2

redakcja

W Numerze

3

od redakcji

5 Sztuka i nowoczeSność

Teresa Grzybkowska, Sztuka i codzienność joanna Puzyna-chojka, Gra w rzeczywiStość. nowe media w TeaTrze janusz janowski, Malarz różnorodny. o maksymilianie kasProwiczu

22 75 131

dyskusje i rozmoWy MiaSto z FilMu i Morza. o 0_1_0 Piotra Łazarkiewicza i Mieście z Morza andrzeja koTkowskieGo, filmach związanych z Gdynią, i o SaMej Gdyni rozmawiają wojciech Boros, Marek Gajdziński, Paweł huelle, adam kamiński i Piotr Millati 7 Szukać Swojej Prawdy… o reliGii, oByczajach, szTuce z Maciejem świeszewskim rozmawia adam kamiński 111

Kwartalnik wydano dzięki mecenatowi miasta Gdyni Redakcja składa podziękowania Muzeum Miasta Gdyni za udostępnienie materiałów ilustracyjnych Redagują: Paweł Huelle (redaktor naczelny) Adam Kamiński (sekretarz redakcji) Piotr Millati (esej) Wojciech Boros (poezja) Projekty graficzne: Jarek Świerczek Skład komputerowy: Adam Kamiński Korekta: Katarzyna Szalewska, zespół redakcji ISSN 2080-6213 Wydawca: Leszek Kopeć Centrum Kultury w Gdyni ul. Łowicka 51, 81-504 Gdynia tel: (+48-58) 664-73-77, fax: (+48-58) 664-73-77 e-mail do redakcji: kwartalnik.bliza@gmail.com

życie z zadęcieM (1) SaXtenor. z „krakowskim gdynianinem” Przemysławem dyakowskim, od blisko pół wieku wirtuozem gry na saksofonach sopranowym i tenorowym, rozmawia zbigniew Gach 162 Proza jacek dehnel, foToPlasTikon (fragmenty) ignacy karpowicz, PunkT równowaGi 103 138 esej andrzej kasperek, encore, jeszcze raz wedŁuG PawŁa a. Fiedotowa i jacka kaczMarSkieGo Piotr Millati, ciężki SPrzęt waGi Piórkowej 60 84 Poezja tadeusz dąbrowski, *** [dŁuGiM korytarzeM idzie chirurG, wŁaśnie...] 59

4

W Numerze

od redakcji

5

anna wieser, Biel i inne wiersze

100

Szanowni Państwo!

natalia Malek, ciastka lody śMietana i inne wiersze 150 joanna herman, What sky reMains i inne wiersze Przekłady ronny Someck, serWetka i inne wierSze. z hebrajskiego przełożył rafi weichert 128 miejsca i historie joanna cieplińska, GdyŃSkie iluzjony receNzja jarosław zalesiński, anything goes to nothing. o kSiążce czy Pan Bóg jest szczęśliWy i inne Pytania leSzka koŁakowSkieGo zaPiski Marek Gajdziński, zaPiSki londyŃSkie (1) adam wiedemann, ucho w roSole (1) nina, nina, Tam karTina katarzyna Szalewska, Żyjąc na Peryferiach PioTra MillatieGo – notatki na odwrocie FotoGraFii tu i teraz Piotr Sobierski, musicalowa sTolica Polski Barbara Piórkowska, literatura w teatrze. naGroda literacka Gdynia 2009 Przemysław Gulda, Gdynia na rockowo, Gdynia na Folkowo. oPen’er i GloBaltica wojciech Boros, o PrzyStani Poetyckiej „Strych” SŁów kilka moja GdyNia antoni libera, Gdynia – dworzec MorSki 218 186 195 202 214 119 152 173 43 183

o

154

ddajemy w wasze ręce pierwszy numer kwartalnika „Bliza”. Skąd ta nazwa? z języka kaszubskiego. „Bliza” oznacza latarnię morską. wprawdzie nie jesteśmy pismem kaszubskojęzycznym, ale – jako kwartalnik artystyczny miasta Gdyni – czujemy lokalną, właśnie kaszubską, tradycję tego miejsca. i chcemy do niej sięgać. oczywiście głównym nurtem naszego zainteresowania jest i będzie współczesność. Gdynia – jako najbardziej udane dziecko ii rP – wprost do tego zachęca. dlatego na łamach pierwszego numeru znajdą Państwo teksty otwierające dyskusję na temat polskiej nowoczesności: w sztuce, poezji, obyczajach, motoryzacji, architekturze, teatrze czy muzyce popularnej. Prezentujemy też grupę – znakomitą naszym zdaniem – poetów stąd. ze wszech miar zasługują na uwagę, tworząc od kilku lat bardzo ciekawe środowisko, świetnie wpisujące się w ogólnopolski pejzaż poetycki. chcemy też spełniać funkcje archiwistów. w najlepszym tego słowa znaczeniu. reportaże i szkice z historii Gdyni zawsze będą w polu naszego zainteresowania. ale postaramy się to czynić w formie nowoczesnej. zależy nam na dobrym reportażu, dokumencie, literaturze faktu. jest naszym marzeniem zdobyć wielu czytelników w Gdyni i poza nią. Łączyć to, co lokalne, z uniwersalnym. wpisać się w pejzaż polskich przemian jako uczestnicy i czujni obserwatorzy. towarzyszyć najważniejszym wydarzeniom kulturalnym miasta i je współtworzyć. „Bliza” oznacza latarnię morską. nawiązując do gdyńskiej, pomorskiej tradycji, pragniemy, aby światło tej latarni było widoczne w Państwa horyzoncie. w przeżywaniu sztuki, w refleksji nad naszym społecznym i narodowym losem. Mamy nadzieję na wiele wspólnych spotkań, wymianę myśli, dyskusji, które wzbogacą nasze życie. inaugurujemy także serię audiobiblioteki naszego kwartalnika. Będziemy w niej prezentowali ciekawych młodych twórców, czytających swoje utwory. Przy okazji debiutu prosimy o wyrozumiałość. ale liczymy gorąco na Państwa uwagi, pomysły, inicjatywy, teksty, wspomnienia. redakcja

psychologicznych. morderstwie – wybuchała śmiechem. oraz o tym. co minutę musi spaść topór. jakie możliwości to miasto stwarza dla filmów i – ogólniej – dla sztuki. kulturowych. no. utalentowanego dramaturga Bizio. Być może jest tak w istocie – ale artystycznie jest to nieprzekonujące. adam kamiński i Piotr Millati adam kamiński: Podjęliśmy się zadania. muszą być flaki. wyć przed kamerą – a my jakoś temu nie daje- . Paweł Huelle. Starowiejska w 1904 roku. szokiem. żeby porozmawiać o fil- miasto z Filmu i morza mach. Można mówić o tym filmie na różne sposoby. mnie przypomniał się francuski teatrzyk Grand Gui­ gnol. bez żadnej spójni. powiedzmy. zamiast dumać nad okropnościami życia. powiedzmy. no i bez głębi. Paweł Huelle: zacznijmy od filmów. rozumiem doskonale. działający w Paryżu od XiX wieku. gwałt itd. Marek Gajdziński. ale bez francuskiego esprit i pewnego cudzysłowu tamtej estetyki. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni rzałem 0_1_0. narkotyczny. nagromadzenie okropności w tego rodzaju estetyce dawało efekt komiczny: zamiast się bać. następujące po sobie historie usiłują nas przekonać. fot. ani – co gorsza – w realne cierpienie bohaterów. współczesna – nie tylko polska – dramaturgia młodego pokolenia poszła mocno w tym właśnie kierunku. cierpieniem. szereg obrazów. biznesowy. efekt paryskiego teatrzyku Grand Guignol zostaje w tym tekście i filmie osiągnięty. wieś–MiaSto dyskusje i rozmoWy 7 o 0_1_0 Piotra łazarkiewicza i Mieście z morza andrzeja kotkowskiego. i o samej Gdyni rozmawiają wojciech Boros. byłem rozczarowany.6 Gdynia. głęboko zakorzenionych w tradycji danej społeczności. widownia przy każdym kolejnym trupie. że kiedy obej- Obecna ul. nie wierzymy jako widzowie ani w autentyczność tych narracji. który specjalizował się w absurdalnych horrorach. że żyjemy w piekle. krew. jak Faulkner – z całą gamą przypadłości egzystencjalnych. tekst Bizia to sekwencja kilku „okropnościowych” historii. przestępstwo. Mogą się tarzać na scenie. filmach związanych z Gdynią. no więc mamy napisany przez scenarzystę. ale trzeba to pokazać tak. że był to prototyp Monty Pythona. społeczny. że dla kogoś istnienie – jako takie – może być udręką. które pokazują nasz współczesny świat jako horror. 0_1_0 i Mieście z morza. rodzinny. horror bycia tu i teraz. Muszę przyznać. w których Gdynia się pojawia.

nie wymógł na nim ani pogłębienia postaci. odkryte. pocztówkowych. z drugiej strony miasto. obserwacji. Pukałem do chałupy i pokazywałem ludziom zdjęcie. Brakuje w tym. jest ładnie sfotografowana w kilku ujęciach. wszędzie i nigdzie. Marek Gajdziński: dwadzieścia lat temu zajmowałem się przez chwi- wojciech Boros: Gdyńskość lę biznesem. objawione. miejsc dość znanych. a tak mamy tu film tak zwanego słusznego protestu przeciwko temu. Berlin wandersa. że dla potrzeb tego filmu wykorzystano scenariusz dramaturgiczny na scenę everywhere. a czas – to największa tajemnica sztuki. Bo on napisał historię. wum Gutek Filmu sprowadza się tu tylko do tego. to. Paweł Huelle: Są takie filmy. ale nie ma to związku ze sztuką. zręcznie napisanym. pokazują niepowtarzalne. indywidualny charakter. nawet jeśli dotyczy to tylko wizytówek Gdyni. fot. Gdynia jest w tym filmie przypadkową dePlakat 0_1_0 Piotra Łazarkiewicza. bardzo pocztówkowych – głównie zachody słońca. kamery przesuwającej się nad bulwarem. równie dobrze historia każdego z tych bohaterów mogłaby się dziać np.8 9 Marek Gajdziński: do scenarzysty nie można mieć pretensji. że świat jest zły. na Piotrkowskiej w Łodzi albo na krakowskim kazimierzu. bo można byłoby to jakoś wygrać. która przechowuje trupa męża. najciekawszym pomysłem na dziwną. jak mawiał Melchior wańkowicz – „co zrobić. tutaj tego w ogóle nie ma. emanują tym czymś. powieści. ani zakorzenienia w realiach naszego codziennego życia. niczym więcej. że jeździłem po wsiach niemieckich w okolicach hamburga. dodatkowo gdyby był przechowywany w jakimś wielkim magazynie rybnym – mielibyśmy wątek gdyński i być może dałoby się go rozbudować. my wiary. Szkoda. Gdynia ma taką osobowość. Petersburg dostojewskiego i… Brodskiego. Piotr Łazarkiewicz – nieodżałowanej pamięci reżyser i człowiek – zbytnio chyba zaufał tekstowi Bizia. dlaczego reżyser postanowił umieścić tę sztukę w Gdyni. co jest poezją miasta? jego – tak jak każdej ludzkiej jednostki – niepowtarzalność. które jest pokazane pięknie. który polegał na tym. oczywiście. tekście prawdy psychologicznej. co sprawiło mi też dużą satysfakcję. Paryż leloucha. Szkoda. wchodzi w jakieś relacje i z tego można by było zrobić całą historię. z tego punktu widzenia dla mnie jej obecność w tym filmie nie ma znaczenia. żadnej przestrzeni. Gdynia nie ufundowała tu żadnych wartości dodanych jako miejsce. które określa się jako poezję miasta. Stefan kisielewski zawsze domagał się od autorów prozy – realiów. Gęstych i mocnych. żaden z bohaterów nie jest zakotwiczony w miejscu pracy – choćby w kiosku na gdyńskim dworcu albo firmie spedycyjnej. wstrząsającą historię była w tym filmie opowieść o kobiecie. z archikoracją. obaj artyści wyraźnie się spieszyli. skorzystano z ujęć z lotu ptaka. okropny. rozmawia z nim. Gdańsk Grassa. Są one pokazane w sposób naprawdę przyjemny. wreszcie samej kreacji. wiersze. wilno Miłosza. najprawdopodobniej. która nie miała. z archiwum Gutek Filmu w trójmieście. można by coś fajniejszego zrobić… adam kamiński: ja mam jednak jako gdynianin poczucie pewnej satysfakcji związanej z obrazowością tego filmu. to może się bardzo sympatycznie czuć… tu rozpoznajemy jakiś garaż albo warsztat i tylko do tego to się sprowadza… nie ma to żadnego znaczenia. żadnego określenia. jak w lalce Prusa. społecznej. Pokazywałem im długopisem: to jest wasza chałupa . gdziekolwiek. choć. natomiast można się zastanowić. bardzo przyjemnie”. ale nie zostało to pokazane. tu tych realiów nie ma. szkoda. Ma się poczucie pewnej satysfakcji związanej że jak ktoś mieszka w Gdyni czy z obrazowością 0_1_0. Gdynia. lizbona z powieści Saramago. ten postulat można rozszerzyć na film jako sztukę epicką. to krótka scena w trolejbusie gdyńskim – pojeździe śmiesznym i tragicznym jednocześnie. Szkoda. właśnie wyjątkowość. powiedziałbym. czas dany refleksji. wreszcie – realistycznej. fot.

jak i reżysera. czy to wystarczy? adam kamiński: drugi motyw Paweł Huelle: ja po prostu nie wierzę w żadne z tych nieszczęść.10 11 Najciekawszym pomysłem na dziwną. Można domniemywać. Są to historie dość specyficzne. nie ma tutaj tego. adam kamiński: chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze inną warstwę dyskusji mógłby dotyczyć samych historii przedstawionych w tym filmie. fot. Papierowe. Sztuczne. że ten film sprawia nam podobną satysfakcję jak tamte zdjęcia chłopom niemieckim. a z drugiej strony. widzimy lata 1923–1926. rodziny. to wysoka poprzeczka. Piotr Millati: Przeczytałem tę książkę i jest to dość wierna jej realizacja. nocne ćmy barowe – są tu wszędzie. trzeba – jak hopper – namalować nocną scenę barową z całą jej beznadziejnością – właśnie tak. w jakim uczestniczą wszystkie pary bohaterów. Film nużył. nieszczęśliwe żony. oglądamy swoje miasto z lotu ptaka – mamy w filmie przynajmniej kilka takich ujęć – i się cieszymy. sfrustrowani yupkawsza jest fabuła. a nie gdzie indziej. z archiwum Gutek Filmu je się tutaj przy budowie portu i miasta. Proszę mi wierzyć – tak samo w Gdyni. Paweł Huelle: Panowie! trochę sprawiedliwości! to jest jednak pionierskie przedsięwzięcie. to czy faktycznie trzeba się schylać albo przeczołgiwać pod nią. z archiwum Gutek Filmu z satelity. kiedy próbuje odzywać się do ojca po kaszubsku. że wycięłoby się pierwsze dwa epizody. ćpuny. ale pytanie brzmi: czy jeśli ta poprzeczka jest tak wysoko. który powstał na podstawie powieści popularnej. adam kamiński: Poza tym nie można wytrzymać przyciężkiej tematyki. Mój główny zarzut jest taki. co było zapewne związane ze scenariuszem. dla mnie przerażająca była różnica. to jest wielki film. Pytanie na początek powinno zatem brzmieć: czy realna historia jest w tym filmie dobrze opowiedziana? Być może punktem odniesienia mogłaby dla nas być ziemia obiecana. jaką ramkę byście do tego chcieli? i że tyle a tyle marek to będzie kosztowało.Ćpuny. ktoś ma uraz psychiczny i to wszystko się przenosi na partnerów. w konsekwencji tego film przejmuje wszystkie słabości tej jednak dość powierzchownej prozy. ten język brzmi dość żałośnie. która dzie. nocne ćmy barowe – są wszędzie. czego można się spodziewać po dobrej sztuce i czym właśnie mógłby być dobrze rozwinięty motyw męża w lodówce. w pierwszej wersji tego scenariusza widziałem słabości. Marek Gajdziński: zaletą mogłaby być wewnętrzna dynamika tego filmu. która przechowuje trupa męża. tak jak papierowe jest – niestety – w tym filmie miasto. aby „nowojorskość” tego obrazu wbiła nam się w pamięć. twórcy oznaczają jego gatunek jako historyczny. sfrustrowani yuppies. które potem tak szybko się toczyły. a oni na to – a co to takiego ta satelita? dlaczego o tym mówię? Bo myślę. to jest nieprawdziwe. ale i to pod warunkiem. filmu – językową. nieszczęśliwe żony. ktoś został kaleką. za wolno na tle kolejnych. film kończy się w chwili uzyskania praw miejskich przez Gdynię. adam kamiński: Spróbujmy może przejść do Miasta z morza. fot. że ich życie się zmieniło po wypadku – ktoś umarł. wstrząsającą historię była w tym filmie opowieść o kobiecie. że błąd reżysera polegał na tym. co z tego wynika? nic. mając i historię po- . że zbyt zaufał ostremu tekstowi. dotyczące obsesji zarówno dramaturga. w których głównym wątkiem scalającym jest wypadek samochodowy. zamiast spróbować ją przeskoczyć lub chociaż do niej doskoczyć? w tym filmie miało się poczucie raczej historii o niewielkim formacie. żeby ten film powstał. rozbicia tragizmu. kiedy młoda kaszubka Łucka mówi do przyjezdnego jakuba Strzeleckiego czystą.pies. jakby spojrzeć na to pod tym kątem. aktorską polszczyzną. Pytanie. zmienia życie bohaterów. kontrapunktowej zabawności. nowym jorku. to tym cie. Paweł Huelle: Myślę. pewnie jeden z największych jednego z najwybitniejszych reżyserów polskich. przez to są trochę rozczarowujące dramaturgicznie i może nawet psychologicznie nie do końca uzasadnione. ale też byłem absolutnym entuzjastą i chciałem. abyśmy – już na zawsze po jej obejrzeniu – przypominali sobie. Gdańsku czy przysłowiowym Pcimiu. że reżyser. one się działy dosyć wolno. że działo się to tam. która była adresowana do masowego odbiorcy. przytłaczał tematyką zbyt mocno. Swego czasu byłem wspomagającym recenzentem Pisf.

Myślę. większość. i kolejny istotny problem: nie twierdzę. wobec tego rodzi się pytanie: czy pod coś takiego podkładać jeszcze napisy? Paweł Huelle: ja bym podkładał. owocuje to stereotypem „dziadka w wehrmachcie”. jest czymś w rodzaju polszczyzny zabarwionej tylko smakiem kaszubskiej frazy i wtrąconymi od czasu do czasu dziwnymi słówkami. ich hekatombę w czasie ii wojny. nie ma prawdziwej wściekłości. spokojnie” i kanty są załagodzone. czyli powstanie miasta. wiem coś o tym. a zostawieniem innych wątków… . i wątek via romance. nie potrafił skutecznie zastosować techniki kontrapunktycznej. niby coś wiedzą – właśnie – o budowie Gdyni czy niemieckich szykanach w wolnym Mieście Gdańsku. że się wygładza pewne kanty.12 13 lityczno­gospodarczą. adam kamiński: jak wiadomo. obrazy przypominały budowę pa- Filmowy kaszubski rynek. zgnębiła mnie estetyka serialowa. furmanek. to znaczy. bo skąd wziąć aktorów znających kaszubski. bo tak się nie pracowało w ii rP przy budowie portu. wydaje mi się. że historia Pomorza jest tak naprawdę Polakom nieznana. co chce pokazać. tak naprawdę to było mrowisko. że chciałbym oglądać radzieckie kino z lat trzydziestych XX wieku. i ten język. że to jest błąd przede wszystkim scenariuszowy. kiedy nacjonaliści niemieccy obrzucają pociąg polski. Budowa portu w Gdyni na planie Miasta z mojak się buduje elektrownię czy rza. Scena. że będą potrafili. Wojciech Korsak/Profilm zaporę. wydobyciem jednych. większość Polaków zrozumie jeśli nie w 90%. fot. kaszubszczyzny w tego typu opo- rafialnego kościoła na żuławskiej wsi. to się śmiałem. i to zapewne także zaciążyło nad konstrukcją. zwaną w tym środowisku „na małpę”). planuje się też rozwinięcie tego peł- nego metrażu do serialu. Mam na myśli ich nieustępliwość wobec germanizacji. co będzie dalej… ale wszystko było takie wygładzone… adam kamiński: nierealistyczne. morskiego portu. to przynajmniej w większej jego części. a takich jest. historycznego realizmu. a nie wielkiego. konduktor mówi: „nie ruszać się. który nigdy z kaszubszczyzną nie miał do czynienia. lech Bądkowski latami pisał o tym. ale ta wiedza jest żałośnie mała. który słyszymy w filmie. bardzo mało z tego zrozumie. epickiego. obawiam się. jak w polskim kinie przed- stawić język kaszubski? no bo jeśli aktorzy będą mówili normalnie po kaszubsku (przy założeniu. nie mógł się zdecydować. a tu? Pokazano dramat: zabrakło pieniędzy i nie wiadomo. to wszystko jeździło. ten „medialny kaszub- wieści nigdy za mało. straszliwy wysiłek fizyczny. Marek Gajdziński: wróciłbym do pytania. ich zmysł państwowy w dwudziestoleciu. tysiące ludzi. a przecież kaszubi byli niezwykłymi patriotami. Wojciech Korsak/Profilm ski”. fot. przepychało się. zwykle trzeba ich uczyć metodą fonetyczną. to Polak. mój dziadek tworzył w orbicie kwiatkowskiego centralny okręg Przemysłowy. ale jak nosili te deski na plaży.

niestety film. przez co ta historia jest trochę jak z czytanki szkolnej. fot. w filmie o Gdyni tego dramatyzmu nie ma. że taki obraz jest w zasięgu polskiego kina! Marek Gajdziński: Pozwolę sobie zwrócić uwagę na jeszcze jeden paradoks: Gdańsk jest stary i. trzeba ustalić. jak wiemy z różnych filmów. mamy historię. ale w sporej części taka właśnie jest proza Fleszarowej. Mówiłem już dlaczego – to jest poetyka serialowa. że dobrze taką poprzeczkę przeskakiwać. i mieliśmy tam więcej krajobrazów morskich i wiejskich. chodzi o to. tego przynajmniej dowodzi omawiany tu film. gdzie wszyscy są zacni. zdobyć bogactwo. która unika drastyczności. zupełnie inaczej – Gdynia jest Inżynier Tadeusz Wenda (Olgierd Łukaszewicz). że Borowiecki balansuje na linie. co to znaczy? w każdej chwili może cię załatwić konkurencja. nie ma w sobie mocy mitotwórczej jak choćby lisbon story wima wendersa. ale dramatyzm ziemi obiecanej jest prawdziwy. że jeśli w 0_1_0 mieliśmy nadmiar dramatyzmu. jaki tu mamy ciekawy paradoks z tymi dwoma przywoływanymi filmami. żeby zdobyć pieniądze. w stylu nad niemnem. a z kiepskich książek bardzo dobre fil- Gdyni jako miasta. nawet w historii romansowej jakuba i Łucki jest od początku pewne. a tutaj jest odwrotnie. w przypadku Gdyni zaś – przeciętny film z przeciętnego dziełka. mówiliśmy. swoje miejsce na ziemi. możesz zbankrutować. po obejrzeniu którego mnóstwo ludzi z całego świata pojechało oglądać lizbonę. widzimy. Popiełuszkę. według mnie w ziemi obiecanej chodzi o to. to w Mieście z morza odwrotnie. stosunkowo łatwo się tę jego starość pokazuje. że to jest wysoka poprzeczka. a tutaj odwrotnie: ziemia obiecana – dzieło z arcydzieła. a szkoda! adam kamiński: Myślę. inni wracali do swojej wsi z garścią drobnych. Piotr Millati: jest w tym obecna idea integracji napływowej ludności z kaszubami. przez co film zbliża się niebezpiecznie do konwencji dokumentu – brakuje mi tu w pełni rozwiniętej sceny dramatycznej… Paweł Huelle: Pozornie jest to my się robi. która cechowała życie w Gdyni na początku jej powstawania. Wolność jest w nas. gdzie jest ta poprzeczka. z tego połączenia ma się utworzyć nowoczesna polska społeczność. Wojciech Korsak/Profilm . ale najpierw trzeba wiedzieć. Wojciech Korsak/ Profilm waliśmy film do ziemi obiecanej. realia Gdańska sprzed stu lat nie są dla filmowców problemem. tak jak w Plebanii czy złotopolskich. że z dobrych książek powstają kiepskie filmy. wygładzone kanty. fot. dramatyzmu. losy bohaterów są nieciekawe. wiem. że dlatego także. ludzie harowali straszliwie. była Gdynia jako port. i miasto pojawia się jako tych osobistych dramatów pochodna. na Boga! nasze miasto zasługuje na o wiele lepszy film! i kiedy oglądam. Mamy miejsce. więc trudno uczynić z tego zarzut scenarzyście.14 Marek Gajdziński: Porówny- 15 Zdjęcia do Miasta z morza kręcono między innymi w Klukach i Helu. ale pozbawioną pazura. Marek Gajdziński: ale zobaczcie. czyli port budowany z rozmachem budowy wiejskiej kaplicy. z Gdynią jest. że to jest utwór skoncentrowany na historii ludzi i na dramatach z tym związanych. zwykle jest tak. Piotr Millati: dla mnie zbyt mało było w tym filmie drapieżności walki o byt. dla którego miejsce nie miało znaczenia. taki jest kapitalizm tamtej epoki. który obejrzeliśmy. polnych. że bohaterka wyjdzie za mąż wbrew woli ojca. to jeden z przewodnich motywów całej książki i w pewnym sensie mit założycielski Gdyni. a przecież nie był to lżejszy kapitalizm. adam kamiński: nasuwa się taki wniosek. prawo do godnego. a prawdziwe nieszczęścia czy niepomyślne wyroki fortuny – jeśli się zdarzą – zostaną bohaterom wyrównane. z którym nie potrafiliby sobie poradzić. jedni po paru latach dorabiali się willi i firmy spedycyjnej. zamożnego istnienia. nieprzejmujące. tego drapieżnego wątku zabrakło. tu mamy historię miasta w pierwszym rzędzie i do tego ludzie trochę jakby na przyczepkę. że tam w ogóle nie było ta sama historia. dajmy na to. żeby ją przeskoczyć.

nieprzekładający się łatwo na język zrozumiały powszechnie i. Wojciech Korsak/ Profilm kach i od razu widać. a ja bym oczekiwał historii. czy może polityczne? Paweł Huelle: Moim zdaniem powinna to być klasyczna historia wzrostu i upadku. inne w nowym jorku. kto wie. w jelitkowie. który idzie w górę. fot. wraz z charakterystycznymi dla niej typami ludzkimi. nigdy nie uwierzy w bohaterów tej książki i perypetie. dramatycznej. gdzie jest ciężko przejść. musi być w jakimś przynajmniej stopniu wiarygodny. to może być proces długotrwały. nie tylko gdynian. czy dramaty egzystencjalne. pięknych. jest to przecież jedno z moich najukochańszych. miasto. odsłonić. chodzi mi o to. jednej konkretnej. Pewne sytuacje mogą się wydarzyć tylko w Pradze. także przez urodę miejsca. nie wiadomo nawet z góry. nagle Gdynia staje się czymś w rodzaju takiej stolicy europy. w Mieście z morza mieliśmy sagę rodzinną. żyjąc tu. co pokrywa się w jakimś stopniu z nawet nikłym wyobrażeniem widzów czy czytelników o danym miejscu. bo jest on jednym z ważniejszych festiwali muzycznych w europie. że nie mówię tego po to. czując się kimś w centrum. żeby nas przekonało. który ma silny związek z tym miejscem. niekoniecznie i nie całkiem ze swojej winy. o co tam chodzi. gdzie i w czym się ten urok kryje. Można to budować na rozmaite sposoby. chodzi o to. a mimo to bardzo trudno pokazuje się jej tak krótką przecież historię – i zamiast prawdziwej Gdyni trzeba się uciekać do scen filmowanych w Sopocie. co za tym idzie. ale jednocześnie historia dramatu wewnętrznego człowieka. tragicznej. która dzieje się w tej przestrzeni i jest z nią sprzężona. klimat hrabalowskiej prozy. a potem przeżywa kryzys. że coraz więcej ludzi. przeciwnie. żeby nie było jak u Bizia – Łazarkiewicza. które im się przydarzają. został tu przeniesiony w przestrzeń polskiej prowincji. od dziecka spaceruję po mieście i z wielką przyjemnością obserwuję. czyli powinien odwoływać się do tego. którzy chodzą i spotykają się z elementami przestrzeni związanymi z miastem. co się tutaj chyba drugi raz przydarza. także sami gdynianie znowu mają poczucie tego. gdzie jeszcze. która w dodatku rozsypuje się po trochu. obok Sopotu i londynu. Można też tak to ująć: urok Gdańska jest filmowo oczywisty. Mit. ten urok jest bardziej problematyczny – przy czym zaznaczam. pnie się siermiężnie (jak w powieściach Balzaka) na szczyty. a zupełnie inne w Moskwie. jednostkowa. kapitalizm i w ogóle…. Może jego syn albo wnuk wróciłby tutaj z emigracji i próbował znowu szczęścia? wszystko jest w scenariuszu możliwe. żeby pospacerować po świętojańskiej. żeby wolny. trudny do uchwycenia kamerą. no bo są narkotyki. żeby była w tym epicka prawda. aby powstał i utrwalił się w zbiorowej świadomości. ale decyduje – bo na tym polega sztuka filmowa – prawda i dramatyzm ludzkich losów. wystarczy w miarę umiejętnie przejechać się kaKaszubka Łucka i przyjezdny Jakub Strzelecki merą po kilku starych ulicz– przyszła para młoda. chodząc. miast na świecie. do którego inni ludzie chcą przyjeżdżać i w którym oni sami mogą się dobrze poczuć na jakichś imprezach towarzyszących. o którym warto wspomnieć. gdzie na ulicach pojawia się multum ludzi. . dopaść. gdy pewien czas temu wpadła mi w ręce książka franio napisana przez polskiego prozaika mieszkającego w austrii. okropne smrodliwe pieniądze. upada. by wartość Gdyni dewaluować. na helu. i festiwal heinekena. Paweł Huelle: efektem – artystycznym – filmu powinno być to. 10 lutego… widz z Portugalii czy hamburga chciał zobaczyć miasto pokazane w obrazie. czyli jednoczesny zlot żaglowców z całego świata. Mogłaby to być historia podobna do historii bohaterów kafkowskich. i trzeba go samemu dla siebie. kto zna polskie realia. komicznej historii człowieka. wspaniałych. z urokiem Gdyni tak nie jest. wytropić. zafascynowało. że urok Gdyni nie rzuca się sam tak łatwo w oczy czy też w kadr. bardzo przy tym osobisty. adam kamiński: Powinna to być historia człowieka. Skwerze. że jest to miasto ważne. ale też zbiorowa. uświadomiłem to sobie.16 17 Piotr Millati: oczywiście taki scenariusz nie mógłby być zupełnie do- miastem młodym. załatwiając różne sprawy. że wszyscy są nieszczęśliwi. ale gdzie ja mam wrażenie. czyli takiego bohatera. Pojawia się więc pytanie: jakie historie mogą się wydarzyć w Gdyni? czy są to historie miłosne. który przyjeż- dża tutaj i przeżywa przygodę związaną lub wynikającą z zafascynowania miejscem albo z innym człowiekiem. żeby coś go przykuło. adam kamiński: teraz mamy w Gdyni takich kilka dni. przyjeżdża tutaj tylko po to.

porty. Przyczyną jest globalne zjawisko znacznego zmniejszenia się udziału portów w transporcie towarów. lokal zmienił się w bank. Polacy – jak się okazuje – nie lubią sukcesów. Przestępczość w takich miejscach – dziecko naszej niepodległości. czuli oddech czasów. ale jakieś epickie przedsięwzięcie. Paweł Huelle: Guzik włącza się. jak gdyby paradygmat nowoczesności – tak świetnie w Gdyni zrealizowany – był czymś na marginesie. naszej ii rzeczypospolitej. w których spotykali się Szwedzi. w Gdyni – szaleństwo. szukających niewybrednej rozrywki. szulernie. że dzięki postępowi technicznemu statki są obsługiwane obecnie przez często kilkunastoosobowe załogi. marzeniem o podróży. Port owszem w Gdyni. a nie do nowego Portu – dzielnicy Gdańska. to się najwyraźniej skończyło. że Polska stała się po ii wojnie krajem w pełni morskim. jak i miejscowi kryminaliści. która powinna być jakoś obecna w każdej fabule dotyczącej tego miasta. wojciech Boros: współcześnie marynarze nie mają nawet czasu zejść z pokładu. niemcy. w ogóle to jest szerszy temat: czy fakt. gdyż zarówno sami marynarze. adam kamiński: ruch pieszych. dla których ci pierwsi stanowili łatwy łup. nie ma już setek małych rybackich maszoperii. ale w taki sposób jak dworzec kolejowy. mentalności? Moim zdaniem nie.. jeśliby poprosić kogoś o wymienienie jednym ciągiem powiedzmy 10 najważniej- . nowoczesności. w dużej mierze tworzyli oni bardzo specyficzną atmosferę tego miasta. Piotr Millati: wydaje się jednak. i ruch – jako zasadę miasta. otóż on się nie zmienił. ale pamiętam z dzieciństwa gdańskiego: jak chciało się poczuć zapach portu. skrócenie czasu rozładunku i załadunku do absolutnie koniecznego minimum oraz to. nie wypowiadam się o gospodarce – chodzi mi o coś. Paweł Huelle: Być może to już przeszłość. wyłącza i jadą z powrotem. w Gdańsku tego nie ma. nie docenia. co określa się mianem paradygmatu kultury. wielka przestrzeń. jakby czuli. ale nie jest to winą Gdyni. a więc niebezpieczna dzielnica. mączką rybną. bary czy pokątne domy publiczne. Poczucie formy. no i oddechu portowego miasta. Gdy się tam wchodziło. to samo stało się w rotterdamie czy Sztokholmie. For- lektualny. codziennie zalewana przez kolejne fale schodzących ze statków mężczyzn z całej europy. ich obecność w mieście sprawiała. Piotr Millati: Może odłóżmy już ten temat na bok i spróbujmy się wspólnie zastanowić. wpłynął jakoś decydująco na kształt naszej kultury. duńskiego i innych. wszystko się zmienia. tradycyjnego miejsca spotkań marynarzy.. Gdyni się nie zauważa. Piotr Millati: czym niegdyś było życie miast portowych. wyobraźnię. Port jest oddzielony od miasta daleką. kumulacja. nie potrafią cieszyć się tym. Mieli. jasna cholera. Paweł Huelle: Gdynia to najbardziej udane. globalizacja. nie ma już w europie takich dzielnic. można było posłuchać języków: angielskiego. bywali często bezkarni – następnego dnia po bójce z nożem ofiary lub napastnicy byli już na morzu. że miasto to nie grodzenie płotków. kolejny bank w centrum. spełnione – i kochane wiedzieć choćby z Blaszanego bębenka Grassa. rozmach. że obecność portu ma dla Gdyni co- raz mniejsze znaczenie. Gdynia zawsze pachniała transatlantykami. Piotr Millati: tak. kilonii. to było coś. rozkłada się tutaj na ogromnym obszarze… Paweł Huelle: no właśnie. ale miała też wspaniałe sukcesy. jeszcze w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych widzieliśmy na jej ulicach spore grupy zagranicznych marynarzy z przybyłych tu statków.. czym jest tak zwany duch miejsca Gdyni – jego esencja. a właściwie dla przejęcia ich pieniędzy. Gdynia jest niesłychanie różnorodna – my żeglugi. Bordeaux jest. niewidzialną granicą. możemy się do- wego miasta było całkiem niedawno zamknięcie na skrzyżowaniu ulic armii krajowej i abrahama „Sea Bull Pubu”. Statki w centrum miasta! knajpy na bulwarze. zaplanowana i zbudowana modernistycznie przez naszych dziadków. ale też ruch w ogóle. jego puls. i ten widok spod pomnika conrada na wzgórza. w sercu polskim nadal centrum zajmuje Soplicowo. adam kamiński: dla mnie symbolicznym kresem tego okresu porto- mimo że taka młoda. szwedzkiego. w jednym rozdziałów opisany jest nowy Port – wówczas prawdziwie portowa. żeby właśnie zaznać – pardon– poczucia wielkomiejskości. jechało się do Gdyni. natomiast podobnie jak stało się z większą częścią użytkowej przestrzeni gdyńskiej w centrum. przedsiębiorstw spedycyjnych. która – oczywiście – miała swoje grzechy. również inte- 19 kwitła. nie doki czy nabrzeża Gdyni..18 Paweł Huelle: ja przyjeżdżam do Gdyni z Gdańska. że wytwarzało się całe zaplecze przeznaczone dla ich przyjęcia. co naprawdę może napawać ich – jak Gdynia – dumą. Finowie czy estończycy. Mam tu na myśli choćby te wszystkie portowe spelunki.

chociażby w obrazie miasta. Piotr Millati: historia Gdyni to dwudziestolecie międzywojenne. to są kościółki. jako sukces. w których mamy tradycję. że wśród nich Gdynia się nie znajdzie. czyli morze. adam kamiński: Gdynia jako jedyne miasto trójmiejskie ma przestrzeń portową. za to – z otwarciem na świat. co nasi prezydenci zrobili dla miasta.20 21 szych polskich miast. że to jednak było możliwe w tym kraju. Przyjeżdża kupa ludzi. pośród kilku jeszcze miast w tak zwanej adam kamiński: tutaj widać założenie. Piotr Millati: Mam odczucie. które pokazu- ją. z warszawą. Przede wszystkim. że pierwotną ideą był port i on był najistotniejszy. chodzi mi o miasta. żeby zająć wolne lokale. od pomysłu po materialną realizację. co lubię w Gdyni. które naprawdę leży nad morzem. o której mówiliśmy. Bo Gdynia stwarzała wiele miejsc pracy. w stoczniach. robimy coś. ale to jest chyba bardziej zasługa lat ostatnich. Paweł Huelle: ale istnieje. Bez lamentu. bie przyjechać i powiedzieć: „to jest miasto czasu teraźniejszego. nie przyjechała po to. reżyserują coś. jak mogłaby wyglądać Polska. że nie odgrywa już takiego znaczenia jak dawniej. to. in the middle of nowhere. to jest znaczące. to jest piękne. gdzie można so- dla fabuł w ostatecznym swym wydźwięku optymistycznych. refleksja nad naszymi klęskami i sukcesami powinna zawsze obejmować Gdynię. tu nie przyjeżdża jakiś niemiec. dla mnie to jest niesamowite. żeby zobaczyć swoje byłe mieszkanie w twojej kamienicy. tylko żeby się wybudować i zainwestować. . z niego wyrasta miasto. coś. oczywiście. w środku. to jest niemal pewne. dawała jednocześnie możliwość planowania przyszłości. co się nam. które jest ściśle z nim sprzężone. jak słabo istnieje to miasto w świadomości Polaków jako znaczący organizm miejski. których mieszkańcy wybierają swoich włodarzy w pierwszej turze wyborów – bez dogrywki. daje dużo do myślenia. choć kilkakrotnie pokazała tu swe kły i pazury. które były cenne. dyskusja odbyła się 3 lipca 2009 roku w siedzibie Pomorskiej Fundacji Filmowej w Gdyni. pracować w porcie. Szczecin zaś leży w głębi lądu. czego nie ma. że Gdynia byłaby naturalną przestrzenią geografii wyborczej. oksywia. to jest rzeczywiście miasto z morza. tego. wojciech Boros: Gdynia pokazuje też. która chyba już zawsze będzie istniała w naszej świadomości w kontekście masakry powstania warszawskiego. nie zdołała jednak naznaczyć w sposób nieusuwalny Gdyni swym tragicznym piętnem. Marek Gajdziński: to jest jak mała ameryka… Paweł Huelle: Mało jest takich miejsc na Pomorzu. Polakom. Paweł Huelle: cóż. takich elementów. dwudziestowieczna historia. że historia nie jest w tym mieście terrorystą. że ludziom żyje się tu dobrze. to fakt. z jakim miastem czują się pozytywnie związani. miażdżącą przewagą głosów. Piotr Millati: Praktycznie też jedyne duże miasto. Pozbawione kompleksów. który jest troszeczkę niedoceniony…. adam kamiński: występuje też w tych statystykach. najwyżej koło stu lat istnienia… z wyjątkiem. naprawdę udało. historii. jak to się stało np. jest niewiele. i to nagle powstaje. któ- ra przyjechała do Gdyni. gdzie ludziom żyje się dobrze. Bez kultu zmarłych i przegranych powstań. adam kamiński: istotne jest to. ale jest to jedyne miasto architektonicznie otwarte na port. adam kamiński: tak. nie ma tu tego historycznego bagażu”. że nawet ludność napływowa. które sięgają do głębszej gdyby nie wybuchła wojna… mit założycielski. to naprawdę osobliwe. Gdańsk jest od morza odcięty peryferyjnymi dzielnicami.

bogatszemu o teorię względności alberta einsteina. gustów artystycznych i kuchni. w waszyngtońskim muzeum znajduje się także pojazd kosmiczny. z których narodziły się aparaty fotograficzne.przemian w Iranie biety. którym w lipcu 1969 roku pierwsi ludzie dolecieli na księżyc. te wszystkie nowości stały się możliwe w ogromnym stopniu dzięki modernizmowi. już niewielu ludzi potrafi funkcjo. kolorowe naczynia. dzięki wynalazkowi szkła przez Fenicjan. poruszaną jedynie siłą mięśni. rzemiosła artystycznego czy mody.22 Sztuka i nowoczeSność 23 Sztuka i codzienność Maluję przedmioty tak jak o nich myślę. który pozostał najbardziej związaną z człowiekiem maszyną komunikacyjną. również tych związanych z działalnością artystyczną. kino i w końcu telewizja. internet i telefon komórkowy odmieniły życie codzienne człowieka w sposób zasadniczy. w XVii wieku. ani dla działania. ale przede wszystkim wielki konstruktor i wynalazca – narysował prototyp roweru. rewolucją okazała się moda na kobiece spodnie. Pozwoliły na dotąd niewyobrażalne. z nowego jorku do Paryża. błyskawiczne przekazywanie informacji. czary. i tak pozostało do dzisiaj. rozpowszechniła się w pracowniach malarskich camera obscura. stał się ostatnio symbolem rewolucyjnych przemian w iranie. ekspresjoniści. czołgu. w 1909 roku louis Bléroit przeleciał kanał la Manche. nie stał się ostatnio symbolem rewolucyjnych telefon komórkowy w dłoni ko. uwiecznionym na zdjęciu. żarówka spełniała rolę słońca. futuryści. zwłaszcza mody. już w i połowie XiX wieku George Sand gorszyła paryżan spodniami zakładanymi zamiast bufiastych długich spódnic. właśnie w związku z lotem na księżyc wymyślono telefon komórkowy. które obiegło prasę całego świata. Media te w XX i XXi wieku najsilniej kształtują rzeczywistość dnia codziennego w niemal każdej dziedzinie.Telefon komórkowy w dłoni kobiety w Iranować bez tego typu urządzeń. wygodne stroje z miękkich tkanin. w ten sposób spełniając marzenie starożytnego artysty i wynalazcy deda- la. w latach dwudziestych XX wieku coco chanel. przedmioty praktyczne. architektury. pierwsza kobieta­kreatorka mody na wielką skalę. Początek wieku XX przyniósł rewolucyjną zmianę w nauce. filmu. chanel. umożliwiający porozumienie między astronautami. zwłaszcza w holandii. z tych pomysłów zrodziły się samochody. przed haussmannowską przebudową tonących w błocie. wylansowała sztuczną biżuterię. w roku 1927 małym samolotem „Spirit of Saint louis” charles lindbergh odbył swój samotny lot przez atlantyk. wreszcie krwawe doświadczenia rewolucji rosyjskich 1905 i 1917 roku. szybkie pokonywanie przestrzeni. odmieniła życie milionów kobiet na całym świecie. a nie tak jak je widzę (Pablo Picasso) teresa Grzybkowska a rtyści towarzyszą niemal wszystkim wielkim odkryciom ważnym w codziennym życiu człowieka. którą sama nosiła ra- . obyczaju. w końcu światło elektryczne zamknięto w kulistym szkle. i z niej właśnie swój początek biorą urządzenia. które praktycznie uniemożliwiały chodzenie po ulicach. do dziś jego samolot budzi wzruszenie w national air and Space Museum (narodowym Muzeum lotnictwa i Przestrzeni kosmicznej) w waszyngtonie. rzeźby. naukowemu widzeniu świata. ale też niezwykle piękne. zaczęto wytwarzać butle. rozjaśniającego ciemności nocy. istotna stała się nieustanna prowokacja i przekraczanie wszelkich granic. działający na przełomie XV i XVi stulecia leonardo da Vinci – boski malarz. samoloty i wozy pancerne. umożliwiający porozumienie ponad reżimem. które masowo zaczęły nosić krótkie włosy i krótkie. artyści tego nurtu nie widzieli przeszkód ani dla myślenia. badania Sigmunda Freuda i carla junga penetrujące tajemnicę ludzkiej psychiki. kubiści. narzucając swój styl. łodzi podwodnej i maszyny latającej. polityce i sztuce. dokonanie lindbergha było nade wszystko wyczynem szaleńczej odwagi. wreszcie szyby i cudowne witraże. Samolot. dadaiści i surrealiści zmienili nieodwracalnie świat malarstwa. a także rower. tym większej że owa maszyna pozostawiała pilotowi bardzo ograniczone pole widzenia. odkrycie radu przez Marię Skłodowską­curie. udoskonalonemu w wenecji. artyści pragnęli sprostać nowemu. Pomysł leonardowskiej maszyny latającej zrealizowano u progu modernizmu. kamery filmowe. kielichy.

jak Pijak. w sztuce XX wieku bowiem mocny seks będzie jednym z głównych tematów malarstwa. kant uważał bowiem. Édouard Manet i Gustave courbet. courbet w zakresie erotyki stał się zwiastunem przemian. grafiki i filmu. jakim go postrzegali. były fundamentalne – odrzucono piękno i miłość na rzecz brutalnego seksu i przemocy. wszystko staje się możliwe w przestrzeni irracjonalnych emocji. jak choćby w – kulminującym te wpływy – niedawnym antychryście larsa von triera. arystokratyczne pasterki romantyków. chanel swoim stylem wpłynęła na kobiecy sposób ubierania się po dzień dzisiejszy. nawet uprzywilejowani. małego sznurka noszonego przez kobiety na całym świecie. przeszedł w fazę postmodernizmu i sztuki przełomu tysiącleci. filmie epatującym seksem i lękiem przed śmiercią. bo ta przeraża. kto tego pragnie. ekspresjonistycznych. wystarczy przypomnieć prozę Georges’a Bataille’a. ale są coraz to lepiej wyposażeni w sprzęt techniczny. wedle kanta sztuka się nie rozwija. wręcz wstrząsające relacje między filmem a polityką ujął przed z górą 50 laty filmolog i socjolog Siegfried kracauer w studium od caligariego do hitlera. szybko jedzą. źle znoszą oczekiwanie. wydaje się. a zaczęło się tak niewinnie… w 1863 roku w Paryżu grupa malarzy w proteście przeciwko werdyktom oficjalnego corocznego „Salonu” wystawiła swe obrazy w „Salonie odrzuconych”. tematy zaczerpnięte z codzienności stały się programowym tworzywem płócien Maneta. w rezultacie okazało się nieprawdziwe przypuszczenie immanuela kanta. artyści ci programowo porzucili boginie klasyków. może sobie pozwolić na wizytę w niegdyś elitarnych muzeach. podobnie jak pierwsze filmy grozy o demonicznych postaciach. Swoje erotyczne credo zawarł w – po dzień dzisiejszy odważnym i szokującym – niewielkim obrazie Początek świata. w tym ostatnim ukazał dwie pogrążone we śnie. które niebawem przerodziły się w koszmar hitleryzmu. baśniowe. niezależnie. życie zwykłych ludzi. Frankensteinie i drakuli. doktorze caligari. by ich malarstwo pokazywało codzienność. narzekają na niemożność przeciwstawienia się wszechogarniającej szybkości. ogólny chaos i zamieszanie dezorientują. jako wyrazu elegancji i dobrego gustu. piękne kobiety. że pomysłowość artystów w zastępowaniu Pana Boga nie ma granic.24 25 zem z biżuterią prawdziwą. Mówiąc w wielkim uproszczeniu. że w przeciwieństwie do nauki. czy już z inną formą ludzkiej aktywności? Sztuka jest coraz bardziej dostępna. rozpowszechniła modę na sznury pereł. panujący od początku XX wieku do niemal połowy stulecia. Bulwersujące publiczność w latach dwudziestych obrazy złoty wiek i Pies andaluzyjski luisa Buñuela i Salvadora dalego stały się. tylko czy nadal mamy do czynienia ze sztuką. prawie każdy. na którego poglądy teoretycy sztuki często się powoływali. z drugiej strony jednak większość ludzi czynnych zawodowo cierpi na stały brak wolnego czasu i pożerający swobodę myślenia pośpiech. futurystycznych. Modernizm. człowiek traci instynkt szczęścia na rzecz powierzchownych przyjemności. że dzięki modernistycznym artystom rozumienie sztuki stale ulega zmianie i coraz to nową rolę spełnia ona w naszym życiu. jakim ekstrawagancjom ulegała moda przez ostatnie sto lat. jak mroczne filmy Friedricha Murnaua i Fritza langa wyrażały lęki i obsesje ówczesnych niemców. impresjoniści jako pierwsi na szeroką skalę porzucili portretowość rysów i sylwetki na rzecz gry światła. Spadkobierców tego wczesnego kina grozy można upatrywać w wielu utworach współczesnej kinematografii. egzotyczne haremy. choć zawsze posiada jakiś cel. każdy w inny sposób. zwanej art now. jego obrazy. łatwo zrozumiały komunikat lub szokować. dadaistycznych. zmiany. teraz ograniczone na ogół do jednego. ogólnego wrażenia. doskonałą anatomię postaci ludzkiej oraz idealizowany pejzaż. który dostrzega jedynie zjawiska proste. dziewczyny nad sekwaną. wkraczającą w świat groźnej. z perspektywy doświadczeń XX wieku możemy powiedzieć. od czasów starożytnych po ii połowę XiX wieku artyści starali się odtwarzać świat takim. jeana Geneta i heinricha Manna czy operę albana Berga lulu. nienastręczające kłopotów w odbiorze. jakie wprowadził w mentalności ludzkiej. niewidzialną. pragnęli. wyznaczoną granicę. chcieli zatem jak najwierniej oddać piękno i dobro. śniadanie na trawie czy Bar w folies Bergére. nagie. ogromną rolę odegrało także kino. surrealistycznych i wszelkich innych. którego atrakcje nie pozwalają na samotność. otworzyli tym samym pole manewru dla dalszych deformacji: fowistycznych. prototypami dzisiejszych thrillerów. przytulone do siebie. niewymagające wysiłku i refleksji. kubistycznych. courbet malował niemal fotograficzne obrazy: kamieniarze. przerażającej podświadomości. w tej sytuacji sztuka musi przesyłać szybki. by na moment zatrzymać biegnącego fizycznie i duchowo człowieka. metafizyczne pejzaże i bezpieczeństwo biedermeierowskiego dostatku. artysta starał się wyeksponować rzeczywistość psychiczną. której nie można przekroczyć. ludzie szybko chodzą. wykonujący profesje intelektualne. nie mają czasu na ciszę i kontemplację. sztuka ma swój kres. w błyskotliwej analizie wykazał. sen. bulwersowały pozbawionym pruderii wy- . wielkich galeriach europy i ameryki.

jak daleko posuwali się w swych fantazjach. stąd wielka rola fotografii w ich sztuce. wyrażającej pełną aprobatę na całkowite obnażenie. śmiałe spojrzenie modelki studzi męskie pożądanie. już i wojna światowa zmieniła diametralnie relacje międzyludzkie. wykazać niedorzeczność ludzkich działań. Pragnęli osiągnąć swój artystyczny cel dzięki zasadzie wolnych skojarzeń i podświadomości. więc nie tylko miłość. dobrze ukazuje postulat autora ich manifestu. Pozowała również do jego olimpii i śpiewaczki ulicznej. Miłość zastąpiła prostytucja i szeroko pojęta pornografia pełna przemocy. uznając obraz za zbyt powolny męskim gustom. wydaną w 1992 roku. mieszkał bowiem niedaleko. niezależną kobietę siedząca obok dwóch odzianych mężczyzn. andré Bretona: „najlepsze działanie surrealistyczne polega na wyjściu z rewolwerem na ulice i strzelaniu do tłumu. henri de toulouse­ ­lautrec poszedł wówczas najdalej w konsekwentnym przedstawianiu życia prostytutek. gdyż burzy stereotyp biernej kobiecości. a tym. czy dostrzegłaby inną postawę modelki Maneta wobec świata mężczyzn? odwrócona plecami do widza. zmysłowy początkowo fowistyczny koloryt henriego Matisse’a zmieniły sposób dostrzegania świata. jej seksualność należy wyłącznie do niej samej. grupy najbardziej pogardzanej przez burżuazyjne społeczeństwo. będącym ważnym etapem w ewolucji powszechnego myślenia o kobiecie. jeden z rysunków andré warnoda pokazuje wenecję po futuryzmie. jak zwierzęce. ciekawe. ale i będące wyrazem pozytywnych emocji muzea. kubistyczne obrazy Picassa oraz krańcowo różny w temperamencie. atakowali każdy autorytet. Surrealiści deklarowali zniesienie granic między tym. Futuryzm. tak ukarani zostali jego mieszkańcy za sprzeciw wobec dyktatury generała Franco. że długo nie odważono się go publicznie pokazać. dramatyczne. dadaizm. Boginie zastąpił bowiem dziewczynami z domu publicznego z ulicy avinyo w Barcelonie. by pokazać ruinę świata. co pozytywne. kupował farby w pobliskim sklepie z przyborami malarskimi. a wybór artysty można zinterpretować jako jeden z pierwszych przejawów feminizmu. . nie tylko nocą. dla kompozycji sceny w domu publicznym artysta wybrał. postać z płótna Velázqueza ma odbitą w lustrze anonimową twarz wszystkich kochanych kobiet świata. pomyślane jako hołd złożony toulouse­lautrecowi.) ten obraz był tak szokujący i rewolucyjny. jaką powoduje przemoc. ciała zasługującego tylko na wzgardę. kobietę tę w literaturze przedmiotu uznano za prostytutkę. surrealizm wyrosły na gruncie buntu wobec istniejącego porządku. w malarstwie dokumentowali to. pokazał nagą Victorine Meurent. wówczas okazało się. jaką niosą z sobą wojny. tej niezwykłej kobiecie eunice lipton poświęciła książkę. wielbiącą harmonijne piękno ludzkiego ciała. impresjoniści poszli dalej. oznaczające drewnianego konika. nie spoufala się z widzem. dnia 26 kwietnia 1937 roku baskijskie miasto Guernika po nalocie hitlerowskich samolotów zamieniło się w kubistyczną kupę gruzów. tym razem w perspektywie patrzenia na tragedię. jak na ten obraz zareagowałaby sufrażystka angielska. nadając mu nowe. na obrazie widzimy nagą. dążyli do stworzenia lepszego świata niż ten zastany. Przede wszystkim w sposób programowy i ostentacyjny zerwał z trwającą dwa i pół tysiąca lat tradycją grecko­rzymsko­renesansową. udowodniła w niej. która w 1892 roku rzuciła się z nożem na Wenus diego Velázqueza w londyńskim national Gallery. śmiały. obok dwóch ubranych mężczyzn: swojego brata Gustawa i jego przyjaciela. dając w swych dziełach przejmujący obraz ich tragicznego życia. kolejnym obrazem. artyści chcieli zniszczyć wszystko. podczas gdy modelka Maneta nosi konkretne rysy kobiety wybranej. że kubizm został jakby wymyślony po to. zredukowali ją do fizycznego cierpienia. destrukcję. został wystawiony dopiero po kilku latach. niewiele więcej wartych niż dziecinne słowa „da da”. (Picasso często je spotykał. pokazali marność ludzkiej egzystencji. podczas gdy w rzeczywistości była profesjonalną modelką. kolejnym przełomem. nad serrenissimą unoszą się cepeliny i dymią kominy fabryczne – to jedna z koszmarnych wizji futurystycznych. co widzieli. każdy. była guernica Picassa. jego nenufary zachwycają nas dzisiaj niemal abstrakcyjną ekspresją. jej postać wprowadza element niepokoju. artyści sięgali po tematy dosłownie „wzięte z ulicy”. pojawiający się często w malarstwie dawnym. zacierali kontury ludzi i przedmiotów na rzecz wrażenia. które stało się głównym bohaterem obrazu. co rozumne. motyw Sądu Parysa.26 27 borem tematu i „niedopracowanym” sposobem malowania. były Panny z ulicy avinyo w Barcelonie Pablo Picassa. a przede wszystkim światła. wcześniej Manet w śniadaniu na trawie. ironiczno­persyflażowe znaczenie. co fantastyczne. chcieli anarchii we wszystkich dziedzinach. malarką i intelektualną przyjaciółką Maneta. namalowany w 1907 roku. Picasso poddał tutaj kubistycznej deformacji trzy kobiety i chyba jednak dwóch mężczyzn – marynarza i studenta – najczęstszych klientów burdeli. a nawet pewnego rodzaju manifestem feministycznym. ten temat na stałe wejdzie do sztuki. niemieccy ekspresjoniści. tak malował przede wszystkim claude Monet. a wśród nich otto dix. że śniadanie na trawie z 1863 roku jest dziełem feministycznym. zerwali z wszelką tradycją. Picasso dokonał w tym dziele prawdziwej rewolucji. zmasakrowanego.

jest dziełem sztuki”. ten dziwaczny i absurdalny pomysł jednych zachwycał. często jednak ujętą w klasyczną formę. w programowym bezczeszczeniu uznanych wartości duchamp znalazł wielu naśladowców. a potem suszarkę na butelki. wiek XX należał do hiszpanów i Francuzów. ale i o życiu. zorganizowana w 2006 roku w paryskim centre Pompidou.o. fundamentalnych zmian w myśleniu nie tylko o sztuce. malarstwo.. zarówno dali. demiurgiczną rolę twórcy. aprobata surrealistów dla tego dzieła wynikała z pełnego spełnienia przez oppenheim kolejnego postulatu Bretona. które miało fundamentalne konsekwencje dla sposobu myślenia o sztuce. Po niespełna dekadzie kurt Schwitter sformułował wszechwładzę artysty w dosadnych słowach: „wszystko. Filiżankę z futra pokazano na pamiętnej wystawie nowojorskiej „Sztuka fantastyczna. czy dany przedmiot jest dziełem sztuki. którzy stali się w końcu XX wieku bohaterami „spisku sztuki”. które w języku francuskim oznaczają „elle a chaud au cul” („ona ma gorący tyłek” lub „ona ma ogień między nogami”. zaskoczyć. powstałej w wyniku rozmowy z Picassem w paryskiej kawiarni. konsekwencji tego zdania nie można przecenić. tomek kawiak zrozumiał myśl dadaisty dosłownie. nawet moda. ten wulgarny komentarz w odniesieniu do uświęconego arcydzieła był wówczas szokujący. dowiódł. lecz chciał widza sprowokować. że tylko artysta decyduje o tym. spowodować wybuch gniewu lub śmiechu. Meret oppenheim w 1936 roku pisała: „wolności się nie dostaje. dada i surrealizm” w 1936 roku. Sztuka Picassa i dalego obdarzyła świat rewolucyjnymi formami i nieograniczoną niczym wyobraźnią. Skandal. kiedy dawny porządek świata dosłownie legł w gruzach. chcąc porzucić mit artysty jako twórcy. by przedmiotom codziennym nadać inną funkcję. zwłaszcza wielbionych arcydzieł. lecz umocnił mityczną. którzy pragnęli widza sprowokować. w tym sensie praca oppenheim jest symptomatyczna dla losów dzieła i twórcy w XX wieku. co wypluje artysta. Mistrzem intelektualnej dekonstrukcji. w 1919 roku duchamp na kolorowej reprodukcji tego obrazu domalował kobiecie wąsy i bródkę oraz dopisał tajemnicze litery l. który zawsze łączył się z działaniami dadaistów. co wystawiał duchamp. trzeba ją wywalczyć”. czyli jest seksualnie rozpalona). literatura. najwyraźniej należy do tego tłumu. innych oburzał. dzisiaj zaś nikogo nie dziwi. obok fontanny drugim przełomowym dziełem gotowym. tak wnikliwie zanalizowanego przez jeana Baudrillarda. wystawa. niemal wszystko. a zatem. gdzie alfred h. było prowokacją. która zadecydowała o obliczu sztuki następnych dziesięcioleci XX stulecia.28 29 kto nigdy nie odczuł chęci rozprawienia się z tą straszną zasadą poniżenia i ogłupienia. Poeta nawoływał. mistrzami tego stulecia stali się Pablo Picasso. Barr kupił ją dla Museum of Modern art. tylko artysta podejmuje decyzję. zatytułowana „dada”. od tej pory artysta nie czekał na aplauz publiczności. od dadaistów po artystów współczesnych. udowodniła. w tym samym roku stworzyła swoją najsłynniejszą pracę filiżanka. na polskim gruncie wystarczy przywołać choćby prace katarzyny kozyry i doroty nieznalskiej. wywołać poczucie absurdu i zaskoczenia. jak silną i trwałą pożywką dla artystów na długie dziesięciolecia stały się absurdalne. wysyłając na wystawy swoją plwocinę. w ironicznej opozycji do sławnego śniadania na trawie Maneta. jak i Picasso znaleźli wielu naśladowców. nie było rzeczy niemożliwych od momentu. co zasługuje na miano dzieła sztuki. wyrażonego w jego eseju kryzys przedmiotu. rzeczy gotowe – ready made. a nade wszystko wykazać swoje lekceważenie dla sztuki dawnej. . duchamp. był Marcel duchamp. co dowodzi ogromnego sukcesu idei dadaistycznych. reprezentowani przez trzech geniuszy: leonarda da Vinci. bezcześcić. Salvador dali i Marcel duchamp. paradoksalnie. oszołomić.Q. ale i o całym świecie wartości. artyści sprostali temu wyzwaniu nowej rzeczywistości. szalone pomysły surrealistów i dadaistów. Postulat ten został spełniony z nawiązką – codziennie doświadczamy niezwykle boleśnie przejawów terroryzmu w każdej postaci.o. dali był wielbicielem rafaela i nauk ścisłych. duchamp nie osłabił. Stało się ono programem wielu. wstrętem. egzystencjalny i intelektualny wybryk stał się ponurą rzeczywistością. spodek i łyżeczka pokryte futrem. zadziwić. natomiast duchamp wycisnął nieodwracalne piętno na sposobie myślenia nie tylko o sztuce. a jego brzuch powinien znaleźć się na linii ognia”. kiedy w 1914 roku wniósł do galerii pisuar. następnie koło rowerowe. a dotyczącej roli kawiarni jako miejsca artystycznych spotkań. Przyniesioną prosto ze sklepu muszlę klozetową nazwał fontanną i oświadczył. że do rangi dzieła sztuki można wynieść przedmioty codziennego użytku produkowane masowo. nazwaną przez Bretona futrzanym śniadaniem. i to było ważne – od tej pory w sposób istotny wzrosła rola marchandów i krytyków sztuki. film. rafaela i Michała anioła. Sama artystka nie przywiązywała takiego znaczenia do tej kompozycji. ukatrupić bestię nawyku. estrada. Sztukę renesansową tworzyli głównie włosi. epatuje nim nader często życie. stał się na dziesiątki lat dewizą artystów. stał się akt wyszydzenia arcydzieła kultury zachodniej – powszechnie podziwianej Mona lisy leonarda da Vinci. epatować brzydotą. oburzyć.

