You are on page 1of 32

NR 82 | 13 LISTOPADA 2015 | ISSN 2084-9117 | NAKŁAD 30.000 EGZ.

www.pozatorun.pl

Telefonu od premier Szydło nie było

O

powołaniu do Narodowej Rady Rozwoju,
skandalicznym sposobie przyznawania zapomóg suszowych i możliwości wejścia do
rządu rozmawiamy z Jerzym Zająkałą, wójtem gminy Łubianka

BEZPŁATNA GAZETA REGIONU TORUŃSKIEGO

Jesteśmy też na facebook.com/pozatorun

Gmina Chełmża
Gmina przygotowuje się do
Święta Niepodległości
18

***

Chełmża
Podsumowaliśmy jesienną rundę w wykonaniu Legii
19

***

Gmina Łysomice

Cudem ocalona
Dwaj wędkarze spod Aleksandrowa utonęli, bo byli nietrzeźwi i dodatkowo osłabili
swoje serca napojami energetycznymi. Ich towarzyszka spędziła kilkadziesiąt minut
w zimnej wodzie i wypłynęła tuż przy figurce Matki Boskiej.
12

Impreza charytatywna
9-letniego Marcela

dla
20

***
Gmina Lubicz

Przestrzegali na konferencji
przed dopalaczami
23

***
Gmina Zławieś Wielka

Nastrojowe zaduszki w jazzowym klimacie
24

***
Gmina Wielka Nieszawka

Dentyści przebadali dzieci z
gminy
25

2

FELIETON

pozatorun.pl

FELIETON

Metropolia klecona
fortelem

13 listopada 2015 r.

Masz dla
nas temat?

Red. Łukasz Piecyk
czeka na informacje

JACEK
KIEŁPIŃSKI

Śluzę i pompownię w Czarnowie, pomiędzy Toruniem
i Bydgoszczą, otwierano uroczyście (str. 24). Oficjele nie
kryli jednak, że u genezy inwestycji tkwił błąd, polegający na
dopuszczeniu do osiedlenia się
blisko 2 tys. bydgoszczan na
terenie powiatu toruńskiego,
w gminie Zławieś Wielka, na
zachodnim skraju Czarnowa.
Gdyby nie oni, uniknięto by
kosztownej inwestycji. A dodatkowo bolało, że zasiedlenie
tego miejsca to prywatna inicjatywa bydgoskiego biznesmena
Mieczysława Rolirada, który na
terenach zalewowych postawił
osiedle „Nasze Dolina”. Osobiście, wbrew temu, co mówi
sam Rolirad, nie wierzę, by nie
wiedział o tym, że to miejsce
zalewowe. To wiedzą wszyscy
jeżdżący drogą nr 80 między
Bydgoszczą i Toruniem, ale faktem jest, że dostał odpowiednie
pozwolenia. Zadziałał metodą
faktów dokonanych. I to, wydaje się, najbardziej drażni władze.
Nikt nie lubi być stawianym
pod murem. A tego z zimną

krwią dokonał Rolirad. Pozwoliliście postawić tu domy? To
teraz wyskakujcie z kasy i budujcie zabezpieczającą budowlę
hydrotechniczną!
Wszystkich kulisów tej sprawy pewnie nie poznamy nigdy.
Plotki będą się mnożyć, legenda
narastać. Ale najważniejsze są
skutki – w niezbyt jasnych okolicznościach doszło do powstania budowli podnoszącej znacząco poziom bezpieczeństwa
przeciwpowodziowego na terenach pomiędzy miastami skazanymi na partnerstwo i zbliżenie. Teraz tym szybciej pojawią
się tam ludzie, a ich obecność
w tym miejscu stworzy metropolię, z którą nie radzą sobie
politycy.
I jeszcze jedno. Prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski
w wywiadzie, którego mi udzielał jakiś czas temu, wspomniał,
że metropolii bydgosko-toruńskiej nie będzie, bo oba miasta
dzielą tereny zalewowe. Na myśli miał właśnie Czarnowo. Ciekawe, co teraz powie?

FELIETON

Nowoczesny
tabletgate
ŁUKASZ
PIECYK

Polska powoli podnosi się
po powyborczym kacu. Część
zachlała z radości, inni pili na
smutno. Jeszcze inni, mimo intensywnych prac nad zagłuszeniem wyników PKW, chodzili
cały czas trzeźwi, bo jak tu się
upić czymś, co ma mniej niż 5
procent. No ale zanim się polityczne lwy wprowadziły do
sejmowych ław, wybuchła już
pierwsza afera (Platforma może
pozazdrościć tempa). W roli
głównej bydgoski poseł Michał
Stasiński z Nowoczesnej Ryszarda Petru.

Otóż ów parlamentarny nowicjusz został przyłapany na
wyczerpującej grze na tablecie.
Zdjęcie opublikował kampanijny profil Pawła Kukiza na Facebooku. I poszło, że złodziej, że
darmozjad, że się ledwo świnia
dopchała do koryta, a już nic nie
robi. Sam zainteresowany wytłumaczył, że w chwili zrobienia
zdjęcia trwała właśnie powtórka
(podobno nudnego) szkolenia
dla nowych posłów. A że Stasiński nie w ciemię bity i wszystek
wiedzę przyswoił za pierwszym
razem, to pomógł córce w po-

konaniu kolejnego poziomu
strategicznej gry. Na drugi dzień
nawet zaczepił Kukiza, żeby się z
nim rozmówić, ale nasz artysta
sejmowy tak, jak nie ma program, tak nie miał pojęcia, że na
Facebooku zwrócił uwagę posłowi z Bydgoszczy. Obaj panowie
są jednak muzykami i myślą o
wspólnych występach. Nieoficjalnie wiemy, że mają grać pod
szyldem “Piersi Ryszarda”.
Tablet, jak się okazuje, w polskiej polityce jest bardzo ważny.
Przypomnijmy sobie zapośredniczone wystąpienie prof. Glińskiego w sejmie. Przemawiał do
posłów właśnie z tabletu. Oczywiście, gdyby nie prezes Kaczyński, to nie byłoby to możliwe.
Ktoś musiał w końcu go włączyć.
Natomiast tablety dla posłów
zakupione w 2012 roku kosztowały 1,5 mln złotych. Podobno
dzięki nim zaoszczędzono na
papierze. Teraz posłowie mogą

wykupić urządzenia średnio za
kwotę 10-krotnie mniejszą od
ceny nowego tabletu. Wyceniła
je specjalna firma (która pewnie
też swoje zainkasowała). Urządzenia, które nie zdobędą nabywców, zostaną zniszczone ze
względów bezpieczeństwa, bo
zaprawieni w boju informatycy
mogą odczytać skasowane dane
Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby poseł sprzedał później
swój tablet i to z nawiązką bez
patrzenia na względy bezpieczeństwa.
Skoro jednak wykorzystujemy te tablety, to zupełnie nie
rozumiem, czemu nie wykorzystać ich na szczycie na Malcie?
Premier Czech mógłby przecież
włączyć wideokonferencję z
udziałem premier Ewy Kopacz i
prezydenta Andrzeja Dudy. Tylko komu przypadnie miejsce po
lewej stronie ekranu?

Kontakt pod numerem:
733 842 795

stopka redakcyjna
Redakcja „Poza Toruń”
Złotoria, ul. 8 marca 28
redakcja@tylkotorun.pl
Wydawca
Goldendorf
Redaktor naczelny
Radosław Rzeszotek
Redaktor wydania
Kinga Baranowska
Dział reportażu i publicystyki
Jacek Kiełpiński
(GSM 723 030 103)
Tomasz Więcławski
(GSM 535 405 385)
Dział informacyjny
Łukasz Piecyk,
Aleksandra Radzikowska,
Michał Ciechowski
Kultura
Aleksandra Radzikowska,
Michał Ciechowski
Zdjęcia
Łukasz Piecyk
REKLAMA
Aleksandra Grzegorzewska
(GSM 512 202 240),
Agnieszka Korzeniewska
(GSM 534 206 683),
Małgorzata Kramarz
(GSM 607 908 607),
Karol Przybylski
(GSM 665 169 292),
Iwona Zuchniak (GSM 500 324
572)
reklama@pozatorun.pl
Skład
Studio Poza Toruń
Druk
Agora S.A
ISSN 4008-3456
Redakcja nie odpowiada za treść
ogłoszeń.
***

Na podstawie art.25 ust. 1 pkt 1b ustawy
z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim
i prawach pokrewnych Agencja Public
Relations Goldendorf zastrzega, że dalsze
rozpowszechnianie materiałów opublikowanych w “Poza Toruń” jest zabronione
bez zgody wydawcy.

13 listopada 2015 r.

pozatorun.pl

REKLAMA

3

4

RAPORT

pozatorun.pl

13 listopada 2015 r.

System do
demontażu?
Pomysł likwidacji gimnazjów wywołał znów
ogólnonarodową dyskusję o edukacji.
Reformę z 1999 roku rozmontowuje się
od kilku lat. Czy powinniśmy wrócić do
modelu z ośmioletnią szkołą podstawową?
Zapytaliśmy ekspertów
Tomasz Więcławski

W

iele osób, które zja- w którym wiele kwestii się unordły zęby na szkolnic- mowało.
twie, widzi problemy
– Słyszę w telewizji, że mamy
w obecnym systemie. Niewielu mieć do czynienia z systemem
przyznaje się, że było zwolennika- 4+4+4 – mówi Andrzej Walczyńmi powoływania do życia gimna- ski. – Tylko co z godzinami pozjów. Ale większość boi się także szczególnych przedmiotów, które
kolejnej zmiany. Ona może spo- spadają w czwartej klasie szkoły
wodować zwolnienia nauczycieli,
mętlik w głowach
uczniów i pustki
w portfelach rodziców. Bo przecież
podstawa
programowa znów
ulegnie zmianie.
Andrzej Walczyński jest dyrektorem Zespołu
obawia się, że straci pracę
Szkół w Górsku
w gminie Zławieś
w wyniku planowanych
Wielka. W szkolzmian w oświacie
nictwie działa od
ponad dwudziestu
lat. Ma mieszane
uczucia w stosunku do pomysłów
Prawa i Sprawiedliwości, partii, podstawowej i trzeciej gimnazjum? Przecież będzie ich mniej,
która tworzy właśnie nowy rząd.
– Przede wszystkim nie mamy więc stracą na tym nauczyciele.
konkretnego projektu zmian – Nie ma też w naszej gminie fimówi dyrektor placówki w Gór- zycznej możliwości, żeby w Pęsku. – Jeżeli mamy likwidować dzewie czy Czarnym Błocie, przy
gimnazja, to trzeba zastanowić obecnej bazie lokalowej, pomiesię nad całym systemem. Prze- ścić osiem klas podstawówki.
cież to sieć naczyń połączonych. W naszym systemie co chwilę
Przypominam, że reforma z 1999 następują zmiany. Przecież roz-

[ ]

i zmiany w jego funkcjonowaniu
w ostatnich latach i nie uważają,
że przywrócenie starego modelu
będzie korzystne.
Zdecydowanie pozytywniej nastawiona do zmian jest
Honorata Żeglarska, dyrektor
SP w Warszewicach.
– Od ośmiu lat nie pracuję
w gimnazjum, więc trudno mi
mówić o jego obecnym funkcjonowaniu tylko na bazie
moich doświadczeń – mówi
dyrektor placówki. – Natomiast gdy oddajemy dzieci
kończące szóstą klasę do tych
szkół, dobrze ukształtowane
i pewne swoich możliwości,
to zawsze robimy to z bólem
serca. Często bowiem rodzice szybko przychodzą do
nas i mówią, że bardzo długo
zajmuje proces aklimatyzacji w nowym środowisku, gdzie
znów trzeba przekonać do swoich
zdolności, pokazać, co się potrafi.
Pracowałam w szkole ośmioklasowej z radością i uważam, że był
to dobry system.
Redukcji zatrudnienia wśród
nauczycieli dyrektor SP się nie
boi.
– Myślę, że bardziej nam zagraża niż demograficzny niż planowareforma – mówi
W naszym systemie co na
Honorata Żeglarchwilę następują zmiany. ska. – Będzie to
spore wyzwanie dla
Przecież rozporządzenia od- samorządów, żeby
dobrze wyznaczyć
nośnie nadzoru pedagogicz- obwody na danym
Uważam,
nego też zmieniały się już terenie.
że wszystkie zmiany nam służą, bo
wielokrotnie
wymuszają rozwój.
To mobilizuje pracowników do jeszAndrzej Walczyński
cze cięższej pracy
i staje się kolejnym,
pozytywnym, bodźporządzenia odnośnie nadzoru cem do działania. Bez względu na
pedagogicznego też zmieniały trudności organizacyjne takiego
się już wielokrotnie. Papierów do przedsięwzięcia polska szkoła się
wypełnienia mamy teraz więcej obroni. Nie mam co do tego wątniż w 1994 roku, kiedy zaczyna- pliwości.
łem pracę, a przecież informatyJacek Żebrowski miał do czyzacja poszła bardzo do przodu. nienia w swojej karierze z ośmioNo i trzeba zadać pytanie: czy klasową podstawówką, gimnakończąc ośmioletnią podstawów- zjum i zespołem szkół. Widzi
kę, uczeń miałby wypełniony szansę w planowanych zmianach,
obowiązek szkolny?
ale podkreśla, że polskie szkolnicW Górsku Związek Nauczy- two nieustannie poddawane jest
cielstwa Polskiego przeprowadził jakimś zabiegom.
ankietę wśród nauczycieli. Orga– Każdy kolejny rząd grzebie
nizacja jest sceptycznie nastawio- przy tym systemie – mówi Jana do projektów zmian. Wyniki cek Żebrowski. – To na pewno
ankiet jednoznacznie wskazują, nie powoduje poczucia stałości
że nauczyciele widzą pozytyw- – ani w uczniach, ani w rodziną rolę gimnazjum w systemie cach, a tym bardziej w nauczy-

71%

nauczycieli ZS
w Górsku

‘‘

roku została rozmontowana tak
naprawdę już kilka lat temu, kiedy ostatecznie wygaszono działalność liceów profilowanych
i przywrócono trzyletnie szkoły
zawodowe.
Walczyński przyznaje, że zgadza się ze stwierdzeniami, które
zawarte są także w kilku opracowaniach naukowych, iż poprzednia reforma nie wpłynęła pozytywnie na wyrównywanie szans
wśród młodzieży, a problemy wychowawcze przeniosły się do klas
szkoły podstawowej i zaczynają
się w coraz młodszych rocznikach. Jest jednak przeciwny generalizacjom, bo widzi stabilizację
w podległym mu gimnazjum,

Co dalej z gimnazjami? Czy w ramach nowej reformy znikną z polskiego systemu oświaty?

‘‘

Fot. ŁUKASZ
PIECYK

Pracowałam w szkole
ośmioklasowej z radością i uważam, że był to
dobry system

Honorata Żeglarska
cielach. Wprowadzenie gimnazjów szesnaście lat temu nie było
najszczęśliwszym rozwiązaniem.
Nie udało się u nas, przynajmniej
w warunkach wiejskich, wypracować możliwości przechodzenia
dzieci między gimnazjami, jak
to jest np. w Niemczech. Najczęściej młodzież trafia do tych najbliższych miejscu zamieszkania.
Pomysł czteroletniego nauczania
wczesnoszkolnego uważam jednak za zły. Przecież niedawno stanowisko ministerialne zmierzało
w kierunku uczenia matematyki

względem wyników testów –
mówi dyrektor SP w Warszewicach. – A przecież każda działa
w innym środowisku. Szkoła winna przede wszystkim uczyć życia
i wychowywać, a nie być cyferką
w tabelce z wynikami sprawdzianów. Coraz więcej dzieci trafia do
nas z pewnymi deficytami i problemami. Nie da się, jak oczekuje się tego teraz, przyłożyć linijki
i każdego ucznia odmierzyć.
A co na to wszystko przedstawiciele nauczycielskiej „Solidarności”?
– Mamy
nadzieję, że
praktyka poprzedniego
rządu, który
nic z nami
nie konsultował, ulegnie zmianie – mówi
jest przeciwna twierdzeniu,
Sławomir
Liczkowski,
że w gimnazjum nie możprzewodnina wypracować dobrych
czący komisji międzywyników edukacyjnych
zakładowej
Wo l n e g o
Związku Zawodowego
już od najmłodszych klas szkoły „Solidarność – Oświata” w Torupodstawowej. Poza tym cztery niu. – Jeżeli mają zachodzić jakieś
lata z jedną, tylko jedną, nauczy- zmiany w systemie, to powinny
cielką, to chyba za długo.
Dyrektor ZS konkluduje, że być one szeroko konsultowane
patrząc od strony nauczycieli, społecznie. Nauczyciele boją się
lepiej byłoby chyba zostać przy o swój los i wcale im się nie dziobecnym systemie, ale dla rodzi- wię. Może lepiej te pieniądze,
ców i dzieci lepsze mogłoby być które reforma pochłonie, wydać
przywrócenie ośmiu klas szkoły na walkę z problemami w gimnapodstawowej i czteroletnich lice- zjach? Przecież samo przerzuceów. Krytykuje też dość otwarcie nie dzieci z tych placówek do szósystem testowy. Podobne o nim stej i siódmej klasy nie sprawi, że
zdanie deklaruje również Hono- problemy wychowawcze znikną.
Do debaty nad sytuacją
rata Żeglarska.
– Doprowadził on do tego, że w oświacie i oceny tego probleszkoły, chociaż nie powinno się mu przez uczniów, rodziców i satego robić, porównuje się pod mych nauczycieli wrócimy.

[ ]
85%

nauczycieli ZS
w Górsku

13 listopada 2015 r.

pozatorun.pl

REKLAMA

5

6

REGION

pozatorun.pl

13 listopada 2015 r.

Tężnie
jak wrzody
Jacek Kiełpiński

Co dalej z symbolem Ciechocinka, największym jego skarbem? Bez tych trzech drewnianych konstrukcji miasto nie byłoby uzdrowiskiem. Straciłoby sens istnienia. Na razie
traci twarz, bo od lat nie chce się do tężni
przyznać. Odpycha je od siebie.

E

wenement na skalę światową, skarb narodowy,
a zarazem pośmiewisko.
Kuracjusze, tłumnie w sezonie
odwiedzający okolice tężni, nie
mogą zrozumieć, dlaczego muszą
płacić za spacerowanie alejkami
położonymi pod nimi, skoro ściąga się z nich opłatę środowiskową
za przebywanie w uzdrowisku.
– Tężnie to nie
miasto? – pytają.
Otóż – nie.
Tężnie do miasta nie należą.
To gordyjski węzeł Ciechocinka.
Problem numer
jeden.
Tężnie
należą do spółki
P r z e d s i ę b i o rstwo Uzdrowisko Ciechocinek,
spadkobiercy
dawnej państwowej firmy o tej
samej
nazwie.
Za komuny pieniądze na kosztowne remonty kunsztownych
konstrukcji szły z Warszawy, dziś
spółka musi je wygospodarowywać sama. Na co nie ma szans –
tężnie mają bowiem łącznie dwa
kilometry długości, a remont 100
metrów kosztuje 2 miliony. Stąd
od lat ponawiana propozycja prezesa PUC, Marcina Zajączkow-

‘‘

skiego, by miasto przejęło tężnie.
Bo też miasto na nich zarabia. To
do miasta wpływają opłaty środowiskowe i dotacje związane
z działalnością uzdrowiskową –
łącznie około 6 milionów rocznie.
Miasto więc z tężni ma pieniądze,
a PUC koszty. Dlatego, ratując
się, spółka wprowadziła opłaty za
przebywanie w pobliżu tężni. Że

Dwa rzędy ławek pod tężniami – płatnych Uzdrowiska i darmowych miasta – to symbol problemów
z największym skarbem i symbolem Ciechocinka, którego władze miasta nie chcą przejąć, bo remont
drewnianych konstrukcji jest bardzo kosztowny.

