You are on page 1of 395

ŻYWOTY ŚWIĘTYCH

KSIĘGA TRZECIA
LISTOPAD
CZĘŚĆ I
ŻYWOTY ŚWIĘTYCH

KSIĘGA TRZECIA
LISTOPAD
CZĘŚĆ I

POD REDAKCJĄ:
Krzysztofa Leśniewskiego
OPRACOWALI:
Krzysztof Leśniewski i Małgorzata Łukaszuk-Piekara

LUBLIN 1998
Opracowanie powstało w oparciu o:
yt  Svtyh
na russkom zyke
izloenny po rukovodstvu
Qet~ih-Mine sv. Dimitr  Rostovskago
Kniga tret~
Moskva 1905

Projekt okładki: Krzysztof Leśniewski

Skład systemem LATEX: Marta Miedzwiecka


c Copyright by Prawosławna Diecezja Lubelsko-Chełmska

ISBN 83-907299-2-X

wydawca: prawosławna diecezja lubelsko-chełmska


Opublikowane dotychczas tomy Żywotów Świętych spotkały
się z wielkim zainteresowaniem Czytelników. Oznacza to, że
hagiografia prawosławna przeżywa swój kairos. Cieszy nas to
niezwykle i zobowiązuje do dalszej wytężonej pracy.
Spełniając Państwa oczekiwania, wydaliśmy kolejny tom
Żywotów Świętych. Listopad. Część I. Jednocześnie wyrażamy
nadzieję, że poznawanie dziejów wielkich Ojców Kościoła prawosławnego,
takich jak: św. Jan Chryzostom, św. Teodor Studyta czy św.
Grzegorz Palamas oraz refleksja nad zmaganiami duchowymi
wielu mniej znanych ascetów będą wspierać chrześcijan w
codziennym dążeniu do świętości.
Pragniemy bardzo serdecznie podziękować naszym
sponsorom, a mianowicie Braciom w Chrystusie z niemieckiej
Fundacji Renovabis, którzy w dużym stopniu przyczynili się do
opublikowania niniejszego tomu.

Z błogosławieństwem,

Abel
Prawosławny Biskup
Lubelski i Chełmski

W święto Podwyższenia Krzyża Pańskiego


14/27 września 1998 roku
6
Nota redakcyjna

Oddajemy do rąk polskiego czytelnika trzecią księgę Żywotów


świętych, zawierającą opisy życia, czynów i męczeństwa świętych
wspominanych w Kościele prawosławnym w miesiącu listopadzie
(według starego stylu, czyli według kalendarza Juliańskiego).
Tom ten — z uwagi na obszerność tekstu — został podzielony
na dwie części. Część pierwsza obejmuje dni 1–15; część druga:
16–30 listopada.
Istotne założenia ustalone dla tomu pierwszego, nie uległy
zmianie. Dotyczy to przede wszystkim głównej zasady: edycja
ta jest opracowaniem na podstawie tłumaczenia. Usprawiedliwia
to zastosowanie skrótów i działań redakcyjno-stylistycznych.
Zachowana została także zasada ujednolicania i uwspółcześniania
nazewnictwa przy określeniach i pojęciach z zakresu teologii,
liturgii czy tradycji prawosławnej. Wszędzie tam, gdzie to było
możliwe, wprowadzono polskie odpowiedniki dla nazw własnych
(imion i nazw geograficznych) — zostały one zweryfikowane
według ich współczesnych odpowiedników, ale tak, by nie
zatraciły swego oryginalnego charakteru. Niniejszy tom, tak jak
poprzednie, zaopatrzony jest w słowniczek.
Cytaty biblijne podajemy według Biblii Poznańskiej (Pismo
Święte Starego i Nowego Testamentu, w przekładzie z języków
oryginalnych ze wstępami i komentarzami, opr. Zespół pod
8 NOTA REDAKCYJNA

red. ks. M. Petera i ks. M. Wolniewicza, wyd. II poprawione,


t. 1–3, Poznań 1982–1987).
Księga trzecia
LISTOPAD
CZĘŚĆ I
Dzień pierwszy

Żywot i cuda świętych Kosmy i Damiana

osma i Damian, rodzeni bracia, pochodzili z Azji. Ich ojciec był


poganinem, a matka chrześcijanką. Po śmierci męża Tedozja
czyniła wszystko, by podobać się Bogu: była jako ta wdowa,
którą wychwala Apostoł: „[. . . ] samotna, pokłada ufność w Bogu
i nie szczędzi czasu na błagalne modlitwy we dnie i w nocy”
(1 Tm 5,5). Sama żyjąc pobożnie, wychowywała również swe
dzieci w duchu chrześcijańskim. Wszczepiła w nie umiłowanie
Pisma Świętego i ukierunkowała na życie w cnocie.
Po osiągnięciu wieku dojrzałego i utwierdzeniu w Prawie
Pańskim Kosma i Damian byli niczym dwie lampy na Ziemi,
świecące dobrymi czynami. Otrzymali od Boga dar uzdrawiania
tak dusz, jak i ciał. Leczyli z wszelkich chorób i wypędzali
złe duchy. Pomagali nie tylko ludziom, ale również zwierzętom
i nigdy niczego nie brali dla siebie. Wszystko czynili nie
z chęci wzbogacenia się w złoto i srebro, ale ze względu
na Boga, pragnąc przez swą miłość do bliźnich wyrazić, jak
bardzo Go kochają. Nie szukali swej chwały, lecz chwały Bożej
i uwielbienia Chrystusa. Uzdrawiali nie tyle za pomocą ziół,
co mocą Imienia Pana, bez zapłaty i nagrody, wypełniając
przykazanie Chrystusowe: „Darmoście wzięli, darmo dawajcie”
12 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

(Mt 10,8). Z tego powodu ludzie nazwali ich bezpłatnymi


lekarzami, nie chciwymi na pieniądze. Tak żyjąc w pokoju
odeszli do Pana. Również po śmierci liczne cuda działy się dzięki
ich wstawiennictwu.
O tym, że nie chcieli żadnej zapłaty za uzdrowienia, zachowała
się następująca opowieść:
Pewna kobieta o imieniu Palladia przez wiele lat leżała
na łożu boleści i nie doświadczyła żadnej pomocy od przychodzących
do niej lekarzy. Usłyszawszy, że Kosma i Damian leczą z wszelkich
chorób, posłała po nich prosząc, by odwiedzili ją przed śmiercią.
Święci przychylili się do prośby. Gdy tylko weszli, niewiasta
została przez nich uzdrowiona, gdyż mocno tego pragnęła.
Wysławiała Boga za to, że darował Swym sługom tak wielką
łaskę. Z wdzięczności pragnęła ofiarować im podarek. Oni
jednak niczego nie chcieli, bowiem nie sprzedawali łaski, jaką
otrzymali od Pana. Niewiasta postanowiła wówczas uprosić
jednego z nich, by przyjął maleńki dar: trzy jajka. Podeszła
do św. Damiana i zaklinała go na Boga, aby wziął od niej
trzy jajka w Imię Trójcy Przenajświętszej. Damian usłyszawszy
Imię Trójcy Świętej przyjął podarek. Gdy Kosma się o tym
dowiedział, zasmucił się bardzo. Przed śmiercią przykazał, aby
Damian nie był z nim razem pogrzebany, bowiem przekroczył
przykazanie Pańskie i wziął nagrodę za uzdrowienie.
Św. Kosma spoczął w Panu, a po pewnym czasie przyszedł
czas na Damiana. Ludzie mieli problem, gdzie go pochować,
bowiem pamiętali o woli Kosmy. Nie śmieli zatem pochować
go przy bracie. W czasie, gdy rozważano, co zrobić, niespodziewanie
nadszedł wielbłąd, który kiedyś był opętany i został uzdrowiony
przez świętych. Zwierzę przemówiło ludzkim głosem, by nie
wahać się przed położeniem Damiana obok brata, gdyż wziął
on dar nie jako nagrodę za uzdrowienie kobiety, lecz ze względu
na Imię Boże. W ten sposób godne czci ciała zostały złożone
w jednym miejscu zwanym Fereman.
DZIEŃ PIERWSZY 13

Zdarzyło się w czasie żniw, że jeden z mieszkańców wyszedł


na swe pole. Zaniemógł od upału i postanowił odpocząć;
udał się pod dąb, położył się i zasnął. W czasie snu przez
otwarte usta owego człowieka wpełzła żmija. Obudziwszy się,
początkowo nie czuł żadnego bólu i kontynuował pracę. Z nastaniem
wieczoru przyszedł do domu, zjadł wieczerzę i legł w łożu;
nagle poczuł ogromny ból, gdyż żmija gryzła jego wnętrzności.
Chory zaczął krzyczeć, czym obudził wszystkich domowników.
Ci zaś widzieli, że bardzo cierpi, ale nie byli w stanie mu
pomóc. Trudno też było im zgadnąć, co za choroba go nęka.
Nie doświadczywszy żadnej pomocy, rolnik zwrócił się do
Kosmy i Damiana. Zawołał: „Święci lekarze, pomóżcie mi!”,
zaś oni przyszli mu z pomocą. Chory mocno zasnął, a w czasie
snu żmija wyszła z jego wnętrzności przez otwarte usta. Ci,
którzy to widzieli, wysławiali wybrańców Bożych. Gdy żmija
opuściła ciało rolnika, obudził się i w krótkim czasie całkowicie
wyzdrowiał.

W innym miejscu żył człowiek o imieniu Malchus. Mieszkał


on w mieście Fereman niedaleko świątyni pw. Kosmy i Damiana.
Zamierzając udać się w podróż, wziął swą żonę do kościoła
i rzekł:

— Oto udaję się w daleką drogę, ciebie zaś oddaję w opiekę


Kosmy i Damiana. Pozostań w domu aż do czasu, gdy przekażę
ci ustalony wcześniej między nami znak. Jeśli taka będzie wola
Boga, to przyślę po ciebie.
14 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Powierzywszy żonę świętym, Malchus ruszył w drogę. Po


upływie kilku dni diabeł przybrał postać znajomego małżonkom
człowieka i przyszedł do żony Malchusa. Pokazał jej znak, na
który wskazywał mąż, gdy mówił: „Przekażę ci znak i przyślę
po ciebie”. Powiedział:
— Przysłał mnie twój mąż, abym cię do niego zabrał.
Kobieta rzekła:
— Znak ten znam, ale nie pójdę z tobą, gdyż powierzona
jestem Kosmie i Damianowi. Jeśli chcesz, bym ci zawierzyła, to
chodź ze mną do świątyni, dotknij ołtarza i przysięgnij, że nie
wyrządzisz mi żadnego zła w czasie podróży.
Diabeł dał taką obietnicę. Poszedł z nią do kościoła, dotknął
brzegu ołtarza i rzekł:
— Przysięgam na Kosmę i Damiana, że nie wyrządzę ci
żadnego zła i doprowadzę cię do męża!
Kobieta usłyszawszy te słowa uwierzyła kłamliwemu biesowi,
skrytemu pod postacią znanego jej człowieka, i udała się
w podróż. Kusiciel zaprowadził ją na pustkowie, gdzie zamierzał
ją pohańbić i zabić. Widząc, w jak beznadziejnej jest sytuacji,
niewiasta wzniosła oczy ku niebu i zawołała z głębi serca:
— Boże, mocą modlitw świętych Twoich, Kosmy i Damiana,
pomóż mi i pospiesz z wybawieniem z rąk tego zabójcy!
Wówczas objawili się słudzy Pana. Diabeł, zobaczywszy
ich, pozostawił kobietę i uciekł; wzniósł się na wysoki brzeg,
rzucił się w przepaść i przepadł. Święci zaś
przywiedli niewiastę do domu. Ona pokłoniła się im
i rzekła:
— Jestem wdzięczna, że wybawiliście mnie od niechybnej
zguby. Proszę, powiedzcie, kim jesteście, abym wiedziała, komu
dziękować do końca mego życia.
— Jesteśmy sługami Chrystusa — odrzekli. — To nam
powierzył cię twój mąż przed udaniem się w podróż. Z tego
powodu pospieszyliśmy z pomocą i wybawiliśmy cię od zła.
DZIEŃ PIERWSZY 15

Słysząc to, kobieta upadła na ziemię z bojaźni i radości.


Święci zaś stali się niewidzialni. Przepełniona wdzięcznością
niewiasta wysławiała Boga i Jego wybrańców — Kosmę i Damiana.
Po przyjściu do świątyni przypadła ze łzami do ikony świętych
i opowiedziała wszystkim, jak Pan okazał jej miłosierdzie ze
względu na Swe sługi. Modliła się takimi słowami:
— Boże ojców naszych, Abrahama, Izaaka, Jakuba i ich
sprawiedliwego potomstwa! Ty ugasiłeś żar ognia dla trzech
młodzieńców (por. Dn 3), Ty uratowałeś sługę Swą Teklę od
pohańbienia — wdzięczna Ci jestem za to, że wybawiłeś mnie
grzeszną od sieci diabła za sprawą wybrańców Twoich, Kosmy
i Damiana. Tobie, czyniącemu przedziwne cuda, oddaję pokłon
i wysławiam Cię — Ojca, Syna i Ducha Świętego. Amen

Wspomnienie świętych męczenników Cezarego


i Dacjusza

ezary i Dacjusz zostali pochwyceni przez mahometan w mieście


Damaszek. Poddano ich różnorodnym torturom. Nie wyrzekli
się jednak wiary chrześcijańskiej. Z tego powodu ścięto ich
mieczem. Otrzymali korony męczeństwa w VII w.
16 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Męczeństwo świętego Hermenegilda, królewicza


gockiego

ermenegild, syn króla Gotów Leogiwilda (panującego w drugiej


połowie VI w.), został nawrócony z arianizmu przez hiszpańskiego
biskupa Leandra. Ojciec, będąc arianinem, zasmucił się z tego
powodu i nie ustawał w wysiłkach, aby syn powrócił do
arianizmu. Starał się skłonić Hermenegilda dobrym słowem, by
porzucił swą wiarę. Gdy zobaczył jego nieustępliwość, począł
straszyć go mękami. Hermenegild jednak był niewzruszony
w wierze i nie przejmował się tak obietnicami, jak i groźbami
ojca. Leogiwild zapłonął wielkim gniewem: pozbawił syna
tronu, dziedzictwa i całego bogactwa.
Po pewnym czasie, nie widząc żadnej zmiany w przekonaniach
Hermenegilda, Leogiwild zakuł w żelazne kajdany jego szyję,
ręce i nogi. Królewicz, mimo że był młodzieńcem, osiągnął
wysoki stopień dojrzałości duchowej: gardząc ziemskim panowaniem,
z całej swej duszy szukał Królestwa Bożego. Leżąc w ciemnicy
modlił się do Wszechmogącego, aby umocnił go w cierpieniach.
Gdy nadeszła wielka uroczystość Świętej Paschy, król przywołał
ariańskiego biskupa i posłał go nocą do syna, aby udzielił mu
komunii. Obiecał, że jeśli Hermenegild zgodzi się ją przyjąć, to
ponownie obdarzy go rodzicielską miłością i czcią. Męczennik
przegnał biskupa i nie przyjął heretyckiej komunii. Przeczystych
i życiodajnych Ciała i Krwi Chrystusa udzielił więźniowi
wysłany potajemnie przez biskupa Leandra ortodoksyjny kapłan.
Ariański biskup wrócił pohańbiony do króla. Wówczas Leogiwild
zapłonął niewypowiedzianym gniewem i posłał wybranych spośród
swej szlachty umyślnych, by zabili młodzieńca. Ci poszli tam
i odrąbali toporem głowę królewicza. Słyszano wówczas pełen
słodyczy śpiew świętych aniołów oraz widziano palące się
świece. Wierzący radowali się i dziękowali Bogu, który uwielbił
DZIEŃ PIERWSZY 17

takimi cudami Swego wiernego sługę po męczeństwie. Arianie


zaś wstydzili się i rozpaczali.
Po pewnym czasie dzieciobójca skruszył się i zachorował
z żalu. Chciał wyrzec się herezji, lecz bał się arian. Gdy jego
życie dobiegało kresu, przywołał do siebie biskupa Leandra,
którego dotąd prześladował. Błagał go, aby młodszego syna,
Rechadera, którego uczynił następcą tronu, pouczył o prawdziwej
wierze.
Po śmierci króla Rechader przejął panowanie. Przyjął też
prawdziwą wiarę i rozkrzewił ją wśród całego ludu gockiego.
Starszego brata czcił jako męczennika Chrystusowego. Wypełniło
się bowiem na nim słowo Ewangelii: „Jeśli ziarno pszenicy nie
zostanie wrzucone w ziemię i nie umrze, zostanie samo, jeśli zaś
umrze, przyniesie obfity plon” (J 12,24). Św. Hermenegild na
podobieństwo ziarna pszenicznego oddał życie za Chrystusa,
a owocem tej śmierci było nawrócenie na prawdziwą wiarę
całego narodu.

Wspomnienie świętych męczennic


Kwiryny i Julianny

iewiasty te poniosły śmierć męczeńską za panowania cesarza


Maksymiana (305–311). Kwiryna pochodziła z Tarsu w Cylicji,
a Julianna z Rossona w Syrii.
Za wyznawanie wiary chrześcijańskiej zostały pochwycone
przez zarządcę Marcjana. Przymuszał je do wyrzeczenia się
Chrystusa. Gdy nie udało się odwieść niewiast od prawdziwej
wiary, Marcjan nakazał niegodziwym żołnierzom, by ostrzygli
Kwirynie głowę, ucięli powieki i obnażoną oprowadzali dookoła
Tarsu. Następnie zabrali ją wraz z Julianną do miasta Rosson
i wydali na spalanie.

1*
18 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Wspomnienie świętych męczenników Jana i Jakuba

w. Jan był biskupem, zaś św. Jakub kapłanem za panowania


perskiego króla Sapora II (310–381). Wielu przywiedli do
pobożności, a sami zostali schwytani przez niemiłosiernego
władcę i wydani na rozliczne cierpienia. Po torturach ścięto
ich mieczem.
Dzień drugi

Męczeństwo świętych Akindynosa, Pegazego,


Anempodysta, Elpidifora i Afthoniusza

dy perski król Sapor (310–381), służący bożkom i czyniący


bezprawie, rozpoczął wielkie prześladowanie chrześcijan, nie
zdawał sobie sprawy, że wśród jego dworzan było trzech
potajemnych wyznawców Chrystusa: Akindynos, Pegazy i Anempodyst.
Chrześcijanie ci głosili Ewangelię i wprowadzali pogan na drogę
pobożności. O ich działalności doniesiono władcy. Powiedziano,
że nie tylko sami wierzą w Ukrzyżowanego, ale i innych zarażają
jak jadem swą wiarą. Król zapytał z gniewem oszczerców:
— Czemu, skoro od dawna wiecie o tych ludziach, wcześniej
nie postawiliście ich przed moim obliczem?!
— Miłościwy panie! Jeśli taka jest twoja wola, to zaraz
przyprowadzimy ich do ciebie — odrzekli.
Sapor wówczas wydał taki rozkaz. Oszczercy zaś podeszli
do domu, w którym przebywali święci; zobaczyli, że drzwi
są zamknięte. W tym czasie bowiem słudzy Boży trwali na
modlitwie i nie chcieli, aby ktokolwiek zakłócał ich spotkanie
z Panem. Intruzi wyłamali drzwi, pochwycili świętych, związali
i przywiedli przed oblicze władcy. On zaś zaczął ich wypytywać:
— Skąd jesteście, moje dzieci?
20 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Czy o ojczyznę zapytujesz nas, królu? Ojczyzną naszą


i życiem naszym jest Przenajświętsza, Współistotna i Nierozdzielna
Trójca — Ojciec, Syn i Duch Święty, będący jednym Bogiem.
Król rzekł:
— Jesteście bardzo odważni i śmiecie wyznawać przede
mną innego, nie czczonego przeze mnie Boga, gdyż jeszcze nie
doświadczyliście, co to są rany i różnego rodzaju męki.
Święci odpowiedzieli:
— Zródłem naszej odwagi jest ufność, jaką pokładamy we
Wszechmocnym. Gotowi jesteśmy przyjąć za Niego wszelkie
męki. Jeśli nie wierzysz naszym słowom, przekonaj się zadając
nam rany i poddając kaźniom, a zobaczysz, że nie wyrzekniemy
się Pana.
Po tych słowach wysławiali jedynego Boga oraz piętnowali
wielobóstwo. Wówczas rozgniewany władca rozkazał, aby każdego
z nich rozciągnąć na ziemi i bić sękatymi kijami. Męczennicy
błogosławili Wszechmocnego mówiąc jednym głosem:
— Spójrz, Panie — nie milcz i nie odstępuj od nas, aby
wszyscy pojęli wszechmoc Twej prawicy. Ty sam, Boże, przyjdź
nam z pomocą!
W czasie, gdy tak śpiewali, siepacze, którzy ich bili, opadli
z sił. Król przywołał więc innych, aby kontynuowali tortury.
Męczono ich przez długi czas i niechybnie postradaliby życie,
gdyby sam Bóg ich nie umacniał. Władca widząc ich wytrzymałość,
to iż nie krzyczą i nie tracą sił, zdziwił się wielce. Ogarnął go
strach i spadł ze swego tronu. Wówczas święci rzekli:
— Pan nasz, który dał ci życie, dodaje ci sił, abyś przez nas
zobaczył Jego moc.
Otaczający pomyśleli, że Sapor stracił życie i podbiegli do
niego; on zaś podniósł się ledwie żywy i powoli przyszedł do
siebie. Ogarnęła go wtedy jeszcze większa złość, gdyż pomyślał,
że zadziałały tu czary męczenników. Niegodziwcy bowiem —
sami będąc pod wpływem biesów — zwykle mieli zwyczaj
DZIEŃ DRUGI 21

przypisywać czarom cuda dokonywane mocą Bożą. Bezbożny


król nakazał powiesić więźniów i rozniecić pod nimi ognisko,
aby wyzionęli ducha w cierpieniach od kajdan i ognia. Święci
zaś śpiewali:
— Światłości dusz naszych, Stworzycielu! Ty byłeś wydany
za nas, opluwany, poniewierany i jak złoczyńca powieszony na
krzyżu. W Twojej prawicy jest wszystko! Spójrz teraz na nasze
męki i daj nam Swoje zbawienie. Wejrzyj na nasze cierpienie
i zmiłuj się nad nami. Spraw, aby wszyscy się przekonali, że
mamy Ciebie — jedynego Boga w niebiosach.
Wówczas objawił się im Pan w postaci ludzkiej z obliczem
jaśniejącym niczym Słońce. Kajdany opadły z nóg, zgasł ogień,
a święci zostali uzdrowieni. Gdy ujrzeli Najwyższego, ich serca
wypełniły się niewypowiedzianą radością. Po chwili Pan stał
się niewidzialny, męczennicy zaś stali przed oprawcą, jakby nie
przecierpieli ani jednej tortury. Król zobaczywszy, że są zdrowi,
zdumiał się. Rzekli mu:
— Sam widziałeś! Chrystus Bóg wybawił nas; poznaj Jego
moc i zawstydź się!
Gdy bezbożnik zaczął przeklinać Chrystusa, wykrzyknęli:
— Niech zamilkną usta przeklinające prawdziwego Boga!
Wtedy Sapor stracił głos. Wybrańcy Pana mówili:
— Co się z tobą stało, że przestałeś z nami rozmawiać?
Jakże odejdziemy stąd, nie usłyszawszy końcowego wyroku?
Król zaczął dawać do otaczających go dworzan znaki oczami
i rękami, aby pochwycili świętych i zamknęli w ciemnicy. Nikt
jednak nie pojął, co chce przekazać. Wówczas bezbożnik zrzucił
z siebie purpurowy płaszcz i jak szalony zaczął go deptać
nogami. Ludzie widząc to zdziwili się i żałowali króla, który
stracił rozum. Święci zaś rzekli do zgromadzonych:
— O bezrozumni! Patrzycie i nie widzicie, słuchacie i nie
słyszycie, bowiem stwardniały serca wasze!
22 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Gdy padły te słowa, na niebie ukazał się pułk jaśniejących


aniołów, których wielu widziało. Nie będąc w stanie patrzeć na
nich, ludzie upadli ze strachu i uwierzyli w Chrystusa. Święci
zaśpiewali: „Bóg naszą ucieczką i mocą, okazał się niezawodną
pomocą w ucisku. Dlatego nie znamy trwogi, choćby się ziemia
zapadła, choćby góry runęły w samo serce morza” (Ps 46,2–3).
„Powstań, przybądź nam z pomocą i odkup nas przez wzgląd
na Twą dobroć!” (Ps 44,27).
Sapor zaś, nie mogąc nic zrobić ze względu na niemotę, ze
złością bił się po twarzy. Akindynos widząc go w takim stanie
wzruszył się i rzekł:
— W Imię Jezusa Chrystusa, Pana naszego, mów!
Wówczas rozwiązał się jego język i zaczął mówić. Nie
wysławiał jednak Boga, ale przeciwnie, przeklinał, gdyż miał
serce kamienne. Mimo że zobaczył mocną rękę Bożą, nie
chciał poznać Prawdy. Uważając wszystko za czary, zapłonął
jeszcze większym gniewem i zamiast okazać wdzięczność za
przywrócenie mowy, wypowiedział takie słowa:
— Akindynosie, Pegazy, Anempodyście — zginiecie straszną
śmiercią! Na was zaś obecnych tutaj zemszczę się za brak
posłuszeństwa. Nie wypełniliście mej woli, gdy nakazywałem
wam znakami pochwycić tych niegodziwych chrześcijan i torturować.
Oni to bowiem związali mój język swymi czarami.
Nakazał rozgrzać żelazne łoże i położyć na nim męczenników.
W ciągu długich tortur żarliwie modlili się do Boga i śpiewali
psalm Dawida: „Doświadczyłeś nas bowiem, Boże, oczyściłeś
w ogniu, jak się oczyszcza srebro; sprawiłeś, że wpadliśmy
w sidła, ciężar nadmierny włożyłeś nam na grzbiety; pozwoliłeś
ludziom deptać po naszych głowach, musieliśmy przechodzić
przez ogień i wodę” (Ps 66,10–12). Daj nam siłę, aby wytrwać
w cierpieniach, aby Święte Imię Twoje poznali stojący tutaj,
na oczach których objawiasz Swą moc i czynisz cuda.
Gdy mówili to, słychać było głos z nieba:
DZIEŃ DRUGI 23

— Tak, jak świadczycie o wierze swymi czynami, tak też


i prośby wasze zostaną spełnione!
Wielu z tych, którzy tam stali i słyszeli głos Boży, krzyknęło:
— Prawdziwy jest Bóg, którego czczą ci męczennicy! On
jeden jest mocny, jeden niezwyciężony i poza Nim nie ma
żadnego innego! Błogosławieni jesteście wy, którzy świadczycie
o Jego przyjściu na świat i z miłości do Niego wydaliście się
na śmierć, po której będziecie godni życia wiecznego! Błagajcie
o Jego miłosierdzie dla nas, aby z wysoka wyciągnął rękę ku
nam i wyprowadził nas z głębiny zatraty!
Święci pomodlili się za nowo nawróconych:
— Boże, który mieszkasz na wysokościach! Spójrz na sługi
Swoje, przyzywające Twego Imienia. Ześlij rosę na Swe nowe
dziedzictwo, na tych ludzi, którzy teraz uwierzyli w Ciebie.
Niech rosa, pochodząca od Ciebie i obmywająca niemoc grzechu,
będzie dla nich lekarstwem i ocaleniem (por. Iz 26,19). Niech
wszyscy poznają, że Ty jesteś jedynym Bogiem i niech wszyscy
poddadzą się Twemu panowaniu!
Kiedy zakończyli modlitwę, nagle rozbłysła błyskawica, dał
się słyszeć huk ogromnego grzmotu i spadł z nieba ulewny
deszcz. Poganie przepełnieni strachem uciekli. Z męczennikami
pozostali tylko ci, którzy uwierzyli w Chrystusa. Święci rzekli
do nich:
— Nie bójcie się, wszystko to wydarzyło się ze względu na
was, abyście zostali ochrzczeni w strugach deszczu.
W czasie, gdy wszyscy jednym głosem wysławiali chwałę
Bożą, widziano zstępujących z nieba aniołów, którzy odziewali
w białe szaty nowo ochrzczonych, ukazując w ten sposób,
że dusze ich zostały oczyszczone świętą wiarą i wodą, która
spłynęła na nich z wysoka. Od deszczu zgasł ogień i ostygło
rozżarzone łoże. Święci wstali z niego zdrowi, tylko ciała ich
były czarne na podobieństwo drew opalonych w ogniu.
Król ponownie groził im:
24 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Chociaż ugasiliście ogień swoimi czarami, to jednak nie


uda się wam ujść z moich rąk, póki nie zmuszę was do oddania
pokłonu bogom, albo nie wydam was na okrutną śmierć.
Męczennicy odpowiedzieli:
— Wydaj nas na jakikolwiek rodzaj śmierci. Nie wyrzekniemy
się mieszkającego w niebiosach jedynego Boga, który przygotował
dla nas życie wieczne.
Bezbożnik zaśmiał się:
— Dzieci moje i przyjaciele! Jeśli czcicie jedynego Boga, to
wiedzcie, że i ja zmuszam was nie do kultu wielu bogów, ale do
oddania pokłonu tylko jednemu, a mianowicie temu, któremu
ja oddaję cześć. Ja bowiem mam jednego boga, którego miłuję
i którego czczę bardziej niż innych. Jest nim Zeus, najstarszy
spośród bogów. Oddajcie mu wraz ze mną pokłon, a co do
innych bogów zróbcie, jak chcecie. Wystarczy oddać pokłon
tylko Zeusowi.
Błogosławiony Anempodyst zapytał:
— W jaki sposób chcesz oddać cześć jedynemu Bogu?
Gdy Sapor usłyszał te słowa, ucieszył się, gdyż pomyślał, że
męczennicy chcą pokłonić się Zeusowi. Rzekł:
— Chodźcie ze mną, dzieci, do świątyni wielkiego Zeusa.
Tam czyńcie to, co ja będę czynić. Pójdźmy i pokłońmy się
mojemu bogu.
Odpowiedzieli:
— Ty, królu, módl się według swoich zwyczajów, my będziemy
się modlić jak nauczyliśmy się dawno temu.
Bezbożnik nie zrozumiał tego i radował się, bowiem pomyślał,
że oni zwrócili się do jego praktyk religijnych. Rzekł:
— Dlaczego wcześniej nie byliście jednomyślni ze mną?
Niepotrzebnie wycierpieliście tyle mąk. Wybaczcie, że doznaliście
ode mnie tyle bólu. Obiecuję wam wynagrodzić to mą serdeczną
miłością.
DZIEŃ DRUGI 25

Rozkazał przygotować rydwan, wsiadł do niego i poprosił


męczenników, aby mu towarzyszyli. Odpowiedzieli:
— Nie, królu, nie pojedziemy, pójdziemy pieszo.
Tak wszyscy udali się do świątyni. Wziąwszy ich za ręce,
Sapor wszedł z nimi i zaczął wołać:
— Wielki jest Zeus i wielka jego moc! Przyjdźcie, umiłowani,
i najpierw wy się pomódlcie.
— Jak chcesz, tak i uczynimy — odrzekli.
Uczyniwszy znak krzyża na czołach, upadli na kolana,
wyciągnęli do nieba ręce i zaczęli się modlić do Boga jedynego
w Trójcy — Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Wówczas zatrzęsła
się ziemia i świątynia rozpadła się w gruzy, a w proch obróciły
się posągi bóstw. Przestraszony król wybiegł ze wszystkimi,
którzy tam byli obecni. Świętym nic się nie stało — rozradowali
się widząc moc Chrystusa i bezsilność bożków pogańskich.
Władca zaś wykrzyknął:
— W taki to sposób oddaliście pokłon i cześć Zeusowi?!
Taka to była wasza modlitwa, że swymi czarami zniszczyliście
posągi bogów i zburzyliście świątynię?!
Odpowiedzieli:
— Jak nauczyliśmy się kiedyś modlić, tak też teraz modliliśmy
się do jedynego Boga, Stworzyciela całego świata. Czarów
żadnych nie znamy. Nie w wyniku czarów, ale mocą najpotężniejszego
Imienia Bożego, które przyzywaliśmy, zburzyła się ta wstrętna
świątynia wraz z nieczystymi waszymi bożkami.
Sapor rozkazał, aby przygotowano trzy kotły napełnione
oliwą, siarką i smołą oraz porąbano stare łódki na opał,
a następnie rozpalono wielki ogień. Gdy wszystko to było
zrobione, a w kotłach kipiało i bulgotało, męczenników związano
łańcuchami i spuszczono do wrzątku, początkowo do pasa,
później do piersi, a na koniec do szyi. Oni zaś, cierpiąc tę
torturę, spoglądali ku niebu, a każdy z nich śpiewał swą pieśń
słowami Dawida. Błogosławiony Pegazy wołał:
26 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— „Zaprawdę, w Tobie jest źródło życia, w Twojej światłości


oglądamy światłość” (Ps 36,10).
Błogosławiony Anempodyst mówił:
— „Stopa moja spoczywa na równym gruncie” (Ps 26,12);
„Pochodnią dla nóg moich jest Twoje słowo, światłem na mojej
drodze” (Ps 119,105).
Błogosławiony Akindynos głosił:
— Oplatają nas więzy Szeolu, schwytały nas sidła śmierci
(por. Ps 18,6). Skoro przechodzimy przez ogień i wodę, Ty,
Panie, wywiedź nas na wolność (por. Ps 66,12).
W ten oto sposób modlili się i nie stała się im żadna
krzywda od kipiącej oliwy, siarki i smoły. Krępujące łańcuchy
rozerwały się i opadły. Męczennicy wyszli zdrowi. Wielu widząc
ten zdumiewający cud poznało Prawdę i wysławiało Chrystusa.
A jeden z oprawców imieniem Afthoniusz uwierzył w Ukrzyżowanego
i zawołał:
— Wielki jest Bóg chrześcijan!
Do władcy zaś powiedział:
— Bezbożny i nienawidzący ludzi królu! Jak długo jeszcze
będziesz męczyć tych niewinnych ludzi? Torturując ich zmęczyliśmy
się bardziej niż oni, a ty ciągle jesteś jakby z kamienia i nic nie
wzrusza twego serca.
Sapor nakazał Afthoniuszowi ściąć głowę. Usłyszawszy, że
jest skazany na ścięcie mieczem, nowo nawrócony podniósł oczy
ku niebu i krzyknął:
— Chwała Ci, Panie Boże, Jezu Chryste, w którego wierzą
chrześcijanie! Ja również wierzę w Ciebie, oddaję Ci pokłon
i umieram za Ciebie! Zbaw mnie, niegodnego, w Swym wielkim
miłosierdziu.
Siepacz przystąpił do Afthoniusza, nałożył na jego szyję
sznur, aby wyprowadzić go za miasto i wypełnić wyrok. On zaś
zwrócił się do męczenników i powiedział:
DZIEŃ DRUGI 27

— Ojcowie moi, nie pamiętajcie o złu, którego doświadczyliście


ode mnie, gdy wykonywałem rozkaz bezbożnika. Módlcie się za
mnie do Boga, by przebaczył mi liczne grzechy oraz przyłączył
mnie do grona wierzących, tak byśmy zobaczyli się w Jego
Królestwie.
Święci rzekli:
— Raduj się, bracie nasz, gdyż przed nami udajesz się do
Chrystusa. Bądź pewien, że okaże ci Swe miłosierdzie i odda ci
według twej wiary.
Afthoniusz ucałował ich i został odprowadzony poza miasto.
Przyzywając Imię Jezusa skłonił głowę pod miecz i z radością
oddał duszę swą Panu. Chrześcijanie zabrali jego ciało i owinęli
czystym płótnem, a następnie pogrzebali go jako męczennika
Chrystusowego.
Zaś Akindynos, Pegazy i Anempodyst z rozkazu króla
zostali zaszyci w skórzanych worach i wrzuceni do morza.
Wtedy właśnie pojawił się św. Afthoniusz wraz z trzema
aniołami i wydobył z morza męczenników. Wysłańcy Boży
oswobodzili ich z worów i pozostawili żywych na lądzie. Gdy
król usłyszał, że skazańcy są wolni i w pełni zdrowia, rozgniewał
się na żołnierzy myśląc, że nie wykonali jego rozkazu. Odrąbał
zatem czterem żołnierzom ręce, a następnie nakazał ich utopić.
Przed śmiercią przyzywali oni Jezusa Chrystusa i wyznawali
Jego Imię — tak pogrążyli się w morskich głębinach.
Tymczasem ponownie schwytano Akindynosa, Pegazego
i Anempodysta, zamknięto w ciemnicy i zakuto w dyby. Król
przywołał wielmożów i wypominał im, że pozostawili go samego
na sądzie nad chrześcijanami, nie pomagając ani słowem, ani
czynem. W odpowiedzi usłyszał, iż nie jest czymś dobrym
wydawać niewinnych na męki. Zapytał jeszcze:
— O czym myśleliście, gdy staliście tu wczoraj i rękami
zakrywaliście usta?
Wielmoża imieniem Elpidifor ze śmiechem odpowiedział:
28 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Śmialiśmy się w duszy z powodu twego obłędu. Głupi


byliśmy do tej pory słuchając ciebie.
Sapor rozkazał jednemu z obecnych, aby uderzył
w twarz śmiałka. Widząc to oburzyli się wszyscy pozostali
i rzekli:
— Wiedz, że nie jesteśmy po twojej stronie.
Bezbożnik rozumiejąc, że wielmoże popierają Elpidifora,
przestraszył się i nie chcąc ich bardziej rozdrażniać powiedział:
— Wybaczcie mi. Z wielkiego smutku zamęt ogarnął mój
umysł.
Wielmoże odeszli. Nastała noc. Serce władcy ogarniała
coraz to większa złość. Myślał tylko, jak wygubić świętych
i zemścić się. Rankiem nakazał wrzucić męczenników do jamy
wypełnionej jadowitymi wężami. Świętym nic się nie stało —
aniołowie wyprowadzili ich na zewnątrz. Następnie powieszono
ich i odzierano ze skóry, lecz po pewnym czasie się okazało, że
na ich ciele nie ma żadnych ran. W końcu Sapor skazał świętych
na ścięcie mieczem. Gdy wychodzili poza miasto, gdzie miał być
wykonany wyrok, podążało za nimi wielu ludzi, którzy uwierzyli
w Boga i z płaczem mówili:
— Słudzy Boga prawdziwego, dlaczego pozostawiacie nas
bez nauki?
Męczennicy odpowiedzieli:
— Miłosierny Bóg da wam to, co potrzebne, gdyż widzi
wasze potrzeby. Tylko mocno wierzcie w Niego, a On da wam
to, co przyniesie korzyść.
Niektórzy ze sług królewskich poszli do władcy i donieśli,
że cały lud przystał do chrześcijan i może utrudniać wykonanie
egzekucji. On zaś rzekł:
— Wyprowadźcie za miasto trzystu uzbrojonych żołnierzy,
aby pozabijali tych, którzy będą iść za tymi czarodziejami.
Słudzy powiedzieli też, że wśród ludu znajdują się niektórzy
wielmoże, między innymi Elpidifor.
DZIEŃ DRUGI 29

— Czy mamy ich wraz z pozostałymi pozabijać? — zapytali.


Król zawezwał więc Elpidifora. Ten przyszedł z trzema
innymi dostojnikami. Władca pochyliwszy głowę długo siedział
w milczeniu, potem podniósł wzrok i rzekł:
— Elpidiforze! Z jakiego powodu porzuciłeś bogów naszych
ojców i przeszedłeś na kłamliwe chrześcijaństwo? Wiedz, że ja
nie oszczędzę nikogo, kto wierzy w Ukrzyżowanego.
Chrześcijanin odpowiedział:
— Czyń, co chcesz. Gotowi jesteśmy zaraz oddać życie za
Chrystusa, gdyż On jeden jest prawdziwym i sprawiedliwym
Bogiem i nie ma innego poza Nim. Wszyscy twoi bogowie to
biesy, których się wyrzekamy. Tobą zaś — sługą biesów —
i wstrętnymi ofiarami gardzimy.
Wówczas Sapor wydał taki wyrok:
— Elpidifora oraz wszystkich tak samo jak on myślących,
którzy porzucili naszych najjaśniejszych bogów — skazuję na
ścięcie mieczem. Niech otrzymają to, na co zasłużyli. Kto zechce
pochować ich ciała, może czynić to bez obaw.
Żołnierze wyprowadzili ich za miasto do męczenników i tych,
którzy uwierzyli w Chrystusa. Gdy odczytano wyrok, wszyscy
zawołali:
— Chwała Tobie, Boże, który ukazałeś nam drogę zbawienia,
abyśmy wyzwoleni z mrocznego i przewrotnego świata przyszli
do Ciebie, naszego Pana, i pokłonili się przed Twoim ołtarzem
oraz ujrzeli Ciebie, Światłości Niedostępna!
Po tych słowach wszyscy obecni za miastem chrześcijanie
przekazali sobie pocałunek pokoju. Żołnierze okrążyli ich i zabijali.
W dniu owym zginęło od miecza około siedmiu tysięcy nowo
nawróconych, a wśród nich i Elpidifor. Nie zabito Akindynosa,
Pegazego i Anempodysta, gdyż z rozkazu króla odesłano ich
ponownie do ciemnicy. Rankiem dnia następnego władca nakazał,
aby przygotować piec ognisty i spalić w nim męczenników. Gdy
wyprowadzono świętych z lochu, rzekł:
30 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Czy widzicie ten piec? Został przygotowany dla was.


Błogosławiony Akindinos powiedział wtedy:
— Dla ciebie jeszcze większy piec jest przygotowany w gehennie
ognistej. Będziesz tam palić się wraz z twymi biesami.
Król zapytał z gniewem:
— Czyż ja jestem biesem?!
Święty odpowiedział:
— Czyny twoje i imię twe wskazują, że w tobie zamieszkuje
bies. Czynisz bowiem to, co typowe dla biesów. A imię twe
oznacza: „król biesów”. Dobrze nazwała cię twa matka, dając
ci imię Sapor, gdyż jesteś zwolennikiem biesów.
Oprawca rzekł do otaczających go ludzi:
— Poproście, aby matka moja przyszła do mnie.
Gdy nadeszła, zszedł z tronu, okazał jej szacunek, posadził
obok siebie i zapytał:
— Powiedz mi, matko, jakie mam imię?
Ona zaś odpowiedziała:
— Nosisz imię twego dziadka — miał na imię Sapor, stąd
też i ciebie tak nazwano.
Król wskazał palcem na świętych i rzekł:
— A ci bezbożnicy mówią, że noszę diabelskie imię.
Kobieta zaśmiała się, bowiem już uwierzyła w Chrystusa,
lecz zataiła to przed synem. Bezbożnik zobaczywszy, że matka
jego się śmieje, wybuchnął złością, pchnął ją i bił po twarzy.
Ona zaś przypadła do nóg męczenników i z płaczem mówiła:
— Miejcie wzgląd na moją starość, słudzy Chrystusa, widzę
bowiem, że urodziłam nie tylko z imienia, ale i z czynów biesa.
Przekonawszy się, iż jego matka uwierzyła w Chrystusa,
Sapor osądził ją i wrzucił w piec ognisty razem z męczennikami.
Wrzucono tam też dwudziestu ośmiu żołnierzy, którzy uwierzyli.
Modląc się oddali oni dusze swe Bogu. Ci, którzy byli godni,
widzieli zastępy aniołów śpiewających dookoła pieca i witających
DZIEŃ DRUGI 31

dusze świętych, a umęczone ciała wydawały niewypowiedzianie


cudowną woń.
Gdy ogień wygasł, król udał się do swych komnat, a wszyscy
się rozeszli. Kilku z wierzących podeszło do paleniska i znalazło
nienaruszone przez ogień ciała świętych; zabrali je i ze czcią
pogrzebali. Śmierć męczenników Akindynosa, Pegazego, Anempodysta
i innych nastąpiła w 330 lub 345 r.

Wspomnienie świętego Marcjana

w. Marcjan pochodził z Cyru. Opuścił swą ojczyznę i udał


się na pustynię. Tam zbudował tak maleńką celę, że mogła
pomieścić tylko jednego człowieka. Odział się w grubą włosiennicę
i został pustelnikiem. Spożywał jedynie chleb i pił wodę —
w niewielkich ilościach i po zachodzie słońca.
Po pewnym czasie przyłączyło się do niego dwóch wędrowców,
którzy zamieszkali w pobliżu. Abba Marcjan trwał w zatworze,
nigdy nie zapalał świecy, miał bowiem światło Boże, które
rozjaśniało mrok. Zazwyczaj czytał psalmy.
Pewnego razu przypełzła w tamto miejsce wielka żmija.
Bardzo przestraszyła postników. Abba Marcjan uczynił znak
krzyża, dmuchnął i wówczas gad został zniszczony, jak najwyższa
trzcina ginie w ogniu.
Zdarzyło się, iż patriarcha antiocheński Flawian oraz biskup
Cyru i jeszcze inni hierarchowie przybyli do Marcjana na
pustynię. Przekonywali go, odwołując się do różnych fragmentów
Piśma Świętego, żeby ze względu na dobro wielu opuścił
samotnię. Nie dał się jednak namówić. Dziwny ten mąż nawrócił
też rzeszę heretyków na prawdziwą wiarę.
Siostra Świętego przyszła wraz ze swym synem i przyniosła
mu różnorakie jadło. Abba Marcjan nie chciał jej widzieć
32 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

i niczego nie przyjął. Spotkał się tylko z siostrzeńcem. Na prośbę


siostry, aby wziął dary, tak odpowiedział:
— Czy proponowaliście ten pokarm któremuś z monasterów,
gdzie nocowaliście w drodze tutaj?
— Nie, nigdzie — odpowiedziała kobieta.
— Odejdźcie zatem z tym, z czym przyszliście, gdyż ważniejsze
są dla was więzi rodzinne. . .
Marcjana miłowali bliscy i dalecy. Dowiedziawszy się, że
wielu się spiera, gdzie po śmierci złożyć jego ciało, Święty
zawezwał ucznia Euzebiusza i kazał mu przysiąc, iż pogrzebie
jego ciało daleko od celi, tak aby nikt nie wiedział, gdzie
znajduje się miejsce spoczęcia jego doczesnych szczątków.
Odszedł do Pana w 388 r.
Dzień trzeci

Męczeństwo biskupa Akepsima, kapłana Józefa


i diakona Aithala

perskim mieście Naesson żył pobożny biskup imieniem Akepsim.


Od młodości ćwiczył się we wszelakich cnotach i zachował
czystość aż do starości. Jeszcze w wieku osiemdziesięciu lat
przestrzegał srogich postów, trwał na modlitwach i troskliwie
troszczył się o powierzoną trzodę. Największym jego zmaganiem
duchowym było przelanie krwi za Pana, za którego oddał życie
po długich i ciężkich cierpieniach. Już na kilka lat
przed męczeństwem otrzymał proroctwo o tym, co na-
stąpi.
Pewnego razu, gdy odpoczywał w swym domu, napełniony
duchem proroczym chłopiec pocałował go i rzekł:
— Błogosławiona jest ta głowa, bowiem przyjmie męczeństwo
za Chrystusa!
Biskup uradował się przepowiednią i powiedział:
— Niech mi się stanie według twego słowa.
Tego dnia był w gościnie u Akepsima jego umiłowany
przyjaciel — biskup z sąsiedniego miasta. Gdy usłyszał przepowiednię,
uśmiechnął się i zapytał:
— Powiedz, moje dziecko, czy nie wiesz czegoś o mnie?
34 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Młodzieniec odpowiedział:
— Nie zobaczysz już więcej swego miasta, gdyż odejdziesz
do Pana w drodze powrotnej, w miejscowości Etradan.
Proroctwa wypełniły się w odniesieniu do obydwu biskupów.
Jeden umarł w czasie drogi do swego miasta we wspomnianej
miejscowości, a głowa drugiego stała się godna męczeńskiej
korony. Oto jak się to dokonało:
Niegodziwy król perski Sapor rozpoczął wielkie prześladowanie
chrześcijan w swym królestwie. W święto zbawczych cierpień
Chrystusa wysłał on do podlegających mu krajów rozkaz, aby
zabić wszystkich chrześcijan. Owego dnia pozbawiono życia
wielu wyznawców Jezusa w miastach i wsiach Persji.
Najbardziej nienawidzili chrześcijan kapłani i czarodzieje.
Wyszukiwali oni ukrywających się wyznawców Chrystusa, wyciągali
ich z domów oraz kryjówek i wydawali na okrutną śmierć.
Niektórzy wierzący sami oddawali się w ich ręce i bohatersko
przelewali krew. Za Chrystusa zostało zabitych wielu z dworzan.
Eunucha Azadisa, ulubieńca króla, razem z innymi wydano na
śmierć, gdyż był prawdziwym sługą Jezusa i wyznawcą Jego
Imienia.
Gdy władca dowiedział się o śmierci swego ulubieńca,
przerwał kaźń, rozkazując, aby wyszukiwać przywódców oraz
nauczycieli wiary chrześcijańskiej. Pogańscy czarodzieje i kapłani
obchodzili więc całą Persję w poszukiwaniu chrześcijańskich
biskupów.
W tym czasie pochwycono również Akepsima. Gdy wyprowadzano
go, jeden z domowników podszedł do niego i szepnął mu do
ucha:
— Jaka jest twoja wola co do domu?
Święty powiedział:
— On już nie jest mój, bowiem bez zwłoki udaję się do
domu w niebie.
DZIEŃ TRZECI 35

Po przybyciu do miasta Arbela przywiedziono go do księcia


czarodziejów Adracha. Zapytał on św. Akepsima:
— Kim jesteś?
Biskup głośno wyznał, że jest chrześcijaninem.
— Czy prawdą jest to, co mówią o tobie, że nie stosujesz się
do woli królewskiej i głosisz jedynego Boga? — zapytał sędzia.
Święty bez lęku odpowiedział:
— Wszystko, co usłyszałeś o mnie, jest prawdą. Głoszę
jedynego Boga i przekonuję przychodzących do mnie, aby
poznali Go i razem ze mną w Niego wierzyli.
— Słyszałem, iż jesteś mądrzejszy od innych, teraz zaś
widzę, że w niczym nie jesteś lepszy od tych bezrozumnych
dzieci. Cóż bowiem jest rozsądnego w tym, by przeciwstawiać
się woli króla i nie pokłonić się jasnemu słońcu i ogniowi, którym
cześć oddaje sam władca?
Święty odrzekł:
— Twój król i ty jesteście tak samo niemądrzy, gdyż
lekceważąc Stworzyciela oddajecie cześć temu, co stworzone.
Wówczas poganin krzyknął:
— Ośmielasz się nazwać niemądrymi tych, którzy oddają
cześć żywiołom i kłaniają się dającemu życie i oświecającemu
wszystko Słońcu?! Kłamliwy starcze! Zaprawdę — sam jesteś
nierozsądny, a jeśli nie podporządkujesz się rozkazowi, to
twój podeszły wiek nie uchroni cię od ciężkich tortur i twój
ukrzyżowany Bóg nie wyzwoli cię z naszych rąk.
36 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Święty rzekł:
— Niech zamkną się, niegodziwcze, twe obrzydliwe usta
przeklinające mojego Boga! Chcesz mnie zastraszyć groźbami,
abym odstąpił od tradycji ojców, której nauczyłem się w młodości
i w której dożyłem starości. Choć wywyższasz się w pysze
swojej i grozisz, że ani moje siwe włosy, ani Bóg nie wybawią
mnie z twoich rąk, to jednak nie zamienię lepszego na gorsze.
Jaką bowiem będzie dla mnie korzyścią uwolnić się z twoich
rąk na ten krótki czas, jaki mi jeszcze pozostał do śmierci?
Nie pokłonię się słońcu, nie oddam czci ogniowi, aby nikt nie
wyśmiewał się ze mnie i nie pomyślał, że życie droższe mi jest
nad Stwórcę. Nie oddam za krótkotrwałe chwile tak wielkich
dóbr niebieskich.
Czarodziej nakazał wówczas rozciągnąć Świętego na ziemi
i mocno bić sękatymi kijami. Bito go po całym ciele, aż ziemia
zabarwiła się krwią. Potem oprawca postawił go znowu przed
sobą i zapytał:
— Akepsimie, gdzie jest twój Bóg?! Niech teraz przyjdzie
i wybawi cię z moich rąk.
Męczennik odpowiedział:
— O bezbożniku! Mój Bóg jest wszędzie — wypełnia niebo
i Ziemię oraz ma moc wyzwolić mnie z twych rąk. Jednak ja
przyzywam Jego dobroć nie po to, by wybawił mnie od cierpień,
lecz bym wytrwał do końca i posiadł koronę życia wiecznego.
Jakież ciebie czekają męki, jeśli ty, będąc prochem, ośmielasz się
powstać przeciwko Bogu Żywemu? Zaprawdę, zasługujesz, by
spalić się w ogniu, przed którym teraz bijesz pokłony. Godzien
jesteś, aby twój bożek wiecznie cię palił.
Słysząc te słowa, książę czarowników zapałał gniewem
i rozkazał, by zakuć męczennika w ciężkie żelazne kajdany
i zamknąć w ciemnicy. Następnego dnia rano pochwycono
siedemdziesięcioletniego kapłana Józefa oraz diakona Aithala.
Obydwaj byli mężami sprawiedliwymi i świętymi, bardzo gorliwymi
DZIEŃ TRZECI 37

w szerzeniu wiary. Przywiedziono ich przed oblicze niegodziwca.


Spojrzał na nich i rzekł:
— O zatraceńcy! Dlaczego mamicie prostych ludzi swoją
zwodniczą nauką?
Kapłan odpowiedział:
— Nie mamimy ludzi, lecz wskazujemy im drogę do poznania
prawdziwego Boga, który jest Panem i Stworzycielem Słońca,
ognia oraz wszystkich stworzeń widzialnych i niewidzialnych.
Nauka nasza jest prawdziwa, bowiem głosi jedynego Boga.
Czarownik zapytał:
— Jaka nauka jest bardziej sprawiedliwa: ta, którą zachowuje
król i wszyscy dostojnicy, czy też ta, za którą postępują ludzie
niskiego pochodzenia, nędznicy, ubodzy i marni — jak ty?
Kapłan odrzekł:
— Tak, jesteśmy ubodzy i pagardzani w tym świecie,
ale Pan nasz jest łaskawy nie dla tych, którzy pławią się
w zgubnych dla duszy bogactwach i pysze, ale dla ubogich
i pokornych. Z tego względu wielu z nas dobrowolnie staje się
biednymi i pokornymi, rozdając swe mienie. Mamy przez to
nadzieję otrzymać stokrotną nagrodę od naszego Pana. Jeśli
gromadzilibyśmy złoto, to wzbogacilibyśmy się bardziej niż ty,
który nic nie robisz, a tylko pochłaniasz owoc cudzej pracy
i ograbiasz ubogich. Nam jednak wystarczy ta odrobina, którą
mamy na pokarm, a resztę przeznaczamy dla naszych słabych
braci. Wiemy, że bogatym trudno jest wejść do Królestwa
Niebieskiego — oni bowiem, dążąc do wzbogacenia się, popodają
w pokusy. . .
— Przerwij swoje długie i nużące pouczenie i oddaj pokłon
ogniowi i słońcu! — krzyknął czarownik.
Na to kapłan rzekł:
— Nie łudź się, że kiedykolwiek zobaczysz mnie wypełniającego
twój bezbożny rozkaz. Nie mam zamiaru porzucić Stworzyciela
i nie pokłonię się temu, co zostało stworzone!
38 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Oprawca po tych słowach nakazał obnażyć kapłana, rozciągnąć


na ziemi i bić gałązkami krzewu różanego. Bito go tak, że
zdarto skórę, a ciało zaczęło odpadać od kości. Święty, cały
zakrwawiony, zawołał:

— Jestem Ci wdzięczny, Panie i Boże mój, za to, że


zechciałeś się obmyć w mojej krwi!

Po długich męczarniach Józefa zakuto w żelazne kajdany


i zawleczono do lochu, gdzie trzymano św. Aleksego. Pocieszali
się tam wzajemnie nadzieją na miłosierdzie Boże. Z kolei
postawiono przed obliczem sędziego związanego Aithala.

— A ty cóż powiesz? Czy wypełnisz rozkaz króla? Czy


pokłonisz się wielkiemu Słońcu? Czy skosztujesz krwi ofiarnej,
aby uchronić się od cierpień? Czy też będziesz trwał przy swoim
zdaniu, jak pozostali?

Diakon odpowiedział:

— Picie krwi z ofiar dla bożków to twoja sprawa, niegodziwy


starcze. Za boga uważasz to, co Bóg stworzył. Moja dusza nie
będzie tak ślepa, jak twoja, by oddawać cześć stworzeniu, a nie
Stwórcy.

Wówczas oprawca nakazał związać jego ręce pod kolanami


i włożyć w nie duży kołek, a sześciu siepaczom, po trzech
z każdej strony, wejść na jego końce i naciskać oraz bić
męczennika kolczastymi gałązkami. Żołnierze skacząc wyłamali
diakonowi stawy i poranili ciało. Święty mężnie zniósł wszystkie
cierpienia i rzekł:
DZIEŃ TRZECI 39

— Cieszysz się, kacie, widząc mój ból, jak cieszy się pies czy
wrona, widząc trupa i chcąc się nim nasycić. Jednakże wiedz,
niegodziwcze, że za nic mam te męki.
Oprawca tym większą zapałał nienawiścią i rozkazał, by
jeszcze mocniej bić Świętego, aż połamały się kości. Po torturach
przeniesiono go do lochu, nie był bowiem w stanie iść o własnych
siłach. Wrzucono go do celi, gdzie wcześniej umieszczono już
dwóch męczenników. Po pięciu dniach przeniesiono świętych
na miejsce zwane „Raj”, gdzie znajdowała się świątynia boga
Ognia, którego czcili Persowie.
Książę czarowników rzekł:
— Odpowiedzcie natychmiast: czy będziecie trwać
w swej głupocie, czy też zmienicie przekonania i uczynicie to
co ja?
Odrzekli:
— Wiedz, sędzio, że w przekonaniu, jakie mieliśmy od
początku, będziemy trwać do końca. Ani groźbami, ani mękami,
ani podarkami, ani w żaden inny sposób nie wpłyniesz na
zmianę naszej wiary. Głosimy jedynego Boga, Pana wszystkiego,
w Niego tylko wierzymy i tylko Jemu oddajemy cześć.
Po tych słowach oprawca rozpoczął nowe tortury. Rozkazał
związać sznurami ręce, biodra i golenie skazańców, następnie
nakazał włożyć w te sznury kije i obracać je tak, by ściskać
ciało. Spowodowało to ogromny ból, łamały się kości tak
głośno, że słyszeli to stojący w oddali. Ciemiężyciele mówili
do męczenników:
— Nie sprzeciwiajcie się rozkazowi króla!
Oni zaś odpowiadali:
— Każdy, kto wypełnia rozkaz waszego bezbożnego władcy,
sprzeciwia się Bogu!
Tak męczono świętych od godziny dziewiątej rano do południa.
Potem oprawca nakazał ich odprowadzić. Nie byli jednak
wystarczająco mocni, by iść o własnych siłach, dlatego też
40 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

musiano ich zanieść do ciemnicy. Strażom rozkazano, aby


nikogo do nich nie dopuszczać, tych zaś, którzy będą do
nich przychodzić z pożywieniem czy odzieniem, natychmiast
schwytać i zabić. Chrystusowi męczennicy przebywali w tym
więzieniu trzy lata, cierpiąc od głodu i pragnienia oraz nie
gojących się ran, tak że sami strażnicy, widząc ich tragiczne
położenie, współczuli im i płakali nad ich losem. Respektując
dany rozkaz, bali się ulżyć im w cierpieniu; dawali im niekiedy
po kryjomu kawałki chleba czy trochę wody.
Po upływie trzech lat przybył tam Sapor, król perski,
wraz z głównym przywódcą czarowników imieniem Ardasabor.
Dowiedziawszy się o przetrzymywanych w lochu męczennikach,
nakazał ich przyprowadzić przed swe oblicze.
Święci po wyściu z ciemnicy przypominali trzciny kołysane
wiatrem, tak byli osłabieni. Wycieńczeni głodem i pragnieniem,
wyschnięci jak wióry, nie mieli siły iść. Gdy przyprowadzo ich
do Ardasabora, przedstawiali sobą żałosny widok: kości pokryte
skórą. Czarownik zobaczywszy ich zapytał:
— Czy jesteście chrześcijanami?
— Tak, jesteśmy chrześcijanami. Wierzymy w jedynego
żywego Boga i oddajemy Mu cześć — odpowiedzieli.
Ardasabor rzekł:
— Widzicie, w jaką biedę, nieszczęścia popadliście przez
waszą wiarę? Poprzez wiele cierpień i długie zamknięcie przestaliście
być podobni do ludzi; teraz bardziej przypominacie trupy leżące
w grobie. Radzę wam pokłonić się najjaśniejszemu Słońcu. Jeśli
mnie nie posłuchacie, to umrzecie straszną śmiercią.
Święci jednogłośnie wyznali Prawdziwego Boga, który stworzył
nie tylko Słońce, ale i wszelkie stworzenie, i wyrazili gotowość
oddania życia za Najwyższego. Po długim sporze, książę zrozumiał,
że nie jest w stanie podporządkować ich swej woli. Rozkazał
tedy, by najpierw bito grubym rzemieniem św. Akepsima po
DZIEŃ TRZECI 41

plecach i brzuchu. Biło go trzydziestu żołnierzy, herold zaś


krzyczał:
— Jeśli wypełnisz rozkaz króla, będziesz żył!
Święty odpowiadał:
— Staram się wypełniać wolę mego Pana ze wszystkich
swych sił, które od Niego otrzymałem!
Po pewnym czasie osłabł i zamilkł. Siepacze po długich
torturach ścięli mu głowę. Tak wypełniło się proroctwo natchnionego
młodzieńca, który onegdaj całując go rzekł: „Błogosławiona
jest ta głowa, gdyż będzie cierpiała za Chrystusa”.
Ciało męczennika wywleczono na drogę i rzucono psom
na pożarcie. Stojący niedaleko strażnicy pilnowali, aby go nie
ukradziono. Po upływie trzech dni, gdy wartownicy odeszli,
chrześcijanie wzięli ten bezcenny skarb i ze czcią pogrzebali.
Po zabiciu św. Akepsima zaczęto torturować z rozkazu
oprawcy św. Józefa, a herold wykrzykiwał:
— Będziesz żyć, jeśli podporządkujesz się woli króla!
Męczennik zaś odpowiadał:
— Bóg jest jeden i poza Nim nie ma innego. „W Nim
bowiem żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28). Tylko
w Niego wierzymy i Jego czcimy, a królewskim rozkazem
gardzimy.
Po długotrwałych torturach kapłan zaniemógł i stał się
jak martwy. Dręczyciele myśląc, że nie żyje, rzucili go na
plac targowy. Gdy zauważyli, że jeszcze oddycha, z powrotem
zamknęli go w ciemnicy. Po zabraniu Józefa do lochu książę
wezwał św. Aithala:
— Oto przed tobą życie lub śmierć, szacunek albo pogarda;
nie wybieraj tego, co gorsze, lecz to, co lepsze. Nie podążaj
drogą, którą poszli głupi. Dane im było to, na co zasłużyli: kaźń.
Posłuchaj zatem mojej rady, aby dostąpić wielkiego szacunku
i otrzymać podarki z rąk króla. Jeśli mnie nie posłuchasz, sam
będziesz winien swej zatraty.
42 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Diakon odpowiedział:
— Wielkim wstydem przed obliczem nieba i Ziemi byłoby
dla mnie, gdybym nie udał się tą drogą, którą poszli przede mną
moi ojcowie. Jeśli oni, będąc w podeszłym wieku i słabi na ciele,
tak mężnie znosili cierpienia, to dlaczego ja — młody i mocny —
miałbym się lękać bólu? Nie boję się śmierci za Chrystusa,
który umarł za mnie; nie chcę utracić życia wiecznego za
życie czasowe; nie sprzedam mej pobożności za wasze podarki
i szacunek.
Wówczas oprawca krzyknął ze złością do zgromadzonych:
— Zabierzcie go i bijcie jeszcze mocniej niż pierwszych!
Święty powiedział:
— Psie śmierdzący i nieczysty! Cierpienia zastraszają tylko
małodusznych, a nie mocnych mężów, których dusze pragną
zjednoczyć się z Chrystusem!
Św. Aithala zaczęto mocno bić, książę zaś ze zdziwieniem
zapytał dworzan:
— Dlaczego chrześcijanie pogardzają życiem, a śmierci
pragną jak czegoś najlepszego?
— Wierzą w naukę, którą przekazali im ojcowie, że istnieje
inny świat, lepszy niż ten. Będąc przekonani o prawdzie tej
nauki, gardzą doczesnym światem i — mając nadzieję na
lepszy — dobrowolnie wybierają śmierć.
W ciągu wielu godzin, gdy książę wiódł dysputy z otaczającymi
go ludźmi, Świętemu zadawano niezliczone rany. Potem oprawca,
udając miłosiernego, nakazał, by zaprzestano tortur i rzekł:
— Podporządkuj się woli króla, a będziesz zdrowy, mamy
bowiem lekarzy, którzy wyleczą cię z twych ran.
Święty odpowiedział:
— Jeśli mógłbyś mnie uleczyć jednym słowem, to
i wówczas nie podporządkowałbym się waszej bezbożności.
Książę czarowników szydził:
DZIEŃ TRZECI 43

— Powiedziałem to, aby wypróbować cię; nawet jeślibyś


usłuchał rozkazu, i tak nie miałbyś szans na życie, bowiem
po takich torturach czekać cię może jedynie śmierć. Będziesz
przykładem dla wszystkich chrześcijan, aby nie śmieli sprzeciwiać
się królowi i lekceważyć jego dostojników.
Męczennik odrzekł:
— Bezbożny sędzio! Chociaż zazwyczaj kłamiesz, to teraz
zdarzyło się, mimo że tego nie chciałeś, iż powiedziałeś prawdę.
Tak, będę dla wszystkich chrześcijan przykładem męstwa i wielkoduszności.
Wielu z wierzących patrząc na mnie i me cierpienie za Chrystusa
napełni się żarliwością umiłowania Boga i pójdzie za Niego
również na takie męki.
Ardasabora zadziwiło tak wielkie męstwo i wytrwałość
skazańca. Spojrzawszy na swego umiłowanego przyjaciela imieniem
Adesch, pochodzącego z miasta Arbela, rzekł:
— Zabierz Józefa i Aithala do swego miasta i uczyń tak,
aby zostali ukamienowani przez chrześcijan.
Uznał bowiem, że zamiast ściąć ich mieczem, będzie lepiej,
by ich śmierć przyszła z rąk chrześcijan.
Adesch położył męczenników na muła i osła, jak kładzie
się snopy zboża czy wiązki drewna, gdyż nie mogli chodzić
ani siedzieć, tak bardzo byli osłabieni. Udali się do miasta
Arbela. Po drodze, gdy trzeba było odpocząć i przenocować,
męczenników zdejmowano ze zwierząt i kładziono na ziemi. Nie
mieli siły nawet ruszyć ręką czy nogą. Kiedy ktoś chciał dać
im nieco pożywienia czy trochę wody, to wkładał im je do ust.
Po przybyciu do Arbeli zamknięto ich w śmierdzącym lochu
i nie dopuszczano chrześcijan, aby nie udzielili im jakiejkolwiek
pomocy. Rany męczenników strasznie zaropiały. Nie mieli
nikogo, kto by ich opatrzył, przewrócił na drugi bok czy ugasił
pragnienie.
Była w tym mieście pewna zacna kobieta imieniem Snandula,
która w tajemnicy karmiła cierpiących za Chrystusa. Gdy tylko
44 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

dowiedziała się o nowych więźniach, przyszła wraz ze sługami


nocą do lochu. Dała strażnikom wiele złota, by wpuścili ją
do środka. Tam znalazła ledwie żywych męczenników. Już nie
mówili, a jedynie z trudnością oddychali. Snandula uprosiła
strażników, aby pozwolili jej wziąć na krótko skazańców do
swego domu, obiecując, że przed świtem przyprowadzi ich
z powrotem. Gdy tylko strażnicy się zgodzili, zabrała ich do
swego domu, który na szczęście znajdował się niedaleko. Tu
obmyła ich rany, otarła krew czystymi ręcznikami, namaściła
drogocennym olejkiem. Całowała przy tym ich okaleczone ręce
i nogi oraz gorzko płakała nad nimi.
Józef jako pierwszy przyszedł do siebie i zaczął powoli mówić
do kobiety:
— Piękny jest twój czyn, święta niewiasto, miły jest Bogu
i nam, za Niego cierpiącym, ale nie przystoi tak gorzko szlochać
z naszego powodu, gdyż taka żałość jest obca wierze i nadziei
chrześcijańskiej.
Kobieta odpowiedziała:
— Raduję się tym, że Chrystus dał wam tak wiele siły
i tak mężnie znosicie okropne cierpienia. Jeszcze bardziej bym
się radowała, gdybym zobaczyła, iż do końca wytrwaliście na
mękach. Płacz zaś jest właściwy naturze człowieka.
Wtedy św. Józef rzekł:
— Nie powinnaś łkać z naszego powodu, gdyż wiesz, że
wszystko to, czego doświadczymy dla Chrystusa, sprowadza na
nas wieczne błogosławieństwo.
Rankiem męczenników odniesiono do ciemnicy. Po upływie
sześciu miesięcy trochę wydobrzeli i mogli wstać oraz nieco
chodzić, a jedynie ręce Aithala wisiały bezwładnie. Wówczas na
miejsce Adescha powołano Zerowa, jeszcze bardziej okrutnego
niż poprzednik. Kiedy nowy sędzia przybył do miasta, najpierw
udał się do świątyni, gdzie kapłani składali ofiarę swemu bogu
Ogniowi. Tam opowiedziano mu o Józefie i Aithalu:
DZIEŃ TRZECI 45

— Są w ciemnicy dwaj chrześcijańscy nauczyciele, których


najpierw torturował Ardasabor, a potem zostali tutaj sprowadzeni,
aby sami chrześcijanie ich ukamienowali. Z powodu ran nie
mogli chodzić, dlatego też czekano, póki nie wyzdrowieją, by
można było skłonić ich do naszej wiary.
Kiedy sędzia to usłyszał, natychmiast kazał przyprowadzić
męczenników i długo dyskutował z nimi, starając się obietnicami
i groźbami skłonić ich do oddania pokłonu przed ogniem
i spożycia pokarmów ofiarnych. Skoro nie udało mu się nic
osiągnąć, rozkazał obnażyć i powiesić głową do dołu św. Józefa
oraz bić go wołowymi żyłami. W czasie tej tortury odnowiły się
stare rany, a krew ciekła strumieniami, jak ze źródła. Niektórzy
z tam obecnych czarowników zbliżyli się do Świętego i cicho
powiedzieli:
— Człowieku, jeśli wstydzisz się ludzi i dlatego nie chcesz
wejść na oczach wszystkich do świątyni naszego boga, by
zanieść wraz z nami ofiarę, to obiecaj, że uczynisz to w ukryciu,
tak by nikt tego nie widział. Wtedy odzyskasz wolność.
Święty wówczas wykrzyknął:
— „Precz ode mnie, wszyscy nikczemnicy, bo Pan usłyszał
głośny mój płacz” (Ps 6,9).
Józefa bito przez trzy godziny; potem oprawca nakazał, by
zdjąć go i zanieść do ciemnicy, męczennik bowiem nie mógł iść
ze względu na liczne rany. Następnie powieszono św. Aithala
i bito go bez litości przez długi czas. On zaś nieustannie wołał:
— Jestem chrześcijaninem!
Potem powieszono jeszcze jednego człowieka, który był
manichejczykiem. Wyznawał on wobec wszystkich swą niegodziwą
wiarę, wypominając Persom bezbożność. Gdy zaczęto go bić,
z początku znosił mężnie zadawane mu rany, lecz później zaczął
krzyczeć wielkim głosem, przeklinając swego nauczyciela —
Mansiego. Wyrzekł się swej wiary, obiecując pokłonić się
perskim bogom. Św. Aithal, słysząc to, rzekł:
46 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Ty zaledwie zakosztowałeś męki, a już wyrzekłeś się


swego nauczyciela! Błogosławiony jest Chrystus, nasz Bóg,
który umacnia nas podczas wszystkich najcięższych tortur
i sprawia, że jesteśmy niezwyciężeni i stali w naszej wierze!
Sędzia usłyszawszy te słowa rozgniewał się i nakazał, aby
bito św. Aithala kolczastymi gałązkami róży. Katowano go tak
długo, aż wydawało się, że wyzionął ducha. Wtedy wywleczono
go i rzucono jak martwego. Jeden z czarnoksiężników, widząc
nagie ciało, ulitował się i zakrył je prześcieradłem. Gdy inni to
zobaczyli, donieśli sędziemu, co uczynił. Śmiałka pochwycono
i bito bezlitośnie: taka spotkała go nagroda za dobry czyn.
Zauważywszy zaś, że św. Aithal jeszcze żyje, wzięto go za nogi
i zaciągnięto do ciemnicy. Po upływie pewnego czasu ponownie
wyniesiono z więzienia męczenników na sąd. Zerow rzekł do
nich:
— Miejcie litość nad sobą i napijcie się krwi ofiarnej,
a będziecie wolni.
Oni zaś jednogłośnie odrzekli:
— Picie krwi nie przystoi ludziom. Mogą to czynić mięsożerne
psy. Mimo że z natury jesteś człowiekiem, to z usposobienia
jesteś psem, szczekającym na Boga, który cię stworzył. Sam
zatem pij krew i nią się nasyć!
Rozgniewany sędzia nakazał bić więźniów. Obecni tam,
żałując chrześcijan, mówili:
— Zamiast krwi spożyjcie chociaż ugotowane mięso ofiarne,
by uchronić się od bólu.
Święci odrzekli:
— Niczym nie skalamy naszej wiary.
Po tych słowach oprawca wraz z doradcami umówili się,
że doprowadzą do tego, aby sami chrześcijanie ukamienowali
męczenników. Nagle św. Józef powiedział:
— Chcę wyjawić pewną tajemnicę.
DZIEŃ TRZECI 47

Wówczas sędzia podszedł do niego, gdyż pomyślał, że


chodzi o złożenie ofiary bogom. Święty zaś plunął mu w twarz
i krzyknął:
— Czy nie wstyd ci tak bardzo walczyć z ludzką naturą
i zwracać swą złość przeciwko umierającym?!
Oprawca powrócił ze wstydem na swe miejsce. Wówczas
posłano do domów chrześcijan wiele sług, którzy przemocą
sprowadzili wyznawców Chrystusa na miejsce kaźni, aby ukamienowali
św. Józefa. Zaniesiono go na pewną odległość od miejsca, gdzie
odbywał się sąd; wykopano jamę, wsadzono do niej do pasa
Świętego i związano mu ręce. Postawiono wokół chrześcijan,
wkładano im w ręce kamienie i przymuszano, by rzucali je
w Józefa. Chrześcijanie czynili to, choć wbrew swej woli.
Przyprowadzono tam też błogosławioną Snandulę i zmuszano
ją, by ugodziła Świętego kamieniem. Ona jednak zawołała:
— Od dawna nie słyszano, aby jakąkolwiek kobietę przymuszano,
by podniosła rękę na świętych mężów, jak wy to czynicie,
walcząc nie z wrogami, a z niewinnymi, przez co spływa krwią
nasza ojczyzna!
Niegodziwcy przyczepili żelazny róg do długiego kija i dali
go kobiecie, aby dźgała Świętego. Ona zaś odpowiedziała:
— Byłoby dla mnie lepiej, gdyby przekłuto tym kijem moje
serce, niżbym miała dotknąć ciała tego niewinnego męża.
Dookoła Świętego narzucano wiele kamieni, tak że jedynie
było widać jego głowę. Pewien niegodziwiec podniósł olbrzymi
głaz i tak uderzył nim głowę męczennika, iż ją rozbił. W ten
oto sposób św. Józef oddał swego ducha w ręce Pana. Przy ciele
postawiono straż, aby nikt z wierzących nie mógł go wykraść.
Po trzech dniach nastało wielkie trzęsienie ziemi. Spadł
ognień z nieba, który zabił strażników oraz porozrzucał kamienie.
Gdy ustały gromy i błyskawice, ludzie przyszli na to miejsce.
Wszyscy się zdziwili, widząc porozrzucane kamienie. Ciała
48 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Świętego jednak nie znaleźli — Pan przeniósł je w jakieś


nieznane miejsce.
Diakona Aithala odwieziono do miejscowości zwanej Patrias.
Tam został także ukamienowany przez przymuszonych do tego
chrześcijan. Mnisi, którzy żyli w pobliżu, wzięli potajemnie
jego święte ciało i ze czcią pogrzebali. Na miejscu, gdzie
zamęczono Aithala, wyrósł krzew mirtu. Przez pięć lat wszyscy
przybywający tu byli za jego sprawą cudownie leczeni ze swych
słabości — potem bezbożnicy wycięli go. Wielu z tych, którzy
byli tego godni, widzieli na tym miejcu blask niebiańskiego
światła i aniołów, śpiewających pieśń chwały i sławiących Boga.

Poświęcenie świątyni świętego Jerzego w Liddzie

rzeciego listopada Rosyjski Kościół Prawosławny


wspomina poświęcenie świątyni pw. św. męczennika Jerzego
w Liddzie.
Został on zamęczony za czasów wielkiego prześladowania
Kościoła przez cesarza Dioklecjana. W czasie swych cierpień,
będąc zamknięty w ciemnicy, poprosił straże, aby mógł przyjść
do niego sługa. Gdy sługę dopuszczono do męczennika, ten
uprosił go, aby po śmierci zabrał jego ciało do Palestyny. Sługa
wypełnił wolę swego pana: zabrał ciało wraz ze ściętą głową
męczennika i ze czcią pochował je w mieście Ramla.
Za panowania pobożnego cesarza Konstantyna czciciele
męczennika Jerzego wybudowali mu wspaniałą świątynię w Liddzie.
Do niej w dniu poświęcenia przeniesiono z Ramly nieulegające
rozkładowi relikwie Świętego.
Świątynia ta, będąca jedną z największych wspaniałości
Liddy, uległa zaniedbaniu. Niezniszczone pozostały jedynie
ołtarz i grób męczennika, gdzie chrześcijanie odprawiali nabożeństwa.
DZIEŃ TRZECI 49

W drugiej połowie XIX w. Rosja zainteresowała się świątynią


— ofiary dobroczyńców i wielkie dary cara dały możliwość
jej odbudowy. Poświęcenia odnowionej świątyni dokonano 3
listopada 1872 r.

3*
50 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Wspomnienie świętego Akepsima

w. Akepsim żył za panowania Teodozjusza I Wielkiego (379–


395). Zamknąwszy się w małej celi przeżył sześćdziesiąt lat,
cierpiąc skwar i chłód, nikogo nie widząc i z nikim poza Bogiem
nie rozmawiając. Raz na tydzień spożywał soczewicę zmieszaną
z wodą. Wodę potrzebną do picia czerpał ze znajdującego
się w pobliżu źródła — chodził do niego nocą, aby nikt go
nie widział. Po gorących prośbach przyjął godność biskupa.
Dokonał wielu cudów. W pokoju oddał swego ducha Panu.

Wspomnienie świętych męczenników Attyka,


Agapiusza, Eudoksjusza, Kateriusza, Istukariusza,
Paktowiusza i Niktopoliona

ęczennicy Attyk i Eudoksjusz wraz z Kateriuszem i Istukariuszem


byli żołnierzami w mieście Sebasta za panowania cesarza
Decjusza (249–251). Za wyznawanie wiary w Chrystusa zostali
schwytani przez dowódcę Marcelego, który wydał ich na wielorakie
i długotrwałe tortury. Następnie wrzucono ich do ciemnicy,
gdzie chłostano ich wołowymi żyłami oraz wybito zęby. W czasie
mąk dowódca zwrócił się do św. Kateriusza:
— Czy nauczasz lud, by nie słuchał nakazów cesarza?
— Nie uczyłem sprzeciwiać się władcy, ale nauczałem wiary
w Nieśmiertelnego Króla — Chrystusa!
Na miejsce kaźni przywiedziono też Istykariusza, Paktowiusza
i Niktopoliona, którzy wyznali, że Ukrzyżowany jest Bogiem.
Osądzono ich i w różnorodny sposób torturowano. W końcu
skazano ich wraz z innymi na spalenie. W ten oto sposób
dokonali swego ziemskiego żywota.
Dzień czwarty

Żywot świętego Joannikija Wielkiego

w. Joannikij urodził się w miejscowości Marikati w Bitynii.


Jego ojciec miał na imię Miritrik, a matka Anastazja. Gdy
podrósł, rodzice powierzyli mu pasienie domowego bydła. Chłopiec
nie był kształcony, mimo to mądrością przewyższał wielu
uczonych, gdyż poznał przykazania Boże. Postępując za natchnieniami
oświecającego go Ducha Świętego wiódł życie cnotliwe, cechował
się cichością, pokorą, cierpliwością oraz posłuszeństwem.
Modlitwa tak go pochłaniała, że często pozostawiał stado,
a całymi dniami w oddalonych miejscach trwał na modlitwie.
Gdy udawał się na miejsce odosobnione, czynił znak krzyża
nad swym stadem, a ono nie rozchodziło się i nie napadały
nań żadne dzikie zwierzęta, ani też nie padało ofiarą złodziei.
Błogosławiony chłopiec wracał wieczorem ze swej samotni
i przyganiał stado do domu.
Tak żył aż osiągnął wiek młodzieńczy. W tym czasie
w Bizancjum panował niegodziwy Leon IV (775–780), zarażony
herezją ikonoklazmu. Władca ten zaczął powoływać do wojska
młodych ludzi z całego Cesarstwa, którzy wyróżniali się pięknością
i męstwem. Posłańcy Leona przyszli również do Bitynii. Gdy
znaleźli się w miejscowości, w której żył Joannikij, zobaczyli,
52 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

że jest on urodziwy, silny, wysokiego wzrostu. Wzięli go zatem


do oddziałów chroniących pałac cesarski.
Joannikij rozpoczął więc służbę. Wrogowie bali się go, gdyż
zasłynął z wielkiego męstwa; współtowarzysze zaś umiłowali go,
bo był cichy i pokorny — starał się podobać Bogu i wiernie
wypełniać Jego przykazania. Jednakże diabeł widząc jego
pobożne życie zapłonął nienawiścią i skłonił go do herezji.
Ikonoklazm powodował wówczas wielkie spustoszenie w Kościele
Bożym. Ze świątyń wyrzucano ikony, a ci, którzy oddawali im
cześć, byli prześladowani. Joannikija zwiodła herezja w takim
stopniu, że nawet nie chciał słyszeć o świętych obrazach. Bóg,
który pragnie wszystkich zbawić, uratował go w następujący
sposób:
Ze zrządzenia Bożego posłano go z oddziałem na wschód.
W drodze powrotnej przechodził przez górę Olimp, na której
w owym czasie mieszkał mnich obdarzony darem jasnowidzenia.
Duch Boży objawił temu pustelnikowi, że idzie Joannikij.
Wyszedł zatem z celi i rzekł:
— Joannikiju! Jeśli jesteś chrześcijaninem, to dlaczego gardzisz
wizerunkiem Chrystusa? Próżne są wszystkie twoje zmagania
duchowe i życie w cnocie, jeśli nie masz prawdziwej wiary!
Usłyszawszy te słowa, Joannikij zdziwił się, iż zawołał go
po imieniu ktoś, kto go nie znał, i że o jego czynach wie
człowiek, który go nigdy nie widział. Poznawszy, iż mąż ten jest
napełniony Duchem Bożym i dzięki darowi jasnowidzenia zna
go oraz wszystkie jego czyny, pokłonił się i prosił o przebaczenie.
Wyjaśnił, że zgrzeszył z niewiedzy i obiecał oddawać cześć
należną ikonom Chrystusa oraz wyobrażeniom wszystkich świętych.
Od tego czasu błogosławiony Joannikij z wielką czcią odnosił się
do ikon i żałował, iż uprzednio z ignorancji nimi pogardzał.
Pragnąc okupić swój grzech pościł i na różne sposoby umartwiał
ciało. Przebywając w sieniach pałacu cesarskiego, kładł się
na gołą ziemię, modlił się po całych nocach. Spożywał też
DZIEŃ CZWARTY 53

bardzo mało pokarmu. Gdy jednak musiał bywać na wspólnych


ucztach, starał się ukrywać swą wstrzemięźliwość.
Po upływie sześciu lat, które Joannikij spędził na zmaganiach
duchowych, do walki z Grekami powstali Bułgarzy. Przybyli
w wielkiej sile i zaczęli pustoszyć Trację. Cesarz Leon wyszedł
wraz ze swymi wojskami naprzeciw Bułgarom. Obydwie armie
się zeszły i rozpoczęła się bitwa. Gdy Bułgarzy zaczęli zwyciężać,
Joannikij okazał nadzwyczajną odwagę i męstwo. Walczył
on jak nowy Dawid. Przed obliczem samego cesarza dzielnie
odpierał ataki wrogów. W czasie bitwy zobaczył Bułgara, który
przypominał Goliata i parł naprzód zabijając Greków oraz
blokując drogę. Joannikij natarł na niego i mieczem ściął mu
głowę. Ocalił też greckiego dostojnika, który został pochwycony
do niewoli. Cesarz zwrócił uwagę na męstwo Joannikija. Zapytał
o jego ojczyznę, pochodzenie oraz imię i wszystko to polecił
zapisać w kronice, aby po zakończonej bitwie można go było
nagrodzić wysokim stopniem i podarkami.
Po wojnie Joannikij wracając do domu znalazł się w pobliżu
góry Olimp. Przypomniał sobie o pustelniku, który wyszedł
mu naprzeciw i zdemaskował jego skłonność do ikonoklazmu.
Wówczas zrodziła się w nim myśl, by wszystko porzucić i osiedlić
się na tej górze. Zapragnął żyć w milczeniu jak mnich i przebywać
sam na sam z Bogiem. W krótkim czasie wypełnił swe postanowienie.
Za okazane męstwo w walkach Joannikij miał otrzymać
awans i podarki od cesarza — on tymczasem wszystkim tym
wzgardził. Oddaliwszy się od swych towarzyszy, w dwudziestym
piątym roku służby w armii udał się do mnichów, aby rozpocząć
nową walkę — przeciwko „złym duchom w przestworzach” (Ef
6,12). Przybył do Monasteru Abgarskiego i został życzliwie
przyjęty przez mnichów. Wyjawił ihumenowi Grzegorzowi swój
zamiar życia w samotności i milczeniu. Przełożony początkowo
pochwalił jego plany, lecz później rzekł:
— Mimo iż dobry jest twój zamysł, umiłowany, to jednak
54 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

nie radzę ci, byś od razu oddalił się od ludzi. Wskazane


jest bowiem, abyś przywykł do życia według reguły mnisiej
i naszych obyczajów. Zatem pobądź początkowo z cnotliwymi
i doświadczonymi braćmi. Dowiedz się od nich, o jakich porach
i w jaki sposób należy się modlić. Naucz się pokornej mądrości
i posłuszeństwa. Gdy to wszystko opanujesz, wówczas będziesz
mógł udać się na pustynię. Uzbrój się, dziecię, bowiem w przeciwnym
wypadku zostaniesz poraniony i pokonany przez wroga, którego
to ty masz poranić i pokonać.
Joannikij usłuchał pożytecznej rady i na jakiś czas zrezygnował
ze swego zamiaru. Rozpoczął życie z pobożnymi mężami,
aby nauczyć się od nich cnoty. Zapoznawał się z regułami
i życiem monastycznym. Początkowo uczył się w Monasterze
Abgarskim. Potem udał się do Monasteru Utotielas. Tam
opanował sztukę czytania i pisania. Zauważywszy, iż monaster
ten nawiedza wielu świeckich, przez co mnisi nie są w stanie
trwać w milczeniu, odszedł stamtąd do Monasteru Antidiew,
gdzie spędził dwa lata. Nauczył się tam na pamięć trzydziestu
psalmów Dawidowych.
Po upływie dwóch lat Joannikij ponownie zapłonął pragnieniem
samotnego życia w milczeniu. Postanowił udać się na pobliską
górę. Zanim tego dokonał przez siedem dni pościł i żarliwie
modlił się do Boga, aby był mu przewodnikiem na drodze,
którą wybrał. Siódmego dnia ten nowy Mojżesz usłyszał głos
z wysoka, nakazujący mu udać się do samotni.
Joannikij opuścił monaster. Wspiął się na górę i szukał
miejsca do zamieszkania. Nagle zobaczył dwóch pustelników,
którzy odziani byli jedynie we włosiennice i żywili się rosnącymi
tam trawami. Podszedł do nich i pokłonił się; oni zaś wstawszy
pomodlili się, a następnie zaczęli z nim rozmawiać. Joannikij
opowiedział im o sobie i objawił im swe plany, mnisi zaś udzielili
mu nauki. Przepowiedzieli, że po pięćdziesięciu latach zmagań
duchowych, pod sam koniec życia, będzie poddany pokusie
DZIEŃ CZWARTY 55

przez zawistnych ludzi, lecz skutki spadną na ich głowy, a nie na


niego. Pustelnicy dali mu włosiennicę, która była tarczą nie do
przebicia dla wszystkich wrogich strzał, jak o tym sam Joannikij
później opowiadał. Po skończonej rozmowie eremici odeszli do
swej pustelni, a Święty wszedł na górski szczyt i przebywał tam
pod gołym niebem.
Gdy ihumen Monasteru Abgarskiego dowiedział się, w jakich
warunkach żyje Joannikij, zbudował mu na górze niewielką
chatkę, w której Błogosławiony mógł chronić się przed burzą,
deszczem i śniegiem. Po jakimś czasie zaczęli przychodzić do
niego bracia z monasteru, pragnąc porozmawiać na tematy
duchowe. Nie było to dla Joannikija pożądane, gdyż przeszkadzało
w zachowywaniu milczenia. Z tego względu opuścił swą samotnię
i rozpoczął poszukiwania nowego miejsca.
Przechodząc koło miejscowości Gellespont zobaczył
w pobliżu wysoką górę z nieprzebytymi ostępami i skałami. Tam
się osiedlił. Wykopał wąską, głęboką pieczarę i żył w niej nigdy
nie wychodząc. Pożywienie dostawał od wieśniaka, który pasł
tutaj kozy. Przynosił on Świętemu raz w miesiącu trochę chleba
i wody, za co otrzymywał wspaniały dar: błogosławieństwo
i modlitwę. Trzy lata zmagał się duchowo Joannikij w pieczarze,
dniem i nocą wysławiając Boga. Śpiewając psalmy Dawida, do
każdego wiersza dołączał takie słowa:
— Ufności moja — Ojcze, Ucieczko moja — Chryste,
Opieko moja — Duchu Święty!
Raz udał się do znajdującego się niedaleko kościoła. W tym
czasie przyszli tam żołnierze, którzy wraz z nim służyli w wojsku
i byli jego przyjaciółmi. Jeden z nich rozpoznał go i objąwszy
zapłakał z radości. Przypomniał mu wspólne życie, odwagę,
jak również zaszczyty, jakich miał dostąpić od cesarza. Żołnierz
dziwił się, dlaczego Joannikij zrezygnował ze wszystkiego i woli
żyć w ubóstwie. Gdy chciał przedstawić go swym kompanom,
Święty odszedł z tego miejsca. Pragnąc lepiej się schronić przed
56 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

ludźmi, udał się w góry Konturyjskie w Azji Mniejszej. Tam się


osiedlił; żył w przyjaźni ze zwierzętami i żmijami.
Po jakimś czasie postanowił pójść do kościoła pw. św. Jana
Teologa w Efezie, by się tam pomodlić. W drodze, mijając
kapliczkę, spotkał o zachodzie słońca małżonków, którzy tam
przyszli, aby się pomodlić w intencji swych zmarłych rodziców.
Zobaczywszy wędrowca, przestraszyli się, gdyż wyglądał przerażająco:
wysoki, odziany w łachmany, bosy i cały zarośnięty. Święty
widząc, że drżą ze strachu, łagodnie do nich przemówił:
— Nie bójcie się, dzieci. Powiedzcie mi, dokąd wiedzie ta
droga?
Odpowiedzieli, że wiedzie ona ku rzece, która wylała i nie
można jej przebyć inaczej jak tylko łódką. Joannikij poszedł
nad rzekę i nieco odpoczął. Około północy wstał i przeszedł na
drugi brzeg po wodzie, jak po stałym lądzie, tak że nawet nóg
nie zamoczył.
Po przybyciu do Efezu udał się do kościoła pw. św. Jana
Teologa. Drzwi same się otworzyły. W środku świątyni żarliwie
się modlił, czynił pokłony przed ikoną umiłowanego ucznia
Chrystusa i całował ją. Po jego wyjściu drzwi same się zamknęły.
On zaś udał się w drogę powrotną do swej pustelni. Przechodził
koło żeńskiego monasteru, w którym jedna z mniszek miała przy
sobie córkę owładniętą przez pożądliwość. Chciała ona porzucić
życie mnisie, powrócić do świata oraz wyjść za mąż. Matka ze
łzami błagała dziewczynę, aby opanowała nękające ją nieczyste
myśli ze względu na miłość do Chrystusa, nie rezygnowała
z życia mnisiego i nie oddawała się biesowi na zhańbienie
i zatracenie. Nie mogła jednak przekonać tej, która płonęła
płomieniem pożądliwości i już zdecydowała się na ucieczkę
z monasteru. Dowiedziawszy się o tym, błogosławiony Joannikij
okazał litość dziewicy. Przywołał ją i rzekł:
— Połóż, dziecię, swą rękę na mej szyi.
Gdy dziewczyna to uczyniła, Święty ze łzami modlił się, aby
DZIEŃ CZWARTY 57

Wszechmocny wyzwolił ją od nękającej ją pokusy diabelskiej


oraz by cały ciężar cierpień i pożądliwości cielesnych przeszedł
na niego. Tak też się stało. Dziewica została uwolniona od
wszystkich nieczystych myśli i pożądliwości. Pozostała w monasterze,
gdzie wiodła życie podobające się Bogu.
Joannikij udał się w dalszą drogę, w czasie której odczuł
gorączkę pożądliwości. Spadły na niego niczym burza nieczyste
myśli, krew kipiała jak w kotle. Wszystkie męczarnie, jakich
doświadczała dziewczyna, stały się jego udziałem. Mężnie je
znosił, a swe ciało poddawał wielkim zmaganiom duchowym.
Zdarzyło się, że spotkał na swej drodze ogromnego węża.
Tak bardzo był utrudzony walką z nieczystymi myślami, że
chciał oddać się na pożarcie gadowi, byleby tylko nie skalać
swego czystego ciała. Rzucił się w kierunku węża myśląc, że
go pożre, lecz zwierzę nie chciało go nawet dotknąć, a potem
niespodziewanie padło martwe. Od tego czasu Joannikija nie
nękały już nieczyste myśli, pożądliwość wygasła, lubieżność
ucichła i spokój powrócił do jego ciała. Ponadto dane mu
zostały władza i moc, by deptać po widzialnych i niewidzialnych
wężach i ścierać ich głowy.
Innego razu, gdy Święty śpiewał psalmy Dawidowe, nagle
sterta kamieni znajdująca się nieopodal zaczęła się ruszać.
Spojrzawszy w tym kierunku, Joannikij dostrzegł, że spośród
kamieni wychyla się ogromny wąż z ognistymi oczami. Dotknął
go swą laską i gad zdechł. Kiedy indziej w porze zimowej
Błogosławiony wszedł do głębokiej pieczary i znalazł tam coś,
co przypominało rozżarzone węgle. Nie domyślając się, że są
to jarzące się oczy węża, Joannikij nazbierał drew i położył je
na gada, aby się ogrzać przy ognisku. Wąż ożywił się i zrzucił
z siebie drwa; wówczas Święty zobaczył, że płomienne oczy węża
wziął za rozżarzone węgle. Nie przestraszył się jednak gada
i udał się na prawą stronę jaskini. Pozostali obydwaj w tej
samej pieczarze aż do końca zimy, wiosną każdy z nich udał
58 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

się na pustynię.
Po dwunastu latach przebywania na pustyni głos z wysoka
nakazał iść Joannikijowi do Monasteru Eriste i tam zostać
mnichem. Po przybyciu, a było to w czasie żniw, opowiedział
o sobie ihumenowi Szczepanowi. Następnego ranka przełożony
odmówił nad nim modlitwy i przyodział go w szatę mnisią. Już
wcześniej Joannikij był doskonałym mnichem przewyższającym
wielu zmaganiami duchowymi. Teraz Święty jeszcze gorliwiej
zmagał się duchowo, podejmując coraz to nowe walki. Osiedlił
się w miejscowości zwanej Kritama i nałożył na swe ciało
żelazne łańcuchy długie na sześć łokci. Przebywał w zatworze
przez trzy lata jako więzień Chrystusowy.
Gdy minął ten czas, zapragnął udać się do Helidonu,
by zobaczyć się z największym z postników — Jerzym. Po
dojściu do rzeki Goram zobaczył węża, który mącił wodę
i zatrzymywał nurt. Święty modlitwą i znakiem krzyża uśmiercił
gada. Przyszedłszy do Jerzego, pozostał u niego przez trzy
lata — nauczył się na pamięć całego Psałterza. Potem oddalił
się stamtąd wraz z uczniem Pachomiuszem.
W czasie, gdy był w Monasterze Abgarskim, udał się
pewnego razu na miejsce budowanego na pobliskiej górze
nowego monasteru. Gdy zbliżali się do wzniesienia, nagle
pojawił się wielki kozioł. Idący wraz z Joannikijem mnisi zaczęli
się zastanawiać, w jaki sposób pochwycić zwierzę, z którego
skóry można by sporządzić dobry bukłak. Święty znając ich
myśli nakazał jednemu z nich o imieniu Sabbas przyprowadzić
zwierzę. Mnich zapytał:
— A jeśli kozioł ucieknie, jak go dogonić?
Joannikij odpowiedział:
— Wykonaj to, co ci przykazano, a zwierzę samo podejdzie
i będzie szło za tobą.
Następnie zwróciwszy się do innych braci:
— Czy kozia skóra nadaje się do zrobienia z niej bukłaka?
DZIEŃ CZWARTY 59

— Bardzo jest do tego dobra. Myśleliśmy o tym, zanim nas


zapytałeś.
Gdy kozioł został przyprowadzony, Święty pogładził go,
a towarzyszy pouczył, że trzeba oszczędzać życie zwierząt
i opanowywać swe żądze. Po tych słowach wypuścił kozła na
wolność.
Joannikij miał dar widzenia przyszłości. Przepowiedział
szybką śmierć cesarza Nicefora I (802–811) — zginął on w walce
z Bułgarami. Przepowiedział też śmierć kolejnego cesarza,
Staurakiosa (811), syna Nicefora.
W czasie, gdy Joannikij żył na górze w pobliżu Olimpu,
był tam również pewien mnich o imieniu Gurij, człowiek
obłudny, szukający sławy u ludzi. Ów mnich widząc, jak wiele
mu brakuje do bycia prawdziwm ascetą, zapłonął zawiścią.
Zapragnąwszy zabić Joannikija, przyszedł z kłamliwymi słowami
i wlał truciznę do wody. Święty, jako człowiek dobrotliwy,
myślał, że Gurij żywi do niego szczerą przyjacielską miłość;
niczego nie podejrzewając wypił śmiercionośny jad. Poczuł
wówczas straszny ból i zaczął lękać się o swe życie. Bóg
jednak nie dał Swemu wybrańcowi zginąć taką śmiercią i posłał
mu na pomoc św. Eustachego, który objawił się Joannikijowi
w widzeniu i uzdrowił go z choroby. Z wdzięczności dla
uzdrowiciela Joannikij wzniósł świątynię i monaster ku jego
czci.
Trwając na modlitwie jednej nocy Święty miał widzenie:
ze wschodniej strony góry wystrysnęło źródło, dookoła zaś
stało wiele owiec i piło z niego wodę. Joannikij zdziwiło to,
co zobaczył, bowiem wiedział, że na tym pustkowiu nie było
ani źródła, ani owiec. Rankiem udał się w to miejsce i niczego
nie znalazł. Okolica spodobała mu się i uznał ją za dobrą
do zamieszkania. Od starców dowiedział się, że kiedyś stał tu
kościół pw. Przenajświętszej Bogarodzicy. Wówczas zrozumiał
sens widzenia: źródło, z którego wytryskiwała woda, to łaska
60 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Matki Bożej, owce zaś to ludzie, których obdarzyła łaską.


