaj na mowę swego znajomego. który.

co z tego naprzód przeczytasz. Nieprawdaż? FAJDROS. Jedna mówiła. co w nich siedzi. a druga. FAJDROS. możeśmy tam i prawdy jakiej dotknęli po drodze. o szale miłości powiedzieliśmy. tak. Przesłyszało mi się. Może dobrem. Tak. że tam w nich byty rzeczy ciekawe i nadawały się do dyskusji o retoryce. a co na końcu. i znalazła w końcu między nimi taką. że temu. A tak. FAJDROS. Ale dopiero potem mowa mogła być jasna i mogło się w niej jedno z drugim zgadzać. Wiesz. Jak to mówisz? SOKRATES. który kocha.Że tu wszystko jedno. na członki. A boski szał. No to dajmy mu spokój. że jest najlepszy. Sokratesie? SOKRATES. tylko patrzeć. o czym za każdym razem mówi. wedle czterech bóstw. to pewnie zrozumiesz. Byty przecież sprzeczne do pewnego stopnia. wmieszało się tu i ówdzie jakąś myśl nie od rzeczy i w końcuśmy hymn niejako wznieśli przyzwoicie i pobożnie na cześć mojego i twojego. i nie próbować łamać żadnej części. to inna rzecz. A weźmy te inne mowy. po junacku! SOKRATES. jak to mowa zaczęła przechodzić od nagany do pochwały. wybornie. potem by człowiek każdy szczegół określił i dopiero byłoby jasne. Muzom zaś poetyckie. Fajdrosie. że należy folgować temu. jak to lichy kucharz robi. Erosa. tak jak teraz się mówiło o Erosie. Bośmy powiedzieli. PAJDROS. a potem pierwsza z nich odcięła część lewą i znowu ją rozdziela na dwie. żeś prawdę powiedział: po wariacku. może złem. to by była miła rzecz. ale to. . powiadasz. Bardzo mi to miło słyszeć. Więc weźmy stąd ten ustęp. że tamto reszta to byty żarty. co nie. Ty kpisz z naszej mowy. jak urosły. Tak. W których to? SOKRATES. opiekuna pięknych chłopców. a potem zaczęliśmy szał miłosny jakimiś dzikimi obrazami malować. A właśnie tego szukałem. A druga forma to która. co się tak przypadkiem w rozmowie zrobiło: te dwie formy – gdyby tak można artystycznie ująć to. Sokratesie! 28 SOKRATES. A tak: spojrzeć z góry i sprowadzić jednym rzutem oka szczegóły tu i tam rozsypane do jednej istoty rzeczy. że Eros to pewnego rodzaju szaleństwo. Bo zdaje mi się. A znowu tak móc ciąć. Ale tak jak te nasze mowy przed chwilą. a druga z boskiego wyrzeczenia się zwyczajów i obyczajów ludzkich. tak i te mowy obydwie pojęty nierozum nasz jako tkwiącą w nas jedną formę. abyś się nie gniewał – chociaż w nim jest mnóstwo przykładów. FAJDROS. SOKRATES. SOKRATES. na czteryśmy części podzielili i prorocze natchnienia przypisaliśmy Apollinowi. ale zaraz się przeszło do czego innego. FAJDROS. A szaleństwo ma formy dwie: jedna pochodzi z choroby – ludzkiej. pana. a o czwartym szale od Afrodyty i Erosa. Dionizosowi mistyczne. SOKRATES. jak nie należy pisać. a druga lewą. co? FAJDROS. mnie się zdaje. FAJDROS. a można by się wiele nauczyć. myślisz? SOKRATES. w nich się przecież ujęło nierozumną część duszy w jakąś jedną wspólną formę i tak jak z jednego ciała wyrastają dwie strony równoważne: jedna się nazywa prawą. Które. Naprzód określenie: czym jest. FAJDROS. dzielić na formy.

co? Takie subtelności techniczne! FAJDROS. Sokratesie. „jakbym ślad boga napotkał”. powiedz. A. a miałoby być mimo sztuką! W każdym razie nie traktujmy tego lekko. FAJDROS. To mówisz. całkiem lewą stronę miłości i tę też ganiła zupełnie słusznie. że ci im z dobrej woli grube pieniądze przynoszą. wygląda to jak stare. że ktoś inny umie widzieć całość i jej części organicznie związane. a co sprzeczne. Pewnie. A potem jakaś ekspozycja. Jak to raz Prodikosowi opowiadałem.powiedzmy. a co najnowsze. Bardzo wiele. A teraz tych. że on tylko sam jeden wynalazł to. . SOKRATES. Prodikosie. że on nawet i „besztania uboczne” miał wierszem mawiać. jak małe. zdaje mi się. SOKRATES. to coś. równoważną tamtej. to jest sztuka wymowy: to. Ja przepadam za podziałami i uogólnieniami. oni są zupełnie jak królowie. Ja to i sam ogromnie lubię. Ty myślisz o Teodorze? To zasłużony człowiek. to za nim chodzę krok w krok. tylko w samą miarę. PAJDROS. ci. ale całkiem się nie rozumieją na tym. A Hippiasza nie wymienimy? Z tym by się z pewnością zgodził tamten gość z Elei. ani krótkich. Jeszcze jak! I jak robić replikę główną i poboczną w oskarżeniu i w obronie. że się to. SOKRATES. Tak. Dobrze. czym się Trazymach posługuje i inni? Tak mądrze mówią i drugich tak uczą. że prawdopodobieństwo więcej warte niż prawda. Bardzo słusznie mówisz. co jest w podręcznikach retoryki. to mądry człowiek! A Tizjaszowi i Gorgiaszowi dajmy pokój. że wstęp mówi się na początku. jak królom jakim? FAJDROS. słusznie czy niesłusznie nazywam. powiada. To wszystko. Bardzo mądre. wydawało wielkie. co się od ciebie i od c Lizjasza nauczą. którzy to umieją. po trzecie świadectwa. co to uważali. postawiła nam ją przed oczy i pochwaliła. i ową zwięzłość mów wynaleźli i to rozwodzenie się bez końca nad wszystkim. I podobno jakieś potwierdzenie i poboczne potwierdzenie ma mówić ten nieoceniony majster mów z Bizancjum. SOKRATES. A ślicznego Euenosa z Paros nie wyprowadzimyż na plac. jako że jej zawdzięczamy największe dobro. co małe. o co ty się pytasz. Jak powiadasz? Ładne to musi być. tego. a siłą wymowy tego dokazywali. SOKRATES. ani długich mów. a co wielkie. potem dowody. Ale powiedz. To pewnie będzie to. jak tych trzeba nazywać? Czy to. a po czwarte prawdopodobieństwa. co właściwie może być jeszcze poza tym w retoryce? FAJDROS. SOKRATES. PAJDROS. Ale retoryka jakoś ciągle jeszcze przed nami ucieka. to się śmiał i mówił. FAJDROS. Ci niech śpią. A tamten rodzaj. żeś przypomniał. A jak mi się kiedy zdaje. Ale czy tych. i wyszukała miłość w pewnym sensie boską. co to pierwszy wynalazł „doniesienia wstępne” i „pochwały uboczne”? Niektórzy powiadają. Dotąd ich nazywałem dialektykami. a druga nas poprowadziła na prawą stronę szaleństwa. że całkiem dobrze nazwałeś: dialektyką. to bóg 29 raczy wiedzieć. czego potrzebuje sztuka wymowy: a potrzebuje. inaczej nie umiałbym mówić ani myśleć. taką miał pamięć. co by oprócz tamtych rzeczy zostało. Fajdrosie. jak nowe.

on tego uczy i uważa. że jak zechcę. że to wszystko jest ogromnie rzadkie płótno. a potem je. FAJDROS. bo potrafi uderzyć ton bardzo wysoki i całkiem niski. a jak mi się podoba. Cóż innego. SOKRATES. czarem wymowy uśmierzał. że drugiego potrafię tego wyuczyć. kto by sądził. i inne takie najrozmaitsze skutki. A gdyby powiedział. No. to się każde rozgrzeje albo oziębi. co się mówiło. że podaje uczniom sztukę dramatu? FAJDROS. SOKRATES. któremu się zdaje. ale tak jakby muzyk spotkał kiedyś człowieka. chłopcze. Mają niewątpliwie. że ten. a nie ma najmniejszego pojęcia o medycynie. wobec tłumu – na Zgromadzeniach Ludowych. bardzo wielkie. jak każdego. Ale tamte rzeczy. A czy to nie były po części wynalazki Protagorasa? SOKRATES. te jego na przykład diplazjologie. żeby napisał o pięknie brzmiących słówkach? FAJDROS. Bo proszę cię. Sokratesie. a drugi inaczej. że tragedia jest czymś innym niż porządnym kompleksem tych właśnie składników dobranych do siebie nawzajem i do całości. który się tego ode mnie nauczy. SOKRATES. Ale mistrzem w lamentach i jękach przed sądem. a na wielki temat króciutkie. tylko jeden tak to nazywał.SOKRATES. No to pewnie by powiedzieli. I ci. że potrafi na temat lada drobnostki robić olbrzymie tyrady. jak nie zapytaliby go. w artystycznym wywlekaniu starości i ubóstwa. jako to trzeba przy końcu mowy wszystko pokrótce zebrać i przypomnieć słuchaczom. A tak: pewna poprawność językowa. ten mąż pysznie umiał wywoływać oburzenie. o co mnie pytasz? FAJDROS. powiada. Mają. gnomologie. SOKRATES. i na odwrót. może i ty odniesiesz takie wrażenie – ja uważam. FAJDROS. o ile mu użyczę wiedzy o tych środkach”. którym ludziom co podawać potrzeba i kiedy. który mu tamten darował. A ponieważ to umiem. Właśnie to mówię. gdyby tak do Sofoklesa ktoś przyszedł albo do Eurypidesa i powiedział. bez szorstkości i bez impertynencyj byłoby się między nimi obeszło. Ale bój się Boga! Przypatrz się i ty sam. i wiele innych pięknych rzeczy. sam już potrafi zrobić to. może by je tak do światła zobaczyć. jakie i kiedy mają znaczenie w sztuce? 30 FAJDROS. SOKRATES. to potrafię sprowadzić wymioty albo i przeczyszczenie. że ten człowiek zwariował i gdzieś tam z podręcznika coś posłyszał albo mu jakieś lekarstwa w ręce wpadły i dlatego mu się zdaje. że: Ani mowy. a jak zechce. drobnostki. A cóż. SOKRATES. gdyby tak ktoś przyszedł do twego przyjaciela Eryksimacha albo do jego ojca Akumenosa i powiedział: „Ja takie rozmaite rzeczy umiem ciałom ludzkim podawać. że umie naukę harmonii. Ty mówisz o tym. ikonologie? A słownik Likymniosa. A. że został lekarzem. i w jakiej dawce. ale sądzę. to nie palnąłby mu z miejsca: „Ty bałwanie. Mniejsza o drobnostki. SOKRATES. Pokaż tylko. to skargi i lamenty. czy oprócz tego wie także. i inne takie rzeczy. O. Cóż. wyśmialiby go zapewne. powiedzieliby mu na to? FAJDROS. a ty masz może jeszcze coś do powiedzenia o sztuce układania mów? FAJDROS. nie warto o nich mówić. w tym celował ten atleta z Chalcedonu. . uważam się za lekarza i sądzę. Znakomicie umiał oczerniać kogo bądź albo odpierać potwarze wszelkiego rodzaju. A Polosa Muzeum figur retorycznych. straszne słowa i groźby. Ale na zakończenie mowy to podobno wszyscy się jednakowo zapatrywali. myślisz.

że mógłby najmniejszego pojęcia nie mieć o harmonii. Co ty mówisz! SOKRATES. a nawet z pewnością tak samo jak z innymi rzeczami. także jakieś mocne słowo na tych. Tak. tak. czyby się gniewali i padłoby z ich ust. jakby to i skąd by ją można wziąć? SOKRATES. jeśli ludzie nie umiejący myśleć porządnie nie potrafili określić. byliby nam zaraz usta zamknęli. mądrzejsi od nas. FAJDROS. Wpadł na takiego właśnie Anaksagorasa. żeby naprawdę przekonywało. sądzili. No cóż? A gdyby tak ów złotousty Adrastos albo Perykles przyszedł i usłyszał o tych ślicznych sztuczkach. mówiąc: „Fajdrosie i Sokratesie. napełnił sobie głowę filozofią przyrody i doszedł natury rozumu i nierozumu. wydaje się. Jeśli jednego lub drugiego zaniedbasz. będzie ci tego do doskonałości brakło. FAJDROS. że najdoskonalszy mówca ze wszystkich to Perykles. ale może zajść i taki wypadek. zaokrąglać się niejako i dojrzewać. że to przed medycyną. I Perykles posiadał to spojrzenie obok zdolności wrodzonych. Bardzo słusznie. Zdaje się. to zdaje mi się. więc delikatnie: „Ależ mój drogi. cóż. Każdemu wielkiemu artyście przydadzą się bajdy o naturze nieba i ziemi. mając w ręku tylko potrzebne wiadomości i środki poprzedzające tę sztukę. cośmy to je musieli brać pod światło. tak jak ode mnie i od ciebie. Jak ty to rozumiesz? . którzy to popisali wszystko i uczą tego niby sztuki wymowy. Powinien się raz w życiu bawić takim szperaniem w rzeczach wielkich. koniecznie i to potrzeba znać. który przekonywa naprawdę. Stąd musi umysł nabierać szerszego spojrzenia na wszystko. ale wybaczyć. którędy Tizjasz prowadzi i Trazymach. FAJDROS. A którędy? SOKRATES. Ty posiadasz wiadomości wstępne do nauki harmonii. ale że to Muz przyjaciel. ale nie samą naukę”. mój kochany. tę sztukę istotnego mówcy. SOKRATES. jeśli ktoś chce zostać mistrzem harmonii. czym jest sztuka retoryczna. że to istotnie coś takiego. a złożyć całość organicznie związaną to niby nic? To już niech sobie uczeń sam z siebie wydobędzie w samej mowie!” FAJDROS. FAJDROS.czyś zwariował?”. Fajdrosie. SOKRATES. i skutkiem tego niedomagania umysłowego. Ale 31 wiesz. Wiesz co. że ten ktoś popisuje się tylko czymś. Jeżeli ci natura dała talent wrodzony. jeśli do tego dodasz wiedzę i pilność wytrwałą. w każdym razie. Uczą tego drugich i zdaje im się. Tak. to może tak jak zostać doskonałym zapaśnikiem. Nieprawdaż? Więc i Sofokles powiedziałby. takiego. czy też oni. Sokratesie. o tych brachylogiach i ikonologiach. Umieć mówić. Zdaje mi się. ale to nie dramaturgia. że znakomicie wyuczają sztuki mówienia. A podać to wszystko tak. że masz rację. A o ile chodzi o artyzm w tych rzeczach. Perykles wyciągnął stąd to. nie trzeba się gniewać. nie tędy do niego droga. ta cała sztuka. co mu się później przydało w sztuce wymowy. że wynaleźli samą sztukę wymowy. a nie medycyna. którą ci ludzie podają na wykładach i w podręcznikach jako retorykę. i Akumenos by powiedział. o tym zawsze dużo mówił Anaksagoras. o którycheśmy dzisiaj mówili. kto by miał tylko takie przygotowanie jak ty. co jest przed tragedią. FAJDROS. będziesz znakomitym mówcą.

że się doskonale znają na duszy . a duszy podawać myśli i obyczaje zacne i rozwijać w niej przekonania dowolne i dzielności. FAJDROS. że tak. i pouczy. to je wyliczyć i zastanowić się nad każdą. że można bez natury wszechrzeczy? FAJDROS. ci zdolni do wszystkiego mistrze wymowy chytrzy są i ukrywają się z tym. czy też ma różne rodzaje to. FAJDROS. A żaden artysta nie powinien w swej pracy przypominać ślepego ani głuchego. SOKRATES. Ale trzeba oprócz Hippokratesa i rozumu zapytać. czy też ma. Zgoda. FAJDROS. 32 SOKRATES. to nawet i natury ciała na innej drodze nie poznasz. w czym sami chcemy być mistrzami i w czym drugich chcemy doprowadzić do doskonałości. FAJDROS. i jaki tam inny. Nieprawdaż. czy nam słuszność przyzna. SOKRATES. Bez tego będziesz chodził po omacku. no. naprzód ogromnie ściśle i jasno opisze duszę i pokaże. a których ty słuchałeś. analizować naturę: ciała w jednej. przyjacielu. czy to o inny jaki temat będzie szło. jasno okaże. Więc nigdy.SOKRATES. czemukolwiek mowę swą poświęci. Doprawdy. który by serio brat i drugim podawał sztukę wymowy. SOKRATES. Sokratesie. jaka jest naprawdę natura tego. To by znakomicie było. że tak należy rozpatrywać naturę każdej rzeczy? Naprzód się zastanowić nad tym. wiążąc każdy szczegół z każdym. Po drugie zaś. FAJDROS. Bo przekonania i skłonności w niej właśnie chce wywołać. Więc weź pod uwagę to. a jeśliby to miało więcej form. Tak. przypuszczasz. ułoży systematycznie rodzaje mów i rodzaje duszy oraz ich stany wewnętrzne i przejdzie wszystkie przyczyny za porządkiem. No tak. Przeciwnie. na kształt ciała. przyjacielu. Po trzecie. temu z Asklepiadów. a duszy w drugiej. A naturę duszy zrozumieć należycie. a potem. Jak to? SOKRATES. Zdaje się. czy o ten właśnie. a na drugą zupełnie nie działa. jeśli nie chcesz na podstawie samej tylko rutyny i doświadczenia ciału podawać lekarstwa i wyrabiać w nim zdrowie i siły. czy to coś prostego. Jeśli mamy wierzyć Hippokratesowi. Bo to się nazywa pokazać naturę czegoś. Przecież ze sztuką wymowy to tak samo jak z medycyną. Dobrze mówi. w co mową zechce utrafić. jaka mowa na jaką duszę i z jakiej przyczyny z konieczności działa. A to chyba będzie dusza. SOKRATES. No. SOKRATES. co dzisiaj o tym piszą. Nieprawdaż? Wszystkie usiłowania skupi na ten przedmiot. Sokratesie. Czy tak? FAJDROS. zastanowić się nad jego sitami: jakie to z natury swej posiada zdolności czynne i bierne i względem jakich przedmiotów. FAJDROS. rzecz napisana lub wykładana w innym jakimkolwiek sposobie żadną miarą nie będzie miała cech sztuki. Podobno tak. na co z natury swej działać potrafi i co na nią działa. czy jest jedna i jednolita. Więc naturalnie i Trazymach. SOKRATES. Tymczasem ci. FAJDROS. SOKRATES. SOKRATES. jakie każda ma dyspozycje czynne i w jakich od czego zostaje zależnościach. jeśli to coś prostego. co o naturze mówi Hippokrates i prawdziwy rozum. podobnie jak nad całością. W jednej i w drugiej musisz rozbierać. A pewnie. różne formy. FAJDROS.

kiedy chodził na wykłady. przypomnij sobie. bo przecież w sądach nigdzie nikomu nie chodzi o prawdę w tych rzeczach. a każda ma coś sobie właściwego. Niepodobna. kiedy je pora stosować. to człowiek. Cóż więc? – powie może taki pisarz – Fajdrosie i Sokratesie. Dopiero kiedy potrafi powiedzieć. Ale ogólnikowo. A kiedy to dostatecznie pojmie. kto mu nie uwierzy. tylko o przekonanie. niepodobna inaczej. A kiedy się rozbierze i wykaże. . jak potrzeba pisać. których się powyuczał. wymowy uczy lub podręczniki retoryki układa. jeśli miały przebieg nieprawdopodobny. Więc pokąd nie zaczną w ten sposób wykładać i pisać. Toteż bierz mowy jedną za drugą. a innych dla innej przyczyny nakłonić trudno. jeżeli możesz pójść krótszą i łatwiejszą.ludzkiej. To prawda. nie damy się im przekonać. to ja ci coś powiem. FAJDROS. ile możności tobym powiedział. a przy nadarzającej się sposobności potrafi się bystro zorientować. że oto mam przed sobą takiego człowieka i taką naturę. weźmiemy taką sztukę wymowy. którzy są takimi z natury czy z wychowania. kiedy mowy wygłasza. Mówią. Jeżeli tego nie potrafi. Fajdrosie. że tak jest i że się tak dzieje w życiu praktycznym. że mowa jego ma znamiona sztuki – mądrzejszy od niego ten. Otóż oni powiadają. a takie ceregiele z tym robić. Toż nieraz w oskarżeniu lub w obronie nawet i faktów nie należy przedstawiać. że kto chce być tęgim mówcą. Jeśli chcesz. a oto on tu jest naprawdę przede mną i temu by potrzeba w ten sposób i taką mowę podać. Zatem jest ich tyle a tyle. Wprost słowa przytoczyć potrzebne nie jest łatwo. co kiedyś słyszał. to mało co więcej będzie wiedział ponad to. Otóż takich ludzi z pomocą takich mów dla tej i tej przyczyny łatwo jest nakłaniać do takich i takich rzeczy. W jaki sposób niby? SOKRATES. SOKRATES. Skoro w naturze mowy leży zdolność do prowadzenia dusz. Owszem. że nie ma co tak poważnie brać tych rzeczy i tak głęboko sięgać. ile form dusza posiada. SOKRATES. Sokratesie. te wszystkie rodzaje retoryczne. wie. aby go do tego i tego nakłonić – dopiero kiedy to już potrafi. jak się zdaje. 33 SOKRATES. jeżeli rzecz ma mieć cechy sztuki. com słyszał od jednego z takich. o której się wtedy mówiło. Więc powiedz! SOKRATES. przewracaj je na wszystkie strony i próbuj. ale prawdopodobieństwa. kiedy stosować zwięzłość. To i ty tak zrób. a drudzy inni. a są takie i takie. FAJDROS. więc one powinny obchodzić przyszłego mistrza wymowy. tego nic powinna nic obchodzić prawda w odniesieniu do tego. Tak dla próby to bym miał – ale w tej chwili mi trudno. to znowu są takie i takie formy mów. a kiedy nie – wtedy dopiero jest skończonym mówcą artystą. to spróbuj powiedzieć. FAJDROS. bo to przecież prosta rzecz. który chce być mówcą. A jeśli pomija coś z tego. że trzeba czasem i za wilkiem coś powiedzieć. FAJDROS. A jeżeli może masz jakąś pomoc w tym. że uprawiają sztukę. a kiedy znowu żale wywodzić i rzucać groźby. musi koniecznie wiedzieć. może znajdziesz jaką łatwiejszą i krótszą drogę do sztuki – bo po cóż ci iść daremnie długą i trudną. a prędzej nie. czy może inaczej by ją pojąć? FAJDROS. Ale to niemała robota. SOKRATES. jakeśmy już i na początku tej mowy powiedzieli. a ocenić umie sposobność: co kiedy powiedzieć. jaka mowa na kogo działa. A przekonywają prawdopodobieństwa. PAJDROS. coś od Lizjasza usłyszał albo od innego takiego. jeśli wie zawsze. powinien się potem nauczyć bystro śledzić i spostrzegać. skąd jedni ludzie są tacy. a twierdzi. co sprawiedliwe i dobre w postępowaniu ludzkim i w ludziach samych. a co przemilczeć.

jak nasza mowa pokazuje. osiągnąć na tej drodze potrafi”. nie powinien człowiek rozumny dbać o względy towarzyszów niewoli. Fajdrosie? FAJDROS. jak się im podoba. FAJDROS. że jak kiedyś człowiek słabej budowy. Otóż on wpadł na taki mądry i artystyczny pomysł i napisał. a im się zdaje. żeby to tylko ktoś potrafił! 34 SOKRATES. ten nigdy w wymowie nie dojdzie do takiego mistrzostwa. ten Tizjasz i ci inni. zanimeś tu przyszedł. Nigdy bowiem. te artystyczne mowy. co mówią ci. a nie wracaj. Ano tak. a trudy te nie dla mów i postępków ludzkich podejmować powinien człowiek rozumny. ale znowu coś zacznie łgać i zaraz da przeciwnikowi nową broń do ręki. tyćki. Ale i ten cel wysoki. poturbuje mocnego. ale odważny. może by im tak powiedzieć. przecież samego Tizjasza znasz na wskroś. którzy udają mistrzów wymowy. w każdym wypadku najlepiej i najpiękniej wynajdywać potrafi ten. wtedy żaden z nich nie powinien prawdy powiedzieć. jak oni się tam wabią wszyscy. Ale. do jakiego człowiek dojść potrafi. jakeśmy to właśnie przeszli. przy okazji jakiejś mówili. co się bogom podoba. a przede wszystkim powinien sobie pomóc tym. że ono jest do prawdy podobne. tak mówią mądrzejsi od nas. Więc jeśli jeszcze coś innego poza tym masz do powiedzenia o sztuce wymowy. FAJDROS. że byli przecież sami. który prawdę zna. Nie tak. SOKRATES. chyba tylko ubocznie. Ty właśnie to przedstawiasz. ale na to. FAJDROS. jeśli tylko ktoś zechce. bo się nią do wielkich rzeczy idzie. że „gdzieżbym się ja. a tamten się nie przyzna do swego tchórzostwa. żeby cały czas miał prawdopodobieństwo za sobą. Sokratesie. żeśmy już przedtem dotknęli czegoś takiego. I w innych sprawach podobnie. a tchórzliwego. a nie tak. co się tłumowi wydaje. „Tizjaszu. a wszystkie razem zbierać i obejmować jedną istotą. FAJDROS. że go ów odważny nic sam jeden tylko napadł. i tak. Ale już i zabrać się do pięknych rzeczy ładnie jest i warto. Bo cała sztuka mówcy tkwi w tym. a zaprowadzą go do sądu. A podobieństwa. myśmy dawno jeszcze. Przypominam sobie. Sokratesie. SOKRATES. Co? SOKRATES. Bardzo to ładnie powiedziane. brał do takiego chłopa?”. ale tchórz powinien mówić. Strach! Jak to oni sprytnie taką nieznaną sztukę odkryć potrafili. że to rzecz pierwszorzędnej wagi. cośmy w tej chwili wykazali: że jeśli ktoś słuchaczów swoich nie potrafi segregować wedle ich natury ani nie będzie umiał dzielić bytów wedle ich różnych rodzajów. jak się tobie wydaje. a prawdzie powiedzieć: bywaj zdrowa. co człowieka spotka po drodze. A jeśli obręcz drogi wielka i długa.. zrabuje mu zarzutkę czy co innego. a jeżeli nie. żeby umiał mówić to..W ogóle mówca powinien szukać tylko prawdopodobieństwa. a ten niech dowodzi. to cię posłuchamy. to będziemy już polegali na tym. mój przyjacielu. No. Tizjaszu. . Więc niech nam sam Tizjasz powie. Cóż by innego? SOKRATES. Ale do tego nie dojdzie nikt bez wielu trudów i wysiłków. co on innego rozumie przez prawdopodobieństwo jak nic to. postępował. wszystko jedno. To podobno są w ogóle same tego mniej więcej rodzaju. nie dziw się. ale pozyskiwać sobie władców dobrych i z dobrego rodu. o ile mu siły pozwolą. że się ludzie prawdopodobieństwem karmią dlatego właśnie.

w miarę jak mu się słowa Teuta wydawały słuszne lub niesłuszne. SOKRATES. SOKRATES. SOKRATES. z siebie samego. No więc. Królem Egiptu całego był podówczas Tamuz. Ten wynalazek niepamięć w duszach ludzkich posieje. którzy się zechcą daną sztuką posługiwać. zabawne pytanie. FAJDROS. a gdzie nie. które Grecy nazywają Tebami Egipskimi. zaufa pismu i będzie sobie przypominał wszystko z zewnątrz. czy tak jest naprawdę. zatem przez dobre serce dla nich przypisałeś im wartość wprost przeciwną tej. bo człowiek. byleby tylko prawdę mówił. a boga nazywają Ammonem. że koło Naukratis w Egipcie mieszkał jeden z dawnych bogów tamtejszych. czy inaczej? FAJDROS. co do sztuki należy. Et. że słowa pisane coś więcej potrafią jak . On miał pierwszy wynaleźć liczby i rachunki. a nie z własnego wnętrza. A ten mu na to: Teucie. Wiesz ty. o czym długo byłoby opowiadać. którą one posiadają naprawdę. Sokratesie! Jak ty łatwo układasz mowy egipskie i jakie tylko chcesz. na co się to może przydać i w czym zaszkodzić tym.FAJDROS. jaki by każda z ich przynosiła pożytek. Dawni ludzie nie byli tacy mądrzy jak wy młodzi. abyś się jak najwięcej bogu podobał? FAJDROS. jak ten Tebańczyk powiada. O każdej sztuce miał Tamuz Teutowi wiele dobrego i wiele złego do powiedzenia. Toż mowa dębu w świątyni Zeusa w Dodonie miała pierwsza wyrocznię zawierać. czyby nam jeszcze zależało co na ludzkich sądach? FAJDROS. mistrzu najdoskonalszy. jak on mówi. Zamknąłeś mi usta. dalej warcaby i grę w kostki. a po większej części nie będą umieli nic i tylko obcować z nimi będzie trudno. że wiele umieją. SOKRATES. w prostocie ducha umieli i dębu. i głazu posłuchać. jedno ganił. a drugi potrafi ocenić. któremu i ptak jest poświęcony. i ten. A sam bóg miał się nazywać Teut. nauczył go swoich sztuk i kazał mu je rozpowszechnić między innymi Egipcjanami. tylko środek na przypominanie sobie. geometrię i astronomię. to człowiek bardzo naiwny i nie wie. Słyszałem tedy. Zgoła nie. a nie ludzie mądrzy naprawdę. gdzie ono jest na miejscu. A pewnie. Tak. I mnie się zdaje. jak gdyby z liter mogło wyjść coś jasnego i mocnego. stąd i zowąd. co ją chce z nich czerpać. Gdybyśmy i my ją znali. Otóż kiedy doszli do liter. Ale coś ty słyszał? Opowiedz! SOKRATES. skoro myśli. przestanie ćwiczyć pamięć. jeszcze to zostaje. masz słuszność. SOKRATES. Do niego tedy przyszedł Teut. co myśli. A tylko o pisaniu jeszcze. jakeś powinien na punkcie mów postępować i mówić. a panował w owym wielkim mieście w Górnym Egipcie. Prawda? FAJDROS. a nie mądrość prawdziwą. a oprócz tego litery. A ten pytał. wynalazek ten jest lekarstwem na pamięć i mądrość. że z literami to tak. Nieprawdaż? Ten. a ty? SOKRATES. Słyszałem jedno podanie dawnych ludzi. który się tego wyuczy. Więc to nie jest lekarstwo na pamięć. co bóg Ammon powiedział. ta nauka uczyni Egipcjan mądrzejszymi i sprawniejszymi w pamiętaniu. Prawdę oni tylko sami znają. Posiędą bowiem wielkie oczytanie bez nauki i będzie się im zdawało. nazywany Ibisem. to będą mędrcy z pozoru. powiedział Teut do Tamuza: Królu. Tak też i teraz: Ty jesteś ojcem liter. I bardzo nawet. że sztukę w literach zostawia. ze znaków obcych jego istocie. jeden potrafi płodzić to. a drugie chwalił. Uczniom swoim dasz tylko pozór mądrości. Czyż ci nie wszystko jedno. o tym artyzmie i braku artyzmu w mowach byłoby już dość! FAJDROS. a potem. kto to mówi i skąd on? Więc nie na to tylko patrzysz.

tylko przypomnieć człowiekowi, który rzecz samą zna, to, o czym pismo traktuje.
FAJDROS. Zupełnie słusznie.
35
SOKRATES. Coś strasznie dziwnego ma do siebie pismo, Fajdrosie, a prawdę rzekłszy, to i
sztuka malarska. Toż i jej płody stoją przed tobą jak żywe, a gdy ich zapytasz o co – wtedy
bardzo uroczyście milczą. A tak samo słowa pisane. Zdaje ci się nieraz, że one myślą i mówią.
A jeśli ich zapytasz o coś z tego, o czym mowa, bo się chcesz nauczyć, one wciąż tylko
jedno wskazują; zawsze jedno i to E samo. A kiedy się mowę raz napisze, wtedy się ta pisana
mowa toczyć zaczyna na wszystkie strony i wpada w ręce zarówno tym, którzy ją rozumieją,
jak i tym, którym nigdy w ręce wpaść nie powinna, i nie wie, do kogo warto mówić, a do
kogo
nie. A kiedy ją fałszywie oceniają i niesłusznie hańbią, zawsze by się jej ojciec przydał do
pomocy, bo sama ani się od napaści uchronić, ani jej odeprzeć nie potrafi.
FAJDROS. I to bardzo słuszne słowa.
SOKRATES. A gdyby tak inną mowę zobaczyć; rodzoną siostrę tamtej: jaka ona jest i o ile
lepsza i więcej potrafi niż tamta.
FAJDROS. Jakaż to; jak ona się robi?
SOKRATES. Mistrz, który wiedzę posiada, pisze ją w duszy ucznia. Ona potrafi odpierać
napaści
i wie, do kogo mówić, a przed kim milczeć potrzeba.
FAJDROS. Mówisz o żywej, pełnej ducha mowie człowieka, który wiedzę posiada; mowa
pisana to jej mara tylko?
SOKRATES. Ze wszech miar; ale coś innego mi powiedz. Jeżeli rolnik ma rozum, a zależy
mu na pewnym nasieniu i chciałby, żeby ono owoc wydało, to czy je rzuci podczas lata gdzieś
w ogródku Adonisa i będzie się po ośmiu dniach cieszył, patrząc, jak to pięknie wschodzi, czy
też na to sobie czasem tylko, jeśli w ogóle kiedy, i to dla zabawy pozwoli, od święta, a jeśli
mu na którym nasieniu serio zależy, to jak mu sztuka rolnicza nakazuje, posieje je w grunt
odpowiedni i będzie się cieszył, jeśli to, co posiał, po ośmiu miesiącach dojrzeje?
FAJDROS. Tak jest, Sokratesie; jedno będzie robił serio, a drugie inaczej – tak jak mówisz.
SOKRATES. A cóż ten, który posiada wiedzę o tym, co sprawiedliwe i piękne, i dobre; czyżby
on miał mieć mniej rozumu od rolnika, tam gdzie chodzi o jego własne nasiona?
FAJDROS. Bynajmniej.
SOKRATES. Więc i on nie będzie serio pisał tych rzeczy na płynącej wodzie, nie będzie piórem
i atramentem siał słów, które za sobą słowa przemówić nie potrafią i prawdy nauczyć, jak
należy.
FAJDROS. Nie będzie; z pewnością nie będzie.
SOKRATES. O nie! Ogrody z liter i stów dla własnej zabawy będzie obsiewał i pisał, jeżeli
zechce; będzie sobie kaplicę osobistych pamiątek budował, aby do niej chodził, kiedy starość
niepamięć przyniesie; on sam i każdy, który za nim pójdzie śladami. Rozkosz będzie miał
patrzeć, jak te kwiaty kwitną, i kiedy inni w zabawach i ucztach, i innych tego rodzaju
rzeczach
odświeżenia szukają, on się tak, jak mówię, bawić potrafi całe swoje życie.
FAJDROS. Przecudną opisujesz zabawę wobec tamtej, podłej. Tak się móc bawić mowami:
o sprawiedliwości i tych innych, jak mówisz, mity układać...
SOKRATES. Tak jest naprawdę, kochany Fajdrosie, tak jest. Ale znacznie piękniejsza poważna
praca na tym polu, kiedy ktoś sztuki dialektyki zażywa, a weźmie duszę zdolną i
umiejętnie w niej zasadzi i posieje mowy, które i sobie samym, i swojemu siewcy pomóc
potrafią,
a nie zmarnieją bez plonu, bo jest w nich nasienie, z którego nowe mowy w rozmaitych
typach ludzkich rosną, i ono nie umiera nigdy, a takie szczęście daje człowiekowi, jakiego

tylko mu dostąpić można.
FAJDROS. O wiele to piękniejsze jeszcze, to co teraz mówisz.
SOKRATES. Więc teraz, Fajdrosie, możemy tamto ocenić, kiedyśmy się na to zgodzili.
FAJDROS. Ale co?
SOKRATES. A to, cośmy chcieli wziąć pod uwagę, a zaszliśmy aż tutaj: ten pamfiet na Lizjasza
za to, że pisuje mowy. I ocenić mowy same: które z nich mają znamiona sztuki, a które
nie. Bo jakie są znamiona sztuki i jej braku, to, zdaje mi się, jest już do pewnego stopnia
jasne.
36
FAJDROS. Zdaje mi się, ale przypomnij mi: tak króciutko!
SOKRATES. Zanim ktoś nic pozna prawdy w każdej materii, o której mówi czy pisze, i nic
potrafi zgodnie z prawdą określić całości, a określiwszy, znowu ją na poszczególne formy
ciąć, aż dojdzie do elementów niepodzielnych; dopóki się w taki sam sposób nie zapozna z
naturą duszy i nic potrafi znaleźć w każdym wypadku takiego rodzaju mowy, który by danej
naturze odpowiadał, pokąd nie potrafi mów swoich tak układać i zdobić, żeby duszom
bogatym
i subtelnym mógł podawać mowy haftowane i dźwięczne, a duszom prostym proste – tak
długo nie potrafi być artystą, mistrzem w narodzie mów, i cała jego robota nie przyda się na
nic, bo ani nie nauczy nikogo, ani nie przekona. Wykazała to już zresztą cała nasza rozmowa.
FAJDROS. Istotnie; jakoś tak to wszystko wyglądało.
SOKRATES. Już teraz jest jasne, czy wygłaszanie i pisanie mów jest czymś pięknym, czy
haniebnym, i kiedy można tym słusznie cisnąć komuś w oczy, jak hańbą, a kiedy nie. Przecież
to jasno wynika z poprzednich słów.
FAJDROS. Co wynika?
SOKRATES. Że jeśli Lizjasz czy inny taki jak on pisał albo będzie kiedyś pisał w sprawie
prywatnej lub publicznej, będzie układał prawa i projekty polityczne i będzie mu się zdawało,
że w tym jest wielka siła i przejrzystość – to taka praca pisarska będzie hańbą dla autora;
wszystko jedno, czy mu tym kto w oczy ciśnie, czy nie. Bo nie rozpoznawać widm sennych,
widziadeł w zakresie sprawiedliwości i niesprawiedliwości, w zakresie dobra i zła – to nic
przestanie nigdy być hańbą w oczach prawdy, choćby to cały tłum bez żadnych wyjątków
chwalił.
FAJDROS. Nie przestanie.
SOKRATES. Natomiast ten, który wie, że w każdej mowie, jakikolwiek by miała temat, musi
być dużo rzeczy nie na serio i że nie istnieje w ogóle żadna mowa, ani wierszem, ani prozą
wypowiedziana, ani napisana, którą by warto brać zbyt serio, jak to je rapsodowie bez
rozgarnienia
i bez nauki wygłaszają, byle tylko działać na dusze; kto wie, że najlepszy z mów skutek
to tylko przypomnienie wywołane w duszach pełnych wiedzy i że światło prawdziwe a
doskonałe jest tylko w tych mowach, którymi człowiek drugich naucza, a sam się od innych
uczy o tym, co sprawiedliwe i piękne, i dobre, a na duszach je ludzkich wypisuje – ten będzie
takie mowy odczuwał jak rodzone córki; naprzód tę, którą sam począł we własnym wnętrzu, a
potem te jej dzieci i siostry, które się w innych duszach ludzkich porodziły i wyrosły, piękne
– cóż go może obchodzić wszystko inne – taki człowiek, Fajdrosie – to będzie, zdaje się,
wzór, do którego byśmy obaj dojść pragnęli.
FAJDROS. Ze wszech miar; ja przynajmniej tego pragnę i modlę się o to, co mówisz.
SOKRATES. No – jużeśmy się dosyć pobawili ta retoryką. A ty jak pójdziesz, to opowiedz
Lizjaszowi, jakeśmy się zeszli w zaciszu Muz i w tym Muzeum słyszeliśmy mowy ciekawe.
Mowy te kazały coś powiedzieć Lizjaszowi, i jeśli kto inny podobne mowy układa, i
Homerowi,
i kto tam inny wiersze składa pod muzykę i bez muzyki, a po trzecie Solonowi i każdemu,

który pisuje mowy polityczne albo projekty ustaw układa, że jeśli mu w tej robocie
przyświeca
znajomość prawdy i jeśli potrafi w danym razie ustnie bronić tego, co napisał, i nieraz
w tej obronie pokazać, że nic niewarte to, co napisał, ten nie zasługuje na nazwę wziętą od
lichej roboty, ale od tego, co mu jako cel w tej robocie świeciło.
FAJDROS. Więc jak mu się pozwalasz nazywać?
SOKRATES. Mędrzec, Fajdrosie, to za wielkie słowo i tylko bogu samemu przystoi. Ale
„przyjaciel mądrości”: filozof, czy coś podobnego, to znacznie bardziej stosowne i
przyzwoite.
FAJDROS. I tak się nawet mówi.
SOKRATES. Nieprawdaż, kto nie ma we własnym wnętrzu niczego cenniejszego nad to, co z
siebie wydusił i napisał po długich a ciężkich cierpieniach, dodając i kreśląc niezliczone razy
– tego tylko słusznie możesz nazywać poetą, pisarzem mów czy praw.
FAJDROS. No chyba.
37
SOKRATES. Więc powiedz to swemu przyjacielowi.
FAJDROS. A ty co? A co ty swojemu powiesz? Twojego także pomijać nie potrzeba.
SOKRATES. Któregoż to?
PAJDROS. Ślicznego Izokratesa. Cóż ty jemu powiesz, Sokratesie? Jakiż on twoim zdaniem?
SOKRATES. Młody jeszcze, Fajdrosie. Ale jakie mam o nim przeczucia, to ci powiem.
FAJDROS. No jakież?
SOKRATES. Zanadto zdolny człowiek, jak na takie mowy w stylu Lizjasza. Natura inna. A
poza tym lepszy charakter. Więc nie dziwiłbym się, gdyby z wiekiem nawet w tym rodzaju
mów, którymi się teraz bawi, wszystkich innych przewyższył i poza sobą zostawił, ani też,
gdyby mu i to nie wystarczyło, a odezwałby się w nim boski pęd do czegoś wyższego.
Umiłowanie
mądrości leży poniekąd w naturze ludzkiej duszy. To ja powiem mojemu kochankowi
od tych bóstw w tym ustroniu. A ty powiedz tamto swemu: Lizjaszowi.
PAJDROS. Powiem. Ale chodźmy już; już chłodniej teraz na dworze.
SOKRATES. No, ale się wypada pomodlić do tych tutaj, nim pójdziemy.
FAJDROS. Owszem.
SOKRATES. Panie, przyjacielu nasz, i wy inni, którzy tu mieszkacie, bogowie! Dajcie mi to,
żebym piękny był na wewnątrz. A z wierzchu co mam, to niechaj w zgodzie żyje z tym, co w
środku. Obym zawsze wierzył, że bogatym jest tylko człowiek mądry. A złota obym tyle
miał, ile ani unieść, ani uciągnąć nie potrafi nikt inny, tylko ten, co zna miarę we wszystkim.
Trzeba nam jeszcze czego więcej, Fajdrosie? Ja mam modlitwy w sam raz.
FAJDROS. Pomódl się o to i dla mnie. Wspólna jest dola przyjaciół.
SOKRATES. Chodźmy.
38
UCZTA
OSOBY DIALOGU:
W SCENIE RELACJI:
APOLLODOROS
PRZYJACIEL
W SCENIE RELACJI WCZEŚNIEJSZEJ:
GLAUKON
APOLLODOROS
W SCENIE UCZTY:
ARYSTODEMOS

SOKRATES
AGATON
PAUZANIASZ
ARYSTOFANES
ERYKSIMACHOS
FAJDROS
ALKIBIADES
W SCENIE OPOWIEDZIANEJ PODCZAS UCZTY:
SOKRATES
DIOTYMA
39
Uważam tedy, że już mam pewne przygotowanie do tego, o co mnie pytacie. Ot, bo i kiedyś
tu idę ja sobie właśnie z Falerontu, z domu do Miasta, a tu mnie jeden znajomy zobaczył
z daleka i wola za mną, oczywiście żartem:
– Obywatelu Falerontu – powiada – zacny Apollodorze, może byś się zatrzymał!?
I ja staję i czekam. A on powiada:
– Doprawdy, Apollodorze, ja cię już kiedyś tu szukałem: chciałem się rozpylać o to zebranie
u Agatona, bo to tam miał być i Sokrates, i Alkibiades, i inni się tam byli zeszli na wieczór,
a ciekawym, co mówili o miłości. Ktoś mi to inny opowiadał, taki, co to słyszał od Fojniksa
Filipowego, a mówił, że i ty coś wiesz. Ale mi nic wyraźnego nie umiał powiedzieć;
więc ty mi opowiedz! Przecież ci najwięcej to wypada, bo chodzi o słowa twego przyjaciela.
Tylko mi naprzód powiedz, czyś sam – powiada – był na tym zebraniu, czy nie.
A ja powiadam, że musiał ci ten ktoś doprawdy nic wyraźnego nie powiedzieć, jeżeli myślisz,
że się to zebranie, o które się pytasz, odbyło teraz, niedawno, tak żebym i ja tam też był.
– Ano tak.
– Skądże znowu, Glaukonie? To nie wiesz – powiadam – że Agaton tu już od szeregu lat
nie mieszka? A dopiero trzeci rok, jak ja żyję z Sokratesem i odtąd każdego dnia wiem, co on
mówi i co on robi, i dbam o to, żebym wiedział. Przedtem tom biegał tędy i owędy; zdawało
mi się, że coś robię, a byłem doprawdy wielkie ladaco; tak, mniej więcej, jak ty teraz, co to
uważasz, że filozofia jest rzeczą niepotrzebną; raczej każda inna robota.
A on: – Nie żartuj – powiada – tylko mi powiedz, kiedy to było, to zebranie.
A ja powiadam, że jeszcze jakeśmy dziećmi byli, kiedy to Agaton wziął nagrodę za pierwszą
tragedię; na drugi dzień po tym dziękczynnym nabożeństwie, które był urządził razem z
chórem po zwycięstwie.
– Dobrze – powiada – to już jakoś dawno było; więc któż ci to opowiadał? Może sam
Sokrates?
– Na Boga, nie – tylko ten sam co i Fojniksowi. Arystodemos niejaki, z Kydatenajon, ten
niski, zawsze z bosymi nogami; był na tym zebraniu, bo należał do tych, którzy się wtedy
najwięcej kochali w Sokratesie. I nie tylko stąd, ale i Sokratesa jeszcze pytałem o to i owo,
com od tamtego słyszał, a on mi potwierdził to sprawozdanie.
– '4Eo tak – powiada – ale może byś mi to wreszcie opowiedział.
– I owszem; tak po drodze do miasta dobrze będzie opowiadać i słuchać.
I takeśmy szli i gadali o tym; zaczem mam już pewne przygotowanie, jakem na początku
powiedział. A wam to znowu trzeba rozpowiadać – cóż robić?! Zresztą, ja zawsze chętnie i
gadam o filozofii, i słucham, kiedy kto drugi mówi, bo naprzód uważam, że mam z tego
pożytek,
a potem, ja to strasznie lubię. Ale kiedy się mówi o czym innym, szczególniej te wasze
rozmowy o pieniądzach i o interesach, tego nie mogę znosić, a was mi wtedy żal, moiściewy,
bo się wam wydaje tylko, że coś robicie, a to jest wszystko strata czasu. Wy za to przypusz40

co tam mówiono. przychodzi do niego Menelaos bez zaproszenia. Mówił tedy. na przyjęcie do lepszego niż sam. przecież ja doskonale wiem. gorszy. Apollodorze. że ja mam bzika. PRZYJACIEL. ale to. Natychmiast go Agaton zobaczył i woła: – Oho! Arystodemie. gdyby drugi był w kłopocie. to ja tego nie przypuszczam. w sam czas przyszedłeś. że i ja tak pójdę. bez zaproszenia. APOLLODOR. – No to chodź – powiada – przekręćmy tekst przysłowia. ciskasz się i na siebie samego. chciałem cię zaprosić. ale może masz jakiś inny interes. żeby się ładnie pokazać u takiego ładnego człowieka. że od ciebie samego zacząwszy każdego człowieka masz za ladaco. że go przypadkiem spotkał Sokrates. tak powiada: – Boję się doprawdy. to tak wygląda. gdzie się już było ułożyło całe towarzystwo. co mówisz. nie jak ty mówisz. Wtedy – powiada – zabawna mu się rzecz zdarzyła. co mówię. Więc chodźmy! Tak mniej więcej – powiada – porozmawiali i poszli. APOLLODOR. kiedy jak „od rzeczy” gadam o sobie i o was. Ano. z wyjątkiem Sokratesa. które urządził z okazji swego zwycięstwa. dokąd idzie. a tu ani widać. zjemy razem. Po drodze Sokrates się coś bardzo zamyślał i przyzostawał w tyle. I takem się oto wystroił. ale i na złość uczynił temu przysłowiu. tylko tak podług Homera. Lepiej nie odchodź od rzeczy i zrób to. A tamten powiada. alem obiecał przyjść na drugi dzień. Skąd to poszło. tylko nie na Sokratesa. ja cię i wczoraj szukałem. że: – Na ucztę do Agatona. a to mu się rzadko zdarzało. ja w mojej nędznej osobie. A Sokratesa czemużeś nam nie przyprowadził? – Ja się – powiada – obracam. że się taki ładny zrobił. o cośmy cię prosili: opowiedz nam. to lepiej odłóż go na inny raz. Zawsześ taki sam. tylko wiem na pewno. – Razem – powiada Sokrates – pójdziemy i naradzimy się. PRZYJACIEL Apollodorku. Ale może lepiej. i może macie rację. bom mu wczoraj uciekł z tego uroczystego przyjęcia. że będzie dużo hołoty. nie wiem doprawdy. on. Bo zdaje mi się. będę szedł na zabawę do tak światłej osobistości. Ależ. mówiono tam takie rzeczy mniej więcej. Kiedy to ten usłyszał. Ale co do was. tak że ten się w końcu znalazł przed drzwiami Agatona i zastał je otwarte. żem przyszedł nieproszony. że Homer nie tylko przekręcił tekst. a właśnie miano się zabierać do jedzenia. alem cię nie mógł znaleźć. Bo zaraz jakiś chłopak wyszedł stamtąd i wprowadził go do sali. kiedy mnie ciągniesz. żeby Sokrates nadchodził. bo ja się nie przyznam.czacie zapewne. tylko żeś ty mnie prosił. mój kochany. że: Tak jak ty rozkażesz. że i ja spróbuję od początku wszystko opowiedzieć. że cię wariatem nazywają. a kiedy na niego Arystodemos czekał. No a ty – powiada – co myślisz. więc go zapytał. nie warto się teraz o to sprzeczać. bałem się. nie zechciałbyś tam pójść na ucztę bez zaproszenia? – A ja – powiada – mówię. co który ma mówić. Może byś mnie przynajmniej tam jakoś wytłumaczył. a jednak kiedy Agamemnon składa ofiarę i wyprawia ucztę. choćby ich nie proszono”. a Menelaosa przedstawił jako lichego żołnierza. tak jak tamten mnie opowiadał. zrobił przecież Agamemnona nadzwyczaj tęgim wojownikiem. kazał mu Sokrates iść naprzód. Nigdy słowa dobrego nie powiesz o sobie ani o drugich i tak mi się zdaje. i na drugich. świeżo umyty i z podeszwami na nogach. „że się i na uczty do dzielnych mężowie dzielni zbierają. Więc powiedziałem. .

bo wierzę. ja z tobą.że to niby ja z Sokratesem przyszedłem. – Skocz no. żeby się mógł ułożyć. pięknie mówicie. bardzo mi jest niedobrze z tego wczorajszego pijaństwa i pragnąłbym jakiegoś odświeżenia. ułóż się koło Eryksimacha. więc przyjmujcie nas pięknie. że się potrafię od ciebie nassać i dużo. ale gdzież on? – Za mną zaraz szedł. żeby sobie na każdy sposób urządzić jakąś ulgę w tym pijaństwie. On zaraz przyjdzie. że Sokrates poszedł w inną stronę i stoi w ganku u sąsiadów. nie. Nareszcie nadszedł i nie bawił nawet tak długo jak zwykle. ale trafił tak na połowę wieczerzy. – Ano. mój Agatonie. bywa. dajcie mu spokój. pochwalili boga śpiewem wedle zwyczaju i przystąpili do trunków. – Szelma jesteś. chłopcy. gdyby się to tak można zetknąć i przelewać mądrość z pełniejszego do bardziej próżnego z nas dwóch. Potem – powiada – zaczęto jeść. Sokratesie – powiedział Agaton – ale my jeszcze o tym niedługo pogadamy. chłopcze – powiedział Agaton – i przyprowadź Sokratesa. jakim by też sposobem można pić możliwie lekko. niekiedy. dobrze mówisz. pleciesz – powiada Agaton – zaraz go poproś i przyprowadź! A ten powiada: – Nie. A myślę. bo i mnie dziś cięży łeb. podawać! Podawajcie. ot. proszę cię. jeżeli tak uważasz – powiedział Agaton – ale nam tutaj możecie. ale dziwię się już i sam. to. że i niejeden z was także. którąś tam na ganku zdobył. tak jak to woda przepływa po wełnie z pełniejszego kieliszka do mniej pełnego. Moja mądrość jest licha i ledwie się świeci. ot i przedwczoraj: młody człowiek jesteś. bo nikt nad wami nie stoi. dajcie mu pokój. Zostawcie go. że doprawdy. On już ma taki jakiś zwyczaj. gdzieby on mógł być. a będzie nas sądził Dionizos. Byliście przecież wczoraj. ale twoja lśni i przyrasta szybko. Co do mnie. to bardzo sobie cenię miejsce koło ciebie. – Bardzoś dobrze zrobił – powiada – doprawdy. abyśmy was mogli pochwalić. moi panowie. Zaczem Agaton. Arystodemie. moim zdaniem. wczoram pił – dzisiem kiep! Kiedy ich usłyszał Eryksimachos. o tej mądrości. Zaczem Pauzaniasz tak mniej więcej mówić począł: – Dobrze. odejdzie na bok gdzie bądź i stoi. A Sokrates usiadł i powiada: – Dobrze by to było. niech i ja coś wezmę z tej mądrości. A teraz przede wszystkim bierz i jedz. Zaczem Agaton ciągle kazał posyłać po Sokratesa. ale Sokrates nie wchodził. ale . Jeżeli z mądrością podobnie. powiada. jak się objawiła potężnie w obliczu przeszło trzydziestu tysięcy Hellenów. koło mnie się ułóż. Pauzaniaszu. a kiedy go wołać. inaczej byłbyś pewnie stał dalej. Ja tego nigdy nie robię. Niech się wam zdaje. niech i tak będzie. – Ej. bo on mnie tu na przyjęcie zaprosił. a ten odradzał. chłopiec nogi obmył. każdy odlał z kielicha trochę napoju na cześć bogów. 41 I zaraz mu. który leżał właśnie na szarym końcu: – Tutaj – powiada – Sokratesie. a jakim ona blaskiem zajaśniała. żeście sami zaprosili na wieczerzę i mnie. powiada. nie chce wejść. a któryś inny chłopak wrócił z wieścią. to powiadam wam. co chcecie. i bardzo pięknej mądrości. syn Akumenosa: – Istotnie. i resztę towarzystwa. a inni też. Boś oczywiście coś mądrego znalazł i masz. Pomyślcie więc. Potem – powiada – ułożył się Sokrates i zjadł. ale jakby to można sobie ułatwić to picie. a ty. Więc Arystofanes na to: – To naprawdę. tak jak przez sen.

żebyśmy wszyscy. on potrafi i jedno. że: – Zacznę od stów z Melanippy Eurypidesa. 42 – Otóż wobec tego – powiedział Eryksimachos – żeśmy uchwalili pić. żeby sobie precz poszła flecistka. Bo Fajdros zawsze się gniewa i mówi do mnie: „Proszę cię. jak tylko potrafi najpiękniej. Sokratesa wyjmuję z rozważań. zdaje mi się. ani Agaton z Pauzaniaszem. Więc wobec tego. – Niedużo – powiada Agaton – i ja tam dziś wypić potrafię.jedno tylko jeszcze chciałbym od was usłyszeć: jak się zapatruje na właściwy stopień picia Agaton. że Fajdros ma rację. osobliwie gdy mówisz o kwestiach lekarskich. ale dziś może niezły projekt ma i reszta towarzystwa. tak że jemu to nie zrobi różnicy. ale ja już miałem w ręku książkę. Albowiem ze studiów medycznych odniosłem to niezachwiane przekonanie. człowiek rozumny. ani nikt inny z tego towarzystwa. którzy najlepiej umiecie pić: bo my tam nigdy tego nie umiemy. dla mnie. spróbuję wam też zaproponować temat do dyskusji. a my się dziś zabawiajmy rozmową. i tych tutaj. nadzwyczajnie chwali sól. bo cała jego robota to Dionizos i Afrodyta. jeżeli ci przed nami będą mówili . anibym drugiemu nie doradzał: tym bardziej że mnie jeszcze głowa boli z wczorajszego. że się na niczym innym nie rozumiem. to jeszcze nic tak dalece dziwnego. niech sobie samej gra. Chociaż najgorzej wyjdziemy my tutaj na szarym końcu. wy. jeszcze ani jeden poeta nigdy żadnej pochwały nie napisał. z racji jej użyteczności. i drugie. tylko tego oto Fajdrosa. Po tych słowach wszyscy się zgodzili. I jeśli pozwolicie. aby było przyjemnie. tu. że jak uważam. co chcę powiedzieć. nikt z obecnych nie jest za tym. choć to takie stare i takie potężne bóstwo. ale tak sobie pić. tam. żebyśmy dużo pili wina. jeżeli ma ochotę. jak zacny Prodikos. A zatem podaję wniosek. żeby każdy z nas kolejno w prawą stronę powiedział coś na pochwałę Erosa. – Ależ oczywiście – podchwycił mu Fajdros z Myrrinu – ja ciebie zawsze słucham. nie. gdybyście dziś dali pokój. w dalszych pokojach. dla Arystodema i Fajdrosa. choć ich tylu jest! Albo weź tęgich sofistów. Żeby się takimi rzeczami tak gorliwie zajmować i żeby się do dzisiejszego dnia nigdzie żaden człowiek nie zdobył na godny hymn dla Erosa. Ja więc pragnąłbym pójść po jego myśli i dorzucić swoje trzy grosze. bo to nie moja myśl. że pijaństwo jest człowiekowi szkodliwe i ani sam nie miałbym ochoty pić po dobrej woli dalej. mielibyśmy o czym mówić i zabić czas w sposób właściwy. a znajdziesz mnóstwo innych pochwał w tym rodzaju”. ile kto zechce. – A to by dla nas było jak znalazł. a już najmniej Arystofanes. a przymusu żadnego nie będzie. tylu innym jakimś bogom poświęcali poeci uroczyste pieśni z akompaniamentem kitary i fletu. a niech Fajdros pierwszy zaczyna. a na Erosa. żeby tak wielkie bóstwo tak było zaniedbane. cokolwiek byśmy robili. Jeżeli to tylko i wam odpowiada. bo i leży na pierwszym miejscu. ot. a teraz też wydaje mi się rzeczą właściwą. Eryksimachu. chwalili to bóstwo. jeśli o znaczeniu pijaństwa powiem słusznych słów kilka. albo niewiastom. z wnioskiem przeciwnym – powiedział Sokrates – bo ani ja bym się nie śmiał sprzeciwiać (przecież powiadam. No. w której autor. doprawdy. Wszyscy zaczęli przytakiwać i prosić go. żeby nie robić na tym zebraniu wielkiej pijatyki. to. i on jest ojcem tego pomysłu. tylko na miłości). która dopiero co weszła. które tu widzę. jak tu jesteśmy. przeto będę może mniej źle widziany. – Nie spotkasz się. żeby podał wniosek. Ale nam będzie dość. Powiedział tedy Eryksimachos. wnoszę. Eryksimachu. ci znowu prozą spisują pochwały Heraklesa i innych.

Bo bez tego nie dokona wielkich i pięknych dzieł ani państwo. ani znowu ja sobie nic przypominam wszystkiego. Fajdros zaczął jakoś z tego końca. nie potrafią mu dać ani związki krwi w tak pięknej formie. kiedy się który da przychwycić na jakim łotrostwie. nawet śmierć ponieść za drugiego potrafi tylko ten. raczej zniósłby. bezpieczne stworzeń siedlisko.do rzeczy a ładnie. ani zaszczyty. Bo zaszczyt to jest być najstarszym pośród najstarszych. I tak wielu jednozgodnie mówi. że i oblubieńcy wstydzą się najwięcej swoich miłośników. Dobrze o tym świadczy Hellenom Alkestis. ani prywatny człowiek. że najwięcej warto pamiętać. który chce żyć jak należy. który kocha. zaraz zaś po nim ziemi szeroka pierś. żeby go wszyscy inni. i ambicję skierowaną do czynów pięknych. wolałby już. a cóż dopiero opuścić oblubieńca albo mu nie pomóc w niebezpieczeństwie – toż nie ma takiego tchórza. bo ona męża kochała. żeby go widział ojciec albo przyjaciele. powiem. tak żeby dorównał i najtęższemu z natury. to wam szczegółowo przytoczę. gdy go oblubieniec zobaczy. Najpierw więc. jak się pokazało. że bóg niejednemu bohaterowi ducha dodawał. którego by sam Eros męstwem wtedy nie natchnął. bo się nie bronił przez swoje tchórzostwo. Na to się chętnie wszyscy inni zgodzili i prosili o to samo co i Sokrates. że nadzwyczaj . 43 jeśli nie miłośnika dzielnego albo oblubieńca. który kocha. Parmenides zaś powiada o Pramacierzy. którzy kochają. Cóż za ster mam na myśli? Oto wstyd i wstręt do postępków podłych. tak i Eros ducha dodaje tym. Co więcej. wtedy najgorzej człowieka boli. wolałby raczej sto razy zginąć. a wyda się jakiś jego szpetny postępek albo się pokaże. a oni. cały świat. ale i bogowie osądzili. albo ktokolwiek inny. Wszystkiego. Więc gdyby to można było stworzyć państwo lub wojsko złożone z miłośników i oblubieńców. chęć odznaczenia się w oczach drugiego i współzawodnictwo wzajemne. (Mówi. tak jak Homer powiada. także Eros. co mi on mówił. ani nic innego. choćby ich mato było. A z Hezjodem zgadza się Akuzilaos. tylko Eros. że po Chaosie powstało jedno i drugie: Ziemia i Eros). No więc niech szczęśliwie zaczyna Fajdros i niechże chwali Erosa. jakiego potrzebuje człowiek. największe dobra nam daje. jak szeregi opuszcza albo broń rzuca. Ale te najważniejsze rzeczy i tych mówców. Tacy. A najstarszym będąc. mimo że miał ojca i matkę. jak powiadam. ale i kobieta. Bo mężczyzna. I nie tylko ludzie. że kiedy człowiek kocha. jakie większe dobro zdobyć może człowiek zaraz w pierwszej młodości. że się dał użyć do jakiejś podłej rzeczy . i to nie tylko mężczyzna. Jej przywiązanie do niego było bez porównania większe niż rodziców. Bo doprawdy nie umiem powiedzieć. Otóż powiadam. ona jedna chciała umrzeć za swego męża. zwyciężyliby. co który powiedział. Po prostu. córka Peliasa. niż żeby go oblubieńcy widzieli. Bo takiego steru na całe życie. wydała. że niby wielkim bogiem jest Eros i osobliwym pomiędzy ludźmi i bogami z tego i owego powodu. A oto dowód na to: rodziców Erosa nie ma i nie słychać o nich ani u poetów. że Eros należy do najstarszych bóstw. pierwszego boga. z pewnością nie znaleźliby lepszego pierwiastka porządku społecznego jak wzajemne powstrzymywanie się od postępków złych. byli mu obcy i tylko się nazywali rodzicami. że Najpierw tedy Erosa. ani u zwykłych ludzi. że na początku był Chaos. ani Arystodemos dobrze nie pamiętał. a bodaj czy nie najwięcej z powodu pochodzenia. tylko Hezjod powiada. Podobnie widzimy. których uważałem. ani bogactwa.

trzeba było naprzód tego zapowiedzieć.pięknego czynu dokazała. jak i po śmierci. jemu odwagi nie zabrakło i wolał pomagać miłośnikowi Patroklowi i pomścić go. Ajschylos bredzi. ale i od wszystkich bohaterów. ale spróbujmy powiedzieć. Toteż go za to bogowie pokarali i zesłali na niego śmierć z ręki kobiet. Bo miłośnik ma w sobie raczej coś boskiego aniżeli ulubieńcy. którego chwalić należy. jak powiada Homer. a potem był młodszy znacznie. a nie miał odwagi umrzeć z miłości tak jak Alkestis. toteż jej pozwolili wyjść na powrót z Hadesu. I dlatego też więcej niż Alkestę uczcili Achillesa i posłali go na wyspy szczęśliwych. którą też wszeteczną zwiemy. i brody jeszcze nie miał. bo też kiedy mu matka zapowiedziała. jeżeli chodzi o zdobywanie dzielności i szczęścia ludzkiego za życia. to. że nade wszystko sobie cenił miłośnika. jak kitarzysta. samo przez się. że temat naszych mów nie jest dość dokładnie określony. bóg w nim przecież mieszka. Bo dobrze i pięknie zrobiona rzecz dobrą się staje. Tak tedy ja powiadam. a potem dopiero pochwalić go tak. Tak więc i kochanie. A skoro nie jest tylko jeden. co piękny rozpłomienia żar. Tak to i bogowie najwięcej szanują zapał i dzielność na polu Erosa. Chwalić się powinno wszystkich bogów. Będzie takim dopiero zależnie od tego. których już sobie dobrze nie przypominał. i nagradzają. nie tak jak to uczcili Achillesa. mimo że tylu ludzi dokonało wielu pięknych czynów. i Eros byłby jeden. syna Tetydy. że to Achilles był miłośnikiem Patrokla. gdyby Eros był tylko jeden jedyny. syna Ojagrosa. młodsza. sam też jest wielki wszetecznik i dokazuje tu i tam bez . co któremu z nich obu przypada w udziale. odprawili z niczym z Hadesu. Bo z każdą czynnością tak się rzecz y mają: sama przez się nie jest żadna ani zła. jeżeli zabije Hektora. Ich więc pominąwszy przytaczał mowę Pauzaniasza. Bo wszyscy wiemy. których aż taką odznaczyli nagrodą. kiedy powiada. który tej drugiej pomaga. a na palcach można zliczyć tych. lecz ten tylko. I właśnie dlatego tak go podziwiali bogowie i tak go uczcili nadzwyczajnie. tylko się chytrze myślał za życia dostać do Hadesu. nie miała matki. bo im na papinka wyglądał. córka Zeusa i Diony. i doprawdy więcej się dziwią i podziwiają. rozmawia. a potem nie tylko umrzeć za niego. starsza. którego trzeba chwalić. a inny Eros niebiańskim. ale i umrzeć nawet zaraz po nim. Piękna by to była rzecz. A jakoż nie dwie boginie? Toż jedna. która się w miłości objawia. i dlatego ją niebiańską nazywamy. że umrze. bo przecież on był piękniejszy nie tylko od Patrokla. musi się słusznie wszetecznym nazywać. śpiewa. jak my to robić będziemy. Ale ponieważ Afrodyty są przecież dwie. pokazali mu tylko widziadło żony. syn Afrodyty wszetecznej. po którą się wybrał. mnie się zdaje. Eros. ani dobra. druga. każą nam tak po prostu chwalić Erosa. a po nim mówili jacyś inni. Ale bogowie istotnie najwięcej czczą tę dzielność. że nie masz bez Erosa Afrodyty. a żony mu nie oddali. i najsilniejszy. jak to. gdy oblubieniec miłośnika kocha niż gdy miłośnik oblubieńca. niedobrze zrobiona jest złą. Taką mniej więcej mowę miał powiedzieć Fajdros. ot. Ot. to wróci do domu i umrze o w późnej starości. a jeżeli go nie zabije. co my teraz robimy. nie jest jeszcze piękne. Tymczasem nie jest jeden tylko. On zaś powiedział: 44 – Mój Fajdrosie. dwa muszą być też i Erosy. Gdyby ona była jedna. jak boga chwalić przystało. Więc i Eros. że Eros jest z bogów najstarszy i najczcigodniejszy. i posłali go na wyspy szczęśliwych. Więc ja spróbuję naprawić i wskazać naprzód Erosa. Za to Orfeusza. córka Nieba. i Eros nie każdy jest piękny i uwielbienia wart. człowiek pije.

że występkiem jest folgować miłośnikom. a najbardziej uchodzi tych najdzielniejszych i najwybitniejszych. Naturalnie. Natomiast tu u nas znacznie piękniejsze od tamtych prawa panują i. którzy już zaczynają myśleć. żeby nie mieli kłopotu. żeby człowiek na niepewne tylu trudów nie tracił. Tak więc gdzie prawo uważa oddawanie się miłośnikom za występek. bo jest po prostu określona. a to bywa zwykle mniej więcej w okresie dojrzewania. tam się to dzieje skutkiem gnuśności duchowej prawodawców. która już z urodzenia ma w sobie coś żeńskiego i coś męskiego. że to coś złego. nie śmiałby powiedzieć. tylko i jedynie z męskim (to właśnie jest miłość ku chłopcom skierowana). widzi. jak i chłopców. W Jonii natomiast i wielu innych stronach uważają to za zbrodnię: tam gdzie barbarzyńskie ludy mieszkają. I powinno by istnieć prawo zakazujące kochania nieletnich. zdaje mi się. niełatwe do zrozumienia. która spotężniała w przyjaźń. I stąd to się do męskiego pierwiastka zwracają ci. ona najpierw nie ma nic wspólnego z pierwiastkiem żeńskim. a gdzie tę rzecz uważają za dobrą bez żadnych zastrzeżeń. których taki Eros owionie. Bo taki Eros jest synem bogini znacznie młodszej niż druga. choćby nawet który . Bo jeżeli człowiek rozważy. którzy hańbę przynoszą całej sprawie. ten. bo na takich ludzi spogląda. prawo powiada po prostu. ale z pewnością dlatego tylko. przy tym ile możności najgłupsze. potem jest starsza. a nie – wyzyskać młodzieńczą lekkomyślność. Toteż dzielni ludzie sami sobie to prawo nakładają. wytwarzały przyjaźnie trwałe i związki. którymi taki nieskażony Eros włada. bo oni kochają to. dla barbarzyńców to jest zbrodnia. Mówi tak. tylko chłopców. co zrobi dobrze.planu. A znowu ustawę innych państw. co z natury ma więcej sity. miłość. bo przecież i ich panowanie obaliła miłość Harmodiosa i Arystogeitona. potem. ani młody. tam to prawo stoi tylko dzięki nieposkromionej żądzy panowania rządzących i dzięki tchórzostwu rządzonych. którym marne jednostki kochają. bo ci nie kochają dzieci. ale trzeba było do tego zmusić i tych wszetecznych miłośników. jeżeli już kocha. co będzie: coś nędznego czy coś dzielnego na duszy i ciele. i stąd to ten i ów śmie mówić. rzucić i gonić za innymi. więcej rozumu. Toteż mu się trafi. Bo z takiego chłopaka nie wiadomo jeszcze. Bo w Elidzie i u Beotów. gotów będzie pójść z drugim przez całe życie. zrozumieć łatwo. gdyby go tylko spełniano pięknie i jak należy. podobnie jak filozofia i zamiłowanie do gimnastyki. o ile to w naszej mocy. Przecież kto wtedy zacznie kochać. jak niewczas i jak nieuczciwie postępują. bo myśli tylko o uczynku. Taki to najpierw kocha zarówno kobiety. bogini. wyśmiać. to więcej ciała niż dusze. Rządom to oczywiście nie odpowiada. podobnie jak bronimy miłości kobietom wolnym. ale równie dobrze zdarza mu się i na odwrót. z pewnością nikt by słusznie nie ganił żadnego postępku. że oddawać się miłośnikom jest rzeczą dobrą i nikt. Ale drugiego matką jest Afrodyta niebiańska. gdzie nikt porządnie mówić nie umie. i tam. gdyby który próbował słowami młodych ludzi uwodzić. Bo to są właśnie ci. Ale tutejsza i lacedemońska nie jest jasna. I pośród samych pederastów można odróżnić tych. która się tyczy miłości. a piękno jest mu obojętne. żeby się pośród rządzo45 nych budziły szersze poglądy. że tutaj uchodzi za rzecz piękniejszą kochać jawnie niż w tajemnicy. jak powiedziałem. oni przecież nie umieją mówić. nie pokalana niskimi skłonnościami. ten ci jest. Czyn o tym przekonał i tutejszych tyranów. ani stary. które najwięcej Eros lubi wytwarzać pomiędzy innymi.

on leci dalej. żadna rzecz nie jest ani dobra. A niegodziwiec to taki miłośnik wszeteczny. i że tu każdy nadzwyczaj żywo zwykł zachęcać miłośnika. I dlatego prawo każe jednemu gonić i zdobywać. jako iż dokonuje rzeczy zgoła pięknej. jeżeli zobaczą. Jest to rodzaj zawodów. że to nie trzeba tak mówić. a wykonywana źle jest zła. zaklęcia. do którego rodzaju należy miłośnik. których by nawet niewolnik nie spełniał. nie dba o to. ani zła sama przez się. a drudzy by mu zaczęli do serca przemawiać i wstydziliby się sami za niego. szpetną jest rzeczą dać się uwieść za pieniądze albo dla kariery. bogowie mu przebaczą. takie błagania. I taki nie wytrwa długo. żeby chłopców ponętnych uchronić od rozmowy z miłośnikami (i guwerner ma już odpowiedni rozkaz). na takie zabiegi około sprawy nie pozwoliliby nikomu ani przyjaciele. i dopiero ono może pokazać. A kiedy to zakochany robi. powiadają. Tak to i bogowie. A tymczasem rzecz się ma tak moim zdaniem: Tej sprawy nie można brać tak po prostu. Bo powiadają. a do którego oblubieniec. ale rzecz wykonywana pięknie jest piękna. że się coś takiego dzieje. co trwa. jak gdyby on coś złego robił. bo jemu nie to mile. a innemu nie. niech naprzód jakiś czas upłynie. i że za piękną rzecz uchodzi zdobyć ulubieńca. kiedy rodzice ustanawiają guwernerów dzieciom do towarzystwa. które kochał. ani nieprzyjaciele. myślałby. Toż gdyby się znowu temu ktoś przypatrzył. i ludzie na wszystko pozwalają temu. łotr. jakie miłośnicy robią wobec ulubieńców. przysięgi. czy to kiedy się jakiś biedak da przestraszyć i ulegnie. taki. że przysięga w miłości nie obowiązuje. bardzo mu z tym do twarzy i prawo mu pozwala postępować tak bez niczyjego zgorszenia. a dobrą folgować uczciwemu człowiekowi i uczciwie. Za rzeczą zatem jest folgować niegodziwcowi w sposób niegodziwy. 46 A potem.z nich był brzydszy od innych. który kocha. bo jak się na początku powiedziało. że w tym tutaj państwie uchodzi za zupełnie piękną rzecz i kochanie. i łączenie się węzłami przyjaźni z miłośnikami. A niechby tak kto spróbował pozwolić na coś podobnego w pogoni za czymkolwiek innym czy w jakimś innym przedsięwzięciu. zupełnie nie tak. czy też go zaczną obsypywać pieniędzmi i popierać . Ale kto sobie w drugim upodobał charakter i ducha dzielnego. a stronić od drugich). Bo gdyby tak kto dla pieniędzy albo dla ambicji politycznej czy jakiej innej zaczął sobie pozwalać na takie rzeczy. I stąd można by wnosić. tożby się naraził na wstyd i hańbę. w świat i. Otóż te dwa rodzaje ludzi trzeba podług naszych praw słusznie i pięknie wyróżniać i doświadczać (i jednym folgować. I z tego to powodu uchodzi za hańbę dać się prędko pozyskać. że kiedy taki nawet przysięgnie i złamie przysięgę. i na czas zalotów prawo pozwala miłośnikowi niestworzone rzeczy wyprawiać bez żadnej obawy skandalu. Jednakże z drugiej strony. co trwa. modły. a nie w tym właśnie. Co więcej. bo się w jedno stopił z tym. tak przynajmniej prawo mówi tutejsze. takie posługi dobrowolne. że u nas taka rzecz uchodzi za coś najgorszego. a nikt starszy im tego nie broni i nie gniewa się. który doskonałym bywa w wielu wypadkach probierzem. to rówieśnicy i przyjaciele obrzucają chłopca przezwiskami. takie spanie pod czyimiś drzwiami. boby mu jedni zarzucali pochlebstwo i podłość niegodną wolnego człowieka. i niech tylko okwitnie ciało. ten zostanie przez całe życie. co więcej dało kocha niż duszę. a nie zdobyć go jest brzydko. a drugiemu uciekać i bronić się. co tyle razy mówił i obiecywał. rodzaj śledztwa.

Bo tak jak się o miłośnikach mówiło. on udoskonala tych. Idźmy dalej tak samo: jeśliby się ktoś drugiemu oddawał. że oddawanie się ulubieńców miłośnikom jest rzeczą piękną. a drugiemu znowu jego prawo nakazuje wszelkimi sposobami pomagać i przysługiwać się temu. Właśnie go jakaś czkawka napadła z . syn bogini nieba. I pod tym też warunkiem nie uwłacza to nikomu. co sobie miłość zyskać potrafili. Bo widzimy. Bo to wszystko są rzeczy zmienne i niestałe. A w każdym innym wypadku – tak. którem naprędce sklecił. bo on do ustawicznej pracy nad sobą zmusza. że go lepszym zrobi przyjaźń miłośnika. I jest u nas rzeczywiście taki pogląd przyjęty. że jeden istotnie może rozwinąć umysłowo i pod innymi względami dodatnio oddziałać na młodego człowieka. widać. że się za jego sprawą stanie lepszym. Bo i taki człowiek objawia wtedy. jeśli ma wypaść. i powiedzmy. że on by za pieniądze był gotów na wszelkie posługi dla każdego. wynika z konieczności. że gdy się ktoś oddaje drugiemu. że to człowiek zły. że dla dzielności. którzy sami kochają. boby na jaw wyszło. mając go za bogacza. ani za podłe nie uchodzi pochlebstwo. Bo zaraz widać. wierząc. i tych. wierząc w jego wartość moralną. a zawiódłby się przecież. Bo gdyby ktoś miłośnikowi dla pieniędzy folgował. jeśli te oba prawa wychodzą na jedno. że oddawanie się ulubieńca miłośnikowi jest rzeczą piękną. i dzielności by w końcu nie zdobył. i czcić go powinny państwa i ludzie zwyczajni. że się schodzi miłośnik z ulubieńcem i że każdy z nich ma swoje prawo za sobą: jednemu jego prawo pozwala wszelkie możliwe przysługi wyświadczać ulubieńcom. co w nim tkwi. To służba około dzielności. a to jest rzecz niepiękna. że to człowiek ubogi. i pieniędzy by w końcu nie dostał – niemniej haniebna to rzecz. to ani się pochlebstwem z ich strony nie nazywa. a on tym nie potrafi wzgardzić. którzy mu folgują. mądrzejszym czy dzielniejszym w jakim innym kierunku. a w każdym innym wypadku – nie. ani im hańby żadnej nie przynosi. pokazuje. to przecież piękny to zawód. nie mówiąc o tym. wówczas taka dobrowolna niewola ani nie uwłacza nikomu. on by był gotów dla każdego na wszystko – a gdzież jest rzecz piękniejsza? Tak więc stanowczo piękną jest rzeczą oddawać się dla dzielności. Wszelki inny Eros od drugiej bogini pochodzi. a zawiódł się przecież. zwracając się do Fajdrosa – tych kilka myśli o Erosie. że gdyby się na nie wiadomo jakie posługi dobrowolnie oddawali ulubieńcom. że na takim tle nawet się przyjaźń szczera nie nawiąże. a miał po nim mówić Arystofanes. boby na jaw wyszło.wpływami. dla moralnego postępu. jeśli chce uczciwie folgować miłośnikowi. Oto masz – rzekł. bez względu na to. nawet gdy się ktoś da w pole wywieść. tak istnieje jeszcze jedna tylko służba. – Pauzuje teraz Pauzaniasz (ja się tak od sofistów uczę dobierania jednakowych brzmień) – mówił Arystodemos. bo wierzy. czy się ktoś da oszukać. od wszetecznicy. Wedle naszych praw zatem oblubieniec ma tylko jedną drogę otwartą. Oto jest Eros. niebiański. Trzeba tu widocznie identyfikować dwa poglądy: zapatrywania na pederastię i zapatrywania na dążenie do wiedzy czy do innych dzielności. czy nie. i to tylko w takim razie. a drugi pragnąłby się rozwinąć i w ogóle być mądrzejszym – wówczas. w którą młody człowiek dobrowolnie może pójść bez ujmy. który go robi mądrym i dzielnym. co w takim człowieku siedzi.

taki wreszcie byłby dobrym operatorem. a ty. dwa niepodobne do siebie Erosy. mów prędzej – powiada Arystofanes – ja to już będę robił. jak by się spodziewać należało. tak jak . to popłucz wodą gardło. przeto wydaje mi się rzeczą konieczną. choćby nawet była bardzo gwałtowna. podrap się tym po nosie i kichnij. co tylko istnieje – tego mnie nauczyła dopiero medycyna. gdy ci ustanie. Bo zdrowie fizyczne i choroba to są chyba rzeczy różne i niepodobne. który by w razie potrzeby potrafił wprawiać Erosa tym. we wszystkim. jakie cudowne i jak się ono wszędzie da odnaleźć w sprawach zarówno ludzkich. Kiedy to zrobisz raz albo dwa. co potrafi te Erosy pomieniać. Bo to. a podobnie i gimnastyką. ja zrobię jedno i drugie. Otóż w naturze ciał żywych mieszka istotnie dwojaki Eros. Więc też i zdrowie kocha jedne rzeczy. tym mniej rzeczy podobnych jak tamten pragnie i tym bardziej odmienne rzeczy kocha. A jeśli się kto choć troszeczkę zastanowi. jak to i Heraklit chce powiedzieć. przecież jest pewna zgodność wewnętrzna. Toteż. A Eryksimachos powiada: – Nie. Umiał to godzić i żenić nasz przodek Asklepios. a rozpustnikom folgować hańbą. że Pauzaniasz. suchość i wilgoć. jak powiadam. Powiada bowiem. tylko powiada. może mi tymczasem ustanie. a wyjmować go i wypędzać stamtąd. to było. że on nie tylko w ludzkich duszach mieszka i stamtąd się zwraca do pięknych. co w każdym ciele dobre jest i zdrowe. 47 weź cokolwiek. tylko zatrzymaj oddech przez dłuższy czas. i tak dalej. że mieszka i w ciałach wszystkich żywych stworzeń. tak że pacjent zamiast jednego Erosa dostanie drugiego. mimo całego jej zróżnicowania. zacznę mowę od rzeczy lekarskich. ale i do wielu innych rzeczy. Ale tego. Bo umiejętność lekarska polega. ten. gdyby nie chciała. bo trochę dalej od niego leżał lekarz. a jeśli już jest bardzo uporczywa. A kiedy będę mówił. gorycz i słodycz. jeżeli chce zostać mistrzem lekarskiej sztuki. która nam powiada. jak i boskich. i w tym. – No. wypada ci albo mi czkawkę zatrzymać. albo mówić za mnie. że dobrym ludziom folgować jest rzeczą piękną. Temu. tak ma się rzecz i z samymi ciałami. to jest dopiero najlepszy lekarz. nie skończył jej tak. a choroba inne. całą sztuką lekarską rządzi to bóstwo. I podobnie jak dopiero co Pauzaniasz mówił. folgować potrzeba. ta nasza umiejętność. Lekarz musi umieć poprzyjaźnić z sobą i węzłem miłości powiązać najbardziej wrogie pierwiastki w ciele ludzkim. i krótko mówiąc. no. Otóż. którzy go całkiem nie mają. że z muzyką ma się rzecz podobnie. jak powiadają ci poeci – a ja wierzę – skoro stworzył naszą umiejętność. żebym ja spróbował dołączyć do jego mowy zakończenie. jakie to jest wielkie bóstwo. co rozpozna w tym wszystkim Erosa pięknego i szpetnego. zauważy. A najbardziej wrogie są skrajne przeciwieństwa: zimno i gorąco. chociaż się niezręcznie wyraża. że w jedności. A im kto bardziej do drugiego niepodobny. które ciało ludzkie prą do napełniania się i wypróżniania. a złym i chorobliwym popędom folgować hańbą jest i pozwalać na to nie powinien nikt. i pracą rolnika. Będę mówił za ciebie. że Eros jest dwojaki. słuszne rozróżnienie. będziesz mówił po mnie. pewnie ci czkawka przejdzie. gdzie go nie potrzeba. Eryksimachos: – Mój Eryksimachu. zacząwszy swą mowę bardzo pięknie. to jest rzecz piękna i to jest rzecz lekarza. ustąpi. żeby się najogólniej wyrazić. Istnieją zatem dwa różne kochania. na znajomości Erosów. na znak naszej czci dla tej umiejętności.przejedzenia czy z jakiegoś innego powodu i nie mógł mówić. moim zdaniem. co się w łonie ziemi wytwarza. Powiedział wtedy tak Eryksimachos: – Wobec tego.

które obejmuje nauka o ruchach gwiazd i o porach roku. zwana astronomią. czy też kiedy ktoś obce pieśni i rytmy wykonywa jak należy i jest. ile tylko można. A we wszystko to harmonię wnosi umiejętność muzyczna. Ale kiedy ponad porami roku zapanuje zły Eros. uważać należy na jednego i na drugiego Erosa. że ktoś nie folguje dobremu Erosowi ani go nie czci i nie szanuje na każdym kroku. Bo znowu przychodzi ta sama myśl. a niczemu krzywdy nie robią.harmonia w łuku albo w lutni. Toż i ofiary wszelkiego rodzaju i to wszystko. przecież i rytm zwykły powstaje w ten sposób. siła psoty i krzywdy przynosi. A zgodność nie może powstać pośród elementów różnych. Bo z tego lubią zarazy powstawać i wiele różnych innych chorób pomiędzy zwierzętami i u roślin. że dla ludzi dobrych i dla uszlachetnienia tych. A więc i w muzyce. A to przecież sensu nie ma: mówić o zróżnicowaniu w harmonii albo ją chcieć widzieć w zestawieniu pierwiastków niezupełnie zgodnych. Bo jeśli tylko dobry Eros zapanuje pośród tych pierwiastków. i grad. o których dopiero co mówiłem. czy też w stosunku do bogów. a nie nabawiały choroby. póki między nimi różnice jeszcze zachodzą. W samej budowie harmonii i rytmu nietrudno dopatrzyć się pierwiastka erotycznego. kompozytorem. Ale gdy chodzi o posługiwanie się rytmem i harmonią wobec ludzi. Przecież i szron. bo umie w te elementy Erosa tchnąć i wewnętrzną zgodę w nie wprowadzić. a dopiero następnie zgodzonych. że się głoski długie i krótkie. opiekunki światowej muzyki. i rdza na zbożu powstaje ze zdrożnego współzawodnictwa i z nieporządku pomiędzy tymi siłami czy dążeniami. jeśli się ciepło i zimno. a konsonans to pewna zgodność. dał. co wchodzi w zakres sztuki wieszczbiarskiej – to przecież wszystko są objawy wzajemnego obcowania bogów i ludzi – to też nic innego. tylko słucha tego drugiego. jak tylko pielęgnowanie i leczenie Erosa. wszeteczny jest i trzeba się z nim ostrożnie obchodzić. zrazu niezgodne. żeby przyjemność. i drugi. czy to w stosunku do rodziców żyjących albo i zmarłych. gdzie się jej elementy jeszcze różnią co do wysokości. doprawdy. a nie ma 48 też tam nigdzie dwojakiego Erosa. wtedy przynoszą urodzaj i zdrowie ludziom i innym stworzeniom. to jest Eros – syn Muzy nieba. Podobnie i w naszej umiejętności bardzo trudno jest kierować ludzkimi żądzami z dziedziny sztuki kucharskiej. można się oddawać sztuce i można dbać o miłość takich ludzi. wiążą następnie w zgodne grupy. którzy jeszcze takimi nie są. Zapewne też miało być powiedziane. Bo wszelka bezbożność stąd się rodzi. kiedy ktoś ma z nim do czynienia. niepodobna sobie wyobrazić harmonii tam. jaką dać może. bo to jest miłość piękna. Ale syn Muzy. Następnie i porządek pór roku cały jest dziełem obu tych Erosów. niebiańska. tak jak tam umiejętność lekarska. czy to kiedy ktoś własne utwory śpiewa i jest. wilgoć i posucha pogodzą i połączą przyzwoicie. jak to mówią. . Przecież składników różnych i niezgodnych zharmonizować niepodobna. że umiejętna muzyka stwarza harmonię z elementów różniących się zrazu wysokością. i w medycynie. Bo harmonia to konsonans. Bo przecież. Więc i muzyka polega na znajomości Erosów mieszkających w harmonii i rytmie. bo jest w nich i jeden. a nikogo nie zgorszył. tak żeby tylko rozkosz dawały. wirtuozem – wtedy to jest rzecz istotnie trudna i wymaga naprawdę mistrzostwa. jak to nazywają. i roślinom. i we wszystkich innych sprawach ludzkich i boskich.

kiedym jej kichnięcie zaaplikował. Bo mi czkawka w tej chwili ustała. niżeś mówił ty i Pauzaniasz. żebym na twoją mowę uważał. którą tylko uleczyć potrzeba.I na to istotnie powinna uważać religia i leczyć takie rzeczy. potężniejszymi niż my. to patron jest i lekarz specjalista od takiej choroby. Obojnakowa płeć istniała wtedy. powiada: – Już i dobrze przeszła. A Arystofanes się roześmiał i powiada: – Dobrze mówisz. nie moglibyśmy z ludźmi stosunków utrzymywać ani się łączyć z sobą węzłami przyjaźni. będzie uzupełnić braki. co też ty robisz! Robisz sobie żarty. A Eryksimachos: – Widzisz. że zna te poruszenia serca ludzkiego. dwie: męska i żeńska. Bo to jest największy przyjaciel ludzkości spomiędzy wszystkich bogów. Ja wam tedy spróbuję objawić potęgę jego – wy zaś innych nauczycielami będziecie! Ale naprzód musicie się zapoznać z naturą człowieka i zaznajomić nieco z dziwnymi jej kolejami. a nawet lepiej. Czworo było uszu. największe by jemu byli pobudowali świątynie i ołtarze. że ci już czkawka ustała. a on sam znikł z widowni. a mógłbyś przecież mówić spokojnie. które prowadzą do czynów sprawiedliwych i zbożnych. lecz inna. jeżeli to uznam za stosowne. miała też cztery ręce i nogi w tej samej ilości. ale nie prędzej. czy czego śmiesznego nie powiesz. Zaczem Arystofanes. Była jeszcze i trzecia prócz tego: pewien zlepek z jednej i drugiej. Być może. zamiast mówić. Gdyby nie on. co mam powiedzieć. taką wszechmoc posiada Eros w ogóle. nie tak jak dziś – nic się dziś podobnego nie dzieje. tylko jeszcze w przezwiskach się to imię wala. i mnie zmuszasz. czego śmiesznego nie powiedział. po którym dziś tylko nazwa jeszcze pozostała. żebym się raczej mimo woli nie ośmieszał. bo na tym byśmy tylko zyskali. Może ja ci i przebaczę. twarze zgoła do siebie podobne. chwal tym bardziej. bo już i ja sam uważam na to. Bo mnie się zdaje. Otóż cała postać człowieka każdego była krągła. nie tyle. – Tak jest. tylko się boję. żebyś mógł za to odpowiadać. a byłoby to największe szczęście dla rodzaju ludzkiego. i dwie twarze na okrągłej. Arystofanesie. Jeżelim więc to lub owo pominął. ale z pewnością nieumyślnie. mimo że się to przede wszystkim dziać powinno. i ofiary by mu składali największe. żebym. nie zaznalibyśmy szczęścia. mój Arystofanesie. bo religia właśnie wytwarza przyjazny związek między bogami i ludźmi dzięki temu. że i ja w tej pochwale Erosa opuściłem niejedno. Dziś jej nie ma. walcowatej szyi. jak przy kichaniu. piersi i plecy miała naokoło. przyszedłszy do głosu. Bo naprzód trzy były płcie u ludzi. twoją rzeczą. – Wystrzeliłeś. Eryksimachu. że ujdziesz cało. Eryksimachu – powiedział Arystofanes – ja rzeczywiście chcę inaczej mówić. a imię jej i postać złożone były z obu pierwiastków: męskiego i żeńskiego. jak teraz. Arystofanesie – powiada tamten – i myślisz. dwie okolice wstydliwe i . Przecież gdyby ją rozumieli. ani obcować z bogami. a nie. ażem jej zaczął aplikować kichanie. Albo jeżeli jakoś inaczej myślisz boga chwalić. że ludzie zupełnie nie pojmują potęgi Erosa. Obie patrzyły w strony przeciwne z powierzchni jednej głowy. I to też dziwna rzecz. który się w dobrych czynach objawia przez panowanie nad sobą i przez sprawiedliwość. Uważaj no lepiej i mów tak. A największą moc ma ten. 49 broń Boże. że harmonia ciała pożąda takich hałasów i wiercenia w nosie. Taką to obszerną i wielką władzę. ale mnie znowu tak nie pilnuj. i to już jest los naszej Muzy. i niechaj mi nie będą policzone słowa moje. Albowiem dawniej natura nasza nie była taka jak teraz.

a jeśli mąż na męża natrafi. albo jeśli się taki bardzo śpieszył. co Homer mówi o Efialtesie i Otosie. jak sobie to każdy łatwo podług tego sam wyobrazić potrafi. Niech chodzą prosto. bo ich będzie więcej na ilość. zawsze mając to miejsce przed oczyma. a że miał wtedy człowiek aż cztery pary odnóży. chcąc się zrosnąć na powrót w uściskach. tak że się zaczęły zabierać do bogów i do nich się odnosi to. Bo dotychczas i to nawet mieli na zewnątrz i płodzili nie ku sobie. Więc Apollo twarze im poodwracał i pościągał ze wszystkich stron skórę na to. na pamiątkę dawnego stanu rzeczy. Strasznie to były silne istoty i okropnie wolnomyślne. kiedy który gładzi skórę na kopycie. Kilka tylko fałdów zostawił naokoło brzucha i przy pępku. Rzekł i porozcinał ludzi na dwoje. aby przynajmniej żądzę gasili uściskiem. którego szewcy używają. to się też odbijał dobrze i katulał bardzo szybko. a to na to. Otóż Zeus i inni bogowie zaczęli się naradzać. Więc już od tak dawnych czasów tkwi Eros w naszej naturze i do dawnej chce nas sprowadzać postaci. że jeszcze broją i nie siedzą tam cicho. powiada. A jeśli kiedy która z połówek umarła. jak dzisiaj. niech skaczą na jednej nodze”. zaraz sobie innej poszukać musiała i spleść się z nią w uścisku. wszystko jedno. Po takim rozcięciu naturalnych całości tęsknić zaczęło każde za swoją drugą połową. tak jak owoce na kompot. zaraz się ich tym osłabi. że dzisiaj płodzi jedno w drugim.tam dalej. żeński od ziemi. Bo jakoś niesposób im było zabijać czy cały ród ludzki piorunami wystrzelać jak Gigantów – przepadłyby wtedy ofiary i objawy czci ludzkiej – a trudno było pozwolić bluźniercom dalej broić. ale do ziemi strzykali. czy też odcinek dawnego mężczyzny. zaraz Apollinowi każe obrócić mu twarz i pół szyi w stronę rozcięcia. a jeden otwór zostawił i zawiązał go na środku brzucha. powiada: „Zdaje mi się. to. Ten węzeł dziś nazywają pępkiem. a równocześnie będziemy z nich mieli większy pożytek. Zresztą wygładził liczne zmarszczki i wymodelował piersi jakimś takim przyrządem. chce z dwojga ludzi dawną jedność stwarzać i tak leczyć naturę . skoro tylko będą słabsi. Zaczem się Zeus nad nimi ulitował i nowy sposób wymyśliwszy. jak piewiki polne. a druga została sama na świecie. do woli w jedną albo w drugą stronę. tak jak się sakiewkę ściąga. A co którego rozetnie. A dlatego istniały trzy rodzaje ludzi. i nie wiedzieli. każdego na dwie połowy. jeśli mężczyzna trafi na kobietę. to ja ich znowu na połówki pokraję. zaczem się ręko50 ma obejmować poczęli i tak. A gdybyśmy uważali. robił tak jak ten. a wypocząwszy wracali do roboty i dbali o inne sprawy żywota. był grzeczniejszy niż przedtem. a ciężko mu to przychodziło. bo i księżyc ma w sobie coś z ziemi i coś ze słońca A krągłe były te figury i kręciły się w kółko skutkiem pewnego podobieństwa do swoich rodziców. Poprzenosił im tedy na przód i tak zrobił. a resztę też kazał wygoić. I tak jedno po drugim ginęło. tak jak dzisiaj. że mam sposób na to: ludzie zostaną przy życiu. co męskie. czy się trafiła połówka dawnej niewiasty. żeby potem bogów napastować. poprzecinam. Chodziło to albo po prostu. bo nic nie chciało żadne robić bez drugiego. na przód im wstydliwe okolice poprzenosił. że męski pochodził od słońca. którą dziś nazywamy kobietą. Ja ich teraz. co koziołki przewraca i znowu na równe nogi staje. i to takie trzy. to. Dopiero Zeus po namyśle niejakim. a przestaną broić. w pierwiastku niewieścim. aby człowiek. co by im uczynić wypadało. ginęli z głodu i z zaniedbania wszelkiego. na dwóch nogach. że już zaczęli robić schody do nieba. żeby w uściskach nowe życie stwarzali. co się dziś brzuchem nazywa. a zlepek z nich obu od księżyca.

Bo chyba nikt nie przypuści. Więc gdyby znowu pytał: „Prawda. jak tylko który podrośnie. Miłość jest na imię temu popędowi i dążeniu do uzupełnienia siebie. Niektórzy mówią o nich. do stopienia się w jedno w uściskach i ciał zespoleniu. jedną się staniecie istotą. i wielu cudzołożników pochodzi z tego rodu. za wszystko w świecie. gdyby tak nad ich łożem Hefajstos z narzędziami stanął i zapytał: „Czego wy chcecie od siebie. czego jedno chce od drugiego. jednej istoty. kochane. A jeśli kiedy taki czy jakikolwiek inny człowiek przypadkiem znajdzie swą drugą połowę. ale to przecież nieprawda. a w łożu nie tylko męża przyjmują. żebyście się ani w dzień. ani w nocy nie rozłączali? Jeżeli tego chcecie. a więcej się interesują kobietami. a kiedy który jest już dojrzałym mężczyzną. ludzie?” Nie wiedzieliby. niby te kostki dawane jako zakłady przyjaźni. W celibacie żyje każdy. czegoś innego pragną. żeby to tylko rozkosze wspólne sprawiały. tylko raczej na tle śmiałości. i niektórzy życie całe pędzą tak przy sobie. a podobnie i kobiety. niby jeden człowiek. Kobiety odcięte od dawnej żeńskiej istoty nie bardzo dbają o mężczyzn. to są najbardziej męskie natury. I nie wiedzieliby. ja was spoję i zlutuję w jedno. Ich obojga dusze. czego. czy tego pragniecie i czy będziecie zadowoleni. Bo to nie występuje u nich na tle bezczelności. bliskie. co do nich samych podobne. bo każdy powstał. poświęca się wówczas pederastii. A stąd to wszystko pochodzi. jeżeli wam się to pragnienie spełni”. że jeśli nie będziemy względem bogów grzeczni. razem. widocznie. tak jak Spar51 tanie Arkadów. co jest nam samym pokrewne. i stąd się wywodzą trybadki. Zaczem obawa zachodzi. Jak mówię. ten dzisiaj lubi kobiety. że czego innego chce. Ale też dlatego każdy powinien drugiego do pobożności zachęcać. że słyszy to. będziecie w Hadesie nie dwojgiem istot. niewiele dbając o żonę i o robienie dzieci. Silnie za tym i fakty przemawiają. Więc każdy z nas jest jak kupon od biletu całego. do czego oboje już od dawna dążyli. możliwie najściślej. lecz znowu jednym cieniem. przedtem były z nas jedności. gonią za męskim rodzajem i już jako mali chłopcy lubią te kupony męskie mężczyzn ściskać na posłaniu. wtedy może się nam uda tego losu . a potem. dziwnie jedno drugiemu zaczyna być miłe. że dawna natura nasza była właśnie taka. Otóż tak w ogólności pederastia i czuła przyjaźń z mężczyznami powstaje w nas na tle przywiązania do tego. że to bezwstydnicy. niby ryba płaszczka. to są najwybitniejsze jednostki pomiędzy chłopcami i młodymi ludźmi. odwagi i pewnego męskiego zacięcia – kochają przecież to. do całości. zaraz się poświęca karierze politycznej. tak że dwojgiem będąc. że im tak dziwnie dobrze być. Przecież tacy młodzi panowie. tak że nawet na krótki czas nie chcą się rozdzielać od siebie. i dusza swe pragnienia przeczuwa tylko i odgaduje. z pewnością żadne by się nie wzbraniało aniby nie mówiło. Toteż zawsze każdy z nas swego kuponu szuka. których od męskiego odcięto pnia.człowieka. drugi raz nas gotowi poprzecinać i będziemy chodzili jak te płaskorzeźby profilowe na pomnikach przez środek nosa przerżnięte. A teraz nas bóg za karę porozdzielał. a jeden drugiemu wystarcza. co odpowiedzieć mają. Kogo od całego obojnaka odcięto. wtedy nagle dziwny na nich czar jakiś pada. czego nie umieją w słowa ubrać. które za mężczyznami przepadają. Ale ci. wraz z kimś drugim z jakiejś dawnej. że były z nas kiedyś skończone całości. a nie umieliby nawet powiedzieć. Więc patrzcie. Gdyby to usłyszeli. aleby się każdemu po prostu zdawało. po wspólnej śmierci. że chcecie tak się złączyć w jedno. I aż do skonu razem będziecie żyli. Nie.

dobrze – powiedział Eryksimachos. my już dziś tyle jemu zawdzięczamy. – A tłumu tobyś się nie wstydził. kto sobie bogów naraża. o nas tutaj nie może być mowy. co ten powie i co tamten. i ty byś się miał wstydzić nas tutaj kilku! – Cóż znowu. mówię. że ja to piję do Pauzaniasza i Agatona. co się dziś przecież nie każdemu udaje. jak sobie nic z niczego nie robisz. gdy Agaton skończy. mój Agatonie – powiedział Sokrates – nie byłoby to pięknie z mojej strony. a potem możecie sobie . Ja tylko tak ogólnie mówię i o mężczyznach. że myślący człowiek przecież się więcej powinien bać kilku mądrych ludzi aniżeli tamtego tłumu durniów. ale gdybyś teraz był w mojej skórze. – Chcesz. co inni powiedzą. Gdybyśmy chcieli wielką pieśnią uczcić boga. to przecież jestem spokojny. albo raczej za chwilę. gdybym cię posądzał o pewną szorstkość w towarzystwie. gdyby tylko każde z nas swego właściwego ulubieńca potrafiło znaleźć i powróciło do dawnego stanu. dawcę tego szczęścia. Bardzo być może. miałeś się przed nimi wypowiedzieć. żebym miał tak pełną głowę tego teatru i nie wiedział. Musimy być w przyjaźni. nie kpij z nich. Sokratesie? – powiada Agaton. więcej byś na nich zważał niż na tłum. jeśli ma każdy z nas szczęśliwie znaleźć ulubieńca naprawdę od pary. ale muszę pilnować pochwały Erosa i od każdego z was 52 odbierać mowy. a swoją parę odnaleźć w imię Erosa i pod jego wodzą. dobrze byś się bał. uleczy nas i obdaruje szczęściem. – Podobała się i mnie twoja mowa i gdybym nie wiedział. byleby tylko miał z kim gadać. niby to znakomitej mowy. A jeśli to szczyt szczęścia. on nam gorąco wierzyć każe. że publiczność w naprężeniu czeka mojej. – Wiesz. Eryksimachu – powiedział Sokrates – spokojnyś. że w tym by było zawarte szczęście człowieka. co mu macie oddać. całkiem tak jak ja teraz. mówiąc. tylko lepiej słuchajmy. których byś miał za mądrych. że robisz coś złego? Podchwycił mu Fajdros i powiada: – Mój Agatonie. jednak to doskonale wiem. bo już tylko Agaton został i Sokrates. że to i męskie natury.uniknąć. kiedyś na scenę wchodził z aktorami i patrzał w oczy takim tłumom publiczności. Bo myśmy też tam byli i należeliśmy do owego tłumu. może być. gdybyś uważał. on nas dzisiaj do tego ideału zbliża. Erosowi powinnibyśmy hymny śpiewać. w doskonałej miłości. Więc oddajcie naprzód bogu. że się Sokrates i Agaton znakomicie rozumieją na sprawach erotycznych. żebym się zmieszał. – Ależ. a raczej. Oczywiście. on nas przywróci do dawnego stanu. jak Sokrates rozmawia. Ale tak. kiedyś się sam tak pięknie spisał. – No dobrze. Oto są moje myśli o Erosie. i o kobietach także. – To są czary. – Przecież nie przypuszczasz. gdybyś uważał. w dobrych stosunkach z bogiem. i to jeszcze z kimś przystojnym. Ja bardzo lubię słuchać. że jeśli tylko nie będziemy obrażali bogów. mój Agatonic. Eryksimachu. że oni właśnie do tych szczęśliwych należą. co? – No tak – powiada. Tylko niech sobie ze mnie Eryksimachos nie kpi. że gdybyś tylko natrafił na takich. że może coś złego robisz? Prawda. inne niż twoje. Ale gdybyś trafił na innych mądrych ludzi. tobyś się pewnie wstydził. jego przestanie obchodzić dalszy ciąg posiedzenia. jeżeli będziesz Sokratesowi odpowiadał. bardzo bym się bał. mój Sokratesie – powiedział Agaton. bo mi się będzie zdawało. Niech mu się nikt nie sprzeciwia – a sprzeciwia mu się każdy. – Pewnie. A jakem cię prosił. że im wątku zabraknie: tyle się już różnych rzeczy mówiło. a nie przerażało cię to ani trochę. musiałbym mieć chyba krótką pamięć – powiedział Sokrates – przecież widziałem twoją odwagę i uważałem. obydwa. to na dziś dobrze się choć zbliżyć do niego i znaleźć jakiego ulubieńca do rzeczy.

odchodzi. Fajdrosie – powiedział Agaton – mogę zacząć mówić. że pośród kwiatów przebywa. gdyby był między nimi Eros. gdyby był twardy i sztywny. bo jeśli w kimś twarde serce znajdzie. bo i sam jest młody. te bywają dość twarde. które Hezjod opowiada i Parmenides – tymi rządziła Konieczność. Fajdrosie. jaki jest on sam i co robi ten. Bo przecież grubiaństwo wszelkie i Eros w wiecznej zostają wojnie. Otóż pragnąłbym naprzód powiedzieć. o którego w danym razie chodzi. A że ma piękną cerę. A o jej nóżkach powiada: Stopy jej delikatne. jak zamierzam mówić. Ale jakim jest sam ten wielki dobroczyńca – tego nam nikt nie powiedział. Powiadam więc. nieprawdaż? Do nas przynajmniej przychodzi prędzej. A więc Eros jest najmłodszy i najdelikatniejszy. Najpiękniejszy jest z tej przyczyny. ani ludziom . ale gdzie kwiaty kwitną i wonieją. Bo z pewnością by był jeden drugiego nie kastrował i w kajdany nie zakuwał ani tylu innych gwałtów nie popełniał. Byłaby między nimi przyjaźń i pokój. że jest najpiękniejszy i najlepszy. On sobie mieszkania zakłada w sercach i w duszach bogów i ludzi. – Że harmonijne ma kształty. Więc kto ciągle stopami dotyka rzeczy tak niezmiernie subtelnych. że Eros jest starszy od Kronosa i od Japeta. On przecież nie stąpa po ziemi ani po czaszkach ludzkich nie chodzi. I potrzeba na to poety. ten niewątpliwy przymiot Erosa. a te dawne dzieje bogów. a przebywa z młodymi. Zdaje mi się bowiem. że poprzednicy moi chwalili nie boga. a nie Eros. ale po miękkim.rozmawiać. a mówić dopiero potem. że jest najmłodszy z bogów. a najszczęśliwszy jest dlatego. jeśli poeci prawdę powiedzieli. a potem wielbić jego dary. że ani bogom. oplata. puszystym. A jednak to jest jedyny właściwy sposób chwalenia kogokolwiek. choć dużo by jeszcze można o niej powiedzieć. odkąd Eros nad bogami panuje. bo się wszędzie. o tym niechaj to świadczy. tylko na to nie przystanę. Tak i myśmy powinni Erosa chwalić: naprzód powiedzieć. ale przejdźmy do dzielności Erosa. jak dziś. On przebywa w istotach najdelikatniejszych w świecie. Więc ja bym się raczej na wszystko inne zgodził z Fajdrosem. Moim zdaniem Homer doskonale oddaje delikatność jej stóp. bo się niepostrzeżenie w duszę ludzką wkrada i chyłkiem z niej umyka. Dobrze mówi stare przysłowie. jeśli się tak powiedzieć godzi bezkarnie. Największą jego zaletą jest to. i to nie we wszystkich duszach za porządkiem. które im bóg wyświadcza. gniazdo sobie ścielić zaczyna. że podobne rzeczy zawsze się razem trzymają. Spróbujmy podobnie oddać delikatność Erosa. Eros jej nienawidzi całą swą istotą i omija ją z daleka. że Eros jest spomiędzy wszystkich szczęśliwych bóstw najszczęśliwszy. Homer bowiem mówi. tego doskonale jego wdzięk dowodzi. że nie po twardym gruncie stąpa. Więc młody to jest bóg. żeby opisać delikatną postać bóstwa. zaznaczając. jaki jest on sam. Bo nie nawiedza bezkwietnych ani okwitłych ciał i zwiędłe dusze omija. Owszem. a tylko jeśli subtelny grunt napotka. tylko ludzi nazywali szczęśliwymi za dobrodziejstwa. gdzie tylko zechce. niż potrzeba. że Ate to była bogini i delikatna bardzo. Nie potrafiłby tego. tam B i Eros nadchodzi i mieszka. – Dobrze mówisz. twierdzę. ziemi nawet nie trącą. O piękności bóstwa dość i tych słów. ten i sam musi być nad wszelki wyraz delikatny. muska głowy rycerzy mknąc pieściwymi ruchami. a starość goni prędko. żeby wykazać kolejno. jak Homer. że jest najmłodszy z bogów. i to zawsze młody. nieuchwytny w formach. Sam Eros najlepiej tego dowodzi. a przy swojej młodości bardzo delikatny. kiedy przed starością ucieka. a z Sokratesem jeszcze kiedyś pogadamy. a prócz tego lotny.

boć nie rządzi Ares Erosem. jak dzisiaj. takie święta. On przecież gwałtu nie znosi. jest tak mądry. jako twórca. a skoro panuje nad żądzami i nad rozkoszami. Bo przecież umiarkowany to ten. Hefajstos – kowalstwa. A co do męstwa Erosa. dla mądrych ciekawy. i ludziom. odkąd w nich wstąpił pewien Eros. że go w tym kierunku wiódł Eros–pragnienie. Wiatry milkną. tego i drugim nie da ani ich tego nauczyć nie potrafi. on rozbudza przyjaźń. W nim jest wykwintny wdzięk. To by było kilka słów o sprawiedliwości. czeka go rozgłos i sława. Otóż. ci „królo53 wie państw”. dla dobrych łaskawy. niż ten. Zeus – rządzić bogami i ludźmi. umiarkowaniu i o męstwie tego boga. co szpetne jest i złe. A kto ma w ręku najmężniejszego z mężnych. że i zręczność w sztukach także jest jego darem? Bo jeśli on był nauczycielem jakiego mistrza. I tu mi wiersz na myśl przychodzi. pewne zamiłowanie do tego. a przecież prawa. jeżeli już w ogóle cośkolwiek znosi. Bo przecież sztukę strzelania z łuku i sztukę lekarską. że Pokój nastaje u ludzi. dla straconych dziw. a podobnie u niego się Muzy uczyły muzyki. A zawsze więcej wart ten. chóry. ten się twórcą staje. Atena – tkactwa. ofiary. uważam. mój Fajdrosie. on dla bogów cud. on je ciepłem okrasza. a potem dary jego dla innych też są takie same jak on. co drugiego ma w ręku. bo przecież kto czegoś sam nie posiada czy nie umie. sam musi być najmężniejszy ze wszystkich. A oprócz sprawiedliwości cechuje Erosa ogromne umiarkowanie. on łagodność pomnaża. co nad wszystkimi żądzami i rozkoszami panuje. Więc Eros jest wielkim mistrzem na przykład w dziedzinie wszelkiej twórczości muzycznej. jak powiadają. A któż nie wie. a jeśli kogo ten bóg nie nawiedził. Więc Eros i jego tych rzeczy nauczył. zamiłowanie do piękna dało wszystko dobre i bogom. bo wtedy u nich Konieczność królowała. i wieszczbiarstwo wynalazł Apollo tylko dlatego. jeśli można. ale Eros Aresa ma w ręku i ciągnie go do Afrodyty. okropne rzeczy miały się tam dziać. I dlatego się też uspokoiło pomiędzy bogami i jakiś pośród nich porządek nastał. A czyż nie wiadomo. co ktoś drugiemu po dobrej woli przyznaje. gwałtowność umarza. że mądrość Erosa i nowe życie na świat wyprowadza: przecież tylko dzięki niemu wszystko się rodzi i wyrasta na ziemi. w nim . że Eros najpierw jest sam najpiękniejszy i najlepszy. A więc naprzód niech i ja uszanuję swoją sztukę tak jak Eryksimachos swoją: ten bóg. bo nie masz Erosa w tym. dla wybranych skarb. zebrania. musi być ogromnie umiarkowany. że i innych twórcami czyni. choćby nigdy przedtem nie miał nic wspólnego z Muzami. to chyba on nad nimi panuje. na morzu cisza zalega. i tego pomijać nie należy. a któraż żądza mocniejsza jest od niego? Jeśli żadna. gdy nas wiedzie na takie. Ale odkąd ten bóg powstał. ostudza nieprzyjaźń. co piękne. jak na początku mówiłem. każdy go chętnie we wszystkim słucha. przecież on to jest. A przedtem. – Tak to. ten na zawsze zostanie w ukryciu. że sprawiedliwe jest to wszystko. gwałt nie dotyka Erosa ani on sam nikomu gwałtu nie zadaje. a sen stroskane czoła wygładza. który sprawia. co jest w ręku drugiego. powiadają. Kogo tylko Eros nawiedzi. to sam mu się Ares nie oprze. i on nawzajem od nas ani od bogów krzywdy nie doznaje. On chłody serc ludzkich rozprasza. ale o mądrości jeszcze nie.krzywdy nie czyni.