Bez tężni nie ma Ciechocinka.
To miasto ma problem i musi go
rozwiązać
to absurdalne, przyznają wszyscy.
Absurd jednak poszedł o krok dalej – miasto postawiło rząd ławek
dwa metry za „płatnymi” ławkami PUC, na swoim terenie. Kuracjusze od tego głupieją, ostatecznie śmieją się, a nawet jawnie kpią
z Ciechocinka, który nie potrafi
doprowadzić do normalnej sytuacji wokół swego największego

skarbu, jakim są tężnie właśnie.
Zdaniem Pawła Kanasia, miejskiego radnego, PSL-owskie władze miasta, które kiedyś odrzucały możliwość przejęcia tężni,
unikały tego tematu jak ognia,
zaczynają mięknąć. – Radni przekonują bowiem od dawna, że to
nasza wspólna sprawa – tłumaczy. – Bez tężni nie ma Ciecho-

cinka. To miasto ma problem
i musi go rozwiązać.
Sęk w tym, że tężnie to tylko jeden z elementów układanki. Solanka ze słynnej fontanny
„Grzybek”, czyli ujęcia nr 11,
płynie podziemnym rurociągiem
do tężni, przepływa przez nie,
oddając część leczniczych soli
do atmosfery (czego oczekują od
uzdrowiska kuracjusze), a potem
płynie do warzelni soli. Problem
w tym, że cały proces nie jest
w dzisiejszych czasach opłacalny.
PUC, właściciel ujęć solanki, zacząłby przeżywać okres prosperity, gdyby wyłączył „Grzybka”,
uśmiercił tężnie, a żył ze swych
sanatoriów i sprzedawania do innych podobnych placówek swojej
solanki.
– Oczywiście, tego nie zrobimy
– uspokaja Marcin Zajączkowski,
prezes PUC. – Nie chcemy upadku miasta. Liczymy na to, że władze się ockną i jakoś wspólnie ten

Fot. JACEK
KIEŁPIŃSKI

problem rozwiążemy.
Nadzieja w inicjatywie Urzędu Marszałkowskiego, właściciela
spółki PUC. Prowadzone są rozmowy ustalające szczegóły powołania wspólnej instytucji kultury,
która miałaby przejąć cały układ
krwionośny uzdrowiska – od
„Grzybka” przez tężnie, a nawet
słynny, zamknięty przed wielu
laty, basen solankowy, będący
dziś w posiadaniu spółki Termy
Ciechocinek, aż po warzelnię soli.
Ruszyły zarazem starania o uznanie tężni za pomnik historii, co
otwiera drogę do pozyskiwania
nadzwyczajnych środków finansowych.
O szczegółach nikt nie chce
w Ciechocinku rozmawiać. By
nie zapeszyć. Jeśli nie uda się
bowiem znaleźć rozwiązania –
wrzód pęknie i Ciechocinek zacznie się sypać.

13 listopada 2015 r.

pozatorun.pl

REKLAMA

7

8

WYWIAD

pozatorun.pl

13 listopada 2015 r.

Telefonu od premier
Szydło nie było
O powołaniu do Narodowej Rady Rozwoju, zadaniach do wykonania w tej grupie doradzającej
prezydentowi RP, skandalicznym sposobie przyznawania zapomóg suszowych i możliwości
wejścia do rządu – z Jerzym Zająkałą, wójtem gminy Łubianka, rozmawia Tomasz Więcławski

Będzie pan jednym z doradców
prezydenta RP Andrzeja Dudy.
To nobilitacja i spore wyróżnienie.
Tak, chociaż grono doradców
jest szerokie. Stworzymy razem
Narodową Radę Rozwoju. Nie
jest to etat doradcy, bo takie są
bodaj w kancelarii prezydenta
dwa. Dodatkowo głowę państwa
otacza kilka osób wykonujących
tę funkcję społecznie. Jednym
z pełnoprawnych osób na takim
stanowisku jest prof. Andrzej
Zybertowicz z Torunia. My stanowimy grupę konsultacyjno-opiniodawczą. Chociaż nie chcę
umniejszać roli tego gremium.
Trzy osoby z naszego województwa zostały do NRR powołane.
Oprócz mnie są to Piotr Całbecki, marszałek województwa
i prof. Aleksander Nalaskowski.
Każdy z nas zastanawiał się, jakie
oczekiwania ma prezydent, ale po
kilku tygodniach funkcjonowania tego ciała wiemy więcej. Prace
ruszyły sprawnie, a w sekcjach
działamy prężnie nad kolejnymi
zagadnieniami.
Pan będzie zasiadał w sekcji Wieś
i rolnictwo.
Dobór związany był z kompetencjami poszczególnych osób.
Chociaż, mówiąc nieskromnie,
do kilku sekcji mógłbym pasować, ale czasowo nie jestem w stanie tego zrobić.
Działalność NRR będzie ustrukturyzowana?
W naszej sekcji jest koordynator. Funkcję tę zajmuje Barbara
Fedyszak-Radziejowska.
To struktura konkretna, jednak
bez szczegółowych wytycznych
odnośnie częstotliwości spotkania się. Widzę natomiast, że
poszczególne działy zabrały się
ochoczo do pracy. Na początek,
przy okazji wręczenia nominacji,
odbyła się debata, która wieńczy
pewien okres prac w danej dziedzinie, dotycząca bezpieczeństwa
zdrowotnego. Teraz planowane
jest kolejne spotkanie. Liczymy,
że teraz pochylimy się nad problemami rolnictwa i rozwoju wsi.

Jak takich nie ma lub nie pasują
do danej koncepcji, to bierze się
tych z mniejszym. I pewnie byśmy sobie z tym jakoś poradzili,
ale telefonu nie było (śmiech) i go
nie przewiduję. Czuję się spełniony, doradzając prezydentowi.
Są kwestie dla Pana szczególne
ważne, które chce Pan poruszyć
w ramach NRR?
Naturalnie. Zacznę od strategicznych. Podstawową kwestią
jest pozycja obszarów wiejskich
w strategiach rozwojowych. Widzę moją pracę tam jako możliwość zaprezentowania swoich
doświadczeń. Trzeba zburzyć
podejście dyfuzyjno-polaryzacyjne, które zakłada skupienie na
miastach, których dobrobyt ma
pączkować na zewnątrz. Zawsze
byłem przeciwnikiem takiego
podejścia. Ubolewam, że na obszarze UE też dość mocno taki
pogląd (sprzeczny z moim myśleniem) był forsowany. To temat
bardzo szeroki i wielowątkowy.
Dlatego zabraliśmy się czym prędzej do pracy. Już raz spotkaliśmy
się nawet w ramach sekcji.

Od paru miesięcy mówiło się
o tym tworze, ale chyba zaskoczeniem jest, że zaczął on działać tak
szybko?
Debatują Państwo w Warszawie?
Nie jest to podmiot zupełnie
Tak. W Pałacu Prezydenckim. nowy. Pierwszą NRR utworzył
Tam mamy sprzyjające warunki prezydent Lech Kaczyński. Miała
do takich spotkań. Sekretarzem ona jednak krótki byt, bo odbyły
NRR jest sekretarz stanu minister się dwie debaty. Przygotowywana
była trzecia, w sprawie
zdrowia, ale prace przerwała katastrofa smoleńska. To gremium ma
proces
Stanowimy grupę kon- uspołeczniać
podejmowania decyzji
– w sensie
sultacyjno-opiniodawczą. politycznych
profesjonalnych. Nie
Chociaż nie chcę umniejszać chodzi o to, żebyśmy
doradzali prezydentowi w codziennym dziaroli tego gremium
łaniu. Oczekuje się od
nas pewnego wizjonerMaciej Łopiński, który pomaga stwa i pogłębionych analiz, waw organizacji pracy na miejscu. riantów rozwiązania poszczególKażdy z nas może już także ko- nych problemów. Mamy działać
rzystać ze skrzynek e-mailowych strategicznie. Jestem zbudowany,
utworzonych na prezydenckiej że znalazłem się w tak zaszczytdomenie. Działa też biuro ds. nym gronie.
NRR.
Rozwieje Pan moje wątpliwości.

‘‘

W mediach jakiś czas temu pojawił się Pan jako członek gabinetu cieni Prawa i Sprawiedliwości
pod przewodnictwem Piotra
Glińskiego. To plotka czy prawda?
Prawda, chociaż do ministerstwa się nie wybieram (śmiech).
To był okres proponowanego rządu technicznego prof. Glińskiego.
Poproszono mnie wtedy o przyjęcie postawy eksperckiej w dziedzinie rolnictwa i rozwoju wsi.
To był projekt, o czym wszyscy
wiedzieliśmy, teoretyczny. Prawo
i Sprawiedliwość chciało takim
działaniem wykazać przygotowania do rządzenia.

A sprawy obecne?
Jest jedna kardynalna, a mianowicie zbójecki sposób pomocy
udzielonej przez rząd rolnikom,
którzy ponieśli straty w wyniku
suszy. To wymaga przynajmniej
rozliczenia, jeżeli nie uzupełnienia działań. Na tym polu też zamierzam działać. Już zacząłem
rozmowy w naszej sekcji. Nie
można takiego problemu rozwiązywać po „partyjniacku” i przekazywać nieoficjalnych informacji o sposobie podejścia do tego
problemu przez samorząd, przypomnijmy, sprzecznymi z oficjalnymi wytycznymi. Tego nie wolno zostawić.

Teraz telefonu od Beaty Szydło
nie było?
Nie było. Ale jestem przekonany, że są osoby bardziej kompetentne w tej dziedzinie.

Zakończmy ciekawostką. Gmina
Łubianka jest chyba najliczniej
reprezentowanym samorządem
wiejskim w Narodowej Radzie
Rozwoju.
(śmiech) Wójt tej gminy zasiada w tym gremium, a druga
osoba – Piotr Całbecki – w niej
mieszka. To swoisty rekord. Na
pewno w przeliczeniu na jednego
mieszkańca.

Przemawia przez Pana skromność.
W żadnej mierze. W tej kwestii
nie mam wątpliwości. Tu trzeba
ludzi o większym doświadczeniu.

13 listopada 2015 r.

REGION

pozatorun.pl

Solary po horyzont

9

W Wygodzie w gminie Czernikowo działa od niedawna największa w Polsce farma
fotowoltaiczna. Na ok. 2,5 ha powierzchni zamontowano 16 tysięcy paneli
Tomasz Więcławski

O

bszar na wschodzie powiatu toruńskiego stał się
miejscem ogromnej inwestycji Grupy Energa. Co roku
z niepozornej wsi leżącej przy
drodze krajowej numer 10 popłynie prąd, który wystarczy dla
1600 gospodarstw domowych.
Instalacja, szczególnie z lotu ptaka, robi wrażenie.
Ten teren przez wiele lat raczej
straszył, niż był symbolem nowoczesności. Jego właścicielem był
skarb państwa, bo w tym miejscu planowano budowę wielkiej
bocznicy kolejowej w związku
z powstawaniem tamy na Wiśle
we Włocławku. Były lata siedemdziesiąte. Mieszkańcy pamiętają
ten pomysł, chociaż było to dawno temu. Potem przejęła go firma
Energa, którą gmina prosiła kilkakrotnie o uprzątnięcie śmieci
z tego areału, bo porastał krzakami i wiele osób zrobiło sobie tam

dzikie wysypisko.
– Teren uprzątnięto, a później Energa wpadła na pomysł, że
właśnie w naszej gminie można
wybudować największą w Polsce farmę fotowoltaiczną – mówi
Zdzisław Gawroński, wójt gminy Czernikowo. – Cieszymy się
z tego powodu, bo realizacja takiej inwestycji właśnie u nas jest
dla samorządu doskonałą formą
promocji.
Włodarz gminy wskazuje, że
inwestor miał pełną przychylność
w czasie prac na realizacją pomysłu.
– Pomagaliśmy logistycznie
przy uzyskiwaniu potrzebnych
pozwoleń i decyzji środowiskowych – informuje Zdzisław
Gawroński. – Gmina skorzysta
też na tej farmie finansowo. Ze
wstępnych wyliczeń wynika, że
do naszego budżetu co roku trafi z tytułu jej działalności ok. 200

tysięcy złotych. W formie podatków.
Co o inwestycji mówią jej pomysłodawcy? Na stronie internetowej Energii znajdujemy informację, że „inwestycja o mocy
blisko 4 MW jest elementem
projektu Smart Toruń – pilotażowego wdrożenia inteligentnych sieci energetycznych przez
grupę Energa, obejmującego
modernizację sieci dystrybucyjnej, wytwarzanie energii w źródłach odnawialnych, inteligentne
oświetlenie uliczne oraz elementy
zarządzania popytem przy udziale klientów”. Cały projekt kosztował będzie 81,6 miliona złotych,
z czego ponad 19,6 miliona stanowi dofinansowanie od Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Pracownik Energi, oprowadzający nas po terenie farmy,
wskazał, że prąd wytworzony

w tym miejscu trafia do sieci,
więc nie można jednoznacznie
wyszczególnić gospodarstw domowych, które będą nim zasilane. Energetyka fotowoltaiczna
jest nadal w Polsce raczkującą gałęzią energetyki jako takiej, jednak prężnie się rozwija i stanowi
coraz ważniejszą gałąź Odnawialnych Źródeł Energii. Farma fotowoltaiczna w Wygodzie jest, bezsprzecznie, największą inwestycją
tego rodzaju nad Wisłą.
– Uruchomienie PV Czernikowo, największego obiektu tego
typu w Polsce, podkreśla zaangażowanie Grupy Energa w rozwój
odnawialnych źródeł energii –
informuje Andrzej Tersa, prezes
Energa SA. – Nasze działania
na rzecz rozwoju i dywersyfikacji polskiego sektora OZE, także
w zakresie energetyki słonecznej,
nabierają szczególnego znaczenia w kontekście nadchodzącego

szczytu klimatycznego w Paryżu
oraz związanej z nim intensyfikacji globalnej debaty na temat
walki z globalnym ociepleniem.
Fotowoltaika, jako jedno z najczystszych źródeł energii, może
być elementem odpowiedzi na to
wyzwanie.
Wielkość farmy wzbudza respekt, a zastosowane na tym terenie technologie są przyjazne
środowisku.
– Obserwujemy modę na odnawialne źródła energii – mówi
wprost Zdzisław Gawroński.
– W naszej gminie także coraz
więcej osób ma świadomość ekologiczną na wyższym poziomie.
W nowej perspektywie finansowania unijnego, w ramach różnych instrumentów, zamierzamy zrealizować kilka projektów
z tego sektora. Także w ramach
ZiTu.
Fot. Materiały prasowe

Ekspresowa przygoda
Niska cena, wiele atrakcji i świetna organizacja to cechy charakterystyczne jednodniowych wycieczek
z Niemcem do Niemiec

B

erlin, Wyspa Tropikalna czy Lipsk
– to tylko niektóre z miejsce docelowych jednodniowych wycieczek
do Niemiec. Bliskość naszego zachodniego
sąsiada i dobre połączenia pozwalają na
naprawdę ekscytujący wypad.
Takie wyjazdy mogą mieć różny charakter. Chcesz zabrać swoich pracowników na
wycieczkę integracyjną? Teraz to możliwe.
Z takiego pomysłu mogą także skorzystać
grupy seniorów, wszelkiego rodzaju kluby
i zespoły, szkoły czy też dowolne zorganizowane grupy. Wszystko to z pełnym wyżywieniem. Podróż odbywa się nowoczesnym i komfortowym autobusem.
Jaki wygląda program takiej ekspresowej wycieczki? Jej organizatorzy mogą go
zaproponować lub dostosować się do danej
grupy. Jeśli turyści chcą zwiedzić Berlin
i okolice, trasa będzie obejmowała najważniejsze miejsca. Jeżeli jedziemy z dziećmi,
to także nie ma problemu. Nasze pociechy
pod profesjonalną opieką zwiedzą berliń-

skie ZOO, a dorośli wybiorą się do browaru. W przypadku wyjazdu firmowego
świetnym pomysłem jest spotkania z firmą
z podobnej lub tej samej branży zaaranżowane przez organizatora. Taka propozycja
nie dotyczy jednak tylko ludzi biznesu.
Przy okazji wizyty w Niemczech można
bowiem zorganizować spotkanie z dowolną grupą. Może to być np. mecz pomiędzy
uczniami z Polski i Niemiec.
Z okazji zbliżających się świąt można
wybrać się także na Jarmark Bożonarodzeniowy w Berlinie i do Aqua-Domu
SEALIFE. Za jedyne 219 złotych mamy zagwarantowane: dojazd, typowe, berlińskie
posiłki, ubezpieczenie, polskiego przewodnika oraz wszelkie bilety wstępu.
Chcesz wiedzieć więcej? Zadzwoń 694
694 035 lub sprawdź na portalu Facebook,
jak może wyglądać Twoja wycieczka https://www.facebook.com/pages/Wycieczki-do-Niemiec/810951842321198

10

GĘSINA

pozatorun.pl

13 listopada 2015 r.

Gęś a sprawa Polska
Podczas Festiwalu Gęsiny w Przysieku, w trakcie pokazu Magdy Gessler, z marszałkiem
Piotrem Całbeckim, jednym z pomysłodawców i promotorów akcji „Kujawsko-pomorska gęsina na św. Marcina”, rozmawia Jacek Kiełpiński

Swoje sposoby na gęsinę specjalnie dla mieszkańców województwa kujawsko-pomorskiego zaprezentowali Tomasz Jakubiak oraz Magda Gessler.

Kojarzy się Pana nieodwołalnie z tą
akcją. Spodziewał się Pan po siedmiu latach aż takich tłumów, takiej
popularności tej imprezy?
Faktycznie, wypaliło niesamowicie. Pomysłodawcą takiego
właśnie powrotu do tradycji jest
Wojtek Zaguła z SOS Music, który
zaproponował przed laty pomoc w
zakresie wymyślenia produktu promującego region. I to był naprawdę
strzał w dziesiątkę. Ale powodem
nie była wcale gęsina, choć skojarzenie z instytutem w Kołudzie
Wielkiej, skąd pochodzą znane na
całym świecie gęsi, jest oczywiste.
Chodziło po pierwsze o znalezienie
sposobu na wspólne świętowanie
Niepodległości.
Wskazaliście ludziom, co jeść tego
dnia. Amerykanie czczą swoje
święto indykiem...
Właśnie. Kiedyś tego dnia gęsiny się nie jadło. Ale wracając do
naszej staropolskiej tradycji - gęsina kojarzy się z tym okresem roku
i świętem św. Marcina. Bo to jest
ta najwłaściwsza pora na jedzenie
gęsi. Jest o tej porze roku utuczo-

na... W naturalny sposób, dodajmy,
bo sztuczny tucz w Polsce jest zabroniony prawem. Teraz gęś jest po
prostu najsmaczniejsza i taką pozostaje aż do Bożego Narodzenia.
A znał Pan smak gęsiny wcześniej?
Jadłem gęsinę w domu, gdy
byłem małym chłopakiem. Moja
mama w naszym ogródku pasła
gęsi. Ale na to konkretne święto nie
było u nas zwyczaju jedzenia jej.
Czyli, udało się stworzyć tradycję.
A jak ta nowa, świecka tradycja
rozchodzi się po kraju?
Po tych siedmiu latach chyba
nie ma już miejsca w Polsce, gdzie
gęsina nie byłaby znana i kojarzona
z naszym regionem. Gdziekolwiek
jadę, na konwenty marszałków,
różne spotkania w innych regionach - wszędzie "gęsina na św. Marcina" to zasadnicze skojarzenie z
naszym województwem. Jak gdzieś
podają gęsinę, to pewnie ma to
jakieś związki z kujawsko-pomorskim...
Tworząc markę udało się zarazem

sprawić, że gęsina stała się dostępna.
Nastąpiła mała rewolucja w
świecie drobiarskim. Jedni hodowcy są zadowoleni, inni nie, bo gęś
wypiera inne produkty. Kiedyś, faktycznie gęsiny w sklepach nie było.
Wszystko, co produkowano, szło

‘‘

Pan w jakiej postaci gęś jada?
Zdecydowanie preferuję gęś
pieczoną w całości. W gęsiarce, takim specjalnym naczyniu. Do tego,
oczywiście, sól, majeranek, jabłko...
Czyli tradycyjnie. A te wszystkie
gęsie wynalazki: mięsko, pipek?

Ooo, gęsi pipek
jest super, na pewno
smaczna rzecz. Kto nie
spróbował, ten niech
żałuje.
Piotr Całbecki

na eksport do Niemiec, a w Polsce
w zasadzie nie było dostępne. Teraz
gęś jest w każdym sklepie, jest coraz
tańsza, myślę, że na kieszeń każdego człowieka, a statystycznie efekt
taki, że już o kilka tysięcy procent
wzrosło spożycie gęsiny w kraju.

Ooo, gęsi pipek jest super, na
pewno smaczna rzecz. Kto nie
spróbował, ten niech żałuje. No i
oczywiście półgęsek... Ale to już
najwyższa liga. Naprawdę trzeba
wiedzieć, jak go zrobić.
Sam Pan tę pieczoną gęś przyrzą-

dza?
Tak. Ja zawsze piekę gęś. Zresztą dziś też, oczywiście, mamy ją
na obiad. Zaraz jadę z rodziną do
domu. Rano już wstawiłem, powinna być dobra...
Właśnie, czas na obiad, który ma
być w to święto najważniejszy.
Taki uroczysty obiad sprawia,
że jego uczestnicy, w tym dzieciaki, wiedzą, że mamy właśnie święto narodowe, bo po prostu przy
stole się o tym dziś rozmawia. Tak
jak jest karp na Wigilię, tak na to
święto geś. I to już przyjmuje się
w całym kraju. A mało tego - takie
świąteczne ucztowanie kojarzy się z
województwem kujawsko-pomorskim, bo Kołuda, bo kujawsko-pomorska gęsina na św. Marcina, bo
ten Festiwal Gęsiny w Przysieku...
Czyli, dwie pieczenie na jednym
ogniu.
I o to nam chodziło.
Fot. Piotr Gołębiewski, Jacek Kiełpiński, Łukasz Piecyk

Gęsina to nie wszystko. W Przysieku można było spróbować wielu tradycyjnych wyrobów.

Nie zabrakło muzyki. Publiczności zgromadzonej w Przysieku zaprezentował
się zespół Georgian Voices z Gruzji.

