You are on page 1of 473

TRUDI CANAVAN

OSTATNIA Z DZIKICH

PROLOG
Reivan wykrya zmian przed innymi. Z pocztku byo to raczej instynktowne uczucie
ni wiedza. Dopiero potem zauwaya, e w powietrzu pojawia si pewna chropowato, a
zapach jest przytpiony. Patrzc na nierwne ciany tunelu, dostrzega lady sypkiej
substancji pokrywajcej jedn stron kadej wypukoci i kadego wgbienia. Cakiem jakby
wiatr przywia py z ciemnoci przed nimi.
Dreszcz przebieg jej po plecach, gdy pomylaa, co to moe oznacza. Milczaa
jednak. Moga si myli, a przecie wszyscy byli jeszcze gboko wstrznici porak,
wszyscy starali si pogodzi ze mierci krewnych, przyjaci i towarzyszy, ktrych ciaa
pozostay za nimi, pochowane w yznej ziemi nieprzyjaciela. Nie potrzebowali dodatkowych
powodw do zmartwie.
Ale nawet gdyby nie wracali do domu w najgorszym z moliwych nastrojw, i tak by
si nie odezwaa. atwo byo urazi mczyzn z jej grupy. Podobnie jak ona, chowali w sobie
al, e nie mieli wystarczajcych Talentw, by zosta Sugami Bogw. Dlatego pielgnowali
jedyne pozostae im rdo poczucia wyszoci.
Byli inteligentniejsi ni przecitni ludzie. Byli Mylicielami. Od zwyczajnie
wyksztaconych odrniaa ich zdolno obliczania, wymylania, filozofii i rozumowania. A
to powodowao, e gwatownie ze sob wspzawodniczyli. Dawno temu stworzyli
wewntrzn hierarchi. Starsi mieli pierwszestwo przed modszymi. Sowo mczyzny
znaczyo wicej ni kobiety.
To oczywicie mieszne. Reivan zaobserwowaa, e ich umysy staj si z wiekiem
nieelastyczne i powolne, tak jak ciaa, w ktrych spoczyway. To, e wrd Mylicieli jest
wicej mczyzn ni kobiet, nie oznacza przecie, e mczyni s mdrzejsi. Reivan lubia
dowodzi tej tezy, ale w tej chwili pora nie bya odpowiednia.
No i mog si myli.
Zapach kurzu by teraz silniejszy.
Na bogw, mam nadziej, e si myl.
Nagle przypomniaa sobie, e Gosy potrafi czyta w mylach. Obejrzaa si przez
rami i poczua si przez chwil zdezorientowana. Spodziewaa si zobaczy tam Kuara.
Zamiast niego za Mylicielami sza wysoka, elegancka kobieta - Imenja, Drugi Gos Bogw.
Reivan posmutniaa, gdy przypomniaa sobie, dlaczego teraz ona prowadzi armi.
Kuar by martwy, zabity przez pogaskich cyrklian.

Imenja podniosa wzrok i skina na Reivan. Dziewczynie zamaro serce - nigdy nie
rozmawiaa z Gosami, mimo e bya czci zespou Mylicieli, ktrzy wytyczyli tras przez
gry. Grauer, przywdca grupy, do rozmw z Gosami wyznaczy siebie.
Zatrzymaa si. Rzut oka na mczyzn przed ni zdradzi, e nie zauwayli tego
wezwania ani faktu, e zostaje z tyu. A ju z pewnoci nie dostrzeg tego Grauer, ktry ca
uwag powica swoim mapom. Kiedy Imenja do niej dotara, Reivan znw ruszya naprzd,
o krok za Gosem.
- Jak mog ci suy, witobliwa?
Imenja wci marszczya czoo, spogldajc na Mylicieli.
- Czego si obawiasz? - zapytaa cicho. Reivan przygryza warg.
- To prawdopodobnie podziemny obd, ciemno niepokojca mj umys odpowiedziaa pospiesznie. - Ale...
podczas naszej poprzedniej wdrwki powietrze nigdy nie byo tak zanieczyszczone. I
nie byo tyle pyu na cianach. Ukad wyranie sugeruje szybki ruch powietrza gdzie od
przodu. Przychodzi mi do gowy kilka powodw...
- Obawiasz si, e nastpi zawa - stwierdzia Imenja.
- Tak. - Reivan kiwna gow. - I dalsza niestabilno.
- Naturalna czy nie?
Pytanie Imenji i to, co sugerowao, sprawio, e Reivan znieruchomiaa zaszokowana i
przeraona.
- Nie wiem. Kto mgby to zrobi? I po co? Drugi Gos zmarszczya czoo.
- Otrzymaam wanie raporty, e kiedy tylko do Sennoczykw dotary wieci o
porace, zaczli sprawia kopoty naszym ludziom. A moe to miejscowi wieniacy szukaj
zemsty...
Reivan odwrcia wzrok. Przypomniay jej si vorny z pyskami ociekajcymi krwi po
ostatniej myliwskiej wyprawie, w nocy, zanim wkroczyli do tuneli. Dobre stosunki z
okolicznymi wioskami nie byy dla armii istotne - nie wtedy, kiedy zwycistwo byo tak
pewne.
I przecie nie mielimy wraca t drog... Mielimy przepdzi pogan z Ithanii
Pnocnej, przej wadz dla bogw i potem wrci do domu przez przecz.
Imenja westchna.
- Wr do swojej grupy, ale nic nie mw. Poradzimy sobie z przeszkodami, kiedy ju
si pojawi.
Reivan udaa si na swoje miejsce na kocu grupy Mylicieli. Pamitajc, e Imenja

moe czyta w jej mylach, czujnie wypatrywaa oznak zaburze. Nie musiaa na nie dugo
czeka.
Zabawnie byo patrze, jak inni Myliciele z wolna uwiadamiaj sobie znaczenie
wci rosncej iloci gruzu w tunelu. Pierwsz przeszkod, na ktr si natknli, bya
niewielka cz zawalonego stropu. Nie zasypa caego tunelu, wic wystarczyo wspi si
na zwa odamkw, by i dalej. Potem przeszkody zaczy si pitrzy i byy trudniejsze do
pokonania. Imenja wykorzystywaa magi, by ostronie odtoczy jaki gaz czy przesun
kopiec ziemi. Nikt nie sugerowa adnej przyczyny tych zaburze. Wszyscy zachowywali
przezorne milczenie.
Tunel dotar do jednej z wielkich naturalnych grot, czsto spotykanych w kopalniach.
Reivan popatrzya w pustk - tam gdzie powinna by tylko czer, pojawiy si blade ksztaty
sabo owietlone lampami Mylicieli.
Imenja wystpia naprzd. Gdy wkroczya do groty, uniosa swoje magiczne wiato,
ktre rozbyso janiej i ukazao cian ska. Myliciele patrzyli na to z przestrachem. Tutaj
take zawali si strop, ale nie byo sposobu na obejcie osypiska. Gruz wypenia ca grot.
Reivan wpatrywaa si w stos kamieni. Niektre z gazw byy ogromne. Gdyby
czowiek znalaz si pod czym takim... Wtpia, czy zdoaby zrozumie, co si stao. Huk i
plask.
Lepsze ni pchnicie w brzuch, a potem duga i bolesna agonia, pomylaa. Cho mam
wraenie, e naga mier co czowiekowi odbiera. Przecie to dowiadczenie jedyne w yciu. Umiera si tylko raz. Chciaabym wiedzie, co si ze mn dzieje, nawet jeli oznaczaoby
to odczuwanie blu i strachu.
Jej uwag zwrciy sowa Grauera.
- To nie powinno si zdarzy - wykrzykn, a jego gos odbi si echem w
zmniejszonej grocie. - Sprawdzilimy wszystko. Ta jaskinia bya stabilna.
- Nie mw tak gono - warkna Imenja. Podskoczy i spuci wzrok.
- Wybacz mi, witobliwa.
- Znajd nam inne wyjcie.
- Tak, witobliwa.
Wzrokiem wezwa do siebie swych faworytw spord Mylicieli. Zebrali si w krg
wok niego. Przez chwil mruczeli co midzy sob, a potem rozdzielili si i przepucili go.
- Prosz za mn, witobliwa - rzek pokornie.
Imenja skina na pozostaych Mylicieli, wskazujc, e powinni ruszy za nim. Gdy
armia zawrcia, w tunelu zrobio si ciasno. Czu byo stchlizn, mimo wysiku Sug, by

ciga wiee powietrze przez tunele i szczeliny w masywie gry nad nimi. Sudzy, onierze
i niewolnicy - wszyscy milczeli zaniepokojeni.
Pod ziemi trudno byo oceni upyw czasu. Te miesice, ktre Reivan tu spdzia,
pomagajc Mylicielom kreli mapy kopalni, naturalnych systemw jaski i grskich
szlakw, day jej umiejtno wyczuwania czasu. Mina prawie godzina, zanim Grauer
dotar do bocznego tunelu, ktrego szuka. Niemal skoczy w t now tras, chcc jak
najszybciej udowodni swoj warto.
- Tdy - powiedzia, raz po raz spogldajc to na map, to na otaczajce go ciany. Tym tunelem. - Myliciele pospieszyli za nim, kiedy skrci za rg. - A potem dugi marsz...
Nastpia chwila milczenia, a nastpnie gony wrzask, ktry cich szybko w oddali.
Myliciele minli zakrt i zatrzymali si, blokujc tunel. Reivan wyjrzaa zza ich ramion i
zobaczya nierwny otwr w podou.
- Co si stao?
Myliciele rozstpili si, aby przepuci Imenj.
- Ostronie, witobliwa - odezwa si ktry cicho.
Jej twarz zagodniaa lekko. Skina mu gow w podzikowaniu, a potem przesza
wolno do przodu.
Musi ju wiedzie, co si stao z Grauerem, uwiadomia sobie Reivan. Na pewno
czytaa jego myli, kiedy spada.
Imenja przykucna i dotkna krawdzi otworu. Odupaa kawaek i wstaa.
- Glina - oznajmia, pokazujc odamek Mylicielom. - Uformowana ludzkimi rkami
i wzmocniona som. Mamy tu sabotayst zakadajcego puapki.
- Biali zamali porozumienie! - sykn jeden z Mylicieli. - Nie chc pozwoli, abymy
wrcili do domu!
- To puapka! - wykrzykn inny. - Kamali o puapkach na przeczy po to, ebymy
wybrali t drog! Jeli tu nas pozabijaj, nikt si nie dowie, e nas zdradzili!
- Wtpi, czy to ich dzieo - odpara Imenja, spogldajc poza skalne ciany wok. Glina jest sucha. Ktokolwiek to zrobi, dziao si to wiele dni temu. Nie sysz niczego,
oprcz dalekich myli pasterzy gowtw. Wybierzcie innego prowadzcego. Ruszamy dalej,
ale ostronie.
Myliciele zawahali si, wymieniajc niepewne spojrzenia. Imenja patrzya na nich
kolejno, a na jej twarzy pojawi si gniew.
- Dlaczego nie zrobilicie kopii?
Mapy. Reivan odwrcia wzrok, prbujc stumi zniechcenie. Przepady razem z

Grauerem. To typowe dla niego, e nie przygotowa kopii dla innych.


I co teraz zrobimy? Poczua chwilowy lk, ktry jednak szybko min. Wikszo
szerokich tuneli w kopalniach prowadzia do gwnego wejcia. W kocu celem dawnych
grnikw nie byo stworzenie labiryntu. Te mniejsze tunele, biegnce wzdu y mineraw i
naturalnego systemu jaski, byy mniej przewidywalne, ale dopki armia trzymaa si od nich
z daleka, musieli w kocu znale wyjcie.
Jeden z grupy wystpi naprzd.
- Powinno nam si uda wyznaczy drog z pamici. W zeszym roku wszyscy
spdzilimy tutaj sporo czasu.
Imenja kiwna gow.
- W takim razie skupcie si na pamitaniu. Pol przodem kilkoro Sug, by uwaali na
puapki.
Cho wszyscy Myliciele pokiwali z wdzicznoci gowami, w ich zachowaniu
Reivan dostrzega oznaki niechci. Nie byli ani tak gupi, ani tak dumni, by zrezygnowa z
magicznej pomocy. Na pewno rozumieli te, e na tamtych spadnie cz winy, gdyby
zdarzyo si co niedobrego. Mimo to dwaj Sudzy, ktrzy wystpili naprzd, zostali
zignorowani.
Hitte zgosi si do prowadzenia grupy i nikt mu si nie sprzeciwi. Zbadano otwr i
stwierdzono, e jest to szczelina w podou, stropie i cianach, jednak na tyle wska, e
mona przez ni przeskoczy. Przyniesiono lektyk, by uy jej jako pomostu. adunek
rozdzielono midzy i tak ju obcionych niewolnikw. Myliciele przeszli przez szczelin, a
za nimi ruszya armia.
Reivan domylaa si, e nie tylko na ni le wpywa to powolne tempo. Byli ju tak
blisko koca tej drogi przez gry. Po hanijskiej stronie kopalnie byy mniejsze i doprowadziy
ich do niedostpnej kotliny, wykorzystywanej przez pasterzy gowtw. Dusza droga przez
wielkie, naturalne groty pozwolia unikn wspinaczki na strome grzbiety. Stamtd
podrowali przez cay dzie po wskich grskich ciekach. Kiedy mijali t cz szlaku w
drodze na miejsce bitwy, wdrowali w nocy, eby nie odkryli ich latajcy szpiedzy
nieprzyjaciela.
Teraz musieli tylko znale drog przez kopalnie po sennoskiej stronie gr i...
I co? Skocz si nasze kopoty? Reivan westchna. Kto wie, co nas czeka w
Sennonie. Czy cesarz wyle armi, eby z nami skoczya? Czy w ogle bdzie musia?
Mamy niewiele zapasw, a musimy jeszcze przekroczy sennosk pustyni.
Jeszcze nigdy nie czua si tak daleko od domu.

Przez chwil zatona we wspomnieniach z dziecistwa. Siedziaa w kuni ojca i


pomagaa braciom budowa rne rzeczy. Przeskoczya krtki okres, gdy czua si zraniona i
zdradzona, po tym jak rodzice oddali j Sugom, i przypomniaa sobie rado, gdy nauczya
si czyta i pisa i przeczytaa wszystkie ksiki z klasztornej biblioteki, zanim jeszcze
skoczya dziesi lat. Naprawiaa te wszystko od wodocigw po szaty, wynalaza maszyn
do skrobania skry i przepis na konserw z drimmy, dziki ktrej sanktuarium zarobio wicej
pienidzy ni na wszystkich innych produktach klasztoru razem wzitych.
Reivan potkna si o co i o mao nie stracia rwnowagi. Uniosa gow i ze
zdziwieniem zauwaya, e grunt przed nimi by nierwny. Hitte doprowadzi ich do
naturalnych korytarzy. Spojrzaa na nowego przywdc Mylicieli i dostrzega ostron
pewno jego ruchw.
Mam nadziej, e wie, co robi. Zachowuje si, jakby wiedzia. Wiele bym daa za
umiejtno czytania w mylach, jak maj Gosy.
Przypomniaa sobie Imenj i zawstydzia si troch. Zamiast zachowa czujno i by
uyteczn, zatona we wspomnieniach. Od tej chwili bdzie skupiona.
W przeciwiestwie do prostych i szerokich tuneli w grach, te byy wskie i krte.
Wiy si nie tylko w prawo i w lewo, ale take wznosiy si w gr i opaday w d, czsto
stromo. Byo coraz bardziej wilgotno i duszno. Imenja kilka razy nakazaa postoje, by Sudzy
zdyli wcign w te gbiny powietrze.
A potem nagle ciany tunelu rozstpiy si, a wiato Imenji ukazao ogromn jaskini.
Reivan nabraa tchu. Wok wyrastay fantastyczne blade kolumny, niektre wskie
jak palce, inne grube jak pradawne drzewa Dekkaru. Jedne czyy si ze sob, tworzc
zasony, inne leay poamane, a na ich kikutach pojawiy si podobne do grzybw czuby.
Wszystko lnio od wilgoci. Spogldajc przez rami, Reivan zobaczya, e Imenja si
umiecha. Drugi Gos wymina Mylicieli i wesza do jaskini, spogldajc na niezwyke
formacje skalne.
- Odpoczniemy tu przez chwil - oznajmia.
Jej umiech znikn, gdy spojrzaa znaczco na Mylicieli. Potem odwrcia si i
wprowadzia armi w t ogromn pust przestrze.
Reivan zerkna na Hitte'a i przyczyna znaczcego wzroku Imenji staa si oczywista.
Z niepokojem marszczy czoo. Myliciele odsunli si od wkraczajcych do jaskini ludzi i
zaczli rozmawia przyciszonymi gosami.
Podesza bliej i usyszaa do, by potwierdzi swe podejrzenia. Hitte nie wiedzia,
gdzie si znaleli. Zamierza unika puapek, wkraczajc do naturalnych tuneli, gdzie

wszelkie dziea sabotaysty byyby lepiej widoczne, ale tunele nie poczyy si z wykutymi
przez ludzi, jak na to liczy. Ba si, e zgubili drog.
Reivan westchna i odesza. Gdyby usyszaa o wiele wicej, mogaby powiedzie
co, czego by potem aowaa. Idc ciek midzy formacjami ska, odkrya, e jaskinia jest
nawet wiksza, ni si z pocztku wydawao. Gosy onierzy ucichy, kiedy sza midzy
kolumnami, wspinaa si na nierwnoci i brna przez kaue. wiato Imenji sprawiao, e
wszystko byo albo jasne, albo pogrone w czarnym cieniu. W ktrym miejscu teren si
rozszerza, a kaue tworzyy zakrzywione tarasy. Reivan zauwaya otwory, ktre mogy by
ujciami tuneli.
Kiedy badaa jeden z nich, jaki niski, cichy, pozbawiony sw dwik nadpyn
gdzie z tyu. Zamara, a potem rozejrzaa si niepewna, czy kto za ni nie idzie. Dwik sta
si goniejszy, bardziej naglcy, zmieni si w gniewny skowyt. Czy to kto, kto zastawia
puapki? Jaki miejscowy, ktry postanowi si zemci? Nie mg zaatakowa armii, ale nie
ba si wymierzy sprawiedliwoci pojedynczej osobie? Poczua, e oddycha ciko ze
strachu. Rozpaczliwie aowaa, e zostawia armi za sob, a jej magiczne talenty s tak
sabe, e ledwo potrafi stworzy jedn malek, aosn iskierk.
Gdyby jednak kto poda za ni ze zymi zamiarami, to nie zdradzaby swojej
obecnoci tym gonym jczeniem. Z wysikiem uspokoia oddech. Jeli to nie gos
czowieka, to co takiego?
Gdy nadesza odpowied, parskna miechem z wasnej gupoty.
To wiatr. Wibruje w tunelach jak oddech w krtani.
Teraz, kiedy zacza na to zwraca uwag, wykrya ruch powietrza. Schylia si,
zmoczya donie w kauy, a potem ruszya w stron rda dwiku, wycigajc rce przed
siebie. Powiew chodzi mokr skr, doprowadzajc j do duego otworu z boku jaskini,
gdzie sta si silniejszym prdem powietrza.
Umiechajc si do siebie, ruszya z powrotem w stron wojska.
Ze zdziwieniem odkrya, e odesza bardzo daleko. Zanim dotara do grup onierzy,
wszystkie pi kolumn wojska byo ju na miejscu, toczc si wok formacji skalnych. Co
jednak si nie zgadzao. Zamiast zachwytu i zdumienia, ich twarze byy pene lku. Jak na
takie due zgromadzenie ludzi zachowywali si zbyt cicho.
Czyby Myliciele zdradzili, jaka jest sytuacja? A moe Gosy postanowiy przekaza
onierzom, e si zgubili? Kiedy Reivan podesza bliej, zauwaya, e wszystkie cztery
Gosy stoj na pce skalnej. Wydaway si spokojne i pewne, jak zawsze. Imenja spojrzaa w
d, prosto w oczy Reivan.

A potem jczcy dwik rozleg si znowu. Tutaj by sabszy i trudniej byo rozpozna
w nim wiatr. Reivan usyszaa syki i ciche modlitwy od strony onierzy i zrozumiaa, co ich
tak bardzo przestraszyo. A rwnoczenie zauwaya, e Imenja z rozbawieniem zaciska
wargi.
- To Aggen! Potwr! - zawoa kto.
Reivan zakrya usta, by ukry miech, i spostrzega, e inni Myliciele te si
umiechaj. Jednak pozostaa cz armii wydawaa si wierzy w t teori. Mczyni i
kobiety zbili si w ciasne grupki, a niektrzy pakali ze strachu.
- Pore nas!
- Weszlimy do jego legowiska!
Westchna. Wszyscy znali legend o Aggenie, ogromnej bestii, ktra podobno ya
pod tymi grami i poeraa kadego, kto by tak gupi, by wkroczy do kopalni. W starszych
korytarzach zachoway si nawet rysunki przedstawiajce potwora i mae otarzyki ofiarne,
jak gdyby co tak ogromnego mogo si zadowoli ofiar, ktra zmieci si w tak maej przestrzeni.
Albo w ogle potrafio przetrwa. adne stworzenie tak ogromne jak ten Aggen nie
mogoby przey, majc do dyspozycji tylko rzadkich gupich badaczy. Jeli jednak yo,
musiao by o wiele mniejsze, ni gosiy legendy.
- Poddani bogw - w jaskini rozleg si gos Imenji, a jej sowa odbiy si echem w
oddali, jakby cigajc te jki. - Nie lkajcie si. Nie wyczuwam tu adnych umysw innych
ni nasze. Ten dwik to tylko wiatr. Pdzi przez te jaskinie niczym oddech przez krta...
cho nie jest tak melodyjny - dodaa z umiechem. - Nie ma tu adnego potwora, jest tylko
nasza wyobrania. Pomylcie zatem lepiej o wieym powietrzu, ktre ten wiatr nam
przynosi. Odpoczywajcie i podziwiajcie otaczajce was cuda.
onierze ucichli. A teraz Reivan usyszaa, jak niektrzy naladuj ten haas i drwi z
tych, ktrzy gono mwili o swoich lkach. Do Reivan podszed Suga.
- Mylicielka Reivan? Drugi Gos chce z tob rozmawia - rzek.
Reivan poczua, e zamiera jej serce. Podya za mczyzn. Kiedy dotara do
Gosw, spojrzay na ni z zaciekawieniem.
- Mylicielko Reivan - odezwaa si Imenja - czy odkrya drog na zewntrz?
- Moliwe. Znalazam tunel, przez ktry wieje wiatr. Ten wiatr moe dochodzi z
zewntrz, ale nie dowiemy si, czy tunel da si pokona, dopki tego nie sprawdzimy.
- A zatem sprawd to - polecia Imenja. - We ze sob dwjk Sug. Dostarcz ci
wiato i zawiadomi mnie, gdyby tunel okaza si uyteczny.

- Tak uczyni, witobliwa - odpara Reivan. Wykrelia na piersi symbol bogw, a


potem odesza. Para Sug, mczyzna i kobieta, wysza jej na spotkanie. Skina im uprzejmie
gow, a potem poprowadzia w gb jaskini.
Bez trudu znalaza tunel i wkroczya do rodka. Podoe byo nierwne i miejscami
musieli si wspina po stromych podejciach. Jki narastay; czua wibrujcy dwik. Sudzy
pachnieli potem, cho wiatr by chodny, ale nie wspomnieli o tym, e si boj. Ich magiczne
wiata byy troch zbyt jaskrawe, jednak Reivan si nie skarya.
Kiedy dwik by ju oguszajcy, z rozczarowaniem odkrya, e tunel przed ni si
zwa. Poczekaa, a wiatr nieco osabnie, a potem przesuna si bokiem przez szczelin.
Sudzy przystanli niepewnie. Szczelina bya coraz cianiej sza i Reivan czua ucisk skay na
plecach i piersi. Przed ni korytarz zakrca w ciemno.
- Moecie da troch wiata dalej? - zawoaa.
- Bdziesz musiaa mn pokierowa - nadpyna odpowied.
Maa iskierka wiata przesuna si nad gow Reivan i znieruchomiaa.
- Gdzie teraz?
- Troch na prawo - zawoaa.
- Na pewno chcesz to zrobi? - zapyta Suga. - A jeli tam utkniesz?
- To si wysun - odpara w nadziei, e ma racj. Nie myl o tym... - Dalej i troch na
prawo. Dobrze, a teraz w lewo, nie tak szybko.
Kiedy wiato dotaro na koniec zakrtu, zobaczya, e tunel znw si rozszerza.
Potem moe by wszy, ale nie dowie si tego, dopki tam nie dotrze. Wcisna si gbiej,
poczua, e ucisk maleje, mina zakrt...
...i odetchna z ulg, zobaczywszy, e tunel nadal si rozszerza. Kilka krokw dalej
moga ju rozoy ramiona, nie dotykajc adnej ze cian. Przed ni by zakrt w prawo.
Magiczne wiato Sugi nie rozwietlao ju otoczenia - pozostao w wskiej szczelinie za ni.
Widziaa teraz dziki sabemu blaskowi zza zakrtu. Szybko ruszya naprzd, niemal
potykajc si na nierwnym gruncie. Gdy mina uk, odetchna gboko z ulg. Tunel
koczy si na zielono - szarej ce.
Drzewa i skay. Otwarta przestrze.
Z umiechem zawrcia do zwenia i przekazaa Sugom wiadomo o tym, co
znalaza.
Reivan patrzya, jak armia wylewa si z tunelu. Kady, kto dotar do wyjcia,
przystawa na chwil, aby si rozejrze z ulg, nim ruszy dalej wsk ciek na krawd
wwozu. Mino j ju tak wielu, e stracia rachunek.

Sudzy magicznie poszerzyli tunel. Biay Las, jak nazwaa go Imenja, nie bdzie ju
niestety nawiedzany przez jczce wiatry, ale niewielu onierzy zdoaoby si przecisn
przez wsk szczelin, jak zrobia to Reivan.
Potem pojawiy si kolumny niewolnikw. Tak samo jak pozostali byli zadowoleni, e
wydostali si z tuneli. Na kocu tej podry zostan uwolnieni i otrzymaj normaln prac za
pienidze - suba w czasie wojny zapewnia im skrcenie wyroku. Mimo to Reivan wtpia,
czy ktokolwiek z nich bdzie si przechwala swym udziaem w nieudanej prbie pokonania
cyrklian.
W tej chwili jednak mao kto wspomina klsk, mylaa. Wszyscy s szczliwi, e
widz wiato soca. Wkrtce zaczn si martwi, jak przej pustyni.
- Mylicielko Reivan - odezwa si znajomy gos tu obok. Podskoczya i odwrcia
si twarz do Imenji.
- Wybacz mi, witobliwa. Nie syszaam, jak nadchodzisz. Drugi Gos umiechna
si.
- W takim razie ja powinnam przeprosi, e si tak skradam. - Skierowaa wzrok w
stron niewolnikw, ale patrzya raczej w pustk. - Wysaam reszt Mylicieli przodem, aby
znaleli drog prowadzc na pustyni.
- Czy nie powinnam do nich doczy?
- Nie. Chc z tob porozmawia.
Imenja przerwaa, gdy z tunelu wynurzya si trumna Kuara. Patrzya, jak ich mija, a
potem westchna gboko.
- Nie wierz, by Talent by kluczowym wymaganiem dla Sug Bogw. Wanym,
owszem, ale powinnimy uzna fakt, e niektre kobiety i niektrzy mczyni mog nam
zaoferowa inne zdolnoci.
Reivan wstrzymaa oddech. Chyba Imenja nie ma zamiaru...
- Czy zostaaby Sug Bogw, gdyby ci to zaproponowano? Sug Bogw? Czym, o
czym Reivan marzya przez cae ycie?
Imenja zwrcia si ku niej, lecz Reivan nie potrafia wydoby gosu.
- Ja... bd zaszczycona, witobliwa - wykrztusia w kocu. Drugi Gos umiechna
si.
- A wic tak si stanie, po naszym powrocie.

CZ PIERWSZA

1
Mczyzna stojcy przy oknie niemal cuchn strachem. Zatrzyma si kilka krokw
od szyby, jakby sam sobie rzuca wyzwanie, by pokona lk wysokoci, podej bliej i
spojrze z okna Wiey na ziemi daleko w dole.
Danjin robi to codziennie. Auraya nie chciaa go powstrzymywa - ta walka ze
strachem wymagaa od niego sporo odwagi. Kopot polega na tym, e czytaa w jego
mylach, a zatem wyczuwaa ten strach, a to utrudniao skupienie - w tej chwili na dugim i
nudnym licie od kupca, ktry prosi, by Biali wprowadzili prawo czynice go jedynym
czowiekiem mogcym legalnie handlowa z Siyee.
Odwracajc si od okna, Danjin spostrzeg, e Auraya mu si przyglda. Zmarszczy
brwi.
- Nie przeoczye niczego, co powiedziaam - uspokoia go.
Umiechn si z ulg. Teraz czytaa ju w umysach odruchowo. Myli innych byy
tak atwo wykrywalne, e musiaa si skupi, by ich nie sysze. W rezultacie normalne tempo
rozmowy wydawao si jej irytujco wolne. Wiedziaa, co kto ma zamiar powiedzie, zanim
to powiedzia. Musiaa powstrzymywa si przed odpowiedzi, pki nie pady sowa.
Niegrzecznie byoby odpowiada na pytanie, nim mwicy zdoa je zada. Czua si przy
tym jak aktorka, ktra z wyprzedzeniem wypowiada swoje kwestie.
Jednak przy Danjinie nie musiaa si kontrolowa. Jej doradca przyjmowa czytanie w
mylach jako element tego, kim bya. Nie obraa si, kiedy reagowaa na pomylane tylko
sowa, jakby wypowiada je gono. I za to bya mu wdziczna.
Podszed do krzesa i usiad. Spojrza na list w jej doni.
- Skoczya? - zapyta. - Nie.
Spucia wzrok i zmusia si, aby kontynuowa lektur. Kiedy skoczya, zerkna na
Danjina. Patrzy w pustk... Umiechna si, gdy zrozumiaa, w jakim kierunku podaj
jego myli.
Trudno uwierzy, e to ju rok, duma. Rok, od kiedy zostaem doradc Biaej.
Zauway, e mu si przyglda, i jego oczy bysny.
- Jak uczcisz jutro swoj rocznic wrd Biaych? - zapyta.
- Myl, e pjdziemy gdzie razem na kolacj - odpara. - Spotkamy si te w
Otarzu.
Unis brwi.

- Moe bogowie pogratuluj ci osobicie. Wzruszya ramionami.


- By moe. A moe bdziemy tylko my. - Rozpara si wygodniej na krzele. - Juran
pewnie zechce omwi wydarzenia ostatniego roku.
- Wic bdzie mia wiele do omwienia.
- Owszem - zgodzia si. - Mam nadziej, e nie kady rok mojego ycia jako Biaej
bdzie tak ekscytujcy. Najpierw to somreyaskie przymierze, potem pobyt w Si, w kocu
wojna... Chtnie odwiedziabym inny kraj, powrcia do Somreyu i Si, ale w wojnie
wolaabym jednak nie uczestniczy.
Skrzywi si i przytakn.
- Chciabym z ca pewnoci mc powiedzie, e za mojego ycia jest to mao
prawdopodobne.
Ale nie mog, dokoczy w mylach. Kiwna gow.
- Ja rwnie nie.
Moemy tylko wierzy, e bogowie mieli dobry powd, by nakaza nam
wypuszczenie pentadriaskich czarownikw, pomyla. Kiedy najsilniejszy z nich zgin,
pentadrianie s sabsi od cyrklian. Na razie. Bo gdy znajd innego, aby go zastpi, znw
zagro Ithanii Pnocnej.
Kiedy by si tym nie przejmowaa. Czarownicy tak potni jak przywdcy pentadrian
nie rodz si czsto, by moe raz na sto lat. Jednak ta pitka obja wadz w Ithanii
Poudniowej w tym samym pokoleniu, co byo czym niezwykym. Trudno liczy, e minie
kolejne sto lat, nim pentadrianie znajd czarownika do potnego, by mg zastpi Kuara.
Powinnimy zabi t czwrk, ktra przeya, mylaa Auraya. Ale bitwa dobiega
koca. Wygldaoby to bardziej na morderstwo. Jednak wol, bymy byli znani z naszego
wspczucia ni z okruciestwa. Moe taki by te zamiar bogw?
Spojrzaa na piercie na palcu. Poprzez niego bogowie podwyszyli jej naturaln
magiczn moc i obdarzyli Darami, ktre posiado niewielu czarownikw. Bya to prosta biaa
obrczka, nic niezwykego, a jej do wygldaa z ni tak samo jak rok temu. Jeszcze wiele lat
upynie, nim stanie si jasne, e od chwili, kiedy j woya, nie postarzaa si nawet o jeden
dzie.
Inni Biali yli o wiele duej. Juran by pierwszym z Wybranych, ponad sto lat temu.
Widzia, jak prawie kady, kogo zna przed Wyborem, starzeje si i umiera. Nie moga sobie
wyobrazi, jakie to uczucie.
Dyara bya nastpna, potem Rian i Mairae, w odstpach dwudziestopicioletnich.
Nawet Rian by niemiertelnym wystarczajco dugo, by ludzie, ktrzy pamitali go sprzed

Wyboru, zauwayli, e si nie starzeje.


- Syszaem pogoski, e w cigu paru godzin po klsce pentadrian cesarz Sennonu
podar przymierze, ktre z nimi podpisa - rzek Danjin. - Nie wiesz, czy to prawda?
Auraya spojrzaa na niego i parskna miechem.
- Widz, e plotki kr szybko. Jeszcze nie jestemy pewni. Po podpisaniu traktatu
cesarz odesa z Sennonu wszystkich naszych kapanw i kapanki, wic nie byo tam nikogo,
kto mgby zawiadczy, e je podar.
- Najwyraniej by jaki tkacz snw - stwierdzi Danjin. - Czy rozmawiaa ostatnio z
tkaczk snw, doradc Raeli?
- Od naszego powrotu nie.
Od wojny, kiedy tylko kto wspomnia o tkaczach, czua si, jakby dotyka gojcej si
rany. Myl o nich zawsze kierowaa jej umys ku Leiardowi.
Odwrcia wzrok, gdy napyny wspomnienia. W niektrych wystpowa brodaty,
biaowosy mczyzna, yjcy w lesie niedaleko jej wioski - czowiek, ktry tak wiele
nauczy j o lekach, wiecie i magii. Inne wspomnienia byy wiesze - dotyczyy czowieka,
ktrego uczynia swoim doradc w sprawach tkaczy snw, przezwyciajc ogln niech
cyrklian do przedstawicieli tego kultu. Pami drania j take wizjami bardziej osobistych
chwil z nocy, nim odleciaa do Si, kiedy stali si kochankami... A potem take z pocze
snw, w ktrych ujawniali swe tajemne pragnienia, i z sekretnych spotka w jego namiocie,
kiedy oboje osobno wdrowali na bitw: ona by walczy, on aby leczy.
I wreszcie poczua chd, gdy napyno wspomnienie obozu ladacznic. Znalaza tam
Leiarda, po tym jak Juran wykry ich romans i go odesa. Oczami duszy wci widziaa z
gry namioty skpane w zotym blasku poranka.
Myl, ktr odczytaa z jego umysu, rozbrzmiewaa bezustannie w pamici: Nie o to
chodzi, e Auraya nie jest atrakcyjna, inteligentna i mia, ale zwyczajnie nie jest warta takich
kopotw.
W pewnym sensie mia racj. Ich romans wywoaby skandal i wybuch przemocy,
gdyby wyszed na jaw. Egoizmem byo podanie za wasn rozkosz, kiedy tylu ludzi mogo
ucierpie w razie wykrycia tej sprawy.
Ale wiedza o tym nie zmniejszya wstrzsu... Tamtego dnia nie zobaczya w jego
umyle ani mioci, ani alu. Ta mio, ktr tyle razy wyczuwaa, dla ktrej ryzykowaa tak
wiele... ta mio umara, tak atwo zabita strachem.
Powinnam podzikowa za to Juranowi. Jeli Leiard tak atwo da si zastraszy i
zrezygnowa z mioci, to prdzej czy pniej co innego lub kto inny i tak zabiby to

uczucie. Kady, kto kocha Bia, musi by bardziej odporny. Dziki temu wiem, eby
nastpnym razem unika takich saboci u mczyzn. Im szybciej zapomn o Leiardzie, tym
szybciej znajd...
Co? Pokrcia gow. Za wczenie, by myle o nowych kochankach. Jeli znw
pokocha, czy ponownie popchnie j to do kolejnych nieodpowiedzialnych i habicych
czynw?
Nie, powinna raczej zaj si prac.
Danjin obserwowa j cierpliwie. A jego podejrzenia co do jej myli wydaway si a
nazbyt dokadne. Wyprostowaa si i spojrzaa mu w oczy.
- A ty rozmawiae z Raeli? - spytaa. Wzruszy ramionami.
- Raz czy dwa, przelotnie, ale nie na ten temat. Czy chcesz, abym j spyta?
- Tak, ale nie przed jutrzejszym spotkaniem przy Otarzu. Na pewno bdziemy
omawia spraw Sennonu i inni Biali mog ju zna prawd. - Spojrzaa na list kupca. Zasugeruj, ebymy posali kapanw i kapanki do Si.
Danjin nie wydawa si zaskoczony.
- Jako dodatkow obron?
- Tak. Siyee doznali straszliwych strat podczas tej wojny. Nawet ze swoimi nowymi
uprzami owieckimi nigdy nie zdoaj odeprze najedcw. Powinnimy przynajmniej
dopilnowa, aby mogli szybko nawiza kontakt, gdyby potrzebowali naszej pomocy.
Myli o Siyee napeniay j innym rodzajem tsknoty i cierpienia. Miesice, ktre
spdzia na ich ziemi, byy zbyt krtkie. Chciaaby mie powd, aby tam wrci. Wobec ich
uczciwego i prostego sposobu ycia, dania i troski jej wasnego ludu wydaway si
mieszne, albo te zbdnie samolubne.
Jednak jej miejsce byo tutaj. Bogowie moe i dali jej dar lotu, aby moga przefrun
nad grami i przekona Siyee do sojuszu z Biaymi, ale to nie znaczy, e powinna
przedkada jeden lud nad inne.
Tak, ale przecie nie mog porzuci Siyee. Poprowadziam ich na wojn i mier.
Musz dopilnowa, by jeszcze bardziej nie cierpieli z powodu przymierza, ktre z nami
zawarli.
- Wiksza cz ich terenu jest praktycznie niedostpna dla ziemiochodzcych zauway Danjin. - To spowolni atakujcych i da im czas na wezwanie pomocy.
Umiechna si, gdy uy okrelenia Siyee na zwykych ludzi.
- Nie zapominaj o tej czarownicy, ktra wkroczya do Si w zeszym roku, i o tych
dzikich ptakach, ktre ze sob przywioda. Nawet kilku pomniejszych czarownikw moe

narobi wiele szkd, jeli przelizgn si tam niezauwaeni.


- By moe, ale gdyby pentadrianie znw chcieli na nas uderzy, wtpi, czy
przejmowaliby si Si.
- Z naszych sprzymierzecw Si ley najbliej poudniowego kontynentu. Nie ma tam
kapanw ani kapanek i niewielu Obdarzonych Siyee odebrao szkolenie. To nasz najsabszy
sojusznik.
Danjin zastanowi si i pokiwa gow.
- Poza tym to przecie nie jest tak, e Jarime nie moe zrezygnowa z kilku kapanw
czy kapanek. A ci miali modzi ludzie, ktrych wylesz do Si, powinni by te dobrymi
uzdrowicielami. Chcesz przecie, eby Siyee nadal byli ci wdziczni. Za dwadziecia lat tylko
najstarsi bd pamita, e to ty zmusia krla Berro, by wycofa z ich ziemi toreskich
osadnikw. Modsi Siyee nie zrozumiej znaczenia tego czynu albo przekonaj sami siebie,
e mogliby tego dokona bez twojego udziau. By moe ju teraz tak twierdz. Pokrcia
gow.
- Jeszcze nie.
- To moliwe. Ludzie potrafi si przekona do czegokolwiek, jeli tylko chc na
kogo zrzuci win.
Skrzywia si. Zrzuci win. al czy cierpienie skoniy niektrych ludzi do
obwiniania Biaych, a nawet bogw za mier ich bliskich podczas wojny. Wyczuwaa ten al
take u osb bardziej racjonalnych, co byo kolejn ujemn stron zdolnoci czytania myli.
Czasem miaa wraenie, e kady mczyzna, kada kobieta lub dziecko w miecie
opakiwali utraconego krewnego lub przyjaciela.
Byli te ci, co przeyli. Nie j jedn drczyy niechciane wizje wojny. Kady kto
walczy, widzia rzeczy straszne, i nie kady potrafi o nich zapomnie. Auraya a zadraa,
mylc o koszmarach, jakie j nawiedzay. W snach sza przez nieskoczone pole bitwy, a
okaleczone trupy bagay j o pomoc albo wykrzykiway oskarenia.
Musimy zrobi wszystko, co moliwe, aby unikn nastpnej wojny, pomylaa. Albo
znale lepsz metod obrony. My, Biali, mamy wielk magiczn si. Z pewnoci potrafimy
odkry sposb walki, ktry nie pociga za sob tak wielu ofiar.
Nawet gdy si to uda, by moe i tak na nic si nie przyda, jeli bogowie
nieprzyjaciela s prawdziwi. Przypomniaa sobie poranek na kilka dni przed bitw, kiedy
zobaczya, jak pentadriaska armia wychodzi z kopalni. Ich przywdca przywoa lnic
posta. Uznaaby to za iluzj, ale wszystkie jej zmysy krzyczay, i posta a promieniuje
magiczn moc.

Cyrklianie zawsze uwaali, e pentadrianie wierz w faszywe bstwa. e Krg


Piciorga to jedyni bogowie, ktrzy przeyli Wojn Bogw. Czy to moliwe, by wtedy
widziaa prawdziwego boga?
Po bitwie Biali pytali o to bogw. Chaia uzna, e owszem, po Wojnie mogli powsta
nowi bogowie. On i inni z Krgu badali spraw.
Od tego czasu wiele razy dyskutowaa z pozostaymi Biaymi i omawiaa rne
moliwoci. Rian nie chcia si pogodzi z szans zaistnienia nowych bogw. Zwykle arliwy
i pewny siebie, denerwowa si, a nawet gniewa na tak sugesti. Zaczynaa rozumie, e
chciaby, aby bogowie byli w jego wiecie si niezmienn. Si, na ktrej mg polega, e
bdzie zawsze taka sama.
W przeciwiestwie do niego, Mairae si tym nie przejmowaa. Idea, e na wiecie
pojawili si nowi bogowie, jako wcale jej nie niepokoia. My suymy naszym, i tylko to si
liczy, powiedziaa kiedy.
Juran i Dyara nie byli przekonani, czy bg, ktrego widziaa Auraya, by rzeczywisty.
A jednak niepokoio ich to bardziej ni Mairae. Jak zaznaczy Juran, prawdziwi bogowie
stanowiliby dla Ithanii Pnocnej wielkie zagroenie. Jego zdaniem, rozpoczynajc wojn,
pentadrianie powoywali si na boskie rozkazy, aby wymusi posuszestwo wrd swego
ludu. Teraz okazao si, e ci bogowie mog by realni i e zasugerowali - moe nawet
rozkazali - pentadrianom atak na ziemie cyrklian.
Wszyscy si zgodzili, e jeeli jeden pentadriaski bg jest prawdziwy, to
prawdopodobnie pozostali take. aden przecie nie pozwoliby swym wyznawcom, by
suyli faszywym bokom.
Auraya zmarszczya brwi. Jestem pewna, e to, co widziaam, to by prawdziwy bg,
wic musz wierzy, e jest na wiecie piciu nowych. Ale to przecie...
- Aurayo?
Podskoczya i spojrzaa na Danjina.
- Tak?
- Czy syszaa cokolwiek z tego, co powiedziaem? Umiechna si przepraszajco.
- Nie, przepraszam.
- Nie musisz przeprasza. Cokolwiek tak dalece zajo twoj uwag, musi by bardzo
wane.
- Tak, ale to samo rozpraszao mnie ju tysic razy wczeniej. A co mwie?
Danjin umiechn si i zacz powtarza to, co jej tumaczy.
Emerahl siedziaa nieruchomo.

Dookoa syszaa gosy nocnego lasu: szelest lici, gwizdanie ptakw, gdzie w
pobliu trzask gazek, dwik tupicych nek.
Skoncentrowaa si, gdy odgos zabrzmia bliej. Jaki cie przesun si w wietle
gwiazd.
Co to takiego? Mam nadziej, e jadalne... Podejd bliej, may stworze...
By po zawietrznej od niej, ale to nie miao znaczenia. Wzniosa wok siebie
magiczn barier, ktra zatrzymaa zapachy.
A tych nie brakuje, westchna aonie. Po miesicu podry bez zmiany ubrania
kady by brzydko pachnia. Rozea pkaby ze miechu, widzc mnie teraz. Faworyta w jej
zamtuzie, ubabrana botem i pica na ziemi, za jedynego towarzysza majca obkanego
tkacza snw...
Pomylaa o Mirarze siedzcym przy ogniu o kilkaset krokw za ni. Pewnie
mamrota do siebie, kcc si z t drug tosamoci w swojej gowie.
A potem stworzenie pojawio si w polu widzenia i wszelkie myli o Mirarze
znikny.
Breem! ucieszya si. Smaczny, tuciutki breem!
Strzaa oguszajcej magii natychmiast zabia zwierz. Emerahl wstaa, znalaza je i
zacza przygotowywa do pieczenia. Ca jej uwag zajo obdarcie ze skry, oczyszczenie i
znalezienie porzdnego kija. Na sam myl o posiku burczao jej w brzuchu.
Mirar wyglda tak, jak sobie go wyobrazia. Wpatrywa si w ogie, porusza
wargami i w ogle nie sysza, e si zblia. Staraa si i cicho, w nadziei e usyszy cho
cz jego sw, zanim mczyzna j zauway i umilknie.
- ...znaczenia, czy ci wybaczy, czy nie. Nie moesz jej znowu ujrze.
- Moe mie znaczenie dla naszego ludu.
- By moe. Ale co jej powiesz? e nie bye wtedy sob?
- To prawda.
- Nie uwierzy ci. Wiedziaa, e istniej w tobie, ale nigdy nie widziaa dosy, by
zrozumie, co to znaczy. Siedziaem cicho, kiedy bylicie razem. Mylisz, e ze wzgldu na
dobre wychowanie?
Zamilk.
Ona, co? mylaa Emerahl. Kim jest ta ona? To kto, kogo skrzywdzi, jeli to
wspomnienie o wybaczeniu ma by wskazwk. Czy ta kobieta bya rdem wszystkich jego
problemw, czy tylko niektrych? Umiechna si. Typowe dla Mirara...
Czekaa, ale nie odezwa si wicej. Znw zaburczao jej w brzuchu. Podnis gow,

wic ruszya naprzd, jakby dopiero co nadesza.


- Udane polowanie - powiedziaa, pokazujc breema.
- To nieuczciwe wobec zwierzt - stwierdzi. - Nie maj szans z wielk czarownic.
Wzruszya ramionami.
- Nie bardziej nieuczciwe, ni gdybym miaa uk i potrafia dobrze strzela. A co ty
robie?
- Mylaem, jak mio by byo, gdyby bogowie nie istnieli. - Westchn tsknie. - Jaki
jest sens by potnym niemiertelnym czarownikiem, kiedy niczego uytecznego nie mona
zrobi ze strachu, e zwrci si ich uwag?
Zacza ustawia zwierz nad ogniem.
- A co uytecznego chciaby zrobi, co mogoby cign ich uwag?
Wzruszy ramionami.
- Po prostu to, co by byo uyteczne w danej chwili.
- Dla kogo uyteczne?
- Dla innych ludzi - odpar z niejakim oburzeniem. - Jak... na przykad oczyszczenie
drogi po osuniciu ziemi. Albo uzdrawianie.
- Nic dla siebie? Prychn.
- Od czasu do czasu. Moe potrzebowabym ochrony. Emerahl umiechna si.
- Moe. - Zadowolona, e breem zawis w odpowiednim miejscu, przykucna. Zawsze bd jacy bogowie, Mirarze. Tyle e ostatnio troch im podpadlimy.
Mczyzna zamia si z gorycz.
- Ja im podpadem. Ja ich prowokowaem. Prbowaem powstrzyma przed
oszukiwaniem ludzi, rozpowszechniajc prawd na ich temat. Ale ty i pozostali... - Pokrci
gow. - Nic nie zrobilicie. Nic oprcz tego, e bylicie potni. Za to nazwali nas Dzikimi
i posali swe sugi, aby nas pozabijali.
Wzruszya ramionami.
- Bogowie zawsze mieli nas na oku. Ale ty nadal moesz leczy innych, nie zwracajc
ich uwagi.
Nie sucha jej.
- To jak by zamknitym w skrzyni. Chc wyj i si przecign.
- Jeli to zrobisz, to prosz, z daleka ode mnie. Wci podoba mi si ycie. - Uniosa
gow. - Jeste pewien, e Siyee nie zobacz naszego ogniska?
- Na pewno - uspokoi j. - Niebezpiecznie jest lata noc nad grami. Wzrok maj
dobry, ale nie a tak.

Poprawia breema na ronie, usiada i wpatrzya si w Mirara. Opiera si o pie


drzewa, te wiato ognia podkrelao rysunek jego szczki i czoa, a niebieskim oczom
nadawao odcie bladej zieleni.
Gdy odwrci gow i spojrza jej w oczy, poczua dreszcz blu i radoci. Nie sdzia,
e znowu go zobaczy, a oto by przed ni ywy i...
...nie cakiem normalny. Opucia wzrok, wspominajc, jak prbowaa go wypytywa.
Nie mg jej wytumaczy, w jaki sposb zachowa ycie. Nie mia adnych wspomnie
starcia, ktre powinno go zabi, cho sysza o nim. A to dodawao wiarygodnoci
twierdzeniom tej drugiej tosamoci, Leiarda. Leiard uwaa, e nosi w umyle przyblienie
osobowoci Mirara, uformowane z wielkiej iloci wspomnie cza martwego przywdcy
tkaczy snw, ktre uzyska w trakcie czenia umysw z innymi tkaczami.
Ale to jest ciao Mirara, pomylaa. Och, jest o wiele chudszy i z tymi biaymi
wosami wydaje si znacznie starszy, ale oczy pozostay te same...
Mirar wierzy, e to ciao naley do niego, ale nie potrafi wyjani, jak to moliwe. Z
drugiej strony Leiard uwaa swoje podobiestwo do Mirara za zwyky zbieg okolicznoci.
Kiedy Leiard panowa nad ciaem, porusza si w zupenie inny sposb ni Mirar i Emerahl
zastanawiaa si, jak w ogle zdoaa go rozpozna. Tylko wtedy, gdy Mirar przejmowa
kontrol, bya pewna, e ciao jest jego.
Pytaa Leiarda o wspomnienia cza. Jeli to jest prawd, to jak do tego doszo? W jaki
sposb zebra tak wiele wspomnie Mirara? Czy jest moliwe, e Leiard albo kto, z kim si
czy, zebra wspomnienia Mirara od wielu, bardzo wielu tkaczy snw?
Leiard nie przypomina sobie, od kogo te wspomnienia pochodz. Prawd mwic,
jego pami wydawaa si rwnie niepewna jak Mirara. Cakiem jakby obaj dysponowali
powk wsplnej przeszoci, ale adna nie wypeniaa luk w tej pozostaej.
Pytaa ich obu o ten sen o wiey, ktry j nawiedza przez dugie miesice i ktry jej
zdaniem dotyczy mierci Mirara. aden go nie rozpozna, cho wydawao si, e u Mirara
wzbudzi niepokj.
To irytujce. Nie bya pewna, czego chcia od niej Mirar. Kiedy go znalaza na polu
bitwy, uzdrawia rannych, tak jak pozostali tkacze snw, ale najwyraniej to mu nie
wystarczao - inaczej nie prosiby, aby zabraa go ze sob. Nie powiedzia jednak, dokd
powinna go zabra. Pozostawi jej wybr.
Wiedzc, jak sprawnie mu szo wpadanie w kopoty z bogami, ruszya z nim do
najbezpieczniejszego, najbardziej oddalonego miejsca, o jakim wiedziaa. Wkrtce potem
odkrya Leiarda. Wydawao si, e akceptuje jej towarzystwo tylko dlatego, e nie ma

adnego wyboru. Wyczuwaa emocje obu mczyzn. Odkrycie, e umys Mirara jest otwarty i
czytelny, byo dla niej szokiem. Dopiero pniej przypomniaa sobie, e Mirar nigdy nie by
w stanie tak dobrze jak ona ukry swoich myli. Bya to umiejtno, ktra wymagaa czasu i
pomocy kogo potraficego czyta w mylach. I jak wszystkie Dary, trzeba byo j wiczy,
inaczej umys zapomina.
A to znaczyo, e bogowie odczytaj jego myli, jeli przypadkiem go dostrzeg, a
poprzez niego wykryj i j. Mirar wiedzia przecie, kim jest.
Oczywicie mog nie mie adnych powodw, aby w ogle zwraca uwag na tego
wp oszalaego tkacza snw. Jedyne, czego bya pewna, to e bogowie nie mog by w kilku
miejscach rwnoczenie. Odlegoci mogli pokonywa w jednej chwili, lecz ich uwaga
dotyczya pojedynczych miejsc. A mieli ostatnio tak wiele spraw, ktre ich zajmoway, e
szansa zauwaenia Mirara pozostawaa nika.
Jeli jednak spojrz, kogo zobacz? Leiarda czy Mirara? Mirar powiedzia jej o
bogach co, czego wczeniej nie wiedziaa: nie widzieli fizycznego wiata inaczej, ni
poprzez oczy miertelnych. Po stu latach nie pozostali ju przy yciu miertelnicy, ktrzy
spotkali wczeniej Mirara, a wic nikt nie mg go rozpozna. Nawet tkacze snw, majcy
wspomnienia z czy umysw z poprzednikami, mogliby go teraz nie pozna. Pami
fizycznego wygldu bya rzecz indywidualn.
By wic rozpoznawalny jedynie dla niemiertelnych: dla niej, innych Dzikich i dla
Jurana z Biaych. Jednake Mirar, ktrego pamitali, wyglda bardziej zdrowo ni ten. Mia
starannie przystrzyone blond wosy, a take gadk skr i wicej mini na kociach. Kiedy
wspomniaa o tym, jak bardzo si zmieni, rozemia si tylko i opisa, jak wyglda dwa lata
temu: mia dugie wosy i brod i by jeszcze chudszy ni teraz.
Mwi te, e bardziej si niepokoi, by nie rozpoznano w nim Leiarda, cho nie
tumaczy dlaczego. Wydawao si, e tkacz snw tak samo sprawnie pakuje si w kopoty,
jak wczeniej Mirar.
Podr przez gry Si bya trudna i powolna, ale nie niemoliwa dla kogo tak
Obdarzonego jak oni. Jeli kto ich ciga, to na pewno zosta daleko z tyu.
Mirar ziewn i zamkn oczy.
- Ile jeszcze?
- Dugo by o tym mwi - odpara.
Nie chciaa mu zdradzi, dokd id. Gdyby wiedzia, bogowie mogliby odczyta to z
jego umysu i wysa kogo na spotkanie.
Wykrzywi wargi w umiechu.

- Pytaem, kiedy ten breem bdzie gotowy. Zamiaa si.


- Akurat. Co wieczr pytasz, ile drogi nam jeszcze zostao.
- Faktycznie, pytam. - Umiechn si. - Ile jeszcze?
- Godzin - powiedziaa, wskazujc gow na breema.
- Czemu nie upieczesz go magicznie?
- Smakuj lepiej, gdy piecze si je wolno, i jestem zbyt zmczona, eby si
skoncentrowa. - Spojrzaa na niego bacznie. Wydawa si znuony. - Przepij si. Obudz
ci, gdy bdzie gotowy.
Prawie niedostrzegalnie kiwn gow. Wstaa i ruszya na poszukiwanie opau. Jutro
dotr do celu. Jutro wreszcie bd ukryci przed wzrokiem bogw.
A potem?
Westchna.
A potem przekonamy si, czy zdoam jako uporzdkowa to, co si dzieje w tym jego
popltanym umyle.

2
- Te s pikne - powiedziaa Teiti, przesuwajc si do nastpnego straganu.
Imi spojrzaa na lampy. Kada z nich bya ogromn muszl, w ktrej wyrzebiono
malekie otworki, tak e pomie wewntrz zapala tysice niewielkich wietlnych punktw.
Byy bardzo adne, ale niedostatecznie cenne dla ojca. Dla niego potrzebne jest co
wyjtkowego.
Zmarszczya nosek i odwrcia si. Ciotka Teiti nie mwia ju nic wicej o lampach.
Wystarczajco dugo bya opiekunk Imi, aby wiedzie, i prba przekonania ksiniczki, e
co jest pikne, poskutkuje tylko upewnieniem jej, e pikne nie jest.
Przeszy do kolejnego stoiska, na ktrym znajdoway si naczynia po brzegi
wypenione rnokolorowymi proszkami: koralem, wodorostami, kawakami kamieni
szlachetnych, suszonymi czy zakonserwowanymi morskimi stworzeniami i rolinami znad i
spod wody.
- Patrz - zawoaa Teiti - amma! Bardzo rzadkie. Wytwrcy perfum robi z nich
wspaniae zapachy.
Sprzedawca, gruby mczyzna z lnic oleicie skr, skoni si przed nimi.
- Witaj, maa ksiniczko. Czyby amma zwrcia twoj uwag? To suszone zy
wielkoryby. Bardzo rzadkie. Chciaaby powcha?
- Nie - odpara Imi, krcc gow. - Ojciec pokaza mi kiedy amm.
Skoni si, gdy Imi odesza. Teiti bya chyba rozczarowana, ale milczaa. Miny
jeszcze kilka straganw, a ksiniczka westchna ciko.
- Sama nie wiem, czy zdoam co znale - poskarya si. - Najrzadsze, najcenniejsze
towary trafiaj prosto do mojego ojca, a on i tak zatrudnia ju najlepszych wytwrcw w
miecie.
- Cokolwiek mu dasz, bdzie cenne - odpara Teiti. - Choby to bya gar piasku,
przyjmie j jak skarb.
Imi niecierpliwie zmarszczya brwi.
- Wiem, ale to jego czterdziesty pierwszodzie. Wyjtkowa okazja. Musz mu znale
co lepszego ni wszystko, co dosta wczeniej. Chciaabym...
To zdanie pozostawia niedokoczone. Chciaabym, aby pozwoli na handel z
ziemiochodzcymi. Wtedy mogabym mu znale co, czego jeszcze nie widzia.
Ale to byo co, o czym przecie nie powinna nic wiedzie. W dniu kiedy

ziemiochodzca czarownica wkroczya do miasta, Imi siedziaa zamknita w swoim pokoju.


Wysaa Teiti, eby sprawdzia, co si dzieje, ale take po to, aby sama moga zrobi co w
sekrecie.
Za starym rzebionym panelem w jej pokoju znajdowa si wski tunel, akurat tak
duy, aby moga si do niego wlizgn. Pocztkowo by zablokowany, ale oczycia go ju
dawno temu. Na kocu znajdowa si pokj o cianach, po ktrych biegy rury. Jeli
przyoya ucho do ktrej z nich, syszaa, co si dziao na drugim kocu. Ojciec kiedy jej o
tym opowiedzia i wyjani, e std zna tajemnice swych poddanych.
W tym dniu, kiedy ziemiochodzca wesza do miasta, Imi przecisna si przez tunel
w nadziei, e dowie si, co zaniepokoio strae. Usyszaa, jak ta kobieta proponuje ojcu
przyja midzy ziemiochodzcymi i Elai. W ramach tego sojuszu jej lud mgby si pozby
piratw, ktrzy od tak dawna mordowali i okradali Elai, zmuszajc ich do ycia w
podwodnym miecie. W zamian Elai mieliby w razie potrzeby pomc ludowi
ziemiochodzcej. Mogliby take wymienia rne rzeczy. Jej lud mgby kupowa od Elai, a
Elai od jej ludu. Wydawao si to cakiem dobrym pomysem, ale ojciec odmwi. Uwaa, e
wszyscy ziemiochodzcy to niegodni zaufania kamcy, zodzieje i mordercy.
Wszyscy nie mog by tacy, mylaa Imi. Prawda?
Gdyby tak, to ld musiaby by straszliwym miejscem, gdzie kady prbowaby
okra kadego, a ludzie cay czas byliby mordowani. Moe i tak, bo przecie mieli mnstwo
cennych rzeczy, o ktre mogli walczy.
Imi pokrcia gow.
- Wracajmy. Ciotka przytakna.
- Moe nastpnym razem znajdziemy co niezwykego.
- Moe - odpara z powtpiewaniem Imi.
- Wci masz jeszcze miesic, eby znale prezent.
Targ znajdowa si niedaleko Wrt, wielkiego jeziora, ktre byo przejciem do
podwodnego miasta. Kiedy zobaczyy ogromn mroczn jaskini wypenion wod, Imi
poczua tsknot. Tylko kilka razy w yciu wyprawia si poza miasto, zawsze w
towarzystwie licznej stray. Na tym polega problem bycia ksiniczk. Nigdzie nie mona si
ruszy bez eskorty.
Ju dawno temu nauczya si nie pamita o uzbrojonych stranikach, ktrzy podali
za ni i Teiti. Potrafili by niezauwaalni i nie wchodzili jej w drog. Niezauwaalni... Imi
umiechna si. To byo nowe sowo, ktrego niedawno si nauczya. Powtrzya je
cichutko.

Zeszli z rynku w stron Gwnej Rzeki. Nie bya to naprawd rzeka, gdy nie byo w
niej wody, ale wszystkie szlaki w miecie nazywane byy rzekami, strumieniami, potokami
czy strukami. Due publiczne jaskinie nazywano sadzawkami; czasem kauami, jeli kto
chcia zakpi z danej okolicy.
Gwna Rzeka bya najszerszym szlakiem w miecie. Prowadzia prosto do paacu.
Imi nigdy nie widziaa, eby byo tu pusto, nawet w rodku nocy. Zawsze kto tdy
przechodzi, choby tylko kurier spieszcy do lub z paacu. Albo nocna stra strzegca
paacowej bramy.
Ale dzisiaj Rzeka bya zatoczona. Dwch idcych dotd z tyu stranikw
wyprzedzio j, aby przypilnowa, by ludzie schodzili z drogi. Gwar powstajcy z tak
licznych gosw, czapicych stp, muzyki i pieww ulicznych aktorw by oguszajcy.
Pochwycia strzp melodii i zatrzymaa si. Bya to nowa piosenka zatytuowana
Biaa Dama. Imi bya pewna, e opowiada o ziemiochodzcej. Ojciec zabroni grania tej
melodii w paacu. Teiti chwycia ksiniczk za rami i pocigna za sob.
- Nie utrudniaj pracy stranikom - rzucia cicho. Imi nie spieraa si.
I tak nie mog za bardzo zainteresowa si t piosenk, uznaa, bo si domyl, e
wiem o ziemiochodzcej.
Dotary do koca Gwnej Rzeki. Teiti odetchna z ulg, kiedy porzuciy tum i
przeszy przez bram do spokojnej paacowej sadzawki. Stranik wystpi naprzd i skoni
si przed Imi.
- Krl yczy sobie widzie ciebie, ksiniczko - owiadczy oficjalnie. - Czeka w
gwnej sali.
- Dzikuj - odpara, z trudem opanowujc podniecenie.
Ojciec chcia si z ni spotka w rodku dnia! Nigdy przedtem nie mia czasu na
rozmowy o tej porze. To musi by co wanego.
Teiti umiechna si z aprobat, widzc opanowanie podopiecznej . Przeszy
gwnym strumieniem paacu krokiem penym godnoci, ale irytujco powolnym. Stranicy
uprzejmie kiwali gowami, gdy ich mijay. Strumie by peen mczyzn i kobiet, czekajcych
na audiencj u krla. Kaniali si, gdy Teiti i Imi zmierzay prosto do otwartych drzwi sali
tronowej.
Kiedy Imi wkroczya do wielkiej komnaty, zobaczya ojca opartego o porcz tronu.
Rozmawia z jednym z czterech siedzcych przed nim ludzi. Rozpoznaa doradc ojca, paacowego szambelana i gwnego krawca. Na jej widok ojciec umiechn si szeroko i rozoy
ramiona.

- Imi! Chod, uciskaj ojca.


Umiechna si i zapominajc o wszelkich formalnociach, pobiega przez komnat.
Kiedy wskoczya mu w ramiona, poczua mocny ucisk i wibracje miechu z gbi piersi.
Wypuci j i posadzi sobie na kolanach.
- Musisz mi odpowiedzie na wane pytanie - rzek. Kiwna gow z bardzo powan
min.
- Tak, ojcze.
- Jakie rozrywki chciaaby ujrze na naszym przyjciu? Umiechna si.
- Tace! onglerw i akrobatw!
- Oczywicie - zgodzi si. - Co jeszcze? Czy masz pomys na co wyjtkowego?
Zastanowia si gboko.
- Latajcy ludzie!
Unis brwi i spojrza na doradc.
- Mylisz, e kilkoro Siyee zgodzioby si tu przyby? Imi z podnieceniem
podskakiwaa mu na kolanach.
- Przylec? Przylec? Doradca umiechn si.
- Poprosz, ale niczego nie obiecuj. Moe nie lubi przebywa pod ziemi, gdzie nie
wida nieba, albo nie potrafi lata w maej przestrzeni. Tutaj nie ma do miejsca.
- Oddamy im nasz najwiksz, najwysz jaskini - zaproponowaa Imi. - I
pomalujemy strop na niebiesko jak niebo.
W oczach ojca bysno zainteresowanie.
- To byby widok...
Umiechn si do niej, a ona szukaa nowych pomysw, ktre mogyby go ucieszy.
- Poykacze ognia! - wykrzykna.
Skrzywi si, wspominajc prawdopodobnie wypadek, ktry zdarzy si kilka lat temu,
kiedy zdenerwowany poykacz obla si poncym olejem.
- Dobrze - rzek. - To ju wszystko? Pomylaa jeszcze chwil.
- Szukanie skarbu, dla dzieci.
- Chyba ju jeste na to za dua.
- Jeszcze nie... Nie, jeli urzdzimy to na zewntrz. Jego twarz wyraaa dezaprobat.
- Nie, Imi. To zbyt niebezpieczne.
- Ale moemy zabra strae i urzdzi to gdzie... - Nie.
Nadsaa si i odwrcia gow. Z pewnoci na zewntrz nie byo a tak
niebezpiecznie. Z informacji, ktre podsuchaa w pokoiku z rurami, wynikao, e piraci nie

kryli wok wysp przez cay czas. Ludzie codziennie wypywali na zewntrz, aby
zdobywa poywienie czy towary do handlu. Kiedy jednak kto gin, to zwykle na
zewntrznych wyspach albo w ogle z dala od ich wysp.
- Co jeszcze?
Syszaa udawan wesoo w jego gosie. Poznawaa, kiedy umiech ma wymuszony,
gdy zmarszczki wok oczu si wtedy nie pogbiay.
- Nie - odpara. - Tylko mnstwo prezentw. Tym razem zmarszczki si pojawiy.
- Oczywicie - zapewni. - A teraz, wobec wszystkich tych sugestii, o ktre musimy
zadba, mam mnstwo pracy. Wracaj do Teiti.
Pochylia si i pocaowaa go w policzek, potem zsuna si z kolan i wrcia do
ciotki. Ta umiechna si, wzia j za rk i wyprowadzia z sali. W strumieniu na zewntrz
staa dua grupa kupcw. Gdy przechodzia obok, syszaa, jak pomrukuj do siebie.
- ...czekamy od trzech dni.
- To naley do mojej rodziny od trzech pokole. Nie mog...
- ...nigdy nie widziaem tak wielkich morskich dzwonkw. Ogromne jak pici!
Morskie dzwonki? Imi zwolnia i udaa, e otrzepuje ubranie.
- Ale odkryli je ziemiochodzcy Teraz ich dobrze pilnuj.
- Moe sprbujemy jako odwrci ich uwag? A wtedy...
Rozmowa staa si zbyt cicha, kiedy Imi ruszya dalej. Morskie dzwonki wielkie jak
pici? Jej ojciec uwielbia morskie dzwonki. Czy moe poprosi tych kupcw, aby zdobyli
dla niej jeden? Zmarszczya czoo. Brzmiao to tak, jakby planowali du wypraw, aby
zebra wiele takich dzwonkw. Kiedy im si to uda, wszdzie bd sprzedawa dzwonki
wielkoci pici. Stan si czym pospolitym i nudnym.
Chyba e namwi kogo, aby zakrad si tam i zdoby dla mnie jeden, zanim dostan
si tam kupcy. Umiechna si. Tak! Musz si tylko dowiedzie, gdzie one s.
A to bdzie atwe. Dzi wieczorem znowu wyprawi si do pokoju z rurami.
: Idziesz, Aurayo? zapyta Juran.
Auraya podskoczya, syszc gos w umyle. Upucia zwj, ktry czytaa fascynujc opowie eglarza, uratowanego przed utoniciem przez kogo z morskiego ludu.
Poderwaa si z krzesa. Nagy ruch zaalarmowa veeza. Zwierzak pisn, wbieg po oparciu
krzesa, na ktrym spa, i wspi si na cian.
- Przepraszam ci, Figiel - powiedziaa, podchodzc do ciany i wycigajc do niego
rk. - Nie chciaam ci wystraszy.
Patrzy na ni oskarycielsko, rozczapierzonymi apkami trzymajc si ciany.

- Aaja straszy. Aaja niedobra.


- Przepraszam. Chod, to ci podrapi.
Pozosta tu poza zasigiem. Wsiki dray mu lekko, jak wtedy, kiedy stara si by
godzien swego imienia.
: Aaja goni Figl, odezwa si cienki gosik w jej umyle.
- Nie, Figiel. Ja...
: Aurayo? zawoa Juran.
: Tak. Ju id. Gdzie jeste?
: U stp Wiey.
: Zaraz tam bd.
Westchna i zostawia Figla na cianie. Umiecia puchar na brzegu zwoju, eby wiatr
go nie zdmuchn, podesza do okna i otworzya je.
Gdy si skupia, napyna wiadomo wiata. Jako wiedziaa, gdzie si znajduje w
relacji do gruntu w dole, do ziemi i nieba wok. cigajc do siebie magi, pomylaa o
niewielkiej zmianie pozycji. Troch wyej, a potem na zewntrz... Po chwili unosia si ju za
oknem, pod stopami majc tylko powietrze. Znw zmienia pozycj, odwrcia si i zamkna
okno.
Poniej leay tereny wityni. Unoszc si w powietrzu, miaa wraenie, jakby jedna
jej stopa spoczywaa na okrgym dachu Kopuy, a druga na szecioktnym budynku zwanym
Pi Domw, gdzie mieszkali kapani. Poza Bia Wie za jej plecami cay teren wityni
skada si ze starannie uprawianych ogrodw, uksztatowanych w form krgw - gdy
wanie koo byo symbolem bogw. Przed sob, po prawej stronie widziaa wstk odbitego
nieba - to jedna z wielu rzek w Jarime zmierzaa w kierunku morza.
Zacza opada. Kiedy poruszaa si w ten sposb, zupenie nie przypominao to
latania. Nazywaa to ataniem tylko dlatego, e nie przychodzio jej do gowy adne prostsze
okrelenie tego, co robi. Poruszanie si w relacji do wiata byo troch przydugie.
Oprcz wiadomoci wiata pojawia si te nowa wiadomo magii w tym wiecie.
Podczas ostatniej bitwy, kiedy cigna do siebie wicej magii ni kiedykolwiek wczeniej,
uwiadomia j sobie tak, jak jeszcze nigdy.
Cyrklianie i tkacze snw zgadzali si, e wiat jest przesycony magi. Wszelkie ywe
istoty mogy ciga j do siebie i przelewa do fizycznego wiata. Sposoby jej wykorzystywania nazywano Darami i trzeba si ich byo uczy, tak jak dowolnej umiejtnoci
fizycznej. Wikszo ywych istot, w tym ludzie, mogli korzysta z niewielkiej iloci magii, a
zatem ich Dary byy ograniczone, jednak niektrzy byli silniejsi i bardziej utalentowani. Jeli

byli ludmi, nazywano ich czarownikami.


Sama byam niezwykle potn czarownic, zanim bogowie powikszyli moj moc i
uczynili Bia, przypomniaa sobie, spogldajc na piercie. Ciekawe jakie ycie
prowadziabym, gdybym ya w czasach przed cyrkliaskimi kapanami.
Lubia myle, e uywaaby swych Darw, aby pomaga ludziom, e nie staaby si
istot siln i okrutn, jak wielu potnych czarownikw w przeszoci. Osoby takie jak Dzicy,
zdolni uzyska niemiertelno, miay skonno, by le wykorzystywa swoj moc i swoje
stanowiska.
By moe ludzie nie byli stworzeni, by posiada tak moc. By moe fizyczne
istnienie czyni ich podatnymi. Prawdziwi bogowie nie znali zepsucia. Nie posiadali fizycznej
postaci, istnieli tylko w wypeniajcej wszystko czystej magii, ktra ich stworzya.
Auraya zatrzymaa si gwatownie.
Potrafi wyczuwa magi. Czy to znaczy, e ich take potrafi wyczu?
Ta moliwo bya jednoczenie niepokojca i ekscytujca. Spojrzaa w d. Ziemia
bya ju blisko. Ruszya w jej kierunku, a zrwnaa si ze szczytem wejcia do Wiey, potem
zwolnia i agodnie wyldowaa.
Spogldajc pod ukami, ujrzaa w holu innych Biaych. Mairae zauwaya j i si
umiechna. Pozostali natychmiast podyli za jej wzrokiem. Twarz Jurana zagodniaa na
widok Aurai. Ruszy w jej stron, a pozostali pospieszyli za nim.
- Zrobia sobie porann wycieczk dookoa Wiey? - zapyta, wskazujc jej miejsce
obok siebie i kierujc si do Kopuy.
- Nie - odpara. - Musz przyzna, e zupenie zapomniaam o czasie.
- Zapomniaa? - zawoaa Mairae. - O swojej rocznicy?
- Nie o tym - odpara z chichotem Auraya. - Tylko o czasie. Danjin przynis mi do
czytania fascynujcy zwj o Elai. - Spojrzaa na Jurana. - Czy wylesz mnie do nich znowu,
abym drugi raz zaproponowaa im przymierze?
Juran umiechn si.
- Omwimy to przy Otarzu.
Kapani i kapanki stojcy albo spacerujcy wok Wiey i Kopuy zatrzymywali si,
by na nich popatrze. Auraya z czasem przyzwyczaia si do tych spojrze penych
ciekawoci i podziwu. Nauczya si je przyjmowa jako pewien element swojej roli i nie
budziy ju w niej zakopotania.
Czy czyni mnie to istot prn i rozpieszczon? zastanawiaa si. Zadanie nie jest
atwe. Pracuj ciko i nie dla wasnej korzyci. Su bogom, jak oni, lecz przypadkiem

jestem bardziej Obdarzona i lepsza w tym, co robi. Ale nadal mog popenia bdy.
W jej pamici bysna twarz Leiarda, a po niej jak zwykle uczucie blu. Postaraa si
wypchn z umysu jedno i drugie.
Przeszli pod jednym z szerokich ukw Kopuy, porzucajc delikatne poranne soce.
Kiedy oczy przyzwyczaiy si do mroku, ciemno wewntrz nabraa ksztatu. Porodku
ogromnej sali na podwyszeniu sta Otarz.
Pi trjktnych cian konstrukcji opadao do podogi jak rozwijajcy si kwiat. Juran
stan na jednej z nich i przeszed do rodka, gdzie umieszczono st i pi krzese. Inni poszli
jego ladem. Kiedy zajli miejsca, ciany z wolna uniosy si w gr i zetkny nad ich
gowami, zamykajc ich w czym, co stao si teraz piciociennym pokojem.
Auraya spojrzaa kolejno na innych Biaych. Juran nabiera tchu, gotw wymwi
sowa rytuau. Dyara siedziaa spokojnie. Rian marszczy czoo - od czasw wojny nie
wyglda na zadowolonego. Mairae skrzyowaa rce, a palce jednej doni bbniy bezgonie
o rami drugiej.
- Chaio, Huan, Lore, Yranno, Saru - zacz Juran. - Po raz kolejny dzikujemy wam za
pokj, ktry przynielicie Ithanii, i za dary, ktre pozwoliy nam go utrzyma. Dzikujemy
za wasz mdro i przewodnictwo.
- Dzikujemy wam - wymruczaa Auraya wraz z innymi. Skupia si na magii wok
nich. Jeli bogowie byli blisko, ona ich nie wyczuwaa.
- Dzi mija rok od wyboru Aurai, kolejny rok naszej suby dla was. Omwimy
wydarzenia tego okresu i zastanowimy si, co czyni dalej. Jeli nasze plany bd si rni
od waszych, prosz, przekacie nam swoje yczenia.
- Prowadcie nas - wymruczeli pozostali. Juran rozejrza si wok stou.
- Wiele maych przymierzy pokojowych i jedna dua wojna - powiedzia. - To jedno z
moliwych podsumowa tego roku.
Auraya nie moga powstrzyma krzywego umiechu.
- Najpierw zajmiemy si sprawami bliej domu. - Zwrci si do Dyary. - Jak wyglda
sytuacja w Genrii i Torenie?
Kobieta wzruszya ramionami.
- Waciwie bardzo dobrze. Krl Berro zachowuje si ostatnio zaskakujco rozwanie.
Krl Guire jest wraliwy jak zwykle. Obaj nawzajem askawie doceniaj swj udzia w
wojnie i wyraaj podziw dla talentu wojownikw. - Przewrcia oczami. - Czekam, a im
minie to cae samcze napuszenie i przejd do sprzeczek.
Juran parskn miechem i zwrci si do Aurai.

- Jak si miewaj Siyee? Skrzywia si tylko.


- Nie miaam od nich wieci od czasu, gdy odlecieli z pola bitwy. - Przerwaa. - O
wiele atwiej byoby si z nimi porozumiewa, gdyby byli tam kapani. Obiecaam im, e
wyl do nich kilkoro jako nauczycieli i uzdrowicieli.
Juran zmarszczy czoo.
- To trudna podr.
- Tak - zgodzia si Auraya. - Ale jestem pewna, e znajdziemy kilkoro modych
kapanw, ktrzy podejm ten wysiek w zamian za szans osiedlenia si w miejscu, ktre widziao niewielu ziemiochodzcych. Moemy wynaj tego przewodnika, ktry przekaza
nasz pierwsz propozycj przymierza.
- Dobrze. Zorganizuj to, Aurayo. I zapytaj, czy jacy Siyee byliby zainteresowani
doczeniem tutaj do kapanw. - Zwrci si do Riana. - Co u Dunwayczykw?
- Teraz s szczliwi - odpar. - Dla ludu wojownikw nie ma nic przyjemniejszego od
szansy udziau w tak wielkiej wojnie. S niemal rozczarowani, e si zakoczya.
Juran umiechn si krzywo.
- Co z puapkami na przeczy?
- Wci je usuwaj.
- Jak dugo im to zajmie?
- Jeszcze kilka tygodni.
Mairae umiechna si, gdy Juran zwrci si do niej.
- adnych skarg od Somreyan. Odeszli tydzie temu i dzi lub jutro powinni dotrze
do Arbeem.
Juran kiwn gow.
- To zostali nam Sennoczycy.
Ku zdziwieniu Aurai, spojrza na Dyar, ktra zdaa ju relacj z dwch krajw,
Torenu i Genrii. Z pewnoci nie wziaby na siebie trzeciego, zwaszcza e stan on po
stronie pentadrian, a praca z nim okae si trudna i czasochonna.
- Cesarz osobicie wysa wiadomo, proponujc now er przyjani - odpara
Dyara, a jej peen dezaprobaty wyraz twarzy zdradza, co o tym sdzi. - Plotki gosz, e
podar sojusz, ktry podpisa z pentadrianami.
- To dobrze - stwierdzi zadowolony Juran. - Zachcaj go, ale nie bd zbyt gorliwa. Spojrza na Riana i Mairae. - Dopki Somrey i Dunway nie sprawiaj nam zbyt wielu problemw, chc, abycie wraz z Dyar popracowali nad tym. Wtpi, abymy w najbliszym
czasie namwili cesarza na sojusz. Wie, e jeli to uczyni, jego kraj stanie si pierwszym

celem dla pentadrian, jeli znowu wypowiedz nam wojn. Zobaczcie, do czego zdoacie go
skoni, pki wci ma wyrzuty sumienia, e stan przeciwko nam.
Dyara, Rian i Mairae pracuj razem nad Sennonem, pomylaa Auraya. A co ze mn?
Siyee te nie sprawiaj problemw... Ale oczywicie. Jest inny kraj, z ktrym szukamy
sojuszu.
Juran zwrci si do niej. Umiechna si.
- Elai?
- Nie - odpar. - Mam dla ciebie inne zadanie, ale porozmawiamy o tym pniej. Na
razie omwmy sprawy .bardziej oddalone od naszych brzegw. Co powinnimy zrobi, by w
przyszoci unikn inwazji pentadrian?
Porozumieli si wzrokiem.
- Co moemy zrobi? - spyta Rian. - Pozwolilimy im wrci do ich domw, gdzie s
najsilniejsi.
- Faktycznie, pozwolilimy - przyzna Juran. - Wic jaki mamy teraz wybr? Moemy
nic nie robi i mie nadziej, e nie odzyskaj si i nie zaatakuj nas znowu. Albo moemy
postara si temu zapobiec.
Dyara zmarszczya czoo.
- Czy sugerujesz zawarcie sojuszu? Nigdy si na to nie zgodz. Uwaaj nas za pogan.
- I w tym si myl, wic jest to sabo, ktr moemy wykorzysta. - Juran splt
palce. - Nasi bogowie s prawdziwi.
Kiedy pentadrianie to zrozumiej, moe porzuc swoich faszywych.
- Jak ich przekonamy? - spyta Rian. - Czy bogowie zademonstruj swoj moc, gdy
ich o to poprosimy?
- Jeli tylko nie bdziemy prosi za kadym razem, kiedy spotkamy pentadrian odpar Juran.
Dyara mrukna z dezaprobat.
- Czy pentadrianie uwierz w to, czy uznaj, e przywoalimy iluzj?
Auraya parskna miechem.
- Dokadnie tak, jak ty i Juran uznalicie, e iluzj jest ten pentadriaski bg, ktrego
widziaam - rzucia lekko.
Dyara zmarszczya brwi, ale Juran wyranie si zastanowi.
- Moe bymy si przekonali, gdybymy tam byli.
- Jeli ich bogowie s prawdziwi, musimy ich przekona, e nasi s lepsi - stwierdzia
Mairae.

- Tak. - Juran kiwn gow. - Na razie musimy skoni pentadrian, eby zmienili o nas
opini. Nie tylko musimy ich przekona, e nasi bogowie s prawdziwi, ale te e lepiej si z
nami przyjani, ni nas napada. Wszystko, czego w nas nie lubi, musi okaza si faszywe.
Uwaaj nas za pogan; udowodnimy, e si myl. Uwaaj, e nie tolerujemy innych religii...
- na moment skierowa oczy na Auray - pokaemy im, e te si myl.
Auraya zamrugaa zdziwiona, ale Juran niczego nie tumaczy. Pochyli si i zoy
razem donie.
- Chc, abycie wszyscy sobie to przemyleli. - Popatrzy kolejno na kadego. Dowiedzcie si, co uwaaj w nas za odpychajce. Sprawcie, eby przyja z nami bya dla
nich korzystna. Nie chcemy nastpnej inwazji, a ju najmniej mi zaley na podbiciu
poudniowego kontynentu i na kopotach, jakie przyniesie sprawowanie tam wadzy.
- Jeli potrzebujemy informacji, powinnimy wzmocni nasz siatk szpiegw zauway Rian.
- Owszem - zgodzi si Juran. - Zrb to.
Zwrci si do Aurai.
- A teraz twoje zadanie. Wyprostowaa si.
- Tak?
- Pentadrianie wierz, e jestemy nietolerancyjni wobec innych religii. Chc, eby
nadal pracowaa z tkaczami snw. Zaimponoway mi ich wyczyny po bitwie. Wielu naszych
uzdrowicieli wrd kapanw i kapanek wyrazio podziw dla ich talentw. Twierdz, e
wiele nauczyli si poprzez samo obserwowanie tkaczy snw. Ludzie w miecie skorzystaj na
wsppracy tkaczy snw i cyrklian. Chc, eby stworzya miejsce, gdzie tkacze oraz
uzdrowiciele spord kapanek i kapanw bd mogli pracowa razem.
Auraya wpatrywaa si w niego i zastanawiaa, czy wie, e to wanie planowaa. Czy
jego motywy byy tak szlachetne, jak sugeroway sowa? Czy zdawa sobie spraw, jaki
wpyw moe to wywrze na tkaczy snw?
Istnienie tkaczy opierao si na ich wyjtkowych umiejtnociach uzdrawiania. Ludzie
szukali ich pomocy, pomimo braku zaufania i nietolerancji, gdy byli lepszymi uzdrowicielami ni cyrkliascy kapani. Wikszo ludzi, ktrzy decydowali si zosta tkaczami
snw, robia to, by zachowa ich wiedz o leczeniu.
Lecz czynic tak, skazywali swoje dusze. Bogowie nie przyjm duszy umarych,
ktrzy za ycia nie oddawali im czci. Jeli cyrklianie bd wiedzieli o uzdrawianiu tyle, ile
tkacze snw, mniej ludzi bdzie chciao wstpi do ich sekty i mniej dusz zostanie
straconych.

Kosztem takiego rozwizania bdzie osabienie, a moe nawet zniszczenie ludu, ktry
podziwiaa. A jednak ta cena nie wydawaa si tak wysoka. Zbawienie duszy byo waniejsze
ni zachowanie pogaskiego kultu. yjcy take na tym skorzystaj - cyrkliaskich kapanw
i kapanek jest przecie wicej ni tkaczy snw. Mog ocali wicej osb.
To, e Juran kaza jej zachca cyrklian i tkaczy snw do wsppracy, byo rzecz
niezwyk. To przecie on z nakazu bogw zabi Mirara. Jak dalece si posunie w akceptacji
ich talentw?
- Czy chcesz ograniczy te umiejtnoci, ktrych uzdrowiciele naucz si od tkaczy
snw? - zapytaa. - Co powiesz o caym zakresie zdolnoci leczenia psychiki, o czach
umysu i sennych poczeniach?
Przywdca Biaych zmarszczy czoo. Ten pomys wyranie mu si nie podoba.
- Zacznijmy od praktycznej informacji fizycznej. Jeli te umiejtnoci ze snami oka
si uyteczne, pomylimy, czy i nimi si zaj.
Kiwna gow.
- Jutro zaczn wszystko organizowa.
Juran spojrza na ni z namysem, potem wyprostowa si i nabra tchu.
- Czy s jeszcze jakie sprawy do omwienia? Nastpia dusza przerwa. Czworo
Biaych pokrcio gowami.
- Wic na dzisiaj to wszystko - zakoczy Juran.
- Postanowie nie wzywa bogw? - spytaa Dyara.
- Gdyby odkryli, e bogowie pentadrian s prawdziwi, pojawiliby si i powiedzieli
nam o tym.
Mairae wzruszya ramionami i wstaa. Pi cian Otarza zaczo si rozwija.
Umiechna si.
- Gdyby chcieli z nami rozmawia, ciany pozostayby zamknite.
Gdy Biali zeszli z Otarza, Auraya skoncentrowaa si na otaczajcej j magii. Nie
byo ani ladu bogw - w kadym razie niczego, co mogaby wyczu. Rozpoznaa tylko
drgania magii w miejscu, gdzie ciany Otarza dotykay podogi.
- Aurayo - odezwaa si Dyara. Spojrzaa na starsz Bia.
- Tak?
- Planujesz uczy si jazdy?
- Jazdy? - powtrzya zaskoczona Auraya.
Pomylaa o Nosicielach - duych biaych reynach, na ktrych jedzili inni Biali. W
przeszoci kilka prb jazdy na zwykych reynach skoczyo si kopotliwie i krpujco. Nie

wyobraaa sobie, eby dosiadanie Nosicieli byo atwiejsze.


- Chyba nie. Nie potrzebuj.
- To prawda. Jednak mamy Nosiciela wyhodowanego specjalnie dla ciebie, wic mog
jedynie zakada, e bogowie zaplanowali, eby na nim jedzia. Niezalenie od twojej umiejtnoci lotu.
- Moliwe, e wybrali mnie, kiedy ten Nosiciel ju si pojawi - odpara wolno
Auraya. - Zanim zrozumieli, e wybior kogo, kto nie potrafi jedzi wierzchem. Moe z
tego powodu dali mi zdolno lotu.
Dyara zastanowia si.
- Dla rwnowagi? - Tak.
Usyszay miech Mairae.
- Myl, e nieco przesadzili z rekompensat. Juran parskn i umiechn si do
Aurai.
- Tylko troch... Ale jestemy im za to niezwykle wdziczni.

3
O tej porze roku pogoda bya sucha i wietrzna, a obiekty w oddali wydaway si
widmowe, o ile w ogle mona je byo dostrzec. Kiedy Reivan dotara do Parady, na jej
kocu ujrzaa Sanktuarium. Co cisno j w odku, wic zatrzymaa si, z ulg kadc na
ziemi cik sakw.
Wielki kompleks budynkw wyrasta na zboczu wzgrza na skraju miasta Glymma.
Najpierw byy szerokie schody, sigajce fasady ukw wielkiej hali. Poza tym budynkiem
widziaa ciany o konturach nieco zamglonych w pylistym powietrzu. Trudno byo okreli,
czy czyy si, czy stanowiy oddzielne budowle. Od frontu Sanktuarium byo spltanym
labiryntem murw, okien, balkonw i wieyczek.
W najdalszym punkcie pon ogie. To by pomie Sanktuarium, zapalony przez
miertelnika, do ktrego sto lat temu bogowie przemwili po raz pierwszy. Od tamtego czasu
pon dzie i noc, podtrzymywany przez najbardziej lojalne Sugi.
Jak mog wierzy, e zasuyam na miejsce midzy nimi? pytaa sama siebie.
Poniewa wierzy w to Imenja, odpowiedziaa. W t noc, kiedy armia wynurzya si z
kopalni, Imenja wezwaa Reivan do siebie na spotkanie Gosw i ich doradcw, ktrzy omawiali czekajc ich drog. Reivan czekaa, by wydano jej jakie polecenia, zadano pytania, ale
nic takiego nie zaszo. Dopiero po spotkaniu, gdy leaa zdziwiona, nie mogc zasn,
uwiadomia sobie, e Imenja chciaa, aby bya tam i obserwowaa.
Przez ca drog Imenja pilnowaa, aby Reivan zawsze bya w pobliu. Czasami pytaa
j o opini, czasem wydawao si, e chce jedynie porozmawia. W takich przypadkach
Reivan atwo byo zapomnie, e rozmawia z jednym z Gosw Bogw. Kiedy Imenja
rezygnowaa ze swej pozy surowej przewodniczki, ujawniaa do osche poczucie humoru i
wspczucie dla innych, ktre Reivan uznaa za wzruszajce.
Lubi j, pomylaa. Ona mnie szanuje. Od lat godziam si na szyderstwa Mylicieli.
Przydzielali mi najnudniejsze, najbardziej prymitywne zadania, jakie si trafiay. Bali si, e
dorwna im zwyka kobieta. Pewnie uwaali, e ciga bieda zmusi mnie, abym wysza za
m, urodzia dzieci i przestaa ich irytowa. Jestem pewna, e Grauer wysa mnie do krelenia planw kopalni, ebym tylko zesza mu z oczu.
Teraz byy przywdca Mylicieli ju nie y. Hitte, jego nastpca, nie odezwa si do
niej ani sowem, odkd wyprowadzia wojska z kopalni. Nie bya pewna, czy by zy dlatego,
e wyprzedzia go, znajdujc drog do wyjcia, czy dlatego i dowiedzia si o obietnicy

Imenji, e uczyni j Sug Bogw.


Pewnie jedno i drugie, pomylaa niechtnie. Ale moe si wcieka, ile chce. Tak
samo jak caa reszta. Gdyby traktowali mnie lepiej, okazujc, e warto mnie czasem
posucha, to im, a nie Imenji, powiedziaabym o tym tunelu wiatru. Wyprowadzilibymy
wojsko jako zesp, a im przypadaby caa chwaa za sukces.
Umiechna si. Imenja i tak dostrzegaby prawd. Ona wie, e to ja ocaliam armi.
Wie, e jestem godna, by suy bogom.
Przerzucia sakw do drugiej rki i ruszya dalej, do Sanktuarium. Wspia si na
stopnie i przystana obok jednego z ukw, aby nabra tchu. Jak na t por roku Parada bya
nietypowo spokojna.
Odgada, e mieszkacy Glymmy siedz w domach i opakuj tych, ktrzy nie wrcili.
Odtworzya w pamici wczorajszy powrt armii do miasta. Zebra si tum, ale powitao ich
tylko kilka sabych okrzykw.
Wojsko byo o wiele mniejsze ni to, ktre wyruszyo na wojn kilka miesicy
wczeniej. Co prawda wikszo tych, ktrych zabrako, zgina w bitwie, ale wielu
niewolnikw, onierzy i Sug umaro z pragnienia i wyczerpania podczas drogi powrotnej
przez sennosk pustyni. Kupieckie karawany, handlujce poywieniem i wod, okazay si
podejrzanie nieobecne. Przewodnicy, ktrych przysa poprzednio sennoski ambasador, nie
powrcili. Tylko mapy Mylicieli, ktre na szczcie nie przepady wraz z Grauerem,
wskazyway im wod.
Zastanawiaa si, czy ludzie witajcy armi rozgniewaj si na Gosy, ktre
poprowadziy ich bliskich do boju, i na bogw, ktrzy pozwolili na t klsk. Ale ten gniew
na pewno zagodnia, kiedy zobaczyli trumn, ktr niosy midzy sob cztery Gosy,
pomagajc sobie magi. Oni take ponieli strat.
Rozgldajc si, Reivan wyobraaa sobie, jak powrt musia wyglda z tego
miejsca. Armia zostaa ustawiona w kolejne formacje: najwysi rang - Oddani Sudzy
Bogw - na przodzie, dalej zwykli Sudzy, a potem onierze, uformowani w oddziay.
Niewolnicy zeszli na bok, a Myliciele stali u stp schodw. Gosy przemwiy do tumw
niemal z tego samego miejsca, w ktrym teraz staa Reivan.
Pamitaa mow Imenji.
- Dziki ci, ludu Glymmy, za ciepe powitanie. Przybywamy z daleka i w subie
bogw stoczylimy wielk bitw. Nasze straty s te waszymi, tak jak i nasze zwycistwa, bo
cho nie zwyciylimy w tej bitwie, przegralimy tylko odrobin. Siy pentadrian i cyrklian
byy tak wyrwnane, e jedynie przypadek mg zdecydowa o zwycistwie. Tym razem to

im sprzyjao szczcie. Nastpnym razem los moe si odwrci.


Uniosa ramiona i zacisna pici.
- Wiemy, e jestemy tak silni jak oni. Wkrtce bdziemy silniejsi!
Tum, znajc swoj rol, zakrzykn gono, lecz w gosach zgromadzonych
brakowao entuzjazmu.
- Na caym wiecie gosilimy te imiona: Sheyr, Hrun, Alor, Ranah i Sruul! To imiona
prawdziwych bogw. Nieprzyjaciele cyrklian przybd tutaj, do nas. Przybd do Glymmy.
Dokd przybd?
- Do Glymmy! - krzyknli bez przekonania obywatele.
- Ci, ktrzy chc poda za prawdziwymi bogami, przybd tutaj. Dokd przybd?
- Do Glymmy! - Tym razem okrzyk by goniejszy.
- Dokd przybd?
- Do Glymmy! - Odpowied zabrzmiaa z wiksz moc. Imenja opucia ramiona.
- Wielu utracilimy. Stracilimy ojcw i synw. Stracilimy mw i ony, matki i
crki, siostry i braci, przyjaci i towarzyszy, nauczycieli i przywdcw. Utracilimy naszego
przywdc Kuara, Pierwszy Gos.
Schylia gow.
- Jego gos umilk i my teraz zamilknijmy, dzikujc tym wszystkim, ktrzy zginli
dla bogw.
Co chwycio Reivan za gardo. Twarz Imenji pokryy linie blu, a Reivan wiedziaa,
e ten bl jest prawdziwy. Dostrzega to w jej oczach i syszaa w gosie, tak wiele razy w
ostatnim miesicu.
Cisza cigna si nieznonie, a w kocu Imenja uniosa gow i podzikowaa
zgromadzonym. Powiedziaa, e Pierwszy Gos zostanie wybrany po miesicu aoby. Potem
Gosy i Sudzy weszli do wityni, onierze odeszli, a tum si rozproszy. Reivan wrcia do
niewielkiego pokoju, ktry wynajmowaa na przedmieciach. Imenja daa jej dzie na zaatwienie swoich spraw, zanim przyjdzie do Sanktuarium, aby rozpocz swe szkolenie jako
Suga.
I oto jestem tutaj, pomylaa, przechodzc pod jednym z ukw.
Wielki hol by take wyjtkowo cichy. Wewntrz zauwaya jedynie kilkoro Sug stali w niewielkich krgach po trzy, cztery osoby. Ich czarno okryte plecy zniechcay do
przeszkadzania, zatrzymaa si wic i czekaa. Podobno Sudzy mieli zaraz po przybyciu
wita wszystkich goci, niezalenie od tego, czy pochodz z najwyszych, czy z najniszych
warstw spoeczestwa.

aden ze Sug do niej nie podszed, cho ktem oka widziaa, e jeden czy dwch
obserwuje j, kiedy tylko nie patrzy w ich stron. Czas mija i czua, jak odpywa jej pewno
siebie. Czybym przysza w niewaciwej porze? Imenja kazaa zjawi si tu dzisiaj. Czy
powinnam sama podej do Sug? Czy moe bdzie to zamaniem protokou, czy co w tym
rodzaju?
W kocu jeden z mczyzn zostawi swych towarzyszy i podszed do niej.
- Gocie nie przychodz do nas podczas aoby - powiedzia. - Chyba e sprawa jest
pilna i wana. Czy czego od nas potrzebujesz?
- Aha. - Umiechna si przepraszajco. - Nie wiedziaam. Jednak Drugi Gos
nakazaa mi przyby tutaj dzi rano.
- W jakim celu?
- By rozpocz nauk jako Suga. Unis brwi.
- Rozumiem. - Wskaza na drug stron sali. Kolejna linia ukw biega rwnolegle do
tej przy wejciu. - Przejdziesz dziedziniec i znajdziesz korytarz. Kwatery nowicjuszy s po
prawej stronie.
Kiwna gow, podzikowaa, a potem wysza z holu. Dziedziniec za nim by duy i
zdominowany przez fontann w ksztacie gwiazdy, wzniesion w samym rodku. Mina j,
trafiajc do szerokiej bramy budynku po przeciwnej stronie. Korytarz prowadzi w gr, a we
wspinaczce pomaga czasem stopie czy dwa. Sudzy chodzili w obie strony. Zanim pokonaa
wicej ni kilka krokw, zatrzymaa j kobieta w rednim wieku.
- Dokd idziesz? - spytaa surowo z podejrzliw min.
- Do kwater nowicjuszy. Mam zacz szkolenie. Kobieta uniosa brwi.
- Imi?
- Reivan Reedcutter.
Jako zdoaa jeszcze wyej unie brwi.
- Rozumiem. Chod ze mn.
Suga poprowadzia j do drzwi po lewej stronie korytarza. Reivan przystana, potem
wzruszya ramionami i podya za kobiet. Szy wzdu dugiego wskiego przejcia, mijajc
wiele drzwi. Wreszcie kobieta zatrzymaa si i zapukaa.
Wewntrz za biurkiem siedziaa Oddana Suga. Kobieta uniosa gow, zobaczya
Reivan i zmarszczya brwi. Suga chwycia Reivan za rami i wepchna do rodka.
- Reivan Reedcutter. - Gos przewodniczki a ocieka dezaprobat. - Przybya suy
bogom.
Reivan zerkna przez rami i zobaczya pen niechci twarz Sugi. Potem drzwi si

zamkny. Znw spojrzaa na Oddan Sug i dostrzega szybko stumiony niepokj.


- A wic przybya - stwierdzia kobieta. - Dlaczego sdzisz, e moesz zosta Sug,
skoro nie masz adnych Talentw?
Reivan zamrugaa zdumiona. Bardzo bezporednie pytanie, pomylaa. Odpowied
bo Imenja tak powiedziaa pewnie tej kobiety nie przekona.
- Mam nadziej suy bogom na inne sposoby - odpara. Kobieta wolno kiwna
gow.
- A wic musisz wykaza, e to moliwe. Jestem Oddana Suga Drewa, mistrzyni
szkolenia. - Wstaa i obesza biurko. - Przejdziesz to samo szkolenie i testy co wszyscy inni.
Otrzymasz te tak sam kwater. Chod za mn.
Poszy dalej wskim przejciem, ktre po kilku zakrtach zwzio si jeszcze bardziej.
Wreszcie Drewa zatrzymaa si przed drzwiami i otworzya je.
Reivan zajrzaa do rodka i serce w niej zamaro. Pokoik by tylko niewiele wikszy
od ka, ktre tam stao. Pachnia kurzem i stchlizn. Piasek i kurz leay w stosach na
pododze.
- Czy pozwalacie swoim nowicjuszom mieszka w takich warunkach? - usyszaa
wasny gos. - Sudzy, ktrzy mnie wychowywali, kazaliby mnie wychosta za takie
zaniedbania.
- Jeli to ci nie odpowiada, znajd domowego, eby tu sprztn - rzucia Drewa.
Odwrcia si na picie i odesza, ale po chwili si zatrzymaa. - Przyjd do mojego pokoju po
porannym dzwonie. Znajd ci Sug, aby zacza testy. - Spojrzaa na sakw Reivan. - Co to
jest?
- Moje rzeczy.
- To znaczy?
Reivan wzruszya ramionami.
- Ubrania, instrumenty, ksiki...
Pomylaa o ksikach, ktre sprzedaa poprzedniego dnia, i poczua ukucie alu.
Wtpia, czy Sanktuarium doceni, e przyniosa ze sob niewielk biblioteczk.
Drewa wrcia i zabraa jej sakw.
- Sudzy nie maj osobistej wasnoci. Wszystko co jest ci potrzebne, dostaniesz tutaj,
w Sanktuarium. A jeli uda ci si zosta nowicjuszk, nie bdziesz potrzebowaa niczego
oprcz szaty.
- Ale...
Kobieta uciszya j spojrzeniem.

- Ale co?
- A jeli nie przejd testw?
Lekki umieszek rozcign wargi kobiety.
- Zatrzymam twoj sakw w swoim pokoju. Zostanie zwrcona, kiedy bdziesz
odchodzi.
Kiedy bdziesz odchodzi... Reivan spojrzaa na plecy kobiety, westchna i zacza
szuka domowego. Poszukiwania zawiody j daleko od pokoju i zrozumiaa, e dotara do
kwater Sug, kiedy wreszcie znalaza domowego zamiatajcego podog.
- Potrzebny jest mi kto, kto sprztnie w moim pokoju - powiedziaa.
Spojrza na ni ponuro.
- Wszyscy domowi s zajci sprztaniem pokojw zabitych Sug - odpar, po czym
odwrci si plecami.
Sama sprztnaby swj pokj, ale z odpowiedzi Drewy jasno wynikao, e Sudzy nie
zniaj si do takich prac. Jeli nowo przybya, bez Talentw, zacznie si zachowywa jak
domowa, uznaa Reivan, tak te bdzie traktowana.
Inni domowi rwnie powtarzali, e ich zadania s pilniejsze. W kocu podya za
jakim dzieciakiem do azienki i grobami zmusia go do sprztnicia w swoim pokoju i do
zmiany pocieli. Miaa troch wyrzutw sumienia, ale z lektur filozofw i synnych
uzdrowicieli wiedziaa, e sen w brudnym pokoju prowadzi do choroby ciaa i umysu.
Zajo to wszystko reszt dnia. Zanim dzieciak skoczy, byo ju pno, a ona
zgodniaa, zacza wic szuka jedzenia. Wyczua kuchenne zapachy i podya za nimi do
wielkiej sali penej Sug. Syszaa tylko ciche pomruki gosw i uznaa, e zapewne jaka
oglna zasada zabrania haasowania. Kiedy wesza, jej kroki cigny ku niej kilka
gniewnych spojrze. Rozejrzaa si i z ulg dostrzega, e jeden ze stow zajty jest przez
mode kobiety i mczyzn w zwykych ubraniach. To pewnie inni kandydaci... Zaja wolne
miejsce. Pozostali spojrzeli na ni z zaciekawieniem, ale milczeli.
Domowy z rozmachem postawi przed ni misk cienkiej zupy, a ona z
rozczarowaniem zauwaya, e w koszyku na rodku stou zostao tylko kilka okruchw
chleba. Gdy skoczya je, pochwycia spojrzenie siedzcego obok modego czowieka.
- Czy jaka regua zakazuje rozmw? Kiwn gow.
- Tylko w czasie aoby.
Na kocu sali przy dugim stole siedziao kilkoro Oddanych Sug. Przyjrzaa im si
dokadnie. Ju za miesic Sudzy z caego wiata wybior jednego z Oddanych, by by
nowym przywdc pentadrian. Przy tym stole siedziaa Drewa. Zerkna na Reivan, a potem

odwrcia gow.
Nie takiego przyjcia si spodziewaam, pomylaa Reivan. Ci Sudzy s tak oschli, e
nawet Myliciele przy nich wydaj si cierpliwi, agodni i przyjani.
Przy stole byo kilka pustych miejsc. Reivan poczua chodny dreszcz, kiedy
uwiadomia sobie dlaczego. Oddani Sudzy, ktrzy je zajmowali, teraz pewnie nie yli,
zabici podczas wojny.
Moe dlatego wszyscy w Sanktuarium s tak nieprzyjani, zastanawiaa si. Poraka i
straty sprawiy, e s tacy zrzdliwi i roztargnieni. Trudno byo oczekiwa, e powitaj j
radonie i ciepo, kiedy opakiwali przyjaci i kolegw.
Rozleg si dzwon, oznaczajcy koniec posiku. Reivan ruszya za kandydatami do ich
kwater.
Mirar lew rk mocniej chwyci wystajcy kamie i zaj si nogami. Ugi lewe
kolano i szuka dobrego miejsca, aby wsun czubek prawego buta. Trafi na twardy wystp i
ostronie przenis tam ciar ciaa.
Napicie liny zelao na jego piersi, gdy Emerahl j poluzowaa.
- Jestemy prawie na miejscu - zawoaa nieoczekiwanie blisko.
Zatrzyma si i spojrza w d. Jego stopy byy niemal na rwnym poziomie z jej
gow. Umiechna si.
Jest taka pikna, usysza wasn myl. Uzna, e ta ocena naleaa jednak do Leiarda.
Podobnie jak lekkie poczucie winy, e moe uwaa za atrakcyjn inn kobiet ni Auraya.
Bo jest pikna, odpowiedzia mu. Nie widz nic zego w tym, e to doceniasz.
A ty nie? spyta Leiard.
Ja te, ale znam j od tak dawna, e ju mnie tak nie oszaamia.
Jestecie przyjacimi, stwierdzi Leiard.
W pewnym sensie. Zdylimy... pozna si wzajemnie. Mamy podobne troski.
Bylicie kiedy kochankami.
Krtko.
Leiard umilk. Mirar pokrci gow. Towarzystwo Emerahl powodowao dziwn
sytuacj. To tak, jakby przedstawia sobie dwch przyjaci, gdy jednemu z nich powiedzia
ju wszystko, co wie o tym drugim. Byo to troch nieuczciwe wobec Emerahl.
Ale te przyjemnie byo spojrze na ni w nowy sposb.
Jednak rozmowa z Leiardem sprawia, e poczu si troch zdezorientowany.
Odetchn gboko, oczyci umys i schodzi dalej. Dopiero kiedy obie stopy opar o ziemi,
pozwoli sobie na rozlunienie.

Emerahl odwizaa go, pucia jeden koniec liny i szarpna za drugi, a zsuna si w
d i spltanym zwojem opada u jej stp. Zwina j szybko i sprawnie, przerzucia przez
rami, a potem ruszya dnem wwozu. Mirar zaoy plecak i ruszy za ni.
Oboje nabrali ju dowiadczenia we wspinaczce. Nie pamita ju, ile razy
pokonywali skalne ciany. By to typowy teren Si. Gry byy strome, popkane, pene
pionowych warstw skalnych. Wyglday, jakby kto rzuci na wiat wielkie kopce gliny, a
potem raz po raz przebija ich powierzchni gigantycznymi noami. Nawet w niewielkiej
skali powierzchnia gruntu bya popkana i pena szczelin, co czynio marsz trudnym i
niebezpiecznym. Dna dolin i wwozw wydaway si prostsze, gdy szczeliny i pknicia z
czasem wypenia gleba, co dawao rwniejsze podoe. Tam musieli tylko pokonywa gste
lene poszycie.
aden czowiek nie zostawi ladw na tej ziemi. Nawet Siyee, ktrzy nie lubili y
blisko osiedli ziemiochodzcych. Od czasu do czasu trafiali na lady zwierzt, ktre
wydeptay krte wskie cieki pord rolinnoci, jednak mimo to posuwali si wolno.
Wdrowali ju od miesica, ale pytko zagbili si w pnocn cz Si. Zanim Siyee zostali
stworzeni, ta cz Ithanii znana bya jako Dzicz.
I tak teraz, wedug bogw, klasyfikuje si mnie i Emerahl, pomyla Mirar. Dzicy.
Ciekawe czy chodzio im o to, e jestemy nieudomowieni? Niecywilizowani? Moe
barbarzyscy?
A moe nieopanowani, niepodporzdkowani, gwatowni i groni, podsun Leiard.
Nic z tego nie jest prawd, odpar Mirar. W swoim czasie on i Emerahl posiadali
wielkie umiejtnoci magiczne. Jego tkacze snw gwarantowali porzdek w chaotycznym
wiecie. Byli nastawieni pokojowo, unikali przemocy, na pewno nie byli groni. Emerahl
cieszya si szacunkiem jako uzdrowicielka i mdra kobieta.
Jednak sowo dziki miao te inne znaczenie. Mogo by przypadkow si, ktra
niszczy plany w sposb dobroczynny lub katastrofalny.
Moe to jest prawdziwy powd, e bogowie wybrali dla nas tak nazw, pomyla
Mirar. Zakcanie boskich planw wydaje si sensownym powodem istnienia. Problem w
tym, e nie wiem, jakie te plany s, wic jak mam je zakca?
Wwz si poszerzy. Sysza ju szum pyncej wody - caej masy wody. Pewnie
zbliali si do rzeki... W krokach Emerahl pojawia si lekko. Zobaczy, jak wychodzi na
wiato soca, odwraca si w lewo i umiecha.
Wyranie jest z czego zadowolona... Wyduy krok i dogoni j. Staa na krawdzi
przepaci, gdzie wwz koczy si gwatownie. Podajc za jej wzrokiem, ujrza powd jej

umiechu.
Wodospad. Powyej spotykay si dwa strome zbocza i prowadziy rzek na krawd
urwiska. Dalej spadaa ona kaskadami do gbokiego, szerokiego jeziorka, a potem pyna
pospiesznie kamienistym korytem, ktre zakrcao pod nimi, a wreszcie znikao po prawej
stronie. Wok wodospadu kbia si mga, a powietrze byo a gste od wilgoci.
- Pikne - zauway.
Emerahl zerkna na niego z ukosa.
- Prawda? Poszukajmy teraz drzewa, eby owin wok niego lin.
Po kilku minutach oboje zsunli si w d, najpierw magicznie opuszczajc swj
baga. Emerahl przekroczya rzek, skaczc z kamienia na kamie. Kiedy ruszya w stron
wodospadu, Mirar zawaha si, zanim poszed za ni. Od miesica wdrowali przez te trudne
tereny i widzia wiele wspaniaych naturalnych widokw. Nie mia ochoty bada tego
wodospadu. Wola raczej dotrze do celu szybciej i porzdnie odpocz.
Emerahl posuwaa si bliej i bliej w stron strumienia wody. Huk rozbrzmiewa mu
w uszach coraz goniej. Rozpocz wspinaczk po gadkich gazach obok kaskady. Zatrzyma
si i spojrza na ni. Obejrzaa si, umiechna i skina zachcajco.
Wzruszy ramionami i pody za ni. Pokonywanie tych gazw pochono ca jego
uwag. Kiedy dotar do wskiego kawaka gruntu pokrytego kamykami, unis gow i
zobaczy umiech Emerahl. Wtedy dopiero przekona si, co odkrya. Za wodospadem bya
grota.
Kobieta wesza do rodka. Czujc lekkie zaciekawienie, pody za ni. Jaskinia
ociekaa wilgoci i bya wiksza, ni si spodziewa. Tylne ciany skrywaa ciemno.
Obejrza si i zerkn na kurtyn wody.
Ten stay, niezmienny ruch by wrcz hipnotyczny.
- Mirarze.
Oderwa wzrok, odwrci si i zobaczy, e Emerahl spoglda na niego przez rami.
Stworzya wiato i teraz zrozumia, e jego pierwsze wraenie byo bdne. Jaskinia nie miaa
tylnej ciany - to by pocztek tunelu.
Ciekawo narastaa i pogbiaa si. Stan obok kobiety.
- Znasz to miejsce? - spyta.
- Byam tu kiedy.
- Czy to jest nasz cel?
- By moe. A moe tylko dobre miejsce, eby zatrzyma si na noc. A teraz adnych
wicej pyta.

Ostatnie sowa zabrzmiay stanowczo. Umiechn si rozbawiony i ruszy obok niej,


gdy wstpia do tunelu.
Z przyzwyczajenia liczy kroki - przeszli trzysta, nim dotarli do wielkiej groty. Plecy
Emerahl zdradzay napicie, gdy zmierzaa w stron rodka. Zwolnia... Zdawao si, e
czego nasuchuje.
Po chwili umiechna si. Ale nie przyspieszya. W rwnym tempie maszerowaa
naprzd.
A kiedy stana porodku groty, odwrcia si do niego.
- Wyczuwasz to? Zmarszczy czoo.
- Co wyczuwam?
Wzia go za rk, pocigna wstecz jakie dziesi krokw i znw si zatrzymaa.
- Sprbuj uy ktrego ze swoich Darw. Zrb wiato, jak moje.
Sign po magi, ale nic nie nadeszo. Sprbowa znowu, te bez powodzenia.
Zaskoczony spojrza na Emerahl. - Co...?
- Tu jest pustka. Miejsce w wiecie, gdzie nie ma magii.
- Ale jak to moliwe?
- Nie wiem.
Pooya mu do na ramieniu i delikatnie pchna go do rodka komory. Ustpi
niechtnie. Spojrza w gr i zauway, e jej iskra wci pynie nad nimi.
- Wic jak ty to robisz?
- cignam magi dla wiata, zanim weszlimy w pustk - wyjania. - A teraz
sprbuj znowu.
Sign po magi i poczu, e napywa. Skierowa j na zewntrz, by wykreowaa
wiato.
- Dobrze. - Emerahl kiwna gow. - Wci jest tak samo. W samym rodku jest
magia, ale otoczona piercieniem pustki. Bogowie, ktrzy s istotami magicznymi, nie mog
tej pustki przekroczy, wic nie mog zobaczy, e tu jeste. Chyba e spojrz oczami kogo,
kto jest poza ni.
Wolno zatoczy krg. Teraz, kiedy zwrcia mu uwag na t anomali, atwiej j
wyczuwa. Skierowa kroki na drug stron.
- Nie wychod! - ostrzega go. - Wracaj. Teraz, kiedy ju wiesz, czym jest to miejsce,
nie moesz go opuci. Jeli bogowie obserwuj, mog odczyta twj umys i... i...
Niepokj pokry zmarszczkami jej czoo. Wrci do niej.
- Jeli widzieli, jak przybywam, to i tak wiedz, gdzie jestem.

Spogldaa na niego niespokojnie.


- Mylisz, e faktycznie ci obserwuj? Skrzywi si i odwrci.
- Moliwe. Sam nie wiem.
- I tak nie moesz std odej. Jeli nie wiedz, czym jest to miejsce, wolaabym, eby
si nie dowiedzieli.
- Chcesz mnie tu trzyma na zawsze? Pokrcia gow.
- Tylko tak dugo ile trzeba, ebym nauczya ci ukrywa przed nimi swe myli.
Przyjrza si jej w zadumie. Dawno temu opanowa t sztuk, a potem zapomnia o
niej, kiedy straci pami. Trudno byo nauczy si tego ponownie bez pomocy kogo, kto
wykrywa myli lub emocje. Wic teraz by dobry moment, aby sprbowa.
- A potem? Wzruszya ramionami.
- Nie wiem. Prosie, ebym zabraa ci stamtd. Nie mwie dlaczego ani dokd.
Odgadam, e szukasz bezpiecznej kryjwki, wic zabraam ci do najbezpieczniejszego
miejsca, jakie znam. - Umiechna si krzywo. - Domylam si take, e musisz
uporzdkowa par rzeczy w umyle. Jeli chcesz, abym ci w tym pomoga, zrobi, co tylko
zdoam.
Rozejrza si po grocie. Nie bya to przytulna chata porodku lasu, na jak liczy, ale
pustka wynagradzaa te braki. Musi wystarczy. Zsun z ramion paski plecaka i zrzuci go na
twarde kamienne podoe.
- W takim razie lepiej zacznijmy si tu urzdza.

4
Bya noc. Zawsze bya noc.
Niesamowity blask zawis nad ziemi. Nie widziaa jego rda, ale twarze w tym
wietle wyglday jeszcze bardziej upiornie.
Trup lea na jej ciece. Przestpia nad nim i posza dalej.
Szukam czego. Ale czego? zastanawiaa si intensywnie. Wyjcia. Koca pola bitwy.
Ucieczki. Poniewa...
Jaki dostrzeony ktem oka ruch sprawi, e serce ze zgrozy zabio jej jak szalone.
Nie chciaa patrze, ale nie moga si powstrzyma. Wszystko pozostawao nieruchome.
Kolejne ciao zablokowao jej drog: kapan. Grna cz tuowia i gowa byy
poczerniae i spalone. Przestpia nad nim z wahaniem.
Nie patrz w d...
Co poruszyo si na ciece i oczy spojrzay odruchowo. Kapan wpatrywa si w ni,
a ona zamara ze zgrozy Potem wyszczerzy zby i zanim zdya si cofn, poczerniaa rka
chwycia j za kostk.
: Aaja!
Podskoczya, syszc w mylach ten naglcy, nieoczekiwany krzyk. I nagle znw
patrzya na sufit wasnej sypialni. Serce walio jej jak motem. Skra wydawaa si rozgrzana
i wilgotna od potu, odek zacinity.
: Straszy Aaja?
Mae zwierztko wskoczyo na ko. Ksiyc wieci z tyu, wic moga dostrzec
puszysty ogon i drgajce z niepokoju mae uszka veeza.
- Figiel - szepna.
- Aaja boi? Podcigna si na okciach.
- To tylko sen. Ju min.
Nie miaa pojcia, czy to zrozumia, czy nie. Czy veezy rozumiej pojcie snu?
Widziaa, jak mruczy co i dry we nie, wic prawdopodobnie ni. Ale czy to pamita? Czy
rozumia, e sny nie s rzeczywiste? Tego si nawet nie domylaa.
Przebieg po ku i zwin si w kbek przy jej nogach. Nacisk maego ciaa nis
ulg. Pooya si na plecach, spojrzaa w sufit i westchna.
Jak dugo jeszcze bd mnie drczy te koszmary? Miesice? Lata?
Czua si troch rozczarowana sob i bogami. Z pewnoci fakt bycia Bia nie

gwarantowa spokoju od zych snw, bdcych skutkiem wojny w obronie Ithanii Pnocnej i
wszystkich cyrklian. Wprawdzie Dary, ktre otrzymaa, chroniy j przed starzeniem si i
ranami, ale chyba nie byo wrd nich osony od koszmarw. Jednak bogowie na pewno nie
planowali, by tak cierpiaa.
Tkacze snw mogliby mi pomc.
Westchna znowu. Tkacze snw. To bya sprawa, ktra budzia w niej wyrzuty
sumienia. Wiedziaa, e postpuje susznie, prbujc zmniejszy wpyw tkaczy na ludzi. W
tym celu miaa zachca kapanw i kapanki, aby uczyli si od nich sztuki uzdrawiania.
Chciaa ratowa dusze tych, ktrzy odwrciliby si od bogw. Tyle e wydawao si to zbyt...
zbyt podstpne.
Po spotkaniu w Otarzu postanowia, e lepiej sprawdzi, czy ktry z uzdrowicieli
spord kapanw zechce pracowa z tkaczami snw, a dopiero potem omwi plan z doradc
Raeli. Tumaczya sobie, e dziaa efektywnie. Przy okazji moga te spyta, czy kto zechce
wyruszy do Si, ale wiedziaa, e po prostu odsuwa w czasie moment, kiedy bdzie musiaa
uciec si do podstpu.
Zgosio si kilku ochotnikw. Spodziewaa si wikszego entuzjazmu w sprawie
wyjazdu do Si, ale bya te przyjemnie zaskoczona liczb kapanw i kapanek
zainteresowanych prac z tkaczami snw. To, co widzieli po bitwie, nauczyo ich pokory i
zaimponowao im. Wielu chciao si uczy od tkaczy - cho dla czci motywem bya raczej
determinacja, by dorwna i przewyszy pogan w wiedzy i umiejtnociach, ni jakikolwiek
szacunek dla tego kultu.
Odsuna rozmow z Raeli jeszcze dalej, szukajc odpowiedniego miejsca, w ktrym
mogliby pracowa - najlepiej tam, gdzie ani tkacze snw, ani cyrklianie nie maj przewagi
wpyww. Znalaza nieuywany skad niedaleko portu, w pobliu biedniejszych dzielnic
miasta. Musiaa tylko dopilnowa, aby zosta oczyszczony, odpowiednio wyposaony i
umeblowany. A potem jako go nazwa.
Wczeniej jednak musiaa uzyska zgod tkaczy snw. Nie moga duej tego
odkada, wic umwia si na spotkanie z Raeli.
Przewrcia si na bok. Bya teraz cakiem rozbudzona i nie wierzya, e w cigu
najbliszych godzin zdoa zasn. Serce nie bio ju tak mocno, lecz wci odrobin za
szybko.
Przypomniaa sobie pytanie, ktre zadaa Juranowi: Co z caym zakresem zdolnoci
leczenia umysu, z czami umysu, poczeniami snw?". Wyranie nie podobao mu si, by
kapani i kapanki uczyli si tych sztuk, jeli jednak cyrklianie maj zastpi tkaczy, musz

opanowa take te pogaskie praktyki.


Westchna. Koszmary, ktre j drczyy, byy dowodem, e nie powinni rezygnowa
z umiejtnoci leczenia snw. Doskonale rozumiaa, dlaczego ludzie szukaj pomocy tkaczy,
by pozby si tego rodzaju koszmarw.
By moe ja take powinnam si zwrci do tkaczy snw. Powinnam przekona ludzi,
e s nieszkodliwi... A co zadziaa lepiej ni to, e sama skorzystam z sennego leczenia?
Nie wyobraaa sobie, aby Juran udzieli Biaej zgody na wpuszczenie do swego
umysu tkacza snw. A nawet na to, by zwyczajny kapan bada jej myli i odkrywa
tajemnice.
Moe gdyby obserwowaa umys tkacza, leczcego ze sny jakiej innej osoby,
nauczyaby si to robi... Moe potrafiaby przekaza wiedz komu z Biaych... a oni z
kolei...
Myli zaczy odpywa. Mwia co do Mairae, ale to byy jakie nonsensy. Inni Biali
miali si tylko i powtarzali, e niczego nie rozumiej. Zniechcona Auraya wysza przez
okno, aby odlecie, ale nie cakiem panowaa nad swymi ruchami. Wiatr szarpa j na boki.
Zdryfowaa w chmur i otoczya j chodna biel.
Z tej bieli wynurzya si janiejca posta. Auraya poczua, e ciar spada jej z serca.
Chaia zbliy si z umiechem. Jego twarz bya tak wyrana... Widziaa kad rzs.
Moje sny nigdy nie byy tak szczegowe...
Pochyli si, aby j pocaowa.
...ani tak interesujce.
Ich wargi si spotkay. Nie byo to niewinne braterskie municie magii. Czua ten
dotyk, jakby by rzeczywisty.
I nagle znowu siedziaa na ku oparta na okciach: Serce jej bio, ale tym razem nie
ze strachu. Resztki euforii odpyny, pozostawiajc niepokj.
O czym ja myl? Bogowie, mam nadziej, e Chaia mi si nie przyglda.
Sprbowaa zapanowa nad mylami. To nie byo wiadome, to tylko sen. Nie moga
przecie kontrolowa snw. Ach, gdyby tak moga!
Pooya si ponownie i pogaskaa Figla, ktry zapiszcza cicho, czujc jej dotyk.
Sen, powtrzya sobie. Z pewnoci Chaia nie byby tym uraony. Ale i tak mino
sporo czasu, nim znw zasna.
Nieatwo byo zachowa przytomno. Imi patrzya w sufit, ledzc znaki
pozostawione setki lat temu przez narzdzia rzebiarzy.
Z drugiej strony pokoju napyno ciche chrapnicie.

Nareszcie!
Umiechna si i z wolna zacza wysuwa z basenu. Do obowizkw Teiti naleao
czuwanie przy niej w nocy, na wypadek gdyby zachorowaa lub wzywaa pomocy. Zasony
dzielce pokj daway Imi troch prywatnoci, ale nie blokoway dwikw.
Zatroszczya si o to lata temu. Dyskretnie poskarya si ojcu na chrapanie ciotki i
zaproponowaa zbudowanie cian wok basenu, w ktrym sypiaa opiekunka. Zgodzi si.
Tylko dlatego, jak podejrzewaa, e Teiti bya pierwsz opiekunk, ktr Imi polubia. Nie
chcia szuka nowej.
Wok basenu ciotki wzniesiono wygit pojedyncz cian, niesigajc jednak cian
pokoju. Imi tumaczya ojcu, e miaa nadziej na zupenie osobne pomieszczenie, cznie z
drzwiami, ale on umiechn si tylko i zapyta, jak Teiti miaaby usysze wezwanie pomocy,
gdyby bya kompletnie odcita.
Imi przekonaa si jednak, e zakrzywiona ciana tumi haas wystarczajco, eby
moga si porusza, nie budzc ciotki. Co zabawne, Teiti wtedy jeszcze nie chrapaa. Dopiero
od niedawna pojawi si u niej taki nawyk. Teraz Imi miaa dwa powody, aby by wdziczna
za t cian.
Strzepna ze skry kropelki wilgoci, a potem zatrzymaa si, nasuchujc chrapania
Teiti. Wczeniej tego dnia wysaa ciotk z kilkoma zleceniami - zadaniami, ktre moga wykona wycznie

opiekunka ksiniczki.

Chciaa

j zmczy,

i zgodnie

z jej

przewidywaniami, ciotka postanowia pooy si wczeniej i szybko zapada w gboki sen.


Teiti wci cicho pochrapywaa. Imi podesza do rzeby na cianie, znalaza rygiel,
chwycia mocno i ostronie przesuna na bok. Cay panel uchyli si na zewntrz niczym
drzwi, odsaniajc otwr w murze.
Na pododze pod panelem leaa do dua skrzynka. Imi wesza na ni, a potem
wspia si do otworu. Spojrzaa za siebie, poczone bon pawn palce stopy wsuna w
ptle zasuwki na panelu i go zamkna.
W tunelu byo cakiem ciemno. Imi czogaa si do przodu, a brak wiata nie
niepokoi jej tak bardzo, jak ciasnota. Sporo urosa w cigu ostatniego roku. Wkrtce trudno
bdzie si jej zmieci w tej wskiej przestrzeni.
Kiedy odgos jej wasnego oddechu zmieni si subtelnie, wiedziaa, e zblia si do
koca. Wycigna rk i dotkna twardej powierzchni. Przesuwajc po niej palcami,
odnalaza zasuwk i otworzya.
Klapa staa si widoczna, gdy nieco si uchylia, wpuszczajc blade wiato. Imi
czogaa si dalej, a wysuna gow. Wok siebie widziaa teraz wntrze drewnianej szafy.

Znieruchomiaa, nasuchujc, a potem wysuna si jeszcze troch, by przyoy oko


do szczeliny w drzwiach szafy. Wski pokj przed ni by pusty i pogrony w pmroku...
Imi chwycia ram klapy i wysuna si z tunelu, po czym otworzya szaf i wysza na
zewntrz.
Podesza prosto do drzwi pokoju i wyjrzaa przez niewielki wizjer w samym rodku.
By do wysoko i dopiero od niedawna moga do niego dosign. Wczeniej musiaa
uchyla troch drzwi, aby sprawdzi, co si dzieje na zewntrz.
Korytarz za drzwiami by pusty. Zadowolona, odwrcia si w stron pokoju. ciany
pokrywaa caa masa rur, a ich koce wygite byy do wewntrz i uformowane w ksztat uszu.
Ojciec dawno temu mwi jej, e ma urzdzenie pozwalajce sysze rozmowy innych ludzi.
Jednak nigdy nie zaprowadzi jej do tego pomieszczenia. Znalaza je sama.
Ojciec pokaza jej jedynie otwr za rzebionym panelem w jej pokoju. Powiedzia, e
tam ma si ukry, gdyby paac zaatakowali li ludzie. Nie wiedziaa, czy bardziej obawia si
ataku ziemiochodzcych, czy raczej zych Elai. Ziemiochodzcy piraci, ktrzy w przeszoci
napadali na Elai, nie mogli teraz wkroczy do miasta. Nie potrafili wstrzymywa oddechw
na czas dostatecznie dugi, by przepyn podwodny tunel.
Gdyby ojciec nie chcia, aby odkrya pokj z rurami, pomylaa, to nie pokazywaby
jej przejcia za panelem. Ju od lat przychodzia tu co kilka tygodni, by podsuchiwa
rozmowy w paacu i poza nim.
Dziki temu urzdzeniu dowiedziaa si wielu rzeczy o rnych wanych osobach, a
take odkrya, e ludzie w innych czciach miasta prowadzili inny tryb ycia. Czasami
zazdrocia dzieciom, ktre syszaa. Czasami wcale nie.
Cho wiedziaa, e ojciec korzysta z tego pokoju, nigdy jej tutaj nie przyapa. Miaa
te szczcie, bo Teiti nigdy si nie obudzia i nie odkrya jej zniknicia ani nie zobaczya, jak
Imi wsuwa si do otworu za panelem.
Podesza do jednej z rur i przyoya do niej ucho. Szepczce gosy, jakie napyny,
byy ciche, ale wkrtce jej such si przystosowa i zacza rozrnia sowa.
- ...nie wyjd za niego, mamo! Jest ponad dwadziecia lat starszy ode mnie!
By to gos jej kuzynki, Yiti. Imi zmarszczya czoo. Czyby wybraa nieodpowiedni
rur? Nie, stanowczo suchaa tej, ktra dochodzia z groty jubilerw. Znw przyoya ucho.
- Zrobisz to, co ci kae ojciec - odpara spokojnie kobieta. - Wyjdziesz za niego za
m, urodzisz mu dzieci, a kiedy umrze ze staroci, wci bdziesz do moda, aby si
bawi. A teraz popatrz na ten. Czy nie jest pikny?
- Do moda? Bd star wiedm! Kto mnie wtedy zechce?

- Nie bdziesz starsza ni ja w tej chwili.


- No wanie. Stara wiedma i nic do...
Imi odsuna si od rury. Wprawdzie wspczua Yiti, ale nie moga spdzi na tym
caej nocy. Jej kuzynka i ciotka pewnie odwiedziy grot jubilerw, aby kupi co na lub.
Sprbowaa najpierw tej rury, gdy jaskinia jubilerw bya miejscem, gdzie
przychodzili kupcy, aby sprzeda swj towar. Istniaa wic szansa, e bd rozmawia o
morskich dzwonkach.
A jednak ich tu nie byo. Zastanowia si, gdzie mog przebywa. Moe w domu?
Przesuna si do rury, ktra prowadzia do jednego z kupieckich domw, i zacza
nasuchiwa.
Ale ta rura przekazywaa tylko cisz. Sprawdzia jeszcze kilka, a nawet t z gwnego
holu paacu, i cho syszaa gosy czonkw rodzin albo suby, nie trafia bezporednio na
kupcw.
Zniechcona, zacza wybiera rury cakiem przypadkowo. Po wysuchaniu
niezliczonych urywkw rozmw dobieg j miech, ktry brzmia jak jednego z kupcw. To
by dobry miech - taki, jaki poprawia ludziom nastrj. A zatem by pewnie uyteczny dla
kupca, uwiadomia sobie nagle. Chcia, eby ludzie byli w dobrym nastroju, gdy wwczas
kupuj rzeczy. Zauwaya to u ciotki. Jeli podczas zakupw na targu Teiti bya zirytowana
lub nieszczliwa, niemal nie patrzya na towary na straganach. Jeli bya wesoa, rosa
szansa, e kupi Imi jaki prezent.
- ...stawiasz?
- Tak. Dziesi.
- Dwadziecia.
- Dwadziecia, co? Sprawdzam! - A ty?
Westchnienie.
- Wypadam.
- Koniec? Tak? Pokazujemy.
Nastpi tryumfalny chichot, potem jk, a w kocu lekki stuk brzkajcych o siebie
muszel corrie. Rozpoznaa gosy kupcw, ktrych podsuchiwaa, oraz par innych. Grali w
kwadraty, odgada.
Przez kilka kolejnych rund rozmowy kupcw ograniczay si do przebiegu gry. Potem
zrobili sobie przerw, aby co przegry i napi si drai. Wtedy zaczli rozmawia o
rodzinach. Czekaa cierpliwie, a zajm si swoim fachem.
- Gili mwi, e trzy dni temu widzia piratw z wyspy Xiti.

- Nie piratw - poprawi go szorstki gos. - Nurkw. Kilku kupcw zaklo.


- Wiedziaem, e nie powinnimy czeka.
- To byo ryzyko, ktre musielimy podj. Trzeba czasu, eby morskie dzwonki
urosy.
- Ale wystarczy o wiele mniej czasu, eby ziemiochodzcy je ukradli.
- Chudzi, bladoskrzy zodzieje!
Serce Imi zamaro na moment. A wic morskie dzwonki znajdoway si gdzie w
pobliu wyspy Xiti...
- Ukradli? - Ten, ktry mia si tak wesoo, teraz parskn ponuro. - To adna
kradzie, jeli nikt nie jest wacicielem. A nikt nie jest wacicielem tego, czego nie moe
obroni. Nawet naszych wasnych wysp nie moemy broni.
- Huan stworzya nas jako lud morza. Wszystkie skarby morza nale do nas.
- Wic dlaczego bogini nie ukarze tych nurkw? Dlaczego nie ukarze piratw? Gdyby
chciaa, ebymy zdobywali wszystkie skarby oceanu, powstrzymaaby ziemiochodzcych
albo nam daa zdolno ich powstrzymania.
- Huan chce, abymy sami o siebie dbali.
- A niby skd to wiesz?
- Albo planowaa, aby sprawy tak si toczyy, albo popenilimy bd.
Imi westchna z irytacj. Przestacie gada o bogach, pomylaa, a zacznijcie znowu
o morskich dzwonkach! Lecz rozmowa rozpada si na dwie oddzielne dyskusje.
- Nie powinnimy rezygnowa z naszej wiedzy o metalurgii. Albo powinnimy
wymienia nasze towary na miecze z kontynentu.
- ...samotnemu pywakowi moe si uda to, co nie uda si grupie. Plon nie bdzie
wielki, ale lepsze to ni...
- A co by nam z tego przyszo? Przerdzewiayby...
- ...niebezpieczne. A co jeli...
- ...dbasz o nie waciwie. Musisz tylko...
- ...dobrze wyliczy czas. Przy odpowiedniej pogodzie... trudniej widzie poniej...
- ...powierzchni czym, co zapobiega rdzy. Ziemiochodzcy...
- ...nie bd nurkowa przy zej pogodzie.
Imi zakrcio si w gowie z wysiku rozszyfrowywania dwch rnych rozmw.
Kopot w tym, e chciaa usysze obie. Rozmowa kupcw o tym, jak samotny Elai moe
wpyn gdzie i zebra morskie dzwonki, bya ekscytujca. Ale zaintrygoway j take
pomysy na handel z ziemiochodzcymi.

Jej uwag zwrcio dalekie stukanie. Niechtnie odsuna si od rury, a potem nagle
serce zamaro jej z przeraenia, gdy zrozumiaa, e syszy zbliajce si kroki. Odskoczya i
byskawicznie ukrya si w szafie. Zdya j zamkn za sob, kiedy usyszaa otwierajce
si drzwi. Zamara.
Zerkaa przez szczelin, czujc dreszcz lku, gdy rozpoznaa szerokie ramiona
mczyzny, ktry podszed do wylotw rur. Nie moga te stumi radosnego umiechu.
Jej ojciec nuci co pod nosem. Bya to nowa popularna melodia, ktr wymylia Idi,
pikna dyrygentka paacowych piewaczek.
Ojciec pochyli si, nasuchujc przy rurze prowadzcej do jaskini piewaczek. Imi
patrzya, a serce bio jej mocno. Dzielio ich tylko kilka krokw i drewniane drzwi szafy.
Po chwili wyprostowa si, przygadzi przepask biodrow i szybkim krokiem
wyszed z pokoju.
Odetchna z ulg i odwrcia si. Chwycia za ram klapy i wcigna si do tunelu.
Dopiero kiedy dotara do drugiego koca, jej serce zaczo bi spokojniej.
Cichutko wysuna si z tajemnego przejcia, wcisna panel na miejsce i na palcach
wrcia do swojego basenu. Bardzo ostronie, aby unikn plusku, wsuna si do wody i
poczua wok siebie przyjemny chd.
Teraz wiem, gdzie s te morskie dzwonki, mylaa. Musz tylko znale sposb, eby
wymkn si Teiti i moim stranikom i uciec z miasta. Zaledwie dwie drogi prowadz na
zewntrz: schody do posterunku obserwacyjnego i Gwne Jezioro. Wyruszy sama czy lepiej
kogo posa?
Dopiero nastpnego ranka zacza si zastanawia, czemu jej ojciec podsuchiwa, co
si dzieje w jaskini piewaczek.