I bardzom był nawet z tego dumny. że potrzeba. że bym może i uciekł. ale to drugie. Więc pomyśl. i jak przystało bogu być chwalonym. kiedym wam przyrzekał z kolei też pochwalić Erosa i mówiłem. On bogów radością. on ludzi pięknością. którą bogów czaruje i ludzi. że będziesz w kłopocie. ale nie na sposób waszych mów. że sam nawet w przybliżeniu nic tak ładnego nie potrafię powiedzieć. – No jakże. mój Agatonie. Ja takiej pochwały nie powiem. czy on taki jest naprawdę. czy nie. że Agaton będzie znakomicie mówił. który go zna – i oto są pochwały istotnie piękne i uroczyste. tak mówiłem. Czy troska. kierownik. lecz serce moje nie”. czy to nie było zdumiewające? Kiedy pomyślę. to nic nie szkodzi. byle się wydawał najpiękniejszy i najlepszy – oczywista nie takiemu. tak jak i jemu wypadało chwalić. żeśmy się umówili odgrywać pochwały Erosa. żeby mi Agaton przy końcu gorgońskiej głowy nie pokazał. że będę dobrze mówił. synu Akumenosa? Niepotrzebniem się przedtem bał? A nie miałem przeczucia. ta piękność stów i zwrotów. Mnie się wydaje. tu trzeba. żeby mówił. że naprzód potrzeba wykazać. Potem z tego wybrać rzeczy najpiękniejsze i podać w możliwie odpowiednim porządku. trzeba o tym prawdę powiedzieć. żebyśmy się z nim naprzód zgodzili. On o dobrych dba. poświęcona bogu. 54 Kiedy Agaton skończył. on rozkosznego rozemdlenia bóg. Zacząłem się bać. doradca i zbawca najlepszy. „Usta me przyrzekały. a potem dopiero jego dzieła. że Agaton będzie dobrze mówił. Choćby nawet było inaczej. tak sobie. żebyście się mieli z czego śmiać. że się jeszcze Agatona o jeden drobiazg zapytam. ozdobą. Wtedym dopiero zobaczył. ale w takich wyrazach i w takim porządku zdań. a nie miałem pojęcia. zgodziłem się też powiedzieć pochwałę. powiada Arystodemos. więc wszyscy za nim winni iść i śpiewać pieśń. ale prawdę. gdybym tylko miał gdzie. A jeszcze mi ta mowa Gorgiasza przypominała i tak mi zaczęło być.źródło powabów pieściwych. a drugie bardziej serio było powiedziane – ot. pozwól. że się na miłości znam. kiedy na mnie kolej przyjdzie. widać. a ja będę w kłopocie? – To pierwsze – powiada Eryksimachos – toś przepowiedział naprawdę. Ale ja – ja nie znałem tego sposobu chwalenia i nie znając go. czy serce coś marzy. co tu w ogóle może ktoś mówić po takiej pięknej i tak obfitej mowie? I to wszystko to nadzwyczajne było. – Owszem – powiada Fajdros – pozwalam. ile tylko można. zapytaj go. a nie chwalić go naprawdę. on odtrąca złych. on wtedy sterownik. jak to Homer powiada. To nie. zaczęli głośno objawiać zachwyt. to mi się nic wydaje. jaki jest sam Eros. kochany – powiedział Sokrates – jak ja nie mam być w kłopocie. A to. jak uważam. tyle pięknych i wielkich rzeczy przylepić danemu przedmiotowi. Toteż mi się wydawało. Oto jest moja mowa. zdaje się. a ta ma straszny język. kiedyś na początku mowy powiedział. i koniec. Bo cóż? Ja jestem człowiek prosty. byłbym dopiero wtedy skamieniał i głos stracił. ale to na końcu. co tylko może. bo prawdę znam. jak powinna wyglądać jakakolwiek pochwała. czy trwoga. bardzo . jeżeli chcecie. Fajdrosie. że młody człowiek tak doskonale mówił. A Sokrates spojrzał na Eryksimacha i powiada: – A co. każdy z was porusza niebo i ziemię i przypina Erosowi. a potem już będę mówił. czy rozum coś waży. Jedno w niej było dla żartu. Nawet bym nie potrafił. to. wszyscy. Zaczem – powiada – Fajdros i inni zaczęli go prosić. może nie w jednakowym stopniu. On wdzięcznych chórów pięknym przodownikiem. bardzo mi się to podobało. żem się tylko na śmiech wystawił. A zatem przepadło. że kiedy się cokolwiek chwali. I dlatego. jakie się od przypadku nasuną. Fajdrosie. czyby ci się może i taka mowa nie przydała: gdyby tak usłyszeć o Erosie słowa prawdy. powiem wam po swojemu. Potem dopiero Sokrates stąd jakoś miał zacząć: – Doprawdy. tak się wstydzę. nie był właściwy sposób chwalenia. – A tylko jeszcze – powiada – mój Fajdrosie. jak mnie stać. jak będzie uważał. a wszystko jedno.

– Jeszcze mi trochę odpowiedz – powiada Sokrates – abyś lepiej wyrozumiał. – To ładnie. czy Eros pragnie tego. – Pomyśl no – powiada Sokrates – czy tylko „może”. co każdy z nich ma – żeby nie było nieporozumienia. czy też niczego? Ale ja się nie pytam. czy macierzyńską. czy nie? – Musi – powiada. a proszę cię. Bo. albo będąc silnym. nieprawda? 55 – Zgoda i na to. czy chcesz. żeby był silny? – Nie może. Czy Eros jest to miłość czegoś. czy ty nie mówisz właściwie: «Ja chcę i w przyszłości mieć to. że się pragnie tego. a matka to samo. jaki on jest. Agatonie. czy może ktoś. czy ojciec jest ojcem czegoś. a gdzieby tam kto pragnął takich rzeczy? Ale gdyby ktoś mówił. że oto ja jestem zdrów. bo mu tego nie brak.. czego się nie ma. kiedyś już tak pięknie i wspaniale opowiedział o Erosie. czego pragnie i co kocha. co posiada. otóż czy brat musi być zawsze czyimś bratem. – Aha. pragnąć. że ojciec jest ojcem syna albo córki. tam i pragnienia nie ma. musiałbyś odpowiedzieć. – A czy on ma to. powiedzielibyśmy mu zapewne. czy też on tego nie ma? – No może i nie ma. Więc zastanów się. to jeszcze mi i to powiedz: jak to jest właściwie z Erosem. ale i chcę być zdrowym. że „Ty. do czego się odnosi. ty wiesz. a mnie powiedz tylko tyle. czyż i to nie jest kochanie tego. że tak to już musi być. i chcę właśnie tego. wobec tego. a mimo to dalej pragnie i kocha. czy chce. on jest miłością. mój Agatonie. – Nieprawdaż? brata albo siostry? – Oczywiście. będąc już słusznym. co mam. co mam obecnie»”. czy też raczej musi tak być. cośmy powiedzieli. masz majątek i zdrowie. – Gdyby zresztą ktoś silny pragnął być silnym – powiada Sokrates – a szybki w nogach szybkim. – No to – powiada Sokrates – zachowaj jeszcze dla siebie i to sobie pamiętaj. każdy z tych ludzi musi obecnie mieć to. tylko tak samo jak gdybym się pytał o ojca. uważasz. – No. żeby był słusznym. A Sokrates powiada: – A więc. skoro już takim jest. Oczywista. co to jest brat. czy też niczego? – Oczywiście. – Otóż spróbuj mi to samo powiedzieć i o miłości. dlatego to mówię – otóż. bo teraz je masz. Zgodziłby się na to. czy. A tobie jak? – No i mnie się też – powiada – zdaje. Czy może nie? – Ależ i owszem – powiedział Agaton.mi się taki początek podoba. czy to jest miłość ojca. i siłę. gdybym tak zapytał: Słuchaj. czy nie chce.. że tu przecież ludzie o pewnych cechach i właściwościach pragną jednak tego. – Prawda. Tylko. czy Eros jest miłością ojcowską. a chciałbyś te rzeczy i w przyszłości posiadać. Bo mnie się ciągle zdaje. to nie. człowieku. pragnąć. a gdzie nie ma braku. nieprawdaż? Agaton przyznał słuszność. uważasz. albo: jestem bogaty. że gdybyś miał ochotę dać mi na to właściwą odpowiedź. czy nie? – Oczywiście – powiada. kiedy powiesz: «Pragnę tego. czy nie. czy to jest miłość czegoś. czy matki – to by było śmieszne pytanie. czego człowiek jeszcze nie . o co mi chodzi. mógłby ktoś w tych i tym podobnych wypadkach powiedzieć. czy nie chcesz. a zdrów zdrowym by chciał być – no. ale i chcę być bogatym. uważasz. czego on jest miłością. co mam obecnie».

że Eros to wielki bóg i piękny. – Aleś. – No. tak samo jak ja jego. że on ani piękny nie jest. czego mu brak. czego nie posiada. to i piękne. i każdym innym. – Jak to? Więc istotę. miłości? – Oczywiście – powiada. I potrzeba istotnie. Zdaje mi się. jak ta niewiasta z dalekich stron ze mną je przechodziła pytaniami. Więc najpierw. Prawda? – Tak jest – powiada. co mi mówiła. a nie zgodziliśmy się już. Ale ja ci już dam pokój. że miłość odnosi się zawsze do tego. kto tylko pragnie. i kiedy Ateńczycy ofiarę składali przed zarazą. a co dobre. nie? Czy może inaczej? Przyznał. – Bardzo słusznie. – A zatem Erosowi piękna brak i on go nie ma. jak tylko potrafię. a potem. której piękna brak i ona go zgoła nie posiada. – Więc jeżeli Erosowi piękna brak. że ja ci przypomnę. jak teraz Agaton mnie. że Eros musi się do czegoś odnosić. a potem już na własną rękę. jakeś powiedział w swojej mowie? A teraz pozwolisz. jest przedmiot każdego pragnienia. kto to jest Eros i jaki. Słyszałem to kiedyś od pewnej osoby z Mantinei. A jeszcze mi tylko jedno powiedz: nie uważasz. Nie tak jakoś mówiłeś? – A mówiłem – powiada Agaton.posiada obecnie. mniej więcej. – No. Otóż ona mnie oświecała o sprawach Erosa i to. bo Sokratesa – nie tak trudno. że do tego. chyba że prawdy zbijać nie umiesz. – więc jeśli tak. co mam powiedzieć o Erosie. mój przyjacielu – powiada Sokrates. co piękne: bo nie masz Erosa ku temu. że najłatwiej będzie przejść te rzeczy tak. naprzód omówić. jak mówisz. to jest i piękne? – Uważam. spróbuję ja wam powtórzyć zaczynając od tego. to może jemu brak i dobra? – Mój Sokratesie – powiada – ja cię zupełnie nie umiem zbijać. – Ano – mówi Sokrates – zestawmy to. żeby to coś w przyszłości istniało? – A tak – powiada. jak mi się wydawało. taki. przekonała. że już nic nie wiem z tego. a tego. ty nazywasz piękną? – Ależ nie. do czego to się Eros odnosi. doprawdy – powiada – ładnie mówił. że Eros jest piękny? A Agaton powiada: – Mój Sokratesie. czego jej brak. żeś tak jakoś mówił. com wtedy mówił. to pragnienie. odkąd w nich wstąpiło zamiłowanie do tego. cośmy powiedzieli. jakim jeszcze nie jest. więc nich ci będzie już tak. – Więc i w tym wypadku. pragnie być takim. – Musi być tak – powiada. a na wielu innych także. ten zawsze pragnie tego. A ja powiadam: – Diotymo! Co mówisz? to Eros szpetny jest i zły? . co szpetne jest i złe. ona im na dziesięć lat tę chorobę odroczyła. a czyż wobec tego jeszcze dalej twierdzisz. a zacznę to. – A teraz przypomnij sobie. a potem mówić o jego dziełach. pragnie tego. Bo ja jej też wtedy takie rzeczy mniej więcej mówiłem. tak jakeś ty to rozdzielił. że pośród bo56 gów porządek jakiś nastał. Ona się na tych sprawach doskonale rozumiała. mój Agatonie. czego komuś brak. zdaje mi się. czego jeszcze nie ma. co piękne. niejakiej Diotymy. na cośmy się z Agatonem zgodzili. co jeszcze nie istnieje. to Eros byłby miłością tego. czego nie ma? – Tak – powiada. mój Agatonie. Otóż myślę. że co dobre. – Agatonie drogi. ani dobry. co szpetne. a ona mnie.

że jeśli coś nie jest piękne. bo przecież w takim razie wiedza byłaby czymś nie uzasadnionym? – Ale to i nieświadomość nie jest. że szczęśliwymi nazywasz tych. – A widzisz – powiada – że i ty nie uważasz Erosa za boga? – Więc czymże by on mógł być? Człowiekiem? – Nigdy w świecie. – A przecież – powiadam – wszyscy mówią. ani dobra? – Rzeczywiście. co śmiertelne. mój Sokratesie. ponieważ mu tego brak? Zgodziłem się. wypełnia przepaść pomiędzy nimi i sprawia. Ja mówię: – Jak to rozumiesz? A ona: – Po prostu. którzy go nawet za boga nie uważają? – Kto taki? – powiadam na to. Tak samo jeśli uważasz. jak to może być. że się to wszystko razem jakoś trzyma. co dobre i co piękne. – A jeśli coś nie jest mądre. ale nie umieć tego uzasadnić. przecież. on od ludzi bogom ofiary i modlitwy zanosi. któremu los nie dał ani piękna. Cała sfera duchów jest czymś pośrednim pomiędzy bogiem a tym. nie myśl zaraz. A ona się roześmiała i powiada: – Mój Sokratesie. czy też i ci. – Słusznie mówisz – powiadam. a od bogów przynosi ludziom rozkazy i łaski. że nie. że jest szpetny i zły. – Jak to wszyscy. albo że to. Kto się na tych rzeczach . a ja druga. co nie jest piękne. i dlatego pragnie tych rzeczy. bo powiedz mi: czy wszyscy bogowie są szczęśliwi. którzy posiadają to. że istnieje coś pośredniego pomiędzy mądrością i głupotą? – Cóż takiego? – A mieć słuszność. – A jużeś się godził. a będąc pośrodku pomiędzy jednym i drugim światem. że Eros nie jest dobry ani piękny.A ona: – Nie mów tak brzydko! – powiada – alboż ci się wydaje. że Eros nie posiada tego. co kapłani robią. wszyscy. ale że to jest coś pośredniego pomiędzy jednym a drugim. powiadasz. te ofiary i ceremonie. to zaraz musi być głupie? Czy też nie uważasz. – No więc czymże?! – Tak jakem przed chwilą mówiła: czymś pośrednim pomiędzy śmiertelnymi istotami i nieśmiertelnymi. – Ty pierwszy. tylko przez niego się odbywa wszelkie obcowanie. że to. i to. czy też ośmieliłbyś się twierdzić. – Więc jakżeby mógł bogiem być ten. że któryś z bogów nie jest szczęśliwy? – A niechże Bóg broni – powiadam. żeby go wielkim bogiem nazywali ci. bo bóg się z człowiekiem nie wdaje. jest złe. Przez niego trafia do nieba i cała sztuka wieszczbiarska. – A jakąż on ma moc. co nie jest dobre. 57 – No więc nie wnioskuj tak. wszyscy. nie wiesz – powiada – że to jeszcze nie jest wiedza. i na jawie. że to jest wielki bóg. Diotymo?! – Wielkim duchem. którzy wiedzą? – No. – Więc czym. musi zaraz być brzydkie. wszelka rozmowa bogów z ludźmi i w śnie. którzy tego nie wiedzą. to musi zaraz być szpetne? – A pewnie. do czego on jest? – On jest tłumaczem pomiędzy bogami a ludźmi. co dobre i co piękne? – Oczywiście. – A prawda. Bo jeśli tak jest naprawdę. to jakże to może być nieświadomość? – Więc takie słuszne mniemanie jest czymś pośrednim pomiędzy wiedzą i niewiedzą.

ani to bóg. poszedł do ogrodu Zeusa i tam usnął. ucztę bogowie wyprawili. przeto musi Eros być miłośnikiem mądrości. I temu też winne jego pochodzenie. ani żadna inna istota mądra nie filozofuje. jeżeli mądry nie. Ale po ojcu goni za tym. o tak. czyż będzie pragnął tego. Bo to tak jest: z bogów żaden nie filozofuje ani nie pragnie mądrości – on ją ma. Z tego. Wiesz już. jakie jego pochodzenie. ten jest prostym robotnikiem. Otóż kiedy się urodziła Afrodyta. jak się niejednemu wydaje. ani też nie opływa w dostatki. co kocha. I dlatego ci się Eros taki cudny wydawał. że mu czegoś nie brak. do rozumu dąży. to na powrót traci. A żeś sobie Erosa wyobrażał inaczej. a kto się rozumie na czymś innym. a jednym z nich jest i Eros. subtelny. którzy są czymś pośrednim pomiędzy jednymi i drugimi. A ja powiadam: – Dobrze. żeś brał za Erosa przedmiot miłości. mówisz bardzo pięknie. I jednego dnia to żyje i rozkwita. skończony i doskonały. Ale skoro Eros jest taki. Tak. co piękne. Kiedy już zjedli. bo taka już jego natura po matce. to umiera znowu i znowu z martwych powstaje. ani człowiek. pośrodku jest pomiędzy mądrością i głupotą. tak że ani braków nie cierpi. jakiż pożytek mają z niego ludzie? – Zaraz ci to spróbuję wyłożyć. ani mądrym. na jakiejś sztuce czy jakimś tam rzemiośle. że człowiek nie będąc ani pięknym i dobrym. bo było wszystkiego w bród. tęgi myśliwy. dziecko mieć od Dostatku. na czym mu. bo go na jej urodzinach spłodzono. zaczem się przy nim położyła i poczęła Erosa. a filozofem będąc. przedmiot miłości jest naprawdę piękny. że z biedą chodzi w parze. odważny. ten chce czego? . Do tych i Eros należy. przecie uważa. Istnieje wiele różnych duchów tego rodzaju. bez pościeli sypia pod progiem gdzieś albo przy drodze. ten jest człowiekiem uduchowionym. mój Sokratesie miły. że mu to wystarczy. A że to syn Dostatku i Biedy. i boso chodzi. co piękne. bo i Afrodyta piękna. ciężko pijany. wygląda inaczej. upiwszy się nektarem (bo wina jeszcze nie było). a nie miłość samą. jaki jest Eros. to i nic dziwnego. niezgrabny jest i jak potyrcze wygląda. a matka niemądra i biedna. daleko mu do delikatnych rysów i do piękności. Więc taka jest natura tego ducha. powiem wyraźniej: Kto kocha piękno. żeby sobie coś wyżebrać. bezdomny po zie58 mi się wala. i stanęła koło drzwi. Bo mądrość '74o rzecz niezaprzeczenie piękna. Bo jeśli człowiek uważa. straszny czarodziej. filozofem. a z natury już jest miłośnikiem tego. jako iż była uboga. Dostatek. moja pani. uważam. syn Rozwagi. zawsze jakieś wymyśla sposoby. nie zbywa? – Moja Diotymo – powiadam – a któż się w takim razie zajmuje filozofią. i powiadasz. Bo ojciec jego jest mądry i bogaty. I dlatego to Eros został towarzyszem i sługą Afrodyty. czym Eros jest w rzeczach pięknych?” Albo czekaj. – A któż jest jego ojcem – powiadam – i matką? – Dużo o tym gadać – powiada – ale ja ci powiem. Głupi też nie filozofują i żaden z nich nie chce być mądry. że ci. bo jest w nim natura ojcowska. przeto mu taki los wypadł: przede wszystkim jest to wieczny biedak. Ale to. jakem ci opowiedziała. co piękne i co dobre. Ale gdyby nas ktoś zapytał: „Sokratesie i Diotymo. Bo to właśnie jest całe nieszczęście w głupocie. a głupi także nie? – To – powiada – nawet i dziecko zrozumie. a między nimi był tam i Dostatek. a Eros to miłość tego. zuch. truciciel czy sofista. co mówisz. co piękne. przyszła tam Bieda. jego zdaniem. A Biedzie się zachciało. dać sobie radę potrafi. że się odnosi do tego. A jest pośrodku pomiędzy mądrością i głupotą. dachu nigdy nie ma nad głową. A co tylko zdobędzie.rozumie. a filozofuje całe życie.

chyba że to „jego” jest właśnie dobre. że twórczości jest wiele. wtedy się mówi. owszem. W zakresie zaś całej twórczości wyróżniamy dokładnie jeden jej rodzaj. Bo przecież to tylko nazywamy twórczością (w ścisłym znaczeniu) i tych tylko zwiemy twórcami. – No więc dlaczego – powiada – mój Sokratesie. mój przyjacielu. że wszyscy chcą zawsze dobro posiadać. Przecież człowiek rad by sobie i ręce. którzy się zajmują tym właśnie rodzajem twórczości. Zatem nie co innego ludzie kochają jak tylko dobro. miłośnik. – Słusznie mówisz. – Słusznie mówisz – powiadam. a mianowicie twórczość w dziedzinie wierszy i tonów. że wszyscy ludzie kochają. a różne jej inne rodzaje różnymi określamy nazwami. i to jest miłość powszechna. który posiędzie dobro? – Tu już – powiadam – łatwiej znajdę odpowiedź: będzie szczęśliwy. tylko o jednych mówimy. – Naturalnie. a wykonawca jej jest właściwie twórcą. jeśli ktoś pragnie dobra. że miłość ani połowy nie szuka. tylko się jeden nazywa tak. – A jakże będzie takiemu. że jest wspólna wszystkim ludziom. skończona. – No nie dziw się – powiada – odróżniamy przecież coś jako istotę miłości i to nazywamy wyrazem ogólnym. nazywa się twórczością. że człowiek niekoniecznie to kocha. że ta odpowiedź wymaga jeszcze takiego pytania: Co będzie miał ten. tylko jeśli ktoś idzie w pewnym szczególnym kierunku i jest tylko jej pewnym rodzajem zajęty. a o drugich nie? – Mnie to samemu dziwne. jeśli to nie będzie właśnie jakieś dobro. że posiadać je pragnie. wtedy się ani o miłości nie mówi. ani o miłośniku. bo szczęście polega na posiadaniu dobra i całkiem już nie potrzeba pytać. 59 – Jak to? – zapytałem. a inne złe. zdaje się. czy jak mówisz? – Tak. ta miłość. uważasz. że kochają. ten szuka swojej drugiej połowy. W najgłówniejszym znaczeniu jest to wszelkiego rodzaju dążenie do dobra i do szczęścia. Wiesz na przykład.A ja powiedziałem. odpowiedź jest już. a drugi inaczej. Tak. która wyprowadza jakąś rzecz z niebytu do bytu. uważasz. – A jednak – powiada – nie nazywamy ich wszystkich twórcami. poetami. że to miłość. czego on pragnie?” – Posiąść je – powiedziałem. kochanie. Najpotężniejsza to i najbardziej zwodnicza miłość. po co ktoś chce być szczęśliwy. – A to chcenie. skoro każdy kocha właściwie to samo i zawsze. Ona mi mówi. że to wspólne wszystkim. do gimnastyki czy do filozofii. ten popęd. co „jego własne”. A ja ci mówię. Toteż i wszelka robota w dziedzinie każdej sztuki jest twórczością. kto posiędzie piękno? Ja powiadam: – Jakoś nie bardzo mam pod ręką odpowiedź na to pytanie. – Tak to. że masz rację. – Słusznie mówisz – powiedziałem. gdyby mu się zepsute wydawały i złe. – Zdaje mi się. ani całości. – Otóż podobnie i z Erosem. Bo wszelka przyczyna. i nogi poobcinał. mówię. Więc uważam. i temu rodzajowi dajemy imię ogólne. – A niektórzy mówią – powiada – że kto kocha. – To tak – powiada – jakby cię ktoś zamiast o piękno pytał na przykład o dobro i mówił: „Mój Sokratesie. Ale jeśli czyjeś myśli i pragnienia są skierowane do pieniędzy. nie mówimy. Albo myślisz może inaczej? .

tak jak ty myślisz. zupełnie nie inaczej! – A powiedzże mi. nie dziwiłbym się wtedy tak twojej mądrości i nie chodziłbym do ciebie uczyć się tego wszystkiego. że się Eros i do nieśmiertelności odnosi. czy lata. i w istocie śmiertelnej te dwa tkwią nieśmiertelne pierwiastki: ten płciowy pęd i zapłodnienie. ręczę ci. a raz mi takie zadała pytanie: – Jak myślisz. zapładniać pragnie nasza natura. czy nie widzisz. że ludzie kochają dobro? – Tak – powiadam. czy pływa. ile razy ze mną mówiła o miłości. – Czekaj. Sokratesie. tylko to. ale cierpi nosząc się dalej z nasieniem. gotowe nawet ginąć w ich obronie. na cośmy się zgodzili. jeżeli przedmiotem miłości jest wieczne posiadanie dobra. Toteż kiedy człowiek wieku pewnego dojdzie. co szpetne. musi człowiek i nieśmiertelności pragnąć. on się jak wąż w kłębek zwija i wstecz się cofa. nieśmiertelny. za tworzeniem w pięknie. Bo to. jakie zabiegi i wysiłki zasługują na nazwę miłości? Jaka to robota? Umiałbyś powiedzieć? – Moja Diotymo. w jakiż sposób należy zmierzać do niego. – Świętą prawdę mówisz – powiedziałem. ale gdy co szpetnego napotka. wobec tego. i odchodzi. – To brzmi tak tajemniczo jak wyrocznia i nic tego nie rozumiem. – '41 zatem w ogóle przedmiotem miłości jest wieczne posiadanie dobra. Jest w każdym człowieku pewien płciowy pęd. gdzie harmonia pewna nie zachodzi. i stare gotowe wtedy w ich obronie walczyć z najmocniejszymi nawet wrogami. Boska to jest rzecz. żeby go osiągnąć. A przecież. Więc wynika to rzeczywiście z naszych rozważań. Przeto gdy się ktoś pełen nasienia zbliży do tego. cielesnej i duchowej natury. że gdybym sam umiał. nie harmonizuje z żadnym boskim pierwiastkiem. wszystkie –miłosny szał ogarnia i najpierw je w pary łączy.– Ależ dla Boga. Więc nie za samym pięknem goni miłość. jakaś go radość rozbiera i w rozkoszach zapładnia i tworzy. . jak i co do duszy. – Jak to? Więc nie należałoby dodać – powiada – że pragną je posiadać? – A należałoby. gotowe głodem przymierać. co piękne. – Ale czemuż za płodzeniem właśnie? – Bo w zapłodnieniu jest jakiś pierwiastek wiekuisty. co piękne. ja ci to powiem jaśniej. – Czekaj – powiada – ja ci powiem. czy które chodzi. – Oczywista rzecz – mówi. choćby same były bardzo słabe. co trzeba zrobić. – A za czym? – Za płodzeniem. – A może nie tylko posiadać. bo go ono od tego ciężaru uwalnia. co piękne – tak. ale i wiecznie je posiadać? – A dodać by i to. Nie masz ich nigdy tam. – A więc skoro Eros zawsze ma taki przedmiot i cel. zarówno co do ciała. – Niech będzie – powiedziałem. ten za pięknem goni. jaka jest przyczyna tej miłości i tego popędu? Przypatrzże się. a to. czy można tak po prostu powiedzieć. i 60 nie zapładnia. Takich mnie rzeczy nauczała. Jest to zapładnianie tego. jakiś go smutek mrokiem opada. o ile to być może w istotach śmiertelnych. co piękne. Przeto kto nasienia i potęgi twórczej jest pełen. a potem im każe wychowywać młode. Więc Piękno prawo wszelkich narodzin wyznacza i narodzinom pomaga. co brzydkie. jak szaleją ku sobie zwierzęta na wiosnę. Sokratesie. A nie może zapładniać tego.

które miał z początku. że i nauki nie tylko jedne w nas powstają. że wiedza z nas uchodzi. jak za nią gotowi w ogień skoczyć. żeby zawsze i wszędzie było naprawdę jedno i to samo. spojrzyj tylko na ludzkie dążenie do sławy. za tym. Sokratesie. do ciebie przychodzę. że tak jest. że każda poszczególna istota żyje i jest. Ale czy tylko naprawdę tak jest wszystko? A ona. prędzej niż za własnymi dziećmi. że zawsze to. czy w ogóle o całym ciele. że mi potrzeba nauczyciela. I nie tylko z ciałem tak. Gwoli nieśmiertelności taka te latorośle otacza troska i miłość. że nie wiem. i tak chroniąc ją od zatraty sprawia. obawy. jak powiadam. Ot. co przetrwa wieki. że Alkestis byłaby śmierć za Admeta poniosła albo Achilles byłby był ginął zaraz po Patroklu. albo nasz Kodros byłby naprzód ginął. i śmiercią nawet sławę okupić gotowi. to właśnie dla tej „nieśmiertelności czynów dzielnych”. to dane tylko temu. robią to samo z wyrachowania. ale jedne z nich giną. 61 Kiedym to usłyszał. która uciekła. ale skąd taki miłosny nastrój u zwierząt? Potrafisz powiedzieć? Ja znowu powiadam. gdyby nie byli wierzyli. któreśmy tyle razy już wymieniali. byleby dzieciom królestwo zostawić. jak się to mówi. Przecież taki sam proces sprawia. nie tym sposobem. że miłość z natury swej zwraca się do tych przedmiotów. a drugie giną. com powiedziała. A jeszcze głupsze to. jak na to pieniędzy nie skąpią i trudów nie żałują. jak prawdziwy sofista. Tą drogą chroni się od zatraty wszystko. dla . żądze. zostawia po sobie podobną. inną młodą jednostkę. kościach. Inaczej nie mogą. Diotymo. w tych wypadkach. dziwisz się temu. jeśli ktoś co robi. powiada: – Bądź przekonany. krwi. że „nie umiera pamięć czynów dzielnych” i że pozostanie po nich ta pamięć. natura śmiertelna szuka sobie wiekuistego bytu i nieśmiertelności. Uchodzi. a drugie traci: czy to o włosach mowa. przecież obyczaje. a powtarzanie na powrót nową nam zaszczepia wiedzę w miejsce tej. ty jesteś bardzo mądra. nie powinieneś się i temu dziwić. a drugie powstają. którą my dzisiaj chowamy? Nigdy w świecie – powiada. Bo tutaj. Bo czy ty myślisz. żadna przecież z tych rzeczy w nikim nie zostaje zawsze jedna i ta sama. uczucia. co boskie. ale i z duszą podobnie. czy o wnętrznościach. ale dzięki temu. Przecież człowieka nazywają jednym i tym samym od dziecięcego wieku aż do późnej starości. on wciąż jedne rzeczy zyskuje. jaka i tego przyczyna. i innych zjawisk w miłości? – Zatem – powiada – jeżeli wierzysz. a czasu ząb jej nie dotknie”. jedna i ta sama. co śmiertelne. bo widzę. mimo . jak się ludzie rozbijają w pogoni za rozgłosem. Diotymo. Takim to sposobem – mówiła – mój Sokratesie.że w nim nic nie zostało z tych rzeczy. gdy coś zapominamy. – Owszem. ale się to samo dzieje z każdą poszczególną wiadomością. smutki. że się nasza wiedza jedną i tą samą wydaje. że zostawia inną jednostkę młodą na miejsce starej. Powiedz mi tedy. i że nigdy nie jesteśmy jedni i ci sami nawet w zakresie nauk. A ona mówi: – I ty się myślisz rozumieć kiedyś na miłości. że każde z natury już szanuje swą latorośl.byleby młode przy życiu zostały. pomyśl. jeśli nawet tego nie pojmujesz? – Toteż dlatego. nieśmiertelność zyskują śmiertelne ciała i inne wszystkie rzeczy. co się starzeje i odchodzi. przekonania. Więc nie dziw się. podobnie jak i tam. rozkosze. gotowe na wszystko w świecie: bo ludzie – powiada – mógłby ktoś myśleć. A znaleźć ją może tylko na tej jednej drodze. dziwne mi się te myśli wydawały i powiedziałem: – Doprawdy. ale zastanów się. żeby zdobywać „sławę. I dlatego się mówi o ćwiczeniach przez powtarzanie.

i trwalsza się między nimi przyjaźń zawiązuje. Tedy to. a za ludzkie potomstwo dotychczas chyba nikomu. z których to wszystko dopiero wypływa. to pielęgnują razem i chowają: tak że bez porównania silniejszy związek ich łączyć zaczyna. zarówno pośród Hellenów. które by zapładniał. Cześć sobie i u nas zdobył Solon przez to. a co tylko który z nich wyda. a któremu na imię panowanie nad sobą i sprawiedliwość. To nasienie naprawdę sieją twórcy wszelkiego rodzaju. tyle pięknych dzieł ludziom przynieśli. tak jak i dzieci ich piękniejsze są i mniej podległe śmierci niż czyjekolwiek inne. zaczyna chodzić tu i tam. sława nagradza ich za to. ale najwyższe. a im kto dzielniejszy. promieniować zaczyna i zapładniać zarówno wtedy. jak i u obcych narodów. ten coś boskiego ma w duszy. a najwięcej się cieszy. Patrz. że. A największy rozum – powiada – to ten. tacy. on zaraz płodzić i tworzyć pragnie. kocha jedno z tych ciał i tam płodzi myśli piękne. o nawet i ciebie łatwo wprowadzić. że takie cudne dzieci zostawili. którzy mają dar wynalazczy. i zazdrościć im zacznie. Taki to „wszelkie zapasy na jutro – dzisiaj już pragnąłby mieć”. bo ma nasienia wiele. i inni wielcy po różnych krajach mężowie. który powinien państwem i domem rządzić. to musi dobrze oczy otworzyć i widzieć. kiedy tylko popatrzy na Homera i Hezjoda. mój Sokratesie. bo myśli. co piękne. niż gdyby inne dzieci mieli. Już nawet wiele świątyń tym mężom za dzieci te zbudowano. kiedy ich tylko pamięć wiąże. Więc kto tego nasienia od młodości jest pełen. i obcować z nim zaczął. zaczyna wszystkie piękne ciała kochać. że nawet całej Hellady. czy potrafisz przeniknąć. i też uważam. najświętsze jego tajemnice. a można powiedzieć. I woli ciała piękne niż brzydkie. i do czego się brać powinien. tym bardziej. zdrowe. niby objawienia jakie. I każdy by wolał raczej takie płody wydawać aniżeli ludzkie dzieci płodzić. A kiedy to zobaczy. tamten gwałtowny . Niczego brzydkiego nigdy zapładniać nie będzie. i chętniej spotyka dusze piękne. kiedy w kimś spotyka jedno z drugim złączone. jak i wówczas. co w nim tęskniło od dawna i było tylko nasieniem. i w ogóle zaczyna go kształcić. że we wszystkich ciałach jedna i ta sama piękność tkwi. i szukać piękna. tam każdy z nich swoją miłość zaspokaja. które im nieśmiertelną sławę i pamięć przyniosły. którzy ciała zapładniać by radzi. Aż dotąd w święte sprawy Erosa można było. a z wykonawców ci. dzieci. niedługo jednak spostrzega. nawet choćbyś i szedł śladami dobrego przewodnika. które się w duszy rodzić winno i w dusze ludzkie trafiać. że piękność ja62 kiegokolwiek ciała i piękność innych ciał to niby siostry rodzone i że jeśli ma gonić za istotą piękną. których dusze jeszcze bardziej są pełne nasienia aniżeli ciała: nasienia. że tyle różnych dzielności to wszystko dzieci tych ludzi. A cóż się winno rodzić w duszy? Rozum i wszelkie inne dzielności.„dobrego imienia u ludzi”. dzielne. Ale są też tacy – powiada – co wolą zapładniać dusze. gdy obaj są razem z sobą. A kiedy mu wiek po temu nadejdzie. Wówczas takiemu człowiekowi zaczyna dużo mówić o dzielności i jakim powinien być tęgi człowiek. bo same są nieśmiertelne. jakie Likurg dzieci dał Lacedemonowi: zbawców Sparty. i szczęście” sobie zdobędzie. Bo tacy nieśmiertelność kochają. do kobiet się więcej zwracają. że prawa zostawił. nie wiem. Zetknął się z tym. i tylu innych dzielnych twórców. I ci. że płodząc dzieci „nieśmiertelność i pamięć. Bo widzisz – powiada – właściwy rozwój miłości tak wyglądać powinien: już za młodu chodzi człowiek za ładnymi ciałami i jeśli go tylko dobrze przewodnik prowadzi.

ni wiedza jakakolwiek. gotów nie jeść i nie pić. byle tylko ulubieńca zobaczył i był z nim ciągle razem. i kochać zaczyna. z czasem musi zobaczyć piękno ukryte w czynach i prawach i znowu pozna. A cóż myślisz – powiada – gdyby komu było dane zobaczyć piękno samo w sobie. i znowu takie myśli płodzi. wolne od obcych pierwiastków. Teraz mnie słuchaj – powiada – jak tylko możesz uważnie! Ten. choćby nawet jej ciało nieszczególnie kwitło. jakby po szczeblach wstępował: od jednego do dwóch. stworzenia. wieczne. że i ono w każdym jest jedno i to samo. ani jako słowo. nieskalane. ani go żadna w ogóle zmiana nie dotyka. a od ciał pięknych do pięknych postępków. która w ciele mieszka. on na pełne morze piękna już wypłynął i kiedy się na nim rozglądnie. nie będzie ślepo kochał piękności jednego tylko chłopaka albo człowieka jednego. i nie rozwija się ani nie więdnie. jedyna mu się wiedza ukaże. co piękne. Co myślisz. kolejne stopnie piękna prawdziwie oglądając. i wszelką lichota śmiertelną. jedyne. która już nie o innym pięknie mówi. czy go kto drugi prowadzi: od takich pięknych ciał z początku ciągle się człowiek ku temu pięknu wznosi. a wznosząc się ciągle wyżej już to piękno oglądać zaczyna. gdyby tylko można.żar ku jednemu ciału przygasać w nim zaczyna. . a z czym innym inne. ani jako cecha jakiegoś. lub jakakolwiek cząstka cielesna. Otwiera się przed nim to. Sokratesie miły – mówiła niewiasta z Wieszczego Grodu w obcym kraju – na tym szczeblu dopiero życie jest coś warte: wtedy gdy człowiek piękno samo w sobie ogląda. albo dążenia. Od czynów przejdzie do nauk. i gwałt. kto by też młodego człowieka rozwinąć potrafił. Więc kto od kochania chłopców zaczął. szatami czy pięknymi chłopcami ani z młodymi ludźmi. tak że człowiek dopiero przy końcu istotę piękna poznaje. że dopiero wtedy. on ogląda piękno wieczne. ono ani się pełniejszym nie staje. ale to nadświatowe. które nie powstaje i nie ginie. a dla drugiego szpetne. ni ziemi. ani też dla jednego piękne. ani uboższym. kiedy na takie skarby piękna spojrzy. od postępków do nauk pięknych. ani takie w porównaniu z czymkolwiek. czyste. ale patrzeć tylko i nie odchodzić. ten stanął prawie u szczytu. aż kiedy sił w tej pracy nabierze i hartu. a od nauk aż do tej nauki na końcu. wystarcza mu to. ono samo w swojej istocie. i z tym obcuje? Czy nie uważasz. ani raz tylko takie. gnany nienasyconym dążeniem do prawdy. tylko piękno samo w sobie niezmienne i wieczne. A potem więcej zaczyna cenić piękność ukrytą w duszach niż tę. a z drugiej szpetne. kto aż dotąd zaszedł w szkole Erosa. Na tym szczeblu życia. powiedzmy. a drugi raz odmienne. że podczas gdy same powstają i giną. Wtedy mu się piękno ciał zacznie wydawać czymś małym i znikomym. i troszczy się. nie. a kiedy całą ich piękność zobaczy. ani nie jest z jednej strony piękne. ten już do końca drogi miłości dobiega. nie myślałbyś go porównywać z klejnotami. ale człowiekowi daje owo piękno samo w sobie. płodzić zacznie słowa i myśli wielkie i wspaniałe. czyby mógł jeszcze wtedy marne życie pędzić człowiek. ni nieba. a od dwóch do wszystkich pięknych ciał. wydaje mu się lichy i mały. czy ktoś sam po niej idzie. Dziś na takie rzeczy patrzysz ty i wielu innych i zaraz każdy równowagę traci. która naprawdę mówi o tym. I nie ukaże mu się piękno niby twarz albo ręce jakie. Bo tędy biegnie naturalna droga miłości. niezmienne piękno samo w sobie. ani czegokolwiek innego. a wszystkie inne przedmioty piękne uczestniczą w nim jakoś w ten sposób. nie będzie już niewolniczo wisiał u jednostkowej formy jego. toteż jeśli w kim duszę zdrową znajdzie. do czego szły wszystkie jego trudy poprzednie. który aż tam patrzy i to widzi. i szuka. nie splamione ludzkimi wnętrznościami i barwami. I nagle mu się cud odsłania: piękno samo w sobie. jak należy. Gdybyś je kiedy ujrzał.

próbuję i innych przekonywać. i jeśli komu wolno marzyć o nieśmiertelności. że mam rację. co naprawdę jest rzeczywiste. gdy wtem zaczął ktoś z wielkim hałasem walić w drzwi od ulicy. już Arystofanes miał coś powiedzieć o tej wzmiance. Skończył mówić Sokrates i już się zaczęły odzywać pochwały. to je zdejmę i ustroję tę. jak go prowadzono. że każdy powinien czcić Erosa.gdy ogląda piękno samo i ma je czym oglądać. Przyjmij tedy. żeby się ułożył. jak ci się tylko podoba. tę mowę jako pochwałę Erosa. Toteż powiadam. przyjmiecie. bo ta miłość tego człowieka to rozpacz . nie zauważył Sokratesa. zmiłuj się. A skorom uwierzył. No. pomóż. Stanął i powiada: – Obywatelom uszanowanie! Pijanego obywatela. potrafi tworzyć nie tylko pozory dzielności. panowie. Powiada więc Agaton: – Rozwiążcie. proszę was. żeby mu miejsce zrobić. wszyscy zaczęli prosić. albo może tu kto inny dowcipny czy udaje dowcipnego. Ryczał wolim głosem. żeby dostać miejsce obok najpiękniejszego w całym towarzystwie! A Sokrates powiada: – Agatonie. że nie pijemy. gdzie tu mieszka Agaton. którą Sokrates o jego mowie uczynił. ale dzielność rzeczywistą. Szedł więc tak. i sam go czczę. że tak powiem. tylko usiadł przy Agatonie pomiędzy nim a Sokratesem. Poznał go. takeś sobie właśnie wyrachował. Stanął w drzwiach. a jeżeli nie. bo on dotyka tego. a że zdejmował równocześnie wstążki na wiązanie i oczy sobie nimi zasłonił. i Agaton też go prosić zaczął. Wy się śmiejecie. zawsze gdzieś musisz wyskoczyć. Zaczem Agaton: – Chłopcy – powiada – skocz no który i jeżeli to kto znajomy. chłopcy. A skoro płodzi dzielność rzeczywistą i rozwija. to powiedz. a to co?! Sokrates! Znowuś tu na mnie zasiadł. kiedy się najmniej spodziewam. uwierzyłem. kochankiem bogów się staje. i kazał się prowadzić do Agatona.on trzeci przy nas ułoży. to jemu wolno. więc mi w tej chwili powiedzcie: mam wejść czy nic? Będziecie ze mną pili czy nic? Podniósł się hałas zaproszeń. a ja i tak wiem. poproś do środka. a szczególniej się ćwicząc w miłości i innym to doradzam. głowę tego najmądrzejszego i najpiękniejszego człowieka. skoczył na równe nogi i powiada: – Na Heraklesa. a wieńczył go z bluszczu i z fiołków jakiś wieniec gęsty i wstążek miał na głowie bardzo wiele. i to bardzo mocno. możecie się śmiać. to ją nazwij. niech się. a jeśli nie. a teraz i zawsze wielbię potęgę Erosa ze wszystkich moich sił. Fajdrosie. że do osiągnięcia tego celu nikt lepiej niż Eros naturze ludzkiej pomóc nie potrafi. tylkośmy się już pokładli spać. żeby wszedł. do towarzystwa? A nie. bo on nie z pozorami obcuje. trzewiki Alkibiadesowi. Za małą chwilę dał się słyszeć w sieniach głos dobrze pijanego Alkibiadesa. Po coś tu dzisiaj przyszedł? Czemuś się tu ułożył? Czemu nie koło Arystofanesa. Fajdrosie. – Bardzo dobrze – powiada Alkibiades – ale któż tu trzeci będzie z nami pił? – A równocześnie się obrócił i widzi Sokratesa. 63 – Takie to rzeczy. jeśli wola. alem dzisiaj na głowie wstążki przyniósł. żem pijany. Zaczem go pod ramiona wzięli i prowadzili: flecistka i kilka innych osób z orszaku. bośmy po to przyszli. Usiadł tedy i zaczął ściskać Agatona i wieńczyć. mówiła mi Diotyma i ja. i słychać było grę flecistki. bo ten się trochę usunął. to sobie dalej pójdziemy i tylko Agatonowi urządzimy wiązanie. Niełatwo przynajmniej znaleźć innego patrona. jak gdyby się pijacy po nocy rozbijali. Ja ci – powiada – wczoraj nic mogłem być.

a jużeś wypił. mój Alkibiadesie. będziesz mnie na żarty chwalił. na to wam nie można pozwolić. – Nie masz rozdziału pomiędzy mną a tobą – powiada Alkibiades – poczekaj. musicie pić! Tu nie ma dwóch zdań! Zaczem wybieram na króla pijaństwa. On i o mnie zazdrosny. ani pogadać z nikim ładnym. a jak skończysz. tego czułego miłośnika. najzacniejszy synu zacnego ojca i wstrzemięźliwego? – powitał go Alkibiades. do woli! – No. zdaje mi się jednak. aby mi i teraz czego nie zrobił: lepiej nas rozdziel i gdyby mi chciał gwałt zadać. ale trudno. uwieńczmy ten osobliwy łeb. Nalał ją tedy i wypił najpierw sam. mój Eryksimachu – powiada Alkibiades – pięknie mówisz. tylko kogo innego. tylko. kiedy się dostatecznie popijecie. a mimo to nigdy nie jest pijany. że nie bije. Agatonie. bo ja się boję tego wariata. powiem prawdę. postanowili. to i takim argumentem nie pobiję. – Co mówisz? – powiada Alkibiades. żeby każdy kolejno w prawą stronę powiedział coś o Erosie. ile mu tylko kto każe. daj no – powiada – ten tam oziębiacz. cóż będziemy robili? Tak to ani nie będziemy rozmawiać przy kieliszku. Atoli Eryksimachos się odezwał: – No jakże. – Sokratesowi zaś chłopak nalał i ten pił. każ no przynieść jakie wielkie naczynie. aż do czasu. Daj no mi – powiada – Agatonie. jak chcesz – powiada Eryksimachos – już chwal Sokratesa. Odkąd się w nim zakochałem. co ma pragnienie? – Jak się masz. że jest właśnie na odwrót? Toż on by mi dopiero dał. moi panowie. Ułożywszy się powiada: – Wszystko to ładnie. i mnie zazdrości. wyprawia sceny. niech się na mnie nie gniewa. a potem. skoroś nic nie powiedział. rób już tak. nie tylko przedwczoraj. ty wierzysz w to. czy to boga. ani śpiewać. nierówne siły. broń. Uważajcie. zanimeś przyszedł. on wypija. nie. ja i tak nie będę przy tobie nikogo innego chwalił! – No. który umie kurować. – Na Posejdona – woła Alkibiades – nie sprzeciwiaj mi się. wart tyle co moc ludzi innych. zawiązał je nad czołem Sokratesa i wtedy się dopiero ułożył. A może nie pozwolisz? . czy też wiesz. zacna duszo. – Jak się masz – powiada Eryksimachos – ale cóż będziemy robili właściwie? – Cokolwiek rozkażesz. czy co chcesz robić? – Nic. co Sokrates dopiero mówił. – Mam się wziąć do niego i ukarać go wobec całego towarzystwa? – Masz tego znowu – powiada Sokrates – a tobie co znowu strzeliło. chłopcze. to słuchajże – powiada Eryksimachos – myśmy tu.doprawdy. bo Mąż. A ty. gdybym przy nim nie jego chwalił. która dobrych ośm kwaterek zawierała. żem tylko ciebie wieńczył. a potem Sokratesowi kazał nalać i powiada: – Sokratesa. czy człowieka! – Nie gadałbyś też od rzeczy – powiada Sokrates. 64 Albo. co tylko zechcesz. żeście trzeźwi. Otóż każdy z nas już swoje powiedział. – Równocześnie wziął trochę wstążek. jak potrafi najładniej. – Zobaczył bowiem wazę. lepiej. zaraz ty dostaniesz za to. – Ależ. toż ciebie słuchać potrzeba. a on to poda w prawą stronę i tak dalej. żeby się pijany człowiek brał na słowa z trzeźwymi. a wieńca ode mnie nie dostał. przecież on siłą słowa pokonał wszystkich ludzi. łaje. A zatem wydawaj rozkazy. jeżeli gdzie masz. już mi nie wolno nigdy ani spojrzeć. tylko po prostu pić jak ten. i żeby to była pochwała. dobrze. jak ty. siebie samego. moi panowie. powinieneś też coś powiedzieć. trochę tych wstążek. zadać coś Sokratesowi.

Bo ja doskonale wiem i czuję. kto jego rzeczy gra. a nigdym czegoś takiego nie doznawał. proszę cię.– Ależ prawdę – powiada – pozwolę. Tylko na flecie nie grywasz. nigdy mi się dusza nie szarpała i nie rwała tak. robisz podobne rzeczy. Ja się jego jednego wstydzę. Otóż powiadam. Więc mu znikam z oczu i uciekam. tyle braków mając. I powiadam. jak on każe. sylen się otwiera. że dobrze mówili. jak inny. że to kłamstwo. że gdy je gra dobry flecista albo i marna flecistka. to czy kobieta słucha. że podobny jest do satyra Marsjasza. nikogo to nic nie obchodzi. nawet i dobry mówca. On będzie pewnie myślał. wszystkich nas twoja mowa bierze i porywa. Już ten „satyr” i mnie. bo to dla mnie dziś niełatwa rzecz. Ale żeś i poza tym do niego podobny. tobym nie zapanował nad sobą. I nieraz mu już Śmierci życzę. Ale posłuchajcie mnie dalej. Ale ten Marsjasz już mnie tak nieraz nastrajał. Sokratesie. co mam właściwie począć z tym człowiekiem. A ty się tym tylko różnisz od niego. brał jednak instrument do ręki i dopiero czarował słuchaczów. o to się nawet ty sam sprzeczać nie będziesz. mów! – Poczekaj. żem już całkiem pijany. czy młody chłopiec. Bo tamten wprawdzie moc miał w ustach. wtedy mnie unosi ambicja. już mi się nieraz zdawało. I ja wobec tego jedynego człowieka doznałem uczucia. żebym się tam przy nim nie zasiedział i nie zestarzał na miejscu. tobym wam przysiągł na to. a w środku posążki bogów. ale z ciebie muzyk jeszcze bardziej osobliwy niż tamten. Bądźcie przekonani. tak że już całkiem nie wiem. skórom zaczął. to się nie dziw. i uciekam. Gdybyście nie myśleli. i dziś jeszcze czaruje ich każdy. jak na mnie jego słowa '64ziałały i jeszcze dzisiaj działają. że jest najpodobniejszy do tych sylenów siedzących w kapliczkach. ale ja go już odsłonię całego. serce mi się tłuc zaczyna silniej niż Korybantom w tańcu i łzy mi się cisną do oczu. a tam owo. że gdyby się to stało. że to nieprawda. czy mąż. sprawami Aten się zajmuję. Ale jeżeli tak sobie będę przypominał i mówił tu to. jeśli zaprzeczysz. takie to są boskie rzeczy. wstyd mi. Bo on na mnie wymusza to przeświadczenie. a kiedy go zobaczę. samymi tylko słowami. Bo kiedy go słucham. to zaraz usłyszysz. że gdybym cię słuchać zaczął. Ja jeszcze dziś czuję. to powiem otwarcie. ja nie potrafię wykazać. że go żaden z was nie zna. choć uważałem. a kiedy odejdę. i to chwalić go obrazową metodą. może nie? Postawię świadków. że bez instrumentów. Ale kiedy kto ciebie słucha albo twoje słowa tylko słyszy z drugich ust. wtedy idę na lep uznania i oklasków hołoty. i niejednemu tak samo przygrywał na flecie. że go nie potrafię zbić. zaraz zacznę – powiada Alkibiades – a ty tak rób: gdybym się gdzieś mijał z prawdą. a wiem. mówi o czym innym. tylko bym na nowo czuł tak samo. uczucia wstydu. zamiast dbać o swoje własne niedostatki. Umyślnie nie będę wcale kłamał. ale to będą obrazy naprawdę. Żeś do niego z twarzy podobny. I o tym. o które by mnie nikt nie posądził. Przede wszystkim jesteś szelma. że wielu innym tak samo. Bo cały kunszt Olimposa to tylko nauka 65 Marsjasza. Bo przecież kiedy kto z nas słucha. Tedy sobie uszy gwałtem zatykam. jeżeli wola. A jego rzeczy mają to do siebie. a widzę. choćby je nawet drugi marnie opowiadał. że to żarty. nie powiesz. których snycerze robią z pozytywką albo fletem w ręku. jak ja go prawdziwie przyrównałem do tych kaplic i jaka w nim potęga mieszka. że ja. zaraz mi przerwij. że nie należy tak robić. A przecież ja i Peryklesa słyszałem. jak się niewolnik z kajdan rwie. nie na żarty. to ludzie w zachwyt wpadają i zaraz widać. tak wytrząść i po porządku wyliczyć wszystkie twoje dziwactwa. byłoby mi jeszcze gorzej. że żyć niewart taki jak ja. moi panowie. i powiedz. komu potrzeba łaski bogów i święceń tajemnych. i innych tęgich mówców. Sokratesie. żem się był na zasady zgodził. Otóż mam zamiar Sokratesa chwalić. jak przed Syrenami. .

jak to Sokrates za pięknościami ugania. Eryksimachów. Tedy się wyciągnął na kanapie. że on mi zaraz zacznie mówić takie rzeczy . sam nie wie co. bom uważał. jeżeli skłamię. zatrzymałem go przemocą u siebie. a potem. i zostawaliśmy sami. że trzeba będzie gwałtem wziąć tego człowieka i nie darować. że to dla mnie jak znalazł i że mi się szczególne szczęście trafiło. że jemu na pięknościach nie zależy nic. sam na sam i ja byłem przekonany. No nie? Ale to wszystko jest tylko na wierzchu. On też i wygląda na to. jak on nigdy nic nie wie. A byłem strasznie zarozumiały na swoją piękność. I jest mi tak. Powiem wam już całą prawdę – zaprzecz. widzę tu takich Fajdrosów. tak jak w tym wydrążonym sylenie. bo tylko ten potrafi przebaczyć i zrozumieć. A nie wiem. jak to mówią. Agatonów. co on tylko wie. co hołota za wielkie szczęście zwykła uważać. Arystodemów i Arystofanesów – co mówić o . on ze mną. bywało. On to wszystko ma za nic. i jużem się z góry 66 cieszył. tylko my sami. tam gdzie jadł kolację. zupełnie jak sylen. że Sokratesowi serio zależy na mojej piękności. Dotąd można by tę historię swobodnie każdemu powiedzieć. nic więcej nie wskórałem. Ale na drugi raz byłem mądrzejszy: po wieczerzy gadaliśmy zawsze długo w noc. Więc go do siebie na gimnastykę zapraszałem i ćwiczyliśmy się razem. nikt by nie uwierzył. i przecudne. która tuż przy mojej stała. Odbywał ze mną ćwiczenia i szedł w zapasy nieraz. Więcem w tej myśli nieraz niewolnika odprawiał. Pauzamaszów. gdy on był poważny i otwarty. co jest właściwie. że już późno było wracać. ten nikomu nie chce bólów swych opowiadać. ani troszkę. chociaż to nie o to idzie. Wstydziłem się jeszcze wtedy. Więc go raz na wieczerzę zapraszam. który nam przedtem stale towarzyszył. chyba też pokąsanemu. niech przynajmniej wiem. popatrzył w niego i czy widział skarby. jak wszystko „pierwszy raz słyszy”. on całe życie z ludzi podrwiwa i żartuje z nich sobie. dzień na rozmowie przepędził. Nie chciał przychodzić – nareszcie raz dał się uprosić. Ja je już raz widziałem i takie mi się boskie wydały i złote. jak to miłośnik oblubieńcowi mawia na osobności. do jakich stów i czynów ból się zdoła posunąć. zjadł i chciał iść do siebie. Kiedy pierwszy raz przyszedł. ukąszony zębem filozoficznych rozmów. które się gorzej niż żmija w młodą. ile tam w środku panowania nad sobą? Otóż musicie wiedzieć. więc kiedy się chciał zabierać. Otóż bywaliśmy. żem się po prostu jego niewolnikiem poczuł od tej chwili. więc sobie myślałem. ale dalszego ciągu pewnie byście ode mnie nie usłyszeli. to jak się wam zdaje. że się nie godzi ukrywać pysznego czynu Sokratesa. kiedy się go chwalić zaczęło. czy jak się to tam nazywa. czy kto kiedykolwiek. że kogo żmija ukąsi. będę mógł za to od niego słyszeć wszystko. ot. powiadam wam. A ja jestem boleśniej ukąszony i w najczulsze miejsce. myślę. bo jeżeli mu pofolguję. Sokratesie. myślę sobie. zabrał się i poszedł. jakby mnie żmija ukąsiła: powiadają. kiedy się raz postanowiło. jak zwykle.Widzi z was każdy. jakie w ogóle może być ukąszone: w serce czy w duszę. a tak samo majątkiem i wszystkim tym. więc go puściłem do domu. a nikogo przy tym nie było. –Ale. Więc kiedym tak w żaden sposób nie mógł do niego trafić. bom znowu i tak próbował. gdyby. które w nim są. Zdawało mi się kiedyś. Ani mówić. jak on tym pogardza. towarzysze kielicha. proszę was. prawda nie leżała na dnie wina i na języku dziecka. a nikt więcej w domu nie nocował. zdrową duszę wpijają i człowiek potem gada i robi. jak za nimi przepada. kiedy go otworzyć. Tymczasem nic z tego nie było. zupełnie jak miłośnik oblubieńca łapie.

żebyś się nie pomylił. co myślę. że mi nikt do tego lepiej pomóc nie potrafi jak ty. co będzie najlepsze.samym Sokratesie i o tych innych – wyście wszyscy półobłąkani. kiedym z jednej strony czuł poniżenie. a z drugiej brała mnie ta jego natura. ani słowa inaczej nie mówiłem. gdybym ci jeszcze i tego bronił i nie chciał służyć w ogóle czymkolwiek. jak gdybym był przy ojcu leżał albo starszym bracie. że chociażem ja spał całą noc z Sokratesem. – Trzeba będzie na przyszłość istotnie nad tym pomyśleć i to zrobić. wysoki sądzie! Tak jest. bo wy mi przebaczycie to. bo to doskonalem rozumiał. – Ja myślę. która ciebie może lepszym zrobić. a wiem. – Wiesz. Więc kiedy światła pogasły. której jeszcze ufałem. – O. osądźcie wy tę Sokratesową dumę. żebyś rad ze mną o tym pomówił. A zawiodła mnie była jedyna sieć. ta moc jego! Nie przypuszczałem. jeżeli to prawda. i obśmiewał moje wdzięki. to ci się udało – powiada. I chociaż to wszystko robiłem. to ładnie chcesz na mnie zarobić. co ja myślę? – No. co mi się potem działo. tak po swojemu. czy od przyjaciół. dla wszystkich bogów i bogiń. widać. a folgował za to tłumowi głupców! On to usłyszał i powiada. Bo naprawdę chciałbyś kupić istotę piękna za jego pozory i „miedź za złoto” wymienić. i urągał mi jeszcze. a teraz opowiadam! Ale służba i profany. Toż to by znaczyło. Jak myślicie. Więc jeśli ci o nią chodzi i chciałbyś ze mną obcować. com wtedy zrobił. co o mnie mówisz. a służba się wyniosła. nic dawszy mu nawet przyjść do słowa. znowu mi kłamu nie zadasz. jak się mam gniewać na niego i porzucić jego towarzystwo. 67 Ja mu na to: – Od siebie już ci wszystko powiedziałem. filozof. cóż takiego? – powiada. wziąłem na siebie tę zarzutkę. jak na tym. bo nużem ja nic niewart! Dusza ludzka dopiero wtedy jaśniej widzieć poczyna. Przecież mi na niczym tak nie zależy. jeżeli we mnie taka moc siedzi. myślałem. znacznie wyższą od dobrych linii twojego ciała. że nie ma co robić z nim zachodów. rękami objąłem tego nadludzkiego doprawdy i niepojętego człowieka i tak całą noc przeleżałem. czego byś czy od mojej fortuny potrzebował. Toteż nie wiedziałem. wstałem rano. tak ironicznie. żebym miał kiedykolwiek spotkać człowieka z takim rozumem i z taką wolą potężną. że ty jeden godzieneś być moim miłośnikiem i zdaje mi się. kiedy się bystrość młodych oczu z wolna zatraca. Więc go trącam i powiadam: – Sokratesie. Toż bym się wstydzić musiał przed ludźmi mądrymi. to panowanie nad sobą. Uważaj lepiej. ale mu otwarcie powiem. tedy mnie wszyscy słuchajcie. jak on. ty śpisz? – Jeszcze nie – odpowiedział. I w tym. A ja tak uważam: to by było wielkie głupstwo z mojej strony. żeś we mnie niewidzianą piękność odkrył. Sokratesie. Ty sam się zastanów. on bezpiecznie przebywał wszystko i gardził. tylko tak jak myślę. żebym był możliwie najdzielniejszym człowiekiem. gdybym takiemu jak ty człowiekowi nie folgował. jak on to zawsze: – Alkibiadesie miły. co się nam najlepsze wyda i w tej sprawie. twoim zdaniem. Więcem już nic nie . że go przecież mój pocisk dosięgnął. Wstałem. niegłupi. ale nie wiesz jak. Kiedym to usłyszał i powiedział. Bo pomyślcież. że złotem do niego trafić było trudniej niż do Ajaksa żelazem. i piękne za nadobne wymienić. i jaki tam inny ordynarny chłop niech sobie dobrze uszy pozatyka. i w innych. pomyślałem. ani jak go pozyskać. dla ciebie i dla mnie. toś ty. A tobie jeszcze daleko do tego. zacny chłopcze. bo mróz był wtedy – wsunąłem mu się pod płaszcz.

co ma na sobie. jaką i przedtem zawsze nosił. łatwo by można podobne znaleźć i u innego człowieka. jak gdyby się nad nich chciał wywyższać. ot. Potem się pomodlił do słońca i poszedł. . widzieć Sokratesa. tak i wtedy: „bociani miał krok i toczył wkoło wzrok dumny” to w prawo. i nie powiesz. a Perykles znowu był jak Nestor i Antenor. a boso łatwiej po lodzie chodził niż inni w butach. a on mnie odstąpić nie chciał. a równocześnie uważali na niego. czy będzie stał i przez noc. dopóki słońce nie wzeszło. bo ich nie opuszczę. Tak to. A jeśli chcecie. co przeszedł tęgi wojownik wtedy tam na tej wyprawie. żeby się nie bali. ale kiedy go zmuszono. na swoich i na nieprzyjaciół. Wtedy właśnie ja byłem na koniu. co tylko mógł. i mnie. żeby wodzowie tobie dali nagrodę. a potem. to wszystkich przy kielichu pokonał i co najdziwniejsze: żadne oko ludzkie nigdy nie widziało Sokratesa pijanym. Nieraz bywało. Ja podjeżdżam. bom się i sam tak nie bał. przyszło mi to twoje na myśl. wiesz. Bo taki jak Achilles. tylko się goni za tymi. to w lewo. niebywałych rzeczy. A jak on mróz znosić potrafi! Bo tam zimy są strasznie ostre – a on w ogóle niebywałych rzeczy dokazywał i raz. Toteż wnosiłem wtedy. Toteż uszedł cało i on. jak teraz. A jeszcze warto też było. i ten drugi. że on. Wodzowie zważali wtedy na moje wyższe stanowisko i mnie chcieli dać nagrodę. żebym ja ją dostał. choćby dlatego. i inni. Arystofanesie. Nie żeby miał pociąg. w takiej samej zarzutce. tylko on właśnie życie mi ocalił. Raz mu coś nad ranem wpadło na myśl. moi panowie. nikt inny. i za to się na mnie nie będziesz chyba gniewał. że Sokrates tak od rana stoi i myśli o czymś. nie ruszał się z miejsca. ani dzisiejszych. a nie ty. że byłem na koniu. to kładł na siebie. każdego można by do kogoś przyrównać. a są i inni także. o ile on był bardziej spokojny i przytomny niż Laches. Schodził z Lachesem z pola. co uciekają na łeb na szyję. że kła68 mię. kiedyśmy odcięci byli. niełatwa byłaby z nim sprawa. A już było i południe i ludzie się patrzyli i dziwili. i głód przyszło znosić. w bitwach – bo to mu trzeba przyznać – przecież podczas bitwy. Ale jeżeli chodzi o te lub inne czyny. że się nawet zaraz o tym przekonamy. a jeden drugiemu opowiadał. mógłby ktoś powiedzieć. on wtedy wychodził w tym. tak! Czego wtedy dokazał. i na nogi. dopiero kiedy wszystko poszło w rozsypkę. a u niego to jest najdziwniejsze. Bo w wojnie nikt nie napada takich. był i Brazidas. jak to w polu. byłem ranny. za którą mnie wodzowie dali nagrodę. że gdyby kto tego męża zaczepił. zaczem stanął i dumał. i zawijał stopy w pilśń i w futra. A ten stał aż do rana. Naprzód też uważałem. że on nie jest podobny do nikogo z ludzi. Można by na pochwałę Sokratesa powiedzieć wiele jeszcze innych. Toteż wojsko na niego krzywo patrzyło. ani dawnych.wiedział i ten człowiek tak mnie opanował i ujarzmił jak nikt nigdy nikogo. to przecież warto usłyszeć. Tam się mogłem lepiej napatrzyć Sokratesowi niż pod Potidają. Myślę. a widać było i z daleka. Nareszcie zrobił się i wieczór. kiedy armia uciekała spod Delion. kiedy się nikt z namiotu nie ruszał. tylko stał i dumał. A kiedy przyszły lepsze czasy. kiedy mróz chwycił taki. poznałem ich i wołam. a jeżeli się ruszał. nikt tego tak nie potrafił jak on. a on był w ciężkiej piechocie. Po wieczerzy kilku młodych wyniosło pościel na dwór – bo to było lato wtedy – i spali na chłodzie. tylko ratował i zbroję. że to strach. on jeden umiał żyć i pić nadzwyczajnie. a tyś jeszcze bardziej niż wodzowie był za tym. a że mu jakoś nie szło. Ale to wszystko dawniej było – a potem poszliśmy razem na wojnę pod Potidaję i jadaliśmy przy jednym stole.

których ktoś wychodząc nie zamknął. tobie się zdaje. bo się wydawało. raczej ja powinienem powiedzieć coś na jego pochwałę – więc daj mu pokój. a Agatona to nie wolno nikomu innemu kochać. że mnie już nie wolno kochać kogo innego. ale niech cię nasze przejścia nauczą ostrożności. Kiedy skończył mówić Alkibiades. tu koło mnie się połóż. żeby się ułożyć przy Sokratesie. zrobił się hałas . z nikim się nigdy przystojnym człowiekiem nie podzieli. widzę. jak mówią. jego i jego słowa tak samo. mieć koło siebie! Wstał już Agaton. Mój Agatonie kochany! Uważaj. niech mnie Sokrates chwali! – Otóż to – powiada Alkibiades – to tak zawsze! Jeśli Sokrates jest. a w końcu sam został raczej ulubieńcem niż miłośnikiem. ale i Charmidesa. syna Glaukona. 69 – Nie może to być – powiada Sokrates. Sokratesie. – Joj. jaki to satyr występuje na końcu. kiedy przez drzwi otwarte. a raczej wszystko. Tak. joj – mówi Agaton. a potem się przekona. tak że każdy. On już nie mnie jednego tak urządził. dziwaku. że on zawsze jedno i to samo mówi w ten sam sposób. co on mówi. chyba że go kto zechce porównać tak jak ja: do nikogo z ludzi. po coś właściwie mówił to wszystko. – Przecież tyś mnie chwalił. musi się śmiać z tego. to ubrane w takie słowa i zwroty. – Alkibiadesie. ty słusznie mówisz. bobyś inaczej nie był tak zręcznie w kółko zakręcił. a teraz ja muszę chwalić swego sąsiada z prawej strony. A Sokrates powiada: – Uważam. – O. abyś się nie dał w pole wywieść. tylko do sylenów i satyrów. kto go nie zna i nie uważa.Ale takiego oryginała. że tylko w takich słowach jest jakiś sens. rozgościli się. żeby nas nikt nie poróżnił. jak len człowiek i jego mowy. że jest jeszcze zakochany w Sokratesie. że się nawet ułożył pomiędzy mną a tobą. że tam w nich są skarby dzielności. żeby mnie i Agatona poróżnić. szewcach. kiedy kto wejdzie w nie naprawdę. wydałyby mu się śmieszne na pierwszy rzut oka. Toteż i tobie to powiadam. abyś nie był mądry. żeby on znowu mnie uwielbiał. Bo i tom pominął poprzednio. dodatkowo wspomniałeś o tym. Bo gdyby kto chciał się przysłuchać rozmowom Sokratesa. aby tylko ukryć. To. Zeusie – woła Alkibiades – co ja znowu muszę wycierpieć przez tego człowieka! Jemu się zdaje. tylko tobie. żeś wytrzeźwiał. jak mi on urągał. niech mu się sztuka nie uda! A Agaton powiada: – Tak jest. i Eutydema Dioklesowego. ja tu nie zostanę. Ale kiedy kto do wnętrza tych słów zaglądnie. że on mnie wszędzie musi pobić. i bardzo wielu innych. Jeżeli tak. o co ci naprawdę szło. kto tu sylen. o jakichś kowalach. niech się Agaton ułoży pomiędzy nami oboma. zaczęto się śmiać naokoło z jego szczerości. zobaczy. znajdzie się tam prawie wszystko. na co uważać powinien człowiek. I jak on sobie łatwo taką doskonałą wymówkę znalazł. moi panowie. to też jest i moja nagana zarazem. idę do ciebie i tam się położę. widać teraz. o. Agatonie. O! nie uda mu się. puść mnie. że rozmowy jego zupełnie są podobne do tych zamykanych sylenów. dopiero na końcu. dopiero po szkodzie. bom wam i to powiedział. byle nas obu rozdzielić. – Tak. byleby tego. gromada pijaków wpadła. tak – powiada Sokrates – chodź tu. i nie zazdrość młodemu człowiekowi tego mojego chwalenia! Ja go bardzo pragnę pochwalić. Alkibiadesie. Mówi o osłach objuczonych. Jeżeli się więc Agaton tu zaraz po tobie ułoży – trudno przecież. zawsze udawał tylko miłośnika. Aha! pokazało się. tylko ciebie. garbarzach i wydaje się. Wpadli. Tak ja Sokratesa chwalę. ja stąd idę. ani dawnych postaci. ze światłem nikt nie znajdzie ani pośród współczesnych. który chce być doskonały. jakby w kosmatą skórę jakiego szelmy satyra. to pozwól.

mieszkańców Larysy. że o dzielności w ogóle nic nie wiem. że im Sokrates dowodził. Udzielił się wam jego obyczaj. który się tobą interesuje. jak mówił Arystodemos. i komedię ułożyć. czy w jakiś inny sposób. jego samego sen zmorzył. czy dzielności można się nauczyć. u nas. Menonie. Arystyp – a innych znakomitych Tesalczyków zyskał sobie też. pod przymusem i nad miarę. To jednak była główna treść dialogu. Poszedł Sokrates do Likejonu. żeby bez obawy i z szerokim gestem odpowiadać. Sokratesie. czy też nauczyć się jej nie można. jakie to jest? Czy to wydaje ci się rzeczą . a za nim. potem dzień cały tak spędził. ale gubili z wolna wątek myśli. Tu. a zbudził się dopiero nad ranem. Fajdros i kilku innych do domu poszli. który by tylko chciał. a teraz. Zgadzali się na to. dawniej Tesalczycy sławni byli między Hellenami i podziwiano ich za ich jazdę konną i za bogactwo. tylko jeszcze Agaton. ten i komediopisarzem być potrafi. Podobnie jak moi współobywatele. i że kto jest artystą w tragedii. coś przeciwnego zachodzi. Otóż i ze mną tak samo. mam wrażenie. on przecież przybył do miasta i zaraz się w nim kochać zaczęli pierwsi z Aleuadów. jak zwykle. a kiedy już dniało. Arystodemos już nie pamiętał. tylko ona przysługuje ludziom z natury albo w innym jakimś sposobie? SOKRATES. wziął ich swoją mądrością – do nich należy i ten. Przecież i on pozwalał. to jakżebym mógł wiedzieć. także i za mądrość. żeby mu pytania zadawał każdy z Hellenów. czy się jej nauczyć można. jeżeli ktoś o coś zapyta. ani nauką się jej nie zdobywa. jak to zazwyczaj był czynił.okropny. 70 MENON OSOBY DIALOGU: MENON SOKRATES CHŁOPAK ANYTOS 71 MENON. Arystofanes i Sokrates samotrzeć czuwają i piją kolejką z czary wielkiej. czym to jest. kochany Menonie. Jakby jakaś posucha na mądrość. Menonie. bo i długie były noce podówczas. że ja jestem jakiś szczęśliwiec i wiem coś o dzielności – czy się ją nauką zdobywa. bo od początku rozmowy nie słyszał i ciągle się kiwał drzemiąc. A mnie tak daleko do wiedzy o tym. tobie się chyba wydaje. bo kiwając się ciągle usypiał najpierw Arystofanes. Zaczem Eryksimachos. Otworzył oczy i widział. zaczęto pić bez żadnego porządku. Wszystko to zawdzięczamy Gorgiaszowi. czym w ogóle jest dzielność. wykąpał się. że jedni śpią albo do domów poszli. czy nie można. Kiedy ich uśpił Sokrates. i bodaj czy się mądrość z naszych stron do was nie przenosi. którzy wiedzą. Jeżeli zechcesz kogoś z tutejszych ludzi w ten sposób zapytać. Nie mniej i współobywateli twego przyjaciela Arystypa. Możesz mi powiedzieć. a jak o czymś nie wiem. I nikomu odpowiedzi nie odmawiał. jako iż jest rzeczą jednego i tego samego twórcy umieć i tragedię napisać. że ja nawet tego nie wiem. ale ją ćwiczeniem można zdobyć? Czy też ani ćwiczeniem. to każdy się na pewno zacznie śmiać i powie: Gościu z obcych stron. Arystodemos. a wieczorem poszedł do domu odpocząć. zasnął i Agaton. jak przystało tym. Spał bardzo długo. wtedy wstał i wyszedł. mam duży brak na tym punkcie i sam na siebie się zżymam. Wszystkiego. o co tam szło. kiedy już koguty piały. Rozmowę z nimi Sokrates prowadził.

A inna znowu jest dzielność dziecka. A tylko. To jemu dajmy pokój. że one są liczne i rozmaite i tym się od siebie różnią. co byś odpowiedział na to pytanie? MENON. jednej tylko szukałem dzielności. czym ona jest. przy tym roju. Jak to? Na Gorgiaszaś nie natrafił. 72 MENON. Nie tylko to. żeby zapytany przyjrzał się temu i wyjaśnił pytającemu. Menonie. Przecież jesteś tego samego zdania co on. SOKRATES. Nietrudno powiedzieć. czy szlachetny. czy wprost przeciwnie? Uważasz. albo czymś innym w tym rodzaju? Powiedz. Menonie. naprawdę nie wiesz tego. co on mówił? Więc mi przypomnij. Może być. czym one się wcale nie różnią. czy bogaty. czy też tym właśnie one wcale się nie różnią. to nietrudno ją opisać: kobieta powinna dobrze gospodarować. ale i to. przyjacielu. że to możliwe? MENON. Ja bym odpowiedział. powiedz! Umiałbyś mi chyba odpowiedzieć? MENON. jak na przykład pięknością albo wielkością. co mam na myśli? . kto nie zna Menona. SOKRATES. czy on jest piękny. inna wolnego. nie wie w ogóle. SOKRATES. aby być zdolnym do zajmowania się sprawami państwa. inna starszego człowieka. jeżeli ci chodzi o dzielność mężczyzny. to gdybym ja ciebie pytał o istotę pszczoły. kiedy się pokaże. żeby już przy tym samym obrazie zostać. inna rodzaju żeńskiego. że są pszczołami. a tu ich cały rój koło ciebie znajduję. powiedz sam. że on wie. MENON. że są pszczołami. Natrafiłem. więc to nie jest żaden kłopot powiedzieć o dzielności. a ja powiedziałem. tym właśnie. A ty sam. Czym jest to właśnie. że on wie? SOKRATES. a samemu się strzec. A nie wydawało ci się. dbać o wszystko w domu i być poddaną mężowi. łatwo powiedzieć. i mamy to o tobie u nas w domu opowiedzieć? SOKRATES. inna męskiego. Pięknie by więc było. kto to jest. Bo zależnie od czynności i od wieku życia każdy z nas posiada jakąś dzielność potrzebną w każdej sprawie. A jeżeli chcesz. Nie bardzo dobrą mam pamięć. jak mówił. Sokratesie. tak mi się wydaje. który by to wiedział. co to jest dzielność. ma się rzecz z wadami człowieka.możliwą. Mnie się tak nie wydaje. Sokratesie. a inna niewolnika. a gdybym potem powiedział: To właśnie mi podaj. Tak samo się rzecz i z różnymi rodzajami dzielności. mam wrażenie. opowiedz. SOKRATES. czym właśnie jest dzielność. ale czymś innym. kiedy on tu był? SOKRATES. żeby cię szkoda nie spotkała. Czy też nie rozumiesz. I innych wiele dzielności istnieje. mnie bodajże wielkie szczęście spotkało. MENON. że dzielność mężczyzny polega na tym. A jeżeli chcesz mówić o dzielności kobiety. tylko są przez to jednym i tym samym. MENON. wiedział. przez którą są zaletami. Naprzód. żem nawet na kogoś innego nie natrafił. Menonie. Ale czy ty. co byś mi wtedy odpowiedział na pytanie: czy ty powiadasz. czym – powiadasz – jest dzielność? Powiedz. że ty to wiesz i Gorgiasz także. Wiesz. chociaż ich jest wiele i są różnorodne. że ich jest dużo i są rozmaite. żeby ktoś. nie trzymaj pod korcem! Abym ja ten błogosławiony błąd popełnił. Menonie. mają wszystkie jakąś jedną postać. No. żem nigdy nie spotkał takiego. jak mi się wtedy wydawało. Menonie. I żeby przy tym zajęciu przyjaciołom wyświadczać przysługi. Tak. A ty wiesz. tak że nie potrafię powiedzieć w tej chwili. Przecież go i tak nie ma. Sokratesie. że tym się wcale nie różnią jedna od drugiej. I tak samo. na bogów. Ja tak. czym jest. co to wie. a nieprzyjaciołom szkodzić. a ty byś mi powiedział.

Cóż więc? I chłopiec. a inne kobiety? Czy też wszędzie jest ta sama postać. w kobiecie czy mężczyźnie? 73 MENON. i starzec. Nieprawdaż. Sokratesie. MENON. zależnie od tego. Zdaje mi się. że rozumiem. SOKRATES. A czy ty. A tylko jeśli będą roztropni i sprawiedliwi? MENON. o co mnie pytasz. Nie można. SOKRATES. i wielkość. SOKRATES. gdyby dzielność nie polegała na jednym i tym samym. Skoro więc dzielność każdej jednostki jest jedna i ta sama. Przecieżby nie mogli być dobrymi w ten sposób. inna kobiecie i tym tam innym. SOKRATES. czy w starcu. Zdaje się. Przecież nie. i siła tak samo? Jeśliby silna była kobieta. tego samego bowiem dostępując. czy też wydaje ci się. Szukam przecież. czy to w mężczyźnie. Przecież nie. to tą samą postacią i tą samą siłą będzie silna? „Tą samą”. niezależnie od tego. Tak. A zatem wszyscy ludzie w ten sam sposób stają się dobrymi. SOKRATES. a ty razem z nim. Bo jednego i tego samego przecież potrzebują oboje. Powiadasz: być . tylko o dzietności masz takie zdanie. przyjacielu. żeby być zdolnym do rządzenia panem? MENON. SOKRATES. toby się rządzili sprawiedliwością i roztropnością? MENON. SOKRATES. Mnie się jakoś wydaje. Cóż więc? Czy nie powiedziałeś. i u sługi. czy też i o zdrowiu. SOKRATES. Menonie. Powiedziałem. A dzielność będzie się czymś różniła ze względu na istotę dzielności. jeżeli mają być dobrymi: zarówno kobieta jak i mężczyzna. że siła niczym się nie różni ze względu na istotę siły. MENON. tak jak bym tego pragnął. SOKRATES. mogliby być w jakikolwiek sposób dobrzy? MENON. czy w kobiecie. nie mam pod ręką. Nieprawdaż. SOKRATES. to znaczy w moim rozumieniu. A czy jest rzeczą możliwą dobrze rządzić państwem czy domem albo czymkolwiek innym inaczej niż rządząc roztropnie i sprawiedliwie? MENON. gdyby się ludzie rządzili sprawiedliwie i roztropnie. czy w mężczyźnie wystąpi. że inna przysługuje mężczyźnie. a jeszcze i na to popatrz. że zdrowie mężczyzny i zdrowie kobiety to jedno i to samo. czy wystąpi w dziecku. SOKRATES. Mnie się nie wydaje.MENON. MENON. A cóż innego jak nie to: być zdolnym do rządzenia ludźmi – jeżeli szukasz czegoś jednego we wszystkim. i o wielkości. stają się tacy? MENON. SOKRATES. czy w czymkolwiek innym? MENON. SOKRATES. za co ją uważa Gorgiasz. Nie wypada przecież. że dzielnością mężczyzny jest dobrze państwem rządzić. SOKRATES. A czy i u dziecka dzielność na tym samym będzie polegała. Nie bardzo mi się tak wydaje. Koniecznie. spróbuj powiedzieć i przypomnieć. że się czymś różni? MENON. ale tego. jeśliby byli nieopanowani i niesprawiedliwi. Zdaje się. i o sile myślisz sobie tak samo? Czy inne ci się wydaje zdrowie mężczyzny. że to wcale nie jest podobne do tych innych rzeczy. Sokratesie. Menonie. a kobiety – domem? MENON. gdzie tylko jest zdrowie. Wydaje mi się.

to powiedz. SOKRATES. Przecież i ja mówię. Czy nie tak mówisz? MENON. i mądrość. SOKRATES. i szlachetność. SOKRATES. MENON. że dzielnością jest męstwo i panowanie nad sobą. Menonie. SOKRATES. jeżeli potrafię. dlatego że istnieją i inne kształty? MENON. że to biel. a ty byś mówił. Bo jakoś nie mogę. tak jak ty szukasz. 74 MENON. Nic dziwnego. SOKRATES. Zatem wydaje mi się. a „niesprawiedliwie” to nie? MENON. to dzielność. czy też pewnym kształtem. Czy to jest dzielność. Tak. Menonie. A gdyby ci kazał wymieniać inne barwy. Sokratesie. A tej jednej. Znowu ta sama bieda. które nie mniej są barwami niż biel. Zatem gdybyś tak twierdził. SOKRATES. że pewną barwą. a potem by pytający podchwycił: czy biel jest barwą. że to okrągłość. tobyś powiedział? MENON. A gdyby cię w dodatku pytał. że to jest kształt. powiedziałbyś mu przecież z pewnością. gdybyś chciał. dlatego że bywają i inne barwy? MENON. i przeciwne sobie. nie możemy znaleźć. Menonie. Jakież to? Powiedz! Tak jak ja bym tobie inne kształty wymienił. a nie tak po prostu. wymieniłbyś też inne. czy pewną barwą? – powiedziałbyś z pewnością. MENON. o okrągłości powiedziałbym. I znowu. że jest pewnym kształtem. MENON. Podobnie jak o czymkolwiek innym. Nieprawdaż. czy pewna dzielność? MENON. że jest albo . co ty nazywasz wyrazem „kształt” i mówisz. czym jest to coś. SOKRATES. ale inne dzielności też. gdyby ktoś ciebie o barwę tak samo zapytywał. Powiedziałbym. choć są w nich i takie same. Ja mam wrażenie. wtedy ani o okrągłości nie mówisz. Jak ty to mówisz? SOKRATES. która w nich wszystkich tkwi. Tak jest. i płaskość. Gdyby więc on tak jak ja szedł śladem tej myśli i powiedziałby: wciąż dochodzimy do jakiejś wielości. że istnieją także inne kształty. i ty byś mu odpowiedział. sprawiedliwość przecież. a on by cię zapytał o to. Tak jest. jeśli chcesz. a szukaliśmy jednej. że istnieje nie tylko sprawiedliwość. Rozumiesz przecież chyba.zdolnym do panowania. SOKRATES. co ja. Słusznie byś powiedział. że okrągłość jest kształtem równie dobrze jak płaskość. MENON. żebyśmy do tego jakoś podeszli. co obejmuje sobą i okrągłość. SOKRATES. że pewnym kształtem. A dlatego tak właśnie bym powiedział. jakie kształty. Tak bym powiedział. Sokratesie. i inne są rozmaite. jak się robiło w tamtych innych przykładach. czym jest kształt. ale ja tak nie chcę. ale ja się będę starał. czy okrągłość jest kształtem. trochę inaczej niż przed chwilą. że tak samo rzecz się ma ze wszystkim. co ja przed chwilą mówiłem. A czy nie dodamy w tym miejscu stówka „sprawiedliwie”. jednej dzielności uchwycić we wszystkich. jeżeliby cię ktoś znowu zapytał o to. tak i ty mi wymień inne dzielności. Tak jest. tylko skoro tę wielość jakimś jednym imieniem nazywasz i każdy jej składnik nazywasz kształtem. Tak na przykład. czym jest. SOKRATES. Znowuśmy dużo dzielności znaleźli.

ja całkiem nie rozumiem. co to barwa. Więc zobacz. czymś takim. albo okrągłością? MENON. spróbuj powiedzieć! Więc gdybyś komuś. Wystarczy ci to? Czy chcesz jakoś inaczej? Ja bym był zadowolony. o co ci chodzi – z pewnością by się zdziwił i powiedział: Nie rozumiesz. to twoja rzecz zabrać głos i zbijać. że rozumiem. że kształt jest tym oto: niech nam kształt będzie właśnie tym. Że tam kształt jest. ani nie wiem. powiedział: Ależ. zawsze towarzyszy barwie. co jedyne spośród 75 wszystkiego. Ale jeżeliby się chciało rozmawiać po przyjacielsku. Ja właśnie to chcę powiedzieć. co ma tę nazwę „kształt”. to mówisz równie dobrze o okrągłości. i nie mówisz tego bardziej o jednym niż o drugim. którzy lubią dyskusje i spory. SOKRATES. warto przecież. MENON. Nazywam. abyś się przećwiczył do odpowiedzi w sprawie dzielności. ani o płaskości nie mówisz. co zgodzi się przyjąć. uczestnik rozmowy. Może by się z nami różnił Prodikos. O każdym . że jest albo płaskością. żeby nie tylko dawać odpowiedzi prawdziwe. MENON. toby trzeba jakoś łagodniej odpowiadać. nic osobliwego. co masz na myśli. Owszem. gdybyś mi chociażby tak określił dzielność. albo o barwę. ty mówisz. ale ty z pewnością mówisz o niejednym. SOKRATES. czy przyjmiesz. I ja tobie spróbuję tak odpowiedzieć. jak to te. Że jest prawdziwa. człowiecze. SOKRATES. Jak mówisz? MENON. ty. albo ptaskością. Więc czym jest to. A charakter zwyczajnej rozmowy może na tym polega. A może jeszcze i przez to zrozumiesz. ostatek. a coś innego znowu bryłą. co ja nazywam kształtem. i zdaje mi się. że ja szukam tego. Tak jest. a jeżeli nie mam słuszności. kto tak pyta albo o kształt. Ale że kształtem jest. Nie. Powiedz mi: nazywasz coś końcem? Ja mam na myśli coś takiego jak kres. Wszystko to uważam za jedno i to samo. które kształtami nazywasz. że nie wie. powiedz. co istnieje. Chcesz. No cóż? Płaszczyzną nazywasz coś. Ale gdyby ktoś powiedział. Gdyby pytający był kimś spośród mędrców. MENON. gdyby cię ktoś zapytał: Co właściwie jest w okrągłości i w płaskości. ale opierać się na tym. co w tych wszystkich rzeczach jest jednym i tym samym. Sokratesie. A za to i ty mnie potem zechcesz powiedzieć coś o dzielności? MENON. jak i o płaskości. żebym to dla ciebie zrobił? MENON. Sokratesie. Nie mówię przecież. Bardzo. Prawdę mówisz. A czy i w tych rzeczach nie potrafiłbyś powiedzieć. Owszem. SOKRATES. SOKRATES. Menonie. raczej tak jak w zwyczajnej rozmowie. czego ty chcesz. SOKRATES.okrągłością. w geometrii? MENON. co zawsze towarzyszy barwie – niech ci będzie. A więc spróbujmy wytłumaczyć ci. SOKRATES. że się skończyło i ma kres. mówię. co to jest kształt. Ależ to naiwne. i w innych takich rzeczach. To trzeba się starać. SOKRATES. MENON. MENON. tak jak ja z tobą teraz. Sokratesie. tobym dodał: ja powiedziałem swoje. to co byś myślał o swojej odpowiedzi? SOKRATES. SOKRATES. co jest jednym i tym samym w nich wszystkich? Spróbuj to powiedzieć. jako rzecz znaną.

póki im wdzięki służą. spróbuj i ty mnie dotrzymać obietnicy i powiedzieć o dzielności. jak się żartem mówi o tych. Przykłady dostałeś przecież ode mnie. Nazywam. I o otworach. SOKRATES. co ja mam na myśli. i ze względu na siebie samego. gotóweś zostać wtajemniczony. jakżeby nie? SOKRATES. że mam słabość do ludzi pięknych. poznałby. powiedział Pindar. Sokratesie. Ale równocześnie sądzę. Tak jest. MENON. SOKRATES. Bo nic. a sam nie chcesz sobie przypomnieć i powiedzieć. SOKRATES. No to zrób mi tę przyjemność. które rzeczy wysyłają. i woń. Zostaw tę dzielność całą i zdrową i powiedz. żeś znakomicie sformułował tę odpowiedź. SOKRATES. Ach. tych mi na pewno nie zabraknie i ze względu na ciebie. SOKRATES. jak to mówi poeta. Z tych słów się domyśl. Jak to? SOKRATES. Sokratesie. mam wrażenie. dotycząca kształtu. Tylko nie ma sposobu. A może to i naiwnie powiedziane. Jak mi to powiesz. to ja ci powiem tamto. Nieprawdaż. powiedziałbym. to ci będę odpowiadał według Gorgiasza. tamta poprzednia jednak lepsza. Uroczyście brzmi ta odpowiedź. i wiele innych rzeczy tego rodzaju. czym ona jest w ogóle. Sokratesie? SOKRATES. Tylko boję się. Oczywiście. rozumiesz i to. jakeś wczoraj mówił. MENON. żebym ja w to uwierzył. SOKRATES. MENON. żeby mówić takie rzeczy. że i ty nie będziesz innego zdania. i dlatego podoba ci się więcej niż tamta. ale gdybyś tak został.kształcie to mówię: dokąd bryła sięga. Zrobię ci tę przyjemność i będę ci odpowiadał. MENON. Myślę zaś. MENON. musisz odejść przed nabożeństwami. chyba że. żeby ci odpowiedzi dawał. Ja bym chętnie został. co Gorgiasz nazywa dzielnością. 76 SOKRATES. A tyś z pewnością mnie przejrzał na wskroś. Jeżeli chcesz. Mnie bardzo. Ach. MENON. dobrych chęci. A barwą co nazywasz. Gdyby komuś nawet oczy zawiązać. czym ona jest. i głos czym jest. MENON. Chcę. Sokratesie. SOKRATES. Menonie. mówicie o jakichś tam emanacjach. Przestań robić z jednego wiele. Starszego człowieka fatygujesz. proszę cię. w tyranów się bawią. że kształt to jest granica bryły. tylko rozkazujesz w rozmowie – to pieszczochy tak robią. kiedy rozmawiasz. O tak. że może nie potrafię wiele na ten temat powiedzieć. MENON. to jest kształt. gdybyś mi wiele takich rzeczy powiedział. według Empedoklesa? MENON. że dzielność polega na tym. co to rzecz lubią mleć na drobiazgi. wszystko to razem zbierając. tak abyś mógł jak najlepiej nadążyć. MENON. Albowiem barwa – to emanacja kształtów. Ty urwis jesteś. współmierna wzrokowi i spostrzegalna. Sokratesie. . Wydaje mi się więc. Więc. że mógłbyś na tej podstawie powiedzieć. żeś piękny i że się w tobie kochają. SOKRATES. synu Aleksidemosa. przez które i w które te emanacje idą? MENON. MENON. Menonie. Nieprawdaż i widzeniem coś nazywasz? MENON.

który je ma. SOKRATES. O co chodzi w pragnieniu? Żeby coś mieć? MENON. Sokratesie. co szkody ponoszą. że zło jest złem. że ono przynosi pożytek? MENON. że ci ludzie tak. I to oczywiste. Menonie. jasna rzecz. Niektórzy ludzie sądzą. Naturalnie. A więc niektórzy rzeczy złych? MENON. SOKRATES. i nikt nie pragnie zła. Tak. Cóż innego? SOKRATES. Mnie się nie wydaje. SOKRATES. choć wiedzą. Czy doprawdy wydaje ci się. kto pragnie rzeczy pięknych. Sądzę. tak że ci. SOKRATES. A zatem złego nie chce nikt. że ktoś wie. i sądzą. że prawdę mówisz. SOKRATES. że rzecz y złe są dobre – tak mówisz – czy też. który pragnie być nędznikiem i nieszczęśliwcem? MENON. jednak ich pragną? MENON. SOKRATES. jak ty powiadasz. sądzi. A nieprawdaż. Nie bardzo mi się to wydaje. które brali za dobre. Powiedziałem tak. że one są złe. że ci ludzie nie pragną zła – ci. I ja to nazywam dzielnością. A czy sądzisz. wedle tego wywodu to chcenie przysługuje wszystkim i pod tym względem wcale nie jest jeden od drugiego lepszy? . który je ma? MENON. mógł je zdobywać. Czy mówisz. którzy pragną rzeczy złych. SOKRATES. przyjacielu. którzy ich nie rozpoznają i sądzą. Menonie. Oni sądzą. SOKRATES. Zdaje się. Nic sądzę. SOKRATES.żeby się cieszyć tym. Wydaje mi się jedno i drugie. Czy dlatego. a inni znowu rzeczy dobrych? Nie wydaje d się. kto pragnie rzecz y pięknych. SOKRATES. że ono szkodzi. SOKRATES. SOKRATES. a są i tacy. żeby wszyscy pragnęli rzeczy dobrych? MENON. że rozpoznają zło i wiedzą. że tak. o ile szkody ponoszą? MENON. co dobre. że zło przynosi pożytek temu. Zdaje się. którzy pragną rzeczy złych. co dobre? MENON. Czy nic? MENON. że zło szkodzi temu. a pragnie go mimo to? MENON. Więc jasna rzecz. jak nie: pragnąć rzeczy złych i osiągać je? MENON. Ze wszech miar. który pragnie zła. że ono jest złem. Czy ten. że ten. A o tych. że pragną rzeczy dobrych. Cóż więc? Ci. żeby ten. SOKRATES. że to są nędznicy. ze dzielność polega na tym. co piękne. A nędznicy to nie są ludzie nieszczęśliwi? MENON. Sokratesie. w tej chwili przecież mówiłeś. że zło przynosi pożytek. którzy sądzą. że sami stąd szkody poniosą? 77 MENON. ci. i mieć moc. że są ludzie. SOKRATES. Żeby mieć. orientują się chyba w tym. A czy istnieje człowiek. który by je miał. SOKRATES. że zło szkodzi temu. Nieprawdaż. chociaż one są złe. Oczywiście. pragnie tego. którzy wiedzą o tym. którzy go nie rozpoznają – tylko pragną tych rzeczy. jeżeli nie chce sam być taki. Bo cóż innego znaczy być nędznikiem. że one są dobre. żeby chcieć tego. i móc? MENON. oni nie myślą. czy też on rozpoznaje.

Tylko zdaje się. jest cząstka dzielności? MENON. że jeżeli jest lepszy człowiek od drugiego. ani dla siebie samego. Jeśli więc o takie dobra chodzi. i zaszczytów w państwie. Zdaje się. Ja to mam na myśli. że kiedym cię prosił. wynika z tego. SOKRATES. Nie. A nie zdobywać złota ani srebra. ani dla kogoś innego. albo inna jakaś cząstka dzielności. ale gdyby ktoś nawet i niesprawiedliwie te rzeczy gromadził. dzielność będzie to moc przysparzania dóbr. że co się przy sprawiedliwości robi. albo zbożność. Nieprawdaż. tyś sobie to zlekceważył i mówisz mi. Przecież nie. wedle których należałoby odpowiadać. SOKRATES. żartujesz sobie ze mnie? MENON. choćby wydobywała dobra. SOKRATES. że masz rację. i zdobywanie złota i srebra. MENON. i dałem ci przykłady. Menonie. i panowanie nad sobą. Zatem dzielność to zdobywanie złota i srebra. i wszystkie inne tego rodzaju. Więc co z tego? SOKRATES. jak ty w tej chwili przyjmujesz. Ja mówię. powiadasz. i rządów? Chyba nie jakieś tam inne rzeczy masz na myśli jako dobra. Sokratesie. MENON. Powiadam. żeby móc dobra gromadzić przy sprawiedliwości. Sokratesie. co mówisz. ty jednak to nazwiesz dzielnością? MENON. A jeśli nie. MENON. SOKRATES.MENON. co przyznajesz. 78 SOKRATES. to nie jest dzielność i to właśnie jest bieda z nędzą? MENON. MENON. to będzie dzielnością. bo przecież sprawiedliwość uważasz za cząstkę dzielności i każdą z tych tak samo. Sokratesie? SOKRATES. jak powiada Menon. Bo kiedym cię przed chwilą prosił. Wydaje mi się. to musi być lepszy ze względu na możność. Bo może być. SOKRATES. żeby sprawiedliwie i zbożnie. że dzielnością jest działać wedle pewnej cząstki dzielności. MENON. Zdaje się. że dzielność polega na tym. cokolwiek by się robiło. tylko łotrostwem. Zatem ty. każdą z tych rzeczy przed chwilą nazywaliśmy cząstką dzielności: i sprawiedliwość. Oczywiście. że dzielność to jest zdolność do przysparzania dóbr? MENON. A czy dodasz coś do tego gromadzenia. czy też nic ci na tym nie zależy. MENON. SOKRATES. tylko takie właśnie? MENON. Jakżeby bez tych rzeczy dzielność mogła istnieć? SOKRATES. według twego zdania. SOKRATES. to samo nagromadzenie ich wcale nie będzie w wyższym stopniu znamieniem dzielności niż ich brak. a co bez tego wszystkiego – łotrostwem. wydaje mi się. Przecież ze wszech miar potrzeba – tak się wydaje – żeby przy tym gromadzeniu była sprawiedliwość albo panowanie nad sobą. Tak. Wielkiego Króla przyjaciel z dziada pradziada. SOKRATES. na przykład to. że to oczywiste. Rozpatrzmy więc i to. SOKRATES. Mówisz. czy prawdę mówisz. Ze wszech miar. to nie będzie to dzielność. Zatem jasna rzecz. A dobrami nazywasz czy nie na przykład zdrowie i bogactwo. abyś nie łamał na kawałki i nie mienia! na drobne dzielności. No dobrze. że tak się rzecz ma. Więc bodajże. Nieprawdaż. powiedziałbym. abyś mówił o dzielności w ogóle. a to. tylko wszystkie tego rodzaju rzeczy mam na myśli. Menonie. jeśliby to nie było sprawiedliwe. tyś . Cóż znowu.