Festiwal Gęsiny organizowany przez Urząd Marszałkowski przyciąga coraz więcej osób.

13 listopada 2015 r.

pozatorun.pl

REKLAMA

11

12

REPORTAŻ

pozatorun.pl

13 listopada 2015 r.

Cudem ocalona
Dwaj wędkarze spod Aleksandrowa utonęli, bo byli nietrzeźwi i dodatkowo osłabili swoje serca napojami energetycznymi. Ich towarzyszka spędziła kilkadziesiąt minut w zimnej wodzie i wypłynęła tuż przy figurce Matki Boskiej
Radosław Rzeszotek

G

apie zbiegli się z najdalszych okolic, żeby zobaczyć, czy strażakom
wreszcie udało się odnaleźć tych
dwóch topielców. Który wypłynie pierwszy? Konrad czy Jarek
– kuzyn czy narzeczony Natalii,
ostatniej osoby, która widziała
ich obydwu żywych. Gdy nad
brzegiem jeziora od rana do
zmroku zmieniały się grupki
gapiów, Natalia wrzucała na Facebooka zdjęcia z ukochanym
Jarkiem. Z prośbą o jakikolwiek
kontakt: Jarek może być w szoku. Każda informacja jest ważna,
tylko nie żartujcie sobie.
Pod Aleksandrowem Kujawskim w sklepach, szkołach, przy
urzędach i w przychodniach,
ludzie wciąż o tym mówią.
O dwóch facetach, którzy wybrali się z dziewczyną na ryby. Tu,
niedaleko, na jezioro w Ostrowąsie.
***
Jezioro Plebanka, 8 listopada,
wczesne popołudnie. Wieje jak
cholera. Obok sklepu przy drodze do Sanktuarium Matki Bożej
Ziemi Kujawskiej zatrzymuje się
opel. Zza kierownicy wysiada
długowłosa blondynka.
– Kupiła u nas cztery napoje energetyczne albo nie, chyba
sześć... – mówi sprzedawczyni
w sklepie w Ostrowąsie w pobliżu Sanktuarium. – Ona była
trzeźwa, ale ci dwaj, co z nią
przyjechali, mieli wypite. Było
widać.
Kilka godzin później Natalia
zeznała policji, że jej kuzyn Konrad oraz narzeczony Jarek wypili
wspólnie pół litra wódki.

– Czyli zero siedem... – uśmiecha się smutno sprzedawczyni.
– Pół litra na dwóch? W Polsce
każdy wie, że to przecież nic.
Zresztą ci dwaj, to nie byli jakieś
dzieciaki. Chłopy jak się patrzy!
Nie wierzę, że nie chcieli się rozgrzać przed łowieniem.
Ryby jednak tego dnia nie
brały. Jakby schowały się przed
falami i silnym wiatrem. Za to
jezioro rozkołysało się porządnie. Konrad wstał, żeby rozplątać
żyłki, gdy w burtę uderzyła fala.
Łódka przechyliła się i najpierw
nabrała wody, a chwilę później
poszła na dno.
– Na powierzchni unosiły się
jeszcze wędki i Konrad chciał je
zabierać, ale Jarek krzyknął do
niego, że ma je zostawić i płynąć
do brzegu – szlocha Natalia Faligowska. – I oni popłynęli w jedną stronę, a ja w drugą...
Tylko Natalia wie, co stało się
później. Kiedy przestała widzieć
bądź słyszeć narzeczonego i kuzyna? Nie jest w stanie określić.
Twierdzi, że płynęła do brzegu
przez około pół godziny. Dlaczego Jarek i Konrad popłynęli
w inną stronę?
– Wybrali krótszą trasę –
uważają strażacy, którzy przeszukiwali dno i brzeg Jeziora
Plebanka. – Nie wiadomo, dlaczego ona popłynęła w zupełnie
inną stronę. W kierunku kościoła, a nie do najbliższego brzegu.
Wydawałoby się, że chłopaki postąpili rozsądniej...
Do brzegu nie dopłynął ani
Jarek, ani Konrad.
***
– Bo ona do Maryi Przenaj-

świętszej płynęła! Wiecie, gdzie
wyszła na brzeg? – nachyla się
nad uchem starszy mężczyzna,
znany w Ostrowąsie jako ten,
który podczas mszy najgłośniej
zawsze śpiewa. Nazywają go tu
„Chórzysta Tomasz”. – Przy figurce w wodzie. Bo to dziewczyna porządna jest, jedna jedyna
z nich była trzeźwa, tego świństwa do ust nie bierze, to ją Matka Boska ocaliła. A wy co? Tylko
na tego trupa czekacie, żeby było
o czym przy wódzie gadać, wy,
pijaki, ścierwa jedne...
Odwraca się, idzie do domu.
Po drodze żegna się dwa razy
– przy krzyżu i przy ogrodzie
sanktuarium.
– Boga w sercu nie mają... –
burczy pod nosem. – A to święte
miejsce przecież.
Gapie nie odwrócili głów
w stronę Chórzysty Tomasza,
nie spojrzeli też na sanktuarium.
Patrzyli przez cały dzień na taflę
jeziora i sunącą po niej powoli
łódkę z sonarem i bosakami.
– Ktoś tu już nas pytał, czy

‘‘

przypadkiem to nasze jezioro nie
jest pechowe – mówi ktoś z grupy gapiów, grzecznie czekającej
przy biało-czerwonej taśmie oddzielającej strefę pracy strażaków
od widowni. – Ale ludzie zaczęli się topić dopiero w latach 90.
Najpierw jeden chłop, a potem
drugi. Ale faktycznie, utopili się
w podobny sposób. Spadli z łódki i nie dopłynęli do brzegu.
***
Jakim cudem Natalia zdołała się uratować, nikt nie jest
w stanie wyjaśnić. Powinna
wpaść w hipotermię, czyli wychłodzenie organizmu, opaść
z sił i utonąć.
– Nie ma się co dziwić, że
człowiek, który walczy o życie,
myśli tylko o sobie – mówią
strażacy z Państwowej Staży
Pożarnej w Aleksandrowie Kujawskim. – Niestety, ta śmierć to
przede wszystkim wina samych
ofiar. Nie tylko pili alkohol, ale
jeszcze dodali do tego napoje

energetyczne. Dla funkcjonowania serca, zwłaszcza w takiej
sytuacji, to po prostu zabójstwo.
Ocalała dziewczyna długo nie
mogła pogodzić się z myślą, że
jej narzeczony i kuzyn nie żyją.
Jeszcze w trakcie poszukiwań
wrzucała na Facebooka zdjęcia
z ukochanym Jarkiem, prosząc
internautów o jakąkolwiek informację. Miała nadzieję, że wydostał się na brzeg, jest w szoku
i dlatego do nikogo się nie odezwał.
– Biedula ta Natalia... – mówi
Chórzysta Tomasz, modląc się
pod pomnikiem Jana Pawła II
przy sanktuarium w Ostrowąsie. – Zobaczcie, jakie ma dobre
serce. Wciąż myśli tylko o tych,
którzy ją zostawili... Ani kuzyn, ani przyszły mąż nawet nie
spróbowali jej pomóc, a przecież
musieli widzieć, że płynie w złą
stronę, do dalszego brzegu... Oni
ją zostawili. I Matka Boska ich
pokarała.

Temperatura wody w jeziorach obecnie waha
się między 8 a 10 stopni. Przy takiej pogodzie
osoba nie wytrenowana maksymalnie może wytrzymać w wodzie 10 minut. W niedzielę oprócz
tego, że temperatura wody była niska, to jeszcze
wiało. Ogromną wolę życia trzeba mieć, aby móć
w takich warunkach wytrzymać dłużej niż 10 minut.
Aleksander Mackowski,
prezes WOPRu w Bydgoszczy

13 listopada 2015 r.

pozatorun.pl

REKLAMA

13

14

KULTURA

pozatorun.pl

13 listopada 2015 r.

1 na 1 z widzem
Zbliża się jubileuszowa 30. edycja Toruńskich Spotkań
Teatrów Jednego Aktora. Kto w Baju Pomorskim najlepiej
przeniesie widzów do swojego świata? Odpowiedzi można
szukać tam w dniach 20-22 listopada
Aleksandra Radzikowska

O

broni się tylko ten, kto
posiada talent, bo monodramy to dla aktora test
najwyższej próby. Albo wciągnie
widza w swoją opowieść i interakcję, albo ten będzie rozmyślał o niedzielnym rosole. Warto
jednak zaryzykować, chociaż dla
artystów, którzy już niedługo
przyjadą do Torunia, pewnie
z ryzykiem nie ma to wiele
wspólnego.
Festiwal swoim występem
otworzy 20 listopada Krzysztof Gordon. „Śmieszny staruszek” to monodram na
podstawie tekstu Tadeusza
Różewicza o refleksji na temat starości. Wstydzimy się
jej, nie chcemy dostrzegać,
czasem napełnia nas lękiem.
A może warto wsłuchać się
w to, co mówią ci, których
prawdy życiowe to po prostu
doświadczenie?
- Widziałam już Krzysztofa
Gordona na scenie, podobnie jak
Jacka Poniedziałka, który tego
dnia wystąpi z monodramem
„Wraki” – mówi Barbara Kamiń-

ska, kierownik realizacji TSTJA.
– To mistrzowie. Gwarantują
spotkanie ze sztuką najwyższej
próby.
„Wraki” to dramatyczna i poruszająca historia życia Edwarda
Carra. Widz poznaje go w domu
pogrzebowym. Czuwając nad
trumną z ciałem żony, Edward

‘‘

To mistrzowie.
Gwarantują spotkanie ze sztuką
najwyższej próby.
próbuje „wyspowiadać się”, opowiedzieć o sobie i swoich najbliższych. O plotkach, seksie,
wspólnym biznesie, kłamstwie,
soli życia. To historia mężczyzny,
który szukając matki odnalazł

miłość życia, a pytanie o tabu kazirodztwa to próba zmierzenia się
teraźniejszą wersją mitu o Edypie.
W sobotę 21 listopada wieczór monodramem „Letnie
małżeństwo” otworzy Maria Andrzejczyk. Jako Kaśka, kurpianka
mazurska, opowie widzom swoje
siedmiotygodniowe małżeństwo
ze szlachcicem. Mezalians z polityką, historią i absurdem w tle
o niedopasowaniu i rządach zaściankowych polityków. Mateusz
Deskiewicz w „Być jak Charlie
Chaplin” zmierzy się zaś z legendą. Scenariusz Piotra Wyszomirskiego zestawia ze sobą i konfrontuje współczesnego aktora
z mistrzem kina niemego. Widz
nie może liczyć na oczywistość,
bo podobno nawet w konkursie
na sobowtóra mistrza sam Charlie Chaplin zajął dopiero trzecie
miejsce.
- Na dużej scenie wystąpi też
Wiesław Komasa z „Różewiczograniem” – dodaje Barbara
Kamińska. – I w tym przypadku
nazwisko aktora wystarczy za odpowiednią recenzję. Kolejny raz

W zeszłym roku jeden z monodramów odbył się na parkingu podziemnym teatru

zmierzy się z poezją, a tęsknotę
spróbuje odkryć na nowo w twórczości Tadeusza Różewicza.
Słowacki aktor Peter Cizmar
odkryje zaś na nowo „Makbeta”,
który cierpi i próbuje zmierzyć
się z własnym umysłem. Czy
jest mordercą, czy to tylko projekcja jego myśli? Czy uda mu
się oddzielić rzeczywistość od
iluzji? Aktor sprowokuje śmiałków do zabawy intelektualnej.
Na widowni warto znaleźć się
również trzeciego dnia festiwalu,
bo najpierw Marta Czaplewska
z „HM, HM!” będzie próbowała
zaczarować przybyłych gości, by
za chwilę odczarować mogła ich
Joanna Wawrzyńska monodramem „Rajcula warzy”. Okaże się,
czy prawdziwy archetyp śląskiej
gospodyni istnieje i czy warto gotować, jeśli nie ma dla kogo…

Fot. ŁUKASZ
PIECYK

Aleksander Rubinovas jako
przedostatni zmieni optykę patrzenia na świat. „Koba-Stalin” to
historia przedstawiona z perspektywy Fudzi - przyjaciela dyktatora. To opowieść o tym, w co może
przerodzić się strach, nierzadko
przyczyna największych zbrodni i współczesna wersja powiedzenia: „uchowaj od przyjaciół,
z wrogami poradzę sobie sam”.
Jubileuszową edycję zakończy
monodramem „DIVA Show” Kamil Maćkowiak. Trzonem spektaklu jest poszukiwanie własnej
tożsamości płciowej. Narcyz ze
zdiagnozowanym „borderline”
marzy o estradowym sukcesie
i poklasku. Z tej fantazji rodzi się
jego własna kreacja Tiny Turner.
Ten spektakl ma też drugie dno,
ale żeby się o tym przekonać,
trzeba wybrać się do teatru.

13 listopada 2015 r.

pozatorun.pl

CAMERIMAGE

15

16

CAMERIMAGE

pozatorun.pl

13 listopada 2015 r.

Gwiazdy Hollywood nad Brdą

W

ielkie święto operatorów”, czyli 23. edycja
Mię dzynaro dowego
Festiwalu Sztuki Autorów Zdjęć
Filmowych Camerimage odbędzie się w dniach 14-21 listopada w Bydgoszczy. Wśród gwiazd
kina spotkać będzie można m.in.
Chris Mengesa, autora zdjęć do
słynnych „Pól śmierci” oraz „Misji”, Waltera Murcha, montażystę
takich dzieł jak „Czas Apokalipsy” oraz „Angielski pacjent”, czy
znanego całemu światu polskiego
reżysera Jerzego Skolimowskiego, autora głośnych ostatnio „11
minut”. Zaproszenie na Festiwal
przyjął również muzyk Bryan
Adams, który festiwalowym gościom zaprezentuje nieznane do
tej pory oblicze.
Choć większość gości festiwalu nie skupia na sobie świateł
reflektorów, a częściej stoją za
kamerą, to właśnie tu, w Mieście
nad Brdą, czerwony dywan przygotowano specjalnie dla nich. Od
soboty, przejdzie po nim ponad
pół tysiąca gości, w tym laureaci
największych nagród kina.
Goście i warsztaty
Zaproszenia na Camerimage
2015 przyjęli najwięksi twórcy
światowej sztuki filmu i nie tylko.
W blasku fleszy przejdzie Bryan Adams, kanadyjski muzyk i...
fotograf. Przed Operą Nova pojawią się także twórcy polskiego
kandydata do Oscara 2016 - Jerzy
Skolimowski oraz Wojciech Mecwaldowski, twórcy filmu „11 minut”. Z widzami Festiwalu spotka
się także Łukasz Żal, twórca zdjęć
do oscarowej „Idy”. Nie zabraknie
również stałych gości - Roberta
Więckiewicza oraz Sławomira
Idziaka, laureata Nagrody za Całokształt Twórczości Camerimage 2013, twórcy zdjęć do „Helikoptera w ogniu”, który ostatnio
współpracował z Natalie Portman
nad jej reżyserskim debiutem.

Laureaci Oscarów, najnowsze filmy i warsztaty z najlepszymi
twórcami kina na świecie - tak zapowiada się Camerimage 2015

Gala Otwarcia bydgoskiego festiwalu odbędzie się tradycyjnie w Operze Nova. Jak co roku wydarzenie zainauguruje Grażyna Torbicka.

Światowej klasy twórcy goszczący w Mieście nad Brdą zawalczą o prestiżowe nagrody
w 11 konkursach festiwalowych.
Najważniejszym z nich będzie
Konkurs Główny, w którym przyznane zostaną Złota, Srebrna oraz
Brązowa Żaba. Studenci, których

których na profesjonalnym planie zdjęciowym studenci uczyć
się będą rzemiosła od najbardziej
uznanych filmowców świata.
- Jednym z nich będzie także Sławomir Idziak, polski autor
zdjęć pracujący dla Hollywood informuje Dariusz Kuźma, rzecznik Camerimage 2015. Przy współpracy ze szkołą
filmową z Helsinek, poprowadzi seminarium dla
studentów. Jednocześnie
będzie to okazja do zaprezentowania
najlepszych
etiud studenckich powstałych w tej szkole.

[ ]
4000

akredytacji
przyznanych na
tegoroczną edycję

dzieła zakwalifikowały się do
konkursu etiud studenckich zawalczą o Złotą Kijankę.
Camerimage 2015 będzie także doskonałą okazją, aby chwycić
za kamerę. A wszystko za sprawą organizowanych warsztatów
filmowych. Wśród nich odbędą
się się Warsztaty ARRI, podczas

Adams i Miller
w Toruniu

Organizatorzy 23. edycji Festiwalu Camerimage przygotowali nie lada
atrakcję także dla mieszkańców
Torunia. W Centrum Sztuki
Współczesnej „Znaki Czasu”
swoją wystawę zdjęć otworzy
Bryan Adams. W Galerii Tumult
będzie zaś można podziwiać fotografie autorstwa Sandro Millera,
który do realizacji niezwykłego
projektu fotograficzno-filmowe-

go zaprosił wybitnego amerykańskiego aktora, laureata nagrody
specjalnej Camerimage w 2001
roku, Johna Malkovicha.
Organizatorzy wydarzenia zadbali o międzymiastową komunikację, ułatwiającą przemieszczanie się pomiędzy Toruniem
a Bydgoszczą podczas festiwalowego tygodnia. Dla wszystkich,
którzy zechcą poznać twórczość
Adamsa i Millera będzie dostępny Camerimage Artbus - darmowy autobus.
Pół tysiąca operatorów
- W tym roku odnotowaliśmy
rekord, jeżeli chodzi o nadesłane na Festiwal filmy - zaznacza
rzecznik Camerimage. - Otrzymaliśmy prawie dwa tysiące zgłoszeń z ponad czterdziestu krajów
z całego świata.
Wśród blasków fleszy przejdzie pół tysiąca operatorów filmowych, tyle samo przedstawicieli
branży filmowej oraz ośmiuset
studentów z całego świata. Organizatorzy spodziewają się wydać
cztery tysiące akredytacji.
Festiwal Camerimage to unikalna impreza, podczas której

Fot. SZYMON GOSLAWSKI/
NATALIA MENTKOWSKA

tworzy się wyjątkowa, filmowa
atmosfera, technologia spotyka
się ze sztuką. Program 23. edycji
Festiwalu dostępny jest na oficjalnej stronie internetowej www.
camerimage.pl.
Filmy i bilety
23. edycja Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Autorów
Zdjęć Filmowych Camerimage
odbywać się będzie w czterech
miejscach Bydgoszczy. Oficjalne uroczystości - gala otwarcia
i zamknięcia - oraz projekcje filmów odbędą się w Operze Nova.
Spotkania z artystami, warsztaty
oraz pozostałe pokazy filmowe,
w tym liczne premiery, odbywać
się będą w Miejskim Centrum
Kultury - Kino Orzeł oraz w Multikinie. Centrum Warsztatów filmowych zlokalizowane zostanie
w Wyższej Szkole Bankowej przy
ul. Marcinkowskiego.
Bilety na filmy prezentowane
w Multikinie dostępne będą w kasach kina, w cenie 10 zł, w Operze
Nova od 5 do 20 złotych. Całodniowe bilety wstępu to koszt 70
złotych.

Współpraca z Portman
była wyzwaniem
„Z dużego ego nie ma wielkiej twórczości” - mówi Sławomir Idziak, polski operator filmowy, w 2002 roku nominowany do Oscara za zdjęcia
do filmu „Helikopter w ogniu”, w rozmowie z Michałem Ciechowskim
Festiwalowi Camerimage towarzyszy Pan od samego początku.
Bydgoszcz kocha kino i festiwale. Jest to najlepsze światowe
święto dla operatorów i twórców
kina. Podkreśla ono szczególną
rolę twórczą młodego pokolenia.
Ukazuje najwybitniejsze filmy
od strony estetycznej i wizualnej.
Bydgoskie święto to doskonała
okazja do przeprowadzenia wykładów, warsztatów oraz seminariów dla studentów z całego
świata.
O czym młodzi twórcy na seminarium dowiedzą się od Pana?
Będę mówił o problemach
z debiutem filmowym. W każdej
produkcji znaleźć można zarówno zalety, jak i wady. Z dużego
ego nie ma wielkiej twórczości,

a ono tę pracę tamuje. Ego jest
warunkiem powstania sztuki,
jednak aby spełniało ono swoją
rolę, musi być połączone z wrażliwością - swoją i innych artystów.
Praca z kamerą, przy zdjęciach
filmowych, wymaga rzemiosła?
Indywidualny talent zawsze
musi być poparty wiedzą. Jest to
zawód, w którym łączy się wiedza
techniczna i inżynieryjna. Ważna
jest także inspiracja, czyli indywidualny talent danego artysty.
Zawód ten jest bardzo rozległy,
ponieważ operator sam nie decyduje o kształcie wizualnym filmu.
Współpracuje z reżyserem i ważne jest, aby między nimi była harmonijna współpraca.
Skoro jesteśmy przy współpracy,

jest Pan "ojcem" debiutu reżyserskiego Natalie Portman.
Bałem się tego przedsięwzięcia. Gwiazdy filmowe potrafią
pokazać swoje humory. Natalia
była inna. Jest cudownym człowiekiem, a spotkanie i praca z nią
była dla mnie jednym z najlepszych doświadczeń w mojej profesjonalnej karierze. Najlepszym
tego przykładem jest fakt, iż na
moje zaproszenie przyjechała we
wrześniu do Krakowa, aby wziąć
udział w festiwalu filmowym.
Zdradzi Pan swoje dalsze plany
zawodowe?
Obecnie całą swoją uwagę
skupiam na pracy z młodzieżą.
Stawiam na ich edukację filmową. Projekt ten jest moim ukochanym dzieckiem.