Począł tedy czynić wysiłki, aby odbudować na tym miejscu
kościół pw. Przenajświętszej Bogarodzicy. Udało mu się to
w niedługim czasie. Wzniósł przepiękną świątynię, obok niej
monaster; zebrał tam wielu braci dzięki wstawiennictwu Matki
Bożej.
Podczas prac Joannikij sam nosił kamienie i pomagał
budowniczym. Zdarzyło się raz, gdy schylił się, aby wziąć
z ziemi kamień, że spod niego wypełzła żmija, ukąsiła go w rękę
i okręciła się na niej. Święty niczym apostoł Paweł (por. Dz
28,5) zrzucił gada nie doznawszy żadnej szkody.
Dzięki modlitwie św. Joannikij wzrastał nie tylko duchem,
ale i ciałem. Pewnego razu jego uczeń i naśladowca, błogosławiony
Eustracjusz, skrycie poszedł za Świętym, który udawał się do
kościoła. Ukrył się w rogu świątyni i uważnie się przypatrywał,
jak Joannikij się modli. Gdy zobaczył, że wzniósł on ręce
i wysoko się uniósł, przestraszył się; pozostał jednak do końca.
Po modlitwie Joannikij ponownie stanął na posadzce. Zauważył
wówczas Eustracjusza i ze smutkiem rzekł:
— Napisano: „Zły człowiek nie śmie z Tobą obcować” (Ps
5,5), a ty ośmieliłeś się patrzeć, jak ja, grzeszny, się modlę!
Joannikij zabronił swemu uczniowi komukolwiek opowiadać
o tym, co widział.
Święty czynił wiele cudów: potrafił wygnać biesy z ludzi,
leczyć wszelkie choroby modlitwą i znakiem krzyża, wielu
uratował od niechybnej śmierci po ukąszeniu węża czy żmii.
Z tego względu przychodziły do niego wielkie tłumy. Jedni
prosili o uzdrowienie z chorób, inni o błogosławieństwo i modlitwę.
Trudno mu było w tych warunkach trwać w milczeniu. Odszedł
zatem z tego miejsca i udał się na inną górę.
Eustracjusz, żywiąc gorącą miłość do Świętego, zapragnął
się z nim zobaczyć. Szukał go długo, aż w końcu odnalazł.
Po modlitwie zapytał Joannikija, jak długo jeszcze cesarz
DZIEŃ CZWARTY 61

Leon V Ormianin (813–820), który w tym czasie panował,


będzie wprowadzać zamęt w Kościół Boży popierając herezję
ikonoklazu. W odpowiedzi usłyszał, że dni Leona są policzone.
Tak też się stało: w krótkim czasie Michał, zwany Balbos, zabił
cesarza i sam wstąpił na tron. Panował w latach 820–829.
Na starość Joannikij chodził wsparty o laskę. Pewnego razu,
gdy szedł po górach, laska wyślizgnęła mu się z ręki i spadła
w przepaść, tak że nie można jej było odnaleźć. Święty, żałując
straty, upadł na kolana i pomodlił się do Pana. Wówczas laska
mocą jakiejś niewidzialnej siły uniosła się w górę i znalazła się
w jego ręku.
Kiedy indziej idąc przez pustynię Błogosławiony odkrył
pustą pieczarę, w której mieszkały biesy. Pieczara spodobała się
mu, więc w niej pozostał. Biesy, nie mogąc znieść jego obecności,
zakłócały mu spokój, zamierzając przestraszyć go i wygnać.
Joannikij trwał tam jak żołnierz w dzień walki. Włożył na siebie
zbroję Bożą, przepasał biodra swoje Prawdą, osłaniał się tarczą
wiary (por. Ef 6,13–16). Tak przygotowany nie lękał się ataków
złych duchów. Demony krzyczały: „Przyszedłeś tutaj przed
czasem, aby nas dręczyć?!” Nie były w stanie go zwyciężyć —
same zostały pokonane i uciekły.
W tym czasie córka jednego z dostojników leżała bez sił
na łożu i bardzo cierpiała. Gdy przyniesiono ją do Świętego,
wyszedł naprzeciw; ulitował się nad nią widząc, jak jest pobożna
i z jakim szacunkiem całuje ikony (mimo iż żyła pośród wielu
ikonoklastów). Uzdrowił ją modlitwą i znakiem krzyża. Był
tam również zięć Joannikija — on także popadł w herezję.
Błogosławiony przez długi czas starał się skierować go na drogę
prawdziwej wiary i wzbudzić w nim kult świętych obrazów.
Nie mogąc na niego wpłynąć pouczeniami (gdyż tak jak faraon
trwał w uporze) i nie bacząc na bliskie z nim pokrewieństwo
pomodlił się do Boga, by oślepły jego oczy cielesne, skoro nie
ma on oczu duchowych. Tak też się stało: człowiek ten stracił
62 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

wzrok.
Joannikij miał zwyczaj witać każdego, kto do niego przychodził.
Schodził z góry, aby oszczędzić swym gościom trudu wspinaczki.
Pewnego dnia przybyli do niego dwaj biskupi: chalcedoński oraz
nicejski, a z nimi Piotr i Teodor Studyta, Józef oraz Klemens.
Błogosławiony zszedł do nich i z miłością ich pozdrowił.
Po modlitwie rozpoczęła się rozmowa na tematy duchowe.
Joannikij rzekł:
— Nie rozpraszaj się, bracie Józefie; czas już, byś przygotował
się do odejścia.
Tych słów wówczas nie zrozumiano. Po osiemnastu dniach,
gdy Józef odszedł do innego życia, przypomniano sobie słowa
Błogosławionego. Stało się jasne, że przepowiedział on śmierć
Józefa, nakazując mu przygotować się do niej.
W piątym roku panowania Michała, w końcu czternastego
roku od śmierci cesarza Nicefora, gdy wielu dostojników i żołnierzy
greckich Bułgarzy trzymali w niewoli, św. Joannikij poczuł
w sercu swym ogromne współcierpienie. Słyszał bowiem, że
znajdują się oni w tragicznym położeniu — siedzą w śmierdzących
i ciemnych lochach, skuci łańcuchami, gotowi raczej na śmierć,
niż na dalsze życie w takich cierpieniach. Święty zrezygnował
wówczas z życia w pustelni i udał się na ziemię bułgarską. Po
przyjściu do miasta w sposób niezauważalny dla strażników
podszedł do ciemnicy. Uczynił znak krzyża na drzwiach więzienia
i one same się otworzyły. Wszedł dalej i czyniąc znak krzyża
wyzwalał każdego z kajdan i łańcuchów. Następnie kazał
więźniom iść za sobą — oni zaś wyszli z lochów, a strażnicy
tego nie zauważyli. Święty wyswobodził Greków z kajdan,
tak jak Chrystus wyzwolił z otchłani dusze sprawiedliwych,
i jako Nowy Mojżesz oświecając ich drogę cudownym światłem
doprowadził do granic Cesarstwa. W drodze nauczał ich, jak
nie być podobnymi do ojców — krnąbrnych i zasmucających
DZIEŃ CZWARTY 63

Boga, lecz ufać Mu i nie zapominać o Jego łaskach i cudach.


Gdy żegnał ich, padli do jego stóp i prosili:
— Powiedz nam, człowieku Boży, kim jesteś?
On wyjawił wówczas, kim jest, nakazując zarazem, by
jedynie Bogu okazywali wdzięczność. Następnie powrócił do
swej samotni.
Pewnego razu św. Joannikij wsiadł na statek i odpłynął
do Sigriany, aby odwiedzić miejsce, gdzie żył św. Teofan
Wyznawca. Wracając wysiadł na wyspie Fasos. Gdy mieszkańcy
usłyszeli, że przybył, prosili go, aby wygnał z wyspy węże,
które w tym czasie bardzo się rozmnożyły. Święty wysłuchał ich
próśb i zaniósł żarliwe modlitwy do Boga. Wówczas wszystkie
węże zebrały się i rzuciły w morze. Od tej pory na wyspie nie
pojawił się żaden gad. Joannikij zaś oddalił się stamtąd na
miejsce pustynne. Był z nim w owym czasie Daniel, ihumen
monasteru na Fasos. Bratu Daniela, mnichowi Eutymiuszowi,
Święty przepowiedział, że wkrótce umrze:
— Przygotuj się, bowiem wkrótce odejdziesz z tego świata.
Następnie udali się do niewielkiej pieczary, gdzie zamierzali
odpocząć. Znaleźli w niej bardzo złośliwego demona. Mimo to
pozostali w pieczarze. Rozzłoszczony tym zły duch napadał na
nich, chcąc wygnać ich z jaskini. Nie zważając na to pustelnicy
trwali tam na modlitwie, mając ufność w Panu. W końcu
ten starodawny zabójca człowieka (por. J 8,44) rzucił się na
nich i związał Danielowi nogi, a Joannikijowi przysporzył tak
wielkiego bólu, że przez siedem dni nie mógł rzec ani słowa.
Sam zaś uciekł z pieczary, gdyż nie mógł tam wytrzymać razem
z wybrańcami Bożymi. Mocą Pana święci uwolnili się z więzów
diabelskich i oddalili się z tego miejsca.
Zdarzyło się, że do Świętego przyszła ihumenia Monasteru
Klubos wraz ze swą córką. Joannikij wziął z rąk kobiety laskę
i włożył ją w ręce dziewczyny. Mniszka zmieszała się i rzekła:
64 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Ojcze, ta laska należy do mnie. Jest mi potrzebna, abym


mogła podtrzymywać na starość słabe już ciało.
Święty nic nie odpowiedział — swym czynem przepowiedział
przyszłość. W niedługim czasie bowiem staruszka umarła, a jej
córka została ihumenią.
Kiedy indziej Błogosławiony udał się ze swym uczniem na
bardzo dziką i niedostępną górę. Spędzili tam pewien czas,
a następnie udali się w góry Antidyjskie. Święty zbudował tam
niewielką celę. Trwał w niej w przyjaźni z Bogiem. Uczynił
też wiele cudów: uzdrawiał chorych, uleczył człowieka z wadą
wymowy, sprawił, iż człowiek pełen nienawiści i gniewu stał
się łagodny, nawracał heretyków, przepowiadał nadchodzącą
śmierć. Był bowiem napełniony łaską Ducha Świętego.
Osiągnął takie szczyty życia duchowego, że nie wszyscy byli
godni go widzieć. Często się zdarzało, że przychodzili do celi
i nie mogli go dostrzec. Gdy odchodzili, pokorny starzec mówił
do ucznia:
— Bracie! Dzięki twoim modlitwom stałem się niewidoczny
dla przychodzących.
Gdy budowano w tamtej okolicy świątynię pw. św. Jana
Chrzciciela, której projekt wykonał Joannikij, z daleka przyszli
mnisi, pragnąc zobaczyć świetlane oblicze wybrańca Bożego. Po
przybyciu spoczęli tam i czekali na Świętego. Przyszedł tam też
Joannikij, aby popatrzeć, czy świątynia jest budowana według
jego planu — stał przed mnichami, ale oni go nie widzieli
i z niecierpliwością oczekiwali. Spędził pośród nich nieco czasu
i powrócił do celi. Jeden z ascetów żyjących niedaleko celi
Świętego rzekł wówczas:
— Ojcze! Czy nie należałoby się spotkać z braćmi, którzy
pragnąc spotkać się z tobą przyszli z daleka? Bardzo to trapi
me serce.
Święty pochwalił trud oraz wytrwałość przybyłych i pomodlił
się za nich. Następnie zwrócił się do Jana:
DZIEŃ CZWARTY 65

— Bracie! Nie mam swej woli. Bóg czyni ze mną to, co Mu


miłe. Jeśli by zechciał, aby przybyli widzieli mnie, to ujrzeliby
mnie nawet, gdybym schował się przed nimi. Tymczasem ja nie
tylko, że nie kryłem się, ale i stałem przez długi czas pośród
nich, a oni mnie nie widzieli. Zatem Bóg tego nie chciał.
Innego razu, gdy jacyś mnisi przyszli do Błogosławionego
i siedzieli przed jego celą rozmawiając, nieoczekiwanie od
strony pola pojawiła się wielka niedźwiedzica. Zobaczywszy ją,
nadzwyczaj się przestraszyli. Joannikij rzekł wówczas:
— Pan dał nam, Swoim sługom, władzę deptać po lwach
i wężach, które są najgroźniejszymi ze wszystkich zwierząt, a wy
boicie się niedźwiedzicy?
Polecił im rzucić kawałek chleba. Zwierzę wzięło go i odeszło.
Święty miał tak jasne oczy duchowe, że mógł widzieć
aniołów i dusze sprawiedliwych. Gdy pewnego razu się modlił,
zobaczył duszę archimandryty Piotra, którą aniołowie nieśli
z chwałą na niebiosa — otaczał ją blask nadzwyczajnego
światła. Starzec opowiedział o tym widzeniu uczniom.
W czasie swego panowania Teofil Ikonoklasta (829–842)
wyprawił do Joannikija dwóch dostojników z zapytaniem,
czy należy czcić obraz Chrystusa. Gdy posłańcy przybyli do
Świętego, nauczał ich mocą ofiarowanej mu z wysoka mądrości,
tak że nie mogli mu sprostać w rozmowie. Przez starca mówił
sam Pan, który — jak podaje Ewangelia — do uczniów rzekł:
„Postanówcie sobie nie obmyślać naprzód, jak się będziecie
bronić. Bo Ja wam dam słowa i mądrość” (Łk 21,14–15).
Joannikij ukazywał, że świętym obrazom należna jest cześć.
W ten sposób nawrócił przybyłych na drogę Prawdy. Wyrzekli
się oni herezji i pokłonili się ikonie Chrystusa.
Eustracjusz, ihumen Monasteru Abgarskiego, zapytał kiedyś
Joannikija:
— Ojcze, jak długo jeszcze będą niszczone święte obrazy?!
Kiedy powrócą do Kościoła?! Jak długo jeszcze będą się nad

4*
66 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

nimi pastwić prześladowcy, a trzodę Chrystusową — pożerać


dzikie bestie?!
Święty odpowiedział:
— Jeszcze trochę poczekaj, bracie, a zobaczysz działanie
Mocy Bożej, gdy Metody zacznie kierować Kościołem. On
przy współdziałaniu Ducha Bożego odbuduje Kościół, wytrzebi
herezje, umocni ortodoksyjne wyznanie wiary, przywróci spokój
i jednomyślność, a wrogów upokorzy prawica Najwyższego.
To proroctwo wkrótce się wypełniło, w niedługim bowiem
czasie cesarz Teofil zmarł, a na tron wstąpił jego syn Michał III
(842–867). Był małoletni, Cesarstwem rządziła więc jego matka
Teodora (†867). W tym czasie patriarchą był Metody (843–
847) — przywrócił on kult ikon, umocnił ortodoksję i wyciszył
wszystkie spory.
Gdy po pewnym czasie diabeł ponownie sprowokował ludzi
powodujących podziały Kościoła, św. Joannikij przyszedł z pomocą
błogosławionemu Metodemu, zwyciężającego heretyków mocą
Słowa Bożego. W ten sam sposób, pisząc listy, Joannikij bronił
ortodoksji i ponownie zwracał ku Kościołowi tych, którzy od
niego odeszli. Umacniał swymi radami też biskupa Metodego,
gdyż często brakowało mu sił w walce z heretykami.
Pewnego razu, podczas czytania listu Joannikija na synodzie,
heretycy na wszelkie sposoby naśmiewali się i znieważali Błogosławionego.
Skoro dowiedział się o tym od Ducha Świętego, nagle pojawił
się i tak mówił o Bogu oraz o tym, co Boskie, że wszystkich
obecnych zadziwiła jego mądrość i wiedza. Słowa z jego natchnionych
przez Pana ust nie pozostały bez echa. Tak jak niegdyś
w czasie przemowy apostoła Piotra (por. Dz 2,14), tak też
u słuchających Joannikija napełniały się wrażliwością serca
i z miłością przyjmowali jego rady, zwracając się ku prawdziwej
wierze. Święty troszczył się o trwanie pokoju w Kościele
i zbawienie dusz. Dzięki jego modlitwom tłumiona była herezja
DZIEŃ CZWARTY 67

i powracał pokój. Zaś wprowadzający niepokój i zamieszanie


diabeł uciekał ze wstydem, gdyż bał się Joannikija.
Podczas poświęcenia nowego kościoła zbudowanego przez
Joannikija miało miejsce następujące wydarzenie:
Gdy wszyscy bracia się zebrali, a Świętego jeszcze nie
było, niespodziewanie ukazał się cały pułk biesów schodzących
z pagórka i wyglądających niczym prawdziwi ludzie. Wszyscy
się bardzo przestraszyli, nie wiedząc, co czynić. Święty, mimo
że był gdzie indziej, w duchu zobaczył, co zaszło. Wówczas
wzniósł ręce i zaczął się modlić. Bóg wysłuchał jego próśb,
które jak strzały poraziły złe moce i zmusiły do ucieczki. Bracia,
widząc jak demony uciekają, przestali się bać i świętowali z ra-
dością.
W tym czasie Arabowie walczyli z Grekami. Po pokonaniu
wojsk greckich wielu wzięli do niewoli i trzymali w kajdanach.
Jeden ze znamienitych Greków, którego krewny, będący jeszcze
młodzieńcem, został uwięziony, prosił św. Joannikija, aby
wyzwolił chłopca jak niegdyś, gdy wyprowadził na wolność
Greków z niewoli u Bułgarów. Błogosławiony udał się do Arabii.
Tam oswobodził nie tylko tego młodzieńca, ale i wszystkich
pozostałych Greków wraz z nim zakutych w kajdany. Strażnicy
niczego nie zauważyli, brama więzienia otwarła się sama,
kajdany też same opadły. Gdy byli w drodze powrotnej do
ojczyzny, napadła na nich wielka sfora dzikich psów. Joannikij
poraził je ślepotą, tak że wyzwoleńcy przeszli pośród zwierząt
bez żadnej szkody.
Na górze, którą zamieszkiwał Święty, w niedalekiej odległości
żył również mnich o imieniu Epifaniusz, znany ze zmagań
duchowych. Diabeł wzbudził w nim uczucie zawiści względem
Joannikija, tak że pustelnik zaczął występować przeciwko
Błogosławionemu, zazdroszcząc mu sławy. Z zawiści Epifaniusz
postanowił zabić Joannikija — podpalił chrust, którego było tu
pod dostatkiem. Jednakże Bóg, który wybawił od ognia trzech
68 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

młodzieńców w piecu ognistym (por. Dn 3), zachował przy


życiu również Swego wybrańca. Błogosławiony nie rozgniewał
się, lecz pragnąc dobrem zwyciężyć zło i łagodnością pokonać
nienawiść w pokorze, przyszedł do Epifaniusza, zapytał go
o przyczynę gniewu i prosił o przebaczenie. Wówczas ten
uderzył Świętego pałką z ostrymi kolcami w brzuch, lecz Pan
sprawił, że Joannikij nie odniósł żadnej rany. Było to dla niego
spełnieniem przepowiedni dwóch mnichów: „Pod koniec życia
dostąpisz pokusy od zawistnych ludzi, lecz gorzkie skutki tej
pokusy spadną na głowy twych wrogów, ty zaś nie będziesz
cierpiał żadnego zła”.
Będąc już w podeszłym wieku, Joannikij bardzo osłabiony
od licznych wysiłków i zmagań duchowych, udał się do pewnej
miejcowości, gdzie wybudował niewielką celę i zamknął się
w niej. Gdy zdarzało mu się wychodzić, był niewidzialny dla
tych, z którymi nie chciał się spotkać.
W piątym roku panowania cesarza Michała patriarcha
Metody, wiedząc że dla Joannikija zbliża się czas odejścia do
Pana, przyszedł do niego wraz z duchowieństwem, prosząc
o ostatnie błogosławieństwo i modlitwę. Święty długo z nim
rozmawiał. Następnie wygłosił naukę o ortodoksyjnej wierze
i przepowiedział patriarsze, że również w krótkim czasie odejdzie
do życia wiecznego. Potem pomodlili się wspólnie, przekazali
sobie ostatni pocałunek pokoju i rozstali się; Metody udał
się do domu, a Joannikij pozostał w celi, gdzie trwając na
modliwie przygotowywał się do śmierci. Trzeciego dnia, a było
to czwartego listopada, Święty spoczął w Panu. Miał wówczas
dziewięćdziesiąt cztery lata.
Po ośmiu miesiącach od jego śmierci, czternastego czerwca,
zakończył swe ziemskie pielgrzymowanie patriarcha Metody.
Tak wypełniło się proroctwo Joannikija.
Gdy Błogosławiony umierał, mnisi żyjący na górze Olimp
widzieli słup ognia, wychodzący od ziemi do nieba, przed
DZIEŃ CZWARTY 69

którym szli aniołowie, otwierając bramy Raju i wprowadzając


Świętego do wiecznego błogosławieństwa i szczęśliwości.
Św. Joannikij czynił liczne cuda nie tylko w czasie ziemskiego
życia, ale i po odejściu do Pana. Wielu chorych, którzy dotykali
jego relikwi, odzyskiwało zdrowie; opętani byli uwalniani od
biesów; paralitycy wstawali z łoża. Przychodzący do jego grobu
doświadczali uzdrowienia.
70 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Męczeństwo świętych Nikandra Biskupa i Hermesa


Kapłana

ikander i Hermes po oświeceniu nauką Chrystusową zostali


wyświęceni do posługi duchownej przez apostoła Tytusa.
Nawrócili oni wielu Greków i przywiedli do Boga. Pochwycono
ich i zaciągnięto na przesłuchanie do zarządcy miasta Liwaniusza,
który mimo długotrwałych tortur nie zdołał odwrócić ich od
Chrystusa.
Zarządca nakazał przywiązać tych dwóch chrześcijan do
narowistych koni i włóczyć po mieście. Ciągani w ten sposób
zbroczyli swą krwią ziemię. Ciała ich uderzając o kamienie
pokrywały się ranami. Zgodnie z prawem natury zakończyliby
szybko swe życie, gdyby sam Pan nie umacniał ich w czasie
tortur. Następnie ledwie żywych wrzucono do ciemnicy, gdzie
morzono ich głodem i pragnieniem. Pan w tym czasie karmił
ich chlebem niebiańskim i leczył ich rany.
Po upływie pewnego czasu znowu przyprowadzono ich na
przesłuchanie. Gdy nie podporządkowali się oprawcy, powieszono
ich na drzewie, przebijano włócznią i przypalano świecami.
Potem wrzucono ich do rozżarzonego pieca. Nic się im jednak
nie stało, bowiem zstąpił Anioł Pański i ostudził żar. W końcu
oprawca nakazał wbić im w głowy, serca i brzuchy żelazne
gwoździe, po czym wykopano jamę. Wrzucono ich do niej
i przysypano ziemią. Po okrutnych cierpieniach Nikander i Hermes
dostąpili wiecznej radości i życia z Panem.
DZIEŃ CZWARTY 71

Przejście do życia wiecznego błogosławionego


Szymona Jurewieckiego

zymon urodził się we wsi Odelewo, w gminie Pleskoj, w guberni


Kostromskiej. Miał pobożnych rodziców Irodiona i Marię.
Od młodości wstąpił na drogę „ jurodstwa”: bycia szaleńcem
Chrystusowym. Po kryjomu opuścił dom rodzinny i udał się
w gęste, nieprzebyte lasy.
Pewnego razu wieśnicy z Jałnackiej wioski, zajmujący się
wyrębem drzew i zbieraniem miodu, zobaczyli w gęstwinie
leśnej błogosławionego Szymona. Zapytali go, skąd jest i jak
się nazywa. Nic im nie wyjawił, poza swym imieniem. Widząc,
że ma na sobie bardzo stare odzienie, użalili się nad nim
i przyprowadzili go do kapłana Józefa posługującego w ich
wiosce. Szymon zgodził się u niego pracować. Miał szczególne
upodobanie do wyjątkowo ciężkich robót. Mął mąkę w ręcznych
żarnach, rąbał drwa dla wszystkich mieszkańców wioski. Za
wszystko co robił nie brał żadnej zapłaty. Często również
nawiedzał dom Boży, gdzie modlił się do Pana i wysławiał
Jego Imię. Wielokrotnie był wyśmiewany, lecz wszystko znosił
z pokorą, nie żywiąc nienawiści do swych prześladowców.
Zimą i latem chodził w jednej koszuli, nigdy nie nosił
butów, za łóżko miał ziemię, a za dach służyło mu niebo.
Wiele lat przeżył Szymon w Jałnackiej wiosce, a następnie
udał się do miasta Jurewiec, gdzie kontynuował swoje zmagania
duchowe na drodze „ jurodstwa”. Dobrzy ludzie dawali mu
odzież i buty, ale on odziewał się w lichą, zgrzebną szatę.
Zimą przychodził do karczmy. Wówczas modlił się i czuwał całą
noc. Zdarzało się, że właściciele karczmy i podróżni wyganiali
go na mróz. Nierzadko też chodził brzegiem Wołgi. Można
było zauważyć ślady jego bosych stóp na śniegu. W wyniku
bardzo surowego życia skóra jego stóp całkiem sczerniała
72 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

i przylgnęła do kości. Z powodu pobożności jeszcze za życia


dostąpił daru widzenia przyszłości i tego, co było skryte przed
innymi.
Pewnego razu Szymon wszedł do domu wojewody Tretiaka
Treguba, który rozgniewał się na Błogosławionego i chciał go
siłą wyrzucić. Wychodząc Święty powiedział, że następnego
dnia wydarzy się nieszczęście. Tak też się stało. Nazajutrz żona
wojewody upadła i boleśnie się potłukła. Od tego czasu Tregub
z szacunkiem traktował Szymona.
Po upływie pewnego czasu Błogosławiony ponownie przyszedł
do wojewody i przepowiedział, że w mieście wybuchnie wielki
pożar. Tak też się stało. Ponad siedemdziesiąt domostw stanęło
w płomieniach. Wówczas wojewoda nakazał przyprowadzić
do siebie Szymona. Znaleziono go, gdy klęczał przed jedną
z cerkwi: ze łzami modlił się przed ikoną Przenajświętszej
Bogarodzicy. Zaprowadzo go do Treguba, który wraz z innymi
mieszczanami prosił, aby Święty wybawił ich od straszliwego
nieszczęścia. Szymon wyciągnął rękę, wskazał na płomienie
i uderzył w policzek wojewodę. W tym samym momencie ogień
zgasł.
Święty otrzymał od Pana szczególną łaskę czynienia cudów
i uzdrawiania. Józef Zubariew, jeden z mieszkańców Jurewiec,
przepływał rzekę Wołgę, gdy nagle powiał silny wiatr, wzburzyły
się fale i woda zaczęła zalewać maleńką łódkę. Przestraszony
zobaczył wtedy idącego brzegiem Szymona. Zaczął w myślach
prosić, aby swą modlitwą Błogosławiony wybawił go od niechybnej
śmierci. Uczynił też ślub, że da Szymonowi nową odzież i buty.
Wówczas burza się skończyła i nieszczęśnik mógł przepłynąć
rzekę. Potem jednak, jak to często bywa, zapomniał o danej
obietnicy. Po upływie wielu dni spotkał się ze Świętym.
— Józefie — rzekł Szymon — nie wypełniłeś swego ślubu.
Czy pamiętasz, co obiecałeś, gdy tonąłeś?
DZIEŃ CZWARTY 73

Wówczas mężczyzna przypomniał sobie obietnicę i zapłonął


wstydem. Upadł do stóp Świętego i prosił o przebaczenie.
— Idź — rzekł Szymon — i oddaj ubogim to, co mi
obiecałeś; nigdy nie zapominaj o nich, bowiem jałmużna wybawia
nas od wielu pokus i nieszczęść.
Kapłan Olimpiusz z soboru pw. św. Jerzego pewnego razu
zadławił się ością. Długo cierpiał, a stan jego się pogarszał, tak
że zwątpił w możliwość wyzdrowienia. Zdarzyło się, że spotkał
się z błogosławionym Szymonem i poprosił go o pomoc. Święty
dotknął palcami gardła kapłana i wówczas wypluł on wraz
z krwią ość, odzyskując zdrowie.
Innym razem jesienią na Wołdze wzburzyły się wielkie fale.
Jeden z mieszkańców Jurewiec — Piotr, który mieszkał blisko
rzeki, zauważył, że ktoś idzie po falach i przestraszył się.
Pomyślał, iż z pewnością mu się to wydawało; podszedł na sam
brzeg i pilnie się przypatrywał. Wówczas ujrzał, że Szymon idzie
po wodzie z kijem w ręce. Ze zdumienia Piotr nie mógł się ruszyć
z miejsca. Błogosławiony podszedł do niego i rzekł:
— Dopóki żyję, nie mów nikomu o tym, co widziałeś.
Po śmierci Świętego Piotr opowiedział o tym wielkim cudzie.
Wszyscy dziwili się i wysławiali Pana, który posyła na świat
Swych wybrańców.
Przeczuwając szybkie odejście z tego świata, Szymon przyszedł
do domu nowego wojewody, Teodora Petelina. Czymś rozgniewany
wojewoda, nie znając Błogosławionego, nakazał go dotkliwie
zbić. Pozostawiony na dworze u wojewody, Święty przywołał do
siebie kapłana. Po spowiedzi przyjął Komunię Świętą i oddał
duszę Panu. Teodor, dowiedziawszy się o śmierci Szymona,
gorzko zapłakał i żałował popełnionego grzechu.
Całe miasto udało się na pogrzeb. Z psalmami i pieśniami
pochowano ciało wybrańca Bożego w Monasterze Bogojawlieńskim
w Jurewcu. Było to 4 listopada 1584 r. Podczas pogrzebu
Teodor Petielin rozdał wiele jałmużny, ale gdy wrócił do
74 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

domu, zobaczył, że pieniędzy nie ubyło. Zrozumiał, iż stało


się to dzięki Opatrzności Bożej i podziękował Panu oraz
św. Szymonowi.
W 1619 r. nad mogiłą Błogosławionego zbudowano cerkiew
pw. Najświętszej Bogarodzicy Hodegetrii, z ołtarzami bocznymi
ku czci św. proroka Eliasza i św. Makarego Żełtowodskiego.
Tam, gdzie znajdowała się mogiła Szymona, wybudowano
drewniany grobowiec, aby nikt nie chodził po tym miejscu.
Pewnego razu przyszła do grobu Świętego kobieta o imieniu
Salomea i poprosiła kapłana o odprawienie panichidy.
— Ponad osiemnaście lat leżałam w ciężkiej chorobie. Kiedyś
zjawił się przed mną pewien mąż, w jednej koszuli, z obnażonymi
nogami, długimi czarnymi włosami, średniego wzrostu. Rzekł
on do mnie: „Pójdź do Monasteru Bogojawleńskiego i poproś
o odsłużenie panichidy nad grobem Szymona Jurodiwego”.
Poczułam się całkowicie zdrowa i przyszłam się pomodlić.
Wszystkich, którzy byli wówczas w cerkwi, bardzo zdziwiło
to, co opowiedziała, bowiem niewiasta nigdy nie widziała
św. Szymona, a opisała go tak, jak wyglądał.
Wiele też innych cudów dokonało się przy grobie Błogosławionego.
W 1635 r. patriarcha Józef nakazał zbudować nowy grobowiec
i namalować ikonę św. Szymona — wybrańca Bożego.
Dzień piąty

Żywot i męczeństwo świętych


Galaktiona i Epistemii

Fenicji, w mieście Emez, żył bogaty człowiek o imieniu Klitofon.


Jego żona Leucypia była córką zarządcy Memnona. Nie mogła
mieć dzieci i bardzo cierpiała z tego powodu. Ponadto mąż
obrzucał ją przekleństwami, a nawet bił. Obydwoje byli poganami,
czczącymi boginię Artemidę.
W tym czasie miastem zarządzał Sekundus Syryjczyk,
który z nienawiścią odnosił się do wierzących w Chrystusa.
Przygotował on różnorodne narzędzia tortur i wystawił je
w samym centrum miasta. Wskutek tego wielu chrześcijan
w obawie przed straszliwymi mękami ukrywało się, ale inni
śmiało sami oddawali się w ręce oprawców i umierali za Imię
Pana.
Mnich o imieniu Onufry przebrał się w łachmany, aby
nie rozpoznano, że jest chrześcijaninem. Chodził od domu
do domu i prosił jak żebrak o kawałek chleba. Tam, gdzie
było to możliwe, nauczał prawdziwej wiary i zwracał ludzi do
Boga. Przyszedł także do domu Klitofona. Leucypia, widząc
człowieka odzianego w łachmany i proszącego o chleb, nakazała
jednej ze służebnic, by zamknąć przed nim drzwi. W tym
76 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

dniu była bardzo rozzłoszczona, bowiem mąż ją zbił. Mnich


prosił o zmiłowanie. Leucypia okazała mu wtedy miłosierdzie;
pozwoliła, by wszedł do domu. Dała mu też wszystko, czego
potrzebował. Starzec przyjął jałmużnę i zapytał:
— Cóż to za smutek cię trapi, pani, że wzdychasz tak
ciężko?
Odpowiedziała:
— Nie mogę mieć dzieci, gdyż jestem bezpłodna. Z tego
powodu prześladuje mnie mąż. Wiele już złota rozdałam lekarzom
i czarownikom, aby mi pomogli i uleczyli mnie, ale nie otrzymałam
od nich żadnej pomocy, a tylko pogrążam się w coraz większej
rozpaczy.
Starzec zapytał:
— Jakiego Boga czcisz?
Odrzekła:
— Wielką boginię Artemidę.
Wówczas Onufry powiedział:
— Jesteś bezpłodna, bo nie masz ufności w Bogu, który
może dać potomstwo twemu łonu.
— Jakiemu bogu powinnam zaufać, aby dał mi łaskę bycia
matką? — zapytała niewiasta.
— Ufaj prawdziwemu Bogu, Jezusowi Chrystusowi; wierz
w Niego oraz w Przedwiecznego Jego Ojca i Ducha Świętego,
który jest dawcą życia — rzekł mnich.
Leucypia zapytała:
— Czyż nie o tym Bogu mówisz, któremu służą galilejczycy?
— Zaprawdę o Nim, bowiem On stworzył niebo i Ziemię,
stworzył człowieka i wszystko, co żyje — brzmiała odpowiedź.
— Boję się, że gdyby zarządca Sekundus się dowiedział, iż
tak wierzę, wydałby mnie na śmierć, jak to uczynił z wieloma
innymi. Wszystkich wierzących w tego Boga, o którym mówisz,
zabija bez miłosierdzia.
Starzec odrzekł:
DZIEŃ PIĄTY 77

— Jeśli boisz się zarządcy, to możesz w ukryciu służyć


Trójcy Świętej. Ja również, lękając się gróźb oprawcy, w skrytości
służę memu Bogu. Z Jego łaski mam nadzieję otrzymać zbawienie.
Jestem chrześcijaninem, mnichem i kapłanem. Jak widzisz
zmieniłem swój wygląd, aby nie zostać rozpoznanym. Upodobniłem
się do żebraków, a w istocie jestem sługą Chrystusa. Tak
i ty służ potajemnie Chrystusowi, a nie będziesz przez to
pozbawiona zbawienia.
— Jeśli przyjmę tę wiarę, ojcze, a małżonek mój pozostanie
poganinem, czy moja wiara nie będzie próżna ze względu na
niewierzącego męża? — zapytała Leucypia.
— Przyjmij tylko znamię Chrystusa, czyli Chrzest Święty,
i zaufaj prawdziwemu Bogu. Jeśli będziesz mocno trwała
w wierze, zostaniesz zbawiona i mąż twój będzie zbawiony,
gdyż Pismo Święte mówi: „Mąż niewierzący zostaje bowiem
uświęcony przez żonę” (1 Kor 7,14).
Gdy Onufry utwierdził Leucypię swymi słowami, zapytała:
— Ojcze! Czy możesz mnie ochrzcić?
Odpowiedział:
— Jeśli tylko jest woda, bowiem czas już nadszedł.
Zabroniwszy służbie mówić komukolwiek o tym, co zaszło,
kobieta nakazała nalać wody do stągwi. Błogosławiony Onufry
ochrzcił ją w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego oraz pouczył
o misteriach wiary chrześcijańskiej i wszystkich przykazaniach.
Poprosiła, by nie zapominał o niej i przychodził często, aby
uczyć pobożności i modlitwy.
Po odejściu mnicha Leucypia udawała, że jest chora. Czyniła
to, aby mąż nie zbliżał się do niej przez osiem dni — w ten
sposób zachowała w czystości łaskę Ducha Świętego, otrzymaną
na Chrzcie. Po upływie ośmiu dni zobaczyła w widzeniu
Chrystusa, rozpiętego na Krzyżu. Wydawało się jej, że upadła
do Jego stóp i z najczystszych ust usłyszała obietnicę, iż
otworzy się jej łono i wyda na świat syna, który będzie
78 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

naśladowcą cierpień Zbawiciela i uczestnikiem Jego Królestwa.


Po widzeniu Leucypię ogarnęła wielka radość duchowa i zapłonęła
żarliwą miłością do Boga. Od tego czasu pamięć o cierpieniach
Pana nigdy jej nie opuszczała. Wkrótce też poczęło się dzieciątko
w jej łonie. Mąż nadzwyczaj się uradował i rzekł:
— Teraz wiem, że podobasz się bogom! Darowali owoc
twemu łonu. Chodźmy zatem i złóżmy im ofiarę.
Na to kobieta westchnęła:
— Nie ci bogowie, do których chcesz pójść, dali mi ten dar,
lecz inny Bóg, który przed poczęciem dzieciątka objawił mi się
we śnie i którego widziałam przybitego do Krzyża. Jeśli chcesz,
panie mój, to Jemu zanieśmy ofiarę dziękczynną.
— Ten, którego widziałaś, jest bogiem galilejczyków. Słyszałem,
że on rzeczywiście był ukrzyżowany i czynił cuda.
— Dlaczego zatem nie wierzymy w Tego, który jest wszechmogący
i miłosierny dla nas? Wszak spełnił pragnienie mego serca —
uleczył mnie z bezpłodności.
— Czyż nie słyszałaś — zapytał mężczyzna — że zarządca
bez miłosierdzia torturuje Jego wyznawców?
— Jeśli jawnie nie można w Niego wierzyć, możemy wielbić
Go w ukryciu i odpowiednio do tej wiary skierować nasze życie
ku dobru.
— Nie ma człowieka — rzekł Klitofont — który nauczyłby
nas nowej wiary oraz pouczyłby nas, jak powinniśmy służyć
temu dobremu Bogu, którego widziałaś we śnie i który ofiarował
ci możliwość poczęcia.
Leucypia widząc, iż mąż skłania się w jej stronę, opowiedziała
mu o wszystkim, co się wydarzyło. Wyznała też, że jest
chrześcijanką pouczoną o misteriach wiary Chrystusowej przez
mnicha. Klitofon z radością tego wysłuchał i zapragnął się
ochrzcić. Przedstawiła wówczas mężowi Onufrego. Mnich ochrzcił
Klitofona. Od tego czasu małżonkowie żyli w pobożności
i czystości, w ukryciu służąc Bogu.
DZIEŃ PIĄTY 79

Gdy urodził się im syn, ponownie przywołali swego duchowego


ojca i nauczyciela, który ochrzcił dziecię. Chłopcu nadano imię
Galaktion. Starzec wyrzekł wówczas następujące proroctwo:
— Ten młodzieniec umiłuje bardziej życie niebiańskie, niż
ziemskie.
Kiedy Galaktion urósł, rodzice zatroszczyli się o jego wykształcenie.
Przy pomocy Bożej szybko czynił postępy we wszystkich
naukach. Po ukończeniu dwudziestu czterech lat, już po śmierci
matki, ojciec zapragnął, aby syn zawarł związek małżeński.
Znalazł mu śliczną dziewicę imieniem Epistemia, ale zaślubiny
odłożono na pewien czas. Galaktion, aby widywać się z narzeczoną,
często przychodził do niej w gości. Nigdy jednak nie pozdrawiał
jej pocałunkiem, jak to było w obyczaju, gdyż nie była
ochrzczona. Epistemię bardzo to smuciło. Jej ojciec, dowiedziawszy
się, jaka jest przyczyna jej utrapienia, zapytał:
— Dlaczego, młodzieńcze, nie witasz pocałunkiem mojej
córki, a swej narzeczonej?
Galaktion nic nie odrzekł, podszedł do dziewicy i zapytał ją
na osobności:
— Epistemio! Czy wiesz, dlaczego nie całuję cię na powitanie?
Ona odpowiedziała:
— Nie wiem, panie mój, i cierpię z tego powodu.
Młodzieniec powiedział:
— Nie będąc chrześcijanką, jesteś skalana nieczystością
pogańskiej wiary. Nie chcę cię dotykać, aby nie zasmucać Ducha
Świętego. Jeśli pragniesz mej miłości, wyrzeknij się bożków,
zaufaj Bogu, w którego wierzę, i przyjmij Chrzest. Wówczas
będę cię całować i kochać jak siebie samego; nazwę cię moją
małżonką i będziemy w miłości, nierozdzielni do końca życia.
Dziewczyna odrzekła:
— Uczynię wszystko czego chcesz, mój panie. Uwierzę
w twego Boga i ochrzczę się.
80 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Dobrze, mądra dziewico. Teraz naprawdę zaczynam cię


kochać. Nie ma niestety nikogo, kto mógłby cię ochrzcić,
gdzyż chrześcijanie są prześladowani; wielu kapłanów zostało
zamęczonych, wielu uciekło na pustynię. Sam zatem będę
musiał to zrobić. Ubierz się w białą szatę i wyjdź nad rzekę
Kifos, niby w celu kąpieli. Ja też wyjdę ze swego domu pod
pozorem spaceru, znajdę cię i ochrzczę.
Epistemia udała się nad rzekę. Poszedł tam i Galaktion,
by ochrzcić narzeczoną w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
Nauczył ją też się modlić. Następnie się rozeszli i nikt nie
wiedział o ich tajemnicy. W tym czasie Galaktion nawrócił na
prawdziwą wiarę także jednego ze sług swego teścia i ochrzcił
go. Sługa ów o imieniu Eutolmiusz później został mnichem
i spisał niniejszy żywot.
Po Chrzcie Epistemia pozostawała w domu rodzicielskim
i skrycie modliła się do Boga. Nie powiedziała ojcu, że przyjęła
wiarę chrześcijańską. Gdy po ośmiu dniach przyszedł do niej
Galaktion, rzekła:
— Coś dziwnego chcę ci oznajmić, panie mój. Od czasu, gdy
przyjęłam Chrzest Święty, często widzę przepiękne komnaty,
w nich trzy zgromadzenia śpiewających: pierwsze — mnichów,
drugie — dziewic, trzecie — uskrzydlonych i ognistych mężów.
Od tego cudnego widzenia i pełnego słodyczy śpiewu moje serce
doświadcza nadzwyczajnej radości.
Galaktion, rozważając to, co widziała Epistemia, rzekł:
— Mnisi — to ci, którzy zrezygnowali ze swych bogactw,
żon i przyjaciół, a poszli za Chrystusem w ubóstwie, czystości
i z cierpliwością, idąc przez życie wąską drogą cierpienia.
Przepiękne dziewice — to te, które opuściły swych oblubieńców
i rodziców oraz wszelkie ułudy świata: wspaniałe odzienie,
posiadłości i inną marność, a poszły za Chrystusem. Uskrzydleni
mężowie — to aniołowie Boży. Z nimi dziewice radują się,
pląsają w niebiosach i wysławiają Boga pieśniami chwały.
DZIEŃ PIĄTY 81

— O, gdyby tak Bóg dał nam pląsać i radować się wraz


z nimi. . . — westchnęła dziewczyna.
Młodzieniec powiedział:
— Jeśli zachowamy nasze dziewictwo i podobnie jak oni
wyrzeczemy się świata, to Bóg i nas uczyni godnymi takiej
nagrody.
— Jeżeli tego chcesz, jestem gotowa zachować dziewictwo.
Nie chcę rozłączać się z tobą, gdyż jeśli się rozdzielimy, to jak
będziemy mieć udział w radości?
— Daj mi teraz słowo, że zachowasz czystość i razem ze
mną rozpoczniesz życie mnisie, a ja nie opuszczę cię ani w tym
wieku, ani w przyszłym.
Ona zaś dała słowo, mówiąc:
— Jak niewzruszenie wierzę w Pana naszego, Jezusa Chrystusa,
tak obiecuję ci, że wypełnię twą wolę i pójdę za tobą wszędzie
dokądkolwiek się udasz!
Galaktion rzekł:
— Podziękujmy naszemu Bogu, że w Swym miłosierdziu
usłyszał nasze modlitwy! Niech umocni i zachowa do końca
naszą umowę. Pójdę teraz do domu i przygotuję się do drogi; ty
też to zrób. Rozdaj wszystko co posiadasz ubogim, jak i ja to
uczynię. Za trzy dni wyjdziemy z naszych domów i udamy się
tam, gdzie nam wskaże Bóg. Weź ze sobą sługę Eutolmiusza,
gdyż jest on człowiekiem pobożnym i razem z nami będzie
prowadzić życie mnisie.
Następnie się rozeszli. W tajemnicy przed wszystkimi rozdali
wszystko co posiadali biednym i przygotowali się do wędrówki.
Nocą wyszli ze swych domów i udali się w drogę. Po dziesięciu
dniach dotarli do góry Publion. Znajdowała się ona w pobliżu
góry Synaj. Był tutaj monaster, w którym dążyło do zbawienia
dziesięciu mnichów. W niewielkiej odległości od niego znajdował
się żeński monaster, w którym żyły cztery sędziwe mniszki.
Ich przełożoną była diakonisa o czystym serciu. Galaktion

5*
82 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

i Epistemia wraz z Eutolmiuszem udali się do męskiego monasteru.


Pokłonili się przed przełożonym i powiedzieli mu o swym
zamiarze. Ihumen, dostrzegając w nich powołanie Boże, przyjął
ich i postrzygł na mnichów. Epistemię odesłał do żeńskiego
monasteru, a Galaktiona i Eutolmiusza pozostawił na miejscu.
Nakazał, aby po kolei podejmowali różne posługi monas-
terskie.
Św. Galaktion był w pełni posłuszny przełożonemu i braciom,
we wszystkim co czynił starał się żarliwie służyć Bogu. Któż
może opisać jego zmagania duchowe i trudy? Nigdy nie widziano,
by próżnował; zawsze coś robił potrzebnego dla monasteru bądź
trwał na modlitwie. Post jego był nadzwyczaj srogi: niekiedy
nie spożywał pokarmu przez cały tydzień. Zachowywał czystość
od pożądliwości i nie chciał widywać się z Epistemią. Wyjaśniał
to następująco:
— Mnie wystarczą, święci ojcowie, wasze pouczenia, a siostry
mej nie chcę widzieć aż do czasu, gdy sam Pan nakaże mi się
z nią spotkać.
Św. Epistemia, siostra w Chrystusie Galaktiona, żyła w swym
monasterze niczym anioł Boży, spędzając czas na zmaganiach
duchowych i trudach. Jej życie w niczym nie było łatwiejsze od
życia jej brata. Oboje byli jako te świece płonące miłością do
Boga (por. Ap 11,4), rozjaśniające innym drogę ku zbawieniu.
W owym czasie trwały prześladowania chrześcijan. Wszystkich
zmuszano do składania ofiar bożkom. Ci, którzy wzbraniali się
przed tym, skazywani byli na męki. Poganie, którzy wiedzieli
o mnichach, dążących do zbawienia na górze, donieśli na nich.
Namiestnik Ursus posłał wówczas żołnierzy, aby schwytali
wszystkich mnichów i doprowadzili ich na sąd. Na jakiś czas
przed przybyciem wojska św. Epistemia miała następujący
sen: oto stoi w królewskim pałacu wraz ze swym oblubieńcem
i duchowym bratem, Galaktionem, a jaśniejący przedziwną
światłością Król wieńczy ich przepięknymi koronami. Z nastaniem
DZIEŃ PIĄTY 83

dnia posłała do ihumena pismo, w którym prosiła, aby przyszedł


do niej, gdyż ma mu coś ważnego do przekazania.
Zgodnie ze zwyczajem mniszki nie chodziły do męskiego
monasteru; ihumen, który w obydwu monasterach pełnił posługę
ojca duchowego, sam przychodził do postnic i zaspakajał
ich potrzeby duchowe: słuchał spowiedzi, celebrował Boską
Liturgię, udzielał Komunii Świętej.
Po otrzymaniu pisma od Epistemii udał się do postnic, gdzie
Błogosławiona opowiedziała mu swe widzenie. Rzekł:
— Pałace — to Królestwo Niebieskie, Król — to Jezus
Chrystus, Pan nasz i Bóg, a korony oznaczają nagrody, jakie ty,
moje dziecko, i Galaktion macie otrzymać w niedługim czasie za
zmagania duchowe. Najpierw jednak musicie wiele wycierpieć
i umrzeć śmiercią męczeńską. Proszę cię, moje dziecię, nie bój
się i nie upadaj na duchu podczas tortur. Wiedz, że za te
cierpienia czekają cię wieczne i niewypowiedziane dobra, które
otrzymasz wspólnie z bratem twym z rąk Jezusa Chrystusa.
Epistemia, zapłakawszy, odrzekła:
— Niech będzie wola Pana. On wszystko przygotuje dla nas
według Swej dobroci.
Ledwie ihumen powrócił do swej celi, a już na monaster
męski napadli wysłani przez Ursusa żołnierze. Mnisi rozbiegli
się i ukryli na pustyni oraz pustkowiach. W monasterze pozostał
tylko św. Galaktion. Żołnierze pochwycili go, gdy czytał Słowo
Boże w swej celi. Święte postnice wraz z Epistemią również
zdołały uciec przed grożącym im niebezpieczeństwem. Jedynie
św. Galaktion, „ jak baranek prowadzony na zabicie” (Iz 53,7),
powleczony został przez żołnierzy do zarządcy.
Gdy św. Epistemia, ukrywając się z mniszkami w pieczarze,
dowiedziała się, że jej oblubieńca pochwycili poganie, z płaczem
upadła do stóp świętej diakonisy:
— Błagam cię, pani moja, pozwól, abym poszła za Galaktionem!
Słyszałam, że został zabrany przez wojsko. Nie mogę go
84 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

opuścić! Serce moje przeszywa ból. Wraz z nim chcę umrzeć


za Chrystusa, Pana naszego!
Diakonisa odpowiedziała:
— Nie, dziecię moje, Epistemio! Nie idź za nim i nie
wydawaj się w ręce pogan, aby nie wpaść w ich sieci. Jesteś
młoda; obawiam się o ciebie, byś ze strachu przed torturami
nie wyrzekła się Chrystusa i nie zaprzepaściła owoców swych
zmagań duchowych. Wówczas bowiem okazałoby się, że wszystkie
one były bezcelowe, a ty pozbawisz się nadziei na zbawienie.
— Nie mogę żyć bez Galaktiona — wyznała dziewczyna. —
Dzięki niemu poznałam Chrystusa, prawdziwego i miłującego
ludzi Boga. On obmył mnie w wodzie Chrztu z pogańskiej
nieczystości. On skierował mnie na drogę zbawienia i doprowadził
do waszego świętego monasteru. Jego modlitwy pomagały
mi we wszystkich problemach i potrzebach. On jest mym
oblubieńcem, bratem, nauczycielem; dzięki niemu zachowałam
dziewictwo. Nie chcę rozłączać się z nim ani w tym wieku, ani
w przyszłym. Pójdę i wraz z nim poniosę śmierć. Jeśli on odda
swą duszę za Boga, to i ja to uczynię. Niech jego krew będzie
przelana wraz z moją za Stworzyciela wszystkich. Razem stanę
przed tronem Króla Chwały, którego widziałam we śnie i który
nas ukoronuje. . . Pozwól mi odejść, pani, i módl się za mnie!
Diakonisa, widząc jej łzy oraz żarliwą miłość do Boga
i oblubieńca, rzekła:
— Niech Pan ci błogosławi, córeczko moja, i niech będzie
błogosławiona twa droga! Niechaj dokona się twoje zmaganie
duchowe w cierpieniu, tak jak to było udziałem św. Tekli. Udaj
się w drogę i niech ręka Pana, która cię umacnia, będzie z tobą!
Po tym błogosławieństwie Święta ucałowała swą matkę
duchową i wszystkie siostry, a następnie pospiesznie udała się
w drogę za umiłowanym bratem. Dogoniła żołnierzy i zobaczywszy
związanego św. Galaktiona wykrzyknęła:
— Umiłowany mój panie i bracie! Nauczycielu mój, który
DZIEŃ PIĄTY 85

skierowałeś mnie na drogę zbawienia i przez którego poznałam


Chrystusa! Poczekaj na mnie, nie pozostawiaj ubogiej siostry
i służebnicy! Weź mnie ze sobą na męki. Weź tę, którą
wyprowadziłeś z pogańskich błędów i marności świata. Weź
mnie, którą zwróciłeś do życia w zmaganiach duchowych
w monasterze! Doprowadź mnie do korony męczeńskiej! Wspomnij
swą obietnicę, iż nie pozostawisz mnie ani w tym życiu, ani
w przyszłym!
Żołnierze rzucili się na Epistemię i ją pochwycili. Galaktion,
gdy zobaczył swą duchową siostrę, tak bardzo rozradował
się z powodu jej postanowienia, że zapłakał. Z całego serca
dziękował Bogu, że dał jej tak wielką stałość w wierze i płomienną
miłość. Modlił się za nią, aby Pan do końca ją umacniał oraz
by nie przestraszyła się męczarni.
Epistemia została związana wraz z Galaktionem. Już dawno
połączeni byli oni więzami duchowej miłości. Powiedziono ich
do zarządcy. W drodze Święty pouczał niewiastę:
— Spójrz, siostro; nie daj się oczarować ułudą tego świata.
Nie lękaj się bólu. Krótko teraz będziemy cierpieć, a otrzymamy
za to korony wieczności od Pana naszego w Przybytkach
Najwyższego.
Św. Epistemia rzekła:
— Pójdę za tobą, panie mój! Uczynię to, co i ty, bowiem tak
jak ty wierzę, że Bóg nasz nie pozostawi nas, lecz ciebie wraz
ze mną, słabą, umocni i pomoże znieść za Niego rany i męki aż
do śmierci.
Gdy tak rozmawiali, doszli do pałacu Ursusa. Naprzeciw
żołnierzom wyszedł sługa i powiedział, że zarządca rozkazał,
by strzec chrześcijan do rana. Z tego względu żołnierze całą
noc trzymali świętych związanych. Rankiem Ursus przyszedł na
sąd. Kiedy przyprowadzono Galaktiona i Epistemię, zapytał:
— Kim jesteście?
Św. Galaktion odpowiedział:
86 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Jesteśmy chrześcijanami i mnichami.


— Kim jest Chrystus? — padło pytanie.
— Chrystus jest prawdziwym Bogiem, który stworzył niebo
i Ziemię oraz wszystko, co w nich jest — brzmiała odpowiedź.
— Jeśli wasz Chrystus stworzył wszystko, to kim są nasi
bogowie i co oni stworzyli?
— Wasze bóstwa — to kamień i drzewo. One są zniszczalnymi
rzeczami. Niczego nie stworzyły, gdyż ich samych tworzy ręka
człowieka. Wy zaś kłaniacie się dziełu rąk ludzkich i uważacie
za bogów tych, których sami zrobiliście z rzeczy materialnych.
Rozgniewany zarządca nakazał obecnym na sądzie zdjąć
odzienie z Galaktiona i mocno bić go żyłami wołowymi za
zniewagę bogów. Św. Epistemia płakała wtedy i czyniła zarzuty
oprawcy:
— Niemiłosierny kacie! Czyż nie wstyd ci torturować całkowicie
niewinnego sługę Bożego i okrywać ranami jego wysuszone
postami ciało?!
Ursus odrzekł:
— Rozbierzcie ją i mocno bijcie!
W czasie, gdy bezwstydni słudzy zrywali szatę mnisią,
Święta rzekła:
— Bądź przeklęty, oprawco! Od dzieciństwa nikt nie widział
mej nagości, a ty rozkazujesz obnażać mnie przy wszystkich.
Niech oślepną wasze grzeszne oczy, aby nie widziały mej
dziewiczej nagości!
Gdy tylko wypowiedziała te słowa, książę i wszyscy go
otaczający oślepli. Każdy rękami szukał ściany i przewodnika.
Nie było jednak nikogo, kto widziałby światło. W przerażeniu
wołali:
— Uzdrów nas, służebnico Chrystusowa, od ciemności,
a uwierzymy w twego Boga!
Wówczas Święta pomodliła się i wszyscy ponownie zaczęli
widzieć, zaś pięćdziesięciu trzech z nich uwierzyło w Chrystusa.
DZIEŃ PIĄTY 87

Ursus, mimo że widział cielesnymi oczami, to duchowymi oślepł


jeszcze bardziej, bowiem za namową diabła przypisał ten cud
nie Jezusowi, lecz swym kłamliwym bożkom.
— Znieważyliśmy naszych wielkich bogów! — krzyczał. —
Rozgniewali się z tego powodu i ukarali nas, abyśmy byli
ostrożniejsi i nie ośmielali się myśleć o nich czegoś głupiego. Nie
oszczędzimy zatem bluźnierców i pomścimy się na bezczeszczących
naszych bogów.
Rozkazał wbić w ręce i nogi męczenników zaostrzone kołki.
Święci mężnie znosili cierpienia i wołali:
— Służymy Chrystusowi, jedynemu prawdziwemu Bogu!
Kłamliwych bożków wyrzekamy się!
Następnie Ursus nakazał, by odrąbać im dłonie. Galaktion
i Epistemia zawołali wtedy:
— Błogosławiony Pan Bóg nasz, który zaprawia ręce nasze
do bitwy, a palce nasze do boju! On łaską naszą i warownią
naszą; On naszym schronieniem i wybawicielem (por. Ps 144,1–
2). On wybawia nas z rąk naszych wrogów!
Wówczas oprawca rozkazał, by odrąbać im nogi. Święci
zawołali:
— „Powstań i przybądź nam z pomocą i odkup nas przez
wzgląd na Twą dobroć” (Ps 44,27). Wiesz, Panie, iż płonąc
miłością do Ciebie, poszliśmy za Tobą drogą cierpienia. Teraz
wprowadź nas do wiecznego pokoju. Niech staną nasze stopy
w Niebieskich Twych Przybytkach, gdzie stoją przed Tobą
wszyscy, którzy się Tobie podobają! Niech będą przeklęte
wszystkie bożki pogańskie i wszyscy, którzy im służą!
Ursus rzekł:
— Ci niegodziwcy ciągle jeszcze nie przestają wypowiadać
bluźnierstw przeciwko naszym bogom! Wyrwijcie im języki, aby
już nie wypowiedzieli żadnego słowa!
Świętym wyrwano języki. Mimo że zamilkły usta wyznawców
Chrystusowych, serca ich nie przestawały wołać do Boga.
88 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

W końcu oprawca rozkazał, by odciąć im głowy. Ciała męczenników


wyniesiono za mury pałacu, pocięto mieczem na kawałki i rzucono
niepogrzebane.
Eutolmiusz, sługa teścia Galaktiona i współuczestnik zmagań
duchowych świętych, towarzyszył im z daleka od momentu,
gdy schwytano ich i prowadzono na sąd. Zdjął on swe mnisie
odzienie i założył świeckie, aby nie zostać rozpoznanym. Widział
wszystkie cierpienia i koniec życia męczenników. W tajemnicy
przed wszystkimi zabrał relikwie Galaktiona i Epistemii, opłakał
je i pogrzebał. On też spisał ich żywot i chwalebne męczeństwo,
aby czytający i słuchający odnieśli korzyść duchową.

Żywot świętego Jonasza,


arcybiskupa Nowogrodzkiego

w. Jonasz, w świecie Iwan, urodził się w końcu XIV w. Gdy


miał trzy lata, jego matka odeszła do Pana, a w wieku siedmiu
lat stracił ojca. Chociaż został sierotą, Pan nie pozostawił
go bez opieki. Wzbudził u wdowy Natalii Miedowarcewoj
pragnienie, by wziąć sierotę na wychowanie. Z macierzyńską
czułością troszczyła się ta niewiasta o chłopca, który od
urodzenia był słabowity i wymagał dobrej pielęgnacji. Natalia
żywiła i odziewała dziecko. Zapewniała mu również pokarm
duchowy. Oddała go na naukę do diakona, u którego uczyło się
wiele innych dzieci. Nieśmiały chłopiec od momentu wstąpienia
do szkoły bardzo odróżniał się od towarzyszy. Nie brał udziału
w głośnych zabawach, lubił ciszę i samotność. Wiele wysiłku
wkładał w naukę. Wspaniałymi wynikami i dobrym charakterem
tym bardziej zyskiwał sobie miłość przybranej matki.
Pewnego razu dzieci po Wieczerni bawiły się na ulicy. Był
tam też Iwan. Nie brał udziału w zabawie, a tylko obserwował
DZIEŃ PIĄTY 89

kolegów. W tym czasie pojawił się nikomu w Nowogrodzie nie


znany człowiek, który wyglądał na „ jurodiwego” — szaleńca
Chrystusowego. Był to św. Michał Kłopskij. Przybył on z dalekich
stron; pierwszy raz znalazł się w Nowogrodzie. Było to jeszcze
przed jego wstąpieniem do Monasteru Kłopskiego.
Ujrzawszy człowieka odzianego w dziwne ubranie, dzieci
tłumnie rzuciły się do niego i zaczęły się mu przypatrywać.
Najbardziej śmiałe naśmiewały się ze świętego męża, inne
rzucały mu pod nogi kamienie i śmieci. Dzień miał się ku
wieczorowi. Zapadał zmierzch i wszystko zaczęło tonąć w mroku.
Jedynie św. Michał jasno zobaczył przyszłość błogosławionego
chłopca. Nie zwracając uwagi na psoty dzieci, podszedł do
Iwana, przyciągnął do siebie i rzekł:
— Iwanie, pilnie studiuj księgi. Będziesz arcybiskupem
w Nowogrodzie!
Następnie objął chłopca, ucałował i odszedł. Tak św. Michał,
nie znając uprzednio imienia dziecka, przepowiedział to, co
rzeczywiście wypełniło się po pięćdziesięciu latach, w cztery
lata po jego błogosławionym odejściu do Pana.
Gdy Iwan osiągnął wiek dojrzały, zapragnął poświęcić się
służbie Bogu. Od wczesnego dzieciństwa wypełniał przykazania
Boże i lubił samotność. Teraz postanowił, że będzie postrzyżony
na mnicha.
Pięćdziesiąt wiorst od Nowogrodu, pośród wielkich lasów,
z dala od siedzib ludzkich, znajdowała się Pustelnia Otniaja.
Tam udał się Iwan. Archimandryta Charyton przyjął go z miłością,
postrzygł i nadał mu imię Jonasz. Od tej pory Święty zaczął
wieść ascetyczne i surowe życie, polegające na zmaganiach
duchowych. Czyny Iwana tak bardzo zadziwiały braci, że po
śmierci Charytona wybrali go jednogłośnie na ihumena.
Sprawując nową posługę Błogosławiony dał się poznać
jako mądry zarządca, prawdziwy pasterz, pokorny przewodnik
i doświadczony kierownik życia duchowego. Szybko rozchodziła
90 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

się o nim sława aż po Nowogród. Wielu mieszkańców tego


miasta zaczęło do niego przychodzić. Budując się jego mądrymi
pouczeniami, prosili o modlitwę i błogosławieństwo. Wielu też
zaczęło zbierać ofiary na potrzeby manasteru, tak że biedna do
tej pory pustelnia rozkwitała; zwiększała się liczba mnichów,
a wszyscy oni starali się naśladować św. Jonasza.
W 1458 r. zmarł hierarcha nowogrodzki Jewfimij. Arcypasterz,
opłakiwany przez cały lud oraz cieszący się miłością i czcią,
został godnie pochowany. Mieszczanie pragnęli widzieć na
tronie arcypasterskim św. Jonasza. Bardzo trudno było mu
opuścić cichą pustelnię, nie chciał jednak sprzeciwiać się pragnieniu
ludu. W 1458 r. Jonasz przybył do Nowogrodu, a w 1459 r.
został wprowadzony na katedrę arcybiskupią przez metropolitę
Moskwy.
Nowy arcybiskup obdarzony był rozlicznymi cnotami. Mieszkańcy
Nowogrodu zobaczyli w nim w pełni godnego następcę św. Jewfimija.
Święty mąż wyróżniał się miłością do trzody, szczególnie zaś
troszczył się o biednych i sieroty, pamiętając, że sam był
sierotą. Swym życiem starał się wypełniać słowa św. Joba:
„Sercu wdowy przywracałem radość. Jak szatą odziany byłem
w sprawiedliwość, płaszczem i zawojem była prawość moja.
Oczyma byłem ślepemu, a nogami dla chromego, ojcem byłem
dla ubogich” (Jb 29,13–16). Wszyscy kochali arcypasterza. Ci,
którzy go słuchali, doświadczali radości duchowej.
Pomimo zajmowania tak wysokiego urzędu był łagodny
i skromny. Wszystkim starał się okazywać dobroć i dawać dobre
rady. Nie tylko mieszkańcy Nowogrodu darzyli go szacunkiem,
ale nawet książęta moskiewscy. Często pisali do niego listy
i otrzymywali odpowiedzi. Arcypasterz w proroctwach przepowiadał
przyszłość, a jego słowa się wypełniały.
W tym czasie książęta Moskwy Wasyl II (1425–1462) i jego
syn Iwan III (1462–1505) ze szczególną nieufnością odnosili
się do mieszkańców Nowogrodu, którzy nie mogli zapomnieć
DZIEŃ PIĄTY 91

o dawniejszej niezależności i z tego względu niejednokrotnie


ściągali na siebie gniew carski. Arcybiskup Jonasz bronił nowogrodzian
i łagodził carski gniew. Sami mieszkańcy Nowogrodu prosili, by
się wstawiał za nimi u kniaziów. Często swym słowem uśmierzał
ciągłe niesnaski i waśnie.
Wkrótce po objęciu przez Jonasza tronu arcybiskupiego
w Nowogrodzie z Rzymu przybył na Litwę uczeń metropolity
Izydora, Grzegorz, i zaczął na tamtych terenach kierować
Kościołem prawosławnym. W Moskwie zwołano synod, na
którym nie uznano go za metropolitę. Jonasz nie był na tym
synodzie. Otrzymał od metropolity Moskwy postanowienie
synodalne z prośbą, aby bronił prawosławia, umacniał swą
trzodę w prawdziwej wierze, a zbłąkanych zwracał ku prawdzie.
W 1460 r. do Nowogrodu przybył wielki książę moskiewski
Wasyl ze swymi dwoma synami. Miał wówczas nastawienie
pokojowe, chciał tylko pokłonić się nowogrodzkim cudotwórcom
i zabrać podatek. Kilka lat wcześniej przybył on tutaj wraz
z wielkim wojskiem i ukarał nowogrodzian za spiskowanie z jego
wrogami. Niektórzy mieszkańcy, pamiętając o tym, powzięli
zuchwały zamysł, by zabić księcia. Gdy Jonasz usłyszał to,
natychmiast zjawił się na spotkaniu spiskowców.
— Głupcy! Cóż wam przyszło do głowy?! Jeśli zabijecie
księcia, cóż przez to osiągnięcie? Tylko wielkie nieszczęście
i bieda spadnie na miasto. Starszy syn Wasyla, Iwan, gdy się
o tym dowie, przybędzie zaraz z wojskiem i spustoszy nasze
ziemie.
To napomnienie ostudziło zapał buntowników, którzy zrozumieli,
ile zła może sprowadzić ich zuchwałość. Z szacunkiem przyjęli
księcia. Wasyl często rozmawiał z błogosławionym Jonaszem
i wypełniał jego rady. Polubił go i traktował jak swego ojca
oraz słuchał go we wszystkim. Szczególnie zaś czcił hierarchę
ze względu na cnotliwe życie. W czasie przebywania kniazia
w Nowogrodzie dokonało się cudowne uzdrowienie komorzego
92 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

książęcego. Ów młody człowiek pochodzący z rodu bojarów


riazańskich nagle zaniemógł i wydawało się, że umarł. Przyniesiono
go do relikwii św. Warłaama Chutyńskiego, gdzie odzyskał
zdrowie. Ten cud dokonał się na oczach wielkiego księcia, jego
bojarów i wielu innych. Stwierdzili oni, że miasto to cieszy
się szczególną opieką z wysoka. Arcypasterz Jonasz polecił
opisać ten cud ku pamięci potomnych, co zrobił przybyły
ze Świętej Góry Athos Pachomiusz Logotheta. Po pewnym
czasie kniaź udał się w drogę powrotną. Podczas pożegnania
z arcypasterzem zaprosił go do Moskwy na naradę.
Wkrótce Jonasz musiał się tam udać, gdyż kniaź ponownie
rozgniewał się na mieszkańców Nowogrodu, a niektórzy wielmoże
starali się podsycać niechęć księcia. Św. Jonasz, pragnąc pohamować
jego gniew, nie bacząc na swój podeszły wiek i trudy drogi, udał
się do Moskwy. Zbliżając się do miasta, wspomniał wielkiego
obrońcę Ziemi Ruskiej — św. Sergiusza z Radoneża, i ślubował,
że po powrocie wybuduje cerkiew ku czci tego wybrańca
Bożego. W odległości pięciu wiorst od Moskwy przywitali
Jonasza bojarzy i kilku ihumenów, a potem został przyjęty
z miłością przez metropolitę. Następnie udał się do książęcego
dworu, gdzie od dawna był oczekiwany. Na schodach dzieci
Wasyla podjęły go pod ręce. Sam kniaź był rad widzieć mądrego
władykę. Przyjął daninę i podarki, które przywiózł Jonasz.
W czasie całego pobytu arcypasterza w Moskwie wielki książę
okazywał mu szacunek. Często spotykał się z nim i rozmawiali
wówczas o różnych sprawach państwowych oraz kościelnych.
Doszło też do wspólnego spotkania wielkiego księcia z arcypasterzem
nowogrodzkim i metropolitą Moskwy. Kniaź wyraził wtedy
niezadowolenie z powodu zachowania się nowogrodzian; żalił
się św. Jonaszowi, że gotowi są oni stać po stronie wrogów
Ziemi Ruskiej, a ponadto nie okazują mu należnego szacunku.
Wyznał, iż zamierza wyprawić się z wojskiem na buntowników,
aby raz na zawsze położyć kres zamieszkom i samowładzy.
DZIEŃ PIĄTY 93

Hierarcha, jako prawdziwy pasterz, zaczął się wstawiać za


swymi dziećmi duchowymi. Przekonywał księcia, że wielu stara
się wprowadzić go w błąd i wzbudzić jego gniew. Prosił, by
Wasyl nie zwracał uwagi na głosy zawistnych oszczerców, lecz
okazał miłosierdzie nowogrodzianom:
— Wielki panie, nie pozwól, by gniew owładnął twe serce;
nie słuchaj ludzi zawistnych, nie karz wielu niewinnych z powodu
kilku, którzy zawinili, lecz po ojcowsku uświadom mieszkańców
naszego miasta oraz okaż im swą miłość i miłosierdzie. Jeśli nie
usłuchasz naszych usilnych próśb i zaczniesz uciskać mieszkańców
Nowogrodu, to bacz, byś nie spowodował wielkiego podziału
pomiędzy swymi dziećmi.
Książę, nie słuchaj oszczerstw, lecz z miłością spójrz na
swój lud. Nie nakładaj na niego nowych danin i powinności.
Wiedz, że i twoje dni dochodzą końca. Syn twój, Iwan, zasiądzie
po tobie na tronie wielkoksiążęcym. Razem z mą trzodą
będę zanosić modły do Pana, by wszechmocna prawica Boża
ochroniła go od przemocy bezbożnych Tatarów. Niech Pan
wywyższy twego syna Iwana ponad wszystkich wrogów i utrwali
jego dziedzictwo, jeśli tylko będzie zachowywał przykazania
Boże i z łagodnością będzie rządził swą ziemią.
Słowa te bardzo ucieszyły kniazia, którego wielkim marzeniem
było uwolnienie się od jarzma tatarskiego. Wiedząc, że to, co
przepowiada święty arcybiskup, wypełnia się, Wasyl obiecał,
że stłumi w sobie gniew i daruje nowogrodzianom pokój. Pod
koniec tej rozmowy św. Jonasz zapłakał. Gdy wielki książę
i metropolita zapytali o przyczynę jego smutku, rzekł:
— Kto może doprowadzić do upokorzenia i upadku tak
wielkie miasto jak nasze? Tylko sami mieszczanie poprzez swe
waśnie. Proszę Pana, aby nie nastąpiło to za moich dni.
Tak oto św. Jonasz przewidział późniejszy upadek Nowogrodu.
Poprosił też Wasyla i jego syna o prawo sądu dla umiłowanej
94 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Pustelni Otniaja, oni zaś ochoczo spełnili prośbę. Dali też mu


pismo ze swą wielkoksiążęcą pieczęcią.
Kniaź tak mocno wierzył słowom władyki, że napisał wówczas
testament. Określił w nim spadki dla swych synów i małżonki.
Nakazał także, aby zbierać daninę dla Tatarów tak długo, jak
posiadają władzę nad Ziemią Ruską. Pisał: „Nastanie czas,
gdy runie ich panowanie, a Pan wybawi książęta ruskie od ich
jarzma. Wówczas nie będą oni już zbierać danin dla wielkiego
księcia, by przekazywał je chanowi”.
Arcypasterz udał się do swej trzody. Kniaź i bojarzy
odprowadzili go ze czcią. Na spotkanie władyki wyszli mieszkańcy
Nowogrodu — wszak on tak mocno wstawiał się za nimi przed
wielkim księciem. Po przybyciu do swej eparchii hierarcha
bez zwłoki wypełnił dany ślub — zbudował cerkiew ku czci
św. Sergiusza z Radoneża. Wspaniale ozdobił nową świątynię,
zaopatrzył ją w księgi liturgiczne i ikony.
Św. Jonasz troszczył się o duchowe oświecenie swej trzody.
Sam bardzo dobrze znając Pismo Święte i żywoty świętych
pragnął, aby jego duchowe dzieci korzystać mogły z przykładów
ascetów zmagających się duchowo w okolicach Nowogrodu.
W tym celu, za zgodą metropolity Moskwy, polecił przybyłemu
ze Świętej Góry mnichowi Pachomiuszowi Logothecie spisać
żywoty świętych. Oprócz tego z błogosławieństwa św. Jonasza
przepisano kilka ksiąg liturgicznych.
W krótkim czasie po powrocie z Moskwy metropolita
napisał list do błogosławionego Jonasza. Przeczuwając zbliżający
się kres ziemskiego pielgrzymowania, metropolita chciał spotkać
się ze Świętym. Prosił go, aby osobiście wziął udział w wyborze
jego następcy. Po przeczytaniu listu arcybiskup zapłakał i zawołał:
— Wielką łaskę traci Moskwa, a wraz z nią cała Ziemia
Ruska!
Jednakże umęczony życiem i chorobą nie mógł udać się do
Moskwy. Posłał do metropolity list, w którym go pocieszał:
DZIEŃ PIĄTY 95

— Nie trap się, że nie możemy się teraz spotkać, bowiem


zobaczymy się już po opuszczeniu brzemienia ciała. Wówczas
radosne będzie nasze spotkanie, gdyż otrzymamy nagrodę od
Najwyższego Pasterza.
Wybór następcy św. Jonasz powierzył Panu i Świętemu
Synodowi:
— Kogo Duch Święty wybierze i pobłogosławi, tego i ja
będę gotów przyjąć!
Metropolita moskiewski odszedł do Pana 31 marca 1461 r.
Wiedząc o świętości jego życia, arcybiskup nowogrodzki polecił
Pachomiuszowi ułożyć kanon. Wkrótce hierarcha moskiewski
został włączony do grona świętych.
W 1462 r. po śmierci Wasyla na tron książęcy wstąpił jego
syn Iwan III. Św. Jonasz udał się do Moskwy, by spotkać
się nowym kniaziem. W czasie rozmowy przypomniał mu, co
zapowiadał jego ojcu, dodawszy:
— Nie wzgardzi Pan modlitwami tylu uciemiężonych; rozproszy
hordę, ale niech władca trwa w pobożności i zachowuje przykazania
Boże.
Arcybiskup prosił też księcia, aby potwierdził uprzedni
zapis o prawie sądu dla Pustelni Otniaja. Jan, wielce szanując
hierarchę, wypełnił jego prośbę. Potwierdził zapis dany przez
ojca i opatrzył go pieczęcią z własnym wizerunkiem.
W owym czasie nastał bolesny podział Kościoła Ruskiego.
Grzegorz, wyświęcony na biskupa w Rzymie, ogłosił się metropolitą
ruskim, co zyskało aprobatę króla polskiego. Dzięki temu
Grzegorz zaczął zarządzać sprawami Kościoła w południowo-
-zachodniej Rusi, która podlegała wówczas królowi polskiemu.
Wielu prawosławnych, a nawet sam wielki książę, pisało o tym
do arcybiskupa Jonasza, prosząc o radę i pomoc. Święty na
wszelkie sposoby próbował zaradzić podziałowi. Nauczał swą
trzodę, żeby nie rezygnowała z wiary prawosławnej i pozostała
96 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

wierna metropolicie Moskwy. Jak prawdziwy pasterz śmiało


demaskował wszelkie intrygi wrogów prawosławia.
Mieszkańcy Pskowa, zależni od nowogrodzkiego władyki,
prosili, by wielki książę naznaczył im osobnego biskupa. Zagarnęli
nawet dobra, które należały do arcybiskupa Nowogrodu. Kniaź
nie spełnił ich prośby. Nakazał im podporządkować się władyce
i zwrócić zagarnięte dobra. Pskowianie tak też uczynili. Błogosławiony
nie chciał żadnego wynagrodzenia za poniesione straty. Widząc
miłość i bezinteresowność władyki, tym bardziej zaczęto okazywać
mu szacunek i cześć.
Św. Jonasz troszczył się o budowanie i ozdabianie nowych
świątyń. Oprócz cerkwi ku czci św. Sergiusza z Radoneża
arcypasterz opiekował się umiłowaną Pustelnią Otniaja. Zbudował
tam kamienną świątynię pw. Bazylego Wielkiego, Grzegorza
z Nyssy i Grzegorza z Nazjanzu. Wspaniale też ją przyozdobił.
W tym celu zaprosił najlepszych ikonopisarzy i szczodrze
obdarzał swym mieniem, aby bogato i pięknie udekorować nową
świątynię i zaopatrzyć ją w przedmioty liturgiczne i księgi.
Wybudował też drugą świątynię ku czci Jana Chrzciciela,
którego imię nosił w życiu świeckim. Własnoręcznie wykopał
tam dla siebie mogiłę. W Pustelni Otniaja arcypasterz zbudował
jeszcze cerkiew pw. św. Mikołaja. W Nowogrodzie po stronie
targowej odnowił i upiększył cerkiew pw. św. Dymitra Dońskiego.
Nowogród za czasów jego pasterzowania cieszył się pokojem
i szczególną opieką z wysoka. Mieszczanie, stosując się do jego
zaleceń, wzajemnie się miłowali. Ziemia wydawała obfite plony.
Wszystko to działo się za sprawą modlitw Świętego. Tylko raz
Ziemia Nowogrodzka i Pskowska doświadczyły strasznej plagi.
W końcu 1466 r. pojawiło się morowe powietrze. Chorzy po
kilku dniach umierali. W 1467 r. zaraza wybuchła z nową
siłą — umarło wówczas ponad dwa miliony ludzi. Wielki
żal i zamęt ogarnęły mieszkańców. Jeszcze bardziej cierpiał
z powodu utraty swych dzieci duchowych sam arcypasterz.
DZIEŃ PIĄTY 97

Pocieszał tych, co przeżyli i nieustannie prosił Pana, by plaga


ustała. Jego modlitwa została wysłuchana.
Przy Monasterze Zwieryńskim założono cmentarz, by tam
grzebać umarłych. Pewnego razu w czasie modlitwy św. Jonasz
usłyszał głos:
— Idź z krzyżami w otoczeniu całego soboru do Monasteru
Zwieryńskiego do świątyni Przenajświętszej Bogarodzicy Opiekuńczej.
Udaj się tam, gdzie objawił się obraz sprawiedliwego Symeona.
Ku jego czci zbuduj tam cerkiew, a zaraza ustanie.
Św. Jonasz obwieścił to ludowi. Rankiem 1 października,
w Święto Przenajświętszej Bogarodzicy Opiekuńczej, nowogrodzianie
byli świadkami nowego cudu. Tego dnia arcypasterz wraz
z całym swym duchowieństwem i mieszczanami udał się na
wskazane miejsce. Tam wszyscy upadli na kolana i modlili się
do Pana o ustanie plagi. Następnie lud zaczął znosić belki
i w ciągu jednego dnia wybudowano cerkiew. Św. Jonasz
poświęcił ją i odprawił Boską Liturgię. Od tego czasu ustało
morowe powietrze. W 1468 r. arcypasterz na miejscu drewnianej
cerkwi wybudował kamienną świątynię ku czci św. Symeona,
która zachowała się do dziś.
W tym czasie zaczęto wznosić Monaster Sołowiecki. Św.
Jonasz okazywał wielką pomoc tej nowej pustelni. Razem ze
świeckimi władzami Nowogrodu dał św. Zosimie pismo, które
przekazywało nowemu monasterowi całą wyspę Sołowiecką
wraz ze wszystkimi dobrami.
Gdy Święty poczuł, że nadchodzi już kres ziemskiego pielgrzymowania,
napisał testament, w którym polecił, by pochować go w Pustelni
Otniaja. Po przyjęciu Ciała i Krwi Pańskiej odszedł w pokoju
5 listopada 1470 r. Został pogrzebany z należną czcią przez
wiernych, dla których był pasterzem, nauczycielem i wstawiennikiem.
Ciało jego złożono w mogile, którą sam sobie przygotował.
Przez czterdzieści dni bracia nie przykrywali ciała, a ono z woli
Pana nie uległo rozkładowi. Bracia z Pustelni Otniaja i inni

6*
98 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

bardzo się dziwili, gdy spostrzegli, że ciało ich arcypasterza nie


wydaje nawet najmniejszego zapachu zepsucia. Wówczas mocno
wierząc, że relikwi Świętego nie należy przykrywać ziemią,
zbudowano z drzewa podwyższenie.
Zaprawdę nadzieja wierzących nie była próżna. Po upływie
około stu lat Pan cudownie wywyższył Swego sługę. Było to
w najtrudniejszych chwilach dla mieszkańców Nowogrodu. Za
panowania cara Iwana Groźnego, gdy arcybiskupem Nowogrodu
był Leonid, rankiem 13 września w Pustelni Otniaja stanęła
w ogniu piekarnia. Silny wiatr rozprzestrzenił pożar i płomienie
ogarnęły wszystkie monasterskie cerkwie, w tym cerkwię z grobem
św. Jonasza. Widząc, co się dzieje, dwóch mężczyzn, będących
czcicielami Świętego, pobiegło do cerkwi św. Jana Chrzciciela;
rozebrali drewniane pokrycie nad grobem i wynieśli relikwie
na plac. Ciężka dębowa trumna wydała się im niewiarygodnie
lekką. Tymczasem ogień rozszerzył się na wszystkie budynki,
jakie stały wokół placu, tak iż zaczęły zagrażać samym relikwiom.
Wówczas wydarzyło się coś dziwnego — płomienie szalały
wokół, ale nie dochodziły do trumny. Ludzie starali się zabrać
ją z tego miejsca, lecz nie mogli podnieść. Wówczas zrozumieli,
że sam Pan niewidzialną Swą mocą ochrania relikwie.
Z woli Miłosiernego wiele cudów działo się przy relikwiach
św. Jonasza. Każdy, kto do nich przybył i z wiarą wzywał
jego imię, doświadczał uzdrowienia niezależnie od tego, na
jaką cierpiał dolegliwość. Wspominamy tutaj o ważniejszych
uzdrowieniach, jakie miały miejsce za wstawiennictwem św. Jonasza.
Mnicha Sylwestra z Pustelni Otniaja wraz z nowicjuszem
Klimem posłano do Moskwy w celu uzyskania potwierdzenia
uprzednich zapisów carskich przywilejów. W miejscowości Wyszniaja
Wołoczka posłańcy wsiedli na łódź. Wraz z nimi podróżował
pewien bogaty kupiec. Sternik, podpuszczony przez diabła,
postanowił zagarnąć pieniądze, które wiózł kupiec. W miejscu,
gdzie rzeka miała rwący nurt, skierował łódź na kamień. Łódź
DZIEŃ PIĄTY 99

się wywróciła, a wszyscy nią płynący wpadli do wody. Sternik


utonął, ale pozostali wydostali się na brzeg. Brakowało tylko
Sylwestra, który nie umiał pływać. Wszyscy byli przekonani, że
stracił życie, gdy nagle zobaczyli na brzegu łódź, a w niej starca.
Ten cud zdumiał ich. Minisi radowali się swym ocaleniem
i jedno tylko ich zasmucało: zapisy carskich przywilejów wraz
z innymi rzeczami wpadły do rzeki. Prosili św. Jonasza o pomoc
i ich modlitwy zostały wysłuchane. W wieczornym półmroku
zauważyli, że do brzegu podpływa jakiś przedmiot. Uczyniwszy
znak krzyża Klimen rzucił się w fale i po kilku chwilach
z wielką radością ujrzał skórzną sakwę, a w niej nie tknięte
dokumenty. Nawet carskie podpisy w pełni się zachowały.
Podziękowawszy Panu i Jego wybrańcowi udali się w dalszą
drogę. Po przybyciu do Moskwy z powodzeniem wypełnili
powierzone im dzieło.
Zdarzyło się, że w burzliwych czasach Kozacy pustoszyli
wsie i rabowali mieszkańców, nikogo nie szczędząc. Przybliżyli
się oni do monasteru i zamierzali na niego napaść. Ataman
zapytał:
— Do kogo należy ta osada?
Chłop o imieniu Jurij odpowiedział:
— Ta osada należy do Monasteru Otniaja, do wielkiego
cudotwórcy Jonasza, arcybiskupa Nowogrodu.
Gdy ataman usłyszał imię Świętego, surowo przykazał swym
towarzyszom, by nikogo i niczego nie ruszać. Kiedy zapytali go,
dlaczego im zabrania, rzekł:
— Pewnego razu rozgniewał się na mnie władca i rozkazał,
by ukarać mnie śmiercią. Wówczas wspomniałem o wielkim
i miłościwym Jonaszu. Z całego serca pomodliłem się, aby
mnie obronił. W tym samym czasie otrzymano od cara pismo
o zmianie wyroku. Od tej pory ciągle dziękuję memu wstawiennikowi
u Boga — św. Jonaszowi.
100 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Wiele jeszcze innych cudów dokonało się przy relikwiach


św. Jonasza.

Wspomnienie świętych apostołów Patrobasa,


Hermasa, Linusa, Gajusza i Filologa

w. apostoł Patrobas był biskupem w Neapolu i Puteolach,


gdzie wielu ochrzcił i przywiódł do Chrystusa. Św. apostoł
Hermas był biskupem w Filippolis. Św. Patrobasa i Hermasa
wspomina apostoł Paweł w Liście do Rzymian (por. Rz 16,14).
Św. apostoł Linus, o którym wspomina apostoł Paweł
w Drugim Liście do Tymoteusza (por. 2 Tm 4,21), był biskupem
w Rzymie po św. apostole Piotrze.
O św. apostole Gajuszu pisze apostoł Paweł w Liście do
Rzymian: „Pozdrawia was Gajusz, gospodarz mój i całego
Kościoła” (Rz 16,23). Był on biskupem w Efezie po św. Tymoteuszu.
Św. apostoł Filolog został wyświęcony na biskupa Synony
przez św. apostoła Andrzeja (por. Rz 16,15).
Apostołowie ci, sprawując posługę arcypasterską we wspomnianych
miastach, doznali wielu ataków i cierpień z powodu zwiastowania
Dobrej Nowiny. Wielu przywiedli do Chrystusa i w pokoju
odeszli do Pana.

Wspomnienie świętego Grzegorza,


biskupa Aleksandrii

w. Grzegorz od najmłodszych lat umiłował Chrystusa. Jego


życie ozdobione było wieloma cnotami.
DZIEŃ PIĄTY 101

Po śmierci papieża Aleksandryjskiego biskupi i zebrany


lud wybrali go na arcybiskupa Aleksandrii. Był on wzorowym
nauczycielem prawdziwej wiary: cichy, pokorny, miłosierny,
ojciec dla sierot, obrońca wdów, zawracający błądzących na
drogę Prawdy, lekarz dla chorych, pocieszyciel cierpiących.
Diabeł podsunął myśl panującemu w owym czasie cesarzowi
Leonowi (813–820), by arcybiskupa Grzegorza zdeponować
z urzędu i odprawić związanego do Konstantynopola. Gdy
św. Grzegorz dowiedział się o planach cesarza, sam udał się do
niego i skarcił przed całym dworem. Nie bał się przy tym nazwać
go heretykiem i niegodziwcem. Władca, nie mogąc znieść
poniżenia, rozkazał bić Świętego wołowymi żyłami i morzyć
głodem w ciemnicy. Sługa Boży znosił to wszystko z dziękczynieniem,
mówiąc:
— Z powodu Chrystusa, mego Boga, i w obronie Jego
świętego obrazu gotów jestem umrzeć!
Po torturach oprawca skazał Grzegorza na wygnanie. Błogosławiony
po trzech latach na zesłaniu oddał swego ducha Panu.
Dzień szósty

Żywot świętego Pawła Wyznawcy, arcybiskupa


Konstantynopola

a panowania cesarza Konstancjusza II (337–361) prawowierni


chrześcijanie byli prześladowani przez arian. Władca też uległ
herezji. Dla Kościoła był to czas wielkiego zamętu i braku
harmonii, gdyż pozostało niewielu obrońców prawdziwej wiary.
Św. Atanazy, arcybiskup Aleksandrii, został wygnany ze swej
katedry, a św. Aleksander, patriarcha Konstantynopola, w tym
czasie odszedł do Pana. Gdy umierał, ludzie otaczający jego
łoże pytali go:
— Komu pozostawisz swe dzieci duchowe, ojcze? Któż
będzie naszym pasterzem po tobie? Kto tak ofiarnie będzie
kierował Kościołem Chrystusowym?
Umierający wskazał na dwóch godnych mężów: kapłana
Pawła rodem z Salonik i diakona Macedoniusza.
— Jeśli chcecie mieć wykształconego pasterza, wyróżniającego
się życiem cnotliwym, to wybierzcie Pawła; a jeśli dobrego
polityka, to wybierzcie Macedoniusza.
Po tych słowach patriarcha zakończył ziemskie życie. Po
jego śmierci na synodzie doszło do sporu — kogo wybrać.
Prawowierni chrześcijanie chcieli Pawła, arianie zaś skłaniali
DZIEŃ SZÓSTY 103

się ku Macedoniuszowi. W końcu szala przechyliła się na stronę


Pawła — to on zasiadł na tronie patriarszym i zaczął godnie
paść powierzoną mu trzodę.
W czasie wyboru i chirotonii nowego patriarchy cesarz
przebywał w Antiochii. Nie był on przychylnie usposobiony
do Pawła i po powrocie otwarcie wyraził swe niezadowolenie,
twierdząc, że wybór odbył się wbrew jego woli. Podburzony
przez arian Konstancjusz zwołał synod, który bezprawnie
zdeponował Pawła. W niczym on niezawinił, był człowiekiem
czystego serca, całkowicie oddanym Kościołowi. Wyróżniając
się mądrością i pobożnym życiem, był prawdziwym światłem
świata (por. Mt 5,14) i jaśniał w Kościele jak gwiazda zaranna
pośród obłoków.
Na miejsce zdeponowanego patriarchy cesarz wprowadził
biskupa Nikomedii Euzebiusza i ponownie udał się do Antiochii.
Zarażony arianizmem Euzebiusz heretyckim nauczaniem
wprowadzał zamęt do Kościoła i wszelkimi sposobami starał
się doprowadzić do usunięcia z symbolu wiary słów: „zrodzony,
a niestworzony, współistotny Ojcu”, gdyż nie uznawał Chrystusa
za Boga. Uważał, że Syn Boży nie jest w pełni równy Bogu Ojcu.
Św. Paweł udał się do Rzymu, gdzie spotkał się ze św. Atanazym
i wieloma innymi biskupami, wygnanymi przez Euzebiusza.
Wspólnie z nimi zamieszkał. Euzebiusz jednak nawet tam nie
dał im spokoju. Napisał do papieża rzymskiego Juliusza (337–
352) list pełen oszczerstw skierowanych przeciwko św. Pawłowi
i św. Atanazemu. Papież nie dał wiary temu pismu i radził
biskupom powrócić tam, skąd zostali wygnani. Obiecał też, że
im pomoże. W tym celu napisał do biskupów na Wschodzie,
aby ich przyjęli z miłością i nie utrudniali im powrotu.
Zdeponowani biskupi powrócili do swych Kościołów. Przesłali
też listy papieża Juliusza do tych, którzy ich zrzucili z katedr.
Wrogowie prawowiernej wiary otrzymawszy je ponownie na
wszelkie sposoby starali się przykryć prawdę kłamstwem. Postanowili
104 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

zatem zwołać synod w Antiochii, a papieżowi Juliuszowi odpowiedzieć


osobnym pismem. Tymczasem Euzebiusz umarł nie doczekawszy
synodu. Wówczas prawowierni mieszkańcy Konstantynopola
z radością przyjęli Pawła. Arianie zaś zebrali się w innej
świątyni i wybrali na biskupa Macedoniusza, który przeszedł
na ich stronę. Wywołało to wielkie rozruchy. W wyniku starć
po obu stronach byli ranni i zabici. Wieści o tym dotarły
do cesarza Konstancjusza. Wyprawił on do Konstantynopola
Hermogenesa wraz z wojskiem polecając, by wygnał św. Pawła.
Tym samym doprowadził do wielkiego buntu, gdyż lud sprzeciwił
się wypełnieniu woli cesarza. W walce tłum zabił Hermogenesa
i spalił jego dom.
Konstancjusz, dowiedziawszy się o zajściach, pospiesznie
przybył z Antiochii, zdeponował i wygnał arcybiskupa. Jego
gniew spadł również na mieszkańców Konstantynopola za przyjęcie
Pawła wbrew jego woli na katedrę oraz bunt i zabójstwo
Hermogenesa. Miasto ucierpiało na tym, gdyż zmniejszono
o połowę ilość chleba codziennie rozdawanego biednym z cesarskich
spichlerzy.
Cesarz ponownie zatwierdził Macedoniusza jako patriarchę
Konstantynopola i udał się do Antiochii. Tymczasem św. Paweł
skierował się na Zachód. Zjawił się u papieża Juliusza oraz
cesarza rzymskiego Konstansa (337–350) i opowiedział o wszystkim,
co się wydarzyło. Napisali oni listy do Konstancjusza, w którym
przekonywali go, by przyjął Pawła jako prawowiernego hierarchę.
Święty wziął te pisma i udał się w drogę powrotną do Konstantynopola,
gdzie przyjęto go z wielką radością. Konstancjusz zaś potraktował
te pisma jako naganę i jeszcze bardziej rozgniewał się na
hierarchę za powtórny powrót. Wkrótce posłał do Konstantynopola
zarządcę Filipa z rozkazem, by wygnać Pawła, a wprowadzić
na katedrę arcybiskupią Macedoniusza. Filip, obawiając się
buntu oraz tego, co spotkało Hermogenesa, zdecydował, że bez
rozgłosu zdeponuje arcybiskupa.
DZIEŃ SZÓSTY 105

Nie mówiąc nikomu o rozkazie, udał się do znajdującego


się nad brzegiem morza pałacu. Tutaj rzekł, że przybył w celu
zabrania podatków. Wysłał też pełne szacunku zaproszenie do
Pawła, by przybył na tajną naradę, dotyczącą spraw publicznych.
Arcybiskup zaufał zarządcy i udał się na spotkanie, a wówczas
Filip w otoczeniu wielkiego tłumu wyszedł i wziął go za
rękę; rozmawiając wprowadził do środka pałacu. Tam nakazał
otworzyć tylną bramę od strony morza. Wyprowadził biskupa
na zewnątrz i przedstawił mu wolę cesarza. Następnie wsadził
św. Pawła na wcześniej przygotowany statek, którym potajemnie
wywieziono go do rodzinnych Salonik. Pozwolono mu bywać
tylko w okolicznych miastach, a zabroniono udawać się do
wschodnich prowincji Azji i Afryki.
Po wygnaniu św. Pawła zarządca uroczyście udał się z Macedoniuszem
do świątyni. Jechali na rydwanie w otoczeniu licznego wojska.
Gdy mieszkańcy Konstantynopola dowiedzieli się o tym, co
zaszło, wzburzyli się. Tak prawowierni chrześcijanie, jak i arianie
tłumnie pobiegli do świątyni. Filip nie mógł wejść do środka,
sprowadził zatem Macedoniusza, a żołnierze siłą odpychali
lud, lecz z powodu ciasnoty tłum nie miał gdzie się wycofać.
Żołnierze zaczęli więc torować drogę Macedoniuszowi do kościoła.
Zginęło wówczas ponad trzy tysiące ludzi, tak od ran zadanych
przez wojsko, jak i z powodu ogromnego ścisku. Powodem
tego wszystkiego był Macedoniusz, który zasiadł na tronie
patriarszym zgodnie z wolą cesarza i za sprawą gwałtu zadanego
przez wojsko, a niezgodnie z prawami Kościoła. Na pamiątkę
tego wydarzenia Konstancjusz wybudował świątynię Hagia
Sophia — Mądrości Bożej, która przylegała do zbudowanego
przez Konstantyna Wielkiego kościoła pw. Świętego Pokoju
Chrystusowego.
Św. Paweł spędził nieco czasu w Salonikach, następnie udał
się do Koryntu, a stamtąd do Rzymu. Spotkał się tam ze
św. Atanazym; razem udali się do Konstansa i opowiedzieli
106 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

o losie, jaki ich spotkał. Cesarz rozgniewał się na brata i napisał


do niego, aby przysłał biskupów w celu wyjaśnienia, dlaczego
zostali zdeponowani Atanazy i Paweł. Zażądał też, by przywieźli
oni wyznanie wiary na piśmie. Po otrzymaniu listu Konstancjusz,
który w owym czasie był jeszcze w Antiochii, przestraszył się
gniewu brata i wyprawił do niego czterech biskupów: Narcyza
z Cylicji, Teodora z Tracji, Marisa z Chalcedonu i Marka z Syrii.
Po przybyciu do Rzymu nie odważyli się oni podjąć dysputy
z Atanazym i Pawłem. Skryli swą wiarę heretycką, ułożyli inne
wyznanie wiary i wręczyli je cesarzowi. Było ono następujące:
— Wierzymy w Boga Ojca wszechmogącego, Stworzyciela
wszystkiego, od którego wszystko otrzymało istnienie w niebie
i na Ziemi, i w Jednorodzonego Syna Bożego, Pana naszego,
Jezusa Chrystusa, który zrodzony został przez Ojca przed
wszystkimi wiekami, Boga z Boga, Światłość ze Światłości,
przez którego wszystko widzialne i niewidzialne się stało na
niebie i na Ziemi. Wierzymy w Niego, który jest prawdziwym
Słowem i najwyższą Mądrością, Mocą, i Życiem, i prawdziwą
Światłością. Wierzymy, że w tych ostatnich dniach dla nas i dla
naszego zbawienia wcielił się i narodził ze Świętej Dziewicy,
został ukrzyżowany, umarł, został pogrzebany, zmartwychwstał
trzeciego dnia, wstąpił na niebiosa i zasiada po prawicy Ojca,
i który przyjdzie w końcu czasów sądzić żywych i umarłych,
i odda każdemu według jego uczynków, a Królestwo Jego nie
będzie mieć końca i będzie trwało w wieczności. Wierzymy
w Ducha Świętego, który jest Pocieszycielem, i którego Pan
obiecał apostołom, i posłał im po Swym Wniebowstąpieniu,
i który uświęca dusze prawdziwie w Niego wierzące. Ci, którzy
mówią, że Syn ma inne istnienie, a nie od Boga Ojca, i że był
czas, gdy Go nie było — nie należą do świętego i katolickiego
Kościoła.
Potem wyjechali z Rzymu. Po upływie trzech lat biskupi
Wschodu ponownie zgromadzili się na synodzie. Ułożyli inne
DZIEŃ SZÓSTY 107

wyznanie wiary i wysłali je biskupom Italii. Ci nie przyjęli


go, w pełni zadowalając się tym, jakie zostało ułożone przez
świętych Ojców na Soborze w Nicei (325 r.). Od tej pory
pomiędzy Kościołami Wschodu i Zachodu nastała niezgoda
i brak zrozumienia, w wyniku czego obydwaj cesarze wezwali
biskupów na synod w Sardyce w celu roztrzygnięcia zaistniałych
problemów.
Przybyło tam ponad trzystu biskupów z Zachodu i siedemdziesięciu
sześciu ze Wschodu. Hierarchowie zarażeni arianizmem obawiali
się konfrontacji z takimi obrońcami prawdziwej wiary, jak
Atanazy czy Paweł. Postanowili zatem doprowadzić do oddalenia
ich — zadeklarowali, że nie będą zasiadać na dysputach z biskupami
Zachodu, dopóki są w ich gronie Atanazy i Paweł. Wówczas
Protogen ze Sredca (dzisiejszej Sofii w Bułgarii) i inni rzekli:
— Zebraliśmy się tutaj nie tylko, by orzec o współistotności
Syna z Ojcem, ale również, by roztrzygnąć sprawę Atanazego
i Pawła.
Gdy słowa te usłyszeli biskupi Wschodu, wyjechali z Sardyki
i w drodze powrotnej zorganizowali synod w Filippi w Macedonii,
na którym postanowili, że Syn nie będzie wyznawany jako
współistotny Ojcu i w sposób jawny nałożyli anatemę na naukę
o współistotności Syna z Ojcem. To heretyckie postanowienie
rozgłosili po swych diecezjach specjalnymi listami pasterskimi.
Skoro wieść o tym dotarła do Sardyki, osądzono tych, którzy
popadli w herezję, a następnie pozbawiono stanu duchownego
wszystkich oskarżycieli Atanazego i Pawła. Ponadto potwierdzono
całkowitą poprawność symbolu wiary ułożonego w Nicei i obłożono
anatemą wszystkich, którzy nie wyznawają, iż Syn jest współistotny
Ojcu. Konstans przekonywał swego brata Konstancjusza, że
Atanazy i Paweł powinni wrócić na swe katedry. Bez zwłoki
też wyprawił Pawła do Konstantynopola w towarzystwie dwóch
biskupów. Dał mu list, w którym pisał:
— Atanazy jest jeszcze u mnie, a Pawła posyłam do ciebie,
108 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

abyś przyjął go na powrót na katedrę biskupią. O to też


proszę dla Atanazego, bowiem dowiedziałem się, że obydwaj
— w wyniku rzuconych na nich oszczerstw — zostali wygnani
za swą pobożność.
Konstans dodał jeszcze, iż w razie nieusłuchania jego prośby
siłą przywróci Atanazego i Pawła Kościołowi.
Po przybyciu do Konstancjusza św. Paweł wręczył mu
pismo. Przestraszony pogróżką Konstancjusz wygnał Macedoniusza
i wprowadził Pawła na tron patriarszy. Zawezwał też do
siebie Atanazego i wyprawił go do Aleksandrii, by został
tam patriarchą. Wielka była radość chrześcijan prawosławnych
z powrotu pasterzy; długo żyli w głębokim pokoju i radowali
się słowami natchnionych przez Boga nauczycieli. Tak Atanazy
w Aleksandrii, jak Paweł w Konstantynopolu jaśnieli pobożnością
dla całego ówczesnego świata i w dużym stopniu przyczynili się
do rozproszenia ciemności arianizmu.
Tymczasem dowódca armii Konstancjusza Magnencjusz
wraz ze wspólnikami zabili Konstansa, gdy był na polowaniu.
Skoro tylko zabrakło pobożnego cesarza rzymskiego, arianie
podnieśli głowy i rozpoczęli prześladowanie. Przede wszystkim
powstali oni przeciwko obrońcom prawdziwej wiary. Atanazy
sam opuścił katedrę biskupią, natomiast błogosławiony Paweł
został zesłany do Armenii. Zamknięto go tam w małej chatce.
Pewnego razu, gdy celebrował Boską Liturgię, napadli na niego
arianie i udusili omoforionem.
W wyniku zaistniałej sytuacji Macedoniusz ponownie został
patriarchą Konstantynopola. Wyrządził Kościołowi Bożemu
wiele zła, prześladując prawowiernych chrześcijan. Mając mocne
oparcie w zarządcy Filipie, zdeponował on wielu prawowiernych
biskupów, a na ich miejsce wprowadził arian. Krew prawowiernych
chrześcijan lała się obficie. W tym właśnie czasie arianie zabili
mieczem dwóch duchownych: Marcjana i Martyriusza, którzy
byli notariuszami błogosławionego Pawła. Prześladowania rozprzestrzeniły
DZIEŃ SZÓSTY 109

się aż do Paflagonii w Azji Mniejszej. Gdy Macedoniusz usłyszał,


że jest tam wielu prawowiernych chrześcijan, posłał uzbrojone
oddziały, aby mieczem narzucić herezję arianizmu.
Kiedy mieszkańcy miasta Mantyna dowiedzieli się, że nadchodzą
wojska, uzbroili się w co tylko było pod ręką i wyszli naprzeciw.
Doszło do bitwy, w której poległo wielu ludzi po obu stronach.
W końcu, bez jakiegokolwiek przyzwolenia ze strony cesarza,
Macedoniusz odważył się przenieść na inne miejsce relikwie
św. Konstantyna Wielkiego. Wówczas Kościół skąpany został
we krwi w wyniku walk, do jakich doszło pomiędzy prawowiernymi
chrześcijanami a arianami. Cesarza oburzyło postępowanie
Mecedoniusza i biskupa Filipa. Z woli Konstancjusza obydwaj
zostali pozbawieni swych urzędów. Pomimo tego herezja trwała
jeszcze przez czterdzieści lat, aż do panowania cesarza Teodozjusza
I Wielkiego (379–395), który w końcu zwołał sobór do Konstantynopola
(381), na którym ostatecznie osądzono arianizm.
W 381 r. pobożny cesarz Teodozjusz przeniósł z wielkimi
honorami z Kukuz do Konstantynopola relikwie wyznawcy
Chrystusowego — Pawła. W 1236 r. przeniesiono je do Wenecji,
gdzie spoczywają do dzisiaj.