Bo gdybyś takie rzeczy robił w innym państwie. Bo to nie tak. Nie zdaje mi się. ty potrafisz ją komukolwiek wyjaśnić. że ty nic. I słusznieśmy odrzucili. Ja wiem. jeżeli nie wyjeżdżasz stąd ani morzem. choćbyś ty ją mieniał na drobne cząstki. Doprawdy. myślisz? 79 SOKRATES. Mnie się przynajmniej wydaje. Ładny ładnie się musi odbijać w obrazie. sama zdrętwiała. byleby dokonywana przy pewnej cząstce dzielności – jak gdybyś już powiedział. Mam wrażenie. tak żem się cały kłopotem i niewiedzą napełnił. i to przed wieloma ludźmi i bardzo dobrze – tak mi się przynajmniej samemu wydawało. Co znowu. a nabrałbyś mnie na fundusz. a mówisz. od początku. czym ona jest. to nie. zaraz go w odrętwienie wprawia. A przecież ja tysiąc razy tyle myśli wypowiadałem o dzielności. słyszałem ci ja jeszcze. A ty możeś przedtem wiedział. czy ty myślisz. tylko sam wciąż nic nie wiesz i nic nie masz. Więc jeżeli pamiętasz. to ja jestem do niej podobny. Ale ja ci się nie odwdzięczę przenośnią. nic mam nic.wcale nie powiedział. Dlaczegóż to. Więc niech się i tobie. czego się dopiero szukało. Sokratesie. To odpowiadaj na nowo. jak ta płaska drętwa morska. że wszyscy ładni chłopcy lubią. skoro dzielnością ma być wszelka działalność przy sprawiedliwości. że potrzeba znowu tego samego zapytania. dlaczegoś ty mnie tak ujął przenośnie. Ja to wiem. podając w odpowiedzi jej cząstki albo cokolwiek innego w ten sam sposób mówiąc. co nie wie. że nie mówię do rzeczy? MENON. Ty wielka szelma jesteś. i drugich też w kłopot i w biedę wprowadzasz. tylko całkiem na pewno ja sam nic nie mam i przez to drugich też w biedę wciągam. że potrzeba ci na nowo tego samego zapytania. Tak i teraz o tej dzielności – co to jest. jeżeli dzielności samej nie zna? MENON. jako człowiek obcy. czary na mnie rzucasz i duru jakiegoś mi zadajesz i po prostu czarodziejskie nade mną odprawiasz praktyki. SOKRATES. ani lądem. MENON. Ona też zawsze tak: kiedy się kto do niej zbliży i dotknie. ja sam nic wiem. zanimeś się ze mną nie zetknął. żeś ty też w tej chwili coś takiego mi zrobił. SOKRATES. Menonie. że czym niby ma być dzielność. kochany Menonie: czym jest dzielność. I teraz też. i o mały włos. co mówisz. odrzuciliśmy gdzieś taką odpowiedź. że słusznie mówisz. i ty. kiedy ty mówisz to. że kiedy się dopiero szuka dzielności całej. . żebym ja sam miał dużo. Co ty nazywasz dzielnością. mnie przynajmniej i dusza. jeżeli wolno nieco zażartować. A ja sam. żeby ich ujmować w obrazach. żem zdrętwiał. zupełnie tak. zanimem cię spotkał. Sokratesie. a teraz jesteś podobny do tego. a tylko drugich w biedę wprowadzał. Zdaje mi się. A jeżeli nie. przez to i drugich w odrętwienie wprawia. że ktoś może wiedzieć. jeżeli (a drętwa. MENON. Przecież znowu będzie potrzeba tego samego zapytania. że ty słusznie robisz. Sokratesie? SOKRATES. że kiedym ja ci dał odpowiedź w sprawie kształtu. i jakbym już miał to rozumieć. co to jest. Abym ja się tobie odwdzięczył przenośnią. i twój przyjaciel? MENON. i pod innymi względami. czym ona jest. dlatego że była w niej próba odpowiadania za pomocą czegoś. MENON. Czy masz wrażenie. Ty mi w ogóle wyglądasz. czym jest dzielność w ogóle. czym ona jest. A w tej chwili w ogóle nie potrafię powiedzieć. że dzielnością jest każda działalność. SOKRATES. Ale ja jednak chcę to razem z tobą rozpatrzyć i szukać razem. Więc mam wrażenie. nie zdaje. i usta całkiem zdrętwiały. SOKRATES. prędko by cię tam przymknęli jako czarownika. mój złoty. mam wrażenie. co bym ci dał w odpowiedzi. i z wejrzenia. a jeszcze na to nie było zgody. czym jest cząstka dzielności. Czy nie uważasz.

i o innych rzeczach przypomnieć sobie potrafi to. Tylko mi zawołaj spośród tej twojej tutaj służby jednego. czego nie zna. I w jaki sposób będziesz razem szukał. tych ona dusze na ziemskie wędrówki W dziewiątym roku wysyła znowu na górę. SOKRATES. Tak że nic dziwnego. czym jest dzielność. Nieprawdaż. Ci. Oto co oni mówią: uważaj tylko. Sokratesie. Tak. ani tego. tego. których by nie umiała. czegoś nie znał? SOKRATES. Ale jak ty to myślisz. MENON. jeżeli się trafi mężny. to dobrze powiedziane – ta myśl. co zna. Nieprawdaż. co tu. W tej chwili też pytasz mnie. To nie jest łatwa rzecz. Nie. i nie ginie nigdy. Wielcy mężowie stad rosną i tych potem ludzie Bohaterami zwać będą. co robią. Możesz powiedzieć. Sokratesie. że to jest właśnie to. to nie ma takich rzeczy. że nie może człowiek szukać ani tego. Takiemu nie trzeba dopiero szukać. abym ci na nim przeprowadził dowód na pokazie. bom słyszał mężów i kobiety. A Pindar też to powiada i wielu innych poetów. a nie zmęczy się i nie upadnie szukając. nie zdaje ci się? SOKRATES. żeby przypomniawszy sobie jeden jakiś szczegół – a to ludzie nazywają uczeniem się – wszystko inne człowiek sam odnajdywał. a raz się znowu odradza. Powiadają. żeby umieć zdawać sprawę z tego. Mocarne ciała i głowy mądrością potężne. tylko przypominanie– aby się natychmiast pokazało. co to mówią. MENON. to dowiedź. to jak będziesz wiedział. w których bóg mieszka. Menonie. . żeś ty jest wielki filut. Ja przed chwilą mówiłem. Skoro więc dusza jest nieśmiertelna i nie raz jeden się rodzi i już widziała to. Z nich idą królowie czcigodni. A że jest całej przyrodzie pokrewna i wyuczyła się wszystkiego. Jakąż to myśl i kto to powiada? SOKRATES. Mogę. ale to. to przecież nie będzie szukał. że mówią prawdę. i piękną. weźmiesz przed siebie i zaczniesz szukać? Przecież gdybyś nawet w sam raz na nią natrafił. do kapłanów należą i kapłanek. Kiedy jaką myśl wypowiadali? SOKRATES. że nie istnieje uczenie. którym zależy na tym. o czym w ogóle nie wiesz. Bo jak zna. że sprzeciwiam się sam sobie. czego ma szukać. czego nie zna. Widzisz. co nazywamy uczeniem się. Menonie. że dusza jest nieśmiertelna i raz kończy – to się nazywa konaniem. który mówię. z jakiego względu? SOKRATES. i dlatego chcę z tobą dochodzić. co ty chcesz powiedzieć. co w Hadesic wszystko. co to jest? Bo którą z tych rzeczy. Już to zna. jak mówisz. że to tak jest? 80 SOKRATES. dlaczego. i to. czy ci się wyda. jaką ty sporną myśl wprowadzasz. Bo którzy u Persefony karę za dawne cierpienia Odbędą. Ja wierzę. mam wrażenie. Prawdziwą. więc nic nie przeszkadza. Ja rozumiem. tylko tak. I dlatego trzeba życie jak najzbożniej przeżyć. MENON. Więc jeżeli jakoś możesz mi tego dowieść. bo ona by z nas próżniaków zrobiła – najchętniej słuchają jej ludzie leniwi – a ta znowu myśl pobudza nas do roboty i do badań. MENON. co przecież przedtem wiedziała. że tak się rzecz ma. Sokratesie. Ani tego. MENON. ze zwyczaju. że i o dzielności. Sokratesie. którego chcesz. czy potrafię cię nauczyć czegoś – ja. nie w tej myśli to powiedziałem. jest przypominaniem sobie? Czy możesz mnie nauczyć. ale jednak chcę się wziąć do tego przez wzgląd na ciebie. nie trzeba wierzyć tamtej spornej myśli. Przecież szukanie i uczenie się to w ogóle jest przypominanie sobie. Mnie przynajmniej nie. MENON. na Zeusa. Bo wtedy nie wie tego nawet.MENON. że ona jest prawdziwa. mądrych w dziedzinie boskich spraw. o których nic nie wiesz. że wcale nie uczymy się.

Więc gdyby ten bok miał dwie stopy i ten dwie. Tak. SOKRATES. tylko całość będzie miała dwa razy po dwie stopy? CHŁOPAK. Powiedz mi. że to będzie bok dwa razy tak długi. że ja go nic nie uczę. Jeszcze nie. podwójnej? CHŁOPAK. a jest ich cztery? CHŁOPAK. SOKRATES. A ty powiedz mi: z dwa razy dłuższego boku. Czy nie uważasz. Przypatrzże się. że on sobie przypomina po kolei. Tak jest. który ma te wszystkie boki równe. SOKRATES. u mnie w domu się urodził. Tak. to nic innego. a tamten tylko jedną stopę. że tak? MENON. to prawda. CHŁOPAK. ten bok zrobi się dwa razy dłuższy od tego. Sokratesie. SOKRATES. Uważam. SOKRATES. Więc on to wie? MENON. tylko pytam go o wszystko. zrobi się powierzchnia dwa razy większa? Ja mam na myśli nie taką z tej strony długą. dwa razy większa od tej. na jak długim boku stanie powierzchnia ośmiostopowa. spróbuj mi powiedzieć. A tylko mu się tak zdaje. Jakiż będzie bok tamtej. jak też długi będzie każdy bok takiej powierzchni? Bo tej tutaj bok ma dwie stopy. jak 81 ta tutaj. tylko niech będzie z każdej strony równo. że powierzchnia wynosiłaby: raz dwie stopy. Ależ doskonale. Nieprawdaż. To Hellen jest i mówi po helleńsku? MENON. SOKRATES. SOKRATES. Cztery. Mnie się zdaje. a tylko dwa razy większa od tej: ośmiostopowa. mówisz. Doskonale! Chodź no tu! SOKRATES. o czterech równych bokach. SOKRATES. Widać przecież. Ja widzę. chłopcze. A skoro ma dwie stopy i tędy też. Tak. SOKRATES. Widzisz. I jemu się teraz zdaje. mogłaby też istnieć powierzchnia inna. czy ci się jeszcze zdaje. A ile będzie miała stóp? CHŁOPAK. wiem. A więc dwa razy po dwie stopy? CHŁOPAK. a z tamtej krótką. Już ja będę uważał. Osiem. MENON. Menonie.MENON. ty wiesz. SOKRATES. Więc to jest czworobok. dlatego że coś ma być podwojone. A czy i te linie przez środek biegnące nie są w nim równe? CHŁOPAK. a zresztą taka sama. SOKRATES. Nieprawdaż. SOKRATES. Tak. że tak wygląda czworobok? CHŁOPAK. że ona się zrobi z boku dwa razy dłuższego? CHŁOPAK. SOKRATES. To uważaj. czy też że się uczy ode mnie. Tak. MENON. jeżeli drugi taki sam dołożymy z tej strony? . Proszę cię więc. SOKRATES. SOKRATES. SOKRATES. Będzie miała. A ile to jest dwa razy po dwie stopy? Porachuj sobie i powiedz! CHŁOPAK. to ile stóp miałaby całość? Tak sobie to rozpatrz: gdyby ten miał dwie stopy. tak jak trzeba. co ci się wyda: że on sobie przypomina. że wie. Sokratesie. Tak jest. jak ta tutaj? CHŁOPAK.

Bo tu dwie stopy. Nie. Tak. jaki też to będzie długi bok? CHŁOPAK. Bo cztery razy cztery jest szesnaście. SOKRATES. Jakżeby nie. Cztery razy większe. No dobrze. jeżeliby to miał być bok trzystopowy. Prawdę mówisz. naprawdę powierzchnia ośmiostopowa. Czy nie? CHŁOPAK. Więc jak wielka ona się robi? Czy nie cztery razy tak duża? CHŁOPAK. SOKRATES. a krótszy niż czterostopowy. a tu jedna. SOKRATES. 82 SOKRATES. powiadasz. CHŁOPAK. CHŁOPAK. A zatem bok kwadratu ośmiostopowego musi być dłuższy niż ten dwustopowy. CHŁOPAK. Tak. A więc ile jest razy większe? CHŁOPAK. SOKRATES. chłopcze. z dwa razy większego boku utworzy się powierzchnia nie dwa razy. Nieprawdaż. to. SOKRATES. CHŁOPAK. tak. Tak. Owszem. Dobrze. tylko cztery razy większa. co nazywasz powierzchnią ośmiostopowa? CHŁOPAK. Dziewięć. Więc czy to jest dwa razy tak duże. Tak. jeżeli powstaną cztery tak samo długie kreski? CHŁOPAK. o której mówisz. czterostopowej? CHŁOPAK. . Zdaje się. Tak. A ta ośmiostopowa na jak długim boku stanie? Nieprawdaż. SOKRATES. SOKRATES. a o połowę mniejsza od tej? CHŁOPAK. I z tej strony tak samo: to dwie stopy. a to jedna. Przyznaję. Tak jest. A to dorysujmy do niej inne. I na tym boku przedłużonym zrobi się. SOKRATES. I oto robi się la powierzchnia. A trzy razy trzy to ile stóp? CHŁOPAK. Czy to by było to. a ośmiostopowa czy nie będzie dwa razy większa niż ta. SOKRATES. skoro jest cztery razy tak wielkie? CHŁOPAK. SOKRATES. Nieprawdaż. jeżeliby miała tędy trzy i tędy trzy.CHŁOPAK. Musi. Czy nie powstanie więc na boku większym niż ten. Trzystopowy. A zatem. odpowiadaj tak. to cała powierzchnia zrobiłaby się duża na trzy razy po trzy stopy? CHŁOPAK. SOKRATES. na Zeusa. SOKRATES. to dołóżmy połówkę tego boku i będzie zaraz bok trzystopowy. SOKRATES. SOKRATES. a krótszym niż ta kreska? Czy nie tak? CHŁOPAK. SOKRATES. na tym stoi cztery razy większa? CHŁOPAK. SOKRATES. A czterostopowa na połówce tego boku tutaj? CHŁOPAK. w niej siedzą te cztery powierzchnie – każda równa tej tu. drugi czterostopowy. A więc mieliśmy jeden kwadrat dwustopowy. Tak. Owszem. Spróbuj więc powiedzieć. SOKRATES. Nieprawdaż. jak ci się wydaje. tak aby byty cztery równe boki. Mnie się tak zdaje.

A ta podwójna powierzchnia ile miała mieć stóp? CHŁOPAK. równy każdemu z tamtych dwóch. ja nic. gdzie on już jest. i nie uważał. Nie wydaje mi się. szukając razem ze mną. Tak. Uważasz znowu. Więc teraz powiedz mi ty: czy to nie jest nasz czterostopowy kwadrat? Rozumiesz? CHŁOPAK. CHŁOPAK. SOKRATES. że wie. aby wypełnić pusty kąt. Przypatrzże się. SOKRATES. A ty pilnuj. Zatem z jak długiego? Spróbuj nam powiedzieć jasno. że dobrze mówi o dwa razy większej powierzchni. I trzeci. ten tutaj. SOKRATES. Ależ. Zatem ani z trzystopowego boku nie zrobi się powierzchnia ośmiostopowa? CHŁOPAK. Cztery razy większe. zanim nie popadł w biedę. Tak jest. że zdrętwiał? MENON. Sokratesie. MENON. Prawdę mówisz. gotowe się zrobić te tutaj cztery równe kwadraty? CHŁOPAK. co uważał. że ten bok zna. ten tutaj? CHŁOPAK Tak. Tak jest. a nie będę go uczył. Menonie. Nieprawdaż. kiedy sobie tak krok za krokiem przypomina? Że zrazu nie wiedział. i śmiało odpowiadał. SOKRATES. to pokaż. skoro nie wie. CHŁOPAK. Czy pamiętasz? CHŁOPAK. że jest w biedzie. SOKRATES. A może byśmy do niego dołożyli równy mu drugi. SOKRATES. na Zeusa. SOKRATES. a może dodajmy jeszcze. Bo teraz może on i szukać będzie z przyjemnością. No cóż. aby dojść. tak też i nie sądzi. Nieprawdaż. ja nie wiem. która celuje z kąta do kąta i rozcina na dwoje każdy z tych kwadratów? 83 CHŁOPAK. Więc cóż? To całe tu ile razy jest większe od tego? CHŁOPAK. SOKRATES. MENON. że jest w biedzie. teraz lepiej się odnosi do sprawy. SOKRATES. tylko będę go pytał. z której kreski. że go uczę i wykładam. Tośmy coś celowego zrobili. Nieprawdaż. Nieprawdaż. a wtedy łatwo by i wobec wielu ludzi i często myślał. Czy myślisz. jaki jest bok ośmiostopowej powierzchni – podobnie jak i teraz nie wie – ale mu się wtedy zdawało. a nie tylko wypytuję go o jego sądy. Rozumiem. jak gdyby wiedział. mam wrażenie. choć nie wiedział. że nie wie. A miało się nam zrobić dwa razy większe. i jak nie wie. Osiem. czy może mnie złapiesz na tym. Tak. Sokratesie. że on by się przedtem brał do szukania lub uczenia się tego. A jeżeli nie chcesz rachować. . Tak. jak się rzecz ma. SOKRATES. z tej biedy co też on wynajdzie. ten oto? CHŁOPAK. nie uwierzył. A teraz on już uważa. Zdaje mi się. że wie. Więc zyskał coś na tym. Będą. SOKRATES. i nie zapragnął wiedzy? MENON. SOKRATES. SOKRATES. której nie znał? MENON.SOKRATES. SOKRATES. to jest kreska. Zdaje się. że ona musi mieć dwa razy dłuższy bok. I to mi się wydaje. Jednak nie. SOKRATES. cztery takie będą kreski równe i obejmą sobą ten tutaj kwadrat? CHŁOPAK. SOKRATES.

Osiem stóp. SOKRATES. Nieprawdaż. Więc chyba siedziały w nim te zdania. który służysz u Menona. że tak. MENON. SOKRATES. Dwa. biegnąca od kąta do kąta w kwadracie czterostopowym? CHŁOPAK. MENON. tkwią jednak prawdziwe sądy o tym. Oczywiście. Więc on tę wiedzę. A podejmować samemu wiedzę w samym sobie czy to nie znaczy przypominać sobie? MENON. że w końcu on nie mniej dokładną i jasną będzie miał o tym wiedzę jak ktokolwiek inny. a każda kreska odcięła wewnątrz połowę każdego kwadratu? Czy nie? CHŁOPAK. SOKRATES. Tak. czego on nie wie? MENON. A cztery ile razy jest większe od dwóch? CHŁOPAK. Więc czy 84 istnieje ktoś. SOKRATES. kto go wszystkiego wyuczył? Powinieneś chyba coś o tym wiedzieć. Tak. Dwa razy większe. SOKRATES. chłopcze.SOKRATES. Nie wiem. Tak. SOKRATES. Tych jest cztery. albo kiedyś wziął skądsiś. SOKRATES. Sokratesie. to i zawsze wiedział. Przypatrzżeż się: jaki też to wielki jest ten kwadrat? CHŁOPAK. Czy to ta kreska. SOKRATES. który o czymś nie wie. A ile w tym? CHŁOPAK. albo ją miał zawsze? MENON. Menonie. SOKRATES. Zdaje się. SOKRATES. zatem to na przekątni według twego zdania. Czy nauczył go ktoś geometrii? Bo on będzie to samo robił na polu całej geometrii i w dziedzinie wszystkich innych nauk. SOKRATES. . Czy nie? MENON. Więc ile takich małych siedzi w tym? CHŁOPAK. Prawdę mówisz. Nie. że nikt go nigdy nie uczył. I teraz się w nim – jakby sny – roztrzepotały i podniosły w górę te sądy. A przecież nie wiedział. Jak ci się wydaje. chociaż nikt go nie uczył. on zacznie wiedzieć. SOKRATES. tylko swoje własne. sam wiedzę z własnej głębi podejmując? MENON. Nieprawdaż. Uczeni nazywają tę kreskę przekątnią. Tak. A gdzie jest jego bok? CHŁOPAK. Tak jest. jeżeli ją miał zawsze. przecież on się urodził w twoim domu i wychował. którą ma w tej chwili. SOKRATES. Więc ten ile będzie miał stóp? CHŁOPAK. czy może on podał w odpowiedzi któreś zdanie nie własne? MENON. można budować kwadrat dwa razy większy? CHŁOPAK. SOKRATES. Cztery. jak mówiliśmy przed chwilą. bądź przekonany. Widocznie. Tak. Ależ ja najlepiej wiem. SOKRATES. to chyba jej nie mógł dostać w obecnym życiu. nie. SOKRATES. I jeżeli go ktoś będzie rozpytywał o to samo często i w różne sposoby. SOKRATES. Ten tutaj. MENON. tylko mu pytania zadawał. a jeżeli ją kiedyś dostał. Zatem w tym.

takie: jeżeli ta figura jest taka. Mam wrażenie. o com na początku samym pytał. SOKRATES. to czy już teraz nie jest rzeczą jasną. I ja też mam to wrażenie. ja – wiesz – tamto bym najchętniej. kiedy ich ktoś zapyta na przykład o pewną figurę geometryczną. ani czym jest. jako panujący. Widocznie. kiedy nim nie jest. ale zdaje mi się. czy nie jest. SOKRATES. czy nie? MENON. Ale nic. zanimbyśmy naprzód nie poszukali tego. czego ktoś nie wie. ani nam tego szukać nie trzeba. założenie pewne co . czy dzielności można się nauczyć. i czynem. tego ani nie potrafimy dojść. że ty dobrze mówisz. A skorośmy już jednej myśli. czy da się w to tutaj koło wpisać ten tutaj trójkąt. nawet nie umiem powiedzieć jak. Jeżeli więc przez ten czas. jeżeli się to z nim stać nie może. to zabraknie takiej figurze tyle. czym ona jest. abyśmy przy założeniu pewnym to rozpatrywali. jakie też jest to coś. Bardzo chętnie. czy ten trójkąt jest taki. będą w nim tkwiły prawdziwe sądy. starać się to odszukać i przypomnieć sobie? MENON. że gdy się według jej danego boku przeciągnie kreskę. SOKRATES. kiedy nie był człowiekiem? MENON. to widać. A to „przy założeniu pewnym” rozumiem w ten sposób. które się pod wpływem pytań budzą i stają się składnikami wiedzy. i rozpatrzył. jak to geometrzy często rozpatrują. i przez ten. Wtedy może ktoś powiedzieć: ja jeszcze nie wiem tego. ani jakie to jest. że trzeba dochodzić tego. a to jest to. Menonie. gdybym to ja panował – nie tylko nad sobą. bo przez to możemy się stać lepsi i bardziej mężni. Zaczem czy nie trzeba być dobrej myśli. Sokratesie. Jeżeli wiecznie tkwi w duszy prawda bytów. MENON. może mi choć odrobinę cugli popuścisz i pozwolisz. ja ci ustąpię. Ale skoro ty nad sobą nawet nie próbujesz panować. A on ma te sądy. Bo cóż robić? Wypadnie chyba rozpatrywać.SOKRATES. co wynika dla wpisania tej figury w koło. abyś się stal naprawdę wolny. że mam jak gdyby pewne założenie przydatne do tej sprawy. Sokratesie. czym też jest dzielność? MENON. Więc jeżeli ich nie zdobył w obecnym życiu. to wyniknie moim zdaniem coś innego. SOKRATES. Ale dobrze jest stanąć na stanowisku. albo nie jest człowiekiem. że przez wszelki czas albo jest. MENON. niż gdybyśmy sądzili. SOKRATES. Sokratesie. o którym jeszcze nie wiemy. SOKRATES. uważam. Sokratesie. której się można nauczyć. że trzeba szukać tego. Zresztą. czego nie pamiętasz. jeśli czego na razie przypadkiem nie wiesz. czy też może z natury czy w jakimś tam innym sposobie przysługuje ludziom dzielność. czym ono jest. jakbym tylko mógł – i słowem. kiedy jest człowiekiem. Ach. to chyba jest ten czas. że w jakimś innym czasie je dostał i nauczył się przedtem? MENON. bardzo dobrześ powiedział. SOKRATES. ale nad tobą – my byśmy na pewno nie rozpatrywali najpierw tego. skoro nie wiemy. I to. że czego nie wiemy. Tak. to może jego dusza zawsze przez wszelki czas wie? Przecież to jasne. ja bym się tam przy tej myśli nie tak bardzo upierał. ile by mogło być właśnie tego przedłużenia. Widocznie. i mniej leniwi. jakiekolwiek to tam jest. Menonie. Nieprawdaż. czego się nie wie. i usłyszał: czy brać się do tego jako do rzeczy. a coś innego znowu. czy to jest niemożliwe. Tak i my o dzielności. Zatem ja zrobię pewne założenie i powiem ci. Oczywiście. gotowa dusza być nieśmiertelna. to chcesz wziąć się wspólnie do szukania tego. o to ja bym się bardzo gwałtownie spierał. Chyba że ty. czy można się tego nauczyć.

powiemy. jeżeli ona jest czymś różnym od wiedzy. Tak. to szkodzą? MENON. co dobre. którego z tych dwóch słów używamy. Mnie się też wydaje. i tam dalej? MENON. Jakżeby nie. a jeśli nie. zdaje się. doprawdy. trzeba rozpatrzyć. że tak. O tych rzeczach mówimy i o tym podobnych. to nam służą. Ale cóż to. to można by się 85 jej wyuczyć. to jasna rzecz. Koniecznie tak wynika z tego. tylko czymś różnym od wiedzy. że to trzeba rozpatrzyć po tamtym. A jeżeli nie ma żadnego dobra. SOKRATES. to nie można. czy dzielność jest wiedzą. Nazywasz coś panowaniem nad sobą i sprawiedliwością. czy też czymś różnym od wiedzy? MENON. Owszem. Zdrowie. i męstwem. czy nie można. Owszem. to można się jej wyuczyć. Więc tak powiedzmy: jeżeli do jakichś spraw naszej duszy należy dzielność. Więc tej sprawy prędkośmy się pozbyli. SOKRATES. co się tyczy duszy. a jeśli co nimi rządzi. Nieprawdaż. albo jakeśmy teraz oto mówili. będzie szkoda? Czy nie prawda. A jeżeli coś warci. i piękność. jakie to rzeczy przynoszą nam pożytek. Rozpatrzmy. że to przez dzielność jesteśmy coś warci? MENON. na cośmy się zgodzili. czy to jest coś. to i pożyteczni. Przecież wszystko. a jeśli owaka. No nie. A prawda. Oczywiście. i siła. A jeżeli wiedzą jakąś jest dzielność. czy nie można. że są pożyteczne. że i szkodzą. i pamięcią. czy one nie mają tego do siebie. Zatem dzielność jest czymś pożytecznym? MENON. Mnie się przynajmniej tak zdaje. że dobro jest też pewną wiedzą. SOKRATES. Owszem. biorąc pod uwagę jedno po drugim. jak tylko wiedzy? MENON. tak jest. czy tak? MENON. Zobacz tedy spośród nich te. MENON. to gotowa dzielność nie być pewną wiedzą. O tych samych mówimy niekiedy. SOKRATES.do tego zróbmy i tak rozpatrzmy. doprawdy? Czy nie nazwiemy dzielności dobrem samym i to założenie czy jeszcze ma u nas moc. jest pożyteczne. A więc jeszcze i to zobaczmy. przypominać ją sobie? Niech nam nic nie zależy na tym. to podejrzewając. SOKRATES. jeżeli istnieje jeszcze jakieś dobro inne niż wiedza. że gdy ich używać należycie. Zobaczże. Czy ty inaczej powiesz. Więc czy można się jej wyuczyć? Czy też to każdemu jasne. i bogactwo przecież. gotowiśmy może słuszne żywić podejrzenie? MENON. że to jest dobro? MENON. to można się jej uczyć. którego by wiedza nie obejmowała. co musi rządzić każdą z tych rzeczy. SOKRATES. a raz pożytek? Na . SOKRATES. SOKRATES. i łatwością uczenia się. MENON. że raz przynoszą szkodę. czego się można nauczyć. że można się jej wyuczać. że niczego innego człowiek się nie wyucza. Jest tak. i szlachetnością. tak jest. SOKRATES. A teraz. Nie tak? MENON. czy nie można? Naprzód więc. żebyśmy mieli z nich pożytek. SOKRATES. które ci się nie wydają wiedzą. że jeśli jest taka. MENON. Tak. Tak. SOKRATES. SOKRATES. tylko tak. SOKRATES.

że w człowieku wszystko od duszy zawisłe. jeśli nie ma rozumu. że – jak bogactwo i tym podobne – raz są dobre. SOKRATES. A mówimy. w ogóle tak powiedzieć można. Jeżeli się ich uczyć i wprawiać w nich z rozumem. 86 SOKRATES. Mnie się tak wydaje. to pożytek? MENON. czy to nie tak samo jak rozum. to mielibyśmy chyba takich. że jeśli wiedzą jest dzielność. Nie wydaje mi się. Sokratesie. . wskazywaliby nam tę młodzież. one zaczynają być pożyteczne. na Zeusa. ale i teraz. co się z duszą wiąże. Nieprawdaż. Wydaje mi się. Ależ przecie dopiero co. Mam wrażenie. Wedle tego toku myśli dzielność. W ten sposób rozum byłby tym. Nieprawdaż. tak i tymi rzeczami jeśli się dusza posługuje słusznie i słusznie nad nimi panuje. Tak. Owszem. że to słowa dobrze powiedziane. przynoszą pożytek. A rozumna dusza słusznie nimi rządzi. cokolwiek ma być dobre.przykład męstwo. przewodząc jakiejś duszy. c to może przez uczenie się? MENON. to szkodę poniesie. Jeżeli więc dzielność jest czymś. i panowanie nad sobą tak samo. jak dorosną. że myśmy się na to zgodzili? MENON. powiemy. Nieprawdaż. a dopiero przez dołączenie się rozumu lub głupoty staje się szkodliwe lub pożyteczne. jeśli bez rozumu człowiek będzie odważny. i później. a bez rozumu szkodę? MENON. a my byśmy ją zbierali i chowali na wysokim zamku pod kluczem i pieczęcią – o wiele troskliwiej niż złoto – aby ich nikt nie popsuł. jest dzielność – albo całym. A jeśli z rozumem. że to ładnie powiedziane. I to jasne. tak. Może być. SOKRATES. samo przez się ani nie jest pożyteczne. że dzielność jest pożyteczna? MENON. SOKRATES. ale żeby się stali pożyteczni państwom. a raz szkodliwe. Bardzo wielką. jeśli te rzeczy tak się mają. co pożyteczne. że to już koniecznie. że tak. Oczywiście. według założenia. albo jakąś jego cząstką? MENON. to już i nie męstwo. to można się jej uczyć. czynił pożytecznym to. SOKRATES. bo przecież wszystko. ani szkodliwe. SOKRATES. wydawało się. a w duszy wszystko od rozumu. Zatem rozumem. Tylko może to nieładnie. w ogóle wszystkie przedsięwzięcia duszy i mocne jej podstawy pod wodzą rozumu do szczęścia prowadzą w końcu. I gotowo by jeszcze być i to: gdyby się rodzili ludzie z natury dzielni. Zdaje się. Ba. SOKRATES. A te inne rzeczy. którzy by rozpoznawali dobre natury młodych ludzi. Jest tak. SOKRATES. musi być pewnym rozumem. SOKRATES. a głupia błędnie? MENON. to szkodzą? MENON. co w niej było. będąc czymś pożytecznym. co mieszka w duszy i koniecznie musi być pożyteczne. przed chwilą. Nieprawdaż. Nieprawdaż. SOKRATES. kiedy bo ono powinno się podobać nie tylko przed chwilą. Zdaje się. a jeśli niesłusznie. tylko jakby jakaś zuchwałość. MENON. to ona musi być rozumem. Więc jeżeli dzielni ludzie nie z natury stają się takimi. to nie ma ludzi dzielnych z urodzenia? MENON. a głupota szkodliwym. a pod kierunkiem głupoty wprost przeciwnie? MENON. MENON. SOKRATES. Sokratesie. o których przed chwilą mówiłem. SOKRATES. jeżeli w nim ma tkwić coś zdrowego. i łatwość uczenia się.

Antemiona. i to przede wszystkim takich. to czyż nie muszą istnieć i jej nauczyciele. i zastanów się nad tą sprawą. i ci. na szczęście. że dzielności można się nauczyć. że nic istnieją nauczyciele dzielności? SOKRATES. poszukaj no razem z nami. którego bogactwo nie urosło samo z siebie. a sprawiać tym kłopoty jakimś innym ludziom i . i robiłem. żeby został lekarzem. jeślibyśmy chcieli. bo ten oto Anytos przede wszystkim jest synem bogatego i mądrego ojca. SOKRATES. który tutaj siedzi. Mnie się tak wydaje. Zresztą to obywatel. że do nich właśnie posyłać go każe zdrowy rozsądek. czyż nie do szewców? ANYTOS. którzy się zajmują tą sztuką raczej niż do tych. Do lekarzy posłalibyśmy go i mówimy. ani arogancki. którzy by to byli nauczyciele. Anytosie. Przecież go wybierają na najwyższe urzędy. A cóż. i biorą za to pieniądze. A teraz właśnie. co nie. czego się uczyć nie można? MENON. Czy kiedy to mówimy. ze mną i z twoim przyjacielem Menonem. Menonie. Więc i tego dobrze wychowywał i wykształcił. Warto z takimi ludźmi dochodzić. który w ogóle nie wydaje się zarozumiały ani nadęty. com mógł. Nieprawdaż? A jeśli o przeciwieństwo idzie. a znaleźć ich nie mogę. najlepiej znają na tej sprawie. żeby to była wiedza. czy nie istnieją i którzy to są. I z innymi tak samo? ANYTOS. Nieprawdaż. jeżeli się chce kogoś zrobić flecistą. Ale w ten sposób jeszcze raz wypowiedz się na ten sam temat. kiedy się chce posyłać na naukę jak należy? ANYTOS. żeby został dobrym szewcem. wcale nie uważam. nie chcieć go posyłać do tych. Tak. którzy zarabiają właśnie z jej pomocą i ogłaszają się. którzy się jej uczą? MENON. jak Tebańczyk Ismenias. którzy się zobowiązują. SOKRATES. Ale zobacz no. nie tylko dzielności. czy istnieją jacyś jej nauczyciele. ani też nikt go się nie uczy. chcąc. Jest tak. Tak. Możemy się z nim słusznie dzielić. ale bardzo przyzwoity i na swoim miejscu. Ja ci powiem. że go wyuczą tej sztuki. jeżeli ona jest wiedzą. to charakteryzując je. Więc ty. jak uważa większość Ateńczyków. Oczywiście. Jak ci się wydaje? Bo powiedz mi coś 87 takiego: Jeżeli jakiejkolwiek rzeczy można się wyuczyć. tylko on je sam własną mądrością zdobył i zapobiegliwością. A tak sobie rozważ: gdybyśmy chcieli. z którym podzielmy się naszymi poszukiwaniami. A szukam ich z pomocą wielu ludzi. żeby dzielność była wiedzą? SOKRATES. czy ja słusznie wątpię. cóż znowu? Co ty właściwie masz na oku. którzy się. moim zdaniem. który dopiero niedawno zagarnął skarby Polikratesa. żebyśmy go słusznie posłali. Bo ja się nie zarzekam tego zdania. a z grą na flecie i z innymi tak samo: wielka niedorzeczność.MENON. do tych. pięknie moglibyśmy je oddać jako coś. czy istnieją nauczyciele dzielności. żeby to były brzydkie słowa. i do tych. Ja przecież nieraz szukałem. żeby nasz Menon został dobrym lekarzem. ani on go od nikogo nie dostał. SOKRATES. do których byśmy go posłali nauczycieli? Czy nie do lekarzy? ANYTOS. SOKRATES. który tylko zechce przyjść i uczyć się? Czy nie to trzeba mieć na oku. Oczywiście. usiadł sobie koło nas ten oto Anytos. to mamy na myśli. SOKRATES. Ach. że gotowi są uczyć jej każdego. którego nikt nie jest nauczycielem. A czyż ty uważasz. kiedy się krzywisz na to i nie wierzysz.

to prędko by z głodu zginął jeden z drugim. wyznaczają i ściągają za tę naukę taksy. które im pozwalają przyjeżdżać i nie wyganiają. SOKRATES. że jeden mąż. Więc teraz może się naradzisz ze mną. Sokratesie. co robić z tym twoim przyjacielem. ja jestem tego zdania: to i głupota oprócz tego. nic potrafiłoby się i przez trzydzieści dni ukryć to. ale wprost przeciwnie. Ależ. że pragnie tej mądrości i dzielności. A najwięcej państwa. Przecież oni – to jawne nieszczęście i zepsucie tych. A jeszcze więcej od nich ci. czy powiemy. według twojej myśli. A może ciebie. jak się należy. i o współobywateli. że tego właśnie potrafi się od nich nauczyć ktoś. ci krewni. Jasna rzecz przecież. że to są ci. Ty kogo takiego masz na myśli. Więc po tę dzielność. który takie świetne dzieła wykonał. psują? I za to ośmielają się jawnie brać pieniądze? Nie. Na Zeusa. ani się tego przedmiotu od nich żaden uczeń nie nauczył. miał blisko siedemdziesiąt lat. skrzywdził któryś uczony. ANYTOS. których wielu uważa za najmądrzejszych w świecie? ANYTOS. i o rodziców własnych dbać. czy nie wydaje ci się to wielką niedorzecznością? ANYTOS. Sokratesie. już dawno mówi do mnie. Więc doprawdy. wedle tego. czy tam przyjezdny jaki chce coś takiego robić. żeby do nich chodzić i tam się psuć. i obcych podejmować i odprawiać przyzwoicie. że nie tylko nie naprawiają jak inni. ani z przyjaciół. kogo byśmy im posłali. Toż ty cuda jakieś opowiadasz. niż go do roboty przyjęli – płaszcze albo buty – i gdyby tak robili. którzy nawet nie udają nauczycieli. I przez cały len czas aż po dzisiejszy dzień cieszy się bez ustanku dobrą sławą. Bo on. że on. ale innych też bardzo wielu. ani z obcych miast takie obłąkanie nie pada. a inni są jeszcze i dziś. do kogo by go wypadało posłać tak. że oni świadomie oszukują i psują młodzież. jak przystało człowiekowi godnemu. ja się nawet nigdy z żadnym z nich nie zetknąłem anibym na to nic pozwolił nikomu z moich bliskich. czy swój człowiek. że on psuł tych. żeby go posłać. że gorszy towar oddają. których ludzie nazywają uczonymi. i przez czterdzieści lat oddawał gorszych ludzi. bo czemu się tak na nich gniewasz? ANYTOS. Menonem. umierając. co z nimi obcują. Przecież o tych. Na Heraklesa! A bójże się boga. jedni się wcześniej od niego porodzili. niż ich brał na naukę? Przecież zdaje mi się. Anytosie. Co ty mówisz. SOKRATES. albo innych dziesięciu rzeźbiarzy. zobacz. który tylko zechce się uczyć. 88 że gotowi na naukę przyjąć każdego z Hellenów. a tu by się o Protagorasie ukryło przed całą Helladą. Protagoras. i państwami. I nie tylko Protagoras. Anytosie. Wiesz przecież i ty. Anytosie? Czyż oni sami jedni spośród zawodowców trudniących się umiejętnym oddawaniem przysług tak bardzo się od innych różnią.próbować nauki u tych. Dobrze mówisz. czy też sami o tym nie wiedzą? I mamyż ich uważać za tak ciężko obłąkanych – tych. Przecież ja wiem. a czterdzieści lat pracował w zawodzie. Daleko im do obłąkania. niechże na nikogo z krewnych ani z domowników. co z nim obcowali. . cokolwiek im kto powierzy. SOKRATES. która ludziom pozwala i domami dobrze zarządzać. ANYTOS. ja ci nie potrafię uwierzyć. więcej pieniędzy zrobił na tej mądrości niż Fidiasz. ani tych z naszego miasta. którzy młodych takim ludziom powierzają. co stare buty łatają albo stare płaszcze cerują. że do tych. pomyleni są raczej ci młodzi ludzie. którzy im pieniądze dają. którzy się zobowiązują wyuczać dzielności i ogłaszają się z tym publicznie. Więc myśleć. co się w tej chwili mówiło. na Zeusa. Sokratesie? SOKRATES.

a było ich nie mniej. jak nie z tego. I ci też. które od nauczycieli dobrych zależą. Więc ty z kolei powiedz. czy ludzie godni. ANYTOS. Anytosie. Czyś nie słyszał o tym od ludzi starszych? ANYTOS. a każdy zrobi go lepszym niż ci uczeni. Nieprawdaż. Anytosie. A my właśnie o tym mówimy. uczyli się u swoich przodków. tych naprawdę lepszych. którzy byli ludźmi lepszymi. Ależ owszem. uważam. możesz coś wiedzieć o tej sprawie. jacy oni są – wszystko jedno. kogo chcesz! 89 ANYTOS. z tych dzisiejszych i z dawnych. Zdaje mi się przecież. i nikt ich tego nic uczył. i nauczyciel dobry. niech będą uczeni. że on by nie był chciał kogoś tam zrobić człowiekiem naprawdę lepszym. ale nie udało mi się czegoś do rzeczy powiedzieć. którą się odznaczali sami. skoro w niej w ogóle żadnego nie masz doświadczenia? ANYTOS. SOKRATES. że nawet i są w tym państwie godni politycy. najgodniejszy ze wszystkich. czy w niej coś dobrego tkwi. czy nie masz wrażenia.SOKRATES. i różne inne przedziwne sztuki wyczyniał. To jest to. czy tu są u nas godni ludzie. Ale tamtych nam nazwij. mam wrażenie. Więc doświadczenia w ogóle żadnego co do tych mężów nie masz? ANYTOS. czy też nie może tego człowiek drugiemu udzielić ani tego wziąć nie potrafi jeden od drugiego. czego się sami nic nauczyli? ANYTOS. bo z jakiego byś ty innego źródła mógł o nich wiedzieć. A roztrząsając to rozważamy. których brałem za mistrzów w tej dziedzinie. Ja przecież wymieniłem tych. jeśli tak chcesz. o którym mówisz – to dla mnie bardzo dziwna rzecz. Cóż. że Temistokles swojego syna Kleofanta wyuczył na dobrego jeźdźca. tylko to. oddaj przysługę twemu przyjacielowi po ojcu. to i on umiał? ANYTOS. byle tylko słuchać zechciał. że on mu zazdrościł i umyślnie nie udzielił mu tej dzielności. że w tym państwie wielu było ludzi godnych? SOKRATES. od przypadku. Nie o tym. A czy ty myślisz. zrobił go mądrym we wszystkich dziedzinach. SOKRATES. że to godny mąż? ANYTOS. stojąc prosto. gdyby do nich poszedł. czy dzielności można się nauczyć – to roztrząsamy od dawna. czy też się rodzili dawniej. niż ich jest. Ale bodajże nie byli dobrymi nauczycielami swojej dzielności. i dzidą rzucał z konia na stojąco. temu tutaj. w których go ojciec wykształcił. Więc jakże ty. niech pójdzie. którą przed chwilą opisywałem. Bo to. a mimo to oni potrafią drugich uczyć tego. A dlaczegoś ty sam jemu drogi nie pokazał? SOKRATES. A czy ci „naprawdę lepsi” sami się takimi porodzili. Ty może wieszczkiem jesteś. SOKRATES. I obym nie miał! SOKRATES. A po cóż wymieniać jednego człowieka po nazwisku? Do pierwszego lepszego z Ateńczyków. do kogo z Ateńczyków on ma pójść. Ja. Wymień po nazwisku. umieli tej dzielności. . Więc ty tak popatrz w kierunku swojej myśli: O Temistoklesie nie powiedziałbyś. jak ty twierdzisz. Ale myśmy nie tych szukali. on przecież jeździł na koniu. ja i Menon. i wskaż mu tych – przecież miasto jest takie duże – do których by mógł pójść i zyskać sobie nie lada jaką dzielność. od których by się Menon popsuł. jeżeli ktokolwiek umiał uczyć własnej dzielności. która go samego zdobiła? Czyś nie słyszał. czy lichego. a przede wszystkim chyba własnego syna? Czy ty przypuszczasz. SOKRATES. czy z doświadczenia. bój się boga. czego od dawna szukamy. także drugim udzielać. Słyszałem. Bardzo łatwo. jeżeliby tylko był chciał. Już ja wiem. czy nie.

słyszy się. Ale zobaczmy innego. Ej. . i wykształcił ich w ogóle dobrze. syna Lizymacha. i w muzyce. a czy masz wrażenie. byłby ich nauczył. a co mogłoby zrobić z nich godnych ludzi. i tam dalej wykształcił ich. że Tukidydes znowu dwóch synów wychował. SOKRATES. kto by potrafił z jego synów zrobić ludzi godnych. nie chciał go ani o włos zrobić lepszym od sąsiadów. A cóż to znowu: żeby Kleofantos. ale bodajże tego nie można nikogo nauczyć. A jeżeli chcesz. był mężem godnym i mądrym w tym zakresie co i ojciec jego. gdyby tego można było nauczyć? A może Tukidydes to był lichy typ i nie miał w Atenach mnóstwa przyjaciół i u sprzymierzeńców też? Przecież i z wielkiego domu pochodził. I cóż. Melezjasza i Stefanosa. że to był dzielny człowiek? ANYTOS. Ja mu się wcale nie dziwię. człowieka o tak niesłychanie wybitnej głowie. to zważ. co się dało wziąć od nauczycieli. syn Temistoklesa. Czy nie zgadzasz się. czego uczyć nie można. I chyba nikt się nie mógł skarżyć na jego syna. nie gorzej od kogokolwiek. że należał do najlepszych ludzi spośród dawnych. Właściwie to nie. tak że jeśliby tego można uczyć.SOKRATES. co by go nie kosztowało. że i on sam do nich należy. że to tylko nieliczni i co najlichsi Ateńczycy objawiają nieudolność w tej sprawie. Ja bym ci radził. także i tego. wykształcił najpiękniej w całych Atenach. chyba nie. Ci bodajże uchodzili wtedy za najlepszych zapaśników. Tylko że. A żebyś nie myślał. i w zapasach. że zrobił z niego człowieka lepszego od kogokolwiek? Z tymeś się przecież musiał stykać i widzisz. a potem zdaje mu się. Menonie. już by on był znalazł kogoś. że ma złą naturę. Bo naprzód myśli. że on. SOKRATES. Sokratesie. i wielkie wpływy miał w państwie i poza tym w całej Helladzie. SOKRATES. Nieprawdaż i ten także swojego syna. Bo może być. ANYTOS. Wiem przecież. Na Zeusa. to weź Peryklesa. wiesz. przyjacielu Anytosie. młodszego czy starszego? ANYTOS. że ty i sam to wiesz. Jednego syna oddał Ksantiasowi. a w naszym to na pewno nic łatwiejszego. bo był zajęty sprawami państwa. Arystydesa. że Anytos się na mnie gniewa. Owszem. mnie się zdaje. uważaj. że ja tych ludzi oczerniam. Nieprawdaż. że i w innych państwach łatwiej jest zrobić komuś źle niż dobrze. że on w tamtych rzeczach chciał swojego syna wykształcić. ze wszech miar przecież. i to byli najlepsi zapaśnicy w Atenach. we wszystkim. który nie żałował pieniędzy na naukę swoich synów. Ależ owszem. że ty łatwo źle mówisz o ludziach. a ludzi godnych nie chciał z nich zrobić? Myślę sobie: chciał. gdyby sam nie miał na to czasu. Więc oto i masz ci takiego nauczyciela dzielności. dzielność to gotowo być coś takiego. ANYTOS. a w tej mądrości. Tych on – wiesz przecież i sam – wyuczył na jeźdźców nie gorszych od któregokolwiek z Ateńczyków. o którym i ty sam zgodnie ze mną mówisz. SOKRATES. toś już słyszał od kogo. że dwóch synów wychował: Paralosa i Ksantypa? ANYTOS. SOKRATES. SOKRATES. jeżeli zechcesz mnie posłuchać. SOKRATES. a drugiego Eudorosowi. jasna rzecz. uważamy. Czy może nie pamiętasz? ANYTOS. jeżeliby dzielności można uczyć? ANYTOS. kogoś z miejscowych albo z przyjezdnych. Lizymacha. chyba nie. jaki jest. którą sam był mądry. zdaje się. No. Ja myślę. jeżeli chodzi 90 o umiejętności.

że nic. to jasna rzecz. że tutaj mówi o dzielności jak o czymś. Ze mną się dzieje to samo co z innymi. Sokratesie. urabiać i wpajać ludziom rozumy. Ale ty mi powiedz. ci jedni podejmują się tego i uchodzą za nauczycieli dzielności? MENON. ani też sami ludzie naprawdę lepsi nic uczą tego przedmiotu. że inni ludzie też nie? MENON. że nie tylko tobie i innym politykom raz się wydaje. On uważa. że trzeba tylko wyrabiać tęgich mówców. Raz od nich usłyszysz. Czyż ludzi. Uważasz. a ci chcą się zajmować nauczaniem młodzieży i godzą się być nauczycielami. potrafiłbyś nazywać mistrzami pierwszej klasy? MENON. Więc czy powiemy. że to samo powiada? MENON. a raz. Na Zeusa. nie uchodzą wcale za mistrzów dla drugich ani nawet za znawców dla siebie samych. W których wierszach? SOKRATES. co to jest potwarz. że nie. którzy cierpią na takie pomieszanie w jakiejkolwiek dziedzinie. Mnie się u Gorgiasza. raz mówią. co się podają za nauczycieli. Ach nic. kto by to potrafił robić. którzy się cieszą opinią ludzi naprawdę lepszych. W elegiach. Więc czy ty potrafisz wymienić jakąkolwiek inną sprawę. SOKRATES. SOKRATES. Owszem są. to najwięcej podoba. SOKRATES. i powszechnie im zarzucają przestępstwa właśnie w tej samej dziedzinie. No więc cóż będzie? Więc tylko ci twoi „uczeni”. to mówi jakoś tak. 91 Widzisz. których ogromna jest moc. Więc nawet i tobie „uczeni” nie wydają się nauczycielami? MENON. Sokratesie. No cóż. w której się podają za mistrzów. utracisz i ten rozum. Widocznie. że: złoto by za to brat. Sokratesie. że z jego ust nigdy byś takiej obietnicy nie usłyszał. którzy się nawet co do tego nic zgadzają? MENON. że tego się można nauczyć. A w innych nie o wiele dalej: Gdyby tak można. SOKRATES. że on sam się sobie sprzeciwia. powiada. i to niejeden raz. a raz. jeżeli się kiedyś dowie. i śmiało między takimi Siadaj. czy u was też nie ma ludzi naprawdę lepszych? MENON. każdy. Nie umiem powiedzieć. A wiesz. że dzielności można się nauczyć? MENON. ja nie. tam mówi: U tych pij i jedz. Lepszy cię zawsze dobrego nauczy. Widocznie. że tego się można nauczyć. kiedy słyszy takie zobowiązania. Nic wydaje mi się. że to są nauczyciele tej rzeczy. raz nie tak. czego się można nauczyć. a jeśli z lichymi Wdasz się. ale i poeta Teognis. . MENON. Nieprawdaż. a ci znowu. jednakże nauką Chcieć przeinaczać złych. SOKRATES. w której ci. przestanie się gniewać. Sokratesie. mówiąc o jednym i tym samym? MENON. on się nawet z innych śmieje. i tym miły bądź. zawsze daremny to trud. i syn nie może być zły Jeśli zbawiennych usłucha rad. Raz mi się oni tak przedstawiają. co jeszcze go masz. SOKRATES.Ale on. i: Ojciec gdy zacny byt człek. wiesz. a drugi raz. że nie. że można się tego nauczyć. na Zeusa. i wierzą. SOKRATES. W tej chwili on tego nie wie. jeśli ani uczeni. Nie wydaje mi się. SOKRATES.

Jest tak. Ja to mówię. który nam słusznie poprowadzi sprawy. myśmy się słusznie zgodzili na to. Sokratesie. Nieprawdaż. to tego się wcale uczyć nie można? MENON. jak na śmiech. i ciebie Gorgiasz nie wykształcił. 92 SOKRATES. choć miałby tylko mniemanie prawdziwe. zapomnieli. na to chyba też słuszna stanęła zgoda? MENON. a nie miałby zrozumienia i wiedzy. Może właśnie dlatego nie udało się nam dojść czy dogonić. Zdaje mi się. kto by też nas lepszymi zrobił – wszystko jedno. Zdaje się.SOKRATES A skoro nie ma nauczycieli. jeżeli chodzi o słuszność działania. Mówiliśmy. to w jaki sposób mogliby powstawać ci. że człowiek godny powinien być pożyteczny. Menonie. Tak. że to nie wyłącznie tylko wiedza potrafi słusznie i dobrze kierować sprawami ludzkimi. że nic. że jeśli w czymś nie ma ani mistrzów. sam by nią chodził i drugich prowadził. A tylko. Ja powiem. Wcale nie gorszy. co myśleć. Sokratesie? SOKRATES. Ej. To jest właśnie to. SOKRATES. Owszem. Jakże ty to „słusznie” rozumiesz? SOKRATES. A skoro nic widać nauczycieli. SOKRATES. ani uczniów. Zatem dzielności uczyć się nie można? MENON. W każdym razie powinniśmy się zainteresować sami sobą i poszukać. nauczycieli dzielności nie widać z żadnej strony? MENON. Tak wygląda. kiedy szło o to. patrząc na te nasze rozważania w tej chwili. ani mnie Prodikos. SOKRATES. Zatem sąd prawdziwy wcale nie gorszym przewodnikiem niż rozum. że nie można słusznie ich prowadzić. I że pożyteczny będzie ten. Zgodziliśmy się. SOKRATES. czy też jeśli. gdyby ktoś tylko słusznie sądził. bośmy przecież. bodajże to my jesteśmy liche typy jakieś tam. Owszem. jak tylko pod kierunkiem rozumu – to mi wygląda na niesłuszną uchwałę. w jaki to sposób powstają ludzie godni. jeżeli nasze rozważania były poprawne. No nie? MENON. Ja tak myślę. I jak długo miałby słuszny sąd o tym. MENON. że nie może być inaczej. i nie wiem. SOKRATES. czy może w ogóle nic ma ludzi godnych. że jedynie tylko rozum prowadzi do słusznych działań. czym by też ona była. to i uczniów nie ma? MENON. MENON. co wie. to prowadziłby ich słusznie i dobrze? MENON. czy i ten nie poprowadziłby słusznie? MENON. SOKRATES. to i uczniów też? MENON. cośmy opuścili w rozważaniach nad dzielnością. MENON. jakim sposobem. SOKRATES. . jak się należy. Ale ja się dziwię. SOKRATES. A cóż. o czym by ktoś inny miał wiedzę. że jest tak. Jak ty to myślisz. która droga prowadzi do Larysy. A zgodziliśmy się. A tymczasem potrafi to także sąd prawdziwy. jak mówisz. byłby i z niego przewodnik wcale nie gorszy od tego. Tak. którzy się godni robią? SOKRATES. Gdyby ktoś znał drogę do Larysy czy dokąd chcesz. ale sam by nią nie chodził ani jej nie znał.

MENON. Zdaje się.
SOKRATES. Zatem chyba nie mniejszy pożytek z sądu prawdziwego niż z wiedzy.
MENON. O tyle tylko, Sokratesie, że kto ma wiedzę, ten chyba zawsze trafi, a kto tylko sąd
prawdziwy, ten raz trafi, a raz nie.
SOKRATES. Jak ty to mówisz? Kto zawsze będzie miał słuszny sąd, czyż nie zawsze trafi,
jak długo będzie żywił mniemanie słuszne?
MENON. To mi się wydaje konieczne. I ja się dziwię, Sokratesie, czemu, skoro tak jest,
wiedza cieszy się o wiele większą czcią niż sąd prawdziwy i dlaczego właściwie jedno z nich
jest czymś innym niż drugie?
SOKRATES. A ty wiesz, dlaczego się dziwisz, czy ja ci to mam powiedzieć?
MENON. Owszem, powiedz.
SOKRATES. To dlatego, żeś się nie przyglądał z uwagą posągom Dedala. Może być, że tam
u was ich nie ma.
MENON. Ależ do czego ty zmierzasz?
SOKRATES. Bo one też, jeżeli ich nie związać, to uciekają – od razu drapaka – a jak je
związać, stoją na miejscu.
MENON. Więc co z tego?
SOKRATES. Jego twory nie związane uchwycić to niewielki tam zaszczyt – zupełnie jak
człowieka, który uciekł. Nie stoją. A związane je mieć, cenna rzecz. Bo to bardzo piękne
roboty.
A do czego zmierzam w tych słowach? Do sądów prawdziwych. Bo sądy prawdziwe
też, jak długo który trwa, to ładna rzecz i wszelkie dobro wprowadza. Ale takie sądy nie chcą
długo trwać, uciekają z duszy człowieka, tak że niewiele są warte, pokąd ich człowiek nie
zwiąże związkiem przyczynowym. A to jest, mój Menonie, przypomnienie, jakeśmy się
poprzednio
zgodzili. Kiedy je powiązać, to naprzód robią się z nich składniki wiedzy, a potem
trwają. Dlatego wiedza jest godniejsza czci niż sąd prawdziwy i związkiem wewnętrznym
różni się wiedza od prawdziwego sądu.
MENON. Na Zeusa, Sokratesie, ona jakoś tak wygląda.
SOKRATES. No tak, ja też mówię to – nie, żebym wiedział, tylko taki obraz mam. Ale że
jest czymś innym słuszny sąd i wiedza, ja nie mam wrażenia, żeby to był tylko mój obraz, i
93
jeżelibym o czymkolwiek mówił, że to wiem, a ja to rzadko mówię, właśnie to jedno bym
położył pośród tego, co wiem.
MENON. Ty słusznie mówisz, Sokratesie.
SOKRATES. Cóż więc? Czy to nie słuszne: że prawdziwy sąd, kierując działaniem w
jakiejkolwiek
sprawie, wcale nie gorzej się sprawia niźli wiedza?
MENON. Zdaje mi się, że i tu prawdę mówisz.
SOKRATES. Zatem słuszny sąd wcale nie jest gorszy od wiedzy ani mniej pożyteczny w
działaniu, ani człowiek, który ma tylko słuszny sąd, nie jest gorszy od tego, co ma wiedzę.
MENON. Jest tak.
SOKRATES. A prawda, że godny człowiek jest pożyteczny – na tośmy się zgodzili.
MENON. Tak.
SOKRATES. Skoro więc nie tylko przez wiedzę bywają ludzie godni i pożyteczni dla
państw, jeżeli tylko są, ale i przez sąd, a żadna z tych rzeczy nie przysługuje ludziom z natury
– ani wiedza, ani sąd prawdziwy, ani też ich nabyć nie można – a może ci się wydaje, że
któraś
z nich przysługuje nam z natury?
MENON. Mnie nie.

SOKRATES Nieprawdaż, skoro nie z natury, to i ludzie nie są godni z natury.
MENON. No nie.
SOKRATES. A skoro nie z natury, więc rozpatrywaliśmy później to, czy można się tego
nauczyć.
MENON. Tak.
SOKRATES. Nieprawdaż, wydało się, że można się uczyć, jeżeli dzielność to rozum.
MENON. Tak.
SOKRATES. A jeżeli się można jej uczyć, to rozumem byłaby dzielność?
MENON. Tak jest.
SOKRATES. I gdyby istnieli jej nauczyciele, to można by się jej uczyć, a jeśli ich nic ma, to
nie można?
MENON. Tak.
SOKRATES. Ale zgodziliśmy się, że nie istnieją jej nauczyciele.
MENON. Jest tak.
SOKRATES. Zgodziliśmy się więc, że ani się jej uczyć nie można, ani też ona nie jest rozumem.
MENON. Owszem.
SOKRATES. Ale zgadzamy się przecież, że ona jest dobrem?
MENON. Tak.
SOKRATES. I że pożyteczne i dobre jest to, co prowadzi słusznie.
MENON. Tak jest.
SOKRATES. A słusznie prowadzić potrafią jedynie tylko te dwie rzeczy: sąd prawdziwy i
wiedza, i człowiek, który je posiada, prowadzi się dobrze. To, co los nadarza, tym człowiek
kierować nie może, a czym się człowiek kieruje do lego, co słuszne – to tylko te dwie rzeczy:
sąd prawdziwy i wiedza.
MENON. Wydaje mi się tak.
SOKRATES Nieprawdaż, jeśli dzielności uczyć się nie można, więc dzielność nie idzie za
wiedzą?
MENON. Nie wydaje mi się.
SOKRATES. I oto kiedy dwie rzeczy są dobre i pożyteczne, to jedna z nich odpada i w
działalności
politycznej wiedza nie będzie przewodniczką.
MENON. Nie wydaje mi się.
SOKRATES. Zatem nie mądrością jakąś ani przez to, że byli mądrzy, kierowali państwami
tacy mężowie w rodzaju Temistoklesa i ci, o których przed chwilą nasz Anytos mówił. I dla94
tego też nie umieli nikogo innego zrobić takim, jak byli sami, bo nie byli takimi dzięki
wiedzy.
MENON. Zdaje się, że jest tak, jak mówisz, Sokratesie.
SOKRATES. Nieprawdaż, jeśli to nie będzie wiedza, to zostaje tylko zdolność do sądów
prawdziwych – z jej pomocą mężowie stanu naprowadzają państwa na właściwe drogi, przy
czym ich rozum niczym się osobliwym nie różni i nie przewyższa tych, co wyrocznie pieją
albo się wróżbami bawią. Przecież ci mówią prawdę, i to nieraz; tylko sami nic nie rozumieją
z tego, co mówią.
MENON. Gotowo tak być.
SOKRATES. Nieprawdaż, Menonie, wypada coś boskiego przyznawać ludziom, którzy rozumu
nie mają, a jednak stawiają na nogi wiele rzeczy doniosłych i słowem, i czynem?
MENON. Tak jest.
SOKRATES. Więc może słusznie trzeba coś boskiego przyznawać tym, o których się w tej
chwili mówiło, wieszczkom, wróżbitom, poetom wszelkiego rodzaju i politykom nie mniej
niż tamtym; przyznamy im chyba pierwiastek boski i powiemy, że bóg w nich wstępuje i
mieszka i oni z boga natchnienie czerpią i z ducha, kiedy swym słowem liczne i doniosłe

sprawy doprowadzają do ładu, a sami nie wiedzą, co mówią.
MENON. Tak jest.
SOKRATES. A wiesz, Menonie, że i kobiety przecież ludzi godnych nazywają boskimi, i
Lakonowie, kiedy chwalą jakiegoś godnego człowieka, to mówią: „Oto mąż boski, proszę”.
MENON. Tak to wygląda, Sokratesie, jakby oni prawdę mówili. Ale może być, że nasz
Anytos gniewa się na ciebie za te słowa.
SOKRATES. Mnie tam na tym nie zależy. Z nim sobie, Menonie, i na drugi raz pogadamy. A
jeśliśmy teraz, w tej całej rozmowie pięknie szukali i mówili, to dzielność nic pochodziłaby
ani z natury, ani z nauki, tylko z boskiego zrządzenia przysługuje, bez udziału rozumu, tym,
którzy ją posiadają – skoro nie ma pośród wybitnych polityków żadnego, który by i kogoś
drugiego potrafił zrobić dobrym politykiem. Gdyby taki był, to po prostu tak by się o nim
mówiło pośród żywych, jak Homer o Terezjaszu mówi pośród umarłych, kiedy powiada o
nim, że sam jeden tylko jest przytomny, a cienie skaczą tu i tam. Tak samo by on ze swą
dzielnością odbijał jak rzeczywisty przedmiot w porównaniu do cieni.
MENON. Uważam, że bardzo pięknie mówisz, Sokratesie.
SOKRATES. Z tego więc rachunku wynika, Menonie, to, że z bożego zrządzenia, tak się nam
wydaje, przysługuje dzielność tym, którym przysługuje. A coś jasnego będziemy o niej
wiedzieli
dopiero wtedy, kiedy zamiast rozstrzygać, w jaki ona sposób ludziom przysługuje,
spróbujemy naprzód poszukać rzeczy samej w sobie, czym też właściwie jest dzielność.
Teraz mnie pora dokądś iść, a ty spróbuj to, w co sam wierzysz, poddać i naszemu
przyjacielowi,
Anytosowi, aby się zrobił łagodniejszy. Jeżeli na niego wpłynąć potrafisz, to i Atenom
oddasz pewną przysługę.
95
EUTYFRON
OSOBY DIALOGU:
EUTYFRON
SOKRATES
96
EUTYFRON. A to co znowu, Sokratesie? Cóż to się stało, żeś porzucił rozprawy w Likejonie,
a tu się teraz kręcisz koło Portyku Króla? Chybaż przecie i ty nie masz sprawy u Króla,
tak jak ja?
SOKRATES. W Atenach, Eutyfronie, to się nie nazywa sprawa, ale proces państwowy.
EUTYFRON. Co ty mówisz? Proces państwowy ktoś ci, widać, wytoczył, bo nie przypuszczam,
żebyś ty komu innemu.
SOKRATES. No nie.
EUTYFRON. Więc tobie ktoś inny.
SOKRATES. Oczywiście.
EUTYFRON. Któż taki?
SOKRATES. Nawet sam dobrze nie znam, Eutyfronie, tego obywatela. Zdaje mi się, że to jakiś
młody człowiek i nie znany, a nazywa się podobno Melelos. Pochodzi z gminy Pittos.
Może sobie przypominasz z Pittos niejakiego Meletosa, takiego z długimi włosami, z niezbyt
piękną brodą i z garbatym nosem?
EUTYFRON. Nie przypominam sobie, Sokratesie. No, ale jakiż to proces on ci wytoczył?
SOKRATES. Jaki? Nie lada jaki, moim zdaniem. Bo żeby się młody człowiek znał na tak
wielkiej sprawie, to rzecz nie lada. Bo on, powiada, wie, jakim sposobem młodzież się psuje i
kto to psuje młodych ludzi. O, to będzie jakiś mądry człowiek! Zobaczył moją głupotę, że to
ja psuję jego rówieśników, i idzie skarżyć na mnie, jak do matki, do władzy państwowej.
Uważam, że jest jedynym politykiem, który zaczyna jak należy. Bo należy przede wszystkim

dbać o młodzież, aby była jak najlepsza; tak jak się dobry rolnik troszczy przede wszystkim o
młode roślinki, a potem dopiero o inne. Tak też i Meletos z pewnością najpierw nas chce
wytępić
do czysta, którzy młode latorośle psujemy, jak powiada. Potem, oczywista, jak się i starszymi
zajmie, to dopiero położy około państwa rozliczne a niespożyte zasługi; łatwo się to
może trafić, jeżeli ktoś od tego zaczyna.
EUTYFRON. Pragnąłbym tego i ja, Sokratesie, ale ja drżę o to, żeby nie stało się wprost
przeciwnie.
Po prostu mam to wrażenie, że on od świętego ognia, od jądra i fundamentu zaczyna państwu
szkodzić, kiedy na ciebie zbrodniczą rękę podnosi. A powiedzże mi, czym, jakim
postępowaniem,
on powiada, ty psujesz młodzież?
SOKRATES. Głupia to rzecz, mężu osobliwy; człowiek nie wierzy, jak słyszy. Powiada, że
ja jestem twórcą bogów i jako na takiego, który nowych bogów tworzy, a starych nie uznaje,
wniósł na mnie skargę za to właśnie, jak powiada.
97
EUTYFRON. Ja rozumiem, Sokratesie. Bo ty zawsze mówisz, że ci się ten boski głos odzywa.
Więc on wnosi tę skargę niby o to, że ty rozszerzasz nowinki dotyczące tego, co boskie.
Tak, on z tym oszczerstwem idzie do sądu, a doskonale wie, że taka potwarz bardzo łatwo się
przyjmuje w szerokich kołach.
Albo ja sam, proszę cię; kiedy coś mówię na zgromadzeniu o rzeczach boskich i
przepowiadam,
co będzie, toż ze mnie się śmieją jak z wariata. A przecież ja nic, tylko samą prawdę
za każdym razem mówiłem, ilekroć przepowiadałem. Jednak takich ludzi jak my zawsze
nienawidzą
i zazdroszczą im. Nie trzeba sobie z tego nic robić; śmiało iść naprzód.
SOKRATES. Kochany Eutyfronie! Jak się tam śmieją z człowieka, to może niewielka rzecz.
Ateńczycy, wiesz, mam to wrażenie, nie bardzo się tym interesują, jeżeli kogoś mają za figurę
nie lada, byle tylko drugich swojej mądrości nie uczył. Jak widzą, że ktoś i drugich na swoją
modłę urabia, gniewają się; czy to przez zazdrość, jak ty mówisz, czy przez coś innego.
EUTYFRON. Co do tego, to jak oni się tam do mnie odnoszą, nie bardzo mam ochotę
doświadczać.
SOKRATES. No, może być, żeby ty niby mało się pokazujesz i uczyć nie chcesz swojej
mądrości.
A ja się boję, żeby mnie za takiego filantropa nie wzięli, który co tylko ma, wszystko
przed każdym wysypuje i mówi nie tylko za darmo, ale sam bym jeszcze dopłacił, byle mnie
tylko kto chciał słuchać. Więc, jak mówię, gdyby się tak mieli ze mnie śmiać, jak ty
powiadasz,
że ciebie wyśmiewają, to wcale by miła rzecz była: tak sobie na figlach i na śmieszkach
spędzać czas w sądzie; ale jeśli rzecz wezmą poważnie, to wtedy już jak sprawa wypadnie,
tego nie wie jasno nikt, chyba tylko wy, wieszczkowie.
EUTYFRON. Ale z pewnością nic nie będzie, Sokratesie; przecież ty będziesz rozumnie stawał
w procesie, a myślę, że i ja w swoim także.
SOKRATES. A ty, Eutyfronie, jakiż ty masz proces? Oskarżonyś czy skarżysz?
EUTYFRON. Skarżę!
SOKRATES. Kogo?
EUTYFRON. Z tym oskarżeniem znowu wyglądam na wariata.
SOKRATES. A to co? Gonisz jakiegoś ptaszka na dachu?
EUTYFRON. Gdzie mu tam do latania, kiedy to właśnie bardzo stary człowiek.
SOKRATES. Któż taki?

że ja już od dawna wysoko sobie ceniłem znajomość rzeczy boskich. Eutyfronie. A cóż bym ja był wart. EUTYFRON. Sokratesie. co zbożne. Źle się rozumieją. i jeżeli. SOKRATES. wiesz. SOKRATES. Bo niby to bezbożna rzecz. tobym to samo mówił w sądzie. Eutyfronie osobliwy! Wiesz. SOKRATES. bo to zabójca. A jak by mnie nie słuchał i nie chciał procesu odstąpić albo zamiast mnie skarżył ciebie. że tak się doskonale rozumiesz na prawie bożym. na Zeusa. Ej. a nie tego tylko patrzeć trzeba. O zabójstwo. czy krewny. że kiedy tu taki wypadek zaszedł. co z nim zrobić. już ja bym mu tam znalazł czułe miejsce i prędzej by o nim zaczęto w sądzie mówić niż o mnie. wtrącić go do jakiegoś rowu i posyła tutaj człowieka. Sokratesie? Toż inaczej niczym by się Eutyfron nie różnił od innych ludzi. to dać pokój. Twój? Mężu zacny! EUTYFRON. choć on nikogo nie zabił – to nieboszczyk był przecież zabójcą. o co proces? EUTYFRON. Przecież się taką samą zbrodnią plamisz. Daleko. na Zeusa. to ja zostałem uczniem twoim. to skarżyć. SOKRATES. I tak się też stało. zanim posłaniec od radcy powrócił. To śmieszne. Otóż raz upił się. i na tym. A to ktoś z krewnych zginął z ręki twego ojca? No oczywiście. czy nieboszczyk był obcy. choćby zabójca z tobą u jednego ogniska siadał i przy jednym stole jadał. Mój ojciec. ty myślisz. Sokratesie. Sokratesie. żeby się dowiedział 98 od radcy wyznaniowego. Otóż i o to się oburza teraz mój ojciec i cały dom. jeżelibyś świadomie z takim przestawał. gdyby się na wszystkich tego rodzaju rzeczach doskonale nie rozumiał. Uważam. a jeśli nie. kiedy on powiada. bo on starszych psuje: popsuł mnie i zmarnował własnego ojca. a nie oczyścił siebie i jego przez wniesienie skargi do sądu. szerokie koła nie mają pojęcia o poprawnym postępowaniu. to uwierz. i jeśli był w swoim prawie. tylko chyba ktoś. to uważam i dlatego uczniem pragnę zostać . więc myślisz. Więc ojciec kazał mu związać nogi i ręce. abyś znowu ty nie popełnił czasem czynu bezbożnego? EUTYFRON. czy w swoim prawic był zabójca. dalibóg. zgniewał się na kogoś z naszej służby i zabił go. SOKRATES.. a tamtego napomnieniami i karami. że się występku dopuszczam. niechby on tak mnie spróbował zaskarżyć. zgadzasz się. jak mówisz. że Eutyfron jest mądry w takich rzeczach. SOKRATES. bo strzelam bąki i nowinki rozsiewam o rzeczach boskich. na tym. SOKRATES. Oczywiście. z nauczycielem. Eutyfronie. co z nim na tej konferencji wstępnej. nie boisz się procesu wytaczać ojcu. że ja dla tego mordercy skarżę ojca o zabójstwo. Herakles! Jak to. A ten zabity pracował u mnie i kiedyśmy mieli gospodarstwo na Naksos. przecieżbyś tam o kogoś obcego ojca o zabójstwo nie skarżył! EUTYFRON. żeby syn ojca o zabójstwo skarżył. Sokratesie. niby mniejsza o to. że to stanowi różnicę. a teraz. przyjacielu kochany. Meletosie. A ty. czy nie. Ja ci też. więc nie trzeba się troszczyć o takiego. co rzecz zbożna.EUTYFRON. Sokratesie. właśnie w tej sprawie wezwać go na konferencję porozumiewawczą i powiedzieć. że z takiego wypadku nie wybrnie w sposób poprawny ktoś pierwszy lepszy. jak to jest. że i moja wiara jest poprawna. żebyś wiedział. choćby tam umarł. Cóż za oskarżenie. tak bym powiedział. mnie nauką. a co bezbożność. z zimna i z tego skrępowania umiera. a co bezbożne. służył tam u nas. zaczynaj proces prędzej niźli ze mną. Tymczasem nie dbał o tego skrępowanego i nic troszczył się o niego. A jak nie. EUTYFRON. dla mnie najlepiej będzie zostać twoim uczniem i nim się zacznie mój proces z Meletosem. na prawie bożym. to z tamtym. Ten z głodu. co daleko już zaszedł na drodze mądrości. i nie skarż mnie.

że to dzięki jednej istocie rzeczy to. że mnie o bezbożność zaskarżył. ja ci jeszcze innych wiele rzeczy. a przecież i na Wielkie Panatenaje wożą na Akropolis płaszcz pełny takich obrazków. jak zechcesz. i nieprzyjaźnie straszne. Przecież w ten sposób sprzeciwiają się sami sobie. Sokratesie. kiedym się pytał o zbożność. choćby to był nie wiadomo kto. Ale mi tak powiedz. czy kto bądź. że zbożność to jest to. jak usłyszysz. że to tak było? EUTYFRON. Ale teraz. kiedy ojca o zabójstwo skarżysz. Sokratesie. bo takie rzeczy. i w innych? Czy zbożność nie jest identyczna w każdym czynie: jedna i ta sama. przyjacielu. a tu się na mnie gniewają. a nie miał prawa. i ten Meletos bodajże nawet nie widzi. że ja na ojca skargę wnoszę. o bogach opowiem. Bo i cóż ja powiem. Sokratesie! Ale jakem przed chwilą powiedział. Przecież ludzie sami wierzą. Ależ oczywiście. ja to już niejednemu mówiłem. Otóż przypominasz sobie. EUTYFRON. Sokratesie. czy matka. SOKRATES. kiedy ten zbrodnię popełnił. abyś mnie pouczył o jednym czy dwóch spośród wielu przypadków zbożności. A powiedzże. SOKRATES. SOKRATES. czy to czasem nie jest ojciec. a bezbożność to znowu całkowite przeciwieństwo zbożności i jest sama z sobą jednaka. dla czego ja jestem oskarżony.. twoim zdaniem. I prawdę mówię. to chyba już trzeba będzie ustąpić. i bitwy. a zgodnie utrzymują. Ja bym się nie dziwił. Bo zobacz no. ja to jakoś bardzo ciężko znoszę. Eutyfronie? EUTYFRON. na Zeusa. ja wiem. Bo i są. Ale to może innym razem. jest zbożne. Eutyfronie. a ty się dobrze znasz na tych rzeczach. SOKRATES. i wszystko. ale o jej formie samej. zbożność. tylkoś mi powiedział. Więc mówię. że nie o to cię prosiłem. SOKRATES. że nic nie wiem o tych rzeczach. że są zbożne. a mnie tak bystro i tak łatwo zobaczył. coś teraz twierdził. że zakon jest taki właśnie. A teraz to. myślisz. Może być. że Zeus jest najlepszy z bogów i najsprawiedliwszy. Sokratesie. że zbożne jest właśnie to. że swoje dzieci zjadał. i w sprawie zabójstwa. a co bezbożność? EUTYFRON. że on własnego ojca wtrącił do więzienia za to. przez którą wszystko. że popełniam występek. powiedz mi to. skoro i ty tak myślisz. co by to było takiego. co popełnia zbrodnię zabójstwa czy świętokradztwa. Nie tylko to. co ty teraz robisz. co zbożne. kiedy o bogach mówią i o mnie. bywa naprawdę między bogami. jak to poeci opowiadają. I wojna.twoim. ile razy ktoś o bogach mówi. to jestem pewny: będziesz zdumiony. jakoś nie pouczyłeś mnie dostatecznie. ja sam przyznaję. cokolwiek by było bezbożnym. ma ze względu na bezbożność jedną jakąś istotę? EUTYFRON. przy wolnej chwili mi opowiesz. na patrona przyjaźni: ty naprawdę wierzysz. co ja teraz robię: skarżyć takiego. o co cię przed chwilą pytałem. że to tak jasno wiesz. to właśnie. że ciebie to i inny. że to by tak poprawnie było: nie przepuszczać bezbożnikowi. i inne takie rzeczy rozmaite. jakie ja ci wielkie świadectwo przytoczę. I jeszcze osobliwsze rzeczy od tych. a nie skarżyć to bezbożność. . I to wszystko jest prawdą? Co powiemy. SOKRATES. I przez to pewnie powie 99 ktoś. Jak ty rozumiesz zbożność i bezbożność. A może to. których szerokie koła nie znają. co bezbożne. a lepsi malarze wymalowali nam takie historie po różnych świętych miejscach. Więc teraz proszę cię. co to jest. EUTYFRON. spróbuj mi jaśniej powiedzieć! Bo przedtem. czy innego się w tym rodzaju dopuszcza występku – wszystko jedno. ależ i o wielu innych rzeczach mówisz. a tamten znowu swojego ojca wykastrował za inne takie sprawki. mówiłeś przecież.

Tak jest. to ja ci i tak powiem. Więc na jakiż temat musielibyśmy się poróżnić i do jakiego nie mogli dojść rozstrzygnięcia. to czy nie o te właśnie rzeczy? EUTYFRON. SOKRATES. czy to nie jest to. to bezbożne. co bezbożne. i poróżnienia między nimi bywają. No tak. nie przypominasz sobie? EUTYFRON. o samej istocie rzeczy. czy też wzięlibyśmy się do rachowania i na taki temat pogodzilibyśmy się bardzo prędko? EUTYFRON. Eutyfronie. EUTYFRON. to wzięlibyśmy miarę do ręki i prędko by ustała różnica między nami? EUTYFRON. Nieprawdaż. SOKRATES. SOKRATES. stajemy się wrogami. Ślicznie. a zbożne zostaje zbożnym. co zbożne. i gdybyśmy się różnili co do tego. jest skrajnym przeciwieństwem tego. chcę. I myślisz. a drudzy tamto uważają za sprawiedliwe . tak. A nieprzyjaźń i wybuchy gniewu. oczywista. a nie możemy dojść do należytego rozstrzygnięcia tych rzeczy. jak też mi teraz odpowiedziałeś. ale ty. Cóż tedy? A bogowie. Tak się powiedziało. i człowiek bogom niemiły. co sprawiedliwe i co niesprawiedliwe. chcę! EUTYFRON. cokolwiek by takiego było w twoim postępowaniu czy u kogoś innego. co piękne i co haniebne. zastanówmy się. Czyż to nie te właśnie tematy. SOKRATES. i człowiek bogom miły jest zbożny. SOKRATES. jedni to. że to prawda. SOKRATES Ależ tak. abym spozierając na nią. tego jeszcze nie wiem. która jest większa. A czemuż by nie? SOKRATES. kochany Eutyfronie. I to nie jest jedno i to samo. a co mniejsze. żebyś odpowiadał. Tak. na temat liczby. Musi tak być. Sokratesie. i że bogowie się kłócą. co też my mówimy. to. i ty. Zatem cokolwiek jest miłe bogom. i z bogów. ilekroć się nimi stajemy. a co by nie było takie. A znowu wziąwszy wagę do ręki. żebyśmy się wrogami stali i pogniewali jeden na drugiego? Może tego nie masz tak pod ręką. SOKRATES. Powiedziało się. SOKRATES. No więc. to czyż 100 różnica na ten temat zrobiłaby nas wrogami i pogniewałby się jeden na drugiego. istnieje taka różnica i na te tematy. a co niemiłe. Otóż o tym mnie poucz. co większe. ale to. i ja. jeżeli tak chcesz. tak popatrzmy: gdybyśmy się różnili ty i ja. Eutyfronie. i nieprzyjaźń wzajemna. Myślę sobie. Eutyfronie. pouczysz mnie jeszcze dodatkowo. że się dobrze powiedziało? EUTYFRON. ja powiem. a ty popatrz. Czy nie tak? EUTYFRON. Naturalnie. a co bogom niemiłe. Czy to prawda. Ależ tak. zaraz bym to nazywał zbożnym. co cięższe. No tak. a biorąc ją za pierwowzór. tego bym tak nie nazywał. tak jak ja chciałem. to jest zbożne. jeżeli o co się różnią. No. co miłe bogom. To. SOKRATES. jaka też ona jest. koniecznie. Nieprawdaż. EUTYFRON. o które gdy się poróżnimy.jest bezbożne. a co lżejsze? EUTYFRON. panie dobry. Ach. SOKRATES. co mówisz. SOKRATES. i inni ludzie wszyscy? EUTYFRON. i to się powiedziało? EITTYFRON. Sokratesie. i co dobre i co złe. robi różnica na jaki temat? O. rozstrzygnęlibyśmy pewnie spór o to. bezbożny.

co to. tylko pewnie o to się spierają. kiedy się starasz o karę dla ojca. EUTYFRON. EUTYFRON. EUTYFRON. gdybyś się takim czynem Zeusowi przypodobał. za dobre i za złe. i to. Nie tak? EUTYFRON. mężu osobliwy. I to. a tu się pokazuje. że nie powinien kary ponosić taki. jakie zbrodnie popełniają. że zbrodniarz nie powinien kary ponosić. Nieprawdaż. niby to słusznie mówisz. to. Naturalnie. i . Jednak wszystkiego możliwego przecież nie robią i nie mówią. bo co zrobił i kiedy. tak na ogół biorąc. słyszałeś kiedy. Dobrze mówisz. mężu osobliwy. i Hefajstosowi podobał. jedni z nich uważają za sprawiedliwe. SOKRATES. Przecież się o to ciągle kłócą i gdzie indziej. 101 SOKRATES. co mówisz. I jeśli kto inny z bogów różni się na ten temat z drugimi. nikt ani z bogów. SOKRATES. ani z ludzi nie śmie twierdzić. Tak że. Zatem jedno i to samo. żeby skoro popełnia zbrodnię. byle nie ponosić kary. Nie wiadomo. Gotowo być. którzy się kłócą. gdyby się nic różnili na te właśnie tematy. co ty teraz robisz. co sprawiedliwe i niesprawiedliwe. żeby zbrodniarz naprawdę nie powinien był ponosić kary. i co bezbożne. SOKRATES. SOKRATES. Eutyfronie. żeby się kłócił o to. to nic by nie było dziwnego. to też i kocha. EUTYFRON. O. jak ty powiadasz. do zbrodni. Tak. Sokratesie. EUTYFRON. SOKRATES. co jest właśnie jednym i tym samym: zbożnym i bezbożnym równocześnie. EUTYFRON. to w stosunku do nich tak samo. co im mile. co zbożne. a Kronosowi i Uranusowi naraził. Więc może nie o tamto się kłócą. zupełnie to samo trafia się i bogom. Sokratesie. Bo przecieżby się nie kłócili ze sobą. że cokolwiek by było bogom miłe. Eutyfronie. Zatem do jednego i tego samego. jak ty mówisz: jedni przyznają. nienawiść bogów się zwraca i miłość. Widać. byłoby też jednym i tym samym. myślę ja. o to się różnią między sobą i stąd kłótnie i wojny między nimi. o każdy czyn kłócą się ci. I tak o każdy chyba. jakoby nie powinien kary ponosić taki. kiedy się kłócą o to. co zabił kogoś niesprawiedliwie albo inną zbrodnię popełnił? EUTYFRON. SOKRATES. Jak to? A z ludzi. czego bogowie nienawidzą. co niesprawiedliwie kogoś zabije. nie powinien był kary ponosić. i po sądach. kto jest zbrodniarzem. że nie popełniają zbrodni. Eutyfronie. No i przyznają się. Bo tego chyba nie śmie nikt powiedzieć ani się o to kłócić. No więc i to. Bo przecież tego. Prawdę mówisz.wedle tego. SOKRATES. a Herę sobie zraził. Eutyfronie. a robią wszystko możliwe i mówią. tylko chyba mówią. a przeciwieństwa tych rzeczy nienawidzi? EUTYFRON. Ej. Tak. ale mimo tego przyznania powiadają. i za piękne. Prawdę mówisz. że jeden drugiego krzywdzi. Nie tak? EUTYFRON. to nigdy. na taki sposób. a drudzy za niesprawiedliwe. SOKRATES. a drudzy nie przyznają. że nie powinni ponosić kary. Więc tyś mi nie odpowiedział na pytanie. Eutyfronie. i za haniebne. SOKRATES. byłoby jednym i tym samym. i sprawiedliwe. Czy nie tak? EUTYFRON. Bo ja się przecież nie o to pytałem. to samo też będzie im niemiłe. widać. SOKRATES. że na ten temat to z bogów żaden się z drugim nie różni. Nieprawdaż? I co każdy z nich uważa za piękne i dobre.

coś przyrzekł. bylebyś tylko dobrze mówił. co niemiłe bogom. a co lubią. to ja chwalić twojej mądrości nigdy nie przestanę. Oczywiście. czyli to. Sokratesie? SOKRATES. to jest bezbożne. Rozważyć. ani drugim. jakie ty masz świadectwo. co wszyscy bogowie lubią. że się to nie tą cechą określa to. a drudzy tego nic znoszą. i wiezionym i wiozącym. Ale oto kiedyś mówił. kochanku. co zbożne. Ty uważasz. Pokazało się. ale ty swego patrzaj. żebyśmy sobie teraz określili to. No. że stanowczo wszyscy bogowie uważają ten czyn za poprawny. dowiedział od radców wyznaniowych. Pomyśl no nad czymś takim: czy bogowie lubią to. Nie. co bezbożne? Bo niemiły bogom taki czyn. Sokratesie. abym był mądrzejszy. Tak że ja ci to już daruję. że to zbrodnia i wszyscy bogowie nienawidzą czegoś podobnego. to zaraz się zgodzić. że wszyscy bogowie uważają taką śmierć za niesprawiedliwą. co jedni lubią. SOKRATES. Nieprawdaż. czy też ono jest dlatego zbożne. co go związać kazał. Poróżniwszy się o jakiś postępek jedni powiadają. No. co zbożne i co bezbożne? EUTYFRON. SOKRATES. Z pewnością będą słuchali. co nie. wpadło mi na myśl i tak sobie sam rozważam: choćby mnie nie wiem jak Eutyfron uczył. Więc ja spróbuję się jaśniej wyrazić. no. SOKRATES. Sokratesie. zanim się ten. czego wszyscy bogowie nienawidzą. to czegożem się ja więcej nauczył od Eutyfrona o tym. albo też jednym i drugim równocześnie? Może tak wolisz. co ty mówisz. Eutyfronie. Jeżeli mi to wykażesz. i to. że coś tak jest. żeby syn nastawa} na ojca i wnosił na niego skargę o zabójstwo. SOKRATES. Ja rozumiem. Otóż proszę cię. mnie nic. trzeba znowu i to wziąć pod uwagę. to bezbożne. Sokratesie. Ale mnie się jednak zdaje. czy też rozważyć: co właściwie mówi ten. mógłby być. to mi spróbuj nieco jaśniej wykazać. i to. co zbożne. Wiesz. zdaje się. Przecież im wykażesz oczywiście. że ja jestem mniej pojętny niż sędziowie. że został słusznie dokonany. to niech sobie to wszyscy bogowie uważają za niesprawiedliwe i wszyscy nienawidzą. a drudzy. i bogowie. i widzianym i widzącym? I we wszystkich tego rodzaju rzeczach . EUTYFRON. to zbożne. czego wszyscy bogowie nienawidzą. że to teraz dobrze powiedziane. bywa im też i miłe. co to jest to. że zbożne jest to. dlatego że ono jest zbożne. będziemy to lepiej wiedzieli. Ale może byśmy teraz to w naszych rozważaniach poprawili. SOKRATES. Eutyfronie. i że za coś takiego godzi się. to ani jednym nie jest. Nazywamy coś noszonym i noszącym. co z nim począć. czy też dać pokój i tak: niech jeden z nas od drugiego bierze i od innych. Czy nie tak? EUTYFRON. że niesłusznie. ja bym powiedział. że je bogowie lubią? EUTYFRON. jak będę mówił. jeżeli tylko się kłócą bogowie. Ja nie wiem. Ależ bo przed chwilą widzieliśmy. chociaż ja bym ci to mógł bardzo łatwo wykazać. że niesłusznie umarł tamten. że to. Bardzo jasno. Eutyfronie. EUTYFRON. pouczże i mnie. Zaraz. a przeciwieństwo. jak tylko ktoś powie.ludzie. EUTYFRON. co to był w służbie. i jak chcesz. co zbożne. A to. czy przy takim założeniu w ten sposób mnie łatwiej nauczysz tego. Byleby tylko słuchali. który mówi? EUTYFRON. to może nie jest taka łatwa rzecz. kochany Eutyfronie. 102 SOKRATES. że wszyscy bogowie uważają. czy to dobrze powiedziane. a został zabójcą i skrępowany na rozkaz pana tego nieboszczyka umarł z więzów prędzej. A cóż nam przeszkadza. że to.

Tak. jest bogom miłe. że je bogowie lubią. że to jest niesione. miłe bogom. EUTYFRON. Nieprawdaż. A znowu dlatego. I gdyby znowu to. było im dlatego miłe. Czy dlatego. Więc dlatego je lubią. SOKRATES. bo jedno . Bośmy się zgodzili. że ono jest zbożne. to nie dlatego się staje. Jakżeby nie? SOKRATES. ale ponieważ się to niesie. Eutyfronie. że ono jest widziane. co zbożne. że im jest miłe? EUTYFRON. co bogom miłe. że między tymi rzeczami zachodzi przeciwieństwo. SOKRATES. na czym ona polega? EUTYFRON. co im miłe. a nie dlatego jest zbożne. co zbożne. gdyby bogowie to. to dlatego. i nie dlatego się coś niesie. Prawdę mówisz. No nie? EUTYFRON. Zatem to. No dobrze. dlatego jest czymś doznającym. że się je widzi? EUTYFRON. że bogowie dlatego lubią to. co zbożne. Mnie się zdaje. nie jest to. dlatego jest czymś powstającym. że ono jest zbożne. No nie. jest lubiane i miłe bogom to. SOKRATES. Czy też nie zgadzasz się na to? EUTYFRON. że je lubią? EUTYFRON. lubili dlatego. A to wiezione znowu dlatego. kochany Eutyfronie. No nie. Sokratesie? 103 SOKRATES. co ja chcę powiedzieć? Ja chcę to. a nie ono jest zbożne dlatego. SOKRATES. SOKRATES. Jakim sposobem. co kocha? EUTYFRON. ponieważ je coś niesie czy dla czegoś innego? EUTYFRON. albo jest czymś powstającym. co lubimy. ponieważ się coś widzi. że je bogowie lubią. A powiedz mi: to noszone jest noszonym. albo jest czymś doznającym czegoś od czegoś innego? EUTYFRON. SOKRATES. a znowu co innego to. przeto ono jest niesione. EUTYFRON. EUTYFRON. SOKRATES. jak ty mówisz. ale jedno co innego i drugie co innego. Otóż gdyby to było jedno i to samo. tylko właśnie dlatego. że rozumiem. że je ludzie lubią. że ono jest wiezione. że jest czymś powstającym. to z jednej strony. tylko: ponieważ się staje. ale przeciwnie. że ono jest zbożne. a nie dlatego je bogowie lubią. wtedy by i i to. co miłe bogom. SOKRATES. co zbożne. dlatego ono jest wiezione. co zbożne. toby i to. że je lubią. że się je wiezie. to. Eutyfronie? Lubią je wszyscy bogowie wedle twego określenia? EUTYFRON. co zbożne. Tymczasem widzisz. i nie dlatego doznaje czegoś. co je lubią. Oczywiście. ale ponieważ się to wiezie. było zbożne dlatego. kochali dlatego. a także i to. ale ponieważ czegoś doznaje. Jakżeby nie? SOKRATES. Zdaje się. co zbożne. Nieprawdaż. Nie dlatego je lubią ci. i to. SOKRATES. co miłe bogom. dlatego ono jest widziane.różnicę widzisz i rozumiesz. co im miłe. że ono jest lubiane i miłe. Więc może i z tym tak samo jak z tamtymi rzeczami. czy dla czego innego? EUTYFRON. Oczywiście. Więc może nie dlatego się coś widzi. a widziane dlatego. Czy jasne. Tak. SOKRATES. że jest czymś doznającym. tylko dlatego. że coś lubią bogowie. ani to. że jeśli się coś staje albo doznaje czegoś. A więc cóż powiemy o tym. co miłe bogom. SOKRATES. ale ono dlatego jest miłe. i kochane coś jest. że im jest miłe. i nie dlatego się coś wiezie. A to. że ono jest zbożne. że je lubią. Koniecznie.

czym ono jest właściwie. ale jeszcze raz mi od początku powiedz. SOKRATES. Nie nadążam. jak by mnie nauczyć o tym. bo wszędzie. O to się przecież nie będziemy spierali. wszystko jedno. Przeze mnie byłyby się pewnie trzymały: tak! SOKRATES. że ja mimo woli jestem mądry: ja bym bardzo chciał. przyjacielu. takeś zmiękł z tego bogactwa mądrości. SOKRATES. że tej przypadłości ulega to. że ono daje się lubić. i wielu innych takich rzeczy. 104 Otóż ja się tym różnię od poety. co sprawiedliwe. co zbożne. ja w te założenia nie wsadziłem. Nie chcesz wymienić. a drugie jakieś inne? EUTYFRON. Ale przecież napij się trochę. co mówię. Więc jeśli łaska. gdzieśmy to utwierdzili. Wydaje mi się. Popatrz no. powiedzieć ci czym? EUTYFRON. ale nie wstydzi się zupełnie tego. jeszcześ mi nie powiedział. niżeś mądrzejszy. to. jest też i zbożne. gdzie ją kto postawi. i ubóstwa. to sprawiedliwe. Sokratesie. zamiast żeby stały na miejscu. o tyle jestem większy majster od tamtego człowieka. za słowami. Więc powiedzże łaskawie. Bo cokolwiek założymy. A tylko się nie zmęcz za prędko. To chyba ja. A czy i wszystko. SOKRATES. co zbożne: kochają je wszyscy bogowie. a nie bałby się i nie drżałby równocześnie . to wszystko jakoś nam zaczyna chodzić tędy i owędy. że niejeden boi się i choroby. Ja mówię po prostu coś przeciwnego. Naturalnie. co to właściwie jest to. gdzie strach jest. Eutyfronie. że się je lubi. Ale czym to jest. Bo czy znajdzie się taki. jakoś nie umiem ci powiedzieć tego. To coś niby robota mojego przodka Dedala. a mówisz mi tylko jakąś jego przypadłość. SOKRATES. więc ja ci sam pomogę. żeby mi się myśli trzymały i nieruchomo utwierdzone trwały raczej. niż żebym ze sztuką Dedala musiał łączyć skarby Tantala. a u mnie nie tylko własne. co to jest to. Tylko. co wszystko spłodził na ziemi. pewnie byś ze mnie kpił. co mam na myśli. Bo jedno jest takie. Zdaje się. tylko ty. Eutyfronie. A już największy figiel w mojej sztuce ten. ty mi nie chcesz wyjaśnić jego istoty. Mnie się zdaje. Tymczasem to są twoje założenia. Przecież nie chcą ci się trzymać. Mam wrażenie. stwórcy wszechrzeczy. Wiesz. że ci coś rura zmiękła. tam i strach będzie.jest zgoła czymś innym niż drugie. jak i sam uważasz. że to przez pokrewieństwo z nim tak mi robota myśli ucieka i nie chce stać. nie kryj tego przede mną. że na pytanie o to. SOKRATES. tam i wstyd będzie. a sprawiedliwe nie wszystko zbożne. a drugie lubią dzięki temu. który by się wstydził jakiegoś czynu i musiał się zań rumienić. zdaje mi się. co bezbożne? EUTYFRON. bo tego chodzenia. Nie wydaje się tak i tobie? EUTYFRON. jest przecież sprawiedliwe? EUTYFRON. co zbożne. EUTYFRON. Mnie się zdaje. że bodaj i ten sam żart będzie do rzeczy w tej rozmowie. czego się boi. co zbożne. który powiada: Zeusa zaś. Więc potrzeba innego żartu. że się daje lubić dzięki temu. co zbożne. Sokratesie. mój drogi. czy je bogowie lubią. że jemu się tylko własne roboty ruszały. boi się. co zbożne. Ale gdzie jest wstyd. Ale dosyć tego. A młodszyś ode mnie z pewnością nie o mniej. że gdzie jest strach. czy nie wydaje ci się koniecznym. a nie chce stać tam. jesteś Dedal. ale podobno i cudze. Uważam. i to. Przecież to i nietrudno zrozumieć to. Naturalnie. Gdybym to ja był te rzeczy mówił i zakładał. co zbożne. tam wcale nie musi być wstyd. jak mówię. tylko jedno sprawiedliwe będzie zbożne. że wszystko. czy jakąkolwiek inną przypadłość. niż wyśpiewał poeta. czy też tylko wszystko. co ty mówisz.