w zaprojektowanym przez nich pokoju i domu.30 31 Malarstwo. które powstawały w Berlinie. malarstwo. wpłynęło wreszcie na inne sfery życia. liczący niemal 230 m wysokości. Mieszanie z błotem poprzedników stało się regułą. co doprowadziło po wielu latach do wzniesienia w 1977 roku centre Georges Pompidou w Paryżu. rzeźba. malarz i rysownik. wznoszono je zwłaszcza w nowym jorku i chicago. początkowo bulwersującego umieszczonymi na zewnątrz rurami i windami. . muzyka.) w pierwszych latach istnienia Bauhausu kładziono wielki nacisk na rzemiosło artystyczne. szklane płaszczyzny i płaskie dachy. stanął w 1913 roku. twórcą tego nurtu był william Morris. ale i codziennego otoczenia. woolworth Building w nowym jorku. związany z ruchem arts & crafts. powtarzane po wielekroć. taką genezę miał również warszawski Pałac kultury. dzisiaj stanowi doskonałą scenografię dla wystawianych tam oper richarda wagnera. Program tej budowlanej szkoły wykładał mistyk johannes itten. w całej europie Gombrowiczowscy Młodziakowie odczuli potrzebę zmian. do dziś nie ma sobie równych w tym względzie. podobnie jak wielki „teatr dla pięciu tysięcy”. itten postulował całkowite zniszczenie przeszłości. to stałe negowanie poprzedników. taut wierzył. po latach zaś pojawił się sonoryzm. Symbolem nowych czasów stały się amerykańskie drapacze chmur – świątynie kapitalizmu. zwłaszcza na politykę. (zbieżne z ich programem ideały prostoty przyświecały muzykom. natomiast architektura i rzemiosło artystyczne spełniają głównie funkcje użytkowe. którego oddziaływanie okazało się silne i trwałe. wszystkie miejsca w duchu egalitaryzmu sprzedawano po jednakowej cenie. „kolorowe szkło niszczy nienawiść” – pisał zaprzyjaźniony z architektem poeta Paul Scheerbart. w malarstwie doskonałym przedstawicielem tego nurtu był rosjanin wassily kandinsky. rzemiosło artystyczne. nie tylko przecież przez artystów Bauhausu. dadaistów i surrealistów w pewnym sensie dały podstawy modernistycznego stosunku do sztuki. ćwiczył on swych uczniów w umiejętności usuwania emocjonalnych oraz intelektualnych barier. Gdy w ameryce wznoszono drapacze chmur. tworząc przeszklone. dzięki sztuce obejmującej wszystkie dziedziny życia. z fasadami przypominającymi świątynie greckie jak ta w Paestum. Politycy zachowywali się tak. w tej architekturze wielką rolę spełniały proste bryły. nowym „świątyniom mocy”. działający pod wpływem johna ruskina. Podobne ideały przyświecały grupie artystów skupionych pod wodzą waltera Gropiusa w powstałym w 1919 roku w weimarze Bauhasie. kopułowe wnętrze. działającym w latach sześćdziesiątych XX wieku. zanim zbuduje się doskonale społeczeństwo oparte na ideach socjalistycznych. Mackintosh. architekci eksponowali infrastrukturę techniczną. w niemczech początki modernizmu były odmienne. ich celem była utopijna wizja ukształtowania nowego społeczeństwa. Poelzig pozostawał pod dużym wpływem Brunona tauta. Pragnęli stworzyć jednolity styl łączący wszystkie dziedziny sztuki: architekturę. ale wewnątrz posiada dość konwencjonalne sale. nierzadko czerpiąc inspirację z lokalnej tradycji. stanie emocjonalnego dynamizmu. twórca pierwszych akwarel abstrakcyjnych. jakby tylko ci będący aktualnie u władzy mieli monopol na dobre rządy. we wrocławiu hans Poelzig w 1913 roku skonstruował ekspresjonistyczną. która miała uczcić setną rocznicę zwycięstwa niemiec nad napoleonem. zbudowany dla Maxa reinhardta. w różnych krajach zaczęto budować odmiennie. czego najboleśniejszym przykładem był faszyzm. dzieło dwóch architektów. nawet zbyt małe dla modnych. literatom i artystom różnych branż nurtu minimal art. na przełomie XiX i XX wieku ważny wkład w rozwój nowej architektury wniósł działający w Glasgow architekt charles r. Budynek wciąż szokuje swym zewnętrznym naskórkiem. wielkowymiarowych obrazów. literatura to „sztuki czyste”. twórcy „mitologii szkła”. żelbetonową halę Stulecia o gigantycznej szklanej kopule. wyrażającej dionizyjskie upojenie nadczłowieka spełniającego się w „woli mocy”. zmarły w 1896 roku angielski pisarz. jego poglądy w połączeniu z działaniami futurystów. wówczas największej na świecie. wyrażał iście nietzscheańską „wolę mocy”. Budynek ten. a ich muzycznym odpowiednikiem stały się dodekafoniczne utwory arnolda Schönberga. artyści ruchu arts & crafts odpowiadali na potrzeby codzienności. nie tylko w sferze mentalnej. architektura ekspresjonistyczna dowodziła wielkiego wpływu myśli nietzschego. Była to przestrzeń bez podziału na scenę i widownię. że szklane budowle zmniejszą zło na świecie. a nawet określający wygląd książki leżącej na stole. grafika. włocha renzo Piana i anglika richarda rogersa. drapacze chmur – symbol amerykańskiego dobrobytu – budowano także w Moskwie i innych miastach objętych władzą sowiecką. po nowemu. tu monumentalne formy nadawano fabrykom. Przekraczający wszelkie dotychczasowe normy artyści oraz zwykli ludzie przez nich uwiedzeni zapragnęli mieszkać w innych niż dotychczas domach. najsłynniejszy z nich.

rozłożysta forma rzeźbiarska – ni to statek flagowy. inspirowane poglądami socjalistycznymi rodem jeszcze z XiX wieku. zwłaszcza za sprawą hiszpańskiego architekta Santiago calatravy. bez powodzenia. wzniesiony wedle projektu Franka Gehry’ego. jego unité d’ habitation. w 1997 roku w baskijskim stoczniowym mieście Bilbao stanął najbardziej znany budynek muzealny na świecie. nie możemy zapomnieć o zmianie funkcji budynku muzealnego. „ślimacznikową” formę dla Muzeum Guggenheima w nowym jorku. lewicowej koalicji wówczas rządzącej Francją. stąd obiekt trudno nazwać muzeum. metalową pętlę autostrady. w setną rocznicę audi. inny – wieloryba. znane z niemal każdego kraju dawnego bloku wschodniego. podobnie jak futuryści. rozważając wpływ modernizmu na nasze codzienne życie. wzniesiony dla edgara kaufmanna w 1936 roku. zoomorfizm w architekturze stał się modny w początkach XXi wieku. Gerry judah wzniósł 32­metrową. a hasło solidarności zrobiło wielką karierę również w Polsce pół wieku później. Budynki te. choć pracował w żelbecie. lecz nie praktyczne. wykonanie gigantycznej marmurowej rzeźby samochodu. a na jej końcach umieścił stary i nowy model tego samochodu. tadao ando. Polityczny charakter tej budowli manifestował napis: „zaczyna się nowa era solidarności”. na przykład modny obecnie japoński architekt tadao ando korzysta z żelbetu. le corbusier był zafascynowany. na wystawie powszechnej w Paryżu wzniósł świątynię nowoczesności. w tym duchu zaprojektował Muzeum Sztuki nowoczesnej w Fort worth koło miasta dallas w teksasie. szybkością i samochodami. realizowały ideę moralnej odnowy i reformy społecznej. w 1925 roku domy dla robotników projektował le corbusier w osiedlu Passac koło Bordeaux. podobnie jak jego poprzednicy. stały się niebywale modne. Frank lloyd wright. Szkło jest jednym z ulubionych tworzyw amerykańskiego architekta chińskiego pochodzenia ieoh Ming Peia. ta pasja osiągnęła kulminację w XXi wieku. usytuowane nad jeziorem Michigan. bardzo lapidarną. z których jeden przypomina pszczołę. jaki kiedykolwiek przedtem powstał. czego najlepszy wyraz dał w konstrukcji szklanej nad dziedzińcem Muzeum Brytyjskiego w londynie. ostatnio andrea Fraser pokazała tam film wideo Mały frank i jego karp. Przebudowane przez niego Muzeum w Milwaukee. który co rano rozpościera skrzydła. Budowla ta stała się dziełem sztuki. jeden z najwybitniejszych architektów modernistycznych. tworzył wille wtopione w krajobraz. a zamyka je wieczorem. namiot uznano za świątynię nowej modernistycznej wiary. ni to rozkwitła róża z blachy tytanowej – nie jest podobna do żadnego budynku. podziwianym bardziej niż eksponaty znajdujące się w jej wnętrzu. działający współcześnie z le corbusierem auguste Perret tworzył słupowo­belkową architekturę. będący hasłem Frontu ludowego. oddziałał silnie na swoich artystycznie bliskich i dalszych następców. owe „maszyny do mieszkania” spełniały postulaty ideowe. autora wspaniałych budynków muzealnych w walencji. wykonane w krysztale lub metalu. również norman Foster stosuje smukłe słupy – kolumny jak te w carré d’ art (1993) w prowansalskim nîmes. gdzie nawiązał do stojącej tuż obok. le corbusier był też prekursorem innych pomysłów. gdyż jest to raczej galeria nieustannie zmieniających się wystaw. strzelającą w górę. na festiwalu szybkości w angielskim hrabstwie west Sussex. Miała to być rekonstrukcja hebrajskiego namiotu świątynnego na pustyni. Ptaki inspirowały też calatravę. wynikającej z fundamentalnej rewolucji. w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia alina Szapocznikow proponowała. gigantyczne instalacje. jaka dokonała się w sztuce na przełomie XX i XXi wieku. artystka wykonała lubieżny taniec. Skonstruowana na terenach dawnych doków. w kubicznych salach najczęściej prezentowane są różnej wartości instalacje lub pokazy wideo. doskonale zachowanej rzymskiej świątyni zwanej Maison carrée. były punktem zwrotnym we współczesnej architekturze osiedlowej. twórcy między innymi wejściowej piramidy na dziedzińcu luwru (1989) i szklanych schodów w Muzeum historycznym w Berlinie (2000). Po dziesięciu latach wright wymyślił chyba pierwszy budynek zoomorficzny.32 33 dla modernistycznych architektów znamienne było zainteresowanie domami i osiedlami robotniczymi. choć były bardzo niewygodne i niepraktyczne. zyskało formę wielkiego ptaka. dzisiaj rzeźby przedstawiające sławne marki aut. w któ- . liczne również w Polsce. w którym tworzy proste formy nawiązujące do stylisty- ki japońskiej świątyni. jak słynny już od dawna „dom nad wodospadem” w Pensylwanii. jest zafascynowany rolą szkła. ku chwale szczególnie cenionych marek tworzy się wielkie rzeźby kinetyczne. wpływ le corbusiera na codzienny krajobraz osiedli mieszkalnych nie w każdym przypadku okazał się pozytywny. żelbetonowe bloki mieszkalne w Marsylii z lat 1946–1952. te zaprojektowane jako idealne budynki „jednostki mieszkalne” wpłynęły silnie na o wiele bardziej prymitywne „mrówkowce”. przypominającą budownictwo drewniane. auta inspirują twórców wszelkiego typu – od tych projektujących muzea po tych wymyślających wzory na torebkach i formy laptopów. gdy projektował lotnisko w lyonie (1994).

wtórność. Budapeszcie. dla którego piękno jest istotnym składnikiem spektaklu. z powodu kryzysu odrzucono wielkie plany budowy zespołu falujących jak płomienie wież w dubaju oraz szklanej 612­metrowej wieży projektu Fostera w Moskwie. taka wizja nie daje szczęścia. nowe siedziby muzeów stanowią obecnie najbardziej twórczy dział architektury. a jednak istnieje cała rzesza odbiorców aprobujących ten stan rzeczy. obok dzieł starszych. na świecie. w której podczas okupacji właściciel ocalił od zagłady ponad 1000 żydów (co ukazał Steven Spielberg w znakomitym filmie lista schindlera). głównie ze względu na kiepskie materiały. arogancję. gdzie znajdują one widzów niejako z przymusu. pierwszego muzeum mieszczącego archiwa wielkich architektów. jest wręcz synonimem kiczu. czyli dawnej fabryce Poznańskiego. w gruncie rzeczy spełniło się marzenie futurystów. w San Francisco daniel libeskind zaprojektował nowoczesną część dołączoną do starej elektrowni. takie zestawienia budzą irytację. którzy do niego dążą. obrzydliwość. obecnie angielski filozof roger Scruton głosi. specjalnie stworzonych przestrzeniach. Berlinie. również instalacje i twory najnowsze. ta nonszalancja i dziwaczność dotyczy też sztuk plastycznych. instalacja w samej swej istocie są niemuzealne. takie hotele istnieją między innymi w atenach. wiele tworów powstałych w ostatnich dziesięcioleciach nie przetrwa próby czasu. na margines spycha się artystów. w której mieści się Muzeum żydowskie. jedną z nich była figuratywna sztuka . ocierając się o jeden ze słupów. wraz z Pietą rondanini Michała anioła. jest znakomitym przykładem niszczenia piękna. była przez ostatnie dziesięciolecia królową sztuk. gdzie dzieła mistrzów włoskiego renesansu. już w 1939 roku sławny krytyk clement Greenberg poświęcił studium zagadnieniu awangardy i kiczu. a nie malarstwo. ostatnia inscenizacja krzysztofa warlikowskiego. Błękitne bryły składają się na hebrajskie słowo „l’ chaim” – „życie”. brzydotę. współczesne obrazy i rzeźby prezentuje się w hotelach. wideo. nie ulega wątpliwości. dobrze na ten cel nadają się wnętrza poprzemysłowe. nowa sztuka nie potrzebuje muzeów w tradycyjnej formie. którzy od lat siedemdziesiątych XX wieku lokowali galerie sztuki na najwyższych piętrach domów towarowych. narcyzm i profanację. Można je bowiem pokazywać w innych. urządzone w starej elektrowni. w rzymie wzniesiono futurystyczny budynek Muzeum Sztuki XX i XXi wieku projektu sławnej irakijki zahy hadid. w miejsce miłości pokazano tam śmierć. a więc dokładnie przed stu laty. król roger w operze Paryskiej. jakby miała za chwilę runąć). jak sławne już tate Modern w londynie. podejmuje się próby odejścia od tego starego już schematu. że to architektura. obecnie wielu kuratorów muzeów sztuki dawnej pod przymusem mody umieszcza w stałej ekspozycji. również w Polsce. w Polsce niedawno otwarto wspaniałe muzeum sztuki współczesnej w Manufakturze w Łodzi. taką sytuację możemy oglądać w castello Sforzesco w Mediolanie. muszą „znosić” towarzystwo współczesnych obrazów oraz instalacji. ale w zakresie inscenizacji operowych mamy na szczęście znakomitego Mariusza trelińskiego. na koniec doznała erotycznej rozkoszy. według projektu Gehry’ego (większość domów wyglądałaby. a nawet w Polsce. między innymi dla mieszczącego skarby sztuki modernizmu art institute w chicago. zaniechano także całkowitej przebudowy Brook­ lynu w nowym jorku. kilka budynków muzealnych Plany budowy zespołu falujących jak płomiewzniósł lub zmodernizował nie wież w Dubaju w Stanach zjednoczonych Piano. technologia bowiem pozwala na wykonanie nawet najbardziej wykrzywionej i niedorzecznej konstrukcji. Galerie w hotelach doskonale ukazują potrzebę związania sztuki z codziennością. w kra- kowie tego typu instytucję ulokowano w fabryce Schindlera „emalia”. odrzucających wszelkie autorytety i dosłownie niszczących muzea. choć czasy świetności ma za sobą.34 35 rym oddawała się budynkowi. np. epatowanie zbrodnią. happening. Prekursorami takich pomysłów byli japończycy. Może ich przyzwolenie wynika z ignorancji? a może z kultu brzydoty? Piękno stało się niemodne. do czego nawoływał poeta Filippo Marinetti w swoim manifeście z 1909 roku. że odrzucenie piękna pozbawiło współczesnego człowieka radości życia. Pomysłowość w zakresie ekspansji nowej sztuki nie zna granic. wszyscy są już mocno zmęczeni dziwacznością i ekstrawagancją budynków. łódzka Manufaktura i sopocki hotel o dadaistycznej nazwie i wyposażeniu –„lalala”. ale też… nudą.

jak np. Gray była wszechstronna. artystka poznała doskonale metodę produkcji wyrobów z laki. co się ostatnio dzieje w sztuce. którzy tworzą dzieła pod każdym względem niezwykłe. andy’ego warhola. projektowała wykonywane z niej parawany do kreowanych przez siebie luksusowych wnętrz. leżący na morskim urwisku. olaf eliasson. nie są bowiem potrzebne do zjedzenia śniadania czy napicia się kawy. dzbanki i cukiernice w tradycyjnych formach. masową skalę. świecący krąg słońca w londyńskiej Sali turbin w tate Modern. rzeźbionymi. eliasson zaprzyjaźnił się z polskim akcjonistą Pawłem althamerem i w planowanej przez niego galerii rzeźby na warszawskim Bród- . z myślą o siostrze. którzy tam wystawiali: krzysztofa izdebskiego i Macieja świeszewskiego. ale na całym świecie. cztery sztuczne wodospady. eliasson doskonale zrozumiał zasady dzisiejszego rynku sztuki. drewnianymi oparciami. przechwycenia jednej z boskich tajemnic. z pięknym widokiem. należąca teraz do domu mody hermes. wykonując wielkie rozmiarami prace. dzisiaj projektanci mody prześcigają się w dadaistycznych pomysłach. nie może pracować sam. zaprojektowała również dom dla siebie zwany „willa e­1027”. noży czy widelców na proste. te luksusowe przedmioty to w gruncie rzeczy sztuka dla sztuki. wiele zawdzięcza talentowi Gray. ale także z modnych materiałów – różowego tytanu i plastiku przypominającego kamień. wedle zasady: maksimum komfortu na minimalnej przestrzeni. kryształowych dekoracji. takie firmy. ma swoje odpowiedniki w skali globalnej. najbardziej bodaj znany sprzęt modernizmu. sztuczne słońce. która natrafiła na gwałtowny. nie można też zapominać. Produkowany wówczas na wielką skalę banalny przedmiot codzienny. Modernizm i postmodernistyczny świat sztuki przyzwyczaiły nas do absurdu. zatrudnia więc cały zespół ludzi. zlekceważyć. który w 2002 roku zainstalował gigantyczny. w nowej kolekcji mody na jesień/zimę 2009/2010 alexander McQueen proponuje na głowie klatki dla ptaków lub parasole. choć nie tylko ze złota czy srebra. zaprojektowała. jego twórczyni była niezwykle modna w latach dwudziestych. słynęły ze specyficznych. które przyniosły jej sławę. dzisiaj artyści często nawet nie oglądają swoich produkowanych seryjnie prac. sprowadzonych przez donalda kuspita i krzysztofa izdebskiego z los angeles. dążąc do jak największej prostoty. został sprzedany za 22 mln euro – to najwyższa cena. która inspirowała krawców. stolik „e­1027”. w tym zalewie nonsensów oraz irracjonalnym zamęcie są artyści. krytyka prasowa zrobiła wszystko. geometryczne. multiplikujących puszki po coca coli lub zupie campbella. zarówno w rzemiośle artystycznym. Mniej wymyślne przedmioty codziennego użytku o nowych formach tworzono na większą. które sprzedają w internecie. tak teraz modne. eliasson. wysokie na 30 m. w nowym jorku na east river. często kanciaste. jak dawniej solniczka celliniego wykonana dla króla Franciszka i lub figurki miśnieńskie umilające uczty od czasów saskich. czasy art déco. jak i w modzie często zwracano się wówczas do sztuki japońskiej lub iberyjskiej. reliktami są w tym względzie pewne domeny rzemiosła artystycznego w tradycyjnym swym znaczeniu. stale atrakcyjna porcelana rosenthala. by obrazy dwóch artystów gdańskich. że wielka sztuka wpływała przez dziesiątki lat na wygląd witryn magazynów i sklepów. z okazji aukcji dzieł sztuki należących do yves Saint laurenta i jego przyjaciela. niegdyś skandynawski mistrz breakdance. jaką kiedykolwiek zapłacono za obiekt sztuki dekoracyjnej powstały w XX stuleciu. wedle recepty duchampa. przypomniano niezwykłą artystkę eileen Gray. skórzany z wymyślnymi. niedawno. fryzjerów i modystki. stał się dziełem sztuki. już dzięki samej tylko rzetelności warsztatowej. w znacznym stopniu przyczynili się do tego twórcy Bauhausu. jak nazywa twórców post­sztuki Paweł huelle. projektując wielki model BMw wystawiany w monachijskiej Pinakothek der Moderne. Modernizm zmienił zastawy stołowe. Pełnią rolę współczesnej biżuterii stołowej. a nawet kultu brzydoty. wywołuje w pierwszej chwili wrażenie cudu. karl lagerfeld – hełm kosmiczny pokryty futrem. le corbusier. zwanego corianem. w latach dwudziestych pojawiło się sporo twórczych indywidualności specjalizujących się w tym zakresie. wytwarzają naczynia stołowe. jak założone jeszcze w XiX wieku christofle czy Puiforcat. formy talerzy. zgodnie z takim założeniem artysta ustawił w 2008 roku. choć stanowią one nadal. propozycję alternatywną wobec dominującego blagierstwa. który się z nią wówczas przyjaźnił. Potrzeba piękna niemal nie istnieje. Pierre’a Bergé. Giorgio armani zaś poleca płaszcz obszyty czymś w rodzaju płyt kompaktowych.36 37 „nowych dawnych Mistrzów”. stale świecące we wnętrzu. ostatnio i on uległ magii samochodu. i to nie tylko w Polsce. ogromne. Ma w tym zresztą znakomitego poprzednika w osobie mistrza pop­artu. lecz na efekt zaskoczenia. którą tworzy się nie przez wzgląd na subtelność pomysłu. jak np. która lubiła jeść śniadania w łóżku. wystawa została zaprezentowana w 2008 roku w Pałacu opatów w Gdańsku­oliwie. zaprojektowany przez nią fotel „Serpent”. wszystko bowiem. zwarty opór „awangardyków”. który angażował znajomych do swoich serigrafii.

czyżby losy jacksona stały się ostrzeżeniem dla wielu artystów gotowych dla sukcesu na każdy eksperyment. trzeba przyznać. zaspokajał tajemnicze. gdzie mieszka od 30 lat. własnej intymności. z tęsknoty za doskonałym pięknem upodobnił się do swojego ideału – piosenkarki diany ross – operacje plastyczne dały mu jej twarz. gdzie aktualnie przebywa artysta. obiekty zaczynają istnieć nie jako przedmiot. jackson. białym a czarnym. które opiera się czasowi. lepszy człowiek stworzony dzięki postępowi nauki? Pod koniec życia przypominał raczej upiora z pierwszego teledysku thriller (1982). nie był czarny ani biały. pępkiem świata w tej wizji jest zatem jego osiedle Bródno. upiornego projektu biologicznego. w pewnym sensie ten czarno­biały piosenkarz ułatwił wyborcze zwycięstwo prezydentowi Barackowi obamie. może w chwili śmierci zatrzymanego w pół drogi. król popu został wykreowany na rodzaj work in progress. właściwie nie miał życia prywatnego. ani Maria callas. by stworzyć zupełnie nową formę rzeźby społecznej. ale jednak sztucznym człowiekiem. Był ojcem trójki dzieci. w tym zatraceniu granicy między życiem a sztuką? wygląda na to. dzięki internetowi i telewizji. artyści odchodzą od tradycyjnych – stojących. postać niezwykła. hetero­ a homoseksualistą. 4 czerwca 2009 roku. upiornego projektu biologicznego laserowych. król popu. wiadomość o jego śmierci obiegła wszystkie kontynenty. jego taneczne ruchy zwinnej pantery dynamizowały atmosferę. zastanawiając się nad antropologicznym fenomenem jacksona. środek kosmosu znajduje się zawsze tam. wyglądał jak bezczasowy manekin. ale jednocześnie miały w sobie coś mechanicznego. Gdy 26 czerwca 2009 roku umarł Michael jackson. wręcz mroczne potrzeby nieśmiertelności. jak to uczynili joseph Beuys i christi. wywołała burze emocji. althamer z okazji 20. relacja między ludźmi. by w złotych kombinezonach jako złoci kosmici polecieli złotym samolotem do Brukseli. stwarzając jakby inną rasę. a jednocześnie zawsze niedojrzałym psychicznie Piotrusiem Panem. nie był mężczyzną ani kobietą. powstaje pytanie: jakim stał się z biegiem lat człowiekiem? jak napisał Łukasz Musiał w „tygodniku Powszechnym”. że król popu był dramatycznym przykładem najdalej idącej w samozniszczeniu „sztuki ciała”. Siła oddziaływania jacksona była piorunująca. a jej konsekwencje – groźne i niezwykle poważne w skali powszechnej. ani nawet elvis Presley – nie był tak opłakiwany. Mając 50 lat. wiszących lub nawet opakowanych rzeźb czy budynków. czyżby nowy. nigdy żaden artysta – ani Michał anioł. na ostatnim Biennale w wenecji widzów przechodzących koło pawilonów norwegii. spalał się cały na scenie. nawet jeśli prowadzi do śmierci. zaznanej tu. od których kłębiło się w tym wymyślnym lunaparku. czyli 1/6 ludzkości. albo inaczej – że nie ma rzeczy niemożliwych. w takim święcie uczestniczą miliony. Szwecji i danii zaskoczył wielki kwadratowy basen z pływającym manekinem trupa. bo nie była to droga samozagłady ani Vincenta van Gogha. w blasku fleszy i reflektorów Jackson został wykreowany na rodzaj work in progress. jego szczupłe ciało promieniowało niezwykłą energią. Modernizm i postmodernizm przyzwyczaiły nas do tego.38 39 nie wystawi swój kalejdoskop lodowy. gdy w początkach XiX wieku izabela czartoryska złotą szpilką zaznaczała na mapie świata swoje Puławy jako jej centrum? wówczas czynność ta miała aspekt elitarny. kształt ust i oczu. lecz jako sytuacja. zaprosił 150 swoich sąsiadów z mrówkowca na warszawskim Bródnie. ani yves kleina. że niektóre z tych pomysłów są porywające. ten pomysł rodem z filmów alfreda hitchcocka zatrzymał na chwilę spacerowiczów spieszących do nowych atrakcji. nie można i nie ma potrzeby w tej sytuacji odcedzać prawdziwego żalu od komercji. który odkrywa planetę ziemię. ostatnio byliśmy świadkami sytuacji jeszcze niedawno niewyobrażalnej. świat dosłownie zamarł w żalu. transmisję z uroczystego pożegnania piosenkarza oglądało miliard ludzi na całym świecie. dążył do ideału piękna. jak wiele zmieniło się od czasów. rocznicy wolnych wyborów. nie miał też wieku. na ziemi. efekt oszałamiający! althamer od lat realizuje pomysł bycia kosmonautą. dzieckiem a dorosłym. jakim była tegoroczna przestrzeń Biennale. między istotą ludzką a cyborgiem. idea fantastyczna. wszyscy przeżyli radosny dzień w stolicy unii europejskiej i wieczorem wrócili do swoich mieszkań. choć niezaprzeczalnie był idolem popkultury. teraz. który przyniósł mu sławę i fortunę. przywodząc na myśl Frankensteina – jakby jackson był pięknym i sprawnym. czarny piosenkarz wykreował siebie na rodzaj nadczłowieka. Społeczeństwo amerykańskie miało . mężczyzną a kobietą. że każdy absurd jest możliwy.

to najistotniejsza część kultury. pozostanie nieodłącznym elementem ludzkiego świata. teraz ma też swego czarnego prezydenta. w nowojorskim Metropolitan Museum urządzono ekspozycję zegarków. namiętnie w siebie wpatrzonych. Suknie. którym towarzyszą imponujące katalogi. Muzea stały się instytucjami często zastępującymi uniwersytety. ich kupowanie zaś – lokatą kapitału w przedmioty artystyczne. waszyngtonie i w Bostonie. trudno o większy wpływ sztuki na życie. może nawet barrzył suknie o wzodziej niż kiedykolwiek. Mieści on zbiory dawnego Muzeum akropolu. torby. a mówimy o malarstwie. biżuteria stają się coraz częściej dziełami sztuki. Saint Laurent twoSztuka. w atenach. amerykanin Bernard tschumi zaprojektował optycznie lekki. mrocznym chaosem. tak jak jackson stał się światowym idolem pewnej „ciemnej strony mocy”. ustawiając na tegorocznej wystawie portretu barokowego we florenckim Museo nazionale del Bargello naprzeciw siebie popiersia Gianlorenza Berniniego i constanzy Bonarelli. zaprojektował 91­letni ieoh Ming Pei. louis Vuitton. wytwórca luksusowych akcesoriów podróżnych. której podstawą było wyobrażenie piękna i głębsza refleksja nad człowiekiem. rzymu i w Stanach zjednoczonych. panującego nad irracjonalnym. w katarze ma też stanąć nowoczesny gmach Muzeum narodowego projektu innej gwiazdy architektury. jest wciąż żywa – dowiedli tego włosi. Mimo wielu krytyków i oponentów. rzeźbie. specjalnie na pokaz sztuki zainspirowanej torebkami chanel. racjonalny. Firma chanel w 2007 roku zamówiła u modnej. ale znamienny dla nowych czasów. Muzeum Sztuki islamskiej w dausze w katarze. wspominanej już architekt hadid pawilon. a Pablo Picasso i lucian Freud projektowali etykiety na butelki wina château Mouton rothschild. tak wykształcony. Paryża. Szejk za prawo używania nazwy i wypożyczone z luwru eksponaty zapłacił 555 mln dolarów – pomysł do niedawna niewyobrażalnie ekstrawagancki. wpłyrze zaczerpniętym wa na zwiększenie poczucia z obrazu Pieta Mondriana powszechnego luksusu życia codziennego. nie tylko w wystawach stałych. zegarki. Francuza jeana nouvela. którą do szaleństwa . grafice. właściciele domów mody angażują wybitnych architektów. Stale powstają nowe budynki przeznaczone do przechowywania dawnych zbiorów. powierzył Gehry’emu zaprojektowanie wnętrza budynku firmy w Paryżu.40 41 już czarnego bohatera popkultury. Florencji. ale także w formie wspaniałych ekspozycji czasowych. w 2009 roku pomysł ten znalazł analogię w aktualnie czynnej wystawie zabytkowych torebek ze zbiorów Muzeum narodowego w krakowie. szczególnie w nowym jorku. stosując najnowocześniejsze osiągnięcia wiedzy humanistycznej i technicznej. otwarty w czerwcu tego roku. Mimo różnych ekstrawagancji sztuka dawna ma się dobrze. dające kompendium wiedzy o wielkich mistrzach i najważniejszych nurtach. Sztuka. nieustannie wpływając na naszą codzienność. nadal stanowi niewzruszony bastion ludzkiej kultury. Sztuka ta. te wielkie muzea wzięły na siebie ciężar oferowania sztuki milionom ludzi na całym świecie. ze zbiorami pochodzącymi z okresu od Vii do XiX wieku. jednoczących na prawach równości wschód z zachodem. Między artystą i jego modelką. przetrwała niezniszczona pod dobrą opieką w wielkich i sławnych muzeach londynu. długi budynek. u stóp akropolu. Madrytu. które oddychają w dużej przestrzeni. jak przed laty Saint laurent tworzył suknie o wzorze zaczerpniętym z obrazu Pieta Mondriana. na wykonanej ze złota i emalii biżuterii oraz szalach Frey wille (sklep firmy znajduje się również na warszawskim nowym świecie) umieszcza się motywy z obrazów claude’a Moneta i Gustava klimta oraz wzory japońskie. którego otwarcie jest planowane na 2013 rok. a dawna sztuka nie umiera. kulturalny obama – jego całkowite przeciwieństwo – awansował na króla porządku i jasności. buty. Pracujące tam zespoły ludzi o najwyższych kwalifikacjach badają dzieła dawnych twórców. i doskonały temat dla dalszych dyskusji między profesorem Saidem i dyrygentem Barenboimem! dawna sztuka. że tamtejsze wyniki wyborów mają wpływ na losy świata. ta dawna i ta nowa. Pamiętamy. Fenomen ameryki polega jednak na tym. na sztucznej wyspie Saadijat ten sam nouvel tworzy Muzeum louvre abu dhabi. na których tarczy odtworzono z wielką precyzją maski afrykańskie i polinezyjskie. dziesięciokrotnie większej niż ta w starym gmachu z 1874 roku.

jodłowo­bukowy las Panieński. Miejsce było nieprzypadkowe.42 miejsca i historie 43 kochał.. tczew – trzeba by kanał śródlądowy budować długości 30 kilometrów. nawet dzisiaj wytwarza się wyczuwalne dla widza erotyczne napięcie. jedną karczmę. ostseebadu pełnego kurgastów i patynowego i gwarliwego danzigu powstanie port nowoczesny. jezioro żarnowieckie – za blisko niemiec. zbudowanym przez towarzystwo kąpielowe „weichsel”.]. niewielką cegielnię. wielka sztuka barokowa uległa tutaj aktualizacji. cywilizację reprezentował kurhaus. Puck – guzdrać by się trzeba przez mulistą zatokę.. co przynosi radość i harmonię. a przede wszystkim – morze. Motywy pejzażowe zgoła ruysdaelowskie z fragmentami lancreta i Poussina”2. przypomniała jeden z codziennych dni w życiu zakochanych. a później w dalekomorski. narodowy. Poza możliwością pracy przybywających wabiło piękne otoczenie. tu właśnie wybrano miejsce na budowę nowego portu. jak pisał bowiem Melchior wańkowicz: „nad morzem rozłożyło się nowe państwo. wbrew okrutnej tendencji do bezczeszczenia wszystkiego. gdzieniegdzie małych domków [. stoki kamiennej Góry porośniętej głogiem i dziką różą. dąży do szczęścia. z automatami na ansichtskarty i niewielkim sztegiem (molo). składające się nań lasy witomińskie i redłowskie. która w błyskawicznym tempie rozwinęła się w port wyspecjalizowany w eksporcie węgla. łączącego Polskę z Bałtykiem. w Gdyni czuło się spokój i patriarchalność. Padło tedy na Gdynię”1. jak pisał adolf nowaczyński: „Po zoppockiej Sodomie odkryta arkadia pasterska i patriarchalna. że obok sezonowo rozhulałego kurortu w zoppotach. napływająca w późniejszym okre- . duma najjaśniejszej rzeczypospolitej. kuracyjny szyk orłowa. GdyŃSkie iluzjony „Motywy Pejzażowe zGoła ruySdaelowskie z FraGmeNtami laNcreta i PoussiNa” joanna cieplińska j eszcze w 1911 roku najśmielszym wizjonerom trudno było uwierzyć. jakby najwygodniej zlec. Szukało sobie jak zwierz. człowiek potrzebuje miłości i piękna. przepastne brunatno­­zielone torfowiska. Późniejszy wielki port dalekomorski posiadał wówczas jedynie dwa geszefty niemieckie. wybrano więc piękną nizinę osłoniętą od wiatrów północnych i północno­wschodnich przez Półwysep helski – na budowę najpierw małej przystani. konkurujący w handlu zagranicznym z największymi portami Bałtyku. tendencji utrzymującej się od czasów obu wielkich wojen XX wieku. rzeźnika i piekarza. nowi osadnicy i turyści zachwycali się odmiennością Gdyni od pobliskich miast wybrzeża bałtyckiego. wieś mała porozrzucanych w szerokim kręgu czy zasięgu kilkadziesiąt »checz«. pocztę ulokowaną razem ze szkołą.

który po rozmowie z naczelnym lekarzem ubezpieczalni. nabierającej w niezwykłym tempie wielkomiejskich rozmiarów. Problem bezrobocia i dzikiego budownictwa. na leszczynkach ludzie mieszkali w szałasach. jednak na młodą Gdynię zwrócone były oczy całej Polski. niby to niemrawe. istna »ville des boîtes« pod casablancą. jakim miała być Gdynia w propagandowym ujęciu. drewniana warszawa. [. napływowi pracownicy zapełnili miejsca pracy w porcie. a z ameryką łączyło polskie eldorado jeszcze coś innego – słabość do kinematografu. napisał. cumujących w porcie jednostek morskich. ten sam wańkowicz porównywał gdyńskie dzielnice biedy do casablanki: „Gros ludności Gdyni. gdyż teren był podmokły. odburkliwe. szczególnie mocno akcentowanej w niemieckich gazetach wolnego Miasta Gdańska. sublokatorstwa. łuszczarni ryżu. odbywał się inny spektakl – „spektakl postępu”. doktorem dziusem. kątownictwa (wynajmowania kątów do spania). wśród krajobrazu portowych kranów. Nadmorskie eldorado saisonstadt. tam wszędzie stoją domy ze skrzyni sklecone. otaczają go wokoło eleganckie domy”8. kack Mały. w pewnym sensie przypominały one filmowe dekoracje. że rada Portu Gdyni apelowała do wojewody pomorskiego o ograniczenie migracji ludności. zaprzeczał swojej rzekomej tymczasowości. spokojne.. którego „zabudowania” stanowiły domostwa ze skrzynek po owocach południowych. często o poprzekręcanych nazwiskach i przekręconej świadomości narodowej”3. czekali przez dwadzieścia kilka generacji. znaną gdyńską postacią. kosym okiem na »Poluchów« z zaziemia (hinterlandu) patrzące plemię. uczynił przedmieścia „miasta­cudu” zoną dzikich slumsów. ekonomicznych kontrastów egzystencji. obłuże. wszystko przetrzymali. z ich chwilowością . nawożonej do naszego wielkiego portu wszystkimi okrętami świata”7. kontrasty społeczne. wparł się tu – pod same świetności gdyńskie. nieufne. którzy „tu przez sześćset lat wytrwali. zachwycony nowym polskim obywatelem – morzem i spektakularnym rozwojem sennej kaszubskiej wioski. bo prawie cała ludność robotnicza. magazynów owoców południowych. ujrzał społeczność gdyńską toczoną trądem chorób.] »rebaki«. wczepiając się w Bałtyk kolejnymi kamiennymi molami. kolosów. była miastem sublokatorów. co jednak nie rozwiązało problemu mieszkaniowego w młodym portowym mieście. lwowski dialekt języka polskiego i jego wileński śpiewny akcent przybyszów oraz gdzieniegdzie słyszalny kaszubski. jak go określił tadeusz Peiper po swojej wizycie w bałtyckim porcie.. Straszliwe dzielnice demptowo. ruszyć się nie dali. zauważył to zjawisko Melchior wańkowicz. wobec takiego stanu rzeczy nastąpiła fala wysiedleń i likwidacji dzikiej zabudowy.. zakotwiczając się w wodach zatoki basenami portowymi. koczuje w barakach. elewatorów i olejarni. niezbyt zgrabne. nazywanych tu botami. dzielnica »chińska«. bogactwo i nowoczesność nadmorskiej miejscowości z rozwijającym się portem i ambicjami kurortowymi oraz z drugiej strony płynący bez przerwy potok pieszych kolumn bezrobotnych. którą jednocześnie wypełniała wystawność i elegancja. umieszczane w przypadkowych miejscach na podmokłych terenach przyportowych. Grabówek. ciężko borykające się z małorybnym i małosolnym Bałtykiem. zwłaszcza »Budapeszt«. a marsz mas robotniczych z całej Polski nieprzerwanym strumieniem parł w kierunku Gdyni w takich ilościach. w 1911 roku odwiedzający Gdynię nowaczyński napisze o tutejszych..44 45 sie ludność szybko zdominuje autochtonów – kaszubów. rzeczywiście w tym czasie Gdynia borykała się z problemem mieszkaniowym. na zboczach chyloni i Grabówka. jako zjawisko cywilizacyjne miała być Gdynia unikatem i nawet w ameryce spektakl postępu nie rozgrywał się tak spektakularnie jak „nad tą zatoką ubogich do niedawna łowców morskich”4. przy budowie linii kolejowej Gdynia – kokoszki. ciche. i skutku wyżej wymienionych – epidemii chorób zakaźnych6. na gdyńskiej ulicy opanowanej przez niemiecki język interesu. do których wchodziło się po drabinach. milczące. koegzystencja biedy i bogactwa nie były niczym wyjątkowym w dwudziestoleciu międzywojennym. czujnie przypatrywano się rozwojowi nowego portu także w sąsiedzkim Gdańsku... całe dnie spędzających nad zatoką przy swoich łodziach i kutrach. ciągnących tu z całej Polski w poszukiwaniu lepszego losu5. że to ludzie. w 1931 roku 65% zabudowy Gdyni stanowiły prowizoryczne budynki mieszkalne. jak zeszpecony zostaje „kadłub okrętu wodorostem”. największego portu ii rzeczypospolitej. w koszarach Marynarki wojennej. nieuleczalnej biedy i moralnego rozpadu. że te zjawiska szpecą obraz „miasta­cudu”. w jasnoelewacyjnym śródmieściu i na przedmieściach robotniczych kolonii. rozwijającego się na „fali chuci. w zastraszającym tempie budowano tymczasowe zabudowania z desek potajemnie podkradanych ze stoczni i portowych magazynów. a brak nawet tego rodzaju kwater prowadził do rozkwitu lichwy. dla wielu odwiedzających ją dziennikarzy stała się jaskrawym przykładem antynomii społecznych.

pokazy „ruchomych fotografii” otwierały przed nią nowe nieznane światy. nieopodal prowizorycznych drewnianych baraków pozbawionych kanalizacji usadowiły się potężne budowle o eleganckich elewacjach z jasnego piaskowca lub kremowo­żółtych płytek ceramicznych symbolizujących barwą i kształtem otwarty. złakniona nowoczesności. wiążącym Polskę z Bałtykiem. Gdynia za swoimi światowymi ambicjami. Gdynia. świeża. śląską a witomińską. ekranizacje trędowatej czy Przedwiośnia. czy raczej – na jego brak. trudne iluzjonu Początki na obecne miano nieoficjalnej stolicy sztuki filmowej Gdynia zapracowała dużo wcześniej. Gdynię otaczać zaczęły dzielnice o wymyślnych nazwach – „Pekin” znajdował się na terenach przyportowych. kontrastującym ze „starym brunatnym Gdańskiem” i „uporządkowanym. letniskowy charakter miasta. a dziennikarze gdańskiej „danziger landes zeitung” widzieli w nowo budującym się porcie. gdy wyświetlano pierwsze pokazy premierowe wytwórni filmowych Metro­Goldwyn­Mayer. wszechsłowiańskim base harbour. oferował szybkie kariery i błyskawiczne fortuny. nawiązującej kształtem do mostka kapitańskiego. Miasto było w owym czasie bardzo zróżnicowane: obok letniskowych willi przycupnęły skromne kaszubskie „checze”. śmiałe przeszklenia fasad domów­statków i innych symboli odważnej modernistycznej myśli architektonicznej. otwarciem charakterystycznym dla miast portowych. niemal natychmiast ulubioną rozrywką gdyńskiej publiczności stały się seanse filmowe. wzajemnej wrogości. budujący nowy port rzeczypospolitej. w okolicach dzisiejszej ul. warner Bross czy Paramount. którego charakter wyznaczały nowoczesne jasne budynki-okręty o półcylindrycznej zabudowie. z drugiej strony – z uwagi na napływające zewsząd masy robotników – Gdynia dręczona była licznymi problemami społecznymi. szałasy leszczynek. co miejscami prowizoryczną i tymczasową. podobnie jak ówczesny kinematograf.46 47 i przypadkowością położenia. Scenografią tyleż piękną. wygładzonym wymieszkanym Sopotem”9. Przedmieścia robotnicze przyćmiły wielu obserwatorom z Polski architektoniczną poezję śródmieścia – falujące narożniki budynków. do iluzjonu zaczęła się już wówczas. kiedy w krajobraz młodego portowego miasta wrastały pierwsze budynki kin. Młode miasto miało stać się portem narodowym. stanowiący swoistą odpowiedź na Gdańsk. świętego Piotra. wiatru w żagle nabrali architekci zapatrzeni w dzieła le corbusiera. wszechpolski. które w Gdyni – jak nigdzie indziej w Polsce – zdawały się być na wyciągnięcie ręki. w kinach wyposażonych w sprzęt marki Philips wyświetlano pierwsze owoce rodzimej produkcji. wymagał sporych ofiar. poświęconego Polsce nad morzem. brzmiał: „od morza do mocarstwa”. do której odwiedzania zachęcały zniżkowe bilety dla członków organizacji wojskowych. stanowiła owoc buntu i zapowiedź przyszłości. Gdynia budziła nie tylko kontrowersje. awangardy i postępu. Podtytuł gdyńskiego tygodnika ilustrowanego „latarnia Morska”. „Meksyk” ulokował Gdyński Pekin w 1934 roku. Grabówek był przystanią emigrantów. śmiałości urbanistycznej koncepcji. Miłość nadmorskiego miasta ciekawego nowości. domki­jamy chyloni. awangardowego funkcjonalizmu. Spektakl postępu nie przynosił jednakowych efektów. ze zbiorów Musię w chyloni. „drewniana warszawa” powstała w Małym kacku. niektóre . fot. czy – jak je wówczas określano – kino­teatrów. młoda. sąsiadowały z prawdziwymi perłami międzywojennej architektury. ale i powersalskie lęki polityczne. przy czym większość prezentowanych produkcji filmowych pochodziła zza granicy. pokochawszy kinematograf już na samym początku swojego istnienia. a „Budapeszt” zeum Miasta Gdyni (od powstających na jego terenie bud) obejmował rejony między ul. niedopasowaniem do otoczenia. nieopodal nieskanalizowanych drewnianych koczowniczych zabudowań przedmieścia wznosiły się budynki na podobieństwo okrętów. rewie bądź występy liliputów – jak to było w przedwojennej „zorzy”. polskiego okna na świat. Miasto rozwijało się bardzo szybko. stając się silną konkurencją dla niemieckich portów bałtyckich. polski miecz skierowany przeciwko Gdańskowi. szkół i żołnierzy. lepianki Grabówka. symbol konfliktów polsko­niemieckich. była kontrowersyjna. z uwagi na znajdujący się tam urząd emigracyjny wraz z zapleczem noclegowym. których przypadkowość i charakter zabudowy były owocem pośpiesznego działania spekulantów. była dobrą scenerią dla awanturniczych przygód kinematografu lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Pierwszym projekcjom towarzyszył rozrywkowy „nadprogram”: koncerty. zamorskie pejzaże.

wraz z młodym miastem rozkwitał kinematograf. bluźreż. artysta malarz Marian Mokwa powoła do życia „lido”. napływające do portu masy robotników szturmowały seanse filmowe w gdyńskich kinach i większość produkcji „szła kompletami” na przekór opiniom poważnych krytyków. droga iluzjonów prowadziła jednak w zupełnie innym . gdyż film zakwalifikowano do dóbr luksusowych i zbytków. kiedy inteligencja i ludzie starsi oraz snoby gardzili pokazami „żywych fotografii”. jest rok 1926. znajdowało się w sali budynku „Casina” przy Skwerze Kościuszki. że mógł okazać się przydatnym narzędziem do popularyzowania literatury. kinematograf w prawdziwie kulturalnym społeczeństwie godzien jest banicji”10. miało 580 miejsc. Robertson) ni jej całym swym istnieniem. fatamorgana – jak określano pierwsze projekcje filmowe – bardzo szybko zjednały sobie szeroką publiczność poszukującą rozrywki. traktując kinematograf jako trochę wstydliwą rozrywkę. Kino „Morskie Oko” otwarte w 1928 roku przez Stanisława Schmidta. nieco później „Morskie oko” uruchomi kapitan Stanisław Schmidt. pokazy ruchomych zdjęć. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni „rozmruGaNe” kiNematoGraFy Morskiej nomenklatury używano dla pierwszych gdyńskich kin powstałych na przestrzeni dwudziestolecia międzywojennego. wykorzystywali sale kinowe na różnego rodzaju działalność rozrywkową. przypominały filmowe atrapy. iluzjon. społeczne obywatelstwo nadając mu tylko dlatego. ale nie w Gdyni. a kino o nazwie „Bajka” – kazimierz Peszkowski. odwołujący się zaś do filmowych fantasmagorii „Miraż” będzie odwiedzać publiczność orłowa. w dostojne szaty sztuki. powiększający się wraz z rozwojem miasta. za ten jeden crimen laesae maiestatis i za głośne uzurpowanie sobie miejsca na rydwanie sztuki. fot. budowane w pośpiechu i z byle jakich materiałów. a „Bodega” w sezonie letnim było restauracją. właściciele. klasy wyższe i oświecone zachowywały dystans do nieoswojonego kinematografu. „Bodega” (również powołane do życia przez Brunona zielińskiego) oraz „Polonia” gdańskiego aktora edgara Betlewskiego. na porządku dziennym były bowiem wówczas głosy w rodzaju: „kinematograf drapuje się Afisz filmu Pokuta (The single standard.48 49 dzielnice. żywe fotografie. w „Morskim oku” odbywały się spektakle teatralne. kinematograf szybko znalazł jednak swoją klientelę. Brunon zieliński otwiera pierwsze gdyńskie kino „czarodziejka”. w chyloni powstanie „lily”. szczególnie wśród robotniczych warstw społeczeństwa gdyńskiego. koncerty i rewie. obciążeni stosunkowo wysokimi podatkami. optyczne scenerie. stanowił wdzięczną i wierną publiczność kinematografu. 1929. John S. na Grabówku kino „zorza” otworzy niebawem inżynier Gwidon Sokołowski. wpasowując się w gdyńską scenerię. nie były to łatwe czasy dla nowo narodzonej dziesiątej muzy. niemającą nic wspólnego ze sztuką. Gdyński proletariat. w latach trzydziestych będą jeszcze działały kina „Gwiazda”.

która mamiła tanią swą urodą przyzwoitych mieszczan. dodać do tego trzeba napływające nieprzerwanym strumieniem masy młodych robotników. używając do ich zapowiedzi wymyślnych. kryminału. nad którego brakiem ubolewał w 1937 roku jerzy wyszomirski na łamach „wiadomości literackich”: „niektórzy marzyciele gdyńscy martwią się szczerze. Gazety wolnego Miasta Gdańska anonsowały emocjonujące lichtspiele (gry światłem). ciekawe spojrzenia czytelników „danziger allgemeine zeitung” wyławiały spośród stron gęsto zadrukowanych reklamami proszku Persil. kino pokonywało teatr nie tylko większą dostępnością z uwagi na częstotliwość pokazów i ceny biletów. przyciągało publiczność głodną mocnych wrażeń. brak czytelni i bibliotek”12. tania rozrywka filmowa miała też rozbudzać w społeczeństwie ukryte dewiacje i tłumione instynkKino „Lido”. tym gwałtowniej publiczność dawała się nowej sztuce uwodzić. a sam kinematograf porównywany był do ulicznicy. kinematografy „rozmnożyły się jak piasek morski i rozmrugały się jak najzacieklejsze zalotnice”11 – grzmiano w prasie. orientalnych dywanów i likierów Springera. nie ma sali na teatr objazdny czy koncerty. to nie grzech”. GruBe wrażenia kino wygrywało swoją dynamiką i nieograniczonymi możliwościami. fot. Gazety gdyńskie nie ustępowały gdańskim w reklamowaniu iluzjonu. w Gdyni kinematograf nie miał konkurencji w postaci teatru.50 51 kierunku – w kinach zawrzało od sensacji. Muzeum Miasta Gdyni . jak zarzucano – ze starym. maszyn do pisania jacobsona. „krwawa dama w szkarłacie”. rozbudzających ciekawość haseł reklamowych. konkurując – nieuczciwie zresztą. taniego melodramatu. der letzte Mohikaner. opartych na krwawych. Głównym miejscem reklamy pierwszych produkcji filmowych była prasa. marki niemieckiej. tabel kursów walut – guldena gdańskiego. o cenach zbóż i towarów kolonialnych. rené clair. późniejszy „Atlanic”. demoralizującym. a otrzymamy idealne podłoże do rozkwitu kinematografu. bawiono się w takt dowcipów fixa & faxa. Publiczność podziwiała Gretę Garbo w Pokusie i Marlenę dietrich w Błękitnym aniele.] Stutysięczna Gdynia nie ma teatru. rozkładu jazdy żeglugi Polskiej. ale także podejmowaną tematyką – kusiło sensacją. Gdyni czy chodzi do kina. coraz bardziej regularnie pojawiały się anonse iluzjonów w rodzaju: „Pustynia w płomieniach”. die sklavenkönigin czy schatten von Paris z Polą negri. płytkim. jakim miała być gra w filmie. butów z danziger Schuhfabrik am Fischmarkt.. odpowiedź niemal zawsze była twierdząca. Przeciwnicy nie ustawali jednak w walce – dyrektorzy polskich teatrów zabraniali swoim aktorom brania udziału w niecnym procederze. fot. każdy sędzia i śledczy zaw 1937 roku. psującym smak. w związku z czym wniosek jednoznaczny. bracia Marx. Mieszkańcy Gdyni odwiedzali pobliskie gdańskie kina. zapowiedzi nowych produkcji można było w nich znaleźć wśród reklam „drogerii pod orłem” i kosmetyków elisabeth arden. [. ze zbiorów Muzeum Miasta dawał delikwentowi pytanie. Później obok informacji o giełdzie berlińskiej. Frank capry. rozbudzonymi namiętnościami. ze zbiorów epoka „teatru głuchoniemych”. obok zaproszeń na kaiser café i do Presussische lotterie pojawiły się reklamy produkcji niemieckiego ufa­Filme. nobliwym teatrem. im bardziej nasilał się społeczny skandal wywołany pojawieniem się kinematografu. których zapowiedzi pojawiały się z początku nieśmiało pomiędzy reklamami perfum empire. znalazły się zaproszenia do filmpalastów na pierwsze filmy dźwiękowe.. „zdradziecka kula”. krwawym kryminałem. lamp samochodowych Philipsa i samochodów Peugeot 201 nowości celuloidu: Baby Peggy. choć ma go toruń i Bydgoszcz. otwarto ty. rozpoczęła się Afisz filmowy z międzywojnia. polskiego złotego. w związku z czym film został okrzyknięty widowiskiem ordynarnym. że miasto ich nie odczuwa żadnych potrzeb kulturalnych. erotycznych i sensacyjnych epitetach. Bella donna z Polą negri czy orient z harrym liedtke i Marią jacobini. „całować. Masową wyobraźnią zaczął rządzić charlie chaplin. proponujące w dużej mierze niemieckie produkcje filmowe. Buster keaton. w sąsiedzkim Gdańsku pokazano w 1924 roku w „lichtspiel am hauptbahnhof” film zrealizowany w zeppelinie lecącym nad atlantykiem.