13 listopada 2015 r.

CAMERIMAGE

pozatorun.pl

17

Camerimage nadal w drodze
Rozmowa z Markiem Żydowiczem – twórcą i dyrektorem
Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych

Fot. SYLWESTER
ROZMIAREK

Czy organizując pierwszy festiwal
Camerimage 23 lata temu, towarzyszyła Panu wizja zbliżona do
stanu obecnego tej imprezy? Wierzył Pan, że tak to się potoczy?
Festiwal narodził się z przeczucia i rozwija się dzięki przeczuciom. Oczywiście, 23 lata
temu stworzyłem na własny użytek ogólną wizję, jak Camerimage
powinien wyglądać. Wzięła się
ona trochę z doświadczeń ludycznych imprez, które jako dziecko
obserwowałem w czasach PRL-u, trochę ze snów, a najbardziej
z lektur i refleksji nad tym, jak
ludzie w przeszłości zaspokajali swe zbiorowe potrzeby zabaw
intelektualnych. Praca na uniwersytecie, rozmowy ze studentami, kolegami z kadry naukowej, częste spotkania towarzyskie
w gronie malarzy, konserwatorów, literatów, jakie odbywały się
w moim domu, uświadomiły mi,
jak bardzo w naszej siermiężnej
rzeczywistości wiecznej budowy socjalizmu brakuje ludziom
miejsca i czasu na nieskrępowaną
rozmowę o aktualnych sprawach
naszego świata. Chodzi mi o rozmowę z klasą, prowadzoną w języku artystów i wolnomyślicieli.
Film, a właściwie ruchomy obraz,
jawił mi się jako źródło tematów
do takich debat.
Tymczasem świat się zmieniał...
Kiedy padł mur berliński, uwierzyłem, że jest możliwe stworzenie miejsca takich spotkań. Problemem było jedynie [śmiech]
znalezienie unikatowego pomy-

słu na takie spotkanie. Nie można przecież jedynie rzucić hasło:
„Zapraszamy na festiwal filmowy,
który właśnie zaczynamy organizować" i liczyć na to, że zjadą się
tłumy twórców i widzów. Kiedy
powstawał Camerimage, na świecie istniało kilkanaście tysięcy
imprez filmowych. Oznaczało
to, że codziennie było wiele powodów, by pojechać w wiele różnych miejsc, gdzie spotykają się
filmowcy. Dziś to już jest prawdziwy dramat z tą liczbą festiwali – czy tzw. festiwali filmowych.
Więc zarówno wtedy, jak i teraz,
trzeba mieć atrakcyjną ofertę dla
artystów, początkujących adeptów sztuki filmowej, techników
i miłośników dziesiątej muzy.
Myślę, że idea Camerimage
wzbudziła od razu ogromne zainteresowanie. W Polsce nie zawsze
życzliwe, czasem prześmiewcze,
ale zawsze wywołujące gorącą
dyskusję. Wiem, że Camerimage
jest nadal w drodze. Tylko poruszając się, nie porastasz mchem.
Jakiś moment, konkretna edycja
festiwalu były przełomowe?
Pierwsza. Pierwsza edycja była
najważniejsza. Następne były już
jak wspinaczka na szczyt. Czasem
trudniejsza, czasem łatwiejsza,
czasem z obiecującymi widokami, a czasem budząca grozę. Dziś,
widząc szczyt, idzie się łatwiej.
Festiwal to nie tylko możliwość
poznania premier filmowych...
Chcemy, żeby ludzie bawili się
i jednocześnie odkrywali coś no-

wego dla siebie. Festiwal to także
spotkania i rozmowy z twórcami
filmów, intelektualistami komentującymi dzisiejszą rzeczywistość,
warsztaty filmowe, seminaria, towarzyskie rozmowy w centrum
festiwalowym i klubie muzycznym. Studenci mają możliwość
poddania swych prac ocenie
specjalistów w ramach programu
Talent Demo. Program Homestay
umożliwia zaś zdobycie mieszkańcom Bydgoszczy darmowych
karnetów w zamian za goszczenie studentów w swoich domach.
A zwieńczeniem wszystkiego jest
oczywiście integracja w Klubie
Festiwalowym.
Właśnie, jak ocenia Pan poziom
studentów szkół filmowych, którzy zjeżdżają na festiwal z całego świata? Więcej w nich pasji,
czy wyrachowania związanego
z perspektywą znalezienia dobrze
płatnej pracy w elitarnej branży?
Myślę, że dominuje wśród
nich poczucie kształcenia umiejętności, dzięki którym będą mieli ciekawe, kreatywne i dostatnie
życie. To jest OK. Ważne, żeby
przy tym nie zapomnieli o fundamentalnych wartościach etycznych, by byli zawsze uczciwi wobec tych, o których i dla których
robią filmy.
Jaką rolę odgrywają Pana prywatne kontakty w organizacji tej
imprezy?
Prywatne kontakty są, nie da
się ukryć, bardzo ważne. Sporo
osób przyjeżdża na festiwal dla-

tego, że się spotkaliśmy podczas
różnych wydarzeń lub imprez towarzyskich poza Polską. Nie liczę,
jaki to procent gości i widzów festiwalu, ale pewnie spory...
Plakat tegorocznego festiwalu,
autorstwa Ryszarda Horowitza,
zaprezentowano rok temu. Czy
praca nad kolejną edycją zaczyna się wraz z zakończeniem poprzedniej? Nie macie chwili oddechu?
Tu nie ma końca i nie ma oddechu. Cały czas tym żyjemy. Już
podczas trwającej edycji festiwalu
zaczynamy rozmowy o następnej.
Zaczynamy się do niej solidnie
przygotowywać.
Stara się Pan wzbogacać festiwal
imprezami dodatkowymi o dużym formacie. Przykładem może
być wystawa prac plastycznych
Boba Dylana w ubiegłym roku
czy zapowiadana teraz wystawa
Bryana Adamsa. Ma to być sposób na przekraczanie przez festiwal ram filmu, wchodzenie w szeroko pojętą sztukę?
Malarstwo i fotografia to rodzice filmu. Musimy o tym pamiętać. A rodzicom należy się
pamięć i szacunek... Warto też
zawsze rozwijać wrażliwość estetyczną Polaków, bo jest ona na
żenująco niskim poziomie. Nic
w tej sprawie nie zrobiono od 25
lat. My, przy okazji naszego festiwalu filmowego, możemy jedynie
prowadzić małą pracę u podstaw.
Stąd te wystawy.

Z jakim przyjęciem spotyka się
w Los Angeles prezentacja nagrodzonych dzieł, czyli Camerimage
Winners Show?
Camerimage Winners Show
przyciąga co roku coraz większą
liczbę widzów i znaczących twórców filmowych. Dzięki temu rośnie zainteresowanie festiwalem.
Ludzie w Stanach pytają, jakie
jest to Camerimage w Polsce,
o którym tak entuzjastycznie na
Winners Show mówią ci, którzy
u nas byli. To działa.
Ważne miejsce podczas festiwalu zajmuje prezentacja nowinek
technicznych.
Nowe technologie doprowadzą nas do projekcji, które nazywam „kubicznymi”. Będziemy
uczestnikami fabuły filmowej.
Będziemy mogli, jak w grach
komputerowych, zmieniać losy
bohaterów opowieści filmowej.
W takim kierunku to wszystko
zmierza. I warto to z bliska obserwować.
A w jakim kierunku zmierza
Camerimage? Jakie są cele i marzenia jego twórcy?
Na szczyt [śmiech]. Chcemy
stworzyć centrum sztuki filmowej, w którym nie tylko prezentuje się filmy i technologie filmowe,
ale także realizuje nowe projekty
związane z ruchomym obrazem.
To jest marzenie i cel. Tam zmierzamy.

18
Patriotyzm w
dwóch wersjach
GMINA CHEŁMŻA

pozatorun.pl

13 listopada 2015 r.

14 listopada w Kończewicach odbędą się
uroczyste obchody Narodowego Święta
Niepodległości. Na ten dzień zaplanowano także promocję książki Jerzego Trybulskiego „Wzgórze nad jeziorem”
Aleksandra Radzikowska

N

a uroczystość co roku
przybywają całe rodziny
z biało-czerwonymi chorągiewkami i kotylionami wpiętymi w ubrania. Rodzice dają
przykład dzieciom, że o historii
nie można zapominać, a maluchy uczą się, że patriotyzm to nie
tylko czyny, ale także pamięć.
O godz. 15.00 mieszkańcy
gminy wraz z zaproszonymi gośćmi rozpoczną obchody 97.
rocznicy odzyskania niepodległości. Do wzięcia w nich udziału zaprasza gospodarz gminy
Jacek Czarnecki oraz Stowarzyszenie Budowy Kopca „Ziemia
Polaków” w Kończewicach.
– Mieszkańcy gminy do
tego wydarzenia już przywykli
– mówi Katarzyna Orłowska. –
Sami przybywają do Kończewic,
by wziąć udział w patriotycznym
przemarszu, który w tym roku
wyruszy o godz. 14.30 z terenu
miejscowej szkoły podstawowej
do Miejsca Pamięci Kopiec „Ziemia Polaków”. Wydarzenie od lat
jest wyjątkowe również ze wzglę-

du na szczególną oprawę.
W programie obchodów
znajdują się: apel pamięci, salwa
z udziałem kompanii honorowej, występ orkiestry wojskowej
oraz złożenie przez wyznaczone
delegacje kwiatów pod Murem
Pamięci.
– Swoją obecność zapowiedzieli nam również ofiarodawcy
kolejnych ziem na budowę Kopca „Ziemia Polaków” w Kończewicach – mówi Katarzyna Orłowska. – Obecnie zbiór ziemi,
pochodzących z różnych miejsc
walk i męczeństwa Polaków, liczy już 166 woreczków. Wiemy
też, że udział w apelu wezmą
poczty sztandarowe szkół i organizacji społecznych oraz delegacje mieszkańców z poszczególnych miejscowości.
Wyjątkowości
wydarzeniu
doda koncert pieśni patriotycznych w wykonaniu gminnego
zespołu Polskie Kwiaty, który
rozpocznie się ok. godz. 16.30
w miejscowej szkole.
– Takie pieśni odgrywają waż-

Tak w ubiegłym roku mieszkańcy uczcili Święto Niepodległości.

ną rolę w rozwijaniu tożsamości
narodowej – mówi Katarzyna
Orłowska. – To właśnie muzyka
patriotyczna, czyli pieśni narodowe i żołnierskie, dawniej motywowały do działań w obronie
ojczyzny i przypominały, że Polska istnieje.
Bo państwo nie oznacza tego
samego, co naród. Dla tych, którzy chcą włączyć się w śpiewanie
pieśni, organizatorzy przygotowali specjalne śpiewniki. Te akcenty nie będą jednak jedynymi,
które pozwolą utrwalić pamięć
o wyjątkowych wydarzeniach.
W Kończewicach obędzie się
również promocja książki Kazimierza Trybulskiego – „Wzgórze
nad jeziorem”.
– Wszystkich zainteresowa-

nych zapraszamy na nią 14 listopada o godz. 17.00 – mówi
Katarzyna Orłowska. – Publikacja dołączy do zbiorów utrwalających lokalne dziedzictwo
gminy. Akcja powieści toczy się
w Chełmży i sąsiadujących z nią
miejscowościach: Bielczynach
i Głuchowie w latach 1257–1260.
Myślę, że warto przeczytać historię, której akcja toczy się właśnie
na tych, znanych nam dziś, terenach.
Kazimierz Trybulski stara się
przybliżyć czytelnikowi średniowieczną historię miejscowości,
które odegrały w dziejach ziemi chełmińskiej rolę znaczącą
i trwałą. Więcej o temacie samej
książki i jej treści opowiedzą zebranym w Kończewicach słucha-

Fot. ŁUKASZ
PIECYK

czom autor i wydawca powieści.
Zainteresowani historią będą
mogli kupić książkę ze specjalną
dedykacją.
– Wydanie publikacji współfinansował samorząd gminy
Chełmża – dodaje Katarzyna
Orłowska. – Tym, którzy nie
będą mogli dotrzeć na promocję,
podpowiadam, że odbędzie się
ona jeszcze 15 listopada w Domu
Kapitulnym w Chełmży o godz.
15.00 i 25 listopada w Muzeum
Diecezjalnym w Toruniu o godz.
17.00. A na zakończenie wieczoru 14 listopada goście obchodów
będą mieli okazję skosztować
słodkiego przysmaku… marszałka Józefa Piłsudskiego.

Z duchem nowoczesności

Liderki Kół Gospodyń Wiejskich spotkały się w Bibliotece Samorządowej w Zelgnie, by dowiedzieć się, jak funkcjonują program Rabat Rolniczy i portal internetowy mojekgw.pl

Organizatorzy spotkania (zdjęcie z lewej) oraz liderki KGW z terenu gminy, które wzięły udział w specjalnym szkoleniu.

W

prowadzeniem do spotkania była krótka prezentacja, która podsumowała tegoroczną działalność
stowarzyszeń.
Wspomniano
najciekawsze fakty i najważniejsze wydarzenia, w których panie z Kół Gospodyń Wiejskich
uczestniczyły.
– Po prezentacji dyrektor programu Rabat Rolniczy Jan Boczek
oraz Bartłomiej Olesiński przedstawili zasady funkcjonowania
i istotę programu – mówi Katarzyna Orłowska. – Opowiedzieli
również ciekawostki związane
z pojawieniem się ogólnopolskie-

go portalu dla Kół Gospody Wiejskich, czyli mojekgw.pl. Dzięki
niemu wszyscy członkowie kół
mają możliwość dokonywania
zakupów po najniższych w Polsce
cenach.
Rabat Rolniczy jest programem zamkniętym, stworzonym
i dostępnym wyłącznie dla społeczności zrzeszonej w KGW
i KR. Oferuje m.in. sprzęt kuchenny oraz akcesoria do sprzątania, gotowania, pieczenia i serwowania potraw, w tym roboty
kuchenne, pralki, odkurzacze czy
lodówki.
– Z kolei zapoznanie się pań

z portalem stwarza im możliwość
bezpłatnego tworzenia własnych
stron internetowych – dodaje
Katarzyna Orłowska. – To umożliwia pokazywanie i relacjonowanie bieżącej działalności KGW na
forum ogólnopolskim.
Nie mniej istotnym elementem spotkania były prezentacje
poszczególnych kół. Panie, poza
referowaniem bieżącej działalności, podzieliły się swoimi doświadczeniami i pomysłami, tym
samym inspirując inne grupy do
kreatywnego działania.
– O dotychczasowej współpracy z KGW podczas spotkania

Fot. NADESŁANE

mówiła także dyrektor Centrum
Inicjatyw Kulturalnych Justyna
Błaszczyk – mówi Katarzyna Orłowska. – Członkinie organizacji
to uczestniczki wielu projektów
realizowanych przez instytucję.
Szkolenie było ciekawe i potrzebne, a podsumował je obiad
przygotowany przez panie z koła
w Zelgnie. Dziękujemy im za
pyszny poczęstunek, a pracownikom Biblioteki Samorządowej za
udostępnienie sali szkoleniowej.
Z końcem ubiegłego miesiąca
na gminnej sesji oficjalnie pożegnano jedną z najbardziej zasłużonych liderek KGW w regionie.

Henryka Matecka organizacji
w Brąchnówku przewodniczyła
przez ponad trzydzieści lat i nie
zamierza rezygnować z członkostwa w niej.
– Gospodynie z Brąchnówka to prężnie działająca grupa
z dużymi sukcesami – dodaje Katarzyna Orłowska. – Pani
Henryce życzymy pomyślności
w dalszym rozwijaniu wokalnych
pasji w gminnym zespole Polskie
Kwiaty.
(AR)

13 listopada 2015 r.

CHEŁMŻA

pozatorun.pl

Maleje liczba
przestępstw

19

Mieszkańcy nie mogą bać się policjantów,
musimy ze sobą współpracować - mówi podinspektor Mariusz Sobiecki, komendant
komisariatu w Chełmży, w rozmowie z Aleksandrą Radzikowską
Przestępczość na terenie, który Państwo kontrolujecie, wciąż
sukcesywnie spada?
Tak, w odniesieniu do tego
okresu z ubiegłego roku to spadek o 15 %. Nie odnotowaliśmy
w tym czasie szczególnych zdarzeń, które wymagają szerszego
omówienia, ale na pewno muszę
wspomnieć o kwestii wyłudzania
pieniędzy na tzw. „wnuczka”, czy
„policjanta”.
Oszuści specjalizują się w nowych technikach wyłudzania?
Metoda na wnuczka, który
potrzebuje
natychmiastowego wsparcia finansowego, jest
szerzej znana. Oszuści podają
się też za policjantów i mówią,
że uczestniczą w działaniach
mających zabezpieczyć majątek na kontach. Nakłaniają do
wypłaty pieniędzy i przekazania ich „funkcjonariuszowi”, by
uchronić je przed działającymi
w Internecie hakerami. To nowa
i niebezpieczna metoda, bo policjanci cieszą się zaufaniem publicznym. Na naszym terenie,
w którego skład wchodzą miasto
i gmina Chełmża oraz Łubianka,
Łysomice i Zławieś Wielka, do-

chodziło do takich prób. A przypominam – policjanci nigdy nie
każą nikomu, żeby przekazał im
pod opiekę pieniądze. Wyzwaniem dla nas jest również zabezpieczenie imprez sportowych
i plenerowych w kwestii porządku. Liczba wydarzeń ciągle rośnie.
Od niedawna służy Państwu kolejny, nowy radiowóz.
Jestem za to wdzięczny samorządom, bo współpraca pomiędzy nami jest autentyczna, nie
tylko kurtuazyjna. To wpływa na
naszą mobilność - szybciej możemy dotrzeć w miejsca zgłoszonych interwencji. Czas reakcji na
zdarzenie to jeden z mierników
naszej pracy, a samochód terenowy pomoże nam jeszcze, w pewien sposób, zwiększyć poczucie
bezpieczeństwa u mieszkańców.
Liczba kradzieży też maleje?
Kiedy w 2012 roku zaczynałem pracę na stanowisku komendanta, kradzieży i włamań odnotowywano ok. 250. Teraz jest
ich 70. Pospolitej przestępczości
jest coraz mniej. Chciałbym też
wspomnieć o naszych sukcesach,

Podinspektor Mariusz Sobiecki kieruje komisariatem w Chełmży od 2012 roku.

Fot. ŁUKASZ
PIECYK

wymi z naszego terenu i dbamy
o to, by organizować tam spotkania o różnej tematyce - od
odpowiedzialności i zagrożeń
w Internecie do kwestii kamizelek odblaskowych.

całe szczęście nadrabiamy to
pracowitością policjantów. Sześć
osób to trzy patrole w terenie.
Można sobie wyobrazić, ile pracy przez rok mogliby wykonać.
Wakaty są jednak w jednostkach
w całym kraju.

na przestrzeni ostatniego roku.
Zabezpieczyliśmy pół kilograma
amfetaminy i w Dni Chełmży
ustaliliśmy sprawców dwóch
rozbojów.
A co z dopalaczami?
Otrzymaliśmy w ostatnim
okresie dwa sygnały w związku
z dopalaczami, przed którymi
bardzo mocno przestrzegam. Na
naszym terenie nie ma punktu
ich dystrybucji. Środki psychotropowe zawsze gdzieś się pojawiają, ale na pewno nie jest to
problem w obrębie szkół. Musimy kształtować świadomość
młodych ludzi, żeby mieli wiedzę
o tym, jak bardzo niebezpieczne
jest ich zażywanie. Współpracujemy z 27 placówkami oświato-

A te dwa wspomniane przypadki
to handel czy próba zażycia?
Jeden przypadek to próba zażycia przez dwie młode osoby,
a drugi – kwestia nabycia dopalaczy.
W odniesieniu do ubiegłego
roku zmieniła się kwestia wakatów?
W komisariacie brakuje nam
sześciu pracowników, czyli to
niecałe 10%. Nie ukrywam, że
jest to dla nas utrudnienie. Na

Świetna runda Legii
Kiedy Tomasz Urbański obejmował Legię Chełmża, celem postawionym przed nim było
utrzymanie. Po zakończeniu rundy jesiennej śmiało możemy stwierdzić – zespół będzie walczył do końca rozgrywek, ale o awans!