Tak jest. SOKRATES. A hodowla wołów uczy chodzić około wotów? EUTYFRON. jaką ty właściwie wymieniasz? Przecież nie tak. abym i Meletosowi powiedział. Podobnie jak liczba nieparzysta jest częścią liczby. przecież? EUTYFRON. EUTYFRON. Więc to nie jest prawne powiedzenie: „gdzie jest strach. Tak. Zdaje mi się. to będzie pozostała część sprawiedliwości. uważam. i tego. Ja?. Eutyfronie. to trzeba nam przecież wyszukać. jaką cząstką liczby jest liczba parzysta i jaka to właściwie jest liczba. Nieprawdaż. że to poprawnie powiedziane. no. bom się tego doskonale u ciebie wyuczył: i tego. tam nie wszędzie zbożność. tam też jest liczba. SOKRATES. czy inaczej ci się wydaje? EUTYFRON. jak się mówi o różnych służbach około innych rzeczy. Zdaje mi się. Bo sfornictwo uczy obsługiwania psów. A niby zbożność i pobożność – około bogów. co dotyczy obowiązków wobec ludzi. Ani psów nie potrafi każdy obsługiwać. Bo przecież mówimy. Więc boi się. stanowi cząstkę tego. SOKRATES. to powiedziałbym. Eutyfronie? 105 EUTYFRON. tylko gdzie jest liczba nieparzysta. Otóż ja i tam w poprzednich słowach pytałem o coś podobnego. co sprawiedliwe. Naturalnie. No cóż. Wstyd jest pewną częścią strachu. Bo to. tylko sfornik. która dotyczy służby około bogów. co zbożne. Jeżeli to. Naturalnie. co zbożne i co bezbożne. ale: gdzie wstyd jest. czy też gdzie zbożność. Ty pięknie mówisz. ale gdzie sprawiedliwość. tam i strach będzie.. SOKRATES. że pobożność i zbożność to będzie ta cząstka sprawiedliwości. niech mi już dłużej krzywdy nie robi i nie skarży mnie o bezbożność. a nie gdzie strach. SOKRATES. co zbożne. jest cząstką tego. Tak jak gdybyś ty mnie pytał o coś z tych rzeczy teraz. tam i wstyd będzie”.o rozgłos nieprawości? EUTYFRON. Sokratesie. EUTYFRON. mnie się zdaje. SOKRATES. jaką też cząstką sprawiedliwości byłoby to. SOKRATES. właśnie tak samo. SOKRATES. tylko hodowca koni. tam i zbożność. jak widzę. że byleby nie krzywa. SOKRATES. powiadamy na przykład: konia to nie każdy potrafi obsłużyć. A zobaczże. nadążasz teraz jakoś. co zbożne. Nie. ale równoramienna. wszelkie obsługiwanie do jednego i tego samego zmierza. Naturalnie. co dalej. Jeszcze tej „służby” dobrze nie rozumiem. co sprawiedliwe. Bo strach. a mianowicie . Bo niby hodowla koni uczy służby koło koni. tak że nie wszędzie. jaką cząstką sprawiedliwości jest to. Czy gdzie sprawiedliwość. SOKRATES. A to. Tak powiemy. Tak. gdzie tylko liczba. Nie zdaje ci się? EUTYFRON. SOKRATES. Tak mówisz. Więc próbuj i ty mnie w ten sposób pouczyć. tam i sprawiedliwość. Czy nie? EUTYFRON. co pobożne. Tak. Tylko jeszcze pewnej odrobiny mi potrzeba. EUTYFRON. EUTYFRON. na przykład.. nie o takiej myślisz chyba i około bogów. tam i liczba nieparzysta. sięga dalej niż wstyd. co zbożne. tam wszędzie zaraz wstyd.

a nas do tego używają jako służby? EUTYFRON. Więc na pożytek? EUTYFRON. co bogom przyjemne. A wobec budowniczych. I słusznie. Na Zeusa. że statku. Toteż tylko dlatego się pytałem. to kogoś z bogów robisz lepszym? EUTYFRON. myślę. Jużem ci to przed chwilą powiedział. tak jak widzisz.do pewnego dobra i pożytku istoty obsługiwanej. że i rolnicy robią. cóż to za takie śliczne dzieło. skoro jest służbą około bogów. na Zeusa. jaką ty właściwie masz na myśli obsługę bogów. ja? Nie. Powiedzże mi więc łaskawie: a posłuszeństwo wobec bogów byłoby obliczone na uzyskanie jakiego dzieła? Oczywista. do domu? EUTYFRON. SOKRATES. ta zbożność? EUTYFRON. EUTYFRON. że się na rzeczach boskich rozumiesz najlepiej ze wszystkich ludzi. żebyś ty to mówił. To będzie może pewnego rodzaju posłuszeństwo wobec bogów. stają się lepsze. O tak. SOKRATES. Jak nie? SOKRATES. SOKRATES. że obsługiwanie jest obliczone na szkodę istoty obsługiwanej? EUTYFRON. Sokratesie. ja także nie myślę. Naturalnie. SOKRATES. Ależ to samo i wodzowie. EUTYFRON. Cóż więc tedy? Z tych wielu pięknych rzeczy. Sokratesie. które bogowie wykonują. że ty wiesz. Powiedzże tedy. SOKRATES. Ja ci to jedno powiem po prostu. SOKRATES. SOKRATES. SOKRATES. SOKRATES. Sokratesie. Tak. że jeśli ktoś umie mówić i robić to. Czy też może myślisz. A posłuszeństwo wobec cieśli okrętowych zmierza znowu do wykonania jakiego dzieła? EUTYFRON. No cóż. przynosi im pożytek i czyni bogów lepszymi? I ty byś się na to miał zgodzić. SOKRATES. A psy wedle zasad sfornictwa. Bardzo wiele pięknych rzeczy. że kiedy coś zbożnego czynisz. ja przecież o takiej nie mówię. A pewnie. żeby jaki wynik uzyskać? Zdrowie. zwycięstwo w wojnie. Eutyfronie. SOKRATES. A mimo to główny cel ich pracy łatwo potrafisz nazwać. Ja – tak. że tak? EUTYFRON. skoro mówisz. A czy mógłbyś mi powiedzieć: posłuszeństwo wobec lekarzy to jest posłuszeństwo obliczone na to. o. Sokratesie. Nie myślisz. co jest głównym celem roboty? EUTYFRON. EUTYFRON. Jestem daleki od tego. Ja? Tak. I wiele pięknych rzeczy. Takie. Sokratesie. Więc cóż by to mogło być za obsługiwanie bogów. nie przypuszczałem. SOKRATES. Czyż nie? EUTYFRON. żebyś o takiej mówił. jakie niewolnicy panom swoim świadczą. No dobrze. Sokratesie. Rozumiem. że nie? EUTYFRON. jak to jest. Oczywista. I prawdę mówię. No. że konie umiejętnie obsługiwane zyskują na tym. że to nie tak łatwo jasno się nauczyć tego wszystkiego. Czy też myślisz. a woły wedle hodowli bydła i inne wszystkie rzeczy tak samo. które bogowie robią. Na Zeusa! Ja? Nie! SOKRATES. a jednak główny cel ich roboty: pożywienie z ziemi. EUTYFRON. przyjacielu. Czyż więc i zbożność. modlić się i składać ofiary. to to są rzeczy zbożne i to .

czego oni od nas potrzebują. jaki pożytek mają bogowie z darów. EUTYFRON. powiadasz. SOKRATES. które od nas otrzymują? Bo co nam dają. A czy ty myślisz. A słuszne proszenie polegałoby może na tym. Tylko c ty. Ale mów. To byłaby zbożność? EUTYFRON. żeby ich o to prosić. SOKRATES. Ja – tak. gdybyś był chciał. Sokratesie. Prawdę mówisz. Przyjacielu. Powiedzże mi. wedle tego słowa? EUTYFRON. SOKRATES. No więc czymże są. Tak jest. Tymczasem teraz musi zakochany za kochankiem iść. że to. to bezbożne i to wywraca fundamenty wszystkiego. nawet znacznie krócej. jeżeli ci się taka nazwa więcej podoba. Więc to znowu jest to. Więc czym znowu. chyba że jest właśnie prawdziwa. i to. nie bój się. A znowu poprawne dawanie na tym.106 chroni domy prywatne i ocala publiczne dobro państw. co zbożne. co od nas biorą? SOKRATES. Eutyfronie. A o cóż innego? SOKRATES. na co im się to przyda? Czy też może my tyle zarabiamy na tym handlu z nimi. co zbożne i zbożność? Czy nie pewnego rodzaju umiejętnością składania ofiar i modlenia się? EUTYFRON. te nasze dary bogom składane? EUTYFRON. już to nie upadnie na ziemię. czego od nich potrzebujemy? EUTYFRON. to każdy wie. Ja myślę. com powiedział. widać. Bardzo pięknie. potem się będziesz dziwił. Zupełnie tak. byłbyś mi mógł nazwać główny cel tego. Sokratesie. SOKRATES. co nieprzyjemne. com przed chwilą mówił: objawy wdzięczności. jak zobaczysz. ja na nią dobrze uważam. że to tak: prosić ich o coś i coś im dawać? EUTYFRON. Zatem zbożność byłaby to umiejętność dotycząca próśb i darów w stosunku do bogów. to. a oni od nas nic? EUTYFRON. Naturalnie. co zbożne. co tylko powiesz. A cóż. że twoje twierdzenia nic . Sokratesie. że to przede wszystkim jest im miłe. SOKRATES. i wszystkiemu zgubę przynosi. co bogom miłe? EUTYFRON. a modlić się znaczy prosić bogów? EUTYFRON. będzie to. żeby to właśnie darowywać. SOKRATES. co my im dajemy. że wszystko dobre bierzemy od nich. SOKRATES. to. Eutyfronie. Przecież i teraz. skręciłeś na miejscu. Mnie się ona zgoła więcej nie podoba. co to za posłuszeństwo wobec bogów? Powiadasz. A gdybyś był na to odpowiedział. myślisz. innego jak nie objawy czci i dary honorowe. zrozumiałeś to. mnie żądza pali do twojej mądrości. Nieprawdaż. Więc to. A przeciwnie. Widzisz. gdzie go tamten prowadzi. Sokratesie. czego mu wcale nie potrzeba. „Rodzaj handlu”. Ej. Ale to. Oczywista. nie masz ochoty mnie uczyć. kiedyś już przy tym był. SOKRATES. Byłby to zatem „rodzaj handlu”. SOKRATES. Bo przecieżby to nie było umiejętne składanie darów: dawać komuś to. SOKRATES. że bogowie coś mają z tego. a nie czymś dla nich pożytecznym ani czymś miłym? EUTYFRON. sztuka pośrednictwa handlowego między bogami i ludźmi. byłoby objawem wdzięczności dla bogów. o co cię pytałem. Eutyfronie. to byłbym się był całkiem wystarczająco od ciebie zbożności nauczył. ofiary składać to znaczy coś bogom darowywać.

przyjacielu! Strąciłeś mnie ze szczytu nadziei i odchodzisz! Ja się tak spodziewałem od ciebie nauczyć. i będziesz na mnie mówił. Chociaż znowu prawdziwego. nic nie powiedzieli. powiem po prostu. co zbożne. zbierz uwagę. bodajże i słowa prawdy nie powiedzieli. kiedy się pokaże. że się nie wstydzili (ja zaraz czynem obalę ich twierdzenia. co zbożne. obywatele: nie takie mowy przystrojone jak te ich: zwrotami i wyrazami. To. że to. że tylko nie według nich. obywatele. jakie się nawiną. No to na drugi raz. A tak. albo jeżeli wtedy dobrze. Nieprawdaż więc. a nuż nie postąpisz poprawnie i ludzi byś się wstydził. jasno wiesz. Tylko serio. co mówię. Sokratesie. ojca. a co nie. żem Dedal i robię tak. alebyś się był bał i bogom narażać. wyrazy takie. albośmy się przedtem niewłaściwie zgodzili. SOKRATES A to od początku musimy drugi raz rozpatrzyć. i niech się nikt z was czegoś innego nie spodziewa. ja jestem głęboko przekonany. ale usłyszycie proste słowa. i uwolnić się od skargi Meletosa. a co nie. to mi się wydało u nich największą bezczelnością. to teraz niepoprawnie zakładamy. w tym wieku. że ty. Bo jeżeli tak mówią. to ja bym się zgodził. żem się przez Eutyfrona zrobił mądry w rzeczach boskich i nigdy już nie będę strzelał głupstw w tych sprawach ani nowinek szerzył. A teraz nie uważasz. bo doskonale umiem mówić. 108 OBRONA SOKRATESA 109 Jakieście wy. a co bezbożne. obywatele. co prawdę mówi. tego nie wiem. i powiedz prawdę. co zbożne. nie myślę dobrowolnie z placu uciekać. to ty ją znasz przecież i nie trzeba cię puszczać. bo i ja sam przy nich omalżem się nie zapomniał. co bogom miłe. Jeżeli kto. jak młodzik mówki . że przedtem to. jak sądzisz? EUTYFRON. Bo ja zanim się nie dowiem. że ja ani trochę mówić nie umiem). na Zeusa. teraz się dokądciś śpieszę i czas mi już iść. tak przekonująco mówili. A najwięcej mnie u nich jedno zadziwiło z tych wielu kłamstw. żebym ja. żadną miarą nie byłbyś próbował o służącego ścigać za zabójstwo starca. SOKRATES. jak to mówili. i to. jestem mówcą. a ty jesteś o wiele większy majster niż Dedal: twoje roboty chodzą w kółko. co zbożne. żeby chodziły. tylko chodzą. Więc nie miejże mnie za ladaco. wykazać mu. Zdaje się. że nasze twierdzenie obeszło kółkiem i znowu na to samo miejsce wraca? Może pamiętasz. 107 SOKRATES. swoim zdaniem. że to sprawiedliwe. Eutyfronie przezacny. SOKRATES. co zbożne. Ależ tak. jak ja mówię. Przecież gdybyś nie był jasno wiedział. Przecieżby nawet nie wypadało. co to jest to. Naturalnie. Czy nie? EUTYFRON. jak umiesz. że wyście się powinni strzec. ani ozdobione. odebrali wrażenie od moich oskarżycieli. zanim jej nie powiesz. nazywasz zbożnym. Co ty robisz. nie wydało się nam jednym i tym samym. Chyba że oni może tęgim mówcą nazywają tego. Czy też nie pamiętasz? EUTYFRON. jak Proteusza. Nie widzisz. co miłe bogom.stoją na miejscu. abym ja was nie oszukał. A to przecież zupełnie to samo co przedtem. Bo ja wierzę. nie kryj: co to jest. Więc oni. Więc powiedz. i poza tym całe życie moje byłoby lepsze. ale jedno czymś innym i drugie. EUTYPRON. wy dopiero ode mnie usłyszycie całą prawdę.

przeciw pierwszej fałszywej skardze na mnie i przeciw pierwszym oskarżycielom. że to trudna rzecz. i trzeba próbować wyjąć wam z uszu potwarz. jak skarżą. jak bóg zechce. żebyście mi darowali sposób mówienia – on tam będzie może gorszy. a ze wszystkimi nieporadna godzina. cóż to za skarga. a mówcy: mówić prawdę. to on wszystko wybadał. gdybym tamtym językiem i sposobem mówił. a wyjąć w tak krótkim czasie! No. a niejeden z was wreszcie młodym chłopcem. i jeżeli się moja obrona na cokolwiek przyda. Więc weźmy jeszcze raz od początku. że tacy badacze to nawet w bogów nie wierzą. że ja się przeciwko tamtym muszę naprzód obronić. i co pod ziemią. A potem jest takich oskarżycieli wielu i już długi czas skarżą. ci. dziećmi będąc. żeby się to tak stało. o których mówię. jak to jest. co wygłosili skargę dopiero co. i przyznajcie. bo to jest zaleta sędziego. i o wiele więcej niż tych. Obywatele. a prawdy nic nie mówili. No tak. to wybaczylibyście mi przecież. więc trzeba się bronić. tak się to przynajmniej mnie przedstawia. po prostu więc obcy mi jest tutejszy język. co później. i już od lat całych. która tam długi czas siedziała. że ja się bronię takimi samymi słowami. nie dziwcie się i nie róbcie hałasów dlatego. jeśli to dobre dla was i dla mnie. niech tak rzeczy idą. tych ja się boję więcej niż tych koło Anytosa. obywatele. Cóż tedy mawiali potwarcy? Jakby więc prawdziwe oskarżenie trzeba ich zaprzysiężone słowa odczytać: Sokrates popełnia zbrodnie i dopuszcza się występku badając rzeczy ukryte pod ziemią i w niebie i ze . że jest taki jeden Sokrates. Więc chciejcie zważyć i wy. po prostu taka zaoczna skarga. ja bym tam rad. to są moi straszni 110 oskarżyciele. obywatele. A ze wszystkiego najgłupsze to. wmawiali w was i skarżyli na mnie. o to proszę i błagam: jeżeli usłyszycie. a drudzy dawniej. jakimi zwykle mówię i na rynku koło straganów. człowiek mądry. czy nie. Ale myślę. ja trochę wiem. Ale naprawdę ja bardzo was. potem przeciwko drugiej i drugim. A jednak.układać przed was przychodził. Przecież i wyście tamtych naprzód słuchali. Bo to tak jest: teraz ja pierwszy raz stoję przed sądem. oni niejednego z was już jako chłopaka brali do siebie. Więc tak samo jak gdybym naprawdę był z innych stron. Bo kto słyszy. chociaż i to ludzie straszni. że ja mam dwa rodzaje oskarżycieli: jedni to ci. prawa potrzeba słuchać i bronić się. w jakim bym był wyrósł. obywatele. w którymeście uwierzyć mogli najłatwiej. jak powiadam. Obywatele. to ci. tylko po prostu tak człowiek musi niby z cieniami walczyć. a prócz tego jeszcze w takim wieku do was mówią. otóż tak samo i teraz o tę was proszę sprawiedliwość. co o mnie takie pogłoski porozsiewali. Chyba że przypadkiem który jest komediopisarzem. ten myśli. drudzy uwierzyli i z przekonania zrażają do mnie innych. ani rozumnie przekonać żadnego. z której na mnie potwarz wyrosła. a nikt nie odpowiada. czy ja słusznie mówię. może lepszy – a na to tylko patrzyli i na to tylko zważali. Jedni z zazdrości potwarzy w uszy wam nakładli. Ale tamci straszniejsi. i na gwiazdach się rozumie. Bo ani ich tutaj przed sąd nie można pociągnąć. a Meletos jej uwierzył i wniósł na mnie to oskarżenie tutaj? Tak jest. gdzie mnie niejeden z was słyszał. bez żadnej obrony. Bo na mnie wielu skarżyło przed wami od dawna. i gdzie bądź indziej. Więc naprzód moje prawo bronić się. że nawet nazwisk ich nie można znać ani ich wymienić. a lat mam siedemdziesiąt. broni się i zbija zarzuty. i ze słabszego zdania robi mocniejsze. to oni.

ale mnie te kwestie. co jest. Ale ja tego nie umiem. nic a nic nie obchodzą. bo masz synów. Kto tak mówi. . to także nieprawda. którzy mogą za darmo przestawać. za to im się płaci pieniędzmi. Na świadków biorę wielu z was samych i myślę. a obcowali z nimi. bom przypadkiem spotkał jednego obywatela. żeś ty się nad tym zastanowił. czy kiedykolwiek słyszał który z was. gdybym to umiał. żebym ja w ogólności lub w szczegółach rozmawiał o takich rzeczach? Widzicie więc. jak uważam. na których ja się nic a nic. Boście przecież i sami coś takiego widzieli w komedii Arystofanesa. to kogo im zamyślasz wziąć na kierownika? Kto 111 się tak rozumie na zaletach człowieka i obywatela? Myślę przecież. a twoja robota jaka właściwie? Skądże się wzięły te potwarze na ciebie? Już też z pewnością. „Kalliaszu – powiadam – jakby d się tak twoi dwaj synowie źrebakami albo cielętami porodzili. ani jeślibyście słyszeli od kogoś. żebym chciał uwłaczać tego rodzaju wiedzy. jak rozmawiam! A takich wielu między wami. Obywatele. ten mówi sprawiedliwie. ani w szczególności nie rozumiem. ani w ogólności. jak się tam taki Sokrates huśta. I to by był albo jakiś człowiek od koni. co mi wyrobiło takie imię i taką potwarz. ten z Paros. I nie mówię tego. że chodzi po powietrzu i mnóstwo innych głupstw wygaduje. a mówi. i ja wam spróbuję wykazać. obywatele. dowiedziałem się niedawno. który zapłacił sofistom więcej pieniędzy niż wszyscy inni razem. mędrzec. Kalliasza syna Hipponika. Więc powiedz nam. żeby porzucili tamto towarzystwo. Więc ani na tym nic nie ma. co o mnie tłum opowiada. którzy kiedykolwiek słyszeli. To coś będzie w tym rodzaju. jak na przykład Gorgiasz z Leontiniów i Prodikos z Keos. jeżeliby ktoś umiał ludzi wychowywać. skoro są ludźmi. jeżeli ktoś jest mądry w takich rzeczach (żeby mnie tylko znowu o to Meletos do sądu nie pozwał). że ja biorę ludzi na wychowanie i robię na tym pieniądze. a żył jak każdy inny. „Któż taki – mówię – i skąd on. bawił w żadne nadzwyczajności. skoro twoje zajęcia niczym nie odbijały od wszystkich innych ludzi. i po czemu uczy?” „Euenos – powiada – Sokratesie. niby to. A słuchajcie. że jeden drugiemu to wytłumaczy i powie: każdy z tych. i Hippiasz z Elidy. A tu jest jeszcze inny taki obywatel z Paros. że tyle samo warte i wszystko inne. Jest ktoś taki – mówię mu – czy nie?” „Ano pewnie” – powiada. żebyśmy i my w twojej sprawie nie strzelili jakiegoś głupstwa”. Więc ja go zapytałem – bo on ma dwóch synów. z kim tylko chcą ze swych współobywateli. albo od roli. Chociaż mnie się i to bardzo podoba. każdy z nich potrafi chodzić od miasta do miasta i namawiać młodych ludzi. to my byśmy umieli wyszukać im kierownika i zgodzić go. żeby z nich zrobił piękne i dobre sztuki we właściwym im rodzaju zalet. co tam jest takiego. że przyjechał. nie byliby cię ludzie tak osławili ani obgadali. No teraz. po pięć min”. gdybyś się nie był. a oprócz tego wdzięcznością. jeżeli on naprawdę posiada tę sztukę i tak ładnie uczy! Ja bym się i sam chwalił i wysoko nosił. Więc powiedzcie jeden drugiemu.słabszego zdania robiąc mocniejsze i drugich tego samego nauczając. A ja sobie pomyślałem: szczęśliwy ten Euenos. obywatele! Więc może mi ktoś z was wpadnie w słowo i zapyta: „Sokratesie.

że jak czego nie wiem. co to miało znaczyć. tylko przez pewnego rodzaju mądrość takie imię zyskałem. Bo z nas dwóch żaden. Zważcie tedy. to i nie myślę. Ja przynajmniej zgoła się na tej wyższej nie znam. a jest? Nie! A potem próbowałem mu wykazać. przez nic innego. choć nic nie wie. którzy uchodzą za mądrych. co bóg powiedział. odważył się o to pytać wyroczni i. Bo nie będę swoich słów przytaczał w tym. ci muszą pewnie być jakąś większą mądrością. zaczęło mi się zdawać. jeżeli jaka jest i jaka: boga w Delfach. Więc potem tom już po kolei dalej chodził. że ten obywatel wydaje się mądrym wielu innym ludziom. że żartuję. że ja najmądrzejszy? Przecież chyba nie kłamie. powoli zacząłem tego dochodzić tak mniej więcej: Poszedłem do kogoś z tych. 112 Wróciwszy do domu zacząłem miarkować. do czego się tylko wziął. iść do wszystkich. to tam przekonać wyrocznię. że od tego człowieka jednak jestem mądrzejszy. Bo ja. z ludu. dojść. zacząłem sobie w duchu myśleć tak: Co też to bóg mówi? Cóż ma znaczyć ta zagadka? Bo ja. jestem mądry. którzy wyglądali . a nie jest nim naprawdę. No i stąd mnie znienawidził i on. o których przed chwilą mówiłem. ten kłamie i tylko na to wychodzi. On wtedy razem poszedł na to wygnanie i wrócił razem z wami. aby jeśli gdzie. Znacie pewnie Chajrefonta. jak nic nie wiem. obywatele – otóż kiedym tak z nim rozmawiał. co piękne i dobre. który się wydawał mądrzejszy niż tamten. chcę wam pokazać. stawiać nade wszystko. co powiem. który na mnie takie jakieś z bliska zrobił wrażenie. a tyś powiedziała. Więc kiedy się tak w nim rozglądam – nazwiska wymieniać nie mam potrzeby: to był ktoś spośród polityków. że coś wie. a jednak mi się koniecznym wydawało to. a kto to na mnie mówi. zdaje się. bo tamten już umarł. że się myli. ale się powołam na kogoś innego. Tu znowu mnie ten ktoś znienawidził i wielu innych ludzi. No i Pytia odpowiedziała. I dobrze wiecie. że ja. Więc może o tę właśnie odrobinę jestem od niego mądrzejszy. nawet gdyby się wam zdawało. A ci. obywatele. i wielu z tych. obywatele. A cóż tam za mądrość taka? Taka może jest i cała ludzka mądrość! Doprawdy. że tą i ja. dlaczego to mówię. a ja. jaki był Chajrefon. albo – nie wiem sam. To mu się nie godzi. żeby oszczerstwo na mnie rzucił. że nikt nie jest mądrzejszy. choć wiedziałem. nie krzyczcie na mnie. całą wam prawdę powiem. jak powiadam – nie róbcie hałasu. zdaje się. co przy tym byli. czyby istniał ktoś mądrzejszy ode mnie. obywatele! – zapytał tedy wprost. Przytoczę wam świadka mojej mądrości. co ma znaczyć wyrocznia. I długi czas nie wiedziałem. dobrze go znało. kto to powiedział. Trzeba było iść dalej. a potem powoli. co powiedzieć. Więc cóż on właściwie mówi. ale jemu się zdaje. jaki gorączka.Może się będzie komu z was zdawało. A tylko. tak mi się nawet i nie zdaje. jak do Delfów przyszedł. nie wie o tym. Stamtąd poszedłem do innego. kiedy powiada. że wielkich słów używam. kiedym to usłyszał. i znowu takie samo odniosłem wrażenie. Bo ja. I to wam ten tutaj brat jego poświadczy. tymczasem bądźcie przekonani. doprawdy. że mnie zaczynają nienawidzić. że wiem. i wykazać jej. że ten oto tu jest mądrzejszy ode mnie. a najwięcej sobie samemu. i bardzo mnie to martwiło i niepokoiło. I tak raz nawet. że się tylko uważa za mądrego. ani się do wielkiej. ponad ludzką miarę mądrzy. ani do małej mądrości nie poczuwam. To mój znajomy bliski od dziecięcych lat i mnóstwo z was. skąd się wzięła potwarz.

którzy mieli najlepszą opinię. liczne się porobiły nieprzyjaźnie. i to imię stąd. i ta ich wada rzucała cień na ich mądrość. ale i bez tej ich głupoty. A równocześnie zauważyłem. i obejść się bez ich mądrości. byli znacznie przyzwoitsi. żem głupszy od nich. co tragedię piszą i dytyramby. lichsi z pozoru. Bo zawsze ci. doprawdy. kiedym tak za wolą boską robił poszukiwania. jak w wieszczków i wróżbitów. tych. Tak żem się zaczął sam siebie pytać zamiast wyroczni. myślał każdy. I to mi tyle czasu za113 biera. aby się przy tej sposobności też i czegoś od nich nauczyć. Ja jeszcze i dziś chodzę i szukam tego. Zdaje mi się. i to straszne. ci także mówią wiele pięknych rzeczy. I zdaje się. że to mówią: mądry jest. wydali mi się bodajże największymi nędzarzami. których ja nie wiedziałem. a u tych wiedziałem. jak bóg nakazuje. jak Sokrates. z tego. a nieraz mnie naśladują na własną rękę i próbują takich badań na innych. z boku stojący. a jak mi się który mądry wydaje. uważając. co oni robią. że mu nie o Sokratesa chodzi. że ja sam jestem mądry w tym. że nic nie jest naprawdę wart. tylko z jakiejś przyrodzonej zdolności. o czym by warto było mówić. tam gdzie chodzi o mądrość. że nic nie wiem. myślą. czym i polityków. że znajdę wiedzę o różnych pięknych rzeczach. czy mieć jedno i drugie. obywatele. jak jestem. W końcu zwróciłem się do rzemieślników. że ludzka mądrość mało co jest warta albo nic. i między mieszczanami naszymi. że coś wiedzą. zdawało się. co mówią. i tym byli mądrzejsi ode mnie. że to. Muszę wam jednak moją wędrówkę opisać. Wstydzę się wam prawdę powiedzieć. a jednak powiedzieć potrzeba. jak oni. poznał. jakiem ja trudy podejmował. co do porządku w głowie. A to naprawdę podobno bóg jest mądry i w tej wyroczni to chyba mówi. że ani nie miałem kiedy w życiu obywatelskim zrobić czegoś. aby w końcu przyznać słuszność wyroczni. jest mądrzejszy. Dlatego że swoją sztukę dobrze wykonywał. że tym samym ich przewyższam. i do innych. Otóż po rozmowach z politykami poszedłem do poetów. synowie co najbogatszych obywateli. najbardziej opracowane i. obywatele.na to. że oni przez tę poezję uważają się za najmądrzejszych ludzi i pod innymi względami. a tylko użył mego imienia. Pewnie – znajdują mnóstwo takich. nawet w największych rzeczach. ani koło własnych interesów chodzić. bywało. ostatnią biedę klepię przez tę służbę bożą. który. że coś takiego dzieje się i z poetami. rozpytywałem ich o to. że w nich bóg wstępuje. odniosłem takie jakieś wrażenie: ci. co z boku stoją. tak że stąd i i potwarze poszły. że dobrzy rzemieślnicy popełniają ten sam grzech co i poeci. umieli lepiej niż sami poeci mówić o ich własnej robocie. to zaraz bogu pomagam i dowodzę takiemu. i myszkuję. że mi się lepiej opłaci zostać tak. że coś wiedzą. nikt im chodzić nie każe. którzy najwięcej mają wolnego czasu. jak jestem. Więc i o poetach się przekonałem niedługo. Ale znowu. Więc krótko mówiąc: nieledwie wszyscy inni. Brałem tedy do ręki ich poematy. a inni. jakby mówił. że ten z was. I dalipies. Ci wiedzieli rzeczy. naprawdę. A oprócz tego chodzą za mną młodzi ludzie. i wyroczni. a wiedzą mało albo . tylko nic z tego nie wiedzą. dając mnie na przykład. Odpowiedziałem i sobie. obywatele. ludzie. Więc i od nich odszedłem. w czym mi się kogo trafi położyć w dyskusji. że jest bardzo mądry we wszystkim innym. żeby się tam na miejscu niezbicie przekonać. jak się to ludzi bada. Z tych tedy dochodzeń i badań. to nie z mądrości płynie. jeżeli mi się który mądry wydaje. którym się zdaje. i między obcymi. i bardzo ciężkie. a wcale takimi nie są. ale oni lubią słuchać. wydało mi się. co chcą właściwie powiedzieć. co bym wolał: czy zostać tak. I nie pomyliłem się. że nie jest mądry. obywatele – bo przed wami potrzeba prawdę mówić – ja. Bo sam zdawałem sobie doskonale sprawę z tego.

nie pokrywałem niczego milczeniem. gdyby mi się w tak krótkim czasie udało wyjąć wam z uszu te liczne a zastarzałe oszczerstwa. że to samo znowu nienawiść przeciw mnie rozbudza. Więc stąd ci. że to ostatni łajdak ten jakiś Sokrates i psuje młodzież. mówią to. że mu serio idzie o rzeczy. niech mi to przed wami za obronę starczy. – Chodź no tu. powiadam. kto to jest. kochanie. na których mu nigdy nie zależało. Bo tego. a zaciekli są i dużo ich jest. A że im widać na poważaniu zależy. żeby młodzież była jak najlepsza? – Tak jest. któż ich naprawia? – Prawa! – Ależ. powiedz tym obywatelom. spróbuję i wam wykazać. we mnie. A że to już są inni oskarżyciele. nie uznaje bogów. co on robi i czego on naucza. Taka jest skarga. ja bym się sam dziwił. gniewają się na mnie. zawsze to samo znajdziecie. rzucanych na mnie od dawna a zajadle. a systematycznie i przekonująco na mnie wygadują. I czy teraz. powiedz no mi: – Nieprawdaż. czy później kiedyś zechcecie się tym zająć. Chociaż wiem. przecież tobie na tym zależy.wcale nic. nazwij i donieś sądowi. znalazłeś. Więc na to. ale inne duchy nowe. A Meletesowi zacnemu i pełnemu troski o los państwa. powiadają. o co mnie pierwsi oskarżyciele moi oskarżyli. co naprawia. więc weźmy znowu ich skargę pod uwagę. że ty wiesz. co się na każdego miłośnika wiedzy zaraz mówi: że tajemnice nieba odsłania i ziemi a bogów nie szanuje. – Ci oto. Więc powiada. nie wiedzą. że jestem zbrodniarzem. Ona taka jest mniej więcej: Sokrates. Meletosie. jak mówi. obywatele. który przede wszystkim i to zna: prawa. że milczysz i nie masz co odpowiedzieć? A nie uważasz. cała prawda. że to Meletos jest zbrodniarz. bo sobie drwi z poważną miną. Meletosie? Ci tutaj umieją młodych ludzi wychowywać i naprawiają ich? . zaciągnąłeś mnie przed tych tu obywateli i wnosisz oskarżenie. że taka jest potwarz na mnie i takie są jej przyczyny. Spośród nich też wyszli na mnie Meletos. Anytos i Likon. Tak że jakem na początku mówił. co przecież ja mówię. a nie na nich: mówią. Przejdźmy ją punkt za punktem. A ja. że ci nic na tym nie zależało? No. obywatele. Że to tak jest. lekkomyślnie ludzi do sądu ciągnie i udaje. nie ukryłem przed wami ani wielkich. ani małych okoliczności. Meletos się obraził za poetów. których oni na spytki biorą. Meletosie. mój drogi. Bo prawdy żaden by chyba nie powiedział: że się ich niewiedzę odsłania i udawanie mądrości. a Likon za mówców. których państwo uznaje. a z gorszego zdania robi lepsze. sędziowie! – Tak mówisz. A jak ich ktoś pyta. kto to młodzież naprawia? Jasna rzecz. Widzisz. zbrodnię popełnia. albowiem psuje młodzież. tylko: co za człowiek. To właśnie świadczy. Więc i tego. i tym późniejszym zaraz spróbuję odpowiedzieć. co psuje. bo psuję młodzież. nie umieją nic powiedzieć. Anytos za rzemieślników i polityków. że to wstyd i najlepsze świadectwo tego. – No to proszę cię teraz. więc macie pełne uszy ich potwarzy. Oto jest. że mówię prawdę. jak powiadasz. powiedz. żeby zaś pokryć zakłopotanie. ja się nie o to pytam. Sokratesie. tobie najwięcej zależy na tym.

że się troskliwe serce Meletosa o te rzeczy nigdy ani w ogólności. że jak się nauczę. to za takie. gdzie wolno stawiać ludzi. ale jakżeż to? A ci tu słuchacze naprawiają. ani w szczególności nie troszczyło. przyjacielu! Ja cię przecież o nic trudnego nie pytam. i takie straszne zło popełniam umyślnie. psują. zaczem ty w obu wypadkach kłamiesz. nauczać i kierować. jako iż źli ludzie źle robią swemu najbliższemu otoczeniu. czy w społeczeństwie złych ludzi? Odpowiadaj. Więc albo nie psuję – albo psuję nieumyślnie. a drudzy nie? – Wszyscy. co nieumyślnie popełniam. wszystko jedno. Meletosie? O tyłeś ode mnie. jak zaczną się z końmi obchodzić i używać ich. Meletosie. który by wolał od bliźnich doznawać czegoś złego raczej niż dobrego? Panie dobry. na Herę. i z końmi. To wystarczy. i to nieumyślne zbrodnie nie wolno ludzi tutaj do sądu ciągać. – Ja jestem. A jeśli psuję nieumyślnie. – A proszę cię. i z innymi wszystkimi istotami żywymi? Doprawdy. – A czy istnieje taki człowiek. to przestanę to robić. ty mnie tutaj przed sąd ciągniesz za to.– Oczywiście! – Wszyscy. No. Nieprawdaż. dowiodłeś. wedle . że nie. 114 – Dobrze mówisz. że jeśli kogoś w swym otoczeniu złym człowiekiem zrobię. że psuję młodzież i wyrabiam złych ludzi umyślnie czy nieumyślnie? – A pewnie. czy lepiej jest mieszkać wśród obywateli dzielnych. Meletosie. to już jest jasna rzecz. starego. którym kary potrzeba. A ja bym miał aż tak zgłupieć. jasno widać twoje niedbalstwo. Mimo to powiedz nam. Czy nie tak się rzeczy mają. Więc. – A cóż członkowie Wielkiej Rady? – I członkowie Rady. Meletosie. Meletosie. żeś zrozumiał. Ale odpowiedz mi. że i nikt inny. Oczywiście. tylko ja nie. ja tylko jeden psuję. odpowiadaj! Przecież prawo nakazuje odpowiadać. a ci liczni. jak ty mówisz. a tylko jeden jakiś psuje? Czyż też wprost przeciwnie: jeden ktoś potrafi je naprawiać albo bardzo nieliczni ludzie: ujeżdżacze. – Ależ. o co mnie do odpowiedzialności pociągasz? A jeszcze nam powiedz. okropny nędznik w twoich oczach. ty taki młodzik. i coś bardzo dużo tych pożytecznych obywateli. a ci z Walnego Zgromadzenia. Czy istnieje człowiek. żebym i tego nawet nie pojmował. że umyślnie. Tak mówisz? – Bardzo stanowczo tak mówię. a nie nauki. co z nimi najbliżej obcują. com mówił. czy się ty i Anytos na to zgodzicie. czy tylko jedni z nich. jak mówisz ty? W to ja ci nie uwierzę. żeś się nigdy nie interesował młodzieżą. ci nie psują młodych ludzi? Oni także naprawiają ich wszyscy? – Oni także. Meletosie. A tyś obcowania ze mną unikał i uczyć mnie nie chciałeś. obywatele. że i z końmi rzecz się ma tak samo? Naprawiają konie wszyscy ludzie. który chce doznawać złego? – Naturalnie. że tak. a dobrzy coś dobrego? – No pewnie. czy nie? – I ci także. a dobrzy dobrze. mądrzejszy. Meletosie. – Jak to. ale się samemu do tego wziąć. Jasna rzecz. że źli ludzie zawsze coś złego robią tym. tylkoś mnie tu przed sądem postawił. a myślę. Czy uważasz. nie dbasz zgoła o to. mogę potem sam czegoś doznać złego z jego strony. – No to chyba wszyscy Ateńczycy doskonalą młodzież. czy nie. że ja psuję młodych. doprawdy.

twoim zdaniem. Tak wygląda. twoim zdaniem. Zatem duchy uznaję. jakżeś łaskaw. i innych słuchaczy? Bo mnie się wydaje. nie wiedzą. inna rzecz: nowe czy stare. zacności moja. Meletosie. Nie. Nieprawdaż. że ja sobie figle stroję i sprzeciwiam się sobie samemu. Bo ja nie mogę wyrozumieć. ty mówisz. ani troszeczkę! – Tyś bardzo niewierny człowiek. który wierzy w istnienie spraw ludzkich. – Meletosie. to uczę ich nie wierzyć w bogów. a tylko w roboty końskie? Albo w istnienie flecistów nie wierzy. ja was już o to prosiłem na samym początku. że ty w ogóle w bogów nie wierzysz. – Ależ na bogów. A przecież to są figle. kiedy cię sędziowie zmusili. wedle twoich słów. obywatele. a w duchy same nie wierzy? – Nic ma takiego. i o to mnie właśnie oskarżasz. że w innych. ani Seleny za bogów nie uważam. w których państwo wierzy. gdyby udawał. że są jacyś bogowie. ja w ogóle w bogów nie wierzę i drugich tego nauczam? – To mówię. ale w bogów wierząc. czy istnieje taki człowiek. – Przedziwny Meletosie! Na co ty takie rzeczy mówisz? Więc ani Heliosa. że ja duchy uznaję i nauczam o nich. czy też wywiodę w pole i jego. I tak naprawdę i młodzi ludzie ode mnie się dopiero uczą takich rzeczy. ale w innych. to z konieczności muszę tym samym i w duchy wierzyć. zamiast co chwila wrzaskami swoje niezadowolenie objawiać! Czy jest ktoś. że ty Anaksagorasa skarżysz? Za kogo ty masz tych obywateli? Myślisz. że słońce to kamień. to ja. że on sam sobie zaprzecza w skardze. czy twoim zdaniem ja uczę 115 wierzyć. na tych samych. rozpatrzcie ze mną. Meletosie. pamiętajcie nie podnosić na mnie hałasu. chociaż nie w tych. niech on odpowiada. a nie jestem kompletnym ateistą i nie w tym moja zbrodnia. Ale na drugie mi odpowiedz: czy jest taki. tak ani w jednego boga nie wierzę. że i tak głupie. moim zdaniem. Czyż nie taka. Meletosie. tak. mówi: a ty nam odpowiadaj. tak jak inni ludzie? – Na Zeusa. że oni książek nie czytają. które można nieraz. to za całą drachmę w teatrze kupić i śmiać się z Sokratesa. to ja ci to sam powiadam i wszystkim innym tutaj. jak on to. – Ach. a księżyc to ziemia. i tym obywatelom tutaj. i sam przecież w bogów wierzę. i to nawet. . na Zeusa. że to jego pomysły – inna rzecz. tak jakby mówił: popełnia zbrodnię Sokrates w bogów nie wierząc. powiadasz. tylko w inne duchy nowe. kto w istnienie koni nic wierzy. obywatele. Bo mnie się tak wydaje. A wy. Zatem jeśli ja w sprawy duchów wierzę. powiedzże jeszcze jaśniej i mnie. – Nie. na Zeusa. ty samemu sobie nie wierzysz. a w istnienie ludzi nie wierzy? Obywatele. Doprawdy. – Kochany Meletosie! Tobie się zdaje. mnie się zdaje. z rozpusty i młodzieńczego humoru. jakby zagadki układał i próbował: czy się też pozna Sokrates. Bo on mówi. co wierzy w sprawy duchów. Jeżeli ty nie chcesz odpowiadać.skargi. a tylko pracę flecistów uznaje? Nie ma takiego. jeżeli ja tak swoim starym zwyczajem będę prowadził rozmowę. sędziowie. że on sobie pozwala i używa sobie – a tę skargę napisał po prostu z buty jakiejś. o których teraz mowa. że to w pismach Anaksagorasa z Kladzomenów pełno takich zdań. których państwo uznaje. którąś wniósł na piśmie. ten mądry. żeś przecież raczył odpowiedzieć. jest treść mojej nauki gorszącej? – Otóż bardzo stanowczo to stwierdzam. jeśli drogo. tyś to nawet zaprzysiągł na piśmie w oskarżeniu. czy też.

mówiąc raz. wierzę w duchy. że tak. to bądźcie przekonani. to któryż człowiek mógłby wierzyć w istnienie dzieci bożych. Zgoła nie ma obawy. obywatele. to się w żaden sposób nie da zrobić. a czy ty się nie wstydzisz. ale potwarz ze strony wielu i zawiść. Patrokla. jak tylko złoczyńcę ukarzę. a mianowicie muły. i zabijesz Hektora. a potem znowu. tak samo jak i każdy inny i narażał się na śmierć. żem powinien życie poświęcić ukochaniu mądrości i badaniu siebie samego i drugich. obywatele. z którego jest choćby jaki taki pożytek. że ja w bogów nie wierzę. jak powiadasz. zdaje mi się: Synu. albo gdzie go zwierzchnik postawi. Ale żebyś ty kogoś przekonał. takiej wedle skargi Meletosa. I to jest to. jak ja mówię. że ty nieładnie mówisz. czy wszystko jedno . naprawdę. jeśli pomścisz śmierć przyjaciela. Ale to. wystarczy już i to. czy niesłusznie i czy robi tak jak człowiek dzielny. ale tak mało dbał o śmierć i niebezpieczeństwo. a myślę. jak to opowiadają. a duchy są jakimiś bogami. a kiedy mi rozkazywał bóg. ani Anytos. A duchy czyż nie uchodzą u nas albo za bogów. albo za potomstwo bogów? – Naturalnie. twoim zdaniem. zdaje się. o jaki by mnie można właściwie występek oskarżyć. ani w bogów. tylkoś ty tę skargę napisał tak na próbę dla nas.Czyż nie tak? Naturalnie. jak gdyby ktoś przyjmował istnienie potomków koni i osłów. Meletosie. a między innymi i syn Tetydy. żeś się taką robotą bawił. a w bogów samych nie? Toż to by było podobne głupstwo. trwać mimo niebezpieczeństwa. człowiecze. na to. czy postępuje słusznie. skoro wierzę w duchy. z góry widoki życia lub śmierci obliczać powinien człowiek. którychżeście wy obrali i postawili nade mną pod Potidają. że w bogów wierzę. że jeden i ten sam człowiek potrafi 116 w dzieła duchów i bogów wierzyć i znowu ten sam nie wierzy ani w duchy. One już i wielu innych i dzielnych ludzi zgubiły. Ależ. Sokratesie. którzy padli pod Troją. ani w bohaterów. że ty zagadki układasz i figle stroisz. obywatele. Gdzie człowiek raz stanie do szeregu. ani niczego innego oprócz hańby. – No więc? Jeżeli zatem. skoro nie odpowiadasz. że jest święta prawda. jak ja sądziłem i byłem przekonany. a w istnienie samych koni i osłów nie wierzył. byłem się tutaj bezczynnie ludziom na śmiech nie włóczył koło okrętów garbatych i ziemi nie deptał daremnie. to nie może być inaczej. za którąś dzisiaj gotów umrzeć? A ja bym takiemu sprawiedliwe słowo odpowiedział. ani Meletos. com już i przedtem mówił. czy jak lichy. że ty się zgadzasz. powiada. gdybym miał ze strachu przed śmiercią. niech zginę. byle hańby po sobie nie przenieść. Toż lichymi figurami byliby wedle twojego zdania i półbogowie. co mnie zgubi. sądzę. po śmierci Hektora skon czeka – on to usłyszał. bo to uważał za najlepsze. a nie na to tylko patrzeć. pod Amfipolis i pod Delion. to byłoby tak. zgoła nie biorąc w rachubę ani śmierci. trwał tam. że wielka przeciwko mnie nienawiść istnieje. Więc gotów może ktoś powiedzieć: dobrze. Bo ja zakładam. że ja nie popełniam zbrodni. że i gubić będą. że i zaraz powiada. Myślisz. tam trzeba. że gdy chciał zabić Hektora i matka. że to bogini. gdybym wtedy na rozkaz wodzów. Więc ja bym strasznie postąpił. kiedy działa. a znacznie więcej się obawiał żyć i być lichym człowiekiem. Zatem. A jeśli znowu duchy to potomstwo bogów gdzieś tam z boku. to sam zginiesz! Zaraz cię bowiem. co ma choć odrobinę oleju w głowie. jeżeli. i to z wielu stron. albo też nie wiedziałeś naprawdę. że on dbał o śmierć i o niebezpieczeństwo? Tak jest. powiada mu o tak jakoś. z nimi czy z jakichś tam innych. i przyjaciela nie pomścić. gdzie mi oni kazali. który tak dalece gardził niebezpieczeństwem. żeby to na mnie stanęło. nie potrzeba długiej obrony.

zepsują się do reszty i ze szczętem – więc gdybyście mi na to powiedzieli: So117 kratesie. żeby się ani o ciało. A czyż to nie jest głupota. to zginiesz – jeślibyście mnie. póki sił. to właśnie pod tym.przed czym. '6F cześć. o których nie wiem. że dba. aby była jak najlepsza: i mówię im. i to ta najpaskudniejsza: myśleć. i pokazywać drogę każdemu. że on nie ma dzielności naprawdę. żeby była jak najlepsza. ani się bać. że to są rzeczy szkodliwe. abyś ich miał jak najwięcej. czego człowiek nie wie? Ja się. tylko cię uwolnimy. że ty. co w Hadesie. a o sławę. że nie mając dostatecznego pojęcia o tym. czy nie. tobym wam powiedział. a tym bardziej swoim. to już wasi synowie. ani tak bardzo jak o duszę. i kogo tylko spotkam. i jeśli dojdę do przekonania. ani o pieniądze nie troszczył jeden z drugim przede wszystkim. że ja cokolwiek innego mówię. to może być. to będę go poniewierał. I tak będę robił młodym i starym. że w istnienie bogów nie wierzę i wyroczni nie słucham. ujdę kary. my teraz nie posłuchamy Anytosa. czy czasem nie jest dla nas największym ze wszystkich dobrem. a nie to właśnie – ten kłamie. czego człowiek nie wie. mężu zacny. choć nie jestem. obywatele. pod tym jednakże warunkiem. Bo przecież o śmierci żaden człowiek nie wie. czy przypadkiem nie są właśnie dobre. miasta tak wielkiego i tak sławnego z mądrości i siły. że ja was. kocham całym sercem. postępując wedle nauk Sokratesa. bezwarunkowo nie przestanę filozofować i was pobudzać. niepodobna mnie na śmierć nie skazać. nie wstydzisz się dbać i troszczyć o pieniądze. obywatele. ja go nie puszczę i nie dam mu odejść. o którym wiem. Wobec tego. że jestem pod jakimś względem mądry. dobrze sobie to pamiętajcie. a tylko tak mówi. opuszczać szyk. i o duszę. Więc jeśli tak mówię i tym młodzież psuję. ale z dzielności pieniądze i wszelkie inne dobra ludzkie i prywatne. a jeśliby cię znowu na tej robocie schwytano. jak mówię. ty nic dbasz i nie troszczysz się o to? I jeżeliby mi ktoś z was zaprzeczał i mówił. a mnie się zdaje. Tak rozkazuje bóg. że wy w ogóle nie macie w państwie nic cenniejszego niż ta moja służba boża. że o najwyższe wartości najmniej dba. i publiczne. ale posłucham boga raczej aniżeli was i póki mi tchu starczy. to wiem. a tak się jej ludzie boją. że albom się tu w ogóle nie powinienem był znaleźć. i czy mnie wypuścicie. o rozum i prawdę. i na tym punkcie różnię od wielu innych ludzi i jeżelibym naprawdę powiedział. Bo obawiać się śmierci. i swoim. i uważam się za mądrego. że jest złem. ja takich rzeczy. Bo to znaczy myśleć. jak to zwykle. A że krzywdy wyrządzać i nie słuchać lepszego od siebie – boga czy człowieka – jest czymś złym i hańbą. choć się nim nie jest. Ateńczycy – czy wy posłuchacie Anytosa. obywatele. ale jeśli ktoś twierdzi. ale go będę pytał i badał. tylko chodzę i namawiam młodych spośród was i starych. ani przed nimi uciekać nie myślę. powiada. że nie wiem. mówiąc. kogo tylko spotkam. a rzeczy lichsze wyżej stawia. i przekonywał. pod tymi a warunkami puścić mieli. To by było straszne i wtedy by naprawdę mnie słusznie mógł ktoś do sądu ciągnąć za to. że jest największym złem. . i obcym. boście mi bliżsi krwią. bo jeśli. abyś się nigdy więcej takimi poszukiwaniami nie bawił ani nie filozofował dalej. Bo przecież ja nic innego nie robię. to nic innego nie jest jak tylko mieć się za mądrego. że się wie to. jakby dobrze wiedzieli. albo skórom się już tu znalazł. który mówił. że nie z pieniędzy dzielność rośnie. Więc zamiast się chronić od takiego zła. obywatelem będąc Aten. że się wie to. zdaję też sobie z tego sprawę. Toteż nawet jeśli mnie teraz puścicie i nie dacie wiary Anytosowi.

śmiech powiedzieć. na co pewnie będziecie krzyczeli. to miałbym jakiś powód. toteż jeżeli mnie posłuchacie. któremu ktoś drzemkę przerywa. Potem byście resztę życia mogli spać spokojnie. ale słuchać. jakiegoś ducha. który was ciągle budzę i nakłaniam. mam jakieś bóstwo. że was obdarował. jakem was prosił. że gnuśnieje i potrzebuje jakiegoś żądła. Ja wam jeszcze coś niecoś powiem takiego. Otóż ono mi nie pozwala zajmować się polityką. jakby się komuś zdawać mogło. a ciągle jestem waszym dobrem zajęty. za wielkie nieszczęścia. ono niby koń wielki i rasowy. zabić mnie niewiele myśląc. o czym i Meletos na żart w swoim oskarżeniu '70isze. a ja zgoła nie uważam. wystarczającego stawiam świadka na to. żeby świadka postawić na to. i to już od tylu lat. nie! Bądźcie przekonani. to tu. nawet gdybym miał nie jeden. brał jakie honoraria za te roztrząsania dusz. ale taki duży. Takiego drugiego niełatwo dostaniecie. żeby go budziło. ale sto razy umrzeć. radzi byście mnie pacnąć i jak Anytos radzi. znacznie większe nieszczęście robić to. Ależ dzisiaj wy widzicie sami. zdaje się. co on teraz robi: niesprawiedliwie nastawać na życie człowieka. Nie podnoście wrzasków. ja nie będę postępował inaczej. Pewnie. obywatele. pozbawić czci i praw. który by tak. jakobym ja od kogo kiedykolwiek albo wziął wynagrodzenie. chyba że się bóg o was zatroszczy i kogoś innego wam znowu ześle. To pochodzi stąd. do takiej się przecież nie potrafili posunąć bezczelności. takiego człowieka. Ateńczycy. i każdego namawiam. żebyście czasem nie obrazili boga za to. że prawdę mówię: ubóstwo. nie zaszkodzicie więcej mnie niż sobie samym. że gorszy człowiek „nie ma prawa” zaszkodzić lepszemu. że czymś takim dla miasta ja właśnie jestem. którzy mnie tak bezwstydnie o wszystko inne oskarżyli. Więc teraz. Bo jeśli mnie skażecie. może go zabić. jak mówię. żeby dbał o dzielność. skazać na wygnanie. ale nie róbcie tego. jeżeli na mnie wyrok śmierci wydacie. jestem daleki od tego. co powiem. Ateńczycy. I zdaje mi się. Ale może być. Ale może się to wyda nierozsądkiem. to niełatwo znajdziecie drugiego takiego. to ówdzie przysiadając. ale raczej w obronie was. że jeśli skażecie na śmierć mnie. albo go zażądał. Przecież mnie nie może w niczym zaszkodzić ani Meletos. To u mnie tak już od chłopięcych lat: głos jakiś się odzywa. to nie zechcecie się mnie pozbywać. Prywatnie do każdego przychodzę niby ojciec albo starszy brat. wytrzymajcie. że ja tylko tak prywatnie ludziom doradzam i chodzę tu i tam. Tylko że te rzeczy on pewnie uważa. Bo ja. ani Anytos.czy nie wypuścicie. ja. żebym miał przemawiać w obronie siebie samego. żeby nie krzyczeć na to. i tyle mam do roboty. że ja o swoje sprawy zgoła nie dbam i spokojnie patrzę na mój dom w zaniedbaniu. że jakeście to nieraz ode mnie słyszeli. a publicznie wystąpić nie mam odwagi: pójść na mównicę w tłum między was i rad udzielać państwu. że wy się gniewacie jak ten. że oskarżyciele. i ktoś inny może. cokolwiek bym przedsiębrał. jeżeli posłuchacie. że to wam się przyda. Nawet by nic potrafili! Bo mnie się zdaje. a nie doradza mi nigdy. to może i stąd zmiarkujecie: przecież to nie jest zwyczajna ludzka rzecz. a ilekroć się zjawia. zawsze mi coś odradza. jak bąk z ręki boga puszczony siadał miastu na kark. A myślę. i zawsze besztam każdego z osobna po całych dniach. A zdaje mi . od boga mu przydany. Gdybym jeszcze za to coś dostawał. 118 Że ja jestem właśnie taki i że mnie bóg dał miastu.

a chce się choć czas jakiś ostać. 119 Cóż wy myślicie. że ja bym przed nikim nie ustąpił wbrew słuszności i ze strachu przed śmiercią: nie ustąpiłbym. choćbym i zginąć miał. a bez pieniędzy nie. że to zakaz bardzo piękny. gdybym się był pracą publiczną bawił. to znowu tych Trzydziestu posłało po mnie. Oni przecież mnóstwo takich poleceń wydawali różnym ludziom. żebym razem z czterema innymi przyszedł do nich. ani tyle! a żeby niczego nieuczciwego ani bezbożnego nie zrobić. aniżeli się was trzymać. Mieli go stracić. a wyście tego żądali i wrzeszczeli. tylko zarówno bogatemu. na tym mi tylko zależy i koniec. toteż kiedyśmy z okrągłego domu wyszli. .. i ja nie rozmawiam za pieniądze. jeżelim tam coś zdziałał. Mnie też tamten rząd nie przestraszył. że niczego nie będę robił wbrew prawu. Wtedy ja jeden spomiędzy prytanów postawiłem się wam. A kiedy przyszła oligarchia. Posłuchajcie. jak ja mówię i swoje robię. dawno bym był zginął i na nic się nie przydał ani wam. że powinienem raczej przy prawie i słuszności stać. I na to znajdziecie wielu świadków. że trupów po bitwie morskiej nie pogrzebali. o to dbał nade wszystko? Ani mowy. kiedy bezprawia uchwalacie. Bezprawie. abyście wiedzieli. tylkom raz należał do Wielkiej Rady. musi koniecznie wieść żywot prywatny. ale. Ale to było jeszcze za czasów demokracji w mieście. i kazali mi dostawić z Salaminy Leona Salamińczyka. żeby mieć jak najwięcej współwinnych. kiedyście wy uchwalili sądzić sumarycznie dziesięciu wodzów za to. chociaż taki był silny. obywatele! Ani nikt inny na moim miejscu. żebym miał aż coś nieuczciwego popełnić. Właśnie wtedy prytania wypadała na naszą grupę. czy stary. człowiek. których oszczercy nazywają moimi uczniami. Antiochidę. gdyby się ów rząd w krótki czas potem nie był rozwiązał. co mi się przytrafiło. Ateńczycy. czy to na publicznym stanowisku. ale czynem dowiodłem. I pewnie bym był za to śmierć poniósł. gdybym się był kiedyś zajął polityką. obywatele. który naprawdę walczy w obronie słuszności. Nie ma takiego człowieka. Wielkie wam świadectwa podam na to: nie słowa. to czy to młody. ani żadnemu z tych. ani sobie. Bo ja. że mi na śmierci zależy. Ja przez całe życie. ze strachu przed więzieniem lub śmiercią. Ja nie byłem nigdy niczyim nauczycielem. jestem zawsze taki sam. nigdy żadnego nie spełniałem urzędu w państwie. a ja poszedłem prosto do domu. i głosowałem przeciw uchwale. pomagał ludziom uczciwym i jak być powinno.się. ale to. czy w prywatnym życiu. ja mówię prawdę. bez względu na niebezpieczeństwo. Nie gniewajcie się. Bo wierzcie mi. uważałem jednak. Opowiem wam ciężkie i smutne historie. Tylko jeśli ktoś ma ochotę słuchać. ale prawdziwe. a bawił tak. któremu by wasz lub jakikolwiek inny tłum przepuścił. nigdym nikomu nie ustąpił wbrew słuszności ani z innych. że ja bym był tyle lat bezpiecznie przeżył. przepraszam. a nie publiczny. chociaż retory gotowe były mnie na miejscu denuncjować i kazać zaraz odprowadzić. żadnemu tego nigdy nie broniłem. co wy cenicie: czyny. tamci czterej puścili się zaraz do Salaminy i dostawili Leona. jeżeli mu ktoś szlachetnie czoło stawia i nie pozwala na krzywdy i bezprawia w państwie. jakeście później wszyscy przyznali.. jak dzielnemu człowiekowi przystało. Wtedy ja nie słowem. jak i ubogiemu pozwalam. do okrągłego domu.

także jakicheśtam krew120 nych. zdaje się. To wcale przyjemna rzecz. Meletos powinien był w swojej mowie przede wszystkim kogoś z nich podać na świadka. więc on tu swego brata nie zaprosił. a mimo to żadnegom tu nie przyprowadził i nie będę was prosił o uwolnienie. zatnie się na mnie. mógłbym sądzić. Toż już i jak Homer powiada: anim z drzewa nie wyrósł. niech go poda teraz. ale ci nie zepsuci. Jeszcze ci zepsuci mieliby powód. a jeszcze krewnych przywlókł i przyjaciół. widząc to. Platon. ja poczekam. a nie są. bóg nakazał robić i przez wróżby. niech mówi. on może i w mniej poważnym procesie stawał. żeby jak największą litość wywołać. anim ze skały wyskoczył. i łzami się zalewał. tam Ajantodoros. i na wszelkie sposoby. potem Lizaniasz ze Sfettos. tylko z ludzi. żem im kiedyś za młodu coś złego doradzał. jak nie słuszność i sprawiedliwość? To przekonanie. a ja mówię prawdę? Otóż tyle by było. obywatele. pamiętałby mi to. obywatele. że się ktoś z was zżyma. trzech. Więc może niejeden. a Teodot sam umarł. obywatele. ten syn Demodoka. a prosił i błagał sędziów. że kłamie. ale jeżeli – to mógłbym mu. ja. ja nie mam prawa za to odpowiadać. gdyby jego najbliższy byt czego złego doznał ode mnie.żeby mi pytania stawiał albo słuchał i odpowiadał. to mniej więcej to właśnie i inne rzeczy tym podobne. A czy się ktoś przez to robi lepszym. że Meletos kłamie. a ten tu to Adejmantos. ojciec tego tu Kritobulosa. Ja wam całą prawdę powiedziałem. zgniewa go to i gotów w gniewie głos oddać. na największe niebezpieczeństwo. a dzieci swoje tu przyprowadził. i sny. żeby mnie popierać. jak powiada Meletos i Anytos. choć się narażam. kiedy o czymś rozmawiam. jak powiadam. Bo się chętnie przysłuchują. Ajschinesa. że są mądrzy. Widzę ich. a gdyby sami nie chcieli. Tymczasem znajdziecie coś wręcz przeciwnego. Jeśli tu jest ktoś taki – ja nie przypuszczam. tego. którym tyle złego zrobił ich najbliższym. o ten. tu brat jego Apollodoros. coś na to powiedzieć. ojciec. i dowieść tego łatwo. A ci inni to bracia tych. To jest. jego bratem był Teages. ojciec Epigenesa. jakiś ojciec czy brat. że mam ci może i ja. oni wszyscy gotowi poprzeć mnie. przypomniawszy sobie siebie samego. i Paralos. nie będę robił niczego podobnego. i prawda. anim też nie uczył. mój rówieśnik i sąsiad. A jeśli ktoś mówi. że się kiedyś u mnie nauczył albo ode mnie słyszał prywatnie coś innego niż i wszyscy inni. A jeszcze wielu innych mogę wam wymienić. dalej Antyfon z Kefizji. A tymczasem wielu z nich jest tu koło mnie. brat Teodota. Ale czemu niejeden ze mną przecież tak chętnie długi czas przestaje? Słyszeliście. bądźcie przekonani. ci krewni – cóż tych skłania do tego. Ale może być. jak się bada tych. czy inny krewny takiego. co ze mną przestawali: Nikostratos. a niektórych nawet już popsułem. żeby mnie popierać. ojcze dobry. starsi. jeśli ma co. to zawsze ktoś z bliskich. Powiedziałbym. i synów. A mnie to. musieliby więc tu przyjść i skarżyć mnie za to. o. A . jeden już pod wąsem. obywatele! Co ja bym miał do powiedzenia na swoją obronę. jeżeli wtedy zapomniał. a dwaj to chłopaki. toteż i dom jakiś mam. i dzisiaj by się mścił. syn Aristona. tożby koniecznie – jedni z nich postarzeli się przecież – poznali. naprzód ten oto: Kriton. a to jego brat. obywatele. Bo jeśli ja młodych ludzi psuję. syn Teozotida. bom ani nie przyrzekał nikogo nauczyć czegokolwiek. jakimi zrządzenie boskie zwykło człowiekowi cokolwiek rozkazywać. czy nie. co myślą. oczywiście.

wtedy bym was uczył niewiary w bogów i po prostu. który mi się ani pięknym nie wydaje. który za coś pomiędzy ludźmi uchodził. oskarżałbym siebie samego. raczej pokazać. że taka wypadła liczba głosów po obu stronach. obywatele. czy to wypada i mnie. czy nie. jak będzie najlepiej dla mnie i dla was. że bogów nie uznaję. czy jakąkolwiek inną dzielnością. jeśli umrze. obywatele. że to nieładnie. Przecież przysięgał nie na to. Oczywiście. Bo to niby jest pewne. a między innymi i to. że o wiele prędzej skażecie takiego. Przeciw Meletosowi. Przecież jeżeliby się ktokolwiek z was w powszechnej opinii wyróżniał mądrością czy odwagą. co te rozczulające dramaty wyprawia i miasto ośmiesza. nie wydaje uczciwym: prosić sędziego i uwalniać się prośbami od odpowiedzialności. Ateńczycy. że strach. broniąc się. i całemu miastu – mnie się zdaje. obywatele. jak żaden z moich oskarżycieli. Mnie się zdaje. *** Jeżeli się nie oburzam. czy wypada. obywatele. że będzie folgował temu. byłby musiał zapłacić tysiąc drachm. niż takiego. obywatele. to nie o to chodzi – chodzi o to. tym bardziej że mnie. Nieprawdaż? Zatem ani myśmy was nie powinni przyzwyczajać do krzywoprzysięstwa. niech wypadnie tak. czy fałszywym. gdybym na was wpływał i prośbami gwałt zadawał waszej przysiędze. to uważam. że tacy tylko wstyd miastu przynoszą. gdybyście go nie skazali. potem jeszcze gdzieś ktoś z obcych gotów myśleć. wszystko jedno. że najdzielniejsi ludzie w Atenach. że ja powinienem się wobec was zachowywać w sposób. tylko żeby sądził. ale że będzie sądził według praw. gdyby tylko trzydzieści skorupek było padło w drugą stronę. ani wyście się sami nie powinni do tego przyzwyczajać. jak widzę. żeby w podarunku rozdawał z łaski sprawiedliwość. Jakby myślał. co się stało. Nie godzi się to przed bogiem ani nam. a tak by się zachowywał. że Sokrates czymeś się wyróżnia od wielu innych ludzi. A nie mówiąc o tym. że gdyby się był do jego skargi nie przyłączył Anytos i Likon.czemu nic podobnego nie zrobię? To nie pycha. ale to każdy zrozumie. żebym ja takie rzecz y robił. Ale daleko do tego. A ja już niejednego takiego i nieraz widziałem. ani sprawiedliwym. i pozostawiam bogu i wam sąd o mnie. Ja ich uznaję. Nie spodziewałem się tak małej większości – myślałem o wielkiej. w tym wieku i z tym imieniem. żeście mnie skazali. o bezbożność ten tu Meletos oskarża. a w sądzie wyprawiał nie wiadomo co. A tu. który mu się podoba. co mu się stanie. ani wam. i wam. że i tak wygrałem. A ja – jakąż ja mam podać ze swej strony propozycję? 121 No oczywiście. że mnie nie zaskoczył niespodziewanie ten fakt. i czy ja mam odwagę na śmierć. bo nie dostał piątej części głosów. Przecież nie na to tutaj siedzi sędzia. to nawet mi się to. niczym się nie różnią od kobiet. zamiast pouczać i przekonywać. byłbym został uwolniony. . Więc ten obywatel proponuje dla mnie śmierć. którzy za coś tam uchodzimy. ani zbożnym. ani wyście na to pozwalać nie powinni. Nie sądźcie tedy. Więc cóż? Jakaż mi się należy kara osobista czy grzywna. czy słusznym. to byłby wielki wstyd. No dobrze. i nie tylkom wygrał. czegoś podobnego ani my nie powinniśmy robić. Ja się raczej dziwię. ani lekceważenie was. na to się składa bardzo wiele. których obywatele sami wyróżniają godnościami i zaszczytami. dalibóg. jakby miał nieśmiertelnym zostać. który się spokojnie zachowuje. że należytą. na to.

nie mogliście wytrzymać mojego sposobu życia i myślenia. urzędy. zasłużonemu. Bo dzięki niemu zdaje się wam. To nie to. że i teraz mówię podobnie jak przedtem o owych jękach i błaganiach. o strategię. niby. żebym miał siebie samego krzywdzić i o sobie samym powiedzieć. Więc co mi się należy za to? Takiemu człowiekowi? Coś dobrego. a ja potrzebuję. zanim kary nie spłacę? Ależ to to samo. Jeżeli więc mam po sprawiedliwości proponować karę należytą. bom się zaciął w zarozumiałości. I to coś dobrego w tym rodzaju.. ale was o tym nie przekonam.żem. moi współobywatele. o co się troszczy wielu: o pieniądze. namówią starszych. a ostać się. żeby ani o żadną ze spraw swoich nie dbał prędzej. i co zaproponować? Więzienie? Alboż mi się chce żyć w więzieniu i jak niewolnik zależeć od ustawicznie zmieniającej się władzy. że gdyby u was istniało prawo jak u innych ludów. jak . nie mam skąd płacić. bo myśmy za krótko ze sobą rozmawiali. Więc pewnie ktoś powie: „A nic nie gadać i cicho siedzieć ty nie potrafisz. że nie wiem. żeby w sprawach gardłowych nie jeden tylko dzień sądzić. który musi mieć wolną głowę. co dla mnie Meletos proponuje? Ależ ja mówię. że wy przecież. obywatele. obywatele. że nie krzywdzę nikogo. i nie szedłem tam. że jesteście szczęśliwi. bom się naprawdę za zbyt porządnego człowieka uważał na to. ale kilka. że dobrowolnie nikogo na świecie nie skrzywdziłem. A cóż odpowiada człowiekowi ubogiemu. to proponuję: honorowy wikt w Prytanejon. Tak. teraz niełatwo w czasie tak krótkim takie wielkie oszczerstwo z siebie zmyć. Sokratesie. jeżeli wniosek ma być naprawdę należyty.. I taki nie potrzebuje utrzymania. gdzie bym się ani wam. żeby tam pójść. o dom. tylkom jak zwykły człowiek do każdego z osobna chodził świadczyć mu największe dobrodziejstwo. co dopiero mówiłem. obywatelskie spiski. zanim o państwie samym nie pomyśli. a jeśli ich nie będę pędził. ja jestem przekonany. niż jeśli który z was na koniu. i żeby się o wszystko inne podobnym porządkiem starał. zniosą to tym łatwiej? Ani mowy. by się stał jak najlepszym i najmądrzejszym. obywatele! I ładne bym ja miał życie. Jestem przekonany. ale wam to zaczęło zanadto już ciążyć i budzić zawiść. żem na coś złego zasłużył i miałbym coś podobnego dla siebie proponować. ani się o sprawy państwa troszczył. a dzięki mnie – jesteście. młodzież będzie słuchała moich rozmów tak samo jak tutaj. raczej coś innego. Mam więc zamiast tego wybierać rzeczy. daleki też jestem od tego. zanim dbać zacznie o siebie samego. ze względu na nich samych. żeby to odpowiadało mojej osobie. Mimo to ja myślę. licho wie czemu. ani czy to coś złego. tak pójść na wygnanie. A obcy. żeby was mógł nawracać? Nie ma nic odpowiedniejszego. ani sobie na nic nie był przydał. czemu właściwie? Ze strachu? A przed czym? Żebym nie poniósł tego. tak że chcecie się tego wszystkiego pozbyć. to prawdopodobnie dalibyście się przekonać. Gdybym ich pędził od siebie. że są złe. całe życie nie siedział cicho i nie dbał o to. czekać. włóczyć się z miasta do miasta. człowiekowi w tym wieku. Więc może proponować wygnanie? Wy byście mi to może uchwalili. Ateńczycy. Ja nie mam pieniędzy. żeby takiemu obywatelowi dawać honorowy wikt w Prytanejon: o wiele więcej. aż go znowu skądeś wyrzucą. gdybym miał być aż tak głupim i nie mógł wymiarkować. ja przynajmniej tak uważam. Ale ja bym musiał być strasznie do życia przywiązany. od tych jedenastu? Może grzywnę i więzienie. jak to. o których dobrze wiem. parą albo czterema końmi odniesie zwycięstwo w Olimpii. mowy na zgromadzeniach. to mnie wygnają ich ojcowie i bliscy. że dokądkolwiek bym przyszedł. Otóż mając głębokie przekonanie. tak szedłem i próbowałem każdego z was namawiać. Może się wam zdaje. ani czy to jest coś dobrego. oni się sami postarają o wygnanie mnie z miasta. sprzysiężenia.

gdybym sądził. Tak też i teraz. Więc nie to jest rzecz trudna. bo za mało mam argumentów takich. Kriton.sobie od nas pójdziesz na wygnanie?” Otóż to właśnie. że sami ręczą za spłatę. Widzicie przecież mój wiek. Więc tyle proponuję. że i ja sam rozmawiam. jakkolwiek nim nie jestem. I ja się doczekam kary. także tylko do nich: wy może myślicie. że ja przegrywam dlatego. W każdym niebezpieczeństwie jest wiele różnych sposobów na to. mówią. minę srebrem. jeżeli ktoś ma odwagę wszystko jedno co robić i mówić. jeśli to powiem. których wy byście słuchali najchętniej: gdybym tu płakał i jęczał i gdybym nie wiadomo co wyprawiał. a śmierć blisko. którą by mi wypadło zapłacić.. ja tam powoli chodzę. jak ja uważam. w oczach waszych winien kary śmierci. którymi bym was potrafił przekonać. Nie mówię tego do was wszystkich. byłbym był proponował grzywnę. to mi nie uwierzycie. Przecież i w bitwach często najwidoczniej można śmierci uniknąć. toteż mnie to powolniejsze zgoniło. Bo będą o mnie mówili. żem się w ten sposób bronił. jakeście zwykli słyszeć od innych. obywatele. a bezmyślnym życiem żyć człowiekowi nie warto. A to może właśnie i . obywatele. powiecie. ci. zwyczajnie jak to starzec. Ani mowy. czas jakiś. ani ktokolwiek inny nie powinien o tym przemyśliwać. będzie mógł miasto hańbić. Przegrywam. Bo ani w sądzie. A jeszcze i to powiem. że to drwiny. oni w oczach prawdy winni zbrodni i krzywdy. wszystko jedno jak. żebym proponował trzydzieści min. i zbyt mało mi się chce mówić wam takich rzeczy. znacznie trudniej – zbrodni. wolę zginąć po takiej obronie niż tamtym sposobem żyć.. osławieni i kto tylko zechce. obywatele. o których słyszycie. że to właśnie jest też i największe dobro dla człowieka: każdego dnia tak rozprawiać o dzielności i 122 o innych rzeczach. tylko przekonać kogoś o tym nie jest łatwo. Tymczasem ja ani przedtem nie uważałem za stosowne robić niczego podłego z uwagi na niebezpieczeństwo. więc ich to. że to już życia dużo poza mną. byłoby wam to i tak samo z siebie przyszło. na tyle może zechcecie mnie skazać? Ja bym może mógł zapłacić wam. któremu by się coś złego należało. którzy zechcą wam uwłaczać. Porękę za srebro będziecie mieli pewną. którzy wetowali dla mnie śmierć. To by mi zupełnie nie szkodziło. że trzeba wszystko możliwe robić i mówić. Kritobulos i Apollodoros proszą mnie. O tym najtrudniej przekonać niejednego z was. jeżeli ktoś porzuci zbroję albo się z prośbami zwróci do ścigających. tylko bezwstydu i bezczelności. i cudze zdania roztrząsam. bo za mało mam nie argumentów. I teraz ja odchodzę. A jeżeli powiem. ale do tych. Bo zbrodnia biegnie prędzej niż śmierć. Tymczasem ten tutaj Platon. a bardzo już niewielu lat będziecie. ani ja. chyba tyle. jak mówię. ani w wojnie. ile bym potrafił zapłacić. *** Dla tych paru. Bo jeżeli powiem. że jestem mędrcem. Gdybyście byli poczekali niedługo. żeby śmierci ujść. że to jest nieposłuszeństwo względem boga i ja dlatego nie mogę siedzieć cicho. Więc gdybym miał pieniądze. obywatele. takie. i własne. Poza tym nie zwykłem się uważać za człowieka. nie mam. i mówił rzeczy poniżej mojej godności. Tymczasem tak – no. to tym mniej mi będziecie wierzyli. obywatele: uniknąć śmierci. i oni. Ale to tak jest. mędrca. byle wyroku uniknąć. Więc proponuję tyle. żeście zabili Sokratesa. ani mi teraz żal. żeby się śmierci wymigać. a moi oskarżyciele to figury nie lada i ostre. co szybsze: zbrodnia.

póki wolno. Tyle słów wieszczby na pożegnanie z tymi. jak przyjaciołom. że gdyby ktoś miał wybrać w myśli taką noc. którzyście mnie skazali. że to coś dobrego. i naprawdę uważa za ostateczne nieszczęście. że nie jakiś prywatny człowiek. wytłumaczyć tę dzisiejszą moją przygodę. Bo wyście to dziś popełnili myśląc. żeby was nie ganił i nie łajał. przeobrażenie jakieś i przeprowadzka duszy stąd na inne miejsce. am na to wielkie świadectwo. nie sprzeciwiał się ten znak boga. Jeżeli zaś śmierć to niby przesiedlenie się duszy stąd na inne miejsce i jeżeli to prawda. w której tak twardo zasnął. że przyjdzie na was kara zaraz po mojej śmierci. ci. ale nawet Wielki Król znalazłby. widzicie przecież sami. A przecież w innych mowach to nieraz mi. i to bardzo często. to ani podobna. i dni własnego życia miał z nią zestawić i zastanowiwszy się powiedzieć. obywatele. No. żeby być możliwie jak najlepszym. Otóż jednym z dwóch jest śmierć. Bo nie może być. że na palcach policzyć by je można w porównaniu do tamtych innych dni i nocy. kiedy ktoś śpiąc – nawet widziadeł sennych nie ogląda żadnych. Tymczasem teraz nigdzie w tej całej historii ani w postępowaniu moim. to nie nadużywam wyrazu – mnie się przydarzyła rzecz dziwna. że ta przygoda jest właśnie czymś dobrym dla mnie. a wyście tego nie widzieli. ani to pięknie. na Zeusa. żebyśmy słuszność mieli my. A cóż to. podczas gdy władza jeszcze zajęta i nie odchodzę tam. myślę. gdybym nie był miał zrobić czegoś dobrego. znacznie cięższa. ile też dni i nocy przeżył lepiej i przyjemniej od tamtej. że zabijając ludzi powstrzymacie kogoś od tego. się u mnie odzywał. ani kiedym rano z domu wychodził. Ten mój zwyczajny. ale samemu nad sobą pracować. którzyście mnie zabili. Jeśli to brak wrażeń. tymczasem wypadnie wam coś całkiem przeciwnego. A zastanówmy się i nad tym. albo jest to. sędziowie! Przecież jeżeli ktoś do Hadesu przybędzie. że się pozbędziecie ciągłego rachunku sumienia w życiu. jeżeli sędziami nazywam. Powiadam wam. że tam są wszyscy umarli. którą mnie zabijacie. którzy was oskarżać będą. co się tu siało. co ona znaczy. to nie widzicie rzecz y jak należy. im są młodsi: toteż was będą znacznie więcej oburzali. że nawet mu się nic nie śniło. którzy mnie skazali. Bo zdaje mi się. najłatwiej i najpiękniej nie gnębić drugich. to tutaj. to ja ją mam za czysty zysk. Przepowiadam wam więc. jak jest. niepodobna. przy którym ludzie najwięcej wieszczyć zwykli: kiedy mają umrzeć. Toż wtedy cały czas nie wydaje się ani odrobinę dłuższy niż jedna noc. Jeżeli sądzicie. Więcej się znajdzie takich. a sprzeciwiał mi się w drobnostkach nawet. ilekroć miałem coś zrobić nie jak należy. to jakież może być większe dobro ponad niq. dokąd poszedłszy umrzeć mi potrzeba.tak się było powinno stać. Jestem przecież u tego kresu. Możemy sobie jeszcze trochę pogadać. Będą tym przykrzejsi. jak mówią. a teraz mi się przydarzyło. Bo ja wam chcę. że to właśnie w sam raz tak. którzy przypuszczamy. wy. co niejeden uważa może. że śmierć jest czymś złym. ja też myślę. którzy głosowali za mną. przerwie w środku słowa. A tymczasem mnie. to myślę. niż ta. Bo albo tam niejako nic nie ma i człowiek po śmierci nawet wrażeń żadnych nie odbiera od niczego. Bo pozbywać się tego w 123 taki sposób. Bo mnie się. kiedym cokolwiek miał powiedzieć. chętnie bym porozmawiał o tym. Z tymi zaś. jeśli to coś jak sen. i inne noce. wieszczy głos (głos ducha) zawsze przedtem. ani w mowie nic mi oporu nie stawia. których ja teraz byłem natchnieniem. A teraz pragnąłbym wam coś przepowiedzieć. toż przedziwnym zyskiem byłaby śmierć. sędziowie – przecież was. ani podczas mowy nigdzie. ani kiedym tu na górę szedł do sądu. będzie za przyczyna? Ja wam powiem: zdaje się. pożegnawszy się na zawsze z tymi rzekomymi . jak wielka jest nadzieja. że nie żyjecie jak się należy. jak wy. żeby mi się nie sprzeciwiał mój zwyczajny znak. bywało. Więc poczekajcie ze mną tę chwilę. Więc jeżeli śmierć jest czymś w tym rodzaju. co mówią.

obywatele. i mnie. SOKRATES. ilekroć bym spotkał Palamedesa i Ajasa. I moja sprawa także nie poszła sama takim torem. Coś tak wcześnie przyszedł. KRITON. Ileż by człowiek dał za to. Świt wczesny. czy dawno? . i znajdzie tam sędziów prawdziwych. Ale oto już i czas odejść. jeżeli prawdą jest to. że umrzeć już i pożegnać się z kłopotami życia lepiej dla mnie. SOKRATES. 125 KRITON OSOBY DIALOGU: SOKRATES KRITON 126 SOKRATES. kiedy dorosną. powinniście z pogodą i nadzieją myśleć o śmierci. A dopiero coś przyszedł. Sokratesie. a jeszcze i coś tam dostał ode mnie. i moich synów. On mnie już zna. tylko myśleli. bo ja tu często chodzę. albo innych bez liku wymieni ktoś mężczyzn i kobiet. tego nie wie jasno nikt – chyba tylko bóg. karzcie. Ależ i bardzo. który wielkie wojsko pod Troję przyprowadził. ileż by niejeden z was dał za to? Toż ja chcę częściej umierać. mnie na śmierć. To pewne. sędziowie. 124 Więc oni tam są w ogóle szczęśliwsi od nas tutaj. a który się tylko za mądrego uważa. i jeśli ktoś inny ze starożytnych padł z niesprawiedliwego wyroku. spotka mnie sprawiedliwość z waszej strony. O jedno tylko ich proszę: synów moich. Przecież i ja przedziwne miałbym tam rozmowy. i innych półbogów. A największa przyjemność byłaby ich tam badać i dochodzić ustawicznie tak jak tych tutaj. SOKRATES. a bogowie nie spuszczają z oka jego sprawy. że czymś są . co lepsze. którzy za życia swego byli sprawiedliwi – to czyż to nie miła przeprowadzka? Albo tak spotkać Orfeusza i Muzajosa. to porównywać swoje losy i ich cierpienia byłoby. co ludzie mówią. że cię raczył dozorca więzienia usłuchać. Więc i wy. i Ajakos. myślę. co trzeba. który też z nich jest naprawdę mądry. żeby tak wybadać takiego Odyseusza. To im też należy zganić. syna Telamona. jeżeli to wszystko prawda. jak ja was dręczyłem. Jakkolwiek oni nie w tej myśli głosowali przeciwko mnie i skarżyli. sędziowie. dręcząc ich tak samo. wcale przyjemnie. i Hezjoda. Szczególne. i Triptolemos. Kto z nas idzie do tego. ani po śmierci. i na oskarżycieli moich nie bardzo gniewam. i Homera. a tylko tę jedną prawdę mieć na oku. jak to i mówią. że o pieniądze czy o cokolwiek innego więcej dbają niż o dzielność. że mi zaszkodzą. Kritonie? A może to jeszcze nie rano? KRITON. Dlatego też mnie nigdzie znak mój nie kierował w inną stronę i ja się na tych. którzy mnie skazali. Jeżeli to zrobicie. że nie dbają o to. i wypytywać ich nieopisanym byłoby szczęściem? Przynajmniej za takie rzeczy tam na śmierć nie skazują. albo Syzyfa. a oprócz tego są jeszcze nieśmiertelni. a nie jest nim naprawdę. poniewierajcie ich tak samo jak ja was. dla mnie to rzecz jasna. nie będąc niczym naprawdę.sędziami. i myślą. i jeśliby mieli pozory jakiejś wartości. że do człowieka dobrego nie ma przystępu żadne zło ani za życia. wam do życia. Która mniej więcej? KRITON. z którymi tam rozmawiać i obcować. chociaż nic nie są warci. że tam sądy odprawia Minos i Radamantys. jeśli zobaczycie.

KRITON. Nowinę. jakiego nigdy drugiego nie znajdę. tylkoś tak cicho usiadł koło mnie? KRITON. nie pomyślałem o tym. jak ty smacznie śpisz. jak uważam. poczciwy Kritonie. I bardzo – oczywiście. Dlaczego tak myślisz? SOKRATES. jak ty to łatwo i łagodnie znosisz. Jeszcze nie przyszedł. choć myśmy cię nakłaniali. SOKRATES. Ale przedziwny człowieku. co pieniądze więcej ceni niż przyjaciół? Szerokie koła nie uwierzą. Ano. na Zeusa. . A cóż to był za sen? SOKRATES. Widać z tych wiadomości. I inni. Kritonie. przyniosłem przykrą. Ale ja nie myślę. a mnie ją chyba najciężej przenieść. a ty będziesz musiał. w tym wieku popadają w podobne nieszczęścia. zależy na opinii szerokich kół? Najprzyzwoitsi i najrozumniejsi ludzie. nie dla ciebie. Sokratesie. Tak mówią ludzie. ale pojutrze. Jeszcze i teraz posłuchaj mnie i ratuj się. KRITON. Sokratesie. Tak mówią ci tu. gdzie plony obfite”. Szczególny ten sen. jakie ty masz szczęśliwe usposobienie w całym życiu. A wnoszę tak z pewnego snu. że potrzeba już skończyć. Sokratesie. przyszli z Sunion i tam go zostawili. Kritonie. Nie. SOKRATES. Ja cię też od chwili już podziwiam. to niech tak będzie. Ale jasny. KRITON. SOKRATES. Zdaje się. Więc myślę. SOKRATES. zawołała mnie i powiada: „Dnia trzeciego przybędziesz do Ftyi. ale czemuś ty tak rano przyszedł? KRITON. i przykrą. ale ich wiek zgoła nie chroni od tego. A jednak widzisz chyba. KRITON. że dzisiaj przyjdzie. Ja już często i przedtem myślałem sobie. że trzeba dbać o opinię i u szerokich kół. Sokratesie. kiedy człowiek w tym wieku.KRITON. To prawda. jutro życie zakończyć. co się dzieje. żeś ty sam nie chciał stąd wyjść. Kritonie. spotka nie jedno tylko nieszczęście. tylko dla mnie i dla twoich bliskich. że to się właśnie tak stało. jakby jakaś kobieta do mnie przyszła piękna i postawna. jak się stanie. Bo mam umrzeć na drugi dzień po przyjściu okrętu. a białe miała suknie. że mogąc cię uratować. Dosyć dawno. ale naprzód: stracę takiego przyjaciela. jak mi się zdaje. Jeżeli się bogom podoba. No przecież. jeżeli ty umrzesz. o których się więcej dbać powinno. Widzisz. No to czemużeś mnie zaraz nie zbudził. gdybym był chciał odżałować pieniędzy. a najwięcej w tym nieszczęściu teraz. KRITON. SOKRATES. zarządcy. Ale cóż wam tak. żeby się na taki los nie burzyli. pomyślą. Wydawało mi się. Bo mnie. widać. Ja ci powiem. Sokratesie. że szerokie koła potrafią nie najmniejsze nieszczęścia powodować. że on nie jutro przyjdzie. który miałem przed chwilą tej nocy. to szczęśliwej drogi. Sokratesie. A jakaż może być bardziej haniebna opinia od tej: uchodzić za takiego. Sokratesie. a jeszcze będzie się niejednemu zdawało. widzę. Cóż to takiego? Pewnie okręt przyszedł z Delos. KRITON. Toż ja bym i sam dla siebie nie chciał takiej bezsenności i jeszcze w takim smutku. że jakoś w samą porę mnie nie zbudziłeś. kto mnie i ciebie dobrze zna. KRITON. żeby on przyszedł dzisiaj. ale zdaje mi się. głupio by było oburzać się. SOKRATES. i umyślnie cię nie budziłem: niech ci będzie jak najprzyjemniej. SOKRATES. że przyjdzie dzisiaj. i ciężką. 127 SOKRATES. a po jego przybyciu ja mam umrzeć? KRITON.

że o dzielność dbał przez całe życie. Ja i o tym myślę. Potem. Przy tym. Kritonie. SOKRATES. ile potrzeba. i innych wielu bardzo. uratować cię i wyprowadzić stąd. że się przez jakiś brak woli u nas takie rzeczy porobiły i to wniesienie skargi do sądu. kiedy się możesz uratować. myślę. żeby tak mogły i największe dobro. Ale to. oprócz tego. jak by wybrał człowiek dzielny. żeśmy cię stąd wykradli i żebyśmy nie musieli albo całym majątkiem nałożyć. będą cię ludzie kochali. a lepiej. Więc na każdy sposób. oni cię będą bardzo szanowali i będziesz u nich bezpieczny. nie inaczej. Sokratesie. jak ich łatwo podpłacić. i za nas. A oprócz tego. Przecież żeby ciebie uratować.ale największe po prostu. żeby jeślibyś stąd uszedł. Więc i o to się nie bój. I tak się śpieszysz do tego. że gdybyś stąd wyszedł. żeby cię zgubić. naszą powinnością jest podjąć to niebezpieczeństwo i jeszcze większe niż to. . nic się nie da zrobić i już nic niepodobna. to daj temu pokój. że nie trzeba ruszać moich. A gdybyś chciał pójść do Tesalii. i ten koniec teraz. niech sobie robią. dobrze by to było. i kształcić. nie bój się o to i nie opuszczaj rąk. Bo albo się nie powinno robić dzieci. już i nie pora się zastanawiać. przez niemrawe postępowanie z rąk się nam wszystko wymknęło. będzie tak wyglądało. Tej nocy przecież wszystko się to musi odbyć. Jeżeli jeszcze poczekamy. jak na nich potrzeba mało pieniędzy. robią to. zamiast się ratować. toż ci tu znajomi gotowi pieniądze złożyć. Ja. A to trzeba tak. ani głupim. tym się nie gryź. Zastanów się przecież. albo już razem z nimi biedę 128 gryźć i chować. oddając się na śmierć. co się z tobą stało. będzie dość. bośmy cię wcale nie wyratowali ani ty samego siebie. jak się odbył. kiedy ktoś tak mówi. tak. przecież weszła. Więc posłuchaj mnie i koniecznie tak zrób. albo grubymi pieniędzmi. A gotów jest i Kebes. SOKRATES. powiedz mi: prawda. jeżeliby potrzeba. ot. że nawet nic godziwego nie zamyślasz zrobić. moje pieniądze. gdybyśmy my byli choć coś trochę warci! Więc to. Sokratesie. mam to wrażenie. oberwie. Bo i wszędzie indziej. a ty ich rzucasz i zabierasz się. to ja tam mam znajomych. doprawdy. powiedzą. i sam przebieg procesu. człowiek odważny. co im się trafi. więc jeżeli się boisz czegoś podobnego. i o wielu innych względach. Kritonie. ciebie to nic nie obchodzi. KRITON. bezwarunkowo tak zrób. czy ty nie znasz tych donosicieli. Jeden nawet już przyniósł właśnie na ten cel. ani drugiego nic potrafią. niech tam będzie. tobie chodzi o mnie i o innych przyjaciół. Tymczasem one ani jednego. mam wrażenie. ja się i za ciebie. donosiciele nam nie robili kłopotów za to. gdzie tylko przyjdziesz. jeżeli się o mnie boisz i myślisz. Więc jak mówię. wybierasz sobie tak co bądź. choć mogła była nie wpłynąć. ani jakeś tam w sądzie mówił. Ani mądrym człowieka nie zrobią. kiedy same zostaną na świecie. że i chłopców własnych rzucasz na pastwę losu. A jeszcze. Sokratesie. posłuchaj mnie i koniecznie. to wybierać. co tu niektórzy gotowi wziąć. jak na śmiech to wszystko. mogły szerokie koła powodować największe zło. A ty. Decyzja jedna tylko. KRITON. A tobie wystarczą. wyprowadzić na ludzi. Tak. to nie miałbyś co ze sobą począć. Sokratesie. Simiasz z Teb. żeby oprócz nieszczęścia jeszcze i wstydu nie było i dla ciebie. za twoich przyjaciół. wstydzę. albo i jeszcze się nam coś. i pośpieszyli się też. a można było przecież i dałoby się. do czego by się i wrogowie twoi mogli śpieszyć. i nikt ci nie będzie dokuczał w Tesalii. i dla nas. zważ. tylko się zdecydować. mógłbyś ich wychować. Przecież to nawet niewielkie sumy. jeżeli kogo przed nimi oczernią. przez jakieś tchórzostwo. zdaje mi się. I co z nimi będzie? Oczywiście – jak to zwykle z sierotami. Gdyby to tak. co chcą. to wszystko.

mówiło się inaczej. i do czego się odnosi u tego. nie umiem teraz wyrzucić za drzwi. albo też będziemy go słuchali. i pić. że na jedne opinie należy zważać. tylko jednych tak. A tych argumentów. nie tylko teraz. a które nic. zanim ja miałem umrzeć. który mi się po rozwadze wyda najlepszy. konfiskaty dóbr. Jeżeli dzisiaj nie znajdziemy lepszych niż one. i nie cenił jego pochwał. które ludzie żywią. Ja już taki jestem. czy nie. tych nie? KRITON. I nie wszystkich ludzi. i na mniemania. czy w tym samym: i albo mu damy pokój. ciebie nie może zbijać z tropu to obecne nieszczęście. że tak tylko. Jakże nic? SOKRATES. SOKRATES. skony.SOKRATES. No pewnie. czy nie. nawet gdyby nas potęga szerokich kół jeszcze więcej niż teraz straszyła. niby małe dzieci. Dobrze. A proszę cię. tym przykrzejsze. jak to się wydaje jednemu. Pomyślże! Nie wydaje ci się słusznym to zdanie. Na jednego tylko. SOKRATES. Oczywiście. że ja ci nie ustąpię pod żadnym warunkiem. SOKRATES. choćby i nie znających się nic a nic na rzeczy. A gdyby nie słuchał tego jednego i nie szanował jego zdania. Ty nie uważasz. Tak. jakże się znowu takie rzeczy mówiło: człowiek. po ludzku rzeczy biorąc. on przecież ciało marnuje. razem z tobą. Ja chcę naprawdę. które przedtem przytaczałem. aby mówić. SOKRATES. Otóż mam wrażenie. że nie wszystkie opinie ludzkie należy szanować. ale jedne tak. a teraz pokazało się. że z opinii. czy to zrobić. Słuszne. tak jak w tej chwili ja mówiłem. co nie słucha? KRITON. Kritonie. Co powiesz? To nie jest słuszne zdanie? KRITON. a drugich nie. który ćwiczy ciało i zajmuje się gimnastyką. a drugie nie. czy też tylko na jednego jedynego. że dotyczy jego ciała. i te same szanuję i czczę co i przedtem. A jakież to zło i czego się tyczy. rozpatrzyć. który jest właśnie lekarzem lub nauczycielem gimnastyki? KRITON.. to o tych opiniach. to bądź przekonany. Więc trzeba się nam zastanowić. to im są gorętsze. że jednak coś mówią. A jeśli nie. Więc które coś warte. a drugich nie. Bardzo cenne twoje chęci. czy się dobrze mówiło za każdym razem. że to dobrze powiedziane? Przecież ty. nie masz umrzeć jutro. to jasne. czy mu się nic złego przez to nie stanie? KRITON. to była prawda. trzeba jedne cenić wysoko. jak tylko argumentu. a cenił zdania szerokich kół. Więc on tak powinien postępować i ćwiczyć się. i na stracha nam nasyłała kajdany. a na drugie nie. i jeść. a cenić sobie pochwały tylko tego jednego. Na bogów. a nic niewarte opinie jednostek bezmyślnych? KRITON. czy zważa na pochwały i nagany każdego. Więc jak by to najprzyzwoiciej można rozpatrzyć? Może naprzód weźmy ten argument. niż jak się wszystkim innym wydaje? KRITON. który ty mówisz. temu. SOKRATES. 129 SOKRATES. Kritonie.. A warte coś opinie ludzi myślących.. a naprawdę to było dzieciństwo i takie sobie gadanie. gdyby tylko w nich była pewna poprawność. Czy też. nie umiem nikogo i niczego innego słuchać. a nie szerokich kół? KRITON. że zawsze tak jakoś mówili ludzie uważający. Tak jest. kiedy mnie dzisiejszy los spotkał. Więc bać się trzeba nagany. ale coś mi się wydają zupełnie takie same. co nad nim stoi i rozumie się na rzeczy raczej. te szanować. . ale zawsze taki. Kochany Kritonie. czy mi się ten argument przedstawi w nieco innym świetle na tle mojego obecnego stanu. Tak.

a przez niesprawiedliwość ginie? Czy nie tak? KRITON. Tak. bezwarunkowo nie bierzemy czego innego pod uwagę jak tylko to. co się przez higienę lepszym staje. Więc. Oczywiste i to. A to. SOKRATES. niby przez wdzięczność. że nie: żyć za każdą cenę potrzeba. Więc zobacz znowu ten. i na odwrót. No więc na założenia się zgadzamy. czy nie. powie może ktoś. Ale znowu. nie – to dla tych szerokich kół. który się rozumie na sprawiedliwości i niesprawiedliwości. a to niby jest ciało? Czy nie? KRITON. żem powinien. Jeśli się pokaże. te uwagi o 130 wydatkach. i piękno. on jeden i prawda sama. mogą nas te szerokie koła życia pozbawić. to popsujemy i splamimy coś. mnie przynajmniej wydaje się jeszcze ciągle taki sam jak dawniej. KRITON. czym nie powinien. i dobro. czy wynika z nich. SOKRATES. Ale wiesz co? Ten argument. Sokratesie. a przez chorobliwe wpływy psuje. i tak samo tam. Tak mi się zdaje. co niesprawiedliwość plami i czemu sprawiedliwość służy? Czyżbyśmy uważali. i zło. A zostajemy. a potem by go z martwych wskrzesić gotowi. jeśli się ktoś na tych rzeczach rozumie. Dobrze mówisz. gdyby mogli. i niesprawiedliwość. I jeżeli . SOKRATES. SOKRATES. może nie tak bardzo się należy troszczyć o to. zobaczmyż. Zostajemy. i dobre. to próbujmy. żeśmy się powinni troszczyć o opinię szerokich kół tam. o opinii. rzeczy. SOKRATES. co się przez sprawiedliwość lepsze staje. żem ja powinien próbować ucieczki stąd. ale co powie ten. KRITON. zatem i w innych sprawach. dajmy pokój. skoro tok rozumowania tędy prowadzi. Słusznie mówisz. czy zostajemy przy tym. czy też za opinią jednego. zostajemy przy tym czy nie? KRITON. słuchając czegoś innego. co ty mówisz. że mniej wart od ciała ten jakiś nasz pierwiastek. żeby nie przechodzić wszystkiego po kolei. Sokratesie. i takiego należy szanować i bać się go więcej niż wszystkich innych razem. A my. SOKRATES. Więc czy warto nam żyć z ciałem zepsutym i podłym? KRITON. i sprawiedliwie. SOKRATES. co sprawiedliwe i piękne. jeśli nie. a nie opinii tych. I znacznie. czy też naprawdę popełnimy zbrodnię robiąc to wszystko. i sami też – jeden z nas ułatwi ucieczkę. nie dla człowieka myślącego.SOKRATES. gdzie chodzi o sprawiedliwość. Więc on więcej wart? KRITON. którzy mnie mają stąd wyprowadzić. to czy nam warto żyć. kiedy twierdzisz. A że dobrze i pięknie. Kritonie. Nigdy. Nie. tak samo. No więc. co o nas powiedzą szerokie koła. którzy się na rzeczy rozumieją. którego się tyczy niesprawiedliwość i sprawiedliwość? KRITON. SOKRATES. któryśmy przeszli. gdzie chodzi o to. zniszczymy. to jest jedno i to samo. dając pieniądze tym. bo jeśli za nim nie pójdziemy. otóż jeśli to. którzy od ręki skazują człowieka na śmierć. o których teraz radzimy – czyśmy w tych rzeczach powinni iść za opinią szerokich kół i bać się jej. o wychowaniu dzieci. choć Ateny nie pozwalają. A z tym nam warto żyć zepsutym. ale dobrze żyć. to bodaj czy nie będą uwagi dobre dla tych. i hańbę. a drugi się pozwoli wyprowadzić. cośmy w tej chwili mówili: czy słusznie postąpimy. Więc naprzód niesłuszna twoja teza. kiedy nam się to coś popsuje. z pewnością powie. mój kochany.

czy moje przekonanie podzielasz i czy zaczniemy naszą naradę od tego.się takie postępowanie okaże zbrodnią. SOKRATES. więc mów. Więc patrzaj. SOKRATES. co powiem. to sprawiedliwie czy niesprawiedliwie? KRITON. Czyżby? A ziem płacić. czy coś lżejszego. koniecznie będzie jeden drugim gardził widząc. i próbuj odpowiadać na pytania. złem za złe oddawać. Zostaję i zgadzam się z tobą. jakeśmy się na to nieraz dawniej zgadzali (jak się to i przed chwilą mówiło). czy nie. czy też w jednym sposobie można. i wszystko jedno. SOKRATES. poucz mnie. czy może raczej rzeczy mają się zupełnie tak samo. ani źle robić nikomu. SOKRATES. a nie wiedział sam jeden z drugim. SOKRATES. Ani jeśli na kimś zbrodnię popełniono. KRITON. a źle robić trzeba. my. że dziś mato kto tak myśli i mało kto będzie tego zdania. to już bezwarunkowo nie będziemy brali w rachubę tego. żeśmy zupełnie jak małe dzieci. Jeżeli zostajesz przy dawnym. co dalej. któreśmy przedtem wspólnie uznawali. że ja powinienem stąd wyjść wbrew woli Aten. czy zgoda między nami. Sokratesie. Może się gdzieś w tych kilku dniach ostatnich ulotniły te zasady. a w innym nie? Czy też zbrodnia nigdy nie jest ani dobra. że nigdy nie godzi się ani zbrodni popełniać. żebyś się nie zgodził wbrew osobistemu przekonaniu. rozważajmy razem i jeżeli gdzieś będziesz miał coś przeciw temu. to posłuchaj. Nie trzeba przecież. Słuchaj. kto wie. Mówię tedy dalej. a ty. rozprawialiśmy tak poważnie. czy nie? KRITON. jak możesz najlepiej. Bo ja mam to przekonanie już od dawna i teraz 131 jeszcze je wyznaję. czy umrzeć wypadnie. ani piękna. to powiedz. a drugi nie. Mnie się wydaje. Żadnym sposobem nie powinno się. jak mówią szerokie koła. A jeżeli nie. bez względu na wszystko inne? Zgodzimy się czy nie? KRITON. tacy dwaj nigdy się nie zgodzą na wspólne zasady działania. Prawdę mówisz. Kritonie. SOKRATES. zaprzecz – ja cię posłucham. popełniać zbrodni dobrowolnie. Więc może robić ludziom źle to nic innego jak zbrodnia? KRITON. czy nas cokolwiek bądź spotka. który ją popełnia. jak się tamten decyduje. Nie. co robić. ani zbrodnią odpłacać. jeżeli zostaniemy na miejscu i cicho będziemy siedzieli. Więc nigdy zbrodni popełniać nie wolno? KRTTON. czy tak mówią szerokie koła. No. A może odstępujesz i nie godzisz się na punkt wyjścia. kiedy się na to zgadzasz. KRITON. Więc zastanów się i ty bardzo uważnie. Ja wiem. czy ci wystarcza. kiedy się zła doznało. zawsze zbrodnia jest czymś złym i hańbą dla tego. Więc ani zbrodnią odpłacać nie trzeba. skoro w ogóle nigdy zbrodni popełniać nie wolno? KRITON. byle tylko nie zbrodnia. Nigdy. Kritonie. dobra duszo. że ty dobrze mówisz. SOKRATES. Zdaje się. ani jeśli się zła doznało. oczywista. zbrodnią odpłacać. jakeśmy i my przedtem mówili. Bo mnie ogromnie zależy na tym. nawet gdybyś nie wiadomo czego od ludzi doświadczył. starcy. jak sądzą szerokie koła. to nie powtarzaj w swojej poczciwości wciąż tego samego. czy nam wypadnie coś jeszcze gorszego znieść niż to teraz. a raczej pytam: czy jeśli się z kimś umówisz na rzecz . a nie wbrew tobie. spróbuję. wszystko jedno. ludzie w tym wieku. kiedy cię przekonam. Więc zobacz początek rozważań. powiemy. KRITON. to mów. No cóż. uważaj. Sokratesie! SOKRATES. Kritonie. jeśli może masz jakie inne zdanie. że nie. SOKRATES. Zgodzimy się. żebym to zrobił. A jeżeli jeden tak myśli.

słuszną. i świętsza i we większym zachowaniu jest u bogów i u ludzi myślących. Nie umiem ci. Jeżeli tak. Sokratesie. odpowiedzieć na to pytanie. Dotrzymać. który podejmujesz. i nie wolno ci było zaraz odpowiadać. że postępujesz sprawiedliwie? Ty. gotowe by powiedzieć. i wykształcił. o ile w twojej mocy? Czy sądzisz. zgubić i całe państwo. kiedyś złe słowa usłyszał. myślisz nas. Kritonie. SOKRATES. żeś nie był naszym synem i niewolnikiem – ty sam i twoi przodkowie?” „A jeżeli tak. masz tego dotrzymać czy zrobić zawód? KRITON. Sokratesie. i od innych przodków wszystkich cenniejsza jest ojczyzna i większej czci godna. czy nie? KRITON. czy też na to. to czyż potrafiłbyś powiedzieć: po pierwsze. retor. co ty zamyślasz zrobić? Chyba nic innego. a nie dojrzałeś. tak żeby im zaraz oddawać. to co myślisz. że ci się godzi nam robić na odwet to samo? Czy też wobec ojca nie miałeś równych praw. i ustępować jej. na te i tym podobne słowa? Bo przecież niejedno by ktoś mógł powiedzieć. nie rozumiem. które dotyczą wyżywienia i wychowania dzieci? Przecież i tyś odebrał wychowanie. czy też nie? I nie dotrzymamy umowy. Czy też taki z ciebie mędrzec. gubić nas: prawa i ojczyznę? I ty będziesz robiąc to. które nakazuje. kiedy polecały ojcu twemu. w literaturze i gimnastyce kształcił?” Dobrze – odpowiedziałbym. To czy co innego powiemy? KRITON. Więc niedobrze nakazywały te z nas. tylko tym czynem. A cóż. którąśmy zawarli na rzecz słuszną. na Zeusa. ale im ludzie prywatni władzę odejmują i ważność?” Co powiemy. mówił. gdybyśmy tak mieli stąd uciekać. że trzeba trwać przy wyrokach. A zatem co masz przeciwko nam i przeciw państwu. Sokratesie. tak że kiedy my ciebie chcemy zgubić. ani bić na odwet. a skoroś się urodził i wychował. że potrafi jeszcze istnieć i nie wywrócić się do szczętu państwo. że nie są dobre?” Nie mam żalu. powiedziałbym. ani wobec pana. że one tak mówią. To. „Więc może do tych. bo to uważamy za słuszne. i czołem bić przed ojczyzną. że równe prawa twoje i nasze? I cokolwiek my byśmy tobie próbowały zrobić. A wobec ojczyzny i wobec praw to ma ci być wolno. jeśliby prawa powiedziały: „Sokratesie. to ty będziesz próbował na odwet. że: „Ty się nie dziw. w którym wydane wyroki mocy żadnej nie mają. i albo . jeżeliś go miał. o ile w twej mocy. tylko odpowiadaj. prawa. że nas chcesz teraz wniwecz obrócić? Czyż nie pierwej myśmy ciebie zrodziły i nie przez nas pojął twoją matkę ojciec twój i spłodził ciebie? Więc powiedz tym z nas. „Pięknie. A może powiemy im. to myślisz. które na to są ustanowione. zrobimy komuś źle. kiedy ciebie bito. tym prawom. to przecież twój zwyczaj pytania i odpowiedzi. a nie przekonamy państwa. żeby cię w muzyce. stanęłyby nam nad głową i zapytały: „Słuchaj. raczej niż przed ojcem. to przypatrz się: jeżeli się stąd wyniesiemy. SOKRATES. popatrz. i czcić ją potrzeba. które państwo wyda?” A gdybyśmy się dziwili. a tu by prawa przyszły i państwo we własnej osobie. które małżeństw dotyczą. czegokolwiek byś od nich doświadczył. już nie mówię. i to komu najmniej należy. w obronie tego prawa zagrożonego. czy jak tam to zechcesz nazwać. ani innych wielu podobnych rzeczy robić. a czy i na takie postępowanie stanęła zgoda między nami a tobą. kiedy się gniewa nawet. SOKRATES. że zbrodnię popełniło przecież na nas państwo i wyrok wydało niesprawiedliwy. masz do nich jakiś żal. Więc tak. żeby wyroki wydane miały moc. że od matki i od ojca. który naprawdę dbasz o dzielność. Sokratesie.

jeżeli coś znosić poleci. jakeś mówił. uczynić wtedy za jego wolą. bo nam. że się niby ty nie będziesz oburzał. i w sądzie. albo ją przekonywać. bo tego wymaga sprawiedliwość. masz to robić. i ciebie. „Otóż mówimy. ani drugiego”. żadne prawo mu nie stoi na przeszkodzie i nie zabrania. taki już. ani rzucać szyków. że niesprawiedliwie chcesz w tym wypadku z nami postąpić? Myśmy ciebie zrodziły. a jednak ogłaszamy wszem wobec i pozwalamy każdemu Ateńczykowi. i nie wolno ci się usuwać ani ustępować z pola. więc kto nie słucha. że te zarzuty będą ciążyły i na tobie. Przecież jeszcze podczas procesu mogłeś był sobie zaproponować wygnanie. Bobyś przecież nie był.ją przekonywać. Sokratesie – powiedziałyby z pewnością prawa – czy my to słusznie mówimy. i nie brała cię chętka poznania innych państw i innych praw. nie jest powolny. mogłeś to samo. że pośród wszystkich Ateńczyków ja właśnie przede wszystkim taką z nimi zawarłem umowę. a my mu się nie spodobamy. ani nas nie przekonywa. zresztą i dzieci tutaj miałeś. Cóż my na to powiemy. i znosić. i zabierze ze sobą. Ale jeśli który z was siedzi na miejscu i widzi. co ci każe. i wychowawcom i umówiwszy się z nami o posłuszeństwo. Kritonie? Prawdę mówią prawa czy nie? KRITON. jeżeli coś niedobrze robimy. gdyby ci się nie było więcej niż innym podobało”. i wszędzie indziej robić masz. chyba raz na Istmos. A gdybym ja powiedział: dlaczego właściwie?. czynem zawarł z nami umowę. co ci każe państwo i ojczyzna. zawsze zostawiamy jedno z dwojga: albo nas przekonaj. jak inni ludzie. zbrodnię popełnia. albo rób. „Przypatrz się więc. na rany i na śmierć. i wszystkich innych obywateli. „Przecież nawet na uroczystość nigdyś z miasta nie chodził. uważamy. może sobie przecież każdy z was pójść do kolonii. jeżeli mu się my nie podobamy i państwo. dokąd zechce. A tyś się wtedy stawiał. jeżeli zrobisz to. niech sobie idzie. co jest właściwie sprawiedliwe: ale gwałtu zadawać się nie godzi ani matce. raczej . wykształciły. Żadne z nas. I nie będziesz ty najmniej winien w Atenach. powiadamy. jak: my tu sądzimy sprawy i jak my w ogóle państwem rządzimy. 132 ale i w wojnie. Zdaje mi się. obsypały wszelkimi dobrami. to z pewnością słusznie by się mnie uczepiły i powiedziały. co teraz myślisz zrobić wbrew woli państwa. Powiedziałyby: „Sokratesie. my mamy wielkie świadectwa na to. więcej niż każdy inny Ateńczyk. tylko myśmy ci wystarczały i nasze państwo. Sokratesie. co tylko ma. który tylko zechce i uzyska prawa obywatelskie. gdyby ci przyszło umrzeć. że tak. a jeśliby się chciał gdzieś indziej przenieść i tam pójść. gdzie chce. a nie narzucamy nigdy rozkazów w sposób ordynarny. choćby cię bito i więziono. ani nas nie słucha. a cicho siedzieć. to wolno mu zabrać manatki i iść. albo robić. a on nie robi ani jednego. wychowały. ani ojcu. nigdyś żadnej podróży nie odbywał. w mieście przebywał. ani tym mniej ojczyźnie”. ani nigdzie indziej. A przecież my mu przedkładamy rzecz. rodzicom własnym. jako iż ci się to państwo podobało. i państwo. Tak bardzo byłeś za nami i godziłeś się być pod naszymi rządami obywatelem. jakimiśmy tylko mogły. gdybyś był chciał. ale ty przede wszystkim”. że i myśmy ci się podobały. co zamyślasz. i wiedziono na wojnę. i wolałeś. SOKRATES. ten potrójną. prawom. że będzie spełniał wszystkie nasze rozkazy. przyjrzy się stosunkom w państwie i nam. chyba gdzieś na wojnę.

ani żadnego innego z miast helleńskich ani barbarzyńskich. Sokratesie. „Więc popatrz tak. jakbyś tam na uczty pojechał do tej . ślepi i inne 133 kaleki. a zgodziłeś się czynem. w których mogłeś się zabrać. A ty sam. żeś ty się zgodził być obywatelem wedle nas. jeśli pójdziesz do któregoś z najbliższych miast. Sokratesie. którymiś się zobowiązał być obywatelem. będą ludzie myśleć. nie słowem. Więc może będziesz unikał państw praworządnych i ludzi co najporządniejszych? Ale tak robić to czyż ci nie wstyd będzie żyć? Albo zaczniesz się zbliżać do nich i najbezczelniej nawiązywać rozmowy – jakie rozmowy. A tyś ani Sparty nie wybrał. jakeś to śmiesznie uciekł z więzienia. wbrew kontraktom. kiedy ci już wedle wszelkiego prawdopodobieństwa mało co czasu do życia zostało. Więc może zabierzesz się stamtąd. postępujesz jak najlichszy niewolnik. że tam są dobre prawa. A że ty. Sokratesie? Może takie jak tu. to naprzód przyjdziesz tam jako wróg ich ustroju społecznego i kto tylko się tam troszczy o swoje państwo. będzie na ciebie patrzał spode łba jako na tego. tego ci nikt nie powie?” „Może i nikt. że oni słuszny wyrok wydali. Sokratesie. co prawa wniwecz obraca. jeśli nas posłuchasz. na prawa. i odmieniłeś swój wygląd do niepoznania. Koniecznie. co mówimy. po hultajsku. nie zważasz. Przecież kto prawa wywraca. Więc naprzód nam na to właśnie odpowiedz. oczywiście. i same prawa?” „I nie uważasz. tylko przez siedemdziesiąt lat. że wtedy w nieprzyzwoitym świetle stanie cała postać i postępowanie Sokratesa? Spodziewać się tego trzeba. że dzielność i sprawiedliwość to najwyższe wartości człowieka. „Cóż więc – powiedziałyby – ty łamiesz umowy i zobowiązania zawarte z nami. A teraz ani tamtych słów nie szanujesz. i życie według praw. jeżeli nikogo nie obrazisz. co ty dobrego zrobisz i sobie samemu. do tych znajomych Kritona. tu i tam są dobre prawa i porządek. Tam największy nieporządek i rozpusta. to usłyszysz. prawa największe złamawszy. ani na nas. a pójdziesz do Tesalii. niejedno poniżej swojej godności. i ty się nie będziesz ośmieszał tym opuszczeniem miasta”. uciekać chcesz wbrew umowom. i my. a nie zawierałeś ich pod przymusem ani cię nikt w błąd nie wprowadzał. jeżeliśmy ci się nie podobały i umowy ci się nie wydawały słuszne. Więc będziesz się nisko kłaniał całemu światu. jak się zwykle ludzie przebierają do ucieczki.śmierć niż wygnanie. SOKRATES. w jakimś przebraniu. będziesz żył jak niewolnik i co będziesz robił? Chyba wesoło żyć w Tesalii. tam by cię może chętnie słuchali. ani Krety. Kritonie? Cóż. łamiąc to i uchybiając temu w czymkolwiek. czy to prawda. Ale jeśli nie. jeszcze mniej się z miasta ruszałeś niż kulawi. czy też to nieprawda?” Co mu powiemy na to. chcesz nas wniwecz obrócić. o których zawsze mówisz. starzec. chyba się zgodzimy! KRITON. prawa tutejsze. aniś się nie musiał decydować w krótkim czasie. w kożuchu czy w czym tam. to oczywista. miałeś odwagę i chęć żyć tak z żebractwa. i utwierdzisz tylko opinię swoich sędziów. tak szczególnie ci się państwo ateńskie podobało. do Teb czy do Megary. i swoim najbliższym? Bo że się twoi bliscy także narażają na wygnanie z państwa i utratę praw obywatelskich albo konfiskatę dóbr. musi mocno wyglądać na gorszyciela ludzi młodych i niewiele myślących. Bo komuż by się podobało państwo bez praw? I ty teraz nie myślisz dotrzymać umowy? Przecież.

tamte prawa w Hadesie. że mi te rzecz y ciągle w uszach dzwonią. i ojczyźnie. niźli my. SOKRATES. gdzie?” „Ale ty chcesz pewnie żyć dla dzieci. o ile było w twojej mocy. ani bardziej zbożny. żeś ty nas próbował wniwecz obrócić. Bądź przekonany. niech ci jeszcze i to mają do zawdzięczenia. i tak się we mnie mocno głos tych słów rozlega. ci co się za twoich najbliższych podają. Bądź przekonany.” Przyjacielu drogi. to będą dbali. Sokratesie. to mów. to my się będziemy na ciebie gniewały za życia. ale jak ty będziesz żył.Tesalii. kiedy przyjdziesz. tak haniebnie krzywdą za krzywdę zapłaciwszy i złe za złe oddawszy. zróbmy tak. żebyś zrobił to. te o sprawiedliwości i o innej dzielności. Bo ani się tobie tutaj taki czyn nie wydaje lepszy. na miejscu niech się chowają. lepiej ci z nim będzie”. ani też tam. tylko od ludzi. że coś wskórasz. tak się mi przynajmniej teraz zdaje. mógł to wszystko powiedzieć tamtejszym władcom na swoją obronę. to można na nich i tak liczyć”. Sokratesie. chociaż ciebie przy nich nie będzie. a jeżeli wyjdziesz stąd. Przecież bliscy twoi będą o nich dbali. 135 FEDON OSOBY DIALOGU: W SCENIE RELACJI: ECHEKRATES PEDON W WIEZIENIU: SOKRATES KEBES SIM1ASZ KRITON FEDON CZYJŚ GŁOS PACHOŁEK KOLEGIUM JEDENASTU 136 . że jeśli 134 powiesz coś przeciw temu. jeśli odejdziesz. posłuchaj nas. to lepiej się wychowają i wykształcą. nie od praw spotyka. a gdzież owe rozprawy. ani życia. którym najmniej należało. Więc niechże cię Kriton czasem nie nakłoni. ani niczego innego nie przenoś nad sprawiedliwość. będziesz mówił daremnie. abyś i jak do Hadesu przyjdziesz. skoro tak bóg prowadzi. ani sprawiedliwszy. ale krzywda cię nie od nas. „Teraz odchodzisz pokrzywdzony. tak jak Korybantom flety w uszach grają. Kritonie. jeśli do Tesalii pojedziesz. nie mam co mówić. i nam. „Więc tak. co on mówi raczej. a tam nasi bracia. żeby je wychować. Czy też to nie. Czy też może. Nie. bo sobie samemu i przyjaciołom. że nie potrafię słuchać innych. Jak to? Do Tesalii ich zawieziesz i tam ich będziesz chował i kształcił na obcych we własnej ojczyźnie. Jednakże jeśli uważasz. a jeśli do Hadesu. ani nikomu z twoich bliskich. dowiedzą się. KRITON. jeśli umowy swoje i zobowiązania wobec nas złamiesz i źle zrobisz tym. to nie będą? Przecież jeśli są coś warci. nie podejmą cię łaskawie. Więc daj pokój. myśmy cię wychowały i nie ceń ponad nas dzieci. wykształcić.