Żywot świętego Warłaama Chutyńskiego,


cudotwórcy Nowogrodzkiego

rodził się on w Nowogrodzie w rodzinie prawosławnej. Jego


rodzice byli pobożnymi ludźmi. Wychowany został w bojaźni
Bożej. Nauczono go pisać; często i z ochotą czytał Pismo
Święte, szczególnie zaś natchnione psalmy proroka Dawida.
Od najmłodszych lat unikał zabaw dziecięcych, wyrzekał się
wszelkich ziemskich przyjemności. Był wybranym naczyniem
Ducha Świętego. Często myślał:
110 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Zaprawdę, nasze życie jest krótkie i nie ma w nim nic


stałego. Wszystko się zmienia, wszystko toczy się kołem. Życie
podobne jest do widzenia sennego.
Święty wyrzekł się świata i wszystkiego, co w nim jest;
odszedł na miejsce pustynne. Za nim poszedł Prokopiusz
Małyszewicz, który potem przyjął mnisie imię Porfiriusz, jego
brat Teodor oraz inni mieszkańcy Nowogrodu, pragnący zmagać
się duchowo w ciszy i milczeniu.
Warłaama postrzyżono na mnicha. Wybudował sobie niewielką
celę, w której nieustannie modlił się do Pana. Zmagał się
duchowo, podejmował posty i wiele pracował. Sam ścinał
drzewa i rąbał je, orał ziemię. Starał się wypełniać słowa Pisma
Świętego: „Kto nie chce pracować, niech też i nie je” (2 Tes
3,10). Każdej nocy czuwał i modlitwą odganiał biesy. Duchy
nieczyste albo same próbowały go niepokoić, albo starały się
pobudzić do tego ludzi. Warłaam cierpliwie znosił wszelkie
napaści, chroniony i umacniany prawicą Bożą. Sława o nim
rozchodziła się wszędzie. Przybywali do niego książęta, bojarzy,
ludzie bogaci i biedni. On zaś nieustannie nauczał tych, którzy
do niego przychodzili:
— Dzieci, chrońcie się przed wszelkim fałszem, nie zazdrośćcie
innym, nie obmawiajcie. Powstrzymujcie się od gniewu, nie
dawajcie pieniędzy na lichwę. Nie sądźcie niesprawiedliwie. Nie
bądźcie krzywoprzysiężcami; jeśli dajecie słowo — dotrzymajcie
go. Nie ulegajcie namiętnościom ciała. Bądźcie zawsze łagodni
i do wszystkich odnoście się z miłością. Ta cnota jest początkiem
i korzeniem wszelkiego dobra.
Błogosławiony nie zaniedbywał przy tym własnej modlitwy
i opanowywał wszelkie pragnienia ciała. Zbudował niewielką
cerkiewkę pw. Przemienienia Pańskiego. Na ten czas przypada
początek istnienia monasteru. Liczba braci stopniowo wzrastała.
Sam Święty nadal wiódł życie w ascezie. Żywił się soczewicą
i płodami ziemi, które jadał w niewielkiej ilości.
DZIEŃ SZÓSTY 111

Do jego celi przybył pewnego razu kniaź, prosząc o błogosławieństwo.


Święty witając go pogratulował mu właśnie urodzonego syna.
Książę bardzo się zdziwił, ale rzeczywiście w czasie jego nieobecności
urodził się chłopiec. Ochrzcił go sam św. Warłaam.
Nadeszło wielkie Święto Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.
Asceta wysłał rybaków, aby złowili ryby. Połów był nadzwyczaj
udany: rybacy złapali olbrzymiego jesiotra, lecz ulegli diabelskiej
pokusie i ukryli go. Do monasteru przywieźli tylko drobne ryby.
Św. Warłaam oglądał wyniki połowu, potem zaś rzekł:
— Dzieci, przywieźliście tu same małe ryby. Gdzie jest
wielka?
Oni zaś zdziwieni duchową przenikliwością Świętego upadli
przed nim na kolana i kajając się wyznali swój grzech. Zaraz
też przywieźli wielkiego jesiotra.
Z woli Bożej przybył z Konstantynopola do św. Warłaama
jego przyjaciel — Antoni. Błogosławiony bardzo się ucieszył
z jego powrotu. Przekazując mu zarządzanie monasterem, rzekł:
— Umiłowany bracie mój! Boże błogosławieństwo spoczywa
nad tym monasterem. Teraz oddaję go w twoje ręce. Strzeż go
i troszcz się o niego. Odchodzę już do Króla Niebieskiego. Niech
cię to nie smuci. Ciałem was opuszczam, lecz duch mój zawsze
będzie z wami.
Dał też ostatnie pouczenie braciom:
— Zachowujcie wiarę prawosławną, nieustannie trwajcie
w pokorze.
Po tych słowach oddał duszę swą Panu. Władyka Nowogrodu
celebrował uroczysty pogrzeb. Zapalono wówczas wiele świec
i śpiewano pieśni duchowe. Błogosławiony koniec ziemskiego
życia Warłaama nastąpił 6 listopada 1192 r.
112 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Żywot świętego Germana, arcybiskupa Kazania

XV i XVI w. spośród bojarskich rodów w Księstwie Moskiewskim


szczególną pobożnością i żarliwością w służbie wyróżniał się
ród Polewych, potomków książąt Smoleńskich.
Na początku XVI w. w mieście Starica jednemu z nich,
Teodorowi Polewowi, urodził się syn, któremu dano imię Grzegorz,
ku czci św. Grzegorza Dekapolity. W przyszłości miał on zostać
troskliwym arcypasterzem trzody Chrystusowej — władyką
Germanem.
Pobożność rodziców i życie według przykazań Bożych wpłynęło
na duchowy rozwój chłopca. W młodości przywykł on do
surowych postów i częstej modlitwy. Rodzice starali się zakorzenić
w jego sercu bojaźń Bożą. Od najmłodszych lat łaska Boża
spoczywała na nim. Spomiędzy równieśników wyróżniał się
skromnością, cichością i szczodrobliwością. Nie lubił zabaw —
wolał karmić swą duszę rozmyślaniami i rozmowami na temat
życia duchowego. Pobożni rodzice nauczyli go czytania Pisma
Świętego.
Święty chłopiec z wielką żarliwością studiował natchnione
księgi. Szczególnie umiłował psalmy Dawida, które go umacniały
duchowo. Od najmłodszych lat przychodził do cerkwi na
nabożeństwa. Często oddalał się w miejsce samotne, gdzie
gorąco się modlił, rozmyślał o przeznaczeniu człowieka i Opatrzności
Bożej. Rozpamiętywał marność ludzkiego życia. Jest ono ulotne
jak sen; człowiek umiera i pamięć po nim ginie. Tak szybko
mijają wszystkie dobra życia; są nietrwałe, szybko przychodzą
i szybko marnieją. Jedno tylko ma znaczenie: służba Bogu
z całej duszy i umiłowanie Go całym sercem.
Grzegorz w wyniku tych rozmyślań zaczął wieść życie
jeszcze bardziej surowe niż poprzednio, pościł tak, że ledwie
tliło się w nim życie. Umartwiając ciało, rozjaśniał i upiększał
DZIEŃ SZÓSTY 113

swą duszę. Widząc tak wielką wstrzemięźliwość syna, rodzice


prosili go, aby mając na względzie swe zdrowie ograniczył
zmagania duchowe. On jednak tym bardziej poddawał się
ascezie. Dusza Grzegorza od dawna dążyła do samotności.
Postanowił całkowicie poświęcić się służbie Bogu. Poprosił
o błogosławieństwo rodziców, a następnie, w wieku dwudziestu
pięciu lat, wstąpił do Monasteru Wołokołamskiego, słynącego
z surowości. Tam zostali również postrzyżeni na mnichów dwaj
kuzyni Grzegorza.
W tym czasie zmagali się tutaj Gurij, przyszły arcybiskup
Kazania, i błogosławiony Maksym Grek, wyróżniający się
wykształceniem.
W niedługim czasie Grzegorz został postrzyżony na mnicha
i nadano mu imię German. Po rozpoczęciu życia mnisiego z tym
większą żarliwością zaczął zmagać się duchowo. Wiele czasu
spędzał na studiowaniu Pisma Świętego; często rozmawiał
z uczonym Maksymem Grekiem, czerpiąc z tych spotkań korzyści
duchowe. Tak jak poprzednio zachowywał surowy post i często
nawiedzał dom Boży. Dając wszystkim przykład życia ascetycznego,
wyróżniał się nadzwyczajną skromnością, gotowością do służby
braciom, ochoczym wypełnianiem wszystkich nakładanych na
niego obowiązków. Szczególnie lubił przepisywać księgi liturgiczne.
Ręką Germana — ostatniego z mnichów, jak się nazywał
— zostały przepisane hymn liturgiczny ku czci Bogarodzicy
i Ewangelie. Zachowały się one do naszych czasów.
Ascetyczne życie Germana sprawiło, że cieszył się wielkim
poważaniem wśród braci. Podziwiali oni jego zmagania duchowe,
budowali się jego pokorą i dziękowali Bogu, że jest pośród
nich. Wkrótce wieść o nim dotarła do jego rodzinnego miasta.
Mnisi Monasteru Zaśnięcia Matki Bożej w Staricy, słysząc
o zmaganiach duchowych Germana, ustawicznie prosili go, aby
został ich ihumenem. Pokorny asceta długo odmawiał, ale
w końcu udał się do arcybiskupa Tweru Akakija, który przyjął

7*
114 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

go z miłością. Podniósł Germana do godności archimandryty


i pobłogosławił na nową posługę.
Bracia z radością przywitali Świętego, którego od dawna
pragnęli mieć u siebie. Nowy pasterz z wielką gorliwością zaczął
się troszczyć o dobrobyt monasteru: rozpoczynał budowy,
wspaniale ozdabiał cerkwie. Jeszcze bardziej zajmowało go
dobro dusz — wszystkim dawał przykład pobożności, był
wzorem pokory i łagodności. Ułożył też regułę dla Monasteru
Wołokołamskiego.
Mnisi starali się iść śladami Świętego, czynić postępy w zmaganiach
duchowych pod kierownictwem tak doświadczonego pasterza.
Niestety, w niedługim czasie musieli się z nim rozstać. Dążący
ustawicznie do samotności św. German po dwóch i pół roku
opuścił ich, aby w celi Monasteru Wołokołamskiego, w odosobnieniu
zmagać się duchowo na modlitwie i poście. Przekazał kierowanie
Monasterem Zaśnięcia Matki Bożej w Staricy mnichowi Jobowi,
późniejszemu patriarsze Moskwy — znamienitemu ascecie i męczennikowi.
Po przybyciu do Wołokołamska św. German wiódł zwyczajne
życie mnisie. Nie na długo było mu jednak pisana samotność
i cisza. W Moskwie pojawił się w owym czasie Matwiej Baszkin,
który odrzucał wiarę w Trójcę Świętą i nie uznawał Komunii
Świętej. W 1553 r. z jego powodu zwołano synod do Moskwy.
Na obrady wezwano rónież św. Germana razem z ojcem,
który również został mnichem. Osądzono tu herezję Baszkina
i postanowiono zesłać go do Monasteru Wołokołamskiego, by
tam św. German pomógł mu w dojściu do prawdy. Tak bardzo
znane było wszystkim ascetyczne i cnotliwe życie obrońcy wiary
Chrystusowej.
Świętego oczekiwała jeszcze inna, trudniejsza działalność.
W tym czasie car Iwan Groźny podbił Kazań, główną ostoję
i twierdzę kazańskiego państwa tatarskiego. Iwan chciał nieść
światło prawdziwej wiary Chrystusowej wśród mahometan
i pogan, założono więc w Kazaniu arcybiskupstwo, a pierwszym
DZIEŃ SZÓSTY 115

władyką został Gurij. Polecono mu wybudować monaster w mieście


Swiażesk, w guberni Kazańskiej. Gurij wybrał Germana na
przełożonego i obydwaj przybyli do Swiażeska w 1555 r.
German otrzymał środki od cara oraz hierarchów i niezwłocznie
zaczął budowę. Niedostatek niezbędnych materiałów, wielkie
koszty i wrogie nastawienie miejscowej ludności spowalniały
jednak prace, ale dzięki pomocy Bożej w ciągu półtora roku
budowlę ukończono. Św. German wzniósł też cerkiew pw.
św. Mikołaja, która istnieje do dzisiaj, obok niej wysoką
dzwonnicę, a następnie wspaniałą świątynię pw. Zaśnięcia
Matki Bożej. Obydwie cerkwie zostały pięknie przyozdobione
ikonami i bogato wyposażone.
Szczególnie troszczył się o szerzenie prawdziwej wiary Chrystusowej
wśród mahometan i pogan — i wielu zachwyciło się ascetycznym
życiem Świętego. Przychodzili do niego po rady i błogosławieństwo,
a on wszystkich przyjmował z miłością, nie czyniąc różnicy
pomiędzy prawosławnymi i niewierzącymi. Każdemu pomagał,
do każdego odnosił się z jednakową troską. Będąc szczodry
i miłosierny wobec innych, sam bardzo wiele od siebie wymagał.
Do naszego czasu zachowała się maleńka cela Świętego: miała
ona długość półtora sążnia, a szerokość jednego sążnia. Pomagając
wszystkim German starał się obchodzić bez niczyjej pomocy.
Sam sobie naprawiał odzież; do dziś zachowały się naparstek,
igły i nici, których używał.
Troszcząc się o zbawienie duszy, ten dobry pasterz w nie
mniejszym stopniu dbał o mnichów z Monasteru Swiażeskiego.
Podobnie jak on wszyscy bracia zobowiązani byli do surowego
życia. Spośród nich św. German wybrał godnych do głoszenia
Słowa Bożego niewierzącym, sam będąc dla nich przykładem.
Dzięki Świętemu zebrano dużą liczbę ksiąg liturgicznych i innych,
które były niezbędne do zwiastowania Ewangelii. Monaster
Zaśnięcia Bogarodzicy stał się centrum, z którego jaśniało
światło wiary.
116 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Św. Germana z błogosławionym Gurijem połączyły więzy


braterskiej miłości. Arcypasterz wysoko cenił zasługi i trudy,
jakie podejmował św. German. Często korespondowali ze sobą,
dzieląc się doświadczeniem w pracy pastoralnej. Gurij we
wszystkim ufał Germanowi, który ponad osiem lat był przełożonym
nie tylko monasteru w Swiażesku, ale i wszystkich parafii
w tamtym rejonie.
5 grudnia 1563 r. po wielu zmaganiach duchowych arcypasterz
Gurij w pokoju odszedł do Pana. Car Iwan Groźny i metropolita
Moskwy Atanazy wezwali św. Germana, pragnąc wynieść go
na arcypasterską katedrę w Kazaniu. Już wcześniej słyszeli
o żarliwości tego męża i widzieli w nim godnego następcę
Gurija. Święty z początku odmawiał, ale w końcu ustąpił
pod naciskiem woli cara i Świętego Synodu. 12 marca 1564 r.
wyświęcono go na arcybiskupa Kazania i Swiażeska. Kierując
wiernymi, szedł po śladach swego wielkiego nauczyciela. Troszczył
się o szerzenie wiary Chrystusowej, przyczynił się do zwiększenia
liczby mnichów w Monasterze Ziłantowskim, założył wiele szkół
dla dzieci. Jeden z jego współczesnych, wybitny historyk, książę
Kurbskij, tak oto pisał:
— German był bardzo mądrym człowiekiem ze znacznego
rodu. Był mężem szlachetnym i świętym, badaczem Pisma
Świętego, aktywnie zaangażowanym w sprawy Kościoła. Był też
człowiekiem prostym, miłującym prawdę, zawsze miłosiernym
w stosunku do ubogich.
Przy współdziałaniu Germana zbudowano monaster św. Jana
w Kazaniu, który istnieje do dzisiaj. Święty kierował trzodą
Kazańską przez dwa lata. W 1566 r. metropolita moskiewski
Atanazy, ze względu na zły stan zdrowia, zrezygnował z pełnienia
swej posługi w Kościele. Iwan Groźny zapragnął, aby German
objął arcypasterską katedrę i wezwał go do Moskwy. W tym
czasie jednak zaszła bolesna zmiana: podejrzliwość, którą car
cechował się od dawna, stawała się coraz większa. Otoczył się
DZIEŃ SZÓSTY 117

on gromadą niegodziwych opryczników. W wyniku tego działo


się wiele zła i niesprawiedliwości.
Święty z początku nie chciał przyjąć nakładanego na niego
brzemienia. Car jednak nie znosił sprzeciwu i German musiał
zamieszkać w komnatach metropolitalnych jeszcze przed święceniami
na metropolitę. Niedługo tam jednak przebywał.
Widząc, jak wiele niesprawiedliwości czynią zausznicy Iwana,
oraz zauważając, jak bardzo się on zmienił, nie mógł tego
znieść. Wierny swemu powołaniu, próbował uświadomić carowi,
że musi się nawrócić i żałować za popełnione grzechy. Mówił
mu o przyszłych mękach i wiecznym błogosławieństwie. Władca
nie przyjął nauki hierarchy, a oprycznicy zaczęli go buntować.
Dobrze znając Błogosławionego uważali, iż ten pasterz stanowi
dla nich zagrożenie, skoro waży się otwarcie pouczać cara.
Mówili:
— Wielki panie, nie należy się przejmować tymi głupotami,
które powiedział twój sługa. Czyżbyś chciał być w niewoli
cięższej niż ta, w której byłeś tyle lat u Sylwestra i Adaszewa?
Największymi wrogami arcypasterza byli ulubieńcy carscy
Aleksy Basmanow i jego syn. Ciągle prosili cara, aby nie wynosił
go na katedrę moskiewską. W końcu Iwan Groźny posłuchał ich
i polecił przekazać Germanowi:
— Jeszcze nie zostałeś metropolitą, a już ograniczasz mą
wolność?!
Święty spędził w Moskwie około dwóch lat w niełasce.
Nie zezwolono mu na powrót do Kazania, mimo że był arcybiskupem
tego miasta. Cały czas trzymano go pod strażą w zamknięciu.
6 listopada 1567 r. zmarł — uważa się, że zabójcami tego
świętego męża byli oprycznicy. Obecny przy nim archimandryta
Monasteru Swiażeskiego Irodion pogrzebał ciało św. Germana
przy cerkwi pw. św. Mikołaja Mokrego.
Pan rozsławił Swego wybrańca cudami i różnymi znakami.
Podczas przebudowy cerkwi natrafiono na relikwie św. Germana.
118 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

W 1592 r. mieszkańcy Swiażeska, dowiedziawszy się o cudach


dokonujących się przy mogile, zwócili się do cara Fiodora
i patriarchy Joba o pozwolenie na przeniesienie relikwii z Moskwy
do Monasteru Swiażeskiego, który był przez niego założony.
Prośba ta została spełniona: 25 września 1592 r. relikwie
arcypasterza uroczyście przyjęli mieszkańcy Swiażeska; dokonało
się wtedy wiele cudownych uzdrowień i znaków. Jak tylko
wniesiono relikwie do cerkwi pw. Zaśnięcia Bogarodzicy, rozszedł
się przedziwnie cudny zapach.
Po upływie ponad stu lat, w 1696 r., ponownie odkryto
relikwie. Od tego czasu zaczęto uroczyście świętować wspomnienie
św. Germana w całej Rosji.
23 lipca 1704 r. relikwie przeniesiono ma środek cerkwi.
Dokonał tego metropolita Tichon. Pamięć o tym wydarzeniu
zachowała się do dnia dzisiejszego.

Wspomnienie świętego Łukasza

łogosławiony Łukasz pochodził z sycylijskiego miasta Tauromena.


Już od młodości wiele czasu spędzał w kościołach. Był nie
tylko słuchaczem Słowa Bożego, ale wprowadzał je w czyn.
Gdy rodzice postanowili znaleźć mu żonę, nocą uciekł z domu.
Udał się na miejsce odludne, gdzie żył razem ze zwierzętami.
Po czternastu dniach postu nawiedzili go aniołowie.
Następnie poszedł do monasteru, gdzie został mnichem.
Wiódł tam życie w surowej ascezie. Raz na trzy, cztery dni
spożywał nieco chleba i pił odrobinę wody. Prawie nie spał. Po
upływie półtora roku opuścił monaster i zamieszkał na górze
Etna. Tam zmagał się duchowo; żywił się tylko roślinami, mało
odpoczywał i niewiele spał. Odziany był tylko w jedną szatę
i chodził boso.
DZIEŃ SZÓSTY 119

Miał zwyczaj codziennie czytać cały Psałterz. Zazwyczaj


trwało to do godziny trzeciej; od trzeciej do szóstej zajmował
się pracą, a potem coś jadł. Postępując w ten sposób, stał się
godny łaski Bożej i posiadł wielką mądrość, tak że wielu się
dziwiło:
— Skąd on zna księgi?
Zgodnie z objawieniem, jakie otrzymał od Pana, zebrał
dwunastu mnichów i troszczył się o ich wzrost duchowy. Z tego
też powodu udał się do Bizancjum, gdzie studiował różne reguły
monasterów. Stamtąd skierował się do Koryntu, gdzie żył
w tamtejszym monasterze siedem miesięcy, a potem w pokoju
odszedł do Pana.
Dzień siódmy

Męczeństwo świętego Jerona i jego drużyny

jczyzną św. Jerona była Wielka Kapadocja. Urodził się on


w mieście Tiana za panowania Dioklecjana (284–305) i Maksymiana
(286–305), gorliwych czcicieli bożków i prześladowców chrześcijan.
Matką Jerona była pobożna kobieta imieniem Stratonika.
Gdy cesarze się dowiedzieli, że mieszkańcy Armenii i Kapadocji
wbrew imperatorskim nakazom nie oddają pokłonów bóstwom,
po długich naradach wybrali dwóch grubiańskich mężów: Agrykolę
i Lizypa. Pierwszego wyprawili do Armenii, a drugiego do
Kapadocji. Nakazali im karać wszystkich tamtejszych chrześcijan
oraz brać do wojska mężów i młodzieńców sposobnych do
służby.
Po przybyciu do Kapadocji Lizyp starał się na wszelkie
sposoby wyszukiwać nadających się do wojska ludzi. Doniesiono
mu o Jeronie, mężu zdrowym, silnym i wyróżniającym się
szczególnym męstwem. Lizyp posłał po niego żołnierzy. Nie
znaleźli go w domu, gdyż był na polu. Poszli tam zatem,
ale Jeron, dowiedziawszy się, że chcą go zabrać, odmówił,
uważając, że jest niewłaściwym dla chrześcijanina być w wojsku
z wyznawcami bożków. Żołnierze chcieli zabrać go siłą, lecz
rozgniewany Jeron schwycił dużą gałąź i zaczął walczyć. Okazał
DZIEŃ SIÓDMY 121

się od nich silniejszy. W popłochu uciekali, a on gonił ich jak lew


goni koźlęta. Po pewnym czasie napastnicy zebrali się razem.
Ogarnął ich wstyd, że nie tylko nie zdołali pokonać jednego
człowieka, ale że on zmusił ich do ucieczki. Bali się wrócić
bez tego, po którego zostali posłani. Wiedzieli, że wszyscy
ich wyśmieją i surowo zostaną ukarani za tchórzostwo. Z tego
względu poprosili swych towarzyszy, aby przyszli im z pomocą.
Postanowili drugi raz w większej liczbie uderzyć na Jerona.
Jak tylko Święty się o tym dowiedział, zebrał osiemnastu
mężów — chrześcijan. Skrył się wraz z nimi w znajdującej się
w pobliżu pieczarze. Stąd odpierali ataki. Poganie powiadomili
swego dowódcę, że Jeron wraz z drużyną ukrył się w jaskini
i nie można go pochwycić. Dowódca dał im na pomoc jeszcze
więcej wojowników, ale nic nie zdołali zrobić, gdyż wszyscy
bali się zbliżyć do pieczary. Wówczas dowódca posłał jednego
z przyjaciół Jerona imieniem Cyriak. Po przyjściu na miejsce
doradził on żołnierzom, by się oddalili od pieczary.
— Tego człowieka nie da się pochwycić siłą, można go wziąć
tylko łagodnością i dobrą radą.
Gdy poganie się oddalili, Cyriak poszedł do Świętego;
przekonywał go, żeby się nie sprzeciwiał władzy i wstąpił
w szeregi wojska. Łagodnie uspokoił go — sprawił, że Jeron
wyszedł z pieczary i udał się do domu matki, niewidomej
wdowy. Kobieta głośno opłakiwała syna, nazywając go podporą
swej starości i światłem swych niewidzących oczu. Żałowała,
że traci jedynego pocieszyciela, niosącego ukojenie w smutnym
wdowieństwie. W tym czasie żołnierze okrążywszy Jerona
zmusili go, aby poszedł z nimi. Po pożegnaniu z matką,
sąsiadami i znajomymi Święty wraz z krewnym imieniem
Wiktor, żołnierzami oraz odprowadzającymi go bliskimi krewnymi,
Matronianem i Antonim, a także z innymi chrześcijanami udali
się do Melityny w Armenii.
Nie udało się im dotrzeć do miasta przed zachodem słońca,
122 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

dlatego musieli nocować w miejscu, gdzie zastała ich noc.


Błogosławiony miał tu widzenie kogoś odzianego w biel, kto
obwieścił mu łagodnym i pełnym miłości głosem:
— Zwiastuję ci, Jeronie, zbawienie! Podążasz dobrą drogą,
idąc zmagać się duchowo za Króla Niebieskiego, i nie dbając
o przemijającą sławę ziemską. . . Wkrótce odejdziesz do Pana;
zostaniesz przez Niego uczczony i obdarzony chwałą za zmagania
duchowe.
Słowa te napełniły serce Jerona niewypowiedzianą radością.
Widzenie się skończyło, Święty zbudził się i obwieścił przyjaciołom
oraz krewnym:
— Poznałem wolę Bożą wobec mnie i teraz z radością
wyruszam w oczekującą mnie drogę! Jest tylko jeden prawdziwy
skarb, jedno prawdziwe dziedzictwo, jedno prawdziwe bogactwo
— to, które jest ukryte w niebiosach. Wszystkie ziemskie dobra
nie przynoszą żadnej korzyści tym, którzy je otrzymują, jak to
jest powiedziane w Ewangelii: „Bo cóż pomoże człowiekowi, że
cały świat zdobędzie, jeśli życie straci?” (Mt 16,26). Dla mnie
nie ma nic droższego i lepszego niż dusza. . .
Wystarczająco dużo czasu straciłem na marności, teraz idę
do Boga. Tylko jedno mnie smuci — boleść mojej starej i chorej
matki, pozbawionej światła i nie mającej żadnego pomocnika
i wstawiennika. Idę umrzeć za Chrystusa — Jemu, Ojcu sierot
i wdów, powierzam mą matkę.
Wyrzekłszy te słowa, Święty zapłakał i udał się w drogę.
W Melitynie razem z pozostałymi trzydziestu trzema chrześcijanami
został zamknięty w ciemnicy. Tam mówił do współtowarzyszy:
— Posłuchajcie, przyjaciele i bracia, mojej rady, która
przyniesie wam korzyść nie w tym życiu, lecz w przyszłym.
Wszyscy, którzy boją się Boga, szukają nie czasowych dóbr, ale
przyszłych i wiecznych. Słyszeliście, że poganie chcą, abyśmy
jutro złożyli ofiary im kłamliwym bożkom. Nie pokłonimy
się idolom i nie złożymy im ofiary. Złożymy ofiarę chwały
DZIEŃ SIÓDMY 123

prawdziwemu Bogu i wzniesiemy do Niego modlitwy. On


usłyszy je i da nam siłę, abyśmy mężnie znieśli męki i byli godni
błogosławionej męki.
Towarzysze Jerona rzekli:
— Słowa twe są słodkie jak miód (por. Ps 119,103). Radzisz
nam to, co jest pożyteczne i zbawienne. Pragniemy umrzeć za
Chrystusa i nie pokłonimy się bożkom, by żyć w marności!
Strażnicy przekazali Lizjuszowi postanowienie więźniów.
Nakazał on, aby rankiem następnego dnia wyprowadzić ich na
przesłuchanie. Gdy przybyli, sędzia z gniewem zapytał:
— Jaki bies spowodował, że postanowiliście się sprzeciwić
cesarskiemu rozkazowi i nie chcecie oddać pokłonu naszym
wielkim bogom?!
Święci odpowiedzieli:
— Z pewnością bylibyśmy bezrozumną zabawką biesów,
gdybyśmy cześć należną Bogu okazywali drewnianym czy kamiennym
wytworom rąk człowieka. Teraz zaś postępujemy mądrze, gdyż
oddajemy pokłon Stwórcy wszystkiego, który Swym Słowem
stworzył niebo i Ziemię, a tchnieniem ust Swoich wyprowadził
wszystko z niebytu (por. Ps 33,6).
W tym czasie jeden z obecnych tu żołnierzy wskazał na
Jerona i rzekł:
— To ten, który sprzeciwiał się twoim posłańcom. Wszystko,
co tutaj słyszeliśmy, jest jego sprawką.
Sędzia, spojrzawszy na więźnia, zapytał:
— Skąd pochodzisz, jaki jest twój ród i gdzie się urodziłeś?
— Pochodzę z Tiany w Kapadocji.
— Czy to ty sprzeciwiałeś się woli władcy i pobiłeś żołnierzy?
— Tak, ja! — śmiało odpowiedział więzień. — Czyż nie
mam nienawidzieć tych, którzy nienawidzą mego Pana i nie
brzydzić się tymi, którzy przeciw Niemu powstają (por. Ps
139,21)? Z tego względu pobiłem ich i pogoniłem niczym
tchórzliwe zające.
124 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Słysząc te słowa Lizjusz rozgniewał się. Nie podziwiał siły


i odwagi Jerona, lecz karcił go za brak pokory:
— Głupota twa doprowadziła cię do takiej śmiałości, że nie
usłuchałeś cesarskiego rozkazu i pobiłeś tych, którzy po ciebie
przyszli. Za to nakazuję uciąć twą zuchwałą ręką przy łokciu,
bo podporządkowała się twej głupiej głowie.
Po czym św. Jeronowi ucięto rękę, a pozostałych świętych
z rozkazu oprawcy niemiłosiernie bito. Następnie ponownie
wrzucono ich do ciemnicy, gdzie śpiewali pieśń wdzięczności
Bogu, że uczynił ich godnymi ponieść mękę za Swe Imię. Jeden
z nich, krewny Jerona, umęczony licznymi razami i bojący
się, że nie zniesie jeszcze większych cierpień, skrycie przywołał
strażnika, który miał spis wydanych na tortury chrześcijan
i błagał go, aby wymazał jego imię z listy. Za to obiecał
mu posiadłość ziemską. Przekupiony obiecanym podarkiem
strażnik wypełnił prośbę. Wymazał imię Wiktora ze spisu
i nocą wypuścił go na wolność. Ten po opuszczeniu więzienia
wkrótce umarł. Przez swój czyn pozbawił się bogactwa, życia
i korony męczeńskiej.
Gdy nastał poranek, św. Jeron dowiedział się o postępku
krewnego — pełen żalu głośno szlochał:
— Och, Wiktorze! Cóż uczyniłeś? Jakże wielką cenę zapłaciłeś!
Dlaczego sam oddałeś się w ręce wroga? Dlaczego wzgardziłeś
koroną chwały? Dlaczego oddałeś życie wieczne za ziemskie?
Dlaczego ulgę w cierpieniu przedłożyłeś nad radość wieczną?
Dlaczego tak byłeś nieodporny na chwilowe cierpienia spowodowane
małymi ranami, które są niczym w porównaniu z długotrwałymi
mękami, które cię oczekują po sądzie Bożym!
Po opłakaniu tego, który odszedł z grona męczenników,
Święty przywołał dwóch krewnych — Antoniego i Matroniana.
Rzekł do nich:
— Posłuchajcie mojej ostatniej woli i wypełnijcie ją po
powrocie. Majątek, który posiadam w Pizydii, oddaję siostrze
DZIEŃ SIÓDMY 125

Theotymii pod warunkiem, że czerpiąc z niego to, co niezbędne


do życia, będzie wspominała w modlitwie dzień mojej śmierci.
Resztę majątku powierzam matce. Oddajcie jej także mą
odciętą rękę i powiedzcie, żeby poprosiła zarządcę miasta
Ancyry, wielmożnego Rustyka, o dom we Wadisanie.
Po objawieniu swej ostatniej woli błogosławiony Jeron
w pokoju oczekiwał śmierci. Po pięciu dniach Lizjusz ponownie
zawezwał świętych. Starał się skłonić ich do oddania pokłonu
bożkom, schlebiając i grożąc. Nie udało mu się jednak odwieść
ich od Chrystusa. Rozkazał tedy bić ich bezlitośnie pałkami,
a następnie skazał na ścięcie mieczem.
Męczennicy szli na miejsce kaźni radośnie śpiewając psalm:
„Błogosławieni, którzy kroczą drogą bez skazy, którzy postępują
zgodnie z Prawem Pana” (Ps 119,1). Po przybyciu na miejsce
uklękli i pomodlili się:
— Panie Jezu Chryste, przyjmij nasze dusze!
Wszystkich świętych ścięto mieczem.
Antoni i Matronian poprosili Lizjusza, aby zezwolił zabrać
ciało Jerona. Gdy sędzia nie chciał się zgodzić, błagali go,
by choć dał im odciętą głowę Świętego. Odrzekł, że wyrazi
zgodę, jeśli dostanie od nich złoto, ważące tyle samo co głowa
męczennika. Bardzo się zasmucili, bo nie mieli tyle złota,
ile żądał Lizjusz. Wówczas Bóg natchnął pewnego bogatego
i szlachetnego męża imieniem Chryzacjusz — dał on Lizuszowi
tyle złota, ile ważyła głowa Jerona. Wziął ją do siebie i ze
czcią chronił. Chciwy oprawca zaczął wówczas szukać odciętej
ręki Świętego, by i ją sprzedać. Gdy dowiedzieli się o tym
Antoni i Matronian, nocą uciekli do ojczyzny, unosząc ze
sobą relikwię. Ciała innych męczenników pogrzebali chrześci-
janie.
Bracia przynieśli rękę św. Jerona do Stratoniki. Niewiasta
obmyła relikwię łzami i okryła pocałunkami. Ogarnęła ją radość
i cierpienie. Mówiła:
126 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Umiłowany mój synu! Urodziłam cię żywego i zdrowego!


Teraz mam tylko małą część twego martwego ciała i wzbudza
ona we mnie wielki smutek. Och, synu mój! Urodziłam cię
w bólu, wychowywałam w trudach, mając nadzieję, że znajdę
w tobie oparcie na starość. Myślałam, że umocnisz mnie
w chorobie, pocieszysz w starości. Tymczasem straciłam cię,
światło moich oczu.
Dlaczego płaczę, gdy powinnam się weselić i radować,
że jestem matką męczennika? Oddałam przecież owoc mego
łona Bogu. Ty zaś, synu mój, nie umarłeś jak zazwyczaj
umierają ludzie. Przecież śmierć męczeńska wiedzie do licznych
wielkich dóbr! Po odejściu nie zapominaj mnie, synu mój,
i w modlitwach wstawiaj się przed Panem, za którego przelałeś
krew, aby On i mnie szybko uwolnił od obciążonego wieloma
trudami i biedami życia.
Po opłakaniu syna wdowa położyła jego rękę na miejscu,
które sam wskazał, i wypełniła jego ostatnią wolę. Chryzacjusz,
który za złoto wykupił głowę św. Jerona, w niedługim czasie
wzniósł kościół w miejscu, gdzie ścięto świętych i złożył tam
bezcenną relikwię.

Wspomnienie świętych męczenników Melasipa,


Kasynii i Antonina

elasip, jego żona Kasynia i syn Antonin ponieśli śmierć męczeńską


za panowania cesarza Juliana (361–363) w mieście Ancyra.
Antonina zamknięto w ciemnicy, a Melasipa i Kasynię powieszono.
Następnie ich ciała szarpano i opalano ogniem. Kasynii odcięto
piersi, a Melasipowi ucięto nogi do kolan. W czasie tych tortur
przyprowadzono z ciemnicy Antonina. Widząc potworne męki
rodziców, pocieszał ich. W straszliwych cierpieniach Melasip
i Antonin oddali swe sprawiedliwe dusze Panu.
DZIEŃ SIÓDMY 127

Wówczas młodzieniec plunął w twarz cesarzowi. Oprawca


rozkazał powiesić śmiałka i szarpać jego ciało. Przebito mu
golenie i przywiązano ciężki kamień do nóg. Następnie zdjęto
z drzewa i położono na rozżarzoną żelazną kratę. Po tych
torturach ostrzyżono mu głowę, przywiązano kamień do szyi
i oprowadzano po mieście. Ciemiężycieli nie zadowoliło to
jednak i odesłali Świętego do dowódcy wojska Agryppy, który
rozkazał, by wrzucić męczennika do rozżarzonego pieca. Gdy
wyszedł z niego bez żadnego uszczerbku, rzucono go na pożarcie
przez dzikie zwięrzęta. I tym razem nic mu się nie stało. Widząc
to czterdziestu młodzieńców uwierzyło w Chrystusa. Skazano
ich na ścięcie mieczem. Tymczasem św. Antonina rozpięto na
rozżarzonym łożu i bito żelaznymi pałkami. Gdy i tę torturę
przeżył, oprawca rozkazał odciąć mu głowę.

Wspomnienie świętych męczenników Abktusa,


Tabriona i Tesaloniki

esalonika była córką kapłana pogańskiego. Nawróciła się na


wiarę chrześcijańską i została ochrzczona. Nie usłuchała ojca,
który nakazywał jej wyrzec się Chrystusa i oddać pokłon
bożkom. Niegodziwy kapłan obnażył ją i bił tak mocno, że
połamał jej żebra. Następnie wygonił ją z domu i pozbawił
dziedzictwa. Dziewica zmuszona była żyć poza miastem za
grosze, które dawała jej matka.
Gdy o postępku kapłana dowiedzieli się Abktus i Tabrion,
przyszli doń i napominali. Wówczas udał się on do zarządcy
kraju i doniósł mu, że dwaj chrześcijanie wstawiają się za
Tesaloniką. Zarządca wydał wyznawców Chrystusa na męki.
Ciskano w nich kamieniami, wkładano do ognia, a w końcu
razem związano i wrzucono do jeziora. Gdy wypłynęli, ścięto
ich mieczem.
128 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Dziewicę również skazano na tortury za wyznawanie Chrystusa.


Zginęła śmiercią męczeńską. Ciała Abktusa, Tabriona i Tesaloniki
chrześcijanie ze czcią pochowali w Amfipolis we wschodniej
Macedonii.

Wspomnienie świętego Łazarza

rodził się on w mieście Magnezja w Azji Mniejszej. Przed jego


narodzinami Bóg szczególnym znakiem zapowiedział przyjście
na świat Świętego. Dom ogarnęło tak wielkie światło, że będące
w nim kobiety uciekły. Pozostała jedynie matka, która nosiła
w łonie błogosławione dziecię.
Chłopiec zdumiewał pobożnością. Już w dzieciństwie wyróżniał
się dobrocią, łagodnością, współcierpieniem i miłością do biedaków.
W młodości został wykształcony, nie miał jednak upodobania
w światowych przyjemnościach. Kierując się pobożnością wyruszył,
by oddać pokłon
w Świątyni Jerozolimskiej. W Świętym Mieście wstąpił do
Monasteru św. Sabbasa. Spędził tam dziesięć lat. Przewyższał
posłuszeństwem i cnotami wszystkich braci. Na kapłana wyświęcił
go sam patriarcha Jerozolimy.
Na czterdzieści dni Wielkiego Postu wyszedł z monasteru
i udał się na pobliską górę. W ciągu tego czasu żywił się tylko
roślinami. Usłyszał tu głos, który nakazał mu powrócić do
Magnezji. W czasie drogi powrotnej miał wizje, pochodzące od
złych duchów. Zdołał je przezwyciężyć i szczęśliwie dotarł do
celu.
W ojczyźnie spotkał się z matką. Nie pozostał u niej, lecz
pragnąc samotności osiedlił się na niezamieszkałej górze Galisja
niedaleko Efezu. Pewnego razu w czasie modlitwy zobaczył
słup ognia, wysoki aż do nieba i otoczony wieloma aniołami,
którzy śpiewali: „Bóg zmartwychwstanie i rozproszą się Jego
DZIEŃ SIÓDMY 129

wrogowie”. Uznał to za nakaz z wysokości i w tym miejscu


wzniósł kościół pw. Zmartwychwstania Pańskiego. W budowie
świątyni pomógł mu cesarz bizantyjski Konstantyn IX Monomach
(1042–1054).
Św. Łazarz przy kościele postawił słup, na którym zmagał
się duchowo. Wiele pościł i modlił się, znosił znój i chłód
oraz inne uciążliwości życia. Bóg obdarzył go darem czynienia
cudów i proroctwa. Przychodzili tu pobożni ludzie, łaknąc
kierownictwa duchowego. Pan przepowiedział mu czas śmierci.
Gdy dowiedzieli się o tym bracia, błagali go, aby wyprosił
u Boga dla ich dobra przedłużenie życia. Wszechmocny darował
Swemu słudze jeszcze piętnaście lat na służbę braciom. Po
upływie tego czasu niebiańskie światło otoczyło słup Łazarza.
Gdy odszedł do Pana, bracia płakali, gdyż nie pozostawił im
testamentu. Wówczas Święty powstał, dał testament, a potem
znowu położył się w mogile. Mnisi zauważyli, że na dokumencie
nie ma jego podpisu. Prosili go zatem, by złożył podpis —
Łazarz wstał ponownie i uczynił to, o co go proszono.
Święty odszedł do Pana w wieku siedemdziesięciu dwóch
lat w 1053 r. Pogrzebano go przy słupie. Przy jego relikwiach
dokonywały się liczne uzdrowienia.

8*
Dzień ósmy

Sobór Wodza Zastępów Niebieskich Michała


i innych bezcielesnych Mocy Niebieskich

więtowanie Soboru Świętych Aniołów wprowadził Kościół na


podstawie tradycji natchnionych przez Boga Ojców po tym, jak
odrzucono kult Aniołów narzucony przez heretyków i czcicieli
bożków.
Już w Starym Przymierzu, gdy ludzie odeszli od Boga,
swego Stworzyciela, zaczęli oddawać pokłony stworzeniu i dziełom
rąk swoich. Czynili bożki podobne do widzialnego stworzenia,
do tego „co jest w górze na niebie, [. . . ] co jest na dole na ziemi,
[. . . ] co jest poniżej ziemi” (Wj 20,4). Składali ofiary Słońcu,
Księżycowi i gwiazdom, które w ich mniemaniu posiadały żywą
duszę. W czasie Starego Przymierza ludzie oddawali też cześć
Aniołom, co potwierdza 2 Księga Królewska: „[. . . ] składali
ofiarę kadzidła na wyżynach, w miastach Judy i w okolicach
Jerozolimy, [. . . ] palili kadzidło Baalowi, Słońcu, Księżycowi,
Planetom i wszystkim Zastępom Niebieskim” (2 Krl 23,5).
Przez Zastępy Niebieskie należy tutaj rozumieć Aniołów, którzy
są wojskiem niebieskim, co potwierdza Ewangelia: „Nagle przy
aniele zjawił się tłum wojska niebieskiego” (Łk 2,13).
DZIEŃ ÓSMY 131

Niewłaściwy kult Aniołów rozpowszechnił się za czasów


apostolskich. Św. Paweł nauczał: „Niechaj nikt, kto lubuje się
w fałszywej pokorze lub w przesadnej czci Aniołów, opierając
się na rzekomych widzeniach, nie odsądza was od nagrody,
pyszniąc się bez powodu swoim przyziemnym sposobem myślenia
— nie podporządkowuje się wtedy Głowie. A Jej całe Ciało
zawdzięcza pożywienie i powiązanie w całość, dzięki zespalającym
członkom wzrasta, sprawcą zaś tego wzrostu jest Bóg” (Kol
2,18–19).
Już w początkach chrześcijaństwa byli heretycy, którym
wydawało się, że są bardzo pokorni. Z pychy myśleli, iż ascezą
i czystym życiem naśladują Aniołów. Uczyli oni oddawania
im czci, która miała być równa czci oddawanej Bogu. Po
pewnym czasie pojawili się inni odstępcy, którzy nauczali, że
Aniołowie są stwórcami stworzeń widzialnych, a jako istoty
bezcielesne są bardziej godne czci niż Chrystus, Syn Boży.
Oni to nazwali Archanioła Michała „bogiem Żydów”. Jeszcze
inni, którzy uprawiali czary i okłamywali ludzi, za sprawą
imion Aniołów przyzywali biesy i służyli im, nazywając ich
„aniołami”. W szczególności herezje takie mnożyły się w Kolosach
w Laodycei, gdzie wielu w ukryciu oddawało Aniołom kult,
podobny do kultu bożków.
Gdy osądzono i odrzucono niewłaściwy kult Aniołów, ustanowiono
pobożne i właściwe ich uczczenie jako sług Boga i stróży rodzaju
ludzkiego. Było to na synodzie w Laodycei w 319 r. W Kolosach,
słynących uprzednio ze sprawowanego w ukryciu niegodziwego
kultu Aniołów, zaczęto celebrować Święto Soboru Aniołów
i budować wspaniałe świątynie ku czci Wodza Zastępów Niebieskich
— Michała. Taki kościół wybudowano w Chonach nad cudownym
źródełkiem, gdzie św. Archip miał widzenie samego Archanioła
Michała.
Celebrację Soboru Świętych Aniołów ustanowiono na miesiąc
listopad, będący dziewiątym miesiącem od marca (pierwszego
132 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

miesiąca od stworzenia świata) — dla oznaczenia liczby Zastępów


Anielskich, których według św. Dionizego Areopagity jest dziewięć.
Dionizy był uczniem św. Pawła, który „[. . . ] został porwany aż
do trzeciego nieba” (2 Kor 12,2). Św. Paweł opowiedział swemu
uczniowi o Zastępach Niebieskich, które widział.
Dziewięć Zastępów Anielskich jest podzielonych na trzy
hierarchie, a każda z nich na trzy stopnie: wyższy, średni
i niższy.
Na pierwszą, najwyższą i najbliższą Trójcy Przenajświętszej
hierarchię składają się trzy chóry: Serafiny, Cherubiny i Trony.
Najbliżej Stwórcy znajdują się sześcioskrzydłe Serafiny,
których widział prorok Izajasz: „Nad Nim unosiły się Serafiny.
Każdy z nich miał po sześć skrzydeł; dwoma zasłaniał sobie
oblicze, dwoma zasłaniał swe nogi, a dwoma unosił się w górze”
(Iz 6,2). Są one ogniste, gdyż są przed Tym, o którym napisano:
„Bóg jest ogniem trawiącym” (Hbr 12,29), a „Jego tron —
płomienie ognia” (Dn 7,9) i Jego chwała jest niczym ogień
(por. Wj 24,17). O Serafinach napisano: „Wichry czynisz
Twymi posłańcami, Twoimi sługami pioruny ogniste” (Ps
104,4). Serafiny płoną miłością do Boga i wzbudzają w innych
płomienną miłość. Słowo „Serafin” oznacza w języku hebrajskim
„płomienny”.
Za Serafinami, którzy są przy Bogu otoczonym niedostępną
światłością, znajdują się Cherubiny o wielu oczach, które
zawsze jaśnieją światłem poznania Boga, znajomością tajemnic
Bożych i głębin Jego niezgłębionej mądrości. Same są napełniane
światłem przez Boga i innych oświecają. Słowo „Cherubin”
pochodzi z języka hebrajskiego i oznacza „wielorakie rozumienie”
albo też przepływ „najwyższej mądrości”. Poprzez Cherubiny
przekazywana jest najwyższa mądrość i dawane jest oświecenie
dla oczu umysłu, by poznawać Boga.
Następnie — przed Siedzącym ma wysokim tronie znajdują
się Nosiciele Boga (jak określa je św. Dionizy Areopagita), czyli
DZIEŃ ÓSMY 133

Trony, bowiem na nich, niczym na napełnionych mądrością


ołtarzach (jak pisze św. Maksym Wyznawca), spoczywa Bóg.
Nosicielami Boga nie są ze swej istoty, lecz z łaski i służby.
Jedynie ciało Jezusa Chrystusa — jak twierdzi św. Bazyli
Wielki — jest nosicielem Boga ze swej istoty, gdyż jest ono
nierozdzielnie złączone z samym Bogiem Słowem. Trony nazywane
są „Nosicielami Boga” ze względu na łaskę, jaka została im
dana do służby. Noszą one w sobie Boga w sposób tajemniczy
i nieosiągalny. Spoczywając na nich Bóg jest nieosiągalny.
Sądzi On sprawiedliwie, jak powiedział Dawid: „Zasiadłeś na
tronie, jako sędzia sprawiedliwy” (Ps 9,5). Z tego względu przez
nich przede wszystkim objawia się sąd Boży. Trony pomagają
królom i władcom sprawować sprawiedliwy sąd na Ziemi.
W średniej hierarchii wyróżniamy trzy chóry świętych Aniołów:
Panowania, Moce i Władze.
Panowania — tak są określane, gdyż panują nad innym
Zastępami Anielskimi, same zaś cieszą się wolnością. Pozostawiwszy
— jak mówi św. Dionizy Aeropagita — lęk niewolników,
dobrowolnie i z radością nieustannie służą Bogu. Zsyłają one
siły dla postawionych przez Niego ziemskich władców do rozumnego
rządzenia i mądrego kierowania ludźmi oraz powierzonymi
im państwami. Uczą, w jaki sposób panować nad uczuciami,
przeobrażać pożądliwości, poddawać ciało duchowi i kierować
swą wolą tak, by nie ulec żadnej pokusie.
Moce, napełnione siłą Bożą, nieustannie wypełniają wolę
Najwyższego i Wszechmogącego Pana. Czynią cuda i zsyłają
łaskę czynienia cudów wybrańcom Bożym, którzy są jej godni,
aby mogli leczyć choroby i przepowiadać przyszłość. Święte
Moce pomagają ludziom trudzącym się i obciążonym nałożonymi
na nich obowiązkami oraz wspomagają tych, którzy są słabi.
Umacniają też każdego człowieka w cierpieniu, aby nie zaniemógł
ze zmartwień, lecz mężnie znosił wszelkie napaści z pokorą
i wdzięcznością dla Boga, który wszystko czyni dla naszego
134 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

dobra.
Władze — nazywają się tak, gdyż posiadają władzę nad
diabłem. Poskramiają one zło i odpierają ataki pokus, które
są skierowane przeciwko ludziom oraz nie dopuszczają, aby
złe duchy szkodziły w takim stopniu, w jakim chcą. Władze
umacniają ascetów, którzy zmagają się duchowo; chronią ich,
aby nie utracili królestwa ducha. Walczą też z namiętnościami
i pożądliwościami, odganiają złe myśli, pomagają uporać się
z oszczerstwami wroga i pokonać diabła.
W najniższej hierarchii są również trzy chóry: Zwierzchności,
Archaniołów i Aniołów.
Zwierzchności — są zwierzchnikami Aniołów, będących
niżej w hierarchii. Panują nad nimi, by wypełniały nakazy
Boże. Mają również za zadanie rządzenie światem, ochronę
wszystkich królestw i księstw, ziem i całych narodów, plemion
oraz języków. Każde królestwo, plemię i naród posiada Anioła,
który je chroni (por. Dn 10,13). Służba tego chóru polega
na tym, by ukierunkowywać ludzi na oddawanie każdemu
zwierzchnikowi czci, należnej mu ze względu na posiadany
urząd. Zwierzchności wprowadzają ludzi tego godnych na różnorodne
stanowiska i pouczają ich, aby nie traktowali władzy jako
sposobu osiągania własnych korzyści, próżnej sławy, lecz pojmowali
ją jako rozszerzanie chwały Bożej i służbę wspólnemu dobru
wszystkich poddanych.
Archaniołowie — to zwiastunowie, którzy przepowiadają
wielkie wydarzenia w historii zbawienia. Służba ich, jak mówi
św. Dionizy Areopagita, polega na objawianiu proroctw, poznaniu
i rozumieniu woli Bożej, którą otrzymują od wyższych chórów
anielskich i przekazują je najniższym chórom — Aniołom,
a przez nich ludziom. Archaniołowie umacniają w ludziach
świętą wiarę, oświecają umysł światłem poznania Ewangelii
i objawiają tajemnice pobożności.
Aniołowie są najniżej w hierarchii i najbliżej ludzi. Obwieszczają
DZIEŃ ÓSMY 135

mniejsze tajemnice i zamiary Boga oraz kierują ludzi na


życie cnotliwe i sprawiedliwe. Ich rolą jest ochrona każdego
wierzącego człowieka. Czyniących dobro powstrzymują przed
upadkiem, upałych — podnoszą. Nigdy nie pozostawiają nas,
nawet gdybyśmy zgrzeszyli. Zawsze są gotowi nam pomagać,
jeśli tylko tego pragniemy.
Wszystkie chóry Zastępów Niebieskich ogólnie nazywamy
Aniołami. Pomimo swego umiejscowienia w hierarchii niebieskiej
i danej od Boga łasce nazywamy ich tak, gdyż słowo „Anioł”
nie jest nazwą istoty, lecz służby, jak to zostało napisane: „Czyż
oni wszyscy nie są duchami służebnymi, przeznaczonymi do
posługi tym, którzy mają uczestniczyć w zbawieniu?” (Hbr
1,14). Służba ich różni się i każdy chór ma szczególne zadania
do wypełnienia. Stworzyciel nie wszystkim w jednakowej mierze
objawia Swe tajemnice, lecz hierarchicznie od najwyższych
oświeca niższych, objawiając im Swą wolę i nakazując ją
wypełniać, o czym dowiadujemy się z księgi proroka Zachariasza.
Zostało w niej zapisane wydarzenie, w którym Anioł po rozmowie
z Prorokiem spotkał innego Anioła i nakazał mu ponownie
udać się do Zachariasza, by objawić mu przyszły los Izraela:
„A oto wystąpił Anioł, który ze mną mówił, inny zaś Anioł
wyszedł mu naprzeciw i rzekł do niego: Biegnij i powiedz temu
młodzieńcowi: Jerozolima będzie zamieszkana, jako miasto
otwarte ze względu na mnóstwo ludzi i bydła, które się tam
znajdzie. Ja sam będę dla niej, mówi Pan, murem ognistym
dookoła” (Za 2,7–9). W komentarzu do tego fragmentu św. Grzegorz
napisał: „Gdy jeden Anioł mówi do drugiego: i powiedz temu
młodzieńcowi — nie ma wątpliwości, że jedne Anioły posyłają
inne, niższe są posyłane, a wyższe posyłają”.
Również w świadectwie Daniela znajdujemy podobny zapis:
oto jeden Anioł nakazuje drugiemu wyjaśnić widzenie, jakie
miał Prorok (por. Dn 8,13). Stąd jasno wynika, że Aniołowie
wyższych chórów objawiają wolę Bożą chórom niższym, oświecają
136 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

je i posyłają do ludzi.
Kościół prawosławny, potrzebując pomocy Aniołów,
świętuje Sobór wszystkich dziewięciu Chórów Anielskich celowo
ósmego dnia listopada, gdyż one wszystkie zbiorą się w dzień
Sądu Pańskiego, który nauczyciele Kościoła nazywają „dniem
ósmym”. Po upływie siedmiu tysięcy lat nastąpi „dzień ósmy”,
„Kiedy Syn człowieczy przyjdzie w chwale, a z Nim wszyscy
Jego Aniołowie” (Mt 25,31). Sam Pan „Pośle swoich aniołów
z wielką trąbą, i zgromadzą ze wszystkich stron świata Jego
wybranych od jednego krańca nieba do drugiego” (Mt 24,31).
Dążmy do tego, abyśmy i my zostali dołączeni do grona
wybrańców Bożych, którzy pobożnie świętujemy Sobór Aniołów!
Wodzem nad wszystkimi dziewięcioma chórami jest postawiony
przez Pana Wódz Zastępów Niebieskich — Michał, który
jest wiernym sługą Bożym. Jest on Aniołem obdarzonym
nadzwyczajną siłą duchową. W księdze Daniela opisano go jako
szczególnego obrońcę i wstawiennika Narodu Wybranego (por.
Dn 10,13.21; 12,1).
W czasie, gdy Szatan popadł w pychę, odstąpił od Boga
i spadł w przepaść — św. Michał zebrał wszystkie Chóry
Anielskie i zawołał:
— Uwaga! Stańmy w pokorze przed naszym Stwórcą i nie
myślmy o niczym, co sprzeciwiałoby się Jego woli! Spójrzmy, jak
cierpią ci, którzy razem z nami byli stworzeni i wraz z nami mieli
udział w Bożym świetle! Zauważmy, jak oni od światłości nagle
popadli w ciemność i z wysokości zostali strąceni w otchłań!
Przyjrzyjmy się — oto spadła z nieba wschodząca gwiazda
zaranna i rozbiła się na ziemi!
Mówiąc tak do całego Soboru Aniołów, zaczął wraz z Serafinami
i Cherubinami oraz ze wszystkim chórami anielskimi sławić
Przenajświętszą, Współistotną i Nierozdzielną Trójcę, jedynego
Boga. Wszyscy Aniołowie śpiewali uroczystą pieśń:
DZIEŃ ÓSMY 137

— „Święty, Święty, Święty Pan Bóg Zastępów, pełne są


niebiosa i Ziemia Twojej chwały!”
To zgromadzenie świętych duchów otrzymało nazwę Soboru
Aniołów, bowiem jednym głosem wysławiają Ojca i Syna,
i Ducha Świętego.
Dzień dziewiąty

Życie i zmagania duchowe świętej Matrony

w. Matrona urodziła się w Perge w Pamfilii. Jej rodzice byli


pobożni. Gdy osiągnęła pełnoletniość, wydano ją za mąż za
Domicjana. Miała jedną córkę, którą nazwała Teodocja.
Pewnego razu Matrona wybrała się wraz z mężem do
Bizancjum. Tam nawiedzała świątynie i żarliwie się modliła.
Poznała też dziewicę imieniem Eugenia, która wiele pościła,
zmagała się duchowo oraz modliła się dniem i nocą.
Naśladując sposób życia Eugenii, Matrona spędzała czas na
modlitwie w kościele, a wieczorem wracała do domu. Wczesnym
świtem udawała się znów do świątyni. Swe kwitnące młodością
ciało umartwiała postem — miała dwadzieścia pięć lat —
i prosiła Boga, aby uczynił coś, co uwolniłoby ją od małżeństwa,
tak, by mogła nieustannie pracować dla Pana.
Domicjan widząc, że żona codziennie rano wychodzi z domu
i wraca późno wieczorem zaczął podejrzewać, że nie udaje się
ona na modlitwę, ale w jakimś innym celu. Rozgniewał się i nie
chciał wypuszczać jej z domu. Niewiasta ze łzami prosiła go, aby
nie utrudniał jej chodzenia do kościoła. Mąż jednak nie zgodził
się i kobieta bardzo cierpiała. Z całego serca pragnęła, by w jej
życiu wypełniły się słowa psalmu: „Zaiste, lepszy jeden dzień
DZIEŃ DZIEWIĄTY 139

na Twoich dziedzińcach niż tysiące innych. Wolę stać u progu


Domu Boga mego, niż mieszkać w namiotach grzeszników”
(Ps 84,11).
Pewnego dnia Matrona uprosiła małżonka, aby zezwolił jej
udać się na modlitwę. Pospieszyła do świątyni pw. św. Apostołów,
gdzie otworzyła przed Bogiem swoje serce. Prosiła, aby Najwyższy
uwolnił ją od ciężkiego jarzma, które było dla niej przeszkodą
w zbliżaniu się do Boga i wywiódł ją od marnego, pełnego
trosk i trudu życia oraz sprawił, by mogła żyć w milczeniu
i samotności. Tak modląc się spędziła cały dzień w kościele.
Gdy nastał późny wieczór, klucznik nakazał wszystkim
wyjść, by zamknąć drzwi. Wówczas wyszła i błogosławiona
Matrona, ale nie chciała wracać do domu. Na noc pozostała
w przedsionku. Tutaj spotkała dziewicę imieniem Zuzanna,
która od młodych lat poświęciła się Chrystusowi i spędzała
swe życie przy kościele na poście i modlitwach. Matrona udała
się do jej celi i całą noc opowiadała jej o sobie i swym życiu.
Zuzanna pocieszała ją i umacniała w przekonaniu, że należy
złożyć całą nadzieję w Panu, który pragnie zbawienia ludzi.
— „Pan kieruje krokami człowieka, którego droga jest Mu
miła” (Ps 37,23) — mówiła Zuzanna.
W wyniku tej rozmowy Matrona zapłonęła jeszcze większą
miłością do Boga i postanowiła uciec od męża, aby w ukryciu
trudzić się dla Wszechmocnego. Gdy nastał ranek, udała się do
Eugenii i objawiła jej swój zamiar. Święta rzekła:
— Trzeba ci, siostro moja, przede wszystkim opiekować się
córką, która jest jeszcze bardzo mała. Pomyśl, jak ona może żyć
bez matki?
Matrona odrzekła:
— Teodocję powierzam Bogu i matce Zuzannie. Sama zaś
udam się na pustynię, gdzie Pan będzie mnie prowadził do
świętości.
140 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Po kryjomu zabrała córkę z domu i oddała błogosławionej


Zuzannie, prosząc ją, by przyjęła dziewczynkę jako swoje
dziecko i wychowywała w bojaźni Bożej. Dziewica widząc, jak
płomienna jest miłość Matrony do Pana i jak przepełniona
jest ona dążeniem do życia w milczeniu, przyjęła dziecko.
Matrona prosiła Najwyższego, aby wprowadził ją na drogę
sprawiedliwości. Słowami psalmu modliła się:
— „Ukaż mi drogę, którą mam iść, bo wznoszę duszę moją
ku Tobie” (Ps 143,8).
W czasie snu miała widzenie. Wydawało się jej, że ucieka
przed jakimś człowiekiem. Gdy ów zaczął ją doganiać, wbiegła
do mnichów, którzy skryli ją przed prześladowcą. Ta wizja
natchnęła ją myślą, by przebrała się za mężczyznę i udała
się do monasteru, aby tam skryć się przed swym mężem
i wszystkimi znajomymi. Ostrzygła włosy i odziała się w strój
eunuchów. Następnie udała się wraz z Eugenią do kościoła
pw. św. Apostołów, gdzie — pomodliwszy się — otworzyła
Ewangelię. Pragnęła w ten sposób poznać, czy jej wybór
zgodny jest z wolą Bożą. Przeczytała wówczas: „Kto chce iść
za Mną, niech wyrzecze się samego siebie, niech weźmie swój
krzyż i niech idzie za Mną” (Mt 16,24). Znalazłszy w tych
słowach nadzieję, że Bóg będzie jej pomocnikiem, pocałowała
na pożegnanie Eugenię i poszła do Monasteru św. Basjana. Tam
powiedziała, że jest eunuchem i ma na imię Babilas. Została
przyjęta do grona braci.
Będąc w monasterze zmagała się duchowo, z pokorą wypełniała
powierzone jej obowiązki, postem i czuwaniem umartwiała swe
ciało oraz ustawicznie trwała na modlitwie. Starała się, by
bracia nie rozpoznali, że jest kobietą. Zachowywała milczenie
i stroniła od wszystkich. Podziwiano jej ascezę, pochwalano
zmagania duchowe i uważano ją za doskonałego mnicha.
Tak żyjąc św. Matrona spędziła tutaj długi czas; podobnie
jak księżyc pośród gwiazd jaśniała swymi cnotami. Pewnego
DZIEŃ DZIEWIĄTY 141

razu zdarzyło się, że pracowała z innymi mnichami w sadzie.


Jeden z nich o imieniu Barnaba spojrzał na nią i zobaczył, iż
ma przekłute uszy.
— Dlaczego masz przekłute uszy? — zapytał.
Błogosławiona rzekła:
— Bracie, powinieneś raczej uprawiać ziemię, a nie spozierać
na cudze lico, gdyż to nie przystoi mnichowi. Jeśli jednak chcesz
znać przyczynę, to wiedz, że gdy byłem małym chłopcem,
bardzo mnie umiłował mój wychowawca. To on przekuł moje
uszy, by ozdobić je drogocennymi kolczykami.
Tak odpowiedziała Barnabie, ale jej serce napełniło się
lękiem, by nie odkryto tajemnicy. Modliła się:
— Z Twojej woli, Panie, przybyłam do tego monasteru. Ty
powołałeś mnie, a ja nie chcę stąd odchodzić. Okryj Swoją
łaską mą słabość i doprowadź do końca zaczęte przeze mnie
życie. Spraw, Boże, bym nie zawiodła się w ufności pokładanej
w Tobie.
Miłujący człowieka Pan mocą Swych niewypowiedzianych
i nieodkrytych zrządzeń objawił dwóm ihumenom, że Babilas
jest kobietą, aby tym bardziej zapałała miłością do życia
mnisiego. Pewnego razu św. Basjanowi w czasie snu ukazał się
mąż okryty szatą światła i rzekł trzykrotnie:
— Będący w twoim monasterze mnich Babilas jest kobietą!
Takie samo widzenie miał błogosławiony Akacjusz, ihumen
Monasteru Abrahama.
Gdy nastał ranek, Basjan przywołał brata imieniem Jan,
który był jego zastępcą, i opowiedział mu o widzeniu. W czasie
rozmowy przyszedł posłany przez ihumena Akacjusza mnich
z wiadomością, że minionej nocy miał widzenie, z którego
wynika, iż eunuch Babilas jest kobietą. Basjan, nie chcąc
ulec jakiemuś omamieniu diabelskiemu, nie od razu uwierzył
w widzenie. Otworzył Ewangelię i wzrok jego padł na następujące
słowa: „Z czym mam porównać Królestwo Boże? Podobne jest
142 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

do kwasu, który kobieta zaczyniła w trzech miarach mąki, aż


wszystko się zakwasiło” (Łk 13,20–21). Te słowa przekonały go
o prawdziwości wizji — przywołał Matronę, spojrzał na nią
srogo i zapytał:
— Po co przyszłaś do nas, kobieto?! Jak śmiałaś tak długo
przebywać wśród mnichów? Czy chcesz okryć nasz monaster
niesławą? Czy przybyłaś, aby nas kusić?
Błogosławiona, porażona nieoczekiwanym obwinieniem oraz
obawiając się groźnego wzroku i głosu ihumena, przypadła do
jego nóg; w pokorze odpowiedziała:
— Nikogo nie wiodłam na pokuszenie, lecz sama walczyłam
z pokusami wroga i uciekałam od sieci złego.
Przełożony pytał ją dalej:
— Jak śmiałaś, ty, która jesteś kobietą, z odkrytą głową
przystępować do Komunii Świętej i obdarzać braci pocałunkiem
pokoju?
Matrona odpowiedziała:
— Św. Paweł nauczał: „Jeśli więc kobieta nie nakrywa
głowy, to niech ją ostrzyże” (1 Kor 11,6). Ja zaś przystępując
do Komunii Świętej nie całkiem odkrywałam głowę, a tylko
trochę. Przekazując zaś braciom pocałunek pokoju tylko lekko
dotykałam ich ust, traktując je nie jako usta ludzi, lecz
beznamiętnych aniołów.
Ihumena zdziwiła tak mądra odpowiedź i zapytał:
— Dlaczego nie poszłaś do żeńskiego monasteru, a wybrałaś
męski?
Błogosławiona wyzwolona z lęku opowiedziała o swym losie:
— Zostałam wydana za mąż, mam jedną córkę, zawsze
lubiłam nawiedzać kościoły i trwać tam dniem i nocą na
modlitwie. Mąż zabronił mi takiego zmagania duchowego.
Na wszelkie sposoby starał się mnie zniechęcić do modlitwy.
Przeszkadzał w dążeniu do Boga. Uciekłam więc od niego, aby
w wolności służyć Panu. Miałam widzenie, które przywiodło
DZIEŃ DZIEWIĄTY 143

mnie do was. We śnie zobaczyłam, jak uciekam od prześladującego


mnie męża i ukrywam się wśród mnichów. Zrozumiałam,
że mogę uciec jedynie w przebraniu. Zrzuciłam więc swe
szaty i przebrałam się za mężczyznę. Nazwałam się Babilasem
i podając się za eunucha przyszłam do tego monasteru.
Św. Basjan z uwagą słuchał słów błogosławionej Matrony.
Podziwiał jej mądrość i żarliwość w dążeniu do Boga. Rzekł:
— Bądź mężna, córko! Twa wiara cię zbawi.
Następnie dał jej wiele pożytecznych dla duszy pouczeń
i potajemnie odesłał ją do błogosławionej Zuzanny, obiecując
swoją opiekę, oby tylko wytrwale służyła Chrystusowi.
W tym czasie umarła Teodocja. Dobry Bóg, pragnąc uwolnić
Matronę od troski o córkę, aby bardziej mogła Mu służyć,
wziął do Siebie dziewczynkę, by zamieszkała w Przybytkach
Niebieskich. Serce Świętej napełniło się radością, gdy córka —
nie poznawszy ułud i marności złego świata — odeszła do Pana
w czystości. Sama zaś ukryła się u Zuzanny.
Tymczasem Domicjan wszędzie szukał żony. Obchodził
miasta, wioski i monastery, rozpytując o nią wszystkich. Nie
udawało mu się jednak jej znaleźć. Kiedyś usłyszał, że w Monasterze
św. Basjana żyła jakaś kobieta przebrana za mężczyznę. Domyślając
się, iż to jego żona, udał się tam. Gdy stanął przy wrotach,
mocno zastukał i z gniewem zawołał:
— Krzywdę wyrządziliście mi, mnisi — wielką krzywdę!
Zwabiliście moją żonę i trzymacie ją u siebie. Czy to przystoi
braciom? Czy na tym polega wasze życie? Oddajcie mi żonę!
Dlaczego bezprawnie rozłączacie tych, których Bóg złączył?
Oddajcie mi tę, która mi przynależy!
Bracia odpowiedzieli mężczyźnie:
— Twej żony nie ma u nas, gdyż do naszego monasteru
kobiety nie mają wstępu. Był tutaj jeden eunuch imieniem
Babilas, który przez pewien czas wraz z nami zmagał się
duchowo, lecz zapragnął nawiedzić miejsca święte w Jerozolimie
144 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

i opuścił nas już dość dawno temu. Nie wiemy, gdzie on jest
teraz. To wie tylko Wszechwiedzący, przed którym nic nie może
się ukryć.
Domicjan, trawiony zazdrością i cierpiący z miłości do żony,
odszedł zasmucony.
Błogosławiony Basjan rozmyślał:
— Sam Bóg wybrał tę kobietę na służbę dla Siebie i wziął
ją pod Swą opiekę. Powierzył ją mnie, niegodnemu, abym
troszczył się o jej duszę. Ja zaś objawiłem prawdę o niej wielu.
Jeśli teraz mąż ją znajdzie i zawróci z drogi sprawiedliwości,
zaszkodzi to w jej zbawieniu, a ja będę winien jej zatraty.
Przywołał kilku starców wchodzących w skład rady monasteru
i rzekł:
— Bracia, powinniśmy zatroszczyć się o siostrę, która
odeszła od nas. Mimo że jest kobietą, to została wpisana
w naszą wspólnotę. Cóż zatem powinniśmy uczynić, aby pobożnie
rozpoczęte jej życie dobiegło dobrego końca? Co robić, by wróg,
który ciągle stara się nas przywieść do upadku, nie zwyciężył jej
męstwa, nie odwrócił jej od zmagania duchowego i nie skłonił
do miłości światowej, wykorzystując do tego celu jej męża?
Diakon o imieniu Markiel powiedział:
— W mieście Emessa, gdzie się urodziłem, znajduje się
żeński monaster, do którego wstąpiła moja siostra. Odeślij więc
tam, ojcze, Matronę, byśmy nie musieli się więcej o nią martwić.
Z tą radą zgodzili się pozostali starcy. Zaczęli rozpytywać,
kiedy w tamtą stronę udaje się statek. Wkrótce znaleziono
okręt, który przybył z Emessy po towar i w krótkim czasie
miał się udać w drogę powrotną. Mnisi wsadzili na pokład
błogosławioną Matronę i odesłali ją do żeńskiego monasteru.
Tam żyła pobożnie i zmagała się duchowo, przewyższając
wszystkie siostry w pokorze, milczeniu, poście i czuwaniu.
Zdumiewała wyborem trudnej drogi do Królestwa Niebieskiego.
Po niedługim czasie odeszła do Pana ihumenia tego monasteru,
DZIEŃ DZIEWIĄTY 145

a św. Matrona została wybrana na jej miejsce. Była podobna


do świecy postawionej na świeczniku, jaśniała światłem cnót
i dobrych czynów oraz gorliwie troszczyła się o zbawienie
powierzonych jej sióstr.
Pewien wieśniak, który orał swoje pole, zauważył, że z ziemi
wydobywa się ogień. Nie było to zdarzenie jednorazowe, ale
trwało wiele dni. Człowiek ów poszedł do miasta i opowiedział
o dziwnym ogniu biskupowi Emessy. Hierarcha, dopatrując się
w tym szczególnego znaku, udał się wraz z duchowieństwem na
wskazane miejsce. Tam pomodlił się i nakazał rozkopać ziemię.
Gdy to uczyniono, znaleziono naczynie, które zawierało nie
złoto czy srebro, lecz drogocenniejszą od wszelkich ziemskich
bogactw głowę św. Jana Chrzciciela. Zdarzyło się to w 452 r.
Wieść o znalezieniu relikwi rozeszła się wszędzie. Przybywali
tu nie tylko mieszkańcy Emessy, lecz również okolicznych
miast i wsi. Przyszła również św. Matrona ze wszystkimi
siostrami, by oddać pokłon. Z głowy wydobywał się przedziwny
zapach i wypływał wonny olejek, którym kapłani namaszczali
przychodzących, czyniąc na ich czołach znak krzyża. Odrobinę
tego olejku zabrała Matrona do maleńkiego naczynia, by
przyczynił się do większego uświęcenia monasteru. Święta
chciała udać się w drogę powrotną, lecz tłum zgromadzonych
pielgrzymów to uniemożliwił. Gdy ludzie zobaczyli, że niesie
olejek, zaczęli prosić, by ich namaściła, bowiem ze względu na
ścisk nie mogli podejść do kapłanów. Ulegając prośbom tak
też uczyniła. Był tam pewien niewidomy od urodzenia — gdy
namaściła jego oczy, przejrzał. Ten cud wszyscy przypisywali
nie tylko bezcennej relikwi, ale również św. Matronie, bowiem
wielu było tam kapłanów, którzy namaszczali świętym olejkiem,
lecz żaden z nich nie przywrócił wzroku niewidomemu. Wszyscy
podziwiali i wysławiali pobożne życie ihumenii.
Po pewnym czasie usłyszał o niej również jej mąż i pospieszył
do Emessy. Zobaczywszy, że nie uda mu się wejść do monasteru,

9*
146 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

uciekł się do podstępu. Namówił kilka światowych kobiet, żeby


udały się do Świętej i powiedziały:
— Pewien człowiek, słysząc o twojej cnocie i doskonałości
życia, przybył z daleka, aby się tobie pokłonić i prosić o modlitwę
oraz błogosławieństwo. Okaż miłość Bożą, nie wzgardź wędrowcem,
który przebył dla ciebie długą i trudną drogę. Wyjdź do niego,
pociesz go słowami pożytecznymi dla duszy i z błogosławieństwem
odpraw.
Kobiety powiedziały to, czego ich nauczono. Błogosławiona
— podejrzewając kłamstwo — zapytała je, jakim człowiekiem
jest ten, który je posłał. One opisały jego wygląd. Święta
poznała, że to jej mąż; rzekła:
— Powiedzcie pielgrzymowi, aby poczekał siedem dni. Siódmego
dnia zobaczy mnie, jak tego pragnie.
Po odesłaniu niewiast ihumenia modliła się, by Pan ukrył
ją przed mężem. Gdy nastała noc wzięła włosiennicę, niewielki
kawałek chleba i po kryjomu opuściła monaster. Wyruszyła
w drogę do Jerozolimy. Tymczasem Domicjan czekał siedem
dni w nadziei, że zobaczy tę, której pragnął. Chciał ją bowiem
zabrać siłą, gdyż prawnie była jego żoną. Siódmego dnia
ponownie posłał te same kobiety do Świętej, by zgodnie z obietnicą
wyszła do niego. Niewiasty znalazły wszystkie mniszki cierpiące
i płaczące z powodu utraty swej ihumenii. Żadna z nich nie
wiedziała, gdzie odeszła. Po powrocie kobiety opowiedziały
o tym Domicjanowi. Ten zaś, jeszcze bardziej rozpalony cierpieniem
i smutkiem, wszędzie jej szukał. Udał się do Jerozolimy. Po
drodze zatrzymał się w karczmie, gdzie zapytał pracujące tam
kobiety, czy przypadkiem nie widziały niewiasty, której wygląd
opisał. Odpowiedziały mu:
— Pamiętamy, że właśnie taka mniszka przechodziła tędy,
ale gdzie ona teraz się znajduje, nie wiemy.
Domicjan szukał Matrony chodząc po drogach i pytając
po karczmach. Pewnego razu spotkali się. Święta poznała go,
DZIEŃ DZIEWIĄTY 147

lecz on jej nie rozpoznał, gdyż przechodząc obok niego zakryła


twarz i schyliła się, jakby coś chciała podnieść. Dziwiła się
uporowi, z jakim poszukiwał jej mąż i bała się, by gdzieś jej
nie zobaczył. Udała się na górę Synaj, ale i tam Domicjan
ją prześladował. Wówczas podążyła do Berith, starego miasta
portowego, leżącego na fenickim brzegu Azji Mniejszej. Znalazła
tam pustą świątynię pogańską i osiedliła się w niej. Biesy,
nie mogąc znieść jej obecności, na różne sposoby starały się
ją przestraszyć i przegonić. Niekiedy krzyczały nie ukazując
się, innym razem bezpośrednio na nią napadały. Gdy Matrona
śpiewała psalmy, demony przekleństwami starały się jej przerwać.
Wszystkie ataki, tak w myślach, jak i przywidzeniach, Święta
odpierała znakiem krzyża i modlitwą.
Żywiła się rosnącymi tam trawami. Piła wodę ze źródła,
które w cudowny sposób dla niej wytrysnęło. Pewnego razu
gdy poczuła pragnienie, podeszła do źródełka, lecz ziemia była
tam sucha i wypalona słonecznym żarem. Znalazła w pobliżu
maleńki ostry kamyk, wykopała nim jamkę i odeszła na modlitwę.
Następnego dnia rankiem przyszła na to miejsce i znalazła
wartko płynący strumyk, a dookoła niego smaczne trawy.
Posłużyły one za pożywienie niewieście Chrystusowej i były
słodsze od najwykwintniejszych uczt cesarskich. Spożyła je
i napiła się wody, dziękując Najwyższemu:
— „Wysławiajcie Boga niebios, bo na wieki Jego łaskawość”
(Ps 136,26). „Oczy wszystkich wznoszą się ku Tobie z nadzieją,
a Ty dajesz im pokarm w odpowiednim czasie. Otwierasz Twą
rękę i sycisz wszelkie stworzenie żyjące, ile pragnie” (Ps 145,16).
Zdarzyło się, że bies przyjął postać pięknej kobiety i przybył
do św. Matrony. Z pochlebstwem przemówił:
— Dlaczego, pani moja, wybrałaś tak dziwny sposób życia?
Mieszkasz na pustyni, na której nie ma niczego, co zaspokajałoby
potrzeby ciała. Ponadto jesteś jeszcze młoda i masz piękne lico.
Boję się, że ktoś, kto cię zobaczy, zachwyciwszy się twą urodą
148 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

może zadać ci gwałt. A wówczas nie będzie nikogo, kto by cię


uwolnił z jego rąk. Zrezygnuj z takiego życia i udaj się wraz
ze mną do miasta. Tam też możesz żyć w milczeniu. Znajdę
ci dom, w którym będzie wszystko, co ci jest potrzebne; nikt
nie będzie ci zakłócał spokoju. Nikt nie wyrządzi ci krzywdy,
bowiem sąsiedzi wyratują cię od wszelkich zniewag.
Słysząc te słowa, św. Matrona zrozumiała, że są to strzały
wroga. Nie tylko sama obroniła się przed nimi, ale zraniła
złego ducha modlitwą i przegnała. Bies przeobraził się wówczas
w sędziwą kobietę, z której oczu błyskał ogień. Chwyciła
ona Matronę za nogi, wyrzucając z siebie bezwstydne słowa
i pogróżki. Święta nie zwracała na nią żadnej uwagi, a skoncentrowała
się na modlitwie. Wówczas demon zniknął.
Po atakach złych mocy Pan za pośrednictwem objawienia
pocieszył Błogosławioną i napełnił jej serce niewypowiedzianą
radością duchową. Najwyższy bowiem wie, w jaki sposób ukoić
tych, którzy z boleścią Mu służą, oraz jak przemienić w radość
ich smutek, jak to mówi Dawid: „Gdy w sercu moim wzbierały
troski, pociecha Twoja koiła duszę moją” (Ps 94,19).
Pan zapragnął, aby przez Swą wybrankę ukierunkować
wielu na drogę zbawienia. Z tego względu sprawił, że Matronę
poznali mieszkańcy Berith. Znalazło ją trzech chrześcijan,
którzy przechodząc wieczorem obok świątyni pogańskiej zobaczyli,
jak się modliła. Opowiedzieli o tym innym i wielu zaczęło do
niej przychodzić.
Przyjąwszy od Boga dar nauczania, wszystkim, którzy
do niej przybywali, zwiastowała Słowo Boże i w rozmowie
ukierunkowywała na drogę zbawienia. Przyszły do niej kobiety
i dziewice, które, podziwiając jej anielski sposób życia, zapragnęły
tak jak ona być mniszkami. Na początku przybyła do Świętej
kobieta imieniem Sofronia, która — pomimo że była poganką
— miała upodobanie we wstrzemięźliwości i czystości oraz
żyła jak prawdziwa mniszka. Gdy usłyszała o św. Matronie
DZIEŃ DZIEWIĄTY 149

i jej ascezie, zapragnęła się z nią zobaczyć. Święta otwarła


przepełnione łaską usta i mówiła o jedynym prawdziwym Bogu,
Jednorodzonym Jego Synu, o Jego Wcieleniu z Przeczystej
Dziewicy, cierpieniu dla naszego zbawienia, Zmartwychwstaniu,
Wniebowstąpieniu i nadchodzącym sądzie żywych i umarłych.
Objawiła Sofronii wiele tajemnic wiary chrześcijańskiej oraz
nawróciła wraz z przybyłymi towarzyszkami na wiarę w Chrystusa.
Niewiasty te zostały ochrzczone przez biskupa Berith i zaczęły
wieść życie monastyczne razem ze św. Matroną w świątyni
pogańskiej. W ten sposób świątynia ta stała się monasterem
niewiast Chrystusowych.
Euthea, która była pogańską kapłanką i zachowywała dziewictwo,
przyszła do św. Matrony. Przypadła do jej stóp i prosiła, aby
mogła nauczyć się wiary w Jezusa Chrystusa i żyć z Błogosławioną.
Święta długo pouczała dziewicę o prawdach Bożych i rozpłomieniła
jej serce miłością do Chrystusa, jak również utwierdziła w wyrzeczeniu
się świata. W tamtym czasie nadeszło pogańskie święto i mieszkańcy
Berith zebrali się przed swymi bożkami. Nie znalazłszy kapłanki,
która według ich zwyczajów powinna złożyć ofiary, dziwili się,
że jej nie ma. Gdy się dowiedzieli, że odeszła do Matrony,
wówczas niektórzy z nich, a zwłaszcza krewni, poszli i znaleźli
Eutheę siedzącą ze Świętą Matroną i zasłuchaną w Słowo Boże.
Rzekli:
— Dlaczego, dziewico, wzgardziłaś naszymi wielkimi bogami
i nie składasz im ofiar?! Z twojego powodu zbuntował się
przeciwko nam lud, gdyż nie chce pogodzić się z lekceważeniem
naszych bogów. Chodź zatem z nami, aby złożyć ofiary!
Dziewczyna nie tylko nie chciała słuchać ich słów, ale nawet
ich widzieć. Jak Maria siedziała u stóp Jezusa (por. Łk 10,39),
tak ona siedziała przy swej nauczycielce, która z łagodnością
i miłością zwróciła się do przybyłych:
— Pozwólcie tej służebnicy prawdziwego Boga pozostać
z nami, choć wcześniej była ona służką waszych marnych bóstw.
150 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Teraz już nie może żyć z wami, gdyż pragnie być zaślubiona
Chrystusowi.
Krewni Euthei długo starali się odciągnąć ją od Matrony,
raz pochlebstwami, innym razem groźbami; chcieli ją nawet
wziąć siłą, lecz niewidzialna moc Boża do tego nie dopuściła.
Nie osiągnąwszy swego celu, powiedzieli:
— Jeśli nie usłuchasz nas i nie pójdziesz teraz, aby celebrować
święto, to jutro rano spalimy tę świątynię wraz ze wszystkimi,
którzy się w niej znajdują!
Po wypowiedzeniu tej groźby odeszli. Wówczas św. Matrona
wraz z siostrami zebrała wiele drew i chrustu, a następnie
ułożyła je dookoła świątyni. Później przekazała wiadomość
poganom:
— Oto już są gotowe drwa. Wypełnijcie swoją obietnicę —
spalcie nas, abyśmy były wonną ofiarą dla Chrystusa!
Poganie, zdumiawszy się męstwem niewiast, gotowych umrzeć
za swego Boga, nie wiedzieli, co im odpowiedzieć i już więcej
do nich nie przyszli.
Św. Matrona zwróciła się do biskupa z prośbą, by przysłał
kapłana. Gdy ów przybył, powierzyła Eutheę jego trosce,
aby przygotował ją do Chrztu, a następnie przyprowadził
z powrotem. Kapłan wypełnił prośbę. Od tej pory dziewica
zmagała się duchowo, podejmując posty i trwając na modlitwie
z pozostałymi ośmioma siostrami. Wszystkie one były podobne
do panien mądrych, dbających o to, by w ich lampach nie
zabrakło oliwy i przygotowujących się na spotkanie swojego
Oblubieńca (por. Mt 25,1).
Święta dniem i nocą pracowała wraz z siostrami dla Boga.
Przychodzący ludzie, którzy zwracali się do Matrony z problemami,
wzbudzili w niej pragnienie, aby zobaczyć się z ojcem duchownym
— św. Basjanem. Chciała się udać do Konstantynopola, lecz
myśl, że jej mąż tam mieszka, powstrzymywała ją przed
realizacją pragnienia. Tak o tym rozmyślała:
DZIEŃ DZIEWIĄTY 151

— Już dłużej nie mogę pozostać tutaj, bowiem wielu


przychodzi i traktuje mnie jak świętą. Nie chcę próżnej chwały
i popularności. Gdyby ktoś mu powiedział, gdzie jestem — to
znajdzie mnie, a wówczas całe me zmaganie duchowe pójdzie na
marne. Pójdę więc stąd albo do Aleksandrii, albo do Antiochii.
Po powzięciu tego postanowienia prosiła Boga, aby objawił
jej, dokąd ma się udać, by odnieść większą korzyść w dalszym
rozwoju duchowym. W czasie modlitwy ujrzała w widzeniu
trzech młodzieńców, sprzeczających się między sobą. Każdy
z nich chciał, aby z nim poszła. Pokłoniła się przed nimi i rzekła:
— Dawno temu uciekłam od życia małżeńskiego i nie chcę
do niego powracać. Powiedzcie mi, jak macie na imię?
Pierwszy odpowiedział:
— Aleksander.
Drugi rzekł:
— Antioch.
Trzeci powiedział:
— Konstantyn.
To rzekłszy, rzucili między siebie kości, kto zabierze Matronę
ze sobą. Padło na najmłodszego, który miał na imię Konstantyn.
Ihumenia przebudziła się ze strachem i rozmyślała o tym, co
zobaczyła. Tak wyjaśniła wizję: „Trzej mężowie: Aleksander,
Antioch i Konstantyn — to trzy miasta: Aleksandria, Antiochia
i Konstantynopol. Kości, które padły na Konstantyna, oznaczają
wolę Bożą, abym udała się do Konstantynopola i spotkała się
z moim ojcem duchownym, błogosławionym Basjanem. Pan,
który prowadzi mnie, ma moc ukryć mnie przed mężem.”
Przypomniała sobie wówczas słowa psalmu: „Choćby mi przyszło
kroczyć w mrocznej dolinie, nie będę się lękał zła, bo Ty jesteś
ze mną; Twoja laska i Twój kij pasterski dodają mi otuchy” (Ps
23,4). Gdy przygotowywała się do odejścia, siostry zauważyły
to i nie chciały dopuścić, by je opuściła. Wołały ze łzami:
152 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Dlaczego, matko, pozostawiasz swe dzieci, które potrzebują


jeszcze umocnienia w Prawie Bożym?! Dlaczego opuszczasz
młode w wierze odrośle, które nie są jeszcze dostatecznie
zabezpieczone w wodę pouczeń? Dlaczego nie zabierzesz nas
ze sobą?
Święta uspokoiła mniszki i powiedziała, że Bóg w widzeniu
objawił jej, żeby udała się do Konstantynopola. Zwróciła się do
biskupa z prośbą o przysłanie dwóch doświadczonych diakonis,
aby zaopiekowały się małą trzódką Chrystusową. Biskup spełnił
jej prośbę. Matrona powierzyła swe siostry jako drogocenny
skarb diakonisom i opuściła monaster, zabrawszy ze sobą tylko
błogosławioną Sofronię. Po dojściu do morza wsiadły na statek.
Przy sprzyjającym wietrze okręt dotarł do Konstantynopola.
Niewiasty wyszły na brzeg i pospieszyły do znajdującego
się w pobliżu kościoła pw. św. Ireny. Matrona weszła do
środka i zobaczyła diakona Markiela, który niegdyś radził
błogosławionemu Basjanowi posłać ją do żeńskiego monasteru
w mieście Emessa. W rozmowie Święta opowiedziała diakonowi,
jak była prześladowana przez męża w Emessie, Jerozolimie i na
Synaju, o życiu w świątyni pogańskiej w Berith i o tym, jak
zebrała siostry; jak Pan nawrócił ku Sobie wielu ludzi przez
jej posługę oraz o celu podjętej podróży do Konstantynopola
i pragnieniu spotkania się ze św. Basjanem. Markiel powiedział
Świętemu o przybyciu Matrony i przedstawił mu treść rozmowy,
jaką z nią odbył. Basjan polecił diakonowi, aby znalazł w pobliżu
monasteru spokojny dom i zaprowadził do niego Matronę.
Następnie spotkał się tam z nią, pobłogosławił, dowiedział się
o jej trudach i rozradował z powodu podjętych przez nią zmagań
duchowych oraz żarliwej miłości do Boga.
Po śmierci męża Święta wyzwoliła się z lęku. Św. Basjan
zapewnił jej wszystko, co potrzebne do życia. Na jej prośbę
napisał list do biskupa w Berith, by przysłał do Konstantynopola
mniszki, które niegdyś zgromadziła. Wkrótce przybyły one do
DZIEŃ DZIEWIĄTY 153

swej matki duchowej. Św. Matrona wszystkim dawała przykład


pobożnego życia. Patrząc na nią, tak mnisi, jak i świeccy,
odnosili korzyść. Sława o jej cnotach rozchodziła się wszędzie
i z jej powodu wysławiany był Ojciec Niebieski.
Wieść o Błogosławionej dotarła nawet do żony panującego
w owym czasie Leona Wielkiego (457–474). Cesarzowa, gdy
dowiedziała się o doskonałości św. Matrony, zapragnęła ją
zobaczyć i udała się do Świętej. Przyjrzała się jej życiu
i zdziwiła się, że mniszka o nic nie prosi. Ubogaciwszy się
duchowo rozmową z Błogosławioną, udała się z powrotem do
pałacu.
Do Świętej przychodziło wielu chorych, którzy odzyskiwali
zdrowie. Modlitwa Matrony miała moc uzdrawiania nie tylko
ciała, ale również duszy.
Pewna znamienita kobieta imieniem Eufemia, małżonka
zarządcy Anfima, ciężko zachorowała. Lekarze nie byli w stanie
jej pomóc. Udała się więc do św. Matrony, uchwyciła jej rękę,
przykładała do bolących miejsc i odzyskała zdrowie. Zauważyła
też, że dom w którym mieszkała ihumenia z siostrami jest
bardzo mały, postanowiła zatem dla swej uzdrowicielki ufundować
przestronny i wygodny monaster. Tak też uczyniła. Po przeprowadzce
Święta przyjęła więcej sióstr i troszczyła się o ich zbawienie.
Św. Matrona w widzeniu dowiedziała się, że wkrótce odejdzie
do Pana. Zobaczyła, że chodzi po przepięknym ogrodzie, w którym
rosły drzewa rodzące dobre owoce, a pośród nich wytryskiwały
źródła czystych wód; dalej rozpościerała się łąka pokryta
kwitnącymi kwiatami. Wiele przepięknych ptaków wyśpiewywało
swe trele, drzewa kołysały gałązkami od delikatnie wiejącego
wiatru, szemrały strumyki — nie można było ogarnąć wzrokiem
piękna tego miejsca, gdyż był to Raj Boży. Stały tam pobożne
i urodziwe niewiasty, które wskazały Błogosławionej namiot
światła, stworzony Bożą, a nie ludzką ręką; mówiły:
154 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Oto, Matrono, dom, jaki Pan ci przygotował. Przyjdź


i mieszkaj w nim!
Widzenie to utwierdziło Świętą w przekonaniu, że przybliża
się godzina odejścia z tego świata. Przywołała do siebie wszystkie
siostry i pouczyła je o tym, co jest potrzebne do zbawienia.
Przekazała im znak pokoju i spoczęła w Panu. Przeniosła
się z ziemskiego mieszkania do przygotowanego przez Boga
namiotu światła, który zobaczyła w widzeniu. Nastąpiło to
w 492 r. W świecie żyła dwadzieścia pięć lat, a w monasterze
siedemdziesiąt pięć. Teraz raduje się życiem wiecznym.
DZIEŃ DZIEWIĄTY 155

Żywot świętej Teoktysty

a morzu Egejskim jest wyspa Paros. Znajdowała się tutaj


wspaniała świątynia pw. Przenajświętszej Bogarodzicy. Kiedyś
Paros z niewiadomych przyczyn opustoszała i stała się ostoją
dla dzikich zwierząt.
Pewnego razu myśliwi z Ebei postanowili popłynąć statkiem
na opustoszałą wyspę, aby zapolować na jelenie i kozy, które
tam żyły. Po dobiciu do brzegu zeszli ze statku i podążyli w głąb
wyspy w poszukiwaniu zdobyczy. Wśród nich był człowiek
prosty i niewykształcony, ale bardzo pobożny. Oddzielił się
od towarzyszy i chodził po wyspie tropiąc zwierzęta. Nagle
zobaczył świątynię, wszedł do niej i zaczął się modlić. Gdy
czynił pokłony modlitewne, ujrzał w ziemi maleńką jamkę,
w której znajdowały się namoczone nasiona słonecznika. Pomyślał
wówczas, że żyje tu jakiś sługa Boży, który żywi się tymi
nasionami. Wkrótce jednak musiał opuścić to miejsce, aby
dogonić swych towarzyszy.
Myśliwi przebywali na wyspie kilka dni, upolowali wiele
jeleni i kóz, które ładowali na statek. Przed odpłynięciem ten,
który był w świątyni, postanowił udać się tam raz jeszcze i się
pomodlić. Miał też nadzieję spotkać człowieka, który namoczył
ziarna słonecznika w wodzie. Gdy stał na środku kościoła,
zobaczył po prawej stronie ołtarza gęstą pajęczynę, a za nią
coś, co było kołysane przez wiatr. Chcąc zobaczyć, co to jest,
podszedł i już miał rozerwać pajęczynę, gdy usłyszał głos:
— Stój, człowieku! Nie podchodź bliżej, gdyż cała płonę
wstydem, bo jestem nagą kobietą.
Myśliwy przestraszył się i chciał uciekać. Stanął jednak jak
wryty, nogi jego się trzęsły, włosy zjeżyły mu się na głowie. Gdy
nieco przyszedł do siebie, ośmielił się zapytać:
— Kim jesteś i jak żyjesz na tym pustkowiu?
156 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Ponownie usłyszał głos zza pajęczyny:


— Proszę cię, rzuć mi coś z przyodziewku. Gdy okryję mą
nagość, to — jeśli taka będzie wola Pana — opowiem ci o sobie.
Wówczas mężczyzna zdjął z siebie wierzchnie szaty i złożył
je na posadzce, a sam wyszedł ze świątyni. Poczekał kilka
chwil, aż niewiasta się przyodzieje i ponownie wszedł do środka.
Kobieta stała w tym samym miejscu co poprzednio. Wyglądała
okropnie: kości jej były pokryte tylko skórą, włosy siwe,
twarz zczerniała, oczy głęboko osadzone; z trudem oddychała
i mogła tylko bardzo cicho mówić. Bardziej przypominała
kogoś martwego, niż żywego człowieka. Spojrzawszy na nią
myśliwy jeszcze bardziej się przestraszył, upadł na ziemię oraz
prosił ją o modlitwę i błogosławieństwo. Kobieta zwróciła się
ku wschodowi, wzniosła ręce i zaczęła się modlić. Myśliwy
nie słyszał jej słów, tylko szept wznoszący się do Boga. Po
modlitwie rzekła:
— Niech Pan zmiłuje się nad tobą, człowieku. Z jakiego
powodu tutaj przybyłeś? Co cię sprowadziło na tę pustynną
wyspę, na której nikt nie mieszka? Myślę, że Wszechmocny
przyprowadził cię tutaj ze względu na moją pokorę. Skoro
chcesz się dowiedzieć, kim jestem, to opowiem ci o sobie.
Ojczyzną moją jest wyspa Lesbos. Urodziłam się tam
w mieście Methimnia. Na imię mam Teoktysta. Jestem mniszką.
We wczesnym dzieciństwie utraciłam rodziców. Krewni oddali
mnie do żeńskiego monasteru. Gdy miałam osiemnaście lat,
w czasie uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego, zostałam
posłana do znajdującej się niedaleko od monasteru wioski,
by spotkać się z moją siostrą, która tam żyła wraz ze swym
mężem. W nocy napadli nas Arabowie, którym przewodził
okrutny Nazar. Najeźdźcy wzięli wszystkich mieszkańców do
niewoli. Rankiem wsadzono nas na statki; płynęliśmy cały
dzień, a wieczorem przybiliśmy do tej wyspy. Arabowie ustalali
cenę każdego niewolnika. Wraz z innymi zostałam wyprowadzona
DZIEŃ DZIEWIĄTY 157

na brzeg. Zobaczyłam łąkę, zbliżyłam się do niej, a następnie


rzuciłam się do ucieczki. Skoro poganie to zauważyli, pobiegli
za mną, jak myśliwi za zwierzyną. Nie udało się im jednak
mnie dogonić, gdyż roślinność ukryła mnie, a właściwie to Pan
wybawił mnie z rąk prześladowców.
Biegłam w głąb wyspy w ogromnym przerażeniu, aż w końcu
odczułam wielki ból nóg, poranionych przez ciernie i ostre
kamienie. Nie będąc w stanie dalej biec, jak martwa padłam
na ziemię, która zabarwiła się krwią wyciekającą z ran. Tak
przeleżałam całą noc, dziękując Bogu, że wybawił mnie z rąk
wrogów i zachował w dziewictwie. Wówczas pomyślałam, że
lepiej umrzeć w tej głuszy zachowując czystość, niż żyć pośród
złych ludzi. Rankiem zobaczyłam, że niegodziwcy odpłynęli;
będąc wolna tak się rozradowałam, że zapomniałam o swoim
cierpieniu.
Od trzydziestu sześciu lat żyję na tej wyspie. Żywię się
nasionami rosnącego tutaj w obfitości słonecznika, a przede
wszystkim karmię się Słowem Bożym. Wszystkie psalmy, pieśni
i fragmenty Pisma Świętego, których nauczyłam się w swoim
monasterze, pamiętam do dzisiaj i w nich znajduję pocieszenie
oraz pokarm dla duszy. Moje odzienie się podarło, a jako
jedyne okrycie mam łaskę Bożą, która do dziś chroni mnie od
wszelkiego zła.
Powiedziawszy to Święta wzniosła ku niebu ręce i dziękowała
Bogu za Jego niewypowiedzianą łaskę. Następnie rzekła:
— Oto wszystko ci opowiedziałam o sobie. O jedno cię tylko
proszę ze względu na Pana: gdy w przyszłe lato przybędziesz
ponownie na wyspę, by polować — a wiem, że przybędziesz, bo
taka jest wola Boża — to zabierz ze sobą w czystym naczyniu
cząsteczkę Komunii Świętej, bowiem od czasu, jak się tutaj
znalazłam, nie miałam możliwości spożywać Przenajświętszych
Darów. Teraz zaś idź w pokoju do swoich towarzyszy i nie
opowiadaj o spotkaniu ze mną.
158 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Mężczyzna obiecał wypełnić tę prośbę; pokłonił się przed


tajemniczą służebnicą Chrystusową i odszedł radując się i dziękując
Bogu, że objawił mu tak wielki skarb oraz uczynił go godnym
rozmowy i błogosławieństwa świętej pustelnicy. Przyszedłszy
na brzeg odnalazł towarzyszy, którzy już się niepokoili, że
zabłądził na pustkowiu. Ani słowa nie powiedział o spotkaniu,
zachowując w sercu tajemnicę. Odpłynęli w rodzinne strony.
Jeden z nich, przepełniony wielką radością, oczekiwał następnego
lata, pragnąc ponownie zobaczyć czystą niewiastę Chrystusową
mieszkającą na pustkowiu jakby w pałacu.
Gdy nastał oczekiwany czas, zmówił się z towarzyszami,
aby popłynąć na Paros na łowy. Wziął od kapłana cząsteczkę
Komunii Świętej i włożył ją do maleńkiej czystej sakiewki,
którą schował na piersi. Po dopłynięciu na wyspę udał się
wraz z kilkoma towarzyszami do opustoszałego kościoła pw.
Przenajświętszej Bogarodzicy, w którym przed rokiem rozmawiał
z Błogosławioną. Po wejściu do środka nie znalazł św. Teoktysty.
Pomyślał, że wyszła z kościoła lub stała się niewidzialną.
Wyszli więc na zewnątrz nikogo nie widząc. Po pewnym czasie
mężczyzna odłączył się od towarzyszy i w ukryciu przyszedł do
kościoła. Wówczas św. Teoktysta objawiła mu się w tym samym
miejscu, co w zeszłym roku. Gdy ją zobaczył, padł na ziemię
i oddał jej pokłon. Szybko podeszła do niego i ze łzami rzekła:
— Nie czyń tego, człowiecze, gdyż masz przy sobie Przenajświętsze
Dary! Nie bezcześć ich i nie zasmucaj mnie, bo jestem niewiastą
niegodną pokłonu.
Chwyciła go i podniosła. On zaś wyjął z zanadrza sakiewkę
z Komunią Świętą i dał ją Teoktyście. Wówczas Święta pokłoniła
się przed Przenajświętszymi Darami i zrosiła je łzami. Po czym
wstała, przyjęła Komunię Świętą i z czułością powiedziała:
— Teraz, Panie, zwalniasz Swoją służebnicę w pokoju, bo
moje oczy ujrzały już Twoje zbawienie (por. Łk 2,29–30)
DZIEŃ DZIEWIĄTY 159

i dostąpiłam odpuszczenia grzechów. Teraz odejdę tam, gdzie


nakaże mi Twa łaska.
Po tych słowach wzniosła ręce i długo stała wysławiając
Boga. Po modlitwie pobłogosławiła myśliwego.
Minęło kilka dni, myśliwi upolowali wiele kóz i jeleni. Ze
zdobyczą udali się na statek. Wówczas ten, który rozmawiał
z Teoktystą, ponownie się odłączył i udał się do świątyni,
pragnąc, by Święta raz jeszcze pobłogosławiła go na drogę.
Zobaczył, że leży martwa na ziemi z rękami złożonymi na
piersiach. Dusza Teoktysty odeszła do Pana w 881 r. Mężczyzna
przypadł do zmarłej. Całował jej nogi i obmywał je łzami.
Następnie wykopał niewielki dół i złożył do niego ciało Błogosławionej.
Przed tym jednak ośmielił się oddzielić rękę od ciała, aby
tą bezcenną cząstkę przechowywać w swym domu. Mimo że
uczynił to z wiarą oraz z miłością do Świętej, nie podobało się
to Bogu.
Mężczyzna zawinął relikwię w czyste płótno i udał się na
statek, zachowując tajemnicę. Było już późno, gdy myśliwi
odbili od brzegu. Rozwinęli żagle i popłynęli przy sprzyjającym
wietrze. Wszyscy myśleli, że płyną bardzo szybko, tak szybko
jak latają ptaki, i mieli nadzieję, że wczesnym rankiem przybiją
do rodzimego portu. Gdy nastał świt, okazało się jednak, iż
są ciągle w tym samym miejscu, niedaleko od brzegu wyspy.
Okręt stał nieporuszony, jakby powstrzymywany kotwicą albo
olbrzymią ławicą ryb. Wszystkich ogarnął lęk i pytali siebie
nawzajem, czy ktoś nie zgrzeszył i to jest powodem, że okręt
nie może ruszyć z miejsca. Wówczas myśliwy zrozumiał, że to on
popełnił grzech. Skrycie, tak że nikt tego nie zauważył, opuścił
statek i udał się do świątyni. Po przyjściu na miejsce złożył rękę
do grobu Błogosławionej, pomodlił się, a następnie powrócił do
towarzyszy. Gdy tylko wszedł na pokład, okręt ruszył z miejsca
i popłynął bez przeszkód. Wszyscy bardzo się ucieszyli.
Tuż przed dopłynięciem do Ebei myśliwy opowiedział swym
160 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

towarzyszom, co się wydarzyło. Wyznał, że rok wcześniej


znalazł św. Teoktystę, a tego lata przywiózł jej Komunię
Świętą. Po śmierci Błogosławionej wziął jej rękę i z tej właśnie
przyczyny statek nie mógł ruszyć się z miejsca przez całą noc.
Po wysłuchaniu tej opowieści wszyscy wzruszyli się głęboko,
gniewali się też, że mężczyzna zataił fakt spotkania ze Świętą,
aby i oni byli pobłogosławieni przez wybrankę Bożą.
Następnie pospiesznie popłynęli na Paros. Po wyjściu na
brzeg poszli do świątyni. Z lękiem przestąpili jej próg i podeszli
do miejsca, gdzie była mogiła Świętej. Nie znaleźli tam jednak
jej ciała. Zdziwili się bardzo. Niektórzy twierdzili, że św. Teoktysta
powstała z martwych, inni dowodzili, iż jest to niemożliwe przed
Powszechnym Zmartwychwstaniem, lecz być może aniołowie
przenieśli ją na inne miejsce i pogrzebali. Rozeszli się po całej
wyspie, nigdzie jednak nie odnaleźli ciała. Gdy zebrali się
ponownie w świątyni, z czułością całowali miejsce, gdzie była
pochowana. Pomodlili się i powrócili do domów, opowiadając
o Błogosławionej i wysławiając Boga.