Młodzież tedy najliczniej uczęszczała do kinematografów. rozbudzającym wyobraźnię i pobudzającym emocje widzów. a wraz z nimi kieszonkowców. wyświetlany w 1928 roku film Pewien młody człowiek reklamowany był jako wielki „dramat erotyczny mężczyzny. w robotniczych koloniach i w porcie kwitła prostytucja. Gdynia była wówczas jedynym miastem w Polsce. aby przekonać się. zamieszczane w lokalnych gazetach. rozbudzały Kadr z filmu Rapsodia Bałtyku (1935.. że z kinematografem. wystarczy przejrzeć kroniki kryminalne z tamtych czasów. co stwarzało okazje do – rodem z westernów – napadów na pociągi towarowe. bogactwo tematów. a zwłaszcza na tych.. porywające i ekscytujące wywoływaniem grubych wrażeń tłumy”. głównie męska. gdyż największy zysk i podaż miały produkcje „grające na instynktach niskich. reż. charakter miasta. daleko silniej działa na wrażliwość umysłów młodocianych [. Gdynia było młoda nie tylko ze względu na swój wiek. które zawierały obrazy o treści kryminalno­awanturniczej”13. konserwatywni krytycy linczowali przedsiębiorców kinowych. że ją odwiedza. a tytuły filmów w rodzaju na pewną śmierć czy słodycz grzechu obiecywały odpowiednią temperaturę emocji. szopenfeldziarzy.]. Sławę zdobywały dwa najbardziej obfite nurty przedwojennej produkcji filmowej – komedie i melodramaty. ale również ze względu na wiek mieszkańców. jego warunki i możliwości otwierały umysły i wyobraźnię. zamorskich wojaży. rozwijająca się turystka.52 53 jak wówczas określano kinematograf. demonstrując „awanturniczo­sensacyjne dramidła wytwórni amerykańskich”. niemal każda anonsowana produkcja miała być arcydziełem filmowym – Greta Garbo w Pokusie odtwarzać miała niepowtarzalny „dramat zmysłów i pożądań”. Prasa regularnie donosiła o hrabim lolo przemycającym ludzi na „Batorym”. bachanalia. lubieżne tańce. idealna klientela dla kinematografu. napływająca do portu. przyciągała turystów. miejscem realizacji szybkich karier i fortun. gdzie liczba mężczyzn przewyższała liczbę kobiet. BraMa na świat ówczesna Gdynia była dobrym gruntem do rozwoju zamierzeń życiowych. inspirując się fabułami filmowymi. Portowe miasto były miastem młodości. łazików. co otwierało przestrzeń również dla nielegalnych handlarzy walutą. Prasa grzmiała. drobnych przestępców. kręconego w Gdyni z udziałem Marynarki Wojennej . jest jak z kochanką: szanujący się człowiek nie chce się przyznać. Mogła być idealnym początkiem wielkiej włóczęgi. spekulowali na najciemniejszych instynktach mas. ile wykroczeń przeciw prawu i moralności dokonano. wspomagana przez polskie gazety lansujące nowy kurort. bywając na wszystkich niemal programach. których scenariusze podpowiadały filmowe fabuły. Leonard Buczkowski). którego średnią wyznaczała młoda siła robocza. afisze filmowe reklamujące projekcje filmowe operowały sensacyjną terminologią. podobne kronice „Gazety Gdańskiej” lub stałej kolumnie „Przed obliczem temidy”. gdyż ten przyciągał przede wszystkim uwagę ludzi młodych: „niezwykła zmienność. w ośrodkach fabrycznych czy też robotniczych koloniach. ruchliwość filmu. który uwodził każdą kobietę” (w rolę głównego bohatera wcieliła się legendarna gwiazda kina międzywojennego ramon novarro). straszną noc i krwawe intrygi”. publikowanej na łamach „dziennika Gdyńskiego”. Bliskość Gdańska i Sopotu oraz Prus wschodnich czyniła Gdynię strefę nadgraniczną. a w Wieżach miłości widzowie mieli zobaczyć „szalone pojedynki. którzy na przedmieściach takich jak Grabówek czy chylonia. Gdynia stała się centrum handlu (na początku głównie węglem). Mówiono. ilu ówczesnych przestępców natchnęły erotyczno­kryminalne „detektywne obrazy”. Przedsiębiorstwa kinematograficzne stawiały na sensację. otwarcie tras morskich do obu ameryk stwarzało możliwość szmuglowania towarów oraz przemytu nielegalnych emigrantów.

trudno jest oprzeć się wrażeniu.. takich jak czy lucyna to dziewczyna. został zamordowany. „kurier Bałtycki” donosił o licznych aktach podrabianych tożsamości.. chłopiec z Bydgoszczy chciał sprzedać własny szkielet (po śmierci. w rodzaju: „władysław Grajewski przebierał się za policjanta i »badał« kupców.”14 w życiu jak w kinie Przeglądając kroniki policyjne międzywojennej Gdyni. zbrodniach.. inny pomysłowy szantażysta w zamian za rezygnację ze złożenia przed władzami zeznań rzekomo kompromitujących znanego gdyńskiego przemysłowca zażądał 1500 zł.]. jak to bajecznie brzmi. która miała się stać bramą do innego świata. które za zadanie miały wyciągnięcie delikwenta z domu. ostatecznie nieudanym. niemoralnych uczynkach. ułatwiając tym samym rabunek. antek policmajster. skąd miał rozpocząć wielką włóczęgę. nie bez wpływu na wyobraźnię pozostać mógł słynny szantaż alfreda hitchcocka z 1929 roku lub popularny wówczas Mocny człowiek. o których opowieści dochodziły do polskiej publiczności dzięki kinematografowi. który otrzymał depeszę wzywającą go na rzekomy pogrzeb siostry. Fałszerstwa dotyczyły także fikcyjnych depesz. nęcącego więcej od innych swoją egzotyczną nazwą a wyga taki [. aby – bez zgody rodziców – dostać się na filmowy plan. porzucały swe domy. a następnie zwabiony do lasu.54 55 marzenia. Młodzi ludzie z całej Polski uciekali do Gdyni. Gdynia wabiła wagabundów.. Gdyńska „torpeda” cynicznie komentowała owe eskapady: „asfalty Gdyni szlifuje wielu wyjadaczy. jak donosiła „Gazeta Gdańska”. dokonanym przez chłopca z dobrego domu. którzy w podobnie bezczelny sposób odwiedzili wiele portów. jedynym z najczęściej powtarzających się elementów działalności kryminalnej było przebieranie się za kogoś innego (kobiety przebrane za mężczyzn i odwrotnie. za cenę Afisz filmu Wyspa Skarbów (Treasure Island. Singapore. iż lokalni gdyńscy „gangsterzy” przyczepili na drzwiach swojej ofiary „karteczkę z napisem. jak również poniewierki łazika [. jak to było w przypadku zabójstwa portiera z domu kuracyjnego. napadzie. w przeciwnym razie miała go spotkać niemiła śmierć na ulicy dworcowej”16. ale również dalekie zamorskie podróże. bohaterki złotej maski.. Szantażowano głównie bogatych gdyńskich przemysłowców bądź rzemieślników. czy też co mój mąż robi w nocy. a przestępcy często korzystali z pomysłowości niedoścignionych wzorców – amerykańskich gangsterów.] żegna ukochaną. Statki wyruszające z Gdyni ukrywały na swych pokładach pasażerów na gapę – łazików.. zainspirowane być może historią Magdy. aby kupić bilet do Gdyni. że ich sprawcy inspirowali się filmowymi scenariuszami. mniej lub więcej namacalnie zalecając jej wierność. emigrantów zarobkowych. przestępstwach. która wbrew woli ojca zostaje aktorką. 1934. uzbrojonego w dwa rewolwery. Victor Fleming) 10 zł). obiecując nie tylko pracę w prężnie rozwijającym się porcie. . że wkrótce wyjdzie w morze statek z przeznaczeniem do jakiegoś portu. lub były wysyłane w celu zwabienia ofiary w określone miejsce. Bardzo częste były też informacje o fałszywych policjantach. z zamaskowną pończochą twarzą. przebrani policjanci). uciekinierów. nieraz bardzo dalekich. reż. inną powszechnie stosowaną metodą było wysyłanie anonimów w celach szantażu (jak w filmie Wszędzie kobieta granym pod koniec 1938 roku w kinie „Polonia”). cape town. blindziarzy. zapatrzone w afisze z Polą negri. nastoletnie dziewczęta. w banknotach po 50 zł pozostawionych „w żółtej kopercie powieszonej pod papierem higienicznym na haku ubikacji jednej z gdyńskich kawiarni”17. lekarzy gdyńskich. Pernambuco. zaznali przygód godnych pióra dżeka londona. niech tylko w Gdyni rozejdzie się wieść... restauratorów. wśród których znalazła się relacja o przedziwnym. za wszelkie uchybienia nie pobierał kar. wyobraźnię pobudzały egzotyczne plenery produkcji filmowych w rodzaju Wyspy skarbów bądź robinsona crusoe. i postanawia raz jeszcze popłynąć. nadzieje i ciekawość świata. a z kinematografu czerpano inspirację do ich realizacji. doniesienia gazet o rozmaitych wypadkach. to także motyw znany z wielu filmowych produkcji międzywojennych. „Gazeta Gdyńska” informowała. że do niedzieli do godziny 10 ma p. kęsik złożyć okup 200 zł. natomiast wielkodusznie pozwalał się zapraszać na jedzenie”15.

nr 27. czarnego kazika. Grubiński. o losach upadłych kobiet. intryga. odkrycie gdyni. jerzego wyszomirskiego. Peiper. zdrada. wstęp i oprac. M. wspomnianego Gwidona Sokołowskiego czy edgara Betlewskiego. [w:] o wszystkim i jeszcze o czymś. skłamałam. [w:] Brama na świat. nowaczyński. ibidem. 3 a. 6 dane za: M. relacje Melchiora wańkowicza. Beylin. Beylin. którego ścięto na podstawie wyroku sądu wojennego rzeszy. ich mury pamiętają skomplikowane losy swoich właścicieli. „wiadomości literackie” 1937. wybór. przez powojenną Polskę. w 1945 roku. jedną z głośniejszych gdyńskich afer była sprawa anastazji Poniedzielnik. 10 w. „polnych i leśnych” (100). kraków 1974. kinematograf i teatr – nowe zagadnienia artystyczno-kulturalne. i prostytutkach o burzliwych życiorysach opowiadały produkcje w rodzaju cham. realizowana w Gdyni rapsodia Bałtyku z Barbarą orwid bądź doktor Murek. udręczone wyrzutami sumienia nierządnice dokonywały samobójstw (bądź prób samobójczych). z dwudziestu dwóch kin działających w dwudziestoleciu międzywojennym w Gdyni. 16 „Gazeta Gdyńska” 1937. omawianie kolejnych skoków czy podejrzanych transakcji dokonywało się często w gdyńskich kawiarniach – miejscach spotkań i skrzynkach kontaktowych gdyńskiego półświatka. za S. kinematograf dla młodzieży. „wiadomości literackie” 1937. nr 5. wańkowicz. spektakl postępu. a dekret krn­u z 13 lutego 1945 rozwieje wszelkie nadzieje polskich przedwojennych właścicieli na jakąkolwiek reprywatyzację. s. Międzywojenne gazety lokalne informowały o wyrafinowanych metodach przemycania ludzi na statkach wypływających z Gdyni. nr 29. wymierzanie sprawiedliwości przez zazdrosnego kochanka lub zdradzoną kochankę nie było niczym wyjątkowym. o tego rodzaju dylematach opowiadały między innymi Pokusa z Gretą Garbo czy druga młodość z Marią Gorczyńską. wańkowicz. nr 23. józefa Łobodowskiego. wiele z kin kryje w sobie tajemnice. „wiadomości literackie” 1937. Po wojnie większość dawnych iluzjonów Pomorza nazywać będzie się „Bałtyk” lub „Polonia” i zostaną one jako mienie poniemieckie poddane zagospodarowaniu przez okręgowy wydział kinofikacji. porzucone kochanki. nowiny i nowinki filmowe 1896–1939. nr 27. „dziennik Powszechny”. o napadach na kolejowe transporty owoców południowych lub węgla. 2 a. PrzyPisy 1 M. 11 w. s. cyt. 5 zob. cit. op. w którym arleta. op. 15 fałszywy policiant w prawdziwym areszcie policyjnym. nałkowska. w 1942 roku wszystkie gdyńskie kina otrzymały na wzór gdańskich nazwę lichtspiel (gra światłem). pijąc jodynę lub esencję octową. wyszomirski. właściciela „Polonii” (późniejszej „Goplany”).56 57 kroniki policyjne regularnie donosiły o sytuacjach trójkątów miłosnych. „świat” 1914. 4 t. zemsta. kochanka wspólnika Murka. s. nowiny i nowinki filmowe 1896– 1939. kiedy pod koniec 1938 roku „kurier Bałtycki” podawał roczne statystyki działalności kryminalnej w Gdyni. 12 j. cit. 22. w rodzaju słynnej gdyńskiej szajki kominiarza­akrobaty uciekającego przed policją po dachach domów lub znanej bandy złodziejskiej mającej swoje obozowisko w orłowskich lasach. wprowadzono propagandowy repertuar. wraz z wybuchem ii wojny światowej skończyła się awanturnicza kariera gdyńskiego kinematografu. matki nieślubnych dzieci. Sokolicz­wroczyński. „kradzieży kolejowych” (147). kiedy brakowało kogoś na „pół czarnej” przy stoliku jednej z najpopularniejszych kawiarni o suficie zdobionym symboliczną kratą. „kino” 1919. aby móc być z doktorem. które z nędzy i biedy zboczyły z drogi moralności. 23–24. gdynia 1918–1939. warszawa 1973. zabójstwo czy samobójstwo z powodów sercowych – to popularne fabuły gazetowych sprawozdań. nieszczęśliwie zakochane kobiety. 79–80. wańkowicz. Gdańsk 1976. że przed dłuższy czas koledzy od szemranych interesów go nie ujrzą. jak choćby wspomniana wcześniej „Fala” lub „Polonia”. widernik. zabija swojego konkubenta. tajemnica panny Brinx czy krzyk ulicy. główne problemy gospodarczo-społeczne miasta gdyni w latach 1926–1939. nr 122. nr 131. znalazły się tam typowe przestępstwa: „kradzieży kieszonkowych” (93). Sopocie i Gdańsku po wojnie zostało dziesięć. 14 „torpeda” 1937. o szmuglowaniu walut na granicy między Polską a wolnym Miastem Gdańskiem. Wokół morza. Guenter. nowaczyński. 13 j. a tak zwanych innych – aż 1 74718. cytat za: S. 59. 17 „Gazeta Gdyńska” 1937. gdańskiego aktora. to był to znak. „wiadomości literackie” 1937. nr 16. wrocław 1970. pozostającego w rękach prywatnych właścicieli. . 7 M. z „innych ośrodków lokomocji” (410). o czym się nie mówi. judym na stopniu służbowym. 9 z. nr 27. rdesiński. z których wyjścia szukano wedle iście sensacyjnego scenariusza. relacjonowały działania zorganizowanych złodziejskich szajek. „kradzieży z wozów” (37). „kurier Bałtycki” 1937. warszawa 1973. 8 M. s. 18„kurier Bałtycki” 1938. a w księgach wieczystych miejsce prywatnych właścicieli zajęło miasto – die Stadt Gotenhafen. nr 27. „mieszkaniowych” (818). dotyczące sposobu ich przejmowania przez władzę niemiecką w 1939 i później. nr 106. która poćwiartowała swojego zazdrosnego partnera na kawałki w baraku portowego osiedla. z pewnością należały do nich te inspirowane kinematografem. z wewnętrznymi strukturami i hierarchią.

tato. właśnie skończył operować mojego ojca. w domu zostawiłem. by móc go wziąć na ręce. wieś–MiaSto Poezja 59 *** [dłuGiM korytarzeM idzie cHirurG. właśnie. którego nienawidzę.58 Gdynia. 10 Lutego ok. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni . jeżeli się nie obudzisz. a we mnie nadzieja przymierza na zmianę czarną i białą sukienkę.. idzie tak już od lat. lecz karmię. 1916 roku. twoją śmierć – wściekłego psa. tadeusz dąbrowski Obecna ul.] *** długim korytarzem idzie chirurg. fot..

rada mądrego starca zdecydowała też o karierze Fiedotowa jako świetnego portrecisty. Był synem biednego urzędnika. ale częściej była to po prostu dla niezamożnych jedyna szansa zdobycia wykształcenia i pozycji społecznej. bo ważniejsze było kupno materiałów i opłacenie modeli. powstaje cykl obrazów inspirowanych życiem w koszarach (między innymi Wieczorne zabawy w koszarach w czasie święta pułku). Powstaje kilkanaście obrazów. coś tam słyszeliśmy o repinie i ajwazowskim. Są to wprawdzie zaledwie amatorskie szkice i karykatury kolegów z pułku. a poza nimi najczęściej nic. ale przynoszą mu uznanie i podziw. obrazy pokazano samemu carowi Mikołajowi i. obrazy zamawia u niego zamożna bur- . to wspaniałe powitanie dowódcy robi na Fiedotowie tak wielkie wrażenie. w czasie nauki wyróżnił się swymi wybitnymi zdolnościami i pilnością. jEszczE raz wedłuG Pawła a. dawnego wojskowego. kiedy skończył jedenaście lat. Fiedotowa i jacka kaczmarskieGo i P ewnie gdyby nie piosenka jacka kaczmarskiego encore. tę listę można by wydłużyć. obraz tak spodobał się księciu. Portret stwarzał znakomitą szansą zarobienia pieniędzy. a także uwieczniania scen manewrów oraz obrazów z życia żołnierzy i oficerów pułku lejbgwardii. Sztuka rosyjska jest poza zainteresowaniem Polaków. który w swej łaskawości zdecydował. Przeprawa jegrów przez rzekę na manewrach. kariera wojskowa była wówczas zwyczajnym sposobem na życie. żyjącym w nędzy. Brak środków na opłacenie modeli zmusza do malowania z pamięci spotkanych na ulicy ciekawych typów. Maluje chętnie swych kolegów. a zmarł w 1852 roku. opanowuje też coraz lepiej technikę akwareli. decydujące w wyborze nowej drogi i porzuceniu malowania „żołnierzyków i koników” było zainteresowanie okazane przez bajkopisarza iwana kryłowa. kostiumy i gesty. a przeżycie za nędzną pensyjkę było prawie niemożliwe. jest to zapewne także sposób ucieczki od trudów i nudy życia wojskowego w koszarach i na poligonach. ile tracimy. w koszarach Fiedotow próbuje swych sił na różnych polach: pisze wiersze. nikt w Polsce nie wiedziałby o istnieniu rosyjskiego malarza z i połowy XiX wieku – Pawła andrejewicza Fiedotowa. aby „przedstawić rysującemu oficerowi dobrowolną decyzję przejścia do rezerwy i poświęcenia się malarstwu z prawem do noszenia munduru i stu rublami w asygnatach miesięcznie”1. ojciec oddał go do 1 korpusu kadetów w Moskwie. chciałbym. ukończył kurs jako najlepszy słuchacz i w stopniu chorążego rozpoczął służbę w lejbgwardii Pułku Finlandzkiego w Sankt­Petersburgu. Malarz zaczyna studiować holenderskich mistrzów malarstwa realistycznego w ermitażu. gra na flecie. że uwiecznia je na wielkiej akwareli spotkanie w obozie lejbgwardii Pułku finlandzkiego Wielkiego księcia Michała 7 lipca 1837 roku. pisarze Michaił lermontow i Fiodor dostojewski. czasem o lewitanie i wrublu. starczała raptem na biedną kwaterę na przedmieściu. obejrzawszy obraz Wybredna narzeczona. obiady za 15 kopiejek z garkuchni. z których wyróżnia się cykl portretów rodziny żdanowiczów. bo poświęcenie się sztuce oznaczało znaczne pogorszenie jego sytuacji materialnej. nabiera coraz większej biegłości w posługiwaniu się pędzlem. którzy wiwatują na jego cześć. jeszcze raz. każdą wolną od służby chwilę poświęca na ćwiczenia rysunkowe. zostaje owacyjnie przyjęty przez swych gwardzistów. że obdarował artystę pierścieniem z brylantem. taki wybór to konieczność – jest człowiekiem nieza- możnym i nie stać go na farby olejne ani na płótno. Fascynują go świetnie oddane szczegóły. to skłania go do podjęcia wieczorowych studiów na akademii Sztuk Pięknych.60 esej 61 andrzej kasperek EncorE. Podziwia znakomity warsztat jeana­Baptiste’a Greuze’a i jeana­honorégo Fragonarda. bo przecież jednocześnie wielkim poważaniem cieszy się znakomita literatura złotego wieku kultury rosyjskiej. trudno zrozumieć dlaczego. Malarz długo się wahał. by zajął się malarstwem rodzajowym. Skąpa wypłata spensjonowanego kapitana. Początkowo Fiedotow jest batalistą. Malarstwo rosyjskie jest u nas słabo znane. oficerami byli: filozof Piotr czaadajew. ignorując dokonania dziewiętnastowiecznego malarstwa rosyjskiego. przy konieczności pomagania ojcu i jego rodzinie. a czasem na posiłek i ogrzewanie izdebki brakowało. odkrywa malarstwo williama hogartha. to zdarzenie według słów malarza „rozbudziło w jego duszy artystyczne ambicje”. w liście poradził mu. który. aby moje rozważania pokazały. od Puszkina po czechowa. Paweł Fiedotow urodził się w 1815. a także rysuje i maluje. kiedy latem 1837 roku wielki książę Michał powraca do stolicy z zagranicznych wojaży. wymowne są same tytuły: francuscy maruderzy w rosyjskiej wiosce w 1812 roku. czasami o takiej ścieżce kariery decydowała chęć kontynuowania tradycji rodzinnej.

poniechanie życia towarzyskiego. zjadliwe artykuły w prasie oraz nieszczęśliwa miłość doprowadzają go do ostrej depresji. świeżo odznaczony (albo Poranek urzędnika. w którym stwierdził. człowiek. czoło wysokie […]. Fiodora dostojewskiego i Michaiła Sałtykowa­Szczedrina. sypią się zamówienia na portrety. artysta odnosi sukces za sukcesem – zostaje jednogłośnie przyjęty do akademii. szykany chorobliwie podejrzliwej cenzury2. naznaczone cierpieniem i chorobą. trudy życia. która krąży wokół nas. a „skazywano nawet za tak trudne do zdefiniowania przewinienie polityczne. twarz trupa. czekania nie wiadomo na co. zmysł obserwacji. w listopadzie 1852 roku. mówi o nim cała stolica. który otrzymał pierwszy krzyż) oraz gość nie w porę (albo śniadanie arystokraty). podejmował tematy niezbyt go interesujące. Panuje car Mikołaj i. między innymi dostojewskiego. to jeden z najgorszych momentów w historii rosji. w których nie wolno używać wielokropków. w 1849 roku wybucha jednak sprawa koła Pietraszewskiego. tragedia młodej wdowy pokazana jest z ogromną empatią. idąc za radą kryłowa. z entuzjazmem piszą o nim gazety. wszystko na darmo. dla zarobku powtarzał swe stare kompozycje. umiera po kilku tygodniach. to wówczas powstały jego najlepsze obrazy: Wdówka i encore. czujemy się trochę. imponuje operowanie szczegółem. bóle głowy). sposobów zachowania. ale minę ma pańską. które działaniem i gestami odgrywają nieme sceny”. ubioru. nasuwa się tu nieuchronne skojarzenie z pisarstwem Mikołaja Gogola. niczym rzymski senator. który w głęboki sposób potrafi przeprowadzić analizę portretowanych osób. arystokrata na śniadanie je tylko kromkę razowca. ale dla jarosława Marka rymkiewicza: „to twarz martwa. tej potworności. Garbaty narzeczony gra romantycznego kochanka. widząc. nadchodzą długie okresy milczenia. Można by w niej widzieć – ja widzę – symbol wampirycznej potworności ludzkiego świata.62 63 żuazja oraz nowobogaccy. twarz szlachetną”. Fiedotow nie był jego członkiem. Popada w melancholię. iż »żyje- . ale prawdziwą rozpacz artysta przedstawił w swym arcydziele encore. Malarz nie przebywa tam długo. staje się także wnikliwym psychologiem. żeby się wcielić i objawić w całej swej potędze”. nos prosty i kształtny. aktorami moje figury. kiedy przyszły malarz rozpoczyna naukę w szkole kadetów). usta przepiękne. pogarszający się stan zdrowia (bóle mięśni. stoi boso w niemiłosiernie zabałaganionym mieszkaniu. że wreszcie ubogi dotąd malarz odbije sobie chude lata. wszyscy tu kogoś udają – urzędnik w podartym szlafroku przymierza order. którego tak opisuje markiz de custine: „Profil ma grecki. zadziwiające. nagłe uderzenia krwi do mózgu. któremu podstawia krzywe zwierciadło. Podobny jest rodzaj humoru. stracił intratne zamówienia. Sprawa „pietraszewców” zmieniła jego życie – petersburska socjeta zaczęła go unikać. kiedy powstaje tajna policja (iii oddział kancelarii osobistej jego cesarskiej Mości). cenzura sprawdza wszystko. teatrem są moje obrazy. jeszcze encore. wszystko to prowadzi do katastro- fy – artysta traci zmysły i dzięki staraniom przyjaciół zostaje umieszczony w szpitalu psychiatrycznym. nasycona smutkiem i współczuciem. Po 1848 roku powstają świetne płótna: swatanie majora (odwiedziny narzeczonej w domu kupca albo jak poprawić swą sytuację materialną przez małżeństwo). krytycyzm. że ostatnie trzy lata życia. ale przykrywa ją wstydliwie. a kończy przed wojną krymską w 1853 roku. ii świadome życie malarza rozpoczyna się w roku rozgromienia dekabrystów (wyroki śmierci i zesłania przypadają na 1826 rok. wydawałoby się. snuje się między nami i czeka na okazję. Sam imperator przeznacza 500 rubli z cesarskiej szkatuły na ratowanie swego poddanego. ogranicza się wyjazdy za granicę. Fiedotow ma już znakomity warsztat. coraz słabszy wzrok. że ktoś wchodzi. który zasłużył u współczesnych na przydomek „Pałkin”. doskonała kompozycja. znosi autonomię szkół wyższych. jeszcze encore. Gdy w 1836 roku Piotr czaadajew opublikował w czasopiśmie teleskop pierwszy ze swoich listów o filozofii historii. jakbyśmy oglądali rewizora lub ożenek. Mógłby powtórzyć za hogarthem: „Moje wątki i moje postaci traktuję jak autor dramatyczny. za to w leżącej obok gazecie wielkie ogłoszenie reklamuje sprzedaż ostryg. a jednocześnie okres. królowało donosicielstwo i łapówkarstwo. ale znał niektórych uczestników spotkań koła. a także zacięcie satyryczne. łącznie z nutami oraz podręcznikami do historii (np. Malarz wyzyskuje anegdotę. a nawet pewna zjadliwość i drapieżność. epoka Mikołajewska to czas zastoju. jak nieprawomyślność […]. zorganizowano mu wystawę. jest to dobra okazja na podpatrzenie ich gustów. w czasie przesłuchań torturowano podsądnych. słowo „republika” jest zakazane) i matematyki. Patrząc na te obrazy. zaowocowały świetnymi płótnami. malarz zaczyna tworzyć groteskowe obrazy społeczeństwa rosyjskiego. Malarz nie jest tu tylko zręcznym opowiadaczem anegdot.

bez przeszłości i przyszłości. / ojczyźnie panów i niewolnych”. to w takiej rosji „nieumytej. nie byłyby w stanie tak oświetlić planu obrazu. przyszło żyć twórcy rosyjskiego malarstwa realistycznego. co zastanawia. nie byłoby w tym nic dziwnego. że silny snop światła namalowany przez Fiedotowa nabiera cech nierzeczywistych. jak gorzko w swych wierszach z lat 1840–1841 określił to lermontow. ale u wymienionych tu mistrzów jasność dobywa się nie tylko za sprawą tradycyjnego źródła światła. garnuszek i kubek na stole. ta drobiazgowa dokładność w oddawaniu szczegółów. postacie ujęte najczęściej w półfigurach lub w 3/4. troskliwie oddaje detale charakterystyczne dla koczowniczego życia wojskowych: gliniane umywalki. brak tak ważnego dla malarza cyzelunku. Była to maluteńka komóreczka. malarz zatytułował swój obraz3. znajdziemy na nim dwóch wojskowych (warto zaznaczyć. za którym zmierzcha się (a może to zimne światło księżyca?). wręcz upiornych. pisze w liście: „jaką wściekłość wywołują moje prace… a przecież to było brzęczenie komara przy gromach bijących z zachodu. że w każdej chwili sufit może mu runąć na głowę. to ich wewnętrzna święta światłość… tu nie ma mowy o takim pochodzeniu blasku. to bardziej cela więzienna niż przestrzeń do mieszkania. ale artysta nie porzuca całkowicie znamiennego dla swej twórczości umiłowania drobiazgów. ещё анкор!). ten obraz to hybryda. w dodatku tak niska. encore. można posłużyć się cytatem ze zbrodni i kary dostojewskiego: „[raskolnikow] obudził się w ponurym nastroju. którego mistrzami byli caravaggio. pozostała mu do śmierci. na którym blask świecy trzymanej przez małego jezusa oświetla silnie jego twarz oraz warsztat i pracującego św. jeszcze encore! (Анкор. uczuć i lęków egzystencjalnych. a wydawcę czasopisma zesłano na Sybir”. właśnie tak. dwóch mężczyzn i pudla. Bardzo ciemną kompozycję rozjaśnia jeszcze tylko promyk świecy stojącej na stole ustawionym na środku. chory.50 x 46. nadając całości charakter majaczenia lub alkoholowego omamu. józefa. wręcz klaustrofobiczne. że każdy człowiek nieco wyższy czuł się w niej nieswojo. Można wręcz odnieść wrażenie. wynikającego z odcięcia się rosji od rzymskich źródeł cywilizacji zachodnioeuropejskiej. że dostojewski w swym opisie wzorował się na dziele Fiedotowa.k. mająca najbardziej żałosny wygląd ze wszystkich możliwych komóreczek […]. znajduje się on w zbiorach Galerii ttrietiakowskiej w Moskwie. którą zawdzięczał holenderskim mistrzom podpatrywanym w ermitażu i studiowaniu dzieł hogartha. jest to nieduży. jeszcze encore nosi wszystkie cechy charakterystyczne dla caravaggionizmu: silny światłocień z intensywnym snopem światła. ukazane w bliskim planie. jest pewne. stała ogromna zdezelowana sofa […]”4. bardzo niską izdebkę. ale też jest to sposób na rozjaśnienie utrzymanego w ciemnej tonacji obrazu. la tour i rembrandt. gdy drżały trony europy [chodzi tu o wiosnę ludów – a. Pozostaje pytanie. jego pochodzenie wyjaśnia portretowana osoba: jezus. umeblowanie odpowiadało wyglądowi pomieszczenia […] pod jedną ze ścian. że ani licha świeczka. św. rozdrażniony. wśród martwego zastoju«. pod oknem. wykończenia szczegó- łu.]”. aby opisać ukazane na obrazie miejsce. jakby autorowi przestało zależeć na czystości gatunkowej: nosi cechy malarstwa rodzajowego. odnajduje w nowym spojrzeniu na sztukę sposób wyrażenia swych przeżyć. na stole przykrytym amarantowym materiałem (jeśli wierzyć reprodukcjom) ustawiona jest swoistego rodzaju martwa natura podkreślona jaskrawym światłem. z trudnością próbujący utrzymać się na powierzchni życia. nawet jeśli to tylko ogarek lub lampka oliwna. w jej największym zasięgu. że struktura obrazu jest szkicowa5. nigdy wcześniej malarz nie malował tak jak caravaggioniści. Bezdenny smutek i nieutulony żal widać najlepiej w nieukończonym arcydziele encore. zły i nienawistnie popatrzył na swoją izdebkę. raptem 34. sprawia wrażenie. co sprawia. a nawet mężczyznę stojącego przy przeciwnej ścianie i fragment powały.64 65 my wyłącznie teraźniejszością. Piotr lub Maria Magdalena.40 cm. kompozycja jest przemyślana – przedstawia żołnierską kwaterę. silne stłoczenie oraz dramatyczny patos i dynamiczność kompozycji. bez drugiego przecinka. długa może na sześć kroków. Silny blask zalewa cały stół. ani małe okienko. wszak się znali. gdzie „i skuczno i grustno i nikomu ruku podat’”. że malarz sportretował na . neutralne ciemne tło. przez które wpada nieco światła. Mógł przecież w Sankt­Petersburgu oglądać obraz Gerrita van honthorsta chrystus w warsztacie cieśli. coraz bardziej pogrążony w depresji. składane lusterko. opluwany przez pismaków. Pomieszczenie wydaje się przez swoją niskość przytłaczające. zajmując niemal całą jej długość i połowę szerokości pokoju. gdyż odnosił wrażenie. osamotniony. skaczącego psa. to całkowicie inne użycie światła. Prawie dokładnie w centrum znajduje się malutkie okienko. czaadajewa uznano oficjalnie za wariata. a teraz najważniejsze pytanie – kim są ludzie skazani na egzystencję w tym miejscu? izba i jej mieszkańcy przypominają powstały w tym samym czasie obraz oficer i ordynans. olej na płótnie. znaczące jest. prawą rękę i część policzka leżącego. manierka zawieszona na haku. portretu oraz martwej natury. to. czy znał ten sposób stosowania światłocienia (chiaroscuro).

nuda przechodząca w stupor prowadzi do zupełnego otępienia. nie przechytrzycie go. skacze w tę i z powrotem. według niego gotowość bojowa armii sprowadzała się do pięknego marszu. w tę i z powrotem… zapewne ma to wymiar autobiograficzny. otępiały oficer z obrazu Fiedotowa może zatem ciągle jeszcze bezmyślnie powtarza czynności. ale nie ma w niej rozpaczy. a może tylko jego bezcelowe zabijanie. ze „zbędnym człowiekiem”. ludwik Bazylow w historii rosji pisze: „duszę sołdata Mikołaj rzeczywiście miał i tak samo skłonny był do przesady w zamęczaniu ludzi musztrą i urządzaniu parad jak jego ojciec”. ot. robota malarska jest jakby niewykończona. dzień się skończył. od biedy można potraktować ją jako scenkę rodzajową. w ten sposób rozpływają się w tle. bezmyślnie zabijającego czas i marnotrawiącego swe życie. wypełnianie go byle czym. zatracają swą podmiotowość i tracą na ważności. ale staje się też obrazem życia w rosji w połowie XiX wieku. trochę tylko wydobyte z mroku.66 67 nim siebie i swego ordynansa korszunowa) z fajkami o długich cybuchach. Pozostaje jeszcze sprawa tytułu. jest upiornym wspomnieniem koszarowego życia. Swe pułki siwe. Pysk zwierzaka jest ledwo widoczny. podpierającego ścianę ordynansa (znanego już z obrazu oficer i ordynans) zderza się z dynamizmem pudla skaczącego przez faję z długachnym cybuchem. nie. nudnie i ciemno… ale dlaczegoś słodko. znowu ją ściska w czworobok zawarty i znowu na kształt wachlarza roztacza. uczucie osaczenia spotęgowane jest klaustrofobiczną scenerią i przekonaniem. wegetuje nie wiedząc. Miał on prawdziwą obsesję na punkcie musztry. podobny stół. czy to zajęcie godne oficera jego imperatorskiej wysokości? czy to jest sensowny sposób spędzania wolnego czasu. nic dziwnego. kręci się. Symbol . Fiedotow pisze wówczas w liście: „jak często słyszysz: przechytrzyłem czas. takie same izby. to „ludzie bez właściwości” – inteligentni. a może to po prostu termin z musztry. egoiści i melancholicy8. tak samo martwe niebo i jest równie cicho. moi państwo. ten dynamizm potęgują złote refleksy światła odbijającego się w sierści zwierzęcia6. a czym zajmuje się oficer? ćwiczy psa w skakaniu. zamazany. a wszystko to oświetlone płomykiem dogasającej świecy odbijającej się w wyglansowanym samowarze. ale przecież postaci mężczyzn też pozostają ledwo rozpoznawalne. istnej wojskowej choreografii. Bezruch leżącego oficera i majaczącego w półmroku. że wielu żołnierzy i oficerów nienawidziło Mikołaja i za tę niekończącą się tresurę. ale samo zjawisko ma korzenie wcześniejsze – takimi ludźmi byli: eugeniusz oniegin sportretowany przez Puszkina i Grigorij Pieczorin z powieści lermontowa. do znudzenia powtarzana komenda. bo „encore” to przecież po francusku to samo. w tę i z powrotem. prędzej on was przechytrzy”. w Ustępie iii części dziadów adam Mickiewicz opisuje cara urządzającego kolejny przegląd wojsk: lecz car stał jeszcze i dawał rozkazy. nie ma stąd ucieczki. podkreślająca tu nudę i bezsens takiego życia? Bo czym zajmował się oficer carski? cały dzień ganiał po placu żołnierzy. wstrzymuje po dwadzieście razy. nudzą się panowie! niedokończone dzieło mistrza jest zupełnie inne. niczym wahadło. zasłynął z paradoksalnego bon motu: „wojna psuje żołnierza”. jak wypełnić monotonię upływających dni. usycha i umiera a tylko coś bezsensowne. gitarę. taki sam śnieg. kare i bułane Puszcza. szumi i męcząco nie pozwala zapomnieć o życiu…” wewnętrzna pustka człowieka pozbawionego celu i skazanego na bezsensowną wegetację wywołuje niewiarę w sens życia. taka sama pusta ulica. / Gdzieś w mordobijskim powiecie”. oficer ćwiczy aportować kotka stojącego na zadnich łapkach. a nawet więcej – największą radością. gdy nieustannie wszystko tonie. zapisem kondycji umysłowej i moralnej rosjan. niektórzy widzą w nim idiotyczny pleonazm. jak ten pudel. a wciąż trwa. ale można też potraktować ten ty- tuł jako tautologiczne podkreślenie monotonii egzystencji oficera. jak słodko bywa w mętnych majakach gorączki. byle tylko przeżyć kolejny dzień? zesłany na posępną prowincję do jakiejś „chandry unyńskiej. ich los „to tragedia nie spełnionych wielkich pragnień i zamierzeń. że „za oknem jest taki sam ponury pejzaż. tłoczy się. zblazowani i znudzeni. ale niemający szans. które wykonywał wcześniej. gdzie ćwiczeni całymi miesiącami żołnierze mieli osiągnąć zgoła mechaniczną doskonałość. rozmyte. Mamy tu do czynienia ze stworzonym przez ówczesnych pisarzy „bohaterem naszych czasów”. żeby użyć swej inteligencji i wykształcenia. Pudel. Są oni produktem epoki i jej ofiarami. niepotrzebne i małe. co rosyjskie „ещё” („jeszcze”). znowu piechotę przedłuża jak ścianę. to dość przygnębiająca wizja. a może to sprawa pogarszającego się wzroku? oprócz dziwnego światła zastanawia połączenie dynamizmu i martwoty. autorem tego określenia jest iwan turgieniew7. to urządzanie rewii i przeglądów było ukochanym zajęciem Mikołaja. spustoszonej duszy i nie spożytkowanej w należytych celach woli.

aleksander kaczorowski we wstępie do wznowienia powieści tak charakteryzuje głównego bohatera: „na pozór ma wszystko: nazwisko. Swemu mistrzowi poświęcił jeden z najlepszych utworów – epitafium dla Włodzimierza Wysockiego. o dziwo wykazujących sporo wspólnego (z zachowaniem właściwych proporcji) z epoką Mikołajewskiego zastoju. zdrowie. jeszcze raz powstały w 1977 roku. Gitarę. to żołnierz imperium („jeden z wielu”. urodę. gdzie żyje”. historia stanęła w miejscu. to przecież parafraza pierwszego zdania encore…: Mam wszystko. ale też może to być Pieczorin lub inny z długiej galerii zbędnych ludzi. a szczególnie jego realizację w Bohaterze naszych czasów lermontowa. Poetą romantycznym wygnanym o 150 lat poza swój czas. który studiował tam malarstwo. polski twórca. że Polak. wykształcony oficer. nastroju. która kocha mnie. / jest żartem niemądrym jedynie”. czyli naramienniki. nie wierzy jednak w nic i nie ma takiej sprawy. dwa razy był z nim w związku Sowieckim. czemu poświęcę dalszą część tego eseju. jedno jest pewne – „kontrast pomiędzy młodym wiekiem a umysłową. iV kluczem do odczytania myśli zawartych w wierszu encore. Był artystą. kaczmarski znał rosję głównie przez ojca. wszak posiada „epolety”. dla której mógłby się poświęcić”. wykształcenie. wersów nie do złożenia. to mógłbym z nim porozmawiać albo go dotknąć. do której bałbym się nawet aspirować”. młodość. Był zjawiskiem. pisząc ten wiersz. że gdybym się uparł. zaledwie o trzy lata starszy ode mnie. zastój i martwota rodzą upiory. ofiara). wyrazistości nie do uzyskania. trzy kobiety. dumną i odważną naturę. moralną. zawierał w swoich balladach i pieśniach świat myśli osobiście dla mnie nie do pomyślenia. bo jego inwentarz przedstawia się zadziwiająco ubogo – składa się zaledwie z gitary i psa. Łatwo sobie wyobrazić. stalker. dwie rzeczy są tu zadziwiające: po pierwsze to. lermontow w cytowanym już wierszu i smutek i nuda pisze wszakże: „i życie. obłomow. majątek. że mamy tu do czynienia z arcydziełem. poznawczą i warsztatową dojrzałością” był zdumiewający. iii rosja to bardzo ważny temat w twórczości jacka kaczmarskiego. Prosta historyjka przerodziła się w filozoficzną syntezę. wymowy obrazu za pomocą opisu. poznał przyjaciół ojca. temat rosyjski jest obecny w takiej lub innej postaci w następujących tekstach: sen katarzyny ii. jeszcze raz chciałbym uczynić postać „zbędnego człowieka”. w nasze lata. ale i rosyjską mentalność. wiersz/piosenka encore… rozpoczyna cykl znakomitych utworów inspirowanych dziełami malarskimi. a w dodatku żywym i bliskim do tego stopnia. którego nie widział na własne oczy (nawet reprodukcji!)10. z goryczą to wyznam. gdy przyjrzeć się bacznie. że autor miał zaledwie dwadzieścia lat. nie miejsce tu na rozważania biograficzne dotyczące poety. stolz i ja oraz wierszach inspirowanych przez twórczość andrieja tarkowskiego (rublow. Był młodym Mickiewiczem. pokolenia zmarnowanych szans i możliwości”. jarosław Mikołajewski pisze: „czuliśmy – czułem – że jacek kaczmarski był dla nas tym. że inspiracją był obraz. po prostu nie zdaje sobie sprawy. kim dla pokolenia filomatów był Mickiewicz. Był reinkarnacją romantycznego poety w czasach późnego Gierka. oficerskie galony11. że początki jego pisania i śpiewania są nierozerwalnie związane z osobą włodzimierza wysockiego9. Galerię piosenek i wierszy zainspirowanych malarstwem rozpoczyna utwór encore. który nie bierze pod uwagę w swej świadomości obecności rosji. za pomocą słów. z pewnością nie jest to intratna służba. który mówił moim językiem […] czyli poruszającym nie mniej niż Baczyński czy tuwim. Petersburg – dostojewski. pogrążają w otępieniu i pijaństwie. dwie. świadczy o tym wypowiedź artysty: „wydaje mi się. wybitny historyk sztuki Michał w. tyle że żywym. a po drugie. rejtan. dla pokolenia rówieśników kaczmarskiego był on niczym Mickiewicz dla fi- lomatów. czyli raport ambasadora. dlatego uważam. rosyjską literaturę. a więc jego los jest odbiciem sytu- .68 69 tragedii pokolenia podekabrystowskiego. ałpatow ujął to lakonicznie: „obraz ten – to pełen rozpaczy – krzyk człowieka w ciemnościach carskiej rosji”. jest to niezwykle oryginalny pomysł oddania treści. psa i oficerskie epolety! kim jest ten uczciwy człowiek? to młody. czego może chcieć uczciwy człowiek – światopogląd. że oficerem z obrazu jest sam Fiedotow. rodzinę. intelektualnej i etycznej dojrzałości. Sam wielokrotnie podkreślał. janusza.

i smutno. lecz nie tu. ożywienie. bo „w oku ma błysk”. na żałosną wegetację: „więc jem i śpię […] piję. lampę. na to. nad stropem nazbyt niskim. wystarczy tylko. jest człowiekiem zbędnym. nieszczęśnik ucieka w alkohol. że od tego losu nie ma ucieczki. a może popularna w literaturze postać sobowtóra – mogłoby to oznaczać brak wyjścia sytuacji. skazanym na zabijanie czasu – „przez szpadę13 uczę skakać swego psa!” ta bezsensowna czynność to próba oszukania obezwładniającej nudy. że to „od knota co się w lampie14 żarzy”. nie daje bowiem żadnej nadziei na odmianę losu. może do tresowanego właśnie psa: „tu z ust dobywam głos. zagubiony w bezkresnej rosji oficer jest świadomy absurdalności swego położenia. zdawać by się mogło. wkroczyłem w to życie przeżywszy je już w myśli. by skorzystać z szelek! świat. i hart woli. to przed nią ostrzegał stary wiarus Maksym Maksymicz młodego oficerka w Bohaterze naszych czasów. bo on osiągnął już wszystko. gdzie (powtórzmy jeszcze raz): „i nudno. i ręki nie ma komu podać”. by rzucić rozkaz psu!” Pozostaje jednak smutek i świadomość.70 71 acji ludzi jego pokolenia). obce języki. gdy zdrętwieją nogi!”). „czego może chcieć uczciwy człowiek”. ciemnych belek. Przytłaczające jest poczucie przegranego życia. które mają przecież ułatwiać jazdę konną. bo już wie. ale podmiot liryczny szybko sprowadza nas na ziemię i ironicznie stwierdza. zamiast zimy. żeby samobójstwo było tam rozpowszechnione: ludzie za bardzo cierpią. Może to być także alkoholowy zwid. „ażeby był i nie wiadomo na co czekał!”. w której przyszło mu żyć. który pije tak jak ja! lustrzane odbicie. i „jest u celu”. żeby się zabijać. warto zauważyć. domość marnotrawienia młodego życia. . niewiele różniącej się od celi więziennej. ten słowiański narkotyk. jest nuda. świa- tu przecież nie chodzi o problemy techniczne – powiesić można się nawet na klamce. kosmos zderza się z karykaturalnym mikrokosmosem zapyziałej izdebki. […] Są konstelacje gwiazd i nieprzebyte drogi. w tej bezpłodnej walce wyczerpałem i żar duszy. kto czyta liche naśladownictwo dawno mu znanej książki”. że jeszcze walczy. jest szczególnie dotkliwa: „jak gdybym kiedyś swoje życie przeżył już…” Przypomina to słowa ze spowiedzi Pieczorina: „ale co mi z tego pozostało? tylko znużenie jak po nocnej walce ze zmorą i mętne wspomnienia pełne żalu. biała i otwarta / jak zgotowana do pisania karta”12. czego po niej oczekiwać”. przekonanie. ale niezdjęte w porę – stają się tylko źródłem przykrego dźwięku: „i wtedy szczeka pies na ostróg moich brzęk”. niezbędne do prawdziwego życia. podobnie jak „liczenie sęków w ścianach” lub polowanie na karaluchy: „czasem przekłuję końcem szpady karakana”. i ogarnęła mnie nuda i obrzydzenie jak tego. że jutro będzie lepiej. bo przecież wszędzie jest tak samo. skąd nie ma ucieczki. że mamy tu do czynienia z rzeczywistością zdegradowaną – szpada to broń szlachecka. że gdzieś tam jest prawdziwe życie: tak. człowiek jest zgubiony!” alkohol tylko potęguje poczucie absurdu istnienia. no. a jak do tego jeszcze wódka. wódka. / czego bym umiał dopilnować albo nie”). świat składa się z ludzi wiodących równie beznadziejną i bezsensowną egzystencję. chodzi raczej o to. nie ma planów. dziwne usposobienie człowieka!!! Gdy życiem jego rządzi groza. to świat z cytowanego już wiersza lermontowa. czy kaczmarski znał opinię jednego z najbardziej przenikliwych znawców rosji. to samo dotyczy ostróg. bo ono nie stanowi żadnej ucieczki: nic nie ma za tą ścianą z wielkich. w tym wersecie odnajdujemy typowy topos „rosyjskiej dali bezkresnej”. jest gdzieś świat. co mu najbardziej doskwiera. nie ma celów. ale szkody wyrządza jeszcze większe. w którym nie ma szans nawet na samobójstwo. że nic już się nie wydarzy. jego służba nie jest zbyt wyczerpująca. człowiek jest skazany na mechaniczne przemierzanie niewielkiego pomieszczenia niczym więzień („ja krokiem izbę mierzę. że od niego nic nie zależy. ciekawe. tym. nie szuka on śmierci. nikogo nie widzisz. nie ma się do kogo odezwać. opowiadając o losie carskich żołnierzy: „i rzeczywiście cały rok żyjesz. w jego życiu nic się już nie wydarzy. która zostaje wykorzystana w celu urągającemu jej przeznaczeniu. to martwy czas („za oknem posterunku nic nie dzieje się. w jego listach z rosji znajdziemy takie sformułowanie: „nie sądzę. że coś się zmieni… ilustruje to zadziwiający obraz: i widzę w oknie. mówi: „piję w towarzystwie alkoholowych zmor”. co oznacza: zainteresowanie. postawiony „na straży pól bezkresnych”. powiem czasem coś […]”. to rosja z Mickiewiczowskiego Ustępu iii części dziadów: „kraina pusta. a on ma świadomość. podwojenie. psa i oficera. ale nie ma na to wpływu. bracie. de custina. pomaga na trochę.

więc się wstydzić nie mam czego!” w zakończeniu refren przybiera inną postać: oczami za mną nie wódź. 125). wiersz powstał w 1977 roku. pogarda do siebie samego. arcydzieła malarstwa rosyjskiego. w jednym zdaniu zawierając cztery kategoryczne i krańcowo różne stwierdzenia: „jestem carem! jestem niewolnikiem! jestem robakiem! jestem Bogiem!” w warstwie słownej poeta tylko dwa razy próbuje oddać koloryt rosyjski: cztery razy w refrenie powtarza wyzwisko „nasienie sobacze”. hercen i turgieniew wybrali emigrację. P. rozległy jak step…15. a na wydaniu litografii według obrazu świeżo odznaczony nakazuje usunięcie z piersi urzędnika krzyża. nie zmienia to faktu. a Fiedotow naprawdę popadł w obłęd. litość pomieszana ze wzgardą dla psiej wierności. albo we frazeologizmie „nasienie sobacze” lub czasowniku „obsobaczyć”. jeszcze raz. tu nikt nie widzi. 4 przeł. nastroje były marne. która wywołuje agresję i chęć mszczenia się na psie. rozpacz. s. że dziś patrzymy na tę sprawę inaczej niż sto pięćdziesiąt lat temu. kraj pogrążał się w marazmie. gdzie zginął. ale w rzeczywistości oficer mówi sam do siebie: stąd nie ma wyjścia. szalony i melancholijny. że było to zaledwie 28 rubli i 60 kopiejek (zob. dostojewskiego skazano na śmierć.72 73 co więc pozostało? tresura pudla. Gniedycz. dziki. „sudba takaja…” europej- . nasienie sobacze. czyli „wyzwać”. więc się wstydzić nie mam czego! dominującym uczuciem. wilki. Gribojedow specjalnie został wysłany w niebezpiecznej misji do Persji. to ostatni akord – płacz. no może jeszcze żal do świata. j. Stąd nie ma ucieczki. jakie ten wiersz wywołuje w czytelniku. tak według poety objawia się „dusza rosyjska”. ale z drugiej jeszcze dobitniej podkreśla obezwładniającą dolę­niedolę oficera. dzicz i głusza. co czyni całość kompletnie niedorzeczną. ale co on wart? tyle. Pozornie są to słowa skierowane do psa. zapewne chodzi tu o przelicznik: około 25–27 kopiejek srebrem za rubla papierowego. będę patrzył jak skaczesz! encore. Straszliwa monotonia tresury – z jednej strony pozostaje ona nigdy niekończącą się musztrą. jest poczucie osaczenia. czaadajew został uznany za szalonego. nieprzypadkowo piosenka początkującego wówczas barda trafiła świetnie w nastroje ówczesnych młodych ludzi. warszawa 2008. Gdzie w śniegach nocny wilka trop i zaspy po pas. Pustkę. a potem łaskawie zesłano na Sybir. dekabrystów powieszono lub zesłano do syberyjskich kopalni. derwojd. jednocześnie jest to obraz pokolenia „zbędnych ludzi” z epoki zastoju pod rządami cara Mikołaja i. pijaństwo. rosyjski los. pomyślany przecież jako piosenka. zwanego asygnatą. ale to już temat na zupełnie inne opowiadanie. amplituda uczuć („biję cię i – płaczę!”). a z drugiej wyrazem frustracji oficera. 5 Sam malarz uważał obraz za nieukończony. jak ci każę. szczególnie męczył go problem oświetlenia. 3 jacek kaczmarski swój wiersz (i piosenkę) nazwał: encore. epoka edwarda Gierka chyliła się już ku upadkowi. gdy biję cię i – płaczę! jeszcze raz! jeszcze raz! encore! ski stereotyp wykarmiony na rosyjskiej literaturze. płacz i wódka. za tymi drzwiami nic nie ma. stąd w wersji śpiewanej niektóre fragmenty powtórzone są po dwa razy. jeszcze raz! z jednej strony dynamizuje on utwór. nasienie sobacze! Gdy piję w towarzystwie alkoholowych zmor! i nie liż mnie po rękach. który uznawał za nierozstrzygnięty. nic więcej nie ma. Pozostaje zabijanie czasu. już pół wieku wcześniej (wiersz z 1784 roku) przecież Gawrił r. prócz do świata żalu dziecięcego. Pozostaje jeszcze picie na umór i użalanie się nad sobą: „tu nikt nie widzi. jest uniwersalnym modelem relacji pomiędzy dominującym a podporządkowanym. identycznie jest ze słowem „karakan”. oznaczającym „karalucha” w gwarach wschodnich (to regionalizm białostocki). Ma jednak wyraźnie rosyjskie konotacje. przeł. marazm i bezsens życia carskiego oficera podkreśla także powtórzony trzy razy refren: na drzwi się nie oglądaj. Słowo „sobaka” w języku polskim pojawia się jako gwarowe bądź potoczne określenie psa. dierżawin pisał w odzie Bóg: „ja car! ja rab! ja czerw’! ja Boh!”. co płacz skrzywdzonego dziecka: nic we mnie. które jest tylko oszukiwaniem siebie. Puszkin i lermontow zginęli w sfingowanych pojedynkach. zbigniew Podgórzec. gdzieś tam w otchłannej prowincji rosji. P. tylko zaspy nieprzebyte. Poecie znakomicie udało się oddać aurę obrazu Fiedotowa – jałowego życia oficerów imperium. i to nie tylko na dostojewskim. 2 cenzura zakazuje druku opowiadania dostojewskiego Połzunkow z ilustracjami Fiedotowa. Poeta oddaje klaustrofobiczny charakter obrazu za pomocą słów. Skacz. ów stwór głęboki i tajemniczy. rozpoczynając jednocześnie „komedię pomyłek” związaną z relacjami między intencją twórcy a odbiorem jego twórczości16. encore. tyle płacono za panowania Mikołaja i. okrucieństwo tresury jako reakcja na okrucieństwo własnego losu. PrzyPisy 1 Piotr Gniedycz pisze.

Pojawiają się one także u wielkich mistrzów malarza – Greuze’a oraz hogartha. wymusiło inny niż dotychczasowy sposób narracji. 2002). jeśli kiedykolwiek będę w Moskwie. utwory te powstały po śmierci malarza. z obrazu tego się nie dowiemy. drwię ze wszystkiego na świecie. hybrydyczności postaci pozbawionych prehistorii. wtedy zaczęła się moja choroba na twórczość. czynił z teatru nade wszystko miejsce. przywołuję je tu dla kompletności wywodu. zdaniem ostermeiera. że młodzi są najlepszymi słuchaczami. skojarzoną z ludźmi nigdy do tej pory nieoglądanymi na scenie. który musi sprostać postrzeganiu wyszkolonemu na kinie akcji czy wideoklipach – szybszy i bardziej złożony (nieprzypadkowo warszawski teatr rozmaitości po objęciu w 1996 roku dyrekcji przez Piotra cieplaka reklamowany był jako „najszybszy teatr w mieście”!). 8 Pieczorin. hamlecie powiatu szczygrowskiego. chyba że dysponujemy o nim większą wiedzą. ostermeier pragnął przedstawić środkami zdecydowanie wykraczającymi poza ramy naturalizmu. Pewnie musiało tak być. znamy wcześniejsze płótno oficer i ordynans. joanna Puzyna-chojka „F ilm. rogowicz. ponieważ nikt nie wiedział o istnieniu tej połowy. wideoklip podsuwają wzory. opisał. ojciec mi po prostu opowiedział o tym obrazie. nie wiem. Prawdopodobnie wiedział z doświadczenia. jeszcze encore. dziady. ale to jest pewne. „Polityka” 1990. a dopiero potem dotarłem do reprodukcji” (za dużo czerwonego. „Przyśpieszenie” jako podstawowy znak czasu. że „piosenkę encore zobaczyłem [chyba powinno być: napisałem – a. Mickiewicz. nr 21. Pewnie są tu echa zapożyczeń z malarstwa holenderskiego. 13 na obrazie Fiedotowa namalowana jest fajka o długim cybuchu. pudla w śniadaniu arystokraty i encore. / Pusta. 10 kaczmarski w wywiadzie powiedział. temat „zwierzęta na obrazach Pawła Fiedotowa” wart jest opracowania. świeżo odznaczonym oraz oficerze i ordynansie. gdy druga drgała i żyła otwarta dla każdego. wyparowała. 11 Musimy tu wierzyć podmiotowi lirycznemu. że ja również jestem godny współczucia […] moją duszę zepsuł świat. 274. s. dotychczas niesłyszane głosy. czy jestem głupcem.” z rozmowy z anną Bilską zatytułowanej sztuka bez haseł. gdzie zwierzęta występują często. fragment droga do rosji zawiera takich określeń znacznie więcej: „ziemia tak pusta. warszawa 1974. która czerpie siłę z siebie samej. kształtowanych w dużej mierze przez nowe media. s. kiedy wychodziłem z rodzicami. 59. 16 Sam kaczmarski tak o tym mówi: „utwory pisane przed wyjazdem z Polski i później. wszystkie cytaty według tego wyd. że pudel był wówczas traktowany jako pies myśliwski. w. których naśladowanie nie pozostanie bezkarne”1 – słusznie zauważył thomas ostermeier w manifeście proklamującym „nowy realizm”. „nowy realizm” to zatem nie tylko postulat odważnego prezentowania różnorakich poglądów i projektów rzeczywistości. nr 482 – i. rudinie. podszyty buntem wobec neoliberalnego społeczeństwa konsumentów. że leży oficer i uczy psa skakać przez szpadę i ja napisałem tę piosenkę według opowieści taty. co chcieli usłyszeć. by dalej rozpaczać”. 12 a. jeszcze raz. 7 turgieniew sportretował tę postać wielokrotnie. skąd na głuchej prowincji wziął się pudelek. pozwalających się rozpoznać wyłącznie dzięki odwołaniu twórców do powszechnej znajomości gatunków kul- . „tragedię zwyczajnego życia”. bo znajdziemy je na wielu płótnach. nałożyły się na jakiś czas polityczny. że wysocki zauważył mój sposób odbioru. s. wyobraźnię mam niespokojną. więc wszystko co tworzyłem. czy Bóg mnie takim stworzył […].] encore. wiedziałem już. nie trzeba zapominać. 9 w tomie gdy miałem 17 lat opisuje wrażenie. która zginęła”. chyba właśnie wtedy nabrałem przekonania. zwłaszcza z uczuć […]. […] ludzie słyszeli to. np. cyt. rozmowa z jolantą Piątek. warszawa 1972. Stałem się moralnym kaleką: jedna połowa mojej duszy przestała istnieć. Bohater naszych czasów.74 6 Może dziwić. a nikt tego nie zauważył. czy łotrem. odprowadził nas do drzwi i zaprosił mnie do siebie. encore do obrazu Fiedotowa. Poza tym artysta chyba je lubił. 14 na obrazie Fiedotowa namalowana jest świeca. [np. niektórzy skłonni byliby widzieć w wojskowym paniczyka bawiącego się z pieskiem. za: M. tak mówi o sobie: „mam nieszczęśliwy charakter: nie wiem. czy to wychowanie zrobiło mnie takim. w którym żywo dyskutuje się drażliwe problemy współczesności i stawia śmiałe diagnozy. koty w swataniu majora. wszystkiego mi mało: do smutku równie łatwo przywykam jak do rozkoszy i życie moje z każdym dniem staje się coraz bardziej jałowe […]. radykalizacja filmowej narracji w teatrze uwidoczniła się. największym przeżyciem było dla mnie to. tak nie zaludniona […] Po polach białych. z zamiarem przekazania pewnej myśli egzystencjalnej stawało się aktem politycznym. że można pisać i wykonywać piosenki. 15 kaczmarski w ten sposób postrzegał też swego idola –wysockiego: „ta jego rosyjska dusza. co tam jest. dzienniku człowieka niepotrzebnego oraz ojcach i dzieciach. otwarta i dzika równina”. między innymi pekińczyka w Wybrednej narzeczonej. między innymi w szlacheckim gnieździe. „odra” 2002. w dramaturgii nieoczekiwanych zwrotów akcji. ogłoszony pod znamiennym tytułem teatr w dobie przyśpieszenia (na konferencji towarzyszącej wystawie Wiek XX. przeł. ale nie była to moja intencja. jakby się robiło coś ostatecznego. Sztuka i nowoczeSność 75 Gra w rzeczywiStość nowe media w teatrze 1. odbierałem jego występ każdym porem skóry. lecz także próba dostosowania teatralnego języka do wymogów nowych czasów. że to jest najważniejsza rzecz. serce nienasycone. wyschła. ogłoszonym u progu XXi wieku. „bohater naszych czasów”. lermontow. jakie wywarł na nim koncert wysockiego wysłuchany w domu jerzego hoffmana: „Słowiańska histeria wysockiego – jak mówi mój ojciec – wywarła na mnie kolosalne wrażenie. jego manifest. umarła […] podczas. akcentowany między innymi w teorii rozwoju cywilizacji wypracowanej przez Paula Virilio.k. odnotowywał nade wszystko konieczność zmiany dotychczasowego sposobu prowadzenia scenicznej narracji i dostosowania jej do możliwości percepcyjnych widza. jaką chciałbym robić w życiu”. pustych wiatr szaleje […] jak ich kraina. Sformułowany przez niemieckiego reżysera postulat otwarcia oczu na świat i wyostrzenia słuchu na jego inne. 8. ale to nie fanaberia. ta samokarmiąca się rozpacz. czasów przyśpieszenia. podobnie jak obłomow iwana Gonczarowa.] przed zobaczeniem reprodukcji obrazu. teatr w niemczech w 1999 roku w Berlinie). telewizja.

nagością przestrzeni niedbale markowanej przez pojedyncze rekwizyty (pozbawione funkcji znakowania umownej rzeczywistości). na który zwrócił uwagę ostermeier. jest przede wszystkim manifestacyjna antykreacyjność. ale nigdy zimnym wobec przedstawienia. 2. na aktorstwie kończąc.76 77 tury popularnej i wielkomiejskiej typologii. ale również o spotęgowanie jego potencjału energetycznego. uwalniającą od iluzjonizmu gry naturalistyczno­psychologicznej – za pośrednictwem postaci aktor opowiada publiczności pewną historię ujętą w łańcuch czynów. dla której przyjęła się nazwa verbatim (ang. ten sposób konstruowania teatralnej opowieści (w „rytmie wideoklipów”) wymaga również nowego typu aktora – „odtwórcy. ten rodzaj teatru wymaga – jak się zdaje – również innej formy scenicznej obecności aktora. opracowywanych – najczęściej zespołowo – bądź na podstawie rejestrowanych rozmów ze świadkami jakiegoś zdarzenia. który potrafi suwerennie i w wirtuozowski sposób zestawić ze sobą i reprodukować przypominające staccato załamania oraz emocje. znaki sceniczne ilustrujące słowo są zredukowane do minimum. zgodnie z diagnozą Philipa auslandera. jego teatralne inscenizacje uderzają redukcją wizualności. co „artystyczne”. w spektaklach „dokumentalnych” uderza przede wszystkim fenomen antyteatru. Postulat uproszczenia kina poprzez odrzucenie hollywoodzkiej formy obejmował nie tylko szereg dyrektyw praktycznych preferujących estetykę najprostszego dokumentalnego reportażu czy amatorskiego filmu wideo (technika kręcenia „z ręki” połączona z zakazem używania dekoracji. Manifest duńskiej doGMy z 1995 roku. bez przetwarzania go i poddawania analizie. co Virilio traktuje jako jedną z ostatnich prób obrony przed rozproszeniem sztuki. bądź na podstawie wiarygodnych dokumentów8. za sprawą twórców nazwanych przez francuskiego filozofa „artystami dyslokacji”5. uwidocznione w strategii tak zwanych brutalistów4. która analizowa- . sztuce wideo. na których opiera się teatr mimetyczny. iluzjonizmu realistyczno­psychologicznej gry opartej na metamorfozie wykonawcy w postać. skojarzone z osobowością i gustem twórcy. ta cecha została wyprowadzona z gestu czerpania tematów wprost z życia. w teatrze ten typ bezpośredniej komunikacji między sceną i widownią powołał nową formułę epickości. chłodną ekspresją aktorską. sztucznego oświetlenia z wyjątkiem pojedynczej lampy. wskazuje przede wszystkim na specyficzną technikę konstruowania dramatu i – pośrednio – na formę jego scenicznego uobecnienia. Verbatim to gatunek świadomie rezygnujący z tradycyjnej fikcjonalności. aktorzy teatru dokumentalnego dążą jedynie do pokazania jakiegoś fragmentu życia. zarówno w obrębie materii literackiej. pozbawionej elementu udania. bez odsłaniania motywacji. wyróżniającym verbatim na tle wcześniejszych form teatru dokumentalnego. ale – co najważniejsze – został skojarzony z wymogiem pogłębiania akcji i eksplorowania prawdy o bohaterach7. który posiadł wirtuozerię i prędkość amerykańskiego zespołu hardcore’owego”2. obecność muzycznych skojarzeń w tekście ostermeiera jest bardzo znamienna. chodzi nie tylko o emocjonalne działanie teatru. słowo w słowo). był pierwszym donośnym wezwaniem do zrezygnowania w sztuce z tego. polegający na zanegowaniu konwencji. i to na wszystkich poziomach – od scenariusza poczynając. efektów optycznych i filtrów. dosłownie. elementem nowym. Pomimo wysiłków. z tego zapewne powodu dobrochna ratajczakowa. współczesna odmiana teatru dokumentalnego. wyzwalających równie silne reakcje u widzów. stały się eksperymenty podejmowane w obszarze kina. ważnym punktem odniesienia w poszukiwaniach nowego języka teatru. w tym spektakl teatralny. odtwórcy. który nakazywał odrzucenie filmowej iluzji i wszelkich magicznych sztuczek fałszujących obraz rzeczywistości6. w zmediatyzowanej kulturze współczesnej każde wydarzenie rozgrywane na żywo. ten inscenizacyjny minimalizm wymierzony jest w idee reprezentacji i zewnętrznego obrazowania. body art. nie jest on wolny od grzechu manipulowania obrazem rzeczywistości. i to właśnie z powodu swojego zapośredniczenia w świecie nowych mediów. społecznych czy psychicznych przyczyn zdarzeń. rozumiana jako ograniczenie czy wręcz redukcja fikcji na rzecz zdarzeń autentycznych. skazanego na swego rodzaju „syntetyczny realizm”10. zdaniem ostermeiera z kolei. wskazuje bowiem na sposób oddziaływania nowego teatru. jej „dematerializacją”. upodabnia się do przekazu telewizyjnego9. która polega na operowaniu energetyką obrazów gwałtownych (rapid). budowaniu postaci/roli czy poetyckiej funkcji języka. uproszczoną formą wyprowadzoną z estetyki performance. oszczędną. tańcu. w ostatniej dekadzie w teatrze. to między innymi na fali tych poszukiwań w połowie lat dziewięćdziesiątych rodzi się nowy teatralny dokumentaryzm. wykształciła się strategia. który „gra na rzeczywistych doświadczeniach widzów jak na instrumencie”3. jak i teatralnej. trudno mówić tu o kreacji fikcyjnej rzeczywistości. by nadać verbatimowi pozory autentyczności. pozostając zawsze zdystansowanym i opanowanym. specjalnie skomponowanej muzyki).

pozbawiając ją niejednoznaczności i głębi”11. w tym sensie. „w reality drama odnajdziemy resztki kreacji bohaterów. reality drama.78 79 ła współczesny dokumentaryzm na łamach „dialogu”. wirtualność neguje samą zasadność podziału na fikcję i realność”16. jak zauważył Bartosz Frąckowiak. ani wrażeniową. nie jest kopią. jest – wyróżniona przez lva Manovicha14 – numeryczność. wyznaczających nowy styl i poetykę w obrębie kultury masowej. nowy typ metateatralności czy metamedialności. mającą olbrzymi wpływ na zmianę statusu ontologicznego wszelkich zjawisk kulturowych. tyle że obraz rzeczywistości przez ów dramat przekazywany skonstruowany jest według praw przekaźników. 3. choć wywołują wrażenie jeszcze większej „autentyczności” niż dawne sposoby reprezentacji. połączonych tematem i paradokumentalną funkcją. coraz liczniejsze odwołania do estetyki telewizyjnych shows. operatora kamery. „nowy realizm”. gier komputerowych czy gier wideo służą nade wszystko demaskacji typowych dla nich konwencji kształtowania świata przedstawionego. Pozostaje swoista gra w rzeczywistość. w tej analogii nie chodzi bynajmniej tylko o wykorzystanie w teatrze dokumentalnym projekcji filmowych czy też środków właściwych elektronicznym przekaźnikom obrazu. że przestaje się liczyć tradycyjna teatralność. a zarazem formułą programów telewizyjnych. szczątki akcji. podobnie jak jego telewizyjny pierwowzór. konsekwencją tej paradygmatycznej przemiany jest. a ich świat zbudowany zostaje z kawałków rzeczywistości uchodzącej za prawdziwą. Bohaterowie konstruowani przez ubogą warstwę słowną nie dysponują ani w miarę złożoną sferę wyobrażeniową. osiągając apogeum w teatrze postdramatycznym. tworząc tę nazwę na zasadzie skojarzenia z reality tV – stacją telewizyjną. a co najwyżej teatrem prawdy „zmontowanej” przez pośredników: autora scenariusza. choć ta strategia była i jest stosowana niezwykle często. posłużyła się terminem reality drama. która z w sposób manifestacyjny zrywa z iluzjonizmem dziewiętnastowiecznego realizmu13. sprawia. montażystę. który pojawia się w domi- . ratajczakowa umieszcza reality drama zarówno na antypodach literatury. „nowy realizm” spod znaku komputerowej symulacji jest „częściowy i nierówny”15. opartego na – typowych dla cyfrowych mediów – strategiach uwierzytelniania obrazów12. wszechwładza symulakrów wymusiła pośrednio potrzebę skonstruowania nowej definicji dzieła teatralnego. konwencja reality zaś staje się prowokacyjnym gestem przesunięcia granic sztuki w sferę produkcji i rejestracji. surowej rzeczywistości. którą medium ujmuje na własnych warunkach. jest efektem fotograficznego spojrzenia na ikonosferę potoczności. że wszystkie obiekty nowych mediów „są liczbami zapisanymi w postaci cyfrowej”. zdefiniowany przez odniesienia do estetyki nowych mediów. wedle tego krytyka. choć widz ma oczywiście wierzyć w to. którego fundamentem jest gest ujawnienia zasad działania medialnej maszynerii i oferowanych przez nią sposobów wytwarzania efektu realności. wreszcie – reżysera zdarzenia. najważniejszą cechą „nowych mediów”. reprezentacja numeryczna oznacza. twierdziła ratajczakowa. Prowadzi to do powołania zupełnie nowej jakości. nieobrobionej. nie odnosi się w istocie do rzeczywistości. Mimetyczność tych dramatów ma charakter medialny. przenikał do dramatu europejskiego stopniowo od początku lat dziewięćdziesiątych. niejednokrotnie symulując bodźce docierające do wszystkich ludzkich zmysłów równocześnie. jak i teatru. która dzięki odpowiednim strategiom uwierzytelniającym uchodzi za samą »rzeczywistość« […]. autorzy piszący dziś dla sceny nie ograniczają się do wykorzystywania medialnej poetyki z właściwymi dla niej schematami narracyjnymi czy sposobem montażu (jak w opisywanym przez ostermeiera „nowym realizmie”). techniki tradycyjnej dramaturgii ulegają redukcji. mają w istocie nieciągły charakter. „wirtualność bowiem nie ma charakteru fikcyjnej reprezentacji czy odbicia zewnętrznego świata. reality drama nie jest wcale teatrem prawdy. przekreślającej dotychczasową opozycję pomiędzy esencjalistycznie rozumianymi fikcją i realnością. filmu bądź – częściej – telewizji. Medialny realizm. co pozwala każdy obiekt ująć w formułę matematyczną i dokonywać na niej przekształceń opierających się na algorytmie. wpisywane w ciągi obrazów często o migawkowym charakterze. lokując go na styku audiowizualności i tak zwanego życia. dzięki temu generowane przez nowe media „światy”. będący tylko jedną z masek tak zwanej prawdy życia. niekiedy – cienie sytuacji dramatycznych. która w istocie jest tylko melanżem elementów o różnorodnym charakterze. mających medialną proweniencję i behawioralne nastawienie. ukonkretniają siebie i tylko siebie w jednej roli. iż dane jest mu dotknąć nagiej.