5
Stary magazyn peen by egzotycznych aromatw. Zapachy drewnianych skrzy i
siana mieszay si z zapachami towarw, ktre w nich przewoono, przyprawionych son
morsk bryz, docierajc tu z dokw o kilka ulic dalej.
W jednej z sal wszystkie zapachy przytacza ostry odr barwnika hroomya, dajcego
intensywnie bkitny kolor. W drugiej dominowaa przyjemna wo naoliwionej skry.
Kolejna sala bya jak wyperfumowana, w innej poplamiona podoga cuchna niczym
tawerna. Magazynowano tu towary ze wszystkich krain Ithanii Pnocnej, z miejsc, ktrych
Auraya nigdy nie widziaa.
Z zamylenia wyrwao j pukanie. Uwiadomia sobie, e zawdrowaa daleko w gb
korytarza, wic zawrcia pospiesznie. Gdy dotara do hali, gdzie byy waciciel przyjmowa
klientw, zatrzymaa si.
Czy jestem gotowa, aby to zrobi?
Odetchna gboko i zmusia si, aby podej do frontowych drzwi.
Bardziej gotowa ju nie bd, tumaczya sobie. Mog tylko stara si maksymalnie
ograniczy te nieprzyjemne konsekwencje.
Wyprostowaa si, podesza do cikich drewnianych wrt, zapaa za uchwyty i
pocigna. Rozdzieliy si i odchyliy do wntrza z naleycie przenikliwym zgrzytem.
Auraya umiechna si, widzc za nimi kobiet w stroju tkaczy snw.
Raeli, doradca Biaych, spojrzaa na ni podejrzliwie. Nigdy nie prbowaa ukry
swojej nieufnoci do Biaych, ale zawsze bya skonna do wsppracy. Auraya odczytaa z jej
umysu, e to spotkanie, w tym dziwnym miejscu, wzbudzio zarwno ciekawo, jak i
czujno.
- Wejd, tkaczko snw Raeli.
- Dzikuj, Aurayo z Biaych - odpara Raeli i wesza do wntrza.
Rozejrzaa si nerwowo, badajc wzrokiem hal magazynow i prowadzcy w gb
korytarz.
- Dlaczego kazaa mi tu przyj? Auraya zamiaa si.
- Przechodzisz od razu do sedna i to mi si u ciebie podoba.
Skina na Raeli, a potem, nie sprawdzajc, czy za ni idzie, ruszya wolno
korytarzem.
- Jarime to wielkie miasto i cigle ronie. Do tej pory, gdy kto potrzebowa pomocy

cyrkliaskich uzdrowicieli, musia odwiedzi wityni lub posa kogo, by sprowadzi


kapana. - Zerkna przez rami i z satysfakcj stwierdzia, e Raeli poda za ni. Zwolnia,
by tkaczka snw moga j dogoni, a potem wskazaa gestem puste sale. - Dla niektrych to
bardzo duga podr. Aby zaradzi tym kopotom, chcemy zmieni to miejsce w szpital.
Raeli rozwaya te wieci. Dobry pomys, uznaa. Ju czas, eby cyrklianie lepiej
zaopiekowali si biedakami w tej dzielnicy. Lecz odlego do wityni to kopot, ktry
skania niektrych, by prosi o pomoc nas, tkaczy snw. Czy cyrklianie prbuj odebra nam
klientw? Dlaczego Auraya zaprosia mnie tutaj, eby mi to powiedzie? Jej plany musz
jako obejmowa tkaczy...
I Raeli natychmiast ogarny podejrzenia.
- Czego od nas chcesz? - zapytaa.
Auraya zatrzymaa si przy wejciu do sali pachncej skr i odwrcia si do tkaczki.
- Chc zaprosi twj lud, aby si do nas przyczy. Tkacze snw i kapani
uzdrowiciele mogliby pracowa razem. Powiedziaabym, e po raz pierwszy, ale ju si to
zdarzyo.
- Kiedy? - Raeli zmarszczya brwi.
- Po bitwie.
Tkaczka snw wpatrywaa si w Auray. A wic przyznaj, e bylimy uyteczni,
pomylaa. Byoby mio, gdyby nam podzikowali albo gdybymy w ogle mogli liczy na
jakie uznanie za nasz prac. Ale przypuszczam, e to wanie jest uznanie.
Jej sceptycyzm osab na moment, gdy poczua niewielki przypyw nadziei.
Auraya odwrcia wzrok.
- Oczywicie, by moe nic z tego nie wyjdzie. Kilku kapanw uzdrowicieli zgosio
si do pracy z wami, ale moe si okaza, e s mniej tolerancyjni i otwarci, ni im si
wydaje. Chorzy, ktrzy tu przyjd, mog nie przyj waszej pomocy. Wtpi, czy w cigu
kilku tygodni, miesicy, a nawet lat uda nam si przezwyciy stulecie uprzedze. Ale... Wzruszya ramionami. - Moemy tylko prbowa.
Marszczc nos od unoszcego si zapachu, tkaczka snw przesza do sali
naprzeciwko.
- Nie mog odpowiada w imieniu caego mojego ludu. Tak decyzj musz podj
Starsi.
- Oczywicie. Raeli obejrzaa si.
- Trzeba bdzie solidnie wyczyci to miejsce. Auraya umiechna si z alem.
- Niektre sale bardziej ni inne. Chcesz si troch rozejrze? - Wyczytaa odpowied

w jej mylach. - Wic chodmy, poka ci wszystko i powiem, co chc przerobi. Chtnie
wysucham twojej opinii na temat systemu doprowadzania wody.
Tym razem kiedy szy dalej korytarzem, Raeli maszerowaa obok. Auraya opisywaa
jej, jak zimna i ogrzana woda popynie rurami przez budynek. Kade pomieszczenie bdzie
zaopatrzone w ciek, aby pozwoli na atwe zmywanie. Bd tu sale do przeprowadzania
operacji chirurgicznych, magazyny na leki i narzdzia. Cichym spokojnym gosem Raeli
udzielaa prostych rad i czsto mylaa o starszych, bardziej dowiadczonych tkaczach snw,
ktrzy lepiej si na tym znali.
Kiedy obejrzay ju wszystkie pomieszczenia, wrciy do gwnej hali. Raeli bya
milczca i zamylona - wspominaa, jak to zawsze miaa si ze swego tytuu doradcy, bo nie
wierzya, eby Biali kiedykolwiek suchali jej rad. I nagle spojrzaa na Auray.
- Miaa wiadomoci od Leiarda? - spytaa.
To pytanie wstrzsno Auray. Spojrzaa zdziwiona na tkaczk.
- Nie - zmusia si do odpowiedzi. - A ty?
Raeli pokrcia gow. Przegldajc jej myli, Auraya zrozumiaa, e Leiard znikn
nie tylko z jej ycia. Od bitwy nie widzia go aden z tkaczy snw. Starsza tkaczy Arleej
niepokoia si i prosia wszystkich, by dali jej zna, gdyby go spotkali.
Poczua niepokj i wyrzuty sumienia. Porzuci wszystko i wszystkich z lku, e Juran
albo bogowie ukarz go za to, e omieli si by jej kochankiem? A moe po prostu by
posuszny rozkazom Jurana? Ale przywdca Biaych twierdzi, e nakaza Leiardowi odej, a
nie cakowicie znikn.
Ruszya w stron korytarza, a za ni Raeli.
Nie nakaza te Leiardowi spa z ladacznic, przypomniaa sobie. Musia wiedzie, e
odczytam to z jego myli przy nastpnym spotkaniu, kiedykolwiek nastpi, i e odkryj jego
niewierno.
Uzna jednak, e romans dobieg koca. Wic tak naprawd nie by nielojalny,
tumaczya sobie. Chocia... Byoby to moe wybaczalne, gdybymy si nie widzieli od
duszego czasu, ale przecie rozstalimy si dzie wczeniej... Stumia westchnienie.
Przesta o tym myle, rozkazaa sobie. To do niczego nie prowadzi.
Otwara drzwi i wysza na wiato soca. Przed budynkiem czekay dwa platteny:
wynajty, ktry przywiz tu Raeli, oraz zocisto - biay, ktrym podrowaa Auraya.
Spojrzaa na tkaczk snw.
- Dzikuj, e przybya, doradco Raeli. Tkaczka skonia lekko gow.
- To bya przyjemno, Aurayo z Biaych. Przeka twoj propozycj tkaczce snw

Arleej.
Auraya kiwna gow. Patrzya, jak Raeli wsiada do swego plattenu. Gdy ruszy,
przyszed jej na myl pewien odgos: skrzypienie spryny, kiedy napinao si puapk na
grubego zwierza. Jestem jak owca, mylaa. Wiem, e dla dobra innych musz zastawia
puapki, ale wcale mi si to nie podoba.
Trzymajc wiadro pod wodospadem, Emerahl czekaa, a si napeni. Chocia tylko
dotykao strumienia wody, prd by tak silny, e bolay j minie.
Ostatnie kilka dni powicia, by zmieni grot w wygodniejsze lokum. Przewrcia
niewielkie drzewo, pocia je i z drewna zbudowaa dwa proste ka i parawan, za ktrym
ona i Mirar mogli znale troch prywatnoci. Postawia tam kuby wycite z kawakw pnia;
w takich samych trzymaa te wod do picia.
Poniewa Mirar musia pozostawa w krgu pustki, chodzenie po wod i zdobywanie
poywienia spado na ni. Ale jej to nie przeszkadzao. Las by obfit spiarni, pen jadalnych rolin, zwierzt i grzybw. Od ostatniego razu, kiedy tu bya, niewiele si zmienio.
Oczywicie, bez magii i setek lat nagromadzonej wiedzy, ycie byoby trudniejsze. I bardziej
niebezpieczne.
W lesie byo tyle rolin trujcych, co jadalnych. Zauwaya kilka przepiknych
jadowitych owadw, ale kryy si w zakamarkach i otworach, w ktre tylko dure wsadziby
rk. Wiksze drapiene zwierzta, jak leramery czy vorny, mogyby sprawi kopoty, gdyby
nie dysponowaa magi, by je odstrasza. Uwaaa jednak na zwodnicze dziaanie sennoroli,
ktra nadawaa telepatyczne wezwanie, aby kusi zwierzta wypoczynkiem na ou mikkich
lici, a jednoczenie oplataa je gaziami w uchwycie, ktry dawi i rozczonkowywa.
Dawno temu poznaa hodowc, ktry zrobi majtek, sprzedajc sabsz, karowat odmian
tej roliny monym tego wiata, majcym kopoty z zasypianiem.
Kube by peny. Mocno chwycia szorstki uchwyt z powroza i schylia si po drugie
wiadro. Tam trzymaa plon popoudniowej wyprawy. Koyszc si lekko, ruszya do tunelu.
Wchodzc do groty, zobaczya, e Mirar ley na swoim posaniu i wpatruje si w
wysokie sklepienie. Otaczaa go aura melancholii. Odwrci gow, zauway Emerahl, a
potem usiad powoli.
- Kolacja - powiedziaa, gdy stana obok.
Milcza. Postawia oba kuby i spojrzaa na duy gadki gaz, ktry wtoczya do groty
dwa dni temu. To, co byo naturalnym, pytkim zagbieniem w kamieniu, teraz wyranie si
pogbio.
- Dzikuj.

Spojrza na ni, ale nic nie powiedzia.


To Leiard sprawuje kontrol, uznaa. Ale nie melancholia jej to zdradzia - Mirar te
mia skonnoci do smtnych nastrojw. Jednak kiedy si pojawia, pewnie rzuciby jaki art
czy komentarz. Z nich dwch by o wiele bardziej gadatliwy.
Nalaa wody do otworu w gazie i zacza drze listki na strzpki.
- Chyba nie zamierzasz tego gotowa, co?
Uniosa gow i zobaczya, e z powtpiewaniem przyglda si grzybom.
- Nie. - Umiechna si. - Pniej je wysusz. Do mojego nowego zbioru.
- Zbioru czego?
- Lekw. Rnych rodkw. Rozrywek.
- Aha. - Unis brwi.
Wyczua zastanowienie, a potem dezaprobat. Ta ostatnia, jak odgada, pojawia si
wraz ze zrozumieniem, co miaa na myli, mwic o rozrywkach".
Rozmowa z Leiardem bya jak nieustanne przypominanie starcowi informacji, ktrych
zapomnia. Nic dziwnego, e suchajc jej odpowiedzi, rwnoczenie siga do wspomnie
Mirara na jej temat. Dowiedzia si, e czasami pracowaa jako uzdrowicielka, a czasami
sprzedawaa wywary dla uciech bogatej szlachty.
Mia niekiedy skonno do nazbyt pochopnych sdw.
Nieatwo byo z nim rozmawia. Nie potrafi odpowiedzie na pytania, ktre zwykle
zadawaa, kiedy chciaa kogo pozna. Pytania takie jak: Od jak dawna jeste tkaczem snw?
Gdzie si urodzie? Rodzice? Rodzestwo?
Powstrzymywaa j te niech do przyznania, e jest rzeczywist osob. Wydawa si
aberracj, osobowoci, ktra jako zostaa wszczepiona Mirarowi. Wprawdzie Mirar nie
pamita, jak i dlaczego to si stao albo czy zgodzi si na wszczepienie, czy nie, ale teraz
wyranie nie by zadowolony z sytuacji. Martwia si, e przez rozmowy z Leiardem moe
wzmocni jego poczucie tosamoci, a zatem zwikszy przewag nad Mirarem. Wtpia
jednak, e Leiard odejdzie, nawet jeli bdzie go ignorowa.
A moe powinnam rozmawia z nim tak, eby go osabia? Mog sprbowa budzi
w nim zwtpienie co do wasnej osoby. Dziki temu moe Mirar odzyska pen kontrol.
Ale jeli si mylia? Jeli to Leiard jest prawdziwy, a Mirar to tylko resztka
wspomnie cza - jak uwaa Leiard? Czy istniaa metoda sprawdzenia, kto jest
rzeczywistym wacicielem tego ciaa?
Przerwaa prac i spojrzaa w kamienne zagbienie wypenione wod. W jej
powierzchni odbijaa si twarz Mirara, lecz jej wyraz nalea do kogo innego.

Mirar jest Dzikim, ma dar, ktrego nie posiada aden zwyky czarownik. Ma zdolno
powstrzymywania starzenia swego ciaa. Potrafi perfekcyjnie uzdrawia, bez adnych blizn.
Jeli nadal umie robi takie rzeczy, to jest Mirarem.
Mogaby go wyprbowa. Wystarczyoby kilka dowiadcze, aby sprawdzi, czy jest
Dzikim.
Chyba e i Leiard nim jest.
Pokrcia gow. Cho nie niemoliwe, byoby to chyba zbyt nieprawdopodobnym
przypadkiem. Jaka jest szansa, e urodzi si nowy Dziki, ktry wyglda dokadnie jak Mirar?
Chyba... Chyba e nie urodzi si, wygldajc jak Mirar, ale kiedy zyska tak wiele
wspomnie cza, e nie by ju pewien swojej tosamoci, podwiadomie zacz zmienia
wygld. Mirar powiedzia jej, e dwa lata temu wyglda inaczej.
Zadraa na t myl. Pozwoli, by wasna osobowo powoli przemieniaa si pod
wpywem cudzej, i to do tego stopnia...
A jednoczenie odczuwaa egoistyczn rado. Czy naprawd tak bardzo si martwia,
e kto, kogo nie znaa, straci tosamo, jeli w ten sposb ona odzyska Mirara?
Jestem z, bardzo z kobiet, pomylaa.
Wyja z kuba grzyby i odoya je na bok. Na dnie wiadra, w gbokiej na palec
wodzie, leao kilka sodkowodnych shrimmi. Ich czuki wci si jeszcze lekko poruszay.
cigna odrobin magii i podgrzaa wod w kamiennym zagbieniu. Kiedy ju wrzaa,
chwycia shrimmi i cisna je do wrztku, dwa naraz. Krzykny piskliwie, umierajc, ale i tak
bya to szybsza mier, ni pozwoli, by z wolna udusiy si na powietrzu.
Leiard drgn lekko, a potem pochyli si. Wyczua nag popraw jego nastroju. A
kiedy spojrza i umiechn si do niej, wiedziaa, e powrci Mirar.
- Mhm. Kolacja wyglda niele. Co mamy na deser? - Nic.
Skrzywi si.
- Siedz tu i przez cay dzie tyram przy garach, a ty nie potrafia znale dla mnie
jakiego owocu czy odrobiny miodu?
- Mogam przynie troch ognistych jagd. Syszaam, e s cakiem sodkie, na
jzyku.
Wykrzywi si.
- Nie, dzikuj. Wol by bogo niewiadomy moich wntrznoci i ich dziaania.
Wyja shrimmi z wody i wsypaa pokruszone licie. Zmiky szybko. Kiedy uznaa,
e s ju gotowe, signa po dwa drewniane talerze i rozdzielia posiek. Ze stojcych obok
sojw wyja troch soli i gar smaonych orzechw; posypaa nimi jarzyny, przyprawiajc

mde, ale poywne danie.


Mirar wzi talerz i jad ze swym zwykym entuzjazmem. Ten jeden odruch okazywa
te Leiard. Obaj doceniali jedzenie. Emerahl umiechna si lekko. Czowiek, ktry nie
cieszy si dobrym jedzeniem, musia mie jakie braki charakteru.
- Co jeszcze robie, kiedy mnie nie byo? - spytaa. Wzruszy ramionami.
- Mylaem. Rozmawiaem ze sob. - Zmarszczy nos. - Kciem si ze sob.
- Och? I kto wygra?
- Chyba ja.
- A o co si kcie?
Obra shrimmi i wrzuci skorupk do kuba.
- Kto jest wacicielem tego ciaa.
- Do czego doszlicie?
- e ja. - Spojrza na siebie. - Rozpoznaj je. Ty mnie rozpoznajesz. A zatem musi by
moje.
Umiechna si.
- Wydawao mi si, e wpadam na pomys, jak tego dowie. Gdyby potrafi
wykaza, e jeste Dzikim, wiedziaby, e ciao jest twoje.
Zamia si.
- Ale?
- Ale moe Leiard jest nowym Dzikim?. Jeli zosta zakaony twoimi wspomnieniami
cza, a ty uywae jego mocy, by zmieni ciao i uczyni je podobnym do twojego?
- Zakaony? - Zrobi uraon min. - To niezbyt pochlebne okrelenie.
- Nie - zgodzia si. Przez chwil patrzya mu w oczy. Odwrci wzrok.
- To moliwe. Nie wiem. Chciabym pamita. Wyczua jego zniechcenie i ogarno
j wspczucie. A potem pojawi si nowy pomys.
- Pami. Moe ona jest kluczem. Aby wiedzie, kim jeste naprawd, musisz
odzyska wspomnienia.
Mirar zaniepokoi si.
- Jeli jestem manifestacj wspomnie cza, nie ma nic do odzyskiwania.
Wstaa i zacza kry po jaskini.
- Tak, ale jeli nie jeste, to bdziesz mia wspomnienia, ktrych nie mgby mie
Leiard.
- Na przykad? Nabraa tchu.
- Ten sen o wiey. Przypuszczam, e to wspomnienie twojej mierci.

- Sen o mierci, ktry dowodzi, e yj? - Umiechn si drwico. - Niby jak z tego
wynika, e to moje ciao? To przecie moe by nastpne wspomnienie cza. Mogem
mylowo nada to dowiadczenie, kto je odebra i przekaza innym, a ci inni Leiardowi.
- Ale ani ty, ani Leiard nie pamitacie, ebycie mieli ten sen.
- Nie. - Zastanowi si. - A jednak wierzysz, e to ja jestem rdem...
Usiada.
- Sen stawa si coraz silniejszy, im bliej byam ciebie. Teraz jestemy bardzo daleko
od innych ludzi, a jednak wci jest bardzo silny. I ni mi si tylko wtedy, gdy ty take zasypiasz.
- Jak mog nadawa sen, o ktrym nie wiem, e go ni? - zapyta.
Lecz z jego tonu wiedziaa, e odgad ju odpowied. W kocu dobrze si zna na
materii snw.
- Nie zawsze pamitamy nasze sny - przypomniaa mu. - A to jest sen, ktrego moe
nie chcesz pamita.
- Wic jeli zmusz si, aby go pamita, to moe bd mg przypomnie sobie inne
rzeczy. Na przykad dlaczego w mojej gowie jest inna osoba.
- To nie powinno by takie trudne dla zaoyciela sekty tkaczy snw.
Zachichota.
- Musz zadba o swoj reputacj.
- Owszem. - Wytrzymaa jego spojrzenie. - Reputacj, ktra nie ucierpiaa przez
ostatnie sto lat. Jeeli jeste Mirarem, bogowie raczej nie ogosz wita, aby uczci twj
powrt. A wic pora ju, bym zacza ci uczy ukrywa myli. Zaczniemy od razu?
Z rezygnacj pokiwa gow i odstawi pusty talerz.
Starsza tkaczy snw Arleej nalaa dwa pucharki ahmu, zaniosa je do krzese przy
kominku i wrczya jeden Neeranowi. Stary tkacz z wdzicznoci przyj napj i wychyli go
jednym haustem.
Arleej upia yk i z uwag przygldaa si przyjacielowi. Nic nie mwi o nowinach.
Przeszed tylko do krzesa i osun si na siedzenie. Zaja miejsce naprzeciw i odstawia
pucharek.
- Jak mylisz, co powinnimy zrobi? Neeran ukry twarz w doniach.
- Ja? Nie mog podj takiej decyzji.
- Nie, nie moesz. O ile pamitam, nie jeste przywdc tkaczy snw.
Opuci donie i spojrza na ni morderczo.
- Wic dlaczego zawsze suchasz moich rad? Parskna miechem.

- Bo zawsze s dobre. Skrzywi si.


- Doradzabym ostrono, ale jaka cz mnie chce to wykorzysta, zanim okae si,
e Aurai znudzi si kolejny kaprys i znajdzie sobie jakie inne zajcie.
Arleej zmarszczya czoo. Czasem niemal aowaa, e powiedziaa Neeranowi o
romansie Leiarda z Auray z Biaych. Nie wpyno to dobrze na jego opini o jednej z
przywdcw cyrklian, a ta dezaprobata przypominaa jej, aby nie daa si oczarowa tej
Biaej, ktra lubi tkaczy. Kiedy Neeran uzna, e to Auraya bya przyczyn upadku Leiarda,
nie by daleki od prawdy.
Lecz Arleej nie miaa pojcia, gdzie teraz przebywa Leiard. Znikn zaraz po bitwie i
nie umiaa skontaktowa si z nim przez sny. Bya zmuszona przej szkolenie Jayima, ale na
razie tego nie aowaa. Chopak okaza si zdolnym i posusznym studentem.
Niezalenie o tego, czy to Auraya bya powodem zniknicia Leiarda, czy nie,
wydawao si, e nadal chce dziaa dla pokoju i zgody midzy cyrklianami i tkaczami snw.
Ta ostatnia oferta - utworzenie w Jarime szpitala, gdzie tkacze i uzdrowiciele mogliby
pracowa razem - bya zaskakujca, ale nadesza w sam por. Cyrklianie wiedzieli, ile tkacze
snw uczynili dobrego dla rannych na polu bitwy. Poganie wykazali sw warto kapanom
uzdrowicielom. A zatem byo rozsdne, e najlepsza droga do pokoju i tolerancji prowadzi
poprzez leczenie.
- Ale gdzie tu jest haczyk? - spytaa gono. Neeran spojrza na ni i umiechn si
lekko.
- Haczyk?
- Tak. Czy tkacze snw uznaj, e cyrkliaski sposb ycia jest lepszy, porzuc nas i
przycz si do nich?
Starzec zachichota.
- A moe cyrklianie stwierdz, e wol nasz styl ycia i zdobdziemy zbyt wielu
nowych studentw?
Signa po pucharek, upia troch, a potem znw go odstawia.
- Jak blisko bd pracowa ich i nasi ludzie? Jeli nagle zdecyduj, e nasze leki i
metody s skuteczne, czy sprbuj je stosowa?
- Prawdopodobnie. Ale przecie nigdy nie robilimy z nich tajemnicy.
- Nie. Zreszt wtpi, e ich zainteresowanie i tolerancja obejm take umiejtnoci
czenia umysw.
Neeran zmarszczy nos.
- W wikszej czci Ithanii Pnocnej wci obowizuje prawo zakazujce sennych

pocze. Tkacze snw powinni unika wszelkich tego typu pocze z pacjentami, jeli
cyrklianie to obserwuj. Nie sdz, by Biali chcieli nas skoni do zakazanych dziaa, eby
potem uwizi, ale w tych sprawach nadal powinnimy zachowa ostrono.
- Owszem - zgodzia si i spojrzaa na niego z uwag. - Mam wraenie, e sugerujesz,
bym przystaa na t propozycj.
Popatrzy jej w oczy, a potem odwrci wzrok i wolno pokiwa gow.
- Tak. Ale... uzyskaj te zgod pozostaych.
- Dobrze. Bdziemy gosowa. Dzi w nocy pocz si we nie z przywdcami w
innych krainach. - Podniosa pucharek i oddaa go Neeranowi. - Potrzebny mi bdzie jasny
umys.
Wzi od niej naczynie z napojem, ale go nie wypi. Popatrzy na ni tylko z dziwn
min.
- Mam straszne przeczucie, e oto stajemy wobec chwili wielkiej przemiany. Albo
stracimy cudown okazj, aby udowodni nasz warto mieszkacom Pnocnej Ithanii, albo
staniemy si zbdni.
Arleej pokrcia gow.
- Nawet jeli cyrklianie przewysz nas w uzdrawianiu, nawet jeli naucz si leczy
przez sny i cza umysw, nigdy nie stan si tym, kim my jestemy. Ci, ktrzy szukaj
prawdy, zawsze przyjd do nas.
- Tak. - Umiechn si i unis naczynie. - Wypij za wspomnienia cza.

6
Min tydzie, ale nastroje Sug si nie poprawiy. Reivan kilka razy dziennie
zastanawiaa si, czy tylko ona budzi w nich tak niech. Rozmowy milky, kiedy si
zbliaa. Gdy zwracaa si do kogo z pytaniem czy prob, odpowiada szybko i pogardliwie.
Czasami, kiedy mijaa w korytarzu dwjk Sug, jeden pochyla si do ucha drugiego i co
szepta.
Powtarzaa sobie, e po prostu nie jest przyzwyczajona do tutejszych zwyczajw.
Sudzy w klasztorze, gdzie si wychowywaa, byli spokojni i opanowani, ale w ostatnich
latach obracaa si ju w bardziej aktywnym towarzystwie. Myliciele moe i jej nie
szanowali, ale zawsze moga zacz z nimi niezobowizujc rozmow lub podyskutowa na
jaki temat. Przyzwyczaia si do ycia wrd ludzi energicznych i bardziej przyjaznych - to
wszystko.
Oddana Suga Drewa i inni, ktrzy sprawdzali wiedz i zdolnoci Reivan, traktowali j
sprawiedliwie. Doceniali mocne strony i nie podkrelali saboci, nawet oczywistego braku
Talentw. Inni potencjalni kandydaci do Sanktuarium byli uprzejmie przyjani, jak zwykle
modzi ludzie wobec osb nie w tym samym wieku.
Kpiele w Sanktuarium z naddatkiem wynagradzay jej ciasny pokoik. Czysto
uznawano za kluczow cech Sug Bogw i codzienna poranna godzina namakania,
szorowania i spukiwania traktowana bya jako niezbdna dla kadego mczyzny i kadej
kobiety. Odwieona Reivan woya prost odzie, jak otrzymaa w Sanktuarium, i wysza z
kabiny. Kiedy mijaa jakie drzwi, usyszaa urywek rozmowy z zaparowanego
pomieszczenia za nimi.
- ...wywici t pupilk Imenji?
- Przesza testy? Mylaam, e jest nieutalentowana.
- Rozkaz przyszed od Drugiego Gosu. Mam j przepuci, jeli tylko pokona inne
prby.
Reivan zamara. Pupilka Imenji? Na pewno rozmawiay o niej. O ile wiedziaa, nikt
inny z kandydatw nie mia zwizkw z Imenj.
- Nie rozumiem tego... - odezwa si pierwszy gos. Reivan zdziwia si, gdy
rozpoznaa Oddan Sug Drew. - Po co robi z niej Sug, jeli nie ma adnych zdolnoci
magicznych? Dlaczego nie moe zosta doradc?
Reivan poczua ucisk w odku.

- Syszaam, e poprosia o to jako o nagrod.


- Jak to? Bycie Sug to nie co, co si daje jak cukierka grzecznemu dziecku!
- Hm... - odezwa si trzeci gos. - Teraz chyba jeszcze mniej j lubi... Gdyby byo jej
przeznaczone zosta Sug, urodziaby si z wikszymi zdolnociami.
Zbliajce si kroki przywrciy j do rzeczywistoci. Kady, kto by j zobaczy pod
drzwiami, uznaby, e szpieguje, a przecie nie chciaa dostarcza Sugom dodatkowych
powodw do niechci.
Szybko ruszya przed siebie.
Ju w swoim pokoju, usiada na krawdzi ka i westchna.
Czyli jednak nie byam nadmiernie podejrzliwa, pomylaa. Traktuj mnie inaczej. A
to dlatego e jestem nieutalentowana.
Co zreszt nie powinno zaskakiwa. To wanie Talenty ich wyrniay - tak jak
inteligencja gwarantowaa spoeczn pozycj Mylicielom. To ironia losu, odkry nagle, e
Sudzy tak samo nie s pewni swej wyszoci, jak Myliciele.
To ich sabo, mylaa. Ale nie taka, jak mogabym atwo wykorzysta. Nie jestem
tutaj, eby pokona Sugi w jakich zawodach, tylko eby sta si jedn z nich.
Kroki w korytarzu zatrzymay si nagle przed jej pokojem i zobaczya, e co wsuwa
si przez szczelin pod drzwiami. Wstaa i schylia si, by to podnie.
Wzia do rki niewielki zwj, troch pognieciony w miejscu, gdzie wciskano go pod
drzwi. Parskna, widzc, e zaadresowany jest do Sugi Reivan Reedcutter.
Nie jestem jeszcze Sug, pomylaa rozbawiona.
Odwrcia zwj i poczua, e rozbawienie ulatnia si nagle - zobaczya piecz
Mylicieli. Przeamaa j, rozwina pergamin i zacza czyta.
Sugo Reivan Reedcutter!
Doniesiono nam, e wkroczya do Sanktuarium z intencj zostania
Sug. Poniewa wymaga to powicenia bogom caego Twego czasu, majtku
i ycia, nie bdziesz ju w stanie wypenia obowizkw Myliciela. Czowiek
nie moe suy dwm panom. Twoje czonkostwo zostao cofnite.
Pierwszy Myliciel
Hitte Sandrider
Reivan czua, jak mocno bije jej serce. Zakla pod nosem. Jeli nie pokona testw i

nie zostanie Sug, opuci Sanktuarium bezdomna, posiadajc tylko kilka drobiazgw i
adnych legalnych moliwoci zarobkowania czymkolwiek poza prac fizyczn. Jej
przyszo - nawet ycie - zaleay teraz od egzaminw, ktrych nie moga zda.
Nie, pomylaa i odetchna gboko, by si uspokoi. Imenja dotrzymaa sowa.
Rozkazaa Drewie nie zwraca uwagi na mj brak zdolnoci magicznych. Musz mie
nadziej, e pokonam inne testy.
Kto zapuka do drzwi. Wsuna list pod materac i otworzya.
W korytarzu staa Oddana Suga Drewa, trzymajca zawinitko z czarnego materiau.
- W to i przyjd od mojego pokoju - polecia. Reivan zamkna drzwi i rozwina
pakunek - to bya szata Sugi. Kiedy si przebieraa, serce znowu zabio jej szybciej.
Wygadzia materia i zastanowia si, jak w nim wyglda. Czy pasuje? Czy nadaje jej ten
wadczy wygld, ktry tak podziwiaa u Sug?
W zawinitku nie znalaza gwiadzistego wisiora Suby. Ten otrzyma, kiedy ukoczy
nowicjat.
Wci jeszcze musz si duo nauczy, mylaa. Niczego nie bd mi uatwia, ale
moe to nawet lepiej. Zostanie Sug nie powinno by atwe. Musz wykaza, e jestem tego
godna.
Wyprostowaa si.
I wyka. Choby po to by, usprawiedliwi poparcie Imenji.
Wychodzc z pokoju, staraa si podtrzymywa w sobie t determinacj. Inni
kandydaci, take okryci czerni, biegali podnieceni tam i z powrotem po korytarzu, pukajc
do drzwi kolegw. Ktry zobaczy j i umiechn si szeroko.
Odpowiedziaa umiechem.
Z chaosu uformowaa si kolumna modych ludzi w czarnych szatach, zmierzajca do
pokoju Drewy. Oddana Suga czekaa przed drzwiami. Przygldaa si im kolejno i kiwaa
gow.
- Ju czas - owiadczya.
Odwrcia si i poprowadzia ich wzdu przejcia do gwnego korytarza, a potem w
gr.
Idc za grup kandydatw, Reivan nie moga nie myle o podsuchanych w ani
sowach Drewy. Czua si troch zdradzona. Do tej pory uwaaa kobiet za najmniej
nieprzyjazn ze wszystkich spotkanych Sug. Jak wida, dobrze skrywaa swoje uczucia.
Szli coraz wyej. Dolne Sanktuarium byo prawdziwym labiryntem budynkw, ale
korytarz przecina je w linii prostej. W kocu dotarli do bielonych cian rodkowego

Sanktuarium, a tu Drewa zostawia ich przed wskimi drzwiami, za ktrymi sama znikna.
Jeden po drugim, przyszli Sudzy wchodzili do rodka. Kiedy Reivan znalaza si ju
dostatecznie blisko, by zajrze do wntrza, zobaczya du sal z czarnymi cianami. Podog
pokryway czarne kafelki.
To Gwiadzista Komnata!
Za chwil miaa wkroczy do miejsca, gdzie odbyway si najwaniejsze ceremonie.
Miejsca, w ktrym Gosy obcoway z bogami. Zauwaya wewntrz ciemnoskrych
Dekkarczykw z poudniowych dungli, jasnoskrych i wysokich mczyzn i kobiety z
pustynnych ras Avvenu oraz ludzi z Murru o szerokich obliczach i wosach barwy piasku.
Byo take kilku wyranie mieszanego pochodzenia. Wszyscy nosili czarne szaty i wszyscy
mieli by wiadkami, jak staje si Sug - nowicjuszk. Reivan zdaa sobie spraw, e
obgryza paznokcie - stare przyzwyczajenie z dziecistwa - i z wysikiem opucia rce.
Modzieniec przed ni wkroczy do sali. Nic teraz nie przesaniao jej widoku i moga
si dobrze przyjrze pomieszczeniu. Miao pi cian. Osadzona w pododze srebrna wstga
wykrelaa gwiazd, ktrej ramiona sigay ktw sali. A w samym rodku staa znajoma
posta... Rado wypenia serce Reivan.
Imenja!
Gos wycigna do modego czowieka rk, otwart doni do gry i z rozoonymi
palcami. Wymwia sowa rytuau. Chopak nerwowo przyoy swoj do, Reivan usyszaa,
jak co mamrocze, a Imenja odpowiada. Potem Gos wykrelia na piersi znak gwiazdy, a on
postpi podobnie. Skoni gow i pospiesznie doczy do stojcych niedaleko Sug nowicjuszy.
Imenja spojrzaa na Reivan, umiechna si i skina na ni.
Dziewczyna nabraa tchu i wkroczya do komnaty, miaa nadziej, e z godnoci.
Zatrzymaa si przed Gosem. Imenja umiechna si szerzej.
- Reivan z Mylicieli - powiedziaa. - Wiele ci zawdziczamy, ale nie dlatego dzisiaj
si tu znalaza. Stoisz przede mn, poniewa pragniesz suy bogom ponad wszystko i
poniewa wykazaa, e jeste tego godna. - Wycigna rk. - Czy przysigasz suy
bogom i by im posuszna ponad wszystko inne?
Reivan przyoya do do doni Imenji.
- Przysigam.
- A zatem od tej chwili bdziesz Sug nowicjuszk Reivan. Witaj wrd nas.
Ich rce si rozczyy. Reivan bya wiadoma kadego dwiku, szurania stp,
kadego stumionego kaszlu wrd patrzcych. Imenja wykonaa znak gwiazdy. Do Reivan

poruszya si w symbolicznym gecie, jakby miaa wasn wol. Dziewczyna skonia gow i
odstpia. Nogi jej dray, kiedy przechodzia do grupy innych nowicjuszy.
- Dzisiaj omioro modych mczyzn i kobiet postanowio powici bogom swoje
ycie - oznajmia spokojnym gosem Imenja. - Powitajcie ich. Nauczajcie ich. Pomcie im
zrealizowa ich potencja. Oni s nasz przyszoci.
Kiedy wysza ze rodka gwiazdy, w sali zabrzmiay inne gosy. Sudzy odchodzili od
cian, ich sanday stukay i szuray o podog. Niektrzy podchodzili do nowicjuszy, ktrych
chyba znali. Reszta zbieraa si w dyskutujcych grupkach, a ich sowa odbijay si echem po
sali. Reivan zasmucia si, widzc, e Imenja znika za drzwiami.
Nie wiedziaa, co powinna teraz robi. Nikt nie podchodzi, eby udzieli jej
instrukcji, wic staa nieruchomo i obserwowaa ludzi wok siebie. Nikt na ni nie patrzy.
Troch si zdziwia, e zasmucia j ta samotno.
Widzc, e niektrzy Sudzy wychodz z sali, uznaa, e te chyba moe si
wymkn. Zacza przesuwa si wolno do wyjcia. Miaa nadziej, e nikt nie potraktuje
tego jako niegrzeczno.
- Sugo - nowicjuszko Reivan...
Gos by mski i nieznajomy. Reivan obejrzaa si i zobaczya, e idzie w jej stron
przystojny Oddany Suga. Nazywa si Nekaun - jeden z niewielu, na ktrych zwrcia uwag
na wojnie.
Zawsze jako atwiej pamita imiona adnych ludzi, pomylaa.
Umiecha si cierpliwie, kiedy z szacunkiem krelia na piersi znak gwiazdy.
- Witaj w Sanktuarium, Reivan - powiedzia. - Jestem Nekaun.
Skonia gow.
- Witaj, Oddany Sugo Nekaunie.
- Bdziesz dobr Sug.
W jego gosie nie byo ani ladu drwiny. Udao jej si umiechn, cho obawiaa si,
e wygldao to bardziej jak grymas.
- Mam nadziej. Zmarszczy czoo.
- Sdz, e czujesz si, jakby tutaj nie pasowaa. Mam racj?
- Chyba tak. - Wzruszya ramionami.
- Nie staraj si dopasowa za bardzo. Imenja nie dlatego ci wybraa, e jeste taka,
jak wszyscy inni.
Otworzya usta, by odpowiedzie, ale nie moga si zdecydowa, jakich sw uy.
Nekaun umiechn si, a jej na moment zamaro serce.

Na bogw, z bliska jest jeszcze przystojniejszy, stwierdzia w mylach.


Nie wiedziaa, co powiedzie, ale nie miao to znaczenia, bo on rozglda si ju po
sali.
- Ale dyskutuj... - rzek. - Wiesz o czym? Odruchowo pokrcia gow, ale
natychmiast uwiadomia sobie, e przecie wie.
- Kto bdzie nastpnym Pierwszym Gosem. Przytakn.
- Od naszego powrotu nie przestaj plotkowa. Min dopiero tydzie, a ju boj si o
wasny umys.
Pokrci gow, ale byski w oczach przeczyy jego zasmuceniu.
- Przypuszczam, e wszyscy bdziecie si bardzo stara, eby zrobi na nas dobre
wraenie - rzeka miao.
I natychmiast poczua, e si rumieni. Czy ja flirtuj?
- To a tak oczywiste? - Parskn. - Pewnie, e tak, ale nie myl, e rozmawiam z tob,
by zyska twoje poparcie. Naprawd dobrze ci ycz i z zainteresowaniem bd ledzi twoje
postpy.
Troch si rozlunia, syszc to szczere wyznanie, cho nie cakiem rozumiaa
dlaczego.
- Tym lepiej. Poniewa jestem tylko Sug - nowicjuszk, nie bd gosowa. Zreszt
tak otwarta rozmowa ze mn nie przysporzy ci popularnoci w Sanktuarium.
Natychmiast poaowaa tych sw.
Gupia dziewucho... Jeli bdziesz powtarza, e jeste niepopularna, uzna, e masz
racj, i nigdy ju si do ciebie nie odezwie...
Rozemia si.
- Myl, e nie doceniasz swojej pozycji tutaj. Albo przeceniasz si zazdroci, sdzc,
e moe wpyn na wybr. Imenja ci ceni. Kiedy inni Sudzy przestan si o to dsa, bd
pamita, kto ci tu sprowadzi. A wtedy bdziesz musiaa si zmierzy z cakiem nowymi
problemami.
Nie potrafia powstrzyma gorzkiego miechu.
- Dzikuj za sowa pocieszenia. Wyprostowa si.
- To tylko przyjacielskie ostrzeenie. Nie czas teraz na beztrosk. Jeli Imenja planuje
uczyni ci swoj powierniczk i doradc, a myl, e tak, musisz nauczy si w Sanktuarium
wicej ni tylko prawa i teologii. Bdziesz... - Spojrza ponad jej ramieniem. - Mio byo z
tob porozmawia, Reivan. Mam nadziej, e zdarzy si jeszcze okazja.
- Ja rwnie - rzucia, gdy odchodzi.

Obejrzaa si przez rami i zobaczya, jak na Nekauna patrzy inny Oddany Suga.
Interesujce. Ciekawe, o co mu chodzio. Moe to jedna z tych rzeczy, ktrych
powinnam si nauczy oprcz prawa i teologii?
Ku jej zaskoczeniu, sugestia wewntrznych konfliktw w Sanktuarium pobudzia jej
ciekawo. Z nowym zainteresowaniem obserwowaa twarze wok siebie. Byoby atwiej,
gdyby znaa imiona tych ludzi.
Pora ju, ebym si o nich czego dowiedziaa...
Mirar obudzi si z silnym wraeniem, e jest jeszcze za wczenie, by wstawa. A
potem usysza ciki oddech i lk odpdzi ostatnie resztki snu. Usiad, otworzy oczy i
stworzy iskierk wiata.
Emerahl uniosa si na okciu, przyciskajc do do piersi, i sprbowaa uspokoi
oddech. Rzucia mu zbolae, oskarycielskie spojrzenie.
- Ten sen? - zapyta.
Przytakna, usiada i spucia nogi z ka.
- Ty?
Pokrci gow.
- Nic. Jeste pewna, e to ja je wysyam?
- Ocknlimy si w tej samej chwili - zauwaya.
- Pewnie dlatego e to ty mnie zbudzia. Spojrzaa z niechci...
- Nie traktujesz tego powanie. Zabbni palcami o ram ka.
- Nie mam problemw z opanowaniem snw, o ktrych wiem. Zapomniany sen jest
albo wyjtkowo znaczcy, albo kompletnie niewany. - Opar okcie na kolanach, a brod na
doniach. - Gdybym by wasnym pacjentem, sprbowabym poczenia snw. Zachcabym,
aby pacjent ujawni swj sen i si z nim zmierzy; popychabym go w tamtym kierunku. A
gdybym wczeniej widzia jakie urywki, byoby mi znacznie atwiej.
- Chcesz, ebym si z tob poczya?
Spojrza na Emerahl. W jej gosie pojawi si leciutki ton wahania.
- Tylko jeli nie sprawi ci to kopotu.
- Oczywicie, e nie sprawi - odpara. - Ratowae mnie dostatecznie czsto. Pora si
zrewanowa.
Umiechn si krzywo.
- Rzeczywicie pora. Pamitasz, jak si czy we nie?
- Tak. - cigna wargi. - Chocia troch wyszam z wprawy.
- Damy rad - pocieszy j. Znowu si pooy. - Zasn teraz i pocz si z tob, a

kiedy to nastpi, poka mi fragmenty tego, co widziaa. Ale nie wszystko. Twoje
wspomnienie powinno podziaa tylko jako impuls uruchamiajcy oryginalny sen. O ile jest
mj.
Zamkn oczy. ko Emerahl zaskrzypiao, kiedy si kada. Przez chwil
przewracaa si niespokojnie; w ktrym momencie nawet mrukna ze zoci, e nie moe
zasn akurat wtedy, kiedy to jest potrzebne. Ale potem jej oddech zwolni i zacz si
pogbia.
Mirar wprowadzi si w senny trans.
W stanie, jaki prbowa osign, umys dryfowa pomidzy uwolnionymi snami a
wiadom kontrol. Przypomina troch dziecko, bawice si dk w strumieniu. T dk
by umys, ktry prdy niosy, gdzie chciay, a on mg sterowa tylko delikatnymi
pchniciami albo mieszajc wod. Zawsze te mg wyj dk, gdyby zawdrowaa gdzie,
gdzie by nie chcia.
: Emerahl! zawoa.
Odpowiedziaa mu duga chwila ciszy. A potem jaki zaspany umys dotkn jego.
: Mirar? Stanowczo wyszam z wprawy. Pokaza ci teraz ten sen? zapytaa.
: Kiedy bdziesz gotowa. Nie warto si spieszy.
Zamiast j uspokoi, te sowa wzbudziy mieszanin podniecenia i lku. Przez osony
przebiy si rozbyski myli i obrazw. Zobaczy scen nieznan w szczegach, ale o znajomym kontekcie... Wspaniay, przestronny pokj. Pikne kobiety. Nie tak bardzo przystojni
mczyni, oceniajcy te kobiety.
A jednoczenie wyczuwa jej pragnienie, by co przed nim ukry, by go nie
rozczarowa. Widzia dosy, by zrozumie, co to takiego, i na chwil poczu gniew. Znowu to
robia: sprzedawaa swoje ciao mczyznom. Dlaczego sama siebie tak traktuje?
I wtedy w gbi umysu poruszya si znajoma obecno tego drugiego.
Jest ladacznic? Zaskoczenie Leiarda byo zabarwione dezaprobat.
Bywaa, od czasu do czasu, odpar Mirar, jakby j tumaczy. Zawsze z koniecznoci.
A ty... ty ju kiedy uratowae j z takiego ycia.
Tak.
Mirar uwiadomi sobie, e oderwa si od umysu Emerahl. Wyszed z sennego transu
i by ju cakiem przytomny. Od strony drugiego posania usysza westchnienie i
skrzypnicie.
- Mirar? - wymruczaa Emerahl.
Odetchn gboko, usiad i stworzy wiato. Emerahl siedziaa przygarbiona na

brzegu ka. Uniosa gow i spojrzaa mu w oczy, ale zaraz odwrcia wzrok.
- Znowu to zrobia - powiedzia.
- Musiaam. - Westchna ponownie. - cigali mnie. Kapani.
- Wic zostaa ladacznic? Ze wszystkich moliwoci musiaa wybra tak
poniajc... - Pokrci gow. - Potrafisz zmieni swj wiek, wic czemu uciekasz si do
takich rzeczy? Czemu nie staa si staruch? Nikt by na ciebie drugi raz nie spojrza.
Przecie chyba atwiej si ukry jako stara baba ni jako pikna...
- Oni szukali staruchy - przerwaa mu. - Starej zielarki. Nie mogam ju sprzedawa
lekw, a jako musiaam zdobywa pienidze.
- Wic czemu nie zostaa dzieckiem? Nikt by nie podejrzewa dziecka o bycie
czarownic, a ludzie wspczuliby ci i pomagali.
Rozoya rce.
- Przemiana bardzo mnie wyczerpuje. Wiesz o tym. Gdybym cofna si tak daleko,
byabym za saba, eby o siebie zadba. Miasto byo pene zdesperowanych dzieciakw. Musiaam sta si kim, komu kapani nie zechc si zbyt dokadnie przyglda. Czyich myli
nie bd prbowali odczyta.
- Odczyta? - Mirar zmarszczy brwi. - Kapani nie mog czyta w mylach. Tylko
Biali to potrafi.
- Mylisz si. Niektrzy mog. Jedno z dzieci, z ktrymi si zaprzyjaniam,
podsuchao rozmow kapanw. Mwili o tym, ktry mnie tropi. Powiedzieli, e moe czyta
myli i e szuka kobiety, ktrej umys jest ukryty. I to dziecko nie kamao.
Mirar poczu, e jego gniew sabnie. Jeli bogowie mog da t zdolno Biaym, to
czemu nie kapanowi ledzcemu czarownic? Westchn. To, co zrobia, mimo wszystko nie
przestawao go irytowa.
- No wic staa si moda i pikna! wietny sposb, eby nie zwraca na siebie
uwagi.
Gdy spojrzaa na niego, zauway jej powikszone z gniewu renice.
- Sugerujesz, e postpiam tak z prnoci? Albo e jestem chciwa i pragnam
piknych sukni i zota?
Popatrzy jej prosto w oczy.
- Nie - rzek. - Myl, e gdyby naprawd chciaa, moga unikn takiego ycia. Czy
cho sprbowaa czego innego?
Milczaa, ale z jej miny wywnioskowa, e nie.
- Nie - odpowiedzia sam sobie. - Cakiem jakby co ci tam cigno, cho wiesz, e

to szkodliwe. Martwi si o ciebie, Emerahl. Martwi si, e ukrywasz jak niezdrow


potrzeb krzywdzenia siebie. Jakby... jakby chciaa si ukara, moe z powodu jakiego
wstrtu do siebie...
Zmruya oczy.
- Jak miesz! Tumaczysz mi, e to krzywdzce, i masz mi za ze, e znowu wybraam
takie rozwizanie, ale sam nigdy si nie wahae przed korzystaniem z usug ladacznic!
Syszaam, jak chwalie si kiedy, e bye tak regularnym klientem ktrego zamtuzu w
Aime, e co trzeci noc dostawae za darmo!
Mirar wyprostowa si gwatownie.
- Nie jestem taki, jak ich normalni klienci - owiadczy. - Jestem... delikatny.
- I to ci wyrnia? - Tak.
- W jaki sposb?
- Inni mczyni nie s tacy delikatni. Bywaj brutalni.
- A ja umiem si broni.
- Wiem o tym, ale...
- Ale co?
- Jeste moj przyjacik. Nie chc, eby bya nieszczliwa.
- Nie uwaam tego za egzystencj tak ndzn, jak ci si wydaje - odpara. - Owszem,
nie jest to najprzyjemniejsza profesja, jak moe si zajmowa kobieta... cho niektre s
cakiem zadowolone... ale te nie jest najgorsza. Wolaby raczej, ebym siedziaa w
rynsztoku i ebraa albo cay dzie mczya si w jakim cieku czy na mietnisku za kawaek
chleba?
Wzruszy ramionami. - Tak.
Pochylia si.
- Ciekawe, co o tym myli Leiard - powiedziaa, patrzc mu badawczo w oczy. - Co
mylisz, Leiardzie?
Nie zdy zaprotestowa. Zwracajc si do Leiarda, uwolnia jego umys. Mirar
straci kontrol nad ciaem. Teraz mg tylko obserwowa.
- Uwaam, e Mirar jest hipokryt - owiadczy spokojnie Leiard.
Emerahl umiechna si z satysfakcj.
- Naprawd?
- Tak. Wielokrotnie sam sobie przeczy. Kilka miesicy temu powiedzia mi, e nie
chce duej istnie, a teraz wydaje si, e jednak tego pragnie.
Przyjrzaa mu si zdziwiona.

- Tak mwi?
- Tak. Uwaasz, e to on jest prawdziw osob, a ja nie. Wic teraz on rwnie w to
wierzy.
Stracia pewno siebie.
- Jestem gotowa uzna tez przeciwn, Leiardzie. Ale musisz to udowodni.
- A jeli nie zdoam? Czy powicisz mnie, aby zachowa swojego przyjaciela?
Mina duga chwila, nim odpowiedziaa.
- A co by wola? Leiard spuci gow.
- Jestem rozdarty... - Umiechn si z tego niezamierzonego artu. - By moe dla
wielu byoby lepiej, gdybym przesta istnie. Ale przekonaem si, e wcale nie lubi byego
przywdcy mojego ludu. Nie jestem pewien, czy to rozsdne, by naraa wiat na jego
ponown obecno.
Uniosa brwi, a potem zaskoczya Mirara i Leiarda, wybuchajc miechem.
- Wychodzi na to, e nie jestem jedyn osob, ktra samej siebie nienawidzi! Czyby
dawa zy przykad, Mirarze?
Mirar odetchn z ulg, kiedy odzyska panowanie nad ciaem. Emerahl spojrzaa na
niego podejrzliwie.
- Wrcie?
- Istotnie.
- Czyli wystarczy uy waszych imion... Zwrci si do jednego albo drugiego.
Ciekawe. - Uniosa gow. - Dlaczego mi tego nie powiedziae?
Wzruszy ramionami.
- Nieczsto zwracaa si do Leiarda, dlatego przez wikszo czasu to ja
dysponowaem ciaem.
- Jak niby mam ci pomc, jeli nie mwisz mi wszystkiego?
- Wol sprawowa kontrol. Zmruya oczy.
- Czy a tak, eby zniszczy umys innego czowieka? Nie odpowiedzia. Da jej ju
do powodw do nieufnoci.
Pewnie by mu teraz nie uwierzya. Nie by pewien, czy sam by uwierzy.
- Id spa - poinformowaa. - I nie chc, eby mi ktokolwiek przeszkadza.
Pooya si i odwrcia. Jej plecy byy niczym wyrzut.
- Emerahl... Nie reagowaa.
- Kapani nie mog czyta w mylach. Mog si porozumiewa przez swoje
piercienie, ale nic wicej. By moe spotkaa jakiego niezwykle Obdarzonego albo

takiego, ktremu bogowie dali t umiejtno. Ale kiedy ju si od niego oddalia, nie byo
powodu...
- pij ju, Mirarze.
Pooy si i westchn z nadziej, e do rana mu wybaczy.

7
Kiedy platten znowu zwolni, Danjin westchn.
- Pomyle, e kiedy lubiem Festiwale Lata - mrukn. - Jak to wytrzymuj kapani i
kapanki?
Auraya zachichotaa.
- Na dotarcie gdziekolwiek przeznaczamy cztery razy wicej czasu ni normalnie.
Nigdy wczeniej nie przebijae si przez tumy?
- Pieszo - odpar. - Tam gdzie mieszkam, witujcy nie blokuj ulic. Nie otaczaj te
i nie zatrzymuj kadego przejedajcego plattenu wityni.
Umiechna si.
- Trudno nam si skary, kiedy robi to, by wpaci co na ofiar.
Brzk w skrzynce ofiarnej plattenu zaakcentowa jej wypowied.
- Przecie si na to nie skar. Wolabym tylko, eby swoje ofiary zostawiali w
wityni, jak wszyscy, zamiast zatrzymywa witynne platteny.
- Skada ofiary w wityni? Jak bogaci i wani? - spytaa drwico. - Pijani biedacy
mieliby si ociera o pijanych bogaczy?
Zmarszczy nos.
- Nie, chyba nie mona do tego dopuszcza. - Nagle si rozpromieni. - Powinien by
wyznaczony dzie ofiar dla bogatych i inny dla caej reszty.
Pokrcia gow.
- Gdybymy to ogosili, zjawiby si taki tum, e w ogle bymy nie mogli wyjecha.
Wanie z powodu toku w wityni witujcy zaczli przed laty zatrzymywa powozy.
Teraz byoby gorzej. - Wzruszya ramionami. - Pijani na ulicach zawsze odczuwali
gwatown ch dawania nam pienidzy albo podarunkw. Trudno ich zniechci, zreszt
zwykle trwa to jeszcze duej. Dlatego umocowalimy do naszych plattenw skrzynki na
ofiary. To najlepsze rozwizanie.
- Ale co by si stao, gdybymy musieli szybko gdzie dotrze?
- Opuciabym oson i poprosia, eby zeszli z ulicy.
- Posuchaliby? Co drugi jest przecie pijany jak bela.
- Owszem, jest - przyznaa ze miechem. - To w kocu wito. - Odsuna klap i
wyjrzaa na zewntrz. - Przyjemnie jest widzie tak wielu szczliwych ludzi. To pozwala
wierzy, e nie wszyscy zginli na wojnie i e nadal potrafi si cieszy.

Danjin opad na siedzenie.


- Tak, chyba masz racj. Nie mylaem o tym w taki sposb. Chyba po prostu jestem
niecierpliwy.
Nagle platten ruszy szybciej. Skrcili, a brzk wrzucanych do skrzynki monet ucich.
Danjin wyjrza przez klap po swojej stronie.
- Nareszcie - mrukn. - Dotarlimy do cywilizacji.
Wzdu ulicy wyrastay rezydencje bogaczy. Droga do wityni bya jedyn arteri
miasta, na ktr strae nie dopuszczay witujcych. Zamiast tego staa tu duga kolejka
piknie zdobionych powozw. Bogacze gardzili skrzynkami ofiarnymi, woleli zamiast tego
demonstracyjnie odwiedza wityni.
- Tam stoi powz rodziny Titherw - zauway Danjin z trosk w gosie. - Spjrz na
rozmiary tych kufrw! Nie sta ich, eby tyle przeznacza na ofiar!
Auraya zerkna nad jego ramieniem. Signa umysem i odczytaa myli starszej
pary w plattenie Titherw.
- Pierwszy kufer jest peen naczy, w drugim s koce, w trzecim oliwa - powiedziaa. Ta - Tither ma te skromn ilo zota.
- Ach... - Danjin odetchn z ulg. - Czyli to wszystko na pokaz. Mam nadziej, e
bogowie si nie obra.
- Pewnie, e nie - zamiaa si Auraya. - Nigdy nie dali, ani nie oczekiwali od
swoich wyznawcw pienidzy. Ludzie sami wpadli na taki pomys. Tumaczylimy im, e
oddawanie swoich dochodw na ofiar bogom nie gwarantuje po mierci miejsca u ich boku,
ale nadal to robi.
- Na wszelki wypadek - uzna Danjin. - Ale witynia miaaby problemy, gdyby
przestali. Trzeba przecie ubra, nakarmi i da mieszkanie wszystkim kapanom i
kapankom. I jeszcze pomaga ubogim.
- Wymylilibymy co innego. - Auraya wzruszya ramionami. - Jednak ta tradycja ma
te inne dobre strony. Jeden z farmerw w mojej wiosce oddaje lokalnej wityni wiksz
cz swoich zarobkw, a potem prawie wszystko odbiera z powrotem zim. Twierdzi, e w
przeciwnym razie za szybko wydaje pienidze i e oddanie ich pod opiek kapanowi to
najlepsza ochrona przed kradzie.
- Bo kapani maj na og silniejsze Dary ni ktokolwiek inny - domyli si Danjin.
Wydawa si teraz spokojniejszy, zauwaya Auraya. Wracali ze szpitala w jednej z
uboszych dzielnic. Jako przedstawiciel wyszych klas miasta mia powody, by si tam
denerwowa. Gdyby tak ubrany przyby sam, prawdopodobnie zostaby okradziony.

O tej porze roku mia nawet wiksze powody do ostronoci. Festiwal Lata nazywany
by take Festiwalem Zodziei.
Rabusie, rzezimieszki i bandyci na wszelkie sposoby atakowali wyznawcw, albo
napadajc na nich, kiedy szli zoy ofiar, albo wamujc si do mieszka w poszukiwaniu
oszczdnoci odoonych na wito.
Zeszego roku sprytny mody zodziejaszek zarobi fortun, przekradajc si do
plattenw wityni. Wierci otwory w dnach skrzynek ofiarnych i zabiera monety.
Pocztkowe sukcesy day mu nadmiar pewnoci siebie i ostatniego dnia festiwalu, kiedy
rozeszy si opowieci o kradzieach, zosta schwytany i pobity na mier przez
rozwcieczonych wyznawcw.
- Chyba jestemy ju blisko - mrukn Danjin, wygldajc spod osony plattenu.
Auraya przymkna oczy i przyjrzaa si mylom ludzi w pobliu. Z umysu wonicy
wyczytaa, e zbliaj si do bramy wityni. I nagle wychwycia strzp gniewu w powozie
przed nimi. Wsuchaa si dokadniej i odkrya, e pasaerk plattenu jest Terena Spicer,
matrona jednego z najbogatszych i najpotniejszych rodw w miecie. Auraya z rozbawieniem i pewnym niepokojem przekonaa si, e w gniew skierowany jest przeciwko niej.
Zaintrygowana, obserwowaa gonitw myli kobiety. Ledwie zauwaya, kiedy
przejechali przez bram i Danjin oznajmi, e s ju w wityni. Dopiero kiedy platten
zahamowa, wyrwaa si z zamylenia.
Wysiedli. Brukowany plac by zastawiony plattenami, a Terena Spicer jeszcze nie
wysza z powozu. Auraya skina na Danjina i ruszya do Wiey.
Doradca szed za ni z umysem penym niezadanych pyta. Pomylaa, czy nie
przystan i nie wyjani mu sytuacji, ale nie byo na to czasu. Kiedy zbliyli si do celu,
pobienie zerkna w myli ludzi w komnacie darowizn - jaka rodzina wanie zoya ofiar
i miaa wychodzi.
Otworzya drzwi i wesza do rodka.
Jej przybycie zaskoczyo wszystkich. Wysoki kapan i czterech zwykych kapanw
siedziao przy dugim, masywnym stole. Rodzina wiernych staa ju przy drzwiach. Auraya
umiechna si i skonia wszystkim.
- Nie przeszkadzajcie sobie.
- Ta - Glazer wanie wychodzi, Aurayo z Biaych - poinformowa wysoki kapan,
wykonujc znak krgu. - Zoy bardzo hojn darowizn.
- W rzeczy samej - potwierdzi z godnoci starszy mczyzna.
Wykona oburcz formalny znak krgu, po czym przepuci rodzin przed sob i

wyszli. Kiedy drzwi si zamkny, kapan spojrza pytajco na Auray.


- Przyszam, bo chc si przyjrze jednemu z goci - wyjania i stana z boku.
Kapan kiwn gow. Dwaj inni wstali, magicznie unieli skrzynie pozostawione
przez darczycw i pchnli je w powietrzu ku drzwiom po drugiej stronie sali.
Auraya zwrcia si do Danjina, ktry nie mg tutaj zosta. Ofiary musiay pozosta
tajemnic.
- Lepiej zaczekaj tam... - Wskazaa drzwi, za ktrymi znikny skrzynie. - Chc, eby
sucha, jeli zdoasz.
Przytakn, po czym wyszed i zamkn za sob drzwi. Z jego myli dowiedziaa si,
e przyciska do nich ucho.
Jeszcze troje goci zjawio si i odeszo, nim wkroczya Terena Spicer, zaciskajc
wargi w wyrazie dezaprobaty. Zamaszystym krokiem podesza do stou i ze stukiem postawia
na nim niewielk szkatuk. Dumnie omiota wzrokiem pokj i otworzya usta, by wygosi
przygotowan mow.
Ale kiedy zauwaya Auray, jej wyniosa mina ustpia wyrazowi przeraenia.
Biaa umiechna si i uprzejmie skina jej gow. Kobieta przekna lin,
odwrcia wzrok, po czym si cofna. Wysoki kapan pochyli si i otworzy szkatuk. Nie
zmieni wyrazu twarzy, ale pozostali unieli brwi. Wewntrz leaa jedna zota moneta.
W mylach Tereny panowa chaos. Najwyraniej nie moga wygosi przemwienia,
ktre zaplanowaa. Obecno Aurai przypomniaa jej, e protestujc przeciwko dzieom
Biaej, moe sprzeciwia si woli bogw. Nastpia wewntrzna walka i powd, by milcze,
odnis minimalne zwycistwo nad powodem, by mwi.
Auraya odczekaa, a kapani przeka zwyke wyrazy wdzicznoci. Terena
wymamrotaa typowe odpowiedzi. Rytua zosta dopeniony i odwrcia si, by wyj.
Nie tak szybko, pomylaa Auraya.
- Ma - Spicer - odezwaa si gosem agodnym i zatroskanym. - Nie mogam nie
zauway twego zdenerwowania, kiedy tu przybya. Wyczuwam te, e zamierzaa omwi
przyczyn swego wzburzenia z obecnymi tu kapanami. Prosz, nie wahaj si z wyraeniem
swego zdania. Nie chciaabym, by skrywaa ze uczucia wobec nas.
Terena zaczerwienia si i powoli odwrcia. Przesuna wzrok od kapana do kapana,
by w kocu popatrze na Auray. Kiedy zbieraa si na odwag, Bia ogarn pewien
podziw.
- Rzeczywicie zamierzaam powiedzie, co myl - owiadczya. - Zmniejszyam w
tym roku swoj darowizn, by zaprotestowa przeciwko temu gniazdu tkaczy snw, ktre

nam budujesz. Nasi synowie i crki nie powinni si spotyka z tymi... brudnymi poganami.
Kapani odwrcili si i spojrzeli wyczekujco na Auray. Zamiaa si w duchu,
widzc ich gorliwo. To pewnie najbardziej ekscytujce wydarzenie, jakie przytrafio im si
od wielu dni.
Ruszya naprzd i zatrzymaa si kilka krokw przed kobiet.
- Zostawcie nas - polecia.
Wstali i wyszli rzdem do magazynu darowizn, zjednoczeni w swym rozczarowaniu.
Kiedy zniknli, Terena nie potrafia ukry lku. Unikaa wzroku Aurai. Rce jej si trzsy.
- Rozumiem twj niepokj, Tereno Spicer - powiedziaa Auraya uspokajajco. - Przez
dugie lata namawialimy cyrklian do unikania tkaczy snw. W przeszoci byo to konieczne,
by ograniczy ich wpywy. Teraz niewielu ju chciaoby wybra ich sposb ycia, wic
tkacze nie stanowi zagroenia dla wyznawcw prawdziwych bogw. Ale ci, ktrzy
wybieraj t sekt, czsto s rozczarowanymi albo zbuntowanymi modymi ludmi. I kiedy
takich ludzi zacznie kusi ycie tkacza snw, przyjd do naszego szpitala, eby ich zobaczy.
A wtedy zobacz rwnie naszych kapanw i kapanki. Przekonaj si, e nasi uzdrowiciele
s tak samo, jeli nie bardziej potni od tkaczy. Bd mogli ich porwna i zrozumiej, e
jedno ycie prowadzi do zbawienia duszy, a drugie nie.
Kobieta patrzya na Auray. I cho niechtnie, przyznawaa racj jej sowom.
- A co z tymi, ktrzy nadal bd pragn ycia tkacza snw?
- Kiedy zobacz ju to wszystko? - Auraya ze smutkiem pokrcia gow. - Tacy
ludzie szukaliby do skutku i znaleliby tkaczy mimo wszystko. W ten sposb zachowujemy
szans, by prbowa skoni ich do powrotu. Bdziemy wzywa ich agodnie, ale uparcie, nie
dajc powodu, by nas nienawidzili i si opierali. Gorzej, gdyby kusio ich ycie pentadrian...
Pozostawia zdanie niedokoczone. Niektrzy ludzie po prostu musz kogo
nienawidzi, wic lepiej skierowa t wrogo przeciw pentadrianom ni przeciw tkaczom.
Ma - Spicer spucia wzrok i kiwna gow.
- To rozsdne.
Auraya przytkna palec do warg.
- Tak samo jak zachowanie tych wiadomoci dla siebie, Ma - Spicer.
- Rozumiem. Dzikuj... za rozwianie moich niepokojw. Mam nadziej... mam
nadziej, e ci nie uraziam.
- Wcale. - Auraya umiechna si. - Moe teraz bdziesz si lepiej bawi w trakcie
tych wit.
Terena w pumiechu uniosa kcik ust.

- Sdz, e tak. Dzikuj ci, Aurayo z Biaych. Wykonaa formalny znak krgu i
ruszya do drzwi, znowu dumnie wyprostowana. Auraya z Biaych zwierzya si Terenie
Spicer... Ale w kocu, dlaczego nie?
Auraya zachichotaa, kiedy kobieta znikna na korytarzu. Ani przez moment nie
wierzya, e Terena Spicer powstrzyma si od powtrzenia tego, co usyszaa, kilkorgu
zaufanym przyjacioom. Za par dni ta wiadomo obiegnie cae miasto.
Zastukaa w drugie drzwi. Wyszed Danjin z obojtn min. Z jego myli wyczytaa,
e sysza prawie wszystko. Po nim szli kapani, troch uraeni, e pozwolono mu
podsuchiwa; wierzyli jednak, e Auraya miaa swoje powody, by tak uczyni.
Auraya podzikowaa im i wysza ze swym doradc.
- Na pewno chcesz, eby ludzie si o tym dowiedzieli? - mrukn Danjin, kiedy
wyminli tum i skierowali si do kolistej ciany w rodku sali.
- Zwykli cyrklianie nie pogodz si z istnieniem szpitala, jeli nie uznaj, e co na
nim zyskujemy - odpowiedziaa spokojnie. - Pokj i tolerancja to niedostateczny powd, podobnie jak wiara, e cokolwiek robi, ma aprobat bogw.
- A jeli oni to usysz?
- Tkacze snw? - Auraya umiechna si smutnie. - Oni ju przyjli moj propozycj.
Przegosowali j, a teraz nie bd organizowa nastpnego gosowania z powodu zwykej
plotki. Zrozumiej, mam nadziej, e kamstwo o naszych uzdrowicielach, ktrzy im
dorwnuj, oznacza, e naprawd nie mamy takich intencji. Gdybymy chcieli pokaza, e
jestemy nie tylko rwni, ale nawet lepsi od nich, nie otwieralibymy takiego szpitala.
- Chyba e nasi uzdrowiciele stan si tak sprawni jak oni. Naprawd nie boisz si, e
dostrzeg to zagroenie i odkryj twj plan?
Skrzywia si.
- Bd si czuli bezpiecznie, pki nie bdziemy prbowali uczy si ich technik czy
mylowych. A zanim zaczniemy, za wiele lat, sukces przedsiwzicia sprawi, e dawno
zapomn o zagroeniu.
Danjin unis brwi.
- Oby miaa racj.
- Mam nadziej.
Dotarli do ciany porodku sali. Otaczaa podwyszony fragment podogi z otworem,
przez ktry zwisay grube acuchy. Po jednej stronie w gr prowadziy spiralne schody, ale
Auraya zignorowaa je. Skina kapanowi stojcemu u stp schodw, a ten wykona znak
krgu.

Po chwili acuchy si przesuny i rodkiem klatki schodowej zacz si opuszcza


metalowy dysk. Kiedy min poziom sufitu, powoli ukazaa si dua elazna klatka. acuch,
na ktrym wisiaa, znika gdzie w grze.
Klatka opada na sam d, a kapan podszed i otworzy drzwiczki przed Auray i
Danjinem.
- Czy miae jakie sny dotyczce szpitala? - spytaa, kiedy ruszyli w gr.
- Sny? Czy ty... Czy sdzisz, e sprbuj z moich snw odczyta twoje intencje? - By
wyranie wzburzony. - Przecie amaliby prawo!
- Wiem. No wic ni ci si szpital? Pokrci gow.
- Musz si liczy z tym, e sprbuj. Ja bym zaryzykowaa na ich miejscu.
Rozmawiaam o tym z Juranem - powiedziaa. - Zasugerowaam, ebymy wbudowali tarcz
osaniajc myli nosiciela w nowy piercie czcy, ktry ma zastpi ten zabrany przez
pentadrian. Nie zablokuje ona mojego umysu, oczywicie, w przeciwnym razie piercie w
ogle nie miaby sensu.
- Planujesz, ebym to ja go nosi? - Nie potrafi ukry skrpowania.
Auraya powstrzymaa umiech. Po powrocie z wojny Danjin odkry na nowo uroki
maeskiego poycia. Nie zdawa sobie sprawy, jak czsto jego myli dryfoway ku takim
marzeniom, a ona nie miaa serca mu tumaczy, e piercie czcy raczej nie zdradzi
wicej, ni ju odczytaa z jego myli.
- Tak, piercie jest dla ciebie - odpara. - Chocia od czasu do czasu poprosz ci
pewnie, eby przekaza go komu innemu.
Klatka zatrzymaa si. Auraya otworzya drzwiczki i wysiedli.
- Nie martw si, Danjinie. - Mrugna do niego. - Uszanuj twoj prywatno.
Zaczerwieni si i pospiesznie odwrci wzrok. Auraya z umiechem ruszya do
swoich pokojw.
Emerahl skoncentrowaa si na umyle Mirara. Z pocztku nie wyczua niczego, ale
po chwili do jej zmysw dotaro uczucie niecierpliwoci i niepewnoci.
- Wykrywam ci - oznajmia. - Ze znudzenia opucie tarcz.
Westchn ciko i przewrci oczami.
- Jak dugo bdziemy to powtarza? Jestem godny.
- Tarcza nie moe by na chwil. Musisz osign stan, kiedy bdzie uniesiona przez
cay czas, kiedy potrafisz j utrzyma bez udziau wiadomoci. Sprbuj jeszcze raz.
Jkn.
- Moemy najpierw zje?

- Nie. Dopki potrafi wykry jakiekolwiek emocje. Jeszcze raz.


Wyczua zniechcenie, potem upr, a potem zdarzyo si co dziwnego. Przez moment
jego emocje zaniky cakowicie i zaraz pojawio si zdziwienie. Zmieni pozycj z plecej
na siedzc.
Mirar nigdy nie siedzi tak... tak symetrycznie, pomylaa. Zawsze si opiera...
Patrzc mu w oczy, dostrzega ostrono i rezygnacj.
- Leiard? To ty?
- To ja - potwierdzi.
Nawet ton gosu mia rwny i obojtny.
- Jak?
Wzruszy ramionami.
- Wydaje mi si, e chcia by nieobecny.
- Uciek? - poczua, e wzbiera w niej rozbawienie. Zamiaa si krtko. - Mirar uciek
z moich lekcji! Ha! Co za tchrz!
Kciki ust Leiarda uniosy si nieco - grymas najbliszy umiechu, jaki u niego
widziaa. Spowaniaa natychmiast i przyjrzaa mu si z namysem.
- Nie myl, e nie lubi twojego towarzystwa, Leiardzie - powiedziaa. - Ale nie mog
pozwoli, eby Mirar bawi si w wagary za kadym razem, kiedy moje lekcje uzna za zbyt
trudne. Musimy dopilnowa, eby wicej tego nie robi.
Leiard unis brwi.
- A jak mgbym go przekona, twoim zdaniem?
- Opowiadajc mi o nim. Powiedz mi o rzeczach, ktre on wolaby przede mn ukry.
Jakie straszliwe czyny planowa?
Leiard spospnia, ale wyczua w nim zainteresowanie. Najwyraniej mia sporo do
opowiadania.
- Ale czynic to, musiabym wyzna ci wszystko o moim... szalestwie.
Zamrugaa zdziwiona.
- Ty i szalestwo? Nie wygldasz mi na kogo, kto ulega szalestwom.
- Ach, ulegem jednak, a on bdzie si dobrze bawi, suchajc, jak o tym opowiadam.
Co raczej nie doprowadzi ci do celu.
Pochylia si zaintrygowana.
- Wrcimy do tego pniej. - Przypomniaa sobie rozmow, ktr podsuchaa w lesie
krtko przed dotarciem do jaskini. - Czy chodzi o kobiet?
Leiard drgn i popatrzy na ni podejrzliwie.

- Opowiedzia ci?
- Nie. Ale pamitaj, sama jestem kobiet. Wyczuwamy takie rzeczy. Nic tak jak
mio nie potrafi doprowadzi czowieka do szalestwa. Moe... - Zrezygnowaa z
artobliwego tonu. - Moe kobiece ucho z wikszym zrozumieniem przyjmie twoj opowie.
Nie wyobraam sobie, eby Mirar by dobrym suchaczem.
Leiard parskn cicho.
- W ogle tego nie aprobowa.
Mirar nie aprobowa kobiety? To ciekawe...
- No wic ... Czy ta kobieta miaa jakie imi?
Tkacz snw spojrza na ni. Nigdy nie widziaa u Mirara tak udrczonej twarzy wyglda z ni obco. Myla dugo, zanim znw si odezwa.
- Musisz przysic, e nigdy nie pozwolisz, by ktokolwiek inny je pozna.
- Przysigam - odpowiedziaa z powag.
Spuci gow, wpatrujc si we wasne donie. Czua, jak narasta w niej napicie. Nie
moga si doczeka... Powiedz mi, pomylaa.
- Kobieta, ktr kochaem... ktr kocham... - zacz gosem tylko odrobin
goniejszym od szeptu - ...to Auraya z Biaych.
Auraya z Biaych! Emerahl patrzya na niego oszoomiona. Ogarn j nagy chd,
jakby kto wyla jej na gow kube lodowatej wody. Przez chwil nie bya zdolna do
mylenia.
Jedna z Wybracw! Nic dziwnego, e Mirarowi si to nie podobao!
Teraz, kiedy ju zdradzi jej imi, w Leiardzie pka tama powstrzymujca potop sw.
Wylaa si caa historia: jak by nauczycielem i przyjacielem maej Aurai; jak wyruszy do
Jarime i da si oczarowa kobiecie, ktr si staa; jak mianowaa go doradc Biaych z
ramienia tkaczy snw i jak doszo do tej nocy szalestwa, zanim wyruszya do Si.
Opowiedzia o swojej rezygnacji, co miao pozwoli zachowa romans w tajemnicy, o coraz
silniejszej obecnoci Mirara w umyle, o tym, jak zagroenie wykryciem nie przeszkodzio
mu siga do niej w snach. Z poczuciem winy mwi o powrocie do romansu, kiedy Auraya
wdrowaa z armi, potem o odkryciu go przez Jurana, o ucieczce i sugestii Mirara, e
przejmie ciao. O tym, jak Auraya znalaza Mirara w obozie wdrownego zamtuzu. W kocu
opowiedzia o sennym poczeniu, ktre ujawnio mu, e Auraya widziaa go z prostytutk i
teraz uwaaa, e j zdradzi.
Kiedy skoczy, pogry si w smtnym milczeniu.
- Rozumiem - powiedziaa Emerahl tylko po to, eby co powiedzie. Potrzebowaa

czasu, by sobie przemyle ca t szokujc opowie. - Ale historia...


- Mirar mia racj - owiadczy stanowczo Leiard. - Naraziem swj lud.
Emerahl rozoya rce.
- Bye zakochany...
- To adne usprawiedliwienie.
- Wystarczajce. Ale czego nie rozumiem. Auraya musiaa widzie Mirara w twoim
umyle. I z pewnoci j to zaniepokoio.
- Wiedziaa, e wspomnienia cza w mojej gowie manifestuj si jako osobowo, z
ktr czasami rozmawiam. Nie wierzya, e Mirar naprawd istnieje. Nigdy nie widziaa, jak
opanowuje ciao.
- Potrafi zrozumie, e chciaa w to wierzy. Mio kae nam znosi rzeczy, ktre
normalnie bymy odrzucili. Z pewnoci Juran nie uwierzy.
Leiard wzruszy ramionami.
- Uwierzy. Moe tylko dlatego e byo to dla niego uyteczne, a Mirar nie zdradzi
swej zdolnoci do przejcia kontroli. Dopiero pniej...
Wyranie nie rozpozna ciaa Mirara, mylaa Emerahl. Czyby wspomnienia Jurana
wyblaky przez ostatnie sto lat? A moe Mirar zmieni si nie do poznania?
Zadraa, uwiadamiajc sobie, jak blisko byo wykrycia Mirara. Bogowie musieli
zaglda do jego umysu, moe wiele razy, a jednak go nie rozpoznali. Chyba e... Chyba e
rozpoznali, ale nie przejli si, bo wiedz, e to Leiard jest prawdziwym wacicielem ciaa...
Mimo to z pewnoci nie dopuciliby do romansu midzy ich Wybrank i kim z
tkaczy snw. Dlaczego na to pozwolili? Moe bali si, e utrac zaufanie i lojalno Aurai?
Albo liczyli na to, e Leiard potwierdzi ich fataln opini o tkaczach snw? Auraya moe ich
teraz nienawidzi z powodu zdrady kochanka.
Zmarszczya czoo, gdy nowa myl wpada jej do gowy.
- Mwie, e zobaczya ci z prostytutk, ale to Mirar panowa nad ciaem. Z
pewnoci, skoro nigdy przedtem nie widziaa, jak sprawuje kontrol, nie powinna ci
rozpozna. A raczej powinna zrozumie, e ma do czynienia z nim, a nie z tob.
- Nie zastanawiaem si nad tym. To... zagadka.
- Tak. Musicie by dostatecznie podobni, by obu was widziaa jako t sam osob mwia powoli Emerahl. - Gdyby miaa okazj, moe zauwayaby rnic, ale w owej chwili
bya pewnie zaszokowana tym, co zrobie. Moga uzna, e nie znaa ci tak dobrze, jak jej
si wydawao.
- Na pewno nie zrobibym tego, co on - owiadczy stanowczo.

Przyjrzaa mu si w zamyleniu.
- Nie. Pod tym wzgldem jeste cakiem inny od Mirara.
- Dlaczego tak go lubisz, skoro jest taki niegodziwy?
- Dlatego, e jest. - Rozemiaa si. - To obuz, trudno zaprzeczy. Ale cho jego
moralno jest do wtpliwej natury, to jednak dobry czowiek. - Zmruya oczy. - Wiesz o
tym, jak sdz.
Odwrci wzrok.
- Wiem, e kiedy by bardziej... umiarkowany, jeli chodzi o kobiety. Myl, e to
czas go zmieni. Szuka wrae fizycznych, aby sam siebie przekona, e yje. e nadal jest
istot fizyczn. Nie bogiem.
Patrzya zaskoczona, zaniepokojona t sugesti. Bogowie oskarali Mirara, e udaje
boga. Teraz Leiard uwaa, e Mirar tak si zachowuje, by si upewni, e nim nie jest...
- Wierz ci, kiedy mwisz, e przyczenie si do zamtuzu byo konieczne - doda. Uwaaa, e kapani s bardziej niebezpieczni ni w rzeczywistoci. Zastanawiam si te,
czy niewiadomie nie szukasz tego samego potwierdzenia co Mirar. Chcesz pewnoci, e
jeste istot fizyczn, nie bogiem. Ladacznica...
- Mirarze - przerwaa mu. - Koniec przerwy. Wracaj do mnie.
Zesztywnia i zaraz si rozluni. Kiedy zogniskowa wzrok, zmarszczy brwi i
spojrza na ni kpico.
- Jestem obuzem, tak?
Ku swojemu zaskoczeniu, poczua, e jej puls przyspiesza.
Chocia to adna niespodzianka. Mirar zawsze umia wzburzy we mnie krew.
Wyglda na to, e wci to potrafi, nawet po tylu latach. A moe wanie dlatego e mino
tyle czasu...
Cigle jednak wyczuwaa jego emocje i widziaa, e sobie artuje. Stara si odwlec
powrt do lekcji osaniania umysu.
Z wysikiem przybraa powan min.
- Do tych pogaduszek - rzeka. - Nie zamierzam wiecznie tkwi w tej jaskini, wic
jeli nie chcesz zosta sam i ywi si owadami, ktre tu zabdz, lepiej we si do pracy.
Przygarbi si.
- Och, no dobrze.

8
Schody cigny si w nieskoczono. Imi bolay nogi, ale patrzya na plecy swojego
ojca i wytaa siy, zaciskajc zby, by powstrzyma si od skarg.
Ostrzega mnie, mylaa. Mwi, e wspinaczka do stranicy zajmuje cae godziny. A
potem trzeba zej z powrotem. Tylko e nastpnym razem nie bd musiaa schodzi.
Nastpnym razem odpyn i wrc przez Wrota.
W tunelu odbijay si echem cikie oddechy dorosych. Teiti wygldaa, jakby co j
bolao. Za to stranicy chyba niele si bawili. Ci, ktrzy regularnie towarzyszyli krlowi,
byli przyzwyczajeni do wysiku. Ci, ktrzy zwykle pilnowali Imi, cieszyli si z rzadkiej
okazji zobaczenia miejsca, ktre nielicznym tylko dane jest oglda.
Teiti zacza ju sapa, co zawsze poprzedzao prob o odpoczynek. Imi poczua
rwnoczenie irytacj i ulg. Nie chciaa si zatrzymywa, chciaa, eby schody si
skoczyy.
- Ju niedaleko - rzuci przez rami ojciec.
Ciotka przystana, ale wzruszya ramionami i posza dalej. Serce Imi bio
niecierpliwie. Nastpne minuty wydaway si dusze od godzin, jakie mieli ju za sob.
Wreszcie ojciec si zatrzyma, a ona wyjrzaa zza niego i zobaczya, e stoi przed lep
cian.
Nie byo drzwi. Zdziwiona, zerkna na pozostaych. Wszyscy spogldali na niewielk
klap w stropie.
Ojciec przeszed na bok, gdzie we wnce - podobnej do mijanych wczeniej po drodze
- stao kilka glinianych naczy z wod. Rozda je wszystkim. Imi z wdzicznoci ochlapaa
skr, a potem si napia. Woda bya troch stcha, ale smakowaa po dugiej wspinaczce.
Przyjrzaa si klapie. Zauwaya zardzewiae klamry i oparty o cian ciki drg.
Domylia si, e gdyby napastnicy odkryli tunel, drg mona wsun w klamry i zablokowa
klap.
Na sygna krla, jeden ze stranikw podnis rk i zapuka. Zapamitaa rytm - dwa
szybkie stuknicia, trzy z przerwami i znowu dwa szybkie. Klapa si otworzya i z gry
wyjrzeli dwaj uzbrojeni mczyni. Za nimi widziaa olepiajcy bkit nieba.
Potem jeden z nich znikn na chwil i wrci z drabin, ktr opuci do tunelu. Krl
posa najpierw dwch stranikw, potem wspi si sam. Na grze obejrza si i z umiechem
skin na Imi.

Postawia nog na szczeblu i ruszya w gr. Obolae stopy protestoway po dugim


marszu, ale tylko zacisna zby. Kiedy dotara do otworu, ojciec zapa j w talii i wcign.
Zamiaa si zaskoczona, ale ucieszona.
Ojciec stkn aonie.
- Robisz si ju troch za cika - stwierdzi i rozmasowa krzy.
Wyprostowa si, westchn i popatrzy w dal.
Imi rozejrzaa si z zaciekawieniem. Staa na kawaku paskiej ziemi pomidzy
kilkoma wielkimi gazami. Byy zbyt wysokie, by cokolwiek nad nimi zobaczya.
Podskoczya w miejscu i dostrzega morze i horyzont.
- Moe j podnios, wasza wysoko? - zaproponowa jeden z bardziej krzepkich
gwardzistw ojca.
Krl skin gow na znak zgody.
- Tak. Ale tylko dopki si nie zmczysz. Gwardzista umiechn si do Imi.
- Odwr si, ksiniczko.
Tak zrobia i poczua, jak jego wielkie donie chwytaj j w pasie. Podnis j,
posadzi sobie na szerokim ramieniu i tam przytrzyma.
Miaa teraz lepszy widok ni inni. Ze wszystkich stron po horyzont rozcigao si
morze; widziaa wyspy Borra, tworzce ogromny piercie w bkitnej wodzie, widziaa te
kamieniste zbocze, opadajce z miejsca, gdzie stali, ku pasmu lasu i biaej play.
- Czy mona dosta si tutaj z brzegu? Ojciec zamia si.
- Tak, ale to nie byoby atwe. Teren wznosi si stromo, a kamienista powierzchnia
jest liska. Ostatnie sto krokw do szczytu to nagie skay ze wszystkich stron. eby si tu
wspi, potrzebowaaby lin i kotwiczki.
Imi poczua ucisk rozczarowania w odku. Jej plan, by dosta si tutaj, tumaczc, e
chce pooglda gwiazdy, a potem wymkn si i zbiec do play, nie mg si uda. Ale
przyja to te z pewn ulg. Wspinaczka zaja im tak duo czasu, e nawet jeli na zewntrz
wszystko by wygldao tak, jak sobie wyobraaa - dugi agodny stok do samego brzegu byaby zbyt zmczona, by przebiec ten dystans.
Musz wymyli jaki inny plan, uznaa.
Zostali tam jeszcze p godziny, a ojciec pokazywa jej z gry rozmaite ciekawe
miejsca. Na wzmiank o piratach, Imi zacza wpatrywa si w horyzont. Pilnie suchaa
opisw pirackich statkw na wypadek, gdyby si z jakim spotkaa w drodze po morskie
dzwonki.
Po pewnym czasie jej skra staa si nieprzyjemnie sucha. Ktem oka zauwaya, jak

Teiti ukradkiem szturcha ojca i kiwa gow. Krl owiadczy, e pora ju wraca.
Kiedy zeszli do tunelu, moga zwily skr. Gwardzista, ktry j podnis,
zaproponowa, e zniesie j na sam d. Obejrzaa si na ojca z nadziej.
- No dobrze - zgodzi si z umiechem. - Tylko nie rozbij sobie gowy o sufit.
Wspia si gwardzicie na plecy i opara mu gow na ramieniu, udajc, e jest senna.
I zacza ukada nowy plan wymknicia si opiekunom i ucieczki z miasta.
Krzywizny alejek w ogrodach wityni byy bez skazy. Ilekro Auraya przygldaa si
im z wysoka, troch j odpycha ten przesadnie uoony i uporzdkowany wygld. W
porwnaniu z naturalnym, dzikim lasem wok wioski, gdzie dorastaa, czy oszaamiajcym
chaosem terytoriw Si, te splatajce si okrgi i rwno posadzone roliny wydaway si
mieszne.
Jednak z poziomu ziemi oswojona regularno dodawaa otuchy. Tutaj nie grozi atak
leramerw ani vornw, nie spotykao si sennoroli. Nie pozostawiano niczego, by zgnio,
wic w powietrzu unosiy si tylko aromaty kwiatw i owocw. Zakrty cieki ukazyway
jeden po drugim pikne obrazy i cakiem rozsdnie prowadziy idcego do celu, bez pokusy
skracania sobie drogi przez starannie przystrzyon traw.
Dzisiaj jednak Auraya nie spacerowaa tdy dla przyjemnoci. Ona i Juran zmierzali
do witego Gaju.
Minli jednego z wielu kapanw, ktrzy strzegli tego miejsca. Wydawao si, e
zwyczajnie odpoczywa na kamiennej aweczce i czyta zwj. Auraya wiedziaa jednak, e jego
zadaniem jest nie wpuszcza tam nikogo prcz nielicznych, ktrzy opiekowali si
zagajnikiem, oraz Biaych.
Kapan wykona znak krgu, a Juran kiwn gow w odpowiedzi. cieka
poprowadzia jego i Auray do przerwy w cianie blisko rosncych drzew, a potem skrcia w
lewo. Dalej wia si przez sad owocowy, gdzie pracowali nastpni kapani i kapanki, a
docieraa do kamiennego muru.
Wski otwr w murze cakowicie przesaniaa drewniana furta. Kiedy tam dotarli,
uchylia si do wntrza.
Wchodzc, Auraya poczua dreszcz. Minionego roku odwiedzaa ju gaj kilka razy,
ale nadal ogarnia j zachwyt.
Wewntrz kolistego muru rosy cztery drzewa. Tylko te cztery przetrway z setek
drzewek zasadzonych cae wieki temu. Dwa stay blisko, a ich gazie spatay si i wiy
wok siebie. Nastpne byo niskie i karowate, a ostatnie zdawao si czai przy ziemi,
szeroko sigajc rozoystymi konarami.

Licie i kora tych drzew byy tak ciemne, e niemal czarne. Z bliska w pkniciach
kory dao si zauway biel drewna. Ciemny kolor podkrelay jeszcze biae kamyki na ziemi,
suce zapewne temu, by utrzyma wilgotno gleby - drzewa lepiej si czuy w klimacie
chodniejszym ni klimat Hani.
Cho barwa drzew dziwia, jeszcze bardziej niezwyke byy gazie, rosnce w
niespotykanych i nienaturalnych ksztatach. Cz mniejszych gazi miaa niewielkie,
dyskowate narole, a w nich tu i tam pojawiay si otwory. Z innych konarw, wyej,
wyrastay liczne cienkie gazki splatajce si w ksztat kubkw albo wiksze zgrubienia z
otworami. Auraya zauwaya, e do jednego z kubkw podlecia may ptaszek, z wntrza
wynurzya si gowa pisklcia i ptaszek zacz je karmi.
- Widziaa to? - odezwa si kto.
Auraya obejrzaa si. Zobaczya wysokiego kapana, zwracajcego si do modej
kapanki. Kobieta, uczca si dopiero opieki nad drzewami, kiwna gow.
- Wyroso w ksztat gniazda - powiedziaa.
- Tak. Gdyby wspia si tam i woya rk do wntrza, odkryaby, e jest ciepe.
Ptak nie tylko nauczy drzewo tworzy gniazdo, ale te przekaza mu Dar zamiany magii w
ciepo.
- Czemu drzewo to robi?
Starszy kapan wzruszy ramionami.
- Nikt nie wie. Moe bogowie je takim uczynili.
- Teraz rozumiem, czemu nazywane jest drzewem serdecznym. Wczeniej mylaam,
e to dziwna nazwa dla takiego brzydkiego drzewa.
Auraya umiechna si. Drzewo byo brzydkie, ale to ze wzgldu na zastosowanie,
jakie ludzie znaleli dla jego podatnego na magi drewna. Kiedy Juran pierwszy raz j tutaj
przyprowadzi, ze zdumieniem dowiedziaa si, e drzewa s rdem kapaskich piercieni.
Te zgrubienia na gaziach zostan w kocu cite, a w kadym z nich pozostanie Dar,
pozwalajcy kapanom porozumiewa si ze sob.
Serdeczne drzewa miay wielki potencja dobra i za. Ale kiedy Juran opowiedzia jej
o ograniczeniach, bya zdumiona, e cyrklianom w ogle udao si je wykorzysta. Przede
wszystkim serdeczne drzewa bardzo trudno zachowa przy yciu. Ich gaje znajdoway si
przy wikszoci cyrkliaskich wity, cho tylko ten w Jarime dostarcza kapaskich
piercieni. Opiekunowie drzew znali tajemnic utrzymywania ich w dobrym stanie.
Gazie trzeba byo uczy" kadego dnia. Kiedy pomagaa tworzy swj pierwszy
piercie czcy, odwiedzaa gaj codziennie wczesnym rankiem i siedziaa przy drzewie co

najmniej godzin. Ale i tak, mimo wszystkich wysikw, po kilku latach drewno tracio swoje
magiczne cechy. Kapaskie piercienie rosy tu przez cay czas, by zastpi te, ktre
przestay dziaa. Byy te nasycone tylko jednym prostym Darem komunikacji. Mona byo
ich uczy potniejszych Darw, ale im wicej magii trafiao do piercienia, tym szybciej
traci skuteczno.
Jedynymi, ktrych nie dotyczyy te ograniczenia, byy piercienie Biaych. Wyrastay
spontanicznie z mniejszego drzewa, ktre poza tym uparcie odmawiao ulegania
czyjejkolwiek prcz boej woli.
Kolejny starszy wiekiem kapan pojawi si za ramieniem Jurana.
- Juranie z Biaych - rzek, wykonujc znak krgu. - Aurayo z Biaych... Czy
przybylicie, by rozpocz swe dzieo?
- Tak, kapanie Sinarze - odpar Juran. - Gdzie powinnimy zacz?
Kapan zaprowadzi ich do wikszego z samotnych drzew i wskaza gazk, ktra
wyrosa z jednego z gwnych konarw. Auraya umiechna si smutnie, wspominajc, jak
rok temu obserwowaa podobn gazk, z wolna tworzc piercie.
- Ta powinna si nada - stwierdzi kapan.
- Rzeczywicie. Dzikuj - odpowiedzia Juran. Zerkn na Auray. - Nim zaczniemy,
przyda nam si kilka minut cakowitego spokoju.
Kapan pokiwa gow.
- Ka wszystkim opuci gaj.
Odszed pospiesznie, kierujc innych kapanw i kapanki do furtki w kamiennym
murze. Kiedy zostali sami, Juran zwrci si do Aurai z dziwn, bolesn min.
- O co chodzi? - spytaa. Skrzywi si.
- Najpierw musimy co omwi. - Zastanowi si. - Na przykad... Czy mi
wybaczya?
Zamrugaa zdziwiona.
- Wybaczyam? Co ta... ? Ach... - Poczua ucisk w odku, kiedy zdaa sobie spraw,
e mwi o Leiardzie. - To.
- Tak. Dabym ci wicej czasu, ale Mairae uwaa, e powinnimy porozmawia,
zanim wytworzysz piercie. - Westchn. - Przed laty zbierajca piercienie kapanka
przeya straszn rodzinn tragedi. Kady, kto nosi zebrane przez ni piercienie, zaczyna
odczuwa smutek. Nikt jednak nie zauway, e dzieje si co zego, dopki kilku kapanw i
kapanek nie popenio samobjstwa. Ludzie zaczli si zastanawia dlaczego.
- I boisz si, e powtrzy si co podobnego? - Auraya nie moga powstrzyma

umiechu. - Wiesz, nie skacz ze szczcia, ale nastrojw samobjczych te nie miewam.
- No wic jak si czujesz?
- Wybaczyam ci. - Te sowa sprowadziy fal emocji. Zrozumiaa, e s prawd. - W
sumie wyszo mi to na dobre.
- Mairae twierdzi, e fatalnie to rozegraem. - Zmarszczy czoo. - Uwaa, e nic by
si nie stao, gdyby... gdybym pozwoli wam nadal si widywa, pod warunkiem, e sprawa
nie przedostaaby si do publicznej wiadomoci.
- Ale ty si z ni nie zgadzasz? Wzruszy ramionami.
- Ona... skonia mnie do przemylenia tego jeszcze raz. Aurai znowu co cisno
odek.
Czyli mogabym nadal by z Leiardem... Gdyby tylko Mairae i Juran dali sobie wicej
czasu i przemyleli wszystko...
Prbowaa sobie wyobrazi, jakby to byo: spotyka si z Leiardem potajemnie, ale za
wiedz wszystkich Biaych.
Byoby to krpujce. I nie odkryabym, e tak szybko zacz si oglda za innymi
kobietami, kiedy tylko uzna, e nie moemy by razem.
Westchna.
- Nie, Juranie. Jestem zadowolona z tego, jak si wszystko uoyo. To uprocio wiele
spraw. Na przykad szpital.
Umiechn si i pokiwa gow. Potem przez chwil oboje przygldali si drzewu.
Juran odetchn gboko.
- No wic jak wemiemy si do tego twojego pomysu wyposaenia piercienia
czcego w oson?
Rzeka bya ognist wstg, odbijajc jaskrawe barwy przedwieczornego nieba. Veece
westchn. Bolay go ramiona. Czu, jak skrzypi mu stawy, kiedy przechyla skrzyda, by
poda za wod. Musia odpocz, ale tym modszym si to nie spodoba. Bd si krci
niecierpliwie i martwi, czy wrc do domu przed nastpnym wieczorem.
Cho jego wiekowe ciao nie byo tak zwinne i mocne jak kiedy, to przecie nadal by
ich Mwc. Nie bd protestowa, jeli nakae ldowanie, ale mog potem z niego artowa.
Takie s przywileje modoci. W kocu i oni kiedy si zestarzej. Maj prawo do paru kpin,
zanim sami stan si ich obiektem.
Rzeka spadaa z niewysokiego urwiska. Wyczu w powietrzu odrobin wyrzucanej
przez wodospad wilgoci. Przed sob widzia kolejny, mniejszy. Przelecia nad nim i uzna, e
to miejsce mu si podoba. Jeli zanurkuje z wystpu na krawdzi, wzniesie si w powietrze,

nie tracc si na bieg i machanie skrzydami.


Zatoczy krg i poprowadzi innych na brzeg rzeki ponad wodospadem. Ldowanie
potrzsno komi, ale kiedy tylko opuci skrzyda i rozluni obolae minie, uzna, e
warto byo pocierpie.
- Zatrzymamy si tutaj na noc - zarzdzi. Reet zmarszczy brwi.
- To moe poszukam czego do jedzenia - powiedzia i odlecia w stron lasu.
Tyve ruszy za nim, mruczc co o drewnie na ognisko. Veece usiad na gazie,
ciepym jeszcze od soca. A jego siostrzenica Sizzi przykucna obok.
- Jak si czujesz? - spytaa.
- Troch zesztywniaem - odpar, rozcierajc ramiona. - Musz nieco nad nimi
popracowa.
Pokiwaa gow.
- A twoje serce?
Spojrza na ni z wyrzutem, ale jej wzrok pozosta niewzruszony. Westchn i
odwrci gow.
- Czasem jest lepiej, czasem gorzej - powiedzia. - Serce nie jest ju zagniewane, ale
nadal... puste.
- Cyrklianie dobrze to zrobili. Te nagrobki i pomnik zagwarantuj, e nasza pomoc i
nasze straty nie zostan zapomniane.
- Ale to nie wrci mu ycia - przypomnia jej, a potem skrzywi si na te sowa.
Naprawd nie musia jej o tym przypomina. Zachowywa si jak nadsane dziecko.
- Nie wrci ycia niczyim synom - odpowiedziaa cicho. - Ani crkom. Ani rodzicom.
Tego nie da si cofn. I nie powinno si, gdyby w efekcie pentadrianie wygrali i przybyli
wybi nas wszystkich. - Potrzsna gow i wstaa. - Syszaam, e Biali wysyaj do nas
kapanw. Naucz nas uzdrawiania i swoj magi pomog si broni. Prychn niechtnie.
- Na nic nam si to nie przyda, tak daleko od Przestrzeni - stwierdzi.
- Nie bezporednio - zgodzia si. - Jeli wylesz kogo z klanu po nauk, wrci potem
z t wiedz.
- A ty chciaaby...
- Veece! Mwco Veece!
Reet i Tyve wyfrunli z lasu i skierowali si ku niemu.
- Znalelimy lady stp! - wysapa jeden z nich. - Due lady!
- lady butw - poprawi drugi.
- To na pewno ziemiochodzcy.

- I s wiee... te lady, znaczy.


- Nie moe by daleko!
- Powinnimy go ledzi?
Patrzyli na Veece'a niecierpliwie, a oczy jarzyy im si z podniecenia. Gotowi rzuci
si w niebezpieczestwo, mimo niedawnych dowiadcze wojny... A moe wanie z tego powodu? Domyla si, e przeycie bez adnej rany, kiedy tak wielu si nie udao, moe
wzbudzi u modego czowieka przekonanie o wasnej niemiertelnoci.
Przypomnia sobie, kiedy ostatnim razem w Si widziano samotnego przybysza, i chd
ci mu krew w yach.
- Powinnimy zachowa ostrono - owiadczy. - A jeli to ta czarna czarownica
wrcia ze swoimi ptakami, eby si na nas zemci?
Obaj chopcy pobledli.
- W takim razie nie moemy odej, dopki tego nie sprawdzimy - zauwaya
spokojnie Sizzi. - Trzeba bdzie ostrzec wszystkie klany.
Veece zastanowi si; zaskoczya go, ale te mu zaimponowaa. Miaa racj,
oczywicie, cho oznaczao to, e dla dobra swego ludu musz podj wielkie ryzyko. Wolno
pokiwa gow.
- Najlepiej odlecimy std i wrcimy jutro. - Spoglda na Reeta, Tyve'a i Sizzi. - W
wietle dnia atwiej bdzie wytropi tego ziemiochodzcego albo ziemiochodzcych. Mam
nadziej, e potrafimy ustali, czy uywaj magii albo czy s tu gdzie te czarne ptaki. Moe
nie trzeba bdzie si zblia.
- A jeli kto z nich nas zobaczy? - zaniepokoi si Tyve. - A jeli to ona? I zaatakuje?
- Postaramy si, eby nas nie widzieli - odpar stanowczo Veece.
- Wikszo ziemiochodzcych robi tyle haasu, e sycha ich nawet zza ssiedniej
gry! - dodaa Sizzi.
Reet wzruszy ramionami.
- To pewnie ten wdrowiec, ktry w zeszym roku przynis nam od Biaych
propozycj traktatu. Jest troch szalony, ale to nie czarownik.
Veece przytakn.
- Ale nie moemy ryzykowa naszego ycia, zakadajc, e to on. Odlatujemy zaraz.
Poszukamy sobie innego miejsca na nocleg, tak daleko, by ziemiochodzcy nie dotar do nas,
nawet gdyby szed przez ca noc.
Wsta, zgi i rozprostowa rce, a potem ruszy na krawd urwiska. Pozostali szli za
nim.

9
Domowy prowadzi Reivan dugim korytarzem, wzdu cigncego si po jednej
stronie szeregu ukowo sklepionych przej. Kiedy mina pierwsze z nich, zobaczya, e
prowadz na balkon, z ktrego roztacza si wspaniay widok na miasto i dalej.
Musz by blisko szczytu Sanktuarium, pomylaa nerwowo.
Domowy zatrzyma si przy ostatnim przejciu i wskaza je gestem. Potem odszed
bez sowa.
Reivan przystana, by uspokoi oddech i przywoa odwag. Spnia si. Drugi Gos
moe nie chcie jej kara, ale moe taki ma obowizek...
- Sugo - nowicjuszko Reivan... - gos nalea do Imenji - przesta si denerwowa i
wejd.
Reivan wesza pod uk przejcia. Imenja siedziaa na trzcinowym fotelu, z kielichem
aromatyzowanej wody w doni. Z umiechem spojrzaa na nowicjuszk.
- Drugi Gosie Bogw - odezwaa si dziewczyna. - Ja... prosz o wybaczenie mojego
spnienia. Ja... no... ja si...
Imenja umiechna si szerzej.
- Zgubia si? Ty? - Zachichotaa. - Nie mog uwierzy, e ty, ktra wyprowadzia
nas z kopalni, zgubia si w Sanktuarium.
Reivan spucia gow, ale take nie moga powstrzyma umiechu.
- Niestety, tak. To bardzo krpujce. Zastanawiam si, czy nie narysowa sobie
mapy...
- Moe... - zamiaa si Imenja. - Usid. Nalej sobie wody. Niedugo bdziemy miay
towarzystwo, a chciaam najpierw porozmawia z tob sam na sam. Przyzwyczajasz si do
tego miejsca?
Reivan zawahaa si.
- Jako tako...
Zaja miejsce obok Imenji. W jej pamici przesuny si wspomnienia ostatnich
tygodni... To, e nominowano j i uznano za Sug - nowicjuszk, nie poprawio jej opinii w
oczach innych Sug.
Na pododze znalaza pucharki i dzban z wod. Kiedy pia, spragniona po dugim
marszu korytarzami i schodami, wspomniaa Oddanego Sug Nekauna. Jego sowa byy
jedynymi naprawd serdecznymi, jakie tu usyszaa.

Wzia sobie do serca jego rad i dowiedziaa si wszystkiego, co moga na temat


wewntrznej polityki Sanktuarium - gwnie suchajc rozmw innych. Nie byo to trudne,
skoro wszyscy cigle debatowali, ktry z Oddanych Sug ma szans zosta Pierwszym
Gosem.
- Co mylisz o Nekaunie? - spytaa Imenja.
Dziewczyna znieruchomiaa zaskoczona, ale zaraz przypomniaa sobie o Talencie
Imenji, pozwalajcym jej czyta w mylach. W drodze do domu stopniowo przyzwyczajaa
si do tego, e Drugi Gos czyni to bez wysiku. Widocznie zdya si ju odzwyczai.
- Oddany Suga Nekaun wydaje si miy - odpara. I jest miym widokiem dla oczu,
dodaa w mylach. Usta Imenji wykrzywiy si w kpicym umiechu.
- Tak. I ambitny.
- Chce zosta Pierwszym Gosem? - Reivan zaciekawia si.
- Wszyscy chc, z tej czy innej przyczyny. Nawet ci, ktrzy sami przed sob nie
potrafi si do tego przyzna. Nawet ci, ktrzy si boj.
Imenja wypia yk wody i pokiwaa gow.
- Boj si zosta Pierwszym Gosem?
- Tak. Obawiaj si odpowiedzialnoci bez koca. A moe odpowiedzialnoci
prowadzcej do nieprzyjemnego koca... Przecie to wanie spotkao Kuara. Ciekawie jest
obserwowa ten wewntrzny zamt. Ich pragnienie, by znale si bliej bogw, walczy ze
strachem przed mierci, ktra przecie doprowadzi ich bliej nich. Ironiczne, prawda?
- Tak.
- S rwnie tacy, ktrzy obawiaj si dezaprobaty bogw, gdyby ich motywem bya
tylko ambicja. Wiedz, e aby zosta Sug Bogw, trzeba odoy na bok wszystkie wasne
interesy i pracowa wycznie dla ich korzyci. Dlatego wmawiaj sobie, e nie chc tego
stanowiska, cho w rzeczywistoci chc.
- Mylaam, e opinia bogw nie ma znaczenia. Sudzy wybieraj Pierwszy Gos
spord Oddanych Sug, ktrzy przejd prb magicznej mocy.
Imenja uniosa brwi.
- Oczywicie, e ma znaczenie! Wyobra sobie, e zostaa wybrana przez Sugi, ale
odrzucona przez bogw...
Reivan skrzywia si.
- Nie chciaabym si znale w takiej sytuacji.
- A w jakiej chciaaby si znale? Pytanie zaskoczyo Reivan. Rozoya rce.
- Ja tylko zawsze chciaam zosta Sug Bogw.

- Dlaczego?
Otworzya ju usta, ale zaraz je zamkna. Chciaa powiedzie: aby suy bogom",
ale nie bya pewna, czy to prawda.
Nie jestem fanatyczk, mylaa. Nie wiem, czy powiciabym ycie bez jakiego
wyjanienia, czemu tego ode mnie daj.
Wic czemu tak dugo o tym marzyam?
Zawsze podziwiaa Sugi. Ich godno, ich mdro. Ich magi.
Ale przecie nie chodzi tylko o magi. Jeli zostan Sug, nie zyskam silniejszych
Talentw. Nigdy.
Na pewno chodzio o co wicej. Musiaa opuci klasztor, w ktrym si wychowaa,
poniewa nie nadawaa si na Sug... To wydawao si takie niesprawiedliwe. Chciaa tam
zosta. Bya pewna, e wanie tam jest jej miejsce.
- To sposb ycia - powiedziaa wolno. - Jestemy przewodnikami i nauczycielami.
Jestemy porzdkiem w chaotycznym wiecie. Poprzez ceremonie zaznaczamy kolejne etapy
ludzkich ywotw, i w taki sposb dajemy im poczucie wartoci i miejsca.
Imenja umiechna si, ale bez radoci.
- Mwisz jak wiejska Suga. Take rzdzimy i cigamy podatki. Wymierzamy
sprawiedliwo. Prowadzimy mczyzn i kobiety na wojn.
Reivan wzruszya ramionami.
- Z tego, co czytaam, wynika, e i tak radzimy sobie z tym lepiej ni dawni krlowie.
Gos si rozemiaa.
- Owszem. Tak jest. Ale jeli masz plany, by zosta Sug gdzie na wsi albo
pracowa w klasztorze, od je na staro. Na razie chc ci wykorzysta inaczej.
Reivan poczua ukucie niepokoju.
- Mam wic nadziej, e oka si tak uyteczna, jak si spodziewasz.
- W kocu tak, jestem tego pewna. Chc ci uczyni moj Towarzyszk.
Dopiero po chwili Reivan uwiadomia sobie, e wytrzeszcza oczy na Imenj.
Odwrcia wzrok.
Ja? Towarzyszk Gosu?
To znaczyo, e bdzie musiaa doradza i wykonywa zlecenia Imenji. Kady, kto
zechce porozmawia z Drugim Gosem, bdzie musia ustali to z Reivan. Zastpi na tym
stanowisku Thar, ktra zgina na wojnie. Thar bya wybitnie Utalentowana.
- Nie mam Talentw - uprzedzia. - I mam dopiero dwadziecia dwa lata.
- Jeste inteligentna. Podoba mi si twj sposb mylenia. Potrafisz dba o protok i

znasz jzyki. Poradzisz sobie. Jest jednak pewna przeszkoda: musisz pokaza, e zasuya
na to stanowisko. Niewielu tutaj byo wiadkami roli, jak odegraa w wyprowadzeniu armii
z kopalni; niewielu pojmuje, jak wiele ci zawdziczaj. Ci, ktrzy pozostali tu w czasie
wojny, nie uwaaj, by ten czyn usprawiedliwia zmian reguy uznawanej od tak dawna, e
staa si niemal prawem.
Cho serce bio jej jak szalone i miaa wraenie, e wszystkie wntrznoci wypady
gdzie poniej stp, Reivan zdoaa jako kiwn gow.
- Sudzy musz posiada Talenty...
- Nie tra serca. Wikszo tutaj chce ci da szans, nie tylko dlatego e ja tak sobie
ycz. Nie bd protestowa, jeli bd ci zabiera na rytuay i pyta o rad, jak
Towarzyszki. Ale eby szybko ogosi to oficjalnie... - Pokrcia gow. - Min pewnie
miesice, zanim to bdzie moliwe. Wiem, bez trudu zdoasz ich przekona, e jeste godna...
Ale czy sprostasz takiemu wyzwaniu?
Reivan powoli kiwna gow.
- Jeli mam dobrze suy bogom, to powinnam zaj stanowisko, na ktrym mog
by uyteczna.
Imenja umiechna si.
- Dobra odpowied. Aha...I w sam por. Jest Shar. Kiedy Pity Gos wyszed na
balkon, Reivan poczua, e na moment zamaro jej serce. Moe i by najmniej potny z Gosw, ale najpikniejszy. Skr mia nietypowo blad, a dugie, jasne od soca wosy
spyway mu na plecy. Szmaragdowe oczy spoglday to na Imenj, to na Reivan.
- Panie... - rzek i skoni si uprzejmie.
- Nie masz nic przeciwko temu, eby Reivan zostaa tu i mi doradzaa? - spytaa
Imenja.
- Ale skd - zapewni z umiechem. Poczua, e si rumieni.
- Dziki ci, witobliwy - rzeka, a jej gos zabrzmia ciszej, ni zamierzaa.
- Czy przychodzimy jako ostatni? - odezwa si kobiecy gos. Odwrcili si wszyscy,
a na balkon weszy ostatnie dwa Gosy. Genza bya smaga i miaa ostre rysy, jak ptaki, ktre
hodowaa. Inaczej Vervel - krpy i wygldajcy na dwadziecia lat wicej. W swych
miertelnych latach oboje byli Sugami - - wojownikami, mimo e posiadali potne Talenty.
- Obawiam si, e tak - potwierdzi Shar. Genza spojrzaa na Reivan.
- Witaj w Sanktuarium, Reivan Reedcutter. Reivan poczua, e pon jej policzki.
Na balkon weszli dwaj Sudzy, w ktrych rozpoznaa Towarzyszy Genzy i Vervela.
Obaj skonili si jej z szacunkiem, a ona odpowiedziaa tym samym.

Gdy nowo przybya pitka zaja miejsca na trzcinowych fotelach, Reivan poczua, e
ulatnia si jej pewno siebie. W towarzystwie wszystkich Gosw i potnych Towarzyszy,
czua si niewana i troch aosna. Postanowia odzywa si jak najrzadziej i skupi na
suchaniu. Jakby chcc jej to uatwi, Gosy zaczy rozmawia o Oddanych Sugach,
kwalifikujcych si na stanowisko Pierwszego Gosu.
Ku jej zdumieniu, wady i zalety kadego z kandydatw byy omawiane z niemal
przeraajc skrupulatnoci. aden aspekt charakteru nie uszed surowej analizie. Szybko
zrozumiaa, dlaczego tak si dzieje - ten, kto zostanie wybrany, bdzie ich przywdc.
Bd musieli pracowa z t osob przez setki, moe nawet tysice lat.
Ciekawe dlaczego, pomylaa nagle. Przecie Imenja moe przej na pierwsze
miejsce. Wydaje si dobrym przywdc.
Po pewnym czasie zjawio si dwch domowych z pater suszonych owocw,
orzechw i innych smakoykw oraz dzbankiem wody. Rozmowa zesza na bahe tematy.
Reivan zadraa, gdy chodna bryza musna jej skr. Spojrzaa ponad balustrad i
zobaczya, e soce ju niemal zachodzi.
- Byy protesty przeciwko urzdzaniu Rytuau Soca w czasie miesica aoby oznajmi cicho Vervel, zachowujc obojtny wyraz twarzy.
- Spodziewaam si ich - odpara Imenja. - Ale nie moemy prosi par, by czekay
kolejny rok na nastpn ceremoni podnoci. Czy cokolwiek lepiej uzdrawia serce, ni
sprowadzenie na wiat nowego ycia?
Inni przytaknli albo wzruszyli ramionami. Imenja przyjrzaa si im po kolei, a potem
si umiechna.
- Myl, e na dzisiaj omwilimy ju dosy. Moe spotkamy si tutaj jutro, jeli tylko
pogoda bdzie sprzyja?
Pozostae trzy Gosy zgodziy si. Imenja wstaa i poprawia szat.
- Zobaczymy si na kolacji - powiedziaa. Obejrzaa si na Reivan. - Chod ze mn.
Mamy wiele do omwienia.
Odesza, a za ni Reivan. Po drodze Imenja zadaa jej kilka pyta o lekcje, jednak ju
po paru minutach stany w progu duego pokoju. Reivan rozejrzaa si, zauwaajc proste,
ale eleganckie wyposaenie.
- To moje pokoje - wyjania Imenja. - Kiedy zostaniesz moj Towarzyszk,
otrzymasz wasny apartament niedaleko std.
Reivan przypomniaa sobie may, ciemny pokoik, jaki jej przydzielono, kiedy zostaa
Sug - nowicjuszk.

- Ju nie mog si doczeka. Drugi Gos parskna miechem.


- Domylam si. A przez ten czas zdobdziesz wiedz o tym, jak mieszkaj zwykli
kapani i kapanki.
A teraz wiem, jak mieszkaj Gosy, mylaa Reivan, spogldajc wok siebie. Co ten
pokj mi o nich mwi? e s potni i bogaci, ale prezentuj raczej godno ni rozrzutno.
Domylam si, e takie mieszkania powinny imponowa wadcom, ktrzy ich odwiedzaj, a
wasny lud utwierdza w wierze, e zachowuj pen kontrol.
Spojrzaa na Imenj, przypominajc sobie ostatnie pomylane pytanie.
- Dlaczego ty nie zostaniesz Pierwszym Gosem? Imenja rozemiaa si.
- Ja? - Pokrcia gow. - Jest wiele powodw, ale najwaniejszy to moc.
Potrzebujemy kogo, kto zastpi Kuara, kto jest magicznie rwnie potny, albo i
potniejszy od niego. Zatem nowy Gos bdzie potniejszy ode mnie, a przecie nie ma
sensu, by sabszy Gos rzdzi pozostaymi, prawda?
- Chyba nie.
- Zreszt nie kusi mnie to stanowisko - wyznaa Imenja. - Wol stosowa mniej
bezporednie metody.
Uderzya w niewielki gong, a cay pokj wypeni si przyjemnym dwikiem.
- Teraz musz zaatwi kilka spraw, ktre zwykle pozostawiaam Thar. Zosta i
suchaj, gdy niedugo ty przejmiesz te obowizki.
Reivan podya za Drugim Gosem do trzcinowych foteli. Postanowia uczy si
wszystkiego, co moliwe.
By moe nie dysponuj magi, mylaa, ale to nie znaczy, e kiedy nadejdzie czas,
nie bd dobr Towarzyszk.
Mirar zamkn oczy i uspokoi oddech. Pozwoli, by wiadomo osuna si i zawisa
pomidzy jaw i snem. W tym stanie atwo byo si zdekoncentrowa, zabdzi w senne
marzenia. Dba o to, by jaka cz umysu stale skupiaa si na celu. Przypominao to
zabaw, jak pamita z dziecistwa: grajcy musia jedn rk stale utrzymywa kontakt z
drzewem czy gazem, gdy drug prbowa zabi" inne dzieci, dotykajc ich. Tamci biegali
dookoa, zbliali si i odskakiwali, a on coraz mocniej wyciga rce, a tylko jeden palec
muska kor...
Sen o wiey, przypomnia sobie. Musz zobaczy ten sen, ktry wedug Emerahl jest
moim.
Zawoa j i wyczu, e przechodzi z gbokiego upienia w senny trans.
: Mirar?

: Jestem tu. Poka mi sen.


: A tak. Sen o wiey... Jak on si zaczyna... ?
Pojawia si Biaa Wiea. Wznosia si nad ni, i narastao poczucie zagroenia.
: Bya w Jarime w cigu ostatnich stu lat? zapyta delikatnie i spokojnie, by nie
zakci jej wspomnie. Widziaa Bia Wie?
: Nie.
To ciekawe. Jak moga wyni tak dokadnie co, czego nigdy nie ogldaa? Ale
przecie uwaa, e to nie jest jej sen.
Zreszt wizja nie bya a tak dokadna, jak si z pocztku wydawao. Szczyt wiey
rozcina przesuwajce si nad nim chmury - bya wysza, ni w rzeczywistoci. Poczu, e
ogarnia go senne przeraenie, ch ucieczki, a jednoczenie paraliujca fascynacja. nicy
chcia patrze. Chcia widzie, cho to niebezpieczne. Jeli nicy zostanie tu zbyt dugo, oni
go zobacz. Odkryj, kim jest.
Oni? Kim s ci oni"?
Wiea zdawaa si wygina. Pojawiy si pknicia... Byo ju za pno na ucieczk,
ale jednak prbowa. Obejrzawszy si, widzia lecce ku niemu wielkie, kamienne bloki.
Czemu nie odbiegem wczeniej? Czemu nie uciekam w bok, by usun si z drogi
padajcej wiey?
wiat wok niego run. Haas ogusza. Poczu, e gruzy zasypuj jego ciao.
Miad. ami koci. Zgniataj, ciskaj minie. Pier zapadaa si pod naciskiem. Puca
stany w ogniu, kiedy powoli zacz si dusi. Brak mu byo tchu, by krzykn. Brak nawet,
by gosem da wyraz cierpieniu. Walczy z otpieniem, powoli obejmujcym umys.
Prbowa sign po magi, ale nie byo jej. Przestrze wok bya wyczerpana. Mimo tej
wiadomoci sign dalej, wyczu cienk struk, wcign j... Uy, by ochrania i
podtrzyma sw gow, swj umys, swe myli....
To nie wystarczy...
Nie do magii, by naprawi ciao. Nie do nawet, by unie przygniatajc go ruin
Domu. A ju na pewno nie dosy, by znowu zmierzy si z Juranem, co bdzie musia zrobi,
kiedy tylko jako si std uwolni.
Mgbym zwyczajnie ustpi. Pozwoli sobie na mier... Juran w jednym mia racj:
rozpoczyna si nowa era. By moe naprawd nie ma w niej miejsca dla mnie.
Ale co z tkaczami snw?
Na nic im si ju nie przydam. Wszystko, co osignem, sprzeciwiajc si boskim
planom, to to, e uczyniem tkaczy wrogami ludzi, zamiast czci tego nowego

spoeczestwa. Nic nie trwa wiecznie. Moe i dla nich nadchodzi koniec? Jeli nie potrafi
sam siebie ocali, to jak mog uratowa tkaczy snw?
Czu, e ta odrobina magii, jak cign, take si wyczerpuje. Sign dalej, dalej ni
kiedykolwiek. Jeli zdobdzie do magii, by podtrzyma myli, moe zdoa przey. To
tylko kwestia efektywnoci. Nie warto skada koci ani naprawia ciaa. Wystarczy, by
trway gwne procesy. Pod gruzami nie byo poywienia ani wody, musi wic spowolni
dziaanie ciaa, a bdzie niemal martwe. Nie trzeba myle, wystarczy utrzymywa istot
umysu tak, by cigaa magi i kierowaa ku jej przeznaczeniu.
Jeli nie bdzie myla, bogowie go nie zobacz. Nie odkryj, co robi. Nie dowiedz
si, e przey.
Dowiedz si jednak, kiedy tylko odzyska siy. Wystarczy, e odczytaj jego myli.
Wic niech nie widz mnie. Niech widz kogo innego. Kogo, kto nie moe im
zagrozi. Stan si inny, dopki... no, dopki potrafi... albo umr.
Z wolna pozwoli wiadomoci zapa si w ciemno.
: Mirar!
Mrok rozbieg si na boki niczym stado wystraszonych reynw. Uwolniony od snu,
przypomnia sobie, gdzie jest i co robi. I uwiadomi sobie ca gbi nastpstw swego
odkrycia.
: Emerahl... Miaa racj. Pamitam.
: Widziaam, odpowiedziaa. Jeste prawdziwym wacicielem tego ciaa. Biaa Wiea
to symbol Jurana, ktry ci pokona. Poczya si z Domem Tkaczy Snw, pod ktrym
zostae pogrzebany. Ty. Mirar.
Poczu zachwyt i podziw dla tego, czego udao mu si dokona.
: To podziaao. Przeyem. Stworzyem Leiarda, aby bogowie mnie nie zobaczyli, i to
podziaao. Wszedem do ich wityni, leaem w ou z ich kapank, a oni mnie nie poznali.
: Utracie swoj tosamo, odpara wstrznita. Rwnie dobrze moge umrze.
: Ale teraz j odzyskaem.
: Miae szczcie, e znalaze bezpieczne miejsce, by si tym zaj. I e ja przeyam,
by ci nauczy, jak ukrywa swe myli.
: Tak. I pomoga mi sobie przypomnie. Dzikuj ci, Emerahl.
: Wtpi, czy Leiard te mi podzikuje.
: Leiard? On nie by prawdziw osob.
: Ale sta si ni.
: No tak, zgodzi si niechtnie Mirar. Mia na to sto lat. Przynajmniej teraz zna

prawd. Nic dziwnego, e nigdy nie moglimy si zgodzi. Pod wieloma wzgldami
stworzyem go jako swoje przeciwiestwo, aby lepiej si ukry.
: Zastanawiam si... Czy on jeszcze istnieje? Moe si obudzimy, a ja sprbuj go
przywoa?
: Nie, odpar Mirar. Jeszcze nie. Mam wiele do przemylenia. Czuj, jak napywaj
inne wspomnienia.
: A wic jutro.
: Tak. Jutro.
Mirar stara si stumi uczucie niepokoju. Co zrobi, jeli Leiard nadal bdzie istnia w
jego umyle? Co moe zrobi?
: Dobranoc, nadaa sennie Emerahl.
: Dobranoc, odpowiedzia.
Poczenie zostao przerwane. Ju samotny, Mirar zacz dryfowa w sny i
wspomnienia. Nie wszystkie byy przyjemne, ale wszystkie zawieray prawdy, o ktrych nie
myla od stu lat.

10
Emerahl wstaa wczenie i wyruszya na poszukiwanie jedzenia. Wykopujc jadalne
korzenie i zrywajc owoce oraz orzechy, zastanawiaa si nad odkryciami zeszej nocy. To,
czego dokona Mirar, byo niezwyke. Chciaaby wiedzie, jak przetrwa w poamanym ciele,
w jaki sposb udao mu si stworzy Leiarda i pogrzeba wasne poczucie tosamoci. Czy
Leiard wci istnia w jego umyle? Gdyby Mirar wiedzia, e obserwuj go bogowie, czy
potrafiby czasowo przej do stanu Leiarda? To by byo przydatne.
Kiedy wrcia, siedzia w pozie medytacyjnej. Byo to dla niego tak nietypowe, a
poczua dawicy lk, e to znowu Leiard zapanowa nad ciaem. Odstawia kube, a wtedy
otworzy jedno oko, a wargi wygi w kpicym umiechu.
- Co na niadanie?
To stanowczo Mirar, pomylaa z ulg.
- Pieczone korzonki. Owoce i orzechy - odpara. - Znowu.
Nie wywaro to na nim wraenia; znw zamkn oko, budzc w niej uczucie, e
zostaa zlekcewaona. Dobrze te ukrywa swj umys - nie potrafia nawet odgadn jego
nastroju.
W brzuchu jej burczao. Obraa korzenie, pokroia je drobno, a potem gotowaa, a
zmiky. Odcedzia, rozgniota na past i uformowaa w placuszki.
- Sporo sobie przypomniaem zeszej nocy - odezwa si Mirar. - Kiedy ju zasna.
Wyprostowaa si i spojrzaa na niego. Oczy mia otwarte. Wyglda jak kto obcy, ze
cignit twarz, wyraajc emocje, jakich wczeniej u niego nie widziaa. I znowu si
zastanowia, czy nie rozmawia z Leiardem.
- Na przykad co?
Spuci gow, ale oczy spoglday gdzie w gb, poza podoe. Jakby we
wspomnienia, domylia si. Ze wspomnienia, sdzc z jego miny.
- Niepokj. Kiedy znaleziono mnie w gruzach, obudziem si ze snu. Nie wiedziaem,
kim jestem, i nikt inny te nie wiedzia. Nie rozpoznali mnie, wic uznaem, e jestem jednym
ze zwykych tkaczy snw, ktrzy przebywali w Domu, kiedy zosta zburzony. Ciao miaem
poamane i znieksztacone. Nie mogem chodzi. Nie mogem sam je. Byem tak brzydki,
e ukryli mnie, bym nie straszy kobiet i dzieci.
Mwi cicho, bez gniewu, lecz ze spokojn odraz. Zadraa przeraona, e jej stary
przyjaciel tak bardzo cierpia. Przeraona, e wielki Mirar zosta zredukowany do roli

pozbawionego pamici kaleki.


- Bardzo powoli wracaem do zdrowia - mwi dalej. - Wosy mi wypady i wyrosy
znowu biae. Nie potrafiem ich ci, a zanim odzyskaem t umiejtno, nie mogem sobie
przypomnie, dlaczego waciwie powinienem. Gdy tylko zdoaem utrzyma si na nogach,
uciekem z Jarime. Baem si tego miejsca, a nie pamitaem dlaczego. Tak wic kutykaem
z miasta do miasta, od wsi do wsi, coraz dalej i dalej. ebraem, grzebaem w mieciach, w
niektrych miejscach traktowano mnie miosiernie, z innych przepdzano. Moje istnienie byo
aosne i trwao to dugie lata.
Westchn.
- Ale wci nabieraem si. Moje blizny powoli znikay. Niektre wspomnienia
wyblaky, inne powrciy. Przypomniaem sobie, e byem tkaczem snw, lecz mino sporo
czasu, zanim odwayem si uszy sobie kamizelk i zaproponowa komu swoje usugi. W
kolejnych miejscach zatrzymywaem si na coraz duej, na lata, zamiast miesicy.
Najduszy czas spdzony w jednym miejscu to byo dziesi lat, kiedy... - Urwa na moment
i skrzywi si. - Kiedy znalazem dziecko z tak wielkim potencjaem, e nie mogem si
powstrzyma. Musiaem zosta i sprbowa j uczy.
- Auraya - odgada Emerahl. Kiwn gow.
- Byaby znakomitym tkaczem snw. Emerahl bya lekko zdziwiona.
- Tak sdzisz?
- Tak. Jest inteligentna, pena wspczucia, Obdarzona. Ma wszystkie niezbdne
cechy.
- Z wyjtkiem pewnych preferencji dla bogw. Umiechn si smtnie.
- A tak. Z wyjtkiem tego. Po raz kolejny zrujnowali moje plany. A przynajmniej
plany Leiarda. - Zmarszczy czoo. - Ta wiea ze snu to Biaa Wiea. Wtedy jeszcze nie
istniaa, ale zostaa zbudowana w miejscu, gdzie kiedy sta Dom Tkaczy Snw. To chyba jej
widok sprawi, e zaczy wraca wspomnienia.
Emerahl pochylia si ku niemu.
- Wic jak? Leiard wci tam jest?
- Nie wiem. - Mirar spojrza na ni; nie potrafia niczego wyczyta z jego twarzy. Myl, e pora si przekona.
Kiwna gow.
- Chyba rzeczywicie. - Przez chwil patrzya na niego z uwag. - Czy mam go
przywoa?
- Lepiej zaatwmy to od razu. Nabraa tchu.

- Leiardzie, odezwij si do mnie.


Szeroko otworzy oczy i wykrzywi usta. Emerahl patrzya ze zgroz i przeraeniem,
jak znikaj wszelkie lady Mirara i zastpuje je maska przeraenia. Otworzy usta, mocno
nabra tchu, a potem zasoni twarz domi i wyda z siebie udrczony krzyk - jk strachu i
cierpienia.
Najwyraniej Leiard nie znikn, pomylaa spokojnie.
Poderwa si na nogi. Ona rwnie wstaa i podesza bliej.
- Leiardzie, uspokj si.
Jk, jaki z siebie wydawa, ucich z wolna. Przesun palce na skronie, jakby chcia
sobie zmiady gow.
- Kamstwo - wyjcza. - Kamstwo... a ona nic nie wie! Nie wie, e to, co kochaa,
byo... - Zacisn powieki. - Nie jestem prawdziwy.
I nagle otworzy oczy i popatrzy na Emerahl. Zrobi dwa kroki naprzd i chwyci j
za ramiona.
- Ale przecie jestem! Gdybym nie by, jak mgbym myle? I czu? Jak mog nie
by prawdziwy?
Emerahl patrzya. Wydawa si na poy szalony, na poy zdesperowany. Ogarno j
wspczucie.
- Stworzy ci zbyt dobrze - usyszaa wasny gos. Odepchn j z niechci.
Zatoczya si do tyu, zahaczajc nog o ko. Zabolao, wic sykna odruchowo. Leiard
nawet tego nie zauway.
- Dlaczego stworzy mnie zdolnego do mioci? - zoci si. - Jak w ogle by w
stanie to zrobi, skoro sam nie jest do niej zdolny? - Urwa, po czym odwrci si i spojrza na
ni oskarycielsko. - Czy zaplanowa co takiego? Stworzy inn osob, by potem j zabi?
Rwnie dobrze mgby spodzi dziecko, a potem je zamordowa.
Ma troch racji, przyznaa w duchu.
Ale potem pokrcia gow. Leiard nie by prawdziw osob. Nie narodzi si, nie
dorasta w rodzinie, jego osobowo nie ksztatowaa si w czasie - zostaa stworzona.
Przecie to rozsdne, e Mirar da swojej osonie wasn ja, inaczej nie miaaby chci
przetrwania.
Leiard odwrci si nagle i ruszy w kierunku wyjcia z jaskini. Serce w niej zamaro.
- Leiardzie! - krzykna. - Nie wychod spod osony... - Szed dalej. - A niech to!
Mirar! Wracaj!
Zatrzyma si. Widziaa, jak prostuje ramiona. Odwrci si do niej z powag na

twarzy. Trudno byo powiedzie, czy jej wezwanie podziaao, ale z ulg zobaczya, e wraca
na rodek groty.
- To nie byo przyjemne - mrukn i usiad na krawdzi ka.
- Mirar? - spytaa niepewnie.
- Tak, to ja - potwierdzi. Wycign si na posaniu i zmarszczy czoo. - A wic,
czego sprbujemy teraz, stara Wiedmo?
Parskna niechtnie, gdy uy jej dawnego imienia. Wiedma. Dostarczycielka lekw
na choroby albo niemie sytuacje.
- Czasu - poradzia. - Musz si zastanowi. I ty te. - Wstaa. - Czy mog liczy na to,
e zostaniesz na miejscu?
- Mnie moesz ufa - odpar. - I z wasnej woli nie oddam mu z powrotem wadzy.
- To dobrze - powiedziaa. - Poniewa nie mog tu zosta, by ci pilnowa. Musimy
je, musimy spa. I zrobi si naprawd nieprzyjemnie, jeeli nie bd moga oprnia tych
kubw.
Spojrza, a potem umiechn si przepraszajco.
- Nie chc zmienia jednego nieprzyjemnego tematu na inny, ale obawiam si, e
skorzystaem ze swojego, kiedy ci nie byo.
Wzruszya ramionami. Podesza i podniosa kube.
- Zajm si tym od razu. I sprawdz, czy znajdzie si co ciekawszego na niadanie.
- Dzikuj - odpar, a potem doda troch zaenowany: - Potrzebujemy te wieej
wody.
Westchna, signa po drugi kube i szybko wysza z jaskini. Jej kroki odbijay si
echem, ale szum wodospadu szybko zaguszy te dwiki. Na kocu tunelu zatrzymaa si i
zapatrzya w spadajc wod.
Rwnie dobrze mgby spodzi dziecko, a potem je zamordowa.
Reakcja Leiarda wstrzsna ni, a te sowa wzbudziy dreszcz. Wyranie rozumia,
jaki los go czeka, i to mu si nie podobao. Zamierza walczy o swoje istnienie.
To niedobrze, pomylaa. To nie jest zdrowe, gdy dwaj ludzie walcz o panowanie nad
tym samym ciaem. Jakkolwiek okrutnie to brzmiao, Leiard by wymysem, a Mirar
rzeczywist osob. Nie mogli nadal istnie obaj.
Westchna i wysza z groty. Deszcz przesta pada i zza chmury wynurzyo si
soce, ktrego promienie odbijay si w kroplach wody. Zatrzymaa si, aby podziwia efekt.
Widok by pikny, nawet romantyczny. Przypomniaa sobie, jak Leiard mwi o Aurai. To
rzeczywicie interesujcy pomys Mirara, aby Leiard mg odczuwa romantyczn mio.

Ale to znaczy, e Mirar te by do niej zdolny.


Jeli tak, to mg zosta wszystkim, czym by Leiard. By moe nie lubi tych
aspektw wasnej osobowoci, ale Leiard jest dowodem, e faktycznie istniej.
To nie jest naprawd bitwa midzy Leiardem a Mirarem, uwiadomia sobie nagle. To
Mirar walczy z tym, czego w sobie nie akceptuje.
A w takim razie, wystarczy mu...
Jej zmysy musna nagle ulotna emocja obcego umysu. Emerahl zamara. A potem
rozlunia si i przeszukaa okolic. Gdzie po lewej stronie obserwowa j mczyzna. Na
podstawie troski i niepokoju, ktre odebraa, zrozumiaa, e jest zaalarmowany jej obecnoci
w Si. Czy jest sam?
Serce bio jej mocno, kiedy szukaa dalej i znalaza kolejny umys. Dwa... Nie, trzy.
Cztery!
To tyle jeli chodzi o moj genialn kryjwk, pomylaa. Jeli tak atwo nas
odkryto... Ale kto jeszcze zawdrowaby tak daleko w gb Si?
Siyee, oczywicie.
Uspokoia si troch. Oczywicie, bogowie mogli j obserwowa poprzez Siyee, ale
szansa bya niewielka.
Wyczuwaa ciekawo, a take ostrono. Domylia si, e jej obecno bya dla
nich niespodziank.
Byli jednak bardziej wystraszeni, ni mona by si spodziewa. Nie miaa pojcia,
czemu mieliby si ba samotnej kobiety ziemiochodzcych. Moe podejrzewali, e nie jest
samotna?
Chyba lepiej z nimi porozmawiam. Jeeli tego nie zrobi, mog sprowadzi innych.
Gdyby jednak udao si ich przekona, e jestem przyjanie nastawiona i nie chc tu siedzie
zbyt dugo, moe zostawiliby mnie w spokoju.
Postawia oba kuby, a potem przesza wzdu brzegu, udajc, e szuka jedzenia.
Kiedy podesza do Siyee tak blisko, by usyszeli j mimo szumu wodospadu, wyprostowaa
si i spojrzaa demonstracyjnie w kierunku kadego z czwrki obcych.
- Bdcie pozdrowieni, ludzie nieba! - zawoaa, z nadziej, e ich jzyk nie zmieni
si zbytnio.
Zapada duga nerwowa chwila milczenia, kiedy jeden z patrzcych - mczyzna zastanawia si, co zrobi. Gdy wyczua, e podj decyzj, zwrcia si twarz do niego i
zobaczya ruch midzy drzewami.
Siwowosy Siyee pojawi si w polu widzenia. Pochyli gow i wyda z siebie cig

dziwnych dwikw i gwizdw. Emerahl rozumiaa dosy, by wiedzie, e si jej


przedstawi.
- Witaj, Veece, mwco klanu Pnocnej Rzeki - odpara. - Jestem Jade Dancer.
- Witaj, Jade Dancer. Co robisz tutaj, w Si? Starannie przemylaa odpowied.
- Kiedy usyszaam, e nadchodzi wojna, przybyam tu, aby j przeczeka.
- A wic przynosz ci dobre wieci. Wojna trwaa krtko. Skoczya si prawie dwa
cykle ksiyca temu.
Udaa, e jest zachwycona.
- To naprawd dobre wieci! - zawoaa, a potem dodaa szybko: - Nie eby mi si nie
podobao w Si, ale ycie jest tu troch... trudne dla ziemiochodzcego.
Podszed kilka krokw bliej i wyczua w nim podejrzliwo.
- Las jest niebezpieczny, a podr tutaj nieatwa dla tych, co nie maj skrzyde. Jak
zdoaa tu przey? Skd znasz nasz jzyk?
Wzruszya ramionami.
- Przez wiele lat mieszkaam na granicy waszych ziem - odpara. - Mam wiedz i
Dary. A raz pomogam rannemu Si, ktry nauczy mnie waszej mowy. Wrd swego ludu
pracuj jako uzdrowicielka.
- Nie jeste kapank?
- Ja? - spytaa zdziwiona. - Nie.
- Mylaem, e wszyscy Obdarzeni ziemiochodzcy zostaj kapanami.
- Nie, niektrzy z nas nie chc. Zmruy oczy.
- A dlaczego nie? Wcibski jest, pomylaa.
- Nie chc mwi innym, co maj robi, i nie chc, aby inni mnie mwili, co mam
robi.
Po raz pierwszy si umiechn.
- Wybacz mi moje pytania. Maj dwie przyczyny. Balimy si, e jeste pentadriask
czarownic, kobiet, ktra kiedy zaatakowaa nasz lud. Wkrtce mamy te mie naszych
wasnych kapanw i kapanki, wic chciaem si dowiedzie, czemu kto nie chce zosta
jednym z nich.
Siyee maj mie wasnych kapanw? Ta wiadomo j zasmucia. Przez tyle lat byli
wolni od cyrkliaskich wpyww... Odkd istnieje zagroenie ze strony pentadrian,
potrzebuj ochrony. Zastanowia si, jak powinna si zachowywa wobec starca. Nie
wyczuwaa ju jego lku, cho przez ciekawo wci przebijaa ostrono. Bya pewna, e
jego towarzysze nie mieli zych zamiarw. Wierzyli, e jest sama - i tak powinno pozosta.

Nie zaryzykuje, przedstawiajc im Mirara.


Nie, najlepiej ich przekona, e jest sama i nieszkodliwa.
Przykucna i opukaa rce w zimnej, bystrej wodzie.
- Kawaek dalej wzdu rzeki ronie koszowe drzewo - powiedziaa. - Zostaniecie i
zjecie ze mn? Od dawna nie miaam towarzystwa.
Zerkn na pozostaych i skin gow.
- Chtnie. Nie moemy zosta dugo, bo i tak jestemy ju spnieni z powrotem do
naszego klanu. Ale mamy do czasu, by zje i porozmawia.
wisn gono i spomidzy drzew wynurzya si trjka innych Siyee: kobieta w
rednim wieku i dwch modziecw. Zbliyli si, patrzc nerwowo na Emerahl. Veece
przedstawi ich kolejno. Umiechna si, a potem wstaa i wycigna rk.
- Chodcie za mn. Nie wiem jak wy, ale zawsze lepiej mi si rozmawia, kiedy nie
jestem godna.
Poprowadzia ich wzdu rzeki, jak najdalej od Mirara.
Po niebie przetoczyy si niskie ciemne chmury. Olepiy j byskawice, ale nie byo
gromu. Tylko cisza.
W noc po bitwie nie byo burzy, przypomniaa sobie Auraya, przestpujc nad
ciaami. No i nie byo te gadajcych trupw.
Staraa si unika spogldania na twarze zabitych. Przekonaa si ju, e to skania ich
do aktywnoci. Ale to, e nie patrzya w d, utrudniao marsz przez pole bitwy. Ciemno
midzy rozbyskami bya absolutna. W kocu nastpia chwila, kiedy zaczepia stop o
zwoki, i wtedy spojrzaa pod nogi.
Przekrwione oczy skieroway si ku niej. Poruszyy si usta.
- Zabia mnie - wycharcza martwy.
Zwykle budziam si w tym miejscu... Ale teraz ju nie.
- Zabia mnie - powiedzia inny gos. Kobieta. Kapanka.
A potem jeszcze inny przemwi... i kolejny. Wszdzie wok poruszay si ciaa.
Wstaway, jeli mogy. Czogay si, jeli nie. Zbliay si do niej. Coraz goniej i goniej
wykrzykiway swoje oskarenia.
- Zabia mnie! Zabia mnie! Zabia mnie!
Ruszya biegiem, ale nie byo przed nimi ucieczki. Otaczali j. Kiedy budzia si
rwnie w tym momencie. Wycigali rce. Powalali j na ziemi ciarem cuchncego,
gnijcego misa. Przyciskali do niej twarze, pluli, ociekali krwi. Kociste palce przygniatay
jej ebra, a ucisk utrudnia oddech. I przez cay czas powtarzali te same sowa.

- Aaja! Aaja! Co...?