Żywot świętego Jana Kolobosa

rzydomek „Kolobos” otrzymał św. Jan ze względu na niski


wzrost. W młodości porzucił on świat i odszedł wraz ze swym
bratem Danielem na Pustynię Egipską.
Początkowo żyli w całkowitej samotności. Po pewnym czasie
Jan się przekonał, że z powodu gorącego i zmysłowego temperamentu
surowe zmagania duchowe może podejmować jedynie pod kierownictwem
doświadczonych ascetów — starców. O konieczności posiadania
surowego i doświadczonego przewodnika przekonało go następujące
doświadczenie, które miało miejsce wkrótce po przybyciu na
pustynię. Jan rzekł wówczas do brata:
DZIEŃ DZIEWIĄTY 161

— Nie chcę już o nic się troszczyć, lecz pragnę żyć bez
jakiegokolwiek zmartwienia jak anioł.
Po tych słowach zdjął z siebie odzienie i wyszedł z celi.
Noc była bardzo mroźna. Jan długo walczył z zimnem, lecz
w końcu, nie będąc w stanie wytrzymać przejmującego chłodu,
postanowił powrócić do celi.
— Kto tam? — usłyszał głos Daniela, gdy zastukał do
drzwi.
— To ja, twój brat. Nie mogłem dłużej wytrzymać na
mrozie i przyszedłem, aby ci służyć.
W odpowiedzi usłyszał:
— Odejdź, demonie, i nie kuś mnie! Anioł nie troszczy się
o ciało i nie potrzebuje pokarmu.
Wówczas Jan pojął, że nie jest dostatecznie umocniony, aby
walczyć z cierpieniami i pokusami. Zrozumiał też swój błąd
i gorzko z tego powodu zapłakał. Daniel otworzył drzwi celi
i rzekł:
— Bracie mój, skoro masz ciało, to musisz też cierpieć
w ciele.
Wkrótce po tym wydarzeniu Jan udał się do starca Pimena.
Pragnął tak ukształtować swą wolę, by była gotowa na wszelkie
zmagania duchowe. Wybrał Pimena, gdyż słynął on z twardej
i nieugiętej woli. Starzec, odchodząc ze świata, nawet nie
spotkał się z matką, która przyszła, by odwiedzić go w skicie.
Po przyjściu asceta obiecał, że będzie posłuszny we wszystkim,
czego tylko zażąda nauczyciel. Pimen, pragnąc wystawić ucznia
na próbę, nakazał mu podlewanie uschłego drzewa, mimo że
wydawało się to zajęciem zupełnie bezsensownym. Okazało się
jednak, iż po trzech latach drzewo pokryło się zielenią i wydało
obfite owoce. Świadkowie tego cudu nazwali je „drzewem
posłuszeństwa”.
Gorący i nieopanowany temperament Jana zmienił się

10*
162 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

w czasie pobytu u pustelnika. Zyskał on łagodność i pokorę


baranka. Pewnego razu jeden z mnichów rzekł:
— Masz złe serce.
— To prawda — z pokorą odpowiedział Jan. Zaraz też
dodał:
— O wiele gorsze, niż myślisz bracie.
Pozostając pod kierownictwem duchowym, św. Jan po
pewnym czasie sam zdobył umiejętność mądrego kierowania
innymi. Pan dał mu łaskę bycia przewodnikiem dla św. Arseniusza
Wielkiego, który wsławił się później wielkimi zmaganiami
duchowymi. Był on z pochodzenia patrycjuszem. Przybył na
pustynię wprost z cesarskiego dworu, gdzie pełnił funkcję
wychowawcy dzieci Teodozjusza Wielkiego (379–395): Honoriusza
i Arkadiusza. Już wtedy był doświadczonym ascetą i postanowił
w celu dalszego rozwoju oraz udoskonalenia powierzyć siebie
św. Janowi w bezwarunkowe rozporządzanie. Początkowo niektórym
braciom wydawało się dziwne, że mąż tak bardzo wykształcony
i tak znacznego pochodzenia przybył do prostych i nieuczonych
starców, by ubogacić swego ducha. Jeden z nich, nie mogąc
skryć swej ciekawości, zapytał:
— Jak to możliwe, że ty, znając nauki greckie i rzymskie,
prosisz niewykształconego starca o pouczenia?
— Mimo iż jestem biegły w naukach świeckich, to nie znam
podstaw tego, co wie ten prosty człowiek. To on wyjaśnił mi,
że pokora jest początkiem wszystkich cnót, tak jak alfabet jest
początkiem zrozumienia ksiąg.
Tak oto Arseniusz cenił pokorę, rozkwitającą w pustelni
św. Jana, który w młodości był nieopanowany i pyszny.
Po kilku latach wspólnego życia i zmagań duchowych,
gdy Arseniusz usłyszał tajemniczy głos, który przyzywał go
do ucieczki od ludzi i trwania w milczeniu na pustyni, gdyż
„milczenie jest korzeniem bezgrzeszności” — Święty błogosławił
go na tę drogę. Miłość do pokornego przewodnika duchowego
DZIEŃ DZIEWIĄTY 163

i wszystkich jego uczniów nieraz jeszcze przynaglała św. Arseniusza,


by na pewien czas powracać do pustelni św. Jana.
Starając się o swoje zbawienie, Błogosławiony z taką samą
żarliwością troszczył się o zbawienie innych.
W Aleksandrii żyła kobieta imieniem Taida. Wychowali ją
pobożni rodzice. Po ich śmierci cały majątek przeznaczyła na
dzieła miłosierdzia. Starcy, wśród których żył św. Jan, gdy
udawali się do miasta, właśnie do niej przychodzili w gościnę.
Niespodziewanie usłyszeli, że Taida zrezygnowała z pobożnego
życia, gdyż nie była na tyle silna, by walczyć z biedą — obróciła
swe piękno i młodość w źródło swego utrzymania. Upadek
szczodrej niewiasty bardzo zasmucił mnichów i postanowili ją
uratować. Powierzyli to trudne zadanie św. Janowi. Rzekli:
— Bóg obdarzył cię mądrością. Słyszeliśmy, że czyniąca
miłosierdzie siostra nasza, Taida, upadła. Abba, idź do niej
i porozmawiaj, by opamiętała się i nawróciła.
Święty pomodlił się i zaraz ruszył w drogę. Wiedział
bowiem, że w takim przypadku nie można zwlekać. Z każdą
godziną mógł się pogłębiać upadek Taidy. Stanął przed jej
domem, lecz już nie mógł do niego wejść. Kiedyś przychodzono
tu, by doświadczyć pomocy i dobra, a teraz wszystko uległo
zmianie: tylko ci tam wchodzili, którzy nieśli pieniądze i kosztowności.
Święty pokornie prosił, by oznajmiono, że przyszedł, ale gruba
służąca wiedząc, że starzec nie może mieć nic wspólnego
z jej panią, odpowiedziała przekleństwem. Asceta z łagodnością
przyjął obelgi i ponownie powtórzył prośbę, dodając:
— Powiedz swej pani, że mogę dać jej drogocenne rzeczy.
Wówczas służąca oznajmiła o starcu. Taida rzekła:
— Niech wejdzie; mnisi chodzą po brzegu morza i niekiedy
znajdują szkatułki z drogocennymi kamieniami.
Św. Jan wszedł do domu Taidy, usiadł koło niej, westchnął
ciężko i zapłakał.
— Dlaczego płaczesz? — zdziwiła się kobieta.
164 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Co odwróciło cię od Jezusa Chrystusa, Nieśmiertelnego


Oblubieńca? Dlaczego zapomniałaś o Jego pałacu i kalasz siebie
nieczystością?
Wówczas przypomniał się nieszczęśliwej kobiecie zapomniany
Chrystus, którego kochać uczyli ją w dzieciństwie rodzice.
Słowa starca jak ogień spaliły plewy, które zagłuszały dobre
ziarna, dawno posiane w jej sercu. Żarliwa skrucha szybko
ogarnęła i wstrząsnęła całą jej istotą.
— Ojcze! Ojcze! Powiedz mi, czy jest możliwe przebaczenie
dla takich jak ja?! — wykrzyknęła z przerażeniem.
Mnich odpowiedział:
— Jest! Zbawiciel zawsze przebacza temu, kto szczerze
żałuje. Żałuj za grzechy, a rozradują się z twego powodu
wszyscy aniołowie w niebiosach!
— Wyprowadź mnie stąd i zabierz mnie dokąd chcesz;
wskaż mi miejsce, gdzie będę mogła pokutować! — poprosiła
Taida.
Poszła z nim, opuszczając skalany wieloma grzechami dom,
nie wydając żadnych rozporządzeń co do pozostawianego majątku.
Płonęła żarliwym pragnieniem, by już nie wchodzić na grzeszną
drogę. Jan zdumiał się, widząc cudowne działanie łaski Bożej
i wysławiał Wszechmogącego. Prowadził pątniczkę coraz dalej
od miasta pogrążonego w grzechach, gdzie o mało co się
nie zatraciła, i wiódł ją na miejsca pustynne. Nastała noc.
Zmęczonej pokutnicy starzec zrobił podgłówek z piasku i rzekł:
— Teraz odpocznij.
Uczynił nad nią znak krzyża, oddalił się i po modlitwach
zasnął. Ujrzał wówczas miejsce, gdzie pozostawił kobietę. Było
ono otoczone nadzwyczajnym blaskiem, który wznosił się aż
do samych niebios. Zobaczył też, że wśród tej jasności anioł
unosi duszę Taidy do Pana. Gdy starzec się zbudził, pospieszył
tam, gdzie pozostawił wieczorem niewiastę. Kiedy doszedł, ku
swemu zdziwieniu zastał ją martwą.
DZIEŃ DZIEWIĄTY 165

— Jedna godzina prawdziwej skruchy przebłagała miłosiernego


Sędziego i przywiodła zabłąkane dziecię do miłującego Ojca —
rzekł Święty.
Do świtu trwał na modlitwie, a rankiem pochował ciało
błogosławionej Taidy. Następnie udał się na pustynię i opowiedział
starcom o cudownym nawróceniu i wywyższeniu niewiasty.
Św. Jan Kolobos znany jest także jako pisarz. Oprócz
wielu jego krótkich pouczeń zanotowanych przez mnichów
zachował się również napisany dla pożytku wszystkich żywot
św. Paisjusza. Owego Paisjusza, który zszedł z drogi cnoty,
Święty zdołał tak utwierdzić w dobru, że nagle i bezpowrotnie
odstąpił on od złego postępowania, a pozostałą część życia
spędził pokutując na dzikim pustkowiu. Po opisaniu licznych
cudów dokonanych przez ascetę św. Jan uznał za konieczny
następujący dopisek:
— Nie wątpcie, słysząc o jego chwalebnych i nadprzyrodzonych
dziełach, oraz nie myślcie, że dodałem coś od siebie dla
większej czci miłującego mnie Paisjusza. On jest ponad wszelką
ludzką cześć i nie trzeba mu żadnych pochwał, jest bowiem
wychwalany przez świętych aniołów. Opowiadam o nim, aby
pożytek osiągnęli słuchacze i pragnący naśladować jego cnoty.
Notuję tylko to, co widziałem na własne oczy i słyszałem na
własne uszy.
Ten krótki dopisek dobrze ukazuje osobowość św. Jana jako
nauczyciela.
Czas błogosławionej śmierci Jana Kolobosa nie jest dokładnie
znany. Przyjmuje się, że nastąpiła ona pomiędzy r. 422 a 430.
Św. Jan odszedł do Pana na pustyni niedaleko Kolcumy. Jego
szczątki znajdują się w kościele pw. św. męczennika Menasa
w Egipcie.
166 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Wspomnienie świętych męczenników Onezyfora


i Porfiriusza

yli oni za panowania cesarza rzymskiego Dioklecjana (284–


305). W czasie wielkiego prześladowania chrześcijan przez tego
niegodziwego władcę byli godni cierpieć męki za Chrystusa.
Nieludzko bito ich po całym ciele i w różnoraki sposób
torturowano. Potem oprawcy położyli męczenników Chrystusowych
na wielkie patelnie i — podpaliwszy pod nimi ogień — przypiekali.
W końcu przywiązano Onezyfora i Porfiriusza do narowistych,
dzikich koni, które wlekły ich po kamienistej i nierównej drodze.
W czasie tej tortury dusze świętych odeszły do Boga.
Wierzący nocą po kryjomu zabrali ciała męczenników. Ze
czcią ich pogrzebano w miejscowości Panagia. Przy ich grobie
dokonywały się różnorakie cuda i uzdrowienia.

Wspomnienie świętych Eustolii i Sozypatry

w. Eustolia żyła w Rzymie za panowania Maurycjusza (582–


602). Jej rodzice byli pobożnymi ludźmi. Była dziewicą, która
od młodości zachowywała posty i trwała na nocnych czuwaniach.
Gdy osiągnęła pełnoletniość, tak umiłowała pobożność, że
opuściła Rzym i udała się do Konstantynopola, gdzie rozpoczęła
życie mnisie w jednym z monasterów.
Pewnego razu Sozypatra, córka cesarza Maurycjusza, udała
się do kościoła pw. Przenajświętszej Bogarodzicy w Blachernach.
Tam spotkała się ze św. Eustolią, o której pobożnym życiu
sława rozeszła się po całym Konstantynopolu. Sozypatra poprosiła
Eustolię, by była jej matką duchową, pomagając w zachowaniu
czystości. Święta się zgodziła, a wówczas dziewczyna została
mniszką i ćwiczyła się w trudach oraz zmaganiach duchowych.
DZIEŃ DZIEWIĄTY 167

Uprosiła ojca, by dał jej dogodny teren, na którym wybudowano


monaster. Zamieszkały w nim początkowo tylko we dwie, ale
z upływem czasu inne pobożne dziewice prosiły, by także mogły
wieść tutaj życie mnisie. Święte niewiasty nie odmówiły ich
pragnieniu.
Po wielu latach zmagań duchowych Eustolia, ukierunkowawszy
wielu na drogę zbawienia, odeszła do Pana w 610 r. Po jej
śmierci monasterem zarządzała błogosławiona Sozypatra, która
po osiągnięciu doskonałości zasnęła w Panu w 625 r.

Wspomnienie świętego męczennika Antoniego

w. Antoni pochodził z Syrii; z zawodu był kamieniarzem.


Żałując pogan, którzy składali ofiary w świątyniach, prosił,
aby zaniechali takiej bezbożności. Gdy go nie posłuchali, udał
się na miejsce pustynne.
Tam spotkał eremitę, z którym żył przez dwa lata. Umocniony
jego modlitwami, ponownie udał się do błądzącego ludu w swym
mieście, aby skierować go na drogę prawdy. Do miasta przybył
w czasie, gdy składano ofiary bożkom. Wszedł do świątyni
i zniszczył kamienne posągi bóstw. Torturowano go i zmuszono
do opuszczenia miasta.
Wtedy udał się do Apamei Syryjskiej i tam uprosił biskupa,
aby zezwolił mu wznieść kościół pw. Trójcy Świętej. Gdy
rozpoczął budowę, dowiedzieli się o tym mieszkańcy miasta
i nocą zabili go mieczami.
168 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Wspomnienie świętego męczennika Aleksandra


z Salonik

w. Aleksander doznał wielu mąk za panowania Maksymiana


(285–305). Gdy wyznał, że jest chrześcijaninem, schwytano go
i przymuszano do złożenia ofiary bożkom. Nie usłuchał tego
rozkazu, lecz ze względu na prawdziwego Boga wywrócił ołtarz.
Rozgniewany cesarz nakazał, by Aleksandrowi ściąć głowę.
Kat, wziąwszy miecz, nagle się zatrzymał.
— Dlaczego stoisz i nie wypełniasz tego, co ci nakazałem?!
— zapytał władca.
Kat odpowiedział:
— Mam widzenie i nie wiem, co ono może oznaczać.
Wówczas Święty poprosił o czas na modlitwę. Potem św. Aleksandrowi
ścięto głowę. Zobaczywszy, że przed duszą męczennika idzie
anioł, cesarz pozwolił chrześcijanom zabrać ciało i pogrzebać
je w Salonikach.
Dzień dziesiąty

Męczeństwo świętego Orestesa

dy w Rzymie panował niegodziwy cesarz Dioklecjan (284–


305), pewnego razu przyszedł do niego dostojnik imieniem
Maksymin i rzekł:
— Wielki panie, wybrańcu bogów i najwyższy wodzu!
Proszę cię, byś pozwolił mi udać się do Cylicji i Kapadocji.
Chciałbym torturować chrześcijan, którzy sprzeciwiają się naszym
bogom i twej władzy. Spalę ich w ogniu, utopię w wodzie,
połamię ich ciała na kołach, pogruchotam ich kości, przebiję
mieczem, rzucę na pożarcie dzikim zwierzętom — słowem,
wszelkimi sposobami wygubię, tak aby zanikła o nich pamięć.
Oni bowiem nie kłaniają się wielkim bogom i nie podporządkowywują
się twej władzy.
Mowa ta bardzo spodobała się cesarzowi; powiedział on:
— Daję ci prawo do wygubienia niegodziwych chrześcijan
nie tylko w Cylicji i Kapadocji, ale w całym moim Cesarstwie.
Niech będzie pomnożona i wywyższona sława ojczystych bogów,
naszych panów i obrońców całej Ziemi.
Otrzymawszy tak wielką władzę, dostojnik z wielką pychą
i złością, niczym wilk polujący na owce, czy lew czatujący na
słabsze zwierzęta, postanowił wygubić niewinnych chrześcijan.
170 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Gdy dojechał do Kapadocji, udał się do miasta zwanego Tiana.


Tam dowiedział się od mieszczan, że żyje tu lekarz o imieniu
Orestes, który jest chrześcijaninem. Każdego dnia naucza on
z wielką żarliwością, w jaki sposób czcić Syna Bożego, Jezusa
Chrystusa, oraz mówi, że nie ma innego Boga oprócz jedynego
prawdziwego Boga, który jest w niebiosach. Maksymin nakazał
wówczas pojmać Orestesa i przyprowadzić go na sąd. Gdy to
uczyniono, książę dumnie popatrzył na niego i zapytał:
— Kim jesteś? Powiedz, jak masz na imię?
Święty odpowiedział:
— Jestem sługą Pana mojego, Chrystusa, Boga wszystkich.
Na imię mam chrześcijanin, bowiem szczycę się Imieniem tego,
któremu służę.
Maksymin rzekł:
— Skoro ośmieliłeś się nazwać Bogiem Chrystusa, a siebie
uważasz za chrześcijanina, to zasłużyłeś na męki. Dam ci jednak
szansę — nie bądź głupi i złóż ofiarę prawdziwym bogom, abyś
nie był wydany na tortury.
Święty odrzekł:
— „Bóstwa, które nie stworzyły nieba ani ziemi, znikną
z ziemi i spod tego nieba” (Jr 10,11), a ja od dzieciństwa byłem
uczony składać ofiarę chwały Bogu Żywemu, którego czczę
czystym sercem. Twoim zaś bezwstydnym i marnym biesom,
które nazywasz bogami, nie oddam pokłonu.
Dostojnik ponownie zapytał:
— Dlaczego nie chcesz powiedzieć, jak brzmi imię, które
nadano ci przy narodzinach?
Orestes odpowiedział:
— Mówiłem ci, że jestem chrześcijaninem. To imię znaczy
dla mnie o wiele więcej, niż to, które nadali mi rodzice. Jest
ono ponad wszelkie imiona istniejące w świecie. Jeśli chcesz
wiedzieć, jakie imię mi nadano, to powiem ci, że po narodzinach
z ciała otrzymałem imię Orestes, a po narodzinach z ducha
DZIEŃ DZIESIĄTY 171

nazywam się chrześcijaninem. Duchowe narodziny są ważniejsze


od narodzin z ciała, dlatego uważam, że jest dla mnie większym
zaszczytem nazywać się chrześcijaninem, niż Orestesem.
Wówczas Maksymin, mając nadzieję, że podstępem ośmieszy
sługę Chrystusowego, tak oto rzekł:
— Szkoda mi twojej młodości. Pragnę cię oszczędzić. Słyszałem,
że jesteś biegły w sztukach medycznych, dlatego nie chcę cię
gubić, lecz radzę, abyś wypełnił cesarski rozkaz. Uczyń tak,
a będziesz mi jak syn. Wszyscy będą cię szanować, cesarz
Dioklecjan o tobie usłyszy i obdarzy wielką łaską.
Święty odpowiedział:
— Nie oczarujesz mnie swymi podstępnymi słowami. Nie
szukam bowiem doczesnej czci i nie uciekam przed cierpieniem
za mego Pana, ale gotów jestem pójść za Niego na męki.
Pragnę, by miał wzgląd na mnie i nazwał mnie Swoim synem
w Królestwie Bożym.
Dostojnik krzyknął:
— Głupi i zuchwały człowieku! Oszukujesz siebie, uważając
Chrystusa za Boga. Czyż nie wiesz, że Żydzi ukrzyżowali Go
niczym złoczyńcę?!
Orestes odpowiedział:
— Gdybyś uznał wielką moc Ukrzyżowanego, to odrzuciłbyś
kult bożków i oddałbyś pokłon prawdziwemu Bogu. Chrystus
zjednoczył w Sobie naturę Bożą z naturą ludzką oraz wybawił
nas od zgubnych oszustw diabła.
Po tych słowach Świętego oprawca rzekł:
— Rozdrażniasz mnie. Czyżbyś chciał mnie skłonić do
swej niegodziwej wiary? Wiedz, że nie porzucę mych bogów
i nie pokłonię się Chrystusowi. Tobie zaś mówię: wyrzeknij się
Chrystusa i oddaj pokłon naszym bogom; złóż im ofiary. Jeśli
to uczynisz, otrzymasz władzę równą mej władzy.
Nie zwiodło to Orestesa, który odrzekł:
172 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Czczę wiecznego Boga, zawsze okazującego mi dobroć,


Pana Jezusa Chrystusa, i Jemu służę. Waszym biesom nie
złożę ofiary i nigdy nie będę uczestnikiem waszej niegodziwej
bezbożności!
Następnie Maksymin poprowadził Orestesa do świątyni
ozdobionej złotem i srebrem, w której było wiele drogocennych
figur bożków. Powiedział:
— Orestesie, oddaj pokłon naszym godnym czci bogom.
Święty przemówił:
— Bardzo się mylisz, nie znając prawdy. Twoje idole są
zrobione ze złota, srebra, miedzi i żelaza. Nie widzą, nie słyszą
— gdyż są dziełami rąk ludzkich. Nie mogą ani sobie pomóc, ani
nikomu uczynić jakiegokolwiek dobra. Z jakiego więc powodu
miałbym się im kłaniać?
Wówczas Maksymin ponownie zwrócił się do Świętego:
— Ostatni raz pytam cię, Orestesie, oddasz pokłon bogom,
czy też nie? Jeśli nie, czekają cię męki!
— Czy myślisz, iż boję się twych gróźb? Nie zastraszysz
mnie. Czyń, co chcesz. Wiedz też, że jest ze mną Chrystus, mój
wspomożyciel! — brzmiała odpowiedź.
Po tych słowach oprawca rozkazał obnażyć męczennika
i mocno bić. Święty wzniósł ręce i mówił:
— Wejrzyj z niebios, Boże mój, i pomóż Swemu słudze!
Bito go niemiłosiernie pałkami, sznurami i wołowymi żyłami.
Czterdziestu żołnierzy zmieniało się, narzędzia kaźni się łamały
i zrywały. Na ciele Orestesa nie było miejsca, które wolne byłoby
od ran. Święty mężnie znosił wszystkie tortury, tak że wszyscy
dziwili się jego wytrzymałości na ból. Podczas tortur Maksymin
mówił:
— Złóż ofiarę bogom, a oszczędzę cię.
Męczennik nic nie odpowiadał. Oprawca rozkazał, by przypalać
Orestesowi żebra gorącym żelazem, polewać jego rany octem
DZIEŃ DZIESIĄTY 173

zmieszanym z żółcią i posypywać je solą. Święty wzniósł oczy


ku niebu i modlił się:
— Boże! „Okaż mi znak Twej łaskawości, by ci, którzy mnie
nienawidzą, ujrzeli ku swemu zawstydzeniu, że Ty, o Panie,
wspomagasz mnie i pocieszasz” (Ps 86,17).
Potem tchnął na bożki stojące w świątyni, a one pospadały
i skruszyły się w proch. Wówczas zawołał:
— Gdzie siła twych bóstw?! Dlaczego sobie nie pomogli?!
Wszyscy wybiegli ze świątyni przejęci wielkim strachem.
Orestes też wyszedł, a po jego wyjściu budowla zadrżała
w posadach i rozpadła się w gruzy.
Maksymin rozkazał, by odprowadzić więźnia do wewnętrznego
lochu. Strażnikowi nakazał, aby nie dawał skazańcowi chleba
i wody, lecz morzył go głodem i nękał pragnieniem. Św. Orestes
po wejściu do więzienia wzniósł ręce i tak się modlił:
— Panie Jezu Chryste! Ty nauczyłeś mnie pobożności,
gdy byłem jeszcze młody i nie dopuściłeś do mnie żadnego
niegodziwego pragnienia, nie dozwoliłeś też, bym popadł w błąd
czy został oszukany. Ty stworzyłeś niebo, Ziemię i morze dla
ludzi, Ty przywiodłeś do Swego odpoczynku świętych Twoich:
Abrahama, Izaaka i Jakuba! Teraz proszę Cię, nie opuszczaj
mnie, bowiem ja całego siebie powierzam Tobie! Dołącz mnie
do grona męczenników cierpiących za Twoje Imię i wprowadź
do Twego Królestwa.
Święty spędził w więzieniu siedem dni bez jedzenia i picia.
Ósmego dnia oprawca rozkazał wyprowadzić Orestesa z lochu
i doprowadzić na sąd. Tam rzekł:
— Zuchwały i niegodziwy człowiecze, wrogu naszych bogów!
Ciągle jesteś hardy i nie chcesz się nam podporządkować!
Wiedz, że jeśli nie pokłonisz się bogom, to wydam cię na
okrutne męki i bez litości pozbawię cię życia, a twe ciało będzie
wrzucone do wody!
Święty odrzekł:
174 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Gotów jestem na wszelki ból, bowiem w sercu nieustannie


noszę obraz Pana mojego, Jezusa Chrystusa.
Wówczas niegodziwiec, przepełniony gniewem i złością,
rozkazał, by przyniesiono dwanaście żelaznych gwoździ i wbito
je w pięty Orestesa. Następnie nakazał, by więźnia przywiązano
do dzikiego konia i wleczono tak długo, aż zakończy życie.
Koń, bardzo przestraszony, wlókł Świętego po drogach, polach,
cierniach i ostrych kamieniach. W mękach Orestes oddał swego
ducha Bogu. Było to około 304 r. Ciało męczennika oprawca
nakazał wrzucić do rzeki. Nie zdołano jednak tego uczynić,
gdyż pojawił się człowiek jaśniejący niczym słońce, który zabrał
relikwie i pogrzebał je na górze zwanej Tiana.
***
W 1685 r. św. Dymitr Rostowski po napisaniu powyższego
żywotu i przygotowaniu go do druku w Wielkiej Ławrze
Kijowsko-Pieczerskiej, nocą w czasie postu przed Bożym Narodzeniem,
tuż przed Jutrznią, miał objawienie św. Orestesa. W sennym
widzeniu ujrzał Świętego, który rzekł:
— Bardziej cierpiałem za Chrystusa, niż to opisałeś!
Odkrył swą pierś i ukazał w lewym boku wielką ranę aż do
samych kości. Powiedział:
— W tym miejscu przebito mnie żelazem.
Następnie odkrył prawę rękę i wskazał na ranę koło łokcia,
mówiąc:
— Tutaj mnie przekłuto.
W ranie tej można było zobaczyć pozrywane żyły. Obnażył
też lewą rękę i pokazał kolejną ranę, mówiąc:
— Tutaj także mnie przekłuto.
Potem, schyliwszy się, ukazał przebite kolana, dodając:
— Te rany zostały uczynione kosą.
W końcu męczennik wstał i rzekł:
— Sam widzisz, że bardziej cierpiałem, niż to opisałeś.
DZIEŃ DZIESIĄTY 175

Gdy św. Dymitr się zastanawiał, który to Orestes się


mu objawił — czy może ten, co cierpiał w gronie pięciu
męczenników — Święty powiedział:
— Nie jestem Orestesem, który cierpiał w gronie pięciu
męczenników, lecz tym, którego żywot opisywałeś dzisiaj.
W tym momencie św. Dymitr usłyszał bicie dzwonu nawołującego
na Jutrznię, a widzenie się zakończyło.

Męczeństwo świętego Miliana

w. Milian był biskupem. Pochodził z Persji. W młodości


został ochrzczony. Gdy był młodzieńcem, rozpoczął studia
nad Pismem Świętym. Po osiągnięciu pełnoletniości postanowił
służyć w wojsku króla Persji. Bóg jednak dał mu widzenie, które
zabraniało mu wstępowania do armii. Zdobył chrześcijańskie
wykształcenie. Nieustannie modlił się za swój naród.
Po upływie pewnego czasu Milian opuścił dom i udał się
do miasta Suza w Elamii, gdzie rozpoczął życie mnisie. Tam
został wyświęcony na biskupa przez Genadiusza, męczennika
i wyznawcę. Milian trudził się słowem i czynem, by nawrócić
mieszkających na tamtym terenie pogan. Doznał wielu krzywd.
W końcu rozwścieczony tłum pobił go i wyrzucił za miasto. To
zmusiło Świętego do opuszczenia Suzy. Oddchodząc, przepowiedział
szybkie zniszczenie miasta.
Nie minęły trzy miesiące, a proroctwo się wypełniło: w wyniku
doniesień zarządcy miasta i innych znacznych Elamitów król
Persji, Sapor II, rozgniewał się na mieszkańców Suzy. Wysłał
wojsko, które zburzyło miasto, zaś mieszkańców zabiło.
Św. Milian powędrował do Jerozolimy, a następnie na
Pustynię Nitryjską w Egipcie do Ammona — ucznia św. Antoniego
Wielkiego. Spędził tam dwa lata; następnie powrócił do Persji.
176 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Po drodze zaszedł do pewnego mnicha żyjącego w pieczarze.


Wchodząc do niej zobaczył ogromnego węża i zawołał:
— Oręż Pana niech zniszczy cię, gadzie!
Po tych słowach Święty uczynił znak krzyża i tchnął na
węża, a ten zdechł. Stamtąd Milian skierował się do swego
miasta. Po przybyciu wzniósł kościół, aby modlić się w nim
o przebaczenie dla niepokornego ludu, który został już srogo
ukarany.
Upłynęło wiele lat. W 334 r. św. Milian wybrał się do
Seleucji, gdzie w owym czasie zwołano synod przeciwko biskupowi
o imieniu Papas. Na synodzie Święty zganił Papasa za jego
roszczenia do stolicy biskupiej. Papas upokorzył Świętego
i przechwalał się swoimi osiągnięciami. Wówczas Milian przepowiedział,
że w niedługim czasie czeka go sąd Boży. Rzeczywiście tak się
stało — za rok Papas umarł.
Z Seleucji Święty dalej udał się w drogę. W pewnym mieście
panujący tam książę od dwóch lat chorował. Gdy dowiedział
się o przyjściu Miliana, posłał po niego, aby ten go odwiedził
i pomodlił się. Błogosławiony rzekł posłańcowi:
— Idź i powiedz choremu, który cię przysłał: „W Imię
Jezusa Chrystusa, którego ja, niegodny, wyznaję — nie patrząc
na swoją chorobę przepasz swe biodra i przyjdź do mnie, aby
się ze mną zobaczyć!”
Sługa wrócił do księcia i przekazał wolę Świętego. Wówczas
władca odzyskał zdrowie, jakby nigdy nie chorował. Następnie
udał się do biskupa, przypadł do jego stóp, objął je i całował.
Dziękował przy tym Bogu, który posłał tak świętego męża.
Ten wielki cud nawrócił wielu na wiarę w Chrystusa. Św.
Milian będąc tam wyrzucał demony z ludzi oraz uzdrowił
kobietę, która przez dziesięć lat leżała na łożu boleści. Dokonał
też wiele cudów w innych miejscach. W końcu wrócił do
ojczyzny i tam wielu nawrócił do Chrystusa. Gdy dowiedział
się o tym zarządca Hormizdas, rozkazał, by zamknąć biskupa
DZIEŃ DZIESIĄTY 177

w ciemnicy wraz z dwoma jego uczniami. Na sądzie wypytywał


świętych w co wierzą, groził przy tym śmiercią, jeśli nie wykażą
prawdziwości swej wiary. Św. Milian bez lęku rzekł:
— Moja wiara jest prawdziwa. Nie będę jej przed tobą
bronić. Moja nauka jest czysta i dla twego nieczystego słuchu
nie będę jej wyjaśniać. Biada ci, bezbożny złoczyńco, i wszystkim
tobie podobnym, którzy oczerniacie Boga! Zostaniecie osądzeni
na gehennę i wielkie ciemności, a tam będzie płacz i zgrzytanie
zębów — nie chcecie bowiem poznać Dawcy, od którego pochodzi
wszelkie dobro.
Widząc moc wiary wyznawców Chrystusowych, oprawca
w gniewie przebił mieczem pierś Miliana. Ogarnięty wściekłością
brat zarządcy wbił nóż w serce Świętego. Męczennik w ostatnim
tchnieniu rzekł:
— Tak jak dzisiaj postanowiliście zgładzić mnie, całkowicie
niewinnego, tak jutro, o tej samej porze, przelejecie własną
krew, a wasza matka straci dzieci!
Po tych słowach oddał swego ducha Panu. Dwóch uczniów
Miliana skazano na ukamienowanie. Ciała męczenników ze czcią
pogrzebali chrześcijanie.
Na drugi dzień niegodziwy zarządca udał się wraz z bratem
na polowanie, nie zważając na słowa św. Miliana. Zobaczywszy
jelenia, rzucili się w pogoń. Gdy zwierzę opadło z sił, rozdzielili
się i zaczęli strzelać do jelenia, który był między nimi. Jednocześnie
wypuścili strzały, od których zginęli.

Wspomnienie świętych apostołów Olimpasa,


Herodiona, Sozypatra, Erasta i Kwartusa

ależeli oni do grona siedemdziesięciu dwóch apostołów, wybranych


przez Chrystusa. Olimpas, o którym wspomina apostoł Paweł

11*
178 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

(Rz 16,15), udał się wraz z apostołem Piotrem do Rzymu. Tam


z rozkazu cesarza Nerona został zabity mieczem tego samego
dnia, w którym ukrzyżowano św. Piotra.
Herodion był krewnym św. Pawła (por. Rz 16,11). Głosił
Słowo Boże w Patras, gdzie był biskupem. Towarzyszył apostołowi
Piotrowi w Rzymie — w dzień jego ukrzyżowania ścięto mu
głowę. Olimpas i Herodion odeszli do Pana w 67 r.
Św. apostoł Sozypater pochodził z Achai. Również był
krewnym św. Pawła (por. Rz 16,21). Wraz ze św. apostołem
Jazonem był uczniem św. Pawła i odbywał wraz z nim podróże
apostolskie. Potem został biskupem w Ikonium. W sędziwym
wieku zasnął w Panu.
W pokoju odszedł do Pana także św. apostoł Erast, o którym
wspomina św. Paweł w Liście do Rzymian (16,23). Św. Erast
początkowo był diakonem i odpowiadał za dyscyplinę w Kościele
Jerozolimskim. Potem wybrano go na biskupa w Cezarei Filipowej.
Św. apostoł Kwartus (por. Rz 16,23) cierpiał ze względu na
swą wierność Bogu; wielu Greków nawrócił na wiarę w Chrystusa
i jako biskup Berith zasnął w Panu.
Dzień jedenasty

Męczeństwo świętego Menasa

enas był z pochodzenia Egipcjaninem i wierzył


w Chrystusa. Służył w wojsku pod dowództwem Firmiliana
w Kutuanie we Frygii. W tym czasie w Rzymie panowało dwóch
niegodziwych cesarzy — Dioklecjan (284–305) i Maksymian
(286–305). Wydali oni edykt, który nakazywał skazywać na
męki i śmierć wszystkich chrześcijan, którzy nie oddadzą
pokłonu bogom. Zgodnie z tym rozkazem wszędzie zmuszano
wierzących w Chrystusa, aby składali ofiary bożkom.
Nie chcąc patrzeć na kult idoli, Menas porzucił służbę
w armii; uciekł w góry. Znalazł tam miejsce pustynne, które
wydało mu się odpowiednie do życia. Wolał bowiem przebywać
ze zwierzętami, niż z ludźmi, którzy nie znają Boga. Został
pustelnikiem. Studiował Prawo Boże, postem i modlitwą oczyszczał
swą duszę oraz służył dniem i nocą prawdziwemu Bogu. Tak żył
przez długie lata.
Pewnego razu w Kutuanie poganie zebrali się w wielkiej
liczbie i ku czci swych bogów zorganizowali gry, wyścigi konne
i walki. Mieszkańcy oglądali te widowiska ze specjalnie zbudowanych
wysokich trybun. Św. Menas, oświecony przez Ducha Świętego,
który objawił mu, co się dzieje w mieście, zapłonął żarliwością
180 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

ze względu na Boga i przybiegł do miasta. Wyszedł na środek


areny, tak by wszyscy go widzieli, i zawołał:
— Znaleźli mnie ci, którzy mnie nie szukali, objawiłem się
tym, którzy nie pytali o mnie! (por. Rz 10,20).
Wówczas oczy obecnych zwróciły się na niego. Wszyscy
zamilkli, gdyż zdumiała ich jego odwaga. Książę, który rządził
miastem, rozkazał pochwycić śmiałka i zapytał:
— Kim jesteś?
Św. Menas przed całym ludem głośno wykrzyknął:
— Jestem sługą Jezusa Chrystusa, Pana nieba i Ziemi!
Książę ponownie zapytał:
— Jesteś przybyszem, czy mieszkańcem tego miasta? Skąd
masz taką odwagę, że ośmielasz się wobec wszystkich tak wołać?
Zanim Święty odpowiedział na pytanie, został rozpoznany.
Ktoś z tłumu krzyknął:
— To żołnierz Menas, który był pod wodzą tysięcznika
Firmiliana!
Wówczas książę rzekł:
— Czy naprawdę byłeś żołnierzem, czy tylko tak mówią
o tobie?
Święty odrzekł:
— To prawda. Byłem żołnierzem i stacjonowałem
w tym mieście. Widząc jednak niegodziwych ludzi, oszukanych
przez demony i kłaniających się bożkom, a nie prawdziwemu
Bogu, porzuciłem armię i odszedłem, aby nie mieć udziału
w praktykowanej tu bezbożności. Do dzisiejszego dnia przebywałem
na pustyniach, aby nie spotykać się z niegodziwcami, wrogami
mojego Boga. Gdy dowiedziałem się o tym bezbożnym święcie,
przybyłem tutaj, aby ujawnić waszą ślepotę i głosić Boga,
który Swoim Słowem stworzył niebo i Ziemię oraz troszczy się
o cały świat.
Po tych słowach Menasa książę rozkazał, by odprowadzić
go do lochu i strzec do następnego dnia, sam natomiast
DZIEŃ JEDENASTY 181

uczestniczył w widowiskach. Rankiem rozpoczął się sąd. Po


przyprowadzeniu Menasa z ciemnicy książę starał się wszelkimi
sposobami skłonić go do oddania pokłonu bożkom. Obiecywał
dary i groził mękami. Skoro się przekonał, że słowami nic
nie może osiągnąć, zaczął zmuszać więźnia czynami. Rozkazał
czterem żołnierzom, by obnażyli go i bili bez litości wołowymi
żyłami — krew lała się z ran. Człowiek imieniem Pegazjusz
rzekł wówczas do św. Menasa:

— Miej litość nad sobą, człowieku! Wypełnij nakaz, zanim


twe ciało nie będzie całkowicie wyniszczone. Radzę ci: oddaj
bogom cześć, aby wybawić się od dalszych cierpień. Potem
znów służ swemu Bogu, który nie pogniewa się na ciebie za to
odstępstwo. Dla ocalenia od wielkich męczarni tylko na chwilę
odwrócisz się od Niego i złożysz ofiary naszym bogom.

Święty z gniewem odpowiedział:

— Odejdź ode mnie, bezbożniku! Już złożyłem ofiarę chwały


i znowu to uczynię, ale tylko mojemu Bogu, który obdarza mnie
pomocą i umacnia w cierpieniu, tak że ból wydaje mi się lekki
i radosny.

Oprawca, zdumiony wytrzymałością więźnia, rozkazał, by


Menasa poddano jeszcze większym mękom. Świętego powieszono
na drzewie i szarpano jego ciało żelaznymi pazurami, a książę
szydził:

— Menasie, czy czujesz jakikolwiek ból, czy też te męki są


dla ciebie przyjemnością?! Czy chcesz, aby były jeszcze większe?
182 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Skazaniec, mimo że cierpiał, z męstwem odpowiedział:


— Nie zwyciężysz mnie, niegodziwcze, tym krótkotrwałym
bólem, gdyż wspomagają mnie niewidzialne dla ciebie zastępy
wojsk Króla Niebieskiego.
Wówczas książę rozkazał, by wzmóc tortury; rzekł:
— Nie wspominaj tutaj innego króla poza rzymskimi imperatorami!
Męczennik odrzekł:
— Gdybyście znali prawdziwego Króla, to nie znieważalibyście
Tego, którego ja głoszę, gdyż On jest Królem nieba i Ziemi,
i poza Nim nie ma innego. Wy zaś znieważacie Go, nie znając,
i porównujecie z Nim swych cielesnych królów, stworzonych
z prochu. A od Niego przecież otrzymali oni godność i władzę,
gdyż On jest Panem wszystkiego, co stworzone.
Wówczas książę zapytał:
— Kim jest ten, który daje władzę królom i cesarzom oraz
panuje nad wszystkimi?
Męczennik odpowiedział:
— To Jezus Chrystus, Syn Boży, wiecznie żywy, któremu
poddane jest wszystko na niebie i na Ziemi. On wprowadza
królów na trony i obdarza władzą, która od Niego pochodzi.
Padło pytanie:
— Czyż nie wiesz, że cesarzowie rzymscy gniewają się na
tych wszystkich, którzy wyznają Imię Chrystusa i nakazali, by
ich zabijać?
Męczennik odpowiedział:
— „Pan jest Królem — drżą narody” (Ps 99,1). Jeśli wasi
władcy szydzą z Chrystusa i z chrześcijan wyznających Jego
Imię, to cóż mi do tego? Nie zwracam uwagi na ich gniew,
bowiem jestem sługą Chrystusa. Mam tylko jedno pragnienie —
być wyznawcą Jego Najświętszego Imienia aż do samej śmierci
oraz nasycić się Jego pełną słodyczy miłością, od której nic nie
może mnie oddzielić: ani ucisk, ani udręka, ani prześladowanie,
DZIEŃ JEDENASTY 183

ani głód czy nagość, ani niebiezpieczeństwo czy miecz (por.


Rz 8,35).
Dręczyciel rozkazał następnie, by chustą utkaną z włosów
rozcierać rany Świętego. Podczas tej tortury męczennik mówił:
— Teraz zdejmuję odzienie ze skóry i oblekam się w szatę
zbawienia.
Ponadto książę nakazał, by ciało Menasa opalać świecami.
Święty cierpiał w milczeniu. Niegodziwiec zapytał:
— Menasie, czy czujesz ten ogień?
— „Nasz Bóg jest ogniem trawiącym” (Hbr 12,29). Ten,
za którego cierpię, pomaga mi — nie czuję ognia, którym
mnie przypalacie. Nie boję się waszych różnorakich tortur, bo
pamiętam słowa mego Pana: „Nie lękajcie się tych, co zabijają
ciało, a duszy nie mogą zabić” (Mt 10,28) — brzmiała od-
powiedź.
Książę zapytał męczennika:
— Skąd u ciebie takie krasomówstwo? Byłeś tylko żołnierzem,
skąd zatem umiesz przemawiać jak człowiek, który przeczytał
wiele ksiąg?
Święty odpowiedział:
— Pan nasz powiedział do nas: „[. . . ] Z mego powodu będę
was prowadzić przed namiestników i królów na świadectwo im
i poganom. A kiedy was postawią przed sądem, to nie troszcie
się, jak albo co macie mówić, bo w tej godzinie dowiecie się, co
macie powiedzieć” (Mt 10, 18–19).
Książę spytał:
— Czy twój Chrystus wiedział, że będziesz cierpiał za Niego
takie męki?
184 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Pustelnik rzekł:
— On jest Prawdą i dlatego zna rzeczy przyszłe. Wiedział
i wie wszystko, co jest, a wszystko to, co ma być, jest Mu
wiadome. Zna wszystkie nasze myśli, zanim powstały.
Sędzia nie wiedząc, co na to odpowiedzieć, krzyknął:
— Nie mów już po próżnicy! Wybierz jedno z dwóch: albo
bądź nasz i wówczas przestaniemy cię torturować, albo bądź
Chrystusa i stracisz życie.
— Byłem, jestem i będę Chrystusowy! — zawołał
Święty.
Książę powiedział:
— Jeśli zechcesz, to wypuszczę cię na wolność na dwa lub
trzy dni, byś miał możliwość zastanowić się i dać ostateczną
odpowiedź.
— Nie dwa i nie trzy dni, lecz wiele lat wyznaję wiarę
w Chrystusa. Nigdy nawet w myślach nie przyszło mi do głowy
wyrzec się mego Boga. Nie potrzebuję zatem teraz nad tym
się zastanawiać. Nie łudź się, książę, że usłyszysz ode mnie coś
innego. Oto moje ostatnie słowo: nie wyrzeknę się mego Boga,
nie złożę ofiary waszym biesom, nie uklęknę przed bezduszymi
idolami! — brzmiała odpowiedź.
Ta stanowczość rozgniewała sędziego. Rozkazał, by porozrzucać
haki, trójzęby i żelazne gwoździe oraz wlec po nich związanego
męczennika. Menasowi zaś się wydawało, że przesuwano go
po miękkich kwiatach. Jeszcze bardziej piętnował pogan, wyśmiewał
głupotę ludzi opanowanych przez biesy. Oprawca rozkazał, by
więźnia chłostać ołowianymi biczami. Tak oto torturowano
Menasa przez długi czas. Wreszcie jeden z żołnierzy o imieniu
Heliodor rzekł:
— Książę, czyż nie wiesz, że chrześcijanie są tak głupi, że
nie boją się tortur. Znoszą je tak, jakby byli kamieniami bez
życia lub drzewami, a śmierć uważają za słodki napój. Nie
DZIEŃ JEDENASTY 185

trudź się więcej; rozkaż szybko uśmiercić tego grubiańskiego


chrześcijanina.
Niegodziwiec wydał wówczas następujący wyrok:
— Złego żołnierza, który wpadł w bezbożność chrześcijańską
i nie chciał złożyć ofiary bogom, nakazuję ściąć mieczem, a ciało
jego spalić przed całym ludem.
Żołnierze wyprowadzili Świętego za miasto. Tam ścięto mu
głowę; rozpalono wielkie ognisko i wrzucono do niego ciało.
Gdy ogień zgasł, wierzący przyszli na to miejsce i zebrali
niespalone szczątki. Owinęli je czystym całunem i namaścili
wonnościami. Męczeńska śmierć Menasa nastąpiła w 304 r.
Po upływie pewnego czasu chrześcijanie przenieśli relikwie do
Aleksandrii. Na miejscu, gdzie je złożono, wybudowano kościół
pw. św. Menasa. Dzięki jego wstawiennictwu dokonywały się
liczne cuda.

Opowieść Tymoteusza, arcybiskupa Aleksandrii, o cudach


świętego Menasa

Po śmierci niegodziwych i nienawidzących Boga rzymskich


cesarzy Dioklecjana i Maksymiana na tron wstąpił pobożny
Konstantyn Wielki (306–336). Za jego panowania rozszerzyła
się i wzmocniła wiara w Jezusa. W tym czasie miłujący
Chrystusa mieszkańcy Aleksandrii odnaleźli relikwie św. Menasa
i zbudowali kościół ku jego czci.
Zdarzyło się, że do Aleksandrii przybył pobożny kupiec
z krainy Izauryjskiej. Gdy usłyszał o wielu cudach i uzdrowieniach,
które dokonują się w kościele pw. św. Menasa, postanowił:
— Pójdę i pokłonię się relikwiom oraz ofiaruję dary, aby
Bóg okazał mi miłosierdzie ze względu na wstawiennictwo
Swego męczennika.
186 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Tak pomyślawszy, udał się do kościoła z sakiewką pełną


złota. Po przeprawie przez nadmorskie jeziora znalazł się
w miejscu zwanym Lozoneta. Chciał tu przenocować, bowiem
nastał już wieczór. Wszedł do jednego z domów i poprosił
gospodarza:
— Przyjacielu, uczyń mi dobro. Pozwól mi u siebie przenocować,
gdyż słońce już zaszło i boję się samotnie iść dalej, a nie mam
żadnego przewodnika.
Mężczyzna odpowiedział:
— Wejdź, bracie, i zostań tutaj aż nastanie dzień.
Wędrowiec przyjął zaproszenie, wszedł do domu i położył
się spać. Gdy gospodarz zobaczył, że przybysz ma pełną
sakiewkę, z poduszczenia złego ducha postanowił go zabić, aby
przywłaszczyć sobie złoto. Wstał o północy i zadusił kupca.
Porąbał jego ciało na kawałki, wrzucił do kosza i schował
w komorze. Po zabójstwie ogarnął go niepokój i szukał miejsca,
gdzie mógłby zakopać szczątki zabitego. Kiedy o tym rozmyślał,
zjawił się przed nim męczennik Menas. Wyglądał niczym jakiś
żołnierz. Wjechał na koniu w bramę domu zabójcy i zapytał
o gościa. Morderca rzekł:
— Nie wiem, o kim mówisz, panie. U mnie nikogo nie było.
Po tych słowach Święty zsiadł z konia, udał się do komory,
wziął kosz i wyniósł go na zewnątrz. Zapytał:
— Co to jest?
Mężczyzna bardzo się przestraszył i bez czucia upadł do nóg
przybysza. Ów zaś poskładał okaleczone członki, pomodlił się
i powiedział:
— Oddaj chwałę Bogu.
Wówczas kupiec wstał jakby przebudził się ze snu. Wydało
się mu, że musiał zachorować w domu gospodarza i z wdzięcznością
dziękował żołnierzowi. Święty wziął od zabójcy złoto i oddał je
wskrzeszonemu człowiekowi, mówiąc:
— Idź swoją drogą w pokoju.
DZIEŃ JEDENASTY 187

Następnie zwrócił się do zabójcy, chwycił go i mocno zbił.


Morderca ukorzył się i błagał o przebaczenie. Wtedy męczennik
przebaczył mu zabójstwo, pomodlił się za niego, wsiadł na konia
i stał się niewidzialny.
W Aleksandrii żył człowiek o imieniu Eutropiusz. Ślubował
on, że ofiaruje kościołowi pw. św. Menasa srebrny półmisek.
Przywołał do siebie złotnika i nakazał mu zrobić dwa naczynia.
Na pierwszym z nich napisać: „półmisek męczennika Menasa”,
a na drugim: „półmisek Eutropiusza, aleksandryjskiego mieszczanina”.
Złotnik wykonał obydwa naczynia.
Zdarzyło się, że Eutropiusz płynąc statkiem wziął do obiadu
oba nowe półmiski. Zauważył wówczas, iż naczynie przeznaczone
dla Świętego jest piękniejsze, przykazał więc słudze, by na nim
podawał mu potrawy, a naczynie z wygrawerowanym swoim
imieniem postanowił odesłać do kościoła. Po posiłku sługa
wziął półmisek z wyrytym imieniem męczennika, podszedł do
burty statku i zaczął go myć. Nagle zobaczył, że z fal wynurza
się człowiek; wziął on z jego rąk naczynie i stał się niewidzialny.
Przerażony sługa rzucił się w toń. Gdy spostrzegł to Eutropiusz,
także się przestraszył, gorzko zapłakał i rzekł:
— Biada mi, potępionemu, że zapragnąłem wziąć naczynie
przeznaczone dla św. Menasa. Straciłem nie tylko półmisek, ale
i mego sługę. Panie Boże mój, nie gniewaj się, lecz objaw Swoje
miłosierdzie. Tak oto ślubuję: jeśli odnajdę ciało sługi, to każę
zrobić misę i przyniosę ją w darze Twemu wybrańcowi albo dam
pieniądze potrzebne do zrobienia takiego naczynia.
Skoro statek przybił do brzegu, mieszczanin zszedł na
ląd. Zaczął się rozglądać, szukając miejsca, gdzie fale mogły
wyrzucić ciało, by je pogrzebać. W czasie, gdy bacznie się
przyglądał, zobaczył sługę wychodzącego z morza z naczyniem
w ręku. Przestraszony i uradowany zawołał:
— Chwała Bogu! Zaprawdę wielki jesteś św. Menasie!
Będący na statku, gdy usłyszeli krzyk, zeszli na brzeg;
188 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

widząc sługę niosącego półmisek, dziwili się wielce i wysławiali


Boga. Zaczęli wypytywać mężczyznę, w jaki sposób zachował
życie. Odpowiedział:
— Jak tylko rzuciłem się w toń, wspaniały mąż wraz
z dwoma innymi zabrali mnie ze sobą, a teraz przyprowadzili
mnie tutaj.
Eutropiusz poszedł do kościoła pw. św. Menasa. Tam
pokłonił się, ofiarował naczynie obiecane Świętemu, a następnie
oddalił się dziękując Bogu i wysławiając Jego wybrańca.
Kobieta o imieniu Zofia zapragnęła pokłonić się i pomodlić
w kościele św. Menasa. W drodze spotkał ją żołnierz jadący na
koniu. Gdy zobaczył, że niewiasta idzie samotnie, postanowił ją
zhańbić. Zofia opierała się mu i wzywała na pomoc św. Menasa.
Święty nie pozbawił jej pomocy. Ukarał napastnika, a niewiastę
zachował w czystości.
Gdy mężczyzna chciał uczynić gwałt Zofii, koń wpadł w szał
i nie tylko przeszkodził zamierzeniu swego pana, ale i dociągnął
go aż do kościoła św. Menasa. Koń wściekle rżąc zwrócił
uwagę zgromadzonego tu ludu. Gdy żołnierz zobaczył tłum,
przestraszył się, gdyż zrozumiał, co jeszcze może mu grozić.
Z tego względu przezwyciężył wstyd i opowiedział wszystkim
o swym niegodziwym zamiarze. Wówczas zwierzę uspokoiło
się i stało się łagodne; żołnierz natomiast wszedł do świątyni
i przypadł do relikwii Świętego, prosząc o przebaczenie grzechu.
Przed kościołem pw. św. Menasa wśród wielu ludzi znajdował
się również chromy, który oczekiwał na uzdrowienie. O północy,
gdy wszyscy spali, Święty zjawił się przed nim i rzekł:
— Podejdź cicho do niemej kobiety i obejmij jej nogi.
Nieszczęśliwiec zapytał:
— Wybrańcu Boży, czyż ja jestem rozpustnikiem, że nakazujesz
mi to uczynić?
Św. Menas trzykrotnie powtórzył powyższe słowa i dodał:
— Jeśli tego nie uczynisz, nie będziesz uzdrowiony.
DZIEŃ JEDENASTY 189

Chromy wypełnił polecenie. Przyczołgał się do niemej


i chwycił ją za nogi — niewiasta przebudziła się i zaczęła
krzyczeć, on zaś przestraszył się i uciekł. W ten sposób
doświadczyli uzdrowienia. Niema przemówiła, a chromy pobiegł
tak szybko jak jeleń. Oboje byli wdzięczni Bogu i św. Menasowi.
Pewien Żyd miał przyjaciela chrześcijanina. Raz, gdy wyjeżdżał
do dalekiego kraju, oddał przyjacielowi na przechowanie szkatułę
z tysiącem złotych monet. Czas powrotu Żyda przeciągał się,
więc chrześcijanin postanowił nie oddawać złota. W końcu Żyd
powrócił i poprosił o zwrot powierzonego majątku. Wówczas
chrześcijanin wyparł się, mówiąc:
— Nie wiem, o co mnie pytasz? Niczego u mnie nie
zostawiałeś, a ja niczego od ciebie nie brałem.
Po takiej odpowiedzi Żyd się zasmucił. Uznając swe złoto
za utracone, tak przemówił:
— Bracie, nikt poza Bogiem tego nie wie. Jeśli odmawiasz
zwrotu złota, które dałem ci na przechowanie, i mówisz, że nic
ode mnie nie brałeś — potwierdź to przysięgą. Pójdźmy do
kościoła pw. św. Menasa i tam przysięgnij, że nie brałeś ode
mnie szkatuły.
Mężczyzna się zgodził i obydwaj udali się do świątyni.
Tam chrześcijanin przysiągł przed Bogiem, że nie brał żadnego
złota na przechowanie. Potem wyszli razem. Gdy tylko wsiedli
na konie, wówczas koń chrześcijanina zerwał uzdę, stanął na
tylnych nogach i zrzucił swego pana na ziemię. W czasie upadku
z palca zsunął mu się pierścień, a z kieszeni wypadł klucz
do schowka, gdzie ukrył szkatułę. Mężczyzna podniósł się,
ułagodził zwierzę i pojechał z Żydem. Po krótkim czasie rzekł:
— Przyjacielu, oto dogodne miejsce. Pożywmy się.
Zsiedli z koni, puścili je na popas, a sami zaczęli jeść. Za
chwilę przyszedł sługa chrześcijanina, w jednej ręce trzymając
szkatułę Żyda, w drugiej zaś pierścień swego pana. Chrześcijanin
wpadł w przerażenie i zapytał:
190 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Co to wszystko znaczy?!
Sługa odpowiedział:
— Jakiś groźny żołnierz na koniu przyjechał do twojej żony,
dał jej klucz do schowka i pierścień. Powiedział też: otwórz
schowek, wyjmij szkatułę ze złotem i poślij ją jak możesz
najszybciej twemu mężowi, aby nie przydarzyła mu się większa
bieda. Dostałem od niej te rzeczy, abym ci je przekazał, panie.
Widząc ten cud Żyd zdziwił się i rozradowany wrócił wraz
ze swym przyjacielem do kościoła pw. męczennika Menasa.
Tam pokłonił się i poprosił o Chrzest. Uwierzył ze względu
na cud, którego był świadkiem. Chrześcijanin zaś modlił się do
św. Menasa, aby przebaczył mu, gdyż przestąpił przykazanie
Boże. Obydwaj otrzymali to, o co prosili. Jeden Chrzest,
a drugi przebaczenie grzechu. Następnie udali się do swych
domów, radując się i wywyższając Boga oraz wysławiając Jego
wybrańca.
DZIEŃ JEDENASTY 191

Męczeństwo świętych Wiktora i Stefanidy

a panowania cesarza rzymskiego Marka Aureliusza (161–180)


pod wodzą Sebastiana służył żołnierz o imieniu Wiktor rodem
z Italii. Był on wyznawcą Chrystusa i jawnie przed wszystkimi
głosił Jego Imię. Gdy w owym czasie wznowiono prześladowanie
chrześcijan, wojewoda Sebastian przywołał Wiktora i rzekł:
— Otrzymałem edykt nakazujący zmuszać was, chrześcijan,
do składania ofiar naszym bogom, a tych, którzy się temu
sprzeciwią, wydawać na ciężkie tortury. Z tego względu —
Wiktorze — złóż ofiarę, abyś nie został wydany na męki i nie
stracił życia.
Święty odpowiedział:
— Nie usłucham bezbożnego nakazu śmiertelnego cesarza
i nie wypełnię jego woli, gdyż jestem sługą nieśmiertelnego
Króla, Boga i Zbawcy mego, Jezusa Chrystusa, którego Królestwo
nie ma końca. Ci, co wypełniają Jego wolę, żyć będą wiecznie,
natomiast władza waszego imperatora jest czasowa, a ci, którzy
spełniają jego bezbożną wolę, zginą na wieki.
Wojewoda rzekł:
— Jesteś żołnierzem naszego cesarza, więc wypełnij jego
nakaz i złóż ofiarę.
Wiktor odpowiedział:
— Nie! Teraz już nie jestem żołnierzem ziemskiego władcy,
lecz Króla Niebios. Nawet jeśli byłem dotychczas waszym
żołnierzem, to nie przestawałem służyć mojemu Królowi. Nie
opuszczę Go, nie złożę ofiary waszym bożkom. Czyń ze mną, co
chcesz: moje ciało jest w twoich rękach, masz nad nim władzę,
ale nad moją duszą władzę ma tylko mój Bóg.
Sebastian zaczął przekonywać Wiktora:
— Sam przygotowujesz sobie nieszczęście nie wypełniając
192 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

rozkazu. Radzę ci, złóż ofiarę bogom, byś w ten sposób wybawił
się od tortur, które cię czekają.
Wiktor stanowczo powiedział:
— Pragnę cierpieć za mojego Pana i bardzo się raduję, że
uczynił mnie godnym męczeństwa dla Swego Imienia!
Wtedy wojewoda rozkazał, by wyłamać mu palce i wyrwać
ze stawów. Nakazał też, aby rozpalić w piecu i wrzucić tam
św. Wiktora. Męczennik spędził w piecu trzy dni i nic mu się
nie stało, podobnie jak trzem młodzieńcom w piecu ognistym
w Babilonie (por. Dn 3,50). Oprawca po trzech dniach polecił
otworzyć drzwiczki i wygarnąć prochy męczennika oraz wrzucić
je do rzeki. Święty wyszedł nienaruszony, wysławiając Boga
za to, że ogień nie wyrządził mu żadnej krzywdy. Widząc
to, wojewoda przywołał czarodzieja i polecił mu uśmiercić
skazańca. Mag przyrządził mięso ze śmiercionośnym jadem i dał
do jedzenia Świętemu. Ten rzekł:
— Choć nie chcę brać od ciebie nieczystego mięsa, to jednak
spożyję je, abyście zrozumieli, że wasze trucizny są niczym
w porównaniu z mocą Pana, który jest Dawcą życia.
Następnie pomodlił się i zjadł zatrute mięso. Nic mu ono
nie zaszkodziło. Czarodziej przygotował nową potrawę z jeszcze
silniejszym jadem i rzekł do Świętego:
— Jeśli spożyjesz to i pozostaniesz przy życiu, to ja uwierzę
w twego Boga.
Święty zjadł potrawę. Nic mu się nie stało. Wówczas mag
gromkim głosem zawołał:
— Zwyciężyłeś siłę mych czarów, Wiktorze, i wybawiłeś
mą duszę z zatracenia, wybawiłeś ją z otchłani! Uwierzyłem
w Chrystusa, którego wyznajesz!
Poszedł do swego domu. Zebrał wszystkie swe księgi oraz
talizmany; spalił je i przyjął Chrzest.
Wojewoda widząc, że nic nie szkodzi Świętemu, wpadł
w gniew i rozkazał, by poraniono ciało Wiktora, a następnie
DZIEŃ JEDENASTY 193

wrzucono męczennika do gotującej się oliwy. Święty w tym


czasie mówił:
— Miła jest mi również ta kipiąca oliwa, tak jak dla
spragnionego chłodna woda.
Wówczas oprawca wpadł w jeszcze większy gniew — nakazał
powiesić Świętego na drzewie i przypalać jego ciało świecami.
By zwiększyć ból, zmieszano piasek z octem i wlewano tę maź
w usta męczennika. On zaś mówił:
— Ocet i śmiercionośny jad to dla mnie to samo, co miód
i plastry miodu.
Wojewodę ogarnęła wściekłość. Rozkazał, by męczennikowi
wykłuto oczy i powieszono na drzewie głową do dołu. Żołnierze
wypełnili ten rozkaz i odeszli. Św. Wiktor trwał tak przez
trzy dni. Na czwarty dzień żołnierze przyszli przekonani, że
męczennik już umarł. Gdy zastali go żywego, tak bardzo się
przerazili, że oślepli i szukali przewodników. Święty zmiłował
się nad nimi, żarliwie się pomodlił i zawołał:
— W Imię Pana mojego, Jezusa Chrystusa, przejrzyjcie!
W tym momencie żołnierze odzyskali wzrok. Poszli do
Sebastiana i opowiedzieli mu o tym, co się wydarzyło. Wojewodę
jeszcze bardziej to rozsierdziło. Rozkazał, by Wiktora obdzierać
ze skóry. W trakcie tortury przyszła tu Stefanida — chrześcijanka
i żona jednego z żołnierzy. Nagle zobaczyła dwie korony
zstępujące z nieba. Jedna z nich uwieńczyła głowę Witktora,
a druga jej głowę. Widząc to, Stefanida głośno wysławiała
męczennika:
— Błogosławiony jesteś, Wiktorze, i błogosławione są twe
cierpienia za Chrystusa! Przyjemna jest Bogu twoja ofiara, jak
ofiara Abla (por. Rdz 4,4), bowiem prawym sercem dałeś Panu
samego siebie! Bóg przyjął cię, niczym niegdyś sprawiedliwego
Enocha, którego zabrał do Raju, aby nie doznał ziemskiej
śmierci (por. Rdz 5,24). Sprawiedliwy jesteś jak Noe — pełen
dobrych czynów i najświętszy ze swego narodu (por. Rdz 6,9).

12*
194 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Ty uwierzyłeś niczym Abraham, dałeś siebie Bogu na ofiarę jak


Izaak, zniosłeś trudy jak Jakub. Jesteś napełniony mądrością
jak Józef, któremu dane było poznać przyszłość. Doświadczyłeś
pokus niczym Job, który po wielu cierpieniach pokonał diabła
i stał się wzorem cierpliwości (por. Jb i Jkb 5,10–11). Podobny
jesteś do Izajasza, który z rozkazu króla Manassego został
przecięty piłą. Nie dotknął cię ogień, tak jak trzech młodzeńców
w piecu Nabuchodonozora (por. Dn 3,50). Złożyłeś swą nadzieję
w Bogu niczym Dawid.
Oto widzę dwie korony dane z nieba, jedna większa i piękna,
a druga mniejsza. Większą niesie dwunastu aniołów, a mniejszą
przeznaczono mnie. Choć jestem słabym naczyniem, gotowa
jestem przyjąć męczeństwo i mężnie cierpieć za Imię Chrystusa
oraz oddać za Niego życie.
Gdy wojewoda usłyszał słowa Stefanidy, rozkazał, by ją
pojmać. Wyniośle spojrzał na nią i zapytał:
— Kim jesteś?
— Jestem chrześcijanką — odpowiedziała.
— Jak masz na imię?
— Stefanida.
— Ile masz lat?
— Piętnaście i osiem miesięcy.
— Od kiedy jesteś zamężna?
— Wyszłam za mąż rok i cztery miesiące temu.
Wojewoda łagodnie zapytał dziewczynę:
— Dlaczego tak szybko chcesz porzucić ten piękny świat
i małżeństwo? Dlaczego chcesz stracić swe młode życie i dobrowolnie
wydać się na śmierć za Ukrzyżowanego?
Święta odpowiedziała:
— Pozostawiam ten czasowy i marny świat oraz wszelkie
namiętności ciała, jak również mego męża, aby udać się razem
z mądrymi dziewicami na spotkanie z nieśmiertelnym Oblubieńcem,
moim Zbawicielem — Jezusem Chrystusem.
DZIEŃ JEDENASTY 195

Oprawca rzekł:
— Nie wypowiadaj tak bezmyślnych i nie dających żadnej
korzyści słów o Ukrzyżowanym. Zwróć się do naszych bogów
i złóż im ofiarę.
Dziewczyna stanowczo odpowiedziała:
— Ty i twoje bóstwa przepełnieni jesteście kłamstwem! Ja
mówię prawdę, bowiem mój Pan jest Prawdą i nie ma w Nim
kłamstwa. Nie złożę ofiary bożkom; pragnę być przyjemną
ofiarą prawdziwego, żyjącego w niebie Boga, aby nie stracić
korony przygotowanej dla mnie w Jego Królestwie.
Wówczas oprawca rozkazał przychylić do ziemi dwie palmy
i przywiązać do nich dziewczynę, aby ją rozerwały. Zwolniono
naprężone drzewa — błyskawicznie się wyprostowując rozdarły
męczennicę na dwoje. Święta dusza jak ptak uleciała z rozerwanej
sieci i znalazła sobie gniazdko na niebie.
W końcu wojewoda nakazał, by św. Wiktora zgładzić
mieczem. Gdy męczennik się o tym dowiedział, dziękował
Bogu. Tuż przed tym, jak żołnierze chcieli mu odciąć głowę,
przepowiedział śmierć tych, którzy go torturowali:
— Za dwanaście dni zginiecie, a wasz zwierzchnik za dwadzieścia
cztery dni zostanie wzięty do niewoli przez nieprzyjaciół.
Po tych słowach pomodlił się i skłonił głowę. Po ścięciu
św. Wiktora z jego ciała wypłynęła krew z mlekiem. Widząc ten
cud wielu uwierzyło w Chrystusa. Jeszcze więcej uwierzyło po
wypełnieniu się przepowiedni. Żołnierze, którzy go torturowali,
nagle zginęli, a wojewoda został wzięty do niewoli.
Św. Wiktor i św. Stefanida ponieśli śmierć męczeńską 11
listopada w Damaszku.
196 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Męczeństwo świętego Wincentego

jczyzną św. Wincentego była Hiszpania. Już w młodości


poświęcił się on służbie Bogu. Dniem i nocą studiował Pismo
Święte oraz uczył się Prawa Bożego. Miał bardzo mądrego
nauczyciela o imieniu Walery, który zasiadał na katedrze
biskupiej w Augustopolis. Walery, widząc że jego uczeń ma
upodobanie w czynieniu dobra i jest nienaganny w obyczajach,
wyświęcił go na diakona. Odtąd głównym zadaniem Wincentego
było głoszenie Słowa Bożego. Biskup polecił swemu diakonowi
zwiastować Ewangelię i nauczać lud przychodzący do kościoła
oraz we wszelkich innych miejscach wskazywać drogę zbawienia.
W owym czasie cesarz Dioklecjan przysłał do Hiszpanii
sędziego o imieniu Dacjusz, który z pochodzenia był Grekiem.
Człek ten był okrutnym i zaciekłym prześladowcą chrześcijan
— bez miłosierdzia wydawał na śmierć wszystkich wyznających
Imię Chrystusa. Po przybyciu do Walencji przelał wiele krwi,
gubiąc jak wilk owce Chrystusowe. Kiedy usłyszał o Walerym
i Wincentym, żyjących w Augustopolis, wysłał żołnierzy, aby
zakuli ich w kajdany i przyprowadzili na sąd. Tak też uczyniono.
W drodze morzono ich głodem i pragnieniem. Żołnierze, którzy
jechali na koniach, zmuszali więźniów do biegu — gdy nie
wytrzymywali narzuconego tempa, upadali i byli wleczeni długi
czas po ziemi.
Po doprowadzeniu do Walencji zostali z rozkazu Dacjusza
wtrąceni do śmierdzącego lochu, w którym przez kilka dni
przetrzymywano ich bez jedzenia i picia. Sam Bóg umacniał
ich Swą łaską, by nie stracili sił potrzebnych do męczeństwa.
Oprawca się przestraszył, że więźniowie mogą umrzeć, więc
rozkazał ich przyprowadzić. Zobaczył, że nie widać śladu
cierpienia po głodzie, pragnieniu czy ciężkich kajdanach. Byli
DZIEŃ JEDENASTY 197

w dobrej kondycji fizycznej, a twarze ich jaśniały. Zdumiony


zapytał strażnika:
— Dlaczego dawałeś im jedzenie i picie? Wyglądają jakby
przytyli.
Strażnik przysięgał, że niczego nie dawał więźniom. Wówczas
Dacjusz starał się w rozmowie zastraszyć biskupa, mając
nadzieję, że tym bardziej diakon będzie ustępliwy. Tak się
jednak nie stało, gdyż Pan — zrzucający mocarzy z tronów
i wynoszący pokornych — poniżył pychę. Dacjusz zapytał
biskupa:
— Dlaczego sprzeciwiasz się cesarskiemu rozporządzeniu
i nie oddajesz czci naszym bogom, a wysławiasz jakiegoś
Chrystusa?
Hierarcha odpowiadał tak cichym głosem i z taką łagodnością,
jakby odczuwał bojaźń. Wówczas przepełniony Duchem Świętym
diakon zapłonął gorliwością ze względu na Boga i zapytał:
— Dlaczego, ojcze, mówisz tak cicho, jakbyś się bał i nie
odpowiadasz na szczekanie tego psa z odwagą?! Wyznawaj
głośno moc Chrystusa, osądzaj i zwyciężaj głupotę złego
człowieka, który chce się mierzyć z Panem, który go stworzył
i darował władzę. Wszak on zamierza kult należny Bogu
oddawać demonom. Teraz trzeba całkowicie zwyciężyć tego
diabła, którego wielu ludzi wygnało Imieniem Chrystusa, oraz
zetrzeć głowę tego węża.
Dacjusz, gdy zauważył, że Wincenty ma za nic całą jego
siłę, władzę i groźby, rzekł do obecnych:
— Weźcie stąd biskupa, teraz porozmawiam z młodym
diakonem.
Odwrócił się do siepaczy i wydał rozkaz:
— Przygotujcie wszystkie narzędzia męki, aby odpowiedzieć
czynami temu, kto poniża nas swoją zuchwałością.
Nakazał, aby przywiązano Świętego do drzewa i szarpano
jego ciało żelaznymi pazurami. Gdy żołnierze wykonywali
198 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

rozkaz, ziemia zrosiła się krwią, spływającą strumieniami z torturowanego


ciała, a w głębokich ranach można było zobaczyć kości. Oprawca
szydził:
— Cóż teraz powiesz, Wincenty?! Czy widzisz, jak bardzo
zostało poranione twoje ciało?
Młodzieniec odpowiedział:
— Otrzymałem to, czego pragnąłem z całej mej duszy.
Wierz mi, sędzio, że nie miałem większego życzenia, jak cierpieć
za mego Pana. Nikt nie okazał mi tej łaski — tylko ty. Mimo
że czynisz to ze złości, tym niemniej okazujesz mi dobroć,
wydając mnie na tortury. O ile bowiem pomnażasz mój ból,
o tyle mój Pan pomnaża dla mnie nagrodę w niebie. Podlegając
tym ciężkim mękom, idę, tak jak po stopniach, do mego Boga,
który mieszka na wysokości. W nadziei już dotykam niebios,
cesarskiemu rozporządzeniu sprzeciwiam się i śmieję się z twojej
głupoty. Nie skracaj mi czasu cierpienia, lecz wydaj mnie
na jeszcze większe. Proszę cię, bądź jeszcze bardziej okrutny
i rozkaż swym sługom, by znęcali się nade mną, aż umrze
me ciało. Jestem sługą Chrystusa, mego Pana, i dlatego mogę
wszystko znieść za Jego Imię.
Oprawca po wysłuchaniu tych słów wpadł we wściekłość
i krzyknął do żołnierzy, by nie szczędzili rąk i jeszcze bardziej
znęcali się nad sługą Chrystusowym. Gdy zobaczył, że siepacze
opadają z sił, wstał i zaczął ich bić. Święty zaś wyśmiewał jego
gniew:
— Cóż czynisz, sędzio?! Z jakiego powodu bijesz swoje
sługi? Oni mnie torturują, a ty mścisz się na nich.
Niegodziwiec, zraniony słowami męczennika oraz jego wytrzymałością,
wpadł w jeszcze większy gniew. Zazgrzytał zębami, zbladł
i zatrząsł się z wściekłości. Po chwili, nieco się uspokoiwszy,
przemówił:
— Cóż to znaczy, moje wierne sługi, że ten złoczyńca nie
odczuwa siły waszych rąk i nie boi się tortur, lecz jeszcze
DZIEŃ JEDENASTY 199

wyśmiewa się z was? Iluż to rozbójników, złoczyńców, ojcobójców


i czarodziei zamęczyliście do tej pory, a nie było żadnego,
który będąc w waszych rękach szydziłby ze mnie i z was. Czyż
zniesiecie taką hańbę? Zbierzcie wszystkie swe siły i mocniej
torturujcie tego człowieka.
Św. Wincenty jeszcze głośniej śmiał się z ich słabości
i mówił:
— Nie proszę ciebie, oprawco, byś przestał mnie torturować.
Wymyśl jeszcze boleśniejsze męki, bowiem moc Chrystusa
jest o wiele większa niż twoja. Nie osłabnę, gdyż wyznaję
i wysławiam Jezusa Chrystusa, jedynego prawdziwego Boga. O,
gdybyś mógł poznać Go, widząc Jego wielką moc, objawiającą
się we mnie słabym, której ze wszystkimi swym sługami nie
możesz zwyciężyć! Lecz ty patrzysz, ale nie widzisz oraz nie
słyszysz; nie rozumiesz i nie przestaniesz czynić woli demonów
na zatratę swojej duszy!
Dacjusz nie mógł zwyciężyć męczennika, mimo że jego ciało
na wylot było przeszyte ostrym żelazem; postanowił więc, że
spróbuje pochlebstwem skłonić Świętego do złożenia ofiary
bożkom. Łagodnie przemówił:
— Oszczędź swą młodość, Wincenty! Nie dopuść, by kwiat
twego życia przedwcześnie zwiądł. Nie skracaj swego życia.
Oszczędź samego siebie i okaż skruchę, aby całkowicie się nie
zatracić. Szkoda mi ciebie, pragnąłbym bowiem cię widzieć nie
zbeszczeszczonego i umęczonego, lecz szanowanego i czczonego.
Gdybyś wysłuchaj mojej rady, to wyprosiłbym dla ciebie wielkie
zaszczyty.
Św. Wincentego nie zwiodły te podstępy — rzekł:
— Twoje pozorne miłosierdzie jest dla mnie czymś gorszym,
niż twój gniew. Nie tyle boję się bólu, co wypowiadanych przez
ciebie kłamliwych słów. Przestań mówić pochlebstwa, które
są zagrożeniem dla mej duszy, a skieruj całą siłę na tortury.
200 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Wówczas poznasz moc Chrystusa, zamieszkającą w tych, którzy


Go miłują.
Po tych słowach oprawca wpadł w jeszcze większy gniew.
Rozkazał przybić śmiałka do krzyża i na różne sposoby męczyć
jego ciało — gdy go bito i rozżarzonym żelazem przypalano
jego ciało, niespodziewanie upadł na ziemię. Słudzy myśląc,
że zakończył życie, zabrali go z miejsca tortur. Tymczasem
Święty, wzmocniony przez łaskę Bożą, wyswobodził się z ich rąk
i ponownie zawisł na krzyżu. Zarzucał przy tym sługom, że nie
wypełniają gorliwie nakazu swego pana. Wówczas ogarnęła ich
wściekłość i zaczęli go bez litości torturować, aż sami zaniemogli
z wysiłku. Po tych mękach, z rozkazu oprawcy, Wincentego
zamknięto w ciemnicy. Kiedy nastała noc i straże spały, nagle
w lochu zajaśniała światłość i z nieba zstąpił do więźnia chór
aniołów. Rany się zagoiły, a serce Wincentego przepełniło
się radością i uwielbieniem Boga. Strażnicy się obudzili, gdy
usłyszeli, że skazaniec z radością wyśpiewuje pieśni chwały.
Zobaczywszy w ciemnicy światło, przestraszeni pobiegli, by
powiedzieć o tym Dacjuszowi. On tymczasem całą noc dumał,
co jeszcze można zrobić z niepokonanym męczennikiem. Przyszła
mu do głowy pewna myśl. Rozkazał, by przygotować piękne
łoże, zasłać je miękką pościelą i położyć na nim Świętego.
Polecił też, by wokół łoża znaleźli się obłudnicy, którzy będą
ocierać krew, przewiązywać rany i okazywać różnego rodzaju
pomoc, tak jakby współczuli mu i troszczyli się o niego. Mieli
też całować nogi więźnia i prosić go, by okazał samemu sobie
litość i nie wydawał siebie na większy ból, lecz wypełnił wolę
cesarza. W czasie, gdy urzeczywistniano pomysł Dacjusza,
Święty rzekł:
— Dla mnie lepsze było leżenie na ostrych skorupach
w lochu, niż tutaj. Nie uda się wam, źli prześmiewcy, mnie
oszukać!
Oprawca widząc, że nie może niczego osiągnąć podstępem,
DZIEŃ JEDENASTY 201

kontynuował tortury. Nakazał, by rozżarzyć żelazne pręty i przykładać


je do boków Świętego. Następnie położono męczennika na
żelazną kratę i podpalono pod nią wielki ogień. Św. Wincenty
mężnie znosił ból i wyznawał Imię Jezusa Chrystusa. W końcu
oddał swego ducha w ręce Pana.
Niegodziwiec po stwierdzeniu, że więzień umarł, rozkazał,
by wynieść jego ciało na pole i rzucić bez pochówku na żer
ptaków i zwierząt. Postawił też w pewnej odległości straże,
aby chrześcijanie nie zabrali relikwii. Bóg, który „[. . . ] strzeże
wszystkich kości” (Ps 34,21) sprawiedliwych, przysłał szczególnego
strażnika, a mianowicie kruka, by pilnował ciała. Strażnicy
widzieli z odległości, jak kruk odgania ptactwo. Choć ze swej
natury żywi się padliną, to tym razem — umocniony łaską
Bożą — nie tylko sam nie dotknął ciała, ale i żadnych innych
stworzeń do niego nie dopuścił. Gdy donieśli o tym Dacjuszowi,
zdziwił się bardzo, nie chciał jednak w tym dostrzec mocy
Bożej. Rozkazał, aby szczątki męczennika wrzucono do morza.
Żołnierze wzięli ciało, wsiedli na statek i wypłynęli daleko
od brzegu. Tam wyrzucili je w głębinę, a sami udali się
w drogę powrotną. Po przybiciu do brzegu zobaczyli ciało leżące
na piasku. Przerazili się i uciekli. Chrześcijanie wzięli święte
szczątki i nabożnie je pogrzebali, wysławiając Trójcę Świętą.

Żywot świętego Teodora Studyty

Konstantynopolu żył bogaty i szlachetny człowiek imieniem


Fotyn, którego żona miała na imię Teoktysta. Oboje byli
pobożnymi i bojącymi się Boga ludźmi. Urodził im się syn,
któremu nadali imię Teodor. Oświecili go Chrztem Świętym
i wychowywali zgodnie z zasadami wiary chrześcijańskiej. Gdy
podrósł, oddali go na nauki.
202 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Z nastaniem niegodziwego cesarza Konstantyna V


(741–775) rozprzestrzeniła się herezja ikonoklazmu i wielkie
prześladowanie ortodoksyjnych chrześcijan. W tej sytuacji Fotyn
zrezygnował z zajmowania ważnej godności państwowej i — po
naradzeniu się z małżonką — rozdał całe posiadane mienie.
Wyrzekłszy się świata, poświęcił się wraz z Teoktystą życiu
mnisiemu. Małżonkowie dalsze lata spędzili na zmaganiach
duchowych. Teodor zaś, poznawszy najgłębsze tajniki helleńskiej
mądrości, został elokwentnym oratotem i wybitnym filozofem.
Wsławił się dysputami w kwestiach wiary, jakie wiódł z odstępcami.
Posiadał tak dogłębną znajomość Pisma Świętego i dogmatów,
że heretycy nie mogli sprostać jego argumentacji.
Po śmierci Konstantyna V na tron wstąpił jego syn, Leon
IV (775–780), również ikonoklasta. Niedługo rządy objęła jego
małżonka Irena wraz z synem Konstantynem Porfirogenetą.
Cesarzowa nosiła imię oznaczające „pokój”. Jej zasługą jest
wprowadzenie Kościoła na drogę pokoju — zebrała wielu
świętych Ojców i wraz ze św. patriarchą Tarazjuszem (784–
806) zwołała do Nicei Siódmy Sobór Powszechny. Odrzucono
tu błędną naukę heretyków i przywrócono kult ikon. Na Sobór
przybyło ponad trzystu Ojców. Wśród nich obecny był również
św. Platon, wielki asceta z góry Olimp i wuj Teodora ze
strony matki. Zamieszkiwał w nim Duch Boży. Posiadał głęboką
znajomość Pisma Świętego i jako wybitny krasomówca okazał
się wielce przydatny w debatach soborowych.
Po zakończeniu obrad w Nicei Platon zabrał ze sobą błogosławionego
Teodora oraz dwóch jego braci, Józefa i Eufemiusza, którzy
pragnęli rozpocząć życie mnisie. Razem udali się na pustkowie
Sakudion w Bitynii. Miejsce to było wspaniałe dla wszystkich,
którzy pragnęli żyć w milczeniu. Znajdowało się ono na płaskim
szczycie góry, wokół której rosły wysokie drzewa. Było tam
źródło ze smaczną wodą, a dostęp umożliwiała tylko wąska
ścieżka. Pustkowie to spodobało się Platonowi i jego towarzyszom.
DZIEŃ JEDENASTY 203

Wkrótce wybudowali tu kościół ku czci św. Jana Teologa. Gdy


liczba braci zaczęła się zwiększać, Platon wzniósł w 782 r.
monaster.
Błogosławiony Teodor po postrzyżeniu na mnicha o wiele
bardziej niż inni bracia umartwiał ciało zmaganiami duchowymi
i postem. Ćwicząc się w pokorze, wybierał najtrudniejsze
obowiązki. Ludziom wydawało się czymś dziwnym, że syn
bogatych rodziców, wychowany w dobrobycie, podejmował
najcięższe prace: rąbał drwa, nosił wodę, kopał ziemię w winnicy,
nosił kamienie czy nawóz potrzebny do użyźnienia ziemi. Stale
też pomagał słabszym i chorym, starając się być sługą dla
wszystkich.
Mówił o swoich myślach i czynach ojcu duchownemu —
św. Platonowi, i przyjmował każde jego wskazanie. Codziennie
przeznaczał czas na medytację, by — trwając przed Bogiem —
daleko od wszystkich spraw i marności świata urzeczywistniać
sekretną liturgię. Nie udało mu się tego zachować w tajemnicy,
gdyż łzy, które obficie wypływały z jego oczu, były niewątpliwym
świadectwem wielu jego cnót. Wstrzemięźliwość Świętego była
umiarkowana. Nie wymawiał się od jedzenia, a jednocześnie
nie przejadał się, poprzez to skruszył węża pychy; nie pościł
więcej, niż to było ustanowione dla pozostałych braci — gdy
wszyscy znajdowali się w jadalni, siedział tam wraz z innymi.
Jadł jednak bardzo mało, tylko tyle, ile trzeba było, by
podtrzymać siły ciała. Starał się ukryć swoją wstrzemięźliwość,
aby inni nie spostrzegli ascezy. Do grona tych, którzy chcieli
go naśladować, należeli: jego rodzony brat Józef, późniejszy
pasterz Kościoła w Salonikach, Eufemiusz — jego drugi brat,
Atanazy, Naukracjusz, Tymoteusz oraz wielu innych postników.
Wyróżniając się nieustanną modlitwą i skupieniem na Bogu,
Błogosławiony z zamiłowaniem wczytywał się w Stary i Nowy
Testament oraz dzieła Ojców. Szczególnie upodobał sobie dzieła
św. Bazylego Wielkiego, które traktował jako pokarm dla duszy
204 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

i czerpał z nich wielką rozkosz. Ściśle przestrzegał podstaw życia


mnisiego wypracowanych przez św. Bazylego.
Cnotliwe życie św. Teodora napełniało św. Platona nadzwyczajną
radością. Wraz ze swym uczniem udał się do patriarchy Tarazjusza
w Bizancjum, aby prosić o święcenia dla Teodora. Patriarcha
wyświęcił go na kapłana, mimo że sam Błogosławiony uważał
siebie za niegodnego tego powołania. Po powrocie do monasteru
podjął on jeszcze większe zmagania duchowe, które nawet
trudno jest opisać.
Po upływie pewnego czasu św. Platon zasłabł pod brzemieniem
starości i postanowił zrezygnować z kierowania monasterem.
Zapragnął, by jego funkcję przejął Teodor. Ten jednak na
wszelkie sposoby wymawiał się się od władzy, pragnąc raczej
żyć pod kierownictwem innych, niż samemu rządzić. Wyjaśniał
przy tym, że dla zbawienia pożyteczniejsze jest przyjmowanie
pouczeń, niż pouczanie innych. Św. Platon widząc, że Teodor
nie chce spełnić jego woli, wymyślił następujący podstęp:
położył się w łożu — tak jakby był chory — i przywołał
wszystkich braci; powiadomił ich o nadchodzącej śmierci i zapytał,
kogo pragną po nim na ihumena, kogo uważają za najbardziej
godnego tej posługi. Wiedział, że nie będą chcieli nikogo innego,
jak tylko Teodora, był bowiem kochany i szanowany. Tak też
się stało, wszyscy odpowiedzieli:
— Ojcze! Po tobie niech naszym ihumenem będzie Teodor!
Platon natychmiast przekazał mu całą władzę; Święty nie
mógł sprzeciwić się pragnieniu braci. Było to w 794 r. Wraz
z objęciem nowej posługi Teodor stał się tym bardziej dla
wszystkich wzorem, gdyż uczył słowem i czynem. Dbał o przestrzeganie
reguły monastycznej, zwłaszcza że niektórzy bracia nie dotrzymywali
ślubu ubóstwa. Nie przejmował się tymi, którzy na niego
narzekali, lecz troszczył się, aby wszystko było miłe Bogu.
Ci, którzy szemrali, w końcu dawali się ogarnąć bojaźni Bożej
i wypełniali wolę Świętego. Ihumen znajdował dla wszystkich
DZIEŃ JEDENASTY 205

potrzebujących właściwe lekarstwo. Leniwych pobudzał do


zmagania duchowego, a nadgorliwym zalecał umiarkowanie,
aby nie upadli pod brzemieniem podjętego trudu.
W październiku 790 r. cesarz Konstantyn, syn pobożnej
cesarzowej Ireny, ukończył dwadzieścia lat. W tym czasie
odsunął matkę od tronu i przejął władzę. Będąc młodym
i zdemoralizowanym, oddał się rozpuście. Wygnał swoją małżonkę
Marię i przymusił ją, by została mniszką. Na jej miejsce wziął
kobietę imieniem Teodocja, która była krewną ze strony ojca.
Patriarcha Tarazjusz sprzeciwił się rozpuście cesarza i nie chciał
pobłogosławić ponownego małżeństwa. Jeden z kapłanów —
Józef, ekonom Kościoła Konstantynopolitańskiego — złamał
nakazy Prawa Bożego i zgodził się pobłogosławić nowy związek
władcy.
Patriarcha na wszelkie sposoby starał się doprowadzić do
rozerwania rozpustnego małżeństwa, lecz mu się to nie udało,
gdyż Konstantyn zagroził, że na nowo wznieci herezję ikonoklazmu.
Ostatecznie — za zgodą patriarchy — władca pozostał w związku
małżeńskim. Dzięki temu na Kościół nie spadło większe zło.
Bezbożność, która rozpoczęła się od cesarskiego pałacu, rozpanoszyła
się wszędzie, nie tylko w pobliskich miastach, ale i w dalekich
prowincjach. Przejęli ją książęta i dostojnicy żyjący nad Bosforem
oraz Goci. Zarządcy oddalali swe żony i zmuszali je do bycia
mniszkami, a sami brali sobie kobiety, z którymi żyli w cudzołóstwie.
Błogosławiony Teodor, gdy dowiedział się o tym, zasmucił
się licznymi grzechami rozwiązłości. Z natchnienia Ducha Świętego
wysłał do wszystkich mnichów listy, w których powiadamiał
o bezbożności cesarza i polecał uznać go za odłączonego od
Kościoła Chrystusowego, gdyż naruszył Prawo Boże i wielu
doprowadził do zgorszenia.
Wieść o żarliwości i śmiałości Teodora dotarła do samego
cesarza, który rozgniewał się na Świętego. Uważając go jednak
za męża sprawiedliwego, mającego wielki szacunek i sławę,
206 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

jawnie nie okazał swego niezadowolenia. Początkowo chciał


go zaszczytami przeciągnąć na swoją stronę. Nakazał swej
rozpustnej małżonce, aby ofiarowała Świętemu wiele złota,
prosząc go o modlitwy za siebie i swój ród. Błogosławiony nie
przyjął daru i przegnał tych, którzy go przynieśli. Wówczas
Konstantyn wybrał się do Teodora, aby skłonić go do przejścia
na swą stronę. Spodziewał się, że Święty z braćmi godnie
przywitają go i okażą należną cześć. Tymczasem nikt nie
wyszedł mu na spotkanie — mnisi zamknęli się w celach i trwali
w milczeniu. Gdy słudzy cesarscy zastukali w bramę, nikt
nie odpowiedział. Władca bardzo się rozgniewał i wrócił do
swoich namiotów, po czym posłał do monasteru dostojnika
z żołnierzami. Mieli oni pochwycić ihumena oraz innych braci,
torturować ich i wygnać. Wysłańcy napadli niespodziewanie na
monaster, złapali mnichów, niemiłosiernie ich torturowali, aż
ziemia była zbroczona krwią. Następnie wygnano Teodora do
Salonik wraz z jedenastoma braćmi, którzy współcierpieli ze
Świętym.
Kapłani i mnisi z Bosforu i Krymu, gdy usłyszeli o niezłomności
Teodora oraz pozostałych braci, bardzo ich żałowali. Naśladując
ich w wierze, zaczęli mówić o bezbożności cesarza, za co zostali
skazani na wygnanie.
Błogosławiony pisał do innych wygnańców, umacniając ich
i przekonując, że nie należy słabnąć w zmaganiach duchowych,
lecz mężnie cierpieć za prawdę. Napisał list do papieża rzymskiego,
Leona III (795–816), powiadamiając go o tym, jak wiele
wycierpiał. Papież w odpowiedzi podziwiał jego wytrzymałość,
niewzruszone męstwo i żarliwość wiary. Bóg nie zwlekał z pomstą
za niewinne cierpienie Swych sług: pozbawił cesarza władzy
i życia. Stało się to za przyczyną matki Konstantyna, która
wraz z dostojnikami powstała przeciw niemu. 19 sierpnia
797 r. Konstantynowi wykłuto oczy, co przyczyniło się do
jego szybkiej śmierci. Gdy Irena panownie wstąpiła na tron
DZIEŃ JEDENASTY 207

bizantyjski, wszyscy powrócili z wygnania. Błogosławiony Teodor


został wezwany do Konstantynopola. Osądzono wtedy kapłana
Józefa, który ośmielił się pobłogosławić bezbożny związek
Konstantyna; został on odłączony od Kościoła. Św. Teodor
powrócił do monasteru i zebrał duchowe owce oraz tak jak
poprzednio prowadził je do zbawienia. Jaśniał przy tym swymi
wielkimi cnotami niczym zapalona świeca.
Upłynęło kilka lat. Muzułmanie arabscy napadli na Greków,
pustoszyli ziemie i zagarniali kolejne prowincje. W obawie przed
nimi wielu ludzi uciekało do obwarowanych miast. W tym
czasie św. Teodor nie wydawał swych mnichów na dobrowolne
cierpienia, lecz stosował się do Słowa Bożego: „Idźdże, mój
ludu, wejdź do swych komór i zamknij drzwi swe za sobą! Ukryj
się na chwil parę, aż gniew przeminie!” (Iz 26,20). Wraz z braćmi
opuścił Sakudion i udał się do Konstantynopola. Jego przybycie
bardzo uradowało cesarzową i patriarchę. Poprosili, by kierował
monasterem Studion i dokonał tam reformy życia mnisiego.
Warto tutaj wspomnieć o pochodzeniu tego monasteru.
Przybył niegdyś z Rzymu do Konstantynopola szlachetny
i możny człowiek, który był patrycjuszem i prokonsulem.
Wzniósł on wielki i wspaniały kościół pw. św. Jana Chrzciciela
i wybudował przy nim monaster. Sprowadził mnichów z monasteru
zwanego „Nieustannie Czuwający” i ułożył dla nich specjalną
regułę. Człowiek ten miał na imię Studyta. Bracia, którzy tam
żyli, do panowania Kopronima zachowywali regułę monasteru
„Nieustannie Czuwającego”, zwanego też Monasterem Studyckim.
Niegodziwy cesarz, który wprowadził wiele zamieszania do
Kościoła Bożego za sprawą ikonoklazmu, wygnał z Bizancjum
wszystkich mnichów. Monaster opustoszał.
Po klęsce Kopronima i ustaniu prześladowań mnisi na
powrót zaczęli skupiać się wokół Monasteru Studyckiego, lecz
w małej liczbie. W czasie, gdy błogosławiony Teodor przybył
do Konstantynopola, przebywało w nim tylko dwudziestu braci.
208 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Na prośbę cesarzowej Ireny i świątobliwego patriarchy Tarazjusza


Teodor został tam przełożonym. Przekonawszy się, że miejsce to
jest dogodne dla mnichów, odnowił i powiększył monaster oraz
zgromadził wokół siebie wielu braci. Przychodzili do niego mnisi
z innych monasterów, pragnąc mieć go za kierownika duchowego
i nauczyciela. Święty każdego przyjmował po ojcowsku i ogarniał
swą miłością. W jego oczach wszyscy byli równi, wszystkich
jednakowo kochał i o każdego jednakowo się troszczył. Wiedział,
że życie mnisie jest jedno, niezależnie od tego, gdzie kto przyjął
szatę duchowną, bowiem jedna jest łaska Chrztu dla wszystkich
jej godnych.
Uczniowie św. Teodora osiągali coraz to wyższy poziom
życia duchowego. Sława o nich wszędzie się rozchodziła. Wielu
przybywało tutaj, pragnąc dorównać im w zmaganiach duchowych.
Liczba mnichów szybko się zwiększała, dochodząc do tysiąca.
Wobec tak wielu uczniów i niemożności dopilnowania wszystkich,
rozeznania czynów, słów i myśli każdego, Święty, niczym drugi
Mojżesz, naznaczył mnichów odpowiedzialnych za określone
dziedziny życia monasteru. Na kierujących wybrał mężów
rozumnych, doświadczonych w zmaganiach duchowych oraz
wyróżniających się cnotami. Odtąd pełnili oni różne funkcje:
ekonoma, eklezjarchy czy odpowiedzialnego za dzieła miłosierdzia.
Ułożył też regułę, która normowała zasady życia wspólnego
i wypełniania poszczególnych posług, poczynając od pierwszych,
a kończąc na ostatnich. Za przekroczenia wprowadził epitymie,
czyli uczynki pokutne: dla jednych określoną liczbę pokłonów,
dla innych — zaostrzony post. Jeśli ktoś nie był godzien
służby Bożej albo w wyniku nieostrożności strącił czy rozbił
jakieś naczynie, albo coś niedbale zrobił, albo czymś zasmucił
brata, albo z nieopanowania wypowiedział jakieś niepotrzebne
słowa, albo głośno się zaśmiał, albo nie trwał w łagodności
i pokorze, albo rozmawiał podczas posiłku, nie słuchając pism
pożytecznych dla duszy, albo się przejadł, albo bezwstydnie
DZIEŃ JEDENASTY 209

i śmiało rozglądał się wszędzie, czy też cokolwiek innego czynił


— dla wszystkich takich braci, św. Teodor naznaczył epitymie,
odpowiednie do wagi wykroczeń. Ponadto Święty ustanowił
w monasterze zasadę, by nikt nie nazywał niczego swoim,
lecz aby wszystko było wspólne: pożywienie, przyodziewek itd.
Troszczył się też o to, by bracia nie wychodzili zbyt często
poza monaster, a zwłaszcza do miasta. Wiedział bowiem,
jakie niebezpieczeństwa zagrażają tam mnichowi w kontaktach
i rozmowach z ludźmi. Z tej przyczyny zapragnął, by w murach
monasteru wykonywano różne rzemiosła. Bracia zaczęli uczyć
się ciesielstwa, murarstwa, kowalstwa, krawiectwa, kamieniarstwa,
słowem wszelkich potrzebnych dla monasteru umiejętności.
Biorąc się do pracy, zawsze mieli na ustach modlitwę Jezusową
i psalmy. Sława o tej regule oraz zasadach i prawidłach życia
wspólnego rozchodziła się wszędzie. Wiele innych monasterów,
nie tylko w okolicznych miastach, ale nawet w dalekich krajach,
ją przyjęło. Do dziś wiele z nich ją zachowało i przestrzega.
Święty napisał też dużo ksiąg, mogących przynieść pożytek
dla duszy oraz ułożył komentarze na święta Pańskie i Maryjne.
Uczcił przepięknymi śpiewami św. Jana Chrzciciela, ułożył
wiele kanonów i pieśni. Twórczość jego — jak napełniona
wodami mądrości rzeka — napoiła i napełniła słodyczą swych
zdrojów Kościół Boży.
W 802 r. na tronie bizantyjskim zasiadł bezprawnie Nicefor
(802–811), który gwałtem pozbawił władzy cesarzową Irenę.
W tym czasie zakończył ziemskie życie Tarazjusz. Po nim
na tron patriarszy wstąpił Nicefor I Wyznawca, który —
w przeciwieństwie do cesarza o tym samym imieniu — był
człowiekiem szlachetnym.
Nowy władca zmusił Kościół, by ponownie przyjął na swe
łono Józefa i przywrócił mu prawa posługiwania kapłańskiego.
Na ile tylko było to możliwe, patriarcha sprzeciwiał się cesarzowi.
Gdy zobaczył, jak bardzo władca jest rozgniewany, zląkł się,

13*
210 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

aby cały Kościół nie padł ofiarą prześladowań, jak to było za


panowania poprzednich cesarzy, i przyjął ponownie Józefa do
pełnej komunii z Kościołem, mimo że było to wbrew jego woli.
Cesarz uczynił to, by rozdrażnić św. Teodora, co też nastąpiło.
Święty zganił władcę, że czyni gwałt Kościołowi — wszak
patriarcha Tarazjusz wraz z całym duchowieństwem odłączył
Józefa od wspólnoty Kościoła. Cesarz skazał św. Teodora na
wygnanie. W 809 r. został on osadzony wraz z wieloma braćmi
z Monasteru Studion na jednej z wysepek w pobliżu Konstanty-
nopola.
W tym czasie doszła do cesarza wieść, że Bułgarzy napadli
na Trację i ją pustoszą. Władca bez zwłoki przygotował
się do wojny. Wyruszając z wojskami przeciwko najeźdźcom,
wyprawił do św. Teodora posłańców, chcąc łaskawością i groźbą
doprowadzić do jednomyślności. Błogosławiony odpowiedział:
— Cesarzu! Trzeba ci pokutować za popełnione grzechy
i naprawiać to, co zniszczyłeś, a dopiero potem udać się na
wojnę. Skoro tego nie uczyniłeś, to Wszystkowidzące Oko teraz,
przeze mnie niegodnego, tak oto ci przepowiada: wiedz, że nie
wrócisz z wyprawy, na którą się wybierasz.
Władca nie wziął pod uwagę słów Świętego. Jeszcze bardziej
rozgniewał się na niego i groził, że po powrocie wyrządzi mu
wiele zła. Niceforowi nie dany był powrót, gdyż — zgodnie
z przepowiednią Teodora — został zabity przez barbarzyńców.
Po nim tron objął jego syn Staurakios (811), lecz umarł on
po dwóch miesiącach od rany otrzymanej na wojnie, w której
uczestniczył wraz z ojcem. Po jego śmierci wybrano Michała
I Rangabesa (811–813), człowieka zaprawdę godnego władzy
— dobrego i prawowiernego. Na początku swego panowania
pozwolił on powrócić z wygnania św. Teodorowi i wszystkim
braciom. Józef zaś ponownie został odłączony od Kościoła.
W 814 r. odszedł do Pana św. Platon. Gdy dowiedział się
o tym patriarcha, wraz z całym swym duchowieństwem przybył
DZIEŃ JEDENASTY 211

do Monasteru Studion, ucałował relikwie i godnie je pogrzebał.