Echekratesie. to. jak się to odbyło? ECHEKRATES. dla mnie przynajmniej. wydał mi się szczęśliwy i z zachowania się. ECHEKRATES. I taką pielgrzymkę zawsze. kiedy się trafią się wiatry przeciwne podróży. że jeśli ci wrócą zdrowi. możliwie najdokładniej. jak mówię. uratował ich i sam wyszedł cało. w wilię wydania wyroku. że wypił truciznę i umarł. ani już od długiego czasu stamtąd żaden gość nie przyjeżdża. jak to my zwykle. Przecież wspominać Sokratesa. Więc Apollonowi ślub złożyli wtedy. to co roku będą posyłali procesję na Delos. Bo nie brała mnie litość. A to co za okręt? FEDON. Sam. jak mówią. I stąd ta długa pauza u Sokratesa w więzieniu. chyba że może właśnie nie masz czasu. zawsze rzecz najmilsza ze wszystkich. Więc spróbuj opowiedzieć wszystko. Fedonie? Co mówił. i z tego. kto był przy nim spośród bliskich tego człowieka? Albo może władze nie dopuściły nikogo i umarł sam jeden. FEDON. który Ateny wyprawiają na Delos. ale on i tam nawet przyjdzie i dobrze się będzie czuł. To właśnie odbyło się. tak po męsku. Bo teraz to ani z obywateli Fliuntu nikt do Aten nie jeździ. A jakież szczegóły samej śmierci. FEDON. było kilku. to nam ktoś opowiadał. jak powiadają Ateńczycy. Właśnie w wilię wyroku uwieńczono ster okrętu. Mówiło się takie rzeczy. Doprawdy. Fedonie. O nie. mnie przynajmniej dziwnie było przy tym wszystkim. Ten człowiek. Otóż to wszystko bądź łaskaw nam opowiedzieć. czy drugiego słuchając. Fedonie? FEDON. Owszem. Co też ten człowiek mówił przed śmiercią? I jak skończył? Chętnie bym o tym posłuchał. tak dokładnie. jeżeli w ogóle kiedy ktokolwiek. jako żem był obecny przy śmierci człowieka bliskiego. ECHEKRATES. Więc cóż to było. To jest ten okręt. jako żeśmy się filozofią bawili. o wiele później. a mnie po prostu dziwnie . ECHEKRATES. i takich samych będziesz miał słuchaczy. co mówił. w którym swojego czasu Tezeusz tych czternaścioro wywiózł na Kretę. nawet wielu. czy to samemu mówiąc. że mnie przynajmniej on w oczach staje. od tego czasu rok w rok bogu wysyłają. a on umarł. I dziwiliśmy się. jak by się to naturalne wydawało wobec takiego nieszczęścia. Echckratesie. Ależ mam czas i spróbuję wam to opowiedzieć. Więc i procesie niceście nie słyszeli. FEDON. Echekratesie. u Sokratesa w tym dniu. A to nieraz wymaga długiego czasu. czy od kogoś innego słyszałeś? FEDON. ECHEKRATES. co robił. on skończył tak bez obawy żadnej. Więc też dlatego nie bardzo mnie litość rozbierała. jeszcze i teraz. ta pomiędzy wyrokiem a śmiercią. Więc kiedy się pielgrzymka rozpocznie. 137 ECHEKRATES. jak do samych nawet bram Hadesu idzie nie bez boskiego zrządzenia.ECHEKRATES. że wyrok zapadł tak dawno. Tyś sam był. nie mając bliskiej duszy przy sobie? FEDON. Taki los mu jakoś padł. Tak jest. zdaje się. że w tym czasie państwo musi być czyste. to jest takie prawo u nich. kiedy truciznę wypił w więzieniu. Pielgrzymka zaczyna się z chwilą. wolne od zmazy i z wyroku sądu nie wolno wtedy nikomu życia odbierać. ani znowu przyjemność. Fedonie. który by nam umiał podać o tym jakieś dokładniejsze szczegóły – oczywista prócz tego. kiedy kapłan Apollona uwieńczy ster okrętu. ale zresztą to nikt nic nie umie podać. jak tylko potrafisz. zanim statek do Delos nie przybędzie i tutaj nazad nie wróci.

Otóż przychodzimy. bodajże zawsze musi i drugą chwycić. FEDON. jakoś tak było: raz się człowiek śmiał. Obie razem nie chcą człowiekowi przysługiwać. Sokrates spojrzał na Kritona i powiada: Kritonie. a Ksantypa. zacząłeś pisać te rzeczy. dzisiaj już ostatni raz będą do ciebie mówili znajomi i ty do nich. a przedtem niczegoś nigdy nie pisał. zdaje mi się. że kiedyś tu przyszedł. Był i Ktezippos z Pajanii. ale jeśli ktoś za jedną z nich goni i dosięgnie. Ja ci od początku wszystko spróbuję opowiedzieć. ECHEKRATES. bywało. ECHEKRATES. Więc tak i wtedy zebraliśmy się nieco wcześniej. Sokratesie. Weszliśmy więc i zastali Sokratesa już bez kajdan. że oto.] i Antystenes. [i jego ojciec. Tak. Więc jeżeli ci coś zależy na tym. Bo zdejmuje. i powiada. i ja. że statek z Delos powrócił. kiedyśmy wieczorem wyszli z więzienia. A tam właśnie kto był przy tym. i Ajschines. bo o te twoje poezje. Więc cóż? O czym się mówiło. co się wydaje jej przeciwieństwem. kiedy mnie drugi raz o to zapyta. Otóż jemu wciąż tak było i ja sam byłem roztrzęsiony. A rozcierając. jakaś niezwykła mieszanina przyjemności i przykrości zarazem. O nie. powiada. Apollodoros. a że nie mógł. zaraz mu potem i druga przychodzi. ECHEKRATES. Więceśmy się umówili. Bo myśmy stale i w poprzednich dniach zwykli byli chodzić do Sokratesa. o wierszowane przeróbki bajek Ezopa. I wszystkim nam. powiada. miała dziecko jego na ręku i siedziała przy nim. więc im tylko wierzchołki powiązał i dlatego to. co ludzie nazywają przyjemnością. Zaraz po otwarciu wchodziliśmy do Sokratesa i nieraz. jaki jest. a teraz. jak to zwykle kobiety. że on za chwilę miał umrzeć. mówiono. Znasz go może i wiesz. chory. Kiedy nas zobaczyła Ksantypa. a jeden z nas osobliwie: Apollodoros. że byli w Eginie. spędzaliśmy z nim cały dzień. żebym ja miał co odpowiedzieć Euenosowi. zbieraliśmy się rano w gmachu sądowym. ty ją znasz. A Sokrates usiadł na łóżku. bo są w wojnie z sobą. tam gdzie się i proces odbywał. aż nas sam zawoła. jakby zrośnięte były wierzchołkami. To było blisko więzienia. A z innych kto był? FEDON. jaka to dziwna rzecz. a ona płakała głośno i biła się w piersi. że bóg chciał je pogodzić. że przyjdziemy jak najwcześniej na zwykłe nasze miejsce. Tak zdaje się i u mnie – naprzód miałem w nodze przykrość od kajdan. powiada. że gdyby był to zauważył Ezop. Jeszcze jak. ECHEKRATES. ECHEKRATES. zdaje się. Jaki dziwny jest jej stosunek do tego. dalej Hermogenes i Epigenes. Otóż zabawił niedługo. Bo otwierano niezbyt wcześnie. wchodzi mi tam za nią przyjemność. żebyśmy poczekali i nie wchodzili prędzej. obecnym tam. zaczęła głośno lamentować i tak jakoś mówiła. A Platon był. jak zwykle nam otwierał. co ci się to stało. niech ją kto odprowadzi do domu. a raz płakał. Więc czekaliśmy zawsze. powiadasz? FEDON. przyszedł i poprosił nas do środka. to. a także i Euenos niedawno. choć są dwie. powiada.było. I mam wrażenie. Bo poprzedniego dnia. i zabawialiśmy się rozmową. że tego dnia ma umrzeć. A z obcych był kto? FEDON. Arystyp i Kleombrotos przyszli? FEDON. i inni. aż więzienie otworzą. Tu Kebes podchwycił i: Na Zeusa. kiedym pomyślał. a z Megary Euklides i Terpsion. a odźwierny wychodzi. a ja dobrze . do przykrości. kto jedną z 138 nich posiądzie. i Kritobulos. Sokratesie. i Fedonides. ECHEKRATES. Fedonie? FEDON. i Meneksenos. i inni też. dowiedzieliśmy się. Zdaje mi się. i kilku innych miejscowych. z miejscowych ludzi był przy tym. A cóż. o hymn do Apollona już mnie kilka osób pytało. Rada Jedenastu kajdany ze Sokratesa i oświadczają mu. że bodaj tylko ci byli obecni. Więc ją kilku odprowadziło ze służby Kritona. dobrześ zrobił. założył nogę na nogę i zaczął ją ręką rozcierać. żeś mi przypomniał. byłby bajkę ułożył. No ten. Simiasz przecież z Teb i Kebes.

gdy mówisz. wydało się rzeczą właściwą nie odmawiać posłuszeństwa snom. że to się nie godzi. dalej rozmawiał. zważywszy. on twojej rady nie posłucha dobrowolnie. Euenos? – Zdaje mi się – powiada Simiasz. com już robił. Więc to. pierwsze z brzegu. Wiedziałem. zdaje się. jak właśnie teraz mnie o to pytałeś. że to niełatwa rzecz. Sokratesie. jeśliby mi sen często tę właśnie służbę Muzom zalecał.wiem. że poeta. że do tego samego mnie sen namawia i zachęca. kto filozofię poważnie traktuje. o rzeczach podobnych. jak też ją sobie człowiek wyobraża. o ile ja mogę sądzić. kiedym to pisał. A po bogu. Tak każą Ateny. nie żal mi tego i powiedzieć. Tylkom się z pewnymi widzeniami sennymi liczył i próbował. Oczywista. robiąc wiersze według rozkazu otrzymanego we śnie. a ja ją uprawiałem. doradzasz Euenosowi? Ja nieraz spotykałem tego człowieka. ty i Simiasz. że nie godzi się gwałtu zadawać samemu sobie. mając pod ręką i umiejąc na pamięć bajki Ezopa. że nie należy tego robić. To mówiąc spuścił nogi z łóżka na ziemię i tak już. Bo bezpieczniej nie odchodzić. tak i mnie sen zachęcał do tego. powinien przypowieści pisać. naprzód. ułożyłem je wierszami. tak powiadają. który umiera? – No cóż. – O tak. – A. dziś. A Simiasz powiada: – Co też ty. I tak. zanim się człowiek od świętego obowiązku nie uwolni. Bo i cóż innego w końcu można robić w tym czasie aż do zachodu słońca? – Więc dlaczegóż to. więc dlatego. który się tam w drogę wybiera. to zechce – powiada – i Euenos. że nieraz i niejednemu lepiej . Ale teraz. do muzyki – bo filozofia to największa służba Muzom. nie zada gwałtu sam sobie. że szło o to. i od Filolaosa słyszałem. Ja odchodzę. to niech za mną pójdzie jak najprędzej. com uprawiał. Ale zawsze te same słowa wracały: Sokratesie. ja także tylko ze słuchu o tym opowiadam. Sokratesie. kiedy u nas mieszkał. Ja myślałem przedtem. ani trochę. Kebesie – powiada – że wcale nie miałem zamiaru współzawodniczyć z nim ani z jego poezjami. a 139 nie tak jak i w innych sprawach. jak to ludzie głośno nieraz popędzają tych. i od niejednego innego. A to był taki sen mniej więcej. którzy biegną. Toż może i najwięcej wypada takiemu. – Cóż to – powiada – a czy to nic filozof. raz w innej zjawiał postaci. gdyby mi często nakazywały uprawiać i tę muzykę pospolitą. któremu właśnie wypadała ofiara. tylko bywa tak człowiekowi. Sokratesie? Bo ja to już. Nieraz mnie nawiedzał w minionym życiu i raz mi się w takiej. co mu mam odpowiedzieć? Powiedz mu prawdę. powiedz Euenosowi i aby zdrów był. Tobie się to z pewnością dziwne wyda. abym święty obowiązek spełnił. siedzący. kiedy się proces odbył. ale com właśnie słyszał. choćby i sam nie był bajarzem. a uroczysty obchód na cześć boga nie dał mi umrzeć. że on mnie zapyta drugi raz. a jednak filozof zechce pójść za tym. jeżeli ma być poetą. Kebesie. co znaczą. – Nie trzeba tracić otuchy – powiada – może jeszcze usłyszysz. Otóż Kebes zapytał go: – Jak ty to rozumiesz. nie godzi się odbierać sobie samemu życia. kiedyście obcowali z Filolaosem? – W każdym razie nic wyraźnego. ale. Powiadają przecież. powiada. tylko ją robić. rozpatrzyć się i pogadać o tej podróży na tamtą stronę. że to jedno zdanie spośród wszystkich innych jest bezwzględnie prawdziwe. Kebesie? A czyż nie słyszeliście. a nie myśli. a jeśliby miał rozum. to powiedz. napisałem wiersz na cześć boga. Ale jasnego czegoś o tej sprawie nigdym od nikogo nie słyszał. i każdy. muzykę rób i uprawiaj.

Tylko nierozumny człowiek mógłby coś takiego pomyśleć. dlaczego takiemu człowiekowi nie godzi się robić dobrze samemu sobie. i tych władców dobrych. że my. – Nieprawdaż – powiada tamten – i ty sam. jeżeli to. a głupi się na nią cieszyć. to nie ma sensu. Bo żeby się nie wzdrygali najrozumniejsi spośród nas odchodzić z tego utrzymania. powiada w swoim dialekcie. co mu kto powie. No nie. gdybym nie był wierzył. że chcesz. – Naturalnie. to. byłbym istotnie źle zrobił. że oto lepiej uciec od pana. że ludzie rozsądni powinni się wzdrygać przed śmiercią. I tak. zanim bóg nie ześle jakiejś konieczności. co się właśnie teraz mówiło. i nie umiałby sobie wyrachować. że ja się spodziewam . Czy tobie może nie wydaje się tak? – Mnie tak – powiada Kebes. że pójdę naprzód do bogów innych. żem powinien na te zarzuty odpowiadać jak na sali sądowej. że go zabawiły te wywody Kebesa. – Ano – powiada – spróbuję się bronić wobec was bardziej przekonująco niż wobec sędziów. Sokratesie. ludzie. to pewnie dziwne ci się wydaje. coś teraz w tej chwili mówił: że filozofowie powinni łatwo i chętnie umierać. jak sam powiadasz: bogów. a my. aby umarła. jak na przykład ta. to. że nie wolno siebie samego zabijać prędzej. A jeśli niejednemu lepiej umrzeć. Spojrzał na nas i: Zawsze ci ten Kebes – powiada – jakieś dowody wymyśla i niełatwo chce wierzyć temu. serio. gniewałbyś się na nią i gdybyś miał jakąś karę do wymierzenia. że tak – rzekł Simiasz. Toteż ucieczka byłaby głupstwem. Sokratesie. ja w tym widzę pewną myśl: wielką i niełatwą do przejrzenia na wskroś. kiedy się wyzwoli. A Simiasz: Ależ owszem – powiada – Sokratesie. miałem wrażenie. Ale dziś bądźcie pewni. to. – Słusznie – powiada – mówicie. lepszych niż ci tutaj. mądrych i dobrych. a potem i do ludzi umarłych.jest umrzeć niż żyć. tylko przy nim zostawać jak najdłużej. cośmy w tej chwili mówili. że Kebes swoje wywody kieruje w twoją stronę: że tak łatwo ci przychodzi i nas opuścić. nie wzdrygając się przed śmiercią. że Kebes mówi do rzeczy . którą ja mam teraz. wypada. Ale to. tylko mu trzeba czekać na innego dobroczyńcę? A Kebes uśmiechnął się blado i: „Zeus że to raczy wiedzieć”. A kto ma rozum. że bóg nas utrzymuje. coś innego wydaje się słuszne niż to. zdaje się. jacy są: bogów. Kebesie. – A może być – powiada Kebes – to tak wygląda. to mi się wydaje dobrą myślą. Mówicie. jesteśmy jedną z prywatnych własności bogów. – Więc może tak samo nie jest i to bez sensu. – Mogłoby się wydawać – mówi Sokrates – że tak to nie ma sensu. Otóż ja – powiada – Simiaszu i Kebesie. wygląda na niedorzeczność. w którym mają nad sobą panów najlepszych. a my jesteśmy jego rzeczami. ten by chciał zawsze być u kogoś lepszego niż on sam. toż nauka tajemna mówi o tej sprawie. Przecież taki człowiek nie sądzi chyba. wymierzyłbyś ją? – Tak jest – powiada. jest w porządku. mimo że ty byś nie dał znaku. że od dobrego przecież uciekać nie należy. jesteśmy niejako w więzieniu i nie wolno z niego siebie samego wyzwalać ani uciekać. że sam o siebie będzie lepiej dbał. a jednak może w tym jest jakiś sens. teraz jednak i ja sam mam wrażenie. Bo niby w jakim celu właściwie mieliby ludzie naprawdę mądrzy uciekać od panów lepszych niż oni sami i tak łatwo się z nimi rozstawać? I ja mam wrażenie. Kiedy to usłyszał Sokrates. że bogowie nas utrzymują. gdyby któraś z twoich prywatnych własności chciała sobie sama życie odbierać. ludzie.

mój kochany. istotnie ci. niczym innym się nie zajmują jak tylko tym. A Sokrates: Poślij go łagodnie do kata – powiada. Powiada. przed sędziami muszę już usprawiedliwić. niezbyt gwałtownie będę się o to spierał. gdyby to usłyszał. Simiaszu i Kebesie. – Prawie żem to z góry wiedział – powiada Kriton – tylko on mi tu wciąż spokoju nie daje. z osobna. uważałby. – Może to nic innego jak uwolnienie się duszy od ciała? Umieranie to jest to. Zdaje się. że to bardzo dobre powiedzenie na tych. że ci. wykazać. Ale rozmawiajmy – powiada – sami z sobą. kiedy myślę.pójść pomiędzy ludzi dobrych. to bądźcie przekonani. ostatecznie. znacznie lepiej dobrym niż złym. co ci ma podać truciznę: że trzeba ci zwrócić uwagę. prócz tego. że jest rzeczą filozofa dbać o tak . o. żeby umrzeć i nie żyć. co on mi chce. co powiesz. jeśli nas potrafisz przekonać tym. upierałbym się i przy tym. Otóż jeżeli to prawda. pragną śmierci i ludzie też to doskonale wiedzą. powiedzieć. czego człowiek z dawna pragnął i starał się o to. będzie dobrej myśli przed śmiercią i będzie się tam największego dobra spodziewał po śmierci. że ciało uwolnione od duszy staje się. który naprawdę życie spędził na filozofii. Więc dlatego nie wzdrygam się i tak tylko mam dobrą nadzieję. – Ty tak sam jeden tylko z tym przekonaniem w duszy zamierzasz odejść. a z osobna znowu dusza wyzwolona z ciała sama istnieje dla siebie. – Ja się przed wami przecież. Simiaszu. to przekonanie. – A. ale że do bogów pójdę. którzy się filozofii oddają. – Ale naprzód. że owszem. że im się taki los należy. i trzy razy pić ktoś. a o tamtych mniejsza. jak należy. – To prawdę by powiedzieli. – Nie dbaj o niego – powiada. a kiedy ono przyjdzie. Sokratesie – powiada Simiasz. wedle mnie przynajmniej. 140 – No tak. już od chwili uważam. To równocześnie będzie i twoja obrona. czy może byś się nim i z nami podzielił? Bo to przecież. a jednak tyś mnie do śmiechu zmusił. a ludzie bodajże tego nie wiedzą. to nieraz musi i dwa. którzy się filozofią bawią. że człowiek. co mi tu wciąż powtarza ten. co pomarli. choć. Czy sądzisz. jak to właściwie pragnie śmierci i jak godzien jest śmierci. Może śmierć to nic innego jak to właśnie? – Właśnie to – powiada. że jednak jakoś tam jest tym. i jakiej śmierci filozof prawdziwy. do władców bardzo dobrych. wspólne dobro i dla nas. ciałem samym w sobie. tylko to. czy może i ty nie będziesz tego zdania co ja. i jak to z dawna mówią. sądzę. to i trzy. Przecież i z szerokich kół niejeden. Tu Simiasz się uśmiechnął i: Na Zeusa – powiada – Sokratesie. i zgodziliby się z nim ludzie u nas. że ludzie to doskonale wiedzą. A jakim sposobem tak być może. kto się tego nie pilnował. Bo jak nie. spróbuję wam. wzdrygać się przed tym. co rozpatrujemy. że człowiek się zanadto rozgrzewa w rozmowie. Bo oni nie wiedzą. – No cóż. to głupio byłoby przez całe życie niczego innego nie szukać. tylko tego właśnie. może będzie i dwa razy podawał. nie bardzo mi dzisiaj do śmiechu. Naszym zdaniem śmierć jest czymś? – Oczywiście – rzecze podchwytując Simiasz. abyś jak najmniej rozmawiał. Sokratesie – powiada Kriton – nic. Bo stąd będziemy lepiej widzieli to. którzy się z filozofią zetknęli. a jak wypadnie. – Zastanówże się. że jeślibym się przy czymkolwiek w tej materii upierał. a takich rzeczy nie wolno robić przed trucizną. że słuszność mam. co do niego należy. – Niech tylko to przygotuje. co to jest. to spróbuję – powiada. posłuchajmy Kritona.

i stąd dusza filozofa najwięcej gardzi ciałem i ucieka od niego. sile i innych. prawdziwy filozof. zdrowiu. któremu nic z tych rzeczy nie sprawia przyjemności i on w nich nie bierze udziału. że człowiek. taki. duszę od wspólności z ciałem. – Więc czyż nie w rozumowaniu. – A jużeś kiedy którą z tych rzeczy oczyma oglądał? – Nigdy – powiada. – Mówisz zupełnie słusznie. a sama ręce do bytu wyciągnie. niewart jest żyć i że się niejako śmierć patrzy takiemu. jeżeli nawet te zmysły spośród zmysłów cielesnych nie pokazują dokładnie i jasno. 141 – Czy więc najpierw w tych rzeczach nie widać tego. widać. że ono ją wtedy w błąd wprowadza. kiedy. – No cóż.zwane przyjemności. myślisz. – Nieprawdaż. co istnieje? – Tak. A toż ci. czy też ma to za nic. a jakże to jest z nabywaniem rozumu? Czy ciało jest na tej drodze przeszkodą. że jest czymś sprawiedliwość sama. Nie myślisz tak może? – Owszem – powiada. – Jest tak. – Tylkoś jakimś zmysłem innym od zmysłów ciała dotknął tych rzeczy? Ja mówię o wszystkich takich. i innych ozdób ciała. – I piękno czymś. – A inne dogadzanie ciału. o wszystkim. że on to ceni. ani nie widzimy. co . na Zeusa. a o służbę Afrodyty? – Nic podobnego. Simiaszu. – Prawdę mówisz. które przez ciało przychodzą. jednym słowem. – Nieprawdaż. – Otóż szerokie koła uważają. Simiaszu? Powiemy. ani rozkosz. sama w sobie skupi. że zupełnie się obejść bez tych rzeczy niepodobna? – Myślę – powiada – że ma to za nic. to cóż dopiero inne? Toż chyba wszystkie inne są gorsze od tych. jeżeli w ogóle gdziekolwiek. weźmie je z sobą na poszukiwania? Ja myślę na przykład coś w tym rodzaju: czy daje jakąś prawdę wzrok i słuch ludziom. że filozof odwiązuje. – Więc kiedyż – mówi tamten – dusza dotyka prawdy? Bo jeśli próbuje oglądać coś z pomocą ciała. czy nie. więcej niźli wszyscy inni ludzie? – Widać. jak o wielkości. takie jak pokarmy i napoje? – Wcale nie. Sokratesie – powiada Simiasz. i dobro? – Jakżeby nie. – Widocznie. od ciała odwraca. kiedy się. jak tylko może. wszelki kontakt z ciałem zerwie. wszelką wspólność. czy niczym? – Powiemy przecież. ile możności. ani wzrok. czy myślisz. ile możności. czy nie uważasz w ogóle. jeśli ktoś. ani ból. poza tym. który wcale nie dba o przyjemności. że całe staranie takiego człowieka nie odnosi się do ciała. z nim związany. – Tak. – A jakże znowu w takich rzeczach. chce być sama z sobą. ile możności. że za godną rzecz uważa taki człowiek? Jak na przykład nabywanie sukien osobliwych i bucików. że ani nie słyszymy niczego dokładnie. objawia się jej coś z tego. – A ona bodajże wtedy najpiękniej rozumuje. przynajmniej. kiedy jej nic z tych rzeczy oczu nie zasłania: ani słuch. czy też o tym to i poeci nam bez ustanku trąbią. nie dbając wcale o ciało. ono się. a skierowane jest do duszy? – Uważam.

ono znowu podczas rozważań zaczyna się zgłaszać na wszystkie sposoby. co istnieje? – Nadzwyczajne – powiada Simiasz – jaką ty masz rację. jeśli na nas jeszcze jakieś choroby spadną. że jeśli ono komuś z nas da kiedy pokój i człowiek się zwróci do rozważań nad czymś. jeśli w ogóle który. jeśli możliwie wcale nie będziemy przestawać z ciałem. nie będziemy pełni jego natury. powiem nawet. będziemy zapewne pośród takich samych jak my i będziemy sami przez siebie poznawali wszystko. musi się od ciała wyzwolić i samą tylko duszą oglądać rzeczywistość samą. kto samym tylko rozumem. Toż i wojny. i głupstwami nas napełniają licznymi. I dlatego nie mamy kiedy oddawać się filozofii. Tylko tę mamy wskazówkę. będąc w ciele. najwięcej chyba potrafimy się do poznania zbliżyć. jak długo się to ciało duszy trzyma? 142 Czy to nie ten człowiek. czego pragniemy. Czyż to z pomocą ciała oglądamy co najprawdziwsze z tych rzeczy. wyzwoleni z nierozumu ciała. tak że niepodobna przy nim dojrzeć prawdy. i obawami. istotnie. i myśli płoszy. Wtedy dusza będzie sama w sobie oddzielona od ciała. którą nas rozum w rozważaniach wyprowadza. wyzwoli się jak najbardziej od oczu i uszu i. któremu pokarmu trzeba. od całego ciała. naprawdę przez to niczego nigdy na rozum wziąć nie jesteśmy w stanie. żeby myśl obrócić na samo to właśnie. albo dopiero po śmierci. i widziadłami różnorodnymi. Bo tysiączne nam kłopoty sprawia ciało.tylko istnieje rzeczywiście. to jedno z dwojga: albo nigdy w ogóle wiedzy posiąść nic można. przeszkadzają nam w szukaniu tego. Sokratesie! – Nieprawdaż – mówi – nie może być inaczej i wobec tego musi się między prawymi filozofami ustalać taka mniej więcej opinia i tak pomiędzy sobą nieraz mówią: Bodajże istnieje taka niby ścieżka. czego się zowiemy miłośnikami: mądrość. Dopiero jak pomrzemy. i bitwy znikądinąd nie pochodzą. A powiadamy. tak że. Przecież we wszystkich naszych wojnach chodzi o zdobycie pieniędzy. a pieniądze musimy zdobywać dla ciała. '74ylko z ciała i z jego żądz. nie będziemy mieli z nim nic wspólnego. i rozruchy. niczego poznać na czysto. sprawia nam zamieszanie i niepokój. co niepokalane w każdym wypadku istnieje samo w sobie. A jak długo żyjemy. osiągniemy to. jak niewolnicy dogadzać mu jesteśmy zmuszeni. Simiaszu. czy nie ten potrafi dotknąć tego. wedle tego toku myśli. Bo jeżeli niepodobna. A koniec wszystkiego taki. co niepokalane. Pragnieniami i żądzami. samą myślą tylko podchodzić będzie do każdej rzeczy. ani się wzrokiem nie posługując przy myśleniu. a czym każda rzecz jest. a za życia nic. ten będzie może najbliższy poznania w każdym wypadku? – Oczywiście. A do tego. – Otóż czy nie najczyściej tego dokonać potrafi ten. że jeśli kto z nas pragnie kiedy poznać coś w sposób czysty. poza koniecznością ostateczną. bo ono mąci widok i nie pozwala duszy posiąść prawdy i poznania. Wtedy czyści. ale jak długo będziemy mieli ciało i dusza nasza będzie złączona z takim wielkim złem. co istnieje. tylko się niepokalanym rozumem samym w sobie będzie posługiwał goniąc za tym. a przedtem nie. czy też tak się rzecz ma. póki nas bóg sam nie wyzwoli. czego pragniemy. A to . ani żadnych innych wrażeń zmysłowych za rozumowaniem nie wlokąc. przez to wszystko. że kto z nas najbardziej i najdokładniej przygotuje się do tego. Wtedy dopiero spełni się nam zapewne to. nigdy w świecie nie potrafimy zdobyć i posiadać w pełni tego. że tym jest prawda. co rozpatruje. tylko wolni od jego zmazy. jak mówią.

że przybywszy tam. to gdyby się bali i wzdrygali. jak należy. Nie wydaje ci się tak? – Ze wszech miar. jeśliby tylko naprawdę był filozofem. przyjacielu. Simiaszu. troszczą się i starają o to. za czym się rozbijał przez całe minione życie. i śmierć jest dla nich mniej straszna niż dla wszystkich innych ludzi. to wielka jest nadzieja. że tak. co myśleć o człowieku. kiedy ma umrzeć. na Zeusa – powiedział tamten. że to z pewnością nie filozof (który mądrość kocha). tak że temu wyjazdowi. żeby warto było o tym mówić. jak tylko w Hadesie. którzy wiedzę kochają. to jak dopiero co powiedziałem. – Nieprawdaż. że tak – powiada. gdy ono z nimi było wciąż? Czy też: za osobami ukochanymi. Przecież jeśli są w ustawicznej walce z ciałem. jak tylko i wyłącznie tam. żeby umrzeć. a ktoś. dokąd ja idę. Bo on będzie głęboko o tym przekonany. którzy filozofują jak należy. jeżeli w ogóle gdziekolwiek. który całe życie pracował nad sobą na to. śmieszne by to było. – Nieprawdaż więc. przyjacielu. że nigdzie indziej nie dostąpi mądrości w stanie czystym. . w odosobnieniu. o wyzwolenie i oddzielenie duszy od ciała. z którymi obcować pragnęli. – A rozwiązać ją. nie byłożby to wielkim głupstwem. żyjąc. z czym wojnę prowadzili. i o to właśnie chodzi filozofom. trzeba przypuszczać. o czym teraz wciąż mówimy. – Oczywiście – powiedział Simiasz. że wypracował sobie niejaką czystość duszy. – A czyż to się nie nazywa śmiercią: to rozwiązanie i oddzielenie duszy od ciała? –Ze wszech miar przecież – powiedział tamten. mówić muszą pomiędzy sobą i myśleć wszyscy. gdzie są widoki na znalezienie tego. że się któryś wzdryga i niepokoi. dopiero znajdzie człowiek pod dostatkiem. że tam zobaczą tych. Sokratesie. żeby człowiek. jeśli zobaczysz. boby ich ta nadzieja wiodła. że jej nigdzie indziej nie dostąpi tak. Bo temu. i potem. który mnie dziś nakazany. którzy się filozofią zajmują jak należy. A pozbyć się tego. za kobietami i synami pomarłymi wielu by chętnie chciało zejść do Hadesu. żeby najwięcej duszę od ciała oddzielić i przyzwyczaić ją do tego. gdyby się bał śmierci ktoś taki? – Wielkim głupstwem. ci. być jak najbliżej śmierci. i mieszkać. podobnie jak każdemu innemu człowiekowi. pragną zawsze najwięcej i jedynie tylko ci. tego. nie godzi się żadną miarą tknąć tego. który ma to przekonanie. a pragną mieć duszę samą w sobie i nareszcie im się to spełni. nie byłożby to wielkim głupstwem nie iść chętnie tam. przyświeca gwiazda dobrej nadziei. miał się potem wzdrygać. ile możności. zaraz wiesz. żeby się sama w sobie ze wszystkich zakątków ciała umiała skupiać i zbierać. niby z kajdan? – Naturalnie. zaraz widać. kto by istotnie kochał mądrość i też powziął głęboką nadzieję. jak mówimy. – Nieprawdaż – powiedział Sokrates – jeżeli to prawda. w samej sobie. – A oczyszczenie czyż nie na tym właśnie polega. kiedy ona sama do niego przyjdzie? Czy to nie zabawne? – Jakżeby nie? – A więc istotnie – powiada – Simiaszu. aby. Takie rzeczy. tak jak na początku mówiłem. co sam nieczysty. Czy nie? 143 – Widocznie. ten miałby się wzdrygać przed śmiercią i nie miałby chętnie pójść na tamtą stronę? Ej.chyba jest prawda. czego przez całe życie dostąpić pragnęli? Pragnęli mądrości. A jeżeli tak. Rozważ to stąd. co czyste. wyzwolona z ciała. i dziś.

dziwnie ci się te ich zalety przedstawią. za którą wszystko to wymieniać należy rozum. i drugie. to tylko jest rzeczywiste: i męstwo. aby służyć drugim. – Zupełnie tak się rzeczy mają – mówi tamten – jak ty powiadasz. tyłkom się wszelkimi sposobami starał stać się takim. że folgując przyjemno144 ściom jednym. tylko tych. i obawę jedną na drugą. nie zaniedbywał w życiu. i w ogóle prawdziwa dzielność. zapanują nad przyjemnościami innymi. czy tam przychodzą. albo jedno z tych dwojga. – Zdaje się. którzy ukochali mądrość jak należy.tylko ktoś. A czym się starał jak należy i . to. wedle możności. albo i jedno. którzy najmniej dbają o ciało. i dlatego odmawiają sobie jednych. A jednak u nich podobnie rzecz się ma z tym ich naiwnym rozsądkiem. o ile się na nią narażają? – Jest tak. ani prawdy. jak się tu przed chwilą mówiło: w pewnym sposobie rozpusta stanowi ich rozsądne opanowanie. Powiadają zaś ci od święceń. Czegom i ja. dawno już odgadli. kto kocha ciało. taka dzielność to bodajże będzie tylko marą jakąś i ułudą. żeby ktoś był mężny przez obawę i strach. To właśnie wygląda tak. i rozsądek. nie będzie w niej ani odrobiny zdrowia. a kto się oczyści i uświęci. – Zatem obawą i strachem mężni są wszyscy. a w filozofii żyją? – Naturalnie – powiada. że to niemożliwe. Oni się przecież boją utracić inne przyjemności. A przecież to dziwna rzecz. Mimo to zdarza się im. którzy nam tajemne święcenia przekazali. – Simiaszu. którzy różdżki noszą. że kto niewtajemniczony i bez święceń do Hadesu przyjdzie. i sławę. Czyż to nie wyłącznie tych zdobi. i męstwo. – A czy to nie z obawy przed większymi nieszczęściami narażają się ci mężni spośród nich na śmierć. I bodajże ci. Prawda zaś to oczyszczenie pewne od wszystkich tego rodzaju rzeczy. ten będzie leżał w błocie. – Jakże to. a czy i tak zwane męstwo nie jest przede wszystkim udziałem takich właśnie charakterów? – Oczywiście – powiada. – A cóż ci porządni spośród nich? Czyż znowu nie ta sama z nimi sprawa? Pewna rozpusta stanowi ich rozsądne opanowanie? Mówimy przecież. i nawet sam rozum to też bodajże nic innego jak tylko pewne oczyszczenie. ale oni. że wielu jest takich. doprawdy że niegodną człowieka wolnego. i sprawiedliwość. mato dbać o nie i żyć porządnie. ten sam człowiek z pewnością kocha i pieniądze. A to nazywa się rozpustą: niewolnikiem być rozkoszy. I cokolwiek za niego dostaniesz czy kupisz. – Oczywiście. a rozsądne panowanie nad sobą i sprawiedliwość. co i szerokie koła nazywają rozsądkiem. czy odchodzą przyjemności i obawy i te tam inne wszelkie tego rodzaju rzeczy: jeśli przy nich nie ma rozumu. zanim tam przybędzie. istotnie. tych. tylko się jedną z nich wymienia na drugą. których pragną. Sokratesie? – Wiesz – powiada – że ci inni wszyscy zaliczają śmierć do wielkich nieszczęść? – I bardzo wielkich – powiada. to nie byli ludzie byle jacy. że tak. oprócz filozofów. – A jeśli zechcesz – mówi – zastanowić się nad męstwem i rozsądkiem tych innych. żeby się nie unosić żądzami. Wedle mojego mniemania bóg nawiedza nie innych. – Simiaszu kochany! Przecież taka zamiana to stanowczo nie jest prosta droga do dzielności: tak wymieniać przyjemność na przyjemność i przykrość na przykrość. ten między bogami zamieszka. i grube na drobne – jak pieniądze! Istnieje przecież chyba jedna tylko moneta prawdziwa. ale mało kogo bóg nawiedza. i rozsądne panowanie nad sobą. – Nieprawdaż. na rozumie oparta.

które powstają. No. długo trzeba by przekonywać kogoś. dawne podanie. kiedy się znajdę tam. bo nie mogłyby powstać znowu. rozprasza się i rozlatuje się na wszystkie strony. a nie psuje się i nie ginie w tym samym dniu. te. to nic innego. – Zatem – powiada – rozpatrz to nie tylko u ludzi. robi się z czasem to. wedle mego zdania przynajmniej. jak na przykład: piękno jest przeciwieństwem brzydoty. co było mniejsze przedtem. Otóż jeśli w tej obronie wobec was byłem bardziej przekonujący niż wobec sędziów. kiedy człowiek umrze. dobrze by to było. . mielibyśmy. bo wierzę. jeśli bóg pozwoli. to czy to może powstawać skądkolwiekinąd. kiedy się coś większym staje. – Oczywiście – powiada Kebes. Kiedy to powiedział Sokrates. odezwał się Kebes: Sokratesie. Kebesie – powiada Sokrates. Więc jeżeli i ty tak sądzisz. żebyśmy sobie właśnie o tym pogadali. to będę jasno wiedział. że słusznie. jak tylko z umarłych. że istotnie znikądinąd nie powstają ludzie żywi. i u roślin. kto by nawet rad wierzył. mówi. któreś w tej chwili przeszedł. zdaje się. tylko przeciwieństwa z przeciwieństw. ale to o duszy to bardzo niewiarygodnie ludziom brzmi. jeżeli z umarłych znowu powstają żywi. jeżeli łatwiej chcesz rzecz poznać. i nie jest już nigdzie niczym więcej. Ale jeśli tak nic jest. – Ale cóż poczniemy? Czy chcesz. i jeśli się coś mniejszym staje. nie cierpię i nie wzdrygam się. że prawdą jest to. i innych mnóstwo takich samych wypadków. jak nie ze swego przeciwieństwa? Tak na przykład. czy nie? – Co do mnie – powiada Kebes – to chętnie bym posłuchał. – Zdaje mi się – powiedział Sokrates – że ktoś. a sprawiedliwość niesprawiedliwości. wylatuje jak dech lub dym. w ogóle u wszystkich istot. niedługo już. – Prawdę mówisz. u wszystkich zobaczmy. jak mi się zdaje. kto by mnie teraz słuchał. to jeszcze gdzieś jest. – I prawda. ale i u zwierząt wszystkich. gdyby się pokazało. Bo przecież gdyby ona gdziekolwiek była. które pamiętamy. Więc to rozpatrzmy: jeśli coś posiada pewne przeciwieństwo. co też ty sobie o tym myślisz u siebie.czym cel osiągnął. Sokratesie. A będziemy ją rozpatrywali tak mniej więcej: czy w Hadesie są dusze zmarłych ludzi. Toż ona zaraz wychodzi z ciała. co przedtem było większe. co mniejsze? –Jest tak – powiada. nie powie. pięknie było powiedziane. które stąd tam przyszły i znowu tutaj wracają i powstają z martwych. to nieuchronnie przecież z czegoś. choć i was opuszczam. co mówisz. czy nie w ten sposób powstaje wszystko. gdyby tam nie 145 były. innego by potrzeba dowodu. co większe? – Tak. Taka jest moja obrona. że istnieje dusza po śmierci człowieka i ma jakąś siłę i rozum. czy raczej może tak jest. że są. Otóż jeśli tak jest. że gdy się dusza oddzieli od ciała. wielka byłaby nadzieja i piękna. i tutejszych władców. to trzeba rzecz rozpatrzyć. że tak jest. tylko byłyby tam nasze dusze. wszystko inne. – Nieprawdaż. to z czegoś. sama w sobie. robi się później to. że i tam spotkam władców i przyjaciół nie mniej dobrych jak tu. że plotę smalone duby przez gadatliwość i rozwodzę się na nie swoje tematy. Ale o tym. A dowód na to. o ile coś w ogóle ma przeciwieństwo. choćby nawet i komediopisarzem był. że z silniejszego słabsze i z powolniejszego szybsze? – Oczywiście. Simiaszu i Kebesie. czy też nie. Szeroki tłum w to nie wierzy. nie inną drogą. skupiona i uwolniona od tych wszystkich nieszczęść.

to czy nie z raczej niesprawiedliwego? – Jakżeby nie? – To nam wystarczy – powiada – że wszystko w len sposób powstaje: z przeciwieństw zawsze to. co mniejsze. że rośnie. co już nie żyje? – Koniecznie – powiada – trzeba się zgodzić. i ludzie żywi? – Widocznie – powiada. powstaje to. tak jak przeciwieństwem czuwania jest spanie? – Oczywiście – powiada. że przeciwieństwa nawzajem ze siebie powstają i że istnieje powstawanie jednych przeciwieństw z drugich? – Naturalnie – powiedział tamten. Ze spania robi się czuwanie. a spośród stanów powstawania. o których ci dziś mówiłem – powiada Sokrates – i związek. leży wzrost i zmniejszanie się. a z czuwania spanie. i w ogóle wszędzie tak. jeden jest przypadkiem zupełnie jasny i znany. – No cóż. że to. żeby pomiędzy dwoma przeciwieństwami – tych zawsze jest para – występowały dwa stany przejścia: z jednego w drugi i znowu z drugiego w pierwszy? Bo na przykład pomiędzy tym. zupełnie. i z mieszaniem się tak samo. Wystarczy ci to. – Nieprawdaż. i tym. – Zatem z tego. a jeśli niekiedy nie używamy odpowiednich wyrazów. że się zmniejsza? – Tak – powiada. i stany powstawania. co większe. – Otóż powiedz mi i ty także – powiada – tak samo o życiu i o śmierci. Czy nie powiesz. – Więc może z tego. Otóż ja podaję: jedno to spanie. – Więc jak – powiada tamten – zrobimy? Nie dodamyż z drugiej strony przeciwnego stanu . co żyje. które tu zachodzą. – No cóż – powiada. – No cóż. bo umieranie to rzecz jasna przecież. co pomarło. co przeciwne. A ty mi podaj drugi. Te przejściowe stany powstawania pomiędzy nimi to: jeden – zasypianie. czy nie? – Naturalnie – powiada. że życie to przeciwieństwo stanu śmierci? – Powiem. i pomiędzy nimi istnieją dwa przejściowe stany powstawania. a drugi – budzenie się. – A życie czy posiada jakieś przeciwieństwo. i z oziębianiem się. to w rzeczywistości jednak wszędzie musi się tak dziać. i z wydzielaniem się z roztworu. a o drugim. jeżeli to są przeciwieństwa.– No cóż. – Tak jest. Kebesie. a z tego. jedno powstaje z drugiego. 146 – A jedno powstaje z drugiego? – Tak. a drugie czuwanie. i z ogrzewaniem. – Nieprawdaż. co powstaje? – To. – Więc są – powiada – nasze dusze w Hadesie? – Chyba są. – A jakie? – Stan śmierci – powiada. czy nie? – Owszem. co żyje. a jeżeli się coś gorszym staje. bo to para przeciwieństw? – Jakżeby nie? – Otóż ja ci podam jeden związek spośród tych rzeczy. to czy nie z lepszego? A jeśli sprawiedliwszym. i my mówimy o jednym. co żyje. a bywa i tak w tych rzeczach. co nie żyje – powiada. – Nieprawdaż.

to jakimże sposobem miałoby się w końcu wszystko nie wyczerpać na dostarczanie trupów? – Nie widzę żadnego sposobu – powiada Kebes – i zdaje mi się. A to byłoby niemożliwe. na cośmy się zgodzili. powstawało z czegoś innego. nie mniej jak na to. co mówisz. a gorszym gorzej. a nie odpowiadałoby mu budzenie się. tylko na tym punkcie natura ma być kulawa? Czy też koniecznie potrzeba postawić naprzeciw umierania inny. a co żywe. zanim w tej ludzkiej postaci na świat przyszła. jako powstanie ze snu. – A zobacz no tak – powiada – Kebesie. – Tylko słuchaj. On by się zgoła nie wydał na tle. jak jest. 147 – Tak jest – podjął Kebes – tak jest i według tego zdania przecież. i lepszym z nich jest lepiej. istnieje rzeczywiście i powrót do życia. to. i dusze zmarłych istnieją. chyba. to czyż nie musiałoby w końcu bezwzględnie wszystko pomrzeć. nie byliby w stanie tego zrobić.powstawania. bo dobrze w tej chwili nie pamiętam. I gdyby się wszystko mieszało. jeśli ich ktoś dobrze pyta. Kebesie – podchwycił Simiasz – jakie są na to dowody? Przypomnij mi. umierało. niby punkty drogi po kole. – A jakiż to? – Zmartwychwstawanie. Tak że i z tego punktu widzenia dusza wydaje się czymś nieśmiertelnym. sami mówią wszystko. przeciwny jakiś stan: powstawania? – Chyba może tak – powiada. – Więc i na tym punkcie zgoda pomiędzy nami. na przykład. i nie zakręcałaby znowu do pierwszego. prędko by przyszło to z Anaksagorasa: wielkie zmieszanie wszechrzeczy. jeżeli ich ktoś weźmie do figur geometrycznych . – Jeden dowód – powiada Kebes – najlepszy: oto ludzie zapytani. powstawać? – Jak to rozumiesz? – powiada. a po śmierci trwało w tej postaci wszystko. bo i wszystkie inne rzeczy robiłyby to samo co on: spały. Więc tak samo. jak tylko przypominaniem sobie. co tylko życia dostąpi. że to ze wszech miar prawda. To tak. jeśli ono tylko jest prawdziwe. a przecież. że umarli powstają z żywych. a nic nie wydzielało z mieszaniny. Bo gdyby powstawaniu każdemu po jednej stronie nie odpowiadało zawsze powstawanie po drugiej. musieliśmy się w jakimś poprzednim czasie wyuczyć tego. że koniecznie dusze zmarłych muszą być gdzieś. – Nietrudno – mówi tamten – zrozumieć. skąd by na powrót mogły wracać do życia. że żywi powstają z umarłych. to rozumiesz. to zmartwychwstanie? – Tak jest. gdyby umierało wszystko. kochany Kebesie. i nie wracało znowu do życia. że w końcu wszystko by Endymiona zakasowało ze szczętem. Następnie. i rzeczywiście z umarłych powstają żywi. że musi tak być. gdyby nie była istniała gdzieś nasza dusza. gdyby w nich nie było wiedzy i słusznej myśli. co mówię. że i nie bez słuszności zgodziliśmy się. i nie wracała tym samym torem. jak uważam. Sokratesie. wedle tego. i myśmy się nie oszukali. zgadzając się na to. ze wszech miar tak. wedle tego koniecznie. to rozumiesz. – Nieprawdaż – powiedział tamten – jeśli istnieje zmartwychwstawanie. tylko by droga powstawania była niejako prosta. co umarłe. co sobie teraz przypominamy. to ono byłoby takim przejściem do żywych. które ty tak często wypowiadasz. co żyje. to uzasadniony stąd wynika wniosek. A jeśli tak jest. jak mi się wydaje. Sokratesie. – Bo to tak jest – powiada – Kebesie. że wszystko by w końcu przybrało jedną i tę samą postać. jedynie tylko z jednego przeciwieństwa w drugie. a nic nie zostawać przy życiu? A jeśliby to. – Zdaje mi się – powiada – Sokratesie. gdyby zasypianie istniało. znalazłoby się w jednym i tym samym stanie i przestałoby się tworzyć. że nasze uczenie się niczym innym nie jest.

– A cóż – mówi tamten – a czy można zobaczywszy konia narysowanego albo lirę narysowaną. że człowiek zakochany. czy nie musi się do tego dołączać i stan taki: zdaje sobie człowiek sprawę z tego. to musiał przedtem to kiedyś wiedzieć. a w myśli mu staje postać chłopca. – Naturalnie – powiada. i on tego nie oglądał więcej. ale i coś innego mu na myśl przyjdzie. Tylko to właśnie – powiada – chciałbym przeżyć. tak – powiada tamten. jak to ty zacząłeś mówić. co się nam przypomniało? – Naturalnie – powiada. i innych tam będzie takich przykładów bez końca.lub czegoś w tym rodzaju. . prawda. kiedy Simiasza ktoś zobaczy. że tak się rzeczy mają. Mimo to jednak chętnie posłuchałbym teraz. – A czy i na to zgadzamy się. albo coś innego. a nieraz i od tego. że przypomnienie raz idzie od tego. – Nieprawdaż. przypomnieć sobie Simiasza samego? – Można. doprawdy. doznaje takiego stanu: poznał lirę. żebym nie wierzył – powiada Simiasz – to nie. tylko innej. przypomnieć sobie Kebesa? – Tak jest. prawda. – Więc czy z tego wszystkiego nie wynika. czy nie – od tego. kiedy ktoś doznaje takiego stanu w odniesieniu do czegoś. to czyż nie słusznie mówimy wtedy. że jeśli sobie ktoś coś przypomnieć potrafi. co niepodobne? – Wynika. Bo ty nie wierzysz. o czym mowa: przypomnienie. do którego lira należy: to jest przypomnienie. czy może z tego stanowiska nie zgodzisz się z nami. co Kebes zaczął mówić. naturalnie – powiedział. – Widzisz – powiada tamten – właśnie coś takiego to jest pewne przypomnienie. Tak samo jak nieraz. I już mniej więcej z tego. na Zeusa – powiedział Simiasz. żeby tak zwane uczenie się było przypominaniem sobie? – Co do mnie. bo i czas długi minął. tak na przykład: inna wiedza dotyczy człowieka. o czym już zapomniał. Simiaszu – powiedział Sokrates – to zobacz. 148 – A kiedy sobie człowiek coś przypomina po czymś podobnym. że sobie przypomniał to. czy to coś odbiega nieco pod względem podobieństwa. że gdy wiedza jakaś na tej drodze powstaje. – Zgadzamy się przecież. – Tak jest – powiada. – Jakżeby nie? – A nieprawdaż. mówisz? – O. pamiętam coś i wierzę. ty wiesz. – A jeżeli cię to nie przekonywa. – Bez końca. i narysowanego Simiasza zobaczywszy. wtedy najjaśniej widać. kiedy zobaczy lirę albo płaszcz. to jest to przypomnienie? A o jakiej drodze mówię? O takiej: jeżeli ktoś najpierw coś zobaczy albo usłyszy lub inne jakieś od tego wrażenie zmysłowe odbierze i nie tylko pozna. czego zwykł używać jego kochanek. Kebes mu się przypomni. co mu na myśl przyszło? – Jak. co nie jest przedmiotem tej samej wiedzy. przypomnieć sobie człowieka. – O. co podobne. albo zobaczywszy narysowanego Simiasza. a inna liry. Przede wszystkim zaś.

– Zobacz tedy – mówi tamten – czy to tak jest. Mówimy, niby, że równość to jest coś. Ja
nie myślę tego, że jeden kawałek drzewa jest równy drugiemu albo kamień kamieniowi, ani
nic innego w tym rodzaju, tylko mam na myśli coś innego, poza tym wszystkim: równość
samą. Jest to coś, powiemy, czy nic?
– Powiemy przecież, na Zeusa – rzekł Simiasz – jeszcze jak!
– A czy my także i wiemy, co to jest?
– Tak jest – powiedział tamten.
– A skądeśmy wzięli wiedzę o tym? Chyba nie z tych rzeczy, o którycheśmy w tej chwili,
teraz mówili; nie kawałki drewna czy kamienie, czy co tam innego oglądając równego, z
nicheśmy
sobie myśli o tamtym utworzyli, bo ono inne jest od tych rzeczy? Czy może nie wydaje
ci się czymś innym?
A zobacz i tak. Czy kamienie równe i kawałki drewna, nieraz takie same, nie wydają się
raz równe, a raz nie?
– Tak jest.
– No cóż; a równości same, bywa, żeby ci się nierównymi wydawały? Albo równość
nierównością?
– Nigdy przecież, Sokratesie.
– Więc to może nie jest to samo – powiedział tamten – owe rzeczy równe i równość sama.
– Zdaje mi się, że nie jest, Sokratesie.
– A jednak od tych – powiada – rzeczy równych, choć one są czymś innym niż owa równość,
jednak od nich twoja wiedza o równości pochodzi i z nich ją twoja myśl wzięła?
– Najzupełniejszą prawdę mówisz – powiada.
– Nieprawdaż; bez względu na to, czy ona do nich podobna, czy niepodobna?
– Tak jest.
– Bo to – mówi tamten – nie stanowi żadnej różnicy. Jeśli tylko przy patrzeniu na cokolwiek
pod wpływem tego widoku coś innego ci na myśl przyjdzie, czy to podobnego, czy
niepodobnego,
niewątpliwie – powiada – zachodzi wtedy przypomnienie.
– Tak jest.
– No, a to? – powiada tamten. – Czy trafia się nam coś takiego w odniesieniu do kawałków
drzewa i tych rzeczy równych, o którycheśmy dopiero co mówili: czy wydają się nam tak
równe jak równość sama, czy też niedostaje im czegoś do niej i nie są takie jak równość, czy
też niczego im nie brak?
– Daleko im przecież do niej – powiada.
– Nieprawdaż, zgadzamy się, że jeśli ktoś coś zobaczy i pomyśli, że chciałoby wprawdzie
to, co teraz widzę, być takie jak inny jakiś przedmiot, ale mu daleko do tego i ono nie potrafi
być takie jak tamto, tylko jest lichsze od niego, to przecież bezwarunkowo ktoś, komu taka
myśl przychodzi, musi naprzód znać tamten przedmiot, do którego, mówi, że ten tu jest
podobny
wprawdzie, ale mu jeszcze daleko do tamtego?
– Bezwarunkowo.
– Cóż więc? Czy coś takiego nie dzieje się i z nami w stosunku do przedmiotów równych i
do równości?
– Ze wszech miar.
– Więc może musieliśmy naprzód znać równość, przed tym czasem, w którym po raz
pierwszy zobaczyliśmy rzeczy równe i pomyśleli, że wszystkie one wprawdzie chciałyby być
takie jak równość, ale im daleko do tego.
– Jest tak.
149

– Tak, a więc i na to się zgodzimy, że nie skądinąd taka myśl poszła ani powstać mogła,
jak tylko z zobaczenia lub dotknięcia, lub innego jakiegoś wrażenia zmysłowego. Bo to
wszystko jedno, myślę.
– To też jest wszystko jedno, Sokratesie; przynajmniej w tej sprawie, którą ma wyjaśnić
nasza rozmowa.
– A więc tak; więc na spostrzeżeniach zmysłowych musi się opierać myśl, że wszystko to,
co jest w tych spostrzeżeniach, tylko chciałoby być takie jak równość sama, tylko zmierza do
niej, ale jej nie dorasta. Czy jak powiemy?
– Tak.
– Więc może, zanimeśncy zaczęli widzieć i słyszeć, i inne czynić spostrzeżenia, musieliśmy
gdzieś byli zachwycić wiedzę o równości samej i poznać, czym ona jest, jeśliśmy mieli
do niej odnosić te rzeczy równe w spostrzeżeniach i stwierdzać, że one wszystkie pragną być
takie jak ona, ale są od niej lichsze.
– Niewątpliwie tak, wedle tego, co się powiedziało, Sokratesie.
– A nieprawdaż, że po urodzeniu zaraz widzieliśmy i słyszeli, i posiadaliśmy inne
spostrzeżenia?
– Tak jest.
– Więc trzeba było, powiemy, przedtem kiedyś posiąść wiedzę o tym, co równe?
– Tak.
– Więc może chyba przed urodzeniem musieliśmy ją posiąść?
– Zdaje się. – Nieprawdaż, jeśli dostawszy ją przed urodzeniem, przyszliśmy z nią na
świat, to znaliśmy i przed urodzeniem, i zaraz po urodzeniu nie tylko to, co równe, i to, co
większe, i to, co mniejsze, ale i wszystkie tego rodzaju rzeczy? Bo przecież nie mówimy w
tej
chwili jedynie tylko o równości, ale równie dobrze o tym, co piękne samo w sobie i co dobre
samo w sobie i sprawiedliwe, i zbożne i, jak mówię, o wszystkim, co jak pieczęcią,
oznaczamy
zwrotem: „jest czymś”, zarówno w pytaniach, gdy pytamy, jak i w odpowiedziach, gdy
odpowiadamy. Tak że musieliśmy koniecznie byli wziąć skądeś znajomość tych wszystkich
rzeczy już przed urodzeniem.
– Jest tak.
– I gdybyśmy wziąwszy ją, nie byli jej w każdym wypadku zapomnieli, bylibyśmy nie tylko
z nią przychodzili na świat, ale i zachowywali ją przez całe życie. Bo wiedzieć znaczy:
zdobywszy wiedzę o czymś, mieć ją i nie zapomnieć. Czyż nie to nazywamy zapomnieniem,
Simiaszu: utratę wiedzy?
– Tak przecież, Sokratesie.
– Jeśli więc, uważam, dostawszy ją przed urodzeniem, zapomnieliśmy ją przychodząc na
świat, a potem, posługując się zmysłami, na powrót tamte wiadomości odzyskujemy,
któreśmy
przedtem kiedyś posiadali, to czyż to, co nazywamy uczeniem się, nie jest odzyskiwaniem
naszej własnej wiedzy? Jeśli to nazwiemy przypominaniem sobie, słusznie to chyba
nazwiemy.
– Tak jest.
– Otóż okazało się rzeczą możliwą, żeby człowiekowi, który spostrzegł coś: zobaczył czy
usłyszał, czy inne jakieś wrażenie zmysłowe odebrał, coś innego od tych rzeczy w myśli
stawało,
co był zapomniał, a czemu bliski był przedmiot spostrzeżony, choć niepodobny, albo
nieraz i podobny. Tak że jak powiadam, jedno z dwojga: albośmy wiedzę o tych rzeczach
przynieśli na świat i posiadamy ją wszyscy przez całe życie, albo później ci, o których
powiadamy,

że się uczą, nic innego nie robią, tylko sobie przypominają i uczenie się byłoby
przypominaniem
sobie.
– Naturalnie, że tak się rzeczy mają, Sokratesie.
– Zatem co wybierasz, Simiaszu? Przynosimy ze sobą wiedzę już na świat, czy też
przypominamy
sobie dopiero później to, o czymeśmy przedtem wiedzę posiedli?
150
– Trudno mi, Sokratesie, w tej chwili wybrać.
– No cóż, a z tego umiesz wybrać i co sobie o tym myślisz? Człowiek, który posiada wiedzę
o czymś, potrafi zdać sprawę z tego, co wie, czy nie potrafi?
– Ależ tak, koniecznie, Sokratesie.
– A czy uważasz, że wszyscy ludzie potrafią zdać sprawę z tych rzeczy, któreśmy przed
chwilą wymieniali?
– Bardzo bym tego chciał – powiada Simiasz – ale ja się raczej obawiam, że jutro o tej porze
nie będzie ani jednego człowieka, który by to godnie robić potrafił.
– Więc nie uważasz, żeby wszyscy posiadali wiedzę o tych rzeczach?
– Nigdy.
– Więc tylko sobie przypominają to, czego się kiedyś nauczyli?
– Musi tak być.
– A kiedyż to zachwyciły dusze nasze wiedzę o tych rzeczach? Boć przecie nie po tym
momencie, kiedyśmy się porodzili ludźmi?
– Pewnie, że nie.
– Więc może wcześniej?
– Tak.
– Więc może istniały, Simiaszu, dusze wcześniej, zanim weszły w postać człowieka; bez
ciał, a rozum miały.
– A może my, Sokratesie, z chwilą urodzenia nabywamy te wiadomości, bo jeszcze t en
moment zostaje.
– Dobrze, przyjacielu. A tracimy je w jakimże innym czasie? Bo przecież nie przynosimy
ich na świat, jakeśmy się dopiero co zgodzili. Czy może w tym samym momencie je tracimy i
zyskujemy? Czy też potrafisz podać inny jakiś moment?
– Nigdy, Sokratesie; ja nie zauważyłem, żem się odezwał nie do rzeczy .
– Więc czy nie tak jest – powiada – Simiaszu: jeśli istnieje to, o czym trąbimy wciąż, to
piękno i dobro, i cała tego rodzaju rzeczywistość, i my do niej odnosimy wszystkie dane
naszych
spostrzeżeń zmysłowych jako do czegoś, co istniało wcześniej, i odnajdujemy w niej to,
że była naszą, i porównywamy z nią te rzeczy tutaj, to koniecznie musi i nasza dusza być, tak
samo jak owa rzeczywistość, jeszcze zanimeśmy na świat przyszli. A jeżeli nie istnieje tamto,
to daremne może nasze wywody? Czy nie tak jest i nie równa konieczność, żeby i tamto
istniało,
i nasze dusze, zanimeśmy się porodzili, a jeśli tamtego nie ma, to i tego nie?
– Nadzwyczajnie, Sokratesie – powiedział Simiasz – zdaje mi się, że tu ta sama konieczność
zachodzi i wychodzi bardzo pięknie, naprawdę: że podobnie istniała nasza dusza, zanimeśmy
przyszli na świat, jak i ta rzeczywistość, o której teraz mówisz. Bo dla mnie przynajmniej
nic ma nic bardziej oczywistego nad to, że wszystkie tego rodzaju rzeczy istnieją
najbardziej, jak tylko można: to piękno i dobro, i te wszystkie inne rzeczy, o których w tej
chwili wspomniałeś. Tak że mnie przynajmniej ten dowód zupełnie wystarcza.
– A jakże Kebesowi? – powiada Sokrates. – Trzeba przecież i Kebesa przekonać.
– Wystarcza mu – powiedział Simiasz – jestem przekonany. Choć on jest niesłychanie

twardy na tym punkcie: nigdy nie wierzy wywodom. Sądzę jednak, że jest dostatecznie
przeświadczony
o tym, że zanimeśmy przyszli na świat, dusza nasza istniała.
Czy jednak i po naszej śmierci jeszcze będzie istniała, tego nawet i ja sam nie mam wrażenia,
żebyśmy dowiedli; jeszcze zostaje nie obalone to, co przed chwilą Kebes mówił, to pospolite:
kto wie, czy aby ze śmiercią człowieka dusza się nie rozprasza i czy to dla niej nie jest
koniec istnienia. Bo cóż stoi na przeszkodzie temu, żeby powstawała i zbierała się
skądeśtaminąd,
i istniała przed wejściem w ciało ludzkie, ale skoro raz wejdzie i wyjdzie z niego, wtedy
już koniec jej i zatrata?
– Dobrze mówisz, Simiaszu – powiedział Kebes. – Zdaje się, że dowiodło się jak gdyby
połowy tego, o co chodzi, tego, że zanimeśmy się porodzili, istniała nasza dusza; trzeba
jesz151
cze i tego dowieść, że gdy pomrzemy, będzie istniała tak samo dobrze jak przed urodzeniem;
jeżeli dowód ma być skończony.
– Dowód skończony – powiada Sokrates – mamy, Simiaszu i Kebesie, już i teraz, jeżeli
zechcecie zestawić ten wywód z tym, na któryśmy się poprzednio zgodzili: że wszystko, co
żyje, powstaje z tego, co nie żyje. Jeżeli bowiem dusza istnieje już i poprzednio, a do życia
idąc i rodząc się, nie może znikądinąd się urodzić jak tylko ze śmierci i z martwych, to jakże
nie ma koniecznie istnieć i po śmierci, skoro przecież musi znowu się urodzić? Więc już i
teraz jest dowód na to, co się mówi.
Mimo to mam wrażenie, że ty i Simiasz chętnie byście jeszcze bliżej przedyskutowali ten
wywód, a boicie się tak jak dzieci, aby duszy naprawdę wiatr nie porozdmuchiwał na
wszystkie
strony i nie rozprószył, jak będzie z ciała wychodziła; tym bardziej jeżeli ktoś będzie
umierał nie podczas ciszy, ale gdzieś na wielkim wietrze.
Kebes uśmiechnął się na to i powiada: – To i tak, jak gdybyśmy się bali, próbuj nam
perswadować,
Sokratesie. A raczej nie tak, jak gdybyśmy się my sami bali, tylko siedzi może i w
każdym z nas taki chłopiec jakiś, który się takich rzeczy boi. Więc do niego spróbujmy
przemówić,
żeby się nie bał śmierci jak straszydła.
– A to trzeba mu – powiada Sokrates – czary przyśpiewywać co dnia, aż go z tej obawy
wyleczycie.
– Ale skąd my – powiada – Sokratesie, takiego dobrego czarodzieja weźmiemy, kiedy ty
nas opuszczasz?
– Hellada jest duża, Kebesie, i są w niej gdzieś ludzie dzielni; a liczne są i barbarzyńców
ludy; trzeba je wszystkie przetrząsnąć i takiego czarodzieja szukać, ani pieniędzy nie
szczędząc,
ani trudów. Nie ma wydatku bardziej na czasie niż ten. A szukać powinniście i sami
pomiędzy sobą. Może nawet i niełatwo potraficie znaleźć kogoś, kto by to lepiej od was
potrafił
robić.
– Nie omieszkamy, z pewnością – powiedział Kebes. – Ale jeżeliś łaskaw, to wróćmy do
tego, cośmy urwali.
– Owszem, bardzo chętnie; dlaczegóżby nie?
– To bardzo pięknie – powiada.
– Otóż o coś w tym rodzaju – mówi Sokrates – powinniśmy zapytać sami siebie: jakiemu
też to przedmiotowi wypada doznawać tego stanu rozproszenia i o jaki przedmiot wypada się
bać, żeby tego stanu nie doznał, a o jaki nie ma obawy. Potem zaś zastanowić się, do którego

podobniejsze jest nasze ciało i z którym bardziej spokrewnione? – To przecież każdemu jasne – powiada – że z widzialnym. – A cóż dusza? Widzialna czy nie? – Nie dla ludzi przecież. czy wszystkimi. powstałe przez syntezę. a co raz takie. ze względu na naturę ludzką przecież. – Ale my mówimy o tym. jak zostały złożone. i zależnie od wyniku być dobrej myśli albo się bać o nią. z którą wiążemy pojęcie istnienia i w pytaniach. jak na przykład z ludźmi. – Więc bez postaci? – Tak jest. raz inna? Równość sama. wszystko. powiedzieć można. czy to równymi. – Ze wszech miar – rzecze – prawdę mówisz – Więc jeżeli chcesz. oczywiście. a dalej – mówił tamten – w nas samych czyż nie jest jedno ciałem. a drugi bez postaci. piękno samo. cokolwiek istnieje samo. i zobaczyć. to właśnie ono jedynie podlegać temu nie może. to przyjmijmy – powiada – dwa rodzaje bytów: jeden widzialny. 152 – A jakże się ma rzecz z licznymi przedmiotami pięknymi. nie zostają jednakie? – Znowu tak jest – powiedział Kebes. cokolwiek istnieje naprawdę. – Nigdy one nie są takie same. – Nieprawdaż. Otóż czy to nie przedmioty złożone. tych możesz i dotknąć. ani jedne w stosunku do drugich nigdy. czy też wprost przeciwnie jak tamte: ani same w stosunku do siebie samych. bo to są rzeczy bezpostaciowe i zobaczyć ich nie można. i w odpowiedziach. czy ona zostaje zawsze jednaka i niezmienna. a widzialny nigdy? – I to – powiada – załóżmy. – Przyjmijmy – mówi. to będzie złożone? – Mnie się przynajmniej tak wydaje. – A zwróćmy się – powiada – do tego. to przede wszystkim będzie niezłożone. raz inne i nigdy takie samo. – I ten bez postaci zawsze jest taki sam.z tych dwóch rodzajów przedmiotów należy dusza. – Nieprawdaż. żadnej nigdy i po żadnym względem odmianie nic podlegając? – Zawsze zostaje takie samo. czy pięknymi. każdy byt podpada kiedy jakiejkolwiek przemianie? Czy też zawsze wszystko. Ale jeśli coś jest niezłożone. . jedną tylko zachowuje postać samo w sobie. jeśli w ogóle cokolwiek? – Zdaje mi się – powiada Kebes – że tak jest. natomiast tych niezmiennych nie sposób uchwycić czym innym jak tylko pracą rozumu. a drugie duszą? – Nie inaczej – powiada. – No. cokolwiek zawsze zostaje takie samo i niezmienne. Rzeczywistość sama. które takie samo imię noszą jak one? Czy są nieodmienne. podlegają z natury rzeczy temu stanowi: rozpadają się tak samo. możemy powiedzieć. czegośmy poprzednio dotknęli w rozmowie. myślisz? – Ze względu na ludzką. jednakie zawsze i niezmienne. Czy na jakąś inną. czy innymi jakimikolwiek rzeczami. – Do któregoż więc z tych dwóch rodzajów. Sokratesie. Sokratesie – powiedział Kebes. czy raz jest taka. i innymi je spostrzec zmysłami. co widzialne i co nie. – Więc co powiemy o duszy? Widzialna jest czy niewidzialna? – Niewidzialna. końmi czy płaszczami.

a ciało do tego. co wieczne i . i rozwiać na wszystkie strony. i nierozkładalne. a dusza w ogóle nierozkładalna będzie. że do tego. najpodobniejsze znowu jest ciało. co boskie. bo się takich rzeczy tknęła. i dla myśli tylko dostępne. że dusza. – A ilekroć rozpatruje coś sama w sobie. albo innym jakimś zmysłem – bo to właśnie znaczy posługiwać się ciałem: rozpatrywać coś za pośrednictwem wrażeń zmysłowych – wtedy ją ciało za sobą wlecze w dziedzinę tego. co w nim widzialne. co czyste i wiecznotrwałe. któremu się wypada rozłożyć i rozpaść. choćby nawet bardzo delikatne ciało miał ten. że to. i tośmy przedtem mówili. i zawsze jednakie. a co my trupem nazywamy. albo słuchem. – Ze wszech miar – powiada – piękne i prawdziwe twoje słowa. a nawet w takiej krasie wieku bardzo długo trwa. przestaje się wtedy błąkać i obcując z tym zawsze się jednako do tego samego odnosi. albo coś tak koło tego? – Jakżeby nie. kochany Kebesie. jemu: służyć i podlegać nakazuje natura. do podlegania i służby? – Zdaje mi się. Z tego względu które z nich dwojga wydaje ci się podobnym do tego. co na widoku leży. natenczas leci tam. co się przedtem i co się teraz powiedziało? – Chyba każdy. Sokratesie. – Pojmujesz tedy. co nie ma postaci. sądzisz znów. i ona się błąka i niepokoi.. i zawsze samo w sobie jednakie. i nieśmiertelne. że dusza do tego. Sokratesie. – Więc zobacz no – powiada – Kebesie. najpodobniejsza jest dusza. co nie. że jak długo razem są dusza i ciało. co boskie. który umarł. a które do tego. i zawrotu doznaje jak pijana. więc albo wzrokiem. bo takie ciało pozbawione wnętrzności a zabalsamowane. a to. co śmiertelne? Czy nie zdaje ci się. bo się takich rzeczy tknęła? – Tak jest. ale wytrzymywać zwykło dość długi czas. co ludzkie i śmiertelne. wówczas to. ciało. rodzaju przedmiotów dusza jest podobniejsza i z którym bliżej spokrewniona. i bezmyślne. jest zrodzone do władzy i rządu. że nie tak się rzeczy mają? – Nie mamy. i wieloposiaciowe. to. A ten stan jej nazywają rozumem. a ono więcej do tego. Mamy przeciwko temu coś innego do powiedzenia. ilekroć sama z sobą zostanie. – Ze wszech miar tak musi być. co boskie. sądzę.niezmienne. co śmiertelne. – A cóż ciało? 153 – Ciało do tego drugiego. to czyż nie ciału prędko rozłożyć się wypada. zawsze się do tego zbliża. co śmiertelne.– Zatem dusza jest więcej niż ciało podobna do tego. ona tego krewna. nie to nam wychodzi. wedle tego. cośmy powiedzieli. zgodzi się po tej rozprawie. i zawsze samo w sobie wielorakie. – Do któregoż więc z tych dwóch pierwiastków dusza jest podobna? – Jasna rzecz przecież. czy z tego wszystkiego. co nigdy nie jest jednakie. najbardziej nawet nieuczony. że ze wszech miar i całkowicie dusza podobniejsza jest do tego. a do tego. niż do tego. nie w tej chwili doznaje czegokolwiek w tym rodzaju. a jej: panować i władać. Sokratesie. ilekroć się ciałem posługuje do rozpatrywania czegoś. w dziedzinę tego. – Cóż więc? Jeżeli tak się rzeczy maja. co boskie i nieśmiertelne. – Więc do którego. co widzialne. że skoro człowiek umrze. i rozkładalne. – A zobacz no rzecz i z tej strony. o ile jej to wolno. – Nieprawdaż. . i jedną tylko postać mające.

gdzie już nieraz widywano jakieś do cieniów podobne dusz widziadła. Tylko z pewnością raczej tak się rzeczy mają: jeśli się oderwie czysta i żadna cząstka ciała się z nią nie wlecze. włóczy się koło pomników i grobów. co dla oczu niedostępne i ciemne. – Nieprawdaż. dokąd przyjdzie i będzie szczęśliwa. który im towarzyszy. bo powstają widma z dusz tego rodzaju. i wciąż o to dbała – a to nic innego nie znaczy. pokutując za pierwsze swoje życie: złe. przyjacielu. splamiona i nie oczyszczona od ciała się oderwie. i innych nieszczęść ludzkich i. jak mówią wtajemniczeni. – Tak jest. przed tamtym światem. i widzialny. a tego. tylko mają w sobie to. a dusza. powiedzieć można. taka właśnie z natury. sądzę. mniemam. póki nie ulegną żądzy cielesnego pierwiastka. dokąd. doprawdy. i rozkoszom. niedługo i mojej duszy iść wypadnie. również. – No. myślisz. – A jeśli znowu. ze strachu przed tym. Sokratesie. które się po takich miejscach błąkać muszą. to bezpostaciowe przecież. – Tylko będzie. i ulegała jego czarowi. dusza o tych znamionach w dziedzinę podobną do niej odchodzi: bezpostaciową. nieśmiertelną i rozumną. i bezpostaciowe. I błąkają się tak długo. – Prawdopodobnie tak. i ona. a zawsze z ciałem trzymała i dbała o nie. i uciekać przed tym – czy taka dusza. I to z pewnością nie są dusze ludzi dzielnych. co cielesne. i jak powiadają. co widzialne. sama w sobie. skończy błędną wędrówkę i wyzbędzie się bezmyślności i obaw. miałaby rozłączywszy się z ciałem rozwiewać się natychmiast i ginąć. do dobrego i rozumnego boga odchodzi. – Prawdopodobnie. co do ciała podobne. Czy nie? – Tak. przecież. – A trzeba przypuszczać. i znowu w ciała nie wejdą. i żądzom. kochany Kebesie i Simiaszu. tylko że filozofowała jak należy i starała się rzeczywiście umrzeć lekko – to czyż to nie jest właściwa troska o śmierć? – Ze wszech miar. jeśli bóg pozwoli.jak ci zabalsamowani w Egipcie. to. tylko złych. co w inne miejsce. Kebesie. jak kości i ścięgna. i takie tam inne wszystkie. są nieśmiertelne. Tak powiemy. oczywiście. jakie im najbliższe były za życia. i żądz dzikich. cięży i wlecze się znowu na miejsca widzialne. bo ona nic wspólnego z nim nie miała za życia dobrowolnie. doprawdy. i do płciowej rozkoszy zażyć. tego zwykła była niena154 widzić i bać się tego. co niewidzialne. przez co je też i widać. na wskroś pierwiastkiem cielesnym przeniknięta. i zjeść. A wchodzą. naprawdę resztę czasu między bogami spędzi. że to pierwiastek ociężały. takie samo jak ono. a niektóre części ciała. szlachetne i czyste. potrafi się na czysto. na Zeusa – powiedział Kebes. Toteż taka dusza nasiąkła tym. który w nią wrósł przez ustawiczne i bliskie zżycie się z ciałem i wielką troskę o nie. utrzymuje się prawie w zupełności nieprawdopodobnie długi czas. które się nie oddzieliły czysto. i wypić. tylko uciekała odeń i skupiała się sama w sobie. jak mówi wielu spośród ludzi? Daleko do tego. odlatuje. czego by się dotknąć można i zobaczyć. – Jakież to masz na myśli. Sokratesie? . i kochała je. na tamten świat. Kebesie. ciężki i do ziemi zbliżony. boską. tak że się jej nic innego nie wydawało rzeczywistym jak tylko to. choć ono samo zgnije. w takie charaktery. oderwać? – Ani trochę – powiada. czy inaczej? – Tak jest. a tylko dla filozofii i rozumu uchwytne.

tego niech za żadną prawdę nie uważa. co kochają władzę i zaszczyty. którzy się dzielnością obywatelską odznaczali i oddawali pracy społecznej.miłujący naukę. a nie tylko ciała swoje pielęgnują całe życie. . którzy się obżarstwu oddawali i szelmostwom. która na nich przez ramię spogląda. których wielu.– Na przykład ci. a sam więzień pomaga własne zacieśniać kajdany – więc. którzy kochają naukę. i wierzą. w osy czy w mrówki. a tam inne. dokąd ona prowadzi. Takim jest wszystko to. wiedzą bowiem. ani się ruiny domu swego bojąc. ani o lekceważenie publiczne dbając. i pijaństwom. którym coś na własnej duszy zależy. mają moc nad sobą i nie oddają się pod władzę żądz. co zmysłami dostrzegalne i widzialne. toteż trzymają się z dala od tych rzeczy. że filozofia w tym stanie duszę ich znajduje. bardzo słusznie mówisz. przyjacielu Simiaszu i ty. ci. który mądrości nie ukochał i nie doszedł całkowicie czysty. w pokolenie wilków i jastrzębi. zależnie od swego najbliższego zainteresowania w życiu? – Jasna rzecz – powiada. więc może w pszczoły. ani ubóstwa. jak tylko sobie samej. A co by za czyimś pośrednictwem dostrzegła. jak straszne jest to więzienie. na Zeusa – ciągnął dalej Sokrates. tam wejdzie tylko przyjaciel nauki. i przez inne wrażenia zmysłowe. chociaż ta tak zwana dzielność ich tylko z przyzwyczajenia i z pracy nad sobą wyrosła. i sępów. jak ci. – Jakże ma być inaczej? – A prawda. którzy lubili krzywdzić i tyranizować. nie. co się w pieniądzach kochają. albo z powrotem w ród ludzki i powinni z nich być przeciętni porządni ludzie. i zaczyna jej ciche. że filozofia duszę ich znajduje po prostu związaną i przyrosłą do ciała. – Ci. – Powinni. jak ci. o ile tylko ich Koniecznie używać nie trzeba. Dlatego to. rozbrat biorą zupełny i nie wstępują w ich ślady. 155 – Jak. Sokratesie? – Ja powiem – rzekł. Kebesie. a samej w sobie się zebrać i skupić i nikomu innemu nie wierzyć. poznają. – A pomiędzy bogi wstąpić nie godzi się temu. do niej się więc zwracają i za nią idą tam. dokąd idą. i rabować. – Nieprawdaż – mówił tamten – jasna jest i reszta: w co tam która wstąpi. powstrzymują wszystkie swoje żądze cielesne. dobre słowa szeptać wykazując. tu takie. – A ci. a nie unikali tego. – Toteż z tymi wszystkimi tamci. w potomstwo osłów wejść powinni i tym podobnych zwierząt. – Boby im nie wypadało nawet. powiemy. że błędu pełne jest poznanie przez oczy i pełne błędu owo przez uszy. jak mówię. kiedy sama w sobie jakiś byt sam w sobie dostrzeże. którzy mądrość kochają jak należy. w którym ją żądze trzymają. Bo w cóż by innego. i przymuszoną oglądać byty przez ciało niby przez kraty więzienia: dusza ich nie może patrzeć sama przez się i w tej ciemnocie swojej wije się i widzi. rozsądnie panujący nad sobą i sprawiedliwi. Czy nie sądzisz? – Owszem. ani o opinię. i radzi jej oddalić się od nich. miały takie dusze wstąpić? – Niewątpliwie – powiada Kebes – w coś w tym rodzaju. poznają . – O. że najszczęśliwsi z nich będą ci i na najlepsze miejsca pójdą. a nie z umiłowania mądrości i z rozumu? – A czemuż ci najszczęśliwsi? – Bo tacy powinni wejść znowu w jakiś podobny gatunek: uspołeczniony i łagodny. co umiłowaniu mądrości przeciwne i co oddala wyzwolenie i oczyszczenie przez filozofię. że nie należy robić tego. i ci. Sokratesie – powiedział Kebes.

pójdzie do tego. Dłuższy czas i on był zamyślony nad tym. wstrzymuje się więc od rozkoszy i żądz. – Nieprawdaż. tylko zawsze cielesnością zapełniona wyjdzie. A to przede wszystkim rzeczy widzialne. ale gdy wyzwoli. ile tylko może. Sokratesie? – Dusza każdego człowieka. tak że już nigdy nie może czysta przyjść do Hadesu. a kiedy skończy. to równocześnie jest najbardziej oczywiste i prawdziwe. że tak żyć powinna. że wiele w nim jeszcze miejsc podejrzanych i o niejedno można w nim zaczepić. i obaw. i cielesne cechy jej nadaje. – Dlatego to. Simiaszu i Kebesie. że gdy się ktoś gwałtownie cieszy lub boi. A Kebes i Simiasz coś tam z sobą rozmawiać zaczęli. a nie dlatego. lub martwi. dusza prawdziwego filozofa sądzi. że to. która jest największa ze wszystkich nieszczęść i niepowetowana. że się sprzeciwiać nie trzeba. zasiąść niby do krosien Penelopy i jej pracę daremną w drugą stronę powtarzać. rozumująca i niezachwiana. Czy myślisz może. co mówił. kiedy to powiedział Sokrates. Czy nie? – Tak jest. 156 Milczenie zaległo. czyste i zawsze w jednej postaci. sądzę. – Wielką prawdę mówisz. o której mógłby ktoś myśleć. Bo tak będzie rozumować dusza filozofa: nie będzie sądziła. ja na pewno nie. Kiedy tak zacznie dzielić z ciałem myśli i uczucia. wrośnie. wtedy ona sama może się znowu oddać w niewolę rozkoszom i bólom i na nowo pójść w kajdany. co tylko jej ciało podyktować zechce. że oto zachoruje albo jakieś pieniądze straci przez swoje żądze. tak żeby z niej już nigdzie nic nie zostało. ale szkodę. że filozofia powinna wprawdzie ją wyzwolić. Otóż temu wyzwoleniu. mimo że ono wcale takie nie jest. ludzie. licząc się z tym. jeśli się czymś gwałtownie cieszy albo martwi. i zawsze to. – A nie. w tym stanie ciało największe kajdany nakłada na duszę? – Jakże to? – Bo każda rozkosz i każdy ból niby gwoździem duszę do ciała przybija i niby szpilkami ją do niego przyczepia. że to jest prawda. Kebesie. że tak? – Ależ nie. co jej krewne. i cierpień. aby się nie rozpadła. tak że prędko znowu w inne ciało wpadnie i jakby ją kto posiał. będzie wierzyła. i z nas prawie wszyscy. aby jej wiatry nie rozpędziły i nie rozniosły na wszystkie strony. Kiedy tym żyć będzie. co boskie. i uwolni się ode złego. potem jej się zdaje.a to. . i niezależnie od mniemań ludzkich oglądająca. musi. jeżeliby kto chciał naprawdę przejść te rzeczy tak jak trzeba. wtedy nie ma strachu o to. ten nie tę wielką szkodę ponosi. a wcale jej nie weźmie w rachubę. Sokratesie – powiedział Kebes. co ona sama widzi. którzy słusznie naukę kochają. i tym się odżywiająca. nabierać jego zwyczajów i zaczyna potrzebować jego pokarmów. co ją najgwałtowniej wzrusza. Nie: ona sobie da pokój z tym wszystkim. lub pożąda. to umysłem tylko pojęte i pozbawione postaci. Przez to nie będzie jej dane obcować z tym. i widać to było po nim. Sokrates zobaczył to i zapytał: Cóż – powiada – wam się ten wywód chyba nie wydaje niedostateczny? Choć to prawda. co prawdziwe i boskie. które jest udziałem człowieka. porządni są i mężni. kiedy będzie z ciała wychodzić. musi równocześnie uważać. jak długo żyć będzie. – A cóż to za nieszczęście takie. dozna jej. dlaczego ludzie mówią. żeby się przy tej robocie bać miała.

i przepięknym. kiedy widzą. że one płaczą. aby się zapytać. póki pozwala ateńskie Kolegium Jedenastu. Na to Sokrates: Może być – powiada – że ci się słusznie zdaje. że o takich rzeczach wiedzieć coś jasnego w obecnym życiu albo w ogóle nie można. że harmonia jest czymś niewidzialnym i bezcielesnym. złożone i do ziemi zbliżone. Tylko powiedz. powiedzcie sami. o co tylko chcecie. albo mu inny jaki ból dokucza. Więc gdyby ktoś albo lirę . nawet jaskółka i dudek. ponieważ się sami śmierci boją. jak to jest. i boskim w lirze dobrze nastrojonej. czy wpaść na to. tylko się wciąż boicie. toteż śpiewają i cieszą się w tym dniu osobliwie. i jeden drugiego naprzód wypycha. z radości. że tego. Tak więc i teraz ja przynajmniej nie będę się wstydził pytać. kiedy i sam u siebie. uważacie. względnie jakąś boską myśl. że wiesz czego daru nie mam nawet tyle co łabędzie. że tak samo jak łabędzie służę temu samemu bogu i nie gorszy od nich dar wieszczy od swojego pana dostałem. że ani one nie płaczą śpiewem. przyjacielu. tak samo jak i tobie. to na wszelkie sposoby trzeba brać krytycznie i jeśli się nie jest pozbawionym wszelkiej energii. i spokrewnione z tym. kiedy głodny albo mu zimno. że to przecież ptaki Apollona. nie ustawać. więcej niż kiedy. Simiasz powiada: Tak jest. to nie ociągajcie się. śpiewają podobnie jak i przedtem. nie uważam za nieszczęście. czego niepodobna przyjąć w tym wywodzie. choćby szerszy wywód. On to usłyszał. więc mają wieszczy dar i z góry wiedzą. Ja uważam. Simiaszu. – Ja ci powiem. nawet słowik. ale jeżeli z tym tu macie jakiś kłopot. a lira sama i jej struny to ciała i rzeczy cielesne. że mi dziś gorzej może niż w poprzednim życiu. hej. co ludzie o tym mówią. i na tym płynąć jak na desce. Sokratesie. to. mogłoby ci to być niemiłe w tym nieszczęściu teraz. Bo mnie się zdaje.Więc jeżeli mówicie o czymś innym. My tu już od chwili obaj nie wiemy. nie jest zupełnie w porządku. jeśli kogoś nie stać na bezpieczniejszy i mocniejszy statek. że to. albo jeśli to niemożliwe. roznoszą fałszywe wieści i o łabędziach. kiedy ja nawet wam tego wyperswadować nie mogę. a nie liczą się ludzie z tym. i on także. ale wtedy przede wszystkim i najwięcej śpiewają. przyjąć z tego. pewnie. że one z bólu śpiewają przed śmiercią. albo i mnie weźcie z sobą. któremu przecież służą. Tylko myślę. o których mówią. Bo ja. to się nie mieszam. przynajmniej nie będę sobie później robił wyrzutów. I mówią. – Dobrze mówisz – powiada Simiasz. że mają odejść do boga. że im umierać trzeba. więc i z nie mniejszą otuchą niż one z życia odchodzę. ale boimy się tobie naprzykrzać. bo pragnęlibyśmy usłyszeć. jak tam dobrze w Hadesie. Ja ma wrażenie. że mi trudno było innych ludzi przekonać. jeżeli może uważacie. Sokratesie. Toteż trzeba mówić i pytać. uśmiechnął się łagodnie i powiada: Hej. może się i tak życie przepłynie. co mi teraz padło. żem teraz nie powiedział tego. ani łabędzie. póki ze wszech stron rzecz rozpatrując sił człowiekowi nie zabraknie. może się wam wyda lepszy pod jakimś względem. W tych sprawach przecież trzeba do jednego dojść: albo się dowiedzieć. One. że żaden ptak nie śpiewa. Widać. co się powiedziało. co sobie myślę. ja ci prawdę powiem. moim przynajmniej zdaniem: zupełnie tak samo przecież mógłby ktoś mówić o harmonii. o lirze i o strunach. A cokolwiek się o tym mówi. co począć. co mi nastręcza wątpliwości. że ze mną lepiej sobie dacie rady. Sokratesie. albo niezmiernie trudno. wydaje mi się. A ludzie. i razem z nim to roztrząsam. co śmiertelne. co najlepsze i co najtrudniej obalić. co właściwie nie jest w porządku? – To. że z bólu płacząc śpiewają. skoro ty na to pozwalasz. być może.

że ona się bardzo mocno różni od nich wszystkich. noszonego. skoro widzisz przecież. on by go wtedy pytał. suchość. że dusza jest mieszaniną tego. to jasna rzecz. że on się nieźle wziął do tej rzeczy. o którymeśmy przedtem mówili. a na dowód pokazywałby płaszcz. to. a jeśli nie. jak on to nieraz miał zwyczaj. Ale myślę. wilgoć i inne tym podobne rzeczy. Mnie się ten cały wywód tak przedstawia. że nie umarł ten człowiek. Więc powiedz no. jeżeliby ktoś uważał. tylko na pewno jeszcze gdzieś jest. będącego w użyciu. co mam na to powiedzieć. i pierwsza ginie w chwili tak zwanej śmierci? Zrobił wielkie oczy Sokrates. dusza musi natychmiast ginąć. A tu. na taką myśl co powiemy. że 157 koniecznie musi jeszcze istnieć ta harmonia i nie mogła zginąć. także i zanim w tę teraz postać weszła. wydaje mi się. co słabsze. Gdyby zaś ktoś odpowiedział. a harmonia. czemu nie odpowiada? Zdaje się. a nie wydaje ci się konieczne. dusza nasza jest mieszaniną i harmonią tych czynników. że oto jeszcze cały i nie przestał istnieć. co umiera? Nie. o ile one są dobrze ze sobą zmieszane i w pewnej mierze. to mi się nie wydaje rzeczą dowiedzioną. Owszem. nie zaprzeczam. zdaje się. to albo się zgodzę z nimi. to zostało wykazane bardzo zgrabnie i jeśli to nie arogancja. mógłby powiedzieć ten wywód. podobnie jak i inne harmonie między dźwiękami czy w jakichkolwiek dziełach rąk ludzkich zawarte – tylko szczątki ciała w każdym wypadku trwają. zanim jej się cokolwiek stanie.połamał. że cały dowód nie ruszył w ogóle z miejsca i jest w nim błąd ten sam. – Mnie się zdaje. bo niby to nie sposób. tak jak i Simiasz. zimno. miało bez szkody przetrwać tę chwilę? No przeciw temu powiem – rozważ. póki nie spłoną lub nie zgniją. miałażby ginąć prędzej niż to. że przed odpowiedzią potrzeba najpierw Kebesa posłuchać. Jak wysłucham. powiedziałby. Ja się nie zgadzam z uwagą Simiasza. bo pewnego obrazu będę i ja. żeby to. który nieboszczyk nosił i sam go był utkał. Podczas gdy ciało nasze trzyma w napięciu i spaja ciepło. co trwalsze. że dusza nie jest mocniejsza i trwalsza od ciała. co boskie i nieśmiertelne. Otóż zobacz. on by . to już będę bronił swojej myśli. to powiedziałbym. Więc czemuż jeszcze nie wierzysz. co się w ciele dzieje. czy słusznie. abym się tymczasem zastanowił. musi jeszcze gdzieś istnieć harmonia sama i prędzej to drewno i te struny pogniją. Ale że i po naszej śmierci jeszcze gdzieś tam będzie. spokrewniona i z natury swej podobna do tego. że po śmierci człowieka zostaje jeszcze z niego to. jeżeli usłyszę. potrzebował. te struny śmierci podległe. co ciebie znowu tak w tym zaniepokoiło. chociaż jest najbardziej boska. doprawdy – powiada. żeby lira jeszcze istniała. ja przynajmniej mam wrażenie. jakby na przykład po śmierci starego tkacza ktoś tak samo mówił. że jeśli napięcie naszego ciała osłabnie poniżej pewnej miary lub się nadmiernie zwiększy pod wpływem chorób czy innych nieszczęść. A gdyby mu ktoś nie wierzył. albo poprzecinał czy pozrywał struny i potem by ktoś dowodził tak samo jak ty. Bo że istniała nasza dusza. – Więc jeżeli ktoś z was jest teraz w mniejszym kłopocie niż ja. że ci uwierzyć trudno? – Już mówię – powiedział Kebes. co jest trwalsze: gatunek człowieka czy gatunek płaszcza. że śpiewają w tonie. że i ty sam masz to na myśli. Sokratesie. że bez porównania trwalszy jest gatunek człowieka. mimo że struny zerwane. Kebesie. co znowu on tym wywodom zarzuca. Otóż jeśli dusza jest właśnie pewnego rodzaju harmonią. że my duszę uważamy za coś w tym rodzaju. że zupełnie wystarczająco. uśmiechnął się i: Słusznie mówi Simiasz.

na Zeusa. A to wcale tak nie jest. że kiedy pomrzemy. A który to skon i które rozłączenie z ciałem duszy zgubę przynosi. ustąpił temu. A tylko. i ginęło wciąż. jakiemuż w końcu dowodowi mamy uwierzyć. powiedziałby. A jeśli tak się rzeczy mają. nie wiadomo było.uważał za rzecz dowiedzioną. jeżeliby żyła wiele lat. to ktokolwiek spokojnie śmierci w oczy spogląda. więc gdyby mu to przyjąć pozwolił. Przecież każdy chyba przyzna. co mówię. jeszcze gdzieś tam będzie istniała nasza dusza. ale nic nie przszkadza. dopiero wtedy dato zaczęłoby objawiać naturę słabości i gnijąc w krótkim czasie rozpadłoby się na nic. Bo ten tkacz. jakeśmy to sobie potem opowiadali. W przeciwnym razie będzie się każdy umierający musiał bać o własną duszę. znać było. i zawsze: to. jak mnie ta myśl pociąga i teraz. których było wiele. że zeszedł prędzej niż jego płaszcz ostatni. żeby właśnie w tym teraz odłączeniu się od ciała nie przepadła ze szczętem. Na bogów. że po was. powiedziałby. Bo przecież i mnie samego teraz. Bo rozważ i ty to. zrobiło się nieprzyjemnie. że i te częste narodziny dusza przetrzyma. kiedy umiera w jednym z wielu skonów. a dusza by ustawicznie. jak cichy tkacz. teraz upada i nie można mu wierzyć. wtedy jakby mi się przypomniało. Zatem jeszcze nie sposób uwierzyć tamtym wywodom i być dobrej myśli. że tam wierzyć nie ma w co. jak na samym początku. nikt z nas nie wie. ten niewątpliwie brakiem rozumu dobrą myśl okupuje. właśnie tak jak trzeba: że dusza jest trwalsza. szcze158 gólniej. że harmonią pewną naszej osoby jest dusza. Bo nas poprzednie wywody były silnie przekonały. co później miało być powiedziane. I gdyby ktoś to samo mówił o ciele i duszy. Fedonie. jeszcze za życia człowieka. co tak mówi i przyznał mu. że z największą pewnością ten człowiek przecież będzie zdrów i cały. że kiedy by dusza schodziła ze świata. A po zejściu duszy. że naiwnie się odzywa ktoś. że dusza jest w ogóle nieśmiertelna i żadnej nie podlega zgubie. A teraz mi znowu bardzo potrzeba. że i ja sam dawniej już byłem tego zdania. co ulegnie zużyciu. kiedym ciebie usłyszał. zeszedł ze świata później niż owe płaszcze. to oczywista rzecz przecież. niż ty teraz. czy może i sprawa sama tego rodzaju. tego. co przecież trwa krócej niż człowiek. Jeżeliby ciało było jak rzeka. ale i w to. ale przecież. Niemniej jednak człowiek z tego powodu nie jest wcale czymś lichszym niźli płaszcz ani słabszym. myślę. musiałaby mieć na sobie swą ostatnią tkaninę i ginąć prędzej niż ta jedna właśnie. skoro ten taki bardzo przekonujący. że się dusza w tych częstych narodzinach nie marnuje i nie przestaje w ogóle istnieć. który zdarł dużo takich płaszczów i dużo ich był utkał. kto tak mówi. Otóż nam wszystkim. nigdy by się mimo to nie zgodził. To dziwna rzecz. czy to my może jesteśmy takimi sędziami do niczego. kiedyśmy ich obu wysłuchali. a ciało od niej słabsze i mniej trwałe. żeby i po naszej śmierci dusza niejednego z nas istniała i miała istnieć dalej i nie jeden raz się rodzić i umierać znowu. każda z dusz zużywa wiele ciał. kiedyśmy jeszcze nie byli na świat przyszli. bo to jest coś tak mocnego z natury. . ja wam to wybaczam całkowicie. mówiłby. skoro nie przestało z niego istnieć to. i kiedy to słowo padło. Czy i po nim. Otóż ten właśnie obraz dotyczy także stosunku ciała do duszy. tak jak mówisz. moim zdaniem. który był wypowiedział Sokrates. jeśli nie potrafi wykazać. a tutaj ci dwaj jakby nam nowe rozgrzebali wątpliwości i podkopali wiarę nie tylko w wywody poprzednie. Gdyby ktoś nawet i więcej. że dusza nie umiera wraz z ciałem w chwili śmierci. dorabiała to. którędy Sokrates poprowadził rozmowę. Więc powiedz. który mnie przekona. ECHEKRATES. Bo nikt z nas nie może tego spostrzegać. która płynie. innego jakiegoś dowodu. takie jakieś myśli nachodzą i tak sam do siebie mówię: No. Simiaszu. że dusze nasze nie tylko istniały w czasie.

aż na nowo stanę do walki i pobiję myśli Simiasza i Kebesa. – To tak samo jak z ludźmi bardzo słusznymi i bardzo niskimi. niż to. miał zwyczaj bawić się moimi włosami: 159 – Więc to jutro – powiada – Fedonie. i mizantropia. jak on chętnie. Ja powiem. Nie zauważyłeś. mówi. A jedno i drugie powstaje w ten sam sposób: i mizologia. a tych pośrednich najwięcej. że jest coś . i zaufania godny. żeby w jego ślady dalej razem iść za biegiem myśli. otóż pogłaskał mnie po głowie i zebrawszy w garść moje włosy na karku – nieraz. póki jeszcze jasno na dworze. – Ej – powiadam ja na to – dwom naraz. kiedym tam był przy nim. jak sympatycznie podejmował myśli młodych ludzi. – Toż ci wołam – powiedziałem – nie jak Herakles. – Zdaje się. jakie by mogło człowieka spotkać. jak tylko potrafisz. jak życzliwie. to może nic nadzwyczajnego.że mu nieprzyjemnie. Bo właśnie siedziałem po jego prawej stronie obok łóżka. jasno i dokładnie. – Abyśmy się nie zrazili do myśli. tylko jak Jolaos Heraklesa. że to człowiek zły i fałszywy. Bo to. – Nie! jeżelibyś tylko mnie posłuchał. Czyż sądzisz. że taki człowiek bierze się do ludzi. Sokratesie – powiedziałem. Bo nie ma – powiada – większego nieszczęścia. czy niedostatecznie? Wszystko nam po kolei opowiedz. że ten człowiek jest pod każdym względem prawdomówny i nie zepsuty. a nigdy mi on nie był taki kochany jak wtedy. – Jaki stan? – zapytałem. jeżeli się ktoś do myśli zrazi. gdybym był tobą i tak by mi dowód uciekł. których mógł uważać za swych najbliższych i najserdeczniejszych. – A to i mnie – mówi – jak Jolaos wołaj na pomoc. aby nas nie spotkał. i jednych. Wiesz. że to się tak jakoś robi? – Owszem. gotóweś sobie dać ostrzyc te piękne włosy. że nie prędzej włosy zapuszczę. ECHEKRATES. – Na jedno wyjdzie – powiada. że w ogóle w żadnym człowieku ziarna zdrowego nie znajdzie. a najbardziej ze strony tych. a on miał stołek znacznie wyższy od mego. i czy ją podbudował mocno. – Dzisiaj. i ty ostrzyżesz te. jak jest naprawdę: że dobrych ludzi i ludzi złych jest ogromnie mało. co się w nas działo na tle tych myśli. że i Herakles nie da rady. potem jak on nadzwyczajnie bystro odczuwał. Jeżeli to kogoś często spotyka. i drugich. a nie ma do tego racjonalnej podstawy. Jakże to więc? FEDON. że ktoś bardzo mocno w pewnego człowieka wierzy. to w końcu człowiek. tak jak się mizantrop zraża do świata i ludzi. nabiwszy sobie tyle guzów. tylko łagodnie podpierał swoją myśl dalej. a potem się niezadługo przekona. jeżeli nam myśl nasza zemrze i nie potrafimy jej wskrzesić. tak. tobym sobie poprzysiągł. nienawidzić zaczyna wszystkich i myśli. a nie opanował umiejętności dotyczącej spraw ludzkich? Toż jeśliby się do nich brał umiejętnie. czy nie. a w końcu. A ja. – Tylko się strzeżmy pewnego stanu. Ale ja przynajmniej najwięcej podziwiałem u niego naprzód to. myślałby tak. – Albo co? – powiedziałem. tak – odpowiedziałem. Echekratesie: ja nieraz podziwiałem Sokratesa. mówią. i myśli. – Jak to myślisz? – zapytałem. – Nieprawdaż – mówi – to nieładnie? I czy nie jasna rzecz. Mizantropia stąd wyrasta. tutaj. bywało. że tak. i ja swoje. jak obywatele Argos. FEDON. na jakimś stołku. jak nas doskonale wyleczył i jakby rozsypanych w ucieczce i pobitych na powrót pod swoją komendę zwołał i zachęcił do tego. że on zawsze miał co odpowiedzieć. a potem znowu drugi mu się taki sam trafi.

ale pomyślmy raczej. i był pozbawiony prawdy i wiedzy o tym. tylko wszystko.rzadszego niż wyszukać bardzo dużego albo bardzo małego człowieka czy psa. A ta moja pomyłka nie będzie trwała dalej razem ze mną – to byłoby źle – tylko niedługo potem zginie. co istnieje. tu obecni. przyjacielu miły – zobacz. co istnieje? – Na Zeusa – powiedziałem – to przecież stan opłakany. że się w końcu uważają za najmądrzejszych. o którą idzie w dyskusji. tylko by. raz niesłusznie. Bo liczę sobie tak. a raz inna –wtedy już całkiem. co powiem. teraz przed śmiercią. Tymczasem w tej chwili odnoszę się do tej kwestii bodajże nie tak jak filozof. wiesz. potem by nie sobie samemu winę przypisywał ani swój brak umiejętności ganił. mato się będziecie troszczyli o Sokratesa. aby drudzy. ile raczej o to. z bólu niejako. kiedy się spierają o cokolwiek. ja dlatego. a nie ma do tego podstawy w umiejętności. – Czy nie sądzisz – powiada – że gdyby urządzić konkurs złości ludzkiej. która dotyczy myśli. – Bardzo słusznie mówisz – powiedziałem. mimo że istnieje przecież jakaś myśl prawdziwa i mocna. ale on dlatego. – Prawdopodobnie przecież – powiedział. to przynajmniej przez ten czas. że macie jeszcze całe życie przed sobą. tylko raczej jak człowiek bez żadnej kultury. zdaje im się. i dla umysłu dostępna. a tylko o to dbają. a ja tylko tak za tobą zalazłem – tylko pod tamtym: że jeśli ktoś uwierzy w prawdziwość pewnej myśli. że we wszystkich takich rzeczach ostateczności. białego czy czarnego? Czy nie zauważyłeś. mało się troszczą o to. wypadki krańcowe są rzadkie i mało ich jest. co mówię. uważali za prawdę to. czy cośkolwiek innego? Albo tak samo: szybkiego czy powolnego. szpetnego czy pięknego. . Simiaszu i Kebesie. że oni sami jedni tylko dojrzeli. Fedonie – powiada – że opłakany byłby to stan. ani w dowodach ludzkich nie ma nic zdrowego i mocnego. tak jak ci. jak się ma rzecz sama. mniej się będę uprzykrzał towarzystwu skargami. a o prawdę więcej znacznie. że i ja sam tym tylko się od nich różnić będę. i potem mu się niezadługo ta sama myśl wyda fałszywą – raz słusznie. a wypadki pośrednie częste i liczne? – Owszem. że nie tyle o to będę dbał. to po prostu tak jak woda w cieśninie Eurypu. żebym ja sam jak najbardziej był tego zdania. 160 – Nieprawdaż więc. chyba żeby się to ubocznie zdarzyło. które się raz wydają prawdziwe. a raz nie. Otóż ja tak uzbrojony – powiada – zabieram się do dowodu. gdyby ktoś. ty i wy wszyscy dlatego. który się spierać lubi. że mnie właśnie śmierć czeka. to i tam bardzo nieliczni ludzie okazaliby się pierwszymi? – Prawdopodobnie tak – rzekłem. Ale trzeba być mężczyzną przecież i trzeba sobie powiedzieć: będę zdrów. to ładnie jest być o tym przekonanym. – Ale pod tym względem myśli nie są podobne do ludzi –teraz przecież ty prowadzisz– dyskusję. co się dzieje. Ja mam wrażenie w tej chwili. jakoby w ogóle nie istniały dowody zdrowe i mocne. Tacy ludzie. którzy się antynomiami bawią. i jeśli się wam wyda. – Więc naprzód – powiada – tego się wystrzegajmy i obwarujmy duszę przed tym. żeby i drudzy byli tego zdania. A jeżeli nic nie ma po śmierci. a wy. jeśli mnie posłuchacie. że ani w tym. które oni założyli w rozmowie. że wpadł na takie jakieś dowody. że to my jeszcześmy do zdrowia nie doszli. jaki jestem wyrachowany: Jeżeli jest przypadkiem prawdą to. i raz ta. winę z siebie samego na wszelkie dowody zwalał i już by potem całe życia dowodów nienawidził i przeklinał je. kręci się w górę i w dół i ani chwili na żadnym punkcie nie trwa stale. tak – powiedziałem.

wtenczas i sama ginie. kiedy mówisz. żeby jeśli jakiekolwiek twierdzenia mają się zgadzać. a dopiero na samym końcu układa się harmonia i ona pierwsza ginie. czy to. a skoro tak. A jeśli nie. a gdy ostatnie ciało opuści. i dźwięki jeszcze nie zestrojone. i śmierć to może właśnie to: zguba duszy. A Sokrates: Koniecznie ci – powiada – gościu z Teb. z czego się ona miała składać. Bo to drugie przyjąłem bez dowodu. Otóż Simiasz. – Więc chodźmy – powiada. skąd się przeważnie biorą pospolite mniemania ludzkie – ale ja sobie zdaję sprawę z tego. więc zobacz. tak – powiedział Simiasz – a ja tak samo i bardzo bym się dziwił. nie wierzy i boi się. to ciągnijcie w drugą stronę ze wszystkich sił. Simiaszu i Kebesie. Więc to twoje twierdzenie z tamtym jakże się zgodzi? – W żaden sposób – powiedział Simiasz. że takie twierdzenia. Sokratesie. To. nie ginęła prędzej od niego. A Kebes. tylko naprzód powstaje lira i struny. a tymczasem ona jest złożona z czegoś. to przede wszystkim te o harmonii. jako harmonia. i was w błąd nie wprowadził. żebym z wielkiego zapału i siebie samego. bo ciało i tak bez ustanku i wciąż umiera. gdyby się pokazało. coście mówili. miałem wrażenie. co wtedy jeszcze wcale nie istniało? Przecież naprawdę harmonia wcale nie jest taka. jak mówisz w swoim porównaniu. wypada nam rozważyć? Zgodzili się obaj. że harmonia jest czymś złożonym. – Wypada – mówi Simiasz. rzecz złożona. – A cóż mówicie – powiada – o tym twierdzeniu. – O. które z dwóch twierdzeń wybierasz. zanim jeszcze weszła w postać i ciało człowieka. i jak ta pszczoła nie zostawił żądła. Bo chyba nie podejmujesz się bronić tej tezy. że nie pamiętam. zanim w ciało nasze weszła? – Ja – powiada Kebes – już i wtedy nadzwyczajnie głęboko zostałem przekonany i teraz zostaję przy tym twierdzeniu silniej niż przy którymkolwiek. na podstawie powierzchownej oczywistości i tak. czy też jedne tak. że dusza istniała. Czy coś innego. że to. zdaje mi się. że dusza jest trwalsza od ciała. – Więc widzisz – powiada tamten – co ci twierdzić wypada. że dusza jest harmonią? – Stanowczo raczej to pierwsze. zgódźcie się ze mną. gdybym właśnie na tym punkcie miał jeszcze kiedyś zmienić zdanie. nauka jest przypominaniem sobie.że prawdę powiem tu lub tam. że jakeśmy to mówili. – Naprzód mi przypomnijcie. chociaż jest bardziej boska i piękniejsza od ciała. wypadnie zmienić zdanie. uważajcie. – Tak jest – mówi tamten – a wypada. Czy też podejmiesz się? – Nigdy – powiada – Sokratesie. że nauka jest przypominaniem sobie. to koniecznie musiała gdzieś indziej być nasza dusza. z wejrzenia. a dusza. zgadza się ze mną na to. czy aby dusza wielu ciał często nie zużywa. jeśli się utrzyma ta myśl. żeby dusza. dowiedzione z . a sam odleciał w świat. czy to właśnie. że naprzód istniała harmo161 nia. co napięte w ciele. a tylko to jest sprawa zgoła niejasna. – To ci – powiada – nie brzmi zgodnie. – Więc czy nie przyjmujecie – powiada – żadnej myśli poprzedniej. jako że ma postać harmonii. zanim zaczęto istnieć to. a drugich nie? – Jedne tak – odpowiedzieli – a drugich nie. składa się z tego.

która nie jest ani więcej. a ta druga jest nie zestrojona i nie ma w sobie harmonii innej? – Nie umiem – mówi Simiasz – odpowiedzieć. za co d będą uważali te rzeczy będące w duszach: tę dzielność i złość? Czy znowu za jakąś inną harmonię i jej brak? I o dzielnej 162 duszy powiedzą. że coś takiego mówiłby ten. Ale zapewne. ani mniej nie jest harmonią. ani mniej zestrojona. – Ale zgodziliśmy się przedtem – powiada – że ani o cokolwiek więcej. ani mniej nie jest jedna z nich duszą aniżeli druga. że więcej czy mniej ma harmonii w sobie. Jest tak? – Jest. sądzę. ma w sobie harmonię drugą. to i ona mniej będzie harmonią i będzie nią w niższym stopniu? – Tak jest. jak który zostanie zestrojony? – Nie rozumiem – powiada. że dusza jest harmonią. – No cóż. czyli zestrój każdy. . ani doznawać czegokolwiek poza tym. – Czy nie tak jest – mówi tamten – że jeśli się bardziej składniki zestroją i lepiej. ani bardziej. Był tego samego zdania. ani mniej nie może być zestrojona. jeżeli się to stać może. – Więc nie może harmonia rządzić tym. – A która ani trochę bardziej. i we wszystkich innych dziedzinach. – No. żeby się harmonia miała w przeciwnym kierunku ruszać albo brzmieć. co istnieje. a jeśli mniej i gorzej. że harmonia albo inna jakakolwiek synteza może się zachowywać inaczej jakoś. to ona będzie bardziej harmonią i w wyższym stopniu. Nie tak? – Tak jest. nadzwyczaj łatwo wprowadzają człowieka w błąd i w geometrii. – Otóż ci. doprawdy. to dlatego. którzy przyjmują. – A ta. zanim jeszcze weszła w dało. że ani więcej. inaczej. – Więc daleko do tego. że nasza dusza istniała. jako iż jej przysługuje istota. ani drugiemu przyznać. Zgodził się. mówi się. z czego się składa. to blaga wszystko i jeśli ktoś na nie dobrze nie uważa. który by tamte rzeczy założył. Tę zasadę ja przyjmuję – jestem przekonany – na dostatecznych i słusznych podstawach. – Ani działać. ta również ani bardziej. Bo mówiło się jakoś tak. ani mniej. że chociażby o jakąś odrobinę jedną jest więcej i bardziej albo mniej i nie tak bardzo duszą jak druga? – Ani trochę – powiada. że ani ja sam nie mogę przyjmować. A to znaczy. że dusza jest harmonią. że jedna dusza ma rozum i dzielność i jest dobra. a druga nierozum i złość i jest zła? I to się mówi słusznie? – Słusznie. że jest zestrojona dobrze i będąc sama harmonią. – Więc czy tak ma się rzecz z duszą. A to twierdzenie o przypominaniu sobie i nauce ma być oparte na godnym założeniu. tylko musi iść za tym. czy też równo? – Równo. co działają i czego doznają składniki. a czy nie taka bywa harmonia. a cóż z tym – powiada – Simiaszu? Czy wydaje ci się. – Więc proszę cię – mówi – na Zeusa.pomocą powierzchownej potocznej oczywistości. albo pod jakimś innym względem przeciwić się swoim częściom? – Bardzo daleko – powiada. Wobec tego oczywiście widzę. która imię bierze od tego. niż się zachowują jej składniki? – Nigdy. ani nie tak bardzo nie może jedna z nich być harmonią jak druga.

jednym grozi. i na innych niezliczonych punktach widzimy. – Więc cóż – mówi tamten – z tych wszystkich rzecz y. aby nie jeść. z pewnością. żeby panowała któraś inna. ani mniej zestrojona? – Tak. – Więc cóż? Czyż nie widzimy teraz.– Nieprawdaż. z czego ona się składa. w szczególności dusza rozumna? – No nie. czy też i sprzeciwiając się im? Ja mam to na przykład na myśli: kiedy upał jest w ciele i pragnienie. to nie jest też ani bardziej. gdzie o Odyseuszu mówi: W pierś walił pięścią i serce słowy ofuknął mocnymi: Strzymajże. Czy sądzisz. i do żądz. i opanowywa je na wszelkie sposoby: jedne z 163 nich poskramiając gwałtem aż do bólu – z pomocą gimnastyki i sztuki lekarskiej. nie pomieści w sobie złości? – Ano jakże – przynajmniej wedle tego. skoro złość to dysharmonia. – Nie. że ona będąc przecież harmonią nigdy nie potrafi brzmieć wbrew temu. boskim poetą. jako że jest czymś o wiele bardziej boskim niż harmonia? – Na Zeusa. Simiaszu. serce. a dzielność to zestrój wewnętrzny? – Wcale nie więcej. i owszem. że wtedy anibyśmy się z Homerem nie zgodzili. nie. i to. a nigdy władać tym nie potrafi? – Zgodziliśmy się – powiada. co jest od niej różne. Jak to tam i Homer w Odysei śpiewał. co w ciele. z czego. – A jeżeli tak. na musi zawsze iść za tym. mój drogi. które w człowieku są. a z innymi się łagodniej obchodząc. nie będzie mogła nigdy mieć w sobie dysharmonii. wedle tego. ma się sama składać. Sokratesie. – A panuje ustępując stanom cielesnym. czy możesz powiedzieć. że on to powiedział w tym przekonaniu. – Jakżeby nie. Czy nie? – Ależ tak. będąca ze wszech miar duszą. czy potrącone. – Mnie się przynajmniej tak wydaje. ona ciągnie w stronę przeciwną. tak się i mnie wydaje. jak tam to czy owo zostanie w ciele napięte czy zwolnione. skoro jedna dusza nie jest ani więcej. zgodziliśmy się przedtem. – A nieprawdaż. – Ale czy ci się i to wydaje – powiada tamten – że to dobrze powiedziane i na dobre drogi schodzi myśl. – Ani chyba dusza. gniewów i obaw mówi tak jak obca do czegoś. – Więc. jeżeli tamto założenie było słuszne: że dusza jest harmonią? – Ani trochę – powiada. twierdzi ktoś. już gorsze znosiłoś terminy. żeby nie pić. co się poprzednio powiedziało. – A może raczej tak. – A w takim razie ani dysharmonii nie ma w sobie więcej. inne hańbi. skoro każda jest harmonią. ani harmonii? – No. Bo zdaje się. co słuszne: złości żadna dusza nie będzie miała w sobie. a nie potrafi ich pociągać za sobą i panować nad nimi. że dusza jest harmonią i musi biernie iść za stanami ciała. Sokratesie. może nam nigdy nie należy mówić. a kiedy głód wewnątrz. że dusza jest jakąś harmonią. to czy nie może jedna mieć w sobie coś więcej złości lub dzielności niż druga. a nie dusza. i przeciwi się tym rzeczom bez mała na każdym kroku i przez całe życie. ani nawet sami z . czy jakiegokolwiek innego stanu dozna to. jak się dusza przeciwi temu. że ona robi coś wprost przeciwnego: ona włada tamtym wszystkim. ani mniej duszą niż inna. – Więc z tego stanowiska będziemy wszystkie dusze wszystkich żywych istot uważali za równie dobre. tylko jest tym samym co druga: duszą. skoro wszystkie zarówno są duszami – czymś jednym i tym samym. Będąc harmonią właśnie samą.