I nagle obudzia si, patrzc w par wielkich oczu, otoczonych dugimi rzsami. Oczu,
ktre naleay do veeza.
- Aaja - powtrzy Figiel, tym razem z wyran satysfakcj.
Siedzia na jej piersi i przestpowa z apki na apk.
- Figiel! - sapna.
Kiedy usiada, zeskoczy na ko. Nabraa tchu, a potem wolno wypucia powietrze i
spojrzaa na zwierzaka.
- Dzikuj - mrukna.
- Drap? - poprosi.
Spenia jego yczenie i podrapaa go po grzbiecie. Dotyk mikkiego futra sprawi jej
przyjemno. Figiel popiskiwa cicho z radoci, a ona wspominaa swoje koszmary.
Pogarszay si, zamiast poprawia. Nie miaa pojcia, co to oznacza.
Moe powinnam spotka si z tkaczem snw.
Pomylaa o tkaczach, ktrzy mieli pracowa w szpitalu. Czy zgodz si jej pomc,
czy moe prosiaby o zbyt wiele? Oczywicie, e si zgodz. Maj obowizek pomaga
kademu, kto o to poprosi.
A wic jak by to byo? Z czym wie si leczenie snw? Czy to jaki rodzaj
poczenia umysw?
Och...
Nie moga zaryzykowa poczenia umysw. Ten, z kim si poczy, mgby odkry
jej prawdziwe plany wobec tkaczy snw.
Nic nie mog zrobi. Jestem na zawsze skazana na te koszmary.
Pooya si znowu i zakla pod nosem. I dobrze mi tak, pomylaa. Jak mog nawet
myle o poproszeniu o pomoc tkaczy, kiedy staram si doprowadzi do ich upadku.
Figiel zapiszcza smtnie, jakby w reakcji na jej nastrj. Wyczua, e przysuwa si
bliej i napiera na jej biodro, zwijajc si w kbek tu przy niej. Jego delikatny oddech
zwalnia stopniowo. Suchaa go przez chwil, walczc z sennoci.
A potem znowu stana pod znajomym, cikim, zachmurzonym niebem.

11
Parada, mimo gorcego porannego soca, bya pena ludzi, ktrzy krzyczeli radonie.
Reivan przesza do Towarzyszy innych Gosw; serce bio jej troch za szybko.
Kiedy ju zostan Towarzyszk, spotkania z takimi tumami stan si czym
zwyczajnym, pomylaa. Ciekawe, ile czasu potrwa, zanim przestan mnie ekscytowa.
Gosy zeszy gwnymi schodami Sanktuarium. Na dole czekay ju przy lektykach
cztery czwrki muskularnych niewolnikw, kada pod dowdztwem poganiacza. Gosy
rozdzieliy si, wsiadajc pojedynczo. Kiedy zajy miejsca, niewolnicy unieli lektyki na
ramiona i ruszyli ulic.
Towarzysze podyli za lektykami pojedyncz kolumn. aden si nie odzywa.
Reivan odetchna z ulg, gdy si przekonaa, e po raz pierwszy od tygodnia nic nie wymaga
jej uwagi. Wreszcie miaa czas, by pomyle.
Jej dni stay si ostatnio gorczkowe i mczce. Imenja chciaa mie j u swego boku
przez cz niemal kadego dnia. Czasami Reivan miaa tylko obserwowa spotkanie czy
dyskusj, czasami przygldaa si, jak Imenja wypenia zadania, ktre spadn na ni, kiedy
ju przejmie wszystkie obowizki Towarzyszki - takie jak ukadanie planu zaj Imenji,
przyjmowanie i wysyanie darw i ofiar, odmawianie przyjcia apwek, odbieranie raportw
z zada powierzanych innym Sugom.
A rwnoczenie trwaa jej nauka. Imenja zajmowaa jej cay czas, ktry normalnie
powiciaby na wiczenie Talentw, gdyby jakie posiadaa - i wicej. W pozostaych
wolnych chwilach Reivan studiowaa prawo, histori i poznawaa wiedz o bogach. Na
szczcie lata dziecistwa, spdzone na czytaniu wszystkiego, co wpado jej w rk w
klasztorze, w ktrym si wychowaa, daway jej znaczn przewag. Nawet Drewa musiaa
przyzna, e Reivan wie wicej od przecitnej nowej Sugi - nowicjuszki.
Dziewczyna pracowaa do pna i wstawaa wczenie. Lista obowizkw, ktre
spadn na ni, gdy ju zostanie Towarzyszk, bya tak duga, e zaczynaa czu si bezradna.
- Jak mam to wszystko zrobi? - spytaa kiedy.
- Deleguj - odpara z umiechem Imenja.
- Oddawa prac innym? Ale skd mam wiedzie, komu mog zaufa?
- Powiem ci, jeli nie bd godni zaufania, ale szybko sama si przekonasz, kto jest, a
kto nie. Nie bd ci wini za cudze bdy.
- A jeli nikt nie zechce czego robi? Imenja rozemiaa si gono.

- Sdz, e znajdziesz wiele Sug chtnych, a nawet gorliwych. Jak ty, s tutaj, by
suy bogom.
- Chcesz powiedzie, e mog wrcz wynagradza ludzi prac?
- Tak. O ile tylko odpowiednio im to przedstawisz. Wyrniasz ich spord innych,
zlecajc zadania, ktre moesz powierzy tylko nielicznym.
Istniao wiele rytuaw i ceremonii, przy ktrych Towarzysze powinni by obecni,
nawet jeli nie penili w nich adnej funkcji. Reivan podejrzewaa, e uczestnicz, by
usugiwa i pomaga, gdyby zasza potrzeba. I pewnie dlatego nikt nie protestowa, kiedy
Imenja zabieraa j ze sob.
Dzisiaj miaa uczestniczy w Rytuale Soca. Nigdy dotd nie obserwowaa ani nie
braa udziau w wicie podnoci. Przeznaczone byo dla par maeskich. Bogatych par
maeskich. Gosy pojawiay si tylko na rozpoczcie, za w reszcie ceremonii uczestniczyli
jedynie Sudzy i maonkowie.
Rytua wzbudza wielkie zaciekawienie wrd modych pentadrian i wszystkich
cudzoziemcw. Zaangaowani Sudzy przysigali strzec prywatnoci uczestnikw, a pary
rzadko chciay opisywa swoje dowiadczenia. Avvenowie uwaali wrcz, e rozmowa o
intymnych sprawach maestwa jest czym ordynarnym i niegrzecznym.
Ta niech pentadrian do rozmw o rytuale zwykle skaniaa cudzoziemcw do
szalonych domysw. Podczas krelenia map kopalni w Ithanii Pnocnej Reivan spotkaa
wielu Sennoczykw, ktrzy wierzyli, e jej lud oddaje si rytualnym orgiom. Tumaczya, e
uczestnicz w nich tylko pary maeskie, ale oni wci uwaali, e dzieje si tam co
lubienego.
Jeli sprawa dotyczy seksu, mylaa, Sennoczycy zawsze sdz, e to deprawacja. S
jeszcze bardziej pruderyjni ni pentadrianie. Ciekawe, jak to wyglda u cyrklian.
Przed nimi pojawiy si koliste ciany wityni Hrun. Reivan tsknie spogldaa na
cie pod sklepion bram - byo coraz cieplej i odkrywaa, jak niewygodna moe by jej
czarna szata w penym blasku soca.
Z zazdroci popatrzya na niewolnikw przed sob - ci nosili jedynie krtkie
spodenki. Na ich opalonej skrze byszczay kropelki potu... Przypomniaa sobie plotk, ktr
niedawno usyszaa, jakoby jeden z wyzwolonych niewolnikw z armii polubi Sug.
Zastanawiaa si, jak zbrodni popeni ten czowiek, e zasuy sobie na ycie w niewoli. Z
pewnoci Suga nie wyszaby za niego, gdyby by gwacicielem albo morderc.
Czy ci mczyni przed ni byli winni takich czynw? Przygldaa im si z
powtpiewaniem. Skazywanie przestpcw na niewol w Sanktuarium uwaano za lepsze

rozwizanie, ni trzymanie ich w wizieniach. Wszyscy Sudzy byli Utalentowani i potrafili


si broni, gdyby ktry z niewolnikw zacz sprawia kopoty.
Wszyscy oprcz mnie, pomylaa. Mam nadziej, e inni Sudzy o tym pamitaj albo
e pamitaj jej przyjaciele, a wrogowie nie.
Lektyka Imenji dotara do bramy wityni i znikna we wntrzu. Chwila, zanim
Reivan schowaa si przed palcymi promieniami sonecznymi, wydawaa si nie mie koca.
Ale wreszcie sza ju przez chodny cie szerokiego korytarza. Cudowna bryza studzia jej
skr. Spojrzaa przed siebie i gono westchna z zachwytu.
Poza kracem korytarza wida byo bujn ziele. Podwjne drzwi na kocu
otworzono, odsaniajc rozlegy krg trawy i krzeww. Na rodku migotaa sadzawka, a
trawniki byy otoczone drzewami i niskimi kwietnikami. Nie byo dachu, ale fontanny
utrzymyway w powietrzu wilgo. Przypominao to oaz w rodku pustyni.
Sza za niewolnikami ciek biegnc wok ogrodu, osonit dachem altany.
Wewntrzn cian wityni przeryway w regularnych odstpach otwarte drzwi. Ocenia, e
byo ich ponad pidziesit.
Cztery lektyki dotary na drugi koniec ogrodu, gdzie postawiono je przed
wzniesionym na t okazj podestem. Oddany Suga wystpi naprzd, by powita Gosy.
Reivan rozpoznaa go i przeszy j przyjemny dreszcz - to by Nekaun, ktry
rozmawia z ni, kiedy zostaa Sug - nowicjuszk. Ledwie wczoraj dowiedziaa si, e po
testach magicznej mocy nadal pozosta w gronie kandydatw na stanowisko Pierwszego
Gosu. Teraz pozdrowi nowo przybyych i zaprosi ich, by zajli miejsca. Sudzy przynieli
awy dla Gosw, a Towarzysze usiedli na krawdzi platformy. Reivan posza za ich
przykadem.
- Niech rozpocznie si Rytua Soca! - rzeka Imenja.
Nekaun skoni gow i zwrci si w stron ogrodu. Klasn w donie i z bocznych
drzwi wysuna si kolumna Sug. Idc, zaczli piewa - pie wydawaa si rwnoczenie
radosna i powana, a Reivan rozrniaa sowa mwice o mioci i o dzieciach. Domylaa
si, e to Sudzy - przewodnicy, ktrzy zajm si uczestniczcymi w ceremonii parami.
Po nich nadeszy maestwa. Wszyscy mieli na sobie te same dostarczone przez
wityni, proste biae szaty, wszyscy byli boso. Wkroczywszy do ogrodu, ustawili si na
trawie i czekali. Niektrzy wygldali na podnieconych, inni na zdenerwowanych. Znacznie
rnili si midzy sob w latach: niektrzy ledwie osignli dojrzao, inni byli w rednim
wieku. Reivan zauwaya kilka nietypowych zwizkw, wyranie zawartych dla pienidzy
lub pozycji: starsi mczyni z modymi kobietami, brzydcy z atrakcyjnymi. Bya te starsza

kobieta z modziecem, ale oboje robili wraenie zadowolonych z tej sytuacji.


Nie zazdroszcz Sugom - przewodnikom ich obowizkw, pomylaa.
Pie dobiega koca. Nekaun zszed na traw.
- Rytua Soca jest bardzo stary - rzek, zwracajc si do uczestnikw. - Wiele tysicy
lat temu rozpocza go Hrun. Jego celem jest nauczanie sztuki rozkoszy, umiejtnoci harmonijnego poycia oraz pomoc w tworzeniu nowych istnie. W dniu dzisiejszym rytua
odbywa si w wityniach caej Ithanii Poudniowej i tych czciach Ithanii Pnocnej, gdzie
naszych wspbraci nadal przyjmuje si gocinnie. Pozostaniecie z nami przez miesic.
Bdziecie je, aby ogie w kobiecie pon arem, bdziecie pi, by studnia w mczynie
wypenia si wod nowego ycia.
Reivan skrzywia si odruchowo, ale natychmiast przybraa waciwy wyraz twarzy.
Niektrzy z wielkich Mylicieli ostatniego stulecia twierdzili, e dawna, tradycyjna wiara,
jakoby to mczyzna by rdem nowego ycia, a kobieta dosownie piecem, w ktrym si
ono ogrzewa - im gortszy, tym lepiej - to nonsens. Podczas sekcji cia martwych kobiet nie
znaleziono adnych ladw ognia - ani pomieni, ani popiow, ani osmale. Nie byo
adnych dowodw, e takie rzeczy istniay w ciele kobiety.
Badajc wewntrzne organy zarwno podnych, jak i bezpodnych mczyzn i kobiet,
doszli do wniosku, e kobieta hoduje w ciele nasienie, a mczyzna dostarcza tylko rodkw
odywczych. Nie bya to popularna idea i tylko niewielu Mylicieli j akceptowao - nawet
kiedy zasugerowano, e im wicej mczyzna dostarcza rodkw odywczych, tym silniejsze
i zdrowsze jest dziecko.
Nekaun nadal przemawia. Mwi o poznawaniu i uczeniu si, o wyzwaniach i
nagrodach. Jej uwaga odpywaa z wolna...
Przypuszczam, e jako Suga, powinnam wspiera ide pomienia i wody, gdy
tymczasem jestem skonna - skoro czytaam i suchaam tych, ktrzy wykonywali
dowiadczenia i przeprowadzali sekcje - do wiary w ide nasienia i poywienia... Ale przecie
bogowie nie pozwalaliby swoim Sugom naucza czego, co jest bdne...
Nekaun zakoczy przemow. Znowu klasn, a przez boczne drzwi wybiegli domowi,
niosc albo dzbany, albo tace zastawione ceramicznymi pucharkami. Dwch podeszo do podium i podao napoje Gosom, Towarzyszom, Reivan, a na kocu Nekaunowi. Pozostali
podbiegli do Sug stojcych wok ogrodu.
Sudzy brali po trzy pucharki, po czym wchodzili na traw i kady wybiera jedn z
par. Reivan zauwaya, e do starszych maestw podchodzili zwykle starsi przewodnicy. A
kiedy ju wszystkie pary zmieniy si w tria, Nekaun wysoko wznis swj puchar.

- Wypijmy za Hrun, Dawczyni ycia!


- Hrun! - zawoali wszyscy.
Nekaun przytkn puchar do ust, a Gosy, Towarzysze i uczestnicy uczynili podobnie.
Napj okaza si zaskakujco mocn alkoholow nalewk, pachnc owocami, orzechami i
przyprawami.
- Wypijmy za Sheyra, Krla Bogw!
- Sheyr.
Nie by to jedyny rytua, w ktrym pierwszy z bogw by wymieniany po ktrym z
pomniejszych. W wielu ceremoniach Sug - wojownikw najpierw odwoywano si do Alora.
Nekaun wymwi teraz jego imi.
- Wypijmy za Alora, Wojownika.
- Alor.
Trzy yki promienioway ciepem z odka Reivan. Szkoda, e pucharek jest taki
may...
- Wypijmy za Ranah, Bogini Ksiyca.
- Ranah.
- Wypijmy za Sruula, Kupca Dusz.
- Sruul.
Przeykajc ostatnie krople, Reivan spojrzaa z alem na puste naczynie. Ciekawe, jak
si nazywa ten napj i czy jest dostpny tylko w wityni Hrun, czy te mona go kupi gdzie
indziej.
- To nie jest element rytuau - mrukn Vervel.
Reivan zobaczya, e Nekaun przechodzi teraz midzy maestwami i osobicie wita
uczestnikw.
- Nie - zgodzia si Imenja. - Ale Gwni Sudzy w wityni Hrun zawsze mieli prawo
wzbogaca ceremoni.
- Podoba mi si to, co on robi - stwierdzia Genza, obserwujc Nekauna. - Uspokaja
ich. - Obejrzaa si na Imenj. - No wic co mylisz?
Imenja umiechna si krzywo.
- O nim jako Pierwszym Gosie? Myl, e doronie do tej roli.
- I to szybko, podejrzewam - zamia si Shar.
- Jest popularny... - Genza znowu spojrzaa na Nekauna.
- Wrd Sug. Co ze zwykymi ludmi? - zapyta Vervel.
- Nie maj powodw, by go nie lubi - odpar Shar. - Trudno kogo urazi, kiedy jest

si Gwnym Sug w wityni Hrun.


- Ktr to funkcj wypenia bardzo dobrze - dodaa Imenja. Zmruya oczy i
przyjrzaa si Nekaunowi. - To jeden z moich faworytw. Inni maj moe wicej
dowiadczenia, ale nie s tak...
Nie dokoczya. Nekaun wraca ju na swoje miejsce przy granicy ogrodu. Znowu
zwrci si do uczestnikw. Reivan nie suchaa jednak, co mwi. Pochwycia za to szept za
plecami:
- ...czarujcy?
Obejrzaa si. Genza znaczco uniosa brew, patrzc na Imenj.
Imenja parskna cicho.
- Charyzmatyczni.
Obie znw zaczy sucha Nekauna. Reivan uniosa gow i usyszaa, jak mwi o
rozpoczciu lekcji. Sudzy znw zapiewali i wyprowadzili wybrane przez siebie pary z
ogrodu. Kady kierowa si ku ktrym z otwartych drzwi w wewntrznym murze. Potem
drzwi si zamkny, a pie urwaa. Ogrd sta si nagle pusty i cichy.
Imenja wstaa, a za ni pozostae Gosy. Reivan take - czujc przy tym lekki zawrt
gowy. Zbliy si domowy, by odebra puste pucharki. Nastpnie podszed Nekaun,
umiechajc si z wyran satysfakcj.
- To bya pikna ceremonia, Oddany Sugo Nekaunie - pochwalia go Imenja.
Skoni gow.
- Dzikuj, Drugi Gosie. I dzikuj wam wszystkim za uczestnictwo.
Imenja spowaniaa.
- Zawsze tak czynilimy. Ten rok jest szczeglnie wany. Musimy przeywa rado z
tworzenia nowego ycia, nie tylko rozpacz po stracie i mierci. To daje nam nadziej.
Nekaun przytakn.
- W istocie... Czy wrcicie teraz do Sanktuarium, czy moe zostaniecie na uczt?
- Wrcimy - odpara. - Jak zawsze mamy wiele do zrobienia.
- W takim razie pozwlcie, e odprowadz was do bramy. Reivan obserwowaa go
pilnie. Prbowaa wyobrazi go sobie dumnego i potnego jak Kuar, zamiast jako
przyjaznego i uczynnego Oddanego Sug, ale nie potrafia.
Jednego jestem pewna, uznaa. Jeli zostanie Pierwszym Gosem, bdzie cakiem inny
od swojego poprzednika. Lepszy czy gorszy, trudno przewidzie.
Kiedy platten skrci na rogu, Auraya z ulg odkrya, e przed szpitalem nie zebra si
tum. Czterech stranikw stao przed drzwiami, czujnych i gotowych wezwa na pomoc tych

ze rodka, gdyby nastpiy kopoty, ktrych nie zdoaliby rozwiza samodzielnie.


Dodatkowych stranikw zatrudniono, kiedy kilka nocy temu dwjk pilnujcych
powalili jacy bandyci, a zodziejski gang wdar si do szpitala. Intruzi rozbili niektre
sprzty i ukradli zapasy, ale nie zniszczyli i nie zabrali niczego, czego nie dao si uzupeni.
Nikt rabusiw nie widzia, ale ci, ktrych wynajto do bjki ze stranikami, zostali schwytani.
Twierdzili, e ich pracodawcami byli bogaci modzi ludzie z eleganckich dzielnic miasta.
Jaki robotnik do pospiesznie macha pdzlem. Auraya wyczytaa z jego myli, e w
nocy kto odcign stranikw i wymalowa na murze obraliwe dla tkaczy snw haso.
Stumia westchnienie.
Opr wobec szpitala by chyba nieunikniony. Ludzie rzadko kiedy potrafili szybko
zrezygnowa ze swych uprzedze, nawet jeli si wydawao, e tego chc bogowie. Gdy
decyzja bogw im nie odpowiadaa, uznawali po prostu, e to tylko niemdra ludzka
interpretacja prawdziwej boej woli.
Zreszt mog mie racj, mylaa. Moje rozkazy pochodz od Jurana, nie
bezporednio od ktrego z bogw. Ale nawet gdyby to by pomys jedynie Jurana, bogowie
powstrzymaliby j, gdyby si z nim nie zgadzali.
Malarz obejrza si i szeroko otworzy oczy na jej widok. Kilka razy mazn jeszcze
pdzlem cian budynku i pospiesznie znikn we wntrzu. Gdy platten zahamowa przed
drzwiami, stranicy wyprostowali si i wykonali znak krgu.
Auraya wzia lec obok paczk, wysiada, podesza do drzwi szpitala i pchna je
magicznie. W holu za nimi kilka twarzy zwrcio si w jej stron. Wyczua, e kapani i
kapanki z ulg witaj jej przybycie, i wiedziaa, e czekali na nie w nerwowym milczeniu.
Powodem ich skrpowania bya pitka tkaczy snw stojcych spokojnie przy Raeli. Cho
wygldali na spokojnych, Auraya wyczuwaa u nich niecierpliwo, ciekawo i lk.
Umiechna si i - jak zawsze - troch zdziwia, e ten drobny gest potrafi
rozadowa napicie.
- Dzikuj, e przyszlicie - zacza, patrzc im kolejno w oczy. - To, co dzisiaj
rozpoczniemy, to dzieo szlachetne, ale niepozbawione niebezpieczestw. Ostatnie
wydarzenia przekonay mnie, e oficjalna ceremonia otwarcia tego szpitala byaby tylko
proszeniem si o kopoty. Wiem, e si ze mn zgadzacie. Dlatego uczcimy t okazj
dyskretnie i we wasnym gronie. Tkaczko snw, doradco Raeli, i ty, wysoki kapanie
Teelorze, wystpcie.
Zbliyli si do niej, oboje powani, oboje peni godnoci. Auraya odwina pakunek.
Wewntrz bya drewniana tablica ozdobiona zotym napisem Dla dobra wszystkich

Wyczua aprobat tkaczy snw i uzdrowicieli.


Tablica bya pomysem Danjina, ktry te zaproponowa tre napisu. Dla niego tekst
by odpowiednio ironiczny, poniewa zasada tkaczy, by nikomu nie odmawia pomocy, miaa
doprowadzi do ich upadku. Dla Aurai byo to przypomnienie, e robi to, by zbawi dusze,
ktre mogyby odwrci si od bogw.
Raeli i Teelor obejrzeli si w stron wejcia do korytarza, gdzie umieszczono dwa
cigi stopni. Z sufitu zwisay dwa acuchy oddalone od siebie tak, jak dwa haki umieszczone
na grnej krawdzi tablicy. Auraya wrczya j obojgu, a oni chwycili z dwch stron, podeszli
do wylotu korytarza, wspili si na stopnie i umocowali. Kiedy tablica zawisa ju na miejscu,
Auraya odpowiednio teatralnym gestem rozoya rce.
- Ogaszam, e szpital jest otwarty.
Tkacze snw i uzdrowiciele wyranie si odpryli. Schodzc ze schodw, Raeli i
Teelor spojrzeli na siebie. Umiech rozjani twarz kapana, a kcik ust Raeli unis si lekko
w gr.
- Wszystko na miejscu - stwierdzia Auraya. - Teraz potrzebujemy tylko chorych do
leczenia.
- Prawd mwic - rzek Teelor - ju ich mamy. Przyszli wieczorem. Kobieta majca
trudnoci przy porodzie i stary czowiek z chorymi pucami.
- Kobieta i dziecko odzyskuj siy - dodaa Raeli. - Starzec... - Wzruszya ramionami. To wiek mu dolega, nie tylko choroba. Postaralimy si mu uly.
Teelor unis brew.
- Okazao si, e nie wszystko potrafi wyleczy - mrukn do Aurai.
Raeli rozcigna wargi w drwicym umieszku.
- Staro nie jest chorob - owiadczya. - To naturalny proces yciowy. Po tysicach
lat gromadzenia wiedzy nie mamy zudze, co mona, a czego nie mona osign.
Wysoki kapan parskn miechem.
- Nie zdziwibym si, gdybycie uywali tego pretekstu do wszystkich przypadkw,
ktrych nie zdoacie wyleczy... - zakpi.
Auraya przygldaa im si zaskoczona. Wydawao si, e czy ich ju wi
wzajemnego szacunku, by moe nawet pocztki przyjani. Kiedy to si stao? Przyjrzaa si
uwaniej i znalaza wspomnienia caonocnej wsplnej walki o ocalenie matki i dziecka. Dla
obojga byo to wane dowiadczenie.
Poczua nadziej, ktra zgasa zaraz, kiedy przypomniaa sobie, co naprawd prbuje
osign. A jednak drczce j wyrzuty sumienia agodzia wiadomo, e uczc si od

tkaczy snw, kapani uzdrowiciele bd mogli ocali wicej, o wiele wicej chorych.
I nagle cay swj projekt zobaczya w innym wietle. Niewiele rzeczy w yciu nie
miao take zych skutkw obok tych dobrych. To samo dotyczyo szpitala. Ale oglnie, te
dobre przewaay nad zymi.
By to typowo tkacki sposb mylenia.

12
- Troch ju jeste na to za dua - stwierdzia Teiti. - Ale chyba dobrze, eby miaa
jakie koleanki poza paacem.
Imi skrzywia si aonie.
- Wcale nie jestem za dua! S tu dzieci starsze ode mnie! Ciotka spojrzaa niechtnie
na drugi koniec Dziecicej Sadzawki i zmarszczya czoo.
- Wiem.
Podajc za jej spojrzeniem, Imi dostrzega grupk starszych dzieci, zebran na
brzegu gbszej czci. W przeciwiestwie do chopcw i dziewczynek chlapicych si na
pycinie, ci spogldali lekcewaco, jakby byli ju za duzi na takie dziecinne zabawy. Sporo
chopcw i dziewczt trzymao si w parach, czsto splatajc rce.
Nieco dalej kilkoro troch modszych dzieciakw naladowao te starsze. Wikszo
jednak nie cakiem wyrosa z niechci do pci przeciwnej i prby powanych rozmw czsto
koczyy si dziecinnym dokazywaniem.
Do tej wanie grupki skierowaa si Imi, jak tylko wesza do wody. Zauwaya tam
chopca imieniem Rissi, ktry czsto przechwala si swoimi wyprawami poza miasto z
ojcem, bdcym kupcem. Twierdzi te, e zna sekret przemycania rzeczy z miasta. Dlatego
chciaa z nim porozmawia.
Dzieci z ostronym zaciekawieniem obserwoway, jak pynie w ich kierunku. Zawsze
pozwalay jej uczestniczy w swoich zabawach i sucha swoich rozmw. Miaa nadziej, e
j lubi, a nie e boj si powiedzie ksiniczce, by sobie posza.
Rissi by midzy nimi. Umiechn si, kiedy podcigna si obok nich na brzeg.
- Hej, ksiniczko - powiedzia.
- Hej - odpara. - Miae ostatnio jakie przygody? Zmarszczy nos.
- Ojciec wykry, e uciekaem z lekcji. Nie chce mnie zabra na nastpn wypraw.
Ze wspczuciem pokrcia gow.
- To marnie.
- Urodziny krla s ju za trzy dni - odezwaa si jedna z dziewczt. - Cieszysz si?
- Tak! - umiechna si Imi.
- A postanowia ju, kogo ze sob przyprowadzisz? Dziewczynka ju trzeci raz
zadawaa jej to pytanie w cigu ostatnich tygodni. Imi nie rozumiaa, czemu miaaby kogo
ze sob przyprowadzi, skoro mieszkaa ju przecie w paacu. Dopiero wczoraj zrozumiaa,

e tamta chciaaby przyj na bal i miaa nadziej, e Imi j zaprosi.


- Nie miaam okazji zapyta ojca - odpara i westchna. - Jest bardzo zajty. Od
tygodnia go nie widziaam.
Pomruczeli co ze wspczuciem. Rozmowa przesza na inne tematy. Imi suchaa i od
czasu do czasu zadawaa pytania. W przeszoci niektre z jej pyta wywoyway
zmarszczenie brwi, a nawet tumione miechy. Ale im wicej si dowiadywaa o ich yciu,
tym atwiej byo jej pyta o takie rzeczy, ktre miay dla nich sens.
Zaczy si przekomarzania, chopcy prbowali si siowa. Rissi tym razem si nie
przyczy, cho z umiechem obserwowa te zabawy. Imi przysuna si bliej i zawoaa go
po imieniu.
Obejrza si zdziwiony.
- Jeli ojciec nie chce ci zabra poza miasto, czemu sam nie popyniesz? - spytaa.
Popatrzy na ni i pokrci gow.
- Miabym kopoty.
- Ju masz kopoty - przypomniaa mu. Parskn miechem.
- Masz racj. Rwnie dobrze mog robi, co chc. Ale dokd miabym i?
- Przychodzi mi na myl pewne miejsce. Par tygodni temu podsuchaam kogo, kto o
nim mwi. Tam jest skarb.
Ze wzroku chopca wywnioskowaa, e rozbudzia jego zainteresowanie.
- Gdzie? Odpyna kawaek.
- To tajemnica.
- Nikomu nie powiem.
- Nie? A jeli zobacz, jak wypywasz z gwnego tunelu? Bd chcieli si dowiedzie
dlaczego.
- Nie powiem im.
- Ale gdyby twj ojciec zagrozi, e ju nigdy ci ze sob nie zabierze? Zao si, e
wtedy powiesz.
Zmarszczy czoo i odwrci gow.
- Moliwe. Ale nie popynbym tamtdy. Udaa zdumienie.
- A jaka jest inna droga?
- Sekretna droga.
- Jest inne przejcie do miasta? Przyjrza si jej.
- Nie. Ze wzgldu na prdy tylko tdy moesz wypyn. Podesza bliej i zniya
gos.

- Jeli pokaesz mi, jak mona wypyn z miasta, ja ci poka, gdzie jest ten ukryty
skarb.
Przez chwil przyglda si jej w zamyleniu.
- To bdzie o wiele zabawniejsze, ni tkwi tu przez cay dzie - dodaa.
- Ale obiecujesz pokaza mi skarb? - zapyta.
- Obiecuj.
- Na ycie twojego ojca?
Przysiga bya do popularna wrd dzieciakw, ale jednak Imi musiaa si zawaha.
- Przyrzekam na ycie mojego ojca, e poka ci ukryty skarb, jeli ty mi pokaesz
tajne wyjcie z miasta.
Kiwn gow z umiechem.
- No to chod. Zamrugaa zdziwiona.
- Chcesz i ju teraz?
- Czemu nie?
Obejrzaa si na Teiti, ktra obserwowaa j czujnie.
- Czekaj. Musimy jako uciec mojej ciotce, bo mnie zatrzyma.
- Nie warto - zapewni Rissi. - Moesz si tam dosta z tej sadzawki. Zobaczy, jak
nurkujesz, i nie bdzie wiedziaa, gdzie wypyna. Zanim si zorientuje, e ci tu nie ma,
bdziemy daleko.
To bya okazja, na ktr czekaa. Ale jednak nie moga si zdecydowa. Teiti bdzie
si bardzo gniewa... Rissi drwico unis brwi.
- Co jest? Boisz si, e bdziesz miaa kopoty? Przekna lin, a potem pokrcia
gow.
- Nie. Poka mi.
Poczapa na gbsz wod i zanurkowa. Nabraa tchu, w nadziei, e Teiti uzna to za
wstp do zawodw, kto duej potrafi wstrzymywa oddech. A potem zanurzya si pod powierzchni.
Rissi kierowa si ku gbszej wodzie, gdzie krciy si starsze dzieci. Pyn szybko i
Imi musiaa si mocno stara, by za nim nady. Pojawi si wylot tunelu i poczua, jak za
Rissim wcigaj j tam prdy, ktre utrzymyway w Dziecicej Sadzawce czyst wod.
Nigdy jeszcze nie pyna tym tunelem. Miaa nadziej, e Rissi nie wybraby tej
drogi, gdyby nie wynurzaa si gdzie, zanim skoczy im si powietrze.
Wkrtce zobaczya nad sob pomarszczon powierzchni wody. Rissi podpyn,
odetchn i zanurkowa znowu. Posza za jego przykadem i ktem oka zobaczya jedn z

biedniejszych dzielnic miasta.


Przepynli jeszcze przez kilka tuneli, a woda i domy za kadym razem staway si
brudniejsze. Z niesmakiem uwiadomia sobie, e znaleli si w prdach odpywu, ktre
usuway z miasta nieczystoci. Zacza pilnowa, eby nie przekn ani odrobiny wody.
Prd by coraz silniejszy. Wypynli przy popkanej cianie budynku i przytrzymali
si kamieni na brzegu, by nie da si porwa dalej. Rissi popatrzy na ni z powag.
- To ju ostatni kawaek. Kiedy znowu si wynurzymy, bdziemy ju na morzu.
Jedyna droga powrotu prowadzi gwnym tunelem. Albo moemy wyj tutaj i wrci
piechot.
Spojrzaa w stron, w ktr odpywaa woda. Prd pocignie ich tunelem, a jeli po
drodze bdzie zablokowany albo ona o co zaczepi, moe atwo uton.
- Ile razy ju to robie? Wyszczerzy zby. - Raz.
Serce bio jej mocno. Uwiadomia sobie, e jest wystraszona.
- To zy pomys.
- Nie musimy tam pyn - zapewni j chopak. - Nie powiem innym, e
zrezygnowaa. Ale pokazaem ci drog na zewntrz, wic teraz musisz mi powiedzie, gdzie
jest skarb.
Przyjrzaa mu si z poczuciem frustracji i zoci. Nie uprzedzi, e to bdzie takie
niebezpieczne. Ale przecie ju raz tdy pyn i przey. Jak bardzo moe to by trudne?
Wystarczyo, e pozwoli si nie prdowi...
Zebraa si na odwag i wyzywajco spojrzaa mu w oczy.
- Nie, dopki nie znajdziemy si po drugiej stronie - owiadczya.
Rozemia si i hukn radonie:
- Zrbmy to! Staraj si pyn rodkiem nurtu. I solidnie nabierz tchu. Bd ci
trzyma, dopki zdoam. Gotowa? Na trzy. Raz, dwa...
Serce podeszo jej do garda, ale wcigna powietrze do puc.
- ...trzy!
Zanurkowali. Rissi chwyci j za rk i trzyma mocno, kiedy pdzili przez mrok. Nie
wiedziaa, jak ma pyn porodku, skoro nic nie widzi, ale po chwili zauwaya sabe
lnienie cian. Ich powierzchni ozdabiay drobne spirale wiata.
wietliki, pomylaa. Ich obecno pokazuje, jak brudna jest tutaj woda. Ale Imi bya
zbyt przeraona, by martwi si zatruciem. Nigdy jeszcze nie pyna tak szybko; bya pewna,
e zanim to si skoczy, rozbije si o cian.
Tunel zacz skrca w rne strony. Musieli gorczkowo macha rkami i nogami, by

unika zderze ze sterczcymi tu i tak kamieniami. Dostrzegaa najrozmaitsze przedmioty,


ktre utkny w szczelinach i zagbieniach powierzchni - nawet, ku swemu przeraeniu,
czaszk.
I kiedy puca zaczy ju protestowa, minli zakrt i zobaczya, e prd niesie ich ku
plamie ciemnego bkitu. Rissi puci jej rk i ruszy szybciej, a niemal wyskoczy przez
wsk szczelin. Machna nogami i zdoaa si przelizgn, nie zaczepiajc o skay.
Prd zwolni i zamar. Obejrzaa si i zobaczya znikajc w mgiece skaln cian. W
dole dostrzega niewyrany zarys morskiego dna. Poza tym ze wszystkich stron otacza j niezmierzony bkit, jakby przeraajcy w swych moliwociach.
Jednak najbardziej naglce w tej chwili byo pragnienie oddechu. Popyna ku
rozfalowanej powierzchni, wynurzya si i wypucia tak dugo trzymane w pucach
powietrze, by natychmiast odetchn wieym.
Zanim nabraa tchu, woda zalaa jej gow. Imi zachysna si, machna nogami,
wypyna na powierzchni i zakaszlaa. Ale cay czas musiaa walczy, by utrzyma gow
nad wod.
- Rissi! - zawoaa wystraszona.
- Imi! - nadesza odpowied.
Po chwili milczenia pojawia si gowa.
- Dlaczego to si tak rusza? - wysapaa. - Jest sztorm?
- Nie - odpar rozbawiony. - To normalne. To s fale. - Umiechn si szeroko. - Nie
bya jeszcze na zewntrz, prawda?
- Byam. Ale wtedy nie byo takie... takie faliste. Odkrya, e jeli porusza nogami,
moe unosi si i opada wraz z fal.
- Dokd teraz? - spyta Rissi. - Co?
- Gdzie jest skarb?
- Aha... - Uspokoia myli. - Przy wyspie Xiti.
- Xiti!
Popatrzy na ni zniechcony.
- Tak. Znasz drog?
Kiedy potrzsn gow, ogarno j rozczarowanie.
- Och... Powinnam bya zapyta.
- Wiem, gdzie ley Xiti - zapewni. - Ale to daleko std. Musielibymy pyn bardzo
dugo.
Poczua promyk nadziei.

- Ile?
Znowu potrzsn gow.
- Trzy, moe cztery godziny.
- Nie tak le. Moemy tam dotrze i wrci jeszcze dzisiaj.
- Ile czasu trzeba, eby zdoby ten skarb? - zapyta. Zmarszczy brwi. - I co to za
skarb? Nie bd pyn przez cay dzie, jeli nie jest tego wart.
- Jest tego wart - zapewnia z umiechem. - Podsuchaam kupcw rozmawiajcych o
morskich dzwonkach. Mwili, e niektre byy wielkie jak pi.
Oczy mu bysny.
- Naprawd? A czemu ich nie zabrali?
- Bo... - Imi zastanowia si nad moliwymi odpowiedziami. Czy Rissi zmieni zdanie,
jeli mu powie o ziemiochodzcych? - Bo czekali, a jeszcze urosn.
- Urosn... - powtrzy. - To pewnie nie zauwa, jeli paru zabraknie. Ale... my
chcemy je ukra, Imi. A jeli nas zapi?
- Nic, co ronie w oceanie, nie naley do adnego czowieka, dopki nie bdzie
zebrane - zacytowaa.
Poruszy wargami, a potem znw si umiechn.
- Bd bogaty! - Spojrza na Imi. - Ale ty przecie ju jeste bogata! Po co ci te
dzwonki?
- Na prezent urodzinowy dla ojca - wyjania.
- Czyli o to chodzi... - Rozemia si gono. - Jestemy poza granicami miasta i oboje
bdziemy mieli kopoty. Rwnie dobrze moemy pyn dalej. Za mn.
Zanurzy si pod wod. Imi odetchna gboko, zanurkowaa pod falami i popyna
za nim.
Mirar ze zdziwieniem patrzy na zastawiony blat zaimprowizowanego stou. Przed
nim parowaa misa z zup. Na grubej drewnianej pycie leao co owinite limi, co
pachniao pieczonym misem i zioami. Misa zielonych lici i wieych korzonkw staa po
jednej stronie, po drugiej parujce gotowane bulwy. Nie brakowao te zwykych dojrzaych
owocw.
- Co to takiego? - zapyta.
- Uczta - odpara.
- Czy tym wanie zajmowaa si cay ranek?
- Gwnie.
- A z jakiej to okazji?

- eby co uczci.
- Co takiego?
Postawia na stole dwa wyrzebione przez niego kubki i wyprostowaa si.
- Nie wykryam twoich emocji ju ponad tydzie. Myl, e to dostatecznie dugo, by
uzna, e nauczye si zasania umys.
Zmruy oczy.
- To nie wszystko...
- Co? Moliwo opuszczenia tej jaskini to niedostateczny powd?
Wyja skrzany bukak i przesuna go do kubkw. Z wydronego kijka, ktry
suy za wylot, popyna struka ciemnego, purpurowego pynu. Zapach by znajomy, cho
nie czu go od wiekw - to teepi, napj alkoholowy Siyee.
- Skd to wzia?
- Wyhandlowaam. Od Siyee.
- Wrcili?
- Tak, dzisiaj wczesnym rankiem. Chyba si niepokoj, e zgin. Albo e postanowi
zosta.
- Hm... - Podnis kubek i wypi yk. Ognisty napj rozgrza mu gardo. - Dobrze, e
nauczyem si ukrywa myli. Nie moemy tu duej przebywa.
- Nie - zgodzia si. Usiada i signa po swoj zup. - Dali mi te girri. Musiaam je
przygotowa jeszcze dzisiaj, wic pomylaam, e rwnie dobrze mog urzdzi uczt. Teraz
nie mam ju wiele do roboty.
Przyglda si, jak je zup.
- Zaczynasz si ze mn nudzi, tak? Umiechna si figlarnie.
- Nie. Nigdy nie uwaaam ci za nudnego, Mirarze. Prawd mwic, zawsze
wydawae mi si troch zbyt interesujcy.
Parskn miechem. No tak... Oto nadeszo. Zaproszenie. Zauway, jak czasami na
niego patrzy... W zamyleniu. Zaciekawiona. Z podziwem.
Iskra namitnoci wci jeszcze si w niej tlia. A w nim?
Cofn si pamici do innych czasw i okolicznoci, ktre doprowadziy ich do
ka, i poczu, e znowu rozpala si w nim dawne, ale znajome zainteresowanie. Tak,
pomyla. Wci tu jest...
- Zastanawiaam si dzisiaj - owiadczya, stawiajc na stole pust misk - czy przey
jeszcze kto z Dzikich.
Czekaa na jego opini. Znowu ykn teepi, dajc sobie czas na powolne wynurzenie

z przyjemnych wspomnie.
- Wtpi - stwierdzi.
Zacisna wargi. Co przypomniao mu o innej sytuacji, kiedy zamilka i zrobia tak
min, zastanawiajc si, co dalej. Bya wtedy naga, o ile sobie przypomina.
Potrzsn gow, by wrci mylami do teraniejszoci.
- Skoro ty i ja nadal yjemy, to czemu nie oni? - upieraa si. - Wiemy, e Wyrocznia
zostaa zabita i Farmer te, ale co z Mew? Co z Blinitami i Stwrc?
- Stwrca nie yje. Sam si zabi, kiedy jego twory zostay zniszczone.
Patrzya na niego ze zgroz.
- Biedny Heri.
Mirar wzruszy ramionami.
- By ju stary. Najstarszy poza Wyroczni, a ona bya na wp szalona.
- Mewa i Blinita byli modsi - stwierdzia w zadumie. - Co z Bibliotekarzem?
- Nie wiem, ale wtpi, eby nadal pilnowa biblioteki w Soorze. To bya ruina jeszcze
przed wojn bogw.
Westchna. Mirar zastanowi si gboko. Wci odczuwa podniecenie, cho teraz
przytumione t rozmow. Bya zbyt zamylona... Jeli zwrci jej uwag na inne sprawy, co
wtedy zrobi?
- To zbyt ponury temat rozmowy jak na uczt - owiadczy. Sign do misy, wzi
jaki owoc i odci plaster. Zwrcia si w jego stron, ale jej spojrzenie wci odpywao
gdzie w dal. Pochyli si nad stoem i wsun jej plaster do ust.
- ycie jest za dugie, by pomija okazje do rozkoszy - wymrucza.
Szeroko otworzya oczy, a potem zmruya je.
- Powiedziae to...
- Dawno temu. Zastanawiaem si, czy bdziesz pamita. Wyja owoc z ust.
- Trudno byoby zapomnie... Spojrza znaczco na odcity plaster.
- Nie podzielisz si tym?
Jej renice rozszerzyy si, a na twarzy z wolna rozkwit umiech.
- To by bya chciwo - owiadczya.
Wstaa i obesza st; oczy jej byszczay. Umiecia plaster owocu w ustach, pochylia
si i podsuna mu go.
O tak, pomyla. Chwyci j w pasie, przycign do siebie i wgryz si w owoc. Ich
wargi si zetkny, usta zamkny na owocowej sodyczy. Czu, jak zby przebijaj soczysty
misz, czu jej rce na swojej szyi, jdrno jej poladkw pod domi...

Zapono w nim podanie i wyczuwa, e ona reaguje z rwn namitnoci. I nagle


zapragn wszystkiego naraz: pocign j na ko i jednoczenie prbowa rozbiera, ale nie
udao mu si ani jedno, ani drugie. Zamiaa si i pchna go na plecy, a potem siada na nim
okrakiem. cigna sukni i rzucia na bok, a jemu brako tchu, gdy odsonia piersi. Bya
doskonaa - ale czy moga by inna, skoro potrafia tak atwo zmienia swj wiek?
Odsuna jego rce i cigna mu kamizelk oraz tunik, a potem przesuna do do
spodni. Rozwizaa troki, szarpna w pasie w d, a potem spojrzaa i umiechna si. Nastpnie, bez sowa, przesuna si bliej i poczu jej ciepo...
Nie!
Ta myl nie naleaa do niego. Uczucie rozdaro go, szarpno nerwami. Nie umia go
nazwa. Groza? Gniew? A sykn z zaskoczenia i szoku. Mia wraenie, e caa jego istota
zapada si w cierpienie. Ogie we krwi zosta stumiony chodem, ktrego nie mg strzsn,
dranicym uczuciem cudzej woli walczcej z jego wasn.
Leiard...
- Nie! - zaprotestowa. Usiad tak gwatownie, e Emerahl na chwil stracia
rwnowag. - Ty draniu!
Emerahl opara si i spojrzaa zdziwiona.
- Mam nadziej, e to nie do mnie si zwracasz - rzeka oschym tonem.
Nie potrafi odpowiedzie. Caej siy woli potrzebowa, by zachowa panowanie nad
wasnym ciaem.
Nie mog ci na to pozwoli, owiadczy Leiard. Nie mog pozwoli, eby znowu
zdradzi Auray.
Auraya si nie liczy, zoci si Mirar. Nie moesz do niej wrci! Ty nawet nie
istniejesz!
Emerahl przygldaa mu si spod zmruonych powiek. Mirar czu, e wola Leiarda
sabnie. Odetchn gboko, starajc si zapanowa nad zoci.
- Nie chodzio mi o ciebie - zapewni. - To on... On to zrobi. On... powstrzyma mnie.
Nie mog uwierzy... Mylaem...
- .. .e jeli nie pozwolisz mu na przejcie kontroli, nie bdzie ci ju nka? Pokrcia gow i wysza z ka. - Uprzedzaam, e to nie takie atwe.
- I co ja mam zrobi?! - zawoa. Wsta i gwatownie podcign spodnie. Jeli w ogle
mona umrze z upokorzenia, mia wraenie, e jest ju tego bliski. - Czy od teraz nie pozwoli mi si przespa z adn kobiet, bo czuje lojalno wobec tej... tej...
- Aurai - dokoczya.

Signa po sukni i zacza si ubiera.


Jej akceptacja tej jego nagej impotencji bya chyba bardziej upokarzajca, ni gdyby
j rozmieszya. Mogaby przynajmniej udawa, e jest zaskoczona...
- Musisz si pogodzi z tym, e Leiard jest czci ciebie - stwierdzia. - Nie moe
odczuwa niczego, co w tobie nie istnieje.
- Najwyraniej moe. Ja przecie nie kocham Aurai. Obejrzaa si i umiechna.
- Nie, ale jaka cz ciebie tak. Niestety, to ta cz, ktrej nie lubisz. Musisz j
zaakceptowa razem ze wszystkim, czym moesz by, jak tego dowodzi Leiard. W
przeciwnym razie... - Zmarszczya brwi i odwrcia wzrok. - Obawiam si, e ju nigdy nie
bdziesz w peni sob.
- Nie wiesz tego na pewno...
- Nie, ale mog si zaoy. - Wrcia do stou i usiada. Rozwina pieczone girri i
zacza odrywa kawaki misa. - Jedz. Nie jestem uraona. Troch rozczarowana. Moe
troch zakopotana. Ale nie uraona.
- Ty jeste zakopotana - mrukn. - A ja totalnie upokorzony. Pierwszy raz w yciu
nie byem w stanie...
- Jedzmy, dobrze? - przerwaa mu. - Nie mam ochoty na wysuchiwanie kolejnych
legend o twojej seksualnej sprawnoci. Nie teraz. I stanowczo nie przy jedzeniu.
Pokrci gow. Gniew przygas, zmieni si w ukryte, mroczne emocje, nad ktrymi
mg ju zapanowa. Usiad na brzegu ka i spojrza ponuro na jedzenie. Zauway z boku
bukak teepi, dola sobie do kubka, wychyli do dna i nala znowu.
- To nie s adne legendy - burkn.
- Wiem - zapewnia Emerahl z demonstracyjn ustpliwoci.
- Ja naprawd...
- Jedz teraz.
Westchn ciko i sign po miso.
Teiti staa na brzegu Dziecicej Sadzawki. Nogi jej dray. Mina ju godzina od
zniknicia Imi. Wci pamitaa obraz ksiniczki, zanim ta zanurkowaa pod wod.
Ona i stranicy wypytali dzieci, ale nikt nie widzia wychodzcej dziewczynki. Teiti
wysaa wszystkich gwardzistw prcz jednego do licznych wyj z jaskini, by sprawdzili,
czy moe kto czego nie zauway.
- Wrci - pociesza j ostatni stranik. - Najpewniej wymkna si, eby mie troch
czasu sam na sam z tym chopakiem.
To mnie wcale nie uspokaja, mylaa Teiti. Jest za moda, eby si interesowa

chopcami. Gdyby nie to, byabym tak samo przeraona, e chowa si gdzie z synem
prostego kupca.
- Pani...
Spojrzaa na stojce przed ni dwie dziewczynki. - Tak? O co chodzi?
- Pomylaam, e powinna wiedzie - rzeka jedna z nich. - W najgbszej czci
sadzawki jest tunel. Wypywa za miasto. Wiem, e Rissi uy go kiedy, gdy ba si, e Kizz
go spierze.
Spierze go? Teiti zdusia przeklestwo. Dlaczego pozwalaam Imi bawi si z tymi
dzikusami?
- Gdzie jest?
- W najgbszym miejscu. - Dziewczynka wycigna rk.
- Sprawdz - zaproponowa stranik. - Jeli maj racj, bdziemy musieli przeszuka
cale miasto.
Cae miasto... Teiti westchna. Szanse, e krl si nie dowie, malay z kad chwil.
Im duej nie byo Imi, tym mniej Teiti si przejmowaa, co powie albo zrobi jej ojciec.
Najwaniejsze, czy nic dziewczynce nie grozi.
- Id - powiedziaa. - Sprawd, gdzie prowadzi. Pol po pomoc.
Kiedy wszed do wody, odwrcia si i ruszya do gwnego wejcia. Jeden z
gwardzistw wypytywa tam ludzi. Wyprawi go do paacu... Czas ju zawiadomi krla o
znikniciu jego crki.

13
Dwa veezy okray si powoli z wypronymi ogonami. Auraya westchna i
pokrcia gow.
- Zapomniay, e s ju dorose. Mairae rozemiaa si.
- Tak. S jak dwjka dzieciakw, ktre potrafi si tylko przezywa i siowa.
Gwiezdny Py skoczya na Figla i wszelkie szczegy si rozmyy, bowiem oba
zwierzaki stay si rozmazan kul futra, apek i ogonw.
Mairae zachichotaa.
- Jak ci idzie szkolenie Figla? - zapytaa.
- No wiesz... - Auraya skrzywia si lekko. - Nie ma mechanicznego zamka, ktrego
nie potrafiby otworzy. atwiej si z nim czy, kiedy ju troch wydorola, i udaje mi si
utrzyma jego uwag duej ni par chwil. Ostatnio odzywa si te w moich mylach.
Oba veezy rozdzieliy si i przez chwil trajkotay do siebie. Potem rwnoczenie
uday znudzenie i zaczy si my.
- Poznaa Keerima? - spytaa Mairae.
- Nie.
- To synny treser veezw, ktry przyby niedawno z Somreyu. Cakiem przystojny
zreszt. Powinna si z nim um...
: Aurayo.
Woanie nadeszo do Jurana.
: Tak?
: Bogowie wzywaj nas do Otarza. Mairae jest z tob?
: Tak. Przeka jej.
: Dobrze. Zabior was obie po drodze.
Mairae przygldaa si jej niecierpliwie.
- O co chodzi? Auraya wstaa.
- Zostalimy wezwani do Otarza.
- Do Otarza? - Mairae zdziwia si. Wstaa i podniosa Gwiezdny Py z podogi. - To
niezwyke. Zastanawiam si, czy bogowie maj dla nas odpowied.
- W sprawie istnienia bogw pentadrian?
Auraya sprbowaa zapa Figla, ale wymkn si. Pocigna za sznur dzwonka. Nie
miaa teraz czasu na gonitwy z veezem - suca bdzie musiaa si nim zaj.

Wyszy z pokoju i wkroczyy do centralnej studni Wiey, gdzie znajdoway si


spiralne schody. Auraya usyszaa, jak Figiel telepatycznie wzywa j po imieniu. Zwierzak
zdoa jako w jednym sowie wyrazi gbokie rozczarowanie jej niespodziewanym
znikniciem.
Mairae postawia Gwiezdny Py na pododze.
- Wracaj do domu - polecia i veez pobieg schodami w d. - Grzeczna dziewczynka.
Wyprostowaa si i spojrzaa w gr studni.
- Klatka ju zjeda.
- Tak. Juran powiedzia, e zabierze nas po drodze. Patrzyy, jak dno klatki zblia si
powoli. Kiedy zrwnao si z poziomem ich oczu, zwolnio. Wewntrz stali Juran i Dyara.
Klatka zatrzymaa si, Juran otworzy im drzwi i odstpi, by je przepuci.
Min mia powan, moe nieco melancholijn, ale umiechn si.
- Nie, nie wiem, czemu bogowie nas wezwali - owiadczy, nim zdyy zapyta. Miejmy nadziej, e to dobre wieci.
Dyara zerkna na niego, unoszc brew.
- Trudno raczej oczekiwa, ebymy mieli nadziej na ze wieci, prawda?
- Rzeczywicie - rozemia si przywdca Biaych. Klatka znowu ruszya w d. Kiedy
mijali kwater Riana, Mairae spojrzaa pytajco na Jurana.
- Rian by w miecie. Spotka si z nami przed Otarzem - wyjani. Zwrci si do
Aurai. - Jak si rozwija szpital?
- Zaskakujco dobrze - powiedziaa. - Zdarzyo si kilka rnic opinii, ale w kocu
trudno si dziwi. Nasze metody raczej nie bd takie same. - Urwaa, niepewna, na jakich
konkretnie informacjach zaley Juranowi. - Wiele si uczymy od tkaczy snw - dodaa.
- A oni od nas?
- Czasami.
- Czy tkacze ukrywaj swoj wiedz? - spytaa Dyara.
- Jeszcze nie.
- Dziwi si. Kto by pomyla, e zdradz swoje sekrety kapanom...
- Nigdy nie uwaali tego za sekret - wyjania Auraya. - To daoby im powd, by
odmwi leczenia, co jest wbrew ich zasadom. Nigdy nikomu nie odmawiaj pomocy.
- Godna podziwu regua - przyzna Juran. - Jej przyjcie powinnimy powanie
rozway.
Dyara popatrzya na niego zdziwiona.
- Nawet jeli oznaczaoby to leczenie pentadrian? Juran umiechn si ironicznie.

- Istnieje moliwo, e nasze wybitne zdolnoci uzdrawiania pozwol nam pewnego


dnia zdoby uczucia mieszkacw poudniowego kontynentu.
Klatka zacza zwalnia.
- Nie, jeli ich bogowie s prawdziwi.
- Wtedy nie - zgodzi si Juran. Klatka zatrzymaa si porodku holu.
- Wwczas to, e mamy wielk liczb utalentowanych cyrkliaskich uzdrowicieli,
moe by nawet waniejsze - dokoczy Juran. - Nie moemy powierza leczenia naszych
rannych pogaskiemu kultowi, niewane, jak dobrze potrafi to robi. To daoby im wiksze
wpywy, nibym chcia.
Wyprowadzi ich z klatki. Auraya zastanowia si nad jego sowami. Najwyraniej
spodziewa si, e za sto lat tkacze snw nadal bd istnieli - nie znikn, kiedy utrac swoj
gwn przewag nad cyrklianami. By moe poprosi j o zaoenie tego szpitala z powodw
nieco innych, ni sdzia.
Juran dotar do wyjcia z Wiey i poprowadzi ich na wiato soca. Przed Kopu
zatrzyma si osonity platten. Rian wysiad, machn na wonic, by odjecha, a potem
odwrci si i zaczeka, a podejd pozostali Biali. Auraya zobaczya, e oczy jarz mu si
religijnym uniesieniem. Bez sowa ruszy za nimi pod ukowe przejcia Kopuy.
Po jaskrawym blasku soca, cie pod Kopu nis ulg. Gdy oczy Aurai
przystosoway si do sabszego owietlenia, zobaczya, jak rozchyla si pi cian Otarza.
Juran szed na czele, przez hal do podium i do Otarza. Gdy tylko zajli miejsca, ciany znw
si uniosy.
Przywdca Biaych milcza przez chwil, jak zawsze, kiedy zastanawia si, co
powiedzie. Ale gdy nabra tchu, by przemwi, Auraya wyczua w pobliu jaki ruch. I
nagle zdaa sobie spraw z magii w otaczajcym j wiecie i e ta magia faluje i wibruje
obecnoci. Odwrcia gow, by spojrze w tamt stron.
- Chaio, Huan, Lore, Yranno, Saru... - zacz Juran. Auraya a sykna, gdy
zrozumiaa, e to, co wyczua, jest bogiem.
: Witaj, Aurayo.
Lnienie zaczo nabiera formy w jednym z rogw Otarza. Szybko stao si postaci
mczyzny. Auraya usyszaa gony oddech Jurana i ciche pomruki zaskoczenia pozostaych.
- Chaio... - odezwa si Juran i zacz wstawa.
: Zosta. Chaia powstrzyma go ruchem rki.
Auraya czua, jak wiat wok wibruje - to przybywali pozostali bogowie. Patrzya z
zachwytem, gdy kolejno stawali si widzialni jako wiato w ludzkiej postaci.

: Wezwalimy was, eby opowiedzie o rezultatach naszych poszukiwa, powiedzia


Chaia. Po czym spojrza na Huan.
: Szukalimy w caej Ithanii Pnocnej i Poudniowej, rzeka bogini, ale nie
napotkalimy adnych innych bogw.
: To nie znaczy, e nie istniej, ostrzeg Lore. Mogli si ukry przed nami. Mog te
istnie poza tymi terytoriami.
: Bdziemy kontynuowa poszukiwania, zapewnia z umiechem Yranna. Ale lepiej,
jeli nie bdziecie opuszcza Ithanii wszyscy naraz.
: To pozostawioby was bez ochrony, gdyby ci bogowie jednak istnieli i chcieli wam
zaszkodzi, doda Saru.
Juran przytakn.
- Czy moemy jakkolwiek pomc? - zapyta.
: Nie, odpar Chaia. Na razie nie spodziewam si konfrontacji z pentadrianami.
- Rozumiemy.
Chaia raz jeszcze spojrza na innych bogw, po czym kiwn gow.
: To wszystko. Przemwimy do was znowu, kiedy znajdziemy wicej odpowiedzi.
I pi janiejcych postaci znikno.
Ale nie znikny z pola zmysw Aurai. Czua, jak Huan, Lore, Yranna i Saru dryfuj
coraz dalej, a kiedy si ju rozpynli, poczua jeszcze najlejszy dotyk umysu Chai. A potem
i on si oddali.
- Aurayo?
Podskoczya. Juran przyglda si jej badawczo.
- Co si dzieje? - zapyta.
- Bogowie. Czuam, jak przybywaj i jak odchodz.
Unis brwi.
- Czua ich?
- Tak. To byo... dziwne.
- Zdarzyo ci si ju co takiego? - zainteresowaa si Dyara.
Auraya pokrcia gow.
- To co podobnego do tego wyczucia mojej pozycji w stosunku do wiata. Potrafi
wyczuwa magi wok siebie.
- A bogowie to istoty z magii... - Mairae kiwna gow. - Tak.
ciany Otarza opuszczay si ju na podog, ale adne z nich nie wstawao. Juran
wydawa si zamylony, Dyara sceptyczna. Rian marszczy czoo. Ale kiedy Auraya spojrzaa

mu w oczy, ta zmarszczka znikna i umiechn si, chocia z przymusem.


- Zaczynam si ju przyzwyczaja do kolejnych etapw rozwoju twoich niezwykych
zdolnoci, Aurayo - stwierdzi Juran. Zamia si krtko. - Jak tylko zrozumiesz, co to
oznacza, zawiadom mnie. A teraz... - spojrza na kade z nich i wsta - sugeruj, ebymy
wrcili do naszych obowizkw.
Auraya podniosa si wraz z pozostaymi, ale zostaa z tyu, kiedy schodzili z
podwyszenia na podog Kopuy. Obejrzaa si jeszcze i skoncentrowaa, ale w magii
wewntrz Otarza nie wyczua niczego niepokojcego.
Byy jednak drobne zakcenia rozkadu magii wok niej. Odwrcia si i ledzia je,
podajc za Biaymi do Wiey. Zauwaya, e te magiczne wahania najsilniejsze s u jej
podstawy. Dyara z Juranem zaczli omawia polityk genriask, jednak Auraya bya zbyt
zajta tym, co wyczuwaa, by zwraca uwag na t dyskusj.
Dotarli do Wiey i weszli do rodka. Fluktuacje nie osaby ani si nie nasiliy. Ju
miaa skierowa uwag na rozmowy swych towarzyszy, kiedy nagle nastpia zmiana.
Stanli wanie przed klatk w rodku hali. W tym miejscu magia bya wyranie
sabsza... Nie zauwayaby tego, gdyby zwyczajnie cigaa magi do siebie, gdy pozostao
jej dosy, by umoliwi dziaanie wikszoci Darw.
Ale wyranie bya tu rozrzedzona.
Co jest przyczyn, zastanawiaa si. Czy kto zuy tu duo magii, czy moe to
naturalne zjawisko?
Otwieraa ju usta, by powiedzie o tym Juranowi, ale zauwaya, e Rian si jej
przyglda. Rzuci jej kolejny wymuszony umiech.
Powiem mu kiedy indziej, postanowia. Na osobnoci.
Dwie ogromne, wyduone misy koysay si ciko na wodzie. Byy zrobione z
drewna. Imi miaa wraenie, e ustawiono w nich pionowo jakby pnie drzew, okorowane i
pozbawione gazi. Z tych pni zwisao mnstwo sznurw, drewniane belki i co, co
wygldao na wielkie bele ptna.
- To s statki, prawda? - spytaa. - Ojciec mi je opisa. Rissi spojrza na ni dziwnie.
- To odzie. Nigdy dotd nie widziaa odzi ani statkw, co?
- Nie.
- Jeli tu wanie byy morskie dzwonki, to ziemiochodzcy dotarli do nich pierwsi uzna Rissi z wyranym rozczarowaniem.
- To zaley...
- Od czego?

- Czy zebrali ju wszystkie. Gdyby tak, to przecie by tu nie zostawali.


Rissi zastanowi si, ale potem zmarszczy czoo i pokrci gow.
- O co ci chodzi? ebymy si zakradli i par wzili? A jeli nas zobacz? Zabij nas.
- Wic musimy si postara, eby nas nie zobaczyli. - Ale...
Zanurkowaa i podpyna do skay, ktra znajdowaa si bliej odzi. Wychylia si
zza niej i uwanie przyjrzaa ziemiochodzcym.
Teraz widziaa wicej. Patrzya, jak chodz tam i z powrotem na czym, co pewnie
byo pask podog wewntrz tej misowatej czci odzi. Powrozy zwisay do wody.
Zauwaya jaki ruch w wodzie - wynurzya si gowa ziemiochodzcego. Podpyn
do odzi i usyszaa daleki, gardowy gos. Jeden z ziemiochodzcych w odzi sign do
niego, a pywak poda mu worek, ktry tamten wcign do rodka. Potem zanurkowa
znowu; tylko przez moment widziaa jasnobrzow skr jego plecw.
Rissi wynurzy si przy niej.
- Morskie dzwonki musz jeszcze tam by - powiedziaa mu. - Nurkuj po nie.
- To znaczy, e nie moemy si tam zakra...
- Teraz nie. Ale kiedy musz przesta. Syszaam, e ziemiochodzcy nie mog za
dugo przebywa w wodzie, bo jako choruje im skra.
Gowa ziemiochodzcego pojawia si znowu. Unosia si tylko przez chwil i
znikna ponownie.
- I nie potrafi na dugo wstrzymywa oddechu - mrukn Rissi. - Tylko e my te nie
moemy tu dugo czeka. Potrzebujemy paru godzin, eby wrci, a nie chciabym pyn po
nocy.
- Noc... Moglibymy zaczeka, a zapadnie, a potem przekra si, kiedy oni zasn mylaa gono Imi.
- Nie! Bd mia ju do kopotw! Jeli nie wrc wieczorem, ojciec ju nigdy mnie
ze sob nie zabierze!
Przyjrzaa si chopcu i uznaa, e tym razem nie pomog drwiny, e boi si kary.
Znalaz si ju poza granic brawury.
Znowu spojrzaa na d. Zobaczya, e jeden pywak wyranie zmczony wdrapuje
si do rodka, a nastpny wyskakuje, by go zastpi. Czyli nurkuj na zmian. Nie ma szans,
eby zrobili sobie przerw i dali jej okazj, eby przemkn na miejsce i porwa kilka
dzwonkw.
Plusk niedaleko odzi zwrci uwag ziemiochodzcych. Ktry wycign rk i Imi
zobaczya, jak na powierzchni wynurza si czarny strzaoptak z ryb w dziobie. Ptak pokn

zdobycz i wystartowa w powietrze.


- Musimy jako odwrci ich uwag - stwierdzia. Rissi zmarszczy czoo.
- Jak?
- Nie wiem. Masz jaki pomys? Popatrzy na odzie.
- Mylisz, e widzieli ju kiedy Elai?
- Prawdopodobnie nie.
- To mogaby ich czym zaj, kiedy ja zanurkuj po dzwonki.
- Ja? Nie. To by mj pomys. Ty odwrcisz ich uwag, a ja zdobd dzwonki.
- To nieuczciwe. A jeli maj... - Co?
- Wcznie albo co takiego? Spojrzaa na niego zimno.
- Czyli lepiej, eby to mnie przebili, a nie ciebie?
- Nie o to mi chodzio. - Skrzywi si. - Ale jednak to niebezpieczne.
- W takim razie... damy im co, do czego bd mogli celowa. Ju wiem! Wanie mi
to przyszo do gowy. Co, co nie tylko ich zaciekawi, ale te wypdzi z wody pywakw.
- Co takiego?
- Flarkina.
Zblad na samo wspomnienie o okrutnym morskim drapiecy.
- A jak masz zamiar ktrego znale i przekona, eby to ich poera, nie nas?
Parskna miechem.
- Wcale nie musimy. Przyjrzaam si z bliska kostiumom flarkina, jakie nosz
piewacy. S zrobione z kolcw igomaty. Poszukamy jakiej duej i odamiemy par kolcw.
Potem przymocujemy ci je do plecw. Zaczniesz pywa dookoa jak flarkin, tak daleko, eby
nie mogli ci dosign strza. Ziemiochodzcy bd zbyt przeraeni, eby wej do wody.
Milcza przez chwil, ale widziaa, e mu zaimponowaa. Po chwili umiechn si
szeroko.
- Dobrze. Bdzie zabawnie.
- No to poszukajmy igomatowej ryby - powiedziaa. I nie sprawdzajc, czy pynie za
ni, zanurkowaa.
Igomaty spotykao si na kadej rafie. Zaledwie chwil zajo im odnalezienie
odpowiednio duej. Wyamanie kolcw nie byo atwe, a Imi zrobio si potem al
stworzenia, ktre odpezao powoli, krwawic z kilku ran. Ale kolce przecie w kocu
odrosn...
Obawiaa si, e trudno bdzie je umocowa do plecw chopca, ale rozwiza
problem, wycinajc szeroki pas skrzastej morskiej trawy, ktry uformowa na co w rodzaju

kamizelki. Noem przewierci otwory u podstawy kadego kolca, przebi plecy kamizelki i
zabezpieczy je cieszymi kolcami, przesunitymi przez otwory.
Poza zasigiem wzroku ziemiochodzcych w odziach, Rissi zacz wiczy pywanie,
w gr i w d, tak aby tylko kolce przebijay powierzchni wody.
- Kopiesz nogami i wystawiasz je nad wod - zauwaya Imi.
- Bd je trzyma razem, eby wyglday jak petwa ogonowa - odpar z umiechem.
- Ogon flarkina przesuwa si z boku na bok, a nie w gr i w d.
- Aha. No tak... - Zmartwi si. - Masz racj. W takim razie postaram si je trzyma
niej.
- Jeste gotw? Wzruszy ramionami. - A ty?
- Tak! - Kiwna gow.
- No to ruszajmy. I spieszmy si. Kto wie, jak dugo bd wierzy we flarkina.
Podpynli z powrotem do skay i obserwowali ziemiochodzcych tak dugo, eby
wiedzie, gdzie si ktry znajduje. Spojrzaa zachcajco na Rissiego, a ten skin gow i bez
sowa zanurzy si pod wod.
Serce zabio jej mocniej, gdy czekaa, a si znw pokae. Kiedy wreszcie kolce
rozciy powierzchni, sprawdzia, czy ziemiochodzcy co zauwayli.
Wszyscy byli zajci prac.
Kolce pojawiy si znowu, ale ziemiochodzcy nadal niczego nie dostrzegli. Rissi
przesuwa si tam i z powrotem, czasem powoli, czasem nurkujc szybko. Imi zrozumiaa, e
prawdopodobnie widzia kiedy flarkina i teraz naladuje jego poruszenia.
Krzyk kaza jej wrci do obserwacji ziemiochodzcych. Wreszcie zauwayli kolce.
Umiechna si, widzc, e przerwali prac i biegaj nerwowo po odzi. Jeden zastuka
jakim twardym przedmiotem w zewntrzn cian odzi i a tutaj syszaa guchy odgos. Na
powierzchni wynurzya si gowa i ogarno j poczucie tryumfu, kiedy pywak pospiesznie
wdrapa si do rodka.
Moja kolej, pomylaa.
Nabraa tchu, zanurkowaa i popyna szybko w stron odzi. Serce bio jej mocno z
podniecenia, strachu i wysiku, a wreszcie zobaczya nad sob wyduone cienie.
Spojrzaa w d i niewiele brakowao, by ze zdumienia wypucia powietrze.
Ojciec zabra j kiedy poza miasto i pokaza las. Moga wtedy popatrze na pltanin
gazi i lici. Nigdy nie zapomniaa tego widoku. Teraz, spogldajc z gry na koyszce si
lekko gazie morskich rolin, wiedziaa, jak wygldaby las widziany z gry.
Morskie dno przypominao te nocne niebo. Na kadej gazce i odyce byszczay

malekie punkty wiata. Kiedy podpyna bliej, zrozumiaa, e to wanie morskie dzwonki
- kady wypeniony drobnymi ziarnami jasnoci.
Nie wiedziaa, e tak si jarz. Signa po falujce pasma z ich brzemieniem wiate,
wycigna rk i dotkna jednego. By zaskakujco mikki - cakiem niepodobny do twardych, pprzejrzystych dzwonkw, ktre widziaa wczeniej. Chwycia n, ktry poyczy
jej Rissi, i ostronie przecia odyg.
Gdy tylko dzwonek oddzieli si od roliny, wiato zgaso. Ogarno j poczucie winy
i smutek. Miaa wraenie, e nie powinna narusza spokoju tych rolin - byy takie pikne...
A potem przypomniaa sobie o ojcu i przez co przesza, by tu dotrze. I zacza cina
nastpne dzwonki. Kiedy Rissi przygotowywa swj kostium fiarkina, ona zrobia sobie prymitywn torb z drugiego licia morskiej trawy, zwinitego w stoek i spitego krtkim
kolcem. Tam wkadaa dzwonki.
Plusk w grze zwrci jej uwag. Zobaczya sylwetk ziemiochodzcego i serce jej
zamaro.
Pywak wrci...
Przytrzymaa torb jedn rk i odpyna pospiesznie.
Musieli jako odgadn, e ich oszukalimy! A moe kostium zacz si rozpada?
Albo...
Co dotkno jej twarzy, przesuno si po skrze i opltao j, nim zdya
zareagowa. Sznur. Cienkie sznurki splecione w sie... Rozoya ramiona, ale poczua, e
sie owija si wok nich.
Nie panikuj, mwia sobie. Teraz, kiedy zostaa schwytana, uwiadomia sobie, e
coraz bardziej potrzebuje powietrza.
Syszaa opowieci o Elai, ktrzy tonli, zapltani w sieci ziemiochodzcych. Ale te
inne - o takich, ktrzy si uwolnili. Wiedziaa, e jeli zacznie si szarpa, ugrznie jeszcze
mocniej.
Musz zachowa spokj i ostronie si wyplta.
Przyjrzaa si sieci. Jej otwory byy dostatecznie due, by przepuci wikszo ryb.
Rozcigaa si w obie strony i wyginaa w uk, co sugerowao, e otaczaa miejsce, gdzie
rosy morskie dzwonki. Pynce z tego wnioski znowu przyspieszyy jej puls. Czy ci
ziemiochodzcy zaoyli sie, eby nie dopuszcza tu drapienikw lub Elai?
Nie chciaa si przekonywa. W jednej rce trzymaa torb z dzwonkami, w drugiej
n Rissiego. Potrzebowaa obu rk, by przeci sznurki sieci. Chwycia torb w zby i piowaa noem tak dugo, a wycia otwr do duy na torb. Przepchna j i upucia, a torba

powoli opada na piaszczyste dno.


Potem zacza uwalnia rce. I kiedy udao jej si z jedn, poczua lekkie szarpnicie
sieci.
Spojrzaa w gr i serce zamaro jej z przeraenia - sie wolno suna do gry.
Jeszcze nie, pomylaa i zacza ci gorczkowo. Znowu poczua szarpnicie i
sznurki zacisny si mocniej. Cia je z wysikiem. Malejce cinienie wody mwio, e
nadal przesuwa si w gr. Zauwaya, e wiksz cz ciaa ju uwolnia, ale opleciona na
stopach sie nadal cignie j w gr. Szybko zbliaa si powierzchnia. Wyczua obok
potny kadub odzi. Usyszaa gosy.
W panice prbowaa szybciej rozcina sznurki. Ostrze zacio si na czym i
wylizgno z jej doni; wykrcia ciao i sprbowaa apa n, ale palce chwyciy tylko
wod. Soce raz jeszcze bysno na ostrzu, nim n zaton w gbinie.
Sie zacisna si jej na kostkach i pocigna dalej.
Nie, krzykna pod wod i zgia si wp, by sign palcami do ng, ale po
kolejnym szarpniciu znalaza si ju nad powierzchni. Pozbawiona wypornoci wody, nie
potrafia ju dosta do stp. Nad sob usyszaa gosy - zagniewane gosy. Jeden z nich
warkn jaki rozkaz.
A potem czyje rce chwyciy j i pocigny. Walczya i odpychaa je, krzyczc ze
zgrozy. Pod ni przesuna si twarda krawd odzi, a Imi upada na pask powierzchni.
Rce si cofny. Przestaa krzycze i patrzya teraz na swych przeladowcw,
oddychajc ciko ze strachu. Przygldali si jej, a ich blade, pomarszczone twarze
wykrzywiay si z obrzydzeniem.
Wymienili jakie sowa. Jeden z nich spojrza na ni spod zmruonych powiek, a
potem krzykn na pozostaych. Zerkajc na niego z pospnym szacunkiem, odeszli. Zosta
tylko jeden.
Odgada, e ten warczcy jest ich dowdc. Zacz rozmawia z tym, ktry zosta. Imi
obejrzaa sie, cigle opltujc jej kostki. Sznur zacisn si bolenie. Gdyby zdoaa si
uwolni, musiaaby tylko poderwa si i skoczy nad brzegiem odzi...
Ale sznur nie chcia si rozluni. Cie pad na Imi i zobaczya, e to dowdca si nad
ni pochyli. Widzc n w jego doni, skulia si odruchowo, pewna, e chce j zabi.
Syszaa wasne przeraone pojkiwania.
N przesun si do jej kostek. I uwolni j kilkoma ostronymi ciciami.
Chce j wypuci! Poczua fal ulgi i zacza mu dzikowa. Tamten obejrza si na
towarzysza i umiechn.

To nie by przyjazny umiech. Imi poczua, jak odek zaciska si jej w supe.
Dowdca znowu co warkn i ktry z ludzi rzuci mu kawaek sznura. Ponownie schyli si
do jej kostek i zrozumiaa, co chce zrobi. Ulga ulotnia si;
Imi prbowaa skoczy na nogi, ale jego do zacisna si na jej kostce. Drugi
mczyzna zapa j za ramiona, pchn na plecy i przytrzyma. Krzykna znowu i wci
krzyczaa, kiedy dowdca wiza jej nogi. Potem przewrcili j na brzuch i zwizali rce na
plecach, przecignli na rodek odzi i przymocowali rce do metalowego piercienia.
- Co wy robicie? - woaa zrozpaczona Imi, z trudem siadajc na deskach. - Czemu nie
chcecie mnie wypuci?
Mczyni wymienili spojrzenia i odeszli.
- Nie moecie mnie tu trzyma! Jestem... jestem crk krla Elai! - owiadczya,
czujc, jak wzbiera w niej gniew. - Mj ojciec przyle wojownikw i was pozabija!
aden z ziemiochodzcych nie zwraca na ni uwagi. Nie rozumieli, co do nich mwi.
Nie rozumieli jej sw, tak jak ona nie rozumiaa ich. Jak moe im wytumaczy, kim jest?
Niedaleko jeden z ziemiochodzcych przechyli worek i zawarto wypada na deski.
Imi patrzya na zielon mas, a kiedy jeden z ludzi zacz z niej wybiera jakie niewielkie
obiekty, zrozumiaa, e te zwide pasma, na ktre patrzy, to gazie i korzenie krzewu
morskich dzwonkw. Ziemiochodzcy wyrwali go z piasku na dnie.
Na sam myl o tym, co zrobili, ogarny j mdoci. W przyszym roku ta rolina nie
da nowego plonu morskich dzwonkw. Zabili j, by szybciej je zebra.
Jak mog by tacy marnotrawni, mylaa. I tacy gupi... Gdyby zostawili rolin ca,
za rok mogliby wrci po nastpne dzwonki.
Ojciec mia racj. Ziemiochodzcy s potworni.
Prbowaa wygi donie, ale w aden sposb nie moga sign do wza, by go
rozwiza.
Rissi, pomylaa. Musi powiedzie ojcu, gdzie jestem.
Wstaa z trudem i przeszukaa wzrokiem morze. Mina wieczno, nim zauwaya, e
co si rusza. Moe gowa...
- Rissi! - wrzasna. - Powiedz ojcu, gdzie jestem! Powiedz, e jestem tu winiem!
Powiedz, eby przyszed...
Kto uderzy j w twarz. Osuna si na kolana, a policzek pali j jak ogniem. Przy
niej sta dowdca. Warkn kilka sw, wskazujc j dugim palcem bez bony.
Oszoomiona, patrzya, jak odchodzi.
Ojciec po mnie przyjdzie, mwia sobie. Uratuje mnie. A kiedy to zrobi, kae zabi

wszystkich tych okropnych ziemiochodzcych. Zasuyli sobie na to.

14
Na zewntrz byo przyjemnie ciepo, zwaszcza teraz, kiedy zaszo ju letnie soce.
Bezchmurne niebo nad nimi okrywa dywan gwiazd. Emerahl westchna z zachwytem.
- Teraz lepiej - wymrucza Mirar.
Uznali, e skalna ciana to najwygodniejsze miejsce, by razem posiedzie. Byo to
dwie noce temu, kiedy Mirar pierwszy raz wyszed z jaskini. Cho od wielu dni nie
wyczuwaa nawet sugestii jego myli, nie sta si przecie niewidzialny dla oczu. Dlatego
wychodzili tylko po zmroku. Siyee wierzyli, e jest tu sama. Nie chciaa, by odkryli prawd,
dopki ona i Mirar nie postanowi co dalej.
Noc niewiele mieli do roboty - mogli tylko podziwia gwiazdy i rozmawia.
Usyszaa, jak Mirar nabiera tchu.
- Mylaem dzisiaj o innych Dzikich - powiedzia. - Moliwe, e niektrzy jeszcze
yj.
Spojrzaa na jego twarz, widoczn w sabym wietle gwiazd.
- Ja te o nich mylaam. I pytaam sam siebie, czy gdybymy ich odnaleli,
wyszoby to nam na lepsze, czy na gorsze?
- Na gorsze, gdyby doprowadzio do wykrycia naszego istnienia przez bogw.
- Jakim sposobem? - Zawahaa si. - Sdzisz, e by nas zdradzili?
- Moe niewiadomie. Bogowie mog czyta w ich mylach.
Emerahl umiechna si zoliwie.
- Gdyby ich umysy byy moliwe do odczytania, bogowie ju dawno by ich odszukali
i zabili - zauwaya.
Mirar zmieni pozycj.
- Tak. Prawdopodobnie. Emerahl spojrzaa w gwiazdy.
- Mimo to mog potrzebowa naszej pomocy.
- Jestem pewien, e skoro przeyli tak dugo, to nie potrzebuj pomocy.
- Och? Tak jak ty nie potrzebowae mojej? Zamia si.
- Ale ja jestem modym durniem, ledwie tysicletnim. Inni Dzicy s starsi i mdrzejsi.
- W takim razie moe to oni bd mogli pomc nam...
- Jak?
- Jeli ja umiaam ci nauczy zasania swj umys, wyobra sobie, co oni potrafi.
Moe nic, ale nie dowiemy si, dopki ich nie znajdziemy.

- Chcesz, ebym ci towarzyszy w tych poszukiwaniach? Emerahl westchna.


- Chciaabym, ale to by nie byo rozsdne. Jeli masz racj z tym, e zwykli kapani
nie potrafi czyta w mylach...
- A mam.
- .. .to waciwie nic mi nie grozi, chyba e bd miaa wyjtkowego pecha i wpadn
na tego, ktry potrafi i ktry szuka mnie ostatnio.
- Podczas gdy Leiarda rozpozna o wiele wicej ludzi - dokoczy.
- Wanie.
- Jeli bogowie mnie szukaj, mogli poleci kapanom i kapankom, eby ich wezwali,
kiedy mnie zobacz. Tkacze snw te pewnie si za mn rozgldaj. A bogowie mog
obserwowa ich umysy... - Jkn. - Tak wielu mnie zna... Dlaczego Leiard zgodzi si zosta
doradc Biaych?
- Na pewno chcia jak najlepiej.
- Kontakty z bogami nigdy si dobrze nie kocz. - Mirar westchn. - Jak dugo bd
si musia ukrywa? Czy musz siedzie w tej jaskini, dopki yje cho jedna osoba, ktra
mnie znaa?
- Gdyby tak byo, nigdy by std nie wyszed. Chyba e planujesz wysa kogo, eby
wymordowa Biaych.
- To propozycja?
- Nie - odpara z umiechem. - Bdziesz musia zrobi to co ja: zosta pustelnikiem.
Unika wszystkich oprcz najzwyczajniej szych, cakiem niewanych ludzi.
- Czyli jeli zostan tutaj przez czas przecitnego ycia, bd musia martwi si tylko
o Biaych?
- Jeli chcesz unika wszystkich ludzi, nie moesz tu zosta. Powiedziaam Siyee, e
skoro wojna si skoczya, wrc do domu. Bd przylatywa, eby sprawdzi, czy nadal
jestem.
- Znasz jakie inne dobre kryjwki?
- Par. Ale nie wydaje mi si, e powiniene tak cakiem rezygnowa z kontaktw.
Potrzebujesz ludzi przy sobie, bo pknicie twojej osobowoci moe znw si pogbi.
- Mam ciebie. Umiechna si.
- Rzeczywicie masz. Ale jestem osob, z ktr Mirara cz zbyt silne wizy. Mog
tumi twoj skonno do zaakceptowania Leiarda. Musisz mie jakie relacje z ludmi,
ktrzy nie mieli z tob adnych zwizkw. Ci Siyee na pewno nie zaszkodz. Mwie, e
nigdy ich nie spotkae.

- I co im powiem? Przecie nie przyznam si, e jestem Mirarem.


- Nie. Musisz udawa, e jeste jeszcze kim innym.
- Leiardem?
- Nie - zaprzeczya stanowczo. - Znajd sobie nowe imi i wygld, ale nie wymylaj
nowych przyzwyczaje czy cech charakteru. Bd sob.
- No to jakiego imienia powinienem uy? Wzruszya ramionami.
- Na twoim miejscu nie wybraabym takiego, ktre mi si nie podoba.
Parskn.
- Oczywicie, e nie. - Usyszaa, jak bbni palcami o kamie. - Nadal jestem tkaczem
snw, wic dam sobie imi po jednym z nich. W drodze na pole bitwy spotkaem modego
czowieka, nie tak znowu odmiennego ode mnie. Mia na imi Wil.
- Wil? To dunwayskie imi. Nie wygldasz na Dunwayczyka.
- Nie. W takim razie doo jedn sylab. Zachichotaa.
- Co powiesz na Wily'ego, Chytrusa? Albo Wilfula, Umylnego?
Westchn ciko.
- Przez tysic lat twoje poczucie humoru niewiele si poprawio, Emerahl.
- Mogam zaproponowa Wilteda, Uwidego... Wyda z siebie niski, niechtny
pomruk.
- Bd si nazywa Wilar - postanowi. Emerahl kiwna gow.
- A wic Wilar. I co dalej?
- Shoemaker. Szyjcy buty. - Unis stop. Sanday, ktre sam wykona, byy ledwie
widoczne w sabym wietle.
- Przydatna umiejtno - stwierdzia.
- Tak. Leiard nauczy si dla mnie kilku. Wczeniej nigdy nie musiaem sam robi
butw. Ludzie zawsze z radoci oddawali mi swoje.
- Ach, pikne stare czasy - rzucia drwico. - Jake tsknimy za nieskoczon adoracj
i szczodroci naszych wyznawcw. ..
Rozemia si gono.
- Tyle e nie bya nieskoczona.
- Nie. I wcale za ni nie tskni.
Milczeli przez dugi czas. W kocu Mirar poruszy si, a ona opara donie o ska,
gotowa si podnie. Jednak nie zaproponowa, eby wracali do jaskini. Odwrci si tylko i
zacz si jej przyglda.
- Chcesz odej, prawda? Spojrzaa na niego. Czua si rozdarta.

- Chc znale innych Dzikich - rzeka. - Ale to moe poczeka. Jeli potrzebujesz
mnie przy sobie, zostan.
Wycign rk i dotkn jej twarzy.
- Chc, eby zostaa - powiedzia. - Ale... miaa racj, kiedy mwia, jak na mnie
dziaasz. Jeste kotwic, ktr boj si odrzuci. Powinienem zrobi tak, jak sugerujesz:
poszuka innych ludzi.
cisna palcami jego do.
- Mog zosta troch duej. Nie ma popiechu.
- Nie, rzeczywicie nie ma. Tylko e ju teraz czuj si niespokojny. Przypuszczam,
e jeli szybko nie znajd czego do roboty, stan si nie do wytrzymania. Wyruszybym z
tob, gdyby to byo moliwe. Wolabym, eby miaa uoony jaki plan, przy ktrym
mgbym ci pomaga, ale ciesz si, e sprbujesz ich odnale. - Zamilk na chwil. Musimy pozostawa w kontakcie.
- Tak. - I gdy to powiedziaa, poczua, e myl o odszukaniu Dzikich zmienia si w
decyzj. - Bdziemy si czy w snach. Opowiem ci, jak przebiegaj poszukiwania.
- I bdziesz miaa na mnie oko?
- Koniecznie - zapewnia ze miechem.
Cofn rk i znowu pooy si na skale. Odchyli gow, by popatrze w gwiazdy.
- Taka pikna... - powiedzia. - Bdziesz znowu zmienia swj wygld?
Zastanowia si. Bycie urodziw pomagao zdobywa informacje. Ale bycie pikn i
mod zwykle w drodze okazywao si te utrudnieniem. Ludzie zauwaali i zapamitywali
adne kobiety. Zadawali zbyt wiele pyta, albo nawet starali si j uwie.
- Tak. Doo sobie z dziesi czy dwadziecia lat.
Mrukn co, z czego zrozumiaa tylko tskni i umiechna si. Przyjemnie byo
wiedzie, e wci jest dla niego atrakcyjna. Moe kiedy ju zaakceptuje Leiarda i znowu
stanie si jednoci, zdarzy si nowa okazja do flirtu.
Im szybciej odejd, tym szybciej bdzie mg zrobi ze sob porzdek, pomylaa. I
szybciej bdziemy mogli zbada rne moliwoci. Gdybym miaa jakie rozterki, czy odej,
wystarczy, e sobie o tym przypomn.
Wci umiechnita, wstaa i ruszya z powrotem do jaskini, by przygotowa si do
dugiego procesu zmiany wieku.
Imenja ponownie nalaa sobie kubek wody i uzupenia naczynie Reivan.
- Jeszcze tylko jeden - mrukna. - Wkrtce koniec. Reivan skina gow i staraa si
zbytnio nie okazywa ulgi. Kiedy wesza do tej sali i uwiadomia sobie, e bdzie

uczestniczy w kocowym etapie zdarzenia tak doniosego, jak wybr Pierwszego Gosu, w
gowie jej si zakrcio z zachwytu i podniecenia.
Patrzya zafascynowana, jak Gosy po kolei zamykaj oczy i komunikuj si z
Gwnymi Sugami w poszczeglnych regionach Ithanii, po czym gono obwieszczaj liczby
gosw oddane na kadego z Oddanych Sug. Towarzysze Gosw notowali wyniki na
wielkim arkuszu pergaminu. Kiedy Imenja wskazaa, e Reivan ma to robi dla niej,
dziewczyna bya oszoomiona. Chwycia pdzelek, a rce dray jej z podniecenia.
Pod koniec pierwszej godziny nieskoczone powtarzanie wynikw zmienio
fascynacj w znudzenie. Po dwch godzinach z niechci stwierdzia, e spisali na
pergaminie rezultaty szstej czci regionw. Czeka j dugi dzie.
Domowi przynosili najrozmaitsze smakoyki i napoje, jakby dla wynagrodzenia im
nucej monotonii. Wszystkie rozmowy prowadzono szeptem, by nie rozprasza Gosu, ktry
aktualnie zbiera informacje.
- To ju wszystko - owiadczy w kocu Vervel. - Zebralimy ju wszystkie gosy.
Policzysz jako pierwsza, Imenjo?
Drugi Gos wstaa i podesza do arkusza. Wolno przesuwaa palcem wzdu pierwszej
kolumny; poruszaa wargami, dodajc kolejne liczby. Kiedy dotara do koca, wzia
pdzelek i zapisaa sum, po czym zacza dodawa liczby z drugiej kolumny.
Ten proces take by powolny, a w Reivan narastaa niecierpliwo. Kiedy Imenja
skoczy, bd wiedzie, kto jest ich nowym przywdc. Zerkna na Towarzyszy - oni
rwnie patrzyli jak urzeczeni.
Pergamin szeleci cichutko pod palcem Imenji. Za kadym razem, gdy przerywaa, by
zapisa wynik, Reivan wpatrywaa si w jej twarz. Zapamitaa kolejno imion i wiedziaa,
rezultat ktrego Oddanego Sugi oblicza wanie jej pani. Wiedziaa take z zapisywanych
liczb, ktrzy kandydaci s preferowani. Ale kiedy po jednym z wynikw Imenja uniosa brwi,
a przy innym zmarszczya czoo, Reivan nie potrafia odgadn, czy jest zadowolona,
rozczarowana, czy po prostu zdziwiona.
Skoczya wreszcie, wyprostowaa si i spojrzaa na Vervela. Wzruszy ramionami.
Karkel, jego Towarzysz, zacz si ju podnosi z fotela, ale usiad znowu, gdy Vervel
obejrza si i pokrci gow.
A wic nie powiedz nam teraz, domylia si Reivan. Moe wtedy, kiedy pozostali
potwierdz wyniki? Czy te bdziemy musieli czeka, a ogosz rezultat publicznie?
Vervel zacz liczy gosy. Reivan nie moga wytrzyma napicia i odwrcia wzrok.
Obok, na stole, leaa taca z orzechami i suszonymi owocami, wic zacza je, chocia

wcale nie bya godna. Taca bya ju w poowie pusta, gdy Shar jako ostatni oznajmi, e
zakoczy obliczenia. Imenja zrolowaa pergamin i umiechna si do czwrki Towarzyszy.
- Chodmy teraz. Przekaemy jednemu Oddanemu Sudze dobre wieci, a bardzo
wielu ludziom damy powd do witowania.
Towarzysze wstali i Reivan dostrzega na ich twarzach wyraz rezygnacji.
A zatem musimy czeka jak wszyscy, pomylaa. I tyle mam z bycia pupilk Imenji...
Wyszli za Gosami na korytarz. Dwaj domowi, ktrzy zbliali si do drzwi z tacami
jedzenia, stanli i skonili gowy, przepuszczajc niewielk procesj. Obejrzawszy si, Reivan
zauwaya, jak patrz na siebie znaczco i odchodz pospiesznie.
Po chwili spostrzega innych domowych i Sugi, wygldajcych zza rogw i zza
drzwi. Syszaa nerwowe szepty i tupot biegncych stp. Nastrj wyczekiwania wypeni
Sanktuarium. Rozlegay si stumione woania. Gdzie uderzy dzwon, potem drugi. Gosy
opuciy wskie przejcia Grnego Sanktuarium i ruszyy gwnym korytarzem rodkowego.
Reivan widziaa przed sob Sugi, biegnce, by doczy do czekajcych na ogoszenie
wynikw gosowania. Inni utworzyli ju niewielki tumek, ktry poda za nimi w taktownej
odlegoci.
Korytarz rodkowego Sanktuarium dochodzi do obszernego dziedzica. Imenja i
pozostae Gosy przeszli przez niego do przestronnej sali, wypenionej ludmi w czarnych
szatach. Reivan rozpoznaa twarze wielu Oddanych Sug. Zastanawiaa si, jak dugo ju tu
czekaj.
Gwar rozmw ucich i wszystkie gowy zwrciy si ku Gosom. Jednak przywdcy
pentadrian nie zatrzymali si. Przeszli przez pomieszczenie i stanli na szczycie Gwnych
Schodw. Tam powitay ich okrzyki. Mieszkacy Glymmy oraz ci, ktrzy przybyli tu, by by
wiadkami wyboru Pierwszego Gosu, zbili si w wielk mas zwrconych w gr twarzy i
machajcych ramion.
Cztery Gosy stany w szeregu. Trzymajca si z tyu Reivan nie widziaa ich twarzy.
Zamkna oczy i pozwolia, by zala j potny gwar radosnego tumu.
- Bracia pentadrianie! - zawoaa Imenja, przekrzykujc haas.
Wiwaty cichy powoli. Spogldajc obok Imenji, Reivan zauwaya w tumie
podejrzanie byszczce oczy, a w niektrych doniach butelki i kubki. Zachichotaa cichutko.
Oczekiwanie trwao dugo, pomylaa. Zgaduj, e musieli si czym zaj.
- Bracia pentadrianie - powtrzya Imenja. - Zebralimy gosy Sug z caego wiata.
Trwao to dugo, ale byo zbyt wanym zadaniem, by si spieszy. Wynik ju znamy. Podniosa imponujco dugi zwj pergaminu. - Mamy nowy Pierwszy Gos!

Tum krzykn radonie.


- Wystpcie, Oddani Sudzy Bogw!
Z sali za ich plecami wysza kolumna mczyzn i kobiet. Utworzyli dugi szereg u
stp schodw. Odwracali si, by widzie Gosy.
Jedna z tych osb przekonaa wikszo Sug Bogw, e bdzie dobrym przywdc,
mylaa Reivan.
Przypomniaa sobie wszystkie traktaty historyczne i filozoficzne dyskusje o cechach
dobrego przywdcy. Czy ktry z kandydatw ma te cechy? A jeli aden? Czy bogowie by
interweniowali?
Zmarszczya czoo. To byoby jak policzek. Dowodzioby, e wikszo Sug nie wie,
jak dobrze wybra przywdc.
A moe naprawd nie wiedz... Nagle ogarn j niepokj. Jak by wybierali?
Zastanowia si, co sama by zrobia, gdyby bya Sug yjc gdzie daleko od
Glymmy.
Chyba odrzuciabym kadego, kto sprowadzi kopoty albo popeni jakie powane
bdy. Byoby atwiej, gdyby kto z tych ludzi wykaza, e potrafi rzdzi i podejmowa
waciwe decyzje. Chyba wolaabym kogo, kto bra udzia w wojnie, od tego, ktry w niej
nie uczestniczy, ale i tak w ostatecznym rozrachunku musiaabym ryzykowa, opierajc si
na posiadanych informacjach. Chyba nie wybraabym kogo, kogo nie lubi. Trudno jest
gosowa na nielubian osob.
Ostatni z Oddanych Sug doczy do szeregu. Imenja podniosa zwj. Zaczekaa, a
zapadnie cisza - przynajmniej taka, jaka jest osigalna dla wp pijanego tumu. A potem
pozwolia, by pergamin si rozwin.
- Sudzy Bogw na nowy Pierwszy Gos wybrali Oddanego Sug Nekauna. Wystp,
Nekaunie.
Wybuchy brawa. Reivan take ogarna rado. Przypomniaa sobie czowieka, ktry
w dniu rozpoczcia suby podszed do niej z gratulacjami i dobr rad. Umiechna si.
Dobrze, pomylaa.
Spogldajc ponad ramieniem Imenji, widziaa, jak Nekaun wychodzi przed szereg.
Wydawa si spokojny i chodny, ale oczy byszczay mu z podniecenia.
Wybraabym jego, mylaa. Nie popenia adnych wielkich bdw, przez kilka lat
kierowa wityni Hrun, a take walczy na wojnie. Jest sympatyczny i uprzejmy. A na
dodatek przystojny. Ta cecha przywdcy moe by przydatna. Czego jeszcze mogliby chcie
bogowie?

Patrzya oczarowana, jak zatrzymuje si kilka stopni poniej Imenji i wykonuje znak
gwiazdy.
Imenja oddaa pergamin Genzie, ktra powoli zacza go zwija. Sama za wyja
spod szaty gwiezdny wisior. Podniosa go do gry.
Tum ucich.
- Przyjmij ten symbol bogw - powiedziaa. - Tym samym podejmujesz si wiecznej
suby im i ich ludowi. Staniesz si Gosem, ktrym zwracaj si do miertelnych.
Staniesz si Rk, ktra pracuje dla naszego dobra i uderza naszych wrogw.
Powoli sign po acuch i pochyli gow.
- Przyjmuj to brzemi i odpowiedzialno.
Zamkn oczy i zawiesi sobie acuch na szyi. Reivan zauwaya, e zesztywnia na
chwil, a po jego twarzy przemkn wyraz zdumienia. Wyprostowa si i spojrza z
umiechem na Imenj.
- Bogowie take mnie przyjli.
- A zatem zajmij miejsce wrd nas - rzeka Imenja. Wci umiechnity, stan obok
niej i odwrci si do tumu. Imenja wskazaa na niego.
- Mieszkacy Glymmy i nie tylko! Czy powitacie Nekauna, Pierwszy Gos Bogw?
Odpowiedzieli rykiem entuzjazmu. Imenja zwrcia si do niego.
- Przemwisz do ludu?
- Tak. - Odczeka, a krzyki ucichn. - Ludu mj! Stojc teraz przed wami, odczuwam
i rado, i smutek. Rado, albowiem darowano mi moliwo suenia bogom, jakiej nie
dosta prawie aden czowiek. Smutek, poniewa zajmuj miejsce kogo, kogo podziwiaem.
Z wasnej woli przyjmuj t funkcj, ktr on sprawowa, poniewa takie same s nasze cele.
Musimy uwolni wiat od pogaskich cyrklian. Ale nie lkajcie si, e poprowadz was na
kolejn wojn. Sprbowalimy tego i czy z powodu nieszczliwego losu, czy z woli bogw,
przegralimy. Widz jednak inn drog, prowadzc do naszego celu. Musimy im pokaza, e
zbdzili, i doprowadzi ich do prawdziwych bogw. Musimy ich przecign na nasz stron
agodnie, perswazj i argumentami. Wierz bowiem, e prawda i zrozumienie to potne siy i
siy te mamy po swojej stronie. Uywajc ich, nie moemy przegra. - Wznis rce. - Z nimi
podbijemy Ithani Pnocn!
Nie jest to pochodnia rozpalajca ogie witej wojny, mylaa Reivan. Taka bya
mowa Kuara, wzywajca do zabjstw i podbojw. Ale tum i tak wiwatowa, porwany
nastrojem tej podniosej chwili, a take alkoholem... i moe ulg, e na razie nie zapowiada
si nowa rze.

Kiedy znowu przemwia Imenja, Reivan rozwaya plany Nekauna. A wic chce
nawraca cyrklian, pomylaa. Ciekawe, jak zamierza to zrobi? Czy pole Sugi na pnoc,
eby tam zabiegali o wiernych? Jako sobie nie wyobraam, eby ich tam ciepo
przyjmowano.
Imenja skoczya. Nekaun zerkn na ni, po czym sam poprowadzi Gosy z
powrotem do sali. Za nimi ruszyli Towarzysze i Reivan. Po chwili otoczyli ich Sudzy, chccy
pogratulowa nowemu przywdcy. Reivan nie bya pewna, ilu z nich zdaje sobie spraw, co
moe dla nich oznacza plan Nekauna. Podr do Ithanii Pnocnej, by nawraca cyrklian,
moe si okaza jeszcze bardziej niebezpieczna ni wyprawa wojenna.
Nie zazdroszcz im tego zadania, pomylaa. I nagle uwiadomia sobie, e przecie
nie jest z niego wykluczona.
Czy nie powinnam jednak chcie tam wyruszy? Czy nie powinnam pragn dokona
wszystkiego, byle tylko dobrze suy bogom? Ale przecie jestem tylko Sug - nowicjuszk,
pozbawion Talentw. Bardziej przydam si tutaj, suc Imenji.
Co prawda moe nie mie wyboru w tej kwestii. Co zrobi, jeli Nekaun poprosi j, by
wyruszya? Co jeli znajdzie si w sytuacji, gdzie bdzie chcia pozby si jej ze swego otoczenia? W tej chwili nie wyobraaa sobie powodw, ale to przecie wiat polityki i sojuszy.
Wszystko moe si zmieni.
A ja mog zrobi tylko jedno, uznaa. Nie dawa mu adnych powodw, by nie chcia
mnie widzie w pobliu.

15
Gdy Mirar si obudzi, w jaskini panowaa ciemno. Widoczne byo tylko sabe
wiateko przy wyjciu. Emerahl budzia si zwykle wczeniej od niego i wychodzia na
zewntrz, by oprni kuby i przynie wieej wody. Nie sysza jej oddechu, wic uzna, e
ju wysza. Stworzy iskr wiata i wzmacnia j, a owietlia ca grot.
Emerahl wci leaa w ku.
Natychmiast sobie przypomnia - rozpocza proces zmiany wieku. Wsta i podszed
do jej posania.
Widzia tylko twarz, ale od razu zauway subtelne oznaki przemiany. Skra, w
modoci wiea i jdrna, teraz odrobin zwiotczaa na policzkach. Najdelikatniejsze
zmarszczki uformoway si wok oczu i ust. Pasemka wosw wypady, tworzc zocist
narzut na szorstkim sienniku, ktry zrobia.
Obejrza kilka kosmykw. Zauway pasy koloru na kocach, za kadym razem
sabsze... Kolejne farbowania, uzna. Ale dlaczego musiaa farbowa wosy?
Mwia, e przedtem bya star kobiet, przypomnia mu Leiard. Wosy miaa siwe. I
takie pewnie zostay, mimo e reszta ciaa przybraa modsz form. Ale od tej chwili
odrastay ju w jej naturalnym kolorze.
Owszem, zgodzi si Mirar. Spojrza na pasmo wosw. Musiaa farbowa t siwizn,
najpierw tanim barwnikiem, potem lepsz farb, na jak moga sobie pozwoli w zamtuzie.
Zamtuz... Westchn ciko. Bya tak silnie Obdarzona. Dlaczego zawsze, kiedy
musiaa si ukrywa, decydowaa si na handel wasnym ciaem?
Bo nie miaa wyboru, odpowiedzia Leiard.
Oczywicie, e miaa. Mirar zmarszczy brwi. Moga zosta praczk albo handlark
ryb.
Kapani sprawdzaliby wszystkie zawody, jakie moe wykonywa starucha. Zajmujc
si prac dostpn tylko dla modych kobiet, moga by pewna, e aden kapan nie zwrci na
ni uwagi.
Miao to sens, ale Mirarowi nadal si nie podobao. Zagroenie wykryciem musiao
by niewielkie. Tylko jeden kapan uzyska od bogw Dar czytania w mylach.
Tego nie wiedziaa, przypomnia mu Leiard.
Mirar poaowa niemal, e jej wyjani, i bogowie na og nie przekazuj tego Daru
kapanom. Teraz Emerahl wiedziaa, e jest bezpieczna, wic postanowia wyruszy w wiat

na poszukiwanie innych Dzikich. Spojrza na ni i poczu ukucie niepokoju.


Powinienem jej towarzyszy, uzna.
Nie moesz, zauway Leiard. Wiksze jest ryzyko, e to mnie rozpoznaj, ni j. Tylko
bym wszystkich narazi na niebezpieczestwo.
Mirar pokiwa gow. Nawet we nie jej twarz wyraaa si. A moe tylko to sobie
wyobraa?
Poradzi sobie. Przecie nie stanie si nagle ryzykantk, przekonywa sam siebie. Na
pewno bdzie tak samo ostrona jak zawsze.
Westchn i odwrci gow.
A ja? Powinienem szuka ludzi po to, eby si wyleczy. To przecie gupie...
Ale moe nie tak bardzo gupie. Znajdzie Siyee - albo lepiej: bdzie si tu krci, a
oni jego znajd.
Jaki powd swojej obecnoci im podam? zapyta sam siebie. Po co tkacz snw miaby
przybywa do Si?
eby zaoferowa swoje usugi uzdrowiciela, naturalnie, odpowiedzia mu Leiard.
Uzdrawianie zawsze wychodzio mu najlepiej. Ju jako dziecko posiad niezwyke
zrozumienie tego procesu. Lata studiw i praktyki udoskonaliy Dar. Za kadym razem, kiedy
myla, e dotar do granic swych moliwoci, co sprawiao, e musia sign jeszcze dalej i
odkrywa, e potrafi wicej. Pewnego dnia wszystko to skumulowao si w nagym rozbysku
zrozumienia, w ktrym poj, w jaki sposb moe w nieskoczono utrzymywa swe ciao w
stanie zdrowia i modoci.
Bya to chwila, kiedy zyska niemiertelno. Emerahl take osigna to zrozumienie.
Nie miaa wprawdzie jego instynktownej zdolnoci uzdrawiania - jej wrodzony Dar by zdolnoci zmiany wieku.
A inni Dzicy? Pomyla o tych niezwykych ludziach, ktrzy kiedy wdrowali
swobodnie po wiecie. Farmer syn ze swej wiedzy o plonach, hodowli i wszelkich
sprawach rolniczych. Jego wrodzony Dar zapewne jako si z tym wiza. Wyrocznia
potrafia odgadn, jak ciek prawdopodobnie potoczy si czyje ycie. Przyznaa si
kiedy Mirarowi, e wcale nie widzi przyszoci - po prostu zbyt dobrze rozpoznaje natur
miertelnikw.
Mewa rozumia wszystko, co wizao si z morzem. Potrafi wyszukiwa awice ryb,
ostrzega przed sztormami, podobno w ograniczonym zakresie mg nawet wpywa na
pogod. Blinita... Mirar nie by cakiem pewien, jakie mieli zdolnoci. Nigdy ich nie
spotka, ale kto mu opowiada, e rozumieli dwoisto wszystkiego na wiecie, e dostrzegali

powizania i rwnowag tam, gdzie nikt inny nie zdoa.


Nie wiedzia, gdzie w tym talencie krya si magia. I pewnie nigdy si nie dowie.
Prawdopodobnie zginli przed stu laty, kiedy Krg Bogw postanowi posprzta w swoim
wiecie.
Bogowie to chyba teraz jedyne istoty, ktre wiedz, pomyla.
Mgby ich zapyta, odezwa si Leiard.
Parskn miechem.
Nawet gdyby wezwanie ich nie oznaczao naszej mierci, wtpi, czy moglibymy
zaufa ich wyjanieniom.
Znowu spojrza na Emerahl. Nie poruszya si przez cay ten czas, poza oddychaniem.
Zreszt nawet wznoszenie i opadanie piersi byo tak powolne, e musia cierpliwie si
przyglda, nim cokolwiek zauway.
Bd za ni tskni.
Zmarszczy brwi, zaskoczony melancholi, jaka towarzyszya tej myli. Nie o to
chodzi, e nie oczekiwa takich emocji - po prostu byy silniejsze, ni si spodziewa.
Nie budzia w tobie takich uczu? zapyta Leiard. Kochasz j?
Mirar si zastanowi. Czu przywizanie i trosk. Nie chcia, eby spotkaa j jaka
krzywda czy wypadek. Lubi jej towarzystwo, jej fizyczne towarzystwo sprawiao mu
przyjemno te kilka razy, kiedy byli kochankami - ale jednak to nie to samo, co romantyczna
mio. Emerahl bya przyjacielem.
Tak. Brakowao ci towarzystwa rwnego sobie.
Moe i tak, przyzna.
Odwrci si i rozejrza po jaskini. By godny. Powiedziaa, e jest do jedzenia, by
przetrwa te kilka dni, jakie zajmie jej przemiana. Okazao si, e to gwnie orzechy, wiee i
suszone owoce, troch suszonego misa i par bulw.
Niezbyt zachcajce dania, pomyla. Spojrza w stron wyjcia, wspominajc
shrimmi, ktre kiedy przyniosa i ugotowaa. Chyba ju czas, eby wyj na soce, uzna.
Jeli Siyee bd akurat przelatywa i mnie zobacz, to trudno. Wtpi, eby byli zagroeniem
dla Emerahl. Dla pewnoci powiem im, e ju std odesza. Nie musz chyba bez przerwy
przy niej siedzie przez najblisze kilka dni. A moe znajd co porzdnego do zjedzenia,
kiedy ju si obudzi.
Chwyci kube, ktrego uywaa do zbierania poywienia, i ruszy do tunelu i soca.
Erra przyglda si temu dziwnemu dziecku, zwinitemu w kbek na jego pokadzie.
O ile si nie myli, byo cakowicie bezwose. Pomidzy palcami wielkich doni i stp miao

grub bon. Skra bya nienaturalnie ciemna - niebieskawoczarna. Wczoraj byszczaa, ale
dzisiaj staa si matowa.
- Ona ciga kopoty - uprzedzi Kanyer. - Ona dziecko. Doroli przyjd. Podern
nam garda, jak pimy.
- To samo mwie wczoraj wieczorem - przypomnia Erra. - I nikt nie przyszed.
- Czemu ona trzymasz?
- Przeczucie. Mj ta zawsze mwi, e we wszystkim, co przychodzi z morza, da si
znale co uytecznego.
- Jak ona uyteczna? Mylisz, lud morza ona wykupi?
- Moe. Ale mam inny pomys. Silse mwi, e widzia, jak zbiera dzwonki. Mwi, e
musiaa tam. tkwi duszy czas.
Kanyer z nowym zainteresowaniem przyjrza si dziewczynce.
- Czyli prawda, e oni oddychaj woda. Erra pokrci gow.
- Nie. Nie ma skrzeli. Ale patrz, jakie ma piersi. Wielkie puca. Czyli pewnie moe na
dugo wstrzyma oddech. - Potar zaronit szczk. - A to moe si nam przyda.
- Chcesz, eby ona zbieraa dzwonki dla nas? - Tak.
- Nie bdzie.
- Bdzie, jeli dam jej powd.
Erra podszed do dziewczyny i rozci wizy na nogach. Nie obudzia si, wic trci
j nog. Cae jej ciao drgno, kiedy odzyskaa wiadomo. Odwrcia gow, eby na niego
spojrze. Wargi miaa spkane, a bona na oczach poczerwieniaa... Domyli si, e
przebywanie poza wod le na ni wpywa. Poczu lekkie ukucie winy.
Nie trzeba byo kra moich dzwonkw, pomyla.
Sign do piercienia lampy i odwiza koniec powrozu.
- Wstawaj.
Poruszaa si wolno, z nieufn, ponur min...
- Podejd tutaj.
Pocign j do koszy z morskimi dzwonkami i znaczcym gestem wskaza ostatni,
pusty. Pokaza poziom penego, stojcego obok, a potem przesun do nad pustym, na tej
samej wysokoci. Pokaza na ni, na morze, znowu zademonstrowa wymagany poziom w
pustym koszu. Wreszcie wzi sznur i wykona gest odcinania, wskaza j palcem, a potem
machn w stron morza.
Patrzya na niego niechtnie. Wyranie rozumiaa, ale nie podobao jej si to, co
proponowa. Nie opieraa si jednak, kiedy pocign j do burty. Jego ludzie obserwowali

wszystko, nadal jeszcze przeuwajc poranny posiek.


Odwrci j i rozwiza rce, a nastpnie zawiza jej na szyi now, such lin. W
wodzie napcznieje i wtedy nie da si ruszy wza.
Szturchn j i wskaza powierzchni morza.
Przez chwil patrzya na niego z niechci, a potem wskoczya do wody. I natychmiast
zacza szarpa lin.
- Silse! - zawoa Erra. Podszed pywak.
- Wskakuj do wody i miej j na oku. Gdyby wygldao, e si uwolni, daj mi zna.
Wcigniemy j z powrotem.
Mczyzna

zawaha

si.

Wykorzystywanie

dziewczynki

taki

sposb

prawdopodobnie wzbudzio u tego durnia wyrzuty sumienia. A moe si martwi, e straci


swj udzia w zyskach?
- Na co czekasz? - warkn Erra.
Silse wzruszy ramionami i skoczy do wody. Dziewczynka przestaa si szarpa.
Przez dug chwil wpatrywaa si wpywajcego niedaleko Silse'a, a potem nagle
zanurkowaa i znikna pod wod. Lina suna za ni.
Silse obserwowa j. Po chwili unis gow nad wod.
- Robi to, ale odcina po jednym!
- To dobrze - odpowiedzia ktry z marynarzy. - Zaoszczdzi nam roboty.
Erra kiwn gow. Mniej bdzie kopotw, kiedy przyjdzie do dzielenia zyskw tamci nie bd mogli powiedzie, e Silse pracowa mniej ni oni. Wskaza worek, ktrego
pywacy uywali do wycigania krzeww z morskimi dzwonkami.
- Dajcie mi to...
Rzucili mu worek, a on upuci go do wody obok Silse'a.
- Kiedy znowu wypynie, daj jej to - poleci. Po czym usiad i czeka.
Pojawia si szybciej, ni myla, z narczem morskich dzwonkw, ktre niosa w
rkach. Silse niewprawnie usiowa jej tumaczy, jak ma korzysta z worka, ale nie zwracaa
na niego uwagi. Wysypaa dzwonki na pokad, porwaa worek i znikna w gbinie.
Silse obejrza si na Err i wzruszy ramionami.
Zaoga si nudzia. Kilku zaczo parti kamieni. Dziewczyna wypywaa na
powierzchni jeszcze trzy, moe cztery razy, eby odetchn. Za kadym razem worek by
wysypywany do kosza i oddawany z powrotem.
Po czwartym razie Erra uzna, e jego pomys si sprawdzi. Spokojnie moe si teraz
napi... Rozejrza si za najmodszym czonkiem zaogi, Darmem, i zobaczy go na czubku

masztu.
- Darm! - wrzasn. Chopak drgn.
- Tak, kapitanie?
- Za na d!
Darm wyprostowa oplecione wok masztu chude nogi i zacz schodzi. Erra sign
do kieszeni po dymodrew.
- Kapitanie!
Erra unis gow. Chopak zatrzyma si w poowie drogi i wskazywa w stron
urwiska na brzegu zatoki.
- agle! - wykrzykn. - Kto tu pynie!
Caa zaoga poderwaa si natychmiast. Erra ruszy do masztu, by popatrze samemu,
ale nie musia - dzib statku wysun si zza urwiska.
By to poobijany, ale jeszcze solidny statek, wikszy od jego rybackich odzi. Erra
zmruy oczy. Widzia na pokadzie ludzi, ustawionych wzdu burty. Kiedy w polu widzenia
znalaz si cay kadub, wszyscy obcy podnieli rce i pomachali.
Erra poczu, e strach ciska mu odek. Machali mieczami.
- Piraci! - wrzasn Darm.
Erra zakl. Nawet gdyby mieli wcignite agle i gdyby nie tkwili zablokowani w
zatoce, rybackie odzie nigdy nie przecignyby statku. Bd musieli je porzuci... ale moe
uda si zachowa zdobycz.
Zwrci si do zaogi. Ludzie byli bladzi, gotowi do ucieczki.
- Musimy pyn do brzegu! - zawoa ktry.
- Nie! - rykn Erra. - Jeszcze nie! Mamy troch czasu, zanim tutaj dotr! - wskaza
kosze morskich dzwonkw. - Zakryjcie je, zawicie, umocujcie ciarki i wyrzucie za
burt. Dopiero wtedy popyniemy do brzegu. Kto nie pomoe, nie dostanie dziaki...
Nastpia gorczkowa krztanina. Z bijcym sercem Erra chwyta i przywizywa do
koszy wszystko, co mogo posuy za balast. Z udawan pewnoci siebie zmusza zaog do
wysiku. Dwa kosze poleciay za burt, potem trzeci. Szybko zatony.
- Zbliaj si! - jkn Darm. - Nie zdymy do brzegu! Erra wyprostowa si i
spojrza. Tamci pynli szybko. Oceni dystans, jaki im jeszcze pozosta.
- W porzdku! Zostawcie reszt! Musz uzna, e co zdobyli, bo inaczej dla zabawy
zapoluj na nas! Pyniemy!
Nie czekajc na pozostaych, skoczy do wody. Strach doda mu si i prdkoci. Kiedy
wreszcie dotar do play, podnis si z wysikiem i obejrza. Statek piratw kierowa si do

odzi.
Zaoga Erry wychodzia ju z wody. Zakl, a potem ruszy biegiem do lasu.
Dopiero potem, kiedy ze skalnego urwiska spoglda na dymice kaduby odzi,
przypomnia sobie morsk dziewczyn. Czy bya do sprytna, eby uciec albo si schowa,
czy te j znaleli? Posa tam Silse'a, eby sprawdzi, ale nie znalaz nawet ladu po niej tylko odcity koniec liny.
atwo wypchn z umysu lekkie wyrzuty sumienia. Mia teraz powaniejsze powody
do troski.
Na przykad jak si wydosta z wyspy.
Oowiane niebo wysysao kolor ze wszystkiego - oprcz krwi.
Twarze trupw byy biae, ich wosy albo czarne, albo wyblake i bezbarwne. Bro,
wci ciskana w zesztywniaych palcach albo wbita w ciaa, pozbawiona poysku. Cyrkle kapanw poszarzay.
Ale plamy na nich pozostay szokujco jaskrawe. Gsty szkarat sczy si z ran i
splamionych ostrzy. Pod zabitymi zbiera si w kaue niczym makabryczny dywan. Struki
szkaratu pyny zagbieniami, czyy si w rzeki, zleway w jeziora, nasczay ziemi tak,
e chlupotao przy kadym kroku.
Auraya staraa si stpa delikatnie i trzyma si suchego terenu, ale krew i tak
wzbieraa i oblewaa jej stopy. Obrzydliwe boto z mlaskaniem zasysao podeszwy. Przesza
jeszcze kilka krokw i odkrya, e nie moe si ruszy. Boto przylgno do sandaw.
Ustpowao pod jej ciarem. Czua, e si w nie zapada. Opara si na jednej nodze, by
uwolni drug, ale osuna si tylko gbiej. Lodowata wilgo peza jej po nogach i serce
zaczo bi coraz szybciej.
- Zabia nas - sykn jaki gos.
Trupy wok unosiy gowy, by spojrze na ni martwymi oczami.
Nie teraz, pomylaa. Mam do kopotw.
- Ty - odezwa si inny zabity; jego czciowo odrbana gowa leaa na ziemi. - Ty
mi to zrobia.
Staraa si nie sucha tych gosw, skupi si na uwalnianiu z bota, ktre nie chciao
jej wypuci. Na powierzchni wypyway czerwone bble i piana. Auraya pochylia si do
przodu, rozpaczliwie szukajc czego, co mogaby chwyci, czego mogaby si przytrzyma...
Dziki czemu mogaby si wydosta.
Uton tutaj, mylaa, a trwoga wezbraa w niej jak fala. Udusz si z ustami i pucami
penymi zakrwawionej ziemi.

Wok byo jedynie morze trupw, wycigajcych ku niej donie z palcami


zakrzywionymi jak szpony. Cofna si przed nimi, ale po chwili zmusia si, by zwrci si
w ich kierunku.
- To twoja wina, e nie yj - sykna kobieta.
- Twoja wina!
- Twoja!
: Nie.
Wszystko zamaro. Trupy znieruchomiay w swych pozach. Chlupotanie bota ucicho.
Auraya rozejrzaa si zdziwiona. Oczy trupw take si przesuway w poszukiwaniu rda
gosu.
To si zwykle nie zdarza, pomylaa.
: Nie jest jej win, e zginlicie. Jeli musicie kogo wini, moecie mnie. Tak czy tak,
mylicie si. Ani Auraya, ani ja nie zadalimy ciosu, ktry odebra wam ycie.
Pojawia si janiejca posta, a zwoki odtaczay si i cofay przed ni. Przybysz
spojrza na Auray i umiechn si.
: Witaj, Aurayo.
- Chaia!
: Tak.
Podszed na brzeg bagniska i wycign rk. Zawahaa si, ale j chwycia. Mocne,
ciepe palce cisny jej do. Pocign i poczua, e boto uwalnia jej nogi.
: Wrmy do twojego pokoju, rzek.
Pole bitwy znikno. Nagle siedziaa we wasnym ku, a Chaia obok niej. Z
umiechem sign doni do jej twarzy i przesun palcem wzdu policzka, budzc dreszcz
podniecenia. Pochyli si i wiedziaa, e chce j pocaowa.
Oj, oj, pomylaa i odsuna si szybko. Wszystko dobrze, dopki wyobraam go
sobie, jak ratuje mnie z koszmaru. Ale erotyczne sny o nim to ju przesada.
: Opierasz si. Uwaasz, e to brak szacunku.
- Tak.
: Jak moesz okazywa brak szacunku, jeli to ja ci cauj?
- Nie jeste prawdziwy. Prawdziwy Chaia moe by uraony.
: Nie jestem prawdziwy? Umiechn si szerzej. Na pewno?
- Tak. Prawdziwy Chaia nie moe mnie dotkn.
: W snach mog.
Tak jak Leiard, pomylaa.

To wspomnienie wzbudzio kopotliw fal innych emocji. Bl po jego zdradzie.


Wstyd, e przyja do oa kogo, kogo ten bg prawdopodobnie nie aprobowa. I pomimo
wszystko - tsknot. Jej senne poczenia z Leiardem wydaway si cakowicie realne... Czua
ciepo zapamitanych rozkoszy, a zaraz potem zakopotanie i znowu wstyd, kiedy sobie przypomniaa, w czyjej obecnoci si znajduje - nawet jeli by tylko wynionym cieniem boga.
: Nie auj swojej przeszoci, powiedzia Chaia. Wszystko, co robisz, uczy ci czego o
wiecie i o tobie. Do ciebie naley czerpanie mdroci z wasnych bdw.
Spojrzaa na niego niepewnie. By taki wyrozumiay... Ale oczywicie, e tak. To
przecie nie jest Chaia. Prawdziwy bg by... co takiego? Skarci j jak dziecko?
Chaia si rozemia.
: Nadal uwaasz, e jestem snem?
- Tak.
Pooy do na jej karku i przysun si.
: Otwrz oczy.
Patrzya na niego niepewnie.
- A jeli tylko ni, e otwieram...
Zamkn jej usta pocaunkiem. Zesztywniaa zaskoczona. I nagle on i cay pokj
znikny, a ona leaa w pocieli. W swoim ku. Powieki miaa zamknite, wic widziaa
tylko ciemno.
Zbudzia si...
Ale nadal czua mrowienie warg. Otworzya oczy.
Nad ni zawisa janiejca twarz. Usta rozcigny si w umiechu. Oko mrugno
porozumiewawczo.
A potem zjawa znikna.

CZ DRUGA

16
Sona bryza bya dla Emerahl znakiem, e zblia si do wybrzea, na dugo zanim
zobaczya morze. Jednak dopiero kiedy pokonaa wzniesienie i ujrzaa w oddali szary pas
wody, poczua, e jest prawie u celu.
Odetchna z ulg i usiada na lecym pniu, eby chwil odpocz. Dwa miesice
pieszej wdrwki sprawiy, e wyszczuplaa i nabraa wytrzymaoci, ale wzgrze, na ktrym
si znalaza, byo strome, a wspinaczka do tego miejsca duga i bez adnych przerw.
Rozea by mnie nie poznaa, pomylaa. Nie chodzio tylko o wiek, ktry zmienia.
Farbowaa take wosy na czarno i splataa je co rano w warkocz. Miaa na sobie zwyk
praktyczn sukienk, a na niej nosia mieszanin tauli, welonw, paciorkw i haftowanych
sakiewek. Otaczaa j chmura aromatu zi, olejkw i innych skadnikw.
Nigdy nie musiaa mwi nikomu o swoim zawodzie. Wkraczaa do wioski czy
miasteczka, pierwsz napotkan osob pytaa, gdzie moe znale bezpieczny i czysty nocleg,
a gdy rozpakowaa si we wskazanym miejscu, zwykle pojawia si ju pierwszy klient.
Przynajmniej w wikszoci przypadkw. Zawsze byy i zawsze bd miejsca, gdzie
obcych traktuje si podejrzliwie, a czarownice uzdrowicielki wrcz z wrogoci. Pierwszy
kapan, ktrego spotkaa, nie by przyjazny, co na nowo wzbudzio w niej lk, e zostanie
wykryta przez bogw. Jednak na szczcie po prostu kaza jej si wynosi z wioski.
Jeszcze przez kilka dni spodziewaa si, e zaczn j ciga, ale nikt za ni nie
wyruszy.
Z reguy bya jednak witana serdecznie. Wiejscy kapani i kapanki na og nie mieli
silnych Darw i posiadali tylko podstawow wiedz o leczeniu. Najlepsi uzdrowiciele pracowali w miastach, a tkacze snw trafiali si rzadko, wic istnia spory popyt na jej usugi.
Wygld trzydziesto - czy czterdziestoletniej kobiety te pomaga; nikt by nie uwierzy, e
pikna moda dziewczyna zdoaa zgromadzi tyle wiedzy o leczeniu.
Droga przed ni wia si, niknc czasem z oczu za wzgrkami i zagajnikami.
Przeledzia j wzrokiem a do morza. Porodku brzegu zatoki wyrastay budynki, podobne
do kamieni na dnie wiadra. Wedug wacicieli zajazdw i przyjaznych towarzyszy przy stole
oraz kopii mapy, ktr dostaa od jakiego kupca, ten port nazywa si Dufin.
Wyrs i rozkwit w cigu ostatnich czterdziestu lat dziki swemu pooeniu przy
granicy z Si. A raczej dziki ludziom z Torenu i ich skonnoci, by ignorowa granice i
osiedla si tam, gdzie tylko znajd dobr yzn gleb albo zoa mineraw. Ludzie

mieszkajcy w gbi ldu, z ktrymi rozmawiaa, opowiadali z satysfakcj, jak to Biali


zmusili krla Torenu, aby nakaza swoim poddanym opuszczenie Si. Ciekawie bdzie
zobaczy, jaki skutek - jeli w ogle - przyniosy te rozkazy mieszkacom Dufinu.
Usyszaa za sob jaki dwik, odwrcia si i spojrzaa na drog. Pod gr wspina
si niewielki tarn zaprzony w pojedynczego arema.
Wstaa. Wprawdzie wonica by zbyt daleko, aby moga zobaczy jego twarz, ale bya
pewna, e na ni patrzy. Wyczuwaa jego ciekawo.
Ocenia, jaka odlego ich dzieli, jak pna jest pora i jak daleko ma jeszcze do
Dufinu. A potem usiada i czekaa, a tarn do niej dotrze.
Trwao to kilka minut. Ale ju wczeniej, kiedy wonica znalaz si dostatecznie
blisko, by j zobaczy, umiechna si i pomachaa rk. Kiedy arem docign tarn do
szczytu wzniesienia, wstaa i pozdrowia mczyzn.
Wyglda na mniej wicej czterdzieci lat. Ogorzaa twarz z licznymi zmarszczkami
od umiechu wydawaa si sympatyczna. Zatrzyma arema.
- Zmierzasz do Dufinu? - spytaa.
- Tak - odpar.
- Masz miejsce dla strudzonego wdrowca?
- Zawsze robi miejsce dla piknych modych kobiet, ktre potrzebuj podwiezienia zapewni wesoo.
Rozejrzaa si na boki, jakby szukaa innej osoby.
- Gdzie jest ta kobieta, o ktrej mwisz? I jak moesz by takim egoist, aby
zmczon staruszk zostawi na skraju drogi, robic uprzejmo modszej towarzyszce
podry?
Rozemia si i wskaza na tarn.
- Nie jest to wygodny platten z baldachimem, ale jeli nie przeszkadza ci zapach,
moesz usi na futrach.
Umiechna si w podzikowaniu i wspia na wz. Gdy tylko zaja miejsce, pogoni
arema do dalszej drogi. Delikatny rybi zapach miesza si z woni zwierzcych futer.
- Jestem Limma Curer - powiedziaa. - Uzdrowicielka. Spojrza na ni, unoszc brwi.
- I czarownica, jak sdz. Zwyke kobiety nie podruj samotnie po tych terenach.
- Wojowniczka by moga. - Wyszczerzya zby i pokrcia gow. - Ale ja ni nie
jestem. A kim ty jeste?
- Marin Hookmaker, rybak.
- Aha - odpara. - Wydawao mi si, e czuj zapach ryb. Pozwl, e zgadn:

dostarczasz ryby w gb ldu, a przywozisz z powrotem futra i... - spojrzaa na adunek tarnu warzywa, napoje, drewno, garnki oraz... a tak, par girri na kolacj. Marin pokiwa gow.
- To prawda. To mia odmiana dla mnie i dla tych z ldu.
- Kiedy mieszkaam na wybrzeu - powiedziaa. - Wiele razy musiaam apa wasn
kolacj.
- Gdzie mieszkaa?
- W odlegym miejscu. Nie miao nawet nazwy. Nie znosiam go. Za daleko od
czegokolwiek. Odeszam i wdrowaam do wielu miejsc, uczc si fachu. Ale zawsze lubi
by blisko morza.
- Co ci sprowadza do Dufinu?
- Ciekawo - odpara. - Praca. - Przerwaa. Moe ju teraz warto zacz poszukiwania
Mewy? - Syszaam histori. Star histori. Chciaabym sprawdzi, czy jest prawdziwa.
- O! A co to za historia?
- To opowie o chopcu. O chopcu, ktry si nigdy nie starza. Ktry wiedzia
wszystko o morzu.
- Ach - odezwa si Marin, a brzmiao to bardziej jak westchnienie ni sowo. - To
rzeczywicie stara opowie.
- Znasz j?
Mczyzna wzruszy ramionami.
- Jest wiele, bardzo wiele historii o Mewie. Opowieci o tym, jak ratowa ludzi przed
utoniciem i jak sam ich topi. On jest jak samo morze: jednoczenie agodny i okrutny.
- Wierzysz, e istnieje?
- Nie, ale znam ludzi, ktrzy wierz. Twierdz, e go widzieli.
- Czy to bajki? Stare historie, ktre nabieraj szczegw z kadym opowiedzeniem?
- Moliwe. - Marin zmarszczy brwi. - Chocia nigdy nie syszaem, aby stary Ponurak
opowiedzia co inaczej, ni byo naprawd, a on twierdzi, e jako mody chopak by w
zaodze z Mew.
- Chciaabym si spotka z tym Ponurakiem.
- Mog to zaatwi. Jednak on moe ci si nie spodoba. - Marin spojrza na ni i
skrzywi si. - Ma niewyparzon gb.
Zachichotaa.
- Jako to znios. Z ust rodzcych kobiet syszaam takie sowa, e wikszoci ludzi
wypaliyby uszy.
Pokiwa gow.

- Skd to znam. Moja ona zwykle jest spokojna, ale kiedy si wcieka... - Zadra. Wtedy si wie, e jest crk rybaka.
Zmierzali teraz do stp wzgrza. Marin milcza przez chwil, a potem znowu spojrza
na ni przelotnie.
- Wic chcesz sprawdzi, czy Mewa istnieje. Co moe ci o tym przekona?
- Nie wiem. Moe spotkanie z nim. Rozemia si.
- To rzeczywicie byby dowd.
- Sdzisz, e takie spotkanie jest moliwe?
- Nie. Co by zrobia, gdyby go jednak spotkaa?
- Spytaabym go o leki. Wiele lekw pochodzi z morza.
- Oczywicie.
- Moe nigdy go nie spotkam, ale mam duo czasu. A jak dugo s tu ludzie, zawsze
bd te tacy potrzebujcy lekw. Bd pracowa i wdrowa wzdu wybrzea, moe
czasem wykupi rejs na statku.
- Bardziej prawdopodobne, e spotkasz jakiego szczliwca, bdziesz mie z nim
gromadk miych dzieciakw i zapomnisz o Mewie.
Skrzywia si.
- Hm... Miaam dosy gupich romansw. Zachichota.
- Wic masz do?
- Tak - odpara stanowczo.
Gdy tarn przetoczy si midzy dwoma wzgrzami i ukazay si budynki Dufinu,
Emerahl rozsiada si wygodniej.
- Opowiedz mi kilka historii o Mewie - zachcia go. Marin, tak jak przewidywaa, z
radoci speni jej prob.
Auraya opara si o ram okna i spojrzaa w d. Dugie cienie rzucane przez
zachodzce soce rozcinay tereny wityni na pasy i prostokty. Tam gdzie promienie
sigay ogrodw, jarzyy si stosy jesiennych lici. Juran, jako pierwszy z Biaych, zajmowa
pokoje na najwyszym pitrze Wiey. Widok std niewiele si rni od panoramy z jej okna,
tyle e pole widzenia byo wiksze.
- Sprbuj tego - mrukn Juran.
Odwrcia si i przyja od niego puchar. Wewntrz by bladoty pyn. Gdy go
skosztowaa, jej usta wypeni znajomy cierpki smak, a po nim aromat przypraw.
- Smakuje troch jak teepi - stwierdzia. Juran kiwn gow.
- Jest robiony z jagd tego samego drzewa, ktrych uywaj Siyee przy produkcji

teepi. Kiedy pierwsi torescy osadnicy wkroczyli na ich tereny, Siyee traktowali ich jak goci.
Toreczycy szczeglnie zainteresowali si teepi. Nauczyli si robi wasn, mocniejsz
wersj.
Poda puchary pozostaym Biaym. Dyara skrzywia si, Mairae umiechna, a Rian,
ktry nie lubi oszaamiajcych napojw, wzruszy ramionami i odstawi naczynie.
- Smak jest prostszy - stwierdzia Auraya. - Nie czu owocw ani drewna.
- Dojrzewa w butelkach, a nie w beczkach. I bardzo dobrze. Drewno w Torenie jest
do rzadkie.
- Wic planuj go nadal wytwarza?
- Tak. Ktry z bardziej przedsibiorczych osadnikw zabra kilka butelek do Aime.
Bogaci zasmakowali w nim, a poniewa trunek jest rzadki, osiga wysokie ceny. Przywieli
rwnie szczepki drzewa, te do sprzeday.
- To dobrze. Wielu z tych Toreczykw, ktrzy musieli opuci Si, zostawio prawie
cay swj dobytek. Ten handel jako wynagrodzi im problemy przesiedlenia - uznaa Dyara.
- I zlikwiduje moliwo sprzeday teepi przez Siyee - dodaa Auraya.
- To nie jest ten sam napj - zauway Juran. - Toreczycy mog polubi te
oryginalne teepi. Pojawi si popyt, z ktrego Siyee mog jeszcze skorzysta.
Auraya wolno kiwna gow i zacza si zastanawia, jak podsun ten pomys
Siyee. Co zwrcio jej uwag i nagle dostrzega przemiany w magii wok siebie. W jej
pobliu pojawia si znajoma obecno, a ona poczua rwnie znajomy niepokj.
: Dobry wieczr, Aurayo.
: Chaia...
: Skd ten niepokj?
: Rozpraszasz mnie, czasem w najmniej sprzyjajcym momencie, wyznaa.
Gdy tylko jej umys uformowa te sowa, poczua si zawstydzona i chciaa przeprosi.
Od Chai napyna fala rozbawienia, ale w aden sposb nie pomoga jej rozwia niepokoju.
: Nie obawiaj si myle, Aurayo. Twoja reakcja jest spontaniczna, wic jak mgbym
by uraony? Wol, gdy traktujesz mnie jak miertelnego towarzysza albo jednego z Biaych.
: Ale nie jeste nim. Jeste bogiem.
: To prawda. Bdziesz musiaa nauczy si mi ufa. Lecz masz prawo si na mnie
gniewa. Masz prawo kwestionowa moj wol. Prawo, by si ze mn kci. Chciabym,
eby si ze mn kcia.
On chce nie tylko tego, pomylaa.
Tym razem zaczerwienia si zaenowana i odwrcia si do okna, by ukry to przed

Biaymi. Ale nie moga si ukry przed bogiem. Dotara do niej kolejna fala rozbawienia.
: To take jest prawd. Lubi ci, Aurayo. Obserwuj ci od bardzo, bardzo dawna.
Czekaem, a doroniesz dostatecznie, aby ci to powiedzie, nie budzc twego zakopotania.
A to nie powoduje mojego zakopotania? pomylaa kpico. Przypomniaa sobie
pocaunki, ktrych unikna. Jak na istot pozbawion formy fizycznej, potrafi by
zaskakujco zmysowy. Czsto zblia si do niej, jakby chcia zrekompensowa sobie brak
ciaa. Jego dotyk by dotykiem magii, a jednak wraenie nie byo nieprzyjemne.
Nie powoduje to we mnie takiego zakopotania jak powinno, mylaa. Powinnam
przyzna si przed sob, e brakuje mi Leiarda. Nie tylko jego towarzystwa, ale... nocy.
Czasami kusi mnie, by pozwoli Chai robi, co zechce.
I nage poczua si niezwykle skrpowana. Jak moga poda boga! To niewaciwe.
: Czy to nie ja decyduj, co jest waciwe, a co nie? spyta Chaia.
Poczua mrowienie na policzku i wstrzymaa oddech. To byo tylko lekkie dotknicie.
Zrozumiaa, e co odwraca jego uwag.
: Musz i, powiedzia.
wietlista obecno zgasa. Odebraa wraenie niezwykej prdkoci, co utwierdzio j
w przekonaniu, e bg potrafi pokona ca Ithani w czasie jednego uderzenia serca.
- Aurayo!
Podskoczya i odwrcia si do Jurana. Ku jej zaskoczeniu, innych ju nie byo.
Wyszli, a ona nawet nie zauwaya.
Juran patrzy na ni wyranie zirytowany. Skrzywia si przepraszajco i jego twarz
zagodniaa.
- Co si z tob dzieje, Aurayo? - zapyta cicho. - Ostatnio atwo si rozpraszasz. Nawet
podczas wanych spotka. To do ciebie niepodobne.
Wpatrywaa si w niego, niepewna, co odpowiedzie. Mogaby wymyli jakie
wytumaczenie, ale musiaoby by dobre. Tylko naprawd co wanego moe usprawiedliwi
to, jak si ostatnio zachowuje.
Ale kiedy milczenie si przeduao, zrozumiaa, e aden powd nie bdzie do
dobry - z wyjtkiem prawdy.
A jednak wahaa si. Czy Chaia chce, aby Juran wiedzia, e cay czas z ni
rozmawia?
: Chaio?
Tak jak si spodziewaa, nie byo odpowiedzi. Bg znikn z okolicy. Juran patrzy na
ni wyczekujco.

Nigdy nie zastrzega, e nie powinnam mwi Juranowi, pomylaa. Nabraa tchu.
- To Chaia - wyznaa. - Przemawia do mnie. Czasami w... do niesprzyjajcych
chwilach.
Juran unis brwi.
- Od kiedy? I jak czsto? Zastanowia si.
- Od dwch miesicy, przynajmniej raz dziennie.
- O czym?
Wydawa si zirytowany, co jej nie zdziwio. To on by przywdc Biaych. Jeli
Chaia mia zaszczyca kogo codziennymi wizytami, z pewnoci powinien to by Juran.
- Nic wanego - zapewnia pospiesznie. - Zwyke rozmowy. - A kiedy Juran
zmarszczy czoo, zrozumiaa, e sobie nie pomaga. Te sowa brzmiay raczej wymijajco. Udziela mi rad co do szpitala - dodaa.
Juran wolno kiwn gow i z ulg zobaczya, e da si uagodzi.
- Rozumiem. To ma sens. Co jeszcze?
Wzruszya ramionami.
- Takie przyjacielskie rozmowy. Myl... myl, e stara si mnie pozna. Mia sto lat,
eby pozna ciebie. Nawet Mairae jest z wami od dwudziestu szeciu. A ja dopiero od
niedawna.
- To fakt. - Juran kiwn gow i wyranie si rozluni. - No c. To rzeczywicie
objawienie. Do rzeczy. Tymczasem nie usyszaa, e zauwaono trjk Siyee leccych w
stron Wiey. Pozostali poszli na dach, eby ich powita.
Auraya poczua, e serce bije jej szybciej.
- Siyee? Nie lecieliby tak daleko bez wanego powodu. Umiechn si.
- Chodmy na gr i sprawdmy, o co im chodzi.
Po krtkiej wspinaczce schodami znaleli si na dachu. Soce wisiao teraz tu nad
horyzontem. Auraya spojrzaa ponad trjk Biaych na niebo; trzy postacie szyboway w
stron Wiey.
Biali milczeli, gdy zbliaa si skrzydlata trjka. Auraya zauwaya, e dwaj Siyee s
w rednim wieku, trzeci jest modszy i nosi opask na oku. Siyee uformowali w powietrzu
lini i wyldowali rwnoczenie. Modszy mczyzna potkn si, ale odzyska rwnowag.
Byli wyranie wyczerpani.
Trzy pary oczu spoglday na Auray. Zerkna na Jurana, ktry kiwn gow.
Umiechna si i podesza, by powita nowo przybyych.
- Witaj, ludu nieba. Jestem Auraya z Biaych. Wskazaa pozostaych Biaych, kolejno

ich przedstawiajc.
Siyee z opask na oku zakreli znak krgu.
- Dzikujemy za powitanie, Wybracy Bogw - odpar. - Jestem Niril z klanu
Sonecznej Grani. Moi towarzysze to Dyni i Ayliss z klanu ysej Gry. Zgodzilimy si
pozosta w Jarime jako reprezentanci naszego ludu.
- Bdziemy zaszczyceni, goszczc was tutaj. Na pewno jestecie zmczeni po dugiej
podry. Odprowadz was do pokoju, gdzie moecie odpocz, jeli macie ochot.
Niril skoni gow.
- Bdziemy wdziczni. Najpierw jednak Mwcy polecili mi przekaza pewne wieci.
Dziesi dni temu niedaleko brzegw poudniowego Si dostrzeono czarny statek. Siyee,
ktrzy go obserwowali, zobaczyli, e kilka grup pentadriaskich mczyzn i kobiet schodzi z
pokadu i rusza w gb ldu. U niektrych na piersi zauwayli gwiezdne wisiory. Widzieli te
ptaki.
Auraya poczua na plecach zimny dreszcz. Podczas wojny Siyee stracili wielu
wojownikw. Czy pentadrianie o tym wiedzieli? Czy uznali, e Siyee s bezbronni?
- To ze wieci - przyznaa. - Ale na szczcie wasi ludzie ich wykryli. To daje nam
czas. - Spojrzaa na Jurana i innych Biaych. - Musimy postanowi, co mona zrobi w tej
sprawie.
- Tak - zgodzi si Juran. - Spotkamy si w Otarzu. Ale najpierw Auraya zaprowadzi
was do pokojw. Jak tylko wypoczniecie, omwimy z wami nasze wnioski.
Niril kiwn gow; ramiona opaday mu ze zmczenia. Auraya umiechna si ze
wspczuciem.
- Chodcie za mn - zaprosia ich.