W

tym momencie zawodnicy z Chełmży
znajdują się na drugim
miejscu w tabeli ze stratą siedmiu
punktów do Wisły Nowe, ale też
z przewagą dwóch punktów nad
Olimpią II Grudziądz. Spotkanie
z Pomorzaninem Serock zostało
rozegrane po zamknięciu wydania.
– Nie skupiamy się na tabeli –
twierdzi Tomasz Urbański, szkoleniowiec Legii. – Za nami bardzo dobra runda. Wiedziałem, że
w naszej kadrze jest wielu graczy,
którzy posiadają odpowiednie
umiejętności, aby rywalizować
na co najmniej tym poziomie, ale
wyniki, które osiągnęliśmy, trochę przerosły nawet nasze optymistyczne założenia. Nie chcemy
się jednak podpalać. Musimy dobrze przepracować zimę, a potem
dawać z siebie wszystko w każdym kolejnym meczu.
Legioniści spędzili dużą część
sezonu na fotelu lidera rozgrywek. Zwycięski marsz został jednak przerwany przez Sokół Radomin i lidera z Nowego.
– Mieliśmy trochę kłopotów
kadrowych – opowiada Urbański. – Zarówno w Radominie, jak
i w Nowem miałem do dyspo-

zycji tylko dwóch rezerwowych.
Do tego trzeba dodać, że jeden
z siedzących na ławce zawodników był bramkarzem, więc pole
mojego manewru było bardzo
ograniczone, co przełożyło się na
osiągane wtedy wyniki.
Kolejne mecze ligowe w wykonaniu chełmżan były zdecydowanie lepsze, aż do zeszłej soboty,
kiedy zespół zanotował pierwszą
domową porażkę ze Strażakiem/
Wda II Przechowo. Poprzednią
drużyną, która wywiozła z Chełmży trzy punkty, był Piast Łasin,

a mecz został rozegrany 28 marca
2015 roku.
– Nie spodziewałem się takiego wyniku – mówi trener.
– Szkoda tym bardziej, że całą
drugą połowę graliśmy z przewagą jednego zawodnika. Od
początku spotkania wydawało mi
się, że jest coś nie tak. Wydaje mi
się, że ciążył na chłopakach fakt,
iż to ostatni domowy mecz w tej
rundzie i „związało” im to trochę
nogi. Starałem się rozluźnić atmosferę w przerwie, ale gra cały
czas nam nie wychodziła, co wy-

korzystali nasi rywale, strzelając
decydującą bramkę. To był nasz
najsłabszy mecz w tej rundzie, ale
nie mam do chłopaków pretensji,
być może taki zimny kubeł wody
wszystkim nam dobrze zrobi.
Na zawodników czeka jeszcze
jeden mecz awansem z rundy
wiosennej, a później rozpocznie
się przerwa zimowa. To czas dla
trenerów i włodarzy, którzy mają
szansę uzupełnić braki kadrowe
w drużynach.
– Dużo zależy od zarządu –
twierdzi Urbański. – Jeżeli po
naszych rozmowach dojdziemy
do wniosku, że po tak dobrej rundzie jesiennej walczymy o awans,
to sądzę, że będziemy musieli dokonać dwóch lub trzech transferów. Myślę, że potrzebny będzie
wtedy doświadczony i kreatywny
środkowy pomocnik oraz ktoś do
obrony i na bok pomocy. Jeżeli
jednak zostanie podtrzymany cel
przedsezonowy, czyli utrzymanie,
to myślę, że spokojnie damy radę
z kadrą, jaką aktualnie posiadamy. Wszyscy jesteśmy z Chełmży lub okolic, nie przynieśliśmy
wstydu w tej rundzie i jestem
pewien, że na wiosnę będzie tak
samo.
(KŻ)

A jak ocenia Pan współpracę
z mieszkańcami?
Jest coraz lepsza, rośnie poziom zaufania do funkcjonariuszy. Zawsze powtarzam policjantom, że obywateli muszą
traktować przyjaźnie, a wobec
przestępców być bezkompromisowi i zdecydowani. Mieszkańcy
nie mogą bać się funkcjonariuszy, musimy ze sobą współpracować. Takie podejście przynosi
efekty każdej ze stron.

Czyste
powietrze

M

ieszkańcy
Chełmży
będą mogli uzyskać do
45% dofinansowania do
wymiany ogrzewania na niskoemisyjne, czyli na zastosowanie
ogrzewania elektrycznego lub
gazowego. Wnioski do programu
KAWKA III należy składać w sekretariacie Urzędu Miasta Chełmży do 5 grudnia.
– Dofinansowanie możliwe
jest w sytuacji, gdy likwidacja
urządzeń grzewczych opalanych
paliwem stałym – węglem kamiennym, koksem czy miałem
węglowym – będzie trwała – informuje burmistrz Jerzy Czerwiński. – A warunkiem koniecznym
do wzięcia udziału w programie
jest oczywiście posiadanie czynnego ogrzewana węglowego.
To przyczyni się do likwidacji
palenisk węglowych i kotłowni
oraz zastąpienia ich przez źródła
o wyższej sprawności wytwarzania ciepła. Dofinansowanie
dotyczyć będzie m.in. wydatków
poniesionych na demontaż starego źródła ogrzewania oraz zakup
i montaż nowego.
O niezbędne informacje oraz
szczegóły można pytać w Wydziale Gospodarki Miejskiej Urzędu
Miasta Chełmży w pokoju nr 17
lub pod numerami tel.: (56) 639
23 35 i (56) 639 23 48.
(AR)

20

GMINA ŁYSOMICE

pozatorun.pl

Radni dla RP

13 listopada 2015 r.

Rada Gminy Łysomice obradowała podczas uroczystej
sesji w hotelu Monet 9 listopada. Spotkanie wpisywało
się w obchody Święta Niepodległości.

Zumba dla Marcela

Już w najbliższą sobotę 14 listopada w Zespole Szkół nr 2 w Turznie odbędzie się impreza charytatywna

P

Tomasz Więcławski

rzez trzy godziny ludzie
wielkiego serca oddadzą
się aktywności fizycznej
w rytm muzyki. Wszystko po
to, żeby pomóc ciężko choremu
dziecku. Środki zebrane podczas
tego wydarzenia pomogą sfinansować jego rehabilitację.
Marcel ma 9 lat i cierpi na
porażenie mózgowe, hipoplazję
robaka móżdżku oraz padaczkę.
Kamila Kowalska, licencjonowana trenerka zumby-fitness, która
w gminie Łysomice prowadzi zajęcia dla osób w różnym wieku,
nie mogła przejść obojętnie obok
historii chłopca i postanowiła mu
pomóc.
– Chłopiec pochodzi z Brzeźna
w gminie Lubicz, ale charytatywność nie ma ram terytorialnych –
mówi Kamila Kowalska. – Razem
z kadrą ZS nr 2 w Turznie współorganizuję maraton zumby, coraz
popularniejszej formy dbania
zdrowie i nienaganną sylwetkę.
Taniec połączony z elementami
aerobiku mogą trenować osoby
w każdym wieku i mam nadzieję, że takie pojawią się w sobotę
w szkole w gminie Łysomice.
Rodzina Marcela walczy o to,
żeby przez cały czas znajdował się
pod opieką specjalistów.
– Mamy jednak ograniczone
środki finansowe – mówi wprost
Agata Judycka, mama chłopca. –
Nasz najdroższy skarb reaguje na
otoczenie, więc jesteśmy w stanie
poprawić jego funkcjonowanie

Odzew instruktorów zumby, których o pomoc poprosiła Kamila Kowalska, był natychmiastowy.

i komfort życia. Wymaga to jednak ogromnych nakładów...
Odzew instruktorów zumby,
których o pomoc poprosiła Kamila Kowalska, był natychmiastowy.
– Dwanaście osób z całego
kraju będzie prowadziło trening
w Turznie – mówi inicjatorka akcji. – Nie zabraknie atrakcji dla
osób w różnym wieku. Wiele instytucji i sponsorów włączyło się
w to przedsięwzięcie i zdecydowało się pomóc.
Rodzice Marcela już są nieby-

wale wzruszeni.
– Nie wiemy, w jaki sposób
wyrazić naszą wdzięczność –
mówi mama chłopca. – Nasz syn
niedawno zaczął porozumiewać
się z nami prostymi słowami.
Trudno oddać, ile sprawiło nam
to radości i wzruszenia. Może już
także samodzielnie chodzić, co
znacznie ułatwia opiekę nad nim.
Dziewięciolatek jest niezwykle dzielny. Pomimo wrodzonych
wad stara się walczyć i robi stałe
postępy.
– Nie możemy pozostawać

obojętni wobec takich sytuacji
– mówi Kamila Kowalska. – Ta
rodzina codziennie podejmuje
wielki trud i wysiłek, żeby żyć
normalnie. My nie robimy nic
niezwykłego. Każdy na naszym
miejscu zachowałby się podobnie.
Marcelem cały czas muszą
opiekować się m.in. logopeda
i pedagog. I Charytatywny Maraton Zumby w Turznie ma pomóc
w zapewnieniu stałej opieki specjalistów dla tego, doświadczonego przez los, dziecka.

Fot.
NADESŁANE

– Zapraszamy do gminy Łysomice wszystkich – mówi Kamila
Kowalska. – Ci, którzy nie mogą
przyjechać w sobotę, mogą wesprzeć chłopca wpłatami na konto.
Jego uśmiech i piękne oczy, którymi przewierca każdego, z kim
się spotka, niech będą najlepszym
podziękowaniem za okazane serce.
Maraton zumby rozpocznie się na sali gimnastycznej ZS
w Turznie w sobotę 14.11 o godzinie 16.
(WT)

13 listopada 2015 r.

GMINA ŁUBIANKA

pozatorun.pl

D
Narodowe szlagiery
Już po raz dwunasty w Zamku Bierzgłowskim odbył sie Festiwal
Pieśni Patriotycznej –Tobie Polsko

Dosiądź rumaka Polskie
W grudniu odbędą się I Mistrzostwa Gminy smaki
Łubianka w „Kreski”. Gra komputerowa
imitująca zmagania żużlowe cieszy się
coraz większą popularnością w regionie

F

anów czarnego sportu
w tym samorządzie nie
brakuje. Wielu zagorzałych
sympatyków Apatora mieszka
w Pigży i okolicach. Teraz mają
szansę sami doświadczyć współzawodnictwa na torze. Tyle że
wirtualnym.
W tej grze motocykle sterowane są klawiaturą lub myszką.
Wszystko wyświetlane jest na
ekranie telewizora. Każdy z zawodników ma inny kolor swojej
kreski, który nawiązuje do barw
kasków spotykanych na torach
żużlowych. Zasady są takie same,
jak w realnej rywalizacji sportowców.
– W Toruniu od 2001 roku
działa liga kreskowa – mówi Radosław Kowalski z Urzędu Gminy Łubianka. – Ta gra jest znana
i popularna od wielu lat, a teraz
chcemy sprawdzić, czy przyjmie
się w naszej gminie.
Każdy może spróbować swoich sił w rywalizacji na torze –
w sieci. Wersji gier jest naprawdę
sporo. 11 grudnia w Łubiance
zawodnicy zmierzą się w edycji

„Żużel 2001” na prędkości nr 4.
Każdy może także pobrać grę
i poszczególne areny ze strony
www.kreski.liga.torun.pl.
– Nasze zawody odbędą się
w Centrum Kultury – zdradza Radosław Kowalski. – Żeby się odbyły, potrzebujemy 16 chętnych.
Nie ma ograniczeń ze względu na
płeć. Wystarczy mieć ukończone
15 lat. Zgłoszenia przyjmujemy
do 20 listopada.
Zainteresowani winni je przesłać na adres: kreski_lubianka@
interia.pl. W wiadomości wysłanej organizatorom trzeba zawrzeć
imię i nazwisko, wiek, miejsce zamieszkania oraz telefon kontaktowy.
– Decyduje kolejność zgłoszeń, ale pierwszeństwo mają
mieszkańcy naszej gminy – mówi
Radosław Kowalski. – Ostateczny
regulamin uczestnicy dostaną po
zamknięciu listy zgłoszeń. Zwycięzca otrzyma puchar ufundowany przez wójta. Na każdego
uczestnika czekają drobne upominki.
(WT)

K

iermasz odbędzie się
w sali Centrum Kultury
w Łubiance w godzinach
11.00-14.00. Urząd Gminy czeka
na zgłoszenia wystawców. W tym
roku nie muszą to być wyłącznie
mieszkańcy gminy.
– Otwieramy się na zewnątrz –
mówi Jerzy Zająkała, wójt gminy
Łubianka. – Chcemy, żeby oferta jarmarku była jak najszersza.
A mamy w regionie czym się pochwalić. Wiele rodzin kultywuje
wielowiekowe tradycje świąteczne.
Impreza odbędzie się po raz
czwarty. Frekwencja z roku na
rok jest coraz wyższa.
– Pamiętajmy, że podczas
tego spotkania mogą wystawić
się nie tylko mistrzowie kulinariów – mówi Radosław Kowalski z Urzędu Gminy Łubianka.
– Zapraszamy ludowych twórców
– rękodzielników, malarzy, plastyków. Wszyscy są mile widziani. Razem zbudujemy niezwykłą
przedświąteczną atmosferę.
Zgłoszenia przyjmowane są do
27 listopada w Gminnej Bibliotece Publicznej oraz pod numerem
telefonu: 698 49 93 18.
(WT)

zieci i młodzież zaprezentowały swoją interpretację
kilkudziesięciu utworów
opowiadających o losie Rzeczypospolitej. Taką formę świętowania 11 listopada wybierają od lat
w gminie Łubianka. W Diecezjalnym Centrum Kultury czuć było
podniosłą atmosferę i patriotycznego ducha.
Festiwal odbył się 6 listopada. Występowały w nim osoby
z całego regionu. Nauczyciele
muzyki ze szkół i ośrodków kultury starannie przygotowywali
swoich podopiecznych. Ze sceny
wybrzmiały klasyczne utwory patriotyczne, jak również te nieco
mniej znane.
– W całym kraju widać, że
Święto Niepodległości obchodzone jest z coraz większym rozmachem – mówi Jerzy Zająkała, wójt
gminy Łubianka. – Szanujemy
swoją tradycję i podkreślamy ją
w sposób godny. To bardzo cieszy. W naszym samorządzie od lat
stawiamy na świętowanie w rytm
muzyki i pieśni patriotycznych,
a także wspólne bieganie.
Tegoroczny Bieg Niepodległości odbył się 11 listopada. Wystartowało w nim kilkaset osób.
– To nasze sztandardowe wydarzenie, ale warto podkreślić zaangażowanie młodego pokolenia
w festiwal pieśni patriotycznej –
mówi Jerzy Zająkała. – Człowiek
wychodzi z takiego spotkania niezwykle zbudowany, bo przecież to
kolejne roczniki będą budowały

21

przyszłość naszej ojczyzny, a ich
wiedza o przeszłości i przodkach
pozwoli im na poszanowanie narodowych tradycji.
Jury festiwalu złożone było
z profesjonalnych muzyków.
Organizatorzy przedsięwzięcia
współpracują bowiem od lat ze
Szkołą Muzyczną w Toruniu.
W imprezie biorą też udział kombatanci. Spotkanie pokoleń, które
odbywa się przy tej okazji, cieszy
się niezmienną popularnością.
Jakie utwory mogliśmy usłyszeć 6 listopada w murach zamku
w miejscowości Zamek Bierzgłowski? Wybrzmiały m.in.: „Jak
długo w sercach naszych”, „O mój
rozmarynie”, „Rozkwitały pąki
białych róż”, „Piechota”, „Dziewczyna z granatem”, „Modlitwa
obozowa”, „Krajobrazy polskie”
czy „Mury” z repertuaru Jacka
Kaczmarskiego.
– Wyniki w tym dniu są sprawą drugorzędną – mówi Jacek
Żebrowski, dyrektor Zespołu
Szkół im. Janusza Korczaka w Łubiance. – Najważniejsze, że tyle
osób wzięło udział w tak pięknym, nastrojowym i przejmującym przedsięwzięciu.
Warto podkreślić, że tego samego dnia rozstrzygnięto także
w Diecezjalnym Centrum Kultury kolejną edycję konkursu
plastyczno-literackiego pt. „Zawdzięczamy niepodległość”.
(WT)
Fot. Łukasz Piecyk

Łod pirszych
poczuntków
W Centrum Kultury w Łubiance odbędzie
się szczególny wieczór autorski. Motywem
przewodnim będzie gwara chełmżyńska

D

ariusz Meller kultywuje
tradycje naszych przodków od wielu lat. Historyk szczególną uwagę poświęca
Chełmży – swojemu rodzinnemu miastu. O miejscowości i jej
sąsiedztwie opowiadał będzie już
19 listopada.
Organizatorem prelekcji jest
Gminna Biblioteka Publiczna
w Łubiance. Dariusz Meller jest
radnym powiatu, sekretarzem
gminy Łubianka, historykiem
i regionalistą. Posiada bardzo
bogatą kolekcję archiwów pomorskich – głównie fotografii
i pocztówek przedstawiających
Chełmżę i inne miejscowości
znajdujące się w powiecie toruńskim.
– Staram się ocalić od zapomnienia prawdziwe skarby –
mówi Dariusz Meller. – Dla wielu
osób takie „starocie” nie mają już
obecnie wartości. A to ogromny błąd, bo są one bezcenne dla
naszej przyszłości. Tylko bowiem

znając przeszłość, można budować przyszłość.
Meller jest autorem kilku książek opowiadających o naszym
regionie, m.in. „Słownika gwary
używanej w Chełmży i okolicach”,
„Krótkiej historii Chełmży. Łod
pirszych poczuntków do dzisiaj”
i publikacji pt. „Chełmża. Kultura
w dziejach miasta”.
Wieczór autorski przybliży historię gwary chełmińskiej
(wymiennie nazywanej chełmżyńską). Jest to dialekt wyjątkowy i niezwykle barwny. Każdy
uczestnik spotkania będzie miał
także okazję nabycia słownika autorstwa Dariusza Mellera. Liczba
miejsc jest ograniczona. O możliwości uczestniczenia w tym
wydarzeniu decyduje kolejność
zgłoszeń. Są one przyjmowane
pod numerem telefonu 698 49 93
18. Początek spotkania zaplanowano na godzinę 16.00.
(WT)

22

GMINA LUBICZ

pozatorun.pl

‘‘

Każdy zna
swoje miejsce
i zadania
Olga Ossowska wyjechała do Japonii rok temu.
Zapraszał rząd Kraju Kwitnącej Wiśni. Teraz wróciła
i dzieli się z nami swoimi doświadczeniami
Tomasz Więcławski
Olga Ossowska jest zafascynowana Japonią. To naród niezwykle ceniący porządek.

N

a co dzień pracuje
w Urzędzie Marszałkowskim. Zajmuje się
kwestiami współpracy międzynarodowej. Ma dziesięcioletnie
doświadczenie. Pracowała dwa
lata w Brukseli, a wcześniej studiowała w Szwecji. Zakwalifikowanie do programu Young Leaders jest jednak jej największym
zawodowym osiągnięciem.
– Niewielu Polakom udaje
się wyjechać na roczny staż do
Japonii – mówi Olga Ossowska,
mieszkanka Lubicza Górnego. –
Razem ze mną była jedna osoba

z naszego kraju, a w poprzednich
latach kwalifikowały się jednostki, a czasami nikt. Procedura rekrutacyjna jest wielostopniowa.
Najpierw trzeba przejść wąskie
sito eliminacji w Polsce, a później decyzja należy do Japończyków, którzy bardzo starannie
dobierają zapraszane osoby.
Wyjazd jest formą wymiany
doświadczeń pomiędzy pracownikami administracji z różnych
stron świata, ale także przybiera
postać nauki o samorządzie.
– Program jest bardzo napięty
i rozbudowany – zdradza miesz-

13 listopada 2015 r.