Św. Teodor po śmierci swego ojca duchowego przez dwa lata
żył z braćmi w pokoju i miłości. Po tym czasie Kościołem
wstrząsnęła burza za sprawą niegodziwego Leona Ormianina,
który służył jako wojewoda u pobożnego cesarza Michała.
Leon został posłany na Wschód, by walczyć z barbarzyńcami.
Zebrał tam wielkie wojsko, wzrósł w pychę i powstał przeciwko
cesarzowi. Przeciągnął na swoją stronę wszystkich podlegających
mu urzędników i żołnierzy. Jednych skusił obietnicami, innych
podarkami, następnych pochlebstwami, po czym z ich pomocą
ogłosił się cesarzem. Kiedy dowiedział się o tym Michał,
natychmiast zamienił monarszą purpurę na włosiennicę, ocalając
w ten sposób kraj od wojny domowej. Oddał państwo swemu
wrogowi, a sam został mnichem.
Po objęciu tronu Leon V Ormianin (813–820) początkowo
wydawał się być prawowiernym i skromnym. Później jednak
zgromadził wokół siebie ludzi bezbożnych. Za ich podszeptami
zaczął wypowiadać przekleństwa nad ikonami, poniżał tych,
którzy oddawali im cześć oraz nazywał ich głupcami. Patriarcha
potępił bezbożność cesarza i na bazie Pisma Świętego wiódł
z nim spór dotyczący świętych obrazów. Nie udało mu się
przekonać Leona, który popadł w jeszcze większą złość. Przywołał
on do siebie wszystkich wybitnych i szanowanych kapłanów,
mnichów, patriarchę oraz św. Teodora i jawnie wyznał swe
poglądy, przeklinając i poniżając wszystkich czczących ikony,
a wychwalając ikonoklastów.
— Czyż to nie stare Prawo, napisane palcem Bożym,
nakazywało, by nie służyć dziełu rąk ludzkich: „Nie będziesz
tworzył rzeźby ani żadnej podobizny tego, co jest w górze
na niebie lub co jest na dole na ziemi, ani co jest w wodzie
poniżej ziemi” (Wj 20,4)? Nie godzi się zatem oddawać czci
wizerunkom, które stworzyła ręka człowieka. Jak można na
ikonie przedstawić Nieopisywalnego, na niewielkich deseczkach
212 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

zmieścić Nieogarnionego i nazywać Imieniem Bożym kogoś, kto


został ukazany za pomocą farb? — pytał.
Święci Ojcowie na wszelkie sposoby starali się kwestionować
pustą mowę ikonoburcy:
— Jeśli Prawo dane przez Mojżesza będziemy zachowywać
w całej pełni, to wówczas daremna będzie nasza chrześcijańska
wiara, próżne nauczanie apostolskie i cała Tradycja Ojców;
i będzie odrzucone samo Wcielenie Pana, przez które poznaliśmy
Jego ludzki obraz. Wszak poprzez ikony czcimy Tego, kogo one
przedstawiają.
Zabrał też głos św. Teodor, który doskonale znał całe
Pismo Święte tak Starego, jak i Nowego Testamentu. Odważnie
zapytał:
— Z jakiego powodu, cesarzu, postanowiłeś zbeszcześcić
obraz Chrystusa oraz wprowadzić do Kościoła to heretyckie
mędrkowanie i rozdzierać szatę, utkaną z pochodzącej z wysoka
łaski i nauki Apostołów oraz Ojców? Wymądrzasz się, biorąc
za podstawę Stary Testament, i zdajesz się nie pamiętać,
że osiągnął on swój kres, gdy przyszła nowa łaska przez
Jezusa Chrystusa. Jeśli należałoby w pełni zachowywać Stary
Testament, to trzeba by było również poddawać się obrzezaniu
i zachowywać szabat. Czyż ty, cesarzu, nie możesz zrozumieć,
że Prawo to dane było na określony czas i dla jednego tylko
narodu, który wyszedł z Egiptu? Wraz z pojawieniem się łaski
ustąpiła ciemność. Wszak i w samym Prawie jest napisane, by
nie tworzyć żadnych podobizn i nie służyć dziełu rąk ludzkich,
a tymczasem postawiono nad Arką Przymierza wyobrażenia
cherubinów. Czyż te podobizny nie były dziełem rąk ludzkich?
A przecież wszyscy oddawali im cześć. Gdy pojawiła się
nowa łaska, sam Pan pozostawił na chuście odbicie Swego
oblicza, przekazał ją Abgarowi, który po jej dotknięciu został
uzdrowiony z długotrwałej choroby. Kiedy to się wydarzyło,
św. Łukasz, apostoł i ewangelista, namalował oblicze Matki
DZIEŃ JEDENASTY 213

Bożej i pozostawił ten wizerunek dla następnych pokoleń.


Następnie wiele przedziwnych cudów dokonało się za sprawą
„nie ręką człowieka uczynionego obrazu Zbawiciela”, który
pojawił się w Fenicji. Czyż inne ikony, przy których dokonały
się cuda, nie są jaśniejsze od Słońca i czyż nie dowodzą, że
należy okazywać im cześć?
Cesarz, nie zwracając uwagi na słowa Świętego, rzekł:
— Nie chcę przedstawiać farbami niewidzialnej i nieosiągalnej
Boskości.
Teodor odparł:
— Władco, przecież i my nie opisujemy Boskości, gdyż
wyznajemy i wierzymy, że nie można Jej opisać. Poprzez
malowanie ikon wyrażamy prawdę o tym, że Syn Boży przyjął
nasze ciało. Czcimy zatem prawdę o Wcieleniu.
Gdy Święty wypowiadał te słowa oraz osądzał cesarskie
błędy, Leon Ormianin ogarnięty złością i gniewem rzekł:
— Wiem, że ty zawsze mówisz w sposób nie przemyślany;
jesteś człowiekiem kłótliwym, pysznym i sprzeciwiasz się wszystkim.
Tak i teraz przyszedłeś, aby mnie zniesławić i oczernić, rozmawiając
ze mną nie jak z cesarzem, lecz jak z jednym z sobie równych.
Za to zasługujesz na wiele mąk. Oszczędzę cię do czasu, aby
ukazać, że nasz spór jest prowadzony sprawiedliwie. Jeśli się
nie ukorzysz, za swoją głupotę i sprzeciw zostaniesz surowo
ukarany.
Od tego czasu Ojcowie nie chcieli już rozmawiać z cesarzem,
mówiąc:
— Po cóż dyskutować z tak rozwścieczoną i nie pragnącą
zbawienia duszą?!
Św. Teodor odrzekł władcy:
— Cesarzu, zrozum, że nie twoim dziełem jest badać postanowienia
Kościoła. Do ciebie należy roztrzygać sprawy światowe i rządzić
w tym zakresie. Sprawy Kościoła należą do hierarchów. W tej
dziedzinie masz się podporządkować i okazać posłuszeństwo.
214 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Tak rzekł Apostoł: „Bóg zaś umieścił w Kościele na pierwszym


miejscu apostołów, na drugim tych, co przemawiają z natchnienia
Bożego, na trzecim nauczycieli” (1 Kor 12,28). Pismo Święte
poucza, że kierowanie sprawami kościelnymi należy do nauczycieli
Kościoła, a nie króli.
Cesarz zapytał Świętego:
— Czyż chcesz mnie wygnać z Kościoła?
Święty odpowiedział:
— Nie ja, lecz czyni to Tradycja Apostołów i Ojców. Jeśli
chcesz wraz z nami pokłonić się ikonie Chrystusa, pozostań
w Kościele Chrystusowym — słuchaj patriarchy i będącego przy
nim synodu!
Na te słowa cesarz wpadł w jeszcze większą złość. Po wyjściu
wszyscy Ojcowie wraz z patriarchą obstąpili błogosławionego
Teodora, wychwalali go za to, że z wielką mądrością i męstwem
sprzeciwił się cesarzowi oraz śmiało osądził bezbożność. Gdy
się rozchodzili, zarządca miasta wydał nakaz, aby nikt nie
rozmawiał na temat wiary, lecz by wykonywał wszystko to,
co nakazał cesarz. Posłańcy powiedzieli o tym św. Teodorowi.
Rzekł wtedy:
— Sami osądźcie, kogo należy bardziej słuchać: was, czy
Boga? Raczej niech będzie ucięty mój język, niż będę milczeć
i nie bronić prawdziwej wiary!
Święty nauczał wszystkich, by zachowywali nienaruszą świętą
wiarę. Jednych przywoływał do siebie, do innych sam przychodził,
jeszcze innym posyłał listy. W ten sposób wszystkich słabych
umacniał na duchu. Często przychodził do patriarchy, dawał
mu dobre rady i pocieszał.
— Ojcze, nie smuć się! Ufaj, że Pan nas nie pozostawi. On
nie wystawi nas na próbę ponad nasze siły i nie da, by zło
panowało nad nami. Nawet jeśli wróg wzniecił prześladowanie
Kościoła, to w niedługim czasie skutki tego spadną na jego
głowę. Znasz Ewangelię: „Biada światu z powodu zgorszenia!
DZIEŃ JEDENASTY 215

Zgorszenie przyjść musi, ale biada człowiekowi, który je sieje”


(Mt 18,7). Tyle herezji od czasów Apostołów aż do naszych dni
wywoływali przewrotni ludzie, co spowodowało tyle cierpienia!
Kościół mimo to pozostał niezwyciężony; męczennicy dostąpili
wywyższenia i chwały, a heretycy zostali osądzeni.
Słysząc to patriarcha oraz wszyscy Ojcowie zmężnieli i gotowi
byli przecierpieć wszelkie prześladowania za prawdziwą wiarę.
Po upływie niedługiego czasu patriarcha Nicefor został zdeponowany
przez niegodziwego cesarza i wygnany z Konstantynopola.
Osądzono i skazano na wygnanie również wszystkich pozostałych
prawowiernych hierarchów. Wówczas doszło do straszliwego
bluźnierstwa: ikonoburcy rzucali ikony na ziemię, obrzucali je
kałem, palili i czynili wiele bezeceństw. Św. Teodor głęboko się
smucił z tego powodu i dziwił, że Bóg jest tak bardzo cierpliwy;
mówił ze łzami:
— Jak Ziemia może znieść takie bezprawie?!
Nie chcąc być czcicielem Boga jedynie w ukryciu i w milczeniu
opłakiwać wielką krzywdę, w Niedzielę Palmową nakazał braciom
wziąć w ręce święte obrazy i chodzić dookoła monasteru. Mnisi
szli w procesji, wysoko wznosząc ikony i głośno śpiewając:
„Najświętszemu Twemu wizerunkowi oddajemy pokłon” oraz
wiele innych pieśni ku czci Chrystusa. Gdy dowiedział się
o tym cesarz, ponownie wysłał posłańców do sprzeciwiających
się jego woli mnichów. Zakazał takich procesji i zagroził, że
jeśli się nie podporządkują woli cesarskiej, grozi im wygnanie,
tortury i śmierć. Wola władcy oznajmiona przez posłańców nie
wpłynęła na zmianę postawy Świętego. Nie tylko nie przestał
on umacniać męstwa wierzących, ale jawnie i bez lęku nauczał,
w jaki sposób zachować prawdziwą wiarę oraz oddawać należną
cześć świętym obrazom. Wówczas władca, przekonawszy się,
że nie można św. Teodora ani pochlebstwem, ani groźbami
przeciągnąć na swoją stronę, skazał go na wygnanie. Święty
przywołał wszystkich swych uczniów i rzekł:
216 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Bracia! Niech każdy z was teraz sam troszczy się o zbawienie


duszy, gdyż czasy są złe.
W smutku i z płaczem opuścił towarzyszy zmagań duchowych,
wsiadł na statek i został wywieziony do Apolonii. Tam zamknięto
go w więzieniu zwanym Metopa. Również w ciemnicy nauczał
prawdziwej wiary. Jednych przekonywał bezpośrednią rozmową,
do innych posyłał listy. Pisma te dotarły do samego cesarza,
który następnie wysłał Nicetasa, syna Aleksego, z poleceniem
odwiezienia Świętego w bardziej odosobnione miejsce nazywające
się Bonita, tak by Teodor nie mógł rozmawiać z kimkolwiek
i pisać listów. Nicetas po przyjściu do Błogosławionego oznajmił
wolę cesarza. Teodor odpowiedział:
— Cieszę się na myśl o przejściu z miejca na miejsce,
albowiem nie mam prawdziwego mieszkania w tym życiu. Tam,
gdzie będę przyprowadzony, będzie mój dom, gdyż wszędzie
wszystko należy do Boga. Nie mogę milczeć i zaprzestać
głoszenia prawdziwej wiary. W tej kwestii nie usłucham was
i waszych gróźb się nie zlęknę.
Świętego przewieziono do Bonity i zamknięto w ciemnicy.
Przepowiadał w niej prawdziwą wiarę. Cesarz, gdy się dowiedział,
że Teodor nie podporządkowuje się jego woli, zapłonął wielkim
gniewem i wysłał tego samego Nicetasa z rozkazem wydania
Świętego na ciężkie męki. Posłaniec oznajmił więźniowi wolę
władcy. Wówczas Teodor zdjął odzienie i rzekł:
— Od dawna pragnąłem cierpieć za święte obrazy.
Wydał swe ciało na męki. Nicetas, będąc człowiekiem
wrażliwym i współcierpiącym, zobaczywszy nagie ciało, wyniszczone
postem i nieustannymi zmaganiami duchowymi, wzruszył się
i nie ośmielił się go dotknąć. Bojąc się Boga, odszedł nie czyniąc
nic złego Teodorowi. Błogosławiony zaś nie ustawał w głoszeniu
prawdziwej wiary. Strażnicy nie stawiali mu przeszkód, mimo
że mieli nie dopuszczać do oddziaływania Teodora na innych.
Pisał też do swych uczniów, rozproszonych po różnych krajach.
DZIEŃ JEDENASTY 217

O nich szczególnie się troszczył, pouczał ich, by bez lęku


zachowywali prawdziwe wyznanie wiary, nawet jeśli wiele razy
przyjdzie im cierpieć. Nie ma bowiem porównania pomiędzy
przemijającym bólem obecnego czasu a chwałą przyszłego
wieku, której dostąpią męczennicy Chrystusowi. Napisał też
listy do patriarchów: Paschalisa (817–824) — papieża, Tomasza
I w Jerozolimie oraz aleksandryjskiego patriarchy Christoforosa
(805–836), szczegółowo informując ich o tym, jak beszczeszczono
święte obrazy w Bizancjum i o wygnaniu prawowiernych chrześcijan.
Błogosławiony prosił o pomoc w ratowaniu prawdziwej wiary.
Wielu przychodziło do więzienia, w którym był przetrzymywany,
by posłuchać jego nauki.
Pewnego razu się zdarzyło, że odwiedził go kapłan z zachodniej
części Azji Mniejszej. Gdy usłyszał jego słowa, natychmiast
wyrzucił z siebie herezję i oddał pokłon ikonom. Po powrocie
do domu nie chciał spotkać się ze swoim biskupem, który był
heretykiem. Przekonał też innego kapłana, swego przyjaciela,
by nawrócił się na prawdziwą wiarę.
Kiedy biskup się dowiedział, że Teodor buntuje jego kapłanów,
napisał list do cesarza. Władca ponownie nakazał, by Świętego
poddano torturom. O woli cesarza został powiadomiony wojewoda,
który wyprawił jednego ze swych podwładnych z rozkazem,
by wymierzył Teodorowi pięćdziesiąt razów. Po przyjściu na
miejsce ów człek oznajmił rozkaz swego pana, a wówczas sługa
Boży zdjął pas i odzienie, a następnie dobrowolnie wystawił
plecy na uderzenia. Rzekł:
— Było moim pragnieniem, by za sprawą tych ran uwolnić
się od ciała, aby tym szybciej odejść z obnażoną duszą do Pana.
Wówczas zawstydzony posłaniec pokłonił się przed nim
i — prosząc o przebaczenie — odszedł. Potem zjawił się
inny, o imieniu Anastazy, człowiek grubiański i niemiłosierny.
Wymierzył Świętemu własnymi rękami ponad sto razów. Podobie
potraktował Mikołaja, ucznia Teodora, który nigdy nie opuszczał
218 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

swego mistrza duchowego i miał udział w jego cierpieniach.


Obydwaj znaleźli się w tej samej celi. Anastazy przykazał
strażom, aby więźniów traktowano z wielką surowością i odszedł.
Nie da się opisać tego, co wycierpiał św. Teodor w więzieniu.
Jego ciało, wyniszczone postem i zmaganiami duchowymi,
zaczęło gnić i wydawać smród. Ponadto sama ciemnica pełna
była wszelakich brudów i nieczystości. W czasie zimy Święty
marzł w niej od przejmującego chłodu. Latem cierpiał od
gorąca, gdyż do lochu nie dochodziło świeże powietrze. Dodatkową
uciążliwością były ogromne ilości owadów i gadów. Strażnicy
odnosili się do Teodora grubiańsko i bez miłosierdzia. Święty
był obrażany i poniżany. Nazywano go głupcem i nieprzyjacielem
cesarza. Więźniów morzono głodem i pragnieniem; raz na dwa
dni lub rzadziej rzucano im trochę chlebę i dawano nieco wody.
Święty pouczał swego ucznia:
— Dziecię! Zauważam, że ci ludzie nie tylko wieloma ranami,
lecz ciężkim więzieniem oraz głodem i pragnieniem chcą nas
zniszczyć. Złóżmy nadzieję w Bogu, który nie tylko chlebem,
lecz i lepszym pokarmem umie żywić, i który Swą prawicą
podtrzymuje wszystko przy życiu. Dla mnie pokarmem ciała
i duszy jest przyjmowanie Komunii Świętej.
Św. Teodor zawsze miał przy sobie cząsteczkę Życiodajnego
Ciała i Krwi Pańskiej, którą pozostawiał po celebracji Boskiej
Liturgii. Mówił:
— Jedynie tym będę się karmił, nie jedząc niczego innego.
Dawane nam chleb i woda niech będą tylko dla ciebie. Sam
przecież widzisz, że dostajemy ich tak mało, iż z trudem
wystarczą dla jednego. Lepiej, żebyś ty pozostał przy życiu
i opowiedział braciom o mej śmierci, jeśli taka będzie wola Boża,
gdybym zakończył życie w tym lochu.
Bóg nie opuścił Swego wybrańca. Pomógł mu w taki oto
sposób:
Pewien wielmoża cesarski przechodząc koło więzienia dowiedział
DZIEŃ JEDENASTY 219

się, że św. Teodor cierpi głód i wielką niesprawiedliwość.


Wszechmocny skłonił serce dostojnika do miłosierdzia. Podszedł
on do strażników i nakazał im, by dawali Teodorowi i jego
uczniowi wystarczającą ilość pożywienia oraz nie wyrządzali
im więcej zła. Dzięki pomocy Bożej więźniowie wzmocnili się
na ciele. Święci wybrańcy Chrystusowi przeżyli w ciemnicy
ponad trzy lata, karmiąc się lichym chlebem, w upokorzeniu
i pogardzie, jakiej doznawali od strażników. Wszystko to znosili
z radością, by zwyciężyła prawdziwa wiara.
Nie zdążyli jeszcze wydobrzeć z ran i chorób, gdy było im
sądzone cierpieć jeszcze bardziej. Nie wiadomo, skąd cesarzowi
wpadł w ręce list św. Teodora, w którym potępiona była
bezbożność władcy oraz zawarte pouczenia o pobożności i prawdziwej
wierze. Po przeczytaniu tego pisma cesarz wzburzył się i wyprawił
do Świętego wojewodę — człowieka bezlitosnego, nakazując
mu, by się dowiedział, czy ten list został napisany przez
Błogosławionego oraz polecając, by bił go do ostatniego tchnienia.
Wojewoda po przybyciu na miejsce pokazał Świętemu pismo.
Teodor z całą stanowczością potwierdził, że to on je podyktował.
Wówczas oprawca nakazał bić ucznia Teodora. Rozciągnięto go
nagiego na ziemi i torturowano za to, że spisał słowa Świętego.
Później rozebrano Błogosławionego i bito go bezlitośnie. Kiedy
był już ledwie żywy, oprawca raz pochlebstawami, to znowu
groźbami zmuszał Mikołaja, aby wyrzekł się kultu świętych
obrazów. Gdy się okazało, że zachowuje prawdziwą wiarę,
ponownie był bity, a następnie pozostawiono go nagiego na
noc, aby jeszcze bardziej cierpiał, gdyż działo się to w zimie.
Św. Teodor od wielu ran zachorował i leżał jak martwy, nie
przyjmując pokarmu ani wody. Mikołaj zobaczywszy, jak jego
nauczyciel duchowy cierpi, zapomniał o swoim wielkim bólu
i troszczył się o Teodora. Wyprosiwszy napoju z jęczmienia,
nawilżał nim wysuszony język Świętego. Skoro zauważył, że
Błogosławiony odzyskuje siły, zaczął leczyć jego ciało — musiał
220 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

odciąć niektóre zmiażdżone części, by doprowadzić do wyzdrowienia


swego mistrza.
W czasie, gdy święci przez dziewięćdziesiąt dni bardzo
cierpieli i powoli leczyli się z ran, przybył kolejny wysłannik
cesarza, który miał wywieźć Teodora i jego ucznia do Smyrny.
Było to w 819 r. Człek ów był chciwy. Przyszło mu do
głowy, że Teodor brał złoto za swe nauki, więc nakazał,
by dokładnie przeszukać miejsce, gdzie był przetrzymywany,
zajrzeć do wszystkich zakamarków, porozbijać ściany. Kiedy
niczego nie znaleziono, z jeszcze większą złością realizował
polecenie cesarza. Z przekleństwami i szturchańcami wyprowadził
więźniów z ciemnicy. Przekazał ich żołnierzom, którzy mieli ich
konwojować do Smyrny.
W ciągu dnia obydwu skazańców prowadzono bez odpoczynku,
a nocą przywiązywano za nogi do drzewa. W końcu doszli do
Smyrny, gdzie oddano ich w ręce męża złego i niegodziwego.
Zamknął on Świętego wraz z jego uczniem w niskiej i ciemnej
chatce. Błogosławieni słudzy Chrystusowi cierpieli razem. Wkrótce
ponownie przybył Anastazy. Wymierzył on Teodorowi sto
razów i odszedł. Święty zniósł to wszystko z wdzięcznością.
W owym czasie zarządcą Smyrny był krewny cesarza, który
popadł w wielką chorobę i był bliski śmierci. Jeden z jego sług,
który trwał przy prawdziwej wierze, rzekł mu, że św. Teodor
otrzymał od Boga łaskę leczenia wszelkich chorób. Zarządca
natychmiast wyprawił służących do Świętego z prośbą, by
pomodlił się za niego i uwolnił od nadchodzącej śmierci.
Błogosławiony odpowiedział posłańcom:
— Powiedzcie temu, który was przysłał, że Teodor mówi
tak: pamiętaj, iż będziesz odpowiadać przed Bogiem w dniu
swej śmierci za bezbożne życie oraz za zło, które wyrządziłeś
prawowiernym chrześcijanom. Do wielu twych grzechów dołączyłeś
również to, że wydałeś mych mnichów na rozliczne cierpienia
oraz zabiłeś wielce cnotliwego Thadeja. Raduje się on wraz ze
DZIEŃ JEDENASTY 221

świętymi. Któż cię teraz wybawi od wiecznych mąk? Żałuj za


popełnione zło.
Posłańcy po powrocie przekazali słowa Teodora zarządcy.
Przestraszył się on bardzo, pomyślał o wszystkich nieprawościach
i złych czynach, jakich się dopuścił. Ponownie wysłał do
Świętego sługi, prosząc o przebaczenie i obiecał przyjąć prawdziwą
wiarę, jeśli tylko wstanie z łoża boleści za sprawą jego modlitw.
Błogosławiony posłał zarządcy ikonę Przeczystej Bogarodzicy
i polecił mu, by miał ją przy sobie przez całe dalsze życie.
Zarządca po przyjęciu ikony poczuł się lepiej. Wkrótce jednak
pod wpływem biskupa Smyrny, który był heretykiem, ponownie
zwrócił się ku błędnej wierze. Biskup pobłogosławił go i dał mu
olejek, którym ten się namaścił w nadziei, że odzyska pełnię
zdrowia. Tymczasem stało się wprost przeciwnie i ponownie
popadł w chorobę. Kiedy św. Teodor dowiedział się o tym,
przepowiedział grzesznikowi śmierć. Wkrótce wypełniły się jego
słowa — zarządca został zabity.
Święty cierpiał w zamknięciu w Smyrnie przez półtora roku
aż do czasu, gdy niegodziwy cesarz Leon Ormianin został
pozbawiony życia przez swych żołnierzy. Po nim tron objął
Michał II (820–829). Ten, mimo że był niegodziwy, zaprzestał
prześladowania prawowiernych chrześcijan. Pozwolił każdemu
wierzyć tak, jak kto chciał. Wypuścił też na wolność wszystkich
wyznawców prawdziwej wiary. Mogli oni bez przeszkód powrócić
z wygnania. Do św. Teodora przyszli jego uczniowie, między
innymi Doroteusz, Besarion, Jakub, Domicjan, Tymoteusz
i wielu innych, wyróżniających się pobożnym życiem oraz
gorącą, niezmienną miłością do swego duchowego ojca. Cesarz
przysłał pismo, w którym zezwalał Teodorowi powrócić do
swego monasteru.
Gdy Błogosławiony wracał z wygnania, prawowierni chrześcijanie
witali go z radością i zapraszali do swych domów. Chcieli być
godnymi jego modlitw i napełnić serca słodyczą jego pouczeń.
222 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Cały Kościół cieszył się z powrotu Teodora, który tak wiele


wycierpiał za święte obrazy i swą nauką wszystkich utwierdzał
w prawdziwej wierze. W czasie drogi powrotnej Błogosławiony
przybył do Chalcedonu, aby spotkać się z mnichem Teoktystem,
którego obdarzono na dworze cesarskim godnością magistra.
Odbyli rozmowę na tematy duchowe. Następnie Święty udał się
do Nicefora, zesłanego na wygnanie przez Leona Ormianina.
Po rozmowie z patriarchą skierował swe kroki do Kryskentu,
niedaleko Konstantynopola, gdzie wielu uradował swą obecnością
i pouczeniami o zbawieniu. Potem ponownie wrócił do patriarchy,
by razem z nim oraz z innymi biskupami udać się do cesarza.
Chcieli oni pouczyć go o prawdziwej wierze. Niestety — władca
nie usłuchał Ojców Kościoła. Rzekł im:
— Nie zabraniam wam czynić tego, co chcecie, ale nie
pozwolę wam na kult ikon w Konstantynopolu! Możecie je czcić
w innych miejscach. Nie chcę kłaniać się przed ikonami.
Po tych słowach prawowierni hierarchowie opuścili Bizancjum.
Św. Teodor wraz z uczniami osiadł w Kryskencie. W grudniu
821 r. Tomasz, podający się za syna cesarza Konstantyna VI,
przystąpił z wojskami do Konstantynopola. Cesarz Michał,
obawiając się, by prawowierni chrześcijanie nie przeszli na
stronę samozwańca, obiecał zwołać sobór w celu pojednania ich
z ikonoburcami. Z tego powodu Teodor zjawił się w Konstantynopolu.
Sobór jednak się nie odbył, a Tomasz został zabity.
Po zakończeniu wojny Święty nie chciał żyć wśród ludu
zarażonego herezją. Opuścił Konstantynopol i udał się do
Akrytu w Bitynii, gdzie znajdował się kościół pw. św. Tryfona.
Tam osiadł wraz z towarzyszącymi mu mnichami i wiódł
pobożne życie. Gdy miał sześćdziesiąt siedem lat, nadeszła
pora jego przejścia do Pana. Przed śmiercią, w listopadzie,
odnowiły się mu wielkie bóle brzucha. Wieść o jego chorobie
i nadchodzącej śmierci rozeszła się wszędzie. Przychodziło
do niego wielu chrześcijan z Konstantynopola i okolicznych
DZIEŃ JEDENASTY 223

miast, aby jeszcze raz posłuchać nauk i pożegnać odchodzącego


do Pana. Każdy chciał być jak najbliżej św. Teodora, gdyż
ten przedziwny mąż obdarzał mądrością rozumu i był pełen
rozlicznych cnót. Nawet leżąc na łożu boleści nie przestawał
mówić o zbawieniu. Niewiele można już było od niego usłyszeć,
gdyż język jego zasychał od wielkiej gorączki. Jeden z mnichów
zapisywał słowa św. Teodora, aby wszyscy, którzy tego pragną,
mogli je przeczytać i odnieść korzyść duchową. W czasie
któregoś ze spotkań stan Świętego niespodziewanie się poprawił;
mógł wstać i chodzić. W niedzielę przyszedł do kościoła i celebrował
Boską Liturgię. Wygłosił do braci naukę i spożył wraz z nimi
posiłek. Szóstego listopada, we wspomnienie św. Pawła Wyznawcy,
ponownie celebrował Boską Liturgię i był na Wieczerni. Po
udaniu się do swej celi zaniemógł. Tuż przed odejściem do Pana
przybyło do Teodora wielu jego uczniów, którzy opłakiwali
swego ojca i nauczyciela. On zaś spojrzał na nich i rzekł:
— Bracia! Oto nadszedł koniec mego życia. Wszyscy musimy
wypić ten wspólny kielich: jedni wcześniej, inni później, przed
każdym jest ta godzina. Teraz odchodzę drogą, którą szli nasi
ojcowie, tam gdzie jest wieczne życie, gdzie jest Pan i Bóg,
którego umiłowała moja dusza. Pragnę Go z całego mego serca.
Byłem Jego sługą, choć nie wypełniłem powierzonej mi służby.
Wy zaś, bracia i umiłowane dzieci, pozostańcie wierni mym
słowom: zachowujcie prawdziwą wiarę i żyjcie pobożnie. Wiecie,
że nie ustawałem w głoszeniu wam Słowa Bożego, tak każdemu
z osobna, jak i całej wspólnocie. Teraz zaś z całego serca proszę
was: trwajcie w Słowie Bożym! Tak jak ja troszczę się o was,
tak i wy się starajcie, by odejść stąd nieskalanymi. Gdy stanę
przed Panem, będę się modlił, aby każdy z was z pomocą Bożą
czynił wielkie postępy w cnotach.
Po tych słowach pożegnał się ze wszystkimi. Nakazał mnichom
wziąć w ręce świece i czytać kanon. Uczniowie stanęli dookoła
łoża i zaczęli śpiewać:
224 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— „Błogosławieni, którzy kroczą drogą bez skazy, którzy


postępują zgodnie z prawem Pana” (Ps 119,1).
Gdy zabrzmiało: „Nie zapomnę na wieki o Twych przykazaniach,
gdyż przez nie Ty mnie ożywiasz” (Ps 119,93), św. Teodor oddał
Bogu swoją świętą duszę. Aniołowie przyjęli ją i zanieśli przed
tron Pana, co zostało potwierdzone świadectwem św. Hilariona
z Dalmacji.
Św. Hilarion w dzień, w którym Teodor odchodził do Pana,
czyli 11 listopada, kiedy to wspomina się św. Menasa, był
w winnicy. Pracował i śpiewał psalmy Dawida. Nagle usłyszał
jakieś przecudne głosy i poczuł cudowną woń. Zdziwił się
i zatrzymał. Spojrzał do góry i zobaczył aniołów w białych
szatach, z jaśniejącymi twarzami. Aniołowie wychodzili z nieba
i z pieśniami udawali się na spotkanie kogoś ważnego. Błogosławiony
Hilarion, widząc to, bardzo się przestraszył i padł na ziemię.
Usłyszał wówczas:
— Oto dusza Teodora, ihumena monasteru Studion, który
wiele cierpiał za święte obrazy i do końca wytrwał, uroczyście
wstępuje, witana przez moce niebieskie.
Hilarion opowiedział braciom o widzeniu. Oni zaś zapisali
dzień i godzinę tego zdarzenia i po pewnym czasie się dowiedzieli,
że był to dokładny czas odejścia z tego świata do nieba Teodora
Studyty.
Św. Teodor tak w życiu, jak i po śmierci dokonał wielu
cudów. O niektórych z nich opowiemy, aby czytający mogli
odnieść korzyść na duszy:
Człowiek imieniem Leon, który udzielał gościny pielgrzymom,
przyjął również św. Teodora, aby odpoczął podczas ostatniej
wędrówki z wygnania. Leon znalazł w owym czasie narzeczoną
dla swego syna. Podczas przygotowań do ślubu niewiasta nagle
zapadła na ciężką chorobę. Leżała pogrążona w takiej gorączce,
że wszyscy obawiali się o jej życie. Gospodarz zwrócił się
z prośbą do Świętego, by pomógł jej odzyskać zdrowie. Teodor
DZIEŃ JEDENASTY 225

dał Leonowi olejek i polecił namaścić nim chorą. Gdy to


uczyniono, niewiasta natychmiast wstała zdrowa, jakby nigdy
nie chorowała.
Zdarzyło się też, że człek ów udawał się w ważnej sprawie
do odległej wsi. W drodze napotkał rysia, który rzucił się
ku niemu, by go rozszarpać. Wówczas Leon wyrzekł imię
św. Teodora. Kiedy zwierz usłyszał imię Świętego, zatrzymał
się, pokłonił, zszedł z drogi i uciekł. Mężczyzna natomiast
podążał dalej.
Pewną kobietę opętał zły duch. Przyprowadzono ją do
Świętego. Duch nieczysty tak bardzo ją męczył, że nie czując
bólu gryzła i zjadała swe ciało. Św. Teodor widząc, jak cierpi,
zmiłował się nad nią, uczynił znak krzyża na jej czole i wypowiedział
słowa egzorcyzmu. Zła moc natychmiast wyszła z niej, wygnana
modlitwą Świętego.
Inna kobieta szlachetnego pochodzenia po śmierci
św. Teodora opowiedziała błogosławionemu ihumenowi Sofroniuszowi
następujące zdarzenie:
— Pewnego razu wybuchł pożar w moim domu. Ogień objął
go ze wszystkich stron i spalił wszystko, co w nim było. Nie
udało się stłumić płomieni ani wodą, ani w żaden inny sposób.
Nie wiedzieliśmy już, co robić. Wówczas przypomniałam sobie,
że mam pismo od św. Teodora. Pomyślałam, by rzucić je
w ogień, gdyż miałam nadzieję, że tekst napisany ręką Świętego
może choć trochę stłumić płomienie. Rzuciłam list i rzekłam:
„Św. Teodorze, pomóż swojej służebnicy w biedzie!” W tej
właśnie chwili siła ognia osłabła i zgasł.
Sofroniusz opowiada też o innym podobnym wydarzeniu:
— Szedłem z błogosławionym Mikołajem, uczniem
i współuczestnikiem cierpień wielkiego Teodora, do Paflagonii.
W czasie drogi, z nastaniem wieczora, spoczęliśmy na polu
pełnym skoszonego siana. Byli tam również żołnierze, którzy
zatrzymali się na nocleg. Rozpalili ognisko i przygotowywali

14*
226 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

kolację. W nocy żar się rozniecił i iskry padły na siano.


W krótkim czasie rozgorzał wielki pożar. Żołnierze, obudziwszy
się, rzucili się na nas myśląc, że podłożyliśmy ogień. Już chcieli
nas bić, gdy wezwaliśmy na pomoc wielkiego Teodora:
— Święty ojcze! Pomóż nam! Swymi modlitwami wybaw
nas od napaści, która niesprawiedliwie nas spotkała.
Po tych słowach nagle spadł z nieba wielki deszcz i ugasił
pożar. Żołnierze, widząc co się stało, stali się łagodni oraz prosili
o przebaczenie.
Na wyspie Sardynii żył pobożny mąż, który posiadał przepisane
dzieła św. Teodora. Szczególnie lubił czytać pieśni na Wielki
Post. Do męża tego przyszli niegodziwi mnisi i pozostali
u niego na czas Wielkiego Postu. Gdy zobaczyli dzieła Świętego
i ułożone przez niego pieśni, zaczęli je wyśmiewać. Mówili,
że są głupie. To sprawiło, że ów pobożny mąż zaprzestał
czytać pożytecznych pouczeń oraz nie śpiewał już w porannych
modlitwach triodiów. Pewnej nocy miał widzenie św. Teodora,
któremu towarzyszyli inni mnisi, trzymający laski w rękach.
Święty nakazał im bić mężczyznę zdeprawowanego przez niegodziwych
mnichów. W czasie, gdy się to działo, Błogosławiony mówił:
— Dlaczego odrzuciłeś me dzieła, które wcześniej
z wielką miłością czytałeś? Dlaczego zlekceważyłeś fakt, że
zostały przyjęte przez Kościół? Wszak zawierają one pokorne
słowa, które mogą przyprowadzić serce do skruchy i pocieszyć
duszę. Są one pełne słodyczy i pożyteczne dla tego, kto
prawdziwie pragnie się zbawić.
Ukarawszy grzesznika, św. Teodor się oddalił. Gdy nastał
dzień, pobożny mąż leżał chory w pościeli, nie mając siły wstać
z powodu otrzymanych ran. Na całym ciele miał wiele siniaków,
które wszystkim pokazywał, mówiąc o karze, jaka go spotkała.
Szybko wygonił ze swego domu mnichów. Od tego czasu o wiele
bardziej zawierzył św. Teodorowi i z miłością studiował jego
DZIEŃ JEDENASTY 227

dzieła oraz pieśni, upraszając go o przebaczenie za popełniony


grzech.
Wiele uzdrowień dokonało się również u grobu Świętego.
Zdarzyło się, że przyszedł tam człowiek opętany. Nocą, w widzeniu,
zjawił się przed nim Święty i uwolnił go od złych duchów oraz
całkowicie uzdrowił. Człowiek ów po obudzeniu wysławiał Boga
i Jego wybrańca.
Pewien człowiek zjadł zatruty pokarm i był bliski śmierci.
Wlał w swe usta olej z lampy, znajdującej się przy grobie
Świętego, a wówczas natychmiast wyrzucił z siebie śmiercionośny
jad i odzyskał zdrowie. Jeszcze inny człowiek cierpiał na bóle
żołądka. Spojrzał on na ikonę św. Teodora i zawezwał jego imię
— natychmiast wyzdrowiał.
Wiele i inych cudów dokonało się za sprawą św. Teodora
i jego modlitw.

Żywot świętego Stefana Deczańskiego, króla Serbii

w. Stefan Urosz III Deczański był królem Serbii (1321–1331).


Jego ojcem był Stefan Urosz II Milutin (1282–1320), zaś
dziadkiem Stefan Urosz I, zwany Wielkim (1243–1276), a pradziadkiem
św. Stefan Pierwszy Koronowany, pierwszy król Serbii (1165–
1227), który był bratem św. Sawy, pierwszego arcybiskupa
Serbii i synem Wielkiego Żupana Serbskiego, św. Stefana
(w stanie mnisim Symeona) Nemania (1170–1196), założyciela
państwa Serbskiego. Matką św. Stefana była pierwsza żona
Milutina, Elżbieta, córka króla węgierskiego Stefana V.
Będąc członkiem rodziny królewskiej, Stefan od dzieciństwa
był wychowywany w pobożności chrześcijańskiej. Od najmłodszych
lat doświadczył wielu cierpień. W Serbii w owym czasie trwały
wojny domowe, powstania i bunty wielmożów, ciągłe potyczki
228 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

z sąsiadami — Bułgarami, Grekami i Tatarami. Wrogowie


wschodniego chrześcijaństwa, Tatarzy, rozgromiwszy i upokorzywszy
prawosławną Ruś, spustoszyli i splądrowali również inne słowiańskie
kraje prawosławne, stanowiąc zagrożenie dla Bułgarii i Serbii.
Szczególnie wielkie niebezpieczeństwo dla słowiańskich państw
Półwyspu Bałkańskiego nadeszło od strony Krymskiego chana
Nogaja. Wojska posyłane przez Nogaja, które pustoszyły Bułgarię
i Macedonię, wtargnęły również do Serbii. Bułgarzy stali
się lennikami Tatarów i ten sam los czekał Serbów. Król
Serbii Milutin, nie będąc w stanie przeciwstawić się potężnemu
chanowi, rozpoczął negocjacje, dzięki czemu udało mu się
powstrzymać atak. Zmuszony był jednak wyprawić swego
syna do obozu tatarskiego w roli zakładnika wraz z kilkoma
znacznymi bojarami.
Bóg pomagał pobożnemu Stefanowi w nieszczęściach. W wyniku
walk bratobójczych zginął Nogaj. Podczas zamieszania młodzieńcowi
udało się wrócić do ojczyzny. Ze względu na wspólną walkę
z poganami bułgarski car Smilec zawarł przymierze z królem
serbskim. Porozumienie to dopełnił związek małżeński syna
Milutina, Stefana Uroszy III Deczańskiego, z córką cara bułgarskiego
Smilcą. Po weselu Stefan Urosz otrzymał pod swą władzę
prowincję Zeta.
Podobnie jak i wcześniej zaczęło dochodzić w Serbii do
zamieszek, których skutkiem były rozliczne nieszczęścia. Simonida
Paleologinia, macocha Stefana, druga żona Milutina, była
córką cesarza bizantyjskiego Andronika II Starszego (1281–
1332) i jego żony Ireny. Zapragnęła ona, by następcą tronu
serbskiego był nie Stefan Urosz, jej pasierb, lecz jej rodzony
syn Konstantyn. Podżegana przez matkę, zaczęła knuć intrygi
mające wzbudzić podejrzenia u Milutina, że Stefan chce go
pozbawić tronu. Niektórzy z bojarów uprzedzili królewicza
o grożącym mu niebezpieczeństwie. Radzili, że może do niego
nie dopuścić, jeśli powstanie przeciwko ojcu i pozbawi go
DZIEŃ JEDENASTY 229

władzy. Ponadto źli ludzie przekonywali Milutina, że syn


zamierza zrzucić go z tronu. Wówczas władca wysłał posłańców,
którzy zakuli młodzieńca w łańcuchy, zamknęli w lochu w Skopje
i oślepili. Było to w prowincji zwanej Owcze Pole. Znajdowała
się tam świątynia pw. św. Mikołaja Cudotwórcy. Oślepionego
Stefana, doświadczającego straszliwych cierpień, umacniała
modlitwa. Gdy był półmartwy, ujrzał w widzeniu wielkiego
świętego męża o jaśniejącym obliczu, odzianego w szaty arcypasterskie.
Mąż ów trzymał w prawej ręce wykłute oczy męczennika
i mówił:
— Nie trap się, Stefanie! Oto na mej dłoni mam twe oczy!
Młodzieniec zapytał:
— Kim jesteś, panie mój, że przejawiasz taką o mnie troskę?
— Jestem Mikołajem, biskupem Miry.
Po przebudzeniu męczennik poczuł poprawę zdrowia i dziękował
Bogu. Prześladowanie Stefana na tym się jednak nie skończyło.
Pragnąc zabezpieczyć się przed urojonymi zamysłami syna,
król Milutin wygnał swego potomka z ojczyzny wraz z dwoma
małoletnimi wnukami. Wyprawił ich do Konstantynopola, do
swego teścia — cesarza Andronika Starszego.
Na wygnaniu Bóg nie opuścił cierpliwego Stefana. Początkowo
dano mu osobny pałac i pełne utrzymanie, lecz zabroniono
mu go opuszczać. Wolność księcia była zatem ograniczona.
Po jakimś czasie wraz z dziećmi zamieszkał on w Monasterze
Pantokratoros pod nadzorem ihumena, bez pozwolenia którego
nie wolno mu było z kimkolwiek się spotykać i rozmawiać.
Pokornie znosił wszelkie ciężary i powtarzał: „Bądź mężny
w cierpieniu, Stefanie, przez swoją wytrwałość ocalisz życie”
(por. Łk 21,19). Często i żarliwie się modlił. Gdy nadchodził
czas wspólnej modlitwy, jako pierwszy zjawiał się w świątyni
i stał nieruchomo do końca nabożeństwa. Z tego powodu
wszyscy go lubili i okazywali mu szacunek. Często przychodzili
do niego na rozmowy duchowe. Cesarz również zapraszał
230 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Stefana do siebie, rozmawiał o tym, co jest pożyteczne dla duszy


i dzielił z nim stół. W czasie jednej z takich rozmów rozważali
również sprawę przybyłego z Zachodu heretyka Barlaama,
wzbudzającego zamieszanie wśród wielu prawosławnych w Cesarstwie
błędną nauką o światłości Jezusa, która objawiła się podczas
Przemienienia na górze Tabor. Stefan rzekł wówczas:
— Nie przystoi i nie jest właściwe, by cesarz, będący
pasterzem wielkiej trzody Chrystusowej, tolerował Jego wrogów.
Trzeba ich wygnać, jak wilki polujące na dusze.
Zwołany przez władcę i patriarchę Atanazego sobór osądził
herezję Barlaama i wygnał go z granic Bizancjum.
Swym cnotliwym życiem oraz mądrością i radami Stefan
pozyskał sobie powszechną miłość nie tylko braci z monasteru,
ale patriarchy, wielmożów i wielu innych znacznych mieszkańców
Konstantynopola. Ze środków, jakie otrzymywał od cesarza
na utrzymanie, tylko niewielką cząstkę przeznaczał dla siebie,
resztę oddawał ihumenowi, by rozdawał ją biednym.
Jeden z rodaków Stefana, chcąc złagodzić położenie niewinnego
wygnańca, przesłał mu przez wiernego sługę znaczną ilość złota
na różne potrzeby. Posłaniec wręczył pieniądze i przekazał
wieści od przyjaciela. Stefan podziękował dobroczyńcy i pomodlił
się za niego do Boga. Następnie przywołał ihumena, dał mu
otrzymane złoto, by rozdał je biednym. Ihumen przekonywał
Stefana, aby pozostawił sobie choć małą część na bieżące
potrzeby, lecz Święty odpowiedział, że z woli Boga żyje na
obczyźnie, a przysłane pieniądze trzeba oddać tym, którzy
rzeczywiście są w potrzebie.
Stefan zatrzymał na pewien czas posłańca, a potem odesłał
go do ojczyzny. Przekazał też podziękowania dla przyjaciela.
Nie zapominał o nim w modlitwie. Miłosierdzie Boże nie
opuszczało zesłańca. W piątym roku wygnania Pan objawił
poprzez niego wielki cud.
Pewnego razu w święto arcypasterza i cudotwórcy Mikołaja
DZIEŃ JEDENASTY 231

z Myry Stefan jak zazwyczaj uczestniczył w nabożeństwie


Całonocnego Czuwania. W czasie czytania żywotu i cudów
św. Mikołaja przysiadł na ławeczce na swym miejscu i przysnął,
gdyż był zmęczony. Nagle zobaczył przed sobą męża Bożego,
który już wcześniej mu się objawił.
— Czy pamiętasz, co ci mówiłem w poprzednim widzeniu?
— spytał on.
Stefan padł na ziemię i odpowiedział:
— Wiem, że jesteś wielkim hierarchą — Mikołajem, lecz
tego, co mówiłeś, już nie pamiętam.
Mąż rzekł:
— Nakazałem ci, byś nie cierpiał, gdyż w mojej ręce są twe
oczy. Wówczas pokazałem je tobie.
Stefan przypomniał sobie poprzednie objawienie Arcypasterza.
Przypadł do jego nóg i prosił o zmiłowanie. Św. Mikołaj
powiedział:
— To, com ci wówczas mówił, teraz się spełni!
Podniósł Stefana, uczynił znak krzyża na jego twarzy,
dotknął oczu i rzekł:
— Pan nasz, Jezus Chrystus, który darował wzrok niewidomemu
od urodzenia, teraz przywraca światło twoim oczom!
Po tych słowach św. Mikołaj stał się niewidzialny. Przejęty
wzruszeniem Stefan, gdy przyszedł do siebie, zaczął widzieć;
było to darem niewypowiedzianego miłosierdzia Bożego. Wziął
laskę, wyszedł z kościoła i udał się do celi. Pogrążył się w gorącej
modlitwie i dziękczynieniu za uzdrowienie. Potem zakrył tak jak
wcześniej oczy i powrócił na nabożeństwo. Stanął jak zwykle,
zataiwszy przed wszystkimi, że odzyskał wzrok; dowiedziano
się o tym dopiero wtedy, gdy tego chciał Bóg, a mianowicie po
powrocie Stefana do ojczyzny, kiedy został królem Serbii.
Po upływie kilku dni od cudownego przejrzenia Stefana jego
młodszy syn ciężko zachorował i zmarł. Święty zniósł tę stratę
bez narzekania; powtarzał tylko:
232 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Pan dał, Pan wziął.


Wszyscy dziwili się, że jest tak mężny. Jeszcze przez dwa
lata musiał on pozostawać na obczyźnie. Mimo że z cierpliwością
znosił wygnanie, niczym krzyż nałożony z woli Bożej, to jednak
pragnął powrócić do ojczyzny. W końcu napisał list pełen łez
do serbskiej Ławry Chilandari na Świętej Górze Athos, gdzie
w owym czasie przebywał biskup Daniel. Od dawna żywił on do
Stefana miłość i przyjaźń. W liście Święty przedstawił warunki
wygnania i prosił Daniela oraz wszystkich wielkich starców
z Athosu o wstawiennictwo u ojca, króla Milutina, by okazał
mu miłosierdzie.
Zwołano ogólną naradę, aby rozważyć tę sprawę. Postanowiono
napisać do serbskiego arcybiskupa Nikodema. List mieli przekazać
poważani starcy, którzy udadzą się do Serbii, żeby prosić króla
o zgodę na powrót syna i wnuka. Wspaniały list i przemowy
arcybiskupa oraz posłańców poruszyły serce Milutina.
W tym czasie z Konstantynopola przybył do Serbii przełożony
Monasteru Pantokratoros, w którym przebywał Stefan wraz
z synem. Ihumen, ze względu na to, że był wybitnym i doświadczonym
mówcą, został posłany przez bizantyjskiego cesarza Andronika
Paleologa do zięcia, serbskiego króla Milutina, z prośbą o pomoc
w wojnie z wrogami Imperium. Po rozmowach na tematy
państwowe Milutin zaprosił posła na prywatną rozmowę o synu.
Ihumen szczegółowo opowiedział o cnotach i zmaganiach duchowych
Stefana. Dodał też, że nie mogą się z nim równać wszystkie
skarby królewskie. Te wiadomości poruszyły króla. Ponadto
niedawno umarła jego teściowa, matka Symonidy, cesarzowa
Irena, która była główną winowajczynią podejrzeń i wrogości
do syna. Milutin postanowił zawezwać Stefana.
Wyprawił poselstwo do cesarza Andronika z prośbą o powrót
swego syna wraz z wnukiem Stefanem Duszanem. Imperator,
który polubił Świętego i żywił do niego wielki szacunek,
pożegnał się z nim i zaopatrzył we wszystko, co było potrzebne
DZIEŃ JEDENASTY 233

na drogę oraz szczodrze obdarzył podarkami. Andronik wiedział,


że Stefan odzyskał wzrok, lecz nikomu o tym nie mówił, aby nie
ściągnąć na niego nowych podejrzeń i prześladowań.
Tak oto po ośmiu latach zesłania Stefan wraz z Duszanem
powrócił do ojczyzny. Powitanie było wzruszające. Ojciec pojednał
się z synem. Dał mu niewielką prowincję, a wnuka pozostawił
przy sobie, by go wychowywać, a być może traktował go również
jako gwarancję wierności syna.
Po trzech latach, 29 października 1320 r., Milutin umarł.
Stronnicy macochy Stefana doprowadzili do zamieszek, by
osadzić na tronie jej syna, Konstantyna. Jednak większość
wielmożów stanęła po stronie starszego syna Milutina, który
przybył z Dioklei do ówczesnej stolicy Serbii — Prizren.
W styczniu 1321 r. odbyła się koronacja. Stefana koronował
arcybiskup Nikodem w otoczeniu całego duchowieństwa. Wraz
z ojcem, zgodnie ze zwyczajem bizantyjskim, ukoronowano
również jego syna, Duszana. Stefan zaczął rządzić jako Urosz
III. Pod koniec uroczystości zdjęto opaskę z oczu nowego króla
i wszyscy zobaczyli, że cudownie został mu przywrócony wzrok.
Dokonało się to dzięki wstawiennictwu wielkiego cudotwórcy
Mikołaja.
Panowanie Stefana Uroszy III nie upływało w pokoju.
Ciągle dochodziło do wewnętrznych zamieszek i powstań. Syn
Simonidy ruszył przeciwko bratu, chcąc go zrzucić z tronu.
Stefan powstał tedy przeciw Konstantynowi. Zanim doszło
do walki napisał do brata list, w którym przekonywał go,
by nie walczył z prawowitym królem przy pomocy obcych
wojsk, lecz w pokoju rządził tą prowincją, jaka przypadła mu
w udziale. Konstantyn nie posłuchał dobrej rady i wystąpił
zbrojnie. Został zabity, a jego ludzie przeszli na stronę Stefana.
Wybuchło również inne powstanie, które zorganizował jego
stryjeczny brat Władysław, ale i ono zakończyło się pomyślnie
dla króla. Buntownik został zmuszony do poddania.
234 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Po śmierci pierwszej żony Stefan Urosz jeszcze dwa razy


wstępował w związek małżeński: z Blanką, córką księcia achajskiego
Filipa, a po jej śmierci z Marią, córką Jana Paleologa. W czasie
pokoju troszczył się o poddanych i sprawy Kościoła. Potwierdzał
uprzednie przywileje, dawał Kościołowi posiadłości ziemskie
i inne dary. Dbał także o zachowanie czystości wiary i wytępienie
herezji w granicach państwa.
Jeden ze współczesnych dokonał następującego zapisu na
księdze Ewangelii o Stefanie Uroszy III: „Pan wybrał i uświęcił
go dla ojczyzny, jak gwiazdę jasną i mocno świecącą; on
utwierdził swój kraj, panował nad wieloma miastami i prowincjami,
rozproszył swych wrogów. Wyprawił na bezbożnych i niegodziwych
bogomiłów swego syna. Z Bożą pomocą zwyciężył ich, przelał
wiele krwi i powrócił do domu swego ojca.”
Pobożny król zajmował się dziełami miłosierdzia oraz budową
świątyń Bożych tak w swej ojczyźnie, jak i poza jej granicami.
Pod koniec jego panowania wybuchła wielka wojna z Bułgarią.
Państwo to targane wewnętrznymi zamieszkami i pustoszone
przez Tatarów znacznie osłabło i nie mogło równać się pod
względem siły z Serbią. Gdy na tronie bułgarskim zasiadł
Michał III Szyszman (1323–1330), udało mu się skupić w swych
rękach wszystkie rozdzielone prowincje. Chciał też odzyskać
niektóre zagarnięte przez Serbię miasta.
Michał wyrządził Stefanowi Uroszy III wielką krzywdę.
Bądąc żonaty z Anną, rodzoną siostrą Stefana i córką Milutina,
bez przyczyny oddalił swą małżonkę; zamknął ją w monasterze
razem z małoletnim synem Stefanem. Sam zaś pojął za żonę
Teodorę, siostrę pretendenta do tronu bizantyjskiego — Andronika
Młodszego, wdowę po carze bułgarskim Światosławie. Wrogość
pomiędzy władcami sąsiednich narodów jeszcze bardziej się
wzmogła, bo król serbski trzymał stronę bizantyjskiego cesarza
Andronika Starszego, który lubił i poważał Stefana jeszcze
w czasach wygnania. Michał zbliżył się do rywala Andronika
DZIEŃ JEDENASTY 235

Starszego, a mianowicie jego wnuka Andronika Młodszego,


któremu udało się objąć tron cesarski. Zawarli oni sojusz
i postanowili równocześnie napaść na Serbię w 1330 r.
Stefan Urosz dowiedział się o planowanej przez wrogów
wojnie. Zaczął przygotowania do obrony ojczyzny. W tym czasie
osiągnął pełnoletniość jego syn — Stefan Duszan, który we
wszystkim pomagał ojcu. Bułgarski car wyruszył latem 1330 r.
Miał około piętnastu tysięcy własnego wojska i prawie tyle
samo najemników. W tym samym czasie, zgodnie z paktem,
wyruszył przeciwko Serbom również Andronik Młodszy. Miał
on niewielką armię i z tego względu nie chciał podejmować
działań wojennych. Zatrzymał się na granicy Serbii z Macedonią
i czekał na wynik walk. Szybkie natarcie na Serbię oczywiście
nie mogło nie strwożyć Stefana. Chociaż przygotowany był
do wojny, chciał uniknąć przelewu krwi. Wysłał do cara
bułgarskiego list, w którym pisał: „Dlaczego chcesz wygubić
bułgarskie i serbskie rody? Co Bóg ci darował, to trzymasz
w swoich rękach. Bądź zadowolony z tego i nie pragnij cudzego,
nie pożądaj tego, co Bóg darował innym. Jeśli jesteś aż tak
wojowniczy, to walcz przeciwko innowiercom, a nie chrześcijanom,
których jestem pasterzem z łaski Chrystusa i którzy w niczym
ci nie zawinili. Pomyśl, ile przeleje się krwi, ile trupów po obu
stronach będzie rzuconych na pożarcie ptakom i zwierzętom.
Ilu tych, za sprawą których polegli, ukarze Bóg? Zostaw nas
w spokoju. Sam rządź tym, co ci przynależy; wróć do swego
królestwa. Ci bowiem, co pragną zagarnąć cudze dobra, tracą
i to, co jest im należne. Tak osądza Wszystkowidzące Oko.”
Pokojowy list Stefana nie odniósł skutku. Wręcz przeciwnie;
Michał powiedział: „Jeśli jutro serbski król nie zjawi się
przede mną z pochyloną głową, to rozkażę przyprowadzić go
związanego i skażę go na śmierć w mękach”. Stefanowi nie
pozostało nic innego, jak liczyć na pomoc Bożą i rozpocząć
walkę. Serbskie wojska zgromadziły się w pobliżu granicy,
236 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

w dolinie Dobryczy, tam gdzie łączą się rzeki Toplica i Morawa,


w miejscu, w którym już wcześniej dochodziło do krwawych
bitew. W dolinie król Stefan oczekiwał na przyjście bułgarskiego
cara z Bdiny. W międzyczasie nadeszła wieść, że Michał ze
swą armią ruszył przez Sofię do Macedonii, co wskazywało,
że chce zjednoczyć się ze swym sprzymierzeńcem cesarzem
Andronikiem. Wówczas Stefan skierował się na południe. Po
drodze znajdowały się zbudowane przez jego ojca monastery
św. Jerzego w Nagoryczynie i św. Joachima w Sarandapolu.
W miejscach tych król gorąco się modlił. Szczególnie prosił
o pomoc św. Jerzego.
Serbowie doszli do bułgarskiego obozu, rozbitego nad rzeką
Strumą w pobliżu granicznego miasteczka Zemielno. Zatrzymali
się nad rzeką Kamieńczą u wrót miasta Wielburzda. Przez trzy
dni wojska nie zbliżyły się do siebie. Król Stefan oczekiwał na
spóźnionych dowódców, a wielu żołnierzy bułgarskich rozproszyło
się po okolicy w poszukiwaniu prowiantu. Nastała sobota 28
lipca. W serbskim obozie zawrzało; wszyscy przygotowywali
się do boju. Car bułgarski, znając dotychczasową powolność
Serbów, nie spodziewał się, że tego właśnie dnia nastąpi atak,
dlatego nie zgromadził swoich wojsk. Armię serbską prowadził
do boju młody Stefan Duszan. Doborowe wojsko ruszyło na
Bułgarów. Rozgorzała bitwa, w której książę dawał przykład
dzielności. Wkrótce wojsko bułgarskie, nie spodziewające się
tak zmasowanego ataku, rzuciło się do ucieczki. Z pola bitwy
uciekł również Michał — potknął się pod nim koń i car
spadł na ziemię. Otoczyli go Serbowie. Sam Stefan ściął mu
głowę. Ciało nieszczęsnego cara odwieziono do króla serbskiego,
który z żalem wspomniał, że jego przeciwnik nie usłuchał
pokojowych propozycji. Całe wojsko bułgarskie poddało się
królowi serbskiemu.
Na drugi dzień po bitwie, w niedzielę, królowi serbskiemu
uroczyście zaprezentowano wojenne zdobycze: broń, drogie
DZIEŃ JEDENASTY 237

szaty, sprzęty carskie i wspaniałe konie. Przyprowadzono też


w kajdanach bojarów bułgarskich. Nie wierzyli oni, że ich
władca zginął. Myśleli, że uciekł z miejsca zagłady. Dopiero
gdy zobaczyli jego ciało, zaczęli płakać. Na prośbę bojarów król
rozkazał, by pochować z szacunkiem zabitego cara w serbskim
Monasterze św. Jerzego.
Dziękując Bogu za darowane zwycięstwo, król Stefan Urosz
III Duszan powiadomił o nim swą małżonkę Marię i arcybiskupa
Daniela oraz całe duchowieństwo następującym listem: „Niech
będzie wiadomo, że z pomocą Bożą i wstawiennictwem św. Symeona
i św. Sawy oraz waszymi modlitwami i mocą Ducha Świętego,
uzbrojony i broniący ojczyzny naszej, ja — król serbski wraz
z umiłowanym synem Stefanem oraz z waszymi żołnierzami,
dziećmi mej ojczyzny, zwyciężyłem w walce wroga naszego,
pysznego bułgarskiego cara, który przybył z wieloma poganami
pochodzącymi z obcych plemion. Było to w miasteczku zwanym
Ziemlien. Samego cara zabiłem. Zdobyłem też z pomocą Bożą
wielkie bogactwo i sławę. Teraz zaś wyprawiamy się w dalszą
drogę na ziemię bułgarską.”
To radosne orędzie zostało z zachwytem przyjęte w całej
Serbii. We wszystkich świątyniach celebrowano molebny dziękczynne.
Król wraz z synem uroczyście udali się zaprowadzić porządek
w Bułgarii. Prowadzili ich wzięci do niewoli bojarowie. Na
spotkanie królów Serbii wyszli pozostali bojarowie oraz zarządcy
miast i prowincji. Na czele ich był Biełaur, brat cara Michała.
W imieniu całej Bułgarii poddali się oni pod panowanie pana
serbskiego. Gotowi też byli na złączenie Bułgarii i Serbii w jedno
państwo.
Stefan jednak tego nie chciał. Pragnął, aby na tronie
bułgarskim zasiadła jego skrzywdzona i poniżona siostra Anna.
Do monasteru, gdzie była przetrzymywana, wysłał list, w którym
opisał jej zdarzenia oraz przekonywał, by nie traciła nadziei,
lecz oczekiwała lepszego jutra. Następnie wyprawił do niej
238 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

specjalne poselstwo i zapraszał wraz z synem do Trnowa. Posłał


też wojsko, które miało za zadanie chronić ją w czasie podróży.
Bojarom zaś powiedział, że rezygnuje z tronu bułgarskiego,
a ustanawia carem syna swej siostry, Iwana Stefana Szyszmana
II (1330–1331), którego mają słuchać, sami zaś mogą czuć się
bezpiecznie i udać do swych dotychczasowych majętności. Tak
wspaniałomyślnie postąpił król serbski z pokonanymi i wraz ze
swym wojskiem powrócił do ojczyzny.
W niedługim czasie Stefan Deczański wraz z synem Duszanem
wyprawił się na Macedonię. Chciał w ten sposób ukarać
drugiego wroga, cesarza bizantyjskiego, za pakt z carem Michałem.
Wyprawa trwała tydzień. Nie doszło do spotkania i bitwy.
Serbowie przyłączyli do swego królestwa miasta i warownie,
które przez jakiś czas były zajęte przez uciekającego Andronika.
Połączyli się również z kilkoma miastami nad rzeką Wardar,
które dobrowolnie przeszły pod ich panowanie. Ustanowili tutaj
własnych wojewodów i wrócili do domu. Król Stefan udał się
do pałacu w Nierodimliu, a jego syn do Skadaru. Dramatyczny
rok 1330 szczęśliwie zakończył się dla Serbów. Po zwycięstwie
nad zewnętrzymi wrogami król całkowicie oddał się dziełom
miłosierdzia, budowie i przyozdobianiu świątyń Bożych oraz
innym dobrym uczynkom.
Przez całe życie św. Stefan wspierał Kościół tak w ojczyźnie,
jak i poza jej granicami. Rozsyłał szczodre i bogate dary
do Jerozolimy oraz całej Ziemi Świętej, Egiptu, Aleksandrii,
jak również do Konstantynopola, a szczególnie do tamtejszego
Monasteru Pantokratoros, w którym zmagał się duchowo, gdy
był na wygnaniu. Pomagał też monasterowi w Tessalii oraz
na Świętej Górze Athos, gdzie znajdowała się słynna ławra
Chilandarion, założona i wspomagana przez królów serbskich.
Wiele z tych monasterów obdarzał posiadłościami ziemskimi
i przywilejami.
Wszyscy przodkowie Stefana budowali świątynie z monasterami,
DZIEŃ JEDENASTY 239

w których polecali się pochować i być wspominanymi w modlitwach.


Podobnie Stefan Urosz III — po zwycięstwie nad Bułgarami
za zdobyte skarby i z wdzięczności Bogu oraz z pragnienia
modlitwy za spokój swej duszy postanowił wznieść świątynię
na chwałę Pana Jezusa Chrystusa. Po radę i pomoc zwrócił się
do arcybiskupa Daniela, którego szanował i kochał. Wraz z nim
oraz z godnymi zaufania bojarami zaczął szukać odpowiedniego
miejsca. Poszukiwania trwały długo, w końcu Stefan udał się
w kierunku północno-zachodnim od Pryzryny. Tam w odległości
trzech godzin drogi od miasta Pecz znajdowało się miasteczko
Deczana. Miejsce to było nadzwyczaj piękne. W niewielkiej
dolinie porośniętej różnorodnymi drzewami płynęła rzeka Bystrica
ze wspaniałą i czystą wodą. Ze wszystkich stron, a w szczególności
od zachodu, dolinę otoczały wysokie góry. Tam właśnie król
postanowił wznieść świątynię. Arcybiskup Daniel poświęcił to
miejsce, a następnie przystąpiono do budowy.
Stefan Urosz sprowadził artystów, mistrzów i rzemieślników
z całego królestwa. Zaczęto zwozić materiały: wszelakiego
rodzaju kamień, różnokolorowy i cenny marmur oraz wiele
innych. Na początku wymierzono plac pod przyszły monaster.
Wokół postawiono wysokie mury z basztami. Od strony południowej
były wrota, ponad którymi wznosiła się wielka wieża. Do
murów, od strony wewnętrznej, przylegały cele mnichów na
podobieństwo ptasich gniazd. Osobny, wspaniały budynek wybudowano
dla ihumena. Największą jednak troskę skoncentrowano na
wznoszeniu, na samym środku placu, świątyni Wniebowstąpienia
Pańskiego. Była ona zbudowana z różnokolorowego marmuru,
ozdobiona płaskorzeźbami, kolumnami i łukami nadzwyczajnej
piękności. Ta wspaniała świątynia zachowała się aż do naszych
czasów. Oto jak opisywał ją w 1873 r. pielgrzym rosyjski:
„Świątynia ta jest wielka i wysoka. Zbudowano ją na planie
krzyża. Posiada jedną kulistą wysoką kopułę. Już zewnętrzne
ściany zdumiewają wspaniałością, gdyż składają się z marmurowych
240 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

płyt, z horyzontalnie dopasowanymi rzędami: pierwszy od dołu


rząd z białego marmuru, drugi z różowego, trzeci z białego,
czwarty z szarego. Ten wzór powtarza się wielokrotnie. Warto
zauważyć, że za każdym razem niższy rząd jest szerszy, następny
węższy, trzeci jeszcze węższy, a czwarty najwęższy. Dach świątyni
jest ołowiany, kopuła również została pokryta ołowiem tak
masywnym, że od czasu wybudowania jej w 1335 r. ani razu
nie potrzebowała naprawy. Nad kopułą wznosi się srebrny
krzyż. Od wschodu widać wielkie sanktuarium oraz dwa ołtarze
boczne, poświęcone św. Mikołajowi i św. Dymitrowi. Ponadto
można wyróżnić miejsce, gdzie sprawowana jest proskomidia
oraz ryznicę. Tych pięć okręgów połączonych ze sobą przedstawia
nadzwyczaj piękną zbieżność linii.”
Wspaniałości i pięknu od zewnątrz odpowiadał wystrój całej
świątyni: z rzeźbionego kamienia, złota i innych drogocennych
materiałów. Świątynię zaopatrzono w szaty liturgiczne z tkanin
ozdobionych bisiorem i szlachetnymi kamieniami oraz w złote
i srebrne naczynia.
Po zakończeniu budowy Stefan wyznaczył na przełożonego
słynącego z pobożności ihumena Arseniusza. Świątynia została
uroczyście poświęcona przez arcybiskupa Daniela. Stefan nadał
monasterowi rozliczne przywileje i posiadłości ziemskie.
Oprócz ołtarza bocznego, poświęconego św. Mikołajowi,
Stefan wybudował jeszcze osobną świątynię, poza monasterem,
z przeznaczeniem na służbę ku czci tego Świętego.
Św. Stefan Urosz zawsze wyróżniał się umiłowaniem ubóstwa
i współcierpieniem z pogrążonymi w nieszczęściu. Pod koniec
życia poświęcił się szczególnie pomocy biednym. W odległości
trzech wiorst od Monasteru Deczańskiego wybudował kolejny,
którego celem miała być opieka nad chorymi i ludźmi starymi.
Obszerne izby tego budynku były zastawione łóżkami. Zebrano
też wielu braci do opieki nad cierpiącymi. Sam Stefan często
tutaj przychodził. Pomoc nieszczęśliwym była dla niego radością,
DZIEŃ JEDENASTY 241

w rozmowie pocieszał ich i rozdawał szczodre dary. Ze wszystkich


krańców Serbii przybywali do tego miejsca chorzy i starzy
ludzie. Część z nich po wyzdrowieniu ustępowała miejsca
następnym, a inni pozostawali tam do końca swego życia.
Niedługo przez śmiercią objawił się Stefanowi jego dotychczasowy
obrońca i pomocnik — św. Mikołaj Cudotwórca; rzekł:
— Stefanie, przygotuj się do odejścia. Wkrótce staniesz
przed Panem!
Ostatnie dni Stefana Uroszy III okrył mrok wielkiego
nieszczęścia, a mianowicie wrogość jego syna — Stefana Duszana.
Ziemskie życie króla zakończyło się śmiercią męczeńską.
Duszan, który wyróżnił się nadzwyczajną dzielnością w walce
z Bułgarami, rządził prowincją Zeta. Szukający własnej korzyści
bojarzy, którzy byli na jego służbie, zaczęli go podburzać,
by zrzucił ojca z tronu i sam został królem całej Serbii.
Przestraszyli Stefana Duszana, przekonując go, że spotka go
taki sam los, jak i jego ojca, który został oślepiony w dzieciństwie.
Łatwowierny Stefan uwierzył bojarom i powstał przeciwko ojcu.
Urosz nie chciał wrogości. Podjął kroki, by stłumić powstanie.
Po długich rozmowach zobaczył się z synem, który obiecał, że
nie podejmie żadnych przeciwko niemu działań. Król ponownie
pozostawił syna w pokoju, pokładając nadzieję w Bogu. Tymczasem
bojarzy, zaczęli przekonywać Duszana, że ojciec żywi do niego
utajoną wrogość i zamierza go zabić. Wierząc w te plotki, Stefan
chciał uciec z ojczyzny. Bojarzy do tego nie dopuścili i dokonała
się rzecz straszna.
Po pojednaniu z synem Stefan Urosz w pokoju żył na
swych terytoriach to w jednym zamku, to w drugim. W czasie,
gdy znajdował się w Petriczu, nagle przybyli tam bojarzy
z Duszanem na czele. Okrążyli zamek i pochwycili króla wraz
z całą rodziną. Duszan polecił zawieźć ojca do oddalonego
zamku Zweczan, a żonę i dzieci w inne miejsce. Na tym jednak
sprawa się nie zakończyła. Postanowiono bowiem zamordować

15*
242 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

starego króla. Z rozkazu Duszana do zamku Zwieczan udali


się jego przyboczni i udusili Stefana Urosza — miało to
miejsce 11 listopada 1331 r. Ciało męczennika przewieziono do
Monasteru Deczańskiego i uroczyście pogrzebano w świątyni
pw. Wniebowstąpienia Pańskiego.
Po siedmiu latach eklezjarcha tego monasteru miał cudowne
objawienie. We śnie nieznany mąż nakazał mu wyjąć z ziemi
ciało króla Stefana. Eklezjarcha opowiedział o widzeniu ihumenowi,
który go przekonywał, że to tylko zwyczajny omam. Tymczasem
objawienie się powtórzyło. To jednak w dalszym ciągu nie
przekonało ihumena, aż w końcu sam miał widzenie tegoż męża.
Wówczas ihumen opowiedział o wszystkim swemu arcybiskupowi.
Do monasteru przybyło wielu duchownych. Po modlitwach
odkryto grób Stefana — rozniósł się cudowny zapach i wszyscy
ujrzeli nieuległe rozkładowi relikwie. Wydarzyło się też kilka
cudów: odzyskał wzrok niewidomy, zdrowie odzyskali inni
chorzy.
W późniejszym czasie dokonało się tam wiele uzdrowień
i cudów. Św. Stefan zawsze przychodził z pomocą tym, którzy
z wiarą prosili o jego wstawiennictwo. Zawsze też chronił
swój monaster przed wrogami. Od czasu odkrycia relikwii
Świętego Monaster Deczański stał się ważnym miejscem kultu
dla prawosławnego narodu serbskiego.
DZIEŃ JEDENASTY 243

Wspomnienie błogosławionego Maksyma


Jurodiwego, cudotwórcy Moskiewskiego

iłosierny Pan objawił różne drogi do zbawienia i osiągnięcia


wiecznego błogosławieństwa. Najtrudniejszą i najcięższą z nich
jest dobrowolny wybór bycia „ jurodiwym” — szaleńcem dla
Chrystusa.
Błogosławiony Maksym wybrał tę drogę i wytrwale podążał
nią aż do samej śmierci. Nie zachował się do naszych czasów
dokładny żywot tego cudotwórcy. Wiadomo, że wyrzekł się on
wszelkich wygód życiowych i prawie nagi chodził po ulicach
Moskwy, cierpiąc chłód i skwar. Swymi pouczeniami powstrzymywał
od popełniania zła i umacniał na drodze dobra. Często mawiał:
— Choć zima jest sroga, to Raj jest pełen słodyczy. Za
wytrwałość Bóg daje zbawienie. Jest wielki, wykryje kłamstwo.
Nie okłamie cię, ani ty Go nie oszukasz. Wszyscy czynią znak
krzyża, ale nie wszyscy się modlą.
Błogosławiony Maksym zmagał się duchowo w pierwszej
połowie XV w. Był to bardzo ciężki czas dla Ziemi Ruskiej,
gdyż jarzmo tatarskie, głód, susze i zarazy nękały lud. Swą
wytrwałością w cierpieniach Święty uczył ludzi cierpliwości.
Niczego dla siebie nie pragnął. Powstrzymywał moskiewskich
kupców od nieuczciwych transakcji. Pouczał ich:
— Świątynia domowa, a sumienie sprzedajne. Według brody
Abraham, a według czynów — Cham.
Po wielu zmaganiach duchowych odszedł do Pana w dniu 11
listopada 1433 r. Pochowano go w cerkwi pw. świętych Borysa
i Gleba na ulicy Warwarskiej w Moskwie. Bogu podobało
się wsławić cudami Swego wybrańca: u grobu św. Maksyma
w 1506 r. dokonało się uzdrowienie chromego.
13 sierpnia 1547 r. wydobyto nie ulegające rozkładowi
relikwie. Wtedy ustanowiono uroczystość ku jego czci. Zbudowano
244 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

ołtarz boczny ku czci św. Maksyma Wyznawcy nad miejscem,


gdzie znajdowały się relikwie św. Maksyma.
W 1698 r. dwaj mieszkańcy Moskwy, Maksym Wierchowitin
i Maksym Szarownikow, podczas rozbierania starej cerkwi, po
odwaleniu od ściany kamienia, natknęli się na wielki skarb —
relikwie Błogosławionego. Ze czcią przeniesiono je do jednego
z moskiewskich soborów, gdzie były przechowywane aż do czasu
zakończenia budowy nowej świątyni. Ta cerkiew, istniejąca do
dzisiaj, została poświęcona św. Maksymowi.
Prawie czterdzieści lat przechowywano relikwie w tej świątyni.
W 1737 r. wybuchł wielki pożar, znany pod nazwą pożaru
troickiego. Płomienie ogarnęły cerkiew pw. Maksyma Cudotwórcy.
Cała świątynia spłonęła — udało się uratować jedynie kilka
cząstek świętych relikwii, które przechowano i złożono w odbudowanej
cerkwi w 1768 r.
Dzień dwunasty

Żywot Jana Jałmużnika, patriarchy Aleksandrii

w. Jan urodził się na Cyprze. Był synem księcia Epifaniusza.


Od młodości wychowywano go w pobożności i bojaźni Bożej.
Gdy osiągnął wiek dojrzały, z woli rodziców wstąpił w związek
małżeński i miał dzieci. W niedługim czasie stracił je, a zaraz
po nich żonę. Tak chciał Bóg, by Jan nie służył ciału, ale
oddał się cały życiu duchowemu. Wyzwolony od małżeństwa,
podziękował Bogu i od tego czasu już bez przeszkód żarliwie
służył Panu, ćwicząc się w modlitwie i we wszelkich dobrych
czynach. Szczególnie wyróżniał się miłosierdziem i łaskawością
w stosunku do wszystkich ubogich. Za te cnoty Bóg wywyższył
go pośród ludzi. Nawet sam król poważał go i szanował.
Po upływie pewnego czasu na katedrze w Aleksandrii
zabrakło pasterza. Wówczas cesarz Herakliusz I (610–641)
z woli Bożej podniósł Jana do godności patriarchy. Święty,
mimo że nie czuł się godny tak wielkiego zaszczytu, został
powołany do bycia arcypasterzem Kościoła Aleksandryjskiego.
Po wstąpieniu na tron patriarszy Jan przede wszystkim
chciał oczyścić swą trzodę z herezji, która powodowała wiele
zamieszania. Herezja ta miała swój początek w poglądach
Piotra Fullona, heretyckiego patriarchy Antiochii, który ośmielił
246 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

się zmienić sens pieśni Trishagion: „Święty Boże, Święty Mocny,


Święty Nieśmiertelny, ukrzyżowany za nas, zmiłuj się nad nami”
— tak jakby w Panu naszym cierpiało całe Bóstwo.
Wykorzeniwszy tę naukę heretycką, św. Jan całkowicie
poświęcił się żarliwemu wypełnianiu przykazań Bożych i czynieniu
dzieł miłosierdzia. Nikt z potrzebujących nie odchodził od
niego smutny i z pustymi rękami. Będących w biedzie obdarzał
jałmużną; pocieszał cierpiących nie słowem lecz czynem; karmił
głodnych i odziewał nagich; wykupywał będących w niewoli;
troszczył się o pielgrzymów i chorych. Szczodrość jego przypominała
rzekę, nieustannie i obficie płynącą oraz zaspokajającą pragnienie
wszystkich spragnionych.
Na początku swego pasterzowania Jan przywołał do siebie
ekonomów kościelnych i tak im rzekł:
— Obejdźcie całe miasto i dokonajcie spisu wszystkich
mych panów.
Ekonomowie zapytali:
— Kim są twoi panowie?
— To ci, których nazywacie biednymi i ubogimi. Oni są
mymi panami, bowiem, zaprawdę, oni najbardziej mogą mi
pomóc w osiągnięciu zbawienia i wprowadzić mnie do wiecznego
mieszkania — brzmiała odpowiedź.
Ekonomowie poszli i spisali wszystkich nędzarzy, których
znaleźli na ulicach, w szpitalach i śmietnikach. Było ich ponad
siedem tysięcy. Św. Jan polecił codziennie dawać im wszystkim
pożywienie.
W owym czasie Persowie napadli na Syrię i Palestynę,
spalili Jerozolimę, zabrali drzewo Krzyża Świętego oraz wzięli
w niewolę wielu chrześcijan. Błogosławiony Jan wyprawił statki
ze złotem i pszenicą, by wykupić więźniów.
Nie wszystkim, którzy chcieli się z nim spotkać, to się
udawało, gdyż słudzy nie o każdym przychodzącym oznajmiali
patriarsze. Z tego względu wybrał on dwa dni w tygodniu,
DZIEŃ DWUNASTY 247

a mianowicie środę i piątek, kiedy to siadał przy wejściu do


kościoła i przyjmował każdego człowieka, który tego pragnął.
Słuchał próśb, rozsądzał spory, bronił pokrzywdzonych i zaprowadzał
pokój Boży między wiernymi. Do gromadzących się wokół niego
mawiał:
— Jeśli mi nikt nie zabrania przychodzić do mego Pana
i Boga oraz modlić się do Niego i wypraszać potrzebne łaski, to
dlaczego i ja miałbym nie dozwalać na niczym nie skrępowany
dostęp moim bliźnim, aby mogli opowiedzieć o doznanych
krzywdach i potrzebach oraz prosić o to, czego pragną? Trzeba
pamiętać o słowach Pana: „Bo jaki wyrok wydajecie, taki i na
was wydadzą, i jaką miarą mierzycie, taką wam odmierzą” (Mt
7,2).
Zdarzało się też, że do Błogosławionego nikt nie przyszedł
w owym wyznaczonym czasie — wstawał wówczas zasmucony
i ze łzami wracał do domu. Bywało, że pytano go wtedy:
— Ojcze, czy ty się smucisz i lamentujesz?
Święty odpowiadał:
— Dziś pokorny Jan nie znalazł nic do ofiarowania Bogu
poza własnymi grzechami.
Błogosławiony Sofroniusz pocieszał wówczas przyjaciela:
— Ty, Janie, zaprawdę powinieneś się radować teraz, gdyż
twa trzoda żyje w pokoju, bez kłótni i sporów, jak aniołowie
Boży.
Pewnego razu ekonomowie oznajmili św. Janowi, że w tłumie
znajdują się dwie bogato odziane niewiasty, proszące o jałmużnę.
Zapytali też, czy należy je obdarować, tak jak i biednych.
Patriarcha odpowiedział:
— Jeśli rzeczywiście jesteście sługami Chrystusowymi i wiernymi
sługami pokornego Jana, to dawajcie tak, jak nakazał Chrystus,
nie patrząc na twarze i nie wypytując o życie tych, którym
coś dajecie. Wiedzcie, że nie dajemy nic swojego, ale to, co
jest Chrystusowe. Tak mamy dawać, jak Pan nam nakazał.
248 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Jeśli myślicie, że mienia Kościoła nie starczy na tak wielką


jałmużnę, to ja nie chcę mieć udziału w waszym niedowiarstwie.
Całkowicie ufam Bogu. Jeśliby się zdarzyło, że ubodzy z całego
świata przyszliby do Aleksandrii, aby otrzymać jałmużnę — to
nawet wówczas nie zubożyłby się majątek naszego Kościoła.
Pouczył też wiernych:
— Gdy miałem szesnaście lat i żyłem na Cyprze, pewnej
nocy widziałem we śnie przepiękną niewiastę. Była ona odziana
w błyszczącą szatę i miała na głowie wianek oliwny. Stanęła
blisko mego łóżka i rozbudziła mnie dotknięciem. Obudziwszy
się zobaczyłem, że dziewica nie jest w moim śnie, lecz stoi
przede mną na jawie. Zapytałem:
— Kim jesteś, że ośmieliłaś się przyjść do mnie?
Ona spojrzała na mnie jasnym wzrokiem, uśmiechnęła się
łagodnie i odpowiedziała:
— Jestem najstarszą córką Wielkiego Króla i pierwszą
spośród Jego córek.
Usłyszawszy to, oddałem jej pokłon. Ona zaś mówiła dalej:
— Jeśli zechcesz, bym została twą przyjaciółką, to wyproszę
u Króla wielką łaskę i przyprowadzę cię przed Jego oblicze.
Nikt nie ma wobec Niego takiej mocy i śmiałości jak ja.
Sprowadziłam Go z nieba na Ziemię i pobudziłam do stania
się człowiekiem, by dokonało się zbawienie ludzi.
To powiedziawszy stała się niewidzialna. Zdumiałem się tym
widzeniem i rzekłem do siebie:
— Zaprawdę — w obrazie dziewicy objawiło się Miłosierdzie.
O tym świadczy wianek oliwny na jej głowie, który jest
symbolem miłosierdzia, oraz słowa: „sprowadziłam z nieba
na Ziemię Boga i On stał się człowiekiem”. Stwórca, widząc
upadłego człowieka, zapragnął go zbawić od zatraty właśnie
miłosierdziem. Z tego względu, jeśli ktoś pragnie dostąpić
łaski Bożej, powinien czynić bliźnim miłosierdzie i dawać im
jałmużnę.
DZIEŃ DWUNASTY 249

Tak myśląc, pospiesznie wstałem i udałem się o brzasku


do kościoła. Po drodze spotkałem nagiego, drżącego od chłodu.
Zdjąłem z siebie wierzchnią szatę i oddałem ją potrzebującemu,
mówiąc do siebie: „Teraz przekonam się, czy widzenie, jakie
miałem, było omamem”. Zanim dotarłem do kościoła, spotkałem
odzianego w białe szaty człowieka, który dał mi do ręki węzełek
zawierający sto srebrnych monet. Rzekł do mnie:
— Przyjacielu! Weź to i uczyń, co chcesz.
Dar przyjąłem z radością, lecz zaraz uświadomiłem sobie,
że to, co znalazłem w węzełku, nie jest mi potrzebne. Z tego
względu wróciłem, chcąc oddać pieniądze. Nie udało mi się
jednak odnaleźć człowieka, który mi je wręczył. Wówczas
zrozumiałem, że widzenie, jakie miałem w nocy, pochodzi od
Boga. Od tego czasu, jeśli coś dawałem ubogiemu, to chciałem
wiedzieć, czy Bóg odda mi stokrotnie, tak jak zapowiedział.
Wiele razy przekonywałem się, że tak w istocie jest. W końcu
powiedziałem sobie: „przestań, ma duszo, wystawiać na pokuszenie
swego Boga!”
Pewnego razu, gdy św. Jan chciał odwiedzić chorych (co czynił
dwa lub trzy razy w tygodniu), wyszedł mu naprzeciw pielgrzym,
który poprosił go o jałmużnę. Błogosławiony nakazał towarzyszącemu
mu słudze dać pielgrzymowi sześć srebrnych monet. Po wzięciu
monet mężczyzna się oddalił. W niedługim czasie, pragnąc
wystawić na próbę szczodrość Świętego, zmienił odzienie, stanął
w innym miejscu i prosił:
— Pomóż, panie, biednemu wygnańcowi!
Jan powtórnie nakazał, by dać mu sześć srebrnych monet.
Sługa cicho szepnął do patriarchy:
— Panie, wszak to ten sam człowiek, który już wcześniej
dostał sześć srebrnych monet. . .
Patriarcha udał, że nie słyszy tej uwagi i powtórzył, by dać
proszącemu sześć srebrnych monet. Niedługo potem pielgrzym
250 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

raz jeszcze przebrał się i w innym miejscu poprosił o wsparcie.