17
Imi dryfowaa w lesie drzew obwieszonych morskimi dzwonkami. Koysay si lekko
w falujcej wodzie. Janiejce mae dzwoneczki przesuway si wok, tworzc oszaamiajce
figury. Ktry delikatny kwiat podpyn bliej, jakby chcia by zerwany.
A potem pojawiy si rzdy zbw i dzwonek zaatakowa jej do.
Przeraona cofna rk. Cie przesun si nad ni, pograjc w ciemnoci wszystko
prcz rozjarzonych dzwonkw. Wtedy ogarn j lk. Spojrzaa w gr.
Nad gow unosi si gigantyczny kadub statku. Liny opaday w d jak we i
szukay jej. Chciaa ucieka, ale nie moga si poruszy. Dopiero kiedy liny cakiem j
opltay, odzyskaa panowanie nad swymi miniami, ale byo ju za pno. Zaczy cign
j w gr i adne szarpanie nie mogo tego zmieni.
A jednak walczya, wiedzc, co j czeka na powierzchni. Tam byli piraci. Zimni,
okrutni ludzie. W porwnaniu z nimi ci rybacy, ktrzy schwytali j poprzednio, wydawali si
agodni i dobroduszni. Pozwoliliby jej odpyn, gdy tylko zebraaby dla nich dzwonki.
Ju wolna, przed powrotem do domu zeszaby na samo dno, by odzyska dzwonki
zerwane wczeniej dla ojca. Nie daaby ich od razu. Za bardzo by si gniewa, eby si
ucieszy. Nie, najpierw przyjaby kar za to, e ucieka z miasta, i byaby wdziczna losowi,
e udao jej si wrci.
Tak si jednak nie stao. Kiedy liny podcigny j do powierzchni, przygotowaa si
na to, co miao za chwil nastpi. Nim jednak si wynurzya, co twardego uderzyo j w
ebra. Bl wyrwa ze snu. Jkna i otworzya oczy.
Promienie wiata przesczay si przez szczeliny w drewnianym stropie. Z uczucia
chodu wok stp wywnioskowaa, e w tej chwili przelewa si po dnie wicej wody ni
wtedy, kiedy zasna. Wyczua zapach wieej ryby. Jak zwykle, zaoga pracowaa na grze,
widoczna jedynie przez otwarte czci stropu. Jeden pirat sta na dole i patrzy na ni. Jej uszy
zarejestroway wykrzykujcy co szorstki mski gos. Sowa byy niezrozumiae, ale dobrze
wiedziaa, co znacz.
Bierz si do pracy.
Do odnalaza wiadro i Imi schylia si, by je napeni. Mczyzna przesta
pokrzykiwa. Wylaa zawarto wiadra do innego, zwisajcego na sznurze przez otwr w
suficie. Co spado z doni mczyzny do wody u jej stp. Potem wspi si na pokad, eby
dla odmiany krzycze na marynarzy.

Imi spojrzaa w d - w morskiej wodzie pyway dwie niewielkie ryby. Zdoaa zapa
je i zje, nie przerywajc pracy.
Wiele razy kosztowaa w paacu surowych ryb, ale zawsze byy pokrojone na drobne
ksy, przybrane solonymi wodorostami albo marynowanymi gwkami kwee. Nikt jej nigdy
nie uczy, jak obra uski, a nie miaa tutaj adnych ostrych narzdzi. Nauczya si zdziera je
zbami i wypluwa.
Niezdrowo byo ywi si tylko surowymi rybami, tak samo jak - wedug Teiti - nie
naleao je samych sodyczy. Teiti uwaaa, e waciwa dieta skada si z rnych
pokarmw, take kilku takich, ktrych Imi nie lubia. Tak bardzo tsknia za Teiti... Na sam
myl o niej bolao j serce. A bolao jeszcze bardziej, kiedy wspominaa ojca. Tak bardzo
aowaa, e wypyna z miasta... Powinna zwyczajnie kupi ojcu co na targu. Powinna
sucha Teiti.
Pracowaa bez odpoczynku. Kadub statku przepuszcza wod powoli i piraci nie
przejmowali si, w jakim tempie j wylewa. Wane, eby to robia - ona i ten, kto wyciga
wiadro z gbi kaduba, eby je oprni. Nie obchodzio ich, e od czasu do czasu ochlapuje
si t wod albo e noc pi w kauy. Bez cigego nawilania jej skra by wyscha, co
doprowadzioby Imi do powolnej i bolesnej mierci.
Kiedy piraci wycignli j z wody, na pocztku przywizali j pod goym niebem.
Ostre soce byo nie do wytrzymania. Skra wyscha, budzc uczucie straszliwego
pragnienia, mimo wody, ktr dawali jej do picia. Bl narodzi si w gowie i obj cae ciao,
tak e moga tylko lee skulona na drewnianej pododze.
Nastpne, co pamitaa, to e zbudzia si w adowni, a woda wirowaa wok niej,
gdy statek koysa si do przodu i do tyu. Z zewntrz dochodzi przeraajco gony,
oguszajcy oskot. Deszcz, ktry dotd widziaa raz czy dwa, a od czasu do czasu rwnie
fala przelewajca si gr zaczy w niepokojcym tempie wypenia kadub wod. Kilku
piratw prbowao j wylewa, a kiedy jeden z nich wcisn jej w rce wiadro, przyczya
si, przeraona, e statek zatonie, a ona si utopi, przywizana do niego lin za kostk.
Pniej przyszed jaki pirat i rzuci jej surow ryb. Bya taka godna, e zjada j
ca, uski, oci i miso.
Odzyskaa nieco si. Dowdca piratw wyranie da jej do zrozumienia, e chce, by
nadal wybieraa wod. Z pocztku odmwia. Bya przecie ksiniczk. Nie wykonywaa
prac fizycznych.
Wic j zbi.
Zaszokowana i wystraszona, poddaa si. Przez jaki czas obserwowa j przy pracy i

grozi jej, kiedy zwalniaa. W kocu uzna chyba, e jest dostatecznie zastraszona, i zostawi
j sam.
To bya wyczerpujca, niemajca koca praca i Imi stale bya godna. Dawali jej tak
mao jedzenia... Ciao wychudo, rce wyglday jak minie, skra, koci i nic wicej.
Koszula zwisaa z niej, brudna i podarta. Nie wiedziaa, ile jeszcze wytrzyma. Tak wiele dni
ju mino... Podtrzymywaa j tylko nadzieja, e ojciec albo ktry z modych wojownikw
przybd, by j uratowa. Lepiej jednak byo si nad tym zbytnio nie zastanawia. Gdy
prbowaa, widziaa a za wiele powodw, dla ktrych ratunek by mao prawdopodobny.
Co si zdarzy, powtarzaa sobie. Jestem ksiniczk. Ksiniczki nie umieraj w
adowniach statkw. Kiedy zjawi si mj wybawca, bd ywa i gotowa.
Pi cian Otarza zetkno si nad gowami Biaych. Juran wypowiedzia rytualne
sowa, by rozpocz narad; Auraya doczaa do pozostaych, by dopowiada nakazane
ceremoniaem krtkie frazy. Kiedy wszyscy zamilkli, Juran popatrzy na nich z trosk.
- Zebralimy si tu, eby omwi obecno pentadrian w Si - owiadczy.
- Czy to znaczy, e znowu mamy wojn? - spytaa Mairae. Juran pokrci gow.
- Nie.
- Ale pentadrianie dokonali inwazji na jednego z naszych sojusznikw.
- Naruszyli granic - poprawi j. - O ile nam wiadomo, nie skrzywdzili nikogo na
terenach Si.
- Poniewa Siyee nie s gupi i nie zbliaj si do nich - zauwaya Auraya. - Musimy
sprawdzi, po co tam przybyli.
- Fakt. Ale to wymaga czasu. Wyl im na spotkanie kapanw, ktrzy niedawno
dotarli do Przestrzeni.
- Kapanw? - powtrzya zdziwiona Auraya. - Czemu chcesz ryzykowa ich yciem i
naraa Siyee na tak zwok? Mog by w Si w jeden dzie.
Juran porozumia si wzrokiem z Dyar, a potem spojrza na Auray.
- To nierozsdne.
Auraya zamrugaa zaskoczona. Zerkna na Mairae i Riana, ktrzy wygldali na
rwnie zdziwionych.
- Dlaczego?
Uoy donie na blacie.
- Wiemy, e przywdcy pentadrian s potnymi czarownikami. Wiemy, e pozostaa
czwrka ma moc zblion do naszej.
- Ten, ktrego nazywaj Sharem... ten dosiadajcy vorna... jest sabszy ode mnie -

wtrci Rian.
- Tak - zgodzi si Juran. - Jeste jedynym z nas, ktry zmierzy si z Gosem w
samotnej walce. - Urwa na chwil, patrzc na Auray. - To znaczy jedynym, ktry zmierzy
si z yjcym jeszcze Gosem - doda. - Na szczcie Rian zwyciy Shara. Nie moemy
sprawdzi si w walce z innymi, nie ryzykujc tego, e ktre z nas okae si sabsze i zginie.
- W takim razie nie bd si zblia, jeli zobacz ktrego z dwjki potniejszych
Gosw - obiecaa Auraya. - Sabsza dwjka nie powinna stanowi problemu.
Juran umiechn si pospnie.
- Twoja odwaga jest godna podziwu, Aurayo.
- Czemu? Podczas bitwy zyskalimy jakie pojcie o ich sile.
- Jakie tak, ale nie cakiem pewne. Nie wiemy, czy ta dwjka sabszych nie bya
zajta dziaaniami obronnymi, z ktrych wtedy nie zdawalimy sobie sprawy. Mog by
silniejsi, ni si wydawao.
Wzruszya ramionami.
- Jeli Rian zdoa pokona Shara, to ja te potrafi. Wiemy, e ta kobieta od ptakw,
Genza, jest nastpna pod wzgldem mocy. Skonna jestem zaryzykowa. Sdz, e
umiaabym zwyciy j samotnie.
- A potrafiaby pokona oboje naraz? Zawahaa si, ogarnita wtpliwociami.
- Teraz dostrzegasz zagroenie? Zastanwcie si nad naszymi sabociami. - Juran
popatrzy na kadego po kolei. - A gdybycie wszyscy byli nieobecni, a pozostali czterej
przywdcy pentadrian zaatakowali Jarime? Ja sam nie mgbym ich zatrzyma. A jeli
obserwuj teraz nasze ruchy i planuj zasadzki, eby pozabija nas pojedynczo, kiedy si
rozdzielimy? - Potrzsn gow. - Kiedy jestemy sami, jestemy podatni na ataki.
Mairae sykna z niedowierzaniem.
- Chyba nie chcesz sugerowa, e od tej chwili wszyscy powinnimy tkwi w Jarime?
Jak mamy broni innych krain? Co z naszymi zobowizaniami?
Auraya z aprobat kiwna gow. Wyprawa do Si byaby ryzykiem, ale takim, ktre
warto podj.
Co o tym sdzisz, Chaio, pomylaa odruchowo. Juran skrzywi si.
- Nasi kapani i kapanki poradz sobie z wikszoci zagroe. Polemy ich, eby
zbierali informacje, zanim sami si czym zajmiemy.
- W Si to si raczej nie uda - zauwaya Auraya. - Nigdy by nie dotarli na czas.
- Kiedy bdziemy ju mieli kapanw i kapanki spord Siyee, przestanie to stanowi
problem.

- Ale to nie nastpi dostatecznie szybko dla tego konkretnego zagroenia. Trzeba
jeszcze lat, zanim...
Zauwaya ktem oka jaki ruch i to wytrcio j z rytmu. Obejrzaa si i poja, e
poruszenie byo magicznej, nie fizycznej natury. Znajoma obecno musna jej zmysy.
: Witaj, Aurayo.
Stumia westchnienie. Jej niebiaski zalotnik pojawi si znowu - i znowu w chwili,
kiedy wolaa, by nic jej nie rozpraszao.
- Co si dzieje, Aurayo? - zapytaa cicho Dyara. - Co zobaczya?
Auraya spojrzaa na ni zdziwiona.
- Naprawd go nie wyczuwacie?
Dyara pokrcia gow. Auraya zerkna szybko na Mairae i Riana, ktrzy mieli do
ogupiae miny. Juran zmarszczy czoo. I nagle na wszystkich twarzach pojawiy si zachwyt
i rado, a wszystkie oczy skieroway si gdzie poza plecy Aurai. Obejrzaa si przez rami i
zobaczya stojc tam promieniejc posta.
: Juranie, rzek bg na powitanie. Dyaro, Aurayo, Rianie i Mairae.
- Chaio - odpowiedzieli z szacunkiem i nakrelili znak krgu. Auraya nerwowo posza
za ich przykadem. Przyzwyczaia si do obecnoci Chai i atwo jej byo zapomnie o formalnociach, jakich zwykle przestrzegali Biali, kiedy pojawia si ich bg.
Chaia tymczasem powoli ruszy wok stou.
Jak wiecie, na og wolimy pozwala miertelnikom, by sami wybierali swoje drogi.
Od czasu do czasu sterujemy wami, albowiem ciy na nas odpowiedzialno kierowania
waszymi dziaaniami, gdy te nie zgadzaj si z naszym planem.
Zatrzyma si i spojrza na Jurana.
: Teraz wanie musz interweniowa.
Brwi Biaego zczyy si pomidzy oczami. Wpatrywa si w blat stou.
: Waszym celem jest ochrania naszych wyznawcw, a nie siebie.
Juran drgn.
- Ochranianie siebie kosztem innych nie byo moim zamiarem - owiadczy i spojrza
na boga. - Martwi si raczej o to, jak ochrania cyrklian take w przyszoci. Jeli jedno z
nas zginie, caa Ithania Pnocna bdzie odsonita.
Dyara kiwna gow.
- Zgadzam si. Jeli Auraya zginie w Si, moe to doprowadzi do wielu kolejnych
zgonw.
Chaia umiechn si lekko.

;Jeli Auraya zginie, wybierzemy jej nastpc... Cho wtpi, czy znalelibymy kogo
tak utalentowanego i Obdarzonego.
Mimo tej pochway, zimny dreszcz przebieg Aurai po plecach. Uwaaa, e jest
gotowa zaryzykowa yciem w obronie Siyee. Teraz, kiedy dowiedziaa si, e bogowie
chcieli od niej tego ryzyka, poczua, jak gdzie w gbi niej budzi si trwoga. Poczua si...
przeznaczona na straty.
Jak kady onierz, pomylaa. Bo przecie nimi wanie jestemy. Potnymi,
niemiertelnymi, Obdarzonymi onierzami w subie bogw.
Uwiadomia sobie, jak ironiczne jest to, co wanie przyszo jej do gowy. Nazywamy
si niemiertelnymi, poniewa si nie starzejemy. Jeli wybuchnie taki konflikt, jakiego
obawia si Juran, jeli bdziemy musieli bezustannie naraa ycie w obronie cyrklian, moe
si okaza, e yjemy nawet krcej od przecitnych miertelnikw.
Wyprostowaa si. Niech wic tak bdzie.
- Zdecydowaam si suy bogom i nie zamierzam si z tego szybko wycofywa,
cho doczenie do nich byoby radosnym zdarzeniem - owiadczya. - Nie bd podejmowa
zbdnego ryzyka. I pamitajcie: mog tu wrci w jeden dzie, jeli bd potrzebna.
Juran dugo patrzy jej w oczy. Potem kiwn gow i odwrci si do Chai.
- Dzikuj ci za twoj mdro i rad, Chaio - powiedzia z pokor. - Wyl Auray do
Si.
Bg umiechn si i znikn. Auraya czua, jak oddala si poza zasig jej zmysw.
Kiedy spojrzaa na Jurana, ten przyglda jej si z trudnym do odczytania wyrazem twarzy.
- Bogowie wyrnili ci niezwykymi Darami - rzek. - Powinienem zrozumie, e
chc, by ich uywaa. Bd ostrona, Aurayo. Nie tylko twoich niezwykych zdolnoci
bdzie nam brakowa, jeli ci stracimy.
Umiechna si wzruszona.
- Dzikuj ci. Bd na siebie uwaa. Juran zwrci si do pozostaych.
- A zatem postanowione. Powinnimy zawiadomi naszych goci.
Spojrza na Auray.
- Powiem im - obiecaa.
Kiedy powstali, a ciany Otarza zaczy si rozkada, Auraya mylaa o przybyciu
Chai. Zastanawiaa si wtedy, co by sdzi o argumentach Jurana. Czyby wezwaa go, nie
zdajc sobie z tego sprawy? Czy by dostatecznie blisko, by sysze ich wczeniejsz
rozmow, ale jednak zbyt daleko dla jej zmysw?
Pniej bdzie musiaa to sobie przemyle. Na razie jednak warto si zastanowi, jak

podej do tych pentadrian w Si, by nie narazi na niebezpieczestwo ani siebie, ani Siyee.
Stary Ponurak unis gow, gdy kobieta wesza do sali, i cigle patrzy. Wysokie
koci policzkowe, wosy czarne jak noc, nieza figura... cho powinna nabra troch ciaa.
Kiedy wiato lampy ukazao jej oczy, zobaczy, e s zielone. Umiechna si do swego
towarzysza, a wtedy w kcikach pojawiy si zmarszczki.
Kiedy bya modsza, bya pewnie piknoci, pomyla. Z kim przysza? Ach, Marin...
Nie moe si oprze. Zawsze musi obejrze wszystko, co nowe. Pamitam, e jako chopak
grzeba na play, szukajc rzeczy wyrzuconych przez fale.
Marin przedstawi kobiet swojemu zwykemu partnerowi do picia, ale nie zatrzyma
si tam. Ku zdziwieniu Ponuraka, spojrza na niego, mrugn znaczco, a potem poprowadzi
nieznajom do jego stolika.
- Dobry wieczr - odezwa si. - To jest Stary Ponurak - przedstawi starca kobiecie. Ponuraku, to jest Limma Curer.
- ...wieczr. - Ponurak skin jej gow.
atwo si umiechaa. Pochwyci od niej zapach zi i jeszcze czego bardziej
ziemistego. Jej nazwisko oznaczao lekark i byo pewnie precyzyjnym opisem jej fachu.
- Limm interesuj wszystkie opowieci o Mewie - tumaczy Marin. - Powiedziaem
jej, e go spotkae. A ona mi nawet uwierzya.
- Naprawd? - Ponurak poczu, e znowu zaczyna si w nim budzi dawna uraza, ale
kiedy sprbowa ze zoci spojrze na kobiet, gniew przygas. Spokojnie patrzya mu w
oczy. Miaa w sobie co niezwykego... Czego od niego chciaa. Nie wyobraa sobie, eby
mia jeszcze cokolwiek do zaoferowania... oprcz swojej historii.
Zaintrygowany, unis kubek.
- Duga opowie wymaga zwilania garda.
Limma rozemiaa si i signa pod taul. Zauway pod nim liczne sakiewki, a zioa i
leki zapachniay mocniej. Odwrcia si do waciciela tawerny i rzucia mu monet. Ten
chwyci j zrcznie i pokiwa gow, gdy kazaa mu pilnowa, by kubki byy pene.
Potem razem z Marinem usiada na awie naprzeciw starca.
- No wic spotkae Mew - zacza. - Jak dawno to byo? Stary Ponurak wzruszy
ramionami.
- Mody byem, ledwie starszy ni dzieciak. Se pomylaem, e zobacz kawaek
wiata, wic zaczem robot na odziach, ktre pywaj wzdu brzegu do Aime. Kiedy tam
dotarem, se znalazem robot na statku handlowym. Nie bya taka, na jak liczyem.
Harwka bez przerwy. Nauczyem si wtedy, e im wiksza ajba, tym bardziej ludzie pilnuj,

coby kady wiedzia, kto od kogo przyjmuje rozkazy. Byem do nisko tego acucha
chosty, e tak powiem.
Skrzywi si na to wspomnienie.
- No wic by na tym statku taki chopak. Nie mia imienia. Wszyscy woali go
chopak. I pewnego dnia se skojarzyem, e nikt si nigdy chopaka nie czepia. Nie dawa
im powodw.
Ale na tym statku by szybkim przy robocie nie ratowao przed laniem. No to
zaczem si chopakowi przyglda. adny dzieciak, ale aden ze zbirw nie prbowa nic
mu zrobi. Tak po prawdzie, zachowywali si, jakby si go bali. Odetchn.
- A ktrego dnia usiad koo mnie przy jedzeniu. Powiedzia, e to nie jest statek
odpowiedni dla mnie. Powiedzia, e potrzebuj mniejszej odzi i e dobry byby ze mnie
kapitan. Lepiej mi pjdzie, kiedy bd walczy z morzem, a nie z innymi ludmi. W gbi
serca wiedziaem, e ma racj, ale rozumiecie, chciaem se obejrze kawaek wiata, wic
zostaem. Par tygodni pniej, kiedy zbieralimy si do wyjcia z portu w Aime, znowu si
do mnie odezwa. Pokaza mi mniejszy statek i powiedzia, e szukaj tam zaogi.
Podzikowaem mu za rad, ale zostaem. Inni odeszli, a ja czuem si dumny, e si nie
poddaj.
Stary Ponurak przerwa na chwil, kiedy posugacz ustawi na stole pene kubki. Napi
si, odetchn i poskroba brod.
- Na czym stanem?
- Chopak ostrzeg ci drugi raz - przypomniaa Limma. Popatrzy na ni zaskoczony.
Umiechna si znaczco, ale milczaa. Ponurak wytar usta i zacz mwi.
- Bylimy na morzu dopiero par dni, kiedy nagle niebo poczerniao, a wiatr zacz na
nas wy. Widzielimy ledwo kawaek przed dziobem. Usyszaem, jak chopak tumaczy
kapitanowi, e si pchamy na skay i powinien odbi na sterburt. Mwi to tak... wadczo.
Kapitan nawymyla mu tylko i kaza si schowa pod pokad. A zaraz potem chopak stan
przede mn. Widziaem, e jest zy. Wcieky nawet, jak potrafi tylko dorosy. Dziwnie byo
widzie co takiego na twarzy kogo tak modego...
Ponurak zamilk. Wspomnienie byo wyrane. Wci czu lodowaty wicher i trzewia
cinite strachem, cigle widzia twarz chopaka. ykn z kubka i przez chwil rozkoszowa
si przyjemnym ciepem. Suchacze czekali cierpliwie.
- Chopak zawlk mnie do szalupy. Kiedy zrozumiaem, e mam mu pomc si
wynie, zaczem protestowa. Wyprostowa si wtedy i popatrzy mi w oczy...
Ponurak sprbowa naladowa chopaka i przeszy kobiet spojrzeniem - mia

nadziej - dostatecznie stanowczym.


- ...i powiedzia: Ostrzegaem ci ju dwa razy. I ostrzegam trzeci, ostatni. Opu ten
statek, bo nie dotrwasz do jutrzejszego dnia. I wtedy zobaczy go jeden ze zbirw, wielkie i
silne chopisko. Rykn ze zoci i podbieg, eby uderzy chopaka. Ale nie sign pici
celu. Chopak zrobi jaki may ruch i zbir polecia do tyu. Waln o co gow i nie wsta.
Ponurak si umiechn.
- Se tak staem i wytrzeszczaem na niego gay. A on pchn mnie mocno, a spadem
do szalupy, a potem liny same si odwizay. Nastpne, co pamitam, to e lec razem z
szalup i walimy o wod. Se tam leaem troch ogupiay i patrzyem na chopaka, a szalupa
odsuwaa si od statku, jakby j kto popycha.
Potrzsn gow.
- Nigdy wicej go nie spotkaem. Nastpnego dnia stado mew leciao za mn, kiedy
wiosowaem do brzegu. Chyba wtedy do mnie trafio, kim on by. Pniej usyszaem, e
statek wpad na skay. Wikszo zaogi zgina, ale chopaka nikt nie widzia. Ani ywego,
ani martwego.
Kobieta umiechaa si. A to sprawio Ponurakowi przyjemno. Podobaa jej si moja
historia, pomyla. Waciwie niewane, czy mi uwierzya, czy nie.
- Miae szczcie - stwierdzia. Podnis kubek i wypi.
- Oj, miaem. Od tego dnia zaczo mi sprzyja. Zanim wrciem do domu, miaem
dosy, eby kupi wasn d.
- Czyli jednak zostae kapitanem? - zapytaa, podnoszc swj kubek do ust.
- Pewno.
- Ale nikt nie wierzy w t histori.
- Nikt oprcz mojej ony.
- Jeste pewien? - Zmruya oczy. - Nigdy nie spotkae nikogo, kto by uwierzy w
twoj opowie?
Umilk na chwil, gdy zda sobie spraw, e jego sowa nie s do koca prawd.
- Byo paru, ktrzy chyba mi uwierzyli. Gwnie wdrowcy. Mody aglomistrz
opowiada mi niedawno, e od jakiego kupca z pnocy sysza cakiem podobn histori.
- Ten kupiec te spotka Mew?
- Tak mwi. Chyba napadli go piraci, a chopak go uratowa.
- Poda ci imi tego kupca?
- Nie, ale aglomistrz mieszka niedaleko std, przy brzegu. - Pochyli si. - Dlaczego
tak ci interesuje Mewa?

Umiechna si.
- Chc go odszuka. Zamia si cicho.
- No to powodzenia. Bo jako mi si zdaje, e on jest z takich, co to sami znajduj
czowieka, a nie na odwrt.
- Mam nadziej.
- A czego chcesz od niego?
- Rady.
Z jej miny wywnioskowa, e wicej ju nie powie. Wzruszy ramionami i wycign
pusty kubek.
- Postaw jeszcze jeden, a mog sobie przypomnie imiona wdrowcw, ktrzy mi
wierzyli.
Tak jak mia nadziej, rozemiaa si i skina na posugacza.

18
Gdy Reivan wesza za Imenj na balkon, przekonaa si, e Gosy ju tam czekaj.
Wszyscy prcz Nekauna siedzieli na trzcinowych fotelach i sczyli chodne napoje, i
wszystkim prcz Nekauna asystowali Towarzysze.
On jeszcze adnego nie znalaz. Miny dopiero dwa miesice od wyboru na Pierwszy
Gos, a Towarzysz powinien by dobierany z rozwag, mylaa Reivan. Nie byoby uczciwie,
gdyby przyjmowa i odsya kolejnych, dopki nie trafi na kogo, kogo by lubi i komu ufa.
Imenja usiada, a Nekaun skin jej gow, a potem z umiechem spojrza na Reivan.
Jak zwykle umiecha si do niej jak do przyjaciela, ktrego wizyta sprawia mu rado, co
wywoywao u niej uczucie zaenowania. Pochlebiao jej, e tak niezwyky czowiek zwraca
na ni uwag.
Wszyscy si nim zachwycali. By czarujcy i troskliwy. Kiedy rozmawia z ludmi,
cakowicie powica im uwag. mia si z ich artw, wysuchiwa skarg i zawsze pamita
ich imiona.
Zreszt pewnie tylko si wydaje, e pamita, uznaa Reivan, kiedy ju usiada obok
Imenji. Przecie nie musi ich zapamitywa. Kiedy jest mu to potrzebne, moe odczyta te
imiona z ich umysw.
Zmieniy si te zachowania Gosw wewntrz grupy. Wprawdzie nigdy nie widziaa,
eby Nekaun si gniewa albo zoci, ale byo jasne, e to on kieruje. Zawsze wysuchiwa
ich rad i opinii, jednak sam podejmowa ostateczne decyzje.
Oczywicie, inni nie mog protestowa, jeli udzielili mu rady, ktra doprowadzia do
takiej a nie innej decyzji, mylaa.
Kiedy Imenja przekazaa mu obowizki przywdcy, nie wyrazia ani ulgi, ani alu. Od
tego czasu nie komentowaa dziaa Nekauna. Jeli jego decyzje uwaaa za bdne, nie
dawaa tego po sobie pozna.
Nie moe mi przecie nic mwi, przypomniaa sobie Reivan. Odczytaby to z moich
myli. Nie powie nic, jeli nie chce, by on si tego dowiedzia.
Nekaun zacz spacerowa tam i z powrotem przy balustradzie. Po chwili spojrza na
ni z zainteresowaniem. Poczua, e rumieniec oblewa jej twarz.
O czym ja myl? Znowu jestem cyniczna. Musz z tym skoczy. On wie, mam
nadziej, e to tylko z przyzwyczajenia, e naprawd nie sdz, by ktra z jego decyzji bya
bdna albo...

- Poniewa jestemy ju wszyscy, moemy zacz - rzek Nekaun.


- Tak - zgodzia si Imenja. - Kogo, a raczej, ktre miejsce omwimy jako pierwsze?
- Myl, e najpierw Shar i Dunway - odpar z umiechem. Przystojny jasnowosy
Gos odchrzkn. Przyprowadzi ze sob jednego z oswojonych vornw i bestia leaa teraz,
dyszc obok jego fotela.
- Manewr z rozbiciem statku by chyba skuteczny. Rozbitkowie s dobrze traktowani.
Drugi statek nadal stoi uwiziony w porcie Chon. Tak jak si spodziewalimy, Dunwayczycy
nie chc pozwoli naszym ludziom zej na ld.
Nekaun pokiwa gow.
- Genza?
Czwarty Gos przecigna smuke, muskularne ramiona.
- Moi ludzie wdruj od jedenastu dni, ale nawet z pomoc ptakw, badajcych teren
przed nimi, poruszaj si wolno. Kilka razy zauwayli w oddali Siyee, ale latajcy lud nie
zblia si do nich.
- adnego ladu tej, ktr nazywaj Auray?
- adnego.
- To dobrze.
Nekaun zwrci si do Vervela. Krpy mczyzna wzruszy ramionami.
- Moi Sudzy przybyli. Toreczykw nie obchodzi ich pochodzenie, jeli tylko mog
co od nich kupi. Bardzo pragmatyczny nard. Druga d nie dotara jeszcze do Genrii.
Nekaun spojrza na Imenj.
- A twoi Sudzy s jeszcze na morzu? Przytakna.
- Tak. Ten sztorm ich zatrzyma, tak jak twoich. Teraz, kiedy pogoda si poprawia,
powinni za kilka dni dotrze do Somreyu.
- Czy to rozsdne, e nasi wysannicy docieraj do miejsc przeznaczenia w tym
samym czasie? - zapyta Vervel. - Cyrklianie mog to zauway i zaczn nas podejrzewa o
niedobre intencje.
- Jeli zwrc uwag - odpar Nekaun. Spojrza na Genz. - Niewielka jest szansa, by
twoi ludzie pozostali niezauwaeni, poniewa ludzie rzadko wkraczaj do Si. Jednake Siyee
nie maj swoich kapanw ani kapanek, wic moe atwiej uda si ich przekona.
- Trudno bdzie znale potencjalne Sugi wrd zwykych ludzi - zauway Vervel. Moi informuj, e prawie wszyscy Utalentowani w Ithanii Pnocnej zostali kapanami albo
kapankami.
Nekaun umiechn si i zerkn na Reivan.

- A ci nieutalentowani si nie nadaj... Ta regua ju w przeszoci bya nasz


saboci. Czy nieutalentowani Ithaczycy z pnocy porzuc swe pogaskie bstwa i
przycz si do prawdziwych bogw, jeli dziki temu bd mogli zdoby wadz i
powaanie, stajc si Sugami? Zastanowili si.
- Ta wadza i powaanie, ktre proponujesz, cenne s tylko tutaj - mrukna Imenja.
- Na razie.
- A ilu nieutalentowanym pozwolisz zosta Sugami? - spyta Vervel. - Jak ich
wybierzesz?
- Na pocztek nie chc okrela liczby - odpar Nekaun. - Bd musieli wykaza, e s
godni.
- Dobrze - mrukna Genza. - Nie chcemy urzdza drwin z bogw, wywicajc
cakowitych gupkw.
- Nie - zgodzi si Nekaun. I nagle spojrza na Reivan. - Ale na razie nam to nie grozi.
Jak sdzisz, Reivan?
Zamrugaa zdziwiona.
- Ja... um... Nie mog oprze si wraeniu, e musi istnie jaka prostsza metoda
nawracania Ithaczykw z pnocy. Cyrklianie wierz, e nasi bogowie nie s prawdziwi.
Szybko przeszliby do nas, gdybymy mogli im udowodni, e si myl.
- A jak mamy to zrobi?
- Nie wiem. Moe tylko widok bogw by ich przekona. Umiechn si krzywo.
- Od czasu do czasu moemy prosi bogw o aprobat lub przewodnictwo, ale nawet
w takich przypadkach nie zawsze si pojawiaj na nasze wezwanie. Nie wydaje mi si, by
byli skonni przybywa i demonstrowa swoj moc kademu wtpicemu cyrklianinowi,
kiedy tylko Suga o to poprosi.
Reivan spucia gow.
- Nie, nie moemy da tak wiele. Ale... szkoda, e cyrklianie nie widzieli, jak Sheyr
pojawi si po naszym wyjciu z kopalni. Gdyby zobaczyli ten wspaniay obraz, moe nie
walczyliby z nami, a zamiast tego si do nas przyczyli. Czy bogowie zechcieliby si ukaza
zgromadzeniu cyrklian?
- Myl, e gdyby to byo moliwe, ju by to zrobili - stwierdzia Imenja.
- A co ich powstrzymuje? - spytaa Reivan.
Zapada cisza. Zmusia si, by unie gow i spojrze na Gosy. Zdziwia si, e
wszyscy wygldali na gboko zamylonych. Nekaun marszczy czoo, jakby wzburzony jej
sowami. Skierowa ku niej wzrok i umiechn si lekko.

- Ach, Myliciele... Jak atwo przychodzi im stawianie pyta, na ktre nie ma


odpowiedzi... Wszyscy chcielibymy zrozumie bogw, ale wtpi, czy komukolwiek si to
uda. S ostateczn tajemnic.
Pozostali pokiwali gowami. Nekaun zatar rce i rozejrza si.
- Przejdziemy teraz do innych spraw? - zaproponowa.
- Tak - zgodzia si Genza.
- Syszaem, e znowu doszo do pojedynku midzy dwjk dekkaskich
arystokratw.
Genza przewrcia oczami.
- Tak. Te same stare rody. Te same stare urazy.
- Musimy co zrobi, by nie dochodzio do takich konfrontacji.
- Chtnie wysucham twoich sugestii.
Z ulg, e nie jest ju w centrum uwagi, Reivan signa po kubek wody i wypia
apczywie. Podczas takich spotka Nekaun czsto pyta j o opini, a rwnoczenie rzadko
zwraca si do innych Towarzyszy. Cho pochlebiao jej to, jednak nie zawsze cieszyo.
Czasami, jak dzisiaj, podejrzewaa, e sama robi z siebie durnia.
Na szczcie innym to chyba nie przeszkadzao. Nie zachcali do powcigliwoci.
Kiedy Reivan staraa si wykrci od wyraenia swojego zdania, ale Nekaun naciska z tak
bezlitosn cierpliwoci, e w kocu ustpia.
Ale wida, e moje pytanie ich zaniepokoio, mylaa, zerkajc na pozostae Gosy.
Chyba nie tylko ja si zastanawiam, czemu bogowie tak niechtnie okazuj swoj moc i
moliwoci.
Gdyby nie to, czy przegralibymy wojn? Czy odradzaliby nam atakowanie cyrklian?
Z pewnoci Kuar nie poprowadziby nas do bitwy, gdyby bogowie si na to nie zgadzali.
No i Sheyr by si nam nie ukaza i nie zachca wojsk do walki, gdyby wiedzia, e w
bitwie nie mamy szans. Zatem albo nie wiedzia, e przegramy, albo nie pozna nieprzyjaciela
tak dobrze, by dostrzec zagroenie. Tak czy tak, musia by wiadom ryzyka.
Reivan pokrcia gow.
Przynajmniej nie jestem jedyn, dla ktrej dziaania bogw s niezrozumiae. Nawet
Gosy nie wiedz o nich wszystkiego.
Mirar sta przed cian wody. Wycign rk i dotkn jej powierzchni. Gadka,
falujca paszczyzna rozerwaa si na jego palcach i zimne krople spryskay nagie ramiona,
budzc dreszcz.
Zaatw to szybko, poradzi Leiard.

Mirar zamkn oczy, pochyli si i wsadzi gow do wody.


Bya lodowato zimna. Zacz szybkimi ruchami rozczesywa wosy i brod, by
przyspieszy pukanie. Krok w ty - i znowu znalaz si na powietrzu. Wyprostowa si, a
woda pocieka po jego nagiej piersi.
Przejecha palcami po wosach i z satysfakcj stwierdzi, e znikna caa lepko, jak
pozostawia farba. Nie mia ochoty znowu zanurza si w zimnej wodzie. Ta perspektywa
przez kilka dni zniechcaa go do powtrnego naoenia koloru.
Nie zapomnij o brwiach - ostrzegaa go Emerahl. - Kiedy ludzie zobacz ciemne
wosy i jasne brwi, domyl si, e uye farby.
Umiechn si na to wspomnienie, starannie zmywajc resztki farby nabieran w
donie wod. Nie wspominaa o barwieniu wosw na piersi ani nigdzie indziej, ale kto
mgby je zobaczy? Nikt, dopki Leiard mia cokolwiek do powiedzenia.
Za rcznik suy mu jedynie niewielki kawaek materiau. Ruszy z powrotem do
groty, rozcierajc skr, by si rozgrza.
- Wilar?
Zatrzyma si i obejrza na wodospad. Gos by znajomy. Dostrzeg sylwetk Siyee.
- Reet?
- Tyve.
Jego brat, przypomnia sobie Mirar. Maj takie podobne gosy...
- Zaczekaj chwil! - zawoa.
Pobieg do jaskini, szybko skoczy si ubiera, a potem wrci do wyjcia ze sw
torb lekw. Mody Siyee czeka w szczelinie midzy granic wodospadu i skaln cian.
Umiechn si, widzc Mirara.
- Czy przyszedem w nieodpowiedniej chwili?
- Nie - uspokoi go Mirar. - Twoje towarzystwo zawsze sprawia mi rado.
Siyee ukry umiech. Mirar szybko przypomina sobie ich mow, cho nie zawsze
rozumia konkretne frazy. Podejrzewa, e uywa starowieckich sformuowa, ktre ich
miesz, a te zagadkowe dla niego sowa i zwroty to wynalazki ostatnich mniej wicej stu lat.
Spotka obu braci kilka tygodni temu i powtrzy im historyjk, ktr wymylili z
Emerahl: umwi si z ni tutaj na spotkanie, a ona przez senne poczenie wytumaczya mu,
jak trafi do jaskini. Ale kiedy przyby, ona ju odesza.
Wiedzieli, kim s tkacze snw. Z satysfakcj si przekona, e Siyee wci pamitaj
Mirara i powtarzaj opowieci, w ktrych wystpuje jako dobroczyca, uzdrowiciel i
mdrzec. Z rozbawieniem odkry, e ich zdaniem wszyscy tkacze snw s mczyznami i

dysponuj magiczn moc.


Razem z Tyve'em przeszli zza wodospadu na brzeg jeziorka, gdzie czeka drugi mody
Siyee.
- Witaj, Wilarze. Przyniosem ci jedzenie. - Reet podnis niewielk sakw.
- Dzikuj. - Mirar sign do swojej torby. - Przyszlicie po wicej lekw?
- Tak. Sizzi mwi, e twoje lekarstwo dziaa. Chce go wicej. Teraz, kiedy robi si
chodniej, stawy Mwcy Veece'a zaczy bole. Masz co, co mu pomoe?
Mirar umiechn si.
- To nie on kaza wam prosi, prawda? Pytacie, bo chcecie mu pomc.
Reet wyszczerzy zby.
- Jest zbyt dumny, eby prosi o pomoc. Ale nie a tak dumny, eby nie skary si
bez przerwy.
Mirar usiad na kamieniu, zajrza do torby i przestudiowa jej zawarto.
- Bd musia co wymyli. Mam tu puder na rany i rodek agodzcy bl. - Wyj
rzebione drewniane naczynie i niewielki woreczek z kulkami. - Na bl s te kulki. Nie
wicej ni cztery dziennie, i nigdy wicej ni dwie naraz.
Reet odebra woreczek i naczynie, po czym wcisn je do torby umocowanej na piersi.
Mirar sign po sakw z jedzeniem. Okazaa si zaskakujco cika i wewntrz usysza
cichy plusk jakiego pynu.
- Czyby... aha! - Wyj bukak teepi.
- Prezent od Sizzi - wyjani Tyve. Mirar przyjrza si obu Siyee.
- Spieszy wam si z powrotem?
Z umiechem pokrcili gowami. Mirar odkorkowa bukak, nabra trunku do ust i
poczu ostry, orzechowy smak. Przekn, rozkoszujc si ciepem, ktre wypenio odek i
zaczo si rozchodzi po ciele.
Przekaza bukak Tyveowi.
- Jakie wieci? - zapyta.
Tyve napi si i odda bukak Reetowi.
- Kapani dotarli do Przestrzeni. Bd uczy Siyee, ktrzy te chc zosta kapanami
albo kapankami.
Mirar westchn. Przez wieki Siyee byli wolni od wpyww bogw, z wyjtkiem
Huan, a bogini - kiedy ju ich stworzya - nie wtrcaa si zbytnio w ich ycie. Gdy bd ju
mieli wasnych kapanw i kapanki, zaczn oddawa cze wszystkim piciu bogom. A
niektrzy z tych piciu mieli skonnoci do wtykania nosw tam, gdzie nie trzeba.

- Nie wygldasz na zadowolonego - zauway Reet. Mirar przyjrza mu si z uwag i


pokrci gow. - Nie.
- Dlaczego nie?
- Ja... Nie podoba mi si, e Siyee bd kierowani przez bogw i ich ziemiochodzce
sugi.
Tyve zmarszczy czoo.
- Mylisz, e tak si stanie?
- Moe.
- A to niedobrze? - zapyta Reet. - Bogowie mog nas ochrania.
- Bylicie bezpieczniejsi, kiedy nie mielicie kontaktw z reszt wiata.
- wiat nas zaatakowa - przypomnia mu Reet.
- A tak, masz racj. Torescy osadnicy, w pewnym sensie. No c, chyba nie
moglicie zawsze pozostawa w odosobnieniu.
- A ty nie czcisz bogw? - zapyta Tyve.
Mirar wzi bukak od Reeta i odoy na bok. Pokrci gow.
- Nie. Tkacze snw nie su bogom. Pomagaj ludziom. Bogom si to nie podoba.
- Dlaczego?
- Lubi, kiedy si ich czci, lubi rzdzi miertelnikami. Nie podoba im si, e tkacze
snw ich nie czcz i nie s im posuszni. Kiedy pomagamy innym, oni uwaaj, e zmniejszamy ich wpyw na tych, ktrym pomoglimy.
Tyve zmarszczy brwi.
- A karz was za to?
Wrcio wspomnienie kamieni miadcych okaleczone ciao. Mirar odepchn je.
- Nakazali Juranowi z Biaych zabi naszego przywdc. Na ich polecenie cyrklianie
zwrcili si przeciwko tkaczom snw. Wielu naszych zgino. Cho teraz to si nie zdarza, ci
nieliczni, ktrzy podejmuj trudy ycia tkacza snw, wszdzie s przez cyrklian pogardzani i
przeladowani.
Obaj Siyee spogldali na Mirara ze wzburzeniem.
- Cyrklianie to nasi sojusznicy - owiadczy Tyve. W jego gosie nie byo ani lku, ani
prby usprawiedliwiania. - Jeli ty jeste wrogiem cyrklian, czy stajesz si rwnie naszym
wrogiem?
- Wasz lud musi sam zdecydowa - odpar Mirar. - Ten sojusz prawdopodobnie
przyniesie wam wiele dobrego. Nie chciaem budzi w was zwtpienia.
Kamca, stwierdzi oskarycielskim tonem Leiard. Jego gos by szeptem gdzie w

gbi umysu Mirara.


- A dlaczego nie czcicie bogw? - spyta Reet.
- Z kilku powodw - odpar Mirar. - W czci dlatego e naszym zdaniem ludzie
powinni mie wybr w tej kwestii. W czci za przez to e bogowie nie s tak dobrzy i
agodni, jak chc, by wierzyli miertelnicy. - Pokrci gow. - Mgbym wam opowiedzie
takie rzeczy o wyczynach bogw w przeszoci, zanim wojna pozostawia ich tylko piciu, e
bycie oniemieli z wraenia.
Tylko wyczyny tych piciu za starych zych czasw? zaproponowa Leiard.
Nie. To by byo zbyt oczywiste. Zmieszam to z opowieciami o innych bogach.
- Powiedz - rzek z powag Tyve. - Powinnimy wiedzie, jeli to oni maj nami
wada.
- Moe wam si nie spodoba to, co usyszycie - ostrzeg Mirar.
- To zaley, czy ci uwierzymy, czy nie. Dawne historie s zwykle wyolbrzymieniem
prawdziwych zdarze - zauway rozsdnie Reet.
- To nie s historie. To wspomnienia - poprawi go Mirar. - My, tkacze snw,
przekazujemy swoje wspomnienia uczniom i sobie nawzajem. To, co wam powiem, to nie
wyolbrzymienie czy koloryzacja, ale prawdziwe wspomnienia ludzi od dawna martwych.
Albo nie cakiem martwych, doda Leiard.
Mirar zastanowi si.
Czyli przyznajesz, e to ja jestem wacicielem ciaa?
Nie doczeka si odpowiedzi. Obaj Siyee patrzyli na niego w skupieniu. Wyczuwa ich
ciekawo.
Co ja robi, pomyla. Jeli takie historie rozpowszechni si wrd Siyee, bogowie
zwrc na to uwag i sprbuj dotrze do rda.
Opowieci s potn broni. Mog uczy ostronoci. Myl o Siyee, ktrzy staj si
kapanami, i o bogach, ktrzy kontroluj ich i zmieniaj, skonia go do dziaania. Nie
powinni si godzi na taki los, nie znajc przynajmniej czci prawdy.
- Opowiem wam historie o martwych bogach, a take o tych z Krgu - rzek. Syszelicie kiedy o ladacznicach z Ayethy?
W oczach modych ludzi bysno zaciekawienie. - Nie.
- Ayetha to dawne miasto w krainie, ktra dzisiaj jest Genri. Najbardziej popularnym
bogiem, a waciwie bogini tego miasta bya... nie, nie wymwi jej imienia. Ludzie zbudowali dla niej wityni. Sprawowaa nad nimi wadz poprzez wymian usug. Kada rodzina,
ktra potrzebowaa pomocy, musiaa odda do wityni dziecko. To dziecko, pci mskiej

albo eskiej, uczono sztuki prostytucji i zmuszano do usugiwania tym, ktrzy przychodzili i
wpacali wityni pienidze. Nie musiao by nawet cakiem dojrzae, by zacz swoj sub.
Jeli kiedy prbowao opuci wityni, byo cigane i zabijane. Dzieci urodzone przez
tamtejsze kobiety byy ofiarowywane bogini.
Zainteresowanie w oczach obu suchajcych zmienio si w groz.
- To byo jeszcze przed Wojn Bogw? - upewni si Reet.
- Tak. - Mirar milcza przez chwil. - Chcecie wiedzie wicej?
Obaj modzi ludzie porozumieli si wzrokiem, a potem Tyve kiwn gow. Mirar
przyjrza si ich pospnym, zdeterminowanym twarzom i mwi dalej.
- Ona nie bya jedyn, ktra wykorzystywaa swoich wyznawcw. Inny bg uwodzi
mode dziewczyny z caej Ithanii. Niektrzy rodzice bali si go i ukrywali swe crki, ale na
prno, poniewa bogowie widz umysy wszystkich ludzi, wszdzie. Inni nazbyt cenili
bosk przychylno i gupio marzyli o tym, by ich dziecko zostao wybrane. Bg lubi
niewinno i pragn cakowitego oddania. Kiedy znalaz dziewczyn speniajc te
wymagania, dawa jej rozkosz za pomoc magii, tak e stawaa si nieczua na wszelkie
fizyczne doznania. Ofiary przestaway je i zaniedbyway si. No c, niewinno umiera
szybko i prdzej czy pniej dziewczyny sprzeciwiay si temu, co si z nimi dziao, Wtedy
bg je porzuca. Nie yy potem zbyt dugo. Niektre same si zabijay, inne godziy si na
mier, niektre uzaleniay si od wywarw rozkoszy. Leczyem niektre z tych dziewczt,
ale nie udao mi si ocali ani jednej.
- Ty? - zdziwi si Tyve. - Przecie to te dziao si chyba przed Wojn Bogw.
Mirar pokrci gow.
- Przepraszam. Mwiem jak ten: ktrego wspomnienia przywoaem.
Reet zmarszczy czoo.
- To dziwne.
- Co takiego?
- Bogowie... nie s istotami fizycznymi. Dlaczego ktry miaby pragn... zaczerwieni si - ...dziewczt?
- Jest wiele opowieci o bogach, ktrzy zakochuj si albo podaj miertelnych.
Moe i s istotami magicznymi, ale tskni za fizyczn bliskoci. Bya taka synna opowie
o bogini. .. bardzo stara nawet tysic lat temu... ktra zakochaa si w miertelniku i razia
mierci kad kobiet, na ktr spojrza i ktr zachwyci si choby przelotnie. W kocu
mczyzna oszala i popeni samobjstwo.
- Jeli wic odczuwaj mio, czy odczuwaj te nienawi? Mirar kiwn gow.

- O tak. Nigdy pewnie nie syszelicie o Velianach. To dlatego e jeden z bogw ich
nienawidzi. Nienawidzi tak bardzo, e jego wyznawcy ich wymordowali, a do ostatniego
pkrwi dziecka. Zajo to wieki, ale w kocu zniszczy t ras cakowicie.
Tyve zadra.
- Jeli bogowie potrafi zniszczy cay nard, nierozsdnie byoby sta si ich
nieprzyjacielem.
- Nie trzeba by ich nieprzyjacielem, eby cierpie wskutek ich dziaa. Dunwayczycy
byli pokojowym narodem farmerw i rybakw, dopki bg wojny nie postanowi zmieni ich
w wojownikw. Nastpio stulecie godu, poniewa tylu z nich zajo si walk, e nie mia
kto uprawia zb ani hodowa byda. Wiele tysicy umaro.
- Ale przecie nie wszyscy bogowie s li - zauway Reet.
- Nie - zgodzi si Mirar. - Niektrzy byli dobrzy. Na przykad Iria, bogini nieba.
Mona byo j wzywa, by przepowiadaa nastpstwo pr roku, ostrzegaa te chyba przed
niekorzystn pogod i nadchodzcymi katastrofami. By bg morza Svarlen, ktry pomaga
eglarzom w nawigacji i uprzedza o sztormach. I Kem, bg ebrakw, ktrego wyznawcy
opiekowali si bezdomnymi i kadym, kto opieki potrzebowa. To naprawd straszne, e ich
utracilimy.
- Zginli w wojnie. - Tyve zmarszczy czoo. - Kto ich zabi? Przez chwil Mirar
patrzy mu w oczy, nim odpowiedzia.
- Kto to wie? Moe zwycizcy.
Twarz Tyve'a zmieniaa si z wolna, kiedy pojmowa, co to oznacza.
- Picioro... - szepn. - Na pewno nie! Ci dobrzy bogowie musieli zgin w wojnie
wczeniej, zabici przez kogo innego! Picioro musiao zabi ich zabjcw!
- To moliwe - zgodzi si Mirar. - Jest take moliwe, e jedno lub wicej z Piciorga
ich zabio.
- Nie zrobiliby tego! - upiera si Siyee. - S dobrzy! Gdyby byli li, wiat staby si
okropnym miejscem! A panuje pokj... przynajmniej w Ithanii Pnocnej.
- A wic jestemy bezpieczni. - Umiechn si Mirar. - Ale pamitajcie o jednym:
dwoje z tych bogw, o ktrych mwiem, ktrych wystpki opisaem, wci jeszcze jest z
nami. Moe si zmienili, ale wiedzc o nich to, co wiem, nigdy nie uwierz, e maj w sercu
tylko dobro miertelnych.
Obaj modzi ludzie wygldali na wzburzonych. Mirara ogarny wyrzuty sumienia.
Czy naprawd powinienem niszczy ich zudzenia na temat bogw? Jaki maj wybr?
Sign po bukak i wrczy go Tyvebwi.

- Napijcie si i zapomnijcie, co wam mwiem. To wszystko daleka przeszo. Jak


zauwaye, yjemy teraz w lepszych czasach. Tylko to si liczy.

19
Kiedy suce wyszy, Auraya zacza kry po pokoju. Za par godzin bdzie ju w
powietrzu, lecc do Si. Zostao jej jeszcze kilka spraw do zaatwienia, i bdzie moga
wyruszy.
Figiel szala dookoa, zaraony jej podnieceniem. Miaa nadziej, e ten wybuch
energii go zmczy, dziki czemu pniej bdzie spokojniejszy. Kiedy czyja obecno
musna jej zmysy, odruchowo spojrzaa na veeza. Nie zareagowa. O ile potrafia to oceni,
by cakowicie niewiadom odwiedzin Chai.
Jeste gotowa? zapyta Chaia.
: Tak. Jestem na nogach od witu i doprowadzam sub do rozpaczy.
: Mao prawdopodobne. Niewiele ze sob zabierasz, wic nie musz prawie niczego
pakowa. Nawet nie uoyy ci wosw.
: Nie ma sensu, stwierdzia, dotykajc klamry, ktra spinaa jej wosy w ogon. I tak si
potargaj na wietrze.
: Mogaby magicznie je osania.
: Ale lubi czu wiatr.
: Podobasz mi si, gdy masz uoone wosy.
Zarumienia si lekko, syszc ten komplement.
: To tylko fizyczny szczeg. Nie moesz tego widzie, odpara.
: Widz przez oczy innych.
: Ach... I podoba ci si, poniewa im si podoba, czy moe...
Kosmaty ksztat wskoczy na st. Odwrcia si na czas, by zobaczy, jak veez
chwyta w zby okrgy przedmiot.
- Figiel! - zawoaa, biegnc do niego. - Zostaw to!
Veez pooy uszy po sobie. Umkn jej z atwoci, zeskoczy na podog i znikn za
fotelem. Znalaza go siedzcego w wskiej szczelinie midzy meblem a cian. Patrzy na ni
wyzywajco.
- Mjj - powiedzia, ciskajc piercie w zbach.
- Nie twoje - powiedziaa stanowczo. - Oddaj.
- Nf tff - wymamrota.
: Mj! nada telepatycznie, rezygnujc z prb mwienia z piercieniem w pyszczku.
- Daj! - polecia. - Ju.

Zwierzak zamruga tylko. Schylia si i signa po niego... I tak, jak si spodziewaa,


przemkn za nastpny fotel.
Wyprostowaa si i westchna. Takie prby si od niedawna stay si jego brzydkim
zwyczajem. Mairae twierdzia, e wszystkie veezy tak robi i w kocu nudzi im si taka
zabawa, ale tymczasem zachowanie Figla stawao si niekiedy naprawd irytujce. Auraya
zwykle staraa si je ignorowa, ale dzisiaj nie miaa czasu na te jego gierki.
Przebiega wok pokoju, unikajc jej. Nie chciaa uywa na nim magii. Zawsze
lepsza bya perswazja.
- Daj Aurai piercie, bo Figiel nie leci - ostrzega. Chwila ciszy, a potem jakie
zduszone sowo. Nie wyszed z kryjwki. Ju kiedy uyam tej groby, pomylaa z alem.
- Auraya odejdzie - powiedziaa. - Nie wemie Figla. Zostawi Figla na bardzo dugo.
Tym razem cisza trwaa duej. Potem zabrzmiao skomlenie, ktre amao jej serce, i
veez wybieg zza osony. Przemkn przez pokj, wdrapa si po jej cyrkli i owin wok
szyi.
Wycigna rk. Piercie spad na do. Figiel pooy gow na jej ramieniu i
westchn.
- Aaja zosta.
- Auraya i Figiel lec - odpara.
- Leci ju?
- Pniej.
Usiada na fotelu. Figiel natychmiast zsun si jej na kolana i zada, by go drapaa.
Spenia jego yczenie, a drug rk uniosa piercie do oczu. I nagle przypomniaa sobie o
Chai - wci wyczuwaa jego obecno.
: Przepraszam za to.
Dotara do niej fala rozbawienia.
: Jestem przyzwyczajony do takich przerw, odpowiedzia.
Przyjrzaa si piercieniowi.
: Co si dzieje ze starym piercieniem? spytaa Chai.
: Nadal maj go pentadrianie. Nie cakiem rozumiej jego waciwoci, inaczej ju by
go uyli przeciw tobie.
Zadraa na sam myl. Straszne byo samo obserwowanie, jak czarne ptaki strcaj
zwiadowc Siyee w sam rodek wrogw. I wyobraaa sobie, e mogoby by jeszcze gorzej.
Na przykad gdyby torturowali nosiciela. Nie musiaaby nawet na to patrze - wystarczyaby
wiedza, e dzieje si to z jej powodu.

: Moesz zniszczy ten piercie?


: Tylko rkami kogo innego. Ale jego moc z czasem bdzie malaa.
: Moesz to przyspieszy...
Przerwao jej pukanie do drzwi. Zajrzaa do umysu osoby za nimi i umiechna si.
Uya odrobiny magii, by otworzy.
Wszed Danjin.
- Dzie dobry, Aurayo z Biaych - powita j, wykonujc znak krgu.
- Dzie dobry, Danjinie Spearze - odpowiedziaa. - Wejd i usid.
Podszed do fotela. Figiel patrzy na doradc, a jego wsiki drgay. Po chwili jednak
zwin si w kbek i zasn.
- Odlatuj za par godzin - poinformowaa Danjina. - Ale przedtem musz ci co
przekaza. Trzymaj.
Rzucia mu piercie, ktry zapa zrcznie. Przyjrza mu si ze spokojn min, ale w
jego mylach wci odczytywaa resztki obaw.
Nic nie poradz, myla, e mi si nie podoba, kiedy kto zaglda do mojej gowy,
nawet jeli to tylko Auraya. Ale na moim stanowisku to chyba konieczno...
Wsun piercie na palec.
- Osoni twj umys przed tkaczami, gdyby chcieli wtargn do twoich snw powiedziaa.
Spojrza na ni.
- Dziki temu bd mg ci zastpi przy pracy z nimi.
- Tak. - Auraya pomylaa o szpitalu i poczua drczcy niepokj. - To nie bdzie takie
trudne, jak mgby si obawia. Tkacze snw i nasi uzdrowiciele znakomicie wsppracuj.
Ale mam dla ciebie inne zadanie. Ambasadorzy Siyee poprosili, by kto ich nauczy naszej
mowy, wic potrzebujemy ludzi, ktrzy znaj ich jzyk. Chciaby by jednym z tych ludzi?
Umiechn si.
- Oczywicie. W tych tygodniach przed bitw udao mi si zapa kilka sw.
- Mairae dla nich tumaczy - wyjania. - I zajmuje jej to mnstwo czasu. Jeli szybko
si nauczysz, staniesz si jej ulubiecem w Jarime.
- Uwaam si za ostrzeonego. Auraya wybuchna miechem.
- Ale nie licz na zbyt wiele.
- Ja? Pod wzgldem urody nawet nie zbliam si do wymaga Mairae. Zreszt ona by
mnie zabia.
- To na pewno. Co u niej sycha?

- Wszystko dobrze. - Umiechn si szerzej. - Wiesz, ycie jest wtedy dobre, gdy nie
moe si sta tematem porywajcej opowieci. Nauczyem si to docenia.
- Mam nadziej, e takie ju zostanie. A teraz... Czy sdzisz, e powinnam co jeszcze
zaatwi przed odlotem? To znaczy co, co da si zrobi w cigu godziny?
Danjin zamyli si. Odruchowo obraca piercie na palcu. Auray drczyo lekkie
poczucie winy. Nie zdradzia mu caej prawdy. Piercie ukryje jego umys przed wszystkimi
prcz Aurai, chocia nie cakiem to planowali. Nie powinien osania jego myli przed
innymi Biaymi - a robi to. Biali i agodni opiekunowie drzew nigdy wczeniej nie prbowali
stworzy takiego piercienia i kiedy odkryli bd, byo ju za pno, by wyhodowa nastpny.
Zapada decyzja, by Auraya wyruszya do Si, a piercie by jej potrzebny natychmiast.
Juran nakaza jej zachowa t skaz w tajemnicy przed Danjinem. Ale i tak moe j
odkry, mylaa. W pewnych okolicznociach moe zauway, e Biali nie potrafi odczytywa jego myli.
: Wtpi, czy zechce to wykorzystywa, odezwa si Chaia. Mona mu zaufa.
: Tak.
: Mimo to piercie powinien by zniszczony zaraz po twoim powrocie.
Stumia westchnienie. Znowu, niezalenie od pogody czy pilnych zaj, bdzie
musiaa codziennie odwiedza gaj, by doglda wzrostu nowego piercienia czcego.
- Jedyna sprawa, ktr musimy rozstrzygn, to Figiel - stwierdzi nagle Danjin.
Spojrza na picego veeza. - Czy chcesz, ebym odwiedza go codziennie, tak jak ostatnim
razem?
Umiechna si i pokrcia gow.
- Leci ze mn.
- Naprawd? To bdzie prawdziwa rado dla Siyee. - Jego gos wrcz ocieka ironi.
- I dla niego. - Zdja Figla z kolan, uoya go na fotelu i wstaa. - Dzikuj ci za
pomoc w tych ostatnich dniach, Danjinie. Gdyby pojawio si co jeszcze, odezwij si do
mnie przez piercie.
- Na pewno - obieca. - ycz ci bezpiecznej podry. I uwaaj na siebie w Si.
Otworzya drzwi.
- Oczywicie.
Umiechn si na poegnanie i wyszed. Auraya zamkna drzwi, odwrcia si i
rozejrzaa po pokoju. Nie wiedziaa, ile czasu minie, zanim tu wrci. Przynajmniej tym razem
nie bdzie si martwia, e Figiel tskni w samotnoci albo e drczy Danjina.
Popatrzy na ni, stroszc wsiki.

: Leci?
- Tak, Figiel - odpowiedziaa. - Przed nami duga droga i lepiej wyruszy od razu.
Kiedy tylko Reivan miaa okazj, badaa jak cz Sanktuarium, ktrej jeszcze nie
znaa. Liczya na to, e w kocu pozna wszystkie zaktki i przejcia. Dzi rano bya z tego
szczerze zadowolona. Szybka trasa midzy aniami i Gwiadzist Komnat najwyraniej nie
bya priorytetem dla tych, ktrzy planowali rozkad budynkw Sanktuarium. Miaa do
wyboru dwie moliwoci: dug, ale mniej krt drog wzdu kwater Sug i potem z
powrotem do gry przez rodkowe Sanktuarium, albo krty szlak przez skady, kuchnie, ma
bibliotek i co, co pachniao jak garbarnia.
Dlaczego miaa si zjawi w Gwiadzistej Komnacie, pozostawao tajemnic.
Posaniec niczego nie tumaczy. Prawdopodobnie mia si odby kolejny rytua i Imenja
chciaa, by w nim uczestniczya.
Kiedy zbliaa si do celu, czua mrowienie w odku. Wprawdzie wielokrotnie ju
bya w Gwiadzistej Komnacie, ale za kadym razem, kiedy tu wchodzia, dreszcz przebiega
jej po plecach. Skrcia za rg, zobaczya przed sob wskie drzwi do komnaty i przystana,
by trzy razy gboko odetchn. Wyprostowaa si, przygadzia szat i wesza.
Porodku wykrelonej na pododze gwiazdy sta znajomy, przystojny mczyzna.
Serce Reivan zabio mocniej, kiedy Nekaun spojrza na ni z umiechem. Wskaza jej grup
Sug - - nowicjuszy, wic podesza do nich, rozgldajc si dyskretnie. Pod cianami stali
Sudzy i Oddani Sudzy. Ogarna j ulga, gdy zobaczya wrd nich Imenj.
Ale ulga ulotnia si bez ladu, gdy Nekaun zacz mwi.
- W dniu dzisiejszym omioro mczyzn i kobiet ma by wywiconych na Sugi
Bogw. Jako Sudzy - nowicjusze pracowali ciko i kade z nich zyskao prawo, by suy
bogom na miar swych moliwoci. Przystpili do wymaganych testw i usatysfakcjonowali
swoich nauczycieli. Dzisiaj zo luby, ktre skadalimy wszyscy. Od dzisiaj bd na
sercach nosi symbol bogw. Dzisiaj przycz si do nas jako bracia i siostry.
Zwrci si do grupy nowicjuszy i wymieni imi. Wystpi mody mczyzna. Reivan
zdaa sobie spraw, e ma otwarte usta, i zamkna je szybko. Zdumiona wytrzeszczaa oczy
na Nekauna. odek grozi przewrceniem si doem do gry.
Mianuj mnie pen Sug!
Ale trzeba dugiego czasu, by zosta penym Sug. Przyjrzaa si nowicjuszom wok
siebie - wszyscy mieli po dwadziecia kilka lat. Byli jej blisi wiekiem ni kandydaci, ktrzy
rozpoczynali nauk wraz z ni. Tamci mieli zwykle po kilkanacie, poniej dwudziestu lat.
Powodem jest magia, pomylaa. A raczej jej brak u mnie. Drewie chyba kocz si

tematy, ktrych mogaby mnie uczy. Domylam si, e te lata szkolenia to gwnie
doskonalenie Talentw.
- Suga - nowicjuszka Reivan.
Serce zatrzymao si jej na moment. Uniosa gow i zobaczya, e Nekaun wzywa j
gestem. Odetchna gboko i przesza do rodka gwiazdy.
- Bya nowicjuszk zaledwie kilka krtkich miesicy - rzek. - Jednak ze swoj
wiedz o historii i prawach pentadrian jeste wzorem do naladowania. Uznalimy, e jeste
gotowa, by w peni przyj na siebie odpowiedzialno Sugi Bogw.
Dlaczego Imenja mnie nie ostrzega, e planuj co takiego?
Zerkna na Drugi Gos i zauwaya, e wargi kobiety wyginaj si w lekkim
umiechu.
- Sugo - nowicjuszko Reivan - powtrzy Nekaun - czy pragniesz powici swe
ycie subie bogom?
Spojrzaa mu w oczy.
- Z caego serca.
- Czy pragniesz wszystko powieci dla Piciorga?
- Tak, pragn.
- Czy wyrzekniesz si dla nich mioci, majtku i nawet ycia?
- Wyrzekn si.
- A wic przyjmij ten symbol ich potgi i jednoci. No go zawsze, gdy jest ogniwem
czcym ci z bogami i ich Sugami.
Otworzy do, ukazujc srebrn picioramienn gwiazd. acuch, przecignity
przez jedno z ramion gwiazdy, zwisa mu teraz midzy palcami.
Reivan wzia od niego naszyjnik. Okaza si lejszy, ni si spodziewaa. Chwycia
acuch i przeoya sobie przez gow.
- Moje oczy, mj gos, moje serce i moj dusz oddaj Piciorgu - powiedziaa.
- Oby suya im radonie i szczerze - dokoczy Nekaun.
Mody czowiek, ktry przed ni skada lubowanie, sta teraz po drugiej stronie
gwiazdy narysowanej na pododze. Reivan doczya do niego. Patrzc, jak przed Nekaunem
staje nastpny Suga - nowicjusz, poczua nagle co dziwnego - co askotao j w czoo.
Otara je, ale wraenie pochodzio jakby z wntrza gowy. Zamkna oczy, skoncentrowaa si
na nim... i od razu stao si czym, co rozumiaa.
: Witaj, Reivan.
Otworzya oczy, odwrcia gow i spojrzaa na Imenj. Sowa pochodziy od

Drugiego Gosu, ale wiedziaa, e nie dotary do niej przez uszy. Imenja umiechna si.
: Tak, moemy teraz rozmawia w twoim umyle.
Wargi Imenji nie poruszyy si.
: I ja... ja te mog do ciebie mwi?
: Tak.
: Wic tak wyglda uywanie magii?
Imenja umiechna si szerzej.
: I tak, i nie. Nikt nie jest cakowicie pozbawiony Talentw, Reivan. Aby wisior
zadziaa, potrzeba pewnych zdolnoci magicznych z twojej strony. Kady ma jakie, nawet ci,
ktrych uznajemy za nieutalentowanych. Nie cigasz teraz wiadomie magii, by wykona t
czynno. Nie musiaa wiczy Talentu, by to robi, wic w tym sensie to nie przypomina
typowego uycia magii.
Reivan kiwna gow.
: Moga mnie uprzedzi.
: O tej ceremonii? Wtedy spdziaby bezsenn noc. A po poudniu jeste mi potrzebna
wypoczta i uwana.
: Tak? A jakie masz plany?
: Och, po prostu kolejne nudne spotkanie z murraskim dyplomat.
Ostatnia Suga - nowicjuszka odebraa swj wisior. Przesza do grupy wok Reivan, a
Nekaun znowu przemwi, witajc nowe Sugi. Kiedy skoczy, stojcy pod cianami
podeszli, by im pogratulowa. Wprawdzie wszyscy nauczyciele Reivan yczyli jej sukcesw,
zauwaya jednak, e w ich sowach nie ma tego ciepa, ktre okazywali pozostaym.
Po prostu nie miaam czasu, eby ich do siebie przekona, pomylaa. Nawet jeli nie
s mi niechtni, to jednak nie zostalimy przyjacimi.
A potem zbliya si Imenja i Reivan z rozbawieniem zauwaya zmian w ich
zachowaniu. Niektrzy zamilkli, inni stali si wylewni. Drugi Gos podzikowaa im
wszystkim za cik prac, jak woyli w nauczanie Sug - nowicjuszy.
Dlaczego ja nie obawiam si Imenji? zastanowia si.
: Poniewa nadskakiwanie nie ley w twojej naturze, odezwaa si w jej umyle
Imenja. Jeste za mdra na takie bzdury.
: Gdyby wszyscy byli tacy sami, nie znalazaby nikogo, kto by wykonywa twoje
polecenia.
: Nie? Wic dlaczego tyje wykonujesz?
: Sarna nie wiem. Jeste Gosem. Jeste mdra i no... rozsdna. Spaliaby mnie na

popi za nieposuszestwo?
Imenja parskna miechem, zdumiewajc inne Sugi. Powiedziaa, e potrzebuje
pomocy Reivan, i udao jej si zrcznie wycign j z tumu. Kiedy wyszy z Gwiadzistej
Komnaty, zamiaa si znowu.
- Myl, e wypeniasz moje polecenia, poniewa spord znanych ci osb jestem
najblisza bogom - powiedziaa cicho. - A bogowie ci pocigaj nie tylko dlatego, e
pragniesz im suy, ale poniewa jeste... bya... Mylicielk. Zagadki ci fascynuj.
Reivan przytakna.
- To chyba dobrze, e nie mog rozwiza tej zagadki, bo mogabym si znudzi i
poszuka sobie czego innego do zastanawiania.
Imenja uniosa brwi.
- Rzeczywicie. - Ale i tak bym...
Reivan urwaa. Co drgno na samej granicy umysu, przycigajc jej uwag.
Zastanawiaa si ju, czy sobie tego nie wyobrazia, gdy przeksztacio si w wyrane
poczucie czyjej obecnoci. Obecnoci, ktrej nie rozpoznaa.
: Witaj, Sugo Reivan.
A w chwil pniej uczucie znikno.
- Co... co to byo?
Rozejrzaa si po pokoju, a potem zwrcia do Imenji. Drugi Gos wpatrywaa si w
ni ze zdumieniem. A zdumienie nie byo czym, co czsto ogldaa na twarzy Imenji.
- Wydaje mi si, e Sheyr wanie okaza aprobat dla twojego wyniesienia na Sug stwierdzia Drugi Gos.
Sheyr? Jeden z bogw do mnie przemwi?
Korytarz zdawa si przechyla... a potem wyprostowa gwatownie. Reivan patrzya
niepewnie na Imenj. Bya oszoomiona.
Co to mogo znaczy?
Imenja umiechna si do niej.
- Mam wraenie, e przy takiej okazji nie zaszkodzi nam niewielki toast. Znajdziemy
domowego i polemy go po butelk jamyi.
- Jamya? Mylaam, e podaje si j tylko podczas ceremonii!
- A czasami po ceremoniach. - Z jedn doni wci na ramieniu Reivan, Imenja
skierowaa j w stron Grnego Sanktuarium.

20
Od duszego czasu Imi wyczuwaa, e co si zmienio. Statek nie koysa si ju tak
mocno, a ona wybraa z adowni prawie ca wod, oprcz pytkiej kauy. Stumione krzyki
piratw brzmiay inaczej. Wyczuwaa w nich niecierpliwo.
Rozmylanie i nasuchiwanie pozwalao jej zapomnie o blu ramion i barkw. A
jednak baa si tego, co niosa ta zmiana. Zamiast rwnego upywu godzin, wywoanego
znudzeniem i zmczeniem, strach i niepokj sprawiay, e czas mija nieznonie wolno.
Nagle statek szarpn tak gwatownie, e Imi upucia wiadro i upada. Morska woda
bya ciepa, ale przyjemna. Dziewczyna zamkna oczy i poddaa si zmczeniu.
Musiaa zasn. Kiedy znw si obudzia, z adowni znikny stosy skrzy i wielkie
gliniane dzbany. W grze syszaa szybkie kroki i wykrzykiwane rozkazy. Z czasem dwiki
ucichy, a plama nieba, ktr widziaa z dou, zmienia si z niebieskiej w pomaraczow, a
potem czarn. Tak spokojnie nie byo tu od tygodni. Czua, e znowu odpywa w sen...
...i ockna si nagle, gdy wiato zalao adowni. Wstaa z trudem, chwycia wiadro i
schylia si, by je napeni. Pojawia si para ng, schodzca po drabinie. W ustach jej
zascho, kiedy zobaczya, e to czowiek, ktry dowodzi piratami. adownia bya pusta,
zostaa tylko ona. Czego chcia?
Kiedy dotar na sam d, odsun si od drabiny. Popatrzy na ni, a potem w gr schodzia stamtd kolejna para ng. Byy okryte tkanin czarn jak tusz morskiego ruraka i
naleay do ziemiochodzcego, ktrego jeszcze nigdy nie widziaa. Kiedy obcy zszed z
drabiny na nierwn podog, z trudem apa rwnowag, wyranie nieprzyzwyczajony do
nawet agodnego koysania statku.
Spojrza na ni i szeroko otworzy oczy ze zdziwienia. Potem umiechn si do pirata.
Zaczli rozmawia, idc w jej stron.
Zatrzymali si o kilka krokw od niej. Odwrcia wzrok, zaniepokojona tym, jak obcy
si jej przyglda. Jego spojrzenie przesuwao si od jej gowy do stp i z powrotem.
Rozmowa staa si bardziej oywiona. I nagle obaj podali sobie rce, ciskajc domi
przeguby. Po czym odwrcili si i odeszli.
Kiedy zniknli na pokadzie, Imi wypucia wiadro. Westchna i osuna si do
kauy.
Po chwili znw usyszaa kroki na drabinie i tym razem zeszo dwch piratw.
Podeszli do niej. Podniosa si na nogi, a serce bio jej szybko, kiedy nad ni stanli. Jeden

trzyma kb szorstkiej tkaniny.


Drugi chwyci j za rami i szarpn do przodu. Kiedy pierwszy rozwin tkanin,
zrozumiaa, e to worek i e chc j tam wsadzi.
Prbowaa si wyrwa, ale mczyzna mia wielkie i silne donie, a ona bya za saba.
Zakrcio jej si w gowie i stracia rwnowag. Worek opad jej na gow, silne rce j
przytrzymay, a inne cigny go do kostek. Potem kto podnis j do gry i poczua, e
zawizuj worek pod jej stopami.
Nieli j we dwch. Nie miaa ju si, eby walczy.
Gdzie mnie zabieraj? A czy to wane? W jakie inne miejsce ni tutaj. Moe lepsze.
W kadym razie nie moe by o wiele gorsze.
Krew napyna jej do gowy, kiedy odwrcili j nogami w gr, pewnie po to eby
wynie na pokad. Przez materia worka dotaro do niej chodniejsze powietrze. Syszaa, e
kroki po drewnie zmieniaj si w kroki po jakiej twardszej powierzchni.
Potem dotar do niej gwar wielu, bardzo wielu gosw, coraz mocniejszych, a w
kocu otaczay j ze wszystkich stron.
Nastpnie pojawi si stchy odr. Zrzucili j na tward powierzchni i zamkny si
drzwi, tumic gosy. Kto blisko powiedzia co oschle, kto inny wymamrota odpowied, a
potem kroki si oddaliy.
Gos warkn jakie sowo. Powierzchnia, na ktrej leaa, szarpna nagle, a Imi
wyczua ruch. Cokolwiek to byo, koysao si agodnie, bardzo agodnie w porwnaniu z
hutaniem statku. Imi odpyna w stan otpienia, za bardzo wyczerpana, eby zwraca uwag
na dziwne dwiki dookoa. Te liczne gosy mogy jedynie oznacza, e znalaza si wrd
bardzo wielu ziemiochodzcych. Powinna by przeraona, ale nie miaa ju siy na strach.
Gosy cichy z wolna. Przez duszy czas w pobliu syszaa tylko rytmiczne kroki.
Ockna si na odgos otwieranych i zamykanych wrt. Poczua, jak rce podnosz j, a
potem opuszczaj z powrotem na ziemi.
Zapada cisza. Niejasno zdawaa sobie spraw, e co si dzieje przy jej stopach.
Materia wok niej si zacisn, co j unioso, a potem pisna ze zdziwienia, kiedy
wysuna si z worka.
Wpada do chodnej, przyjemnej wody, dziki ktrej wrcia do przytomnoci.
Wypyna na powierzchni i zbadaa wzrokiem otoczenie.
Znajdowaa si w okrgej sadzawce porodku kulistej sali nakrytej kopu. Na rodku
basenu staa dziwna, niedua rzeba kobiety z rybim ogonem zamiast ng. Jak
ziemiochodzcym, wosy wyrastay jej z gowy.

Kobieta - ryba... Czy ich zdaniem tak wygldaj Elai?


Prychna z niesmakiem.
Czowiek, ktrego dowdca piratw przyprowadzi do adowni, sta teraz
umiechnity w pobliu. Unis rce i wskaza gestem pomieszczenie. Nie miaa pojcia, o co
mu chodzi.
Obserwowa j przez chwil, a potem wycofa si przez ukowo sklepione przejcie.
Sign w bok, chwyci wrota z metalowych prtw i zatrzasn je. Wreszcie odszed, cay
czas umiechnity.
Imi odczekaa, a jego kroki cakiem ucichn, po czym podcigna si na brzeg
sadzawki i wysza z wody. Nie byo to atwe - poziom wody znajdowa si o dugo ramienia
poniej podogi, a ona bya ju bardzo zmczona. Wysiek wyczerpa j i przez dugi czas
leaa zdyszana na posadzce, czekajc, a min zawroty gowy.
W kocu wstaa chwiejnie, powloka si do metalowych wrt, chwycia je i pchna.
Nie poruszyy si. Zbadaa rygiel... Na miejscu przytrzymywa go rodzaj metalowego zamka.
Za wrotami panowaa ciemno.
Oczywicie, pomylaa. Osuna si na kolana i odwrcia, by spojrze na sadzawk i
t bezsensown rzeb. To jest teraz moje wizienie. Jestem dekoracj, jak ta statua. Ten
patrzcy czowiek bdzie tu pewnie cigle przychodzi i gapi si na mnie.
Poczogaa si do krawdzi sadzawki. Nie byo w niej pytkiego miejsca, gdzie
mogaby si pooy. Bdzie musiaa budzi si co par godzin i zwila skr albo
ryzykowa, e wyschnie i...
Signa rk i nabraa troch wody w zwinit do. Uniosa j do ust i napia si
troch.
Sodka, pomylaa. Ciekawe, ile potrwa, zanim zaczn chorowa.
Pokrcia gow.
Jestem za bardzo zmczona, eby si nad tym zastanawia. I pooywszy si na
chodnej kamiennej posadzce, zasna gbokim snem.
Kiedy pracujca Emerahl unosia gow, drobny deszcz przesania jej widok.
Paskudny dzie, pomylaa. Ale kapitan jest zadowolony - mielimy niezy pow.
Za praw burt wyrastaa ciana toreskiego klifu. Byli o wiele dalej od brzegu, kiedy
wczoraj mijali latarni. Spogldajc na odleg bia wie, Emerahl spodziewaa si uczucia
alu. Tak dugo ya w tej zapomnianej ruinie... Ale czua tylko niech.
Tyle lat w odosobnieniu, majc za ssiadw jedynie prymitywnych przemytnikw...
Sama nie wiem, jak udao mi si nie umrze z nudw. Dobrze znale si znowu wrd

porzdnych, ciko pracujcych ludzi...


Ju miaa wrci do czyszczenia ryb, kiedy zauwaya jakie wiata i znowu
przyjrzaa si klifom. Gdy minli wystajc w morze ska, pojawio si wicej wiate. To
by ich cel - Yaril.
Tam wanie - tak jej przynajmniej mwiono - y mody czowiek, ktrego ledwie
sze miesicy temu Mewa ocali przed utoniciem. Do tej pory syszaa ju wiele historii o
tajemniczym morskim chopcu. Kady, kto y na wybrzeu, zna kogo, kto mg
opowiedzie o spotkaniu z Mew. Te same historie powtarzano w kadym miasteczku. By
moe nikt naprawd nie spotka ich bohaterw, a opowiadajcy chwalili si tylko
znajomoci, aby ich opowieci byy ciekawsze. Z drugiej strony miasteczka byy malekie i
cakiem moliwe, e wszyscy tu znali wszystkich, choby przelotnie.
Zabawnie te byo wyobraa ich sobie poczonych tymi historiami.
Yaril by ju dobrze widoczny. Dla rybakw stanowi po prostu wygodne miejsce, by
sprzeda pow... Znowu zaja si patroszeniem. Kapitan zgodzi si zabra j tutaj, jeli
okae si przydatna. Nie baa si cikiej pracy. Dziki temu miaa czym zaj rce, kiedy
rozmylaa nad tym, czego si dowiedziaa.
Gdy d zbliya si do portu, rybacy pozostawili Emerahl przy pracy, a sami zajli
si nawigacj po pytkiej zatoce. Szybko wypatroszya ostatnie ryby, po czym wstaa i zebraa
swj baga. Jej ubrania pachniay rybami, a skra bya lepka od potu i sonej wody. Jak tylko
zejdzie na ld, wynajmie pokj, wykpie si i wypierze rzeczy.
d przybia do krtkiego pomostu. Kiedy tylko znaleli si dostatecznie blisko,
Emerahl zeskoczya. Obejrzaa si jeszcze i z wdzicznoci skina kapitanowi gow, po
czym ruszya do Yarilu.
Inaczej ni wikszo miasteczek na toreskim wybrzeu, Yaril nie lea na szczycie
klifu. Za skalnym wystpem wska rzeka podmya pionowe urwisko i teraz byo tam strome,
nierwne zbocze. Domki z kamieni, pochodzcych z tego wanie urwiska, stay na nim a do
samych brzegw spadajcej w d rzeki.
Miasteczko nie miao ulic, jedynie schody prowadzce w d i w gr oraz wskie
cieki w poprzek zbocza. Emerahl przystana i umiechna si do schodzcego mczyzny,
ktry przyglda jej si z nieskrywan ciekawoci.
- Dzie dobry. Czy wdrowiec znajdzie tu jaki nocleg? Kiwn gow.
- Wdowa Laylin wynajmuje pokoje. Numer trzeci, trzeci poziom, czyli nastpny w
gr. Po prawej stronie.
- Dzikuj.

Wspia si kawaek schodami, po czym skrcia w jeden z wskich chodnikw.


Zatrzymaa si przy domu z wyrzebionym na drzwiach wielkim numerem trzy i zapukaa.
Otworzya jej potna kobieta w rednim wieku, ktra zmierzya j wzrokiem od stp do
gw.
- Syszaam, e masz pokj do wynajcia - powiedziaa Emerahl. - To aktualne?
Oczy kobiety bysny.
- Tak, wejd, poka ci. Jak si nazywasz?
- Limma. Limma Curer.
- Curer... Widz, e nie tylko z nazwiska, ale i z zawodu jeste lekark.
- To prawda.
Kobieta zaprowadzia j do dugiego, wskiego pokoju z widokiem na zatok. By
skromnie urzdzony, ale czysty. Emerahl stargowaa cen do rozsdnej wysokoci i zaraz
poprosia o wod do mycia.
Kobieta posaa crk po wod, a sama spojrzaa badawczo na gocia.
- No wic... Co ci sprowadza do Yarilu? Emerahl umiechna si.
- Szukam modego czowieka imieniem Gherid.
- Gherid? Mamy tu jednego Gherida. owi razem z ojcem, a wszyscy na odzi
oprcz niego potonli. Teraz pracuje dla kamieniarza. To ten?
- Chyba ten.
- A czego chcesz od niego?
- Syszaam, e opowiada ciekaw histori. Kobieta parskna miechem i pokrcia
gow.
- Kiedy tak. Ale mia do tego, e ludzie wyszukuj w niej luki, i teraz nie chce
powiedzie ani sowa.
- Nie?
- Ani jednego swka. Ani za pienidze, ani za przysugi. - Och...
Emerahl rozejrzaa si po pokoju, jakby si zastanawiaa, co tutaj robi.
- Przybya z daleka - prbowaa agodzi kobieta. - Zobaczymy. Moe uda ci si co
z niego wycign. Zaprowadz ci do niego, kiedy skoczysz kpiel.
Wysza, a po chwili zjawia si dziewczyna z dzbanem wody i du misk. Emerahl
umya si starannie i przebraa w zapasowe ubranie. Potem wypraa to uywane i wysuszya
je, cigajc magi, by ogrzewa i przedmuchiwa powietrze.
Kiedy ubranie byo suche, Emerahl zawiesia je na krzele, przywizaa do pasa swj
zestaw sakiewek, okrya si taulem i wysza.

Ssiedni pokj by tak samo wski jak jej, ale jeszcze duszy. Podzielono go
parawanami na czci, a w ostatniej odkrya kuchni. Tam znalaza wdow.
- Gotowa? - spytaa kobieta. Emerahl kiwna gow.
- No to chodmy. Bdzie pewnie u kamieniarza. Wyszy na zimne powietrze.
Budynki, wszystkie wzniesione z takich samych czarnych kamieni, zdaway si kuli na
zboczu, jakby w obawie, e mog si zsun do morza. Nadawao to miasteczku zowrbny,
niepokojcy wygld, a jednak wszyscy ludzie, ktrych spotkay po drodze, umiechali si i
pozdrawiali je uprzejmie.
Schody byy coraz bardziej strome, w miar jak zbliay si do szczytu klifu. Trzy
razy wdowa Laylin musiaa si zatrzyma, by zapa oddech.
- Nie zgadaby, e tu mieszkam, co? - rzucia po trzecim odpoczynku. - Ale ty radzisz
sobie cakiem dobrze.
- Wdrwki dodaj si - umiechna si Emerahl.
- Na pewno. No, wreszcie jestemy. Mieszkaj waciwie na szczycie, bo atwiej
przenosi ich towary na d, ni wciga je z powrotem na gr.
Zamiast drogi byo tam podwrze pene rozrzuconych kamieni. Emerahl przesza za
kobiet do miejsca, gdzie dwch siwowosych mczyzn obrabiao blok skay.
- Megrinie - odezwaa si wdowa.
Jeden z nich obejrza si. Wydawa si zdziwiony jej widokiem.
- Witaj, wdowo Laylin - powiedzia. - Nieczsto ci tutaj widujemy. Chcesz co u nas
zamwi?
- Nie, ale mj go chce pogawdzi z Gheridem o Mewie.
Mczyzna spojrza na Emerahl i wyprostowa si. Umiechna si, wyczuwajc, e
mu si podoba. Drugi mczyzna take odwrci ku nim twarz, ktra wydawaa si
zaskakujco moda, cho wykrzywiona grymasem niechci. Emerahl przyjrzaa mu si
uwaniej i musiaa hamowa miech. Jego wosy byy siwe, ale od kamiennego pyu; on sam
mia ledwie tyle lat, eby mona go nazwa mczyzn.
- To jest Limma - mwia dalej wdowa. - Jest lekark. Megrin obejrza si na modego
czowieka, ktry zmarszczy czoo jeszcze mocniej.
- Dlaczego chcesz rozmawia o Mewie wanie ze mn? - zapyta.
Emerahl spokojnie patrzya mu w oczy.
- Syszaam, e go spotkae. - I co?
- Chciaabym pozna t histori.
- No dalej, Gherid - zachcia go wdowa. - Nie bd niegrzeczny dla gocia.

Mody czowiek przyjrza si kobiecie, a potem zerkn na kamieniarza. Starszy


mczyzna kiwn gow. Gherid westchn i z rezygnacj wzruszy ramionami.
- Chod ze mn... Limma, tak? - Tak.
Wrcia za nim do schodw, gdzie skrcili w gr. Idc, roztacza aur intensywnych
emocji - poczenie strachu i poczucia winy. Pochwycia strzpy jego myli.
...Nie mog jej zabi! Ale musz, jeli...
Zaalarmowana, wahaa si przez chwil, po czym cigna magi i utworzya wok
siebie tarcz. Dlaczego myli, e bdzie musia j zabi? Czy obawia si, e sprbuje go jako
skrzywdzi? Albo co mu odebra? Chyba nie podejrzewa, e zamierzam go zmusi do
zdradzenia jakich informacji, ktrych nie chce zdradza?
Jestem lekark, mylaa. Czarownic. Jedno i drugie oznacza, e by moe potrafi
zmusi go do mwienia - albo poprzez odpowiednie leki, albo przez tortury. Tak czy tak,
wyranie ma si o co obawia.
Dotarli na szczyt klifu. Gherid bez sowa ruszy wzdu krawdzi. Emerahl
obserwowaa go uwanie. Wyczuwaa, e stara si jako zabezpieczy. Kiedy si zatrzymali,
zdaa sobie spraw, e wyszli poza granic miasteczka i stali teraz nad przepaci.
Czy planuje mnie zepchn?
- No wic co chcesz wiedzie? - zapyta. Spojrzaa mu w oczy.
- To prawda, e spotkae Mew?
- Tak - odpar. - Wszyscy to wiedz.
Wyczua, e mwi szczerze, i ogarno j wspczucie.
- Nikt ci nie wierzy, co?
- A ty wierzysz? Kiwna gow.
- Ale nie dlatego nie chcesz ju opowiada tej historii, zgadza si?
Patrzy na ni, a lk i poczucie winy rosy. adne przekonywania nie zdoaj go
uspokoi. Postanowia uderzy na lepo.
- Zoye obietnic - stwierdzia. - Zamae j? Zaczerwieni si. Zacza si
domyla, jak to wygldao.
Ocalony przez mityczn istot, musia tumaczy, jak to si stao. Opowiada tak
cz historii, o jakiej wiedzia, e moe j bezpiecznie wyjawi... A pewnego dnia wymkn
mu si jaki szczeg, ktry powinien zosta tajemnic.
- Dlaczego chcesz wiedzie? Zmarszczya brwi, jakby zmartwiona.
- Nie chc wiedzie. Musz wiedzie. Sekrety Mewy musz by bezpieczne.
Szeroko otworzy oczy i zblad.

- Mylaem, e ty... Nie zrozumieli, co im mwiem. Na pewno nie zrozumieli.


- A co mwie?
- Ja... Powiedziaem im o Stogu. Dosypali mi co do picia. - Spojrza na ni bagalnie.
- Nie chciaem tego. Nie zdradziem im, gdzie to jest. Nie sdzisz chyba, e potrafi go
znale sami?
Westchna.
- Nie wiem. Nie wiem, gdzie jest Stg. Kady z nas dostaje do strzeenia inn
tajemnic, a ta bya twoja. Ostrzege go?
Popatrzy zdumiony.
- Jak?
Zamrugaa, jakby zaskoczona.
- Nie masz adnego sposobu, eby si z nim skontaktowa?
- Nie... Ale myl, e gdybym wrci... Tylko e to bardzo daleko, a ja nie mam odzi.
- Ja te nie, ale mog kupi. - Potrzsna gow i odwrcia si w stron morza,
udajc, e si zastanawia. - Lepiej powiedz mi wszystko, Gherid. Jestem daleko od domu i
moja metoda na skontaktowanie si z nim tutaj nie dziaa. Musimy przesa Mewie
ostrzeenie. By moe jedynym sposobem, by to zrobi, jest ten, e popyn do Stogu i
zostawi wiadomo od ciebie.
Fala wdzicznoci, jaka si z niego wylaa, wzbudzia w niej wyrzuty sumienia.
Manipulowaa przecie tym biednym chopakiem.
Ale przecie nie mam zych zamiarw, tumaczya sobie. Chc znale Mew, wic
moemy wzajemnie sobie pomc.
Podszed do gazu i usiad ciko.
- To duga historia. Lepiej usid. eglowaa kiedy odzi?
- Wiele razy - umiechna si Emerahl. - Bardzo wiele.

21
Devlem wsun do ust ostatni plaster owocu, a potem zliza z palcw sodki sok. Jeden
z trzech stojcych w pobliu sucych podsun mu zot tac. Devlem wzi z niej zoon
wilgotn ciereczk, wytar rce i rzuci j z powrotem na tac.
Odgos biegncych stp odbi si echem na dziedzicu. Sucy zbliy si do stou
Devlema i skoni si nisko.
- Przyby transport.
Spniony tylko dwa dni, pomyla Devlem. Jeli pogro troch farbiarzom, to moe
uda mi si dotrze na rynek przed Arlemem, ale tylko jeli towar nie jest uszkodzony.
Wsta i wyszed z dziedzica. ukowo sklepiony korytarz doprowadzi go przed dom.
Pody brukowan ciek do mniej okazaych budynkw, gdzie skadowa towary.
Na zewntrz czekay tarny. Ludzie wnosili ju do rodka wielkie bele materiau,
pilnowani przez nadzorcw.
Nie zwracajc uwagi na sucych, Devlem wszed do budynku i zbada ostatni
transport. Wodoszczelne opakowanie na jednej z bel byo rozerwane.
- Otwrzcie - rozkaza.
Sucy pospiesznie zaczli rozcina opakowanie.
- Ostronie! - wrzasn Devlem. - Zniszczycie materia! Zwolnili troch i zaczli
bardziej uwaa. Pracujc, rzucali w jego stron nerwowe spojrzenia. Dobrze, pomyla. Ta
chosta, ktr nakazaem, w kocu nauczya ich szacunku. Robili si coraz bardziej podobni
do genriaskich kobiet - jczeli tylko i narzekali.
Opakowanie odsonio czyst, nienaruszon tkanin. Podszed bliej, aby obejrze
reszt beli.
- Mistrzu kupcze!
Czyje kroki zabrzmiay gono w hali skadu. Zirytowany przerw, unis gow.
Intruzem okazaa si jedna z kobiet przystrzygajcych trawniki. Bya brzydka jak na
Avvenk, wic wysa j do prac w ogrodzie, eby nie musie jej oglda.
- Panie - zawoaa, dyszc ciko. - W domku z sadzawk jest potwr!
Westchn.
- Wiem. Ja go tam umieciem. Przygryza wargi.
- Och... Wyglda, jakby by martwy.
- Martwy?

Wyprostowa si niespokojnie. Kiwna gow.


Przeklinajc w swoim ojczystym genriaskim jzyku, wymin j, wyszed ze skadu i
ruszy w stron ogrodw. Domek z sadzawk sta na rodku duego trawnika. Strzygce traw
zbiy si w gromadk przy wejciu.
- Wracajcie do pracy! - rozkaza.
Obejrzay si na niego, a potem rozbiegy. Dotar do kraty domku i wyj klucz.
Wewntrz widzia lece na pododze mode morskie stworzenie.
Wczoraj wieczorem nie mia zbyt wiele czasu, by przyjrze si swemu nowemu
nabytkowi. Pirat twierdzi, e to dziewczynka, ale jedynym na to dowodem by brak mskich
organw pciowych. Devlem rozkaza subie, by zdjli brudne szmaty, ktre zwisay jej z
ramion. Przyjrza si jej i uzna, e pirat mia racj; zastanawia si, czy z czasem rozwin si
jej piersi, tak jak u ludzi.
Moe jak ju dojrzeje, uda mu si kupi samca. Gdyby mieli potomstwo, mgby
zarobi fortun na modych.
Szczkn zamek; otworzy krat i podszed do stworzenia. Dlaczego wyszo z wody?
Przykucn i zobaczy, e wci jeszcze oddycha.
Im bardziej si jej przyglda, tym bardziej by zatroskany.
Oddychaa z wysikiem. Skr miaa spierzchnit i spkan. Jeli byaby
czowiekiem, uznaby, e jest niebezpiecznie wychudzona. I brzydko pachniaa. Wszystkie
zwierzta brzydko pachniay, wic zaoy, e ten smrd jest naturalny, ale teraz nie by tego
pewien.
Uj j pod brod i odwrci gow, aby przyjrze si twarzy. Kiedy jej dotkn,
uchylia powieki i zaraz je zamkna. Jkna cicho.
Zapaciem za ni duo pienidzy, pomyla. Wsta i spojrza na ni z gry. Jeli jest
chora, to musz znale kogo, kto j wyleczy. Kto moe wiedzie, co jej dolega? Mgbym
tu sprowadzi uzdrawiacza zwierzt, ale wtpi, czy kiedy widzia kogo z morskiego ludu.
Czy ktokolwiek widzia. Chyba e...
Umiechn si, gdy zda sobie spraw, e s ludzie w Glymmie, ktrzy wiedz o
morskim narodzie. Odwrci si, szybko zamkn za sob bram i ruszy w stron domu,
krzykiem wzywajc posaca.
Mirar unis kamie. Nic. Odoy go na miejsce i podnis nastpny. Wybiego jakie
stworzenie. Prbowa je zapa, ale wlizgno si w szczelin pomidzy wikszymi i
ciszymi gazami.
Niech to licho. Jak Emerahl apaa te shrimmi? Gdybym tylko...

- Wilarze! Tkaczu snw!


A podskoczy, zaskoczony, i unis gow. W grze kry Tyve, a Mirar wychwyci
od chopca potn fal niepokoju. Wsta, osoni oczy i patrzy, jak Siyee lduje.
- O co chodzi?
- Sizzi jest chora. Tak samo Veece i Ziti. Inni te czuj si coraz gorzej. Moesz
przyj do wioski? Moesz nam pomc?
Mirar zmarszczy brwi.
- Czy przysa ci po mnie Mwca? - Tak.
To nie bya do koca prawda, jeeli jak wskazwk miaoby by wyczuwalne
zakopotanie Tyve'a. Spod zmruonych powiek spojrza na modego Siyee.
- Naprawd?
Tyve popatrzy na niego z zawstydzeniem.
- Nie tak cakiem. Jest zbyt chory, aby mwi. Zaproponowaem innym, e skoro
jeste uzdrowicielem, to poprosz ci o pomoc. Zgodzili si.
To, jak wyczu Mirar, rzeczywicie byo prawd. Kiwn gow.
- Przyjd. Jakie s objawy?
- Sam zobaczysz - odpar niecierpliwie. - Powinnimy ruszy natychmiast, eby
dotrze, zanim... To daleka droga.
- A zatem zbyt daleka, by wrci po odpowiednie leki - zauway Mirar. - Musz
wiedzie, jaka to choroba, ebym mg spakowa torb. Opowiedz mi o niej.
Tyve opisa mu to, co widzia. Suchajc go, Mirar czu, jak lk zaciska mu odek.
Opis przypomina chorob zwan sercoerem, ktrej epidemia wybuchaa czasem wrd
ziemiochodzcych. Najpewniej ktry z Siyee zarazi si ni podczas wojny i przynis z
powrotem do klanu. Mirar nie pomyla, e takie schorzenia mog by nieuniknion konsekwencj spotka Siyee z obcymi. W milczeniu przekl Biaych.
Nie wiesz, czy Biali zdawali sobie spraw, e co takiego nastpi, przypomnia mu
Leiard.
Ale nie ma wikszej radoci, jak mie kogo, na kogo zrzuca si win, odpar Mirar.
- Znam t chorob - powiedzia modemu Siyee. - Pomog twojemu klanowi j
przezwyciy, ale nie mog obieca, e wszyscy przeyj.
Tyve poblad. Mirar pooy mu do na ramieniu.
- Zrobi, co bd mg. A teraz daj mi chwil, ebym spakowa swoje rzeczy. Potem
zaprowadzisz mnie do wioski.
Z udrczon min Siyee usiad na kamieniu. Mirar ruszy brzegiem, zastanawiajc si

nad swoimi zapasami lekw. Kiedy razem z Emerahl schodzili z pola bitwy mia ze sob
torb tkacza snw, ale ju prawie pust. Teraz bya pena. Najpierw Emerahl, a potem on sam
wiele godzin spdzili w lesie, szukajc i przygotowujc medykamenty. Wykorzystali swoj
wiedz na temat tutejszych rolin. Nie wszystkie leki byy tak silne i nie wszystkie dziaay
dokadnie tak samo, jak te, ktre miay zastpi. Niektre byy bardziej skuteczne, inne mniej.
Za wodospadem przeszed przez korytarz wiodcy do jaskini. Spojrza na przedmioty
lece i stojce wzdu cian. Lina bdzie niezbdna, ale przenoszenie posania zbyt niewygodne. Bdzie raczej spa w ubraniu na ziemi, co oznacza, e przydadz si cieplejsze rzeczy,
skoro robio si coraz chodniej.
I jedzenie, przypomnia mu Leiard.
Oczywicie. Umiechn si krzywo i ruszy przez grot, zabierajc to, co bdzie mu
potrzebne. Kiedy skoczy, rozejrza si raz jeszcze.
Czy wkrtce tu powrc, czy kryzys wrd Siyee odcignie mnie std na zawsze?
Wzruszy ramionami. Nie mam nic przeciwko adnemu z tych rozwiza. Jeli Emerahl ma
racj, to dobrze mi zrobi, kiedy bd wrd ludzi.
Odwrci si i ruszy na spotkanie z Tyveem, by rozpocz kolejn niebezpieczn
wypraw przez gry Si.
Soce stao ju nisko na niebie, gdy Auraya w oddali zobaczya Przestrze. Nie
leciaa tak szybko, jak planowaa, poniewa odkrya, e gdy tylko przekracza pewn
prdko, Figiel robi si nerwowy. Dygota cay i piszcza przeraony. Ale dopki leciaa
troch wolniej, zadowolony siedzia w torbie, ktr zaoya sobie na ramiona.
Ze wzgldu na to opnienie po przekroczeniu granic Si nie zatrzymaa si, aby
porozmawia z jakimkolwiek Siyee. Oni take nie prbowali jej zatrzymywa. Pewnie
widzieli, e porusza si za szybko, by j dogoni. Teraz zwolnia, zbliajc si do dugiego
pasa odkrytego zbocza, ktry by gwnym miejscem zgromadze Siyee, i ludzie nieba
wylecieli jej na spotkanie.
Wyczua, e Figiel zmienia pozycj na jej plecach.
- Leci! - owiadczy. - Leci! Leci!
Nie mia odpowiednich sw, by nazwa tych dziwnych skrzydlatych ludzi,
szybujcych wok niej i za ni.
- Siyee - wyjania. - To s Siyee. Zamilk na chwil.
- Sjee - powtrzy cicho.
Niektrych ze swojej eskorty rozpoznaa, innych nie. wiszczc w ich mowie,
powitaa wszystkich.

W ich mylach wyczuwaa ulg i zadowolenie. Wiedzieli jednak, po co tu przybya, i


ten niepokj sprawi, e witali j mniej entuzjastycznie ni poprzednio.
Obniaa lot, kierujc si do duego rwnego obszaru w rodkowej czci Przestrzeni,
znanego jako Pask. Kilkoro Siyee stao na obrzeu i syszaa odgosy powitalnych bbnw.
Jej uwag zwrcia take dwjka ubranych na biao ludzi. Jak wikszo ziemiochodzcych
byli prawie dwukrotnie wysi od Siyee, a ich biae kapaskie szaty sprawiay, e tym
bardziej rzucali si w oczy.
Zauwaya te szereg Siyee stojcych obok sterczcej skay, znanej jako Skaa
Mwcw. Kiedy podleciaa bliej, rozpoznaa ich. To byli Mwcy, przywdcy klanw Siyee,
cho tutaj zjawia si tylko poowa. Trudno si dziwi. Nie wszyscy chcieli opuszcza swoje
klany, kiedy po Si kryli najedcy.
Inni mieszkali zbyt daleko od Przestrzeni, by przybywa tutaj na kade nieplanowane
spotkanie. Jednak mieszkali tu stale przedstawiciele kadego klanu i na pewno byli wrd
tych, ktrzy teraz czekali na obrzeu Plasku.
Mwca Sirri, Gwny Mwca wszystkich klanw, wysza na przd, gdy tylko Auraya
opada na ziemi. Umiechna si, podaa jej drewniany kubek i niewielkie ciasteczko. Kiedy
Auraya je wzia, Sirri szeroko rozoya ramiona. Soneczne wiato sczyo si przez
membran jej skrzyde, ukazujc delikatn koronk y i arterii midzy komi.
- Witaj z powrotem w Si, Aurayo z Biaych. Auraya take si umiechna.
- Dzikuj, Mwco Sirri, i dzikuj wszystkim ludziom Si za to ciepe powitanie.
Zjada sodkie ciastko i wypia troch wody, po czym oddaa kubek. Sirri spojrzaa na
rami Aurai i szeroko otworzya oczy.
- Sjee - szepn Figiel prosto w ucho.
Auraya stumia miech i podrapaa go po epku.
- Mwco Sirri - powiedziaa - to jest Figiel. Jest veezem. Somreyanie oswoili je ju
dawno temu i trzymaj jako zwierzta domowe.
- Veez - powtrzya Sirri. Podesza i przyjrzaa si Figlowi. - Tak, pamitam, e
widziaam takie zwierzta w obozie.
- Potrafi mwi, cho w ograniczonym zakresie. - Auraya zerkna na Figla. - To jest
Sirri - powiedziaa do niego.
- Siji - powtrzy. - Sjee Siji. Sirri zamiaa si cicho.
- Niezwyke zwierztko. Musz dopilnowa, eby nikt z Siyee nie uzna, e nadaje si
na kolacj. - Wyprostowaa si. - Mwcy prosili, abym zwoaa zebranie w Altanie Mwcw,
gdy tylko przybdziesz. Ale moemy si wstrzyma, jeli jeste zmczona.

Auraya pokrcia gow.


- Pentadrianie coraz gbiej wchodz na terytorium Si. Chc jak najszybciej rozwiza
ten problem, jak zapewne wy wszyscy. Spotkam si z Mwcami natychmiast.
Sirri z wdzicznoci skina gow, a potem zawoaa pozostaych Mwcw.
Doczyli do Sirri, a Auraya spojrzaa w kierunku dwjki kapanw. Wykonali znak krgu, a
ona w odpowiedzi schylia gow.
Odszukaa ich umysy i zobaczya, e nie mogli si doczeka rozmowy, cho aden
nie mia pilnych spraw do omwienia. Uwaali Siyee za ludzi serdecznych, ale o dziwnych
obyczajach.
Potrzebuj ode mnie zapewnienia, e sobie radz, zrozumiaa nagle.
Odwrcia si i podya z Sirri w gb lasu, a za ni pozostali Mwcy i
przedstawiciele klanw. Po drodze mijali wielu ciekawskich Siyee oraz wiele altan obcignitych membran drewnianych ram, zbudowanych wok pni otaczajcych Przestrze
gigantycznych drzew. Sirri nie spieszya si, mimo niecierpliwoci innych Mwcw.
Wiedziaa, e widok Wybranki Bogw doda jej ludowi odwagi.
Gdy wkroczyli do niezamieszkaej czci lasu wok Altany Mwcw, Sirri
przyspieszya kroku. Krt ciek dotarli do celu i wszyscy weszli do rodka. Stoki z
rzebionych pni ustawiono w krg. Mwcy zajli swoje miejsca. Auraya pooya plecak
obok siebie na pododze. Figiel wyjrza na chwil, uzna, e wszystko wyglda nieciekawie,
zwin si w kbek i zasn.
- Jak wszyscy wiemy - zacza Sirri - czternacie dni temu, w pobliu poudniowego
wybrzea Si zauwaono pentadriaski statek. Kilkoro pentadrian zeszo na ld i rozdzielio si
na grupy wdrujce w gb ldu. Zdaje si, e wykorzystuj ptaki, by kieroway ich do wiosek
Siyee. - Spojrzaa na Auray. - Posalimy po pomoc do Biaych i przybya Auraya. Aurayo,
czy zanim zaczniemy zastanawia si, jak poradzi sobie z pentadrianami, chciaaby zada
jakie pytanie?
- Jak czsto przychodz meldunki o ruchach pentadrian?
- Co kilka godzin. Mj syn Sreil zorganizowa grup obserwatorw, ktrzy ich ledz i
regularnie skadaj raporty.
- Czy ci obserwatorzy zauwayli wrd pentadrian ktrego z ich gwnych
czarownikw?
- Nie.
To nie znaczy, e ich tam nie ma... Auraya zoya donie i stukaa palcami o siebie.
- Czy pentadrianie kogokolwiek skrzywdzili?

- Jeszcze nie.
- Z kim rozmawiali?
- Nie. Polecilimy wszystkim Siyee, eby trzymali si od nich z daleka.
- Czy prbowali zaoy jak sta osad?
Mwcy wygldali na zaskoczonych. Wyczytaa z ich myli, e aden nie rozwaa
takiej moliwoci.
- Obserwatorzy donosz, e wci s w drodze - odpar Mwca Dryss.
Auraya przemylaa to, czego si wanie dowiedziaa.
- Na razie nie mam wicej pyta. Czy kto chce mnie o co zapyta?
- Tak - odezwa si jeden z przedstawicieli. - Co zrobisz? Splota ze sob palce obu
doni.
- Bd wam doradza i pomaga. Moje zadanie tutaj nie polega na podejmowaniu za
was decyzji. Bd was chroni, jeli zaatakuj, i przepdz z Si, jeli zdoam, o ile tak wanie
postanowicie. Bd te dla was tumaczy, jeeli sprbuj nawiza kontakt. Cakiem
moliwe, e chc zawrze pokj.
Siyee wymienili spojrzenia, wielu zmarszczyo czoa.
- Nigdy! - sykn jeden z przedstawicieli.
- Nie odrzucajmy takiej moliwoci - zwrci si do niego ktry ze starszych
Mwcw. - Pentadrianie nie s ludem, ktry moe wymrze. Lepiej y z nimi w pokoju.
- O ile tylko nie bdziemy zmuszeni zbyt wiele za to zapaci.
- Oczywicie.
- Jest te inna moliwo - mwia dalej Auraya. - I ona mnie niepokoi. Moe licz, e
zdoaj nawrci Siyee na swoj wiar.
- To czeka ich rozczarowanie - odpara stanowczo Sirri. - Nie ma ani jednego Siyee,
ktry nie rozpacza po stracie kogo z rodziny czy klanu. aden z nas nie zdradzi, aby
przyczy si do nieprzyjaciela.
- Te tak uwaam - zgodzia si Auraya. - Ale jeli przybywaj z takimi zamiarami, to
lepiej, eby wszyscy byli uprzedzeni o tej moliwoci i przygotowani, aby oprze si sodkim
sowom perswazji.
- Nie bd mieli szansy, aby je wygosi - owiadczy mody przedstawiciel. - Wrc
do domu albo ich pozabijamy.
- Odelemy ich do domu niezalenie od ich planw - zgodzia si Sirri. - Nawet jeli
maj pokojowe zamiary, zbyt wczenie jeszcze, ebymy witali w Si pentadrian.
Inni Mwcy zgodzili si z ni.

- Jeli takie jest wasze postanowienie - rzeka Auraya - pentadrianie powinni usysze
to od was, a nie ode mnie. Musz wiedzie, e to wasza decyzja, a nie e robicie tylko to, co
ka wam Biali.
Po jej sowach zapada cisza. Wyczuwaa ich lk i wahame.
- A jeli nas zaatakuj? - zapytaa Mwca niepewnym gosem.
- Bd was chroni. Wycofamy si wtedy, a kiedy bdziecie bezpieczni, powrc, by
ich przepdzi.
- Czy wszyscy musimy wyruszy? - zagadn Mwca Dryss. - Ostatnio nie jestem ju
tak szybki w powietrzu i boj si, e mog by przeszkod, jeli trzeba bdzie szybko si
wycofa.
- Nie ma potrzeby, aby lecieli wszyscy - odpara Auraya. - Wybierzcie troje spord
siebie.
Sirri odchrzkna.
- Wol poprosi ochotnikw.
Rozejrzaa si po altanie. Auraya zauwaya, e wielu odwraca wzrok. Mody
przedstawiciel jednak patrzy miao. Auraya zmartwia si troch, widzc, e prostuje si, by
przemwi. Jest nieco zbyt zawzity, pomylaa.
- Ja pjd - zgosi si.
- Dzikuj ci, Rizzi, ale to zadanie dla Mwcw - rzeka Sirri. - Jak powanie
potraktuj pentadrianie nasze sowa, jeli nie przedstawi ich przywdcy klanw? - Rozoya
rce. - Ja pjd. Jeli nie ma innych chtnych, bd zmuszona wyznaczy lub losowa
imiona...
- Ja pjd, jeli nie jestem za stary.
Ochotnikiem by mczyzna w rednim wieku, Mwca Iriz z klanu Zielonego Jeziora.
Sirri umiechna si lekko.
- Masz jeszcze przed sob wiele lat, Iriz.
- I ja - podniosa si kobieta Siyee.
Auraya poznaa Mwc z klanu Sonecznej Grani, ktrego czonkw na kilka miesicy
przed bitw zaatakoway pentadriaskie tresowane ptaki.
- Dzikuj, Mwco Tyzi - rzeka Sirri. - To ju troje.
Do Aurai dotara fala ulgi u pozostaych Siyee. Powstrzymaa si od umiechu. Sirri
stanowczym gestem klepna si w kolana.
- Wyruszymy jutro z pierwszym brzaskiem. Czy s jakie inne sprawy do omwienia z
Auray? - Rozejrzaa si, ale nikt si nie odzywa. - A wic to zgromadzenie uwaam za

zakoczone. Mwcy Iriz i Tyzi, czy moecie zosta? Powinnimy omwi przygotowania do
podry.
Kiedy wszyscy wyszli z altany, Auraya zerkna na Figla. Cigle spa. Umiechna
si, spojrzaa na trjk pozostaych Siyee i natychmiast poczua ukucie lku. Jeli stanie
wobec jednego z potnych pentadriaskich czarownikw, nie bdzie atwo chroni tych
Siyee. Musi dobrze przyjrze si intruzom, zanim oni j zobacz.
Na razie nie wolno jej okazywa adnych wtpliwoci czy lku.

22
Morze przelewao si pod odzi, jakby uwaao j za irytujcego szkodnika, ktrego
musi z siebie strzsn. Kiedy fala zagrozia przewrceniem, Emerahl cigaa do siebie
magi i wykorzystaa j, by znowu przycisn kadub do wody. Zakla, gdy poryw wiatru
zala jej twarz kroplami deszczu.
Uwiadomia sobie, e przeklina morze w dawno zapomnianym jzyku, z czasw,
kiedy eglarze i rybacy oddawali cze jego bogom. atwo byo sobie wyobrazi, e ten
wielki obszar wody kierowany jest potnym umysem - takim, ktry chce si pozby intruza.
Zwaszcza kiedy sobie przypomniaa, jak szybko rozpta si sztorm.
Parskna niechtnie. Dawni bogowie nie yj, pomylaa. To tylko fatalna pogoda.
Powinnam posucha rady szkutnika, kupi wiksz d i odczeka kilka tygodni, a minie
pora burz.
Dawno temu dobrze znaa ten kawaek wybrzea i potrafia dostrzec znaki
zapowiadajce z pogod. Jednak w cigu tysica lat wiele moe si zmieni. Nie tylko
pogoda, ale i prdy byy inne. W niektrych miejscach nie moga rozpozna nawet ksztatu
linii brzegowej. Pync wzdu brzegu Torenu, napotykaa dziwn mieszanin obcych i
znajomych widokw. Na szczcie wzgrza wyznaczajce granic midzy Torenem i Genri
wci wznosiy si tam, gdzie powinny.
W tym miejscu skrcia i skierowaa si prosto w morze, zgodnie z instrukcjami
Gherida.
Fala przelaa si nad dziobem i przemoczya j; magicznie wylaa wod za burt.
Deszcz pada ju tak intensywnie, e ledwie widziaa drugi koniec odzi. Nie miaa nic do
roboty prcz przetrwania - w tych warunkach nie moga postawi agla, nie moga si
zorientowa, gdzie jest, a co dopiero odnale swj cel albo zawrci do ldu.
Zakla znowu, gdy kolejna fala niemal zalaa d. Gos wichury przypomina
nieludzkie wycie. Drgna mimo woli, czujc, jak ogarnia j zabobonny lk. Moe jednak nie
powinna przeklina boga morza?
A czemu nie? Nic mi nie moe zrobi, mylaa. Jest martwy. Jak wszyscy starzy
bogowie, z wyjtkiem Krgu. Moe to ktry z tej pitki nauczy si wpywania na morze?
Moe bawi si nim wanie teraz?
Nie bya to pocieszajca myl. Jeli bogowie byli przyczyn tego sztormu, to o co im
chodzio? Czy wiedzieli o niej? Nie chcieli dopuci, by dotara do celu?

Z caej siy trzymaa si steru. Cho deszcz i chmury grub kotar przesaniay soce,
przebijao si jako szare, sabe wiato. Nagle zgaso i wpyna w cie. Rozejrzaa si, z trudem panujc nad narastajcym lkiem. Kiedy zobaczya przyczyn tego cienia, serce jej
zamaro.
Wyrastao nad ni co wysokiego i ciemnego.
Lk ulotni si nagle, kiedy zrozumiaa, co to takiego: Stg!
Przypadek sprawi, e sztorm zapdzi d wanie w to miejsce, do ktrego
zmierzaa. Teraz jednak prd j odsuwa. Rozejrzaa si i zastanowia nad umocowanymi do
burt wiosami.
Nie, na nic si nie przydadz. Miaam szczcie, e morze nie cisno odzi o Stg.
Nawet jeli za pomoc wiose podpyn bliej, nie zdoam zacumowa. Fale rozbij d na
kawaki. Sytuacja wymaga magii i koncentracji.
cigna do siebie bardzo duo magii i posaa j wok burt. Kiedy ju pochwyci
d, musi dziaa szybko, bo nastpna fala moe j zala.
Podnie...
Poczua ciar w odku, kiedy d wzbia si w powietrze, niosc j ze sob.
Patrzya przed siebie, w miejsce, gdzie jej zdaniem wyrasta Stg, ukryty teraz w ulewie.
Naprzd...
Nie by to gadki lot. Przemieszczanie odzi wymagao absolutnego skupienia uwagi.
Kady podmuch wiatru, kade przesunicie myli powodoway, e opadaa albo si
przechylaa. Nawet ulga, kiedy w kocu Stg wynurzy si zza strumieni deszczu,
natychmiast spowodowaa koysanie.
Bliej...
Zatrzymaa si, kiedy widziaa ju przed sob skaln powierzchni.
Wyej...
Huk rozbijajcych si o skay fal przycich nieco, gdy uniosa d. W szczelinach i
zagbieniach pojawiy si kpki twardej morskiej trawy, a potem zobaczya cay jej dywan.
Dotara do szczytu Stogu.
Naprzd...
Przesuna d ponad morze traw, a potem, kilka krokw od brzegu przepaci,
opucia j na ziemi.
Nie byo czasu na ulg. Wicher grozi, e pchnie d z powrotem. Emerahl
wyskoczya, zabraa swoje rzeczy, odwrcia dk, wbia koki w ziemi i przywizaa do
nich kadub.

Kiedy bya ju pewna, e d jest zabezpieczona, wyprostowaa si i rozejrzaa.


Mogo si okaza, e wyldowaa na jakim przybrzenym cyplu, a nie na opisanym przez
chopaka Stogu. Podesza do krawdzi. Przez gst ulew nie widziaa w dole morza.
Zaznaczya swoj pozycj, wyrywajc trzy garci trawy i odsaniajc jasn,
piaszczyst gleb pod spodem. Potem ruszya brzegiem. Po pidziesiciu krokach pojawia
si wyrwana trawa. By mie pewno, e nie natrafia na naturalnie powsta kopi swojego
znacznika, ruszya prostopadle do krawdzi. Zaraz pojawia si d, a Emerahl kiwna
gow.
Bd pewna, e to Stg, kiedy znajd grot.
Znowu ruszya wzdu klifu, szukajc pocztku schodw, prowadzcych w d, do
groty, ale nie znalaza adnego znaku. Po pitym okreniu zrezygnowaa i wrcia do odzi.
Usiada i cigna magi, by osoni si od deszczu. Ubranie miaa przemoczone i
cikie, wic przemiecia jeszcze odrobin magii, by ogrza si i wysuszy. Kiedy woda
mgiek uniosa si z jej sukni i wosw, zadraa.
Lepiej, eby to nie by jeden z tych trzydniowych sztormw, mylaa. Jeli potrwa
duej ni jeszcze kilka godzin, znowu sprbuj znale te schody.
A jeli nie znajdzie? Bdzie musiaa tu zosta i poczeka do koca sztormu. Nawet
gdyby magicznie utrzymaa d na powierzchni i popychaa j naprzd, wci nie wiedziaa,
w ktr stron pyn, by wrci na ld.
Westchna z rezygnacj, signa do torby i wyja kilka suszonych owocw, by mie
co je podczas oczekiwania.
cianki altany jarzyy si w porannym socu. Auraya rozejrzaa si po swoim maym
domku i westchna z satysfakcj. Przyjemnie byo wrci do Si.
Dlaczego czuj si tutaj jak w domu? spytaa sam siebie. A nawet lepiej ni w domu
przez te ostatnie miesice. I w nocy nie miaam adnych koszmarw, uwiadomia sobie.
Odnosia wraenie, e wiele przykrych spraw pozostawia daleko za sob. Koszmary. Szpital.
Nie pojmowaam, jak bardzo drczy mnie kwestia szpitala.
Przypomniaa sobie, e podczas swej poprzedniej wizyty w Si zawsze budzia si w
dobrym nastroju. Ale moe to z powodu sennych spotka z Leiardem? zastanowia si nagle.
Leiard... Czy tylko sobie wyobraaa, czy naprawd tamto ukucie blu, ktre zawsze
towarzyszyo wspomnieniom o nim, teraz staje si sabsze? Wydawa si elementem jakiego
innego ycia... Moe wkrtce nic ju nie bdzie odczuwa.
Mam nadziej, e nie, odezwa si znajomy gos w jej umyle. Tb naprawd byoby
straszne, gdyby nic nie czua. Ani radoci, ani smutku.

: Chodzio mi o to, e nie bd nic czua do Leiarda, odpowiedziaa Chai. Wiesz


przecie.
: Zawsze bdzie w tobie budzi jakie uczucia. Ale czas zagodzi bl. Nie ma nic
lepszego na dawne cierpienie, ni zanurzy si w nowych uczuciach.
: Tak, przyznaa. Na przykad w planowaniu, jak usun tych pentadrian z Si.
: Nie o to mi chodzio.
Umiechna si drwico.
: Tak wanie mylaam. Ale, jak to mwi: najpierw obowizki, potem przyjemno.
: Trzymam ci za sowo.
Jego obecno ustaa nagle. Auraya potrzsna gow. Czasami nie rozumiaa Chai,
ale w kocu on by bogiem, a ona nie.
Wstaa i podesza do zasony w otworze wejcia do altany.
- Aaja leci?
Obejrzaa si na Figla, ktry uzna, e jeden ze zwisajcych pod stropem koszykw
jest cakiem wygodnym legowiskiem. Nad krawdzi wystawa tylko jego nosek.
- Tak. Auraya poleci sama. Na niebezpieczne spotkanie. Figiel zostaje tutaj.
Bezpieczny.
- Figi zosta - wymrucza.
Z westchnieniem ulgi, Auraya odchylia zason i zrobia krok w stron Altany
Mwcw. I natychmiast spomidzy drzew wybiega i otoczya j grupka dzieci Siyee.
Zamiaa si zdziwiona, kiedy obsypay j kwiatami. Kilkoro odwayo si dotkn jej doni.
Nagle jedno z nich wisno ostrzegawczo i odbiegy. Z pltaniny ich myli Auraya odczytaa
do, by zrozumie, e rozwanie uciekaj, poniewa zblia si dorosy. Obejrzaa si i
zobaczya nadchodzc Mwc Sirri. Przywdczyni Siyee umiechaa si szeroko.
- Dziki swoim poprzednim odwiedzinom staa si postaci niemal legendarn. Nasi
piewacy uoyli pie Biaa dama, w ktrej sama pokonujesz pentadrian.
Auraya zachichotaa.
- To troch niesprawiedliwe w stosunku do innych Biaych. Sirri wzruszya
ramionami.
- Owszem. Ale z pewnoci wygldao to tak, jakby to ty zadaa koczce uderzenie.
- To byo bardziej... skomplikowane - wyjania Auraya. - Inni atakowali w mniej
widoczny sposb. Tak si zoyo, e mnie przypado wykorzystanie bdu nieprzyjaciela.
- Kiedy co odwrcio uwag czarownicy?
- Tak. - Auraya dostrzega umieszek Sirri i przyjrzaa si dokadniej. To, co

zobaczya, zaskoczyo j i rozbawio. - To Tryss j zaj? Zaatakowa j?


Sirri przytakna.
- Tak przynajmniej mwi, a nie mam powodw, by mu nie wierzy.
- Niesamowita odwaga - szepna Auraya, wspominajc niemiaego modego
wynalazc uprzy myliwskiej.
- Niewielu o tym wie. Nie chce by traktowany jak bohater, kiedy tak wielu zgino.
Czuje si chyba winny, gdy skonstruowa co, co pozwolio Siyee wzi udzia w wojnie,
ktra tyle nas kosztowaa. Prbuj mu tumaczy, e to nie jego wina, ale...
Spojrzaa na Auray i zmarszczya brwi, zastanawiajc si, czy Biaej take ciy
brzemi winy. Auraya spojrzaa jej w oczy i Mwca odwrcia gow.
- Przyszam ci powiedzie, e ochotnicy czekaj ju w miejscu zgromadze dokoczya.
Auraya zmarszczya czoo.
- Spniam si?
- Nie. To oni przybyli za wczenie. Podejrzewam, e chc mie to ju za sob.
- A wic umoliwmy im to.
Sirri poprowadzia Auray na skraj lasu i wzbia si w powietrze. Auraya ruszya za
ni i razem poszyboway na Pask, gdzie czekao ju dwoje Mwcw, Iriz i Tyzi. W pobliu
stao te kilku owcw w uprzach. Sirri uznaa, e powinni im towarzyszy na wypadek,
gdyby co rozdzielio ich z Auray i gdyby zaatakoway czarne ptaki.
Na twarzach Iriz i Tyzi wida byo lk i determinacj. Przywitali si z Auray.
- Z ktr grup pentadrian spotkamy si najpierw? - zapyta Iriz.
- A ktr powinnimy wybra, twoim zdaniem? - spytaa w odpowiedzi Auraya.
- Najblisz - stwierdzia Tyzi, - Im szybciej im powiemy, eby sobie poszli, tym
lepiej.
- A wic grupa wdrujca na pnocny wschd.
- Grupa pnocna jest bliej siedziby klanu - zauway Iriz. - Jeli pentadrianie
postanowi zaatakowa, moemy nie zdy ostrzec ich na czas.
- Grupa pnocna nie bdzie wiedziaa, co robi pozostae - stwierdzia Tyzi. Spojrzaa
niepewnie na Auray. - A moe tak?
- Umiej si porozumiewa midzy sob, tak jak kapani i kapanki cyrklian.
Tyzi zmarszczya czoo.
- W takim razie powinnimy lecie na spotkanie z grup pnocn.
- Zanim tam dotrzemy, pentadrianie idcy na wschd take znajd si blisko osady

klanu - przypomnia Iriz.


- Zwiadowcy ledz nieprzyjaciela - owiadczya Sirri. - Wszyscy Siyee wiedz, e
powinnimy ich unika. Przygotowali si do opuszczenia swych domw w razie potrzeby.
aden klan nie bdzie siedzia spokojnie i czeka na atak. Iriz i Tyzi pokiwali gowami.
- W takim razie do najbliszego klanu - zdecydowa Iriz.
- Powinnimy tam dotrze dzisiaj przed wieczorem - dodaa Tyzi.
Auraya spojrzaa na Sirri.
- I wrci jutro, jeli wszystko pjdzie dobrze. Mwca umiechna si ponuro.
- Nie zwlekajmy duej.
Przesza na doln krawd Pasku, gdzie niewielki uskok rozcina skalne zbocze.
Skoczya w powietrze. Pozostali Mwcy i owcy wznieli si za ni; Auraya przywoaa
magi i pchna si w gr, by do nich doczy.
Kiedy zrwnaa si z Sirri, wyczua obok siebie obecno kogo jeszcze.
: Wrcie.
: Tak, odpar Chaia.
: Czy wiesz, czego chc pentadrianie?
{Tak.
: Masz zamiar mi powiedzie?
: Nie.
: Dlaczego nie?
: Do ciebie naley odkrycie tego i rozwizanie problemu.
: Wic nie powiesz mi nawet, gdzie teraz s?
: Nie ma potrzeby. Znajdziecie ich bez trudu.
: Po co w ogle z tob rozmawia, jeli nie chcesz mi zdradzi niczego uytecznego?
: A musz? Moje towarzystwo ci nie wystarcza?
Westchna.
: Oczywicie, e nie musisz. Po prostu chciaabym wiedzie, jak groni s ci
pentadrianie. Wolaabym, aby nikt z Siyee nie ucierpia ani nie zgin.
: W takim razie powinna zadba o wszelkie rodki ostronoci. Z gosu Chai unikno
rozbawienie. Nie bd zbyt pewna siebie tylko dlatego, e si od czasu do czasu pojawiam.
Nie mog by wszdzie, ani te cay czas przy tobie. Gdybym mg albo gdyby wiat peen by
potnie Obdarzonych miertelnikw, chtnych do wykonywania mej woli, nie musielibymy
robi ci t, ktr jeste. Przerwa na chwil. Czy podja wszystkie moliwe rodki
ostronoci?

;Tak, zapewnia. Przynajmniej mam tak nadziej.


Kiedy j opuci, przez moment czua lk. Raz jeszcze zacza rozwaa rezultaty
spotkania z pentadrianami.
Oddana Suga Renva mocno chwycia do Sugi Vengela, ktry wcign j na gra.
Podtrzyma j, kiedy prbowaa si wyprostowa. Teren by pltanin szczelin i ostrych, sterczcych kamieni, bez adnej paskiej powierzchni, by na niej stan.
Kiedy odzyskaa rwnowag, rozejrzaa si. Gra bya dostatecznie wysoka, by
gwarantowa dobry widok terenu przed nimi. Jkna, widzc nagie skay i ocienione
rozpadliny, cignce si a do gr.
To koszmar, pomylaa. Nic dziwnego, e tylko skrzydlate istoty mog tutaj mieszka.
Wydaje si, jakby sama kraina staraa si nas odepchn.
Chciaaby speni to yczenie, ale miaa rozkazy i musiaa je wykonywa. Siyee, jak
jej mwiono, s prymitywnym narodem. Prostym ludziom o prostych obyczajach atwo jest
zaimponowa. To, czy zdoa ich przekona do oddawania czci Piciorgu, uzalenione jest od
tego, jak bardzo zaimponowali im cyrklianie ze swoimi faszywymi bogami.
Ale najpierw musimy do nich dotrze.
Byoby o wiele atwiej, gdyby to oni przyszli do niej. Od czasu do czasu dostrzegaa
ich w oddali. Czsto czua, e obserwuj j i jej towarzyszy, a jednak nigdy nie zbliyli si na
tyle, by by w zasigu gosu.
Proci ludzie s czsto lkliwi, tumaczya sobie. Jeszcze kilka miesicy temu bylimy
ich wrogami. Pewnie uwaaj nas za najedcw.
Zrezygnowaa z obserwacji krajobrazu i ruszya wzdu grani.
- Oddana Sugo Renvo! - zawoa Vengel.
Odwrcia si i zobaczya, e wypatruje czego w oddali. Obejrza si na ni i
wycign rk. Wytya wzrok i przeszukaa niebo, ale nic nie zobaczya.
- O co chodzi? - zapytaa.
- Siyee - odpar Vengel. - Lec nisko. Midzy drzewami a nami.
Spojrzaa niej, ale i tak mina duga chwila, zanim ich dostrzega. Lecce sylwetki,
zbyt due na ptaki, suny midzy szczytami drzew - za daleko, by zaobserwowa jakie
szczegy. Byo ich wicej ni dziesi i kieroway si w jej stron.
- Widz ich.
Rozwaya wasn pozycj. Niezalenie od tego, czy Siyee chcieli rozmawia, czy
walczy, ona powinna by ze swoimi ludmi. A skoro nie zd si wspi na gra, oma musi
wrci do wskiego wwozu.

Podesza do Vengela i wychylia si poza krawd skay.


- Wracaj na d - zawoaa do Sugi, wspinajcego si po linie.
Mczyzna zdziwi si wyranie, ale posusznie zacz si zsuwa. Renva zwrcia si
do Vengela.
- Zosta tu i sprbuj cign na siebie ich uwag. Ale bd gotw na wypadek, gdyby
zaatakowali.
Vengel kiwn gow. Twarz mia powan, ale nie powiedzia ani sowa, kiedy
zjechaa w d. Mia dostateczne Talenty, by osoni si przed strzaami.
Na dnie wwozu Renva zebraa wszystkich przy sobie.
- Grupa Siyee leci w nasz stron - poinformowaa. - By moe przybywaj, by si z
nami spotka, by moe w ogle o nas nie wiedz. Na wszelki wypadek powinnimy by
gotowi na atak.
Nieutalentowani tragarze i Sudzy o sabszych Talentach przesunli si do rodka
grupy. Wszyscy czekali w milczeniu. Vengel krzykn i wznieli wzrok, obserwujc niebo.
Skrzydlate ksztaty migny za czubkami drzew.
Renva dostrzega byski oczu, przygldajcych si jej podejrzliwie z gry. Zatoczyli
krg nad ich gowami, z pewnoci siebie, ktra budzia niemay niepokj. Po chwili
zauwaya wiksz posta - bia i bezskrzyd - i poczua, e zasycha jej w gardle.
Biaa czarownica... Nekaun uprzedza, e moe si zjawi.
Dotkna gwiazdy na piersi.
: Nekaunie!
Cisza, ktra zapada, trwaa krtko, ale wydawaa si wiecznoci.
: Renva... Widz, e spotkalicie Siyee.
: Wanie spotykamy, poprawia go. Jest z nimi Biaa czarownica.
: Mona si byo spodziewa. Ale nie zaatakuje was, dopki nie stosujecie przemocy.
Dziaaj.
- Ludu nieba! Siyee! Nie chcemy nikogo skrzywdzi. Zejdcie na d, bymy mogli z
wami porozmawia.
Las odpowiedzia kanonad gwizdw skrzydlatych ludzi. Dziwne sowa mieszay si z
przenikliwymi woaniami. Rozmawiaj, domylia si Renva. Nie liczya na to, e j zrozumiej, ale miaa nadziej, e wyczuj pokojowe intencje z tonu jej gosu. Biaa czarownica
pewnie rozumiaa. Mwiono, e potrafi czyta w mylach.
- Jestem Oddana Suga Renva, a to moi towarzysze. Przybywamy z daleka w nadziei,
e zostaniemy waszymi przyjacimi - powiedziaa gono. - My...

Licie zaszeleciy i trjka Siyee spyna z gry. Wyldowali na gaziach wysoko


nad ziemi i spojrzeli na Renv i jej grup. Z tyu rozleg si obcy gos.
- Jeli macie pokojowe zamiary, dlaczego nie nauczylicie si tutejszej mowy, zanim
przybylicie?
Renva odwrcia si gwatownie. Biaa czarownica staa na niszej gazi, niedaleko
od nich.
- Nie mia nas kto nauczy - odpara. - Inaczej bymy j znali.
Biaa czarownica spojrzaa w gr i wymwia sekwencj obcych sw. Jedno z Siyee
odpowiedziao. Kobieta umiechna si lekko i spojrzaa Renvie w oczy.
- Jestem tutaj tylko jako obroca i tumacz - owiadczya. - Mwca Sirri,
przywdczyni wszystkich Siyee, chce wiedzie, czemu bez zaproszenia wkroczylicie do Si.
Renva przyjrzaa si Siyee, ktra mwia. Ich przywdc jest kobieta... To ciekawe.
- Przybylimy, aby zawrze pokj z Siyee. Biaa czarownica przetumaczya.
A przynajmniej mam nadziej, e tumaczy, pomylaa Renva. Skd mam wiedzie,
czy dla wasnej korzyci nie przekrca moich sw?
: Uwaaj, jak formuujesz pytania, poradzi Nekaun.
Przywdczyni Siyee przemwia.
- Mwca Sirri mwi: Jeli chcecie pokoju, zostawcie nas. Odejdcie i nigdy nie
wracajcie - powiedziaa Biaa czarownica.
- Czy nie dacie nam szansy zasypania przepaci midzy naszymi ludami? - spytaa
Renva.
Odpowiedzia inny Siyee.
- Przepa jest zbyt szeroka. Jak moecie liczy, e wybaczymy tym, ktrzy napadli na
ziemie naszych sojusznikw, ktrzy wymordowali tak wielu naszych ojcw i synw, matek i
crek?
- Czy na zawsze musimy zosta wrogami?
- Na przyja trzeba zasuy - owiadczya przywdczyni Siyee. - Trudno zdoby
zaufanie, gdy wchodzi si do naszego domu bez zaproszenia.
- Wic jak moemy zyska wasze zaufanie? Jak moemy choby nauczy si jzyka,
skoro nie pozwalacie... Moe zamiast tego wy odwiedzicie Avven?
Siyee porozumieli si wzrokiem.
- Moe kiedy... Jeli bdziemy pewni, e nic nam nie grozi.
- Przysigam na Picioro Bogw, e tak bdzie - zapewnia z zapaem Renva.
Siyee spojrzeli po sobie niespokojnie. Przemwi starszy mczyzna. Biaa

czarownica zdziwia si wyranie i zawahaa, nim przetumaczya.


- Mwca Iriz powiedzia: Jeli sprbujecie przekona Siyee, by czcili waszych bogw,
nie uda si wam. Huan nas stworzya i nigdy si od niej nie odwrcimy.
: Wierz, e ich bogowie ich stworzyli? mrukn zdziwiony Nekaun. :Tak si wydaje,
przyznaa. :Zrb to, co mwi, poleci. Wracaj. :Tak, witobliwy. Renva skonia gow.
- Przyja bya powodem naszego przybycia. Aby pokaza, e jestemy godni
zaufania, odejdziemy, tak jak sobie yczycie. Mam nadziej, e w przyszoci pojawi si
jeszcze szansa zawarcia pokoju midzy nami.
Biaa czarownica przeoya, a Siyee zagwizdali z aprobat. Zeskoczyli ze swoich
gazi i wzlecieli nad drzewa. Biaa czarownica zatrzymaa si jeszcze na chwil,
przygldajc si Renvie, jakby prbowaa j oceni.
- Zwiadowcy bd was obserwowa - uprzedzia. - Dowiemy si, jeli nie odejdziecie.
Uniosa si w gr, niemal natychmiast nabierajc szybkoci, a licie drzewa
zadray od jej przelotu. Renva z podziwem pokrcia gow. To niesamowite, e kto tak
opanowa magi, by odrzuci przyciganie ziemi.
I zniechcajce, wiedzie, e musimy dugo wdrowa, zanim znowu wrcimy na
wybrzee.
: Nie spiesz si, odezwa si Nekaun w jej umyle. Sytuacja moe si jeszcze zmieni.
Mam nadziej, e nie, pomylaa. I troch si zawstydzia - powinna godzi si na
wszystko i znosi wszystko w subie bogw.
: Ale nie musisz si z tego cieszy, uspokoi j Nekaun z pewnym rozbawieniem.
Parskna miechem. Towarzysze wdrwki spojrzeli na ni zdziwieni, a ona
opanowaa si natychmiast.
- Do zmroku bdziemy wraca po wasnych ladach - zdecydowaa. - Potem
znajdziemy miejsce, gdzie zatrzymamy si na noc. - Spojrzaa na gra. - Waciwie moesz
ju schodzi - zawoaa do Vengela, ktry wychyla si zza krawdzi. - Wracamy do domu.