Fot. ŁUKASZ
PIECYK

kanka gminy Lubicz. – Oni tam
pracują bardzo długo. Nie zawsze
efektywnie (śmiech), ale w miejscu pracy spędzają więcej godzin
niż my w Polsce. Poznałam tam
wspaniałe osoby, które pokazały
mi nieco inne spojrzenie na administrację. Europejczyków było
niewielu. Zaprzyjaźniłam się
z osobami z krajów leżących na
południu Azji.
Co naszą krajankę najbardziej
zaskoczyło w odległym państwie?
– Takich rzeczy jest mnóstwo – mówi Olga Ossowska. –

Przede wszystkim
warto podkreślić
rolę formy w życiu
codziennym. Oni
Obostrzenia związane
kierują się ścisłymi regułami. Jeżeli
jakaś decyzja raz z udziałem w tym projekcie
zapadnie, to nie są takie, że trzeba mieć mniej
ma odwrotu. Nawet najdrobniejsze niż 40 lat, minimum trzy lata
spotkania
mają
specjalną agendę. pracy
Musi być porząkosztowne. Podróżowanie samodek, a każdy winien wiedzieć, co ma robić i jak lotem trwa dłużej, ale jest dużo
tańsze.
się zachować.
Polka
zaprzyjaźniła
się
Japończycy,
jak
wynika
z relacji pracownicy Urzędu z urzędnikami z Filipin, KamMarszałkowskiego, dużą rolę bodży, Indonezji czy Malezji.
przywiązują do celebrowania Łącznie na stażu było 11 osób,
zmieniających się pór roku.
a krajów zaproszonych do udzia– Chcieli nam pokazać, jak łu w projekcie jest 30.
ważna jest dla nich przyroda –
– Obostrzenia związane
mówi Polka. – Chodziliśmy po- z udziałem w tym projekcie są
dziwiać zmieniające swój kolor takie, że trzeba mieć mniej niż 40
liście. Dla mnie nie było to szo- lat, minimum 3 lata pracy i dokiem, bo w Polsce pory roku są brze znać język angielski – mówi
również ostro zaznaczone, ale urzędniczka. – Na koniec zdaje
tłum Japończyków z aparatami, się bowiem egzamin w tym języuwieczniający to „wydarzenie”, ku, a poza tym ciężko byłoby bez
był małym zaskoczeniem.
jego znajomości porozumiewać
Staż w Japonii był okazją do się tam przez cały rok.
poszerzenia wiedzy teoretycznej
W Japonii był też urzędnik
o funkcjonowaniu samorządu
z
Czech
i urzędniczka z Urzędu
w tym i innych państwach, a takMiasta
Gdańska.
że możliwością skonfrontowania
– Teraz ich rząd oczekuje, że
jej z praktyką działania urzędów.
będziemy,
w miarę możliwości,
– Odwiedziliśmy przez rok
wiele instytucji – mówi Olga w swoim środowisku budowali
Ossowska. – Sporo podróżowa- więzi z ich krajem – mówi Olga
liśmy. Przy tej okazji też warto Ossowska. – Mam nieco łatwiej,
zwrócić uwagę na jedną kwe- bo Urząd Marszałkowski od jastię. To kraj wyspiarski, więc kiegoś czasu prowadzi już taką
przemieszczanie się jest nieco współpracę. Przywiozłam ze
utrudnione. W Europie kolej jest sobą do domu pałeczki, ceramiwzględnie tania i wolna, a samo- kę i ich klasyczne laleczki. Chcialoty szybkie, ale drogie. U nich łabym jednak jeszcze kiedyś tam
jest odwrotnie. Superszybkie wrócić, bo kilka miejsc mnie zapociągi zawiozą cię w moment fascynowało, a paru wysp jeszcze
do wielu miejscowości, ale to nie widziałam.

Region malowany pastelami
Dzieci ze Złotorii powalczą o nagrody w europejskim konkursie plastycznym. Ich dzieła ocenią w Brukseli

T

Tomasz Więcławski

roje uczniów szkoły
podstawowej w gminie Lubicz bierze udział
w rywalizacji pt. „Mój region
– moja szkoła”. Młodzież stanęła w szranki ze swoimi rówieśnikami z innych krajów
UE. Zabawę organizuje grupa
polityczna European Alliance,
działająca w Komitecie Regionów.
Zadaniem dzieci było przedstawienie wizji szkoły przez
pryzmat regionu. Miały w swoich pracach plastycznych poruszyć dowolne aspekty związane
z funkcjonowaniem instytucji,
jej otoczeniem lub językiem
danego kraju. Trzeba było także uzupełnić zgłoszenie o opis
swojego pomysłu w języku angielskim.
W „podstawówce” w Złotorii najpierw odbyły się eliminacje. W nich najlepsi okazali
się Jakub Sowiński i Nikola
Fuerstenau z VI B oraz Kamil
Ciborski z V B. Zadowolenia
i uznania dla kreatywności
swoich podopiecznych nie kryje nauczycielka plastyki i historii w tej placówce.
– Nasi uczniowie mają wiele
talentów – mówi Daria Czermińska-Falk. – Startują w różnych konkursach i wygrywają
w nich nagrody. Teraz musia-

Od lewej: Daria Czermińska-Falk (z pracą Kamila Ciborskiego),
Anna Chrzanowska oraz Nikola Fuerstenau i Jakub Sowiński.

ły dodatkowo pokazać swoje
zdolności obserwacji najbliższego otoczenia. Wiele pomysłów zaczerpnęły z lekcji historii i zajęć kółka historycznego
działającego w naszej szkole.
Swoją wizję przeniosły na papier przy użyciu kredek i pasteli.

Fot.
NADESŁANE

Walorem konkursu jest także połączenie dbałości o kultywowanie regionalnych tradycji
z nauką języka obcego.
– To jest bardzo ciekawy,
ale też trudny konkurs – mówi
Anna Chrzanowska, nauczycielka z SP w Złotorii. – Trzeba wykazać się zdolnościami

językowymi,
plastycznymi
i znajomością historii regionu.
Takiej propozycji dla naszych
uczniów wcześniej nie było.
Co uwieczniły na swoich
pracach dzieci ze Złotorii? Nikola Fuerstenau narysowała ruiny zamku z czasów Kazimierza
Wielkiego, które znajdują się
w jej rodzinnej miejscowości.
– Wiele razy przechodziłam obok tego miejsca – mówi
dziewczynka. – Obiecywałam
sobie, że je narysuję i teraz była
do tego okazja. Myślę nawet
o szkole plastycznej, bo rysunek jest moim hobby i pasją.
Jakub Sowiński w swojej
pracy przedstawił najstarszy
dąb w Złotorii, a także kościół
św. Wojciecha i drewniany
most. Na jego rysunku pojawiła się też Drwęca i podróżujący
nią flisak.
– Wybrałem pierwszy pomysł, który wpadł mi do głowy – mówi uczeń. – Jeżeli się
spodobało, to chyba nieźle mi
poszło?
Jego kolega Kamil także ujął
w swojej pracy flisaka rodem
ze Złotorii, który płynie drugą
z rzek wijących się przez region
– Wisłą – na pomoc Toruniowi.
– To mój autorski pomysł –
mówi z dumą chłopak. – Mam
nadzieję, że w Brukseli też nam

się poszczęści.
W szkole z dużymi nadziejami czekają na ostateczne
wyniki konkursu. Wyróżnione dzieła zawisną na ścianach
Komitetu Regionów 3 grudnia.
Zostaną przedstawione także
w okazjonalnej broszurze i trafią na pocztówki.

Sukcesy uczniów ze Złotorii w roku szkolnym
2014/2015:
1. Ogólnopolska olimpiada
z języka angielskiego
Olimpus 2015 – laureat;
2. Przedmiotowy konkurs
z j. polskiego – finalista;
3. Przedmiotowy konkurs
z j. angielskiego –
dwóch finalistów;
4. VII Ogólnopolski Konkurs
Mitologiczny KLIO 2015 –
1. miejsce w kraju w kategorii
„praca fotograficzna”;
5. Mała Liga Zadaniowa –
4. miejsce w województwie;
5. III Ogólnopolski Konkurs
Historyczny KLIO 2014 –
5. miejsce w kraju w kategorii
„praca fotograficzna”.

23
Zapobiec zrujnowanym życiorysom
13 listopada 2015 r.

GMINA LUBICZ

pozatorun.pl

W Zespole Szkół nr 1 w Lubiczu Górnym odbyła się konferencja profilaktyczna pt. „Dopalaczom stop!”.
Rodzice i dzieci wysłuchali przejmujących opowieści osób, które musiały zmierzyć się z nałogiem

O

Tomasz Więcławski

rganizatorami spotkania
byli wójt gminy Lubicz
Marek Olszewski i Gminna Komisja Rozwiązywania
Problemów Alkoholowych. Stowarzyszenie „Jestem” z Torunia
przedstawiło nie najłatwiejszy
w odbiorze, ale niezwykle poruszający spektakl „Wolność”.
W konferencji brali udział
przedstawiciele władz samorządowych i policji, wolontariusze
i założyciele stowarzyszenia niosącego pomoc potrzebującym,
a także założyciel Ośrodka Readaptacyjnego „Mateusz” Waldemar Dąbrowski wraz ze swoim
podopiecznym. Spotkanie miało
szczególny wymiar, bo uwypuklono przykłady głównych problemów z uzależnieniami, a nie,
jak to często bywa, jedynie suche
fakty i statystyki.
W przemówieniu inauguracyjnym Marek Olszewski, wójt
gminy Lubicz, mówił o szczególnej roli rodziny w procesie wychowania i zapobiegania problemom z alkoholem i narkotykami.
– Więzi rodzinne, dobry klimat w rodzinie i poczucie zrozumienia to fundamenty, na
których powinniśmy budować
strategię walki z zagrożeniami.
One zawsze będę występowały.
Co do tego nie mam wątpliwości.
Ale trzeba minimalizować ryzyko
dosięgnięcia przez nie naszych
dzieci. Najdroższego, dla nas

Konferencję uatrakcyjnił występ stowarzyszenia „Jestem”.

wszystkich, skarbu. Dlatego jesteśmy tu dzisiaj razem.
W gminie Lubicz od dłuższego czasu realizowanych jest kilka
kampanii społecznych, które pomagają rodzinie, m.in. program
„Stawiamy na rodzinę” i „Bezpieczna gmina”. W ten drugi wpisywała się lubicka konferencja,
która odbyła się w czwartek 5 listopada.
Głos w sprawie dopalaczy zabrał także komendant komisariatu w Lubiczu Ireneusz Lewandowski.
– Nie mamy zgłoszeń z terenu gminy odnośnie stosowania
takich środków – mówił przedstawiciel policji. – To nie oznacza

jednak, że ten problem nie występuję. Musimy przełamać opór
i skończyć z milczeniem w tej
sprawie, bo ono nie rozwiąże sytuacji. Jeżeli nie wiemy, do kogo
się zgłosić, to warto przyjść po
radę do dzielnicowego. On będzie wiedział, jak państwa pokierować.
Zachowanie osoby po zażyciu
dopalaczy próbowała opisać Małgorzata Świątkowska-Olewińska
z KMP w Toruniu.
– Osoby uzależnione od tych
substancji zachowują się jak tygrys w klatce – mówiła funkcjonariuszka. – Niezwykle agresywnie. Pamiętajmy, że każdy kontakt
naszych dzieci z tymi substancja-

Fot. ŁUKASZ
PIECYK

mi, o których pochodzeniu często nic nie wiemy, to śmiertelne
zagrożenie.
W bardzo ekspresyjnym i widowiskowym przedstawieniu temat wolności człowieka podjęli
członkowie stowarzyszenia „Jestem”. Działa ono w Toruniu od
11 lat. Występ przyjęty został
przez lubicką publiczność owacjami na stojąco.
Niezwykle przejmująca i dająca do myślenia była także opowieść Waldemara Dąbrowskiego,
założyciela ośrodka readaptacyjnego „Mateusz”, który na co
dzień ma do czynienia z byłymi
więźniami, pacjentami szpitali
psychiatrycznych czy osobami,

które trafiły do poprawczaka.
Zazwyczaj w wyniku problemów
z uzależnieniami i konsekwencji,
które one niosą.
Słowa Waldemara Dąbrowskiego miały również wymiar
osobisty.
– Sam walczyłem z alkoholem
– mówi. – Dziś nie sięgam nawet
po kropelkę. Każdy łyk przybliża
nas do śmierci.
Jego podopieczny Grzegorz
opowiedział swoją historię,
w której centralne miejsce miały
narkotyki – począwszy od marihuany, a skończywszy na próbowaniu w wieku 18 lat heroiny.
– Nie sięgajcie po to gówno
– apelował młody człowiek do
dzieci i młodzieży. – Widziałem
ludzi, którzy przez nie spadali na
samo dno.
Konferencję
podsumowała
Hanna Anzel.
– Nie ma w naszej gminie
przyzwolenia na używki w szkołach – mówiła przewodnicząca
Rady Gminy i członkini Gminnej
Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. – Będziemy stanowczo reagowali na takie
przypadki. Skupienie młodych
ludzi w czasie dzisiejszego spotkania jest godne podkreślenia.
Usłyszeliście sporo. Wyciągnijcie z tego mądre wnioski. Każdy,
kto ma problem, może się do nas
zgłosić. Pomożemy.

24

GMINA ZŁAWIEŚ WIELKA

pozatorun.pl

Nastrojowo
i patriotycznie K

13 listopada 2015 r.

Dzieje się w gminie Zławieś Wielka.
Za nami zaduszki jazzowe i akademia
z okazji 11 listopada w Gminnym Ośrodku
Kultury w Złejwsi Małej
Tomasz Więcławski

oncert oktetu Dixie Team
odbył się w sobotę 7 listopada. Miłośnicy jazzu
spotkali się w sali koncertowej
GOKiS-u, żeby wspominać zmarłych w 2015 roku ludzi muzyki.
To tradycja znana w naszym kraju od lat.
– Z naszej sceny można
było usłyszeć standardy jazzowe
i popularne utwory we własnych,
oryginalnych interpretacjach zespołu – mówi Maria Karpińska,
dyrektor Gminnego Ośrodka
Kultury i Sportu w Złejwsi Małej. – Jazzmani wprowadzili nas
w stan zadumy i refleksji nad
przemijającym ludzkim życiem.
Muzycy grający na żywo w tak
szerokim składzie są rzadkością
w czasie imprez w powiecie toruńskim. Dlaczego w Złejwsi Małej zdecydowano się na ten rodzaj
uczczenia Święta Zmarłych?
– To stara, polska tradycja
– mówi Maria Karpińska. – Jazzmani często spotykają się na
początku listopada, żeby wspomnieć tych, z którymi kiedyś grali
lub z którymi zagrać nie zdążyli.
W tym roku ze sceny wspomniałam 13 nazwisk wybitnych twórców. Odeszli od nas m.in. Zbigniew Kurtycz, Jan Skrzek, Jan
Kusiewicz, Sławomir Gołaszewski czy Włodzimierz Szymański.
Dyrektor GOKiS-u zapewnia, że planuje kontynuować tę
imprezę. W tym roku uczestni-

czyło w niej kilkadziesiąt osób.
We środę 11 listopada w gminie
Zławieś Wielka świętowano kolejną rocznicę odzyskania niepodległości. O godzinie 15.00
odbyła się msza święta w kościele
w Złejwsi Wielkiej. Po niej zgromadzeni goście udali się na część
oficjalną i artystyczną do budynku GOKiS-u. Tam grupa Melodia
zaprezentowała swój scenariusz
słowno-muzyczny złożony z tekstów i piosenek o wymowie patriotycznej.
– W kolejnych tygodniach
również będzie się wiele u nas
działo – mówi Maria Karpińska.
– 18 listopada mamy koncert
„Przebój mamy i taty”. Realizujemy go po raz kolejny. W festiwalu
wezmą udział dzieci i młodzież
z terenu gminy.
Dyrektor instytucji ogłosiła
także konkurs na najpiękniejszą
kartkę bożonarodzeniową i IV
Gminny Konkurs Szopek Bożonarodzeniowych. Przygotowują
je rodziny z terenu gminy. Na jarmarku przedświątecznym przed
urzędem będą wręczane nagrody dla twórców najpiękniejszych
dzieł. Swoje odrębne wyróżnienia
przyznają wójt, przewodniczący
rady gminy i dyrektor GOKiS-u.
Fot. Łukasz Piecyk

Pompy zamiast wysiedleń

To jedna z najważniejszych inwestycji pomiędzy dwoma miastami stołecznymi naszego województwa.
Jej uruchomienie umożliwia zaludnienie tych terenów i realne zbliżenie Bydgoszczy z Toruniem
Jacek Kiełpiński

Wojewoda Ewa Mes, wójt Jan Surdyka i marszałek Piotr Całbecki podczas przecięcia wstęgi w trakcie uroczystego otwarcia pompowni. Obok pokazowy spust wody na nowej konstrukcji i osiedle
„Nasza Dolina” - chronione w pierwszym rzędzie przez nowy obiekt.

T

ej śluzy brakowało, by
można było uznać zachodnie tereny gminy Zławieś
Wielka za zabezpieczone przed
powodzią. Ostatnio Wisła upomniała się o te ziemie w 2010
roku. Jej cofka i napływające
Kanałem Górnym wody z Wysoczyzny Chełmińskiej podtopiły
wówczas wiele domów. Ten scenariusz ma już się nie powtórzyć.
Podczas uroczystego otwarcia
śluzy i pompowni w Czarnowie
27 października pojawiły się
najwyższe władze, z wojewodą
i marszałkiem na czele. Z ust
wojewody Ewy Mes padły słowa
o „naprawie błędu z przeszłości”.

W tle inwestycji za blisko 8 milionów, czyli bardzo – co wielokrotnie podkreślano – kosztownej, kryje się bowiem poważny
spór. Dość powiedzieć, że przed
laty padały propozycje, by wysiedlić z tego terenu mieszkańców i o inwestycji zapomnieć.
Ostatecznie powstała śluza wałowa w przepuście pod drogą
nr 80, pełniącą w tym miejscu
rolę wału przeciwpowodziowego, i pompownia składająca się
z trzech pomp o różnej mocy
i wydajności, które są w stanie
przerzucać za wał wodę napływającą Kanałem Górnym.
– Konstrukcja przewidzia-

na jest na wodę stuletnią, czyli mamy tu najwyższy poziom
ochrony – tłumaczy Roman
Woźniakowski, kierownik budowy z firmy Melbud.
W rozmowach kuluarowych
wracał temat genezy powstania pompowni. Krótko mówiąc,
gdyby nie inwestycje prowadzone w tej części gminy przez Mieczysława Rolirada, który przed
laty kupił 300 hektarów i zaczął
budować osiedle „Nasza Dolina”
– pompowni by nie było. Niektórzy dość złośliwie komentowali,
że geneza powstania osiedla jest
mętna, poprzedni radni i wójt
działali „pod” Rolirada. I to jest

ten błąd, o którym mówiła chwilę przed przecinaniem wstęgi
wojewoda Ewa Mes. Ponadto
ubolewano, że biznesmen nie
dołożył się do kosztownej inwestycji, mimo że to on najbardziej
na niej skorzysta – ceny ziemi
w tym miejscu zdecydowanie
wzrosną.
– Znam te zarzuty – przyznaje Mieczysław Rolirad. – Powtarzają się od dawna. Ziemię
kupiłem w dobrej wierze. Żaden urzędnik, żadne służby nie
informowały mnie, że to tereny
zalewowe. Dziś na moim osiedlu
mieszka blisko 2 tysięcy ludzi,
pochodzących głównie z Byd-

Fot. JACEK
KIEŁPIŃSKI

goszczy. Osiedli się tu docelowo
40 tysięcy osób, bo okolica jest
piękna, a teraz jeszcze bezpieczna. Przecież miała być metropolia bydgosko-toruńska, czyż nie?
Tu widać, że ona już jest. Powstaje spontanicznie, dzięki mieszkańcom wybierającym te tereny.
A śluza chroni bezpośrednio blisko 700 hektarów, więc zaludnienie może tu być jeszcze większe.
Zamiast się cieszyć, że następuje
rozwój, o którym tak wiele gadają, ciągle im coś nie pasuje.
Politycy są oderwani od rzeczywistości...

13 listopada 2015 r.

Wypłynęli na szerokie wody

Dzieci ze Szkoły Podstawowej w Łążynie II podbijają świat. Niedawno kolejna grupa wróciła z Sycylii. W ramach
programu Erasmus Plus poszerzają horyzonty, a także szlifują w praktyce znajomość języka angielskiego

P

Tomasz Więcławski

odstawówka w gminie
Obrowo nie jest dużą szkołą. Uczęszcza do niej stu
kilkudziesięciu uczniów. Dzięki
pasji i zaangażowaniu udało im
się jednak dostać do europejskiego programu, w którym bierze
udział zaledwie trzydzieści placówek z Polski. W planach mają
realizację kolejnych projektów.
– Byliśmy niedawno we Włoszech – zdradza Dominika,
uczennica szkoły w Łążynie II. –
Mieszkałam u bardzo bogatej rodziny. Miałam dużo miejsca i mogłam sobie wybierać jedzenie,
na które akurat miałam ochotę.
W ich domu jest dziewięć pokoi.
Koleżanka z Włoch ma dwa psy,
dwa koty i rybkę. I dwóch starszych braci (śmiech).
Co zaskoczyło uczniów na Sycylii?
– Przede wszystkim temperatura – mówi Martyna Dąbrowska.
– W Polsce już robiło się chłodno,
a u nich mogliśmy chodzić cały
czas w podkoszulkach. Pozwiedzaliśmy też sporo. Było bardzo
miło i sympatycznie.
Kulinaria też były sporą niespodzianką.
– We Włoszech je się dużo
słodkiego – dodaje Martyna Dąbrowska. – Nawet na obiad. Posiłki mogą trwać wiele godzin.

Ostatnia wizyta projektowa w ramach programu Erasmus Plus przeniosła dzieci z gminy
Obrowo do słonecznej Sycylii.