Sługa ponownie rzekł do patriarchy:
— Panie! To ten sam mężczyzna, który dziś już dwukrotnie
dostał po sześć srebrnych monet, a teraz prosi po raz trzeci,
Wówczas Błogosławiony odpowiedział słudze:
— Daj mu dwanaście monet. Być może, że to Chrystus
wystawia mnie na próbę.
Pewien kupiec stracił cały majątek i, popadłszy w skrajną
biedę, prosił patriarchę o pomoc. Św. Jan dał mu pięć funtów
złota. Kupiec za otrzymane pieniądze zakupił wiele towarów,
wsiadł na okręt i udał się drogą morską do innych miast.
W wyniku katastrofy statku znowu wszystko stracił. Sam
ledwie zdołał ocalić życie. Ponownie przyszedł do patriarchy
i opowiedział mu o tym, co się wydarzyło. Wówczas Święty
wyjaśnił mu, dlaczego tak się stało:
— Miałeś jeszcze inne złoto, zdobyte nieuczciwie, które
zmieszałeś ze złotem, jakie ci dałem. Oto dlaczego straciłeś
jedno i drugie.
To powiedziawszy dał mu dwa razy więcej złota, niż poprzednio.
Sytuacja się powtórzyła: statek zatonął wraz z zakupionymi
towarami. Tym razem kupiec nie ośmielił się przyjść do patriarchy.
Szlochał i płakał w swym domu, posypał popiołem głowę
i zamierzał pozbawić się życia. Gdy Święty dowiedział się o tym,
wezwał go do siebie i rzekł:
— Dlaczego popadasz w rozpacz? Miej ufność w Bogu! On
cię nie opuści! Myślę, że to nieszczęście cię spotkało, gdyż
nieuczciwie zdobyłeś statek.
To rzekłszy, Jan nakazał przygotować okręt będący własnością
Kościoła i załadować go pszenicą. Kupiec niezwłocznie wypłynął
w morze. Nagle powiał silny wiatr, który skierował okręt
do nieznanego kraju. Kupiec zobaczył w widzeniu św. Jana
Jałmużnika, stojącego za sterem i kierującego statkiem. Nie
stracił nadziei ufając, że dzięki modlitwom Świętego wyprawa
DZIEŃ DWUNASTY 251

będzie miała szczęśliwe zakończenie. Po dwunastu dniach i nocach


okręt dobił do brzegu Brytanii. W owym czasie panował
tam wielki głód. Gdy ludzie się dowiedzieli, że przypłynął
statek z pszenicą, pospiesznie ją wykupili. Za pierwszą jej
połowę kupiec otrzymał złoto, a za drugą ołów. W drodze
powrotnej statek zawinął do Dekapolu. Kupiec zamierzał tam
sprzedać ołów, ale okazało się, że przemienił się on w złoto.
Wzbogacony kupiec z radością wracał do Aleksandrii. Po
powrocie opowiedział wszystkim o tym, co się wydarzyło za
sprawą modlitwy i jałmużny św. Jana.
Zdarzyło się, że Święty idąc do kościoła spotkał na drodze
poważanego i szlachetnego męża, którego okradli złodzieje,
tak że został żebrakiem. Ulitowawszy się nad nim patriarcha
dyskretnie nakazał swemu słudze powiedzieć ekonomom kościelnym,
żeby wydali temu człowiekowi piętnaście funtów złota. Ekonomowie
widząc, że skarbiec jest prawie pusty, nie posłuchali rozporządzenia
patriarchy. Dali potrzebującemu tylko pięć funtów złota, a dziesięć
zostawili sobie. Gdy Święty wracał z kościoła do domu, podeszła
do niego bogata i szanowana niewiasta. Wręczyła mu pismo,
w którym informowała go, że ofiaruje Kościołowi pięćset funtów
złota. Patriarcha, oświecony łaską Ducha Świętego, zrozumiał
wówczas, że kobieta nie dała tyle, ile zamierzała dać. Pan Bóg
sprawił to, by ukarać ekonomów, którzy nie wszystko oddali
człowiekowi, któremu św. Jan kazał dać piętnaście funtów złota.
Po powrocie do domu Jan wezwał ekonomów i zapytał, ile
dali człowiekowi pozbawionemu mienia przez złodziei. Oni zaś
skłamali:
— Daliśmy tyle, wasza Świątobliwość, ile przykazaliście —
piętnaście funtów złota.
Osądzając ich kłamstwo, skąpstwo i nieposłuszeństwo, Święty
rzekł:
— Bóg będzie żądał od was tysiąc funtów złota, gdyż ta
pobożna niewiasta zamierzała dać nam półtora tysiąca funtów
252 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

złota, a dała tylko pięćset. Skoro jednak wy nie posłuchaliście


mnie i zatrzymaliście dla siebie dziesięć funtów złota, tak też
ta kobieta powstrzymała się przed daniem tysiąca. Jeśli mi nie
wierzycie, to wkrótce sami się o tym przekonacie.
Patriarcha przywołał do siebie kobietę i w obecności ekonomów
zapytał:
— Powiedz nam, pani, ile początkowo zamierzałaś ofiarować
Kościołowi ze swej miłości do Boga?
Ona, zauważywszy, że nie ukrył się jej zamiar przed patriarchą,
odpowiedziała:
— Rzeczywiście, kilka dni wcześniej postanowiłam na twoje
święte ręce przekazać półtora tysiąca funtów złota. Dzisiaj
jednakże, gdy przejrzałam uprzednio przygotowane pismo,
spostrzegłam, że słowo tysiąc zostało wytarte, a zostało tylko
pięćset. Pomyślałam wówczas, że jest wolą Boga, by nie dać
więcej niż pięćset funtów na Kościół. Tak też i postąpiłam.
Po wysłuchaniu tych słów ekonomowie bardzo się przestraszyli
i zawstydzili. Przypadli do nóg Świętego i błagali o przebaczenie.
W 618 r. ze względu na najazd Persów do Aleksandrii
przybyło wiele ludzi, wskutek czego nastał wielki głód. Św.
Jan, pełen współczucia dla głodujących, rozdał prawie cały
majątek kościelny. Zostało tylko tysiąc funtów złota. Wtedy to
chórzysta, który — żyjąc w powtórnym związku małżeńskim —
nie mógł być wyświęcony na kapłana, napisał do patriarchy:
— Mam wiele pszenicy, którą przez twoje ręce oddam
Chrystusowi; ponadto obiecuję jeszcze pięćdziesiąt funtów złota,
tylko wyświęć mnie na diakona.
Święty przywołał go i zganił, że chce za pieniądze osiągnąć
stan kapłański.
— Żałuj za grzech i bój się kary; Bóg jest mocen i bez twojej
pszenicy nakarmić nas w czasie głodu.
Gdy mówił te słowa, przybył posłaniec, który oznajmił, że
z Cylicji przypłynęły dwa statki z wielką ilością pszenicy. Kiedy
DZIEŃ DWUNASTY 253

patriarcha o tym usłyszał, upadł na kolana i dziękował Bogu,


że nie pozostawił tych, którzy pokładają w Nim ufność.
Trzeba jeszcze wspomnieć o łagodności, pokorze i dobrotliwości
św. Jana. Dwóch chórzystów zostało ukaranych za przewinienie
czasowym odłączeniem od Kościoła. Jeden z nich żałował
za grzech, a drugi przeciwnie, jeszcze bardziej utwierdził się
w gniewie na patriarchę; czynił on wiele zła. Skoro św. Jan się
o tym dowiedział, postanowił przywołać go do siebie i łagodnie
przekonać, by odstąpił od popełnianej przewrotności. Zapomniał
jednak o tym zamierzeniu. W niedzielę, gdy celebrował Boską
Liturgię, przypomniał sobie o chórzyście. Stało się to, kiedy
czytane były słowa z Ewangelii: „Jeżeli więc składasz ofiarę
na ołtarzu, a tam przypomnisz sobie, że twój brat ma coś
przeciwko tobie, zostaw twoją ofiarę tam przed ołtarzem, a idź
pojednać się najpierw z bratem. A potem wróć i złóż swą ofiarę”
(Mt 5,23–24). Po wyjściu zza ikonostasu zawołał chórzystę,
przypadł do jego nóg i prosił o przebaczenie. W ten oto sposób
doszło do pojednania. Następnie Święty wrócił do ołtarza
i kontynuował celebrację Boskiej Liturgii. Z czystym sumieniem
mógł wypowiedzieć słowa modlitwy Pańskiej: „Przebacz nam
nasze winy, jako i my przebaczyliśmy tym, którzy nam zawinili”
(Mt 6,12). Chórzysta nawrócił się oraz rozpoczął podobające się
Bogu życie.
Godny uwagi jest i inny przykład łagodności św. Jana.
Pewien właściciel karczmy w Aleksandrii poniżył obraźliwymi
słowami krewnego Błogosławionego, imieniem Jerzy. Ów krewny
przyszedł do swego wuja i żalił się na człowieka, który go
obraził. Jan, pragnąc go uspokoić, rzekł:
— On, niskiego pochodzenia, ośmielił się skrzywdzić mego
krewnego! Przysięgam przed Bogiem, że pomszczę to poniżenie
i postąpię z nim tak samo, gdy tylko przybędzie do Aleksandrii!
Po tych słowach Jerzy się uspokoił i przestał szlochać.
Wówczas łagodnego i pokornego serca Jan mówił dalej:
254 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Umiłowany synu! Jeśli pragniesz być moim krewnym,


bądź gotowy do znoszenia nie tylko takich poniżeń. Ze względu
na Boga należy wszystko przebaczać naszym bliźnim. Czy
pragniesz być szlachetnego pochodzenia? Jeżeli tak, to szukaj
go nie według krwi, ale ze względu na cnoty. Prawdziwe
szlachetne pochodzenie nie tyle zależy od chwały przodków, ile
od dobrych czynów i życia podobającego się Bogu.
Słowa te wlały pokój w serce krewnego patriarchy. On
zaś przywołał zarządcę nad karczmami i nakazał mu, aby
od człowieka, który znieważył Jerzego, nie brał podatku na
Kościół. Postępowaniem patriarchy zdumiała się cała Aleksandria,
bowiem zamiast kary i zemsty obszedł się z tym człowiekiem
bardzo łaskawie.
Pragnąc nieustannie pamiętać o śmierci, błogosławiony Jan
poprosił o zbudowanie mu grobu, ale nie zezwolił go wykańczać.
Przykazał również ekonomom, aby przychodzili tutaj w święta
i w obecności wszystkich głośno wołali:
— Wasza Świątobliwość! Wasz grób jeszcze nie wykończony!
Nakaż, aby go ukończono, bowiem nie wiadomo, o której
godzinie śmierć nadejdzie.
W ten oto sposób zawsze pamiętał o śmierci i zawsze był
przygotowany na jej nadejście.
Pewnego razu do Świętego przyszedł bogaty dostojnik.
Zobaczył, że kołdra patriarchy jest bardzo licha. Po powrocie do
domu człowiek ten posłał Świętemu kołdrę wartości trzydziestu
sześciu złotych monet z prośbą, by pod nią spał. Patriarcha, nie
chcąc zasmucić dostojnika, zastosował się do usilnej prośby, ale
spał pod tą kołdrą tylko jedną noc. Tak wtedy mówił do siebie:
— Biada ci, Janie, bowiem śpisz pod drogocenną kołdrą,
a biedni bracia Chrystusowi okrutnie marzną. Tylu ludzi nocuje
bez żadnego okrycia na wietrze i mrozie. Mają jedynie niewielką
plecionkę z łyka lub jakieś podarte łachmany. Tylu nagich
sypia na kupach gnoju drżąc z zimna i cierpiąc podwójnie: od
DZIEŃ DWUNASTY 255

głodu i chłodu. Ach! Tylu biednych, jak Łazarz, pragnie nasycić


się okruchami z mego stołu. Biada mi! Tylu w tym mieście
pielgrzymów i wędrowców, nie mających gdzie skłonić głowy,
którzy spędzają noce na ulicach i — cierpiąc różnego rodzaju
prześladowania — dziękują za wszystko Chrystusowi. Ty zaś,
Janie, pragniesz otrzymać wieczny pokój, a tutaj przebywasz
w rozkoszy i masz wszystko, czego nawet nie pragniesz: żyjesz
we wspaniałych komnatach, nosisz miękkie szaty, pijesz wino,
jesz wyborne potrawy. I do tego wszystkiego śpisz jeszcze pod
drogocenną kołdrą. Czego zatem możesz oczekiwać po drugiej
stronie życia? Nie, Janie, tak żyjąc nie otrzymasz Królestwa
wiecznego, ale usłyszysz słowa, które usłyszał ewangeliczny
bogacz: „Dziecko, przypomnij sobie, żeś otrzymał dostatki już
za życia, a Łazarz cierpiał wtedy niedostatek” (Łk 16,25).
Bóg mi świadkiem, że pokorny Jan nie spędzi pod tą kołdrą
następnej nocy, a za pieniądze otrzymane z jej sprzedaży będą
odziani biedni.
Z nastaniem dnia Święty pospiesznie przykazał, by kołdrę
sprzedano, a za uzyskane pieniądze kupiono odzienie dla ubogich.
Przypadkowo przechodził wówczas dostojnik, który ofiarował
kołdrę błogosławionemu Janowi. Widząc, że jest ona wystawiona
na sprzedaż, kupił ją ponownie i powtórnie odesłał do patriarchy
z prośbą, by pod nią spał. Jan raz jeszcze nakazał sprzedać
kołdrę, zaś dostojnik ponownie kupił ją i mu odesłał. Wtedy to
Święty rzekł:
— Zobaczymy, kto się pierwszy zmęczy, czy ja — sprzedając,
czy ty — kupując i oddając ją mnie?
W ten oto sposób św. Jan uzyskał od dostojnika wiele złota,
które rozdał biednym.
Błogosławiony potrafił skłonić do jałmużny skąpców i chciwych
na pieniądze. Wiedząc, że biskup Troil jest bardzo chciwy,
zaprosił go do wspólnego odwiedzenia szpitala. Zauważywszy,
że ma on przy sobie złoto, rzekł:
256 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Ojcze Troilu! Oto zdarza ci się sposobność rozradowania


ubogich braci poprzez ofiarowanie jałmużny.
Biskup wstydząc się pokazać, że jest chciwy, zaczął dawać
jałmużnę, zaczynając od pierwszego, a kończąc na ostatnim.
Tak oto rozdał trzydzieści funtów złota. Później jednak bardzo
żałował, że aż tyle złota ofiarował nędzarzom. Po przyjściu
do domu tak zasmucił się z powodu rozdanego złota, że
poczuł się bardzo zmęczony. Tymczasem św. Jan posłał po
niego, zapraszając go na obiad. Troil nie przyjął zaproszenia,
wymawiając się chorobą. Domyślając się, że jej przyczyną jest
żałość z powodu utraconych pieniędzy, Jan zabrał ze sobą
trzydzieści funtów złota i udał się do niego. Po przyjściu
powiedział:
— Oto przyniosłem ci złoto, które wziąłem od ciebie, gdy
byliśmy w szpitalu. Weź je, a mnie daj pismo, w którym
potwierdzisz, że przekazujesz mi tę nagrodę od Pana, która ci
się należy za jałmużnę.
Zobaczywszy złoto, Troil bardzo się ucieszył. Gdy je otrzymał,
natychmiast poczuł się lepiej i napisał:
— Boże miłosierny! Daruj nagrodę Janowi, patriarsze Aleksandrii,
za trzydzieści funtów złota, które rozdałem biednym, gdyż on
zwrócił mi pieniądze.
Po otrzymaniu pisma Troila Jan zaprosił go do siebie na
obiad. Podczas posiłku skrycie modlił się do Boga, aby wyzwolił
gościa od chciwości. Nocą biskup ujrzał w widzeniu piękny dom,
nad którym była złota tabliczka z napisem: „Dom wiecznego
pokoju biskupa Troila”. Ucieszył się, tymczasem pojawił się
groźny mąż, który rzekł:
— Pan całego świata polecił zetrzeć ten napis.
Natychmiast słudzy wykonali to polecenie. Mąż ów pojawił
się drugi raz i rozkazał:
— Napiszcie tak: „Oto dom wiecznego pokoju Jana, patriarchy
Aleksandrii, który nabył go za trzydzieści funtów złota”.
DZIEŃ DWUNASTY 257

Po przebudzeniu ze snu Troila ogarnął ból z powodu straty


przygotowanego dla niego domu w niebie i wyrzucał sobie
miłość do złota. Wstał i pospiesznie udał się do błogosławionego
Jana. Opowiedział mu o swym widzeniu. Święty z normalną dla
siebie łagodnością pouczył go i odesłał w pokoju. Od tego czasu
biskup zmienił swą postawę w stosunku do biednych.
Pan, który niegdyś wystawił na próbę cierpliwość sprawiedliwego
Joba, zesłał również ciężkie doświadczenie na błogosławionego
Jana. Zdarzyło się, że napełnione towarami statki należące
do Kościoła Aleksandryjskiego płynęły po Adriatyku. Nagle
rozpętała się burza. Fale wzburzyły się tak bardzo, iż okręty
ledwo nie potonęły. Niebezpieczeństwo było tak wielkie, że
trzeba było wszystko wyrzucić za burtę. Na morzu znajdowało
się wówczas trzydzieści okrętów. Wartość wszystkich przewożonych
przez nie dóbr wynosiła trzy tysiące trzysta funtów złota.
Stratę tak wielkiego bogactwa, dzięki któremu można by było
przez długi czas żywić i odziewać ubogich, św. Jan przyjął
z wdzięcznością, często powtarzając słowa Joba: „Nagi wyszedłem
z łona matki i nagi tam powrócę. Pan dał i Pan wziął, niech
będzie błogosławione Imię Pana” (Jb 1,21). Gdy mieszkańcy
Aleksandrii chcieli go pocieszyć w smutku, rzekł:
— Ja jestem odpowiedzialny za utratę bogactw Kościoła.
Jeślibym nie wynosił się w swym umyśle, że daję wielką
jałmużnę, wówczas nie doszłoby do takiej sytuacji. Wbiłem
się w pychę, oddając nie to, co do mnie należało, lecz do
Boga. I oto Pan, pragnąc mnie upokorzyć, doprowadził do
takiego zubożenia, bowiem ubóstwo upokarza człowieka. Teraz
już wiem, iż z powodu pychy pozbawiłem się nagrody u Boga
oraz sprawiłem, że wielu biednych będzie cierpieć głód. Wierzę
jednak, że Pan będzie miał nas w opiece — nie ze względu na
mnie, ale ze względu na tych ubogich. Nie opuści tych, co nic
nie mają i da im wszystko, co potrzebne.
W ten oto sposób ci, co przyszli pocieszać Jana, sami doznali

16*
258 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

od niego pociechy i wysłuchali pouczenia. Pan zaś wkrótce dał


Świętemu dwa razy tyle, co miał poprzednio.
Jan ofiarowywał biednym wielkie wsparcie, a w szczególności
pomagał tym, którzy cierpieli z powodu doznanych krzywd.
Gdy pewnego dnia szedł do kościoła pw. świętych męczenników
Cyrusa i Jana, zbliżyła się do niego biedna wdowa i opowiedziała
o krzywdzie, wyrządzonej jej przez zięcia. Zwróciła się do
patriarchy z prośbą, by ją obronił. Ludzie otaczający Jana
prosili:
— Wasza Świątobliwość, wysłuchaj prośby tej kobiety, ale
gdy wrócisz już do domu!
Święty odpowiedział:
— Jakże Bóg wysłucha mej modlitwy, jeśli ja nie wysłucham
natychmiast tej niewiasty?
Patriarcha nie ruszył się z miejsca, dopóki nie pomógł
wdowie.
Pewien młodzieniec po śmierci rodziców pozostał bez jakichkolwiek
środków do życia. Jan, gdy dowiedział się o tym, zapytał jego
znajomych, w jaki sposób popadł on w biedę (słyszał bowiem,
że rodzice chłopca byli zamożnymi ludźmi). Miłujący Boga
mężowie odpowiedzieli, że ludzie ci byli bardzo miłosierni i całe
swe bogactwo rozdali jako jałmużnę ubogim, a swemu synowi
pozostawili tylko dziesięć funtów złota. Przed śmiercią ojciec
rzekł:
— Umiłowany synu! Z całego naszego bogactwa mamy
tylko dziesięć funtów złota; wszystko pozostałe przekazaliśmy
w ręce Chrystusa. Odpowiedz mi, co chcesz: złoto, czy ikonę
Pani naszej, Bogarodzicy?
Chłopiec wziął ikonę, a złoto polecił rozdać ubogim. Tak oto
biednym oddano resztki majątku. Po śmierci ojca młodzieniec
został biedakiem. Nie przejmując się tym, dniem i nocą modlił
się w kościele pw. Przenajświętszej Bogarodzicy.
DZIEŃ DWUNASTY 259

Po wysłuchaniu tego opowiadania św. Jan zadziwił się cnotą


i mądrością tego młodzieńca. Polubił go i od tego czasu, jak
prawdziwy ojciec sierot, troszczył się o niego oraz rozmyślał,
w jaki sposób go wspomóc. Kiedyś wezwał do siebie ekonoma
i rzekł:
— Pragnę objawić ci pewną tajemnicę, ale bacz, byś nikomu
jej nie wyjawił.
Ekonom obiecał, że zachowa dyskrecję. Wówczas patriarcha
powiedział:
— Weź jakiś stary dokument i napisz na nim testament
w imieniu Theopempta. Ma z niego wynikać, że młodzieniec jest
spokrewniony ze mną. Następnie udaj się do niego i powiedz:
„Bracie, czy wiesz, że jesteś bliskim krewnym patriarchy? Z tego
względu jest dla ciebie poniżające życie w biedzie”. Pokaż
mu testament i dodaj: „Dziecię, jeśli wstydzisz się powiedzieć
patriarsze, że jesteś jego krewnym, to ja powiem mu o tobie”.
Ekonom wypełnił rozporządzenie. Dopisał na starym dokumencie
tekst, z którego wynikało, że istnieje pokrewieństwo chłopca
z patriarchą. Następnie przywołał go do siebie i powiadomił, że
znalazł testament jego ojca. Młodzieniec najpierw się uradował,
ale po chwili zawstydził się, że jest bardzo biedny, a jego
odzieniem są łachmany. Poprosił zatem ekonoma, by ten udał
się do Świętego i opowiedział mu o wszystkim. Patriarcha
rzekł:
— Powtórz te słowa: „Przypominam sobie, że mój stryj
miał syna, ale osobiście go nie znałem. Dobrze uczynisz, jeśli
przyprowadzisz go do mnie. Przynieś też znaleziony testament”.
Tak się stało; Święty z radością objął wówczas chłopca
i powiedział:
— Dobrze, że przyszedłeś! Wszak jesteś synem mego stryja.
Błogosławiony obdarzył młodzieńca wielkim bogac-
twem. Kupił mu dom i dał wszystko, co potrzebne do życia.
Ożenił go ze szlachetną dziewicą oraz przyczynił się do tego,
260 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

że stał się on bogatym, sławnym i szlachetnym, by wypełniły


się słowa psalmu: „[. . . ] nigdy nie widziałem sprawiedliwego
w opuszczeniu ani też dzieci jego żebrzących o chleb” (Ps
37,25).
Św. Jan często odwiedział chorych, pełniąc przy nich posługi.
Wspomagał też swymi modlitwami umierających. Celebrował
Boską Liturgię za zmarłych, nauczając, że przynosi im wiele
duchowego dobra. Na potwierdzenie tego, przypominał wydarzenie,
które miało miejsce jakiś czas temu:
— Pewien człowiek — opowiadał — był żołnierzem. Trafił
do niewoli i był przetrzymywany w nader ciężkim więzieniu.
Jego rodzicom, żyjącym na Cyprze, oznajmiono, że syn umarł.
Opłakiwali go więc i trzy razy do roku przynosili do kościoła
dary, by celebrowano nabożeństwo za spokój jego duszy. Po
upływie czterech lat jeńcowi udało się uciec z niewoli i powrócił
do domu. Rodzice, widząc go, myśleli, że powstał z martwych.
Uradowali się jego powrotem. Opowiedzieli mu, że trzy razy do
roku modlili się w kościele o spokój jego duszy. Syn zapytał,
kiedy to czyniono. Odpowiedzieli, że podczas uroczystości
Objawienia Pańskiego, Paschy i Pięćdziesiątnicy. Gdy się o tym
dowiedział, rzekł:
— W te właśnie dni przybywał do mnie w ciemnicy z lampą
pewien wspaniały mąż. Wówczas kajdany spadały z mych nóg.
W pozostałe dni skuty byłem łańcuchami.
Błogosławiony Jan nie chciał osądzać ludzi za grzechy,
a w szczególności mnichów. Od czasu, gdy zdarzyło się mu
niesprawiedliwie osądzić jednego z braci, nie dawał wiary
donosom i nikogo nie oceniał. A było to tak:
Pewien młody mnich z Aleksandrii przez kilka dni pokazywał
się z młodą i piękną dziewicą. Widząc to niektórzy pomyśleli,
że wiedzie on bezbożne życie i donieśli na niego patriarsze. On
zaś polecił, by wymierzyć im karę cielesną, a następnie zamknąć
DZIEŃ DWUNASTY 261

oddzielnie w ciemnicy. Z nastaniem nocy ów mnich zjawił się


św. Janowi we śnie. Ukazał poranione plecy i zapytał:
— Czy tego chciałeś, wasza Świątobliwość?! Czy tak od
Apostoła nauczyłeś się paść trzodę Chrystusową? (Por. 1 P
5,2). Uwierz mi: nie ma w tobie prawdy, lecz kłamstwo!
Po tych słowach widzenie się skończyło, a św. Jan przebudził
się i rozmyślał o znaczeniu tego, co widział. Zrozumiał, że
zawinił i żałował za popełniony grzech. Z nastaniem dnia polecił
przyprowadzić ukaranego brata, chcąc zobaczyć, czy jest on
podobny do męża, który objawił się mu w widzeniu. Mnich
przyszedł z wielką trudnością ze względu na liczne rany. Gdy
Święty go zobaczył, zamarł i zaniemówił; ręką dał znak, by
przy nim usiadł i poprosił, aby zdjął szatę i pokazał, czy plecy
są tak poranione, jak to widział we śnie. Mnich początkowo się
wzbraniał, ale po natarczywej prośbie zdjął odzienie. Wtedy
wszyscy zobaczyli, że jest eunuchem. Patriarcha, widząc jego
poranione ciało, bardzo żałował tego, co się wydarzyło. Polecił,
by oszczerców na trzy lata odłączyć od Kościoła. Mnicha zaś
prosił o przebaczenie:
— Przebacz, bracie mój! Uczyniłem to z niewiedzy. Zgrzeszyłem
względem Boga i względem ciebie. Wiedz jednak, że nie powienieneś
tak nierozważnie pokazywać się z niewiastą ku zgorszeniu
wszystkim. Wszak ślubowałeś czystość.
On zaś pokornie odpowiedział:
— Wasza Świątobliwość, uwierz mi! Nie okłamię cię, lecz
wyjawię prawdę. Niedawno byłem w Gazie i szedłem pokłonić
się u grobu świętych męczenników Cyrusa i Jana. Wieczorem
napotkała mnie ta dziewica. Przypadła do mych nóg i ze łzami
prosiła, aby mogła pójść ze mną. Ja jednak odepchnąłem ją
i uciekłem. Ona zaś podążała za mną i wołała:
— Zaklinam cię na Boga Abrahama, który przyszedł, aby
zbawić grzeszników i jest Sędzią żywych oraz umarłych — nie
pozostawiaj mnie!
262 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Gdy usłyszałem te słowa, zapytałem:


— Dziewico, dlaczego tak mnie zaklinasz?
Odpowiedziała ze szlochem:
— Jestem Żydówką! Pragnę zostać chrześcijanką. Proszę
cię, ojcze! Nie odpychaj mnie, ale przyczyń się do zbawienia
duszy, która pragnie uwierzyć w Chrystusa.
Po tych słowach przestraszyłem się sądu Bożego i zabrałem
dziewczynę ze sobą. Uczyłem ją podstaw naszej świętej wiary,
a po przyjściu do grobu męczenników ochrzciłem ją w kościele
i w prostocie serca chodziłem z nią, szukając dla niej odpowiedniego
monasteru.
Po wysłuchaniu opowieści mnicha patriarcha westchnął
i rzekł:
— My, grzeszni, nie wiemy, ilu sług skrycie pracuje dla
Boga!
Potem opowiedział wszystkim zgromadzonym o widzeniu
sennym. Wziął też sto złotych monet i chciał je dać mnichowi.
Ów zaś nie wziął ani jednej, mówiąc:
— Jeśli mnich wierzy, że Bóg troszczy się o niego, to nie
potrzebuje żadnego złota. Jeżeli zaś kocha złoto, to znaczy, że
nie wierzy, że jest Bóg.
Później pokłonił się przed patriarchą i odszedł. Od tej pory
błogosławiony Jan z jeszcze większym poważaniem odnosił się
do mnichów i już ich nie osądzał. Wzniósł dla pielgrzymujących
braci monaster.
Dobry pasterz dawał pouczenia swym duchowym owcom.
Nauczał, aby nikogo nie osądzali. Gdyby nawet grzech drugiego
człowieka był oczywisty, to lepiej jest widzieć go przede wszystkim
w sobie.
Z Aleksandrii pewien młodzieniec uciekł z mniszką do
Konstantynopola. Wszyscy mówili:
— On doprowadził do zatraty dwie dusze: swoją i mniszki,
a przy tym stał się dla wszystkich zgorszeniem.
DZIEŃ DWUNASTY 263

Wówczas św. Jan rzekł:


— Dzieci, przestańcie sądzić! Sami popełniliście dwa grzechy.
Osądzając grzesznika łamiecie przykazanie Boże: „Powstrzymajcie
się zatem od wydawania sądów aż do czasu, gdy przyjdzie Pan”
(1 Kor 4,5). Ponadto rzucacie oszczerstwa na brata, nie wiedząc
tak naprawdę, czy on do chwili obecnej grzeszy, czy też już
pokutuje.
Następnie opowiedział im następującą historię:
— Pewien mnich chodził ulicami Tyru. Napotkała go znana
w całym mieście jawnogrzesznica o imieniu Porfiria i zaczęła
wołać:
— Ojcze! Zbaw mnie, tak jak Chrystus zbawił jawnogrzesznicę!
Mnich, nie bacząc na sąd ludzki, rzekł do niej:
— Pójdź za mną!
Na oczach wszystkich wziął ją za rękę i wyprowadził
z miasta. W Tyrze zawrzało i rozniosła się plotka, że mnich
wziął sobie za żonę jawnogrzesznicę. Tymczasem w drodze
do monasteru żeńskiego Porfiria znalazła porzucone niemowlę
i zaopiekowała się nim. Postanowiła, że będzie je wychowywać.
Po upływie pewnego czasu kilku mieszkańcom Tyru zdarzyło się
być w kraju, gdzie przebywał starzec i Porfiria. Zauważywszy,
że ma dziecko, drwili:
— Porfirio! Urodziłaś dorodnego syna.
Po powrocie opowiedzieli wszystkim, że Porfiria ma dziecko
z mnichem. Poświadczali to twierdząc:
— Widzieliśmy na własne oczy, że chłopiec jest podobny do
mnicha.
Wiedząc, że nadchodzi czas odejścia do Pana, starzec rzekł
do Pelagii (takie imię nadał Porfirii, gdy została mniszką):
— Udajmy się do Tyru. Muszę tam pójść. Byłoby mi miło,
gdybyś mi towarzyszyła w tej wędrówce.
Posłuszna woli Starca Pelagia udała się z nim w drogę.
Wzięli ze sobą chłopca, który miał wówczas siedem lat. Gdy
264 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

weszli do miasta, mnich rozchorował się i wielu mieszczan


przyszło, by go odwiedzić. Do przybyłych powiedział:
— Przynieście mi kadzielnicę.
Wziął kadzielnicę, wysypał na swą pierś gorące węgielki
i trzymał je tak długo, aż wystygły. Żar nie opalił ciała ani
jego szaty. Starzec zaś zwrócił się do obecnych:
— Błogosławiony jest Bóg, który niekiedy zachowuje krzew
nie spalający się od ognia! On świadkiem, że tak jak te gorące
węgielki nie opaliły mego ciała, a ogień nie strawił mej szaty,
tak i ja od mego urodzenia nie popełniłem żadnego cielesnego
grzechu.
W chwilę później oddał on swoją duszę Panu. Wszyscy,
którzy byli tego świadkami, dziwili się i wysławiali Boga
miłującego zmagających się w ukryciu ascetów.
Po opowiedzeniu tej historii św. Jan pouczał obecnych tymi
słowami:
— Tak więc, bracia moi i dzieci, nie spieszcie się z wydawaniem
sądów. Często zauważamy grzech innego człowieka, ale nie
widzimy jego pokuty, czynionej w ukryciu.
Gdy na Aleksandrię napadli Persowie, Święty, pamiętając
słowa Zbawiciela: „Kiedy was będą ścigać w jednym mieście,
uciekajcie do innego” (Mt 10,23), postanowił udać się na jakiś
czas do Konstantynopola. Po wypłynięciu na morze zachorował.
I oto w widzeniu zobaczył jaśniejącego męża, który trzymał
w ręku berło. Mówił on:
— Król królów woła cię do Siebie.
Wówczas Święty zrozumiał, że zbliża się koniec jego ziemskiego
życia. Po dopłynięciu na Cypr, skąd pochodził, nie mógł już
udać się w dalszą drogę do rodzinnego miasta. Umierając tak
oto się modlił:
— Wdzięczny Ci jestem, Panie, mój Boże, że uczyniłeś mnie
godnym głosić Imię Twoje. Cieszę się, iż ze wszystkich dóbr
tego świata nie zostało mi nic poza trzecią częścią srebrnika.
DZIEŃ DWUNASTY 265

Pragnę, by ją również oddano biednym. Po wybraniu mnie


na patriarchę Aleksandrii znalazłem w skarbcach kościelnych
około ośmiu tysięcy funtów złota. Od wiernych dostałem około
dziesięć tysięcy funtów. Wszystko to oddałem Tobie, Chryste.
Teraz też powierzam Ci moją duszę.
Błogosławionego pochowano w Amathunt — jego rodzinnym
mieście, w kościele pw. św. Tychona Cudotwórcy, gdzie spoczywali
już dwaj biskupi. Miało wówczas miejsce następujące wydarzenie:
Gdy chciano złożyć do grobu ciało św. Jana, to ciała
spoczywających biskupów rozsunęły się i pośrodku zrobiły dla
niego miejsce. Ci, którzy widzieli ten cud, z trwogą wysławiali
Boga.
Trzeba też wspomnieć o innym cudzie, który wydarzył się po
pogrzebaniu św. Jana. Pewna kobieta popadła w ciężki grzech
i wstydziła się wyznać go swemu ojcu duchownemu. Z wiarą
przyszła do Świętego tuż przed jego śmiercią. Upadła mu do
nóg i z płaczem mówiła:
— O, błogosławiony! Jestem wielką grzesznicą,
a grzech mój jest tak straszny, że nie śmiem nikomu go
wyjawić. Wiem, że jeśli zechcesz, możesz mi przebaczyć. Sam
Pan bowiem rzekł: „Tobie dam klucze Królestwa niebieskiego
i cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie,
a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”
(Mt 16,19); „Weźcie Ducha Świętego. Komu grzechy odpuścicie,
temu są odpuszczone, a komu zatrzymacie, temu są zatrzymane”
(J 20,23).
Błogosławiony odpowiedział:
— Jeśli przyszłaś z wiarą, to wyznaj przede mną swój
grzech.
Wówczas niewiasta rzekła:
— Panie, nie mogę wyznać mego grzechu, gdyż powstrzymuje
mnie przed tym wielki wstyd.
Święty zaproponował:
266 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Jeżeli wstydzisz się powiedzieć, to pójdź, zapisz go na


karcie i przynieś do mnie.
Ona rzekła:
— I tego nie mogę wypełnić.
Wtedy Święty powiedział:
— Napisz, zapieczętuj i oddaj.
Kobieta zapisała swój grzech i zaklinała Świętego, aby nie
rozerwał pieczęci i nie czytał tego, co napisała. Piątego dnia po
otrzymaniu tego wyznania Święty odszedł do Pana. O piśmie
kobiety nikomu nie powiedział. Niewiasty nie było wówczas
w mieście. Rankiem po pogrzebie, gdy wróciła, dowiedziała się,
że patriarcha umarł i został pogrzebany. Bardzo się zasmuciła,
myślała bowiem, iż odnaleziono jej wyznanie i poznano grzech,
jaki popełniła. Przyszła do grobu Świętego i wołała do niego
jak do kogoś, kto żyje:
— Człowieku Boży, nie ośmieliłam się sama wyznać tobie
mego grzechu, a oto teraz on stał się wiadomy wszystkim!
Lepiej byłoby, gdybym nie oddawała ci tego pisma. Biada
mi, potępionej! Wstydziłam się przed tobą, a teraz dosięgnął
mnie o wiele większy wstyd i stałam się pośmiewiskiem dla
wszystkich. Nie odstąpię od twego grobu, póki nie objawisz mi,
gdzie jest moje wyznanie. Wszak nie umarłeś, lecz ciągle żyjesz.
W takim stanie spędziła przy mogile Świętego trzy dni.
Trzeciej nocy św. Jan wyszedł z grobu wraz z dwoma spoczywającymi
wraz z nim biskupami i zapytał:
— Kobieto, jak długo będziesz nas jeszcze niepokoić i skrapiać
łzami nasze szaty?
Następnie zwrócił zapieczętowane pismo i powiedział:
— Weź swoje wyznanie, otwórz je i spójrz!
Po tych słowach hierarchowie wrócili do mogiły. Niewiasta
zaś zobaczyła, że pieczęć na piśmie jest cała. Po rozerwaniu jej,
spostrzegła, że to, co napisała, było wytarte, a na tym miejscu
DZIEŃ DWUNASTY 267

widniało: „Ze względu na sługę Mego, Jana, odpuszczam twój


grzech”.
Kobieta cudownie doświadczyła łaski. Bardzo się uradowała;
wróciła do swego domu sławiąc i wychwalając Boga oraz Jego
wielkiego wybrańca — św. Jana.
268 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Wspomnienie świętego Nilusa Postnika

w. Nilus pochodził z Konstantynopola, gdzie odebrał staranne


wychowanie oraz został bardzo dobrze wykształcony. Posiadł
wielką mądrość z ksiąg i był wspaniałym oratorem. Po osiągnięciu
pełnoletniości ożenił się z cnotliwą niewiastą, z którą miał
dwoje dzieci: syna i córkę. Ze względu na szlachetne pochodzenie
i osobiste wartości Nilusa naznaczono na prefekta stolicy.
Początkowo wiódł cnotliwe i podobające się Bogu życie, ale po
pewnym czasie złe nałogi, panoszące się przy dworze cesarskim,
wciągnęły go w swą sieć.
Poznawszy marność tego świata, Nilus doszedł do przekonania,
iż nie ma w nim niczego stałego ani wiecznego, ani sprawiedliwego.
Wszystko jest zepsute i przepełnione nieprawdą. Począł tedy
dążyć do wejścia na wąską drogę zbawienia. Chciał w ten sposób
osiągnąć życie wieczne, w którym króluje prawda, ustawiczne
wesele i niekończące się błogosławieństwo. Przekonał swą żonę,
aby zgodziła się na jego odejście ze świata. Rozdał cały swój
majątek biednym, dał wolność niewolnikom i niewolnicom.
Żona zaopiekowała się córeczką, a on synem Theodulem. Rodzice
wraz z dziećmi wyruszyli w drogę. Matka udała się wraz z córką
do Egiptu, gdzie w monasterze została mniszką i gorliwie
służyła Panu. Błogosławiony Nilus wraz z Theodulem wybrał
się na Górę Synaj. Tam osiedlił się na pustkowiu i naśladował
życie świętych ojców: spędzał czas na zmaganiach duchowych,
modlitwie i czuwaniach. Postem umartwiał swe ciało.
Święty wykopał pieczarę, w której zmagał się duchowo przez
czterdzieści lat. Wieść o nim rozeszła się wszędzie. Wielu ludzi
różnego pochodzenia przychodziło do niego, prosząc o modlitwę
i pouczenie duchowe.
Gdy Nilus dowiedział się o wygnaniu św. Jana Chryzostoma,
DZIEŃ DWUNASTY 269

natychmiast napisał list do cesarza Arkadiusza, w którym


demaskował gwałt zadany wielkiemu hierarsze.
Kiedyś dane mu było doświadczenie, poddające próbie
jego miłość do Pana. Była to szczególna pokusa. Miejsce,
w którym żył, napadli barbarzyńcy. Niczym dzikie zwierzęta
zabili wielu świętych ojców, a niektórych wzięli do niewoli. Wraz
z innymi pochwycili również Theodula. Święty gorzko płakał
z powodu utraty syna. Wielce się zasmucił, gdy się dowiedział,
że barbarzyńcy postanowili go oddać w ofierze swym pogańskim
bogom. Bóg uchronił jednak chłopca od niechybnej zagłady.
Theodula wykupił biskup Emessy, a później naznaczył go
do śpiewu w chórze. Gdy do Nilusa doszła ta wieść, udał
się do Emessy. Został tam przyjęty ze czcią przez biskupa,
który wbrew jego woli wyświęcił go na kapłana i prosił, by
przy nim pozostał. Błogosławiony Nilus nie zgodził się, biskup
więc zwrócił mu syna i pobłogosławił na powrotną drogę na
Synaj. Po powrocie Nilus przeżył z Theodulem jeszcze wiele lat
i w pokoju odszedł do Pana. Było to około 450 r.
Św. Nilus spędził na pustyni około sześćdziesiąt lat. W tym
czasie napisał wiele dzieł duchowych, pełnych mądrości. Pozostało
też po nim wiele listów, pisanych do różnych osób, które
dotyczyły spraw wiary i pobożności.
270 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Wspomnienie świętego proroka Achijji

rorok Achijja pochodził z Szilo. Żył za panowania Salomona


i Jeroboama, któremu przepowiedział podział królestwa Salomona
oraz odpadnięcie od niego dziesięciu pokoleń.
Pewnego razu, gdy Achijja spotkał Jeroboama na polu,
rozerwał swe odzienie na dwanaście części i polecił wziąć
Jeroboamowi dziesięć części na znak, że Bóg Izraela oddaje
w jego ręce dziesięć pokoleń (por. 1 Krl 11,31). To bowiem miało
się dokonać, że zostanie wydarte królestwo z rąk Salomona,
a przekazane Jeroboamowi, jeśli będzie chodził drogami Bożymi.
Gdy zachorował Abijja, syn Jeroboama, Achijja przepowiedział
żonie Jeroboama zagładę całego jego domu z powodu bezbożności,
jakiej się dopuścił oraz rozproszenie Izraelitów za Eufratem
(por. 1 Krl 14,6–16). Proroctwo Achijji wypełniło się wkrótce
po śmierci Abijji, króla judzkiego.

Żywot błogosławionego Jana Włosatego,


cudotwórcy Rostowskiego

łogosławiony Jan żył w Rostowie za panowania cara Iwana


Groźnego. Nie wiadomo skąd pochodził. W Rostowie żył jako
„ jurodiwy” — szaleniec Chrystusowy. Był bezdomny, czasami
tylko zachodził na odpoczynek do pobożnej wdowy czy swego
ojca duchowego — kapłana Piotra.
Błogosławiony Jan zawsze nosił ze sobą i czytał pergaminową
Księgę Psalmów. Była ona napisana w języku łacińskim. Nie
wiadomo, kiedy i gdzie nauczył się on tego języka.
Jan odszedł z tego świata do Pana 3 września 1580 r.
Jego ciało, dzięki trosce pobożnej wdowy i kapłana Piotra,
pogrzebano obok cerkwi pw. św. Błażeja, od strony ołtarza.
DZIEŃ DWUNASTY 271

W czasie pogrzebu rozszalała się wielka burza, słychać było


grzmoty, a na niebie jaśniały błyskawice.
Wielu zaczęło przychodzić do grobu Jana Włosatego. W cerkwi
modlono się do Boga, Przenajświętszej Bogarodzicy i św. Jana
Chrzciciela. Pielgrzymi prosili kapłanów o święcenie wody,
którą następnie pili zmieszaną z piaskiem z grobu Błogosławionego
Jana lub obmywali nią chore ciało. W ten sposób na miarę
swej wiary dostępowali uzdrowienia z wielu chorób. Cuda te
opisywano. Dowiedział się o nich również car Michał Teodorowicz.
Słysząc o nich, metropolita Rostowski Kirył, który był już
w bardzo podeszłym wieku i udręczony paraliżem, nakazał
się zanieść do cerkwi pw. św. Błażeja do grobu św. Jana
Włosatego. W czasie nabożeństwa, gdy czytano Ewangelię,
został uzdrowiony. Odtąd znowu mógł celebrować Boską Liturgię
i kierować metropolią Rostowską. Przeżył jeszcze rok i pięć
miesięcy.
Jeden z pobożnych kupców, wskutek objawionego nad
nim i nad jego domem miłosierdzia Bożego oraz uzdrowień,
ufundował cerkiew nad grobem św. Jana.
Przy grobie Błogosławionego znajduje się jego cyprysowy
krzyż i pergaminowy Psałterz, spisany pięknym gotyckim pismem.
Dzień trzynasty

Żywot świętego Jana Chryzostoma, patriarchy


Konstantynopola

w. Jan Chryzostom — wielki nauczyciel, podpora i filar


Kościoła, który nawoływał do pokuty — pochodził z Antiochii
Syryjskiej. Urodził się około 347 r. Jego rodzice, Sekundus
i Antuza, przynależeli do elity antiocheńskiej. Sekundus był
dowódcą wojskowym; umarł, gdy Jan miał zaledwie kilka lat.
Troska o syna spoczęła na pobożnej Antuzie. Miała zaledwie
dwadzieścia lat, ale nie chciała powtórnie wyjść za mąż —
całkowicie poświęciła się wychowaniu chłopca. To właśnie od
niej Jan otrzymał pierwsze lekcje prawd chrześcijańskich i nauki
pobożności.
Utwierdziwszy syna w wierze chrześcijańskiej, Antuza oddała
go sofiście Libaniosowi i filozofowi Andragacjuszowi, by uczył
się od nich retoryki i filozofii. W wieku osiemnastu lat Jan
został oświecony Chrztem Świętym, który w owym czasie
był udzielany osobom dorosłym. Następnie w celu dalszego
kształcenia udał się do Aten. Szybko przewyższył wielu filozofów
swą wiedzą i mądrością. Poznał wiele ksiąg greckich. Stał
się mądrym filozofem i wspaniałym oratorem. Miał tutaj
przeciwnika w osobie filozofa Antyma, który go oczerniał
DZIEŃ TRZYNASTY 273

i podburzał innych do nienawiści przeciwko niemu. Święty


dzięki pomocy Bożej upokorzył go, a zarazem wielu przywiódł
do Chrystusa. Było to tak:
Gdy Antym w sporze z Janem zaczął wypowiadać obraźliwe
słowa pod adresem Jezusa Chrystusa, to nagle opętał go duch
nieczysty. Bluźnierca upadł na ziemię, wił się i skręcał całym
ciałem. Z jego szeroko otwartych ust ciekła piana. Ludzie,
widząc to, przestraszyli się, a wielu z nich uciekło. Ci, co
pozostali, zaczęli prosić Jana, by uzdrowił opętanego. Święty
odpowiedział:
— Jeśli on nie skruszy się i nie uwierzy w Chrystusa —
Boga, którego przeklinał, to nie będzie uleczony.
Antym natychmiast zawołał:
— Wierzę, że ani na niebie, ani na Ziemi nie ma innego
Boga poza tym, którego wyznaje Jan!
Po tych słowach duch nieczysty wyszedł z Antyma. Cały
zebrany lud, widząc co się wydarzyło, wołał:
— Wielki jest Bóg chrześcijan! Tylko On czyni cuda!
Św. Jan pouczył Antyma o prawdziwej wierze, a następnie
odesłał do biskupa Aten. Tu Antym wraz z całą swą rodziną
przyjął Chrzest. Razem z Antymem uwierzyło w Chrystusa
wielu znaczących mieszczan. Gdy biskup usłyszał, że poprzez
pośrednictwo Jana dokonało się nawrócenie Greków na chrześcijaństwo,
postanowił go wyświęcić na kapłana i zatrzymać przy sobie, aby
po jego śmierci mógł objąć katedrę biskupią. Błogosławiony,
gdy dowiedział się o tych planach, potajemnie oddalił się z Aten
i udał się do swej ojczyzny, a mianowicie do Antiochii.
Gardząc pustą sławą próżnego świata i wszelkimi jego
zaszczytami, postanowił zostać mnichem i trudzić się dla
Boga. Namawiał go do tego jego przyjaciel o imieniu Bazyli.
Spędzili razem dzieciństwo, uczyli się u tych samych nauczycieli
i żywili do siebie mocną braterską miłość. Bazyli jako pierwszy
przywdział szatę mnisią i to samo radził uczynić swemu

17*
274 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

przyjacielowi. Święty chciał bez zwłoki udać się do monasteru,


lecz został powstrzymany przez matkę. Ona bowiem, gdy
dowiedziała się o zamiarze syna, tak przemówiła ze łzami:
— Dziecko! Krótko cieszyłam się wspólnym życiem z twym
ojcem. Z chwilą jego śmierci, z woli Bożej, ty zostałeś sierotą,
a ja wdową. Nic nie zdołało mnie przymusić, bym ponownie
zawarła związek małżeński i wprowadziła innego mężczyznę
do domu twego ojca. Z Bożą pomocą cierpliwie znosiłam
nieszczęście wdowieństwa, a za jedyną pociechę miałam nieustanne
wpatrywanie się w twe oblicze, tak podobne do oblicza twego
ojca. Przez cały czas starałam się zachować zgromadzone przez
niego mienie, byś mógł nim dysponować w swym życiu. Proszę
cię, nie sprawiaj, bym ponownie była wdową. Nie dopuść,
aby poprzez twe oddalenie ponownie rozpaliła się tęsknota za
twym ojcem. Niech z tobą dożyję śmierci, której z dnia na
dzień oczekuję. Gdy mnie pochowasz przy kościach swego ojca,
wówczas czyń, co zechcesz. A teraz pozostań ze mną, póki
jeszcze żyję.
Pod wpływem tych próśb Jan postanowił przez jakiś czas nie
opuszczać domu rodzinnego. Rozpoczął w nim życie pustelnicze.
Cały czas poświęcał modlitwie i studiowaniu Słowa Bożego.
Wtedy też poznał bliżej biskupa Antiochii, Melecjusza (358–
381), który wyświęcił go na lektora. Jan przez trzy lata czytał
Słowo Boże w kościele. W tym czasie odeszła do Pana jego
matka. Po pogrzebie Jan prędko rozdał cały swój majątek
biednym, a sam osiedlił się w monasterze niedaleko Antiochii.
Jako mnich podejmował różne zmagania duchowe, pracując
dla Boga dniem i nocą. Napisał wówczas pierwsze dzieła
teologiczne: „Księgi o kapłaństwie”, „O skrusze serca” oraz list
„Do Teodora po jego upadku”.
Bóg obdarzył św. Jana darem nauczania i łaską Ducha
Świętego, co objawione zostało mnichowi imieniem Hezychiusz,
który zmagał się duchowo w tym samym monasterze. Hezychiusz
DZIEŃ TRZYNASTY 275

był mężem w podeszłym wieku i doskonałym w cnotach.


Otrzymał od Boga dar przenikliwości, dzięki któremu przepowiadał
przyszłość. Pewnej nocy, gdy trwał na modlitwie, miał widzenie.
Dwóch wspaniałych mężów odzianych w białe szaty i jaśniejących
jak słońce zstąpiło z nieba i podeszło do błogosławionego Jana,
gdy się modlił. Jeden z nich trzymał w dłoni zapisany zwitek,
a drugi klucze. Gdy Jan ich zobaczył, przestraszył się i pokłonił.
Mężowie tymczasem wzięli go za ręce i podjęli z ziemi ze
słowami:
— Ufaj i nie bój się!
Jan ich zapytał:
— Kim jesteście?
Oni zaś odpowiedzieli:
— Nie obawiaj się, mężu upragniony, nowy Danielu, bowiem
ze względu na czystość twego serca zamieszkał w tobie Duch
Święty! Posyła nas do ciebie Jezus Chrystus — Wielki Nauczyciel
i Zbawca.
Po tych słowach jeden z mężów wyciągnął rękę, mówiąc:
— Weź ten zwitek z mej ręki! Ja jestem Jan. To ja
spoczywałem w czasie Ostatniej Wieczerzy na piersiach Pana
i od Niego zaczerpnąłem wiedzę o objawieniu Bożym. Pan
obdarza cię poznaniem największej mądrości, abyś ty, nakarmiony
niebieskim pokarmem nauki Chrystusa, swymi ustami zamykał
usta heretykom i Żydom, rzucającym oszczerstwa na Boga.
Drugi z mężów wyciągnął do Jana dłoń i podał mu klucze
ze słowami:
— Weź to. Ja jestem Piotr, któremu powierzono klucze
Królestwa. Pan teraz tobie daje klucze świętych Kościołów,
aby to, co zwiążesz, było związane, a to, co rozwiążesz, było
rozwiązane.
Błogosławiony Jan ponownie padł na kolana przed apostołami
i zapytał:
276 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Jakże ja, grzesznik i ostatni spośród ludzi, mam realizować


tak wielkie posługiwanie?
Tymczasem apostołowie podnieśli jego prawą rękę
i rzekli:
— Wstań! Bądź mężny! Wzmocnij się i czyń to, do czego
wzywa cię Pan nasz, Jezus Chrystus, a mianowicie uświęcaj
i utwierdzaj lud, dla którego On przelał Swą krew. Wspomnij
Słowo Pańskie: „Nie bój się mała gromadko, bo spodobało się
Ojcu waszemu dać wam królestwo” (Łk 12,32). Tak też i ty
nie bój się, bowiem Chrystus pragnie poprzez twoją posługę
uświęcić wiele dusz i sprawić, aby one Go poznały. Zaprawdę
doświadczysz wielu krzywd i cierpień, ale wytrzymaj je jak
twardy diament, bowiem w ten sposób dojdziesz do Królestwa
Bożego.
To powiedziawszy mężowie uczynili nad Janem znak krzyża,
ucałowali go w Imię Pana i zniknęli.
Św. Hezychiusz opowiedział o widzeniu doświadczonym
w zmaganiach duchowych braciom. Oni dziwili się i wysławiali
Boga. Hezychiusz zabronił im opowiadać komukolwiek o widzeniu,
aby nie dowiedział się o tym Jan i nie odszedł od nich.
Tak bowiem straciliby wybrańca Bożego. Błogosławiony Jan
zaś ze wszystkich sił troszczył się o zbawienie, tak słowem
jak i czynem. Nie tylko sam podejmował coraz to nowe
zmagania duchowe, ale i pobudzał innych braci, by dążyli
do nieba, umartwiając ciało i podporządkowując je duchowi.
Będąc w monasterze uczynił wiele cudów.
Pewien Antiocheńczyk, mąż bogaty i szlachetnego pochodzenia,
bardzo cierpiał na ból głowy. Doszło do tego, że wypadło mu
prawe oko i wisiało na policzku. Mimo iż wydał wiele złota
na leczenie u znamienitych lekarzy, nic to nie pomogło. Gdy
dowiedział się o św. Janie, natychmiast udał się do monasteru,
w którym Błogosławiony przebywał. Przypadł mu do stóp
i całując je prosił o uzdrowienie. Św. Jan rzekł:
DZIEŃ TRZYNASTY 277

— Takie choroby przychodzą wskutek grzechów i niewiary.


Jeśli uwierzysz całą duszą, że Chrystus ma moc uzdrowić cię
i odstąpisz od swych grzechów, to zobaczysz chwałę Bożą.
Chory odpowiedział:
— Wierzę, ojcze, i uczynię wszystko, co mi nakażesz.
Po tych słowach uchwycił się szaty Błogosławionego i położył
na nią swą głowę. Choroba natychmiast ustała, a oko powróciło
na swe miejsce. Mężczyzna ów stał się zdrowym. Wysławiając
Boga, powrócił do domu.
Człowiek, imieniem Archelaus, który pochodził z Antiochii,
był trędowatym. Przyszedł on do św. Jana z prośbą o uzdrowienie.
Błogosławiony pouczył go o prawdach wiary i polecił mu obmyć
czoło wodą, którą piją bracia w monasterze. Gdy Archelaus to
uczynił, został oczyszczony z trądu — porzucił świat i został
mnichem.
Jeszcze inny człowiek, imieniem Euklides, od dziecka nie
widział na prawe oko. Przyszedł on do monasteru, gdzie żył
Błogosławiony i został mnichem. Jan rzekł do niego:
— Niech Bóg cię uzdrowi, bracie; niech rozświetli twe oczy
duchowe i cielesne.
Gdy Święty wypowiedział te słowa, Euklides nagle przejrzał
i od tej chwili mógł wszystko widzieć jasno. Bracia, będący
świadkiem tego cudu, dziwili się:
— Zaprawdę — Jan jest sługą Bożym i zamieszkuje w nim
Duch Święty!
Kobieta, imieniem Krystyna, cierpiała z powodu częstych
krwotoków. Poprosiła ona męża, by zawiózł ją do św. Jana. Gdy
dojechali na miejsce, mężczyzna pozostawił żonę przed bramą
monasteru, a sam poszedł do Świętego. Błogosławiony tak rzekł
do owego człowieka:
— Powiedz swej żonie, żeby zmieniła złe usposobienie
i przestała być okrutna w stosunku do sług. Niech bowiem
pamięta, że została stworzona z tej samej co oni gliny. Powinna
278 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

zatroszczyć się o swą duszę, w czym pomoże jej pamięć


o jałmużnie dla biednych i modlitwa. Trzeba również, by
pamiętała o zachowywaniu postów i trwała w czystości. Jeśli
to wszystko będzie wypełniać — Bóg daruje jej uzdrowienie.
Mąż przekazał słowa Świętego żonie. Wówczas ona przyrzekła,
że z całego serca będzie zachowywać to wszystko, co św. Jan
jej nakazał. Mężczyzna powrócił do Świętego i przekazał mu
obietnicę żony. Wówczas Błogosławiony odpowiedział:
— Idź w pokoju! Pan już ją uzdrowił.
Faktycznie, niewiasta została uzdrowiona. Małżonkowie pełni
radości wracali do domu, wysławiając Boga.
W pobliżu monasteru, gdzie zmagał się duchowo Jan,
pojawił się lew, który grasował po drogach i pożerał ludzi
oraz bydło. Wiele razy mieszkańcy okolicznych wiosek starali
się zabić okrutnego drapieżnika. Wszystkie te wysiłki były
daremne — zwierzę niespodziewanie wyłaniało się z dąbrowy
i napadało ze złością na ludzi. Lew niektórych zabijał, innych
tak ranił, że z trudem udawało im się uciec, jeszcze innych
żywcem zaciągał do swej kryjówki i tam pożerał. Okoliczni
wieśniacy przyszli do Jana i opowiedzieli mu o tym, co się
dzieje oraz prosili, aby pomógł im swymi modlitwami. Święty
dał przybyłym drewniany krzyż i polecił wkopać go w ziemię
w miejscu, z którego wychodzi zwierz. Tak też i uczynili. Po
kilku dniach zauważyli, że lew się nie pojawia. Udali się zatem
do krzyża — tam zobaczyli martwego drapieżnikaa. Ogarnęła
ich wdzięczność za wybawienie od tak wielkiego nieszczęścia.
Uradowali się i wysławiali wybrańca Bożego.
Jan spędził w monasterze cztery lata. Potem, pragnąc
większej samotności, udał się na pustynię. Znalazł pieczarę,
w której wiódł życie pustelnicze przez następne dwa lata. Po
upływie tego czasu, znużony wielkimi zmaganiami duchowymi
i cierpiący od głodu, zachorował tak, że nie mógł sam dbać
o siebie. Zmusiło go to do opuszczenia pustyni i powrotu do
DZIEŃ TRZYNASTY 279

Antiochii. Stało się to z opatrzności Bożej. Bóg bowiem chciał,


by Jego sługa zatroszczył się o Kościół. Pan dopuścił, że Jan
zachorował, by w ten sposób wyprowadzić go od życia ze
zwierzętami na pustyni do życia z ludźmi.
Po przybyciu do Antiochii został przyjęty przez świątobliwego
patriarchę Melecjusza. Hierarcha uradował się z powrotu Jana
i w krótkim czasie wyświęcił go na diakona. Błogosławiony
pełnił tę posługę przez sześć lat, upiększając Kościół Boży
swym cnotliwym życiem i pożytecznymi dla duszy pismami.
W tym czasie napisał dzieła: „O dziewictwie”, „Do młodej
wdowy” oraz „Przeciw Julianowi i poganom, czyli księga ku
czci św. Babylasa”.
W 380 r. św. Melecjusz musiał uczestniczyć w wyświęceniu
na patriarchę św. Grzegorza z Nazjanzu. Wkrótce po przybyciu
do Konstantynopola św. Melecjusz zasnął w Panu. Gdy Jan
dowiedział się o jego śmierci, porzucił Antiochię i udał się
do monasteru, w którym początkowo przebywał. Uradowani
bracia zorganizowali wielkie święto i wysłuchali wygłoszonej
przez Jana nauki. Święty spędził tam w milczeniu trzy lata.
Tymczasem na patriarchę Antiochii wybrano Flawiana (381–
404). Pewnej nocy, kiedy trwał na modlitwie, objawił mu się
anioł i rzekł:
— Rankiem udaj się do monasteru, w którym znajduje
się wybraniec Boży — Jan. Sprowadź go stamtąd do miasta
i wyświęć na kapłana. On bowiem jest wybranym naczyniem
Bożym. Bóg chce przez niego wielu nawrócić na prawdziwą
wiarę.
W tym samym czasie również Świętemu objawił się anioł.
Jak zazwyczaj Błogosławiony modlił się wówczas w swej celi.
Anioł nakazał mu udać się z Flawianem do miasta i przyjąć
od niego święcenia kapłańskie. Z nastaniem dnia patriarcha
przyszedł do monasteru. Wszyscy mnisi wraz z Janem wyszli
na spotkanie. Bracia oddali pokłon i otrzymali od Flawiana
280 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

błogosławieństwo. Następnie z wielką czcią wprowadzili hierarchę


do kościoła. Po celebracji Boskiej Liturgii i udzieleniu wszystkim
Komunii Świętej patriarcha pobłogosławił mnichów i wraz
z Janem udał się do miasta. Następnego dnia rano odbyły się
święcenia kapłańskie. Gdy patriarcha położył swą prawą rękę
na głowie Jana, nagle pojawił się biały, jaśniejący światłem
gołąb, który krążył nad jego głową. Flawian i wszyscy, którzy
znajdowali się w kościele, przestraszyli się i zdumieli. Wieść
o tym wydarzeniu rozeszła się po całej Antiochii i okolicznych
miastach. Wierni, którzy się o tym dowiedzieli, zastanawiali się:
— Kim będzie Jan? Oto od samego początku jaśnieje nad
nim chwała Pańska!
Będąc kapłanem, Jan z tym większą żarliwością troszczył
się o zbawienie dusz. Raz, dwa razy w tygodniu, a bywało,
że i codziennie, nauczał on lud w kościele. Zdarzało się,
że wygłosiwszy naukę w jednej świątyni, szedł zmęczony do
katedry. Tam na prośbę wiernych biskup polecał mu ponownie
głosić kazanie. W czasie swej posługi kapłańskiej Święty wygłosił
wiele kazań, spośród których część się zachowała do naszych
czasów. Ponadto z żarliwością oddawał się wyjaśnianiu Pisma
Świętego. Napisał bardzo pomocne dla zbawienia dusz komentarze
do wielu ksiąg Starego Testamentu, jak również do Ewangelii
św. Mateusza i Jana oraz Dziejów Apostolskich. Szczególnie
upodobał sobie listy św. Pawła.
Swoje kazania św. Jan Chryzostom często wygłaszał z pamięci.
Podziwiali to wszyscy mieszkańcy Antiochii, nikt bowiem do
tej pory nie głosił Słowa Bożego bez księgi czy notatek.
Błogosławiony uczynił to jako pierwszy. Jego pouczenia miały
moc i napełniały serca słuchaczy niewypowiedzianą słodyczą.
Wielu kopistów zapisywało to, co głosił; jego nauki czytane były
przy stole i na placach. Był wspaniałym oratorem i umiłowanym
przez wszystkich nauczycielem. Wszyscy z radością schodzili się
do kościoła. Zarządcy miasta i sędziowie zostawiali swe zajęcia,
DZIEŃ TRZYNASTY 281

kupcy odchodzili z targu, rzemieślnicy wychodzili ze swych


warsztatów. Wszyscy oni szli, by słuchać słów wychodzących
z ust Jana. Z tego właśnie powodu nazywano go „Boskimi
i Chrystusowymi ustami”, „słodkimi ustami”, „miodnymi ustami”.
Zdarzało się, szczególnie w początkach posługi kapłańskiej,
że Błogosławiony głosił kazania, które — ze względu na treści
— nie zawsze były zrozumiałe dla niewykształconych słuchaczy.
Pewnego razu kobieta, słuchając i nie pojmując tego, co zostało
powiedziane, zawołała:
— Nauczycielu duchowy! Lepiej cię nazwę — Janem Złotoustym
(gr. Chrisostomos); studnia twej nauki głęboka, a sznury
naszego umysłu krótkie i nie mogą dosięgnąć głębi!
Wówczas wielu rzekło:
— Sam Bóg ustami kobiety dał imię Janowi. Niech on od
tego czasu nazywa się Chryzostom.
Św. Jan od tej pory starał się upiększać swą naukę nie
tyle krasomóstwem, co prostymi słowami, aby wszyscy mogli ją
rozumieć i odnieść z jej słuchania korzyść duchową. Ucząc wiary
i życia chrześcijańskiego był również pocieszycielem w czasie
nieszczęść.
W Antiochii, w wyniku nałożenia podatku, szczególnie
ciężkiego dla biednych mieszkańców, doszło do zamieszek.
W mieście wzburzone pospólstwo zrzuciło z cokołów wszystkie
pomniki cesarza i członków jego rodziny i rozbiło je na kawałki.
Wkrótce jednak przerażenie zajęło miejce gniewu. Antiocheńczycy
oczekiwali cesarskiego odwetu, który spadnie na powstańców.
Skłaniając się do próśb ludu, pobożny hierarcha Flawian udał
się do cesarza, by wstawić się za miastem. Nastał Wielki Post,
który był dla Antiocheńczyków czasem rzeczywistej skruchy
i cierpienia. Każdego dnia św. Jan wychodził na kościelną
ambonę i zwracał się do zebranych mocnymi słowami pocieszenia
i zbudowania. On to podtrzymywał w ludziach wytrwałość,
męstwo oraz nadzieję na miłosierdzie cesarza, jak również
282 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

wbudzał ufność w życie wieczne. Wraz z tym osądzał wady


mieszczan: skąpstwo bogatych, ich chciwość, rozpustę, kłamstwo,
brak wrażliwości i niewiarę. Wyjaśniał im, że ich własne
wady ściągnęły na miasto tak wielkie nieszczęście. Święty
przekonywał też o konieczności pokuty i poprawy. Lud chodził
tłumnie do kościoła i z uwagą słuchał mowy Chryzostoma,
w której znajdował ukojenie.
Św. Flawian przybył do cesarza, by wstawić się za Antiochią.
Chrześcijański cesarz przebaczył tym, którzy powstali przeciwko
najwyższej władzy. Wieść o miłosierdziu władcy dotarła wraz
z patriarchą w sam dzień Paschy. Św. Jan oznajmił ludowi
dobrą nowinę. Na zakończenie rzekł:
— Cieszcie się radością duchową! Bądźcie wdzięczni Bogu
nie tylko ze względu na koniec nieszczęść, ale i za to, że On je
zesłał na was.
W ten sposób Chryzostom chciał wzbudzić w Antiocheńczykach
poczucie skruchy i pobudzić ich do życia duchowego.
Wybraniec Boży był mocnym mężem nie tylko w słowach,
ale i w czynach. Mocą Chrystusa czynił cuda, uzdrawiając tych,
których spotkały nieszczęścia. Oto niektóre z cudów Świętego:
Kobieta imieniem Eulalia miała syna, który zapadł na
wielką gorączkę i był bliski śmierci. Niewiasta przyszła do
Błogosławionego i prosiła go, aby uzdrowił dziecko. Jan wziął
wodę, trzy razy uczynił nad nią znak krzyża w Imię Trójcy
Świętej i pokropił chorego. Gorączka natychmiast ustąpiła.
Chłopiec wstał zdrowy i pokłonił się przed Świętym.
Dowódcą fortecy w Antiochii był zwolennik herezji Marcjana.
Przysparzał on wiele zła pobożnym wiernym. Jego żona tak
ciężko zachorowała, że nie mógł jej uleczyć żaden lekarz.
Choroba nasilała się z dnia na dzień. Dowódca zebrał w swoim
domu heretyków prosząc, by pomogli cierpiącej. Heretycy nieustannie
przez trzy dni modlili się z wielką żarliwością. Jednakże ich
prośby w niczym nie pomogły. Wówczas kobieta rzekła do męża:
DZIEŃ TRZYNASTY 283

— Wiem o pewnym kapłanie imieniem Jan, który służy


u biskupa Flawiana. Ów człowiek jest uczniem Chrystusa
i jeśli o cokolwiek poprosi Boga, to On go wysłuchuje. Błagam
cię — zabierz mnie do niego, aby on pomodlił się o moje
wyzdrowienie! Słyszałam bowiem, że człowiek ten czyni wiele
cudów. Marcjonici nic mi nie pomogli, co świadczy, że są
bezbożni. Gdyby ich wiara była prawdziwa, to Bóg wysłuchiwałby
ich modlitw.
Mężczyzna udał się wraz z żoną do kościoła. Sam, będąc
heretykiem, nie ośmielił się wnieść jej do środka. Położył
zatem swą żonę przed drzwiami świątyni i posłał po biskupa
Flawiana oraz kapłana Jana, prosząc, by pomodlili się do Jezusa
Chrystusa o zdrowie ciężko chorej kobiety. Biskup wyszedł na
zewnątrz wraz z Janem. Flawian rzekł:
— Jeśli wyrzekniecie się herezji i zjednoczycie się ze świętym,
katolickim i apostolskim Kościołem, to otrzymacie od Chrystusa
Boga uzdrowienie.
Gdy małżonkowie to uczynili, Jan polecił przynieść wodę.
Flawian uczynił nad kobietą znak krzyża. Potem Święty nakazał,
by chorą obmyć poświęconą wodą. Gdy to zrobiono, kobieta
wstała zdrowa i wysławiała Boga. Po tym cudzie dowódca
fortecy wraz z żoną zjednoczyli się ze świętym Kościołem.
Z powodu tego nawrócenia wśród prawowiernych chrześcijan
zapanowała wielka radość. Heretycy zaś gniewali się na Jana
i rzucali na niego oszczerstwa, rozgłaszając, że jest on czarownikiem.
Bóg wkrótce zamknął im usta, sprowadzając na nich karę. Było
to tak:
W czasie wielkiego trzęsienia ziemi w Antiochii rozpadła
się świątynia, w której marcjonici się spotykali. W gruzach
zginęło wielu heretyków. Tymczasem spośród prawowiernych
chrześcijan nikt nie ucierpiał. Gdy zobaczyli to pozostali przy
życiu marcjonici oraz poganie, wówczas poznali moc Chrystusa.
Dzięki nauce św. Jana zwrócili się do prawdziwego Boga.
284 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Po śmierci patriarchy Konstantynopola Nektariusza, następcy


Grzegorza z Nazjanzu, przez długi czas nie udało się znaleźć
człowieka, który godny byłby tronu patriarszego. W końcu
oznajmiono cesarzowi Arkadiuszowi o Janie Chryzostomie,
o którym sława rozeszła się wszędzie. Cesarz posłał do Flawiana
pismo z nakazem wysłania Świętego do Konstantynopola. Lud
Antiochii, skoro dowiedział się o tym, zebrał się w kościele. Nie
chcąc utracić swego nauczyciela, wierni sprzeciwili się posłom,
a i sam wybraniec Boży nie chciał jechać do Konstantynopola.
W pokorze bowiem uznał, że nie jest godzien, by pełnić
tę posługę. Gdy cesarz się o tym dowiedział, zdziwił się
i jeszcze bardziej zapragnął widzieć Jana na tronie patriarszym.
Rozkazał zatem zarządcy prowincji wschodniej, Asteriuszowi,
po kryjomu wywieźć Jana z Antiochii. Tak też się stało.
Na powitanie Jana w Konstantynopolu wyszedł cały lud
z wieloma wysłanymi przez cesarza wielmożami. Arkadiusz
wraz z duchowieństwem i ludem powitał Jana ze czcią. Wszyscy
radowali się z wyniesienia go na katedrę patriarszą Kościoła.
Nie cieszyło to jedynie patriarchy Aleksandrii Teofila (385–412)
oraz jego zwolenników. Zazdrościł on sławy Janowi i nienawidził
go. Chciał, by na tronie patriarszym w Konstantynopolu zasiadł
jego kapłan Izydor. Nie przeszkodziło to jednak w zwołaniu
synodu, na którym wybrano Jana na patriarchę. Błogosławiony
został wyniesiony do tej godności 26 lutego 398 r. Cesarz
wraz z książętami i wielmożami przybyli do Jana, pragnąc od
nowego patriarchy otrzymać błogosławieństwo. Pomodliwszy
się za cesarza i lud, Święty błogosławił wszystkich i wygłosił
naukę, w której prosił władcę o trwanie w prawdziwej wierze,
walkę z heretykami i częste chodzenie do kościoła oraz o to, by
był sprawiedliwy i miłosierny. Tak oto mówił:
— Zapewniam cię, cesarzu, że nie zlęknę się — gdy zajdzie
taka konieczność — głosić pouczenia i osądy, jeśli to będzie
z korzyścią dla twej duszy, podobnie jak prorok Natan nie bał
DZIEŃ TRZYNASTY 285

się potępić grzechu króla Dawida.


Jan pouczał także mających władzę oraz ich poddanych,
aby pobożnie wypełniali swe powinności. Jego katechezy napełniały
słodyczą serca wszystkich słuchających. Gdy nauczał swą
trzodę, pojawił się opętany, który rzucił się na ziemię i zawołał
okropnym głosem, aż wszyscy w kościele się przestraszyli.
Błogosławiony polecił, by przyprowadzić opętanego — uczynił
nad nim znak krzyża i wygnał nieczystego ducha. Człek ten
odzyskał zdrowie. Cesarz i cały zgromadzony lud rozradowali
się wówczas oraz wysławiali Boga, który dał im tak wielkiego
lekarza dusz i ciał.
Patriarcha Jan gorliwie pasł powierzoną trzodę Chrystusową,
wykorzeniając z niej wszelkie złe obyczaje, nieczystość, zawiść,
nieprawdę i wszystko to, co nie podoba się Bogu. Starał się też
posiać w sercach czystość obyczajów, miłość, sprawiedliwość,
miłosierdzie, wszelakie cnoty. Swymi złotymi ustami głosił, by
wszyscy trwali w pobożności.
Pewnego razu, tuż przed samą Paschą, Jan smucił się
niegodnym zachowaniem ludzi, których tak bardzo miłował
i o których się tak troszczył. W Wielką Środę nastała ogromna
burza. Przestraszony tłum uciekał do świątyń i błagał tam
o miłosierdzie Boże. Rozpoczęto wspólne modlitwy i procesje
z krzyżem. Plaga minęła i ludzie odetchnęli. Nie zmienili jednak
swego postępowania. W Wielki Piątek i Wielką Sobotę udali się
na widowiska, które odbywały się w cyrku oraz teatrze. Święty
pasterz, zasmucony do głębi swej duszy, pierwszego dnia Paschy
wygłosił znamienne kazanie „Przeciw igrzyskom i teatrowi”.
Tak oto zaczął:
— Czyż można to wytrzymać?! Czy można to ścierpieć?!
Szkoda mi was, ze względu na was samych!
Następnie w sposób jasny i przekonywujący ukazał zgubny
wpływ teatru na moralność. Zagroził winnym odłączeniem od
286 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Kościoła. To, co powiedział, doprowadziło wielu do szczerego


żalu za popełnione grzechy.
Nie tylko w Konstantynopolu, ale i we wszystkich okolicznych
miastach oraz wsiach święty wybraniec Boży troszczył się
o zbawienie dusz. Spośród swych kapłanów posyłał bojących
się Boga mężów, aby umacniali prawdziwą wiarę poprzez
głoszenie Słowa Bożego. Zadaniem tych kapłanów było również
wykorzenianie bezbożności i herezji oraz sprowadzanie błądzących
na drogę zbawienia. Patriarcha burzył też świątynie w Fenicji,
w których od wieków oddawano cześć bożkom. Umiejętnie
sprowadzał Celtów zarażonych arianizmem na prawdziwą wiarę.
W tym celu nakazał wybranym do tego celu diakonom i kapłanom
nauczyć się języka celtyckiego. Następnie wyprawił ich do
Celtów, by głosili prawdziwą wiarę w tym języku. Tą samą
metodą nawrócił Scytów, żyjących nad Dunajem. Do jego
zasług należy również to, że na Wschodzie wykorzenił herezję
marcjonitów.
Św. Jan szczególnie troszczył się o słabych i ubogich, karmił
głodnych, odziewał nagich, pamiętał o sierotach i wdowach. Dla
chorych i pielgrzymów wybudował wiele szpitali. Zapewniano
w nich wszystko to, co było potrzebne dla odzykania zdrowia
ciała i duszy. Będąc patriarchą św. Jan z rozwagą kierował
Kościołem.
W czasie, gdy sprawował swą posługę, w Konstantynopolu
żyło jeszcze wielu arian. Błogosławiony się zastanawiał, w jaki
sposób oczyścić miasto od herezji. W końcu, gdy nadarzyła się
sposobna okazja, rzekł do władcy:
— Pobożny cesarzu! Jeśli ktoś dołożyłby do twej korony,
uczynionej z wielu drogocennych kamieni, jakiś zwyczajny
kamień, ciemny i zabrudzony, to czy nie zeszpeciłby klejnotu?
Cesarz odpowiedział:
— Tak! Tak by się stało.
Jan kontynuował:
DZIEŃ TRZYNASTY 287

— Tak też i zeszpecone jest to prawowierne miasto, które


zaraziła herezja arian. Tak jak ty, cesarzu, rozgniewałbyś się
na kogoś, kto oszpeciłby twą koronę, tak też i Wszechmocny
gniewa się na to miasto, sponiewierane ariańską herezją. Trzeba
ci zatem albo nawrócić heretyków na prawdziwą wiarę, albo też
ich wygnać.
Po tych słowach patriarchy cesarz rozkazał, by natychmiast
stawili się przed nim wszyscy przywódcy ariańscy. Następnie
w obecności św. Jana nakazał, aby złożyli wyznanie wiary.
Arianie zaczęli wypowiadać obraźliwe słowa przeciwko Jezusowi
Chrystusowi. Wówczas władca nakazał wygnać ich z miasta.
Po upływie pewnego czasu arianie, dzięki wstawiennikom
służącym na dworze cesarskim, ponownie zaczęli przychodzić
w dni świąteczne do miasta. Idąc do wspólnego domu, wyśpiewywali
pieśni, obrażające Trójcę Przenajświętszą. Gdy dowiedział się
o tym patriarcha, nakazał swym kapłanom odbyć uroczystą
procesję po mieście i śpiewać pieśni wychwalające Boga w Trójcy
Przenajświętszej. W ten sposób chciał uchronić prosty lud od
włączenia się w ariańskie modlitwy. Przygotowano specjalne
drogi na te procesje. Chodzono z zapalonymi świecami, niosąc
srebrne krzyże oraz święte ikony. W ten sposób zapoczątkowano
zwyczaj uroczystych procesji z krzyżem. Rozgniewało to arian
i w czasie jednej z uroczystości napadli na prawowiernych
chrześcijan. Po obu stronach były ofiary śmiertelne. Jednemu
z cesarskich eunuchów kamień rozbił głowę i gdy władca
dowiedział się o tym, co zaszło, zabronił arianom wspólnych
modlitw oraz wchodzenia do miasta. Tak oto ta herezja została
ostatecznie wykorzeniona z Konstantynopola.
W mieście żył wojewoda imieniem Gajusz, z pochodzenia
barbarzyńca. Wyróżniał się on dzielnością na polu bitwy i z tego
względu cieszył się przychylnością cesarza. Niestety — wpadł on
w sieci herezji. Gajusz prosił cesarza, by dał arianom w mieście
jakikolwiek kościół. Władca nie wiedział, co mu odpowiedzieć,
288 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

gdyż obawiał się, by Gajusz — jako człowiek gwałtowny — nie


wzniecił zamieszek. Opowiedział więc o prośbie barbarzyńcy
św. Janowi. Ten rzekł:
— Wezwij mnie do siebie w czasie, gdy człowiek ten będzie
cię prosić o świątynię, a ja będę odpowiadać za ciebie.
I oto, na drugi dzień, gdy patriarcha został wezwany do
pałacu i siedział z cesarzem, Gajusz zaczął prosić władcę
o świątynię w Konstantynopolu dla wspólnoty ariańskiej. Podstawą
jego prośby była należna mu nagroda za poniesione w czasie
wojen trudy i wykazaną dzielność. Wielki Jan tak powiedział
do Gajusza:
— Jeśli chcesz modlić się w kościele, to wejdź do któregokolwiek
chcesz i módl się; wszak dla ciebie są otwarte wszystkie
świątynie w mieście.
Gajusz odpowiedział:
— Ja inaczej wierzę i pragnę wraz z tymi, którzy tak samo
wierzą jak ja, mieć oddzielną świątynię. Dlatego właśnie proszę
cesarza, by spełnił mą prośbę. Poniosłem wiele trudów walcząc
za Cesarstwo; przelałem krew i oddałem za cesarza duszę.
Jan rzekł:
— Za swoje trudy otrzymałeś nagrodę: wielki szacunek
u cesarza, sławę, stanowisko i podarki. Trzeba ci się zastanowić:
kim byłeś przedtem, a kim jesteś teraz. Przypomnij sobie,
że byłeś biedny i nikomu nie znany, a teraz wzbogaciłeś się
i stałeś się sławny. Pomyśl, co byś robił, gdybyś pozostał po
tamtej stronie Dunaju, a co robisz teraz. Wszak byłeś prostym
chłopem, odziewałeś się w łachmany, a za pokarm miałeś chleb
i wodę. Teraz zaś jesteś poważany i wychwalany jako wojewoda;
odziewasz się w kosztowne szaty, masz dużo złota i srebra,
wiele posiadłości — a wszystko to zawdzięczasz łaskawości
cesarza. Jak wielką nagrodę już otrzymałeś za swoje trudy?
Bądź wdzięczy i dalej wiernie służ Cesarstwu. Nie proś o Boże
nagrody za ziemską służbę. . .
DZIEŃ TRZYNASTY 289

Zawstydzony taką mową Gajusz zamilkł i już więcej nie


prosił o świątynię. Władca zdumiał się wielką mądrością Jana,
który kilkoma zdaniami zamknął usta grubianina. Jednak po
upływie roku Gajusz wszczął bunt. Zebrał on liczne wojsko
i ruszył na Konstantynopol. Cesarz, nie chcąc przelewu krwi,
poprosił św. Jana, by wyszedł Gajuszowi naprzeciw i przemówił
do niego łagodnie. Bóg pomógł Swemu słudze. Patriarcha
przeobraził Gajusza z wilka w owcę i pojednał go z cesarzem.
Zimą św. Jan, mimo że był chory, udał się do Azji Mniejszej
w sprawach Kościoła. W tamtych stronach stała się regułą
sprzedaż święceń kapłańskich przez biskupów. Brali oni bowiem
pieniądze za chirotonię. Tak też postępował Antoni — metropolita
Efezu. Święty zmuszony był zdeponować wielu biskupów winnych
symonii oraz tych kapłanów, którzy zapłacili za swe święcenia.
W ich miejsce wyświęcił nowych, godniejszych tej posługi.
Zaprowadziwszy porządek w Azji Mniejszej, powrócił do Konstantynopola.
Żyjąc pośród świata i zajmując tak wysoką pozycję społeczną,
Błogosławiony nigdy nie zapominał o zmaganiach duchowych.
Każdą wolną chwilę spędzał na modlitwie i czytaniu pobożnych
ksiąg, zamykając się w celi. Zachowywał srogi post i wstrzemięźliwość.
Jadł tylko chleb jęczmienny i pił wodę. Bardzo mało spał, a i to
nie w łożu, lecz na stojąco. Nie chadzał na przyjęcia i uczty.
Całą swą uwagę skoncentrował na poznawaniu Pisma Świętego.
Pisał komentarze do listów św. Pawła Apostoła, którego ikonę
miał w swej celi. Zaczął od komentarza Listu do Kolosan,
a następnie — do Filipian, Tesaloniczan i Hebrajczyków. Gdy
pisał te komentarze, ogarnęła go wątpliwość:
— Czy Bogu podoba się to, co robię? Czy ja dobrze pojmuję
sens Pisma Świętego?
Zaczął modlić się do Najwyższego, prosząc o odpowiedź
na te pytania. Bóg wysłuchał modlitwy Swego sługi i dał mu
następujący znak:
Pewnej nocy Jan jak zwykle zamknął się w celi i przy

18*
290 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

zapalonej świecy pisał komentarz. Wieczorem poprosił Proklusa,


by przyszedł później mu pomóc. Sługa udał się zatem do
celi patriarchy. Gdy doszedł do drzwi, spojrzał najpierw przez
dziurkę od klucza, by się dowiedzieć, co robi Święty. Wówczas
zobaczył, że św. Jan siedzi i pisze, a jakiś budzący szacunek
starzec stoi za nim i szepcze mu coś do ucha. Człowiek ów
był podobny do św. Pawła z ikony wiszącej na ścianie celi.
Proklus postanowił więc poczekać, aż ów człowiek odejdzie.
Gdy nadszedł czas dzwonu na Jutrznię, starzec zniknął. Ta
sama sytuacja miała miejsce w czasie kolejnych dwóch nocy.
W końcu Proklus ośmielił się zapytać:
— Wasza Świątobliwość, kto nocą rozmawia z tobą?
Jan odpowiedział:
— Nikt do mnie nie przychodzi. . .
Proklus szczegółowo opowiedział mu o tym, jak przez
dziurkę od klucza widział budzącego szacunek starca, który
szeptał patriarsze coś do ucha, gdy pisał. Przedstawił też
wygląd tego człowieka, który wydał mu się podobny do przedstawienia
św. Pawła na ikonie. Sługa rzekł:
— Ten, którego widziałem, był podobny do św. Pawła z tej
oto ikony.
Wtedy Jan zrozumiał, że Proklus zobaczył Apostoła. Ten
fakt przekonał go, że praca komentatorska podoba się Panu.
Upadł na ziemię i długo się modlił, dziękując Bogu. Od tego
czasu z jeszcze większą gorliwością oddawał się pisaniu ksiąg,
które pozostały w Kościele jako bezcenny skarb.
Trzeba powiedzieć, że Jan był wielkim nauczycielem całego
świata. Bez wahania wskazywał niesprawiedliwość, bronił poniżonych.
Pouczał cesarza i cesarzową, by postępowali sprawiedliwie.
Dostojnikom i ludziom zajmującym wysokie urzędy, którzy
grabili cudzy majątek i krzywdzili biednych, groził sądem
Bożym. Nie podobało się to wielu przedstawicielom władzy.
Byli oni osądzani przez swe sumienia, ale nie chcieli odwrócić się
DZIEŃ TRZYNASTY 291

od nieprawości. Stąd też gniewali się na Jana. Ich serca stały się
kamienne — nie chcieli słuchać słów Świętego i zapłonęli skrytą
nienawiścią przeciwko niemu. Starali się na wszelkie sposoby
oczernić patriarchę, jakoby Jan w swoich kazaniach w kościele
obwiniał cesarza i cesarzową, podobnie jak i wszystkich innych
sprawujących władzę. Nazywali go również „niemiłosiernym”,
odwołując się do następującego wydarzenia:
W pałacu żył eunuch imieniem Eutropiusz, który był
zwierzchnikiem wszystkich podkomorzych. Udało mu się wkraść
w łaski władcy i stał się jego ulubieńcem. Namówił cesarza,
aby wydał rozkaz, który znosiłby starodawne prawo azylu
w kościołach. Polegało ono na tym, że ludzie, którzy przekroczyli
zakazy państwowe i byli skazani na śmierć, mogli bezpiecznie
schronić się w kościołach. Zniesienie tego prawa było bardzo
bolesne dla św. Jana Chryzostoma. Uważał to za gwałt zadany
Kościołowi. Osądził więc Eutropiusza za mieszanie się w sprawy
Kościoła. Po upływie pewnego czasu sam Eutropiusz wpadł
w pułapkę, którą wykopał dla innych. Popełnił bowiem wielkie
przestępstwo, czym bardzo rozgniewał cesarza, który skazał go
na śmierć. Wówczas eunuch uciekł do kościoła i skrył się za
ołtarzem. Błogosławiony Jan potępił Eutropiusza z ambony.
Powiedział, że byłoby sprawiedliwie, gdyby nowo ustanowione
prawo najpierw odnosiło się do tego człowieka, który przyczynił
się do jego ustanowienia. Wrogowie Świętego podchwycili te
słowa i oskarżyli go o brak miłosierdzia. W ten sposób zaczęli
siać zamęt w sercach ludzi i wzbudzać gniew przeciwko Janowi.
Wśród nieprzychylnych wybrańcowi Bożemu było wielu
duchownych, których zmuszony był odłączać od Kościoła ze
względu na popełniane zło. Szczególnie rozdrażnił ich czyn
diakona Serapiona, który — pobożnie żyjąc i służąc przy
Świętym — dwukrotnie w obecności wszystkich duchownych
rzekł doń:
— Wasza Świątobliwość, nie naprawisz tych ludzi, jeśli ich
292 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

nie rozgonisz.
Zaczęto źle mówić o patriarsze. Niezadowolenie i wrogość
przeciwko Błogosławionemu zapanowała w wyższym duchowieństwie.
Do grona nieprzychylnych patriarsze należał również metropolita
Sewerian z Fenicji. Początkowo cieszył się on miłością Jana,
który — udając się do Azji Mniejszej — powierzył mu kierowanie
swą trzodą. W czasie nieobecności wybrańca Bożego w Konstantynopolu
Sewerian zdołał wzbudzić niezadowolenie przeciwko niemu
i intrygami pozyskał zaufanie cesarza. Miał nadzieję, że uda
mu się zająć miejsce Chryzostoma. Nadużył swej władzy
i doprowadził do zaniedbań — po powrocie św. Jan od razu
zorientował się w przewrotności metropolity i chciał go oddalić
ze stolicy. Tymczasem za Sewerianem wstawiła się cesarzowa
Eudoksja. Na jej prośbę Święty szczerze przebaczył Sewerianowi
i pojednał się z nim. Metropolita nie zmienił się jednak
i kontynuował spiski.
Patriarcha nie obawiał się złości i gniewu wrogów. Nic
nie zdołano by mu zrobić, gdyby do grona jego nieprzyjaciół
nie dołączyła cesarzowa. Stała się ona najniebezpieczniejszym
wrogiem wybrańca Bożego. Wszystkie mowy Jana o skąpstwie
odnosiła do siebie i myślała, że to ona jest w nich osądzana.
Sama bowiem była chciwa, pałała żądzą złota, które przemocą
zabierała innym. Przepełniona gniewem szukała sposobu, by
zdeponować Jana z tronu patriarszego.
W owym czasie przebywał w Konstantynopolu pewien
znamienity i bogaty mąż imieniem Teodoryk. Chciwa cesarzowa
chciała ograbić go z majątku. Szukała powodu, by go o coś
oskarżyć, ale Teodoryk był człowiekiem szlachetnym i uczciwym.
Nie mając możliwości zadać mu gwałtu, wymyśliła podstęp.
Przywołała go do siebie i rzekła:
— Wiesz, jak wielką stratę ciągle ponosi skarb cesarski, jak
wiele złota wydaje się na utrzymanie wojska i jak liczni są
ludzie, których karmimy każdego dnia. Z tego powodu skarbiec
DZIEŃ TRZYNASTY 293

opustoszał. Pożycz nam część swego majątku, a zyskasz naszą


sympatię i przychylność. Z czasem zaś otrzymasz z powrotem
to, co teraz pożyczysz.
Patrycjusz zrozumiał, że Eudoksja chce skorzystać z jego
majątku nie dla napełnienia skarbca cesarskiego, ale by zaspokoić
swoją chciwość. Z tego względu udał się do błogosławionego
Jana i opowiedział mu o wszystkim oraz ze łzami prosił
o pomoc. Święty bez zwłoki posłał do cesarzowej pismo,
w którym prosił, by nie czyniła krzywdy Teodorykowi. Eudoksja,
mimo niechęci do patriarchy, postąpiła zgodnie z jego prośbą.
Obiecała, że nie wyrządzi Teodorykowi żadnego zła. Po tym
wydarzeniu patrycjusz, przekonany przez Świętego — który
nauczał o jałmużnie oraz o tym, by nie gromadzić skarbów
na Ziemi, gdzie mogą być zabrane przez ludzi zawistnych, lecz
w niebie, gdzie nikt ich nie będzie zazdrościł — postanowił
oddać całe swe bogactwo Królowi Niebieskiemu. Pozostawiwszy
niewielką część majątku na utrzymanie rodziny, resztę ofiarował
na kościelny dom pielgrzyma przeznaczony dla biednych i chorych.
Gdy cesarzowa dowiedziała się o tym, poleciła, by przekazać
Janowi:
— Święty patriarcho! Stosując się do twej rady, niczego nie
wzięłam od Teodoryka na potrzeby państwa, a ty zagarnąłeś
jego majątek, aby się wzbogacić! Czyż nie godziło się, byśmy
to my wzięli te pieniądze, a nie ty?! Wszak on wzbogacił się
w służbie cesarskiej. Dlaczego nie poszedłeś naszym śladem?
Jeśli my niczego nie wzięliśmy od niego, to i ty nie powinieneś
brać jego złota.
Św. Jan odpowiedział:
— Myślę, że doskonale wiesz, że jeślibym pragnął bogactwa,
to nic by nie stało na przeszkodzie, bym je posiadał. Miałem
bowiem bogatych rodziców, którzy byli ludźmi ze szlachetnego
rodu i zajmowali wysokie stanowiska. Dobrowolnie wyrzekłem
się bogactwa. Ty utrzymujesz, że wziąłem majątek Teodoryka,
294 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

aby się wzbogacić. Wiedz, że człowiek ten niczego mi nie dał,


a jeśli by nawet dawał, to i tak nic bym od niego nie wziął.
Swe bogactwo oddał on Chrystusowi, gdyż przeznaczył je dla
biednych i chorych. Postąpił dobrze, bowiem Chrystus mu
stokrotnie wynagrodzi w życiu przyszłym. Pragnę, abyś i ty
naśladowała Teodoryka. Zachowuj swe bogactwa w niebiosach,
żebyś — gdy zbiedniejesz — została przyjęta do wiecznych
przybytków (por. Łk 16,9). Jeśli zamierzasz zabrać Chrystusowi
to, co Mu oddał patrycjusz, to co nam do tego? Sama zobaczysz,
że skrzywdzisz w ten sposób nie nas, ale samego Chrystusa.
Po przeczytaniu listu cesarzowa zapłonęła jeszcze silniejszym
gniewem i zaczęła szukać sposobu, by się zemścić na patriarsze.
W tym czasie w Aleksandrii zarządcą prowincji był Paulicjusz.
Zawistni ludzie donieśli mu, że wdowa imieniem Kalitropa
posiada wiele złota. Z chciwości Paulicjusz kłamliwie obwinił
niewiastę i nakazał jej zapłacić pięćset złotych monet. Nie
posiadając tak wielkiej sumy, wdowa zastawiła u sąsiadów
wszystko co miała i zapłaciła zarządcy nałożoną karę. Wkrótce
po tym fakcie Paulicjusz został pozbawiony urzędu za swe
niegodziwości i przekazany do Konstantynopola na sąd. Udała
się tu także biedna wdowa. Po przybyciu do cesarza padła
przed nim ze łzami i płaczem. Skarżyła się na Paulicjusza,
że przemocą zabrał jej pięćset złotych monet. Cesarz nakazał
zbadać całą sprawę. Zarządca jednak trzymał stronę Paulicjusza,
usprawiedliwił go, a kobietę odprawił z niczym. Czując się
jeszcze bardziej pokrzywdzoną, wdowa udała się do cesarzowej,
opowiedziała jej o swym nieszczęściu oraz prosiła o pomoc.
Chciwa Eudoksja zadowolona była z takiego obrotu sprawy
i obmyśliła podstęp. Natychmiast przywołała Paulicjusza, z gniewem
osądziła go za grabież cudzego majątku i skrzywdzenie kobiety.
Nakazała trzymać go pod strażą tak długo, póki nie odda
złota. Z otrzymanych pieniędzy cesarzowa dała wdowie tylko
trzydzieści sześć złotych monet, pozostałą część zachowując
DZIEŃ TRZYNASTY 295

dla siebie. Kobieta odeszła od cesarzowej z płaczem, czując


się skrzywdzoną takim rozwiązaniem sprawy. Przypadkiem
dowiedziała się o obrońcy ubogich — św. Janie. Przyszła do
niego i szczegółowo opowiedziała mu o tym, co wyrządzili jej
Paulicjusz i cesarzowa. Święty uspokoił płaczącą wdowę i posłał
po Paulicjusza. Zaprosił go do kościoła i rzekł:
— Wiemy o nieprawościach, jakich się dopuściłeś, nie bojąc
się Boga. Krzywdziłeś biednych i gwałtem zabierałeś cudze
mienie. Tak też zachowałeś się w stosunku do tej kobiety.
Wezwaliśmy cię, abyś oddał pięćset złotych monet tej, którą
potraktowałeś niesprawiedliwie. Oddaj jej pieniądze, by mogła
odzyskać to, co zastawiła u sąsiadów i nie żyła wraz ze dziećmi
w ubóstwie. Wówczas będziesz uwolniony od swego grzechu
i przebłagasz Boga, którego rozgniewałeś. Jeśli nie okażesz
skruchy, to Pan odpłaci ci za skrzywdzenie sierot.
Paulicjusz odpowiedział:
— Wasza Świątobliwość! Ta wdowa wyrządziła mi większą
krzywdę niż ja jej, gdyż za sprawą skargi do cesarzowej zabrała
mi sto funtów złota. Czegóż więc jeszcze chce ode mnie? Niech
uda się do Eudoksji i od niej odbierze swą własność.
Święty rzekł:
— Jeśli cesarzowa wzięła od ciebie tyle złota, a wdowa nie
otrzymała tego, co jej się należało, to nie ona ponosi winę
za krzywdę wyrządzoną ci przez Eudoksję. Cesarzowa wzięła
od ciebie sto funtów złota nie tylko za krzywdę wdowy, ale
również za inne twe grabieże, których dopuściłeś się pełniąc
władzę. Nie rzucaj zatem oszczerstw. Zapewniam cię, że nie
wyjdziesz stąd, póki nie oddasz tej niewieście wszystkiego, co jej
zabrałeś. A te trzydzieści sześć monet, które dała jej cesarzowa,
niech będą rekompensatą za wydatki poniesione na drogę do
Konstantynopola.
Gdy cesarzowa się dowiedziała, że Jan zatrzymał Paulicjusza
296 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

w kościele, posłała do niego z poleceniem, by go uwolnił. Święty


rzekł posłańcowi:
— Paulicjusz nie będzie stąd wypuszczony, póki nie odda
tej biednej kobiecie tego, co jej zabrał.
Eudoksja powtórnie przysłała posłańca z tym samym rozkazem;
Święty odpowiedział:
— Jeśli cesarzowa chce, abym wypuścił Paulicjusza, to
niech odeśle wdowie pięćset złotych monet. Nie straci na tym,
gdyż zabrała od Paulicjusza o wiele więcej — sto funtów złota.
Po usłyszeniu odpowiedzi patriarchy cesarzowa bardzo się
rozgniewała. Natychmiast wyprawiła dwóch setników z żołnierzami,
aby przemocą zabrali Paulicjusza. Gdy żołnierze podchodzili
do drzwi świątyni, nagle zjawił się anioł Pański, który mieczem
zagrodził im wejście. Żołnierze przestraszyli się i uciekli. Eudoksję
również ogarnęła trwoga i już więcej nie ośmieliła się posyłać po
Paulicjusza. Widząc, że cesarzowa nie jest mu w stanie pomóc,
Paulicjusz posłał do domu, by przyniesiono stamtąd pięćset
złotych monet. Odzyskawszy swoje pieniądze wdowa z radością
udała się w drogę powrotną, a Paulicjusz został wypuszczony
na wolność.
Tymczasem cesarzowa ciągle gniewała się na Jana. Z każdym
dniem powiększała się jej złość. Pewnego razu posłała do
patriarchy swe sługi, by przekazali mu następujące słowa:
— Przestań sprzeciwiać się nam i nie osądzaj tego, co
czynimy, bo i my nie wtrącamy się w sprawy Kościoła, którym
kierujesz. Przestań mówić o mnie i osądzać mnie. Do tej pory
uważałam cię za ojca i oddawałam ci należną cześć. Jeśli nie
zaczniesz się lepiej odnosić do mnie, to źle skończysz.
Zasmuciło to Błogosławionego. Ciężko westchnął i rzekł do
posłańców:
— Cesarzowa chce, abym nie zauważał niesprawiedliwości,
nie słuchał tego, co mówią skrzywdzeni i płaczący i bym nie
piętnował grzeszników. Jestem biskupem i powierzono mi troskę
DZIEŃ TRZYNASTY 297

o dusze. Stąd też moim zadaniem jest wszystko widzieć jasno,


słuchać wypowiadanych próśb, nauczać, budować i piętnować.
Jeśli nie będę dostrzegać grzechów i karać bezbożnych, to
sam zostanę ukarany. Boję się, by do mnie nie odnosiły się
słowa proroka Ozeasza: „Do bandy czyhających rozbójników
podobna jest zgraja kapłanów” (Oz 6,9). Św. Paweł nakazuje,
aby wobec wszystkich osądzać grzesznika, przywołując w ten
sposób innych do skruchy: „Tych, którzy grzeszą, upominaj
wobec wszystkich, żeby inni również przejmowali się bojaźnią”
(1 Tm 5,20); „[. . . ] głoś naukę, nalegaj w porę czy nie w porę —
przekonuj, karć, napominaj z całą cierpliwością i umiejętnością”
(2 Tm 4,2). Osądzam grzech, a nie bezbożnych. Nikomu wprost
nie mówię o jego nieprawości. Nikomu nie splamiłem honoru.
Nigdy nie wspominałem w kazaniach imienia cesarzowej. Wszystkich
nauczałem, aby nie popełniali zła i nie krzywdzili bliźnich.
Jeśli kogoś ze słuchających moich pouczeń oskarża sumienie
z powodu popełnionych złych uczynków, to powinien gniewać
się nie na mnie, ale na siebie samego. Niech taki człowiek
przestanie czynić zło, a czyni dobro. Jeśli cesarzowa uważa,
że nie dopuściła się zła — to dlaczego gniewa się na mnie?
Wszak ja nauczam lud, by unikał kłamstwa. Powinna się raczej
radować, że nic złego nie uczyniła. Niech cieszy ją, iż ja gorliwie
głoszę zbawienie ludziom, nad którymi ona panuje. Jeśli zaś
czuje się winna z powodu popełnionych grzechów, które staram
się wykorzenić w sercach ludzkich, to niech wie, że nie ją
osądzam, ale uczynione przez nią zło. Tak więc niech cesarzowa
gniewa się, jeśli chce, ale ja nie przestanę głosić prawdy. Lepiej
rozgniewać ludzi, niż Boga, o czym przekonuje nas św. Paweł:
„Czyż bowiem teraz ludziom chcę się przypodobać, czy Bogu?
Czy szukam uznania wśród ludzi? Gdybym jeszcze teraz szukał
uznania wśród ludzi, nie byłbym sługą Chrystusa” (Ga 1,10).
Po tych słowach Święty odprawił posłańców. Oni zaś udali
się do cesarzowej i powtórzyli jej wszystko to, co usłyszeli.
298 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Wówczas Eudoksja jeszcze bardziej się rozgniewała na św. Jana.