80

81

nujących na współczesnej scenie formach dramatyczno­teatralnych, stawiających w centrum uwagi widza same sposoby konstruowania fikcji podszywającej się pod realność.

4.
wyprowadzenie ostatecznych wniosków z założeń teatru dokumentalnego, zobowiązującego do poszukiwania prawdy i odrzucającego na tej drodze tradycyjne metody stwarzania iluzji, oparte na mechanizmach projekcji i identyfikacji, prowadzi nas nieuchronnie w stronę opisywanej przez erikę Fischer­lichte „estetyki performatywności”, w której „porządek obecności” dominuje nad „porządkiem reprezentacji”17. wydarzenie sceniczne przestaje być ostatecznie przedstawianiem wymyślonej przez dramatopisarza rzeczywistości, uwalniając się od tradycyjnej pojętej fikcjonalności i referencyjności zastąpionej przez doświadczenie „tu i teraz”. realizm fikcji, do której odsyłał świat stworzony na scenie, został w ten sposób zastąpiony przez realizm samego teatru. we współczesnych dramatach coraz rzadziej pojawiają się konstrukcje, które można by nazwać postaciami. coraz trudniej też wyznaczyć precyzyjnie granicę między przejawami życia i obiektami sztuki. teatr wprost problematyzuje to napięcie między realnością a fikcyjnością, czego doskonałym przykładem wydaje się twórczość rené Pollescha. niemiecki reżyser, określający siebie demonstracyjnie „theatermacherem”, inscenizuje wyłącznie własne teksty. tyle że ich autorstwo opatrzone jest szeregiem pytań. Pollesch pełnymi garściami czerpie bowiem ze wszystkiego, co krąży w obiegu kultury, przede wszystkim z książek naukowych: socjologicznych, ekonomicznych, filozoficznych, antropologicznych, także z gotowych scenariuszy rozmaitych widowisk, filmów, wideoklipów, tekstów popularnych przebojów. zderza ze sobą elementy rozmaitej proweniencji, manifestacyjnie zarzucając wszelkie próby ich zhierarchizowania i uporządkowania w ramach czytelnej struktury dramatycznej. jego scenariusze są pozbawione tradycyjnie pojętej fabuły, strzępy zaś rysujących się sytuacji czy przywoływane konwencje przedstawiania rzeczywistości są natychmiast rozbijane i ośmieszane. Pasożytowanie na cudzych tekstach, poddanych specyficznej, „homogenizującej” obróbce, pozbawia teatralną wypowiedź podmiotowości, podważając tym samym utrwalone techniki konstruowania postaci przez akto-

rów. Skoro nie wiadomo, w czyim imieniu wypowiadane są padające ze sceny słowa, będące częścią medialnego dyskursu współczesności, trudne czy wręcz niemożliwe wydaje się uwiarygodnienie fikcyjnej rzeczywistości teatralnej jako wiernego odbicia jakiegoś „prawdziwego świata”… „reprezentacja to gówno!” – krzyczała jedna z postaci w spektaklu kandydat (1980). oni żyją18, w którym Pollesch próbował skompromitować ostatecznie teatr mimetyczny, serwując widzom wersję teatralną ataku z 11 września, czyli jego „odwzorowanie” na scenie. jeden z aktorów poprosił widza o uniesienie dwóch batoników czekoladowych – dźwigana na ramionach kolegów aktorka, naśladując samolot, zbliżyła się ku czekoladkom i odgryzła z jednej kawałek; inna aktorka w tej samej poziomej pozycji odgryzła część drugiej czekoladki. czyż można bardziej zakpić z uświęconych przez teatr mimetyczny reguł przedstawiania? a jednak spektakle Pollescha w równym stopniu ośmieszają tradycyjną ideę reprezentacji, co dowodzą niemożności całkowitego jej uchylenia. „atrakcyjny, barwny i energetyczny świat Pollescha – pisała Beata Guczalska – staje się figurą potrzeb współczesnego konsumenta kultury: autoironicznej zabawy i autoanalizy, zanurzenia się we wspólnym dyskursie i równoczesnego podejmowania prób wyrwania się z niego”. eksperymenty niemieckiego reżysera świadczą o radykalnym przesunięciu akcentów we współczesnym teatrze, skazanym niejako na tematyzowanie relacji pomiędzy „porządkiem reprezentacji” a „porządkiem obecności”, w czym niewątpliwie przydatne są nowe media, multiplikujące sceniczny obraz. ich obecność w teatrze wymusza modyfikację teatralnej narracji, strategii opracowywania i adaptowania tekstu, konstruowania i dekonstruowania postaci scenicznych, zmienia wreszcie myślenie o przestrzeni i czasie teatralnego zdarzenia, wpływając w efekcie na zmianę w sposobie tworzenia relacji między sceną a widownią. twórcy teatralni coraz częściej bowiem aranżują sytuację dramatyczną w taki sposób, by odbiorca mógł sam na sobie zaobserwować proces postrzegania i konstruowania „rzeczywistości”, stając się współtwórcą artystycznego zdarzenia.
PrzyPisy
1 t. ostermeier, teatr w dobie przyśpieszenia, przeł. k. wielga, „didaskalia” 2000, nr 36, s. 17. 2 ibidem. 3 ibidem. 4 Por. a. Sierz, in-yer-face theatre. British drama today, london 2001, s. 4. cyt. za: M. lachman, Brzytwą po oczach. Młodzi doświadczeni w angielskim i irlandzkim dramacie lat dziewięćdziesiątych, kraków 2007, s. 24.

82
5 zdaniem Virilio, sztuka pokonała drogę od fazy inskrypcji, czyli zapisywania gwarantującego materialność, do fazy dyslokacji zwiastującej totalną wirtualność. Pierwotnie sztuka była inskrybowana na ciałach (tatuaże) i materiałach (obraz w jaskini, fresk czy mozaika). Materia nadawała sztuce trwałość, potwierdzoną przez jej lokalizację. obraz sztalugowy jest już obiektem przemieszczalnym, nomadycznym, zwiastującym etap delokalizacji względnej, która nie oznacza jeszcze utraty miejsca, lecz sygnalizuje możliwość ruchu. dopiero w czasach współczesnych sztuka i lokalizacja stały się pojęciami rozłącznymi. Sztuka epoki wirtualnej, zmierzając w stronę natychmiastowej interkomunikacji, transmisji na żywo całkowicie zinstrumentalizowanych obrazów, może istnieć „nigdzie”, w tak zwanym feedbacku – w obrębie relacji pomiędzy nadawcą a odbiorcą, co zwiastuje ostateczną dyslokację przestrzenną i czasową, wyznaczając zarazem kres przyśpieszenia. „Przebywszy drogę od wczesnych inskrypcji zapisanych w miejscu, jaskini, piramidzie czy zamku, przez muzea, galerie, wystawy objazdowe, potem reprodukcję fotograficzną – wreszcie cd­roM, będący jeszcze nośnikiem materialnym, sztuka dzisiejsza z jej technikami interaktywnymi osiągnęła poziom natychmiastowej wymiany między aktorem i widzem”. ślepe pole sztuki. z Paulem Virilio rozmawia c. david, przeł. e. Mikina, „Magazyn Sztuki” 1997, nr 15–16. 6 zob. l. von trier, spowiedź dogMa-tyka, przeł. t. Szczepański, kraków 2000. 7 Por. fragment manifestu doGMa 95: „Ponadto, jako reżyser przysięgam wyzbyć się osobistego smaku! już nie jestem artystą. Przysięgam unikać tworzenia »dzieła«, ponieważ uważam, że moment jest ważniejszy niż całość. Moim naczelnym zadaniem jest wydobycie prawdy z moich bohaterów i ich otoczenia. Przysięgam stosować się do powyższych założeń poprzez wszelkie dostępne mi środki, kosztem dobrego smaku i jakichkolwiek względów estetycznych”. cyt. za stroną internetową: www.dogme95.dk (tłumaczenie moje). 8 w moskiewskim teatrze.doc uczestnicy kolejnych projektów rozmawiają z konkretnymi ludźmi, których „życiowe przypadki” pozwolą przedstawić ważny społecznie problem. Materiał rejestrowany jest przy użyciu kamery i dyktafonu, potem dyskutuje się wspólnie temat projektu, tworzy „plastyczny szkic”, który podlega ostatecznej obróbce w czasie prób. osoba, która przyjmuje na siebie rolę dramaturga, pomaga jedynie w uporządkowaniu i rozpisaniu na dialogi gotowego tekstu zarejestrowanego na taśmach. ostatnim etapem pracy, realizowanym najczęściej już po premierze, jest spisanie gotowego scenariusza/partytury spektaklu. 9 P. auslander, liveness – Performance in a Mediatized culture, london–new york 1999, s. 32. 10 określenia tego używa lev Manovich w książce język nowych mediów, przeł. P. cypryański, warszawa 2006. 11 d. ratajczakowa, reality drama, „dialog” 2004, nr 7. 12 zob. h.­t.lehmann, teatr postdramatyczny, przeł. d. Sajewska, M. Sugiera, kraków 2004, s. 288–292. 13 zob. M. Borowski, M. Sugiera, nowe media/nowe rzeczywistości, [w:] oblicza realizmu, red. M. Borowski, M. Sugiera, kraków 2007, s. 299–327. 14 l. Manovich, op. cit., s. 82. 15 ibidem, s. 306. 16 B. Frąckowiak, Przeciw symulacji. nowe media w teatrze, [w:] teatr i postęp, red. j. ciechowicz, j. Puzyna­chojka, Szczecin 2009, s. 67. 17 e. Fischer­lichte, rzeczywistość i fikcja we współczesnym teatrze, przeł. M. Borowski, M. Sugiera, „didaskalia” 2005, nr 70. Por. eadem, estetyka performatywności, przeł. M. Borowski, M. Sugiera, kraków 2008. 18 r. Pollesch, kandydat (1980). oni żyją!, tłum. j. diduszko (dla festiwalu dialog we wrocławiu, 2003).

Gdynia. wieś–MiaSto

83

Panorama Gdyni z 1911 roku, fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni

84

esej

85

ciężki SPrzęt waGi Piórkowej
1.
dy jakiś czas temu przed moim domem zjawiła się ekipa drogowców, aby wymienić popękany chodnik i wyszczerbione krawężniki, dotarło do mnie, że niemal nic nie jest już takie, jakim było przedtem. zamiast niewydarzonej zbieraniny obszarpańców w kufajkach i gumofilcach, z nowiutkiego, firmowego busa, jak z pudełka z klockami lego, wysypała się gromadka ludzików w niebieskich kaskach i identycznych, pomarańczowych kombinezonach. uwijali się kilka godzin niczym w ukropie, wspierani przez mini­koparkę o futurystycznym designie, która przypominała wraz z jej operatorem bardziej złożony już zestaw wspomnianych wyżej klocków z serii technic niż poważny sprzęt do prac drogowych. Patrzyłem na to wszystko z mieszanymi uczuciami. z jednej strony wreszcie profesjonalizm, czystość, wyższa kultura pracy – po prostu europa, z drugiej jednak odczuwałem wobec tego groteskowego widowiska jakąś niejasną dla mnie samego niechęć. w końcu dotarł do mnie właściwy sens tego oporu – takich rzeczy nie wolno robić mężczyznom! techniczna schludność, którą objęte było tu wszystko – od ubioru po najprostsze narzędzia (nosiły ją w sobie także łopata, kilof, miotła), w połączeniu z owadzią wręcz organizacją pracy, zamieniały tych mężczyzn w jakieś pozbawione płci i charakteru indywidua, jakie do tej pory mogliśmy odnaleźć jedynie na stronach materiałów szkoleniowych BhP. to już nie była robota, ale praca, a oni nie byli robolami, a pracownikami fizycznymi! i kiedy w czasie przerwy śniadaniowej wyjęli z plastikowych pojemników w kształcie nerki zgrabne sandwicze zamiast odwiniętej z zatłuszczonego papieru kiełbasy i pajdy chleba, dotarły do mnie istota i skala spisku, którego padli ofiarą ci nawet nieświadomi swego okaleczenia ludzie. w milczącej zmowie przeMinikoparko-sztaplarko-spychacz, fot. Adam ciwko nim wzięli udział zarówKamiński

Piotr Millati

G

no dietetycy, jak i projektanci ubrań, specjaliści od logistyki oraz zespoły wzornictwa przemysłowego. zdrada!, zdrada!, zdrada! – pchało mi się na usta, a pięści same się zaciskały, gdy kilka godzin później stąpałem nieufnie po równiutkim chodniku, który wydawał się być w tym miejscu od zawsze.
Minikoparka, fot. Piotr Millati

2.
Gdy na początku roku ogłoszono likwidację dotkniętej bankructwem szczecińskiej stoczni „nowa”, miejscowy urząd pracy skierował do załogi pismo z propozycjami kursów zawodowych. Po ich odbyciu ludzie ci mieli rozpocząć swe życie na nowo. Postmodernistyczna koncepcja płynnej tożsamości, mającej cechować współczesnego człowieka, najwyraźniej nie była obca twórcom tej śmiałej oferty. Spawacze kadłubów okrętowych, traserzy, operatorzy suwnic i dźwigów, piaskarze, elektromonterzy i frezerzy ku swemu osłupieniu dowiedzieli się, że po odbyciu odpowiednich szkoleń mogą zostać kosmetyczkami (brak jak na razie męskiego odpowiednika tego słowa), florystami, dekoratorami wnętrz i – co wywołało największe wzburzenie – fryzjerami dla psów. nic dziwnego, że sprawa stała się z dnia na dzień głośna. w obronie dorosłych mężczyzn, którzy po wielu latach roboty palnikiem acetylenowym czy nożycami do metalu mieliby robić teraz psom koło kupra suszarką i nożyczkami fryzjerskimi lub w najlepszym wypadku układać gustowne kompozycje z kwiatów, stanął poseł z ugrupowania znanego ze swych konserwatywnych poglądów. ubrawszy w parlamentarne słowa to wszystko, co na gniewnych ustach zwalnianej z pracy załogi pozostawało niekontrolowanym impulsem wściekłości i upokorzenia, publicznie oświadczył, że „propozycja pracy w kwiaciarni albo strzyżenia psów uwłacza godności stoczniowców, którzy mają wieloletnią praktykę w budowie okrętów o najbardziej skomplikowanej konstrukcji”. Można temu apelowi o ludzką godność przyklasnąć, można się na to roześmiać lub po prostu wzruszyć ramionami, kwitując wszystko stwierdzeniem, że obecnie każdy z nas musi się całe życie dosto-

ostatecznie trudno się dziwić tej przemianie. właściciel postanowił zainwestować w jego dalszy rozwój i na miejscu drewnianej budy stanął betonowy pawilon. do centrum Gdańska. ubranego w chabrowy fartuszek. gdy jego wysubtelniony zapachem konwalii nos w pewnym momencie odczuje nieodpartą odrazę do smrodu wgniatanych w popielniczkę petów. ekspedient szczebiocząc ze stałymi klientkami. jakim był sklepik. nie paląc i unikając przekleństw. w każdym z nas jest przynajmniej trochę konformisty i oczywiste. Mężczyzna. ale nie taki sam. co do ekspedienta. którzy nadal tu robili zakupy. choć ekspedient pozostał ten sam. zachwalał świeżość dopiero co przywiezionej cielęciny. nawet nie zauważy. pojawił się za to brud za paznokciami. zniknął gdzieś błękitny fartuszek. która przypaliła schabowego. trzęsącym się autobusem na peryferia. aby wszystko wróciło do punktu wyjścia. miękkich gestach. gburowaty. na szczęście niemal nikt z robiących szybkie i proste zakupy nie oczekiwał od obsługi szczególnej kurtuazji. gdyż po roku prawdziwej prosperity zamiast „buraka”. których prawdziwy wysyp miał miejsce na początku lat dziewięćdziesiątych. rzucającego z arogancją na ladę drobne monety z wydawanej reszty. o którym chcę opowiedzieć. o mętnym spojrzeniu i wiecznie marsowym obliczu. Samiec. Mijaliśmy bramę z zagradzającym wjazd niskim. okazało się finansowym sukcesem. a uwaga ich koncentrowała się na zupełnie innych sprawach. którego jeden koniec znajdował się w przeszklonej stróżówce. wydawałoby nieprzejednanego w swym konserwatyzmie. choćby nawet miało to naprawdę boleć. Przytaczam tę historię jako przykład na to. a na zasadzie mimikry dopasuje się do niego cała reszta. był zwykłym sprzedawcą w drewnianej budzie z alkoholem. Pracował tam jako kierowca wywrotki i od czasu do czasu zdarzało się. z monopolowego sklep przekształcił się w spożywczo­monopolowy. że rzuci palenie. słabo radził sobie w kontaktach z klientami. chyba że kwiaciarnia rozszerzy swą ofertę o pyfko i winko. ojciec zabierał mnie do bazy transportowej znajdującej się na oruni. a rzucane drobne z wydawanej reszty toczyły się po całej ladzie. stalibyśmy się kimś innym niż wydając niemal z automatu nierozerwalny zestaw piwo/wino + papierosy. tym uboższa i gorsza oferta i tak po spirali w dół. co powodowało pogorszenie jego jakości. gdy stosunkowo łatwo można było uzyskać koncesję na sprzedaż piwa w dowolnym niemal miejscu. kiedy pewnego razu wszedłem do sklepu. Przedsięwzięcie. bez słowa zaciskał moją dłoń w swojej i trwało to aż do chwili. a stamtąd brudnym. kiedy byłem małym chłopcem. na pierwszy rzut można było poznać. kiedy przestanie nadużywać ulubionego słowa na „k”. najbardziej odporne na to załamanie się dobrej passy okazało się stoisko z alkoholem i ostatecznie do niego została zredukowana przestrzeń sklepu. zmieniła się klientela. powróciło złe spojrzenie. raczej już nie pójdzie z kolegami na piwo do pobliskiej mordowni. wystarczy sprytnie wprowadzić czasem nawet jeden obcy element. ojciec machał ręką do siedzącego w niej pana Gienka – otyłego mężczyzny . który przez osiem godzin dziennie będzie układał kompozycje z kwiatów i wstążek. Przychodzący tu w sporej części wyglądali jak jego rodzeni bracia. idylla ta trwała całe lata i przerwało ją dopiero nastanie ery hipermarketów. może zakończyć się sukcesem. a im mniej kupujących. gdyż natychmiast zwietrzą w nim obce zwierzę. skąd szło się do przedszkola. rozszerzono też asortyment sprzedawanych towarów i dopiero ta zmiana w oszałamiający sposób przeobraziła życie sprzedawcy. 3. no. a następnie w spożywczy z osobnym alkoholowym stoiskiem. zdolności adaptacyjne człowieka nie mają wszakże granic. to z kolei odstraszało tych. Sam byłem świadkiem zdumiewającej metamorfozy pewnej osoby.86 87 sowywać do rynku pracy i nie ma wyjścia. to trzeba było kilku miesięcy. że za ladę musiał trafić przez przypadek i jest żywcem wyjęty skądinąd. odrósł wąs. chałką czy galaretką w czekoladzie. znajdzie się na równi pochyłej. opryskliwy. gdy ciężkie drzwi znów zasunęły się z charakterystycznym przeciągłym wyciem. twarożkiem. jechaliśmy dalej. Mechanizm upadku był prosty i we wszystkich takich przypadkach podobny – zmniejszająca się liczba klientów spowodowała gwałtowne skurczenie się asortymentu. Bez przeklinania trudniej mu będzie zrugać i poturbować żonę. skąd nie ma już powrotu do dawnego życia. ten sam. Możliwe nawet. która wydawała się już na wieczność zatrzaśnięta w skorupie swego dość przykrego modus vivendi. niesprzedany towar zalegał na półkach i w lodówkach. Gdy przedpotopowy tramwaj zatrzymywał się na przystanku. że robił mi niespodziankę. Baza była umieszczona przy wylotowej trasie z miasta. wiszącym nad ziemią łańcuchem. które podobne sklepiki szybko doprowadziły do bankructwa. przestanie pić. że obcując na co dzień z delikatesową polędwicą. a kiedy odsunięty od złego towarzystwa. że w sprzyjających okolicznościach transformacja męskiego świata. zobaczyliśmy mężczyznę o zadbanych dłoniach.

jej masywna lecz pełna kobiecych zaokrągleń karoseria pokryta była jaskrawopomarańczowym lakierem i w porównaniu z kanciastym krazem przypominała potężną zabawkę. z trzech stron odgryzałem ich wystające brzegi i przyglądałem się śladom odciśniętych na nich mlecznych zębów. której drastyczność nawet dziś ścinałaby z nóg. częściej jednak wyruszaliśmy w teren bardziej „cywilną”. Po zdaniu dokumentów u dyspozytora. jechał do tak zwanego „żyda”. pomalowanym niczym czołg na zgniłą zieleń. czechosłowacką tatrą 148. w kiosku na przystanku autobusowym kupował mi piernikowe serca w czekoladzie. ile minut minęło. wykafelkowane pomieszczenie z długim ciągnącym się wzdłuż ścian szeregiem umywalek. w żwirowni. siedząc na dużo wygodniejszym niż w krazie siedzeniu. jakby silnik miał za chwilę wskoczyć do środka i eksplodować niczym szrapnel. niemal wszystkie umywalki były o tej porze zajęte przez nachylonych nad nimi mężczyzn o bladych. którego pomarańczowa tarcza powoli zbliżała się do linii horyzontu. niemal nieosiągalnego w legalny sposób. pozbawionej nawet iskry seksapilu sylwetce. drewnianych kantówek. ich ręce po łokcie umazane były w paście o kolorze i konsystencji gliny. śliskich od mydlin. już po chwili siedziałem w autobusie. to na tym surowym wzornictwie radzieckich projektantów ukształtowało się moje wyobrażenie o prawdziwej naturze męskości. . abym siedząc na twardym siedzeniu mógł widzieć więcej. zanim ojciec odnalazł mnie w tym zapatrzeniu. w środku której znajdowała się tłoczona na przycisku klaksonu gwiazda. które trzeba było zrzucać wprost do rozkołysanego morza pod wydłużający się w ten sposób pirs Portu Północnego. złotą monstrancją. wszędzie rozlegały się wesołe nawoływania i żarty kierowców. drżącej kierownicy. Popijaliśmy je przesłodzoną herbatą. Późnym popołudniem wracaliśmy do oruńskiej bazy. tatrą jeździło się na kaszuby. Bez słowa wziął mnie za dłoń i pociągnął do wyjścia. czasem ojciec odbijał z trasy i klucząc wśród pagórków polnymi drogami. jakiego nie zapewnił mi nikt już nigdy potem. przypominającej wnętrze wozu bojowego.88 89 z czaszką przykrytą rozsypującym się pasmem włosów. Byłem za mały. zaczesanych na tak zwaną „pożyczkę”. którego sensu rzecz jasna nie mogłem rozumieć. któryś z nich przestawił. Podłogę przykrywała kratownica z poszarzałych. porannym słońcu niczym Mleczna droga. pociemniałego od niezliczonych plam po oleju silnikowym. cały widok praktycznie ograniczał się do tej ascetycznej. otrzymywał polecenia kursów. przez moją rękę przechodził prąd. zajmując swoje miejsce w równym szpalerze zaparkowanych już samochodów. nawet na wolnym biegu blachy kabiny wibrowały ogłuszającym metalicznym dźwiękiem. z którego wiecznie wydobywał się niebieski dym tanich papierosów. jedliśmy kanapki. płosząc tą piaskową lawiną kury i gęsi. gdy ojciec się przebierał. nagich torsach upstrzonych licznymi krostami i kurzajkami. którzy skończyli na dziś pracę i za chwilę mieli się znaleźć w domu bądź w którymś z barów w śródmieściu. jeździliśmy ogromnym radzieckim krazem 255. gdzie przez małe okienko. więc patrzyłem jak zahipnotyzowany na żarzące się nikłym pomarańczowym światłem lampki kontrolne w kształcie śmiesznych kapturków oraz metalowe przełączniki. próbując dociec. Stałem w tym czasie w samym środku betonowego placu. czekając na załadunek. Łańcuch zagradzający wjazd opadał z dzwonieniem na asfalt. gdybym nagle. szliśmy do zakładowej łazienki. z których olejna farba odpadała całymi płatami. Milczał wtedy przez całą drogę i czułem w nim napięcie. wchodząc w rezonans z rozedrganą kabiną. chociaż dziś bym powiedział. ojciec odbierał od mężczyzny w popielatym waciaku ukradkiem podany zwitek banknotów i zrzucał towar gdzieś na podwórku. a stamtąd na place budów. następnie szedł do budki dyspozytora. w powietrzu unosił się balsamiczny zapach tawotu i drażniąca nozdrza woń ropy. deski rozdzielczej. których strzałki drżały. czyli do budującego się chłopa. ciężka i w jakiś sposób łagodna mogłaby służyć za niemal doskonałe uosobienie wielokrotnego macierzyństwa. drobiny potłuczonego szkła skrzyły się w świeżym. Później. najczęściej z żółtym serem. doświadczałem błogiego poczucia bezpieczeństwa. Stałem przed nią niczym rażony gromem. do którejś z licznych tam żwirowni. Podobno robili tak wszyscy. czas się zatrzymał i nie wiem. że wielką matkę o zwalistej. której techniczna surowość budziła we mnie odrazę. w jednym z bocznych zaułków natrafiłem pewnego razu na ścianę wyklejoną niemal po sufit pornografią. już w szatni. Samochód załadowywano potłuczonymi blokami skalnymi. chodziłem wzdłuż rzędów identycznych metalowych szafek. jak przed wielką. Było to spore. bez uprzedzenia. które zawsze były przesiąknięte jakimś metalicznym posmakiem. mając usta dokładnie zaklejone słodką masą. nalewaną do kubka z chińskiego termosu w jaskrawe kwiaty. Gdy dotykałem wielkiej. który potrzebował żwiru. Manewrowaliśmy na placu. w której centrum objawiło się oślepiające swym światłem bóstwo. do czego służą i co by się stało. Przyglądałem się z napiętą uwagą nielicznym zegarom i wskaźnikom. odgrodzony od świata jej pancerzem. w końcu zatrzymywaliśmy się przed bramą wiejskiego obejścia. Beton był nagrzany od słońca.

że byle wrak stawał się zmysłowo pociągający. na którą składają się zapach benzyny i smarów. apoteozującego ciężką pracę fizyczną i ludzi w całości jej oddanych. którzy jednak gdzieś na dnie duszy pozostawali nieuleczalnymi romantykami. głos ich silników jest donośny i głęboki – taki głos mają potężne dzwony. kirka douglasa. wreszcie ze swymi pokan- cerowanymi rękami. niewykluczone. a w kinie Marlona Brando. który byłby w podobny sposób wrażliwy na połyskliwą jak stal estetykę maszyn. Gdybyśmy szukali przykładów w literaturze. kąśliwy sarkazm swego stylu. z jaką opisywał swą idealną kochankę esther. dokładnie tacy mężczyźni pozostawali przynajmniej przez dwa powojenne dziesięciolecia ikonami masowej wyobraźni. uciszyć klapiący zawór. zapewne to ta szczególna podatność na wątpliwy dla wielu z nas czar robociarskiej męskości pchnęła go na samym początku pisarskiej drogi w mocne objęcia socrealizmu. wygląd mają bojowy – odkryta kabina. daleko wysunięty przedni zderzak zrobiony z grubej szyny. Szef pasował do tej całej kołowaniny – ze swą ruchliwą postacią. wyszmelcowanym czarnym fartuchem. jamesa deana czy choćby podziwianego przez hłaskę humpreya Bogarta. uchodzący w tych sprawach za największy autorytet. nie był hłasko odosobniony. w swej słabości do męskich twardzieli. w której liczyły się hart ducha. Pod wpływem tego zauroczenia. wystarczyłoby przywołać hipnotyzujących swą surową męskością bohaterów książek ernesta hemingwaya. Męscy bohaterowie westernów mieli się podobać przede wszystkim innym mężczyznom – odzwierciedlać te cechy. Produkcja westernów – gatunku dziś praktycznie nieistniejącego – szła wówczas pełną parą. johna weyne’a. widać to dobrze choćby w tym opisie: „do rusteckiego mówiło się szefie. tak jak dziś nie nużą go odtwarzające te same schematy komedie romantyczne. te nieforemne ręce potrafiły wszystko: wyregulować najbardziej oporny gaźnik. sportretowanymi później w powieściach i opowiadaniach. butelką whisky w jednej ręce i nabitym winchesterem w drugiej. nie znam drugiego pisarza. jego pełne czułości spojrzenie sprawiało. jak wszystkim zainteresowanym jego biografią wiadomo. hłasko zwykł mówić z miłością i powagą. zupełne zniknięcie z kin westernów i zdominowanie ich repertuaru przez romantyczne komedie może w najlepszy sposób uzmysławia rozmiar upadku męskiego świata. napisał Bazę sokołowską – opowiadanie. wiele lat później dane mi było przeżyć jeszcze raz to samo. dziesięć kół. Stało się to dzięki opowiadaniom Marka hłaski. Monotonna powtarzalność ich fabuł w najmniejszym stopniu nie nużyła masowego widza. która arbitralnie rządzi naszymi gustami i miłościami. by nie mogły kąsać tego. że w ogóle nie zacząłby pisać. zręczność oraz niemożliwe do zdobycia w żadnej ze szkół doświadczenie. w których . jak sądzę. zmusić do gadania milczący silnik. trzy dyferencjały. nawet durczak. fizyczna siła. te wyprawy na orunię wryły się tak głęboko w sam rdzeń istnienia. a później awionetkach. którym się wzajemnie mniej lub bardziej świadomie kokietowali. w swym pisarstwie poddawał ją idealizującej estetyzacji. które uczyniło go pisarzem. że do dziś stanowią jeden z najważniejszych mitów mojego dzieciństwa. warszawscy kierowcy nazywają te samochody »dżems«. o samochodach. Stała za tym równie niewytłumaczalna. to za jej sprawą tak nieodparcie fascynującymi wydawali się mężczyźni z kilkudniowym zarostem. warkot zapalanych silników i proletariacki slang kierowców z celnością niedającą się chyba prześcignąć. jak i potężna potrzeba ludzkiego serca. Był to także świat. […] w latach czterdzieści pięć­pięćdziesiąt był marzeniem każdego młodego kierowcy” (odlatujemy w niebo). we wczesnej młodości pracował jako kierowca i w ten sposób zetknął się z ludźmi. Są one duże i piękne. jednym z pierwszych tematów jego prozy stał się więc świat kierowców i mechaników. hłasko. donośnym ochrypłym głosem. Był kapitalnym obserwatorem tej specyficznie męskiej urody. gdyby nie fascynacja szorstkim stylem bycia kierowców ciężarówek i mechaników.90 91 4. gdzie takie słowa jak „student” czy „baba” traktowano jako jednoznacznie obraźliwe. tadeusz stał chwilę nieruchomo i patrzył za swym samochodem. nikt też poza nim nie wydobył tyle prawdziwej poezji z życia wewnętrznego samochodów – z ich niemal tajemnej mechaniki i poruszającej wyobraźnię anatomii. nakładał też wtedy kaganiec sentymentalizmu na zjadliwą ironię. odjechał. przeobrażających się w prawdziwych mężczyzn dzięki swym krnąbrnym samochodom i robocie. gotowi jednak w każdej chwili stoczyć uczciwy pojedynek na pięści z silniejszym od siebie przeciwnikiem. który dokonał się na naszych oczach. ich specyficznym image. milkł z szacunkiem. wszystkożerną kpinę. gdy techniczny podnosił maskę samochodu” (Baza sokołowska). co się naprawdę kocha: „włączył bieg ze zgrzytem i niewprawnie spuszczając pedał sprzęgła. podobną tylko tej. Była to duża wojskowa ciężarówka marki GMc »Banjo«. który odtworzył tę specyficzną atmosferę bazy transportowej. brygadzista z warsztatu.

także i dziś chyba niewielu z nas sprzeciwiłoby się temu przekonaniu. każdego dnia mogących sprowadzić na niego śmierć. właściciel hurtowni z bielizną albo butami. Potężna moc silnika oraz klasyczna w swej elegancji. pogardę dla komfortu. w której się było śmiertelnie zadurzonym? Mężczyźni z komedii romantycznych to fantazmatyczne projekcje kobiecych potrzeb – gładcy. no dobrze. Skoro dla tak wielkiej rzeszy mężczyzn samochód jest jednym z najważniejszych środków służących skrystalizowaniu swej męskiej identyfikacji. BMw wydaje się nieodzowne jako element image rodzimego kryminalisty i nie jest pewne. jak duże i łatwe pieniądze oraz będące prostą konsekwencją tych ostatnich blond lole o długich nogach. czy można nim być naprawdę.M. jasnych spodniach. w bazie sokołowskiej nie przetrwaliby nawet tygodnia. a zarazem sportowa sylwetka nadwozia chyba najlepiej odpowiada wyobrażeniom tych ludzi o luksusie i męskiej sile. które być może warto sobie uzmysłowić. żyjąc szybko i intensywnie. ale co sprawia. to logicznie rzecz biorąc: jakie samochody – tacy mężczyźni. z mniejszym zapałem narażaliby się na utratę wolności i życia. trudno już znaleźć takie miejsce. wyprasowanych koszulach. że męskość w tak naturalny sposób łączy się z motoryzacją? do czego właściwie mężczyznom potrzebne są samochody? odpowiedź jest tak banalna jak konstatacja rusteckiego. Fakt ten wpływa na nasze życie o wiele bardziej. ta tendencja jest zarówno konsekwencją postępującej dekadencji męskich wartości. wylizani. niemal zawsze niosą jakiś przekaz. Patrząc przez pryzmat tego wzorca. niewiele jest takich karoserii.] jak cholera” – stwierdza w pewnym momencie kierownik rustecki. że zyska się ich miłość i podziw. fot. ale pod warunkiem. nie mając tego samochodu. Młodych mężczyzn w równym stopniu przyciąga do struktur mafijnych wypracowany przez nie specyficzny sposób noszenia się. że od wzornictwa dominującego w przemyśle motoryzacyjnym zależy profil i status męskości zarówno w życiu społecznym. „kółko ciągnie [młodych mężczyzn – P. gotowość do obrony słabszych. z tego oczywistego stwierdzenia wynikają jednak może nie tak już oczywiste konsekwencje. traktując to jako fakt bezsporny. wśród niebezpieczeństw. budującym w cudownie prosty sposób elementarne odczucie męskiej tożsamości. obecnie motoryzacja w nie mniej znaczącym stopniu wypełnia i kształtuje przestrzeń wokół nas jak architektura. a więc tęsknotę za niebezpieczną przygodą. odwagę i ryzykanctwo. 5. tymczasem w ostatnim dziesięcioleciu staliśmy się niemymi świadkami zawładnięcia przez kobiecą estetykę najważniejszego dla mężczyzn fetysza. z pewnością miałoby to poważne skutki dla świata przestępczego. to jednak nie wszystko. dokonujemy oceny otaczających nas przedmio. który z całą bezwzględnością podporządkowuje sobie rzeczywistość. a nie jak groźny mężczyzna. nie bez przyczyny ulubionym autem polskich mafiosów lub młodocianych na nich kandydatów stało się BMw. Samochód jest rekwizytem. niż skłonni bylibyśmy to uznać. seacie czy toyocie tej samej klasy co BMw wyglądałby zwyczajnie głupio i niepoważnie – co najwyżej jak jakiś nuworysz. z przyjemnymi w dotyku swetrami zarzuconymi na ramiona. jak i w całej naszej kulturze. Gdyby bawarska fabryka samochodów zaprzestała produkcji tych wozów. lojalność w przyjaźni. Mężczyźni za ich sprawą stają się w swoim przekonaniu mężczyznami. których rękawy luźno zawiązano na supeł. rodzimy mafioso w citroenie. gdzie w zasięgu wzroku nie byłoby samochodu. to znaczy z pełnym przekonaniem o określonym profilu swej tożsamości. ludzie ci imponują sobie nawzajem tym męskim sznytem i gdyby nie czuli się w swych beemkach prawdziwymi mężczyznami. chyba najistotniejszą jest ta. w lekkich sandałkach. które byłyby semantycznie neutralne. niewymagający dodatkowego komentarza. któż z nas w dzieciństwie nie marzył o uratowaniu z pożaru dziewczyny. jak i jej katalizatorem. odczucie normy estetycznej jest w sporej mierze urabiane przez stylistów projektujących nadwozia samochodów. wyrażają określoną ideologię i w ten sposób oddziałują na nasze myśli i postawy. używający całej gamy kosmetyków. jednoznacznie antymęskie wzornictwo karoserii współczesnych samochodów przyczynia się w istotny sposób do feminizacji naszego świata.92 93 infantylna część męskiej osobowości była od wieków bez pamięci zakochana. Piotr Millati tów – odbierając je jako anachroniczne i naiwne albo zgodne z najnowszymi trendami.Toyota. tak jak makijaż i wysokie obcasy budują tożsamość kobiecą. Może więc od zakazu handlowego ob- .

mająca cele wychowawcze. szkaradne jak bulteriery. ludzie są w stanie doprowadzić się niemal do finansowej ruiny. czego naturalną konsekwencją jest wyjście naprzeciw ich potrzebom i upodobaniom. tak jest i w tym wypadku – za nonsensownym nadmiarem mocy. że SuV. dużych. który siądzie za kierownicą takiego cacka. w tej konsekwentnie prowadzonej na froncie motoryzacyjnym batalii przeciw dominacji męskiego wzorca estetycznego z pewnością przodują Francuzi. wsiadając do produkowanych obecnie fordów. których opływowe. nissanów.94 95 rotu BMw należałoby rozpocząć walkę z przestępczością zorganizowaną? dla zdecydowanej większości nabywców aut wartość użytkowa samochodu – czyli możliwość samodzielnego przemieszczania się – ma drugorzędne znaczenie w stosunku do tej prawdziwej. jak uznać z naznaczoną . SuV­ów. króciutkie maski oraz wielkie. że urzeczywistnienie tej fundamentalnej potrzeby. zamknięty w przytulnej kabinie. ten prokobiecy kurs producentów aut osobowych można wyjaśnić równie racjonalnie. podświetlonych przycisków i wesołych wskaźników. że jest to świadoma strategia. którym epatują SuV­y. psychicznie dużo trudniej jest „palić gumy”. który prowadzi. w psychologii dobrze znane są sytuacje. zadowoliwszy się takim tłumaczeniem. startując ze skrzyżowania jak gepard do swej ofiary. szosach i autostradach. nigdy nie zapomni. po drugie: pracuje ich więcej niż kiedyś w zespołach konstruktorskich i musi mieć to bezpośrednie przełożenie na wypuszczane projekty. drogie w eksploatacji i kompletnie niepraktyczne nie tylko w warunkach miejskich. ryzy- kownie lawirując między przerwami w kolumnach pojazdów. Piotr Millati wciskając do oporu pedał gazu przy zmianie świateł. renaultów i citroenów. gdy przyjrzeć się trendom dominującym u współczesnych stylistów. nie kryje się nic innego jak obawa przed postępującą marginalizacją męskości na drogach. ciężkie. staje się oczywiste. wynikające z nadmiaru testosteronu. Stylistyka współczesnych aut nie może nie oddziaływać tonizująco na aspołeczne zachowania na drodze. tak jak twórcy wspomnianych wyżej komedii romantycznych w ogóle nie liczą się z męską częścią widowni. nie tylko zresztą francuskich koncernów. czyli terenówek z napędem na cztery koła. mimo jego zrywności. ani na chwilę nie opuści go świadomość. 6. musi napotykać coraz poważniejsze trudności. co prostodusznie na dwa sposoby: po pierwsze – kobiety wreszcie stały się równoprawnymi uczestniczkami rynku motoryzacyjnego. jaką jest możliwość Renault. że samochód. nie można wykluczyć. kokieteryjnie wyeksponowane zgrabniutkie tyły. gdy przemoc bywa maską lęku i bezradności agresora. Piotr Millati wyrażenia lub nawet częściej – wykreowania własnego „ja” przez fakt jazdy tym. a do pewnego stopnia – nawet do kobiecej anatomii. z których mężczyźni nie chcą być zwyczajnie zepchnięci na pobocze. nie wyraża swą sylwetką siły i wdzięku drapieżnika. Bywa. Męską kontrreakcją na utratę dominacji w tej strefie wpływów jest rozplenienie się na drogach tzw. a nie innym samochodem. że aby uczynić zadość tej potrzebie. potężne. jednak. wygłupiłby się jak sprinter. zdominowane przez zaokrąglenia i wypukłości kształty. Producenci aut niemal kompletnie przestali się liczyć z męskim wyobrażeniem o tym. fot. wśród kolorowych gałek. ale ukrytej korzyści. błyszczące reflektory o wrzecionowatym kroju jawnie odwołują się do kobiecych gustów. nie pozostaje nam nic innego. są rozpaczliwą w swej teatralnej przesadzie manifestacją przemocy i konserwatywnie pojętej męskości. ich wielkość oraz zimna uroda karawanów pogrzebowych (choćby toyoty hilux albo nissana navary) ma być pogardliwym wyzwaniem rzuconym skrzącej się jak sztuczna biżuteria drobnicy aut o metroseksualnym charakterze. przynajmniej w przypadku mężczyzn. Mężczyźnie. od lat wypuszczają programowo coraz bardziej antymęskie modele peugeo­ tów. który do biegu na 100 metrów wystartowałby w szpilkach i stringach. jak powinien wyglądać samochód. albo uprawiać slalom. Mężczyźnie coraz trudniej już być mężczyzną. seatów czy nawet volkswagenów. fot. efektowne asymetrie.

przeważał oczywiście żywioł męski. Pogodziłbym się z tym ze szczerą pokorą. z całą premedytacją została im odebrana ursus C-360. Piotr Millati stępujący w naszej strefie klimatycznej prehistoryczny spychacz dt­ 75. czyli w praktyce odebrać maszynom tradycyjnie męski charakter. podnośnikach. tak jak wśród budowlańców i kierowców. przeczuwający nadchodzącą śmierć. co z posuniętą do ostatnich granic infantylizacją. jeden z ostatnich szańców tradycyjnie pojętej męskości jest obecnie rozjeżdżany przez fikuśne. zabawne proporcje. a za ich sterami siedzą ci. w towarzystwie tym. Beethoven. a także o tym lżejszym. że tak musi być – „das muss sein!” – jak dopisał na partyturze swego ostatniego kwartetu smyczkowego. „kosmiczne” wyposażenie kabin sprawiają. że gdybyśmy chcieli określić wiek osobniczy takiego pojazdu. kombajnu rolniczego. groza. które czyjaś złośliwa ręka kreśląca ich sylwetki na „projektanckich stołach” coraz bardziej upodabnia do śmiesznych zabawek na kluczyk lub baterie. traktorach. Piotr Millati dojrzała powaga. wyraźną intencją współczesnych stylistów jest zatrzeć te dystynktywne cechy. spychaczach. i nowy. fot. znacząca część obecnie produkowanych maszyn i pojazdów wygląda jak zmaterializowane marzenie senne o traktorach. koparkach. albo buro­żółtą klasykę polskiego rolnictwa: ursusa c­360 i wypierającego go obecnie czeskiego zetora forterrę 125. buldożerach. gdyż będące prostą konsekwencją zataczającego coraz szerSpychacz gąsienicowy DT-75. Myślę tu o ciężkim sprzęcie transportowym. jak się wydawało. fot. że „drżała jak zmarznięty pies”. którego konstrukcja w klarowny sposób wyraża ideę zaciśniętej pięści. aby naszym oczom w całej pełni ob- . która. choć różniący się w szczegółach. rolniczym i budowlanym Pojazd wielozadaniowy. nonsensownym jest stawianie oporu temu. spychacza czy samochodu ciężarowego. ich radosna kolorystyka. ciężarówkach i koparkach. fot. fot. Bo jeszcze do niedawna wystarczyło jedno tylko spojrzenie. cudaczne i groteskowe pojazdy. Postawmy obok siebie choćby tak pospolicie wy. gdyż kierownica w tych maszynach coraz częściej przypomina pada do gier telewizyjnych niż szlachetną w swej prostocie obręcz. dominacja przyjemnych zaokrągleń nad surowością kątów prostych. tatra żeńskiego. aby rozpoznać płeć koparki. na zawsze pozostanie naszą własnością. gdyby nie fakt. a także wyrazista płeć cechująca dawne maszyny. na koniec jeszcze przyjrzyjmy się prawdziwemu cudakowi – minikoparce jcB 8030. wydobyte z głowy kilkuletniego chłopca. że analogiczny. wózkach widłowych. ciągnikach. o której hłasko w jednym ze swych opowiadań pisał. czyli o furgonetkach. wiadomo: kraz był rodzaju męskiego. walcach. którzy mieli go bronić i przeciw którym to wszystko się odbywa. albo koparkę gąsienicową case poclain 1188 i koparkę jcB jS 210l. Piotr Millati sze kręgi równouprawnienia kobiet.Traktor McCormick. a do tego sprawiedliwe. co nieuchronne. w wypadku wzornictwa dotyczącego tej branży mamy do czynienia nie tyle z feminizacją. proces sterylizacji męskości objął także dziedzinę. rozmyślnie użyłem słowa „stery”. pełen infantylnego wdzięku komatsu nt 855 lub mu podobny knuth t120n (zainteresowanych odsyłam do przeglądarek internetowych). ładowarkach teleskopowych.96 97 fatalizmem rezygnacją. Piotr Millati – tych wszystkich wywrotkach. to porównalibyśmy go do co najwyżej siedmioletniego dziecka. przyjacielski.

odnosi się wrażenie. wraz z ich likwidacją bądź znaczną redukcją. tak jak i bebechy podzespołów silnika. czy nie – dosłownie i w przenośni położyła fundament pod budowę świata. więdną i zanikają w nim z każdym rokiem. podobnej do tej. upadłość fabryk. jak wielkie stawonogi. naturalnym i wydaje się niezbędnym środowiskiem dla przetrwania męskiego żywiołu są zakłady pracy wyrosłe z anachronicznego już ducha dziewiętnastowiecznej industrializacji. prących do przodu z jakimś ślepym uporem. podczas gdy ich współcześni następcy to istoty o miękkich. wielkie joy­sticki. sterczące. Podobnie jak bez nienaruszonych w swej pierwotnej formie symboli męskości. co absolutnie niezbędne. Pancerna kabina operatora przywodziła na myśl stalową klatkę. Muskulatura przewodów hydraulicznych. skokowo. siedliby i płakali z upokorzenia. która – czy nam się to podoba. niemalże kocich ruchach. przyciemnionych szybach. Gdyby bohaterom Bazy sokołowskiej kazać robić w takich warunkach. kopalń i stoczni nie jest więc problemem tylko ekonomicznym albo społecznym w najbardziej prostolinijnym tego słowa znaczeniu. nie może być mowy o skutecznej repetycji męskiego wzorca w kolejnych pokoleniach. kojarzyło się z transporterem opancerzonym z ii wojny światowej – znajdowało się tam tylko to. których monstrualnym zwielokrotnieniem i wzmocnieniem był jeszcze do niedawna buldożer. że to nie kabina operatora ciężkiego sprzętu do usuwania gruzu.98 99 jawiła się niepokojąca panorama nieodwracalnych już chyba przemian. część historycznych już spychaczy można by z powodzeniem porównać do fantastycznych tropikalnych chrząszczy. migocące monitory i zmysłowe. 440 ic. Sens tej tak ważnej dla naszego rozumienia świata opozycji jest przecież zrozumiały tylko wówczas. odczuwamy w tym wszystkim jakąś osobliwą perwersję. gdy istnieją jej skrajne w swej wyrazistości urzeczywistnienia. 430c. jaką się obejmuje ginące gatunki roślin czy zwierząt. wyłożone elegancką i przyjemną w dotyku tapicerką. znajdując tam perfekcyjnie wyprofilowane fotele. zaprojektowana do uprawiania jakichś wyrafinowanych form masturbacji. bez istnienia których zostanie raz na zawsze naruszona dynamiczna równowaga między męskością a kobiecością. a może nawet miesiącem pracy. już choćby ze względu na to powinna ona podlegać szczególnej ochronie. w rezultacie typowo męskie cechy. rur i teleskopów nie została jeszcze zakryta specjalnymi maskownicami. Stare maszyny przypominały prymitywne gady jurajskie. podświetlone klawiatury. klimatyzowanych wnętrz najnowszych koparek czy buldożerów. podczas gdy dzisiejsze przypominają luksusowe kabiny prysznicowe o wielkich. 40c. choćby takich jak samochody. 420c. takie wyposażenie i estetyka w skuteczny sposób uniemożliwiają identyfikację męskości operatora ze swoją maszyną. małe buldożery firmy john deere z serii Mc. Gdy zaglądamy do wygłuszonych. wielkie zakłady przemysłowe należałoby więc przemianować na chronione prawem rezerwaty. chwiejnie. . wielkość oraz siła ich szczęk i pazurów były wydobyte na plan pierwszy – stanowiły niejako ich wizytówkę. które z ogłuszającym dzwonieniem stukotały i wibrowały swym mechanicznym życiem – patrzyło się na nie ze zgrozą i przejęciem jak na odsłonięte cięciem skalpela bijące ludzkie serce. ale kabina w sex shopie. 7. Przemysł ciężki i budownictwo to jedne z ostatnich ostoi konwencjonalnie pojętej męskości. wnętrze uderzało swą surową ascezą. Pojazdy te poruszały się powoli. zniknie na zawsze pewna forma człowieczeństwa. w której zamknięto niebezpieczną bestię. jaki obecnie zamieszkujemy. owalne konsole. o których myśli się z mieszaniną fascynacji i wstrętu (np. produkowane w uSa na początku lat czterdziestych).

100 Poezja 101 anna wieser Biel i inne wiersze Biel Mehr licht żeby nie było zimniej w telewizji mówią o ociepleniu rozdają nawet lniane torby kupuję mineralną i serek 2% dla ciebie jedyne na co teraz mnie stać czekam cierpliwie – niektóre kody nie wchodzą – mówi ekspedientka – a tego to chyba w ogóle nie ma Gdybyś mógł pozostać jednocześnie w ciemnym i jasnym pokoju wcisnąć palce w szczelinę gdzie światło przechodzi przez obręcz rozszczepia się i ciemnieje odsłaniając wybrany fragment trudno dostrzec czym jest to coś za przesłoną oko nie rozumie prędkości błysku niektórzy postanawiają czuwać odkładać sen i spalać się w wiązkach nadal nie wiedząc czym jest krótko oświetlany kształt inni próbują go podejść podstępem Bacon oglądał narzędzia chirurgiczne by namalować ból Pascal wytrwale badał prawdopodobieństwo uchwycenia momentu przejścia chorował długo zupełnie wyczerpany płynął przez obręcz nie mrużąc oczu *** Moja matka zamyka się w pokoju pokój jest w kształcie kwadratu ma jedno okno ale zasłonięte za oknem korytarz Moja matka pokój zamknięty kładę się w korytarzu na podłodze jak w formie w której nigdy nic nie wyrosło przez drzwi moja matka mówi że nic Przejść się Sprawdzam granice swojej wytrzymałości Po kilku dniach bez snu wszystko jest snem gdy wypływam z rękawa nocy w samo południe a światło odwraca się do mnie plecami to nic – myślę i płynę na fali asfalt jest ciepły i bierze mnie chętnie Mam broń zegarek pokazuje tę godzinę co zawsze inni też mają broń i zegarek ale znają się na swojej broni a godziny na ich zegarkach pokrywają się z rozkładem wolałabym tak jak oni bo wyglądają na szczęśliwych na razie siedzę w parku granice nie stawiają oporu nie ma wyjścia obrazki kto teraz myśli czym różnią się kobiety lempickiej i Schiele odruchowo wciągam brzuch w domu coraz chłodniej jeszcze nie grzeją nikomu się nie chce zaparzyć herbaty zostały pokrzepiające wiadomości tekstowe by trzymać się ciepło i nie zamarzać tej jesieni w której siedzę tak samo głęboko jak ty wyobrażasz sobie pewnie że mam jakąś filozofię albo przynajmniej wskazówkę .

dziewczyna w białej bluzce przy pianinie. podłoga wypastowana. obrusy białe.102 Gdynia. dziewczęta zbyt ciasno zapięte pod szyją. czasem karty lub szachy: stolik ma rozkładany blat. nawet kufle czy kubki są porządnie ponumerowane. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni . ostatni lub ostatnia to tylko ciemny kształt na tle okna. fot. Słowem – rzetelny przybytek. w głębi dwie pokojówki i kelner z tacą. obok nich mężczyzna stojący za stołem. w meloniku. w którym wszystko działa jak należy. Roman Morawski. obok brodacz z rozmazaną dłonią (czyżby klaskał?). przy stoliku zaczytany z bokobrodami i drugi. na górze pokoje. zbyt wykrochmalone. Prosty rozkład: na dole sala restauracyjna. Po prawej. wieś–MiaSto Proza 103 FotoPlastikoN (fragmenty) Wizjer jeśli wytężyć wzrok i znaleźć szczegóły – jest ich dziesięcioro. młoda kobieta na galeryjce u góry. raczej na doby niż na godziny. kiedy trzeba – taneczna. a w środku szachownicę albo zielone sukno. Łatwo sobie wyobrazić. jak chodzi ten mechanizm jacek dehnel Panorama Gdyni w 1923 roku.

o. które nic nie robi. 2009 rozMiar Się liczy Może i chodziło również o kieliszek: że to niby taki pijus. może i chodziło również o to. czasem bez jednego ramienia czy połowy dłoni. mieszkający w świecie pełym brył. jak mała laleczka. w gruncie rzeczy wszyscy to wiemy. z ostrym światłem. ci włosi. trzymać w ręku. że wyżłopał kieliszek wielkości balii. mierzący 162. Pociąg warszawa­kutno. na których najdowcipniejszy wujo z całego turnusu dotyka wyciągniętym paluszkiem czubka piramidy. karalucha. pewne i niezmienne. jest bardziej opiekuńcza i dojrzała. przy przedpołudniowych pustkach. 2009 te wszystkie fotki. ten na samym końcu. mrówki. iV. tylko im jedno w głowie! kolo z Łomży okraczający armatę i piszący „moja armata”. dwuwymiarowych. wyprostowani kelnerzy uwijający się między stolikami. iV. kiedy pojawi się w nim wielkie oko. witzu. powiedzmy tosia.104 105 w godzinach szczytu: pokojówki dyrdające po piętrach. zapali się ukryte lampy i wszystko potoczy się gładko. 190. 169. czasem beznogich. ale przyznanie się do bezpowrotnego przeskalowania świata nikomu nie przejdzie przez gardło. 183. na galeryjce posłaniec. trójdzielny. patrzy się przez wizjer: tak. że ta po prawej. przynoszący jakieś ważne wieści pod koniec drugiego aktu. że oni. że oto mogą samych siebie. wszyscy są maciupieńcy. że całą ziemię zaludnili płascy w najrozmaitszych wymiarach. które wpada przez okna i świetlik. na których uchachana tipsiara podpiera utipsioną dłonią krzywą wieżę w – ha ha ha – „Pizie”. 22. a ta po lewej. radości! o mały cudzie fotograficzny! jakby zupełnie zapomnieli o cudzie najbardziej widocznym. ech. wszystko wygląda jak teatralna scena: z przodu aktorzy pierwszoplanowi. całych lub poćwiartowanych. jakby im cały czas umykał: że oni. pary wirujące w rytm walczyka wygrywanego na pianinie. coś jednak przejść musi. z tyłu pomniejsze postaci. szpasie. 134. w którym kieliszek rośnie do rozmiarów dorosłego faceta (albo dorosły facet kurczy się do rozmiaru kieliszka). umiejętne ustawienie kadru. od maciupciego zdjęcia w legitymacji po wielką reklamę pudru na całą ścianę wieżowca. to rozmiar się liczy – fotomontaż. to skala robi tu wszystko. 121. zarządzanie złudzeniami. zdecydowanie trójwymiarowi. 17. dzięki sztuczce światła i mechanizmu zmieniają się w płaskich i czarno­białych. że zastawiają biurka i wykładają portfele swoimi płaskimi rodzinami i swoimi płaskimi ukochanymi. z tego naszego Staśka czy jaśka. mogący się obracać we wszystkich kierunkach. idealnie płaskich. niedorzeczne? a kto wierzy w oko w trójkącie. . co jest uroczyście wpisane w dowodzie albo zaznaczone na framudze. 175. dobywając z ciemności krokwie i balustrady. dżołku. zasłaniając całe światło. powiedzmy zosia. tylko łypie? warszawa. jest taka dziecinna. w którym jedna w kapelutku jest o połowę mniejsza niż druga w kapelutku. czasem nawet bezgłowych. przechodzą żarty. ale teraz. no tak się normalnie miasto nazywa. ale przede wszystkim chodzi o skalę. i radosne komenty ziomali pod fotą na naszej klasie! o. skurczonymi do rozmiaru myszy.

jakimś cudem nie wrzuciła do ognia: pułkowym sztambuchu. a to. zbudowanych najwyraźniej na miarę zupełnie innych mieszkańców – pod nimi wygląda jak przyduża lalka.106 107 oBrzyMowie obrzymowie byli na ziemi w owe dni: bo gdy weszli synowie Boży do córek ludzkich. trzy siostry: jasię. pełnym problemów. idą. tylko dla nich widoczne. jeszcze niepomarszczony i świeży. zaś między jedną fotografią a drugą kotłują się rysunki. choć przecież sami są zawsze jak ta córka ludzka z koczkiem. usadzona w dziwnym miejscu za stolikiem do robótek. że zakonną. czy może znalazły przypadkiem na strychu jakiegoś zaprzyjaźnionego dworu? kostkowo. przez które mógłby przejść stolem albo inny wielkolud. nagich i półnagich Finek. irkę i Gienię. siedząca pogodnie przy stoliku: z trudem sięgają do klamki. drugą od prawej. w czułych objęciach kolegów. udaje prawdziwy stół. ci są mocarze od wieku mężowie sławni. Fiński dziadek miał się przeobrazić w siwowłosego kto dziś jeszcze pamięta „Panią Łyżeczkę”? ja pamiętam. że z uwagi na me polityczne zapatrywania nie pochwalam tego zwyczaju. było niezwykle przydatne w świecie dobranocek. związane w koczek włosy. wtedy t. nawet gdyby wstała zza stołu. minojskie mury. x. każde pokolenie buduje własne cyklopowe mury. trzymając ich to za rękę. a one porodziły. oto ten. ojcze. zakryty kobiercem. ale nie opowieść – więc nie mam pojęcia skąd habity. warszawa. przedstawiające dzielnych fińskich oficerów w najróżniejszych pozach i fazach rozmundurowania w towarzystwie dzielnych. ale tym razem wyjątkowo również siostrą – tyle. z trudem sięgałaby do klamki tych gigantycznych drzwi. ale przyjmij proszę moje najserdeczniejsze życzenia świąteczne. i chichrają się pod białym. (rdz 6. jakby osłaniały dłońmi maleńkie ogarki. suknię do ziemi (z fartuszkiem) i dyndającą na szyi małą srebrną łyżeczkę. opowiada o znalezionym przypadkiem albumie. którym da się zaradzić. jeśli tylko umie się zmniejszyć swoje ciało do wielkości sztućca deserowego. jaki sens miały piramidy. jakuba wujka) PłoMieŃ Pokazuję t. czy wzięły je z rekwizytorni akademickiego teatru. 30. który potem był dostojnym starcem. skoro Gienia pisała do ojca na wielkanoc: Wiesz. tł. która była wprawdzie tylko ich przyjaciółką. które trafiło do mnie dopiero po śmierci ostatniej z nich. w którym koledzy z fińskiego wojska wpisali się jego dziadkowi na wieczną rzeczy pamiątkę. która w jakiś (jaki – tego nie pamiętam nawet ja) magiczny sposób pozwalała jej się zmniejszać. jaki był sens w montowaniu tych ogromnych wrót. Skąd habity w nadleśnictwie? Musiała w tym być heca i zgrywa. jak coś pomiędzy kosztowną zabawką a homo sapiens płci żeńskiej w wielkości naturalnej. na kolejnych zdjęciach siedzi. amerykańskie downtowns najeżone drapaczami chmur? na co komu potrzebna ta skala? a jednak. 2009 . skupione. którego pruderyjna rodzina t. iV. wieża eiffela. jak ciasteczka alicji. piwnica w nadleśnictwie. oczywiście. to pod ramię. każde osadza w nich drzwi. i Bubę. który. Miała takie właśnie zaczesane do tyłu. jakby mówiło przyszłym pokoleniom: obrzymowie byli na ziemi w owe dni. zachowało się zdjęcie. bo wszystkie te gesty wydawały się jeszcze niewinne.4. szorstkim płótnem. żadnego skrytego powołania do zakonu.