– Bo trzeba w ogóle przedyskutować sprawę powstawania i zatraty. Kebesie. to jego dobra myśl i otucha nie z bezmyślności płynie ani z naiwności. a my tak. którą poruszasz. że ona jest nieśmiertelna. jeżeli chcesz. No. I to nie stanowi żadnej różnicy. czy więcej razy. że dusza nasza jest niezniszczalna i nieśmiertelna. Bo wypada się bać. gdyby ten sam los spotkał i myśli Kadmosa. Kebesie – powiada. to może coś dodasz albo ujmiesz. wyda przydatne do wyrobienia sobie zdania w kwestii. że dusza jest czymś mocnym i boskiej natury i że istniała jeszcze przedtem. co króluje w Tebach. i wiedziała wiele rzeczy. Kiedy Simiasz mówił. żyje niby i kończąc życie w chwili tak zwanej śmierci. żeby sobie ktoś mógł dać radę z jego stanowiskiem. i robiła. Ale to tam w ręku boga zostanie. i przez co istnieje. Więc to mi zupełnie nadzwyczajnie wyglądało. o co ci chodzi. powiadasz. to. jeszcze zanim myśmy jako ludzie na świat przyszli. A główna treść tego. – No. którą się nazywa: historia naturalna albo nauki przyrodnicze. ot. raczej niż gdyby był innego jakiegoś żywota dokonał. czy jeśli ciepło i zimno zgniłość jakąś zachwyci. jeśli chcesz. wcale nie przeszkadza i wcale to wszystko nie świadczy o nieśmiertelności. aby się nam za karę – los bywa złośliwy – nie przewróciło to. Potrzeba ci dowodu na to. To właśnie jest moje stanowisko. jeśli człowiek oddany filozofii w obliczu śmierci jest dobrej myśli i sądzi. powiadasz. w tej chwili nic ani odjąć. bliżej podejdźmy pod mury i zobaczmy. ani dodać nie mam potrzeby. – Mój drogi – powiada Sokrates – nie mów wielkich słów. Ale co będzie z Kadmosem – powiada – Kebesie. ale wcale jeszcze nie była przez to czymś nieśmiertelnym. z pomocą czego myślimy. Nadzwyczajne mi się to wydawało: znać przyczyny wszystkiego: dlaczego powstaje wszystko i czemu istnieć przestaje. Zupełnie bym się nie dziwił. że coś w tym rodzaju masz na myśli. Przyznał. że ty już znajdziesz sposób – powiedział Kebes. Bo ja. a nie wie i nie potrafi dowieść. co mamy powiedzieć. ja powiem. moje osobiste 164 doświadczenia. zaczem.sobą. jak potrzeba. Kebesie. co opowiem. kiedy swoje wątpliwości rozwijał. zdaje się. – Przecież ten dowód przeciwko harmonii nadzwyczajnie powiedziałeś – to wprost niespodzianka dla mnie. Umyślnie po kilka razy powtarzam. Sądzę. – Więc posłuchaj. jesteśmy już jakoś na lepszej stopie. kiedy nie wytrzymał zaraz pierwszego natarcia twoich słów. taka jest. że łaskawsza na nas – w sam raz. . Potem. Otóż Sokrates zastanowił się przez czas dłuższy i coś sobie we wnętrzu rozważywszy: Ty nie byle jaką kwestię poruszasz. to by już było – powiedział Sokrates – z tą Harmonią. że dusza jest czymś długotrwałym i że gdzieś tam istniała przedtem. A Kebes powiada: Nie. po homerycku. tylko o tym. A wykazywanie. nie wiadomo jak długi czas. wydawało mi się wprost nieprawdopodobne. czego się każdy z nas boi. czy ona raz w ciało wstępuje. jak mówili niektórzy. może ty jednak coś twierdzisz. za moich młodych lat szalone miałem pożądanie tej wiedzy. abyśmy czegoś nie przeoczyli. to wtedy żywe istoty z tego wyrastają? I czy to krew jest tym. to weź i używaj. jeśli ktoś nie jest z rozumu obrany. I nierazem sobie głowę łamał. ja ci opowiem na ten temat. że po zgonie będzie tam osobliwie szczęśliwy. choćby nad tym. – Owszem – powiada Kebes – proszę bardzo. że tak jest. jak my sobie jego łaskę pozyskamy i jakim dowodem? – Zdaje się. zastanawiając się naprzód. a jeżeli ci się coś z tego. jeśli chodzi o to. wiesz. ginie może ze szczętem. samo wejście w ciało człowieka było dla niej początkiem końca – niby choroba – dręczy się w tym życiu tutaj i poniewiera.

porządkuje wszystko i wszystko tak układa. może to zbliżenie. przez to. że on go przewyższa właśnie głową. i wąchania. ten 165 powinien się dowiedzieć. A jeszcze jaśniejszy przykład niż te: dziesiątka mi się wydawała większa od ósemki przez to. w ogóle dlaczego cokolwiek się staje albo przestaje istnieć. że przestałem wiedzieć i to. to o różnych rzeczach. od mniemania. zastanawiając się nad tym. ja też sobie inny sposób przyrządzam. zrobi się z czasem duża i tak się mały człowiek robi wielkim. to właśnie rozum. a między innymi i o tym. Więc gdyby ktoś chciał wykryć przyczynę czegokolwiek. co do porządku doprowadza wszystko i jest przyczyną wszystkiego. a teraz – powiada Kebes – co myślisz o tych rzeczach? – Daleki jestem – powiada – na Zeusa. czy kiedy ktoś do jednego doda jeden. co myślisz – nie w sam raz? – Owszem. że się oddala i oddziela jedno od drugiego. czy też żadne z tych. że to rozum jest tym. co jest najlepsze. Wobec tego. a skoro się zbliżyli do siebie – to może to się stało przyczyną. robi dwa. Świadectwo ci podam wystarczające. dla każdego jest jasne. do którego dodano. tylko to mózg dostarcza nam wrażeń słyszenia i widzenia. ale go w żadnym sposobie nie zachwalam. przez to złożenie razem jednego do drugiego stają się dwa. No. że całą połową sterczy dalej niż tamto. bo dziwię się: jak to. że przez jedzenie i picie. a z pamięci i mniemania. jak ono powstaje albo ginie. a coś. jak te rzeczy nieraz istnieć przestają i co się na niebie dzieje i na ziemi. jak mi się uda. że się ich zrobiło dwa. kiedy się ustoi. dlaczego się robi jeden albo cokolwiek innego. czy też ten dodany i ten. Przedtem to niejedno wiedziałem jasno. że gdy jednostkę przeciąć. ja nawet tego nie jestem pewny. żebym wiedział. to. Tak mi się wtedy zdawało. w końcu taki się wydałem samemu sobie do tych badań nieudolny. że się tak blisko siebie znaleźli. kiedy wysoki człowiek stanął obok małego i wydawał się od niego większy. co jego samego dotyczy albo dotyczy czegoś innego. co mu pokrewne.czy powietrze. I sądziłem. co ma dwa łokcie. wtedy właśnie to przecięcie staje się przyczyną powstawania dwóch. W pierwszym wypadku to dlatego. przez co to człowiek rośnie. Ta przyczyna podobała mi się i wydawało mi się. jak tylko tego. a z nich powstawać ma pamięć i mniemanie. czy działać. jeżeli o mnie chodzi – powiada Kebes. . jak ktoś z jednej książki czytał – mówił. To. wtedy każdy był jeden i wtedy ich nie było dwa. I znowu. tak samo robi się wiedza. że jeśli to tak jest. póki każdy z nich był z osobna. wtedy się z tego jednego. albo jest – wedle takiego sposobu rozważania. a teraz znowu dlatego. Ja już nawet i tego nie wmawiam w siebie. a ja myślałem. żebym znał przyczyny tego wszystkiego. że mi się dość słusznie zdaje. jak tylko być może. co mi się przedtem zdawało. albo koń jeden drugiego. – No. Ani w to uwierzyć nie umiem. że się dwójka do niej dołącza. a wtedy od tych rozważań wszystkich tak mnie zaślepiło gwałtownie. wtedy kupka. oddzielony jeden od drugiego. Usłyszałem raz. co ma łokieć. niczego innego nie wypada szukać człowiekowi w tym. Bo skoro z pokarmów do mięsa przybędzie mięsa. żeby rozum był przyczyną wszystkiego. do którego dodano. pięknie porządkujący. – Weźże no i to jeszcze pod uwagę. jak właściwie temu lub owemu najlepiej istnieć czy czegoś innego doznawać. jak może być najlepiej. że się jedno zbliżało do drugiego i kładło jedno tuż przy drugim. najdoskonalsze. zdawało mi się przedtem. Ja myślałem. albo istnieje. tak się przynajmniej mnie samemu zdawało i drugim. że to jakoś tak dobrze się składa. większe od tego. zrazu mała. a kościom przybędzie kości i tak samo tym innym przybędzie każdemu tego. No. czy ogień. Bo wtedy zachodzi wprost przeciwna pierwszej przyczyna powstawania dwójki. że wiem. że to z Anaksagorasa – i powiadał.

a jak mi to powie. o ile też to lepsze jest. co mi się podoba. zamiast uciekać i wyrywać. a mianowicie to. czy ziemia jest płaska. to jeszcze mi. który mnie na rozum pouczy o przyczynie wszystkiego. poddać się państwu i ponieść karę. dalipies. przyjacielu. że ten człowiek do niczego nic używa Rozumu ani żadnym innym przyczynom nie przypisuje porządku wszechrzeczy. jak działa. ścięgna zaś mogą się napinać i opadać. Ale powiedzieć. Wtedy. prócz tego. to mi jeszcze do tego wywiedzie przyczynę i konieczność. wyjaśni. a potem im inną jakąś przyczynę narzucał niż ta. kiedy w dalszym ciągu czytam i widzę. to dlatego się i mnie znowu wydaje lepszym tutaj siedzieć i sprawiedliwszym zostać na miejscu i ponieść karę. gotów byłem nigdy już nie oglądać się za inną formą przyczyny. i mówił naprzód. jak są. Gdyby mi to wyjaśnił. że oto najlepiej jest. to myślałem. Więc tamtego rodzaju przyczyny podawać – bardzo niemądrze. w jakim stosunku do siebie zostają ich prędkości i obroty. że ona się znajduje w środku. pokaże to „lepsze”. żeby on naprzód twierdził. i to. myślę. że dlatego teraz tu siedzę. robi rozumem. którą mi wymierzono.Koniecznie ten sam człowiek musi znać i to. cokolwiek robi. dokąd by je poniosło mniemanie o tym. aby się na środku znalazła. ta nadzieja cudna zaczęła odlatywać coraz dalej. także i o słońcu gotów byłem tego samego się dowiedzieć. a potem by jął z osobna podawać przyczyny wszystkiego. On mi naprzód powie. powie. I jak będzie wskazywał przyczynę tego czy owego i wszystkiego razem. kurcząc się i opadając. że zawsze w dodatku pokaże dla każdego z osobna to. i o innych gwiazdach. Jeśliby ktoś powiedział. a zapominając podać przyczyny prawdziwe. więc bardzo poważnie i serio chwyciłem się jego pism i zacząłem je czytać na gwałt. Bo. aby się ona zrobiła taka właśnie. że skoro się Ateńczykom wydało lepszym skazać mnie na śmierć. i co tam innego mam jeszcze. która je łączy. i inne stany. że Sokrates wszystko. Ani na chwilę nie byłbym przypuszczał. żem sobie znalazł mistrza. aby one były tak. gdybym ja sam nie uważał za rzecz sprawiedliwszą i piękniejszą. Bo przecież jedna i ta sama wiedza dotyczy jednego i drugiego. że nie mając tego wszystkiego. myśląc. i niezliczonych innych tego rodzaju przyczyn. co robię. A znowu to rozważanie z wami innymi jakimiś przyczynami w tym rodzaju gotów by tłumaczyć. że rozum to wszystko pięknie ułożył na swoim miejscu. czego doznaje. i o księżycu. że moje ciało składa się z kości i ścięgien. i wrażeń słuchowych. tylko za przyczyny podaje wiatry i etery. I naturalnie. jak gdyby ktoś na przykład mówił. co najlepsze. A jeśliby powiedział. nie byłbym w stanie zrobić tego. i wody. odwołując się do głosów i zmian w powietrzu. że dawno by te ścięgna i te kości były gdzieś w Megarze czy między Beotami. ścięgna. co najlepsze. Więc ponieważ kości są zawieszone w stawach. że ja dlatego i przez . żeby się jak najprędzej zapoznać z tym. co jest: Anaksagorasa. że lepiej było. tych kości i ścięgien. jaką mi wymierzyli. i doznawało tego. i z tym. co dobre dla wszystkich razem. a obejmują kości naokoło wraz z mięsem i błoną. co jemu najlepsze. Nie byłbym tej nadziei oddał za żadne skarby. a kości są sztywne i stawami ze sobą połączone. co gorsze. pozwalają mi teraz zginać członki i dla tej to przyczyny ja tutaj zgięty siedzę. że lepiej było. i nie wiadomo co jeszcze. Otóż tak sobie rachowałem i cieszyłem się. miałby słuszność. czy kulista. Zupełnie takie zrobił na mnie wrażenie. co najgorsze. żeby każde z nich działało tak.

To by znaczyło nie umieć rozróżnić. nic nowego. bez czego przyczyna nie mogłaby być przyczyną. co najlepsze. i cokolwiek mi się wyda z nim zgodne. jak najlepiej można było te rzeczy ułożyć – tej ani nie szukają. a nie przez to. że one istnieją. Zdaje im się. to ono przez nic innego nie jest pięknem jak tylko przez to. co istnieje. chyba że tylko w wodzie albo w czymś podobnym obraz słońca ogląda. opowiem ci. jakbym ci to przyznawał. który lepiej wszystko w garści trzymać potrafi. a wracam do tego. że wynajdą na to kiedyś mocniejszego Atlasa niż ten i bardziej nieśmiertelnego. jeżeli będę na rzeczy patrzał oczyma i każdym zmysłem po kolei będę ich próbował dotykać. żeby ten. aby mnie nie spotkało to. I tak też jeden wirem nieba ziemię otacza i przez to jej stać każe. że dusza jest nieśmiertelna. – Otóż wydało mi się – powiada tamten – później. żeby mi dusza całkiem nie oślepła. oprócz piękna samego. zobacz – powiada – co z tego wyjdzie. bo ja wcale nie przyznam. a Dobro. Więc wydało mi się. A tej siły. co się przytrafia tym. który ją w jej dziełach widzi. A ja. i w tym także wciąż miałem na myśli. że jeśli istnieje coś pięknego. czy ci się tak samo wyda jak i mnie. bo zdaje mi się. jeżeli chcesz. bardziej ją w obrazach oglądał niż ten. Mam wrażenie. ani nie przypuszczają. i przez to się rozumem kieruję. co mam na myśli. choć ta nazwa czemuś innemu przynależy. na Zeusa–powiada Kebes–nie bardzo wiem. jakem się to po raz drugi wybrał na wyprawę w poszukiwania za przyczyną. o czym się tyle razy mówiło. żeby w tym była jakaś dziwna moc duchowa. Coś takiego wziąłem i ja pod rozwagę i zacząłem się bać. a co się nie zgadza. że na tej podstawie dojdziemy do przyczyny i dowiedziemy. –Nie. Bo przecież zacząłem ci tłumaczyć istotę przyczyny. Bo mnie się wydaje. Ale chciałbym ci jaśniej powiedzieć. – Ano. że wybieram to. Więc tak. które to wszystko wiązać powinno. com poprzednio mówił. i inne takie rzeczy. że czymś innym jest przyczyna czegoś. tylko to samo co zawsze zresztą. że w tej chwili nie wiesz.to robię to. – Owszem – powiedział Kebes – zupełnie. I o wszystkim tak mówię. co z tego. które oceniam jako najmocniejsze. który rzeczywistość w słowach rozpatruje. żeby się o tej przyczynie uczyć. Być może. to biorę za nieprawdę. że to właśnie wielu ludzi. którzy słońce czasu zaćmienia oglądają i rozpatrują. że ma w sobie coś z owego piękna. Takiego rodzaju przyczynę dopuszczasz? . co istnieje. co robię. i znowu od tego założenia zaczynam. a czymś innym to. – Widzisz – powiada – ja tak mówię. mają za nic. ta przenośnia moja nieco kuleje. ani się o niej od drugiego nauczyć nie mogłem – to może chcesz. jak ją sobie w myśli wypracowałem. kiedym się zmęczył rozpatrywaniem rzeczywistości. Kebesie? – Ależ bardzo nawet – powiada – bardzo chcę. dzięki której wszystko to tak leży. Jeżeli mi to przyznasz i zgodzisz się. jakby po ciemku macając. to przyjmuję za prawdę. mów dalej. nazywa przyczyną samą. o co mi chodzi. Więc kiedy mi tej przyczyny brakło i ani sam jej dojść. że istnieje jakieś piękno samo w sobie i dobro. drugi ją na powietrzu 166 podpiera niby płaskie niecki na stołku. to byłaby wielka i niebywała lekkomyślność. poszedłbym najchętniej na naukę do kogo bądź. czy o cokolwiek innego. że trzeba się uciec do słów i w nich rozpatrywać prawdę tego. tędy ci ja poszedłem i w każdym wypadku zakładam jakieś słowo. czy to o przyczynę chodzi. żem się powinien strzec. Niejeden sobie przy tym oczy psuje. to mam nadzieję. i wielkość.

gdybyś mówił. A ty. Czyż tobie się tak nie wydaje? 167 – Wydaje. że jedno i to samo sprawiałoby większość większego i mniejszość mniejgo. mniejszy. że ktoś tam przewyższa drugiego głową. tych mądrych bardzo. że przez piękno staje się pięknym wszystko. że nie co innego czyni to coś pięknym jak tylko owego piękna obecność czy uczestnictwo. tylko tak myślę. – No cóż? A kiedy się do jednego dodało jeden. trzymałbyś się tego bezpiecznego stanowiska i tylko tak byś odpowiadał. w której to coś udział brać może. – Więc i przez wielkość to. albo coś innego w tym rodzaju. a tamte rozcinania i przykładania. jak to mówią. co mniejsze? – Tak. – Tak jest – powiada. że najbezpieczniej jest tak odpowiadać i sobie samemu. co się ma stać jednym. co się ma stać dwójką. czy jakkolwiek się ono tam w nim zaznacza. że dziesiątka jest od ośmiu dwójką większa i dzięki tej przyczynie ją przewyższa. co ma dwa łokcie. albo kształt. jest też przez to samo mniejszy. tylko że to bezpiecznie tak odpowiadać i sobie. że barwę ma jak ładny kwiat. ja tak. że to dodanie jest przyczyną powstania dwójki. która jest mała. gdyby ktoś mówił. to przez nic innego jest mniejsze jak tylko przez małość i dzięki temu mniejsze: dzięki małości. I tak samo. że to na przykład głowa sprawia większość jednego i mniejszość drugiego. naprzód ta myśl. niech się na nie w odpowiedziach powołują mądrzejsi od ciebie. tylko byś się upierał przy tym. bo ja się gubię w tym wszystkim. i dzięki temu właśnie jest większe: dzięki wielkości. tak samo jak owo rozcięcie. a tylko tego jednego po prostu i nieuczenie. że nic innego nie mówisz jak tylko to. że to przez piękno wszystkie rzeczy piękne stają się pięknymi. a inny. – Nieprawdaż – mówi tamten – powiedzieć. nic byś sobie nie robił z tego i nie odpowiadałbyś . połową przerasta długość łokciową. kiedy się go rozcięło? Czyż nie wołałbyś wielkim głosem. że nic ci nie wiadomo o tym. i może naiwnie się u siebie trzymam. Bo obawiałbyś się. że dzięki głowie. żeby przez coś małego ktoś był wielki. i inne takie figle zostaw lepiej i daj mi pokój. czyż nie bałbyś się mówić. że cokolwiek jest od drugiego większe. musi w niej koniecznie zacząć uczestniczyć coś. przez co to coś jest piękne. co jest większe. co piękne. – Wobec tego – mówi tamten – już nie rozumiem i nie umiem pojąć innych przyczyn. bałbyś się może. podobnie jak w jedności coś. więc na przykład przez to. A gdyby ktoś na samo to stanowisko nastawał. jak może cokolwiek powstawać inaczej niż przez wzięcie udziału w istocie sobie właściwej. a nie wielkością? Tu przecież może ta sama obawa. żeby cię może przeciwna myśl nie zaskoczyła. – Więc i ty byś się nie zgodził. a przez małość jest mniejsze to. a to by był cud prawdziwy. Czy też nie obawiałbyś się tego? A Kebes się uśmiechnął i powiada: – Owszem. co wielkie. tego się trzymam i myślę. ja zgoła nie dbam o takie rzeczy. że coś. bojąc się. ten większy miałby być większy. że nigdy z tym nie upadnę. jak mówię. Tylko jeśliby mi ktoś mówił. to przez nic innego jak tylko przez wielkość. i drugim. i na tym polu nie znasz innej jakiejś przyczyny powstawania dwóch jak uczestniczenie w dwoistości. tylko że dzięki ilości i przez ilość. następnie ta. Bo jeszcze o to się nie będę spierał. własnego cienia i własnej niewiedzy. Wydaje mi się. a cokolwiek jest mniejsze. i komukolwiek innemu.– Dopuszczam – powiada. a większe to.

jeżeli się liczysz do przyjaciół mądrości. jak jestem: mały. a teraz tylko słuchającym. – Równocześnie uśmiechnął się i powiada: Ja bodajże jeszcze tak zacznę mówić. Tak jest. – W ten sposób tedy Simiasz nazywa się małym i wielkim i w pośrodku jest między oboma: słuszniejszy od jednego. zgadza ci się jedno z drugim. tylko wielkością. żeby kogoś przewyższał tym. że jest czymś każda z idei. co istnieje. albo za zbliżeniem się małości zginie. jak mówię. – Najzupełniejszą prawdę mówisz – powiedzieli równocześnie Simiasz i Kebes. czy nie. co z niej wynika. Tamtym może to ani w głowie. nieobecnym wtedy.prędzej. ażbyś zobaczył. ale nawet i ta wielkość w nas nigdy małości nie zniesie i nie zechce być przewyższaną. jeżelibyś chciał znaleźć coś z tego. czy nie powiesz wtedy. abyś był tego zdania co i ja. tak jak ja. to wszystko – dla każdego. – Ani go przecież nie przerasta Fedon tym. – Jest tak. jakbym kontrakt układał. jak mówię. Fedonie. rozprawiając o pierwszej zasadzie i o tym. że będziesz robił tak. tylko jedno z dwojga: albo ustąpi i ucieknie. On to przecież nadzwyczajnie jasno powiedział. że Sokrates posiada małość w stosunku do jego wielkości. którego małość swoją wielkością przewyższa. Echekratesie. ażbyś do jakiegoś odpowiedniego doszedł. – Ale zgadzasz się. jak to robią ci. którzy się antynomiami bawią. ani im o to chodzi w ogóle. że chcę. ani znowu Sokratesa nie przewyższa dlatego. że z tym Simiaszowym przewyższaniem Sokratesa to nie jest tak naprawdę. to jeśli Simiasza nazywasz większym od Sokrate168 sa. tylko tym. że jest Fedonem. to słusznie przecież. kiedym przyjął i wziął na siebie małość. Z wielkiej mądrości umieją wszystko możliwe pomieszać i to im wcale nie psuje zadowolenia z siebie. tak się i wszystkim obecnym wydawało. a w nich inne rzeczy udział biorą i od nich rzecz każda swoje nosi nazwanie. FEDON. jestem jeszcze taki. Ale ty. myślę. Także i nam. które by ci się spośród ogólniejszych najlepszym wydawało. czy to. Przytaknął. kiedy do niej podejdzie przeciwieństwo: małość. ale to może chyba tak i jest. drugiemu zaś wielkości przewyższającej jego własną małość użycza. jak się słowami mówi? Bo Simiasz nie jest taki. Wielkość . ECHEKRATES. inne znowu założenie przyjmując. Na Zeusa. którą właśnie posiada. że gdy mu to przyznano i zgodzono się. Zdaje mi się. że Sokrates jest Sokratesem. Ale cóż się potem powiedziało? FEDON. niż była. ECHEKRATES. kto choć odrobinę ma rozumu w głowie. – A mówię dlatego. tak samo byś je usprawiedliwiał. a mniejszym od Fedona. że Fedon posiada wielkość w stosunku do małości Simiasza. a gdybyś samo to stanowisko miał usprawiedliwić. i małość? – Powiem. co z niego wynika. tylko dlatego. jeśli zaś wytrzyma i przyjmie małość. Bo mnie się zdaje. że w Simiaszu jest jedno i drugie: i wielkość. że nie tylko sama wielkość nigdy nie zechce być równocześnie wielka i mała. że jest Simiaszem. a tylko byś nie mieszał jednego z drugim. on potem tak zapytał: Jeżeli ty to – powiada – tak mówisz. to nie zechce być czymś innym. – Prawda.

– Zatem jest tak w niektórych tego rodzaju wypadkach. które posiadają coś przeciwnego. kto to był – powiada: Na bogów. mówi: Ale tobie chyba to nie musiało nasunąć wątpliwości – to. Wtedy się mówiło. Czy nie? – Tak jest. ani żadne inne z przeciwieństw. . – Więc zgodziliśmy się – mówi tamten – po prostu na to. mam wrażenie. czym był: ogniem i zimnem zarazem. – Prawdę mówisz – powiada.natomiast. co mam na myśli. Nachylił głowę Sokrates i usłyszawszy: Oto jest mąż – powiada – doskonaleś to z pamięci powtórzył. usłyszawszy to. – Czy na przykład śnieg i ogień? – Na Zeusa. A może jeszcze w takich oto wypadkach będzie jaśniejsze to. i tam. będąc wielką. – Ze wszech miar – powiada Kebes – tak mi się rzecz przedstawia. nigdy nie będzie śmiał przyjąć zimna i być dalej tym. że z tych właśnie istot żadna nigdy nie zechce się rodzić z drugiej. niż się teraz mówi. jakeśmy poprzednio mówili. i tym. – A ogień znowu za zbliżaniem się zimna albo mu ustąpi. jak długo istnieje. chociaż nie mogę rzec. a nie pamiętam dobrze. że z rzeczy przeciwnej powstaje przeciwna. czym był: śniegiem. Ktoś z obecnych. że samo przeciwieństwo samemu sobie nigdy się nie może stać przeciwne – ani to w nas. nie śmiałaby stać się małą. i czymś ciepłym zarazem. sądzę. kiedy taki stan przyjdzie. – I równocześnie. spojrzawszy na Kebesa. Ciepłem coś nazywasz i zimnem? 169 – Tak jest. bądź też ginie. – A tego zdania będziesz. co się teraz mówi. i po prostu tak właśnie powstają przeciwieństwa: z przeciwieństw? A teraz. ani to w naturze. nie zechce nigdy stać się ani być wielką. Tylko nie bierzesz pod uwagę różnicy między tym. która jest w nas. którą teraz mówimy. że to się w ogóle nigdy stać nie może. nie chce zostać i być czymś sobie przeciwnym. a mianowicie. Tak samo i ta małość. i nazywaliśmy każdą z nich jej własnym imieniem – a teraz mówimy o tym. „Coś nieparzystego” zawsze chyba musi zachowywać tę nazwę. że nigdy śnieg rzeczywisty nie potrafi tak. a z większego mniejsze. mój drogi. I powiadamy. co nie jest nią samą. że nie tylko sama idea zachowuje swoją nazwę na wieczny czas. że z mniejszego powstaje większe. ale posiada jej postać. nie ja przecież. Wtedy. czym było. – A jeszcze mi się i nad tym zastanów – powiada – czy też się ze mną zgodzisz. czyżeśmy się poprzednio nie byli zgodzili na coś wprost przeciwnego. że z przeciwieństw żadne nie może być nigdy samemu sobie przeciwne? – Ze wszech miar. cokolwiek nazwę nosi. albo istnieć przestanie? – Tak jest. od czego bierze nazwę wszystko. będąc jeszcze tym. ale za zbliżeniem się ciepła albo mu ustępować zacznie. co wtedy. albo przestanie istnieć. – Tylko czymś innym niż ogień jest ciepło i czymś innym niż śnieg – zimno? – Tak. a teraz mówi się. ale ją zachowuje także i coś innego jeszcze. przyjąwszy ciepło być jeszcze dalej tym. mówi się. ale bądź to odchodzi. żebym nie miał wątpliwości i tu. mówiliśmy o rzeczach. co tamten powiedział? – No nie – mówi Kebes – tego też nie powiem.

że należy ją zawsze nazywać i jej własnym imieniem. i dodawać jej przy tym nazwę „czegoś nieparzystego”. żeby własną posiadało ideę. ale także i niektóre inne przeciwieństwa nie mogą się znosić. – Pewnie. Przyznajesz czy nie? – Jakżeby nie – powiada. z tego nie tylko muszą być trzy. miało jeszcze ideę czegoś przeciwnego? – Jak mówisz? 170 – Tak jakeśmy dopiero co mówili. jednak ma to do siebie. powiemy. albo ustępują. czy też i coś innego. co w nich mieszka. – Więc to może. co się dzieje z trójką i z innymi wieloma. bo o to się pytam. jakie by też to były te inne? – Bardzo chętnie. bo trójka zawsze przynosi coś . co się z nią stanie. Czyż nie powiemy. – Więc może nie tylko idee przeciwne nie znoszą się nawzajem. bo ono taką ma naturę. jak na przykład teraz trójka – nie jest przeciwna parzystości. – W coś takiego przecież. – Więc jeżeli chcesz – mówi – to spróbujmy. i połowy wszystkich liczb w ogóle. bo wiesz przecież. – Otóż mówiłem. że nie tylko tamte przeciwieństwa nie znoszą się nawzajem. że się nigdy nie obejdzie bez „tego. nie są gotowe przyjmować idei. – Więc w trójkę nie wejdzie nigdy idea czegoś parzystego? – No nie. ale nawet i te rzeczy. że w cokolwiek wstąpi idea trójki. A znowu dwójka i czwórka. to nie tylko do tego zmuszają. nawet i te rzeczy. a mimo to jej nie zniesie i nie weźmie na siebie. określić. mają jednak coś przeciwnego w sobie. a stać się czymś parzystym? – No tak – powiedział Kebes. idea przeciwna tej postaci. które w cokolwiek wstąpią. Bo zastanów się nad trójką. choć nie są czemuś przeciwne. podobno. To mianowicie. – Więc zobacz – powiada – co chcę jasno powiedzieć. jeżeli potrafimy. – No nie. Czy nie sądzisz. które nie będąc właściwie sobie przeciwne. to jednak tego nie zniosą. ale także będzie to zarazem nieparzyste. co nieparzyste”? Mam na myśli to na przykład.– Czy tylko „coś nieparzystego” jako byt. że nie. która byłaby przeciwna tej. że określić potrzeba. przecież. czy nie wiadomo. zanimby wytrzymała to. ale zawsze. – Tak jest. ale za zbliżeniem się jej albo giną. i cała druga połowa liczb. tego przeciwieństwa. – A sprawiła to nieparzystość? – Tak. – A przeciwna jej jest idea „czegoś parzystego”? – Tak. żeby dalej zostać trójką. to jednak każda z nich jest nieparzysta. Kebesie. nigdy wejść nie potrafi. że choć żadna z nich nie jest tym samym co „nieparzystość”. która to sprawia. które to rzeczy. że trójka raczej zginie. będą takie. – A znowu przecież – powiada tamten – dwójka nie jest przeciwieństwem trójki. – Najzupełniejszą prawdę mówisz – powiada. prócz tego. nie będąc tym samym co parzystość. chociaż ono nie jest tym samym co trójka? A jednak taka już jest natura i trójki. co nie jest tym samym co „coś nieparzystego”. – Więc nieparzysta jest trójka? – Tak. że każda z tych liczb jest parzysta. i piątki. – Trójka nie chwyci parzystości żadną miarą? – Nie chwyci żadną miarą. a jednak potrzeba je i tak nazywać zawsze poza jego własną nazwą.

– Nieprawdaż. co nieparzyste. jak nazywamy? – Nieśmiertelne – powiada. co parzyste. ale dam sprytniejszą wedle obecnych rozważań i powiem. co śmierci nie ulegnie. – Jakie? 171 – Śmierć. i mnóstwo innych wypadków takich. A gdybyś mnie zapytał. – A to. . czego chcę. co coś narzuca. widzę możliwość innej. ale i to. za moim przykładem. tylko powiem. a tamto niesprawiedliwe. Ani półtora i inne takie rzeczy. a jednak nie przyjmie idei tego. – Więc w cokolwiek dusza wstąpi. ona sama nie jest czemuś innemu przeciwna. – A czy jest jakieś przeciwieństwo życia. jak my to nazywamy? – To nieartystyczne. zawsze w nie ze sobą życie wnosi? – A wnosi. I znowu sobie przypomnij. to właśnie. – Ależ bardzo dobrze – powiada. co musi wejść w ciało. co nie przyjmie i nie ulegnie idei czegoś parzystego. naprawdę – mówi. bo nie zaszkodzi i parę razy usłyszeć. dusza nigdy i żadną miarą nie przyjmie przeciwieństwa czegoś. podobnie jak dwójka temu. że nie tylko jedno przeciwieństwo nie przyjmuje drugiego. żeby była nieparzysta. wbrew tej bezpiecznej. co zimne. nie przyjmuje nigdy przeciwieństwa tego. Ani trzecia część i wszystkie inne tego rodzaju części – jeżeli tylko dotrzymujesz mi kroku i jesteś też tego samego zdania.przeciwnego temu. Bo gdybyś mnie zapytał. – No dobrze. tamtej nieuczonej. i to. tylko że gorączka. żeby ono było chore. A to. żeby ciało było żywe? – Dusza musi wejść – powiada. i ogień temu. piątka nie przyjmuje idei tego. nie przyjmą idei całości. co parzyste. nie dam ci tamtej bezpiecznej odpowiedzi. co samo narzuca. – Więc czymś nieśmiertelnym jest dusza? – Nieśmiertelnym. nie odpowiem. – A prawda. co nieparzyste. Więc popatrz. – A więc odpowiadaj – mówi – co musi wejść w ciało. jak się zgadzamy wedle tego co przedtem? – I bardzo mocno się zgadzamy – powiedział Kebes. nie powiem. – Więc drugi raz mi – powiada – mów od początku. co musi wejść w jakieś ciało. że ogień. Mówię teraz wbrew tej odpowiedzi. że musi w nie wejść ciepłota. z tego. którego użyję w pytaniu. którą poprzednio proponowałem. – Więc cóż? Coś. żeby ono było ciepłe. w których jest połówka. czy już dość dobrze wiesz. ani dziesiątka tego. co nieparzyste. że nieparzystość. że jednostka. że dusza nie ulega śmierci? – Nie. czy tak rzecz określasz. że choroba. I w innych wypadkach tak samo. Więc patrz doprawdy. – Nieprawdaż więc. że zawsze tak jest? – Jakżeby nie – mówi tamten. tylko innym. czy nie ma żadnego? – Jest – powiada. I nie odpowiadaj mi tym samym słowem. co mogłoby narzucać coś przeciwnego temu. jest w dziesiątce podwójność. – Bardzo nawet jestem tego samego zdania i dotrzymuję kroku. co nie ulega artystyczności. cośmy teraz mówili. I w liczbie co musi tkwić. co zawsze sama wnosi. co nie przyjmie sprawiedliwości. równie bezpiecznej. jak to się teraz nazywa? – Nieparzyste – powiada. do czego się zbliży.

– Z konieczności – powiada. ani strzymać i przyjąć ciepłoty. co parzyste. ginąć miała. co nieśmiertelne. że jeszcze bardziej bogowie. to ilekroć by ciepło przyszło do śniegu. Bo wedle tego. czyż nie byłaby i trójka niezniszczalna? – Zapewne. nie moglibyśmy się z nim spierać. wówczas chyba to. co w nim śmiertelne. to innego by potrzeba dowodu.– No więc. musiałby ustąpić. tak samo jak mówiliśmy. cały. Kebesie – powiada – dusza jest nieśmiertelna i niezniszczalna i rzeczywiście będą nasze dusze w Hadesie. musi być i niezniszczalną? – Musi. – Więc kiedy śmierć na człowieka przyjdzie. Ale co właściwie przeszkadza. – Zatem z wszelką pewnością. ale mogłoby ginąć i na jego miejsce powstawać to. mogło ulegać zniszczeniu? – Przecież każdy chyba się zgodzi – mówił Sokrates – że bóg i sama idea życia. koniecznie. co parzyste. co parzyste? Gdyby ktoś tak mówił. i teraz kiedy chodzi o to. Czy nie? – Owszem. oddala się i odchodzi precz to. jest i niezniszczalne. ale i niezniszczalna. cośmy powiedzieli przedtem. to dusza będzie nie tylko nieśmiertelna. Jeżeli to. – Nieprawdaż – mówi – tak samo trzeba powiedzieć i o tym. tylko by się cały i nietknięty oddalał i odchodził precz. i o tych tam innych rzeczach. co nieśmiertelne. co nieparzyste i trójka. i jeśli poza tym coś jeszcze jest nieśmiertelnego. całe i nie zepsute. a to. na Zeusa – powiada – wszyscy ludzie. co nieśmiertelne. to i dusza. Ale gdybyśmy się na to zgodzili. oddala się i odchodzi precz. – Nieprawdaż. że trójka nie będzie czymś parzystym. ale nie zmieniony. Jeśliby nie. jest i niezniszczalne. że ono nie zginie. skorośmy się zgodzili. nie zaczęło wprawdzie być parzyste za zbliżeniem się tego. co nieśmiertelne. było bezwzględnie niezniszczalne. co nieparzyste”. i gdyby „to. ani ta gorącość. – Prawdę mówisz – powiada. – Nieprawdaż. – Ależ nie potrzeba wcale – powiada – przynajmniej dla tego twierdzenia. . skoro jest nieśmiertelna. – Więc cóż – powiada – Kebesie? Gdyby „to. jakeśmy to zgodnie uznali. było bezwzględnie niezniszczalne. co nieparzyste”. 172 – Wszyscy się na to zgodzą. Sokratesie. że ono jest też i niezniszczalne. Zatem to chyba zostało dowiedzione. żeby to. to łatwo byśmy przeparli twierdzenie. nigdy nie ulega zniszczeniu. co nie wystygłe”. to ilekroć by do ognia przychodziło coś zimnego. – A skoro to. – Widocznie. a myślę. I tak samo byśmy przeparli to twierdzenie o ogniu i o cieple. że tak. kiedy śmierć do niej przyjdzie. że gdyby „to. – I tak samo myślę. Jakżeby cokolwiek innego miało nie ulegać zgubie. jeżeliby to. co nieciepłe”. że za nadejściem tego. umiera. co nieparzyste. ogień by nigdy nie gasnął i nie ginął. bo „to. było niezniszczalne. mógłby ktoś powiedzieć. to niepodobna. nie stopiony? Bo aniby zginąć nie mógł. tak. która jest w nim. podobnie jak i nieparzystość sama. ona śmierci nie ulegnie i nie będzie umarła. co nieśmiertelne i niewidzialne. co nieśmiertelne. żeby dusza. powiemy? Czy tak myślisz? – I to całkiem wystarczająco. ani ogień nie będzie chłodny. wcale nie jest niezniszczalne. uszło śmierci.

albo ktokolwiek inny ma coś do powiedzenia. tak i teraz go bierze i prowadzi kędyś tam na owo miejsce.– Ja przynajmniej – powiada – Sokratesie. jakie są tym pokrewne i są pokrewnych dusz robotą – przed taką każdy ucieka i każdy się od niej odwraca. to chyba nie masz dla niej innej ucieczki od zła ani innego zbawienia. Więc dusza porządna i rozumna idzie za przewodnikiem i rozpoznaje to. jeśliby chciał o tych rzeczach cokolwiek powiedzieć lub usłyszeć. Ale teraz. A są liczne i cudowne okolice na ziemi i ona wcale nie jest taka ani tylko tak wielka. a wraz z duszą zbyć się i swoich złości. albo inne takie popełniła zbrodnie. chociaż one u was budzą zaufanie. chyba to jedno: stać się jak najlepszą i najrozumniejszą. Bo już nie wiem. A droga nie jest taka. że jak człowiek umrze. przez długie i liczne okresy. i dopiero ją z trudem wielkim i gwałtem przeznaczony jej geniusz zabiera i unosi. o czym mówimy. i odbędą tam czas przeznaczony. nie mam nic do powiedzenia przeciw temu ani potrafię tym słowom nie wierzyć. jak . które jej odpowiada. On powiada. za towarzyszów podróży i przewodników bogów dostaje i zamieszkuje każda miejsce. najwięcej pomoże albo zaszkodzi po śmierci zaraz na początku drogi w tamte strony. czym się żywiła. Bo ona do Hadesu pójdzie. ale i te pierwsze założenia. co się powiedziało. Simiaszu – powiada Sokrates – ty masz zupełną słuszność. jak mu towarzyszył za życia. dokąd i inne. jak mówi Telefos u Ajschylosa. ma rozgałęzienia liczne i różne szlaki okólne. gdyby droga była jedna tylko. że jeśli dusza jest nieśmiertelna. jak tylko człowiek iść potrafi. Kiedy je tam spotka to. A powiadają tak. Wtedy by na niej przewodników nie trzeba. ani jedna tylko. na jaką mógłby ktoś inną sposobność czekać lepszą niż ta dziś. jeżeli nie zamilczy. nie będziecie niczego szukali dalej. co tu na ziemi zbożne i z prawem zgodne. która coś zbroiła albo się krwią niewinną zawalała. A jeśli tylko ona się jasną stanie. i niebezpieczeństwo teraz zagraża i może się wydawać wielkie. – Nie tylko to. bezradna. dobrze zrobi. a moc ludzka wydaje mi się tak znikoma i marna. zaczem ona się błąkać musi i bieduje wciąż. po których ją konieczność do odpowiedniego dla niej mieszkania zanosi. co ją otacza. 173 aż oznaczone czasy wyjdą. a potem droga do Hadesu pod wodzą owego przewodnika. jeżeli ktoś duszy zaniedba. jak należy. Jeżeli je roztrząśniecie. – Więc to – powiada – ludzie moi. – Ależ nie – powiada Simiasz – ja też i sam nie mam jak: nie wierzyć – po tym przecież. sądzę. Gdyby śmierć stanowiła zerwanie ze wszystkim w ogóle. zdaje się. co się powiedziało. ani jej prowadzić nie chce. byłoby to jak znalazł dla ludzi złych: pozbyć się ciała. że jeden tylko prosty szlak do Hadesu prowadzi. tak jak w poprzedniej części powiedziałem. Za to dusza. skoro dusza zdaje się być nieśmiertelna. to. powiadają. co je spotkać miało. to jej. a tymczasem droga w tamtą stronę ani mi się prosta nie wydaje. Nikt by przecież nie zbłądził w żadnym kierunku. długi czas około dała lata i około grobu. Tymczasem ona. ciągnie wciąż w przeciwną stronę i cierpi. tylko to są tak wielkie rzeczy. Simiasz. ale o cały czas. Mówię tak wnosząc z tego. gdzie zgromadzonych czeka sąd. taka dusza nie oczyszczona. godzi się wziąć pod uwagę. to dbać należy nie tylko o ten czas. to pójdziecie. wówczas jego duch opiekuńczy. który ma rozkaz dusze stąd tam przeprowadzać. że trudno – musi się we mnie taić jeszcze jakaś niewiara w to wszystko. Ale jeżeli ten tutaj. za ich myślą najbardziej. który nazywamy życiem. – Prawdę mówisz – powiada. i ani z nią wędrować. to jednak potrzeba je rozpatrzyć jaśniej. nic innego ze sobą nie biorąc oprócz kultury i tego. A która się żądzami ciała trzyma i opuścić go nie chce. wtedy je tu z powrotem inny odprowadza przewodnik. A gdy przybędzie tam. która w czystości i umiarkowaniu przez życie przeszła.

myślą ci, którzy ziemię opisywać zwykli. Tak mnie ktoś nauczył.
A Simiasz powiada: Jak to mówisz, Sokratesie? Bo o ziemi i ja wiele słyszałem, ale przecież
nie to, w co ty wierzysz. Więc chętnie bym posłuchał.
– Ależ owszem, Simiaszu; na to przecież nie potrzeba sztuki Glaukosa, żeby opowiedzieć
to, co jest. Ale jak to jest naprawdę, tego dojść trudno – tu i sztuka Glaukosa nie starczy i ja
bym może nawet tego nie potrafił, a gdybym w końcu i umiał, to opowiadać by trzeba długo,
Simiaszu, i życia by mi na to nie starczyło. Ale ideę ziemi, jak ją sobie przedstawiam, i jakie
miejsca są na ziemi, to wam powiedzieć mogę bez żadnej trudności.
– Owszem – powiada Simiasz – wystarczy i to.
– Otóż nauczono mnie – mówi – że naprzód, jeśli się ziemia pośrodku nieba znajduje,
okrągła, to wcale jej nie potrzeba ani powietrza, aby nie spadła, ani innej koniecznej tego
rodzaju
podpory. Do tego, żeby ją utrzymać w środku, wystarczy równomierna wszędzie natura
nieba i własna równowaga ziemi. Bo zrównoważona rzecz, położona w jakimś
równomiernym
środowisku, nie ma powodu przechylać się w którąkolwiek stronę więcej lub mniej i
dlatego w jednakim wciąż położeniu stale trwać będzie. Otóż naprzód – powiada – w tom
uwierzył.
– I słusznie – rzekł Simiasz.
– A oprócz tego – powiada – to jest niezmiernie wielkie wszystko i my zamieszkujemy, od
rzeki Fazis aż po Słupy Heraklesa, tylko małą jakąś cząstkę; niby wokoło bajury mrówki albo
żaby, tak my naokoło morza mieszkamy; a inne liczne ludy gdzie indziej w wielu takich
okolicach
mieszkają. Bo wszędzie naokoło ziemi jest wiele różnych kotlin różniących się wyglądem
i wielkością, do których spływają wody i mgły, i wiatry. Ziemia zaś sama czysta jest i w
czystym niebie leży, w którym są gwiazdy, a eterem je nazywa wielu, którzy zwykli mówić o
tych rzeczach. Wszystko, co tu, to są męty i osady z eteru, który ustawicznie spływa do
zaklęsłości
ziemi. My w tych zaklęsłościach mieszkamy, więc nie widzimy tego i zdaje się nam, że
mieszkamy na wierzchu, na ziemi, zupełnie jakby ktoś na środku dna morskiego siedział, a
sądziłby, że na powierzchni morza mieszka i poprzez wodę by słońce i inne gwiazdy oglądał,
a myślałby, że morze to już niebo; a dla ociężałości i niemocy swojej nigdy by się na
powierzchnię
morza nie dostawał i nie spoglądał wypłynąwszy i wynurzywszy się z toni na ten
świat tutaj, o ile też on jest czystszy i piękniejszy od tamtego świata u nich, aniby od żadnego
świadka naocznego o tym nie słyszał. Otóż zupełnie to samo jest i z nami. Mieszkamy w
pewnej zaklęsłości ziemi, a zdaje się nam, że na jej powierzchni mieszkamy, i powietrze
nazywamy
niebem, jak gdyby rzeczywiście po tym niebie gwiazdy chodziły. A to jest ta sama
sprawa: przez słabość i ociężałość naszą nie jesteśmy w stanie przedrzeć się do krańców
powietrza.
A dopiero gdyby ktoś jego granic doszedł alboby tam na skrzydłach wzleciał, zobaczyłby,
gdyby głowę z niego wynurzył, tak jak tutaj ryby, które z morza głowy wychylają,
widzą to, co tu, tak samo ten ktoś zobaczyłby to, co tam, i jeżeliby natura człowieka zdolna
była znieść to oglądanie, poznałby, że tam jest niebo prawdziwe i światło prawdziwe, i
prawdziwa
ziemia. Bo ta ziemia tutaj i kamienie, i całe to miejsce tu zepsute jest i przeżarte jak to,
co w głębi morza sól przeżarła. Toż nawet nie rośnie w morzu nic godnego wzmianki ani
doskonałego
tam nic nie ma, żeby się tak wyrazić, tylko rozpadliny i otchłanie, piasek, muł i

błota moc nieprzebrana, jeżeli gdzieś tam jeszcze jest i ziemia; rzeczy zgoła nic niewarte,
jeżeli je z naszymi pięknościami porównać. A jeszcze bez porównania bardziej różne
wydałyby
się tamte rzeczy w górze w porównaniu do naszych. A jeśli trzeba i przypowieść ładną
powiedzieć, to warto posłuchać, Simiaszu, jak to tam jest na ziemi, pod niebem.
– Ależ owszem, Sokratesie – powiedział Simiasz – my tej przypowieści chętnie posłuchamy.
174
– Otóż mówią, przyjacielu – powiada – że naprzód tak się ta ziemia przedstawia, gdyby ją
ktoś z góry oglądał, jak te piłki z dwunastu skór zeszywane: różnobarwna, a z takich barw
ułożona, jakich i tutejsze farby są niby próbkami; te, których malarze używają. Tam się cała
ziemia z takich farb składa, tylko z jeszcze świetniejszych i czystszych niż te. Więc jedna to
purpura przedziwnej piękności, druga to odcień złotawy, a inna to niby biel od gipsu i od
śniegu bielsza. I z innych farb jeszcze składa się tak samo i z jeszcze liczniejszych i
piękniejszych
niż te, które my oglądamy. Bo nawet same te kotliny ziemskie, jako że napełnione wodą
i powietrzem, wyglądają jakoś tak jak farba i świecą różnokolorowym blaskiem innych
barw, tak że się cały widok wszystkimi kolorami mieni. A na takiej ziemi odpowiednie też
rośliny rosną: drzewa i kwiaty, i owoce. I tak samo góry i kamienie mają odpowiednią do tego
gładkość i przezroczystość, i barwy piękniejsze. Z nich są i te tutejsze kamyczki, to są ich
cząstki u nas ulubione: te krwawniki i jaspisy, i szmaragdy, i wszelkie inne tego rodzaju
kamienie.
A tam nie, tylko wszystko jest takie i jeszcze od nich piękniejsze. A przyczyna tego
jest ta, że tamte kamienie są czyste i nie przeżarte, i nie popsute jak te nasze tutaj, przez
zgniliznę
i słony morski brud z mętów, które tutaj spływają i nawet kamieniom i ziemi, a oprócz
tego zwierzętom i roślinom szpetność i choroby przynoszą. Ziemia tam jest tym wszystkim
ozdobiona, a prócz tego złotem i srebrem, i innymi takimi skarbami. One tam na wierzchu
rosną i mnóstwo ich jest na każdym kroku, tak że oglądać tę ziemię to widowisko dla
szczęśliwych
widzów.
I zwierząt tam wiele jest różnorodnych i ludzi. Jedni w głębi lądu mieszkają, a drudzy na
brzegach powietrza, tak jak my naokoło morza, inni na wyspach, które powietrze opływa
wzdłuż lądu – jednym słowem: czym dla nas woda jest i morze w stosunku do naszych
potrzeb,
tym dla nich jest powietrze, a czym dla nas powietrze, tym dla nich eter.
A klimat jest u nich tak utemperowany, że nie chorują wcale i żyją o wiele dłuższy czas niż
my tu; wzrokiem zaś, słuchem i rozumem różnią się od nas o tyle, o ile powietrze różni się od
wody, a eter od powietrza ze względu na czystość.
I mają tam świątynie i gaje bogom poświęcone, w których rzeczywiście bogowie mieszkają,
i oni głosy bogów słyszą, i wieszcze znaki odbierają, i objawienia bogów mają, i obcują
z bogami twarzą w twarz. I słońce, i księżyc, i gwiazdy oglądają takimi, jakie one są
naprawdę,
a za tym idą inne szczęśliwości.
Otóż cała ziemia tak wygląda i to, co naokoło niej. A krain jest na niej mnóstwo, wedle
tych jej zagłębień naokoło całej powierzchni; jedne głębsze i szersze niż ta zaklęsłość, którą
my zamieszkujemy, drugie głębsze, a mają wejście mniejsze niż miejsce naszego pobytu, a są
i płytsze od naszego a szersze. Wszystkie te zapadliny otworami łączą się ze sobą pod ziemią
w wielu różnych miejscach; są tam przejścia ciaśniejsze i szersze i są tam kanały, przez które
wiele wody przepływa z jednych do drugich, niby do wielkich pucharów, i olbrzymich
rozmiarów

rzeki podziemne wiecznie płynące, i wody ciepłe i zimne, i mnóstwo ognia, i wielkie
rzeki ogniste, i rzeki wilgotnego mułu: czystszego i brudniejszego błota, jak na przykład na
Sycylii te przed strumieniem lawy płynące rzeki namułu i lawa sama. Tymi materiałami
napełnia
się zapadlina każda zależnie od tego, co kiedy do niej okrężny prąd przyniesie.
I wszystko to się porusza w górę i w dół, jakby maszyna jakaś była w środku ziemi. A ta
maszyneria takiej jest mniej więcej natury. Jedna z rozpadlin ziemi, właśnie największa,
przewierca ziemię na wskroś od końca do końca. To jest ta, o której Homer powiedział:
Bardzo daleko; gdzie głębie swe otchłań otwiera bezdenna.
I on, i wielu innych poetów nazwało ją Tartarem. Do tej to otchłani spływają wszystkie
rzeki i wypływają z niej na powrót. A każda z nich staje się taka lub inna zależnie od tego,
przez jaką krainę przepływa. A przyczyna tego, że wypływają stamtąd i wpadają tam
wszystkie
strumienie, jest ta, że te płynne masy nie mają dna i podstawy. Więc wiszą w przestrzeni i
175
falują w górę i w dół, a powietrze i wicher, które je otacza, robią to samo. Bo idzie za nimi
wiatr i wtedy, gdy na tamtą stronę ziemi ruszają, i gdy wracają na tę tutaj; jakby człowiek
oddychał, tak wciąż wicher dmie z wnętrza ziemi i znów w jej głąb wpada strumień
powietrza,
i tam też powietrze wraz z wilgocią w przestrzeni zawieszone straszne jakieś i nieopisane
burze wywołuje, wchodząc i wychodząc.
Więc skoro wody ruszą stąd, żeby się przelać w krainy, o których się mówi, że są na dole,
wtedy tamtym strumieniom po drugiej stronie przybywa wody poprzez rozpadliny ziemi i
napełniają się tak, jakby kto naczyniem stąd czerpał, a tam przelewał. A kiedy znowu stamtąd
woda ustąpi, a ku nam ruszy, zaraz się tu u nas gromadzić zaczyna po jaskiniach, a
wypełniwszy
je wypływa kanałami i poprzez ziemię i dostając się w każdym wypadku do miejsc, do
których sobie drogę toruje, tworzy morza, jeziora, rzeki i źródła.
Z nich zaś z powrotem pod ziemię przenika i bądź to długimi strumieniami dalekie strony
opływa, bądź też krótszymi drogami z powrotem do Tartaru wpada, raz znacznie głębiej od
miejsca, w którym wytrysnęła, raz nie o wiele niżej. Ale zawsze ujście jest niższe źródła. I
niejeden strumień wypada wprost naprzeciw tego miejsca, w którym wpadł do wnętrza, a inny
w tej samej okolicy. A są i takie, które całkowicie naokoło ziemi biegną, okręcając się wokoło
ziemi jak węże raz albo kilka razy, płyną jak tylko można najniżej i znowu wpadają do
wnętrza.
A z jednej i z drugiej strony dopłynąć mogą tylko do środka, a dalej nie. Zbyt stroma
robi się dalsza część drogi dla jednych i drugich strumieni, z obu stron.
Otóż jest tam bardzo wiele ogromnych i rozmaitych potoków. A pośród tych wielu strumieni
są pewne cztery rzeki, z których największa i najbardziej na zewnątrz oblewająca ziemię
jest to tak zwany Ocean. Naprzeciw niego zaś i w przeciwnym kierunku rzeka smutków,
Acheron, przez różne pustkowia płynie pod ziemią i wpada do jeziora Acheruzja, tam gdzie
dusze mnóstwa umarłych przybywają i odbywszy tam czasy wyznaczone, dłuższe lub krótsze,
znowu bywają wysyłane w ciała powstających istot żywych. Trzecia rzeka pomiędzy tamtymi
dwiema wypływa i blisko źródła wpada w kraj ogromny, który ogniem wielkim płonie i
tworzy
jezioro większe niż nasze Morze Śródziemne, pełne wody kipiącej i błota. Stamtąd wypływa
i wokoło ziemi toczy swoje nurty mętne i błotniste w różnych stronach i dochodzi
krańców jeziora Acheruzja, ale nie miesza się z jego wodą. Okręciwszy się wiele razy pod
ziemią wpada w niższe okolice Tartaru. To jest rzeka płomieni, którą nazywają Pyriilegeton.
Nurty jej tu i ówdzie i na powierzchni ziemi strumieniami lawy buchają. Naprzeciw niej zaś

czwarta rzeka wpada naprzód w kraj straszny i dziki, jak mówią – kraj cały ciemnoniebieski
jak hartowana stal; nazywają tę rzekę Styksem, podobnie jak i jezioro, do którego wpada.
Wody Styksu strasznych sił nabierają i obwinąwszy ziemię dwakroć naokoło płyną w
kierunku
przeciwnym niż Pyriilegeton i wpadają do jeziora Acheruzja z przeciwnej strony. Woda
Styksu również nie miesza się z żadną inną, tylko tak naokoło obiegłszy, wpada do Tartaru
naprzeciw ujścia Pyrifiegetonu. A imię tej rzeki skarg i łez, jak mówią poeci: Kokytos.
Otóż kiedy tam tak jest, to skoro przybędą umarli na miejsce, do którego duch opiekuńczy
każdego odprowadza, naprzód sąd się nad nimi odbywa: którzy też życie pięknie i zbożnie
spędzili, a którzy nie. I których życie wyda się ani zanadto złe, ani nazbyt dobre, ci idą nad
Acheron, wsiadają do łodzi, które tu dla nich są, i przypływają w nich do jeziora. Tu
mieszkają
i oczyszczają się, a odbywszy pokutę za popełnione winy wychodzą stamtąd, jeżeli który
popełnił coś złego; i za dobre uczynki nagrody tam odbierają – każdy tak, jak zasłużył.
A których stan wyda się nieuleczalny dla mnogości grzechów, bo się często wielkiego
świętokradztwa dopuszczali albo często zabijali niesprawiedliwie i wbrew prawom, albo inne
takie zbrodnie popełniali, tych los im należny miota do Tartaru, skąd nie wychodzą nigdy.
A których grzechy wydadzą się wielkie, ale uleczalne, jak na przykład gwałt jakiś dokonany
w gniewie na ojcu lub matce, którego potem żałowali i odmienili życie, albo się zabójcami
stali w inny jakiś, choć podobny sposób, ci muszą wprawdzie spaść do Tartaru i zostawać tam
przez rok, ale ich po roku fala wyrzuca i mężobójców do Kokytosu niesie, a ojcobójców i
176
matkobójców do Pyrifiegetonu. A kiedy płynąc z nurtem znajdą się w jeziorze Acheruzja,
wtedy krzyczą głośno i wołają: jedni tych, których byli zabili, drudzy tych, którym wyrządzili
krzywdę; wołają ich, zaklinają i proszą, żeby im pozwolili wyjść na brzeg jeziora i chcieli
przyjąć do siebie; jeżeli zostaną wysłuchani, wychodzą na brzeg i przestają cierpieć, a jeśli
nie, fala ich znowu do Tartaru niesie, a stamtąd na powrót do rzek wrzuca i to cierpienie nie
kończy się prędzej, aż im się uda nakłonić i pozyskać tych, których pokrzywdzili. Taką im
karę nałożyli sędziowie.
A których życie wyda się osobliwie zbożne, ci będą wyzwoleni z tych czeluści podziemnych
i wyjdą stamtąd, jak z więzienia, w górę i pójdą mieszkać w czystych stronach, na
szczytach ziemi. Do nich należą ci, którzy się umiłowaniem mądrości dostatecznie od zmazy
grzechu oczyścili; ci będą później żyli w ogóle bez ciała i pójdą do mieszkań jeszcze
piękniejszych
niż te, które i opisać niełatwo i w tej chwili czas nie po temu.
Więc już choćby dla tego, cośmy tu opowiedzieli, Simiaszu, trzeba robić wszystko, co
można, żeby zdobyć w życiu dzielność i rozum. Bo nagroda piękna, a nadzieja wielka.
Spierać się o to, że właśnie tak, a nie inaczej jest, jak ja to opowiedziałem – nie wypada
człowiekowi, który ma rozum w głowie. Ale że bądź to tak jest, bądź też jakoś tak podobnie
ma się rzecz z naszymi duszami i z miejscem ich pobytu, skoro dusza okazuje się czymś
nieśmiertelnym,
to zdaje mi się, wypada i warto ryzykować przypuszczenie, że tak jest. Ryzyko
bardzo piękne i trzeba sobie samemu takie słowa wiecznie niby do snu śpiewać. Toteż i ja
długo i już za długo tę przypowieść wlokę. Ale z tych względów powinien być spokojny o
swoją duszę człowiek, który przez całe życie o inne przyjemności nie dbał, o te cielesne, i nie
oglądał się za ozdobami życia, jako że były mu obce, i sądził, że one raczej zaszkodzić niźli
pomóc potrafią, a szukał tych, które nauka daje, i duszę swą ozdobił nie obcym jej blichtrem,
ale pięknem jej właściwym: panowaniem nad sobą i sprawiedliwością, i męstwem, i
szlachetnością,
i prawdą, i tak na podróż do Hadesu czeka i ruszy w drogę, kiedy go los zawoła.

a nam kazał poczekać. i sobie samym zawsze zrobicie przyjemność. i wy reszta innym razem pójdziecie. jak umrę. czuliśmy się po prostu tak. jak on za mnie przed sędziami ręczył. wprost przeciwnie. i żeby podczas pogrzebu nie mówił. jak by ci to najwięcej odpowiadało i jak byś tylko uważał. i roztrząsając to na nowo. nic nowego. to wcale nie zostanę z wami. że stanowczo tu nie zostanę. aby pocieszyć i was. że to ja jestem Sokrates. że straszne męki cierpię. a mnie już teraz. Bo on. że się gniewają na mnie i przeklinają. a potem wypić truciznę i nie robić zachodu kobietom. Sokratesie. Kritonie kochany. i najlepszy ze wszystkich. i pyta się mnie. Równocześnie uśmiechnął się łagodnie. ale mu się zdaje. Czekaliśmy więc. jak mnie ma pochować. Bo długi czas tam zabawił z nimi. co zawsze mam z innymi. los wola i bodajże mi właśnie pora myśleć o kąpieli. powiedziałby jakiś tragik. może moglibyśmy zrobić ci jakąś przyjemność? – To. że ja stanowczo tu zostanę. a grzebać je tak. aby się ukąpać. a wy zaręczcie. co było powiedziane. że nieładny zwrot to nie tylko błąd sam przez się. Ja cię zresztą poznałem przez ten czas. kiedy im polecam wypić truciznę. Po tych słowach wstał i poszedł do izby jakiejś. tylko sobie pójdę stąd. i moim bliskim. że się moje ciało grzebie. a wszedł pachołek Kolegium Jedenastu i stanąwszy koło niego powiada: Sokratesie. jacy tu kiedykolwiek . Więc kiedy się wykąpał i przyniesiono do niego dzieci – bo miał dwóch synów maleńkich. Kriton poszedł za nim.Więc wy – powiada – Simiaszu i Kebesie. żeby trupa myły. Więc zaręczcie Kritonowi za mnie. co teraz z wami rozmawia i na swoim miejscu kładzie każde zdanie. kiedy zobaczy. A jeżeli nie będziecie dbali o siebie samych i nie zechcecie żyć w ślad tego. Wierz mi. ale może masz jakieś zlecenie dla nich tutaj albo dla mnie. w jakieś krainy szczęśliwych. wiem. sami ze sobą rozmawiając o tym. Gdy on to powiedział. – Więc my się będziemy starali – powiada – tak postępować. A pogrzebać cię mamy w jaki sposób? – Jak się wam tylko podoba – mówi – jeżeli mnie tylko dotaniecie i ja wam nie ucieknę. że się godzi. to i mnie. że ja jestem ten. że mówię to. cokolwiek byście robili. Wydaje się przecież rzeczą lepszą naprzód się wykąpać. choćbyście teraz nie wiadomo co przyrzekali i jak najgoręcej. a potem kobietom i dzieciom odejść kazał i sam przyszedł do nas. on to widać bierze inaczej: myśli. z twojej strony z pewnością mnie to nie spotka. jak moje ciało palą albo zakopują. ten. ale jeszcze jakimś złem dusze ludzkie zatruwa. tylko sobie pójdę precz. a spojrzawszy na nas: Nie mogę – powiada – przekonać Kritona. Że jak będziecie dbali o siebie samych. wtedy Kriton mówi: No niech tam. rozmawiał z nimi w obecności Kritona i polecenia pewne im wydawał. Chociaźbyście teraz nie obiecywali. Więc trzeba być dobrej myśli i mówić. albo zakopywać. skoro władze każą. którego za chwilę zobaczy: trup. które nas spotkać miało. Przyszedł i usiadł świeżo wykąpany i niewiele coś potem rozmawiał. A było już niedaleko do zachodu słońca. żeś człowiek najszlachetniejszy i najłagodniejszy. co się tu dziś mówiło i dawniej nieraz – to nie zrobicie i tak nic dla mnie. może coś w sprawach twoich chłopców albo w innej jakiej. a jednego dużego – i jego kobiety z domu przyszły. aby Kritonowi lżej było i żeby nie rozpaczał. co zawsze mówię – powiada – Kritonie. jakby nam ojca braknąć miało i jakbyśmy mieli sierotami zostać całe życie. A kiedy ja tu długo i szeroko dowodzę. że skoro wypiję truciznę. że to 177 Sokratesa na katafalku kładzie albo wynosić każe. to znowu się o tym nieszczęściu mówiło. kiedy tam któremu czas wypadnie. i siebie samego.

Bo nie uważam. A jeżeli nie. Sokratesie. zobaczywszy tego człowieka: No tak – powiada – mój drogi. aby przeprowadzka stąd na tamten świat szczęśliwie wypadła. – Jacyście wy dziwni! Ja przecież właśnie dlatego kobiety . jak pije i że już wypił. najłatwiej znieść to. wiem z pewnością. i tak ono samo już będzie działać. 178 – Rozumiem – powiada. Sokratesie – powiada – słońce. a już ją niósł zamieszaną w kielichu. ty się na tym rozumiesz. czy nie? – My w sam raz tyle – powiada – mielemy. aż ci członki ciężyć zaczną. i był najpoczciwszy w świecie. ani więcej. że coś na tym zyskują. Sokrates. przyjaciela. że dreszcz poszedł po wszystkich obecnych. tak żem sobie twarz zasłonił i sam nad sobą płakał. mój Echekratesie. co potrzeba robić? – Nic więcej – powiada – tylko wypić i chodzić potem trochę. nic. im się zdaje. jak możesz. I chłopak wyszedł. powiada. a niejeden jeszcze obcuje z kim ma ochotę. i to naprzód jedzą dobrze i piją. jak mówię. I teraz – jak on mnie szlachetnymi łzami żegna! No więc. tego nie zrobię. A ja też wiem. gdybym się zębami trzymał życia i szczędził resztek. ale jak on zwykle spod brwi ogromne oczy wrył w owego człowieka i: Co myślisz. tylko śmiech przed sobą samym. żebym coś zyskał. to już nie sposób. Gdyby tak odlać kroplę na ofiarę komu? Wolno to. ja. a wtedy ryknął spazmem tak okropnym i taką skargą wybuchnął. zaraz duszkiem i bez trudności najmniejszej i bez skrzywienia wypił. – I w tej chwili mu się łzy puściły. ale na swój własny los. Nie śpiesz się tak. o których mówisz. A Sokrates spojrzał na niego i: Daj boże wam – powiada – ja to już zrobię. posłuchajmy go i niech kto przyniesie truciznę. który stał niedaleko. ile uważamy. obrócił się i odszedł. – Ale modlić się do bogów chyba wolno i trzeba nawet. I ja też o to się modlę i oby się tak stało. A Sokrates: Oczywiście – powiada – mój Kritonie. robią tak ci. o tym napoju. prowadząc tego. oczywiście. jeszcze czas przecież. a zabawiwszy czas jakiś wrócił. No więc – powiada – posłuchaj i zrób tak. który miał truciznę podać. kiedy już nie mógł opanować łez. że trzeba wypić – ani mniej. tylko na tamtych – bo ty wiesz. I równocześnie podał kielich Sokratesowi. tylko mi się samemu długo tłumione łzy ciurkiem puściły. A Kriton jeszcze prędzej niż ja. nad górami i nie zaszło jeszcze. co być musi. Więc i teraz. co ci przyszedłem powiedzieć – daj ci boże i staraj się. Z nas wielu aż do tej chwili umiało jako tako opanować łzy. jeżeli trochę później wypiję. potem się położyć. nie zbrzydła mu cera ni twarz. zdaje mi się. nie zadrgała mu ręka. Apollodoros już i przedtem cały czas płakał. Usłyszawszy to Kriton skinął na chłopaka. niech ten człowiek zmiele. kiedy rozkaz przyjdzie. żem takiego człowieka tracił. A równocześnie do nas: Jaki to grzeczny człowiek – powiada – on tu cały czas do mnie przychodził i rozmawiał nieraz. że inni bardzo późno piją. ale kiedyśmy zobaczyli. To powiedziawszy. oprócz samego Sokratesa.przyszli. Kritonie. wstał. kto to winien – więc teraz – wiesz przecież. że się na mnie nie gniewasz. kiedy już i tak wszystko wyszło. jeżeli zmielona. On tylko: Co wy robicie – powiada. Bo nie nad nim przecież. A Kriton: Ależ. A ten wziął go bardzo uprzejmie.

dwóch. aby się nam to lepiej utrwaliło. o którym możemy powiedzieć. odpowiednie dla niego zajęcie i jedną umiejętność dla każdego i powiedzieliśmy. że mu już członki ciężą. Potem znowu golenie. czyby co czuł. jeżeli ci to nie sprawia jakiejś trudności. TIMAIOS. SOKRATES. główna rzecz była w tym. Tak nam. gdzie? Z tych. więc przypomnisz. żebyśmy wczoraj od ciebie takie przyzwoite prezenty wzięli. SOKRATES. a dzisiaj przyjęcie urządzają? TIMAIOS. On by dobrowolnie tego zebrania nie opuścił. kiedy odsłonił głowę. że jak mu to dojdzie do serca. a w bitwach powinni objawiać srogość wobec każdego wroga. My. coś o nim mówił. Tak się stanie. Zaraz się go dotknął ten. Tak jest. a potem mocno go uszczypnął w stopę i zapytał. I zgodnie z naturą daliśmy każdemu jedno tylko. od klasy wojskowych? TIMAIOS. Więc uspokójcie się i miejcie moc nad sobą. Ze wszech miar przecież. jaki by się nadarzył. On chodził po sali. I wedle sił będziemy się o to starali. i jakie tam są inne umiejętności. trzech. a nie zapomnijcie! – Stanie się tak – powiedział Kriton. SOKRATES. kochany Timaiu. pokazywał nam. Bo tak przykazał dozorca. zawstydziliśmy się i zaczęli powstrzymywać łzy. którycheśmy wtedy znali. Nie byłoby sprawiedliwie. A on powiada. i położył się na wznak. Nieprawdaż – to już twoja i tych dwóch rzecz objąć jego rolę i zastąpić także i nieobecnego? TIMAIOS. że nie. a dziś żeby ci reszta z nas nie chciała też przynieść gościńca. którymi rządzą i którzy są ich przyjaciółmi z natury. żeby takich rzeczy nie wyrabiały. co wam wczoraj powiedziałem o państwie. którzy mieli walczyć za wszystkich. i co jakiś czas patrzał mu na stopy i golenie. A czwarty z towarzystwa. A pamiętacie. a potem powiedział. bo ją był zakrył. że umierać trzeba w pobożnej ciszy. i powiada – a były to jego ostatnie słowa: Kritonie. co mu był podał truciznę. Tak jest. najlepszy był i w ogóle najmądrzejszy i najsprawiedliwszy. SOKRATES. Zobaczywszy to Kriton zamknął mu usta i oczy. to ty jesteś z nami. że ze wszystkich. jak stygnie i sztywnieje. – Ale może coś innego masz jeszcze powiedzieć? Na to pytanie nic już nie odpowiedział. że ci. tylko po krótkiej chwili drgnął i dozorca odkrył mu twarz.do domu wyprawiłem. powinni być tylko strażnikami państwa i gdyby ktoś z zewnątrz albo wewnątrz szedł szkodzić państwu. to. Niemoc jakaś przypadkowa zdjęła go. Z tego. powinni łagodnie sądzić tych. I bardzo nam to było po myśli wszystkim. myśmy winni koguta Asklepiosowi. SOKRATES. wtedy skończy. jakie państwo i z jakich ludzi złożone wydawałoby się nam najlepsze. Oczy już były poszły w słup. ile to i o czym poleciłem wam mówić? TIMAIOS. słyszałem nawet. co to wczoraj byli na przyjęciu. 179 TIMAIOS OSOBY DIALOGU: SOKRATES TIMAIOS HERMOKRATES KRITIAS 180 SOKRATES. to streść nam to pokrótce od początku. Echekratesie. A lepiej. Oddajcież go. Sokratesie. A czyśmy przede wszystkim nie odróżnili w nim klasy rolników. Sokratesie. A idąc tak coraz wyżej. I znowu go dotknął i powiedział. skonał przyjaciel. TIMAIOS. Już mu było pół ciała zastygło. a czego by nie. . usłyszawszy to. Jedne rzeczy pamiętamy. Jeden. człowiek.

A o kobietach też wspominaliśmy. którzy przyjdą na świat w granicach odpowiedniego okresu. a dzieci złych oddawać po cichu do innych części państwa. Tak jest. kochany Timaiu. TIMAIOS. SOKRATES. I to łatwo zapamiętać. SOKRATES. żeby się. Mówiliśmy. Wydatki powinni mieć wspólne i żyć powinni wspólnie i jadać. któryśmy opisali. wszystkich. Tak jest. Więc czyśmy już wszystko przeszli tak jak wczoraj.SOKRATES. ani srebra. TIMAIOS. to patrzeć. nie powinni ani złota. ale pozostające w spokoju. te z powrotem brać na górę. SOKRATES. że to los winien doborowi? TIMAIOS. Tak. A cóż z wychowaniem? Czy nie mieli się chować na gimnastyce i muzyce i z pomocą wszystkich umiejętności. ile możności. którzy przyszli w okresie poprzednim i jeszcze dalszym. aby mogli słusznie objawiać łagodność w stosunku do jednych. jakeśmy to mówili. . I mówiło się. a srogość w stosunku do drugich. Jak będą podrastały. dbając tylko o dzielność i mając głowę wolną od wszelkich innych zajęć. Tak. Mówiło się i to w ten sposób. właśnie to było mówione. SOKRATES. I mówiliśmy. od razu rodzili z charakterem jak najlepszym. niechby w walce pokazywały coś z tych zalet. A znowu. SOKRATES. TIMAIOS. i które by były tego godne. Tak i mnie jest w stosunku do tego państwa. żołd mierny. a które się wydadzą niegodne. jaki ja mam z nim kłopot. a tych. jak dla ludzi kierujących się rozwagą. bo możeśmy coś opuścili? TIMAIOS. a tych z okresów późniejszych za swoje dzieci i za wnuków? TIMAIOS. jakby ktoś zobaczył gdzieś zwierzęta piękne albo sztuką malarską wykonane. No. Bo jakoś tak mi jest. któreśmy opisali. bo to było niezwykłe. żeśmy upaństwowili wszystkie śluby i dzieci i urządziliśmy to tak. żeby mieli za rodziców i dziadków. ani żadnego innego majątku nigdy za swoją własność uważać. ale jako pomocnicy powinni do181 stawać żołd za straż od tych. SOKRATES. jakie są dla nich odpowiednie? TIMAIOS. Wtedy by zapragnął zobaczyć je w ruchu. że w charakterze strażników powinien tkwić równocześnie temperament zapalny. żeby nikt nigdy własnego dziecka nie rozpoznał i żeby wszyscy wszystkich uważali za rodzeństwo. jakie zdają się zapowiadać ich ciała. których całości strzegą. to czy nie pamiętamy. czy też nam brak czegoś z wczorajszej rozmowy. za braci i siostry. Chętnie bym posłuchał. żeby sobie główne myśli powtórzyć. a zarazem osobliwa skłonność do wiedzy. Pamiętamy. że ci ludzie. albo i żywe naprawdę. Nic podobnego. a ci lepsi żeby takie same kobiety dostawali i żeby się między nimi jakaś nienawiść z tego powodu nie zasiała – niech myślą. SOKRATES. że rządzący powinni po cichu organizować kojarzenie się małżeństw z pomocą pewnego rodzaju losowania. A może byście tak posłuchali teraz o tym ustroju. a jakże tam było z robieniem dzieci? Czy też to łatwo zapamiętać. zdaje mi się. W ten sposób mówiło się i to. że te zbliżone charakterem do mężczyzn wypadałoby do mężczyzn dostroić i wszystkim im dać zajęcia wszystkie z mężczyznami wspólne w zakresie wojskowości i jeżeli chodzi o tryb życia poza tym. że dzieci typów dobrych wypadnie wychowywać. co się powiedziało. aby typy gorsze osobno. tak wychowani. tak jak mówisz. Sokratesie. SOKRATES. które pójdą wyżej? TIMAIOS. niech zostaną na miejscu tych. to.

KRITIAS. to każdemu trudno dobrze naśladować czynem. najmądrzejszy spośród siedmiu mędrców. żebym miał klasę poetów lekceważyć. nie jest mu obca. w czym się wychował. to wy jedni tylko spośród współczesnych potraficie mu oddać to. był ukochanym Dropidesa. jak ono się i w prowadzeniu wojny zachowa odpowiednio do swojej kultury i wychowania. Opowieść bardzo dziwna. pochodzi z Lokroi. czy nie. O Kritiaszu to chyba my tu wszyscy wiemy. Sokratesie. jak ono się przyzwoicie sprawia w zapasach z innymi państwami. on nie ustępuje nikomu z tamtejszych. a dziś odwzajemnicie mi się myślami i słowami. mojego pradziada. z największą chęcią zrobiłem wam tę przyjemność. to nic dziwnego. Nie. Timaios. ale ze wszech miar prawdziwa. Powiedz mu ją. Trzeba tak zrobić. przyszedłem więc po ten prezent. a jeżeli idzie o filozofię. ani też wymówki żadnej dla nas nie ma. Kritiaszu i Hermokratesie. Kritiaszu. gdzie mieszkamy. jeżeli tak i trzeci nasz towarzysz. że dalszych myśli nikt w ogóle lepiej od was rozwinąć by nic potrafił. Grupa sofistów znowu. I wyście się zgodzili. Zostaje 182 tedy klasa takich ludzi jak wy. ustroiwszy się. ani chęci nam nie zbraknie. żeby tego nie zrobić. więc nie będzie mógł pojąć ani tych filozofów. A on nam mówił opowieść z dawnego podania. więc kiedyście prosili. a własnej siedziby nigdy nie zagrzeje. i ze swojej strony też wystąpiłem z propozycją. i piękne. że nie potrafię ludzi tego rodzaju i takiego państwa chwalić tak. Tak jest. jeździ po różnych miastach. którą i w tej chwili powtarzam. dobrze zdaję sprawę z tego. co poza zakresem wychowania i nawyku. Uważam. Jeżeli o mnie chodzi. gdyby przyszło odtworzyć to. że to jest naród wędrowny. posiadają jedno i drugie: i charakter. uważam. czy odpowiada temu. że naprzód pogadacie sami z sobą. o których mówimy. Ja to i wczoraj brałem pod uwagę. Także i wczoraj. kiedy do wojny przyjdzie. jak się należy. które ma najlepsze prawa w całej Italii – a jeżeli chodzi o majątek i pochodzenie. żebym wam mówił o ustroju państwa. to moim zdaniem wstąpił na szczyty wszelkiej filozofii. że ma bardzo wiele doświadczenia. mojemu dziadkowi. ale boję się. do Kritiasa. że żadna z tych rzeczy. że one się nadają do tego wszystkiego – więc trzeba im wierzyć. i teraz – niech oceni razem z nami. jak i w enuncjacjach słownych. KRITIAS. przygotowany na to i chciwie po to ręce wyciągam. TIMAIOS. jeżeli chodzi o słowa na inny temat. jak by należało. potrafi najłatwiej i najlepiej naśladować to. co on zaleca. i wychowanie odpowiednie. tylko to jasne każdemu. coście mi polecili. z miasta. ani polityków. czy się nadaje. On to mówił Kritiaszowi. To posłuchaj. skierowanych do innych państw. Przecież ten. wiedząc. tak jak powiedział nasz Timaios. że ten rodzaj ludzi. zarówno w działaniu czynnym. jak to i sam mówi na wielu miejscach swoich poematów. Był członkiem naszej rodziny. to wielu świadczy. gdybyście wy tylko chcieli to zrobić. Co do charakteru zaś i wychowania Hermokratesa. HERMOKRATES. Sokratesie. już staruszek. Opowiadał ją kiedyś Solon. i ten. który zawsze coś naśladuje. . co by oni mogli robić i mówić w razie wojny i na polach bitew. i liczne. co by mu przystało.gdyby ktoś opisał walki tego państwa. uważa. Timaios. Ja sobie. zaraz stąd kiedyśmy przyszli do pokoju gościnnego. i jeszcze przedtem po drodze to samośmy rozważali. a to. a jeszcze trudniej słowem. Ale takie samo zdanie wyrobiłem sobie o poetach dawnych i dzisiejszych. osiągnął najwyższe urzędy i zaszczyty w tym państwie. Ja mówiłem to. Jeżeli każecie państwu prowadzić wojnę.

Solenie! Wy. o których mówił. bardzo się tym ucieszył. to. którzy tego czynu dokonali. ale oddał się jej całą duszą. Dobrze mówisz. można powiedzieć najsłuszniej. które się po egipsku nazywa Neith. i gdyby go rozruchy i inne nieszczęścia. Chłopcy. Otóż powiedział wtedy ktoś z naszej dzielnicy – czy mu się tak wtedy wydawało. jak to przetrwali Deukalion i Pyrra. SOKRATES. nie były zmusiły do zarzucenia poezji. i starał się obliczyć lata. i o Niobie. Ojcowie urządzili nam konkurs wokalny. ale czas zatarł ich ślady i ludzie powymierali. Hellenowie. którą tutaj przywiózł z Egiptu. którzy najwięcej byli z tym obznajomieni. uśmiechnął i rozpromieniony powiada: „Gdyby on się. ani Hezjod. nie jako podanie. bardzo go tam zaczęto szanować. a znowu o potopie opowiadał bajki. że powiada. w którym się chłopców wpisuje do gminy. które tu znalazł po przyjeździe. Teraz może by wypadało przypomnieć go i w ten sposób odwdzięczyć się tobie. nie był zajmował poezją tylko ubocznie. chłopców. Wiele razy i w różnym sposobie przychodziła zguba rodzaju ludzkiego i będzie . Solenie. ani żadnej wiedzy okrytej siwizną wieków. com usłyszał. Solon mówił. i wywodził pokolenia od nich pochodzące.opowiadał to nam. byłby wykończył opowieść. którą opływa rozszczepiony u góry strumień Nilu. kiedy to mówił. Jeden czyn był największy ze wszystkich. że bardzo lubią Ateńczyków i że w jakiś sposób są z nami tu spokrewnieni. I tak raz. a ponieważ poezje Solona były w owym czasie nowe. jakbyśmy hymn śpiewali. skąd też pochodził i król Amasis. o Foroneusie. mój Amynandrze. Bo Kritias. jakich nasze państwo dokonało. Oni twierdzą. tak i wtedy brali udział w uroczystości. Ja powiem. jak oni mówią. którego pierwsze podania dotyczą. a równocześnie słusznie i zgodnie z prawdą oddać chwałę bogini przy święcie. że gdy tam przyjechał. czy też chciał jakąś przyjemność zrobić Kritiasowi – dość. zaczął mówić o najdawniejszych dziejach naszych. ani żaden inny poeta nie byliby go nigdy sławą przewyższyli. więc wieść o nim do nas nie dotarła. A przyczyna tego taka. ale że to czasy dawne i poginęli ci. zawsze jesteście dziećmi. ani Homer. – O największym i najznamienitszym. a jeżeli chodzi o poezję. według mego zdania. który by o tym wiedział cokolwiek. to polot miał największy ze wszystkich. Dość że zaczął się rozpytywać o dawne czasy tych kapłanów. trzeci dzień. więc wygłaszało je wielu spośród nas. pragnąc ich wyciągnąć na stówko o dawnych czasach. a ja miałem chyba najwyżej dziesięć lat. Kritiaszu? – zapytał tamten. Staruszek. Właśnie było święto Apaturiów. Nie ma starca między Hellenami. ale jako fakt rzeczywisty? KRITIAS. powiat zwany Saityckim. opartego na starych podaniach. a po grecku. ze wszystkich czynów. W tym powiecie największym miastem jest Sais. 183 – A cóż to była za opowieść. że Solon był w ogóle najmądrzejszym człowiekiem. – Nie macie w nich żadnego dawnego mniemania. bo sam nic o tym po prostu nie wiedział i nie znalazł żadnego innego Hellena. tak jak inni. doskonale to pamiętam. ile to lat trwały te rzeczy. – On to usłyszał i powiada: – Jak to? Co to ty mówisz? – Młode dusze macie wszyscy – powiada. U nich tam nad miastem króluje pewne bóstwo. Atena. był już bliski dziewięćdziesiątki. Ale co to za czyn taki naszego państwa podał Kritias za Solonem. i starał się przypomnieć sobie. że wielkie i podziwu godne były dawne czyny tego państwa. – Powiedzże od początku – powiada tamten – co i jak mówił Solon i od kogo to usłyszał jako prawdę? – Jest – powiada – w Egipcie. Opowieść dawna z ust niemłodego człowieka. w delcie. Na to jeden bardzo stary kapłan powiedział: – Oj. Wygłaszano wiele poematów wielu różnych poetów. jak co roku.

powiada. i te historie. Wtedy ci. jakiego dokonali. Istniało swojego czasu. syn Heliosa. i w okolicach suchych. głosu nie umiejąc zamykać w litery. Dlatego że ci. że na nowo od początku rodzicie się niejako. Solonie. którzy mieszkają po górach i na wyżynach. wtedy się ratują ci. tylko wprost przeciwnie. od którego pocho184 dzisz i ty. przez wiele pokoleń ginęli. zdziwił się. co pisma i służby u Muz nie znają. zdarzy pięknego albo doniosłego. A kapłan powiedział: – Nie ma co tego kryć. przed największym potopem państwo. Dla nas Nil jest w ogóle zbawieniem i wtedy też z tego nieszczęścia ratuje nas i zbawia. co pozostali. Nie wiecie nic ani o tym. Jeżeli chodzi o początek tutejszego ustroju. któreś opowiadał o tym. albo z jakiegokolwiek innego względu osobliwego. Więc ja ci pokrótce opowiem o prawach obywateli sprzed dziesięciu tysięcy lat i o najpiękniejszym dziele. kiedy oto znowu w swoim czasie. co mieszkają nad rzekami i nad morzem. to w naszych księgach świętych jest pisana liczba ośmiu tysięcy lat. popalił wszystko na ziemi i sam zginął od pioruna. A w tym kraju tutaj ani wtedy. to innym razem przy wolnym czasie sobie to przejdziemy. a z niezliczonych innych przyczyn inne. to wszystko jest tutaj od dawna zapisane w świątyniach i przechowane. A to. bardziej giną niż ci. zaledwie się utrwalić zdoła w napisach i w tym wszystkim. co po górach krowy pasą i owce. rzeki spłukują do morza. Dlatego też i z tych przyczyn zachowują się u nas w podaniach zdarzenia najdawniejsze. przychodzą na nich strumienie wody z nieba i zostawiają spośród was tych. co się u was i u innych ludów dzieje. ale wy o tym nie wiecie. czego państwa potrzebują. Kiedy to usłyszał Solon. co na ziemi. wychowała je i wykształciła – naprzód to wasze. A jeżeli chodzi o dokładny przegląd ich całych dziejów po kolei. Tak. A kiedy znowu bogowie ziemię wodą oczyszczają i zalewają potopem.przychodziła nieraz. Te twoje rodowody. Miało dokonać czynów najpiękniejszych i wytworzyć ustroje najlepsze ze wszystkich. o której wiemy ze słyszenia. tam zawsze gęściej lub rzadziej ród ludzki zamieszkuje. jakby choroba powrotna. i na wasze państwo. a że nie umiał pędzić po tej samej drodze co ojciec. mało się różnią od bajek dla dzieci. jakby młodzi. Oprócz tego nie wiecie. która państwo wasze i nasze dostała w udziale. a przed tym było ich wiele. o jakich nas dziś pod słońcem wieści dochodzą. od wielkiego ognia. Solonie. od dołu wszystka podchodzi. Taka już jest. o tysiąc lat wcześniej. co tu było. a przede wszystkim na chwałę bogini. co u was. wziąwszy same książki do ręki. wielka potęga militarna i w ogóle prawa miało znakomite. i bardzo pragnął i prosił kapłanów. To się opowiada w postaci mitu. że Faeton. kiedy wasze nasienie wzięła od Ziemi i od Hefajsta. co po waszych miastach mieszkają. Solonie. Bo zostało wtedy trochę tego nasienia. albo w innej okolicy. że w waszej ziemi mieszkał najpiękniejszy i najlepszy rodzaj ludzi. Więc rozpatrz sobie prawa w stosunku do obecnych naszych. U was też mówią. A po prawdzie to tak jest. Otóż cokolwiek się u was albo u nas. Opowiem i ze względu na ciebie. i całe wasze dzisiejsze państwo. ani co u was było w czasach zamierzchłych. Od ognia i od wody największa. a tych. żeby mu wszystko dokładnie o dawnych obywatelach po kolei opowiedzieli. Wy naprzód pamiętacie tylko jeden potop. że we wszystkich okolicach. które dziś jest państwem ateńskim. gdzie mróz nadzwyczajny ani skwar przeszkody nie stanowi. ani nigdy innym razem woda z góry na niwy nie spływa. zaprzągł raz konie do wozu ojca. Bo znajdziesz tu teraz wiele . a prawdą jest zbaczanie ciał biegnących około ziemi i po niebie i co jakiś długi czas zniszczenie tego. a nasze potem. krócej trwające.

i prawo im przykazuje nie troszczyć się o nic innego. A kasta wojowników. Naprzód wyodrębnioną od innych kastę kapłanów. widzisz chyba. a wyspa Atlantyda tak samo zanurzyła się pod powierzchnię . już też odosobnione. co dotyczy wojny. kiedy zakładała wasze państwo. Oprócz tego po tej stronie tutaj oni panowali nad Libią aż do granic Egiptu i nad Europą aż po Tyrrenię. a potem kastę robotników. które wy nazywacie Słupami Heraklesa. w którejście się urodzili. Tameście więc siedzieli. Ci. nie zazdroszcząc jej nikomu. Otóż na tej wyspie. i wychowanie. bo zobaczyła. to widzisz chyba. że klimat tam jest umiarkowany. o którym mówimy. więc wybrała miejsce. Wtedy to morze tam było dostępne dla okrętów. rządząc się takimi prawami i jeszcze lepsze mając – w każdej dzielności przewyższaliście wszystkich ludzi. to się okazuje zatoką o jakimś ciasnym wejściu. Cały ten podział porządny i układ stosunków naprzód bogini urządziła u was. myśliwcy i rolnicy. jak tutaj prawo otoczyło opieką badanie wszechświata jako całości aż po wróżbiarstwo i lecznictwo – to dla zdrowia – i spośród boskich nauk wybrało te. A że bogini kocha się w wojnie i w mądrości. A także sposób ich uzbrojenia. leżącego naprzeciw. które myśmy wprowadzili pierwsi ze wszystkich ludów położonych koło Azji. Bo miało wyspę przed wejściem. Każdy rodzaj pracuje osobno i nie miesza się z drugim. co jest po wewnętrznej stronie tego wejścia. która gwałtem i przemocą szła na całą Europę i Azję. który ogranicza tamto prawdziwe morze. te tarcze i włócznie. bo nam pierwszym to bogini pokazała. A tamto morze jest prawdziwe i ta ziemia. którzy zamieszkujemy po tej stronie Słupów Heraklesa. na Atlantydzie. Wyspa była większa od Libii i od Azji razem wziętych. nie pozwoliło ujarzmić tych. A jeżeli chodzi o naukę. którzy jeszcze nie byli ujarzmieni. My tu mamy zapisanych i podziwiamy wiele wielkich czynów waszego państwa – a jeden z nich przewyższa wszystkie inne wielkością i dzielnością. bo i krew boską macie. którzy wtedy podróżowali. powstało wielkie i podziwu godne mocarstwo pod rządami królów. A z wysp była droga do całego lądu. rzecz prosta. rozwinęło sztuki wojenne i już to na czele Hellady. władające nad całą wyspą i nad wieloma innymi wyspami i częściami lądu stałego. Wybrała okolicę. zachowało wolność. Wtedy to. mieli z niej przejście do innych wysp. Później przyszły straszne trzęsienia ziemi i potopy i nadszedł jeden dzień i jedna noc okropna – wtedy całe wasze wojsko zapadło się pod ziemię. Pisma nasze mówią. i tam wasze osady założyła.urządzeń wzorowanych na waszych urządzeniach dawniejszych. rozwinęło wszystkie. która je ogranicza całkowicie. Wasze państwo stanęło na czele wszystkich. i nam wszystkim. jak wielką niegdyś państwo wasze złamało potęgę. które jej miało przynieść ludzi najodpowiedniejszych dla niej. zachowało równowagę ducha. Więc ta cała potęga zjednoczona próbowała raz jednym uderzeniem ujarzmić wasz i nasz kraj i całą okolicę Morza Śródziemnego. Bo to. Solenie. które ze sprawami ludzkimi mają związek i jakie tam inne za tym idą umiejętności. A więc pasterze. podobnie jak i wam w tamtych stronach. w skrajne niebezpieczeństwo popadło. naprawdę i najsłuszniej może się nazywać lądem stałym. więc wytworzy ludzi najlepiej rozwiniętych umysłowo. jednak pokonało najeźdźców i wzniosło pomnik zwycięstwa. z Morza Atlantyckiego. jak tylko o to. bo inni je opuścili z konieczności. jak tutaj jest odosobniona od wszystkich innych grup. objawiła się wszyst185 kim ludziom potęga waszego państwa: jego dzielność i siła. Szła z zewnątrz.

a dopiero potem mówić. SOKRATES. i . Co stary Kritias powiedział powtarzając to za Solonem. to jakoś dziwnie trwa w pamięci. jak to słyszałem. wczoraj zaraz na wychodnym stąd. bo ja się go często wypytywałem. przeniesiemy sobie tutaj w dziedzinę prawdy. najtrudniej jest przynieść w dyskusji jakąś myśl odpowiednią do programu. Dlatego też prędko zgodziłem się z tobą na twoją wczorajszą propozycję. tylko historia prawdziwa – to chyba wielka rzecz. a kończąc na naturze człowieka. czy nam ta historia po myśli. Sokratesie.morza i zniknęła. Dlatego i teraz tamto morze jest dla okrętów niedostępne i niezbadane. to są. mogli inną wziąć historię na miejsce tej – przecież dziś pora składać ofiarę bogini. mówcie dzisiaj wy – ja mówiłem wczoraj. Sokratesie. o którym nam wczoraj opowiadałeś jakby bajkę. KRITIAS. będziemy mieli materiału w sam raz. Postanowiliśmy. co się tu mówiło to. o których kapłan mówił. to. A kiedym odszedł. że jak to zawsze w takich sprawach. com sobie przypomniał. zgadzałeś się po większej części z tym. dziwiłbym się. uważając. jak poleciłeś. poczynając od powstania wszechświata. ci. punkt po punkcie. to po nocy prawie wszystko sobie przypomniałem i rozważyłem. nie wiem. Sokratesie. bo przypomniałem sobie to. o których myślałeś. Jakąż byśmy. com słyszał bardzo dawno. a od ciebie niektórych spośród nich wychowanych osobliwie. Pomyślałem sobie. Jakże i skąd wyszukamy inne. Kritiaszu. jeżeli odrzucimy tę? Nie sposób. I teraz gotów jestem powiedzieć. a ta opowieść w sam raz dla niej bliska i to nie jest opowieść zmyślona. Więc wszyscy razem to pomiędzy siebie rozbierzemy i będziemy próbowali według sił oddać to tak. tak że to się u mnie jakby gorącą pieczęcią wypaliło w pamięci – pismo. To. czego się człowiek dowie w latach chłopięcych. bo to przecież jest nasze własne. jak ty cudownie. A ja po nim. co Solon mówił. Więc trzeba się zastanowić. jak on tu powiedział. Słuchałem tego wtedy z wielką przyjemnością. którego nic nie zmyje. kiedy powiemy. Bo doprawdy. jakbym od niego przejął ludzi zrodzonych mocą myśli. czybym sobie potrafił wszystko w pamięci odświeżyć. Ci obywatele i to państwo. A z tego. com wczoraj usłyszał. staruszek chętnie mnie uczył. Więc. że Timaios. dziś powinienem cicho siedzieć i słuchać z kolei rzeczy. ja się dziwiłem. bom nie dość dobrze pamiętał – to już tak dawno było. aby razem ze mną mogli brać udział w dyskusji. gdyby mi jakiś szczegół uszedł. A zobacz. bardzo gęsty muł stanowi przeszkodę – dostarczyła go wyspa zapadająca się na dno. dyspozycję naszego rewanżu dla ciebie. czy też trzeba szukać jeszcze jakiejś innej na to miejsce. jakeśmy go sobie ułożyli. dawne. Wszystko się zgadza i to się też zgodzi. to w krótkim streszczeniu usłyszałeś. to zabawa była dla mnie. I tak też. Toteż i tym dwom zaraz rano opowiadałem to samo. ponieważ się najlepiej z nas rozumie na astronomii i najgorliwiej się zajmował naturą wszechrzeczy. jak to mówią. będzie mówił pierwszy. ale tak. z bogiem. a jednak celowy. to my pod tym względem nie będziemy w kłopocie. że to są ci nasi z tamtych czasów. powiemy. Kiedyś wczoraj mówił o państwie i o tych ludziach. nie tylko w streszczeniu. których opisywałeś. co dziś mówię. i myślałem sobie. bo to był jakiś przypadek. zestawiałem z tym. dlaczego to wszystko było powiedziane. żem powinien najpierw sam sobie dobrze wszystko przypomnieć. Na razie nie chciałem się odzywać. i ci obywatele. nasi przodkowie naprawdę. Sokratesie.