23
Bl i jaki ruch wok obudziy Imi. Skra j pieka, stawy bolay, odek by
zacinity. Kto j podnosi... Jaki gos przycign jej uwag - mski gos, spokojny i
agodny. Przypomina gos ojca.
Drgna i obudzia si cakowicie. Czy to moliwe? Czyby wreszcie przyby jej na
ratunek? Otworzya oczy i spojrzaa na obc twarz - mczyzna mia jasn skr, a futro
porastao mu doln cz twarzy i czaszk.
By ziemiochodzcym, ale nie tym, ktry j tu zamkn. Przyglda si jej, a dwie linie
sierci nad oczami zbliyy si do siebie, kiedy zmarszczy czoo. Pod sob usyszaa
pluskanie i zrozumiaa, e ziemiochodzcy stoi w sadzawce. Zacz j opuszcza. Wpada w
panik i szarpna si sabo - sadzawka bya zbyt gboka, a ona nie miaa ju siy, eby si
znw wydosta. Utonie...
Ale w chwil po tym, jak poczua wod na skrze, plecy dotkny twardej powierzchni
dna. Ziemiochodzcy puci j, ale przykucn obok. Chlapn na ni. Zwilona skra z
pocztku zapieka, ale woda zaraz zacza j chodzi. W powietrzu unosi si dobry zapach zapach morza. Dochodzi z wody... Uniosa do do ust i skosztowaa.
Morska... Staraj si, ebym wyzdrowiaa.
Ta myl powinna bya przynie jej ulg, ale obudzia tylko strach, zwikszony
jeszcze nag wiadomoci, e jest naga.
Gdzie jej koszula? Czy dadz jej nowe ubranie? Co z ni zrobi, kiedy ju wrci do
zdrowia? Co ka jej robi? Moe byoby lepiej, gdyby wcale nie wyzdrowiaa. Moe byoby
lepiej, gdyby umara...
Nie. Musz wyzdrowie, tumaczya sobie. Musz by silna i gotowa, kiedy
przybdzie ojciec... albo kiedy pojawi si szansa na samodzieln ucieczk.
Ziemiochodzcy przesta j ochlapywa. Wsta, podszed do brzegu sadzawki, wzi
du tac i wrci, pluskajc. Zacz znowu przemawia, gosem cichym i przyjaznym. Wzi
co z tacy i poda jej.
To bya surowa ryba. Imi skrzywia si. Natychmiast odoy ryb na tac.
Nastpnie podsun jej kawaek ryby gotowanej. Poczua, e burczy jej w brzuchu.
Wycigna rk, by j wzi, ale zawahaa si.
A jeli jest zatruta, pomylaa, przygldajc si mczynie podejrzliwie. Umiechn
si i wymrucza jeszcze kilka niezrozumiaych sw. Prbowa j uspokoi.

Zreszt to niewane, uznaa. Jeli nie bd je, i tak umr.


Wzia kawaek i woya do ust. Ryba smakowaa wspaniale. Imi przekna i
cudowne uczucie objo cae jej ciao.
Ziemiochodzcy karmi j dalej, ks po ksie. Potem odoy tac. Nadal bya godna,
ale odek wydawa si zbyt... zapracowany... by moga zje wicej. Ziemiochodzcy
zbliy si i strach j ogarn, kiedy uklkn w wodzie obok niej. Powiedzia co z naciskiem,
a potem spojrza w ty na zamknit metalow bram tego pomieszczenia. Popatrzy jej w
oczy i znw zacz mwi, tym razem cichym, penym emocji gosem. Rozpoznaa gniew, ale
wiedziaa, e to nie na ni. Szerokim gestem wskaza sal. Dotkn jej, potem siebie, i
poruszy palcami, jakby to byy dwie pary idcych ng.
Znaczenie jego gestw dotaro do niej nagle, niczym potna fala: ten czowiek
zamierza j uratowa.
zy stany jej w oczach. Ogarna j wdziczno tak gboka, e zarzucia mu rce
na szyj i zacza szlocha. Nareszcie! Co prawda nie jest jej ojcem, ale j uratuje. Czua, jak
klepie j po plecach, dokadnie tak, jak to robi ojciec, kiedy bya nieszczliwa albo
wystraszona. Ta myl wycisna nowe zy.
Nagle poczua, e zesztywnia i odpycha j lekko. Otworzya oczy. Kiedy wzrok jej
si wyostrzy, zauwaya za metalow bram jak posta.
Krew w niej zastyga - to by ziemiochodzcy, ktry j tu zamkn. Sta ze
zmarszczonym gniewnie czoem.
Czy usysza, jak ten miy ziemiochodzcy mwi o ratowaniu jej? Spojrzaa na jego
twarz... Poklepa j dobrotliwie po ramieniu i wskaza tac, zachcajc, by wicej jada. A
potem odwrci si do jej ciemiyciela. Zamienili kilka sw. Miy ziemiochodzcy wyszed
z sadzawki i ruszy do bramy.
Znowu zaczli rozmawia. Syszaa w ich gosach powstrzymywany gniew. Lec w
wodzie, czua, e jej nadzieje gasn; mczyni mwili coraz goniej, wyranie przechodzc
do ktni.
Grom zahucza zowieszczo w oddali, kiedy Auraya, Mwca Sirri i inni Siyee
wyldowali w Przestrzeni. Powita ich niespokojny tum, a take inni Mwcy i
przedstawiciele klanw, ktrzy zostali na miejscu.
- Pentadrianie odchodz - oznajmia Sirri. Po czym musiaa podnie gos, by by
syszana wrd radosnych gwizdw i braw. - Twierdz, e przybyli do Si, by zawrze z nami
pokj. Ale Auraya wyczytaa z ich myli prawdziwe intencje. Chcieli nas przekona, ebymy
czcili ich bogw. Odesalimy ich.

- A czy moemy by pewni, e nie wrc i nas nie zaatakuj? - zapyta ktry z
Mwcw.
- Nie moemy - przyznaa Sirri. - Wysalimy za nimi zwiadowcw. Zachowujemy
gotowo do obrony, tak jak wczeniej, tylko e teraz mamy do pomocy Bia.
Auraya staraa si nie okazywa wtpliwoci. Teraz, kiedy pentadrianie odchodzili,
czy Juran nie kae jej wraca do Jarime? Gdy otoczyli ich Mwcy, nachylia si do ucha Sirri.
- Bd chcieli wysucha penej historii - szepna. - Ale ty, Iriz i Tyzi jestecie
zmczeni. Moe zaproponuj, e spotkasz si z nimi wieczorem i opowiecie wszystko przy
kolacji?
Sirri umiechna si lekko.
- Dobry pomys - wymruczaa dyskretnie. - To by dugi lot - zwrcia si do tumu. W tej chwili moi towarzysze chcieliby odpocz i si odwiey. Spotkajmy si wieczorem w
Altanie Mwcw.
Przywdcy klanw pokiwali gowami. Auraya wyczua fal ulgi Iriza.
- Wtedy bdziemy rozmawia - dokoczya Sirri.
Siyee si rozeszli. Auraya ruszya do swej altany, a Sirri jej towarzyszya.
- Mam wraenie, e mogabym przespa cay tydzie - wyznaa Mwca, kiedy byy
ju same. - Nie jestem przyzwyczajona do dalekich lotw. Obowizki zatrzymuj mnie tutaj. Westchna. - Mimo to wtpi, czy zdoam zasn.
- Te bym nie moga, gdyby mj syn dowodzi zwiadowcami, ktrzy obserwuj
pentadrian. Ale Sreil to rozsdny chopak. Na pewno nie bdzie niepotrzebnie ryzykowa.
Sirri spojrzaa na Bia z niepokojem.
- Mylisz, e pentadrianie naprawd odejd? Auraya pokrcia gow.
- Trudno mie pewno. Pochwyciam mylow rozmow midzy dowodzc grup a
jej zwierzchnikiem. Poleci jej zawrci, ale uprzedzi, e rozkazy mog si zmieni. Nie
wydaje mi si to prawdopodobne. Nie sdz, by zaatakowali Si, ryzykujc kolejn wojn. Ale
nie odrzucaabym cakowicie takiej moliwoci. Sirri westchna.
- Nie podoba mi si, e przez dugie dni nic bymy nie wiedzieli o ataku.
Auraya kiwna gow.
- Mnie te si to nie podoba.
- Im szybciej bdziemy mieli swoich kapanw, tym lepiej.
- Owszem.
Stany przed wejciem do altany.
- Przynajmniej sprbuj odpocz - poradzia Auraya przywdczyni Siyee. - Nawet

jeliby musiaa wymkn si do jakiej kryjwki, eby mie troch spokoju.


Sirri zamiaa si.
- Moe trzeba bdzie. - Rozejrzaa si. Wok krcio si kilkoro Siyee. - Tak. To
niezy pomys. Zobaczymy si po kolacji.
Sirri odesza w gb lasu. Auraya z umiechem odchylia zason i wsuna si do
altany. Podchodzc do siedze na rodku pomieszczenia, skupia umys na swym piercieniu.
Jura...
Co spado jej na rami. Podskoczya, a potem westchna z ulg, kiedy nieprzyjemnie
blisko ucha rozleg si piskliwy gosik.
- Aaja! Aaja!
- Tak, Figiel - odpowiedziaa, odwijajc go sobie z szyi. - Wrciam. Jestem caa i
zdrowa. - ciska jej rk i stroszy wsiki. - I tak, bardzo chc si z tob bawi, ale w tej
chwili musz porozmawia z Juranem.
Kiedy usiada, wypuci j z obj, po czym zwin si w kbek na jej kolanach.
Odetchna gboko i znw poszukaa umysu Jurana.
: Auraya? Tak mylaem, e to ty.
: Tak. Wanie wrciam do Przestrzeni.
Juran telepatycznie ledzi spotkanie z pentadrianami.
: Przez ca drog powrotn mylaam o tym, czego si dowiedzielimy. Masz czas,
eby o tym porozmawia?
: Tak. No wic co wymylia?
: Ta kobieta, z ktr rozmawialimy, twierdzi, e jej przeoony - Nekaun - jest
przywdc wszystkich pentadrian. To znaczy, e wybrali ju nastpc Kuara.
: Wszystko na to wskazuje, zgodzi si Juran. Albo potni czarownicy rodz si wrd
pentadrian w zastraszajcym tempie, albo wybrali jakiego mniej potnego, eby
podtrzyma wiar swych podwadnych.
: Bardziej prawdopodobne jest to drugie. Ci pentadrianie zostali wysani do Siyee, by
ich przekona do porzucenia Krgu i wyznawania ich piciorga bogw. Czy do innych krajw
nie przybyy podobne grupy, majce ten sam cel?
: To moliwe. Musimy uwaa.
: Uznaabym, e nie maj wielkich szans, gdybym bya naprawd pewna, e
pentadriascy bogowie nie istniej. Czy bogowie odkryli co nowego?
: Niczego nam nie przekazali. A co z Chai? Nadal z tob gawdzi?
: Tak. Ale te nic na ten temat nie mwi.

: Pytaa go?
: Oczywicie. Potrafi jednak znakomicie ignorowa pytania, na ktre nie chce
odpowiada.
: Powiedziaby ci, gdyby mg.
: Tak sdzisz? Czasami bywa irytujcym towarzyszem.
: Masz szczcie, e tak czsto zaszczyca ci swoj obecnoci. Wysoko ci ceni,
Aurayo. Ciesz si. To nie musi trwa wiecznie.
Skrzywia si. Czyby bya niewdziczna? Nie moga wyjawi powodw, dla ktrych
wizyty Chai uwaa za takie... takie... Nie przyszo jej na myl adne sowo, ktre opisaoby to
poczenie irytacji i zaciekawienia, ktre odczuwaa.
atwo Juranowi tumaczy, e powinna si cieszy z wizyt Chai. Pewnie nigdy aden
bg nie mrucza mu uwodzicielsko do ucha, pomylaa. I nagle zmarszczya czoo. A moe?
Potrzsna gow. Wracaj do tematu, nakazaa sobie.
: Wolaabym tutaj zosta, pki nie bd pewna, e pentadrianie odeszli z Si.
: Tak. Powinna.
Odetchna z ulg. Po tym, jak ostatnio nie chcia si zgodzi na jej wypraw do Si,
obawiaa si, e kae jej natychmiast wraca do Jarime.
: Wrc, jak tylko odpyn.
Kiedy zerwaa poczenie z umysem Jurana, odruchowo podrapaa Figla po grzbiecie.
Powinna teraz sprawdzi, co sycha u Danjina. Jednake co si zmienio w jej otoczeniu... I
w chwili, kiedy zrozumiaa, co to takiego, w jej mylach odezwa si gos.
: Danjin jest zajty, poinformowa Chaia. Jak sama wczoraj powiedziaa, najpierw
obowizek, potem przyjemno. Zrobia ju dzisiaj dosy. A moe zamierzasz pracowa bez
przerwy przez ca wieczno?
Umiechna si.
: Nie, chyba e tego chcesz.
: Nigdy nie byo to moim zamiarem. Nasi Wybracy powinni od czasu do czasu mie
troch radoci. A jeszcze lepiej, jeli cieszy nas nawzajem nasze towarzystwo.
Poczua ulotne municie magii na ramieniu. Wzbudzio dreszcz biegncy wzdu
krgosupa. Trudno byo nie myle, jaki potencja kryy takie wraenia, gdyby tylko byy
silniejsze albo przewdroway z okolic szyi w inne miejsca...
: Wystarczy, e poprosisz, a poka ci...
Przypomniaa sobie sowa Jurana: Masz szczcie, e tak czsto zaszczyca ci swoj
obecnoci... Ciesz si. To nie musi trwa wiecznie.

Ale przecie nie chodzio mu o to...


: Nie, ale w jednym ma racj: nikogo innego tak nie wyrniam.
Niewidzialny palec dotkn jej wargi, a potem wykreli lini wzdu szyi i piersi do
brzucha... i znikn. Poczua, e oddycha szybciej.
Bg, mylaa. Dlaczego nie? Czy opieram si, bo nie chc przycign kolejnego
nieodpowiedniego kochanka?
: Nie nieodpowiedniego, poprawi j Chaia. Moe niezwykego, ale to przecie nic,
czego naleaoby si wstydzi.
Nie tak, jak z Leiardem, mylaa. Ale jednak to... skomplikowane.
: Nie tak skomplikowane, jak si obawiasz. Ja nie uciekn od ciebie tak jak on,
Aurayo.
Poczua jego dotyk na ramionach i zamkna oczy.
: Odelij go w przeszo, by sta si miym wspomnieniem, do ktrego moesz wraca,
szepn Chaia.
Jego niewidoczne palce przesuny si po jej piersiach.
: Chod za mn do miejsca pomidzy snem a jaw...
Poczua jego wargi na swoich. Z pocztku by to tylko lekki dotyk magii, ale stawa
si wyraniejszy, kiedy zapadaa si w senny trans.
: ...i rozpocznij ze mn now teraniejszo.
: Tak, szepna, wycigajc rce do janiejcej postaci przed sob. Poka mi, jak
mogoby by.
Zalaa j fala rozkoszy bardziej intensywnej ni wszystko, czego dotd dowiadczya.

24
Reivan ziewna i przysuna sobie krzeso do biurka. Pracowaa do pna, pomagajc
Imenji w przygotowaniu traktatu handlowego. W rezultacie dzi rano przysza spniona.
Dokuczliwy bl gowy przypomina jej o minionym dniu, a nieustajce jki wiatru za oknem od kilku dni nioscego chmury pyu - zaczynay j denerwowa.
Awans na pen Sug zakoczy okres nauki, ale nowe obowizki szybko zajy cay
czas, powicany wczeniej na lekcje. Imenja powierzya jej wicej zada. Naleay do nich
wstpne rozmowy z ludmi proszcymi o spotkanie z Drugim Gosem i podejmowanie
decyzji, czy ich sprawa albo ich pozycja byy dostatecznie wane, by takie spotkanie si
odbyo.
Dostaa pokj niedaleko frontu Sanktuarium, gdzie miaa przyjmowa petentw.
Prowadzio do niego dwoje drzwi - publiczne i prywatne. Te prywatne pozwalay jej
wchodzi i wychodzi, unikajc zaczepek ludzi czekajcych przed tymi publicznymi.
Przydzielono jej te asystenta, Sug Kikarna. By brzydkim mczyzn, tak chudym i
wysuszonym, e wyglda na wiecznie nasroonego. Odkrya jednak, e by bystry i inteligentny.
Kiedy usiada, pooy jej na blacie wyjtkowo dug list, a ona stumia jk.
Na korytarzu czeka dzi prawdziwy tum, pomylaa niechtnie.
- Co dzisiaj rano przywia wiatr? Kikarn parskn.
- Wszystko, od zotego piasku po mieci - odpar. - Kupiec Ario chce przekupi...
ehm, to znaczy ofiarowa Drugiemu Gosowi du darowizn.
- Jak du?
- Wystarczy, eby wybudowa now wityni.
- Imponujce. A czego chce w zamian?
- Niczego, oczywicie. Umiechna si.
- Co jeszcze?
- Kobieta, ktra bya domow w Kave, twierdzi, e ona Wielkiego Wodza zacza
czci martwego boga. Mwi, e ma dowody.
- Musi by tego pewna, inaczej nie prosiaby o spotkanie z Drugim Gosem Imenj.
- Chyba e nie zdaje sobie sprawy z umiejtnoci czytania myli przez Gosy.
- Zobaczymy. - Przesuna wzrokiem wzdu listy i zatrzymaa si przy znajomym
nazwisku.

- Myliciel Kuerres?
- Chce si zobaczy z tob.
- Nie z Imenj? - Nie.
- A w jakiej sprawie?
- Nie chce powiedzie, ale twierdzi, e to pilne. Czyje ycie moe od tego zalee.
Rzeczywicie, musi chodzi o ycie, skoro Myliciel zdecydowa si ze mn
rozmawia, pomylaa.
- A inni?
- Nie tak wani jak pierwsza dwjka.
- Pierwsza dwjka zajmie sporo czasu. Wprowad Kuerresa. Nigdy nie przesadza i
nie kama. Najpewniej chc si dowiedzie, co zrobiam z ksikami i instrumentami.
Kikarn skoni si. Kiedy szed do drzwi, zastanawiaa si, co wie o Kuerresie. Nalea
do tych spokojniejszych Mylicieli. Nigdy nie traktowa jej niegrzecznie, ale te nigdy nie
powica jej uwagi. Zmarszczya czoo, szukajc w pamici potencjalnie uytecznych
faktw. Mia rodzin. Trzyma menaeri egzotycznych zwierzt...
Nic wicej nie potrafia sobie przypomnie. Rozpoznaa mczyzn w rednim wieku,
ktry wszed do pokoju, ale jego zachowanie byo cakiem inne, ni pamitaa. Rozglda si
niespokojnie, twarz mia blad i nerwowo splata donie.
- Mylicielu Kuerresie - powitaa go. - Mio ci znowu widzie. Usid, prosz.
- Sugo Reivan - odpowiedzia, spogldajc na gwiazd na jej piersi. Obejrza si na
Kikarna, podszed i zaj miejsce na krzele.
- Co ci sprowadza do Sanktuarium?
- Ja... musz donie o przestpstwie.
Zastanowia si. Mylaa, e jest nerwowy, poniewa musia przyj do Sanktuarium i
rozmawia z wanymi osobami. Teraz zacza podejrzewa, e wplta si w jakie kopoty.
- Mw dalej - zachcia go. Nabra tchu.
- Wczoraj zjawi si u nas... u Mylicieli... pewien kupiec. Bardzo bogaty kupiec,
ktry szuka informacji i by skonny duo za nie zapaci. - Kuerres przerwa na moment, by
spojrze jej w oczy, i dokoczy: - Chcia si dowiedzie czego o Elai.
- O morskim ludzie? Niektrzy z Mylicieli nie wierz nawet w jego istnienie.
- Tak. Powiedzielimy mu wszystko, co wiemy, ale nie by zadowolony. Zapyta, czy
kto z nas zna si na hodowli dzikich zwierzt, wic zaproponowaem mu swoje usugi.
Reivan umiechna si.
- Pozwl, e zgadn: kupi jakie due, morskie stworzenie i sdzi, e moe ono by

rdem legendy?
Kuerres pokrci gow.
- Raczej odwrotnie. Zaproponowaem mu pomoc. Byem ciekaw. Zaprowadzi mnie
do swojego domu. To, co tam znalazem, byo... - zadra cay - .. .straszne. Przeraone i chore dziecko, ale dziecko, jakiego jeszcze nigdy nie widziaem. Dziewczynka. Gruba czarna
skra. Cakowicie bezwosa. Due donie i stopy z bon midzy palcami.
- Stopy? Nie rybi ogon?
- Rybiego ogona nie miaa. Ani skrzeli. Ale to stanowczo... stworzenie wodne. Nie
mam wtpliwoci, e to dziecko naley do Elai.
Reivan poczua dreszcz podniecenia, ale opanowaa si odruchowo. Myliciele nie
pozwalali, by emocje wpyway na rozum. Zbyt atwo jest przekona samego siebie do
czego, jeli tylko bardzo nam na tym zaley.
- Czy kupiec powiedzia, gdzie j znalaz?
- Nie. Skary si, e kosztowaa majtek, i mwi o niej, jakby bya zwierzciem. - Z
odraz potrzsn gow. - Ona nie jest zwierzciem. Jest czowiekiem. Kupujc j i przetrzymujc, amie nasze prawa.
- Zniewolenie niewinnego... Kim jest ten kupiec? Zmarszczy niechtnie nos.
- Devlem Wheelmaker. To Genrianin. Przed wojn zmieni nazwisko.
- Syszaam o nim. Jeszcze dzisiaj przeka te wieci Drugiemu Gosowi i jestem
pewna, e bdzie miaa...
- Musisz co zrobi natychmiast! - przerwa jej. - On na pewno podejrzewa, e na
niego donios! Moe si jej pozby... zabi j... zanim tam dotrzecie!
Patrzy na ni wzburzony, wyranie bardzo przejty bezpieczestwem tej morskiej
dziewczynki. Reivan zoya donie i zastanowia si.
Jeli kupiec wierzy, e dziewczynka jest zwierzciem, bdzie uwaa, e adnego
przestpstwa nie popeni. Niemniej jednak nie zechce ryzykowa, e inni dojd do tych
samych wnioskw co Kuerres. Kar za zniewolenie niewinnego bya niewola dla przestpcy.
Albo j zabije, albo przeniesie w inne miejsce, zalenie od tego, ile go kosztowaa.
Tak czy tak, im szybciej zaczniemy dziaa, tym wiksza jest szansa, e znajdziemy t
dziewczynk, zanim zrobi jej krzywd.
Ale opuszczanie Sanktuarium w celu ratowania dziecka nie naleao do jej
obowizkw. Nie miaa te uprawnie, by przeszuka posiado tego czowieka.
Potrzebowaa pomocy Imenji. Czy sprawa jest dostatecznie wana, by niepokoi Drugi Gos?
A moe jestem tylko ciekawa, czy to dziecko jest Elai?

Ale czy jest, czy nie, uwizili j jak zwierz. Imenja na pewno zechce co z tym
zrobi.
Odetchna gboko, pooya do na wisiorze i zamkna oczy.
: Imenjo?
Zaczekaa chwil, a potem zawoaa jeszcze raz. Nie miaa specjalnych Talentw
magicznych, wic czsto potrzebowaa kilku prb, nim wisior zacz dziaa. Wreszcie
napyna odpowied.
: Czy to ty, Reivan?
: Tak.
: Dzie dobry. Czemu mnie budzisz tak wczenie?
: Powiadomiono mnie o przestpstwie.
: Mw.
Przekazaa Imenji opowie Kuerresa o dziewczynce.
: To okropne. Musisz j uwolni. Jeli jej tam nie znajdziesz, przyprowad kupca do
mnie. Wyczytam z jego myli, gdzie j ukry.
: Tak zrobi.
Otworzywszy oczy, Reivan zobaczya wpatrzonego w ni Kuerresa. Staraa si ukry
rozbawienie jego ciekawoci.
- Zaatwimy to od razu - powiedziaa.
Kikarn zaprotestowa cichym westchnieniem. Odgada, e myli o interesantach,
ktrzy wci czekali na rozmow.
- Sugo Kikarnie, przeka domowej z Dekkaru, by czekaa na mj powrt, ale innych
zawiadom, e mam piln i nieoczekiwan spraw i e przyjm ich jutro. Zapewnij Ario, e on
bdzie pierwszy.
Umiechn si i skoni gow. Reivan wstaa, a Kuerres poderwa si natychmiast.
- Czy chcesz mi towarzyszy? - zwrcia si do niego. Zawaha si.
- Powinienem wraca do domu...
- A wic wracaj. Kiedy bdzie po wszystkim, przel ci wiadomo. Zwykym
posacem, nie takim z Sanktuarium.
- Dzikuj ci, Reivan - odpowiedzia z ulg. - Sugo Reivan.
Umiechna si.
- To ja dzikuj, e dostarczye t informacj do Sanktuarium, Mylicielu Kuerresie.
Jeste dobrym czowiekiem i mam nadziej, e twoje czyny ci nie zaszkodz.
- S tacy, ktrzy mnie popr - zapewni j. Ruszy do drzwi, ale zatrzyma si jeszcze i

obejrza. - S rwnie tacy, ktrzy popieraj ciebie.


Zaskoczona Reivan odprowadzaa go wzrokiem. aowaa, e nie potrafia si zmusi,
by zapyta, kim s jej stronnicy... Ale wiedziaa, e nie powiedziaby nic wicej.
Tyve stale informowa o tym, jak wyglda teren przed nimi; wic Mirar porusza si
szybciej ni wtedy, kiedy wraz z Emerahl wkroczyli do Si. Chopak kry w grze, ostrzega
przed zamknitymi rozpadlinami i kierowa go ku wwozom, ktre pozwalay na atwiejszy
marsz. Co wieczr odlatywa, by odwiedzi swoj wiosk, a co rano wraca jeszcze bardziej
zmartwiony. Chorowao coraz wicej jego krewniakw. Umaro niemowl, potem jego
matka, osabiona trudnym porodem. Veece gas szybko.
Z kadym jego powrotem Mirar nabiera pewnoci, e Siyee padli ofiar zarazy. Szed
od brzasku do zmroku, przystajc tylko, by co zje i si napi. Wiedzia, e sytuacja w
wiosce pogarsza si z kad godzin.
Wiele razy przey ju zaraz. Urazy, rany i lejsze choroby nie byy trudne dla
czarownika posiadajcego wiedz o uzdrawianiu i dodatkowo pewne zdolnoci magiczne. Ale
gdy zaraza rozprzestrzenia si szybko, w krtkim czasie brakuje uzdrowicieli, ktrzy mogliby
leczy wszystkich zainfekowanych - o ile nie potrafi sami zwalczy choroby.
A tutaj w Si ty jeste jedynym, zauway Leiard.
Mirar westchn.
Gdybym tylko zdoa powstrzyma Siyee przed opuszczaniem wioski i roznoszeniem
choroby...
Wysa do nich t wiadomo, ale wieci, jakie przynis Tyve, byy niepokojce. Ju
teraz niektre rodziny ucieky do innych klanw. Wysano posacw do Przestrzeni.
Ogarnia ich panika, stwierdzi Leiard. Zwalczanie strachu przed chorob bdzie tak
samo trudne jak pokonanie samej choroby.
Mirar nie odpowiedzia. Skaliste zbocze, ktrym schodzi w d, zmienio si w
ogromne, nierwne stopnie i poruszanie si po nim wymagao cakowitego skupienia.
Przeskakiwa z pki na pk, a kade ldowanie wywoywao wstrzs caego ciaa.
Stopnie staway si powoli coraz nisze, a drzewa wok coraz wiksze. W krtkim
czasie szed ju po mikkim, zasypanym limi gruncie, pomidzy pniami gigantycznych
drzew. Powietrze byo wilgotne. W pobliu pluska strumie, rozgazia si i czy, tu i tam
rozlewajc si w mae jeziorka.
Okolica wygldaa przyjemnie i nadawaa si na biwak - jeli nie liczy lekkiego
odoru zwierzcych odchodw. To pewnie uczszczany trakt lenych zwierzt...
Przypomnia sobie o celu swej wdrwki i przyspieszy.

Usysza ostrzegawczy wist Siyee i znieruchomia.


Unis gow i zobaczy wrd konarw liczne platformy. Twarze wysuway si znad
krawdzi i spoglday na niego z lkiem, nadziej i zaciekawieniem.
Dotar do wioski.
Z prawej strony wylecia mu na spotkanie Siyee - Tyve.
- Niektrzy opucili ci liny, eby mg wej - oznajmi. - Inni s zbyt podejrzliwi.
Zmieni zdanie, jeli wyleczysz kilkoro z nas.
Mirar kiwn gow.
- Ilu w tej chwili choruje?
- Nie wiem. Dziesicioro, kiedy ostatnio liczyem.
- W takim razie zaprowad mnie do tych najbardziej chorych. Potem pole do
wszystkich i sprawd, ilu choruje, a ilu zdradza pierwsze objawy.
- Dobrze. Chod za mn.
Tyve przeszed kilkaset krokw midzy drzewami, do liny wiszcej z platformy. Mirar
uwiza j do uchwytu swej torby.
- Kto mieszka na grze?
Tyve przekn lin i unis wzrok.
- Mwca Veece, jego ona i jej siostra.
Starzec... Mirar stumi westchnienie. Nawet wrd ziemiochodzcych sercoer
najczciej zabiera ludzi starych albo bardzo modych.
Chwyci lin i zacz si wspina.
To bya duga droga. W poowie spojrza w d i pomyla, co by si stao, gdyby teraz
spad.
Na pewno byby ranny. Prawdopodobnie ciko. By moe tak, e zwyky miertelnik
by tego nie przey.
Ale przecie by nie umar. Jego ciao by si zregenerowao, cho powoli.
Jak wtedy, kiedy wycignli mnie spod gruzw zburzonego Domu Tkaczy Snw w
Jarime. Byem jedynie workiem poamanych koci, nie cakiem martwym, ale te nie cakiem
ywym. Umysem skupionym na utrzymywaniu si przy yciu tylko w takim stopniu, by si
regenerowa. Czci mnie rozpaday si, gdy inne si leczyy...
Zadra.
Myl o czym innym, zasugerowa Leiard.
Mirar odetchn gboko i skoncentrowa si na wspinaczce. Kiedy wreszcie dotar na
sam gr, podcign si na platform i zdyszany pooy na plecach. Kiedy uspokoi

oddech, przetoczy si i zobaczy przygldajce mu si czujnie dwie kobiety Siyee.


Choruj, zauway Leiard.
Nie myli si. Twarze miay blade i lnice od potu, wargi troch zsiniae. Mimo swej
nazwy, choroba atakowaa przede wszystkim puca. Ogarniaa je powoli i ofiara oddychaa z
coraz wikszym trudem, co osabiao krew. W pewnych okolicach zaraza znana bya jako
biaa mier.
Wsta. Na platformie zbudowano altan, a ze swego miejsca widzia te altany na
wikszoci pozostaych platform - i wielu wpatrzonych w niego Siyee. Zwrci si do obu
kobiet.
- Jestem Wilar, tkacz snw. Jeli chcecie, sprbuj pomc Mwcy Veece'owi.
Porozumiay si wzrokiem i kiwny gowami.
- Dzikujemy, e przyszede. On ley wewntrz - wychrypiaa jedna z nich i
rozkaszlaa si gwatownie.
- Wcign moj torb z lekami, a potem zobacz, co mog dla niego zrobi.
Zacz zwija lin. Mia wraenie, e miny godziny, nim wreszcie torba dotara na
platform. Odwiza j szybko i wszed do altany.
Na kocu porodku lea Mwca. Wprawdzie Mirar nigdy wczeniej go nie spotka, ale
nie sdzi, by mczyzna go pozna, nawet gdyby kiedy ze sob rozstawiali. Blada skra
obcigaa koci chorego. Wargi mia ciemnosine, oddycha pytko i z wysikiem.
Jest bliski mierci, mrukn Leiard.
Tak, zgodzi si Mirar. Ale jeli go nie ocal, czy reszta klanu bdzie mi ufa?
Moe. Moe nie. Lepiej bierz si do pracy.
Mirar otworzy torb i zacz przeglda jej zawarto. Guchy stuk na zewntrz
odwrci jego uwag od lekw; obejrza si i w otworze wejcia zobaczy Tyve'a.
- Dwudziestu zachorowao, dwunastu le si czuje, reszta twierdzi, e nic im nie
dolega - zameldowa chopak.
Mirar kiwn gow.
Szkoda, e Emerahl nie zostaa, pomyla. Przydaaby mi si jej pomoc.
- Nie oddalaj si - poprosi Tyve'a. - Moesz mi by potrzebny, eby... - Zmarszczy
czoo i zwrci si do ony Veece'a. - Skd bierzecie wod?
Kobieta wskazaa niewielki otwr w pododze. Obok stao wiadro i lea zwj liny.
- Wcigamy tutaj ze strumienia w dole. Przypomnia sobie krte koryto strumienia i
wyczuwalny fetor.
- A gdzie usuwacie odchody? Znowu pokazaa w d. - Woda je zmywa.

- Nie do szybko - stwierdzi. Wzruszya ramionami.


- Kiedy to wystarczao, ale powyej osuno si zbocze i cz wody pynie teraz
obok.
- Powinnicie oczyci koryto albo przenie wiosk - stwierdzi. - Tyve, przynie mi
troch wody, ale nabierz jej daleko powyej wioski. I nie uywaj adnego z naczy, ktre
zanurzalicie w strumieniu.
Chopiec kiwn gow i odlecia. Mirar wyczu irytacj kobiety i spojrza jej w oczy.
- Lepiej si zabezpieczy - powiedzia.
Spucia wzrok i przytakna. Mirar podszed do lecego Veece'a i przystpi do
pracy.

25
Tum otaczajcy dwch kapanw skada si gwnie z dzieci. Z umysw nielicznych
dorosych Auraya wyczytaa, e ta para dostarczaa zajcia dla caej modziey Przestrzeni,
ale doroli take suchali uwanie, wiadomi tego, e to, czego nauczaj ziemiochodzcy,
wpynie na przyszo ich ludu.
Za kapanami siedziaa czwrka Siyee, wszyscy zasuchani. Zapamitywali nie tylko
opowieci i lekcje, ale take sposb, w jaki byy przekazywane. Najstarsz z nich bya kobieta
trzydziestopicioletnia, najmodszym pitnastoletni chopak. Wszyscy mieli nadziej i
ambicje, by sta si kapanami i kapankami.
Auraya poczua przypyw dumy. Jeli bd si dobrze uczy i przejd prby, ich
marzenia si speni. Bd pierwszymi kapanami Siyee.
Ten, ktry teraz przemawia - kapan Magen - dokoczy opowie i wykona znak
krgu. Zerkn na Auray, po czym owiadczy suchaczom, e zajcia dobiegy koca.
Wyczua rozczarowanie dzieci, ale kiedy wstay i zaczy omawia z opiekunami, co maj
teraz robi, uczucie to szybko si rozwiao.
Podesza, aby przywita si z kapanami. Obaj wykonali formalny, oburczny znak
krgu - co, co kandydaci na kapanw obserwowali z ciekawoci.
- Macie dzi liczn publiczno - zauwaya.
Danien kiwn gow.
- Tak. O ile wiem, jest kilkoro nowych dzieci z innego klanu. Ich rodzice przybyli tu
w odwiedziny.
- Wejd do rodka - zachci Magen. - Jada ju co? Jaka kobieta wanie przysaa
nam par pieczonych girri, w podzikowaniu za wyleczenie zamanej kostki.
- Nie, nie jadam - odpara. - A wystarczy dla wszystkich? Magen umiechn si.
- A nadto. Siyee s bardzo hojni.
Kapan skin uczniom gow, a potem zaprowadzi wszystkich do duej altany, ktr
przygotowano dla ziemiochodzcych. Usiedli na drewnianych stokach porodku pomieszczenia, a wtedy podano jedzenie.
- Bardzo szybko nauczylicie si mowy Siyee - zauwaya Auraya.
- Kiedy zna si ju kilka innych jzykw, atwiej jest opanowa nowe. Mowa Siyee
nie jest taka trudna, gdy ju si zauway podobiestwa do jzykw ziemiochodzcych odpar Danien.

- Pomaga nam tutejszy mody czowiek, Tryss - poinformowa Magen.


- Ach, Tryss. - Auraya pokiwaa gow. - Mdry chopak.
- Twoje rady o tabu, zwyczajach i manierach take nam pomogy - doda Danien. Myl tu o...
- Aurayo z Biaych?
Odwrcia si i zobaczya przy wejciu bardzo zatroskan Mwc Sirri. Obok niej sta
mody Siyee. To on przynis ze wieci, wyczytaa w jego mylach Auraya. Choroba...
- Mwco Sirri - rzek Magen, wstajc. - Witaj. Czy przyczycie si do nas?
Sirri zawahaa si, po czym wesza do rodka.
- Tak. Dzikuj. To jest Reet z klanu Pnocnej Rzeki. Mody Siyee kiwa uprzejmie
gow kadej przedstawianej osobie.
- Wejdcie i usidcie - poprosi Magen i wskaza im miejsca.
Sirri nie umiechna si, siadajc.
- Reet przyby do Przestrzeni w poszukiwaniu pomocy - owiadczya. - Jego klan
cierpi na chorob, o ktrej nigdy nie syszelimy. Nasi uzdrowiciele take nie znaj takiej
dolegliwoci, dlatego przyszlimy zapyta, czy co o niej wiecie.
- Reet, czy moesz j opisa? - poprosia Auraya. Skupia si na jego umyle, gdy
opowiada o chorobie, ktra nawiedzia jego rodzin i krewnych. Poczua dreszcz, kiedy
rozpoznaa objawy.
- Wiem, co to jest - przerwaa. Chopiec patrzy na ni z nadziej. Zwrcia si do
Magena. - To sercoer.
- Biaa mier - rzek kapan z powan min. - Od czasu do czasu pojawia si wrd
ziemiochodzcych.
Sirri spojrzaa niespokojnie na Auray.
- Macie na ni lekarstwo?
- I tak, i nie - odpara. - S metody leczenia, ktre agodz objawy, ale nie zabijaj
samej choroby. Tego musi dokona ciao chorego. Magiczne uzdrawianie moe zwikszy
wytrzymao pacjenta, ale nie potrafi usun choroby, gdy grozi to uszkodzeniem ciaa.
- Najwiksze niebezpieczestwo stanowi dla niemowlt i dzieci, a take osb
starszych i sabych - doda Magen. - Zdrowi doroli przez kilka dni le w gorczce, a potem
wolno wracaj do zdrowia.
- Wcale nie - przerwa Reet. - Przedwczoraj umara moja kuzynka. Miaa dwadziecia
dwa lata!
W altanie zapada cisza, wszyscy wymienili zalknione spojrzenia. Danien zwrci si

do Aurai.
- Czy sercoer mg sta si silniejszy?
- By moe. Jeli tak, to musimy by wyjtkowo ostroni i dopilnowa, aby si nie
rozprzestrzeni - odpara. - Czy kto oprcz ciebie opuci siedzib klanu? Czy odwiedzali
was jacy obcy, odkd zaczy si zachorowania? Reet popatrzy na ni zdziwiony.
- Oprcz mnie? Kiedy ju si zaczo, odeszy dwie rodziny. Jedna do klanu
Pnocnego Lasu, druga zjawia si tutaj. Kiedy opuszczaem wiosk, nie mielimy adnych
goci.
To te nowe dzieci, przypomniaa sobie Auraya. Po chwili usyszaa westchnienie
Magena i wiedziaa, e on te o tym pomyla.
Popatrzya na Sirri.
- Musisz znale t rodzin i odizolowa j od pozostaych. Odszuka wszystkich, z
ktrymi si spotykaa od przybycia, i ich take izolowa.
Sirri skrzywia si.
- To si im pewnie nie spodoba. A co z klanami Pnocnej Rzeki i Pnocnego Lasu?
- Wylij kogo do klanu Pnocnego Lasu, niech sprawdzi, czy kto tam zachorowa.
A co do klanu Pnocnej Rzeki... - Auraya zastanowia si.
Lepiej by byo wyleczy ich na miejscu, ale czy moe opuci Przestrze? A jeli
pentadrianie zaatakuj? Kady meldunek o ataku dotrze najpierw do Przestrzeni. Spojrzaa na
Daniena i Magena. Mogli si z ni kontaktowa poprzez piercienie.
- Polec do nich - powiedziaa. - Danien i Magen bd moim poczeniem z wami.
Cokolwiek chcielibycie mi przekaza, powiedzcie im. Oni si ze mn skontaktuj.
Sirri kiwna gow.
- Tak uczyni. Kiedy chcesz lecie?
- Jak tylko bd moga. Moe przyda ci si moja pomoc, aby wyjani tym rodzinom,
dlaczego musz si izolowa. Chciaabym te zabra lekarstwa. Masz takie, ktre mog
pomc?
Sirri wstaa.
- Powiedz, czego ci trzeba, a zaraz kogo pol. A teraz chod ze mn. Im szybciej
odizolujemy te rodziny, tym lepiej. Co z Reetem?
Auraya odwrcia si i przyjrzaa chopcu.
- Ty te moesz przenosi chorob - powiedziaa do niego agodnie.
- Rozprzestrzenia si przez dotyk - wyjani Magen. - I przez oddech. Z kim
rozmawiae, odkd tu przybye, Reet?

- Tylko z Mwc Sirri. Nie dotykaem jej.


- Czy take musz si odizolowa? - spytaa Sirri. - Kto bdzie kierowa klanem w
czasie mojej nieobecnoci?
Auraya zastanowia si.
- Jeli bdziesz bardzo uwaa, aby nikogo nie dotyka... Magen moe otoczy ci
magiczn oson, tak by twj oddech do nikogo nie dotar. Za par dni, jeli nie pojawi si
objawy, moesz uzna, e si nie zarazia. To samo dotyczy wszystkich tu obecnych zwrcia si do uczniw. - Jeli Reet jest chory, mg was zarazi. Trzymajcie si z dala od
pozostaych, chyba e kapan bdzie was osania.
- Czy mog wrci do klanu? - zapyta Reet.
- Dlaczeg by nie - odpara Auraya. - Pod warunkiem, e tam zostaniesz.
- Ale najpierw odpocznij i co zjedz - doda Magen.
- O tak. - Auraya wstaa. - A ja lepiej wezm si do pracy. Skina kapanom na
poegnanie, a potem wysza z altany za Sirri.
Cho Imi przebywaa w tym pomieszczeniu od kilku godzin, nic nie wiedziaa o
swoim nowym otoczeniu. Miaa nadziej, e oczy przyzwyczaj si do ciemnoci, ale nic z
tego. To, w jaki sposb dwiki odbijay si od cian, sugerowao pomieszczenie due jak
adownia statku piratw. Podoga bya z zimnego kamienia, ale nie miaa jeszcze do si, aby
sprawdzi, czy ciany rwnie.
Moga tylko zakada, e miny godziny. Nie dao si mierzy upywu czasu. Jej
rodacy w domu zawsze potrafili powiedzie, ktra jest godzina - patrzyli na lamp czasow.
Zbiornik oleju by wyskalowany co godzin. Aby wyliczy czas, mogli te uywa miar
pyww - gdziekolwiek znajdowaa si pywowa sadzawka, tam wyryto w kamiennym brzegu
skal czasu.
Burczao jej w brzuchu. Znowu przypomniaa sobie tac, Z ktrej nakarmi j ten miy
ziemiochodzcy. Zostawi jej jedzenie, a ona w cigu kilku godzin dojada je wolno. Sona
woda koia skr i Imi zaczynaa czu si lepiej.
Teraz miaa tylko duy kocio morskiej wody, z ktrego moga si ochlapa. Sta obok
niej, w ciemnoci.
Dlaczego? pomylaa. Co ja tu robi?
Przypomniaa sobie ktni pomidzy tym miym ziemiochodzcym a tym niedobrym.
Niedobry musia zobaczy albo usysze, jak ten miy planuje j ratowa. Przenis j, aby
zachowa dla siebie.
Ale dlaczego chce mnie zachowa? Chce, ebym dla niego pracowaa? Jak ci piraci i

poszukiwacze morskich dzwonkw?


Na wspomnienie morskich dzwonkw poczua ukucie blu. Mam nadziej, e nigdy
ju ich nie zobacz. Nienawidz ich. Nie powinnam bya opuszcza miasta. Jak mogam by
taka gupia? Przewrcia si na plecy i zamrugaa, strcajc zy spod powiek. Powinnam
pomyle o zagroeniach na zewntrz. Na tym polega mj problem: najpierw dziaam, a
potem myl.
Teraz mam mnstwo czasu na mylenie. Zmarszczya brwi. Moe wpadn na to, jak
si std wydosta. Jaka jest szansa, e znajdzie mnie tu mj ojciec lub jaki przystojny
wojownik? Nie wiedz, gdzie jestem. Nie wie te tego ten miy ziemiochodzcy. Nie
powinnam czeka, a kto inny mnie uratuje, tylko sama dziaa.
Westchna. Ale co mog zrobi? Nie wiem nawet, gdzie jestem. Wiem tylko, e w
jakim pomieszczeniu.
Moe odkryje co wicej, jeli je zbada. Moe jeli zacznie robi haas, kto zejdzie i
sprawdzi, co si dzieje...
Wci bya ogromnie znuona. Z wysikiem uniosa si na nogi i zatoczya do przodu.
W ciemnoci trudno byo zachowa rwnowag i kilka razy prawie si przewrcia. A
wreszcie wycignita rka trafia na tward powierzchni.
Kamie. Pomacaa dookoa i znalaza w tym kamieniu jakie kanaliki. Domylia si,
e to wypenione zapraw szczeliny midzy cegami. Obesza pomieszczenie dookoa, obmacujc cian i starajc si wyczu jakkolwiek rnic. Mina dwa rogi, nim wreszcie trafia
na drzwi.
Byy drewniane, a po wewntrznej stronie miay metalowe zawiasy. Nabraa tchu i
krzykna, a gos odbi si oguszajcym echem. Jednoczenie zacza wali w drzwi
piciami.
Po kilku krzykach musiaa przerwa. Krcio si jej w gowie i bolay j ramiona.
Osuna si, oparta o drzwi.
Z zewntrz usyszaa zbliajce si kroki.
Rozgorzaa w niej nadzieja i wrciy siy. Krzykna z nowym entuzjazmem. Gosy
rozlegy si tu za drzwiami, ktre zadray, gdy szczkn zamek. Cofna si, a drzwi
stany otworem. Zobaczya dwch mczyzn.
Serce w niej zamaro. Jednym z nich by jej dozorca, a drugim kto obcy. Nowo
przybyy patrzy na ni chciwym, zimnym wzrokiem, a ona poczua, jak umiera w niej
wszelka nadzieja. Nogi si pod ni ugiy. Drgna, gdy kolana zetkny si z kamienn
podog.

Mczyni nie zwracali na ni uwagi i rozmawiali ciszonymi gosami. Jej dozorca


wskaza co na pododze za drzwiami. Chciwy mczyzna schyli si i podnis to.
To by worek. Kiedy obcy ruszy do Imi, cofna si, jednak nie miaa dokd ucieka.
Walczya, ale uderzy j i wymwi jakie sowa, ktrych nie zrozumiaa. Doskonale jednak
poja ich ostrzegawczy ton. Kiedy znalaza si w worku, podnis j i gdzie zabra. Czua,
e id w gr, a potem przez tkanin zauwaya wiato soca. Znowu woono j w jakie
ciemne miejsce, a podoga zacza si koysa.
W gowie si jej krcio, gdy nasuchiwaa dziwnych odgosw dookoa. Byo ich
coraz wicej i byy coraz goniejsze. Ludzka mowa zaguszaa wszystko. Poczua fale grozy otaczali j ziemiochodzcy. A nazbyt atwo byo sobie wyobrazi, e wszyscy s jak piraci i
dozorca: chciwi i okrutni.
Ale ten miy ziemiochodzcy by inny, przypomniaa sobie. Musi by wicej takich
jak on. Moe w tym tumie? A gdyby krzykna o pomoc? Gdyby udao jej si wydosta z
worka i z pojazdu?
Zacza si porusza i poczua, e jej noga czego dotyka. To co odsuno si
gwatownie, a potem uderzyo j w ydk. Sykna z blu. Gos mrukn co gniewnie.
Jeli krzyknie, on uderzy j znowu, ale moe warto sprbowa? Zebraa wszystkie siy
do krzyku, ale zrezygnowaa, gdy podoga przestaa si porusza.
Z bliska przemwi kolejny gos. On i ten chciwy mczyzna rozmawiali uprzejmie.
Jakie rce pochwyciy j i uniosy, rozpoznaa zapach morza i rwnoczenie usyszaa dobrze
znane skrzypienie i chlupotanie statku.
Nieli j w gr, potem w d i pooyli na twardej pododze. Leaa nieruchomo,
rozpoznajc znajome koysanie. Zbierao si jej na mdoci. Nad ni krzyczeli ludzie. Na
statkach ludzie zawsze krzycz... Syszaa zbliajce si kroki. Tkanina poruszya si, a potem
odsuna. Strcia j z siebie i odetchna wieym powietrzem.
Uniosa gow i znieruchomiaa zaskoczona.
Zamiast chciwego mczyzny stay nad ni dwie kobiety. Obie miay wielowarstwowe
czarne szaty i srebrne wisiory na piersiach. Umiechay si do niej.
- Witaj, Imi - powiedziaa ta starsza. - Jeste bezpieczna.
Imi patrzya na ni zdumiona. Wymwia moje imi? Skd je zna? I jak to moliwe,
e posuguje si jzykiem Elai?
Kobieta pochylia si i wycigna rk.
- Nikt nie bdzie ci wicej krzywdzi. Chod z nami, a my ci pomoemy.
Imi poczua, e zy staj jej w oczach - nareszcie zjawili si wybawcy. Nie wygldali

tak jak ci, ktrych sobie wyobraaa. adna z nich nie bya jej ojcem ani wielkim
wojownikiem, ani nawet tym miym ziemiochodzcym. Dwie zwyke kobiety.
Ale wystarcz w zupenoci.

26
Niebo miao wszystkie kolory. Nad samym horyzontem byo bladote, troch wyej
zyskiwao ciepy rumieniec, nad nim niespodziewanie pojawiaa si ziele przechodzca w
bkit, a potem intensywny ciemnoniebieski, ktry rozciga si nad gow i zmienia w
czarny, usiany gwiazdami nocny firmament.
Pikny zachd soca powinien zapowiada dobr pogod, mylaa Emerahl. Lepiej,
eby tak byo, bo czeka mnie kolejny ciki rejs.
Szalejcy od kilku dni sztorm nalea do tych, ktre mog bez trudu rozbija statki.
Kiedy troch si uspokoi, poszukaa jeszcze raz i znalaza schody - wskie i poronite traw.
Schodzc w d, zastanawiaa si, czy znajdzie kogo w grocie, o ktrej mwi Gherid. Moe
jak ofiar sztormu. Moe samego Mew.
Jaskinia bya pusta. Sztorm rozszala si znowu, ale nie zjawi si ani nikt szukajcy
schronienia, ani Mewa. Pogoda uwizia j tam, ale to jej nie przeszkadzao. Nie miaa tu
luksusw, nawet wedug standardw biedakw, ale byo sucho. Wyobrazia sobie Mew w
tym miejscu. Wyobrazia sobie, e czuje jego zapach - mieszanin potu, sonej wody i ryb - w
prostych meblach, zbudowanych z wyrzucanego przez morze drewna i aglowego ptna.
I samego Mew. Niemiertelnego. Tajemniczego. Innego Dzikiego.
By moe wiedzia, e do jego sanktuarium wdar si intruz, i trzyma si z dala.
Kusio j, by zaczeka troch duej i zobaczy, czy si pojawi. W grocie by zapas suszonej
ywnoci, no i moga przecie owi ryby.
Ale nie chciaa narusza zapasw. Gherid mwi jej, e to miejsce byo schronieniem
dla tych, ktrych ocali Mewa. Ona sama nie bya przecie uratowanym rozbitkiem i czua, e
nie ma prawa do korzystania ze zgromadzonej ywnoci.
Nie, pora wdrowa dalej, mylaa. Szansa, e Mewa zjawi si tutaj podczas mojej
obecnoci, i tak jest minimalna. Zrobi to, co planowaam: zostawi wiadomo i rusz w
dalsz drog.
Zastanowia si, co zawrze w licie. Nie bya dobra w zagadkach, ale te nie chciaa
pisa niczego konkretnego - nawet w staroytnym, martwym jzyku. Zdecydowaa si wic
na symbolik, z nadziej e Mewa j zrozumie. Zebraa kb wknistego ziela, zwanego
wosami staruchy, i skrcia je w cienki sznurek. Nawleka na niego ksiycow muszl ze
znakiem w ksztacie sierpa ksiyca. Zawizaa sznurek w ptl i zawiesia na cianie w gbi
groty.

Sznurek mia mu powiedzie Jestem Wiedm, a muszla wskazywaa faz ksiyca


- czas, kiedy tu wrci. Przez chwil zdawao jej si, e to odrobin nazbyt oczywiste. W
innym momencie martwia si, czy on zrozumie wiadomo. Albo nawet czy j znajdzie.
Niebo stao si teraz w wikszoci czarne, z ciepym jasnym pasem na horyzoncie.
Skrzyowaa rce na piersi i opara si o ska przy wejciu.
Wiele rzeczy przyszo jej do gowy w czasie pobytu tutaj. Przede wszystkim umys
Gherida i umysy innych, ktrzy spotkali Mew, nie byy osonite. Kady, kto potrafi czyta
w mylach, mg si dowiedzie, e Mewa nadal yje. A to znaczyo, e bogowie te o tym
wiedz. Dlaczego wic go nie zabili?
Moe dlatego e trudno go znale, mylaa. Musz dziaa poprzez chtnego
czowieka. Jeli zdoa unika ich ludzkich sug, to moe unika samych bogw.
A moe uznali, e nie jest dla nich zagroeniem. Mog nawet ceni jego prac,
poniewa ratuje ywoty cyrklian, a przecie nigdy nie zachca miertelnych, by go czcili.
Zmarszczya czoo. A czym si rni ode mnie pod tym wzgldem?
Uzdrawiam ludzi. Nie stanowi adnego zagroenia dla bogw. Nigdy nie
oczekiwaam czci. Wic moe lkam si ich bez powodu? Moe pozwoliliby mi y, choby
nawet wiedzieli, gdzie jestem?
Ale jeli to prawda, to czemu kapani zaczli mnie ciga, jak tylko odkryli, e w
starej latarni morskiej mieszka podejrzanie dugowieczna czarownica? Dlaczego bogowie dali
kapanowi Dar czytania w mylach, eby atwiej mg mnie znale?
Moe nie chcieli mnie zabija, tylko przesucha?
Maa szansa... Prychna z niechci. Bogowie nienawidz niemiertelnych. Zawsze
nienawidzili.
A to doprowadzio j do kolejnej interesujcej kwestii - do pytania, ktre ju tak wiele
razy zadawaa sobie w przeszoci: dlaczego bogowie nas nienawidz? Przecie nie maj si
czego obawia z naszej strony. Nie moemy im zrobi adnej krzywdy. Moemy dziaa
przeciwko nim, ale te czyny rzadko kiedy maj jaki istotny skutek. Czy to moliwe, e maj
powd, by si nas ba?
Pokrcia gow. atwo byo w tej nienawici bogw do niemiertelnych wyczyta
wicej, ni w niej rzeczywicie byo. Zabijaj nas, bo chc cakowicie panowa nad
miertelnikami. Chc, eby ich wyznawcy po leki chodzili do ich kapanw i kapanek, nie do
mnie albo do tkaczy snw.
Blask pojawi si w innej czci horyzontu. Odsuna wszelkie myli o bogach i
patrzya na wschodzcy pksiyc. Kiedy wznis si ju ponad morzem, rozejrzaa si -

dawa do wiata, by moga eglowa. Signa po sakw, raz jeszcze zerkna na grot i
zacza si wspina schodami na szczyt Stogu.
Byy wskie, a tam gdzie nie dociera blask ksiyca, ciemno zacieraa wszystkie
szczegy, zmuszajc j do stworzenia niewielkiego wiateka. Trawiasta paszczyzna na
szczycie wydawaa si o wiele mniejsza ni wtedy, kiedy przesaniaa j ulewa. Emerahl
przekonaa si z ulg, e d wci jest tam, gdzie j zostawia - liny utrzymay j w miejscu
przez cay sztorm. Odwizaa je, wycigna koki i powloka d na sam brzeg urwiska.
Wsiada, kilka razy odetchna gboko i oczycia umys.
Pobierajc magi ze wiata, uniosa d w powietrze, przesuna poza krawd klifu,
a potem wolno opucia na wod. Kiedy poczua na kadubie pieszczot fali, uwolnia go. I
natychmiast prd zacz j odsuwa od Stogu. Patrzya, jak maleje w oddali, mylaa o
pozostawionej wiadomoci i zastanawiaa si, czy Mewa jej uwierzy.
A jeli tak, czy odpowie?
Moderator Meeran z somreyaskiej Rady Starszych nabra tchu i wolno wypuci
powietrze. Spotkania Rady ostatnio bardziej go mczyy. Nie podobaa mu si ta zapowied
nadchodzcej staroci i zawsze si zmusza, by po zakoczeniu zosta jeszcze i pogawdzi z
innymi, ktrzy zwlekali z wyjciem.
Wspaniay, stary budynek Rady sta frontem do portu w Arbeem, a przez wysokie
okna otwiera si przepikny widok na zatok i miasto. Malekie wiateka przesuway si po
wodzie, a kada ich grupka wskazywaa pozycj statku. Przy jednym z okien rozmawiay
cicho dwie postacie.
Meeran zamruga zdziwiony. Ramiona jednej z nich okrywaa kolista, biaa szata.
Druga nosia skromniejsze ubranie: skrzan kamizelk na prostej tunice. Nieczsto si
zdarzay takie spotkania tkaczy snw i cyrklian z somreyaskiej Rady Starszych. Zwykle te
wymagay jego szybkiej interwencji. Tym razem wszake wydawao si, e gawdz
przyjanie.
Jednak pozory mog myli, a sytuacja zmieni si szybko. Meeran uzna, e
ostrono nakazuje zbada spraw. Nikt go nie zaczepia, kiedy szed przez sal;
podejrzewa, e inni take zauwayli par przy oknie - co potwierdzio si, kiedy Starszy
Timbler pochwyci jego wzrok i umiechn si ze wspczuciem.
Gdy si zbliy, Arleej odwrcia si i spojrzaa na niego z lekkim umieszkiem.
- Wanie

omawialimy

spraw

naszych

nowych

ssiadw,

Moderatorze

powiedziaa.
Wyjrza przez okno i zobaczy cigajcy ich uwag obiekt. Przy nabrzeu sta duy

statek o czarnym kadubie i czarnych aglach. Niewielkie figurki schodziy na ld, wszystkie
solidnie obadowane.
- S gupcami, jeli sdz, e tak szybko po wojnie zdoaj nawrci Somreyan mrukn wysoki kapan Haleed.
Meeran spojrza na niego z powtpiewaniem.
- A zatem wierzysz, e z tego powodu przybyli?
- A z jakiego innego? - zapyta ponuro Haleed.
- Oczywicie, e z tego. - Arleej popatrzya na niego z drwin. - S przekonani, e ich
bogowie s jedynymi prawdziwymi. Wiemy przecie, jak bardzo uparci mog by wyznawcy.
Haleed unis gow.
- Ponios klsk - owiadczy. - Nasi bogowie s prawdziwi. Ich nie. Musz by albo
stanowczy, albo sprytni w przekonywaniu innych, by si do nich przyczyli. Ale prbujc,
spowoduj wiele kopotw.
Arleej z niedowierzaniem pokrcia gow.
- Nie zgadzasz si? - spyta kapan.
- Zgadzam si, e wywoaj tu konflikt - wyjania. - Nie wiem tylko, skd ta twoja
pewno, e ich bogowie nie s prawdziwi.
- Poniewa ci z Krgu zapewnili nas, e s jedyni. Uniosa brwi.
- To znaczy jedyni, ktrzy przetrwali Wojn Bogw. Moe bogowie pentadrian
pojawili si pniej.
- Krg by zauway.
- Moe jednak nie.
Meeran unis donie, uspokajajc rozmwcw, cho nie zmierzali chyba do gniewnej
wymiany zda.
- Moglibymy o tym dyskutowa przez ca noc. Bardziej mnie interesuje, co oboje
mylicie o moliwych konsekwencjach decyzji Rady, pozwalajcej im na osiedlenie.
Haleed popatrzy na statek i zmarszczy brwi.
- Kopoty, jak ju mwiem. Najpierw pozwalamy im wkroczy do naszego kraju, a
potem co? Damy im miejsca w Radzie?
Arleej umiechna si.
- Jeli zbior do wyznawcw, by sta si oficjaln religi, nie moemy im tego
miejsca odmwi. Takie jest nasze prawo i tradycja.
- Moe ju pora zmieni to prawo - mrukn niechtnie Haleed. - Albo zwikszy
wymagan liczb wyznawcw.

Cie przemkn po twarzy Arleej.


Boi si, e nienawi do pentadrian skoni Somreyan do zgody na tak zmian,
uwiadomi sobie Meeran. Tkacze snw s nieliczni wobec moliwej liczby pentadrian,
ktrzy mog tu przyby. Takie prawo odbierze jej miejsce w Radzie, ale nie zapobiegnie
wzrostowi wpyww tamtych...
- Ludzie nigdy si na to nie zgodz, niezalenie od tego, jak bardzo obawiaj si
naszych goci - zapewni oboje.
- No to jestemy na nich skazani - burkn Haleed.
- Niekoniecznie - odpara spokojnie Arleej. - Wystarczy choby jeden akt agresji z ich
strony i bdziemy mogli ich wyrzuci. A to my decydujemy, co jest aktem agresji.
Haleed popatrzy na ni z niechtnym respektem. Umiechna si do niego. Krcc
gow, Meeran spoglda to na jedno, to na drugie. Ich umysy byy wyostrzone przez lata
wzajemnych sporw. Myl o tym, czego mogliby dokona zjednoczeni, bya bardziej ni
troch niepokojca.
- Zapewniaj, e przybyli w pokojowych zamiarach - przypomnia obojgu. Jakkolwiek budzi to wtpliwoci, powinnimy przynajmniej da im szans udowodnienia
tego twierdzenia.
Cho twarze obojga starszych wyranie mwiy, e si z nim nie zgadzaj, oboje
przytaknli.
Auraya zauwaya ju nieg na szczytach pnocnych gr. Niewielkie aty odbijay
wiato ksiyca, przez co gry wyglday jak ctkowane. Ju niedugo te aty niegu si
powiksz i pocz, a zbocza pokryje jednolita biel.
Zmarszczya czoo, zastanawiajc si, jaki skutek moe mie wczesna i ostra zima dla
Siyee osabionych przez sercoera.
Nie bdzie tak le, jeli zdoam powstrzyma rozprzestrzenianie si zarazy, tumaczya
sobie.
Ale to raczej nie bdzie atwe. O ile kapani uzdrowiciele wiedzieli co o zarazach,
zwykli ludzie traktowali takie choroby z zabobonnym lkiem. Dzisiaj si przekonaa, e Siyee
nie s inni.
Rodzina, ktra przybya z klanu Pnocnej Rzeki, odmwia dobrowolnego
opuszczenia Przestrzeni, mimo e zaproponowano jej altan w pobliu i gwarancj, e musi
trzyma si w odosobnieniu tylko dopki si okae, e nie choruj. Kiedy Sirri rozkazaa im
odej, posuchali jej, ale niechtnie.
Siyee mieszkajcy w pobliu Przestrzeni rnie reagowali na now sytuacj.

Niektrzy ze strachem - Auraya przypuszczaa, e Sirri bdzie miaa pene rce roboty,
przekonujc tych ludzi, by nie odchodzili. Inni uwaali, e le potraktowano rodzin z klanu
Pnocnej Rzeki, i nie wahali si gono wyraa swego oburzenia.
Na szczcie u nikogo z przybyszw nie wystpiy objawy choroby. Za to posaniec
wydawa si bardziej wyczerpany powrotnym lotem, ni powinien. Spojrzaa z ukosa na
Reeta i zmarszczya czoo.
Musia wyj z altany kapanw wkrtce po mnie, przypomniaa sobie. Wyczuwam,
e jest godny. Nie jad pewnie za wiele i wcale nie odpoczywa. Mam nadziej, e nic poza
zmczeniem mu nie dolega...
Odlecia kilka godzin przed ni, ale bez trudu go dogonia. Teraz nie moga si
zdecydowa, czy lecie szybko naprzd, czy z nim zosta. A jeli choroba dopadnie go
wkrtce? Jeli straci przytomno i runie na ziemi?
A jeeli jest tylko zmczony, a ona przybdzie za pno, by ocali kogo z jego
klanu?
By moe istnia sposb, by to sprawdzi. By kto, kogo moga spyta. Moe nie
odpowiedzie na wezwanie, moe nie odpowiedzie na pytania, ale warto sprbowa.
: Chaio.
Odczekaa kilka uderze serca i zawoaa znowu. Kiedy jednak umys nie wykry
znajomej obecnoci, westchna i znw rozwaya swj problem. Moe powinna si
zastanowi nad tym, co wie o sytuacji... A wiedziaa tyle, e Reet jest niebezpiecznie
zmczony. Na tym musiaa oprze decyzj.
Zostan z nim, na wszelki wypadek. Przynajmniej dopki nie dowiem si czego
wicej. Chaia moe si jeszcze pojawi.
Poczua dreszcz na karku na sam myl o znalezieniu si ponownie w obecnoci boga.
Tak wiele si zmienio w cigu ostatnich kilku dni...
Nie tskni ju za Leiardem, pomylaa z umiechem. Pod tym wzgldem Chaia mia
racj.
Nigdy jeszcze nie przeywaa takiej rozkoszy. Jej spotkania z Chai byy jak senne
cza, ale o wiele bardziej wyrafinowane.
Tamte opieray si na wspomnieniu fizycznych dozna, za to czas spdzony z bogiem
by odkrywaniem nieznanej dotd ekstazy. Jego dotknicie byo wycznie magiczne, ale to
si zmieniao, kiedy czyli swe umysy i wol. Magia moga si sta wraeniem. Potrafi
reagowa na jej najmniejsze pragnienia, a rwnoczenie pobudza j tak, jak wydawao si
dotd niemoliwe.

Obawiaa si, e w porwnaniu z tymi przeyciami wiat rzeczywisty wyda si


wyblaky. Tymczasem miaa wraenie, e wszystkie jej zmysy s bardziej wyczulone, kady
przedmiot fascynuje, kade ywe stworzenie staje si pikne i ekscytujce.
Na szczcie ten efekt mija. Nie chciaa, by zajmowao j pikno jakiego owada, gdy
prbowaa omawia wane sprawy z Siyee. Kiedy patrzya na nich ze swymi rozbudzonymi
zmysami, czua tylko coraz silniejsze pragnienie, by ich chroni.
Ale te bya bardziej wiadoma rnicy midzy nimi a sob. wiadoma swojego
wzrostu i braku skrzyde. wiadoma ich miertelnoci. A to budzio smutek. Czy zbliya si
do boga tylko po to, by oddali si od miertelnikw? To niepokojca myl...
Ale mio jest znowu czeka na przyjcie nocy, mylaa. Poza tym w tej chwili nie
warto si martwi.
Umiechajc si do siebie, zapomniaa o niepokojach i pogrya w marzeniach o
nastpnym spotkaniu z Chai.

27
- Jestem Genrianinem! - krzycza Devlem Wheelmaker. - Nie moecie mi tego zrobi!
- Moe i jeste Genrianinem - odpara spokojnie Rei - van - ale dopki mieszkasz w
Avvenie, musisz przestrzega naszych praw. Przebywasz tu ju do dugo, aby wiedzie, e
zakazujemy niewolenia kogokolwiek prcz przestpcw.
- Ona nie jest czowiekiem - upiera si. - To zwierz, morski stwr. Wystarczy na ni
spojrze, by to zrozumie.
Patrzya na niego spokojnie.
- Wystarczy z ni porozmawia, aby wiedzie, e jest czowiekiem. A na podstawie
tego, co o tobie opowiada... - Ze smutkiem pokrcia gow. - To raczej ciebie opisaabym
jako nieludzkiego.
Z krtani wyrwa mu si krzyk wciekoci. Rzuci si do przodu. Reivan cofna si
odruchowo, lecz nie dosign jej. Natrafi na niewidzialn barier.
Magia... Reivan spojrzaa na Sug Kikarna. Jego niechtna twarz zagodniaa, gdy
spojrza jej w oczy. Unis w gr kcik ust. Reivan otrzsna si z zaskoczenia i z
wdzicznoci skina mu gow.
- Nie moecie zrobi ze mnie niewolnika! - wrzeszcza Devlem. - Moja rodzina ma
powizania ze szlachetnymi rodami w Genrii!
- Przylijcie Sug Grenar - rozkazaa.
Dozorca niewolnikw w Sanktuarium by czowiekiem niewielkiej postury, ale kady
krok i gest sugerowa, e jest przyzwyczajony do posuszestwa. Zwracajc si w stron
Reivan, nakreli na piersiach znak gwiazdy, a potem spojrza na Devlema i zmruy oczy,
oceniajc kupca.
- Pjdziesz ze mn, Devlemie Wheelmakerze. Devlem przeszy go wrogim
spojrzeniem..
- Jeli sdzisz, e pjd za tob jak bezmylny arem, to jeste... jeste...
Suga wzruszy ramionami.
- To zaley od ciebie. Niektrzy przyjmuj to z godnoci, innych trzeba wiza i
wywleka.
Na sowo wywleka gniew w spojrzeniu Devlema wyranie przygas. Odstpi na
krok od dozorcy, po czym wyprostowa si i wyszed z pokoju. Grenara pody za nim.
Kiedy zamkny si drzwi, Reivan odetchna gono.

- Dzikuj, Sugo Kikarnie - powiedziaa. Spojrza na ni z artobliwym zdziwieniem.


- A za co, Sugo Reivan?
Umiechna si. Chyba zyskaam sobie sprzymierzeca, pomylaa.
- Dzisiaj mielimy pracy a nadto. Zobaczymy si jutro rano.
Kikarn skoni gow i wykona znak gwiazdy. Zostawia go, aby zrobi porzdek w
pokoju, i wysza drugimi drzwiami.
Korytarze w Dolnym Sanktuarium byy prawie puste - wikszo Sug opuszczaa je
wieczorem. Wprawdzie Reivan tsknia za odpoczynkiem, ale nie skierowaa si do swojej
kwatery.
Po przejciu kilku korytarzy i schodw dotara do Grnego Sanktuarium. Pochodnie
owietlay drog na gwny dziedziniec. Wychodzc na nocne powietrze, Reivan zatrzymaa
si, by popatrze. Porodku dziedzica, tam gdzie fontanna dawaa ochod w cigu dnia,
teraz sta duy namiot. Lampy wewntrz rzucay na ciany cienie kobiety i dziecka. Gosy
ukaday si w dziwne, piskliwe i niezrozumiae sowa. Reivan podesza do klapy namiotu.
- Czy mog wej? - zawoaa.
- Tak - odpara Imenja. - Wanie rozmawiaymy o domu Imi. Wydaje si, e jest
fascynujcym miejscem.
Reivan odsuna klap i wesza do rodka. Dziewczynka Elai opieraa okcie o brzeg
fontanny, wypenionej teraz morsk wod, dostarczon tu przez niewolnikw. W wietle lamp
jej skra wydawaa si jeszcze ciemniejsza. Kiedy Reivan przypomniaa sobie rysunki
morskiego ludu z ksiek Mylicieli, bya zaskoczona ich brakiem dokadnoci. Dziewczynka
nie miaa ani rybiego ogona, ani dugich wosw. Bya bezwosa, wyposaona w par
normalnych ng.
Prawie normalnych, poprawia si w mylach Reivan. Stopy i donie Imi byy
nieproporcjonalnie due, a midzy palcami miaa grub bon. Inne odksztacenia ciaa
sugeroway dalsze rnice. Pier miaa szerok jak na dziecko. Reivan nie byaby zdziwiona,
gdyby si okazao, e Elai maj puca o wiele wiksze od zwykych ludzi.
Artyci, ktrzy rysowali tak wymylne ilustracje, rozczarowaliby si widokiem Imi.
Oglnie rzecz biorc, te znieksztacenia i brak wosw nie czyniy jej rasy atrakcyjn. Nawet
pikna tunika, ktr teraz nosia, nie moga tego ukry. Dziewczynka umiechna si,
odsaniajc lekko szpiczaste biae zby. Rei - van z trudem opanowaa drenie.
- Reivan - powiedziaa wolno Imi.
- Imi - odpara. - Jak si czujesz?
Imenja przetumaczya. Dziewczynka spojrzaa na uszczc si skr, a gdy

odpowiedziaa, na jej twarzy pojawi si smutek.


- Czuje si silniejsza - powiedziaa Imenja. - Wiele przesza. Zapali j rybacy, potem
piraci. Jedni i drudzy zmuszali j do pracy. W kocu zostaa sprzedana kupcowi. Czy ta
sprawa jest zaatwiona?
- Tak. Twierdzi, e ona jest zwierzciem, wic nie zama prawa. Przekazaam go
dozorcy niewolnikw.
- To dobrze. Gupota nie jest wytumaczeniem okruciestwa. aden z jej porywaczy
nie prbowa z ni rozmawia. Karmili j tylko surowymi rybami i zostawiali, by wyscha.
Elai...
Imi co powiedziaa. Imenja umiechna si i porozmawiaa z dziewczynk, po czym
zwrcia si do Reivan:
- Elai kadego dnia musz spdzi kilka godzin w sonej wodzie. Jedz urozmaicon
ywno, tak jak my. Nie tylko produkty morza. - Przerwaa. - Nigdy si nie domylisz, kim
ona jest.
Reivan zachichotaa.
- Nie, to raczej mao prawdopodobne. Imenja odwrcia si i popatrzya na Imi.
- Jest crk krla Elai.
Zaskoczona Reivan take spojrzaa na dziewczynk. Imi umiechna si niepewnie.
- Jak doszo do tego, e schwytali j ludzie?
- Wymkna si opiekunom, eby poszuka prezentu dla ojca.
- Czy on wie, e trafia do niewoli?
- Moe. A moe nie. Pewne jest, e nie bdzie jedynym Elai, witujcym jej powrt.
- Chyba e jej schwytanie zostao przygotowane przez jego wrogw.
Imenja zmarszczya brwi.
- Tak, to moliwe.
- Bdziesz musiaa uwaa, kiedy j odprowadzisz.
- Ja? - Drugi Gos uniosa brwi. - Dlaczego sdzisz, e to ja odprowadz j do domu?
- Poniewa jest crk krla. I sprzedano j komu, kto y w naszym kraju. Jeli wrci
i opowie swoj histori, to bd nas wini za wspudzia w tym, co si stao. Chyba e dokonamy wielkiej demonstracji przeprosin. - Reivan umiechna si. - A poniewa Elai nigdy
nie byli zaangaowani w wojn, nie ma te adnej zadawnionej wrogoci, ktra nie
pozwoliaby nawrci ich na wiar w Picioro.
Imenja patrzya na Reivan nieco zaskoczona, ale z uznaniem.
- Masz racj. - Umiechna si do Imi. - Sama powinnam zabra j do domu. A ty

bdziesz musiaa i ze mn. Oczywicie, trzeba przekona Nekauna, ale szansa zyskania
sprzymierzeca powinna wystarczy jako argument. A jeli nam si uda, nikt nie zaprotestuje,
kiedy uczyni ci swoj Towarzyszk.
Imi wpatrywaa si w Imenj. Odezwaa si, a jej dziwne sowa wyranie tworzyy
pytanie. Odpowied wywoaa u dziewczynki radosny umiech.
- Jest zmczona - powiedziaa Imenja. - Powinnymy pozwoli jej odpocz.
Poegnaa si z ksiniczk, po czym wstaa i wyprowadzia Reivan z namiotu.
- Z Nekaunem porozmawiam od razu. A ty moesz i do ka. Jeli si zgodzi, rano
spadnie na ciebie organizowanie morskiej wyprawy.
- Znowu praca! - jkna Reivan, udajc zaaman t perspektyw.
Drugi Gos rozemiaa si i przegonia j artobliwym gestem. Reivan ze miechem
skierowaa si do swojej kwatery.
Zobacz krain Elai, mylaa podniecona. Myliciele bd mi zazdroci!
Mirar wzi gboki oddech i zeskoczy z platformy. Przez uamek uderzenia serca
spada, a potem poczu, e lina na jego piersi i plecach zaciga si i przejmuje ciar ciaa.
Grubsza lina, o ktr zaczepiona bya uprz, napia si i zakoysaa w gr i w d. Kiedy
znieruchomiaa, zacz si przeciga wzdu niej. Wiszce midzy platformami liny byy
pomysem Tyve'a. Chopca niecierpliwio, e Mirar potrzebuje tyle czasu, aby zej z jednej
platformy i wspi si na drug, zacz wic szuka sposobu, by szybko transportowa
ziemiochodzcego midzy drzewami. Najpierw pomyla, e kilku Siyee moe przenosi
Mirara w sieci, ale zrozumia, e to nierealne, kiedy odkry, ile tkacz way.
Chopiec by jednak zdeterminowany. Mrucza co w rodzaju Tryss by co wymyli
i Jak rozwizaby to Tryss?. Tryss - Siyee, ktry wynalaz uprz myliwsk - by chyba dla
Tyve'a bohaterem i natchnieniem.
Liny wisiay teraz midzy wikszoci drzew. Splatanie ich dawao jakie zajcie
uwizionym na swoich platformach Siyee. Tyve by jedynym, ktremu Mirar pozwala si
przemieszcza, ze cisymi instrukcjami, aby nie dotyka innych ani nie zblia si na tyle, by
ryzykowa odetchnicie zakaonym powietrzem z ich puc.
Nie robio to duej rnicy, bo wikszo Siyee ju chorowaa.
Jak dotd nikt nie umar. Najbardziej zagroony by Mwca Veece, ale Mirar
zastosowa lecznicz magi i sprowadzi go z powrotem sprzed bramy mierci. Jednak ciao
starca wci nie chciao samodzielnie walczy z chorob, a to stawiao Mirara przed
dylematem. Dla pacjenta lepiej byo, gdy ciao samo stawiao opr. Mirar mg uy magii,
aby zagodzi objawy i doda choremu si, ale niechtnie z niej korzysta, aby usun sam

chorob. Gdyby to zrobi, pacjent naraa si na ponowne zaraenie. W wiosce, gdzie tak
atwo rozprzestrzeniaa si zaraza, byo to bardzo prawdopodobne. Jeeli ciao pacjenta nie
mogo nauczy si walki z chorob, waciwie jedynym wyjciem byo magiczne wyleczenie,
a potem izolacja. Mirar by skonny to zrobi, jeli bdzie musia, ale tylko w ostatecznoci.
Zblia si ju do drugiego koca liny i widzia owietlon lampami pojedyncz altan
na niewielkiej platformie. Poprzednia platforma bya wiksza i umieszczona wyej ni ta.
Kiedy dotar do celu, zawis tu nad drewnian podog. Unis ramiona i wylizgn si z
ptli.
Z altany wybiega dziewczynka. Popatrzya na niego, po czym chwycia go za rk i
wcigna do rodka.
Na macie leaa kobieta z zamknitymi oczami. Tyve siedzia obok i trzyma j za
rk. Misa z wod, na powierzchni ktrej przesuway si plamy olejku, parowaa. W
powietrzu unosi si sodki, ostry zapach esencji brei.
- Jak si czuje? - zapyta Mirar.
- Oddycha dwa razy szybciej - odpar Tyve. - I jakby troch bulgocze. Palce ma
zimne, a wargi zaczynaj sinie. Daem jej troch mallinu.
Szybko si uczy, zauway Leiard.
Mirar nie potrafi ukry umiechu, ale szybko spowania, gdy chopak na niego
spojrza.
- Wiem, e kazae mi nikogo nie dotyka, ale wzia mnie za rk. Nie chciaem, aby
do tego doszo. Potem byo ju za pno.
Mirar kiwn gow.
- Wspczucie to sia uzdrowiciela, a nie sabo. - Spojrza znaczco na trzymajce
go za rk dziecko. - Pamitaj tylko, eby umy rce.
Uwolni si z uchwytu dziewczynki i przyklkn przy kobiecie. Pooy do na jej
czole i przeszed w trans uzdrowiciela, przesyajc swj umys w jej ciao.
Organizm walczy, o czym przekona si z ulg. Potrzebowaa tylko troch pomocy.
cign magi i uy jej, aby zagodzi stan zapalny puc i zachci serce do szybszego bicia,
by wicej krwi trafiao do koczyn.
Chocia ciao starao si pokona chorob, nie mia pojcia, czy zwyciyoby bez
jego pomocy. U ziemiochodzcych sercoer nie mia tak niszczycielskiego dziaania. Moe to
silniejsza odmiana? Jeli tak, i jeli rozprzestrzeni si poza Si, ziemiochodzcych czeka
straszliwa zaraza. Jednak Siyee mog by bardziej podatni na sercoera. Przechodzi ju przez
tereny ziemiochodzcych, ale Siyee pewnie spotkali si z nim po raz pierwszy. Czy to znaczy,

e rasa ludzi moe si przyzwyczai do choroby?


To interesujcy pomys, ale nie taki, jaki dobrze wry Siyee.
Usun swj umys z ciaa kobiety. Oddychaa ju swobodniej, a jej twarz nie bya
taka blada. Tyve pogadzi j po rce.
- Ma ciepe palce - zauway, spogldajc z zachwytem na Mirara. - Jak to zrobie?
To jest... To... - pokrci gow. - Oddabym wszystko, eby tak potrafi.
Mirar umiechn si krzywo.
- Wszystko?
Tyve spojrza na kobiet i kiwn gow.
- Tak - zapewni.
Znowu si zaczyna, pomyla Mirar, wspominajc podobne chwile w minionych
wiekach. Modych mczyzn i kobiety ogarnia podziw dla ratowania ycia... Lecz pniej,
gdy opowiada im, jak ciki jest los tkacza snw, euforia gasa i wikszo zmieniaa zdanie.
A jeli Tyve nie zmieni, bdziesz go uczy? spyta Leiard.
Nie mam tu ju wiele do roboty, odpar Mirar. Daoby mi to jakie zajcie, pki
prbuj si trzyma z dala od Biaych.
A co z Jayimem?
Mirar skrzywi si na wspomnienie chopca, ktrego szkolenie zacz jeszcze Leiard w
Jarime.
Arleej chyba znalaza kogo, kto dokoczy t prac. Ja ju z pewnoci nie zdoam.
Nie, ale jeli bdziesz zmuszony przerwa szkolenie tego chopaka, nie moesz liczy
na to, e Arleej znw ci zastpi, zauway Leiard.
Pewnie by jej si to nie spodobao, ale mgbym wysa Tyve'a do Somreyu. Moe
mnie przeklina za nastpnego studenta, ale zrozumie zalety posiadania tkacza snw z rasy
Siyee.
Biaym si to nie spodoba, ostrzeg Leiard. Jeli bogowie usysz, e tkacz snw szkoli
Siyee, bd chcieli zbada spraw. Odkryj, e Tyve pobiera nauki u kogo, kogo umysu nie
widz, i nabior podejrze co do twojej tosamoci.
Mirar zastanowi si. Gdyby Tyve postanowi zosta tkaczem snw, musiaby
zrozumie i pogodzi si z tym, e to tajemnica i e by moe bdzie zmuszony dokoczy
nauk w Somreyu.
A tam nie musiaby si ju ukrywa. To by ci si spodobao, prawda? Podobaoby ci
si, gdyby Biali odkryli, e kiedy oni uczyli pierwszych kapanw i kapanki wrd Siyee, ty
uczye pierwszego tkacza snw.

Rzeczywicie daoby mi to pewn satysfakcj, przyzna Mirar.


- Wilarze? Spojrza na Tyve'a.
- Co musiabym zrobi? - spyta chopiec. Mirar umiechn si.
- Powiem ci, ale nie teraz. Teraz mamy prac.
Tyve kiwn gow. Spojrza na dziewczynk, ktra siedziaa z boku ze
skrzyowanymi nogami.
- Ona ma ju pierwsze objawy. Co robimy? Mirar skin na dziecko.
- Podejd tutaj, malutka. Jak ci na imi?

28
Blask witu rozjani horyzont na wschodzie, ale powietrze nadal byo chodne.
Auraya obejrzaa si na Reeta, ale nie znalaza go obok siebie. Wystraszona, zacza si
rozglda... Lecia troch niej. Z ulg przekonaa si, e to nie z powodu zmczenia czy
sercoera, ale dlatego e znia si do ldowania. Dotarli do celu.
Ruszya za nim przez otwr w liciastym baldachimie lasu, omijajc konary
gigantycznych drzew.
Reet wisn przenikliwie. Odpowiedziao mu kilka sabych gwizdw. Auraya
dostrzega altany zbudowane na platformach wrd gazi, a Reet zanurkowa ku jednej z
nich.
Wybra altan przywdcy klanu. Gdy Auraya wyldowaa zaraz za modym Siyee,
umiechna si do starej kobiety, ktra powczc nogami, wysza im na spotkanie. Bya
on Mwcy, jak wyczytaa z jej umysu. Ale umiech znikn, kiedy Auraya dostrzega u
niej objawy choroby.
- Sprowadziem pomoc - owiadczy zmczony Reet. Obejrza si na Bia. - Auraya z
Biaych przybya, by nam pomaga. To jest ona Mwcy Veece'a, Tryli.
Starsza kobieta umiechna si ze smutkiem.
- Witaj, Aurayo z Biaych. Veece powitaby ci zgodnie z tradycj, ale jest chory. Na
mnie wic spada obowizek wyraenia wdzicznoci za twoje przybycie.
Auraya skina gow.
- Ilu was choruje?
- Wikszo, ale nie stracilimy nikogo, odkd przyby uzdrowiciel.
Reet wyprostowa si z umiechem.
- Tyve go przekona?
Auraya zamrugaa zdziwiona. Zagldajc w myli kobiety, wyczytaa, e jaki
czowiek zjawi si w wiosce, by leczy chorych.
- Ziemiochodzcy? - spytaa niespokojnie.
Czyby pozosta tu ktry z pentadrian? A moe to pentadrianie zarazili Siyee
sercoerem?
- Wilar - odpara Tryli. - Dotar do nas przedwczoraj i pracowa bez przerwy przez
dwie noce i dzie. Zjawia si w sam por. Obawiaam si, co si z nim stanie, jeli nie
przerwie, by odpocz, ale te o to, co si stanie z nami, jeli przerwie. A Tyve...

Ostry gwizd zaguszy jej sowa. Odwrcili si wszyscy i spojrzeli na pikujcego ku


nim modego Siyee.
- Tyve! - zawoa Reet, a ulga dodaa energii jego gosowi.
Nowo przybyy wyldowa, a Auraya umiechna si. Nawet gdyby nie widziaa
myli Reeta, odgadaby, e Tyve jest jego bratem. Byli tacy podobni...
- Reet! - ucieszy si Tyve. - Dotare! Stj! - Gestem powstrzyma brata przed
uciskiem. - Musimy by ostroni. Odwiedzaem wielu chorych. Mogem zapa t chorob.
Nie chciabym ci jej przekaza.
Reet patrzy na Tyve'a ze zgroz.
- Masz...?
Tyve wzruszy ramionami.
- Nie wydaje mi si, ale Wilar uwaa, e nie powinnimy si dotyka ani oddycha na
siebie, tak na wszelki wypadek. - Przesun spojrzenie na Auray. - Witaj, Aurayo z Biaych.
Czy take przybya, aby nam pomc?
- Tak jest. Tryli mwia mi wanie o uzdrowicielu, ktry was leczy. Moesz mnie do
niego zaprowadzi?
Tyve umiechn si szeroko.
- Oczywicie. Chod za mn.
Kiedy skoczy z platformy, ruszya za nim. Midzy drzewami przecignito liny, wic
musieli manewrowa ponad nimi albo doem. Kiedy zajrzaa w umys chopca, przekonaa
si, e to on wpad na pomys przesuwanej uprzy, ktra pozwalaa uzdrowicielowi szybko
dociera do chorych.
Prd wznoszcy unis Tyve'a wyej. Chopak zanurkowa obok konaru i poszybowa
do duej platformy z trzema altanami. Wyldowa, zaczeka na ni i poprowadzi do wejcia
jednej z nich.
Wntrze byo sabo owietlone - samotna lampa stanowia jedyne rdo wiata.
Dwjka dzieci Siyee leaa na niskich posaniach, a na kolejnym za nimi kobieta. Z przodu,
plecami do Aurai, sta tkacz snw.
Oczywicie, pomylaa. To musia by tkacz. Kto inny miaby ochot wdrowa do
takiej dziczy, eby leczy ludzi?
Byo w nim co dziwnego i dopiero po chwili zrozumiaa, co to takiego.
Nie mog czyta mu w mylach! Niczego nie wyczuwam! Nie potrafi...
Mczyzna odwrci si do niej, a ona zamara zdumiona.
Leiard!

Wosy mia czarne i by gadko ogolony. Nabra te ciaa, ale to by on, na pewno. Lk
cisn jej odek, lecz rwnoczenie serce mocniej zabio z radoci. Jaka cz jej umysu
uznaa t wzajemnie sprzeczn reakcj za zabawn.
Ciesz si, e go widz, czy nie?
Jednak nie musiaa zaglda mu w myli, by zauway, e jest zmieszany jej
przybyciem. Patrzy na ni zimno. Jego wargi powoli wygiy si w pozbawiony radoci
umiech.
- To jest Wilar, tkacz snw - przedstawi go Tyve, zadowolony z powagi tej
prezentacji. - Tkaczu snw Wilarze, to jest...
- Auraya z Biaych - dokoczy cicho Leiard. - Poznalimy si ju.
Tyve promieniowa zdziwieniem i ciekawoci.
- Znacie si?
- Tak - potwierdzia. - Cho wtedy uywa zupenie innego imienia.
I wosw nie mia ciemnych, dodaa w mylach. Nie wyglda w nich dobrze.
- Imienia, ktre zostawiem za sob - odpar. - Wraz z bdami, ktre popeniaem.
Wolabym, eby ju go nie uywaa. Teraz jestem Wilarem.
- Niech bdzie Wilar... - zgodzia si.
Bdy? Chodzi mu o nasz romans czy ten niemiy sposb zerwania poprzez ucieczk
w ramiona ladacznicy? Poczua, e wzbiera w niej gniew, ale opanowaa si. To bez
znaczenia. Wol, eby Siyee nie wiedzieli o naszej przeszoci, wic jeli chce by nazywany
Wilarem, nie mam nic przeciwko temu. Zreszt szkoda czasu, eby si nad tym zastanawia.
Chorzy Siyee czekaj. Oni s waniejsi.
Skrzyowaa rce na piersi.
- A wic tkaczu snw Wilarze, w jakim stanie jest ten klan i gdzie moja pomoc
przyniesie najwicej korzyci?
Silny poudniowo - zachodni podmuch popycha Emerahl wzdu brzegw Genrii w
czasie, ktry uznaaby za dobry, tyle e nie spieszyo jej si specjalnie i nie zmierzaa do adnego konkretnego celu. Niezmienny wiatr gna j wci w tym samym kierunku, a ona nadal
wolaa nie zatrzymywa si na wicej ni dzie czy dwa w jakimkolwiek nadmorskim
miasteczku. Dlatego poddawaa si jego woli. Jedynym, co budzio jej trosk, byo to, e
porusza si zbyt szybko, a Mewa, ktry moe znalaz wiadomo i poda za ni, nie zdoa jej
dogoni.
Soce przypiekao ju z gry, kiedy zza cypla wynurzyo si Aime. Podobnie jak
Jarime, miasto wyroso wok ujcia rzeki, jednak ujcia o wiele rozleglejszego ni tamto.

Odnogi rzeki byy za szerokie dla mostw, a przynajmniej od ostatniej wizyty Emerahl
nikomu nie udao si ich zbudowa. Kiedy odsaniay si kolejne, zobaczya, e promw jest
tak wiele jak kiedy.
Na kadej wyspie wznosia si grupa budynkw. Moga tylko przypuszcza, e
sytuacja wyglda podobnie jak niegdy i kada taka grupka jest niezalena od pozostaych i
moe by nazywana samodzielnym miastem. Kada miaa wasne nabrzea, plac targowy,
prawa i wasny rd panujcy.
Kiedy w polu widzenia pojawia si kolejna grupa budynkw, Emerahl rozpoznaa j
natychmiast i umiechna si. Wyspa Krlw nie zmienia si, cho powstao kilka nowych
paacykw w dzielnicy ogrodw. Wymalowane w staroytne wzory kolorowe proporce
powiedziay jej, e krl Genrii wci ma tu swoj rezydencj - ale wadz sprawowa chyba
inny rd.
Wszystko wyglda tak samo, mylaa. Zapewne jzyk si rozwin, tak jak w Torenie.
W kantorach zaproponuj mi pewnie potworny kurs wymiany pienidzy... to si nigdy nie
zmienia. A co... ?
Wyprostowaa si gwatownie, gdy zobaczya co cakiem nieznanego: u ujcia rzeki
zacumowany by wielki statek z czarnymi aglami. Na burcie mia wymalowan du bia
gwiazd.
Pentadrianie! Co oni tu robi?
Skierowaa swoj d do obcej jednostki. Moe Genrianie ich pojmali? Ale z bliska
zobaczya na pokadzie dwch ludzi w czarnych szatach rozmawiajcych z czwrk bogato
odzianych miejscowych. Uwizana do kaduba, koysaa si na falach genriaska d, a
robotnicy opuszczali do niej z pokadu skrzynie.
Odbywa si jaki handel, mylaa Emerahl. Min niecay rok od wojny, a ju wszyscy
s tak przyjani, e nie przeszkadza im jedna czy druga transakcja.
Zmienia kurs i skierowaa si do najbliszego nabrzea.
Moe nie a tak przyjani, pomylaa, korygujc poprzedni ocen. Statek stoi daleko
od ldu. Krl mg im nie pozwoli na cumowanie przy nabrzeu. Ale jego pozycja nie jest
pewnie do mocna, by cakiem zakaza handlu z pentadrianami. Ciekawe, ktry rd si na to
zdecydowa. I czy handluj dlatego, e towary s tego warte, czy po prostu eby zirytowa
krla?
Zwrcia si ku lewej granicy miasta i wybraa jeden z niewielkich basenw
portowych, gdzie drewniane pomosty przeznaczono dla mniejszych jednostek, takich jak jej
d. Przy kejach stao kilka rybackich kutrw, jednak wszdzie panowa spokj, gdy ich

zaogi ju rankiem wyruszyy pewnie na targ. Kiedy zbliya si do drewnianej konstrukcji,


sympatyczny zaokrglony mczyzna wynurzy si z budynku i przeszed na sam krawd
nabrzea.
- Dzie dobry! - zawoaa. - Czy jeste mistrzem cumowania?
Umiechn si szeroko.
- Ano jestem. Nazywam si Toore Steerer. Odpowiedziaa umiechem.
- Witaj, Toore Steererze. Ile bierzesz za cumowanie? Przygryz doln warg.
- Jak dugo chcesz tu zosta?
- Kilka dni. Zanim popyn dalej, mam nadziej zarobi troch pienidzy na
uzdrawianiu.
Toore unis brwi.
- Uzdrawianie? Powiem wszystkim, e tutaj jeste. Jak si nazywasz?
- To bardzo mio z twojej strony. Mam na imi Limma. Limma Curer.
Przygryz warg mocniej.
- Dwa miedziaki dziennie. Tylko nikomu nie mw, bo bd pyta, czemu tak tanio
sprzedaj miejsce przy nabrzeu.
Przyoya palec do warg.
- Ani sowo o tym nie wymknie si z tych ust. Toore wyszczerzy zby.
- Pozwolisz sobie pomc?
- Tak, dzikuj.
Wcisna do torby reszt zapasw, chwycia go za rk i wysza na pomost. Zarzucia
torb na rami i ruszya na brzeg. Mistrz cumowania szed obok niej.
- Ile bierzesz za swoje usugi? - zapyta. - Mylisz, e mogaby jako pomc mojej
nodze?
Spojrzaa na niego z uwag.
- A co si z ni stao?
- Dawno temu utkna midzy burt statku i nabrzeem. Ale dobrze si sprawowaa,
dopiero par lat temu zacza bole.
- Mog ci sprzeda co na bl - stwierdzia. - Mog te sprbowa troch uzdrowi t
nog, ale nie bd wiedziaa, czy si uda, dopki jej nie obejrz.
Dotarli do koca pomostu i zatrzymali si. Kiedy spogldaa na szerokie wody ujcia,
zobaczya, e pentadriaski statek wciga agle. Mczyzna pody wzrokiem za jej
spojrzeniem i zmarszczy czoo.
- Najwyszy czas, eby odpynli - burkn. - Nikt nie by zadowolony, e tu stoj jak

jaka czarna chmura nad miastem. Mam nadziej, e nigdy ju nie wrc.
- Wrc - owiadczya. Odwrci si do niej, unoszc brew.
- Skd ta pewno?
- Znaleli nabywc na to, co maj na sprzeda. Kiedy przepywaam obok, widziaam,
jak przenosili towar.
Zmarszczy czoo.
- Wbrew rozkazom krla? A widziaa, kto to taki? Pokrcia gow.
- Nie byam w Genrii od lat. Nie poznaabym nikogo z rodw rzdzcych, chobym
si o niego potkna.
- A jakie barwy miaa ich d?
- Niebieskie i czarne pasy w rodku kaduba.
- Aha. Rd Deore. Oczywicie. - Umiechn si. - Potna familia. Jedyni
dostatecznie silni, by rzuci wyzwanie krlowi.
Deore byo nazwiskiem, ktrego nigdy wczeniej nie syszaa. Prawdopodobnie jaka
nowa ga, mniej skonna do przestrzegania tradycji i dostatecznie ambitna, by wywoywa
konflikty.
- Mam nadziej, e nie odwiedziam Aime w zym czasie.
- Nie, to cakiem zwyczajny czas. - Rozemia si. - Rzdzce rody zawsze prbuj
jtrzy. Zreszt i tak planujesz zosta tylko kilka dni.
- Owszem - zgodzia si. - Chcesz, ebym obejrzaa teraz twoj nog?
- Jeli mona. A jeli cena bdzie przyzwoita, moe zapomnimy o opacie
cumowniczej.
Parskna.
- To zaley od wymaganego leczenia. Usidmy gdzie, to si przekonamy.
Tyve wyldowa akurat w chwili, gdy Wilar wanie wychodzi. Nie zwracajc uwagi
na modego czowieka, tkacz snw rozejrza si po innych altanach.
Teraz stale to robi, zauway w mylach Tyve. Szuka Aurai.
Przez cay ranek przenosi wiadomoci midzy tkaczem i Bia. Oboje
ziemiochodzcy nie rozmawiali ze sob od jej przybycia.
Wydaje si, e si nie lubi, a Wilar wyglda, jakby irytowaa go jej obecno.
Zastanawiam si... Powinienem go o to zapyta? Mam wraenie, e nie jest to co, o czym
chciaby rozmawia. I nie sdz, eby tak osobiste pytania naleao zadawa Biaej, chocia
wydaje si przyjazna.
Zrobi krok w stron Wilara, ale nagle zakrcio mu si w gowie i na moment straci

rwnowag. Odetchn gboko, ale to nie pomogo. Co tkwio mu w pucach i naraz musia
zakaszle.
- Tyve... Usid.
Mocne rce przytrzymay go, kiedy wok wirowa wiat. Tyve osun si na kolana.
Odruch kaszlu mija powoli, ale dolegliwo zastpi strach. Spojrza na Wilara.
- Zapaem to, prawda?
Wilar przytakn, zaciskajc wargi w pospn lini.
- Na to wyglda. Ale nie martw si. Nie pozwol ci umrze.
- Nie martwi si.
W rzeczywistoci jednak by tak przeraony, jak si spodziewa. Pomagao troch, e
lepiej rozumia, jak dziaa choroba, i wiedzia, e prawdopodobnie przeyje. Przede
wszystkim jednak czu rozczarowanie.
- Nie mog ci wicej pomaga? Tylko bym roznosi zaraz. ..
- Nie moesz, ale nie dlatego. W tej chwili nie ma ani jednej rodziny, w ktrej kto by
nie zachorowa, wic niewielkie s szanse, e komukolwiek uda si unikn zaraenia.
Musimy tylko spowalnia rozwj, eby mie czas na leczenie.
- Czyli mog ci pomaga?
- Nie. Bdziesz szybko traci siy. A jeli zemdlejesz w locie? Moesz spa i si
zabi.
Tyve zadra.
- Dobrze, e jest tu Auraya - stwierdzi. - Bez niej nie miaby adnych pomocnikw.
Wargi tkacza snw wygiy si w niechtnym umieszku.
- Nie jestem pewien, czy bdzie dobrym pomocnikiem. Biali nie lubi wykonywa
polece, chyba e od swoich bogw.
W jego gosie obok drwiny zabrzmiaa gorycz. Tyve poczu, e si rumieni.
- Chodzio mi o to, e Auraya moe...
- Wiem, o co ci chodzio - uspokoi go Wilar. Rozejrza si i westchn. - Twoja
wioska potrzebuje kadej pomocy, jaka si trafi. Ujemne strony jej obecnoci to tylko moja
sprawa. Szkoda, jeli w ogle istnieje, ju si dokonaa. A teraz... - Przyjrza si chopcu. Teraz potrzebny mi nowy posaniec. Masz do siy, eby polecie do waszej altany?
Tyve zastanowi si przez chwil.
- Ley troch niej. Mog tam dotrze, waciwie tylko szybujc. - Wsta, zrobi kilka
krokw i odwrci si. Nie czu adnych zawrotw gowy. - Tak, dolec.
- Dobrze. Zatem wracaj i odpoczywaj. Przylij do mnie Reeta, kiedy ju si obudzi... i

jeli dobrze si czuje.


Tyve stan na brzegu platformy. Obejrza si i zobaczy, e Wilar przyglda mu si z
uwag.
- Moe kiedy przyjdziesz mnie leczy, opowiesz przy okazji, jak mog zosta
uzdrowicielem.
Oczy Wilara bysny - ale si nie umiechn.
- Moe. Ale nie spodziewaj si, e Auraya bdzie z tego zadowolona.
- Dlaczego nie?
- Pniej ci wytumacz. A teraz le ju, bo bd musia sam ci zepchn.
Tyve umiechn si szeroko. Odwrci si, rozoy ramiona i poczu podmuch na
skrzydach, kiedy poszybowa w d.

29
Imi spojrzaa jeszcze na tac i z alem uznaa, e nie zje ju ani ksa. Zerkna na
stojc obok suc i lekcewaco machna rk na jedzenie - by to gest, ktry podpatrzya
u Imenji. Kobieta wzia tac, skonia si i odesza.
Dziewczynka westchna z zadowoleniem i zanurzya si w wodzie. Czua si teraz o
wiele lepiej. Nie chodzio tylko o jedzenie i son wod - ci ludzie w czarnych szatach byli dla
niej mili. Miaa lepszy nastrj i nie bya cay czas wystraszona.
Klapa namiotu odsuna si, a zote wiato zachodzcego soca otoczyo znajom
kobiec sylwetk. Imi usiada i umiechna si, gdy Imenja podesza do krawdzi sadzawki.
- Witaj, ksiniczko. Jak si dzi czujesz?
- O wiele lepiej.
- Czy masz do si, aby chodzi?
Imi spojrzaa na ni zdziwiona. Chodzi? Napia minie ng. Chybabym moga, ale
niezbyt daleko.
- Mog sprbowa - powiedziaa.
- Chciaabym ci gdzie zabra. Niedaleko - uspokoia j Imenja. - Pierwszy Gos
Nekaun, przywdca mojego ludu, chciaby si z tob spotka. Zgadzasz si?
Imi kiwna gow. Bya przecie crk krla - to rozsdne, e wadca tej ziemi chce
si z ni spotka. Ale jej gorliwo osaba, gdy wyobrazia sobie, jak spotyka si z tak
wanym czowiekiem. Nagle poaowaa, e nie jest starsza i bardziej dorosa. Co mu powie?
Czego nie powinna mwi? Nikt jej nigdy nie uczy, jak si zachowywa wobec przywdcw
innych krajw.
Ojciec chyba nie sdzi, e kiedy bdzie mi to potrzebne.
Wolno wsuna stopy pod siebie i wstaa. Nogi miaa sabe, ale nie bardziej ni wtedy,
kiedy przebywaa na statku piratw. Przekroczya brzeg sadzawki i stana na suchym bruku,
a potem spojrzaa wyczekujco na Imenj. Kobieta umiechna si i podaa jej rk. Imi uja
j i razem wyszy z namiotu.
Dziedziniec wyglda tak samo jak wtedy, kiedy zjawia si tu po raz pierwszy, tyle e
teraz bya ju prawie noc. Imenja poprowadzia j do galerii z boku i dalej przez otwarte
drzwi. Wewntrz byo chodno. Kaue wiata z lamp znaczyy podog w dugim korytarzu.
Kobiety dotary do schodw i cho wspinaczka trwaa krtko, zanim weszy na szczyt, Imi
oddychaa ju ciko. Imenja zatrzymaa si przy wnce i opowiedziaa jej o specjalnych

metodach uywanych przy wykonywaniu ustawionej tam rzeby. Zanim ruszyy dalej, oddech
Imi wrci do normalnego rytmu.
Skrciy w nastpny korytarz, a potem zatrzymay si przed duym ukowym
wejciem. Imenja wskazaa je.
- Tam czeka Pierwszy Gos - szepna. - Wejdziemy?
Imi kiwna gow. Przeszy przez prg do duej komnaty z pokrgym sklepieniem.
Imi odetchna szybko w zdumieniu.
ciany i dach byy pomalowane w jaskrawe kolory. Kopua bya niebieska, z
chmurami, ptakami i nawet troch dziwnie wygldajcym Siyee. Na cianach widziaa rne
pejzae, a na pododze w poowie ogrd, a w poowie wod. Wszdzie byy wizerunki
ziemiochodzcych: w ogrodach, domach, pywajcych odziami albo niesionych przez
niewolnikw. Zwierzta, zarwno te znajome, jak i nieznane czy fantastyczne, zapeniay
ogrody, lasy, morza i rzeki. Imi podesza bliej i zauwaya, e obrazy s w rzeczywistoci
wykonane z niezliczonych malekich kawakw byszczcej substancji.
Usyszaa jaki dwik, uniosa gow i a podskoczya, gdy zobaczya, e w samym
rodku komnaty stoi mczyzna. Mia na sobie takie same czarne szaty jak Imenja i podziwia
obrazy. Kiedy jednak Imi go zauwaya, unis gow i umiechn si.
- Witaj, ksiniczko Imi - powiedzia miym, ciepym gosem. - Jestem Nekaun,
Pierwszy Gos Bogw.
Nie wiedzc, jak odpowiedzie, sprbowaa naladowa jego styl.
- Witaj, Nekaunie, Pierwszy Gosie Bogw. Jestem Imi, ksiniczka Elai.
- Jak si czujesz?
- Lepiej - zapewnia.
Kiwn gow, a jego oczy zamigotay niczym gwiazdy.
- Mio mi to sysze - oznajmi. - Zamierzaem odwiedzi ci dzi wieczorem, ale
pomylaem, e jeli tylko masz do si, bdzie przyjemniej, jeli poka ci to miejsce. Jest tu
co, co moe wyda ci si interesujce.
Skin na ni, a ona ruszya w jego stron, skupiona na godnym zachowaniu i cay
czas skrpowana swoimi duymi stopami i domi.
- Jedynie dziki Imenji i Reivan odzyskaam siy - powiedziaa, stajc u jego boku. Dzikuj te tobie za to, e pozwolie mi tu zosta.
Spojrza jej w oczy i kiwn gow z powan min.
- Musz przeprosi za to ze traktowanie, jakie ci spotkao, zanim znalaza ci
Imenja.

Imi zmarszczya czoo.


- To nie bya twoja wina.
- Och, ponosz czciow odpowiedzialno za to, co spotyka goci na mojej ziemi.
Jeli nie skutkuje prawo, ktre ma zniechca do zych uczynkw, to i my ponosimy porak.
Jej ojciec pewnie te tak by si czu, gdyby jaki go bez adnego powodu zosta
zraniony przez jego poddanych. A zwaszcza wany go. Uznaa, e lubi tego czowieka. By
miy i traktowa j z szacunkiem, jakby bya dorosa.
- W takim razie dzikuj za przeprosiny - powiedziaa, zastanawiajc si, jak bardzo
dorole to brzmi. - Co chciae mi pokaza? - spytaa.
Wskaza na podog.
- Nie poczuj si uraona, gdy to tylko fantazja artysty, ktry nigdy nie widzia
waszego ludu.
Spojrzaa w d. Stali na obrazie morza ukazanego z gry, w dzie tak spokojny, e
wody byy idealnie przejrzyste. Ryby mrowiy si w bkitnej przestrzeni, niektre pyny na
boku, ukazujc wspaniae barwy. Koralowce i wodorosty rosy - nie cakiem realistycznie przy samym brzegu. U ich stp siedziaa ziemiochodzca kobieta z rybim ogonem zamiast
ng. Miaa jasnote wosy, ktre wiroway wok jej ciaa, aby ukry piersi i krocze.
Czy ich zdaniem tak wanie wygldamy? Zachichotaa nagle, ale natychmiast
zasonia usta.
Nekaun parskn miechem.
- Tak. To bardzo gupie. Niewielu ziemiochodzcych kiedykolwiek widziao Elai.
Wiedz tylko, e yjecie w morzu, wic wyobraaj sobie was jako p ryby, p ludzi. Pokrci gow. - Dlatego ten, ktry ci kupi, traktowa ci gorzej ni czowieka.
Kiwna gow, cho nie cakiem rozumiaa, czemu na podstawie rysunku kto miaby
pomyle, e kto inny nie jest czowiekiem. Przecie jeli mieli palce, nosili ubrania i
potrafili mwi, to byli ludmi. Ona nigdy nie wziaby ziemiochodzcego czy Siyee za
zwierz.
Nekaun odstpi na bok.
- Chod tdy. Jest jeszcze co, co chciabym ci pokaza. Imi sza obok niego, kiedy
zmierza w stron drzwi w jednej ze cian. Imenja suna o kilka krokw za nimi.
- Mieszkacy innych krajw take wierz w dziwne rzeczy o moim ludzie powiedzia. - Wiedz, e mamy czasem niewolnikw, wic uznaj, e wtrcamy w niewol
kogo tylko chcemy. Tymczasem niewolnikami s wycznie przestpcy. Zniewolenie
niewinnej osoby to bardzo powane przestpstwo. Kar jest niewola. Czowiek, ktry ci

kupi, nie by z naszego kraju, ale zna prawo.


- I to wanie go spotkao? Trafi w niewol?
- Tak.
To by si ojcu spodobao, uznaa Imi.
- Mamy te inne zwyczaje, ktrych nie rozumiej cudzoziemcy. Niektre z rytuaw
wymagaj, aby uszanowa prywatno uczestnikw. Dlatego utrzymujemy je w tajemnicy, a
cudzoziemcy uwaaj, e musz by one obrzydliwe lub niemoralne. - Spojrza na ni ze
smutkiem. - Pamitaj o tym, jeli od innych ziemiochodzcych usyszysz takie plotki.
Imi kiwna gow. Jeli inni ziemiochodzcy mwiliby jej, e poddani Nekauna s
li, bdzie ich przekonywa, e si myl.
Przeszli do mniej bogatego pomieszczenia. Obrazy na cianach przedstawiay grupy
ludzi, kada zoona z mczyzny, kobiety i dziecka. Kada ubrana w troch inn odzie,
kada miaa nieco inny odcie skry i wosw. W jednej z przedstawionych rodzin wszyscy
mieli wielkie skrzyda z pirami.
I nagle zrozumiaa, dlaczego Siyee w tamtym pokoju wydawa si jej dziwaczny.
Podniosa do do ust.
- Tak - powiedzia Nekaun, cho tym razem nie wydaa z siebie gosu. - Dopiero
niedawno si dowiedzielimy, jak nieprawidowy jest ten wizerunek. Zastanawiam si, czy
powinnimy go poprawi, czy nie. - Spojrza w d. - Lecz nie to chciaem ci tutaj pokaza.
Spjrz pod nogi. Na pododze namalowano map caej Ithanii.
Zrobia, o co poprosi, i a wstrzymaa oddech z zachwytu. Wielkie ksztaty
wykrelono porodku bkitnej podogi. Wypeniay je rysunki gr, jezior, dziwnych miast
pod otwartym niebem i suchych drg midzy nimi. Nekaun wskaza duy obszar w ksztacie
ostrza wczni.
- To jest Ithania Poudniowa. - Przeszed do miejsca, gdzie grot dotyka o wiele
wikszego ksztatu, i czubkiem sandaa wskaza na miasto. - Tu wanie jestemy: Glymma.
- A gdzie jest Borra?
- Nie wiem dokadnie. Miaem nadziej, e ty mi powiesz. Pokrcia gow.
- Nigdy jeszcze nie widziaam wiata z gry. To wszystko... Pierwszy raz ogldam co
podobnego.
Zmarszczy brwi.
- Wic by moe nie bdziemy w stanie odprowadzi ci do domu tak szybko, jak
mylelimy.
- Dlaczego nie spytacie piratw, gdzie mnie znaleli? Parskn miechem.

- Gdybymy tylko mogli... Ale w porcie Glymmy nie znalelimy po nich nawet ladu.
Albo odpynli, kiedy tylko ci sprzedali, albo wieci o twoim ocaleniu i kopotach, jakie
sprowadzia na swojego nabywc, ostrzegy ich i teraz trzymaj si z daleka. Potrzebujemy
ciebie, Imi, aby nam powiedziaa, gdzie jest twj dom.
Przyjrzaa si mapie z bliska, szukajc czegokolwiek znajomego. Jej uwag zwrciy
wizerunki Siyee, wyrysowane na obszarze gr. Podesza do linii brzegu. Z Borra w cigu
kilku dni mona byo dopyn do Si.
- To jest gdzie na oceanie, na poudnie od Si - powiedziaa.
- Poudnie jest w tym kierunku - odpar i wycign rk.
Spogldajc na ogromny bkitny obszar, poczua lk i rozczarowanie. Nie
zaznaczono tam adnych wysp. Jak miaa im powiedzie, gdzie jest Borra, kiedy nie ma jej na
mapie?
Ale oczywicie, e nie ma jej na mapie, uwiadomia sobie. Gdyby bya, nie musieliby
mnie pyta, gdzie jej szuka.
- Czy twoi ludzie spotkali Siyee? - spytaa Imenja. Imi spojrzaa na ni i kiwna
gow.
- Handlujemy z nimi.
- Czyli oni by wiedzieli, gdzie jest twj dom?
- Moliwe. Jeli nie, mogabym czeka u nich na nastpn wizyt kupcw z Elai. Ja...
Nie wiem, jak czsto tam docieraj.
Imi spucia wzrok na map i ogarna j tsknota. Dotara tak daleko, a teraz moga
wraca do domu i nie bya pewna, jak tam trafi.
- A zatem tak uczynimy - zdecydowaa Imenja. Dziewczynka poczua przypyw
nadziei.
- Uczynimy?
- Tak. Znajdziemy twj dom, Imi - zapewni j Nekaun. - Tak szybko, jak to moliwe.
Imenja uwaa, e w cigu kilku dni bdziesz miaa do si, by wyruszy.
Spojrzaa na niego radonie.
- Tak szybko?
- Tak. - Pierwszy Gos umiechn si. - Imenja zabierze ci jednym z naszych
statkw. Zrobi wszystko, co moliwe, by doprowadzi do spotkania z twoim ojcem i jego
poddanymi.
W oczach Imi pojawiy si zy. Zamrugaa nerwowo i umiechna si do nich z
gbok wdzicznoci.

- Dzikuj wam - szepna. - Bardzo wam dzikuj.


Mczyzna oddycha z wysikiem. Auraya przysiada na pitach i westchna ciko.
Spodziewaa si silniejszej, ale nie a tak zakanej wersji sercoera. Teraz albo w przeszoci
zapad na niego kady czonek tego klanu. Cz pokonaa najgorszy etap choroby, ale tylko
dziki pomocy Leiarda.
Wilara, poprawia si w mylach.
Teraz, kiedy mino poczucie zaskoczenia, e znalaza go w Si, zacza si
zastanawia nad jego obecnoci. Nie mg wiedzie o zarazie, zanim wkroczy do Si. Siyee
chorowali nie duej ni tydzie czy dwa, a potrzebowaby miesicy, aby dotrze do tej
wioski spoza granic krainy. Zatem musia by tu wczeniej.
Dlaczego? Mog zrozumie, e trzyma si z daleka od Jarime i Jurana, ale nie musia
zmienia imienia ani wygldu ani zamieszkiwa w jednym z najbardziej odludnych miejsc
Ithanii Pnocnej. Moe ba si, e nasz romans sta si tematem plotek i ludzie bd
prbowali go skrzywdzi? A moe obawia si, e to ja sprbuj go ukara za niewierno?
Chciaa mu zada tak wiele pyta, ale to znaczyo, e musiaaby wrci do bolesnych
tematw. Powinna do atwo uzyska odpowiedzi. Powinna odczyta je z jego umysu - lecz
nie potrafia. Jego myli byy osonite. Nigdy jeszcze nie spotkaa kogo, kto by to potrafi.
Czy zawsze wiedzia, jak to robi, czy nauczy si dopiero niedawno? Czy mgby nauczy
tego innych tkaczy snw? Wtedy Biali straciliby nad nimi przewag.
Wspomniaa szpital i poczua wyrzuty sumienia. wiadomo tego, e stara si
odebra tkaczom wpywy, jeszcze bardziej utrudniaa rozmowy z Leiardem. By to kolejny
powd, dla ktrego go unikaa, wysyajc wiadomoci poprzez Tyve'a i Reeta.
Wzywaa Leiarda czciej, ni miaa na to ochot. Leki, ktrych uywa do usuwania
wydzieliny z puc, byy czsto skuteczniejsze ni cokolwiek, co ona ze sob przyniosa. Kilka
godzin wczeniej majaczcy w gorczce pacjent upiera si, eby leczy go jedynie czowiek
snw. A teraz znw musiaa po niego posa.
Lecy przed ni chory, ojciec w rednim wieku, szybko ulega chorobie. Prby
zwalczania jej podejmowane przez jego ciao byy aosne. Spodziewaa si, e wkrtce
umrze. Rozsdek nakazywa wic upewni Siyee, e uzdrowiciel zgadza si z jej ocen.
Gdyby chory umar pod jej opiek, wszyscy mogliby zdecydowa, e chc by leczeni
wycznie przez tkacza snw.
Usyszaa stuk za sob, odwrcia si i wyjrzaa z altany. Na platformie sta Reet i
kaszla cicho. Spoglda na Leiarda, ktry wisia na uprzy przyczepionej do grubej liny,
rozcignitej midzy t platform a inn, gdzie po prawej. Tkacz snw przeciga si wolno.

Kiedy dotar do platformy, zobaczya, e donie ma zaczerwienione i otarte. Torba wisiaa na


sznurze przewizanym w pasie.
Reet pomg mu si wdrapa na platform, a potem zsun uprz. Nie tracc czasu,
Leiard wszed do altany. Przez moment patrzy Aurai w oczy, ale nie zmieni pospnego wyrazu twarzy. Przykucn, pooy donie na czole mczyzny i przymkn powieki.
Nieproszone, napyny wspomnienia tych kilku sytuacji, kiedy patrzya, jak pi.
Opanowaa j zapomniana tsknota i musiaa zacisn zby.
To tylko echo podania, ktre czuam. Ju go nie kocham.
Zmusia si, by myle o nocach rozkoszy, ktre dawa jej Chaia. Pokrcia gow. To
odwracao uwag, a przecie musiaa si skoncentrowa na chorym.
Spojrzaa i poczua dreszcz zdziwienia i nadziei. Lecy mczyzna nadal mia blad
skr, ale wargi i koce palcw nie byy ju sine. Nierwny oddech sta si odrobin spokojniejszy i gbszy.
Jak to moliwe? mylaa. Daam mu tyle energii, ile moe dostarczy magia, ale ciao
nie chciao walczy z chorob. Pustoszya je. Leiard przecie nie moe stwarza nowego ciaa
tam, gdzie dawne zostao zniszczone. I nie moe zmusi go do walki z chorob. Nie moe
zabi samej choroby...
A jeli moe? Tkacze snw uzdrowicielskimi zdolnociami przewyszali cyrklian.
Dawno temu Leiard naucza j tylko o lekach, a nie o metodach stosowanych przez tkaczy.
Od tego czasu nie pojawia si adna okazja, by moga si przyglda, jak tkacze lecz tak
ciko chorego czowieka.
Ogarno j podniecenie. Jeli wiedz, jak odtwarza uszkodzone ciao, jak zmusza
organizm do walki z chorob, jak zabija sam chorob, to kapani mog si od nich tego
nauczy. Cyrkliascy uzdrowiciele mogliby wtedy ocali wiele y.
Moe nie powinnam unika Leiarda, mylaa. Moe powinnam go namwi do
wsppracy... znowu. Skrzywia si na t myl. Szkoda, e nie umiem czyta w jego mylach,
bo ju teraz wiedziaabym, co zrobi. I spokojnie mogabym nadal go unika.
Leiard odetchn gboko i wolno wypuci powietrze. Cofn do z czoa mczyzny
i wsta. Z cienia, gdzie czekaa, wynurzya si ona chorego, ktra sama ledwie zdya
nabra si po chorobie. W rku trzymaa okrgy, paski bochenek chleba.
- Zjedz, Wilarze - odezwaa si. - Reet mwi, e ani razu nie widzia, by co jad czy
odpoczywa.
Leiard spojrza na ni, a potem na Auray. Kobieta podya za jego wzrokiem.
- Ty take, pani - dodaa. Auraya umiechna si.

- Dzikuj. - Przyjrzaa si uwanie Leiardowi. Zauwaya ciemne cienie pod oczami.


- Wyglda, jakby naprawd tego potrzebowa.
Tkacz zawaha si, a potem zwrci si do Reeta.
- Sprawd co z Veece'em - poleci. Chopak kiwn gow i odlecia.
Kiedy tkacz snw usiad, kobieta zacza ama i podawa im chleb. By ju troch
zeschnity, pewnie od wielu dni niczego nie gotowaa. Prawdopodobnie u licznych Siyee
koczyy si zapasy ywnoci.
Musimy to jako rozwiza, pomylaa Auraya.
- Co mog dla niego zrobi? - spytaa kobieta, patrzc na ma.
- Nadal podawaj esencj - poradzi Leiard.
- Przeyje?
- Daem mu drug szans. Jeli mu si nie poprawi, by moe trzeba bdzie go
izolowa, dopki nie wyzdrowieje reszta klanu.
- Dlaczego? - zdziwia si Auraya. Odwrci si do niej.
- eby ponownie nie zarazi si chorob. Popatrzya mu w oczy.
- A zatem zabijasz chorob w jego ciele?
- Tylko wtedy, kiedy to konieczne - przyzna z wyran niechci.
- Nie znam adnego innego uzdrowiciela, ktry to potrafi. Jeste bardziej uzdolniony,
ni mylaam.
Odwrci gow.
- Wiele jest rzeczy, ktrych o mnie nie wiesz.
Syszc ponury ton, kobieta uniosa brwi, potem wstaa nagle i wysza z pokoju.
Auraya przygldaa si Leiardowi; ten obojtny wyraz twarzy zaczyna j irytowa.
- Na przykad? - spytaa. - A moe powinnam zapyta: czego jeszcze?
Zwrci si w jej stron. Oczy mia zimne, ale twarz stopniowo agodniaa.
- Przykro mi - wymrucza. - Wiedziaem, e bdziesz mnie szuka. Powinienem by
bardziej... przewidujcy, odgadn, jak i gdzie moesz mnie znale. To by jedyny sposb,
bym mia pewno, e si nie zbliysz. Nie ufaem... sobie. Nie wierzyem, e bd mia do
silnej woli, by odej.
Spojrzaa na niego zdziwiona.
Prbowa j przeprosi. A jeszcze bardziej zaskoczyo j to, e przyjmuje te
przeprosiny. Owszem, cay czas bolao to, e uciek od niej prosto do ka ladacznicy, ale
teraz musiaa przyzna, e przez cay czas domylaa si, dlaczego tak postpi. Przecie ona
take nie potrafia przerwa romansu, chocia wiedziaa, ile zego moe wyrzdzi.

Czy mu wybaczam? A jeli tak, co z tego dla nas wynika? Odwrcia wzrok. Nic. Nie
moemy zacz od nowa. Nie moemy by razem. Zreszt dlaczego miaabym tego chcie?
Jest przecie Chaia.
Leiard przyglda si jej z uwag. W atmosferze pojawio si napicie.
Poruszenie w ssiednim pokoju przypomniao jej o obecnoci kobiety Siyee. Czy ona
nas syszy? Auraya skoncentrowaa si i wyczua zaciekawienie i domysy. Kobieta nie
zrozumiaa tych kilku sw, jakie do niej dotary...
- Ja... rozumiem - powiedziaa. - To wszystko jest ju przeszoci. A wic... Le...
- Wilar - przerwa jej.
- A wic, Wilarze, dlaczego masz zablokowany umys? Nagle jego twarz staa si
czujna i ku swej irytacji poczua do niego lekki pocig. To jego tajemniczo... to ona tak
mnie intryguje, pomylaa. Inni s atwi do odczytania. Mog o nich wiedzie wszystko, jeli
zechc, ale w obecnoci Leiarda zawsze miaam uczucie, e pozostaje jeszcze wiele do
odkrycia. Nawet kiedy mogam czyta w jego mylach. Teraz, gdy nie potrafi, jestem jeszcze
bardziej zaciekawiona.
- Nauczyem si tej sztuczki od starego przyjaciela. Dopiero niedawno uznaem, e
powinienem z niej skorzysta.
Stary przyjaciel? Umiechna si, zgadujc, o kim mwi.
- Czy Mirar wci czai si w gbi twego umysu? Wykrzywi wargi w umiechu.
- Nie.
- Aha. To dobrze. Chciae si go pozby.
Skin gow. Przyjrza si jej uwanie. Ale wtedy ich uwag zwrci guchy stuk
przed altan. Na zewntrz sta Reet.
- Veece znowu zasab. Leiard zmarszczy brwi i wsta..
- Dzikuj za jedzenie! - zawoa do kobiety.
Potem wyszed bez sowa poegnania, woy podan przez Reeta uprz i zelizgn
si po linie.

30
Pokj, ktry przydzielono Reivan, kiedy ju zostaa pen Sug, by dwa razy
wikszy od jej poprzedniego - co oznaczao, e nadal by niezbyt duy. Byo pno i miaa si
ju pooy, kiedy kto zapuka do drzwi. Westchna. Ten dzie by peen takich
niespodziewanych wizyt...
Podesza do drzwi i otworzya z mocnym postanowieniem, by temu, kto czeka na
zewntrz, powiedzie, eby przyszed rano.
Na korytarzu sta Nekaun. Spojrzaa na niego zdumiona.
- Mam do ciebie kilka pyta, Reivan. Mog wej? Opanowaa si i przytrzymaa
drzwi.
- Oczywicie, witobliwy.
Kiedy wszed, poczua nieoczekiwany dreszcz podniecenia. Co by powiedzieli inni
Sudzy, gdyby wiedzieli, e ma takiego dostojnego gocia? I dech jej zaparo, gdy sobie
uwiadomia, e podejrzewaliby pewnie miosn schadzk. Zamykajc drzwi, obejrzaa si
przez rami. W blasku niewielkiej lampy, ktrej uywaa, by owietla sobie drog przez
Sanktuarium, Nekaun wydawa si jeszcze przystojniejszy. Serce zabio jej szybciej.
A jeli przyszed nie tylko zada kilka pyta? Czy miaaby mu to za ze?
Potrzsna gow. Nie bd mieszna, strofowaa si. I przesta o tym myle! On
potrafi czyta w twoim umyle, wariatko!
Zakopotana, pospiesznie zapalia drug lamp, wypeniajc niewielki pokoik
uspokajajc jasnoci.
- Prosz, usid, Pierwszy Gosie - zaprosia go. - Napijesz si wody?
- Nie - odpar i spocz na jedynym krzele. - Dzikuj. Sama nalaa sobie kubek wody
i przysiada na brzegu ka.
Umiechn si do niej z sympati, a ona spucia wzrok, nagle zakopotana.
- Chciaem ci spyta o Siyee - rzek. - Wierz, jak si zdaje, e zostali stworzeni
przez ktrego z cyrkliaskich bogw. Sdzisz, e da si ich skoni do porzucenia tych
wierze?
Reivan zmarszczya brwi.
- Moliwe. Nawrcenie ich bdzie pewnie o wiele trudniejsze, ale jeli powicimy
do wysiku i czasu, moe zrozumiej, e bdzili w wierze.
- Wysiek i czas... Dugotrway wysiek czy wysiek w odpowiedniej chwili?

Spojrzaa na niego.
- Przypuszczam, e w kocu caa Ithania bdzie oddawa cze Piciorgu. Wtedy
atwiej bdzie skoni Siyee do rezygnacji z pogaskich wierze.
Nekaun zastanowi si.
- Moe wic warto zaczeka, o ile przez ten czas nie oka si dla nas zagroeniem.
- Co jeszcze mgby zrobi? - spytaa.
Milcza przez chwil. Potem zerwa si i zacz kry po niewielkiej przestrzeni
midzy krzesem a drzwiami. Dwa kroki tam. Dwa kroki z powrotem...
- Wielu Siyee zgino podczas wojny. W tej chwili s osabieni.
- Chcesz ich zaatakowa? - spytaa zaskoczona.
Bya to sugestia nietypowo drastyczna i wojownicza. Jego plany byy przecie
subtelne, niewymagajce przelewu krwi.
- Wolabym nie - przyzna. - Take z tego powodu, e mogoby to doprowadzi do
wojny.
- Mogoby? - Pokrcia gow. - To by doprowadzio do wojny.
Zatrzyma si i przyjrza jej spod zmruonych powiek. Po chwili rozluni si
wyranie i umiechn.
- Ach, Reivan, Imenja nie pomylia si w wyborze. Twoja szczero mogaby mi
pomc. Kusi mnie, eby wyznaczy ci na swoj Towarzyszk.
Poczua rumieniec na twarzy i odwrcia gow. Serce bio jej jak szalone.
Ja! Nieutalentowana dziewczyna Towarzyszk Pierwszego Gosu!
Ale to nie tylko ambicja przyspieszaa jej ttno. Oddychajc powoli, z trudem
odzyskaa spokj.
- Jestem... zaszczycona. To wielki honor. Zamia si.
- Imenja postanowia ci zatrzyma i zabiera ze sob do Elai. Musz poszuka kogo
innego, kto szczerze i bezporednio wyrazi swoj opini, kiedy bd jej potrzebowa.
Podszed do niej i wycign rk. Uja j, a on podcign j w gr, ale nie cofn
si, eby zrobi jej miejsce. Stojc tak blisko, czua na twarzy ciepo jego oddechu.
Umiechn si.
- Dzikuj, e podzielia si ze mn swoimi przemyleniami.
Gos zamar jej w gardle. Kiwna gow, unikajc jego wzroku. Serce znw bio
szybko, ale tym razem nie potrafia go uspokoi. On tymczasem unis do i delikatnie
dotkn jej policzka.
- Nie bd ci duej przeszkadza - powiedzia. - Dobranoc, Reivan.

Puci jej do i podszed do drzwi. Otworzy je, obejrza si jeszcze i umiechn do


niej, po czym wyszed.
Drzwi zamkny si powoli, a ona wypucia powietrze - nawet nie zauwaya, e
wstrzymuje oddech.
Dosza do wniosku, e nie ma absolutnie adnej szansy, eby nie wiedzia, jak na ni
dziaa. Zamiaa si z gorycz, wspominajc jego sowa: Dzikuj, e podzielia si ze mn
swoimi przemyleniami. To mia by art?
Odetchna gboko i usiada.
Czy jest moliwe, e jako zwalcz to zadurzenie, kiedy std odpyniemy? Z
pewnoci kilka miesicy na morzu powinno wystarczy, ebym uspokoia zmysy. I lepiej,
eby wystarczyo. W przeciwnym razie moje ycie w Sanktuarium stanie si bardzo, ale to
bardzo krpujce.
Musiaem zwariowa, myla Mirar, przesuwajc si po linie. Powinienem by si
domyli, e Auraya wyruszy tutaj natychmiast, kiedy tylko dotr do niej wieci o sercoerze.
Powinienem by odej, zanim tu dotara.
A odszedby? zapyta Leiard.
Mirar zmarszczy czoo.
To by oznaczao porzucenie Siyee. Ci, ktrzy nie potrafi zwalczy choroby, umarliby
bez mojej pomocy.
Tak. I wanie dlatego zostae, kiedy ona przybya.
I tak nie uciekbym daleko. Znalazaby mnie. Gdybym odszed przed jej przybyciem,
usyszaaby opowieci o tkaczu snw i zaczaby mnie szuka.
Byaby zbyt zajta leczeniem Siyee, zauway Leiard. I bdzie, jeli odejdziesz teraz.
Wic czemu zostajesz?
Mirar westchn.
Szkoda ju si dokonaa, ju w momencie spotkania musiaa zauway, e mj umys
jest osonity. Powinna bya co podejrzewa.
Nie podejrzewaa. Bya zaskoczona, ale nie podejrzliwa. Twoje tumaczenie jej
wystarczyo. Nie rozumie znaczenia takiej osony.
Albo bogowie jej nie powiedzieli, albo dobrze maskuje swoje podejrzenia.
Dlaczego miaaby je ukrywa?
Poniewa mnie potrzebuje. Wie tylko tyle, e potrafi chroni swoje myli.
I leczy magicznie tak, jak nie potrafi aden miertelnik. Dlaczego to ujawnie?

Poniewa jedynym wyborem byo pozwoli komu umrze. I znowu, wydawaa si


zdumiona uzdrawianiem, nie zaniepokojona. Znaczenia tego faktu chyba take nie
zrozumiaa.
Ale bogowie zrozumieli.
Tak. Jednak wiedz tylko tyle, e jestem tkaczem snw dostatecznie potnym, by
uzdrawia za pomoc magii. Nie wiedz, czy nauczyem si rwnie powstrzymywa proces
starzenia. Jeli zaczn si zachowywa, jakbym mia co do ukrycia, domyl si, e wiem
wicej, ni powinienem. Dlatego nie mog ucieka.
Znw zacz si przeciga wzdu liny.
Nie zaryzykuj, wiedzc, e moge sta si niemiertelny, ostrzeg Leiard. Czekaj na
waciwy moment. Teraz jeste dla nich uyteczny, ale kiedy tylko Siyee bd bezpieczni,
bogowie sprbuj ci zabi.
Ale kto to zrobi? Auraya? Troch za wiele by od niej wymagali, dajc, by
najmodsza Biaa zabia swojego byego kochanka.
Podejmujesz ogromne ryzyko. Gdyby znaa twoj prawdziw, tosamo, nie
wahaaby si przed zabjstwem.
A ja nie jestem taki gupi, eby jej powiedzie. Ani taki gupi, eby tkwi tutaj duej
ni trzeba. Kiedy Siyee bd zdrowi, odejd.
Reet jak zwykle czeka na Mirara na kolejnej platformie. Kiedy tkacz snw przeciga
si po linie, chopak sta czujnie na krawdzi, a na kocu pomg mu wej.
Nagle odwrci si i wyda z siebie chrapliwy odgos. Mirar chwyci go za ramiona i
poczu, e Reet przy kadym kaszlniciu wpada w drgawki.
- Id do rodka i odpocznij - powiedzia. Chopak skrzywi si.
- Jeli si poo, mog ju nie wsta.
- Tak bdzie, jeli nie odpoczniesz.
- A kto bdzie sprawdza, co si dzieje w altanach? Kto przeniesie wiadomoci do
Aurai?
- S inni Siyee, ju na tyle zdrowi, eby przej te zadania. A teraz zobaczymy, jak si
czuje twj brat.
- Lepiej - odezwa si gos z wntrza altany.
Obejrza si i zobaczy przygarbion w otworze wejcia matk chopcw. Mirar
podszed do niej, krcc gow.
- Ty te powinna lee - powiedzia.
- Ale mwie, e wracam do zdrowia - przypomniaa mu.

- Nie tak prdko.


- Kto musi karmi chopcw.
Wzi j pod rk i poprowadzi do wntrza, gdzie pomg uoy si na posaniu.
Zostawi przy niej Reeta i przeszed do ssiedniego pokoju. Z boku wisiay dwa hamaki.
Jeden by pusty. Na drugim spa chopiec; oddech mia powolny, ale czysty, skr blad, ale
nie zsinia.
Wydaje si, e twj przyszy ucze przezwyciy chorob, stwierdzi Leiard.
Tak, zgodzi si Mirar.
Obejrza si i zawoa Reeta. Chopak wszed pospiesznie i niespokojnie spojrza na
brata.
- Pokona j - oznajmi Mirar. - Za par dni odzyska siy na tyle, by mc chodzi. Wskaza pusty hamak. - Twoja kolej, Reet. Odpoczywaj.
Mody Siyee zawaha si, a potem powoli wspi na posanie. Mirar podszed do
Tyve'a i uda, e bada picego, jednoczenie obserwujc jego brata. Reet westchn,
zakaszla troch, potem jego oddech si uspokoi i zmczony chopak zapad w sen.
- Reet si zarazi?
Mirar a podskoczy, kiedy nagle rozleg si ten gos. Spojrza na Tyve'a. Chopiec
przyglda mu si z uwag.
- Nie martw si o niego - mrukn. - Dopilnuj, eby wyzdrowia.
Tyve kiwn gow. Opuci powieki i lekki umiech przemkn mu po twarzy.
- Wiem.
- Ty te najgorsze masz ju za sob.
- Jestem bardzo zmczony. Kiedy bd znw lata?
- Za kilka dni bdziesz mg zacz wiczy ramiona. Ciche kroki zwrciy uwag
Mirara. Do pokoju, niosc dzban z wod, wesza matka chopcw. Tkacz snw westchn i
gronie skrzyowa rce na piersi.
- Czego trzeba, eby utrzyma ci w ku?
- Ile czasu mino, odkd Reet co jad? - odparowaa. Poczu wyrzuty sumienia - nie
wiedzia. Przyjrzaa si jego twarzy i kiwna gow.
- Tak mylaam. Biaa dama przyniosa jedzenie i wie wod. Syszaam, e nie jest
tak dobrym uzdrowicielem jak ty, ale potrafi lata. A to bywa uyteczne.
Mirar wzi od niej dzban.
- Skd wiesz, co mwi ludzie? - zapyta z obaw, e mieszkacy wioski potajemnie
si odwiedzaj.

- Reet przenosi te plotki, nie tylko wiadomoci od ciebie.


Parskn miechem i wrci do Tyve'a. Chopiec wzi od niego dzbanek i wypi z
niego ca wod. Zdawao si, e dodaje mu si.
- Jak to moliwe, e znae Auray ju wczeniej? - zapyta.
- To co, co wolabym zachowa dla siebie - odpar Mirar. Tyve unis brwi, a potem
cign je w jedn lini.
- Nie lubisz jej.
Mirar odruchowo pokrci gow.
- To nieprawda.
Odebra mu pusty dzbanek i poda matce chopca. Wysza, by przenie wicej.
- Moe jej nienawidzisz? - Nie.
Wcibski jest, nie? zauway Leiard.
- No to co o niej mylisz? Mirar wzruszy ramionami.
- Zdolna kobieta. Potna. Inteligentna. Pena wspczucia. Tyve przewrci oczami.
- Nie o to mi chodzio. Jeli jej nie nienawidzisz, to co do niej czujesz?
- Ani sympatii, ani wrogoci. Chyba szacunek.
- No wic j lubisz?
- Jeli szanowa znaczy lubi, to pewnie tak.
Tyve mrukn co z rozczarowaniem i odwrci wzrok. Zmruy oczy.
- Czy jeli zostan twoim uczniem, bd podrowa po wiecie?
Mirar rozemia si gono.
- A kto powiedzia, e zostaniesz moim uczniem?
- Jeszcze nikt. Ale gdybym zosta, to czy spotykabym wanych ludzi, takich jak
Auraya?
- Mam nadziej, e nie. Chopak zmarszczy brwi.
- Dlaczego by nie chcia?
- Wanych ludzi czsto przeladuj kopoty, a niekiedy sami s ich rdem. Trzymaj
si od nich z daleka.
Mwisz jak ja, zauway Leiard.
Tyve'owi bysny oczy.
- I tobie si to zdarzyo? Czy Auraya bya dla ciebie rdem kopotw?
Mirar podszed do drzwi.
- To nie twoja sprawa. Mam nadziej, Tyve, e kiedy odzyskasz siy, wrci rwnie
szacunek dla starszych i goci. W przeciwnym razie obawiam si, e wyronie z ciebie bez-

wstydny plotkarz.
Odwrci si i usysza, jak skrzypi posanie Tyve'a. Chopak usiad, wyranie
zaniepokojony.
- Ale...
Mirar obejrza si, przyoy palec do ust i znaczco popatrzy na picego Reeta.
Tyve przygryz warg i z westchnieniem opad na hamak.
W ssiednim pokoju czekaa matka chopcw.
- Miaa racj - powiedzia. - Tyve czuje si lepiej. Nieatwo bdzie utrzyma go w
ku. Sprbuj nie pozwala mu na latanie, dopki cakiem nie odzyska si.
Kiwna gow.
- A Reet?
- Uwaaj na niego.
- Bd.
Wymina go, dwigajc napeniony dzbanek.
Mirar wyszed z altany i stan przy uprzy. Zastanowi si, kto jest ju dostatecznie
zdrowy, by zastpi Reeta w roli posaca. Nagle usysza uderzenie stp o drewno; obejrza
si i kilka krokw za sob zobaczy Auray.
- Lei... Wilarze - powitaa go. - Mwca Veece znw sabnie. Potrzebuje twojej
pomocy.
Mirar poczu jednoczenie niepokj i satysfakcj. Zmartwi si przekazan
wiadomoci, a przy tym nie by pewien, czemu waciwie powinien si cieszy z tego, e go
odszukaa. Moe po prostu zdawaa sobie spraw, e jest lepszym uzdrowicielem.
Nie, stwierdzi Leiard. To nie to. Jeste prny, ale nie a tak prny. To dlatego e
przestaa ci unika. Lubisz j.
- Lepiej do niego pjd - mrukn.
Narzuci na siebie uprz; w mylach planowa juz drog do altany Mwcy. To bya
przynajmniej trzylinowa podr. Zauway, e Auraya wci mu si przyglda.
- Tam si spotkamy - powiedzia.
Kiwna gow, przesza na skraj platformy i skoczya. Cho nie musiaa, szybowaa
w powietrzu, naladujc peen gracji lot Siyee. W jednej chwili dotara do altany Mwcy.
Zrobia to tak swobodnie, tak naturalnie, e znw poczu echo dawnego, zapomnianego
zachwytu.
Nie twojego, przypomnia mu Leiard. Mojego.
Ja take j podziwiaem, odpar. Jednak nie a tak, by sta si zadurzonym durniem.