9. wokół nich osiem kubeczków na spodeczkach. jeśli się zdenerwują. w strużkach płynów ustrojowych. na tę „babę. nawet jeśli trochę przesunięty. ale fotografie. i że w tym. na honorowym miejscu. siostry zaś miały z czasem zostać starymi pannami. że i im śnią się powabne głębiny. najpełniej: w plątaninie pełnometrażowych snów z niepokojącą obsadą. to o innym chłopcu. nastoletnich łóżeczkach. Pociąg warszawa–opole. którzy tłuką szyby krzykiem. wokół nich proste wnętrze: ciemne drzwi na tle bielonej ściany. jeszcze. co jakiś czas przyjeżdżają do nich słynni profesorowie z wielkich miast i zaraz potem wyjeżdżają. dwie kobiety. . 2009 o. 2009 to Gdyby nie to. że w centrum. w centrum. fryzury. zjedli do szczętu ich narzeczonych. wśród innej rodziny potrafi robić takie rzeczy. który w innym wnętrzu. koło niego parawan – nie meblowa fantazja. z jego gruźlicą. wyrażają się oni. przez lata spychane na dno szuflad i kartonowych pudeł. kołnierzyki koszul rozpływają się. wdowich. że wcale w nich nie bucha ten rozbudzony. rozkładając bezradnie ręce. „zepsute bachory”. chrzęszczącą przy każdym kroku. zdradzają ich młodość z całym jej nieokiełznaniem i gorączką. na końcu stołu łysy pater familias i chłopiec w prążkowanej koszuli. a jeśli nawet. ale konieczność: przepierzenie. polami bitewnymi i katyniem. w tym jedna z bobasem. co niech sobie ryżową szczotą wyszoruje. osłaniając czarno­różowy płomień. niewychowane zboki” ale w skrytości serca wiemy przecież. którzy przesuwają wzrokiem doniczki na parapecie. że zasypiają niewinnie i niewinnie się budzą na dziecięcych. idą. nie ma to większego znaczenia. jakby zasysała letnie powietrze z drobinkami kurzu. myje się go bez szemrania. w skrytych tęsknotach ciała. jest łysy wąsacz – ale nie. być może. szuflady wysuwają się z głośnym trzaskiem. prawdziwsze niż kiedykolwiek indziej. Vi. ze wszystkim. ach. połyskliwe instrumenty rozkoszy. to da się go przygasić oburzeniem na „starych capów”. Starcy i dzieci nie stwarzają takich zagrożeń: prezentują się dostojnie lub słodko na kolejnych kartach rodzinnych albumów i można udawać. jak każdy z nas. a widelce i łyżki przelatują przez całą kuchnię i oblepiają ich zbroją ze sztućców. w galopadzie skojarzeń. jak ją swędzi”. że wszyscy szanują jego słabość do ulubionego kubeczka. jakby sprawiała. rozciąga się na sporej części zdjęcia. starokawalerskich. 21. zaborczy rodzice i XX wiek. warszawa. wydaje się.108 109 gentlemana starej daty. szczęśliwe. zdjęcie byłoby z tych najzwyklejszych: salaterka i talerz z ciastem. czarno­różowy płomień seksu i śmiechu. za którym wieczorem kładzie się dziecko albo służąca. nieśmiali chłopcy. zdjęcie mówi prawdę – jeśli nie o nim. na „obleśne. to jest ponoć skutkiem rozgrzania szklanej płytki i spłynięcia emulsji zanim ją utrwalono – ale jeśli nawet. V. że ściany. jeśli jest brudny. znamy go. chichrając się pod szorstkim płótnem habitów. jakby głowa chłopca ściągała materię jak magnes. gdyby nie to! ale to przecież jest. którzy jednym dotknięciem palca zmieniają drewienko w popiół. piec. jest mały. znamy te opowieści – grzeczni. dlatego wolno im pić z własnego. wokół nich czterech młodych mężczyzn. głowy. ulubionego kubeczka i.

jako o artyście­filozofie. ostatnia wieczerza. który jest poruszany przez wielu artystów. arka noego. dlatego poświęciłem się na wiele lat temu zagadnieniu. a dlaczego taki temat wybrałem? Przecież to są nasze korzenie.110 Gdynia. Macieju. to są wzorce. Sąd ostateczny. wieś–MiaSto dyskusje i rozmoWy 111 o religii. bez względu na to. Roman Morawski. Poza tym w twojej twórczości występują motywy między innymi biblijne. to temat. prawie każdy artysta i każdy człowiek. ostatnia Wieczerza to obraz o tematyce religijnej. czy jest wierzący. że zakładasz istnienie absolutu. że człowiek nie jest we wszechświecie sam i przypadkowo. Malowałem swoją interpretację artystyczną tego wielkiego tematu. zakładającym. który porusza wyobraźnię kolejnych pokoleń i jest niewyczerpany. fot. sztuce z Maciejem świeszewskim rozmawia adam kamiński adam kamiński: Pisze się o tobie. adam kamiński: nie ma jedObecny plac Kaszubski w 1926 roku. fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni nak wątpliwości. a nie obraz religijny. jakbym miał malować obraz o tej tematyce przeznaczony do kościoła. ukrzyżowanie. do korzeni drzewa naszego życia. danse macabre… Maciej świeszewski: „Malarz religijny” to chyba jednak źle powiedzia- ne. w każdym czasie. Adam Kamiński . wypatrzyłem na twoich obrazach takie elementy jak: wieża Babel. podjąć i interpretować. namalowałbym zupełnie inny. to jest odniesienie do całej naszej kultury. Można go w każdej epoce. obyczajach. wieża Babel czy arka noego albo Sąd ostateczny – każdy z nas się z tym tematem spotyka. Maciej Świeszewski. czy ktoś czuje się marksistą. Szukać Swojej Prawdy… Moim zdaniem jesteś na pewno malarzem religijnym w takim szerokim rozumieniu. tematy apokaliptyczne. czy nie.

ze śmiercią. tła i boi się prawdy. przez całe życie szukałem i go 113 szukam. to też jest innego rodzaju problem społeczny. pójdziesz gdziekolwiek w miejsce. ciemna tonacja wydają się ukazywać rzeczywistość zniekształconą. ile to kosztuje. ale próbuję w taki czy inny. szybki i łatwy. malowałem. jedyne poszukiwanie światła kojarzą z pieniędzmi czy z tak zwaną karierą. wiele poznawać. motyw barokowy. z tym. rzemiosło jest bardzo istotne.112 Maciej świeszewski: absolutnie tak. że mam taki dar. Może tego na co dzień nie widać. to jest największa męczarnia mego życia. które łatwo można sprzedać. Poczytaj. nic więcej. który się teraz wytworzył. nie mówię tutaj o sobie. tam Maciej Świeszewski. ale przede wszystkim rezultat. dla których nie jest najistotniejszy efekt kasowy. jest taki obraz. Sakralną rzeczywistością. akwaforta z 1977 się nie mówi o tym. czy to właśnie człowiek sam sobie przeszkadza w kontakcie ze światłem? Maciej świeszewski: wydaje mi się. na którym widzę dwóch ludzi siedzących w czymś w rodzaju współczesnej jaskini. żeby poznać piękno i jego różnorodność. adam kamiński: Sztuka jest jak piękna kobieta? Maciej świeszewski: Może tak. że to jest w pewnym momencie niemodne czy niezrozumiałe. jak stajesz przed wielkimi mistrzami i ich dziełami. od czego wszyscy uciekają w tej chwili. to zaraz będzie modne. niejasną. i tylko to jest istotne. a przed tak zwaną „topową” sztuką współczesną większość odbiorców stoi i się zastanawia. adam kamiński: chciałbym zapytać właśnie o twoje widzenie ludz- wiście to jest coś wielkiego. wspaniałe. a większość ludzi w ogóle niczego nie szuka. wspaniałej rzeczywistości jest rzeczywistość straszna. nie mam zamiaru zwracać uwagi na gusta tylko dlatego. że człowiek w ogóle boi się świa- rych warsztat. kunszt. zawsze zwiedzałem wystawy i muzea. gdzie masz kontakt ze śmiercią. mającemu swój gust i swoje preferencje. ja po prostu kocham malarstwo. ale jeżeli bliżej się temu przyjrzysz. dla któ- kich kontaktów z absolutem. a drugi zasłania mu je. żeby odchodzić od świetnego warsztatu tylko dlatego. ile to kosztuje. Poza tym poszukiwanie nie jest dane wszystkim ludziom. widzieć i nie odczuwam potrzeby. że to jest niezwykłe. Bogiem. i najwyżej cenię sobie wolność twórczą i wolność wypowiedzi. Trwanie. z którego chyba sam przede wszystkim byłbyś zadowolony. aby zobaczyć dzieła w oryginale. że oni nie dostrzegają tego piękna albo nie mogą go dostrzec. Maciej świeszewski: Mnie się wydaje. wtedy zbiłbym fortunę i malował to. pierwszego surrealisty. jeden z nich próbuje zobaczyć źródło światła. jaką cenę rynkową to ma. motyw niemożności dotarcia do absolutu. że obok pięknej. Podróżując. posłuchaj relacji na temat takich czy innych sukcesów artystów. piękne. mniej lub bardziej udolny sposób. że to jest coś. wykrzywione twarze. jeździłem po świecie po to. Mam wrażenie. co dzieje się na świecie. chorobami. tylko po prostu. to się stało jakimś pseudotowarem. które jest niezwykłą dziedziną sztuki. intelektualnie. że jesteś jednym z tych artystów. a z drugiej strony wydaje mi się. który sprawia tobie jako artyście. adam kamiński: widać. do światła… Można spytać. to zobaczysz . ludzkie maski. gdyby niewiele osób miało je zobaczyć albo nawet nikt. niepełną. Maciej świeszewski: w sumie maluję przede wszystkim dla siebie. co człowieka pobudza i w jakiś sposób napędza duchowo. to też ustawia ciebie wśród tych. życie bez absolutu jest ubogie. że mogłem wiele podróżować. ale nawet Miss świata nie zawsze po- doba się wszystkim. tak mi się ułożyło życie. to stoisz i się nie zastanawiasz. zasłaniania światła i niemówienia prawdy. satysfakcję. tylko czujesz. co wieszają – optymistyczne obrazki. czy rzeczyroku ja nie maluję tylko dla ludzi czy na sprzedaż. jeżeli poleżysz w szpitalu. Motyw jaskini Platona. które jest na górze. człowiek się oszukuje i nagle ma takie czy inne powody do zaciemniania obrazu świata. jakąś bzdurą! a może tak powinno się robić? nie wiem. że obrazy malowałbyś też. już jest modne… adam kamiński: dla mnie dobrze widoczna w twoich obrazach jest tradycja hieronima Boscha. na przykład w sztuce. składając na jego oczach dłonie jak do modlitwy. z działalnością człowieka. kształciłem się na akademii.

obok stoi naukowiec. chciałbym. ja powiedziałem: „ja tam nie wejdę”. którą sami stworzyliśmy. teraz. która przesiąkła tym wszystkim. że taki wielki. internet… Maciej świeszewski: człowiek wyzwolił się z niewolnictwa. nie podejmuję się dać takiej odpowiedzi. naszych wielkości. pięknej prawdy… Pamiętam zwiedzanie w wieku szkolnym Stutthofu czy auschwitz. która istnieje obok fascynującej. że one nic nie znaczą. mój syn chciał wejść do auschwitz. jeśli nie zapłacisz za dwa miesiące rachunków. ale także z sobą. czy nie o tym jest twój obraz z ogromną małpą siedzącą nad światem. bez względu na to. a czas? Przeraża mnie jego upływ. jeśli się znajdziesz na ulicy. prawdziwej książki to jakaś kpina!). żebyś spróbował pokusić się o próbę odpowiedzi na pytanie. tego koszmarnego poniżenia. Fascynuję się astronomią. w świat mediów. w internecie. który wiele przeżył i widział. głupiemu… jakby rządził nami już nie intelekt. . że życie bez poszukiwania Boga. że w twojej sztuce jednym z istot- Maciej świeszewski: chciałem pokazać na tym obrazie zadumę. rządzi nami telewizja. co tam się stało. wielcy polscy twórcy. pewne idee by się nie zrodziły i nie mogłyby być zrealizowane. i małpę. która patrzy na to wszystko w zadumie większej niż ludzie. w genialny sposób to pokazali (to. naszych frustracji.114 115 inną prawdę. obok twórczości i sztuki istnieje działalność społeczno­ ­polityczno­artystyczna. tak zawsze zresztą było. czy to jest w ogóle sztuka… adam kamiński: Można zamknąć naszą rozmowę pytaniem. ale wydaje mi się i coraz bardziej jestem o tym przekonany. na czym nasza wolność tak na. jaka na to odpowiedział. kompozycja Manhattan. które poddają się rygorom. ile w tym wszystkim jest absurdu i niewytłumaczalności. że współczesny człowiek nie ma czasu na ciszę. Stąd też bierze się nowa sztuka. do końca swoich dni tego nie zapomnę. mediów. że właściwie nie wiem. że człowiek w jakiś sposób przemija. adam kamiński: czujemy. w telewizji. Może to być znak zaplątania człowieka np. takie jest moje przekonanie. jakiego nigdy jeszcze nie było. to być może pewne rzeczy. ciągle przyspiesza i ma się poczucie zagubienia rzeczy najważniejszych. że świat niesłychanie przyspieszył. bez środków do życia. ale czas widziany z perspektywy jednostki wobec wieczności. stałbym się najwybitniejszym intelektualistą na świecie. kukiełek. niż my wszyscy. wieczorami siadam i patrzę na niebo lub oglądam filmy o wszechświecie. taka forma pośrednia między małym światem a wielką małpą. adam kamiński: Mam wrażenie. że w tej chwili nie byłbym w stanie znieść tego. żeby tylko nie zobaczyć swojej pustki. a popadł w takie niewolnictwo. jest jałowe i puste. jak przejeżdżaliśmy z dziećmi koło krakowa. trzeba też o tym pamiętać. stała się już tak pusta i tak jałowa. będziesz miał wyczyszczoną kartę. mój ojciec był astronomem z zamiłowania. człowieka. tak niezwykły artysta jak linke nie doczekał się jeszcze prawdziwego opracowania. komunikacji. gdzie jest w tej chwili Bóg? co się z nim stanie w przyszłości? nie da się zaprzeczyć. zostaniesz wyeliminowany przez społeczeństwo. czy owocnego czy też nie. Gdyby jej nie było. która jest tworem tego naukowca… jest w świecie. Maciej Świeszewski. na czym polega wolność. Maciej świeszewski: Gdzie jest Bóg i co z Bogiem będzie? Gdybym adam kamiński: zinterpretowałem ten obraz jako ostateczny stopień podporządkowania człowieka czemuś niższemu. ale to też jest fascynujące. z absolutem. lalek bezwolnych. internetu. tej deformacji człowieka. rola artysty? jakie stawiasz zadania dla siebie. ale niższa istota. niejszych tematów jest czas. dopiero spotkanie z nieskończonością pokazuje małość nas wszystkich.akwaforta z 1978 roku prawdę polega? to są tylko pozory. z kolei bez ciszy nie jest możliwy tak naprawdę kontakt nie tylko z Bogiem. Przypatrz się jednak hasłom wolności obecnych awangardyków. Stajemy się coraz bardziej bezwolnymi lalkami w rękach nowoczesnej techniki. a społeczeństwo chce cały czas być w szumie. kpinę z nas jako marionetek. człowiek coraz bardziej może wniknąć w te zagadki dzięki zdobyczom nauki. nie wiem. budował teleskopy. dla kolegów? Maciej świeszewski: trzeba pamiętać o jednej rzeczy. zresztą wróblewski czy linke. o którym mówiliśmy przez chwilę. Po prostu już wiem. to się szybko przekonasz. ku przestrodze. tej masakry.

płyciznę. jestem zafascynowany. a czasem nawet wielkich. że najważniejszą sprawą w życiu artysty jest spotkanie takich tematów i danie takich odpowiedzi. na geometrii. w zapatrywaniach. Muzyka czy malarstwo. tylko czasem się wydaje. co było. nie oszukujmy się. to jest różnica pomiędzy twórczością a produkcją. Muszą mieć piękny język. czy każdy artykuł w prasie jest dziełem literackim? nie jest. a oni uważają. a dla mnie też najpiękniejsze dzieła literackie są dziełami dobrze skonstruowanymi. kiedy maszeruje się w ich szwadronie. że to kultura ucha. np. ale to się dopiero odkrywa. co robić. wolność jest wtedy. nie jest od razu czymś wyjątkowym. mieliznę i rafy. żeby wszystko prowadziło do ostatecznego sensu. takie przywłaszczanie osiągnięć innego twórcy. intelektualne. popatrzysz. wsłuchiwanie się w siebie to jest ciężka droga. gdy się człowiek zaczyta i zagłębi. to. a reszta jest przypadkowa. sięga absolutu w jakiś sposób. Podstawą dobrej sztuki jest też umiejętność wsłuchania się w siebie. że agresywna ofensywa obecnych awangardyków lub inaczej lumpenartu powoduje zamęt w głowach nawet u ludzi wykształconych… Grunt to dobra oprawa medialna i wspominany wyżej szum… adam kamiński: a zobowiązania społeczne? Maciej świeszewski: artysta nie jest politykiem. on jest od tego. podejrzysz. do wszystkiego tego. tak samo w malarstwie. kiedy mówią o kulturze europejskiej i amerykańskiej. co chce powiedzieć. ny problem. do Manna czy hessego. ale powierzchowne rozwiązania. że ktoś przyszedł. ale ich nienawiść do tradycji. adam kamiński: w ogóle to jest cecha dobrej sztuki. ale niezwykłe. siedzę i maluję i nikogo nie słyszę prócz siebie i szukam tego. wsłuchiwanie się tylko w głos dyktatorów mody sztuki jest bardzo fajne. być może. namalował. że sztuki plastyczne to kultura oka. jest czymś niezwykłym. żeby tworzył i realizował to. oni są tak otwarci na siebie jak nikt. wsłuchiwanie się w siebie jest bardzo ryzykowne i trudne. żeby nie było w nich elementów przypadkowych. . co jest oparte na matematyce. do homera. kartoflach. tylko oni mają rację. i one posuwają cały rozwój duchowy człowieka. że coś takiego istnieje. adam kamiński: wydajesz mi się człowiekiem bardzo wyciszonym. muszą poruszać uczucia i intelekt. Maciej świeszewski: Przykładem tego jest rękopis znaleziony w sa- skupionym na wewnętrznych obrazach. stykając się ze sztuką. Spójrz na świątynie. porażki i to jest fascynujące. jajach kwaszą. to jest książka oparta na kabale. twórczość. ale wydaje mi się. duchowe. elementów niepotrzebnych. bo to świadczy o jednym: że są elity i są niziny – społeczne. onanizują. Być z daleka od zgiełku. wracam do tego. niech oni się tam w tych ziemniakach. w poglądach. Myśmy to zatracili. jest u nich zadziwiająca i zastanawiająca. które są. co najważniejsze. nie mnie ich oceniać. dawne świątynie były symfonią geometrii. wszystko to. rozwiązują różne problemy. akwaforta do których się nie dorasta. linią. usiadł. istnieje też alternatywna droga – tworzenie naśladowcze. to jest w sumie wiedza tajemna. druz 1975 roku ga sprawa to to. sąd ostateczny Memlinga oparty jest na wykresie matematycznym.116 117 Maciej świeszewski: to jest podstawa. nie. Łatwo się wyśmiewa z pewnych idei. kłócą. Moim zdaniem jednakże brak wsłuchiwania się w siebie jest zatrważający… adam kamiński: żeby tworzyć. zapominasz w ogóle. to jest świetny materiał dla psychiatrów i psychologów. delektowanie się pięknem. co widziałeś. co jest dla mnie najważniejsze. Maciej Świeszewski. niepopularne. potrzebna jest cisza i samotność? Maciej świeszewski: jestem człowiekiem ciszy i dla mnie najważ- niejsza jest samotność. szuka. jak nie wiem. to siadam i czytam klasyków. ale jedną z istotniejszych rzeczy jest też konstrukcja. ragossie. artysta czasami stworzy parę rzeczy niezwykłych. Poruszyłeś tu bardzo waż- Przecież to jedno wielkie oszustwo. zamykam się w pracowni. japończycy mają rację. bo można znaleźć dno. ten kontakt owocuje w ich życiu – w ich postawach. Mitomania. ludzie. ponosi klęski. polewają uryną. człowiek błądzi. to była wielka praca filozoficzna oparta także na matematyce i wspaniałe rzemiosło. wsłuchujesz się w to czy tamto i otrzymujesz gotowe. bez wysiłku intelektualnego i duchowego. tam nie ma rzeczy przypadkowych. a nie oczu. harmonią.

jak i czym się zakończy). jest zatrudniony. po prawej stronie) i. by ją dokończyć. zanim zacznie zaPiski 119 tworzyć. niesprzyjająca chmurom pogoda (a taka właśnie tego dnia była). Podstawową rzeczą jest własne wnętrze i z niego rodzi się sztuka. wszystko. nie mam bowiem ochoty ani zwyczaju pchać się i ścigać z innymi. muszą wciąż śledzić w internecie. powinien przede wszystkim zbudować swoją osobowość. l ot do englandii. takie mianowicie. dlaczego krym i iran. i poszedł gdzieś pytać. sztampowa albo oryginalna. trzy więc warunki muszą być spełnione. że artysta zrobi coś wbrew niemu. lekkie i przyjemne jest akceptowalne. czy taki świstek z drukarki może być uznany za kartę pokładową. jakie to dziwne. to ma świetną publicystykę. który mówił coś o prawie do wejścia na pokład samolotu poza kolejnością – priority check-in – więc wszedłem jako jeden z pierwszych i zająłem jedno z takich właśnie miejsc.118 adam kamiński: Gombrowicz twierdził. znanej jako Słowiński Park narodowy. jeśli tylko wypełnią się dwa istotne warunki (a propos warunków: w podróż zabrałem Warunek. napisu. wydawały mi się ośnieżone. tym razem jednak. nieobfitujący zazwyczaj w jakieś szczególne atrakcje. co to w ogóle jest. po pierwsze. którą sam sobie – tu zdumiona mina ogranicznika. czy nie. by być wolnymi i otwartymi. dlaczego? nad tym nie miałem czasu się zastanawiać. siedzisz przy oknie po stronie północnej (ten warunek spełnił się wyjątkowo. co kto ma robić. którego nigdy nie mieli. co mi się niestety nie udało – z powodów jak niżej – mimo iż jestem pod wielkim wrażeniem tej z dekoracji jedynie historycznej prozy i ciekaw jestem. że piasek z tej wysokości do złudzenia przypomina śnieg. pochłonięty wspomnieniami z licznych po tej mierzei pieszych moich wędrówek. Maciej świeszewski: żyjemy w świecie różnych przewartościo- zaPiSki londyŃSkie Marek Gajdziński (1) wań. to już go nie ma. przy oknie. Sztuka powinna być emanacją oryginalnego. że tylko łatwe. że. co stwarza problemy. co wydaje się oczywiste. bo rzadko mi dane przy oknie siedzieć. wolnego ducha człowieka. lecz stanowi już trzeci chyba warunek. że lecisz za dnia. tak. za sprawą napisu na karcie pokładowej. ten widok największe chyba zrobił na mnie wrażenie. robotnicy na usługach kuratorów. i podróż stała się naprawdę fascynującą przygodą. to są niewolnicy. mnie jest ich żal. który podczas kontroli paszportowej dziwi się. czy o nich dobrze napisali. wystarczy. i że teraz dopiero rozumiem. w ramach procedury on-line check-in. żeby się zasłuchać w swoje „ja”? nie mają czasu na nic. no i jeszcze może. sztuka będzie jak osobowość – płytka albo głęboka. wstrzymując i tak długą ponad wszelką miarę kolejkę odprawiających się – wydrukowałem. jest czymś przerażającym. po drugie. ale jeśli zostanie u kuratora „w stadninie”. powieść eustachego rylskiego. oni są współczesnymi niewolnikami. ja szukam swojej prawdy. idąc swoją drogą. może stać się fascynującą przygodą. pochłonięty rozmyślaniem nad tym. że jest akurat ładna. Łeby i ustki. w tej chwili kurator dyktuje. niezależnie od wiatrów historii i krytyki. świetne wystawy itd. Gdzie oni mają czas. na przykład Łeby i ustki. i długiej mierzei z wydm pomiędzy nimi. i jeszcze stronę do tego wybierać. oglądane z jeszcze większej wysokości podczas drogi do indii. artyści tyle wieków walczyli o to. nie po zmroku (wystartowaliśmy około południa). pochłonięty oglądaniem widoków. widzimy. że artysta. i to nie . i wszystkie trzy były tym razem spełnione. Mnie to naprawdę nie interesuje. bo to taniej niż tradycyjne check-in. to się świetnie nazywa. a popadli w niewolnictwo. refleksją. na rufie.

*** co on wygaduje z tym ogranicznikiem. nigdy nie byłem. zapach kurzu i spalin na peronie dworca centralnego w warszawie będzie mnie nieodmiennie kierował ku zapachom londyńskiego metra. kiedy to czytam. z pilników do piłowania paznokci. spowita grubą warstwą kurzu. wszystko to będzie dla mnie niczym „potknięcie o chodnikową płytę.120 121 tylko na szczytach gór. odgłos kolejowego młotka. z których zbudowano sopockie molo. przywodził będzie na pamięć starą. takie jak highgate czy hampstead to dawne wioski. z jedzenia. najciekawsi są jednak z samego rana. i sprawdzam. i czy on czytać nie umie. wtedy małej mieściny pod londynem. zniosą kontrole paszportowe. Proustowego narratora. z lotu ptaku. smak magdalenki. dziś dulwich to niemal centrum. za jedyną wskazówkę kolorową mapę podziemnych szlaków i stacji mając. to dosłownie – Miasteczko camden. a po co? Spróbujmy więc inaczej. co stanowi o chaosie i jednocześnie sile i pięknie tego miasta. wieńczące widok wieże kościoła” dla Marcela. mimo całkowitej niedorzeczności takiego przypuszczenia. a pewnie też i samego autora. city oF loNdoN w city widać najlepiej. choć może nie zupełnie. co znalazło się w jego zasięgu – okoliczne miasteczka. przynajmniej do czasu. wieki całe pamiętającą wilgoć londyńskich domów. niech stoi. Spieszą się z rana. łąki. że nad Łebą tak biało jakby w śnieżnym śnie. ubrani w garnitury i garsonki. że pewnie do końca życia najróżniejsze zapachy – przypominające owe dawne. bo on przecież na lotnisku po prostu nas ogranicza (z wody. dlatego właśnie niewiele widać. słoneczny dzień jak dzisiaj. na west endzie. dziwię się. Pan Pickwick. to w pełni się zgadzam. pod koniec opowiadającej o jego perypetiach powieści przeniósł się do dulwich. napisał adamka w odpowiedzi. z przenośnych katapult i kusz. podobnie jak wszystko to. że nie ma tutaj żadnego z góry założonego planu. ale to nie powinno dziwić. z teczka- . historia. trochę jakby nie na temat. plama mokra i parująca. nawet ładnie stoi. wchłaniając w siebie wszystko. znany z ekstrawaganckich dyskotek i lokali. ale dalej już tak: podoba mi się ten ogranicznik zamiast pogranicznika. na przykład. ale. kiedy wychodzą z pracy. kiedy biegną do biura. myślę. że jest to. kiedy chciał się wyprowadzić z londynu na wieś. mniam. nie na dobre jeszcze obudzeni. tacy zalatani. kiedy piją po pubach. tak. „nasz człowiek w hawanie”. hiszpanie czy inni Portugalczycy budowali swoje miasta. były to opis londynu z poza londynu. ale nie w hawanie. że ludzie są jak ptacy. tylko podczas krótkiej wycieczki na pobliską jamajkę. że jest niczym nie skrępowany żywioł i różnorodność. co po nim się wydarzy – lecz to już inna. albo zupełnie inaczej – to znaczy jak? jak zwykle. *** a włochy. że wtedy już nie są w city. jak to tam jest na tej jamajce. wystarczy rzut oka na mapę by zauważyć. nie wiem. londyn rósł przez wieki. albo z podziemi: londyn jest z tej perspektywy zupełnie inny niż by sobie kto wyobrażał na powierzchni. spieszą się w południe. coś jakby wielka. zupełnie inny. tyle. brudu i spalin. spieszą się po południu. kiedy idą z biura na lunch. na przykład z warszawy – a co ja miałbym mieć z warszawą wspólnego? Po drugie. że faktycznie. panie. to niech tak już zostanie. tak. dopiero wieczorem się nie spieszą. albo z perspektywy nosa: zapachy londynu zapadły mi w pamięć i umościły się na samym jej dnie tak mocno. gdy wypadają ze stacji metra. londyńskie – będą wyzwalać Proustową „pamięć mimowolną”. anglicy natomiast pozwalali im się rozrastać. kiedy i na loty do anglii. na mocy porozumienia z Schengen. po pierwsze. sam lot może być fascynującą przygodą. z perspektywy wędrującego po nim człowieka. i okazuje się. w końcu jeszcze nie tak całkiem niedawno warszawiacy potrafili wyjazd do rezydencji przy ulicy Marszałkowskiej nazywać wyjazdem na letnisko. ogranicznik stoi jak wół. nieskończenie rozległa brudna plama z przerzynającą ją rzeką. zapach wilgotnego butwienia idący od desek i pali. wzgórza i jeziora. mniam. lecz i na plażach. sam się siebie w duchu pytam. albo jakiego innego. szczególnie w taki piękny. dzisiejsze dzielnice. Francuzi. taka jest bowiem moja zwyczajowa perspektywa. no. wioski. ale jeśli chodzi o londyn. ale.) dziękuję za notkę. Spróbujmy opisać londyn z lotu ptaka: niewiele widać. celniejsze jak celnik. camden town. tak zapewne mógłbym londyn opisać. opis taki mógłby. albo z mapy: jak zauważył jim wormold. ze względu na swój impresyjno­wspomnieniowo­nieokreślony charakter nie mieć końca.

z dłoni można dużo wyczytać. i w ten sposób ich unieruchamiają. Można by też im nawrzucać do kieszeni kamieni – pomyślałem – wówczas zwolniliby swoje tempo”. pleców i przywierają czy to do ziemi. przychodzi mi naraz do głowy. i ciekawe. a oni nie – pomyślałem. myślę bezradnie. wykonany w latach 1892­1893 dla upamiętnienia działalności lorda Shaftesbury. że – a może my też czytamy niewłaściwy tekst? i dlatego też nie dowiemy się z niego. „­ tak? czemu więc jest nagi i trzyma w rękach łuk i strzałę? według mnie nie wygląda wcale to szczególnie chrześcijańsko ani miłosiernie. jeśli się nie może znaleźć własnych dłoni ani rąk nawet. pogodzić. wyrastają nagle korzenie. czy to nie grzech jakiś.” to fragment powieści neila Gaimana zatytułowanej chłopcy anansiego. za dawnych. po czym poznać? na dłonie swoje popatrzeć. podobnie jak ja to teraz czynię – zastanawiałem się. i że. myślę. zwariowany kaznodzieja? napisy na murach czynić? odezwy pisać? Manifesty rewolucyjne? że co? że niniejszym. żebym rąk własnych odnaleźć nie mógł. chyba tylko jakaś garstka innych. w latach tylko posunięta. bomby na ludzi rzucać to chyba jeszcze większy grzech niż żyć bezmyślnie. poddać refleksji? Przez chwilę czuję się tak samo bezradny. przemawiać. by nimi wstrząsnąć. co zrobić. jego odsłonięcie wywołało pewne zgorszenie. jak czułem się podczas spaceru do kresu dnia. co mówi? Spider też się pewnie dziwi. to by ich wybiło z rytmu. że inni ludzie bardzo się spieszą i nie mają czasu na oglądanie swoich rąk. to by ich skutecznie. nie ma prawa do pracy nikt. co z tego wszystkiego rozumiem – że znaczy to. bliźniaczego brata erosa. zaczynam więc ich szukać. fragment rozmyślań jego pogrążonego w czymś w rodzaju snu narratora. a oni będą dalej szli. aż do czasu. ze sobą i ze światem. widocznie mogłem sobie pozwolić na ten luksus. podążyć znanymi. że do takich strasznych pomysłów się przywodzę. myślę. w którym Gruby charlie spotyka się ze swoim bratem Spikerem na środku Piccadilly circus. bombę. czuję jednak. zewsząd – z nóg. podążają swoimi utartymi ścieżkami. kto w ogóle zwróci na nie uwagę. i tylko kątem umysłu przypominam sobie jeszcze taki fragment z drzeżdżona. no i po drugie. mnie podobnych szaleńców. że: „– to posąg chrześcijańskiego miłosierdzia. Można było zorganizować wystawę najpiękniejszych korzeni. Gruby charlie tych wątpliwości rozwiać nie potrafi. Piccadilly circus „Spider siedział pod pomnikiem. myślę. czas pójść za innymi. Mielibyśmy wówczas do czynienia ze statyką. ale zanim zdąży zapytać. niewiele zwracając uwagi na świat zewnętrzny. czas się z rzeczywistością przeprosić. że jest to myśl słuszna. wydeptanymi przez innych ścieżkami… idę więc za spieszącymi się ludźmi. zatrzymywać. że nie mogą iść dalej. jak jakiś szaleniec. o. ludzie zaczynają się dziwić. albo czytał niewłaściwy tekst. tym spieszącym się. z nimi. po pierwsze. czas wrócić do rzeczywistości. że czas porzucić już bezowocne na ten temat myślenie. obudzić. z narastającym niepokojem. chwilowo pogodzony. mimo iż anteros miał reprezentować dojrzałą miłość i dobroć. krzyczeć. że tak naprawdę to nie jest eros? – zagadnął Gruby charlie. młodzieńczych jeszcze lat. to by ich zatrzymało. Gruby charlie wyjaśnia. to prawda.” Spider ma jednak wątpliwości. z czerwonego dworu: „zauwa- żyłem. patrząc na sprawy już bardziej praktycznie.122 123 mi i parasolami w ręku. Gdy Gruby charlie się zbliżył. ­ a wiesz. czy to rzeczywiście byłem ja. wszędzie pełno korzeni – pomyślałem rozbawiony. pytam sam siebie. ale jakoś mi to nie wychodzi. na podobieństwo stada mrówek. w pośpiechu. i nie wiem. że. i dlatego nie był w stanie wyjaśnić bratu. jak ja to czynię.” niestety. obudziło. tak żyć i życia własnego. myślę. jak tu bomby rzucać. o tym wiedzieć i na to pozwalać? no ale co miałbym zrobić. pod pomnikiem zwanym pomnikiem erosa. to znaczy – czy ja ze spaceru i ja z tych kartek to jedna i ta sama.” Pewnie nie miał czasu przeczytać do końca. i że jak to możliwe. jednocześnie przychodzi mi też inna myśl do głowy – bombę podłożyć! tak. przedstawia anterosa. nogami? i jak to w ogóle możliwe. czy to do ogrodzeń. że pomnik autorstwa alfreda Gilberta. jego brat uniósł wzrok. zamiast tego mówi: „­ no po prostu powtarzam. ale czy wtedy zaczęliby oglądać swoje ręce. to czy niby rzucać. co czytałem. by ich zatrzymać. nie mogłem jednak zrozumieć tego ich pośpiechu. i że jedyne. czytając news of the World. myślę. myślę o sobie. dlaczego więc Gruby charlie mówi to. fragment. gdy zdaję sobie sprawę. życia w świecie nie dostrzegać? i czy to nie grzech jakiś. zaczepiać ich. . osoba? jak to sprawdzić. Bawiła mnie na przykład taka oto myśl: ludziom. bezskutecznie. w przeciwieństwie do frywolnej natury amorów kupidyna. uszu. od dziś poczynając. i się do tego pomysłu coraz bardziej zapalam. skąd taka myśl wzięła się w mojej głowie. kto pierwej żyć się nie nauczy? ale kto będzie te manifesty czytał. żeby bomby jakieś na świat rzucać.

triumf ostateczny – i nauczy żywych umierać. gigantyczne Mauzoleum. które mogłyby być inaczej przez żyjących mieszkańców wykorzystane. które biegną od podstawy do szczytu środkiem każdego z czterech boków piramidy. po jakimś czasie znalazł się inny. by budowę kontynuować. którym ciężko po schodach by było. aż w 1907. jak nam wiadomo. Gustave eiffel był tylko „deweloperem”). taka jak na Gubałówkę. który wypowiedział te podniosłe słowa. wymyślił i zaprojektował piramidalne mauzoleum w roku 1824 jako rozwiązanie palącego problemu londyńskich cmentarzy. wieżę tę. dwa i pół tysiąca źle zmontowanej stali wyleciało w końcu w powietrze. sobie wyobraźmy. wspaniały most samochodowy przerzucony przez zatokę Forth w Szkocji. takich jak Blackpool tower czy Firth of Forth Bridge. znany dziś ze swoich innych. prawie tak wysoką jak Pałac kultury. czyli Szaleństwo watkinsa). pomysł wybudowania wieży narodził się jedynie po to. podobny tunel pomiędzy Szkocją i irlandią. w roku 1982.124 125 i że głosy protestu starano się utemperować poprzez przemianowanie posągu na Pomnik chrześcijańskiego anioła Miłosierdzia. albo wyższą nawet. by dostarczyć jej pasażerów) nareszcie na coś się przydała. w roku 1975. który miał przedzielić irlandię na pół i być żeglowny dla statków oceanicznych. bardziej fortunnych projektów. której dziś gołym okiem niemal nie uświadczysz. faktycznie wybudowano. zmodyfikowano nieco projekt. i nawet kolej szynowa. Sir Benjamin Baker. brakowało mu tylko odpowiedniego architekta. według jego pomysłodawcy. właśnie ten na wembley. Postała tak sobie przez jakiś czas. pod mostem Blackfriars. tylko wyższą jeszcze. trzeba by było dużo większego szaleńca niż watkin (nieukończona wieża przeszła do historii jako Watkin’s folly. wieżą eiffla. że linia kolejowa była jego pierwszym celem. w końcu nie był architektem (wieżę eiffla zaprojektował Stephen Sauvestre. nie było pieniędzy. zwrócił się do samego eiffla. SzaleŃStwo watkinSa albo wieżę podobną do wieży eiffla. kiedy wieża osiągnęła wysokość 61 metrów okazało się. koło edynburga. na to. z cegły i granitowej okładziny. solidną. dla tych. Piramidę wypełnioną katakumbami. takim jak w Greenwich. jednym słowem Mauzoleum. Sir edward watkin. a umarłych – żyć!” thomas wilson. Miał odpowiedni kawałek gruntu. dotychczas tylko pierwszy z nich. i że stąd całe to nieporozumienie. kiedy ją jednak zaczęto budować. ale naprawdę wielką. wrócił z wycieczki do Paryża zauroczony świeżo wybudowaną tam Fleet street nazwa ulicy Fleet przypomina o rzece Fleet. wystawy prezentującej najróżniejsze. pozostawiając cztery. w przeciwieństwie do piramidy. do dziś szczęśliwie wozi kibiców. the Fleet river . w latach dwudziestych wybudowano na tym miejscu wembley Stadium. i dla oszczędności pozbyto się czterech z ośmiu nóg. nigdy nie zrealizowane projekty architektoniczne i planistyczne. zabierając miejsca. że cztery nogi to jednak za mało dla tak masywnej konstrukcji – nogi zaczęły zapadać się i osadzać w gruncie. Poprowadzona specjalnie dla obsługi turystów przez watkina linia kolejowa z centrum londynu (niektórzy mówią. inne to między innymi tunel kolejowy pod kanałem la Manche. z obserwatorium astronomicznym. angielski. na to. Baker zaprojektował wieżę wspartą na ośmiu nogach i wysoką na 350 metrów. wejście do katakumb na każdym z 94 poziomów od schodów. doczekał się realizacji. współtwórca londyńskiego metra. czyli w tym samym roku. piramidę w samym sercu londynu. i wysoką jak katedra świętego Piotra. Piramidę 94 schodkową. oraz wielki kanał. Projekt przypomniano przy okazji wystawy london as it Might have Been. ponad 200 tysięcy takich katakumb. ale ten odmówił. w miejscu. zaraz po tym jak pewien przedsiębiorca kolejowy. które. gdyby w londynie było coś takiego jak Pałac kultury. które wraz z umierającymi codziennie ludźmi rozrastały się i klonowały. w którym dziś stoi stadion wembley. żeby zacząć wszystko od początku. na szczycie. z iście królewską wyniosłością wyrośnie ponad najwyższe wieże miasta by samym swoim istnieniem obwieścić światu triumf nad śmiercią – triumf nie chwilowy. wieża i linia kolejowa londyn – wembley to tylko niektóre z wizjonerskich pomysłów watkina. no chyba że przy samym jej ujściu do tamizy. „będzie uwieńczeniem chwały londynu. całkiem sporej rzece. Piramida wyobraźmy sobie wielką. w którym umarł jej projektant. każda z miejscem na 24 trumny.

a potem płynie gdzieś pod ziemią. nazwa jednak. mimo iż Boudica była królową. inna. *** tak. w którym płynęłaby z kranu czy fontanny woda już nie koniecznie lecznicza. mniej już wiarygodna legenda mówi o tym. ale chociaż zdatna do picia (za wyjątkiem niektórych bardziej luksusowych hoteli. ale i ujścia źródeł wody mineralnej. king’s cross. jakby przez przeoczenie. wiem za to. dlatego. nie był on zbyt lubiany. dlaczego dziś nazywa się king’s cross. gdzie najpierw wypełnia sobą trzy sztuczne (wykopane pod koniec siedemnastego wieku) bajorka znane jako hampstead Ponds (albo highgate Ponds). oczywiście. za baseny do pływania (jeden. została. nie królem. i przypominam sobie. . trzeci. gdzie biją tradycyjne źródła szerokoszpaltowego słowa drukowanego. latem i przy dobrej pogodzie. i dalej. drugi. jak chcą niektórzy (wiadomo. właściwie to Farrington road powinna się nazywać Fleet. obfite potoki codziennej prasy. gdyż tu właśnie miałaby mieć miejsce. niestety. z którego odchodzi pociąg do hoghwardu w harrym Potterze? nie wiem. Symbolicznym zaś nawiązaniem do zejścia rzeki Fleet pod ziemię był projekt nazwania imieniem rzeki nowej. Fleet Street przypomina też o tym. że bitwa taka rzeczywiście się odbyła. dla uczczenia srebrnego jubileuszu (25 lat na tronie) królowej elżbiety w roku 1977. jak jego poprzednika. podobny los spotkał wiele londyńskich rzek. wielka bitwa pomiędzy wojskami rzymskimi a powstańcami. i w związku z tym pomnik zniknął już po dziesięciu latach. niemal w ostatniej chwili nazwę zmieniono. najmniej atrakcyjny. poległa. tylko kiedy to było – za czasów rzymskich pewnie. przykryta domami. ulicami. które dziś służą. które toczą wodę mineralną do swoich kranów jako atrakcję dla gości). gdzie dokładnie). a później Battle Bridge (Most Bitwy). ani tym bardziej Fleet Street nie było. że w 1835 postawiono tu pomnik poświęcony pamięci zmarłego pięć lat wcześniej króla jerzego iV.126 127 ma swoje źródła na zboczach wzgórz hampstead heath. przez kentish town. ani w żaden inny podobny sposób. myślę. najładniejszy. nie ma jednak pewności. torami. że taki los przechodzenia z egzystencji naziemnej do podziemnej spotkał w londynie nie tylko większość rzek i strumieni. wzdłuż Farrington road aż do zmieszania się z tamizą. na którym stoi (lub może raczej leży) dziś peron numer dziewięć dworca kolejowego king’s cross. bez płciowej segregacji). idącej przez charring cross linii metra w latach siedemdziesiątych XX wieku. że przecież king’s cross było kiedyś wioską. bo więcej ma z rzeką wspólnego (bo po niej lub wzdłuż niej biegnie). a Fleet Street tylko do Farrington road dochodzi i płynącą pod ziemią rzekę w jednym chyba tylko miejscu przecina. i że dziś w central london nie uświadczysz już publicznie dostępnego miejsca. a także. dla mężczyzn tylko. czy ma to coś wspólnego z peronem numer dziewięć i trzy czwarte. jerzego iii. the river Fleet płynęła sobie spokojnie pod gołym niebem i można było w niej łowić pstrągi albo inne takie. myślę. ten największy. którym przewodziła celtycka królowa Boudica. na Fleet Street. kiedyś ani Farrington road. z Fleet line na jubilee line. Mimo że jerzego iV nie nazywano ani Stukniętym jerzym. że pochowano ją w miejscu. zwłaszcza tu. na którą mówiono Broad Ford Bridge (Most Szerokiego Brodu). zamiast wody płyną nimi teraz ludzie i samochody. dla kobiet. która w bitwie tej.

a w odcisku stopy Francuzów. która przesiała marzenia i bandaże na wymyślonej ranie na czubku kciuka. Pod bruzdami tęsknoty na czole szczytu toczą się bazaltowe oczy i wkładam je do ust jak dziecko. chodź do domu i zobacz jak maluję wschodnią ścianę pędzlem słońca”. „algieria”. nigdy nienasyceni jadłospisem ciała. „Smakowało?” pyta. a my. Przemówienie ojca do adoratorów córki wy. a ona głaskałaby blond na głowie siostry będąc pewna. Szósta rada dla tańczącej dziewczynki kiedy odwijasz nici nogi z kłębka ciała a twoje oczy ostre jak szpilki. rano. zacisnąłbym ręce na poręczy balkonu wołając ją: „algieria. Miłość pod koniec nocy jest odwróconym krzesłem na stole w restauracji. „opowiedz przyjaciołom”. które poleruje wygrane szklane kulki. ze odkryła na nowo złoto. którzy niedługo dotkniecie jej ręki i weźmiecie ją z sobą. którą pan Bóg przyszył grzywę piany na głowach fal. że taniec jest igłą. którymi pakuje walizki rozstania z twoim dzieciństwem. i wołali na mnie „abu algeria”. kiedy otwierałaby czekoladowe oczy mówiłbym: „oto budzi się afryka”. piłek koszykówki złapanych po drodze do siatki. szczęk zębów skaczących do wody i chorągwie luksusowych statków odpływających od brzegów ramienia do czubka palców.128 Przekłady 129 ronny Someck serWetka i inne wiersze Serwetka z hebrajskiego przełożył rafi weichert czas jest cienki jak serwetka ścierająca okruszyny słów pod wargą. nie zapominajcie lekcji pianina które znały jej palce w wieku dziewięciu lat. którzy stamtąd uciekli chowała daktyle opadłe z drzew. jak usta. a wy zdejmowalibyście przede mną wasze kolonialne czapki . wyobraźcie sobie złoty trójkąt jej ręki algieria Gdybym miał jeszcze jedną córkę nazwałbym ją algieria. lawa koło wezuwiusza zazdroszczę pierwszemu poecie który napisał w tej samej linii lawa i miłość. ziarnka piasku na plaży były jej piaskownicą. nie zapominaj. nogi w powietrzu. a głowa w obłokach podłogi. „nie smakowało?” „powiedz nam”.

rok później zyskała samodzielność jako placówka edukacyjna funkcjonująca na prawach państwowych szkół publicznych.130 Sztuka i nowoczeSność 131 jego boki: karim abdul­jabbar. i jak ujrzycie jej palec wskazujący na księżyc wy będziecie patrzeć na palec.Maksymilian Kasprowicz w pracowni. Filia tejże szkoły powstała także w Gdyni w roku 1933. Pomorskiej 18 według projektu inżyniera architekta zbigniewa kupca. równolegle. inaugurując swoją działalność 28 października w willi specjalnie dla niej wzniesionej przy ul. stycznych. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni . jednak już od roku 1935 swoje życie związał z Gdynią i trójmiejskim środowiskiem artystycznym. zaliczając się ówcześnie do dwunastu tego typu placówek w kraju. początkowo jako fot. edukację artystyczną rozpoczął w Grudziądzu w prywatnej Pomorskiej Szkole Sztuk Pięknych1 wacława Szczeblewskiego. Mozart i Bóg. natomiast od 1952 do 1976 roku pracował w gdańskiej Państwowej wyższej Szkole Sztuk Pla. od roku 1949. Malarz różnorodny o Maksymilianie kasprowiczu janusz janowski m Ronny Someck. ilustracja do wiersza Szósta rada dla tańczącej dziewczynki aksymilian kasprowicz urodził się 12 października 1906 roku w Swarzędzu. rozpoczął pracę w charakterze nauczyciela rysunku i malarstwa w Państwowym liceum Sztuk Plastycznych w Gdyni­orłowie3. w której prowadził pracownię na wydziale architektury w katedrze Malarstwa i rysunku. w latach 1951– 1952. był pracownikiem Politechniki Gdańskiej. w latach 1928–1933 kasprowicz studiował w poznańskiej Szkole Sztuk zdobniczych na wydziale Malarstwa dekoracyjnego. w 1935 roku na stałe osiadł w Gdyni2. pracę dyplomową bronił już jednak w gdańskiej Państwowej wyższej Szkole Sztuk Plastycznych. 1962 rok. natomiast już po wojnie.

że są one prawdziwie twórczym wyzwaniem. ale i twórczość ściśle związał kasprowicz z Gdynią i trójmiastem. Sztuka wkomponowana była w propagandowy program. to jednak z koloryzmem jako koncepcją malarską zetknął się znacznie wcześniej. wszak „epoka komunizmu nie pozwalała artystom na swobodne. wobec wszelkich potrzeb jednostki. wyznaczone indywidualnymi potrzebami. bo jeszcze przed wojną. Muzeum Miasta Gdyni) i autoportret Vii (1953. Zmierzch I–III. egzemplifikacja jego egzystencjalnego doświadczenia życia. Muzeum Miasta Gdyni). także i artystami. jak choćby w bogatym w warstwie chromatycznej i odważnie skomponowanym obrazie akt kobiecy (1942. jakie przywódcy komunistycznej Polski stawiali przed wszystkimi grupami społecznymi. godnym nowego świata. przy budowie jezdni gdynia – gdańsk (1950. Później związany był już ściśle z wydziałem Malarstwa. w której przyszło mu żyć i tworzyć. twórcze poszukiwania nie będące pożytecznymi dla władzy i kreowanej przez nią opresyjnej polityki. na krótko uległ im także kasprowicz. Muzeum Miasta Gdyni) z roku 1982. jak choćby rysunek Maksymilian Kasprowicz. nie tylko życie.132 133 wykładowca w Pracowni rysunku na wydziale Malarstwa i na wydziale architektury wnętrz. w roku 1947. twórczość plastyczna rozumiana jako emanacja osobowości artysty. nie sposób jednak zrozumieć w pełni dorobek kasprowicza bez odniesienia go do trudnych czasów i burzliwej epoki. nie przystawała do nowych społeczno­politycznych wyzwań. wprawdzie w latach pięćdziesiątych pracował kasprowicz jako wykładowca gdańskiej PwSSP obok jana cybisa i Piotra Potworowskiego. a nawet jedynie zasadne. wielkie wydarzenia XX wieku. Pośród wielu innych. tworząc w latach pięćdziesiątych prace o charakterystyce socrealistycznej. Muzeum Miasta Gdyni). zwłaszcza w pierwszej fazie twórczości. z okresu późnej twórczości kasprowicza jest cykl prac zmierzch (i–iii. w swoim malarstwie wielokrotnie podejmował wątki marynistyczne. zwłaszcza ii wojna światowa. współrealizując ideę nowego państwowego tworu opartego na myśli Marksa i lenina”5. il. charakteryzującej się zastosowaniem techniki kolażu (collage) i tworzeniem kompozycji symbolicznych o sugestywności i semantycznej lapidarności piktogramu. Podobne cechy sty- . daleki od ideologicznie zorientowanej stylistyki. przedstawiający cele narodu jako nadrzędne. znalazło to odbicie w niektórych pracach kasprowicza z lat czterdziestych minionego stulecia. o czym zresztą pisała Maria Gałecka we wstępie do katalogu wystawy jubileuszowej w Muzeum Miasta Gdyni w 1986 roku7. niezwykle ciekawymi pracami z tego okresu są nabrzeża i falochrony (1958. a także epoka komunizmu w Polsce stanowiły nie tylko tło jego życia. w którego budowie chcieli uczestniczyć”6. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni s. pełniąc w latach 1962–1964 funkcję prodziekana. większość z nich podporządkowała się odgórnym politycznym dyrektywom i zaangażowała w tworzenie sztuki socrealistycznej. a w latach 1968–1970 dziekana tegoż wydziału4. W cieniu Picassa (1956. czy wyżej wzmiankowane rybak i Port Pagedu w gdyni oksywiu. budując swój język formalny. wykorzystującą motywy morskie do budowania metafory o szerszym semantycznie zakresie. kiedy wykorzystywał język sztuki figuratywnej. ale w sposób zasadniczy określiły także charakter jego sztuki. wielu ówczesnych artystów uległo „tym ideom w przeświadczeniu. Muzeum Miasta Gdyni) czy autoportrety malarza: autoportret Vi (1950. Przykładem prac z pierwszego okresu może być pastel zatytułowany Port Pagedu w gdyni oksywiu (Muzeum Miasta Gdyni) z 1950 roku i rysunek rybak (Muzeum Miasta Gdyni) z roku 1947. Muzeum Miasta Gdyni) czy innej pracy o tym samym tytule i o podobnych walorach artystycznych. namalowanej jednak kilka lat później. natomiast szczególnie interesującą realizacją. lata powojenne były dla polskich twórców czasem trudnym. P. niemniej bardzo szybko wycofał się w obszar środków wyrazu sztuki abstrakcyjnej. a także ostatniej. Muzeum Miasta Gdyni).

epitafium (1981. Tragedia gdyńska II. Muzeum Miasta Gdyni). Muzeum Miasta Gdyni). niektóre z realizacji malarza wykonane w duchu tego artystycznego nurtu zachowały dużą siłę wyrazu do dnia dzisiejszego. przepełnionych głębokim ładunkiem emocji prac. ale i mocno zaangażowanemu politycznie. materią jako podstawowym nośnikiem wyrazu artystycznego. Powierzchnia pracy została wewnętrznie podzielona na pola kwadratów i prostokątów wypełnionych fotografiami samego mistrza i jego realizacji. tworzyły metafory brzemienne treścią społecznego ruchu wolnościowego. huxleya (1979. może też i dlatego nie wniosły osobistych. i choć jego obrazy nigdy nie osiągnęły znamion całkowicie suwerennej i nowatorskiej wizji sztuki abstrakcyjnej. zwłaszcza zaś Postać PP (1962. interesująca wydaje się praca poświęcona hiszpańskiemu geniuszowi sztuki XX wieku. że wiele jego prac z lat sześćdziesiątych nawiązuje wprost do artystycznych doświadczeń lebensteina. opisujących czas gwałtownych przemian społeczno­politycznych w naszym kraju. kompozycja charitas ii (1983. Maksymilian Kasprowicz. lecz dramatyczne wydarzenia na wybrzeżu w roku 1970 i 1980. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni obok tych szczególnych kompozycji o społecznej wymowie tworzył kasprowicz w tym czasie także i odmienne tematycznie obrazy. Pojawiły się w dorobku kasprowicza w latach osiemdziesiątych także prace nawiązujące do środków wyrazu charakterystycznych dla amerykańskiej sztuki pop­artu. opisując sylwetkę ludzką czy konstytuując proste znaki za pomocą rękawic używanych przez robotników i wklejanych w płaszczyznę obrazów. artystycznie oryginalnych cech do koloryzmu polskiego. il. Muzeum Miasta Gdyni) dowodzi tej inspiracji. wielki międzynarodowy sukces jana lebensteina w 1959 roku na pierwszym Biennale Młodych w Paryżu. wydaje się też. Muzeum Miasta Gdyni) czy z wizji a. a także portret o tytule ewa ii z roku 1943 (Muzeum Miasta Gdyni). antenaci ii (1960. Muzeum Miasta Gdyni). składający się z trzech zespolonych ze sobą blejtramów. często za cenę życia. zrealizowana w 1983 roku. Głęboko osobisty i artystycznie oryginalny wyraz osiągnął przede wszystkim w obrazach zrealizowanych w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych techniką collage’u. tworząc wizje o strukturze biomorficznej lub geometrycznej. Muzeum Miasta Gdyni). nie nowa technika jednak stymulowała nade wszystko jego ówczesną sztukę. kompozycja (1962. kompozycje: cykl tryptyk gdański 80 (1980. zatytułowana W X-lecie śmierci Picassa (Muzeum Miasta Gdyni). w których robotnicy. Muzeum Miasta Gdyni) należą do zbioru tych właśnie. jego kompozycje. tragedia gdyńska ii (1980. walczyli o wolność i solidarność społeczną. realizacja posiada monumentalny charakter i jest bez wątpienia hołdem złożonym twórcy nie tylko genialnemu artystycznie. w tym i kasprowicza. to w obszarach idei tego właśnie nurtu sztuki najszerzej wyraził się kasprowicz jako malarz. od lat pięćdziesiątych poprzez kolejne dekady kasprowicz wypowiadał się za pośrednictwem malarskiego abstrakcyjnego języka. choć struktura chromatyczna prac z tego okresu przywołuje doświadczenia kapistów. to wielkich rozmiarów collage. nocturn iii (1964. inne za sprawą ambiwalencji zawartości semantycznej . to jednak obrazy kasprowicza inspirowane ich dorobkiem i poszukiwaniami były raczej marginesem jego twórczości.134 135 listyczne noszą również dwa autoportrety z 1941 i jeden z 1947 roku. bez wątpienia przyczynił się do zainteresowania wielu polskich malarzy. Muzeum Miasta Gdyni). jak choćby obrazy Wodorosty (1961. a w środku niego alegorię pokoju Picassa. Muzeum Miasta Gdyni). Malarz zrealizował wówczas serię prac odsyłających widza wprost do tych tragicznych dni. w części środkowej kasprowicz umieścił wielki okrąg. jak np. na którym otrzymał prestiżową Grand Prix de la Ville de Paris. Muzeum Miasta Gdyni).

jak i artystycznej”9. kompozycjach zabiegu multiplikacji przywołało z jednej strony słynne realizacje andy warhola. Gdańsk 2008. jak się zdaje. 9 ibidem. Maksymiliana (1983. Gdynia 1986. wprowadzając do nich idiom wyrosłej na gruncie Maksymilian Kasprowicz. Maksymilian kasprowicz. Mieczysław Baryłko. [w:] jerzy zabłocki. 3 60 lat szkoły Plastycznej w gdyni orłowie. najpełniej też wyraziły jego artystyczną osobowość”8. jednocześnie z drugiej pozbawiło je wymiaru religijno­ duchowego. a także przedstawiciele różnych innych zawodów. ją utraciły. Gdańsk 2005. wykorzystanie w tych. niezwykle ważne dla artystycznej biografii malarza było także jego zaangażowanie w pracę dydaktyczną. katalog wystawy. wszystkie te aspekty ukształtowały postać twórcy nieprzeciętnego. jako że miała charakter otwartej średniej szkoły zawodowej. s. w znacznej mierze. s. Morawska. 3. wkładka tekstowa s. [w:] Maksymilian kasprowicz. ocalić od zapomnienia. 7 M. uczęszczali do niej zarówno gimnazjaliści. lis. M. red. 2 j. il. Gałecka. red. s. ocalić od zapomnienia. 400. e. artysta swoich czasów. . który odgrywając jako malarz i pedagog istotną rolę w środowisku wybrzeża i Gdyni – miasta przechowującego w swoim muzeum niemalże cały dorobek Maksymiliana kasprowicza. [w:] Mieczysław Baryłko. „Maksymilian kasprowicz był bowiem malarzem nieustannie poszukującym nowych środków wyrazu. katalog wystawy. „obrazy realizowane techniką collage’u należały do ostatniego etapu twórczego kasprowicza. Gdynia 2005. stał się jednym z najważniejszych przedstawicieli Szkoły Sopockiej. dotyczy to interesujących skądinąd prac: ku czci mojego patrona św. wpisującym się tym samym w charakterystyczną dla artystów dwudziestego wieku postawę twórczą. janowski. Maksymilian kasprowicz. janowski. 21. będąc podsumowaniem dotychczasowych jego poszukiwań w zakresie środków formalnych. Gdańsk 2007. Muzeum Miasta Gdyni) i z księgi ubogich (1984. ze zbioamerykańskiego konsumpcjorów Muzeum Miasta Gdyni nizmu sztuki popularnej. należał także do tych artystów. nota biograficzna. niemniej wszystkie poprzedzające to artystyczne zwieńczenie etapy oeuvre kasprowicza stanowiły jego nieodzowny „budulec” i określały pełnię twórczej osobowości malarza. zbudowanych na formie krzyża łacińskiego i podejmujących tematy religijne. 5 j. Pokrywka. s. Muzeum Miasta Gdyni). katalog wystawy. jerzy zabłocki. Charitas II. 4 akademia sztuk Pięknych w gdańsku 1945–2005. katalog wystawy. najpierw w Grudziądzu. 2. 4. 5. 6 j. M. dzięki której miał istotny wpływ na kształtowanie twórczych postaw kolejnych pokoleń artystów związanych z trójmiastem. [w:] Maksymilian kasprowicz.136 137 PrzyPisy 1 założona i kierowana przez wacława Szczeblewskiego prywatna szkoła funkcjonowała w latach 1922–1939. katalog wystawy. 8 j. Gdynia 1977. 13. Skalska. którzy czerpali inspiracje z bieżących wydarzeń tak w sferze społecznej. jak i nauczyciele szkolni. s. a następnie w Gdyni. ocalić od zapomnienia. s. Gdańsk 2005. janowski.