Nie ona jedna była pełna nienawiści. Błogosławiony miał
wielu wrogów wśród ludzi żyjących niegodziwie nie tylko
w Konstantynopolu, ale i w innych dalekich krajach. Do
ich grona zaliczali się: patriarcha Aleksandrii Teofil, biskupi
Akacjusz i Antioch z Syrii, biskup Sewerian z Fenicji. W samym
Konstantynopolu nieprzyjaznych patriarsze było dwóch kapłanów,
pięciu diakonów i wielu z urzędników cesarskich, a ponadto
trzy bogate i żyjące niemoralnie wdowy. Wszyscy nienawidący
Błogosławionego szukali sposobu, aby oczernić go przed ludem.
Najpierw sprawdzili, czy Jan nie popełnił jakiegoś złego czynu
w Antiochii, gdy był jeszcze dzieckiem. Nie udało im się jednak
wyszukać czegokolwiek, co można byłoby zarzucić wybrańcowi
Bożemu. Następnie zwrócili się do Teofila z Aleksandrii, chciwego
kłamcy, czy by nie mógł wynaleźć czegoś przeciwko Świętemu.
Teofil, będący pod wpływem Szatana, gorliwie się starał, by
złożyć Jana z patriarszego tronu. Udało mu się to osiągnąć
dzięki pomocy Eudoksji i innych głupich ludzi. Do wygnania
Błogosławionego doszło w następujących okolicznościach:
W Aleksandrii żył kapłan imieniem Izydor, który opiekował
się pielgrzymami. Był on człowiekiem świętym i mądrym.
Był już w sędziwym wieku (miał osiemdziesiąt lat). Został
wyświęcony przez św. Atanazego Wielkiego, patriarchę Aleksandrii
(326–373). Teofil czuł niechęć do Izydora, gdyż ów wstawiał
się za kapłanem Piotrem, którego chciał odłączyć od Kościoła.
Izydor utrudniał mu to udowadniając, że Piotr został niesprawiedliwie
oskarżony. W końcu Teofil odłączył Piotra od Kościoła i szukał
sposobu, aby ten sam los spotkał Izydora.
W owym czasie wdowa imieniem Teodota ofiarowała Izydorowi
tysiąc złotych monet, żeby te pieniądze przekazał biednym,
sierotom i ubogim wdowom. Kobieta prosiła Izydora o dyskrecję,
aby Teofil nie nie przeznaczył pieniędzy na rozpoczęte budowy.
Kapłan postąpił zgodnie z wolą Teodoty. Teofil dowiedział
DZIEŃ TRZYNASTY 299

się jednak od kogoś, że Izydor otrzymał tysiąc złotych monet


i użył je na potrzeby biednych bez jego wiedzy. Chciwy na
złoto patriarcha rozgniewał się na kapłana i niesprawiedliwie
oskarżył go o popełnienie grzechu przeciwko naturze. Na sądzie
przedstawił też fałszywych świadków. Izydorowi nie udowodniono
jednak żadnej winy. Mimo to Teofil pozbawił go stanu kapłańskiego
i skazał na wygnanie. Niewinnie cierpiący opuścił Aleksandrię
i udał się na Górę Nitryjską, gdzie żył za młodu. Zamknął
się tam w pustelni i modlił się do Boga, pokornie i cierpliwie
znosząc swe pohańbienie.
Wtedy to w monasterach egipskich żyło czterech braci,
którzy byli mężami bojącymi się Boga. Całe swe życie pościli
i zmagali się duchowo. Byli to: Dioskur, Ammon, Euzebiusz
i Eutymiusz. Nazywano ich „Długimi”, gdyż wyróżniali się
wysokim wzrostem. Ze względu na cnotliwe życie bracia cieszyli
się wielkim szacunkiem nie tylko mieszkańców Aleksandrii, ale
i samego Teofila. Dioskura wyświęcił on na biskupa Hermopolis,
a Ammona i Eutymiusza uprosił, by zamieszkali wraz z nim
i przyjęli święcenia kapłańskie. Będąc przy Teofilu bracia
zauważyli, że nie żyje on według przykazań Bożych i bardziej
miłuje złoto niż Boga. Zabolało ich, że patriarcha czyni wiele
niesprawiedliwości. Postanowili więc, że go opuszczą i powrócą
do pustelni. Gdy Teofil zrozumiał przyczynę ich odejścia,
ogarnął go gniew. Miłość, jaką do nich żywił, zamienił w nienawiść.
Zaczął myśleć, w jaki sposób zemścić się na nich. Początkowo
rozpuścił plotki, że Dioskur, Ammon, Euzebiusz i Eutymiusz
wraz z Izydorem są zwolennikami herezji Orygenesa. Następnie
wysłał do okolicznych biskupów niczym nie uzasdnione polecenie,
by wygnali z terenu swych diecezji starych mnichów. Biskupi
zastosowali się do woli patriarchy i wypędzili z gór i pustyń
wszystkich pobożnych i podobających się Bogu ascetów. Ci
zebrali się razem i udali do Aleksandrii. Po przyjściu do
patriarchy prosili, by wyjaśnił im, dlaczego zostali wygnani ze
300 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

swych pustelni. Teofil, w bezrozumnym gniewie, rzucił się na


nich; jak opętany zarzucił omoforion na szyję Ammona i zaczął
go bić, wykrzykując:
— Heretyku, wyrzeknij się Orygenesa!
Bijąc Ammona i innych nie tylko nie pozwolił im niczego
w swej obecności powiedzieć, ale znieważał ich. Nie doczekali
się też odpowiedzi na swoje pytanie. Nie zważając na złość
i gniew patriarchy powrócili do swych pustelni. Patriarcha zaś
zwołał okolicznych biskupów i wykluczył z Kościoła niewinnych
mnichów: Ammona, Euzebiusza i Eutymiusza oraz błogosławionego
Izydora, nie żądając od nich nawet złożenia wyznania wiary.
Ponadto obwinił ich o herezję, kult bożków i ciężkie grzechy.
Potem podkupił oszczerców i fałszywych świadów, by w czasie
święta, gdy będzie nauczać lud w kościele, podali mu napisane
przeciwko wspomnianym powyżej braciom oskarżenia. Tak też
się stało. Patriarcha nakazał przeczytać fałszywe oskarżenia
w świątyni, a następnie pokazał je zarządcy miasta. Wziął
od niego pięciuset żołnierzy i udał się wraz z nimi na Górę
Nitryjską z zamiarem wygnania z Egiptu Izydora, braci oraz
ich wszystkich uczniów — jako heretyków i czarodziei. Przy
pomocy wojska pozbawił biskupstwa Dioskura, a następnie,
upoiwszy żołnierzy winem, napadł nocą na Górę Nitryjską.
Chciał przede wszystkim odnaleźć Ammona, Euzebiusza i Eutymiusza,
ale mu się to nie udało. Wtedy rozkazał wojsku spalić wszystkie
cele mnichów, rozgrabić ich ubogie mienie, odzienie i pokarm.
Pijani żołdacy rozbiegli się po okolicy i zabili około dziesięciu
tysięcy świętych postników. Pozostali mnisi uciekli i ukryli się
w niedostępnych miejscach.
Ocaleni z pogromu pustelnicy zebrali się i długo opłakiwali
zabitych ojców i braci, a następnie rozeszli się w różne strony.
Dioskur, jego bracia, błogosławiony Izydor i wielu innych
wyruszyli do Palestyny. Najbardziej bolało ich wykluczenie
z Kościoła i zaliczenie do grona heretyków przez Teofila.
DZIEŃ TRZYNASTY 301

Ów przewrotny patriarcha nawet w Palestynie nie pozostawił


ich w spokoju. Natychmiast bowiem powiadomił tutejszych
biskupów:
— Nie możecie na powrót przyjmować do Kościoła odłączonych,
którzy ode mnie uciekli!
Wówczas wygnańcy, nie wiedząc dokąd się udać, wyruszyli
do Konstantynopola. Tam przypadli do nóg św. Jana Chryzostoma
i ze łzami prosili o miłosierdzie i udzielenie pomocy. Widząc
pięćdziesięciu czcigodnych i nieszczęśliwych mężów Jan zapłakał
ze współczucia. Następnie, gdy dowiedział się, jak wiele wycierpieli
od patriarchy Teofila, pocieszył ich i uspokoił. Ofiarował im
dom przy kościele pw. św. Anastazji. Utrzymanie dostawali
nie tylko od niego, ale również od św. diakonisy Olimpiady,
która dostarczała im wszystko, co było potrzebne. Niewiasta
ta cały swój majątek przeznaczyła na pomoc dla biednych
i pielgrzymów.
Wśród przybyłych był Hieraks, który przez wiele lat żył
samotnie na pustyni. Pewnego razu był kuszony przez biesy:
— Starcze! Będziesz jeszcze pięćdziesiąt lat żył. Jak ty tak
długi czas wytrzymasz na pustyni?
Domyślając się podstępu złych duchów, Hieraks odpowiedział:
— Martwicie mnie, przepowiadając mi tak krótkie życie.
Wszak ja przygotowuję się do wytrzymania tutaj jeszcze dwustu
lat.
Po ułyszeniu słów starca biesy uciekły pokonane. Takiego
oto ojca, którego nie mogły wzruszyć złe duchy, wygnał patriarcha
Teofil z Aleksandrii.
Trzeba wspomnieć, że w liczbie świętych mnichów znalazł
się również kapłan Izaak, biegły w Piśmie Świętym, który był
uczniem samego św. Makarego Wielkiego (301–391). W wieku
pięciu lat został przyniesiony na pustynię i tam wzrastał.
Błogosławiony Jan bardzo szanował wszystkich wygnanych
przez patriarchę Teofila mnichów, gdyż wyróżniali się świętością.
302 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Nie zabraniał im przychodzić na Boską Liturgię, choć nie


dopuszczał do Komunii Świętej, póki całkowicie nie będą
wyjaśnione przyczyny odłączenia ich od Kościoła i póki nie
dojdzie do pojednania z patriarchą. Napisał pismo do patriarchy
Aleksandrii, w którym prosił, aby zezwolił mnichom powrócić
do swych cel w Egipcie i ponownie włączył ich do Kościoła.
Jeszcze przed otrzymaniem tego pisma doszły do Teofila
wieści o tym, że Jan zaopiekował się wygnanymi mnichami.
Oszczercy donieśli mu też, że patriarcha Konstantynopola
dopuścił ich do Komunii Świętej, co było nieprawdą. Teofil
bardzo rozgniewał się na Świętego i oskarżył go o przekroczenie
kanonów. Wtedy Jan wysłał jeszcze jeden list, napisany w duchu
pokoju i miłości, w którym prosił o zaniechanie gniewu oraz
o powrót mnichów do ich pustelni. Teofil w odpowiedzi odniósł
się grubiańsko do Błogosławionego. Wówczas mnisi napisali do
cesarza, opowiadając o swych cierpieniach. Pismo to przekazali
władcy, gdy przyszedł do kościoła. Wzruszył się on losem
szlachetnych i cnotliwych braci. Rozkazał zarządcy Aleksandrii,
by sprowadził patriarchę Teofila do Konstantynopola. Powiadomił
też o wszystkim papieża rzymskiego Innocentego (402–417)
i prosił go, aby wysłał biskupów do Konstantynopola na
sobór, by osądzić Teofila. Papież nakazał swym biskupom,
żeby natychmiast byli gotowi do drogi i oczekiwał od cesarza
Arkadiusza wieści, czy już zgromadzili się biskupi Wschodu.
Cesarz nie odpowiedział jednak i z tego powodu biskupi
Zachodu nie zjawili się w Konstantynopolu.
Tymczasem Teofil przekupił zarządcę prowincji, co pozwoliło
mu pozostać w Aleksandrii aż do czasu, gdy przywieziono
mu z Indii wszelkie wonności i słodycze. Wówczas wysłał je
statkiem do Konstantynopola. Udało mu się też przeciągnąć
na swoją stronę św. Epifaniusza, biskupa z Cypru, i wmówić
mu, że Jan jest heretykiem, gdyż przyjął do siebie zwolenników
Orygenesa i udzielił im Komunii Świętej. Epifaniusz nie rozpoznał
DZIEŃ TRZYNASTY 303

intrygi i uwierzył kłamstwu. Wynikało to z jego żarliwości


o zachowanie prawdziwej wiary. Na synodzie, który się odbył
na Cyprze, potępił już dzieła Orygenesa i w liście wysłanym
do patriarchy Jana przekonywał go, by w Konstantynopolu
uczyniono to samo. Święty, nie spiesząc się z wydaniem potępienia,
koncetrował się na głoszeniu Słowa Bożego. Starał się bowiem
przede wszystkim doprowadzić grzeszników do skruchy.
Teofil namawiał św. Epifaniusza, aby udał się z nim do
Konstantynopola:
— Zwołamy tam sobór przeciwko zwolennikom nauki Orygenesa.
Epifaniusz pospiesznie wybrał się w drogę i na miejsce
przybył nawet wcześniej niż patriarcha. Przed przybyciem
św. Epifaniusza miało miejsce następujące wydarzenie:
W Konstantynopolu żył wielmoża imieniem Teognost, który
był człowiekiem dobrym i bojącym się Boga. Obwiniono go
przed cesarzem, jakoby źle mówił o władcy, a cesarzową
nazywał kobietą „ciągle chciwą złota”, która nieuczciwie zagarnia
cudze mienie. Cesarz rozgniewał się na Teognosta i skazał
go na wygnanie do Salonik. Pozbawił go też całego majątku
z wyjątkiem jednej winnicy, znajdującej się za miastem, którą
zostawił dla jego żony i dzieci. W drodze do Salonik człowiek ten
umarł. Jego żona udała się wówczas do św. Jana. Opowiedziała
mu wszystko, co się wydarzyło. Święty pocieszał ją i uczył
zawierzenia Bogu. Pozwolił jej też każdego dnia brać dla
siebie i dzieci pożywienie z domu pielgrzyma. Sam zaś szukał
dogodnej okazji, by poprosić cesarza o przywrócenie wdowie
zagarniętej niesprawiedliwie własności. Cesarzowa nie tylko
starała się to utrudnić, ale przyczyniała Błogosławionemu
wiele zła.
Pewnego razu, w czasie zbiorów, Eudoksja przechodziła
obok winnicy Teognosta, która znajdowała się w pobliżu winnic
cesarskich. Zachwycona jej widokiem weszła do środka, ucięła
kiść i zjadła. Trzeba tutaj przypomnieć, że obowiązywało
304 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

wówczas prawo: jeśli cesarz lub cesarzowa wejdzie do cudzej


winnicy i spożyje owoce, to zostaje ona przyłączona do winnic
cesarskich, a jej właściciel dostaje od władcy pieniądze lub
inną winnicę. Zgodnie z tym prawem Eudoksja rozkazała, by tę
winnicę przyłączyć do winnic cesarskich. Chciała w ten sposób
z jednej strony znieważyć wdowę i jej dzieci, gdyż miała jej za
złe, że opowiedziała Janowi o swym nieszczęściu, a z drugiej
strony zamierzała całą sytuację wykorzystać dla oskarżenia
patriarchy i wygnania go z Kościoła. Wiedziała, że Święty nie
będzie milczeć, ale stanie w obronie pokrzywdzonej, co pomoże
w urzeczywistnieniu się jej zamysłu. Tak też się stało.
Kobieta przybiegła do Błogosławionego i ze szlochem powiedziała
mu, że cesarzowa zabrała jej winnicę. Jan natychmiast posłał
pismo przez archidiakona Etychiusza do Eudoksji, w którym
przekonywał ją, by była miłosierna. Przypominał o cnotliwym
życiu jej rodziców, o cnotach poprzednich władców oraz przywodził
na myśl bojaźń Bożą i pamięć o sądzie. W końcu prosił,
aby oddała winnicę biednej wdowie. Eudoksja nie usłuchała
patriarchy i napisała list, w którym powoływała się na dawne
prawa. Czując się obrażoną, z pychą oznajmiała, że dłużej już
nie będzie znosić ciągłej obrazy. Pisała:
— Ty, nie znając praw cesarskich, osądziłeś mnie, jako
popełniającą bezprawie! Skrzywdziłeś mnie! Już dłużej nie
ścierpię twych nieustannych oskarżeń!
Po przeczytaniu pisma św. Jan sam udał się do pałacu, by
osobiście porozmawiać z cesarzową. W czasie tego spotkania
ponownie starał się przekonywać ją łagodnymi słowami, żeby
oddała wdowie winnicę. Eudoksja odpowiedziała:
— Napisałam ci już, jakie jest prawo dotyczące winnic,
ustanowione przez poprzednich cesarzy. Niech wdowa wybierze
w zamian inną albo może dostać pieniądze.
Święty rzekł:
— Nie potrzeba jej innej winnicy i nie szuka zapłaty za
DZIEŃ TRZYNASTY 305

tą, którą utraciła, ale prosi o zwrócenie jej tego, co zostało jej
zabrane. Oddaj więc wdowie winnicę!
Cesarzowa odrzekła:
— Nie sprzeciwiaj się cesarskim prawom, gdyż nie wyjdzie
ci to na dobre.
— Nie usprawiedliwiaj swych czynów starymi postanowieniami
i prawami, gdyż ich twórcami byli pogańscy władcy! — powiedział
wówczas wybraniec Boży. — Tobie, szlachetna cesarzowo, nic
nie stoi na przeszkodzie, byś usunęła niesprawiedliwe prawo,
a wprowadziła prawo sprawiedliwe. Oddaj tej pokrzywdzonej
wdowie winnicę, bym nie nazwał cię drugą Jezabel i by
nie spadła na ciebie klątwa, tak jak na niegodziwą królową
Izraelską.
Po tych słowach patriarchy Eudoksja wybuchnęła wielkim
gniewem i głośnym krzykiem dała upust ukrytemu jadowi swego
serca:
— Sama pomszczę się na tobie! Nie tylko, że nie zwrócę
kobiecie jej winnicy, ale i nie dam innej; nie dam też pieniędzy,
a ciebie ukaram za wyrządzoną mi krzywdę!
Rozkazała, by siłą wyrzucić patriarchę z cesarskiego pałacu.
Wygnany i poniżony św. Jan nakazał archidiakonowi, by pod
groźbą kary wypełnił jego wolę:
— Powiedz kościelnym dozorcom, aby zamknęli drzwi przed
cesarzową. Mają nie pozwolić jej i tym, co z nią przyjdą,
wejść do świątyni. Niech dozorcy powiedzą, że tak zarządził
patriarcha.
Nastało Święto Podwyższenia Najczcigodniejszego
Krzyża Pańskiego. Cały lud zebrał się w kościele. Przyszedł
tam również cesarz z dostojnikami. Gdy do świątyni podeszła
Eudoksja, zamknięto przed nią drzwi i nie pozwolono jej
wejść do środka. Na wołanie sług cesarskich: „Otwórzcie drzwi
cesarzowej!” — dozorcy odpowiedzieli: „Patriarcha nie zezwolił

19*
306 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

jej wpuścić do kościoła!” Przepełniona wstydem i złością Eudoksja


rzekła:
— Patrzcie, jaką hańbą okrywa mnie ten krnąbrny człowiek!
Wszyscy bez przeszkód wchodzą do kościoła, a tylko mnie
jednej tego zabrania. Czyż nie powinnam się zemścić na nim
i zdeponować go z patriarszego tronu?!
Gdy wypowiedziała te słowa, jeden z jej sług obnażył miecz
i zamachnął się nim, chcąc uderzyć w drzwi; nagle uschła jego
ręka, tak że nie mógł nią ruszyć. Widząc to Eudoksja oraz cała
jej świta przestraszyli się i udali się w drogę powrotną. Sługa zaś
wszedł do świątyni, stanął pośrodku tłumu i zawołał wielkim
głosem:
— Najświętszy Panie! Zmiłuj się nade mną i uzdrów moją
uschłą rękę, która podniosła się na Twój święty przybytek!
Zgrzeszyłem — przebacz mi Boże!
Św. Jan, dowiedziawszy się o tym zdarzeniu, nakazał owemu
człowiekowi obmyć rękę w umywalce znajdującej się obok
ołtarza. Po obmyciu ręka została uzdrowiona. Widząc ten cud
lud zgromadzony w świątyni oddał chwałę Bogu. Wieść o tym
dotarła również do cesarza, ale znając zły charakter żony nie
przywiązywał do tego, co się wydarzyło, żadnego znaczenia.
W dalszym ciągu szanował Błogosławionego i z miłością słuchał
jego pouczeń. Tymczasem Eudoksja wszelkimi siłami starała się
doprowadzić do wygnania Świętego, co jej się wkrótce udało.
W owym czasie do Konstantynopola przybył św. Epifaniusz,
biskup Cypru, który przywiózł napisane przez siebie dzieła
przeciwko Orygenesowi. Po zejściu ze statku udał się do
kościoła pw. św. Jana Chrzciciela, znajdującego się w odległości
siedmiu stadiów od miasta. Odprawił tam Boską Liturgię
i wyświęcił diakona, co było w niezgodzie z kanonami, które
zabraniały wyświęcać kogokolwiek nie na swym terytorium
kanonicznym bez zgody biskupa danego miejsca. Następnie
udał się do Konstantynopola i zamieszkał w prywatnym domu.
DZIEŃ TRZYNASTY 307

O wszystkim tym dowiedział się św. Jan. Nie rozgniewał się


jednak na Epifaniusza, gdyż uważał go za świętego męża. Mało
tego! Patriarcha wyprawił do biskupa posłów z propozycją
wspólnego zamieszkania w domu patriarszym. Epifaniusz nie
przystał na to; nawet nie chciał się zobaczyć z Błogosławionym.
Posłańcom zaś odpowiedział:
— Jeśli Jan nie wygna z miasta Dioskura i jego mnichów
oraz nie podpisze się pod potępieniem dzieł Orygenesa, to nie
będę miał z nim żadnej wspólnoty!
Święty odpowiedział Epifaniuszowi:
— Przed rozpatrzeniem sprawy przez sobór nie wolno nam
samowolnie podejmować decyzji.
Wrogowie Jana przyszli do Epifaniusza i przekonali go,
aby w kościele pw. Świętych Apostołów, w obecności całego
ludu, potępił dzieła Orygenesa i rzucił anatemę na wszystkich
mnichów wygnanych z Egiptu wraz z Dioskurem oraz wykazał,
że Jan nie tylko gości zwolenników herezji, ale i podziela
te poglądy. Płonąc żarliwością o zachowanie czystej wiary,
Epifaniusz udał się na drugi dzień do świątyni, aby potępić
dzieła Orygenesa. Gdy Błogosławiony dowiedział się o tym
zamierzeniu, wyprawił do biskupa posłów ze słowami:
— Epifaniuszu! Wiele czynisz niezgodnie z kanonami. Celebrowałeś
Boską Liturgię i wyświęciłeś diakona na terenie mojej diecezji
bez mej zgody, a następnie nie chciałeś u mnie zamieszkać,
w końcu teraz samowolnie chcesz wejść do kościoła w mej
diecezji i bez decyzji soboru zamierzasz rzucać anatemę. Strzeż
się, byś nie doprowadził do zamieszek i sam nie popadł w biedę.
Po wysłuchaniu tych słów Epifaniusz zaczął mieć wątpliwości
co do słuszności swego postępowania. Opuścił kościół i postanowił
czekać na przybycie Teofila. Pan zaś, nie dopuszczając, by
między Jego wybrańcami była wrogość, objawił Epifaniuszowi,
że Jan jest niewinny, a wszelkie rzucane na niego obwinienia
mają źródło w zawiści. Faktycznie, biskup od wielu ludzi słyszał
308 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

o cnotach Świętego, niczym nie skalanej wierze i doskonałym


życiu. Zdumiewał się tedy, że słyszy głosy obwiniające Błogosławionego.
Postanowił więc cierpliwie czekać na rozwiązanie tej sytuacji.
Tymczasem Eudoksja, dowiedziawszy się, że Epifaniusz stroni
od patriarchy Jana i nie ma z nim wspólnoty, doszła do wniosku,
że między nimi panuje wrogość. Zaprosiła biskupa i rzekła:
— Ojcze! Wiesz, że całe Cesarstwo nam podlega. Oto
oddam ci władzę w Kościele, jeśli mnie posłuchasz, uzdrowisz
mnie z cierpienia i urzeczywistnisz moje zamierzenie.
Epifaniusz odrzekł:
— Mów, dziecię, a my postaramy się uczynić wszystko, co
w naszej mocy, aby pomóc ci w zbawieniu duszy.
Wówczas cesarzowa, przypuszczając, że uda się jej kłamstwem
przeciągnąć biskupa na swoją stroną, zaczęła mówić:
— Patriarcha Jan stał się niegodnym kierować Kościołem,
gdyż powstał przeciwko mnie i cesarzowi oraz nie oddaje
należnego nam szacunku. Ponadto wielu utrzymuje, że jest on
heretykiem. Z tej przyczyny chcę zwołać sobór i zdeponować go
z urzędu, a na jego miejsce postawić kogoś innego, kto mógłby
dobrze kierować Kościołem.
Mówiąc to trzęsła się z wielkiego gniewu. Następnie, po
chwili refleksji, dodała:
— Wydaje się, że nie ma potrzeby, by trudzić wielu Ojców,
zwołując ich tutaj na sobór. Lepiej, święty ojcze, abyś sam
go pozbawił godności patriarchy, a na jego miejsce postawił
innego, którego Bóg ci wskaże. Ja zaś tak to urządzę, by wszyscy
cię usłuchali.
Epifaniusz odrzekł:
— Dziecię, wysłuchaj bez gniewu swego ojca. Jeśli Jan jest
heretykiem, jak to utrzymujesz, i jeśli nie wyrzeknie się swej
herezji oraz nie okaże skruchy, to znaczy, że nie jest on godny
godności patriarszej. Wówczas postąpimy z nim tak, jak radzisz.
Jeżeli zaś pragniesz go wygnać za to, że jakoby cię znieważył,
DZIEŃ TRZYNASTY 309

to nie mogę na to dać swego przyzwolenia. Królom bowiem nie


przystoi pamiętliwość o złu, ale mają być dobrymi, łągodnymi
i wybaczającymi przewinienia innych. Wiedz, że i władcy mają
nad sobą Króla w niebiosach i potrzebują od Niego przebaczenia
grzechów. Niech zatem wasze postępowanie będzie zgodne ze
wskazaniami Zbawiciela: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz
jest miłosierny” (Łk 6,36).
Wówczas cesarza powiedziała:
— Ojcze, jeśli ty nie wygonisz Jana, to ja otworzę pogańskie
świątynie i doprowadzę do tego, że wielu odejdzie od Boga
i zacznie oddawać cześć bożkom. A wtedy rzeczy ostatnie będą
gorsze od pierwszych.
Mówiła to ze złością i płaczem. Zdumiawszy się bezrozumnym
gniewem Eudoksji, biskup wyznał:
— Nie ponoszę winy za osądzenie sprawiedliwego.
To powiedziawszy oddalił się z pałacu. Po całym mieście
rozeszła się wieść o tym, że cesarzowa wzburzyła Epifaniusza
przeciwko Błogosławionemu i planowała w komnatach pałacowych
złożenie patriarchy z urzędu. Wieść ta doszła również do Jana.
On zaś wygłosił w kościele w obecności wiernych pouczenie,
w którym przypomniał z Pisma Świętego przykłady okrucieństwa
różnych kobiet. Wielu wysłuchawszy tego kazania pomyślało,
że mówił on w przenośni o cesarzowej. Wrogowie Jana zapisali
te słowa i przekazali je Eudoksji. Gdy przeczytała, doszła do
wniosku, że zarzuty jej właśnie dotyczą i ze łzami poskarżyła
się mężowi, że patriarcha znieważa ją w kościele:
— Wiedz, iż moja krzywda jest również twoją! Gdy Jan
mnie znieważa, to zarazem poniża również ciebie.
Tak mówiąc przekonywała cesarza, by wydał rozkaz zwołania
soboru i wydał wyrok skazujący Jana na wygnanie. Ponadto
napisała list do Teofila z Aleksandrii:
— Ja — pisała — wstawię się za tobą u cesarza i zawiążę
310 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

usta wszystkim twym przeciwnikom. Tylko natychmiast przybądź


do nas. Zbierz też wielu biskupów, aby wygnać mego wroga.
Pokrzepiony na duchu pismem cesarzowej Teofil udał się do
Konstantynopola wraz ze statkami załadowanymi indyjskimi
wonnościami, warzywami, drogocennymi egipskimi jedwabiami
i tkaninami ze złota. Miał nadzieję, że dzięki tym skarbom
skłoni wielu do współdziałania przeciwko Janowi. W tym czasie
Błogosławiony napisał do św. Epifaniusza:
— Bracie! Słyszałem, że radziłeś, by mnie wygnać. Wiedz,
że nie zobaczysz już więcej swego tronu.
Biskup odpisał:
— Męczenniku Chrystusowy, Janie! Bądź mężny
w swych cierpieniach i wiedz, że nie dojedziesz do miejsca, do
którego będą chcieli cię wygnać.
Obydwa proroctwa się wypełniły. Epifaniusz, pozostając
nadal w Konstantynopolu, zobaczył, że św. Jan jest niesprawiedliwie
prześladowany. Nie chcąc być współuczestnikiem sądu nad
sprawiedliwym, po kryjomu wsiadł ze świtą na statek. W drodze
powrotnej — jak to przepowiedział św. Jan — odszedł do
Pana, nie dopływając do swego miasta. Również Święty w czasie
powtórnego wygnania nie doszedł do miejsca zesłania, lecz —
jak to przepowiedział Epifaniusz — zasnął w Panu. Opowiemy
o tym później; teraz zaś wracamy do przerwanej opowieści.
Mając nadzieję na pomoc cesarzowej i nie bojąc się niczego,
patriarcha Aleksandrii Teofil w krótkim czasie przybył do
Konstantynopola. Miał w swej świcie wielu biskupów, których
przebiegle skłonił do jednomyślności. Cesarz nie chciał przyjąć
Teofila tak długo, aż od papieża Innocentego nie przybędą
biskupi rzymscy. Nie wiedział, że Rzymianie oczekiwali, iż
przyśle drugie pismo z zaproszeniem na sobór. Tymczasem
Eudoksja w tajemnicy przed mężem zaprosiła do siebie Teofila
oraz wszystkich biskupów i wyjawiła im swój zamiar co do Jana.
Prosiła ich, by postarali się zdeponować patriarchę z tronu. Oni
DZIEŃ TRZYNASTY 311

zaś obiecali współpracę, za co zostali obdarzeni podarkami.


Następnie cesarzowa zwołała wszystkich mnichów, kapłanów
i biskupów przybyłych z Egiptu, którzy oskarżali Teofila.
W tej grupie było sześciu biskupów oraz dwudziestu kapłanów
i diakonów. Opuścili oni Teofila i chcieli, aby stanął przed
sądem. Poprosiła ich, żeby nie występowali z oskarżeniami
przeciwko Teofilowi i przebaczyli mu popełnione krzywdy.
Duchowni złożyli na Pana cały swój ból i umilkli. Niektórzy
oddalili się na pustynię, inni otwarcie sprzeciwiali się cesarzowej.
Tych, którzy zgodzili się milczeć, cesarzowa obdarzyła podarkami,
a niepokornych wyprawiła do Salonik. W ten sposób Teofil,
wyswobodziwszy się z rąk przeciwników, mógł z powodzeniem
rozpocząć atak na patriarchę.
W kościele św. Jan przeczytał Słowo Boże:
„Gdy Achab zobaczył Eliasza, powiedział do niego:
— Czy to ty jesteś, dręczycielu Izraela?
Odrzekł:
— Nie ja dręczę Izraela, ale ty i dom twojego ojca, ponieważ
porzuciliście nakazy Pana, [ty] zaś poszedłeś za Baalami. Teraz
więc poślij, aby zebrał się do mnie cały Izrael na górze Karmel
i czterystu pięćdziesięciu proroków Baala, i czterystu proroków
Aszery, stołowników Jezabel” (1 Krl 18,17–19).
Wrogowie patriarchy po wysłuchaniu powyższego tekstu
natychmiast donieśli o tym Teofilowi i będącym z nim biskupom.
Uznali oni, że Jan otwarcie wobec wszystkich nazwał cesarzową
Jezabel, a ich samych fałszywymi prorokami. Taki zapis przekazali
cesarzowi i cesarzowej. Wówczas Eudoksja, szlochając, ponownie
poczęła prosić męża, by nakazał rozpoczęcie sądu nad patriarchą
Janem. Współczując żonie, cesarz cały swój gniew zwrócił
przeciwko Janowi. Wydał też rozkaz, by Teofil zwołał sobór,
na którym będzie osądzony Jan. Teofila i wszystkich jego
popleczników bardzo ucieszył gniew cesarza. Znalazł dwóch
diakonów, których Święty odłączył od Kościoła, gdyż pierwszy
312 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

z nich dokonał zabójstwa, a drugi popełnił cudzołóstwo. Obiecał,


że ich wyświęci na biskupów pod warunkiem, że złożą fałszywe
świadectwo o Janie. Ci, przepełnieni nienawiścią i pragnąc
zaszczytów, bez wahania obiecali, że wypełnią zadanie. On zaś
napisał wiele kłamliwych oskarżeń przeciwko Janowi i dał je
diakonom, aby przeczytali je na soborze.
Sobór został zwołany na przedmieściach Chalcedonu, gdzie
znajdował się pałac cesarski oraz wielki kościół pw. świętych
apostołów Piotra i Pawła. Obradom przewodniczył Teofil.
Błogosławiony Jan z czterdziestoma wiernymi mu biskupami
rezydował w domu patriarszym. Święty zobaczył, iż złość jego
wrogów została uwieńczona sukcesem. Prostodusznie się dziwił,
jak to się stało, że Teofil, wezwany do Konstantynopola na sąd,
tak szybko przeciągnął na swoją stronę cesarza i wszystkich
dostojników, w rezultacie czego z podsądnego zmienił się
w sędziego. Rzekł do biskupów:
— Bracia! Módlcie się za mnie do Boga. Jeśli miłujecie
Chrystusa, to nie porzucajcie waszych świątyń. Dla mnie
nadszedł już czas prześladowań, a następnie wielu cierpień.
Wkrótce odejdę do Pana. Widzę, że Szatan nie może znieść mej
nauki i dlatego zwołał przeciwko mnie ten niegodziwy sobór.
Niech was cierpienie nie ogarnia z mego powodu. Pamiętajcie
o mnie w swych modlitwach.
Po wysłuchaniu tych słów wszyscy się przestraszyli i zaszlochali.
Święty nakazał im umilknąć i pocieszał ich. W czasie obrad
przybyli posłańcy z soboru zwołanego przez Teofila i wezwali
Jana na sąd, aby odpowiedział na przedstawiane mu zarzuty.
Zgromadzeni przy Janie biskupi poprzez posłańców odpowiedzieli
Teofilowi:
— Nie wywołuj patriarchy, jak Kain wywołał Abla w pole,
ale przybądź do nas. Mamy pisemne świadectwa o bezbożnościach,
jakich ty się dopuściłeś. Przyjdź do nas, zgromadzonych za
sprawą łaski Bożej nie dla podziału Kościoła, ale dla przywrócenia
DZIEŃ TRZYNASTY 313

pokoju w o wiele większym stopniu, niż to jest celem waszych


obrad.
Święty Jan zaś odpowiedział posłom:
— Nie mogę się udać do moich jawnych wrogów.
Gdy po raz drugi i trzeci przybyli po niego posłańcy, rzekł:
— Do kogo pójdę? Do moich wrogów, czy do moich sędziów?
Gotów jestem stanąć przed sądem całego świata, ale pod
warunkiem, że wraz ze mną będą sądzeni moi rywale, a sędziowie
będą bezstronni. Teraz zaś moimi sędziami są moi wrogowie,
którzy nie chcą sądzić ze mną, ale chcą sądzić mnie. Na taki
sąd nie pójdę. Niech zbiorą się biskupi ze wszystkich Kościołów,
a wówczas stanę przed nimi.
To powiedziawszy posłał w swoim imieniu trzech biskupów
wraz z dwoma kapłanami, aby go reprezentowali. Zebrani
na soborze Teofila nie dali im nawet przemówić. Jednego
z posłów zakuto w łańcuchy przygotowane dla Jana. Następnie
uczestnicy soboru czytali kłamliwe oskarżenia, których celem
było pohańbienie niewinnego i czystego serca patriarchy. Wystawiono
też fałszywych świadków, a w końcu wydano wyrok.
W tym czasie św. Jan wraz ze swymi biskupami znajdował
się w kościele patriarszym. Zwrócił się do nich takimi słowami:
— Wielkie fale, szalejąca burza, ale my nie boimy się
utonięcia, gdyż stoimy na skale. Niech pieni się i burzy morze,
nie może ono skruszyć skały. Niech wzbierają fale, nie zatopią
one jednak okrętów Jezusowych. Zapytacie mnie: czego mamy
się bać? Może śmierci? Nie boimy się śmierci, gdyż „Dla mnie
[. . . ] życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem” (Flp 1,21). Może
wygnania? Wszak „Do Pana należy ziemia i wszystko co ją
napełnia, krąg ziemski i jego mieszkańcy” (Ps 24,1). Bać się
utraty dóbr? Przecież niczego nie przynieśliśmy na ten świat
i niczego z niego nie zabierzemy. Słowem nie boję się tego, co
jest groźne na tym świecie, i wszysto to mam w pogardzie. Nie
314 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

boję się biedy, nie pragnę bogactwa, nie lękam się śmierci, ale
modlę się, żebyście wy nie ustawali w dobru.
Tymczasem Teofil wraz ze swymi biskupami osądził św. Jana.
Uznał, że trzeba go zdeponować z katedry patriarszej, mimo
że nie widziano jego twarzy i nie słyszano jego głosu. W ten
sposób w ciągu jednego dnia doprowadzono do końca złe dzieło,
które od dawna było przygotowywane. Do cesarza zaś wysłano
następujące pismo:
— Jan został obwiniony o wiele występków. Sam uznał się
za winnego, gdyż nie chciał przyjść na sąd. Z tej przyczyny
został zdeponowany z tronu patriarszego.
Cesarz Arkadiusz nawet nie zaczął czytać obwinień skierowanych
przeciwko Janowi i nie chciał wysłuchać odpowiedzi wybrańca
Bożego. Postanowienia niesprawiedliwego soboru nie wzbudziły
w nim żadnych wątpliwości. Nakazał, by natychmiast wygnać
Jana z kościoła. W tym celu wysłał do niego dostojnika
z wojskiem. Gdy lud dowiedział się tym, zapłonął gniewem.
Zebrał się wielki tłum i w ciągu trzech dni nikogo nie dopuszczał
do kościoła. W ten sposób sprzeciwiano się wygnaniu patriarchy.
Głośno narzekano na cesarza i cesarzową oraz na Teofila za to,
że niesprawiedliwie osądzili wybrańca Bożego. Wówczas Jan
w obawie, że buntuje lud, ukrył się, a z nastaniem wieczoru
niezauważony przez nikogo wyszedł z kościoła i oddał się w ręce
żołnierzy wysłanych, aby go pochwycić. Żołnierze zabrali go do
portu, skąd popłynęli z nim do miasta Preniet, znajdującego
się naprzeciw Nikomedii.
Ludzie rozpoczęli wówczas zamieszki, w wyniku których
wielu zabito, a jeszcze więcej poraniono. W tłumie byli również
i tacy, co chcieli ukamienować Teofila. Ten, dowiedziawszy
się, że jego życie jest zagrożone, potajemnie uciekł z miasta
i popłynął do Aleksandrii. Tam rozstał się z towarzyszami.
Wszędzie, tak w kościołach, jak i na placach, słychać było
głośne narzekania na niesprawiedliwy sąd i krzywdzący wyrok,
DZIEŃ TRZYNASTY 315

pozbawiający św. Jana godności patriarchy. Doszło do tego,


że lud otoczył pałac cesarski i ze szlochem błagał o powrót
arcypasterza.
Pewnej nocy nastało silne trzęsienie ziemi. Wszyscy popadli
w wielki strach, a szczególnie cesarzowa, gdyż jej rezydencja
ucierpiała więcej niż inne budynki. Widząc to ludzie zaczęli
krzyczeć wielkim głosem:
— Jeśli Jan nie powróci, to całe miasto zamieni się w gruzowisko!
Cesarz przestraszył się kary Bożej i zamieszek. Pospieszne
wyprawił Brissona, eunucha cesarzowej, po Jana. Sama Eudoksja
też prosiła męża, by zezwolił na powrót Świętego. Posłańcy
w pośpiechu udali się do niego, aby prosić go o powrót
do Konstantynopola. Patriarcha się zgodził w odpowiedzi na
liczne i natarczywe prośby. Gdy zbliżał się do stolicy, wszyscy
wyszli mu naprzeciw z zapalonymi świecami. Jan podszedł
do bram, ale nie chciał wejść do miasta, dopóki na wielkim
soborze nie zostanie wyjaśnione, z jakiego powodu został
wygnany. Ludzie nie chcieli, by ich pasterz pozostawał poza
swym tronem i narzekali na cesarza. Ustępując naciskom,
patriarcha wszedł do miasta. Działo się to przy śpiewie psalmów
i świętych pieśni. Ze czcią wprowadzono go do kościoła, gdzie
po modlitwie zasiadł na tronie patriarszym i po przekazaniu
znaku pokoju wygłosił pouczenie. Wszyscy cieszyli się z jego
powrotu. Z zachwytem słuchano wspaniałej i pouczającej mowy
arcypasterza. Liczba wrogów Jana stopniała, a jego przeciwnicy
rozpierzchli się i umilkli.
Po powrocie na swój tron św. Jan kierował Kościołem
Chrystusowym i karmił swą trzodę pełną słodyczy nauką.
Nie upłynęły dwa miesiące od powrotu Błogosławionego, jak
rozpętała się przeciwko niemu nowa burza. A było to tak:
W niedalekiej odległości od kościoła Hagia Sophia — Świętej
Mądrości Bożej — z rozkazu Eudoksji wzniesiono wysoką
kolumnę zwieńczoną wizerunkiem cesarzowej. Dla uczczenia
316 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

tego faktu zorganizowano wokół kolumny wszelkiego rodzaju


zabawy i zawody sportowe. Trwały one kilka dni. Okrzyki
i muzyka dochodziły aż do Hagia Sophia i mieszały się ze
słowami pieśni oraz modlitw. Św. Jan potraktował to jako jawne
bluźnierstwo i zbeszczeszczenie domu Bożego. Z tego względu
starał się poprzez zarządcę miasta zakończyć zakłócające powagę
świątyni uroczystości. Wówczas to wygłosił kazanie, rozpoczynające się
słowami:
— Znowu szaleje Herodiada! Znów rzuca się, znów skacze
i pląsa, znów szuka głowy Jana!
Donosiciele pospieszyli, by przekazać usłyszane treści. Przekonywali
cesarzową, że patriarcha mówiąc o Herodiadzie ją właśnie
miał na myśli. Eudoksja wpadła w wielki gniew. Z płaczem
prosiła męża, aby ponownie zwołano sobór przeciwko Janowi.
I oto znowu do wszystkich biskupów rozesłano cesarskie pisma
z zaproszeniem do Konstantynopola na sobór, by osądzić
patriarchę Jana. Przybyli wszyscy ci, którzy już wcześniej
dokonali bezbożnego osądu wybrańca Bożego. Nie było tylko
Teofila, gdyż dopiero co uciekł przed gniewem ludu i obawiał
się zjawić w Konstantynopolu. Wysłał jednak w swoim imieniu
trzech biskupów. Przesłał również postanowienia zwołanego
przez arian synodu Antiocheńskiego z 341 r., potępiające
Atanazego Wielkiego, aby wykorzystać je jako argument pomocniczy
przeciwko Janowi. Na podstawie tych heretyckich kanonów
osądzono Jana, gdyż właściwych dowodów jego winy nie znaleziono.
Tak więc jako główny argument wskazano, że Chryzostom,
będąc złożony z katedry patriarszej, ośmielił się ponownie na
nią wstąpić, zanim zwołano nowy sobór. Święty odpowiedział:
— Nie byłem na sądzie, nie spierałem się z mymi przeciwnikami,
a nawet nie widziałem napisanych przeciwko mnie oskarżeń.
Nie przyjąłem też do wiadomości wyroku sądu. Cesarz mnie
wygnał i on też nakazał mi powrócić na tron patriarszy. Kanon,
na mocy którego teraz mnie sądzicie, ustanowiony został nie
DZIEŃ TRZYNASTY 317

przez prawowiernych chrześcijan, a przez arian, by zdeponować


Atanazego Wielkiego.
Wyjaśnienia te nie odniosły skutku. Wybrańca Bożego
pozbawiono tronu patriarszego. Doszło do tego w następujących
okolicznościach:
Gdy nastała wielka uroczystość Paschy Chrystusowej, cesarz,
pouczony przez biskupów, polecił przekazać Janowi:
— Wyjdź ze świątyni! Zostałeś osądzony przez dwa sobory.
Nie mogę wejść do kościoła, dopóki ty w nim się znajdujesz.
Święty poprzez posłańców odpowiedział:
— Otrzymałem Kościół od Jezusa Chrystusa, mego Zbawiciela,
i nie mogę go opuścić dobrowolnie. Będę tutaj do czasu, aż
zostanę wyrzucony przemocą. Miasto jest twoje i tam wszyscy
cię słuchają. Jeśli zatem chcesz rozłączyć mnie z Kościołem
Chrystusowym, to poślij swe sługi, aby wywlekli mnie ze
świątyni. Z własnej woli nie mogę stąd odejść, gdyż nie będę
miał co powiedzieć Bogu. Opuszczę kościół, jeśli wygnasz mnie
mocą swej władzy!
Po wysłuchaniu tych słów cesarz zaczął się wahać, co
powinien uczynić. Przeciwnicy Jana przekonali go jednak,
by wysłał do Świętego dostojnika imieniem Maryn, który
zawiadywał posiadłościami cesarzowej. Janowi pozwolono przez
pewien czas pozostać w domu patriarszym. Trwało to dwa
miesiące, aż wypełniono rozkaz władcy, skazujący Błogosławionego
na wygnanie.
Złość wrogów patriarchy doszła do tego, że wiele razy
starano się pozbawić go życia. Nawet przekupiono człowieka.
Płatny morderca udawał opętanego i z ukrytym mieczem czekał
na sposobną chwilę, by zabić Błogosławionego. Nie stało się
tak, gdyż wierny Janowi lud, podejrzewając opętanego o złe
zamiary, pochwycił go i znalazł przy nim miecz. Zaprowadzono
go do zarządcy miasta na przesłuchanie. Gdy Święty dowiedział
się o tym, posłał wiernych mu biskupów i postarał się, by
318 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

zbrodniarza uwolniono. Innym razem zauważono, że sługa


kapłana Elpidiusza skrada się do domu patriarszego. Jeden
z chroniących Jana ludzi pochwycił go i zapytał, gdzie się
tak spieszy. Sługa, nic nie odpowiadając, pchnął mieczem
pytającego. Podniosły się krzyki i płacze. Sługa rzucił się
do ucieczki, robiąc sobie przejście okrwawionym ostrzem. Po
drodze napotkał człowieka, który właśnie wyszedł z łaźni
publicznej. Mężczyzna ów chciał go pochwycić, ale został
śmiertelnie rażony mieczem. Gdy w końcu schwytano zbrodniarza,
zeznał on, że wynajęto go za pięćdziesiąt złotych monet. Od
tego czasu lud zaczął bardzo pilnie strzec domu umiłowanego
arcypasterza. Postawiono straże i ani na chwilę nie pozostawiano
św. Jana bez ochrony. Wiedziano bowiem, że wrogowie patriarchy
starają się go pozbawić życia.
Z nastaniem Pięćdziesiątnicy przyszedł rozkaz cesarski, aby
wygnać Jana. Jeden z dostojników dał Świętemu radę, by
potajemnie opuścił lud, unikając zamieszek i walki z żołnierzami,
których zadaniem było go eskortować.
— W przeciwnym razie — mówił dostojnik — ty będziesz
winien przelewu krwi. Wszak kazano cię pochwycić siłą. Jeśli to
uczynimy, wówczas lud będzie się sprzeciwiać, a wtedy dojdzie
do walki.
W odpowiedzi Jan poprosił, by mógł się pożegnać z biskupami
i duchownymi oraz diakonisą Olipiadą. Przy rozstaniu wszyscy
gorzko płakali. Zapłakał również św. Jan. Po pożegnaniu z najbliższymi
Święty niepostrzeżenie wyszedł ze świątyni bocznymi drzwiami
i udał się w kierunku morza. Lud nie wiedział o jego odejściu.
Przy brzegu czekali na niego żołnierze. Świętego wsadzono na
mały stateczek, którym przewieziono go do Bitynii, a stamtąd
zabrano go w dalszą drogę.
Po wygnaniu św. Jana w kościele katedralnym wybuchł
pożar, który był jawnym wyrazem gniewu Bożego. Za sprawą
silnego wiatru płomień wystrzelił wysoko w górę i na podobieństwo
DZIEŃ TRZYNASTY 319

mostu skierował się nad pałac, w którym odbywały się zgromadzenia


osądzające patriarchę, i całkowicie go spalił. Można też było
widzieć nadzwyczajne zjawisko. Ogień, jakby ożywiony, wił się
niczym wąż i pożerał oddalone domy, pozostawiając nienaruszone
te, które znajdowały się w pobliżu świątyni. To przekonało
wszystkich, że pożar nie był zjawiskiem zwyczajnym, ale objawieniem
gniewu Bożego, którego przyczyną było wygnanie św. Jana
Chryzostoma. W ciągu trzech godzin, to jest między godziną
dwunastą a trzecią po południu, obróciło się w popiół wiele
pięknych starożytnych budynków i ogromne bogactwa. Ponadto
okazało się, że w czasie tego pożaru nie stracił życia żaden
człowiek. Widząc to wielu mieszkańców mówiło, iż Bóg karze
ogniem miasto za niesprawiedliwe wygnanie Swego wybrańca.
Wrogowie Jana starali się jednak udowodnić, że jego zwolennicy
podpalili kościół. W wyniku tego oskarżenia wielu pochwycono
i stawiono przed zarządcą miasta, który był poganinem. Niektórzy
z nich nie przeżyli przesłuchań i tortur. Nie znaleziono jednak
winowajcy, co tym bardziej wskazywało, że pożar nastąpił
w wyniku gniewu Bożego.
W czasie drogi na wygnanie św. Jan wiele wycierpiał od
żołnierzy. Cesarzowa przykazała im, by na wszelkie sposoby
sprawiać ból Świętemu, aby wycieńczyć go i doprowadzić do
śmierci. Sadzali więc Błogosławionego na dzikiego osła i tak
szybko gnali zwierzę, że w ciągu jednego dnia przebiegało
dystans, który normalnie pokonywano w dwa czy trzy dni. Nie
dawano Janowi spokoju i odpoczynku. Na noclegi zatrzymywano
się w bardzo zapuszczonych gospodach. Nigdzie nie pozwalano
mu wejść do kościoła. Ponadto morzono go głodem.
Św. Jan mijając miasta, w których biskupami byli przyjaciele
Teofila, tym większe cierpiał katusze. Jedni nie pozwalali mu
wejść do miasta, inni podburzali żołnierzy, by traktowali go
jak najgorzej. Niekiedy tylko się zdarzało, że pustelnicy, gdy
się dowiadywali, iż św. Jan udaje się na wygnanie, wychodzili
320 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

mu na spotkanie i z płaczem odprowadzali. Opisał to sam


wybraniec Boży w liście z Kukuz do biskupa Cyriaka:
— Wiele goryczy skosztowaliśmy po drodze, ale nas to
nie załamało. Gdy szliśmy przez Kapadocję i Taurocylicję
(południowo-wschodnią Azję Mniejszą), wielu ojców i tłumy
mnichów oraz zachowujących dziewictwo wychodziło nam na
spotkanie i wylewało morze łez. Patrząc na nas, szlochali
i mówili do siebie: „Lepiej byłoby Słońcu, gdyby schowało swe
promienie, niż umilknąć ustom Jana”. To przywiodło mnie do
wielkiego smutku i żalu, gdyż widziałem, że wszyscy za mną
płakali. Innymi rzeczami, które mi się przydarzyły, wcale się
nie przejmowałem.
Gdy Błogosławionego przywieziono do miasta Kukuz w Armenii
Małej, z miłością przyjął go do swego domu tamtejszy biskup
Adelfiusz. Przed przybyciem Jana miał on widzenie od Boga,
który nakazał mu przyjąć wygnańca. Przebywając tutaj Święty
swoim nauczaniem nawrócił wielu niewierzących. Sława o św. Janie
rozchodziła się po okolicy i zewsząd przybywali ludzie pragnący
go zobaczyć i posłuchać tego, co mówi. Do Błogosławionego
przychodzili również miłośnicy i znajomi z Antiochii. Wieść
o Janie doszła aż do Konstantynopola, co wzburzyło jego
wrogów. Wydał im się niebezpieczny nawet na wygnaniu i z tego
względu postanowili wyprawić go jeszcze dalej. Cesarzowa
posłała pismo do Kukuz, w którym nakazywała, by Jana
wywieziono na miejsce pustynne, znajdujące się nad brzegiem
Morza Pontyjskiego. Graniczyło ono z terytoriami, które zamieszkiwali
prymitywni barbarzyńcy. W drodze żołnierze starali się patriarchę
tak umęczyć, by jak najszybciej doprowadzić do śmierci. Wieziono
go w deszczu i upale bez odzienia, zabraniano wkraczać do
miast oraz — tak jak wcześniej — wsadzano go na dzikiego osła,
który pędził jak oszalały. W czasie tej drogi Święty odszedł do
Pana.
Tuż przed śmiercią Jan jak zwykle spędzał noc na modlitwie.
DZIEŃ TRZYNASTY 321

Miał wtedy widzenie świętych apostołów Piotra i Pawła, którzy


rzekli:
— Raduj się, dobry pasterzu trzody Chrystusowej i męczenniku!
Pan nasz, Jezus Chrystus, posyła nas, by ci pomóc oraz
pocieszyć cię w cierpieniach i trudach, które ponosisz, aby
zachować czystość swej duszy. Ty bowiem, naśladując Jana
Chrzciciela, osądziłeś bezbożną parę cesarską. Bądź mężny!
Umacniaj się! Wielka nagroda została przygotowana dla ciebie
w Królestwie Bożym. Zwiastujemy ci radość. W niedługim
czasie odejdziesz do Pana i będziesz się cieszył wiecznym
błogosławieństwem w Królestwie. Miej ufność! Zwyciężyłeś
wrogów, okryłeś wstydem nienawidzących cię i pokonałeś odstępcę
diabła. Eudoksja ciężko zachoruje; będzie wzywać pomocy, ale
jej nie znajdzie i umrze w strasznych cierpieniach.
Po tych słowach podali Janowi coś do spożycia i powiedzieli:
— Weź i zjedz, aby już nie pragnąć w tym życiu innego
pokarmu. Wystarczy ci to aż do czasu, gdy oddasz swą duszę
w ręce Boga.
Święty zjadł to, co mu podali, i rozradował się. Apostołowie
zaś odeszli od niego.
Janowi towarzyszyło dwóch kapłanów i jeden diakon, którzy
wraz z nim zostali wygnani z Konstantynopola. Nie odstępowali
go, gdyż byli z nim złączeni więzami miłości. Na własne
oczy widzieli przybyłych apostołów i słyszeli to, co mówili.
Błogosławili oni Boga, który uczynił ich godnymi wspólnie
cierpieć z wybrańcem Bożym.
Po kilku dniach drogi wygnańcy dotarli do miasta Koman
w Poncie. W pobliżu miasta znajdował się kościół pw. św. męczennika
Bazylidesa, który za panowania niegodziwego cesarza Maksymiana
cierpiał w Nikomedii za Chrystusa wraz z kapłanem Lucjanem
z Antiochii. Przy tym kościele zorganizowano nocleg. Na drugi
dzień miało się odbyć Święto Podwyższenia Czcigodnego Krzyża

20*
322 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Pańskiego. Nocą objawił się Błogosławionemu święty Bazylides.


Powiedział:
— Bracie Janie! Bądź mężny! Już jutro będziemy razem.
Ów męczennik objawił się też kapłanowi z kościoła i rzekł:
— Przygotuj miejsce dla brata Jana, gdyż on idzie do nas.
Z nastaniem dnia Jan prosił żołnierzy, by pozwolili mu
na pozostanie w kościele przed południem. Oni jednak nie
posłuchali go i wyruszyli. W drodze starali się płynąć jak
najszybciej. W krótkim czasie przepłynęli dystans trzydziestu
stadiów od miasta. Z woli Bożej znowu znaleźli się w pobliżu
kościoła pw. św. Bazylidesa, co niezmiernie ich zdziwiło. Jan
ponownie prosił żołnierzy, aby chwilę poczekali na tym miejscu,
Święty chciał bowiem pomodlić się w świątyni. Uznając działanie
mocy Bożej w fakcie, że znaleźli się w tym samym miejscu,
z którego odpłynęli, żołnierze zgodzili się wypełnić prośbę.
Święty udał się do kościoła i przebrał się w jasne szaty
liturgiczne. Tam celebrował Boską Liturgię i przyjął Komunię
Świętą. Po błogosławieństwie wszystkich obecnych i ostatnim
pocałunku pokoju upadł, wypowiadając słowa:
— Chwała Bogu za wszystko!
A następnie oddał ducha w ręce Boga. Tak oto wybraniec
Boży, który przez całe życie niósł swój krzyż, ukrzyżowany
dla świata i współukrzyżowany z Chrystusem, umarł w Święto
Podwyższenia Czcigodnego Krzyża Pańskiego. Pochowano go
w tym samym kościele, w którym umarł, w pobliżu grobu
św. męczennika Bazylidesa. W ten sposób wypełniło się proroctwo
św. Epifaniusza z Cypru, który mówił do św. Jana:
— Nie dojdziesz do miejsca swego wygnania.
Tak też się stało. Św. Jan nie dotarł do miejsca swego
przeznaczenia. Zgasła lampa Kościoła, umilkły złote usta! Po
wielu zmaganiach duchowych i cierpieniach zakończył swe życie
ten, który przez sześć lat zasiadał na tronie patriarszym, a przez
trzy lata był na wygnaniu, rzucany z miejsca na miejsce.
DZIEŃ TRZYNASTY 323

Towarzyszący Janowi w ostatnich chwilach życia dwaj


kapłani oraz diakon opłakali śmierć swego ojca i udali się do
Rzymu. Tam szczegółowo opowiedzieli papieżowi Innocentemu
o wszystkim, co Święty wycierpiał od wrogów. Wspomnieli
też, że przed śmiercią nawiedzili go apostołowie Piotr i Jan
Teolog oraz jak mu się objawił św. męczennik Bazylides.
Po wysłuchaniu tego wszystkiego papież bardzo się zdumiał
i ogarnęła go tęsknota za wielkim wybrańcem Bożym, który
cierpiał za prawdę. Innocenty opowiedział cesarzowi Zachodu
Honoriuszowi (395–423), który był bratem Arkadiusza, o okolicznościach
wygnania i śmierci św. Jana Chryzostoma. Papież i Honoriusz
wysłali list do Arkadiusza. Pisali:
— Krew brata mego, Jana, woła do Boga przeciwko tobie,
cesarzu, tak jak niegdyś wołała krew sprawiedliwego Abla
przeciwko bratobójcy Kainowi! Ta krew zostanie pomszczona,
gdyż ty w czasie pokoju rozpocząłeś prześladowanie Kościoła
Bożego. Ty bowiem wygnałeś prawowitego pasterza Chrystusowego,
a jego trzodę oddałeś w ręce najemników.
Innocenty przytaczał wiele innych faktów, świadczących
przeciwko Arkadiuszowi i jego żonie. Papież nakazał, by w ramach
pokuty para cesarska i wszyscy ci, którzy wraz z nimi uczestniczyli
w zdeponowaniu z tronu św. Jana powstrzymywali się od
Komunii Świętej. Teofila zaś nie tylko pozbawił wszelkich
godności, ale odłączył od Kościoła i zawezwał go na sobór,
aby został osądzony i poniósł zasłużoną karę. Cesarz Honoriusz
napisał do Arkadiusza:
— Nie wiem, bracie, co cię omamiło, że uwierzyłeś swej
żonie i pod jej wpływem uczyniłeś coś, czego nie uczyniłby
żaden pobożny władca chrześcijański. Przebywający tutaj biskupi
dają świadectwo przeciwko tobie i Eudoksji, że zrzuciliście
z tronu bez sądu i wbrew wszelkim kanonom wielkiego Bożego
hierarchę Jana, a potem okrutnymi mękami doprowadziliście go
do śmierci.
324 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Kończąc pismo Honoriusz nakazał Arkadiuszowi rozpocząć


pokutę przed Bogiem i ukarać tych wszystkich, którzy byli
winni wygnania Jana.
Po otrzymaniu pisma od brata i papieża cesarz Arkadiusz
popadł w chorobę. Odszukawszy w mieście tych, którzy powstali
przeciwko Janowi, wydał ich na rozliczne kaźnie: jednych skazał
na ścięcie mieczem, innych pozbawił godności. Część biskupów,
którzy sądzili św. Jana, a znajdujących się jeszcze obecnie
w Konstantynopolu, cesarz kazał pochwycić i zamknąć w dobrze
strzeżonym więzieniu. Do Teofila napisał list, w którym nakazywał
mu być gotowym do sądu, jaki miał się odbyć w Salonikach. Nie
uciekła przed jego gniewem Eudoksja. Arkadiusz oddalił ją od
siebie, zamknął w oddalonym pałacu i zabronił komukolwiek ją
odwiedzać, poza służbą. Ponadto skazał na wygnanie wszystkich
stronników cesarzowej. Niektórych pozbawił posiadłości, a innych
zamknął w ciemnicy i wydał na męki. Wszystko to, co uczynił,
opisał w liście do papieża Innocentego, z pokorą i żalem
prosząc o przebaczenie popełnionego zła. Napisał też do brata
Honoriusza, by uprosił u papieża zdjęcie z niego anatemy.
Papież przyjął żal za grzechy i skruchę cesarza Arkadiusza.
Wysłuchał jego pokorną prośbę i napisał do błogosławionego
Proklusa, który był biskupem w Kizyke, aby zdjął z cesarza
anatemę i uczynił go godnym przyjmowania Ciała i Krwi
Pańskiej. Błogosławionego Jana zaś zaliczył w poczet świętych.
W czasie, gdy wszystko to się działo, biskupów, kapłanów
i dostojników świeckich oraz wszystkich, którzy niesprawiedliwie
nastawali na Świętego, pokryły wrzody. Jeden z sędziów, który
skazał Błogosławionego na wygnanie, nagle spadł z konia
i poniósł śmierć. W trakcie tego upadku złamał sobie prawą
rękę, którą podpisywał oszczerstwa przeciwko niewinnemu Janowi.
Inny stracił mowę i uschły mu ręce. Jeszcze innemu spuchł
język, którym wypowiadał bluźnierstwa, tak że nie mógł mówić.
Patriarsze Aleksandrii Teofilowi, ze względu na śmierć
DZIEŃ TRZYNASTY 325

papieża rzymskiego Innocentego, udało się uniknąć sądu ludzkiego


i kary, ale nie udało się uciec przed sądem Bożym. Postradał
rozum i umarł. Chalcedońskiemu biskupowi Kirinosowi zaczęły
gnić nogi. Gdy lekarze odcięli je przy kolanach, wdała się
gangrena i umarł. Eudoksja popadła w depresję; cierpiała na
krwotoki, a jej ciało stało się siedzibą robaków i wydawało tak
wielki smród, że ludzie ze wstrętem uciekali, gdy znaleźli się
blisko. Leczyło ją wielu doświadczonych lekarzy, ale bezskutecznie.
Cesarzowa pytała:
— Czemu nie możecie mnie uleczyć?!
Lekarze nie potrafili odpowiedzieć na to pytanie.
— Jeśli nie znacie przyczyny, dla której nie możecie mnie
uzdrowić, to ja wam powiem: źródłem tej choroby jest gniew
Boży, który dosięgnął mnie za zło, jakie wyrządziłam patriarsze
Janowi.
Cesarzowa zwróciła dzieciom Teognysta winnicę, którą im
zabrała. Wielu ludziom oddała to, co im niesprawiedliwie
zagarnęła. Mimo to nie dostąpiła uzdrowienia i w strasznych
bólach zakończyła ziemskie życie.
Biskup Adelfiusz, gdy dowiedział się o śmierci św. Jana
Chryzostoma, popadł w wielki smutek i zaczął ze łzami prosić
Boga, aby ukazał mu, w którym on jest zastępie świętych.
Pewnego razu, gdy modlił się o to, popadł w stan ekstazy;
zobaczył świetlistego i radosnego młodzieńca. Ów wziął go
za rękę i wprowadził na miejsce pełne światła. Tam ukazał
mu zastęp świętych nauczycieli Kościoła. Adelfiusz rozglądał
się na prawo i lewo, gdyż chciał zobaczyć Jana. Tymczasem
młodzieniec pokazywał Adelfiuszowi wszystkich nauczycieli
i patriarchów Konstantynopola i pospiesznie wyprowadził go
stamtąd. Idąc za nim, Adelfiusz był zasmucony, gdyż nie
dostrzegł Błogosławionego. Gdy wychodził z miejca pełnego
światła, mąż stojący w drzwiach schwycił go za rękę i rzekł:
— Dlaczego odchodzisz stąd w tak wielkim smutku? Jeśli
326 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

nawet ktoś wejdzie tutaj smutny, to powraca w radości; z tobą


zaś stało się na odwrót: wszedłeś radosny, a wychodzisz smutny.
Adelfiusz odpowiedział:
— Smucę się, gdyż nie zobaczyłem pośród nauczycieli
Kościoła umiłowanego przeze mnie Jana.
— Masz na myśli Jana, który był piewcą nawrócenia
i skruchy?
— Tak! — odpowiedział Adelfiusz.
Wówczas stojący w drzwiach rzekł:
— Człowiek, który jest w ciele, nie może go widzieć, gdyż
stoi on przy tronie Bożym.
Adelfiusz, gdy się dowiedział, że Jan jest tak blisko Boga,
rozradował się, iż została mu objawiona ta tajemnica.
Św. Jan po wielu burzach, biedach i cierpieniach zagościł
w cichej niebieskiej przystani, gdzie radując się wraz z aniołami
wysławia Przenajświętszą Trójcę.

Wspomnienie świętych męczenników Antonina,


Nicefora, Hermana i Manefy

więci: Antonin, Nicefor i Herman zostali zamęczeni za panowania


cesarza Galeriusza (305–311).
Antonin był starcem, Nicefor młodzieńcem, a Herman
mężczyzną w średnim wieku. Zostali pochwyceni przez zarządcę
prowincji palestyńskiej, Firmiliana, który przymuszał ich do
złożenia ofiary bożkom. Święci nie usłuchali go i wyznawali
Chrystusa. Z tego powodu odwieziono ich do Cezarei i ścięto.
Dziewicę imieniem Manefa, pochodzącą ze Scytii, pochwycono
wraz z męczennikami. Celem poniżenia, oprowadzano ją nagą
po mieście, a następnie poddano rozmaitym mękom, z których
— dzięki pomocy Bożej — wyszła nie naruszona. Manefa
DZIEŃ TRZYNASTY 327

dokonała licznych cudów, wielu odwróciła od bezbożności


i przywiodła do wiary w Chrystusa. Za to osądzono ją na
spalenie w ogniu. Gdy rozpalono piec, sama do niego weszła.
Tam oddała swą duszę w ręce Pana.
Dzień czternasty

Żywot świętego apostoła Filipa

ad jeziorem Galilejskim, w pobliżu Chorozaim i Kafarnaum,


znajdowało się miasto zwane Betsaida. W mieście tym urodziło
się trzech apostołów z grona dwunastu: Piotr, Andrzej i Filip.
Piotr i Andrzej byli rybakami aż do czasu, gdy zostali powołani
przez Jezusa. Filipa od dzieciństwa rodzice oddali na naukę
Świętych Ksiąg. Z wielką żarliwością wczytywał się w proroctwa
o obiecanym Mesjaszu. Wzbudziło to w nim wielkie pragnienie
zobaczenia Pana twarzą w twarz, mimo że nie wiedział, że
przybył na Ziemię Ten, który tak bardzo był oczekiwany przez
wielu. Oto Jezus przyszedł w granice Galilei i znalazł Filipa
płonącego miłością do Mesjasza.
— „Chodź za Mną” (J 1,43) — rzekł Jezus.
Filip, gdy usłyszał głos Pana, z całego serca uwierzył,
że On jest prawdziwym Mesjaszem, obiecanym przez Boga
i zwiastowanym przez proroków. Poszedł za Nim. Będąc świadkiem
najświętszego życia Pana, Filip starał się Go naśladować i uczyć
się się od Niego mądrości Bożej, mocą której później zwyciężył
głupotę pogańską. Ciesząc się zdobyciem tak wielkiego „Skarbu”,
dzięki któremu miał być odkupiony cały świat, Filip nie chciał
DZIEŃ CZTERNASTY 329

się tylko sam ubogacić, ale pragnął, aby i inni mieli udział
w tym darze. Gdy spotkał Natanaela, z radością mu obwieścił:
— Znaleźliśmy Tego, o którym pisał w Prawie Mojżesz
i Prorocy: Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu (por. J 1,45).
Natanael, nie dowierzając, że jest możliwe, by z niewielkiego
miasteczka mógł pochodzić Mesjasz, Król Izraela, zapytał:
— „Czy może być coś dobrego z Nazaretu?” (J 1,46).
Wówczas Filip poradził, aby poszedł i spojrzał na Mesjasza:
— „Chodź i zobacz” (J 1,46).
Czuł bowiem, że jak tylko Natanael zobaczy Jezusa i usłyszy
Jego zbawcze słowa, wówczas uwierzy, że On jest Mesjaszem.
Tak też się stało. Gdy Natanael zbliżał się do Jezusa, to Pan,
który zna serca i czyta najskrytsze myśli ludzi, rzekł o nim:
— „Oto Izraelita, w którym naprawdę nie masz zdrady” (J
1,47).
Po tych słowach Natanael zdziwił się bardzo i zapytał:
— „Skąd mnie znasz?” (J 1,48).
Pan odpowiedział:
— „Widziałem cię pod drzewem figowym, zanim cię Filip
zawołał” (J 1,48).
Natanael, gdy był pod drzewem figowym, rozmyślał o Mesjaszu,
który był nadzieją i radością wszystkich sług Bożych. Wówczas
Bóg obdarzył go darem skruchy serca i gorącymi łzami. Łączył
je ze swą żarliwą modlitwą i prosił, by Pan wypełnił od wieków
obiecaną ojcom zapowiedź oraz zesłał Zbawiciela świata. Bóg
przyglądał się w tym czasie Natanaelowi, który trwał w duchu
serdecznej skruchy. Z tego względu Pan powiedział Natanaelowi,
że widział go, gdy był pod drzewem figowym.
Po słowach Jezusa Natanela ogarnęło jeszcze większe wzruszenie.
Wspomniał o swym rozmyślaniu; o tym, z jaką żarliwością
modlił się do Boga o zesłanie Mesjasza. Pamiętał też, że
wówczas nie było w pobliżu żadnego człowieka. To, co wówczas
przeżywał, mógł wiedzieć tylko sam Bóg. Natanael zatem
330 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

uwierzył, że Jezus jest Mesjaszem, którego Bóg obiecał posłać


dla zbawienia rodzaju ludzkiego. Uznał w Jezusie Chrystusie,
który znał najskrytsze myśli jego serca, Boską naturę i zawołał:
— „Rabbi, Tyś jest Syn Boży! Tyś Król Izraela” (J 1,49).
Był też bardzo wdzięczny Filipowi, że obwieścił mu przyjście
Zbawiciela i przyprowadził go do obiecanego Mesjasza. Św.
Filip również radował się w sercu swym, że ludzie znaleźli
„Boski Skarb”, ukryty w głębinach natury człowieka i jeszcze
większą miłością pałał do Swego Pana. Tym niemniej św. Filip
widział w Boskim Nauczycielu tylko wielką doskonałość ludzką;
nie poznał jeszcze Jego Boskości. Chrystus zapragnął to zmienić.
Pewnego razu Pan nad jeziorem Tyberiadzkim zobaczył, że
idzie do Niego około pięciu tysięcy ludzi. Zapytał Filipa:
— „Gdzie kupimy chleba, aby oni się najedli?” (J 6,5).
A mówił to wystawiając Filipa na próbę, gdyż wiedział, że
nigdzie w pobliżu nie można dostać chleba. Wiedział też, co
odpowie mu Filip. Zadając mu to pytanie chciał, by człowiek
lepiej poznał samego siebie i zawstydziwszy się swej małej
wiary, poprawił się. Rzeczywiście, Filip nie odwołał się do
wszechmocy Bożej i nie powiedział:
— Ty, Panie, wszystko możesz! Nie musisz kogokolwiek
o to pytać. Zapragnij tylko, a wszyscy będą nasyceni, jak to
mówią słowa Psalmu: „Dajesz im, a one go zbierają, gdy dłoń
otwierasz, sycą się dobrami” (Ps 104,28).
Filip myślał bowiem o swym Panu jako o człowieku, a nie
Bogu i dlatego rzekł:
— „Za dwieście denarów chleba nie starczy, aby każdy
dostał choć trochę” (J 6,7).
Po chwili wraz z innymi uczniami dodał:
— „Rozpuść ich, niech idą do okolicznych zagród i wsi
i kupią sobie coś do jedzenia” (Mk 6,36).
Gdy Pan połamał pięć chlebów i dwie ryby dla pięciu
tysięcy (por. Łk 9,16), Filip zobaczył, że z ręki Pańskiej, jak
DZIEŃ CZTERNASTY 331

z niewyczerpanego spichlerza, wszyscy otrzymywali tak wiele,


aż się nasycili. Wówczas Apostoł bardzo zawstydził się swej
małej wiary i wysławiał wraz z innymi moc Bożą w Jezusie
Chrystusie. Po tym wydarzeniu Pan włączył Filipa do grona
dwunastu wybranych apostołów.
Pewnego razu w czasie święta zebrali się w Jerozolimie
niektórzy z Hellenów i nie mogli zbliżyć się do Jezusa, będąc
poganami. Podeszli więc do Filipa i prosili:
— Panie, pragniemy zobaczyć Jezusa!
Apostoł powiedział o tym Andrzejowi i razem przekazali
Jezusowi pragnienie Hellenów, ciesząc się, że niewierzący pragną
widzieć oraz słyszeć Pana i Nauczyciela. Wówczas Jezus wypowiedział
dziwne proroctwo o poganach, którzy mieli uwierzyć w Niego
nie teraz, ale po Jego śmierci.
— „Jeśli ziarno pszenicy nie zostanie wrzucone w ziemię
i nie umrze, zostanie samo, jeśli zaś umrze, przyniesie obfity
plon” (J 12,24).
Zbawiciel chciał przez to powiedzieć:
— Dopóki Ja jestem na Ziemi, mam tylko część domu
Izraela, która wierzy we Mnie; jeśli umrę, to nie tylko dom
Izraela, ale i wielu pogan uwierzy we Mnie.
Innego razu, po Ostatniej Wieczerzy, Filip ośmielił się
zapytać Pana o wielką tajemnicę Boga w Trójcy Świętej:
— „Panie, pokaż nam Ojca i to nam wystarczy” (J 14,8).
Ta prośba okazała się bardzo pożyteczna dla Kościoła
Chrystusowego, gdyż dzięki niej mogliśmy się dowiedzieć, że
Syn jest współistotny Ojcu. Dzięki znajomości tej prawdy
można było zamykać usta heretykom, którzy nie chcieli uznać
Boskości Syna Bożego. Pan odpowiedział z łagodną wymówką:
— „Tak dawno już jestem z wami i jeszcze Mnie nie znasz,
Filipie? Kto Mnie widzi, widzi też Ojca. Jak ty możesz mówić:
Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu i że
Ojciec jest we Mnie?” (J 14,9–10).
332 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

To właśnie te słowa Pana pouczyły św. Filipa i Kościół


Apostolski godnie wierzyć w równość Syna Bożego z Ojcem
i potępiać bezbożność Ariusza, który nauczał, że Syn Boży jest
stworzeniem, a nie Stwórcą.
Po dobrowolnych cierpieniach, śmierci i zmartwychwstaniu
Syna Bożego, św. Filip widział z pozostałymi apostołami
swego Pana w nieśmiertelnym i uwielbionym ciele, przyjął
od Niego dar pokoju i błogosławieństwo. Był też świadkiem
Jego wniebowstąpienia. Podczas Pięćdziesiątnicy był godny
otrzymania łaski Ducha Świętego i stał się głosicielem Chrystusa
pośród pogan w Azji Mniejszej i Syrii. Początkowo zwiastował
Ewangelię w Galilei. Tam też pewnego razu przyszła do niego
z wielkim szlochem kobieta niosąca na rękach swe zmarłe
dziecię. Gdy apostoł Chrystusa je zobaczył, użalił się nad nim
i wyciągnąwszy rękę rzekł:
— Wstań! Tak nakazuje ci Jezus, którego głoszę.
Wówczas dziecko powróciło do życia. Matka zdziwiła się,
widząc syna żywego i zdrowego. Z radości przypadła do nóg
Apostoła, dziękując mu za wskrzeszenie syna i prosząc o Chrzest,
gdyż uwierzyła w głoszonego przez niego Jezusa Chrystusa.
Apostoł ochrzcił kobietę i chłopca, a następnie udał się do
krajów pogańskich.
Zwiastował Ewangelię w Grecji i czynił tu wiele cudów mocą
Chrystusa. Uzdrawiał chorych i wskrzesił jednego zmarłego.
Wprawiło to w zdumienie mieszkających tam Żydów. Natychmiast
posłali oni do arcykapłanów i książąt Judejskich w Jerozolimie
wiadomość, że przyszedł do nich nieznajomy człowiek, który
głosi Imię Jezusa oraz wygania biesy, leczy wszelkie choroby,
a nawet wskrzesił umarłego, co wielu przywiodło do wiary
w Chrystusa. Wkrótce przybył z Jerozolimy arcykapłan z uczonymi
w Prawie, przepełniony gniewem i złością na Filipa. Odział
się w szaty arcykapłańskie i z pychą zasiadł na miejscu sędziowskim,
otoczony wieloma Żydami i poganami. Na miejce to przyprowadzono
DZIEŃ CZTERNASTY 333

Filipa. Obrzuciwszy go groźnym spojrzeniem, arcykapłan z gniewem


zaczął mówić:
— Czy nie dość ci było Judei, Galilei i Samarii, aby
nęcić prostych ludzi? Przyszedłeś do mądrych Greków, by
rozprzestrzeniać pokusę, której nauczyłeś się od Jezusa, przeciwnika
Prawa Mojżeszowego, za co był osądzony, ukrzyżowany i w haniebny
sposób umarł. Ze względu na zbliżające się święto Paschy
pogrzebano Go, a wy, uczniowie, wykradliście po kryjomu Jego
ciało i dla nęcenia wielu wszędzie rozgłaszaliście, że On sam
powtał z martwych.
Gdy arcykapłan wypowiedział te słowa, tłum zawołał:
— Cóż na to odpowiesz, Filipie?!
Jedni chcieli, by Filipa od razu zabić, inni, aby odprowadzono
go na kaźń do Jerozolimy. Wówczas Apostoł rzekł do arcykapłana:
— Czyż nie na próżno umiłowałeś marność i wypowiadasz
kłamstwo? Dlaczego serce twe skamieniało i nie chcesz uznać
prawdy? Czyż to nie wy zapieczętowaliście grób i postawiliście
przed nim straż, a kiedy Pan nasz zmartwychwstał, nie zerwawszy
pieczęci na grobie, to czy nie daliście żołnierzom złota, aby
skłamali, że jakoby w czasie ich snu Jego martwego wykradli
uczniowie? Jak teraz nie wstydzisz się oszukiwać? Same pieczęcie
z grobu będą służyć w dzień sądu jako dowody waszego
kłamstwa i świadczyć o prawdziwym zmartwychwstaniu Chrystusa.
Na te słowa arcykapłan rozgniewał się jeszcze bardziej
i w bezrozumnej złości rzucił się na Apostoła, pragnąc go
pochwycić i zabić, jednakże w tej samej chwili oślepł i cały
sczerniał. Świadkowie przypisali to czarom — chcieli zabić
Filipa, ale spotkała ich ta sama kara, co arcykapłana. W tym
czasie ziemia się zatrzęsła, wszyscy zadrżeli ze strachu i poznali
wielką moc Chrystusa. Św. Filip, widząc ślepotę duchową
i cielesną, zapłakał i prosił Boga w modlitwie o oświecenie dla
pogrążonych w ciemnościach. Pan odpowiedział na modlitwę
Apostoła i zesłał z wysokości uzdrowienie cierpiącym. Za
334 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

sprawą tego cudu wielu zwróciło się ku Chrystusowi i w Niego


uwierzyło. Tymczasem arcykapłan, ciągle jeszcze zaślepiony
złością, nie tylko nie chciał się nawrócić i poznać prawdy, mimo
że dosięgła go kara, ale jeszcze rzucał bluźnierstwa na Jezusa.
Wówczas spadło na niego jeszcze większe nieszczęście. Nagle
ziemia rozwarła swe wnętrzności i pochłonęła go, jak niegdyś
Datana i Abirama (por. Li 16,1–35).
Po zatracie arcykapłana św. Filip ochrzcił wielu i wyświęcił
im na biskupa męża imieniem Narcyz — godnego czci i szlachetnego,
sam zaś udał się do Party. W drodze prosił Boga o pomoc
w podejmowanych zadaniach. Gdy skłonił kolana do modlitwy,
ujrzał na niebie wyobrażenie orła ze złotymi skrzydłami, rozpostartymi
na podobieństwo ukrzyżowanego Jezusa. Umocniony tym widzeniem
św. Filip udał się dalej, by głosić Ewangelię. Obszedł miasta
Arabii i Kandaki, wsiadł na statek i popłynął do miasta Azot
w Syrii. Nocą nadeszła wielka burza i wzburzyła morze; wszyscy
na statku drżeli o swe życie. Wtedy Apostoł wstał na modlitwę,
podczas której zjawił się na niebie jaśniejący znak krzyża, który
rozproszył mroki nocy. Morze nagle ucichło, fale się uspokoiły.
Po wyjściu na brzeg w Azocie Filip został przyjęty przez
człowieka imieniem Nikoklides, który miał córkę Charytynę,
cierpiącą na chorobę oka. Po wejściu do domu Nikoklidesa
Święty zaczął przepowiadać obecnym Słowo Boże. Pośród
słuchających była również Charytyna. Pod wpływem nauki
Apostoła ogarnęło ją tak wielkie duchowe wzruszenie, że zapomniała
o swej chorobie. On zaś, widząc tak dużą żarliwość, polecił jej
przyzywać Imię Jezusa Chrystusa i położyć rękę na chore oko.
Skoro dziewczyna wypełniła nakaz św. Filipa, oko jej zostało
uzdrowione. Cały dom Nikoklidesa uwierzył w Chrystusa i przyjął
Chrzest.
Z Azotu Apostoł udał się do Hierapolis w Syrii, gdzie —
przepowiadając Chrystusa — rozpętał wielki gniew w ludzie,
który chciał go ukamienować. Św. Filipa uratowało wstawiennictwo
DZIEŃ CZTERNASTY 335

wpływowego człowieka imieniem Hiram. Zwrócił się on do


tłumu:
— Posłuchajcie mej rady! Nie wyrządzajcie żadnego zła
temu przybyszowi, dopóki nie dowiemy się, czy jego nauka jest
prawdziwa. Jeśli okaże się, że nie jest prawdziwa, to wówczas
pozbawimy go życia.
Tłum nie ośmielił się sprzeciwić Hiramowi. On zaś zabrał
Filipa do swego domu. Apostoł zwiastował tam Dobrą Nowinę,
w wyniku czego nawrócił na świętą wiarę Hirama, cały jego dom
i sąsiadów, a następnie oświecił ich sakramentem Chrztu. Gdy
inni usłyszeli, że Hiram się ochrzcił, zebrali się nocą i otoczyli
jego dom, zamierzając go spalić. Bóg objawił Świętemu ten
podstępny zamysł. Filip bez lęku wyszedł na spotkanie z prześladowcami.
Oni zaś jak dzikie bestie pochwycili go i poprowadzili do
zarządcy Arystarcha. Ów zobaczywszy Apostoła chwycił go za
włosy. W tej samej chwili jego ręka uschła, a on stracił wzrok
i słuch. Wówczas nastrój tłumu zmienił się; gniew zastąpiło
zdumienie. Zaczęto prosić św. Filipa, by uzdrowił zarządcę
miasta. Apostoł rzekł:
— Jeśli on nie uwierzy w przepowiadanego przeze mnie
Boga, to nie będzie uleczony!
W tym czasie nadchodził kondukt pogrzebowy. Lud, chcąc
skompromitować Apostoła, prowokował go:
— Jeśli wskrzesisz tego umarłego, to Arystarch i my uwierzymy
w twego Boga!
Apostoł wzniósł oczy ku niebu, długo się modlił, a potem
podszedł do umarłego i rzekł łagodnym głosem:
— Teofilu. . .
Wówczas umarły podniósł się z noszy, usiadł i otworzył oczy.
Filip zaś mówił:
— Chrystus nakazuje ci: wstań i mów z nami!
Umarły, wstawszy z łoża, przypadł do nóg Apostoła ze
słowami:
336 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Wdzięczny ci jestem, święty sługo Boży, bowiem wybawiłeś


mnie w tej godzinie od wielkiego zła: dwóch czarnych i śmierdzących
Etiopczyków wlekło mnie i jeśli ty nie uratowałbyś mnie, to
byłbym zaciągnięty do ciemnej otchłani.
Świadkowie tak wielkiego cudu jednogłośnie wysławiali
prawdziwego Boga, przepowiadanego przez Filipa. Apostoł
wyciągniętą ręką uciszył lud i nakazał, by Hiram uczynił znak
krzyża na ciele Arystarcha. Jak tylko Hiram wypełnił wolę
Filipa, nastąpiło uzdrowienie uschłej ręki Arystarcha; zaczął on
widzieć i słyszeć. Cuda, które Apostoł uczynił mocą Chrystusa,
przywiodły do Zbawiciela mieszkańców Hierapolis. Niszczono
figury bożków. Pierwszym, który uwierzył, był ojciec Teofila.
On to rozbił dwanaście złotych bożków, a złoto rozdał ubogim.
Apostoł ochrzcił wszystkich i ustanowił w mieście biskupa
imieniem Hiram.
Po założeniu Kościoła w Hierapolis i utwierdzeniu w wierze
mieszkańców św. Filip głosił Słowo Boże w innych krajach.
Przeszedł Syrię, Lidię i Myzję. Nawracał tam pogan, dając im
możliwość poznania prawdziwego Boga. W Myzji dołączył do
niego apostoł Bartłomiej, który w owym czasie przepowiadał
Chrystusa w sąsiednich miastach. Po nim przyłączyła się
również Mariamna, siostra Filipa. Wędrując po Lidii i Myzji
i głosząc Słowo Boże doświadczyli od niewiernych wielu cierpień:
byli zamykani w ciemnicach, kamienowani. Mimo prześladowań
pozostawali przy życiu dzięki łasce Bożej, aby dalej móc głosić
wiarę w Chrystusa. W jednej z wiosek w Lidii spotkali się
z umiłowanym uczniem Pana — św. Janem Teologiem. Wraz
z nim udali się do Frygii. Tam weszli do Hierapolis i głosili
Chrystusa.
W mieście tym było wiele bożków, którym oddawano cześć.
Szczególnie czczono żmiję, dla której zbudowano osobną świątynię.
Przynoszono jej pokarm i składano wiele różnych ofiar. Św. Filip
wraz z siostrą uzbroił się do walki ze żmiją modlitwą. Pomagał
DZIEŃ CZTERNASTY 337

im w tym św. Jan Teolog. Święci razem pokonali złośliwego


gada modlitwą niczym włócznią i zabili go mocą Chrystusa.
Następnie św. Jan opuścił towarzyszy i udał się do innych
miast, głosząc wszędzie Dobrą Nowinę. Filip z Bartłomiejem
i Mariamną pozostali w Hierapolis, gorliwie się starając, aby
światło prawdy zajaśniało w trwających w bezbożności. Pracowali
nad tym w dzień i w nocy, nauczając niewiernych Słowa Bożego
i wprowadzając błądzących na drogę prawdy.
W Hierapolis żył człowiek imieniem Eustachy, który od
czterdziestu lat nie widział. Apostołowie mocą modlitwy przywrócili
światło jego cielesnym oczom i głoszeniem Chrystusa wyprowadzili
go z ciemności duchowej. Po ochrzczeniu Eustachego zamieszkali
u niego w domu. Po całym mieście rozeszła się wieść, że
Eustachy odzyskał wzrok. Wokół jego domu zebrał się wielki
tłum. Święci nauczali wszystkich, którzy tutaj przybyli i głosili
im Chrystusa. Przynoszono też tam wielu chorych, których
apostołowie uzdrawiali modlitwą. Wielu pogan uwierzyło w Chrystusa
i przyjęło Chrzest.
Żonę zarządcy miasta, Nikanora, ukąsiła żmija, wskutek
czego była bliska śmierci. Dowiedziawszy się, że apostołowie,
którzy przebywają w domu Eustachego, jednym słowem uzdrawiają
z wszelkich chorób, poleciła sługom — w czasie nieobecności
męża — by zanieśli ją do nich. Doświadczyła podwójnego
uzdrowienia: cielesnego i duchowego — od zakłamania, którego
powodem były biesy. Pouczona przez świętych uwierzyła w Chrystusa.
Gdy zarządca miasta powrócił do domu, słudzy opowiedzieli
mu, że żona zaczęła wierzyć w Chrystusa za sprawą cudzoziemców
przebywających w domu Eustachego. Nikanor rozgniewał się
wielce i rozkazał schwytać apostołów, a dom Eustachego spalić.
Zebrał się tłum. Przemocą pochwycono Filipa, Bartłomieja
i świętą dziewicę Mariamnę; oprowadzano ich po mieście,
a w końcu wrzucono do ciemnicy. Potem nastąpił sąd. Zarządca
zasiadł na tronie w otoczeniu kapłanów pogańskich. Przemówili

21*
338 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

oni:
— Pomścij bezbożność wyrządzoną naszym bogom! Od
chwili, gdy ci cudzoziemcy przybyli do naszego miasta, opustoszały
ołtarze wielkich bogów, lud zapomina o składaniu nakazanych
ofiar; zginęła nasza bogini, a całe miasto popadło w bezbożność.
Pozbaw życia tych czarowników!
Wówczas Nikanor rozkazał, by zdjęto odzienie ze św. Filipa,
myśląc, że to w nim kryje się tajemnica czarów. Nic to jednak
nie dało. Tak samo postąpiono ze św. Bartłomiejem, ale i w jego
szatach niczego nie znaleziono. Gdy z tym samym zamiarem
przystąpiono do Mariamny, chcąc obnażyć jej dziewicze ciało,
nagle jej szata przemieniła się w ognisty płomień i niegodziwcy
ze strachem od niej uciekli. Zarządca osądził świętych na
ukrzyżowanie. Filip jako pierwszy został poddany mękom.
Przybito go głową do dołu do krzyża, który umieszczony został
przed wejściem do świątyni, gdzie czczona była żmija, i rzucano
w niego kamieniami. Następnie ukrzyżowano św. Bartłomieja
przed ścianą świątyni. I oto nagle ziemia się zatrzęsła, a następnie
rozwarła się i pochłonęła zarządcę miasta wraz ze wszystkim
kapłanami i wieloma niewierzącymi. Tych, którzy pozostali
przy życiu, tak wierzących jak i pogan, ogarnął wielki strach i ze
szlochem prosili apostołów, aby wstawiali się za nimi u jedynego
prawdziwego Boga, by nie stracili życia. Rzucono się, by zdjąć
z krzyża apostołów. Św. Bartłomieja zdjęto jako pierwszego,
ale św. Filipa nie udało się szybko zdjąć z krzyża, gdyż wolą
Bożą było, aby Apostoł poprzez cierpienia i śmierć krzyżową
przeszedł z Ziemi do nieba. Wisząc na krzyżu św. Filip modlił
się za swych wrogów, żeby Pan odpuścił im grzechy i oświecił
ich umysły poznaniem Prawdy. Wszechmocny wysłuchał jego
modlitwy i rozkazał ziemi, aby zwróciła żywych tych, których
pochłonęła, z wyjątkiem zarządcy miasta i kapłanów żmii.
Wówczas wszyscy wielkim głosem wyznawali i wysławiali moc
Chrystusa oraz zapragnęli się ochrzcić. Gdy zdejmowano św. Filipa
DZIEŃ CZTERNASTY 339

z krzyża okazało się, że oddał już swą świętą duszę Bogu.


Siostra Apostoła — św. Mariamna, cały czas patrzyła na
cierpienia i śmierć brata. Z miłością obejmowała i całowała
jego ciało oraz radowała się, że Filip był godny cierpieć za
Chrystusa.
Św. Bartłomiej ochrzcił wszystkich w Imię Pana i wyświęcił
im na biskupa Eustachego. Nowo nawróceni ze czcią pochowali
ciało św. Filipa. Na miejscu, gdzie zmarł Apostoł, po trzech
dniach wyrosła łoza na znak tego, że przelał on krew w Imię
Chrystusa i cieszy się wiecznym błogosławieństwem w Jego
Królestwie.
Po pogrzebie św. Filipa św. Bartłomiej z Mariamną spędzili
jeszcze kilka dni w Hierapolis i utwierdzali w wierze nowy
Kościół, a następnie udali się do miasta Alban w Armenii. Tam
św. Bartłomiej został ukrzyżowany. Św. Mariamna poszła do
Likaonii i tam — nawróciwszy wielu na wiarę w Chrystusa —
w pokoju odeszła do Pana.