Otóż według mego zdania należy przede wszystkim rozróżnić te dwie rzeczy. powstaje z konieczności pod wpływem jakiejś przyczyny. a od186 kryto ich podanie zapisane w księgach świętych. mówić o nim do wszystkich – niepodobna. to patrzał na wzór zrodzony. Myśli dotyczące tego. ale znalazłszy. TIMAIOS. według jakiego wzoru wykonał świat jego budowniczy. są też trwałe i . którzy zniknęli z powierzchni ziemi. A powiedzieliśmy. bo to są dawni Ateńczycy. i coś. mówić teraz. co powstaje i powstało. Każdemu rzecz jasna. to znowu nie może być inaczej. a w rzeczywistości nie istnieje nigdy. którym nie brak choćby odrobiny rozwagi. i jakimś takim się posługuje wzorem. co trwa i jest mocne. czego się nawet mówić nie godzi. Więc twoja rzecz. co zrodzone. świetny gotów być ten rewanż dla mnie. A jeśli patrzy na to. to módlmy się. musi powstawać pod wpływem jakiejś przyczyny. Jeżeli piękny jest ten świat. Ach. a wykonawca jego dobry. Otóż powstał. który ujmuje ściśle. Doskonały. Najważniejsza rzecz: zacząć zgodnie z naturą. a przedmioty spostrzeżeń dają się ujmować mniemaniem przy pomocy spostrzeżeń zmysłowych i okazały się tym. to przecież robią wszyscy. kiedy jego postać i zdolność wykonywa. żeby znaleźć twórcę i ojca tego wszechświata. tylko świat ten jest odwzorowaniem czegoś. na początku każdej rzeczy – malej czy wielkiej – zawsze boga na pomoc wzywają. jeśli nie chybiamy całkowicie. Jeżeli wykonawca czegokolwiek patrzy wciąż na to. czy według tego wzoru. Sokratesie. niech to będzie nasza modlitwa. A my. Jedno rozumem. a ja żebym na zadany temat jak najlepiej wyłuszczył to. Więc naprzód się nad tym musimy zastanowić – bo to jest przedmiotem rozważania: rozpatrzyć początek wszechrzeczy. A znowu wszystko. co powstaje i ginie. Bo myśli też są spokrewnione z tym. co powstaje zawsze. wykonany jest na wzór tego. te mowy. a powstawania nie ma. a zgodnie z własnymi założeniami. Timaiu. co istnieje wiecznie. czy świat istniał zawsze i nie miał żadnego początku. jak się godzi. to jasna rzecz. a jeżeli o nas. abyście wy najłatwiej zrozumieli. A jeśli nie. czy jakkolwiek by się to inaczej potrafiło nazywać – tak to nazywajmy. co myślę. co powstaje. i jasno się rozumowi przedstawia. Nic nie może powstawać bez przyczyny. co się myślą i rozumem uchwycić daje i zawsze jest takie samo. którzy zamierzamy mówić jakoś o wszechświecie. a wykonawca jego najlepszy jest ze sprawców. Jeżeli o bogów chodzi. że to. SOKRATES. Bo świat jest najpiękniejszy spośród zrodzonych. a wszystkie tego rodzaju rzeczy są przedmiotami spostrzeżeń.według stów Solona i praw wprowadził ich przed nas jako przed sędziów i zrobił ich obywatelami tego państwa. abyśmy wszystko mówili przede wszystkim po ich myśli. co powstaje. że patrzał na wzór wieczny. czego dotyczą. wtedy koniecznie wszystko wychodzi skończone i piękne. jak powstał czy też jest niezrodzony. czy też powstał kiedyś i miał jakiś początek. wezwawszy. bogów na pomoc. Zatem trzeba zrobić to rozróżnienie między odwzorowaniem i jego pierwowzorem. którymi chcecie mi się wywdzięczyć za wczoraj. który zawsze jest taki sam. Otóż całe niebo czy też wszechświat. Skoro tak jest. W ten sposób zrodzony. czy też według zrodzonego. W związku z nim zastanowić się znowu nad tym. musimy koniecznie bogów i boginie wezwać i pomodlić się. drugie mniemaniem z pomocą spostrzeżeń nieścisłych daje się uchwycić jako coś. uchwycić można jako zawsze takie samo. i posługuje się wzorem zrodzonym – wtedy niepiękne. Rzecz w tym. a nie istnieje nigdy. że na wieczny. Bo jest widzialny i dotykalny i ciało ma. Coś. więc teraz już mówić o nich trzeba jak o obywatelach Aten. co jest niezmienne.

że odwzorowanie jest upodobnione do tej istoty obejmującej. Bo pierwowzór. Czym jest w stosunku do powstawania byt rzeczywisty. dlatego twórca . Przyjmijmy. Sokratesie. więc wziął wszechświat cały widzialny. wypada nam powiedzieć to. TIMAIOS. aby wszechświat był jak najpiękniejszy w swej naturze. Więc tak trzeba powiedzieć i to będzie obraz prawdopodobny. Dobry był. tym myślom nie powinno tego zbywać. tym w stosunku do wiary prawda. nie gorzej od innych. A dobry nie ma w sobie żadnej zazdrości o nic. obejmujący wszystkie zwierzęta pomyślane. nie dziw się. Nie przyznamy. Bóg chciał jak najbardziej upodobnić świat do najpiękniejszego z przedmiotów myśli i ze wszech miar najdoskonalszego. Otóż czy słusznie przyjęliśmy jeden wszechświat. o ile myśl może być niezbita i nie do ruszenia. na podobieństwo której istoty żywej zorganizował go organizator. jak tylko to. a lichego żeby nie było nic. Kto by się najbardziej skłaniał przyjąć taki początek '70owstawania i wszechświata. który nie miał spokoju. Bo znowu musiałaby istnieć jeszcze jedna „żywa istota”. z jakiego powodu organizator zorganizował wszystko. który mówię. Bo na podobieństwo czegoś niedoskonałego nie może powstawać nic pięknego. co nie ma duszy. która by obejmowała tamte obie. Kiedy to tak jest. i ten wszechświat. złożył rozum w duszy. Doskonale. żeby ktoś najlepszy robił coś innego. że i ja. więc zrobił go jedną istotą żywą. Więc żeby ten jeden świat był podobny do najdoskonalszej istoty żywej. Ze wszech miar powinniśmy przyjąć to. więc jeżeli chodzi o te sprawy. żeby się wszystko stawało jak najbardziej podobne do niego. I on był od niej wolny. Jeśli więc. spokrewnione z nią co do natury. czy też słuszniej byłoby mówić o wielu światach i to nieskończonych? Jeden. a mianowicie. i słuszniej należałoby wtedy mówić. ale jeżeli. jak ten świat zawiera nas i wszelkie inne zwierzęta natury widzialnej. tylko się poruszał byle jak i bez porządku. co potem z kolei. którzy oceniacie. SOKRATES. że to ze wszech miar lepsze niż tamto. tylko obrazami prawdopodobnymi. co zalecasz. Ten twój wstęp przyjęliśmy przedziwnie – więc zaczynaj pieśń. nie może być w żaden sposób drugim z pary wraz z jakimś innym. to wypada się nam zadowolić opowieścią o pewnych rysach prawdopodobieństwa i niczego więcej poza tym nie szukać. czyniłby założenie najsłuszniejsze. że wszechświat jest najpodobniejszy do tej istoty żywej. co zostało odtworzone według tamtego wzoru i jest tylko obrazem – są też. Nie było racji i nie ma. co mają naturę cząstki. wielu wiele rzeczy o bogach i o powstawaniu świata mówiło. co powstaje. i one byłyby jej cząstkami. Najlepszego dzieła dokonał. Zważywszy to sobie. Ta istota obejmuje i ma w sobie wszystkie istoty żywe pomyślane tak. podobnie jak ich przedmioty. a nie do owych dwóch objętych. widzialną. ma duszę i rozum naprawdę – dzięki opatrzności boga. która zawiera w sobie wszystkie istoty żywe. żeby wszystko było dobre. a my nie potrafimy zdobyć się na myśli pod każdym względem zgodne z sobą i całkowicie jasne. Timaiosie. a duszę w ciele i w ten sposób wszystko zmajstrował. Bóg chciał. o ile to tylko możliwe. że ten świat jest istotą żywą. zgodnie z przeważającym zdaniem ludzi rozumnych. żeby na podobieństwo którejś z tych. niech nam to wystarczy. bo pamiętajmy. A myśli dotyczące tego. więc chciał. co najpiękniejsze. i wy. mamy 187 tylko naturę ludzką.nie do obalenia. której poszczególne istoty żywe i gatunki są cząstkami. wyprowadził go z chaosu i doprowadził do ładu. Obrachował więc sobie i znalazł. że spośród rzeczy z natury swej widzialnych żadne dzieło nierozumne nie będzie nigdy jako całość piękniejsze od dzieła rozumnego jako całości. damy obrazy prawdopodobne. Więc mówmy. ile możności. jeżeli ma być wykonany według wzoru. która teraz przychodzi. uważając. a nie może mieć rozumu nic.

on się w każdym kierunku ciągnie równie daleko od środka aż do krańców. tym powietrze w stosunku do wody i woda w stosunku do ziemi. czy siły jakiekolwiek. i taki zostanie dalej. doskonały i nie starzejący się. odpowiadałby kształt. A kształt dał mu odpowiedni i pokrewny. Musi być między nimi jakiś łącznik wiążący. który by sobą obejmował wszystkie inne kształty. żeby całość była jak najbardziej istotą żywą. A dwa pierwiastki odosobnione nie mogą się pięknie trzymać razem bez czegoś trzeciego. To kształt najdoskonalszy ze wszystkich. ustosunkował je wszystkie jednakowo. i sama by się z nimi wiązała. sprowadzają starość i przynoszą zgubę. zaczem się zrobiło jednorodne i nie rozłoży go nic. A z tych czterech pierwiastków budowa wszechświata pochłonęła każdy w zupełności. żeby nie podlegał starości i chorobom. Dla tej przyczyny i ze względu na ten rachunek zbudował bóg świat jeden. żeby więc nie zostało materiału. trzecia ma się tak do środkowej jak ta środkowa do pierwszej. W ten sposób związał bóg i zestawił wszechświat widzialny i dotykalny. Kiedykolwiek są jakieś trzy liczby – czy to ciężary. złożoną z części całkowitych. który jak najbardziej jedność stanowi wraz ze składnikami. a bryły nigdy się nie połączą zgodnie jedną pośrednią. i środkowa z nich zostaje w takim stosunku do trzeciej jak pierwsza do tej środkowej. tylko powstał ten jeden świat. Ten świat musi być materialny i widzialny. co twarde i stałe. w postaci kuli. a kiedy się zrobią te same. wszystkie się muszą zrobić te same z konieczności. żadnej cząstki ani żadnej siły żadnego z tych pierwiastków nie zostawił na zewnątrz. jak tylko ten. a znowu ostatnia i pierwsza stają się obie środkowymi. A bez udziału ognia nic nigdy nie może być widzialne. a prócz tego żeby to była jedność. Dlatego na początku bóg zrobił ciało wszechświata z ognia i z ziemi i ono się z tego składa. która miała w sobie zawierać wszystkie istoty żywe. nie obejdzie się bez ziemi. Najpiękniej potrafi tego dokazać proporcja. Tak więc i bóg pomiędzy ziemię i ogień położył wodę i powietrze i o ile to było możliwe. 188 Gdyby się ciało wszechświata miało stać powierzchnią bez żadnej grubości. Wziął pod uwagę to. Te przypadają nieraz nie w porę i powodują rozkład i choroby. wszystko będzie jednością. najzupełniej wszędzie do siebie podobny. Ani dotykalne nic być nie może bez tego. a to. ze wszystkich części całkowitych. I to jeszcze. Stąd się w nim przyjaźń znalazła. aby powiązać z sobą dwa pierwiastki. i dotykalny. Zaczem wytoczył bóg świat na okrągło. Organizator skomponował go ze wszystkiego ognia. że ciała złożone mają w swoim otoczeniu gorącości i zimna i wszelakie czynniki. Uważał. tylko dwiema. że taki kształt jednostajny jest bez porównania . Czym jest ogień w stosunku do powietrza. które mają siły wielkie. ze wszystkiej wody i wszystkiego powietrza i ziemi. Dla tej istoty żywej. który je związał. Tymczasem wypadło mu stać się bryłą. to mając na myśli. A najpiękniejszy łącznik taki. jednorodzony. wtedy jeśli środkowa staje się pierwszą i ostatnią. doskonałą. całkowity. wtedy by jedna pośrednia wystarczała. Dlatego to z tych i to takich czterech pierwiastków utworzone zostało ciało wszechświata – zgodne wewnętrznie dzięki podobieństwu stosunków.światów nie zrobił światów dwóch ani ich nieskończonej ilości. co twarde i stałe. i nie mogący chorować. z którego by się inny taki świat mógł zrobić. i na odwrót.

żeby młodsze rządziło starszym. niż gdyby potrzebował innych rzeczy . przez co świat błądzić nie może. Pomieszał to z istotą i z trzech zrobiwszy jedno. I nie było powietrza naokoło. że sam ze sobą może obcować i nikogo i niczego innego nie potrzebuje. Nie było skąd. bóg nie tak – nie zrobił jej młodszą. Trzecia część była o połówkę większa od drugiej. I słuchu też nie. z tego drugiego i z istoty. że wytworzył ciało gładkie i równe ze wszystkich stron i równorozciągłe we wszystkich kierunkach od środka. samotny okręg obracający się w koło. a bóg utworzył duszę jako pierwszą i starszą od ciała i ze względu na pochodzenie jej i na dzielność jako panią. po tym samym torze i w obrębie własnego ciała. bo świat nie musiał oddychać. Do tego obrotu nóg nie potrzeba. więc spoił je gwałtem. Dzięki temu wszystkiemu świat wyszedł z ręki boga bogiem szczęśliwym. Ani posługi nóg nie było mu w ogóle potrzeba do chodzenia. Tak został urządzony misternie. którym by przyjmował w siebie pożywienie. Najpierw odjął od całości jedną część. Tak znakomity. odcinając jeszcze stamtąd części i kładąc . którymi nie potrzebował ani chwytać czegokolwiek. znowu to wszystko podzielił na części odpowiednie – każda część była zmieszana z tego. zmieszał trzeci rodzaj istoty. a siódma dwadzieścia siedem razy większa od pierwszej. i tego drugiego również. Świat kręci się w kółko. szósta ośmiokrotnie większa pierwszej. jedyny. Z wielu powodów. i tak też jakoś mówimy. która władać miała nad tym. Wygładził go dokładnie naokoło po wierzchu. Wziął tedy te trzy istoty i zmieszał je wszystkie w jedną postać. Cały ten plan boga istniejącego zawsze. a poprzednio wysuszone wydzielał z powrotem. dotyczący boga. Bo nie odchodziło nic ani do niego nic nie przychodziło skądkolwiek. Oczu mu nie było na nic potrzeba. Bo nie byłby pozwolił. więc utworzył go bez nóg i bez stóp. czwarta była dwa razy większa od drugiej. a utworzył ją z tych pierwiastków i w ten sposób. Uważał bowiem jego organizator. 189 A duszę. co zawsze jest tym samym. obraca się. że sam sobie na pożywienie dostarcza tego. pośredniej pomiędzy tamtymi obiema. bo i do słyszenia nic nie zostało. Wszystkiego doznaje sam od siebie i tak samo robi wszystko. i jeszcze na zewnątrz to ciało nią okrył. co niepodzielne. ani się przed czymś bronić. Z istoty niepodzielnej i zawsze jednakiej i z podzielnej. całkowite i doskonałe. spośród siedmiu możliwych ruchów najodpowiedniejszy dla umysłu i rozumu. co zawsze jest tym samym. bo nie zostawało na zewnątrz już nic do widzenia. zna dobrze i lubi sam siebie i to mu wystarcza. która powstaje w ciałach. W ten sposób postawił ją pośrodku pomiędzy tym. ona ma zarazem naturę tego. który miał dopiero powstać. piąta była trzy razy większa od trzeciej. I nie było mu potrzeba żadnego narządu. i zbudował wszechświat jako jeden. co przypadkowe i co może być tak i może być inaczej. a trzy razy większa od pierwszej. że jeśli będzie samowystarczalny. Tylko my jakoś bardzo dużo mamy do czynienia z tym. Potem powypełniał dwukrotne i trzykrotne ostępy. Po niej odjął dwa razy tyle. co się w nim zepsuje. Duszę dał bóg do jego środka i po całym jego przestworzu ją rozpiął. z doskonałych ciał złożone. nie tak jak my na ostatku próbujemy o niej mówić. A zaczął rozdzielać w ten sposób. będzie lepszy. co jej poddane. Bo przydzielił mu bóg ruch właściwy takiemu ciału.piękniejszy od niejednostajnego. co zawsze jest tym samym. i tym. Więc nie uważał za właściwe wyposażać go nadaremnie w ręce. co się dzieli na ciała. Ta druga natura nie chciała się dać zmieszać z tym. tak został obmyślony. A wszystkie inne ruchy mu odjął. kiedy ją ze światem wiązał. Dlatego wprowadził go w ruch obrotowy jednostajny.

a liczba cząstki takiego odstępu pozostawionego w stosunku do liczby odstępu. włożył do jej środka i przystosował tak. Nadał siłę obiegowi nacechowanemu tożsamością i podobieństwem. mającego granice. o ile sama jest przewyższana. co ma naturę rozmienianą na drobne i na coś niepodzielnego tak samo. więc kiedy się natknie na coś. a biegnie bez dźwięku i bez hałasu. I ona się rozciąga od środka aż do krańców wszechświata na wszystkie strony i naokoło wszechświat okrywa z zewnątrz i sama w sobie się kręci. I tak wyczerpał całą mieszaninę. że umysł i wiedza tkwią w jakimkolwiek innym przedmiocie. A myśl staje się prawdziwa w obu wypadkach zarówno: jeżeli dotyczy tego drugiego i jeśli dotyczy tego. A że jest zmieszana z pierwiastka tożsamościowego i z tego drugiego i z istoty. a nie w duszy. W ten sposób od boga wzięło początek jej życie nieustanne i rozumne po wieczne czasy. spoił końce każdej i spoił obie ze sobą po przeciwnej stronie ich skrzyżowania. Jedną obręcz umieścił na zewnątrz. wtedy się z konieczności dokonywa praca umysłu i powstaje wiedza. z tych trzech składników. Tak że w każdym odstępie są dwie średnie. a dobry bieg koła tożsamościowego potrafi to wskazać. I z tamtego się zrobiło widzialne ciało wszechświata. co z czym jest identyczne i co od czego różne. . Cały ten układ rozciął wzdłuż przez środek i środek jednej taśmy spoił ze środkiem drugiej na kształt litery X. on później wszystko. Gdyby ktoś powiedział. Ruch nacechowany tożsamością obwiódł po boku na prawo. i czego od nich doznaje.je w środek pomiędzy te. jedna tą samą cząstką wychodzi poza same końce i one wychodzą poza nią. cała ruchem wewnętrznym przenikniona. jak dwieście pięćdziesiąt sześć do dwieście czterdzieści trzy. i nadał im ruch obrotowy jednostajny. co porusza samo siebie. wtedy powstają mniemania i wierzenia mocne i prawdziwe. zgiął je w koło. który ją układał. A kiedy się myśl odnosi do przedmiotów myśli. i w jaki sposób i kiedy zachodzi i 190 w jakim stosunku zostaje każda rzecz do drugiej. a drugą na wewnątrz. i to drugie koło równo biegnie i o swym ruchu donosi po całej duszy. Nacechował ruch zewnętrzny naturą tożsamości. ale poruszają się miarowo. co spostrzegalne. żeby się koła obracały przeciwko sobie. a ona jest niewidzialna. dusza – spośród przedmiotów myśli i z przedmiotów wiecznych najlepszy twór Najlepszego. wtedy mówi. myśl biegnie w tym. a ruch wewnętrzny naturą tego drugiego. i odpowiednio podzielona i powiązana i sama w sobie się obracająca. które są wiecznie takie same. i do czego coś zostaje w stosunku najbliższym. a cztery różnią się nią pomiędzy sobą i z trzema tamtymi. co identyczne z samym sobą. zostawiając cząstkę każdego z nich. Bo tylko jemu jednemu pozwolił. I kiedy myśl dotyczy czegoś. żeby był nierozszczepiony. a druga o tyle samo według liczby wychodzi poza. żeby środek świata cielesnego wypadł w środku duszy. to trzy z nich mają szybkość podobną. Kazał. a ten drugi ruch po średnicy na lewo. Jednych i drugich odstępów było po trzy. i w jakim zostaje stosunku do tych rzeczy. po jeden i jedna trzecia i jeden i jedna ósma. ten wszystko inne raczej powie niźli prawdę. a ten ruch wewnętrzny rozszczepił na sześć części i utworzył siedem kół nierównych wedle każdego odstępu podwójnego i potrójnego. a co do szybkości. Kiedy się cały skład duszy zrobił po myśli tego. co jest natury cielesnej. z której to powycinał. więc wypełnił wszystkie odstępy po jednostce i jednej trzeciej odstępem po jednostce i jednej ósmej. ale rozum ma i harmonię w sobie. W poprzednich odstępach potworzyły się z tych połączeń odstępy po półtora.

a przeszłość i przyszłość to są zrodzone postacie czasu. że to odwzorowanie bogów wiecznych porusza się i żyje. słońce po drugim. druga po mniejszym. którymi szedł obieg kolisty tego drugiego. jest czymś przyszłym. że była. Zatem według myśli i zamiaru bożego w sprawie powstania czasu. Bóg zrobił ich ciała i położył je na obręcze. Księżyc biegnie po kole najbliższym naokoło ziemi. wieczną. Ale może być. że jest. I my sami nie wiemy. zobaczył. Ciała. ani nie będzie później – w ogóle nie ulega żadnej z tych przypadłości. A to. co ma powstać. nie ulega zmianom. podpadające pod zmysły – to wszystko są postacie czasu. Pierwowzór trwa całą wieczność. który się miarowo obraca i tylko naśladuje wieczność. i to. ani powstać nie mogło kiedyś. bo jedno i drugie to są zmiany. co nie istnieje. to choć to jest rozważanie uboczne. Urządza dni i noce i miesiące i lata. jest czymś powstającym. nie może się stawać starsze ani młodsze w ciągu czasu. a jej naprawdę przysługuje tylko to. aby był do niej możliwie jak najpodobniejszy. oprócz tego. które miały wspólnie wypracowywać czas. te się posuwają wolniej. ale dostały prędkość jemu przeciwną. i która leży pod tym obiegiem. jest czymś nie istniejącym. stały się istotami żywymi. co powstaje. jako przeszłość. które się dzięki ruchowi tego. gdzie je bóg ustawił i z jakich przyczyn. co powstało. ich ciała powiązała dusza i one zrozumiały. które się nazywają planetami. zanim powstał wszechświat. ucieszył się. ojciec wszechświata. i to. a teraz zaczęty powstawać równocześnie z syntezą wszechświata. nad ziemią. a więc ukośnie. która trwa w jedności. a które biegną po mniejszym kole. który został zrodzony. jest czymś powstałym. Żaden z tych zwrotów nie jest ścisły. tak samo słońce i gwiazda Hermesa i Jutrzenka. i to. który my nazywamy czasem. żeby tę naturę całkowicie przystosować do wszechświata. To wszystko są części czasu. powstało słońce i księżyc i pięć innych gwiazd. teraźniejszość i przyszłość. a czas aż do końca – cały czas. aby powstał czas. aby razem zrodzone razem też ustały. a uradowany umyślił je zrobić jeszcze bardziej podobnym do pierwowzoru. Jedna z planet biegnie po większym kole. których nie było. która przecina obieg tego. dałoby nam więcej do roboty niż cały przedmiot naszej rozprawy. to gdyby ktoś chciał mówić o wszystkich. Dlatego doganiają się nawzajem i bywają doganiane. co powstaje i przebiega w czasie. co zawsze jest takie samo. Zatem czas powstał razem ze światem. jak niesłusznie odnosimy je do istoty wiecznej i mówimy. Otóż skoro każde z tych ciał. Więc umyślił zrobić pewien ruchomy obraz wieczności i porządkując wszechświat robi równocześnie wiekuisty obraz wieczności. drogą. Więc ten temat może nam się uda innym razem rozwinąć należycie przy wolnym czasie. Jutrzenka i tak zwana święta gwiazda Hermesa biegną po kole z taką samą szybkością jak słońce. że w tej chwili nie pora się o to spierać. A jeszcze takie rzeczy. więc zaczęły biec po drodze tego drugiego. Jest siedem tych ciał i dróg ich siedem. a które po większym. mówimy. obraz idący miarowo.Skoro bóg. Więc tak jak pierwowzór jest istotą żywą. te biegną szyb191 ciej. Nic było rzeczą możliwą. co . „Było i będzie” wypada mówić tylko o tym. na rozgraniczenie i na straż liczb czasu. ani nie powstaje teraz. którymi powstawanie nacechowało przemijające zjawiska. że to. Co do innych gwiazd. nabrało ruchu sobie właściwego. tak postanowił i ten wszechświat do tej doskonałości doprowadzić. co zawsze jest tym samym. Natura „istoty żywej” była wieczna. jest i będzie. jeżeli kiedyś przyjdzie koniec świata i czasu. Powstał na wzór wieczności. co im nakazano.

tak że. nie porównują ich obiegów ilościowo. a jest doskonała – świat. kiedy słońce swoją drogę obiegnie. tyle samo i takich samych bóg umyślił. który je wszystkie w kole obraca. jakby je doganiały gwiazdy poruszające się wolniej. wspólnie się skończą i uzyskają głowę. Postać tego. a podczas zetknięć którzy bogowie się spotykają i wychodzą jedni drugim naprzeciw i w towarzystwie . te istoty mają myśl skierowaną ku temu. nie zwracają uwagi. a biegnie równo. nie wiedzą. Jedna to ród bogów niebieskich. około tych samych punktów. Mimo to można pojąć. aby się każda z nich stała jak najbardziej doskonała. który naśladuje jej naturę wieczną. co identyczne z samym sobą. odwzorowując go według natury pierwowzoru. że skończona liczba czasu wypełnia rok doskonały wtedy. Żeby zaś istniała jakaś wyraźna miara dla ich powolności i szybkości w stosunku do siebie nawzajem i żeby te ciała biegły po ośmiu torach. z bardzo małymi wyjątkami. co identyczne. W ten sposób i z tych powodów utworzyły się te gwiazdy. nie nadają im nazw. zrodzonych. A pięciu innych ruchów nie dał im wykonywać. ono się z naturą boską wiąże. boskie i wieczne. aby najbardziej świeciło na cały wszechświat i żeby istoty. aby to było najświetniejsze dla oka i najpiękniejszy dawało widok. W tym tylko był niepodobny. druga to istoty skrzydlate. że powinien zawierać i ten świat. I tę jego resztę doprowadził bóg do końca. że czas to są błędne wędrówki tych gwiazd. istoty żywe. nabrały liczby. która jest przedmiotem myśli. Ziemię zaś. które po niebie chodzą. osadzoną na osi przeciągniętej przez cały wszechświat. sprawia. którym wypadało. wyglądają tak. jednostajnym ruchem obracają się w tym. A opisywać tańce tych bogów i wzajemne ich spotkania. co jest z sobą identyczne. a dostały zwroty. A na obieg innych gwiazd ludzie. Każdej takiej istocie boskiej nadał dwa ruchy: jeden w tożsamości. aby świat prawdziwy był tym ozdobiony powszędy. kiedy księżyc obiegając swoje koło dogoni słońce. które latają po powietrzu. nieprzeliczone i przedziwnie różnorodne. które my dziś nazywamy słońcem. którzy powstali we wnętrzu wszechświata. i trwają wiecznie. co boskie. zostaje w zależności od obrotu tego. które się najwolniej oddala od toru ruchu najszybszego. a czwarty chodzi po ziemi. jest najbliższe. aby ten świat był jak najpodobniejszy do istoty żywej. Drugi ruch. że ciało. poruszają najszybciej. Więc tak samo jak umysł ogląda wszystkie idee. czym jest istota żywa. przecież z tej przyczyny powstały gwiazdy stałe. co najlepsze. co identyczne i samo do siebie podobne. powstały w ten sposób. powiedzieć można. a rok. ucząc się jej na obiegu tego. zaczem wydaje się. że się poruszają równocześnie w dwie przeciwne strony. bóg wykonał przeważnie z ognia. urządził tak. chociaż one je doganiają same. że nie obejmował w swym wnętrzu wszystkich istot żywych. zapalił bóg światło na drugim od ziemi torze obiegu. Upodobniając je do wszechświata zrobił je pięknie okrągłe i wyposażył je w zrozumienie tego. które skręcają po drodze i tak błądzą. I pod innymi względami aż do powstania czasu został świat wykonany na podobieństwo swego pierwowzoru. jakie tylko tkwią w tym. że ona strzeże i wykonywa noc i dzień. A te. pierwsza i najstarsza z bogiń i bogów. gdy szybkości wszystkich ośmiu obiegów. karmicielkę naszą.identyczne z sobą. co identyczne i podobne. i jak ich tory koliste tworzą pętle wewnętrzne i jak one się posuwają. trzecia to rodzaj mieszkający w wodzie. jednostajny. A są cztery. Stała się więc noc i stał się dzień w ten sposób i dlatego – ten obieg okrążenia jednego i najmądrzejszego. Bo wir. pomierzone kołem tego. postępowy. A miesiąc. ustosunkowane do siebie. jak się poprzednio mówiło. rozsypał to po całym niebie naokoło.

a powinien. Jak długo one na świat nie przyjdą. wszechświat będzie niedokończony. ale chcieć rozkładu tego. i ci. ani nierozkładalni w ogóle. weźcie się wy. Zatem według nich mówmy i niech się tak przedstawia w rzeczywistości i w opowiadaniu pochodzenie tych bogów. i każdą duszę jednej gwieździe przydzielił. aby nikt nie był przez niego pokrzywdzony. i jeszcze inni ich potomkowie. bo was moja wola wiąże. i inne potem. mówi do nich ten. Ziemi i Nieba dziećmi byli Okeanos i Tetyda. może tylko to. o ile chcą. Dość już dla nas i tego. najbardziej zbożną. Zgotowawszy wszystko. chociaż mówią bez dowodów prawdopodobnych i pewnych. I o ile wypada. objawioną przy waszym powstawaniu. to. A resztę śmiertelną dołożycie wy do tego. A o innych duchach mówić i poznać ich pochodzenie to przechodzi nasze siły. którzy ukazują się. którzy umieją te rzeczy obrachowywać. a ginąc niech znowu do was wracają”. bo ja tak chcę. więc jest rozkładalny. i porobicie istoty żywe. bo dziełem moim jesteście. zgodnie z naturą. byłyby równe bogom. Dlatego też. i jak od czasu do czasu zaćmiewa się dla nas każdy i ukazuje się znowu. żeby dusze były rozsiane po gwiazdach – każda żeby poszła na odpowiednie dla niej narzędzie czasów – i żeby się każda stała istotą żywą. a wsadziwszy ją jakby na wóz – pokazał jej naturę wszechświata i powiedział im prawa przeznaczone. a musieli 192 przecież dobrze znać swoich przodków. co tak pięknie zharmonizowane i trzyma się dobrze. co do was mówię i co nakazuję. żeby . I trzeba. dam początek i będą to mieli ode mnie. ale trzeba wierzyć tym. w te słowa: „Bogowie bogów. rozdrobił to na tyle dusz. Że pierwsze narodziny miały być jedne dla wszystkich. a byli potomkami bogów. Kronos i Rea. co się ma stać potem – mówić o tym. i niech już temu koniec będzie. zlał resztki pozostałe po robocie poprzedniej i mieszał jakoś w ten sam sposób. nie ulega rozkładowi. oni twierdzą. więc trzeba się poddać prawu i uwierzyć. Gdybym ja zrodził je sam i one by ode mnie życie dostały. pierwiastek boskim zwany. jak rzucę takie nasiona. jeżeli ma być należycie wykończony. których ja wykonawcą jestem i ojcem. że nazywają się ich braćmi. Bo wszystkich rodzajów istot żywych nie będzie miał w sobie.których to robią. którzy zawsze chcą iść za sprawiedliwością i za wami. A teraz macie zrozumieć to. do wykonywania istot żywych i naśladujcie moc moją. rządzący w tych pomiędzy nimi. byłby trud daremny. a to jest więź jeszcze większa i potężniejsza niż te spójnie. ale składniki mieszaniny już nie były takie same i nie zachowywały się tak samo. skoroście się urodzili. To powiedział i znowu do tego pierwszego moździerza. który ten wszechświat zrodził. którzy dawniej o tym mówili. nieśmiertelni nie jesteście. że ogłaszają swoje sprawy domowe. Dotychczas jeszcze pozostają trzy rodzaje. a ten wszechświat żeby był istotnie całkowity. tylko były drugo– i trzeciorzędne. o których wiemy. Ich dzieci to Forkys. Hera i ci wszyscy. w którym duszę wszechświata był zmieszał i utarł. zsyłają objawy i oznaki tego. co i jak się powiedziało o naturze bogów widzialnych i zrodzonych. Aby więc były śmiertelne. co ja zrodziłem. Dzieci Kronosa i Rei to Zeus. ale nie ulegniecie rozkładowi. a na tych ludzi. bez rozejrzenia się w modelu znowu tych rzeczy. Z was niech się rodzą i rosną. Więc skoro powstali wszyscy bogowie. A że natura ludzka jest dwojaka. co nieśmiertelne. nie zrodzone dotąd. które was związały przy powstawaniu. Wszechświat jest złożony. ile jest gwiazd. żeby mieli w sobie coś równoimiennego z nieśmiertelnymi. co złe. ani was śmierć nie spotka. którzy po kołach wędrują jawnie. Niepodobna nie wierzyć synom bożym. jak twierdzili.

cząstek.lepszy był ten rodzaj. aby sam nie był winien żadnego późniejszego zła. On trwał. Wszystko to rozporządziwszy. co identyczne i podobne. co za tym idzie i co jest jedno drugiemu z natury przeciwne. trzeba będzie. wody i powietrza. ale gwałtowny prąd je ponosił i one ponosiły. Wzięły nieśmiertelny pierwiastek śmiertelnej istoty żywej i naśladując własnego wykonawcę. które za pośrednictwem ciała celowały i trafiały w duszę. jakąś taką zawsze przyjmie naturę zwierzęcą i przemieniając się tak. i te zapożyczone składniki spajały w jedność nie przy pomocy spoiwa nierozkładalnego. wpuszczone w wielki nurt ciała. Po tej siejbie zostawił młodym bogom modelowanie ciał istot śmiertelnych i tej reszty. co później do niego przyrosło z ognia. Kto czas odpowiedni przeżyje dobrze. i człowiek wróci do swego stanu pierwotnego. i posiał jednych na ziemi. który był najlepszy. a jeśli one zapanują nad nimi. która pożywienie przynosiła – a jeszcze większy niepokój wywoływały podniety zewnętrzne. a drugie z nich będzie odchodziło. To wszystko. albo z pędem wiatrów. i wszystko. drugich na księżycu. Bóg dał im te wszystkie rozporządzenia. które powietrze niosło. jak grzeszył. w byle jakim kierunku. a więc niewidzialnymi ćwieczkami gęstymi je spajając wykonywały z tego wszystkie poszczególne ciała. aż pójdzie w sobie samym za obiegiem tego. ten znowu pójdzie mieszkać na gwieździe. który się później miał nazywać mężczyzną. trwał w swoim zwyczajnym stanie. i życie będzie miał szczęśliwe i takie. mieli wykonać i panować nad tym i według sił jak najpiękniej i jak najlepiej zarządzać śmiertelną istotą żywą. jak się jego charakter rozwijał. a co hałaśliwe jest i nierozumne. w zbrodni. w ciało podlegające odpływowi i zasilane przypływem. A kto na tym punkcie pobłądzi. innych rzucił na inne narzędzia czasu. co za tym idzie. Bo wielka fala napływała i odchodziła – ta. na podobieństwo tego. albo ze śliskością wód. którym same były powiązane. a oprócz tego strach i gniew. z wody i z powietrza 193 i z ziemi. a miała wszystkich sześć rodzajów ruchu. ten zależnie od tego. ziemi. pożyczały od wszechświata cząstek ognia. wszystko to wywoływało ruchy. do której prawnie przynależy. ale drobniutkimi. gdyby się tylko sama dla siebie nie stawała przyczyną nieszczęść. będą mogli żyć w sprawiedliwości. A kto się i w tych warunkach jeszcze zła nie pozbędzie. w dół i do góry i na wszystkie strony chodziły błąkając się w sześciu kierunkach. do którego nawykł. nie prędzej się męczyć przestanie. A gdy z konieczności zaszczepione zostaną w ciała i do ciał ich zacznie jedno przychodzić. żeby jednakowo u wszystkich była wrodzona zdolność do spostrzegania pod wpływem doznań gwałtownych. kiedy się ciało zetknęło z jakimś ogniem obcym zewnętrznym albo z twardością ziemi. które miały być oddane z powrotem. potrafi opanować rozumem tę wielką masę i to. I wstawiały w środek obroty duszy nieśmiertelnej. która jeszcze miała do duszy ludzkiej przyrosnąć. szła bez żadnego sensu. Po drugie miłość zmieszana z rozkoszy i z cierpienia. Jeden ku przodowi i wstecz i znowu w prawo i w lewo. Jeżeli nad tymi rzeczami zapanować potrafią. Te jej wzruszenia zostały później nazwane . ten przy drugich narodzinach przybierze naturę kobiety. Dusze. ani zapanować nad nim nie umiały. tak że się cała istota żywa poruszała bez porządku. a dzieci jego zrozumiały porządek ojcowski i zaczęły go słuchać. ani mu nie ulegały całkowicie. i wszystko.

co jest w nas. bez woli tego. ten kulawo przechodzi ścieżkę życia. w pierwszej chwili najobfitszy i największy robiły niepokój. obroty znowu nabierają cichości. żeby mogło wykonywać wszystkie ruchy. że trzy odstępy podwójnego i potrójnego z obu stron. które dziś głową nazywamy. i mogło ponad jednymi z nich przechodzić. W ten sposób idźmy naprzód i tak sobie rzeczy tłumaczmy. Jej bogowie oddali na służbę całą masę ciała. a obieg czynnika tożsamościowego zatrzymywały całkowicie. Na razie ten temat. więc w tę stronę przeważnie nasz chód skierowali. Z jakich przyczyn i z jakich zamysłów opatrzności boskiej to powstało. One już i wtedy. A kto się 194 zaniedba. drugie inaczej. idą swoją drogą i ustalają się coraz bardziej z biegiem czasu. na wszystkie strony bywały wykręcane i łamane. po jeden i jedna trzecia i jeden i jedna ósma. i jemu u patrzących. co najbardziej prawdopodobne. Nic nie zyskał po drodze. jedno koło tak. gdy się z ciałem śmiertelnym zwiąże. którymi mogło się chwytać i zapierać i przechodzić przez wszystkie miejsca i wysoko nosić siedzibę pierwiastka najbardziej boskiego i najświętszego. Zupełnie jakby ktoś do góry nogami stanął głową na ziemi. ponieważ całkowicie rozerwać się nie dawały. To samo właśnie dzieje się. A ponieważ bogowie uważali. licząc się z tym. że ich właściciel staje się rozumny. Trzymajmy się tego. poruszając się wraz z nieustannie płynącym strumieniem pokarmu. Aby więc nie było w kłopocie tocząc się po ziemi. to na odwrót. a lewa prawą. Wtedy wyrównują się obroty wszystkich poszczególnych kół według wzoru ich naturalnego obiegu i już trafnie nazywają. a nogi oparł górą o cokolwiek. Bogowie naśladowali okrągły kształt wszechświata. i sprawiają to. i inne w tym rodzaju gwałtowne przypadłości zaburzają obroty. jak tylko było można. który je powiązał. choć naprawdę są one zależne. A trzeba było. wtedy się człowiek staje całkowity i zdrowy ze wszech miar. Później. wtedy zdaje się. Tak że ledwie się trzymało jedno drugiego i szły niby to. trzeba rozwinąć dokładniej. Kiedy jakieś spostrzeżenia z zewnątrz na duszę spadną i porwą jej całe wnętrze za sobą. kiedy napływa mniej gwałtowny strumień wzrostu i pożywienia. kiedy one natrafiają na coś tego samego rodzaju albo rodzaju różnego. że przód jest godniejszy od tyłu i raczej się do rządzenia nadaje. Nogi zatem i ręce w ten sposób i dlatego urosły wszystkim. Obroty wtedy głupieją i mylą się i nazywają rzeczy jednakie i rzeczy różne wprost przeciwnie i niezgodnie z prawdą. z powrotem idzie do Hadesu. gwałtownie wstrząsały obiegami duszy. żeby człowiek miał . dali bogowie głowie to ciało jako wózek i dali mu możność chodzenia. a tak samo człony pośrednie i łączące po półtora. niedoskonały. który wychowanie przynosi. czy w tę stronę patrzeć. to na ukos. która ma swoje różne wyniosłości i zagłębienia. Stąd ciało dostało swoją długość i wyrosły mu cztery kończyny dające się zginać – takie mu bóg obmyślił środki lokomocji. prawa strona wydaje się lewą.spostrzeżeniami i dzisiaj tak się nazywają wszystkie. a obiegiem tego drugiego potrząsały tak. a co czymś innym. jakie istnieją. czy w przeciwną. co jest tym samym. To jest część ciała najbardziej boska i panuje nad wszystkim. który teraz przed nami. że one władają. ale szły bez sensu. Pierwszy raz wtedy. a z drugich wychodzić na górę. A jeżeli się do tego dołączy jakiś właściwy wikt. Przez wszystkie stany tego rodzaju dusza teraz i na początku traci rozum. Uniknął największej choroby. więc włożyli dwa boskie obiegi w ciało kuliste. Żaden obrót wtedy pośród nich nie rządzi i żaden nie prowadzi. płynąc przeciwko niemu nie pozwalały mu rządzić i biec. to naprzód. Przede wszystkim: o powstaniu poszczególnych części ciała i o duszy. którą zebrali. Wtedy i u tego biedaka. Ale o tym później będzie mowa.

ogień bratni jasności dziennej przez oczy płynie łagodnie. Zatem przestaje widzieć. A kiedy ogień naszemu pokrewny odejdzie w noc. a tylko czysty ogień przecieka. następuje spokój. które się za każdym razem jednoczą około gładkości i wielorakim ulegają odbiciom. żeby ten przód miał naturalny udział we władzy nad ciałem. kiedy . zbija się z tamtym w jedno i powstaje ciało. ono odrzuca ku górze. zgoła nie jest tej samej natury co powietrze otaczające. Bo ze współdziałania wzajemnego ognia wewnętrznego i zewnętrznego. bo następuje zetknięcie się przeciwnych części ciała z przeciwnymi częściami widzenia. co na dole. że czysty ogień wewnątrz nas. jako ochronę dla wzroku. a on się nimi posługuje. które bogu służą. gdziekolwiek wpadną na siebie dwa strumienie: jeden. więc odmienia się sam i gaśnie. Całe światło naszych oczu jest jednorodne ze światłem zewnętrznym. które my nazywamy widzeniem. i zrządzili tak. i drugi. pochodzący z zewnątrz. wbrew 195 zwyczajnemu sposobowi ich zetknięcia. więc jakiekolwiek światło kiedy napotka albo jakieś inne do niego dojdzie. dostarczają takich i tak wielkich widziadeł. który palić się nie mógł. to. które sobie przyswajamy – ono leży wprost przed naszymi oczyma. nasz ogień zostaje odcięty. a drugą na drugą stronę. zostaje zamknięta. to zależnie od tego. To wtedy. ta moc się rozlewa. odtwarzających rzeczy wewnętrzne i zewnętrzne. spada na człowieka sen o krótkich marzeniach sennych. służące wszelkiemu przewidywaniu duszy. wyrównując i gładząc poruszenia wewnętrzne. Kiedy nastanie wielki spokój. Jeżeli zaś zostaną jakieś ruchy większe. Dlatego naprzód w okolicy czaszki podstawili pod nią twarz i wstawili w nią narządy. Prawa strona wydaje się prawą. kiedy się wprost przeciwnie spotka światło padające ze światłem odbitym. Zrobili tak. który wypływa z naszych oczu. A z narządów pierwsze sporządzili oczy. bo ono nie ma ognia w sobie. które cechuje każdy dzień. Gdy zaś te się wyrównają i złagodzą. Wszystko to należy do współczynników. powieki. ono ich poruszenia podaje całemu ciału aż do duszy i wytwarza ten rodzaj spostrzeżeń. bo jest do niego podobne. on cały jest gęsty – najwięcej bogowie sprasowali wnętrze oczu – tak że reszta cała. Ogień bijący od twarzy z ogniem wzrokowym zbija się w jedno w sąsiedztwie przedmiotów gładkich i świecących. powstrzymują moc ognia wewnętrznego. Jeśli takie lustro obrócić według długości twarzy. A jeżeli chodzi o właściwą zwierciadłom zdolność do robienia widziadeł i wszystkim przedmiotom świecącym i gładkim. a lewa lewą w przeciwnym wypadku. gdy płaska powierzchnia lustra otrzyma wzniesienia z tej i z tamtej strony i odbije w lewą stronę widzenia stronę prawą. Dlatego że bogowie obmyślili. wtedy wypływa światło podobne ku podobnemu. ono wszystko pokazuje do góry nogami. ale natrafia coś niepodobnego. a jeszcze sen sprowadza.przód ciała różny i odgraniczony od jego strony tylnej. Strona lewa wydaje się prawą. to odbija ku dołowi. i wpoili je w ciało z tej przyczyny. tylko dostarczać łagodnego światła. Kiedy więc światło dzienne otacza strumień wzrokowy. Umyślili zrobić ciało z ognia. wszystkie tego rodzaju widziadła zjawiają się z konieczności. to dojrzenie tej sprawy nie przysparza nowej trudności. a co u góry. które światło noszą. jakie i w jakich miejscach pozostały. Kiedy się one przymkną. jako gęstsza. Bo wychodzi. które się po zbudzeniu przypominają.

Dotychczasowe rozważania z małymi wyjątkami pokazują wytwory umysłu. Przecież do tego samego celu prowadzi słowo i w najwyższym stopniu do tego się przyczynia. i powietrze – to wszystko są ciała widzialne. co najlepsze. ale za przyczyny wszystkiego. pomniejszych. To właśnie ja nazywam największą wartością naszych oczu. żeby większość rzeczy doprowadzała do tego. jest dla nas przyczyną największego pożytku. ale Muzy dały ją nam na to. które rozumem wykonują rzeczy piękne i dobre. Ale dusza jest niewidzialna. który kocha rozum i wiedzę. które są w nas. W ten sposób i według tego konieczność ulegała rozumnemu nakłanianiu i tak na początku powstawał ten wszechświat. One też dały nam rytm do tego samego celu. i dlatego je nam bóg dał. jaka dziś jest ich udziałem. Trzeba powiedzieć. A jakikolwiek z muzycznego głosu pożytek płynie dla słuchu. Abyśmy się tego uczyli i nabrawszy w siebie poprawności rachunków naturalnych. O innych. która się błąka. powinien przede wszystkim śledzić przyczyny natury rozumnej. nie dla przyjemności bezmyślnej. A tymczasem oglądanie dnia i nocy. powodują krzepnienie i topienie się i tym podobne rzeczy robią. One jednak nie mogą mieć żadnej myśli i żadnego rozumu w odniesieniu do niczego. Stąd doszliśmy do filozofii. a nasze mętne i nieporządne. po co się mamy rozwodzić? Po których by niefilozof płakał i lamentował daremnie. i ziemia. jak to dziś bywa. że właśnie dla tej przyczyny bóg umyślił obdarować nas wzrokiem. a ogień i woda. co pozbawione rozumu. bo one są tamtym pokrewne – choć tamte są nie zmącone. Głos i słuch znowu ten sam mają sens. i ustalali jakoś te obiegi błędne. Do tego samego celu i z tych samych powodów obdarowali nas nimi bogowie. i o tych. Bo z obecnych myśli o wszechświecie żadna nie byłaby nigdy wypowiedziana. Powstanie tego świata było mieszane. które są w ogóle bezbłędne. gdyby wzrok stracił. który rozumnie muzyki używa. więc dla człowieka. Człowiek. abyśmy oglądając na niebie obiegi umysłu mieli z nich pożytek dla obiegów rozsądku. co według możności najlepsze. Wzrok. Ludzie jednak po większej części uważają to nie za współczynniki. ten dany nam jest ze względu na harmonię. miesiące i obiegi roczne wytwarzają liczbę i pojęcie czasu i od nich pochodzą badania nad naturą wszechświata. gdybyśmy ani gwiazd. którym miary brak i wdzięku u większości ludzi. które oziębiają i ogrzewają. żeby oczy posiadały tę zdolność. a częściowo jako synteza umysłu. które powstają pod wpływem ciał poruszanych przez inne ciała i poruszających inne. bo nakłaniał ją. A trzeba się równolegle do nich zająć wytworami konieczności. a na drugim miejscu dopiero te. Więc jeżeli ktoś ma mówić. świat powstał częściowo z konieczności. Harmonia ma ruchy pokrewne obiegom duszy w nas. kiedy jej obieg przestanie być harmonijny. Powiedzieliśmy już dość o tych współczynnikach. powiedzmy sobie. Zatem trzeba mówić o jednym i o drugim rodzaju przyczyn.wykańcza ideę tego. jak on istotnie powstał. według mego zdania. żeby im pomagała duszę znowu do porządku doprowadzić i zestrajać ją. a większego dobra ród śmiertelny nie dostał ani nie dostanie nigdy w darze od bogów. jako pomoc przeciwko stanom duszy. powinien domieszać i ten rodzaj przyczyny. zboczyć i wziąć pod uwagę znowu inny przystojny początek tych samych rze196 . dokądkolwiek by ponosiła. wywołują za każdym razem to lub tamto bez planu i bez porządku. Umysł panował nad koniecznością. że ze wszystkich istot jedna tylko dusza może mieć rozum. które się złożyły na to. który jest w nas. wydaje się pożyteczna. Osobno o tych. ani nieba nie widzieli. z której pożytek jest największy. W ten sposób musimy więc . ani słońca. A teraz powiedzieć trzeba o ich czynności. naśladowali obiegi boskie. Ale to. I myśmy tak postąpić powinni.

To jest rzecz trudna. Zatem ten ponowny początek rozprawy o wszechświecie niech będzie bardziej podzielony niż poprzednio. że dwie wystarczą. a druga – to naśladowanie pierwowzoru. ale trzeba się jaśniej wypowiedzieć na ten temat. ale ponieważ wiemy. Więc i teraz. Bo przedtem rozróżnialiśmy dwie postacie. co i jak? Przede wszystkim to. aby nas wyratował z bezdroży tego niebywałego wykładu i doprowadził do jakiegoś stanowiska podobnego do prawdy. A to samo. a teraz nam wypada odsłonić coś trzeciego. co powstaje – coś jakby piastunka. Ja się będę trzymał tego. i co się z nimi działo przedtem. co to jest ogień i te inne.czy i tak samo. które ma swą genezę i jest widzialne. kiedy się jeszcze więcej zbiją. a teraz bieg myśli zdaje się zmuszać do tego. że potrafiłbym porządnie sprostać takiemu przedsięwzięciu. Więc ponieważ żadna z tych rzeczy nie wydaje się nigdy jedna i ta sama. próbował opowiadań prawdopodobnych. więc nazywamy je żywiołami i uważamy je za pierwiastki wszechświata. nawzajem. co się przedtem powiedziało: jedna – to był ten przyjęty pierwowzór. nie gorzej od innych. jak by to przyjąć? '54o jest właściwie coś takiego. że ja powinienem o tym mówić. że kiedy krzepnie – tak się nam wydaje – rodzi kamienie i ziemię. co właściwie należy nazywać wodą raczej niż ogniem i które raczej którymkolwiek niż wszystkim razem. Trudno jest mówić o każdym z nich z osobna i powiedzieć. Obecnie jakoś nikt nie wyjaśnia ich powstania. tak teraz o tych na nowo zaczynać od początku. wody i powietrza i ziemi przed powstaniem wszechświata. O początku czy też o początkach wszechświata. zwłaszcza że w związku z tym trzeba naprzód powiedzieć coś o ogniu i o tym. I na odwrót. leje się woda. przedmiot myśli. uważając. czy jak to się tam przedstawia. naprzód. żeby próbować ująć w jasne słowa pewną rzecz trudną i mętną. Widzimy. Tamte dwie rzeczy wystarczały w związku z tym. a z wody robi się ziemia i kamienie znowu. wiecznie niezmienny. od początku zacznę mówić o wszystkim i o każdej rzeczy z osobna. a znowu powietrze zgęszczone staje się chmurą i mgłą. i dopiero zaczynajmy mówić. Więc teraz. Trzeciej rzeczy nie rozróżniliśmy wtedy. ani ja sam nie zdołałbym wmówić w siebie. a z tych. Ani wy nie uważajcie. jak się wydaje. I tak w kółko podają sobie te rzeczy powstawanie. Zobaczymy więc samą naturę ognia. kiedy się stopi i rozpadnie. ale sądzimy. według nas przynajmniej. kiedy nie wiemy dobrze. albo jednym tylko – tak żeby mówić pewnie i wiarygodnie – to nie jest łatwa rzecz. ogień zgęszczony i zgasły przechodzi z powrotem w postać powietrza. na początku wywodów wezwijmy boga na pomoc. Więc co to właściwie jest. że to trudno powiedzieć jasno. tylko dla tego. co powiedziałem na początku – opowiadania prawdopodobne potrafią też dać wiele – będę więc. co się z ogniem łączy. jak o rzeczach tamtych wtedy. niech się tak rzeczy mają. co łonem swym obejmuje wszystko. co się człowiekowi wydaje przy obecnej metodzie wykładu. że nawet średnio inteligentny człowiek nie powinien ich przyrównywać choćby nawet w przybliżeniu do postaci głosek. teraz nie mówmy – nie dla czego innego. Więc jakby to właściwie i co by o nich można powiedzieć. w innym rodzaju. To jest prawda. co teraz nazywamy wodą. a spalone powietrze to ogień. staje się wiatrem i powietrzem. Raczej. więc któż by się nie .

tego nie nazywać „tym”. co powstaje. na obraz czego tworzy się to. I o wodzie nigdy nie mówić „to”. ciepłe czy białe. to gdyby ktoś palcem wskazał którykolwiek z nich i zapytał przy tym. żeby jak najbardziej bezwonna była ta ciecz. tylko wtedy będzie dobrze przygotowane na przyjęcie odwzorowania z całą różnorodnością jego cech szczególnych. że to złoto. a nie czymkolwiek innym. tylko „coś takiego”. A tylko to. bo nie trwają. Tak samo kiedy chodzi o olejki wonne. jako niby to ogień. Dlatego to. Dlatego matką i podłożem wszystkiego. w czym te rzeczy zawsze tkwią. tylko to jedno nazywać „tym” i „tym tutaj”. które ma skądeś przyjąć. czy którekolwiek z przeciwieństw i wszystko. i wygładzają je naprzód. która ma przyjąć zapachy. co to jest. gdyż przeglądałaby jego własna natura. a poza tym. Ona się nigdy swojej zdolności nie pozbywa. żeby podłoże nosiło na sobie jakikolwiek wyraźny kształt. a my to dajemy do zrozumienia. to gdyby nadeszła forma przeciwna albo w ogóle inna. że zawsze jest tym samym. co stąd powstaje – z tego nic nie nazywać „tym”. Te rzeczy wymykają się. jakby istniały. najbezpieczniej byłoby powiedzieć. a sama w żaden sposób i nigdy nie przyjmuje żadnego kształtu podobnego do tych. co w nią wchodzi i co z niej wychodzi. Ta sama sprawa i z tą naturą. to owym. bo to się zmienia. Więc żadnego z takich zwrotów nie używać. wtedy jeśli o prawdę chodzi. który je ujmuje jako trwałe. Bo gdyby ktoś wszelkie możliwe kształty wykonywał ze złota i nieustannie by jedne kształty w drugie przerabiał. tylko „czymś takim”. zanim się skończy jego nazwę wymawiać. co powstaje i jest widzialne i w . więc go stosować i do każdej z tych czterech rzeczy i do wszystkich razem. jeśli będzie wolne od śladów wszelkich postaci.wstydził sam przed sobą obstawać uparcie przy tym. w czym odwzorowanie powstaje. co ma często i pięknie wszystkimi swymi częściami brać w siebie odwzorowania wszelkich rzeczy istniejących wiecznie. musi samo być wolne od wszelkich postaci. tylko się zadowolić. Ona jest masą plastyczną. co ma przyjąć w siebie wszelkie rodzaje. Tak samo też i to. a zwrot „coś takiego” jest właśnie odpowiednio chwiejny. i to. musi być wolne od wszelkiej postaci. że którakolwiek z tych rzeczy jest tym. w czym coś powstaje. jakby one miały jakąś stałość. że to. cokolwiek ma powstawanie. 197 Zatem i ogień to jest w ogóle „coś w tym rodzaju”. jeżeli coś zechce bezpiecznie wziąć na siebie nazwę „czegoś w tym rodzaju”. I wydaje się dzięki temu raz taka. co powstaje. wytwórcy myślą przede wszystkim o ich pierwszym podłożu i tak robią. to są zawsze pewne odwzorowania bytów. pierwowzór do ojca. czy jaki by się tam inny kształt wytwarzał. cokolwiek by to było. O niej można powiedzieć. którzy w pewnych ciałach miękkich starają się odciskać kształty. a o trójkącie. co wciąż w naszych oczach staje się to tym. Nie ma sposobu i w ogóle najbezpieczniej jest mówić o nich w danym razie w ten sposób: To. raz inna. używając słówka „to” i „to tutaj”. które w nią wchodzą. I przyrównać wypada to. którym się zajmiemy później. Na razie musimy rozróżnić trzy rodzaje: to. a ten wytwór pomiędzy nimi do potomka. co przyjmuje. zjawiają się w tym i znowu stamtąd giną. A ci. Bo gdyby było podobne do którejś z form nadchodzących. To. to. Przyjmuje zawsze wszystko. nie pozwalają. do matki. odbite według nich w jakiś sposób niewypowiedziany i przedziwny. aby było jak najrówniejsze. ani o żadnej innej z tych rzeczy nie mówić tak. która przyjmuje postać wszystkich ciał. ono by ją odwzorowało źle. spod stówka „to” i „to tutaj” i spod każdego zwrotu. co w nią wchodzi. nie mówić jako o czymś istniejącym. I zrozumieć. dla wszystkiego: zmienia się i przekształca pod wpływem tego. i wszystko.

zrodzony. że to jest coś niesłychanie nieuchwytnego. co powstaje. Wszystkie takie rzeczy i inne tym podobne mówimy też o tej naturze prawdziwej. zmienny ustawicznie. a dostępne tylko dla myśli. Trzeba te rzeczy bardziej rozgraniczyć myślowo. a drugie mu ulega. że odwzorowanie. który ani w siebie nie przyjmuje niczego skądinąd. a drugie żadnej. postacie niedostępne dla naszych spostrzeżeń. nie pomylimy się.ogóle dostrzegalne. to ze wszech miar istnieją te rzeczy same dla siebie. a wierzyć jej trudno. Jedno się w nas rozwija pod wpływem nauki. ani sam w nic innego nigdzie nie przechodzi. że wszystko. i te inne rzeczy. Czy jest jakiś ogień sam dla siebie i te wszystkie rzeczy. czy każda z nich istnieje sama dla siebie. Jeżeli jakieś wielkie określenie da się ująć w krótkich słowach. drugie pod wpływem sugestii. I jedno zawsze wymaga prawdziwej ścisłości. kiedy się nad nimi zastanawiamy. ani tego. ani wody. jedynie tylko taką prawdę posiadają. tylko pewną postać niewidzialną i bezkształtną. niezmienny. ponieważ powstają niezależnie od siebie i zachowują się różnie. jak się niektórym ludziom wydaje. to wypadnie przyjąć. który powstaje w pewnym miejscu i znowu stamtąd przepada – uchwycić go potrafi mniemanie i spostrzeżenie. musi istnieć w jakimś miejscu i zajmować jakąś przestrzeń. Jest nim zawsze przestrzeń. posiada każdy człowiek. powiedzieć można. Jeżeli rozum i mniemanie prawdziwe to są dwa rodzaje. to by było 198 tutaj najwłaściwsze. że istnieje dla każdego pewna postać. I jedno. A jeżeli. co widzimy. ani ognia. mniemanie prawdziwe niczym się nie różni od rozumu. co powstaje z nich. a ziemią i powietrzem. Można ją bez pomocy zmysłów uchwycić za pomocą rozumowania gorszego gatunku. o ile ono weźmie w siebie ich odwzorowania. a poza tym nie istnieją nigdzie w żaden sposób i my niepotrzebnie w każdym wypadku mówimy. cokolwiek istnieje. cokolwiek spostrzegamy za pośrednictwem ciała. spostrzegalny. ma w niej jakieś miejsce. . nazywany tak samo i podobny do tamtego. nie nazywajmy ani ziemi. Kiedy się tak te rzeczy mają. jest najzupełniej pewne i mocne. można dochodzić jego natury. że istnieje jeden rodzaj rzeczy. które za pośrednictwem ciała spostrzegamy. z czego one powstają. I jedno nie ulega wpływowi sugestii. Jeżeli powiemy. Więc ja w ten sposób oddaję tutaj swój glos. ani też do już i tak długich wywodów dodać jeszcze jeden długi wywód uboczny. że tak jest. że to są dwie rzeczy różne. I trzeci rodzaj istnieje. Jej się zguba nie chwyta. O ile na podstawie tego. to najsłuszniej można tak powiedzieć: ogniem wydaje się w każdym wypadku jego część zaogniona. która nie ma nic wspólnego ze snami. Wszystko. to zgodzić się trzeba. co poprzednio powiedziane. ani powietrza. że chyba z konieczności wszystko. My na nią patrzymy i zaczyna się nam śnić i mówimy. czy też to wszystko. niewidzialny i w żaden inny sposób niedostrzegalny – oglądać go może tylko myśl rozumna. o których zawsze tak mówimy. część zwilżona wydaje się wodą. a rodzaj ludzki jakoś w małym stopniu. I drugi rodzaj rzeczy. to w ogóle jest niczym. a czego nie ma na ziemi ani gdzieś na niebie. pewien przedmiot myślowy. nie umiemy nawet po zbudzeniu się pociągnąć granicy i powiedzieć prawdy. a tymczasem to nie jest nic więcej jak tylko wyraz? Nie sposób w tej chwili zostawić tego zagadnienia bez dyskusji i bez rozstrzygnięcia i po prostu powiedzieć. a rozum posiadają bogowie. która może przyjąć wszystko i ma jakiś niepojęty kontakt z przedmiotami myśli. ani tego. niezrodzony i nieginący. A jednak trzeba powiedzieć. Ponieważ nas tamta usypia.

jakby kto sitem potrząsał albo innym narzędziem do czyszczenia zboża.ponieważ nawet jego pierwowzór nie jest jego własnością i ono zawsze zostaje zwiewnym widziadłem czegoś innego. tylko chwiała się nieregularnie we wszystkich kierunkach. to zdanie niech się u nas utrzymuje zawsze. Więc trzeba się starać zestawić i dopasować do siebie cztery rodzaje ciał osobliwej piękności i powiedzieć sobie. że istnieje byt. albo w ogóle nie jest niczym. a ponieważ pełna jest sił niepodobnych i nierównoważnych. żeśmy należycie uchwycili ich naturę. Wszelka postać ciała posiada i głębokość. żeby przez rozkład jednego mogło powstawać inne. a dwa ostre. wbrew wszelkim innym. a drugie też czymś innym. więc bóg nadał im wtedy różne postacie i liczby. I tak wciąż jedne leciały w tę stronę. zanim się jeszcze z tych elementów uporządkowanych utworzył wszechświat. z których każdy ma jeden kąt prosty. I tak wtedy te cztery rodzaje pod wpływem wstrząśnień swego środowiska. dlatego musi zawsze istnieć w czym innym i jakoś się tam trzyma istnienia. a temu. przestrzeń i powstawanie. A teraz trzeba próbować objaśnić wam w słowach niezwyczajnych uporządkowanie ich wszystkich i powstanie. A znowu głębokość musi koniecznie obejmować naturę płaszczyzny. A prosta płaskiej podstawy składa się z trójkątów. Przede wszystkim więc. a co najpodobniejsze. rozdzielonego równymi ramionami. ciężkie. Tak i z nimi było. jakie by to mogły być cztery najpiękniejsze ciała. pomaga ścisła prawdziwa myśl. że są gdzieś widzialne ciała piękniejsze od tych – każde w swoim rodzaju. Przedtem to wszystko było nagromadzone bez jakiegoś sensu i miary. Więc trzeba powiedzieć. więc dotrzymacie mi kroku. co gęste. Pod wpływem wstrząśnień i wiania to. ale były rozrzucone na wszystkie strony. nie posiadała żadnej równowagi wewnętrznej. Ja głosuję za tym. poruszając się potrząsała nimi ze swojej strony. a drugi ma jego części nierówne. niepodobne do siebie nawzajem. co istotnie istnieje. A piastunka powstawania zwilżona i zaogniona i przyjmująca kształty ziemi i powietrza i ulegająca zmianom innym. i rozdzielały się. Wszelkie zaś trójkąty pochodzą od dwóch trójkątów. a drugie w inną. idąc z konieczności drogą przypuszczeń prawdopodobnych. po których muszą biec te wywody. to żadne z nich w żadnym istnieć nie może i nie będzie stanowić zarazem jednej i tej samej rzeczy i dwóch rzeczy. przedstawiała widok różnorodny. to skupiało razem tak. leciało i osiadało na innym miejscu. trzy rzeczy trojakie – istniały już. Otóż z dwóch . jakie za tym idą. Jeden z nich ma po obu stronach część kąta prostego. przy czym nie ma boga. Tak niech się przedstawia w ogólnym zarysie moja myśl wyrozumowana. że ogień i ziemia i woda i powietrze są ciałami. Taki więc przyjmujemy początek ognia i innych ciał. że bóg ile możności najpiękniej i najlepiej te elementy zestawił z materiału. Wtedy nikomu nie przyznamy. ale takie. że jak długo coś jest czymś innym. bo ono się poruszało i jakby jakieś narzędzie powodowało wstrząśnienia – więc rozdzielało jedno od drugiego to. to mamy prawdę o powstaniu ziemi i ognia i odpowiednich dwóch żywiołów między nimi. Ale ponieważ umiecie 199 chodzić drogami wykształcenia. zanim świat powstał. padało w inną stronę. bo nią te siły wstrząsały. który by bogu był miły. wtedy naprzód ogień i ziemia i powietrze i woda miały jakieś tam swoje ślady. który był nie taki. To. Jeśli na to trafimy. a co rzadkie i lekkie. A jeszcze ich początki zna tylko bóg na wysokości. a ona znowu. jak wszystko to. co najbardziej było niepodobne. że każde się gromadziło na innym miejscu. to chyba jasne i to każdemu. A kiedy świat zaczął się porządkować. podzielone bokami nierównymi. a z ludzi ten.

posiada dwanaście kątów bryłowych – każdy z tych kątów tworzy pięć trójkątów równobocznych. tylko jako przyjaciel. żeby wszystkie powstawały jedne z drugich drogą rozkładu: z wielu małych kilka wielkich i na odwrót. trójkąt równoboczny. a trójkąt równoramienny zrodził naturę czwartej bryły – po cztery takie trójkąty złożyły się na jedną jej ścianę. Kiedy te dwa trójkąty złożyć wedle osi symetrii i powtórzyć to trzy razy. zrobi się jedna liczba jednej masy i wytworzy inną wielką postać. Bryła ma dwadzieścia ścian – wszystkie są trójkątami równobocznymi. żeby się schodziły po trzy kąty płaskie. wytwarza jeden kąt bryłowy z czterech ścian płaskich. tworzą jeden kąt bryłowy. Trzecia. który ma boki nierówne. dużo małych będzie złożonych z tych samych części i przyjmie postać dla nich charakterystyczną. ale nie jako wróg. 200 Zrodziwszy te bryły. Zatem nie może być. czeka nasza przyjaźń w nagrodę. a zarazem krótsze przyprostokątnie zebrać w jednym punkcie środkowym. utworzyły osiem kątów bryłowych – każdy kąt zbudowany z trzech ścian. złożony z sześciu (trójkątów prostokątnych). Jej najprostszym składnikiem jest trójkąt. a nierównoramienny ma ich nieskończenie wiele. Więc tyle powiedzmy o powstawaniu jednego żywiołu z drugiego. Ale tego. A cztery trójkąty równoboczne. który następuje z kolei po najbardziej rozwartym z kątów płaskich. wyczerpał się jeden ze składników elementarnych. Więc przez rozpadanie się większych. Bo wydawało się. o tym można by teraz pomówić. A kiedy się znowu małe na trójkąty rozpadną. teraz trzeba rozgraniczyć bardziej. Rozpocznie pierwsza postać i składnik najmniejszy. która dzieli całą kulę na części równe i podobne. ale to się tak zdawało niesłusznie. Drugi z tych samych trójkątów. Kiedy się utworzą takie cztery kąty bryłowe. a tylko jeden żywioł. który ma sześć podstaw – każda . jeżeli się złoży osiem trójkątów równobocznych. i te osie symetrii. Przyjmijmy więc spośród wielu trójkątów jako najpiękniejszy jeden.trójkątów trójkąt równoramienny ma jedną tylko naturę. powstaje pierwsza postać bryły. z dwukrotnego zestawienia sześćdziesięciu trójkątów elementarnych. zamyka się znowu druga bryła. a w drugim kwadrat na większej przyprostokątni jest trzy razy większy od kwadratu na przyprostokątni mniejszej. jako trzeci. To. co cię przedtem powiedziało niejasno. o tym dużo by mówić. a pomińmy inne. zestawione razem tak. Bo z tych trójkątów. czwarty. który nasze zdanie obali i wykryje. robi się jeden trójkąt równoboczny. Jeden równoramienny. Więc trzeba z tej nieskończonej ilości wybrać trójkąt najpiękniejszy. ten będzie górą nad nami. mający przeciwprostokątnię dwa razy dłuższą od mniejszej przyprostokątni. robią się cztery żywioły – trzy z tego. a skierowały swoje kąty proste do jej środka. że wszystkie cztery żywioły mogą nawzajem powstawać jeden z drugiego. Dlaczego tak. z których jest zbudowane ciało ognia i innych żywiołów. ale trzy tak mogą. Bo wszystkie są utworzone z jednego. Kiedy się sześć takich czworoboków złożyło. Więc wybierzmy dwa trójkąty. z którego się złoży. tworząc jeden czworobok równoboczny. A jaką postać posiada każdy z nich i z jakich liczb się składa. jest zbudowany z trójkąta równoramiennego. Kiedy się zrobi sześć takich kątów bryłowych. jeżeli mamy zacząć jak się należy. któreśmy wyżej wymienili. Jeżeli ktoś potrafi wybrać i wymienić piękniejszy i lepiej się nadający do tej syntezy. Wynikła z tego postać sześcianu. że to nie jest tak. To ten.

poszczególnych brył każdego rodzaju zgoła widzieć nie możemy – dopiero gdy się ich dużo zbierze. ale jej cząsteczki spotykają się jakoś znowu. po prawdzie. wodami albo jakąś ziemią i jest go mało. o ruchy i inne siły. A oprócz tego najlżejsze. on się porusza w ruchomych środowiskach. ale ktoś inny spojrzy na jakieś inne rzeczy i będzie innego zdania. które ma najmniej podstaw. przysądzając sześcian ziemi. rozkłada się pod wpływem jego ostrości i gotowa się rozpaść – albo w samym ogniu rozpuszczona. Zgodnie z tym wszystkim.jest płaszczyzną czworoboczną. bo ziemia jest żywiołem najmniej ruchliwym spośród wszystkich czterech i jest ciałem najbardziej plastycznym. Wszystkie te bryły trzeba sobie przedstawić tak drobne. wtedy dwie cząstki ognia zbijają się w jedną postać powietrza. a te żywioły. rzeczy będą się prawdopodobnie tak miały. że prawdopodobnie istnieje tylko jeden świat. bezpieczniejsza jest z natury podstawa trójkąta równoramiennego niż nierównoramiennego. mogą się stawać dwiema cząstkami ognia. Więc według myśli słusznej i wedle prawdopodobnej niech będzie postać bryły czworościanu elementarnym składnikiem i nasieniem ognia. widzimy ich masy. zarodek powietrza. walczy. przyjętych na początku. doszedłby do przekonania. Jest jeszcze jedna kombinacja. bóg użył jej do wymalowania wszechświata. Z nich wszystkich to. I najmniejsze ciało ogniowi. musi być najruchliwsze i najłatwiej musi co innego przenikać. czy wypada ich przyjąć pięć. A kiedy powietrze zostanie zmożone i rozdrobnione. pośrednie ciało powietrzu. a z tych trójkątów. piąta z rzędu. i jeśli całość. Nasze stanowisko przyjmuje. i zestroił to z sensem. z powodu ich małości. kiedy ją ogień rozbije na cząsteczki. a trzecie w stopniu trzecim. może się zacząć składać z jednej cząstki ognia i z dwóch cząstek powietrza. dopasowują się jedne do drugich i robi się ziemia na nowo. kto się nie zna na tym. Bo ona nigdy nie może przejść w inną postać. Woda zaś. to raczej byłoby wątpliwe. A pomyślmy to sobie znowu w . Kiedy się ziemia zetknie z ogniem. ale one go zwyciężają i miażdżą. Druga według pochodzenia bryła to. a ich dużo. najbardziej ruchliwą ogniowi. i wodę. i jeśli części brać pod uwagę. Jeśli porównywać płaszczyzny z nich zbudowane. a trzecie wodzie. Jeżeli chodzi o stosunki ilościowe. bo jest najostrzejsze ze wszystkich stron. Więc zostawmy tę sprawę. albo i powietrze. i powietrze. powiedzmy. bo składa się z najmniejszej ilości takich samych cząstek. to wszystko bóg. a największe wodzie. czy trzeba przyjąć nieskończoną ilość światów. to czworobok stoi pewniej niż trójkąt równoboczny. które się nam teraz w myśli utworzyły. podzielmy na ogień i ziemię. Ziemi dajmy postać sześcienną. że przyjmować nieskończoną ilość mógłby tylko ktoś. Dlatego. Dwa odcinki powietrza. wodzie zaś dajemy postać najmniej ruchliwą spośród pozostałych. cośmy dotąd powiedzieli o żywiołach. powstałe z rozpadu jego jednej cząstki. wtedy z jego dwóch całych i pół cząstki złoży się jedna cała postać wody. '77ykończył dokładnie i doskonale. a pośrednią powietrzu. I najostrzejsze ogniowi. a trzecia wody. na czym się znać trzeba. że. albo w masie powietrza. Drugie z rzędu już w mniejszym stopniu ma te same cechy. czy skończoną. trzymamy się myśli prawdopodobnej. Coś takiego musi mieć podstawy najbezpieczniejsze. Gdyby ktoś myślał uważnie o tym wszystkim i nie wiedziałby. o ile tylko jego woli i perswazji ustępowała dobrowolnie natura konieczności. A czy świat jest jeden. drugie z rzędu powietrzu. I na odwrót: kiedy ogień zostanie ogarnięty powietrzem. albo wody.

kiedy je ogarną większe. Kiedy cząstki małe leżą obok wielkich i te mniejsze rozdzielają większe. a te cząstki. gdzie tych rzeczy nie ma. wiele przeszkód może napotkać późniejsze rozumowanie. Zatem wszystkie ciała niezmieszane i pierwotne powstały z tych przyczyn. a było ich tyle. żeby się coś miało ruszać bez tego. nie przestaje się rozkładać. ani doznać czegokolwiek – są przecież podobne do siebie i są takie same. Niejedno już się o tym powiedziało. a najmniejsze zostawiają najmniejszą. Każda cząstka. Bo trudno. tegośmy nie powiedzieli. I tak w związku z tymi stanami wszystko zamienia miejsce ze wszystkim. Niejednakowości przyczyną jest nierówność. co się będzie poruszać – to raczej niemożliwe. bo co do subtelności stoi na drugim miejscu. Toteż przyjmujemy zawsze spoczynek w jednakowości. albo też zwyciężone zostaną i z wielu elementów zrobi się jeden podobny do zwycięskiego. A że w ich postaciach są inne rodzaje też. wtedy ten żywioł sam przechodzi w ogień i unika dalszego rozcinania. ile gatunków postaci jednego rodzaju. co je poruszy. Zbudowane z największych cząstek zostawiają największą pustkę w swej konstrukcji. ulegają zmiażdżeniu i gasną.ten sposób. a powstawanie nierówności jużeśmy przeszli. a upodobniają się do innych. i przestają gasnąć. Obieg wszechświata. Ale gdy przeciw któremu z nich idzie i walczy z nim któryś z innych żywiołów. Dlatego ogień najbardziej przenika wszystko. w jaki sposób i przez co one powstają. wszystko się przemieszcza w górę i w dół i na wszystkie strony. Przez to nieskończona jest ilość ich kombinacyj z sobą i z innymi. że ruch nigdy nie chce istnieć w jednostajności środowiska. Bo porcje każdego żywiołu rozchodzą się z własnego miejsca skutkiem ruchu podłoża. Jeżeli chodzi o ruch i spoczynek. One nigdy nie mogą być jednakowe. albo żeby coś poruszało bez tego. skoro obejmuje razem wszystkie żywioły. Nie ma ruchu tam. temu winna jest budowa obu figur elementarnych – oba trójkąty nie miały od początku jednej tylko wielkości. Jeżeli ogień ogarnie jakiś inny żywioł i zacznie go rozcinać ostrością swoich naroży i krawędzi. Inne żywioły tak samo. zmieniająca swą . Natomiast. a jest kolisty i usiłuje być zamknięty w sobie. który zwycięża. powstałe między cząstkami wielkimi. które w danej chwili przestają być podobne do siebie. jak dłu201 go żywioł słabszy walczy z mocniejszym. Pod wpływem ciśnienia cząstki zbiegają się razem i ciśnienie spycha je w puste miejsca. to jeśli się na ten temat nie porozumieć. To trzeba brać pod uwagę. tylko były i mniejsze. Starają się ułożyć w postać żywiołu. który razem z nim zamieszka na stałe. a ruch składamy na karb niejednakowości. do których się upodobniają. a oprócz tego jeszcze i to. zaciska się pierścieniem naokoło wszystkiego i nie pozwala na powstanie jakiegokolwiek pustego miejsca. A jakim sposobem żywioły. te mniejsze porcje. rozdzielone według rodzajów. nie zaprzestają wzajemnej przemiany ruchu. a większe skupiają mniejsze. Wtedy się z ognia robi powietrze. lecą pod wpływem wstrząśnienia na miejsce tych. a z powietrza woda. spiesząc na swoje miejsca. zanim albo w ogóle nie zostaną odepchnięte i rozłożone nie uciekną do żywiołu pokrewnego. wtedy ich rozkład nie ustaje. a po nim robi to powietrze. i większe. Bo żaden żywioł nie może w żywiole podobnym i w tym samym ani przemiany jakiejś wywołać. jeżeli się chce mówić rzeczy prawdopodobne o przyrodzie. Więc znowu powiemy w ten sposób.

Ruchliwy. więc ustępuje. zmienia też i miejsce. że istnieją liczne rodzaje ognia. będzie miał przyjemność. kiedy się i on postarzeje. i materiał robi się znowu ten sam co przedtem. ciężki i krzepliwy skutkiem jednakowości. ponieważ zawiera wody cząstki małe a nierówne. nie wychodzi w próżnię.wielkość. ta subtelna i wilgotna. który istnieje i nieustannie istnieć będzie. co nie pali. dla swej gęstości najtwardsza i czarniawa. Wody trzeba naprzód rozróżnić rodzaje dwa: ruchliwy i płynny. pcha go powietrze otaczające i ściąga go na ziemię. Jeżeli ktoś dla rozrywki odłoży na bok rozmyślania nad rzeczami. które się leją. bo podstawy trójkątów ma mniej szerokie niż trójkąty ziemi. który ma cząstki najdrobniejsze i przez to jest najgęstszy i w jednym tylko rodzaju występuje. On pod ciśnieniem nabiera z powrotem jednakowości. gdyby się ktoś trzymał postaci opowiadań prawdopodobnych. Ta domieszka ziemi. ale daje światło oczom. które istnieją wiecznie. które zajmowała w spokoju. jak na przykład płomień i to. W ten sposób i dlatego utrzymujące się wciąż powstawanie niejednakowości wytwarza ustawiczny ruch tych rzeczy. Potem trzeba zważyć. a zlewa albo spływem nazywa się ściąganie się na ziemię. Inne jeszcze tego rodzaju rzeczy przemyśleć niewielka sztuka. Kiedy ogień zacznie go przenikać i rozkładać. jest bardziej zrównoważony od tamtego. który się składa z cząstek wielkich i jednakich. co po zgaśnięciu płomienia pozostaje po nim w zgliszczach. A materiał bliski zlotu ze względu na cząstki. Kiedy z niej ogień wyjdzie i powietrze . ten jeden rodzaj świecących i krzepnących płynów jest po skrzepnięciu brązem. otaczające powietrze ciśnie na jeszcze ruchliwą masę płynną. które przecedzone przez skały skrzepło. a kolor ma w sobie połyskliwy i żółty. i to. który powodował niejednakowość. ale że ma w sobie duże luki. nazywa się stalą. bo odchodzi ogień. a ściąganie się materiału po wyjściu ognia nazwano krzepnieniem. Inne jego rodzaje nazw nie mają. Z tych wszystkich rzeczy wszystkie. której nie pożałuje – zabawkę w życiu w sam raz i to rozumną. Kiedy stamtąd ogień znowu wypada. Jest to złoto. jest mieniem najcenniejszym. Kiedy się zrobi ruchliwy. ale mający więcej postaci niż jedna. a powstają skutkiem nierówności trójkątów. wchodzi w nią na miejsce cząstek ognia. przez co jest od złota twardszy. on traci tę jednakowość i nabiera więcej ruchu w siebie. co powstaje. A pewna gałąź złota. a najbardziej mętny mgłą i ciemnością. staje się widoczna sama dla siebie i nazywa się śniedzią. Ten materiał. więc od niego lżejszy. i ona. że się swoimi drogami po ziemi toczy. co do gęstości bardziej zbity niż złoto i mający w sobie małą i subtelną cząstkę ziemi. która w nim jest. Woda pomieszana z ogniem. które z kolei następują. 202 Ubywanie mas nazywa się topieniem. I tak samo powietrza rodzaj najjaśniejszy nazywa się eterem. dla swej ruchliwości i dlatego. Na to i my sobie teraz pozwalamy. więc na ten sam temat przejdźmy jeszcze w ten sposób te myśli prawdopodobne. a zajmie się rozważaniami prawdopodobnymi nad tym. rusza się łatwo sam i pod wpływem czegoś innego również skutkiem niejednakowości i dzięki postaci swoich elementów. nazywa się wilgotnością i miękka jest. ciśnie i miesza się z materiałem topionym. A ten. nazwaliśmy wodami. To oddalanie się ognia nazwano ochładzaniem się. oddziela się znowu od niego. co od płomienia odchodzi.

A ten rodzaj pienisty. A znowu tak samo. jest ciałem. robi się z niej kamień. to jedno i drugie: ogień i powietrze. ponieważ są większe. nazywa się szronem. Co się tyczy ciał zmieszanych z ziemi i wody. A które z nich się rozpływają aż do naturalnych dróg. wtedy ją tylko ogień w płyn rozleje. To żywica. półstały i na nowo rozpuszczalny w wodzie. i krzepnie. topią więc ciało złożone i one tylko sprawiają to. Ziemia. ściśnięta powietrzem. można go łatwo okiem wyróżnić i dlatego świeci i połyskuje tłusto. te przeważnie otrzymały nazwę miodu. a ta. Jednakże cząstki wody. więc nie mają jednorodności i wiele ich nie ma żadnej nazwy. są dlatego tak bardzo zbite. Z różnych postaci ziemi jeden rodzaj przepojony wodą w ten sposób staje się ciałem kamiennym. i to są wszystkiego rodzaju szkła i te rodzaje kamieni. To jest rodzaj sody. więc opływają całą masę naokoło i nie mogą jej stopić. a ziemia ma cząstki drobne. robi się z niej materiał słony. Najczęściej różne postacie wody są ze sobą pomieszane. a cząstki ognia wchodząc w odstępy między cząstkami wody. a na ziemi lód. robi się bardziej jednostajna a ściąga się. 203 A bywa nieraz. cząstki wody przychodzące z zewnątrz nie mają wejścia. to grad. kiedy pod wpływem szybkości ognia cała wilgoć z ziemi zostanie wyrwana. która mniej i jest jeszcze na pół skrzepła – nad ziemią – to śnieg. Ziemię nie zbitą tylko jedna woda gwałtem rozkłada. One wszystkie są pomieszane. z których właśnie wyszło powietrze. które bogowie lubią według intencji prawa. które przemawiają do wrażliwości ust. która nad ziemią najbardziej tego dozna. to samo robią z cząstkami powietrza. łączy się nierozerwalnie z wodą i staje się skałą. który służy do czyszczenia oliwy i ziemi. Mas ziemnych ogień ani powietrze nie topi. Jeden. tak samo jak woda wchodziła między cząstki ziemi. Drugi. którą przecedzają rośliny rosnące z ziemi. a to. tylko dla ognia. Cała ta grupa. więc są najbardziej przezroczyste i otrzymały swoje nazwy. który duszę i ciało rozgrzewa. które są gwałtem ściśnięte. tylko w ogniu. Ta. to pokąd woda nie zajmie w nich odstępów między cząstkami ziemi. że trochę wilgoci zostanie w środku. nazwano opos. że przechodzi w stan płynny. Jeżeli woda jest najgwałtowniej zbita. Zatem i to powietrze zgniata powietrze otaczające. rozkładają więc ziemię i topią. dobrze przystosowany w połączeniach soli. tylko ogień. On tak powstał. a powietrze i poprzez trójkąty. ciśnie na nią mocno i spycha cząstki ziemi na te miejsca. A bez gwałtu jeden tylko ogień je stapia. Ten rodzaj nazywamy gliną. ona się robi bardziej krucha od skały. Ładniejsza skała jest przezroczysta i składa się z różnych gładkich części. Bo wejścia nie ma w niej dla żadnych cząstek. Dlatego że mają cząstki mniejsze niż odstępy między jej cząstkami – one tylko przez szerokie miejsca przechodzą bez przymusu – zatem ziemi rozłożyć nie mogą. kiedy z ziemi. więc ona nie jest topliwa. Wprost przeciwny jest skład nieprzezroczystych. Wspólne związki z nich obu. a jeśli słabiej. co na ziemi skrzepnie. bo z niej wychodzi ogień i powietrze. nierozpuszczalne w wodzie. Tak powstałe powietrze ucieka w górę na swoje miejsce. Tylko cztery ich rodzaje mają ogień w sobie. Ta woda. a tworzy się z rosy.i ona sama zostanie. że takie ciała mają mniej wody niż ziemi. który ma kolor czarny. to wino. gwałtem sobie w niej drogi torują. Jak ostygnie. Żaden żywioł nie zawiera pustki. a ziemia się zrobi płynna pod działaniem ognia. że je spala. wyodrębniony od wszystkich soków. który rozkłada ciało przez to. które się zbiegają około ust i dzięki tej zdolności dają nam smak słodki. dużo wody wyjdzie. A zdarza się. nosi nazwę soków. Powietrza gwałtownie zbitego nie rozłoży nic. Zmieszana z nim woda rozpada się w tej mieszaninie i przemienia się w postać powietrza. Drugi łagodny. chyba że na pierwotne składniki. olej rycynowy i oliwa sama i inne soki. a zbitej nie rozłoży nic. Ogień poprzez odstępy między cząstkami. które . jako ciężkie i zgniecione w otoczeniu tej masy ziemi. jak oliwa. zmieszanej z wodą. które te same właściwości posiadają.

a nie inna struktura przyrodnicza rozdziela nasze ciało na drobne cząstki. To. Ustępuje to. co ma pewną masę ciała. co ciężkie i lekkie. Przecież wszechświat cały jest kulisty. gdzie się tamte mieściły. Miękkim to. co się nazywa dołem i górą. dokąd wszystko idzie tylko pod przymusem. to prawie wszyscy spostrzegamy. i prędkość ich ruchów. nazwano zimnem. i rzecz naturalna. która traci swą niejednorodność i ruchliwość. Że to wrażenie ma w sobie coś ostrego. ani że na górze. co się składa z 204 podstaw czworobocznych. że wszechświat jest tak zbudowany. że to. a środek jest równo oddalony od wszystkich krańców. ani nie . biorący którąś z wymienionych okolic za górę albo za dół. co je wywołuje. że leży na dole. co ją ściska. walczy naturalnie przeciw temu. można by najlepiej objaśnić wraz z naturą tego. a do drugiego punktu przystąpimy później. to któż. Wrażenie temu przeciwne jest jasne – jednakże niech i o nim kilku słów nie zbraknie. Naprzód to. jak wszystkie rodzaje wosków i ciał wonnych. wbrew swej naturze. ani o śmiertelnej cząstce duszy. Inne znowu mają więcej wody. dlaczego ogień nazywamy ciepłym. zajmijmy się naprzód tymi. są już prawie omówione. wchodzą w nie i wypychają cząstki mniejsze. więc wszystkie miejsca. i to. Żeby więc wrażenia omówić po kolei według rodzajów. Otóż wilgotności o cząstkach większych. co ustępuje naszemu ciału. które dotyczą ciała i duszy.można lać. My uświadamiamy sobie. urozmaicone połączeniami i przemianami jednych w drugie. co napotka. Wobec tego. Teraz trzeba wyświetlić. ponieważ stąpa mocno. a nie mogą pomieścić się tam. stanowi rodzaj najbardziej oporny i cokolwiek zostanie zbite do gęstości największej. Ściskana. do którego dąży wszystko. otaczające nasze ciało. które od nich odbieramy. co chodzi na małej podstawie. więc trzeba uważać. Więc weźmy naprzód to pierwsze. są równie dobrze krańcami świata. Mówić o jednym i o drugim równocześnie – rzecz prawie niemożliwa. Ta walka łączy się z drżeniem i dreszczem. Otóż różne postacie. i góra. to też największy opór stawia. Twardym nazywa się to. co dziś nazywamy ciepłem. Trzeba sobie przypomnieć powstawanie jego budowy i wziąć pod uwagę to. Trzeba zważyć drobny wymiar jego boków i ostrość kątów. takich dostarcza wrażeń i tak się nazywa. Bo żadną miarą nie należy sądzić. że to właśnie ta. że leży naprzeciw wszystkich. I to tak nawzajem. przed czym ustępuje nasze ciało. z jakich przyczyn powstają wrażenia. że z natury rzeczy istnieją jakieś dwa miejsca w ogóle od siebie oddzielone i sobie przeciwne: jedno to dół. nie narazi się na zarzut. i mały wymiar cząstek. Otóż przede wszystkim muszą być spostrzeżenia wszystkich rzeczy. o których się kiedykolwiek mówi. że stosuje nazwy niewłaściwe? O środku świata nie można powiedzieć słusznie ani tego. Ogień przez to atakuje wszystko gwałtownie i tnie zawsze wszystko. Tymczasem nie mówiliśmy jeszcze o ciele i o zjawiskach związanych z ciałem. One się nie zdarzają bez wrażeń i wrażeń niepodobna omówić należycie. robi się jednorodna i nieruchliwa i pod ciśnieniem krzepnie. nie zaczepiając o te rzeczy. tylko że w samym środku. jak on rozdziela i rozcina cząstki naszego ciała. równo oddalone od środka. rozpatrzmy w ten sposób. To. i to wrażenie całe. więc zgniatają naszą własną wilgotność. A powierzchnia kuli wszechświata ani środkiem nie jest.

To jedno trzeba zważyć. i pokaże się. Bo jedno wywołuje twardość. że pewne jej miejsce to dół. Otóż to. dlatego że naokoło niej ze wszystkich stron wszystko jest podobne. łatwiej i prędzej niż to. to. jak mówimy w tej chwili. kiedy się o tym wszystkim mówi. zmieszaną z nierównością. to. to chyba łatwo każdy może sam dojrzeć i drugiemu powiedzieć. Bo całość. kładąc je na talerze wagi. a drugie równość z gęstością. Jeżeli chodzi o przyczynę wrażeń gładkości i szorstkości. co w jednym miejscu jest lekkie. które nie jest do niej podobne. raz dołem. Skoro powierzchnia świata jest wszędzie jednakowa. nazywamy górą. przecież jest kulista. to jakoś nie tak bardzo musi jej ustępować i poruszać się w jej kierunku. niż cała reszta. co na górze. co na górze. a to jest przeciw naturze. co się powiedziało. i tam go jest najwięcej i on w tę stronę biegnie. co większe. I to. które nie jest do niego podobne – jasna rzecz. Otóż tych stanów przyczyny byłyby w ten sposób omówione. że wszystko robi się i jest pod każdym względem różne i przeciwne jedno drugiemu i ukośne. i gdyby to było w mocy człowieka. ciężkim. bo jedno i drugie ciągnie do tego. temu. a stan rzeczy temu przeciwny. co na dole. . to jakież jej ktoś może nadawać nazwy sobie przeciwne i do czego je ma przypiąć. zostawało do środka albo do jakiegoś miejsca naprzeciw. u nas. że droga do żywiołu pokrewnego czyni wszystko. czego jest więcej. co mniejsze. Gdyby nawet była w środku wszechświata jakaś bryła zrównoważona. nazywamy dołem. założywszy to. którą przeważnie zajmuje ogień. nazywa się ciężkie i mówi się. dlatego że wielkie zbiorowiska żywiołów zajmują różne i przeciwne sobie miejsca we wszechświecie. w którą gwałtem je pędzimy. Więc nazwaliśmy je lekkim i tę stronę. łatwiej przemóc niż to. i tę stronę. co większe. żeby cząstki ognia brał i ważył. Stąpając po ziemi rozbijamy nieraz różne rodzaje ziemi i samą ziemię rzucamy gwałtem w powietrze. to w przeciwnym miejscu jest lekkiemu przeciwne. Tak więc to. co na dole. co ciężkie – dół. a ciężkiemu ciężkie. że to. a to maleńkie jest lekkie i idzie do góry. temu. Że jedno się inaczej zachowuje niż drugie. że idzie na dół. to gdyby podniósł wagę i ciągnął gwałtem ogień do powietrza. To samo możemy wykryć przy pewnych robotach tutaj. a to. żeśmy nawykli z pomocą tych nazw cały wszechświat rozgraniczać. a inne góra. i tę samą część wszechświata nazywałby raz górą. co każdemu z nich pokrewne. nie ruszyłaby się w żadnym kierunku ku obwodowi. to musi tak być. więc nikt rozumny nie powie. co do niego zmierza. co mniejsze. czego jest dużo. jak antypodowie. w którą coś takiego leci. a w przeciwnym wypadku mówimy o tym drugim. co do tego musimy się porozumieć. to często by zajmował pozycje przeciwne. 205 Spośród wrażeń doznawanych po całym ciele pozostaje jeszcze do omówienia najdonioślejsze.ma żadnego miejsca osobliwego. idzie do środowiska niepodobnego. A skąd się te nazwy wzięły i w czym leży powód. Gdyby się kto wzniósł w tę okolicę wszechświata. które by w innym stosunku. A gdyby nawet ktoś obiegał naokoło niej po kole. wtedy to. żeby mógł być z tych określeń zadowolony. Bo kiedy jedna i ta sama siła równocześnie dwie rzeczy podnosi do góry. to jest to. co mniejsze bardziej.

nagromadzone w nas. Kiedy się przemiany wewnętrzne dokonują. ruch nie rozchodzi się po całej istocie żywej i wstrząśnienie odebrane zostaje niedostrzegalne. nie udzielają go cząstkom innym. ale przykrości ani przyjemności nie ma w sobie. co łatwo ruchliwe i co trudne do poruszania. któreśmy poprzednio poczynili w odniesieniu do tego. kiedy nim coś nawet na krótko wstrząśnie. rozprowadzają ruchy po całym ciele i stąd idą przyjemności i przykrości. a to są największe i najważniejsze spostrzeżenia. powstają przykrości. Materiał nieruchawy siedzi mocno. Natomiast obfita dysymilacja. i o te istoty.Chodzi o przyczynę uczuć przyjemnych i przykrych w tej dziedzinie. które przysługują ich podnietom. to dlatego. ile możności. Naprzód więc trzeba naświetlić. przypominając sobie te rozróżnienia. Przeciwne naturze i gwałtowne wstrząśnienia. wtedy ubywanie jest niedostrzegalne. a napływ wywołuje spostrzeżenie. tak jak samo wrażenie wzrokowe. a w przeciwnym razie jest przeciwnie. wystarczy. jest dostrzegalne łatwo. jeżeli chodzi o kości i o włosy. że w dzień to jest ciało. co zamierzamy uchwycić. Spróbujmy pomówić. że w nich mieszka największa siła ognia i powietrza. Natomiast części ciała złożone z większych cząstek z trudnością ustępują podniecie. przyjemności. które ma z nami coś wspólnego. sam na coś natrafił i dotknął. a drobnym krokiem postępująca i trudna restytucja do dawnego stanu daje skutek wprost przeciwny poprzedniemu. To widać dobrze na przykładzie woni przyjemnych. Tak jest. które posiadają zdolność do czynienia spostrzeżeń za pomocą cząstek ciała i mają w nich zarazem idące za tym przyjemności i przykrości. . cośmy przedtem mówili o wzroku i słuchu najwięcej. którym podlega. Jemu rozcinania i wypalania i inne stany. podnieta pierwotna nie przenosi się w takich materiałach z jednych cząstek na drugie. a kiedy wszystko wraca do pierwotnego stanu. jeżeli potrafimy. i jakie tam inne posiadamy w sobie części złożone przeważnie z ziemi. Na sprawę przyjemności i przykrości należy się tak zapatrywać. co jest z natury łatwo ruchliwe. które się z łatwością rozchodzi. W ten sposób więc bierzmy przyczyny wszystkich stanów dostrzegalnych i niedostrzegalnych. jaką siłę posiada podnieta. żeby wzrok doznał podniety. o wrażeniach umiejscowionych w osobliwych częściach ciała i o ich przyczynach. jedne cząstki podają to samo wstrząśnienie naokoło innym cząstkom. którąśmy przeszli. Wstrząśnienie żadnych kół w nim nie tworzy. a potem przychodzi ich napływ obfity i na dużych przestrzeniach. to jest uczucie przykre. Każde wstrząśnienie. ale nie robi przykrości części duszy śmiertelnej. A powracające znowu do stanu naturalnego i nagromadzone – to przyjemność. które wstrząśnienia doznały. o którym się przedtem mówiło. Jeżeli coś w małym tylko stopniu powoduje zaburzenia równowagi cząstek oraz ich ubywanie. Gwałtu żadnego nie ma w jego rozkładaniu się i syntezie. W tym. kiedy znowu do tej samej postaci wraca. przykrości nie sprawiają. To zaś. dokonywanych na ciele. Omówiło się już prawie wszystkie wrażenia wspólne całemu ciału i te nazwy. Wstrząśnienie spokojne i na małą skalę jest niedostrzegalne. tylko jej sprawia największe rozkosze. ani przyjemności. To znowu widać na przykładzie wypalań i cięć. Cząstki. aż ono dojdzie do rozumu i doniesie mu. Na tej ścieżce musimy szukać tego wszystkiego.

okryte materiałem nadpływającym. wydają się cierpkie. więc unoszą się do góry do organów zmysłowych w głowie. którymi ich język jakby próbuje. Każda woń to jest dym albo mgła. a powietrze. że są ostre i mocne. to tutaj różnych postaci nie ma. a mniej ostre wydają się kwaśne. kiedy ktoś ma drogi oddechowe zatkane. Stąd wszystkie wonie delikatniejsze są z wody.swoiste wrażenia. Zatem istnieją tylko te dwie odmiany woni. żeby miał stąd jakąś woń. bezimienne. Ile razy przychodzi coś. a co się nienaturalnie zbiło albo rozpłynęło. która się też rusza i podnosi. co je rozgrzało. które mniej mają ługowatości i w miarę tylko czyszczą język. poruszają je i mącą. tną wszystko. odbierane za pośrednictwem języka. jak wiele innych wrażeń. i te się nazywają bańkami. Wtedy się z oddechem woń nie przecedzą. wygładza i smaruje to. mówi się tutaj o dwóch tylko wyraźnych: przyjemnej i przykrej. ściągają się i wysuszają żyły. Więc to tak z tym wszystkim. Jeżeli zaś chodzi o zdolności nozdrzy. wtedy się mówi o kipieniu i fermentacji. że i one. jak na cząstki ziemi i wody. To widać. Jeżeli te same soki zgnilizna naprzód rozcieńczy. a oprócz tego jakoś ściślej niż z innymi łączą się z nimi szorstkoście i gładkoście. wynika z przyczyny przeciwnej. uwolnione od woni. a raz z domieszką ziemi. a powietrze gwałtem wciąga. które są ostrzejsze. pokrewne wilgotnościom języka. Wonie tworzą się. Cząstki wilgoci opinają wnęki powietrzne i są raz pomieszane z ziemią. co schropowaciało. rozpalają się przy niej i same nawzajem palą to. wydają się nam słone bez goryczy ostrej i są nam 206 raczej przyjemne. a one prowadzą do serca. co ma wilgotności w swoim składzie naturalnym. a więc przezroczyste. a te zmącone zbierają się naokoło i okrywają się innymi i inne bańki tworzą. gdy się coś zwilża albo gnije. i dlatego że to potrafią robić. a wszystkie wonie grubsze są z powietrza. Kiedy powietrze przechodzi w wodę. albo paruje. z tych jedno zestala. albo topi. a raz czyste. Stan przeciwny temu wszystkiemu. okryte wodą naokoło. Nasze żyły do tego celu są. raz czystą. powstają na tle pewnych syntez i dysymilacji. Za przyczynę tych stanów trzeba uważać kwas. Soki dostają się do żył. któreśmy pominęli mówiąc poprzednio o sokach. a jak dla ognia i powietrza. które uczestniczą w ciepłocie ust i topią się pod jej wpływem. mówi się o wszystkich takich sokach. za szerokie. co się o tym powiedziało. a drugie rozpuszcza i wszystko jak najbardziej ustala zgodnie z naturą. Wonie powstają zawsze. tak że on się częściowo nadtapia. co napotkają po drodze. i te. Tutaj topią się części ziemne soków. Zdaje się. a one wejdą w cienkie żyły i napotkają zawarte tam cząstki ziemne i ułożone współmiernie z powietrzem. samo tylko przechodzi. Te znowu. Dlatego nigdy nikt nie dostrzega jakiejś woni tych żywiołów. A te. Wszystkie wonie są połowiczne i żaden żywioł nie posiada takiej budowy. A te. zbyt ciasne. nie złożone z wielu ani z prostych postaci. to dym. które oczyszczają i opłukują cały język. To wszystko każdemu jest przyjemne i miłe – to jest lekarstwo przeciw stanom narzuconym gwałtem. tworzą się wilgotne naczynia z powietrzem. a że są lekkie. Tędy wpadają soki w wilgotne i delikatne części naszego ciała. jak to potrafią robić ługi – te wszystkie nazywają się gorzkie. to mgła – a gdy woda idzie w powietrze. kiedy się woda przemienia w powietrze albo powietrze w wodę. Jedna drapie . a nazywa się słodyczą.

i ściska całą jamę. drugie większe. narząd słuchu. kiedy do wilgotności oczu dochodzi i miesza się z nią pośredni rodzaj ognia. Podobnie jak w ciele podniety ciepłe i zimne. tylko miesza się z blaskiem wilgotności. mówimy. Wielkie wstrząśnienia dają wrażenie silne. A znowu. co wywołuje dysymilację wzroku. trzeba powiedzieć. nie ma sensu mówić. a przeciwnym chrapliwe. który się zaczyna od głowy. powstaje kolor krwi. Otóż równe są niedostrzegalne i te ciała nazywamy przezroczystymi. któreśmy razem nazwali barwami. Jasność pomieszana z czerwienią i z bielą przechodzi w kolor żółty. a kończy aż koło wątroby. Pod ich wpływem powstają wrażenia barwy białej i czarnej. . Kolor rudawy powstaje ze zmieszania żółtego i popielatego. Rudawa z czarną – to zieleń. jedne są mniejsze. jest białe. a druga ją łagodzi i przyjemnie ją doprowadza do naturalnego stanu. O barwach zaś w ten sposób najlepiej byłoby wypowiedzieć się słowami właściwymi. Rozpatrując nasz trzeci narząd zmysłowy. ale przyczyny ich są te. które wywołują widzenie. a to ogień nadlatuje z przeciwka i ogień wypada z oczu. co my nazywamy łzą. które lecą od innych przedmiotów i wpadają do wzroku. wywołany tym wstrząśnieniem. Barwa to jest płomień od każdego ciała płynący. robi się barwa sinawa. a sinawa pomieszana z białą daje kolor morski. One powstają w innym środowisku i wyglądają 207 inaczej. że ostro nadlatuje i wpada nam w oczy jakiś inny rodzaj ognia z zewnątrz i rozkłada wzrok aż po oczy i same drogi oczne gwałtem rozpycha i topi i wylewa z nich ogień i dużo wody. z jakich przyczyn powstają wrażenia z nim związane. Bladożółty z białego z żółtym. nazwiemy słuchem. a o przedmiocie. bo niepodobna ani podać jakiejś konieczności. a w języku kwasy i napoje gorące i ostre. który nie połyskuje. że świeci i połyskuje. a wolniejszym niskie. kiedy je wywołuje. a co temu przeciwne. bo on zawiera w sobie rozliczne odmiany. O współbrzmieniu ich trzeba będzie mówić w dalszym ciągu. ani prawdopodobieństwa i mówić o tym. to już poprzednio była mowa o nim i o przyczynach. Gdy blask zejdzie się z bielą i wpadnie w nadmiar czerni. jak się należy. który omówić trzeba szczegółowo. A z tych większych i mniejszych jedne dokonują pewnej syntezy w narządzie wzroku. tego. który my nazywamy czerwonym. kiedy się do tej mieszaniny przypalonej dołączy większą przymieszkę czerni. Czwarty pozostał nam jeszcze zmysł. jak na przykład od błyskawicy. a drugie wywołują w nim pewien rozkład. a popielaty z białego i czarnego. Ciemnowiśniowa powstaje. Jeżeli chodzi o wzrok. Cząstki. równomiernym gładkie i łagodne. Czerwona barwa pomieszana z czarną i białą daje purpurową. W ogóle zatem głosem nazwijmy wstrząśnienie. nawet gdyby to ktoś wiedział. a przeciwne wywołują wrażenia słabe. że to. Szybkim wstrząśnieniom odpowiadają wrażenia słuchowe wysokie. które się rozchodzi za pomocą uszu od powietrza przez mózg i krew aż do duszy. a ogień wewnętrzny w wilgotności oka przygasa – różnorodne się w tym zamieszaniu tworzą barwy – my to wrażenie nazywamy iskrzeniem się. Więc tak i o nich należy mówić. to jest czarne. A w jakiej ilości która barwa. A ruch. A bywa. która leży pomiędzy naszym ciemieniem i pępkiem. a inne są równe samym cząstkom wzrokowym. który zawiera cząstki współmierne ze wzrokiem dla wywołania spostrzeżeń.

pójdźmy prędko do tego miejsca. śmiertelne i nieśmiertelne. i potrafi. kazali mieszkać śmiertelnej części duszy. o ile to nie było nieodzownie konieczne. A w piersi i w tym. szanując pierwiastek boski i nie chcąc go splamić. Gdyby ktoś jednak robił próbę i chciał te rzeczy badać w praktyce. Dlatego też trzeba rozróżniać dwie postacie przyczyny: nieuchronną i boską. jaka zachodzi różnica między naturą człowieka i boga. skądeśmy tutaj doszli.Inne odcienie na podstawie tych zgadnąć łatwo i dojść. która do wszystkiego ręce wyciąga. Wszystko to naprzód uporządkował. kładąc pomiędzy nie szyję. oddzieloną okolicę ciała. o ile to tylko było możliwe. Istot boskich sam stał się wykonawcą. a z ludzi nikt ani jednego. zmysły. potem przykrości. która ma w sobie męstwo i gniew. Bo wtedy żaden taki nie był. gniew. aby je rozdzielała. a mianowicie ognia i wody i tam dalej. wróćmy znowu pokrótce do początku. kiedy rodził tego samowystarczalnego i najdoskonalszego boga posługując się przyczynami. a męska część mieszkania żeby była osobno. aby posiąść życie szczęśliwe. Więc jak się na początku powiedziało. bo i wie jak. zawierającą w sobie wszystkie istoty żywe. potem ją śmiertelnym ciałem otoczyli i dali jej całe ciało jako wózek i dobudowali w nim inny rodzaj duszy – śmiertelny – który ma w sobie stany straszne i nieuchronne: najpierw rozkosz. ani też żaden nie zasługiwał na nazwy dzisiejsze. materiał przygotowany i posortowany. co powstawało. a powstawanie śmiertelnych zlecił do wykonania tym. nadzieję. i próbujmy na zakończenie nasadzić głowę naszej opowieści. a druga gorsza. co przedtem. o ile zdolna jest do tego nasza natura. i miłość. na których nam poważnie zależy. między przeponą a . a mianowicie te różne rodzaje przyczyn. I boskiej we wszystkim szukać. która łatwo zawodzi. więc tak rozplanowują jamę tułowia. ani w jakiś inny sposób wziąć ich w siebie. których sam zrodził. co najpiękniejsze i najlepsze w zjawiskach i zdarzeniach. ten by nie wiedział. Ale to. rozumiejąc. osadzili bliżej głowy. porządku w tym nie było. Zbudowali przesmyk i granicę pomiędzy głową a piersią. Tę część duszy. a potem z nich zestawił ten wszechświat – jedną istotę żywą. które bez208 myślnych rad udzielają. które nie myślą. w odosobnieniu pojąć ani też uchwycić. żeby któryś żywioł był proporcjonalny i współmierny z innymi. żeby oddzielić apartamenty kobiece. z konieczności przyjął wykonawca tego. Oni poszli za jego przykładem. chyba tylko przypadkiem. jak konieczność wymagała. wzięli nieśmiertelny pierwiastek duszy. przed którymi wszelkie dobro ucieka. który perswazji nie słucha. z których mamy wyprząść resztę naszej myśli. jak koło cieśli. dali śmiertelnej cząstce na mieszkanie osobną. wtedy wyposażone w te cechy naturalne. z pomocą jakich mieszanin można by je prawdopodobnie osiągnąć. więc łatwo w pasję wpada. że bez tych nie można tamtych rzeczy. wprawiał sam we wszystko. Wykończyli to wszystko razem. Otóż to wszystko. ani drugiego nie potrafi dziś ani kiedykolwiek później. co dobre. i tak śmiertelny ród zbudowali. A nieuchronnej szukać ze względu na tamte. co się tułowiem nazywa. największą przynętę dla zła. zatem bóg wszczepił w każdy żywioł proporcjonalność w stosunek każdego z nich do samego siebie i w ich stosunki wzajemne. aby je rozdzielić. i ponieważ jedna jej część jest lepsza. a jeszcze zuchwałość i strach. Dlatego też. Kiedy tak teraz leży koło nas. Zatem przeponę w środek pomiędzy obie części kładą. które mu przy tym były posłuszne. dopasowaną do tego. Że bóg może wiele składników zmieszać w jedno i tę jedność znowu na wiele składników rozłożyć.