Szczególnie kolacja. U nas jemy ją
ok. 18-19. Tam zaczyna się o 21.00
i często trwa do północy. Region,
w którym byliśmy, był niezwykle
urokliwy. Jak w soczewce, można
było tam zobaczyć wszystko, co
w tym kraju najpiękniejsze – góry
i morze.
Razem z uczniami w wyjazdach projektowych uczestniczą
nauczyciele. Program jest bardzo napięty, bo w Erasmus Plus
chodzi o realizację konkretnych
zadań, które mają zbliżać dzieci z różnych państw. Młodzież
z gminy Obrowo była już wcześniej w Anglii i Turcji. Uczniowie
z innych państw przebywały też
w Polsce, gdzie zostały odpo-

wiednio ugoszczone.
– Włosi słabo znają język angielski – mówi Patrycja, która
także uczestniczyła w wyjeździe.
– Ale są za to bardzo sympatyczni, więc można się porozumiewać
na migi albo dzięki pomocy różnych urządzeń multimedialnych.
W każdym wyjeździe uczestniczą inne osoby. Ważne jest bowiem, żeby jak najszersza grupa
młodzieży poznała inne kraje.
– W kwietniu mamy wyjazd
do Grecji – mówi Hanna Affelt,
dyrektor SP w Łążynie II. – Tam
pojadą głównie chłopcy, bo takie
zadania projektowe będą tam realizowane.
We Włoszech dzieci z różnych

Fot.
NADESŁANE

państw poznawały tańce ludowe
i przepisy kulinarne zaczerpnięte
z różnych kultur. Turcy przygotowywali kebaby, Włosi najróżniejsze pasty, a nasi przedstawiciele
poczęstowali swoich rówieśników
bigosem i schabowym z ziemniakami. Dużą popularnością cieszył
się wulkan Etna, który młodzież
mogła zobaczyć na Sycylii. Architektura i klimat włoskich miasteczek, same w sobie, zapierały
dech.
– Zapamiętamy pomarańcze
rosnące wzdłuż ulic, a także fakt,
że jak pada deszcz, to oni zamykają szkoły od razu – mówi Patrycja. – Śnieg pada tam rzadko,
ale jak już jest, to traktują to jako

Zęby na lata Dziewiętnaści
w kraju
Dzieci z gminy Wielka Nieszawka
uczestniczyły w akcji PCK w Toruniu
„Chroń Dziecięce Uśmiechy”. Do Małej Nieszawki przyjechał 10 listopada
mobilny gabinet dentystyczny

Gmina Wielka Nieszawka po raz kolejny
zajęła bardzo wysokie miejsce
w ogólnopolskim Rankingu
Zrównoważonego Rozwoju Jednostek
Samorządu Terytorialnego za 2014 rok
Tomasz Więcławski

W

K
I

o
t
?
.
.
e
.
-

25

GMINA OBROWO i WLK. NIESZAWKA

pozatorun.pl

Fot. Łukasz Piecyk

zestawieniu sklasyfikowano 1566 gmin
wiejskich z całej Polski. Zostało ono przygotowane
przez Wydział Administracji
i Nauk Społecznych Politechniki Warszawskiej, Fundację
Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska” oraz Komisję Samorządu Terytorialnego
i Polityki Regionalnej Sejmu
RP. Gmina Wielka Nieszawka
znalazła się na 19. miejscu.
– To bardzo ważne wyróżnienie – mówi Kazimierz
Kaczmarek, wójt gminy Wielka
Nieszawka. – Jego kryteria są
jasne i klarowne, więc trudno
mówić o uznaniowości sporządzających zestawienie.
Czym jest ów ranking? Jego
twórcy wskazują, że „jest analizą rozwoju gmin i województw
na terenie kraju oraz oceną
i promocją zrównoważonego
rozwoju jednostek samorządu

terytorialnego w świetle Polityki Strukturalnej Unii Europejskiej”. Uwzględnione w nim samorządy podzielone zostały na
cztery grupy: gminy wiejskie,
miejskie,
miejsko-wiejskie
i miasta na prawach powiatu.
Za jego przygotowanie odpowiedzialny był prof. dr hab.
inż. Eugeniusz Sobczak z Wydziału Administracji i Nauk
Społecznych PW. Zastosowana metoda pozwala oszacować
poziom rozwoju konkretnej
jednostki samorządowej o obszarach: społecznym, gospodarczym i ochronie środowiska
naturalnego. Autorzy zestawienia użyli do jego skonstruowania aż 16 zmiennych.
– Ten ranking jest niezależny i rzetelny, bo bazuje na
liczbach – mówi Kazimierz
Kaczmarek. – Tym bardziej
cieszymy się z tak wysokiej lokaty.

kataklizm. Dbają niesamowicie
o bezpieczeństwo uczniów, a ci,
gdy tylko załamuje się pogoda,
mają wolne.
Wszystko w Łążynie II zaczęło
się od projektu „Z małej szkoły
w wielki świat”. Teraz plany kadry
pedagogicznej są coraz ambitniejsze.
– Chcielibyśmy współpracować z krajami Beneluxu – mówi
Hanna Affelt. – To pozwoliłoby
naszym uczniom poznać język
angielski jeszcze lepiej. A możliwość wyjazdu za granicę, co
wiemy już z doświadczenia, jest
doskonałą mobilizacją do nauki.
Na ważną rzecz zwraca uwagę
Marta Frygier, nauczycielka języka angielskiego w placówce oraz
szkolny koordynator programu
Erasmus Plus.
– Te wyjazdy dają możliwość
sprawdzenia wiedzy w praktyce –
mówi nauczycielka. – W szkolnej
ławie jest spokój i nic złego się nie
może stać. W kontakcie z osobami z innych państw trzeba często
wybrnąć z sytuacji problematycznych. To duża nobilitacja dla
naszej szkoły, że wypłynęliśmy
na szerokie wody. Mamy jednak
w sobie sporo zapału i chcemy
działać dalej. A jak raz się udało,
to teraz powinno być tylko łatwiej.

Nagrodzą
najlepszych
Rada Gminy Wielka Nieszawka podjęła decyzję,
że uczniowie z jej terenu
mogą ubiegać się o stypendium wójta gminy

U

chwała radnych dotyczy młodzieży uczącej się
w klasach III gimnazjów,
mieszkającej w gminie Wielka
Nieszawka. Kwota wsparcia będzie
wynosiła 100 zł miesięcznie. Wnioski o przyznanie nagrody można
składać do 20 listopada.
Urząd Gminy Wielka Nieszawka informuje, że „Stypendium
może otrzymać uczeń zamieszkały
na terenie gminy Wielka Nieszawka, po ukończeniu drugiego roku
nauki w gimnazjum, który uzyskał
na świadectwie szkolnym za ostatni rok nauki średnią ocen z obowiązkowych zajęć edukacyjnych na
poziomie co najmniej 4,75, a także,
co najmniej, ocenę bardzo dobrą
z zachowania”.
– Stypendium przyznawane jest
na wniosek rodzica lub opiekuna
prawnego ucznia – wyjaśnia Kazimierz Kaczmarek, wójt gminy
Wielka Nieszawka. – Staramy się
doceniać pracę młodzieży z naszego terenu, bo to od niej zależy
przyszłość gminy.
Do wniosku o przyznanie stypendium trzeba dołączyć stosowne
zaświadczenie ze szkoły bądź potwierdzoną przez szkołę kserokopię świadectwa. Nagroda przyznawana jest na okres od września do
czerwca.
Dokumenty związane ze stypendium można znaleźć na stronie
internetowej www.wielkanieszawka.pl.
(WT)

26

SPORT

pozatorun.pl

13 listopada 2015 r.

Lubię się przywiązywać
Ze swoim klubem, czyli Elaną Toruń, był na dobre i na złe. Po zakończeniu
piłkarskiej przygody zajął się trenowaniem B-klasowego Orła Głogowo i jak
sam Wojciech Świderek twierdzi – szybko rozstawać się z klubem nie zamierza
Karol Żebrowski

P

an Wojtek jest rodowitym
torunianinem. Jak wielu
młodych chłopaków lubił
grać w piłkę, więc pewnego dnia
poszedł na trening do klubu. Najpierw do Włókniarza, z którego
jednak szybko trafił do Elany.
– Bardzo mi się tam spodobało – opowiada Wojciech Świderek, aktualny szkoleniowiec Orła
Głogowo. – Już w juniorach, kiedy wszyscy moi koledzy marzyli
o tym, żeby się wybić i wyjechać
do klubów z wyższych lig czy też
z zagranicy, to ja twierdziłem, że
fajnie by było grać w jednym klubie i w nim pozostać. Kolejnym
czynnikiem, który wpłynął na
pozostanie w Toruniu, była moja
praca w szkole. Nauczycielem zostałem już w wieku 22 lat.
Lata mijały, Elana awansowała lub spadała, a Wojciech Świderek był niezmiennie pewnym
punktem drużyny. Wszystko
zakończyło się z końcem sezonu
2013/2014.
– To była moja decyzja – tłumaczy Świderek. – Urodziło mi
się drugie dziecko, chciałem
poświęcić więcej czasu w rodzinie. Zdecydowałem się pozostać
w szkole w Dobrzejewicach, a zrezygnować z gry w piłkę nożną.
Mimo zakończenia piłkarskiej
kariery pan Wojciech nie miał
jednak nawet chwilowego rozbratu z futbolem, gdyż już wtedy był
w pewnej części związany z Or-

Fot.ŁUKASZ
PIECYK

łem Głogowo.
– Jest to klub działający dopiero czwarty sezon – mówi trener. – Założenie Orła to wspólna
inicjatywa – moja, mieszkańców
oraz pana wójta. Zauważyłem,
że uzdolniona młodzież naszej
gminy nie ma gdzie rozwijać
swoich umiejętności piłkarskich,
w odróżnieniu od ich rówieśników z innych gmin. Wspólnym wysiłkiem udało się dopiąć
wszystko i zgłosić drużynę do

rozgrywek.
W klubie, od początku jego
istnienia, mogą grać wyłącznie
zawodnicy pochodzący z terenu
gminy.
– Stawiamy na swoich – opowiada szkoleniowiec. – Nie sztuką jest stworzyć drużynę, ściągając zawodników z Torunia czy też
innych gmin i zrobić wynik, ale
większym wyzwaniem i na pewno przyjemnością będzie osiągnięcie sukcesów z miejscowymi

chłopakami, a jestem pewien, że
taki czas przyjdzie. Patrząc teraz
na tych chłopaków, którzy znają
się od dziecka i wielu z nich gra
u boku swojego przyjaciela, można zauważyć coraz lepiej krystalizujący się kolektyw.
Większość zawodników Orła
Głogowo nie miało wcześniej do
czynienia z piłką na dużym boisku.
– Tym bardziej jestem pod
wrażeniem, jakie robią postępy

– mówi Świderek. – Poruszanie
się po boisku, realizowanie zadań taktycznych, ustawianie się
przy stałych fragmentach gry.
Z każdym miesiącem widzę coraz
większy progres w tych elementach, a trzeba zauważyć, że nie
jest to łatwy element piłkarskiego
rzemiosła.
Efekty widać na boisku. Po zakończeniu rundy jesiennej Orzeł
Głogowo znajduje się w czubie tabeli B-klasy, a konkretnie sytuuje
się na czwartym miejscu.
– Myślę, że w tym sezonie jest
jeszcze za wcześnie, aby mówić
o awansie – twierdzi trener. –
Zespoły, które zajmują pierwsze
dwa miejsca, czyli Zamek Bierzgłowski i Victoria Czernikowo,
znacząco się wzmocniły i ciężko
będzie nadrobić obecną stratę
do nich. Cieszymy się jednak, że
jesteśmy w górnej połowie tabeli
i będziemy cierpliwie czekać na
swoją szansę, jak nie teraz, to być
może w przyszłym sezonie.
Jakie są najbliższe plany zawodowe Wojciecha Świderka?
– W tym momencie na pewno
się nigdzie nie wybieram – pewnie stwierdza trener. – Bardzo
podoba mi się projekt, w którym
uczestniczę, lubię być wierny czemuś i mam nadzieję na odniesienie sukcesu z Orłem. Czy marzy
mi się trenowanie Elany? Kto wie,
na tę chwilę jednak jestem tutaj,
zobaczymy, co czas pokaże.

Obywatele dla aktywności
C

Trwa seria konsultacji społecznych, spotkań z ekspertami i badań poprzedzających
stworzenie Kujawsko-Pomorskiego Programu Rozwoju Sportu

o sprawia, że ludzie są aktywni fizycznie? Co może
ułatwić aktywność tym,
którzy od lat się nie ruszali? Jak
projektować przestrzeń publiczną, by skłaniała do ruchu? Jak
wreszcie budować system współzawodnictwa sportowego, który
da zawodnikom z Kujaw i Pomorza upragnione medale? Program „Obywatele dla aktywności”
ma przynieść odpowiedź na te
pytania.
Jego koncepcja wzięła się
z twórczego spotkania różnych
partnerów: Urzędu Marszałkowskiego Województwa Kujawsko-Pomorskiego, Stowarzyszenia
„Run To Run”, Fundacji Rozwoju
Kultury Fizycznej, Uniwersytetu
Warszawskiego. W ostatnich latach jednym z najważniejszych
zadań dla regionu było wsparcie
budowy infrastruktury sportowej. Powstało ponad 400 obiektów, w tym 213 orlików, kilkadziesiąt hal i sal sportowych,
krytych pływalni, stadionów lekkoatletycznych i centrów sportowych. Samorząd województwa
przeznaczył na ten cel ponad 422
mln złotych.
– Teraz konieczne jest skupienie się na nowych wyzwaniach
prowadzących do celu, którymi
są aktywność, zdrowie i sportowy
tryb życia mieszkańców naszego
regionu – mówi marszałek Piotr

Tak przebiegają konsultacje społeczne w ramach programu.

Całbecki. – Dobrym pretekstem
do tego jest opracowanie Kujawsko-Pomorskiego Programu Rozwoju Sportu. Chcemy, żeby był to
żywy, pomocny różnym podmiotom dokument – swoista mapa
drogowa dla sportu i aktywności
fizycznej w naszym regionie. Dlatego pytamy mieszkańców, kluby
sportowe, przedstawicieli samorządów, jakie mają pomysły na
sport i jakiego wsparcia potrzebują.
Z ogólnopolskich badań

prowadzonych przez Centrum
Wyzwań Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego wynika,
że w polityce sportowej często
problemem są trzy mechanizmy:
brak bazy danych o sporcie, brak
wymiany dobrych praktyk i brak
partnerstw strategicznych. Projekt „Obywatele dla aktywności”
ma dać odpowiedź na te trzy deficyty.
Dotychczas w ramach programu odbyły się trzy konferencje
wojewódzkie, cykl konsultacji

Fot.
NADESŁANE

powiatowych: w Tucholi, Żninie,
Ciechocinku, Brzoziu (powiat
brodnicki) i Toruniu oraz spotkania konsultacyjne. W Bydgoszczy – słusznie uważanej za
najsilniejsze centrum sportowe
regionu – przeprowadzono spotkania eksperckie o tematyce:
sport wyczynowy, sport i nauka,
sport i zdrowie. Zlecono także
studia przypadku – dogłębną
analizę sportu w Radziejowie,
Dobrzyniu nad Wisłą, Kowalewie
Pomorskim, Mroczy, Łubiance,

Bydgoszczy, Rypinie i Inowrocławiu. Przeprowadzone zostały badania ankietowe wśród jednostek
samorządu terytorialnego – odpowiedzi nadesłało 91 gmin i 16
starostw powiatowych.
– Teraz na podstawie zebranego materiału będziemy przygotowywać projekt Kujawsko-Pomorskiego Programu Rozwoju Sportu
– wyjaśnia Marcin Drogorób,
zastępca dyrektora Departamentu Promocji, Sportu i Turystyki
Urzędu Marszałkowskiego. – Będzie to zbiór postulatów zgłaszanych przez środowiska sportowe
w ramach konsultacji w odniesieniu do ram programowych, jakie
nakłada na nas Strategia Rozwoju
Województwa 2020+.
Wszystkie materiały dotyczące
projektu oraz zebrane dotychczas
opinie można znaleźć na stronie
internetowej www.run-torun.pl,
tam również na bieżąco zamieszczane są informacje o kolejnych
spotkaniach i konsultacjach.
– Jesteśmy otwarci na każdy
głos i zachęcamy do uczestniczenia w tym tak ważnym dla rozwoju sportu w naszym regionie procesie – dodaje Marcin Drogorób.
Projekt „Obywatele dla aktywności” jest realizowany w ramach
programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy
EOG.

13 listopada 2015 r.

DODATEK

pozatorun.pl

27

ZDROWIE

Ruch to
zdrowie
Nawet kilka skłonów i przysiadów dziennie oraz
krótki, popołudniowy spacer, mogą pozytywnie
wpłynąć na nasze zdrowie i samopoczucie
Małgorzata Kramarz

K

ażdy z nas doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że
ruch to zdrowie. Każda
forma aktywności fizycznej jest
mile widziana. Jednak jesienią i zimą, kiedy dni są coraz
krótsze nasza chęć do ćwiczeń
bardzo spada. Wolimy położyć
się przed telewizorem, pod ciepłym kocem z kubkiem kakao
w ręku. A wtedy rozleniwiamy
się, przybywa nam kilogramów
i w nowym roku znowu sobie
obiecujemy: „od wiosny zaczynam ćwiczyć, biorę się za siebie”.
Warto jednak zmusić się i zmotywować nawet do najdrobniejszego wysiłku, ponieważ ćwiczenia bardzo pozytywnie wpływają
nie tylko na nasze zdrowie, ale
też samopoczucie. Podczas treningu wydzielają się endorfiny,
czyli hormony szczęścia, które
poprawiają nasz nastrój i dodają nam energii do kolejnych

działań. Regularne ćwiczenia
przyniosą nam wymierny efekt.
Dzięki nim zmniejszamy ryzyko
zapadania na różnego rodzaju
choroby serca, spalimy tkankę
tłuszczową, poprawimy krążenie
krwi i usprawnimy metabolizm.
Nie musimy spędzać długich
godzin na siłowni, aby poprawić
swoją kondycję. Wystarczy kilkanaście minut rano i wieczorem. Podczas takich ćwiczeń
możemy wykonywać skłony,
przysiady, brzuszki czy pajacyki.
Gimnastyka z rana dobrze wpłynie na nasz organizm- rozciągniemy się i rozbudzimy. Kolejnym rozwiązaniem jest spacer.
Jeśli za oknem jest ładna pogoda
zrezygnujmy z auta i do pracy
czy szkoły pojedźmy autobusem lub pójdźmy pieszo. Nawet
najkrótsza droga na przystanek
pozytywnie wpłynie na nasz organizm. Rower, to nie tylko do-

bre rozwiązanie w lecie. Możemy
na nim jeździć praktycznie przez
cały rok. Kiedy dni są chłodniejsze, załóżmy szal, czapkę i rękawiczki, wtedy mamy gwarancję,
że nie zmarzniemy, a z pewnością zrobimy dobrze dla ciała
i ducha. Popularną formą aktywności stało się bieganie. Jeśli
dopiero zaczynamy tę przygodę,
to róbmy krótkie dystanse, a bieg
przeplatajmy z marszem. W ten
sposób łatwiej będzie nam przyzwyczaić organizm do wysiłku.
Modne stały się również siłownie na świeżym powietrzu. Pod
chmurną możemy wykonywać
różne ćwiczenia na sprzęcie,
który jest do tego przeznaczony.
Warto wybrać się na taką siłownię z partnerem lub koleżanką, bo w grupie raźniej i łatwiej
będzie nam się zmotywować.
Wśród pań coraz większym zainteresowaniem cieszą się zajęcia

zumby i pole dance. Zumba to
nic innego, jak układy choreograficzne do różnych rytmów.
Na te zajęcia może zapisać się
każda kobieta, która lubi taniec.
Nie ma ograniczeń ze względu
na poziom czy wiek. Pole dance
to trening siły, gibkości, piękna
i elastyczności. Przeznaczony
jest dla pań twardych i wytrwałych. Wydawać by się mogło, że
taniec na rurze to prosta rzecz,
jednak wymaga on sporo siły
i zdeterminowania, ponieważ do
wykonania niektórych sztuczek
akrobatycznych potrzeba wiele
czasu. Nie prawdą jest jednak,
że na takie zajęcia mogą zapisać się wyłącznie szczupłe panie
z doskonałą kondycją. Pole dance jest dla kobiet silnych i takich,
które przy pierwszej porażce się
nie poddają i nie zniechęcają.
Jest wiele form aktywności fizycznej. Nie warto siedzieć przed
telewizorem. Namówmy rodzinę
i przyjaciół do wspólnych ćwiczeń. W ten sposób możemy
wiele zyskać. Poprawimy nasze
zdrowie i samopoczucie oraz nabierzemy pewności siebie. Dowiedziono, że codzienne choć
krótkie ćwiczenia są w stanie
odmłodzić nasze ciało. Ponadto dzięki treningom możemy
bezkarnie, czyli bez zagrożenia
przyrostem masy ciała, spożyć
o 15% kalorii więcej, co oznacza, że mamy pewnego rodzaju
przyzwolenie na drobne, słodkie
przyjemności.

28

DODATEK

ZDROWIE

pozatorun.pl

13 listopada 2015 r.