Zeskoczy z platformy i zacz si przeciga do nastpnej. Ta druga leaa wyej i


wkrtce ju oddycha ciko z wysiku. Donie pieky go w miejscach, gdzie otar skr na
szorstkich powrozach.
To i tak lepiej, ni przez cay dzie wspina si po linach w gr i w d, zauway
Leiard.
Na nastpnej platformie Mirar wysun si z uprzy i przeszed do kolejnej liny. Tam
woy drug uprz i zjecha na mniejsz platform. Z tej droga do domu Mwcy bya duo
trudniejsza. Auraya obserwowaa go, przez co tylko lepiej sobie uwiadamia, jak niezdarnie i
niezgrabnie si porusza. Woy trzeci uprz i zacz si przeciga.
I nagle uprz przesuna si jakby z wasnej woli. Unis gow i zobaczy, e Auraya
stoi na platformie przed nim, wycigajc rk.
Przesuwa ci za pomoc magii. Dlaczego sam na to nie wpade? zapyta Leiard.
Baem si, e jeli bd si za szybko przesuwa, uszkodz liny, odpar Mirar. Wiesz
przecie.
Szybko czy wolno, zuywaj si tak samo. I wiem, e zdajesz sobie z tego spraw.
Mirar zmarszczy brwi.
Wygrae. Nie pomylaem o tym. Jestem idiot. Zadowolony?
Kiedy by ju blisko celu, zauway, e Auraya si umiecha. Poczu, e odek
zaciska mu si w supe.
Jest cudowna, mrukn Leiard.
Nie zaczynaj znowu, ostrzeg Mirar.
Jego stopy dotkny platformy, a Auraya pomoga mu si wyplta z uprzy. Jej
umiech znikn, zastpiony zmarszczk niepokoju na czole.
- Jego ciao po prostu nie potrafi walczy - powiedziaa. - To moe by wanie ta
ostateczno, o ktrej mwie.
- Zgadzam si - przytakn.
- Ja... - Zawahaa si i potrzsna gow. Spojrza na ni badawczo.
- Co takiego?
Znowu potrzsna gow i westchna.
- Musz zapyta. Kiedy pomyl, jak wielu chorych mona by uratowa, nie mog
pozwoli, eby na przeszkodzie stany. .. inne sprawy. - Wyprostowaa ramiona. - Czy
nauczysz mnie, jak mona zabija w ciele chorob?
Patrzy na ni. Nie odwracaa wzroku.
Nie ma pojcia, jakie znaczenie ma takie uzdrawianie, pomyla.

Nie. Pewnie jej si wydaje, e prosi o zdradzenie ktrego z najwikszych sekretw


tkaczy snw, domyli si Leiard. Zrozumie, jeli odmwisz.
Tak, zgodzi si Mirar. Ale czy mog? Kiedy pomyl o przyszoci. .. Cyrklianie ju tu
zostan, czy mi si to podoba, czy nie. Na caym wiecie jestem tylko jeden ja i nie mog
dotrze wszdzie, gdzie jestem potrzebny. Ma racj, e mogaby wielu ocali. Nie zdradzibym
te o mnie nic, czego by ju nie wiedziaa.
Ale przecie bogowie na to nie pozwol!
Czemu nie? Ona ju jest niemiertelna. Zastanowi si. Musz mie jaki inny sposb,
by chroni j przed staroci. Gdyby potrafia oprze si czasowi tak jak my, Dzicy, to
powinna ju umie magicznie leczy.
Czyli jeli osiga niemiertelno innym sposobem ni ty, nie moesz zakada, e
bdzie zdolna uzdrawia za pomoc magii, podsumowa Leiard. Moe wanie dlatego
bogowie dotd nie zesali jej tego Daru. A to dziwne. Przecie zdolno leczenia ludzi byaby
wielkim atutem Biaych. By moe jest jaki powd, e sobie tego nie ycz, a jeli j
nauczysz, moesz ich rozgniewa i...
Auraya marszczya brwi. Uwiadomi sobie, e wpatruje si w ni od duszego czasu,
i odwrci wzrok.
- Ja... rozwa to - powiedzia.
- Dzikuj ci. - Skonia gow.
A potem odwrcia si i poprowadzia go do oa Mwcy Veece'a.

31
Aime byo dla wdrownego uzdrowiciela miejscem, w ktrym mona duo zarobi.
Emerahl nie spodziewaa si tego, jako e nie brakowao tu kapanw, witynia wznosia si
niedaleko rynku, a zauwaya rwnie kilku tkaczy snw. Wydawao si jednak, e poza
nielicznymi wyjtkami jedna i druga grupa skadaa si z samych mczyzn. Jej klientkami
byy za kobiety w kadym wieku, zbyt wstydliwe lub niemiae, by u uzdrowiciela mczyzny szuka leku na bardziej osobiste dolegliwoci, albo te, ktre po prostu wolay
leczy si u kobiet.
Wynaja pokj u mistrza cumowniczego, ktry chtnie jej pomaga, odkd uwolnia
zablokowany przez blizn przepyw krwi w jego nodze. Po kilku dniach miaa ju sakiewk
cik od monet. Ksiyc jednak zmala i znikn, a potem pojawi si znowu jako cienki
rogalik, musiaa wic odpyn, jeli chciaa na czas wrci do Stogu.
Zeszej nocy krtki sztorm zmusi j do szukania schronienia w zatoce - dostatecznie
duej, by utrzymywa na brzegu spor wiosk ryback, gdzie wynaja dla siebie pokj. I
wanie wracaa do odzi, kiedy poczua, e kto cignie j za rkaw.
Odwrcia si, oczekujc widoku klienta. Ale stojcy przy jej okciu chudy, brudny
chopak w poatanym ubraniu z pewnoci nie by tym, kogo si spodziewaa.
- Mog ci w czym pomc? - spytaa, kryjc niech.
Byo to najwyraniej dziecko ulicy i ani ono, ani ten, kto je by moe przysa, raczej
nie bd w stanie jej zapaci.
- Chod zobacz - powiedzia chopiec, cay czas cignc j za rkaw.
Umiechna si.
- Co mam zobaczy?
- Chod zobacz - powtrzy. Wyczuwaa w nim zdecydowanie i popiech.
- Kto jest ranny? - spytaa.
- Chod zobacz. - Wci nie puszcza jej rkawa. Wyprostowaa si. Moe jest
upoledzony, a kto inny wysa go na poszukiwanie uzdrowiciela. Woreczki lekw u jej pasa
byy wyran reklam jej fachu i nawet zidiociae dziecko by j rozpoznao.
- No dobrze. - Kiwna gow. - Poka mi. Wzi j za rk i poprowadzi naprzd.
Dobrze si zoyo, e ju odpywaa. Ktokolwiek wysa po ni to dziecko, pewnie nie
mia pienidzy - ale moe bdzie mg zapaci jej w inny sposb. Niezliczon ilo razy w
przeszoci przekonywaa si, e kiedy tylko rozniosa si wie o leczeniu ubogich za darmo,

potrafiy j jako wytropi cae tumy chorych biedakw. Wkrtce potem klienci, ktrzy byli
w stanie paci, take dali darmowych usug. Niewane, czy miasteczko byo due czy
mae, sytuacja komplikowaa si w cigu paru godzin.
Chopiec wprowadzi j w uliczk tak wsk, e miejscami musiaa i bokiem. W
drzwiach dostrzegaa wychude twarze i oczy czujnie ledzce jej przejcie. Na wszelki
wypadek otoczya si lekk magiczn barier.
Wyszli na inn ulic. Chopiec skrci, zeszli po jakich schodach. Potem dotarli do
szerszej ulicy, a w kocu na poronite traw wydmy, ktre otaczay brzeg zatoki. Wci
ciskajc jej do, chopiec ruszy ciek w kierunku skalnego cypla.
Im dalej szli, tym goniej rozlega si huk fal. Chopiec zszed ze cieki i wreszcie
puci jej rk. Poda w stron ska, przeskakujc z kamienia na kamie.
Moe kto si porani, spadajc z tych gazw? zastanawiaa si. Albo moe utopi?
Mam nadziej, e nie.
Czasami ci o ograniczonych umysach nie rozumieli, e inni s ju martwi. Brali ich
za zwyczajnie chorych.
Chopiec obejrza si na ni i skin rk. Jego gos by ledwie syszalny wrd huku
przyboju.
- Chod zobacz.
Przyspieszya kroku. Zaczeka, a si zbliy, zanim ruszy dalej. Gazy wyrastay
coraz wysze, coraz ostrzejsze. Przeskakiwanie po nich wymagao cakowitego skupienia.
oskot fal narasta. Kiedy bya mniej wicej w poowie drogi do koca cypla, chopiec
zatrzyma si nagle i pozwoli si dogoni.
O kilka stp przed nim z ziemi wystrzeli strumie wody.
Wznis si na dwukrotny wzrost czowieka, utrzymywa przez sekund, po czym
opad z pluskiem, a woda spyna do otworu w skaach. Emerahl zastyga ze zdumienia;
serce bio jej mocno.
Chopiec umiecha si szeroko. Podszed do najwyszego ze stosw kamieni i wspi
si na szczyt. Usiad i skin na ni.
Po to mnie tu przyprowadzi? zastanowia si.
- Wejd tu! - zawoa.
Odetchna gboko, stumia uczucie gniewu i zacza si wspina. Kiedy dotara na
miejsce, chopiec umiechn si do niej i poklepa kamie obok siebie.
- Usid, Emerahl.
Znieruchomiaa, zaszokowana tym, e usyszaa swoje imi, oraz wiadomoci, e

odezwa si w jzyku od dawna martwym. I kiedy dotaro do niej, kim jest, potrafia tylko
patrze na niego ze zdumieniem. Umiechn si znowu. Jego a nazbyt przenikliwe
spojrzenie nie naleao do prostaczka, ale do kogo o wiele starszego, ni sugerowaby
wygld.
- Czy jeste...?
Umylnie pozostawia pytanie niedokoczone. Nie warto podpowiada mu imienia,
ktrym mgby si przedstawi, gdyby nie by tym, kogo szuka.
- Mew? - dokoczy. - Tak. Chcesz, ebym to udowodni?
Zoy razem donie i gwizdn.
Po chwili co przeleciao jej koo ucha - morski ptak zawis na moment nad jego
domi, mocno uderzajc skrzydami. Zobaczya, e wypuszcza z pazurkw jaki przedmiot i
odlatuje. Chopiec rozoy rce - mia w nich ksiycow muszl na sznurku splecionym z
wosw staruchy. Podnis pasemko wodorostu i puci je na wiatr.
Usiada.
- Mylelimy, e nie yjesz - powiedzia. Emerahl rozemiaa si gono.
- A ja mylaam, e ty nie yjesz. Ale czekaj... powiedziae my. Czyby z dawnych
wiekw przetrwali rwnie inni niemiertelni?
- Tak. - Odwrci wzrok. - Nie powiem ci ktrzy. Ten sekret nie do mnie naley.
- Oczywicie - przytakna.
- Wic dlaczego si przede mn ujawnia? Nabraa tchu i wolno wypucia powietrze.
- Wiksz cz minionego stulecia yam jak pustelniczka. Nadal bym tak ya,
gdyby nie postanowi mnie odwiedzi jaki kapan. Uciekam i od tego czasu nie przerwaam
wdrwki.
- Cyrklianie ci cigali - stwierdzi Mewa. Spojrzaa na niego zdziwiona.
- Tak. Ale skd wiesz?
- Plotki eglarzy rozbiegaj si szybciej ni zaraza - zacytowa.
- Ach. No wic wiesz, e im uciekam.
- Tak. Zgubili ci w Porinie, mniej wicej w czasie, kiedy zacza si inwazja
pentadrian. Dokd wtedy posza?
- Ja... ach... ruszyam za armi Torenu. Unis brwi.
- Dlaczego?
- Doczyam do zamtuzu. Wtedy bya to najlepsza kryjwka. - Nie zauwaya na jego
twarzy niechci ani dezaprobaty. - Zamtuz jecha za toresk armi, wiec pomylaam, e to
dobry sposb, by niepostrzeenie uciec z miasta.

Oczy mu bysny.
- Widziaa bitw?
Wydawa si podniecony, jak zwyky chopiec zaciekawiony opowieci o prawdziwej
wojnie.
- Wiksz cz. Odeszam stamtd na samym kocu, kiedy spotkaam... starego
przyjaciela. Spdziam troch czasu w Si, a potem postanowiam, e sprbuj ci odnale.
- Starego przyjaciela, tak? - Zmruy powieki. - Jeli przez ostatnie stulecie bya
pustelniczk, musi by naprawd stary.
- Moe. - Zamiaa si. - I moe nie do mnie naley ujawnienie tego sekretu.
Parskn.
- Interesujce. Ale byoby te ironiczne, gdyby twj przyjaciel okaza si tym samym
co mj.
- Tak, ale to nie jest moliwe.
- Nie? Zatem wicej ni tylko kilkorgu udao si uciec bogom.
Emerahl przytakna.
- Rnymi sposobami.
- Tak. Dla mnie to proste. Od dawna trudno byo mnie znale. Postaraem si, eby
stao si to jeszcze trudniejsze.
Przyjrzaa mu si.
- A jednak odszukae mnie.
- To prawda.
- Dlaczego?
- A dlaczego ty mnie poszukiwaa?
- eby si dowiedzie, czy przeyli inni niemiertelni, a jeli tak, to w jaki sposb.
Zaproponowa pomoc, gdyby jej potrzebowa. Zobaczy, czy w zamian i ja mog prosi o
wsparcie.
- Jeli przeya tak dugo, wtpi, czy potrzebujesz mojej pomocy - zauway Mewa.
Pokrcia gow.
- Nie mog y jak pustelniczka przez reszt wiecznoci.
- A wic szukasz towarzystwa?
- Tak. A take przysug potnych przyjaci. Wyszczerzy zby.
- W tym nie jeste odosobniona. Chciabym zalicza ciebie do moich potnych
przyjaci.
Bya bardziej zadowolona, ni uwaaa za moliwe. By moe jednak czua si

samotna, po tylu latach ycia bez nikogo.


- Jednake... - Mewa spowania nagle. - Nie wiem, czy zgodz si na to moi
przyjaciele. Jeli nie, posucham ich rady. Bardzo j ceni. Musisz zyska ich aprobat. W
przeciwnym razie... - umiechn si przepraszajco - .. .nie bdziemy ju mogli ze sob
rozmawia.
- A jak mog uzyska ich aprobat? Chopiec spowania.
- Musisz si uda do Czerwonych Jaski Sennonu. Jeli minie cay dzie, a ty nikogo
nie spotkasz, to aprobata nie zostaa udzielona.
- A jeli zostanie?
- Wtedy poznasz moich przyjaci.
Kiwna gow. Sennon lea po przeciwnej stronie kontynentu. Podr tam zajmie jej
dugie miesice.
- Nieczsto spotykasz si ze swoimi przyjacimi? - spytaa kpico.
- Nie osobicie.
- Jeli si zgodz, jak bd moga znowu si z tob skontaktowa?
- Powiedz ci jak. Rozemiaa si.
- Wszystko to jest cudownie tajemnicze... Zrobi, jak mwisz - obiecaa i westchna.
- Ale nie musz od razu odchodzi? Moemy chwil porozmawia?
Pokiwa gow, wpatrzony gdzie poza Emerahl.
- Oczywicie. Za krtk...
Huk zaguszy jego sowa, kiedy woda znowu wystrzelia z ziemi. Gdy opada,
zachichota.
- Miejscowi mwi przybyszom, e nazywa si to Spluwaczk Lore'a. Ale na te
fontanny maj te bardziej wulgarne okrelenie.
- Wyobraam sobie - parskna Emerahl.
- Uznaj za oczywiste, e to rdo zawsze tu bdzie. W kocu jednak woda wydry
ska i w grocie pod spodem nie bdzie dostatecznego cinienia, eby wypchn strumie.
Kiedy w Genrii bya taka fontanna, przy ktrej ta wydawaaby si niewielka.
- Aha, pamitam. - Emerahl zmarszczya brwi. - Co si z ni stao?
- Jaki czarownik uzna, e jeli powikszy otwr, woda bdzie tryska jeszcze wyej.
- Pokrci gow. - Czasami najwiksze Dary trafiaj do najwikszych gupcw.
Emerahl wspomniaa Mirara i szalestwa, z ktrych by znany. Pokiwaa gow.
- Tak, niestety trafiaj.
Auraya uoya si na hamaku i leaa nieruchomo, dopki nie przesta si koysa.

By ju wczesny wieczr, ale wci docieray do niej gosy budzcej si do ycia wioski. Ci,
ktrzy odzyskali ju siy, wracali do zwykych zaj. Wyprane i schnce ubrania trzepotay na
wietrze. Sczyy si aromaty gotowanego jedzenia. Do uszu dociera miech dzieci.
Zamkna oczy i odpyna w sen.
: Aurayo...
Natychmiast uniosa powieki, zapominajc o sennoci.
: Chaio! Znikne na tyle dni!
: Byem zajty. Ty rwnie.
: Tak. Myl, e najgorsze ju za nami. Odizolowalimy tych, ktrych ciaa nie potrafi
walczy z chorob. Kiedy ju wszyscy wyzdrowiej, bd mogli wrci do klanu. Chocia
nadal mog si zarazi, jeli wiosk odwiedzi nosiciel choroby.
: Nie moesz tu zosta na wypadek, gdyby tak si stao, uprzedzi Chaia.
: Wiem. Ale Leiard moe.
: By tutaj, kiedy przybya?
: Tak. Zawahaa si. Nie potrafi odczyta jego myli. Dlaczego?
: Blokuje ci. To rzadki dar.
: Jego umiejtno uzdrawiania jest naprawd niezwyka.
: Tak. Jest kim wicej, ni wydawao si z pocztku. Taka moc uzdrawiania take
nieczsto si trafia.
: Szkoda, e nie zosta kapanem. Auraya zamkna oczy. Potnym kapanem i
uzdrowicielem. Mgby pomc wielu ludziom. Poprosiam, eby nauczy mnie tego Daru
uzdrawiania. Zgodzisz si?
Chaia nie odpowiedzia od razu. Po chwili odezwa si cichym gosem:
: Musz to przemyle. Jakie teraz budzi w tobie uczucia?
Zmarszczya czoo.
: Inne. Nie gniewam si ju. Przeprosi. A to zmienio wicej, nibym si spodziewaa.
: W jaki sposb?
: Nie wiem. Chyba bardziej go za to lubi. Myl... myl, e chciaabym, bymy
zostali przyjacimi. A przynajmniej utrzymywali kontakt.
: Wci jest dla ciebie atrakcyjny.
: Nie!
: Tak. Nie ukryjesz tego przede mn. Auraya skrzywia si.
: Wic pewnie masz racj. Czy ty... Czy tobie to przeszkadza?
: Oczywicie, e tak, ale przecie jeste czowiekiem. Dopki masz oczy, bdziesz

podziwia innych mczyzn. To nie znaczy, e bdziesz ich uwodzi.


: Nie, stanowczo nie bd uwodzi Leiarda. Nie powtrz ju tego bdu.
: Dobrze. Nie chciabym, eby cierpiaa. A teraz pij, Aurayo, szepn Chaia. pij i
nij o mnie.

32
Kiedy opado ptno namiotu, Imi cisno w odku. Odetchna gboko.
Wracam do domu!
Ale gdy podniecenie opado, ze zdziwieniem uzmysowia sobie, e odczuwa te al.
Pentadrianie byli dla niej tacy dobrzy. .. Gdyby tak wyglda cay czas spdzony z dala od
ojca, nie chciaaby wraca natychmiast. Odkrya tu tyle nowych rzeczy: niezwyke potrawy,
pikne przedmioty, jakich jeszcze nigdy nie widziaa, wspaniaych muzykw i aktorw. W
porwnaniu z tym wszystkim paac Elai bdzie si wydawa zwyczajny i nudny... Jednak
tsknia za ojcem, za Teiti, za stranikami i dziemi, z ktrymi si bawia.
Imenja zostawia sucych, ktrzy starannie skadali namiot, i przesza przez
dziedziniec do Imi.
- Jeste gotowa?
- Tak. - Dziewczynka kiwna gow.
- Masz swoje rzeczy?
Imi zerkna pod nogi i wskazaa niedu skrzynk u swoich Stp. Wewntrz byy
prezenty, ktre dostaa od Imenji i Nekauna.
- Schowaam wszystko tutaj.
Schylia si, by j podnie, ale Imenja powstrzymaa j gestem.
- Nie. Jeste ksiniczk. Nie powinna nosi swojego bagau.
Spojrzaa na Reivan, ktra z umiechem podniosa skrzynk. Imi zastanawiaa si
czasem, czy maj jaki tajny kod gestw, ktry pozwala im si porozumiewa bez sw.
Imenja skierowaa si do pobliskich drzwi.
- Ruszajmy wic - rzeka.
Przeszy przez kolejne korytarze i schody. Wikszo prowadzia w d, co Imi
przyja z ulg - wprawdzie bya ju o wiele silniejsza, ale nadal szybko si mczya. Miny
rozlegy dziedziniec i weszy do sali penej odzianych na czarno mczyzn i kobiet. Pod
ukami po drugiej stronie widziaa w dali domy ziemiochodzcych. Syszaa gosy - wiele,
bardzo wiele gosw. Na zewntrz musia by spory tum.
Przestaa nasuchiwa, kiedy na spotkanie wyszed jej znajomy mczyzna w czarnej
szacie.
- Ksiniczko Imi - powita j. - To by prawdziwy zaszczyt mc ci goci w naszym
Sanktuarium.

Przekna lin i zastanowia si szybko.


- Nekaunie, Pierwszy Gosie Bogw, dzikuj za wasz gocinno i za to, e mnie
uratowalicie.
Umiechn si i oczy mu bysny. Nie odwracajc gowy, skin rk. Podeszli dwaj
ludzie, dwigajcy cik skrzyni. Postawili j obok Imi i wycofali si.
- To prezent dla twojego ojca - wyjani Nekaun. - Przyjmiesz go w jego imieniu?
- Przyjm - zapewnia, przygldajc si skrzyni. Bya ciekawa, co te kryje si
wewntrz. - Dopilnuj, eby go otrzyma.
Nekaun machn rk. Imi mrugna zaskoczona, kiedy wieko samo si otworzyo.
Nie, nie samo, poprawia si w mylach. Za pomoc magii. On umie uywa magii,
jak Imenja.
Ale zapomniaa o wszystkim, kiedy zobaczya, co jest w skrzyni. Zote puchary i
dzbany, pikne kolorowe tkaniny, soje suszonych owocw, ktre zacza uwielbia, oraz
ozdobne szklane flakony wypenione perfumami, sdzc po unoszcym si z wntrza
zapachu.
- Dzikuj - szepna. Wyprostowaa si i spojrzaa na Nekauna. - Przyjmuj ten dar i
dzikuj w imieniu Aisa, krla Elai.
Skoni si uroczycie.
- Oby twoja podr do domu trwaa krtko, morza byy spokojne, a pogoda sprzyjaa.
Oby bogowie strzegli ci i ochraniali. - Unis donie do piersi i wykreli znak, ktry Imenja
nazywaa gwiazd. Pozostali pentadrianie zrobili to samo. - egnaj, ksiniczko Imi. Mam
nadziej, e znowu ci spotkam.
- A ja ciebie - odpara.
Skin na dwjk ludzi, ktrzy chwycili skrzyni.
- Odprowadz ci do lektyki - powiedzia.
Idc midzy Nekaunem a Imenj, ruszya w stron ukowych przej. Kiedy wyszli z
budynku, wstrzymaa oddech.
Szerokie schody prowadziy w d, do masy ludzi. Toczyli si oni pomidzy domami
jak nieskoczone morze twarzy. Kiedy pojawili si Nekaun, Imi i Imenja, ludzie zaczli krzycze i macha rkami, a ich gosy czyy si w ryk, ktry wydawa si jej podniecajcy i
przeraajcy. Nigdy jeszcze nie widziaa tylu ludzi w jednym miejscu.
Zawahaa si przez chwil, ale ruszya w d. U stp schodw ziemiochodzcy z
obnaonymi piersiami stali obok lnicej platformy, pokrytej mikkimi poduszkami. Imenja
umiechna si do Imi i pomoga jej na ni wej. Kiedy uoya si na poduszkach, Imi

posza za jej przykadem. Nekaun zosta przy schodach.


Ziemiochodzcy mczyni o obnaonych torsach chwycili za sterczce po bokach
drgi. Inny mczyzna rzuci rozkaz i platforma si uniosa. Imi chwycia si jej bokw. Co
prawda ziemiochodzcy szli rwno i spokojnie, ale czua si troch niepewnie tak wysoko
nad gruntem.
Dwie kolumny odzianych w czarne szaty mczyzn i kobiet zeszy ze schodw i
przeszy obok platformy, po obu stronach. Tum si rozstpi, by tragarze mogli ponie Imi z
Imenj wzdu ulicy. Imi obejrzaa si na Nekauna, ktry wznis rk na poegnanie.
Kiedy chciaa odpowiedzie mu tym samym, wok wystrzeliy roje kolorowych
obiektw. Drgna wystraszona, ale zaraz si rozemiaa, kiedy na platform spad deszcz
kwietnych patkw.
- Zawsze tak robi? - spytaa, gdy wok spyway kolejne.
- To zaley od okazji - odpara Imenja. - Ludzie zwykle si tak zbieraj, kiedy wiedz,
e jest szansa zobaczenia ktrego z Gosw, zwaszcza Nekauna. Ale my nie dostajemy
kwiatw. To na twoj cze.
- Czemu? - zdumiaa si Imi.
- Jeste ksiniczk. Tradycja nakazuje takie ceremonie wobec osb z krlewskich
rodw. W dawnych czasach monarcha i jego krewni w zamian odrzucali monety, ale ten
zwyczaj znikn wraz ze mierci ostatniego krla Avvenu, prawie sto lat temu.
- Nie macie krla? Imenja pokrcia gow.
- Od tego czasu ju nie. Krl nie mia nastpcw, a ludzie wybrali zamiast tego rzdy
Gosw. Rzdzimy take w Murrze, na pnocy, poprzez Oddanego Sug, ktrego wybieraj
miejscowi Sudzy. W lecym na poudniu Dekkarze ludzie uznaj Najwyszego Wodza,
cho jego nastpca wskazywany jest przez bogw i niekoniecznie musi by jego potomkiem
w prostej linii.
- Jak bogowie przekazuj ludziom, kogo wybieraj?
- Kandydaci musz przej prby swoich umiejtnoci, wyksztacenia i zdolnoci
przywdczych. Ten, komu si to uda, zostaje Najwyszym Wodzem.
- A wic bogowie pilnuj, eby przeszed ten, ktry im si podoba?
- Wanie. - Imenja kiwna gow.
- Zastanawiam si, czemu wczeniej o to nie zapytaam - przyznaa Imi. - Wydaje si,
e ksiniczka powinna wiedzie takie rzeczy. Chyba nie jestem dobr ksiniczk.
- Jeste wspania ksiniczk - zapewnia j z umiechem Imenja. - Nie uczono ci
stawiania takich pyta, bo twj ojciec nie spodziewa si, e bdzie ci to potrzebne.

Imi skrzywia si na wspomnienie ojca.


- Strasznie bdzie si na mnie gniewa. Imenja umiechna si szerzej.
- Dlaczego?
- Bo zamaam reguy i wpadam w kopoty.
- Nie sdz, eby si tym przejmowa. Kiedy ci zobaczy, bdzie szczliwy, e
wrcia.
Imi westchna.
- Ja te bd szczliwa. I nie bd si skary, jeli kae mi siedzie w moim pokoju
albo przez rok uczszcza na dodatkowe lekcje. Nigdy ju nie bd taka nieposuszna.
Platforma skrcia. Imi zobaczya, e posuwaj si teraz inn ulic. W oddali
dostrzegaa ju morze i malutkie sylwetki statkw. Znw zasypa j deszcz patkw i nastrj
jej si poprawi.
Chciaabym, eby tato to oglda, pomylaa. Mgby zmieni zdanie o
ziemiochodzcych. Nie wszyscy s li.
I umiechna si.
Kiedy pozna Imenj, sam si przekona.
Mwca Veece wyszed z altany w chwili, kiedy Auraya wyldowaa na platformie.
- Dzikuj ci, Aurayo z Biaych - powiedzia, kiedy wrczya mu bukaki wody oraz
kosze z suszonymi owocami, zimnym misem i chlebem.
Umiechna si.
- Nie moemy pozwoli, ebycie umarli z godu i caa nasza praca posza na marne. Jasne promienie wiata sonecznego paday na platform i trudno byo zajrze do ciemnego
wntrza altany. - Jak si czuj wszyscy?
- Dobrze. Wilar twierdzi, e jestemy wyleczeni. Do domu bdziemy mogli wrci,
gdy reszta klanu odzyska zdrowie. Musimy pozosta w wiosce i unika przybyszw, dopki
zaraza nie zniknie z Si.
- Ma racj. - Skrzywia si. - Trudno tak cierpliwie czeka, ale jest pewne, e jeli
ktre z was znowu si zarazi, to umrze. Musicie bardzo uwaa, zwaszcza na goci z
zewntrz.
Westchn i kiwn gow.
- Bdziemy. Nie chcemy zmarnowa waszych wysikw, jak wczeniej powiedziaa.
- Przeszed na brzeg platformy i spojrza na pozostae altany. - Uratowalicie nas, ty i Wilar.
Jestemy wam winni wdziczno...
- Nic mi nie jestecie winni. - Pokrcia gow. - Ja... :Aurayo...

: Kapan Magen?
: Tak, to ja. Jak sobie radzi klan Pnocnej Rzeki?
: Wracaj do zdrowia.
: Mam ze wieci. Siyee przyprowadzili do mnie troje chorych dzieci. Wszystkie z
sercoerem. Wydaje si, e odwiedzili chorych przyjaci, tych, ktrych odizolowalimy poza
Przestrzeni. I od nich si zarazili. Obawiam si, e przenieli chorob na innych.
Auraya westchna.
: W takim razie lepiej wrc.
: Moe zechcesz jeszcze zboczy z drogi, doda. Wanie przyby posaniec z klanu
Pnocnego Lasu. Przynis wiadomo, e ludzie tam take choruj. Nie potrafiem orzec,
czy to ta sama choroba.
: Tego si wanie obawiaam. Dobrze. W drodze powrotnej odwiedz ten klan. Czy ty
i Danien poradzicie sobie z zaraz w Przestrzeni?
: Postaramy si.
: Dzikuj ci, Magenie.
Z ponurym umiechem zwrcia si znowu do Mwcy Veece'a.
- Musz wraca - owiadczya. - Choroba pojawia si znowu w Przestrzeni, a ludzie z
klanu Pnocnego Lasu take zaczli chorowa.
Starzec poblad.
- Co zrobisz?
- Porozmawiam z Leiardem... to znaczy Wilarem. Wrc jeszcze.
Przesza na krawd platformy i skoczya. Rozgldajc si za tkaczem, wysaa
mylowe wezwanie.
Juran!
: Auraya? Co si dzieje u Siyee?
: Klan Pnocnej Rzeki jest praktycznie wyleczony, ale wanie odebraam wieci o
dwch nowych ogniskach. Mam nadziej, e jednym z nich zajmie si Leiard.
: To szczliwy zbieg okolicznoci, e oboje jestecie na miejscu, cho wci nie
rozumiem, dlaczego waciwie przyby do Si. Czy pomylaa, e mg tam wyruszy, liczc
na to, e spotka si z tob w sekrecie?
Poczua rumieniec na twarzy. Wanie dlatego staraa si jak najduej nie wspomina
Juranowi o obecnoci Leiarda, eby unikn odpowiedzi na takie pytania.
: Nie powita mnie radonie i nie prbowa odnowi... niczego.
: To dobrze. Teraz musz i.

Leiard wanie wynurzy si z altany. Opada, wyldowaa obok, a on a podskoczy


zaskoczony.
- Wanie dotary do mnie ze wieci - oznajmia.
- Jakie?
- Klan Pnocnego Lasu choruje. Nie wiadomo, czy to sercoer, czy nie.
Spospnia.
- I chcesz, ebym si nimi zaj?
- Tak. Zaraza pojawia si te w Przestrzeni, mimo wysikw Sirri i kapanw.
Zmarszczy czoo. - I chciaaby, ebym ci nauczy magicznego uzdrawiania?
Zawahaa si. Dopki nie uzyska zgody Chai, nie planowaa prosi go znowu. Ale
jeli Leiard byby chtny, a ona zdy zapyta Chai jeszcze raz...
- Tak.
- A rozwaaa moliwo, e bogowie nie dali ci tej umiejtnoci, poniewa nie
powinna jej posiada? - zapyta Leiard.
Zamrugaa zdziwiona. Czyby nauczy si nie tylko ukrywa wasne myli, ale te
odczytywa cudze?
- To moliwe. Musiaabym si ich poradzi. Kiwn gow.
- Jeli si zgodz, naucz ci.
Serce zabio jej mocniej z radoci. Umiechna si szeroko.
- Daj mi chwil - powiedziaa. :Chaio?
Czekaa na odpowied. Leiard cofn si o krok. Wyraz niepokoju przemkn mu po
twarzy, szybko zastpiony przez rezygnacj. Zawoaa po raz drugi i wyczua, e potna
reakcja zakoysaa magi tego wiata.
: .Aurayo...
To nie by Chaia, ale Huan.
: Huan... pomylaa zdumiona. Dzikuj, e przybya na moje wezwanie.
: Chcesz opanowa Dar uzdrawiania tego tkacza snw, stwierdzia bogini.
: Tak.
: Chciaabym by to byo moliwe, ale nie moemy na to pozwoli. Magia tego rodzaju
narusza w wiecie rwnowag midzy yciem a mierci. Gdyby ludzie zrozumieli, co mona
dziki niej osign, i gdyby wiedzieli, e Biali potrafi jej uywa, ich dania wobec was
stayby si nierealne.
Rozczarowanie cisno serce Aurai.
: Ale Siyee...

: Nie wszyscy umr. To tragiczna cena, jak pac za utrzymanie rwnowagi ycia i
mierci. Moesz tylko dziaa jak najszybciej, by nie dopuci do rozprzestrzenienia zarazy.
: A Leiard? Czy on narusza rwnowag ycia i mierci?
: Tak, ale jest tylko samotnym tkaczem snw. W przeciwiestwie do ciebie nie
sprawuje wadzy. Szkoda jest minimalna.
: Moe uczy innych...
: Nie uda mu si. Niewielu jest zdolnych do opanowania tego Daru. Ty moe by
zdoaa, ale konsekwencje byyby o wiele powaniejsze.
Westchna.
: A wic musz odrzuci jego propozycj.
: Niestety tak.
Poczucie obecnoci bogini rozwiao si i Auraya spojrzaa na Leiarda.
- Odmwili - odgad.
- Tak. - Skrzywia si. - Miae racj. Nie powinnam mie tego Daru. - Ze smutkiem
pokrcia gow. - Wrc do Przestrzeni. Tylko kto majcy odpowiednie powaanie zdoa
tam zahamowa rozprzestrzenianie zarazy. Klan Pnocnego Lasu mieszka najbliej std.
Sprbuj si nim zaj. - Zauwaya, e ma niepewn min. - O co chodzi?
Odwrci wzrok.
- Planowaem opuci Si.
Umiechna si wspczujco.
- Sercoer pomiesza i moje plany. - Zmarszczya czoo, widzc jego znuone
spojrzenie. - Nadal chcesz std odej? Och... chciae odej z mojego powodu...
Wzruszy ramionami.
- Otrzymaem rozkaz, by si do ciebie nie zblia.
- Nie bd mieszny. - Opara rce na biodrach. - Przecie Juran na pewno by nie
chcia, eby porzuci Siyee z powodu... A mnie i tak nie bdzie w wiosce klanu Pnocnego
Lasu. Przecie chyba nie mwi, e masz opuszcza kady kraj, w ktrym akurat si znajd.
Leiard spuci gow. Po chwili jednak spojrza na ni. Wzrok mia zimny.
- Nie tak dokadnie. Nie zajmowa si szczegami. - Zastanowi si. - Jeli wyrusz
do klanu Pnocnego Lasu... jeli zostan w Si... obiecasz, e nie stanie mi si krzywda?
Wytrzeszczya oczy. Czyby a tak obawia si kary?
- Na pewno nikt ci nie skrzywdzi.
- Obiecaj - powtrzy. - Przysignij na bogw. Milczaa przez kilka uderze ttna,
nazbyt wzburzona jego nieufnoci, by odpowiedzie. Ale jeli tego trzeba, eby zosta w Si i

pomaga Siyee...
- Przysigam w imi Chai, Huan, Lore, Yranny i Saru, e dopki tkacz snw Leiard
pozostaje w Si i pomaga Siyee walczy z sercoerem, nie spotka go adna krzywda.
Teraz to on patrzy na ni, wytrzeszczajc oczy. Z jego twarzy z wolna ustpowao
napicie. Umiechn si.
- Nie mog uwierzy, e to zrobia - rzek. - Dla mnie. Westchna z irytacj.
- A ja nie mog uwierzy, e o to prosie. Pjdziesz do klanu Pnocnego Lasu?
- Tak. Oczywicie. Zaraz si spakuj. I lepiej uprzedz Tyve'a.
Sign po zawieszony na szyi gwizdek i dmuchn mocno. Auraya skrya umiech.
Tyve wydawa si cakiem zadowolony, e jest wzywany w ten sposb, ale zastanawiaa si,
jak dugo to potrwa.
- Wilarze!
Obejrzaa si. Mody Siyee spyn z gry i wyldowa na platformie.
- Pakuj si - poleci mu z umiechem Leiard. - Mamy nastpny klan do leczenia. Tyve szeroko otworzy oczy, gdy zrozumia znaczenie tych sw. - Auraya musi wrci do
Przestrzeni i tam walczy z zaraz.
Tkacz spojrza jej w oczy i wygi wargi w lekkim umiechu. Przypomniaa sobie
chd jego wzroku, kiedy dotara do wioski.
Ciesz si, e to si zmienio, pomylaa. Lepiej, ebymy rozstali si w przyjani.
- Powiem Mwcy Veece'owi o naszych planach - zaproponowaa. - Uwaajcie na
siebie.
Leiard kiwn gow.
- Bdziemy. Powodzenia.
- Dziki.
Podesza na skraj platformy i wzbia si w powietrze.

33
Zaoga wcigna agle i ju wkrtce obok pyu przesoni wiee i mury Glymmy.
Niska, blada linia, bdca wybrzeem Avvenu, przesuwaa si po lewej burcie; po prawej
horyzont by paski i rwny. Reivan opieraa si o reling i zastanawiaa, co ley poza nim.
Niskie gry poudniowego Sennonu, mylaa. Potem pustynia, potem gry, a potem
bogate krainy cyrklian.
Nie ca Ithani Pnocn za grami pokrywaa yzna gleba. Porodku znajdoway si
suche pustkowia, a gry Si byy praktycznie nie do przebycia. Ale i tak cyrklianie posiadali o
wiele wicej terenw uprawnych ni pentadrianie. Murr lea wcinity midzy skarp a
morze, Avven nkay susze, a bogactwa Dekkaru pochodziy z wykarczowanej dungli,
jednak gleba tam w cigu kilku lat zmieniaa si w bezuyteczny py.
Jak wyglda ojczyzna Imi?
Reivan uzyskaa pewne informacje od Imenji. Borra jest krgiem wysp, tumaczya.
Ale Elai nieczsto si na nie wyprawiaj z obawy przed atakami piratw. yj w miecie, do
ktrego prowadzi podwodny tunel.
Wic jak si tam dostaniemy? zastanawiaa si Reivan.
- Jest take inne wejcie, nad wod.
Reivan a podskoczya. Odwrcia si i zobaczya stojc tu za ni Imenj.
- Rozumiem - powiedziaa. - To dobra wiadomo.
- Och, prawdopodobnie z niego nie skorzystamy. Elai nie ufaj ziemiochodzcym,
wic wtpi, czy w ogle wpuszcz nas do miasta.
- A jak spotkamy si z krlem?
- Moe na ktrej z wysp. - Imenja wzruszya ramionami. - Zobaczymy, kiedy
dopyniemy.
- Czy Imi jako si tu urzdzia? Drugi Gos umiechna si.
- Tak. Jest w pawilonie i przebiera si w co wygodniejszego. Chyba niedugo do nas
doczy. Wydaje si, e nawet Elai cierpi na chorob morsk. A jak ty si czujesz?
Reivan skrzywia si. Staraa si nie zwraca uwagi na to przykre i dokuczliwe
uczucie w odku.
- Mogo by gorzej.
- Przejdzie ci za par dni. - Imenja popatrzya w stron morza. - Mam dla ciebie
zadanie.

Reivan zdziwiona spojrzaa na swoj przeoon. Czego Imenja moe od niej chcie?
Przecie przez dugie miesice bd uwizione na statku...
- Jakie?
- Chc, eby nauczya si jzyka Imi. Byoby dla nas lepiej, gdybym nie bya jedyn,
ktra moe si porozumiewa z Elai.
Reivan umiechna si z ulg.
- Z tym sobie poradz, chocia to, jak dobrze mi pjdzie, zaley od tego, ile bd
miaa czasu. Imi jest skonna mnie uczy?
- Tak. - Imenja kiwna gow. - Mwiymy o tym. To da wam obu jakie zajcie w
trakcie rejsu.
- A ja kupiam te wszystkie ksiki, bo mylaam, e bd miaa mnstwo czasu na
lektur... - Reivan westchna.
- Na czytanie te znajdziesz czas. Musisz jeszcze pilnowa mnie, ebym nie oszalaa z
nudw.
- Stanowczo nie moemy na to pozwoli. - Reivan spojrzaa z ukosa na Imenj. Tkwi na statku z oszalaym Gosem... To nie brzmi zachcajco.
Imenja zachichotaa. Znowu popatrzya w morze, a potem Zabbnia palcami o reling.
- Imi jeszcze nie odkrya, e potrafi czyta jej w mylach. Jest zdziwiona, e znam jej
imi i potrafi mwi w jej jzyku, ale jak dotd nie domylia si dlaczego.
- Zamierzasz jej powiedzie?
- Jeszcze nie. Podejrzewam, e z umiejtnoci czytania w mylach wydam si Elai
znacznie mniej godna zaufania ni zwykli ziemiochodzcy.
- Moliwe. Chocia Imi moe to w przyszoci odgadn. Pomyli, e nie chciaa jej
tego wyjawi, by j oszuka.
- To fakt. - Imenja zmarszczya czoo. - Cho wiele by trzeba, eby utraci jej
zaufanie. Musz poda jakie wiarygodne wytumaczenie.
Statek zakoysa si nagle na fali, a Reivan poczua, e jej wntrznoci przemieciy
si w niepokojcy i przykry sposb.
- Myl, e zaraz bd wymiotowa - wycedzia przez zacinite zby.
Imenja pooya jej do na ramieniu.
- Sprbuj wpatrywa si w horyzont. To pomaga.
- A co mam robi w nocy, kiedy go nie wida?
- Prbowa zasn.
- Prbowa? - Reivan zamiaa si, ale natychmiast zapaa reling, gdy statek

zelizgn si w d po drugiej stronie fali.


- I jeszcze jedno - dodaa Imenja. - Nie wychylaj si za bardzo. Moesz zgubi swj
wisior. Albo sama wypa.
Reivan spojrzaa na wiszc na szyi srebrn gwiazd.
- Zrobiaby mi nowy, prawda?
- To niemoliwe. We wntrzu kadego wisiora umieszczony jest kawaek koralu,
starannie hodowany wedug sekretnych metod znanych tylko Gosom i kilkorgu wybranym
Sugom. Naturalnym odruchem koralu jest, by w pewn konkretn noc kadego roku przesa
telepatyczny sygna do innych korali, co powoduje masowe uwolnienie zarodkw. My
hodujemy pewn szczegln odmian, ktra pozwala na kierowanie naszych wasnych
sygnaw albo myli w dowolnym okresie roku. Dziki temu moemy si porozumiewa
poprzez wisiory. - Imenja rozemiaa si. - Nie mam przy sobie zapasowych kawakw
koralu, wic lepiej pilnuj swojej gwiazdy.
Reivan podniosa wisior i odwrcia go. Tylna powierzchnia bya gadka, z jednym
tylko zagbieniem porodku, wypenionym czarn i tward substancj. Czsto si
zastanawiaa, co to takiego, ale jej dawne mylicielskie nawyki analizy przegray z lkiem
przed majstrowaniem przy czym witym i zwizanym z bogami.
- Koral - powiedziaa. - Zastanawiam si, co o tym pomyl Elai.
- Nie dowiedz si - owiadczya stanowczo Imenja. - To sekret, pamitaj o tym.
- Oczywicie. - Reivan opucia wisior na pier. Gos znowu zastukaa palcami o
reling.
- No wic jakie ksiki ze sob zabraa? Mam nadziej, e nie tylko te ksigi
Mylicieli?
Reivan przewrcia oczami i odsuna si od burty.
- Chodmy, poka ci.
Mirar zamia si w duchu.
Jeste z siebie dumny, co? spyta Leiard.
Ta obietnica, ktr wydobyem z Aurai, rozwizuje wszystkie nasze problemy, odpar
Mirar. Nie musz std odchodzi, mog zosta i nadal pomaga Siyee. Nie zamie sowa
danego w imieniu bogw.
Nie zamie? A mylaem, e to ja jestem atwowierny.
Bo jeste. Ty by jej nie poprosi o tak obietnic.
Poniewa wiem, e j zamie, jeli bogowie dadz jej taki rozkaz.
Obietnic zoon w ich imieniu?

Kto si dowie? Nie byo wiadkw.


Auraya bdzie wiedziaa. Strac jej szacunek.
Ale ty nadal bdziesz martwy.
Nie, jeli nie dam im powodu, eby mnie zabija. Dopki Siyee choruj, jestem
bezpieczny. Kiedy ju minie zaraza, postaram si znowu znikn. I mam du szans, e mi si
uda, jeli tylko Auraya bdzie wtedy gdzie indziej.
Przy kadym kroku wok stp Mirara przelewao si boto. Byo coraz gbsze, a
powietrze cuchno zgnilizn. Pod nosem przeklina Tyve'a. Niewtpliwie chopak wysa go
tym wwozem, poniewa bieg w kierunku wioski klanu Pnocnego Lasu i gwarantowa
atwiejsz drog ni otaczajce go zbocza. Niestety, Tyve nie mg zajrze przez gst
rolinno na bagnisty grunt pod spodem.
Przy kolejnym kroku Mirar polizgn si i chwyci pie drzewa, by nie zjecha w
boto. I wyldowa w kauy mazi.
Znw zakl i wsta z wysikiem. Przed sob widzia nieskoczony las cienkich pni
sterczcych pomidzy kpami trawy. Ziemia midzy nimi lnia.
Musisz zawrci, stwierdzi Leiard.
Mirar westchn. Kpy trawy unosiy si na powierzchni bagna, przez co grunt
wydawa si solidniejszy, ni by w rzeczywistoci. Spojrza na siebie - boto oblepiao
spodnie i ciekao z kamizelki tkacza snw.
Gdyby Auraya moga mnie teraz zobaczy... pomyla.
... niele by si z nas umiaa, dokoczy Leiard.
Owszem. Zauway, e si umiecha. Pokrci gow, zawrci i pomaszerowa drog,
ktr przyszed.
Lubisz j, stwierdzi Leiard.
Nigdy nie mwiem, e nie.
Nie, ale tym razem zdajesz sobie z tego spraw. Sam doszede do tego wniosku, bez
mojego wpywu. Wiesz, e to twoje wasne odczucia, nie moje.
Mirar pomyla chwil i kiwn gow.
Rozumiem, o co ci chodzi.
Teren by coraz bardziej stromy. Mirar przypomnia sobie liskie zejcie do wwozu,
uwiadomi, jak trudno bdzie si wydosta, i jkn.
Auraya pewnie ju dotara do celu, pomyla niechtnie.
Powrcio wspomnienie Biaej - skaczcej z platformy i pdzcej w gr pod ktem,
ktrego Siyee nie potrafiliby naladowa. Obserwowa j, pki nie znikna za koronami

drzew; zastanawia si teraz, dlaczego ta jej umiejtno wci go zdumiewa.


Bo j podziwiasz, stwierdzi Leiard. Dlatego.
Mirar wzruszy ramionami.
Tak.
Nie tylko z powodu tej swobody, z jak uywaa swego niezwykego Daru, ale przez
sposb, w jaki robia to, co musiaa. Bya kompetentna, ale nie zarozumiaa. Efektywna, ale
nie pozbawiona wspczucia.
Nie jest nieatrakcyjna, doda. Ale naturalnie bogowie nie wybraliby kogo brzydkiego
na swojego przedstawiciela.
Chocia jej uroda nie jest tak oczywista. Niektrzy powiedzieliby, e ma zbyt ostre
rysy.
Ci, ktrzy wol zaokrglone kobiety o obfitych ksztatach, zgodzi si Leiard.
Ale nie jest te kanciasta. Ma krgoci.
Czyli zauwaye jej krgoci, podchwyci Leiard.
Tak. Mirar wzruszy ramionami. Jestem mczyzn. Zauwaam krgoci. Jeste
zazdrosny?
To przecie niemoliwe. Jestem tob.
Poczu dreszcz. Unis wzrok i zmusi si, by spojrze na strome zbocze, pokryte
krzakami i kamieniami. Wszystko byo wilgotne i liskie. Wyszuka chwyty i oparcia dla
stp, po czym zacz si wspina.
Jeli jeste mn, to nie kochasz Aurai, pomyla Mirar.
Ale tak...
Pokrci gow.
Czyli ja te?
Tak.
Wejcie przypominao chodzenie na rkach i kolanach po czciowo zburzonym
murze. Mirar potrzsn gow, zniechcony zarwno koniecznoci wspinaczki, jak i t
bezsensown rozmow z Leiardem.
Wic dlaczego tego nie czuj?
Nie pozwalasz sobie. Tumisz swoje uczucia.
Doprawdy? Znakomity argument. Mgbym reszt ycia spdzi na szukaniu uczu,
ktrych nie mam, a ty cay czas by uywa tego samego wyjanienia, za kadym razem, kiedy
ich nie znajd. Zajrzyj troch gbiej. Postaraj si bardziej.
Ale przecie w ogle ich nie szukae, zauway Leiard. Jako tkacz snw potrafisz

zbada wasn podwiadomo, ale nie zrobie tego. Boisz si konsekwencji. A jakie to ma
znaczenie, czy mam racj? I tak nie moesz za ni pody.
Jeli masz racj, sprawi mi to cierpienie. Po co mam ryzykowa?
Poniewa dopki tego nie zrobisz, nigdy si mnie nie pozbdziesz.
Mirar znieruchomia. By ju blisko grzbietu.
Powinienem si skupi na podejciu, pomyla.
Zamiast tego zamkn oczy i spowolni oddech. Wprowadzi umys w senny trans,
przechodzc do niego powoli i z oporami. Zmusi si, by pomyle o Aurai, i zaraz nadpyn
strumie wspomnie... Auraya uzdrawia. Auraya leci. Auraya rozmawia, dyskutuje, mieje
si. Zobaczy przeszo, dalek i cakiem blisk. Pamita ich rozmowy o pokoju midzy
tkaczami snw i cyrklianami, i poczu dla niej szacunek. Wspomnia radosne chwile, kiedy
bawili si z Figlem naszo go uczucie sympatii. Gdy wyobrazi j sobie potn i
utalentowan, poczu podziw i dum. Patrzy na ni w locie i... przypomnia sobie
podejrzenia, jakie budzia w nim ta umiejtno. Odepchn je, by mc si skoncentrowa na
celu swych dziaa. Jeli ma to zrobi jak naley, musi przeywa tylko te chwile, kiedy byli
sobie bliscy, wraca na nowo do intymnoci, rozkoszy, poznawania si, gbszych uczu,
wrae naleenia do siebie, i do tego, e nie chcia by nigdzie indziej... Do poczenia.
Ufnoci.
Mioci.
Zda sobie spraw, e stoi na szczycie, zdyszany z wysiku i z przeraajcej, cudownej
wiadomoci prawdy.
Teraz rozumiem. Emerahl miaa racj, cho w kwestii jednej rzeczy si mylia. Aby
sta si Leiardem, nie musia tworzy w sobie nowych cech charakteru. Nie, raczej
zablokowa te, ktre uzna za najatwiej rozpoznawalne dla innych. A czynic tak, uwolni
inne, ktre od lat spycha na bok.
Leiard jest mn. Ja jestem Leiardem. Jest tym, kim si staem, kiedy stumiem
elementy mojego charakteru, powstrzymujce uczucia, ktre uznawaem za niebezpieczne.
Jak mio.
Uczucia, ktrym nauczy si nie ufa. Mio przynosia mu - niemiertelnemu w
wiecie miertelnikw - jedynie nieskoczony bl. Stajc si Leiardem, da sobie wolno, by
znowu kocha.
Jestem Leiardem. Leiard jest mn.
Przycisn donie do twarzy.
Kocham Auray.

Zamia si z gorycz, dostrzegajc ironi tej sytuacji. Przed wiekami wznis wok
swego serca mur, by nie pokocha ju nigdy miertelnej kobiety, ktra musi umrze. A teraz
pokocha niemierteln. Niezwyk, pikn, inteligentn czarownic o zadziwiajcych
Darach, ktra kiedy take go kochaa.
- Ale jest najwysz kapank tych przekltych bogw! - krzykn.
Dwik wasnego gosu wyrwa go z transu i przenis do penej wiadomoci
otoczenia. Nabra powietrza i wypuci je powoli.
To naprawd byo bolesne, odezwa si do Leiarda.
Odpowied nie nadesza. Moe Leiard chcia sobie z niego zaartowa... Odczeka
jeszcze chwil.
Nic. Moe znikn.
Mirar pokrci gow.
Nie. Nie znikn, ale nie jest ju oddzielony ode mnie ani ja od niego.
Rozejrza si i ruszy przed siebie. Nie mia nic innego do roboty, oprcz dalszego
marszu. Samotnie. Poczu ukucie alu. Przeczuwa, e nie usyszy ju Leiarda.
Chyba bd za nim tskni. Nie mog mie Aurai, a teraz nie mam te Leiarda do
rozmowy.
Ta myl powinna bya go rozbawi, ale zamiast tego pozostawia uczucie pustki i
zasmucenia.
Juran kry po pokoju na najwyszym pitrze Biaej Wiey. Za kadym razem, kiedy
mija okno, spoglda na miasto. Ju dawno zrezygnowa z prb zachowania w pamici tego,
jak wygldao Jarime na samym pocztku albo w rnych okresach tych stu lat. Nie starza si
fizycznie, ale jego wspomnienia blaky tak samo jak u zwykych miertelnikw.
To byo teraz rdem jego dylematu.
: Nie pamitam, tumaczy. To ju tak dawno... Cakiem jakbym prbowa sobie
przypomnie pokojwk moich rodzicw. A przecie widziaem j tysic razy czciej ni
Mirara, kiedy jeszcze y. Czemu chcecie, ebym sobie przypomnia, jak wyglda?
: To podejrzenie, odpara Huan. Albo Mirar yje, albo mamy na wiecie drugiego
tkacza snw z umiejtnociami normalnie dostpnymi tylko niemiertelnym.
Juran poczu, e zamiera mu serce.
: Nie jestem pewien, co byoby gorsze. Czyli ty go nie rozpoznaa?
: Nie mog go zobaczy inaczej, ni przez oczy kogo innego. Nie mog go rozpozna,
jeli nie rozpoznaje patrzcy. Ty jeste jedyn yjc osob, ktra moe go zidentyfikowa.
: Ale przecie odgadaby, e to Mirar, patrzc w jego myli...

: Nie mog zobaczy jego myli.


Juran znieruchomia. Dreszcz przebieg mu po plecach.
: Czy moe ten tkacz snw to Leiard?
: Tak.
: Leiard nie moe by Mirarem. Zagldaem w jego umys.
: Umys, ktry teraz jest cakiem zasonity. Jeli potrafi tego dokona, to moe
wczeniej potrafi ukry cz umysu. Potrafi te uzdrawia w sposb, jaki znaj
niemiertelni. Tak uzdrawia Mirar, dodaa. Poza tym jest jeszcze jeden podejrzany fakt.
: Co takiego?
: Ma dostp do wspomnie Mirara i sam przyznawa, e sysza w mylach jego gos.
: Ale nie moe by Mirarem! Poznabym go!
: Zastanawiam si, czy rzeczywicie. Sto lat to dugi czas. Nie obserwowalimy efektu
utraty wspomnie u stworzonych przez nas niemiertelnych, a do teraz. Czy zostay jakie
portrety Mirara?
: Wikszo zniszczono, ale moe zachoway si jakie w archiwach. Ale... znalelimy
jego ciao.
: Znalelicie ciao, ktre byo mocno poamane. Nie musiao nalee do niego.
: A jeli Leiard nie jest Mirarem?
: Moe by nowym Dzikim.
: A to czyni go niebezpiecznym?
Tak.
: Czy co moe grozi Aurai?
: Chaia jej pilnuje.
Juran podszed do okna i znowu spojrza na miasto. Jeeli Leiard okae si nowym
Dzikim i bd zmuszeni go zabi, Auraya si zaamie. Na pewno rozpaczaaby bardziej,
gdyby wci go kochaa, ale i tak trudno jej bdzie zrozumie argumentacj bogw, e
wszyscy Dzicy s niebezpieczni.
: Nie odnalelimy wszystkich Dzikich. Ci, ktrzy si wymknli, nie sprawiali nam
adnych kopotw, przypomnia.
: Jeszcze nie. Pamitaj, e moc deprawuje. Niemiertelni nie uznaj naszej wadzy.
Uwaaj, e ich dusze nie bd musiay pokona mierci ciaa, a wic nie czuj potrzeby, by
by nam posuszni. S potni i mog wyrzdzi wiele szkd. Lepiej pozby si ich teraz, ni
czeka, a wykorzystaj swj potencja.
: A co bymy zrobili, gdyby cyrklianin sta si niemiertelny... bez waszej pomocy?

: Gdyby by lojalny, moe pozwolilibymy mu y.


Juran przycisn czoo do chodnej szyby.
: Czyli musimy zlikwidowa Leiarda. Nie mamy wyboru.
: Jeli istotnie jest nowym Dzikim.
Jak mamy to sprawdzi?
: .Bdziemy go pilnie obserwowa. Nie uprzedzaj jeszcze Aurai ani innych Biaych o
moliwoci, e to Dziki. Leiard zaproponowa, e nauczy j magicznego uzdrawiania. To
bdzie wymagao poczenia umysw, co by moe pozwoli nam zajrze poza tarcz, ktr
si osania. Zanim uderzymy, musimy mie pewno, e to Mirar.
: Kiedy to nastpi?
Jeszcze nie zdecydowalimy. Istnieje ryzyko. Poszukamy najpierw innych sposobw
odkrycia jego prawdziwej tosamoci. Kiedy postanowimy, damy ci zna. Dobranoc, Juranie.
Juran odsun si od okna i podszed do szafki, w ktrej trzyma alkohol dla goci.
Nala sobie toreskiego tipli. Cho nie mg si nim upi, wychyli kielich i nala nastpny.
Kwaskowary posmak piek w jzyk i odwiea.
: Dla dobra Aurai mam nadziej, Huan, e si mylicie.
Bogini nie odpowiedziaa.

CZ TRZECIA

34
Z gry bkitne jeziora Si przypominay migoczce klejnoty nawleczone na srebrzyst
ni rzeki. To, do ktrego zmierzaa Auraya, miao ksztat pksiyca. Kiedy przyjrzaa mu
si dokadniej, zauwaya na wodzie mae dki. Z pocztku bya zdziwiona odkryciem, e
Siyee radz sobie z eglowaniem i rybowstwem nie gorzej od ziemiochodzcych. Byli
ludem nieba - ale to przecie nie znaczy, e nie mogli pywa odziami albo zarzuca sieci.
Bardziej dziwi j widok paskich, rolniczych terenw nad brzegiem. Klan Bkitnego
Jeziora mieszka w gbi Si, nie musia wic odzyskiwa ziemi uprawnej od toreskich
osadnikw. Wydawao si, e na tym obszarze ju dawno wykarczowano drzewa pod zasiew.
Widziaa ciemnozielone licie ozimych upraw, ktre Siyee co wiosn zakopywali, by uyni
gleb.
Przez ostatnie dwa miesice obserwowaa, jak kraina i jej mieszkacy przygotowuj
si do zimy. Magazynowali ywno, naprawiali altany i szyli cieplejsz odzie.
Tutejsze altany nie opieray si na pniach drzew. Skierowaa si ku najwikszej,
uznajc, e bdzie to pewnie miejsce spotka, a przynajmniej dom tutejszego Mwcy.
Musieli j zauway, gdy rozlegy si gwizdy, a Siyee zaczli schodzi z pl i
wysypywa si z altan. Gdy j ujrzeli, skierowali si w stron podwyszonej drewnianej
platformy. Zmienia wic kurs, by tam wyldowa.
Kiedy na niej stana, powietrze zadrao od powitalnych krzykw i wistw. Z ulg
zauwaya, e wikszo obecnych wyglda zdrowo. Mwca wynurzy si z duej altany,
ktra - jak wyczytaa w jego mylach - bya skadem zbiorw klanu.
- Witaj w wiosce klanu Bkitnego Jeziora, Aurayo z Biaych. Jestem Mwca Dylli. Od jednej z kobiet wzi kubek wody, od drugiej tradycyjne ciastko i przekaza je Aurai.
Zjada i popia wod.
- Ciesz si, e jestecie zdrowi. Mwca spowania.
- Rozpaczamy po stracie dziewiciorga naszych ludzi, mczyzn, kobiet i dzieci. Ale
stracilibymy ich wicej, gdybymy nie posuchali twojej rady, jak zapobiega przenoszeniu
choroby na innych... i gdyby nie przyby tkacz snw.
- Wilar - domylia si Auraya. - Syszaam, e zmierza do was, dlatego sama nie
przyleciaam wczeniej. Jestecie w dobrych rkach. Chciaabym si z nim spotka.
- Zaprowadz ci do niego.
Zesza z platformy i posza za nim. Zamia si, widzc, e z ciekawoci przyglda

si konstrukcji.
- Wikszo klanw mieszka na drzewach albo na nierwnym terenie, takim jak
Przestrze. U nas okolica jest paska. Dla najstarszych z nas odrywanie si od ziemi byo
mczce, wic zbudowalimy dla nich podwyszenie.
Auraya ze zrozumieniem kiwna gow. Siyee mogli startowa, skaczc z rozpdu w
gr, ale wymagao to znacznej energii. O wiele atwiej, zwaszcza starszym, byo skoczy z
gazi albo urwiska. Platforma penia t sam funkcj.
Tum Siyee poda za nimi. Dzieci miay si i dokazyway. Na granicy pl
uprawnych wzniesiono trzy nowe altany. Doroli zatrzymali si w pewnej odlegoci od nich i
kazali dzieciom zosta. Auraya i Mwca przeszli kawaek dalej.
- Ja nie chorowaem, wic musz si trzyma z daleka - powiedzia. - Przeka
tkaczowi snw Wilarowi wyrazy szacunku.
- Przeka. A jeli mog jakkolwiek pomc, zrobi to. Z wdzicznoci skoni gow.
Odwrcia si i powolnym krokiem pokonaa reszt drogi do altan. Suchaa myli...
Dolegliwoci, bl i lk chorych byy szokiem po dobrym nastroju zdrowych czonkw klanu.
Po chwili znalaza to, czego szukaa: umys wiadomy obecnoci czowieka, ktrego nie
potrafia wykry.
Zatrzymaa si przed altan.
- Mog wej?
Przez chwil trwaa cisza, a potem znajomy gos odpowiedzia:
- Oczywicie, Aurayo.
Poczua, jak dwik tego gosu poprawia jej humor. Odsuna kotar i wkroczya do
sabo owietlonego pomieszczenia.
Pomidzy grubym rodkowym supem a zewntrznymi wspornikami wisiay cztery
hamaki, po dwa z kadej strony. Leiard sta przy jednym z nich i yeczk karmi lec
kobiet. Popatrzy na Auray.
- Rozejrzyj si - zachci.
Przesza midzy hamakami, sprawdzajc stan zdrowia kadego z pacjentw.
Znajdowali si w najgorszym etapie choroby, ale zwalczali j, cho z trudem.
- Ci, ktrzy ju wracaj do zdrowia, s w tej altanie po lewej stronie, a ci, ktrych
ciaa nie potrafi si opiera, w tej drugiej - powiedzia szeptem Leiard.
Syszc jego kroki, uniosa gow. Wrzuci mis i yk do duego kamiennego
naczynia z wod i wpatrywa si w nie przez chwil. Woda zacza parowa, potem
zabulgotaa. Zostawi j wrzc, podszed do wyjcia i obejrza si.

- Chcesz zobaczy? - zapyta.


Kiwna gow. Wyszli razem. Zauwaya dzieci Siyee, przygldajce si z daleka, jak
przechodz do ssiedniej altany. Auraya szybko ogarna wzrokiem wntrze: w
przeciwiestwie do poprzedniej, ta altana bya zastawiona meblami. Zdrowo wygldajcy
Siyee siedzia ze skrzyowanymi nogami na rodku pomieszczenia i pracowa nad uprz ze
strzakami. Inny pochyla si nad krosnem, a jego donie poruszay si szybko. Dwie kobiety
przygotowyway konfitury, chopiec i dziewczynka grali w co w gbi. Wszyscy unieli
gowy, kiedy weszli Auraya z Leiardem.
Gdy Leiard j przedstawia, Auraya powoli zaczynaa rozumie, czemu ci ludzie tu
przebywaj - spodziewaa si chorych Siyee, a widziaa najwyraniej cakiem zdrowych.
Leiard zabi chorob w ich ciaach, ale nie mogli spotyka si z innymi, gdy grozio to
ponownym zaraeniem. Mogli jednak nadal zajmowa si pracami domowymi, a nawet
przygotowywa jedzenie.
- Jak dugo musz tu zosta? - spytaa, kiedy wyszli.
- Powiedziaem im, e mog opuci altan, kiedy ju nikt z mieszkacw nie bdzie
chory. Wiedz, e nawet wtedy nie maj gwarancji bezpieczestwa, ale nie mog na zawsze
tak tkwi w odosobnieniu.
Auraya skina gow.
- Czy zdaj sobie spraw, jakie mieli szczcie? Wszyscy inni, ktrzy znaleli si w
takiej sytuacji, umarli, czy to w Przestrzeni, czy w innych wioskach.
Leiard skrzywi si i spojrza jej w oczy.
- Ilu do tej pory?
- Mniej wicej co pity.
Potrzsn gow. Odszed kawaek od altany i usiad na pniu. Auraya siada obok i
obserwowaa jego profil. Twarz nie wydawaa si tak ogorzaa jak kiedy, cho wok oczu
wci widziaa zmarszczki od umiechw. Farba schodzia czciowo z wosw, odsaniajc
ich jasny kolor.
- Przyszam zapyta, czy twoja oferta jest aktualna - powiedziaa. - Sercoer jest
wszdzie i zbiera zbyt obfite niwo. Przyleciaam tutaj z klanu witynnej Gry. Tamtejsi
Siyee byli najmniej chtni do wsppracy spord wszystkich klanw, a ich system jaski jest
zbyt ciasny dla tak wielu mieszkacw. yj w bliskim kontakcie... a to nie pomaga w
zapobieganiu zaraeniom.
Umiechn si niechtnie.
- Nie pomaga. - Odwrci wzrok, ale po chwili znowu spojrza na ni spod

zmruonych powiek. - A wic bogowie ju tego nie zakazuj?


- Nie. Ale z Daru leczenia mog korzysta tylko za ich zgod. Tylko w godzinie
naprawd wielkiej potrzeby, takiej jak teraz.
Pokiwa gow.
- Kompromis...
Patrzya na niego, ale nie moga znale waciwych sw. Przez ostatnie miesice w
desperacji bezskutecznie prbowaa eksperymentw na konajcych Siyee. Przekonaa si
jednak, e nie potrafi zabi choroby, gdy nie moe jej wyczu jako czego rozcznego z
zaatakowanym ciaem.
- Moesz wrci wieczorem? - zapyta Leiard. - Tyve poszed zbiera leki, a kto musi
zadba o chorych, kiedy my bdziemy pracowa.
- Oczywicie. Jak dugo to potrwa? Wzruszy ramionami.
- To zaley, czy potrafisz sobie przyswoi wiedz i jak szybko zdoasz j zastosowa.
Moe godzin. Moe kilka nocy.
Auraya przytakna.
- Jest jeszcze jeden klan, ktry chciaam sprawdzi, ale wrc wieczorem.
- A wic wtedy zaczniemy. Pamitaj jednak, e tylko nieliczni potrafi zrozumie
uywane pojcia. To nie kwestia siy magicznej, ale zdolnoci umysowych. Nie wiemy, czy
masz te zdolnoci.
- Mog jedynie prbowa - odpara ironicznie. - Nie byo jeszcze Daru, ktrego nie
zdoaabym opanowa.
- Doprawdy? - Unis brwi. - Tak.
- Zastanawiam si, co zrobisz, jeli ci si nie uda.
- Sprbuj z godnoci przyj ten zawd. Umiechn si kpico.
- Ciekawie bdzie to obserwowa. Spojrzaa mu w oczy.
- To moe zalee od tego, czy bdziesz si ze mnie namiewa, czy nie.
- Uwaasz, e tak bym si zachowa?
- Nie wiem. Zamia si.
- Sprbuj okazywa wspczucie. - Wsta i zerkn na altany. - Jeli masz czas,
przedstawi ci trzeciej grupie. S w kocowym etapie choroby. Jest wrd nich kobieta,
ktra wicej wie o leczniczych rolinach w tej okolicy ni ktokolwiek, kogo dotd spotkaem.
Myl, e j polubisz.
- Tak?
- Moe.

- Przekonajmy si.
Auraya wstaa z umiechem i pomaszerowaa za nim.
Opierajc si o reling, Reivan spogldaa na odlege gry Si. Kapitan ju od kilku dni
pyn w zasigu wzroku od ldu, co moe dodawao jej odwagi, ale te irytowao. Byo co
niepokojcego w wypywaniu tak daleko w morze, e aden ld nie by widoczny. Ale te
widok suchej i nieruchomej powierzchni wydawa si tym bardziej kuszcy, e nie mogli
postawi na niej stopy w obawie, i rozgniewaj mieszkacw.
Przypomniaa sobie, jakie przyjcie spotkao Sugi, ktrzy powdrowali do Si. Ale
trudno si dziwi, e lud nieba odrzuci pentadriaskie zapewnienia o pokoju i przyjani.
Te bym si nie cieszya z wizyty ludzi, ktrzy napadli moich sprzymierzecw i
zabijali moich rodakw, cokolwiek by mwili o swoich intencjach, mylaa. Jeli Biaa
czarownica rzeczywicie potrafi czyta w mylach, na pewno odkrya, e pokj nie jest
jedynym celem Sug.
Reivan skonna bya zgodzi si z Nekaunem, e w tej chwili prba nawrcenia Siyee
nie jest warta wysiku. Jeli wierz, e stworzyo ich jedno z cyrkliaskich bstw, nie przyjm
dobrze sugestii, e ich rzekomy stwrca nie jest prawdziwy i e raczej powinni oddawa
cze Piciorgu.
Zastanawiam si, skd wzili takie pogldy. I jak w ogle pojawili si na wiecie?
Plaskanie bosych stp oderwao Reivan od tych myli. Obejrzaa si i zobaczya Imi, z
kropelkami wody migoczcymi na czarnej skrze. Czapaa ku niej. Przez ostatnie kilka
miesicy przybraa nieco na wadze. Sza pewnym krokiem, ju nie saba i zataczajca si na
rozkoysanym pokadzie.
- Witaj, Reivan - powiedziaa z powag.
- Witaj, ksiniczko Imi - odpara Reivan. Dziewczynka zatrzymaa si i umiechna.
- Tak mnie nazwaa, poniewa byam zbyt powana. Prawda?
- Taki jest twj tytu. Powinnam si przyzwyczaja do zwracania si do ciebie w ten
sposb, zwaszcza e znajdujemy si ju blisko twojego domu.
- Naprawd? - zaciekawia si Imi. - Jestemy pewnie bliej ni poprzednio.
Reivan wskazaa lini gr.
- To jest Si. Lada dzie spotkamy Siyee. A kiedy to nastpi, moemy podpyn do
brzegu i zapyta o... o...
- Wskazwki - dokoczya Imi.
Przez ostatnie miesice Reivan opanowaa jzyk Elai w dostatecznym stopniu, by
prowadzi rozmowy, ale jej sownik nadal by ograniczony.

- Tak. Chocia obawiam si, e Siyee nie zechc ci pomc, poniewa przybywasz tu z
nami.
- Dlaczego mieliby si tak zachowa? Reivan westchna.
- Z powodu wojny.
- A tak. - Imi zmarszczya czoo. - Siyee s sprzymierzecami Biaych czarownikw.
Musz uwaa pentadrian za swoich wrogw.
- Czwarty Gos Genza dotara do Si jeszcze przed wojn, aby jak najwicej
dowiedzie si o Siyee. Ale zanim ustalia, czy bd dobrymi sojusznikami, Biali przysali
tam jedn ze swoich czarownic. T majc rzadki Talent, ktry pozwala jej lata. Genza
potem nie moga ich przekona.
Imi uniosa gow. Oczy jej byszczay.
- To ta sama czarownica, ktra przybya do Elai. Zaproponowaa, e pomoe nam
pozby si piratw, jeli w zamian my pomoemy jej ludowi... Gdybymy si zgodzili, te
bylibymy waszymi wrogami! Ciesz si, e ojciec j odesa.
Reivan poczua dreszcz podniecenia.
- Odesa?
- Tak. On nie lubi ziemiochodzcych. Nie ufa jej.
- A nam zaufa? Jak sdzisz? Imi wzruszya ramionami.
- Nie wiem. Bdzie szczliwy, e przyprowadzilicie mnie do domu. - Nagle
zmruya oczy. - Czy chcecie go poprosi, eby zosta waszym sprzymierzecem?
Reivan spowaniaa, syszc chytry ton gosu dziewczynki.
- Moliwe. Nie z kadym zawieramy sojusze.
Usta Imi rozcigny si w penym determinacji umiechu. Reivan odwrcia wzrok w
nadziei, e jej twarz nie zdradza rozbawienia.
- Czy sprbujecie znowu zaprzyjani si z Siyee? - zapytaa Imi.
Reivan pokrcia gow.
- Jeli nawet, nie nastpi to szybko. Maj zbyt silne przyzwyczajenia.
- Dobrze by byo, gdyby si wam udao. Siyee i Elai zawsze si przyjanili. Wicej
mamy ze sob wsplnego, ni ktokolwiek z nas z ziemiochodzcymi. - Przerwaa, wyranie
si zastanawiajc. - I my, i oni zostalimy stworzeni przez Huan.
- Elai wierz, e stworzya ich cyrkliaska bogini? - spytaa Reivan, przygldajc si
dziewczynce z uwag.
Imi wzruszya ramionami.
- Tak mwi kapani.

- To ciekawe. - Reivan miaa nadziej, e wyglda na bardziej zamylon, ni


zaniepokojon. Serce bio jej teraz nieco szybciej. Czy Nekaun o tym wiedzia? Gdyby tak,
chybaby nie pomyla, e warto posya Imenj, by sprbowaa przekona Elai do
przymierza.
Gdyby Imi o tym pomylaa, on albo Imenja musieliby wiedzie. Zatem jeli nie
wiedz, to Imi o tym nie mylaa, przynajmniej nie w ich obecnoci. A wic pomimo
okropnoci, ktre spotkay dziewczynk, nie wzywaa ona swojej bogini, kiedy przebywaa w
Sanktuarium. Moe religia nie jest dla Elai taka wana...
- Modlisz si do tej bogini? - spytaa. Imi zmarszczya nosek.
- Nie, chyba e kapani mi ka. Modliam si, kiedy byam maa i bardzo czego
chciaam, ale kapani tumacz, e Huan ma za duo pracy, by organizowa maym
dziewczynkom prezenty. Postanowiam modli si tylko wtedy, kiedy bd chciaa czego
wanego.
- Modlia si, gdy bya winiem?
- Par razy... - odpara smutnie Imi. - Myl, e wyszam z wprawy. Ojciec nieczsto
si modli. A czasami w gniewie mwi rne rzeczy, na przykad, e gdyby Huan na nas zaleao, toby nie pozwolia, eby piraci zajmowali nasze wyspy. Uwaa, e ju wiele lat temu
nas porzucia.
Reivan wspczujco pokiwaa gow. Ju otwieraa usta, by powiedzie, e te tak
sdzi, ale zawahaa si. Jak moga krytykowa brak dziaa boga - nawet nieistniejcego skoro jej bogowie dopucili, by ich lud ponis klsk w wojnie?
- Bogowie s tajemniczy - stwierdzia zamiast tego. - Nie zawsze rozumiemy powody,
dla ktrych co robi... albo czego nie robi. Przypominaj rodzicw. Czsto dziaania rodzicw wydaj si dziecku okrutne i niesprawiedliwe. Ale pniej rozumie ono, e to dla jego
dobra.
Imi wolno pokiwaa gow. Twarz miaa skupion.
- Aha! Mamy towarzystwo!
Gos nalea do Imenji. Reivan obejrzaa si i zobaczya zbliajc si kobiet. Drugi
Gos wskazaa na niebo.
- Przybyli, eby si nam przyjrze - stwierdzia.
Imi spojrzaa we wskazanym kierunku i sykna zdziwiona. Reivan take zauwaya
pi wielkich ptakw, szybujcych w stron statku.
Nie, nie ptakw. Siyee.
- Lepiej si schowaj, Imi - polecia Imenja, stajc przy nich. - Nadal nie wiemy, jak na

nas zareaguj. Albo na ciebie, skoro przebywasz w naszym towarzystwie. Nie zmniejszajmy
twoich szans na uzyskanie ich pomocy.
Dziewczynka niechtnie pozwolia kobiecie odprowadzi si do duego pawilonu na
rodku pokadu. Potem Imenja znw stana obok Reivan. Siyee podlecieli ju tak blisko, e
mona byo dostrzec owale ich twarzy.
- Imi wanie mi powiedziaa, e Elai, tak jak Siyee, wierz, i zostali stworzeni przez
cyrkliask bogini Huan - powiedziaa Reivan.
- Wiem - odpara Imenja.
- Wiesz?
- Oczywicie.
- W takim razie dziwi si, e Nekaun pozwoli nam na t wypraw.
Imenja zamiaa si cicho.
- Nekaun nie wie.
Reivan patrzya na ni zdumiona. Nekaun raczej nie pochwali Imenji za to, e ukrya
przed nim co tak wanego.
- Dlaczego nie?
- Sama mwia: Imi jest ksiniczk i powinna by odwieziona do domu z caym
ceremoniaem, przez kogo nie mniej wanego ni Gos.
- Tego nie powiedziaam.
- Niedokadnie tymi sowami, ale taki by sens.
- Ale nie z tego powodu ukrya to przed nim, prawda? Imenja umiechna si.
- Kto tu umie czyta w mylach? - Spowaniaa nieco. - Nie dam si tak atwo
zniechci do szukania przymierza z Elai. Moe nie ma ich zbyt wielu i oddaj cze
faszywym bogom, ale dopki si z nimi nie spotkamy, nie poznamy ich potencjau.
Przypomnij sobie Siyee i to, jak byli skuteczni w bitwie. Walczcy po naszej stronie morscy
wojownicy mog nam przynie takie same, albo nawet wiksze korzyci. Kogo obchodzi, w
jakiego boga wierz?
- Nasi bogowie z pewnoci...
Reivan przerwaa, gdy nad ich gowami rozleg si szum skrzyde. Siyee dotarli do
statku i zatoczyli krg; ich niechtne twarze wyraay podejrzliwo. Urzdzenia, ktre mieli
przypite do piersi, wyglday na delikatne, ale Reivan wiedziaa, e mog by miercionon
broni.
- Odwani s, podlatujc tak blisko - szepna Imenja. Reivan zauwaya, e niektrzy
marynarze ciskaj uki.

- Nie atakujcie, nie odpowiadajcie strzaami - zawoaa Drugi Gos. - Chyba e wydam
rozkaz.
Siyee trzy razy okryli statek, a potem wszyscy prcz jednego skrcili w stron ldu.
Ostatni ruszy wprost na Imenj i Reivan. Jaki obiekt wystrzeli z jego uprzy... Reivan cofna si o krok, ale Imenja nie drgna. Pocisk stukn o pokad i zagbi si w drewnie u stp
kobiety. Siyee mocno zamacha skrzydami, by nie zaczepi o olinowanie, a potem skierowa
si ku grom.
Imenja czubkiem sandaa trcia strzak.
- Co o tym mylisz?
- Ostrzeenie - stwierdzia Reivan lekko drcym gosem. - I przypomnienie. Nie
jestemy w Si miymi gomi.
- Zgadzam si. Problem polega na tym, e jeli Imi ma si dowiedzie, gdzie ley jej
dom, musimy dostarczy j na brzeg. Jak nam si to uda?
- Moe powinnymy jej zapyta... Imenja umiechna si do Reivan.
- Oczywicie. Omwimy to z ni dzi wieczorem.

35
Mirar usiad, opierajc okcie na kolanach a brod na doniach. Myla o Aurai.
Nie widzia jej od dwch miesicy. Wprawdzie mia nadziej, e spotkaj si znowu,
prowadzc walk z sercoerem, jednak wiedzia dobrze, e takie spotkanie nie przyniesie nic
prcz niebezpieczestw. Nieatwo byo y z tym beznadziejnym zadurzeniem, ktre
nadeszo w chwili, gdy zaakceptowa Leiarda jako cz siebie. Prawd mwic, by to
niemay kopot. Cay czas powtarza sobie, e powinien si wyleczy z tego uczucia, im
szybciej, tym lepiej. A jednak kiedy go zawoaa, kiedy wesza do altany, jego serce
wykonao seri akrobatycznych manewrw i zrozumia, e trzeba czego wicej ni
dwumiesicznej rozki, by znowu odzyska nad nim kontrol.
Na pewno si nie spodziewa, e bdzie chciaa pozna jego metody magicznego
leczenia. Odkd opuci klan Pnocnej Rzeki, wiele razy przeklina bogw za to, e nie
pozwolili jej si uczy. Kiedy zaraza atakowaa kolejne wioski, umaro wielu Siyee, ktrych
mona byo ocali.
Dlaczego teraz? pyta sam siebie. Dlaczego zmienili zdanie?
Odpowied bya jasna: choroba, przeksztacia si w epidemi. Moe Siyee syszeli o
jego umiejtnociach i zaczli si zastanawia, czemu Wybracy Bogw nie potrafi tego
samego.
Jeli tak jest, to dlaczego bogowie sami jej nie naucz?
Przez cay dzie zastanawia si nad t kwesti. Jedyne, co przychodzio mu do gowy,
to e nie mog. Byli istotami magicznymi. By moe, nawet za porednictwem ludzi, fizycznych cia nie mog leczy istoty same tych cia pozbawione.
Nauczanie tej techniki nioso w sobie pewne ryzyko. Bya podobna do metody, jakiej
uywali wszyscy Dzicy, by broni si przed starzeniem. Auraya moe to zrozumie. Bogowie
zrozumiej na pewno.
Jako nie jestem w stanie uwierzy, e skrzywdziaby mnie, gdyby podejrzewaa, e
jestem niemiertelny. Podejrzenie to jeszcze nie pewno, a ona nie naley do tych, ktrzy
podejmuj dziaanie jedynie na podstawie podejrze. Obiecaa, e nie spotka mnie adna
krzywda. Poza tym uzna, e jest mi co winna za to, e daem jej umiejtno ratowania
ycia. Nawet gdyby tym czym bya tylko szansa opuszczenia Ithanii Pnocnej.
Kiedy poprzez senne cze opowiedzia Emerahl o spotkaniu z Auray, namawiaa go,
by porzuci Siyee i ucieka. Sugerowaa, eby popyn do Ithanii Poudniowej, gdzie tkacze

snw s nie tylko tolerowani, lecz wrcz szanowani. Kiedy owiadczy, e zaproponowa
Aurai nauk swojej metody leczenia, Emerahl nazwaa go idiot, ale nie potrafia poda
adnego argumentu przeciw - to znaczy adnego, o ktrym sam wczeniej nie pomyla.
Usysza uderzenie stp o ziemi. Unis gow, ale widzia tylko ciemno. I nagle
Auraya wyonia si z niej jak promie ksiyca, ktry przybra ludzk posta. Dreszcz przebieg Mirarowi po karku. Skraj jej kapaskiej cyrkli unis si na wietrze, a rozpuszczone
wosy opady na twarz, wic odgarna je za ucho.
Patrz na bok, nakaza sobie. Jeli zauway, jak si na ni gapisz, moe podejrzewa,
e cigle jeste zadurzony...
Odetchn gboko i wsta.
- Witaj, Aurayo z Biaych.
Uniosa lekko brew, rozbawiona tym oficjalnym powitaniem.
- Witaj, tkaczu snw Wilarze.
Wskaza jej jeden z dwch kocw, ktre uoy na ziemi niedaleko altan. Usiada i
patrzya, jak wchodzi do rodkowej. Wewntrz Tyve siedzia obok noszy z nieprzytomnym
Siyee. Chopiec wsta, schyli si, by chwyci jeden koniec noszy, i pomg Mirarowi
wynie chorego na zewntrz.
Pooyli go midzy Auray a drugim kocem. Tyve wrci do altany, a Mirar usiad.
Auraya pochylia si i pooya do na ciele chorego. Wpatrzona w przestrze, staraa
si okreli jego stan. Ponuro zacinite usta zdradziy Mirarowi, e dostrzega dokonane
przez chorob spustoszenia. Spojrzaa na niego pytajco.
- Co teraz?
- Mgbym tumaczy ci sowami i kierowa ci ku samodzielnemu odkryciu Daru,
ale to zajoby miesice albo lata, a adne z nas nie ma nadmiaru czasu. Musimy ustanowi
cze.
Uniosa brwi.
- Poczenie umysw?
- Niezupenie. Wemiemy si za rce, ale w przeciwiestwie do normalnego cza, nie
ma potrzeby otwierania umysu. To co podobnego do sennego poczenia, ale nie trzeba
przechodzi w trans, czy te pupienie. Fizyczny kontakt usuwa t konieczno. Przel ci
instrukcje, a ty moesz odpowiada w ten sam sposb. Czy si zgadzasz?
Lekko uniosa kcik ust, zastanawiajc si nad propozycj. Po chwili kiwna gow i
wycigna do niego donie. Nie by zaskoczony. Wczeniej zgadzaa si na senne poczenia,
mimo e s nielegalne; na pewno uznaa, e to, czego chce si nauczy, warte jest pewnego

nagicia prawa.
Uj j za rce, zamkn oczy, a potem poszuka i odnalaz wraenie jej obecnoci przy
sobie. Wyczuwa oczekiwanie i niepewno.
: Auraya...
: Leiard? Czy powinnam raczej nazywa ci Wilarem?
Jak wolisz, odpowiedzia.
: Nie myl o tobie jako o Wilarze, wic bd mwia Leiard. Ale... wydajesz si inny.
: Zmieniem si?
: Tak i nie. Tak jakby by bardziej sob. Wiem, to brzmi dziwnie. Ale przedtem bye
taki... taki niepewny. Teraz ju nie.
Ta ocena dziwnie go ucieszya.
: To prawda. Nie jestem t osob, ktr byem.
: Prawdopodobnie to ja byam rdem tej niepewnoci, dodaa ze smutkiem. Moe nie
powinnimy o tym rozmawia.
: Moe. Moe nie, odpowiedzia. Moe to wyrzdzi tyle zego, co i dobrego.
: To prawda.
Zamilka na chwil, a zanim zdy pomyle, w jaki sposb zmieni temat, odezwaa
si znowu:
: Wybaczyam ci, owiadczya. Byam za, ale ju nie jestem. Nie, odkd pracowalimy
razem nad Pnocn Rzek. Chciaabym, ebymy zostali przyjacimi.
: ]a te bym tego chcia, zapewni, by moe nazbyt uczuciowo.
: Nie obawiaj si, e sprowadz kopoty na ciebie albo twj lud. Bogowie wiedz teraz,
gdzie ley moje serce.
Zdziwi si. Czyby znalaza nowego kochanka? Stara si stumi uczucie zazdroci.
Nie, tumaczy sobie. Pogd si z tym.
Przyjrza si swoim emocjom, a potem uciszy je.
Lepiej, e jest szczliwa. A w kadym razie lepiej, e nie cierpi przeze mnie.
: Mam nadziej, e jest ciebie godny, powiedzia.
Fala zakopotania zdradzia mu, e odgad waciwie.
Jednake wyczuwa tylko zakopotanie. A powinna ujawni take szczcie czy
rado... Nic z tego.
To nie potrwa dugo, pomyla z mimowoln satysfakcj. Ale tym razem opanowa si
- pora, by skierowa jej uwag ku innym sprawom.
: Magii mona uywa przy uzdrawianiu na wiele sposobw, zacz tumaczy. Tkacze

snw dziel je na trzy poziomy trudnoci. Pierwszy jest najprostszy: wykorzystanie magii, by
podtrzymywa, ogrzewa albo przesuwa. Drugi odwouje si do tych samych Darw, ale w
trudniejszych sytuacjach, obejmuje te magiczne zwikszenie si organizmu. Trzeci jest tak
trudny, e wymaga wielkiej koncentracji i niezawodnej wiedzy o wszystkich procesach
cielesnych. Pozwala tkaczowi snw wpywa na tkanki wewntrz ciaa z tak precyzj, e
ciao i koci ustawiaj si tak jak trzeba i goj natychmiastowo.
Mirar przerwa. Nie wyczu u Aurai niezrozumienia, wic mwi dalej.
: To, czego sprbuj ci nauczy, to krok poza trzeci poziom. Nie wymaga cigania
do siebie wielkich iloci magii, ani te wiedzy czy dowiadczenia w dziedzinie systemw
organizmu. Wymaga umysu zdolnego wyczuwa i rozumie ciao od najdrobniejszych
szczegw po wiksz cao. Kiedy je zrozumiesz, moesz na nie wpywa.
Przesun jej do i uoy na piersi chorego mczyzny.
: Patrz.
By jej pokaza, musia opuci oson, ktra nie pozwalaa zaglda w jego myli.
Stara si, by opadaa tylko wtedy, kiedy koncentrowa si na uzdrawianiu - otwiera j i
zamyka jak aluzj i przekazywa Aurai to, co robi, przesyajc do niej obrazy i myli.
wiadomo obja cae ciao chorego. Uszkodzenia wewntrz i ich skutek dla caoci
byy oczywiste. Wyczu co niewaciwego - malekie, ale niebezpieczne ycie, ktrego nie
powinno by w tym miejscu.
Przekaza jej to wszystko.
: Teraz ty.
Ona nie przesyaa tego, co odkrywaa. Milczaa przez dugi czas, a potem wyczu
dreszcz podniecenia.
: Widz j! Widz t chorob! Teraz mi poka, jak j zabi!
Skupi si znowu, demonstrujc, jak zogniskowa magi, by zabijaa chorob, ale nie
szkodzia choremu. Potem obserwowa jej dziaania poprzez skutki, jakie niosy dla Siyee.
By zaskoczony, ale zadowolony, e zrozumiaa wszystko, co jej tumaczy.
Jednak jej atak nie by uporzdkowany, wic zacz pokazywa, jak systematycznie
bada cae ciao, by nie pozosta w nim aden lad choroby. Po chwili pracowali ju razem,
kade reagujc i dopeniajc dziaania tego drugiego. To byo jak taniec. Byo porywajce.
Ona to robi naturalnie, uwiadomi sobie nagle. Jakby to by jej wrodzony Dar. Musi
by Obdarzona w dostatecznym stopniu, by sta si niemiertelna bez pomocy bogw.
Myl o tym, czym mogliby by, wzbudzia w nim dreszcz. Niemiertelni
kochankowie... Ale to si ju nie zdarzy. To by j uczynio nieprzyjacik tych bogw,

ktrych kocha. A ja jestem znienawidzonym Mirarem... Nawet gdyby potrafia mi wybaczy


oszustwo...
Auraya bya pochonita uzdrawianiem. Pozwoli jej leczy samodzielnie, a sam tylko
si przyglda. Poniewa te metody leczenia byy dla niej nowe, nie moga ich uywa, by powstrzyma starzenie; do tego niezbdna jest pena wiadomo, jak si to robi. Moe
bogowie, poprzez ten piercie, utrzymuj j w tym samym wieku bez udziau jej
wiadomoci.
Zastanawiam si, ile potrwa, zanim skojarzy fakty, pomyla. Moe dlatego bogowie
nie ucz Biaych uzdrawiania?
: Choroba znikna, oznajmia.
Starannie zbada Siyee.
: Tak, przyzna.
: To byo... atwiejsze, ni si spodziewaam. Ta twoja metoda badania ciaa jest...
zadziwiajca. I logiczna. Nie potrafi zrozumie, dlaczego sama nigdy tego nie robiam. Ale...
ten czowiek nadal jest umierajcy.
: Tak. Jeszcze nie skoczylimy.
Znowu skierowa jej uwag na ciao Siyee. Pobierajc energi z rezerw tuszczu,
uywa jej, by przyspieszy odrastanie tkanki puc. Auraya wykonywaa to, co jej pokazywa.
Po odrestaurowaniu puc, krew si poprawia, a po niej wzmocnio si serce. Przyspieszona
cyrkulacja ogrzaa palce doni i stp.
Wyczuwa u Aurai zdumienie i zachwyt.
W kocu zaj si doni mczyzny - mia dawno temu zamany i le nastawiony
palec. Mirar ostronie go wyprostowa, przesuwajc wkna koci w nowe pooenia.
Zdumienie, ktre widzia u Aurai, zmienio si w wyran ekscytacj.
: W ten sposb mona wyleczy wszystko, stwierdzia. Mona przywrci wzrok
czowiekowi lepemu przez cae ycie, mona uzdrowi kalek. Mona wskrzesi martwego!
: Tak, ale to ostatnie musi by natychmiastowe. Pami rozpada si po kilku minutach
od mierci i nie da si jej przywrci.
: Czy w ten sam sposb mog leczy sam siebie?
: Oczywicie, potwierdzi. Ale musia wybi j z tego toku mylenia. Nauczya si
zadziwiajco szybko i skutecznie.
: Mylae, e potrwa to duej?
: Tak. Jak zawsze przewyszasz oczekiwania. Gdyby wszyscy moi studenci tak szybko
si uczyli...

: Jeli to wszystko, co musz wiedzie, to powinnam od razu wraca do klanu


witynnej Gry. Wielu jest tam takich, ktrzy mog dzisiaj umrze, jeli nie zaczn ich
leczy w ten sposb.
: A wic nie bd ci duej zatrzymywa.
Donie si rozczyy i znikno wraenie jej obecnoci. Otworzy oczy i zobaczy, e
przyglda mu si z szerokim umiechem. Poczu, e serce zamiera w nim na moment, i pospiesznie zaj si Siyee.
- Dzikuj ci, Leiardzie. Kade ycie, ktre ocal tym Darem, bdzie yciem
ocalonym przez ciebie.
Przyjrza si jej uwanie.
- Nie prbuj opowiada tego bogom. Lepiej nie by blisko nich, kiedy s zazdroni.
Otworzya usta, by odpowiedzie, ale nagle popatrzya na Siyee.
- On jest przytomny.
Mirar take zauway, e pacjent obserwuje ich z ciekawoci.
- Dobry wieczr - powita go. - Auraya i ja wyleczylimy ci, ale bdziesz musia
zamieszka w pierwszej altanie, dopki reszta wioski nie bdzie zdrowa. Przez dzie czy dwa
bdziesz bardzo picy. pij zatem i nabieraj si.
Mczyzna skin gow i znowu zamkn oczy.
Auraya wstaa.
- Pomog ci zanie naszego przyjaciela do altany, a potem musz rusza.
Razem chwycili nosze i zanieli je do wyleczonych Siyee. Potem Auraya wysza na
zewntrz. Stojc w otworze wejcia, Mirar patrzy, jak odchodzi o kilka krokw. Umiechna
si jeszcze do niego, po czym uniosa si w powietrze i znikna wrd nocy.
Westchn. W jednej chwili dostrzega potencja tego Daru. Pewnie niedugo wrci ze
swymi pytaniami.
Statek Imenji by wikszy ni statki piratw. Mia te inny ksztat. Reivan
wytumaczya Imi, e zbudowano go z wskim kadubem, eby szybciej eglowa.
Przeznaczeniem wikszoci statkw by transport towarw, miay wic szerokie kaduby, by
pomieci adunek. Ten statek nis tylko trzy pasaerki, zaog i zapasy.
Cay zbudowany by z czarnego drewna, pochodzcego z najdalej na poudnie
wysunitej czci poudniowego kontynentu. Na burcie wymalowano bia farb ksztat
gwiazdy, ktr Reivan i Imenja nosiy na piersi. agle take byy czarne z bia gwiazd. Imi
wyobraaa sobie, jak wspaniaa musi si wydawa piratom i kupcom ta wielka, szybka
jednostka. Niemal chciaa, by spotkali w drodze tych, ktrzy j schwytali. Moe Imenja

ukaraaby ich magicznie.


Tam, gdzie na statku piratw by w pokadzie duy otwr, dajcy dostp do
zrabowanych bogactw w adowni, statek Imenji mia pytkie zagbienie, tworzce obnione
miejsce wypoczynku, przykryte rodzajem namiotu. Imenja, Imi i Reivan tam wanie spay i
kryy si przed deszczem. Przez reszt czasu siedziay na pokadzie i staray si nie wchodzi
w drog zaodze. Imi kilka razy zesza pod pokad. Stao tam wiadro do wybierania wody, ale
statek by tak porzdnie zbudowany, e prawie nie przecieka. Te dugie dni spdzone u
piratw wydaway si teraz dalekim wspomnieniem albo jedn z bajek, ktre jej
opowiadano... Chocia niekiedy wracaa tam w sennych koszmarach.
Pod pokadem mieciy si magazyny. Zawieray jeszcze poow tego, co zaadowano,
gdy kilka miesicy wczeniej wyruszay na t wypraw. Jedzenie, jakie tu jada, byo o wiele
lepsze od tego, co dostawaa od piratw, ale nie tak dobre jak to, ktre podawano w
Sanktuarium. Dzi wieczorem miso byo za sone, a do niego miay tylko suszone owoce i
orzechy. Odkrya, e marzy o suszonej morskiej trawie owinitej na wieym misie pezaka,
i umiechna si rozbawiona tymi mylami o jedzeniu, ktre kiedy uwaaa za nieciekawe.
Kto z zaogi zbiera talerze i sztuce. Imi zauwaya, e Imenja rozwija wielk map.
Widziaa j ju wiele razy, ale zawsze j intrygowaa. Pokazywaa, w jaki sposb wiat wyobraa sobie Siyee... Niemniej jednak takie mapy byy uyteczne dla ziemiochodzcych.
Kapitan rozoy wasn, pokryt liniami, ktre dla Imi nie miay adnego sensu, i
przytrzyma j na rogach przedmiotami, ktre wpady mu w rk. Lampy pod namiotem
hutay si w rytmie koysania statku, rzucajc wszdzie migotliwe cienie. Kapitan wskaza
jaki punkt na swojej mapie, potem na mapie Imenji i co powiedzia.
Reivan spojrzaa na Imi i przetumaczya.
- Mwi, e jestemy tutaj, tak daleko od brzegu, e nie wida go ju z gwnego
masztu.
- Czy mona dotrze std do brzegu wiosow odzi? - zapytaa Imi, a Reivan
tumaczya cichym gosem.
- Tak, ale zajmie to wiele godzin. Wicej, jeli prdy s przeciwne.
- Jakie jest ryzyko, e bdziemy zauwaeni?
- Za dnia zawsze wysokie.
- A noc? - spytaa Reivan.
- Ksiyc jest prawie w peni - przypomnia kapitan. - I bliej brzegu nie zauwaymy
adnych raf.
- Nie musicie mnie wysadza na brzeg - owiadczya Imi, gdy tylko Reivan skoczya

mwi. - Cz drogi mog przepyn.


Spojrzeli na ni spod zmarszczonych brwi.
- Masz do si? - spytaa Reivan. Kapitan wtrci co ostrzegawczo.
- Mwi, e na pewno s tu morskie drapieniki. Grzbietograby, ktre nazywacie chyba
flarkinami.
Imi poczua lk, ale wyprostowaa ramiona.
- Flarkiny to jedyni naprawd groni drapiecy, ale one wol mniejsze ofiary. Atakuj
tylko ludzi poranionych albo gdy w okolicy nie ma innego poywienia. A jeli Siyee was
zobacz, sprbuj was zabi. To wy jestecie bardziej naraeni ode mnie.
Kiedy Reivan przetumaczya sowa Imi, kapitan umiechn si, patrzc na
dziewczynk z podziwem.
- Musimy mie nadziej, e na brzegu uda si znale Siyee - stwierdzia Reivan.
- Wystarczy popyn wzdu ldu, by na nich trafi. Trudniejszy bdzie powrt. Jak
zdoam was odszuka, jeli ani statek, ani d nie bd widoczne z brzegu?
Imenja i Reivan porozumiay si wzrokiem.
- Musimy si umwi na czas i miejsce - rzeka Reivan. - Rankiem podpyniemy z Imi
w stron brzegu, wieczorem j odbierzemy.
- Jak was znajd po ciemku? - Imi zadraa na sam myl o pywaniu w nocy. - Wol
raczej przypyn za dnia.
- W takim razie... - umiechna si Imenja - odwieziemy ci rankiem, a odbierzemy
po poudniu. Jeli w cigu dnia nie spotkasz Siyee, nastpnego popyniemy dalej na zachd i
sprbujemy znowu.
- To powinno si uda - zgodzia si Imi.
Reivan przetumaczya to wszystko kapitanowi, ktry kiwn gow. Odwrci si i
rzuci jakie polecenie stojcemu obok marynarzowi. Mczyzna znikn i po chwili wrci,
niosc butelk i kilka maych kieliszkw. Imi staraa si ukry niechtny grymas. Napj
podawany na koniec oficjalnych posikw by dla niej zbyt mocny i cierpki, ale zawsze
wypijaa yk, by nikogo nie urazi. Za to sprowadza na ni przyjemn senno, lepsz ni
przewracanie si i krcenie w zbiorniku, ktry dla niej przygotowali w adowni. Bya cay
czas mokra, ale nieatwo si odpry w wodzie, ktra bezustannie koysze si wraz ze
statkiem.
Dzi wieczorem na pewno bdzie myle o czekajcej j przygodzie i chyba nie
zanie, mimo napoju. Czy na brzegu spotka jakich Siyee? Czyjej pomog?
I co zrobimy, jeli nie wiedz, gdzie jest Borra?

Kiedy Juran otworzy jej drzwi, Dyara natychmiast dostrzega, e jest zdenerwowany.
Wydawa si spokojny, ale zdradzay go zmarszczki na twarzy, ktre pojawiay si tylko
wtedy, kiedy drczya go gboka troska. Odsun si bez sowa i wpuci j do rodka.
Siedzieli tam ju Rian i Mairae, oboje wyranie zdziwieni.
Usiada i czekaa, a Juran powoli kry po pokoju, zapewne porzdkujc myli. Znaa
go lepiej ni pozostali Biali, ale to w kocu nic dziwnego - pracowali razem od
siedemdziesiciu szeciu lat. Kady przejaw jego zdenerwowania niepokoi j bardziej i
musiaa naprawd si kontrolowa, by nie zada, eby nie przeciga ju sprawy i
powiedzia, o co chodzi.
- Przez ostatnie miesice Huan i ja obserwowalimy... pewnego osobnika - zacz. Czekalimy na jaki znak, ktry wykae, e nasze podejrzenia co do niego s suszne lub nie.
Dzisiaj przekonalimy si, e tak.
- Kim jest ten osobnik? - spytaa Dyara.
Juran zatrzyma si i spojrza na ni. Odetchn gboko.
- Czowiek, ktrego obserwowalimy, to Mirar.
Dyara patrzya z niedowierzaniem. Na kilka uderze serca zapada cisza.
- On nie yje - przypomnia Rian. Juran wolno pokrci gow.
- yje. Nie wiem, jak to moliwe, ale jednak.
- Jeste tego pewien? - odezwaa si znowu Dyara.
- Teraz ju tak.
- Ale przecie znalaze jego ciao.
- Znalelimy jakie zmiadone ciao. Miao zbliony wzrost i kolor wosw, ale nikt
nie byby w stanie rozpozna twarzy. Nie widziano, by odchodzi z ruin, a wielu patrzyo.
- Jednak nie dao si wykaza, e ciao naley do Mirara - dokoczya Dyara.
- Nie.
Mairae pochylia si na krzele.
- A jak odkrylicie, e Mirar yje? Juran westchn i usiad.
- Powinienem wyjani, jak w ogle do tego doszo. Kilka miesicy temu Auraya
odkrya Mirara w Si. Oczywicie nie wiedziaa, e to on. Leczy Siyee i...
- Czy wie, z kim ma do czynienia? - zaniepokoia si Dyara. - Czy jest bezpieczna?
- Nie wie, ale raczej nic jej nie grozi. - Juran umiechn si. - Chaia si ni opiekuje.
- Uwaa, e Mirar to zwyky tkacz snw - domyli si Rian.
- Tak.
Dyara kiwna gow. Oczywicie, uznaa. A potem pewna myl wpada jej do gowy i

spojrzaa czujnie na Jurana. On jednak patrzy na Riana.


- Poprosia go, eby nauczy j swoich metod leczenia - cign. - Huan z pocztku
zakazaa tego, ale ostatnio zdecydowaa, e warto zaryzykowa, by potwierdzi nasze
podejrzenia. Z umysu Aurai nie mgby odczyta wielu niebezpiecznych informacji, ale my
moglibymy si duo dowiedzie z jego.
- Czekaj... - przerwaa mu Dyara. - Ani Auraya, ani Huan nie potrafi czyta w jego
umyle?
- Nie. - Juran skrzywi si. - Jest osonity.
- Nic dziwnego, e go podejrzewalicie - przyznaa Mairae.
- A mimo to zachcae j, eby si od niego uczya? - zdziwia si Dyara.
Juran spojrza jej w oczy i kiwn gow.
- Musielimy si przekona, czy nasze podejrzenia s suszne. Dzisiaj Mirar zgodzi
si j uczy. Huan i ja poczylimy si z Auray na czas lekcji... chocia ona o tym nie
wiedziaa.
Mairae gboko westchna.
- Dlaczego jej nie powiedziae, co robicie?
- eby nauczy si Daru uzdrawiania, musiaa nawiza mylowe poczenie z
Mirarem. Gdyby podejrzewaa, z kim ma do czynienia, albo gdyby wiedziaa, e Huan i ja si
przygldamy, Mirar mgby to odkry.
- Jeli tego mgby si od niej dowiedzie, to czego jeszcze? - zapyta spokojnie Rian.
- Niczego - zapewni Juran. - Bylimy gotowi przerwa poczenie, ale nie byo to
konieczne. Dobrze osaniaa swj umys. Jednak to, co z Huan zobaczylimy u niego... Pokrci gow. - Auraya skupia si na nauce, a Huan i ja dostrzeglimy przelotne myli
Mirara. W pewnym momencie, kiedy Auraya bya zajta czym innym, zastanawia si nawet,
co by zrobia, gdyby odkrya, e w rzeczywistoci jest Mirarem.
Pytania kryy w mylach Dyary. Jak Mirar zdoa przey? Czy Juran bdzie musia
znowu go zabi? A moe bogowie zlituj si nad nim i ka to zrobi mnie i Rianowi? Albo
Aurai, skoro ju jest w Si?
Wtedy przypomniaa sobie, co przyszo jej do gowy wczeniej.
- Dlaczego Mirar zgodzi si nauczy jedno z nas czego takiego? Dlaczego pomaga,
czy nawet ufa Aurai?
Juran spojrza na ni. Zmarszczki na jego twarzy wyranie si pogbiy.
- Zna j dobrze i my znamy jego. To... to Leiard. Zapado zdumione milczenie. Dyara
z gorzk satysfakcj kiwna gow: odgada prawidowo.

- Leiard! - wykrzykna w kocu Mairae. - Ale jak to moliwe? Wszyscy go


spotykalimy. Wszyscy czytalimy jego myli. Jak moglimy nie odkry jego prawdziwej
tosamoci?
Juran rozoy rce.
- Nie wiem. Jeli potrafi ukry swe myli przed bogami, kto wie, jakie jeszcze posiada
Dary? Moe uzyska moliwo ukrywania swej prawdziwej tosamoci pod faszyw?
- Przecie ty wiesz, jak on wyglda - wtrci Rian. - Czemu go nie rozpoznae?
- Nie wyglda jak wtedy, kiedy go znaem. - Juran westchn. - Mino sto lat i moje
wspomnienia si zamgliy. - Podszed do stou i podnis arkusz pergaminu. - Po mierci
Mirara prawie wszystkie jego posgi i portrety zostay zniszczone. Rozesaem kapanw po
caej Pnocnej Ithanii, eby znaleli, co tylko moliwe. To jest szkic rzeby, znaleziony kilka
lat temu w ruinach dawnego Domu Tkaczy Snw.
Poda pergamin Dyarze, ktra nerwowo wcigna powietrze. Twarz bya gadka,
peniejsza ni Leiarda, bez brody - ale rozpoznawalna. Przekazaa szkic Rianowi. Zmarszczy
brwi, kiedy rwnie pozna to oblicze.
Opara si wygodniej i przypomniaa sobie okres, kiedy Leiard przyby do miasta - i
wczeniejszy. Zna Auray jako dziecko. Odszuka j, kiedy zostaa Bia. Ona mianowaa go
doradc. Kiedy uwiadomia sobie implikacje tak wielkich wpyww Mirara wrd cyrklian,
jkna.
- Jak daleko w przeszo to siga? - zapytaa. - Czy wiedzia, e zostanie Bia? To
by przypadek czy od razu planowa, by uczyni j swoim niewiadomym narzdziem?
- Na pewno nie - odpar spokojnie Juran.
- Musimy rozway tak moliwo.
- Wtpi, eby to zorganizowa - stwierdzi Rian. - Ale kiedy usysza, kim si staa,
nie potrafi si oprze i wykorzysta szans, by si wmiesza w nasze sprawy. Przyby tu za
ni, zdoby jej zaufanie...
- I jej oe! - sykna gniewnie Dyara. - Rzeczywicie jest tym draniem, ktrego
kiedy znae. Wykorzysta swj wpyw na ni, by doprowadzi do akceptacji swojej sekty
przez cyrklian. - Poczua gorzki smak tryumfu. - Ale posun si za daleko. Pjcie z ni do
ka byo bdem. Kiedy romans zosta odkryty, uciek do Si, wiedzc, e ona tam wrci. A
teraz znowu j uwodzi, uywajc swych magicznych umiejtnoci jako przynty.
Spojrzaa na Jurana. Potrzsn przeczco gow, ale nie wiedziaa, czy nie zgadza si
z jej wizj planw Mirara, czy raczej jest przeraony groz sytuacji.
Znw zacz kry po pokoju.

- To co mwisz, Dyaro, moe by prawd, ale moe te by zupenie inaczej. Podczas


spotkania z Mirarem, kiedy kazaem mu odej z powodu romansu z Auray, przeszukaem
jego umys i nie zobaczyem niczego, co by sugerowao, e jest Mirarem, ani te adnych
wielkich planw dziaa przeciwko nam. Zobaczyem czowieka zakochanego w Aurai
mioci beznadziejn i lkliw, ale rzeczywist. Tego nie mg udawa.
- A ona take go kocha - mrukna Mairae. - A przynajmniej kochaa.
- To, co kochaa, byo kamstwem - przypomnia Rian.
- A wic dobrze si skada, e to uczucie jest ju przeszoci - rzeka Dyara. - Bo
bdzie musiaa go zabi.
Znowu zapada cisza. Mairae szeroko otworzya oczy z przeraenia. Obejrzaa si na
Jurana.
- To niemoliwe...
- Jest teraz w Si - stwierdzi ze znueniem Juran. - Trzeba by miesicy, by ktre z nas
tam dotaro.
- Nie moesz jej o to prosi - upieraa si Mairae. - Nawet jeli si dowie, e to nie ten
czowiek, ktrego kochaa, zmuszanie jej do zabjstwa jest zbyt wielkim okruciestwem.
- Kiedy si dowie, kim jest i jak j wykorzysta, zrozumie, e nie mona zostawia go
przy yciu - oznajmi gniewnie Rian.
Dyara skrzywia si. Bya raczej skonna przyzna racj Mairae.
- Czego chc od nas bogowie? - spytaa. Juran umiechn si z przymusem.
- Naradzaj si.
- Jeli tego zadaj, dokonam tego czynu zamiast niej. Zgadzam si z Mairae, e od
Aurai nie mona tego wymaga. S inne sposoby. Moemy na przykad wykorzysta j, by
wywabia go z Si.
- Zaproponuj im co takiego. - Juran kiwn gow. - Dzikuj wam wszystkim.
Caa czwrka zamilka, rozwaajc now sytuacj i jej moliwe konsekwencje. Po
chwili otrzsna si Dyara.
- Moemy tylko czeka na decyzj bogw. Wrmy do naszych pokojw i spotkajmy
si jutro.
Wstaa, a za ni Mairae i Rian. W milczeniu wyszli na korytarz. Dyara obejrzaa si
jeszcze w progu - Juran umiecha si ponuro. Ogarna j lito. Nie bdzie spa tej nocy.
Dawne upiory powrciy, by znw go przeladowa.
Nigdy sobie nie wybaczy zabjstwa Mirara, mylaa. Teraz wie, e przez sto lat
drczy si czym, czego nie uczyni.

36
Wiele stuleci mino od ostatniego razu, kiedy Emerahl eglowaa przez Zatok
Smutku. Nie kusi jej Sennon ze swoimi pustyniami i szarymi miasteczkami. W swoim
dugim yciu nigdy nie opucia pnocnego kontynentu - odwiedzia jedynie wyspiarski
Somrey, ktry teraz i tak by uwaany za cz Ithanii Pnocnej.
Gdyby pyna rodkiem zatoki, a powietrze byo mniej zamglone, mogaby widzie
rwnoczenie Ithani Pnocn i Poudniow. Jednak konieczno uzupeniania zapasw
kazaa jej si trzyma bliej sennoskiego wybrzea. Mogaby prbowa kupi ywno w
Avvenie, ale nie bya pewna, jakiego przyjcia moe si spodziewa na poudniu, a
nieznajomo jzyka utrudniaaby handel. Za to Sennon niewiele si rni od tego, ktry
pamitaa. Nawet jzyk pozosta prawie niezmieniony przez te kilkaset lat od ostatniej wizyty.
Ze wszystkich stron horyzont przesaniay oboki kurzu niesionego wiatrem, ktry
popycha jej d na wschd. Przed ni lea Przesmyk Grya, wski pas ldu oddzielajcy
Zatok Smutku od Zatoki Ognia. W miejscu, gdzie Przesmyk czy si z Sennonem, leao
miasto Diamyane.
Tam jej morska podr dobiegnie koca.
Przygryza warg i poklepaa rumpel. Przez ostatnie miesice niewielka d zaniosa
j bardzo daleko. Przeya wicej ni kilka sztormw, a take nietypowe, dodajce szybkoci
magiczne pchnicia.
Bdzie jej tego brakowao. Jedynym sposobem, by przetransportowa d przez
Przesmyk, byo zapacenie komu, by j poholowa. Raczej nie miaa na to pienidzy. Jeli j
sprzeda, bdzie moga doczy do kupieckiej karawany podrujcej na wschd albo - jeli
wystarczy funduszy - wykupi miejsce na statku.
Stumia al i przypomniaa sobie, e przecie ju przed miesicami podja tak
decyzj. Nie warto teraz zmienia zdania. Mogaby opyn poudniowy kontynent, ale to by
wyduyo rejs o cae miesice. Moga rwnie popyn ponad Ithani Pnocn, ale
znalazaby si w pobliu Jarime, a wolaa omija kraj, w ktrym rzdz Biali.
Mirar powiadamia j w sennych poczeniach, e Siyee pilnuj swojego wybrzea i
e kilka miesicy temu wyldowali tam pentadrianie, ktrych odesano z powrotem.
Uprzedzi te, e Auraya jest w Si. Jedna Biaa w pobliu jest lepsza od czworga Biaych,
uznaa Emerahl. Wzia do zapasw, by unikn ldowa w Si. Na szczcie nie odwiedzia
jej adna latajca czarownica w bieli, a wiatr sprzyja jej prawie przez ca drog. A do teraz

nie miaa powodw, by aowa swego wyboru.


W obokach pyu zaczy si pojawia nienaturalnie regularne ksztaty, ktre wkrtce
okazay si budynkami. Emerahl skierowaa d w ich stron. Nie spieszya si, odsuwajc
chwil rozstania z odzi. Po jakim czasie - a nazbyt szybko - dryfowaa ju przy pomocie i
podawaa cum chopcom na nabrzeu, ktrzy z wpraw zawizali j na pachokach. Wysza
na suchy ld, rzucia im jakie monety i spytaa, gdzie s przewonicy odzi.
Ustawili swj barak przy nabrzeu. Kiedy wesza, wyczua, e ich nastrj zmienia si
w radosn zachanno. Po kilku kubkach gorcego i gorzkiego miejscowego trunku
przekonaa ich, e kobieta potrafi si targowa nie gorzej od mczyzny.
Ale cho zmysy jej podpowiaday, e wymusia na nich rozsdn cen, wci jednak
bya dla niej za wysoka.
Potem poszukaa nabywcy dla swojej odzi i odkrya, e nie ma popytu na tak mae
jednostki. Gwnym zadaniem kupcw by transport towarw, a jej dka si do tego nie
nadawaa. Znalaz si jednak mczyzna, skonny zapaci marn cen - umwia si z nim na
pniejsz por, eby mg obejrze nabytek.
Mijay godziny. Odszukaa rynek, by wymieni troch pienidzy na lokaln walut,
canar. Kupia jedzenie i nieco kahru, miejscowego trunku, po czym bez przekonania
sprbowaa sprzedawa swoje usugi jako uzdrowicielka. Kilku uzdrowicieli, ktrzy
pracowali ju na miejscu, obserwowao j niechtnie. Wiedziaa, e jeli sprbuje zosta tu
duej, nie obejdzie si bez kopotw. W Sennonie wszyscy mogli y jak chcieli i wyznawa
kogo ub co chcieli, jeli tylko nie amali podstawowych praw. W drodze na rynek zauwaya
Dom Tkaczy Snw i wielu tkaczy. W Torenie ludzie zaczepiali j, proszc o pomoc; tutaj j
omijali, wyranie zadowoleni z dostpnych uzdrowicieli.
Musz wic zwrci ich uwag lepszym albo trudniej dostpnym towarem, uznaa.
- Leki na bezpodno! - zawoaa. - Usuwanie blizn! Afrodyzjaki!
Mczyzna i kobieta obejrzeli si na ni. Kobieta niosa na rkach dziecko, mczyzna
trzyma za rk maego chopca. Porozumieli si wzrokiem i podeszli. Emerahl zastanawiaa
si, ktr z trzech usug s zainteresowani. Nie wygldao na to, by musieli si leczy z
bezpodnoci. Mogli szuka afrodyzjakw, ale rwnie prawdopodobne byo usuwanie blizn.
- Czy jeste Emme, uzdrowicielk, ktra chce sprzeda d? - zapyta mczyzna,
uywajc imienia, ktre podaa przewonikom. W Sennonie zrezygnowaa z Limmy.
Uycie innego imienia, kiedy znalaza si na drugim kocu kontynentu, czynio j trudniejsz
do wytropienia.
Zamrugaa zdziwiona i przytakna.

- Tak, to ja. Chcecie j kupi?


- Nie - odpar mczyzna. - Pozwl, e si przedstawi. Jestem Tarsheni Drayli, a to
moja ona Shalina. Chcielimy wykupi przejazd dla siebie i naszych dzieci.
Ogarno j rozczarowanie.
- Nie mog wam pomc. Nie pyn na zachd.
- Nie chcemy pyn na zachd - odpar z umiechem mczyzna. - Wdrujemy na
wschd.
- Nadal nie mog wam pomc - stwierdzia przepraszajco. - Nie sta mnie na
przewz odzi.
- Ale nie trzeba paci za przewz - zapewni j. - Jest taki nieduy tunel przez
Przesmyk. Otworzono go kilka lat temu. Tylko mae odzie mog nim pywa, a opata jest o
wiele nisza ni za przewz.
- Naprawd? - Nikt jej nie mwi o tym tunelu, ale przecie trudno si dziwi, e
przewonicy odzi o nim nie wspominaj. - Ile kosztuje?
- Dwanacie canarw od odzi.
Emerahl kiwna gow. Nie wyczuwaa u niego nieuczciwoci. Jednak dwanacie
canarw to nadal za drogo. Mogaby sobie na to pozwoli, ale nie miaaby ju pienidzy na
zakup ywnoci. W duchu przeklinaa siebie, e nie sprawdzia cen rejsu statkiem - nie miaa
pojcia, ile zada od tych ludzi.
- Moja oferta jest taka - rzek mczyzna, jakby domylajc si jej wtpliwoci. - My
zapacimy za tunel, a w zamian ty zabierzesz nas na wschd, do Karienne.
- To rozsdne - umiechna si Emerahl. - Miejsce na statku kosztuje na pewno
wicej ni dwanacie canarw.
Kiwn gow, a ona nie odebraa od niego adnych emocji zwizanych z oszustwem tylko nadziej. Zastanowia si nad jego propozycj. Mczyzna czeka cierpliwie.
- Musicie wzi ze sob wasne poywienie i wod - uprzedzia. - Nie mam pienidzy,
eby paci za wasze potrzeby.
- Wemiemy, oczywicie - zgodzi si Tarsheni.
- I chocia nie wierz, ebycie planowali ukra moj d, musz was ostrzec przed
takimi pomysami w przyszoci. Nie naley lekceway moich Darw.
Tarsheni umiechn si lekko.
- Nie masz si czego obawia z naszej strony. Emerahl kiwna gow.
- Wy z mojej take. Mam zatem jeszcze jedno pytanie. Jakie macie powody, by
wyruszy na t wypraw?

Para wymienia spojrzenia i Emerahl wyczua obaw. Skrzyowaa rce na piersi i


patrzya na nich wyczekujco. Mczyzna przygarbi ramiona.
- Moesz to uzna za gupot - powiedzia. - Syszelimy o pewnym czowieku w
Karienne, ktry wie o rzeczach mdrych i cudownych. Wyruszylimy tam, by posucha, co
mwi.
Emerahl nie wyczua kamstwa, ale odgada, e co przed ni ukrywaj.
- Co jest tak niezwykego w tym czowieku?
- On... - zacz Tarsheni.
- Czy jeste cyrkliank? - spytaa jego ona.
Emerahl przyjrzaa si kobiecie - Shalinie - z czujnym zdziwieniem.
- Nie - przyznaa w nadziei, e nie zerwaa wanie negocjacji.
- Nie jeste te pentadriank - stwierdzia Shalina. Jej bystre oczy bysny. - Czy
jeste pogank albo niewierzc?
Emerahl nie odwrcia wzroku.
- Czy ten czowiek, ktrego chcecie zobaczy, wyznaje ktrego z martwych bogw?
Shalina pokrcia gow.
- On twierdzi, e bogowie zostali stworzeni przez istot wysz - wyjani Tarsheni. Moe si myli. O tym wanie chcemy si przekona.
- Rozumiem - mrukna Emerahl. - Bardzo ciekawa idea - dodaa, szczerze
zaintrygowana.
Jeli taki pogld zyska popularno, moe by pierwsz now religi, jaka powstanie
od tysicleci - o ile nie liczy jej wasnych, pozbawionych skrupuw i niepodanych Wyznawcw Wiedmy.
- A wic... - zwrcia si do rodziny - ...kiedy chcecie wyruszy?
Oboje umiechnli si szeroko.
- Musimy tylko zapaci za noclegi i zabra bagae - odpar Tarsheni. - No i kupi
troch ywnoci. Ile powinnimy zabra?
Emerahl umiechna si. Byli modzi i niedowiadczeni, prawdopodobnie
przyzwyczajeni do wygodnego ycia. Podr bdzie dla nich trudna. Lepiej dopilnowa, by
byli dobrze przygotowani.
- Wecie tyle, eby wystarczyo na kilka dni. Nigdy nie wiadomo, kiedy dotrzemy do
nastpnej wioski. Nie zabierajcie niczego, co atwo si psuje, i upewnijcie si, e wszystko
jest dobrze opakowane. Na morzu moe si zdarzy upa, a jeli trafi si sztorm, woda
wszystko przemoczy. Macie co nieprzemakalnego? Nie? Lepiej pjd z wami na kwater,

przejrz wasze rzeczy i powiem, jak je zapakowa. Potrzebne wam bdzie te co przeciwko
chorobie morskiej.
Razem opucili rynek. Emerahl od dawna nie bya w tak dobrym nastroju. Nie musiaa
sprzedawa odzi i moe nawet co zarobi, przewoc t rodzin do Karienne.
Zanim Auraya wrcia do klanu witynnej Gry, kolejnych szeciu Siyee
zachorowao na sercoera, a nastpna dwjka zameldowaa, e czonkowie ich rodzin sabn.
Auraya zdya ju wiele razy skorzysta z nowego Daru uzdrawiania, ale Siyee spod
witynnej Gry byli mniej chtni - i mieli mniej moliwoci - by izolowa si od siebie
nawzajem. Pojawiay si ju oznaki ponownych zarae.
A jednoczenie docieray wieci o chorych Siyee w klanach, ktre dotd unikny
zarazy. A nazbyt dobrze zdawaa sobie spraw, e jej wysiki bd bardziej skuteczne wrd
Siyee mniej stoczonych i bardziej skonnych do wsppracy, ale postanowia zostawi klan
witynnej Gry w stanie lepszym ni by teraz.
- Ta zaraza postanowia chyba podda prbie kadego z nas - rzek z rezygnacj
Mwca Ryliss, dolewajc oliwy do grzejnika.
- Tak, jeli bdzie si swobodnie rozprzestrzenia - zgodzia si Auraya.
- Jak moemy j powstrzyma?
- Odelij kadego, kto wyzdrowia. Zmarszczy czoo.
- Mwia, e nie mona si zarazi od kogo, kto cakiem wyzdrowia. A zatem
odsyabym tych, ktrzy nikomu ju nie zagraaj.
- Ale zajmuj miejsce, przez co nie moemy waciwie izolowa chorych. A jeli
odelesz tych, ktrzy nie chorowali, ryzykujesz, e ktry mg si zarazi, tyle e jeszcze nie
ma objaww.
- Ale odsyanie ludzi daleko od domu... Czy to konieczne?
- Wasza wioska jest przeludniona - powiedziaa mu, nie po raz pierwszy.
- Przecie chyba nie bardziej ni inne.
- Wiksza cz wiosek zmniejszya si w ostatnim roku, poniewa ich mieszkacy
zginli na wojnie. Wielu Siyee doczyo ostatnio do twojego klanu, prawda?
Ryliss przytakn.
- Tak. Przybywaj tu, by uczy si i suy bogom. Spojrzaa na niego zaskoczona.
- Dlaczego nie szukaj nauki u kapanw w Przestrzeni? Wzruszy ramionami.
- Przylatywali tutaj, jeszcze zanim nadeszli kapani. No i... nie chciabym nikogo
urazi, ale niektrzy uwaaj, e to od innych Siyee powinni si uczy, jak na sposb Siyee
oddawa cze bogom.

Umiechna si.
- Rozumiem. Czyby pomogo, gdyby kapani zjawili si tutaj? Czy Stranicy zechc
naucza wraz z ziemiochodzcymi?
- Zapytam ich.
- Dzikuj. - Auraya koczya bada jednego pacjenta i przesza do nastpnego. - Ci
nowo przybyli s modzi i silni. Ich ciaa walcz z chorob. - Wyprostowaa si i spojrzaa mu
w oczy. - A wic odelesz std cz mieszkacw?
Z wahaniem zmarszczy czoo, ale nie usyszaa jego odpowiedzi. Inny gos wypeni
jej umys.
: Aurayo. Przyjd do wityni.
I rwnie nagle, jak si pojawia, Huan znikna. Ryliss nadal mwi. Nadal wymyla
jakie uzasadnienia...
- Przepraszam, Mwco - przerwaa mu. - Musz ci teraz opuci. Zostaam wezwana
przez Huan.
Szeroko otworzy oczy.
- Lepiej nie ka jej czeka.
- Racja.
Wysza na korytarz. System jaski by dosy pytki i po kilku chwilach wynurzya si
na otwart przestrze. Zerkna w gr, by si upewni, e aden Siyee nie zderzy si z ni w
powietrzu, skaczc z otworu w cianie klifu powyej. Skoncentrowaa si na odczuciu wiata
wok siebie i pomkna w gr, skrcajc ku najbliszym szczytom.
Wiatr owiewa jej twarz, chodny i przyjemny. Zbliajc si do celu, rozrniaa ju
ksztat wityni. Cho bya tu kilka razy, zawsze zdumiewaa j ta niewielka, wyrzebiona w
grskim szczycie konstrukcja. Jak j zbudowano, pozostawao tajemnic. Ryliss mwi, e
jest dzieem rasy starszej ni Siyee. A w kadym razie budowniczowie musieli by albo
zdolnymi wspinaczami, albo umieli lata. Dlaczego j tutaj zbudowali, byo tajemnic jeszcze
wiksz.
Pi kolumn podpierao kopu sklepienia. Auraya wyldowaa porodku krgu
podogi. Odetchna gboko i rozejrzaa si; serce bio jej mocno w oczekiwaniu. Wprawdzie
przyzwyczaia si do towarzystwa Chai, jednak perspektywa znalezienia si w obecnoci
innych bogw jednoczenie podniecaa j i oniemielaa.
: Huan, jestem tu! zawoaa.
Skupia si na wyczuwaniu otaczajcej j magii... i odkrya zbliajc si szybko
obecno. Magia wiata kbia si za ni i Auraya z trudem powstrzymaa instynktowny

odruch, by si odsun. Obecno zatrzymaa si o kilka krokw przed ni; powietrze


zajaniao, a wiato utworzyo posta kobiety z surow min. Auraya przyklkna.
: Powsta, Aurayo, powiedziaa Huan. Mamy dla ciebie zadanie.
- Co mam zrobi? - Auraya stana przed bogini. :Odkrylimy wielki bd, popeniony
sto lat temu. Musisz go naprawi, ale ostrzegam, nie bdzie to atwe ani przyjemne.
Dowiedzielimy si, e wrg ktrego uwaalimy za martwego, jednak yje. I nie tylko yje,
ale te manipuluje przy sprawach tego wiata.
Auraya znieruchomiaa na moment, kiedy uwiadomia sobie, kim jest ten wrg.
- Kuar! Ale jak zdoa przey? I jak mam go pokona? :To nie Kuar. Gdyby Kuar
przey, nie posyalibymy ci przeciw niemu. By potniejszy od ciebie. Chodzi mi o wroga
sabszego, cho starszego. Juran walczy z nim jako ostatni. Ma na imi Mirar. Auraya
patrzya na Huan w zdumieniu.
- Mirar? Jak to moliwe?
A potem zrozumiaa, czego chc od niej bogowie, i serce jej zamaro.
Och, Leiardzie... Czy kiedykolwiek mi wybaczysz?
: Nie wybaczy, odpowiedziaa Huan. Leiard jest Mirarem.
- Leiard?! - wykrzykna Auraya. Przez chwil nie moga zebra myli. A potem
zamiaa si z niedowierzaniem. - To niemoliwe. Widziaam jego umys. No, w kadym
razie zagldaam, zanim...
: Mirar jest Leiardem. Oszuka nas. Oszuka Biaych, a co najgorsze, okamywa i
wykorzystywa ciebie. Nie jestemy pewni, w jaki sposb zdoa si ukry za osobowoci
Leiarda, ale nie mamy wtpliwoci, kim jest naprawd. Kiedy czya si z nim, by si
nauczy jego Daru uzdrawiania, zobaczyam to.
- Bya tam...? :Tak.
Auraya potrzsna gow zdziwiona. W czasie poczenia odbieraa przelotne myli
Leiarda. adna z nich nie zdradzaa niczego prcz wiedzy o leczeniu.
: Kiedy bya zajta, na chwil opuci zason, sdzc, e jest bezpieczny.
Auraya przywoaa wspomnienia o Leiardzie. Najpierw przypomniaa sobie, jaki by,
kiedy mieszka w lesie niedaleko jej wioski; uczy j o lekach i o wiecie. Czy pojawia si
wtedy jakakolwiek oznaka, e jest Mirarem? Nic takiego nie pamitaa.
Potem zastanowia si nad czowiekiem, ktry by jej doradc w Jarime. Tak nieswojo
czu si w wityni... Uznaa, e tak pewnie reaguj wszyscy tkacze snw. Czy ten lk przed
wszystkim, co cyrkliaskie, by sugesti prawdziwej tosamoci? Pokona go jednak i zosta
jej doradc. Jednak to nie by jego pomys, lecz jej. Tkacze snw skorzystali na jego pracy,

ale to przecie nic niezwykego ani nic zego. Kady tkacz snw staraby si do tego
doprowadzi.
Chyba e jako wykorzystywa swe stanowisko, by uzyska korzyci, o ktrych nie
wiedziaa.
: Nie dostrzegasz gbi jego oszustwa, Aurayo. Leiard nie istnieje. Nigdy nie istnia.
Czowiek, ktrego znaa, zosta wymylony, by tob manipulowa.
Auraya zmarszczya brwi. Szukaa czego podejrzanego w zachowaniu Leiarda, ale
powinna si raczej zastanowi nad zachowaniem Mirara... Jeli planowa oszuka j, tworzc
posta Leiarda, to mu si udao. Zyska jej przyja i zaufanie, potem mio. Pomylaa o
sennych poczeniach, deklaracjach uczu, obietnicach... Nic z tego nie byo rzeczywiste.
Otrzsna si. Z wasnej woli... robia rne rzeczy z czowiekiem, ktrego naprawd nie
znaa, ktry nie mg mie dobrych zamiarw wobec niej, bogw i cyrklian.
Ale w takim razie jakie mia zamiary? Czy Juran zniweczy jego plany, kiedy odkry
nasz zwizek i kaza mu si wynosi? Czy Mirar przyby do Si w nadziei, e mnie spotka i
zdoa odnowi romans?
Gniew w niej narasta, kiedy dostrzegaa kolejne moliwoci.
Tak wiele chciaam dla Leiarda zaryzykowa! Ale przecie widziaam, e si zmieni,
uwiadomia sobie. Kiedy nawizalimy poczenie, eby mg mnie uczy, wyczuam t
zmian. Co takiego wtedy powiedzia? Nie jestem t osob, ktr byem.
: Teraz widzisz, jaka jest prawda, odezwaa si znowu Huan. Sprawi ci bl.
Chcielibymy, eby tak si nie stao, by nigdy nie popeniono tego bdu. Ale pohamuj swj
gniew - bdzie ci potrzebny, by uczyni to, co konieczne. Inni Biali s zbyt daleko, eby
dziaa. Ty jeste blisko i masz przewag zaskoczenia. Nie spodziewa si, e wanie ty
wykonasz egzekucj.
- Egzekucj? - Chd przenikn Auray a do koci.
: Tak. Wahasz si przed zabijaniem - to dobrze. W przeciwnym razie by nas
rozczarowaa. Ale on musi umrze, tym razem naprawd. Ja ci poprowadz.
- Kiedy?
: Teraz..
- Ale Siyee...?
: Nie zajmie ci to duo czasu, Aurayo.
- Och...
Czua si dziwnie zdezorientowana.
Nie bd miaa czasu, eby si oswoi z sytuacj, prawda? Pniej musz si

zorientowa, co to wszystko znaczy.


: Tak. Nie moesz pozwoli, by cokolwiek odwrcio twoje uwag, ostrzega Huan. On
jest silny. Walka bdzie cika. Bdzie chcia tob manipulowa. Sprbuje wszystkiego, by ci
powstrzyma.
Oczywicie, e sprbuje, pomylaa Auraya. Nie sdz, by chcia umiera.
: Poprowadz ci. Ruszaj, Aurayo. Znajd go.

37
Oddechy wiolarzy zmieniay si w par, ale Imi byo ciepo. Z pocztku zastanawiaa
si, czemu Imenja nie ogrzewa magicznie powietrza otaczajcego zaog, zauwaya jednak
kropelki potu na czoach ludzi i zrozumiaa, e s rozgrzani z wysiku. Gdyby znaleli si w
obszarze ciepego powietrza, byoby im za gorco.
Po jednej stronie horyzontu widziaa chmury. Przesaniay blask witu. Morze,
szalupa, a nawet opalone twarze wiolarzy miay niezdrow, szar barw. Zdawao si, e co
wyssao ze wiata cay kolor.
Brzeg byy zbat lini, widoczn na tle nocnego nieba, oddzielon od wody paskiem
bladego piasku.
Imenja spojrzaa na dziewczynk. Wzrok miaa powany i nie umiechna si, kadc
jej do na ramieniu.
- Do tego miejsca moemy si posun, nie ryzykujc wykrycia - owiadczya. - Czy
to dostatecznie blisko brzegu?
- Chyba tak. - Imi kiwna gow.
- Nie naraaj si niepotrzebnie.
- Nie bd.
- Wrcimy tutaj po poudniu. Powodzenia. Imi umiechna si spokojnie.
- Wtedy si spotkamy.
Przesza na burt. Za bardzo koysaa si na falach, by dao si skoczy bezpiecznie,
uznaa wic, e najlepiej bdzie usi, opuci nogi do wody i zelizgn si, kiedy szalupa
si przechyli.
Udao si cakiem dobrze, cho nie byo to eleganckie, odpowiednie dla ksiniczki
zejcie. Woda okazaa si cudownie chodna. Imi odetchna gboko, zanurkowaa pod powierzchni i popyna do brzegu.
Z szalupy odlego wydawaa si niewielka, ale dziewczynka szybko poja, e
dopynicie do brzegu potrwa duej, ni sdzia.
Woda bya ciemna, a blask przedwitu wci zbyt saby, by ujawni cokolwiek pod
powierzchni.
Imi rzadko - i nigdy sama - bywaa na tak otwartych przestrzeniach. atwo moga
sobie wyobrazi, e co wynurza si z mroku. Co wielkiego i powolnego... Albo moe co
mniejszego i szybkiego, jak flarkin, widziany na chwil przed atakiem.