Żywot świętego Grzegorza Palamasa

w. Grzegorz Palamas pochodził z Konstantynopola. Szlachetni


i pobożni rodzice starali się nauczyć go od najwcześniejszych
lat nie tylko mądrości ludzkiej, ale przede wszystkim mądrości
Bożej oraz wszelkiego rodzaju cnót. Szybko stracił ojca. Matka
postarała się, aby wszystkie jej dzieci otrzymały mądre i dobre
wychowanie, w duchu Prawa Pańskiego i według wskazań Pisma
Świętego. Zapewniła synowi kształcenie pod opieką dobrze
przygotowanych nauczycieli, żeby osiągnął on wielką wiedzę.
Grzegorz w krótkim czasie zdobył rozległą wiedzę filozoficzną
i z zakresu innych nauk. Nie dowierzając swej pamięci, chłopiec
przyjął za zasadę, by przed każdą lekcją czynić trzy pokłony
340 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

do ziemi przed ikoną Przenajświętszej Bogarodzicy. Przeczysta


umożliwiła pobożnemu chłopcu szybkie postępy w nauce, co
zwracało powszechną uwagę. Sam cesarz po ojcowsku troszczył
się o wychowanie Grzegorza.
Od najwcześniejszych lat chłopiec znienawidził to, co ziemskie.
Przepełniony płomienną miłością do Boga, pogardził wszelkimi
doczesnymi dobrami, dążąc z całej duszy do Boga — źródła
wszelkiej mądrości i dawcy wszelkiej łaski. Pobudzany takimi
uczuciami, szukał możliwości spotykania się z mnichami ze
Świętej Góry Athos. Prosił ich o radę i przewodnictwo duchowe.
Uczył się od nich zasad życia mnisiego. Zamienił swoje wspaniałe
szaty na liche łachmany i powoli zaczął zmieniać swe dotychczasowe
przyzwyczajenia, w rezultacie czego porzucił życie dworskie,
co wielu uznało za przejaw szaleństwa. Nic jednak nie zdołało
wpłynąć na zmianę jego postępowania — ani pouczenia cesarza,
ani rady przyjaciół, ani kpiny ludzi z otoczenia. Konsekwentnie
kroczył wybraną drogą.
W dwudziestym roku życia ostatecznie postanowił zostać
mnichem i udać się do monasteru, o czym powiadomił swą
miłującą Boga matkę. Początkowo bardzo ją to smuciło, ale
po namyśle zgodziła się z zamierzeniem syna i rozradowała
się w Panu. Z pomocą Bożą udało się jej przekonać pozostałe
dzieci, by rozpoczęły życie monastyczne. Idąc za nakazem
Ewangelii, św. Grzegorz rozdał całe swe mienie ubogim, wzgardził
pięknem, słodyczą i sławą tego świata; poszedł za Chrystusem,
biorąc na tę drogę matkę, braci i siostry. Niewiasty umieścił
w żeńskim monasterze, a braci zabrał na Athos. Wstąpili do
Monasteru Watopedi. Poddał się pod kierownictwo duchowe
starca Nikodema, który go po pewnym czasie postrzygł na
mnicha.
Po dwóch latach Grzegorz dostąpił łaski nawiedzenia Boga.
Pewnego razu w czasie modlitwy objawił się mu odziany
w światłość wspaniały mąż, w którym rozpoznał apostoła
DZIEŃ CZTERNASTY 341

i ewangelistę Jana. Przyjaźnie spoglądając na Grzegorza, św. Jan


zapytał:
— Dlaczego, modląc się do Boga, ciągle powtarzasz: rozświetl
moje ciemności, rozświetl moje ciemności?!
Grzegorz odpowiedział:
— O cóż innego mógłbym prosić? Pragnę oświecenia, bym
wiedział, jak wypełniać wolę Bożą.
Ewangelista rzekł:
— Z woli Pani wszystkich, Bogarodzicy, od tej pory zawsze
będę z tobą.
Po śmierci nauczyciela, starca Nikodema, św. Grzegorz udał
się do Wielkiej Ławry św. Atanazego, gdzie służył braciom
we wspólnej kuchni oraz śpiewał w chórze. W bojaźni Bożej
i służbie wszystkim Grzegorz poskramiał swe namiętności,
stając się przykładem ewangelicznej czystości. Swą pokorą,
cichością i zmaganiami duchowymi zyskał sobie powszechną
miłość i szacunek u braci. Uciekając od sławy i dążąc do jeszcze
surowszego życia, udał się do odległego Skitu Glossia. Tam
powierzył swój dalszy rozwój duchowy starcowi Grzegorzowi,
prowadzącemu życie kontemplacyjne i płonącemu bezmierną
miłością do Boga, któremu oddał swą duszę i ciało. Nieustanną
modlitwą zwyciężył wszelkie napaści biesów i stał się godny
darów łaski Bożej. Schodząc w głębiny ducha modlitwy osiągnął
taki stopień wrażliwości i płaczu serca, że łzy strumieniami
płynęły z jego oczu, niczym z niewyczerpanego źródła.
Milczenie Grzegorza i zmagających się wraz z nim michów
zostało niestety przerwane z powodu napadów Arabów na
Świętą Górę. Z tego względu Grzegorz wraz z innymi mnichami
zmuszony był do porzucenia swej pustelni i udania się do
Salonik. Stamtąd Błogosławiony zamierzał wyruszyć do Jerozolimy,
aby nawiedzić święte miejsca i — jeśli to będzie miłe Bogu —
dojść do końca swych dni gdzieś tam, trwając w milczeniu.
Chcąc wiedzieć, czy jest to właściwy wybór, modlił się do Pana
342 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

o potwierdzenie. I oto we śnie objawił mu się św. męczennik


Dymitr, którego relikwie spoczywają w Salonikach. Męczennik
przekonał Grzegorza, by nie opuszczał miasta. Wówczas Święty,
po długotrwałym poście i modlitwie, przyjął święcenia kapłańskie.
Następnie z kilkoma braćmi udał się do pobliskiego Skitu
Beroea, gdzie intensywnie zmagali się duchowo. Życie św. Grzegorza
w owym okresie można opisać następująco:
Pięć dni w tygodniu nigdzie nie wychodził i nikogo nie
przyjmował. Jedynie w soboty i niedziele po Boskiej Liturgii,
w czasie której przyjmował Ciało i Krew Pańską, oraz po
nabożeństwach przebywał z braćmi, pouczając ich i radując
rozmową na temat życia duchowego. W tych właśnie chwilach,
po wyjściu z zatworu, a szczególnie po Boskiej Liturgii, na jego
obliczu można było zobaczyć przedziwne Boże światło. W czasie
celebracji Eucharystii przywodził wszystkich do serdecznego
wzruszenia i płaczu. Wielu świętych mężów zdumiewało się
jego cnotliwym życiem oraz darami otrzymanymi od Boga,
a mianowicie czynieniem cudów i prorokowaniem. Miał wówczas
około trzydziestu lat, a nazywano go „nosicielem Boga” i prorokiem.
Wtedy to odeszła do Pana matka św. Grzegorza. Siostry
Świętego poprosiły, by przyszedł do nich, pocieszył je i udzielił
im wskazówek co do dalszego życia duchowego. Będąc posłuszny
miłości do rodziny, Grzegorz udał się do Konstantynopola, by
spotkać się z siostrami, a następnie pospiesznie powrócił do
umiłowanego pustelniczego trybu życia. Kolejne pięć lat spędził
w Skicie Beroea. Napady Albańczyków zmusiły go do udania
się na Świętą Górę. Tam z miłością został przyjęty przez ojców
w Wielkiej Ławrze św. Atanazego. Wiódł życie pustelnicze
poza monasterem w maleńkiej pustelni św. Sabbasa. Jedynie
na soboty i niedziele przychodził na Boską Liturgię do braci.
Pozostałe dni i noce upływały mu na modlitwie.
Pewnego razu samotnie modlił się w celi przed ikoną
Przeczystej Bogarodzicy i prosił Ją o usunięcie wszelkich
DZIEŃ CZTERNASTY 343

przeszkód stojących na drodze do doskonałego milczenia oraz


by wzięła go pod Swą opiekę. Najmiłosierniejsza Pani —
w odpowiedzi na żarliwą modlitwę Grzegorza — objawiła się
przed nim w otoczeniu wielu odzianych w światłość mężów.
Zwróciła się do otaczających ją aniołów:
— Odtąd na zawsze troszczcie się o zaspokojenie potrzeb
Grzegorza i jego braci.
Od tego czasu, jak o tym wspominał później sam Święty,
rzeczywiście, w jakimkolwiek położeniu by nie był, zawsze
doświadczał szczególnej Opatrzności Bożej. Innym razem, gdy
skupiony był na modlitwie, zapadł w drzemkę. Wydało się mu,
że w ma w rękach naczynie wypełnione po brzegi czystym
mlekiem; po chwili mleko w naczyniu przybrało postać wina
i rozszedł się zapach przedziwnej wonności. Wówczas Grzegorza
ogarnęła święta radość. Zjawił się przed nim odziany w światłość
młodzieniec i rzekł:
— Dlaczego nie zwracasz uwagi na ten cudowny napój,
który ci został dany? Wszak to dar Boży!
— Komu dawać ten napój, skoro nie ma tych, którzy go
pragną? — zapytał Grzegorz.
— Chociaż obecnie rzeczywiście nie ma pragnących tego
napoju, to — mimo wszystko — nie powinieneś lekceważyć
daru Bożego, z którego korzystania będziesz musiał zdać sprawę
przed Panem.
Po tych słowach widzenie się skończyło. Św. Grzegorz
wyjaśnił je sobie w sposób następujący: mleko oznaczało dar
słowa, czyli takie nauczanie, które mogą zrozumieć ludzie
prostego serca, szukający duchowego kierownictwa, a przemiana
mleka w wino oznaczała, że z czasem nastanie potrzeba również
głębszych pouczeń o prawdach wiary Chrystusowej. W krótkim
czasie po tym objawieniu Grzegorza wybrano na ihumena
Monasteru Esfigmenu. Niedługo jednak tam był, gdyż pragnienie
milczenia i życia pustelniczego skierowały go ponownie do
344 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Wielkiej Ławry św. Atanazego. Osiągnął tutaj taką duchową


doskonałość, że wielu świętych mężów podziwiało jego życie
w cnocie, nazywając go „nosicielem Boga” ze względu na
czynione cuda. Wyrzucał biesy, siłą modlitwy przywracał bezpłodnym
drzewom moc owocowania, przepowiadał przyszłość. Nie ominęły
go jednakże liczne i częste pokusy, według Słowa Bożego: „Tak
też wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie,
będą prześladowani” (2 Tm 3,12). Wszystko znosił z radością,
dążąc do tego, by jego „[. . . ] wypróbowana wiara okazała się
daleko cenniejsza od zniszczalnego złota, które próbuje się
w ogniu” (1 P 1,7).
Św. Grzegorz Palamas wiele wycierpiał w walce z herezjami,
które w owym czasie wzburzyły Kościół Boży. Szczególnie
wsławił się potępieniem kłamliwych nauczycieli, którzy odrzucali
prawosławną naukę o duchowym świetle, rozświetlającym wewnętrznego
człowieka, a niekiedy widzianym również na jawie, jak to było
na Taborze w czasie Przemienienia Pańskiego i na obliczu
Mojżesza po jego spotkaniu z Bogiem na Synaju (por. Wj
34,29–30). W tym czasie na Athos przybył z Kalabrii pewien
uczony mnich imieniem Barlaam, który wraz ze swymi zwolennikami
wprowadził niepokój w Kościele Chrystusowym i zakłócił bluźnierstwami
spokój athonickich mnichów. Przez dwudzieścia trzy lata troskliwy
pasterz mężnie walczył z Barlaamem. Jak wiele wycierpiał
w tym czasie, trudno nawet opisać.
Barlaam nauczał o świetle Taboru, jako o czymś materialnym,
stworzonym, jawiącym się w przestrzeni i barwiącym powietrze,
a zatem o czymś, co można było zobaczyć cielesnymi oczyma,
zanim zostały oświecone łaską. Stworzonymi nazywał on wszystkie
energie Boga, a nawet dary Ducha Świętego. Tym samym nie
odróżniał Boga od stworzeń. Odrzucał światło i błogosławieństwo
sprawiedliwych w Królestwie Ojca Niebieskiego, moc i energie
Trójjedynego Boga. W ten sposób Barlaam i jego zwolennicy
wprowadzali podział Boga na niestworzonego i stworzonego.
DZIEŃ CZTERNASTY 345

Tych zaś, którzy Boską światłość, wszelką moc i wszelkie


energie uznawali za niestworzone i zawsze istniejące, nazywali
politeistami, czyli wyznawcami wielu bogów. Uważając wiarę
athonickich mnichów w możliwość kontemplacji światła Bożego
cielesnymi oczyma i praktyki przygotowujące do tego za szaleńcze
wymysły, Barlaam jawnie zbuntował się przeciwko praktykowanej
przez nich modlitwie i przeciwko ich doświadczeniu mistycznemu.
Zanim jednak oszczerstwa Barlaama stały się głośne, heretyk
ten został wygnany z rozkazu patriarchy. Z gniewem i żalem
udał się do Salonik, gdzie rozgłaszał swe oszczerstwa. Nie będąc
w stanie sprostać oratorskiemu kunsztowi biegłego w naukach
Barlaama, sołuńscy mnisi zmuszeni byli wezwać z Athosu
błogosławionego Grzegorza. Po przybyciu do miasta Święty
początkowo działał łagodnie, ale widząc, z jakim kłamcą ma
do czynienia, oraz jakie są skutki jego postępowania w Kościele,
zaczął traktować wystąpienia Barlaama bardzo poważnie. Walczył
z nim nie tylko słowami, ale poprzez swe dzieła, w których
z wielką mądrością pisał o największych prawdach Bożych. Sam
Barlaam, doświadczywszy mocy tych dzieł, zmuszony został
do pozostawienia w spokoju athonickich mnichów, ale za to
ze wszystkich sił skoncentrował się na walce ze sługą Bożym.
Gdy nie zdołał pokonać Świętego, udał się do Konstantynopola,
gdzie na wszelkie sposoby żalił się patriarsze Janowi XIV (1332–
1347) na Grzegorza Palamasa i athonickich mnichów.
Święty przez trzy lata przebywał w Salonikach, gorliwie
nauczając podstawowych prawd wiary i broniąc czystości prawosławia.
W wolnym czasie trwał w całkowitym odosobnieniu i milczeniu,
oczyszczając swe serce łzami skruchy. Chciał, by jego życie
w jak największym stopniu przypominało życie na pustyni.
W odległej części domu zbudował sobie maleńką celkę, w której
mógł bez łączności ze światem pogrążyć się w milczeniu.
Pewnego razu, w święto Antoniego Wielkiego, gdy inni mnisi
— uczniowie błogosławionego Izydora — byli na Całonocnym
346 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Czuwaniu, a Grzegorz pozostawał w zatworze, niespodziewanie


miał widzenie. Objawił się mu św. Antoni i rzekł:
— Dobre jest trwanie w całkowitym milczeniu, ale trzeba
pamiętać, że bycie z braćmi niekiedy też jest potrzebne,
szczególnie w czasie modlitw i śpiewania psalmów. Powinieneś
teraz być z braćmi na Całonocnym Czuwaniu.
Błogosławiony natychmiast udał się do braci, którzy przyjęli
go z radością. Nabożeństwo upłynęło im w poczuciu szczególnego
świętowania.
Po zakończeniu teologicznych dzieł, biorących w obronę
athonickich mnichów i obaleniu heretyckiego mędrkowania,
św. Grzegorz powrócił na Świętą Górę.
Wkrótce po tym, jak św. Grzegorz ratował Kościół przed
atakami heretyków, otrzymał on nieprzemijącą sławę na Ziemi
i wieniec sprawiedliwości w Królestwie Niebieskim. Tymczasem
Barlaamowi udało się pozyskać patriarchę Konstantynopola,
Jana XIV. Doprowadził do tego, że patriarcha zawezwał Grzegorza
Palamasa wraz ze zwolennikami na sąd kościelny. Nie mogąc
znieść kłamliwych nauk arianizmu, które mogły wzruszyć podstawy
wiary chrześcijańskiej, św. Grzegorz, przepełniony Duchem
Świętym, wystąpił z żarliwą obroną prawosławia i athonickich
starców. W celu rozwiązania problemu i umocnienia prawosławia
w Konstantynopolu zwołany został przez pobożnego cesarza
Andronika III Paleologa (1328–1341) sobór (1341 r.), na który
przybył Barlaam wraz ze swymi uczniami. Na soborze, odbywającym
się w Hagia Sophia, potępiono błędne poglądy Barlaama i Akindynosa
oraz ich zwolenników.
Barlaam nie mógł znieść hańby, więc udał się do Italii,
gdzie przeszedł na katolicyzm. W Bizancjum pozostali jednak
jego przyjaciele, na których oddziaływał swymi listami. Starał
się zaszczepić w nich naukę Kościoła Zachodniego. Plewy
jego kłamstw rozsiewał mnich Akindynos. Przeciwko niemu
w Konstantynopolu zwołano nowy synod, na którym św. Grzegorz
DZIEŃ CZTERNASTY 347

z jeszcze większą mocą ujawniał błędy nauczania Barlaama


i Akindynosa o świetle Taboru. Patriarcha trzymał jednak
stronę Akindynosa i uznał św. Grzegorza Palamasa za winnego
zamieszania w Kościele, jakie wówczas miały miejsce. Mało
tego, Akindynosa wyświęcono na diakona, a Grzegorza zamknięto
w mrocznej celi, gdzie więziono go przez cztery lata.
Taka niesprawiedliwość patriarchy nie pozostała bez kary.
Pobożna cesarzowa Anna (wdowa po cesarzu Androniku III
Paleologu), gdy dowiedziała się o poczynaniach patriarchy
i jego przywiązaniu do Akindynosa, który już na dwóch synodach
został nazwany heretykiem i wrogiem Kościoła, dowiodła jego
niegodności. Patriachę, który popadł w heretyckie mędrkowania,
pozbawiono katedry i wspólnoty z Kościołem. Tak oto doszło
do przywrócenia pokoju w Kościele. Św. Grzegorza uwolniono.
Za żarliwość w obronie prawosławia i walkę z herezją z woli
patriarchy Izydora I (1347–1349) i cesarza Jana VI Kantakuzena
zmuszony został zgodzić się na przyjęcie święceń i podniesienie
do godności arcybiskupa w Salonikach. Ze względu jednak na
zamieszanie, jakie było wówczas w Salonikach, nowy arcybiskup
nie został przyjęty przez swoją trzodę. Udał się więc na
umiłowaną Świętą Górę Athos.
W czasie Święta Narodzenia Przenajświętszej Bogarodzicy
pewien pobożny kapłan z Salonik, przygotowując się do celebracji
Boskiej Liturgii, w pokorze modlił się do Pana, aby objawił
mu, czy rzeczywiście Grzegorz — jak uważa lud — pobłądził
w swych naukach o życiu mnisim i kontemplacji duchowej, czy
też jest inaczej. Kapłan prosił, by to objawienie zostało dane
jego sparaliżowanej córce, która już od trzech lat leżała bez
ruchu. W modlitwie wypowiedział on następujące słowa:
— Panie, jeśli Grzegorz jest prawdziwie Twym sługą, to
za sprawą jego modlitw niech moja nieszczęsna córka odzyska
zdrowie!
Pan wysłuchał kapłana: jego córka wstała z pościeli całkowicie
348 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

zdrowa, jakby nigdy nie chorowała. Ów cud rozsławił św. Grzegorza,


ale zamieszki w Salonikach ciągle jeszcze trwały. Wówczas
serbski król Stefan Duszan (1336–1355), który panował również
nad Bułgarią, wiedząc o cnotach i zasługach Grzegorza dla
Kościoła Bożego, zwrócił się do niego z usilną prośbą, aby
zasiadł on na katedrze metropolitalnej w Bułgarii. Królowi
Stefanowi nie udało się jednak przekonać do tego św. Grzegorza.
Na Athosie hierarcha nie znalazł spokoju. W krótkim czasie
potrzeby Kościoła ponownie wezwały go do Konstantynopola.
Stąd udał się na wyspę Lemnos. Tam uczynił wiele cudów oraz
przepowiadał Słowo Boże. Pozostał tu, aż mieszkańcy Salonik
poczuli, że konieczna jest jego obecność i sami go przywołali
do siebie. W tym celu wysłali na Lemnos przedstawicieli
duchowieństwa i wyższych dostojników. Z niewypowiedzianą
radością powitał lud swojego arcypasterza w Salonikach. Zamiast
zwyczajnych pieśni pochwalnych śpiewano paschalne hymny
i kanon. Po trzech dniach Święty — otoczony wielką liczbą
wiernych — poprowadził uroczystą procesję z krzyżem i celebrował
Boską Liturgię. W tym czasie Bóg rozsławił Swego wybrańca
za sprawą nowego cudu. Syn jednego z kapłanów cierpiał na
padaczkę. Gdy nadszedł czas Komunii Świętej, kapłan upadł
do nóg arcypasterza i pokornie prosił, aby on sam udzielił
Ciała i Krwi Pańskiej jego choremu synowi. Poruszony pokorą
kapłana i cierpieniami chłopca, Grzegorz wypełnił jego prośbę
i młodzieniec został uzdrowiony.
Innym razem, w Święto Narodzenia Przenajświętszej Bogarodzicy,
św. Grzegorz celebrował Boską Liturgię w żeńskim monasterze.
W czasie Eucharystii jedna z mniszek, która nie widziała na
jedno oko, podeszła i nakryła swe oko jego arcypasterską szatą.
W tej samej chwili przejrzała.
Błogosławiony Grzegorz uczynił wiele innych cudów. Kościół
w Salonikach cieszył się wówczas pokojem i pomyślnością.
Tymczasem Grzegorza czekały nowe zmagania duchowe i wielkie
DZIEŃ CZTERNASTY 349

cierpienia. Zwolennicy Barlaama i Akindynosa nie ustawali


we wprowadzaniu zamętu swymi heretyckimi mędrkowaniami.
Wówczas ponownie św. Grzegorz śmiało przystąpił do walki,
by bronić prawdziwej wiary. Walczył z nimi słowem i za
pośrednictwem swych dzieł. W wyniku silnego wzburzenia,
jakie ogarnęło Kościół Chrystusowy, cesarz i patriarcha uznali
za konieczne zwołanie nowego synodu, na który przede wszystkim
wezwali św. Grzegorza. Wrogowie Kościoła, tak jak i wcześniej,
zostali poniżeni i zhańbieni. Liczne przemowy i argumentacje
dogmatyczne arcypasterza zamknęły usta heretykom. Cesarz
pożegnał Świętego z szacunkiem, a patriarcha błogosławieństwem.
Grzegorz udał się do swej trzody w Salonikach. W owym czasie
był tam cesarz Jan V Paleolog i nie dopuścił on, by Grzegorz
wrócił na Świętą Górę.
W Salonikach Błogosławiony zapadł na ciężką i chroniczną
chorobę, tak że wszyscy obawiali się o jego życie. Bóg przedłużył
je dla nowych zmagań duchowych. Grzegorz nie zdążył jeszcze
całkiem wydobrzeć, gdy otrzymał od Jana V Paleologa pismo,
które było zaproszeniem do Konstantynopola. Był tam potrzebny,
aby zażegnać spory i niesnaski w rodzinie cesarskiej pomiędzy
Janem Paleologiem a jego teściem — Janem Kantakuzenem.
Święty udał się w drogę, ale został pochwycony w niewolę
przez muzułmanów i odwieziony do Azji. Sprzedawano go z rąk
do rąk, z miasta do miasta. Wolą Bożą było, aby on — jak
Apostoł — udając się od miasta do miasta głosił Ewangelię
Chrystusową i umacniał prawosławnych chrześcijan w wierze.
Swoim nauczaniem wyjaśniał trudne do zrozumienia prawdy
o zbawieniu. Rzeczywiście: był on prawdziwym apostołem
Chrystusowym. Z odwagą wchodził również w dyskusje o wierze
z mahometanami i heretykami. Niewiernych rozjaśniał światłem
Ewangelii, a będących w niewoli chrześcijan umacniał i pocieszał,
przekonując ich, by bez narzekania nieśli swój męczeński krzyż,
oczekując nagrody w Królestwie Niebieskim. Przeciwnicy św. Grzegorza
350 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

zdumiewali się jego mądrością i łaską wypływającą z jego


ust. Niektórzy z nich wyrządzali mu jednak wiele cierpienia.
Doszłoby nawet do męczeńskiej śmierci Błogosławionego, gdyby
sami mahometanie nie uchronili go, spodziewając się otrzymania
za niego wielkiego okupu. Tak też się stało. Po roku Bułgarzy
wykupili Grzegorza z rąk muzułmanów i przywrócili Kościołowi
w Salonikach.
Powrót św. Grzegorza z niewoli naznaczony był nadzwyczajną
obecnością zastępów anielskich, unoszących się nad nim i wychwalających
go pełnymi słodyczy pieśniami, aż poruszyła się przystań,
do której miał przybić statek ze Świętym na pokładzie. Św.
Grzegorz był wybranym naczyniem Bożym. Wyróżniał się
łagodnością, pokorą i dobrocią. Zarazem też śmiało kontynuował
walkę przeciwko wrogom Boga i wiary prawosławnej, osądzając
i zwyciężając heretyków mieczem Słowa Bożego. Był wielkoduszny
i cierpliwy we wszelkich cierpieniach i niepowodzeniach. Każdego
rodzaju prześladowanie uważał za przynoszące mu cześć oraz
chwałę: dla prawdziwego ucznia Chrystusowego jarzmo Pana
było dobre, a brzemię lekkie.
Otaczany był podziwem tak przez wierzących, jak i niewierzących.
Jego oczy ciągle trawił ból z powodu nieustannie wylewanych
modlitewnych łez. Uśmierzywszy wszelkie pożądliwości i podporządkowawszy
ciało duchowi, Święty swymi zmaganiami duchowi wprowadzał
pokój w Kościół Boży.
W ciągu ostatnich trzech lat życia mocą łaski Bożej uczynił
wiele cudów, przywracając chorym zdrowie. Dwukrotnie wybawił
z choroby swego przyjaciela, hieromnicha Porfirego. Na krótko
przed śmiercią uzdrowił znakiem krzyża i modlitwą pięcioletnie
dziecko złotnika, które cierpiało na ciągłe krwotoki.
Wkrótce potem św. Grzegorz zachorował. Czując nadchodzący
kres ziemskiego żywota, przepowiedział dokładnie tym, którzy
go otaczali, kiedy nastąpi czas jego odejścia do życia wiecznego.
DZIEŃ CZTERNASTY 351

13 listopada, po Święcie św. Jana Chryzostoma, tak oto mówił


do bliskich:
— Bracia moi! Teraz odejdę od was do Pana. Wiem o tym,
gdyż dzisiaj ukazał mi się św. Jan Chryzostom i jako przyjaciela
z miłością przyzywał do siebie. . .
Rzeczywiście tak się stało. 14 listopada 1360 r. św. Grzegorz
odszedł do Pana. Gdy umierał, będący przy nim usłyszeli
szept. Starali się wsłuchać w to, co mówi, ale udało im
się tylko zrozumieć: „Do góry, do góry. . . ”. Z tymi słowami
jego święta dusza oddzieliła się od ciała. Oblicze Grzegorza
zajaśniało światłem, czego świadkiem byli ci, którzy przyszli,
aby pożegnać Świętego ostatnim pocałunkiem. W ten sposób
chciał Bóg rozsławić Swego wiernego wybrańca, który w czasie
ziemskiego życia był jaśniejącym mieszkaniem łaski Bożej.
Po śmierci św. Grzegorz pomaga przyzywającym jego wstawiennictwa
i wyjednuje u Boga łaski uzdrowień tym, którzy przychodzą
z wiarą do jego relikwii.

Żywot świętego Filipa Irapskiego

a panowania Wasyla Iwanowicza — wielkiego księcia moskiewskiego


i całej Rusi (1505–1533) — w okolicach Wołogdy pojawił
się chłopiec imieniem Teofil. Zamieszkał u człowieka imieniem
Wasyl. Chłopiec każdego dnia udawał się na służbę Bożą. Noce
spędzał na modlitwie i nieustannym czuwaniu. Pokora Teofila,
jego łagodność i umiłowanie modlitwy, zdumiewały wszystkich.
Nikt nigdy nie widział, by brał on udział w dziecięcych
zabawach czy śmiał się. Opowiedziano o nim św. Korneliuszowi,
który nakazał, aby przyprowadzić do niego chłopca. Łagodnie
wypytał go, kim jest, skąd pochodzi, jak ma na imię i gdzie
352 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

mieszkają jego rodzice. Chłopiec zapłakał i oddał pokłon


Świętemu, a następnie rzekł:
— Wybacz mi, szlachetny ojcze, ale nie pamiętam rodziców.
Straciłem ich, gdy byłem bardzo małym dzieckiem. Wiem, że
byli wieśniakami. Mam na imię Teofil. Tułałem się, karmiąc
się Słowem Bożym. Nie wiem, jak dotarłem tutaj. Teraz żyję
u swego gospodarza. Proszę cię, czcigodny ojcze, pozwół mi
popracować w twoim monasterze, ile tylko będę w stanie.
Św. Korneliusz dostrzegł swymi widzącymi przyszłość oczyma,
że chłopiec będzie wybranym naczyniem Bożym. Nakazał, by
przyjęto go do monasteru i skierowano do ryzniczego. Chłopiec
miał wówczas dwanaście lat. Zaczął żarliwie służyć braciom,
wyróżniając się wielkim posłuszeństwem i pokorą. Ryzniczy
powiadomił św. Korneliusza o gorliwości chłopca. W niedługim
czasie wszyscy mnisi go polubili. Gdy ukończył piętnaście lat,
św. Korneliusz przywołał go i rzekł:
— Moje drogie dziecko, myślę, że w pełni jesteś godzien
postrzyżyn na mnicha.
Teofil z radością odrzekł:
— Dusza moja pragnie tego najbardziej, więc proszę cię,
święty ojcze, byś nie zwlekał z wypełnieniem tego dobrego
i podobającego się Bogu dzieła.
Sam Korneliusz postrzygł chłopca na mnicha. Dano mu
wówczas imię Filip i powierzono doświadczonemu oraz pobożnemu
Flawianowi, aby był jego kierownikiem duchowym. Flawian
nauczył Filipa sztuki czytania i pisania, tak by chłopiec mógł
studiować Pismo Święte. Przez wiele lat Filip zmagał się
duchowo, wypełniając wszystkie powierzone mu obowiązki.
Pełnił posługi w cerkwi, pracował w piekarni, nosił wodę i drwa.
W ciągu dnia wykonywał różne prace, a nocą się modlił.
Szczególnie surowo zachowywał posty, dając tym samym przykład
prawdziwej wstrzemięźliwości. Bracia podziwiali zmagania duchowe
Filipa i zaczęli prosić Korneliusza, aby wyświęcił go na kapłana.
DZIEŃ CZTERNASTY 353

Błogosławiony ochoczo spełnił ich prośbę. Wówczas Filip wzmógł


swoje zmagania duchowe, co spowodowało tym większy podziw
braci dla jego cnotliwego życia. Filip, widząc to, bardzo się
zasmucił.
— Biada mi! — pomyślał. — Już otrzymałem nagrodę od
ludzi. Czegoż jeszcze mogę oczekiwać od Pan w dzień sądu?
Chwała u ludzi jest dla mnie powodem smutku i bólu.
Pragnąc uciec od sławy, postanowił porzucić monaster
i udać się tam, gdzie wskaże mu Pan. O swoim zamierzeniu
powiedział Korneliuszowi. Święty starzec udzielił mu pouczenia,
dał swoje błogosławieństwo i w pokoju wyprawił w drogę. Filip
przed odejściem modlił się do Przenajświętszej Bogarodzicy:
— Usłysz mnie, Pani, która szybko przychodzisz z pomocą.
Wybaw mnie od smutku i bólu, które trawią me serce.
Gdy nocą trwał na modlitwie i śpiewał kanon ku czci
Hodegetrii, nagle usłyszał głos:
— Umiłowany mój sługo, wyjdź stąd i udaj się tam, gdzie
ci wskażę!
Święty popatrzył w okienko i zobaczył, że na południu
jaśnieje wielkie światło. Przestraszył się i wybiegł ze swojej celi.
— To jest to miejsce — pomyślał — które wskazano mi
z wysoka. Niech będzie wola Boża.
Po powrocie do celi dokończył modlitwę i długo rozmyślał
o widzeniu. Gdy rankiem szedł do cerkwi, ponownie usłyszał
głos:
— Wyjdź z tego monasteru i udaj się tam, gdzie ci wskażę!
W pełni przekonany co do słuszności swego postępowania
następnej nocy opuścił monaster. Nie wziął ze sobą niczego
poza tym, w co był odziany. Udał się do Monasteru Najmiłosierniejszego
Zbawiciela, leżącego nad jeziorem Kubeńskim, w południowo-
-zachodniej części Guberni Wołogodzkiej. Stamtąd ruszył w dalszą
drogę, szukając miejsca dogodnego do trwania w milczeniu
i zmagań duchowych. Karmił swą duszę takimi myślami:

22*
354 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Uciekam od życia zmysłowego, które chce zaspokajać


pożądliwości ciała, jak niegdyś Naród Wybrany uciekał od
niewoli egipskiej. Unikamy chciwości pieniędzy, bowiem jest ona
korzeniem wszelkiego zła. Niech Pan będzie mym przewodnikiem
i nauczycielem!
W końcu św. Filip dotarł nad Jezioro Białe. Wędrował, aż
znalazł przepiękne i odosobnione miejsce nad rzeką Andogą,
w Guberni Nowogrodzkiej.
— Tam pokój mój, gdzie jest radość! — wykrzyknął i z wdzięcznością
modlił się do Pana.
Znużony długą drogą legł u podnóża rozłożystej sosny
i zasnął. We śnie objawił mu się Anioł Pański i rzekł:
— Filipie, to miejsce przygotował ci Pan.
Błogosławiony przebudził się i zaczął się modlić do Przenajświętszej
Trójcy. Następnego dnia rano udał się do władcy tych ziem —
kniazia Andrzeja Wasyliewicza Szeleszpańskiego. Filip poprosił
go, aby mógł zamieszkać na miejscu, gdzie miał widzenie. Kniaź
wraz z Błogosławionym udał się na to miejsce i oznaczył obszar
od rzeki Andogi do Małego Irapu, który oddał mu w posiadanie.
Święty otoczył to miejsce płotem i wybudował na brzegu rzeki
małą celę. Tam modlił się o zbawienie swej duszy.
Kniaź Andrzej miał brata imieniem Jan. Gdy opowiedział
mu, że na terenie ich włości osiedlił się mnich, ten z poduszczenia
diabelskiego rozgniewał się na brata i Świętego. W obecności
ludu oraz kapłanów zaczął poniżać kniazia:
— Wpuściłeś na naszą ziemię jakiegoś człowieka nie pytając
mnie o zgodę. Pójdę więc i przegonię go stąd. Nie pozwolę mu
tam żyć!
Daremnie Andrzej wraz kapłanami i ludem starali się
przekonać Jana, by nie czynił żadnego zła świętemu człowiekowi.
Jan jeszcze bardziej się rozzłościł, wskoczył na konia i pogalopował,
by wygnać Świętego. Gdy dojechał do Małego Irapu, koń nagle
się zatrzymał i nie chciał przekroczyć strumienia. Jan uderzył
DZIEŃ CZTERNASTY 355

go biczem. Nic to nie pomogło, bowiem zwierzę przestało go


słuchać i galopem ruszyło w drogę powrotną. Przed cerkwią pw.
św. Mikołaja Cudotwórcy koń zrzucił księcia, a sam ruszył dalej
jeszcze dwie wiorsty, po czym padł martwy. Natomiast kniaź,
upadając, tak nieszczęśliwie uderzył się o kamień, że zmarł.
Andrzej pochował Jana i udał się do św. Filipa. Chciał mu
dać srebro, aby odprawił panichidę za brata. Święty nie przyjął
pieniędzy, ale poprosił o ziemię między dwoma strumieniami:
Wielkim Irapem i Małym Irapem. Andrzej ochoczo spełnił jego
prośbę. Nadał mu tę ziemię oraz przykazał swym chłopom
we wszystkim słuchać i pomagać św. Filipowi. Od tego czasu
książę oraz wielu innych ludzi często zwracali się z prośbą
o modlitwę i pouczenia duchowe. Błogosławiony wybudował
kapliczkę i celę. Zamierzał też wznieść świątynię ku czci Trójcy
Przenajświętszej. Wielu przychodziło do Filipa, aby pomodlić
się w jego kapliczce. Święty pouczał ich o tym, co pożyteczne
dla duszy:
— Posłuchajcie, ojcowie i dzieci: uczyńmy to, co dobre
i pożyteczne dla dusz naszych, wybudujmy cerkiew pw. Trójcy
Przenajświętszej.
Słysząc te słowa lud ochoczo przystąpił do dzieła. W krótkim
czasie z Bożą pomocą wzniesiono cerkiew i ją przyozdobiono.
Sam kniaź ofiarował księgi liturgiczne i utensylia. Powstający
monaster nazwano Krasnoborskim Monasterem Filipa Irapskiego.
Sława o Świętym rozchodziła się wszędzie; wielu przychodziło
do niego i prosiło o modlitwę oraz pouczenia duchowe. Wszystkich
przybywających Błogosławiony przyjmował, uczył o zbawieniu,
modlił się, dodawał otuchy i pocieszał.
— Żyjmy w pokoju i łagodności. Miłujcie waszych rodziców
i ich szanujcie. Niech zachowa was Bóg w pokoju i ciszy.
Kochajcie wszystkich waszych krewnych, ubogich i potrzebujących;
oni przecież są naszymi bliźnimi. Pamiętajmy, że sam Pan
umiłował ubogich. Bracia, nie wynośmy się ponad innych,
356 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

ale bądźmi łagodni i pokorni — „Bóg bowiem sprzeciwia się


pysznym, a pokornym daje łaskę” (1 P 5,5).
Tak pouczając innych, św. Filip z tym większą żarliwością
zmagał się duchowo. Ciągle śpiewał natchnione przez Boga
psalmy Dawida i dokładnie wypełniał całą regułę życia mnisiego.
Szczególnie zalecał wszystkim modlitwę słowami psalmów:
— Wiedzcie, dzieci, że nic tak bardzo nas nie chroni przed
biesami jak śpiewanie pieśni Dawidowych.
Pewnego razu, gdy Błogosławiony trwał na moditwie w swej
celi, nagle usłyszał głośny dźwięk trąby i zgiełk, dobiegający
jakby z pola bitwy. Św. Filip zdziwił się i pytał sam siebie:
— Skąd ten dźwięk trąb? Przecież tu nie ma żadnej bitwy. . .
Wówczas duch nieczysty, który spowodował ten hałas,
przybliżył się do Świętego i odpowiedział:
— Właśnie trwa bitwa. Walka toczy się przeciw tobie. Jeśli
nie chcesz jej prowadzić, to idź i śpij, a nie będziemy walczyć
z tobą.
Błogosławiony pomodlił się żarliwie, uczynił znak krzyża
i zawołał:
— „Bóg powstaje! W rozsypce są Jego wrogowie i uchodzą
przed Nim ci, którzy Go nienawidzą. Jak się rozwiewa dym,
unoszący się z pieca, jak wosk topnieje przy ogniu, tak giną
niezbożni przed obliczem Boga” (Ps 68,2–3).
Słowa psalmu wyciszyły zgiełk i biesy odeszły. Święty,
widząc to, wykrzyknął:
— O, jakże wielką moc ma Pan!
Od tej pory św. Filip tym intensywniej modlił się i pościł.
Diabeł nie mógł mu już więcej osobiście dokuczać, ale za to
nasłał na niego złych ludzi. Przyszli oni uzbrojeni i chcieli
wygnać go z miejsca wskazanego mu przez Boga. Będąc świadomy,
że czynią to z poduszczenia Szatana, Święty modlił się za swoich
prześladowców:
DZIEŃ CZTERNASTY 357

— Nie poczytuj im tego grzechu, Panie, ale przebacz im


wszystkie winy!
Ludzie, widząc jego cierpliwość i dobroć, mówili do siebie:
— Oto święty człowiek. Nie pamięta o wyrządzonym złu,
ale modli się za swych prześladowców.
Zdarzyło się też, że diabeł pod postacią mnicha przyszedł
do celi Świętego i zaczął stukać. Błogosławiony rzekł:
— Pomódl się.
Diabeł oparł:
— Teraz i zawsze, i na wieki wieków. . .
Ponownie Święty poprosił, aby przybysz wypowiedział modlitwę.
Diabeł powtórzył te same słowa, co przed chwilą. Św. Filip
więc trzeci raz przykazał mnichowi, by odmówił modlitwę, ale
usłyszał tę samą odpowiedź. Zatem rzekł:
— Powiedz tak: „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu,
jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen”.
Gdy bies usłyszał te słowa, szybko uciekł, jakby go palił
ogień. Wtedy św. Filip pogrążył się w zadumie. Myślał nawet,
by opuścić to miejsce, ale usłyszał głos: „Nie trać spokoju,
sługo Boży. Trwaj tutaj, jak ci to rozkazałem. Wówczas będziesz
godzien widzieć chwałę Bożą i osiągniesz pokój duszy”.
Przez długi czas Błogosławiony żył samotnie w swej pustelni.
Słysząc o jego zmaganiach duchowych, wielu pobożnych ludzi,
tak mnichów, jak i świeckich, z różnych stron przychodziło
do niego, aby porozmawiać o zbawieniu i dowiedzieć się, jak
wybawić duszę od grzechu. Częstymi gośćmi Świętego byli
chłopi z gminy Andoża. Przyjmował ich wszystkich z miłością
i dawał proste, krótkie, ale pełne ducha wskazówki o zbawieniu.
Mnichom mówił o trzech cnotach, które dają im władzę nad
siłami nieczystymi, a mianowicie: o powściągliwości w pragnieniach,
czuwaniu i modlitwie. Przypominał im również o sposobie życia
dawnych postników, którzy — odmawiając sobie wszystkiego
— w milczeniu służyli Bogu. Ludziom świeckim przykazywał
358 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

miłować bliźnich, a szczególnie pomagać ubogim oraz trwać


w prawdzie. Wskazywał on na moc ducha ojców i na słabość
współczesnych ludzi. Jako przykład wytrwałości w cierpieniu
wysławiał świętych męczenników i błogosławionych pustelników,
którzy z powodu doznanych mąk i wielkiego oganiczenia potrzeb
życiowych wiecznie trwają w pamięci ludzkiej. Uczył też kontrolowania
swych myśli oraz koncentrowania się na życiu wiecznym, a nie
obecnym, przemijającym. Na pytanie jednego z rozmówców,
dlaczego osądzamy innych, Błogosławiony odpowiedział:
— Kto osądza innych, ten jeszcze nie posiadł mądrości i nie
prowadził walki z samym sobą.
Ludziom, ciekawym jak wyglądało jego dziecięctwo, tak
mówił:
— Jestem synem chłopa. Od dzieciństwa tułałem się jako
bezdomny sierota. Karmiłem się Imieniem Chrystusa. Po przybyciu
do św. Korneliusza nauczyłem się życia mnisiego. W ciągu dnia
podejmowałem różne posługi w monasterze, a nocą modliłem
się, czyniąc po sto pokłonów na każdym z osiemnastu stopni
świątyni. Później osiadłem w Irapie.
Pewnego razu chłop imieniem Melecjusz przyszedł do św. Filipa
i prosił o radę. Żywiąc głębokie przywiązanie do Błogosławionego,
Melecjusz często odwiedzał monaster. Tym razem pozostał
na noc i rozmawiali do późnego wieczora. W końcu Święty
zaczął odmawiać wieczorne modlitwy, a Melecjusz zmęczony
zasnął. Około północy przebudził się i zawołał na św. Filipa,
ale nie było go w celi. Otworzył więc okienko — dostrzegł,
że Błogosławiony klęczy przed cerkwią ze wzniesionymi do
góry rękami i modli się; ręce jego jaśnieją jak zapalone świece.
Mężczyzna zamknął okno i zaczął modlić się do Trójcy Przenajświętszej,
zdumiony tym, co widział. Potem opowiadał o tym wielu,
a słuchający jego słów z tym większym szacunkiem traktowali
Świętego.
Św. Filip przeżył piętnaście lat w swej pustelni, pragnąc
DZIEŃ CZTERNASTY 359

błogosławionego pokoju i odejścia do Pana. Pokrzepiał się


słowami:
— Filipie! Bądź wytrwały i mężny.
Nieustannie modlił się i wołał z głębi swej czystej duszy:
— Boże i Władco wszystkiego! Daj pokój światu i zbaw
wszystkich prawosławnych chrześcijan. Obdarzaj ich pokojem
serca i cnotami oraz oczyść od wszystkich grzechów. Miłosierny
i cierpliwy Panie, czekasz na naszą skruchę i nie chcesz śmierci
grzesznika. Wielka jest Twoja łaskawość, a miłosierdzie Twoje
bez miary. Ciebie również przyzywam, miłosierna Pani, Przenajświętsza
Bogarodzico, która szybko przychodzisz nam z pomocą i wstawiasz
się za nami u Swego Syna, Jezusa Chrystusa.
Jeden z mnichów, imieniem German, ze Spaso-Kamiennego
Monasteru, znad jeziora Kubeńskiego, przyszedł do Świętego.
Prosił św. Filipa, aby pozwolił mu zamieszkać wraz z nim.
— Trudne i pełne cierpień jest życie tutaj, bracie — rzekł
Błogosławiony.
— Ojcze! Wszak cierpliwość w utrapieniach jest początkiem
zbawienia. Będę cierpiał ze względu na Chrystusa, ile tylko będę
w stanie — odrzekł German.
Od tego czasu zaczęli się wspólnie zmagać duchowo, tak
w pracy, jak i modlitwie. Widząc sposób życia św. Filipa,
German tym większą miał w niego wiarę; wiele z nim rozmawiał;
wypytywał o przeszłość, a wszystko, co usłyszał, zapisywał dla
przyszłych pokoleń.
Przez długi czas obydwaj mnisi zmagali się duchowo. Przewidując
koniec swego ziemskiego życia, Święty pewnego razu rzekł do
towarzysza:
— Proszę cię, umiłowany mój bracie, bądź ze mną aż do
mej śmierci, bowiem niedługo tutaj jeszcze będę z tobą. . .
Od tego czasu Święty jeszcze więcej czasu spędzał na
modlitwie. Odszedł do Pana w nocy 14 listopada 1537 r.
360 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

O północy German przebudził się. Zdumiał go przedziwny,


cudowny zapach, jaki roztaczał się po całej celi. Spojrzał na łoże
św. Filipa i zobaczył, że ten oddał już Panu swą duszę. Oblicze
sprawiedliwego jaśniało przedziwnym światłem. German, nie
będąc kapłanem, nie mógł sam pogrzebać Świętego. Z woli
Bożej rankiem przyszedł do pustelni kapłan Job. Razem z Germanem
pobożnie pochowali ciało św. Filipa.

Wspomnienie wyznających prawdziwą wiarę


cesarza Justyniana i cesarzowej Teodory

w. Justynian, cesarz Bizancjum (527–565), był Słowianinem.


Urodził się w miejscowości Werdiana, znajdującej się niedaleko
stolicy Bułgarii (niegdyś Srediec — obecnie Sofia). Jego wuj
Justyn, pochodzący również z Werdiany, udał się pieszo w kożuchu
baranim do Konstantynopola. Tam, dzięki swym wybitnym
zdolnościom, szybko osiągnął wysoką pozycję społeczną, aż
w końcu został cesarzem (518–527). Do Konstantynopola sprowadził
żonę Łupkinię i jej siostrę Biegłanicę, która była matką Uprawdy.
Po śmierci Justyna Uprawda wstąpił na tron i panował pod
imieniem Justyniana.
Justynian przeszedł do historii wsławiony wojnami, jakie
prowadził z wrogami Cesarstwa Bizantyjskiego oraz opublikowaniem
pełnego wydania praw rzymskich. Przede wszystkim zasłużył
się troską o Kościół i prawdziwą wiarę. Dbał o rozszerzenie
chrześcijaństwa i wykorzenienie pogaństwa. Zamknął pogańskie
szkoły w Atenach i nakazał, aby nauczycielami byli mnisi.
Pogaństwo było najbardziej dokuczliwe w samej stolicy Imperium,
jak również w Azji Mniejszej. W celu nawrócenia niewierzących
na chrześcijaństwo posłał do Azji Mniejszej Jana, biskupa
Efezu. Hierarcha ten ochrzcił siedemdziesiąt tysięcy pogan;
DZIEŃ CZTERNASTY 361

cesarz zaś wybudował dla nowo nawróconych dziewięćdziesiąt


świątyń.
Dążąc do rozprzestrzeniania chrześcijaństwa, Justynian miał
również na względzie zachowanie czystości wiary prawosławnej.
Za jego panowania wiele zamieszania wprowadzali Nestorianie,
którzy nauczali, że Chrystus nie był Bogoczłowiekiem oraz że
Bóstwo tylko mieszkało w Nim, jak w zwyczajnym człowieku.
Jeszcze więcej wzburzenia powodowali monofizyci, którzy uczyli,
że w Jezusie Chrystusie Boska natura pochłonęła ludzką.
Przeciwko tym herezjom Justynian ułożył pieśń: „Jednorodzony
Synu i Słowo Boże”, którą polecił śpiewać podczas Boskiej
Liturgii. Staraniem cesarza zwołano również Piąty Sobór Powszechny,
by osądzić nestoriańskie wpływy w dziełach Teodora z Mopsuestii,
Teodoreta z Cyru i Ibasa z Edessy.
Pełen wielkiej gorliwości o zachowanie prawdziwej wiary
Justynian wiele troszczył się o należytą celebrację nabożeństw
oraz Boskiej Liturgii i piękne przyozdobienie świątyń. W swoim
zbiorze praw umieścił on przepis o powszechnymi i uroczystym
obchodzeniu świąt: Bożego Narodzenia, Chrztu Pańskiego,
Zwiastowania Przenajświętszej Bogarodzicy, Apostołów i innych
świętych. Najwspanialszą budowlą Justyniana jest świątynia
Hagia Sophia — Najwyższej Mądrości Bożej w Konstantynopolu.
Ta świątynia, którą wzniósł sam cesarz Konstantyn, została
spalona za Justyniana w czasie jednego z buntów. Pobożny
władca zebrał najlepszych budowniczych oraz nie szczędził
złota i pieniędzy na odbudowę. Do dziś zdudowana przez niego
świątynia zdumiewa swą wielkością i pięknem.
Życie Justyniana było przepojone modlitwą. Zawsze pobożny,
szczególnie w czasie Wielkiego Postu zachowywał wstrzemięźliwość
i trwał na modlitwach. Po wielu latach panowania w pokoju
odszedł do Pana 14 listopada 565 r. Za zasługi dla Kościoła
i ze względu na pobożne życie został po śmierci zaliczony do
grona świętych. Wraz z nim do zastępów świętych zaliczono
362 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

jego małżonkę — cesarzową Teodorę, która w młodości była


grzesznicą, później jednak żałowała za popełnione grzechy
i dokończyła ziemskie życie w czystości i pobożności.
Dzień piętnasty

Męczeństwo świętych Gurija, Samona i Abiba

dy Kościół Boży był prześladowany przez niegodziwych cesarzy


Dioklecjana i Maksymiana, przypominał on statek na sztormowym
morzu. W owym czasie niedaleko Edessy żyli w samotności,
jakby w cichej przystani, dwaj pobożni i cnotliwi mężowie:
Gurij oraz Samon. Mimo że wychowali się w Edessie, to
nie chcieli w niej żyć ze względu na bezbożność i bezprawie
panujące w mieście. Uciekając od świata i jego trosk, opuścili
miasto. Oddalili się od niegodziwych ludzi, dążyli do Boga,
wierząc w Niego i służąc Mu dniem i nocą. Nie tylko sami
wytrwale pracowali dla Pana, ale również starali się innych
wprowadzić na drogę zbawienia. Wielu pogan dzięki nim przestało
oddawać cześć bożkom i zwróciło się do prawdziwego Boga.
Gdy dowiedział się o tym przedstawiciel rzymskich cesarzy
w Edessie, wojewoda Antonin, nakazał bez zwłoki pochwycić
ich oraz tych wszystkich, którzy przyjęli ich naukę.
Pojmani przez pogan Gurij i Samon oraz wielu wyznawców
Chrystusa zostali postawieni pod straż. Następnie Antonin
rozkazał, by przyprowadzono do niego pochwyconych chrześcijan.
Wszystkim nakazał, aby podporządkowali się cesarskiemu rozkazowi
i złożyli ofiarę bogom. Nikt nie odstąpił od swego Pana.
364 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

Wówczas wojewoda nakazał przyprowadzić ich na tortury.


Przyszło mu do głowy, że gdyby udało się skłonić do złożenia
ofiary bogom przewodników w wierze chrześcijańskiej, to i inni
— patrząc na nich — łatwiej daliby się do tego przekonać.
Rozkazał więc, by bito tylko przywódców trzody Chrystusowej:
Gurija i Samona. Pozostałych nakazał wychłostać i odesłać
do domów, pozornie ukazując swe miłosierdzie. Świętych zaś
zawezwał na sąd i rzekł:
— Cesarze nasi rozkazują wam, byście oddali pokłon wielkiemu
bogu Jowiszowi i okadzili jego posąg w świątyni.
Samon odrzekł:
— Nie dojdzie do tego, byśmy odstąpili od prawdziwej
wiary, za którą oczekujemy nieśmiertelnego życia. Nie pokłonimy
się przed dziełem rąk ludzkich.
Wówczas Antonin powiedział:
— Jesteście zobowiązani w każdym wypadku spełnić rozkaz
cesarski.
— Nigdy nie wyprzemy się świętej i nieskalanej naszej wiary
— stwierdził Gurij. — Nie zastosujemy się do złej i zgubnej
woli ludziej; wypełniamy wolę naszego Pana, który mówił: „A
do każdego, kto przyzna się do Mnie przed ludźmi, przyznam
się i ja przed Ojcem Moim w niebie. A tego kto by się zaparł
Mnie przed ludźmi, zaprę się i Ja przed Ojcem Moim w niebie”
(Mt 10,32–33).
Wtedy sędzia zagroził im śmiercią, w razie niepodporządkowania
się woli cesarza. Św. Samon śmiało rzekł:
— Oprawco! Wypełniając wolę naszego Stworzyciela nie
umrzemy, ale żyć będziemy na wieki; jeśli zaś zastosujemy się
do rozkazu cesarskiego, zginiemy.
Po tych słowach Antonin nakazał, by świętych wrzucić do
ciemnicy.
W tym czasie przybył do Edessy zarządca prowincji Myzji,
celowo przysłany przez cesarzy, by wydawać chrześcijan na
DZIEŃ PIĘTNASTY 365

śmierć. Wyprowadziwszy męczenników z lochu, postawił ich


przed sobą i powiedział:
— Wolą cesarzy całej Ziemi jest, abyście złożyli ofiarę
z wina i kadzidła na ołtarzu Jowisza. Jeśli tego nie uczynicie,
to skażę was na rozliczne męki. Będę was bić, powieszę za nogi
i ręce, a następnie wyłamię wszystkie wasze stawę. A gdy tego
będzie mało, to przygotuję dla was nowe cierpienia, których nie
zdołacie znieść.
Samon odpowiedział:
— Bardziej boimy się ognia nieugaszonego, przygotowanego
dla wszystkich odstępców od Pana, niż tortur, jakie wymieniłeś.
Ten bowiem, któremu składamy ofiarę duchową, umocni nas
do zniesienia męczarni i uczyni nas niezwyciężonymi. On
w końcu wybawi nas z twoich rąk i wprowadzi do jaśniejących
przybytków, gdzie panuje wieczna radość. Nie boimy się twoich
pogróżek, gdyż możesz uzbroić się przeciwko naszym ciałom,
a nie możesz zaszkodzić duszy, która — póki mieszka w ciele
— ciągle oczyszcza je cierpieniami, jakie ciało doświadcza.
„Dlatego nie zniechęcamy się. Chociaż nasze doczesne ludzkie
ciało ulega zniszczeniu, to jednak życie wewnętrzne odnawia się
z dnia na dzień” (2 Kor 4,16).
Zarządca ponownie nakazał:
— Przestańcie być nierozsądni! Posłuchajcie mej rady:
wypełnijcie cesarski rozkaz. Nie przeżyjecie bowiem tortur,
jakie wam przygotowałem.
Św. Gurij odpowiedział:
— Nie błądzimy, jak myślisz. Nie posłuchamy twej rady
i nie podporządkujemy się rozkazowi cesarskiemu. Nie jesteśmy
na tyle głupi i małoduszni, aby bać się bólu i z tej obawy
zagniewać naszego Pana. Jesteśmy sługami Boga, bogatego
w Swej dobroci — On oddał za nas Swą duszę. Jakże mamy nie
trwać przy Nim, choćby nawet do przelewu krwi? Umocnieni
366 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

przez Jezusa Chrystusa staniemy mężnie do walki z wrogiem,


aż go pokonamy.
Widząc niewzruszoność w wierze Gurija i Samona, oprawca
przystąpił do tortur. Rozkazał powiesić świętych, związawszy
rękę jednego z ręką drugiego i zawiesiwszy na ich nogach ciężki
kamień. Męczennicy cierpliwie trwali tak od godziny trzeciej
do ósmej. W tym czasie zarządca sądził innych chrześcijan.
Następnie zapytał świętych, czy podporządkują się rozkazowi
cesarskiemu i w ten sposób wyzwolą się od bólu. Oni zaś
niezmiennie wyznawali prawdziwą wiarę. Wówczas oprawca
nakazał odwiązać ich i wrzucić do małego lochu, do którego
nie dochodziło światło dzienne i nie docierało świeże powietrze.
Więziono ich tutaj od 1 sierpnia do 9 listopada. Z zakutymi
w dyby nogami cierpieli głód i pragnienie, nie ustawali jednak
w dziękczynieniu Panu.
Po tym długim okresie spędzonym w ciemnicy ponownie
wyprowadzono ich na sąd. Zarządca zapytał:
— Nie nudziło się wam tak długo przebywać w lochu?
Czy wasze zatwardziałe serca zmieniły się na tyle, by usłuchać
dobrej rady i oddać cześć naszym bogom oraz wyjść na wolność?
— Już wcześniej mówiliśmy i teraz to powtarzamy: nie
odstąpimy od Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Męcz nas, jak
chcesz. . . — odpowiedzieli święci.
Oprawca rozkazał, by odprowadzić Gurija do ciemnicy. Nie
chciał go torturować, aby nie przyspieszyć jego śmierci oraz
nie stracić nadziei, że może kiedyś uda się go skłonić do
bezbożności. Św. Samona nakazał powiesić za jedną nogę, do
dołu głową, a do drugiej nogi przywiązać żelazo. W tej pozycji
wisiał on od godziny drugiej do dziewiątej. Stojący wokół
żołnierze ze współczucia nakłaniali go, by usłuchał cesarskiego
rozkazu i wybawił się od tortury. Święty nic nie odpowiadał,
tylko z głębi serca modlił się do Pana i wspominał wielkie dzieła
Boże, jakie dokonały się w przeszłości:
DZIEŃ PIĘTNASTY 367

— Panie Boże mój, bez którego woli ani jeden wróbel nie
zostanie złapany w sieć (por. Mt 10,29), Ty serce Dawida
wyzwoliłeś z udręki (por. Ps 4,2) i sprawiłeś, że prorok Daniel
okazał się silniejszy od lwów (por. Dn 6,17–28). Widzisz słabość
naszej natury oraz przemoc, jaka na nas spada. Wróg usiłuje
zawładnąć Twym dziedzictwem. Ty jednak z miłosierdziem
spójrz na nas i zachowaj w nas niegasnące światło Twych
przykazań. Uczyń nas godnymi radowania się błogosławieństwem
niebieskim, gdyż błogosławiony jesteś na wieki wieków.
Jeden z kopistów zapisał słowa tej modlitwy. O godzinie
dziewiątej zarządca nakazał odwiązać Samona. Święty nie mógł
już stać na własnych nogach, gdyż kości w kolanach i biodrach
wyszły ze swych miejsc. Z rozkazu oprawcy odniesiono go zatem
do ciemnicy i położono obok św. Gurija.
15 listopada zarządca Myzji wstał o pianiu kogutów i poszedł
w otoczeniu zbrojnych do namiotu, gdzie odbywał się sąd.
Nakazał, by przyprowadzono więźniów. Św. Samon przyszedł
wspierając się na dwóch żołnierzach — kości jego nóg zostały
wyrwane ze stawów. Św. Gurija przyniesiono, gdyż nie był
w stanie iść. Nogi jego od ciągłego trzymania w dybach pokryły
się ranami i wykrzywiły się. Spojrzawszy na świętych, zarządca
powiedział:
— Mieliście wystarczająco dużo czasu, aby rozsądzić, co
wybrać: życie, czy śmierć? Powiedzcie zatem, co postanowiliście?
Czy w wystarczającym stopniu cierpieliście i zdecydowaliście
się, by wypełnić rozkaz cesarzy i w ten sposób pozostać w kręgu
żywych oraz cieszyć się dobrami świata?
Święci odrzekli:
— Zastanowiliśmy się i wybraliśmy to, co przyniesie nam
korzyść. Wybraliśmy śmierć za Chrystusa, wzgardziwszy życiem
na tym marnym świecie. Dosyć przeżyliśmy. Dusze nasze pragną
teraz przejść do niekończącego się dnia.
Zarządca mówił:
368 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Ciężko moim uszom słyszeć te słowa. Krótko sformułuję


moją radę: zapalcie kadzidło na ołtarzu Jowisza i idźcie do
domu. Jeśli tego nie uczynicie, rozkażę wam ściąć głowy.
— Nie mamy ochoty wiele z tobą mówić. Co chcesz czynić,
czyń bez zwłoki. Nie wyprzemy się bowiem, że jesteśmy sługami
Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Jemu tylko oddajemy pokłony
i odrzucamy wszelki kult bożków! — brzmiała odpowiedź.
Wówczas oprawca wydał wyrok, aby ich ściąć mieczem. Gdy
święci to usłyszeli, rozradowali się, że wkrótce spotkają się ze
swym Panem. Kat otrzymał rozkaz, by wywieźć męczenników
daleko poza miasto i tam ich ściąć. Z miasta wyjechano przez
północną bramę. Nikt z mieszczan o tym nie wiedział, bowiem
wszyscy byli pogrążeni jeszcze w głębokim śnie. Po dotarciu do
jednej z gór w okolicy Edessy żołnierze zatrzymali się i nakazali
ściąć głowy męczennikom. Święci poprosili o trochę czasu na
modlitwę. Po żarliwej rozmowie z Panem wyrzekli:
— Boże i Ojcze Pana naszego, Jezusa Chrystusa, przyjmij
w pokoju dusze nasze!
Zwracając się do wykonawcy wyroku, św. Samon powiedział:
— Czyń, co ci nakazano!
Wówczas, o brzasku dnia, wyznawcy skłonili święte głowy
pod miecz i zostali ścięci. Wierzący, gdy się dowiedzieli o śmierci
męczenników, zabrali ich ciała i ze czcią pochowali. Nie wiadomo
dokładnie, kiedy nastąpiła męczeńska śmierć św. Samona i św. Gurija.
Było to między 293 a 306 r.
Po upływie dłuższego czasu niegodziwy cesarz Licyniusz
(308–324) odłączył się od Konstantyna Wielkiego i rozpoczął
prześladowanie chrześcijan w Nikomedii. W ten sposób złamał
umowę, jaką miał z Konstantynem Wielkim. Cesarz Konstantyn
oddał Licyniuszowi za żonę swoją siostrę i wziął go na współrządcę
Cesarstwa Rzymskiego pod warunkiem, że on — chociaż poganin
— nie będzie wyrządzał chrześcijanom żadnej krzywdy, ale
dozwoli każdemu żyć zgodnie ze swoją wiarą. Tymczasem
DZIEŃ PIĘTNASTY 369

Licyniusz nie dotrzymał tego warunku i powstał na Wschodzie


przeciwko chrześcijanom. Wielu wierzących wydał na różnego
rodzaju męki.
Żył wtedy w Edessie diakon imieniem Abib, który chodził po
całym mieście od domu do domu i nauczał ludzi świętej wiary
oraz przekonywał, by mężnie wyznawać Chrystusa. Głoszeniem
Dobrej Nowiny wielu niewierzących kierował on na drogę
zbawienia, a wierzących umacniał w życiu podobającym się
Bogu. Dowiedział się o tym zarządca miasta i napisał do
cesarza Licyniusza, że żyje w Edessie chrześcijański diakon
Abib, który głosi kłamliwą naukę. Pytał też, co w tej sytuacji
czynić. Zamiarem zarządcy było uzyskanie podstawy prawnej
do prześladowania chrześcijan. Dotąd bowiem nie miał możliwości,
by skazywać na męki wyznawców Chrystusa. Cesarz szybko
odpisał, aby Abiba skazać na śmierć. Otrzymawszy pozwolenie,
zarządca nakazał odszukać diakona. Mieszkał on wówczas w nieznanym
nikomu domu wraz z matką i krewnymi. Starał się o rozprzestrzenianie
świętej wiary, którą krzewił w ukryciu. Dowiedział się, że
żołnierze szukają go po całym mieście. Sam opuścił swe schronienie
i odszukał żołnierzy, by wydać się w ich ręce. Spotkawszy
dowódcę imieniem Teotekna, rzekł:
— Oto ten, kogo szukacie. Jestem Abibem, którego polecono
wam znaleźć. Weźcie mnie i poprowadźcie do tego, kto was
posłał!
Teotekna spojrzał na niego i odrzekł:
— Człowiecze! Póki jeszcze nikt nie zauważył, że przeszedłeś
do mnie, odejdź i skryj się, aby jakiś inny żołnierz nie zobaczył
cię i nie pochwycił.
Abib powiedział:
— Jeśli ty mnie nie pojmiesz, sam pójdę do zarządcy
i wyznam Chrystusa.
Po tych słowach Teotekna zabrał Świętego do zarządcy. Na
przesłuchaniu Błogosławiony został zapytany o pochodzenie

23*
370 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

i imię. Najpierw wyznał, że jest chrześcijaninem, a następnie


powiedział, jak ma na imię oraz oznajmił, że pochodzi z wioski
zwanej Thelsea. Zarządca zmuszał Abiba do złożenia ofiary
bożkom. Próbował groźbami i pochlebstwami odwrócić go
od Chrystusa oraz skłonić do służby idolom. Diakon był
jak niewzruszona kolumna; pozostał niezłomny w wyznawaniu
Chrystusa. Oprawca nie mając możliwości, by skłonić go
słowami do bezbożności, zaczął zmuszać go do tego czynem.
Rozkazał, aby męczennika powieszono i szarpano jego ciało
żelaznymi pazurami. Po tej torturze ponownie próbował go
namówić, żeby oddał pokłon bożkom i złożył ofiarę na ołtarzu
im poświęconym. Święty zdecydowanie odpowiedział:
— Nic nie może mnie odłączyć od mego Boga! Choćbyś
nawet skazał mnie na cięższe tortury, nie odstąpię od mego
Pana.
Oprawca zapytał:
— Jakąż macie, chrześcijanie, korzyść z tych mąk, które
ponosicie za waszego Boga? Jaką macie korzyść z tego, że ciała
wasze są szarpane na części i dobrowolnie wydajecie się na
okrutną śmierć?
Męczennik odpowiedział:
— Jeślibyś zapragnął zwrócić się ku nadziei obiecanych
nam przez Boga nagród, to — bez wątpienia — prawdą są
słowa, które niegdyś wypowiedział Apostoł: „Sądzę wreszcie,
że cierpienia obecnego czasu są nie do porównania z chwałą,
jaka ma nas opromienić” (Rz 8,18).
Oprawca uznał słowa męczennika za głupie i roześmiał
się, po czym widząc, że nie może go odwrócić od jedynego
i prawdziwego Boga, skazał go na spalenie.
Za miastem wzniecono wielki ogień. Poprowadzono męczennika
na miejsce kaźni. On szedł, radując się, że będzie ofiarą
i całopaleniem dla Wszechmocnego. Za nim szli jego matka
i krewni. Święty w drodze pocieszał ich i przekonywał, by nie
DZIEŃ PIĘTNASTY 371

smucili się z jego powodu, ale przeciwnie, aby radowali się, gdyż
idzie do Chrystusa i będzie się za nich modlił. Po przybyciu na
miejsce Abib pomodlił się i ucałował na pożegnanie wszystkich
bliskich. Sam wszedł w ogień i oddał ducha swego Panu.
Gdy płomienie zgasły, matka i krewni znaleźli niespalone ciało
Abiba. Namaszczono je i ze czcią pogrzebano obok świętych
Gurija i Samona. Św. Abib zakończył swe ziemskie życie w tym
samym dniu i miesiącu, co oni, ale miało to miejsce w 322 r.
Po ustaniu prześladowań zajaśniała wiara prawosławna;
chrześcijanie zbudowali świątynię ku czci trzech świętych męczenników:
Gurija, Samona i Abiba. Ich relikwie złożono w jednym grobie.
W miejscu tym dokonywały się uzdrowienia chorych i wiele
innych cudów. Spośród nich opowiemy o jednym, o którym
wieść rozeszła się daleko poza okolice Edessy.
Heftalici ruszyli ze wschodu na Cesarstwo Bizantyjskie.
Ten barbarzyński lud, żyjący na terenach Afganistanu, zdobył
wiele miast. Doszli prawie do Edessy z zamiarem zdobycia jej
i zburzenia. Cesarz, pragnący obronić miasto przed wrogami,
zebrał wielu żołnierzy i posłał ich na pomoc Edessie. Wojsko
pozostało w mieście przez dłuższy czas, broniąc mieszkańców
przed atakami barbarzyńców. Jednym z żołnierzy był Got
z pochodzenia. Został zakwaterowany u pobożnej wdowy imieniem
Zofia; miała ona córkę Eutymię, którą strzegła jak źrenicę
oka. Eutymia była dziewicą wychowaną w bojaźni Bożej. Zofia
starała się ukryć córkę przed oczyma ludzkimi, gdyż była
ona bardzo piękna. Ukrywała ją w tajemnej komnacie, aby
nie ujrzał jej żaden mężczyzna. W czasie, gdy Got przebywał
w domu wdowy, zdarzyło się, że dwukrotnie zobaczył piękną
dziewczynę. Porażony jej urodą, zapłonął pożądliwością. Myślał
tylko, w jaki sposób ją oczarować i zdobyć. Poprosił matkę, by
dała mu córkę za żonę, mimo że miał już w swej ojczyźnie
żonę i dzieci. Udawał zatem, że jest wolny. Matka mu od-
mówiła:
372 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Nie oddam mojej jedynej córki! Jesteś tu przybyszem,


więc będziesz chciał ją zabrać ze sobą, a ja pozostałabym
w wielkim smutku. Nie mam innych dzieci, które mogłyby mnie
pocieszyć. Nie oddam jej, gdyż nie mogłabym żyć, gdybym nie
widziała jej lica.
Wówczas Got wpadł w gniew i zaczął grozić:
— Jeśli nie oddasz mi swej córki, to nie odejdę stąd, póki nie
sprowadzę na ciebie rozlicznych utrapień i nie doprowadzę cię
do skrajnej rozpaczy. Jestem żołnierzem i łatwo mogę wyrządzić
ci zło, jakie tylko zechcę.
Wdowa, mimo że nie miała żadnego obrońcy, sprzeciwiła
się żołnierzowi. Got nie rezygnował ze swego zamierzenia.
Raz łagodnie ją prosił, to znowu wpadał w gniew. Starał się
prośbami i pogróżkami skłonić wdowę do tego, by oddała mu
swą córkę. Dawał jej również różne podarki. Kupował złote
ozdoby i drogie stroje, aby otrzymać to, czego pragnął. Ona zaś
nie przyjmowała żadnych darów i tym bardziej starała się strzec
córkę przed bezbożnikiem. Pewnego razu rzekła do żołnierza:
— Słyszałam, że masz żonę i dzieci.
On zaś, nie mając bojaźni Bożej, zaczął przysięgać, że nigdy
nie był żonaty. Przekonywał też, że pragnie wziąć Eutymię za
żonę i uczynić ją panią nad wszystkimi dobrami, jakie posiada.
W końcu Zofia zgodziła się oddać mu córkę za żonę. Wzniosła
ręce do Boga i zawołała:
— Panie, Ojcze sierot i Sędzio wdów! Spójrz z miłością na
Swe stworzenie i nie pozostawiaj bez opieki tej dziewczyny,
wchodzącej w związek małżeński z tym nieznanym mężczyzną.
Nie pozostawiaj również mnie bez pomocy, bowiem, ufając
Twej opatrzności, oddaję moją córkę temu przybyszowi. Ciebie
dziś biorę na świadka i poręczyciela jego przysięgi i obietnic.
Dziewczyna została wydana za Gota. Po weselu zaczęli
oni spokojne życie; Eutymia poczęła dziecię, ale zanim je
porodziła nieprzyjaciele odstąpili od miasta. Przez długi czas
DZIEŃ PIĘTNASTY 373

nie udało się Heftalitom osiągnąć żadnych sukcesów, gdyż


miasto było bronione przez żołnierzy, a przede wszystkim
strzegli go trzej święci męczennicy: Gurij, Samon i Abib.
Gdy wrogowie odstąpili, wojska greckie musiały wracać do
domu. Również Got pospieszył do swej ojczyzny. Matka bardzo
przeżywała rozstanie z córką, ale nie mogła przecież rozerwać
węzła małżeńskiego. Tuż przed wyruszeniem w drogę Zofia
przyprowadziła córkę z zięciem do świątyni pw. męczenników
Gurija, Samona i Abiba. Po przyjściu do grobu świętych rzekła
do zięcia:
— Nie powierzę ci córki, póki nie przysięgniesz przed tymi
świętymi, którzy cierpieli za Chrystusa! Przyłóż swą rękę do
grobowca i przysięgnij, że nie uczynisz mej córce żadnego zła
oraz będziesz ją darzył miłością i szacunkiem.
Got, nie przywiązując wagi do przysięgi, bez lęku przyłożył
rękę do grobowca i powiedział:
— Z rąk waszych, święci, biorę tę dziewczynę oraz was biorę
na świadków i poręczycieli przed jej matką, że nigdy jej nie
zasmucę, ale będę ją chronić, miłować i szanować, aż do końca
mego życia.
Ponadto ów bezbożnik przysięgał na samego Boga, nie
bacząc na to, że Pan odda mu według jego czynów. Matka po
usłyszeniu przysięgi zięcia z płaczem zawołała:
— Wam, o święci męczennicy, powierzam córkę; za waszym
pośrednictwem oddaję ją temu przybyszowi!
Po modlitwie i pożegnalnych pocałunkach rozeszli się: wdowa
wróciła do swego domu, a Got z Eutymią udali się w drogę.
Żołnierz zwolnił swego sługę, aby jego tajemnica nie wyszła na
jaw w domu rodzinnym, do którego zmierzali.
Gdy byli już blisko domu ojczystego Gota, mężczyzna stał
się dla swej żony niczym wróg. Zapomniał o miłości do niej i,
wzgardziwszy przysięgami, ściągnął z niej piękny strój i złote
374 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

ozdoby. Dał jej lichy i biedny przyodziewek, jak dla niewolnicy


czy służebnicy, a następnie obnażył miecz i tak rzekł:
— Jeśli chcesz pozostać przy życiu, to nikomu nie mów,
co było między nami! Wszystkim opowiadaj, że jesteś mą
niewolnicą, bowiem mam tutaj żonę i dzieci. Bądź służebnicą
mej żony i we wszystkim się jej podporządkuj, jako swojej pani.
Jeśli wyjawisz komukolwiek z mych krewnych, że ożeniłem się
z tobą, to zobaczysz ten miecz na swej szyi i umrzesz!
Eutymia zrozumiała w tym momencie, że dała się oszukać
i skrzywdzić przez złego barbarzyńcę. Słysząc pogróżkę Gota,
pytała:
— Czy taka jest twoja miłość? Czy w taki sposób dochowujesz
swych obietnic? Czy to mi przysięgałeś, aby mnie, swą małżonkę,
uczynić niewolnicą, a wolną — służebnicą? Dla ciebie opuściłam
matkę, krewnych i ojczyznę. Obdarzyłam cię wielką miłością.
Uwierzyłam twym słowom, które potwierdzałeś przysięgami,
a ty odpłacasz mi za miłość nienawiścią. Zamiast męża i przyjaciela
stajesz się barbarzyńcą, wrogiem i oprawcą! Jakże to możliwe,
że zabierasz mnie do obcej ziemi, aby mnie zgubić?
Po tych słowach wzniosła oczy ku niebu, podniosła ręce i,
wzdychając z głębi serca, gorzko płakała, wołając:
— Boże moich rodziców, spojrzyj na moje nieszczęście,
usłysz mój płacz i wysłuchaj mojej modlitwy! Spójrz, co czyni
ze mną ten krzywoprzysiężca. Wybaw mnie od nieszczęścia,
przez wstawiennictwo świętych Twoich wybrańców, którzy
cierpieli za Ciebie. O, święci męczennicy Guriju, Samonie
i Abibie! Was teraz przyzywam — pomóżcie mi, gdyż wpadłam
w nieoczekiwane nieszczęście. W was pokładałam moją nadzieję,
gdy udawałam się w drogę z tym Gotem. Niech do was należy
pomsta za mnie. Wybawcie mnie od nieszczęścia, w jakim się
znalazłam.
W głębi serca modliła się Eutymia do Boga. Tak oto weszli
do domu Gota. Jego żona od razu zauważyła piękno Eutymii.
DZIEŃ PIĘTNASTY 375

Ogarnęła ją zazdrość, gdyż domyśliła się, że jej mąż żyje


w grzesznym związku. Zapytała:
— Kim jest ta dziewczyna i skąd ją tutaj prowadzisz?
— Ona jest moją niewolnicą. Przywiozłem ją z Edessy, aby
była twoją służebnicą.
Kobieta rzekła:
— Piękno jej oblicza świadczy, że nie jest niewolnicą, ale
osobą wolną.
Mężczyzna odrzekł:
— Chociaż w swej ojczyźnie była osobą wolną, jak na to
wskazuje jej twarz, to obecnie jest twoją służebnicą.
Eutymia ze strachu nie była w stanie wypowiedzić ani słowa.
Milczała i podporządkowała się żonie Gota, ulegając jej jak
służebnica swej pani. Nie wiedziała, co czynić, aby wyzwolić się
od nieszczęść, które na nią spadły. Wiodła żywot niewolnicy,
zawsze mając w pamięci męczenników i ze łzami do nich wołała:
— Przyjdźcie mi z pomocą, święci! Pospieszcie, by okazać
mi swe miłosierdzie. Nie pozostawiajcie mnie tutaj otoczoną
kłamstwem i krzywdzoną.
Prawowita żona Gota, ogarnięta przez zazdrość, była w stosunku
do Eutymii bardzo bezlitosna. Dawała jej same najcięższe prace
i na różne sposoby się nad nią znęcała. Nigdy nie chciała z nią
porozmawiać. Dodatkową trudnością było to, że Eutymia nie
znała języka gockiego i nie mogła swej pani niczego o sobie
opowiedzieć. Po upływie pewnego czasu żona Gota zauważyła,
że Eutymia jest brzemienna. Ogarnęła ją jeszcze większa niż
dotychczas zazdrość i rozgorzała w niej jeszcze większa złość.
Dawała jej do wykonania jak najcięższe prace, by w ten
sposób ją zamęczyć. Gdy nadszedł czas rozwiązania, Eutymia
porodziła syna. Widząc, że dziecię jest podobne do męża, żona
Gota wpadła w wielki gniew i zaczęła rozmyślać, w jaki sposób
zabić chłopca. Rzekła do męża:
376 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Dlaczego zapierasz się, że nie masz nic wspólnego z tą


kobietą? Wszak to narodzone dziecię jest oczywistym dowodem,
że kłamiesz, bo jest ono bardzo do ciebie podobne.
Got ponownie zaczął się zapierać:
— To nieprawda! Nigdy z nią nie obcowałem. To ty masz
nad nią władzę. Czyń z nią co chcesz, gdyż jest twoją niewolnicą
i służebnicą.
Wówczas ta zła kobieta postanowiła otruć chłopca. Przygotowała
truciznę i odesłała Eutymię do pracy. Zostawszy sama z niemowlęciem
wlała mu truciznę w usta. Matka po powrocie z pracy zobaczyła
swe dziecko leżące bez życia. Serce jej przepełniło się niewypowiedzianym
bólem, żalem i goryczą. Nie widziała, co było przyczyną śmierci
dziecka; przygotowując je do pogrzebu spostrzegła jednak, że
z ust chłopca wydobywa się jad. Przypomniała sobie wtedy
groźby i domyśliła się, jaka mogła być przyczyna śmierci
dzieciątka. Nikomu jednak tego nie wyjawiła. Wzięła zwitek
wełny, wtarła w niego jad cieknący z ust i schowała przy sobie.
Chłopiec został pochowany.
Po kilku dniach Got zaprosił przyjaciół na wieczerzę. Eutymia
posługiwała przy stole. Gdy nadszedł czas, by podać kielich
pani, chcąc wiedzieć, czy rzeczywiście jej dzieciątko zostało
przez nią otrute, wzięła ów zwitek wełny, którym otarła usta
chłopca po śmierci i zanurzyła go skrycie w napoju. Następnie
wycisnęła wełnę i podała napój swej pani. Ona zaś napiła się
z tego kielicha i nieszczęście, które przygotowała dla innych,
spadło na nią. Nocą umarła. Rano, gdy Got ujrzał martwą żonę,
bardzo się przestraszył. Dom wypełnił się płaczem. Zeszła się
rodzina, przyjaciele i sąsiedzi. Wszyscy ze smutkiem urządzili
uroczysty pogrzeb i pochowali ją we wspaniałym grobie. Minęło
siedem dni od pogrzebu — krewni zaczęli szemrać przeciwko
kobiecie z Edessy:
— Nikt inny, jak tylko ona jest winna śmierci naszej
kuzynki, gdyż zawsze była wobec niej wrogo usposobiona.
DZIEŃ PIĘTNASTY 377

Zaczęli występować przeciwko Eutymii. Chcieli ją postawić


przed sąd zarządcy prowincji, ale nie było go wówczas w domu.
Zmienili zatem swe plany i postanowili żywcem pogrzebać
Eutymię w grobie jej pani. Otworzyli mogiłę i umieścili w niej
Eutymię, aby obok ciała zmarłej zakończyła swe życie. Któż
może wyrazić cierpienie nieszczęsnej, jej smutek, lęk, rozpacz,
szloch? Czy można sobie wyobrazić strach żywego człowieka,
zamkniętego w grobie razem z trupem? Smród z rozkładającego
się ciała, ciemność, ciasnota, robactwo, powiew śmierci i niewypowiedziane
cierpienie stało się udziałem Eutymii. W nieszczęściu wołała do
Boga, jak niegdyś prorok Jonasz we wnętrznościach wieloryba:
— Panie Boże mocy niebieskich, siedzący na Cherubinach
i spoglądający w otchłanie, Ty widzisz stan mego serca oraz
miejsce, w jakim jestem! Ty wiesz, że dla Twojego Imienia
zostałam wydana za bezbożnego Gota, bowiem przysięgał na
Twoje Imię, gdy pojmował mnie za żonę. Zmiłuj się nade mną
przez wzgląd na Swe Święte Imię. Ty jesteś źródłem życia
i śmierci, wprowadzasz do otchłani i z niej wyprowadzasz.
Wybaw mnie teraz od niechybnej śmierci. Wyprowadź mnie
z tego grobu, jak z otchłani. Ty masz moc wskrzeszać umarłych,
więc przeprowadź mnie bezpiecznie przez tę bramę śmierci ku
życiu. Zmiłuj się nade mną, Panie, przez wzgląd na Swe sługi —
Gurija, Samona i Abiba, których męczeństwo i śmierć przyjąłeś
jako czystą ofiarę. O święci męczennicy! Wybawcie mnie!
W czasie tej modlitwy zjawiło się trzech odzianych w światłość
młodzieńców — byli to Gurij, Samon i Abib. Eutymia poczuła
wspaniały zapach, który rozchodził się od męczenników. Powiedzieli:
— Bądź dzielna, córko! Nie bój się, szybko dostąpisz wybawienia.
Po tych słowach jej serce napełniło się słodyczą i radością.
Ogarnęło ją ukojenie i zasnęła. W czasie snu została niewidzialną
mocą Bożą przeniesiona do Edessy, do świątyni pw. świętych
męczenników Gurija, Samona i Abiba oraz położona przed ich
378 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

grobem. Była noc. Trwała Jutrznia. Po obudzeniu się Eutymia


ponownie ujrzała męczenników, którzy rzekli:
— Raduj się, córko! Dowiedz się, gdzie teraz jesteś. Wypełniliśmy
to, co obiecaliśmy. Teraz idź w pokoju do swej matki.
Wypowiedziawszy te słowa stali się niewidzialni. Eutymia
wstała, a zobaczywszy znajome ściany, ikony, świece i grób
świętych męczenników oraz usłyszawszy śpiew chóru, przekonała
się, że z pewnością musi być w Edessie, w świątyni pw.
Gurija, Samona i Abiba. Wówczas jej serce ogarnęły radość
i wesele; obejmowała z miłością grób męczenników oraz ze łzami
dziękowała Bogu i Jego sługom za okazane jej miłosierdzie.
W poczuciu wdzięczności mówiła:
— Bóg posłał z niebios swych świętych i ocalił mnie.
Błogosławiony Pan, który zbawia tych, którzy w Nim ufność
pokładają: „[. . . ] wieczór przynosi łzy, a ranek wesele” (Ps
30,6). Gdy tak modliła się ze łzami radości, kapłan usłyszał
jej słowa, podszedł i zapytał:
— Kim jesteś i z jakiego powodu tak płaczesz?
Zaczęła tedy szczegółowo opowiadać, jak została wydana za
żonę Gota, co wycierpiała od krzywoprzysiężcy, jak ją wczoraj
zamknięto w grobie oraz jak w czasie modlitwy objawili się jej
trzej męczennicy i w ciągu jednej godziny przenieśli ją z obcej
ziemi do tej cerkwi.
Kapłan, słysząc te słowa, przeraził się, zdumiewając się
wielką mocą Bożą. Nie do końca dowierzając Eutymii, zapytał:
— Jak ma na imię twoja matka?
Dowiedziawszy się, że matką Eutymii jest wdowa Zofia,
natychmiast posłał po nią, by przyszła do cerkwi. Eutymia
odziana była w liche szaty. Matka, spojrzawszy na nią, przestraszyła
się tak nieoczekiwanym widokiem. Podeszła do niej i objęła
ją. Obie zanosiły się płaczem, nie mogąc wymówić ani słowa.
W końcu matka zapytała:
DZIEŃ PIĘTNASTY 379

— Skąd się tu wzięłaś, moja córko? Dlaczego jesteś tak licho


ubrana?
Wówczas Eutymia opowiedziała jej dokładnie o wszystkim,
co wycierpiała w obcej ziemi od złego męża, o tym, jak
wczoraj zamknięto ją w grobie i jak w cudowny sposób została
przeniesiona stamtąd przez świętych męczenników Gurija, Samona
i Abiba, którzy się jej objawili. Słysząc to opowiadanie serce
kobiety napełniało się żałością. Wszyscy znajdujący się w świątyni
dziwili się i wysławiali wszechpotężną moc Boga i Jego miłosierdzie.
Matka upadła przed grobem świętych męczenników i wielkim
głosem dziękowała Panu. Dopiero późnym wieczorem udały się
do domu, sławiąc Boga z radością w sercach.
Wieść o tym, co się wydarzyło, rozeszła się po całym
mieście. Zewsząd przychodzili do domu wdowy krewni i sąsiedzi.
Wszyscy zdumiewali się opowieścią Eutymii. Wychwalali Imię
Pana i wysławiali moc świętych męczenników.
Zofia z córką dalej pobożnie wiodły życie. Opowiadały
o objawionej im mocy Bożej. Eutymia mówiła: „Prawica
Pańska okazała Swą moc” (Ps 118,16), prawica Pańska przeniosła
mnie do Edessy. „Nie umrę, ale żyć będę i będę opowiadać
o dziełach Pana” (Ps 118,17).
Pomsta na Gota, który był krzywoprzysiężcą, spadła w sposób
następujący:
Po pewnym czasie ten sam niegodziwy lud, który wcześniej
wojował z Grekami, zjednoczył się z Persami i ponownie
wyprawił się, by zdobyć Edessę. Cesarz znów przysłał wojsko
do obrony miasta. Wraz z wojskiem przybył również i ów
Got, który podstępem i kłamstwem wziął za żonę córkę Zofi.
Będąc przekonany, że Eutymia umarła w grobie pierwszej żony,
udał się do domu swej teściowej. Zofia, gdy zobaczyła Gota,
ukryła Eutymię, a jego przyjęła udając, że się cieszy z wizyty.
Następnie zebrała swych krewnych i sąsiadów. Zaczęła przy
nich wypytywać gościa:
380 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

— Jaką dał wam stąd Bóg podróż? Czy nie zachorowała


po drodze moja córka? Jak minęła jej ciąża i poród? Wiele
frasowałam się z jej powodu i bałam się, by jej się nic złego nie
przytrafiło w drodze.
Got odpowiedział:
— Dzięki Bogu mieliśmy dobrą drogę. Twa córka jest
zdrowa. Urodziła chłopca. Pozdrawia cię bardzo serdecznie.
Gdyby nasza wyprawa nie była tak nagła, to ona również
wybrałaby się ze mną i dziecięciem. Planuje przybyć do ciebie
w bardziej dogodnym czasie.
Po tych słowach Zofia zapłonęła sprawiedliwym gniewem,
rozerwała swe szaty i zawołała:
— Kłamco, zły człowieku i zabójco, co uczyniłeś z moją
córką?!
Następnie wyprowadziła Eutymię z ukrycia i, postawiwszy
ją przed Gotem, rzekła:
— Czy znasz tę niewiastę? Czy pamiętasz, gdzie ją zamknąłeś,
krzywoprzysiężco?! Wydałeś ją na śmierć, bezbożniku!
Gdy usłyszał te słowa i zobaczył Eutymię, zatrwożył się
i stracił głos, jakby był martwy. Wówczas krewni i sąsiedzi
wdowy pochwycili go, zamknęli w izbie i postawili straż przy
drzwiach. Matka i córka zaprosiły pisarza, który zanotował
wszystko, co się z nimi stało i udał się do biskupa tego miasta,
błogosławionego Eulogiusza. Wraz z pisarzem przybyli Zofia
i Eutymia oraz Got.
Biskup, przeczytawszy ów dokument, zebrał duchowieństwo
i udał się do dowódcy wojsk greckich. Nakazał też, by przeczytano
w jego obecności zapis, szczegółowo opisujący przedziwny
cud, dokonany przez świętych męczenników. Dowódca wojska
przestraszył się i zdumiał wielkim cudem. Rozkazał, by przyprowadzono
do niego Gota. Były tam też obie niewiasty. Ponownie rozkazał,
aby przeczytano zapis, gdyż zgromadził się wielki tłum. Zapytał
Gota:
DZIEŃ PIĘTNASTY 381

— Czy to wszystko, co usłyszeliśmy, jest prawdą?


Got potwierdził.
Wówczas dowódca rzekł:
— Przeklęty zabójco! Jak nie bałeś się Boga i Jego sądu?
Jak mogłeś zlekceważyć daną przez siebie przysięgę przy grobie
świętych męczenników, których wziąłeś na świadków i poręczycieli
swych obietnic? Dlaczego nie oszczędziłeś niewiasty, którą
oszukałeś podstępem? Przyjmij teraz zasłużoną karę. Niech ci
się stanie według twych czynów.
Dowódca rozkazał ściąć mu głowę mieczem. Miłujący Boga
biskup żarliwie prosił dowódcę, aby nie wydawał Gota na
śmierć, lecz pozostawił go w kręgu żywych. W odpowiedzi
usłyszał:
— Boję się okazać miłosierdzie temu, kto wyrządził tak
wielkie zło, gdyż mogłoby to rozgniewać świętych męczenników,
których znieważył ten krzywoprzysiężca.
Gota ścięto. Taka odpłata spotkała tego przeklętego człowieka.
Bóg zaś rozsławił się w Swoich świętych.

Wspomnienie świętych męczenników Elpidiusza,


Marcelego i Eustachego

łogosławiony Elpidiusz był urzędnikiem cesarskim za panowania


Juliana Apostaty (361–363). Jako chrześcijanina zaprowadzono
go na sąd. Cesarz rozkazał, by nałożono Elpidiuszowi włosiennicę,
przetykaną gwoździami i pomazaną gorącą smołą.
Następnie męczennik był bity, a gwoździe szarpały jego
ciało. Mężnie znosił te cierpienia i nie chciał wyrzec się
Chrystusa. Wówczas wrzucono go do rowu i polewano gorącą
wodą. Podczas tej tortury jego ciało pokryło się ranami. Dla
zwielokrotnienia cierpień cesarz rozkazał, by zagotować smołę
382 KSIĘGA TRZECIA: LISTOPAD

i polewać nią otwarte rany męczennika. Do jego ust też lano


wrzącą smołę. W końcu św. Elpidiusza wraz z Eustachym
i Marcelim przywiązano do dzikich koni, aby ich rozerwały.
Tymczasem konie nie wyrządziły im żadnej krzywdy. Wtedy
świętych zbito pałkami i wrzucono do ognia. W ten sposób
oddali swego ducha w ręce Boga Żywego.
Ciała męczenników pogrzebano na Górze Karmel. Przez
pewien czas pozostały tutaj. Pewnego razu Chrystus otoczony
zastępami aniołów przy blasku błyskawic i huku grzmotów
objawił się na górze i pozdrowił świętych męczenników. Pan
wskrzesił wówczas św. Elpidiusza i posłał go na nowe zmagania
duchowe. Wieść o tym dotarła do Juliana. Cesarz rozkazał,
by pochwycić Elpidiusza i przywiązać do czterech kolumn,
a natępnie niemiłosiernie bić ostrymi piłami, a rany polewać
octem i posypywać solą. Po tej torturze Julian Apostata
rozkazał położyć ciało męczennika na rozpalone węgle i posypywać
z wierzchu gorącym popiołem. Dokonał się wówczas przedziwny
cud: za sprawą modlitw Świętego stojące w pobliżu miejsca
kaźni posągi bożków rozpadły się w proch. Widząc to sześć
tysięcy pogan nawróciło się na chrześcijaństwo. W końcu
św. Elpidiusza wrzucono do rozpalonego pieca, gdzie oddał
swego ducha Panu. Miało to miejsce około połowy IV w.

Wspomnienie świętego męczennika Dymitra

w. Dymitr pochodził z miejscowości Dabuda w Tracji. Prefektowi


Publiuszowi doniesiono na Dymitra, że jest on chrześcijaninem.
Z rozkazu prefekta został pochwycony. Na przesłuchaniu śmiało
wyznał, że Chrystus jest Bogiem, mówił o Duchu Świętym
i nauczał o Wcieleniu Jezusa Chrystusa oraz o jego miłości do
rodzaju ludzkiego. Potępiał też kult oddawany bożkom. Swymi
DZIEŃ PIĘTNASTY 383

słowami bardzo rozgniewał Publiusza, który rozkazał, by ścięto


mu głowę.
Św. Dymitr zakończył swe ziemskie życie w 307 r. Pan
obdarzył go koroną męczeństwa. Relikwie Świętego są źródłem
uzdrowienia dla tych, którzy do nich przychodzą.
Słowniczek wybranych terminów

Anatema: (gr. anathema) klątwa kościelna; ekskomunika ogłaszana


na soborach; kara polegająca na całkowitym pozbawieniu
kogoś współuczestnictwa z wiernymi Kościoła.
Archimandryta: (gr. archimandrites) przełożony większego monasteru
(klasztoru) w Kościele prawosławnym.
Arianizm: doktryna teologiczna Ariusza, negująca współistotność
i równość Osób Trójcy Świętej. Syn-Logos jest jedynie
pierwszym i najdoskonalszym stworzeniem Boga-Ojca,
a nie jest Bogiem, natomiast Duch Święty jest pierwszym
stworzeniem Syna. Doktryna ta przyczyniła się do powstania
herezji chrystologicznych. Potępiona została na Soborze
Nicejskim (325 r.) i Konstantynopolitańskim (381 r.).
Artemida: bogini lasów i łowów, która czczona była w górzystych
krajach Grecji.
Ataman: dowódca Kozaków.
Athos: ośrodek monastycyzmu bizantyjskiego, na wschodnim
przylądku Półwyspu Chalcydyckiego w północnej Grecji.
Ważne centrum życia duchowego w Kościele prawosławnym.
Bogoczłowiek: termin teologiczny dla oznaczenia Bosko-ludzkiej
rzeczywistości Jezusa Chrystusa, który do Swej osoby
Boskiej przyjął przez Wcielenie naturę ludzką.
Bogomili: sekta religijna powstała wśród Słowian bałkańskich,
która w swej doktrynie nawiązywała do manicheizmu
SŁOWNICZEK WYBRANYCH TERMINÓW 385

i gnostycyzmu. Głosili dualizm ducha i materii. Odrzucali


sakramenty Kościoła oraz wiarę w zmartwychwstanie ciał.
Przeciwstawiali się budowaniu świątyń i kultowi obrazów.
Baszkin Matwiej: żyjący w XVI w. rosyjski działacz i reformator
religijny. Został osądzony przez synod 1553 r. za poglądy
niezgodne z doktryną prawosławną, a mianowicie: odrzucenie
cerkwi, tradycji, ikon, pokuty i nieuznawanie równości
Chrystusa z Ojcem i Duchem Świętym.
Boska Liturgia: określenie Eucharystii w Kościele prawosławnym.
Całonocne Czuwanie: (gr. agripnia, scs wsienoszcznoje bdienije)
nabożeństwo prawosławne odprawiane w wigilię większych
świąt oraz niedziel, składające się z Wieczerni, Jutrzni oraz
Prymy (pierwszej godziny kanonicznej).
Chirotonia: (gr. cheir — ręka, teinoi — kładę) nakładanie
rąk przez biskupa lub biskupów, dokonywane podczas
Eucharystii, na głowę kandydata z wezwaniem Ducha
Świętego przy święceniach diakona, kapłana oraz biskupa.
Eparchia: (gr. eparchia) prowincja kościelna, diecezja.
Epitymia: (gr. epitimia) w praktyce pastoralnej Kościoła prawosławnego
różnego rodzaju uczynki pokutne, nakładane przez spowiednika,
ojca duchowego.
Eremici: asceci zmagający się duchowo, zwykle na pustyni,
w bardzo małych grupkach (mieszkający po 2 lub 3 obok
siebie), ale nie prowadzący wspólnego życia.
Hagia Sophia: kościół katedralny w Konstantynopolu, znajdujący
się w pobliżu pałacu cesarskiego i siedziby patriarchy.
Hierodiakon: (gr. hieros — święty, diakonos — sługa) mnich
będący diakonem, przeznaczony szczególnie do funkcji
liturgicznych.
Hieromnich: (gr. hieros — święty, monachos — mnich) mnich,
który przyjął święcenia kapłańskie.
Hodegetria: ikona Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus na lewym
ramieniu. Bogarodzica przedstawiona jest na niej jako

24*
386 SŁOWNICZEK WYBRANYCH TERMINÓW

Ta, która „wskazuje Drogę” do zbawienia we Wcielonym


Słowie Bożym — Jezusie Chrystusie.
Ihumen: (gr. hegoumenos) przełożony prawosławnej
wspólnoty mnisiej, jej najwyższy duchowy autorytet.
Ikona: (gr. eikon — ikona, obraz) w sztuce sakralnej chrześcijańskiego
Wschodu obraz o treści religijnej, przedstawiający Chrystusa,
Bogarodzicę, proroków, świętych.
Ikonoklazm: (gr. eikon — ikona, klao — burzyć) ruch zwalczający
kult obrazów religijnych, zapoczątkowany przez cesarza
Leona II (726 r.).
Ikonostas: (gr. eikon — ikona, stasis — ustawienie) w Kościele
prawosławnym kamienna lub drewniana przegroda, ściana
z trojgiem drzwi i zawieszonymi na niej ikonami, oddzielająca
prezbiterium od nawy.
Jurodstwo: droga do świętości polegająca na tym, że człowiek
pozoruje głupotę i brak rozsądku, by w ten sposób,
narażając się na szykany i kpiny ze strony otoczenia, mieć
udział w poniżeniu i cierpieniu Chrystusa.
Jutrznia: nabożeństwo poranne.
Ławra: (gr. laura) kompleks świątyń i zabudowań, przeznaczonych
dla dużej liczby mnichów zamieszkujących w tym samym
miejscu, których życie normowała określona dla nich
reguła.
Manicheizm: religia pochodzenia perskiego założona
w III w. przez Maniego (Manesa), której podstawę stanowił
dualizm, polegający na radykalnym przeciwstawieniu dwóch
wiecznych pierwiastków, a mianowicie: światła (dobra)
i ciemności (zła). W religii tej rzeczywistość jest podzielona
na królestwo Boga i królestwo Szatana.
Marcjonici: sekta chrześcijańska powstała w II w., przyjmująca
istnienie dwóch Bogów. Niższy — Demiurg (tj. Bóg judaizmu),
stworzył wszechświat, natomiast najwyższy Bóg został
SŁOWNICZEK WYBRANYCH TERMINÓW 387

objawiony przez Chrystusa. W swej doktrynie odrzucali


Stary Testament.
Moleben: krótkie nabożeństwo błagalne lub dziękczynne, skierowane
do Chrystusa, Bogarodzicy lub świętych.
Monaster: (gr. monasterion — miejsce zamknięte) klasztor.
Monofizytyzm: pogląd Eutychesa — mnicha z Konstantynopola,
według którego w Chrystusie jest tylko jedna natura
(Boska i ludzka); został odrzucony przez papieża Leona
I i Sobór w Chalcedonie (451).
Nestorianizm: teologiczna doktryna patriarchy Konstantynopola
Nestoriusza (383–451) potępiona przez Sobór w Efezie
(431). Nestoriusz, w obawie przed pomieszaniem dwu
natur w Chrystusie, wystąpił przeciwko nazywaniu Maryi
Matką Bożą (Theotokos), woląc określać Ją Matką Chrystusa.
Z nauczania Nestoriusza wyciągnięto krańcowe wnioski,
twierdząc, że w Chrystusie współistnieją dwie natury
i dwie osoby (ludzka i Boża).
Obrazoburstwo: patrz: Ikonoklazm.
Omoforion: długi i szeroki pas materii ozdobiony krzyżami,
noszony na ramionach wokół szyi, z końcami zwisającymi
z przodu i z tyłu; jest najważniejszą częścią stroju liturgicznego
biskupa.
Panichida: nabożeństwo za zmarłych w Kościele prawosławnym.
Proskomidia: pierwsza część Boskiej Liturgii, w czasie której
przygotowuje się dary ofiarne — chleb i wino.
Relikwie: (scs moszczi) nie ulegające rozkładowi szczątki ciał
osób świętych.
Riasa: zewnętrzna szata duchowieństwa wschodniego, o szerokich
rękawach, będąca codziennym strojem duchowieństwa.
Ryznica: pomieszczenie do przechowywania szat liturgicznych
i utensyliów.
Ryzniczy: osoba odpowiedzialna za szaty liturgiczne i uten-
sylia.
388 SŁOWNICZEK WYBRANYCH TERMINÓW

Święta Góra: patrz: Athos.


Święte Miasto: Jerozolima.
Wieczernia: wieczorne nabożeństwo w Kościele Wschodnim
(nieszpory).
Władyka: popularne określenie biskupa w słowiańskich Kościołach
prawosławnych.
Włosiennica: szata noszona na gołym ciele dla umartwienia,
pokuty.
Zatwor: (scs zatwor — odosobnienie, samotnia) cela pustelnika;
sposób życia mnicha w całkowitym odosobnieniu od świata.
Indeks imion świętych

Imiona świętych dzień str.


Abib, męczennik Aviv, muqenik 15 388
Abktus, męczennik Avkt, muqenik 7 136
Achijja, prorok Ah , prorok 12 287
Afthoniusz, męczennik Afon , muqenik 2 19
Agapiusz, męczennik Agap , muqenik 3 51
Aithal, męczennik Aial, muqenik 3 34
Akepsim, męczennik Akepsim, muqenik 3 34
Akepsim, święty Akepsim, prepodobny 3 51
Akindydos, męczennik Akindin, muqenik 2 19
Aleksander z Salonik, Aleksandr, muqenik 9 179
męczennik
Anempodyst, męczennik Anempodist, muqenik 2 19
Antoni, męczennik Anton , muqenik 9 178
Antonin, męczennik Antonin, muqenik 7 135
Antonin, męczennik Antonin, muqenik 13 348
Attyk, męczennik Attik, muqenik 3 51
Cezary, męczennik Kesar , muqenik 1 15
Dacjusz, męczennik Das , muqenik 1 15
Damian, święty Dam an, bezsrebrennik 1 11
Dymitr, męczennik Dimitr , muqenik 15 409
Elpidifor, męczennik Elpidifor, muqenik 2 19
Elpidiusz, męczennik Elpid , muqenik 15 408
Epistemia, męczennica Epistima, 5 79
prepodobnomuqenica
Erast, apostoł Erast, apostol 10 189
390 INDEKS IMION ŚWIĘTYCH

Imiona świętych dzień str.


Eudoksjusz, męczennik Evdoks , muqenik 3 51
Eustachy, męczennik Evstoh , muqenik 15 408
Eustolia, święta Evstol , prepodobna 9 177
Filip, apostoł Filipp, apostol 14 350
Filip Irapski, święty Filipp Irapsk , 14 375
prepodobny
Filolog, apostoł Filolog, apostol 5 106
Gajusz, apostoł Gai, apostol 5 106
Galaktion, męczennik Galakt on, 5 79
prepodobnomuqenik
German, arcybiskup German Kazansk , svty 6 120
Kazania, święty
Grzegorz Palamas, święty Grigor  Palama, svty 14 362
Grzegorz, biskup Grigor  Aleksandr sk , 5 107
Aleksandrii, święty svty
Gurij, męczennik Gur , muqenik 15 388
Hermas, apostoł Erm, apostol 5 106
Hermenegild, męczennik Erminingel~d, muqenik 1 16
Hermes Kapłan, Erme, muqenik 4 73
męczennik
Herodion, apostoł Rod on, apostol 10 189
Istakariusz, męczennik Istukar , muqenik 3 51
Józef, kapłan osif, muqenik 3 34
Jakub, męczennik akov, svwennomuqenik 1 18
Jan Chryzostom, oann Zlatousty, svty 13 289
patriarcha
Konstantynopola, święty
Jan Jałmużnik, patriarcha oann Milostivy, svty 12 261
Aleksandrii, święty
Jan Kolobos, święty oann Kolov, prepodobny 9 171
Jan Włosaty, cudotwórca oann Vlasaty, Rostovsk  12 287
Rostowski, błogosławiony qudotvorec, blaenny
Jan, męczennik oann, svwennomuqenik 1 18
Jeron, męczennik eron, muqenik 7 128
Joannikij Wielki, święty oannik  Velik , 4 53
prepodobny
Jonasz, arcybiskup ona arh episkop 5 93
Nowogrodzki, święty Novogrodsk , svty
INDEKS IMION ŚWIĘTYCH 391

Imiona świętych dzień str.


Julianna, męczennica ul an , muqenica 1 17
Justynian, cesarz, święty stin an car, blagoverny 14 385
Kasynia, męczennica Kasin , muqenica 7 135
Kateriusz, męczennik Kater , muqenik 3 51
Kosma, święty Kosma, bezsrebrennik i 1 11
qudotvorec, svty
Kwartus, apostoł Kuart, apostol 10 189
Kwiryna, męczennica Kir ena, muqenica 1 17
Linus, apostoł Lin, apostol 5 106
Łazarz, święty Lazar~, prepodobny 7 136
Łukasz, święty Luka, prepodobny 6 127
Maksym Jurodiwy, Maksim, blaenny 11 259
cudotwórca Moskiewski,
błogosławiony
Marceli, męczennik Markell, muqenik 15 408
Marcjan, święty Mark an, prepodobny 2 32
Matrona, święta Matrona, prepodobna 9 147
Melasip, męczennik Melasipp, muqenik 7 135
Menas, męczennik Mina, velikomuqenik 11 191
Milian, męczennik Mil , muqenik 10 186
Nikander Biskup, Nikandr Episkop, muqenik 4 73
męczennik
Niktopolion, męczennik Niktopol on, muqenik 3 51
Nilus Postnik, święty Nil postnik, prepodobny 12 285
Olimpas, apostoł Olimp, apostol 10 189
Onezyfor, męczennik Onisifor, muqenik 9 177
Orestes, męczennik Orest, muqenik 10 180
Paktowiusz, męczennik Paktov , muqenik 3 51
Patrobas, apostoł Patrov, apostol 5 106
Paweł Wyznawca, Pavel Ispovednik, 6 109
arcybiskup arh episkop Caregradsk ,
Konstantynopola, święty svty
Pegazy, męczennik Pigas , muqenik 2 19
Porfiriusz, męczennik Porfir , muqenik 9 177
Samon, męczennik Samon, muqenik 15 388
Sozypater, apostoł Sosipatr, apostol 10 189
Sozypatra, święta Sosipatra, prepodobna 9 177
392 INDEKS IMION ŚWIĘTYCH

Imiona świętych dzień str.


Stefan Deczański, król Stefan Deqansk , kral 11 242
Serbii, święty Serbsk , svty
Stefanida, męczennica Stefanida, muqenica 11 203
Szymon Jurewiecki, Simon r~eveck , 4 74
błogosławiony blaenny
Tabrion, męczennik Tavr on, muqenik 7 136
Teodor Studyta, święty eodor Studit, prepodobny 11 214
Teodora, cesarzowa, eodora, svta 14 385
święta
Teoktysta, święta eoktista, prepodobna 9 165
Tesalonika, męczennica essalonik , muqenica 7 136
Warłaam Chutyński, Varlaam Hutynsk , 6 117
cudotwórca Nowogrodzki, Novgorodsk  qudotvorec,
święty prepodobny
Wiktor, męczennik Wiktor, muqenik 11 203
Wincenty, męczennik Vikent , muqenik 11 208
Spis treści

Nota redakcyjna 7

Dzień pierwszy 11
Żywot i cuda świętych Kosmy i Damiana . . . . . . . . . . . . . . 11
Wspomnienie świętych męczenników Cezarego i Dacjusza . . . . . 15
Męczeństwo świętego Hermenegilda, królewicza gockiego . . . . . . 16
Wspomnienie świętych męczennic Kwiryny i Julianny . . . . . . . 17
Wspomnienie świętych męczenników Jana i Jakuba . . . . . . . . . 18

Dzień drugi 19
Męczeństwo świętych Akindynosa, Pegazego, Anempodysta, Elpidifora
i Afthoniusza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 19
Wspomnienie świętego Marcjana . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 31

Dzień trzeci 33
Męczeństwo biskupa Akepsima, kapłana Józefa i diakona Aithala . 33
Poświęcenie świątyni świętego Jerzego w Liddzie . . . . . . . . . . 48
Wspomnienie świętego Akepsima . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 50
Wspomnienie świętych męczenników Attyka, Agapiusza, Eudoksjusza,
Kateriusza, Istukariusza, Paktowiusza i Niktopoliona . . . . . . 50

Dzień czwarty 51
Żywot świętego Joannikija Wielkiego . . . . . . . . . . . . . . . . . 51
Męczeństwo świętych Nikandra Biskupa i Hermesa Kapłana . . . . 70
Przejście do życia wiecznego błogosławionego Szymona Jurewieckiego 71
394 SPIS TREŚCI

Dzień piąty 75
Żywot i męczeństwo świętych Galaktiona i Epistemii . . . . . . . . 75
Żywot świętego Jonasza, arcybiskupa Nowogrodzkiego . . . . . . . 88
Wspomnienie świętych apostołów Patrobasa, Hermasa, Linusa,
Gajusza i Filologa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 100
Wspomnienie świętego Grzegorza, biskupa Aleksandrii . . . . . . . 101

Dzień szósty 102


Żywot świętego Pawła Wyznawcy, arcybiskupa Konstantynopola . 102
Żywot świętego Warłaama Chutyńskiego, cudotwórcy Nowogrodzkiego 110
Żywot świętego Germana, arcybiskupa Kazania . . . . . . . . . . . 113
Wspomnienie świętego Łukasza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 119

Dzień siódmy 121


Męczeństwo świętego Jerona i jego drużyny . . . . . . . . . . . . . 121
Wspomnienie świętych męczenników Melasipa, Kasynii i Antonina 127
Wspomnienie świętych męczenników Abktusa, Tabriona i Tesaloniki 128
Wspomnienie świętego Łazarza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 129

Dzień ósmy 131


Sobór Wodza Zastępów Niebieskich Michała i innych bezcielesnych
Mocy Niebieskich . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 131

Dzień dziewiąty 139


Życie i zmagania duchowe świętej Matrony . . . . . . . . . . . . . 139
Żywot świętej Teoktysty . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 156
Żywot świętego Jana Kolobosa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 161
Wspomnienie świętych męczenników Onezyfora i Porfiriusza . . . . 167
Wspomnienie świętych Eustolii i Sozypatry . . . . . . . . . . . . . 167
Wspomnienie świętego męczennika Antoniego . . . . . . . . . . . . 168
Wspomnienie świętego męczennika Aleksandra z Salonik . . . . . . 169

Dzień dziesiąty 170


Męczeństwo świętego Orestesa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 170
Męczeństwo świętego Miliana . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 176
Wspomnienie świętych apostołów Olimpasa, Herodiona, Sozypatra,
Erasta i Kwartusa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 179
SPIS TREŚCI 395

Dzień jedenasty 180


Męczeństwo świętego Menasa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 180
Opowieść Tymoteusza, arcybiskupa Aleksandrii, o cudach świętego
Menasa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 186
Męczeństwo świętych Wiktora i Stefanidy . . . . . . . . . . . . . . 192
Męczeństwo świętego Wincentego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 197
Żywot świętego Teodora Studyty . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 202
Żywot świętego Stefana Deczańskiego, króla Serbii . . . . . . . . . 228
Wspomnienie błogosławionego Maksyma Jurodiwego, cudotwórcy
Moskiewskiego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 244

Dzień dwunasty 246


Żywot Jana Jałmużnika, patriarchy Aleksandrii . . . . . . . . . . . 246
Wspomnienie świętego Nilusa Postnika . . . . . . . . . . . . . . . . 269
Wspomnienie świętego proroka Achijji . . . . . . . . . . . . . . . . 271
Żywot błogosławionego Jana Włosatego, cudotwórcy Rostowskiego 271

Dzień trzynasty 273


Żywot świętego Jana Chryzostoma, patriarchy Konstantynopola . 273
Wspomnienie świętych męczenników Antonina, Nicefora, Hermana
i Manefy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 328

Dzień czternasty 329


Żywot świętego apostoła Filipa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 329
Żywot świętego Grzegorza Palamasa . . . . . . . . . . . . . . . . . 340
Żywot świętego Filipa Irapskiego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 353
Wspomnienie wyznających prawdziwą wiarę cesarza Justyniana
i cesarzowej Teodory . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 362

Dzień piętnasty 364


Męczeństwo świętych Gurija, Samona i Abiba . . . . . . . . . . . . 364
Wspomnienie świętych męczenników Elpidiusza, Marcelego i Eustachego 382
Wspomnienie świętego męczennika Dymitra . . . . . . . . . . . . . 383

Słowniczek wybranych terminów 385

Indeks imion świętych 390