Ł. oraz żeby przechwycić jakiś kolejny fragment spadku po ojcu. zmienił również krój wąsów i brody. zgodził się na intensywną trasę promocyjną swojej najnowszej książki „Bajki o ii wojnie światowej”. Ł. chrząknął. por favor. takich pomiędzy wróżbą z chińskiego ciasteczka. nomen omen. niektórzy pili nescę z automatu stojącego w rogu. Ł. wyjechał za chlebem do. aby przekonać się na własnej skórze i kartce papieru. zapytał. od prawie dwudziestu lat nie mieszkał w Polsce. – Muchas cosas se pierden. nosorożec posłał promienny uśmiech. trzydziestoprocentowej wódki trzcinowej. – gracias – odpowiedział. żeby uratować siebie. Może to literówka. zaczął pisać dopiero na emigracji. założył nogę na nogę. że w tym kraju pisać nie potrafił. ale bardzo opłacalnych ekranizacji własnych powieści i tyleż nieudanych. miał nadzieję. Ł. w sklepie wolnocłowym nabył dwie butelki cacique. promocja. rozsiadł się w fotelu. Ł. Brakowało tylko nobla. – sigame. zatrzymała się przed drzwiami z weneckiego szkła. wydawca go namówił. dlaczego mieliby nie spieniężyć rogu? w salce osiem osób. Ł. zamierzał upiec wiele pieczeni w nadchodzącym miesiącu. siempre. ją albo dzieci. jak się te „resztkówki” rodziny miewają. piekarni w hiszpańskiej kordobie. wszyscy palili. klasycznym coelho. nosorożec nie miał rogu. lecz to – wiedział – jedynie kwestia czasu. bez cienia sympatii). że był przystojny. sześcioro mężczyzn. uchodził za bardzo przystojnego mężczyznę. no i jeszcze po czwarte. tego prezydenta (hugo chavez). Po trzecie. nie wiadomo. Ł. zamierzał spędzić w Polsce miesiąc.138 Proza 139 ignacy karpowicz Punkt równowaGi 1 P rzesiadał się w caracas. taka rozrośnięta? zapłaciwszy kartą. wystukała kod. ze dwa razy obszukał kieszenie. a komu trzeba – wręcz przeciwnie. opanował kilka gładkich. nie mógł znaleźć zapalniczki. tego kraju. upstrzony gówienkami plamek wątrobianych amerykanin. coś powiedzieć. wracał do Polski co kilkanaście miesięcy. kilka nieudanych. – claro que si. dwie kobiety. w końcu wynaleziono photoshopa. Spojrzał na zegarek. a eustachym rylskim (spora rozpiętość). trochę ascetyczne. czekać. Ł. a przede wszystkim – że nie będą miewały się (jakkolwiek bądź) już długo. pretensjonalną. za kwadrans rozpocznie się odprawa pasażerów lecących do Mediolanu. Później wywiało go do ameryki środkowej. nie dobiegły jego uszu wieści o zgonie matki lub starszej rodzonej siostry. tak czy tak. nie zawadzi pokazać tu i ówdzie swojej twarzy. Ł. czy też dlatego. trochę pobłażliwe – z takich ust nie mogą padać zdania inne niż szczerozłote. tom esejów i dużo pieniędzy. Ł. Miał na koncie sześć powieści. uścisnąć komu trzeba rękę. z brylancikami albo cyrkoniami. drzwi zamknęły się. za to szlachetniejsze. ale bardzo nieopłacalnych związków. Po pierwsze. skalpel poprawił wykrój ust: stały się mniej zmysłowe. a nie – jak prawie wszystko – in china. . czy uchodził za przystojnego dlatego. seńor – usłyszał w odpowiedzi od kobiety przywodzącej na myśl krzyżówkę płótna Picassa z nosorożcem. że nie miewają się dobrze. pozornie paradoksalnych i nieoczywistych aforyzmów. o dziwo made in Usa. pierdolona boliwariańska stacja benzynowa) (cysterna kubańskiego reżimu). wybrał stolik. – los encendedores siempre se pierden – powiedziała z grymasem zawieszonym między życzliwością a poirytowaniem. złotą albo pozłacaną. przy którym rozsiadła się olbrzymia latynoska i malutki. który rozwiódł się z matką zbyt późno. pomyślał: (pewnie z powodu złóż ropy naftowej) (wenezuela. nie lubił tego lotniska. Bezlik nagród. zaciągnął się pierwszym od trzech godzin papierosem. latynoska podsunęła mu własną. Miał za sobą kryzys wieku średniego i wiele innych kryzysów. wszedł do niewielkiego pomieszczenia z bodaj czterema stolikami. kobieta poprowadziła slalomem między półkami zapełnionymi bezcłowym dobrem. róg pewnie został sproszkowany i sprzedany jako afrodyzjak. dwa zbiory opowiadań. nie zawadzi sprawdzić. czy wolno zapalić. niedawno skończył 50 lat. wystarczy odżywiać się zdrowo i uprawiać gimnastykę. z wewnętrznej kieszeni marynarki wyciągnął paczkę papierosów. Skrzydło bezszelestnie usunęło się na bok. oraz karton dunhilli light. Po piąte przez dziesiąte. obowiązywał całkowity zakaz palenia. Po drugie. itede. ludzie sprzedają nerki (pomyślał Ł.

na ekranach komiksowe postacie przeżywały z uśmiechem katastrofę: wyskakiwały maski tlenowe.. wiele podróżował. Steward nie mógł sobie pozwolić na spożywanie alkoholu. tytoniowego jeża. nigdy nie udawało mu się opanować drobnej irytacji. nie miał do czynienia. Problemy techniczne. bardzo uważnie dobierał lektury. zamknął oczy i zaczął rytmicznie podrygiwać. obejrzał rysunki z wyjściami ewakuacyjnymi samolotu. lubił ten moment. uśmiechnął się do latynoski i amerykanina. a więc na coś. zamówił kolejnego drinka. zamówił kolejną szklaneczkę whisky i zabrał się za przeglądanie makulatury tkwiącej przed nim w kieszeni fotela. Przeważali wenezuelczycy. to jest. natrafiał na pomieszanie różnych porządków. na przykład własnej siostrze albo swoim mentorom z dawnych uniwersyteckich lat. czy jeszcze ma genitalia. co go nieodmiennie fascynowało: zaburzenie klarownego ciągu myślowego. poprawił się Ł. wyciągnął nogi. Spojrzał na lampki: z zapiętym pasem oraz skreślonym papierosem. może nawet prostacka analogia: polscy pisarze mieszkający w Gwatemali. wyraźny i nieukrywany prymat pieniądza nad poprawnością polityczną. raz rozhermetyzowywał się. wdusił trzeci niedopałek w popielniczkę przypominającą biało­ żółtego. czy pasy są zapięte. podano napoje. wydobył iPoda. Samolot zatrzymał się. Ł. poplątanie przyczyny ze skutkiem. wstał. dziesięć kilometrów nad ziemią czy wodą. których nie lubił lub nie cenił. Boeing 767 raz to wodował. wydostawszy się z maszyny. zapraszano pasażerów. Pokręcił się ten w fotelu. Przy oknie. budzi się na chwilę przed lądowaniem w Mediolanie. obserwował wchodzących. łamane na chrześcijańskich. hamulce ledwo utrzymywały maszynę w miejscu. a właściwie – motta nie pamiętał – własne przeświadczenie. Przeczytał uważnie ulotkę. będącej tak naprawdę irytacją na to. afroamerykanin. Steward z przylepionym uśmiechem sprawdzał. bo łosoś pochodził z mikrofalówki i z parą. był pisarzem przewrotnym. Ł. przed matkami z dziećmi. zainstalował w uszach słuchawki. zwłaszcza wodną. włosku i hiszpańsku. rejs do warszawy opóźniony o pół godziny. wewnętrzne przepisy linii lotniczej zakazywały spożywania alkoholu. też bym sprawdzał) (kiepska myśl. Steward. Prosi o wodę. czyli – jak to rozumiał – nad czymś. Ł. to taka prosta. niestety na myśl przychodziły mu jedynie papierosy. lecz tę przewrotność rzadko dostrzegano. . co niegdyś było zbiorem ogólnoludzkich. Mimo że Ł. Przekartkował ofertę sklepu bezcłowego. zajął miejsce w samolocie. Przejrzał miesięcznik podróżnych alitalii. jasnobeżowe buty. wartości. czapeczka z daszkiem. ze szczęśliwym zakończeniem. Samolot bardzo długo czeka na podłączenie z rękawem. jak tylko zgasły lampki z pasami (te z papierosem nigdy nie gasły ani się nie przepalały). Samolot przemieszczał się łagodnie w którymś z tysięcy korytarzy powietrznych. zamknął oczy i próbował wyobrazić sobie coś przyjemnego. podając szklaneczkę. adios – powiedział. pomyślał: (nie zawadzi sprawdzić) (gdybym miał tyle niepotrzebnej przestrzeni w spodniach. wyjął paczuszkę plastrów nicorette. Ł. tak przynajmniej twierdzono w menu. dopił drugiego drinka. Ł. że się zirytuje. (dam czarnemu na imię turbulencja) (to jest: afroamerykaninowi) (a może afroamerykanowi? – na emigracji pierwsze wysiadają końcówki) Ł. przypominał sobie motto swojej pierwszej powieści. dżinsy z krokiem w okolicach kolan. dobry redaktor by ją wyciął). tego chyba nie zabroniono. francuskojęzyczna wycieczka młodzieży. spojrzał nań z zazdrością. wreszcie. usiłował wyobrazić sobie seks z powabną stewardesą. podwinął rękaw koszuli i zaaplikował sobie dawkę trzykrotnie wyższą od najwyższej zalecanej. Po minucie silniki przeszły na pełen ciąg. a wszystko w trzech językach. ze dwa razy dotknął krocza. Ł. nadmuchiwały się kamizelki. towarzysz Ł. szybkim krokiem kieruje się do właściwego gate’u. lampka z zakazem seksu nie paliła się.140 141 że był bardzo znanym i wybitnym pisarzem. – gracias. z torby wyciągnął zbiór opowiadań andrzeja Bobkowskiego. wziął whisky i wodę mineralną. w takich chwilach. Samolot kołował na pas startowy. Ł. najpierw pierwsza klasa. iż udało mu się powiedzieć coś złośliwego o podróżach. na obiad wybrał łososia na parze. trochę włochów. czy oparcia foteli znajdują się we właściwej pozycji. z którymi pozował dla kulturalnych tabloidów. dedykował swoje książki wyłącznie osobom. zabrał tom Bobkowskiego na użytek kulturalnych paparazzi. Ł. zjadłszy. raz to lądował z niewysuniętym podwoziem. Gdy próbował się nad tym zastanowić. Po angielsku. osobami starszymi i niepełnosprawnymi. jakby sprawdzając. obok usiadł dwumetrowy murzyn. czytał je wiele razy i nie zamierzał czytać po raz kolejny. Ł.

że go podziwia. niedługo dołączą modlitwy. Ł. ale ten strach jest zewnętrzny względem niego. pasażerowie zwisają z sufitu jak połcie szynki w wędzarni. dopiero wtedy traci kontrolę nad ciałem. ścierając z twarzy personelu zawodowy uśmiech. lotowski Boeing szybko nabiera wysokości.. ot. wypadają maski tlenowe i zapalają się strzałki prowadzące do wyjść ewakuacyjnych. mrówki samochodów. Po chwili dociera do niego. potem i krwią. wymiotuje na własne kolana. jakiegoś stosownego do okoliczności okrycia wierzchniego. bo w wielkiej skali. Szmer rozmów i pojedyncze szlochy. kątem oka dostrzega snopy iskier. kadłub przełamał się z suchym trzaskiem jak grube. podnosi głowę i niepewnie rozgląda się po tym. świat. Sytuacja powtarza się kilka razy. Proszę wykonywać polecenia załogi. widzi przestraszone. że może nie przeżyć katastrofy. pyta o imię (androna) i składa podpis. zawiśnie głową w dół niby nietoperz. oczywiście. bomba. Ł. z luków sypią się bagaże. którą podsunęła mu ogromna latynoska w caracas. tuż przed skrzydłami. kapitan informuje o problemach z podwoziem. co jeszcze kilka minut temu było dość przytulną kabiną pasażerską. tombak to chyba też metal. (to najdziwniejsza katastrofa w jakiej brałem udział) (w zasadzie jedyna) wydostaje się na zewnątrz przez wybitą albo wypchniętą szybę. myśli: (chociaż tyle dobrego) (jeszcze nigdy nie przeżyłem katastrofy lotniczej) (literacko.142 143 kątem oka zauważa swego sąsiada. jak gdyby samolot wykonywał ostry zakręt. że marzyła o tym. udaje się za którymś razem. skręcił chyba kostkę. wkłada papierosa do ust. napoje i posiłek. cały ten nieprawdziwy. kadłub. Proszę pamiętać o pasach i przyjęciu odpowiedniej pozycji (lekkie pochylenie do przodu. jest zaskakująco spokojny. który wyjął był z uszu słuchawki. już widać pas. jakim cudem znalazła się w jego kieszeni. nie potrafi odpiąć pasów. Pilotów nie ma. Ł. zimne ognie. wszystkie te rzeczy. wreszcie udaje mu się wyzwolić z fotela. reje- . kobieta odchodzi. szarpnięcie. nie ma czym się martwić. że Ł. był gotów uwierzyć w szczerość tego uśmiechu. bo samolot. a on spogląda na zegarek. zamiast dotknąć kołami ziemi. czy może jednak błyszczący? dopiero widząc ogromniejące budynki i jasnoszary beton. by go spotkać przed śmiercią i tak dalej. szuka ognia. duraluminiowe elementy. jakby zbudowany z klocków lego w mniej oczywistej wersji obozu koncentracyjnego libery. zawodowe. odchodzi od wraku. uderza czołem o płytę z czarnego marmuru. nawet zastanawia się. uśmiechając się skromnie. czuć paliwem. hałas. zabawny komentarz do katastrofy. pas wpija się w ciało i niemal pozbawia go oddechu. białe cygaro. otwiera karton czyichś marlboro light. Przedostaje się do kabiny pilotów. żeby leciał do warszawy) a jednak możliwe. smokingu. boi się. co więcej. napiszę o tym w kolejnej książce). słychać naprężające się i pękające. Mówi. który przecina mu drogę jak czarny kot. Będzie wreszcie mógł zapalić. elektrycznością. czarnego turbulencję. rozgląda się dookoła. podsuwa mu książkę do podpisu. dzieląc napis lot na l i ot. Próbuje opanować drżenie członków. zastanawia się Ł. napięcie narasta niby w thrillerze klasy B. czy na własne kolana. spalenizną. tylko patrzeć. nieprawdziwe uśmiechy personelu. że tkwi w fotelu na lewym boku. (proszę pożegnać się z bliskimi) Ł. jak gdyby założył ten strach na podobieństwo marynarki. że ciche. choć wymaga to sprawności fizycznej. bo już za chwilę przestaną żyć. zapala. Proszę zachować spokój. widzi strużkę potu ściekającą po szyi turbulencji. z trudem wykręca głowę i widzi trochę zakrzepłej krwi w kąciku ust turbulencji. a teraz przypomina pacjenta porzuconego na operacyjnym stole. Samolot zniża się. kuśtykając. B jak Boeing. uśmiechając tak nieznacznie. z rękoma splecionymi na karku). nie rozumie. bez których ludzie nie wyobrażają sobie życia. prawie beczkę. Silne uderzenie. w której znajdował się Ł. wymiotuje ponownie. jakaś kobieta. czekoladki i kosmetyczki. nie słyszy żadnych jęków. jakim cudem nie wykryły jej bramki wykrywające metale. że ktoś wszystko złośliwie poprzestawiał. czy mu do twarzy z tym strachem i czy lepszy byłby papier matowy. co niedawno było ścianą. za dwadzieścia minut powinni wylądować. Skacząc. widać małe kolorowe domki. turbulencja ponownie zajmuje miejsce obok Ł. czuć alkoholem z rozbitych butelek. poważne twarze. bo to. kadłub okręca się. wstążki ulic. nawet nie wie. to jest: kot w kolorze afroamerykańskim. nieruchomieje. butelki alkoholu i kartony papierosów. a przynajmniej przednia część. dlatego awaryjnie lądować będą na brzuchu. podrywa się i wchodzi w kolejny krąg nad lotniskiem. Ma wrażenie. (to niemożliwe. wyciąga z kieszeni złotą zapalniczkę. Mam nadzieję. ale coś jest nie w porządku. trzęsą mu się ręce. dopiero po chwili dociera do niego. i słusznie. Słyszy syreny. Ł. teraz jest podłogą. o którą siebie nie posądzał. aż Ł. pomyślał Ł.

Próbuje zaczerpnąć powietrza. Patrzy na żyłkowaną krwią plwocinę. niestosowne jest to. klucze do apartamentu w ciudad Guatemala. klatka po klatce. jaki napis pojawił się na tablicy przylotów obok numeru rejsu. Ł. niestosowne jest to. zadrapanie na policzku. nic takiego się nie dzieje. Po półgodzinie dociera do jakiegoś hotelu. bardzo serio. podniebienie. zwykle jest to opóźniony. że Ł. Boli go całe ciało. no tak. że coś wyjątkowo niestosownego ma miejsce. do rodziny) nie znajduje w sobie sił. nie może wyjść ze zdumienia. jego ciało. przygotowuje sobie drinka. zapala kolejnego papierosa. nikt go nie dostrzega. że przeżył katastrofę. wydaje mu się. nie przestawił daty i czasu na europejski. jeżeli jest jakiś element w Ł. Przegląda się dokładnie w wielkim lustrze. jakieś ulotki. portfel. to on sam. nawet teraz nie może narzekać na brak dystansu. dziwi się. idzie w jakimś kierunku. drugą szklankę wykorzystuje jako popielniczkę. Pilot: halo. zanosi się kaszlem. że nie widzi obrzyganych spodni. utykając i klnąc od czasu do czasu. gorący prysznic. niestosowne jest to. Pilotem zmienia kanały. jesteśmy nad atlantykiem. zamawia dwie sałatki. nie zasypia od razu. że nie wygląda najlepiej. Próbuje przewinąć w mózgu ostatnie godziny. kobieta w recepcji przygląda mu się podejrzliwie. rozbity samolot i umierający pasażerowie tak bardzo skupili na sobie uwagę obsługi. że zapomniał zabrać ze sobą opowiadania Bobkowskiego. w wiadomościach pokazują płonącego Boeinga. zakłada ubranie. że ktoś nagle się pojawi i go opieprzy. Płaci kartą za trzy dni z góry. wyciąga się w łóżku. . wyławia tylko pierwsze słowa: tata i mama. 2 Budzi się po nie wiadomo ilu godzinach snu. Po raz pierwszy od wielu lat cisza przeszkadza. wieża kontroli lotów: halo. wraca do łóżka. goły. aż zatrzymuje się na muzyce klasycznej. niewiele rozumie. który działa niewadliwie. zasypia. Pewnie przeciął sobie język. wszystkie jego związki do rozpadu. czuje głód. dwie paczki papierosów i nicorette. że samolot się rozbił. wreszcie alkohol zmiksowany z muzyką poważną spełniają swą powinność – Ł. że zostawił książkę. wykreślam was z ewidencji. na fotelu ktoś rozłożył jego ubranie. pęknięta warga (całkiem nowa. nikt nie chce go uratować ani wręczyć kwiatów. żeby ktoś zabrał rzeczy do pralni. wydaje mu się. niestosowne jest to. uczucie po uczuciu. przepołowiony i tlący się zezwłok samolotu z oderwanym skrzydłem. może nawet wypisze mandat albo skuje. nie odniosło zbytnich szkód. (wykreślony?) Przełazi przez siatkę. przyjąłem. coś się nie zgadza. torbę wystawia przed drzwi pokoju. Puszczają arvo Pärta. wreszcie dociera do siatki ogrodzenia. a w tym wypadku – rozbity? Przypomina sobie stary dowcip. że tak łatwo pokonał ogrodzenie. nie uratował. może w jednej trzeciej. ale również jego umysł. całe szczęście. kulejąca kreseczka w lewym dolnym rogu ekranu. Brakuje mu towarzystwa ludzkiego głosu. że nikt nie próbuje się nim zająć. dzwoni do restauracji. która doprowadziła wszystkie jego kobiety do depresji. a wszystkie ubrania pakuje do torby. spuchnięta kostka – wszystko zmiękczone parą wodną. podobne dywanowi śniegu zaspy z pianki gaśniczej. Ł. zapala papierosa. ale płuca napełniają się. dzwoni na recepcję i prosi. to byłaby to zdolność do utrzymywania dystansu względem samego siebie. tu rejs Xyz. Spogląda na zegarek. wydaje mu się. Bierze prysznic. kawę i wodę mineralną. Spluwa. Przechodzi przez drogi kołowania i trawiaste przestrzenie. do wydawcy. zniknął. zastanawia się. Słowa zlewają się w jedno i Ł. nie ułożył na noszach. grillowaną karkówkę i tort czekoladowy. zamawia butelkę whisky i wody mineralnej. Martwi się. wstaje. kilka siniaków. do przyjaciół. karetki. (powinienem zadzwonić do kogoś. jeszcze na gwarancji).. tak jakby katastrofie uległ nie tylko samolot. białe. Paparazzich na szczęście brak. tu wieża. opróżnia kieszenie: zapalniczka z caracas. nie odnosi większego sukcesu. licząc podświadomie. zdaje sobie sprawę. ale która potem pomagała się pozbierać. w pokoju rozbiera się powoli. uśmiech stewarda po uśmiechu czytelniczki. czyste i wyprasowane. że malutka. ma wrażenie.144 145 struje na światłoczułej kliszy swojej pamięci kilka czerwonych wozów strażackich. okręca się ręcznikiem wokół bioder. Potem włącza telewizor. żeby z kimkolwiek porozmawiać. stał się niewidzialny. idzie do łazienki i bierze długi. czasem wylądował. porównując z samolotem. że nikt go nie zatrzymał. narzeka na brak popielniczki. mamy awarię silników. że spał kilka dni. Ł. zdolność.

nie potrafił pohamować tego śmiechu. jedynym plusem były jeziora. siedzieliśmy na werandzie w moim mazurskim domku. dość pijany. zanim zajrzy do gazet. kochał Polskę. znacznie bardziej dla Ł. nigdy cię nie zapomnimy. tylko puder lub pudernica. a nawet podmiot. Przynoszą obiad. organizator koncertu nie zwraca pieniędzy za bilety. zszedł. solidny łyk. że chcesz mnie przelecieć) – Łukaszu.” Ł. jako naoczny świadek. Bolało go wszystko. zarumieniony bryzą znad jeziora. ten śmiech go przerastał. jeden z najwybitniejszych pisarzy średniego pokolenia. aż zapiera mu dech w piersi. do kogo najpierw zadzwonić. Pyta o datę i godzinę. zmarł na zawał w samolocie lot­u. Papierosy. tym razem spojrzał przed lekturą. rzecznik Pll lot poinformował na specjalnej konferencji. w każdym razie wybitny. wypija duszkiem alkohol i robi sobie kolejnego drinka. wcześniej zapala kolejnego papierosa. jakim będzie świat bez ciebie – (a ja z łatwością) (bez zmian) – Pamiętam. do tego popłakał się i jego jedyna koszula się pomięła. zginął śmiercią ikara. odszedł od nas w najtragiczniejszy sposób. czego nie wiedział: „Łukasz Pawlicki. nie potrafię wyobrazić sobie. interesujący. sturlał się na dywan. niejaki Marian k. intelektualnie czujnym i nieufnym. że opóźnienie wynikało z drobnej – i usuniętej – awarii awioniki. Przynoszą gazety: „wyborcza”. odważnym i nonkonformistycznym. Przygotował sobie kolejnego drinka. ale miał odwagę krytykować to. Był prawdziwym autorytetem moralnym i Wielkim Polakiem. bo zejście nie było planowane. w przeciwieństwie do jedzenia. czyli nowobogackim gargamelu. alkohol pali mu przełyk. nie dowiedział się niczego ponad to. Poprawia się: (zaniepokojeni. Gęste. jakby co. kto jest autorem wspomnienia pośmiertnego. co składało się na jego ciało. zaliczał się do najgorszych dni w jego życiu. żeby się utopić. Palcami lewej dłoni wybija werble na oparciu. który wybuchł krótko po awaryjnym lądowaniu – (aha. kobietę w nieokreślonym wieku. ale także zagubionym chłopcem. krótko przycięte włosy. Po chwili wahania nalewa hojnie whisky. to była najśmieszniejsza rzecz. Łukaszu. gej i grafoman. śmiejąc się i trzymając za żołądek. ściągnięta zmęczeniem albo czymś. „ze 142 osób na pokładzie Boeinga 737 należącego do Pll lot. więc awaryjne lądowanie to synonim uderzenia w ziemię. Bierze jeszcze jeden. jaka przydarzyła mu się w życiu. ale już na drugiej dwa nekrologi. nie czując smaku: tort różni się od karkówki tylko kolorem. Siwy. ale także – niech wybaczą mi czytelnicy – ale także najsłodszą. Przyczyny wypadku bada specjalna komisja. opalona. z najwyższym trudem wstał z dywanu. który pieszczotliwie nazywałeś jeziornym pałacykiem – (czyżby to napisała ta pizda. zginął śmiercią tragiczną. tamten weekend spędzony w mazurskim pałacyku. odpoczywaj w pokoju. tragedii. że wylot z Mediolanu został opóźniony z przyczyn technicznych. „rzeczpospolita” i „dziennik”. zaniósł się histerycznym śmiechem. zasiadł w fotelu. a ja nie potrafiłam opanować wzruszenia na widok twojej osoby. był wybitnym raperem z west coast. Prawdę mówiąc. nie tylko wspaniałym człowiekiem. Ł. dopiero wtedy. przeżyło tylko 12 szczęśliwców. dopiero na trzeciej stronie dowiedział czegoś. miał mieć koncert. dobrze wiedzieć) – utrudnia zidentyfikowanie zwłok. broniłeś się przed komplementami. to nie jest właściwe słowo). odszedł od nas bez pożegnania. zapalił papierosa i – ocierając łzy – zabrał się za czytanie „dziennika”. wiedziałem. nie utraciły swego smaku. Ł. Prezydent ogłosił dzień żałoby narodowej. że żar z papierosa wypalił dziurę w tapicerce fotela.146 147 z zainteresowaniem przygląda się własnej twarzy w lustrze. Przypomniał sobie Marię. Był człowiekiem niezwykłym. co go bolało. krytyk filmowy i literacki. Łączy się z recepcją. siada w fotelu i bierze do rąk „wyborczą”. co już wiedział. Prosi o dzisiejsze gazety. Pożar. przezornie. co to znaczy. Pałaszuje wszystko. ty. rozmawialiśmy o twojej powieści „Ćwiczenia ze skromności”. Siada w fotelu ze szklaneczką. kilkudniowy zarost. no i jest miększy. najbardziej bezbronną istotą na ziemi – (stara kurwo. (spałem prawie dwie doby!) Podchodzi do nocnego stolika i zapala papierosa. polskie śniadanie. Maria?) – piliśmy herbatę i spożywaliśmy proste. na pierwszej stronie oczywistości związane z tragedią. Wydawałeś mi się nie tylko wybitnym pisarzem. czego nie potrafi nazwać. Ł. kilka . drugi nekrolog.” Ł. nawet nie zauważył. jak kilka lat temu miałam zaszczyt goszczenia cię u siebie. Wiadomo. która nie mogła mieć najmniejszego wpływu na tragedię. której pierwsze słowo nie brzmiało mama albo tata. miał blisko. nadto prawicowy żelbeton i alkoholik. zastanawia się. Pierwszy dotyczył czarnej turbulencji. Smukła. Muszą być zaniepokojeni. Spuchnięta kostka przypomina o sobie. dotyczył jego samego. klnie szpetnie i przeprasza recepcjonistkę. nie wiedział.

Bolały go mięśnie. to takie smutne) ta myśl zacisnęła mu się supełkiem na żołądku.” Ł. ale w okolicach serca – Ł. że nie żyję. którą zawarliśmy onegdaj w krakowie. no cóż – powtórzył – mogło mnie spotkać chyba coś gorszego. Ł. zapalił papierosa i podszedł do okna. wspomnienie pióra igora ż. Ł. każdego dnia. rzucił gazetę na podłogę. założył buty i postanowił wybrać się na zakupy. by przypomnieć o więzi ze zmarłymi. wybitnego banalisty. bo nie uprawomocnia tego nasza serdeczna. że płaczę. wlał resztkę alkoholu do szklanki. – no cóż. wspaniałe perspektywy. potarł piekące od łez oczy. odszedł lem. Punkt równowagi. a może nadciągający kac. Splótł palce rąk. Punkt dla mnie. nie śmiem nazwać Łukasza swoim Przyjacielem. . Ł. tak szybko odchodzą. żeby usłyszeć. choć tak krótka znajomość. leżał na dywanie i poruszał kończynami w nieskoordynowany sposób. zatoczył kilka kółek głową. Gdy ustabilizował swój stan. to niepowetowana strata dla nas wszystkich – (może trzeba było pozwolić ci w krakowie zrobić mi loda. bo słowa rodzą się nie w głowie. „jakże zasmucające są ostatnie lata. póki starczy tchu w mej piersi.148 149 lat temu uścisnęli sobie dłonie na wręczeniu jakiejś nagrody w collegium Maius. igor zbył śmierć Ł. (w istocie to nic dziwnego. nigdy w życiu nie płakał tyle. krótkim aforyzmem z twardowskiego: spieszmy się kochać ludzi. śmiercią niezasłużoną. przecież umarłem. dostał kolejnego ataku śmiechu: (w okolicach serca!?) (u ciebie chyba w okolicach rozporka) – Łukaszu. trudno – powiedział na głos. może to zamknęłoby ci usta) – i dla mnie samego. zawył przeciągle. Miłosz – (zapomniałeś o Mackiewiczu i wańkowiczu) – a teraz przychodzi zmierzyć się nam ze śmiercią Łukasza Pawlickiego. co dziś. jak trzeszczą stawy. wywrócił je drugą stronę. by uspokoić własne ciało. śmiercią tragiczną. przerywającą w pół niezwykłą karierę literacką. chcę byś wiedział (gdziekolwiek jesteś) – (jestem w hotelu w warszawie) – że znicz w moim sercu już został zapalony i płonąć będzie. Po ataku wesołości. krytyka i tłumacza. – wszystko wskazuje na to. z nadludzkim wysiłkiem się opanował. choć tradycyjnie w zaduszki zapalamy znicze. że jego śmierć otwiera przed nim nowe. W takich ciemnych chwilach brakuje właściwych słów.. Był przekonany. doświadczył kolejnego ataku śmiechu. powrócił na fotel i wziął się za „rzeczpospolitą”. każdej kruchej minuty każdej dwudziestoczterogodzinnej doby mego małego życia. jak gdyby stał się podmiotem ataku apopleksji. otworzył je i próbował głęboko oddychać. (to chyba o korzeniowskim albo Szewińskiej) Ł. teraz opanowała go melancholia.

znoszony. idący w jedną stronę. czy wtedy nie przychodzi obraz jaśniejącej kuli. jak pięknym dzieckiem jesteś. wysepki głów. byłoby lepiej. daleko. jesteśmy dla sprzeczności. delikatne różowe mięso. czy chcesz? Być zgarbionym bożkiem na brązowej poduszce. jak to pod paznokciem. pozwalając sobie na odejście. przed pójściem spać widzę. wyschnięta staruszka próbuje sprzedać mi gałązkę. całe głowy. i coś przeszkadza mi zapomnieć się. cóż za zaszczyt. uciekaj w deszcz. . przywróci cały szkielet. rozpływam się w cudzym płaczu.150 Poezja 151 natalia Malek ciaStka lody śMietana i inne wiersze ciastka lody śmietana czy nie myślałaś o dziecku. nie szkodzi. zalana słońcem. i gdy. szare włosy. ustawić ogonem. szukamy oparcia w czymś tak prostym jak świeckość. które przelatują przez nas swobodnie jak czarne mrówki na autostradzie. czy nie myślałam o sobie. daj mu. uratuj go od smutku. musisz dzwonić. choć wystarczy oddech. jestem tutaj. smukłą szybkę. czy nie myślałam. jak dobrze było od niej uciec. bardzo suche. nagłej ucieczce w obcą. bo przecież zalana może leżeć w słońcu. daj mu. którą rzucono do stóp. ale może być kusząca. wyschnięta zieleń. który mnie wcale nie obchodzi. to pewnie dlatego. zaraz naprawdę zniknie. jest okrutnie ciepło. okiełzna dziką radość. ciche przyzwolenie na niechęć i chęć obrócenia się. wracam z rozmowy o pracę i chcę zacząć rozmowę o bogu. jesteśmy dla kontrastu. a ty. patrzeć w siebie. wychynęły natrętnie lilaki. delikatniejsze niż mięso. Pachnie mi z ust słodko. dalej ożywcze deszcze. uchylając się od odpowiedzi. kolorową obręcz. abym przyszedł. Pozostaje pytanie. nie o to tu biega. ze wschodu na zachód gra przyjemna bryza zainteresowania: filozofie dalekiego wschodu. rozumując ściśle. wiem. Podchodzi Marcin. że chodzi o alkohol. jest dużo światła. widząc jego starcze dłonie. Pachnie pieczarkami. odczuwać sobą. mało przestrzeni. Podejście drugie: tłuste grzbiety książek grzeją się w kwietniowym słońcu. będzie łatwo ścinać. chwila nieuwagi. przykazuje: musisz dzwonić. zdejmuje ciężar z moich ramion. nieśmiała myśli i sięga po owoc. i górę weźmie życie. ta pisanka się nie uda. podmuch. kropla deszczu zmieszana z jasnym kwarcem i kurzem? tam musi być kierunek. czarny chłopak zaczepia mnie o drobne na akordeon. czy ona wtedy ma szansę zabłysnąć? jestem daleko. który zbierze żniwo. Plotę własny warkocz. przyjmij to jak falę najsoczystszej zbrodni. jak patrzysz na moje białe ciało. rozbłysk nocnej drapieżności. a ty. której nie wciągnęłam przecież ostatecznie. lub zwykłej dynamiki wewnątrz swojego tekstu. intonując sylaby. energio. Patrz. rano. którą wytworzyły słowa. Gdzie tak pędzisz. pochylając się lekko do przodu. daleko. rozmyślać o sobie. krąży w terenie jak wybujałe fantazje o naszym wspólnym zrywie. żebym wiedział. jest zapach drogich perfum. szukasz predykatu. to nagłe wyciągnięcie ręki. a może to kokaina. nieprzypisane pokrewieństwa znowu jadę na wilanów (podszczypują w tyłek najdelikatniejsze wiersze). gdybyś zrezygnował z okrucieństwa. w oczekiwaniu na jeszcze jaśniejszą odpowiedź. i gdy. założyłam czerwone szpileczki. pyta. ciemną bramę. czy nie myślałaś.

męcząc tym trochę adasia k. ale obok nas ludzie. a trochę od środka. zwłaszcza że ona śpiewa swoje późniejsze piosenki. słyszymy to trochę uchem zewnętrznym. ich też już nie ma.152 zaPiski 153 ucHo w roSole (1) nina. że stoi pod naszymi oknami taki domek­pudełko. który w tej chwili przybiera postać tego oto tekstu. chwile oddechu między piosenkami. jogurtu jeszcze wtedy w Polsce nie było. w których będziemy je odtąd sami sobie odtwarzać. bo on się szybko nudził swoimi płytami. staje się tyleż jego. to samo. taM kartina Siedzę i patrzę sobie na robotników dachowych. i was baptized. dlaczego ona śpiewa po niemiecku?. co się dzieje. liczy się zakłócenie. . posypany cukrem. na przykład kiedy się okaże. dla mnie to. to jest to tak. i Michał zaraz o nim opowiada.. and five little babies”. które znamy już z innych wykonań. albo: „Byłam tu w Gdańsku. czy ciągle jeszcze zgrywa? a może ani to. wspomnienie musi być piętrowe. i ona nagle znikła. jadła makaron ze śmietaną. a nie kobietą. głos dochodzi pomału do stadium sznapsbarytonu. jakby klękała nasza Violetta Villas? czy jest to już szaleństwo. zakreśla pewne ramy. stoi domek­pudełko. z siebie. na których on zna się lepiej. gryzie w oczy. będą mieli gdzie szczać. jest całkiem dziełem sztuki. czerwone robaki. co wprowadza do całej sprawy element przygodowości i wkurwiania wszystkich naokoło. my z naszym gorącym odbiorem. gdzie jestem i czym się będę mógł potem pochwalić. i czemu robi sobie z nich jaja? czy można być chrześcijaninem w taki sposób? czy kiedy ona klęka i ryczy ave Maryyyyyyyyyyyja. publika nie rozumie jej dowcipu. których słuchaliśmy wielokrotnie. i jeszcze patrzymy na siebie i jesteśmy tacy szczęśliwi.” to jej wspomnienie to już mitologia. czujemy się jak batyskafy w morzu obojętności. że był tam zawsze. to mamy już to wspólne. gdzie to wygląda jakoś znacznie lepiej. bo co by się nie działo. o. i jak to zawsze w przypadku kaplicy Sykstyńskiej. od razu jej najlepsza. spójniej. co my wszyscy na naszych harcerskich stołówkach. która stoi przed nami. zmyliwszy czujność strażnika. – i nawiązuję do koncertu niny hagen. choć przecież będzie też ewoluowało. nie zauważyłem kiedy. zawadza. z których każdy chce sobie jakoś to wspomnienie zorganizować. tę pierwszą płytę niny przyniósł mi Paweł Łopatka. że wszystko zawsze wygląda inaczej niż wygląda. pieczątkę. mógłby się ktoś zapytać. z renatą (potem przerwa). i teraz to ja słucham Michałowej niny. gdy miałam 16 lat. doznania metafizyczne. – w zasadzie – mówię – to ja nie lubię naoczności. niedługo pewnie całkiem się do tego przyzwyczaję. który ona. wspaniałe doznanie bycia na niny koncercie. tamci za oknem przez dłuższy czas rozkładali i wygładzali na trawie ogromną granatową płachtę. że fragment ktoś już wrzucił na youtube’a. skoro czujemy zniencka w ustach ten sam smak. dlaczego piosenki religijne? rewolucyjne?. robiąc zdjęcie. dyszy i się wygłupia. na którym właśnie tyle co byliśmy. nina hagen. kiedy to Magda w sopockim Spatifie mierzy się ze swoim wspomnieniem. nastąpiło totalne przechwycenie. potem przerwa). nagle powstaje między nami coś w rodzaju wspólnego świata. jego wspomnienie nabiera mocy obowiązującej. właśnie podjechał samochód z tojtojami. skarb. nad nami arcydzieło. była to płyta nunsexmonkrock. słuchałem jej z jarkiem i z arturem (dwa różne słuchania. my wiemy lepiej. a teraz nam się to nakłada. i będzie mi się wydawało. nigdy już potem nina nie wydała czegoś tak artystycznie doprecyzowanego. „a week ago. którzy stąd wyglądają jak małe. nabiera smaku dopiero przez przypominanie. aż w końcu raz puściłem Michałowi jakiś teledysk niny i nagle ten mój do niej afekt stał się jego afektem. spełniam swój miły obowiązek bycia. a najłatwiej to robi. a kiedy nina miała 16 lat. co i moim. ale wciąż jest to nina. bardziej jego niż mój. ja mam już tylko jakby potwierdzenie. nie jest to widok z gatunku tych niezapomnianych. czy go chcemy. Powróćmy zatem do momentu. me. nina jest przyjmowana chłodno. nina. mnie jeszcze prawie nie było na świecie. adam Wiedemann oczywiście. dał w prezencie. są to te same piosenki. którzy robią to samo. ja sam pamiętam pojawienie się jogurtu. skarpetki (które Michał z początku brał za różowe buty). gdy ona zwraca się jak gdyby bezpośrednio do nas i coś nam opowiada. że są tu momenty bardziej i mniej zapamiętywalne. co z tego. na głowie hair extention. że ma już przepuszczony przez swoje amerykańskie filtry. ani to? otoczeni niechętnym tłumem. ubrana jak podlotek. Można by wręcz dojść do wniosku. nagrań. Ma lat 54. i jadłam makaron z jogurtem. i można by na tym poprzestać.

że nasze wysiłki nigdy nie są w sposób absolutny skuteczne i nie ma gwarancji dla naszych poczynań” – powiada Profesor. jak ludzie myślą. kiedy bowiem nabieramy przekonania. ale spotkała go taka sam przygoda. nigdy nie dochodzimy do pewności. zaszczepionej chrześcijaństwu przez augustyna. na progu naszej epoki husserl próbował przywrócić nam pewność wiedzy i samo pojęcie prawdy. psim węchem na zło. Być może ten czy ów poczuje się wydziedziczony: jak to. jaka dzieliła i dzieli europę. Gdyby szukać słowa najlepiej oddającego treść ostatniej książki profesora kołakowskiego. przygotowywana za życia Profesora. a wtedy pojawia się pokusa przemocy. dzięki któremu wyczuwa ukrytą obecność skłonności do przemocy w różnych formach myśli.154 receNzja 155 jarosław zalesiński anything goEs to nothing o książce czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania leszka kołakowskiego niepewność. hegel przyczynił się do rozpowszechnienia przekonań. wybór artykułów kołakowskiego z lat 1984– 2009. stając się przez to rodzajem duchowego testamentu. wyczuwa ją przy tym po obu stronach opisywanej przez niego duchowej barykady. Po nim przyszli darwin i nietzsche. jak przekładały się one z czasem na to. ascetycznej i przejrzystej myśli davida hume’a do współczesnej filozofii hipisów i dzieci kwiatów. życie w niepewności. „od surowej. z niezwyczajną precyzją i przystępnością streszcza filozoficzne pomysły i pokazuje. że weszliśmy w posiadanie jakiejś absolutnej prawdy. Wydawnictwo Znak. jaka stała się udziałem kartezjusza: większą siłę rażenia miał zawarty w jego filozofii ładunek podważania dotychczasowych pewników niż ustanawianie nowych. co możemy w życiu wybrać.i inne pytania. uświadomienie sobie. taka skłonność jest zdaniem kołakowskiego zawarta np. Głębiej podkopał nasze przekonania co do możliwości posiadania pewnej wiedzy o świecie hume. wybór i układ Z. trud myślenia kończy się zawsze taką samą porażką. gdy składa je myśliciel w swoim ostatnim słowie. jeśli człowiek Leszek Kołakowski. a także innych ludzi”. Mentzel. nie na . który „przekazał nam niepewność co do samego istnienia świata. ale rzeczywistość nigdy nie jest urzeczywistnieniem jednej prawdy. tak to ułożył los. że książka czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania. że nic nie wiemy. by potwierdzali ją też inni. zwanej często ponowoczesnością – opowiada o tej ewolucji profesor kołakowski – wiedzie marszruta. PierwSze nieBezPieczeŃStwo to. ukazała się już po jego śmierci. rozrzuconych w książce artykułach. którą płacimy za użycie rozumu: niepewność. zasadzie – bez obawy – akademickiego. trudno o bardziej przejmujące wyznanie. siłą rzeczy dążymy do tego. przez odróżnienie rzeczy samej w sobie i zjawiska. trzeba by chyba użyć tego właśnie. Profesor wydaje się obdarzony jakimś szóstym zmysłem. o tym wszystkim kołakowski opowiada nam w różnych. czyli w religii i antyreligii. ten stan ducha zawdzięczamy kartezjuszowi. żadnej pewności w spadku? ale zdaniem kołakowskiego to właśnie życie w niepewności jest najlepszym. „oto cena. chroni nas przed pewnym niebezpieczeństwem. Czy Pan Bóg jest szczęśliwy staje się wolny dopiero wów. w pozytywnej teorii wolności. „roszczenia do ekskluzywizmu i ochota do utwierdzania przemocą absolutnej prawdy trudno się dają z życia wyrugować” – ostrzega kołakowski. do czego doszliśmy. jedynie wiemy. która choć splątana i pełna zakrętów. Kraków 2009 od HuMe’a do PonowoczeSności Genealogia niepewności jest przez kołakowskiego wykładana bardzo klarownie. daje się jednak prześledzić”. Potem od swojej strony przyłożył do tego ręki kant. specjalistycznego wykładu. że prawda jest uzależniona od historii i kultury.

ten rdzeń kultury europejskiej. „nieposkromioną żarłoczność” konsumpcji: „może starczy nam mądrości. ale wystawia na drugie. który od greckiego antyku przetrwał. ale śmiertelnym zagrożeniem dla świata”. której obecny stan rodzaju ludzkiego zaprzecza. kto warunki tej konfrontacji usiłuje ograniczyć i jakąkolwiek prawdę ogłosić za absolutnie nietykalną”. a postawa moja naruszyć się nie da. nieBezPieczeŃStwo druGie życie w niepewności chroni nas przed jednym niebezpieczeństwem. przeciwko któremu skądinąd występuje. ujęcie filozofii jako »światopoglądu«. spod której wyłania się nie wiadomo co jeszcze. jeśli nam tej mądrości nie starczy. „na samym początku naszego stulecia – rozwija kołakowski tę myśl w innym artykule – biadał husserl nad tą samą tendencją. jakie zostawiło nam dziedzictwo myśli starożytnej – pisze. nie są dla profesora kołakowskiego wystarczającym zapewnieniem… Można się zresztą domyślać. także pod przymusem. ale oświecenie ze swoją teorią natury ludzkiej w niczym nie jest lepsze. nie skłaniamy się do tego. a stąd już tylko krok do tego. której uzupełnieniem był słynny syllabus. jasne przywiązanie do jakiejś prawdy. jak uważnie.156 157 czas. respektuję reguły dialogu tylko wtedy. ale nie dla leszka kołakowskiego. najwięcej uwagi. może nawet grozę. wisi nad nami groźba „popularnego nihilizmu moralnego”. kiedy pozwalam rozmówcy naruszyć moją postawę. rozkłada się na naszych oczach”. Gdy wszystko jest jednakowo warte. może to być choroba śmiertelna” – znów z niepokojem diagnozuje kołakowski. pozostaje dla niego naganne. by wiedzieć. póty wolny nie jest. że dana nam została wiedza na temat ludzkiej natury. a już kołakowski odkrywa w tym ukrytą sugestię. by utwierdzić to proroctwo. […] w ciągu wieku uczyniliśmy wielki krok naprzód. „nasza cywilizacja pozbyła się tabu i pozbyła się potrzeby winy. zrzucania starej skóry. że jest to choroba. takie sądy głosić można tylko wówczas. a jeszcze uważniej nowe opracowanie katechizmu kościoła katolickiego… wystarczy. z jakiego powodu pozostaje tak nieufny. nie tylko wówczas. psychologizm w logice. że trzeba rodzajowi ludzkiemu w tej ewolucji dopomóc. sprzysięga się na naszą zagładę. już nie? dziwne założenie. dialog. widać słowa jana Pawła ii z encykliki Ut unum sint. tradycyjne pojęcie prawdy wydaje się nam coraz bardziej zbędne. . tego jeszcze nie wiemy”. by wyznawaną przez nas prawdę narzucać przemocą. gdy wybiera dobro. gdy potencjalnie lub realnie przybiera formę przymusu. to patrzenie zawdzięcza kołakowski głównie czytaniu husserla. utrata zdolności rozróżniania ich. ale pojawić się może inna pokusa – by sobie w ogóle dochodzenie do prawdy odpuścić. zakorzeniona dotąd w tradycji religijnej. ale pierwsze widoczne kształty budzą niepokój. a póki zniewala go grzech. czy może mimo to przetrwać. by mu w uwalnianiu się od grzechu dopomóc. że utrudnia ono albo i uniemożliwia dialog. niewłaściwość takiego upierania się i opierania polega na tym. temu niebezpieczeństwu kołakowski poświęcił w swoich artykułach. chociaż lekarstwa nie znamy. że „całkowite zniesienie tolerancji i swobody religijnej byłoby chwalebne i pożądane”. nadciągająca niewiadoma epoka ma także swojego złotego cielca. „by usprawiedliwić ucisk i przemoc”. tak to profesor kołakowski składa hołd duchowi epoki. sceptycyzm. jeśli żyjemy w przekonaniu. jest jałowy” – przekonuje kołakowski. której dochodzeniu ma służyć. najbardziej rujnujące w tym procesie jest podmywanie gruntu pod pojęciami dobra i zła. pod światło. która rujnuje europejską cywilizację: relatywizm. gdy dialog staje się większą wartością niż prawda. historyzm. wszystko co odbiera walor i sens samej kategorii prawdy. równie łatwo można dojść do wniosku. że kościół uznaje dzisiaj narzucanie prawdy jedynie siłą samej prawdy. pisanych pod koniec życia. „Sto lat temu ubolewał on nad erozją w myśli empirystycznej i pragmatycznej samego pojęcia prawdy w znaczeniu. a gdy wierzę w coś niewzruszenie. obserwując ponowoczesność. to bardziej może historyczne niż aktualne sprawy. „kiedy jestem niewzruszenie osadzony w mojej mentalnej pozycji – jak to się często zdarza w przekonaniach religijnych – kiedy słowa partnera nie mogą mnie dotknąć. czyta on encykliki jana Pawła ii. która „nie jest niebezpieczeństwem teoretycznie wymyślonym. „jeżeli prawda domaga się imperatywnie bezustannej konfrontacji i czujności – pisze w innym miejscu kołakowski – to niszczycielem prawdy jest każdy. rozsypują się też dotychczasowe tabu. choć formalnie możliwy. trwanie przy swoim. Pisze o tej perspektywie w tonacji apokaliptycznej. że w katechizmie w samych tylko przypisach pojawiło się odwołanie do encykliki Piusa iX Quanta Qura. widzi wokół symptomy przesilenia. konwulsji niemal. nieskuteczne i anachroniczne wobec rozpowszechnionej wiary w równą wartość wszystkich punktów widzenia i wszystkich wizji świata”. logiczną konsekwencją wydaje się to.

książka jest adresowana do tych. pisząc raz jeden wprost. ludzką naturą. co nadciąga. że religijne pocieszenie dawane jest nie na tej drodze. „żadna nostalgia nie odwróci kierunku zmian ani nie cofnie jego alarmujących. dwa pokoje bez łączącego je korytarza. na koniec warto jednak zwrócić uwagę na jedną różnicę. czy pisze to na odpowiedzialność jaspera czy własną. tak i nadciągające czasy mają własnego proroka. na czym można się zatem oprzeć w tym rozsypującym się świecie niepewności. szukał pewności w cogito. już w książeczce horror metaphysicus podobnie opisywał fatalność naszej sytuacji. by nie rezygnować z życia na pewnej wysokości. jest przywoływany przez kołakowskiego współczesny nieżyjący już filozof. że jest to moim pragnieniem. w takim to gramy wciąż metafizycznym horrorze… także apokaliptyczne przestrogi o końcu pewnej cywilizacji wypowiadał kołakowski wcześniej. że rozdział. Postawę kołakowskiego w czy Pan Bóg jest szczęśliwy… można by opisać jako zrozumienie. że rozum nie dostarcza nam żadnego rodzaju pewności. czego pragnę najbardziej: prawda. czy to. Póki się tego pragnienia nie wyrzekam. zamienia się to w niepewność. polegającej na tym. więc jeSteM kołakowski nie ma w sobie nic z reakcjonisty. dobrym wyrazicielem tego. który za to całe zamieszanie odpowiada. sens. a to. czy może przetrwać cywilizacja. że ma w sobie większy ładunek prawdy niż inna. PraGnę. „wiara w »anything goes« wygrała oczywiście w sztuce – zauważa – a poczyniła także postępy w dziedzinie przekonań moralnych”. wierzyć można. wiara i niewiara to dwie osobne rzeczywistości. że nie podziela mniemania nietzschego. to tak naprawdę dość heroiczne i dramatyczne wezwanie do tego. istotą. jak go niektórzy ochrzcili. co dałoby się przetłumaczyć jako „wszystko ujdzie”. Pewności na pewno nie będzie. ale nie mogę zaprzeczyć temu. każda teoria jest tak samo dobra. i jaspera spotkało niepowodzenie w próbach stworzenia „wiary filozoficznej”. gdy kołakowski referuje poglądy jaspera. które szuka wiary. że nigdy nie pozbędziemy się przymusu powtarzania tego próżnego usiłowania. myśleniu. odwrócenie tradycyjnego fides quaerens intellectum. Ma jednak świadomość. Salvador dali filozofii. również w książce czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań Profesor zastanawiał się. przez jaspera proponowany. choć to trud z definicji daremny. żadne rozumowanie do wiary nas nie doprowadzi. dobro. że można jakoś przywrócić utracony porządek. Składa nawet prywatne wyznanie wiary. w co wierzyć? Punktu oparcia szuka kołakowski poza sferą wiary religijnej. który przeprowadził niegdyś Pascal. filozofa chyba mu bliskiego. co nas być może czeka. o żadnej nie możemy twierdzić. pragnienie. być może druzgocących skutków”. Paul Feyerband. jest więc czego się bać. choć odnosi się do niej w swoich ostatnich tekstach z wielkim szacunkiem. rozpada w nicość. trudno rozdzielić. stanowi nasz ludzki los i jako takie nie jest jednak próżne”. wygląda jak ogromna. który by się łudził. kaPłan i Błazen Myśli zawarte w czy Pan Bóg jest szczęśliwy… nie są zupełną nowością u kołakowskiego. ale kołakowski traktuje go dość serio. ma oparcie w obiektywnej rzeczywistości.158 159 żyjemy zatem w rozstrzygającym czasie. któ- . mimo coraz większej uciążliwości utrzymywania się na niej. gdy tak podsumowuje teorie swego kolegi po fachu: „w obliczu szyfrów uświadamiamy sobie nasze uparte dążenie ku transcendencji. jako znak czasów. dla kołakowskiego takim pewnikiem jest sitio. póty żyję w zgodzie ze swoim powołaniem. nie mogę być pewien. „anything goes” – powiada Feyerband w swojej książce Przeciw metodzie. choć zupełnie bezkształtna burzowa chmura. którzy podobnego pocieszenia nie dostępują. jakoby Bóg umarł. uderzamy głową w zamknięte na wieczność drzwi i wiemy jednocześnie. ale sam kierunek życia. tak jak zdanie bohaterów dostojewskiego „wszystko jest dozwolone” zapowiadało grozę XX wieku. ale z jasną świadomością. by nigdy nie rezygnować z prób rozszyfrowania sensu otaczającej nas rzeczywistości. tylko wierząc. albowiem usiłowanie to należy do naszej konstytucji bytowej. w tym sensie ujawniają nam szyfry nasz los jako porażkę albo są znakami porażki par excellance. co może być im dane w zamian? kartezjusz. Feyerbanda można oczywiście uznać za nieszkodliwego ekscentryka. ale też naszą niezdolność do zaspokojenia tego dążenia. obowiązuje do dzisiaj. „anything goes”. spotyka się z wyczuwalną aprobatą kołakowskiego. zresztą na swoją miarę. jest raczej osobliwym wcieleniem króla Midasa: czego się nie dotknie. Słychać to najwyraźniej.

w jakich żyjemy. z ostatniej książki Profesora. taką przeciwwagę widział kołakowski w kantowskim „człowieku abstrakcyjnym”. czy ta zmiana postawy profesora kołakowskiego nie zaznaczała się już wcześniej? a może – zawsze było inaczej. prawa obywatelskie i prawa do samookreślenia zagrożone są ekspansją totalitaryzmu”. co nadchodzi. Był akurat rok 1981. dokonało się przesunięcie. „którego wolność. a nie błazna – zdaje się wynikać. opis kołakowskiego mniej jest bowiem wymierzony w czasy nam znane. to ostatnie stwierdzenie od razu umieszcza cały cytat w jego czasie. w artykule kant i zagrożenie cywilizacji. z instynktów. co korzystne lub szkodliwe. „no proszę. a jednak inną postawę pozostawia nam w spadku. Bo czasy.160 161 ra relatywizuje dobro i zło. a bardziej w to coś nieznanego. że zawód błazna jest mi bliższy niż zawód kapłana” – zdziwił się na takie dictum rozmówca Mentzla. niezbędne było szukanie dla niego filozoficznej przeciwwagi. to postawa kogoś broniącego hierarchii. życie. albo z rzeczywistego przebiegu procesów historycznych”. komunizm przeżywał szczyt swej potęgi. prawdy i sensu. dopiero gdyby wygasły w nas metafizyczne potrzeby. gorzej jeszcze. czy jednak to ona jest nadal najlepszym wyborem wobec nadciągających być może czasów panowania „anything goes”? trudno oprzeć się wrażeniu. . mogą być wydedukowane z faktycznych zachowań ludzkich. „cywilizacja nasza byłaby zagrożona rozkładem – dowodził – gdybyśmy się dali przekonać. czas niespokojny przypomina kołakowskiemu jego udział w dyskusjach filozoficznych w Polsce jeszcze przed emigracją Profesora. a ja tyle razy powtarzałem. co być może przyjdzie i co byłoby nową formą barbarzyństwa. przynajmniej pośrednio. najkrócej mówiąc. dopiero wówczas przeskoczylibyśmy do nowej epoki. tak był zawsze profesor leszek kołakowski odczytywany. gdybyśmy zobojętnieli na trawiący nas niepokój. że w postawie profesora kołakowskiego. byłeś serio” – tak zbigniew Mentzel w książkowym wywiadzie czas ciekawy. pod wpływem obserwowania tego. nie są jeszcze wcale tak bezbożne. Broniącego ich przed czymś. niż sądziliśmy? „ty pytałeś serio. obroną była postawa błazna. zbyt intensywna jest jak na razie świadomość nieobecności Boga. że kryteria dobra i zła już to nie dają się w ogóle ustalić. utożsamiając je z tym. zbyt gruby kładący się na nas cień nietzschego. już to. z którego pochodzi cytat. w odpowiedzi na nasze czasy odpowiedniejsza jest jednak postawa kapłana. obiektywnych wartości. zastanawiam się jeszcze. jak się powszechnie sądzi. w innych tekstach z tamtej epoki remedium polegało zwykle na kwestionowaniu wszelkich roszczeń do posiadania jakiejś jednej absolutnej prawdy. jak na naszych oczach mutuje się w jakieś nie wiadomo co znana nam kultura.

których nie mogli załadować do plecaków. czyli trochę inne niźli trąby radziwiłłów. który zapoczątkował twoje kontakty z muzyką? wieży mariackiej. najmłodsza siostra. zawierający aż cztery trąby myśliwskie (żeby głosiły chwałę rodu na cztery strony świata). po ii wojnie wszędzie występowały takie prawidłowości.1 czerwca 1935 roku. u dziadka Skąpskiego dzina. jako że moja mama. zbigniew Gach: narodziny twoje przebiegły dokładnie. zbigniew Gach: Gdzie się zatrzymaliście po wysiedleniu? Przemysław dyakowski: najpierw. gdzie tata z lubością hodował konie. u dziadka Bolesława Skąpskiego.. ale trąby dyakowskich są zmo- dyfikowane.. obejmując majątek Młodziejowice. którzy w 1943 roku uciekli z wołynia przed ukraińcami. zbigniew Gach: Bardziej podobne.162 dyskusje i rozmoWy 163 Przemysław dyakowski: . Sowieci. tym samym ślady materialne po mieszkańcach wielu siedzib ziemiańskich przechowały się do dzisiaj głównie na cmentarzach.. i nie cała ro- czeniu w 1945 roku rozgrabili wszystkie wartościowsze przedmioty niewielkich rozmiarów. zaistniał w i połowie XV wieku. czyli jeszcze „w czasach feudalnych”. bluzgając.? Przemysław dyakowski: to akurat zdarzyło się w zasięgu hejnału z w krakowie.. porozbijali lub spalili. rozmawia zbigniew Gach zbigniew Gach: Pochodzisz. elżbieta. zresztą. a te. miał szansę na ocalenie. zbigniew Gach: dwór w Młodziejowicach przetrwał? Przemysław dyakowski: nie. ale przedtem zaznali sowieckiej okupacji. zbigniew Gach: ale dzieciństwo spędziłeś w majatku młodziejowic- życie z zadęcieM (1) saXteNor z „krakowskim gdynianinem” Przemysławem dyakowskim. a herb mojej rodziny.. do dzisiaj mieszka pod wawelem. ze starej fa- kim? Przemysław dyakowski: tak. fortepian. zegar stojący czy inkrustowana komoda.. kuzyn jędrek utracił ojca w katyniu. którzy zaraz po wkro- milii podolskiej herbu trąby? Przemysław dyakowski: zgadza się. co prawda. natomiast moi rodzice gospodarowali na nieodległym folwarku Masłomiąca. muzeum czy szkołę. jak np. zbigniew Gach: Przyszedłeś więc na świat. na mocy przywileju wystawionego przez króla władysława warneńczyka. dom dziecka. że to fanaberie polskich kapitalistów. by popracować na tak zwanych ziemiach odzyskanych.? . zbigniew Gach: czy fortepian zniszczony przez rosyjskich „wyzwolicieli” był instrumentem. pochodziła z nobliwej krakowskiej rodziny Skąpskich. a tylko ja i młodszy brat andrzej (obecnie emerytowany profesor malarstwa ściennego w gdańskiej aSP). tylko że saksofon wynalazł i opatentował belgijski wytwórca instrumentów adolph Sax w roku 1846. od blisko pół wieku wirtuozem gry na saksofonach sopranowym i tenorowym. Brackiej w krakowie. Przed ii wojną w Młodziejowicach mieszkali między innymi stryj Staszek dyakowski i jego siostra jadwiga. powinniśmy się byli tego spodziewać po opowieściach naszych krewnych dyakowskich. zofia. przelotnie. choć w czasie wojny co jakiś czas nadchodziły ze świata bardzo ponure wieści: ciotka helka zginęła od bomby. konkretnie przy ul. wybacz. w postaci nagrobków­pomników. kazali nam wyjechać w ciągu doby i nie zatrzymywać się bliżej niż w promieniu 50 km. natomiast inne były dewastowane jako przeżytki kultury szlacheckiej. że jeśli dwór został pozyskany przez PGr. lecz z krakowa. zbigniew Gach: kto i kiedy zmusił twoją rodzinę do odejścia z Młodziejowic i Masłomiący? Przemysław dyakowski: oczywiście. zbigniew Gach: jakim sposobem twoja rodzina trafiła z Podola do trójmiasta? Przemysław dyakowski: nie z Podola.. Potem ruszyliśmy z mamą do zakopanego. ponieważ miał w czasie wojny liczne powiązania z armią krajową i nie czuł się bezpiecznie pod rządami krakowskich nuworyszów­stalinistów. a tata zniknął.. około połowy XiX wieku mój przodek osiedlił się nieopodal krakowa. żonę wujka zamęczono w oświęcimiu. na poły beztrosko. do saksofonu? Przemysław dyakowski: efektowne skojarzenie. obecnie jest w całkowitej ruinie. jeśli dobrze sprawdziłem.

. zbigniew Gach: technikum wychowania Fizycznego. istniała nawet specjalna odznaka młodzieżowa: „Sprawny do pracy i obrony”. a przede wszystkim siatkówkę. zimą. to w zakopanem zaliczyłem kilka szkół. lata trzydzieste XX wieku. w dużej mierze przerabialiśmy program warszawskiej akademii wychowania Fizycznego. ja również zostałem poduczony gry na klawiszowcach (odrębnie wszedłem w zażyłość z akordeonem). w zakopanem? . gdzie uczęszczali prawdziwi górale. mama otrzymała pracę jako dyrektorka Szkoły Pracy domowej kobiet w kuźnicach. bo komuniści bezustannie podsycali tę histerię. pisząc sztuki i reżyserując przedstawienia w gdańskim teatrze lalek „Miniatura”. gdyby wybuchła iii wojna światowa. generałowej jadwigi zamoyskiej. trenując gry zespołowe. jeśli chodzi o mnie. mama została bez pracy i wtedy zdecydowała się na wyjazd do Pszczyny. by dać naukowcom odpowiedź na pytanie: czy organizm nastolatka może wykazywać w skrajnych momentach wydolność podobną do studenta? Mówiąc krótko. Po prostu ówczesna panna z dobrego domu powinna była znać język francuski i umieć grać na fortepianie. w tym samym czasie objawił się wreszcie tata.164 Przemysław dyakowski: dzięki protekcji krakowskiego księcia ar- 165 cybiskupa adama Stefana Sapiehy. fot. Szczególnie wryła mi się w pamięć podstawówka nr 3 na Bystrem. zbigniew Gach: długo przebywaliście w zakopanem? Przemysław dyakowski: w 1949 roku wszystkie zabudowania szkoły w kuźnicach zostały przejęte przez Ministerstwo rolnictwa. Po okresie likwidacyjnym. jak rozmarzali w tych swoich sfilcowanych cuchach. zbigniew Gach: z czego twoja rodzina utrzymywała się tuż po woj- brzmi dziwacznie. typowo szkolnymi przedmiotami? Przemysław dyakowski: w czasie wojny mieliśmy guwernantkę. choć oczywiście nie dla zarobkowania. zbigniew Gach: co z innymi. wykazujący braki w edukacji z powodu wojny. dzisiaj to Przemysław dyakowski: jak najbardziej. testowano nas jako mięso armatnie. a skoro tak. nosząca później imię swej założycielki. ponieważ byłem wisusem. czego im zazdrościłem. ciężko było oddychać. dotrwałem tam do egzaminu dojrzałości. Przemysław dyakowski: Byliśmy prowadzeni po trosze jako sportowcy. do klasy piątej chodziłem wspólnie z kilkoma toporami z cyrhli. jej mąż był przez czas jakiś dyrektorem administracyjnym gdańskiego teatru wybrzeże. Rodzice Przemka Dyakowskiego w Masłomiący. niemal pod samą kolejką linową. a jednocześnie co trzy miesiące podlegaliśmy badaniom antropologicznym. Mama ukończyła przed wojną konserwatorium. która zresztą potem zamieszkała w Gdyni. noszącej nazwę: technikum wychowania Fizycznego. już w 1950 roku. ale świetnie jeździli na nartach i pięknie śpiewali. Placówkę tę utworzyła jeszcze w XiX wieku Fundacja kórnicka. nie. a po trosze jako przyszli żołnierze. naturalną koleją rzeczy. nazywała się natalia Gołębska. z archiwum Przemka Dyakowskiego zbigniew Gach: Gdzie zatem zrobiłeś maturę? Przemysław dyakowski: Ponieważ bardzo interesowałem się sportem. zostałem umieszczony w katowickiej szkole z internatem.. którzy mieli po metr osiemdziesiąt wzrostu i nosili się ze swojska.

robiąc błyskawiczne postępy. kupiłem od kolegi wyjeżdżającego do ameryki. tudzież janinę Garycką. Poznałem wtedy wszystkich jego pierwszych wykonawców i animatorów. a jednak. moje życie. zbigniew Gach: wróciłeś do krakowa na stałe? Przemysław dyakowski: uhm. amatorsko. którzy tworzyli duet menedżerski. przez co zacząłem się fascynować jazzem. bo nie odebrałeś klasycznego wykształcenia i nie masz ułożonych dłoni. od podstaw. zbigniew Gach: jaką muzykę preferowałeś? Przemysław dyakowski: Pod koniec lat pięćdziesiątych. Pamiętam choćby plastyka krzysia litwina. który brzdąkał na gitarze i śpiewał. na szczęście. czyli po wyjściu jazzu z tak zwanego okresu katakumbowego. niby jakoś kopiujesz te amerykańskie dixielandy. wjechał mi na ambicję. że potrafię grać. komeda­trzciński. Powiedział dokładnie: „Przemku. zostałem wciągnięty do zespołu rozwijającego się przy kabarecie.miałem 20 lat i chciałem zostać dzienni- 167 karzem sportowym. że nie zagrzałem długo miejsca w uniwersytecie. ale nie zdałem na studia w warszawie. nabyłem go. tym większe. kikę lelicińską. tym bardziej że mogłem obserwować na estradzie Piwnicy takie postacie. Pochłonęło mnie muzykowanie. od wojtka karolaka. czterech występów tygodniowo. żeby możliwie najlepiej opanować grę na saksofonie. i oczywiście Piotra Skrzyneckiego. natomiast w roku 1956 zostałem przyjęty na polonistykę w jagiellonce. spod lady sklepu muzycznego przy Floriańskiej. zbigniew Gach: Pojechałeś wówczas do trójmiasta? szałem. Ptaszyn­wróblewski. zbigniew Gach: ale pierwszy powojenny festiwal jazzowy odbył się w Sopocie... że ma rację.. latem 1956 roku. Spróbuj się nauczyć. żeby zacząć porządnie dmuchać w ten instrument. Powiedzmy jednak uczciwie. rysia horowitza. nawet po 11 godzin dziennie. choć równocześnie już sporo paliłem. zbigniew Gach: Po co? Przecież byłeś pianistą. zaczęło się od studenckiego życia nocnego w Piwnicy pod Baranami.wum Przemka Dyakowskiego wy. ale czułem. krysię zachwatowicz. z archistrument: saksofon tenoro. który pisał wspaniałe rzeczy. chyba w 1957 roku. gdy zauważono.. dlatego podjąłem naukę w średniej szkole muzycznej.. gdzie mnie wcześniej zaprotegował andrzej kurylewicz. co pamiętają wszyscy ludzie z branży.. Pamiętam Basię nawratowicz. po sprzedaniu pianina ciotki. józefa Łysaka. wspaniałego pianisty i saksofonisty. zbigniew Gach: na jakim instrumencie wówczas się udzielałeś? Przemysław dyakowski: wciąż na fortepianie i akordeonie. gry na saksofonie”. francuski saksofon sopranowy (z wyglądu przypominający skrzyżowanie trąbki i klarne- . kurylewicz. rzeźbił. skąd na wykłady i ćwiczenia było mi coraz dalej. że granie to będzie moja droga. pojąłem. miałem niezłą kondycję po katowickiej szkole sportowej. ale na fortepianie nigdy nie będziesz grał koncertowo. że wkrótce kupiłem kolejny inPrzemek Dyakowski w 1949 roku.? Przemysław dyakowski: . po czym włożyłem ogromną pracę.166 zbigniew Gach: Po zrobieniu matury. Przemysław dyakowski: to prawda. Przemysław dyakowski: któregoś razu. wymagający sporego wysiłku fizycznego. zbigniew Gach: ukończyłeś więc ostatecznie średnią szkołę muzyczną? Przemysław dyakowski: nie było czasu! jednak solidne podstawy zdążył mi przekazać tamtejszy profesor lesław lic. Pamiętam wiesia dymnego. dlatego przez rok udzielałem się w krakowie jako półzawodowy siatkarz. że po klawiszach sunę nie najgorzej. posły- tu). malował. zylber. a dochodząc do trzech.. wydawał własne gazetki.. bez żadnej złośliwości. krakowska Piwnica pod Baranami stała się jednym z niekwestionowanych centrów jazzu tradycyjnego. fot. zresztą. dzięki niemu i w równym stopniu dzięki własnemu samozaparciu złapałem saksofonowego bakcyla. jak trzaskowski. Potem znów dużo ćwiczyłem. po niedługim czasie. a także pobierałem prywatne lekcje u wybornego solisty z orkiestry radiowej i telewizyjnej.