Ze zdenerwowania draa tak, jak wtedy, kiedy czua, e zbiera jej si na kichnicie ale nie kichaa.
I nagle woda pojaniaa, a Imi wypyna na powierzchni. Spodziewaa si, e
wzeszo soce, ale nic si nie zmienio. Przed ni rozcigaa si plaa, w tej chwili tworzca
uk wok pytkiej zatoki. Imi spojrzaa w d i zrozumiaa, e widzi pod sob jasne
piaszczyste dno. Popyna dalej.
Po chwili woda wok zacza j popycha i wciga na przemian. Przetaczaa si nad
ni, zwijaa si i pienia. Imi syszaa kiedy o przyboju, ale nigdy nie prbowaa w nim
pywa. Jaki wodny tancerz kiedy jej o tym opowiada. Mwi, e jeli si wie, jak to robi,
mona jecha na fali. Wpyna wic na szczyt najbliszej i sprbowaa si z ni zabra.
Wiedziaa, e si udao, kiedy poczua, e sia fali porywa j i pcha naprzd.
Jazda po falach bya ekscytujca, ale szybko dobiega koca. Imi poczua piasek pod
stopami i wstaa. Obejrzaa si i zastanowia, czy nie wrci, eby przewie si na nastpnej
fali.
Nie, musz zacz szuka Siyee, powiedziaa sobie. Nie wiem, ile to zajmie czasu.
Wysza z wody na piasek i ruszya dalej, do granicy traw. Soce ukazao si wreszcie
w szczelinie midzy chmurami a horyzontem. Wspia si na najblisz wydm i zobaczya
przed sob kolejne, rozcigajce si tak daleko, jak moga sign wzrokiem.
Kupcy Elai, ktrzy opowiadali historie o latajcym ludzie, mwili, e Siyee mieszkaj
w dziwnych domach, ktre przypominaj na wp zagrzebane w ziemi bble. Wtpia, czy ci
kupcy wdrowali daleko od brzegu, miaa wic nadziej, e siedziby Siyee s widoczne z
play. Ruszya zatem za ukiem zatoki a do skalistego cypla, a potem brzegiem nastpnej,
wikszej zatoki. Po jakim czasie poczua pragnienie i napia si z manierki, ktr dostaa od
Imenji. Cho chmury przesaniay soce, a nad brzegiem unosi si wodny py wzbijany
falami przyboju, skra Imi staa si w kocu nieprzyjemnie sucha. Dziewczynka wrcia do
wody i popyna wzdu brzegu.
Mog tak i godzinami, zanim kogo spotkam, mylaa. Moe lepiej bdzie pyn i
wychodzi na brzeg porodku kadej zatoki, eby si rozejrze za Siyee. W ten sposb nie
bd wysycha, a za kadym razem mog pojecha do brzegu na fali.
Przez kolejne godziny pyna w zasigu wzroku od brzegu. Ostrogi midzy
ssiednimi zatokami staway si stopniowo coraz bardziej skaliste. Omijaa je szerokim
ukiem, widzc, jak fale rozbijaj si o gazy. Wiedziaa, e gdyby si zbliya, mogyby i j
rzuci na ostre skay.
Poza tym kolejne zatoki prawie si nie rniy. Chmury wci zazdronie strzegy

soca, ale czua, e dzie zblia si ku kocowi. Badajc wzrokiem nastpne pasmo
trawiastych wydm, westchna i pokrcia gow.
Wkrtce bd musiaa zawrci, uznaa. Inaczej bdzie za ciemno, gdy wrc do
miejsca, gdzie rozstaam si z Imenja.
Zmarszczya czoo i nagle ogarna j panika. W jaki sposb zdoa rozpozna tamt
zatok?
Wiatr szumia i wiszcza wok niej. Uniosa gow... i a podskoczya, widzc
krce w grze sylwetki.
Siyee!
Wygldali dokadnie tak, jak opisywali ich kupcy. Cho niewielcy, jednak widziaa, e
obaj s dorosymi mczyznami. Jeden mia siwe wosy, drugi by modszy. Z radoci zamachaa rkami w nadziei, e zinterpretuj to jako przyjazny gest powitalny.
Zatoczyli krg tu nad ni i wyldowali na awicy piasku. Wyprostowali si obaj i
obserwowali j czujnie, ale z zaciekawieniem.
- Witaj, morska panienko - odezwa si starszy, wolno dobierajc sowa w jzyku Elai.
- Jestem Tyrli, Mwca klanu Piasku. Moim towarzyszem jest mj wnuk Riz.
- Witaj, ludu nieba - odpara. - Wybaczcie, prosz, e wtargnam bez zaproszenia na
wasze tereny. Jestem Yli, crka owcy Sei.
Imenja ostrzega j, by si nie przyznawaa, e jest ksiniczk. Siyee nie pozwoliliby
jej samotnie pyn do domu. A gdyby nie moga wrci na statek, musiaaby czeka na
przybycie nastpnej grupy kupcw Elai. By moe i tak bdzie zmuszona, jeli Siyee nie
potrafi wskaza, gdzie jest Borra, ale wolaaby przedstawi ojcu Imenj i Reivan.
- Nie mamy adnych pretensji, morska panienko - umiechn si mczyzna. - Ale
czy mog spyta, w jaki sposb znalaza si tutaj samotnie?
Skonia gow.
- Zgubiam si - przyznaa. - Wycznie z wasnej winy. Wymknam si, kiedy starsi
nie uwaali, i zapali mnie piraci, ale uciekam. Teraz okazao si, e nie znam drogi do domu.
Nigdy nie oddalaam si tak bardzo, wic miaam nadziej, e znajd Siyee, ktrzy mnie tam
skieruj.
To bya prawda - przynajmniej w oglnych zarysach. Zauwaya wspczucie na ich
twarzach.
- Miaa szczcie - stwierdzi Tyrli. - Szczcie, e piraci ci nie zabili, i szczcie, e
udao ci si uciec.
- Biali powinni co z tym zrobi - stwierdzi gniewnie mody czowiek.

- Miaa te szczcie, e nas spotkaa - cign Tyrli. - Jestemy o kilka godzin lotu
od naszej wioski. Patrolujemy wybrzee, szukajc pentadriaskich najedcw. Musiaaby
pyn wiele dni, nimby dotara do siedziby naszego klanu.
- Czy wiecie, gdzie ley Borra?
- Mog ci z grubsza wskaza kierunek. Odetchna z ulg.
- A wic rzeczywicie mam szczcie. Zamia si.
- Na pewno jeste godna i zmczona - rzek. - Niedaleko std rozbilimy biwak.
Chod i zjedz z nami. Spdzisz noc bezpiecznie, a rano wyruszysz do domu.
- Bardzo bym chciaa, ale musz wraca...
Urwaa, uwiadamiajc sobie, e nie moe im przecie powiedzie o statku Imenji.
Nie przychodzio jej do gowy adne uzasadnienie tego, e musi popyn z powrotem wzdu
brzegu.
Siyee umiechn si z sympati.
- Nie moesz si doczeka, by wrci do domu. To rozumiem. Ale bdziesz jeszcze
musiaa pyn przez wiele dni, a wkrtce zapadnie ciemno. Zosta dzisiaj z nami.
Moe uda si jej wymkn, kiedy ju jej powiedz, gdzie szuka domu... Umiechna
si z wysikiem.
- Tak zrobi. Dzikuj wam.
Skin, by sza wraz z nim po piasku. Imi spojrzaa jeszcze na morze i poczua
narastajc panik.
Imenja bdzie si martwi, jeli nie wrc do szalupy, mylaa. Ale co mog poradzi?
Jeli zaczn nalega, eby Tyrli ju teraz pokaza mi drog, zacznie co podejrzewa.
Przygryza warg.
Ale jeli nie stawi si na spotkanie z Imenj, moe zej na brzeg, eby mnie szuka.
Tyrli poklepa j po ramieniu.
- Nie martw si - powiedzia. - Pomoemy ci wrci do domu.
Zbliajc si do siedziby klanu Bkitnego Jeziora, Auraya zwolnia troch. Jej gniew
osab. Wszdzie widziaa Siyee - we wsi, na polach i oczywicie w altanach, gdzie leczono
chorych. atwo byo sobie wyobrazi, jak byliby wystraszeni i zagubieni, gdyby zobaczyli
atak Biaej na tkacza snw, ktry im pomaga.
: Huan, odezwaa si. Bogini towarzyszya jej, cho milczaa.
: Jestem, odpowiedziaa. Aha, widz powd twojej troski. Lepiej bdzie nie niepokoi
Siyee. Znajd jaki sposb, by wywabi Mirara z wioski.
Ulga Aurai nie trwaa dugo. Przecie Mirar nie opuci chorych Siyee, chyba e poda

mu jaki wany powd. Jeli stanie przed nim, moe wyczu, e co si nie zgadza. Lepiej
poprosi kogo innego, eby przekaza mu wiadomo? Ale co ma powiedzie?
Tylko tyle, e chc si z nim spotka na osobnoci, pomylaa. I sabo jej si zrobio
na myl o tym, e potraktuje to jak zaproszenie do odnowienia romansu.
Owszem, wydaje si to nieuczciwe, uznaa, ale takie te byo oszukiwanie mnie i
udawanie kogo innego.
Na t myl znowu ogarn j gniew.
Skupia si na umysach pod sob i odszukaa Mwc Dylli w jego altanie. Opada na
ziemi obok wejcia.
- Mwco Dylli! - zawoaa.
- Auraya z Biaych? - zapyta. Usyszaa, e podchodzi do otworu.
- Tak - odpowiedziaa. Kotara odsuna si na bok i Auraya si umiechna. - Czy
moesz przekaza Wilarowi wiadomo ode mnie?
Przytakn.
- Oczywicie. Ale nie mog obieca, kiedy do niego dotrze. Odszed std kilka dni
temu, eby zbiera skadniki swoich lekw. Tyve zosta na miejscu. Moe on ci pomoe?
- Nie.
Mirar odszed... Zdaa sobie spraw z potnej fali emocji i poja, e to ulga. Nie chc
go zabija, uwiadomia sobie. Nawet jeli na to zasuguje. Po prostu nie podoba mi si zabijanie. A moe nie bd musiaa? Wymknie si z Si i wtedy to Juran bdzie musia go
wytropi.
Ale gdy tylko to pomylaa, zrozumiaa, e nie uniknie tego zadania tak atwo.
- Czy wiesz, w ktr stron zmierza? - spytaa. Dylli pokrci gow.
- Nie mg odej daleko - uznaa Auraya. - Bd musiaa polata troch po okolicy,
zanim go znajd.
Mwca umiechn si przyjanie.
- Powodzenia, Aurayo z Biaych.
- Dzikuj.
Wzleciaa prosto w niebo i spojrzaa z gry na wiosk oraz otaczajce j pola, jeziora i
lasy. Kiedy na polowaniu Siyee szukali zwierzt, zataczali coraz szersze krgi. Sprbuje tej
samej metody, rwnoczenie rozgldajc si za mylami tych Wszystkich, ktrzy mogli
zauway albo widz teraz Mirara.
Poszukiwania dadz jej czas do namysu. Zastanowia si, co mwia Huan: bogini
wykrya Mirara poprzez jego poczenie z Auray.

Dziwne, e mnie o tym nie uprzedzia, pomylaa. I zaskakujce, e Chaia nic o tym
nie wspomina. Moe nie chce psu naszego zwizku informacj, e yczy sobie, bym zabia
dawnego kochanka.
Zastanowia si, czemu zabjstwo Mirara budzi jej opr. Bo nie do koca pogodziam
si z faktem, e to nie Leiard, tumaczya sobie. To wszystko jest zbyt niewiarygodne. Tylko
e nie mam czasu, eby usi i si spokojnie zastanowi. Musz wierzy, e prawd jest to,
co mwi Huan. Moe byoby atwiej, gdybym wiedziaa, czemu Mirar to zrobi...
Zastanawiam si, czy udaoby si go skoni do wyjawienia planw...
: Byaby nierozsdna, wierzc w cokolwiek, co ci powie, ostrzega Huan. Prawdziwy
zoczyca nie przechwala si swymi czynami i planami, chyba e chce kogo oszuka. Pogd
si z tym, e pewne pytania nie doczekaj si odpowiedzi.
Auraya westchna ciko.
Dlaczego ja? pytaa sam siebie. Dlaczego mnie sobie wybra? Innych Biaych nie
zdoaby tak atwo oszuka. Jestem gupia.
: Nie, Aurayo. Nie wybieramy gupcw, by nas reprezentowali. Jeli my nie zdoalimy
przejrze jego manewru, trudno oczekiwa tego od ciebie. Dlatego wanie musi umrze. Jego
zdolnoci i jego nienawi do nas czyni go niebezpiecznym dla miertelnikw.
Auraya skrzywia si. Wrd jego zdolnoci by te ten niezwyky Dar uzdrawiania Dar, ktrego j nauczy, ktrym ocali setki Siyee. Dlaczego to zrobi? Czy tkwia w tym
ukryta puapka, ktra mogaby zaszkodzi jej albo jej pacjentom? Samo nauczanie
doprowadzio do jego zdemaskowania. Czy wiedzia, na co si naraa?
Jej uwag zwrci jaki ruch poniej koron drzew... Zwolnia i poczua zimny dreszcz
na karku - dostrzega szat tkacza snw. Mirar szed wzdu koryta wskiego strumyka,
pyncego dnem wwozu. Nis swoj torb i zwj liny.
Serce zaczo jej bi jak oszalae.
: Nie obawiaj si, rzeka Huan. Uczynilimy ci dostatecznie siln, by moga pokona
Dzikich.
: W to nie wtpi.
: A jednak odczuwasz lk. On moe ci skrzywdzi tylko sowami. Pamitaj o jego
podstpach. Ucisz na zawsze jego kamstwa.
Auraya nabraa tchu. Przywoaa cay swj gniew i determinacj.
To nie jest Leiard. To Mirar.
A potem kolejna myl wpada jej do gowy: tkacze snw nie zasuguj na to, by taki
czowiek niszczy im przyszo i reputacj.

Przebia baldachim lici i wyldowaa kilka krokw przed nim. Szeroko otworzy
oczy.
- Auraya... - powiedzia.
I si umiechn. By to taki swobodny, znajomy umiech... Gdzie z gbi wydoby
si cay gniew i pojawio si oburzenie, ktre powinna odczuwa. Utwierdziy j w decyzji.
- Mirarze... - odpowiedziaa chodno.
Kiedy w jego oczach bysno zrozumienie, poczua, jak rozwiewaj si resztki
nadziei, e Huan si mylia. Jego umiech znikn. Patrzyli na siebie przez chwil.
- A wic wiesz - stwierdzi.
- Tak. Nie zaprzeczasz?
- A co by mi z tego przyszo?
- Nic. Huan odkrya, kim jeste, podczas tej lekcji uzdrawiania.
- Och... - Skrzywi si.
Nagle ogarno j poczucie pustki. Miaa nadziej, e bogowie si myl, e Leiard
poda jakie rozsdne wytumaczenie i udowodni, e nie jest Mirarem. Ale on praktycznie si
przyzna. Nie by Leiardem. Ten, ktrego kochaa, istnia tylko jako iluzja... By kamstwem.
Ku jej zaskoczeniu, ta myl wywoaa ulg. Nie znaa tego czowieka. By jedynie
kamc z legend, czowiekiem, ktrego wiat zdoa si kiedy pozby i powinien pozby si
znowu.
Mog go zabi, powiedziaa sobie. Ale zamiast ciga magi do zadania ciosu, zadaa
drczce j pytanie.
- Dlaczego to zrobie? Unis gow.
- Nie uwierzyaby, gdybym ci powiedzia. Wyzwanie w jego oczach byo
ostrzeeniem.
- Nie, poniewa w aden sposb nie mog wiedzie, czy to, co mwisz, jest prawd.
Huan ma racj. Moje pytanie musi pozosta bez odpowiedzi. ..
W tym momencie chciaa ju tylko skoczy to spotkanie.
: Susznie, pochwalia j bogini. Dalsza rozmowa da mu tylko okazj do kolejnych
kamstw. Atakuj natychmiast.
Auraya spucia wzrok, gromadzc w sobie magi. Jednoczenie zastanawiaa si, jak
uderzy. Na pewno wzniesie tarcz, ale moe nie do mocn, by wytrzyma atak wielkiej
energii. Jeli nie zdy wzmocni swojej osony, starcie moe si zakoczy w jednej chwili.
Usyszaa, e podchodzi do niej...
- Jest sposb, by bya pewna... - zacz.

Nie patrzc, wypucia strumie magii. Jkn zaskoczony i zatoczy si do tyu.


Tarcza wytrzymaa.
- Czekaj! - zawoa, odzyskujc rwnowag. - Aurayo! Zaatakowaa ponownie. Cho
wiedziaa, kim jest naprawd, jednak bya zaskoczona jego si. Wiedziaa, e Leiard jest
potny... ale nie a tak.
- Co z twoj obietnic? - zawoa. - Mwia, e nie spotka mnie krzywda!
Przysigaa na bogw!
Przerwaa na chwil, po czym znowu uderzya.
- Przysigaam, e krzywda nie spotka Leiarda! Ty nie jeste Leiardem!
Nie prbowa podejmowa walki. Musi wiedzie, e nie ma adnej szansy... Musz
tylko zwiksza moc moich atakw, a go pokonam.
Kiedy signa po kolejne rezerwy magii, dostrzega wyraz determinacji na jego
twarzy i przygotowaa si na kontratak.
- Ale ja jestem Leiardem - owiadczy spokojnie. - Czas ju, eby poznaa prawd.
I tam, gdzie nie byo nic, nagle pojawi si umys. Zobaczya rzek wspomnie i
obrazw, wyczula zamiary i emocje.
: Nie! sykna Huan. Nie patrz!
Ale byo za pno. Odpowiedzi na wszystkie pytania Aurai czekay, by je odczytaa.
Mylowy gos Mirara mwi do niej, a ona nie umiaa powstrzyma si od suchania.
: Tak zginem...
Zobaczya walczcego Jurana, poczua niedowierzanie i rozczarowanie Mirara, kiedy
zawioda go moc. Wspomnia wszystko, co robi, i nie rozumia, by cokolwiek z tego usprawiedliwiao egzekucj. Jego jedyn zbrodni byo irytowanie bogw. Nikt nie zgin. Nikt nie
dozna krzywdy. Zachca tylko ludzi, by stawiali pytania. Dawa im wybr. A w zamian...
Zobaczya eksplozj pyu i kamieni, poczua echo cierpie zgniatanego pod gruzami
czowieka. Zrozumiaa, e Mirar sign po tyle magii, by podtrzymywaa fragment jego
jani, e zdoa si wymkn bogom i Juranowi, tumic swoj osobowo i tworzc inn,
ktra przesonia tamt.
: Tym si staem.
Nie tym czowiekiem, ktrego znaa jako Leiarda. Nie od pocztku. Ciao mia
poamane i poranione, utraci pami, wdrowa po wiecie jako aosny kaleka. Dopiero po
wielu latach ciao odzyskao siy. I dopiero kiedy wrci do Jarime i sta si doradc Biaych,
jego prawdziwa tosamo zacza si budzi.
: Oto dlaczego sobie przypomniaem.

Jego kamufla rozpad si z jej powodu. Instynkty, stworzone kiedy powstawa Leiard,
kazay mu trzyma si z daa od Jarime, ale silniejsze byo pragnienie, by znale si blisko
niej. Poczua ukucie blu w sercu. A wic nie zostaa oszukana. Leiard naprawd j kocha.
Ale Leiard nie by prawdziwy.
: By. A tak staem si tym, kim jestem.
Zobaczya to, co przedtem widziaa jedynie przelotnie. Wspomnienia cza Mirara
byy w rzeczywistoci jego prawdziw i powracajc jani, ale Leiard przez cae stulecie stawa si prawdziw osob. Po bitwie wyruszy do Si z przyjacik. Auraya poczua zazdro,
widzc t pikn mod kobiet.
Kim ona jest?
Ta przyjacika pomoga mu zrozumie, e Leiard nie moe by nikim, kim Mirar nie
mgby si sta. Moment zrozumienia, e jeli Leiard kocha Auray, to on take j kocha,
by tym, kiedy znowu sta si jednoci. Bolaa go wiadomo, e nie moe z ni by, ale te
myl, e mgby jej zaszkodzi; postanowi wic opuci Ithani Pnocn, kiedy tylko Siyee
wyzdrowiej. Wola usun si jej z drogi.
: Jestem Leiardem, owiadczy. I jestem te Mirarem. aden z nas nie jest taki, jak
przedtem. Ale to, czym jestemy...
: Nie!
Auraya drgna, gdy sowa Mirara zaguszy mylowy krzyk Huan. Janiejca posta
pojawia si nagle tu przy niej.
: Kimkolwiek si stae przez ostatnie stulecie, nie jeste mniej winny swoich
wczeniejszych zbrodni.
: Jakich zbrodni? zapyta wyzywajco. e byem irytujcy? Dawaem ludziom inn
moliwo, ni lepe oddawanie wam czci? Mwiem prawd o waszej przeszoci? Ty i twoi
towarzysze popenialicie o wiele gorsze zbrodnie.
Auraya zmarszczya brwi, widzc w umyle Mirara przeraajce wspomnienia.
Spojrza na ni i postara si zepchn je w gb.
: Pokazabym ci, powiedzia, ale byoby to dla ciebie bardzo bolesne.
Jednak z tego, co zdya zauway, zrozumiaa, e jego zdaniem bogowie byli zdolni
do okruciestwa i niesprawiedliwoci. Wierzy te, e nie zrobi nic, czym zasugiwaby na
mier.
Wiedziaa rwnie, e nic zego nie zrobi ani jej, ani innym Biaym, czy to ze
zoliwoci, czy we wrogich zamiarach. Krci si w pobliu, zmaga si z powrotem wasnej
tosamoci, wplta si w kopoty.

: Aurayo.
Zwrcia si do bogini, wci oszoomiona tym, czego si dowiedziaa.
: Czy nie jest zbrodni odmawianie duszy niemiertelnoci? Mirar twierdzi, e dawa
ludziom wybr, ale nie moe im obieca istnienia po mierci. Namawianie miertelnika, by
si od nas odwrci, to okradanie go z wiecznoci. Wiesz o tym.
Mirar pokrci gow.
: Niektrzy wol to, ni wieczno w acuchach u waszego boku. Moe i nie potrafi
zachowa ich dusz, ale te nie chc tego wykorzystywa jako nagrody ani kary. Moe
rzeczywicie powinienem pokaza Aurai niektre z waszych wyczynw...
: Mwisz o tym, co robiam w dalekiej przeszoci. Era Wielu skoczya si dawno
temu, owiadczya Huan, dumnie podnoszc gow. Wybryki tamtych czasw zostay
zapomniane. Nawet ty musisz przyzna, e my, Krg, stworzylimy w ostatnim stuleciu wiat
pokoju i dobrobytu.
Mirar zastanawia si przez moment.
Stworzylicie, przyzna. Ale jeli wasza przeszo moe by zapomniana, to czemu nie
moja?
Auraya poczua, e usta rozcigaj si jej w umiechu. To by celny argument.
Lnica posta Huan rozjarzya si gwatownie.
: Poniewa nadal pracujesz przeciwko nam, niemiertelny! Patrz tylko, Aurayo, jak
nasze wasne sowa obraca przeciw nam! Odwrcia si i ruszya w stron Biaej. Omami ci
pokrtnymi prawdami i ukrytymi kamstwami! Przeka mi swoj wol.
Aurai zamaro serce. Przekaza wol... Czy Huan zamierzaa j opanowa? Cofna
si o krok, a bogini zbliaa si coraz bardziej. Ale zamiast si z ni zderzy, lnica figura
przenikna ciao. Auray otoczyo wiato.
: Przeka mi wol, rozkazaa Huan.
Mirar wpatrywa si w ni. Po jego twarzy przebiegay kolejne emocje: najpierw
groza, potem strach, w kocu rezygnacja.
Musz robi, co mi kae, powiedziaa do siebie. Musz.
Tak atwo byoby zrzuci odpowiedzialno za mier Mirara na bogini. To
niewane, e zabicie go jest... jest...
Niesuszne. Niesprawiedliwe. Popenia czyny, ktrych nie pochwalaa, ale aden nie
zasugiwa na kar mierci. Cyrklianie nie zabijali ludzi bez wanej przyczyny - przynajmniej
nie tych przestrzegajcych prawa. Istniay przecie mniejsze kary za drobniejsze
przestpstwa. Wizienie. Wygnanie.

: Bd mi posuszna, Aurayo.
Zasonia twarz domi i jkna.
: Nie mog. To byoby wbrew prawom, ktre nam dalicie, ktrych nakazalicie nam
przestrzega i ktre kazalicie doskonali. Zabjstwo bez przyczyny to morderstwo. Nie mog
zabi Mirara. Nie mog pozwoli, by zosta zamordowany.
Czekaa na odpowied Huan, ale ta nie nadesza.
- Aurayo?
Odsuna donie od twarzy i spojrzaa na stojcego przed sob mczyzn. Leiard czy
Mirar sprowadzi na ni wicej kopotw ni ktokolwiek inny na wiecie. Chciaa, eby
znikn.
- Odejd - usyszaa wasny gos. - Opu Ithani Pnocn, zanim zmieni zdanie... I
nigdy nie wracaj.
Aurayo! zahucza gos Huan. Nie sprzeciwiaj mi si!
Mirar odchodzi szybko, rozchlapujc butami wod, a ona poczua, e uginaj si pod
ni kolana. Osuna si na ziemi. Czua sabo i smutek, a jednoczenie jak gorzk i
niepokojc satysfakcj.
Jeli wanie podjam suszn i sprawiedliw decyzj, to czemu tak le si z tym
czuj?
Pokrcia gow.
Poniewa sprzeciwiam si jednej z bogi i przez chwil byam z tego dumna.
A Huan nie moga tego nie zauway.

38
Rodzina Drayli miaa tyle bagau, e Emerahl zacza podejrzewa, i zabrali ze sob
wszystko, co posiadali - z wyjtkiem samego domu. Byli zaamani, kiedy si dowiedzieli, e
musz sprzeda albo wyrzuci co najmniej poow.
- Moja d jest maa - przypomniaa im. - Jeli zapakujemy to wszystko, nie tylko
braknie dla was miejsca, ale te dka zanurzy si tak gboko, e najmniejsza fala j zaleje.
Wtedy stracicie wszystko. Umiecie pywa? Nie pomylaam, eby o to zapyta... a do teraz.
Shalina poblada, co zdradzio Emerahl, e pytanie wywaro zamierzony efekt.
- To tylko rzeczy - odezwa si cicho Tarsheni. - Przedmioty. Nie moemy pozwoli,
by zwyke przedmioty stany nam na drodze poszukiwa prawdziwego bstwa.
Sortowanie majtku trwao irytujco dugo. Potem Emerahl musiaa im towarzyszy
na targu i pilnowa sprzeday czci uznanej za zbdn. Ich przyjazna naiwno i
wielkoduszno wynagradzay jej oczekiwanie, e bdzie im pomaga we wszystkich
sprawach. Kiedy popoudnie zmieniao si w wieczr, Tarsheni upar si, e zapaci za jej
posiek i pokj w zajedzie. Nie chcieli poszukiwa tunelu po ciemku w obawie, e dzieci
bd si bay.
Teraz, gdy patrzya, jak ostronie wsiadaj do odzi, zacza si martwi, jak sobie
poradz w morskiej podry.
Wyczuwaa determinacj i podniecenie obojga dorosych, a take zaciekawienie ich
syna. Niemowl byo na szczcie niewiadome przygd, po jakie wyruszaj jego rodzice.
Ogldali si na inne jednostki, kiedy Emerahl sprawnie wyprowadzia d z portu.
Pochylia si i podaa Shalinie niedu butelk.
- Co to takiego? - zdziwia si kobieta.
- Na chorob morsk - wyjania Emerahl. - Pena yeczka dla dorosego i jedna
trzecia dla chopca. Dziecku podaj kropl zmieszan z wod i daj zna, gdyby zaczo si
czerwieni.
- Wcale nie czuj si chory - owiadczy Tarsheni. - Lekarstwo nie jest mi chyba
potrzebne.
- Bdzie ci potrzebne, kiedy znajdziemy si na falach. Lek potrzebuje troch czasu,
eby zadziaa, i nie jest tak skuteczny, kiedy ju czowiek zacznie chorowa. Dlatego lepiej
wzi od razu.
Posuchali jej. Kiedy mina ostatnie pomosty, skierowaa d rwnolegle do

Przesmyku. Chopiec zada rodzicom seri pyta o sprawy zwizane z morzem. Emerahl
tumia umiech, syszc niektre odpowiedzi.
- W jaki sposb si poruszamy? - zapyta nagle Tarsheni. - agiel jest zwinity, a nie
wiosujesz.
- Magia - wyjania Emerahl. Unis brwi.
- Uyteczny Dar dla eglarza.
- O tak. - Rozemiaa si. - Czowiek zwykle wiczy te z nich, ktre przydaj si w
jego fachu. Ty masz jakie?
Wzruszy ramionami.
- Kilka. Jestem skryb, jak wszyscy moi przodkowie. Przekazujemy z ojca na syna
Dary pozwalajce przygotowa pergamin i tusz, narzdzia do ostrzenia, oraz takie, ktre
pomagaj si broni.
- Broni?
- Czasami te listy, ktre dostarczamy, nie s dobrze przyjmowane, cho przecie to nie
my je dyktujemy.
Emerahl parskna miechem.
- Rzeczywicie. Wyobraam sobie, e takie rzeczy czasem si zdarzaj.
- Mam nadziej, e spisz sowa Mdrca z Karienne.
- Wydaje si, e ju teraz sporo o nim wiesz - zauwaya. Jego spokojny entuzjazm
zrobi wraenie na wielu gociach zajazdu. Emerahl oczekiwaa niemal, e rankiem zobaczy
rzd dek, podajcych za ni do tunelu.
- Tylko to, co opowiedzieli mi inni, ktrzy go suchali - przyzna. - Czasami to, co
mwi, jest ze sob sprzeczne. Jeli zapisze si jego sowa, nikt nie zmieni ich znaczenia.
- W teorii. Inni mog pniej przerobi twoj prac. Z westchnieniem pokiwa gow.
- To moliwe. Gdyby istnia Dar, ktrego mgbym uy, by temu zapobiec,
powicibym ycie, by go opanowa.
- Mwie wczoraj, e ten jeden bg stworzy wiat, bogw, wszystkie istoty i kadego
czowieka. Jeli stworzy ludzi, a oni zdolni s do okruciestwa i morderstw, to albo tak to
zaplanowa, albo popeni bd.
Tarsheni wzruszy ramionami.
- To kwestia, o ktr zamierzam spyta Mdrca.
- Bo jeli to nie pomyka, to chyba mi si nie podoba ten... Jak mylisz, czy to ju
tunel?
Emerahl poczua, e d przechyla si lekko, kiedy oboje spojrzeli we wskazanym

kierunku. Zobaczya rozpadlin w stromym zboczu Przesmyku przed sob. Kiedy si zbliyli,
dostrzega te prowadzc w gb ciek.
- Na to wyglda - zgodzi si Tarsheni.
- Tak. Nie, nie pokazuj jej jeszcze - upomniaa go Emerahl, kiedy sign po sakiewk.
- Najpierw si przekonajmy, co tam znajdziemy.
Spojrza nerwowo na tunel.
- Mylisz, e to puapka?
- Wol zachowa ostrono.
Szczelina rozszerzaa si, a kiedy do niej wpynli, zobaczyli rzdy lamp na obu
cianach i pokrg wiate przed sob. ciany podparte byy ceglanym murem, ktry
wyglda, jakby by niedawno naprawiany. Mniej wicej w rodku, wedug oceny Emerahl,
drog zagradzaa dua metalowa krata. cieka zmienia si w wsk pk, biegnc wzdu
ciany tunelu.
Widziaa z przodu jakie postacie i wyczua ich zaciekawienie, kiedy zauwayy
wpywajc d. Dreszcz przebieg jej po skrze, kiedy to zaciekawienie zmienio si w
niecierpliwo i chciwo.
- Jak si dowiedziae o tym tunelu, Tarsheni?
- Jaki czowiek nam powiedzia. Mwi, e moe nas zabra na drug stron, jeli
zapacimy za rejs przez tunel.
- Dlaczego si nie zgodzie?
- Nie spodoba si nam.
- Hm... Wydaje mi si, e powinien tu by wikszy ruch, jeli utrzymywanie go i
obsadzenie ma przynosi zyski.
- Moe jest jeszcze za wczenie. - Hm...
Zastanowia si, kto jeszcze moe korzysta z tunelu. Byby uyteczny dla rybakw,
gdyby nie to, e by za niski i nadawa si tylko dla nieduych odzi. Jedynie tacy wdrowcy
jak ona, samotni albo z kilkoma pasaerami, szukaliby tej drogi.
- Co jeszcze mwi o tunelu? Tarsheni wzruszy ramionami.
- e kiedy byo wiele tuneli przez Przesmyk, wikszo wykuli przemytnicy, ale
ludzie zaczli si obawia, e si zawal i wtedy morze zmyje Przesmyk. Zasypali je.
Emerahl pomylaa o ceglanych cianach przy wejciu. Moe ten tunel by kiedy
zablokowany i dopiero niedawno otworzono go ponownie?
- Nie wspomina, czy kto protestowa przeciwko otwarciu tego tunelu?
- Nie. - Tarsheni zastanowi si. - Ale chyba si nie zawali, prawda?

Spojrzaa na uk sklepienia.
- Wyglda cakiem solidnie.
Kiedy zbliyli si do bramy, zauwaya na pce czterech mczyzn. Ich miny
wyraay t sam chciwo, jaka wylewaa si z ich umysw. Emerahl przycigna nieco
magii i stworzya ochronn zason wok odzi.
Zatrzymali si przed bram. Kolejno spojrzaa mczyznom prosto w oczy.
- Witajcie, odwierni. Moi pasaerowie i ja chcemy wykupi przejazd.
Potny, bezzbny mczyzna zatkn kciuki za pas i umiechn si szeroko.
- Witoj, panienko. To fojo dka? - Tak.
- Nie tak czynszto momy tu kobity - eglarzy. Pozostali zbliyli si, spogldajc z
gry na pasaerw i ich majtek. Jeden prbowa ju zej z pki na pokad, ale uderzy
kolanem o zason. Zakl z blu i zatoczy si do tyu.
- Nikomu nie pozwalam wej na pokad bez zaproszenia - owiadczya, zwracajc si
do bezzbnego.
Zmruy oczy.
- To lepij nasz zaprosz, bo sze nie popyniesz.
- Nie musicie wchodzi do odzi - odpara stanowczo.
- To sze fracajcie. A Dary to ten Ameri tysz mo. Wskaza jednego z ludzi - chudego
modego czowieka o ponurej twarzy. Z demonstracyjn grzecznoci skina mu gow, po
czym zwrcia si znowu do bezzbnego.
- A moe obniycie cen do dziesiciu canarw, a ja za to pozostawi bram
nietknit?
Uwiadomia sobie, e ma nadziej na odmow. Ci ludzie pewnie przy kadej okazji
napadali na podrnych. Nie moga cakowicie zlikwidowa tego procederu, nie odkadajc
swej podry, ale mio byoby popsu im ten ich sprytny plan - przynajmniej na jaki czas.
Mczyzna ponownie zmruy oczy.
- Ameri - powiedzia, nie odrywajc wzroku od Emerahl. - Frb, eby
fppraczowali...
Chudy mczyzna wycign rk, wykonujc dramatyczny i mieszny gest. Magia
rozprysna si na osonie. By silniejszy ni przecitny czowiek, a jego atak poraniby, a
nawet zabi wikszo wdrowcw. Przyjrzaa mu si niechtnie. Sytuacja przestaa j bawi.
Kiedy skoczy atak, uderzya w niego i jego kolegw z si, ktra cisna ich na ska
i przytrzymaa. Odwrcia si w stron bramy i posaa w ni fal aru. Po chwili krata
zacza topnie i si odksztaca. Krople pynnego metalu spaday do wody, a tunel wypeni

si gorc par. Osona chronia d, ale mczyni zaczli wrzeszcze. Wypucia ich wic i
pozwolia uciec ku wyjciu z tunelu.
W kocu brama zapada si pod wod. Emerahl pchna d naprzd, uwaajc, by
nie zaczepi o rozarzone ciany. Dopiero na drugim kocu odetchna i obejrzaa si na
swoich pasaerw.
Wpatrywali si w ni z podziwem.
Wzruszya ramionami.
- Mwiam, e nie naley lekceway moich Darw. I niespecjalnie lubi zodziei.
Auraya przechodzia od hamaka do hamaka, od nowa badajc Siyee. Dwjka
skutecznie zwalczaa sercoera, kolejna dwjka stawiaa opr. Nie chciaa stosowa na nich
Daru uzdrawiania Mirara, dopki nie bdzie pewna, e sami sobie nie poradz.
Nazywam to teraz Darem uzdrawiania Mirara, pomylaa. Nie Leiarda.
Przypuszczam, e Mirar uywa go od setek, moe tysicy lat. Do niego naley przede
wszystkim.
Tyve przyglda si jej, a jego myli wypeniaa ciekawo i niepokj. Auraya nie
moga usiedzie na miejscu. Wci przechodzia od altany do altany, szukajc jakiego
zajcia, by nie rozmyla bez przerwy o tym, co uczynia.
Nie wykonaam rozkazu Huan. Nie byam posuszna bogom, ktrym przysigaam
suy.
Alternatyw byo zabicie czowieka, ktry nie zasugiwa na mier. Ale to nie
powinno mie znaczenia. Powinna uwierzy, e bogowie maj powody, by yczy sobie jego
mierci. Juran uwierzy wiele lat temu.
Ale zamiast j uspokoi, ta myl przyniosa poczucie zagubienia.
Nie mog uwierzy, e Juran prbowa zabi Mirara, nie majc pewnoci, e to
suszne.
Wiedziaa, e jego obowizkiem byo wypenia rozkazy bogw, ale przekonaa si,
e czynic to, straci w jej oczach. Ciekawe, czy wie, co si stao...
Jedna z Siyee zbudzia si i poprosia o wod. Tyve nie drgn nawet, gdy podbiega,
niosc naczynie. Kiedy przysuna je chorej do ust, ogarno j straszne uczucie trwogi.
Zamara.
Znajoma obecno zbliaa si szybko. Auraya odetchna z ulg, kiedy rozpoznaa
Chai.
: Aurayo, powiedzia.
: Chaia!

: Chyba nie musz ci mwi, e wpada w kopoty, rzek swobodnym tonem, cho
wyczuwaa gbok trosk.
: Nie, przyznaa.
Kto dotkn jej doni. Drgna, uniosa wzrok i zobaczya, e obok stoi Tyve. Odebra
jej naczynie z wod i gestem kaza si odsun. Auraya przesza do wyjcia z altany.
: Dlaczego to zrobiam? spytaa. A raczej: dlaczego tego nie zrobiam?
: Bo masz sumienie. Chcesz wiedzie, e twoje dziaania s suszne. Dla ciebie
sprawiedliwo i suszno znacz wicej ni posuszestwo. To ta cecha twojej natury, ktra
mi si podoba. Niestety, inni nie podzielaj moich pogldw.
: Wszyscy inni czy tylko Huan?
: Rnimy si w opiniach, ale decyzje podejmujemy wsplnie, Aurayo. Nie do ciebie
naley wiedza o naszych indywidualnych przekonaniach.
Wysza na zewntrz. Soce wiecio zbyt jasno, wic skierowaa si do cienia.
: Ty i inni bogowie musielicie wiedzie, e jest to czci mojej natury. Dlaczego
wybralicie mnie na Bia?
: Poniewa Biali nie mog by tacy sami. Kade z was ma swoje silne i sabe strony.
Kiedy dziaacie wsplnie, saboci s niwelowane, silne punkty wzmacniane. Twoja sabo wspczucie - jest te twoj si. Przywdca, ktry potrafi zabija bez wahania, raczej nie
okae empatii i wspczucia, koniecznych przy negocjowaniu wzajemnie korzystnych sojuszy i
pomaganiu innym w rozwizywaniu kwestii spornych.
: Wic czemu wanie mnie Huan wybraa do tego zadania?
: Obawiam si, e bya niewaciw Bia w niewaciwym miejscu o niewaciwym
czasie. To nie ty powinna dokona egzekucji Mirara - nie tylko dlatego, e kochaa kiedy
jego czstk.
Auraya poczua, e budzi si w niej iskierka nadziei.
: Czy wic mi wybaczono?
: Niezupenie, odpar Chaia. Niektrzy z nas uwaaj, e Biali musz by posuszni,
niezalenie od tego, co ley w ich naturze. Jeli Biali maj rne charaktery, to czasami
musz si ze sob nie zgadza. I kiedy zdarzy si konflikt, u nas powinni szuka rozwizania.
Maj by nam posuszni, gdy inaczej ich jedno legnie w gruzach.
cisno j w odku.
: Huan nadal chce, ebym zamordowaa Mirara.
: Nie zamordowaa, ale wykonaa egzekucj.
Kiedy zgasa nadzieja, ze zdziwieniem poczua, e budzi si gniew.

: A jeli znowu odmwi? spytaa odruchowo.


: Zostaniesz ukarana. Nie mam pojcia jak. Wiele czasu zajo mi przekonanie
pozostaych, by dali ci drug szans. Nalegaem te, by dostaa jeden dzie, by przemyle
zadanie oraz konsekwencje odmowy i nieposuszestwa. Rozwa wic: czasami stajemy
wobec problemu, ktrego wszystkie rozwizania s przykre, gdzie naley wybra najmniej
szkodliwe. Zastanw si, jakie rozwizanie bdzie najmniej szkodliwe dla ludzi, ktrych
przysigaa chroni.
: Mirar nie mia zamiaru dziaa przeciwko nam.
: Nie? Teraz moe rzeczywicie, ale to nie znaczy, e nie sprbuje w przyszoci. Jest
potny i sprytny - wiesz o tym. Nienawidzi nas - o tym wiesz take. Czy zaryzykujesz, e kiedy
pojawi si sposobno, by nam zaszkodzi, nie wykorzysta jej?
Auraya pokrcia gow.
: Pomyl, co moe si zdarzy, jeli postanowi wrci do swej roli przywdcy tkaczy
snw, przekonywa Chaia. Moe na nich wpywa i poprzez sny kierowa nimi, nawet z
innego kraju.
Westchna ciko. Nawet wygnanie nie byo rozsdnym wyjciem.
: Rozwa take moliwo, e moesz nadal kocha Leiarda.
: Nie kocham go, zapewnia.
: Wiem, co masz w sercu, Aurayo. Wiem, e wci jest tam pocig i afekt,
niezakoczone i chaotyczne. Postara si utrzyma w tobie to przywizanie do siebie, nie tylko
dlatego e wci co do ciebie czuje, ale te dlatego e nie skrzywdzisz go, dopki nie jeste
pewna swoich uczu. Dopki te wizy nie znikn, nie bdziesz moga pokocha nikogo
innego.
Auraya obja si ramionami. Bya zaamana. Chora. Rozdarta.
: Nie mog ci pocieszy, Aurayo, chobym chcia, rzek z alem Chaia. Nie mog
okaza uczu ani broni ci przed koszmarami, bo inni pomyl, e wynagradzam ci za
nieposuszestwo. Zgodzili si, ebym z tob porozmawia, poniewa znasz mnie najlepiej. I
prosz ci jako twj przyjaciel i kochanek: zrb to, czego da Huan.
Odpyn. Przez dugi czas siedziaa i mylaa o tym, co powiedzia. A potem wstaa i
wrcia do altany. Musiaa si zastanowi, ale jeszcze bardziej musiaa pomc Siyee.

39
Mirar przycign magi i rozgrza powietrze wok siebie. Przez te miesice, kiedy
walczy z zaraz w Si, nie zwraca uwagi na to, e mija lato i nadchodzi jesie. Teraz czu ju
zbliajc si zim - zwaszcza w te ostatnie godziny przed witem. Opar si o drzewo i
przymkn oczy.
Wprawdzie wdrowa przez cay dzie i wiksz cz nocy, ale zatrzyma si teraz
nie po to, by odpocz czy si zdrzemn. Oczyci umys i wprowadzi si w senny trans.
: Emerahl?
Odkd si rozstali, co kilka dni nawizywali senne poczenia. Ostatnio zrobia si
tajemnicza, nie chciaa mwi o miejscu pobytu i celu podry. Oznaczao to - mia nadziej e odniosa pewne sukcesy w poszukiwaniu innych niemiertelnych, ale jeszcze nie moga mu
o tym powiedzie.
: Mirar? odpowiedziaa.
: Co sycha u mojej wdrownej przyjaciki?
: To samo co poprzednio. Duga egluga, potem egluga i jeszcze troch eglugi na
dodatek.
: Czybymy si nudzili?
: Nie. Mam interesujcych pasaerw, ktrzy pac za rejs. A u ciebie?
: ycie stao si wanie o wiele ciekawsze, powiedzia. Bogowie wiedz, kim jestem.
: Co? Skd?
: Nauczyem Auray uzdrawiania. Bogowie musieli mnie obserwowa.
: Idiota.
: Owszem. Rozczarowaa si mn?
Milczaa przez chwil.
: Nie, nie jestem zaskoczona. Powiniene by odej, kiedy tylko si pojawia, ale
zrobie to. Wiem, e zostae z powodu Siyee i pewnie uczye j take dla ich dobra.
: To prawda.
: I podejrzewam, e to nie jedyny powd, e odrzucie wszelk trosk o wasne
bezpieczestwo. A jak Auraya przyja te wieci?
: Prbowaa mnie zabi.
: Och... Milczaa przez chwil. Czyli bya skonna zama swoj obietnic.
Jak stwierdzia, obietnic skadaa Leiardowi.

: No tak... Ale najwyraniej nie udao jej si. Dlaczego nie?


: Poniewa otworzyem przed ni umys i pokazaem jej prawd.
: I to j przekonao? Ciekawe. Sdzisz, e zabicie ciebie to by jej wasny pomys czy
bogw?
: Bogw. Huan pojawia si osobicie i nakazaa jej to zrobi.
: Auraya nie posuchaa?
: Wanie.
: To jeszcze ciekawsze. Czyli nauczya si?
: Nauczya si czego?
: Uzdrawiania?
: Tak.
: Zdajesz sobie spraw, co to oznacza.
: Ze jest dostatecznie Obdarzona, by sta si niemiertelna. Ale ona ju jest
niemiertelna, Emerahl.
: Tak, ale istotne jest to, e moe taka by nawet bez boskiej interwencji. Jest Dzik.
Co to dla niej oznacza, zaley od powodw, dla ktrych nas przeladuj. Jeli to czysta
nienawi do wszystkich Dzikich, to j zabij.
Mirar zmartwia. Czyby skaza Auray na mier, jedynie uczc j, jak moe
uzdrawia chorych?
: Jest co jeszcze, o czym musz ci powiedzie. Bogowie mogli zobaczy wicej, ni
planowaem.
: Czyli ujawnie jakie tajemnice?
: Tak. Kiedy tumaczyem, w jaki sposb Leiard i ja stalimy si jednym, pomylaem o
tobie, cho tylko jako o kim, kto mi pomaga. Staraem si to ukry...
: Mylisz, e bogowie si domyl, kim bya ta pomocnica?
: Tak. Przepraszam. Moe ci grozi niebezpieczestwo.
Przez dugi czas nie odpowiadaa.
: Nie tak wielkie, jak to, ktre grozi tobie, stwierdzia w kocu. Zdaj sobie spraw, e
nadal yj, ale nie wiedz, gdzie jestem. Natomiast wiedz, gdzie jeste ty.
: Tylko tyle, e jestem w Si.
: A dokd zmierzasz?
: Auraya kazaa mi opuci Ithani Pnocn. Kieruj si na wybrzee.
: Auraya moe nie chcie ci zabija, ale na twoim miejscu nie liczyabym, e inni
Biali oka te same skrupuy. Huan wcignie Siyee do poszukiwa i kiedy tylko ci znajd,

przyle Biaych. Nie sdzisz chyba, e uda ci si ukry przed Siyee?


: Jeli bd wdrowa noc, moe dam rad. Ale bdzie mi trudno bez wiata.
: Szkoda, e ju nie jeste blisko brzegu. Mgby zbudowa d i odpyn. Zasig
lotu Siyee jest ograniczony. A kiedy by ju zgubi pogo, mgby znowu zawrci do brzegu.
I dopki kto by ci nie zobaczy, bogowie nie wiedzieliby, gdzie jeste. Ale obawiam si, e
zanim dotrzesz do morza, Biali bd ju na ciebie czeka. Zastanowia si. W kocu i tak
bdziesz musia porzuci ld, jeli masz opuci Ithani Pnocn. Kluczowy jest odpowiedni
wybr chwili. Musz si zastanowi. Za kilka dni dotr do mojego celu. Moe znajd dla
ciebie bezpieczne schronienie.
: Twj cel, tak? Znowu zaczynasz by tajemnicza.
: Wanie ujawnie bogom moje istnienie. I mam ci powiedzie, gdzie mog mnie
znale?
: Nie. Spodziewaem si raczej, e telepatycznie ugotujesz mi mzg.
: Gdybym nie sdzia, e i tak lada dzie zginiesz, pewnie bym to zrobia.
: To pocieszajce.
: Naprawd? Nie powinno by. A teraz obud si i uciekaj z Si.
: Tak, o mdra i witobliwa, odpowiedzia kpico.
Z umyln gwatownoci zerwaa poczenie, wyrywajc go z sennego transu. Kiedy
si podnosi, w pamici rozbyso wspomnienie Aurai otoczonej wiatrem. Tak jak
podejrzewa, nie zgodzia si, by odda swoj wol pod wadz Huan. Czy bogowie zechc j
ukara? A moe j zabij, skoro teraz ju wiadomo, e jest Dzik?
Moe ju nie yje, pomyla. Przeze mnie.
Musia si tego dowiedzie.
Istnia tylko jeden sposb. Podczas swej wdrwki niezliczon ilo razy zastanawia
si nad nim i go odrzuca. Jeli poczy si z ni we nie, a ona nadal yje, czy zechce z nim
rozmawia? Czy on sam cignie tym na siebie jeszcze wiksze niebezpieczestwo? Albo na
ni?
Dopki jej nie zdradz, gdzie jestem, pozostan stosunkowo bezpieczny.
Zamkn oczy i posa swe myli na poszukiwanie kobiety, ktra prbowaa go zabi.
: Aurayo...
Czeka na odpowied duej ni w przypadku Emerahl. Milczenie zwikszyo jego lk,
e nie yje. A potem usysza wypowiedziane zaskoczonym tonem swoje imi.
: Mirar?
: Tak.

: Dlaczego prbujesz sennego poczenia ze mn?


: Martwi si o ciebie.
Martwisz si o mnie? Przecie prbowaam ci zabi!
Moe i troch si rni od Leiarda, jakiego znaa, ale nadal mi na tobie zaley.
: To dziwne.
: Mylisz, e to dziwne? Powiem ci, co jest dziwne. Ze budz si po stu latach i
odkrywam, e nie jestem t sam osob co przedtem. Dowiaduj si, e zrobiem wiele
gupich rzeczy: zjawiem si w Jarime, pracowaem dla Biaych, zakochaem si w jednej z
najpotniejszych sug bogw. A najdziwniejsze jest to, e wcale tego nie auj. auj tylko,
e nie mog ju by z tob. Boj si, co mog ci zrobi za to, e pozwolia mi odej. Czy ju
ci ukarali?
Milczaa przez dug chwil.
: Jeszcze nie.
: A zamierzaj?
: Nie wiem.
: Nie czekaj, eby si przekona. Odejd ze mn. Odpyniemy z Ithanii i poszukamy
dalekich kontynentw.
Wyczu u niej rozbawienie.
Mam porzuci wszystko, co mam, ludzi pod moj opiek i bogw... dla ciebie?
Zostawi Siyee w chwili, kiedy szaleje zaraza?
: Nie? No trudno. Warto byo zapyta.
: Jeli zdecyduj si okaza bogom nieposuszestwo, przyjm kar, ktr uznaj za
waciw.
: Nawet mier?
Zamilka znowu, ale nie na dugo.
: Nie. Nie zabij mnie za to. To by sugerowao, e wybierajc mnie, popenili bd.
Gdyby cyrklianie si dowiedzieli, e byam nieposuszna bogom, zaczliby wtpi w oddanie
innych Biaych. Nie, kara bdzie subtelna. Obawiam si... obawiam si, e odbior mi
umiejtno latania.
Latanie... I nagle przeszy go rozbysk zrozumienia. Jej Dar lotu! aden z pozostaych
Biaych go nie ma! Jeli Emerahl ma racj i Auraya jest Dzik, latanie moe by jej
wrodzonym Darem.
: Gdybym natomiast odesza z tob, mwia dalej, bogowie by si rozgniewali. Nawet
gdyby nie posali za mn kogo z Biaych, nadal byliby w stanie mnie ukara. Pomyl o tym

piercieniu, ktry nosz. Skoro za jego pomoc potrafili uczyni mnie niemiertelne, to moe
przez niego mog mnie te zabi. Nie wiem nawet, co by si stao, gdybym go zdja.
Straciabym pewnie niemiertelno. Zestarzaabym si i umara. Wybacz, jeli zostan tutaj.
Przyjcie kary, jak mi wybior, uwaam za lepsze rozwizanie.
: Ale jeste...
Z trudem si powstrzyma. Tak bardzo chcia jej powiedzie, e sama moe sobie
zagwarantowa niemiertelno, wystarczy nieco inaczej zastosowa t jego metod leczenia.
Chcia j ostrzec, e jest Dzik, e bogowie tylko za to mog j zabi.
A rwnoczenie wiedzia, e Auraya ma racj. Bogowie nie zaryzykuj tego, by jej
mier wstrzsna wiar cyrklian w bosk nieomylno. Musieli wiedzie, e jest do
potna, by by potencjaln Dzik. Ale jakie to ma znaczenie, skoro jest Bia?
I znowu poczu dreszcz podniecenia, gdy nagle dostrzeg pewn prawidowo.
Bogowie wiedzieli, e z czasem narodzi si wicej Dzikich. Ale potni czarownicy zwykle
jednak zostawali kapanami. Czy w ten sposb bogowie gwarantowali sobie, e Dzicy nigdy
nie wykorzystaj swego potencjau? Czy wybrali Auray po to, by j kontrolowa? Czy inni
Biali te s potencjalnymi Dzikimi?
: Czym jestem? zapytaa.
Myli kbiy mu si w gowie. Inni Biali nie objawili adnych wyjtkowych mocy.
Tylko Auraya... A teraz pokazaa, e jest zdolna do buntu. Co gorsza, zbuntowaa si, by
chroni innego Dzikiego. Bogowie musz by rozdarci: czy zaryzykowa konsekwencje
pozbycia si jej, czy konsekwencje pozostawienia jej przy yciu? A ona nie zdaje sobie z tego
sprawy.
I by moe tylko to j ocalio.
Mia dwie moliwoci. Albo pozostawi j w niewiedzy, liczc na to, e bogowie nie
zrobi jej krzywdy, dopki nie ma pojcia o swej naturze... Albo sprbuje j przekona, eby
uciekaa razem z nim. Ale do niego nie miaa zaufania, natomiast silne wizy czyy j z
bogami i pozosta czwrk Biaych. Nie uwierzy, kiedy powie jej o swoich podejrzeniach przynajmniej nie od razu. A nawet gdyby zdecydowaa si odej wraz z nim, musi porzuci
ycie, ktre kochaa, na rzecz ycia penego niebezpieczestw.
: Mirarze? odezwaa si. Co mwie?
: e jeste odwaniejsza ode mnie, odpar. Dzikuj, e mnie oszczdzia. Mam
nadziej, e pewnego dnia zdoam ci si odwdziczy.
: Jeszcze mi nie dzikuj, powiedziaa.
: Nie? Kto inny z Biaych przybywa, eby mnie dopa?

Nie odpowiedziaa. Dopiero po chwili owiadczya:


: Mog tylko obieca, e jeli zostaniesz schwytany, twoja mier bdzie szybka. I na
zawsze.
Zerwaa poczenie. Otworzy oczy i zobaczy, e mga wok pobielaa ju od
sabego blasku przedwitu. Zadra z zimna.
Ostatnie jej sowa byy ostrzeeniem. Nie moga mu pomc. Nadcigali inni Biali.
Musi si std wynosi, i to szybko. Mga ukryje go przed oczami Siyee, gdyby prbowali go
odnale.
Wsta, przecign si i ruszy midzy drzewa.
Promienie soca odbijay si od fal i Reivan pieky oczy. Noc bya duga i
nieprzyjemna, ale dzie nie zapowiada si lepiej, jeli rosncy ju teraz upa mia by jak
wskazwk.
Marudz, pomylaa. To brak snu i tkwienie przez tyle godzin w maej dce. Kady
by zacz marudzi.
Ale kiedy tylko pomylaa o Imi, zapominaa o niewygodzie i zmczeniu. Ksiniczka
nie wrcia wczorajszego popoudnia, wic pozostay w szalupie przez ca noc. Imenja
siedziaa na dziobie, czujna i milczca.
Zwrcia si do Reivan.
- Co radzisz? - spytaa. - Czy powinnimy przybi do brzegu i jej szuka, czy wrci
na statek?
Reivan zastanowia si przez chwil.
- Obiecalimy zabra j do domu. Zgodzilimy si take trzyma z dala od Si. To nie
znaczy, e nie mona by powiosowa bliej brzegu, eby si za ni rozejrze. Dopki nie
postawimy stopy na staym ldzie, nie mog nas oskary o najazd.
Imenja zamiaa si.
- Nie. Wtpi, czy Siyee bd tak na to patrze. Raczej... - Zmarszczya brwi i uniosa
oczy. - Aha.
Reivan podya wzrokiem za spojrzeniem Gosu. Dalej na wschodzie, w stron
morskiego horyzontu suny po niebie trzy malekie punkciki.
- Zauwayli statek.
Reivan obejrzaa si. Statek by niewidoczny. - Jak?
- S wyej ni my.
- Oczywicie...
Reivan potrzsna gow. Jestem zmczona, pomylaa. Powinnam od razu

zrozumie, e Siyee maj lepszy widok.


- Niewane. Oni... - Imenja zmruya oczy, a po chwili umiechna si. - Chc
odwrci nasz uwag, ebymy nie zauwayli dziewczynki Elai, pyncej w stron domu.
- Imi. - Tak.
- Czy nas porzucia? Przekonali j, e jestemy wrogami i powinna odpyn sama?
Imenja pokrcia gow.
- Ci Siyee nie wiedzieli, e jest z nami.
- Moe im powiedziaa, e zmierza na wschd, eby moga popyn w t stron, nie
cigajc ich do nas?
- Poczekamy i przekonamy si. Jeli nie zjawi si w cigu najbliszych godzin,
bdziemy wiedziay, e wyruszya samotnie.
Czekay w milczeniu. Dalecy Siyee wrcili na brzeg, nie zauwaywszy nieduej
szalupy.
- Sysz j - odezwaa si nagle Imenja.
Reivan odetchna z ulg i przeszukaa wzrokiem wod dookoa. Kady plusk zwraca
uwag.
A nieoczekiwanie nad burt odzi pojawia si gowa. Dziewczynka oddychaa
ciko, ale umiechna si szeroko.
- Przepraszam - wysapaa. - Nie mogam... si wyrwa... Uparli si... ebym zostaa...
zjada... odpocza.
- Rozumiem.
Imenja umiechna si do niej. Wstaa i podaa Imi rk. Dziewczynka przyja j i a
krzykna ze zdumienia, kiedy zostaa wycignita z wody do szalupy.
- Silna jeste! - stwierdzia z uznaniem.
- Kiedy powinnam - zgodzia si Imenja. Polecia wiolarzom, by wracali na statek. Powiedzieli ci, gdzie ley Borra? - spytaa dziewczynk.
- Tak. - Imi westchna. - Nie bardzo lubi pentadrian. Ostrzegali, ebym trzymaa si
od was z daleka.
Imenja skrzywia si niechtnie.
- To nieprzyjemna konsekwencja walki przeciwko nim w gupiej wojnie - owiadczya
z powag.
Reivan spojrzaa na ni zaskoczona, e Gos wyraa takie opinie w obecnoci innych.
Ale zaraz sobie przypomniaa, e rozmawiaj w jzyku Elai i wiolarze nie mog ich zrozumie.

- Chciaam im powiedzie, e myl si co do was - zapewnia Imi. - Ale jako nie


powiedziaam.
Imenja poklepaa j po rku.
- Z czasem przekonaj si sami.
- Mam nadziej.
Imi ziewna, szeroko otwierajc usta.
- Jeste zmczona - stwierdzia Imenja. - Po si i przepij. Obudz ci, kiedy
dotrzemy do statku.
Imi przytakna i uoya si na awce. Reivan zamoczya koc w morzu i okrya nim
dziewczynk, by chroni jej skr przed socem. Uniosa wzrok i zobaczya, e Imenja z
aprobat kiwa gow. Popatrzyy na siebie z ulg i zamilky.
Gdy Mairae wkroczya do pokoju Jurana, przyszo jej do gowy, e rozgrywajca si
tam scena bya znajoma. Juran kry po pokoju, Dyara siedziaa na krawdzi krzesa, z
wyprostowanymi plecami i niespokojnie zmarszczonym czoem. Kiedy Rian wszed za
Mairae i podszed do swego miejsca, Juran zatrzyma si, przyjrza obojgu i westchn.
- Wezwaem was tutaj, by przedstawi sytuacj w Si - rzek. - Bogowie postanowili,
e Auraya jest najbliej, wic to ona ma wykona egzekucj na Mirarze.
Mairae westchna zaskoczona, czym zwrcia uwag Jurana.
- Bya najbliej - powtrzy. - adne z nas nie zdoaoby tam dotrze dostatecznie
szybko.
Biedna Auraya, pomylaa Mairae. Czy to nie do, e jej byy kochanek okaza si
nieprzyjacielem bogw?
- Chcesz nam teraz powiedzie, e cierpi z tego powodu i powinnimy przekaza jej
wyrazy wspczucia? - spytaa.
Juran drgn.
- Nie.
Mairae zamrugaa zdziwiona.
- Nie cierpi? W takim razie jest silniejsza, ni mylaam. Przypuszczam, e
rozgniewaa si tak bardzo...
- Nie zabia Mirara - przerwa jej Juran. - Pozwolia mu odej.
- Och...
Mairae zerkna na Dyar - kobieta z dezaprobat zacisna wargi. Rian wpatrywa si
w Jurana z wyrazem zdumienia i gniewu.
- Dlaczego? - zapyta. Juran pokrci gow.

- Mirar otworzy przed ni umys. Przekona j... o wielu kwestiach: e stumi wasn
osobowo i wymyli Leiarda, by ukry si przed bogami, e nie mia adnych zych
zamiarw i planuje opuci Ithani, e nie zasuguje na mier. - Westchn. - Trudno
powiedzie, czy cokolwiek z tego jest prawd. Moliwe, e potrafi wypeni swj umys
kamstwami i zademonstrowa je tak, by wydawao si, e pokazuje prawd. Ale potrafi czy
nie, to sprawa bez znaczenia. Bogowie rozkazali Aurai go zabi. Nie zrobia tego.
Zapada cisza. Mairae ogarno wspczucie dla Aurai, ale jednoczenie bya
rozczarowana. Nie dziwio j to, e egzekucja Mirara bya dla Aurai trudna, e moga sprawi
jej bl. Ale nie spodziewaa si, e Auraya odmwi jej przeprowadzenia.
- Czekaj... - wtrcia. - Nie potrafia si do tego zmusi czy odmwia?
- A jaka to rnica? - mrukn Rian.
- Istnieje rnica midzy wahaniem a odmow. Dowiadczony wojownik moe waha
si w bitwie, kiedy napotka co nieoczekiwanego... Na przykad dowie si, e wrg jest jego
przyjacielem. Cokolwiek pokaza jej Mirar, wzbudzio wahanie. Gdyby miaa czas, mogaby
je przeama. Powinna dosta drug szans.
- Dostaa - owiadczy Juran. - Do dzisiejszego popoudnia ma czas, by zastanowi si
nad swoimi uczynkami, a potem powinna wypeni zadanie. Mirar nie mg odej daleko.
Wysano Siyee, by go odnaleli.
- A jeli znowu odmwi? - spyta Rian. Juran skrzywi si.
- Wtedy bdzie ukarana. Mairae pokrcia gow.
- Nadal uwaam, e nie mona tego od niej wymaga. Wci jest nowa w tej roli. Kto
z nas powinien j zastpi.
- Musi udowodni swoj lojalno wobec bogw - stwierdzi Rian.
- Masz racj - zgodzia si Dyara. - Gdyby ludzie si dowiedzieli, e odmwia
wykonania rozkazu...
- A kto im powie? - zdziwia si Mairae. - Wszystko to zdarzyo si daleko std... Spojrzaa na Jurana. - Mam nadziej, e bez wiadkw. Nikt o tym nie wie oprcz nas i
bogw.
Dyara miaa surow min.
- Jeli bogowie chc tego od niej, jest to konieczne. Bogowie spogldaj w nasze serca
i dusze. Wiedz, kiedy nasza lojalno wymaga sprawdzenia.
Mairae przygldaa si jej z ukosa. Starsza kobieta potrafia by stanowcza i wadcza,
ale na og nie a tak bezduszna. Mwia cakiem jak Rian.
- Czy atwo przyszoby ci zabicie swojego doradcy, gdyby bogowie to nakazali?

Dyara szeroko otworzya oczy, zaskoczona i za.


- Timare jest kapanem, a nie... brudnym Dzikim!
- Skd wiesz? Nie wykrya Mirara za umysem Leiarda.
- Znam Timare od czterdziestu lat. Jak dobrze ty znasz swoich kochankw?
- Nie znam. - Mairae wzruszya ramionami. - Nie potrzebuj.
- Wydaje mi si, e jest na wiecie wicej ludzi, ktrych to ty niechtnie by zabia.
- Wykorzystuj ich do seksu, Dyaro. Nie kocham adnego z nich.
- Mairae! - przerwa im Juran. - To prowadzi nas donikd.
Umiechna si przepraszajco. Wiedziaa, e nie zyska sympatii dla Aurai, jeli
bdzie si kci z Dyar. Juran zreszt zawsze chtniej bra stron Dyary ni jej.
- Co teraz zrobimy? - spyta Rian. Juran przyjrza si im kolejno.
- Musimy by gotowi, gdyby Auraya znowu odmwia albo potrzebowaa pomocy w
odszukaniu i zabiciu Mirara. Ty i Dyara wyruszycie na poudnie. Wiemy, e Mirar zamierza
opuci Ithani Pnocn, wic zapewne bdzie si kierowa ku morzu.
Rian wyprostowa si na krzele.
- Nie zawaham si. Suba bogom to prawdziwa rozkosz. Mairae stumia
westchnienie.
Mam nadziej, Aurayo, e znajdziesz w sobie siy, by tego dokona, pomylaa. Jeli
Rianowi przypadnie zabicie kogo tak sawnego jak wielki Mirar, stanie si cakiem nie do
wytrzymania.

40
wiato poranka ukazao zowrbne chmury, przesaniajce szczyty wok wioski
nad Bkitnym Jeziorem. Powietrze byo lodowate, a rolinno biaa od szronu. Auraya
cigna magi i podmuchem gorcego powietrza osuszya lec kod drewna. Kiedy
usiada, uwiadomia sobie, e ledwie kilka dni temu siedziaa w tym samym miejscu z
Mirarem. Wydawao si, e byo to o wiele dawniej.
Myl, e czas jakby wolniej pynie przez te wszystkie godziny, kiedy le i myl,
zamiast spa...
Ostatniej nocy spaa tylko godzin, zanim Mirar si z ni poczy. Potem rozbudzia
si cakowicie. Co j drczyo... I kiedy blask witu zacz si przescza przez membran
altany, w kocu zrozumiaa, co to takiego.
Spojrzenie w umys Mirara ukazao jej kogo znajomego, ale obcego. Jakby spotkaa
po latach kogo, kogo pamitaa z dziecistwa, a kto wyrs na dorosego czowieka, ktrego
ju nie zna. Szukaa ladw Leiarda i odkrya go tam, ale tylko jako cz osoby, ktrej caej
nie znaa - i nie kochaa.
Mylisz si, Chaio, pomylaa. Widzisz pozostaoci uczucia, ktre ywiam dla
Leiarda. Nie miae szansy si przekona, e Mirar nie pociga mnie w ten sam sposb. A
raczej ten, kim Mirar si sta.
A jeli Chaia tego nie spostrzeg, mg te nie zobaczy, e Mirar jest ju inny ni sto
lat temu. Zmienio go to, co musia zrobi, aby przetrwa - sta si nowym czowiekiem. A w
takim razie powinien by osdzony wedug wasnych zasug i przewin.
Huan powiedziaa, e naley zapomnie o przeszoci. Ale przecie Mirara dotyczy to
nawet bardziej ni bogw. Bogowie si nie zmienili - on tak. Niesprawiedliwie jest kara go
za dawne wystpki innej osoby.
Ale te Mirar nie by kim zupenie nowym, dlatego rozumiaa, e jaka jego cz
nadal pozostaa winna. Jednake, kiedy si zastanowia, co wie o jego zbrodniach, w aden
sposb nie moga zrozumie, dlaczego zasuy na mier. Dziaa przeciwko bogom,
prbujc powstrzyma ustanowienie stanu kapaskiego, a w tym celu budzi zwtpienie co
do losu dusz w rkach bogw, a take rozpowszechnia opowieci o strasznych aktach
okruciestwa, jakich bogowie si dopuszczali. Jednym ze sposobw, w jaki komunikowa si
z ludmi, byy sny.
Kiedy zajrzaa mu w myli, znalaza potwierdzenie tych czynw. Rozumiaa jednak,

e dokonywa ich z obawy, e miertelnicy trafi pod wadz istot, ktre uwaa za zdolne do
czynienia za. Senne poczenia nie byy wtedy zakazane, wic nie zama adnego prawa.
Cyrklianie gosili kamstwa o tkaczach snw, wic wykorzysta sny - jak czyni to zawsze by przekona ludzi o dobrych intencjach swego ludu.
Nikogo nie zachca do mordowania kapanw czy kapanek. Wiedziaa za to, e
niektrzy cyrklianie gosili nienawi do tkaczy snw, co spowodowao mier tysicy.
Niepokj budzio jego przekonanie, e bogowie w przeszoci dokonywali strasznych
czynw. Nie ujawni jednak, co dokadnie robili. Jego obawa, e tworzc stan kapaski,
bogowie skrzywdz miertelnych, okazaa si bezpodstawna. Uczynili wiele dobrego. Moe
te ze postpki, o ktre ich oskara, to po prostu inne sposoby, ktrymi zachcali ludzi do
oddawania im czci - co Mirar uwaa za niewaciwe.
Westchna. Zniechcanie ludzi do bogw jest ze, gdy pozbawia ich po mierci
duszy niemiertelnej. Ale Mirar nie zmusza nikogo, by odwrci si od bogw. Przedstawia
im alternatyw. Nie jest to zbrodnia, ktr naley kara mierci. Gdyby tak byo, tysice
ludzi umieraoby kadego dnia - gdy ludzie na wiele drobnych sposobw stale sprzeciwiaj
si boej woli.
O ile atwiej jest wierzy, e taki sprzeciw nie jest zbrodni, kiedy czowiek sam jest
mu winien, pomylaa.
Kapani istnieli, by prowadzi wiernych ku yciu praworzdnemu i pobonemu. Biali
byli najwyszymi kapanami i kapankami.
Ale to czyni mj wystpek o wiele ciszym. Mirar nigdy nie przysiga, e bdzie
suy bogom. Jeli wic ja nie zasuguj na mier, to on tym bardziej. Moe dlatego si
obawia, e bogowie mog mnie zabi. I moe susznie.
Zadraa.
Jeszcze nie jestem martwa, powiedziaa sobie. Dali mi drug szans. Mog go
odszuka i...
Niepokj skrci jej odek, a zimny dreszcz przebieg po plecach. A do tego
narastaa frustracja.
Dlaczego nie mog tego zrobi? Dlaczego odczuwam tak silny opr, nawet wobec
samej myli o zabiciu Mirara?
Delikatnie przygryza warg. Co by mylaa o sobie i bogach, gdyby to zrobia? Za
kadym razem, kiedy rozwaaa t kwesti, ogarniay j mroczne przeczucia.
Czuabym si tak, jakbym kogo zamordowaa. Niewane, co by mwili bogowie. I
moje uczucia do nich te by si zmieniy. Baabym si, co jeszcze mi rozka. Nie

uwaaabym ich ju za askawych i sprawiedliwych. Nie wierzyabym, e jestem godna


rzdzenia ludmi, skoro daam si skoni do morderstwa.
Zmarszczya brwi.
A jak by to wpyno na cyrklian, gdyby si dowiedzieli? Nie jestem tak naiwna, by
wierzy, e ktokolwiek otwarcie kwestionowaby wol bogw albo kci si z ich wyrokiem.
Jednak co by si zmienio. Niektrzy by zrozumieli, e niesprawiedliwoci byo zabijanie
Mirara bez publicznego procesu i jasno wykazanej winy. To by wstrzsno ich wiar w
bosk sprawiedliwo. Ci, ktrzy wierz, e bogowie zawsze maj racj, przekonaliby si, e
nieusprawiedliwione egzekucje s dopuszczalne. Mogliby zatem uzna, e przeprowadz
kilka samodzielnie.
Jednak gdyby ludzie si dowiedzieli, e jedna z Biaych okazaa nieposuszestwo, ich
wiara w bogw i Biaych take zostaaby zachwiana. Zastanawialiby si, czy wybierajc j,
bogowie popenili bd; moe zaczliby wtpi w Biaych. Doszliby do wniosku, e jeli
nieposuszestwo moe od czasu do czasu uj Biaej, to i dla zwykych cyrklian jest dopuszczalne.
Tylko e nie ma potrzeby, by ludzie si dowiedzieli o moim nieposuszestwie,
stwierdzia. Tylko Biali i bogowie bd o nim wiedzie. Ale... Zastanawiaam si, co bdzie,
jeli wykonam zadanie. A jeli nie?
Oczywicie, pojawi si poczucie winy.
Ale te ulga. Bdzie szanowa sam siebie, gdy bronia tego, co uwaa za suszne,
nawet jeli poczuje do siebie niech, bo nie potrafia dochowa posuszestwa bogom.
Lepiej rozczarowa si sob ni nimi.
Nie chc zreszt, by urzdzili Mirarowi proces. Chciaabym tylko, by pozwolili mu
opuci Ithani Pnocn. Jeli wrci... c, wtedy sobie z nim poradz. A gdyby mieli ochot
mnie ukara, niech tak bdzie.
Ta myl troch poprawia jej nastrj. Ale czy to wanie jej ostateczna decyzja? Czy
jest gotowa przyj kad kar?
I jak kar jej wyznacz? Nie wierzya, e j zabij, jak si obawia Mirar. Nie odbior
jej take stanowiska Biaej. To byoby dla wiernych szokiem rwnie wielkim, jak jej egzekucja. Nie; za kadym razem, kiedy zastanawiaa si, co mog jej zrobi najgorszego,
dochodzia do tego samego wniosku: odbior jej umiejtno latania.
Sama myl o tym amaa jej serce.
Jeli do tego dojdzie, pomylaa, to lepiej, eby doceni moj ofiar, Mirarze. Wynie
si z Ithanii i nie wracaj, bo jeli wrcisz, naprawd ci zabij.

Zamkna oczy i westchna.


To chyba znaczy, e podjam decyzj, uznaa. Co teraz? Powinnam wezwa Chai i...
Rozmylania przerwao jej dwch Siyee, ktrzy wyldowali o kilka krokw od niej.
Podeszli szybko. Obaj promieniowali podnieceniem i kiem.
- Aurayo z Biaych - powiedzia ten wyszy i wykona znak krgu.
- O co chodzi? Co si stao?
- Kilka dni temu niedaleko brzegu widziano statek pentadrian - powiedzia. - W
zasigu wzroku z wioski klanu Piasku.
- Wyldowali?
- Nie. Jaki statek widziano te na wschodzie, par dni wczeniej.
- Inny statek czy ten sam?
- Nie wiemy. Wstaa.
- Polec na poudnie i zbadam spraw.
- Dzikujemy - rzek wyszy Siyee.
Kiedy oddalili si w stron centrum wioski, sama pospieszya do altany. Tyve kiwn
gow z umiechem, gdy mu powiedziaa, e musi odej. Zastanawiaa si, czy kiedykolwiek
odkryje, co si dziao pomidzy ni i Wilarem.
Odwrcia si szybko i wysza na zewntrz.
Kiedy wzbia si w powietrze, zalaa j fala smutku.
To moe by mj ostatni lot, pomylaa. Lepiej cieszy si nim, pki mog.
A potem rozemiaa si gono.
Jeli Mirar ma racj i bogowie postanowi mnie zabi, to odebranie mi Daru, kiedy
jestem w powietrzu, z pewnoci zaatwi spraw.
Imi wysza na pokad, kiedy dostrzeono pierwsz wysp, a potem staa przy relingu
mimo deszczu. Jak dotd, statek mija skaliste skrawki ldu, ledwie do due, by zasugiwa
na miano wysepek. Teraz przed dziobem pojawiy si wiksze ksztaty, dobrze jej znane z
obrazw w paacu.
- Kamienista Wyspa - powiedziaa sobie, kiedy mijali wysp cakiem pozbawion
rolinnoci. Dalej leaa inna, niska i zaokrglona, poronita drzewami. - Dziewicza Wyspa.
Usyszaa za sob kroki - to nadchodziy Imenja i Reivan. Stany obok niej przy
relingu.
- Czy to twj dom, Imi? - spytaa Imenja.
- Tak. - Dziewczynka kiwna gow. Statek przepyn obok Kamienistej i znalaz si
wrd piercienia wysp. - To jest Borra.

- Czy pozostay jakie ruiny po dawnych osadach na tych wyspach? - zainteresowaa


si Reivan.
Imi wzruszya ramionami.
- Nie wiem. Ju od bardzo dawna nie moemy y poza miastem. Niektrzy
prbowali, ale pozabijali ich piraci. - Umiechna si. - Jednak piraci te nie mog si tam
osiedli, bo palimy ich domy.
- Czy wasz lud budowa jakie fortyfikacje wok osad?
- Fortyfikacje?
- Mury. Moe co na play, co mogoby utrudni ldowanie.
- Nie wiem. - Imi umiechna si. - To brzmi jak co, o czym powinna porozmawia
z moim ojcem. Moe gdybymy potrafili si broni, znalelibymy sposb, eby si pozby
piratw.
Ku jej zdumieniu Reivan pokrcia gow.
- Dopki odbywa si handel midzy Ithani Pnocn i Poudniow, na tych wodach
bd kry rabusie. Wiatr tutaj sprzyja statkom przepywajcym obok wysp, a na brzegach
Si nie ma wikszych portw, gdzie mogaby stacjonowa flotylla okrtw, zdolnych poradzi
sobie z piratami.
- Szkoda, e nie moemy wynegocjowa z Siyee porozumienia o zwalczaniu piratw rzeka Imenja.
Imi zmarszczya czoo.
- Dlaczego moi rodacy tego nie zrobili? Reivan wzruszya ramionami.
- Syszaam, e Siyee byli pokojowym ludem, dopki nie sprzymierzyli si z Biaymi.
- Mieli wasne problemy z ziemiochodzcymi - powiedziaa Imi, przypominajc sobie,
co mwia jej Teiti. - Czy te problemy teraz znikny?
- Nie wiem - przyznaa Reivan. Zerkna na Imenj, ale kobieta milczaa.
Imi postanowia zapyta o to ojca. Spogldajc na szczyt, na ktrym - jak wiedziaa mieci si punkt obserwacyjny, poczua tsknot. Dopiero kiedy ojciec wemie j w ramiona,
poczuje, e wrcia do domu.
- Czy wyjd nam na spotkanie, Imi? - spytaa Imenja.
- Nie wiem. Boj si ziemiochodzcych. Moe si zjawi, kiedy mnie zobacz.
- Jestemy jeszcze za daleko. - Imenja Zabbnia palcami o reling. - Powinnimy
wysadzi ci na brzeg.
- Nie. - Dziewczynka pokrcia gow. - Wiem, jakbym si czua, gdybym zobaczya
ziemiochodzcych na naszych wyspach. Ludzie rozgniewaliby si i wystraszyli. Gdybym zo-

baczya z nimi Elai, uznaabym, e to wizie.


- W takim razie dostarczymy ci szalup bliej brzegu i zaczekamy.
Imi znw pokrcia gow.
- Nie. Myl, e bd musiaa popyn do miasta. - Spojrzaa na Imenj i umiechna
si przepraszajco. - Wybaczcie, ale moi rodacy s podejrzliwi wobec ziemiochodzcych.
Porozmawiam z nimi i powiem, co dla mnie zrobilicie.
- Uwierz ci? - powtpiewaa Reivan.
- Przekonam ich. - Imi zmarszczya czoo. - Chocia moe to zaj troch czasu.
- Zaczekamy - obiecaa jej Imenja. - Ty najlepiej znasz swj lud. Jeli twierdzisz, e
musisz tam pyn, to na pewno masz racj.
Imi umiechna si, podesza i obja kobiet. Imenja zamiaa si i poklepaa j po
plecach.
- Uwaaj na siebie, ksiniczko. Smutno by mi byo, gdybym miaa ci wicej nie
zobaczy.
- Mnie te. - Imi odsuna si i odwrcia do Reivan. - Za tob te bym tsknia,
Reivan. Postaram si namwi ojca, eby si z wami spotka. Jestem pewna, e polubi was
tak samo jak ja.
Reivan umiechna si ze sw zwyk niemiaoci.
- Ruszaj - zachcia dziewczynk Imenja. - Im szybciej tam dotrzesz, tym szybciej si
z nim spotkamy.
Imi umiechna si szeroko. Schylia si pod relingiem i spojrzaa na wod poniej.
Porodku piercienia wysp byo gboko, ale odkd trafia na statek, nauczya si, e przed
zejciem w wod zawsze warto sprawdzi, czy jakie due morskie stworzenia nie badaj
kaduba.
Pucia reling i upada naprzd. Lot by krtki, ale radosny, a plunicie w wod
przynioso rozkosz. Wypyna na powierzchni, pomachaa Imenji i Reivan, a potem nabraa
tchu i popyna do miasta.
Nie bya cakiem pewna, gdzie szuka wejcia, postanowia wic pyn wzdu
skalnej ciany wok obszaru, gdzie powinno si znajdowa. Ju wkrtce zauwaya suncy
poniej cie i serce zabio jej radonie, kiedy zrozumiaa, e to inny Elai. Podya za nim,
utrzymujc bezpieczny dystans - wiedziaa, e jeli zostanie rozpoznana, cignie powszechn
uwag.
Niewyrana posta znikna, wic Imi wystraszya si troch, ale zaraz pojawia si
para Elai. Pync za nimi, zobaczya czer w skale przed sob. wiatoryby znikny, by

moe dla bezpieczestwa, by ziemiochodzcy nie znaleli wejcia. Rozumiaa, e to moliwe


- sama przecie widziaa ziemiochodzcych nurkw. Ale nawet oni by nie potrafili wstrzyma
oddechu na czas dostatecznie dugi, by dotrze do samego miasta.
Pync w ciemnoci, z ulg dostrzega przed sob wiato, ktre wskazao jej drog do
rezerwuarw powietrza. Wkrtce zbliaa si ju do koca tunelu. Nie wynurzaa si po
oddech z nikim innym, a wic nikt jej nie pozna. Po chwili janiejsze, rozleglejsze lnienie
dao jej sygna, by ruszy w gr.
Wypyna na powierzchni we Wrotach.
Przez kilka minut unosia si na wodzie, patrzc na groty, na wiata i na ludzi. To
byo niemal zbyt pikne... Baa si popyn naprzd, na wypadek gdyby...
Kolejny nowo przybyy wynurzy si z pluskiem, wic si odsuna.
Czego si boj, strofowaa sam siebie. Czy wci si obawiam, e Teiti albo ojciec
mnie ukarz? Nawet gdybym wiedziaa, e tak, czy chciaabym teraz odpyn?
Pokrcia gow i ruszya do brzegu.
Kiedy wysza na suchy grunt, zacza zwraca na siebie uwag. Zwykli Elai rzucali na
ni okiem, a potem odwracali si i wpatrywali w zdumieniu. Gwardzici zamrugali zdziwieni.
Jeden z nich - kapitan - wyszed jej na spotkanie.
- Ksiniczka? Ksiniczka Imi?
- Tak - odpara z umiechem.
- Gdzie bya... - Urwa nagle i wyprostowa si. - Czy pozwolisz odprowadzi si do
paacu?
Rozbawiona tym nagle oficjalnym tonem, kiwna gow.
- Bardzo prosz.
Natychmiast rzuci kilka rozkazw. Trzej stranicy zajli pozycje obok kapitana, przed
ni i za ni. Inni pobiegli gwnym strumieniem w stron paacu.
Powiedz ojcu. Bdzie wiedzia, e wrciam.
Poczua mrowienie w odku, ale zmusia nogi do marszu. Przechodnie zatrzymywali
si i patrzeli na ni, a potem zaczynali i obok niej, po obu stronach. Zdziwione spojrzenia
zmieniay si w umiechy. Gosy rozbrzmieway radonie.
zy stany jej w oczach i zamrugaa gwatownie, by je strzsn.
Droga do paacu zdawaa si nie mie koca. Przyspieszya kroku, a potem znowu
zwolnia, kiedy zobaczya bramy. Byy szeroko otwarte.
Czeka tam jaki czowiek.
Ojciec.

Gwardzici odstpili, kiedy ruszya znowu. Prawie tego nie zauwaya. Widziaa
tylko, e ojciec idzie ku niej, i przestaa panowa nad zami, gdy zobaczya, e i jemu
byszcz oczy.
I wreszcie obja go mocno, i poczua znajomy, silny ucisk jego ramion. Zacza
przeprasza i nagle usyszaa, e on take prosi j o wybaczenie.
- Za co przepraszasz, tato? - zapytaa. - Przecie to ja wymknam si Teiti i uciekam
z miasta.
Odsun si i popatrzy na ni.
- Powinienem by czciej wypuszcza ci na morze. Nie byaby taka ciekawa i
miaaby ze sob stranikw.
Z umiechem otara oczy.
- Im te bym ucieka. Przyglda si jej badawczo.
- Gdzie bya? Ten obuz, syn kupca, mwi, e zapali ci piraci.
- To prawda. - Wystraszya si nagle. - Nie bye chyba dla niego zbyt surowy? To ja
go namwiam.
Zmarszczy czoo.
- Teiti poradzia mi go zamkn. Imi westchna.
- Biedny Rissi... Musiaa by bardzo za. Ojciec si skrzywi.
- Bya, ale ja byem jeszcze bardziej zy na ni. Musisz mi wszystko opowiedzie. Skierowa j w stron paacu. - Czy twj powrt ma co wsplnego z tym statkiem na
zewntrz?
- Ma, tato. Ludzie z tego statku uratowali mnie i przywieli do domu. Zawdziczam
im ycie.
Jego wzrok wyraa wyrane niezadowolenie.
- Nie wszyscy ziemiochodzcy s li - powiedziaa. Na jego twarzy pojawi si grymas
gniewu.
- Tak ci si wydaje? Czego chc w zamian?
- Niczego.
- Niczego? - Pokrci gow. - Zawsze czego chc. Ale ode mnie niczego nie dostan!
- Tato - upomniaa go. - Ocalili mi ycie. Zatrzyma si na chwil, po czym westchn.
- Powinienem jednak da im co w dowd wdzicznoci. Wzruszya ramionami.
- Przynajmniej podzikowania.
Znowu stan i przyjrza jej si z dziwn min.
- Co si z tob dziao, e zrobia si taka mdra i dzielna?

Skrzywia si.
- Mnstwo si dziao, tato. Wejdmy do rodka, to ci wszystko opowiem.
Pokiwa gow, obj j i wprowadzi do paacu.

41
Nie warto byo znowu wszystkiego analizowa. Przemyla sobie przecie wszystko,
co zrobi, i jakie mog by tego konsekwencje. Spdzi dugie godziny na bezowocnych
rozwaaniach, jak mgby zachowa si inaczej.
Ale cho wdrwka po Si wymagaa skupienia, nie do koce zajmowaa jego umys.
Ta cz, ktra nie musiaa uwaa na bezustanne wspinaczki i marsze, cay czas krya
wok jednego tematu. Cho prbowa zaj si innymi sprawami, wkrtce znowu zaczyna
rozmyla o Aurai, o sobie, o Biaych i o bogach.
I Emerahl. Dlaczego musiaem j sobie przypomnie, akurat kiedy otworzyem umys
przed Auray?
Pomyla o niej tylko przelotnie, jako pomocnicy i przyjacice. Nie wspomina o jej
zamiarach odszukania innych niemiertelnych. Jeli bogowie j rozpoznali - a cakiem moliwe, e nie - z pewnoci zawiadomi Biaych o jej istnieniu Na szczcie nie wiedz, gdzie
przebywa. Dopki Emerahl nie zrobi czego, czym cignie ich uwag, albo nie wpadnie na
ktrego z Biaych, jest bezpieczna. Bogowie mog jej szuka, zagldajc w umysy
miertelnych i wypatrujc kogo widocznego dla ludzi i niewidzialnego dla nich. To jednak
wymagao czasu, a mieli teraz pilniejsze sprawy - Auray.
Mia nadziej, e si nie mylia i bogowie rzeczywicie jej nie zabij, by nie podwaa
powszechnego zaufania do Biaych. Liczy, e otwierajc si przed ni, nie skaza jej na
mier. Tylko tak mg si uratowa, ale nie zrobi tego z czystego egoizmu. Chcia, eby
poznaa prawd. Chcia, eby wreszcie zobaczya w nim tego, kim jest - i to, e j kocha.
Gupiec, pomyla o sobie. Naley do Wybracw Bogw. Nie moe ci pokocha.
Ale moga, szepna inna cz jego umysu.
Poczu lk. Czyby powraca Leiard? Poszuka w swoim umyle innej jani, ale
widzia tylko jedn.
Jestem te Leiardem, przypomnia sam sobie. Lepiej pogodzi si z tym, e mam jego
saboci. Musz pilnowa, by ju nie naraa innych. Jeli nie mog zdoby Aurai, lepiej
oddali si od niej jak najszybciej.
Powietrze w wskim, stromym wwozie byo wilgotne i nieruchome. Mirar ziewn i
pomyla, czyby nie przystan i nie zdrzemn si chwil. Prawie nie odpoczywa, odkd
opuci klan Bkitnego Jeziora, a znuenie, przed ktrym broni si od tak dawna, nagle stao
si nie do zniesienia.

Potkn si. Odruchowo spojrza pod nogi i zmarszczy brwi, widzc przecinajce
ciek cienkie pncza. Rozejrza si dookoa i serce mu zamaro; strach odpdzi
zasnuwajc umys senno.
Drzewa i krzewy wok oplataa sennorol. Pogrony w natrtnych rozmylaniach o
Aurai i bogach, nie zauway, dokd prowadzi go wwz. Smrd gnijcego misa powodowa
mdoci - gdzie pod dywanem rolin leao cierwo jednego czy dwch zwierzt, ofiar Daru
sennoroli.
Teraz, kiedy uwiadomi sobie podstpn sugesti, obecn na samej granicy
wiadomoci, atwo przyszo mu j zablokowa. Ruszy dalej, starannie przestpujc nad
pnczami na ciece. To bya rozlega, dojrzaa rolina. A wski wwz stanowi naturalne
ogrodzenie i zapewne doprowadzi do niej wiele ofiar.
Po chwili zreszt zwzi si bardziej, ale Mirar wyszed poza zasig odny
sennoroli. Odetchn z ulg i pomaszerowa naprzd, wspinajc si albo przeciskajc obok
licznych skalistych wystpw.
Lepiej, eby ta droga nie koczya si lep cian...
Gdyby tylko Tyve mg mu towarzyszy... By pewien, e chopak zgodziby si z
radoci. Ale umys Tyve'a by otwarty dla bogw i mimowolnie zdradziby im miejsce
pobytu Mirara.
Skalne ciany uryway si po obu stronach o kilka krokw przed nim. Mirar zobaczy,
e urywa si rwnie grunt - dalej widzia koyszce si na wietrze korony drzew. Po chwili
stan na szczycie urwiska. Nie by to lepy zauek, ale zejcie na d wymagao czasu i
koncentracji.
Daleko przed nim wyrastay gry i to zejcie, ktre go czekao, byo zwyk
przechadzk w porwnaniu z tym, z czym bdzie musia si zmierzy na tych skalistych zboczach. Emerahl sugerowaa, eby kierowa si ku sennoskiej pustyni, a droga przez gry
bya najkrtsza. atwiejszy, cho duszy szlak prowadzi od Bkitnego Jeziora wzdu rzeki
na wybrzee, ale tam pewnie spodziewali si go bogowie. Tam szukaliby go Siyee, tam
czekaliby Biali. Na pewno nie pomyl, e aby dotrze do Ithanii Poudniowej, przekroczy
gry, a potem pustyni. W kadym razie mia nadziej, e nie pomyl.
Westchn i usiad. Zacz je, spogldajc na teren przed sob. Cho korony drzew
prawie zupenie skryway grunt, udao mu si wytyczy bezpieczn ciek, omijajc
bardziej widoczne przeszkody.
Jaki cie przemkn mu nad gow. Wielki cie.
Unoszc wzrok, zdy zobaczy, jak Siyee szybuje ponad krawdzi urwiska, potem

zakrca i znika z pola widzenia.


W tej czci Si mieszkao niewielu przedstawicieli ludu nieba. Wci wdrowa przez
tereny klanu Bkitnego Jeziora, ale majc tak wiele uprawnej ziemi, klan nie musia daleko
szuka poywienia.
Moe wypatruj czego, czego nie ma w pobliu wioski, pomyla, na przykad
jakich rzadkich rolin. Albo moe patroluj swoje tereny.
A moe to mnie szukaj...
Wsta i wycofa si do wwozu. Czy go szukaj, czy nie, kady Siyee, ktry go
zauway, moe to zdradzi bogom, jeli go obserwuj. Zastanowi si, czy nie powinien
raczej zawrci, zamiast schodzi z urwiska.
Sigao jednak bardzo daleko w obu kierunkach, stanowic naturaln barier midzy
nim a grami. Musi je pokona albo bardzo mocno nadoy drogi.
Skrzydlaty ksztat przelecia znowu. Mirar wyczu dum, satysfakcj i cierpliwo.
Serce mu zamaro.
On wie, e tu jestem...
W tej sytuacji rwnie dobrze moe patrze, jak schodz. Potem, pod oson drzew, o
wiele atwiej bdzie zgubi pocig.
Zbliajc si do wioski klanu Piasku, Auraya nie zauwaya na horyzoncie adnych
czarnych statkw. Wszdzie widziaa Siyee: midzy altanami, przy brzegu i na niebie. Kiedy
znalaza si dostatecznie blisko, przyjrzaa si ich umysom i odszukaa Mwc Tyrli.
Zanim jeszcze dotkna stopami piasku, zgromadzi si spory tumek Siyee. Jedna z
kobiet przyniosa ze sob dwa naczynia, a Tyrli wrczy je Aurai. W jednym bya woda, w
drugim cierpkie jagody.
Przyja ten rytualny poczstunek.
- Odebraam twoj wiadomo, Mwco - powiedziaa. - Gdzie widzielicie ten statek?
Wskaza na poudnie, z lekkim odchyleniem ku wschodowi.
- By widoczny tylko z powietrza - powiedzia. - Na aglach mia znak gwiazdy. Moi
ludzie polecieli tam i zobaczyli na pokadzie pentadriask czarownic.
- Kto go potem widzia? - - Nie.
Dostrzega w jego mylach obraz bezwosego, ciemnoskrego dziecka - dziewczynki
Elai. Martwi si, e moga spotka pentadrian, cho szansa na to bya niewielka. Opanowaa
ciekawo, gdy musiaa si zaj waniejszymi sprawami.
- Czy kto ledzi ten statek? - spytaa. Przytakn.
- Z daleka i dopki to byo bezpieczne. Poeglowali na poudniowy wschd, daleko w

morze. Do Borry.
- Ldowali? - Nie.
- Czy co grozi Elai?
- Wtpi. - Pokrci gow. - Elai nie stanowi dla nich zagroenia, a jest ich zbyt
niewielu, by zainteresowali pentadrian jako sprzymierzecy. Pewnie, mog prbowa ich
nawraca, ale Elai byli stworzeni przez Huan. Nie wierz, by si od niej odwrcili.
Ale to nie znaczy, e nie bd si stara, pomylaa, wspominajc, co Juran mwi o
pentadrianach, prbujcych si osiedla w innych krajach. Westchna.
- Powinnam o tym porozmawia z Juranem. Mwca umiechn si.
- Wejd do mojej altany, Aurayo z Biaych. Moja crka dopilnuje, by nikt ci nie
przeszkadza.
Auraya wahaa si przez chwil, nim przytakna.
- Oczywicie.
Nie miaa pojcia, dlaczego zacza si obawia kontaktu z innymi Biaymi.
Nie mog ich wiecznie unika, powiedziaa sobie.
Zanim dotara do altany Tyrli, przygotowaa si na to, co zapewne bdzie
nieprzyjemn dyskusj. Crka Mwcy przyniosa wod i talerz bardziej poywnego od jagd
jedzenia, po czym zostawia Auray sam.
ciany altany lniy od wiata soca, ktre przepuszczaa membrana. Auraya
odetchna gboko, przymkna oczy i skierowaa umys na zewntrz.
: Juran?
Chwila milczenia, a potem:
: Auraya? Gdzie jeste?
: Na wybrzeu Si. Klan Piasku donis o pojawieniu si pentadriaskiego statku kilka
dni temu.
: Czy pentadrianie ldowali?
: Nie. Odpynli na poudniowy wschd, w stron Borry.
: Ale czego mog chcie pentadrianie od Elai?
: Nie wiem. Nie maj adnych powodw, by atakowa, a Elai raczej nie powitaj
radonie oferty przyjani. Wiemy przecie, jacy s nieufni wobec ziemiochodzcych.
: Tak.
: Powinnam to sprawdzi?
Juran milcza przez czas kilku oddechw.
: Nie. Jak radz sobie Siyee z sercoerem?

: Och, zaraza dotara wszdzie, prcz najbardziej oddalonych klanw. Sytuacja nie
moe si raczej pogorszy.
Znw przerwa.
: Jakie masz zamiary wobec Mirara? zapyta wreszcie.
Poczua ucisk w piersi.
: Nie mog go zabi, skoro nie wierz, e zasuy na mier.
: Nawet jeli bogowie osobicie ci to naka?
Zawahaa si.
: Nie. Wtedy wszystko, co reprezentuj... i co my reprezentujemy... stracioby warto.
Przez dugi czas trwaa cisza.
: Dyara i Rian odpywaj dzisiaj do Si. Jeli zabij Mirara, uznasz, e wszystko, co
sob reprezentujemy, stao si bezwartociowe?
Poczua mdoci.
: Moe. Nie wiem.
: Ponad sto at temu wykonaem wyrok na Mirarze, majc tak samo mao dowodw
jego winy, jak ty dzisiaj. Czy wiedzc o tym, stracia dla mnie szacunek?
Nie potrafia odpowiedzie na to pytanie. Zaprzeczanie byoby nieuczciwe, a jednak
nadal bardzo go szanowaa.
: Nasza sytuacja nie jest identyczna, odpara w kocu. Mirar nie otworzy przed tob
umysu. Kiedy stane do walki, bogowie dopiero zaczynali ustanawia prawa, ktrych dzi
przestrzegamy. Te prawa i zasady, ktre kazali mi zama.
: Poprosili mnie, ebym im zaufa. Czy ty im ufasz?
: Moe nie tak mocno jak przedtem, wyznaa. Mc na to nie poradz. Kiedy chcieli,
ebym zachowaa si niesprawiedliwie, straciam wiar, e nigdy wicej mnie o to nie
poprosz. Ogarno j gorzkie rozbawienie. Gdybym zabia Mirara, przez ca wieczno
nienawidziabym siebie i kwestionowaa mdro bogw.
: Obawiam si, e w tej chwili i tak kwestionujesz ich mdro.
Uwiadomi jej to... Mia racj, oczywicie. Nie byo odwrotu - stracia cz swego
szacunku dla bogw i nie moga udawa, e byo inaczej.
Jestem Bia, mylaa. Biali nie wtpi w bogw, ktrym su. Jeli nie potrafi
odzyska szacunku dla nich, to...
Zadraa.
To nie powinnam by Bia.
: Aurayo...

Zascho jej w ustach. Zmusia si, by odpowiedzie.


: Co powinnam robi? Mam wraca do Jarime?
: Nie. Zosta w Si. Nie ma sensu, eby wracaa, skoro lud nieba nadal ci potrzebuje.
Przerwa kontakt. Auraya otworzya oczy i poczua z pod powiek. Jedyne, o czym
w yciu marzya, to zosta kapank i uywa swych Darw, by pomaga ludziom. By suy
tym wspaniaym istotom, ktre s bogami.
Bogami, ktrych kocham, pomylaa. Ale ju nie tak caym sercem, jak dawniej. To
zostao skaone. Zniszczone. Moe ta mio powinna by bardziej dojrzaa. Moe powinnam
by jak Rian, skonna uczyni w ich imieniu kad rzecz, suszn czy nie. Czy nie jestem
samolubna? Jakie znaczenie ma moja wiara, e to, co robi, jest sprawiedliwe?
Ale to, e Biaym zaley, by ich czyny byy suszne, musi przecie mie znaczenie.
Gdyby tak nie byo, wiat staby si przeraajcy. I jest wane, czy bogowie s dobrzy i
sprawiedliwi. W przeciwnym razie, o jakie jeszcze naduycia wadzy mogliby prosi
Biaych?
Jeli Mirar ma racj i bogowie rzeczywicie w przeszoci wykorzystywali sw moc w
zych celach, co im zabroni znowu to czyni? A jeli stworzyli cyrklian i Biaych wanie po
to, by robi pniej co zechc, bez adnych sprzeciww?
Lk cisn jej odek. To bya przeraajca myl. Jeli bogowie mieli ze zamiary,
gdzie znajdowali si ludzie?
Na ich asce...
Najbezpieczniej byoby postara si o ich przychylno. Zabi Mirara i suy im
wiernie. Powinna by lojalna jak Rian, tyle e jej bezwarunkowe posuszestwo wynikaoby
ze strachu, nie z mioci czy lojalnoci.
Poczua, e robi jej si sabo. yaby w stanie bezustannego lku, zmuszana do
dziaa, o ktrych wiedziaaby, e s niesuszne. .. To by prowadzio tylko do cierpie. Do
caej wiecznoci cierpienia.
Moe nie byoby tak le, pomylaa. Nie. Bogowie nie s li. Chc mierci Mirara,
gdy obawiaj si, e zacznie krzywdzi miertelnikw. S zbyt od nas oddaleni, by
zrozumie, e nie stanowi ju zagroenia. Ja jestem bliej. Zajrzaam do jego umysu. Wiem
lepiej.
Ale jak to moliwe? Bogowie powinni by mdrzejsi od ludzi. Jeli uwierzy, e si
myl, musi te uwierzy, e mog popenia bdy. A przecie Biaa nie powinna wtpi w
bogw.
Opara gow na doniach, uwiadamiajc sobie prost prawd: Nie jestem godna tej

funkcji.
Zaoga biegaa po pokadzie Strzay, jakby ich ycie zaleao od tego, czy wykonaj
swoje zadania najszybciej, jak to tylko moliwe. Rian spojrza na Gwiazd - eglarze na
pokadzie tamtego statku starali si rwnie mocno. Dyara staa na dziobie. Wprawdzie mieli
eglowa razem, ale przez najblisze tygodnie bd si porozumiewa tylko mylowo.
Jakie kroki zastukay na deskach pokadu. Obejrza si i zobaczy Jurana.
- Rianie - odezwa si przywdca Biaych. - Masz wszystko, czego ci trzeba?
- Tak.
Juran umilk, kiedy na pokad wbieg mody kapan, niosc drewnian skrzynk.
Zbliy si do nich nerwowo, postawi j na pokadzie i nakreli na piersi znak krgu.
- Oto kopie, ktre zamwie, Rianie z Biaych.
- Dzikuj ci - odpar Rian. - Moesz odej.
- Po co kazae skrybom pracowa przez ca noc?
- To Kodeks Praw Sennonu, historie dawnych wadcw, kilka zamwionych przeze
mnie opracowa na temat licznych dziaajcych tam kultw. Potrzebuj czego do czytania na
czas rejsu, a nie chciabym naraa oryginaw.
Juran zachichota.
- Nie przyszoby mi do gowy, e podczas rejsu bdziesz mia czas na lektur, skoro
twj umys bdzie zajty popychaniem statku, by pyn szybciej.
Rian wzruszy ramionami.
- Nie, ale kiedy zaatwimy spraw Mirara, moemy wraca ju spokojniej.
Na twarzy przywdcy Biaych widoczne byy cierpienie i al. Rian widzia ju u niego
tak min - pojawia si za kadym razem, kiedy kto wspomnia o Mirarze. Ju dawno
zrozumia, e zabicie Mirara musiao by dla Jurana cikim przeyciem, a ju z pewnoci
zawd wzbudzio odkrycie, e tkacz snw nadal yje i znowu manipuluje miertelnymi.
Niemiertelnymi zreszt rwnie. Im szybciej on i Dyara uwolni wiat od Mirara, tym lepiej
- i dla wiata, i dla Jurana. Jednake mwienie o tym nie miao sensu, gdy tylko powikszao
jego cierpienia.
- Zaczynam podejrzewa, e cae lata, moe stulecia zajmie nam objcie Sennonu
nasz ochron - stwierdzi Rian, wracajc do tematu dalekiego kraju. - Ci ludzie potrafi
wierzy we wszystko. Syszae o nowym kulcie Stwrcy?
Juran unis brwi.
- Nie.
- Opiera si na idei, e cay wiat, a nawet bogowie, zostali stworzeni przez jak

istot wysz i dla jakiego wielkiego celu. Ta istota nazywana jest Stwrc. Czowiek, ktry
prowadzi t sekt, nie pokazuje adnych wiarygodnych dowodw, ale przekonuje ludzi o
prawdziwoci swoich tez, wykorzystujc skrzywion logik. Kult jest jeszcze nieliczny, ale
rozrasta si z niepokojc szybkoci.
- Tak si zwykle dzieje z nowymi religiami. Jednak entuzjazm wyznawcw ganie,
kiedy odkrywaj, e nieistniejcy bg nie gwarantuje adnych korzyci... Zwaszcza gdy
zblia si mier.
- Owszem. - Rian prychn z niesmakiem. - Tak niewielu z nich czci bogw z
szacunku czy podziwu. Zawsze chc czego w zamian.
Juran umiechn si lekko.
- Gdyby tylko szacunek i podziw byy wymagane, rwnie dobrze mgby oddawa
cze temu Stwrcy, co prawdziwym bogom.
Rian pokrci gow.
- Wymagam jednak dowodu ich istnienia. Juran spojrza na niego surowo.
- A ich dobroci? Co by zrobi, gdyby poprosili ci o co, co uwaasz za niesuszne?
Oparty o reling Rian skry umiech. Domyla si, e chodzi o Auray.
- aden czyn nie jest niesuszny, jeli to oni go nakazuj.
- Nawet gdy jest sprzeczny z prawami i zasadami, ktrych kazali nam przestrzega?
- Musz mie jaki powd, by sobie przeczy. Zawsze istniej okolicznoci, w ktrych
mona nagi prawo.
- A jeliby to nie byy takie okolicznoci?
- Wtedy doszedbym do wniosku, e nie znam sytuacji w peni. Jeli bogowie nie
podaj przyczyn dziaania przeciw prawu, musz uzna, e nie mog. I musz wierzy, e ich
decyzja jest waciwa.
Juran zmarszczy czoo i potar podbrdek.
- Czyli nie wymagaby, eby wyjanili ci przyczyny? - Nie.
Wyranie zamylony Juran miarowo uderza palcami o swoje rami. Ze wszystkich
czterech Biaych on jeden chtnie prowadzi religijne debaty z Rianem. Dyarze brakowao
cierpliwoci na to, co nazywaa bezproduktywnymi spekulacjami. Gdy kilka razy Rian
stara si wcign do rozmowy Mairae, ona czua si wyranie nieswojo. Nie prbowa
rozmawia z Auray. Parokrotnie nadarzya si wprawdzie sposobno, ale jej nie
wykorzysta. Nie o to chodzi, e wydawaa si niezainteresowana - wrcz przeciwnie.
Podejrzewa jednak, e jej pogldy byyby dla niego trudne do zaakceptowania.
- Czy bogowie podjli kiedy decyzj, z ktr si nie zgadzae, ale przyje j tylko

dlatego, e wierzye w ich mdro? - zapyta powoli Juran.


Rianowi na moment zamaro serce. Czy powinien si przyzna?
Zanim jednak cokolwiek zdecydowa, Juran podj z umiechem:
- Zgaduj, e twoje wahanie jest potwierdzeniem... Rian przytakn.
- Ale pniej zrozumiaem mdro tej decyzji. Juran zmruy oczy.
- Jednak nie chcesz mi powiedzie, co to byo?
Rian pokrci ju gow, ale zmieni zdanie. Wobec ostatnich wydarze Juranowi
moe si przyda ta wiedza.
- W przeszoci mwienie o tym byoby maostkowe, ale teraz moe by wane.
- Tak?
- Nie zgadzaem si z Wyborem Aurai. Juran ze zdziwieniem unis brwi.
- Ale mwisz, e potem zobaczye mdro tego Wyboru...
- Tak. Okazywaa si uyteczna.
- Mwisz w czasie przeszym. Rian wzruszy ramionami.
- Nie potrafi zajrze w przyszo. Nie wiem, czy kiedy znowu okae si przydatna.
- To brzmi tak, jakby uwaa j za zbdn.
- Nie miaem takiego zamiaru. Juran odwrci gow i westchn.
- Jest z nami dopiero od roku. Czy zabicie Mirara nie byo zbyt wielkim
wymaganiem?
Rian zmarszczy czoo.
- A jaki limit czasu naoysz na posuszestwo wobec bogw? Przysigaa im suy
od dnia swego Wyboru. I nawet wczeniej: od chwili, gdy zostaa kapank.
Juran przygryz warg.
- Zoenie tej przysigi nie oznacza, e jej wypenienie jest atwe.
- Zabia Kuara.
- Nie mog si nie zastanawia, czy Mirar i tak nie wrci znowu do ycia. Nie
rozumiemy jego mocy.
- Spal jego ciao, a popioy rozsiej po wiecie - owiadczy Rian. - Wtpi, czy po
czym takim znw oyje.
Juran przyjrza mu si z nieprzeniknion twarz.
- A co twoim zdaniem bogowie powinni w tej sytuacji zrobi z Auray?
Modszy mczyzna zastanowi si.
- Okazaa nieposuszestwo. Moe rzeczywicie wahaa si, gdy bya zagubiona albo
niezdecydowana, ale przecie dali jej drug szans i nadal nie wykonaa ich rozkazu. Wracaj

moje wtpliwoci co do jej Wyboru, ale zgodz si na wszystko, co postanowi.


Juran w zadumie pokiwa gow. I zwrci uwag na eglarzy: nie biegali ju
nerwowo, ale udawali, e pracuj, czekajc na sygna, by odbi od brzegu. eglarze na
Gwiedzie take si niecierpliwili.
- ycz ci bezpiecznej podry, Rianie. Nie obciaj zbytnio statku.
- Dyara nie pozwoli, ebym zaryzykowa choby niewielki przeciek - uspokoi go.
- Nie - zgodzi si Juran ze miechem.
Rian patrzy, jak przywdca Biaych schodzi na brzeg, a potem daje sygna kapitanom
obu jednostek. W pamici zabrzmiay mu sowa wczeniejszej rozmowy z Juranem i Dyar:
- Razem bdziecie do silni, by odeprze atak jednego z przywdcw pentadrian stwierdzi wtedy Juran.
- Ale nie dwch - zauwaya Dyara.
- Gdyby co takiego nastpio, wezwijcie Auray. Tylko ona zdoa szybko do was
dotrze.
- A jeli odmwi nam pomocy? - spyta Rian.
- Co takiego nie przyjdzie jej nawet do gowy - owiadczya ze wzburzeniem Dyara. Moe i traci rozum, kiedy chodzi o Mirara, ale na pewno nas nie porzuci.
- A gdyby Mirar przyczy si do pentadrian? - zapyta Rian.
Dyara i Juran wymienili ponure spojrzenia.
- Uwaam, e to mao prawdopodobne - stwierdzi mczyzna. - W jego umyle nie
byo adnego sygnau o moliwoci takiego przymierza. Gdyby istniaa taka szansa, Auraya
zachowaaby si inaczej. Ale gdyby co takiego nastpio, nie macie innego wyjcia ni
ucieczka.
Oba statki odsuny si od nabrzea.
Bogowie nas uprzedz, tumaczy sobie Rian. I Auraya nie bdzie miaa innego
wyjcia. Musi odzyska rozum albo zdradzi nas wszystkich.

42
d zadraa lekko, kiedy dno otaro si o piasek. Pad rozkaz, wiolarze szybko
wcignli wiosa, wskoczyli do wody i wycignli szalup na brzeg. Reivan wstaa i przesza
za Imenj na dzib. Razem wyszy na pla i ruszyy ku grupie ciemnoskrych, bezwosych
mczyzn.
Nietrudno byo dostrzec wrd nich przywdc. Krl Elai nie nosi ubrania, poza par
krtkich spodni z materiau podobnego barw do jego skry, jednak cae ciao mia obwieszone biuteri. Ze zotych acuchw zwisay wysadzane klejnotami medaliony w ksztacie
morskich stworze. Poczone rzebione muszle, polerowane tak, e lniy niczym tcze,
tworzyy co w rodzaju kamizelki. Wszystkie te ozdoby musiay sporo way, ale utrzymywa
dumn postaw, z wyprostowanymi plecami i ramionami. W doni trzyma wczni, ktra mimo e przystrojona zotem i klejnotami - wygldaa, jakby bez trudu moga wytrzyma nie
tylko ceremonialne zastosowania.
Mia niechtn min.
Reivan skrya umiech. Imi uprzedzaa je przecie, e ojciec wrogo odnosi si do
cudzoziemcw.
Wok krla stan piercie wojownikw Elai; wszyscy mieli zbroje i grone miny,
wszyscy ciskali wcznie. Imenja podesza do tego krgu i zatrzymaa si. Najblisi
wojownicy odstpili, przepuszczajc j i Reivan do rodka.
- Bd pozdrowiony, Aisie, krlu Elai - powitaa go.
- Witaj, Imenjo, Drugi Gosie pentadrian - odpowiedzia.
- Przybyam tu, jak dae. Czy ksiniczka Imi wrcia do ciebie?
- Tak. Wrcia.
- Mio to sysze. - Umiechna si Imenja. - Odprowadziabym j a do twojego
boku, ale rozumiem, e macie powody, by nie ufa nieproszonym gociom.
Krl zmarszczy czoo jeszcze bardziej.
- Jestem wam wdziczny, e przywielicie j do domu - owiadczy oficjalnie. Prosiem o spotkanie tutaj, bym mg przekaza podzikowania za to, e uwolnilicie j z rk
tych, ktrzy chcieli zrobi jej krzywd, i za odprowadzenie jej do nas. - Unis rk. - Jako
nagrod przynosz wam to.
Wojownicy za jego plecami rozstpili si, przepuszczajc kilku rwnie gronie
wygldajcych mczyzn. Ci nieli pakunki. Zatrzymali si przed krlem i rozwinli je,

ukazujc piknie kute zote i srebrne naczynia, wypenione po brzegi biuteri, szlachetnymi
kamieniami, rzebionymi muszlami oraz - jak na ironi - suszonymi morskimi dzwonkami.
Na ten widok Reivan przeszy dreszcz podniecenia.
- S przepiknie wykonane - przyznaa Imenja. - Bardzo jeste szczodry w tych
wyrazach wdzicznoci, ale nie jestem pewna, czy mog przyj te dary. Nie przybylimy
tutaj po nagrody. Dostatecznym podzikowaniem jest pewno, e Imi bezpiecznie wrcia do
domu.
Krl spojrza zdziwiony.
- Wic dlaczego nie odpynlicie, kiedy ju do nas wrcia? Dlaczego zostalicie tu i
nie poeglowalicie z powrotem do domu?
- Chciaam mie pewno, e Imi jest bezpieczna. Nie mogam odpyn, nie wiedzc,
czy znowu jest z rodzin. Teraz, kiedy widz, e tak si stao, odejd std zadowolona, e
wykonaam to, co obiecaam. Wczeniej jednak... mam tu pewne rzeczy nalece do twojej
crki, ktrych nie moga ze sob zabra, kiedy pyna do miasta.
Obejrzaa si i skina na czekajcych marynarzy.
Wyjli z odzi skrzyni darw od Nekauna i ponieli j do krla. Reivan umiechna
si, rozbawiona wyjanieniem, e wszystko to naley do Imi. Gdyby Imenja powiedziaa
krlowi, e to dla niego, z atwoci mgby odmwi przyjcia darw. Teraz nie mg.
Marynarze weszli w krg wojownikw i ustawili skrzyni przed krlem. Jeden z nich
odsun rygiel i otworzy wieko, po czym wszyscy skonili si Aisowi i wrcili do odzi.
Krl zmarszczy czoo, widzc zawarto kufra.
- To wszystko naley do mojej crki? Imenja umiechna si.
- To dary od przywdcy mego ludu, Nekauna, Pierwszego Gosu. W mojej krainie
mamy zwyczaj, by obdarowywa naszych goci z krlewskich rodw. W przypadku Imi
dopenienie tej tradycji byo prawdziw przyjemnoci. I chocia zbrodni porwania nie
dokonali nasi obywatele, jednak spdzia troch czasu jako wizie na naszej ziemi. Nekaun
uzna, e naley jej to wynagrodzi.
Krl Ais pokiwa gow, spogldajc w zadumie na zawarto skrzyni. Po chwili
zwrci si do Imenji.
- Na mojej ziemi dobre uczynki s nagradzane. Zabierz moje dary do waszego
przywdcy i przeka mu je wraz z podzikowaniami.
- Tak uczyni, a ze swojej strony take skadam podzikowanie w jego imieniu.
Umiejtnoci waszych rzemielnikw zrobi na nim wraenie rwnie wielkie jak na mnie.
Raz jeszcze skina na marynarzy, polecajc im zapakowa skarby Elai i przenie je

do szalupy. Kiedy wyszli z krgu wojownikw, znowu spojrzaa na krla.


- Imi mwia mi, e wiele kopotw sprawiaj wam piraci. Zaproponowaabym
pomoc, gdybym wiedziaa, e j przyjmiecie.
- Jak moecie nam pomc?
- Moe uczc was tego, co wiemy o magii, o sztuce wojennej, czy po prostu budowy
ufortyfikowanych wiosek. Albo sprzedajc wam bro.
- A co by wam z tego przyszo?
- Piraci atakuj statki, przewoce towary pomidzy Ithani Pnocn i naszymi
krainami. Wskutek tego nasi kupcy ponosz wielkie straty. Przysanie tu flotylli statkw
patrolowych byoby niepraktyczne i kosztowne, nawet gdyby istnia odpowiedni port, mogcy
im suy jako baza. Gdyby wasi ludzie stali si dostatecznie silni, by si broni, w kocu
mogliby nam pomc zwalcza to zagroenie. Wiem, e nasi kupcy dobrze by zapacili za tak
pomoc.
Krl przyglda si jej sceptycznie.
- Ty tak mwisz. Ja myl, e raczej nas okradn. Imenja pokiwaa gow.
- Mdrze czynisz, rozwaajc tak moliwo. Groba, e bd wzici za piratw,
zmusi wikszo kupcw do uczciwoci, ale w takim przedsiwziciu musisz by
jednoczenie ostrony i sprytny.
- Albo w ogle go nie rozpoczyna. - Dumnie wysun podbrdek. - Dzikuj, e
oddalicie mi crk, Imenjo z pentadrian. Musicie std odpyn przed poudniem.
- Tak uczynimy, oczywicie - zapewnia go Imenja. - Gdyby w przyszoci chcia
wrci do negocjacji, szukaj statku z czarnymi aglami. Na pokadzie bdzie Suga Bogw,
ubrany tak jak ja. Przekae mi wiadomo od ciebie.
Odwrcia si i ruszya do odzi. Reivan sza za ni, z trudem hamujc odruch, by
obejrze si i zobaczy min krla. Pewnie nadal marszczy czoo i wypina pier, pomylaa.
: Nie poszo le, prawda? spytaa Imenja.
Reivan zerkna na Drugi Gos.
: Nie wiem. Co wyczytaa z jego myli?
: Gwnie podejrzliwo. Nie ufa adnym ziemiochodzcym.
: Nawet tym, ktrzy oddaj mu crk?
: Nam zwaszcza. Nieufno to jego sia. Ale wiem, gdzie ley jego sabo.
: Co to takiego?
Jego crka. Obwinia siebie o jej porwanie. Widziaa wicej wiata, ni on potrafi
sobie wyobrazi, i wrcia lepiej poinformowana od niego. Teraz trwa w nim cika bitwa

pomidzy wyrzutami sumienia, zwyczajem speniania jej kaprysw i wiadomoci, e nigdy


nie bdzie zadowolona, tkwic w miecie jak w wizieniu.
: Przegrana bitwa?
: Na to licz, umiechna si Imenja.
Charakter miasta Karienne nie zmieni si od ostatniej wizyty Emerahl. Budynki
wszelkich ksztatw i rozmiarw mieszay si ze sob, tworzc rozleg metropoli na obu
brzegach niewielkiej i brudnej rzeki. Przez ostatnie kilkaset lat miasto niemal dwukrotnie
powikszyo swj obszar, jeli miaaby osdza po tym, co widzieli z odzi.
- Gdzie chcecie zej na ld? - spytaa Emerahl, ogldajc si na pasaerw.
Shalina zerkna na ma.
- Nie zacumujesz przy gwnym nabrzeu? - zapyta Tarsheni.
- Mogabym, ale opata cumownicza byaby cakiem solidna. Te mniejsze pomosty s
tasze.
- Z tego, co pamitam, nabrzee znajduje si blisko Gwnego Rynku, gdzie
przemawia Mdrzec. Chcielibymy zej na brzeg jak najbliej. Jeli zapacimy za miejsce
przy nabrzeu, pjdziesz z nami, by go posucha?
Emerahl zastanawiaa si przez chwil. Jaka jej cz pragna jak najszybciej pyn
w gr rzeki, do Czerwonych Jaski. Jednak inna czua zaciekawienie tym Mdrcem. Podr
tutaj trwaa dugie miesice - jak rnic zrobi dodatkowe p dnia?
- No dobrze - zgodzia si. - Pjd z wami i zobacz, o co tyle zamieszania.
Wkrtce dotarli do granicy gwnego portu i znaleli miejsce wrd zatoczonych
nabrzey i pomostw. Pomoga rodzinie przenie baga z odzi do miasta. Ulice byy wskie,
a wiele z nich zadaszono, by chroni przechodniw przed socem pustyni. Prowadziy we
wszystkich kierunkach, wedug wzoru niezrozumiaego ani dla niej, ani dla Tarsheniego. Na
przemian stay tu domy, skady, sklepy, witynie i baraki. Domy te nie zostay zbudowane
rwnolegle do innych, wic ulice miay zmienn szeroko.
Na szczcie mieszkacy byli przyjani i chtnie wskazywali drog. Emerahl i jej
pasaerowie wyszli z wskiej, zatoczonej uliczki i znaleli si na otwartej przestrzeni.
Gwny Rynek nie by zbyt duy w porwnaniu z rynkami innych miast, ale po
ciasnocie uliczek wydawa si ogromny. W rogu zebra si spory tumek. Oczy Tarsheniego
bysny z podniecenia. Znaleli niedaleko kwater i wytargowali ledwie akceptowaln cen oboje z on niecierpliwili si, by wreszcie zobaczy czowieka, o ktrym wieci skoniy ich
do tak dalekiej podry.
Kiedy tylko zostawili w wynajtym pokoju swoje rzeczy, wrcili na Rynek i podeszli

do grupy suchaczy. Doroli nie mogli si ju doczeka, ich starszy syn wydawa si tylko
podniecony gwarem dookoa, a maluch mruga sennie oczami.
Tum na obrzeu grupy nie by zbyt gsty. Tarsheni zwolni, ale po chwili przecisn
si dalej. Emerahl nie widziaa obiektu zainteresowania zebranych, ale syszaa go cakiem
wyranie.
- Wszyscy jestemy dzieami Stwrcy - grzmia dononie. - Wy, ja, ten kapan, o tam,
arem cigncy wasz wz i reyn, ktrego dosiadacie... To wszystko jego stworzenia. Ptak,
ktry piewa, i owad, ktry ksa, s jego dzieem. Ndzny ebrak, bogaty kupiec, krlowie i
cesarze tego wiata, kapani i wyznawcy wszystkich bogw, Obdarzeni i nieobdarzeni, wszyscy s jego stworzeniami. Sami bogowie s...
Gos zamilk i Emerahl usyszaa inny, sabszy i niewyrany.
- Nie! - odpar Mdrzec. - To nieprawda. Studiowaem teksty i szukaem mdroci we
wszystkich religiach. aden bg nigdy nie twierdzi, e stworzy wiat. A przecie wiat musi
mie stworzyciela. Stwrca...
Emerahl niemal zrozumiaa kolejne pytanie. Postanowia przebi si bliej mwcy,
porzucajc zasuchan rodzin.
- Istnienie wiata jest wystarczajcym dowodem! Tylko istota wysza... Tak, zgadza
si! Stwrca stworzy te istoty, ktre uwaamy za ze. Ale dlaczego uwaamy je za ze? Bo
zabijaj? Karmuk zabija i zjada inne zwierzta, a jednak trzymamy karmuki w domach. Reyn
zjada roliny, a to przecie take yjce stworzenia. Boimy si leramerw i vornw, bo mog
nas zabi, ale nie czyni tego ze zoci, lecz z godu. Nie lubimy ich, poniewa poeraj nasze
stada. Ale to niewygoda, nie zo.
Nastpia przerwa, potem sycha byo parsknicie. Kiedy dwaj ludzie obok niej nagle
przesunli si troch, zauwaya przystojnego modzieca stojcego na drewnianej skrzynce;
wznosi rce, szykujc si do kontynuowania przemowy.
Znieruchomiaa zaskoczona, e Mdrzec jest taki mody. Podesza jeszcze bliej.
- .. .te byyby ze. Dlaczego walczymy midzy sob? Tego nie wiem. Dlaczego wiat
nie jest doskonay? Dlaczego od samych narodzin nie pojmujemy, nie rozumiemy wszystkich
jego czci? Najwyraniej Stwrca tego nie zaplanowa.
Stwrca uczyni wiat zmiennym. Moe po to, bymy mieli po co si stara.
Emerahl zatrzymaa si, widzc, e jest coraz bliej grupki kapanw i kapanek.
Wrd nich znalaz si nawet wysoki kapan. Wprawdzie kilkoro cyrklian marszczyo
niechtnie czoa, jednak inni suchali z zaciekawieniem.
- Na mnie spada prba zrozumienia Stwrcy - mwi dalej Mdrzec. - Wszystkich

was zachcam, by si do mnie przyczy. Nie prosz was, bycie z czegokolwiek rezygnowali. Z adnej rodziny, majtku, zawodu, wadzy, ani nawet religii. Uwierzcie w Stwrc, a
wtedy wszyscy razem: mczyzna i kobieta, bogacz i biedak, Obdarzony i nie... wsplnie
moemy si stara o rozwizanie niektrych tajemnic ycia.
Dugo jeszcze przemawia w tym samym stylu. Suchacze odchodzili, a inni
zajmowali ich miejsca. Emerahl wycofaa si przez tum do Tarsheniego z rodzin.
Zauwaya, e cyrklianie zniknli. Dwjka pentadrian take ju odchodzia.
Nie widz adnych tkaczy snw, pomylaa.
Tarsheniemu oczy byszczay z podniecenia.
- Musz przynie moje pergaminy i tusz - szepn. - I co o tym mylisz? - zwrci si
do Emerahl.
Wzruszya ramionami.
- Interesujcy pomys.
- Ju to mwia.
- Mwiam te, e jeli nie potrafi tego udowodni, wikszo nie zwrci na niego
uwagi.
- Czy istnienie wiata nie wystarczy jako dowd?
- Nie - odpara szczerze. - Nie wydaje mi si, by cyrklianom podoba si pomys, e
jaka istota wysza stworzya ich bogw.
Tarsheni wyszczerzy zby.
- A kogo obchodzi, co myl cyrklianie? Emerahl rozemiaa si gono.
- Rzeczywicie. - Z umiechem im si przyjrzaa. - Myl, e czas ju si rozsta.
- Podr z tob to bya prawdziwa przyjemno - zapewnia Shalina.
- Dla mnie rwnie - odpowiedziaa Emerahl.
- Dzikuj za to, e nas przewioza - rzek z powag Tarsheni. - I za uratowanie nas
przed tymi zodziejami w tunelu pod Przesmykiem.
- Gdybycie mi nie powiedzieli o tunelu, musiaabym sprzeda swoj d przypomniaa mu Emerahl. - Wic to dziki wam nie zostaam okradziona, tak samo jak wy
dziki mnie.
Zamiali si oboje.
- Dokd teraz popyniesz?
- W gr rzeki.
- Sprawy rodzinne?
- Tak mona je okreli. Podobnie jak wy, ja rwnie chc si spotka z kim, o kim

wiele syszaam, ale kogo nie poznaam osobicie.


- Mam wic nadziej, e bdziesz rwnie zadowolona ze spotkania, jak my. egnaj,
Emmeo. I niech sprzyjaj ci wiatry.
- egnajcie - odpara Emerahl. - I zapamitajcie moj rad. Jeli zacznie prosi was o
pienidze, nie oddawajcie ani jednej monety wicej, ni moecie sobie pozwoli. Spotykaam
ju faszywych mdrcw i wiem, jacy bywaj sprytni.
- Bdziemy ostroni.
Emerahl odwrcia si od nich z umiechem i ruszya do dokw, do swojej maej
odzi, by rozpocz ostatni etap wyprawy do Czerwonych Jaski.

43
Przynajmniej raz Auraya aowaa, e nie moe wyldowa w Przestrzeni, nie
cigajc tumu witajcych j Siyee. Ich szacunek wydawa si teraz niesuszny.
Niewaciwy. Nie zasugiwaa na niego.
Zaraz po ldowaniu podesza do niej Mwca Sirri z tradycyjnym poczstunkiem.
Zanim jednak Auraya zdya go zje, co przemkno po ziemi i skoczyo jej na rce,
wytrcajc kubek i ciastko.
- Figiel! - wykrzykna. - To niegrzecznie!
Veez a si skrca z podniecenia. Nie potrafia przekonujco go skarci. Tak dawno
go nie widziaa i tak przyjemnie byo znowu sta si przedmiotem prostego i
bezwarunkowego zachwytu...
- Aaja wrci - powtarza. - Aaja zostanie.
- No dobrze, Figiel. Auraya zostanie. A teraz... beee! Przesta natychmiast.
Zauwaya wysunity rowy jzyczek, za pno jednak, by go unikn. Zapaa
veeza i odsuna na odlego ramienia, aby nie pozwoli mu na lizanie swojej twarzy. A
potem spojrzaa ponad nim i zobaczya, e Sirri podnosi do do ust, by powstrzyma miech.
Sama take umiechna si smtnie i rozejrzaa zaskoczona, gdy miechy dobiegay
ze wszystkich stron.
- Bardzo przepraszam, Mwco Sirri - powiedziaa. - Ostatnio zaniedbaam jego
szkolenie, a ma wielki talent w nabywaniu nowych zych przyzwyczaje.
- Obawiam si, e tego nauczyy go nasze dzieci. - Sirri opucia rk, odsaniajc
szeroki umiech. - Uwielbiaj go.
Figiel zacz si wyrywa - nagle zapragn znowu stan na ziemi. Pucia go, ale
jkna gono, kiedy rzuci si na kawaek ciastka. Gromada Siyee znowu wybuchna miechem. Auraya poczua sympati dla nich - zamiast obrazi si z powodu przerwanej
ceremonii, dostrzegli humor caej sytuacji.
- Zostaniesz? - spytaa Sirri. - A moe wieczorem przyjdziesz do mojej altany na
porzdn kolacj?
- Tak, bardzo chtnie, dzikuj. - Auraya podniosa Figla i pooya go sobie na
ramieniu. - Jak tu wyglda sytuacja?
- Porozmawiamy o tym w drodze do twojej altany.
Sirri ruszya, a Auraya dotrzymywaa jej kroku. Mwca zachowywaa milczenie,

dopki nie znalazy si poza zasigiem suchu innych Siyee.


- Posacy z klanu Piasku donieli, e niedaleko brzegu znowu widziano pentadriaski
statek. I e ju ci o tym zawiadomili.
- To prawda - potwierdzia Auraya. - Ale zanim tam dotaram, po statku nie byo ju
ani ladu.
- Mamy kilka nowych przypadkw sercoera. Pochodz gwnie z klanu witynnej
Gry. Mwi, e ty ich tutaj przysaa. Odizolowalimy ich i teraz zajmuj si nimi kapani.
Auraya jkna.
- Tumaczyam Mwcy, eby odsya tylko tych, ktrzy chorowali i wyzdrowieli. Co z
innymi wioskami?
- Nawet najbardziej odlege klany przysyaj proby o pomoc. Obawiam si, e nie
dotrzesz na czas do nich wszystkich. Nie wiem, co robi. A z klanu Bkitnego Jeziora dotary
wieci o znikniciu tkacza snw Wilara.
Dreszcz przebieg Aurai po plecach na dwik tego imienia. Z myli Sirri wyczytaa,
e Mwca nie zna przyczyny odejcia Mirara, ale posaniec z Bkitnego Jeziora rozwaa
moliwo ktni midzy nim a Auray.
- Wiem, e odszed - odpara, starannie dobierajc sowa. - I wiem dlaczego, chocia
nie mog o tym mwi. auj, e musia, ale nic nie mog zrobi, by mu pomc.
Mog za to czego nie zrobi, pomylaa.
Sirri bya zaintrygowana, ale nie zadaa gono adnego z pyta, ktre kryy jej w
mylach.
Po chwili dotary do altany Aurai i Figiel zeskoczy z ramienia swej pani, by umkn
do rodka.
- To przykre - stwierdzia Sirri. - Jeli ty nie moesz pomc, to kto?
- Tylko on sam...
I nagle Auraya przypomniaa sobie o tej przyjacice, ktr widziaa w mylach
Mirara. Czy kobieta, ktra pomoga mu odzyska tosamo, potrafiaby jeszcze raz go
wesprze?
Sirri odsuna si.
- Wiele musimy omwi dzi wieczorem. Co masz zamiar teraz robi?
- Sprbuj przekona Figla, eby tu zosta, a potem odwiedz nowych chorych.
Sirri kiwna gow i oddalia si. Auraya wesza do altany. Rozejrzawszy si,
zauwaya mis z owocami i dzban wieej wody na stole. W mylach podzikowaa temu,
kto pilnowa, by wszystko byo gotowe na jej powrt, a take opiekowa si Figlem.

Veez wspi si do wiszcego kosza, ktrego uywa jako posania. Po chwili jego
nosek wysun si ponad krawd, zwierzak stan na brzegu i skoczy jej na ramiona.
- Jeste chyba ciszy ni poprzednio - stwierdzia. - Robisz si gruby.
Podrapaa go pod brod.
- Figi gruby - zgodzi si.
Parskna miechem. Rozpoznaa sowo Siyee, oznaczajce gruby, ale widziaa, e
wyranie go nie rozumie. Ludzie pewnie powtarzali je w jego obecnoci dostatecznie czsto,
by zacz kojarzy je ze sob.
- Zaczepiae ludzi, eby dawali ci jedzenie? - zapytaa. Nie odpowiedzia. Oczy mia
zamknite, wyranie zachwycony drapaniem.
- A teraz Figiel zostanie tutaj. Auraya pjdzie i... :Gdzie ona jest? Ach, tutaj...
Znieruchomiaa - gos nalea do Chai. Serce zabio jej mocno. Figiel zeskoczy jej z
ramienia, odwrci si i spojrza, straszc wsiki. Wyczuwa jej zdenerwowanie, ale nie jego
powd. Po chwili na rodku pomieszczenia zacz si formowa blask i veez uciek do
sypialni.
Auraya przekna lin, kiedy blask utworzy posta mczyzny. Z ulg odkrya, e
Chaia si umiecha.
: Witaj, Aurayo.
: Witaj, Chaio, odpowiedziaa.
Tsknia za mn?
Przygldaa mu si przez moment, niepewna, co odpowiedzie. Jego umiech by
artobliwy, jak zwykle kiedy by we frywolnym nastroju. Z jakiego powodu niepokoio j to
i odpychao. Kiedy podszed, musiaa si powstrzymywa, by nie odstpi.
: Troch trudno jest za kim tskni, kiedy czowiek nie jest pewien, czy mu si
spodoba, co ten kto zrobi albo czego zada, owiadczya, moe nieco zbyt zuchwale.
Umiechn si szerzej, wycign rk i dotkn jej policzka.
: Zapewne. Ale pomijajc to wszystko, nie brakowao ci naszych wsplnych nocy? Nie
tsknia za moim dotkniciem?
W miejscu, gdzie jego palce przenikny skr, poczua cudowne mrowienie.
Zadraa.
: Tak, przyznaa. Troch.
: Tylko troch? Nadsa si. Czybym by nie do troskliwy?
Nie zdoaa powstrzyma umiechu.
: Bye wicej ni troskliwy, zapewnia i cofna si poza zasig jego rki. Ale to tylko

fizyczna rozkosz, Chaio. Tskni za ni. Czasami pragn twojego dotknicia. Ale...
: Ale? Unis brwi. Nie tsknia za mn, prawda? Nie kochasz mnie?
Odwrcia wzrok. Teraz, kiedy wprost postawi jej to pytanie, wiedziaa, e ma racj...
: Nie w taki sposb, jak ludzcy kochankowie. Nie w taki...
: Nie w taki, w jaki kochasz Mirara, dokoczy. Cay dobry humor ulotni si z jego
twarzy.
W mylach Aurai bysn gniew.
: Nie. Nic w rodzaju tego, co czuj dla Mirara. Czy to na litoci ci zaley?
Przyglda si jej, znowu rozweselony.
: Chyba sam o to prosiem. I wiem, e nie kochasz mnie tak, jak kiedy kochaa
Leiarda. Zmruy powieki. Co do mnie czujesz?
Zastanowia si.
: Co pomidzy mioci do boga i mioci do przyjaciela. Myl... myl, e nazbyt
si od siebie rnimy.
: Zawsze traktowaem ci jak rwn, kiedy bylimy razem sami. Ty take.
: Tak, ale tu nie chodzi o to, e udajemy rwnych sobie. Potrzsna gow. Jej uwag
zwrci jaki ruch u wejcia do sypialni - to Figiel postanowi wyjrze na zewntrz. Moe to
podobnie nierealne, jak wymaganie, by Figiel czu do mnie romantyczn mio. On jest
veezem, ja czowiekiem. Bogowie i ludzie s pewnie bardziej do siebie podobni ni ludzie i
veezy, ale jednak za mao. Zbyt due s rnice w naszym odbiorze wiata. Tak wiele jest
rzeczy, ktrych nie uzyskamy od siebie nawzajem, a moemy uzyska od naszego rodzaju. Ja...
Spojrzaa na Chai. Ale przecie wiesz to wszystko. Widzisz mj umys.
: Widz tylko to, co jest, odpar. Nie to, co dopiero masz postanowi.
Serce zabio jej szybciej.
: Widzisz wic, co ju postanowiam w innych sprawach. Co macie zamiar z tym
zrobi, ty i inni bogowie?
Wzruszy ramionami. Spowania.
: Jeszcze nie zdecydowalimy.
Zmarszczya brwi.
: Dlaczego nie?
Uoy wargi w kpicy umiech.
: Nie zawsze we wszystkim si zgadzamy, Aurayo.
: A wic jakie moliwoci rozwaacie?
: Och, dugo by o tym mwi...

I znikn. Ogarn j gniew i zniechcenie.


: Chaio? Zmysy podpowiaday jej, e wci tu jest. Chaio! Wiem, e nie odszede.
Wyczuwam ci.
: Wiem, e to potrafisz.
Odchodzi, ale zanim jej zmysy przestay go odczuwa, nadbiegy sowa, jakby
niesione wiatrem.
: Spodziewaem si, e odmwisz, Aurayo. Ale wiedz, e uczynia sobie wroga z
jednego z bogw.
Jego gos ucich cakowicie. Rozgldaa si dookoa i zastanawiaa, czy chodzio mu o
to, e odmwia zabicia Mirara, czy o jej przyznanie, e nie kocha go jak czowieka. I ktry z
bogw sta si jej wrogiem? Chaia czy kto z pozostaych?
Imi powoli obesza swj pokj, dotykajc wszystkiego. Przez ostatnie kilka dni robia
to ju wielokrotnie. Nie bya cakiem pewna, czy w ten sposb chce sam siebie przekona,
e naprawd wrcia do domu, czy raczej sobie uwiadomi, jak wiele si zmienio.
Rzeby przy cianach nigdy nie interesoway jej tak, jak teraz. Jako dziecko lubia je z
powodu tego, co przedstawiay: synnych Elai, bogini Huan, morskie stwory. Teraz dostrzegaa w nich dziea sztuki i zastanawiaa si, ile za takie rzeby zapaciliby ziemiochodzcy.
Co jeszcze mog im sprzedawa Elai?
Cho dawniej nie lubia nosi tak cenionej przez dorosych ceremonialnej biuterii,
teraz codziennie wybieraa co ze skrzyni. Swoje ulubione zabawki trzymaa na pce, ale nie
bawia si nimi. Zamiast tego zadawaa Teiti nieskoczone serie pyta o histori Elai, o
ziemiochodzcych, ktrzy w przeszoci ich napadali albo oszukiwali, o magi i bogini.
Kiedy ciotka nie potrafia ju na nie odpowiada, odsyaa j, by szukaa informacji albo
daa spotkania z ludmi, ktrzy opowiedz jej o tym, co chciaa wiedzie.
- Wszyscy ziemiochodzcy maj Dary, choby niewielkie. Czemu nie my? - zapytaa
paacowego czarownika, brzydkiego starego mczyzn, zachrypnitego i z lun skr, ktra
zwisaa mu z koci jak materia.
- Najstarsze zapisy mwi, e Huan wybieraa mczyzn i kobiety z najsabszymi
darami, by stali si Elai - odpowiedzia. - Byli mniej odporni na zmiany, ktre w nich
wprowadzaa.
- Odporni? Nie chcieli zosta Elai?
- Chcieli, ale ci dysponujcy magi odkrywali, e odwracaj te zmiany, cho tego nie
chc.
- A co z Elai, ktrzy teraz maj Dary? Sami si przeistaczaj?