Soczewki na miarę

Jesień jest szczególną porą roku dla naszego wzroku? Na to i inne pytania dotyczące
naszego wzroku odpowiada nam Maciej Karczewski, toruński optometrysta, szef firmy
Optomeria Karczewski, w rozmowie z Tomaszem Więcławskim
Jesień jest szczególną porą roku
dla naszego wzroku?
To bardzo trudny okres dla
oczu. Po całej masie słońca, naturalnego światła, przychodzi
gorszy okres dla wzroku. Zdecydowanie rzadziej jesteśmy w tym
dogodnym dla oka świetle. Zamiast słoneczka i grillowania
w zieleni, tkwimy przed laptopami i telewizorami, czego nasze
oczy nie lubią.
Ile jest prawdy w stwierdzeniu, że
komputery niszczą wzrok?
Same komputery to nie urządzenia, które jak Wandale czy
Hunowie niszczą nasz wzrok. To
raczej my, ślęcząc przed nimi godzinami, demolujemy własne widzenie. Problemy w tym zakresie
są trzy. Po pierwsze, mniej naturalnego światła i słońca, co powoduje mniejsze wydzielanie rodopsyny, czyli purpury wzrokowej
– enzymu dobrego widzenia. Po
drugie, podczas wszechobecnych
szarówek i po ciemku nasze, często niewielkie, wady wzroku stają
się bardziej dokuczliwe. Właśnie
jesienią wiele osób po raz pierwszy sięga po okulary – do czytania, siedzenia przed komputerem, nocnej jazdy samochodem.
A trzeci problem?

Powinno się wrócić do glinianych
tabliczek i liczydeł?
Tego procesu, który zaszedł,
nie da się już odwrócić. Nie potrafimy już i chyba także nie chcemy, żyć bez cywilizacji. Dlatego
tak ważne jest, żeby korygować
wszelkie, nawet te najmniejsze,
wady wzroku i stosować w tym
celu nowoczesne rozwiązania, soczewki okularowe czy kontaktowe. Współczesna optyka potrafi
już radzić sobie z takimi problemami. Trzeba jedynie korzystać
z porad profesjonalistów i stosować nowe rozwiązania i technologie.
Są nim wymienione przez
pana wcześniej urządzenia elektroniczne z ekranami i wyświetlaczami – komputery, iPady, tablety
czy telefony. Nasze oczy męczy
ogromna ilość niebieskiego światła, które one wytwarzają. To nie
są nasze warunki naturalne, dlatego męczymy się z nimi niemiłosiernie.
Nie przystosowaliśmy się do nowinek XXI wieku?
Człowiek to drapieżnik, który
zszedł z drzewa całkiem niedawno. Jego widzenie i wzrok mają

zupełnie inne warunki naturalne
niż te tworzone przez tablet. Czujemy się świetnie w naturalnym
świetle – patrząc w dal. Bo w taki
sposób się poluje. Nasze oczy od
tysięcy lat miały służyć do pracy
i polowania na zewnątrz – wśród
zieleni lasów, pasteli pól i stepów.
A teraz zamiast chodzić po lasach, z dzidą czy łukiem, siedzimy
po kilka lub kilkanaście godzin
przed monitorami w sztucznym,
najczęściej jarzeniowym czy ledowym, świetle. W ten sposób
torturujemy nasze oczy. One nie
są na to gotowe.

Na co powinniśmy więc zwrócić
szczególną uwagę?
Trzeba badać wzrok i kontrolować jakość widzenia. Nie można bagatelizować wad takich jak
+/– 1 dioptria, bo to często ubytek ostrości wzroku o ponad 50%.
Dla kierowców to wręcz niezbędna pomoc w trakcie jazdy po
ciemku czy nocą, co jesienią i po
zmianie czasu jest codziennością.
Wada wzroku to nie choroba,
więc takie badania mogą wykonywać optometryści, co pozwoli
ominąć długie kolejki w przychodniach okulistycznych. Warto
także stosować w swoich szkłach

specjalne powłoki antyrefleksyjne czy filtrujące szkodliwe światło niebieskie, szczególnie, jeżeli
długo pracujemy przed ekranami
i komputerami.
Soczewki możemy dobrać pod
wymiar?
Od kilku lat istnieją technologie, pozwalające na indywidualne konstruowanie soczewek. To
trochę tak, jak z odzieżą. Można
kupić ciuch bez mierzenia, zdając
się na wielkość L czy S, a można
zlecić szycie garnituru czy bluzki
na miarę. Teraz dzięki fotografii
cyfrowej i specjalnym technologiom Freeform oraz potężnym
maszynom liczącym możemy
skonstruować szkła dla każdego
indywidualnie. Tylko dla jego
wady, wybranej oprawy i określonych soczewek, np. progresywnych czy biurowych. To prawdziwy skok milowy w optyce XXI
wieku.
Dziękuję Panu w imieniu czytelników za garść nowinek ze świata
optyki.
Z radością służymy poradą
w naszych salonach, gdzie omówimy, OCZY-wiście, szczegóły
i znajdziemy najlepsze rozwiązania.

13 listopada 2015 r.

DODATEK

pozatorun.pl

29

ZDROWIE

Na zdrowie
Z przeziębieniem możemy walczyć domowymi sposobami.
Syrop z cebuli, gorąca herbata z malinami i imbirem, to tylko
niektóre metody aby pozbyć się uciążliwego kaszlu i kataru
Małgorzata Kramarz

J

esień, to taka pora roku, w której bardzo łatwo o przeziębienie. Średnio, dorośli ludzie
chorują ok. 2-4 razy w roku, natomiast dzieci znacznie częściej.
Wszystko przez to, że ich układ
odpornościowy nie jest w pełni
wykształcony. Podatne na różnego rodzaju infekcje są też osoby starsze, u których odporność
jest obniżona i nie działa tak jak
powinna. Pierwsze oznaki przeziębienia nie każdego skłaniają
do wizyty u lekarza. Nasze mamy
i babcie znają doskonałe metody,
aby poradzić sobie z cieknącym
nosem, drapaniem w gardle czy
kaszlem.
Wśród najczęstszych i sprawdzonych domowych sposobów
na walkę z przeziębieniem wymienia się rosół z kury, herbatę
z sokiem malinowym i imbirem,
gorącą kąpiel czy wódkę z pieprzem. Ale nie tylko to pomoże nam się uporać z objawami.
Na męczący nas katar dobrze
sprawdzą się wszelkiego rodzaju

P

inhalacje. Wystarczy dodać kilka
kropel olejku rumiankowego lub
eukaliptusowego do wrzątku, nakryć głowę ręcznikiem i wdychać
opary przez 15 minut. To powinno udrożnić nasze drogi oddechowe. Naczynia krwionośne się
rozszerzają i zmniejsza się obrzęk
śluzówki, co ułatwi nam dmuchanie. Równie pomocne będą
okłady. Kilka razy dziennie należy na nasadę nosa położyć zimny
kompres z dodatkiem kilku kropel olejku mięty. To z pewnością
zmniejszy ilość kataru spływającego z naszego nosa. Według
naszych babć, niezawodny na
kaszel jest syrop z cebuli. Wystarczy pokroić ją w piórka, dodać
soku z cytryny, miodu (najlepiej
lipowego) i odstawić. Kiedy soki
puszczą, taką miksturę należy
pić co najmniej 3 razy dziennie.
Z kaszlem pomoże nam się uporać również kamfora. Tą wcieramy w klatkę piersiową i plecy
tuż przed zaśnięciem i ciepło się
ubieramy. Rozgrzewająca maść

wspomaga produkcję i wydalanie
śluzu, a co za tym idzie zmniejsza
się częstotliwość kaszlu. Właściwości rozgrzewające ma także
gęsi smalec. Możemy wysmarować nim plecy i klatkę piersiową,
ale także dodać go do gorącego mleka z miodem. Ta metoda
przyniesie nam ulgę w męczącym
kaszlu. Jeśli te sposoby nam nie
pomagają kupmy syrop w aptece,
ale pamiętajmy, że nie możemy
go zażywać po godzinie 18. Na
początku przeziębienia, w walce
z wirusami pomoże nam gorąca
kąpiel. Ponieważ wirusy najlepiej
czują się w temperaturze 33-34 st.
C, podczas zażywania gorącej kąpieli będą się z pewnością wolniej
mnożyły. Jeśli do wody dodamy
jeszcze olejku z eukaliptusa lub
mięty, to opary udrożnią nasze
drogi oddechowe. Mówi się, że
z podwyższoną temperaturą nie
należy walczyć. Stan podgorączkowy to naturalny mechanizm
obronny naszego organizmu
w walce z chorobą. Są jednak tacy,

którzy uważają, że temperaturę
należy zbijać. W tym pomogą
nam środki z apteki lub herbata
z dodatkiem malin i świeżo startego imbiru. Maliny mają właściwości przeciwgorączkowe, a imbir przeciwzapalne. Bardzo często
podczas przeziębienia towarzyszy
nam ból gardła. Zanim sięgniemy po tabletki warto postawić na
płukanki. Jedną z nich jest roztwór wody utlenionej z tą przegotowaną. Na pół szklanki wody
wlewamy 5 łyżek wody utlenionej i płuczemy gardło kilka razy
dziennie- nie połykamy mieszan-

ki. Równie dobrze na ukojenie
bólu działa sparzona szałwia lub
rumianek. Kiedy napar ostygnie,
możemy nim płukać gardło.
Domowe
sposoby
walki
z przeziębieniem pomogą nam
odetkać nos, obniżyć podwyższoną temperaturę i złagodzić
chrypkę lub kaszel. Pamiętajmy
jednak, że jeśli objawy nie ustępują powinniśmy odwiedzić lekarza, ponieważ nieleczone lub źle
leczone przeziębieni może mieć
groźne skutki dla naszego zdrowia lub życia.

Kilogramy same nie odejdą

odjęłam stanowczą decyzję – koniec ze szpetnymi
krągłościami!
Popijając
słodką colą ostatni kawałek sernika spojrzałam na siebie z niedowierzaniem. Jak mogłam do
tego dopuścić? Jeszcze nigdy nie
było aż tak źle!” – powiedziała 25
kg temu pacjentka Poradni Dobry Dietetyk.
Przerażenie cyframi na wadze, centymetrami w pasie, nie
za ciekawe wyniki badań, żal jaki
czuła Pani Małgosia patrząc na
zgrabne dziewczyny, spowodowały, że rosła motywacja i determinacja . Tego dnia podjęła ostateczną decyzję: „Albo teraz albo
nigdy!”. Zaufała dietetykowi klinicznemu z Poradni Dobry Dietetyk. „To była najlepsza decyzja
jaką podjęłam!” – przyznała.
Zdrowe odchudzanie
≠ niejedzenie

Na liście przebojów od lat
niezmiennie królują diety głodówkowe. Większość kobiet
rozpoczyna sumienne liczenie
kalorii. Oczywiście wynik na wadze po tygodniu katowania się
„posiłkami dla wróbelka” napawa optymizmem. Waga mocno
spadła. Niestety po pewnym czasie okazuje się, że cyfry na wadze
stoją w miejscu. Dodatkowo coraz gorsze samopoczucie, słabną
siły, a ciało w cale nie wygląda
atrakcyjniej.
„No cóż, nie na tym polega
pozbywanie się tkanki tłuszczowej. Nasz organizm funkcjonuje
jak maszyna, potrzebuje paliwa
(i to dobrego) do działania. Czy
jak wlejemy do diesel’a benzynę,
to odjedzie? Nie! Tak samo jest
z naszym organizmem, musimy
dostarczyć mu odpowiednich
składników, aby prawidłowo

funkcjonował i co najważniejsze
miał siłę spalać tkankę tłuszczową”. - tłumaczy dietetyk Poradni
dietetycznej Dobry Dietetyk.
Pani Małgorzata przekonała się o tym na własnej skórze.
Po pierwszym miesiącu czuła
ogromną różnicę: samopoczucie lepsze, cera ładniejsza, brak
wahań nastrojów i głowa nagle
przestała boleć, więcej energii,
boczki mniejsze, skóra bardziej
napięta, miesiączka co do dnia.
„Teraz jak słyszę swoje koleżanki mówiące: nie jem po 18.00;
nie jem po treningu, przecież nie
po to ćwiczę, żeby później jeść,
to mnie krew zalewa! Tłumaczę,
że nie mają racji, że to nie tak, ale
przecież one wiedzą najlepiej, bo
przeczytały jakieś forum w Internecie. Znam to z autopsji. Kiedyś
też tak myślałam”.
Kolacja do 18:00? Mit!

„Wykładnikiem tego, kiedy
należy spożyć ostatni posiłek
nie powinny być jakieś sztywne schematy, lecz czas pójścia
spać. Ostatni posiłek powinien
przypadać ok. 3 godzin przed
snem! Jeśli kładziemy się o 21:00
to oczywiście kolacja o godzinie 18:00 jest w porządku. Natomiast jeżeli lądujemy w łóżku
około północy zjedzenie posiłku
o 21:00 jest jak najbardziej wskazane” – radzi dietetyk kliniczny
Poradni Dobry Dietetyk.
Prawidłowe odżywianie
pozwala zdrowo schundnąć
Pani Małgorzata nie tylko
poprawiła jakość swojego życia
i zdrowia, wypiękniała, ma smukłą sylwetkę, jest o 25 kg tkanki
tłuszczowej mniejsza, ale także
nauczyła się zasad prawidłowego

odżywiania. Wizyty w gabinecie
Dobrego Dietetyka spowodowały, że zrozumiała, że jedzeniem
można zdziałać wszystko, począwszy od poprawy nastroju do
leczenia 90 proc. przypadłości,
na które cierpi dzisiejsze społeczeństwo.
Słynne słowa Hipokratesa
„Niech żywność będzie twoim
lekiem, a lek twoją żywnością”
niosą wielką prawdę, o której
powinniśmy pamiętać każdego
dnia przygotowując swoje posiłki.
„Jeżeli ktokolwiek identyfikuje się z moją sytuacją serdecznie
polecam Poradnię Dobry Dietetyk, gdyż efekty jakie osiąga się
w tym gabinecie są nie do przecenienia. Nie ma co zwlekać!
Czas leci, jesteśmy coraz starsi,
a choroby i kg same nie odejdą.
Umów się już dziś!” – przekonuje
każdego Pani Małgorzata.

30

DODATEK

pozatorun.pl

13 listopada 2015 r.

ZDROWIE

Seniorzy
na fotografii

Fundacja „Łączymy Pokolenia” oraz Międzynarodowe Centrum
Spotkań Młodzieży w Toruniu zapraszają wszystkich seniorów
na sesję zdjęciową z toruńskim fotografem Jackiem Kutybą.
Wydarzenie odbędzie się w dniach 19 i 20 listopada o godzinie 10.00
Michał Ciechowski

A

kcja została zatytułowana
„Młodość – stan ducha.
Metryka? Co to takiego?” i trwać będzie przez dwa
dni w Międzynarodowym Centrum Spotkań Młodzieży – mówi
Anna Świtoń-Nowak z Fundacji
„Łączymy Pokolenia”. – Ze zdjęć
powstanie wystawa, którą można będzie obejrzeć już w grudniu
w MCSM przy ulicy Łokietka 3
w Toruniu. Ponadto dwanaście
fotografii zostanie wybranych do
powstającego na rok 2016 kalendarza. Dochód z jego sprzedaży

przeznaczony zostanie na spełnianie marzeń toruńskich seniorów.
Wyjątkowa sesja będzie miała
na celu przełamanie konwencji
starości. Jak zaznaczają organizatorzy akcji, chcą pokazać, że dojrzałość nie musi być szara i smutna, bo osoby powyżej 60. roku
życia wciąż są aktywne, otwarte,
uśmiechnięte i bardzo spontaniczne.
– Pan Jacek Kutyba to fotograf obrazujący stany, których nie
widać – zachwala artystę przed-

1. Najlepszym przygotowaniem do sportów zimowych jest
trening funkcjonalny, którego
zadaniem jest uzyskanie funkcjonalności ruchu czyli możliwość
wykorzystania go w konkretnym
przypadku np. narciarstwo.
2. Wszystkie sporty zimowe
wymagają od nas siły mięśniowej
oraz wydolności mięśniowej, aby
jazda na nartach była przyjemna.
3. Ćwiczenia sensomotoryczne, stabilizacyjne oraz wzmacniające siłę mięśniową powodują
wzmocnienie aparatu więzadłowo-stawowego, co daje małe ryzyko kontuzji podczas jazdy na
nartach.
4. Podczas jazdy na nartach
wykorzystujemy
aktywność
wszystkich mięśni, jednak niektóre z poniższych są najważniejsze:
• Mięsień czworogłowy uda odpowiedzialny za wyprost stawu
kolanowego (w przypadku narciarstwa utrzymanie ciała w odpowiedniej pozycji narciarskiej
oraz stabilizację stawu kolanowego),
• Mięsnie pośladkowe w przypadku narciarstwa utrzymujące ciało pochylone do linii
bioder,
• Mięśnie przyśrodkowe oraz
zewnętrzne ud, które na stoku
pozwalają nam trzymać narty

przy sobie oraz zmieniać czasami
gwałtownie kierunek jazdy,
• Mięśnie łydki – które na stoku pozwalają nam utrzymać pozycje pionową,
• Nie możemy zapomnieć
o ćwiczeniach mięśni tułowia
(plecy i brzuch) oraz ramion
(biceps i triceps), które pomagają nam się odpychać kijkami od
podłaoża.
5. Trening do sezonu narciarskiego najlepiej zacząć jak
najszybciej im dłuższy czas przygotowań to mamy pewność do
lepszej dyspozycji fizycznej a co
za tym idzie psychicznej.
6. Najczęściej bywa tak, że pacjenci przychodzą i mówią „za
tydzień jadę na narty co mam
zrobić? Potrzebuję dobrego i skutecznego planu treningowego!”
Oczywiście jest to bardzo krótki
okres ale jak to mówią lepiej późno niż wcale :)
7. Najważniejsze w treningu
przygotowującym do sezonu narciarskiego jest systematyczność
oraz duże zaangażowanie osób
chętnych oraz chcących uniknąć
poważniejszych kontuzji.
8. Uzyskanie najlepszego indywidualnego treningu, który
z pewnością przyda się podczas
szaleństwa na stoku przygotują
państwu doświadczeni fizjoterapeuci.

stawicielka Fundacji. – Ukazuje
przede wszystkim emocje. Warto więc stanąć przed jego obiektywem i poznać siebie na nowo.
Zobaczyć, że jest się pięknym.
Powstały kalendarz z dwunastoma zdjęciami z sesji fotograficznej będzie można zakupić
podczas Dnia Babci i Dziadka
zorganizowanego 21 stycznia
w Centrum Handlowym Toruń
Plaza. Tego dnia udostępniona
zostanie tam również wystawa.

Przygotowanie do
sezonu narciarskiego

Gabinet Ortus Med Dom Zdrowia
ul. Szosa Chełmińska 84/86 (parter i III piętro)
87-100 Toruń
tel. 56 621 11 83 kom. 883 666 659

13 listopada 2015 r.

DODATEK

pozatorun.pl

31

ZDROWIE

Jeden najpiękniejszy dzień

J

ak budować ślubny wizerunek
i na co zwrócić szczególną
uwagę, by dobrze i zdrowo
wyglądać? Tego dowiedzą się
w dniach 14-15 listopada uczestnicy Targów Ślubnych i Dnia
Akademii Piękności, które zostaną zorganizowane w Centrum
Targowym "PARK", przy ul. Szosa
Bydgoska 3.
Targi Toruńskie Sp. z o.o.
jako organizator targów zadbała

o atrakcyjny program imprezy.
Oprócz prezentacji mody ślubnej,
wieczorowej i męskiej, odbędą się
także pokazy tańca oraz degustacja, którą przygotowała Cukiernia Franciszek Pokojski.
Dla wszystkich gości przeprowadzone zostaną warsztaty z zakresu pierwszej pomocy, a także
konsultacje profilaktyczne dot.
chorób zakaźnych oraz uzależnień. Obecni na Targach Ślub-

nych i Dniu Akademii Piękności
będą mogli również bezpłatnie
zbadać poziom cukru, ciśnienia
i zawartości tlenku węgla w wydychanym powietrzu. Podczas
targów odbędzie się kampania
informacyjna dot. rzucenia palenia oraz akcja "Jabłko zamiast
papierosa".
Oprócz wielu znanych marek
odzieżowych,
kosmetycznych,
fotografów, kamerzystów, projek-

tantów i artystów, organizatorzy
na targi zaprosili dietetyków oraz
trenerów personalnych. Zainteresowani, podczas dwudniowych
targów, będą mogli uzyskać fachowe porady i otrzymać atrakcyjne rabaty. Rozlosowane zostaną także liczne upominki, m.in.
od firmy Avon. Do wygrania
będą klasyczne obrączki ślubne
od Firmy Cardano – salony obrączek ślubnych, Firma Pawo ufun-

dowała garnitur dla Pana Młodego, a Vizarro aż 6 sztuk męskich
koszul ślubnych. Rozstrzygnięcie
konkursu na zwrot 50% kosztów
sukienki ślubnej zapowiedziała
Firma Elena.
W Targach Ślubnych i Dniu
Akademii Piękności będzie można uczestniczyć w sobotę i niedzielę w godzinach od 10.00 do
17.00. Wstęp wolny. Zapraszamy.

Related Interests