Ci. przyciśnie ją i grozić zacznie. Wtedy wątroba żółciowe barwy pokazuje. i tego wszystkiego. jak najlepszy. jeżeli miał powstać jakiś ród ludzki. którzy nas zbudowali. aby się w niej siła myśli lecących od rozumu odbijała. tę umieścili pomiędzy przeponą a granicą. wrota zatyka i zamyka. I przywiązali do niego tę część duszy. z tego powodu tam mu wyznaczyli mieszkanie. kiedy swej przyrodzonej goryczy zażyje. Żeby się więc zawsze pasło u żłobu i żeby mieszkało jak najdalej od kierownictwa i przez to jak najmniej robiło mu niepokojów i hałasów i pozwalało temu. a płat swój – naczynia i wrota – zgina i kurczy je. szybko dowiedziało o tych zleceniach i groźbach i żeby się wtedy poddało i usłuchało rozumu i pozwoliło w ten sposób rządzić między nimi wszystkimi temu. która przychodzi z zewnątrz. że ono miało nawet nie rozumieć rozumu. gdy zawre gniew temperamentu. wszystko w niej prostuje. zacznie przeciwne widziadła malować i spokój przynosi goryczy. nie męczyło się tak bardzo i mogło więcej słuchać rozumu. która pragnie pokarmów i napojów. żeby się ochładzało. Jest to ciało gęste. gdy w nim gniew dojdzie do szczytu. przewidując. aby się wtedy wszystko. i wszędzie domieszkę kwasu podpuści. bawi się tedy 209 przepowiedniami. Te są przede wszystkim miękkie i bez krwi. co najlepsze. które trzeba było przywiązać i karmić. co najlepsze. i zjaw nocnych i dziennych. zmarszczkami okrywa i szorstkością. aby w chwili. bo ani stykać się z materiałem sobie przeciwnym. Ona jest na to. gładkie. czego wymaga natura ciała. ten początek żył i źródło krwi. kiedy się budzi gniew. Dlatego i tchawicę wprowadzili do płuc i serce obłożyli płucami. co jest wrażliwe w ciele. przez co powoduje smutki i niepokój. zatem wymyślił i powiązał z nim wątrobę i wsadził ją do jego mieszkania. obmyślili środek zaradczy i wszczepili go w pierś w postaci płuc. A serce. ani poruszać go nie chce a jej przyrodzonej słodyczy w stosunku do niej zażywa. niby zwierzę dzikie. świecące i słodkie. A tę część duszy. która z siłą po wszystkich członkach obiega. że całe takie zapalenie części objętych gniewem będzie pochodziło od ognia. . która biegnie przez pępek – i w całym tym miejscu zbudowali jak gdyby żłób do karmienia ciała. jak poduszką. Więc żeby tym śmiertelną część duszy straszyła. W jego naturze nie miało leżeć liczenie się z jakimikolwiek argumentami – ono miało najbardziej ulegać sugestii i widziadeł. że dzieje się koło nich jakaś robota niesprawiedliwa. Nie ma przecież rozumu ani zastanowienia w sobie. ile możności. aby rozumu słuchała i razem z nim gwałtem hordę pożądań poskramiała. jak w lustrze. w koszarach gwardii umieścili. a ma w sobie gorycz. ile razy ta nie zechce dobrowolnie słuchać rozkazu myśli idącej z Wysokiego Zamku. bo myśl doniesie. które przyjmuje kształty i pozwala oglądać widziadła. on polecił zrobić ród śmiertelny. idący z rozumu. łagodzi i zwalnia tę część duszy. która przy wątrobie mieszka. chociażby nawet zdolne było do jakichś spostrzeżeń. uderzało o materiał podatny. A kiedy znowu powiew łagodności.szyją. A na bicie serca w oczekiwaniu rzeczy strasznych i w momentach. spokojnie myśleć o tym. podobnie jak i temperament. albo też próbuje jej któraś z wewnętrznych żądz. pamiętali o zleceniu ojca. A wiedzieli. a one były proste. aby mogły przyjmować powietrze i napój i przez to chłodziły i przynosiły wytchnienie i ulgę w upaleniu. co pożyteczne dla wszystkich części razem. ściąga wszystko. Więc to wziął bóg pod uwagę. aby w chwili. Ona ma teraz we śnie rozrywkę w sam raz. a potem mają w środku jamy puste jak gąbka. łagodnością i łaskawością napełnia.

co swoje. przez co wszelka filozofia i służba . To nie jest rzeczą człowieka obłąkanego. Dlatego też wypełniony odpadkami nieczystymi wielki wrzód wyrasta i znowu. spróbowali naprawić. Bo żaden rozumny człowiek nie ma nic wspólnego z wieszczbiarstwem. o którym mówimy – ze względu na wróżby. jak długo w obłąkaniu trwa. To było to. jak powstała reszta ciała. przejdźmy też w tym sposobie. Jej byłoby najbardziej do twarzy. więc najsłuszniej byłoby nazywać ich prorokami. a ile boskiego. albo w niego bóg wstąpił i jakieś zboczenie wywołał. kiedy się ciało oczyści. bo nie wiedzą zgoła. leżąca obok niego gąbka do ścierania. Człowiek byłby łakomy i nienasycony. aby jednak jakoś tam prawdy dotykało. Aby ją zawsze robić świecącą i czystą. to moglibyśmy stanowczo utrzymywać tylko wtedy. Sąsiadujący z nią składnik wnętrzności ma budowę i miejsce po lewej stronie ze względu na wątrobę. kiedy władza jego rozumu jest skrępowana. które bóg w nawiedzeniu zsyła. ani to. bogowie przewidując to przydali nam brzuch jako zbiornik do przechowywania nadmiaru napoju i jadła i okręcili kiszki naokoło. szybko przechodzący z jednego końca na drugi. żeby coś jasnego wskazywały. co z jego ust wychodzi. i że przez łakomstwo będziemy spożywali o wiele więcej niż w miarę i niż potrzeba. wszystkie je czyści rzadki materiał śledziony. we śnie lub na jawie. słowa wypowiedziane w natchnieniu wieszczym albo nawiedzeniu bożym. żeby zrozumieć. którzy budowali nasz ród. co mu się przywiduje. Więc też i tak powiedzmy. co następuje. że wieszczbiarstwo z głupotą ludzką bóg połączył. a nie wieszczbiarze. jeśli się skutkiem chorób ciała utworzą jakieś nieczystości około wątroby. o tym wiedzieli ci. gdyby była zbudowana w ten sens. A to. czuwała i rozsądzała je klasa proroków. Dlatego też. Najlepszy dowód. aby pokarm. że to są wykładacze snów i wizyj. przypominając sobie. albo skutkiem choroby. Dobrze się mówi od dawna. pochodzącym od boga i prawdziwym. bo jej tkanka jest porowata i bez krwi. mówiliśmy. Że w nas będzie rozpusta na punkcie napojów i pokarmów. chyba tylko we śnie. co to właściwie oznacza i dla kogo – jakieś przyszłe albo minione. żeby nowego pokarmu potrzebował. oceniać to. Dlatego też i obyczaj wymaga. nie zmuszał zaraz ciała do tego. żeby nad wróżbami. i gdzie i w związku z czym i dlaczego one oba dostały osobne mieszkania. Ale żeśmy powiedzieli to. ile ona ma pierwiastka śmiertelnego. Niektórzy ich samych nazywają wieszczbiarzami. gdyby nam to bóg potwierdził. Żeby więc skutkiem chorób szybka śmierć nie przychodziła i niedokończony rodzaj ludzki natychmiast nie wyginął. albo dobro. że robić swoje i znać to. i kiedy to jeszcze lepiej drugi raz rozpatrzymy. zmniejsza się i wraca do dawnego stanu. Dopiero na to trzeba rozumu. Więc dlatego taka jest natura wątroby i ona dlatego jest w tym miejscu. co prawdopodobne. Jeszcze za życia każdego człowieka ona ma oznaki wyraźniejsze. co w nas liche. i co się pokazało w widzeniu. więc urządzili w nim wyrocznię. Tak jak przygotowana dla lustra i zawsze gotowa do użycia. jedynie tylko człowiek rozważny potrafi.Więc oni nawet i to. O duszy więc. i siebie samego. wszystko to rozebrać na rozum. albo obecne zło. ale że się prawdę powiedziało. to twierdzenie wypada nam zaryzykować i teraz. a pozbawiona życia robi się ślepa i daje wróżby zbyt niejasne jak na to.

obiegające już całe ciało. powiązał kości z sobą więzadłami. a kiedy się będzie przepalał i znowu oziębiał. i powietrze. O nie. że on będzie zanadto kruchy i za mało giętki. Co do materiału kostnego. A kość zbudował w ten sposób. wymodelował ze wszystkich stron na okrągło i tę część szpiku nazwał mózgiem. żeby służyły jako podściółka filcowa. że ścięgnami wszystkie członki powiązał – one się napinają i zwalniają. Ziemię przesiał na czysto i gładko. Bo spośród trójkątów. którymi dusza jest z ciałem związana. wybierając każdy z jego rodzaju i współmierne pomieszał z sobą. zamknął je w takiej rurze z materiału twardego jak kamień. Jedna mieszanina z dwóch składników. a także w razie upadków. podzielił na kawałki okrągłe i podłużne zarazem i wszystko nazwał rdzeniem. uczepił więzy całej duszy. więc dlatego tak urządził ścięgna i mięśnie. To wziął pod uwagę ten. zostawiając w niej wąski otwór. I zbudował dla całego rdzenia okrycie kostne naokoło. w nim się plączą i zakorzeniają rodzaj śmiertelny. A z kośćmi i z mięśniami i z tym podobnym materiałem wszystkim tak się rzecz miała. która miała. które były proste i mogły były dać najlepiej i najdokładniej ogień i wodę. pomieszał i utarł ją z rdzeniem. A potem posiał w nim różne rodzaje dusz i zaraz przy pierwszym podziale na tyle i takich rodzajów sam szpik podzielił. Wprawił w nią stawy. jakby o kotwicę. a potem wsadził to do ognia i znowu do wody. dbając o ochronę całego nasienia. i w ten sposób utworzył mięso soczyste i miękkie. a z kwaśnego i słonego ciasto zrobił i z nimi pomieszał. począwszy od głowy przez całą długość jamy tułowia. Bo więzy życiowe. ile różnych postaci i rodzajów miało z niego być. używszy do nich materiału innego na przegrody. jak gleba. która ciałom innym ustępuje miękko i łagodnie. I naokoło rdzenia szyjowego oraz piersiowego wymodelował z tego materiału kręgi i ustawił je szeregiem. to zacznie gnić i prędko zepsuje nasienie zawarte w środku. dookoła. I tę jego część. i ziemię. A materiał ścięgien zrobił z kości i niezakwaszonego mięsa. A tę. a potem to . a miększą i bardziej wilgotną niż kości. te bóg obdzielił. Dlatego ścięgna dostały naturę bardziej zbitą i mocniejszą niż mięśnie. ze względu na ruchy i zgięcia. która latem jako pot wychodzi i zwilża ciało z zewnątrz i chłodu całemu ciału dostarcza swoistego. Przenosząc go w ten sposób wiele razy do jednego i do drugiego.Muzom byłaby rodzajowi ludzkiemu obca – nie słuchaliby ludzie tego. jakby zawiasy. a ma w środku ciepłą wilgotność. która ma własności pośrednie. myśląc o zbiorowisku nasienia dla wszel210 kiego rodzaju śmiertelnego. przez co się ciało może około stawów zginać i prostować. Użył go do ochrony mózgu i wytoczył naokoło mózgu kulę kostną. a w zimie tym swoim ogniem w sam raz przeciwdziała mrozowi. tych pierwszych. W ten sposób. Ścięgnami obwiązał bóg kości i rdzeń. Dla nich wszystkich początkiem jest powstanie szpiku. I przydał mięśnie jako ochronę przed upałami i obronę przed mrozami. więc z wodą i z ogniem ziemię pomieszał i zharmonizował. Po wykończeniu każdej istoty żywej naczynie okrywające mózg miało być głową. uczynił ten materiał nierozpuszczalnym w wodzie ani w ogniu. co najbardziej boskie w nas. Użył do niej farby żółtej. to bóg uważał. i szpik z nich wykonał. która miała zawierać pozostałą i śmiertelną część duszy. który nas jak figurki z wosku lepił. Sam zaś szpik powstał z czego innego. który z zewnątrz przychodzi i ciało naokoło opada. mieć w sobie boskie nasienie.

zeszła brzegami i obrastając naokoło. A różnorodna postać szwów powstała pod wpływem potęgi obrotów i pożywienia. a wyjście ze względu na rzeczy najlepsze. język i wargi ze względu na sprawy niezbędne i sprawy najlepsze. na te nakładł mięśni najwięcej i co najgrubszych. i około bioder. na ciało mężczyzny nasadzona została głowa bardziej spostrzegawcza i mądrzejsza. zwilżyła i zakleiła skórę na wierzchu głowy. na te najmniej mięsa położył. Toteż zgodnie z tym wszystkim. a mniej. ściągając ją tam niby na węzełek. czy lepiej. i które kości nie mają rozumu w środku. i jakie tam inne mamy części wolne od stawów. przyodziała całą głowę. zęby. że koniecznie ich tam potrzeba. A gdyby tam znowu było mięśni dużo i grubych. podchodząca pod szwy. a równocześnie z tym: bystrej spostrzegawczości.wszystko obłożył mięśniami od wierzchu. żeby była cała osłonięta i tępa. Które kości najwięcej miały duszy w sobie. a mięśniami i ścięgnami nie. . żeby zrobić ród żyjący dłużej a gorszy. W najwyższym stopniu znalazłoby się to w budowie głowy. Na połączeniach kości. A ustom naszym jako urządzenie dali ci. niż dłuższe a gorsze. zaczem musiałoby iść ukrócenie pamięci i otępienie duszy. spajając staw ze stawem. Dlatego pełno mięśni na udach i goleniach. o ile rozum nie dyktował. bo jest mało duszy w szpiku. ale za to słabsza. A inne po wszystkich członkach rozsiał. żeby świeciła gołą kością – ze względu na nieumiarkowane zmiany podczas pór roku w obu kierunkach. A głowy nie można było zostawić tak. Ale po większej części jest tak. czy też żyjący krócej. Ona się dzięki wilgoci. tym bardziej że ona zgięć nie ma. który wypływa na zewnątrz a słucha rozumu. Dlatego że z konieczności powstający i wzrastający twór przyrody żadną miarą tego w sobie nie pogodzi: grubych kości i dużo mięsa. jest najpiękniejszy i najlepszy ze wszystkich strumieni. krótkie mięśnie umieścił. zrobiło się ich więcej. i doszli wspólnie do przekonania. co nas urządzali. I ścięgna z tego powodu i w ten sposób bóg na wierzchu głowy umieścił naokoło i koło szyi je okleił podobnie i wierzchołki szczęki nimi przywiązał pod spodem twarzy. która się teraz nazywa skórą. i na kościach ramienia i przedramienia. te wszystkie są okryte mięśniami. gdyby te dwie rzeczy chciały iść w parze i rodzaj ludzki miałby głowę mięsistą i ścięgnistą i mocną i życie dwa razy i wiele razy dłuższe i zdrowsze i bardziej beztroskie 211 niż dziś. Wejście do ust obmyślili ze względu na sprawy niezbędne. że ze wszech miar każdy powinien wybrać raczej życie krótkie a lepsze. i niewrażliwa pod zwałami mięśni. gdy te więcej ze sobą walczyły. Dlatego ochronili głowę cienką kością. a które najmniej. co wchodzi do środka i daje pożywienie ciału. jako łupina. a kości z rozumem w mniejszym stopniu. ani też lekko patrzeć na to. Tak dziś są usta wyposażone. aby nie przeszkadzały zgięciom i nie utrudniały ciałom przenoszenia się z miejsca na miejsce – one by się wtedy ruszać nie mogły. a strumień stów. zastanawiali się. A wilgoć. jak mówimy. panującej naokoło mózgu. Chyba że gdzieś jakiś mięsień sam dla siebie tak zbudował ze względu na spostrzeżenia – jak na przykład język. Tymczasem wykonawcy. Otóż z materiału mięsa wysuszonego została oddzielona większa resztka. zajęci przy naszym powstaniu. a przez to i niewrażliwość ciał. wielkie ich zwały powodowałyby sztywność. Bo niezbędne jest to wszystko.

z tych trzech składników zrobił się jeden materiał wysuszony. ale pochodzenie jej nie dało tego. a największą przyczyną była myśl o przyszłości i wzgląd na to. Ponieważ jednak była powolna. własnego ruchu używa. Naprzód więc przewody kryte pod zrostem skóry z mięsem – takie dwie żyły grzbietowe poprowadzili w dół – przewód podwójny. i ona się tam zakorzeniała. co tylko ma życie w sobie. ma w sobie trzecią postać duszy. więc odpychało ją otaczające powietrze z powrotem do środka pod skórę. zmieszali z innymi ideami i spostrzeżeniami tak. taka twarda skóra. Dlatego zaraz przy powstawaniu ludzi założyli tworzenie paznokci. posługując się przyczynami wymienionymi. Ułożyli je obok kręgosłupa. jak wąskie były otwory. biorąc w środek rdzeń rozrodczy. Kiedy już wszystkie części i członki żywej istoty śmiertelnej byty zrosłe razem i wypadało jej z konieczności mieć życie w ogniu i w powietrzu. wykonana z pomocą tych współczynników. jak i ciało ma dwie strony bliźniaczo podobne: prawą i lewą. o ile byty czyste. bo też jak rzemień. To. nie myśli i nie ma żadnego swego zdania. kręci się tylko sama w sobie i około siebie. podnoszona ruchem i wyrzucana na zewnątrz. Ona nie ma rozumu. które rolnicy wychowali. Szło mu o to. Potem rozszczepili żyły około głowy i jedne pomiędzy drugie w przeciwne strony przepletli – jedne z prawej strony ciała na lewą. że powstała inna istota żywa i tej dają życie. najsłuszniej powinno by się 212 nazywać istotą żywą. żeby mogła dojrzeć coś z własnej natury i jakoś to obrachować. a drugie skierowali z lewej strony na prawą. to wiedzieli ci. którzy nas zbudowali. W ten sposób wytworzył się w skórze ród włosów. Naturę. żeby włosy. jak się rowy prowadzi w ogrodzie. aby je niejako strumień do niego napływający zraszał. ruch pochodzący z zewnątrz odpycha. zamiast mięsa. wyciągała się w długie nitki – tak cienkie. A naokoło palców ze splotu ścięgna. Więc żyje i nie jest niczym innym niż istotą żywą. I tę całą skórę naokoło podziurkowało bóstwo ogniem. Więc wszystko. stanowiły okrycie i ubezpieczenie okolicy mózgu – lekkie i mogące latem i zimą dawać cień i okrycie. Te więc wszystkie rodzaje stworzyli potężniejsi od nas dla nas słabszych jako pożywienie. a mieszanina o tym samym składzie co skóra. włosy i paznokcie.jeżeli mniej. że wiele stworzeń do wielu celów użycia paznokci będzie potrzebowało. aby ten jak najbardziej bujał i żeby stamtąd i na inne części dobroczynny strumień z góry spływał i zwilżał je równomiernie. zaczem i w samym naszym ciele powycinali kanały. Poprzez te dziurki zaczęła się wilgoć wydobywać na zewnątrz. W ten sposób twórca zrobił naszą głowę włochatą. skóry i kości. pokrewną naturze ludzkiej. ale trwa na miejscu i zakorzeniona tkwi. które wywierało zimno na każdy włos oddalający się od skóry i ochładzający się pod ciśnieniem. ale twardszy i gęstszy skutkiem ciśnienia. ma tylko spostrzeżenia przyjemne i przykre i pożądania. o czym teraz mówimy. są u nas zadomowione – przedtem istniały tylko rodzaje dzikie – one są starsze od roślin uprawnych. żeby zarazem powiązać głowę z ciałem – . i wiedzieli. ulatywały. bo ruchu samodzielnego jest pozbawiona. co miało być. i ona dlatego i pod wpływem tych żywiołów topniała i miała ich coraz mniej w sobie. że na końcach rąk i nóg wyrosła skóra. Ona jest od początku do końca bierna. Że z mężczyzn miały się urodzić kobiety i inne zwierzęta. i jej części mokre i cieple. którą należy umiejscowić między przeponą a pępkiem. Zatem w tym celu i z tych powodów zrobili tak. spokrewniony ze skórą. a nie przeszkadzać w żadnym stopniu wrażliwości. bogowie zapobiegają temu. Te dzisiaj kultywowane drzewa i rośliny i nasiona.

Otóż tych żywiołów użył bóg celem rozprowadzenia cieczy z brzucha do żył. a zbudowany z większych nie potrafi utrzymać i nie przepuścić mniejszych. a wpusty i część główną z powietrza. nie przepuszcza cząstek większych. Drugi wpust rozszczepił na dwoje i oba zakończenia umocował w przewodach nosowych. a za nim biegnie ogień. Jeden z nich zrobił znowu rozdwojony. a raz się wpusty wzdymają. a drugi do brzucha obok arteryj. powiemy. że każdy materiał. to znowu rozszerza się na zewnątrz. że to wszystko wtedy raz miękko spływa do wpustów. że kiedy do niego wpadają pokarmy i napoje. Dlatego objętość piersi i płuc po wydechu wypełnia się znowu powietrzem otaczającym. tylko że odpycha powietrze sąsiadujące. a powietrze wychodzi z nas na zewnątrz. która ma u wejścia dwa wpusty. Otóż tak. Cała ta robota i ten stan przypadł naszemu ciału w udziale. ale powietrza i ognia. ponieważ ciało jest rzadkie. żeby się stany pobudzenia. Tak że kiedy drugi przewód prowadzący do ust nie działa. Wewnętrzną stronę sieci zrobił całą z ognia. jakby ze źródła do kanałów. ponieważ mają cząstki mniejsze niż te. wpada tam. I to się dzieje wszystko równocześnie. z którego powietrze wyszło. nazwą wdechu i wydechu. To zjawisko ten. a że był on podwójny. Wziął tę sieć i obłożył nią wymodelowaną istotę żywą w ten sposób. A ogień ma cząstki najmniejsze ze wszystkich. jaki jest obecnie. a strumienie żył rozprowadza po ciele. który łatwiej potrafimy dojrzeć. wewnętrznie z nim związany. wpycha powietrze . w którą by mogło wstąpić 213 coś. jak po wąwozie górskim. jeżeli się naprzód porozumiemy na tym punkcie. ziemię i powietrze i przez materiały z nich złożone i nic nie jest dla niego nieprzepuszczalne. Od tych wpustów rozpiął jakby liny naokoło przez całą sieć aż do jej końców. Głowa przecież nie była na ciemieniu naokoło okryta ścięgnami. jak długo żyje istota śmiertelna. Dlatego że nie ma żadnej próżni. unosi się w brzuchu na górze w tę i w tamtą stronę i jak tylko wejdzie. A także i na to.nie tylko za pomocą skóry. zanurzona w nim zwęża się ku środkowi przez ciało. A odpychane odpędza zawsze to. oznaczył. Bo kiedy oddech wchodzi do środka i wychodzi na zewnątrz. To samo trzeba sobie pomyśleć o naszym brzuchu. że nie w pustkę. Uprządł sieć z powietrza i z ognia taką jak więcierze. utrzymać w sobie nie może. topi je i na drobne części rozbiera i przez przewody. które przez porowate mięso do środka wnika i obiega naokoło pod ciśnieniem. i według tej konieczności wszystko się kręci i wtłacza się do tego miejsca. który nazwy nadawał. którymi sam wychodzi. zbiegające się razem. które mu bliskie. a uwięzione w jej środku promienie ognia idą w jedną i w drugą stronę za prądem powietrza. i to się dzieje nieustannie. więc to każdemu już jasne. to pokarmy i napoje chwyta. Stąd zaś urządzili rozprowadzanie cieczy w jakiś taki sposób. Jeden z dwóch wpustów włożył w usta. Dlatego przechodzi przez wodę. A kiedy powietrze znowu w odwrotnym kierunku przez ciało wychodzi. a sieć. zbudowany z cząstek mniejszych. więc jeden przewód przeprowadził do płuc wzdłuż arteryj. to przez ten napełniają się wszystkie strumienie i tamtego też. co się porusza. przeprowadza je i wylewa do żył. jakby się koło obracało. Zobaczymy jeszcze raz stan oddychania. to on ich nie przepuszcza na zewnątrz. związane ze spostrzeżeniami. pod wpływem jakich przyczyn on się taki zrobił. wypełnia przewody powietrzne i biegnie za oddechem i wraz z nim. A drugą część więcierza rozpiął we wnętrzu naszego ciała naokoło i tak zrobił. z których on sam się składa. aby zraszane i ochładzane mogło się odżywiać i żyć. które są z powietrza. Ponieważ nie istnieje żadna próżnia. z obu stron rozchodziły po całym ciele.

co na zewnątrz. a kiedy unosząc się w górę wpada z brzucha do żył. Stąd przyjemność dla głupich. one lecą raz niezgodnie. I to powietrze. wywołuje obrót koło drugiego wyjścia. i tak powoduje powstawanie wdechu i wydechu. Tę cechę naturalną wytwarza ogień. A że istnieją dwie drogi na zewnątrz: jedna przez powierzchnię ciała. kiedy one się już do nich upodabniają. zwraca to ogrzane z powrotem bardziej w tamtą stronę. a jeszcze i spadanie piorunów. i w ten sposób wywołują jedno wrażenie. wytwarza koło wahające się w ten sposób w tę i tamtą stronę pod wpływem jednego i drugiego. więc te rzeczy się w kółko jedne na drugie cisną. ale ponieważ żadna próżnia nie istnieje. w ten sposób i z tych powodów zachodzi. bo to jest naśladowanie harmonii boskiej w ruchach śmiertelnych. ogrzewa się. czerpiąc stamtąd cząstki pocięte. cośmy przyrównali do siatki więcierza i że jest przeciągnięte przez środek a całe uplecione z ognia. aby nam służyły za pożywienie. od którego się ten tok myśli zaczął. One mają kolory różnorodne skutkiem zmieszania. A trzeba się zgodzić. a reszta. a wychodzące ochładza się. i dlatego to u wszystkich istot żywych po całym ciele płyną strumienie pokarmu. a te przedziwne zjawiska przyciągania bursztynów i magnesów – w tym wszystkim nie ma nigdzie żadnego przyciągania. i które dźwięki wydają się szybkie i powolne. lecąc do swojego żywiołu i wprawia w obrót to. Świeżo pocięte cząstki pochodzą od istot pokrewnych – jedne z owoców. A wszelkie spływanie wód. wpadając do ognia. i przyczyn łykania. do żywiołu sobie pokrewnego. a druga przez usta i nos. one później dołączają się do nich i pobudzają je – doganiając nie narzucają innego ruchu i nie powodują zamieszania. chcąc wyjść pierwszą drogą.wdychane z powrotem do otworu ust i do nozdrzy. Ale najwięcej prześwituje w nich barwa czerwona. co się dzieje przy stawianiu baniek lekarskich. I to. wypełnia je. że ciepło z natury rzeczy idzie na zewnątrz. jak się to poprzednio powiedziało. zmieszane z wysokiego i niskiego. Kiedy się tak ciepłota zmienia i powietrze koło drugiego wyjścia robi się cieplejsze. który tnie i odbija się w wilgotności. jakby w niej było jakieś źródło ognia. tylko dają początek nowemu ruchowi wolniejszemu a podobnemu do tego szybszego. wysokie i niskie. z powietrza. Dlatego barwa soku płynącego w ciele ma wygląd . Kto porządnie szuka. które jest po drugiej stronie. na swoje miejsce. Bo ogień rozcina pokarmy i unosi się w górę we wnętrzu ciała i razem z oddechem wychodzi. Tak też i wciąganie oddechu. rozkładają się i wiążą znowu i zamieniają ze sobą swoje siedliska i każde idzie do swego. a innym razem brzmią harmonijnie dzięki podobieństwu. które nam bóg właśnie do tego celu z ziemi wyprowadził. który pod ich wpływem powstaje. Tutaj obracane powietrze. które wciąż tego samego doznaje i wciąż to samo oddaje. które się przeplatają i przenikają nawzajem. więc powietrze. drugie z ziół. bo nie są podobne do ruchu w nas. który ustaje. A przyczynę początku tego wszystkiego trzeba przyjąć tę. Każda żywa istota ma w swym wnętrzu we krwi i w żyłach ciepło. Tą drogą należy dochodzić przyczyn i tego. Bo dźwięki wolniejsze doganiają kończące się ruchy wcześniej zaczęte i szybsze. temu się ukażą rzeczy cudownie powiązane tymi stanami. a radość dla mądrych. i praw ciał rzucanych w górę i biegnących po ziemi.

co jest przeciw naturze. jakiśmy przeszli. Ponieważ bowiem są cztery żywioły. które ma w sobie. tak twierdzimy. W końcu. zluźniają znowu więzy duszy. mięso i ścięgno. bo jest ich więcej niż jeden. lub przychodząc. już puszczać zaczynają. więc kto chce rozważać. rozluźnione skutkiem pracy. wtedy się ogrzewa to. jak się we wszechświecie odbywa ruch 214 wszystkich rzeczy. Jedynie tylko wtedy. jest bolesne. bo dopiero co się urodziła z rdzenia a wykarmiła się na mleku. chociaż w innym sposobie. I tak samo śmierć od chorób i ran jest bolesna i gwałtowna. a jeszcze i krew. kość. i wszelkie tym podobne rzeczy wywołują zaburzenia i choroby. przyjemne. robi się na potem mokre i lekkie. i to są trójkąty starsze od jej własnych i słabsze. Więc w młodej budowie każdej żywej istoty. a ona „wyzwolona” zgodnie ze swą naturą z rozkoszą wylatuje. Ponieważ istnieją i drugorzędne związki naturalne. dzięki któremu wszystko. ponieważ ona ma jeszcze nowe trójkąty jakby z surowych.taki. jeśli ogień i inne żywioły. a śmierć. biegnie do siebie wciąż. to najprzeróżniejsze przemiany i choroby i niezmierzone zniszczenie wywoła. przyjmują cząstki nie odpowiadające każdemu z nich. co pokrewne. Kiedy powstawanie tych rzeczy przebiega w . dzieli i odsyła każdy nasz składnik do postaci jemu pokrewnej. To jest ciecz odżywcza dla mięsa i dla całego ciała. uczepione o trójkąty rdzenia. więc ich nadmiar i niedostatek nienaturalny i przemieszczanie się ich z właściwego na nie swoje miejsce. jest najmniej bolesna ze wszystkich rodzajów śmierci i raczej przebiega przyjemnie niż przykro. Więc do żywiołu sobie pokrewnego leci każda z cząstek rozdrobnionych wewnątrz i wypełnia z powrotem miejsce w danej chwili opróżnione. bo z nich się składają pokarmy i napoje. W ten sposób cała istota żywa podupada i ginie. to rośnie. wszystko zaczyna marnieć. odchodząc na zewnątrz. kiedy więzy. rozdrobniona w naszym wnętrzu i objęta jakby wszechświatem – bo taka jest budowa każdej istoty – musi naśladować ruch wszechświata. a zawartość krwi. wtedy już nie może rozcinać na podobieństwo własne cząstek pokarmu. a wszystko. Bo wszystko. i wszelkim możliwym przemianom ulega. natomiast cząstki przychodzące z zewnątrz z łatwością rozkładają cząstki własne. a które przyszły z zewnątrz. które wchodzą do środka. która zgodnie z naturą na końcu przychodzi. A skąd się choroby biorą. z których ciało się składa. ogień. temu się nasuwa drugie rozważanie: chorób. i ciężkie. więc one mocno przystają jedne do drugich i cała masa ciała jest delikatnej konsystencji. A cokolwiek w jakimś względzie temu uchybi. więc inne choroby powstają po większej części tak jak te przedtem. a mianowicie ziemia. Ale kiedy korzeń trójkątów zmięknie. a to. ale z tego samego. ale największe choroby przychodzą i są ciężkie w następujących okolicznościach. Bo kiedy się przeciw naturze wszystko robi i miejsce zmienia. niż nadpływa. Nazywamy go krwią. karmiąc je wieloma istotami podobnymi. a jeśli mniej. gdy jedno i to samo do tego samego według tego samego i w ten sam sposób i proporcjonalnie przybywa i ubywa. woda i powietrze. Wobec tego. ze starości. a tak samo. co suche. A sposób wypełniania się i opróżniania odbywa się tak. Dlatego ona te trójkąty. dlatego że w ciągu wielu lat stoczył wiele walk z wieloma innymi. może to samo zostać sobą i trwać w zdrowiu. więc ona je pokonywa i rozcina swymi trójkątami nowymi i robi zwierzę wielkim. pierwotnych żywiołów. że z tych związków składa się rdzeń. co się dzieje zgodnie z naturą. i ten stan nazywa się starością. cokolwiek przedtem chłodło. co ulega wypróżnieniu. skąd się każda cząstka nawadnia i wypełnia siedlisko tego. I jeśli odchodzi więcej. to chyba jasne i każdemu.

Z innych rodzajów żółci. kościom nie przynosi pożywienia ani mięśni do kości nie przykleja. a że są całkiem przeżarte. co się stopiło. niszczy to i topi. są niestrawne i czernieją od dawnego zapalenia. kiedy na odwrót. co przymocowuje mięśnie do kości. nie ma już zgoła porządku obrotów naturalnych. ta z krwi. jak to się nasyci powietrzem. kiedy się gorycz bardziej rozcieńczy. to z reguły panuje zdrowie – choroba zaś. zawarta w żyłach wraz z powietrzem w wielkiej obfitości i różnorodności barw i goryczy i kwasów i soli. ale ta z czarnej i z kwaśnej żółci jest ostra. a mięśnie tracą korzenie i ścięgna . o których się mówi. kiedy się stopi młode mięso pod wpływem ognia około płomienia. i naprzód psuje samą krew. a mięśnie z materiału skrzepłego. wtedy krew. kto umiał patrzeć na wiele rzeczy i to niepodobnych do siebie. że tworzy się piana. to zielonawy. a jak się do niej domiesza czerń. więc są gorzkie i szkodzą całemu ciału. Czasem. jeżeli się stopią. Czasem znowu gorycz przesiąkła krwią ma kolor więcej czerwony. kiedy się krew nie napełnia z pokarmów i z napojów. Zatem ten cały stop delikatnego mięsa razem z powietrzem nazywamy białą flegmą. Taka nazywa się kwaśną flegmą. kiedy się pod wpływem ciepła pomiesza ze słonością. A ciecz przecedzona przez gęstość kości. że się żółty kolor pomiesza z goryczą. Wszystko to staje się narzędziem chorób. i mocnej robi się szorstka. i krew. każda dostała osobną nazwę według koloru. Wspólną nazwą żółci objęli to wszystko albo jacyś lekarze. Jeżeli się w ten sposób odbywa wszystko. w tym stanie cała krew rozciera się znowu pod mięśnie i ścięgna i odstaje od kości.odwrotnym kierunku. oddzielająca się z włókien i ścięgien. A jeszcze bywa. Bo z łatwością może wtedy przyjść polepszenie. złożona z trójkątów najgładszych i najbardziej świecących. jedno drugiemu szkodzi. Ale kiedy zachoruje to. Kiedy choroby każdy rodzaj mięsa rozpuszczają. wtedy one się psują. wbrew prawom natury. jak natura wymaga. Bo w sposób naturalny mięśnie i ścięgna robią się z krwi. i co tam innego takiego ciało co dzień leje. albo ktoś. ale wszystkie razem dają masę widoczną. a wilgoć to obejmie naokoło. ale z świecącej i gładkiej. zamiast goryczy. A ta znowu wraz z powietrzem wytopiona z młodego i delikatnego mięsa. Barwę białą mają dlatego. Bo kiedy topiące się mięso wyrzuca do żył. to jest płyn łagodny. A limfa. ale zostają nienaruszone ich pierwiastki. robią się banieczki – z osobna niewidoczne. a ścięgno z włókien przez zrost. to jeszcze pół biedy. co w ciele zdrowe i co siedzi na swoim miejscu. Wszystko to się wtedy rozpada i psuje. kiedy się oczyszcza. bo żadne nic nie ma z drugiego. słona i suchawa od złego odżywiania. a ciału już żadnego pożywienia nie dostarcza. atakuje wszystko. które jeszcze nie jest zepsute. zawiera jeszcze różne rodzaje żółci i limf i różnych flegm. kwas ma w sobie ten czarny kolor. a zarazem odżywia kość naokoło szpiku i powoduje jej wzrost. najczystsza. płynie tylko żyłami na wszystkie 215 strony. białą. który się oddziela z włókien. bo zbyt małe. nadający się na nazwę dla nich wszystkich. Z flegmy świeżo wytworzonej jest płyn potu i łez. ale jej przybywa z powodów wprost przeciwnych. spływa z kości kroplami i odwilżą szpik. Najstarsze części mięsa. a dojrzeć tkwiący w nich jeden rodzaj. A znowu od ścięgien i mięśni odchodzący materiał tęgi i tłusty równocześnie przykleja mięśnie do kości.

wywołując na nim białe liszaje i tym pokrewne schorzenia. i zacznie je przewracać.zostawiają obnażone i pełne słoności. a mięso wpada do krwi i powoduje to. ciało topi i przy samym jego środku się zatrzymuje i u przepony. kiedy się z czystą krwią pomiesza i włóknom popsuje ich porządek. więc te choroby dostały różne nazwy. Bo gorączki najlepiej leczą takie rzeczy. 216 A biała flegma. drugie z flegmy. jest łagodniejsza. jeżeli jest ciepła i wilgotna i po trochu zrazu wpada. jest łagodniejsza. to kipi i wyrzuca różne wrzody. ani znowu. dlatego że w niej zostaje złe powietrze zamknięte w banieczkach. jeżeli sobie zrobi wytchnienie na zewnątrz. trudniejsza z nią rada. Na tym tle powietrze wywołuje często nieprzeliczone choroby. bo je pozatykały ścieki i tutaj powietrze nie dochodzi. A najgorsza ze wszystkich choroba przychodzi wtedy. wtedy części. nie mają czystych przewodów. i w ten sposób zaczyna ciągnąć w stronę przeciwną niż one. żeby krew pod wpływem ciepła jako płynna z rzadkiego ciała nie wypływała. Ona. A ponieważ są różne miejsca. żółć. żeby się nie robiła nieruchawa i nie obracała się z trudnością w żyłach. to pod wpływem zimna otaczającego prędko krzepną. a gdzie indziej powietrze gwałtem się przez żyły przeciska i razem je skręca. to jeśli to zrobi we śnie. Od tego właśnie stanu zaburzenia napięć harmonijnych nazwano te choroby tężcami i napięciami wstecznymi. ale jeszcze cięższe bywają od nich. spowoduje obrzmienie więzadeł i ścięgien przyległych. kiedy rdzeń przez jakiś niedobór albo jakiś nadmiar zachoruje. poprzednio omówione. która z natury jest starą krwią i z powrotem z mięśni wtapia się do krwi. a trzecie z żółci. że wszystkie choroby stają się ostrzejsze od tych przedtem. Otóż włókna pilnują właściwego stosunku tych rzeczy – już taka się wytworzyła ich natura. a zamknięta w środku wywołuje liczne schorzenia zapalne. Dołączają się znowu do obiegu krwi i powiększają schorzenia. jeżeli ono sobie nie znajdzie wyjścia na zewnątrz ciała. które przychodzą z zewnątrz. mają taką zdolność. A nieraz z mięsa rozłożonego w ciele robi się powietrze i. a kiedy . kiedy się umieści około ścięgien i tych żyłek tam. zawarte we krwi. Wtedy całe przyrodzenie ciała z konieczności płynie w kierunku odwrotnym. Największe. Jeżeliby ktoś te włókna nawet w umarłej krwi i na chłodzie zebrał razem. Bo kiedy płuca. a to wszystko przez żółć. kiedy kość skutkiem gęstości mięsa dostatecznego oddechu czerpać nie może. Ono idzie do mięśni. Powstawanie trzeciego rodzaju chorób trzeba sobie tłumaczyć trojako. bolesne i połączone z obfitymi potami. krzepnie jednak pod wpływem włókien. a tam przychodzi go więcej. Flegma zaś kwaśna i słona jest źródłem wszystkich chorób kataralnych. że się pali i płonie. w które ona spływa. aby w niej była zachowana proporcja cienkości i grubości. które są najbardziej boskie. roztarta. zaczynają gnić. Biała flegma. Ta choroba jest natury świętej. Ale jak się rzuci na człowieka czuwającego. które dostarczają ciału powietrza. tylko na odwrót sama się do niego dostaje. Wtedy przychodzą choroby największe i najbardziej śmiertelne. rozgrzewa się pod wpływem zgnilizny i zepsuta pożywienia nie przyjmuje. niż potrzeba. jeżeli się pomiesza z czarną żółcią. Więc kiedy włókna. a jak je zostawić. Jedne powstają z powietrza. ale zawsze robi ciało pstrym. Największe zaś. więc najsłuszniej się nazywa świętą. a rozprzestrzeni się na obroty w głowie. nie mogąc wyjść na zewnątrz. A wszystkie tak zwane zapalenia w ciele powstają skutkiem tego. Lekarstwo na nie też jest przykre. One są rozproszone we krwi. to rozpływa się cała reszta krwi. zbyt gęsta. To są ciężkie choroby ciała. które nie dostają ochłody. sprawia takie same męki jak te.

Tego nikt nie lubi. który dlatego że kości są rzadkie. co się nazywa rozwiązłością i co się ludziom zarzuca w sposób obelżywy. i wyzwala duszę. żeby jedno uchwycić nie w porę. pokonana. A są dwa rodzaje nierozumu: obłąkanie i głupota.krzepnie i ostudza się gwałtem. Tylko skutkiem jakiejś wadliwej konstytucji ciała i przez niewłaściwe wychowanie człowiek zły staje się złym. które z powietrza. jakoby byli źli umyślnie. i większe. albo się po catym ciele rozchodzi. wylatuje z ciała i robi biegunki i dyzenterie i wszystkie tego rodzaju schorzenia. do którego się dostaną. a nie znajdą sobie odetchnienia na zewnątrz. które zachorowało najbardziej z nadmiaru ognia. a każdemu może się to przydarzyć niechcący. Ciało. rozpływa się po ciele i nasyca je wilgotnością. tylko zamknięte w środku mieszają swój oddech do obrotów duszy. dlatego że woda jest bardziej ociężała od powietrza i ognia. kiedy pożąda. I prawie wszystko. i ani dojrzeć niczego. przepala i rozrywa więzy duszy. A przesadne rozkosze i zgryzoty trzeba uważać za największe choroby dla duszy. wywołana stanem jednego składnika. w którym rokosz powstał. więc oczyszcza się w cztery razy dłuższych okresach czasu i robi gorączki czterodniowe. ani usłyszeć należycie nie potrafi. to gorączki jednodniowe. Bo nikt nie jest zły umyśl217 nie. A kiedy jej napływa więcej. niby zbieg z miasta. a oprócz tego i nauczanie od dziecięcych lat się dołączy. Więc każde cierpienie. które się w państwie publicznie i prywatnie słyszy. Kto ma nasienia dużo i ono mu się w rdzeniu przelewa i taką ma naturę jak drzewo. jeżeli chodzi o zgryzoty. trzeba nazywać chorobą. Dostają się do trzech siedlisk duszy i zależnie od tego. Taki nie uchodzi za chorego. A choroby psychiczne na tle stanu ciała w ten sposób. A jeżeli jej jest mniej i ciało się opiera topieniu. ponieważ ona ma czwartą z rzędu. albo do górnej. Bo człowiek oddany rozkoszom albo znajdujący się w stanie wprost przeciwnym pod wpływem zgryzoty śpieszy się. wścieka się tylko i zgoła wtedy nie umie kierować się rozumem. a drugiego uniknąć. wywołują różne rodzaje zgryźliwości i przygnębienia i różne postacie zuchwałości i strachu. a także złej pamięci i głupoty. ale większą część życia w obłąkaniu spędza przez największe rozkosze i zgryzoty i duszę ma chorą i głupią dzięki swojemu ciału. Oprócz tego. wtedy ona swoim gorącem przemaga włókna. wyrabia mróz i dreszcze. wyrabia ustawiczne zapalenia i gorączki. Bo gdziekolwiek soki z kwaśnych i słonych flegm i soki gorzkie i żółciowe po ciele błądzą. ale za charakter zły dobrowolnie. które nad miarę dużo owoców wydaje. dociera aż do rdzenia. największą z nich wszystkich ociężałość. czy to na jeden z tych stanów. które się zgoła nie przyczynia do uleczenia tych rzeczy – toż na tej drodze . i jeżeli potrafi swoją przewagę przeprowadzić aż do końca. pozbyć się ich trudno. które tam są – niby cumy okrętu. kipi i rozrzuca je nieporządnie. to tak samo za pośrednictwem ciała dusza się wielkiego zła nabawia. to się im niesłusznie zarzuca. ten wiele za każdym razem mąk znosi i wiele rozkoszy zdobywa. kiedy na takie złe konstytucje zaczną działać złe ustroje państwowe i mowy. wywołują różnorodne schorzenia psychiczne. wtedy ona. A tymczasem rozpusta seksualna po wielkiej części jest chorobą duszy. I na odwrót. Otóż choroby ciała tak powstają. Że chorobą duszy jest brak rozumu – to trzeba przyznać. więcej i mniej. i mniejsze. na które ktoś zapada. A z ziemi. i w związku z tym płodzi. albo przez żyły zeschnięta do jamy dolnej. czy na drugi. Trzydniowe to z wody.

o ile kto może. pali się w środku i ochładza. co umie patrzeć. to dobrze spostrzegamy i zestawiamy je ściśle. A przeciwnie zestrojona stanowi dla tego. nadweręża ciało. i wywołują w człowieku chorobę największą: głupotę.psujemy się wszyscy. A co należy do duszy. My wcale na to nie patrzymy i nie zastanawiamy się nad tym. Natomiast odwrotną stronę tego tematu. a kiedy się nauczaniem albo zażartymi dyskusjami publicznymi i prywatnymi zajmie i wda się w spory i w sprzeczki. niech o pracy umysłowej pamięta i niech się zajmuje przy tym muzyką i wszelkim umiłowaniem mądrości. a że mają pierwiastek najbardziej boski ze wszystkiego. to żadna proporcja i dysproporcja nie ma większej wagi niż ta. Jedyny ratunek dla jednego i dla drugiego: żadnych ruchów duszy bez ruchów ciała ani ruchów ciała bez duszy – aby się jedno przeciw drugiemu ostało i żeby nabrały sił równych i zdrowia. a tak zwanych lekarzy przeważnie w błąd wprowadza. o zalety i wady. która zachodzi pomiędzy samą duszą i ciałem samym. 218 Tak samo też należy dbać o obie części. Jeśli chodzi o proporcje. więc pożądają rozumu – zatem poruszenia strony mocniejszej przeważają i powiększają to. i za pomocą studiów i nauk zła uniknąć. a kiedy się do jakichś nauk albo badań gorliwie weźmie. wtedy i brzydkie jest przy robocie: męczy się bardzo i naciąga i przez niezgrabność upadki powoduje i staje się powodem niezliczonych nieszczęść dla siebie samego. że gdy dusza mocna i ze wszech miar wielka jeździ w postaci słabszej i mniejszej i kiedy znowu wprost przeciwnie dobiorą się ciało i dusza. Wszystko. co dobre. To samo trzeba sobie pomyśleć i o tej całości złożonej. Bo ciało pod wpływem tego. a znowu pod wpływem czynników . i dobrym. ponieważ w ludziach są z natury dwa rodzaje pożądań: ludzie mają ciało. naśladując postać wszechświata. a jego przeciwieństwo osiągnąć. co jest ich. co w nie wchodzi. ten niech i ruchu ciała pilnuje. niech uprawia gimnastykę. nie obejdzie się bez miary. Ale to już jest inny rodzaj rozważań. zagadnienie. to podać wypada i przystoi. bo oni przez nią składają winę na czynniki niewinne. jeżeli się ma słusznie nazywać i pięknym. Więc ktokolwiek się zajmuje matematyką albo się oddaje jakiejś innej ciężkiej pracy umysłowej. jak dbać o ciało i o nastawienia duchowe i jakie przyczyny składają się na ich zachowanie w całości. co w nas. co złe. niż o tym. chociaż je posiadamy. widowisko najpiękniejsze i najbardziej kochane. i bez pamięci. więc pożądają jadła. wtedy ciało ogniem przepala i wyniszcza i nacieczenia ściąga. że gdy w niej dusza silniejsza od ciała gniewem się wielkim unosi. Jeżeli chodzi o stany zdrowia i choroby. a największych i najdonioślejszych nie przemyślamy. a tylko z dwóch przyczyn. którą nazywamy istotą żywą. i za pomocą wychowania. wtedy nim całym wstrząsa i chorobami je od wewnątrz napełnia. co piękne. A starać się. A kiedy się znowu ciało urodzi ogromne i mocniejsze niż dusza i połączy się z małym i słabym rozumem – wtedy. Słuszniej przecież mówić o tym. to robią głuchym i głupim. Istota żywa też. którzy jesteśmy źli bez żadnej złej woli z naszej strony. Bo jest nieproporcjonalna ze względu na proporcje najdonioślejsze. trzeba ją przyjąć jako proporcjonalną. bo czegoś tam ma za dużo. a to. A znowu. O co zawsze więcej należy obwiniać rodziców niż dzieci i wychowawców bardziej niż wychowanków. jest piękne. wtedy niepiękna jest cała istota żywa. co dobre. jeżeli ma być taka. A jak ciało ma nogi za długie albo cierpi na jakąś inną dysproporcję. kto gorliwie ciało kształci.

Więc gdy ktoś trwa w spokoju. Więc tak samo ma się rzecz z tworzeniem się chorób. a nie budzić licha lekarstwami. co przedtem. jak rośliny. Zatem o całości istoty żywej i o jej części cielesnej. a najtęższa będzie ta. Dlatego trzeba pilnować. żeby każda część miała ruchy proporcjonalne do innych. wtedy ono ulegnie i zginie. idąc za tym. czy jakkolwiek inaczej – wozi się człowieka bez trudu. bóstwo naszą głowę i korzeń .zewnętrznych wysusza się i zwilża i doznaje stanów. które po ciele chodzą. ten nie położy wrogich pierwiastków obok siebie. co jej się przydarzy z konieczności. to jest medyczne przeczyszczenie za pomocą lekarstw. A ruch pod wpływem cudzym jest gorszy. a coś innego porusza je częściami. a przyjazne składniki położone Obok siebie wytworzą zdrowie. Jeżeli im ktoś wbrew przeznaczonemu terminowi czasu przeszkadza lekarstwami. Ale tak. A spośród ruchów ruch samodzielnie wywołany w sobie samym jest najlepszy. czy to chodzi o cały gatunek. A o najwyższej cząstce naszej duszy trzeba sobie tak pomyśleć. która się gimnastykuje. przez odpowiednie sposoby życia. tylko z nieba jesteśmy – mówiąc najsłuszniej. skąd początek wzięła nasza dusza. jak mówimy. Zęby się o tym wypowiedzieć wyczerpująco. Bo przecież trójkąty każdej istoty żywej już od samego początku są takie. aby wszczynały wojny w ciele i choroby. Dlatego spośród oczyszczeń i restytucyj ciała najlepsza odbywa się z pomocą ćwiczeń gimnastycznych. ale poza tym żadną miarą nie do przyjęcia dla człowieka. i części jego wedle pokrewieństw. bo nie wydała nas ziemia. Ale jeżeli ktoś naśladuje tę. niech te słowa wystarczą. że trzy rodzaje duszy w trzech miejscach w nas mieszkają i każda z nich ma swoje poruszenia. Na drugim miejscu z pomocą huśtania – czy to na okrętach. aby żyć w jak największej zgodzie z rozumem. jeżeli ciało leży spokojnie. co mieszka w nas. Jakeśmy to nieraz mówili. Bo schorzeń. kiedy się musi. Każda ma przy urodzeniu wyznaczone życie. że każdemu z nas dał ją bóg jako ducha. Oczywiście. jak się to przedtem mówiło o wszechświecie. co ma wychowywać. że to. mógłby ktoś nie od rzeczy w ten sposób rozważać i mówić dalej. w jaki sposób ją wychowywać i jak wychowywać siebie samego. a potem ciało odda ruchom. nie trzeba drażnić lekarstwami. i swego ciała nigdy nie zostawia w spokoju. które za tym idą pod wpływem tych obu ruchów. Cała struktura chorób w pewien sposób odpowiada naturze istot żywych. A najgorszy. i swoich ruchów nie wykonywa. Bo tam. A trzecia postać ruchu. mimochodem. poza tym. że potrafią wystarczyć tylko na pewien czas i poza ten kres nikt żyć nie potrafi. musi być z konieczności najsłabsza. to lubią się z małych chorób robić wielkie i z nielicznych liczne. trzeba by napisać osobne dzieło samo dla siebie. nieraz bardzo pożyteczna. który ma rozum. czy o istotę żywą samą dla siebie. która w bezczynności i trwa. tak samo i teraz jak najkrócej powiedzieć trzeba. musi być jeszcze przedtem według sił przygotowane tak. Przecież i kompleks chorób ma swoje czasy oznaczone w życiu. Bo jest najbardziej pokrewny ruchowi umysłowemu i ruchowi wszechświata. które nie są bardzo niebezpieczne. żeby było jak najpiękniejsze i najlepsze do tego wychowywania. jeżeli ktoś ma na to czas. że ta część duszy. Dlatego wszelkimi takimi rzeczami trzeba kierować jak dziećmi. na szczycie ciała i podnosi nas z ziemi do pokrewieństwa z niebianami. ale je do ruchów zmusza i zawsze mu jakieś wstrząśnienia zadaje ogólne i chroni je zgodnie z naturą od zmian wewnętrznych i zewnętrznych i wstrząsając je w sposób umiarkowany wprowadzi we właściwy stosunek wzajemny stany. To jest to. którąśmy nazwali karmicielką i piastunką wszechrzeczy.

prostować przez zapoznawanie się z harmoniami i obrotami wszechświata. w kłopoty najgorsze wpędza i wszelkiego rodzaju inne choroby powoduje. Ci mężczyźni. A pierwiastek boski w nas ma ruchy pokrewne myślom i obrotom wszechświata. żeby urosła jego cząstka śmiertelna. a dźgane ościeniem żądzy wszystko opanować próbuje. jak zwierzę. żeby być śmiertelnym. którzy powstali. pokąd jednej i drugiej płci żądza i miłość do tego nie skłoni. U kobiet znowu są pochwy i macice tak zwane z tego samego powodu. Myśmy go poprzednio nazywali nasieniem. a upodobniwszy osiągnąć cel życia najlepszego. jakie bogowie ludziom zadali na teraz i na potem. jak do ziemi urodzajnej. ale z lekkich i zajmujących się naturą . co boskie. ale byli tchórzliwi i niesprawiedliwie przeszli życie. Rdzeń. wydając pióra. jemu do tego celu na niczym nie zbywa. który wiedzę ukochał żarliwie i poważnie się trudził szukając prawdy i najwięcej to w sobie ćwiczył. A ród ptaków przekształcił się. W ten sposób mógłby ktoś uważać. połączyli otworem z rdzeniem. zamiast włosów z mężczyzn nie złych. upodobnić podmiot myślący do przedmiotu myśli według jego dawnej natury. Błądzi po całym ciele. Przewód dla napojów tam. wedle wszelkiego prawdopodobieństwa przerodzili się w kobiety przy drugim przyjściu na świat. żeby tam urosła i była duża. I tak tedy nasze zadanie. Za tymi powinien iść każdy i nasze obiegi w głowie. ponieważ ma duszę w sobie i nabiera powietrza. Kiedy w okresie dojrzałości długi czas owoców nie wydaje. o ile to tylko możliwe. Dlatego u mężczyzn organy wstydliwe są nieposłuszne i samowolne. która dąży do obcowania dwóch płci. cierpi i gniewa się. że zachowa lepszą proporcję w odniesieniu do tych tematów. żeby. które chce rodzić dzieci. One wtedy. do macicy niewidzialne dla swej małości i niedokształcone istoty żywe zasiewają i rozdzielają je na nowo. a potem go zerwały. Kobiety więc i cała płeć żeńska w ten sposób powstała. owoc wydały. nie ma żadnej potrzeby rozwodzić się nad tym długo. popsute w związku z powstawaniem. który z nim mieszka. bo on się starał. więc osobliwie musi być szczęśliwy. ten myśli 219 ma nieśmiertelne i boskie. gdzie on przyjmuje i wyrzuca pod ciśnieniem powietrza napój. takiemu człowiekowi na niczym do tego celu nie zbywa. A ten. To jest ukryte w ciele zwierzę. odetchnąć nie daje. A że zawsze służył temu. Potem taką istotę wyżywią we wnętrzu. A służba dla każdego w każdym razie jedna: każda część duszy żeby miała właściwe sobie pożywienie i ruch. a w ten sposób zrobili jedną i drugą. Zbudowali istotę żywą. o tym wystarczy wspomnieć pokrótce. żądzę życiodajnego wytrysku i wywołuje w człowieku miłość. Więc kto jest cały oddany żądzom i sporom i wiele sił i trudu w to kładzie. zdaje się. który idzie z głowy przez szyję i przez stos pacierzowy. a drugą w kobietach. jak drzewa. I w tym czasie bogowie z tego powodu stworzyli miłość. Jeżeli prawdy dosięgnie – musi chyba tak być – o ile natura ludzka może mieć w sobie nieśmiertelność. żeby opowiedzieć o wszechświecie aż do powstania człowieka. dane nam na początku. i ma w sobie ducha uporządkowanego należycie. która ma duszę – jedną taką istotę w nas. gdzie powietrze wciągnął. To im trzeba oddać. który przyszedł przez płuca pod nerki do pęcherza. która zmierza do płodzenia. zatyka przewody powietrzne. budzi tam. w tym muszą tkwić same tylko mniemania śmiertelne i w ogóle. Więc w tym sposobie niech ta rzecz będzie powiedziana. które nie ulega rozumowi. Bo jak powstały inne żywe istoty. a potem ją na światło wyprowadzą i oto ją wykończyli: powstała. że już jest prawie ukończone.zaszczepiło i prostą postawę nadaje całemu ciału.

których ci. co fałszywie śpiewa. Sokratesie! Jakbym po długiej drodze odpoczywał – tak i teraz tyłem się nagadał i mam już tego dość. modlimy się. ponieważ im już na nic nóg nie było trzeba. A zwierzęta czworonożne wyszły z tych. nauczyć melodii i rytmu. który swojego czasu w rzeczywistości. 220 Czwarty rodzaj. A tylko modlę się do tego. zależnie od tego. Ach. żeby nam bóg dał najdoskonalsze i najlepsze z lekarstw: wiedzę. ciążące ku ziemi przez pokrewieństwo z nią. które w okolicy piersi mieszkają. zwierząt wodnych. Więc zamiast oddychania cienkim i czystym powietrzem zostawili im oddychanie mętną i głęboką wodą. Kritiasowi. a jeżeliśmy mimo woli powiedzieli o nich coś nie do kadencji. widzialne rzeczy obejmująca. Przemieniają się zależnie od tego. a długie dostali głowy i różnorodne. już nie uważali za godnych czystego oddechu. bóg dostrzegalny zmysłami. Stąd pochodzi naród ryb i ostryg. na ziemi oparli. czy rozum i głupotę tracą. żem skończył. że najmocniejsze dowody w tej dziedzinie zdobywa się za pomocą spostrzeżeń wzrokowych. Tak tedy powiedzmy. bo dusze mieli nieczyste od wszelakich nieprawości. żeby nam karę właściwą wymierzył. Dzięki takiemu postępowaniu przednie kończyny i głowy. jak to miło. żeby tego. i wszystkich zwierząt żyjących w wodzie. Więc żebyśmy w dalszym ciągu o pochodzeniu bogów słuszne słowa mówili. Ponieważ to były istoty najgłupsze. wyrodził się z najbardziej bezrozumnych i najgłupszych. bóg podstawił więcej punktów podparcia tym. bo nigdy się nie posługiwali obrotami w głowie. widzialna. Pomodliwszy się. jak pod wpływem gnuśności pozgniatały się obiegi każdego. 221 KRITIAS OSOBY DIALOGU: TIMAIOS KRITIAS SOKRATES HERMOKRATES 222 TIMAIOS. więc za karę dostały mieszkania najgorsze. ja przyjmuję i tak samo jak ty na początku z góry prosiłeś o przebaczenie. A najgłupsze spośród nich i w ogóle całe ciało rozciągające na ziemi. którzy jednak uważali. czy zyskują. W ten sposób tedy wszystkie wówczas i dziś przemieniają się istoty żywe jedne w drugie. aby się czołgały. aby więcej po ziemi łazili.rzeczy nadziemskich. a słuchali tych części duszy. A kara słuszna w tym. istota żywa. którzy się zgoła nie zajmowali filozofią i nie mieli żadnego spojrzenia na naturę wszechświata. KRITIAS. Cieszę się. którzy rozumu mieli mniej. Ich ród czworonożny i wielonożny z tej się wyrodził przyczyny. Śmiertelne i nieśmiertelne istoty żywe ma w sobie i napełniony jest nimi ten świat. Ach. że teraz już się skończyła nasza opowieść o wszechświecie. co przemodelowań dokonywali. zgodnie z umową. Tacy byli naiwni. największy i najlepszy i najpiękniejszy i najdoskonalszy – stał się ten jeden wszechświat i jest jednorodzony. . stworzyli bez nóg. Timaiosie. oddajemy kolejny głos. obraz swojego twórcy. a przed chwilą w słowach stał się bogiem – jeżeli w tych słowach było coś powiedzianego w sam raz – żeby nam to obrócił na zbawienie.

Bo jasna rzecz. co mam na myśli. Sokratesie. więc nawet nie badamy i nie potępiamy malowidła. który ma coś mówić o takich rzeczach. większej pobłażliwości wymaga. to pójdźcie za mną tędy. a kiedy się mówi o sprawach doczesnych i ludzkich. Choć ja wiem mniej więcej. Trzeba dojrzeć. tylko się posługujemy malowaniem niejasnym a łudzącym. Mnie to samo zapowiadasz. nie mieli go udzielić? Oprócz tego. jeżeli czujesz się na siłach i zamierzasz podjąć ten temat. jak dzielni byli dawni obywatele. Kritiaszu. Kiedy mowa o niebie i o bogach. Bo wypada zważyć. jak to oni stwarzają widziadła ciał boskich i ludzkich. że niezadługo. co myśli widownia: że poprzedni poeta zyskał sobie u publiczności nadzwyczajne uznanie. kochany Kritiaszu. jednak mówić trzeba. Sokratesie. Więc kiedy się teraz mówi bez przygotowania i my nie potrafimy w zupełności oddać tego. Jeżeli się wam wyda. . że sprawy doczesne nie są łatwe. że jeśli chodzi o ziemię i góry. to zostawiają wolną rękę temu. o czym ma być mowa. ale są trudne do odmalowania w sposób wiarogodny. udzielicie mi go sami. i rzeki. czy trudno wywołać u widzów wrażenie dostatecznego podobieństwa. tylko większą. co ma być powiedziane. to trzeba spróbować jakoś wykazać. łatwiej mu zrobić to wrażenie. HERMOKRATES. ponieważ nic jasnego o takich rzeczach nie wiemy. Timaiosie. co opuścił. kiedy człowiek o bogach coś mówi do ludzi. niech ten sam dar od nas przypadnie w udziale jeszcze i trzeciemu: Hermokratesowi. on zacznie nas o to samo prosić co i wy. i ponieważ nawykliśmy do obserwacji na tym punkcie. przykładamy miarę dokładną. któryż by rozumny człowiek śmiał powiedzieć? Ale że to. że to samo się dzieje. jeżeli ktoś potrafi choćby w nieznacznym stopniu oddać pewne ich podobieństwo w swoim naśladownictwie. Ale kiedy się ktoś bierze do odtwarzania w obrazie ciał ludzkich. kto nie oddaje wszystkich podobieństw każdego ciała. i las. Więc trzeba śmiało zabrać głos. Więc żeby sobie już inny początek wymyślił. A zobaczmy sztukę tworzenia obrazów. i co się na nim porusza. A żebym jaśniej wypowiedział to. którą malarze uprawiają. co my wszyscy mówimy. Zobaczymy. jeżeli o te rzeczy chodzi. może być chyba tylko pewnym naśladownictwem. to naprzód zadowalamy się. Dlatego to wszystko powiedziałem. Czemuż byśmy ci. Bo widzisz. a nie musiał powtarzać tego samego. kiedy znowu jemu mówić wypadnie. czy to jest łatwo. co my właściwie wiemy o bogach. i rozpatrzmy ją z tego względu. Wy wiecie przecież. to trzeba wybaczyć. że uzyskam przebaczenie jeszcze większe – ze względu na to. Przecież to. niech ma z góry dane pobłażanie na potem i tak niech mówi. kiedy chodzi o słowa. To chciałem wam przypomnieć i prosić o pobłażliwość nie mniejszą. pewnym obrazem. stajemy się surowymi sędziami dla każdego. a potem. to spostrzegamy bystro. Jednakże ludzie małego serca nigdy jeszcze nic wznieśli pomnika zwycięstwa. bo jest trudniejsze. że mi tę prośbę dyktuje ambicja i że to prośba nieprzyzwoicie śmiała.bo o wielkich rzeczach zamierzałeś mówić. SOKRATES. niż gdyby o ludziach śmiertelnych mówił do nas. ze względu na to. co i jemu. I ja ci. co należy. i o całe niebo i co tam na nim jest. że ja słusznie o ten dar proszę. a mam nadzieję. z góry mówię. więc dla ciebie będzie potrzeba jakiegoś bardzo wielkiego pobłażania. co ma być powiedziane. wezwać na pomoc Paiona i Muzy i pokazać w pieśni. Bo kiedy się słuchacze na przedmiocie dobrze nie znają i po prostu nie mają o nim pojęcia. tak samo i ja o to w tej chwili proszę gorąco. zadowalamy się i niewielkim prawdopodobieństwem 223 opowiadań. Bo że twoje przemówienie nie wypadło dobrze. że mówił do rzeczy.

których wymieniłeś. Więc drogą sprawiedliwych losów każdy miłą sobie okolicę dostał w udziale i zamieszkał w niej. a tymi wszystkimi. jak to pasterze bydło pasą. potrzeba na początku przejść. to się zaraz pokaże samo. Ją trzeba teraz przejść od początku do końca. Bo zawsze to pokolenie. a najbardziej Mnemozynę. to jestem prawie pewny. i czasy długie przeszły. Bogowie swojego czasu ziemię według jej okolic między siebie rozdzielili. ale to nie był spór pomiędzy nimi. że zyskamy sobie u tej widowni uznanie. wezwać innych też. jak pasterze żywią trzody. którzy stąd wypływają na tamto morze – drogi już nie ma tamtędy. czego im niedostawało. a teraz się skutkiem trzęsień ziemi zapadła i zrobiło się z niej błoto nie do przebycia dla tych. jakby dźwignię steru mieli w ręku. Bo to nie miałoby sensu. krążyły między nimi o tym tylko jakieś ciemne wieści. W niedostatku żyli przez wiele pokoleń – oni sami i dzieci ich tak samo – myśleć umieli tylko o tym. Tyle tylko.KRITIAS. Więc różni bogowie różne okolice dostali w udziale i uporządkowali je pięknie. co któremu przystoi. co tu. Więc liczne ludy barbarzyńskie i jakie wtedy były plemiona helleńskie. i o tym też tylko mówili. która się będzie rozwijała. uległy zapomnieniu. masz przed sobą kogoś innego i jeszcze jesteś dobrej myśli! Co to znaczy. którzy je przejęli. ponieważ poginęli ci. co mieszkali poza Słupami Heraklesa. i nie zwlekać dłużej. trzeba cię posłuchać i oprócz tych bogów. więc bogowie zasiadali na rufie i kierowali duszą według swojej myśli przy pomocy poddawania myśli. co raczej komuś innemu z nich przypada. że dziewięć tysięcy lat minęło. żeśmy swoje zadanie w sam raz spełnili. a drugie 224 z zamiłowania do sztuk garnęło się do tego samego. bijąc je. te wszystkie szczegółowo pokaże tok opowieści. będziesz widział. Więc przede wszystkim wspomnijmy. że była większa od Libii i od Azji. to prawie wszystko zależy od tej bogini. a czyny i dzieła. co po naszej stronie. Bo mitologia i badanie przeszłości razem z wolnym . postawiono cię w drugim szeregu. a Hefajstos i Atena. A ówczesny lud ateński i lud przeciwników. naprzód omówić potęgę jednych i drugich i ustroje państwowe. a nad drugimi królowie wyspy Atlantydy. żeby bogowie nie wiedzieli. jakeśmy to przedtem mówili. Ocalały tylko ich imiona. odkąd podanie przekazało wojnę między tymi. o której mówiliśmy wtedy. na którym się dzielność rodzi i mądrość. zostawało gdzieś po górach i niepiśmienne znało tylko ze słyszenia imiona władców tej ziemi i do tego słyszało coś niecoś o ich dziełach. a dzielności i praw przodków nie znali. ani to. tubylcami zrobili ludzi dzielnych i zaszczepili w ich głowach porządek ustroju państwowego. Ale kiedy tak zachęcasz i dodajesz ducha. Więc to właśnie trzeba już zrobić i nie wahać się. co swojego czasu opowiedzieli kapłani i Solon tutaj to przywiózł. że nad jednymi panowało to państwo i stoczyło tę całą wojnę. człowiekiem przecież kierować łatwiej niż jakąkolwiek inną istotą żywą. a o to. nas. które ocalało. nie dbali. że nie zadawali gwałtu ciałom naszym swymi ciałami. bo i rodzeństwem byli – tego samego mieli ojca – i jedno z umiłowania mądrości. ponieważ naturę mieli wspólną. z którymi oni wojnę stoczyli. I z tych rzeczy wypada naprzód powiedzieć o tym. którzyśmy ich własnością byli i potomstwem. Bo jeśli sobie należycie przypominamy i wypowiemy to. co było przedtem i co było dawno. Więc podanie mówiło. A zamieszkawszy zaczęli nas żywić. Więc oni te imiona chętnie nadawali swoim dzieciom. więc tak oboje jeden i ten sam przydział sobie obrali – tę ziemię tutaj – jako dom i grunt. Tak prowadzili cały rodzaj śmiertelny i tak nim sterowali. jak to głównie o to szło. żeby wiedząc o tym. w miarę jak będziemy na poszczególne plemiona i ludy natrafiali. Bo co najważniejsze w waszych mowach. Kochany Hermokratesie. mieli próbować posiąść to przez kłótnię.

że granice miała wtedy od Istmu. W ciągu dziesięciu tysięcy lat wiele było i wielkich potopów (bo tyle lat upłynęło od owego czasu do dziś). jeżeli idzie o wydajność i wartość płodów i o doskonałą paszę dla wszystkich istot żywych. ale ziemia wydawała je w nieprzebranej obfitości. Ziemia nasza przewyższała wartością wszystkie inne. a nie bardzo dawno temu wycinano tam drzewa na wiązania dachowe do największych budowli i te dachy jeszcze stoją całe. i dużo lasów było w górach. Jakże to wiarygodne i dlaczego można słusznie powiedzieć. złożona z ludzi boskich. że u wszystkich istot żywych. mając po prawej stronie Oropię. i ziemia w ciągu tych czasów i zmian z wysoczyzn spływająca ani naturalnych usypisk. Tak też i postać bogini i posąg. A było też wiele innych drzew sadzonych. każda pleć ma naturalną zdolność do wspólnego uprawiania zajęć. Erechteusa. ale dzieła ich nie. a został tylko chudy szkielet ziemi. Własnego nikt z nich nic nie posiadał – wszyscy uważali za właściwe. co dziś. czego potrzebowała do wyżywienia się i wykształcenia. A przedtem nie. może z każdą inną ziemią iść w zawody. I zostają tak jak na małych wyspach. który dziś z niej pozostał. że już niektórzy mają zaspokojone pierwsze potrzeby życia. W ten sposób ocalały imiona starożytnych. Ten szczątek. i doliny. że to jest szczątek tej ziemi. ponieważ wspólne były wtedy wojenne zajęcia kobiet i mężczyzn. Naprzód. nie tworzy. jakby same kości z ciała. co dawniej. i te imiona też. a klasa wojskowych. Dowód. wymagających dzielności właściwej każdej płci. Przecież niektóre góry dziś mają pokarm tylko dla pszczół. niczego nie przyjmować od innych obywateli i oddawali się tym wszystkim zajęciom. która była wtedy? Cała od reszty lądu daleko w morze wysunięta jest jakby przylądkiem. więc wedle tego obyczaju uzbrojona bogini stała u nich wtedy w świątyniach. Dlatego też mogła ta ziemia wtedy wykarmić wielkie wojsko z okolicznych mieszkańców złożone. dziś kamieniste. Erichtoniosa i Erisichtona i innych. tylko wciąż wokoło płynie i znika w głębinach. mieszkała osobno i miała wszystko.czasem do państw przeszły. a od reszty lądu stałego ciągnęła się aż do szczytów Kitaironu i Parnesu i granice jej schodziły w dół. które roli nie uprawiało. A basen morza naokoło niej jest zaraz przy samym brzegu głęboki. Mieszkały wtedy w tej ziemi różne klasy obywateli. To mówię opierając się na tym. kiedy widziały. które choroba zjadła. A o ziemi naszej też podanie mówiło przekonująco i prawdziwie. po których jeszcze i dziś są widoczne ślady. spłynęła naokoło ziemia. zajęte rzemiosłami i dobywaniem pożywienia z ziemi. co Solon mówił. oprócz dostatecznego wiktu. o których się wczoraj mówiło w związku z ewentualnymi strażnikami. które mają dwie płcie: męską i żeńską. A wtedy jej płody były nie tylko piękne. to. i opowiadali o wojnie z owych czasów i podawali imiona kobiet tak samo. od początku oddzielona. jak to po innych okolicach. A wtedy była jeszcze nietknięta i góry miały wysokie okrycie z ziemi na sobie. o których warto by mówić. A oto wielki dowód jej wartości. a po lewej od strony morza ograniczały Asopos. która była tłusta i miękka. które pamięć przekazała jako różnych przodków Tezeusza. że tamci kapłani często wymieniali imiona Kekropsa. pełne były ziemi tłustej. jeśli porównać z tym. wysokich i ziemia dawała nieprzebraną paszę dla 225 .

kapliczki – na znak. to jeśli nas nie zawiedzie pamięć o tych rzeczach.bydła. z gołej skały do morza. ziemia przechowywała ją w sobie i miała jej dużo w zbiornikach z nieprzepuszczalnej gliny. gdzie jest dzisiejsza Akropolis. W całej Europie i Azji byli sławni z piękności swoich ciał. którzy się rolnictwem zajmowali. niech to będzie wspólną własnością przyjaciół. Więc ziemia w ogóle taka była z natury. i tworzyła wszędzie niezliczone strumienie źródeł i rzek. a nad ziemią pory roku w kombinacji najbardziej umiarkowanej. A jakie znowu stosunki panowały u ich przeciwników i jak się z nimi rzecz miała od początku. kiedy na przykład w lecie opuszczali ogrody i zakłady gimnastyczne. które niegdyś istniały. w tym miejscu. Więc takim sposobem mieszkali – swoich własnych obywateli strażnicy. je oddawali. liczba mężczyzn i kobiet – zdolnych do broni wtedy i na przyszłość około dwudziestu tysięcy mniej więcej. Bo teraz przyszła jedna noc i tej nocy ulewa nadzwyczajna obmyła ją z ziemi i zostawiła nagą skałę. przetłumaczyli na swój język. wyłożymy teraz na stół przed wami. Więc oni tacy byli sami i zawsze w jakiś taki sposób sprawiedliwie rządzili swym państwem i Helladą. ziemię mieli najlepszą i wody pod dostatkiem. a zestarzawszy się. A kiedy ono wygasło pod wpływem trzęsień ziemi. a uprawiali ją oczywiście rolnicy prawdziwi i ci. że dzisiaj prawdę mówimy o naszej dawnej ziemi. Solon. odgrzebując na nowo znaczenie każdego imienia. Sięgała od Eridanu i schodziła do Ilissu. I zbierała sobie przez cały rok wodę od Zeusa – woda nie spływała marnie jak dziś. który w dodatku biegł naokoło. w obrębie jednego muru. Po stronie południowej przebywali. i wspólne. dowiecie się. z wszelakich zalet ducha i cieszyli się wtedy sławą największą ze wszystkich współczesnych. jakby opasywał ogród jednego domu. żeby liczba ich była. trzecia z kolei przed potopem z czasów Deukaliona. a żyli na wolnym powietrzu. wypytywał się o znaczenie imion i znalazł. a równocześnie trzęsienia ziemi przyszły i olbrzymia powódź. takim samym. obejmowała Pnyks i Lykabettos miała jako granicę po przeciwnej stronie Pnyksu. którzy w sąsiedztwie uprawiali pola. tłumaczył je na nasz język i . Źródło było jedno. o którycheśmy jeszcze w chłopięcych latach słyszeli. Tego nie używali nigdy i nigdzie – trzymali się drogi pośredniej między przepychem a nędzą i przyzwoite sobie mieszkania pobudowali. w których żyli sami i potomkowie ich potomków. a woda była dobra zimą i latem. zostały małe dzisiejsze strumyki okoliczne. po nich i dziś jeszcze stoją nad źródłami. a kochali się w pięknie i natury mieli dobre. Przede wszystkim Akropolis nie wyglądała tak jak teraz. jakich wymagało współżycie obywatelskie – dla nich i dla kapłanów – tylko złota i srebra tam nie było. że Egipcjanie imiona tych pierwszych. innym. słysząc nieraz greckie imiona cudzoziemców. A przedtem w innych czasach Akropolis była wielka. a innych Hellenów dobrowolnie obrani wodzowie – i przestrzegali tego. A na górze sama tylko klasa wojskowych mieszkała naokoło świątyni Ateny i Hefajstosa. Ziemią była pokryta w całości i z małymi wyjątkami płaska była na górze. abyście się nie zdziwili. Wszystkim ówczesnym to źródło dostarczało wody pod dostatkiem. A jeszcze tuż przed opowiadaniem trzeba coś wyjaśnić. których zapisali. ile możności. W północnej stronie góry zamieszkiwali domy wspólne i wspólne jadalnie na zimową porę mieli urządzone i wszystkie możliwe budowle. a on sam. ponieważ zamierzał zużytkować to podanie w swoim poemacie. i tę pochłoniętą wodę z wysokości spuszczała w doliny. A miasto w owym czasie tak było urządzone. Naokoło mieszkali aż pod same stoki Akropoli rzemieślnicy i rolnicy. wciąż ta sama na zawsze. jadalnie. Jaka tego przyczyna.

a późniejszemu Diaprepes. Więc jeżeli usłyszycie imiona takie jak i tutejsze. niewysoka. Jedno źródło gorące. Dwojakie wody źródłami spod ziemi na wierzch wyprowadził. że podzielili między siebie całą ziemię i taki przydział był raz większy. Od brzegu morza aż do środka całej wyspy była równina. Kiedy dziewczyna była już na wydaniu. ale znowu ku środkowi jakoś na pięćdziesiąt stadiów oddalona. I wszystkim ponadawał imiona. On się po helleńsku nazywał Eumelos. który razem z nim przyszedł na świat. niech to was nie dziwi. Atlasa ród był zresztą liczny i sławny. Królem był zawsze najstarszy i najstarszemu z rodu przekazywał władzę. Spośród najstarszych pierworodnemu matczyną siedzibę i cały dział okoliczny – a ten był największy i najlepszy – przydzielił i ustanowił go królem nad innymi. a następny Autochton. Jednego z dwóch następnych bliźniaków nazwał Auferesem. jak się i przedtem mówiło. a w języku tubylców Gadeiros. Jak się poprzednio o przydziałach bogów mówiło. ze wszystkich stron. Najstarszemu i królowi to. Dwa z ziemi. bo mieli . Mieszkał tam z żoną Leukippą. Otóż długiego podania jakiś taki był wtedy początek. panowanie ich sięgało aż po Egipt i Tyrrenię i obejmowało ziemie po tej stronie Słupów Heraklesa. I sam tę wyspę na środku. z łatwością pięknie urządził. na którym mieszkała. a późniejszy Mestor. a drugie zimne z krynicy spływało i pożywienie różnorodne i dostateczne z ziemi wywiódł. panujący wtedy. Z piątej pierwszemu nadał imię Azaes. tak też i Posejdon dostał w udziale wyspę 226 Atlantydę i osadził tam potomków swoich i jednej kobiety śmiertelnej w jakiejś takiej okolicy wyspy. Ci wszyscy sami oraz ich potomkowie przez szereg pokoleń tam mieszkali i panowali nad wieloma innymi wyspami na morzu. To jego pismo było u mojego dziadka i jest jeszcze teraz u mnie. ogrodził pięknie i odciął od reszty lądu naokoło.tak odpisywał. Z męskiego potomstwa pięć par bliźniaków spłodził i wychował. Bogactwo posiadali tak olbrzymie. Oni mieli jedyną córkę Kleito. bo porobił z morza i z ziemi na przemian szereg większych i mniejszych kół współśrodkowych. dlatego że pierwszy król. i urządzili sobie świątynie i ofiary. była góra. Tam mieszkał jeden z tych ludzi. od którego cała wyspa i morze nazwę dostało – ono się nazywa Atlantyckie. Najpiękniejsza miała być ze wszystkich równin i zadowalającej była wartości. jakiego ani przedtem nigdy w żadnym królestwie nie było. a oprócz tego. ani też kiedykolwiek później łatwo nie powstanie. którzy się tam na początku byli urodzili z Ziemi. jako bóg przecież. a nieraz i mniejszy. więc obcuje z nią i pagórek. Wiele dóbr przychodziło do nich z zewnątrz. dostał jako przydział przylądek wyspy od Słupów Heraklesa po dzisiejszą Ziemię Gadeirycką. Bo okrętów i żeglugi jeszcze w tych czasach nie było. miał na imię Atlas. Bliźniak. Z trzeciej pary pierwszy nazywał się Mneseas. i całą wyspę Atlantydę na dziesięć części podzielił. a drugiego Euajmonem. Ona się tak nazywa według tamtej ziemi. Innych też uczynił panami. Wyuczyłem się go jako chłopiec. Przyczynę tego znacie. Blisko tej równiny. umiera jej matka i ojciec. Z czwartej pary pierwszy Elasippos. Byli zaopatrzeni we wszystko. Każdemu dał panowanie nad wieloma ludźmi i nad rozległą ziemią. Jego imię dało nazwę okolicy. czego było potrzeba w mieście i w reszcie kraju. a z morza trzy jakby cyrklem obrócił ze środka wyspy – ze wszystkich stron jednakowo były oddalone – tak że ludzie tam dostępu nie mieli. W ten sposób przez wiele pokoleń utrzymali władzę królewską. a nazywał się Euenor. A ją sobie upodobał Posejdon.

rodzaj mosiądzu. A wyspa. które przedzielały koliste kanały morskie. co już było ozdobione i porządne. I czegokolwiek las do robót ciesielskich dostarcza. na której stał zamek królewski. i te trudne do konserwowania owoce z drzew. jeszcze porządkował i zdobił. kryte żywą skałą. Z budowli jedne zrobili po prostu. Przekopali kanał. które ciekną kroplami.władzę. Największy z tych pierścieni. z obu stron kamiennym murem otoczyli. a na sto stóp głęboki i długi na pięćdziesiąt stadiów. i przewyższał świetnością poprzednika. i to drzewo. Na jedno stadion był szeroki ten. naprzód połączyli mostami. i w ten sposób otworzyli wjazd z morza do środka. które napój i pokarm. znajdował się po wielu miejscach wyspy – poza złotem najdroższy z ówczesnych produktów. a następny pierścień ziemny był mu równy. a kamień ciosowy dali pod wyspą naokoło. jakie tylko wonności dzisiaj ziemia rodzi gdziekolwiek. że jedna triera mogła przepływać z jednego kanału do drugiego. I gatunek słoni żył lam bardzo liczny. I to. a jeden czerwony. i całą resztę swojej ziemi urządzili w ten sposób. a inne figlarnie ozdobili wzorami jak tkaniny. Cały obwód . Najprzód wszystkie w kopalniach wygrzebywane kruszce i rudy do wytapiania. szeroki na trzy pletry. które spożywamy. a więc i dla tego zwierzęcia. wyspa święta. poczynając od morza. a później go jeden po drugim dziedziczył i to. i te owoce. jeden czarny. i pokryli te przejścia górą tak. piękna i przedziwna – w obfitości nieprzebranej. które dla pobudzenia apetytu po kolacji podajemy i chorzy to bardzo lubią. który biegł naokoło samej wyspy. miała pięć stadiów w średnicy. a suchy był mu znowu równy. był szeroki na trzy stadia. Dlatego że brzegi pierścieni ziemnych miały dostateczną wysokość ponad poziom morza. i w rzekach mieszkają. że dołem mogły przepływać okręty. które otaczały dawną stolicę. Z dwóch następnych pierścień wodny miał dwa stadia szerokości. Więc oni to wszystko brali z ziemi i budowali świątynie i pałace królów. Kładąc ten kamień ciosowy wykonali równocześnie dwie przystanie dla okrętów wewnątrz. Tak szeroko. co w bagnach i stawach. aż w końcu wykończyli gmach zdumiewający oko wielkością i pięknością robót. Przekopali też w kierunku mostów te pierścienie ziemne. a najwięcej ich dostarczała wyspa sama dla zaspokojenia potrzeb życiowych. i które się po górach i po dolinach pasą – dla wszystkich było dość. sięgający do obręczy najbardziej zewnętrznej. wieże i bramy nad mostami wedle przejść ku morzu wiodących z każdej strony wznieśli. i owoce – wszystko to wyspa wydawała i żywiła dobrze. i porty. a wtedy to było więcej niż tylko nazwa: kruszec z ziemi wykopywany. że mogły w nie wpływać największe okręty. korzenie i zioła. A prócz tego winogrona szlachetne i zboża. które nam za pożywienie służą. Oprócz tego. i dla tych. i kwiaty. i arsenały. szeroki na jedno pletron. a nazywamy ich wszystkie gatunki strączkowymi. Te koliste kanały morskie. 227 będąca jeszcze pod słońcem. i most. które ma wzrost największy i zjada najwięcej. Było dość paszy dla wszystkich zwierząt. tego wszystkiego przynosiła wyspa bez liku i zwierząt żywiła dość – udomowionych i dzikich. przez który morze przepuszczono. i drzewa. jakby do portu. A zamek królewski w tej siedzibie boga i przodków zrazu urządzili po prostu. Rozkopali wejście tak szerokie. otwierając w ten sposób drogę na zewnątrz i do królewskiego zamku. i olej wydaje. i soki. Więc tę wyspę naokoło i pierścienie. wszystko to wtedy wydawała ta wyspa. mieszając kamienie różnej barwy i wyzyskując ich naturalny urok. pod tą środkową i pod pierścieniami na zewnątrz i na wewnątrz – jeden kamień biały. z czego dziś tylko nazwa pozostała.

Było też w środku wiele innych posągów.muru. naokoło pałacu królewskiego miały swoje mieszkania. wysokość miała na oko odpowiednią do tych rozmiarów. okryli brązem zamiast lakieru. Między innymi pośrodku większej wyspy wznieśli sobie hippodrom o szerokości jednego stadion. obiegającego koło największe. osobno na jednym i drugim pierścieniu. Po jego obu stronach stały koszary licznej gwardii. bliżej zamku. a naokoło niego setka Nereid na delfinach. I źródeł używali. A pałac królewski wewnątrz zamku był tak urządzony. Mur okalający sam zamek okryli mosiądzem. To był ten przybytek. Osobno królewskie. a wewnętrzną stronę pociągnęli stopioną cyną. ale bóg miał wygląd nieco barbarzyński. że ich tyle jest. a cała jego długość naokoło zostawiona była dla wyścigów konnych. A jeszcze dla kobiet inne. a drugie zimowe. dla ciepłych kąpieli. Zresztą wszystkie mury i słupy. gdzie rosły różne drzewa piękne i wysokie przedziwnie. Był taki duży. I złote posągi postawili w środku. złotem. którego trójrzędowcom potrzeba. Oni wtedy wierzyli. Naszczytniki były złocone. '61 drugiego z ciepłą wodą. i one były bardzo obfite. Tam co roku ze wszystkich dziesięciu przydziałów składano plony na ofiarę każdemu z nich. a osobno dla zwykłych ludzi. a inne dla koni i dla innych zwierząt pociągowych. Wewnątrz widniał sufit z kości słoniowej cały. W środku stała świątynia Kleito i Posejdona. które ludzie prywatni u stóp boga złożyli w ofierze. i wiele innych wotów wielkich od królów i od ludzi prywatnych z samego miasta i z tych ziem. jednego z zimną. A naokoło świątyni na zewnątrz stały złote posągi wszystkich: i kobiet. biegł naokoło mur długi na pięćdziesiąt stadiów. odsunięty ze wszystkich stron od największego koła i od portu i zamykał w jeden kanał przekop i jego ujście . A świątynia samego Posejdona była długa na jedno stadion. Oni je otoczyli architekturą i posadzili naokoło drzewa wodom odpowiednie i porobili naokoło sa228 dzawki. A spływającą wodę poprowadzili do gaju Posejdona. i posadzki wyłożyli mosiądzem. srebrem i mosiądzem urozmaicony. ośrodek kultu tamtejszego – niedostępny. Bardziej zaufanym oddziałom powierzona była straż na pierścieniu mniejszym. że głową pułapu dotykał. Całą świątynię pomalowali po wierzchu srebrem z wyjątkiem naszczytników. A kiedy się przeszło przez zewnętrzne porty. Doki pełne były trójrzędowców i sprzętu. Było tam wiele świątyń różnych bogów i wiele ogrodów i zakładów gimnastycznych: jedne dla mężczyzn. murem złocistym otoczony. więc boga. który ma połyski ogniste. nad którymi władali. odpowiedni do wielkości państwa i odpowiedni do tych świetności. który stał na wozie i powoził sześcioma końmi skrzydlatymi. i wszystkich potomków owych dziesięciu królów. dając każdemu urządzenie celowe i wygodne. które ozdabiały świątynię. Jedno i drugie miało wodę przyjemną i zdrową. Więc okolica siedziby królewskiej tak była urządzona. A oddziały najwięcej godne zaufania wewnątrz zamku. których było trzy. I ołtarz był wielkością i robotą odpowiedni do tego urządzenia i pałac królewski tak samo. Wszystkie były zaopatrzone dostatecznie. to począwszy od morza. a szeroka na trzy pletry. I odprowadzali wodę kanałami po mostach do okręgów zewnętrznych. drugie dla koni. jedne pod gołym niebem. w którym oni swojego czasu spłodzili i zrodzili pokolenie dziesięciu synów królewskich. więc przedziwnie się nadawały do użycia. bo taka tam była dobra ziemia. pod dachem.

a sama dookoła otoczona górami. szerokość i długość podają niewiarygodną. którą ziemia przynosi. a szeroki był wszędzie na jedno stadion.od strony morza. aby było dziesięć tysięcy wozów i [do każdego] dwa konie i dwóch jeźdźców. I czterech marynarzy do załogi tysiąca i dwustu okrętów. i hałas przez cały dzień i noc. gładka i równa. zamieszkujący dolinę. oprowadzał je naokoło doliny. Ona była czworoboczna po większej części. W ten sposób była ta dolina uposażona od natury. Byty w nich liczne i bogate osady okolicznych mieszkańców. dwóch ciężkozbrojnych i łuczników. bo w zimie korzystali z wód od Zeusa. Tymi drogami sprowadzali drzewo do miasta i inne plony transportowali do niego statkami. Dwa razy do roku były u nich żniwa. Każdy wódz miał przykazane dostarczyć na wojnę szóstą część 229 wozu wojennego. żeby każdy dział dostarczył jednego wodza. co dziś. Oprócz tego zaprzęg dwukonny bez pudła. a od północy osłonięta od wiatrów. to wyprostowywał rów naokoło niej wykopany. rozprowadzali kanałami. A z dziewięciu miast każde miało ustrój wojskowości inny. A organizacja władz i godności taka tam była od początku. były rzeki i jeziora. tak tam było ludno. poprzeczne i ukośne ku miastu. Karał i . Z tych dziesięciu królów każdy panował w swojej części i w swoim miejscu nad ludźmi i nad większą częścią praw. i procarzy po dwóch. A reszta kraju jakie miała warunki naturalne i jakim kształtem była urządzona. a wszyscy z każdej miejscowości i z każdej wsi byli przydzieleni do tych działów i do tych wodzów. o czym długo byłoby mówić. tak się to teraz odtwarza w pamięci. cośmy przecież słyszeli. Z góry schodziły do niego proste kanały o szerokości mniej więcej stu stóp. i woźnicę powożącego parą koni. tylko równina miasto otaczająca. żeby w porównaniu do innych robót tak wielkie dzieło było rękami ludzkimi wykonane. i obfitość paszy dla wszystkich zwierząt domowych i dzikich. Więc wojskowość królewskiego miasta taką miała organizację. i po trzech lekkozbrojnych. a wszystkich działów było sześćdziesiąt tysięcy. On zbierał wody spływające z gór. wielkością i pięknością przewyższały wszystko. a naokoło miasta nic. ale trzeba powiedzieć. które schodziły aż do morza. Głęboki był na jedno pletron. Więc miasto i okolica starej siedziby mniej więcej tak jak wtedy było opisane. Trudno uwierzyć. który zeskakiwał. a latem wodę. przecinały dolinę i uchodziły znowu do tego rowu od strony morza. A czego niedostawało. Jego głębokość. a na nim żołnierza z małą tarczą. mieli nakaz. że ilością. był krzyk i ścisk. a na środku od morza w górę na dwa tysiące. Wszystko to było gęsto pokryte domami. Ciągnęła się po drugiej stronie miasta na trzy tysiące stadiów. a w ciągu długiego czasu wielu królów ją uprawiało. I mnóstwo różnego rodzaju drzew w lasach – nieprzebrany zbiór materiału dla wszelkiego rodzaju robót. i rzucających włócznie. a wielkość takiego działu wynosiła nieraz dziesięć razy dziesięć stadiów. Góry otaczające wielbi pieśń z tamtego czasu. wykopawszy kanały łączące. i bardzo długa. A z gór i z reszty kraju zbierano ludzi ilość nieprzeliczoną. Jeden kanał był od drugiego oddalony na sto stadiów. Cała okolica wyspy była zwrócona ku południu. a że go wykopano naokoło całej doliny. więc jego długość wypadła na dziesięć tysięcy stadiów. trzeba próbować odtworzyć to sobie w pamięci. i ruch wszelkiego rodzaju. Mężczyźni zdolni do broni. a wejście do portu i port największy roił się od okrętów – kupcy się zjeżdżali ze wszystkich stron. oprócz jeźdźca. i łąki. Więc naprzód miała być ta cała okolica bardzo wysoka i odcięta od morza. i rzucających kamienie. dochodził z obu stron do miasta i tędy wypuszczał je do morza. prosta i długa.

Kiedy każdy z nich taką modlitwę odmówił. gdyby może ktoś w jakimś mieście próbował wytracić ich ród królewski. jak tylko w tym wypadku. tak wielką i taką potęgę w tych stronach wówczas położoną bóg na nasz kraj znowu uszykował i obrócił z jakiejś takiej. które przodkowie wyryć kazali na słupie mosiężnym. który na środku wyspy stał w świątyni Posejdona. oczyściwszy słup naokoło. nie upajali się zbytkiem i bogactwo ich nie zaślepiało i nie prowadziło do . A na słupie. jeżeli będzie wydawał zarządzenia zgodne z prawami ojca. masę 230 złota i innych dóbr. takie sobie nawzajem wystawiali uwierzytelnienie. zapisywali wyroki na tabliczce złotej i składali ją razem z sukniami na pamiątkę u stóp boga. sami tylko będąc w świątyni. a zaczął zmrok zapadać i ogień ofiarny już był wystygł. Więc u nich wspólnie. poświęcali ogniowi wszystkie członki byka. a na przyszłość żadnego przepisu dobrowolnie nie przestąpią i ani sami rządzić. wypił wino i czarę złożył w świątyni boga. że będą sądzić według praw na słupie i wymierzać kary. naradzali się nad sprawami wspólnymi. Tam było wiele różnych praw jednostkowych w związku z przywilejami poszczególnych królów. mieszali wino w wielkiej wazie i w imieniu każdego wrzucali do środka skrzep krwi. odbywały się narady i zapadały uchwały o wojnie i o innych sprawach i tak zachowywał hegemonię ród atlantycki. to zależało od woli większości na zebraniu dziesięciu. jeżeliby się ktoś przedtem dopuścił jakiegoś przestępstwa. a najdonioślejsze prawa zabraniały im kiedykolwiek podnosić broni przeciw drugiemu. uważali za drobiazg i lekko znosili. wszystko. Potem złotymi czarami czerpali z wazy wino i skraplając nim ogień przysięgali. gdy nastawał świt. i odbywali sądy. siadali na ziemi naokoło zgliszcz ofiarnych. oddając równą cześć liczbie parzystej i nieparzystej. słuchali praw i odnosili się życzliwie do bóstwa. która by mu była miła. a zobowiązywały wszystkich do pomocy wzajemnej. a tylko przy pomocy kijów i pętli ze sznura. jakby ciężar. Po skończonym posiedzeniu. była wyryta przysięga. więc patrzyli z góry na wszystko z wyjątkiem dzielności. zajął się obiadem i rzeczami niezbędnymi. w imieniu własnym i swojego potomstwa. przyczyny. i w stosunku do siebie nawzajem. podobnie jak u ich przodków. A kiedy mieli sądzić. a resztę nosili do ognia. prowadzili go do słupa i tam na jego wysokości zarzynali go na ofiarę według przepisów pisma. ani rządzącego słuchać nie będą. gasili wszystek ogień koło świątyni na noc i wtedy bywali sądzeni i sądzili. Król nie był panem życia żadnego ze swoich braci. modlili się do boga. Przez wiele pokoleń. Otóż ci królowie w liczbie dziesięciu. Więc kiedy. i wtedy rozpoczynali polowanie bez pomocy żelaza. którego krew w nich płynęła. jeżeli ktoś obwiniał któregoś z nich o jakieś przestępstwo. Oni się zbierali co pięć lat albo na przemian co sześć. Ich postawa duchowa nacechowana była prawdą i ze wszech miar wielkością. jak im to prawo przekazało i pismo. dochodzili. jak mówi podanie. Łagodność i rozsądek objawiali w stosunku do nieszczęść. zawierająca wielkie klątwy na nieposłusznych. wtedy się wszyscy ubierali w co najpiękniejsze niebieskie suknie. Koło świątyni Posejdona pasły się na wolności byki. co było w danej chwili. Tę więc. które słyszały ich przysięgi. pokąd im starczyło natury boga. oprócz przepisów prawa. które się zawsze zdarzają. czy ktoś jakiegoś przestępstwa nie popełnił. Jednakże ich zależność wzajemna i stosunki między nimi były ustalone według nakazów Posejdona. a zebrawszy się.skazywał na śmierć kogo chciał. żeby im dał złapać ofiarę. zgodnie ze swoimi przepisami składając ofiarę. A gdy którego byka złapali.

231 SPIS TREŚCI FAJDROS 2 UCZTA 37 MENON 68 EUTYFRON 93 OBRONA SOKRATESA 106 KRITON 123 FEDON 132 TIMAIOS 176 KRITIAS 219 . który był jak się należy. Dzięki takiemu wyrachowaniu i dlatego że w nich trwała natura boska. którzy nie potrafią dojrzeć życia naprawdę szczęśliwego.. kiedy ich napełniała chciwość niesprawiedliwa i potęga. zobaczył. co u nich było. co ma udział w powstawaniu. nabrali rozumu i zaczęli panować nad sobą. która się wznosi nad środkiem całego świata. Bardzo trzeźwo i bystro dostrzegali. wtedy już nie umieli znosić tego. wtedy one giną.utraty panowania nad sobą. królujący zgodnie z prawami. więc zebrał wszystkich bogów do ich prześwietnej siedziby. a z nimi razem ginie miłość i dzielność. Otóż bóg bogów. Ale kiedy w nich cząstka boża wygasła. wzrastało u nich to wszystko. Zeus. a zebrawszy powiedział.. pośród największych dóbr. zrobili się nieprzyzwoici i kto umiał patrzeć. że się marnuje ród. więc karę im wymierzyć postanowił. a jeśli te rzeczy brać serio i cenić. ten widział już ich brzydotę. zaczem widzi wszystko. co najpiękniejsze. Tym. że i to wszystko pod wpływem miłości wzajemnej przy dzielności wzrasta. aby się opamiętali. cośmy poprzednio przeszli. umiał dojrzeć taki stan rzeczy. dlatego że się często z wieloma pierwiastkami ludzkimi mieszała. kiedy zatracali to. że są osobliwie piękni i szczęśliwi. i ludzka natura zaczęła brać górę. wydawało się właśnie wtedy..