Wzruszy ramionami.
- Rzeczywicie, mamy skonno do chorb i szybciej si starzejemy.
- To samo dzieje si z Siyee? Przytakn.
- Ale oni jednak wyszli na tym lepiej. Maj paru czarownikw z cakiem silnymi
Darami. A przynajmniej mieli dziesi lat temu, kiedy ostatni raz ich odwiedzaem.
- A dlaczego lepiej na tym wyszli?
- Nie wiem - przyzna. - Dlaczego nie zapytasz gwnej kapanki?
Skorzystaa z jego rady. Kapanka, kobieta w wieku Teiti, wyjania jej, e wszystko
wyglda tak, jak zamierzya sobie Huan.
- Czyli nie chce, ebymy si zmieniali?
- Niekoniecznie. Moemy si zmienia. Ale jeli zaczniemy si zmienia w sposb,
ktry jej nie odpowiada, bdzie interweniowa. To si ju zdarzao.
Imi przemylaa to sobie, po czym zadaa inne pytanie, ktre j drczyo.
- Czcimy tylko Huan. Co z innymi bogami? Dlaczego im take nie oddajemy czci?
- Poniewa Huan nas stworzya.
- I nie pozwala nam czci innych bogw oprcz niej? Kapanka uniosa powieki, ale
nie ze zdziwienia. Imi mnie zniosa jej dezaprobat.
- Jacy s inni bogowie? - zapytaa ksiniczka.
- Chaia zawsze by znany jako bg krlw. Lore by bogiem wojny, Yranna bogini
kobiet, a Saru bogiem bogactwa.
- Mwisz tak, jakby ju nimi nie byli.
- Po Wojnie Bogw odrzucili dawne tytuy. Ale nadal pozostaj one wskazaniami co
do ich natury. Chaia ma charakter przywdcy i okazuje wielk mdro we wszystkich
sprawach zwizanych z utrzymywaniem i wykorzystywaniem wadzy.
Imi pokiwaa gow.
- A co z bogami pentadrian? Kapanka wzruszya ramionami.
- Nic o nich nie wiem. Podobno tylko picioro przetrwao Wojn Bogw, a w
niektrych krainach ludzie czcz martwych bogw tak, jakby byli prawdziwi.
- Suga Reivan opowiadaa mi, e kiedy syszaa, jak bg przemawia w jej umyle.
To cakiem jakby by prawdziwy.
- Moga to sobie wyobrazi. Nic nie wiem o tych pentadriaskich bogach, ale te nic
wiedzie nie musz. Huan jest nasz bogini i stwrc. Nie trzeba nam innych.
- Nie. Ale dobrze byoby dowiedzie si wszystkiego o bogach innych ludw.
- A dlaczego?

- Na wypadek, gdyby Huan uznaa, e powinnimy si zmieni - odpara Imi. - Albo


na wypadek, gdybymy zaczli si zmienia, a Huan by tego nie powstrzymaa.
- Wtpi, czy spodobaoby si jej, gdybymy zaczli wyznawa innych bogw.
- Nie sdz, bo ktrykolwiek Elai chcia tego. Ale inne rzeczy si zmieniaj, cho
czsto wbrew naszym chciom. Powinnimy by gotowi na wszystko.
Syszc to, kapanka umiechna si do niej.
- Pewnego dnia bdziesz dobr krlow.
Imi czua si bardzo dumna, wspominajc t rozmow. Ju prawie zakoczya tras
wok pokoju. Kiedy stana przed kolejn pk, kto zapuka do drzwi. Znieruchomiaa.
Teiti wynurzya si ze swojego pokoju w jaskini Imi i otworzya drzwi. Zmarszczya
czoo, kiedy zobaczya stojcego w progu chopca.
- Wejd, Rissi.
Chopiec wymin Teiti i podszed do Imi. Zatrzyma si kilka krokw przed ni i
skoni si.
- Ksiniczko - powiedzia. - Przybyem, by zda ci raport z moich dziaa.
Teiti z aprobat pokiwaa gow, syszc to oficjalne powitanie, po czym wrcia do
siebie. Imi umiechna si do Rissiego. Po caym dniu prb ojciec zgodzi si w kocu, e
kilka miesicy uwizienia to dostateczna kara dla chopca, ktry wyprowadzi j z miasta na
morze, gdzie zostaa pojmana. Rissi nie gniewa si za to, e to ona cigna na niego
kopoty. Zamiast tego w nieskoczono przeprasza, e nie zdoa jej powstrzyma ani
uratowa. Codziennie przychodzi do paacu i pyta, co moe zrobi, by wynagrodzi jej jako
swj bd.
Teiti zaproponowaa, aby Imi wymylia chopcu jakie uyteczne zajcie, gdy
wyranie mczy si z poczuciem winy, cho niezasuonej. To podsuno ksiniczce
pomys, by posya Rissiego na poszukiwanie informacji. Ojciec korzysta z pokoju z rurami,
by podsuchiwa mieszkacw miasta i poznawa opinie o swoich rzdach. Ona uywaa
dzieci.
Rissi prosi inne dzieciaki, by zaday rodzicom pewne pytanie. On sam mia zbiera i
przekazywa jej odpowiedzi.
Pytanie brzmiao: Czy Elai powinni si przyjani z ludmi, ktrzy uratowali
ksiniczk Imi?
Teraz umiechna si do Rissiego.
- I co mwi?
- Wynik jest remisowy - odpar. - Niektrzy uznali, e odpowied brzmi tak. Inni,

rwnie wielu, e nie. Kilkoro nie uzyskao odpowiedzi albo jej nie zrozumiao, albo te ich
rodzice nie mogli si zdecydowa.
- Czyli poowa stanowczych odpowiedzi to tak, a poowa nie - zastanawiaa si
gono Imi. - Chocia na razie nikt jeszcze nie prbuje ich przekonywa.
- Ale chyba nie chcesz skoni swojego ojca, eby przyjani si z ziemiochodzcymi,
prawda? - zapyta niespokojnie chopiec.
- Nie podoba ci si ten pomys? Pokrci gow.
- Ziemiochodzcy ci porwali i zmuszali do pracy jak niewolnic. S niebezpieczni.
- Nie wszyscy - owiadczya. - Pentadrianie byli dla mnie dobrzy.
Pokrci przeczco gow, ale milcza.
- Dlaczego nie chcesz mi uwierzy? - spytaa. Zmarszczy czoo.
- Nie o to chodzi, e ci nie wierz, ale... - Ale?
Spoglda na ni niechtnie.
- Wystarczy, e trafi si jeden zy pomidzy dobrymi, a wszyscy jestemy martwi.
- Nie, jeli ich tutaj nie wpucimy. Kiedy handlujemy, powinnimy to robi gdzie
indziej. I da, eby zjawiao si ich tylko kilku. Moemy nawet kaza im zostawia gdzie
dla nas towary, a w zamian dostarcza nasze.
- A jeli wrc i nas zaatakuj? Jeli piraci si zjawi, eby zabra towar?
- Powinnimy przygotowa szybk tras ucieczki. Pamitaj, oni nie umiej pywa jak
my. Trzeba wreszcie przesta ucieka i si ukrywa. Musimy by zdolni do obrony.
- Mamy swoich wojownikw.
- Ktrzy potrafi walczy tylko jeden na jednego. Musimy radzi sobie lepiej.
Potrzebujemy ucznikw i fortyfikacji. I magii.
Rissi zadra.
- Nie podoba mi si to. Od wielu pokole jestemy tutaj bezpieczni. Po co to
zmienia?
- Poniewa si nie rozwijamy. Spjrz na Siyee, Rissi. S ich tysice. My si toczymy
tutaj. Musimy znowu zamieszka na wyspach. Potrzebna nam przestrze, gdy mamy zamiar
si rozwija. - Westchna. - Ojciec zacz wspomina, e za par at trzeba mi bdzie znale
ma. Spytaam Teiti, kogo mgby wybra, i znalazo si tylko piciu odpowiednich
chopcw czy modych mczyzn bliskich mi wiekiem, wszyscy s kuzynami i wcale ich nie
lubi.
- Za kilka lat moesz polubi - wtrcia ciotka, wci za kotar w swoim pokoju.
- Chocia wspomina, e jest moliwe, bym polubia dowdc i wojownika, jeli

zrobi na nim wraenie... I to dlatego eby do naszej rodziny wpuci nieco wieej krwi cigna Imi, cakowicie ignorujc wypowied Teiti.
Twarz Rissiego staa si mask grozy.
- M? Tak szybko? Kiwna gow.
- Myl, e prbowa zmieni temat z ziemiochodzcych na jaki inny.
Chopiec parskn miechem.
- Wyobraam sobie. Z tego, co syszaem, odkd wrcia, ani na chwil nie
przestajesz rozmawia o pentadrianach i Elai.
Zmarszczya czoo.
- Mylisz, e inni te syszeli? Uwaasz, e mogo to wpyn na ich odpowiedzi?
Przewrci oczami.
- Czy ty w ogle mylisz o czym innym? Wyprostowaa si z godnoci.
- Nie, kiedy musz cay czas myle o przyszoci krlestwa.
- Wcale si ju nie bawisz? Moe zajrzysz jednak do Dziecicego Stawu?
Zawahaa si.
- Ojciec mi nie pozwala - przyznaa. - Nie chce, ebym si kontaktowaa z niemdrymi
modymi ludmi. - dodaa z powan min.
Rissi odwrci wzrok. Twarz mu poczerwieniaa.
- W takim razie powinienem odej.
Imi zamara. Brakowao jej towarzystwa innych dzieci. Ten by chopcem, ale
przynajmniej bliszym jej wiekiem.
- Nie musisz - uspokoia go. - Nie o to... Pokrci gow i podszed do drzwi.
- Musz i - powtrzy. - Mam si zgosi w Stawie Wojownikw.
- Wr jutro - polecia. - Mam dla ciebie nastpne pytanie, ktre powinny zada
dzieci.
Kiwn gow.
- Tak uczyni, ksiniczko. Do zobaczenia.
Kiedy zamkny si za nim drzwi, Imi skrzyowaa ramiona i westchna. Dlaczego to
zrobiam? zastanowia si. Teraz bd musiaa wymyli jakie dobre pytanie.

44
Po kilku dniach wdrwki Mirar zrezygnowa z ukrywania si przed Siyee. Byli
nieustpliwi w poszukiwaniach, a niewielkie mia szanse, by go nie zauwayli, kiedy dotar
do onieonych zboczy gr, gdzie nie byo ju gstych lasw. W kocu przesta nawet
zasypywa niegiem wasne lady.
Nie zbliali si jednak. Co wieczr znikali midzy drzewami w dole, a kadego ranka
widzia ich znowu, jak kr leniwie po niebie i go obserwuj. Nie wyczuwa u nich adnego
gniewu czy niepewnoci, wic wtpi, czy wiedz, w jakim celu go tropi.
Jednak ich emocje docieray do niego bezustannie, odbierajc spokj. niy mu si
koszmary, w ktrych by cigany przez wielkie oczy na lnicych biaych skrzydach. Ale tak
bliskie towarzystwo Siyee miao te pewn zalet: zmiana ich emocji moga go uprzedzi o
zblianiu si Biaych. Jednak nie spodziewa si tego jeszcze przez wiele tygodni. Poza
Auray, Biaym ciko byoby dosign go w tych grach.
Codziennie budzi si z pierwszym brzaskiem, oczyszcza umys i wprowadza si w
senny trans. Z pocztku usiowa przywoywa Auray, ale nigdy nie odpowiadaa na jego
wezwania. Moe go ignorowaa. Moe to bogowie blokowali prby poczenia. A moe ju
nie yje... Czasami myli o tym drczyy go przez cay dzie. Jeli bogowie j zabij, cz
winy spadnie te na niego.
Kiedy nie mg ju znie milczenia Aurai, wzywa Emerahl. Dzisiaj odpowiedziaa
oschle - pewnie wci bya na siebie za, e dzie wczeniej przypadkiem zdradzia miejsce
swego pobytu.
: Wczorajszy dzie by taki sam jak poprzedni, relacjonowaa mu tego ranka. Tyle e
zrobio si grzsko. Rzeka rozgazia si w nieskoczono i p dnia straciam, by si
przekona, e te odnogi, ktre wybraam, to lepe zauki. Ale zeszej nocy zbliy si do mnie
jeden z ludzi z bagien. Powiedzia, e ma wiadomo od przyjaciela Mewy: Podaj za
krwi ziemi.
: Krew ziemi... zastanowi si Mirar. Pyn i gleba. Mu z Czerwonych Jaski?
: Tak. Waciwie to do oczywiste. Zauwayem, e zabarwienie wody obejmuje
kolory od mtnej czerni do mtnej czerwieni. Gdy tylko soce wzejdzie odpowiednio wysoko,
ruszam dalej. A co u ciebie?
: Moi obserwatorzy wci mnie ledz, odpowiedzia.
: Mylisz, e udaoby ci si ich zgubi?

: Nie, jeli po drugiej stronie nie znajd nastpnego lasu. Ale wtedy z pewnoci
zaczn patrolowa brzeg pustyni i znowu mnie znajd. Dopiero kiedy ju wejd daleko w
pustyni, nie zdoaj mnie ciga. Nie mog nie takich zapasw wody.
: Nie, ale ty te nie. Bdziesz musia zatrzymywa si przy studniach albo kupowa
wod od karawan. Kady spotkany miertelnik moe zdradzi bogom, gdzie jeste.
Miaa racj.
: Do tej pory musieli si ju domyli, e kieruj si ku wybrzeom Si.
: Tak. Musisz w kocu dotrze do brzegu, jeli chcesz si przedosta na poudniowy
kontynent.
: Do ktrego nie dotr, jeli na brzegu bdzie na mnie czeka kto z Biaych.
: Znalazam sposb, eby poprawi twoje szanse.
Zapalia si w nim iskierka nadziei.
: Jaki?
: Twj lud. jeli nadbrzene miasteczka zapeni si nagle tkaczami snw, czy
ktokolwiek zauway przybycie jeszcze jednego?
Nie by to zy plan, cho mia pewne wady.
: A masz jaki sprytny pomys, eby cign tylu tkaczy na wybrzee?
: Popro tkaczk Arleej, eby ich tu przysaa.
: Jeli skontaktuj si z Arleej, wyczuje, e si zmieniem. Moe mnie uzna za
obkanego Leiarda.
: Owszem. Musisz j przekona, jak jest naprawd, tak samo jak przekonae Auray.
Ale tym razem nie zdradzaj nic na mj temat.
: Oczywicie. Ale jeli dam wiatu zna, e wrciem, konsekwencje bd powane.
Gdyby cyrklianie si dowiedzieli, e rzekomo zy czarownik Mirar przetrwa susznie
wymierzon kar, mog si zwrci przeciwko wszystkim tkaczom snw.
: Mi powiedz tylko Arleej. Popro j, eby podaa tkaczom snw jaki inny powd
wyruszenia do nadbrzenych wiosek. Lepiej by ci, ktrzy przyjd ci z pomoc, nie wiedzieli,
komu pomagaj. Wszystko by si wydao, gdyby Biali zajrzeli ktremu w umys. A ty, gdyby
nie by ubrany jak tkacz snw, ale jak zwyky wdrowiec, w ogle nie zwracaby uwagi.
Miaa racj. W ten sposb znaczco zwikszyby swoje szanse. Nie chcia si
ujawnia przed wasnym ludem, pki nie bdzie pewny, e mu w ten sposb nie zaszkodzi.
Moe zaufa Arleej, e jego powrt zachowa dla siebie - tak jak trzymaa w tajemnicy jego
romans z Auraya, chocia go nie aprobowaa.
: Myl, e to moe si uda. Dzikuj ci, Emerahl, powiedzia.

: Dla przyjaciela - wszystko.


: Wszystko?
: Prawie wszystko, poprawia si natychmiast.
: ycz miego dnia wiosowania po bagnie.
: Ha, ha. A teraz odejd i poprzeszkadzaj w spaniu tkaczce snw.
Jej obecno odpyna z zasigu zmysw. Odczeka chwil, by si przeorientowa, a
potem wywoa kolejne imi.
: Arleej?
W Arbeem jest pewnie mniej wicej ta sama pora co w Si. Arleej moga si ju
obudzi, ale to niekoniecznie musi stanowi przeszkod. Wykazaa raz, e jest dostatecznie
wraliwa, by wyczuwa przywoanie - przed miesicami, kiedy jej szuka, gdy Juran kaza mu
si wynosi.
: Arleej?
Po kilku woaniach usysza saby, zaspany gos.
: Halo? Kto to?
: Jestem tym, kogo znasz jako Leiarda.
Poczu, e poczenie sabnie, kiedy szok niemal j rozbudzi.
: Leiard! Ale... Ty nie jeste Leiardem. Nie brzmisz jak on.
: Nie. Jestem nim, ale rwnie nie jestem. Wiele musz ci wyjani. Czy pamitasz
moje wspomnienia cza Mirara?
: Tak.
: To nie byy wspomnienia cza. To byy rzeczywiste wspomnienia. Jestem Mirarem.
Milczaa przez chwil.
: Kiedy ostatnio czye si z innym tkaczem snw?
: To nie jest zudzenie, wynikajce z utraty poczucia tosamoci, Arleej. Stworzyem
Leiarda i stumiem wasne wspomnienia, aby przey. Poka ci.
Wydoby na wierzch dawne obrazy. Czu jej wspczucie, gniew i zdumienie, gdy
dowiadywaa si, jak zdoa przetrwa. Wytumaczy, w jaki sposb odzyska wasn
osobowo, ale rwnoczenie zachowa Leiardow. Kiedy skoczy, Arleej milczaa przez
chwil.
: Czyli jeste Mirarem, stwierdzia w kocu.
Wyczu jej rozbawienie.
: Wyobraam sobie, e nie snue planw na przyszo, kiedy miadyy ci kamienie i
konae pod gruzami dawnego Domu w Jarime. Skd moge wiedzie, e dziecko, ktre

uczye, zostanie Bia? To niezwyka osoba. Ten szpital, ktry zaoya w Jarime, okaza si
wielkim sukcesem.
: Szpital?
: Auraya zgromadzia razem tkaczy snw i kapanw, aby leczyli ubogich, a take
zachcali do wsppracy i tolerancji.
: Nigdy o tym nie wspominaa.
: A rozmawiae z ni ostatnio?
: Tak. Razem leczylimy Siyee, ktrzy mocno ucierpieli od wyjtkowo zjadliwej
odmiany sercoera.
: Nic nie syszaam. Mam tam posa tkaczy?
Ogarny go wyrzuty sumienia. Gdyby wczeniej skontaktowa si z Arleej, tkacze
mogliby pokona trudn drog i dotrze do Si na czas, by udzieli pomocy. Ale stara si
ukrywa, a poza tym aden inny tkacz nie by tak potny, by magicznie uzdrawia, wic ich
moliwoci byyby ograniczone. Z drugiej strony, nawet Siyee, ktrych ciaa potrafiy
zwalcza chorob, potrzebowali opieki, nim wyzdrowieli cakowicie.
: Jeli znajd si tkacze snw skonni podj takie wyzwanie, przylij ich. Ale zanim
dotr na miejsce, Auraya moe ju zapanowa nad chorob, uprzedzi Arleej.
: Moe? Samodzielnie? Wic jej umiejtnoci s wiksze, ni sdziam.
: Nauczyem j wszystkiego, co wiem o uzdrawianiu za pomoc magii, zapewni.
: To bardzo szlachetnie z twojej strony, skoro ona naley do Biaych.
: Wiem, e dobrze wykorzysta t wiedz.
: Tak. Masz racj. Szpital w Jarime jest tego dowodem.
: Nie byo adnych protestw? adnych kopotw?
: Oczywicie, e byy. Ale krya pogoska, e chciaa w ten sposb wykaza, i
kapani i kapanki s lepszymi uzdrowicielami. Dziki temu ludzi nie kusioby, eby si do nas
przyczy.
: To nie moe by prawda. Ona wie, e jestemy o wiele lepsi.
: Ale przecie nie moga planowa czego przeciwnego.
: Nie, zgodzi si. Nie moe zachca ludzi, by wstpowali w nasze szeregi. Juran
nigdy by si na to nie zgodzi, chyba e cyrklianie mogliby w ten sposb co zyska. Przeszy
go chd. Wiedz. Zyskaj od nas wiedz o uzdrawianiu...
: Tak, ale nie ca. Wtpi, czy sprbuj pozna metody czy snw albo umysw.
: Nie sprbuj?
Zawahaa si.

: A jak mylisz?
Milcza przez chwil.
: W przyszoci ich postawy mog si zmieni, powiedzia. Za kilkadziesit lat, kiedy
rozwin si kariery kapanw uzdrowicieli o otwartych umysach, oglne podejcie do czy
zagodnieje. To daje jej czas, by pracowa nad zmian opinii Biaych. Ona myli jak
niemiertelna.
: Mylaam tylko, e to szansa na popraw naszej pozycji wrd ludzi i...
: I?
: Czasami mi si wydaje, e waniejsze jest, by przetrwaa nasza wiedza, ni ebymy
sami przetrwali. Nigdy nie odmawialimy innym pomocy, nawet jeli miao nam to przynie
szkod.
To go zaniepokoio. Fakt, e obecna przywdczyni tkaczy snw ma takie pogldy,
powinien go przerazi, ale nim zdy jako doda jej otuchy, uwiadomi sobie, e sam uczy
Auray z podobnych powodw. Nie mg swobodnie wdrowa po wiecie i cudownie
uzdrawia chorych, wic przekaza jej t moliwo.
Moe byoby lepiej, gdyby wiedza tkaczy snw trafia do wiata, a sam kult znikn.
W tej epoce tkacze mogli y tylko w izolacji, wrd przeladowa. Bogowie, poprzez
Biaych, byli nazbyt potni.
Styl ycia tkaczy snw, odmowa prowadzenia wojen, tolerancja i szlachetno mog
zanikn... Ale co si pojawi na ich miejscu? Dopki tak filozofi reprezentowali tkacze,
ludzie bd j odrzuca. Gdyby tkacze snw nie istnieli, jacy cyrklianie mogliby sami gosi
podobne pogldy, nie naraajc si na zarzut, e myl jak poganie.
: Teraz, kiedy ju wrcie, znowu staniemy si silniejsi, stwierdzia Arleej,
interpretujc jego milczenie jako konsternacj.
: Nie, jeli nie przeyj najbliszych tygodni. Kiedy uczyem Auray, niechccy
ujawniem bogom swoj tosamo. Uciekam teraz w stron Sennonu.
: Nie moge wrci tylko po to, eby tak szybko znowu zgin! Czy mog ci jako
pomc?
: Moe. Siyee mnie ledz i wiadomoci o mnie dostarczaj bogom i Biaym. Kiedy
dotr do wybrzea, chc wsi na d i odpyn na morze. Siyee nie mog lecie za mn
zbyt daleko. To moja jedyna szansa ucieczki. Ale jestem pewien, e kto z Biaych bdzie tam
na mnie czeka.
: Co mog zrobi?
: Polij tkaczy na wybrzee. Jak najwicej. Zapenij nimi uliczki kilku wiosek. Jest

szansa, e przez ktr z nich zdoam si przelizgn niezauwaony.


: Troch potrwa, zanim dotr na miejsce.
: Wiem, musimy dobrze to wyliczy. Cyrklianie mog odkry, o co nam chodzi, i
wypdzi std naszych. Istnieje te ryzyko, e jeli mi si uda, sprbuj si mci.
: Jestemy przyzwyczajeni do unikania zagroe. A kiedy tylko tkacze snw dowiedz
si o tobie, bd miaa a zbyt wielu chtnych.
: Nie, Arleej, nie mog o mnie wiedzie. Inaczej Biali wyczytaj w ich mylach, jakie
mamy zamiary.
: Masz racj, zgodzia si. Wymyl jaki inny powd, eby tam byli.
: Dzikuj ci.
Jeli przeyjesz, spotkamy si jeszcze?
: Mam nadziej.
: Moe odwiedz poudniowy kontynent. Tkacze snw yj tam swobodniej ni nawet ci
z nas, ktrzy mieszkaj w Somreyu.
: Nikomu nie bd zdradza, kim jestem, zaznaczy. Pentadrianie mog tolerowa w
swoich granicach tkaczy, ale nie musz tolerowa mnie. Pocz si z tob znowu, kiedy bd
ju wiedzia, przez ktr wiosk przejd.
: Uwaaj na siebie.
: Bd. Do zobaczenia.
Mirar wyrwa si z sennego transu i otworzy oczy. Poza wejciem do wwozu, gdzie
biwakowa, niebo byo ciemne i zachmurzone, zwiastujce z pogod. Nie zauway nawet
ladu Siyee.
Wsta, przyjrza si czarnym chmurom i zakl.
Chyba zblia si zamie...
Co prawda on nie dojdzie dzisiaj daleko, ale zamie przynajmniej zdmuchnie z nieba
obserwatorw. Chocia raz dzie minie bez tego irytujcego poczucia umysw
obserwujcych go Siyee.
Wynurzajc si spod pokadu, Reivan zobaczya, e Imenja stoi na rufie. Gos z
pochylon gow opieraa si o reling. W cigu ostatnich dwch dni ju kilka razy zastaa j w
takiej pozycji. Podesza i stana obok; nie zaskoczyo jej to, e Imenja wpatruje si w wod.
- Zadziwiajce, jak spokojny wydaje si statek, kiedy Imi nas opucia - stwierdzia. Mam wraenie, e zaoga za ni tskni.
- Owszem - zgodzia si Reivan. - Chyba e to tylko twoje poczucie przygnbienia.
Imenja spojrzaa na ni zdziwiona.

- Przygnbienia?
- Tak. Cay czas patrzysz w dal albo na wod.
- Patrz?
- Tak. Zgaduj, e jeste rozczarowana, bo odpywamy bez zawarcia przymierza.
- le zgadujesz - zapewnia z umiechem Imenja. - Sprawa si jeszcze nie skoczya,
Reivan. Krl mg nas wprawdzie odesa, ale to nie byo ostatnie spotkanie. - Znowu
wyjrzaa za burt. - Pyn za nami.
Reivan poczua dreszcz podniecenia. Zbadaa wzrokiem fale, ale nie dostrzega ladu
Elai.
- Czy oni wiedz, e ty wiesz, e tam s? Imenja zamiaa si gono.
- Skomplikowane pytanie... Podejrzewaj, e ich widziaam, ale nie s pewni.
- To dlatego wcignlimy tylko gwny agiel?
- Tak. Nie chc, ebymy byli dla nich za szybcy.
- A dlaczego?
- Po prostu mam nadziej e los zele nam jak okazj. Cho prawd mwic,
przeprowadziam pewne badania, ktre mog nam si przyda, tak samo jak zwyke
szczcie. Zanim odpynlimy, zajrzaam w umysy kilku Elai, ktrzy widzieli piratw.
Dowiedziaam si, gdzie najczciej napadane s statki.
- I tam wanie zmierzamy?
- Ju dotarlimy. Statek piratw jest na poudniu, poza horyzontem. Wychwyciam
sabe myli zaogi.
- Masz nadziej, e na nas napadn?
- Nie, nie sdz, eby piraci nas zaatakowali. To nie jest statek handlowy. Nawet
gdybym kazaa zmieni agiel na zwyczajny, potrafi rozpozna ksztat kaduba.
- Wic zamierzasz odszuka ich i uderzy? Czy to rozsdne? A jeli Biali usysz, e
zatopilimy statek? Mog nie wiedzie albo nie przej si tym, e to piraci.
Imenja zmruya oczy.
- Nie usysz o tym, jeli nikt nie ocaleje.
- Ale bd wiadkowie, jeeli Elai wci bd nas obserwowa.
- Chc tego. Chc da im moliwo udziau w walce. - Imenja zmarszczya czoo. Ale nie wiem, jak to osign. Gdyby bya wojownikiem Elai, co by zrobia, eby
zaszkodzi wrogiemu statkowi?
- Trudno powiedzie. Jak przewag maj nad nieprzyjacielem? Potrafi bardzo dugo
wstrzymywa oddech, wic mogliby bez trudu go utopi.

- Jeli dostan si do piratw. Chc wiedzie, co mogliby zrobi, eby uszkodzi sam
statek.
Reivan wzruszya ramionami.
- Elai atwo mog si dosta do poszycia kaduba. Nikt ich nie powstrzyma od prb
jego uszkodzenia. Zdoaj si przebi?
- Nie goymi rkami.
- Ani swoimi wczniami. Potrzebna im bro zbudowana specjalnie do tego celu. Albo
magia.
- Niestety, adnej nie moemy im ofiarowa.
- Nie? - Umiechna si Reivan. - Na pokadzie na pewno mamy narzdzia
ciesielskie.
- Ale czy bd dostatecznie mocne w bitwie?
- Moe. A moe nie. To zaley od tego, jak dugo potrwa bitwa i ile narzdzi zostanie
uytych.
- Jak jeszcze mog walczy z piratami? Powolnym krokiem dotary ju na dzib
statku.
- Moe mogliby zwabia ich na rafy? - zaproponowaa Rei - van. - Ale wtpi, czy to
by co dao. Piraci na pewno dobrze znaj te wody. Moe uda mi si wymyli co lepszego,
jeli dostan troch czasu i...
Nagle Imenja uniosa do, by j uciszy. Spod przymknitych powiek wpatrywaa si
w horyzont.
- Nasi piraci znaleli sobie ofiar. Tak... Statek handlowy eglujcy na zachd. Lepiej
wymyl co szybko.
- Zdawao mi si, e Biali maj o tym nie usysze. A moe planujesz zatopi rwnie
ten statek handlowy?
- Nie. Uznaam, e przyda si nam, jeli kilku kupcw bdzie wdzicznych
pentadrianom za ratunek przed rabusiami.
Reivan zachichotaa.
- Moemy w jednej walce zaimponowa dwm narodom. Ale czy dojdzie do tej
walki? Kiedy piraci zobacz, e si zbliamy, uciekn.
- A my ruszymy w pogo. Dopilnuj, ebymy ich docignli.
Reivan ogarno podniecenie.
Nie mog pozwoli, mylaa, eby odrobina magii oraz ch wymierzenia
sprawiedliwoci uniemoliwia mi dostrzeenie konsekwencji...

- Jest moliwe, e jeli kupcy dostatecznie mocno nas nienawidz, zeznaj, e to my


bylimy napastnikami.
- Biali potrafi odczytywa myli - przypomniaa jej Imenja. - Szybko dowiedz si
prawdy. Spjrz. - Wskazaa na poudnie, gdzie nad horyzont wysuway si ledwie widoczne
agle. - To piraci. - Mruc oczy, spojrzaa ku wschodowi. - Statek handlowy jest przed nami.
Gos polecia sternikowi odpa od wiatru. Wykona rozkaz, agle obwisy, statek
zwolni i zatrzyma si. Reivan spojrzaa zdziwiona na Imenj.
- Kupcy nie zauwayli jeszcze cigajcych - wyjania Drugi Gos. - A my na razie nie
chcemy odstrasza piratw. Elai potrzebuj czasu na przygotowania.
- Potrzebuj?
- Tak. Pokaemy im, jak si uywa narzdzi.
- Pokaemy? - Tak.
- Jestem pewna, e ju umiej. Wrd darw, ktre dostaa od krla, jest kilka
naprawd imponujcych rzeb.
- Owszem. Ale to, e maj utalentowanych rzemielnikw, nie znaczy jeszcze, e
wojownicy potrafi uywa motka i duta.
Imenja wezwaa kapitana i udzielia instrukcji, jak ma si przygotowa do pocigu i
bitwy. Potem przesza na ruf i zawoaa Elai po imieniu. Po chwili o kilka krokw od burty
wynurzyy si dwie gowy.
- Jak bardzo nienawidzicie piratw? - zapytaa wyzywajcym tonem.
Obaj wymienili spojrzenia, ale milczeli.
- Mamy przed sob piracki statek, ktry zamierza zaatakowa jednostk handlow.
Planuj mu przeszkodzi. Pomoecie mi?
- Jak? - spyta jeden z wojownikw.
- Poka wam. - Imenja skina na stojcego obok marynarza. - Przynie nam
narzdzia ciesielskie. Duta i motki. Cokolwiek, czym mona wybi dziur w kadubie
statku.
- Czy to rozsdne, Drugi Gosie? - zapyta. - A jeli postanowi nas te zatopi?
- Nie postanowi - zapewnia go. Marynarz odbieg. Reivan przyjrzaa si Elai.
Wygldaj raczej na podejrzliwych ni penych entuzjazmu, pomylaa. Nieatwo bdzie ich
przekona.
Ku jej zaskoczeniu, marynarz wrci po chwili, niosc kilka dut i motkw. Domylia
si, e gdyby w jakim odlegym miejscu statek wymaga naprawy, caa zaoga powinna w
tym pomaga, wic zabierali narzdzia dla wszystkich.

Dwaj Elai podpynli bliej. W pewnej odlegoci wynurzyy si kolejne cztery gowy.
- Zademonstruj, jak si ich uywa - nakazaa Imenja. Marynarz rozejrza si, potem
chwyci cebrzyk, umieci go midzy kolanami i zacz odupywa kawaki drewna. Imenja
zwrcia si do Elai.
- Dam wam te narzdzia. Uyjcie ich, eby przebi dno statku piratw. Woda wpynie
do rodka i statek zatonie.
- Przecie nigdy go nie dogonimy - zaprotestowa jeden z Elai.
- Dogonicie, jeli wejdziecie na pokad. Mj statek jest szybszy od nich.
Dwaj Elai zniknli pod wod i wynurzyli si przy tamtej czwrce. Upyno kilka
minut, po czym cztery gowy znikny i pojawiy si znowu przy burcie.
- Popyniemy z wami - oznajmi jeden z nich. Marynarze rzucili im liny. Reivan
umiechna si do Imenji.
- Nie mog uwierzy, e udao ci si ich przekona.
- S modzi i tak jak Imi zniechceni do przebywania stale w zatoczonym miecie.
- A gdzie pozostali? - spytaa Reivan, patrzc w miejsce, gdzie przed chwil byli
jeszcze dwaj Elai.
- Popyn za nami w bezpiecznej odlegoci, na wypadek, gdyby si okazao, e to
podstp.
Osobicie powitaa wchodzcych na pokad Elai. Wskazaa im statek piratw i
wyjania, e docign go za godzin czy dwie. Potem przedstawia Reivan.
Wojownicy Elai z trudem utrzymywali rwnowag na rozkoysanym pokadzie. Jeli
Imenja ich oniemielaa, dobrze to ukrywali. Marynarz poda im duta i motki, a Elai wzili
je pewnie. Reivan spostrzega, e miaa racj: wiedzieli, jak si uywa takich narzdzi.
Statek szarpn nagle do przodu - Reivan nie zauwaya nawet, e rozwinito agle.
Liny i maszty zaskrzypiay, kiedy wiatr wzmg si gwatownie. Marynarze spojrzeli po sobie
zdziwieni, ale Elai przyjli zmian spokojnie. Nigdy jeszcze nie przebywali na pokadzie
statku, domylia si. Ten nieprawdopodobny wiatr to tylko kolejny zadziwiajcy element.
Przed nimi piraci zbliali si ju do statku handlowego, ktry by zbyt ciki i
powolny, by umkn przed pocigiem. Kady ruch w dalekim starciu wydawa si mozolny i
rozwany.
- Zauwayli nas? - zainteresowaa si Reivan.
- Tak - odpara Imenja. - Wierz, e zd obrabowa kupcw i odpyn, zanim
dotrzemy na miejsce. Poza tym aden pentadriaski statek ich jeszcze nie zaatakowa.
Im bardziej si zbliali do obu jednostek, tym szybciej zdawali si pyn. Nagle

piraci zmienili kurs, porzucajc zdobycz.


- Zrozumieli, e posuwamy si z wiksz prdkoci, ni pocztkowo sdzili mrukna Imenja. - Teraz zaczyna si pogo.
Czas ucieka. Minli jednostk handlow tak blisko, e widzieli zdziwione i
wystraszone twarze marynarzy. Imenja pomachaa im rk, po czym wrcia do
obserwowania piratw.
Odlego midzy statkami zmniejszaa si szybko. Kiedy byli ju tak blisko, e
widzieli ludzi na pokadzie, piraci zawrcili gwatownie - a przynajmniej tak gwatownie, jak
byo to moliwe dla ich statku.
- Postanowili walczy - stwierdzia Imenja. Odwrcia si do Elai. - Macie teraz
szans uderzenia na wrogw. Uwaajcie. Kiedy tylko zrozumiej, co robicie, wypuszcz
strzay w wod.
Wojownicy przytaknli, a potem bez sowa podeszli do relingu i wyskoczyli do wody.
- Trzymaj si blisko mnie, Reivan - rzucia cicho Imenja. Powietrze zabrzczao od
dwiku nadlatujcych strza.
Imenja podbiega do burty i rozoya rce, a strzay odbiy si od niewidzialnej
bariery.
- To nie jest uczciwa walka - uznaa Reivan. - Przecie absolutnie nie mog z tob
zwyciy.
Drugi Gos parskna miechem.
- Wolaaby, ebym staa z boku i pozwalaa swoim ludziom gin w imi uczciwej
walki?
- Oczywicie, e nie.
- Bd pewna, e to zodzieje i mordercy. Nie zabijamy niewinnych.
Statek piratw min ich o kilka krokw. Rzucili par lin z kotwiczkami, ale odbiy si
od bariery Imenji i plusny w wod. Reivan spojrzaa w d, ale niewiele widziaa pod
powierzchni.
- Jak idzie Elai? - zapytaa. Imenja parskna cicho.
- Dobrze si bawi. Nie wiem, czy robi jakie postpy, bo sami nie maj pojcia. Ale
piraci si niepokoj. Sysz stukanie.
Jaki mczyzna stan przy relingu statku upiecw. By dobrze ubrany; zoto
migotao na jego rkach i piersi.
- To dowdca - odgada Reivan.
- Owszem. Ma Talenty.

Mczyzna rozoy rce i powietrze zafalowao. Imenja zamiaa si cicho.


- To rzeczywicie nieuczciwe - przyznaa. Zerkna na marynarzy, ktrzy trzymali ju
gotowe do walki uki. - Strzela!
Zanim jednak strzay dotary do celu, statek jakby potkn si w wodzie. Kilku piratw
wybiego spod pokadu, a ich przeraone krzyki przejy Reivan chodem. Z lkiem patrzya,
jak walcz midzy sob o miejsce w nieduej szalupie. Ich kapitan take porzuci magiczny
atak na Imenj, by zabezpieczy sobie moliwo ucieczki dk.
Statek przechyli si. Woda wypyna na pokad, a potem zalaa go cakowicie. Bble
powietrza uniosy si na powierzchni, a statek zacz si zanurza. Reivan patrzya
przeraona, jak ludzie wymachuj rkami - najwyraniej nie umieli pywa. Szybko zniknli
pod wod. A potem zdaa sobie spraw, e ci, ktrzy pywali pewnie, take znikali, cigani
w d przez widmowych napastnikw.
Zadraa i odwrcia wzrok. Rozpaczliwe proby i okrzyki gniewu cichy, a w kocu
zapada zowrbna cisza i Reivan usyszaa westchnienie Imenji.
- Ju po wszystkim. Nikt nie ocala. A Elai sami zaatwili wikszo.
- Nikt? - Reivan obejrzaa si i zauwaya w morzu ma szalup, pywajc do gry
dnem. - A co si stao z kapitanem?
- Zajli si nim nasi przyjaciele z morskiego ludu.
Dwie ciemne gowy wynurzyy si nagle w pobliu. Wojownicy Elai bysnli zbami
w szerokich umiechach.
- Dzielnie si zachowalicie - pochwalia ich Imenja. - Waciwie nie dalicie nam
szansy, eby ich zaatakowa. Zatopilicie piracki statek cakiem sami.
- Nie dogonilibymy ich bez waszej pomocy - zawoa w odpowiedzi jeden z
wojownikw.
- Nie, ale widzieli, jak si zbliamy, wic uciekali - odpara. - Sami moglibycie atwo
podpyn si do nich pod wod.
- Chcecie, eby wam odda duta? Pokrcia gow.
- Zatrzymajcie je sobie.
Pojawia si kolejna ciemna gowa. Wojownik podnis w gr zoty puchar.
- Patrzcie! Ten statek jest peen takich rzeczy.
- Zrabowane kupcom - stwierdzia Imenja. - Teraz s wasze. Podobnie jak do was
powinien nalee skarb na kadym pirackim statku, jaki zatopicie.
Wojownicy umiechnli si jeszcze szerzej.
- Ale musicie bardzo pilnowa, eby atakowa tylko statki piratw - ostrzega Imenja.

- Jeli zatopicie statek handlowy, to znajd si ziemiochodzcy, ktrzy zechc ukara wasz
lud za t zbrodni. Potni ziemiochodzcy z potn magi... Przy nich piraci wydadz si
wam tak groni jak dzieci. Mj lud nic nie zdoa uczyni, by ich powstrzyma.
Umiechy zblady. Imenja uniosa do na poegnanie.
- Gratuluj wam, wojownicy Elai. Dziki wam morze jest od dzisiaj nieco
bezpieczniejsze. Pycie teraz witowa zwycistwo wraz z waszym ludem.
- Tak - zgodzi si wojownik z pucharem.
- egnajcie - zawoa inny. - yczymy wam bezpiecznej podry do domu!
- Wielkie dziki za wasz pomoc!
- Do zobaczenia!
Czwarty Elai pojawi si na powierzchni - mia na szyi zoty acuch. Rozejrza si,
zobaczy odpywajcych kolegw i zanurkowa za nimi.
Imenja odwrcia si i polecia kapitanowi wzi kurs do domu.
- Ale nie za szybko - dodaa cicho. - Kiedy wiadomo o tym dotrze do krla Elai, nie
chc by za daleko. Inaczej jego zaproszenie do powrotu mogoby do mnie nie dotrze.
Kapitan kiwn gow. Imenja spojrzaa na Reivan i umiechna si chytrze.
- To znaczy - dodaa cicho - jeli nie zirytuje go to, e modych i naiwnych
wojownikw zachcam do topienia pirackich statkw.

45
Od chwili, kiedy znalaza si na mokradach, kadej nocy miejscowi przekazywali
Emerahl jak wiadomo. Pierwsza - podaj za krwi ziemi - wydawaa si do
oczywista, poniewa trudno byo przeoczy czerwony mu, barwicy niektre odnogi rzeki.
Kiedy ju caa woda miaa taki sam kolor, kieruj si do paskiej gry utrzymaa j na tym
samym kursie. Co prawda nie moga si porusza w linii prostej, gdy musiaa kluczy
midzy wysepkami - od tak maych jak przesiknite wod kpki trawy, a po spore wzgrki
staego gruntu. Rwnoczenie unikaa wody zbyt pytkiej, gdzie jej d nie mogaby
przepyn. Dzisiejszego ranka staraa si walczy z najszybszym prdem, ktry - ku jej
uldze - okaza si a nadto gboki i dka moga pyn bezpiecznie, nie szorujc dnem o
boto.
Kiedy grunt by ju wystarczajco stabilny, by utrzyma co wicej ni kpki trawy,
rolinno staa si bujna i gsta. Drzewa rosy cienkie i wysokie, a pncza wizay je luno
razem. Gdy zaczynay by zbyt wysokie jak na t bagnist gleb, opieray si o inne albo
przewracay zupenie, wyrywajc z bota rozlege systemy korzeni.
Od czasu do czasu pojawiay si wyniose skalne iglice. Niektre byy szerokie, inne
wskie, a wszystkie oplecione rolinnoci. Raz mina gaz, ktry przewrci si na ssiedni.
Grn poow szczeliny midzy nimi zasnu sw sieci pajk wielkoci doni.
Teren by pikny, ale absolutnie niegocinny.
I nie ma ani ladu jaski, mylaa Emerahl. Tutaj po prostu brakuje ska. Mam
wraenie, e czeka mnie daleka droga.
Ale ju w chwili, kiedy ta myl wpada jej do gowy, zrozumiaa swoj pomyk. Za
zakrtem rzeki zobaczya przed sob skalny mur, ledwie wystajcy nad drzewa. U jego podstawy woda wyobia pytkie zagbienia - nie tak due, by nazwa je jaskiniami, cho
umoliwiajce powstanie grot.
Serce zabio jej troch szybciej. Rzeka pyna wzdu tego niskiego klifu i Emerahl
zwalczya pokus, by pchn d z wiksz prdkoci - nadal przecie pod mtn czerwon
powierzchni czaiy si jakie pnie i pycizny.
Skalny mur wygina si, wabic rzek na krt ciek. Prawie godzin podaa za jej
zakrtami. Gdy mina kolejny, westchna z satysfakcj.
Rzeka rozszerzaa si przed ni, tworzc spore jeziorko przed sieci zagbie i grot.
Zmarszczki na powierzchni wskazyway ciek, ktr pynie prd - prowadzi wprost do

wejcia do duej jaskini. Emerahl suna wraz z nim. Zanim wpyna do wntrza, spojrzaa
jeszcze na niebo i umiechna si ponuro.
Jaskinie, pomylaa. Dlaczego my, niemiertelni, zwykle trafiamy do jaski?
Przymione wiato bagiennego lasu przygasao szybko, wic Emerahl stworzya i
posaa przed sob iskierk. Strop opada stale, a znalaz si tak nisko, e maszt zaczepiaby
o ska, gdyby nie zoya go poprzedniego dnia, by nie plta si w zwisajcych pnczach.
Sabe wiateko odsaniao po obu stronach wyloty, prowadzce do labiryntu na wp zatopionych komr i korytarzy.
Podaa z prdem coraz dalej w gb skalnej bariery. Nie byo adnych zakrtw;
syszaa jedynie bezustanny szmer pyncej wody. Powietrze wydawao si a cikie od
wilgoci, a cisza dzwonia w uszach.
Nagle sklepienie przed ni wznioso si poza zasig jej wiateka, skoczyy si ciany
i filary po obu stronach. Zwolnia, ostronie zbliajc si do tej pustki. Wzmocnia swoj
iskr, a blask odsoni wielk grot. Jedynie fale spod dziobu jej odzi naruszay pask
powierzchni wody. Sklepienie byo gadk kopu. Po drugiej stronie zauwaya wsk pk
tu nad powierzchni wody.
Na niej sta wielki, gliniany dzban.
Pewnie tutaj powinnam wysi, domylia si.
Podpyna odzi do pki, chwycia cum i wyskoczya. Dzban by peen czystej
wody. Emerahl rozejrzaa si dookoa. W pobliu zauwaya dwa wyloty jaski; nad
wikszym w skale wyryto symbol - dwa mae kka poczone lini.
Emerahl poczua szarpnicie cumy - d dryfowaa z prdem. Uwiadomia sobie, e
nie ma jej do czego przywiza. Po namyle owina lin dzban i odstpia, gotowa go
chwyci, gdyby si przesun. Lina naprya si, ale dzban sta nieruchomo. Emerahl trcia
go - wydawa si dostatecznie ciki. Odwrcia si wic i podesza do groty oznaczonej
dziwnym symbolem. Przesuna swoje wiateko, ktre ukazao jej niewielk komor.
Pomieszczenie byo okrge, a ciany wymalowane w punkty uoone w
skomplikowane wzory. Porodku sta kolejny dzban peen wody. Krople wilgoci kapay do
niego ze stropu.
- Kim jeste?
Pytanie zadano szeptem, w dawno zapomnianej mowie. Nie potrafia odgadn, z
ktrej strony napyny sowa. Wydawao si, e mwi jednoczenie dwie osoby, ale to
mogo by tylko echo.
Emerahl zastanowia si, jakie poda imi.

- Jestem... - Uwiadomia sobie nagle, e pytajcy moe nie zna jej prawdziwego. Jestem Wiedm.
- Dlaczego tu przybya?
- eby si z tob spotka.
- Napij si zatem i witaj.
Emerahl podejrzliwie zajrzaa do dzbana. Woda bya tak czysta, e widziaa wewntrz
dno. Czego miaa si obawia? Przecie Mewa nie posaby jej w puapk. Nie, zwyczajnie
przesadza z ostronoci, jak zwykle. Zaproszenie jest pewnie zwykym rytuaem, oznak
dobrych manier.
Zanurzya w wodzie do, nabraa troch i wypia.
Natychmiast poczua palenie w ustach. Sykna i odskoczya, jakby to mogo
powstrzyma bl, ktry zacz ogarnia cae ciao. Dotkna twarzy i z przeraeniem odkrya,
e puchnie.
- Co...? - prbowaa zapyta, ale nabrzmiae wargi nie potrafiy formowa sw.
Mewa mwi, e jego przyjaciel zignoruje mnie, jeli nie zechce si ze mn spotka...
Nie e sprbuje mnie zabi! Dlaczego...?
Zamknij si, nakazaa sobie. Zostaa otruta! Musisz si ratowa!
Wycofaa si z komory, zataczajc si, wrcia do odzi i upada na dno. Odrtwienie
ogarniao cae ciao. Nie miaa siy, eby odci cum.
Zamkna oczy i posaa ja do wntrza.
Efekt trucizny rozprzestrzenia si od ust, garda i odka. Zatrzymaa jego postpy,
blokujc cieki, jakimi si przesuwaa. Ile zdoaa, pchna z powrotem do garda, po czym
zmusia si, by wyplu trucizn i pyny, z ktrymi si zmieszaa.
Potem ruszya za t czci, ktra zdya skazi jej krew. Uczucie pieczenia
prowadzio umys przez kolejne organy i koczyny. Przekonaa si e trucizna jest ju zbyt
rozrzedzona, by wyrzdzi powaniejsze szkody, wic przyspieszya bicie serca i odfiltrowaa
j w organach wydalniczych. Zebraa cao w niewielk kropl, ktr usuna z ciaa.
Odetchna trzy razy, otworzya oczy i usiada.
- Gratulacje, Wiedmo Emerahl. Wanie przesza prb - stwierdzi kobiecy gos.
- Moga chyba wymyli co bardziej... uprzejmego - odpara niechtnie Emerahl.
miech odbi si echem w caej jaskini - mski i mody. Czyli jest ich dwoje,
pomylaa.
W gosie nie byo zoliwoci, ale spora dawka ironii. Wci nie potrafia oceni, skd
dochodzi.

- Gdybymy mogli, tobymy wymylili - zapewni mczyzna. - Wybacz nam,


Emerahl. Musielimy si upewni, e jeste t, za ktr si podajesz.
Emerahl wstaa i przestpia z odzi na pk.
- Wolaabym zagadk. Mczyzna znw si rozemia.
- Naprawd? Wydaj mi si irytujce i pretensjonalne. Rozejrzaa si dookoa.
- Nie wiem nawet, kim jestecie, cho mam kilka pomysw. Jak powinnam was
wyprbowa?
- Przejd przez drug jaskini - odpowiedziaa kobieta. Emerahl stana przed
otworem wejcia i zawahaa si.
- Nie martw si. Nie mamy wicej prb dla ciebie. Mimo tego zapewnienia, wchodzc
do komory, Emerahl utrzymywaa siln oson. Jaskinia bya pusta. Nieregularne stopnie
prowadziy w gr.
Zacza si wolno wspina.
Doprowadziy j do wntrza duej pieczary. Podoe byo nierwne, tu i tam
zauwaya w nim otwory. W wyszych miejscach uoono poduszki w jaskrawych kolorach.
cienne wnki kryy zwyke domowe przedmioty: trzcinowe kosze, gliniane naczynia,
drewniane figurki. Sta tam nawet wazon z kwiatami.
- Witaj, Emerahl. Czy wolisz: Wiedmo? - odezwaa si kobieta zza jej plecw.
Odwrcia si. Mczyzna i kobieta siedzieli w dwch niszach w skalnej cianie.
Oboje byli jasnowosi, przystojni, ubrani z prostot i tak do siebie podobni, e musieli by
spokrewnieni. Co tylko potwierdzio jej podejrzenia.
- Jestecie Blinitami - stwierdzia.
Mczyzna umiechn si szeroko, natomiast umiech kobiety by spokojniejszy,
niemal wstydliwy. U obojga pojawiy si zmarszczki na twarzach, co zwrcio uwag
Emerahl na blizny, biegnce wzdu twarzy, policzkw i ramion.
Blizny? Jeli s niemiertelni, nie powinni mie adnych blizn.
Po chwili zauwaya jednak, e blizny z lewego boku kobiety odpowiadaj tym na
prawym boku mczyzny... I nagle zrozumiaa. Ta dwjka bya kiedy poczona. Blizny pozostawili wiadomie, by moe jako przypomnienie dawnej jednoci.
- Jestemy - potwierdzia kobieta. - Mam na imi Tamun. - A ja Surim.
- Soce i Ksiyc - przetumaczya Emerahl. - W staroytnym veliaskim.
- Tak. Nasi rodzice sdzili, e przyniesie nam to szczcie. - I przynioso?
Oboje porozumieli si wzrokiem. Surim wzruszy ramionami.
- Wyrolimy na osoby wyjtkowo Obdarzone. Niektrzy uwaaj to za szczcie.

- W pewnym stopniu - zgodzia si Tamun. Spojrzaa na Emerahl i spowaniaa. - Czy


wybaczya nam nasz may test? Pewne prby moe przej jedynie kto z niemiertelnych, a
musielimy mie pewno.
Emerahl rozoya rce.
- By moe postpiabym tak samo, gdybym si obawiaa oszustwa.
Tamun kiwna gow.
- Przez wieki syszelimy tylko pogoski o tobie. Mimo nieuprzejmego powitania,
naprawd chcielimy ci pozna.
- Ja was take - odpara Emerahl. - To dziwne, e tak dugo ju yjemy, a jednak nigdy
si nie spotkalimy.
Surim znw wzruszy ramionami.
- Nierozsdnie jest przechwala si swoj niemiertelnoci, zwaszcza w obecnych
czasach. Jeli my, niemiertelni, mamy jak wspln cech, to wanie trzymanie si na
osobnoci.
- A jednak ja czuam, e powinnam szuka innych niemiertelnych.
- Paradoksalnie to wanie rosnce zagroenie w tych czasach skania nas do szukania
swego towarzystwa - stwierdzia Tamun.
- I wsparcia - doda Surim.
- Wic wy take szukalicie innych Dzikich? - spytaa Emerahl.
Tamun zmarszczya nos.
- Dzicy... Tak nazwali nas bogowie. Przedtem nazywalimy siebie niemiertelnymi i
tak powinno zosta.
- Tak - rzek Surim, odpowiadajc na pytanie Emerahl. - Szukalimy.
Wsta, podszed do Emerahl i uj j za rce.
- Zbyt dugo bylimy sami. Potrzebujemy towarzystwa.
- Przez ostatnie sto lat obserwowalimy wiat przez oczy miertelnikw, ale nie daje to
takiej satysfakcji, jak przebywanie wrd nich - zgodzia si Tamun.
Wstaa i przecigna si.
- Chod, usid.
Surim zaprowadzi Emerahl do stosu poduszek. Tamun zaja miejsce obok,
przysuna sobie mae krosno i zacza tka; jej palce poruszay si z pewnoci i zrcznoci
kogo, kto od dawna wiczy si w tej sztuce.
- Zawsze si zastanawiaam, co takiego robicie wy dwoje - rzeka Emerahl. - Z tego,
co syszaam, jestecie prorokami. Jak Wyrocznia.

Surim parskn miechem.


- Nigdy nie twierdzilimy, e umiemy przewidywa przyszo - wyjania Tamun. Nie tak, jak Wyrocznia. Zreszt ona te nie potrafia. Wykorzystywaa umiejtno czytania
w mylach, eby odkry, co dana osoba chciaaby usysze, a potem dawaa wieloznaczne
odpowiedzi.
- Pisaa absolutnie przeraajce poezje i nazywaa to proroctwami - doda Surim i
lekcewaco machn rk. - Wszystkie te bzdury o zaginionych dziedzicach i magicznych
mieczach... Wszyscy wiemy, e miecze nie mog by magiczne.
- Chyba e s zrobione z powitalnego drzewa ;albo czarnego koralu - wtrcia Tamun.
- Ale wtedy s cakiem bezuyteczne jako fizyczna bro. - Surim spojrza na Emerahl
i umiechn si. - Nie przejmuj si nami, moja droga. Kcimy si tak od setek lat. Opowiedz
nam co o sobie... i o wiecie. Mewa przekazuje nam informacje, ale syszy tylko plotki i
pogoski. Ty za na wasne oczy widziaa niedawne wydarzenia.
Emerahl zamiaa si cicho.
- Na pewno Mewa wam o tym mwi. Rzeczywicie, widziaam to i owo. I nie dlatego
e chciaam.
I zacza opowie o tym, jak to ponad rok temu kapan wypdzi j z latarni.
Auraya krya po altanie.
Przez ostatnie tygodnie lataa po caym Si, odwiedzajc wioski, gdzie panowa
sercoer. Wszdzie nakazywaa budow trzech altan, tak jak to zrobi Mirar w wiosce klanu
Bkitnego Jeziora. W kadej wiosce uczya Siyee, jak przygotowywa leki i jak ocenia, czy
dla przezwycienia choroby pacjent bdzie wymaga magicznej pomocy. Teraz, kiedy
odwiedzaa wiosk, moga zaj si tymi, ktrzy najbardziej tego potrzebowali, a potem
lecie dalej.
Jednak rano skontaktowa si z ni Juran; przekaza wiadomo, e dzisiaj przy
Otarzu bogowie wydadz na ni wyrok. To j zmusio, by czeka w altanie; wiedziaa, e
chorzy Siyee potrzebuj jej pomocy, a ona nie miaa tu nic do roboty. Zauwaya, e wykrca
rce, jak miaa w zwyczaju jej matka, kiedy si niepokoia. Rozoya je na boki i westchna
ciko.
Och, do tego czekania. Chciaabym, eby bogowie ogosili swoj decyzj i
zakoczyli spraw.
ciskao j w odku, kiedy krya po pokoju. Pamitaa sowa Chai: Uczynia
sobie wroga z jednego z bogw. Jednego z bogw. Nie dwojga. Z caego Krgu Huan i Chai
daa najwicej powodw, by jej nie lubili. Czy nieposuszestwo wobec Huan mogo uczyni

j wrogiem? Moliwe. Czy odrzucenie wzgldw Chai mogo uczyni z niego wroga? Te
moliwe.
Wiedziaa, e bogowie nie zgadzali si ze sob co do jej losw. Po ktrej stronie
stawao kade z nich? Chaia sugerowa, e to Huan najbardziej rozgniewaa jej odmowa. Ale
co myleli pozostali?
: Aurayo?
Lk chwyci j za gardo, kiedy rozpoznaa mylowy gos Jurana.
: Juranie? Ju czas?
: Tak. Mairae i ja jestemy przed Otarzem.
Kiwna gow, zapominajc, e nie moe jej widzie. Podesza do krzesa i usiada.
Figiel wylaz ze swojego kosza, zszed po cianie altany i zwin si w kbek na jej kolanach.
Teraz, kiedy robio si coraz zimniej, wykorzystywa kade ciepe ciao, ktre duej ni kilka
chwil pozostawao bez ruchu.
Skoncentrowaa si na umyle Jurana, zamkna oczy i pozwolia, by dotaro do niej
to, co widzi. By w Otarzu, midzy uniesionymi cianami. Mairae siedziaa na swoim
miejscu. Auraya wyczuwaa, e Dyara i Rian s poczeni z Juranem. Kiedy wszyscy byli
gotowi, Juran rozpocz krtki rytua.
- Chaio, Huan, Lore, Yranno, Saru. Raz jeszcze dzikujemy wam za pokj, ktry
przynielicie Ithanii, i za Dary, ktre otrzymalimy. Dzikujemy wam za mdro i wasze
wskazwki.
- Dzikujemy wam - wymruczaa Mairae.
Auraya usyszaa, jak Dyara i Rian wypowiadaj w mylach te sowa i sama je
powtrzya.
- Dalicie znak, e jestecie gotowi, by osdzi Auray za jej odmow wykonania
wyroku na Mirarze. Prosz, zjawcie si. Witajcie midzy swymi pokornymi sugami.
- Prowadcie nas.
Przez oczy Jurana Auraya zobaczya, e w czterech miejscach rozjarza si powietrze.
wiato z wolna nabrao ksztatu, formujc postacie Huan, Lore'a, Yranny i Saru. Zastanowia
si przez moment, gdzie jest Chaia, ale Juran odwrci gow i przekonaa si, e bg stoi po
jego prawej stronie.
: Juranie, Dyaro, Rianie, Mairae i Aurayo, rzek Chaia. Wybralimy was, bycie nas
reprezentowali i dziaali w naszym imieniu w wiecie miertelnych. A do tej chwili bylimy
zadowoleni z waszej pracy.
: Dbalimy o to, by powierza wam jedynie takie zadania, jakie potraficie wykona,

dodaa Yranna. Spojrzaa na przywdc Biaych. Jeden raz, dawno temu, zmuszeni bylimy
prosi jedno z was, by dziaao wbrew wasnemu sercu. Ostatnio nie mielimy wyboru i
musielimy prosi o to samo.
: Jednak tym razem zadanie nie zostao wykonane, zahucza Lore.
: Dwukrotnie je nakazywalimy i dwukrotnie nam odmwiono, owiadczy Saru.
Huan spojrzaa Juranowi w oczy i Auraya poczua dreszcze, gdy uwiadomia sobie,
e bogini nie patrzy na Jurana, ale na ni. Lk skruszy jej stanowczo. Jak moga si
sprzeciwi woli bogw, ktrych zawsze wielbia?
A jak mogabym oddawa cze istotom, tak atwo potraficym odrzuci prawa i
zasady, ktre same ustaliy?
: Zdajemy sobie spraw, e dla Aurai taka odpowiedzialno jest czym nowym,
podja Huan. Ale brak dowiadczenia nie powinien by przeszkod w wykonywaniu
obowizkw. Niektrzy z was uwaaj, e powierzone jej zadanie nie pasowao do jej
charakteru. Jednak od kadego z was oczekujemy, e kiedy zajdzie potrzeba, wykona take
nieprzyjemne obowizki.
: Auraya uwaa, e nasza decyzja bya niesprawiedliwa, rzek Lore. Ale osdzilimy
Mirara ju sto lat temu i wyrok si nie zmieni.
Auraya pohamowaa odruch protestu. Przecie Mirar si zmieni, mylaa. Nie jest ju
tym samym czowiekiem.
: Czas, choby nawet stulecie ukrywania si za inn tosamoci, nie przekrela
zbrodni, jakie popenia w przeszoci, dodaa Huan.
Te zbrodnie byy zbyt drobne, by usprawiedliwi kar mierci, pomylaa. Ale
milczaa. Bogowie wiedzieli, co o tym myli. Nie warto ich teraz przekonywa.
: Auraya domaga si sprawiedliwoci dla zaspokojenia wasnego sumienia, doda
Saru. Nie mona tego robi za kadym razem, kiedy prosimy was o zlikwidowanie przestpcy.
: W takich chwilach musicie nam zaufa, powiedziaa cicho Yranna. Kiedy konieczne
jest pilne dziaanie, a sprawiedliwo naszej decyzji trudna do zrozumienia.
Wzrok Huan przesun si w gr i Auraya odgada, e bogini spoglda na Chai.
: Postanowilimy, e Auraya musi powrci do Jarime, rzek Chaia. Czy tylko to sobie
wyobraaa, czy w jego gosie rzeczywicie zabrzmiao znuenie i niech? Nie wolno jej
opuszcza Jarime przez dziesi lat, chyba e Ithania Pnocna zostanie zaatakowana, a jej
bdzie towarzyszy kto z Biaych.
Chaia przerwa. Auraya czekaa na dalszy cig.
: Taki jest nasz wyrok, dokoczy bg.

Zaskoczona, pozwolia sobie na ulg. To wszystko? Nie odebrali jej Daru lotu?
Owszem, dziesi lat to dugo, jeli musi tkwi w jednym miejscu...
: Auraya musi jutro opuci Si i wrci do Jarime, oznajmia Huan.
Jutro? Auraya zamara.
: Co z sercoerem? zapytaa odruchowo. Kto bdzie leczy Siyee, jeli ja odejd?
: Bd musieli sami sobie radzi z zaraz, odpara bogini. Zabija tylko co pit osob.
To smutne, ale przetrwaj.
Przeraona Auraya nie znalaza na to odpowiedzi.
: Czy przyjmujesz wyrok? spytaa bogini.
Auray ogarna sabo. Tylu Siyee umrze... I tylko z jej powodu...
: Aurayo!
TL trudem skupia swe myli na bogini.
: Jeli musz... Tak, wrc do Jarime.
Huan kiwna gow; oczy byszczay jej zadowoleniem. A potem, nie
wypowiedziawszy ju adnego sowa, bogowie zniknli.
Etim sta sztywno wyprostowany przed krlem. W jednej rce trzyma swoj
wczni, w drugiej ciska duto i motek, ktre dosta od pentadrian.
- Czego chc w zamian? - zapyta krl.
- Niczego, panie.
Krl Ais zmarszczy czoo. Odwrci gow i spojrza na mod dziewczyn u swego
boku. Pooya mu do na ramieniu.
To pewnie ksiniczka Imi, uzna Etim. Wydawaa si starsza, ni sobie wyobraa.
Nie chodzio tylko o to, e ubieraa si jak dorosa, ale o dojrzao jej spojrzenia, gdy
umiechaa si do ojca.
- Imenja potrafiaby pewnie sama zatopi ten statek, ojcze. Poprosia naszych
wojownikw, by to zrobili, eby udowodni nam, e moemy walczy z piratami, nie
naraajc si na zbyt wielkie ryzyko.
Krl spochmurnia jeszcze bardziej.
- Ta twoja kapanka wpltaa nas w wojn. Kiedy piraci si dowiedz, e
zniszczylimy jeden z ich statkw, zaatakuj nas z wielk si.
Oni nie wiedz, pomyla Etim. Ale nie mg si odzywa niepytany. Zawiedziony,
przestpi z nogi na nog.
Krl zauway jego poruszenie. Spod zmruonych powiek spojrza na modego
wojownika.

- Nie zgadzasz si z tym? - zapyta ponuro, ostrzegawczym tonem.


Etim uzna, e lepiej bdzie po prostu stwierdzi fakty, ni prezentowa wasne opinie.
- Nikt nie przey. Nikt nie opowie tej historii.
- Nikt oprcz pentadrian - dokoczy krl.
- Oni nic nie powiedz - zapewnia Imi. - Ale ja chc, eby piraci o tym usyszeli.
Chc, eby si nas bali. Chc, ebymy wybijali dziury w ich statkach, eby ryby ywiy si
ich ciaami, a miasto bogacio ich upem. - Umiechna si. - Chc, eby szanowali nas
kupcy i bali si nas zodzieje. Z pomoc pentadrian moemy to osign.
Krl wpatrywa si w crk, ale Etim nie potrafi okreli, czy raczej z podziwem, czy
z lkiem. Po chwili wadca odwrci gow, potar podbrdek i spojrza na Etima.
- Co mylisz o tych pentadrianach, wojowniku? Etim zastanowi si, jak najlepiej
odpowiedzie.
- Wolabym by ich przyjacielem ni ich wrogiem - odpar szczerze.
Lekki umiech przemkn po twarzy krla.
- Chciaabym, aby tak wanie ludzie myleli o nas - zachichotaa Imi.
- A tymczasem musimy zaufa tym pentadriaskim ziemiochodzcym - stwierdzi
kwanym tonem jej ojciec.
Imi wzruszya ramionami.
- Nawet oni nie zdoaj nas powstrzyma przed wierceniem dziur w kadubach ich
statkw.
Krl spojrza z zainteresowaniem. Etim mg si myli, oczywicie, ale zdawao mu
si, e dostrzeg w oczach krla iskierk zaciekawienia. Imi znowu dotkna jego ramienia.
- Czy zastanowie si nad moj sugesti? - zapytaa spokojnie. - Spisae wszystkie
warunki, ktre chciaby umieci w traktacie?
- Nie zgodz si na nie - odpar.
- Moe nie - przyznaa. - Ale nie dowiesz si, dopki ich nie zapytasz.
Krl przyjrza si jej, po czym odetchn gboko.
- Sprowad mi Pierwszego Wojownika - poleci Etimowi.
Zastanawiajc si, czy wanie by wiadkiem jednej z przeomowych chwil historii
Elai, modzieniec szybkim krokiem wyszed z komnaty.

46
- Figi Aaja leci?
Auraya spojrzaa na veeza, ktry uwanie bada jej plecak.
- Tak, Figiel. Auraya i Figiel lec do... do Jarime.
Chciaa powiedzie do domu, ale to okrelenie nie wydawao si waciwe. W
Jarime nie bdzie si ju czua jak w domu.
Usiada z westchnieniem i pogaskaa veeza. Sirri bya przeraona, kiedy si
dowiedziaa, e Auraya odlatuje.
Bez mojej pomocy umrze wielu, bardzo wielu Siyee, pomylaa. Ale gdyby bogowie
zamiast tego odebrali mi zdolno latania, i tak nie mogabym dotrze do odlegych wiosek.
Spodziewaa si, e wobec pustoszcej Si choroby, wyznaczona przez bogw kara
zacznie dziaa dopiero, kiedy zapanuj nad zaraz. Wysyajc j teraz do Jarime, bogowie za
jej nieposuszestwo karali rwnie Siyee. To byo niesprawiedliwe. Nawet okrutne. Poczua,
e ogarnia j mroczny nastrj. By moe Mirar nie myli si co do nich.
To ironia losu, e przekonujc Mirara, by nauczy j swego Daru uzdrawiania,
doprowadzia do sytuacji, w ktrej jedyni ludzie zdolni pomc ludowi nieba, musz opuci
Si.
W pamici znowu zabrzmiay sowa tkacza: Odejd ze mn. Odpyniemy z Ithanii i
poszukamy dalekich kontynentw.
To, co proponowa, byo absurdalne. Oznaczao konieczno porzucenia Siyee.
Spojrzaa na piercie na palcu i umiechna si gorzko. Nawet gdyby musiaa
zrezygnowa ze wszystkiego, co ten piercie sob reprezentowa: stanowiska, wadzy, latania, niemiertelnoci - i tak wolaaby tu zosta i pomaga Siyee.
Przyjrzaa si rozmaitym przedmiotom na stole. Dary zaczy przybywa, kiedy tylko
rozesza si wiadomo o jej odlocie. Nie moga zabra wszystkiego - jej plecak by nieduy,
nawet bez veeza, zajmujcego poow dostpnego miejsca. Chciaa jednak wypeni swj
pokj w Wiey przedmiotami zrobionymi przez Siyee, by za kadym razem, kiedy odwiedz
j inni Biali, przypominay im o losie ludu nieba.
Poniewa nie tylko zostawiaa Siyee samych wobec sercoera, ale take wobec
pentadrian. Gdyby znowu zechcieli tu wkroczy, aden z Biaych nie przybdzie na czas, by
udzieli pomocy.
Ale na co ja sama bym si przydaa bez Daru lotu ani mocy zwikszonej przez

bogw?
Skrzywia si. Zakadaam, e bd moga zamieszka na wybrzeu. Gdybym miaa
statek, mogabym w miar szybko dotrze do miejsca ldowania pentadrian. Moe sama moja
obecno by ich wystraszya.
To byo niemal kuszce. Moe gdyby Siyee przylatywali do niej zaraz po wykryciu
pierwszych objaww, mogaby nadal im pomaga. Zaoyaby miejsce uzdrowie w wiosce
klanu Piasku. Moe nawet kilku Siyee potrafioby opanowa Dar uzdrawiania Mirara...
Ale nadzieja zaraz zgasa. Nie bya pewna, czy bez piercienia bogw bdzie w stanie
uywa tego Daru. Nie wiedziaa nawet, czy samo zdjcie piercienia nie bdzie miao strasznych skutkw.
Moe powinnam zapyta Chai, odezwa si pospny, cichy gos gdzie w gbi
umysu. Potrzsna gow i podesza do stou. To absurd, mylaa. Przecie nie zdejm tego
piercienia; nie odwrc si od bogw. Musz si pogodzi z ich wyrokiem. Musz sobie z
tym radzi jak najlepiej.
W Jarime moe uczy innych Daru Mirara. Na pewno wrd uzdrowicieli znajd si
kapani i kapanki zdolni go opanowa. Moe Siyee, ktrzy postanowili przyczy si do
wityni, wrc do domw ju z t umiejtnoci. Bdzie za pno, by uratowa wikszo
ich rodakw od sercoera, ale moe dziki temu bd bardziej skonni jej wybaczy, e ich
opucia.
Miaa nadziej, e wybacz. Pkoby jej serce, gdyby za dziesi lat odkrya, e nie
jest ju w Si miym gociem.
Kto krzycza. Nie kto - wielu ludzi. Ich wrzaski byy niemal miesznie
melodramatyczne. Mirar stara si zaniepokoi, ale tylko si zmartwi, e nie odczuwa
adnych emocji.
: Mirar?
: Emerahl? To ty robisz tyle haasu? To irytujce.
: Jakiego haasu?
: Tego haasu.
: Ach, tego. ni ci si.
Zastanawia si przez chwil.
Jeli tak, czy ni o tobie?
: Nie. Prbuj nawiza z tob senne poczenie. Opanuj si, tkaczu snw.
Opanowa si. Naturalnie...
Obj sen swoj wol i krzyki troch ucichy. Ale powinny byy przecie cakiem

zamilkn...
Wtedy sobie przypomnia.
: To zamie, wyjani Emerahl. wist wiatru jest tak gony, e mj umys rejestruje go
nawet we nie.
: To musi by cudowne...
: Pewno. Co u ciebie?
: Dotaram do Czerwonych jaski. Mam nadziej, e nie bdziesz mia nic przeciw
temu, ale opowiedziaam o tobie moim gospodarzom. Zrobio na nich wraenie, jak ci si
udao na sto lat zmieni wasn tosamo.
Mirar poczu ukucie lku. To te im powiedziaa? I co jeszcze?
: Czy mi przeszkadza? powtrzy. C, to zaley od tego, kim s ci gospodarze.
: Blinita.
Zaskoczenie wyrwao go niemal z sennego transu.
: To prawda?
: Tak. Poznae ich kiedy?
: Raz, bardzo dawno temu. Jakie pidziesit lat przed Wyborem Jurana ostrzegali
mnie, e w nastpnym stuleciu tkaczy snw czekaj cikie czasy. Nie uwierzyem im.
: Mwi, e widz w wiecie wzorce. Bezustannie przegldaj umysy miertelnych,
obserwujc rozprzestrzenianie si idei. Uwaaj, e ludzkie zachowanie cakiem atwo da si
przewidzie. W wikszoci przypadkw.
: Wiesz, od bardzo dawna ju przegldaj umysy miertelnych, przypomnia jej.
Syszaem pogoski o ich istnieniu ledwie kilkaset lat po tym, jak sam staem si niemiertelny.
: S o wiele starsi. Obserwowali miertelnych przez wiele stuleci, zanim nauczyli si
dostrzega pewne wzorce w ich zachowaniach i zanim stali si sawni dziki swym
prognozom.
: A co widz w najbliszej przyszoci? zapyta.
: Nie zgadzaj si ze sob. Surim sdzi, e nastpi wielkie zmiany. Tamun nie uwaa
tego za prawdopodobne tak szybko po powstaniu cyrklian i pentadrian. To te jest ciekawe.
Mwi, e obie religie powstay i zaczy si rozwija rwnoczenie. Surim uwaa, e to nic
wicej ni potne wierzenia wzbierajce, by wypeni pustk po tych licznych bogach, ktrzy
zginli w Wojnie. Tamun sdzi, e chodzio o co wicej, e obie religie s powizane.
: Wiedz, czy bogowie pentadrian s prawdziwi?
: S. Zbyt wielu pentadriaskich wyznawcw pamita spotkania z nimi, by mogli nie
by prawdziwi. Nikt jednak nie wie, skd si wzili. Rni si od bogw cyrklian midzy

innymi tym, e rzadko pokazuj si miertelnikom. I nie lubi si za bardzo wtrca w sprawy
swoich wyznawcw.
: Mwi im tylko, kiedy powinni napa na Ithani Pnocn?
: Blinita wierz, e bya to decyzja wczeniejszego przywdcy, Kuara.
: Ciekawe. Podoba mi si pomys bogw, ktrzy si nie wtrcaj, ale jeli w efekcie
zwykli ludzie podejmuj tego rodzaju decyzje...
: Tylko mi nie mw, e zmienie zdanie i teraz uwaasz, e lepiej nam z bogami ni
bez.
: Nie. Nigdy. Ale ludzie te s zdolni do niewiarygodnie gupich i okrutnych czynw.
: Nawet twoi zwolennicy? spytaa.
: Nie, oczywicie, e nie. Tkacze snw s zawsze niezawodnie rozsdni.
: Ha!
: No, wikszo.
: Kontaktowae si ze Starsz tkaczy snw Arleej?
: Tak, potwierdzi. Przygotowuje to, co sugerowaa.
: Jak przyja wieci o tobie?
: Bya zaskoczona.
: Na pewno wicej, ni tylko zaskoczona. Blinita powiedziay mi co, co pewnie
uznasz za ciekawe, a w przyszoci moe si okaza uyteczne. Na wiecie istnieje wicej
obszarw pustki. Wikszo nikomu si nie przyda, ale jest kilka, w odlegych punktach, ktre
mog by dla ciebie dobrymi kryjwkami.
: Czy wiedz, skd si wziy?
: Nie. Tylko tyle, e musiao nastpi magiczne wydarzenie tak wielkie, e wyssao
ca magi z jednego miejsca. Nigdy o nich nie syszeli przed Wojn Bogw.
: Z pewnoci mona j uzna za wielkie magiczne wydarzenie, zauway Mirar.
: Tak. Zawsze uwaaam to za niezwyke, e wojna midzy takimi istotami nie wpyna
na wiat fizyczny. Jedyne, co si zmienio dla miertelnych, to to, e bogowie przestali si im
ukazywa albo e stracili Dary, ktre bogowie im kiedy przekazali.
: Zastanawiam si, czy takie pustki s dla bogw niebezpieczne. To przecie istoty z
czystej magii.
: Sdz, e musieliby wej w takie miejsce.
: Wanie. Ciekawe, czy daoby si to zorganizowa.
Zdziwienie Emerahl nadpyno do niego jako agodna fala rozbawienia.
: Ucicho, stwierdzia nagle.

Mirar nasuchiwa przez moment. Dopiero po chwili dotaro do niego znaczenie tej
ciszy: wist wiatru usta. Albo jego podwiadomo w kocu go zablokowaa, albo skoczya
si zamie.
: Lepiej si obudz i bd uprzejma wobec moich gospodarzy, odezwaa si Emerahl.
Szczliwej drogi, Mirarze.
: Dziki, odpar, mylc o zdradzieckiej pokrywie niegu i stromych grach, ktre
musia pokona.
Jej umys odpyn od jego zmysw. Odetchn gboko i przeskoczy do penej
wiadomoci. Z ulg odkry, e wiatr rzeczywicie ucich. Otworzywszy oczy, zobaczy tylko
czer, wic cign magi i stworzy iskr wiata.
Jego ulga zmienia si w zniechcenie. Cay wylot ogromnej groty, w ktrej si ukry,
by teraz zablokowany niegiem.
To dlatego nie sysza ju wiatru.

47
Dzie po zatopieniu przez Elai statku piratw Imenja nakazaa rzuci kotwic w
pobliu kilku malekich wysepek. Byy zbudowane przede wszystkim ze ska, jednak tu
poniej powierzchni wody pokryway je liczne buszlaki. Wysepki leay zbyt daleko od
Borra, eby stanowiy dla Elai rdo zaopatrzenia w ywno, byy te zbyt niebezpieczne,
by zblia si do nich kto niedysponujcy magi. Imenja w towarzystwie kilku dzielnych
marynarzy codziennie wyruszaa, by nazbiera buszlakw. Przez dwa dni wszyscy raczyli si
tym specjaem.
Wszyscy z wyjtkiem Reivan. Bya na pokadzie jedyn osob, ktra nie lubia
buszlakw. Niektrzy czonkowie zaogi jedli je nawet na surowo, a jej na sam myl o tym
wywraca si odek. Jednak kucharz na statku potraktowa niech Reivan jak osobiste
wyzwanie. Codziennie przygotowywa buszlaki w inny sposb, prbujc znale ten, ktry j
przekona. Pod czujnym okiem Imenji kosztowaa ich pieczonych, smaonych, w zupach, a
nawet roztartych na past, ale ich ostry zapach i rybi smak zawsze powodoway u niej odruch
wymiotny.
Marzya ju, by statek popyn dalej, ale te kulinarne rozkosze nie byy jedynym
powodem, dla ktrego Imenja kazaa im czeka. Drugi Gos daa wojownikom Elai czas, by
zdyli wrci do swego miasta, przekaza wieci krlowi, i aby dotar do nich posaniec jeli krl zdecyduje si go wysa.
- Chyba zaczynam lubi ycie na morzu - stwierdzia Imenja. - Moe powinnam
zrezygnowa z wadzy nad wiatem i zosta kupcem?
Reivan przyjrzaa si jej z uwag.
- Przypuszczam, e nie byaby to dla ciebie wielka zmiana. Nadal mogaby
rozkazywa, nadal by negocjowaa z ludmi z wielu krain... Ja jednak wol chyba proste
wygody Sanktuarium.
- Jest tam o wiele wicej miejsca - zgodzia si Imenja.
- I nie ma... No nie, znowu...
Zauwaya zbliajcego si do pawilonu kucharza. Nis drewnian desk przykryt
odwrcon mis. Imenja parskna miechem.
- On chce ci tylko sprawi przyjemno.
- Jeste pewna, e nie prbuje mnie otru?
Kucharz wkroczy do pawilonu, szybko wykreli na piersi znak gwiazdy, a potem

zamaszystym gestem unis mis. Rei - van westchna.


Na desce leao pytkie kamienne naczynie, napenione buszlakami. Byy wyjte z
muszli i paroway zachcajco. Do nozdrzy Reivan dociera smakowity aromat zi, ale nie
zdoa wzbudzi jej apetytu.
Kucharz wrczy jej widelec.
- Sprbuj.
Reivan pokrcia gow.
- Tylko sprbuj - odezwaa si Imenja tonem kogo, kto nie chce sysze o odmowie.
Reivan westchna ciko i nabia na widelec olizego skorupiaka. Popatrzya na
niego z rezygnacj, po czym zmusia si, by wsun go do ust.
Spodziewaa si, e jej zmysy zaatakuje ten mdlcy zjadliwy zapach, ale si nie
pojawi. Zamiast tego usta wypeni delikatny smak, poczony z przyjemnym dodatkiem zi.
Zaskoczona, przeuwaa ostronie, w obawie, e w ten sposb uwolni ten nieprzyjemny
aromat. To nie nastpio, wic przekna z pewnym wahaniem. Kucharz umiecha si
szeroko.
- Smakowao ci. Kiwna gow.
- Jest lepsze. O wiele lepsze.
- Naprawd? - Imenja odebraa Reivan widelec i wybraa ks z deski. Wsuna sobie
do ust, pogryza i szeroko otworzya oczy. - Rzeczywicie! Subtelne i delikatne.
Przygotowae je na parze?
Kucharz przytakn.
- Zapamitaj, co dokadnie robie. Zastanawiam si, czy nie mona by transportowa
buszlakw do domu i...
Wyraz jej twarzy nagle si zmieni. Zmarszczya brwi, gestem odprawia kucharza,
wstaa i wysza spod dachu pawilonu. Reivan sza za ni; Imenja stana przy relingu i
spojrzaa w wod.
- Wydaje mi si, e niedugo lud morza zoy nam wizyt - mrukna. - Tak jest. Tam.
Wskazaa rk. Wod pokryway czarne cienie i czerwone byski tam, gdzie odbijao
si zachodzce soce. Wpatrujc si w powierzchni morza, Reivan zauwaya koyszcy si
wraz z falami obiekt wielkoci gowy. Po chwili znikn. Na prno szukaa innych znakw
obecnoci Elai.
- Rzucie lin do wody - polecia Imenja stojcemu w pobliu marynarzowi.
Ten spiesznie wykona rozkaz. Kiedy lina si rozwina, Reivan wyjrzaa za reling.
Pojawia si gowa i spojrzaa na nich para mlecznych oczu. Zaraz jednak wewntrzne

powieki Elai si rozsuny. Chwyci lin i zacz si wspina.


Gdy dotar do relingu, zatrzyma si i niespokojnie zmierzy wzrokiem ludzi na
pokadzie. By starszy ni wojownicy, ktrzy zatopili piracki statek. Kiedy Imenja wystpia,
by go powita, przyjrza si jej z powag, cho troch nerwowo.
- Przybywam, by przekaza wiadomo - oznajmi. - Krl Ais, wadca Borra i krl
Elai, zwraca si do Drugiego Gosu, Imenji, sugi pentadriaskich bogw, by rozwaya jego
propozycj.
Mwi wolno i uwanie; najwyraniej nauczy si wiadomoci na pami. Reivan z
trudem powstrzymaa si od tryumfalnego umiechu, kiedy zrozumiaa, e to propozycja
traktatu.
- Krl sugeruje, by jego i wasz lud wymienia w przyszoci towary, ale nie na
wyspach Borra. Odpowiednie mog by wyspy oddalone o kilka dni eglugi od Borra, jeli
tylko nie zostan zajte przez piratw. W rewanu za pomoc w budowie fortyfikacji krl Ais
udzieli pentadrianom wsparcia w zwalczaniu rabusiw, ale tylko wtedy, gdy zagroenie dla
jego wojownikw nie bdzie zbyt wielkie. Wszystkie kosztownoci zdobyte na pirackich
jednostkach stan si wasnoci krla. Szkolenie Elai w walce, magii i budowie fortyfikacji
take bdzie si odbywa poza Borra.
Imenja kiwna gow.
- Czy susznie si domylam, e podpisanie takiego traktatu rwnie nastpi na jednej
z tych dalekich wysp?
Posaniec przytakn. Imenja odwrcia si, jakby si zastanawiaa.
: Co o tym mylisz, Reivan?
: Myl, e to jedyna oferta, jak nam zoy. Nie bdzie adnej dyskusji nad
warunkami. Jeli sprbujemy si targowa, wicej nic od niego nie usyszymy.
: A te warunki?
: Jedyny, ktry nie brzmi rozsdnie, to ten, e im przypada caa zdobycz. W krtkim
czasie wpadn na to, e jeli zaczekaj, a piraci zaatakuj statek handlowy, zdobd na nich
wikszy up.
Imenja znowu zwrcia si do posaca.
- W imieniu mojego ludu zgadzam si na te warunki. Jeli podasz mi pooenie tych
wysp, o ktrych mwie, wyruszymy tam ju jutro.
Posaniec wydawa si zaskoczony, ale zadowolony. Poda jej kierunek, potem skoni
si z szacunkiem na poegnanie i podszed do burty. W przeciwiestwie do modych wojownikw, ktrzy skakali do wody, ten ostronie zjecha po linie i wsun si w wod prawie bez

plusku.
Imenja skina na Reivan, ktra stana u jej boku.
- Wci si obawiasz, e zajm miejsce piratw i stan si najwikszym zagroeniem
dla eglugi na tych wodach? - spytaa cicho. - Nie martw si. Dopilnuj, eby dwa razy si zastanowili, nim tego sprbuj.
Ciepy ciar spoczywa midzy opatkami Aurai. Po wielu godzinach lotu Figiel
zacz si nudzi, ale rozumia - by moe instynktownie - e nie moe opuszcza schronienia
w plecaku. Zrobi wic co, czego mu szczerze zazdrocia: zasn.
Nocny pejza w dole niechtnie ukazywa szczegy. Rne odcienie mroku
wyznaczay odmienne tereny: las by ciemniejszy ni pola, woda prawie cakiem czarna. Od
czasu do czasu ksiyc znajdowa jak szczelin w chmurach i Auraya moga rozrni drogi
i domy.
Teraz w dole pojawia si aberracja, zakcenie naturalnego wzorca na granicy ldu i
morza. Kiedy ksiyc ponownie zala ziemi blaskiem, ukaza ostre kty i labirynt
przecinajcych si linii. Dwie budowle chwytay wiato i zdawao si, e je odbijaj - Kopua
janiaa niczym drugi ksiyc, na wp zagrzebany w ziemi, a Biaa Wiea sterczaa w gr
jak wysunity oskarycielsko palec.
Kierujc si do Wiey, raz jeszcze si zastanowia, na jakie przyjcie moe liczy. Czy
caa czwrka Biaych j powita? Bd zagniewani czy peni wspczucia? Czy powinna
przeprasza albo si tumaczy? Zmniejszajc wysoko, przygotowaa si na spotkanie, ktre
prawdopodobnie okae si kopotliwe, jeli nie nieprzyjemne.
Kiedy dotkna stopami dachu Wiey, wiat wok pociemnia - to chmury znowu
przesoniy ksiyc, Nikt nie wyszed jej na spotkanie. Odczekaa chwil, po czym zamiaa
si cicho.
Uznaam, e bogowie uprzedz Jurana o moim przybyciu. Wyglda na to, e jednak
nie.
Podesza do drzwi, troch rozbawiona wasnym rozczarowaniem.
Moe czekaj wewntrz... Albo w moim pokoju.
Wesza pod dach, cicho otwierajc i zamykajc za sob drzwi. Schodzc po schodach,
nie spotkaa nikogo, nawet sucych. Przed swoimi pokojami zatrzymaa si, nasuchujc, ale
ze rodka nie dochodziy adne dwiki. Otworzya i przekonaa si, e jej kwatera jest
ciemna i pusta.
Zrzucia plecak i stworzya iskierk wiata, zaspany Figiel wyczoga si na zewntrz,
zamruga, wskoczy na fotel i zwin si w kbek. Pogaskaa go i rozejrzaa si.

Wszystko byo takie, jak w dniu jej odlotu, ale nie czua si tu jak w miejscu, ktre
opucia. Nie cieszyli si, wracajc do znajomego otoczenia. Przechodzc z pokoju do pokoju,
zastanawiaa si, czy ten brak radoci z powrotu do domu bierze si std, e przez najblisze
dziesi lat miao to by raczej wizienie.
Usiada na brzegu ka i przekrcia piercie na palcu.
Podczas dugiego lotu, kiedy nic nie zwracao jej uwagi, wiele mylaa. Z pocztku
uznaa, e nie warto drczy si tym, co niesie przyszo. Zostaa ustalona i nic nie moe
zrobi, by j zmieni. Co jednak nie dawao jej spokoju i w kocu musiaa przyzna, e ma
wybr, nawet jeli inne moliwoci wydaj si gupie albo mieszne. Zacza si nad nimi
zastanawia i rozwaa konsekwencje, choby po to by sam siebie przekona, e nie s to
drogi, jakimi chciaaby pody.
Zanim jednak dotara do Jarime, zdaa sobie spraw, e niektre nie byy takie gupie,
jak wydawao jej si na pocztku. e jeli je wybierze, moe by szczliwsza, a przynajmniej
bardziej uyteczna dla wiata.
A rwnoczenie przeraay j. Uznaa w kocu, e zanim cokolwiek zdecyduje,
najpierw musi si wyspa. Chciaa si te czego dowiedzie.
Pooya si i powoli zapadaa w sen. Kiedy uznaa, e nadszed waciwy moment,
wymwia imi.
: Mirar!
Po dugiej chwili oczekiwania, odpowiedzia jej znajomy gos.
: Aurayo! To naprawd ty?
: Ja. I chc ci o co zapyta.
: Tak?
: Czy bd moga nauczy innych twojego Daru uzdrawiania?
: Tylko w rzadkich okolicznociach.
: Jakich okolicznociach?
Nie odpowiedzia.
: Mirarze!
: Czy bogowie postanowili ju, jak ci ukara? zapyta.
: Tak.
: I jaki wydali wyrok?'
Zawahaa si. Jeli mia zamiar narobi kopotw, to wiedza, e przez dziesi lat nie
wolno jej opuszcza Jarime, moe go do tego zachci.
: To nie twoja sprawa, owiadczya.

: Nie? Uznaj to za wymian informacji. Powiem ci, jakie okolicznoci ograniczaj


moliwo nauki, w zamian za wiadomo o tym, jak bogowie ci ukarali.
Zirytowaa si troch, ale zapanowaa nad tym. Moe przecie zdradzi mu tylko
cz prawdy.
: Odesali mnie z powrotem do Jarime.
: Aha. Czyli Siyee pozostali bez uzdrowiciela, co tumaczy, dlaczego interesuje ci
moliwo nauczania innych tego Daru. Ukarali ci, karzc Siyee. Zgaduj, e niewiele
wicej mogli ci odebra.
: Nie spodziewae si, e zabior mi umiejtno latania?
: Nie. Od dnia, kiedy nauczyem ci uzdrawiania, podejrzewaem, e ta umiejtno
jest wycznie twoja. Teraz jestem tego pewien.
Dreszcz przebieg jej po plecach.
: O co ci chodzi?
: Bya potn czarownic, zanim jeszcze przyczya si do cyrklian. O wiele
wczeniej dostrzegem w tobie potencja. Czy ci nie dziwi, e inni Biali nie otrzymali takiej
umiejtnoci?
: Tak, ale oni nie mieli wyrusza do Si.
: Nie? Sama odkrya t zdolno. Gdyby bogowie chcieli, by j posiada, eby
atwiej zaprzyjani si z Siyee, czy nie przekazaliby ci jej ceremonialnie, z fanfarami, eby
ludzie ich za to podziwiali?
: Ale jeli Juran jest silniej Obdarzony ode mnie, na pewno potrafiby si tego
nauczy.
: A prbowaa go uczy?
Zastanowia si. Prby Jurana nie doprowadziy do niczego.
: Ale to czynioby mnie bardziej Obdarzon... silniejsz... od niego!
: Nie, jeli bogowie ci hamuj. Postawili ci na trzecim miejscu, ale kiedy okazao
si, e masz wiksze moliwoci, ni wskazywaaby na to twoja pozycja, musieli ci
zablokowa.
: Skd to wszystko wiesz? zapytaa gniewnie.
: Nie wiem. Zgaduj. Wiem jednak, e jeste silniejsza, ni ci si wydaje. Silniejsza, ni
to zaplanowali bogowie. Wyczuem to w dniu, w ktrym prbowaa mnie zabi.
Auray ogarno zniechcenie.
: Nie odpowiedziae na moje pytanie. Jakie okolicznoci pozwol mi naucza innych
twojego Daru uzdrawiania?

Milcza przez chwil, nim odpowiedzia.


: Tylko bardzo silnie Obdarzeni czarownicy potrafi go opanowa. By moe inni
Biali te byliby do tego zdolni. By moe nie.
Serce jej zadrao. A wic aden kapan ani Siyee nie wrci do Si, by zwalcza
sercoera.
: Jakie inne okolicznoci maj znaczenie?
: Czy mwiem, e s jakie inne?
: Mwie w liczbie mnogiej.
: Istotnie. No wic tak: jeli nawet znajdziesz kogo dostatecznie Obdarzonego, by
zdoa opanowa mj sposb uzdrawiania, bogowie mog go zabi. Pamitaj, Huan
powiedziaa, e ta metoda jest zakazana.
: Dlaczego?
: Tego nie mog ci powiedzie.
: Nie moesz czy nie chcesz?
: Nie powiem.
: Dlaczego nie?
: Tego te nie mog ci powiedzie.
Czua, jak narasta w niej gniew na wasn bezradno. Odetchna gboko.
: Wic dlaczego mnie te nie zabij?
Jeste Bia.
: Czyli gdybym nie bya, toby mnie zabili?
: Tak. A moe i nie. To zaley, czy mwisz o sytuacji, zanim zostaa Bia, czy potem.
Jeli przedtem, to tak.
: A gdybym staa si by Bia, wtedy nie?
: Nie jestem pewien. Zastanawiasz si, czy tego nie rzuci?
Milczaa, wiedzc, e jeli zaprzeczy, on wyczuje kamstwo.
: Bo jeli tak, podj, bogowie mog si rozgniewa do tego stopnia, e i tak ci zabij.
Co prawda nie bdzie im atwo zamordowa kogo tak potnego... Moesz si im wymkn.
Ale wiem, jak to jest by ciganym i przeladowanym przez bogw. Nie chcesz takiego ycia,
Aurayo.
: Nie, zgodzia si. I nie mam zamiaru sta si nieprzyjacik bogw. Dzikuj, e
odpowiedziae na moje pytanie, Mirarze, chocia nie w peni.
: Odpowiedziaem tak samo w peni, jak ty odpowiedziaa na moje, rzek.
Powodzenia.

Zerwa cze, a ona westchna. Jest za sprytny, uznaa. Ale sprytny czy nie, nie wie
przecie wszystkiego.
Wiedzia jednak o wielu rzeczach, o ktrych ona nie miaa pojcia. O kilku
zorientowaa si z ich rozmowy, cho musiaa bra pod uwag moliwo, e nie mwi jej
prawdy. Niewielka bya szansa, e wypi si dzi w nocy.
A jednak, zanim Figiel wskoczy mikko na ko i zwin si obok niej, zdya
pokona drog od jawy do snu.
Wchodzc do sypialnej sadzawki, Imi ochlapaa ciao. Westchna z rozkosz, gdy
chodna woda zwilya skr.
Jak ojciec to robi, mylaa. Godzinami sucha gadania tego kupca, a ta tkaczka tylko
jczaa i narzekaa.
Kiedy poprosia ojca, eby pozwoli jej usi przy sobie, gdy wysuchuje prb, skarg
i raportw poddanych, zgodzi si - jednak pod warunkiem, e bdzie tam siedzie tak dugo
jak on. Wkrtce si przekonaa, e takie audiencje zajmuj mu codziennie wicej godzin, ni
przypuszczaa, i e w wikszoci przypadkw s potwornie nudne.
Podejrzewaa, e ojciec nalega, by zostaa z nim przez cay czas, wanie po to, eby
stracia zainteresowanie i daa mu spokj. Testowa jej cierpliwo. A moe zwyczajnie
chcia, by si uczya, jak rzdzi krlestwem...
Ta myl napenia j rwnoczenie lkiem i niecierpliwoci. I smutkiem, poniewa
dzie, w ktrym obejmie wadz nad wyspami Borra, bdzie dniem mierci jej ojca.
Jednak wytrzymaa przy nim i w kocu cierpliwo zostaa nagrodzona. Zrozumiaa
bowiem, e wielu kupcw i wojownikw, a nawet niektrzy dworzanie mog zyska na
traktacie z pentadrianami. Wskazywaa to ojcu za kadym razem, gdy pyta, co myli o danej
osobie. Kiedy wreszcie postanowi wysa posaca do pentadrian, jej serce zapiewao pie
zwycistwa.
Teraz, kiedy miaa czas si zastanowi, wtpliwoci zaczy podkopywa jej
wczeniejsz pewno. Wysza z sadzawki i zacza kry po pokoju.
A jeli pentadrianie oka si niegodni zaufania? Jeli powrc i jako wedr si do
miasta? Jeli zgin ludzie, i to z jej winy?
Imenja na to nie pozwoli, powiedziaa sobie. Jest dobrym czowiekiem. I ma potne
Dary. Nikt nie omieli si by wobec niej nieposuszny.
Jednak kiedy tylko Imi nie martwia si o przyszo, jak sprowadzia na swj lud,
zaczynaa si martwi, czy ta przyszo si zrealizuje. Pentadrianie mog si nie zgodzi na
warunki narzucone przez ojca. Mog uzna, e Elai nie maj nic wartego handlu albo e s za

sabi, by by uytecznym sojusznikiem.


Nawet jeli to prawda, nawet jeli z traktatu nic nie wyjdzie, wiele si dla nas
zmienio.
Pamitaa blask oczu wojownikw, ktrzy zatopili piracki statek.
Ojcu nieatwo bdzie powstrzyma ich od ponownych prb. Albo sprawdzania innych
sposobw szkodzenia piratom. Moe im zakaza, ale to im si nie spodoba.
Zmarszczya czoo.
Czy to jedyny powd, dla ktrego wysa goca? Boi si, e ludzie bd oburzeni, albo
wrcz zwrc si przeciw niemu, jeli odmwi im szansy zemsty? Czy uwaa, e nie ma wyboru?
Czy to moja wina?
Nie, powiedziaa sobie. Nawet jeli sdzi, e powinna ustpi wojownikom, nie musi
w to wcza pentadrian. Nie s nam potrzebni do zwalczania piratw.
Jeli jednak piraci oka si zbyt potnym przeciwnikiem, Elai przyda si
sprzymierzeniec - taki jak pentadrianie. Kto, kto im pomoe.
Jeli to... Jeli tamto... Za duo tych jeli.
Usyszaa pukanie do drzwi. Patrzya, jak Teiti wychodzi ze swojego pokoju i otwiera.
Odetchna z ulg, kiedy wszed Rissi.
- Witaj, ksiniczko.
- Rissi - odpara.
Oto tak wyczekiwana moliwo oderwania si od rozmyla o traktacie. Zastanowia
si, jak dugo chopak tu zostanie. Moe mogliby zagra w jak gr - cokolwiek, byle tylko
zapomnie o tych zmartwieniach.
Poprowadzia go do krzesa.
- Teiti, polij po co do picia. Moe te co do jedzenia? Ciotka popatrzya na chopca
spod zmruonych powiek, po czym skina gow i wysza. Imi usiada, a Rissi take ostronie zaj miejsce. Na ramionach mia ciemne, sine plamy.
- Co z tob? - spytaa. Skrzywi si.
- wiczyem.
- Co wiczye?
- Walk.
- Po co? - Zmarszczya czoo. - Chyba wy, chopcy, nie bawicie si znowu w wojn?
Co?
Wyszczerzy zby.

- Nie. Ja i kilku innych chodzimy na regularne lekcje wojownictwa.


- Och... - Wzruszya ramionami. - Nie jestecie na to troch za modzi, ty i twoi
koledzy?
Spojrza na ni niechtnie. - Nie.
Przygryza warg, pojmujc, e go urazia. Chopcy zawsze s tacy. Zawsze chc by
starsi.
- Oczywicie, e nie - zapewnia przepraszajcym tonem. - Czy to co, co robi
wszyscy synowie kupcw?
Odwrci gow.
- Musimy umie si obroni, kiedy opucimy miasto. Przyjrzaa mu si uwanie. Tu
chodzio o co wicej... Zerkn na ni z ukosa i wzruszy ramionami.
- A poza tym nie chc by kupcem. Chc zosta wojownikiem.
Zdziwienie zmienio si w lk. Jeli zostanie nim teraz, moe zgin, kiedy wojownicy
bd atakowa piratw. I to take bdzie jej wina.
- Pierwszy Wojownik obieca mi, e jak bd do duy, znajdzie si dla mnie miejsce
wrd rekrutw - owiadczy Rissi. - Jeli przejd prby. Ojcu si to nie podoba, ale nie moe
mnie powstrzyma.
- Dlaczego? - wyjkaa Imi. Rozoy rce.
- Bo chce, ebym przej po nim handel.
- Nie. Pytaam, dlaczego chcesz zosta wojownikiem. Przez chwil przyglda jej si
w milczeniu, po czym wolno rozcign wargi w umiechu.
- Poniewa, ksiniczko Imi, pewnego dnia mam zamiar ci polubi.
Teiti uratowaa j z koniecznoci wymylania odpowiedzi. Drzwi otworzyy si
gwatownie i ciotka wkroczya do pokoju, balansujc tac z jedzeniem w jednej rce i
ciskajc w drugiej dzbanek. Ustawia je na stole obok Imi i Rissiego, po czym si
wyprostowaa.
- Krl... przysya ci wiadomo... ksiniczko - oznajmia. Podczas wizyt Rissiego,
zawsze starannie akcentowaa tytuy. - Wrci posaniec wysany do pentadrian. Zgodzili si
na wszystkie warunki.
Imi podskoczya.
- Zgodzili si! To cudownie! Musz natychmiast porozmawia z ojcem!
Nie zwaajc na protesty Teiti, e wanie przyniosa poczstunek, oraz dumny
umieszek Rissiego, skorzystaa ze sposobnoci, by uciec.
Idc pospiesznie przez korytarze paacu, czua lekk irytacj.

Powinnam teraz si cieszy, mylaa, ale Rissi wszystko popsu. Nie wiedziaam, co
odpowiedzie. Nigdy jeszcze nie byam taka zakopotana! I skd mu si wzi pomys, e jeli
zostanie wojownikiem, bdzie mg si ze mn oeni?
I wtedy sobie przypomniaa: przecie sama mu o tym mwia. Powiedziaa, e ojciec
pewnie wyda j za kogo z krlewskiego rodu, chyba e jaki dowdca czy wojownik zrobi
na nim wraenie i ojciec postanowi zasili rd dawk wieej krwi.
Nieatwo bdzie zaimponowa ojcu, pomylaa. Ale Rissi postanowi sprbowa.
Co zreszt bardzo jej pochlebiao. Czy ktry z jej bliszych i dalszych kuzynw i
krewnych by tak zrobi? Raczej nie.
Umiechna si. potem zwolnia kroku i zacza si zastanawia, gdzie moe
znale krla.

48
- Aha, ju jest. - Tamun spojrzaa znad swego krosna w stron wejcia do jaskini.
Emerahl obejrzaa si take i zobaczya Surima, wspinajcego si po schodach. Na
szyi nis gigantycznego wa, grubego jak mskie udo i tak dugiego, e dwukrotnie owija
mu ramiona. Pod cian jaskini, gdzie zwykle szykowali posiki, schyli si i zrzuci go z
siebie.
Spojrza na Emerahl i umiechn si szeroko.
- Kolacja. Wieczorem czeka nas wspaniaa uczta. Emerahl przygldaa si wowi ze
zgroz.
- Wspaniaa, ale do monotonna, jeli to wszystko, co przyniose - stwierdzia
Tamun.
- Mam wicej - odpar z wyrzutem i sign do plecionej sakwy, wczeniej
przesonitej cielskiem wa. Wyj kilka rolin, co Emerahl przyja z ulg.
Popatrzya na lecego wa.
- Jada ju kiedy takkera? - zapyta Surim. Z trudem oderwaa wzrok od martwego
gada. - Nie.
- S znakomite. Miso maj podobne do breemw, ale o wyraniejszym smaku.
- Powiniene zapa co bardziej konwencjonalnego - upomniaa go Tamun, nie
przerywajc pracy. Z umiechem zerkna na Emerahl. - Nie musisz tego je. Troch trwao,
zanim si dostosowalimy do tej okolicy, ale w kocu przyzwyczailimy si do nietypowych
elementw tutejszej diety. Ty jeste naszym gociem. - Spojrzaa gronie na brata. - Nie
mona wymaga, eby jada takie rzeczy. Drwico unis brew.
- Oczywicie. Powinna by traktowana z wyjtkow uprzejmoci. Dostawa to, co
najlepsze. Rzadkie smakoyki, jak na przykad pieczony takker.
- Sprbuj - zapewnia szybko Emerahl w nadziei, e uda jej si zaegna kolejny
cigncy si bez koca spr. Nie o to chodzi, e takie przekomarzania w czymkolwiek
szkodziy, mogy jednak trwa godzinami. I czsto trway. - Jeli nie bdzie mi smakowa,
chtnie zjem jarzyny.
Surim umiechn si szeroko.
- Dzikuj ci, Emerahl. Moesz take sprbowa tego... Wyj z sakwy pajka co
najmniej dwa razy takiego jak do.
- artujesz sobie ze mnie - wykrztusia Emerahl.

- artuje - burkna gniewnie Tamun. - Przesta, Surim. Skrzywi si aonie.


- Ale to takie zabawne... Ju od tak dawna nie miaem z kim poartowa, a nieatwo
jest nabra kogo tak starego, jak ty.
Emerahl spojrzaa na Tamun.
- I znosisz to od jak dawna?
- Prawie dwa tysiclecia - odpara spokojnie dziewczyna. - Mona by sdzi, e po tak
dugim czasie zrozumie, e te jego arty wcale nie s zabawne. To tak, jakby czowiek bez
przerwy musia wysuchiwa tego samego dowcipu. Niektrzy nazywaj to tortur.
- To, e dugo yj, nie oznacza jeszcze, e musiaem straci poczucie humoru owiadczy. - W przeciwiestwie do niektrych.
- Och, codziennie rozbawiasz mnie do ez - zapewnia oschle.
Emerahl potrzsna gow.
- Nigdy nie przestajecie, co?
- Nigdy - umiechn si Surim. - Nawet kiedy ju si rozdzielilimy.
Blinita zamilky na moment, by spojrze na siebie ze szczerym uczuciem. Emerahl
przygldaa si z namysem to jednemu, to drugiemu.
- Stulecie temu - owiadczya nagle Tamun, patrzc Emerahl prosto w oczy.
Spowaniaa. - Aby wymkn si bogom, ktrzy postanowili oczyci wiat z
niemiertelnych.
Emerahl spojrzaa wystraszona.
- Czy ty wanie...?
- ...odczytaam twoje myli? Nie. - Tamun wzruszya ramionami i wrcia do tkania. Ale dobrze znamy ten wyraz twarzy. Nie przejmuj si - dodaa z umiechem. - Nie czujemy
si uraeni twoj ciekawoci. Moesz pyta.
- W jaki sposb rozdzielenie was uratowao?
- Bogom, jak moe ju wiesz, nieatwo jest wpywa na wiat fizyczny - zacz
tumaczy Surim. Przecign wa na st i go patroszy. - Musz dziaa za porednictwem
miertelnych, najlepiej kogo obdarzonego zdolnociami magicznymi.
, - Dlatego potrzebuj kapanw i kapanek, by wykonywali za nich prac - podja
Tamun. - Kiedy Juran pokona Mirara, zacz ciga pozostaych. Wyroczni atwo byo
znale...
- Zao si, e tego nie przewidziaa - mrukn Surim.
- ...a Farmera udao im si zaskoczy. Za pno dowiedzielimy si o rozkazie bogw,
eby go uprzedzi. Jedynym niemiertelnym, ktrego zdylimy ostrzec, by Mewa.

- Jest starszy od nas wszystkich... - Surim popatrzy Emerahl w oczy. Jego spojrzenie
wyraao szacunek. - Uratowa go jego zwyczaj, by cigle podrowa, ukrywa swoj
tosamo i udawa wychudzonego chopca okrtowego.
- W dodatku ludzie morza pomagaj sobie nawzajem - dodaa Tamun.
- My za to bylimy jednoczenie dobrze znani i wyjtkowo atwo rozpoznawalni
Oczywicie, prbowalimy si ukrywa. .. przez jaki czas nawet skutecznie. Potem bogowie
ogosili, e tacy jak my s obrzydliwoci i powinni by rozdzieleni albo zabici zaraz po
narodzinach. Wszystkie zronite blinita zostay przewiezione do Jarime. Wikszo prb
ich rozdzielenia skoczya si niepowodzeniem.
- Ale byo te kilka udanych - podja Tamun z demonstracyjn radoci. - Tak
przynajmniej mwilimy ludziom. Fakt, e jestemy rozdzieleni, sugerowa, e bylimy
badani przez cyrklian i zyskalimy ich akceptacj, wic absolutnie nie moemy by tymi
synnymi Blinitami.
Emerahl skrzywia si niechtnie.
- Przeklci bogowie...
- Och, nie zo si na nich z naszego powodu - umiechna si Tamun. - Zawsze
planowalimy to zrobi, tyle e nie mielimy odwagi. A gdyby nam si nie spodobao?
Gdybymy nie mogli si z powrotem poczy?
- Niczego nie aujemy - zapewni Surim. - Zreszt z tych rozdziele wynikno take
co dobrego. Kapani uzdrowiciele s teraz sprawniejsi. Wicej dzieci przeywa.
- Ale te, ktre zabili... - Jego siostra potrzsna gow. - Za to nienawidz bogw.
- Midzy innymi - mrukn Surim. Emerahl westchna.
- Ja rwnie, cho mnie osobicie tylko zmusili do ycia w ukryciu. Bardziej ich
nienawidz za to, co zrobili Mirarowi. Gdybymy tylko mogli si od nich uwolni...
- Przecie mona ich zabi - zauwaya Tamun. Emerahl spojrzaa na ni zdumiona.
Tamun wzruszya ramionami.
- Przed Wojn Bogw byo ich wielu, a po niej zostao tylko picioro.
- Teraz ju dziesicioro - poprawi j brat. Tamun nie zwrcia na niego uwagi.
- Pytanie zatem brzmi: czy zabicie boga to czyn, jakiego moe dokona tylko inny
bg?
- A jeli tak, to w jaki sposb moemy przekona, przekupi albo zaszantaowa
jakiego boga, eby to dla nas zrobi? - Surim parskn miechem. - Powiedz jej o zwoju.
- Ach, zwj... - umiechna si Tamun. - W cigu ostatniego stulecia przegldania
umysw, od czasu do czasu trafialimy na pogoski o pewnym zwoju. Podobno zawiera on

histori Wojny Bogw, opowiedzian przez bogini jej ostatniemu sudze, nim zostaa zabita.
Emerahl poczua szybsze bicie serca.
- Gdzie jest ten zwj?
- Nikt tego nie wie - odpar Surim.
- Ale pewni uczeni z Ithanii Poudniowej przez lata zbierali wskazwki i prowadzili
poszukiwania. Ze wszystkich ludzi na wiecie, oni maj najwiksz szans jego odkrycia.
- Chyba e kto inny znajdzie go pierwszy.
Oboje spojrzeli na ni, a ich twarze miay ten sam wyczekujcy, znaczcy wyraz.
Emerahl parskna miechem.
- Jeli chodzi o sugestie, jestecie oboje delikatni jak dunwayski mot bojowy.
Chcecie, ebym go znalaza. - Przerwaa, gdy jej uwag zwrci smakowity zapach. - Czy to,
co czuj, to takker?
- Moliwe... - mrukn Surim.
- Niele pachnie. - Usadowia si wygodniej i zwrcia do Tamun. - No wic co
jeszcze moecie mi powiedzie o tym zwoju i uczonych z Ithanii Poudniowej?
Wyspa leaa dalej od ldu ni Borra. Kilka malutkich wysepek wskazywao drog, a
kada przypominaa Reivan niewielk zatopion gr. Kiedy statek wpyn do osonitej
laguny, ktr krl Elai wybra na miejsce spotkania, nagle uwiadomia sobie, e znajduj si
w kraterze, cakiem podobnym do tych, ktre widywaa w Avvenie. Te wyspy naprawd byy
zatopionymi grami. Jak szereg onierzy, wielkie grskie pasmo przecinajce Ithani
Pnocn rozcigao si nie tylko od Dunwayu do Si, ale dalej w gb oceanu.
Lagun otaczaa wska plaa. Porodku czekaa niewielka grupka ciemnych sylwetek.
- Jest wrd nich Imi - stwierdzia Imenja.
- To dobrze - umiechna si Reivan. - Miaam nadziej, e spotkamy j jeszcze przed
powrotem do domu Choby po to, by si upewni, e jest zdrowa i bezpieczna.
- Wiemy, e jest zdrowa i bezpieczna.
- No tak, ale ja nie potrafi czyta w mylach.
- Nie wierzysz mi? Reivan parskna miechem.
- Oczywicie, e wierz. Ale to nie to samo, co osobicie si przekona. To jakby kto
mwi mi, e co jest smaczne, ale sama nie mogabym sprbowa.
Imenja zerkna na ni z ukosa.
- Jak buszlaki?
Reivan uznaa, e nie musi na to odpowiada. Skina gow w stron play.
- Czy jest tam krl? - Tak.

- I co myli o tym wszystkim?


- Jest podejrzliwy, ale dostrzega dobre strony. Jest te zadowolony z siebie, e
przeforsowa swoje warunki. I rwnoczenie dumny z Imi i troch przestraszony.
- Przestraszony?
- Tak. Przygody j zmieniy. Trudno mu si pogodzi z faktem, e jego creczka
wrcia cakiem dorosa. Jest czowiekiem, ktry nie lubi zmian. - Zamilka na chwil - Jest z
nim jeszcze kto. Kapanka. Zastanawia si, czy krl zmodyfikuje traktat w sposb, jaki mu
sugerowaa.
- To znaczy jak?
Imenja umiechna si lekko.
- Obawia si, e Elai dadz si skusi naszym bogom. Dlatego chce, eby zakaza
nauczania naszej religii. *
- I co zrobisz?
Imenja nie odpowiedziaa. Podszed kapitan z wiadomoci, e szalupa ju czeka.
Drugi Gos kiwna gow i obejrzaa si na Reivan.
- Masz wszystko?
W odpowiedzi Reivan uniosa nieprzemakalny worek, wypakowany pergaminem,
atramentem i rnymi przyrzdami do pisania.
- Chodmy wic tworzy histori.
Razem zeszy do odzi. Gdy tylko zajy miejsca, marynarze zaczli wiosowa. Nikt
si nie odzywa. Kiedy piasek zgrzytn o dno, wiolarze wyskoczyli i wycignli szalup z
wody. Imenja i Reivan wysiady. Zaoga czekaa przy odzi, a one ruszyy w stron grupy
Elai.
Tak jak przy poprzednim spotkaniu, krl czeka otoczony krgiem wojownikw. Imi
staa z jednej strony, a stara kobieta z drugiej. Kobieta miaa zot biuteri i pikn szat;
Reivan mogaby j wzi za krlow, gdyby nie wiedziaa, e matka Imi nie yje. Nie, to
musi by ta kapanka... Jeszcze jeden mczyzna sta o kilka krokw za wadc, a u jego stp
leay dwa kamienne bloki.
- Witaj, krlu Aisie, wadco Borra - rzeka Imenja.
- Witaj, Imenjo, Drugi Gosie - odpowiedzia. Imenja zwrcia si do Imi.
- Witaj, ksiniczko Imi. Jak ci idzie po powrocie do domu i dawnego ycia?
- Dobrze, Drugi Gosie - umiechna si Imi. Imenja z umiechem zerkna na
Reivan.
- Ciesz si. Czy teraz omwimy warunki traktatu? - spytaa krla.

Skin gow. Reivan suchaa uwanie, jak dyskutuj o kwestiach wojny i handlu.
Kiedy uzgadniali sformuowania kolejnych artykuw, notowaa wszystko szarym rysikiem
na maych kawakach pergaminu. Kady punkt by starannie rozwaany i mino sporo czasu,
nim pojawia si kwestia religii.
- Mj lud jest zadowolony, oddajc cze Huan - zapewni krl. - Rozumiemy jednak,
e to, co nowe, moe by kuszce i e nawet niewielkie rnice religijne mog prowadzi do
bardzo powanych konfliktw. Dlatego musz prosi, ebycie nie prbowali nawraca
adnych Elai, czy to nauczajc wiary w nowych bogw, czy te speniajc proby o tak
nauk.
- Nasi ludzie bd zachowywa swe praktyki religijne dla siebie - zapewnia go
Imenja.
Reivan z trudem si powstrzymaa, by nie spojrze na ni ze zdumieniem. Dotkna
wisiora na szyi.
Jeli si na to zgodzisz, Nekaun nie uzna tego traktatu za wartociowy.
: Nie, ale z czasem sam si przekona, e im bardziej co jest zakazane, tym bardziej
pewni ludzie bd tego pragn.
- Ja take chciaabym zastrzec w traktacie pewne sprawy - powiedziaa Imenja gono.
Krl zdziwi si.
- Tak?
- Niektrzy w mojej ojczynie wyraaj niepokj, e twoi poddani mog rabowa
kupcw: albo czekajc, a piraci zaatakuj ich statek, zanim sami zaatakuj piratw, albo
uderzajc bezporednio na jednostki handlowe. Zapewniam ich, e tak si nie stanie, ale chc
twojej obietnicy.
- Maj moje sowo, e wojownicy stosujcy takie praktyki zostan ukarani.
Imenja skonia gow.
- Zmie wojownicy na Elai i podaj, jaka kara ich czeka, a moi rodacy bd
zadowoleni. Musz te zaznaczy, e jeli odkryjemy, i twoi poddani zaczli w ten sposb
rabowa nie - piratw, uznamy to za zamanie warunkw traktatu.
- To rozsdne - zgodzi si krl. Imenja spojrzaa mu w oczy.
- Dowiem si o tym - zapewnia. - W ten sam sposb, w jaki si dowiedziaam, e
kupiec, ktry odkupi Imi od piratw, jest winien, e twoi wojownicy pyn za moim statkiem
i e do twego miasta istnieje drugie wejcie, skd stranicy wypatruj piratw. Czego nie
potrafi zobaczy za pomoc Talentw, jakimi obdarzyli mnie bogowie, o tym mwi mi oni
sami. Dowiem si, jeli twoi poddani zostan rabusiami.

Zmarszczka na czole krla pogbia si, kiedy zrozumia, co do niego mwi. Spojrza
na Imi, ktra nagle wydaa si troch przestraszona. Ale wyprostowaa si.
- Mwiam ci, e jest czarownic - powiedziaa ojcu.
- Ale tego nie wiedziaa - mrukn. Pokrcia gow.
Krl znowu zwrci si do Imenji. Zmruy oczy.
- Jak mam pewno, e nie wrcisz tu na czele flotylli statkw i nie zdobdziesz
mojego miasta?
- Nie interesuje mnie zdobywanie twojego miasta - odpara z umiechem. - Nie tylko
ley w zbyt wielkiej odlegoci od mojego domu, ale te co mi przyjdzie z podziemnego
miasta wielkoci avveskiej wioski? Widz natomiast wiele korzyci pyncych z handlu i z
tego, e morza bd bezpieczne dla kupcw. Obie strony tego traktatu ryzykuj. Wy wierzc,
e nie interesuje nas podbijanie waszego ludu, my liczc, e tego, czego was nauczymy, nie
wykorzystacie niewaciwie. Uwaam, e sprawa warta jest tego ryzyka.
Krl pokiwa gow.
- Miaem wtpliwoci. Przyznaj, e mam je nadal. Ale mj lud nie moe wci trwa
w niezmienionym stanie. Dlatego skonni jestemy podj to ryzyko.
Odwrci si do mczyzny za sob. Reivan zauwaya, e jedna z kamiennych pyt
pokryta jest znakami pisma Elai.
- Przynie je tu, a my bdziemy patrze, jak nasze sowa rzebisz w obietnice. Spojrza na Imenj. - Spiszemy nasz traktat w obu jzykach.
- I na sposb obu naszych ludw - zgodzia si Imenja.
Zerkna na Reivan. Ta kiwna gow na to niewypowiedziane polecenie, otworzya
ceratowy worek i wydobya pergamin, atrament i desk, ktra miaa suy jako pulpit.
- To nigdy nie wytrzyma w wodzie - mrukn skryba Elai.
Reivan umiechna si, wyja kapsu na wiadomoci, futera z naoliwionej skry,
wosk i zwj sznura.
- Wytrzyma - uspokoia go.
Nie wydawa si przekonany. Reivan wzruszya wic ramionami, ze skrzyowanymi
nogami usiada na piasku i zacza pisa.
Pomidzy Mirarem i pierwszymi drzewami lasu rozciga si gadki i stromy dywan
niegu. Uzna, e najatwiej bdzie zej zygzakiem. Gdyby poszed prosto w d, mgby
straci rwnowag.
Czy to tak bardzo le? zapyta sam siebie. Zjazd byby pewnie szybszy od marszu.
Spojrza na drzewa w dole... Cho mniejsze od tych w gbi lasu, byy jednak rwnie twarde.

Gdyby zjeda na olep w chmurze niegu, mgby nie widzie drogi przed sob. Mgby nie
zauway drzewa na czas, by uy magii i zahamowa, zamiast uderzy o pie.
Tak, powiedzia sobie. To bardzo le.
Obejrza si na szczyt gry i westchn. Kilka razy w yciu zdarzyo mu si
zawdrowa w tak wysokie i niegocinne tereny, jednak zawsze w towarzystwie innych.
Widoki zapieray dech, ale szlak by miejscami zdradziecki. Wydostanie si z zasypanej
jaskini wymagao tylko brutalnej siy magicznej, za to unikanie pokrytych niegiem szczelin
okazao si wikszym wyzwaniem.
Powoli ruszy przez otwarte zbocze. nieg by sypki, ale niezbyt gboki. Przy kadym
kroku spywa kaskadami w d.
W poowie drogi przystan, by si rozejrze.
I po chwili uwiadomi sobie, e nadal si porusza. Cae zbocze si poruszao.
Serce zamaro mu na moment, po czym zaczo bi jak szalone. Gadka powierzchnia
falowaa i marszczya si. Instynkt ucieczki kaza odwrci si i pogna w gr, ale jego
dawna cieka bya ju cakiem zasypana, gdy nieg z gry nasun si na nieg z dou.
Krpowa mu nogi. Mirar usiowa zachowa rwnowag, ale bez skutku. Kiedy upad
na bok i zacz si zsuwa, nieg przelewa si nad nim jak fale przyboju.
Nie wpadaj w panik, upomina si. Zjad tylko na sam d. Jedyne
niebezpieczestwo to brak powietrza i te drzewa...
cign magi i otoczy si barier, dodajc nieco miejsca przed twarz, by mc
oddycha. Czu, jak stacza si po stoku. A potem zwolni nage i znieruchomia, przysypany
niegiem. Nacisk na barier rs.
Zasypuje mnie.
W pamici bysny wspomnienia czasu, kiedy lea pod gazami. Gdzie w gbi
zbudzia si groza. Walczy z ni, zmuszajc si do powolnych oddechw. Nacisk by ju
dostatecznie silny, by go zmiady.. Gdyby na chwil si zdekoncentrowa, bariera by
znikna i....
Czemu by jej nie pozwoli?
Odrtwienie zaczo zastpowa strach.
Czemu nie zrezygnowa z takiego ycia? Odkry, co czeka poza nim? Sudzy bogw
mog ci dopa i zabi ju za kilka tygodni, kiedy dotrzesz na wybrzee. Dlaczego masz im
na to pozwala? Zgi tutaj i odbierz im satysfakcj. Wyobra sobie, jak przez wieczno bd
si zastanawia, dokd si wymkne...
Zimno niegu byo niczym w porwnaniu z jego rozpacz.

Po co mam y? Mj lud jest coraz mniej liczny, nie mog da si im pozna, nie
naraajc ich ycia. Kobieta, ktr kocham, jest tak daleko poza moim zasigiem, jak to tylko
moliwe. Trwa Era Piciorga i nie ma w niej dla mnie miejsca. Powinienem...
- Przesta by taki aonie melodramatyczny - powiedzia gono.
Zamkn oczy, wcign w siebie potny strumie magii i przekierowa go. Rozleg
si guchy huk. Biel ponad nim poleciaa w gr, rozpada si i posypaa na boki. Kiedy
opada, usiad i si rozejrza.
Znalaz si wewntrz wielkiego krateru. Wsta, wspi si na jego cian i odwrci,
podziwiajc swe dzieo. Dziura wygldaa cakiem imponujco.
Umiechn si.
Jaki cie przemkn obok jego cienia i Mirar przesta si umiecha. Unis gow i
zobaczy dwjk odlatujcych Siyee.
Westchn, odwrci si i poczapa w stron lasu.

49
Auraya zatrzymaa si i spojrzaa na Otarz. Podniesione ciany odcinay go od wiata.
Odtwarzaa w pamici sceny minionego dnia.
Figiel zaanonsowa jej powrt, kiedy zdoa si jako wymkn z pokoju i odszuka
veeza Mairae. Wkrtce potem Auraya zostaa wezwana do kwatery Jurana. Czekaa tam ju
Mairae z oboma zwierzakami.
- Czemu nas nie zawiadomia o swoim powrocie? - zapyta j Juran.
- Spodziewaam si, e bogowie was uprzedz. Zdziwiam si, e nie wyszlicie mi na
spotkanie. - Wzruszya ramionami. - Byo pno i nie chciaam nikogo budzi.
Pokiwa gow.
- Opowiedz mi teraz o wszystkim, co si dziao od chwili, kiedy odkrya, e Mirar
jako Leiard przebywa w Si.
No wic opowiedziaa mu wszystko. Zajo to kilka godzin. Od czasu do czasu
przeryway jej pytania innych Biaych - Dyara i Rian take suchali, poprzez cze z Juranem.
Kiedy wreszcie skoczya, Juran wrci do boskiego wyroku i zapyta, czy skonna
jest go uzna.
- Jeli o mnie chodzi, to tak - odpowiedziaa. - Ale trudno mi si pogodzi z faktem, e
kara za moje czyny spada na Siyee.
: Powinna si zastanowi nad moliwymi konsekwencjami dla Siyee, zanim okazaa
nieposuszestwo bogom, rzeka Dyara.
- Nigdy bym nie pomylaa, e bogowie bd tak... tak... e podejm tak decyzj odpowiedziaa.
: Nadal wtpisz w bosk mdro, stwierdzi Rian.
- Tak - przyznaa. Wygosi ju kilka takich podniosych uwag. - Gdyby skonno do
zgaszania wtpliwoci nie bya wymagana dla zostania Bia, bogowie by mnie nie wybrali. I
z pewnoci zredukowaoby to liczb kandydatw na ceremoniach Wyboru.
Auraya pamitaa, e Mairae umiechna si wtedy, ale gdy Juran na ni spojrza, jej
twarz wyraaa tylko surowo i dezaprobat.
Wtedy to sobie uwiadomiam: oni wszyscy uwaali, e powinni mnie traktowa jak
skarcone dziecko, e musz ukrywa wszelk sympati, jak odczuwaj dla mnie czy dla
moich dziaa.
: Niewielu jest godnych suby bogom, powiedzia wtedy Rian.

Skrzywia si niechtnie.
Wiem, e byam gupia, pomylaa. Nie auj tego, poniewa do wyboru miaam
tylko zostanie hipokrytk i morderczyni. Ale chciaabym, by ta moja gupota nie szkodzia
Siyee. Zrobiabym wszystko, by do tego nie dopuci.
Juran prbowa zaegna ich ktni. Powiedzia, e wszyscy powinni si stara
wsppracowa i unika niepotrzebnych konfliktw. Wszystko powinno by takie jak
dawniej.
Mairae popatrzya na niego smutnie.
- Wtpi, czy cokolwiek bdzie jeszcze takie jak dawniej - mrukna.
Auraya nie bya pewna, co ma na myli. Moe siebie? Czyby boskie decyzje
wzbudziy wtpliwoci u jeszcze jednej Biaej?
A moe Mairae chodzio o wszystkich Biaych? Czy tylko o Auray?
Wyranie jednak nie mwia o Siyee. Chyba w ogle nikt si nie przejmowa ludem
nieba. Kiedy Juran w kocu odprowadzi Auray do drzwi, zapytaa, czy chciaby si nauczy
Daru uzdrawiania Mirara. Potrzsn gow, jakby sama myl o tym go przerazia.
Lekki szum znowu zwrci uwag Aurai na Otarz - pi cian zaczynao si
rozwiera. Serce zamaro jej na moment, po czym zabio szybko.
Za chwil podejm ogromne ryzyko, mylaa. Mog straci wszystko. Ale, jak
powiedziaa Mairae, nic ju nie bdzie takie samo. Ju teraz wiele mi odebrano. Jeli strac
reszt, bd musiaa si z tym pogodzi.
Pod Kopu zabrzmiay echem szybkie kroki. Obejrzaa si - nadchodzili Juran i
Mairae. Auraya podesza do stou w Otarzu i zaja swoje miejsce.
- Czemu nas tu wezwaa? - zapyta Juran.
- Chc zada bogom pytanie - odpara. - Takie, na ktre wy take chcielibycie moe
pozna odpowied.
Przyglda si jej, wyranie zirytowany, e zwoaa zebranie, nie rozmawiajc z nim
wczeniej.
- Jakie to pytanie?
- Usyszysz je, jak tylko rozpoczniesz rytua i pojawi si bogowie.
Waha si przez chwil, ale Mairae pooya mu do na ramieniu.
- Zacznijmy. Wtpi, czy wycigniesz to z niej w inny sposb.
Juran z westchnieniem usiad na swoim miejscu. Mairae z gracj zaja swoje; oczy
jarzyy jej si ciekawoci...
- Nie pozwalasz nam si nudzi, Aurayo - rzucia niemal szeptem, ale z aprobat.

Auraya umiechna si z przymusem i spojrzaa wyczekujco na Jurana. Ten znowu


westchn i zamkn oczy.
- Chaio, Huan, Lore, Yranno, Saru - zaintonowa. - Raz jeszcze dzikujemy wam za
pokj, ktry przynielicie Ithanii Pnocnej, i za Dary, ktre pozwalaj nam go utrzymywa.
Dzikujemy wam za mdro i przewodnictwo.
- Dzikujemy wam - mrukny Auraya i Mairae. Skupia si na wahaniach magii
wok Otarza, ale nie wyczua adnego znaku obecnoci bogw.
- Auraya pragnie zada wam pytanie. Jeli zechcecie jej odpowiedzie, pojawcie si
przed nami.
- Prowadcie nas - szepna.
Juran otworzy oczy i opar si na krzele. Patrzc mu w oczy, widziaa w nich
niedowierzanie. Nie spodziewa si, by bogowie odpowiedzieli na wezwanie. Ona jednak
wyczua ich obecno na samej granicy zasigu zmysw. Przesuwali si ku niej.
Pi janiejcych postaci pojawio si wok Otarza. Chaia stan obok Jurana i
umiechn si do niej, jednak spowania natychmiast, kiedy zobaczy, o czym myli.
Jakie jest twoje pytanie, Aurayo?
To przemwia Huan. Auraya poczua dreszcz - to bogini, ktrej rzucia wyzwanie. A
take ta, ktra wymagaa lepego posuszestwa.
Zmuszajc si, by patrze jej w twarz, Auraya zebraa si na odwag.
- Czy pozwolicie mi zrezygnowa ze stanowiska Biaej? Juran sykn nerwowo.
Mairae nabraa tchu.
- Nie, Aurayo - powiedzia Juran. - To nie jest konieczne.
- Bylimy dla ciebie dzisiaj zbyt surowi - dodaa Mairae. - Ale nie moesz traktowa
Riana powanie.
Auraya nie odrywaa wzroku od twarzy Huan. Bogini zmruya oczy.
: Dokd chcesz pj?
- Do Si.
Huan popatrzya na innych bogw. :Musimy to omwi. Czekajcie tutaj. Pi postaci
znikno. Auraya odetchna gboko.
- Aurayo - odezwa si surowo Juran. - Powiedziaa, e przyjmujesz boski wyrok.
Spojrzaa na niego.
- Przyjam. Ale nie mog si pogodzi z porzuceniem Siyee.
Zmarszczy czoo.
- Czy warci s tego, by dla nich rezygnowa z pozycji, z niemiertelnoci... zdolnoci

lotu? Jak zdoasz im pomc bez tego?


- Zrobi, co bd moga - odpara. - Ja...
Potrzsna gow. Na granicy zmysw syszaa ciche brzczenie. Kiedy si skupia,
ze zdziwieniem odkrya, e rozrnia sowa.
: ...ostrzegaem, e co takiego moe si zdarzy, ale ty si upara, eby poddawa j
kolejnym prbom.
To mwi Chaia. Zrozumiaa, e jest zy.
: Nie czciej ni pozostaych, odpara Huan.
: Po wielu latach suby!
: Bya ostatni Bia. Nie miaa luksusu dugiego czasu na przyzwyczajanie si do roli.
Teraz moemy znale godniejszego nastpc. Co sdz inni?
: Zgoda, rzek Lore.
: Tak, powiedziaa Yranna.
: Dajcie jej, czego chce, doda Saru. A potem moemy si jej pozby.
Tylko jeli zwrci si przeciw nam, zaprotestowa stanowczo Chaia. Moim zdaniem
powinna zosta Bia.
: Jeste przegosowany, ale pozwolimy jej ruszy do Si. Wstrzs po jej rezygnacji
zaszkodzi nam dostatecznie, cho wiedza o tym, e zrezygnowaa, by pomaga Siyee,
zredukuje... Zaraz! Ona nas syszy! wykrzykna Huan.
: Ostrzegaem was. Wiecie, e potrafi nas wyczuwa, kiedy jestemy blisko,
przypomnia Chaia z pewn zoliw satysfakcj. Czy to zmienia wasz opini?
: Nie, stwierdzia krtko Huan.
Bogowie zbliyli si i zajli swoje miejsca wok stou. Auraya zdaa sobie spraw, e
wpatruje si tpo w Jurana, i odwrcia wzrok. Picioro bogw znw si pojawio.
: Zgadzamy si na twoj prob, oznajmia Huan.
: Jednak pod pewnymi warunkami, uzupeni Chaia. Nie moesz szuka dla siebie
wadzy nad adn krain ani ludem. Jeli wystpisz przeciwko nam lub Biaym, lub naszym
dzieom, jeli sprzymierzysz si z naszymi wrogami, bdziesz uznana za wroga.
- To rozsdne. Przyjmuj wasze warunki. :Zdejmij piercie.
Serce Aurai znowu na moment zamaro. Wycigna rk i powoli zsuna z palca
biay piercie. Wstaa i zwrcia si do Chai.
- Suba wam bya dla mnie najwiksz radoci i zaszczytem, ale wyranie
potrzebujecie na tym stanowisku kogo godniejszego. Nie chc si od was odwraca. Nadal
macie mj szacunek i mio. Nadal te chtnie bd wam suy jako kapanka, o ile

wyrazicie na to zgod.
Chaia spojrza na Huan.
: O tym, jak zawsze, decyduj jedynie Biali.
Huan lekko zmruya oczy. Auraya zerkna na Jurana, potem na piercie.
Odetchna gboko i pooya go na stole. Nie czua niczego - adnej bolesnej straty ani
adnej zmiany. Cofna si o krok i znw spojrzaa na przywdc Biaych.
Z ponur min przyglda si piercieniowi.
I powinien, pomylaa. Bez pitej osoby Biali s osabieni. Ale bogowie ma pewno nie
pozostawi ich tak na dugo.
Wtpi, czy z moim nastpc bd czekali nastpne dwadziecia pi lat.
Popatrzya na Mairae. Ku jej zdumieniu, moda kobieta z umiechem pokiwaa gow;
w jej oczach Auraya widziaa przyjazny szacunek. Nie sdzia, by inni Biali czuli to samo.
Dyara i Rian z pewnoci ogldali to wszystko za porednictwem Jurana i Mairae.
Dyara bdzie rozczarowana, uznaa Auraya. Za to Rian oszaleje z radoci.
: Twoja decyzja jest nieodwracalna, uprzedzia Huan. Jednake nie ma potrzeby, eby
pozostawaa w Jarime. Moesz wrci do Si.
Auraya wykonaa formalny znak krgu.
- Dzikuj wam. Bogowie zniknli.
Auraya milczaa, niepewna, co teraz powiedzie czy zrobi. Juran cigle wpatrywa
si w piercie. Wreszcie powoli wycign rk i podnis go. Spojrza jej w oczy.
- Powicia wszystko dla Siyee - stwierdzi. - Tak.
Umiechna si. Przypomniaa sobie o domysach Mirara, e Dar lotu jest tylko jej.
- Ale moe jednak nie wszystko - rzucia Mairae. Auraya spojrzaa na ni zdziwiona.
- Mog teraz czyta ci w mylach - wyjania Mairae.
- Oczywicie... - Auraya potrzsna gow. - Nie pomylaam o tym.
- No wic jak? Sprbujesz polecie?
Auraya skupia umys na wasnej pozycji wzgldem wiata - wci j wyczuwaa.
cigna magi i uniosa si w gr. Mairae zamiaa si tryumfalnie.
- Tak! Nadal moesz pomaga Siyee!
Ulga zalaa Auray jak fala. Nie umiaa powstrzyma szerokiego umiechu.
- Mog do nich dotrze. Ale musz jeszcze sprawdzi, czy nadal potrafi ich leczy.
- Domylam si wic, e zechcesz odlecie jak najszybciej - odezwa si Juran.
Wydawa si zmczony.
Auraya opada na podog.

- Tak. Musz tylko zabra Figla i troch rzeczy. Kiwn gow i wsta.
- Uwaaj na siebie, Aurayo. Nie musz ci mwi, e powinna unika pentadriaskich
czarownikw. Ja... musz si naradzi z pozostaymi, nim zdecyduj, czy moesz pozosta
kapank.
- Rozumiem.
- Zajrzyj od czasu do czasu, poplotkujemy sobie - wtrcia Mairae.
Auraya znowu si umiechna.
- Musicie kiedy odwiedzi Si. Moe moglibycie popyn na wybrzee... Myl, e
by si wam spodobao.
Mairae spojrzaa na Jurana.
- Sdz, e powinnimy si postara.
Przytakn, po czym zszed z Otarza na posadzk Kopuy.
- Powinnimy. I bardzo byoby dla nas wygodnie, gdybymy mieli w Si kapank,
ktra moe szybko do nas dotrze.
Auraya zerkna na niego z ukosa.
- Ja take chciaabym nadal z tob pracowa, Juranie z Biaych.
Popatrzy na ni i umiechn si - pierwszy raz od jej powrotu.
d czekaa w miejscu, gdzie j zostawia. Emerahl zwrcia si do Surima i Tamun.
- Dzikuj wam za gocinno - powiedziaa.
Tamun z umiechem rozoya ramiona. Ku zdziwieniu Emerahl, ta zwykle chodna
kobieta obja j mocno.
- To ja powinnam ci dzikowa, e do nas przybya i miaam wreszcie z kim
rozmawia.
- Z kim innym ni ja - doda Surim.
- Wy te nie jestecie zym towarzystwem - odpara Emerahl.
Kiedy Tamun odstpia, Surim ucisn Emerahl tak, e nie moga zapa tchu.
- Uwaaj na siebie, stara Wiedmo.
- I wy uwaajcie na siebie nawzajem.
- Och, w tym jestemy dobrzy. Zawsze na siebie uwaalimy.
- Na dobre i na ze - dodaa Tamun. Po czym odchrzkna. - Ju wystarczy, bracie.
Surim wypuci Emerahl z obj i odstpi z umiechem.
- Ale ju tak dawno nie trzymaem w ramionach innej kobiety. ..
Tamun warkna gniewnie.
- Kilka tygodni, z tego, co pamitam.

- Kilka tygodni to duo czasu. - Zastanowi si. - Hm... Myl, e chyba ju pora na
kolejn wypraw w d rzeki.
- Ta dziewczyna z bagien za bardzo zaprzta twj umys - owiadczya z dezaprobat
jego siostra.
- Jest ju chyba za stara, eby nazywa j dziewczyn, ale z pewnoci by jej to
pochlebio.
Tamun znowu warkna cicho, ale powstrzymaa si od komentarzy. Wrczya
Emerahl sakw - t sam, ktr tkaa podczas jej pobytu.
- Znajdziesz tu jedzenie, czyst wod i miejscowe leki, o ktrych mwiymy.
- Dzikuj.
- Postaramy si kontaktowa z tob kadej nocy - obieca Surim. - W snach.
- A ja dam zna, jeli odkryj co nowego. Oboje pokiwali gowami. Surim
zmarszczy czoo.
- Wyruszylibymy sami, ale ten wiat, ktry teraz istnieje, ty znasz o wiele lepiej od
nas. Cho codziennie przelizgujemy si po umysach miertelnikw, nie jestemy pewni, czy
to, czego si dowiadujemy, pozwolioby nam przetrwa. A gdybymy rzeczywicie
wyruszyli, powinnimy si rozdzieli.
Surim nie mwi, jak bardzo chc tego unikn - nie musia. Jego normalnie wesoy
gos sta si peen napicia.
- Bardziej si przydamy, przegldajc myli ludzi i przekazujc ci to, czego si
dowiemy.
Emerahl umiechna si i uniosa rce.
- Przesta. Rozumiem wasze opory. Chc to zrobi. Nawet jeli nie odkryj