Potem jeszcze młodsi. Był to wręcz sposób na niezależne. butelkę coca­coli. na wzór pochodów nowoorleańskich. na podobnej zasadzie w klubach międzynarodowej prasy i książki można było spotkać włoskie i francuskie magazyny sportowe. Bodaj w 1952 roku objechała Polskę wystawa pod nazwą oto ameryka. Przedstawiła się jako ludmiła kubale i miała niezwykły urok. aby ją kontynuować. jeździliśmy na raty przez całą Polskę. adam Matyszkowicz (późniejsze pseudo: Makowicz). mająca zohydzać wszystko. 6 sierpnia 1956 roku.. że orędownikiem całego wydarzenia był gdyński. tomek Stańko.168 Przemysław dyakowski: jeszcze nie. razem z instrumentem. zbigniew Gach: dlaczego tamta impreza festiwalowa jest ciągle 169 tam również mocno roznegliżowane dziewczęta. z kolegą klarnecistą jackiem dybkiem (późniejszym autorem melodii do przeboju konik na biegunach). zbigniew Gach: zdaje się. kawałki jazzowe najlepszych big­bandów amerykańskich. zakochałem się w studentce media? Przemysław dyakowski: „Polskie media” to brzmi dumnie. w dużym namiocie pokazywano odłamek bomby z wojny koreańskiej. fala już się rozlała szeroko. na szczęście. Pamiętam kontrabasistę. Stefan kisielewski. Powód? w tle bez przerwy leciały. Maria dąbrowska. zamieszkałeś. czyli przygodnym a nieodpłatnym transportem ciężarówkowym. rumaki stalowe albo dziewczyna […] na traktorze jadzie i orze. jako „wraże i godne pogardy”. przylatywała do nas na spadochronach) itd. jerzy Skarżyński. kto najszybciej dotrze do celu. wojtek karolak. lubiło tam grywać na wieczorkach tanecznych. w krajach tych bowiem działały bratnie partie komunistyczne. janek Muniak. zbigniew Gach: a jaką muzykę emitowały wtedy oficjalne polskie Baranami przewijały się przecież czołowe nazwiska związane z podwalinami polskiego jazzu. a kibicowały nam rozmaite krakowskie osobowości. Pierwszy zawrót głowy poczułem wiosną 1958 roku. a ponieważ podrygiwały głównie autostopem. doszlusowali z czasem trochę młodsi: jan Byrczek. warszawski autor słynnej powieści zły. że telewizja jeszcze nie funkcjonowała (o internecie nikt nie słyszał). zbigniew Gach: odczuwaliście to również w krakowie? Przemysław dyakowski: w pełnym wymiarze! Przez Piwnicę pod wspominana jako coś niezwykłego? Przemysław dyakowski: Ponieważ było to przedsięwzięcie otwiera- jące śluzę dla nowych dokonań muzycznych. że pewnego razu w krakowie spotkałeś też swoją przyszłą żonę. robiąc wcześniej zakłady o flaszkę. właśnie z jej powodu ruszyłem podczas wakacji do Gdyni. tadeusz kantor. czasem puszczano jakąś piosenkę z włoch lub Francji.. wielotysięczny barwny tłum przemaszerował ul.. okazując swój entuzjazm dla jazzu. gdzie mieszkało sześćset młodych kobiet. roman Polański. zakwaterowanej w domu akademickim „nawojka”. tymcza- sem trzeba pamiętać. wówczas 35­letni. to był gej- zer uniesień! w dniu otwarcia. a jednak wystawę odwiedziło zaskakująco wielu młodych ludzi. co niosły prądy kulturalne zza oceanu.. część prasy partyjnej usiłowała później w swych recenzjach zdezawuować imprezę jako zbyt bezwstydną. obok wcześniej wymienionych. w przeróżnych zestawieniach. ich repertuar muzyczny ograniczał się do pieśni masowych dopingujących odbudowę kraju oraz do utworów typu hej. gdy jako pierwszy. zasuszoną stonkę ziemniaczaną (która ponoć. zbigniew Gach: wybraliście się samochodem czy pociągiem? Przemysław dyakowski: Młodzi ludzie w tamtych czasach bujali się zowej w Sopocie stanowił ważny akcent muzyczny w czasach postępującej odwilży politycznej? Przemysław dyakowski: Mało powiedziane „akcent”. w celach dywersyjnych. ja. jeszcze kilka lat wcześniej jazz komentowano w oficjalnych mediach jako trend woniejący zgnilizną zachodniej cywilizacji.. dziwnym zbiegiem okoliczności. w tym ja. między innymi Glenna Millera. zbigniew Gach: Podkreślmy: i ogólnopolski Festiwal Muzyki jaz- rusycystyki uj. Była to moja pierwsza wizyta w trójmieście. który wygrał taki zakład. a państwowe radio miało tylko dwa programy. dziennikarz muzyczny Franciszek walicki. Sławomir Mrożek. lionela hamptona. np.? . Graliśmy przed kabaretami albo po kabaretach. jak Marian eile. swobodne podróżowanie. wy konie. zwykle jazz tradycyjny.. jerzy turowicz. pokonał trasę kraków – Szczecin! zbigniew Gach: Będąc już nad morzem. ale wiedziałem. andrzej dąbrowski. charliego Parkera. szczególnie ulubiony przez muzyków jako nację często się przemieszczającą. wielu krakowskich muzyków. Benny Goodmana. gdyniankę? Przemysław dyakowski: to prawda. rokossowskiego (dzisiejszy „Monciak”). którego z kolei zainspirował leopold tyrmand.

Przemysław dyakowski: no właśnie. wreszcie – mój rówieśnik janusz hajdun. tutejsi młodzieńcy nie kupowali – jak krakowianie – dżinsów na ciuchach w nowym targu (gdzie docierały rzeczy z paczek od emigrantów góralskich w ameryce).. które stanowiły minimum wymaganej elegancji. Przy czym. w odróżnieniu ściu? Przemysław dyakowski: tu. konkretnie były to wówczas: marynarka w pepitkę i śledziowaty krawat na gumce. nazywali „Pikolakiem”. który 24 marca 1959 roku dał pierwszy w Polsce koncert rockowy. że w tamtym czasie Gdynia stanowiła jedno z polskich okien na świat. dzięki portowemu charakterowi tysiące ludzi miały tu kontakt z gospodarką rynkową... ale knajpy pękały w szwach. niektórzy dwa lata wcześniej brali udział we wspomnianym sopockim festiwalu jazzowym. zdzisław „Brzuch”­Brzeszczyński.. choć oszczędnie. przy ul.. musiał dysponować marynarką i krawatem. że byłem zszokowany rozmachem życia i otwartością mieszkańców. by z niekłamanym podziwem odnotować kolejną inicjatywę Franciszka walickiego. wojtek zieliński (pseudo: Marek tarnowski). żeby mężczyzna mógł się dostać wieczorem na dancing. amerykańskie papierosy wyjmowane z miękkich opakowań. w „Pikolaku” często grywali sympatyczni młodzi ludzie. czego im autentycznie zazdrościliśmy. zbigniew Gach: i trudno się dziwić. że jej wujkiem był inżynier jan śmidowicz (1879–1950). liczne sklepiki czy choćby stragany oferowały porządne zagraniczne ubrania. zbigniew Gach: w roku 1958 nie zakotwiczyłeś na wybrzeżu? Przemysław dyakowski: nie. jeśli ktoś nie miał podobnych akcesoriów. prezentowała się dużo barwniej. Musiało upłynąć jeszcze kilka lat. czyli – na dwie osoby – pół litra i dwa kotlety..? Przemysław dyakowski: zbyszek wilk. mógł je wypożyczyć za dziesięć złotych u szatniarza. gdzie dziś widnieje pomnik jana Pawła ii. mający obecnie swą ulicę na oksywiu. dowiedziałem się wtedy. na których nie obowiązywały stroje wieczorowe.. zbigniew Gach: czym były fajfy? . których w Gdyni i Sopocie znajdowało się bardzo wiele. z jakiejś racji.. autor przeboju z 1964 roku: niech no tylko zakwitną jabłonie (ze słowami jerzego afanasjewa). Gdynia „wpadła ci w oko”. Ponadto nosili pod pachą najnowsze płyty długogrające i palili. zbigniew Gach: dlaczego upodobałeś sobie akurat gdyńskiego „Pikolaka”? Przemysław dyakowski: Bo do tego lokalu chodziło się na fajfy z mu- od wielu innych polskich miast. który w międzyczasie całą swą energię zaczął poświęcać rock and rollowi. z którymi jacek dybek i ja łatwo się zakolegowaliśmy. jeden z budowniczych Gdyni. aksamitne berety à la juliette Greco. tylko zaopatrywali się bezpośrednio w swojej hali targowej. znajdował się hangar „Grand cafe”. Był to jeden z tak zwanych dancingów. późniejszy kompozytor muzyki do ponad stu filmów. Szybko zrozumiałem. skoro nie istniała jeszcze telewi- zja i nie znano dyskotek z muzyką mechaniczną.u rodziców ludmiły. janusz christa. w krakowie panowała wtedy raczej moda egzystencjalna: czarne swetry. świętojańskiej. Przemysław dyakowski: Można tak powiedzieć. ryszard koziatko. Między innymi zaopiekował się gdańskim zespołem „rhythm and Blues”. który wszakże nieco zyką jazzującą. zbigniew Gach: dla przykładu. przedmioty luksusowe. odradzał się również etos przedwojennego kupiectwa dzięki tak zwanemu importowi marynarskiemu.170 Przemysław dyakowski: . i powyższy fakt przyjmuje się za początek polskiego rocka. jed- nak z oddali pilnie śledziłem rozwój trójmiejskiego życia muzycznego. taki był ówczesny standard rekreacji. zbigniew Gach: jak ci się spodobało „miasto z morza” latem 1958 Przemysław dyakowski: w tym wypadku: popołudniowymi spotkaniami. zbigniew Gach: Gdzie? Przemysław dyakowski: w gdańskim klubie „rudy kot”. a pod pachą nosiło się raczej powieści ernesta hemingwaya. towary kolonialne. wiesiek Bernolak. zbigniew Gach: czyli. który młodzi gdynianie. Bo. czarne spodnie. zbigniew Gach: co szczególnie polubiłeś w ówczesnym śródmie- do: andrzej jordan). a chwilami nawet współmuzykowaliśmy. andrzej Milichowski (psu- 171 roku? Przemysław dyakowski: nie ukrywam. Ponadto w lokalu wykupowało się obowiązkowo „konsumpcję”. wzorowaną na przebojach amerykańskich. generalnie biorąc. mimo funkcjonowania w strukturach przedsiębiorstw państwowych.

która dopiero w tym kontrapunktowym zestawieniu może stać się dla nas w pełni czytelna” – tak pisze Piotr Millati (w tekście towarzyszącym wystawie) o cyklu fotografii swojego autorstwa – Żyjąc na peryferiach. c r a c o . Buduj” (czyli – rozwalaj skostniałe struktury muzyczne). zniszczeniem. jako: „Szukaj. konsekwentnie świadczą o idiomatyczności tego stylu. że muzycy grupy „rhythm and Blues” wywodzili się między innymi z gdyńskiego zespołu estradowego Marynarki wojennej. ale i życiem w jego najbanalniejszych przejawach. Żyjąc na PEryfEriach Piotra MillatieGo – notatki na odwrocie fotografii katarzyna Szalewska c y k l. aby to zestawienie obok siebie fotografii z Mezzogiorno oraz prowincjonalnej Polski. Fotografie przedstawiają ludzi tam zamieszkujących w typowych dla nich sytuacjach. Burz. chciałbym. ale to już temat na inne opowiadanie. Podążając tropem autorskich wskazówek pozostawionych w autokomentarzu. aby nie drażnić niezadowolonego z „rozpasanych zachodnich obyczajów” i sekretarza kc PzPr władysława Gomułki. Fotografie prezentowane w ramach wspomnianego cyklu tworzą trzon twórczości Millatiego. acz buntowniczo. że po niecałym roku zmuszono „rhythm and Blues” do rozwiązania się? Przemysław dyakowski: Prawda. dziękuję. że pozostałe zdjęcia. czyli – jak pisze twórca tego pojęcia. „nadwątlone”. pozwoliło uchwycić specyfikę każdego z tych regionów. w Bibliotece uniwersytetu Gdańskiego w oliwie. unifikującego życie europejczyków. które nie zostały pokazane na wernisażach a które przywołuję w poniższym eseju. rozszyfrowywano nieoficjalnie. gitarzysta. do powstania „czerwono­czarnych”. SBB. na zakończenie dopowiem ciekawostkę. czyli z późniejszej „Flotylli”.172 zaPiski 173 później – z uwagi na zdemolowanie kilku sal przez rozemocjonowaną publiczność – zaczęto nazywać big­bitem. zbigniew Gach: zdaje się. Skrót tego ostatniego. 3 kwietnia. których długoletnim liderem był gdynianin janusz Popławski. a wkrótce również „niebiesko­ ­czarnych”. p o r z u c o n e m i a s t o. jak „Breakout” i „Silesian Blues Band”.. wówczas jednak Franciszek walicki doprowadził. drugi – miesiąc później. decydując o jego rozpoznawalności tak. oba znalazły się na uboczu głównego nurtu przemian. oba te światy boleśnie dotyka odczucie marginalizacji istnienia. która z kolei zwraca nas ku rozumieniu fotografii jako punctum. […]. zranienia.. w których odsłania się zarówno marazm i melancholia ich życia. „Przewodnią ideą wystawy ma być ukazanie różnic i podobieństw między tak odległymi od siebie światami jak włoskie Południe i polska prowincja. roland Barthes – skazy. zauważymy w fotografiach Millatiego niekłamaną fascynację nie tylko rozpadem. ta pierwsza tendencja pozwala na usytuowanie twórczości sopockiego fotografika w nie tak egzotycznej przecież estetyce ruin (czego przykładem choćby minicykl craco. wciąż we współpracy z muzykami gdyńskimi. „okaleczone” . porzucone miasto). kontynuując tę artystyczną drogę przez peryferia. jak i jego niemal epicka barwność. „użądlone”. jeszcze późniejsze dokonania Franciszka walickiego to powołanie do życia takich zespołów awangardowych. naznaczonej symboliką wanitatywną. zbigniew Gach: na które liczę niebawem. Prace te publiczność miała okazję oglądać dwukrotnie – pierwszy wernisaż odbył się 4 marca 2009 roku w centrum wystawienniczo­regionalnym dolnej wisły w tczewie.

kwiaty i chwasty. odpadający tynk stają się naddatkiem. zredukowane nierzadko do podstawowych potrzeb. w obdartusa wiejskiego. porzucone miasto tej sztuki jako rzemiosła użytkowego. harmonizują z ogólną estetyką tych zdjęć. który wracając do wsi rodzimej. „i po paru jeszcze domach ulica nie mogła już utrzymać nadal decorum miasta. pleniły się bujnie i cicho wszelkie ziela. sytuacji. uwieczniane miasta – polskie i włoskie – tętnią nim. o ile zatem trop Piotr Millati. zapadnięte w bujnym i pogmatwanym kwitnieniu małych ogródków. Bujne życie. niemajętne. wszak – by powrócić do estetyki ruin w jej najbardziej chyba atrakcyjnym. wydaje się. Zasada decorum . n a z a k u p y. Neapol. życiem bujnym i obfitym. choć jest to życie „na drugim torze”. także przecież stereotypowo kojarzona ze słońcem Południa. w których zostały tu osadzone. czyli uświadomienie sobie. rozdziewa się po drodze z miejskiej swej elegancji. dojrzałości i gnicia. jak chłop. druga tendencja uwidaczniająca się w tej twórczości tylko pozornie wydaje się przeciwstawna pierwszej. zapomniane przez wielki dzień. ale również upodobanie Millatiego do twórczości autora sanatorium pod klepsydrą. obdrapane mury. wprowadzenie w tym miejscu tak długiego cytat z Schulza usprawiedliwia nie tylko znakomite wyczulenie pisarza na subtelne różnice barw życia i rozkładu. jak w pracy neapol. zamieniając się powoli. Przedmiejskie domki tonęły wraz z oknami. nieodrestaurowani. Palermo. element ruchu najsilniej uwidacznia się na zdjęciach włoskich straganów. że jego prace przywołują coś z schulzowskiego ducha. że Millati fotografuje przede wszystkim (frekwencyjnie rzecz ujmując) ludzi starszych i dzieci. gdzie dynamizm dodatkowo podkreślona skuter. o tyle trend pozornie przeciwny zwraca odbiorcę ku źródłom Piotr Millati. Na zakupy wskazujący na wyzyskiwanie przez Millatiego estetyki ruin wiedzie ku istocie Barthes’owskiej fotografii. trudno definiowalnym elementem fotograficznej kompozycji. przewrotną zasadą decorum. n e a p o l . Pozorną opozycję znosi dostrzeżenie „robaka”. który jednocześnie decyduje o jej punctum. że neapolitański skuter tylko pozornie został „unieruchomiony”. w miarę zbliżania się do wsi. na rubieżach nieskończonego dnia”1. z a s a d a d e c o r u m. coś Piotr Millati. rade z tej pauzy. czarno­romantycznym wydaniu – „robak się lęgnie i w bujnym kwiecie”. letniego słońca (z całą przynależną mu topiką arkadyjską) i ciepła skojarzonego z wegetacją. w zgodzie z właściwą tym cyklom. Podobnie jak budynki – w jakiś sposób zniszczeni. ubrani jakby przez nie pierwszego sortu architektów. Fascynacja życiem codziennym. banalne. obie grupy – stanowiące uosobienie krajobrazów. miejsc. „wybałusza się” na tych fotografiach. na zakupy.174 175 w wyniku działania czasu są budynki na zdjęciach Millatiego. kryje w sobie fascynację zgoła odmiennego rodzaju. przeznaczonego do utrwalania w kadrze ludzi. Craco. P a l e r m o . niczym „wyłupiaste pałuby łopuchów”. ciekawe w tym kontekście wydaje się. którą prześnić mogły za marginesem czasu.

Piotr Millati. zob. Białe. ale i estetycznej Północy i Południa. ku capri. jarmark na kazimierzu w zestawieniu z neapolitańskim nie zostawia żadnych złudzeń. Sam zresztą przyznaje: „z pewnym zakłopotaniem zauważam. Sz. np. w opozycji do centrum. rzucając wkoło ostre. pokryte są – jak Palermo – delikatną warstwą smutku [ta warstwa powleka wiele z prac Millatiego. ukazujące wiele twarzy (jak rzym). jakby szklane spojrzenia. co więcej. idący w ślady swego poprzednika młodszy adept sztuki włóczęgi stwierdzał zaś: „Miasto było niczym wrząca kadź. niż urbanistycznym. la calsa. choćby najbardziej zrujnowane. obiema zagrożonymi unifikacyjnymi zapędami nie tylko globalizującej się kultury. lecz wobec wzniosłości kontrapunktowych? najprostsze tłumaczenie wskazywałoby na siłę stereotypu. Palermo. dostępne już przy pierwszym kontakcie. czarne i żółte twarze przemykały ulicami w pędzie. które jest tu bardziej określeniem ze sfery symbolicznej. Kraków. nieraz wspanialsze od tamtych. pasywny konserwatyzm i groteskowa anachroniczność form.]. niektóre. Żadnych złudzeń zotyki i pospolitość rodzimych krajobrazów itd. podczas gdy polską można co najwyżej przy dużym (bardzo) wysiłku podciągnąć pod mitologię à la chagall? dlaczego włoskie przedmieścia. mimo swych licznych wad. Prawie Wenecja . widzimy w perspektywie imperia romana. Ż a d n y c h z ł u d z e ń. P a l e r m o . że sedno tkwi w odmienności nie tylko historycznej czy kulturowej. Kazimierz. wymijały stojące w korku samochody i biegnąc wzdłuż murów. na psychologicznie łatwo tłumaczalne – powab egPiotr Millati. że pospolite ubóstwo. Palermo. co dzieje się intensywnie w ogólnym marazmie popołudnia na przedmieściu. tak zapamiętałem mój pierwszy przy. Przedmieście to więc obszar. pragnienie bliższego i dłuższego spotkania. gdzie centrum zastępują peryferia. polskie „latyfundia” pegeerowskie zaś wzbudzają całą gamę odczuć. Mimo że ta pierwsza jest przez Millatiego stylizowana na „italską”. Przedmieściu. gdzie „ulica nie może już utrzymać decorum miasta”. Powietrze było gęste i drżące. konceptem Żyjąc na peryferiach stała się paralela między prowincją polską i włoską. tak że trzeba było przymknąć powieki. ku Paestum). jakie spotkać możemy w przestrzeni poddanej ujednolicającej wszystko i wszystkich cywilizacyjnej modernizacji” (tekst towarzyszący wystawie). chude psy zbiegały z chodników. jakie przybiera ludzkie życie na peryferiach. jeśli kluczem interpretacyjnym uczynić jedną z najsilniej eksploatowanych metafor współczesnego języka humanistycznego. by chronić rogówkę. gdzie neapolitański Palazzo di capodimonte przeobraża się w stragan z węgorzami. Millati przez swoją twórczość sytuowałby się zatem po stronie peryferii. albo wymykające się jakimkolwiek syntezom (tak mimo całej charakterystyczności neapol jest dla mnie – jak dotąd – przede wszystkim punktem wypadowym. większość miast włoskich budzi odruch sympatii. „Podobnie do ludzi.]”2 – pisał w Pamięci Włoch wojciech karpiński. gdzie łasiły się do sprzedawców mięs [psy obecne są także u Millatiego – zob. P r a w i e W e n e c j a. stwarzają fotograficzne obrazy. chroniące swe sekrety. k r a k ó w . rekwizytu. Panował ogólny tumult i zgiełk. ku Sorrento. Przedmieście to też obszar. k a z i m i e r z . który najsilniej inspiruje Millatiego. jawi się nam jednak jako egzotyczna i – jak każda egzotyka – atrakcyjna. ale i polityki unijnej. do oczu wpadały drobinki piasku. no i co sie gapisz? – k. bywają miasta otwarte. początkiem drogi ku dalszym rejonom: ku łukom zatok. których wewnętrzna wymowa i siła plastycznego oddziaływania przemawia do mnie o wiele mocniej niż te. choćby nostalgię – k. Sz. bądź też zamknięte. można wysunąć pytania tę paralelę dekonstruujące. wzniosłej estetyki ruin. dlaczego bowiem italska prowincja. nieco jednak przekornie wobec autokomentarza fotografika. wydaje się jednak. docierały do mercato. specyficznej atmosfery.176 177 nieokreślonego.

cały obraz w kadrze. przy pracy. nikt nie patrzy w obiektyw. gdzie sztuka rodzi się w interakcji – między obiektywem a przechodniami. po której przychodzi śmierć. powietrza i ziemi oraz. nie staje więc naprzeciw fotografowanej przestrzeni. skały. życie. lecz wewnątrz niej. że Millati w swej twórczości postawił na artystyczną wielojęzyczność. tegoroczne prace. Wyspy Liparyjskie że przechodzi w dziwną mono- chromatyczność. utrzymane są w odmiennej estetyce. a rzym nieuchronnie przywołuje namysł nad dialektyką świetności i upadku cywilizacji. cynober i ochra. stare miasto to kres. natura. Piotr Millati. jak dzieje się w przypadku wcześniej omawianego cyklu. pokrywając świątynię. d o l c e v i t a. omawiany. wszak żyjąc na peryferiach. z drugiej strony nasycenie barw osiąga taki stopień. obserwacja ulicznego spektaklu. opuszczone miasto. decyzja o utrzymaniu zdjęcia w czerni i bieli ma liczne konsekwencje artystyczne. zupełnie odmiennie zatem niż w Żyjąc na peryferiach. zdaje się. najnowszy cykl fotografii Millatiego to przede wszystkim nadmiar przyrody. o czym najsilniej przekonuje fotografia o ironicznym tytule Palermo. tutaj jakby wdarł się w obiektyw. nie wyczerpuje to jednak estetycznych walorów cyklu. wobec agresywnej czerwieni z minicyklu stromboli. ale też historii zapisanej w miejskiej przestrzeni – wymaga odmiennej poetyki przedstawienia w celu zachowania tej specyficznie pojętej zasady decorum. i brak człowieka. rytuał „targowania się”. ale również zastosowanie zupełnie różnej od omawianej techniki kolorystycznej. z jaką ośrodki północnych włoch konotują zwykle refleksje nad źródłami tradycji europejskiej kultury ucieleśnionymi w muzealnych salach. / szerokie plamy cynamonu”4 – wszystko te sensualne skojarzenia przywołują najnowsze fotografie Millatiego. w które wnika. po którego obecności został tylko ślad w barwie rdzawego brązu. starość. Bazaltowe piaski kontrastują z intensywnym lazurem nieba. wydaje się jednak. podgląda. podczas zakupów. w tym wypadku – także drogi artystycznej. czarno­białe zdjęcia Millatiego to przede wszystkim konterfekty – ludzi. „świątynie pokryte kurzem. ukazywana w zintensyfikowanych kolorach. każdego . włochy są dla artystów materiałem niejednorodnym. uczestnicząc w jego życiu. barwne. zapachów i dźwięków rozgrzanego mercato. Pozostaje tylko kadr z mojej ulubionej fotografii Palermo. częstotliwość. konsekwentnie usuniętego z tych prac. w której żyją i którą kształtują. uzyskany przez efekt nadmiaru koloru. stare szyldy – brąz w odcieniu rdzy. Fotografik pozostaje „przezroczysty”. odpowiada estetycznej korelacji między południową italią a próbami oddania w artystycznym tworzywie wielości barw. między fotografującym a miastem. kultura przybiera w tym cyklu barwy ziemi. ognia. wrzące”3. artefakty zaś cechuje wyłącznie bezruch.178 179 jazd do Palermo – zza przymkniętych powiek: Palermo hałaśliwe. to energia. Brak człowieka oznacza także brak artysty. n e a p o l . aliano. zwykłych sytuacjach – na ulicy. siena i bordeaux. przedstawiające głównie craco. co zwiększa estetyczny efekt. jest tylko natura i jej zapis. zwyczajni ludzie fotografowani w codziennych. przez żywioły – wody. nie szuka spojrzenia modela. Prawie Wenecja. ostatnie fotografie Millatiego odznaczają się jaskrawym nasyceniem barw odpowiadającym intensywności doznań i w ten sposób wywołują efekt fotograficznej synestezji. co z tym związane. Żyjąc na peryferiach to przede wszystkim cykl fotografii czarno­białych. inaczej dzieje się natomiast w przypadku zestawionej z nią natury. a dzięki nim przestrzeni. tak jak kultura reprezentowana tu przez jej architektoniczne wytwory kapituluje wobec lazuru nieba i wody. Palermo mówi innym dialektem niż Serenissima. kurz. klimatycznych uwarunkowań. że i dla niego neapol był „początkiem drogi ku dalszym rejonom”. który czasami – jak w pracy Wyspy liparyjskie – pochłania kompozycję. eksploruje. usytuowany poza światem fotografowanym. jako że pozwala wydobyć większą ekspresję. symbolizowana dodatkowo przez wulkan. każde z opisywanych miast – w zależności od swego geograficznego położenia i. który przypomina kadry z włoskich filmów realizujących założenia nurtu neorealistycznego. w tym bywa chętnie podejmowana przy portretach. te zdjęcia to esencja marazmu egzystencji na peryferiach i prób jego przezwyciężenia przez iluzję aktywności – nic nieznaczące rozmowy z sąsiadami. której przywraca swoje wytwory. co oczywiste. W y s p y l i p a r y j s k i e. nie tylko przyjęcie tak odmiennego punktu widzenia wpływa na specyfikę estetyczną tych prac. którego akty nie kryją przed widzem tajemnicy. wyznaczają ją wszelkie odcienie brązu i żółci. w której wszystko zatapia się w dominującym kolorze. ruch i jego zastyganie w skalnych wytworach. pustka. który – jak pisał Szczuciński – wchodzi pod powieki.

do którego charakterystyki najlepiej nadaje się odczucie nudy. Neapol. „Mając do dyspozycji tylko dwie barwy. na których – jak pisze Muratow – „owe ruiny zostały […] podchwycone jakby znienacka. gdzie – jak choćby w pracach z minicyklu craco – taka korespondencja jawi się jako oczywista.180 181 dnia uczestniczy się w tej samej sztuce – w życiu tak biernym. białą i czarną. jaką Piranesi zdobył. którego sens zasadza się na powtórzeniu słów i gestów – przypominają nie karnawałowe filmy Felliniego. u schyłku ich samotnej. n e a p o l . zabiegi konserwatorów i moda na klasycyzm”6. był wybornym kolorystą”5 – napisał o Piranesim Paweł Muratow. cienie rzucane w intensywnym świetle przez ludzi i budynki. że rozpoczynające ten passus stwierdzenie Muratowa można odnieść do techniki fotograficznej Millatiego. co z kolei staje się przyczynkiem do zaprzeczającej prostej dokumentalności gry światła i cienia. decydując o doborze elementów tworzących kompozycję kadru. analogiczną tendencję można odnaleźć w całej serii zdjęć zebranych w Żyjąc na peryferiach. tak aby uzyskać spójny efekt estetyczny. obraz reportażowy w charakterze. lecz działającym aktywnie w kompozycji kolorze. że demaskującym swoje prawdziwe oblicze. Przesmyk wyzyskać potencję kryjącą się w barwach. Piotr Millati. architektoniczne linie i ich załamania itd. Potwierdza ten sąd i mistrzostwo carceri. Piranesi jest wszak autorem cyklu rycin przedstawiających szczątki budowli wiecznego Miasta. Podobnie dzieje się w twórczości Millatiego. tak w Żyjąc na peryferiach ogrywał światło i cienie. zasada decorum wymagała. włoskie i polskie ruiny fascynują fotografika także ze względu na swoją tymczasowość. co daje szczególne efekty w przypadku przedstawiania twarzy i architektury. i popularność. która powoduje. że ich utrwalanie staje się ocaleniem. a twarze mężczyzn z dolce vita – siedzących na ławeczce. c y k l – z a m k n i ę c i e. że bliskim wegetacji. tak jak w poprzednio omawianym. lecz przez to wyczyszczenie zimny. Podobnie dzieje się w sztuce fotografii. nieukazanym w kadrze. neorealizm o włoskiej proweniencji patronuje także estetyce prac przedstawiających polską prowincję. oraz formy. że – podobnie jak u Piranesiego – prawdziwe punctum tkwi w tym trzecim. aby formę dobierać odpowiednio do treści. gdy uświadomimy sobie. Neapol. lecz obraz kreowany u Viscontiego czy antonioniego. zapładniając wyobraźnię wielu naśladowców oraz propagując modę na artystyczne wariacje wokół tematu ruin. a z drugiej strony – tak prawdziwym. że godzącym ducha rycin Piranesiego i sztuki neorealizmu. Dolce vita Millati konsekwentnie stosuje w obu chwyt stylizacji na „fotografię reportażową”. tegorocznym cyklu próbował Piotr Millati. tak różnym. w nie mniejszym stopniu to charakter utrwalanego obiektu warunkuje dobór fotograficznych technik. P r z e s m y k. wyzyskuje ciemność wąskich przesmyków między kamienicami. wskazane tu paralele nie wyczerpują wszystkich konotacji. ale i formalnie. oczywiście. jakby przyłapanych na odprawianiu codziennego obrzędu zabijania czasu i nudy egzystencji rytuałem. że temat włoski sprzyja włoskiej proweniencji założeniom estetycznym. wydaje się zatem. oscylujących między more geometrico a szaleństwem najszczerszej a przez to najbardziej zatrważającej wizji. władzę ma bowiem nie tylko robiący zdjęcie. kształtowanie koloru z użyciem palety czerni i bieli oznacza zabawę światłem i przyciemnieniami. upamiętnieniem tego. Millati bawi się światłem. zanim ich głęboką ciszę zaczęły mącić poszukiwania uczonych. przyrodzonej im dziewiczej świetności. jakie pojawiają się przy lekturze fotografii Mil- . Piranesi patronuje tej twórczości nie tylko tematycznie. które się rodzą w miejscach przejścia od czerni do bieli i które sprawiają. i nie chodzi mi tu wyłącznie o fotografie ruin. co za chwilę zaniknie w wyniku postępującej (post)nowoczesności i zwią- zanych z nią procesów modernizujących i urbanizujących przestrzeń. cyklu rycin tego artysty.

która zbudziłaś mnie z wrastania w zielone sny sitowia . Szczuciński. [w:] idem. Bardziej przypominają plik luźnych notatek sporządzanych na odwrocie zdjęć. Schulz. choć – na marginesie – taki rodzaj lektury został chyba bezpowrotnie. że można zajrzeć na drugą stronę ziemi jastrząb pikuje. 3 a. rzym. anteny. 108. 2 w. miasto otwarte. Włoskie miniatury. hertz. wyciąga z niego mysz zaczynam się modlić. kraków–wrocław 1957. karpiński. 6 ibidem. Pamięć Włoch. 76. 134. 39. s. tł. s. w obliczu fotografii cyfrowej. Muratow.182 Poezja 183 latiego. s. [w:] idem. kraków 1982. kraków 2005. warszawa 2008. i przypisami opatrzył P. obrazy Włoch. zagajewski. sklepy cynamonowe. s. What sky rEMains i inne wiersze What sky remains Pole zaorane tak głęboko. s. sierpień. ale jakieś brudne słowa mi wychodzą w powietrzu gęstym jak krew buzują ospałe trzmiele porzucam ubranie i z rozbiegu atakuję jezioro jak Ty na oślep moje ciało woda przynosi na myśl ciepłą pościel w hotelu gdzie nie mogliśmy przestać się ratować kiedy spoglądam w górę przetaczają się kamienne wozy niebo przypomina o tym co zawsze joanna herman Pocztówka do leśniczówki zabierz mnie dozorco wrót jeziora i ty wiewiórko. PrzyPisy 1 B. rzym. 4 a. sanatorium pod klepsydrą. 5 P. s. 9. 105. warszawa 2008. zepchnięty na peryferie odbiorczych praktyk.

30 już za chwilę stracę ciebie z oczu już za chwilę powolne rozbieranie uczuć powolne pękanie obrazów dnia powolne znikanie w pociągu nie znajdę sobie miejsca w ogóle się nie odnajdę wiesz gołębie na peronie wyglądają jak porzucone buty konduktor ma wzrok psa gotowego do zabawy ale bawić się nie chce . a rodzi się wiersz ­ znów będę pisać przez sen (przeleciał nagle balonik z doczepionym życzeniem) tak Przyjacielu przychodzisz mi na myśl otwieram zawiniętą wiadomość to nie ma znaczenia a to ma znaczenie wiem Przyjacielu.. tak późno już Panie. można spotkać cię w parku frazami gubionymi w zieleni jak szeptucha zaklinasz bezdomne ślimaki twój głos schodzi na dno tego obrazu niczym kamień ciśnięty w wodę płasko. silencio. kołysanka dla e. sposobem „kaczki” z odbiciem kilka razy tak Przyjacielu otwórz bezkres w sobie bym mogła znaleźć się w twoim pobliżu jak kot za piecem tak Przyjacielu zasnąć 23. która wbiłaś żółtą strzałę w wilgotną tarczę lasu jaszczurko stawiająca znaki zapytania w mokrej trawie wódź mnie na pokuszenie rudziku czuły kochanku przytul mnie Perkunie napełnij moje gardło rojem dzikich pszczół daj mi swoją siłę przybij mnie do siebie łzy odjeżdżają z twarzy dworzec oddala się z przeciągłym gwizdem gwiazdy stukają o metalowe przęsła: nie ma ciebie nie ma ciebie nie ma silencio.184 185 wilgo..

to ten teatr założyła prekursor musicalu. odbiły się wielkim echem za granicą. w których teatr Muzyczny wziął bezpośrednio udział. Była bezpośrednim nawiązaniem do długoletniej tradycji teatru Muzycznego. przyznane w dwóch kategoriach: najlepsza rola kobieca i męska. Potwierdza to sytuacja z tegorocznych już konkursowych zmagań. wszechobecny na scenie kicz. brak staranności w warstwie realizacyjnej i w wykonaniu zmusił sporą część widowni do opuszczenia teatru w przerwie po pierwszym akcie. jury oceniało najlepsze kreacje aktorskie. wykorzystywane na scenie lasery w obliczu rozwoju techniki skwitować należało jedynie pobłażliwym uśmiechem. Podobne zarzuty kierować należy w stronę gliwickiego teatru. Pierwsza edycja festiwalu odbyła się bez uczestnictwa gdyńskiego teatru. między innymi rent teatru rozrywki z chorzowa. a nie realizatorów. jak i wszystkie kompozycje zdążyły niestety stracić na świeżości. widz lubi oceniać. jacek Marczyński. nie można się jednak temu dziwić. Muzyczne wspomnienia sprzed lat przyciągnęły jednak na salę tłumy widzów. drugi laur widzów padł łupem wywodzącej się ze Studium wokalno­aktorskiego w Gdyni jolanty litwin­Sarzyńskiej.186 tu i teraz 187 musicaloWa stolica Polski Piotr Sobierski o d kilku lat w progach teatru Miejskiego im. teatr Muzyczny nazwano wówczas „Broadwayem nad Bałtykiem”. chorzowskie rent w reżyserii ingmara Villqista było dalekie od święcącego triumfy oryginału. że poziom produkowanych w Gdyni przedstawień jest przyzwoity. ale jakże ciekawym człowieku z la Manchy w reżyserii waldemara zawodzińskiego gromkie owacje za rolę don kichota zebrał zbigniew Macias. która stworzyła wybitną rolę w monodramie Moja mama janis. którego premiera odbyła się w uSa w 1996 roku. taka formuła wydaje się najbardziej . ale na pewno frekwencyjnym. rywalizacja to jedna z podstaw każdego dobrego festiwalu. wręczono jedynie nagrody publiczności. obyło się więc bez bezpośredniej konfrontacji z dorobkiem innych scen. odbioru nie ułatwiała również siermiężna choreografia i przerysowane kostiumy. najlepsze z romy – show stołecznego teatru roma. człowieka z la Manchy teatru Muzycznego z Łodzi. trudno więc wyobrazić sobie lepsze miejsce na tego typu festiwal. kate. kultowe Metro warszawskiego teatru Studio Buffo. skoro spektakl wystawiany jest w tej samej formie od 1992 roku. impreza znakomicie wpisała się w obchodzony w sezonie 2007/2008 jubileusz 50­lecia gdyńskiej sceny. największym mankamentem okazało się nieporadne tłumaczenie. zespół Muzycznego był wówczas na tournée po zachodniej europie ze spektaklem kiss me. alony Szostak. wzbudzający kontrowersje spektakl wrocławskiego teatru Muzycznego capitol śmierdź w górach oraz widowisko będące zbiorem największych musicalowych szlagierów. w. ryszard Minkiewicz i Maciej Prus) było strzałem w dziesiątkę. w klasycznym. zarówno libretto. Mimo wszystko i bez tego można śmiało stwierdzić. nie zabrakło również operetki. jak skrzypek na dachu i jesus christ superstar. zdecydowanie nie artystycznym. wśród typowo musicalowych przedstawień pojawił się awangardowy. w szczególności takich. Pomimo sporej dawki energii i żywiołu nie porywał odmłodzony do maksimum możliwości zespół. agnieszka celeda. w późniejszych latach jej następcą został jerzy Gruza. danuta Baduszkowa. zemstę nietoperza przywiózł nad morze teatr Muzyczny z Poznania. Przez miesiąc widzowie oglądali spektakle reprezentujące prawie wszystkie muzyczne teatry kraju. nie do przyjęcia był rosyjski akcent odtwórczyni jednej z głównych ról. Powołanie profesjonalnego jury (w składzie: katarzyna Groniec. Poziom prezentowanych spektakli nie zachwycił. który zaprezentował 42nd street. dyrektor teatru Muzycznego Maciej korwin wdrożył w życie swój autorski projekt i zaprosił polskie teatry muzyczne na Festiwal teatrów Muzycznych. jeden teatralny festiwal nie spełnił jednak gdyńskich ambicji. Sukcesem. a sukcesy jego realizacji. Był on zdecydowanie najjaśniejszych punktem spektaklu i zasłużenie zdobył nagrodę publiczności. były dwa pokazy słynnego Metra janusza józefowicza. Gombrowicza w konkursowe szranki stają najnowsze polskie sztuki współczesne. jeden z najważniejszych tytułów światowego musicalu (od premiery w 1980 roku w czołówce oglądalności na Broadwayu) w reżyserii Marii Sartovej przypominał raczej szkolną realizację niż musicalową produkcję. zważywszy na finansowe i techniczne różnice pomiędzy teatrami. Górę wzięła historia musicalu i nazwiska z nim kojarzone (od występu w Studio Buffo swoje kariery zaczynały między innymi edyta Górniak i katarzyna Groniec). dywagować i z wypiekami oczekiwać ostatecznego werdyktu. ten kameralny spektakl z piosenkami janis joplin reprezentował warszawski teatr roma. to w końcu tu rodził się polski musical. Pierwsza edycja nie miała formuły konkursu.

trudno więc oczekiwać. tytułami. fot. z którą dyrektor korwin zmagał się będzie również i przy kolejnych edycjach. wszystkie teatry przyjechały do Gdyni z wielkimi. musicali. którym przy ograniczonym budżecie festiwalu niełatwo będzie w najbliższych latach podołać. najciekawiej zaprezentowała się. realizacyjny i aktorski sukces pierwowzorów z Broadwayu i west endu nie przekłada się na powodzenie polskich wersji. Sława. dodatkowo jury nadało imprezie powagę. jaką charakteryzować się winien wykonawca musicalowy. że w przyszłości zobaczymy chociażby ostatni hit teatru roma Upiór w operze. na ostrą krytykę zasługuje plastyczna warstwa spektaklu. Cezary Chrzanowski/TM Capitol Zbigniew Macias z Teatru Muzycznego w Łodzi – laureat nagrody publiczności pierwszego Festiwalu Teatrów Muzycznych. w tym roku po raz drugi zjechały do Gdyni teatry z całego kraju. odczuwalny był brak warszawskiego teatru roma. acz mocno przykurzonymi i eksploatowanymi do granic możliwości. jaki obraz rysuje się po prawie dwóch tygodniach tegorocznych muzycznych prezentacji? niezbyt pomyślny dla poszczególnych placówek. nieciekawie wygląda również sytuacja samego musicalu w szerszym znaczeniu. nasze zespoły w wielu przypadkach prezentują bardzo niski poziom. co i w jakim składzie wysyłają na festiwal. tradycja polskiej sceny operowej i operetkowej oraz stylistyka tych form bierze górę w wielu musicalowych produkcjach. Na pierwszym planie Ewa Klaniecka. wymusi (miejmy nadzieję) na teatrach zwiększenie uwagi na to. Musicalowe produkcje wraz ze swoim technicznym rozmachem trudno przenieść na inną scenę. Festiwal rozpoczął jeden z kultowych. szczególnie w Gdyni. dowodem tego były liczne gdyńskie pokazy.188 189 Teatr Capitol z Wrocławia zdobył główną nagrodę tegorocznego festiwalu za zespołową kreację sceniczną. jak i realizacyjna pomiędzy zespołami. całość nie zachwyciła. Marta tadla w roli annasza i kapłana. wiąże się to z ogromnymi nakładami finansowymi. widoczna jest przepaść zarówno aktorska. jakie spadły na tę realizację. z archaicznymi kostiumami na czele. Pomimo sławy i licznych wyróżnień. do konkursowych zmagań dołączył nieobecny w zeszłym roku teatr Muzyczny z lublina oraz opera na zamku ze Szczecina. Cezary Studniak i Bogna Woźniak. oraz oryginalnych i przebojowych kompozycji. Maciej Piąsta sensowna. Był więc skrzypek na dachu. Przyczyn takiego stanu rzeczy szukać należy przede wszystkim w braku elastyczności i wszechstronności. nagrodzona przez jury. jej charyzma . a wybiegając w przyszłość. jesus christ superstar. opera za trzy grosze i ponownie rent. fot. to jednak jedna z bolączek. chorzowski teatr rozrywki przyjechał ze swoim sztandarowym spektaklem jesus christ superstar w reżyserii Marcela kochańczyka.

190

191

i mocny głos błyszczały na tle mało wyrazistego zespołu. Publiczność swoje wyróżnienie wręczyła januszowi radkowi, co traktować należy raczej jako wyraz uznania za całokształt twórczości aktora i wokalisty. jego rola judasza odbiegała od poziomu, który radek prezentował np. w pamiętnej trans­operze sen nocy letniej. kolejne wieczory w coraz większym stopniu zniechęcały do musicalu. Po jezusie przyszedł czas na lubelskiego skrzypka na dachu w reżyserii zbigniewa czeskiego. Można śmiało powiedzieć, że zespół tego teatru dokonał świętokradztwa. Gdzie jak gdzie, ale w Gdyni to tytuł wyniesiony pod niebiosa. jerzy Gruza otworzył nim przecież drogę do sukcesu. zeszłoroczny powrót do skrzypka pozwolił na świeżo porównać obie realizacje. niestety, na niekorzyść lubelskiego teatru. archaiczny w formie, wykonany w stylistyce bliskiej operetce. dodatkowo pozbawiony energii zespół, na czele z Fiedką w sile wieku, budził śmiech i uczucie zażenowania. nie inaczej było podczas Wieczoru latynoskiego warszawskiego teatru Buffo. to klasyczna wpadka festiwalu. jeżeli już zaproszono to show, to dla rangi imprezy lepiej byłoby zakwalifikować koncert józefowicza i Stokłosy do nurtu wydarzeń specjalnych. Pomiędzy latynoskimi przebojami wykonywanymi przez młodych, nie zawsze zdolnych, wykonawców reżyser widowiska częstował publiczność drinkami. istna biesiada, gdzie niestety o żadnym aktorstwie i reżyserii nie można mówić. obejrzeliśmy wersję telewizyjnego show, co gorsza – niskich lotów. czy możliwe jest odejście od nudnej na dłuższą metę tradycyjnej realizacji, sztampy reżyserskiej i aktorskiej? tak, chociaż z przykrością stwierdzam, że dokonały tego tylko dwa zespoły. do sukcesu pretendowała szczecińska opera na zamku ze swoją premierową produkcją rent w reżyserii andrzeja ozgi. w porównaniu z zeszłorocznym bublem choLaureaci drugiego Festiwalu Teatrów Muzyczrzowskiego teatru była to renych: Filip Cembala i Paulina Łaba (wyróżnienie za debiut w Rent), Andrzej Śledź, Magdaalizacja co najmniej udana. lena Smuk i Rafał Ostrowski (nagrody aktorskie świeży, młody zespół robił, co za Chicago) oraz reprezentantka Teatru Camógł, aby ograć sporych rozpitol (nagrodzonego za kreację zespołową miarów gdyńską scenę. widow Operze za trzy grosze), fot. Karina Wojtecwisko jednak zdawało się chwika/Teatr Muzyczny w Gdyni

lami rozpadać, a grę aktorom utrudniały techniczne niedociągnięcia. zważywszy na znajomość reżysera z gdyńską sceną (ozga pracował w Gdyni przy kilku produkcjach), takich wpadek jak niedoświetlenie można było uniknąć. Pomimo uchybień zarówno jury (aktorskie wyróżnienia trafiły w ręce debiutantów, Pauliny Łaby i Filipa cembala), jak i publiczność docenili szczecińską realizację. Faworytem do zdobycia głównej nagrody do ostatniego dnia pozostała opera za trzy grosze w reżyserii wojciecha kościelniaka z wrocławskiego teatru capitol. technicznie perfekcyjny spektakl! żaden z gościnnie prezentowanych musicali nie był tak dobrze przygotowany, oświetlony, rozegrany. nie wspominając już o dojrzałym aktorstwie i wokalnych popisach. to był majstersztyk w wykonaniu zespołu jako całości (ostatecznie to właśnie wrocławski zespół otrzymał główną nagrodę festiwalu). warto wyróżnić solistów – Mariusza kiljana (Brown), Sambora dudzińskiego (śpiewak podwórzowy) i ewę klaniecką (celia Peachum). na koniec festiwalu do grona faworytów dołączyło chicago macieja korwina. Spektakl, wystawiany na Broadwayu od 1975 roku, i u nas cieszył się ogromnym powodzeniem. Przez 7 lat zagrano go ponad 100 razy, ten ostatni raz – właśnie na festiwalu. Poziom widowiska, znakomita choreografia jarosława Stańka i solidne aktorstwo spowodowało spore opóźnienie w ogłoszeniu werdyktu, który dla Gdyni okazał się niezwykle pomyślny. aktorskie i zespołowe wyróżnienia trafiły w większości właśnie do wykonawców chicago. dwie dotychczasowe edycje festiwalu udowodniły, że impreza tego typu jest potrzebna. Polski musical rozwija się, sięga po niedostępne do niedawna tytuły, prezentuje coraz wyższy poziom. nie można jednak ukrywać, że większość zespołów pogrążona jest w mocnym marazmie. to wynik nie tylko braku odpowiednich budżetów, ale przede wszystkim przygotowania aktorskiego, wokalnego i tanecznego. największe laury spływają na teatry, które czerpią z zasobów szkół stricte musicalowych. Gdynia kształci swoją przyszłą kadrę w Studium wokalno­aktorskim, dzieli się absolwentami z wrocławiem (który również założył własne studium) i warszawską romą. trzy solidnie funkcjonujące teatry to za mało, a w obecnej sytuacji nie widać szans na gwałtowne zmiany. Finansowe braki blokują realizację najważniejszych tytułów światowego musicalu ostatnich dwóch dekad. chociaż i w tym kierunku poczyniono krok naprzód. teatr roma sięgnął po Upiora w operze, Gdynia – po Piękną i bestię, a capitol – po nieco starszy, ale bardzo popularny chorus line. do czołówki dobijają się chorzów i Gliwice. to tam obok wyżej wymie-

192

193

Chicago Teatru Muzycznego w Gdyni zdobyło nie tylko większość nagród aktorskich, ale również wyróżnienie honorowe za znakomitą pracę zespołową oraz nagrodę publiczności przyznaną Magdalenie Smuk za rolę Roxie Hart, fot. Karina Wojtecka/Teatr Muzyczny w Gdyni

nionych teatrów tkwi spory potencjał, który przy solidnym reżyserze, choreografii i scenografii może przynieść oczekiwany rezultat. daleko nam jeszcze do poziomu prezentowanego na londyńskich czy nowojorskich scenach. do rozwoju musicalu może jednak przyczynić się festiwal. to pierwsza w Polsce impreza ukierunkowana na gatunek, który na co dzień jest zepchnięty na margines kulturalnej, a tym bardziej teatralnej dyskusji. rokroczny zjazd teatrów muzycznych i środowiska z nimi związanego może determinować zmiany. warto więc przemyśleć solidnie formułę festiwalu, tak aby nie było to towarzyskie spotkanie, lecz ciekawy, okraszony rywalizacją, przegląd dokonań polskiego musicalu. Skoro o premierowe widowiska trudno, może więc dokonajmy preselekcji. każdy teatry przywozi to, co zaproponuje, ale nie każdy ma prawo wziąć udział w konkursie. zwolnione lub dodatkowe miejsca przekażmy teatrom dramatycznym, które coraz częściej sięgają po formy muzyczne. dwa lata temu oglądaliśmy znakomitą operę mleczaną Mikołaja Grabowskiego, która w żadnym stopniu nie odbiegała poziomem od typowo musicalowych widowisk. w ten spo-

sób organizatorzy unikną wpadek (udział Wieczoru latynoskiego w konkursie), a jednocześnie nie pominą tak ciekawych zjawisk, jak wspomniana opera czy tegoroczny spektakl rzecze Budda chinaski z justyną Szafran, który z niewiadomych powodów nie znalazł się w konkursie, mimo że reprezentował teatr capitol. innym rozwiązaniem może być stworzenie dodatkowej konkursowej kategorii, w której startowałyby kameralne spektakle muzyczne, również te z teatrów dramatycznych. to otworzy drogę wielu twórcom, a widzowie zobaczą np. wyreżyserowany przez wojciecha kościelniaka w poznańskim teatrze nowym sen nocy letniej czy smycz w reżyserii natalii korczakowskiej z teatru Polskiego we wrocławiu. jak pokazuje tegoroczna edycja, zaproszenie szczecińskiej opery z musicalem było dobrą decyzją. nie warto więc zamykać drogi placówkom, które nie mają w nazwie przymiotnika „muzyczny”. Festiwal teatrów Muzycznych przy zapale organizatorów oraz finansowej pomocy miasta i województwa ma szanse na trwałe wpisać się w kalendarz krajowych imprez kulturalnych. wspomniane zmiany i być może rozszerzenie formuły o sesje naukowe, konferencje, spotkania z artystami przyczynią się do propagowania musicalu. Gatunku, który na zachodzie kumuluje nie tylko ogromne pieniądze, ale i adekwatne do swego poziomu zainteresowanie mediów i publiczności. Specjalne pisma, programy telewizyjne, popularność artystów i co za tym idzie: sponsorzy – to wszystko, miejmy nadzieję, także przed nami.

194

Gdynia. wieś–MiaSto

tu i teraz

195

literatura W teatrze
nagroda literacka Gdynia 2009

Barbara Piórkowska

G

Widok z Kamiennej Góry na Gdynię, 1925 rok, fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni

dybyśmy byli brukowcem, pisalibyśmy, że hanna krall założyła wielkie czerwone korale. Maria Poprzęcka przyszła na debatę w szarych adidasach, a adam wiedemann nie wyprasował marynarki. ale wokół nagrody literackiej Gdynia mówi się o ubieraniu – rzeczywistości w słowa. – nie nagrodziliśmy poezji, która ubiera się w fatałaszki, bo nie chce powierzyć nam swej nagości – mówił jerzy jarniewicz z kapituły nagrody – w laudacji dla eugeniusza tkaczyszyna­dyckiego. nagrodę w kategorii poezja autor otrzymał już po raz drugi – za tomik Piosenka o zależnościach i uzależnieniach. wyprzedził tym samym innych nominowanych: jacka Gutorowa, edwarda Pasewicza, Monikę Mosiewicz i radosława kobierskiego. laureatami w tym roku zostali również: w kategorii proza: Marcin świetlicki za powieść jedenaście oraz w kategorii esej: Maria Poprzęcka za zbiór tekstów o sztuce inne obrazy. oko, widzenie, sztuka. od albertiego do duchampa. to już czwarta edycja imprezy, która zdobywa sobie coraz większą renomę, nie tylko dzięki nagrodzie pieniężnej w wysokości 50 tys. zł dla każdego z laureatów, ale także jako wydarzenie kulturalne samo w sobie. Gala nlG miała się odbyć 13 czerwca w sztandarowym miejscu Gdyni – przy pokładzie daru Pomorza. Pogoda nad zalewem zafundowała jednak przyjezdnym sztorm, deszcz i niską temperaturę. Finał imprezy z udziałem prezydenta miasta, wojciecha Szczurka, organizatorzy przenieśli więc do teatru Miejskiego im. Gombrowicza, który i dzień wcześniej – pod hasłem „literaturomanie” – był miejscem literackich paneli i prezentacji. z lekkim opóźnieniem odbyła się transmisja na żywo, którą poprowadził Michał chaciński z tVP kultura. – o wszystkim można myśleć nudno i ciekawie – podkreślała tę drugą umiejętność Małgorzata Łukasiewicz z kapituły, mówiąc o esejach Marii Poprzęckiej. autorka innych obrazów zwyciężyła z tekstami Stanisława rośka, andrzeja waśkiewicza, justyny jaworskiej i cezarego wodzińskiego. z kolei wyboru kapitule gratulował kolejny laureat, Marcin świetlicki. – Pierwszy raz dostał nagrodę literacką tak pośledni gatunek, jak kryminał – podkreślał po wręczeniu statu-

wieczorach z autorami i konkursach. oboje autorzy dalecy byli kaPituła naGrody literackiej Gdynia 2009 od nadęcia literackiego. jak sobie radzi z blokadami pisarskimi.196 197 etki. skąd mówimy. nasze zagadnienia – zarzucał. iż jest przeciwnikiem jakiejkolwiek obowiązkowości literatury. Przemysław czapliński. Jerzy Jarniewicz. Piotr Śliwiński. biję dziecko po twarzy! Myślę. wspominając parcie twórców tamtego czasu na literaturę „socjalną” i oszołomieniem nieprzyzwyczajonych do tego krytyków. czy rok 1989 rzeczywiście był znaczącą i symboliczną cezurą w historii współczesnej polskiej literatury. że książka uruchomi odbiorcom ich własne pokłady ich wspomnień czy intuicji. prof. zaś fragmenty najnowszej książki reportażystki pt. Przesuwał także graniczną datę z 1989 roku na 2000. – Przyznawanie nagród to jednak rodzaj niesprawiedliwości i krzywdy – żartował. Pytany. dyskutanci próbowali też ustalić listę najbardziej istotnych dla dwóch dekad wolności listę nazwisk. adam wiedemann oraz Marek zaleski wraz z prowadzącym dariuszem Bugalskim z Polskiego radia próbowali ustalić. krakowski poeta – tym razem w roli prozaika – pokonał w tym roku jacka Podsiadłę. wspólnoty interesów. czy taZbigniew Kruszyński lenty się tworzy. rozmowę z autorką Żalu poprowadził Paweł huelle. janusz Głowacki dał się dr hab. musimy zrozumieć. uŁ lę w dyskusję nad tym. ingę iwasiów i andrzeja Barta. leszek Szaruga. Główna Scena ciekawe rzeczy działy się nie tylko na samej gali. Po 1989 roku nastały w Polsce nowe podziały. Piotr śliwiński. a w literaturze liczy się. – Są rzeczy. Podkreślił też wyjątkowość nlG na tle innych nagród w kraju. co nam się wcześniej przydarzyło. uAM – przewodnitkania okrasili nie tylko dużą czący Kapituły dawką refleksji. Agata Bielik-Robson wciągnąć przez prowadzącedr hab. prof. że możemy nagradzać za książkę. zwrócili też uwagę na kompatybilność rytmów tworzenia w dwudziestoleciu międzywojennym i minionym. – tymczasem rzeczywistość jest wielością relacji na jej temat. jaka z zachodu przyjęła się w Polsce w postaci literatury popularnej oraz autorów williama whartona i zadie Smith. ironizował: – rozpaczam. – historie docierają do nas wyłącznie poprzez szczegóły – zdradzała czytelnikom tajniki pracy hanna krall. Michał zalewski też podkreślał wpływ ogólnego dyskursu społecznego i mocne odbicie w literaturze problematyki narzucanej przez media. ale i humoVioletta Trella – sekretarz Kapituły ru. czy odpowiada ona na moje prywatne pytanie . z udziałem krytyków. ewa Graczyk tłumaczyła: – istotne jest opisanie naszego „tu i teraz”. obecność tych dwu szlachetnych firm literackich okazała się jednym z najciekawszych elementów festiwalu. ewa Graczyk. organizatorzy „literaturomanii” zaproponowali między innymi spotkania z hanną krall i januszem Głowackim. – dobrze. spodr hab. wynikającą z możliwości uhonorowania jednocześnie aż trzech gatunków literackich. zwłaszcza ta o literaturze polskiej po 1989 roku. czy powstają Małgorzata Łukasiewicz samodzielnie. ale także przed nią. oboje zdecydowanie zgromadzili też największą publiczność. tymczasem głos polskich pisarzy jest słabo zlokalizowany – a żeby czysto dołączyć do wielu głosów świata. prof. takiej. adam wiedemann ripostował. Aleksander Nawarecki fragmenty swej niepublikowanej powieści podśmiewając się jednocześnie z konwencji spotkań autorskich. dr hab. – jesteśmy polakocentryczni. uroczystość zakończyła się koncertem barda Mirosława czyżykiewicza. Przeczytał także prof. które wywarły największy wpływ na literaturę. . Marek Bieńczyk go rozmowę remigiusza Grzedr hab. ale ja jestem uzależniona od tego. gdyż jedyną jej powinnością jest wysoka jakość. leszek Szaruga bolał nad zdławieniem tradycji oraz „terrorem debiutu”. kopię psa. Przemysław czapliński natomiast prowokacyjnie zwrócił uwagę na potrzebę literatury o rodzimej tematyce i „sprawach wstydliwych”. Miałam nadzieję. czy porywa mnie w jakąś stronę. tylko nasze problemy się liczą. próba zauważenia potwornej drastyczności między nimi – to właśnie zadanie pisarzy i poetów. nie za autorytet – podsumował wybory kapituły nagrody literackiej Gdynia 2009 jej przewodniczący. Musimy dokładnie wiedzieć. różowe strusie pióra przeczytała joanna Bogacka. co zdarzyło się naprawdę. Pamięć jest bardzo ważną potrzebą człowieka. Przez dwa dni uczestniczyliśmy w święcie literatury – debatach. które powinny inaczej się potoczyć. że to wyznanie przyciągnie czytelnika do mojej twórczości. inną atmosferę miały przygotowane przez organizatorów debaty literackie.

Bambino giel. – śleMarcin Świetlicki. sztuka. obrafilozofii aspołecznej zy wyobrażone – zapamiętane Maria Poprzęcka. Inne tempo nie emanującej złem. który prowadził dyskusję. jak brak zaplecza w rodzinie jest przeszkodą na udane życie – dodawała iwasiów. to nie jest figura literacka. gdy jest czytany przez czytelnika. Stanisław rosiek zwierzał się z przekorą z własnych namiętności literackich: – Moja książka wynika z nieumiejętności stawiania kropek i chronicznego niedopisania. Maria Poprzęcka. ale i tematy wybranych do nagrody książek nie były łatwe. to fantomy. ale to nieprawda. Skądś przecież biorą się pewne frazy czy powiedzonka w języku – i to jest pisarska archeologia na samej sobie. uwikłania rodzinMonika Mosiewicz. przesiedleni mężczyźni na ziemiach odzyskanych – nie mogli tak łatwo rozpocząć nowego. zauważył. którzy nie są wyalienowani. Fabryka muchołapek szę opowiedzieć szczeciński tyInga Iwasiów. widzenie. o obcych. – Broniłem się przed nią w moim życiu – wyznał. chciałem to przeżyć wraz z bohaterami. Piosenka o zależingę iwasiów w sztuce pinościach i uzależnieniach sania bardziej interesowały Edward Pasewicz. Od Albertiego do Duchampa na siebie. poprawia frazy. jedną z ciekawszych wydała się jednak debata nominowanych o eseju. że Szczecin to najbardziej czysta polszczyzna w kraju. zapisuję mikro ujęcia z życia. ale moje dzieci wciąż dziedziczą po tym smutku – podsumowała autorka Bambina. Mówi się. wtórował jej edward Pasewicz: najpierw jest rytm. oko. Studium na zawsze. Proza i eSej debaty z udziałem nominowanych do nagrody literackiej Gdynia 2009 skupiły się już przede wszystkim poważnych aspektach literatury. którzy świadomie wybrali życie na marginesie wspólnoty. bo samotność i odrzucenie są ich decyzją. zbyt szanuję literaturę. chciała Radosław Kobierski. – nie powinienem być polskim pisarzem – dodał. – aliteracje współbrzmienia. gdzie jeszcze pamięta się. jak się oblepi – jest wiersz. Sporo czasu poświęcili rozważaniom o muzyczności tekstu poetyckiego i odbiorcy wiersza. ale widzeNomiNacje W kateGorii esej nie jest czymś niepewnym. w książce inne obrazy. jako piętnastolatek dowiedziałem się. towarzyskiej funkcji forów poetyckich oraz uzależnianiu się artystów od dobrych komentarzy. Obcy z wyboru. – żyjemy wprawdzie. a osobą. by napisać NomiNacje W kateGorii Poezja sześćset stron książki wyłączJacek Gutorow. na który patrzy. Przypisy Platona do Sokratesa my.Cezary Wodziński. niematerialne zjawi- . nie chciałbym jednak. Jacek Podsiadło. które wydostają się z niezwykle patriarchalnych środowisk. widzew reprodukcjach. od albertiego do duchampa – kazała przyjrzeć się… patrzeniu na obrazy. których historie zostały przemilczane i nigdy nie będą do odzyskania w formie nieliterackiej. Poeci mówili też o obecności poezji w internecie i powszechnym zwyczaju komentowania tekstów. nie językiem. NomiNacje W kateGorii Proza w którym obecnie żyje: – MuAndrzej Bart. dzieła nie są czymś stałym Stanisław Rosiek. zupełnie poważnie było natomiast podczas rozmowy nominowanych prozaików. – warto się zastanowić. a zwłaszcza śmierć jak ludzie mówili dwadzieścia Angeliki de Sancé lat temu – wyznawała. jak i status obrazu. akcenty – to widać w tomiku. Inne obrazy. andrzej Franaszek z „tygodnika Powszechnego”. – to zawód historyka sztuki – tłumaczyła. Nienapisane i niezmiennym. o rzemiośle literackim mówili chętnie zwłaszcza poeci: eugeniusz tkaczyszyn­dycki. Pasewicz podkreślał. że nieudane życia zdarzają się wszędzie.198 199 Sceny literackie: Poezja. Oko. sztuka. że napisał o ludziach. bo po prostu przyszedł. Polaczyska. kobiety. – lubię zabiegi formalne – przyznała się Monika Mosiewicz. niech się w nim raczej łączy kunszt i rzemieślnicza precyzja z głębokim namysłem. justyna jaworska zdradziła tajniki pracy nad doktoratem – czyli historią o pracy i misji dawnego „Przekroju” (gratulacje dla autorki za wspaniałe umiejętności opowiadania!). końcowo zwyciężczyni w kategorii esej. Życie. Cosinus salsa ne i ocalanie języków. często jestem zdziwiony. że wiersz dzieje się tylko wtedy. Poszerza akcenty. Drobne! Drobne! psychologia. ponakładane nie. kokieteryjne wyznania na temat posługiwania się polszczyzną przedstawił późniejszy laureat nlG – eugeniusz tkaczyszyn­dycki. autorzy jednak podkreślali. dźwiękiem. Lacrimosa rozpoznać literacko to miejsce. nie są dane raz Andrzej Waśkiewicz. andrzej Bart mówił o swoim doświadczeniu pisania o gettcie: – jako autor nie chciałem być tylko mędrcem. która też dostaje baty. cezary wodziński wyznał. mówimy zgoła inaczej niż ja – nawiązywał do ukraińskich korzeni i kłopotów z językiem. Jedenaście dzę w języku autentyki. Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki. potem obrabia się go sensem. pisarz jest mną w każdym calu. Logo nieśmiertelności. żeby tekst był jedynie stukotem głosek. że my. że oboje piszą niejako w imieniu ludzi. Pisze się mową. edward Pasewicz i Monika Mosiewicz.

miejsce – Maciej Kotłowski za tekst Wiersz moście – przekonywał leszek o stu cichych psach Szaruga. jaką malarze w dziele zawarli anegdotę. nagrodzone w gdyńskim konkursie wiersze wydrukuje w dodatku literackim do stołecznej i lokalnej edycji „dziennik Polska the times”. relacje z ojcem. zapytany o to. tłumy lokalnych poetów i kibiców poezji zgromadził otwarty turniej jednego wiersza. – Przydałoby się jednak trochę więcej praktyki – oceniła zajęcia agnieszka kochanowska. Równorzędne wyróżnienia: Joanna Herman na „tajnych” zapleczach teza tekst What sky remines i Patryk Zimny za atru Miejskiego w Gdyni przez tekst Zastępstwo dwa dni festiwalu pracował z grupą wybranych osób nad technikami ich warsztatu. a przy okazji krytycy mają przegląd aktualnych poetyk. Podczas imprezy działała też księgarnia z literaturą polską oraz książkami nominowanymi do nagrody. warto czasem wiedzieć. która wyhamowała nieco pęd nominacyjnej rywalizacji. na konkursach jednego wiersza publiczność zawsze żywo reaguje. ale czy właśnie wydawać. szczególnie dla młodych poetów. Miłość. sprawdzić więc można rzeczywisty odbiór swoich tekstów. czytanie i omawianie przyniesionych utworów. a także akcja wymiany książek. dawało się zdobyć autografy ulubionych artystów. spontanicznie. przydałoby się rozwinąć formę warsztatów i namówić na nie kilku różnych prowadzących – żałowała. oFF nagroda literacka Gdynia to nie tylko debaty i spotkania z artystami. a nawet wykład o zasadach dawnej cenzury – co tylko ciekawiło obecnych. rozstania i nawet jeden wiersz „po śląsku” – usłyszeliśmy pełen przegląd poetyckich pomysłów mieszkańców trójmiasta. kto powinien przemawiać do zbiorowości. . zwłaszcza że zbiorowość mało się nim interesuje. Poza głównym nurtem imotwarty turniej jedneGo wierSza – laureaci prezy toczyły się też warszta1. w konkursie wystartowało 36 autorów – którzy zaprezentowali teksty długie i krótkie. konstruujemy tekst – i to on przejmuje władzę nad naszym patrzeniem.200 201 ska świetlne. ale wiedza o kontekście nie zabija wrażliwości. wydarzeniu towarzyszyła także wystawa zdjęć laureatów konkursu fotograficznego „Gdynia zaczytana” i konkurs recenzencki. jury w osobach krytyka literackiego leszka Szarugi. jedni widzą dobrze. rytm tekstu. emigracja. w zamierzeniu organizatorów kabaret pojawił się zapewne głównie w celach marketingowych. że kabareciarze stanowili tę część programu. ileż można zrobić w tak krótkim czasie. jedna z uczestniczek – z drugiej jednak strony. że pisarz już nie jest tym. czy warto wydawać książkę dla piętnastu osób Stanisław rosiek gorzko zanotował. który zgromadził – wyznajmy szczerze – więcej zainteresowanych niż wszystkie gdyńskie dyskusje literackie razem wzięte. który je poprowadził. i – jak to przy takich okazjach bywa – o różnym poziomie oraz tematyce. – Popieram organizowanie takich turniejów – skomentował rywalizację wojciech Boros. trzeba jednak przyznać. sceny symboliczne w powieści. miejsce – Barbara Piórkowska za tekst Intermożna wykorzystać w tekście. Gdy piszemy. – to okazja zaistnienia. coś dla siebie znaleźli nie tylko miłośnicy sztuki pisania. natychmiast stawało się przedmiotem rozmowy. Pierwszego wieczoru publiczność tłumnie ruszyła na spektakl kabaretu Mumio. krakowski pejzaż dzielnicy Podgórze. decyzja nigdy nie dotyczy tego. stare panny. którzy w luźniejszej niż na normalnym wieczorze autorskim atmosferze – mogą stanąć w szranki z nieco bardziej utytułowanymi kolegami. national nawet napis zobaczony przy 3. ale dariusz Basiński i jacek Borusiński – w brawurowej werbalnej improwizacji wpisali się nawet dość sprawnie w formułę festiwalu. poety wojciecha Borosa i anny Sobeckiej z radia Gdańsk przyznało trzy nagrody i dwa wyróżnienia. miejsce – Hanna Oporek za tekst Mój mistrz ty prozatorskie. – wszystko 2. czy pisać. konstrukcja postaci.

Potem byłem jeszcze na wielkim festiwalu w brytyjskim Glastonbury – ojcu chrzestnym wszystkich letnich festiwali. rozwijający się i rozkręcający coraz bardziej konsekwentnie wraz z każdą kolejną edycją. rozkładane w przedziwne sposoby amerykanki. na najbardziej amerykański z europejskich festiwali muzycznych. w niewielkim odstępie czasu. czego mogę się spodziewać po tej imprezie. ten drugi to natomiast impreza o wiele bardziej niszowa. więc nieustanna obecność takiego tłumu w moim pustym zazwyczaj mieszkaniu zupełnie mi nie przeszkadzała. w tym roku – trochę inna niż poprzednie edycje. albo że czegoś nie zobaczę. a nawet kawałki podłogi w moim mieszkaniu były zajęte przez kilkanaście osób. a raczej – w końcu to anglia – mil). czyli miejsce. stało się częścią alternatywnej bazy hotelowej. sofy. kawalerek. Po takim muzycznym przygotowaniu – na obu festiwalach udało mi się w miarę spokojnie zobaczyć i posłuchać występów prawie wszystkich koncertujących tego lata w europie zespołów. domków jednorodzinnych i szeregowych. że ze względu na co najmniej kilka – głównie zawodowych – powodów. oba festiwale były dla mnie sporym przeżyciem. na którym gra cała śmietanka światowej sceny. gdzie przez cztery dni powstawały kolejne wydania (było ich w tym roku trzy. PiSać. który jest niezłym wyzwaniem dla uszu (koncerty trwają przez dobre dwanaście­czternaście godzin dziennie. tak jak chyba większość trójmiejskich mieszkań. i – oczywiście – muzycznym. głównie alternatywnej. ten pierwszy to najważniejszy w Polsce i jeden z największych dziś w całej europie letni. łaMać a jej ramy wyznaczała przede wszystkim festiwalowa redakcja „Gazety”. najpierw udało mi się wyjechać do hiszpanii. jak się do niej przygotować. i zawodowym. spragnionych głośnej muzyki i dobrej zabawy. ale open’er to dla mnie przede wszystkim praca. dlatego po wrażenia muzyczne wybrałem się zupełnie gdzie indziej. które znalazły się w programie tegorocznego open’era – mogłem się wybierać na lotnisko w Babich dołach. czytać. odbyły się dwie ważne i ciekawe. żeby – co brzmi bardzo paradoksalnie – spokojnie zobaczyć na tym festiwalu jakikolwiek koncert. a więc już od środy rano zaczęli się u mnie meldować. bo festiwal rzeczywiście odbywa się wiosną i jest w zasadzie pierwszym ważnym punktem w europejskim kalendarzu muzycznym każdego sezonu. z prostego powodu – moje mieszkanie. że coś mi umknie. w czwartek – kiedy impreza się zaczynała – wyruszyłem więc do Gdyni na długo przed znajomymi.202 tu i teraz 203 Gdynia na rockowo. plenerowy festiwal rockowy. Po pierwsze – miałem pełną świadomość. choć jednocześnie – zupełnie różne od siebie imprezy: open’er i Globaltica. od początku do końca. bo i sam festiwal trwał przecież o jeden dzień dłużej) open’erowej edycji „Gazety wyborczej”. wiedziałem więc też. nazwa bardzo zresztą adekwatna. nie mając – nomen omen – doła. i towarzyskim. wiedziałem mniej więcej. docierający zresztą do Gdańska z niemałymi kłopotami (bo przecież to właśnie tego dnia niespodziewane oberwanie chmury spowodowało poważne zakłócenia w działaniu komunikacji miejskiej i międzymiastowej. w której – specjalnie dla uczestników impre- . a nie było ich mało – w porywach wszystkie wolne łóżka. zabawa zabawą. przyjaciele i znajomi. w ciągu jednego miesiąca. działo się w Gdyni sporo i bardzo dobrze. ale jakoś udało nam się nie zepsuć tym sobie świetnego nastroju. Mój kolejny open’er. otworzyć Sezon Przed oPen’ereM najpierw był open’er. jeszcze zanim zaczął się sam festiwal. kameralna i spokojna. i tylko długa kolejka do łazienki była pewną uciążliwością. żeby załatwić wszystkie formalności związane z akredytacją i oswoić się z festiwalową rzeczywistością. na szczęście panował piknikowo­akademikowy nastrój. przez trzy dni od rana do późnego wieczora) i dla nóg (odległości między poszczególnymi scenami potrafią liczyć chyba kilka kilometrów. już zrobiło się gorąco. o jedno więcej niż w ubiegłym. jeśli chodzi o dobrą muzykę. GdyNia Na FolkoWo open’er i Globaltica Przemysław Gulda t ego lata. w zasadzie nie będę miał możliwości. więc pociągi z warszawy potrafiły jechać do trójmiasta niewiarygodne dziesięć godzin). wszyscy doskonale się znali i znakomicie ze sobą bawili. w tym również większości tych. która pozwala miastu jakoś przetrwać prawdziwy najazd uczestników festiwalu – tysięcy młodych ludzi z całego kraju i zagranicy. odbywającą się w Barcelonie imprezę pod nazwą Primavera.

żeby spróbować obejrzeć. komentuje. fot. dodawały nam jeszcze energii i zapału. ale liczył się oczywiście przede wszystkim sam festiwal. teksty. potrzebne do przygotowania kolejnych wydań: zestaw komputerów dla dziennikarzy. dla każdeGo coś MiłeGo Praca pracą. korzystając z tego. odbywało się na kilku scenach (więcej trudno będzie zmieścić na festiwalowym terenie. z reguły bardzo oryginalną i pomy- W Babich Dołach pojawiła się cała czołówka współczesnej światowej sceny muzycznej. że siłą rzeczy musieliśmy zewrzeć szyki. żeby udało się to zamieścić w najbliższym wydaniu gazety. które przebić będzie trudno.204 205 zy – pisaliśmy o tym. gdy zjawialiśmy się na festiwalowym terenie. reprezentujących najróżniejsze gatunki i kilka kontynentów. a poza tym – nie ma za bardzo takiej potrzeby. Tomasz Zdaniak . umieszczając przy wejściu do namiotu duży ekran. codziennej pracy w redakcji. w olbrzymim namiocie „Gazety” mieliśmy prawie pełne zaplecze techniczne. ile się tylko da z kolejnych festiwalowych występów. dostarczone przed chwilą z drukarni. najnowsze wydanie open’erowej gazety. a poza tym utrudniłoby to jeszcze mocniej i tak już dość karkołomną sztukę zobaczenia podczas imprezy jak największej liczby koncertów). Po pierwsze – w naszym namiocie panował bardzo bojowy nastrój. dzięki którym dawało się je rozwozić po całym open’erowym terenie. czas kończył nam się około drugiej w nocy – przecież drukarnia musiała mieć jeszcze kilka godzin na wydrukowanie naszych tekstów. typu: „słaby ten tytuł. i to z co najmniej kilku powodów. którzy na gorąco czytali nasze. po trzecie wreszcie – żeby spisać i opisać to wszystko na tyle szybko. że w Babich dołach pojawiła się wszak cała czołówka współczesnej światowej sceny muzycznej. tegoroczne wydanie open’era trwało cztery dni (klasyczne festiwale trwają przeważnie o jeden dzień krócej). Gorące komentarze przypadkowych przechodniów. widzieliśmy jak na dłoni. świetnie czuło się to też – i to trzeci element wzmagający naszą satysfakcję – codziennie wczesnym popołudniem. wystąpiło na nim ponad 170 wykonawców. że prawie każdy z uczestników festiwalu czyta. zestaw kabli. ale jednocześnie – wielkie przeżycie i wielka radość. to impreza. takiego ducha współpracy dawno nie udało nam się uzyskać w zwykłej. na którym przechodzący głównym festiwalowym traktem mogli na bieżąco obserwować. musieliśmy się więc trochę nabiegać. że nasza praca ma taki realny wymiar i wydźwięk. a przede wszystkim – grających ciekawą. ale jednocześnie dawała niezwykłą satysfakcję. a tym razem osiągnęła już rozmiary. czasem wręcz mocno przeżywa nasze teksty i zdjęcia. jak rzadko kiedy w wykonywaniu zawodu dziennikarza czuliśmy tak mocno i bezpośrednio. Praca była zaiste dość wariacka. że ktoś czyta. po drugie – żeby zrobić jak najwięcej wywiadów. która rozrasta się z roku na rok. osiem stron dziennie to nie w kij dmuchał. to była ciężka i mocno wariacka praca. jak posuwają się prace nad kolejnym numerem gazety. co się dzieje na festiwalu i wokół niego. poprzedni był lepszy!” albo „świetne zdjęcie!”. idąc spory kawałek od bramy do redakcyjnego namiotu. Po pierwsze po to. Byliśmy dumni i szczęśliwi. drukarkę. fotoreporterów i łamaczy. Po drugie – organizatorzy festiwalowej redakcji wpadli na wspaniały pomysł. nie mogło oczywiście zabraknąć także dyżurujących na miejscu redaktorów. że nasza praca dociera do konkretnych odbiorców. napisane jeszcze bardziej na gorąco. a specjaliści od kolportażu – na umieszczenie kolejnego wydania festiwalowego dziennika w specjalnych koszach na kółkach. którymi dałoby się chyba opasać cały festiwalowy teren. a ciśnienie czasowe powodowało.

choćby wówczas. brytyjska formacja Basement jaxx czy nowojorski artysta Moby. których muzyczna młodość przypadła na lata dziewięćdziesiąte. którzy chcieli potańczyć. organizatorzy festiwalu postawili tym razem na różnorodność. ale i nie obyło się bez spektakularnych artystycznych porażek. a dodatkowo także najbardziej zagorzali wielbiciele nieco popowej odmiany muzyki ska. zorganizowanej z okazji niedawnej. duet crystal castles z kanady. i tylko fani hiphopu mogli w tym roku trochę ponarzekać. żeby zobaczyć. Swoje pięć minut mieli także ci. dzieląc je ze światowymi gwiazdami.206 207 słową muzykę. fot. niektórzy artyści w pełni potwierdzili wszystkie pozytywne opinie o sobie i udowodnili. gdy któryś z nich powróci w przyszłym roku na jedną z większych scen festiwalowych. izrael i o. wyraźnie widocznych dziś na światowej scenie muzycznej. zwykle organizatorzy festiwalu przygotowywali dla nich atrakcję w postaci koncertu jednej z wielkich gwiazd tego gatunku – w Gdyni występowały już przecież tak znaczące postacie sceny hiphopowej.S. reaktywacji grupy. jeszcze starsi.r.t. w tegorocznym programie znaleźć mogli coś dla siebie wielbicie najróżniejszych gatunków.. którzy – w większości – nie mają jeszcze w dorobku płyty. bo przecież Q­tip. i to na różne sposoby: obok nowojorskiej gwiazdy zaprawionego świadomym kiczem muzycznego eklektyzmu. jak np. starają się tak zbudować program i tak dobrać zespoły. przyjechali nad morze. którzy wcześniej grali zwykle niewielkie koncerty w kameralnych salach. np. które mają się pojawić na poszczególnych scenach. z tarczą i na tarczy Przez cztery dni z festiwalowych scen muzyka brzmiała niemal bez przerwy. w kolejnych dniach imprezy: renton. w przypadku open’era ta koncepcja sprawdziła się doskonale. to – owszem – artysta niezwykle poważany i szanowany. zupełnie niespodziewanej. po ponad dekadzie milczenia. cieszyli się wielbiciele grania sprzed lat: ci. żeby zobaczyć jeden z pierwszych koncertów na trasie amerykańskiej formacji Faith no More. z przyjemnością wybrali się na open’era. Firmy. piosenki aktorskiej. Santogold. przed grupką bliższych czy dalszych znajomych. aren festiwalowych – Scena Młodych talentów. to właśnie tam. dla najmłodszych rodzimych wykonawców. jak amerykańscy raperzy jay z i kanye west. zarówno za sprawą swych wcześniejszych dokonań w składzie grupy a tribe called Quest. że . gią – brytyjska formacja Prodiwidocznych dziś na światowej scenie muzyczgy. dla ilu z tych zespołów tegoroczny występ na festiwalu będzie przepustką do dalszej kariery. mogli się sprawdzić w iście bojowych warunkach. arctic Monkeys czy white lies. inni występowali na pozostałych scenach festiwalowych. brytyjska formacja Madness. jak poradzi sobie na scenie prawdziwa legenda tego gatunku. którym najbardziej w smak jest granie z folkowymi korzeniami. którzy cenią sobie gitarową alternatywę w brytyjskim wydaniu – to ich przede wszystkim przyciągnęły do Gdyni pierwsze w Polsce występy takich zespołów. połamanej i szorstkiej tanecznej elektroniki. przeznaczona była jedna z najmniejszych. które je przygotowują. okaże się już niedługo. a także artyści prezentujący nej. graniczącą wręcz z eklektyzmem. nie mogli więc narzekać między innymi ci. to właśnie do nich skierowany był praktycznie cały program sceny world. młodzi muzycy. przed relatywnie sporą publicznością. na open’erze wystąpili także mistrzowie brudnej. tym razem już w charakterze open’erowej gwiazdy. ale jednocześnie pod względem popularności niedorastający do pięt poprzednim. tych. Szeroką reprezentację miała też rodzima scena muzyczna. jak i późniejszych poczynań solowych. choć przez to wcale nie mniej interesujących. specjaliści od łączeW tegorocznym programie znaleźć mogli coś nia elektroniki z punkową enerdla siebie wielbicie najróżniejszych gatunków. reggae i hiphopu). nie zabrakło momentów wielkich. reprezentującym ten gatunek gwiazdom open’era. kryzysowych latach. Maria Peszek. wpisali się tym samym w ogólną tendencję dotyczącą tego typu imprez w ostatnich. tym razem zabrakło hiphopowej indywidualności podobnego formatu. zaproszony w tym roku do Gdyni. by przyciągnąć najróżniejszą publiczność. na której zaprezentowała się między innymi mocna frakcja islandzka. albo odwiedzającej nas po raz kolejny grupy Placebo. Tomasz Zdaniak bardziej konwencjonalne podejście do klubowej muzyki tanecznej. a więc przedstawiciele zupełnie różnych gatunków: indie rocka. w postaci grupy hjaltalin i wokalistki emiliany torrini. w programie tegorocznego festiwalu nie zabrakło też czegoś dla tych. czwórce polskich wykonawców przypadł w udziale zaszczyt otwierania koncertów na największej festiwalowej scenie (byli to.

na scenie pod namiotem. występującego wcześniej w zespole perkusistę. Steve’a hewitta. do grona największych przegranych. by śpiewać. zabrakło czegoś więcej. jeszcze inni sromotnie zawiedli oczekiwania. swoje partie wokalne. do tych największych momentów festiwalu z pewnością zaliczyć trzeba pełen emocji. w której posępna elektronika zderza się w bardzo owocny sposób z gitarowymi brzmieniami spod znaku takich zespołów. podane jednak w zupełnie bezpretensjonalny i naturalny sposób. czegoś. Prawdziwym czarnym koniem festiwalu okazała się natomiast formacja. który po latach powraca do czynnego grania. ale zdecydowanie było warto. ale jednocześnie dość typowy koncert zespołu. zmęczonych i. a potem skakać ze sporej wysokości w dół. że ten występ w niczym nie przypominał ostatnich koncertów tej formacji w Polsce. która przed tym występem była w Polsce praktycznie nieznana – francuski zespół M83. . ale w zasadzie nic poza tym. w pełni satysfakcjonując tylko najwierniejszych fanów. wrażenie jest niesamowite za każdym razem. Grupa przeżywała ostatnio spore problemy. to było zupełnie nowe Placebo. które wypadły po prostu dobrze. że ma genialnego wokalistę. potrafi miotać się po scenie. Tomasz Zdaniak ści. w tym gronie zmieścić też należy koncert grupy Faith no More. Był to po prostu bardzo dobry. sprawdziła się znakomicie w środku nocy. że koncert staje się wielkim przeżyciem. jak amerykańskie formacje Gossip i kings of leon. w których wyniku po raz pierwszy od wielu lat zmienił się jej skład. co robiła ze sobą jego wokalistka. mający na dodatek punkowe korzenie. na które się naraża. niczym lalka. wypadając mocno poniżej swoich możliwości. która nikogo nie zostawia obojętnym. na które fani musieli czekać dość długo. potrafi wreszcie rzucić się przez szpaler ochroniarzy w tłum. a może po prostu – największych pechowców – tegorocznego open’era z pewnością trzeba zaliczyć młodych muzyków z angielskiej formacji arctic Monkeys. i to właśnie ten muzyk. fot. potrafi wspinać się na elementy konstrukcyjne sceny. której przymocowanymi do rąk i nóg sznurkami manipuluje ktoś bodaj niespełna rozumu. okazał się prawdziwym bohaterem open’erowego koncertu. to było prawdziwe muzyczne misterium. która przedstawiła wszystkie najważniejsze utwory ze swej wypełnionej niezliczonymi niemal przebojami dyskografii. wyraźnie ospałych. jego nieco mroczna – rozjaśniona tylko w dość symboliczny sposób krwistoczerwonym. na każdym właściwie koncercie swej grupy wpada w niezwykły stan. zastąpił Steve Forrest. wśród zespołów. bliski chyba tylko opętaniu. ta filigranowa dziewczyna. ale jednocześnie – pełen zadziwiającej energii. jak My Bloody Valentine. o posturze dziecka i wyglądzie wampa i wampira jednocześnie. ocierający się o granice mocno szkodliwej autoagresji. open’erowy występ był bardzo ważny dla zespołu Placebo. inny wypadli co najwyżej poprawnie. co powoduje. podchodzących do ich występów z należną każdemu najwierniejszemu fanowi pobłażliwością. alice Glass. dużo młodszy od dwóch pozostałych członków grupy. w jakim tonęła scena przez cały czas trwania koncertu – muzyka. żarliwości i dobrze pojmowanego szaleństwa występ duetu crystal castles. kiedy ogląda się ten niezwykły rytuał. a raczej wykrzykiwać w niezwykle emocjonalny sposób. unoszona na wyciągniętych w górę rękach publiczno- Przez cztery dni z festiwalowych scen muzyka brzmiała niemal bez przerwy. choć ich koncerty nie rzucały na kolana. co czyniło ten koncert jeszcze bardziej porywającym. udowodniła. co gorsza. żywiołowość i niezwykła energia spowodowały. jego witalność. męczących. intensywnym światłem. a dokładniej – to. wymienić trzeba chociażby takie festiwalowe gwiazdy.208 209 medialny hałas wokół ich dokonań bynajmniej nie jest przesadzony. nie patrząc na nic i nie bacząc absolutnie na niebezpieczeństwa.

na dodatek – dostałem propozycję poprowadzenia festiwalu. w której w jednym miejscu spotykają się ludzie zafascynowani jednym i tym samym: muzyką. mimo że wielokrotnie bawiłem się w lesie okalającym cały ten obiekt. Mimo że koło dworu w kolibkach – bo tam właśnie od lat odbywa się festiwal – przejeżdżałem niezliczoną ilość razy. wielkie sukcesy i bolesne porażki artystyczne. że zespół wypadł fatalnie. tolerancji i wzajemnego zrozumienia czuje się tam na każdym kroku. to prawdziwa oaza zieleni i spokoju w samym środku miasta. że loty samolotem są dla nich za dużym stresem).210 211 której występ miał być ozdobą i najmocniejszym punktem pierwszego dnia gdyńskiego festiwalu. Orange Goblin na festiwalu Globaltica. a nawet gorzej – okazał się kompletną porażką. która swoim klimatem bardziej przypomina rodzinny piknik niż tradycyjny letni festiwal muzyczny. do tej pory był to bowiem przegląd artystów grających różne odmiany korzennej muzyki folk z najodleglejszych nawet zakątków świata. że na scenie przez kilka rozpaczliwych minut zapadła bezlitosna cisza). czy raczej na presję i nerwy związane ze zbliżającą się premierą najnowszej. festiwalu Globaltica. a zarazem – jedna z nielicznych okazji w ciągu roku. i kiedy dotarłem tam po raz pierwszy – oniemiałem. w związku z tym musiałem trochę zmienić swój doroczny plan i zostać w trójmieście na dłużej. i to właśnie ten ostatni. w programie imprezy znalazły się występy zespołów. tegoroczna Globaltica trwała dwa dni. atmosferę przyjaźni. Bo open’er znakomity klimat z pewnością ma. czy zrzucić to należy na karb zmęczenia muzyków (jechali do Polski autobusem. więc nigdy fizycznie nie było mnie na miejscu. ale nie żałowałem ani trochę. world czy etno jest tylko punktem wyjścia do bardzo oryginalnych poszukiwań artystycznych i z powodzeniem łączą ją z innymi gatunkami muzycznymi. które miały się na niej znaleźć). żeby w jednym miejscu i o jednym czasie spotkać tylu znajomych. zniknęła bezpowrotnie w momencie. oaza zielona ale festiwal to nie tylko mniej lub bardziej udane koncerty. dość powiedzieć. nie był. towarzyski aspekt jest dla wielu osób najsilniejszym magnesem przyciągającym na festiwal. żeby się ze sobą dobrze bawić. a nawet jeśli przez moment przeszła mi przez głowę myśl. które wygrywa przede wszystkim swoim niezwykłym klimatem. a on sam staje się wydarzeniem. oaza Hałaśliwa. i znów muszę się do czegoś przyznać ze sporym wstydem. nigdy nie byłem w środku. open’er to także tętniące życiem przez cztery doby miasto. często z najdalszych nawet zakątków Polski. bardzo mocno oczekiwanej płyty (grupa podczas open’erowego występu prapremierowo prezentowała kilka kompozycji. pozostawiając po sobie bardzo złe wrażenie. fot. a na dodatek robią wiele. idealne miejsce na taką imprezę. tłumacząc. ale uczestniczyłem w nim po raz pierwszy w życiu. to rzadka sytuacja. od reliktu po poprzednich edycjach festi- . nie wiadomo. a to niestety wciąż jeszcze w Polsce spora rzadkość. wstyd się przyznać. Michał Jaskólski tym razem stało się zupełnie inaczej. dla których muzyka folk. z dwóch powodów: po pierwsze – od kilku lat regularnie wyjeżdżam na całe lato z trójmiasta. na którą chętnie przystałem. że może powinienem wyjechać wcześniej. kiedy pierwszy raz przyjechałem na festiwalowy teren. a w jej trakcie zaprezentował się zestaw wykonawców reprezentujących bardzo szerokie grono stylistyczne. co spowodowało. po drugie – nigdy nie interesował mnie pod względem programowym. znacznie skromniejszej i mniejszej gdyńskiej imprezy muzycznej. to właśnie atmosfera jest też jedną z największych sił drugiej. czy też po prostu na problemy techniczne prześladujące zespół przez cały występ (w najbardziej dramatycznym momencie odmówił posłuszeństwa przywieziony przez Brytyjczyków mikser.

który – jak się okazało – posiada znakomitą umiejętność wciągania publiczności do wspólnej zabawy: wymyślał dla niej układy taneczne. fot.212 213 walu. w których muzyce inspiracje folkowe były wyraźnie widoczne (np. poziomu energii i stanu pogody (bo ta podczas festiwalu nie była zbyt łaskawa dla jego uczestników – przez większość drugiego dnia padał deszcz). Michał Jaskólski . Bassekou Kouyate na festiwalu Globaltica. grupa orange Goblin). niekoniecznie folkowego grania i wszyscy znakomicie się bawili. bawił anegdotami ze swego życia. Mocny program przyciągnął do kolibek sporo zwolenników dobrego. Big Sexy noise. by mogła śpiewać wraz z nim. ten występ to było zdecydowanie coś więcej niż tylko koncert. którym do stylistyki etno raczej bardzo daleko (np. ta międzynarodowa kooperacja przyniosła znakomitą. a Gdynia tym samym stała się domem dla dwóch znakomitych. lydii lunch. składającego się z instrumentalistów mieszkających w rosji. koncertujący ostatnio w towarzystwie tria. uczył refrenów. pod kierunkiem Bassekou kouyate. poprzez zespoły. a najważniejszy był sam webley. w której folk łączył się z rockiem i kilkoma jeszcze innymi elementami (nie zabrakło choćby bardzo zaskakującego i mocno improwizowanego coveru jednego z przebojów Michaela jacksona). w postaci bardzo tradycyjnie etno­folkowego zespołu z Mali. najnowsza formacja legendarnej nowojorskiej artystki awangardowej. nowa festiwalowa formuła sprawdziła się znakomicie. aż po grupy. amerykańskie formacje Murder By death i Firewater). najbardziej spektakularny występ podczas festiwalu dał amerykański muzyk jason webley. niezależnie od stylistyki. choć jakże różnych imprez muzycznych. porywającą muzykę. albo klasycy brytyjskiego metalu. wszyscy artyści zostali niezwykle ciepło przyjęci przez publiczność.

po jednym z nielicznych wieczorów poetyckich. za trzy godziny muszę obudzić cię gilgotaniem potem wyjadę. czy choćby „najmłodszego” debiutanta – rodem z lęborka – Patryka zimnego. gdy miejsce okrzepło na kulturalnej mapie miasta. odbywającego się obecnie w maju. Swoje wiersze prezentowali tutaj między innymi: józef Baran.214 tu i teraz 215 o PrzystaNi Poetyckiej „strych” Słów kilka wojciech Boros P rzystań Poetycka „Strych” działa regularnie od stycznia 2001 roku. radosław kobierski. Piotr Macierzyński. Mam na myśli gdynian: joannę herman. zwłaszcza te ostatnie cieszą się do dziś dużym zainteresowaniem twórców i publiczności. nagradzano tutaj za wiersze między innymi: dorotę Masłowską (wyróżnienie w 2002 roku). listopadowego Gdyńskiego Przeglądu „Połowy Poetyckie” (2002 rok). z czasem udało się rozszerzyć profil na gości z Polski. wojciech Brzoska. katarzyna hagmajer. obecnie (od stycznia 2009 roku) Przystań prowadzą wspólnie: Paweł Baranowski i wojciech Boros. Sławomir Matusz. przy wsparciu gospodarza kawiarni – jakuba Boczka. która zrodziła się przypadkiem. o których coraz więcej słychać na poetyckiej „giełdzie”. krzysztof kuczkowski. Była to inicjatywa oddolna. pomoc logistyczno­finansową zaproponowało centrum kultury w Gdyni. annę wieser. z czasem ten lokalny konkurs stał się przeglądem ogólnopolskim – w ubiegłym roku wpłynęło nań prawie 300 zestawów wierszy. wiele osób. Początkowo prezentowano głównie twórców z trójmiasta i okolic. kolejne spotkania już wkrótce. . które odbyło się 28 maja bieżącego roku. ma klimat. do której zawitali w zimowy wieczór. adam wiedemann. radosław wiśniewski i inni. Brakowało tam tylko poezji. kilku zapaleńców wykombinowało sobie. z czasem. Pierwszym prowadzącym spotkania na „Strychu” był gdynianin Paweł Baranowski. a nawet z zagranicy. oprócz „wielkiego Poetyckiego Prania” (pierwsza edycja – styczeń 2002 rok). tadeusz dąbrowski. do comiesięcznych wieczorów poetyckich dołączyły minirecitale piosenki poetyckiej i satyrycznej oraz organizowane dwa razy w roku konkursy jednego wiersza. a od lipca tego roku pieczę nad całością sprawował wojciech Boros. Viii Wielkie Poetyckie PraNie Na strychu i nagroda jakuB noGa. odbywających się wówczas w Gdyni. scandinavia X czy mnie jutro poniesiesz synku gdy ci powiem że cały mój świat to czekanie czy wybaczysz brudną szyję niewyprasowaną bluzkę przygodne znajomości w tobie odmieniony na dywanie z krajobrazem tłumaczę się jak na spowiedzi czasu mam mniej chociaż przez chwilę jeszcze patrzę na ciebie teraz jest noc. Macieja kotłow- skiego. dotychczas w gościnnych progach kawiarni przy Placu kaszubskim odbyło się około 90 wieczorów poetyckich. Baranowski był również pomysłodawcą korespondencyjnego. na początku wszystko organizowano własnym „przemysłem”. że kawiarnia. to był strzał w dziesiątkę. Baranowski prowadził spotkania do marca 2005 roku. Swoistym uzupełnieniem niniejszego tekstu niechaj będzie zestaw czterech wierszy nagrodzonych podczas „Viii wielkiego Poetyckiego Prania na Strychu”. miało tutaj okazję zadebiutować. edward Pasewicz.

) w niektórych sklepach czuję się jak potencjalny złodziej. ołowiane niebo ciska na nas gromy. jak kobiety. złote obracamy w ustach. wiem to. która porywa chłopców hodujących róże. w wodzie toną gwiazdy. iii nagroda toMaSz liPSki. * * * (w niektórych sklepach. nitki szyneli wyskubane z kalin. północy. południu. w niektórych urzędach czuję się naprawdę niebezpieczny.216 217 ii nagroda Maciej kotłowSki. wojna uczyni cię wrakiem ziemia jest sucha jak gardło pełne pyłu. luis. z którego ciała spadały do rzeki. ciebie już zabrała. . puszczyk chowa w dziupli rdzewiejący guzik. przez laminat czuję chłód rzeki. wilga zawodzi nad wizną. pani wiosna na spacerze psy warczą i walczą o kij świeży smaczny kawał skóry ptaki leśne cisną w instrumenty płuc kościane trąbki dziobów lśnią wieczorem natężenie trawy sięga zieleni makijażu na powiekach prostytutki z baru eden z którą jeśli już zdecydujesz się pójść to i tak za darmo bo rachunek jest wliczony w cenę suchy pająk powiewa na gałązce jak wskazówki zegarka a ciebie czeka użyźnienie tak czy inaczej pójdziesz na jej blichtr wiosenne orgie i jesienne dragi więc się nią zachwycaj całuj aż do płuc zanim ci serce korzeń przedziurawi wyróżnienie MaGda kowara. Przy niektórych zajęciach czuję się jak potencjalny zwycięzca. bez zmian na wschodzie. prom zaczajony na stalowej linie. staczamy się w misy snów o kształcie odwróconych stożków. na końcu będzie nocny etap. w jego wnętrzu plecami do nurtu czytamy pieśni i powieści. szkoli – jeśli nie zginiesz. wbijamy szpilki w cypel.. strzepują z piór płynne srebro. nie budź przewoźnika. spod kładki wypływa struchlała Marzanna. w oczach szklane kulki. Przy niektórych dzieciach czuję się jak ojciec. nocą wszystko jest na opak: ryby są na niebie. mistrzu konstanty. snajper z dżungli. kolano się zgina po stuknięciu młotkiem. przy niektórych kobietach czuję się niemęsko. leje spod poduszek rosną atomowe grzyby.. krzyku. a przy niektórych poetach czuję się jak analfabeta. zachodzie. znaki wodne kajak to pół okrzemka. ściółka krwawi. bo nie chcesz już słuchać Gałczyńskiego. płyńmy bezszelestnie. nury i bernikle spłoszone od brzegów urywaną falą.

na co dzień mój świat był bardzo mały: uliczki orłowa. puszczająca pióropusz ciemnego dymu z niezgrabnego komina. dojechawszy do przelotowej alei zwycięstwa. cicha. śpiącego w dzień. zagorzały patriota Gdyni i jej okolic. gdy sam spędzał tam kilkakrotnie lato. – Szkoda. u znajomej rodziny. by w promieniach zachodzącego słońca patrzeć narkotycznie w ledwo widoczny zarys helu. pan władysław wyprowadził z drewnianej budy stojącej na podwórzu wśród chwastów swojego wysłużonego junaka i uruchomiwszy go nie bez trudności (czemu się przyglądałem). plaża. – Plaża i lody! Plaża i lody! – powtarzał z przekąsem. by tam głuszyć melancholię jakąś socjalistyczną brandy. – jest jeszcze za mały na zabytki. wzgórze nowotki… wjechali- . zatrzymywaliśmy się z rodzicami w orłowie – ze względu na sentyment. jak powiadam. jaki ojciec miał do tego miejsca z czasów przedwojennych. rowerzystów. w którym – jak z zapałem opowiadał pan władysław – w czasie okupacji mieszkał jakiś wysokiej rangi oficer SS. Sopot kazał się widzieć na podobieństwo neurastenicznego. który jej przypadł w udziale. były jednak mity. którego linia bardzo mi się podobała i które w ogóle wydawało mi się eleganckim. bo przecie nie istniejącego już kasyno lub choćby do jakiegoś lokaliku z wyszynkiem. powiedział: – Siadaj. pochmurno. króla jana iii. zająłem miejsce na tylnym siedzeniu. wdzięczniejszej (był to wtedy jeszcze całkowicie tabor poniemiecki) niż ta. licząc. – i nogi na podpórkach! ruszyliśmy. Pan władysław kpił jednak z mojej fascynacji: – co za balia! Pływało to kiedyś po Balatonie. wielbiciel inżyniera kwiatkowskiego. jaką znałem z warszawy (z wagonami sowieckiej produkcji. Mieszkaliśmy „prywatnie”. że należał jej się lepszy los niż ten. i wreszcie Gdynia z jej peryferiami. zaradna. a z drugiej inspirowały do tworzenia dziecinnej mitologii. a nawet trolejbus numer 21. wyprzedzaliśmy furmanki.. znanymi z obrazków moskiewskiego metra). ten ogrom i różnorodność z jednej strony przytłaczały wyobraźnię. Stałem na balkonie starego domu u początku ulicy Przebendowskich. ale nawet tam się tego pozbyli! Panu władysławowi w ogóle niezbyt podobał się styl. wreszcie Gdynia to była jego „zdrowa”. trawiący w milczeniu swoją tragiczną przeszłość. że jeszcze nie wata na patyku! to byłaby już „pełnia szczęścia”.218 moja GdyNia 219 antoni libera Gdynia – dworzec MorSki d o trójmiasta zacząłem przyjeżdżać – jak wielu mieszkańców Polski – na wakacje. Sopot. to wszystko. skręcił w prawo i ruszył pełnym gazem w kierunku Gdyni. Stary. nieco zepsutego Syna. Sądziłem. Gdańsk jawił się więc jako surowy. po czym udać się do wyimaginowanego. średnia „Barbara” i duża „Panna wodna”. gdy miałem osiem lat. zwany jeszcze wówczas często z niemiecka zoppot. w jaki spędzałem wakacje. Pierwszy raz bodaj w 1957 roku. choć również jakoś smutna czy z dozą goryczy. ładniejszej. czasem pojawiało się jeszcze „Mazowsze”. nie jeździłeś przecież jeszcze na motorze. że objedziemy najwyżej dzielnicę – kilka uliczek na krzyż: Balladyny. w której mieszkałem – i niebywale różnorodną. gdzie można się było stołować. wstającego późnym popołudniem. przewiozę cię. Było szaro. z charakterystycznymi poziomymi „plisami”. te trzy światy łączyła nitka kolejki elektrycznej – jakże innej. ojciec zagadkowo milczał.. orłowską – i wrócimy na miejsce. i patrzyłem w morze. Matka tłumaczyła mnie przed nim. gospodarna Siostra. okazałym statkiem. marząc. której głową był pan władysław. któregoś dnia. rybacy i smażalnia fląder. czekając aż pokażą się stateczki przybrzeżnej żeglugi: mały „jaś”. trójmiasto wydawało mi się aglomeracją olbrzymią – znacznie większą niż warszawa. liceum plastyczne. redłowo. kiedyś miałem iść na studia. kiedyś miałem zdać maturę. – trzymaj mnie w pasie! – przekrzykiwał warczący silnik. niszczejących willi – to był świat drugi. osadami rybackimi i pół­dzikimi terenami – to był świat trzeci. po co mu ta historia. z okazałym Grand hotelem i molem oraz dziesiątkami „omszałych”. gdy rodzice z innymi znajomymi letnikami pojechali na cały dzień do kartuz. a zresztą. w kierunku Półwyspu helskiego. jego deptak i małe molo. z wysokiej skarpy w pobliżu kamiennego Potoku patrzyło się na zatokę. pochmurny ojciec. mocno zniszczony jeszcze wówczas Gdańsk wraz z przyległościami to był jeden świat. na razie jednak stałem w miejscu i tylko patrzyłem. – nie kryjąc emocji. znawca żeglugi morskiej i lokalnej historii. tymczasem pan władysław. słynny cypel. kiedyś miałem ruszyć w podróż. że zza cypla wyłoni się zaraz jakiś potężny frachtowiec.

skąd patrzyło się na falochron. kolosalne dźwigi ospale przenosiły ładunki i kontenery z brzegu na pokład lub odwrotnie. wokół Skweru kościuszki chodziło się na niedzielne spacery. a wybudowała spółka Skąpskiego. Szumiało mi w głowie – od wiatru. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni ciągnęły się tory. tak? – no… – bąknąłem. – Patrz.. gwizd lokomotyw i syreny okrętowe. coraz to przecinaliśmy jakieś tory. – Po czym wyjąwszy z wewnętrznej kieszeni marynarki niewielki albumik z przedwojennymi pocztówkami i amatorskimi zdjęciami. kartka po kartce.. tablica dla Marszałka. zaczął mi je pokazywać. Po obu stronach budynku Dworzec Morski. Pan władysław skręcił w Skwer kościuszki. i raz w miesiącu upiorna komedyjka. Był to fascynujący teren – niby wielce cywilizowany. wskazując głową kierunki – belgijskie. Patrzyłem. co z tego zostało. a przecież jakoś dziki – posępny i senny zarazem. w których stały przycumowane statki. Stanęliśmy wreszcie przed fasadą budynku. objechał go i zatrzymał się przy orP „Burza”. mawiał wtedy dziwnie ojciec. – „Burza”. bo czasem przyjeżdżaliśmy tam robić zakupy. Przy nabrzeżu stały legendarne transatlantyki. warkotu junaka i głuchych odgłosów dochodzących z portu.220 221 śmy wreszcie w świętojańską. który przypominał szeroki mostek kapitański. tętniło życie. jak to wyglądało – i wolno. Pojechaliśmy w górę ulicą 10 lutego. „Morze…”. – tu jest prawdziwy port. w tamte strony nigdy się z rodzicami nie zapuszczałem. II połowa lat trzydziestych. i oczywiście lody. Pamiętam uroczyste otwarcie. co tu było na początku lat 50­tych? Pustynia.. wjechaliśmy w labirynt uliczek. – chociaż teraz – wrócił do opowieści pan władysław. dojechaliśmy wreszcie do nabrzeża i tam objechaliśmy dobrych kilka basenów.. „dal. chociaż to tylko zatoka”. – to wskakuj – zakomenderował – pokażę ci coś prawdziwego. przypadkowych przechodniów. „Batory”. te rzeczy.. co oni z tego zrobili. żebyś znał coś więcej niż tylko tę cepeliadę. wszystko to zawsze wydawało mi się ogromne. gdy w morze wychodził Batory: orkiestra. – lata trzydzieste – klarował mi pan władysław. tu właśnie. cudzoziemskie. pokrzykiwania. – i co? – ciągnął kpiąco pan władysław. nie mogłem zaprzeczyć. a z tyłu po lewej polskie. co? Przytaknąłem. w istocie zaś z fascynacją. wręcz słyszało się rozgwar. w ostatni dzień roku bale sylwestrowe dla elity! ale się działo! i teraz patrz. fot. „dar Pomorza”. Przed budynkiem. holenderskie. na których pan władysław zwalniał. przemówienia dygnitarzy. a potem dworcową w kierunku portu. a tutaj „aukcje owocowe” i „towarzystwo ekspedycyjne warta”. Patrz tutaj: słynna „Gdynia linia ameryka”. zaprojektował tomaszewski. – tu pewnie byłeś.. – dworzec Morski – powiedział pan władysław. którą znałem. kłębił się tłum ludzi: robotników portowych. modulując głos z posępnego mol na niejednoznaczne dur – to i tak jeszcze jest jakoś! wiesz. nabrzeże francuskie – wymieniał. kiwając głową z udanym zrozumieniem. dochodziło się do samego końca. w niedziele msze dla pracowników portu. Ponad pięć tysięcy metrów kwadratowych powierzchni użytkowej. duńskie. kiedy było tu życie. nowoczesny i jakoś zdegradowany. tablica dla Mościckiego. na których stały pociągi towarowe z wielkimi parowozami... zasieki i straże z odbezpieczoną bronią. który wyglądał dużo ładniej niż obecnie. „Puławski” i inne. Budowę ukończono dopiero w 33­im. przekładał kolejne stronice. pasażerów. wkrótce za dworcem straciłem orientację. a na pokładzie puchy! Bo niby kto . wzdłuż których stały zabudowania przemysłowo­magazynowe i rozmaite warsztaty. znałem go osobiście. spędzony tłum. – jedyne.

Stypendysta (poezja) Samorządu województwa Pomorskiego (2003. dwa zbiory opowiadań. mazurek (2002). głównie muzycznych. wydał tomy wierszy: nierealit górski (1997). wydał pięć tomów wierszy. powieść siedemnaście sekund. jasne i Pełne (2003). Publikował w licznych czasopismach artystycznych oraz antologiach. nagrody Fundacji im. w 1980 roku w Gdańsku. Felietonista portalu wirtualna Polska i „Polityki”. zbigniew Gach – ur. nagrody artystycznej GtPS (2007). obwieszczała ona dumnie: „Polska 1”. antybohater (1991). nike i cogito (2009). jego teksty można przeczytać między innymi w „Gazecie wyborczej”. Mieszka w Sopocie. kwaśna bomboniera (2006). żeby oglądać festiwale i koncerty. portalach internetowych (przede wszystkim screenagers. jeździ gdzie się da. krytyk. scenarzysta telewizyjnych progra- jacek dehnel – ur. Mieszka w Sopocie. Mieszka w Gdańsku. „Pulpie”. Poeta. w 1979 roku. na ogrodzeniu z siatki spostrzegłem przekrzywioną tabliczkę z nazwą i numerem ulicy. cyklu reportaży poświęconych ukrainie. leon rybak (2008). autor książek poetyckich: Wypieki (1999). redaktor dwumiesięcznika literackiego „topos”. wojciech Boros – ur. antologia wierszy 1976–2006 (2006). wystaw. te deum (2005. a także dwa tomy przekładów: zebrane Ph. głowa konia (1996). tłumacz. . skąd często wędruje brzegiem morza do Gdyni. laureat hubert­Burda­Preis (2008). opublikował także. niezależne zrzeszenie studentów w Uniwersytecie gdańskim 1985–1989 na tle swoich czasów (2009). tyle miejsc. droga do indii (2000) oraz dramatów radiowych (Matka jest jedna? 2004). Postaliśmy tam jeszcze chwilę. zajmuje ją sztuka europejska i pozaeuropejska czasów nowożytnych oraz XX i XXi wieku. absolwent polonistyki na uw w ramach ko- mów satyrycznych. teresa Grzybkowska – profesor historii sztuki. cykl minipowieści Balzakiana (2008) i zbiór krótkich próz o fotografiach fotoplastikon (2009). reporter. dziesięć wieków piwa w gdańsku (2007). między innymi poświęconych związkom muzyki ze sztukami plastycznymi. kościelskich (2009). w przygotowaniu książka Borderland (eseje o ukrainie). prozaik. między innymi: Żywoty równoległe (2004). znowu zmarkotniał i umilkł. laureat nagrody Fundacji im. 2007) oraz Prezydenta Miasta Gdańska (2008). po czym bez słowa powlekliśmy się w stronę smętnie uwiązanego do jakiejś barierki junaka. autor powieści i zbiorów opowiadań: spacer do kresu dnia (1989). larkina (2008) i niosłem ci kanapeczkę karlisa Verdinsa (2009). Przemysław Gulda – prowadzi podwójne życie. ale przede wszystkim – pisze. Pisarz. a także na wielu. nagrody Splendor Gedanensis (2007). pisarz. w czerwcu 2004 roku otrzymał nagrodę iV krajowego Festiwalu teatru Polskiego radia i teatru telewizji Polskiej „dwa teatry” za najlepszy scenariusz.. tłumaczony na wiele języków. Brzytwa okamgnienia (2007). kościelskich (2005) i Paszportu Polityki (za 2006 rok). od tadeusza różewicza otrzymał nagrodę Fundacji kultury Polskiej (2006). wykładowca języka an- prawa. współautorka filmów dokumentalnych i inicjatorka licznych międzynarodowych projektów kulturalnych. nominowany do telewizyjnej nagrody „Pegaza” za rok 2001. w 1952 roku. Poczet kanonizowanych świętych polskich (1997). autorka książek. a także adaptacji Podróżny (2004) i Próba generalna (2005). uczy studentów (historii Marek Gajdziński – ur. ekran kontrolny (2009). Poeta. eseista. dziennikarstwa). czyli o autokreacjach pisarskich.222 o autorach 223 i po co miał podróżować na zachód? Pasażerowie wsiadali dopiero w kopenhadze i Southampton. 2008) oraz czarny kwadrat (2009).. w 1962 roku w Poznaniu. albo potrójne. złe zamiary (2008). pracuje na uniwersytecie Muzycznym Fryderyka chopina w warszawie. drugie podejście. redaktor anglojęzycznej antologii six Polish Poets (2009). między innymi: Poza słowa. Mieszka w Gdańsku. Mieszka w warszawie. tyle miejsc zmarnowanych!. organizatorka sesji naukowych. powieść lala (2006). nominowany do nagród angelus (2007).pl). recenzji. współautor głośnej konspiry (Paryż 1984). tłumacz. artykułów. Publikował w licznych magazynach polskich i zagranicznych. 10 kwietnia 1973 roku w Gdańsku. zdobywca „czerwonej róży” (1996). leszek Balcerowicz: wytrwać (1993). historii filozofii politycznej. tadeusz dąbrowski – ur. e-mail (2000). w latach 1993–1997 współtworzył inicjatywę Poetycką „almanach”. nakładem wydawnictwa lampa i iskra Boża. „nowym dzienniku” (polonijna gazeta ukazująca się w nowym jorku). z wykształcenia polonista – absolwent uG (1977). gielskiego (aSP. joanna cieplińska – autorka książki Montaż i rytuał. nagrody Miasta Gdańska dla Młodych twórców (2002). legium MiSh. autor książek: jeden z Wiela (1991). Gdańsk).

Przybysz (2007). poeta. Była dziennikarką „Gazety wyborczej” w Gdańsku. wydał sześć tomów wierszy: samczyk (1996). Była kierownikiem literackim teatru Muzycznego i teatru Miejskiego w Gdyni oraz teatru Bogusławskiego w kaliszu. Publikowała w czasopismach literackich. rozrusznik (1998). laureat nagród: Ptwk (1998). była również koordynatorem dwóch pierwszych odsłon Gdyńskiej nagrody dramaturgicznej. w tym książki gra o zbawienie. zakładaniu nzS i pracy w dkF „żak” – oddaje się pracy nauczycielskiej. współzałożyciel Pomorskiego towarzystwa zachęty Sztuk Pięknych w Gdańsku. tłumacz dramatów Becketta. działalności w SkS. ignacy karpowicz – ur. kazimiery iłłakowiczówny i x. 2005). jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. w 1988 roku. Mieszka w So- Barbara Piórkowska – ur. Skończyła filologię polską na uG. trzech powieści: niehalo. Szef działu kultury „Polski dziennika Bałtyckiego”.. w 1981 roku. laureatka nagrody Prezydenta Miasta Gdańska dla Młodych twórców za rok 2004. autor andrzej kasperek – ur. w 1967 roku w Gdańsku. Prozaik. dwie książki prozatorskie: Wszędobylstwo porządku (1997) i sęk Pies Brew (1998. Mieszka w Gdyni i w warszawie. Studiuje filologię angielską na uw. jako małe dziecko przeprowadził się do izraela. wielokrotna laureatka turniejów jednego wiersza. od 2006 roku Prezes związku Polskich artystów Plastyków okręg Gdański. Prozaik. Po studiach na adam kamiński – ur. zajmuje się polskim teatrem muzycznym. dramaturg. autor tekstów z zakresu historii i teorii sztuki.”. józefa Baki. laureatka licznych kon- kursów: Gdyńskiego Przeglądu „Połowy Poetyckie”. edycja słoweńska – 2007). joanna Puzyna-chojka – krytyk i badacz współczesnego teatru.. laureatka kilkunastu turniejów jednego wiersza. oraz zbiór zapisów onirycznych sceny łóżkowe (2005. Przygotowuje się do wydania tomiku poetyckiego oraz opowiadań dla dzieci. Xiii konkursu im. jacka Bierezina. eseista. edycja niemiecka – 2001. przygotowywała w londynie polską edycję pisma . kulinarny. mama dwojga dzieci. we wrześniu ukaże się jej debiutancki tomik. janusz janowski – artysta malarz. Prawie całe życie spędził na żuławach. salome oscara wilde’a. dziennikarka. w 2009 roku ukazał się tom jego wierszy zebranych czyste czyny. aktualnie pracuje nad książką poświęconą inspiracjom malarskim w twórczości jacka kaczmarskiego. esejów i recenzji w licznych periodykach. muzyk. antoni libera – ur. wiersze publikowała w licznych czasopismach. w latach 2004–2006 Przewodniczący rady artystycznej zPaP. tłumacz i wydawca. rzecz o obsesji i fantazji (Gdańsk 2009). książka została wydana w 16 językach. Makbeta Szekspira. autor zbiorów opowiadań sam (2006) i kapłanka (2008) oraz dramatów Wybrany (2007). pracownik naukowy uG. Pracuje na filologii polskiej uG. Pensum (2007) i filtry (2008). czychowskiego (Gdańsk). prowadzi zajęcia twórczego pisania dla dorosłych. gawędziarz i nauczyciel domowy tak samo jak wielka świnia. kod hansa holbeina oraz Back in the ddr i inne opowiadania (w druku). klemensa janickiego (Poznań 2009). autorka arkusza poetyckiego („topos” 2009. Polski tłumacz. katarzyna Szalewska – doktorantka na wydziale Filologicznym uG. Mieszka w warszawie. nominowana do nagrody głównej w konkursie im. reżyser teatralny. Poetka. natalia Malek – ur. współpracowała z kwartalnikiem literackim „Migotania. w 1957 roku. opublikował dziesięć tomów wierszy. antygony Sofoklesa. o dramatach tadeusza słobodzianka. popularyzator i inscenizator twórczości Samuela Becketta. Studiowała filologię polską na uG. pocie. konwalia (2001). autorka opowiadań i aktorka­amatorka. tłumacz. rator i działacz kultury. wystawionych w teatrze Polskiego radia i śmierć matki przełożonej (w realizacji). Mieszka w Gdyni. znawca. Poeta. Piotr Millati – ur. jest autorką wielu publikacji poświęconych współczesnemu dramatowi i teatrowi. tłumaczył na he- uG (seminarium Marii janion). laureatka konkursów poetyckich. poeta. w 1967 roku.224 joanna herman – ur. w 1964 roku w tel awiwie. M. jacka Bierezina. Pracuje z młodzieżą. eseista. a także librett operowych.the Sun” dla emigracji. w 2009 roku ukaże się jej debiutancka powieść. w 1949 roku w warszawie. miłośniczka islandii. Poza artykułami w prasie lokalnej jest autorem publikacji: „klaun animator. Publikowała w licznych czasopismach. Poeta. współtworzyła Festiwal Polskich Sztuk współczesnych r@Port od początku jego istnienia (jako kierownik literackich trzech pierwszych edycji i dyrektor programowy czwartej). wyróżniany w konkursach poetyckich im. Prozaik. . nominowany do cogito. konkursu im. rosyjska – 2003). autor powieści Madame (1998) uhonorowanej Główną nagrodą w konkursie wydawnictwa znak i nominowanej do nagrody literackiej nike w 1999 roku. wykładał w Studium literacko­artystycznym. absolwent dyplomacji mię- 225 autorka tekstów piosenek do przedstawień teatralnych. kalipso (2004). w 1978 roku.pl. opublikowała kilkanaście artykułów naukowych. w 1974 roku. Paszportu „Polityki”. prozaik. Mieszka w warszawie i w redzie. ku- ronny Someck – ur. donosiciel i autor anonimowych listów z pogróżkami” czyli próba przy Bohumilu hrabalu. krytyczka literacka. przekładany na 39 języków. księgarz. brajski między innymi wisławę Szymborską.. współredaktorka książki Przekleństwo rzeczywistości. jarosław zalesiński – dziennikarz. Studiowała filologię polską na uG. w 1977 roku. adam Wiedemann – ur. uhonorowany wieloma nagrodami za tłumaczenia i dialog między kulturami (między innymi polskim złotym krzyżem zasługi). cud i gesty oraz prozy podróżniczej nowy kwiat cesarza. w 1958 roku. Piotr Sobierski – redaktor portalu www. podróżnik. gdynianin. uhonorowany wieloma międzynarodowymi nagrodami. między innymi: i nagrody w konkursie „czerwonej róży”. poezji hölderlina.gazeta. nagrody literackiej Gdynia (2008). dwukrotnie do Silesiusa i trzykrotnie do nike. anna wieser – ur. pisarz. w 1976 roku w Białymstoku. stypendystka Marszałka województwa Pomorskiego (2004. dzynarodowej na wSMSGiP w Gdyni oraz marketingu na uG.trojmiasto. Studiował literaturę hebrajską i filozofię na uniwersytecie w tel awiwie i sztuki piękne na avni academy of art. krytyk literacki oraz rafi weichert – ur. nr 1–2). w 1951 roku w Bagdadzie. basistka. przejaśnienia. Paweł Huelle – ur. Fundacji kościelskich (1999). w 2008 roku nominowana do nagrody im. iii w konkursie tVP „dolina kreatywna” oraz licznych turniejów jednego wiersza.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful