You are on page 1of 324

PETER WATTS

LEPOWIDZENIE

PRZEOY WOJCIECH M. PRCHNIEWICZ

WYDAWNICTWO MAG WARSZAWA 2008

Tytu oryginau: Blindsight Copyright 2006 by Peter Watts Copyright for the Polish translation 2008 by Wydawnictwo MAG Redakcja: Joanna Figlewska Korekta: Urszula Okrzeja Ilustracja i opracowanie graficzne okadki: Irek Konior Projekt typograficzny, skad i amanie: Tomek Laisar Fru ISBN 978-83-7480-097-6 Wydanie I Wydawca: Wydawnictwo MAG ul. Krypska 21 m. 63, 04-082 Warszawa tel./fax (0-22) 813 47 43 e-mail: kurz@mag.com.pl www.mag.com.pl

Dla Lizy

Jeli nie cierpimy, nie yjemy.

egzystencji

najbardziej

fascynuje

mnie

wanie ta osobliwa konieczno wyobraania sobie tego co w istocie rzeczywiste. Philip Gourevitch

Giniesz jak pies, i to bez szczeglnego powodu. Ernest Hemingway

PROLOG

Sprbuj dotkn przeszoci. Rozpraw si z ni. Bo to nieprawda, to tylko sen. Ted Bundy To wszystko nie zaczo si wtedy. Ani od wyde i Rorschacha, ani od Big Bena, Tezeusza, czy wampirw. Wikszo stwierdziaby, e od wietlikw, ale to te nieprawda. Na nich si skoczyo. Dla mnie wszystko zaczo si od Roberta Paglino. Kiedy miaem osiem lat, by moim najlepszym i jedynym przyjacielem. Dwch pokrewnych wyrzutkw, przywizanych do siebie przez uzupeniajce si nieszczcia. Moja wada bya rozwojowa, jego genetyczna: niekontrolowany genotyp, ktry da mu skonno do krtkowzrocznoci, trdziku oraz (jak si okazao pniej) podatno na narkotyki. Rodzice nigdy go nie zoptymalizowali. Naleeli do garstki dwudziestowiecznych skamielin, ktre nadal wierzyy w Boga i uwaay, e Jego dziea nie naley poprawia. Zatem naprawiono tylko jednego z nas, cho daoby si obu. Przyszedem na plac zabaw i zobaczyem, e Pag znalaz si w centrum uwagi bandy kilkorga dzieciakw - szczciarze z przodu wal go piciami po gowie, reszta, czekajc na swoj kolejk, musi si zadowoli rzucaniem wyzwisk typu kundel i mieszaniec. Patrzyem, jak unosi rce, niemal z wahaniem, eby si osoni przed najdotkliwszymi z ciosw. Rozumiaem jego myli lepiej ni wasne - ba si, e napastnicy pomyl, e te rce chc im odda, e odczytaj ten gest jako opr i zmaltretuj go jeszcze bardziej. Ju wtedy, majc zaledwie osiem lat i wycit poow mzgu, stawaem si znakomitym obserwatorem. Ale co zrobi, nie wiedziaem. Ostatnio widywaem go rzadko. Prawie na pewno mnie unika. A jednak, kiedy najlepszy przyjaciel jest w tarapatach, to si mu pomaga, nie? Nawet jeli nie ma szans - zreszt, ktry omiolatek rzuciby si na szeciu wikszych chopakw w

obronie kumpla z piaskownicy? Ale przynajmniej pobiegby po pomoc. Kogo zawoa. Co zrobi. A ja staem i nic. Nawet niespecjalnie chciao mi si mu pomaga. Bez sensu. Powinienem z nim empatyzowa nawet gdyby nie by moim najlepszym przyjacielem. Bezporedniej przemocy nie zaznaem tyle co Pag, bo moje ataki trzymay inne dzieciaki na dystans, napaway je strachem, cho ja sam byem wtedy bezbronny. Jednak wyzwiska i drwiny znaem dobrze, podobnie jak nogi podstawiane znienacka na drodze z punktu A do punktu B. Znaem to uczucie. Czy raczej - kiedy znaem, ale t cz mzgu wycito mi razem z zepsutymi poczeniami. Cay czas odbudowywaem te algorytmy, uczc si z obserwacji. Stadne zwierzta zawsze gromadnie zabijaj najsabsze sztuki z grupy. Rozumie to instynktownie kade dziecko. Moe po prostu niech si dzieje co chce, moe nie powinienem ingerowa w natur? Ale przecie rodzice Paga nie chcieli ingerowa w natur, i co z tego maj? Syn ley skulony na ziemi, a banda podrasowanych superchopakw kopie go po ebrach. W rezultacie, tam gdzie zawioda empatia, zadziaaa propaganda. Wwczas raczej obserwowaem ni mylaem, raczej pamitaem ni wnioskowaem - a pamitaem tysic inspirujcych opowieci wychwalajcych kadego, kto ujmie si za sabszym. Chwyciem wic kamie wielkoci pici i zanim wszyscy si zorientowali, e wkroczyem do akcji, walnem dwch napastnikw w potylice. Trzeci, odwracajc si do nowego wroga, zaliczy cios w twarz. Sycha byo, jak pka mu ko policzkowa. Pamitam: zastanawiaem si, czemu ten odgos nie daje mi satysfakcji, dlaczego nie oznacza niczego poza faktem, e mam o jednego przeciwnika mniej. Pozostali uciekli na widok krwi. Jeden, odwaniejszy, zakomunikowa mi, e ju nie yj, i znikajc za rogiem, krzykn przez rami: Pierdolony zombiak!. Dopiero po trzydziestu latach zauwayem ironi tego okrzyku. Dwch wrogw drgao u moich stp. Kopaem jednego w gow, a przesta si rusza, potem zabraem si za drugiego. Co chwycio mnie za rk; zamierzyem si bez namysu, nie patrzc, a Pag zaskomla i si uchyli. - A - powiedziaem. - Przepraszam. Jeden lea bez ruchu. Drugi jkn, chwyci si za gow i zwin w kbek. - Kurde - jkn Pag. Nie zwraca uwagi, e krew z nosa rozchlapuje mu si na

koszuli. Policzek k i sinia. - Kurde kurde kurde... Zastanawiaem si co powiedzie. - Nic ci nie jest? - zapytaem wreszcie. - Kurde, to znaczy, no wiesz, ty nigdy... - Otar usta, usmarowawszy sobie wierzch doni. - Cholera, wpakowalimy si. - To oni zaczli. - No tak, ale... zreszt, tylko na nich popatrz! Ten pojkujcy odczogiwa si na czworakach. Zastanawiaem si, ile czasu zajmie mu sprowadzenie posikw. Zastanawiaem si, czyby go zawczasu nie zabi. - Wczeniej by czego takiego nie zrobi - powiedzia Pag. To znaczy przed operacj. I wtedy co naprawd poczuem - sabiutkie, odlege, ale nie do pomylenia. Zo. - Oni zaczli. Pag cofn si z wytrzeszczonymi oczyma. - Co robisz? Od to! - krzykn. Uniosem pici. Nie byem tego wiadom. Rozprostowaem je. Troch to potrwao. Musiaem bardzo dugo i bardzo intensywnie wpatrywa si we wasne donie. Kamie, liski od krwi, lnicy, upad na ziemi. - Chciaem pomc. - Nie wiedziaem dlaczego tego nie rozumie. - Ty jeste inny - powiedzia Pag z bezpiecznej odlegoci. - Nie jeste ju Sirim. - Jestem. Nie bd dupkiem. - Wycili ci mzg! - Tylko poow. Przeciw pa... - Wiem, e przeciw padaczce! Mylisz, e nie wiem? Ale to ty bye w tej poowie, albo, wiesz... kawaek ciebie... - Boryka si ze sowami, z kryjcym si za nimi pojciem. - I teraz jeste inny. Tak jakby mama i tata ci zamordowali... - Moi rodzice - odparem, niespodziewanie uspokojony - uratowali mi ycie. Inaczej bym umar. - Dla mnie to ty umare - powiedzia mj najlepszy i jedyny przyjaciel. - Wedug mnie Siri umar, bo go stamtd wygarnli, a ty jeste kim innym, kto po prostu, no, wyrs z tego, co zostao. Nie jeste taki sam. Od razu nie bye. Nie jeste taki sam. Nawet dzisiaj nie wiem, czy Pag naprawd wiedzia, co mwi. Moe matka wyczya mu gr, do ktrej by przypity przez ostatnie osiemnacie godzin, i

wygonia na wiee powietrze? Moe w wiecie gry tuk si z ludmi z kapsu i teraz mimo woli wszdzie ich widzia? Moe. Lecz to, co powiedzia, trzymao si kupy. Bo pamitam, e Helen mwia mi (niemal bez przerwy), e bardzo trudno bdzie si przystosowa. Jakby dosta cakiem now osobowo, powtarzaa, i w gruncie rzeczy to bya prawda. Nie bez powodu nazywaj to radykaln resekcj pkuli; poow mzgu wyrzuca si z wczorajszym krylem, a drug zapdza do pracy na dwch etatach. Pomylcie tylko, jak ta pojedyncza samotna pkula musiaa sobie przerobi cae okablowanie, eby wykrzesa z siebie wszystkie rezerwy. Udao si, naturalnie. Mzg to bardzo elastyczny kawa micha; napracowa si, ale przystosowa. Ja si przystosowaem. I pomylcie jeszcze, co podczas tego remontu zostao cinite, zdeformowane, odksztacone. Mona stwierdzi, e jestem inn osob ni ta poprzednio mieszkajca w mym ciele. W kocu oczywicie pojawili si jacy doroli. Zaaplikowano leki, zadzwoniono po pogotowie. Rodzice si oburzyli, wymieniono dyplomatyczne ciosy. Trudno jednak poruszy ssiadw losem rannego dziecka, kiedy zapis wideo z trzech stro n pokazuje, jak nasz may skarb - razem z picioma kumplami - kopie po ebrach niepenosprawnego chopca. Natomiast moja matka wyklepaa ograne formuki o trudnych dzieciach i nieobecnych ojcach - tato znw wyjecha na jak inn pkul - i kurz osiad cakiem szybko. Nawet dalej si z Pagiem przyjanilimy, po krtkiej przerwie, ktra przypomniaa nam obu, e szkolne odrzuty, jeli nie trzymaj si razem, nie maj zbyt wielu opcji towarzyskich. Przetrwaem i to, i milion innych przey z dziecistwa. Dorosem, radziem sobie w yciu. Nauczyem si wpasowywa. Obserwowaem, zapamitywaem, wykrywaem algorytmy i naladowaem odpowiednie zachowania. Niewiele z tego pyno... z gbi serca, tak si chyba mwi? Jak kady, miaem wrogw i przyjaci. Wybierae m ich, przepatrujc zebrane przez lata obserwacji listy zachowa i okolicznoci. Wyrosem na kogo moe chodnego, ale obiektywnego, za co Robertowi Paglino naley si podzikowanie. Wszystko zaczo si od jego brzemiennego w skutki stwierdzenia. Ono rzucio mnie w objcia Syntezy, przeznaczyo mi katastrofalne spotkanie z wydami, oszczdzio gorszego losu, ktry spotka Ziemi. Albo lepszego, zalenie od punktu widzenia. Punkt widzenia bowiem jest istotny: dostrzegam to teraz, gdy, lepy, mwi do siebie, uwiziony w trumnie mijajcej wanie krace Ukadu Sonecznego. Po raz pierwszy, odkd zmaltretowany,

pokrwawiony przyjaciel na dziecicym polu bitwy przekona mnie, ebym odrzuci swj punkt widzenia. Moe si myli. Moe ja si myliem. Ale ten, hm, dystans - to chroniczne poczucie obcoci pord swoich - to nie jest taka za rzecz. Przyda si zwaszcza, kiedy przyszli prawdziwi obcy.

TEZEUSZ

Krew mi szumi. Suzanne Vega Wyobra sobie, e jeste Sirim Keetonem. Budzisz si w agonii wskrzeszenia, apic powietrze po rekordowo dugim ataku bezdechu sennego, trwajcym sto czterdzieci dni. Czujesz, jak krew, lepka od dobutaminy i leuenkefaliny, przepycha si przez wyschnite podczas miesicy przestoju ttnice. Ciao powolutku, bolenie si napenia: rozszerzaj si naczynia krwionone, ciao si rozazi; zginasz si, a nieprzyzwyczajone ebra gono strzelaj. Stawy zatary si od bezruchu. Jeste jak figurka z kresek, zamroona w jakim przewrotnym rigor vitae. Krzyknby, ale brak ci tchu. Wampiry cay czas to robi, przypominasz sobie. Dla nich to normalne, maj taki niezwyky sposb oszczdzania zasobw. Twj gatunek mgby nauczy si od nich troch powcigliwoci, gdyby ta absurdalna awersja do ktw prostych nie rozprawia si z nimi u samego zarania cywilizacji. A moe mgby i teraz? Bo wampiry wrciy - oywione voodoo paleogenetyki, poskadane do kupy ze mieciowych genw, skamieniaego szpiku kostnego, zanurzonego we krwi socjopatw i wysoko funkcjonujcych autystykw. Taki wanie osobnik dowodzi t misj. Garstka jego genw yje take w twoim ciele, eby ono te mogo powsta z martwych, tu na skraju przestrzeni midzygwiezdnej. Nikt nie poleci poza Jowisza, jeli nie stanie si po trosze wampirem. Bl odrobin sabnie. Odpalasz wszczepia i sprawdzasz wasne organy: minie sporo minut, zanim motoryka zadziaa jak naley, i godzin, zanim przestanie bole. Bl jest nieuniknionym efektem ubocznym. Tak si wanie dzieje, kiedy do ludzkiego kodu wkleja si wampirze podprogramy. Kiedy prosie o rodki przeciwblowe, ale wszelkie blokery nerwowe upoledzaj reaktywacj metabolizmu. Zacinij zby,

onierzu. Zastanawiasz si, czy tu przed kocem tak czua si Chelsea. Wywouje to cakiem inny, nowy rodzaj blu, wic odgradzasz si od tych myli i skupiasz na yciu wlewajcym z powrotem w koczyny. Cierpisz w milczeniu i sprawdzasz logi z ostatnich telemetrii. Mylisz: to niemoliwe. Wyldowae w zupenie nie tej czci wszechwiata. Nie w pasie Kuipera, gdzie miae lecie. Jeste wysoko ponad ekliptyk, gboko w Oboku Oorta, krainie dugookresowych komet, zaszczycajcych Soce sw obecnoci mniej wicej raz na milion lat. Jeste w przestrzeni midzygwiezdnej, co oznacza (wywoujesz zegar systemowy), e bye ywym trupem przez tysic osiemset dni. Zaspae o prawie pi lat. Odsuwa si wieko twojej trumny. Lustrzana grd naprzeciwko odbija twoje ciao, jak zwoki, jak czekajca na deszcz odwodniona ryba dwudyszna. Do koczyn przyssay si pcherze z izotoniczn solank, jak opite antypasoyty, przeciwiestwo pijawek. Przypominasz sobie, e igy wbiy si tu przed utrat przytomnoci, dawno temu, gdy twoje yy nie byy jeszcze poskrcanymi wknami suszonego misa. Tu po prawej twoje spojrzenie odwzajemnia odbicie Szpindla, lecego we wasnej kapsule. Twarz ma rwnie bezkrwist i kocist jak twoja. Gboko zapadnite oczy koysz si w oczodoach - odbudowuje swoje cza, interfejsy sensoryczne, tak potne, e twoja masowo produkowana wszczepka jest przy nich teatrzykiem cieni. Syszysz pokasywanie i szelest ruchw tu poza polem widzenia, na jego krawdzi migaj odbite ruchy reszty zaogi. - Co... si... - z twoich ust wydobywa si ledwo chrapliwy szept - ...sta...? Szpindel porusza szczk. Gono strzela staw. - Sssssaatwieni... - syczy. Jeszcze nawet nie spotkae obcych, a ju widzisz, e nie dorastasz im do pit. *** I tak mozolnie powstalimy z martwych: pi prawie trupw, nagich, wychudzonych, nawet w 0 g ledwie si ruszajcych. Wypezlimy ze swych trumien jak przedwczenie wyklute my, jeszcze w poowie gsienice, z kokonw. Bylimy

sami, na zym kursie i cakowicie bezradni, tak e wysikiem woli wci trzeba byo sobie powtarza: Nigdy nie zaryzykowaliby naszego ycia, gdyby to nie byo konieczne. - Dzie dobry, komisarzu. - Isaac Szpindel sign drc, nieczu doni po rkawiczki sprzgu lece u podstawy kapsuy. Obok Susan James zwina si w embrionalny kbek, szepczc do siebie. Tylko Amanda Bates, ju ubrana i powtarzajca kolejne wiczenia izometryczne, w pewny m stopniu opanowaa poruszanie si. Od czasu do czasu prbowaa odbi od grodzi gumow pieczk, ale nawet ona nie bya jeszcze w stanie jej zapa. Podr sprowadzia nas do wsplnego archetypu. Pucoowate policzki i krge biodra James, wysokie czoo i chudy niezgrabny kadub Szpindla - nawet wzmocniona platynowglem pancerna sawojka, suca za ciao Amandzie Bates - wszystkie uwidy tak samo, stajc si such zbieranin patykw i koci. Wydawao si nawet, e po drodze dziwnie odbarwiy si nam wosy, cho wiedziaem, e to niemoliwe. Raczej przesczaa si przez nie blado skry pod spodem. Przedtrupia James bya jasn blondynk, Szpindel mia wosy na tyle ciemne, e mona by je nazwa czarnymi - a teraz to, co polatywao wok ich czaszek, wydawao si jednolicie brunatne, jak wodorost. Bates golia gow, ale nawet jej brwi nie byy kiedy tak rdzawe. Niedugo wrcimy do dawnych postaci. Doda wody, zamiesza. Teraz jednak dziwnie prawdziwy okaza si stary przesd: ywe trupy faktycznie wszystkie wygldaj tak samo, jeli nie wiesz na co patrze. Oczywicie, jeli wiesz - jeeli zapomnisz o wygldzie, a przyjrzysz si ruchom, zapomnisz o misie i przypatrzysz si topologii - nigdy tych osb nie pomylisz. Kady tik twarzy by obserwacj, kada pauza w rozmowie mwia obu stronom o wiele wicej ni sowa. Widziaem, jak osobowoci James w okamgnieniu si rozpadaj i jednocz. Uniesiony w umiechu kcik ust Szpindla wyranie mwi o nieufnoci wobec Amandy Bates. Do kogo znajcego jzyk gono przemawiao kade drgnienie fenotypu. - A gdzie... - skrzekna James i kaszlna, machnwszy rachityczn rczk ku ziejcej pustk trumnie Sarastiego, ostatniej w rzdzie. Wargi Szpindla rozwary si, tworzc wsk szpark. - Poszed do fabryki. Kae statkowi zrobi troch ziemi, eby mie na czym lee. - Pewnie czy si z Kapitanem. - Bates oddychaa goniej ni mwia,

pneumatyka bowiem, wci na nowo uczca si pojcia oddychania, wywoywaa tylko suche szelesty. - Przecie mona tutaj - stwierdzi James. - Wysra te si mona tutaj - zachrypia Szpindel. - Ale niektre rzeczy robi si na osobnoci, nie? Niektre rzeczy zachowuje si te dla siebie. Pod spojrzeniem wampira wikszo zwyklakw czua si nieswojo - Sarasti, zawsze grzeczny, dokadnie z tego powodu unika kontaktu wzrokowego - ale jego topologia miaa jeszcze inne powierzchnie, tak samo ssacze i tak samo czytelne. Moe wic przez wzgld na mnie nie ujawnia si? Moe chcia dochowa tajemnicy? Bo Tezeusz niewtpliwie ni by. *** Zawiz nas ju na dobre pitnacie j.a. do celu, gdy co go sposzyo. Zarzuci na pnoc jak przestraszony kot i zacz si pi w gr - wychodzc szaleczym pdem 3 g z paszczyzny ekliptyki, tysic trzysta ton bezwadnoci walczce z pierwsz zasad dynamiki. Oprni cysterny, wyar do zera mas substratow, w par godzin roztrwoni stuczterdziestodniowy zapas paliwa. Potem dugi zjazd przez otcha, dugie lata skpstwa, porwnywanie cigu kadej sztuki antyprotonu z oporem, jaki powstanie przy wyawianiu go z prni. Teleportacja to nie czary - promie Ikara nie mg nam wysa samej antymaterii, ktr generowa, lecz wycznie jej kwantow specyfikacj. Surowiec Tezeusz musia odcedza z pustki po jednym jonie. Przez dugie mroczne lata radzi sobie sam si bezwadnoci, chomikujc wszystkie poknite atomy. A potem pstryk, lasery jonizujce omiataj przestrze przed dziobem, rozoony szeroko kolektor Bussarda hamuje pd. Zwolni, obciony kwadrylionem protonw, napeni brzuch i znw nas rozpaszczy. Lecia na cigu niemal do momentu naszego wskrzeszenia. Odtworzenie tych krokw byo proste - kady mg zajrze do ConSensusa i obejrze kurs statku. Ale skd taki wanie kurs - to inna kwestia. Na pewno wszystko okae si na poreanimie. Nie my pierwsi ruszamy w podr z zapiecztowanymi instrukcjami, a gdybymy koniecznie musieli je zna, to ju bymy znali. I tak jednak zastanawiaem si, kto zablokowa dostp do logw moduu cznoci. Pewnie kontrola naziemna. Albo Sarasti. Albo i sam Tezeusz, czemu nie. atwo si

zapominao, e sercem statku bya kwantyczna Sztuczna Inteligencja. Pozostawaa w tle, pielgnowaa nas, niosa i przenikaa nasze ycie, dyskretna jak nierzucajcy si w oczy Bg, i tak jak Bg nigdy nie odbieraa rozmw. Oficjalnym porednikiem by Sarasti. Kiedy statek przemawia - mwi do niego a Sarasti tytuowa go kapitanem. Jak my wszyscy. *** Da nam cztery godziny na dojcie do siebie. Mnie ponad trzy zajo samo wyjcie z krypty. Mzg ju uruchomi wikszo synaps, ale ciao - wci chonce pyny jak gbka - nadal bolao przy kadym ruchu. Wymieniem osuszone woreczki z elektrolitami na wiee i ruszyem ku rufie. Pitnacie minut do wczenia rotacji. Pidziesit do odprawy poreanimacyjnej. W sam raz do czasu, eby ci, ktrzy wol spa pod grawitacj, zataszczyli swoje graty do bbna i zajli przydziaowe 4,4 metra kwadratowego podogi. Mnie grawitacja - czy te jej odrodkowa namiastka - nie pocigaa. Swj namiot rozbiem w 0 g, jak najbliej rufy, wtulony w przedni cian wyrzutni prawego wahadowca. Nad si jak ropie na grzbiecie Tezeusza, may, klimatyzowany bbel atmosfery w ciemnej otchannej prni pod pancerzem statku. Rzeczy miaem tyle co nic; przyklejenie ich do cian zajo mi trzydzieci sekund, kolejne trzydzieci zaprogramowanie atmosfery namiotu. Potem wybraem si na wycieczk. Po piciu latach przyda si troch ruchu. Najbliej miaem do rufy, wic od niej zaczem - od przegrody oddzielajcej napd od adunku. W samym rodku grodzi rufowej wykwitaa bblem pojedyncza, zaplombowana klapa. Kana serwisowy za ni wi si pomidzy maszyneri, ktrej lepiej nie dotyka ludzkimi rkoma. Gruby, nadprzewodzcy torus kolektora; za nim wachlarz czuek, rozwinitych teraz w niezniszczaln bak mydlan mogc pomieci cae miasto i zwrconych ku socu, by chwyta sabiutkie kwantowe iskierki strumienia antymaterii Ikara. Dalej kolejne osony, potem reaktor telematerii, gdzie z surowego wodoru i rafinowanej informacji wyczarowywa si ar trzysta razy gortszy od soca. Zaklcia znaem - rozbijanie i dekonstrukcja antymaterii, teleportacja kwantowych numerw seryjnych - ale i tak widziaem magi w tym, e tak szybko pokonalimy tak wielk odlego. Kady by widzia.

Moe poza Sarastim. Wok mnie ta sama magia pracowaa w niszej temperaturze, majc mniej ulotny cel: na grodzi toczya si gromada wypustw i dozownikw. Niektre zadawiyby si moj pici, inne poknyby mnie w caoci. Fabrykator Tezeusza potrafi zrobi wszystko, od sztucw po pulpity sterownicze. Da mu odpowiedni gr materii, a zbudowaby nawet drugiego Tezeusza, cho w wielu drobnych kawakach i po bardzo dugim czasie. Niektrzy zastanawiali si, czy zrobiby i drug zaog, cho zapewniano nas, e to niemoliwe. Nawet ta maszyneria nie miaa tak delikatnych palcw, eby zrekonstruowa par bilionw synaps w objtoci ludzkiej czaszki. Przynajmniej na razie. Ja w to wierzyem. Nigdy nie wysaliby nas kompletnych, gdyby mieli tasz alternatyw. Ruszyem w stron zapiecztowanego wazu. Kiedy odwrciem si do niego tyem, prawie widziaem dzib Tezeusza, bez przeszkd sigajc wzrokiem a po malek tarcz strzeleck, trzydzieci metrw przede mn. Cakiem jak wielki, wytaczany celownik w odcieniach bieli i szaroci: koncentryczne krgi luz idealnie porodku kadej grodzi. Wszystkie otwarte na ocie, nonszalancko lekcewace kodeksy bezpieczestwa poprzednich generacji. Moglibymy je pozamyka, gdybymy chcieli i poczuli si od tego lepiej. I tyle - naszych szans nie poprawioby to ani o jot. W razie problemw zatrzasn si na dugie milisekundy, zanim ludzkie zmysy si zorientuj, e co jest nie tak. Nie s nawet komputerowo sterowane. Czci ciaa Tezeusza maj odruchy. Odepchnem si od ciany rufowej - krzywic si od blu naciganych zastaych cigien - i popynem ku przodowi, zostawiajc fabrykator za sob. Swobod ruchw ograniczyy mi na chwil dwa wazy, przejcia do wahadowcw Scylla i Charybda. Za nimi krgosup rozszerza si w falisty, poszerzajcy si walec, ktry mia dwa metry rednicy i - przynajmniej w tej chwili - jakie pitnacie dugoci. Wzdu niego biegy dwie bliniacze drabiny; przednia grd bya upstrzona wypukymi luzami wielkoci studzienek kanalizacyjnych. Wikszo nich wychodzia po prostu na adowni. Par byo uniwersalnymi luzami, gdyby kto zechcia si wybra na spacer pod pancerz. Jedna wychodzia na mj namiot. Druga cztery metry dalej, na namiot Bates. Z trzeciej, tu przy dziobowej grodzi, wyszed na wiato Jukka Sarasti, jak dugi biay pajk. Gdyby by czowiekiem, od razu wiedziabym, kogo widz - caa jego topologia

pachniaa morderc. Ale nie umiabym si domyli, choby z grubsza, liczby ofiar, tak by pozbawiony wyrzutw sumienia. Zabicie setki ludzi nie splamioby jego powierzchni bardziej ni utuczenie owada; poczucie winy zbierao si na nim w krople i spywao, jak woda na wosku. Lecz Sarasti nie by czowiekiem, by cakiem innym zwierzciem, i u niego te ludobjcze refrakcje mwiy tylko drapieca. Mia takie skonnoci, urodzi si z nimi - czy kiedykolwiek im uleg, to sprawa midzy nim a kontrol naziemn. Moe dali ci troch swobody, mgbym mu powiedzie. Moe wpisali to sobie w koszty. Jeste przecie niezbdny dla powodzenia misji. Wedug mnie na pewno zawarli z tob jaki ukad. Jeste tak niesamowicie bystry, musisz wiedzie, e nie oywialiby ci, gdyby nie by im potrzebny. Ju kiedy rozbili twj zbiornik, wiedziae, e masz przewag w negocjacjach. Tak to dziaa, Jukka? Ty zbawiasz wiat, a gocie trzymajcy smycz zgadzaj si przymyka oczy?. Jako dziecko czytaem opowieci o drapienikach z dungli paraliujcych ofiar spojrzeniem. Dopiero poznawszy Jukk Sarastiego, dowiedziaem si co to znaczy. Ale teraz na mnie nie patrzy. Skupi si na rozbijaniu swojego namiotu, zreszt nawet gdyby spojrza mi w oczy, zobaczybym tylko ciemn, wypuk oson, ktr nosi przez wzgld na ludzk pochliwo. Nie zwrci na mnie uwagi, gdy chwyciem najbliszy szczebel i przecisnem si obok. Przysigbym, e w jego oddechu wyczuem surowe miso. Wpynem do bbna (a dokadniej, bbnw - piercie rufowy, mieszczcy BioMed, obraca si na wasnych oyskach), czyli szesnastometrowego walca. Wzdu jego osi bieg rdze nerwowy Tezeusza, odsonite sploty i kable spite w wizki wzdu drabin na obu bokach. Za nimi, w zakamarkach po przeciwnych stronach wiata wznosiy si wieo rozbite namioty Szpindla i James. Ponad ramieniem przepyn mi Szpindel we wasnej osobie, nagi jeli nie liczy rkawic - po samym ruchu palcw mogem pozna, e jego ulubiony kolor to zielony. Zakotwiczy na jednych z trojga schodw donikd, rozmieszczonych rwnomiernie wzdu cian bbna: stromych wskich stopniach wznoszcych si na pi metrw prostopadle w powietrze. Dokadnie porodku przedniej ciany walca zia nastpny waz; po obu jego stronach w grodzi znikay rury i przewody. Chwyciem szczebel, ktry si nawin, eby zwolni lot - znw zaciskajc zby z blu - i przepynem dalej. Rozwidlenie. Korytarz bieg wzdu krgosupa, mniejszy uchyek odchodzi ku

klitce ze skafandrami i luzie dziobowej. Utrzymaem kurs i znalazem si w krypcie, jasnej od luster, sigajcej w gb niecae dwa metry. Po lewej ziay puste kapsuy, po prawej toczyy si zamknite. Bylimy tak niezastpieni, e wielimy ze sob zastpcw, wci picych, niemajcych o niczym pojcia. Trzech spotkaem podczas szkole. Mam nadziej, e nie zobacz ich zbyt szybko. Ale na sterburcie stay tylko cztery kapsuy. Zapasowego Sarastiego nie byo. Kolejny waz, tym razem mniejszy. Przecisnem si na mostek. Przymione wiato, po ciemnych szklanych powierzchniach w milczeniu pezy ikony i alfanumeryki. Nie tyle mostek, ile raczej kokpit, i to ciasny. Wysunem si midzy dwiema przeciwprzecieniowymi leankami otoczonymi bliniaczymi podkowami przyrzdw i wskanikw. Nie planowano, eby ktokolwiek w ogle z tego korzysta. Tezeusz znakomicie potrafi prowadzi si sam. W razie czego moglimy te sterowa nim ze wszczepek, a jeli nie, to i tak najprawdopodobniej bylibymy martwi. Ale w razie owego astronomicznie nieprawdopodobnego przypadku, gdyby wszystko inne zawiodo, jeden czy dwaj nieustraszeni ocalecy mogliby std poprowadzi statek do domu. Midzy wnkami na nogi konstruktorzy wcisnli jeszcze ostatni waz i ostatni korytarzyk - do obserwacyjnego bbla na samym dziobie. Wtuliem gow w ramiona (cigna strzeliy i zaprotestoway), przecisnem si przez nie... ...w ciemno. Z zewntrz kopu osaniay dwie pokrywy, zacinite ciasno jak para powiek. Na panelu dotykowym po lewej arzya si jedna ikona, wte wiato wpywao za mn z krgosupa statku, ocierajc si niewyranymi palcami o wkls komor. W miar jak przystosowywa mi si wzrok, zaczynaem dostrzega niebieskawe i szarawe szczegy kopuy. Stchy powiew poruszy pasami zamocowanymi na tylnej grodzi, w gardle poczuem zmieszany posmak oleju i maszyn. W podmuchu sabiutko zadwiczay klamry, jak dzwoneczki feng shui dla ubogich. Wycignem do i dotknem szyby, jej wewntrznej warstwy: w komor midzy ni a warstw zewntrzn byo stale nawiewane ciepe powietrze, eby agodzi chd. Ale nie do koca - palce od razu mi zmarzy. Tam - kosmos. Moe Tezeusz po drodze do pierwotnego celu zobaczy co, co sposzyo go z caego Ukadu Sonecznego, lub, co bardziej prawdopodobne, nie ucieka od czego, lecz lecia ku czemu, co odkryto dopiero, gdy wszyscy umarlimy i zniknlimy z

nieba? W takim razie... Signem za siebie i stuknem w panel. Troch si spodziewaem, e nie stanie si nic - okna Tezeusza rwnie atwo zablokowa jak dostp do logw komunikacyjnych. Ale kopua rozszczepia si natychmiast: najpierw pknicie, potem pksiyc, wreszcie wytrzeszczone, pozbawione powieki oko - osona gadko schowaa si w kadubie. Palce odruchowo zacisny si na pasach. Naga pustka rozcigaa si nieubaganie we wszystkich kierunkach, a trzyma si mogem ledwie czterometrowego metalowego dysku. Wszdzie gwiazdy. Tyle gwiazd, e za adne skarby nie wiadomo, jak niebo moe je wszystkie pomieci i przy tym pozosta tak czarne. Gwiazdy i... ...nic wicej. A czego by si spodziewa? - zadrwiem sam z siebie. Statku-bazy Obcych czajcego si po sterburcie? Waciwie, czemu nie? Po co tu przylecielimy. A przynajmniej reszta zaogi. Bd niezbdni, obojtne, gdzie wyldujemy. Natomiast moja sytuacja, uwiadomiem sobie, jest nieco inna. Moja przydatno maleje wraz z odlegoci. Do domu za mamy ponad p roku wietlnego.

Gdy jest do ciemno, wida gwiazdy. Ralph Waldo Emerson Gdzie byem, kiedy spady wiata? Wychodziem z bram Nieba, opakujc ojca, ktry - przynajmniej wedug samego siebie - wci y. Miny dopiero niecae dwa miesice, odkd Helen znikna pod kapturem. W kadym razie, dwa miesice wedug naszej rachuby. Z jej punktu widzenia mg to by dzie lub dziesiciolecie - Wirtualnie Wszechmocni ustawiali swe subiektywne zegary jak chcieli, tak jak wszystko inne. Nie miaa zamiaru wraca. A ma chciaa oglda tylko w warunkach bdcych dla policzkiem. Nie narzeka. Odwiedza j najczciej, jak mu pozwalaa: dwa razy na tydzie, potem raz. Potem co dwa tygodnie. Ich maestwo rozkadao si z wykadniczym determinizmem izotopu radioaktywnego, a on wci chcia z ni przebywa i zgadza si na wszystkie warunki. W dniu, kiedy spady wiata, stanem przy jej ou razem z nim. Szczeglna okazja - mielimy widzie jej ciao ostatni raz. Przez dwa miesice wystawiano je na widok publiczny razem z piciuset innymi wniebowstpiecami, do ogldania przez najbliszych krewnych. Oczywicie, taki interfejs to raczej fikcja, ciao nie mogo z nami rozmawia. Ale przynajmniej tam byo - ciepe, przykryte czystymi przecieradami. Pod kapturem wci byo wida d twarzy, cho oczy i uszy zakrywa hem. Moglimy jej dotkn. Ojciec czsto to robi. Moe nadal to czua jak odleg czstk osobowoci? W kocu jednak trzeba byo zamkn trumn i pozby si szcztkw. Potrzebne byo miejsce dla nowo przybyych - i tak oto przyszlimy ostatni raz posiedzie u boku matki. Bdzie dalej dostpna w swoim wiecie, na swoich warunkach, ale ciao zostanie zaraz ulokowane w przechowalni, pord innych, upakowanych zbyt gsto,

by znalazo si tam miejsce dla odwiedzajcych z krwi i koci. Zapewniono nas, e pozostanie nietknite - minie bd elektrycznie wiczone, ciao poruszane i karmione, gotowe, by wrci do suby na wypadek jakiej niewyobraalnej i katastrofalnej awarii Nieba. Powiedziano nam, e wszystko jest odwracalne. Lecz do Nieba wstpio ju tak wielu, a nawet najgbsze katakumby nie cign si w nieskoczono. Kryy pogoski o pozbawianiu koczyn, stopniowym odcinaniu niekoniecznych do ycia czci ciaa, wedug jakiego algorytmu optymalnego upakowania. Moe za rok Helen bdzie tylko kadubkiem, a za dwa gow bez ciaa. A moe, zanim zdymy std wyj, zostawi z niej tylko mzg, czekajcy na ostateczny technologiczny przeom zwiastujcy nadejcie Wielkiego Cyfrowego Transferu. Jak mwi: pogoski. Osobicie nie znaem nikogo, kto wrciby po wniebowstpieniu, ale zreszt, kto by chcia? Nawet Lucyfer nie chcia opuci nieba, dopki go z niego nie wypchnito. Tato mgby wiedzie na pewno - na rzeczach, na ktrych ludzie nie powinni si zna, zna si lepiej ni wikszo - ale nigdy nie by niedyskretny. Cokolwiek wiedzia, z pewnoci stwierdzi, e wyjawienie tego nie przekonaoby Helen. I to mu wystarczao. Nacignlimy kaptury suce za jednodniowe przepustki do Bezsieci i spotkalimy si z matk w spartaskim pokoju odwiedzin, jaki sobie wymylia. Nie zrobia w nim okien na wiat, w ktrym mieszkaa, nic nie zdradzao utopijnego rodowiska, jakie dla siebie skonstruowaa. Nie zdecydowaa si nawet na ktr z prefabrykowanych scenerii, zaprojektowanych tak, by agodzi dysonans u odwiedzajcych. Znalelimy si w pozbawionej cech charakterystycznych, piciometrowej beowej sferze. Poza matk nie byo w niej nic i nikogo. Moe to wcale nie takie odlege od jej utopii, pomylaem. Ojciec si umiechn. - Helen. - Jim. - Bya dwadziecia lat modsza od tego stworzenia na ku, a po mnie i tak chodziy ciarki. - Siri! Przyszede! Zawsze mwia do mnie po imieniu. Nie przypominam sobie, eby kiedykolwiek nazwaa mnie synem. - Nadal ci si tam podoba? - zapyta ojciec. - Jest wspaniale. Szkoda, e nie chcecie si do mnie przyczy. - Kto musi dba, eby wiato si palio - odpar z umiechem Jim.

- Ale wiecie, e to nie poegnanie. Moecie mnie odwiedza, kiedy tylko zechcecie. - Pod warunkiem, e zrobisz co z tym widokiem. - Jim oczywicie blefowa; przybyby na jej wezwanie, nawet gdyby trzeba byo i boso po tuczonym szkle. - I Chelsea te - cigna Helen. - Byoby mio wreszcie j spotka, po tylu latach. - Helen, Chelsea odesza - odparem. - No tak, ale utrzymujecie przecie kontakty. Wiem, e bya dla ciebie kim szczeglnym. - Ale przecie wiesz, e ona... Ta moliwo zaskoczya mnie i zatrzymaa w poowie zdania: moe rzeczywicie im nic nie powiedziaem? - Synu - powiedzia cicho Jim - moe zostawiby nas na chwil. Nawet, kurwa, na cae ycie. Odczyem si i wrciem na oddzia, popatrzyem na zwoki na ku, na lepego, katatonicznego ojca na kanapie, wszeptujcego czue swka w strumie danych. A niech graj przed sob nawzajem. Niech formalizuj i finalizuj swj tak zwany zwizek, jak im si podoba. Moe w tamtym wiecie, gdzie wszystko inne jest faszem, zdobd si dla odmiany na troch szczeroci. Moe. Ja w kadym razie nie miaem ochoty na to patrze. Cho oczywicie musiaem potem sam wrci do tych formalnoci. Ostatni raz odegraem swoj rol w rodzinnej pokazwce, wygosiem rutynowe kamstwa. Wszyscy si zgodzilimy, e nic si nie zmieni, i nikt nie odbieg od scenariusza, eby z tej okazji nazwa kogo kamc. I wreszcie, starannie trzymajc si sw do widzenia, a unikajc egnaj, zostawilimy tam matk. Powstrzymaem nawet odruch wymiotny na tyle, eby j obj. *** Gdy wyszlimy z mroku, Jim trzyma w rce inhalator. Miaem nadziej, niezbyt wielk, e idc przez hol, cinie go do kosza. Ale on unis go do ust i zaaplikowa sobie kolejny strza wazopresyny, eby nigdy nie ulec pokusom. Wierno w spreju. - Nie musisz ju tego bra - powiedziaem. - Pewnie nie - zgodzi si. - To i tak nie zadziaa. Jak by si nie naszprycowa hormonami, i tak nie wpyniesz na kogo, kogo tu fizycznie nie ma. To po prostu...

Jim milcza. Przeszlimy pod lufami, rozgldajcymi si za realistami prbujcymi przenikn do rodka. - Ona odesza - kontynuowaem. - Nie obchodzi jej, czy znajdziesz sobie kogo innego. Nawet by si ucieszya. Mogaby wtedy udawa, e rachunki s wyrwnane. - Ale to moja ona - odpar. - To ju nie oznacza tego, co kiedy. Zreszt, nigdy nie znaczyo. Lekko si umiechn. - Synu, to moje ycie. I dobrze mi z tym. - Tato... - Ja jej nie wini - stwierdzi. - I ty te nie powiniene. atwo mu powiedzie. Moe nawet atwo zaakceptowa wszystkie krzywdy, ktre wyrzdzia mu przez tyle lat. Pogodna maska, jak przybra teraz, nie do koca rwnowaya nieskoczone gorzkie skargi, ktre musia znosi, odkd sign pamici. Mylisz, e mi atwo, kiedy tak znikasz na cae miesice. Mylisz, e mi atwo, cigle zastanawia si, z kim jeste, co robisz, czy w ogle yjesz? Mylisz, e atwo samej wychowywa takie dziecko?. Obwiniaa go o wszystko, a on znosi to z godnoci, bo wiedzia, e to kamstwo, e to udawanie. Nie zostawia go dlatego, e by niewierny. To w ogle nie miao z nim nic wsplnego. To przeze mnie. Helen opucia ten wiat, bo nie moga ju patrze na stworzenie, ktre zastpio jej syna. Pocignbym dalej - po raz kolejny sprbowabym sprawi, by ojciec zrozumia ale wyszlimy ju z bram Nieba na ulice Czyca, gdzie wszyscy przechodnie mamrotali co w zdumieniu i z rozdziawionymi ustami gapili si w gr. Popatrzyem tam, gdzie oni, w pasek zaczerwienionego zmierzchu midzy wieowcami, i a zaparo mi dech. Z nieba spaday gwiazdy. Zodiak przeobrazi si w precyzyjn kratk jaskrawych punktw ze wieccymi warkoczami. Wygldao to tak, jakby Ziemi schwytano w olbrzymi sie o wzach wieccych ognikami witego Elma. Byo to pikne. I przeraajce. Odwrciem wzrok, eby go zrekalibrowa, eby da tej krnbrnej halucynacji szans na dyskretne zniknicie, zanim puszcz swoj empiri na pen moc. W tym momencie dostrzegem wampira - wampirzyc, przechadzajc si midzy ludmi jak archetypowy wilk w owczej skrze. Na ulicy rzadko si widywao wampiry. A ja nigdy

dotd nie widziaem adnego na ywo. Dopiero wysza na ulic z budynku po drugiej stronie. Bya o gow wysza od nas, w zapadajcej ciemnoci oczy lniy jej intensywnie to. Gdy j obserwowaem, zdaa sobie spraw, e co jest nie tak. Rozejrzaa si, zerkna na niebo - i posza dalej, cakowicie obojtna zarwno na otaczajce j bydo, jak i na znak na niebie, ktry je zahipnotyzowa. Cakowicie niepomna, e wiat zosta wanie wywrcony na lew stron. Bya 10.35 czasu GMT, 13 lutego 2082. *** Zacisny si wok wiata jak pi, kady czarny jak wntrze horyzontu zdarze, a do ostatniej chwili, gdy wszystkie rwnoczenie spony. Umierajc, krzyczay. Zawyo unisono kade radio a po geostacjonarn, kady podczerwony teleskop dosta na chwil nienej lepoty. Popioy znaczyy niebo jeszcze przez dugie tygodnie; chmury mezosferyczne, wysoko ponad prdami strumieniowymi rozpalay si rdzawo przy kadym zachodzie soca. Widocznie te obiekty zawieray sporo elaza. Nikt nie mia pojcia, o co w tym chodzi. wiat, chyba pierwszy raz w historii, wiedzia, zanim mu powiedziano; znae nowin, jeli tylko spojrzae w niebo. Arbitrzy, rutynowo decydujcy o tym, co jest medialne, a co nie, pozbawieni swej roli w filtrowaniu rzeczywistoci, musieli si zadowoli samym nadaniem etykietki. Uzgodnienie nazwy wietliki zajo im dziewidziesit minut. P godziny pniej, w noosferze pojawiy si pierwsze transformaty Fouriera: nikt si specjalnie nie zdziwi, e wietliki nie zmarnoway swego ostatniego tchnienia na emisj szumu. W tym przedmiertnym chrze krya si jaka prawidowo, jaka enigmatyczna informacja niepoddajca si adnym ziemskim analizom. Eksperci, rygorystyczni empiryci, nie chcieli spekulowa: przyznawali tylko, e wietliki co powiedziay. Nie wiedzieli co. Lecz wszyscy inni wiedzieli. Bo jak mona wytumaczy 65536 sond rwnomiernie rozsianych wedug siatki geograficznej, niepozostawiajcej bez pokrycia choby metra powierzchni? wietliki oczywicie zrobiy nam zdjcie. Cay wiat przyapany in flagranti na panoramicznej, kombinowanej stop-klatce. Zostalimy obmierzeni - a czy by to wstp do formalnego powitania, czy otwartej inwazji, pozostawao w sferze domysw.

Ojciec mg zna kogo, kto mgby wiedzie. Ale dawno znikn, jak to mia w zwyczaju podczas pkulowych kryzysw. Wiedzia, nie wiedzia, w kadym razie musiaem, jak wszyscy, szuka wasnych odpowiedzi. Punktw widzenia byo a nadto. Noosfera kipiaa scenariuszami, od utopijnych po apokaliptyczne. wietliki wpuciy do atmosfery miercionone zarazki. wietliki przyleciay na safari. Macierz Ikara jest przerabiana na miercionon bro przeciwko obcym. Macierz Ikara ju zostaa zniszczona. Mielimy dziesitki lat, eby zareagowa - rzeczy pochodzce z innego ukadu obowizuje, jak kadego, ograniczenie do prdkoci wiata. Zostao nam par dni ycia; organiczne okrty wojenne ju miny pas asteroid i za tydzie bd odymia nasz planet. Byem, jak wszyscy, wiadkiem najdzikszych spekulacji i gadajcych gw. Odwiedzaem wirtualne magle, chonem opinie innych. Na razie nie byo to dla mnie nic nowego: cae ycie byem kim w rodzaju samodzielnego obcego etologa, obserwujcego zachowania wiata, domylajcego si wzorcw i protokow, uczcego regu umoliwiajcych zinfiltrowanie ludzkiego spoeczestwa. Dotd zawsze si to sprawdzao. Ale obecno prawdziwych obcych jako zmienia dynamik rwnania. Same obserwacje przestay wystarcza. Cakiem jakby obecno nowej zewntrznej grupy zjednoczya mnie na si z ludmi; dystans midzy mn a wiatem nagle zacz si wydawa wymuszony i nieco absurdalny. Ale za adne skarby nie umiaem przej nad tym do porzdku dziennego. Chelsea zawsze mwia, e zdalna obecno wyjaawia ludzko z ludzkiego kontaktu. Mwi, e to nie do odrnienia, przekonywaa mnie kiedy, e to jakby mia rodzin w zasigu rki, stoczon przed nosem, tak e moesz ich dotkn, pomaca i poczu zapach. Ale to nieprawda. To tylko cienie na cianie jaskini. No tak, jasne, cienie s w 3-D, kolorowe, ze sprzeniem dotykowym, interaktywne. To wystarczy, eby nabra cywilizowany mzg. Ale gdzie w bebechach czujesz, e to nie ludzie, nawet jeli nie wiesz dokadnie dlaczego. Nie wydaj si prawdziwi i ju. Rozumiesz, o co mi chodzi?. Nie rozumiaem. Wtedy nie miaem pojcia, o czym mwi. Ale teraz znw stalimy si jaskiniowcami, zbitymi w gromadk pod jak oson, podczas gdy niebo rozdzieraj byskawice, a w mroku rycz i tupi ogromne, bezksztatne potwory, widoczne przez moment w jaskrawym, stroboskopowym bysku. Samotno nie daje ju pocieszenia. Ani interakcyjne cienie. Trzeba mie u boku kogo prawdziwego, kogo, kogo mona si chwyci, kto nie tylko podziela twj strach, nadziej i

niepewno, ale i twoj przestrze powietrzn. Wyobraaem sobie obecno towarzyszy nieznikajcych w chwili odczenia. Ale Chelsea odesza, a za ni rwnie Pag. Nieliczni, do ktrych mgbym zadzwoni koledzy i dawni klienci, wobec ktrych szczeglnie przekonujco udao mi si odegra wi - nie wydawali si warci wysiku. Ciao i krew miay sw wasn relacj z rzeczywistoci - byy konieczne, ale niewystarczajce. Obserwowaem wiat z dystansu i w kocu mnie olnio: wiem dokadnie, o co chodzi Chelsea z jej luddystyczn gadanin o ludzkoci pozbawionej koloru, o bezbarwnej interakcji w wiecie wirtualnym. Zawsze wiedziaem. Tylko dla mnie to si nigdy nie rnio od realnego ycia. *** Wyobra sobie, e jeste maszyn. No tak, oczywicie. Ale wyobra sobie, e jeste innego rodzaju maszyn, wykonan z metalu i plastiku, zaprojektowan nie na chybi trafi przez lepy dobr naturalny, lecz przez cile skupionych na konkretnych celach inynierw i astrofizykw. Wyobra sobie, e twoim zadaniem nie jest rozmnaanie, ani nawet przetrwanie, lecz zbieranie informacji. Mnie przychodzi to atwo. Ju trudniej wej mi w role, ktre musz odgrywa codziennie. Pyn sobie przez otcha po zimniejszej stronie orbity Neptuna. Przez wikszo czasu istniej tylko jako brak - dla obserwatora patrzcego w widzialnym spektrum jestem ruchomym, asymetrycznym ksztatem przesaniajcym gwiazdy. Czasem tylko podczas mego powolnego, nieskoczonego obrotu poyskuj odrobin odbitego gwiezdnego blasku. Przyapawszy mnie na czym takim, moesz si dowiedzie nieco o mojej prawdziwej naturze: segmentowy stwr z foliow skr, najeony stawami, talerzami i cienkimi czukami. Tu i wdzie do przegubu czy zcza przyczepi si oboczek szronu lub zamroony wieche gazu podapanego gdzie wok Jowisza. Poza tym nios jeszcze mikroskopijne zwoki ziemskich bakterii, ktre beztrosko i zapamitale mnoyyby si na skrze stacji kosmicznych, czy agodnej powierzchni Ksiyca, ale skrystalizoway ju w poowie mojej obecnej odlegoci od soca. A teraz, o wos od absolutnego zera, rozpadyby si pod municiem fotonu.

Przynajmniej serce mam ciepe. W klatce piersiowej ponie mi maleki atomowy ogieniek, znieczulajcy mnie na zewntrzny chd. Nie zganie przez najblisze tysic lat, o ile nie wydarzy si jaka katastrofa; przez tysic lat bd sucha sabiutkich gosikw kontroli naziemnej i robi wszystko, co rozka. Na razie kazali mi bada komety. Wszystkie dotd otrzymane polecenia stanowiy precyzyjne i jednoznaczne rozwinicie owego nadrzdnego sensu mego istnienia. I wanie dlatego najnowsze rozkazy s tak zdumiewajce - bo w ogle nie maj sensu. Inna jest czstotliwo, inna sia sygnau. Nie rozumiem nawet protokow uzgadniania transmisji. dam wyjanie. Odpowied przychodzi prawie tysic minut pniej i jest bezprecedensow mieszanin rozkazw i prb o informacje. Odpowiadam najlepiej, jak mog: tak, wanie z tego kierunku sygna by najsilniejszy. Nie, to nie jest standardowy azymut kontroli naziemnej. Tak, mog retransmitowa: prosz, oto wszystko jeszcze raz. Tak, mog przej w stan upienia. Oczekuj na kolejne instrukcje. Przychodz osiemset trzydzieci dziewi minut pniej i rozkazuj mi natychmiast przesta bada komety. Mam rozpocz kontrolowane, precesyjne wahania, kolejno o pi stopni w kadej z trzech osi, z okresem dziewidziesiciu czterech sekund. Wykrywszy jakkolwiek transmisj przypominajc t, ktra wzbudzia moje wtpliwoci, mam zachowa pozycj maksymalnego sygnau i wyliczy wartoci szeregu parametrw. Mam take retransmitowa sygna do kontroli naziemnej. Robi, co mi ka. Przez duszy czas nie sysz nic, jestem jednak nieskoczenie cierpliwy i niezdolny do nudy. W kocu mj ukad odbiorczy przelotnie muska znajomy sygna. api go ponownie, ustalam rdo; doskonale potrafi je opisa: transneptunowa kometa w pasie Kuipera ma okoo dwustu kilometrw rednicy. Z okresem 4,57 sekundy wodzi wok ciasn wizk dwudziestojednocentymetrowych fal. Ten promie w adnym punkcie nie przecina si ze wsprzdnymi kontroli naziemnej. Reakcja Ziemi na t informacj przychodzi o wiele pniej ni zwykle. Gdy wreszcie do mnie dociera, poleca mi zmieni kurs. Kontrola zawiadamia mnie, e odtd mj cel podry nazywa si Burns-Caulfield. Zwaywszy aktualne ograniczenia paliwowe i bezwadnociowe, dotr do niego nie wczeniej ni za trzydzieci dziewi lat. Mam tymczasem nie obserwowa niczego innego.

*** Wsppracowaem wtedy z zespoem w Instytucie Kurzweila, niespjn grup uczonych ze cisej czowki, przekonanych, e ju prawie rozwizali paradoks kwantowo-glejowy. Ten problem hamowa rozwj AI przez dziesiciolecia; eksperci obiecywali, e po jego rozwizaniu w osiemnacie miesicy dorobimy si pierwszego cyfrowego transferu, a w dwa lata skutecznej softwareowej emulacji ludzkiej wiadomoci. Oznaczaoby to koniec historii naszej fizycznoci, na scen wkroczyaby Osobliwo, od niemal pidziesiciu lat czekajca niecierpliwie za kulisami. Dwa miesice po Ognistym Deszczu Instytut wypowiedzia mi kontrakt. Waciwie zdziwiem si, e zajo im to tak dugo. Ta zmiana, z dnia na dzie, globalnych priorytetw, te podejmowane na apu-capu dziaania rekompensujce stracon inicjatyw byy bardzo kosztowne. Nawet nasza nowiutka gospodarka postniedoboru nie bya w stanie wytrzyma rwnie sejsmicznego przesunicia bez przechylenia si ku bankructwu. Nasze pozaukadowe konstrukcje, przez tyle czasu uwaane za bezpieczne z uwagi na odlego, teraz dokadnie z tego samego powodu uznano za zagroone. Habitaty w punktach Lagrangea trzeba byo dozbroi do obrony przeciwko nieznanemu wrogowi. Statki handlowe Ptli Marsjaskiej zmobilizowano, wyposaono w bro i przeorganizowano: cz zapewniaa przewag nad Marsem, reszta poleciaa ku Socu broni Macierzy Ikara. Nie miao znaczenia, e wietliki nie odday do tych celw adnego strzau. Po prostu nie byo nas sta na takie ryzyko. Oczywicie siedzielimy w tym wszyscy po uszy i zawzicie chcielimy wszelkimi niezbdnymi rodkami uzyska jak hipotetyczn przewag. Krlowie i korporacje wypisywali weksle na odwrotach serwetek i obiecywali rozliczy si ze wszystkiego, kiedy minie gorczka. Tymczasem perspektywa Utopii za dwa lata zesza na dalszy plan w cieniu Armagedonu z zeszego wtorku. Instytut Kurzweila, jak wszyscy, nagle zacz mie inne rzeczy na gowie. Wrciem wic do swojego mieszkania, otworzyem banieczk glenfiddicha i poustawiaem sobie w gowie promienicie wirtualne okna. Powszechne ikony dyskutoway na wszystkie strony, odgrzewajc resztki, ktrych data przydatnoci do spoycia mina dwa tygodnie temu: Haniebny upadek

wiatowego systemu bezpieczestwa. Nic si nie stao. Zniszczone satelity komunikacyjne. Tysice ofiar. Losowe kolizje. Przypadkowe mierci. (Kto je wysa?) Powinnimy zobaczy, e nadlatuj. Dlaczego nie... Gboki kosmos. Maleje z kwadratem. Policz sobie. Byy niewidzialne! (Czego oni chc?) Zgwacili nas! Jezu. Tylko zrobili nam zdjcie. Czemu tak cicho? Ksiyc jest cay i zdrowy, Mars te. (Gdzie oni s?) Dlaczego nie nawizali kontaktu? Nawet nie tknli oneillowskich kolonii. Technologia oznacza wojowniczo! (Czy oni wrc?) Nic nas nie napado. Na razie. Nikt nas nie najecha.

Jak dotd. (Ale gdzie oni s?) (Czy wrc?) (Jest tu kto?) JIM MOORE,
SZYFROWANA ROZMOWA GOSOWA.

ODEBRA? Komunikat wykwit mi bezporednio przed oczyma, przesaniajc dyskusj. Przeczytaem go dwa razy. Prbowaem przypomnie sobie, kiedy ostatni raz dzwoni z terenu, i nie potrafiem. Wyciszyem pozostae okna. - Tata? - Synu - odpowiedzia po chwili - wszystko dobrze? - Jak u wszystkich. Cay czas si zastanawiam: cieszy si czy sra po gaciach? Nie odpowiedzia od razu. - Pewnie, dobre pytanie - odpar w kocu. - Ty pewnie nie dasz mi adnej rady? Tu na poziomie Ziemi nic nam nie mwi. Pytanie byo retoryczne, wcale nie musia ju milcze. - Wiem - dodaem po chwili. - Przepraszam. No bo tutaj mwi, e Macierz Ikara jest uszkodzona i... - Wiesz, e nie mog... aaa. - Umilk na chwil. - To bzdura. Ikar jest cay i zdrowy. - Naprawd? Wydawao si, e way sowa. - wietliki prawdopodobnie w ogle go nie zauwayy. Dopki jest wyczony, nie cignie za sob ogona czstek, a poza tym jest schowany w blasku soca, chyba e kto wie gdzie szuka. Przysza moja kolej, by zamilkn. Nagle poczuem, e w tej rozmowie jest co nie tak. Kiedy ojciec jecha na sub, zawsze znika w ciemnoci. Nigdy nie dzwoni do rodziny. Nawet kiedy koczy sub, nigdy o niej nie mwi. Obojtne, czy Macierz Ikara

nadal dziaa, czy zostaa posiekana i cinita w Soce jak tysice kilometrw podartego origami, dopki nie wyszo oficjalne owiadczenie, nie pisnby ani sowa. A przecie - na wszelki wypadek odwieyem okno z indeksem - nie wyszo. I cho ojciec mia zwyczaj niewiele mwi, w ogle nie mia zwyczaju robi tak czstych i niezdecydowanych przerw, a dzi waha si przed kad swoj kwesti. Najsprytniej jak mogem pocignem za sznurek. - Ale przecie wysali tam statki. - I zaczem liczy. Sto dwadziecia jeden, sto dwadziecia dwa... - Na wszelki wypadek. I tak trzeba byo polecie na Ikara. Nie wymienia si caego systemu na wariata, trzeba zajrze przynajmniej w par miejsc i kopn w kad now opon. Prawie trzy sekundy, zanim odpowiedzia. - Jeste na Ksiycu - powiedziaem. Pauza. - Ciepo. - Co ty mi...? Tato, czemu mi to mwisz? Nie naruszasz tajemnicy? - Kto do ciebie zadzwoni - oznajmi. - Kto? Po co? - Kompletuj zesp. Z takich... ludzi, z jakimi si zadajesz. - By zbyt racjonalny, eby podwaa osignicia pracujcych z nami rekonstruktw i hybryd, ale nigdy nie potrafi ukry nieufnoci. - Potrzebuj syntetyka - powiedzia. - To wietnie si skada, e akurat masz go w rodzinie. Fale przeleciay tam i z powrotem. - Siri, to nie jest nepotyzm. Bardzo chciaem, by wybrali kogo innego. - Dziki za gos zauf... Przewidzia to jednak i zareagowa z wyprzedzeniem, zanim moje sowa zdyy pokona odlego: - To nie przytyk do twoich zdolnoci i wiesz o tym. Jeste najodpowiedniejszy, a zadanie kluczowe. - To dlaczego... - zaczem i urwaem. Przed jak teoretyczn nasiadw w laboratorium na Pkuli Zachodniej nie staraby si mnie ochroni. - Ale o co chodzi, tato? - O wietliki. Co znaleli. - Co?

- Sygna radiowy. Z Kuipera. Namierzylimy skd. - Oni mwi? - Nie do nas. - Odchrzkn. - W ogle troch fuksem przechwycilimy t transmisj. - Czyli z kim rozmawiaj? - Nie wiemy. - Przyjaciele? Wrogowie? - Synu, nie wiemy. Szyfr wyglda na podobny, ale nawet to nie jest pewne. Znamy pozycj i nic poza tym. - Wic wysyacie tam zesp. - Mnie wysyasz. Nigdy wczeniej nie latalimy do pasa Kuipera. Miny dziesitki lat, odkd wysyalimy tam choby roboty. Potrafilimy, oczywicie, ale nie bardzo mielimy po co: tyle ciekawszych rzeczy dziao si bliej domu. Era Midzyplanetarna utkna na poziomie asteroid. Lecz teraz co czaio si w najdalszym zaktku naszego podwrka i woao w prni. Moe rozmawiao z jakim innym ukadem sonecznym. A moe z czym, co byo bliej, w drodze. - To nie jest sytuacja, na ktr moemy spokojnie przymkn oczy - powiedzia ojciec. - A prbniki? - Oczywicie. Ale nie moemy sobie pozwoli na czekanie na ich odpowiedzi. Mamy ju szkic planu badawczego, a zaktualizowa go mona po drodze. Da mi par sekund ekstra na przeknicie tego. A gdy si nie odzywaem, doda: - Musisz zrozumie. Na razie, o ile mi wiadomo, nasza przewaga to tylko fakt, e Burns-Caulfield nie wie, e si do niego wybieramy. Musimy zdoby, co si tylko da, dopki nie minie okazja. Ale Burns-Caulfield si ukrywa. Burns-Caulfield moe nie by zachwycony, e mu si narzucamy. - A jeli si nie zgodz? Teraz opnienie jakby mwio: Mars. - Znam ci. Zgodzisz si. - Ale gdyby. Skoro mam najlepsze kwalifikacje, a zadanie jest takie wane... Nie musia odpowiada. Nie musiaem pyta. Przy takiej stawce kluczowe elementy nie maj luksusu wyboru. Nie miabym nawet dziecinnej satysfakcji, e wstrzymuj oddech i nie chc si bawi - wola stawiania oporu jest nie mniej

mechaniczna ni potrzeba oddychania. Obie da si zmanipulowa odpowiednimi neurochemicznymi kluczami. - Utrcie mj kontrakt u Kurzweila - uwiadomiem sobie. - eby tylko to. Przez chwil obaj milczelimy. - Gdybym mg wrci w czasie i cofn... to, co sprawio, e jeste taki powiedzia ojciec - zrobibym to. Bez wahania. - No tak. - Musz i. Chciaem ci tylko uprzedzi. - Dobra. Dziki. - Synu, kocham ci. Gdzie jeste? Wrcisz? - Dziki - powtrzyem. - Dobrze wiedzie. *** Oto, czego ojciec nie mg cofn. Oto, kim jestem. Jestem pomostem midzy cis czowk a gwnym nurtem. Stoj midzy Czarnoksinikiem z Oz a facetem za kurtyn. Jestem kurtyn. Nie nale do cakiem nowego gatunku. Moje korzenie sigaj pocztkw cywilizacji, ale tamci prekursorzy suyli zupenie innym, niszym celom. Oliwili tryby stabilnoci spoecznej, lukrowali nieprzyjemne prawdy, hodowali wyimaginowane kozy ofiarne do politycznych celw. Na swj sposb byli niezbdni. Nawet najlepiej uzbrojone pastwo policyjne nie jest w stanie przez cay czas oddziaywa przymusem na wszystkich obywateli. Kontrola memetyczna jest o wiele subtelniejsza; troch podbarwi na rowo postrzegan rzeczywisto, rozsia zaraliwy lk przed gronymi alternatywami. Zawsze komu powierzano odwracanie topologii informacyjnych, ale rzadko chodzio to, eby zwiksza ich czytelno. W nowym milenium wszystko to si zmienio. Przeszlimy samych siebie, badamy teraz tereny poza granicami ludzkiego rozumienia. Czasem ich kontury, nawet zrzutowane w konwencjonaln przestrze, s po prostu zbyt skomplikowane, by ogarn je ludzki umys; a czasem osie wsprzdnych biegn w wymiary niepojmowalne dla umysw stworzonych, by si pieprzy i walczy na jakiej

prehistorycznej sawannie. Nawet najbardziej altruistyczne i zrwnowaone fil ozofie zawodz wobec brutalnego imperatywu rodem z rdzenia krgowego: wasnej korzyci. Eleganckie, subtelne rwnania przewiduj zachowanie kwantowego wiata, ale adne go nie wyjania. Po czterech tysicach lat nie umiemy nawet udowodni, e poza umysem kogo nicego w pierwszej osobie w ogle istnieje rzeczywisto. Bardzo potrzebujemy umysw wikszych od naszych wasnych. Ale ich budowanie nieszczeglnie nam wychodzi. Mzgi krzyowane na si z elektronami rwnie widowiskowo dziaaj, jak zawodz. Powstaj hybrydy bystre jak sawanci i rwnie autystyczne. Wszczepiamy ludziom protezy, kaemy ich korze motorycznej onglowa michem i maszyneri, potem krcimy gowami, gdy dr im palce i plcze si jzyk. Komputery hoduj wasne potomstwo, ktre staje si tak mdre i niezrozumiae, e jego komunikaty maj znamiona demencji: nie na temat i bez znaczenia dla pozostajcych w tyle ledwo co inteligentnych istot. A kiedy wytwory, ktre ci przerosy, znajduj dla ciebie odpowiedzi, o ktre prosie, nie rozumiesz ich analiz i nie moesz sprawdzi wynikw. Przyjmujesz je na wiar... ...albo bierzesz teori informacji, eby je dla ciebie spaszczya, wcisna hiperszecian w dwa wymiary, a butelk Kleina w trzy, upraszczasz rzeczywisto i modlisz si do bogw, aby twoje szczytne wykrcanie prawdy nie naruszyo adnego z podpierajcych j dwigarw. Zatrudniasz kogo takiego jak ja - mieszane potomstwo profilerw, asystentw naukowych i teoretykw informacji. Oficjalnie nazywa si mnie syntetykiem. Na ulicy - argonaut albo makw. Uczeni, ktrych mozolnie wypracowane prawdy s wanie skundlane i poddawane lobotomii na zlecenie wpywowych nieukw zainteresowanych tylko udziaem w rynku, nazw mnie wtyk albo przyzwoitk. Natomiast Isaac Szpindel mwi o mnie komisarz i cho to przyjacielski docinek, ma take drugie dno. Nigdy nie udao mi si przekona samego siebie, e dobrze wybraem. Rutynowe uzasadnienia mog wylicza choby przez sen, gada bez koca o rotacyjnej topologii informacji, o nieistotnoci pojmowania semantycznego. Ale wysypawszy wszystkie te sowa, dalej nie jestem pewien i nie wiem, czy ktokolwiek jest. Moe to jakie wielkie, wszechogarniajce oszustwo, oglnowiatowa zmowa kanciarzy i frajerw? Nie przyznajemy si, e nasze twory nas przerastaj; moe i mwi jzykami, ale nasi kapani umiej je czyta. Bogowie zostawiaj nam algorytmy wykute w skalnych

szczytach, ale tablice znosi na d i pokazuje masom kto taki jak ja, zupenie niegrony. Moe Osobliwo przysza ju wiele lat temu, tylko my si nie przyznajemy, e zostalimy z tyu.

Schodz si tu wszelkie zwierzta; czasem i demony. Ian Anderson, Catfish Rising Trzecia Fala, tak nas nazwali. Wszyscy na tym samym wzku, jadcym w mrok dziki supernowoczesnemu prototypowi, pene osiemnacie miesicy przed planem wydartym symulatorom. Gdyby gospodarka nie napdzaa si strachem, przez takie naruszenie rozkadu jazdy zbankrutowayby ze cztery pastwa i pitnacie multikorporacji. Pierwsze dwie fale wypuszczono za bram jeszcze pospieszniej. Dopiero trzydzieci minut po odprawie, kiedy Sarasti udostpni telemetri w ConSensusie, dowiedziaem si, co si z nimi stao. Otworzyem si na ocie: wraenia zalay wszczepk i rozlay si po korze ciemieniowej we wspaniaej wysokiej rozdzielczoci, w przyspieszonym tempie. Nawet teraz potrafi je odtworzy, wiee, jak w dniu, gdy je nagraem. Po prostu tam jestem. *** Jestem bezzaogowy. Jestem jednorazowy. Wyyowany, odarty ze wszystkiego co zbdne, skadam si tylko z telematerialnego napdu z przykrconymi na przodzie dwiema kamerami, zdolnego do przyspiesze, ktre zrobiyby z misa marmolad. Pdz radonie ku ciemnoci, a sto kilometrw po sterburcie leci stereoskopowo mj bliniak, dwa strumienie odbitych w ty pionw popychaj nas ku wzgldnoci, zanim biedny, stary Tezeusz w ogle zdy przepezn obok Marsa. Teraz, gdy mamy za ruf sze miliardw kilometrw, Kontrola zakrca kurek i zmusza nas do lizgu. W naszych celownikach rozrasta si kometa, zamroona

zagadka, omiatajca niebo sygnaem jak latarnia morska. Oywiamy nasze szcztkowe zmysy i wpatrujemy si w ni na falach o tysicu dugoci. Nie moglimy si doczeka tej chwili. Widzimy chaotyczne wibracje, wiadczce o niedawnych zderzeniach. Widzimy blizny - gadkie paszczyzny lodu, gdzie niegdy pryszczata skra roztopia si i zamarza ponownie, zbyt niedawno, by w ogle podejrzewa o to nieliczce si ju soneczko za naszymi plecami. Widzimy co astronomicznie niemoliwego: komet z rdzeniem z oczyszczonego elaza. Burns-Caulfield piewa, gdy szybujemy obok. Nie do nas; nasze odejcie ignoruje tak samo jak przybycie; piewa komu innemu. Moe kiedy spotkamy tego suchacza. Moe czekaj na jaowej ziemi przed nami. Kontrola odwraca nas tyem, kae wbija wzrok w cel, dopki jestemy go w stanie namierzy. Wysyaj ostatnie, rozpaczliwe rozkazy, wyciskaj nasze sabnce sygnay do ostatniego wmieszanego w szum bitu. Czuj ich frustracj, czuj, e nie chc nas traci, raz lub dwa razy pytaj nas nawet, czy jaka wywaona wypadkowa cigu i grawitacji mogaby nas jeszcze na chwil zatrzyma na miejscu. Ale deceleracja jest dla miczakw. My lecimy ku gwiazdom. Pa, Burnsie. Pa, Kontrolo. Pa, Soce. Do zobaczenia w mierci cieplnej. *** Nieufnie podchodzimy do celu. W drugiej fali jest nas trzech - tak, wolniejszych od poprzednikw, ale i tak szybszych ni cokolwiek ograniczonego yw zaog. Dwigamy adunek, dziki ktremu jestemy dosownie wszechwiedzcy. Widzimy we wszystkich dugociach fal, od radiowych po strunowe. Nasze autonomiczne mikrosondy mierz wszystko, co przewidzieli nasi mocodawcy, a miniaturowe linie montaowe potrafi zbudowa z atomw inne, do mierzenia tych nieprzewidzianych. Atomy wyawiane tam gdzie jestemy, cz si z jonami napromieniowanymi stamtd gdzie bylimy: w naszych brzuchach gromadzi si materia napdowy i budowlany. Ta dodatkowa masa nas spowalnia, cho jeszcze bardziej manewry hamujce w poowie drogi. Druga poowa lotu jest nieustann walk z pdem nabranym

podczas pierwszej. To bardzo nieefektywny sposb podrowania. Gdyby wszystkim tak si nie spieszyo, przyspieszylibymy najpierw do pewnej optymalnej szybkoci, moe jeszcze zaliczyli dodatkowego kopa, okrajc jak dogodn planet, a przez wikszo drogi tylko szybowali. Ale czas nas goni, dlatego poniemy na obu kocach. Musimy osign cel, nie sta nas, by go min, na samobjczy entuzjazm pierwszej fali. Im ledwo migna topologia komety. My musimy zrobi jej map, do ostatniego pyku. Musimy by bardziej odpowiedzialni. Teraz, zwalniajc do prdkoci orbitalnej, widzimy wszystko to, co oni, i sporo wicej. Widzimy blizny i elazne jdro. Syszymy piew. A tu pod zamarznit powierzchni komety widzimy konstrukcj: geologi przenika architektura. Jeszcze za daleko, eby si przyjrze, a radar ma zbyt due oczka na takie szczegy. Ale jestemy inteligentni. I jest nas trzech, rozmieszczonych w przestrzeni. Mona tak skalibrowa dugoci fal trzech radarowych nadajnikw, eby interferoway w jakim ustalonym punkcie - a ich zmiksowane hologramatycznie trjstronne echa zwiksz rozdzielczo dwudziestosiedmiokrotnie. Gdy tylko wcielamy ten plan w ycie, Burns-Caulfield przestaje piewa. Chwil potem wszyscy lepniemy. Jest to chwilowe zaburzenie, odruchowe podkrcenie filtrw, eby skompensowa przecienie. Moje macierze zmysowe odzyskuj wzrok po paru sekundach, zielenic si wewntrz i na zewntrz diagnostycznymi kontrolkami. Kontaktuj si z reszt, upewniam, e przeyli to samo i tak samo doszli do siebie. Wci dziaamy bez zarzutu, chyba e nagy wzrost gstoci jonw w otoczeniu jest jakim artefaktem naszych zmysw. Moemy kontynuowa badanie BurnsaCaulfielda. Mamy tylko jeden problem: Burns-Caulfield chyba znikn... *** Tezeusz nie mia regularnej zaogi - adnych nawigatorw czy inynierw, nikogo do mycia pokadu - nie marnowano biaka na zadania, ktre maszyny o rzd wielkoci mniejsze wykonuj o rzd wielkoci lepiej. Niech zbdni majtkowie obciaj inne statki, jeli hordy niewniebowstpionych potrzebuj nada swoim yciom jaki pozr uytecznoci. Niech pieni si na statkach napdzanych tylko handlowymi

priorytetami. My znalelimy si tutaj wycznie dlatego, e nikt jeszcze nie zoptymalizowa oprogramowania do obsugi Pierwszego Kontaktu. Tezeusz, na kursie ku krawdzi Ukadu Sonecznego, niosc w adowni los wiata, nie traci masy na poczucie wasnej wartoci. A wic lecielimy: na nowo nawodnieni, czyci jak za. Isaac Szpindel, eby bada obcych. Banda Czworga - Susan Bates i jej pozostae osobowoci - eby z nimi gada. Major Amanda Bates, eby w razie koniecznoci walczy. I Jukka Sarasti, eby nami dowodzi, przesuwa jak pionki na jakiej wielowymiarowej szachownicy, rozumianej tylko przez wampiry. Rozmieci nas w mesie, wok stou konferencyjnego, ktry zakrzywia si delikatnie, utrzymujc stay i dyskretny dystans od wygitego pokadu pod spodem. Cay bben by umeblowany w takim wklsoistycznym stylu, przez co naszym skacowanym i zbyt ufnym mzgom wydawao si, e patrzymy na wiat przez szerokoktne obiektywy. Przez wzgld na chwiejno neozombiakw wirowa z zaledwie 1/5 g, ale dopiero si rozkrca. Za sze godzin bdzie ju powka i tak zostanie na osiemnacie godzin z kadych dwudziestu czterech, dopki statek nie zdecyduje, e ju w peni doszlimy do siebie. Przez par nastpnych dni niewako bdzie czym rzadkim i podanym. Na stole ukazay si wietlne rzeby. Sarasti mg przesa informacj bezporednio do naszych wszczepek - cae spotkanie mogo si odby w ConSensusie, bez fizycznego gromadzenia si w jednym miejscu - ale jeli chcesz mie pewno, e wszyscy suchaj, zbierasz ich razem. Szpindel nachyli si do mnie i zapyta konspiracyjnie: - A moe krwiopijc po prostu krci, kiedy widzi tyle micha w zasigu rki, co? Sarasti, jeli usysza, nie okaza tego, nawet na moje oko. Wskaza na ciemny rdze porodku projekcji, oczy mia skryte za ciemn szyb. - Obiekt Oasy. Emiter podczerwieni, klasa metanowa. Projekcja przedstawiaa... nico. Wygldao na to, e naszym celem jest czarny dysk, okrgy brak gwiazd. W rzeczywistoci way tyle, co dziesi Jowiszy, a w talii by dwadziecia procent szerszy. Celowalimy prosto w niego: zbyt maego, by zapon, zbyt odlegego, eby odbija odlege Soce, zbyt cikiego na gazowego olbrzyma, zbyt lekkiego na brzowego kara. - A kiedy to si pojawio? - Bates cisna w doni gumow pieczk, a pobielay jej knykcie.

- Szpilka na czstotliwoci rentgenowskiej pojawia si podczas obserwacji na mikrofalach w siedemdziesitym szstym. - Sze lat przed Ognistym Deszczem. Nigdy niepotwierdzona, niezaobserwowana ponownie. Jak rozbysk kara klasy L, tylko e powinno by tam co duego, eby wywoa taki efekt, a niebo w tym miejscu jest ciemne. Unia Astronomiczna nazywa to statystycznym artefaktem. Brwi Szpindla zbliyy si do siebie jak tokujce gsienice. - Co si zmienio? Sarasti umiechn si, nie otwierajc ust. - Po Deszczu w metabazie robi si troch... toczno. Wszyscy nerwowo szukaj wskazwek. Po wybuchu Burnsa-Caulfielda... - mlasn gardowo - ...okazuje si, e taki szpic moe spowodowa subkarze, jeli magnetosferze nada si wystarczajcy moment. - A co nadao ten moment? - zapyta Bates. - Nie wiadomo. Na stole pitrzyy si warstwy statystycznych danych, a Sarasti szkicowa rys historyczny: nawet po precyzyjnym namierzeniu i skupieniu uwagi poowy wiata, obiekt umyka wszystkim poszukiwaniom, z wyjtkiem najintensywniejszych. Naoono jedno na drugie tysic zdj z teleskopu, przepuszczono przez kilkanacie filtrw, dopiero wtedy co wyonio si z szumu, tu poniej progu trzech metrw i granicy pewnoci. Przez wikszo czasu nawet nie traktowano tego, jak co realnego, lecz probabilistyczn zjaw, dopki Tezeusz nie zbliy si wystarczajco, eby funkcja falowa skolapsowaa. Kwantowa czstka, waca tyle, co dziesi Jowiszy. Ziemscy kartografowie nazywali j Big Benem. Wykresy z analiz rezyduw pokazay j zaraz po miniciu przez Tezeusza orbity Saturna. Dla kadego innego statku takie odkrycie byoby bezprzedmiotowe - nikt inny, dokonawszy go w poowie drogi, nie miaby do paliwa na cokolwiek, poza dug i przygnbiajc ptl powrotn. Lecz cienki, nieskoczenie rozcignity przewd paliwowy Tezeusza siga a do Soca - mg wic zawrci, jak to si mwi, prawie w miejscu. Zmienilimy kurs we nie, a cig Ikara ledzi nasze ruchy, jak kot ofiar, zasilajc nas z szybkoci wiata. I oto przylecielimy. - Niezy fuks - burkn Szpindel. Bates po drugiej stronie stou machna doni. Pieczka przepyna mi nad gow. Usyszaem, jak odbija si od pokadu; (nie od pokadu, poprawio co we

mnie, od porczy). - Czyli zakadamy, e kometa bya umyln przynt. Sarasti kiwn gow. Pieczka z powrotem wpyna rykoszetem w moje pole widzenia, wysoko i na chwil znikna za wizk przewodw krgosupa, zaptlajc si w sabej grawitacji bbna w jak kompletnie nieintuicyjn parabol. - Wic chc, ebymy dali im spokj. Sarasti zoy donie i odwrci si do niej. - To by zalecaa? Chciaaby. - Nie, panie kapitanie. Mwi tylko, e skonstruowanie Burnsa-Caulfielda pochono duo czasu i zasobw. Ten, kto go zbudowa, ewidentnie ceni sobie anonimowo i dysponuje technologi do jej ochrony. Pieczka odbia si ostatni raz i pokolebaa z powrotem ku mesie. Bates na wp wyskoczya z krzesa (na chwil zawisajc) i ledwo zdya j zapa. Jej ruchy dalej miay w sobie co z nieporadnoci nowo narodzonego zwierzaka, troch od Coriolisa, troch od resztek zesztywnienia. I tak znaczny postp, jak na cztery godziny. Reszta ludzi dopiero nauczya si chodzi. - Moe dla nich nie by to specjalny problem, nie? - rozmyla na gos Szpindel. Moe to byo tak, jak splun. - W takim razie, ksenofobi czy nie, na pewno rozwinici s o wiele bardziej. Nie ma co si spieszy z kontaktem. Sarasti wrci do kipicej grafiki. - Czyli co? Bates ugniataa pieczk czubkami palcw. - Gupszy przodem. Moe nasz supernowoczesny zwiad w pasie Kuipera zosta popisowo spieprzony, ale tu nie musimy lecie na lepo. Wysa automaty, po rnych wektorach. Wstrzyma si z bliszym podejciem, przynajmniej dopki si nie dowiemy, czy to wrg, czy przyjaciel. James pokrcia gow. - Gdyby byli wrogo usposobieni, napakowaliby wietliki antymateri. Albo wysali jeden duy obiekt zamiast szedziesiciu tysicy maych, eby zderzenie nas zaatwio. - wietliki oznaczaj tylko pocztkow ciekawo - powiedziaa Bates. - Kto wie, czy spodobao im si to, co zobaczyli?

- A moe ta caa teoria o odwrceniu uwagi jest gwno warta? Odwrciem si, przez moment wystraszony. Sowa wyartykuoway usta James, ale wypowiedziaa je Sascha. - Jak chcesz siedzie w ukryciu, to nie urzdzasz, kurwa, pokazu fajerwerkw cigna. - Jak nikt ci nie szuka, to nie trzeba odwraca uwagi, a nikt ci nie szu ka, jak nie rzucasz si w oczy. Skoro byli tacy ciekawi, to mogliby po cichu przemyci kamer szpiegowsk. - Ryzykujc wykrycie - powiedzia agodnie wampir. - Jukka, gupio mi to mwi, ale wietliki niezupenie byy niewi... Sarasti otworzy usta i zaraz je zamkn. W gbi szczkny zaostrzone zby. Tam, gdzie powinien mie oczy, od osony odbijaa si rzutowana na st grafika, wijce si polichromowe znieksztacenia. Sascha zamilka. - Zamiast w niewykrywalno id w szybko. Zanim zareagujesz, ju maj, co chcieli - kontynuowa Sarasti. Mwi spokojnie, cierpliwie, dobrze odywiony drapienik tumaczcy reguy gry ofiarom, ktre naprawd powinny to dawno wiedzie: im duej trzeba was tropi, tym wiksz macie szans na ucieczk. Lecz Sascha ju ucieka. Jej powierzchnie rozproszyy si jak stado sposzonych szpakw; nastpne otwarcie ust Susan James i odezwaa si ju ona sama: - Jukka, Sascha wie, jaki jest obowizujcy paradygmat. Obawia si tylko, e on moe by mylny. - Ma jaki inny, za ktry da si go przehandlowa? - zainteresowa si Szpindel. Bardziej wypasiony? Z dusz gwarancj? - Nie wiem - westchna James. - Chyba nie. Ale to... to po prostu dziwne, e aktywnie chc nas wprowadza w bd. Miaam nadziej, e s tylko... No. - Rozoya rce. - Zreszt, to pewnie nic takiego. Jeli uda nam si odpowiednio przedstawi, na pewno dalej bd chcieli rozmawia. Musimy tylko by ostroniejsi, moe... Sarasti wsta z krzesa i nachyli si nad nami. - Wchodzimy. To, co wiemy, jest argumentem przeciwko dalszym opnieniom powiedzia. Bates zmarszczya brwi i z powrotem cisna pieczk na orbit. - Panie kapitanie, wiemy tylko, e przed nami pojawi si emiter Oasy. Nawet nie wiadomo, czy kto tam jest. - Jest - oznajmi Sarasti. - I spodziewa si, e przylecimy.

Przez par sekund nikt si nie odzywa. W ciszy strzeliy czyje stawy. - Eee... - zacz Szpindel. Sarasti, nie patrzc, wycign rk i chwyci powracajc pieczk Bates. - Cztery godziny i czterdzieci osiem minut temu Tezeusza namierzy laser. Odpowiedzielimy identycznym sygnaem. Nic. Sonda poleciaa p godziny przed naszym przebudzeniem. Nie wchodzimy na lepo, ale nie czekamy. Ju nas widz. Im duej czekamy, tym wiksze jest ryzyko jakiego przeciwdziaania. Popatrzyem na ciemny, pozbawiony cech charakterystycznych wypeniacz na stole: jest wikszy od Jowisza, a nawet go jeszcze nie widzimy. Co skrytego w cieniu tej masy wanie sobie signo i nonszalancko, niewyobraalnie precyzyjnie prztykno nas w nos promieniem lasera. Gra nie bdzie wyrwnana. Szpindel zada pytanie, ktre chodzio po gowach nam wszystkim: - Cay czas o tym wiedziae i teraz to mwisz? Tym razem Sarasti wyszczerzy zby. Jakby w dolnej czci twarzy otworzya mu si rana. Moe drapieniki tak maj. Po prostu musz pobawi si ofiar. *** Nawet nie do koca chodzio o sam wygld. Tak, wyduone koczyny, blada skra, ky i rozbudowana uchwa rzucay si w oczy, byy obce, ale nie niepokoiy, nie przeraay. Nawet oczy nie. Oczy kotw i psw te poyskuj w ciemnoci i wcale si od tego nie wzdrygamy. Nie chodzio o wygld. Chodzio o sposb poruszania. Chyba co w odruchach. W sposobie ukadania koczyn. Dugie, gibkie, jak u modliszki - tak, e wiedziae, e mog sign i ci chwyci z drugiego koca pokoju, gdy tylko im si zachce. Kiedy Sarasti na mnie patrzy - naprawd patrzy, goym okiem, niefiltrowanym przez oson - p miliona lat topniao w okamgnieniu. Nie miao znaczenia, e wymar. Zaszlimy tak daleko, eby wskrzesza dawne koszm ary, by nam suyy... to te nic nie znaczyo. Geny nie daj si nabra. Wiedz, czego si ba. Oczywicie, tego trzeba dowiadczy osobicie. Robert Paglino zna teori wampirw do poziomu molekularnego, ale nawet majc w gowie wszystkie te

techniczne specyfikacje, naprawd tego nie czu. Zadzwoni do mnie, zanim wylecielimy. Nie spodziewaem si; odkd ogoszono list zaogi, nasze zegarki blokoway poczenia od wszystkich osb niewpisanych explicite na list kontaktw. Zapomniaem, e mam na niej Paga. Nie rozmawialimy od czasw Chelsea. Nawet nie mylaem, e kiedykolwiek si do mnie odezwie. A jednak si odezwa. - Czowiek z kapsuy. Umiechn si - niemiay gest przyjani. - Fajnie ci widzie - powiedziaem, bo ludzie tak mwi w podobnych sytuacjach. - Wiesz, zobaczyem twoje nazwisko w obiegu. Wysoko poszede jak na zwyklaka. - Nic takiego. - Guzik prawda. Jeste awangard ludzkiej rasy. Nasz pierwsz, ostatni i jedyn nadziej w starciu z nieznanym. Facet, pokazae im. - Unis pi i potrzsn ni, triumfujc w moim zastpstwie. Pokazanie im stao si fundamentem ycia Roberta Paglino. I naprawd mu si udao - przezwyciy uomno naturalnego urodzenia, modernizujc si i poprawiajc, pomoga mu w tym take pospolita drapieno. W wiecie, gdzie bezprecedensowa liczba ludzi staa si zbdna, obaj zachowalimy zeszowieczny status pracujcego specjalisty. - Czyli wampir bdzie ci rozkazywa - stwierdzi potem. - Jakkolwiek na to patrze, lekarstwo gorsze od choroby. - To chyba dla wprawy. Zanim natkniemy si na prawdziwych wrogw. Rozemia si. Nie umiaem okreli, dlaczego. Ale i tak odwzajemniem umiech. Naprawd dobrze byo go widzie. - A jakie one s? - zapyta. - Wampiry? Nie mam pojcia. Wczoraj poznaem pierwszego. - No i? - Trudno si go czyta. Czasem wydaje si niewiadomy otoczenia, jakby przebywa... we wasnym wiecie. - O, jest wiadomy, i to jak. S tak szybcy, e a strach. Wiesz, e potrafi ogarn myl naraz obie perspektywy szecianu Neckera? Termin obi mi si o uszy. Poszukaem podpowiedzi i zobaczyem znajom

miniaturk, szkielet kostki:

Ju kojarzyem: dwuznaczne zudzenie. Zacieniowan ciank widzimy czasem z przodu, a czasem z tyu. Patrzysz i przeczasz sobie perspektyw. - My widzimy tak albo tak - mwi Pag. - Wampiry: na oba sposoby naraz. Masz pojcie, jak przewag im to daje? - Przynajmniej dwukrotn. - Punkt dla ciebie. Ale wiesz, to nie ich wina, e w maych populacjach cechy neutralne si utrwalaj. - No, nie wiem, nie powiedziabym, e Skaza Krzyowa jest neutralna. - Na pocztku bya. Ile ktw prostych masz w przyrodzie? Zreszt niewane. Machn lekcewaco rk. - Liczy si, e potrafi co, co dla ludzi jest neurologiczn niemoliwoci. Patrz na wiat z kilku punktw rwnoczenie, panie Kapsua. My musimy co rozpracowywa krok po kroku, a oni to widz, nawet nie musz o tym myle. Widzisz, nie ma takiego zwyklaka, ktry ot tak, z gowy, wymieniby ci wszystkie liczby pierwsze od jednego do miliarda. W dawnych czasach tylko niektrz y autystycy to potrafili. - On nigdy nie uywa czasu przeszego - mruknem. - Co? A, to. - Pag kiwn gow. - On nie dowiadcza czasu przeszego. Dla nich to po prostu jeszcze jeden wtek. Oni nie pamitaj rzeczy, ale je powtrnie przeywaj. - Co jak powypadkowe retrospekcje? - No, nie takie traumatyczne. - Skrzywi si. - Przynajmniej nie dla nich. - Widz, e to twj ostatni konik. Wampiry? - Suchaj, czowieku z lodwki, wampiry to konik przez due K dla kadego, kto ma w CV co na neuro. Ja tylko przygotowuj par prac z histologii. Receptory rozpoznajce wzorce, charakterystyki meksykaskiego kapelusza, filtry nagrodynieistotnoci. W gruncie rzeczy chodzi o te oczy. - Jasne. - Zawahaem si. - Troch czowieka pesz. - No, kurna. - Pag porozumiewawczo skin gow. - Ten tapetum lucidum, ten odblask. Straszny. - Potrzsn gow, na nowo ogarnity wspomnieniem. - Nigdy adnego nie spotkae - domyliem si. - Znaczy, na ywo? Oddabym za to lewe jajco. A bo?

- To nie chodzi o odblask, tylko... - Szukaem pasujcego sowa. - Raczej o zachowanie. - Taaa - powiedzia po chwili. - Czasem po prostu trzeba by na miejscu, nie? Dlatego ci zazdroszcz, panie Kapsua. - Nie zazdro. - Ja musz. Nawet jeli nigdy nie spotkacie tych, co wysali wietliki, masz, Jezu, jedn na milion okazj bada tego... jak mu tam, Sarastiego. - Mnie to na nic. U mnie w papierach jedyne neuro jest w karcie medycznej. Zamia si. - W kadym razie, jak mwiem, zobaczyem twoje nazwisko na pierwszych stronach i pomylaem: wiesz co, ten go za par miesicy wylatuje, chyba nie mona ju czeka, a on zadzwoni pierwszy. Miny prawie dwa lata. - Mylaem, e si nie przebij. e masz mnie na czarnej licie - doda. - Nie. Nigdy nie miaem. Jednak spuci wzrok i zamilk. - Ale do niej to trzeba byo wtedy zadzwoni - powiedzia w kocu. - Wiem. - Ona umieraa. Powiniene... - Nie byo czasu. Da kamstwu wisie przez chwil midzy nami. - No, w kadym razie - powiedzia w kocu - chciaem ci tylko yczy powodzenia. - To te niezupenie byo prawd. - Dziki. Doceniam. - Skop obcym dup. Jeli j maj. - Pag, nas bdzie pi osb. Dziewi z rezerwowymi. Mao jak na armi. - Takie powiedzenie, mj bratni ssaku. Zakopa topr wojenny. Chrzani torpedy. Uagodzi Wa. Wywiesi bia flag, pomylaem. - Pewnie jeste zajty - doda. - No to... - Wiesz co, a chciaby si spotka? W realu? Dawno nie byem w QuBicie. - Chtnie, czowieku z kapsuy. Ale ja jestem w Mankoyi. Takie warsztaty z klejenia genw. - Jeste tam fizycznie?

- cisa czowka bada. I starowieckie nawyki. - No to szkoda. - Dobra, dam ci ju spokj. Chciaem tylko... wiesz... - Dziki - powtrzyem. - No to... egnaj - powiedzia Robert Paglino. Jak si zastanowi, to wanie po to zadzwoni. Pomyla, e nastpnej okazji nie bdzie. *** Pag obwinia mnie, e z Chelsea tak si skoczyo. No i dobrze. Ja jego - e tak si zaczo. Poszed w neuroekonomi przynajmniej czciowo dlatego, e kumpel z dziecistwa na jego oczach zmieni si w czowieka z kapsuy. Ja z grubsza z tego samego powodu wyldowaem na Syntezie. Nasze drogi rozeszy si i nie za czsto widywalimy si na ywo; ale dwadziecia lat po tym, jak dla niego zmaltretowaem grupk dzieciakw, Robert Paglino nadal by moim najlepszym i jedynym przyjacielem. - Musisz porzdnie odtaja - powiedzia. - A ja znam kobiet nadajc si w sam raz do uycia rkawic kuchennych, eby ci wyj z piekarnika. - To chyba przykad najgorszego uycia metafory w historii ludzkiego jzyka odparem. - Ale, Kapsuo, serio. Przyda ci si kto taki. Taka, ta... przeciwwaga, ktra przesunie ci troch ku wygodnej medianie. Rozumiesz. - Nie, Pag. Nie rozumiem. Kto to? Jaka kolejna neuroekonomistka? - Neuroestetyk - odpowiedzia. - Jest jeszcze na to rynek? - Nie wyobraaem sobie. Po co paci za poprawienie zgodnoci z drug poow, skoro posiadanie drugiej poowy totalnie wyszo z mody? - Nie za bardzo - przyzna Pag. - Ona w sumie ju przestaa si tym zajmowa. Ale warsztat jeszcze ma, i to jaki. Jest bardzo tigmotaktyczna. Uznaje tylko kontakty osobiste, twarz w twarz. - No, nie wiem, Pag. To wyglda jak praca. - Ale nie twoja. Ona na pewno bdzie atwiejsza w obejciu ni te cholerne skadane osobowoci, ktrym suysz za rzecznika. Jest bystra, seksowna i el egancko

mieci si w jednym odchyleniu standardowym, no, poza tym skrzywieniem w stron osobistych kontaktw. Ale to nie tyle zboczenie, ile uroczy fetysz. W twoim przypadku mgby nawet mie terapeutyczny wpyw. - Gdybym chcia pj na terapi, znalazbym sobie terapeut. - Prawd mwic, tym ona te si troch zajmuje. - Taak? - Po chwili zapytaem wbrew sobie: - I dobra jest? Zmierzy mnie wzrokiem od stp do gw. - A tak dobry to nikt nie jest. Zreszt nie o to chodzi. Pomylaem sobie, e bycie zaskoczyli. Akurat ona nie zniechciaby si twoimi problemami z intymnoci. - Moe nie zauwaye, ale dzisiaj wszyscy maj problemy z intymnoci. - Nie mg nie zauway, populacja malaa od dziesitkw lat. - Taki eufemizm. Chodzio mi o twoj ogln awersj do kontaktw z ludmi. - Czyli nazywanie ciebie czowiekiem to eufemizm? Wyszczerzy zby. - To inna sprawa. Mamy przeszo. - Dziki. Nie skorzystam. - Za pno. Ju jedzie na umwione miejsce. - Um... wiesz co, Pag, dupek z ciebie. - Najwikszy na wiecie. I tak wanie znalazem si w realu, w klubie na poudnie od Beth and Bear, w natarczywej bliskoci innych ludzi. wiato, przymione i dyskretne, wydobywao si spod foteli i krawdzi stow. Chromatyka, przynajmniej tego wieczoru, bya wyzywajco dugofalowa. Lokal, gdzie zwyklaki mog udawa, e widz w podczerwieni. I przez chwil udawaem, taksujc kobiet w naronej loy: tyczkowata, cho adna, wspbrzmiao w niej z p tuzina grup etnicznych, a adna nie wybijaa si ponad to. Co wiecio na policzku, sabiutkie szmaragdowe staccato na tle oglnego przesunicia ku czerwieni. Wosy unosiy si rozwian hebanow chmur nad gow; zbliajc si, zauwayem pobyskujce w tym nimbusie nitki metalu, podczone do generujcego zudzenie niewakoci generatora elektrostatycznego. W normalnym wietle krwistoczerwona barwa jej skry na pewno przesunie si z powrotem ku modnemu kajmakowemu odcieniowi bezkompromisowego mieszaca. Bya atrakcyjna, jak wszyscy w takim wietle; im dusza fala, tym gorsza ostro. Nie bez powodu w sekshotelikach nie montuje si jarzeniwek.

Nie nabierzesz si na to, powtrzyem sobie. - Chelsea - odezwaa si. May palec trzymaa na jednej z zagbionych w stole adowarek. - Dawniej neuroestetyczka, obecnie pasoyt na Gospodarce Ciaa, dziki genom i nowym rodzajom maszyn. Poblask na policzku leniwie zatrzepota jaskrawymi skrzydami - tatua, bioluminescencyjny motylek. - Siri - odpowiedziaem. - Niezaleny syntetyk, pokorny suga genw i maszyn, ktre zrobiy z ciebie pasoyta. Machna ku pustemu fotelowi. Usiadem, analizujc ukad przede mn, opracowujc najlepsz taktyk szybkiego, acz dyplomatycznego poegnania. Kontur jej ramion powiedzia mi, e lubi wiatobrazy, cho wstydzi si do tego przyzna. Jej ulubionym artyst jest Monahan. Uwaa si za naturaln dziewczyn, bo od wielu lat poprzestaje na chemicznych pobudzaczach libido, a przecie modyfikacja synaptyczna byaby duo prostsza. Rozkoszuje si wasn niespjnoci: kobieta, ktrej warsztat zawodowy zajmuje si edycj samych myli, ona za nie ufa nawet dehumanizujcym telefonom. Od urodzenia uczuciowa, od urodzenia obawiajca si nieodwzajemnionego uczucia i zawzicie niepozwalajca, by to j przed czymkolwiek powstrzymao. Patrzya na mnie i co jej si podobao. Tego te si troch baa. Wskazaa doni moj cz stou. Panele wieciy agodnym szafirem, dysonansem na tle wszechogarniajcej czerwieni. Przypominay odciski rozcapierzonych palcw. - Dobry towar. Dodatkowa grupa hydroksylowa w piercieniu, czy co w tym stylu. Maswka neurofarmowa specjalnie mnie nie rusza, robi si j dla ludzi, ktrzy maj wicej micha w gowie. Dla pozoru pogadziem jeden z paneli i ledwo co wyczuem. - Czyli syntetyk. Tumaczy Niezrozumiae Niezainteresowanym. Umiechnem si na ten sygna. - Bardziej pomost midzy ludmi, ktrzy dokonuj odkry, a tymi, co zbieraj pochway. Odwzajemnia umiech. - A jak to si w ogle robi? Wszystkie te zoptymalizowane paty czoowe, przebudowy - no wiesz, skoro nie da si ich zrozumie, to jak ty to robisz?

- Dobrze jest uwaa wszystkich innych za niezrozumiaych. Ma si dowiadczenie. - No wanie. To powinno wymusi przyzwoity dystans. Ale nic z tego, wzia to za art. Widziaem, jak si zbiera, eby pozna szczegy, zapyta o moj prac, co doprowadzi do pyta o mnie, co doprowadzi... - Powiedz mi, jak to jest - rzuciem gadko - y z przerabiania ludziom mzgw. Chelsea skrzywia si; motyl na policzku zatrzepota nerwowo przy tym ruchu. Pojaniay mu skrzydeka. - Jezu, to brzmi jakbymy robili z nich zombiakw, czy co takiego - odpara. - Z reguy chodzi o drobne podregulowanie. Zmiana gustw muzycznych czy kulinarnych, no wiesz, optymalizacja kompatybilnoci partnerskiej. Wszystko cakowicie odwracalne. - Nie ma do tego lekw? - Nie. Za duo rozwojowych rnic midzy mzgami; tu chodzi o naprawd precyzyjne celowanie. Ale to nie polega tylko na mikrochirurgii i wypalaniu synaps. Zdziwiby si, ile rzeczy mona zrobi nieinwazyjnie. Mnstwo kaskadowych reakcji da si wywoa po prostu przez odtworzenie odpowiednich dwikw w odpowiedniej kolejnoci, albo pokazujc obrazki o odpowiednich proporcjach geometrii i emocji. - To chyba jakie nowe techniki. - Nie bardzo. Rytm i muzyka polegaj w sumie na tym samym. My zrobilimy tylko nauk ze sztuki. - Tak, ale kiedy? - Na pewno niedawno. Ostatnie dwadziecia lat, czy co koo tego... Nagle zniya gos. - Robert opowiada mi o twojej operacji. Jaka wirusowa epilepsja, tak? Kiedy bye jeszcze maluchem. Nigdy nie prosiem go wprost, eby trzyma to w tajemnicy. Waciwie, co za rnica? Przecie wyzdrowiaem. A poza tym Pag dalej sdzi, e to przydarzyo si komu innemu. - Nie znam dokadnie twojego przypadku - cigna agodnie Chelsea. - Ale tak na oko, techniki nieinwazyjne by nie pomogy. Na pewno zrobili co trzeba. Ona mi si podoba. Prbowaem stumi t myl. I wtedy co poczuem: dziwne, nieznane uczucie, jakby kto mi poluzowa krgi. Fotel za plecami nagle w nieokrelony, subtelny sposb sta si wygodniejszy. - Zreszt, odkd rynek przebi si przez dno, za wiele tego nie robi. Ale zostao

mi po tym upodobanie do spotka twarz w twarz, jeli rozumiesz, co mam na myli. - Tak. Pag mwi, e uznajesz tylko seks w pierwszej osobie. Kiwna gow. - Jestem bardzo starowiecka. Nie przeszkadza ci to? Nie miaem pewnoci. W realu byem dziewic - jedna z nielicznych cech wsplnych z reszt cywilizowanego wiata. - Teoretycznie nie. Tylko wydaje si, e to, wiesz... spory wysiek, a nagroda taka sobie. - Mnie te. - Umiechna si. - Prawdziwi partnerzy do pieprzenia nie s retuszowani. Maj swoje yczenia i potrzeby, ktrych nie da si wykasowa. Czy mona kogo wini za to, e teraz, kiedy ju jest wybr, daje sobie spokj z tym wszystkim? Czowiek si zastanawia, jak naszym rodzicom w ogle udawao si pozostawa razem. A przydaoby si wiedzie dlaczego. Poczuem, e zapadam si gbiej w fotel, i zdziwiem tym nowym odczuciem. Mwia, e ta dopamina jest jaka podkrcona. Pewnie tak. Nachylia si ku mnie, bez niemiaoci, bez kokieterii, ani na chwil w tym dugofalowym mroku nie przerywajc kontaktu wzrokowego. Czuem ostry, cytrynowy zapach mieszajcej si na jej skrze chemii i feromonw. - Wiesz, jak ju poznasz zasady, s te zalety - powiedziaa. - Ciao ma dobr pami. Aha, Siri, ty wiesz, e pod praw rk nie masz adowarki, prawda? Popatrzyem. Palcem wskazujcym lewej rki dotykaem jednego z dotykowych pulpitw; prawa, kiedy nie patrzyem, odzwierciedlia ten ruch, bezsensownie postukujc palcem w pusty blat. Zabraem j. - Taki dwustronny tik - przyznaem. - Kiedy nie zwracam uwagi, ciao ukradkiem przyjmuje symetryczn pozycj. Czekaem na art, a przynajmniej uniesion brew. Chelsea tylko skina gow i podja wtek. - No to jeli jeste zainteresowany, to ja te. Nigdy wczeniej nie kotowaam si z syntetykiem. - argonauta te moe by. Nie nadymam si. - Czy ty zawsze dokadnie wiesz co powiedzie? - Spojrzaa na mnie z ukosa. - A twoje imi? Co oznacza?

Odprony. Tak wanie si poczuem. Odprony. - Nie wiem. Imi i tyle. - To za mao. Jeli przez jaki czas mamy si wymienia lin, musisz mie imi, ktre co oznacza. A mielimy - wanie sobie uwiadomiem. Chelsea, pod moj nieuwag, zdecydowaa. Mogem przerwa wszystko w tym punkcie, wytumaczy jej, e to bardzo kiepski pomys, przeprosi za nieporozumienie. Ale byyby zranione spojrzenia, zranione uczucia i poczucie winy, bo po choler w ogle przyaziem, skoro nie byem zainteresowany? Wygldaa sympatycznie, nie chciaem jej zrani. Tylko na troch, powiedziaem sobie. W ramach zbierania dowiadcze. - Chyba nazw ci Cygnus - powiedziaa Chelsea. - abd? - zapytaem. Troch wymylne, ale mogoby by gorzej. Pokrcia gow. - Nie. Czarna dziura. Cygnus X-1. Zmarszczyem gronie brwi, ale rozumiaem dokadnie, co ma na myli: ciemny, gsty obiekt, ktry wsysa wiato i niszczy wszystko po drodze. - Bardzo, kurwa, dzikuj. A czemu? - Nie jestem pewna, ale masz w sobie co mrocznego. - Wzruszya ramionami i rzucia mi szeroki umiech. - To nie jest nieatrakcyjne. Raz czy dwa pozwolisz mi si podregulowa i zobaczysz - wyroniesz z tego wszystkiego. Pag przyzna potem z pewnym zaenowaniem, e chyba powinienem dostrzec w tym ostrzeenie. Czowiek uczy si cae ycie.

Liderzy to wizjonerzy ze sabo rozwinitym uczuciem strachu, nierozumiejcy jakie maj szanse. Robert Jarvik Nasz zwiadowca opada ku orbicie, obserwujc Bena. My spadalimy cae dni za nim, obserwujc jego. I tyle mielimy do roboty: siedzielimy w Tezeuszu, a system przekazywa telemetri na nasze wszczepki. Niezbdni, krytyczni, niezastpieni podczas tego pierwszego podejcia moglimy rwnie dobrze suy za balast. Minlimy granic Rayleigha Bena. Tezeusz wpatrzy si w wte widmo emisyjne i dostrzeg zabkany element halo z Wielkiego Psa - fragment powiartowanych zwok jakiej dawno umarej galaktyki, ktry przydryfowa do nas i skoczy w charakterze zapomnianej miliardy lat temu padliny. Zblialimy si do czego pochodzcego spoza Drogi Mlecznej. Prbnik zszed ukiem niej i gbiej, na tyle blisko, by da obraz podrasowany faszywymi kolorami. Powierzchnia Bena rozjania si, nabierajc wygldu wzburzonego parfait o kontrastowych warstwach, na tle ostrych jak diamenty gwiazd. Co si tam skrzyo, delikatnymi iskierkami na wiecznej pokrywie chmur. - Byskawice? - zastanawiaa si James. Szpindel pokrci gow. - Meteoryty. W okolicy musi by peno kamieni. - Nie taki kolor - powiedzia Sarasti. Fizycznie nie znajdowa si z nami, siedzia w swoim namiocie, spity z Kapitanem, ale dziki ConSensusowi pojawia si, gdzie zechcia. Po mojej wszczepce przewina si morfometryka: masa, rednica, rednia gsto. Doba na Benie trwaa siedem godzin i dwadziecia minut. Wok rwnika mia rozproszony, ale pokany pas akrecyjny, bardziej torus ni piercie, od grnej

warstwy chmur mierzcy prawie p miliona kilometrw - pewnie sproszkowane zwoki ksiycw, zmielone na py. - Meteoryty. - Szpindel si wyszczerzy. - A nie mwiem? Wygldao na to, e ma racj; w miar jak odlego malaa, wiele punktowych iskierek rozmazywao si w rysujce atmosfer efemeryczne kreseczki. Przy biegunach pasma chmur migotay przymionymi przebyskami wyadowa. Maksima sabej emisji radiowej na trzydziestu jeden i czterystu metrach. Zewntrzna warstwa atmosfery bogata w metan i amoniak; obfito litu, wody, tlenku wgla. Wodorosiarczek amonu i zasadowe halogenki mieszaj si lokalnie w wirowych chmurach. W wyszych warstwach sabe zasady. Teraz to byo wida nawet z Tezeusza, a nasz prbnik zszed na tyle nisko, e widzia ju nie dysk, lecz aur wkls, ciemn cian kipic warstwami czerwieni i brzu, z niewyranymi plamami antracenu i pirenu. Na wprost nas oblicze Bena osmali jeden z miriadw meteorytw; przez chwil wydao mi si, e widz nawet maleki ciemny punkcik w jego rdzeniu, ale nagy szum porysowa obraz. Bates cicho zakla. Wizja rozmazaa si, potem poprawia, gdy prbnik zmieni ton gosu na wysz czstotliwo. Nie mogc przekrzycze jazgotu na dugich falach, przemwi laserem. A i tak si zacina. Wycelowanie promienia na zmienn odlego w granicach miliona kilometrw nie powinno w ogle stanowi problemu: nasze trajektorie byy znanymi parabolami, nasza pozycja wzgldna nieskoczenie przewidywalna w dowolnym czasie t. Lecz lad meteorytu na obrazie skaka i polatywa, jakby kto co chwila minimalnie wytrca promie lasera z linii. Rozarzony gaz zamazywa szczegy; wtpliwe zreszt, czy nawet idealnie stabilny obraz zapewniby jakie ostre krawdzie, ktrych mogoby si chwyci ludzkie oko. A jednak. Co w nim byo nie tak, w tej malekiej czarnej kropce porodku bledncej jaskrawoci. Jaka prymitywna cz umysu uparcie odmawiaa nazwania tego naturalnym. Obraz podskoczy jeszcze raz, rozbysn czerni i nie wrci. - Posza z dymem - zameldowaa Bates. - Szpila na kocu. Jakby trafia na spiral Parkera, ale tak z porzdnie ciasnym gwintem. Nie musiaem przywoywa podpowiedzi. Wyraz twarzy, nage zmarszczki midzy brwiami mwiy jasno: miaa na myli pole magnetyczne. - Byo... - zacza i zamilka, gdy w ConSensusie wyskoczya liczba. - 11,2 tesli. - Jasna cholera - szepn Szpindel. - Naprawd?

Sarasti mlasn gdzie w gbi garda i gdzie w gbi statku. Chwil pniej zaserwowa nam replay, ostatnie par sekund pomiarw powikszone, wygadzone, z poprawionym kontrastem, od wiata widzialnego po gbok podczerwie. Ten sam spowity pomieniem ciemny okruch, za nim ponca smuga. Pociemniao, gdy odbi si od gstszej atmosfery w dole i na nowo nabra wysokoci. Smuga cieplna zblaka niemal od razu. Jej rozarzony rdze wznis si z powrotem w przestrze, jak stygncy wgielek. Z przodu mia stokowaty lejek, rozdziawiony jak paszcza. Jajowaty tuw znieksztacay krpe petwy. Ben podskoczy i raz jeszcze znikn. - Meteoryty - rzucia sucho Bates. Po tym wszystkim nie miaem poczucia wielkoci. Mg to by zarwno owad, jak i asteroida. - Due to byo? - wyszeptaem, uamek sekundy przed pojawieniem si odpowiedzi na wszczepce: czterysta metrw wzdu osi. I znw ogldalimy Bena z bezpiecznej odlegoci, ciemny, niewyrany dysk porodku przedniego wizjera Tezeusza. Pamitaem jednak zblienie: skrzca si kula ognia z czarnym rdzeniem; twarz pocita ranami i dziobami, nieustannie ranna, nieustannie si gojca. Tych urzdze byy tam tysice. Tezeusz zadygota wzdu osi. By to tylko hamujcy impuls cigu, ale przez chwil wyobraaem sobie, e wiem, jak si czuje. *** Zabezpieczylimy si na wszystkie strony i podeszlimy jeszcze raz. Tezeusz, wczajc cig na dziewidziesit osiem sekund, odsun si, wchodzc na potny uk, ktry mg przy niewielkim wysiku zmieni si w orbit - albo szybki i dyskretny przelot obok, gdyby okolica okazaa si zbyt nieprzyjazna. Niewidoczny strumie z Ikara przesun si na lew burt, rozpraszajc w czasoprzestrzeni swj wytrway potok energii. Nasz wielki jak miasto parasol gruboci jednej czsteczki zwin si i spakowa, do czasu a statek znw poczuje pragnienie. Zasoby antymaterii natychmiast zaczy spada - tym razem bylimy ywi i moglimy to obserwowa. Ubytek by nieznaczny, ale nage pojawienie si na wywietlaczu minusa miao w sobie co niepokojcego.

Moglimy dalej trzyma si tego sznurka, zostawi w strumieniu telematerii boj, eby odbijaa energi ku nam. Susan James zdziwia si, e tego nie zrobilimy. - Zbyt ryzykowne - powiedzia lakonicznie Sarasti. Szpindel nachyli si ku James. - Po co podsuwa komu jeszcze jeden cel do strzelania, nie? Wysalimy przed siebie kolejne prbniki, na zbyt krtkiej smyczy i ze zbyt maym zapasem paliwa na co wicej ni tylko krtki przelot i autodestrukcj. Nie potrafiy oderwa oczu od wirujcych wok Big Bena maszyn. Tezeusz te si w nie wpatrywa, z daleka, ale bardziej przenikliwie. Jednake nurkowie, nawet jeli wiedzieli, e na nich patrzymy, cakiem nas ignorowali. ledzilimy ich lot a do zniknicia, obserwowalimy ptle wzdu miliona parabol o milionie ktw. Nie widzielimy, eby kiedykolwiek si zderzyy - czy to ze sob, czy z kotowanin kamieni wok rwnika Bena. Kade perygeum nurkowao na moment w atmosfer; tam zapalay si, zwalniay i przyspieszay z powrotem w kosmos, z tylnymi dyszami arzcymi si zakumulowanym ciepem. Bates pobraa z ConSensusa obraz, zaznaczya przd i podpisaa: naddwikowy silnik strumieniowy. W niecae dwa dni zarejestrowalimy ich niemal czterysta tysicy. To chyba bya wikszo - potem krzywa nowych obserwacji spaszczya si, dc do jakiej teoretycznej asymptoty. Wikszo orbit bya szybka i znajdowaa si blisko Bena, Sarasti wyrysowa jednak rozkad czstotliwoci - wedug niego niektre sigay a do Plutona. Moglimy siedzie tu latami, a i tak od czasu do czasu zapa jeszcze jakiego paskonosa powracajcego z dalekiej wyprawy w prni. - Te szybsze osigaj na ostrym zakrcie ponad pidziesit g - zauway Szpindel. - Miso tyle nie wytrzyma. Wedug mnie s bezzaogowe. - Miso daje si wzmacnia - stwierdzi Sarasti. - Jak kto ma w rodku takie rusztowanie, mona rwnie dobrze przesta si chrzani i nazwa go maszyn. Morfometri powierzchni miay cakiem jednolit. Czterysta tysicy nurkw i kady identyczny. Nawet jeli by midzy nimi jaki dyrygujcy reszt samiec alfa, optycznie nie dao si go odrni. Ktrej nocy - przynajmniej wedug pokadowej miary - zwabiony cichutkim piskiem torturowanej elektroniki zaszedem do bbla obserwacyjnego. Unosi si w nim Szpindel, obserwujc nurkw. Zamkn pokrywy, zasoni gwiazdy i zbudowa

sobie na ich miejscu przytulne analityczne gniazdko. Po caej kopule rozleway si wykresy i okienka, jakby nie wystarczaa im wirtualna przestrze w jego gowie. Taktyczne informacje owietlay go ze wszystkich stron, zamieniajc w jaskrawy patchwork migotliwych tatuay. Czowiek Ilustrowany. - Mog wej? - zapytaem. Odburkn co, najpewniej w stylu: tak, ale nie narzucaj si. W kopule, oprcz pisku, ktry mnie tu sprowadzi, byo sycha syk i stukot ulewnego deszczu. - Co to jest? - Magnetosfera Bena. - Nie podnis wzroku. - adna, nie? Syntetycy na subie nie maj zdania - pozwala to zminimalizowa wpyw obserwatora. Tym razem pozwoliem sobie na drobne odstpstwo. - Szum jest fajny. Ale tych piskw mogoby nie by. - Kpisz sobie? Komisarzu, to muzyka sfer niebieskich. Jest pikna. Jak dawny jazz. - Te mi nigdy specjalnie nie pasowa. Wzruszy ramionami i przykrci grny rejestr, tak by pozosta tylko szmer deszczu. Utkwi rozbiegany wzrok w jakiej zawiej grafice. - Chcesz newsa do swoich notatek? - Pewnie. - No to masz. - Kiedy wskazywa, wiato odbijao si od jego rkawiczki sterujcej, opalizujc jak skrzyda waki: widmo absorpcyjne w zaptlonym szeregu czasowym. W pitnastosekundowym przedziale wypitrzay si i spaszczay, wypitrzay i spaszczay jaskrawe szczyty. Podpowiedzi mwiy tylko co o dugociach fal i angstremach. - Co to takiego? - zapytaem. - Pierdy nurkw. Te typki pluj do atmosfery skomplikowanymi zwizkami organicznymi. - Jak skomplikowanymi? - Ciko powiedzie. Na razie. Wte lady, a poza tym rozpraszaj si ot tak. Wiemy przynajmniej, e to cukry i aminy. Moe biaka. Moe co jeszcze. - Moe ycie? Mikroorganizmy? Obcy uskuteczniaj terraformowanie? - Zaley, jak definiujesz ycie, nie? - powiedzia Szpindel. - Tam nawet

Deinococcus za dugo by nie poy. Ale tej atmosfery jest duo. Jeli chc j cakiem zmieni przez takie bezporednie posiewy, nie powinni si specjalnie spieszy. - A gdyby, to chyba o wiele szybciej szoby przy samopowielajcych si posiewach. Dla mnie to co jak ycie - dodaem. - A dla mnie to co jak rolnicze opryski. Jebacy zmieniaj t gazow kul w plantacj ryu wiksz od Jowisza. - Umiechn si nerwowo. - Kto ma niezy apetycik, co? Czowiek si zastanawia, czy aby nasze siy nie s troszeczk za mae... *** Na nastpnym spotkaniu odkrycia Szpindla byy gwodziem programu. Wampir przedstawi nam podsumowanie, rzucajc na st wizualne pomoce naukowe. - Von-neumannowski, samopowielajcy si agent z selekcj typu r. Nasiono przypywa i rodzi lizgacze, ktre pozyskuj surowiec z pasa akrecyjnego. Troch zakce w orbitach, ten pas jeszcze si nie ustabilizowa. - Nie widzielimy, eby ktry ze stada co rodzi - wtrci Szpindel. - Jakie lady fabryki? Sarasti pokrci gow. - Moe ju j opucili. Zdekompilowali. Albo moe przy optymalnym N stado przestaje si mnoy. - To dopiero buldoery - stwierdzia Bates. - Potem przyjd lokatorzy. - I to sporo, nie? - doda Szpindel. - Par rzdw wielkoci przewagi liczebnej. - Ale pewnie za sto lat, co najmniej - zauway James. Sarasti mlasn. - Czy te lizgacze buduj wietliki? Albo Burnsa-Caulfielda? Pytanie byo retoryczne, ale Szpindel i tak odpowiedzia: - Nie widz moliwoci. - Czyli kto inny. Kto, kto ju tu jest. Przez chwil nikt nic nie mwi. Topologia James tasowaa si i przeobraaa w ciszy; gdy znw otworzya usta, na czele sta kto nieuchwytnie modszy. - Skoro buduj tutaj dom, ich rodowisko zupenie nie przypomina naszego. To optymistyczne. Michelle. Synestetka.

- Biaka. - Wyraz oczu Sarastiego za oson by nieodgadniony. Pokrewna biochemia. Mog nas zje. - Kimkolwiek s, nawet nie potrzebuj do ycia soca. Nasze terytoria i zasoby nie nakadaj si, nie ma podstaw do konfliktu. Nie ma powodu, ebymy nie mogli w spokoju koegzystowa. - Z drugiej strony - rzuci Szpindel - z technologii wynika wojowniczo. Michelle cicho prychna. - Owszem, wedug klaki teoretykw historii, ktrzy w yciu nie spotkali obcego. Moe uda nam si udowodni, e si myl. - W jednej chwili znikna, jej emocje rozproszyy si jak miecione wietrznym wirem licie i zastpia j Susan James, zadajc pytanie: - Moe po prostu ich zapytamy? - Zapytamy? - zdziwia si Bates. - Jest tam czterysta tysicy maszyn. Skd wiadomo, e nie rozmawiaj? - Syszelibymy - powiedzia Szpindel. - To automaty. - Nie zaszkodzi ich kontrolnie spingowa, tak dla pewnoci. - Nawet jeli s inteligentne, wcale nie musz mwi. Jzyk i inteligencja nawet na Ziemi wcale nie s za mocno skorelo... James przewrcia oczyma. - Moe by przynajmniej sprbowa? Po to tu jestemy. Przynajmniej ja. Tylko wysa jaki cholerny sygna. Po chwili pik przeja Bates. - Wedug teorii gier to saby ruch, Suze. - Teorii gier. - W jej ustach zabrzmiao to jak brzydkie sowo. - Najlepsza strategia to wet za wet. Oni co wysali, my odpowiedzielimy. Pika jest po ich stronie i jeli wylemy jeszcze jeden sygna, moe za bardzo si odsonimy. - Znam te zasady. Wynika z nich, e jeli druga strona ju nigdy nie przejmie inicjatywy, przez reszt misji ignorujemy si nawzajem, bo teoria gier mwi, e nie chcemy zrobi wraenia, e si napraszamy. - Ta regua obowizuje tylko wobec nieznanych graczy - wyjania pani major. Im wicej si dowiemy, tym wicej bdziemy mieli alternatyw. James westchna. - No, tylko widzicie... wy wszyscy przylecielicie tu z zaoeniem, e to bd wrogowie. Jakby prosty sygna powitalny od razu mia sprawi, e si na nas rzuc.

Bates wzruszya ramionami. - Tylko ostrono ma sens. Moe i jestem trepem, ale nie mam specjalnej ochoty wkurwia czego, co ot tak skacze sobie od gwiazdy do gwiazdy i terraformuje superjowisze. Chyba nie musz nikomu przypomina, e z Tezeusza aden okrt wojenny. Powiedziaa nikomu, ale chodzio o Sarastiego. On, skupiony na wasnym horyzoncie, nie odpowiedzia. W kadym razie nie na gos; ale jego paszczyzny przemwiy cakiem innym jzykiem. Na razie, powiedziay. *** Swoj drog Bates miaa racj. Oficjalnie Tezeusz by obwieszony sprztem do bada, nie do walki. Nasi wadcy bez wtpienia woleliby mie obok adunku naukowego take atomwki i dziaa akceleracyjne, ale zasady bezwadnoci nie zmieni nawet teleprzekanik z paliwem. Uzbrojony prototyp konstruowaoby si duej; potniejszy, objuczony cik artyleri, przyspieszaby wolniej. Nasi mocodawcy zdecydowali, e czas liczy si bardziej ni uzbrojenie. W razie koniecznoci, fabrykatory, dysponujc czasem, mog zbudowa wszystko co potrzeba. Oczywicie, wyprodukowanie od zera dziaa akceleracyjnego troch potrwa, moe trzeba bdzie obrabowa z surowca jak miejscow asteroid, ale da si to zrobi. Zakadajc, e wrogowie, przez wzgld na fair play, zechc poczeka. Tylko jakie s szanse, e nawet nasza najlepsza bro co wskra przeciwko inteligentnym istotom, ktre potrafi zrobi Ognisty Deszcz? Jeli Nieznany jest nieprzyjazny, jestemy skazani na porak, obojtne co zrobimy. Nieznany jest bowiem na wyszym poziomie technologicznego zaawansowania - niektrzy twierdz, e wskutek tego jest z definicji wrogi. Z technologii wynika wojowniczo, utrzymuj. Teraz, kiedy to nie ma znaczenia, powinienem to chyba wyjani. Pewnie ju dawno zdylicie zapomnie. Dawno, dawno temu yy sobie trzy plemiona. Optymici, czczcy witego Drakea i Sagana, wierzyli w kosmos kipicy od dobrodusznych istot inteligentnych duchowych braci potniejszych i bardziej owieconych od nas, wielkie galaktyczne braterstwo, w ktrego szeregi pewnego dnia awansujemy. Oczywiste, mwili Optymici, e podre kosmiczne sugeruj owiecenie, trzeba dla nich bowiem

opanowa potn, niszczc energi. Kada rasa, ktra nie umie wznie si ponad wasne drapiene instynkty, zanim nauczy si pokonywa midzygwiezdne przestrzenie, dawno zdy si unicestwi. Naprzeciw Optymistw siedzieli Pesymici, klkajcy przed podobiznami witego Fermiego i paru witych mniejszego kalibru. Pesymici wyobraali sobie samotny wszechwiat peen martwych ska i prokariotycznej mazi. Szanse s po prostu znikome, upierali si. Zbyt wiele samotnych cia niebieskich, za silne promieniowanie, zbyt wiele nadmiernie ekscentrycznych orbit. To istny cud, e istnieje cho jedna Ziemia; liczy na wicej znaczy porzuci rozum i pa ofiar manii religijnej. Przecie wszechwiat ma ju czternacie miliardw lat; gdyby w galaktykach roio si od inteligentnych istot, dawno by do nas dotary. W punkcie rwnoodlegym od tych dwch szczepw siedzieli Historycy. W kwestii prawdopodobiestwa pojawienia si inteligentnych, podrujcych po kosmosie istot pozaziemskich nie mieli za wiele przemyle. Ale jeli kto taki istnieje, mwili, nie bdzie po prostu inteligentny. Bdzie wredny. Ten wniosek czasem wydaje si banalny. Czyme w kocu jest ludzka historia, jeli nie szeregiem coraz potniejszych technologii biorcych pod but wszystkie poprzednie? Ale nie chodzio tu wycznie o ludzk histori, czy o niesportow przewag, jak narzdzia daj jednej ze stron - uciemieni przyswajaj sobie nowoczesn bro rwnie atwo jak ciemicy, jeli da im si choby minimaln okazj. Nie, prawdziwa kwestia to: skd w ogle wziy si te narzdzia? Gwny problem: po co w ogle s narzdzia? Wedug Historykw narzdzia maj tylko jeden cel: przemoc nada wszechwiatowi nienaturalny ksztat. Traktuj natur jak wroga, z definicji s buntem przeciwko zastanemu porzdkowi. W przyjaznym rodowisku technologia karleje, w kulturze rzdzonej wiar w naturaln harmoni nigdy nie rozkwita. Po co wymyla reaktory termojdrowe, jeli yjesz w przyjemnym klimacie i masz pod dostatkiem jedzenia? Po co budowa twierdze, jeli nie masz wrogw? Po co zmienia wiat, ktry w niczym ci nie zagraa? Ludzka cywilizacja take jeszcze do niedawna miaa sporo odgazie. Nawet na pocztku XXI wieku par izolowanych plemion ledwo co osigno etap kamienia upanego. Inne poprzestay na rolnictwie. Jeszcze innych nie satysfakcjonowao nic, dopki nie rozprawi si z natur, kolejnych - dopki nie naucz si budowa miast w kosmosie.

W kocu jednak wszyscy si zatrzymywali. Kada nowa technologia tratowaa poprzednie, wspinaa si na jak asymptot, gdzie spoczywaa na laurach i koczya postp - a wreszcie moja wasna matka zapakowaa si jak larwa do plastra miodu, ugaskana przez maszyny, odarta z motywacji przez samozadowolenie. Lecz historia nigdy nie twierdzia, e kady musi zatrzyma si tam, gdzie my. Sugerowaa tylko, e ci, ktrzy si zatrzymali, nie musz ju walczy o przeycie. Mog istnie inne, piekielne wiaty, gdzie najlepsza ludzka technologia natychmiast si zaamie, gdzie rodowisko nadal jest wrogiem, gdzie przeyj tylko wojujcy ostrzejszymi narzdziami i potniejszymi imperiami. A tam zagroenia nie bd trywialne. Za pogoda i naturalne katastrofy albo ci zabijaj, albo nie, a kiedy je pokonasz - lub si przystosujesz - trac znaczenie. Nie, jedyne czynniki rodowiskowe, ktre wci si licz, to takie, ktre potrafi kontratakowa, wymylaj nowe strategie przeciwdziaajce twoim, zmuszaj wrogw do wspinania si coraz wyej tylko po to, by przey. W ostatecznym rozrachunku liczy si tylko inteligentny wrg. A skoro najlepsze zabawki naprawd lduj w rkach tych, ktrzy nie zapomnieli, e ycie w rzeczy samej jest aktem wojny z inteligentnym przeciwnikiem, to co powinnimy myle o rasie, ktrej maszyny podruj midzy gwiazdami? Ten argument by do klarowny. Mgby nawet zapewni Historykom zwycistwo - gdyby takie debaty kiedykolwiek rozstrzygaa logika i gdyby znudzona publiczno dawno nie ogosia Fermiego zwycizc na punkty. Lecz dla wikszoci ludzi paradygmat Historykw by po prostu za brzydki, zbyt darwinowski, a poza tym mao kogo ju ta kwestia obchodzia. Co z tego, e jaka brya ziemi nad Erydanem w Wielkiej Niedwiedzicy ma tlenow atmosfer? I tak jest czterdzieci trzy lata wietlne std i si nie odzywa; jeli pragniesz latajcych kandelabrw i mesjaszy z innych planet, moesz sobie zamwi ich do woli w Niebie. A jeeli potrzebujesz testosteronu i wicze strzeleckich, moesz wybra zawiaty pene paskudnych, bardzo kiepsko celujcych obcych. Gdy za z twoim wiatopogldem kci si ju sama myl o pozaziemskiej inteligencji, eksploruj sobie wirtualn galaktyk pen pustych nieruchomoci, czekajc, gotow na przyjcie przechodzcych akurat tamtdy bogobojnych ziemskich pielgrzymw. Tam jest wszystko, kosztem zaledwie pitnastu minut majstrowania i gniazda na karku. Po co mczy si w ciasnych i mierdzcych klitkach prawdziwych statkw kosmicznych, eby obejrze osad brudu na Europie?

I tym przewidywalnym sposobem powstao czwarte plemi, niebiaski zastp zatriumfowa nad pozostaymi: Plemi, ktre Ma Gdzie. Nie mieli pojcia, co pocz, gdy pojawiy si wietliki. Wysali wic nas, a z nami - w spnionym hodzie dla mantry Historykw - take onierza, na wszelki wypadek. Bardzo wtpliwe, czy jakiekolwiek dziecko Ziemi moe si rwna z ras posiadajc midzygwiezdn technologi, gdyby okazaa si nieprzyjazna. Sam jednak dobrze wiedziaem, e obecno Bates jest uspokajajca przynajmniej dla pozostaych ludzi w zaodze. Jeli ju koniecznie musisz walczy bez broni z rozjuszonym tyranozaurem o czterocyfrowym IQ, nie zaszkodzi mie u boku wyszkolonego specjalisty od wojny. W najgorszym razie bdzie umiaa wystruga ostry kij z jakiego drzewa, ktre si napatoczy. *** - Przysigam, jeli obcy nas wszystkich zer, podzikujemy za to Kocioowi Teorii Gier - powiedziaa Sascha. Znalaza w kambuzie cegiek kuskusu. Ja przyszedem tam po kofein. Bylimy w zasadzie sami; reszta zaogi rozproszya si, od kopuy po fabrykator. - To lingwici z niej nie korzystaj? - Wiedziaem, e niektrzy tak. - My nie. - A reszta to dyletanci. - Teoria gier ma jeden problem: zakada, e gracze racjonalnie dziaaj we wasnym interesie. A ludzie po prostu nie s racjonalni. - Kiedy tak zakadaa - przyznaem. - Dzisiaj uwzgldnia si neurologi spoeczn. - Ludzk neurologi spoeczn. - Odgryza kawaek cegieki i dodaa z ustami penymi pszennego grysiku: - Tylko do tego nadaje si teoria gier. Dla graczy racjonalnych i ludzkich. Moemy sobie do woli zgadywa, czy to bdzie miao ktr z tych cech. - Machna rk, pokazujc jakiego czajcego si za grodzi archetypowego obcego. - Ma swoje ograniczenia - zgodziem si z ni. - Ale po prostu korzysta si z narzdzi, ktre s pod rk. Sascha parskna. - Czyli jeli nie uda ci si skombinowa porzdnego projektu, budujesz swj wymarzony dom na podstawie zbiorku zberenych limerykw.

- No, moe nie. - Po chwili, mimo woli biorc to do siebie, dodaem: - Mnie si jednak przydaa. Nie zgadaby chyba w czym. - Tak? Na przykad? - Przy urodzinach - odparem i od razu tego poaowaem. Sascha przestaa przeuwa. Co jej w oczach bysno, potem zamigotao, jakby pozostae osobowoci nadstawiay uszu. - No mw - rzucia. Czuem, e sucha caa Banda. - Nic takiego, naprawd. Taki przykad. - No powiedz nam. - Sascha przechylia gow James. Wzruszyem ramionami. Nie byo sensu robi z tego nie wiadomo czego. - Wiesz, wedug teorii gier nie powinno si nikomu mwi, kiedy ma si urodziny. - Nie rozumiem. - To przegrywajce otwarcie. Po nim nie ma wygrywajcej strategii. - Jak to, strategii? Chodzi o urodziny. Dokadnie to samo powiedziaa Chelsea, kiedy jej tumaczyem. Posuchaj, mwiem, zamy, e mwisz wszystkim, kiedy to jest, a potem nic si nie dzieje. To prawie jak policzek. A zamy, e wyprawiaj ci urodziny, odpara Chelsea. Wtedy nie wiesz, czy robi to szczerze, czy twoje wczeniejsze dziaanie skonio ich, z poczucia winy, do obchodzenia wita, o ktrym woleliby nie pamita. Za to, jeli nikomu nie powiesz i nikt nie przyjdzie, nie ma powodu si martwi, bo w ko cu przecie nikomu nie powiedziaa. A jeeli ju kto zaprosi ci na drinka, wiesz, e to szczere - nikt nie zadawaby sobie trudu, by si dowiedzie, kiedy masz urodziny - a potem obchodzi ich - gdyby naprawd ci nie lubi. Banda oczywicie o wiele lepiej apaa takie rzeczy. Nie musiaem tumaczy tego sownie: mogem wzi kawaek ConSensusa i narysowa macierz wypat, mwi / nie mwi w kolumnach, yczenia / brak ycze w wierszach, a w samych kratkach niepodwaalna czarno-biaa logika zyskw i strat. Matematyka dowodzi niezbicie: jedyn wygrywajc strategi jest tajemnica. Tylko gupek mwi, kiedy ma urodziny. Sascha popatrzya na mnie. - Pokazywae to komu? - zapytaa. - Pewnie. Mojej dziewczynie. Jej brwi si uniosy.

- Miae dziewczyn? Prawdziw? Kiwnem gow. - Raz. - To znaczy, po tym, jak jej to pokazae. - No tak. - Aha. - Jej wzrok powdrowa z powrotem ku macierzy. - Bo jestem ciekawa, Siri. Jak zareagowaa? - Waciwie prawie wcale. Z pocztku. Potem si miaa. - Jaka dobra kobieta. - Sascha pokrcia gow. - Ja bym ci rzucia w sekund. *** Mj conocny zdrowotny spacer wzdu krgosupa statku - wspaniay lot jak ze snu, z jednym stopniem swobody. Pynem przez wazy i korytarze, rozpocieraem rce i wirowaem w delikatnym tornado bbna. Bates biegaa wok mnie, odbijajc pieczk od grodzi i pojemnikw, wycigajc si, by zapa j po odbiciu, lecc torem zakrzywionym w wirowej pseudograwitacji. Gdy mijaem schodki, pieczka odbia si od nich rykoszetem i znikna, przez ucho igielne midzy krypt a mostkiem syszaem przeklestwa pani major. Wyhamowaem tu przed kopu, zatrzymany dochodzcymi z przodu cichymi gosami. - Jasne, e s pikne - szepta Szpindel. - Przecie to gwiazdy. - Chyba nie jestem pierwsz osob, ktrej to pokazujesz. - Dopiero drug. Ale umwiem si z Misz. - Nic nie mwia. - Nie musi ci mwi wszystkiego. Zapytaj j. - Posuchaj: moe ty nie, ale ja bior supresory popdu. - Same kosmate myli, Suze. Eros to tylko jeden rodzaj mioci, nie? Staroytni Grecy znali cztery. - Taaa. - To ju ewidentnie nie bya Susan. - Mona si byo domyli, e dla ciebie wzorem jest banda sodomitw. - Kurwa, Sascha. Prosz tylko o par minut w cztery oczy z Misz, zanim znw zaczniesz strzela z bicza... - Icusiu, to te moje ciao. Bdziesz mi mydli oczy moim wasnym mydem?

- Ja tylko chc pogada, okej? W cztery oczy. To tak wiele? Usyszaem, jak Sascha nabiera powietrza. I jak wypuszcza je Michelle. - Przepraszam, mody. Wiesz jak to jest z Band. - Dziki Bogu. Cakiem jakby jaka spoeczna kontrola wpadaa za kadym razem, gdy zechc z tob porozmawia. - Chyba masz szczcie, e oni w ogle ci lubi. - A ja nadal uwaam, e powinna zorganizowa zamach stanu. - Zawsze przecie moesz si do nas wprowadzi. Dobieg mnie szelest cia w bliskim kontakcie. - Jak si czujesz? - zapyta Szpindel. - Wszystko dobrze? - W porzdku. Chyba ju si przyzwyczaiam, e znowu yj. A ty? - Ja jestem amag, obojtne, ile czasu pole w trumnie. - Ale dziaasz skutecznie. - No c, merci, staram si jak mog. Krtkie milczenie. Tezeusz cichutko nuci sam do siebie. - Mama miaa racj - powiedziaa Michelle. - S przepikne. - A co widzisz, kiedy na nie patrzysz? To znaczy... - S... kujce - odrzeka Michelle. - Kiedy krc gow, czuj jakby po mojej skrze przesuway si falami bardzo cieniutkie igieki. Ale to w ogle nie boli. Troch elektryzuje. Przyjemne. - Szkoda, e nie umiem tego tak poczu. - Interfejs masz. Wystarczy zamiast do kory wzrokowej podpi kamer do pata ciemieniowego. - Ale to mi powie tylko, jak maszyna czuje obraz dotykiem, a nie, jak ty. - Isaacu Szpindel. Romantyk z ciebie. - Nie. - Ty nie chcesz wiedzie. Chcesz, eby to byo tajemnic. - Moe nie zauwaya, e tajemnic mamy tu a nadto. - Tak, ale nie moemy nic na to poradzi. - To si zaraz zmieni. Za chwil bdziemy wszyscy zapracowani na amen. - Mylisz? - Licz na to - powiedzia Szpindel. - Na razie tylko podgldamy z odlegoci, nie? Mog si zaoy, e zrobi si duo ciekawiej, kiedy podejdziemy bliej i zaczniemy

grzeba patykiem. - Moe dla ciebie. Tu musi si znale co biologicznego, przy tylu zwizkach organicznych. - No pewnie. Ja bd je osuchiwa, a ty z nimi rozmawia. - Moliwe, e nie. Mama nie zgodzi si z tob nawet z a milion lat, ale z tym jzykiem miae racj. Kiedy si przyjrze, wida, e jzyk jest prodkiem. Jakby si chciao opowiada sny sygnaami dymnymi. Imponujce osignicie, chyba najbardziej ze wszystkiego, co potrafi ciao, ale nie zamienisz zachodu soca w cig pomrukw, nie tracc czego po drodze. Ogranicza nas. Moe to, co tam siedzi, w ogle go nie uywa. - Myl jednak, e tak. - Od kiedy? Przecie to ty cay czas przypominasz, jaki nieefektywny jest jzyk. - Tylko, kiedy chc ci si dosta pod skr. A kiedy do spodni, to zupenie inna bajka. - Rozemia si z wasnego artu. - A serio, to czego by uywali? Telepatii? Nie obejrzysz si, a siedzisz po uszy w hieroglifach. Co wicej, dekodujesz je w rekordowym czasie. - Miy jeste, ale wiesz co? Ja nie potrafi nawet zdekodowa poowy tego, co mwi Jukka. - Michelle zamilka na chwil. - Czasami zbija mnie z tropu. - Ciebie i jeszcze siedem miliardw ludzi. - No. Wiem, e to gupie, ale kiedy go nie wida, jaka cz umysu mimo woli zastanawia si, gdzie si schowa. A kiedy stoi przede mn, sama mam ochot si schowa. - Nie jego wina, e dostajemy gsiej skrki na jego widok. - Wiem. Ale morale to specjalnie nie poprawia. Co to za geniusz wymyli, eby mianowa wampira dowdc? - A gdzie by go posadzia? Wolaaby jemu wydawa rozkazy? - I to nie tylko jego sposb poruszania si. Mwienia te. Co w nim jest nie tak. - Wiesz, e... - Nie chodzi nawet o czas teraniejszy czy te gardowe goski. On... no, sam wiesz, jak on gada. Lakonicznie. - Optymalnie. - Ale to sztuczne, Isaac. Go jest bystrzejszy od nas wszystkich razem wzitych, a czasem gada, jakby zna tylko z pidziesit sw. - Delikatne parsknicie. - Gdyby od czasu do czasu uy przyswka, nie umarby od tego.

- Aaa. Ale mwisz to, bo jeste lingwistk i nie rozumiesz, jak mona nie rozkoszowa si piknem jzyka. - Dla artu dramatycznie odchrzkn. - Z kolei ja jestem biologiem, wic nie widz w tym nic dziwnego. - Naprawd? To wytumacz mi to, o przemdry i potny kroicielu ab. - To proste. Krwiopijca jest wdrowny, nie osiady. - No a te... Jak im tam? Orki? Co porozumiewaj si gwizdami? - Mwi przecie: zapomnij o jzyku. Skup si na stylu ycia. Te osiade ywi si rybami, nie? Pywaj sobie w licznych grupach, cay czas na mniej wicej tym samym obszarze, wci gadaj. - Usyszaem cichutki szelest, wyobraziem sobie, e Szpindel nachyla si i kadzie do na ramieniu Michelle. Zobrazowaem czujniki w rkawiczkach, mwice, co czuje. - No a te wdrowne ywi si ssakami. Foki, lwy morskie, inteligentne ofiary. Na tyle bystre, eby si schowa, gdy usysz chlapnicie ogonem czy dwiki echolokacji. Std wdrowne drapieniki s podstpne, nie? Poluj w maych grupach, wdruj daleko i trzymaj gb na kdk, eby nikt nie usysza, e si zbliaj. - Czyli Jukka jest wdrowny. - Instynkt kae mu siedzie cicho w pobliu ofiary. Za kadym razem, gdy otwiera usta, w ogle gdy mona go dostrzec, walczy z wasnym pniem mzgu. Moe nie powinnimy si na nim wyywa tylko dlatego, e nie jest najlepszym na wiecie specem od gadki motywacyjnej? - Czyli na kadej odprawie powstrzymuje si, eby nas nie zere? Fajnie. Szpindel zachichota. - Nie, pewnie a tak le nie jest. Chyba nawet orki troch przestaj si pilnowa, jak co upoluj. Po co si czai, kiedy masz peny odek? - Czyli nie walczy z pniem mzgu. Po prostu nie jest godny. - Pewnie i jedno, i drugie. Wiesz, pie mzgu nigdy nie pi. Ale co ci powiem. Jego gos straci nieco na figlarnoci. - Jeli od czasu do czasu bdzie uczestniczy w odprawie ze swojej kajuty, nie ma sprawy. Ale jak w ogle przestanie si pokazywa? Trzeba bdzie zacz uwaa na siebie. *** Teraz mog to wreszcie przyzna: zazdrociem Szpindlowi podejcia do kobiet. Posklejany z pocitych kawakw, jedna zbitka tikw i drgawek, ledwo mogca

dotkn wasnej skry, potrafi jednak by... Czarujcy. To jest to sowo. Czarujcy. W spoeczestwie ten talent ju by przeytkiem, tracc wano na rwni z niewirtualnym kojarzeniem si w pary. Ale nawet ja jeszcze zdyem tego sprbowa - niele byoby mc przy tym skorzysta ze Szpindlowego dystansu do samego siebie. Zwaszcza kiedy z Chelsea wszystko zaczo si rozpada. Jasne, miaem wasny styl. Prbowaem by czarujcy na do osobliwy sposb . Pewnego razu, po kolejnej z niezliczonych ktni o uczciwo i manipulacj emocjonaln, pomylaem sobie, e moe udobrucha j odrobina humoru i fantazji. Zaczem podejrzewa, e Chelsea po prostu nie rozumie polityki seksualnej. Jasne, utrzymywaa si z edytowania mzgw, ale moe po prostu nauczya si wszystkich tych obwodw na pami i nigdy nie zastanowia, jak one w ogle powstay, jakie reguy doboru naturalnego je uksztatoway. Moe naprawd nie miaa pojcia, e ewolucyjnie jestemy wrogami, e wszystkie zwizki s skazane na porak. Gdybym mg jej to przemyci do gowy - pokona wdzikiem jej mechanizmy obronne - moe udaoby si jeszcze to wszystko uratowa. Pomylaem troch i wymyliem doskonay sposb na uwiadomienie jej. Napisaem bajk na dobranoc, rozbrajajc mieszank humoru i uczucia. Zatytuowaem j: KSIGA OOGENEZIS Na pocztku byy gamety. I cho istnia ju seks, ycie znajdowao si w rwnowadze, albowiem nie byo pci. I rzek Bg: Niech si stan Plemniki. Na to cz nasion skurczya si, potaniajc produkcj, i zalaa rynek. I rzek Bg: Niech si stan Jaja. I plaga Plemnikw spada na reszt nasion. I zaprawd, tylko niektre wyday owoce, Plemnik bowiem nie zapewnia zygocie poywienia, poradziy wic sobie tylko najwiksze. A te z biegiem czasu jeszcze bardziej urosy. Bg woy tedy Jaja do ona i rzek: Tu czekajcie: jestecie za due i nieporczne, niech wic Plemniki szukaj was w waszych komnatach. Odtd bdziecie zapadniane wewntrznie. I tak si stao. I rzek Bg do gamet: Owoc waszego zczenia niech yje wszdzie i przyjmuje dowolne ksztaty. Moe oddycha wod, powietrzem albo

siarczan brej gejzerw. Ale nie zapominajcie o mym jedynym przykazaniu, niezmienionym od zarania czasu: macie szerzy swe geny. Tak oto Jaja i Plemniki trafiy na wiat. I rzeky Plemniki: Jestemy tanie i liczne, jeli posiejemy si wszdzie, na pewno spenimy Boy plan. Bdziemy odtd szuka nowych towarzyszek i pozostawia je z dziemi, jest bowiem wiele on, a mao czasu. Lecz Jajo odpowiedziao: Lecz brzemi rozmnaania spoczywa na mnie. Musz nosi ciao, ktre jest tylko w poowie moje, i ywi je, nawet gdy ju opuci me ono. (U boku Jaja siedziao bowiem ju wiele ciepokrwistych, poronitych Jutrem ciaek). Mog mie tylko kilkoro dzieci, musz si im powica, chroni je i broni. Zmusz tedy Plemnika do pomocy, bo to on mnie w to wpakowa. I cho bdzie cierpia u mego boku, nie pozwol mu odej ani ka si z mymi konkurentkami. I Plemnik widzia, e to jest niedobre. A Bg umiechn si, albowiem Jego przykazanie rozpoczo wojn Plemnika i Jaja, trwajc nawet wtedy, gdy oba ju stay si zbdne. Pewnego ciemnego wtorkowego wieczoru, gdy wiato byo idealne, przyniosem jej kwiaty. Zwrciem uwag na paradoks tej odwiecznej romantycznej tradycji - w ramach przedkopulacyjnej apwki wrcza si odcite genitalia innego gatunku - a potem, gdy mielimy si pieprzy, wyrecytowaem t bajk. Do tej pory nie wiem, co waciwie poszo nie tak.

Szklany

sufit

jest

tobie.

Nazywa

si

sumienie. Jakob Holtzbrinck, Klucze do Ziemi Zanim wylecielimy, na Ziemi mwio si o czwartej fali - pyncej w ciszy za nami flocie kosmicznych pancernikw, na wypadek gdyby miso armatnie z przodu natkno si na co wrednego. A jeliby obcy byli przyjanie nastawieni, byaby to ambasadorska fregata pena politykw i prezesw korporacji gotowych do wepchnicia si okciami do pierwszego szeregu. Co z tego, e Ziemia nie miaa kosmicznych pancernikw ani statkw ambasadorskich; przed Ognistym Deszczem nie istnia take Tezeusz. Nikt nigdy nam o takiej armadzie nie mwi, ale tym na pierwszej linii nigdy nie pokazuje si Oglnego Obrazu. Im mniej wiedz, tym mniej mog zdradzi. Nadal nie wiem, czy czwarta fala istniaa. Nigdy nie widziaem adnego dowodu, o ile to jaki argument. Moe pozostawilimy ich bkajcych si wok Burnsa Caulfielda. A moe polecieli za nami a do Big Bena, podeszli na tyle blisko, e zobaczyli, z czym mamy do czynienia, i zakrcili si na picie, zanim co si stao. Zastanawiam si, czy tak wanie byo. I czy zdoali wrci z powrotem. Patrzc z dzisiejszej perspektywy, mam nadziej, e nie. *** Gigantyczny piankowy cukierek waln Tezeusza w bok. D zakoysa si jak wahado. Szpindel po drugiej stronie bbna jkn jak oparzony; ja, w mesie, tukc naczynie z gorc kaw, omal nie oparzyem si naprawd. To ju, pomylaem. Podeszlimy za blisko i kontratakuj. - Co si, kur...

Na wsplnej linii co zamigotao, gdy podczaa si Bates z mostka. - Wczy si gwny napd. Zmieniamy kurs. - Na jaki? Gdzie? Czyj rozkaz? - Mj - odpar Sarasti, pojawiajc si ponad nami. Nikt si nie odezwa. Przez waz od rufy do bbna dobiegay zgrzyty. Zajrzaem do schematu alokacji zasobw Tezeusza. Fabrykator przestawia si na masow produkcj domieszkowanej ceramiki. Ekrany przeciw promieniowaniu. Prymitywne, cikie i solidne, nie to co kontrolowane pola magnetyczne, na ktrych zwykle polegalimy. Z namiotu wysza zaspana Banda. - Co si, kurwa, dzieje? - utyskiwaa Sascha. - Popatrz. - Sarasti zawadn ConSensusem i zatrzs nim. To bya nawanica, a nie odprawa: studnie grawitacyjne i tory orbit, symulacje odksztace i napre w burzach amoniaku i wodoru, stereoskopowe obrazy planet zakopane pod stertami nakadek, od gamma po radio. Widziaem punkty przegicia, siodowe i niestabilnej rwnowagi. Widziaem wykrelone w piciu wymiarach katastrofy zagi. Moje dodatki natay si, prbujc obrci t informacj; mj biakowy pmdek stara si z wysikiem zrozumie co z niej wynika. Co si przed nami skrywao, i to na widoku. Pas akrecyjny Bena dalej rozrabia. Nie byo tego wida na pierwszy rzut oka Sarasti nie musia liczy toru kadego kamyka, gry i planetozymala, eby odkry prawidowo, ale prawie. I ani on sam, ani sumujc inteligencj z Kapitanem, nie byli w stanie wytumaczy tych trajektorii wycznie skutkiem jakiego dawnego zakcenia. To nie by po prostu opadajcy kurz, lecz kurz, ktrego cz maszerowaa na d do taktu czego, co nawet teraz sigao spod chmur i cigao te okruchy z orbity. I nie wszystkie kamienie trafiay do atmosfery. Wzdu rwnika Ben nieustannie migota od uderze meteorytw - o wiele sabszych ni jaskrawe tory lizgaczy i nikncych w okamgnieniu - ale charakterystyka ich czstotliwoci nie kleia si z liczb spadajcych ska. Cakiem jakby od czasu do czasu jaki kawa skay przeskakiwa do rwnolegego wszechwiata. Albo w tym co go apao. Co, co okrao rwnik Bena w czterdzieci godzin, prawie ocierajc si o atmosfer. Co niewidocznego w wietle widzialnym, podczerwieni i radarze. Co, co pozostaoby czyst hipotez, gdyby lizgacz

przypadkiem nie wyrysowa za nim swego ladu - a Tezeusz akurat nie patrzy. Sarasti da to na rodek: jasna smuga biegnca skonie przez wieczn noc Bena, w poowie drogi przeskakujca o stopie czy dwa na lewo, a tu przed zganiciem wracajca z powrotem. Na stop-klatce byo wida zamroony promie wiata, ktrego odcinek kto wyci i przesun o wos w bok. Odcinek o dugoci dziewiciu kilometrw. - Maskuj si - powiedziaa z podziwem Sascha. - Niezbyt dobrze. - Bates ukazaa si w dziobowym wazie i popyna zgodnie z obrotem bbna. - Wyrany artefakt refrakcyjny. - W poowie odlegoci od pokadu chwycia za schody i skracajc o, wykorzystaa moment obrotowy, eby si wyprostowa i oprze stopami o stopnie. - Czemu go wczeniej nie zauwaylimy? - Bo nie ma podwietlenia - podsun Szpindel. - To nie chodzi tylko o t smug. Popatrz na chmury. - I rzeczywicie, Ben w tle by tak samo delikatnie przesunity. Bates zesza na pokad i podesza do stou konferencyjnego. - Powinnimy to dostrzec ju dawno. - Inne sondy nie widz tego artefaktu - powiedzia Sarasti. - A ta podchodzi pod wikszym ktem. Dwadziecia siedem stopni. - Wzgldem czego? - zapytaa Sascha. - Linii - mrukna Bates. - Midzy nami a nimi. Na ekranie wszystko byo jak na doni: Tezeusz spada wzdu oczywistego uku, ale wypuszczane przez nas sondy nie mczyy si manewrami Hohmanna - leciay prosto w d, prawie nie zakrzywiajc kursu, wszystkie w ramach paru stopni od pojciowej prostej czcej Bena z Tezeuszem. Oprcz jednej. Poleciaa pod wikszym ktem i wykrya oszustwo. - Im dalej od naszego kursu, tym lepiej wida niecigo - zanuci Sarasti. - Na torze prostopadym do naszego pewnie jest cakiem oczywista. - Czyli znalelimy si w lepym punkcie? Zobaczymy to co, kiedy zmienimy kurs? Bates pokrcia gow. - Sascha, lepy punkt si rusza. On nas... - ledzi - sykna Sascha. - Skurwysyn. Szpindel drgn. - Czyli co to jest? Ta fabryczka lizgaczy? Piksele na stop-klatce zaczy peza. Z burzliwych wirw i zawijasw atmosfery

Bena wyonio si co ziarnistego i niewyranego. Pene krzywych, ostrych szpicw, bez jednej gadkiej krawdzi - trudno powiedzie, na ile byo realne, a na ile stanowio fraktalne powielenie obrazu chmur pod spodem. Oglna sylwetka miaa jednak ksztat torusa, albo raczej zbioru mniejszych, postrzpionych ksztatw uoonych w nierwny piercie. I bya wielka. Te dziewi kilosw przesunitej smugi ledwo drasno jej obwd, cao rozcigaa si na czterdzieci do pidziesiciu stopni. To co, schowane w cieniu dziesiciu Jowiszy miao prawie trzydzieci kilometrw rednicy. W trakcie podsumowania Sarastiego przestalimy przyspiesza. D wrci na swoje miejsce. Ale my nie. Nasze wahanie - chciaabym a boj si - naleao ju do przeszoci; zmierzalimy prosto do celu i chrzani torpedy. - Wiecie co, to co ma trzydzieci kilosw rednicy - zauwaya Sascha. - I jest niewidzialne. Moe powinnimy podchodzi do tego troch ostroniej? Szpindel wzruszy ramionami. - Gdybymy umieli odgadywa motywy wampirw, nie byyby nam potrzebne, nie? Na ekranach wykwito co nowego. Histogramy czstotliwoci i wykresy spektralne eksplodoway z paskich linii w przesuwajce si grzyste krajobrazy - chr w pamie widzialnego wiata. - Modulowany laser - zameldowaa Bates. - Stamtd? - zapyta Szpindel. Bates kiwna gow. - Od razu, jak tylko ich zdemaskowalimy. Nieza synchronizacja. - Niebezpieczna - powiedzia Szpindel. - Skd mog wiedzie? - Zmienilimy kurs. Idziemy prosto na nich. wietlny krajobraz taczy i puka w okienko. - Cokolwiek to jest, mwi do nas - stwierdzia Bates. - No dobra - usyszelimy znajomy gos. - Trzeba koniecznie si przywita. Susan James wrcia na miejsce kierowcy. *** Byem jedynym stuprocentowym widzem. Kady robi, co umia. Szpindel przepuszcza uzyskan przez Sarastiego

niewyran sylwetk przez kolejne filtry, prbujc wycedzi z jej konstrukcji choby odrobin biologii. Bates porwnywaa morfometryk zamaskowanego artefaktu i lizgaczy. Sarasti patrzy na nas wszystkich z gry i myla wampirzymi mylami, gbszymi ni cokolwiek, co mogoby nam przyj do gowy. Ale to wszystko byy sztuczne zajcia. Na rodku sceny znajdowaa si Banda Czworga, pod dowiadczonym dowdztwem Susan James. Usiada w fotelu i uniosa donie, jakby dajc znak orkiestrze. Palce naciskajce wirtualne ikony zadrgay; usta i szczka zawibroway od subwokalnych polece. Wpiem si w jej strumie danych i zobaczyem gromadzcy si wzdu obcego sygnau tekst: RORSCHACH DO STATKU
PODCHODZCEGO Z KIER.

116 AZ., 23 DEKL.

WZGL.

POZDRAWIAM TEZEUSZA. RORSCHACH

DO STATKU PODCHODZCEGO Z KIER.

116

AZ., 23 DEKL. WZGL. POZDRAWIAM TEZEUSZA. RORSCHACH DO STATKU PODCHO...

Ona ju to cholerstwo zdekodowaa. Ju nawet na nie odpowiadaa: Tezeusz do Rorschacha. Pozdrawiam Rorschacha. DZIE DOBRY, TEZEUSZ. WITAMY W OKOLICY. Zdya w niecae trzy minuty. Czy raczej, zdyli w niecae trzy minuty: cztery w peni wiadome wzowe osobowoci i kilkadziesit niewiadomych moduw semiotycznych, pracujcych rwnolegle, a wszystko to precyzyjnie wyrzebione z jednego kawaka istoty szarej. Prawie zrozumiaem, dlaczego kto dobrowolnie znca si w ten sposb nad wasnym mzgiem - skoro mona osign tak wydajno. A do tej pory nie byem przekonany, e samo przeycie jest wystarczajcym powodem. Prosz o zgod na podejcie nadaa Banda. Proste i klarowne: same fakty i dane, dziki Bogu, jak najmniej miejsca na wieloznaczno i niezrozumiao. Wymylne teksty o uczuciach, w rodzaju Przybywamy w pokoju mog sobie poczeka. Ucisk doni to nie pora na

dialog kultur. ZACHOWAJ ODLEGO. POWANIE. TU JEST NIEBEZPIECZNIE. To zwrcio uwag wszystkich. Bates i Szpindel zawahali si na moment we wasnych przestrzeniach i zerknli na James. Prosz o informacj o zagroeniach wysaa Banda. Nadal konkretnie. ZA BLISKO, ZBYT NIEBEZPIECZNIE. ZAGROENIA ZWIZANE Z NISK ORBIT. Prosz o informacj o zagroeniach zwizanych z nisk orbit. WROGIE
RODOWISKO.

SKAY

I RADIACJA.

JAK

CHCECIE.

JA

SOBIE Z TYM

RADZ, ALE MY TAK MAMY.

Wiemy o skaach na niskiej orbicie. Mamy sprzt do ochrony przed promieniowaniem. Prosz o informacje o innych zagroeniach. Pogrzebaem pod transkrypcj, chcc dosta si do kanau, z ktrego sza. Tezeusz oznaczy kolorem cz pasma przychodzcego promienia, ktr zamieni na fal dwikow. Czyli komunikacja gosowa. Mwi. Za t ikon czaj si nieprzetworzone dwiki jzyka obcych. Oczywicie nie mogem si powstrzyma. - Przyjaci zawsze mio widzie. Przyjechalicie na wito? Angielszczyzna. Ludzki gos, mski. Kogo starego. - Przylecielimy w celach badawczych - odpara Banda, cho jej gos by stuprocentowo tezeuszowy. - Prosz o kontakt z osobami, ktre wysay obiekty w przestrze okoosoneczn. - Pierwszy kontakt. To chyba dobra okazja do imprezy. Jeszcze raz sprawdziem rdo. Nie, to nie by przekad; to naprawd by nieprzetworzony sygna od... Rorschacha, tak si okreli. W kadym razie cz tego sygnau; promie zawiera jeszcze inne, nieakustyczne skadowe.

Przegldaem je przez chwil, gdy James powiedziaa: - Prosz o informacje o tej imprezie. - Korzystaa ze standardowych protokow rozmw midzy statkami. - Jeste zainteresowana. Teraz mocniejszy, modszy gos. - Tak. - Jeste? - Tak - cierpliwie powtrzya Banda. - Jeste? Nieznaczne wahanie. - Tu Tezeusz. - Wiem, zwyklaku. Teraz po mandarysku: - A ty kim jeste? adnej wyranej zmiany harmonicznych. A jednak gos jakim sposobem sta si ostrzejszy. - Mwi Susan James. Jestem... - Tu ci si nie spodoba, Susan. Chodzi o fetyszystyczne religie. Niebezpieczne obrzdy. James zagryza warg. - Prosz o wyjanienie. Czy te obrzdy nam zagraaj? - To absolutnie moliwe. - Prosz o wyjanienie. Niebezpieczne s obrzdy czy warunki na niskiej orbicie? - Warunki wynikajce z zakce. Suchaj uwaniej, Susan. Brak uwagi sugeruje obojtno - powiedzia Rorschach. - Albo brak szacunku - doda po chwili. *** Za cztery godziny Ben mia wej nam w drog. Cztery godziny nieprzerwanej, cigej komunikacji, o wiele atwiejszej ni ktokolwiek si spodziewa. To co mwio przecie naszym jzykiem. Przez cay czas wyraao grzeczn obaw o nasz los. A jednak, mimo atwoci porozumiewania si w ludzkim jzyku, powiedziao nam bardzo mao. Przez cztery godziny udao mu si unikn odpowiedzi wprost na wszystkie pytania, mwio tylko, e bliszy kontakt jest bardzo niewskazany. Do

momentu wejcia w cie Bena nie dowiedzielimy si dlaczego. W poowie dialogu na pokad zeskoczy Sarasti, w ogle nie dotykajc stopami schodw. Przy ldowaniu chwyci dla rwnowagi porcz i tylko odrobin si zachwia. Ja na jego miejscu odbijabym si od pokadu jak kamyk w betoniarce. Przez reszt sesji sta sztywno jak posg - kamienna twarz, oczy ukryte za onyksow oson. Gdy sygna Rorschacha zanik w p zdania, gestem zebra nas wok stou w mesie. - To gada - powiedzia. James kiwna gow. - Ale poza tym, e prosi, ebymy trzymali si z daleka, to za wiele nie mwi. Przybierao gos dorosego mczyzny, cho sugerowany wiek kilka razy si zmienia. Ju to wszystko sysza. - Struktury? - Protokoy opanowane idealnie. Maj o wiele wikszy zasb sw, ni daoby si zaczerpn ze standardowych nawigacyjnych rozmw midzy paroma statkami, co znaczy, e jaki czas suchali naszych wewntrzukadowych transmisji. Wedug mnie przynajmniej par lat. Z drugiej strony, jest to jednak o wiele mniejszy zasb sw, ni da si pozyska z monitorowania rodkw masowego przekazu, wic prawdopodobnie przybyli ju po Epoce Transmisji Radiowej. - A czy uywaj waciwych sw? - Uywaj gramatyki oglnej i odlegych zalenoci, przynajmniej czterech poziomw rekurencji w zakresie wskiej zdolnoci jzykowej, nie widz zreszt powodu, eby przy duszym kontakcie nie zeszli jeszcze gbiej. Jukka, to nie papugi. Znaj reguy. Na przykad ta nazwa... - Rorschach - mrukna Bates. Kostki jej trzasny, gdy ciskaa pieczk. Ciekawie sobie wybrali. - Sprawdziam w rejestrze. Jest jonowo-anty frachtowiec Rorschach na Ptli Marsjaskiej. Ktokolwiek do nas mwi, potraktowa swoj platform jako odpowiednik naszych statkw i wybra sobie z nich pasujc nazw. Szpindel opad na krzeso koo mnie. Baka kawy w rku poyskiwaa jak elatyna. - Akurat tak, ze wszystkich statkw w ukadzie? O wiele zbyt symboliczne, jak na przypadkowy wybr. - Pewnie nie by przypadkowy. Niezwyke nazwy statkw prowokuj do uwag.

Pilot Rorschacha nawizuje rozmow z jakim innym statkiem, a ten inny rzuca: Kurka, co za dziwna nazwa, na co Rorschach improwizuje co o jej pochodzeniu, a wszystko roznosi si w eterze. Kto suchajcy tych rozmw nie tylko identyfikuje nazw i to czego ona dotyczy, ale rozumie, w pewnym zakresie, kontekst. Nasi obcy przyjaciele pewno podsuchali sobie p rejestru i wywnioskowali, e nazwa Rorschach lepiej okrela co nieznanego, ni, powiedzmy, SS Jaymie Matthews. - Czyli s terytorialni i inteligentni. - Szpindel si skrzywi, wyczarowujc kubek spod krzesa. - Piknie. Bates wzruszya ramionami. - Moe i terytorialni. Ale niekoniecznie agresywni. Ja nawet si zastanawiam, czy mogliby nam co zrobi, gdyby chcieli. - Ja nie - powiedzia Szpindel. - Te lizgacze... Major machna lekcewaco rk. - Wielkie statki skrcaj powoli. Jeli bd si ustawia, eby nam przygrza, zobaczymy to duo wczeniej. - Rozejrzaa si. - Suchajcie, czy to tylko mnie wydaje si dziwne? Maj midzygwiezdn technologi do przebudowywania superjowiszw i ustawiania meteoroid jak soni na paradzie, a chowaj si? Przed nami? - Moe tu jest kto jeszcze? - niepewnie podsuna James. Bates pokrcia gow. - Maskowanie byo kierunkowe. Przeznaczone dla nas i nikogo innego. - I nawet my je przejrzelimy - doda Szpindel. - No wanie. Wic plan B, ktry jak dotd skada si z gadki i mtnych ostrzee. Mwi tylko, e nie zachowuj si jak giganci. Postpowanie Rorschacha wyglda na... improwizowane. Chyba si nas nie spodziewali. - No nie. A Burns-Caulfield by... - Chyba si nas tak szybko nie spodziewali. - Hm - mrukn Szpindel, trawic te sowa. Major przesuna doni po nagiej czaszce. - Czemu mieliby si spodziewa, e damy sobie spokj, po tym, jak si dowiedzielimy, e nas namierzyli? Oczywicie szukalibymy gdzie indziej. Moliwe, e caa akcja z Burnsem-Caulfieldem bya po to, eby zyska na czasie; na ich miejscu przewidywaabym, e kiedy w kocu tutaj dotrzemy. Ale myl, e jakim cudem le to oszacowali. Przylecielimy szybciej, ni oczekiwali, i zapalimy ich z rk w nocniku.

Szpindel otworzy swj bbel i wla zawarto do kubka. - Spory bd, jak na kogo tak inteligentnego, nie? - W zetkniciu z parujcym pynem zapon hologram, dyskretna pamitka z Zeszkliwionej Strefy Gazy. Mes wypeni zapach splastyfikowanej kawy. - Zwaszcza po tym, jak obmierzyli nas co do metra - doda. - I co zobaczyli? Silniki jonowo-antymaterialne. agle soneczne. Statki, ktre latami lec do Kuipera i nie maj zasobw, eby si wybra gdziekolwiek dalej. Telemateria nie istniaa, poza symulatorami Boeinga i kilkoma prototypami. Musieli uzna, e jedna przynta da im wystarczajco duo czasu. - Czasu na co? - zapytaa James. - Cokolwiek to jest, mamy dobry punkt obserwacyjny - odrzeka Bates. Szpindel unis chor rk kubek i siorbn. Kawa zadygotaa w swym wizieniu, w nie do koca przekonujcym cieniu bbna zmieniajc si w falki i kropelki. James zasznurowaa usta z dyskretn dezaprobat. W rodowiskach o zmiennej grawitacji otwarte pojemniki na pyny byy regulaminowo zabronione, nawet dla ludzi bez takich problemw z motoryk jak Szpindel. - Czyli blefuj - odezwa si w kocu Szpindel. Bates skina gow. - Mj domys: Rorschach wci jest w budowie. Moe kontaktujemy si z jakim automatycznym systemem. - Wic mamy nie zwraca uwagi na tabliczki nie depta trawy i po prostu wej. - Sta nas, eby poczeka na odpowiedni moment. Nie spieszy si. - Aha. Teraz moe sobie z nimi poradzimy, a ty chcesz poczeka, a awansuj z niewidocznych na niezwycionych. - Szpindel zadygota i odstawi kaw. - Gdzie ci to wojsko szkolio? Na Akademii Fair Play? Bates zignorowaa docinek. - Fakt, e Rorschach wci ronie, moe by dobrym powodem, eby da mu na jaki czas spokj. Nie mamy pojcia jak wyglda - dorosa, nazwijmy to - forma tego artefaktu. No tak, maskowa si. Zwierzta, zwaszcza mode, czsto chowaj si przed drapienikami. Jasne, e odpowiada wymijajco. Nie udziela nam odpowiedzi. Ale moe ich nie zna, mylelicie o tym? Co bymy wskrali, wypytujc ludzki embrion? Dorosa posta to cakiem inne zwierz. - Dorosy zmiele nam dup w maszynce. - Z tego, co wiemy, to mgby i embrion. - Bates przewrcia oczyma. - Jezu,

Isaac, to ty jeste biologiem. Chyba nie musz ci przypomina ile pochliwych i bojaliwych zwierzt umie si odgry w sytuacji bez wyjcia? Jeozwierz nie chce kopotw, ale jeli bdziesz si do niego dobiera, pokuje ci ca gb. Szpindel si nie odezwa. Przesun kaw na bok wzdu wklsego blatu, tak e ledwo do niej siga. Pyn w kubku rysowa ciemny okrg, idealnie rwnolegy do krawdzi, ale nieco przechylony ku nam. Wydao mi si nawet, e w samej powierzchni cieczy dostrzegam minimaln wklso. Umiechn si nieznacznie, widzc ten efekt. James odchrzkna. - Nie lekcewa twoich obaw, Isaacu, ale wedug mnie daleko nam do wyczerpania drogi dyplomatycznej. Przynajmniej chce gada, cho nie jest tak otwarty, jak bymy chcieli. - No pewnie, e mwi - odpar Szpindel ze wzrokiem utkwionym w przechylonym kubku. - Cakiem inaczej ni my. - To prawda. Ma co... - To nie jest po prostu niepewno. Czasem zachowuje si wrcz jak dyslektyk, zauwaylicie? I mieszaj mu si zaimki i osoby. - Jak na to, e nauczy si jzyka przez bierne nasuchiwanie, to i tak niele mu poszo. Na moje oko, oni s lepsi w przetwarzaniu mowy ni my. - Trzeba dobrze zna jzyk, eby tak gada oglnikami, nie? - Gdyby chodzio o czowieka, zgodziabym si z tob - odrzeka James. - Ale to, co nam wydaje si wybiegiem czy oszustwem, mona wytumaczy faktem, e posuguj si mniejszymi jednostkami konceptualnymi. - Jednostkami konceptualnymi? - Wanie zauwaaem, e Bates nigdy nie sigaa po podpowied, jeli moga tego unikn. James kiwna gow. - To tak jakby przetwarza wiersz tekstu sowo po sowie zamiast kompletnymi frazami. Im mniejsze jednostki, tym szybciej daj si rekonfigurowa, co daje bardzo szybkie odruchy semantyczne. Ale istnieje wada: trudno zachowa taki sam poziom spjnoci logicznej, bo jest bardziej prawdopodobne, e wiksze struktury zostan potasowane. - Czekaj... - Szpindel wyprostowa si, zapomniawszy o pynach i siach odrodkowych. - Ja tylko twierdz, e to niekoniecznie jest umylne oszustwo. Kto, kto analizuje

informacj w jednej skali, moe by niewiadomy niespjnoci w innej; moliwe nawet, e jest mu ona niedostpna na poziomie wiadomoci. - To nie wszystko. - Isaacu, nie moesz przykada ludzkich norm do... - Bo si zastanawiaem, co ty waciwie robisz. - Szpindel grzeba w zapisach. Chwil pniej wyowi fragment. Prosz o informacj o rodowiskach, ktre uwaacie za miertelnie niebezpieczne. Prosz o informacj o waszej odpowiedzi dotyczcej perspektywy grocego nam naraenia na miertelnie niebezpieczne rodowiska. CHTNIE SPENI PROB. ALE MIERTELNE NIEBEZPIECZESTWO TO DLA WAS
CO INNEGO NI DLA NAS. JEST WIELE ZMIENNYCH CZYNNIKW.

- Sprawdzaa ich! - zapia z zachwytem Szpindel. Uderzy si w usta, bo dosta tiku w szczce. - Czekaa na reakcj emocjonaln! - Tak mi tylko przyszo do gowy. To aden dowd. - A bya jaka rnica? W czasie reakcji? James zawahaa si, potem pokrcia gow. - To by gupi pomys - odpara. - Tyle zmiennych, nie mamy nawet pojcia jak oni... no wiecie, to przecie obcy... - Ale objawy patologii s klasyczne. - Jakiej patologii? - zapytaem. - To nic nie znaczy, potwierdza tylko, e rni si od ludzkich zwyklakw upieraa si James. - To nie powd, eby ktokolwiek z obecnych tutaj krci nosem. Sprbowaem jeszcze raz: - Jakiej patologii? James znw pokrcia gow. Wyjani mi Szpindel: - Pewnie syszae o takim syndromie. Szybko gada, zero sumienia, skonno do zabawnych przejzycze i przeczenia samemu sobie. Nie okazuje emocji. - Tyle e nie mwimy o ludzkich istotach - cicho powtrzya James. - Ale gdyby - cign Szpindel - nazwalibymy Rorschacha klinicznym socjopat. Sarasti nie odezwa si przez ca rozmow. Teraz, gdy w powietrzu zawiso to

sowo, zauwayem, e wszyscy staraj si na niego nie patrze. *** Oczywicie wszyscy wiedzielimy, e Jukka Sarasti jest socjopat. O tym si po prostu nie wspominao w kulturalnym towarzystwie. Lecz Szpindel nie by a tak kulturalny. A moe po prostu prawie Sarastiego rozumia: patrzy na wskro potwora i widzia organizm, taki sam produkt dob oru naturalnego, jak ludzkie miso, ktre poar eony temu. Taka perspektywa jakim sposobem go uspokajaa. Mg si przyglda, jak Sarasti go obserwuje, i si nie wzdryga. - al mi tego biednego skubaca - powiedzia kiedy, jeszcze na szkoleniu. Niektrzy pomyleliby: co za bzdura. Ten czowiek, tak mocno spity ze sprztem, e wasna motoryka siadaa mu z braku dbaoci i pokarmu, ten czowiek, syszcy promienie Roentgena i widzcy odcienie ultradwikw, tak przearty poprawkami, e nawet wasnych opuszek nie by w stanie pomaca bez czyjej pomocy, ten czowiek jest w stanie litowa si nad kimkolwiek? A ju szczeglnie nad widzcym w podczerwieni drapiec, skonstruowanym, by mordowa bez cienia wyrzutu? - Empatia wobec socjopatw to nieczste - rzuciem. - A moe powinno by czstsze. Bo my - machn rk; w symulatorze zawirowa, zakrci si pakiet zdalnych czujnikw - my moglimy wybra sobie dodatkowe moduy. A wampiry musiay by socjopatami. Za bardzo przypominaj wasne ofiary. Wielu systematykw nawet nie uwaa ich za odrbny podgatunek, wiesz? Nigdy te nie zrnicowali si na tyle, by oddzieli si reprodukcyjnie. Moe to raczej zesp patologii ni rasa. Po prostu garstka przymusowych ludoercw, ze staym zbiorem uomnoci. - I jak z tego wynika... - Kiedy moesz ywi si tylko wasnym gatunkiem, empatia musi zanikn w pierwszej kolejnoci. W jego pooeniu psychopatia to adna choroba, nie? Raczej strategia przetrwania. Ale nam cigle chodz od nich ciarki po plecach, wic zakuwamy ich w acuchy. - Mylisz, e trzeba byo zreperowa im Skaz Krzyow? Kady wiedzia, czemu tego nie zrobilimy. Tylko gupiec nie dba o zabezpieczenia, wskrzeszajc potwora. A wampiry miay je wbudowane - Sarasti bez

rodkw antyeuklidesowych dostaby konwulsji na widok pierwszego z brzegu okna. Lecz Szpindel krci gow. - Nie daoby si tego pozby. To znaczy, daoby si, ale ta skaza siedzi w korze wzrokowej. czy si z ich wszechwiedz. Leczysz j, przy okazji niszczysz im umiejtno rozpoznawania wzorcw, w takim razie jaki sens w ogle ich wskrzesza? - Nie wiedziaem. - Tak si oficjalnie mwi. - Zamilk na chwil, umiechn si krzywo. - Bo kiedy nam to pasowao, nie mielimy specjalnych problemw z naprawieniem drogi przemian protokadheryny. Pocignem podpowied. ConSensus, kontekstowy jak zawsze, podsun mi protokadheryn -Y: magiczne biako z ludzkiego mzgu, ktrego wampiry nigdy nie nauczyy si syntetyzowa. Powd, dla ktrego nie przesiedli si na zebry czy guce, gdy zabrako ludzkiego pokarmu; powd, dla ktrego odkrycie przez ludzko strasznej tajemnicy Kta Prostego oznaczao dla nich zagad. - W kadym razie, ja sdz, e czuje si... izolowany. - Tik nerwowy targn kcikiem ust Szpindla. - Samotny wilk i tylko owce za towarzystwo. Nie byby samotny? - Oni nie lubi towarzystwa - przypomniaem. Nie wrzuca si do jednego kota dwch wampirw tej samej pci, chyba e chcemy zakada si o wynik krwawej jatki. Byli samotnymi owcami, bardzo terytorialnymi. Przy minimalnym dla przeycia stosunku ofiar do drapienikw jak dziesi do jednego - i ofiarach rozsianych tak rzadko po plejstocenowej ziemi - najwikszym zagroeniem dla przetrwania bya dla nich konkurencja pobratymcw. Dobr naturalny nigdy nie nauczy ich wsppracowa. Lecz na Szpindlu zupenie nie zrobio to wraenia. - To nie znaczy, e nie moe czu si samotny - upiera si. - Ale e nie moe nic na to poradzi.

Znaj muzyk, ale nie znaj sw. Robert Hare, Psychopaci s wrd nas Uylimy luster, wielkich, okrgych, parabolicznych, niesamowicie cienkich, trzykrotnie wyszych od czowieka. Tezeusz pozwija je i przykrci do petard wypchanych drogocenn antymateri z naszych kurczcych si zapasw. Majc do dyspozycji dwanacie godzin, cisn je jak konfetti na precy zyjne krzywe balistyczne i odpali, gdy znalazy si w bezpiecznej odlegoci. Zawiroway we wszystkie strony jak wiatraczki, siejc za sob promieniami gamma, a si wypaliy. Potem poszyboway, rozpocierajc w prni rtciowe owadzie skrzyda. W wikszej odlegoci czterysta tysicy maszyn obcych krelio ptle, pono i najwyraniej niczego nie zauwaao. Rorschach kry wok Bena zaledwie tysic piset kilometrw od atmosfery, w szybkiej nieskoczonej ptli, ktrej obrt zajmowa tylko niecae czterdzieci godzin. Jeszcze nie wyszed zza horyzontu, gdy wszystkie lustra znalazy si ponad stref cakowitej niewidocznoci. Do ConSensusa wdryfowao zblienie rwnikowego skraju Bena. Ikonki luster skrzyy si wok jak rozstrzelony schemat, jak oddzielo ne od siebie fasetki ogromnego, rozszerzajcego si oka zoonego. adne nie miao hamulcw. Moe to i znakomite punkty obserwacyjne, ale dugo ich nie utrzymaj. - Jest - powiedziaa Bates. Po lewej stronie sceny zamigota mira, maleki punkcik wirujcego chaosu, wielkoci moe paznokcia i na wycignicie rki. Nic nam nie mwi. Drga od ciepa i nic poza tym, ale dobiegao nas wiato z kilkudziesiciu mocno rozproszonych przekanikw, i cho kady z osobna widzia niewiele wicej ni ostatnia sonda ciemn plam chmur nieznacznie przekrzywion przez niewidoczny pryzmat - to w kadej z obserwacji wiato zaamywao si inaczej. Kapitan odcedzi przebyski od nieba w tle i poskleja w sumaryczny widok.

Pojawiy si szczegy. Najpierw niewyrany okruch cienia, maleki doek niemal gincy w burzliwych pasmach rwnikowych chmur. Dopiero co wpyno w pole widzenia zza krawdzi dysku - jak kamyk w strumieniu, dgnicie chmur niewidzialnym palcem, naprenia i turbulencje rozpychajce ich graniczn warstw w obie strony. Szpindel zmruy oczy. - Pochodnia chromo. - Podpowiedz wyjania, e ma na myli co w rodzaju plamy sonecznej, wza w polu magnetycznym Bena. - Wyej - powiedziaa James. Ponad tym doeczkiem w chmurach co si unosio, jak oceaniczny poduszkowiec, pyncy nad wgbieniem w powierzchni wody. Powikszyem obraz: na tle subkara Oasy, dziesi razy ciszego od Jowisza, Rorschach by maleki. Przy Tezeuszu by olbrzymem. Nie tyle torus, ile gstwina, wielka jak miasto pltanina utkana ze szka, ptli, mostkw i agodnie koczcych si iglic. Faktura powierzchni bya oczywicie nieprawdziwa - ConSensus opakowa niewiadom w odbite to. A jednak... Jednak na swj mroczny, grony sposb by niemal pikny. Gniazdo obsydianowych wy i dymnych krysztaowych kolcw. - Znowu mwi - zameldowaa James. - Odpowiedz - poleci Sarasti i zostawi nas. *** I tak zrobia: a kiedy Banda rozmawiaa z artefaktem, reszta szpiegowaa. Z czasem tracili wzrok - lustra oddalay si po swych wektorach, z kad sekund widzc coraz mniej - ale tymczasem ConSensus wypenia si zebranymi informacjami. Masa Rorschacha - 1,8 x 1010 kg, objto - 2,3 x 108 metra szeciennego. Pole magnetyczne, wnoszc po piskach w radiu i pochodni, mia tysic razy silniejsze ni Soce. Co zdumiewajce, fragmenty poskadanego obrazu byy do ostre, by dostrzec wijce si wok konstrukcji drobne spiralne rowki. (Cig Fibonacciego, zameldowa Szpindel, utkwiwszy we mnie na chwil spojrzenie jednego rozbieganego oka. Przynajmniej nie s tak cakiem obcy). Co najmniej trzy z niezliczonych iglic Rorschacha obrastay sferoidalne protuberancje; w tych obszarach rowki byy rzadsze, jakby skra pod spodem napia si i napucha od

infekcji. Jedno kluczowe lustro tu przed poeglowaniem w niebyt dostrzego kolejny kolec, uamany w jednej trzeciej dugoci. Rozdarty materia nieruchomo i bezwadnie unosi si w prni. - Prosz ci - szepna Bates. - Powiedz mi, e to nie to, co myl. Szpindel wyszczerzy zby. - Zarodnia? Torebka nasienna? Czemu nie? Rorschach rozmnaa si - by moe - niewtpliwie jednak rs, karmiony nieprzerwanym strumieniem kamykw spadajcych z pasa akrecyjnego. Bylimy do blisko, by wyranie widzie ten pochd: skay, kamienie, kamyki opaday jak osad wirujcy wok odpywu. Czstki zderzajce si z artefaktem po prostu si przyklejay - Rorschach poyka swe ofiary jak jaka ogromna, metastatyczna ameba. Pozyskana masa bya, zdaje si, przetwarzana gdzie w rodku i przekazywana do wierzchokowych stref wzrostu - sdzc po minimalnych zmianach w allometrii artefaktu, rs na kocach gazi. Ten strumie nigdy nie ustawa. Rorschach by nienasycony. W midzygwiezdnej pustce stanowi dziwny atraktor: trajektorie spadajcych ska byy idealnie i cakowicie chaotyczne. Cakiem jakby jaki keplerowski czarny pas zbudowa ten ukad jako astronomiczn nakrcan zabawk, puci w ruch i pozwoli bezwadnoci uczyni reszt. - Mylaam, e to niemoliwe - powiedziaa Bates. Szpindel wzruszy ramionami. - E tam, chaotyczne trajektorie s tak samo deterministyczne jak wszystkie inne. - Ale to nie znaczy, e da si je przewidywa, a co dopiero tak je ustala. - Na ysej gowie pani major jaskrawo odbijay si zebrane informacje. - Trzeba by zna warunki pocztkowe miliona rnych zmiennych, do dziesiciu miejsc po przecinku. Dosownie. - Tak. - Nawet wampiry tego nie potrafi. Nawet kwantyczne komputery. Szpindel wzruszy ramionami. Natomiast Banda przez cay czas wypadaa z roli i wpadaa z powrotem, taczc z jakim niewidzialnym partnerem, ktry - mimo wszelkich stara - powiedzia nam dotd niewiele poza nieskoczonymi permutacjami zdania: Naprawd wam si tu nie spodoba. Na kade pytanie odpowiada kolejnym - a jednak zawsze czuo si, e udziela odpowiedzi.

- Czy to wy wysalicie wietliki? - zapytaa Sascha. - Wysyamy wiele rzeczy w rne miejsca - odpar Rorschach. - Co mwi ich specyfikacja? - Nie znamy ich specyfikacji. wietliki spaliy si w atmosferze Ziemi. - Wic moe tam patrzcie? Kiedy nasze dzieci gdzie lec, radz sobie same. Sascha wyciszya ten kana. - Cholera, wiecie z kim gadamy? Z jakim, kurwa, Jezusem z Nazaretu. Szpindel spojrza na Bates. Bates wzruszya ramionami. - Nie chwytasz? - Sascha pokrcia gow. - Ta ostatnia gadka pod wzgldem zawartoci informacyjnej jest odpowiednikiem pytania: Czy wolno paci podatek Cezarowi?. Co do joty. - Dziki, e robisz z nas faryzeuszy - burkn Szpindel. - No, ale skoro yd pasuje... Szpindel przewrci oczyma. I wtedy to pierwszy raz zauwayem: drobn niedoskonao na topologii Saschy, drobny pyek wtpliwoci brukajcy jeden z jej aspektw. - To prowadzi donikd - powiedziaa. - Sprbujemy bocznymi drzwiami. Zamrugaa i znikna. Michelle z powrotem wczya lini nadawcz. - Tezeusz do Rorschacha. Czekamy na proby o informacje. - Wymiana kulturalna - rzek Rorschach. - Mnie si podoba. Bates zmarszczya brwi. - Dobrze robimy? - Skoro nie ma ochoty udziela informacji, moe chciaby ich troch otrzyma. A my dowiemy si sporo na podstawie zadawanych pyta. - Ale... - Powiedzcie nam o swoim domu - poprosi Rorschach. Sascha wynurzya si w sam por, by powiedzie: - Spokojnie, pani major. Nikt nie kae dawa prawidowych odpowiedzi. Plamka na topologii Bandy zamigotaa, gdy Michelle przejmowaa ster, ale nie znikna. Troch urosa, kiedy opisywaa jakie teoretyczne miasto, starannie dobierajc sowa i nie wspominajc o niczym mniejszym ni metr. (ConSensus potwierdzi moje domysy: taka bya hipotetyczna rozdzielczo wzroku wietlikw). A potem ster przej Procesor, co si rzadko zdarzao... - Nie wszyscy mamy rodzicw albo rodzestwo. Niektrzy wcale. Niektrzy

urodzili si w kadziach. - Rozumiem. To smutne. W kadziach - to bardzo odczowieczone. ...i plama pociemniaa, rozlewajc si po jego powierzchni jak olej po wodzie. - Zbyt duo bierze na wiar - powiedziaa par chwil pniej Susan. Kiedy Sasch zmienia Michelle, byo to ju co wikszego ni wtpliwo i silniejszego ni podejrzenie; to ju byo spostrzeenie, may, ciemny mem infekujcy po kolei kady z mieszkajcych razem umysw. Banda bya na tropie czego. Tylko nie bya pewna czego. A ja tak. - Powiedzcie mi wicej o waszych kuzynach - nada Rorschach. - Mamy krewniakw na naszym drzewie - odpara Sascha. - Prababki, pradziadkw i pitekantropy. Nerwy mamy dziki tym krewniakom. - Chcielibymy si dowiedzie czego o tym drzewie. Sascha wyciszya nadajnik i rzucia nam spojrzenie, mwice: Janiej si chyba nie da?. - Tego nie mogli zanalizowa. W zdaniu byy trzy jzykowe wieloznacznoci. Po prostu nie zwrcio na nie uwagi. - Przecie poprosio o wyjanienie - zauwaya Bates. - Zadao pytanie uzupeniajce. To co zupenie innego. Bates wci nie apaa, ale Szpindel ju zaczyna... Mj wzrok przyku jaki delikatny ruch. Sarasti wrci, unosi si nad jaskraw topografi na stole. Gdy porusza gow, na osonie wiy si wiata. Wyczuwaem za ni jego spojrzenie. I co jeszcze, dalej, za nim. Nie umiaem tego nazwa. Nic, zaledwie niewyrane poczucie, e w tle jest co nowego, co nie na miejscu. Na drugim kocu bbna byo co nie tak. Nie, nie tam: troch bliej, w okolicach osi. Tylko e tam nie byo nic - nic do zobaczenia, tylko nagie rury i przewody wizki krgowej, skrcone w pustej przestrzeni i... Nagle to, co byo nie tak, naprostowao si. Wanie dlatego skupiem tam wzrok: znikna anomalia, nastpi powrt do normalnoci, ktry przyku mj wzrok jakby co drgno. Widziaem dokadnie, w ktrym punkcie wizki to si stao. Teraz wszystko byo w porzdku - ale przed chwil nie. Miaem to w gowie, ledwo podprogowo, jak swdzenie, tak pytko, e wiedziaem: jeli si skoncentruj, dam rad to wycign.

Sascha rozmawiaa z jakim artefaktem obcych na kocu promienia lasera. Mwia o koligacjach rodzinnych, tak ewolucyjnych, jak i spoecznych: neandertalczykach z kromanioczykami i stryjecznych siostrach teciowej ssiada. Gadaa ju tak caymi godzinami i zostao jej drugie tyle, ale mnie rozpraszay jej sowa. Prbowaem j wyprze i skupi si na wpspostrzeonym obrazie droczcym si z moj pamici. Co tam widziaem, dosownie chwil temu. Jeden z przewodw mia - wanie: za wiele zgi na ktrej z rur. Co, co powinno by proste i gadkie, byo jakby przegubowe i zgite. A nie, nie ktra z rur, przypomniaem sobie: dodatkowa rura, w kadym razie co dodatkowego, co... Z koci. Wariactwo. Przecie nic tam nie ma. Jestemy p roku wietlnego od domu, gadamy z niewidocznymi obcymi o rodzinnych spotkaniach, a oczy robi mi takie numery. Jeli to si zdarzy jeszcze raz, trzeba bdzie porozmawia ze Szpindlem. *** Gadanina w tle ustaa, co wyrwao mnie z zamylenia. Sascha zamilka. Pociemniae aspekty wisiay wok niej jak chmury burzowe. Pocignem z ConSensusa jej ostatni kwesti: - Zwykle znajdujemy naszych siostrzecw w teleskopach. S twardzi jak Hoblinici. Kolejna wykalkulowana niejednoznaczno. No i nie ma takiego sowa Hoblinici. W jej oczach przebyskiway nadchodzce decyzje. Staa na brzegu urwiska i szacowaa gboko ciemnej wody u stp. - W ogle nie wspominasz o swoim ojcu - zauway Rorschach. - To prawda, Rorschach - przyznaa agodnie Sascha, nabraa powietrza... I zrobia krok w przd. - Wiesz co, moe by mi obcign mojego wielkiego, wochatego fiuta? W bbnie natychmiast zapada cisza. Bates i Szpindel gapili si z rozdziawionymi ustami. Sascha wyciszya kana i odwrcia si do nas, umiechnita tak szeroko, e czubek jej gowy grozi odpadniciem. - Sascha - sapna Bates. - Zwariowaa, czy co?

- A jeli nawet, to co? Dla niego to niewane. Nie ma pojcia, co gadam. - Co? - Nie ma nawet pojcia, co odpowiada - dodaa. - Zaraz, zaraz. Mwia... Susan mwia, e nie s papugami. e znaj reguy. I oto Susan przepychaa si na czoo. - Mwiam, bo znaj. Ale identyfikacja wzorcw to nie to samo co zrozumienie. Bates pokrcia gow. - Mwisz, e to co, z czym rozmawiamy... nawet nie jest inteligentne? - Nie, no, moe i jest. Ale to nie jest rozmowa pod adnym rozsdnym wzgldem. - Czyli co? Poczta gosowa? - Wiecie co - powiedzia powoli Szpindel - to si chyba nazywa Chiski pokj. No wreszcie, pomylaem. *** O chiskich pokojach wiedziaem wszystko. Sam byem takim pokojem. Nawet nie trzymaem tego w tajemnicy, rozpowiadaem kademu, kto zechcia zapyta. Z perspektywy czasu widz, e czasem to by bd. - Jak to moliwe, e potrafisz reszcie ludzi opowiada o tych odkryciach ze cisej naukowej czowki, skoro sam ich nie rozumiesz? - zapytaa Chelsea, kiedy, gdy jeszcze bylimy w dobrych ukadach. Czyli zanim mnie poznaa. Wzruszyem ramionami. - Moim zadaniem nie jest rozumie. Gdybym potrafi, znaczyoby to, e wcale nie s tak czowk. Jestem tylko takim przekanikiem. - No tak, ale jak moesz co tumaczy, skoro tego nie rozumiesz? Czsta reakcja u ludzi spoza brany. Po prostu nie rozumiej, e wzorce posiadaj wasn inteligencj, do niezalen od semantycznej zawartoci, ktr nios na powierzchni; jeli si odpowiednio pomanipuluje topologi, ta zawarto po prostu... zabiera si przy okazji. - A syszaa o chiskim pokoju? Pokrcia gow. - Co tam mi si kojarzy. Bardzo stare pojcie, prawda? - Ma co najmniej sto lat. To waciwie taki eksperyment mylowy, rzekomo obalajcy test Turinga. Zamyka si jakiego gocia w pokoju. Przez szczelin w cianie

podaje mu si kartki z dziwnymi krzaczkami. On ma dostp do olbrzymiej bazy takich wanie krzaczkw i zestawu regu mwicych, jak je skada. - Gramatyka - powiedziaa Chelsea. - Skadnia. Skinem gow. - Sk w tym, e on nie ma pojcia, co to s te krzaczki ani jak zawieraj informacj. Wie tylko, e napotkawszy krzaczek delta, ma pobra pity i szsty krzaczek z teczki teta i zoy w cao z jeszcze jednym z teczki gamma. Montuje w ten sposb odpowied, przepisuje na karteczk, wrzuca do dziury i idzie spa a do kolejnej iteracji. Powtarza, a temat, wakowany do znudzenia, bdzie cienki jak opatek. - On prowadzi rozmow - domylia si Chelsea. - Zakadam, e po chisku, bo inaczej nazwaliby to Hiszpask Inkwizycj. - Dokadnie. Chodzi o to, e przy uyciu podstawowych algorytmw identyfikacji wzorcw da si uczestniczy w dialogu, nie majc pojcia, co si mwi. Przy odpowiednio dobrych reguach mona zda test Turinga. Zosta gawdziarzem i dowcipasem w jzyku, ktrym si w ogle nie mwi. - I to jest synteza? - Tylko jedna cz, ta, ktra zajmuje si upraszczaniem protokow semiotycznych. I tylko co do zasady. Poza tym, moje dane wejciowe s po kantosku, a odpowiedzi po niemiecku, bo jestem raczej tumaczem ni rozmwc. Ale apiesz ide. - I nie mieszaj ci si te wszystkie reguy i protokoy? Pewnie masz ich miliony. - Tak jak we wszystkim. Kiedy si ich nauczysz, robisz to podwiadomie, wszystko jedno, czy to jazda na rowerze, czy sondowanie noosfery. W ogle nie mylisz o tych protokoach, tylko... wyobraasz sobie zachowanie adresatw. - Mmm. - W kciku jej ust zaigra subtelny pumiech. - Ale... w takim razie ten argument o chiskim pokoju nie jest mylny. Trafia w dziesitk: przecie ty naprawd nie rozumiesz kantoskiego czy niemieckiego. - Ale system rozumie. Cay kompletny pokj. Go piszcy na kartkach to tylko jeden element. Nie spodziewaaby si, e jeden neuron bdzie rozumia angielski, prawda? - Czasem mog powici tylko jeden. - Chelsea pokrcia gow. Nie chciaa odpuci. Widziaem, e sortuje pytania wedug priorytetw; widziaem, e staj si coraz bardziej... osobiste...

- Ale stanlimy na tym - powiedziaem, uprzedzajc je wszystkie - e miaa pokaza mi jak robisz ten numer palcami... Szelmowski umiech star jej z twarzy wszystkie pytania. - Aaa, no wanie... To ryzykowne angaowa si. Wszystko si wtedy plcze. Wszystkie narzdzia tpi si i rdzewiej w jednej chwili, gdy tylko zaczynasz romansowa z obserwowanym systemem. Ale od biedy da si jeszcze co nimi zrobi. *** - Chowa si - powiedzia Sarasti. - Jest bezbronny. - Czyli schodzimy. To bya nie tyle informacja, ile podsumowanie - od paru dni lecielimy prosto w Bena. Ale moe t decyzj popara hipoteza o chiskim pokoju. W kadym razie, przygotowywalimy si na zwikszenie naszego wcibstwa przy kolejnym zamieniu Rorschacha. Tezeusz by w nieustajcej ciy: w fabrykatorze lg si standardowy typ sondy, zatrzymany w rozwoju tu przed narodzinami, w oczekiwaniu na pojawienie si nieprzewidzianych wymaga dla jej misji. W ktrej chwili pomidzy odprawami Kapitan wywoa pord i przystosowa j do bliskich kontaktw i pracy na podou. Zapona, zjechaa studni z wielkim przyspieszeniem, dobre dziesi godzin przed planowanym kolejnym pojawieniem si Rorschacha, uplasowaa si w strumieniu ska i zasna. Jeli nasze obliczenia s poprawne, do przebudzenia nie zderzy si z adnym zabkanym odamkiem. Jeli wszystko si uda, inteligencja ukadajca choreografi dla milionowego zespou nie zauway na scenie jednego dodatkowego tancerza. Przy odrobinie szczcia okae si, e miriady lizgaczy akurat znajdujcych si w linii prostej nie maj wprogramowanej roli skarypyty. Akceptowalne ryzyka. Nie jestemy na nie gotowi? To trzeba byo siedzie w domu. A wic czekalimy: cztery zoptymalizowane hybrydy nieco ponad progiem zwykego czowieka oraz wymary drapieca, ktry postanowi nie zera nas ywcem, ale nami dowodzi. Czekalimy, a Rorschach wychynie zza zakrtu. Sonda pynnie zjedaa studni grawitacyjn, nasz wysannik do niechtnych - albo, jeli Banda

miaa

racj,

cichociemny

mistrz-wamywacz

dostajcy

si

do

pustego

apartamentowca. Szpindel nazwa j diabekiem z pudeka na wzr jakiej staroytnej dziecinnej zabawki, ktra nie zasuya nawet na wzmiank w ConSensusie; my spadalimy w lad za ni, prawie po krzywej balistycznej, ze starannie wyliczonym momentem pdu i bezwadnoci, ktre miay nas przeprowadzi przez chaotyczne pole minowe pasa akrecyjnego Bena. Kepler nie by w stanie zaatwi wszystkiego i Tezeusz od czasu do czasu pomrukiwa - po krgosupie niosy si wibracjami krtkie salwy silnikw korekcyjnych, ktrymi Kapitan korygowa nasze wejcie w Maelstrom. aden plan nie przetrwa konfrontacji z wrogiem, przypomniaem sobie, cho n ie wiedziaem skd. - Jest - powiedziaa Bates. Na krawdzi Bena pojawia si kropeczka; ekran natychmiast zaserwowa nam zblienie. - Sonda start. Tezeusz nadal nie widzia Rorschacha, cho bylimy blisko i cigle si zblialimy. Jednake paralaksa pozbawiaa oczy sondy przynajmniej czci perspektywy; obudzia si, widzc szpice i spirale dymnego szka, to wchodzce w pole widzenia, to ze umykajce, a za nimi, pprzejrzystymi, paski i nieskoczony horyzont Bena. Widok zadra; w ConSensusie zafaloway elektromagnetyczne przebiegi. - Nieze pole magnetyczne - rzuci Szpindel. - Hamuje - zameldowaa Bates. Diabeek elegancko odwrci si tyem i odpali pochodni. Na taktycznym wywietlaczu delta v zapalia si na czerwono. W Bandzie tym razem trzymaa wacht Sascha. - Odbieramy sygna - zameldowaa. - Ten sam format. Sarasti mlasn. - Daj go. - Rorschach do Tezeusza. Witam. - Tym razem gos nalea do kobiety w rednim wieku. Sascha wyszczerzya zby. - Widzicie? W ogle si nie obrazili o tego wochatego fiuta. - Nie odpowiadaj - poleci Sarasti. Diabeek, szybujc, kichn. Srebrne paski pomkny przez prni do celu: miliony jaskrawo byszczcych kompasowych igieek, tak szybkich, e nawet Tezeusz

wydawa si przy nich wolny. Znikny w jednej chwili. Sonda obserwowaa ich ucieczk, omiatajc laserowymi oczyma stopie po stopniu cae niebo dwa razy w sekund, starannie zapamitujc kadziuteki bysk folii. Igieki tylko na pocztku leciay wzdu choby z grubsza prostych linii: potem raptownie zawiroway spiralami Lorentza, ostrymi ukami i korkocigami i popdziy nowymi, skomplikowanymi trajektoriami - icie relatywistycznymi. W ConSensusie zarysoway si kontury pola magnetycznego Rorschacha, na pierwszy rzut oka przypominajce warstwow, szklan cebul. - Bdzi - mlasn Szpindel. Za drugim rzutem oka cebula zrobaczywiaa. Ukazay si wgobienia, dugie, krte tunele energii pienice si fraktalnie przy kolejnych powikszeniach. - Rorschach do Tezeusza. Witam. Jeste tam? Holograficzna wstawka z boku gwnego ekranu zobrazowaa punkty zmiennego trjkta - Tezeusz w wierzchoku, Rorschach i Diabeek tworzcy wsk podstaw. - Rorschach do Tezeusza. Widz ci, widz... - Ona ma o wiele luniejszy sposb mwienia ni on przedtem. Sascha uniosa wzrok na Sarastiego, ale nie zapytaa: Pewien jeste?. Jednak zacza si zastanawia. Rozwaa potencjalne skutki bdu, teraz, gdy ju go popenilimy. Byo za pno na drug, przytomniejsz myl - ale dla Saschy na tym polega postp. A zreszt to Sarasti zdecydowa. W magnetosferze Rorschacha rysoway si wielkie ptle. Niewidoczne dla ludzkich oczu, nawet na taktycznym obrazie byy mocno niewyrane - dipolowe paski rozsiay si po niebie tak rzadko, e nawet Kapitan musia zgadywa. Nowe makrostruktury wisiay porodku magnetosfery jak zagniedone kardany jakiego wielkiego, urojonego yroskopu. - Widz, e nie zmienilicie wektora - stwierdzi Rorschach. - Naprawd nie zalecamy dalszego podejcia. Powanie. Przez wzgld na wasze bezpieczestwo. Szpindel pokrci gow. - Ej, Mandy, ten Rorschach gada co do Diabeka? - Nawet jeli, to ja tego nie widz. Ani padajcego wiata, ani skierowanego promieniowania EM. - Umiechna si ponuro. - Chyba rzeczywicie przelizn si pod radarem. I nie mw do mnie Mandy. Tezeusz jkn, skrcajc. Zachwiaem si w niskiej pseudograwitacji, musiaem si czego przytrzyma.

- Korekta kursu - rzucia Bates. - Jaki niespodziewany kamie. - Rorschach do Tezeusza. Prosz o odpowied. Wasz aktualny kurs jest niedopuszczalny. Powtarzam: wasz aktualny kurs jest niedopuszczalny. Stanowczo dam zmiany kursu. Sonda szybowaa ju zaledwie par kilometrw od przedniej krawdzi Rorschacha. Z tak bliska przesyaa nam o wiele wicej ni pola magnetyczne: obraz samego Rorschacha w symbolice jaskrawych, taktycznych kolorw. Niewidzialne krzywe i impulsy skrzyy si w ConSensusie dowolnymi schematami barwnymi: grawitacja, odbijanie wiata, emisja cieplna. Eksplodujce z czubkw kolcw potne elektryczne wyadowania oddawa cytrynowym pastelem. Przyjazna dla uytkownika grafika zmienia Rorschacha w obiekt z kreskwki. - Rorschach do Tezeusza. Prosz o odpowied. Tezeusz zawarcza, zygzakujc. Na ekranie taktycznym sze tysicy metrw po prawej stronie przelecia kolejny dopiero co namierzony kosmiczny mie. - Rorschach do Tezeusza. Jeli nie moecie odpowiedzie, prosz... Niech to szlag! Kreskwkowa sylwetka zamigotaa i zgasa. Zauwayem jednak, co si stao w ostatniej chwili: Diabeek przelecia blisko ktrej z niewidzialnych ptli; wyskoczy jzyk energii, szybki jak u aby; i koniec transmisji. - Teraz widz, co knujecie, lachocigi. Mylicie, e my tu, kurwa, lepi jestemy?! Sascha zacisna zby. - My... - Nie - powiedzia Sarasti. - Ale on nam... Sarasti zasycza z gbi garda. W yciu nie syszaem ssaka wydajcego taki dwik. Sascha natychmiast zamilka. Bates walczya z ustawieniami instrumentw. - Mam jeszcze... zaraz... - Macie to, kurwa, natychmiast zabra, syszycie, kutafony? Ju! - Mam j. - Bates zgrzytna zbami, wznawiajc transmisj. - Trzeba byo tylko z powrotem zapa jej laser. Sonda zostaa porzdnie wykopana z kursu - jakby przechodzia przez brd w rzece, trafia na przydenny prd i wessao j w wodospad - ale wci mwia i si

poruszaa. Ledwo co. Diabeek chwia si i zatacza bezwadnie w ciasnych splotach magnetosfery Rorschacha. Przed jego okiem potnia artefakt. Transmisja si przycinaa. - Podchodzi dalej - powiedzia spokojnie Sarasti. - Bardzo chtnie - wycedzia przez zby Bates. - Prbuj. Tezeusz znw opad, wchodzc w korkocig. Przysigbym, e przez chwil usyszaem zgrzyt oysk bbna. Przez ekran poeglowaa kolejna skaa. - Mylaem, e ledzicie te rzeczy - sarkn Szpindel. - Tezeusz, chcecie rozpocz wojn? Mylicie, e macie jakie szanse? - Nie atakuje - powiedzia Sarasti. - A moe? - Bates nie podnosia gosu. Widziaem, ile j to kosztuje. - Jeli Rorschach kontroluje tory tych... - Rozkad normalny. Nieznaczne korekty kursu. - Mia na myli to, e nieznaczne statystycznie; reszcie przyspieszenia i rzenia kaduba statku wydaway si do znaczne. - A, no tak - powiedzia nagle Rorschach. - Ju rozumiemy. Mylicie, e tu nikogo nie ma, prawda? Jaki konsultant za grube pienidze mwi wam, e nie ma si czym przejmowa. Diabeek by gboko w lesie. Przez zmniejszon przepustowo cza stracilimy wikszo taktycznych nakadek. W sabym widzialnym wietle potne zbate kolce Rorschacha, kady wielkoci wieowca, jawiy si koszmarem ze wszystkich stron. Transmisja si zacinaa, Bates z trudem udawao si utrzyma na osi promienia lasera. ConSensus malowa na cianach i w przestrzeni zawie dane telemetryczne. Nie miaem zielonego pojcia, co znacz. - Mylelicie, e jestemy tylko chiskim pokojem - zadrwi Rorschach. Diabeek run na kurs zderzeniowy, apic si, czego tylko mg. - Wasz bd, Tezeusz. Uderzy w co. I nagle nasz widok eksplodowa Rorschachem - bez zaamujcych wiato nakadek, profili, symulacji w nienaturalnych kolorach. Oto by, nagi nawet dla ludzkich oczu. Wyobracie sobie cierniow koron, powyginan, ciemn, matow, zbyt spltan, by daa si naoy na jakkolwiek ludzk gow. Umiecie j na orbicie wok

zepsutej gwiazdy, ktrej odbite pwiato ledwo obrysowuje kontury jej wasnych satelitw. Sporadyczne krwawe rozbyski poyskuj z zakamarkw i zagbie jak wygasajce wgielki, podkrelajc tylko dookolny mrok. Wyobracie sobie artefakt uosabiajcy mk, co tak poskrcanego i znieksztaconego, e nawet patrzc poprzez niezliczone lata wietlne oraz niewyobraalne rnice w biologii i myleniu, nie da si nie czu, e sama ta konstrukcja cierpi bl. A teraz powikszcie go do rozmiarw miasta. Migota, gdy si we wpatrywalimy. Na zakrzywionych w ty tysicmetrowych kolcach zapalay si uki byskawic. ConSensus pokazywa nam owietlony byskami krajobraz pieka, rozlegy, mroczny i powichrowany. Nakadki oszukiway. Ani troch nie by pikny. - Teraz ju za pno - powiedziao co z jego wntrza. - Teraz ju nie yjecie, wszyscy, co do jednego. Susan? Jeste tam, Susan? Ty giniesz pierwsza.

ycie jest zbyt krtkie, aby powici je szachom. Byron Nigdy nie zamykali za sob wazw. W kopule atwo byo si zagubi, widzc rozcigajc si na sto osiemdziesit stopni w kadej osi pust, nieskoczon przestrze. Potrzebowali tej pustki, ale chcieli mie w niej jak kotwic; agodne, zabkane wiato od strony rufy, delikatny powiew z bbna, odgosy ludzi i maszyn nieopodal. eby mie jedno i drugie naraz. Ja czekaem w bezruchu. Odczytawszy milion oczywistych sugestii w ich zachowaniu, zdyem zaszy si w dziobowej luzie, zanim mnie minli. Daem im par minut i zakradem si na zaciemniony mostek. - Oczywicie, e odezwali si do niej po imieniu - mwi Szpindel. - Znaj tylko to jedno imi. Nie pamitasz? Sama im powiedziaa. - Tak. - Michelle nie widziaa w tym pociechy. - Zaraz, ale to wycie mwili, e gadamy z chiskim pokojem. Czyli mylilicie si? - My? Nie. Oczywicie, e nie. - Czyli on naprawd nie grozi Suze, co nie? Nie grozi nikomu. Nie mia pojcia, co gada. - Isaac, on jest oparty na reguach. Idzie po jakim schemacie blokowym, ktry opracowa, obserwujc ludzki jzyk w akcji. I te reguy jakim sposobem kazay mu zareagowa grobami uycia siy. - Ale skoro on nawet nie wie, co mwi... - Nie wie. Nie ma prawa. Analizowalimy jego frazy na dziewitnacie rnych sposobw, prbowalimy wszystkich moliwych dugoci jednostek konceptualnych... - Dugi gboki wdech. - Ale, Isaac, on zaatakowa sond. - Diabeek podlecia za blisko do ktrej z tych elektrod. Przesza iskra i tyle.

- Czyli nie uwaasz, e Rorschach jest wrogi? - Wrogi - powiedzia w kocu Szpindel. - Przyjazny. Nauczylimy si tych sw na Ziemi, nie? Nie mamy pojcia, czy tutaj si w ogle do czego nadaj. - Jego usta delikatnie cmokny. - Ale myl, e moe to by co w rodzaju wrogiego. Michelle westchna. - Isaac, nie ma powodu... rozumiesz, to nie ma sensu, eby by. Nie mamy niczego, co mgby chcie. - da, eby mu da spokj - odpar Szpindel. - Nawet jeli nie mwi tego powanie. Przez chwil unosili si w milczeniu, wysoko, za grodzi. - Dobrze, e ekranowanie wytrzymao - odezwa si wreszcie Szpindel. - To ju co. - Mwi nie tylko o Diabeku; nasza skorupa bya teraz pokryta tym samym materiaem. Zuylimy dwie trzecie posiadanych substratw, ale nikt nie chcia polega na samych polach statku w obliczu czego robicego takie numery ze spektrum elektromagnetycznym. - Co zrobimy, jeli nas zaatakuj? - zapytaa Michelle. - Dowiemy si maksymalnie duo. I bdziemy kontratakowa. Dopki si da. - Jeli si da. Isaacu, popatrz tylko na to. Nie obchodzi mnie, czy to embrion, czy nie embrion. Powiedz mi po prostu, e jest jaka nadzieja, e mamy jak szans - Szans... no nie wiem. Ale nadziej na pewno. - Przedtem mwie co innego. - Ale zawsze jest jaki sposb, eby wygra. - Gdybym ja to powiedziaa, nazwaby to chciejstwem. - I tak by byo. Ale mwi to ja, wic to teoria gier. - Jezu, Isaacu, znowu ta teoria gier. - Czekaj, posuchaj. Mylisz o obcych tak, jakby byli jakimi ssakami. Zwierztami, ktre troszcz si o wasne inwestycje. - A skd wiadomo, e nie? - Nie da si chroni potomstwa odlegego od ciebie o wiele lat wietlnych. Oni s zdani tylko na siebie, a wszechwiat wielki, zimny i niebezpieczny, wic wikszoci si nie uda, nie? Najlepiej wic natuc miliony dzieci i mie mizern pociech z faktu, e kilkorgu zawsze si poszczci. Mylenie cakiem obce ssakom, Misz. Chcesz jakiego ziemskiego porwnania, pomyl o nasionach mniszka. Albo o ledziach. agodne westchnienie.

- Czyli s midzygwiezdnymi ledziami. To wcale nie znaczy, e nie mog nas zmiady. - Tylko e nie wiedz o nas, nie z gry. Dmuchawce nie wiedz, z czym przyjdzie im si zmierzy, zanim wykiekuj. Moe z niczym. Moe z jakim paralitycznym zielskiem, ktre jest mikkie jak trawa na wietrze. A moe z czym, co kopnie je w dup tak, e polec do oboku Magellana. Nie wiedz i nie ma jakiej uniwersalnej strategii przetrwania. Co znakomicie dziaajcego przeciwko jednemu graczowi, zda si na nic przeciwko innemu. Najlepiej wic miesza strategie, opierajc si na prawdopodobiestwie. Jak rzut obcionymi komi, ktry daje ci najlepszy redni wynik w caej grze, mimo e par razy spieprzye i wybrae z strategi. Taki jest koszt. A to oznacza - to oznacza! - e sabi gracze nie tylko mog wygra z lepszymi, ale od czasu do czasu statystycznie musi si tak sta. Michelle parskna. - To jest ta twoja teoria gier? Papier, noyce, kamie plus statystyka? Szpindel chyba nie zaapa aluzji. Chwil si nie odzywa, do dugo, by wyszuka podpowiedz; potem zara jak ko. - Papier, noyce, kamie! Jasne! Michelle trawia to przez chwil. - Super, e sprbowae, ale to zadziaa tylko jeli druga strona gra na chybi trafi, a skoro z gry wiedz, z kim maj do czynienia, wcale nie musz tak robi. Bo oni, kotku, maj o nas cakiem sporo informacji... Grozili Susan. Z imienia. - Wszystkiego nie wiedz - upiera si Szpindel. - A ta zasada sprawdza si dla dowolnego scenariusza z niepen informacj, nie tylko ekstremum, w ktrym przeciwnik nic nie wie. - Ale nie tak dobrze. - Troch, a to ju daje nam szans. Kiedy trwa rozdanie, nie ma ju znaczenia, jak dobra jeste w pokera, nie? Karty przychodz z takim samym prawdopodobiestwem. - No to ju wiem, w co gramy. W pokera. - Ciesz si, e nie w szachy. Nie mielibymy adnych szans. - Ej, to ja mam robi w tym zwizku za optymist. - I robisz. Ja jestem po prostu pogodnym fatalist. Wszyscy wchodzimy na scen w poowie sztuki, staramy si jak moemy, ale zginiemy dobrze przed kocem. - Cay Isaac. Mistrz scenariuszy bez szans.

- Da si wygra. Wygrywa ten, kto najlepiej oceni, jaki bdzie wynik. - Czyli naprawd po prostu zgadujesz. - Tia. Bez danych nie da si snu wiadomych domysw, nie? Zreszt moliwe, e my pierwsi si dowiemy, co si stanie z ca ludzkoci. Jak dla mnie, to awans co najmniej do pfinaw. Michelle przez dusz chwil nie odpowiadaa. A gdy si odezwaa, nie usyszaem, co mwi. Szpindel te. - Sucham? - zapyta. - Z niewidocznych na niezwycionych, mwie. Pamitasz? - Uhm. Dzie Penoletnoci Rorschacha. - Kiedy to bdzie? - Nie mam pojcia. Ale na pewno tego nie przeoczymy. I dlatego nie wydaje mi si, e on nas atakuje. Spojrzaa na pytajco. - Bo kiedy ju to zrobi, to nie klepnie nam z licia jak jaki frajer - powiedzia. Kiedy ten skurwiel si uniesie, wszyscy zauwaymy. Nagle co mi migno z tyu. Odwrciem si w ciasnym przejciu i stumiem krzyk: co wowym ruchem skryo si za rogiem, co z koczynami, ledwo dostrzeone, natychmiast znikno. Nic tam nie byo. Nie mogo by. Niemoliwe. - Syszaa? - zapyta Szpindel. Uciekem w stron rufy, zanim Michelle zdya odpowiedzie. *** Zeszlimy tak nisko, e nieuzbrojone oko nie widziao ju dysku, ba, w ogle nie dostrzegao krzywizny. Opadalimy ku cianie, potnej paszczynie ciemnych, skbionych burzowych chmur, rozcigajcych si we wszystkie strony a po nowy, nieskoczenie odlegy horyzont. Ben wypenia p wszechwiata. I spadalimy dalej. Daleko pod nami Diabeek przyssa si do kolczastej powierzchni Rorschacha odbijaczami ze szczeciniastymi przylgami, jak u gekona, i rozbi obz. Strzela w podoe rentgenem i ultradwikami, postukiwa palcami i nasuchiwa e cha,

podkada mikroadunki wybuchowe i mierzy rezonans detonacji. I sypa nasionami jak pykiem kwiatowym: tysicami malekich sond i czujnikw, z wasnym napdem, krtkowzrocznych, gupich i doskonale zastpowalnych. Zdecydowana wikszo sza przypadkowi na ofiar; zaledwie jedna na sto przeywaa wystarczajco dugo, by zwrci jak sensown telemetri. Nasz zwiadowca bada otoczenie, tymczasem Tezeusz sporzdza z lotu ptaka mapy w wikszej skali. I te wypluwa tysice jednorazowych prbnikw, rozsiewajc je po niebie i zbierajc stereoskopowe dane z tysica rnych punktw widzenia. W bbnie te obserwacje sklejay si w cao. Skra Rorschacha skadaa si w szedziesiciu procentach z nadprzewodzcych nanorurek wglowych. Wntrze byo w duej mierze puste; wydawao si, e przynajmniej cz tych komr zawiera atmosfer. Jednak adna ziemska forma ycia nie przetrwaaby tam ani chwili; wok konstrukcji i na wskro niej kipiay zawie topografie si elektromagnetycznych i radiacji. W niektrych miejscach promieniowanie byo tak silne, e spopielioby nieosonite biako w sekund; bardziej zaciszne zaktki w tym samym czasie zaledwie by je zabiy. Naadowane czstki pdziy z relatywistycznymi prdkociami po niewidzialnych torach wycigowych, wyskakujc z zbatych otworw, lecc wzdu krzywych pola magnetycznego o nateniu bliskim gwiazdom neutronowym, wypadajc ukami w przestrze i wracajc z powrotem ku czarnej masie. Co jaki czas puchy i pkay protuberancje, uwalniajc chmury staych mikroczstek, siejc nimi jak zarodnikami po pasach radiacyjnych. Najbardziej ze wszystkiego Rorschach przypomina gniazdo spltanych ze sob, na wp odsonitych cyklotronw. Ani Diabeek w dole, ani Tezeusz na grze nie dostrzegali adnych wej, poza owymi nieprzebytymi szczelinami wypluwajcymi strumienie naadowanych czstek albo zasysajcymi je z powrotem. Zblialimy si, ale nie widzielimy luz, wazw ni wizjerw. Grozi nam za porednictwem promienia lasera, co sugerowaoby istnienie jakich optycznych anten czy macierzy gsto skupionych - lecz nie zauwaylimy niczego choby z grubsza podobnego. Gwn charakterystyk maszyn von Neumanna jest samoreprodukcja. Czy Rorschach spenia to kryterium - czy po osigniciu jakiego krytycznego progu bdzie pczkowa, dzieli si czy co rodzi? - pytanie pozostawao otwarte. Jeden z tysica. Na koniec - pomierzywszy to wszystko, poteoretyzowawszy, podedukowawszy i nadomylawszy si - weszlimy na orbit z milionem banalnych pyta i zerem odpowiedzi. Jedn rzecz wiedzielimy na pewno.

Na razie Rorschach wstrzymuje ogie. *** - Dla mnie to brzmiao, jakby wiedzia, co mwi - zauwayem. - W tym sk - powiedziaa Bates. Nie miaa komu si zwierzy, nie uczestniczya w adnych intymnych dialogach, ktre daoby si podsucha. Z ni staraem si rozmawia wprost. Tezeusz rodzi potomstwo, po dwa w miocie. Wygldao paskudnie opancerzone, spaszczone jaja, dwa razy wiksze od ludzkiego tuowia i najeone narzdziami: antenami, portami optycznymi, chowanymi piami strunowymi. Lufami uzbrojenia. Bates robia przegld wojsk. Unosilimy si nad gwnym wylotem fabrykatora, u podstawy krgosupa Tezeusza. Wytwrnia moga rwnie dobrze wyplu tych onierzy od razu do adowni pod pancerzem, bo i tak tam bd przechowywani a do wezwania - ale Bates chciaa kadego skontrolowa wzrokowo, zanim kae mu odmaszerowa kilka metrw do luzy. Pewnie taki rytua. Wojskowa tradycja. Na pewno goym okiem nie dostrzegaby nic, czego nie wykryaby w sekund choby najprostsza diagnostyka. - Byby z tym kopot? - zapytaem. - Puci je bez twojego interfejsu? - Same wietnie sobie radz. Czas reakcji nawet si poprawia, kiedy w sieci nie ma spamu. Ja jestem raczej takim zabezpieczeniem. Tezeusz zawarcza, znw zmieniajc orientacj. Po pancerzu przesza ku rufie wibracja; kolejny orbitalny mie ju nie sta nam na drodze. Pakowalimy si na rwnikow orbit, zaledwie par kilometrw od artefaktu; ale cieka podejcia jakim obkanym sposobem przechodzia przez rodek pasa akrecyjnego. Reszta si tym nie przejmowaa. - Co robisz, eby przey na autostradzie, na lewym pasie? - zapytaa Sascha, pogardzajc moimi zymi przeczuciami. - Sprbuj tylko si wlec, a ju nie yjesz. Musisz przyspieszy i jecha rwno z innymi. Tylko e ci inni latali chaotycznie; odkd Rorschach przesta do nas gada, nie mino nawet pi minut bez korekty kursu. - Kupujesz to? - zapytaem. - Rozpoznanie wzorcw, puste groby? Nie ma si czym przejmowa?

- Nikt jeszcze do nas nie strzela - odpara. To znaczyo: nie w ostatniej sekundzie. - A co sdzisz o argumencie Susan? Inne nisze, brak powodw do konfliktu. - Chyba jest cakiem sensowny. - Gwno wart. - Przychodzi ci do gowy jaki powd, dlaczego co tak rnicego si chciaoby nas jednak zaatakowa? - To zaley - odrzeka - czy sama inno nie jest wystarczajcym powodem. W jej topologii widziaem odbicia bitew z dziecicych placw zabaw. Przypomniaem sobie wasne i zaczem si zastanawia, czy bywaj jakiekolwiek inne. Ale ten argument przecie popiera tez. Ludzie naprawd nie walcz o odcie skry czy ideologi - to tylko wygodne wskazwki do identyfikacji swoich. Wszystko zawsze sprowadza si do wizw krwi i ograniczonych zasobw. - Isaac pewnie stwierdziby, e to cakiem nie tak - powiedziaem. - Chyba. - Bates odesaa jednego pomrukujcego trepa do adowni; pojawiy si w szyku kolejne dwa, pancerz lni w wietle okrtowego krgosupa. - Ile ich robisz? - Siri, my si do nich wamujemy. Gupio byoby zostawia wasny dom bez opieki. Przyjrzaem si jej paszczyznom, tak jak ona pancerzom onierzy. Tu pod powierzchni gotowao si od wtpliwoci i uraz. - Trudny moment dla ciebie - zauwayem. - Dla wszystkich. - Ale to twj obowizek: broni nas przed czym, o czym nic nie wiadomo. Domylamy si tylko, e... - Sarasti si nie domyla - powiedziaa Bates. - Nie bez powodu jest dowdc. Kwestionowanie jego polece niespecjalnie ma sens, skoro wszystkim nam brakuje ze sto punktw IQ, eby w ogle zrozumie odpowied. - A jednak ma jeszcze t drug twarz, drapienika, o ktrej w ogle si nie mwi odparem. - Na pewno mu trudno, taki umys koegzystujcy z tak porcj instynktownej agresji. Musi pilnowa, eby odpowiednia strona wygraa. W jednej chwili pomylaa: czy te Sarasti nie sucha? Pniej dosza do wniosku, e to nie ma znaczenia: co go obchodzi, co myli bydo, o ile robi wszystko, co mu rozka? I powiedziaa tylko:

- Mylaam, e wam, argonautom, nie wolno mie wasnego zdania. - Ono nie byo moje. Bates zamilka. Z powrotem zaja si przegldem. - Aha. - Pierwszy trep z pary przeszed lustracj i mruczc, popyn wzdu krgosupa. Zwrcia si ku drugiemu. - Ty upraszczasz sprawy. eby ci gocie na Ziemi wiedzieli, co kombinuj specjalici. - Czciowo tak. - Ja, Siri, nie potrzebuj tumacza. Jestem tylko konsultantk, jeli wszystko idzie dobrze. A jeli nie, ochroniarzem. - Jeste oficerem i wojskowym ekspertem. Powiedziabym, e masz a nadto kwalifikacji, eby oszacowa potencjalne zagroenie ze strony Rorschacha. - Ja jestem fizycznym. Nie powiniene raczej upraszcza Jukki czy Isaaca? - Przecie to robi. Spojrzaa na mnie. - Wchodzisz w interakcje - wyjaniem. - Wszystkie skadniki systemu wpywaj na siebie nawzajem. Przetwarza Sarastiego, nie biorc ciebie pod uwag, to jak liczy przyspieszenie, pomijajc mas. Znw odwrcia si do swego wylgu. Drugi robot przeszed inspekcj. To nie mnie nienawidzia. Nie podobao si jej, co sugeruje moja obecno. Nie powiedziaa tego na gos, ale wiedziaem co myli: obojtne, jak jestemy wykwalifikowani, o ile wyprzedzamy reszt stada. A moe wanie dlatego. Jestemy skaeni. Jestemy subiektywni. Wic wysyaj z nami Siriego Keetona, eby im mwi, o co nam naprawd chodzi. - Rozumiem to - powiedziaem po chwili. - O, naprawd? - Pani major, tu nie chodzi o zaufanie. Ale o pooenie. Nikt nie widzi dobrze systemu ze rodka. Bo ma znieksztacony widok. - A twj nie jest znieksztacony? - Ja jestem poza systemem. - Teraz wchodzisz ze mn w interakcj. - Tylko jako obserwator. Idea jest nieosigalny, ale nie jest nieprzyblialny, prawda? Nie odgrywam adnej roli w podejmowaniu decyzji, ani badaniach, nie zakcam adnych aspektw misji, ktre mam bada. Lecz oczywicie mog zadawa pytania: im wicej mam informacji, tym lepiej analizuj.

- Mylaam, e nie musisz pyta. Mylaam, e tacy gocie po prostu... nie wiem... odczytuj znaki, czy co. - Ale pomaga kady strzp informacji. To wszystko si liczy. - Robisz to teraz? Syntetyzujesz? Kiwnem gow. - I robisz to bez adnej specjalistycznej wiedzy? - Jestem tak samo specjalist, jak ty. Specjalizuj si w przetwarzaniu topologii informacyjnych. - Nie rozumiejc ich zawartoci. - Wystarcza mi rozumienie ksztatu. Bates znalaza chyba jak niedoskonao w lustrowanym robocie, bo poskrobaa paznokciem jego pancerz. - Nie mog tego robi programy? Bez twojej pomocy? - Programy mog robi duo rzeczy. Ale niektre chcemy robi sami. Wskazaem brod robota. - Na przykad inspekcj onierzy. Umiechna si nieznacznie. - Dlatego namawiam, eby rozmawiaa ze mn swobodnie. Wiesz przecie, e przysigem zachowa tajemnic. - Dziki - odpara, mylc: na tym statku nie ma czego takiego. Tezeusz zagra melodyjk. Potem odezwa si Sarasti. - Wejcie na orbit za pitnacie minut. Za pi widz wszystkich w bbnie. - No - powiedziaa Bates, odsyajc ostatniego trepa. - Zaatwione. - Odbia si i poszybowaa wzdu krgosupa. Nowo narodzone maszyny do zabijania cykny na mj widok. Pachniay jak nowe samochody. - Tak na marginesie - rzucia Bates przez rami - przeoczye ten najoczywistszy. - Sucham? Na kocu przejcia obrcia si o sto osiemdziesit stopni i wyldowaa jak akrobatka tu przy wejciu do bbna. - Powd. Dlaczego co miaoby nas atakowa, skoro nic interesujcego nie mamy? Odczytaem to z jej topologii: - Gdyby w ogle nie atakowao. Gdyby tylko si bronio. - Pytae o Sarastiego. Inteligentny facet. Silny przywdca. Moe tylko mgby

spdza troch wicej czasu z zaog. Ale wampir nie sucha jego rozkazw. Ignoruje rady. Poow czasu si ukrywa. Przypomniaem sobie wdrowne orki. - Moe przez szacunek dla naszych uczu. Wie, e robimy si przy nim nerwowi. - Na pewno wanie o to chodzi - odrzeka Bates. Wampir sam sobie nie ufa. *** Nie tylko Sarasti. One wszystkie si przed nami ukryway, nawet kiedy miay przewag. Zawsze staray si pozosta tu pod progiem mitu. Zaczo si tak samo jak ze wszystkimi innymi: wampiry w adnym razie nie byy pierwszymi istotami poznajcymi walory oszczdzania energii. Ryjwki i kolibry, wyposaone w malekie ciaka i podkrcone zegary metaboliczne, zdechyby z godu pierwszej nocy, gdyby nie odrtwienie, w jakie zapadaj o zachodzie soca. Pogrone w piczce sonie morskie czaj si, nie oddychajc, na dnie morza, podnoszc si tylko, kiedy przepywa ofiara albo poziom kwasu mlekowego przekroczy poziom alarmowy. Niedwiedzie i prgowce tn koszty, przesypiajc ubogie zimowe miesice, a ryby dwudyszne - posiadaczki dewoskich czarnych pasw w sztuce estywacji - umiej zwin si w kbek i umrze na cae lata w oczekiwaniu na deszcz. Z wampirami to troch inna sprawa - nie chodzio o brak oddechu, za szybki metabolizm czy jak niegow kodr co zim odcinajc spiarni. Problemem bya nie tyle zbyt maa liczba ofiar, ile za maa rnica wzgldem nich; wampiry oddzieliy si od wsplnego drzewa tak niedawno, e rozmnaay si nadal w tym samym tempie. Nie bya to typowa dla lasu dynamika ukadu ry-zajc - sto razy wicej ofiar ni drapiecw. Wampiry ywiy si istotami mnocymi si niewiele szybciej ni one same. Gdyby nie nauczyy si przykrca kurka, zasoby poywienia zniknyby bardzo szybko. Do czasu, kiedy wyginy, umiay ju wycza si na cae dziesiciolecia. Powody byy dwa: nie tylko sama redukcja potrzeb metabolicznych na czas, kiedy ofiary rozmnaaj si z powrotem do liczebnoci pozwalajcej na polowanie; to take dawao nam czas, aby zapomnie, e jestemy ofiarami. W plejstocenie bylimy ju tak inteligentni, e sta nas byo na tani sceptycyzm; skoro przez cae ycie na

sawannie nie widziae adnych erujcych noc demonw, to czemu miaby wierzy jakim starczym bredniom rozsnuwanym przy ognisku przez matk matki? Dla naszych przodkw byli zabjczy, mimo e te same geny - ju wsppracujce su nam tak wietnie p miliona lat pniej, gdy oddalamy si od Soca. Lecz myl, e Sarasti czuje parcie tych innych genw, t niech do pozostawania widocznym przez duszy czas, uksztatowan przez dobr naturalny na przestrzeni pokole, bya prawie - tak myl - krzepica. Moe, siedzc z nami, przez cay czas walczy z gosami naglcymi go, eby si schowa, ukry, pozwoli im zapomnie. Moe kiedy staway si zbyt donone, wycofywa si, moe czu si przy nas tak samo nieswojo, jak my przy nim. Zawsze mona mie nadziej. *** Nasza ostateczna orbita czya w rwnych proporcjach odwag i rozwag. Rorschach opisywa idealne rwnikowe koo - 87900 kilometrw od rodka cikoci Big Bena. Sarasti nie chcia spuszcza go z oka, zreszt nie trzeba by wampirem, by lecc przez przesycon promieniowaniem zamie kamieni i maszyn, nie dowierza satelitom przekanikowym. Dopasowanie orbit stanowio oczywist alternatyw. Tymczasem caa debata, czy Rorschach mwi powanie - czy choby rozumia, co mwi - rzucajc groby, staa si troch nieistotna. Tak czy owak, kroki przeciwdziaajce inwazji staway si prawdopodobne, a nasze zblianie si tylko to ryzyko zwikszao. Sarasti wypracowa zatem pewien optymalny kompromis, lekko mimorodow orbit, w perygeum prawie ocierajc si o artefakt, przez wikszo czasu jednak zachowujc powcigliw odlego. Trajektoria bya dusza ni orbita Rorschacha i wysza - na opadajcym uku musielimy pomaga sobie napdem, eby nie wypa z fazy - ale w zamian otrzymywalimy nieprzerwany kontakt wzrokowy, a w zasigu ciosu znajdowalimy si tylko przez trzy najnisze godziny. To znaczy, w zasigu naszego ciosu. Z tego, co wiedzielimy, Rorschach mg sign i capn nas z nieba, zanim jeszcze opucilimy Ukad Soneczny. Sarasti wydawa rozkazy ze swego namiotu. Gdy Tezeusz szybowa ku apogeum, ConSensus przynis do bbna jego gos: - Teraz.

Diabeek rozbi wok siebie namiot, bbel przyklejony do kaduba Rorschacha, na wp nadmuchany znikom iloci azotu. Teraz ustawi lasery w pogotowiu i zacz wierci: jeli dobrze odczytalimy z wibracji, podoe pod nim powinno mie zaledwie trzydzieci cztery centymetry gruboci. Promienie si zacinay, tnc, pomimo szeciomilimetrowego, domieszkowanego ekranowania. - Jasna cholera - mrukn Szpindel. - Dziaa. Przepalilimy tward wknist epiderm. Przepalilimy yy izolacji, ktre mogy by zrobione z czego w rodzaju programowalnego azbestu. Przepalilimy naprzemienne warstwy nadprzewodzcych siatek i przedzielajcych je wglowych usek. Przebilimy si. Lasery natychmiast si wyczyy. Gazy jelitowe Rorschacha w par sekund napiy powok namiotu. Czarny, wglowy dym wi si i taczy w nagle zgstniaej atmosferze. I nic do nas nie strzelao. Nic nie reagowao. ConSensus gromadzi odczyty cinie parcjalnych: metan, amoniak, wodr. Mnstwo pary wodnej, zamarzajcej natychmiast po pomiarze. - Atmosfera redukcyjna - mrukn Szpindel. - Sprzed efektu kuli niegowej. - W jego gosie pobrzmiewao rozczarowanie. - Moe to nie jest dokoczone - podsuna James. - Jak i sama konstrukcja. - Moe. Diabeek wysun jzyk, gigantyczny mechaniczny plemnik z miniowo wiatowodow witk. Gwka bya gruboskrnym rombem, co najmniej poow przekroju stanowia ceramiczna skorupa. Maleki adunek czujnikw w rodku mia skromne moliwoci, ale za to by do may, eby przecisn si przez wycity laserem otwr o rednicy owka. Wpez do rodka, posuwajc Rorschacha w wieo wywiercon dziurk. - Ciemno - zauwaya James. Bates: - Ale za to ciepo. 281K. Powyej zera Celsjusza. Endoskop pez przez mrok. Podczerwie serwowaa nam ziarnisty, czarno -biay obraz jakby tunelu, penego mgy i osobliwych formacji skalnych. ciany wyginay si jak plaster miodu, jak wntrze skamieniaego jelita. Im dalej, tym wicej lepych zachykw i odgazie. Gwn substancj tworzc to ciao by gsty przekadaniec

patkw z wkna wglowego. Szczeliny pomidzy nimi czasem miay grubo paznokcia, czasem za byy na tyle szerokie, e mona by w nich schowa trupa. - Panie i panowie - rzuci cicho Szpindel - oto Diabelska Bakawa. Mgbym przysic: widziaem, e co si tam poruszyo. Mgbym przysic, e wygldao znajomo. Wtem kamera zdecha.

RORSCHACH

Matki kochaj dzieci bardziej ni ojcowie, gdy maj wiksz pewno, e s ich wasne. Arystoteles Nie mogem poegna si z ojcem, nie miaem nawet pojcia, gdzie jest. Z Helen egna si nie chciaem. Nie miaem ochoty tam wraca. Problem w tym, e nie musiaem. Nie byo takiego miejsca na wiecie, gdzie gra nie mogaby po prostu podnie suchawki i pj do Mahometa. Niebo byo tylko jednym z przedmie globalnej wioski, a globalna wioska pozbawiaa mnie usprawiedliwienia. Podczyem si z wasnego mieszkania. Moje nowe wszczepki - specjalne dla tej misji, wetknite w gow zaledwie tydzie temu - przywitay si z noosfer i zapukay do nieba bram. Jaki niemiay duch, budzcy zaufanie wiksze ni wity Piotr, cho nie mniej eteryczny, przyj moj wiadomo i znikn. I ju byem w rodku. adnego przedsionka ani sali dla odwiedzajcych - Niebo nie byo przeznaczone dla przypadkowych goci; kady raj, gdzie uwizani do ciaa czuliby si swojsko, dla mieszkajcych w nim odcielenionych dusz byby nieznonie przyziemny. Oczywicie, nic nie kae mieszkacowi i gociowi posugiwa si tym samym widokiem. Mogem wzi sobie z pki dowoln konwencjonaln sceneri, przedstawi w wiat, jak tylko zechc. Oczywicie oprcz samych Wniebowzitych. Jedna z zalet ycia po yciu tylko im wolno wybiera twarz, jak zobaczymy. Lecz istota, w ktr zmienia si matka, nie miaa twarzy - zreszt, w yciu nie zobaczy mnie chowajcego si za jak mask. - Cze, Helen. - Siri! Co za niespodzianka! Bya abstrakcj abstrakcji - niemoliwym przeciciem kilkudziesiciu jaskrawych paneli, jakby kto rozmontowa, podwietli i zanimowa elementy witraa. Wirowaa

przede mn jak awica rybek. Jej wiat pasowa do ciaa: wiata, ostre kty, trjwymiarowe escherowskie figury niemoliwe, pitrzce si jak jaskrawy front burzy. Jakim sposobem jednak rozpoznabym j wszdzie. Niebo byo snem dopiero po przebudzeniu zdajesz sobie spraw, e napotkane postaci zupenie nie przypominay siebie z rzeczywistoci. W caym sensorium bya tylko jedna znajoma cecha - niebo matki pachniao cynamonem. Wpatrzyem si w jej wietlisty awatar i wyobraziem sobie ciao rozmakajce w kadzi z substancjami odywczymi, gboko pod ziemi. - Jak tam? - Dobrze. Bardzo dobrze. Oczywicie, to wymaga przyzwyczajenia: wiadomo, e twj umys jest nie cakiem twj. - Niebo nie tylko ywio mzgi swych mieszkacw; ywio si take nimi, wykorzystywao nadmiarow moc niepracujcych synaps do obsugi wasnej infrastruktury. - Musisz si tu wprowadzi; im szybciej, tym lepiej. Nigdy nie bdziesz chcia std wyjecha. - Wanie wyjedam - powiedziaem. - Jutro wylot. - Wylot? - Do Kuipera. No wiesz, wietliki. - No tak. Chyba co o nich syszaam. Nie mamy tu zbyt wielu wiadomoci ze wiata zewntrznego. - I tak sobie pomylaem, e wpadn si poegna. - Ciesz si. Chciaam porozmawia z tob bez... no wiesz. - Bez czego? - W cztery oczy, bez ojca. No nie, znowu. - Helen, tata jest w terenie. Mamy midzyplanetarny kryzys. Moe co ci si obio o uszy. - Pewnie, e tak. Te... przeduajce si delegacje twojego ojca nie zawsze mnie cieszyy, ale moe tak naprawd byy szczciem w nieszczciu. Im mniej go tu byo, tym mniej mg zrobi. - Zrobi? - Tobie zrobi. - Zjawa zastyga na chwil, odgrywajc wahanie. - Nigdy ci o tym nie mwiam, ale... Nie. Nie powinnam. - Co nie powinna?

- Rozdrapywa, tego... starych ran. - Jakich starych ran? - Jak na zawoanie. Nie umiaem si powstrzyma, szkolenie wgryzo si zbyt gboko. Nauczyem si szczeka na komend. - No... - zacza - czasami wracae, a bye jeszcze bardzo, bardzo may, z tak zacit twarz, zacinitymi zbami, e a si dziwiam, czemu jeste taki zy. Taki may, na co on moe by a tak zy? - Helen, o czym ty mwisz? Skd wracaem? - Z tych miejsc, gdzie ci zabiera. - Po jej aspektach przeszo co jakby drenie. Wtedy jeszcze by z nami. Nie by taki wany, zwyky ksigowy z fetyszem na punkcie karate, cigle gadajcy o kryminalistyce, teorii gier i astronomii, dopki wszyscy nie usnli. Prbowaem to sobie wyobrazi. Ojciec gadua. - To do niego niepodobne. - Pewnie, e nie. Bye za may, eby to pamita, ale wtedy by tylko drobn potk. Zreszt tak naprawd nadal jest, pod paszczykiem tych wszystkich tajnych misji i poufnych narad. Nigdy nie rozumiaam, czemu ludzie tego nie dostrzegaj. Ale ju wtedy lubi... no c, to chyba nie jego wina. Mia bardzo trudne dziecistwo i nigdy si nie nauczy radzi sobie z problemami jak dorosy. Po prostu rzdzi si, tak by to chyba nazwa. Oczywicie przed lubem o tym nie wiedziaam. Gdybym... ale zobowizaam si. Podjam zobowizanie i nigdy go nie zamaam. - Co? Mwisz, e si nad tob znca? Z tych miejsc, gdzie ci zabiera. - Albo... e nade mn? - Siri, s rne sposoby maltretowania. Czasem sowa bol bardziej ni kule. A porzucenie dziecka... - On mnie nie porzuci. Zostawi mnie z tob. - Nas porzuci, Siri. Nieraz wyjeda na cae miesice, tak e nie wiedziaam... nie wiedzielimy, czy w ogle wrci. Ale to on tak zdecydowa. Nie musia bra tej pracy, mg robi tyle innych rzeczy. Do ktrych od lat nie trzeba byo ludzi. Pokrciem gow, niedowierzajc, nie umiejc powiedzie gono: Nienawidzi go, bo nie mia na tyle przyzwoitoci, by sta si zbdny?. - To nie jest wina taty, e midzyplanetarne bezpieczestwo wci wymaga ludzi powiedziaem. - Owszem, byy czasy, kiedy ludzie w naszym wieku musieli pracowa, eby zwiza koniec z kocem - cigna, jakby mnie nie usyszaa. - Ale ludzie nawet

wtedy chcieli spdza czas z rodzin. Nawet jeli nie mogli sobie na to pozwoli. I eby postanowi pracowa dalej, kiedy to ju nie jest konieczne, to co... - Rozproszya si na fragmenty i skupia z powrotem, na moim ramieniu. - Tak, Siri. Ja myl, e to rodzaj maltretowania. Zreszt, gdyby twj ojciec by przez te wszystkie lata tak lojalny wobec mnie, jak ja wobec niego... Wspomniaem Jima, tak jak go ostatni raz widziaem: wdychajcego wazopresyn pod niespokojnym wzrokiem robotw-stranikw. - Nie wydaje mi si, eby by nielojalny wobec ciebie albo mnie - powiedziaem. Helen westchna. - Nie oczekuj, e zrozumiesz. Nie jestem kompletn idiotk, widz jak to si wszystko rozegrao. Przez tyle lat waciwie musiaam sama ci wychowywa. Ja musiaam gra tego zego, wyciga dyscyplin, bo ojciec wyjecha na jak tajn misj. A potem wraca na tydzie czy dwa i by pupilkiem wszystkich, bo akurat zechciao mu si wpa do domu. Nie obwiniam ci za to, jego zreszt te nie. Na tym etapie wina ju niczego nie rozwizuje. Po prostu pomylaam... no wanie, e powiniene wiedzie. Zrobisz z tym, co zechcesz. Wspomnienie nasuno si samo: majc dziewi lat przyszedem do ka Helen - gadzi mnie po blinie, sodki, niewiey oddech muska policzek. Siri, teraz jeste panem domu. Nie moemy ju liczy na twojego ojca. Jestemy tylko we dwoje, ty i ja.... Przez chwil si nie odzywaem. Wreszcie zapytaem: - I co, nie pomogo? - Nie rozumiem? Rozejrzaem si po tej zrobionej na zamwienie abstrakcji: wynione na jawie wewntrzne sprzenie zwrotne. - Tutaj jeste wszechmocna. Moesz pragn wszystkiego, wszystko sobie wyobraa. Mona by si spodziewa, e bardziej si zmienisz. Tczowe kafelki zataczyy, rozbrzmiay wymuszonym miechem. - To dla ciebie za maa zmiana? Pewnie. Bo Niebo ma jeden haczyk: ilekolwiek by zbudowaa awatarw i konstruktw, pustych naczy piewajcych jej hymny pochwalne, lub wspczujcych, e tyle musiaa wycierpie niesprawiedliwoci, w gruncie rzeczy bdzie rozmawia tylko sama ze sob. S inne rzeczywistoci, nad ktrymi nie ma kontroli, inni ludzie ,

niegrajcy wedug jej regu, ktrzy, jeli w ogle o niej myl, myl to, co im si ywnie podoba. Mogaby spdzi reszt ycia, wcale ich nie spotykajc. Ale wie, e tam s, i to nie daje jej spokoju. Gdy wychodziem z Nieba, tkna mnie myl: moe i jest wszechmogca, ale na to, by bya szczliwa we wasnym dziele stworzenia, istnieje tylko jedna metoda. Reszta istot musiaaby znikn. *** - To nie powinno si ju dzia - powiedziaa Bates. - Ekranowanie byo porzdne. Banda krztaa si po przeciwnej stronie bbna, porzdkujc co w swym namiocie. Sarasti czai si dzi za kulisami, monitorujc dziaania z kajuty. W mesie zostaem wic ja, Bates i Szpindel. - Moe przeciwko bezporednim impulsom. - Szpindel przecign si, stumi ziewnicie. - Ultradwiki czasem wzbudzaj pola magnetyczne mimo ekranowania, przynajmniej w ywych tkankach. Mylisz, e co takiego moe si dzia z twoj elektronik? Bates rozoya rce. - Skd mam wiedzie? Rwnie dobrze moe tam dziaa czarna magia i elfy. - No wiesz, tak ciemni nie jestemy. Moemy si czego inteligentnie domyli, nie? - Na przykad? Szpindel unis palec. - Warstwy, przez ktre si przewiercilimy, nie mogy powsta w adnym znanym mi procesie metabolicznym. Wic to nie jest ywe, przynajmniej w biologicznym sensie. Chocia, w tych czasach to nic nie znaczy. - Rozejrza si po brzuchu naszego potwora. - A ycie wewntrz konstrukcji? - Atmosfera jest beztlenowa. To pewnie eliminuje szanse na zoone wielokomrkowe organizmy. Moe jakie bakterie, w takim razie cholernie przydaoby si zobaczy je w prbkach. Ale cokolwiek na tyle zoonego, eby myle, nie mwic ju o umiejtnoci zbudowania czego takiego - gest w stron obrazu w ConSensusie - wymaga wysokoenergetycznego metabolizmu, a to oznacza tlen.

- Czyli mylisz, e tam jest pusto? - Nic takiego chyba nie powiedziaem. Wiadomo, e obcy musz by tajemniczy i w ogle, ale zupenie nie rozumiem, po co kto budowaby dla bakterii beztlenowych rezerwat wielkoci miasta. - To musi by rodowisko dla kogo. Po co w ogle atmosfera, jeli to tylko jaka machina do terraformowania? Szpindel wskazaa namiot Bandy. - Susan ju mwia. Atmosfera jest jeszcze w budowie, wic mamy okazj do darmowej przejadki, dopki nie przyjd waciciele. - Darmowej. - W pewnym sensie. Wiadomo: widzielimy uamek uamka tego, co tam jest w rodku. Ale to co ewidentnie widziao, e nadlatujemy. Nawet si na nas daro, o ile dobrze pamitam. Skoro s inteligentni i nieprzyjani, dlaczego nie strzelaj? - Moe strzelaj. - Jeli co si tam kryje i niszczy twoje roboty, to nie robi tego specjalnie szybciej ni typowe tamtejsze rodowisko. - Moe twoje typowe rodowisko to wanie aktywne dziaanie przeciwko intruzom? Bo inaczej po co komu siedlisko nienadajce si do zasiedlenia? Szpindel przewrci oczyma. - No dobra, myliem si. Jestemy ciemni i nie damy rady niczego si domyli. Mimo e prbowalimy. Po sfajczeniu czujnikw w gowicy Diabeka oddelegowalimy j do rycia w powierzchni; kroczek za kroczkiem poszerzaa rednic naszego pierwszego odwiertu, a mierzya prawie metr. My tymczasem konfigurowalimy onierzy Bates, ekranujc ich przeciwko reaktorom atomowym i wntrzom cyklotronw - a gdy nadchodzio perygeum, ciskalimy nimi w Rorschacha jak kamieniami w nawiedzony las. Wszystkie wchodziy przez diabekowy otwr, rozwijajc za sob cienki jak wos wiatowd, przekazujcy zdobywan informacj przez zjonizowan atmosfer. Na og ledwo zday mrugn. Par duszych uj. Widzielimy, e ciany Rorschacha poruszaj si, powolnymi, leniwymi perystaltycznymi falami. Widzielimy powstajce jakby w lepkim syropie wgobienia i mozolnie rosnce zwenia, ktre zapewne po pewnym czasie przetn cay korytarz. Nasze trepy przechodziy gadko przez niektre pomieszczenia, w innych si potykay, gdy to magnetyczne wytrcao je z rwnowagi. Przechodziy przez osobliwe gardziele

wypenione

cienkimi

jak

brzytwy

zbami,

tysicami

trjktnych,

spiralnie

zakrzywionych ostrzy w rwnolegych rzdach. Przemykay ostronie obok chmur mgy wyrzebionych w abstrakcyjne fraktale, ruchome i nieskoczenie rekurencyjne; ich naadowane elektrycznie kropelki nanizane na milion zbienych linii pola elektromagnetycznego. I w kocu kady zdycha lub znika. - Da si jako wzmocni to ekranowanie? - zapytaem. Szpindel spojrza na mnie. - Wszystko jest ekranowane, poza gowic z czujnikami - wyjania Bates. - Jeli j te zaekranujemy, nic nie bdziemy widzie. - Ale wiato widzialne jest do nieszkodliwe. Gdyby tak czy si tylko opty... - Komisarzu, my korzystamy z optycznych cz - wypali Szpindel. - I zapewne zauwaye, e to gwno i tak si przebije. - Ale czy nie ma jakich... - po omacku szukaem sowa - filtrw pasmowych? Czego, co przepuci widzialne wiato, a wytnie zabjcze czstotliwoci po obu stronach? Parskn. - No pewnie. Nazywa si to atmosfera i gdybymy przytargali ze sob co takiego, tylko z pidziesit razy gstsze ni na Ziemi, to moe troch by tego koktajlu zablokowao. Owszem, na Ziemi pomaga jeszcze pole magnetyczne, ale nie dabym sobie uci rki za pola magnetyczne, ktre nam si uda tam wytworzy. - Gdybymy tylko nie trafiali na te impulsy - powiedziaa Bates. - To jest gwny problem. - One s losowe? - zapytaem. Szpindel wzruszy ramionami, jakby si wzdryga. - Dla mnie to tam nic nie jest losowe. Ale kto to wie? Potrzebujemy wicej danych. - Ktrych pewnie nie dostaniemy - rzucia James, idc ku nam po suficie - jeli wszystkie roboty bd si tak fajczy. Tryb warunkowy by tylko formalnym zabiegiem. Prbowalimy gra na prawdopodobiestwo, powicajc robota za robotem, w nadziei e ktremu si poszczci; przeywalno malaa wykadniczo do zera ze wzrostem odlegoci od bazy. Prbowalimy opancerza wiatowd, eby ograniczy przesuchy na zczach, lecz opakowana w tyle warstw ferroceramiki smycz robia si sztywna i kopotliwa,

jakbymy wymachiwali botem na kiju. Prbowalimy cakiem j odci - wysyalimy maszyny, eby eksploroway na wasn rk - mruc oczy w dookolnej zamieci i zapisujc obserwacje do pniejszego cignicia. adna nie wrcia. Prbowalimy wszystkiego. - Moemy sami tam zej - powiedziaa James. Prawie wszystkiego. - Prawda - mrukn Szpindel gosem, ktry nie mg oznacza nic innego ni nieprawda. - Tylko w ten sposb dowiemy si czego sensownego. - Ot to. Na przykad, ile sekund potrzeba, eby twj mzg zmieni si w synchrotronowy koktajl. - Nasze skafandry da si izolowa. - Aha, tak jak roboty Mandy? - Naprawd bym wolaa, eby mnie tak nie nazywa - rzucia Bates. - Sk w tym, e Rorschach ci zabije, obojtne, czy jeste mechaniczna, czy biakowa. - A wedug mnie w tym, e biako bdzie zabija inaczej - odpara James. - I duej to potrwa. Szpindel pokrci gow. - W pidziesit minut bdziesz prawie trupem. Nawet w ekranowaniu. Nawet w tak zwanych chodnych strefach. - I zero objaww przez kolejne trzy godziny, albo i wicej. A nawet potem trzeba dni, eby naprawd umrze, tak e ju dawno zdymy wrci, a statek poata nas od niechcenia. Isaac, tyle akurat wiemy, masz to przed nosem w ConSensusie. A skoro my to wiemy, ty te to wiesz. Wic tej dyskusji w ogle nie powinno by. - To jest twoje rozwizanie? Co trzydzieci godzin szprycujemy si po uszy promieniowaniem, a potem ja kademu wycinam guzy i atam wszystkie komrki po kolei? - Kapsuy s automatyczne. Nawet nie ruszysz palcem. - Ju nie mwic, co te pola magnetyczne porobi z twoim mzgiem. Bdziemy halucynowa od chwili kiedy... - Zrobimy ze skafandrw klatki Faradaya. - Aha, czyli wchodzimy tam guchoniemi i lepi. wietny pomys. - wiato moemy wpuci. Podczerwie...

- To wszystko elektromagnetyka, Suze. Nawet jeli cakiem zasonimy hemy i pucimy sobie obraz kamery, bdziemy mie przeciek tam, gdzie przechodzi kabel. - Troch. Ale to i tak lepiej ni... - Jezu. - Skurcz wystrzeli z kcika ust Szpindla grudk liny. - Daj mi Mi... - Isaac, rozmawiaam ju o tym z reszt Bandy. Wszyscy si zgodzilimy. - Wszyscy si zgodzilicie? Suze, ty nie masz tutaj wikszoci. Pokroia sobie mzg na kawaki, ale to nie znaczy, e kady z nich ma jeden gos. - A dlaczego nie? Wszyscy jestemy co najmniej tak samo wiadomi, jak ty. - To wszystko ty. Tylko podzielona. - Ale jako nie masz specjalnych problemw, eby traktowa Michelle jak oddzieln osob. - Michelle jest... to znaczy, no tak, wszyscy macie cakiem inne osobowoci, ale jest tylko jeden orygina. Twoi alterzy... - Nie mw tak o nas - rzucia Sascha gosem zimnym jak cieky tlen. - Nigdy. Szpindel usiowa si wycofa. - Ale nie chodzio mi... no wiecie, e przecie... Sascha znikna. - Co ty gadasz? - rozleg si agodniejszy gos. - Mylisz, e ja to mama, e ona mnie udaje? e jak jestemy razem, to jeste z ni? - Michelle... - powiedzia udrczonym gosem Szpindel. - Nie. Ja myl, e... - Nie ma znaczenia - uci Sarasti. - Tutaj si nie gosuje. Polatywa nad nami porodku bbna, z twarz zakryt oson, nieprzeniknion. Nikt nie zauway, kiedy si pojawi. Obraca si powoli wok wasnej osi, tak by cay czas nas widzie, gdy wirujemy wok niego. - Przygotowujemy Scyll. Amanda potrzebuje dwch trepw bez uwizi, z uzbrojeniem obronnym. Kamery w pamie od jednego do miliona angstremw, ekranowane bbenki, zero autonomicznych obwodw. O trzynastej pidziesit dla wszystkich wzmocnienie pytek krwi, dimenhydrynat i jodek potasu. - Dla wszystkich? - zapytaa Bates. Sarasti kiwn gow. - Okno otwiera si o czwartej dwadziecia trzy. - Odwrci si z powrotem ku krgosupowi. - Ja nie - powiedziaem. Sarasti si zatrzyma.

- Nie bior udziau w operacjach terenowych - przypomniaem. - Teraz ju bierzesz. - Jestem syntetykiem. - Oczywicie, e to wiedzia, wszyscy wiedz: nie da si obserwowa systemu, nie pozostajc na zewntrz niego. - Syntetykiem jeste na Ziemi - odpar. - Albo w Kuiperze. Tutaj jeste mas. Rb, co ci ka. Znikn. - Witamy w oglnej perspektywie - powiedziaa cicho Bates. Spojrzaem na ni, gdy reszta grupy si rozpraszaa. - Wiesz, e ja... - Siri, jestemy ju bardzo daleko. Dobrze wiesz, e nie da si czeka czternacie miesicy na odpowied od twoich szefw. Wyskoczya w gr, gadkim ukiem przebia si przez hologramy ku niewakiemu rodkowi bbna. Tam jednak zatrzymaa si, jakby co j tkno. Chwycia jeden z przewodw i odwrcia si z powrotem twarz do mnie. - Nie ce si tak nisko - powiedziaa. - I Sarastiego te. Jeste obserwatorem, prawda? Mona miao przyj, e tam na dole bdzie duo do obserwowania. - Dziki - odrzekem. Ale ju wiedziaem, po co Sarasti wysya mnie na Rorschacha: chodzio o co wicej ni tylko obserwacj. Troje cennych agentw lezie w paszcz niebezpieczestwu. Przynta kupuje chocia jedn czwart szansy, e wrg bdzie celowa gdzie indziej.

Ciebie te opanuje duch Paski i bdziesz prorokowa wraz z nimi, i staniesz si innym czowiekiem. I Ks. Samuela, 10, 6 - Prawdopodobnie bylimy rozszczepieni przez wikszo ewolucji - powiedziaa mi kiedy James, gdy dopiero si zapoznawalimy. Poklepaa si po skroni. - Tu jest mnstwo miejsca: wspczesny mzg moe przetwarza kilkadziesit wiadomych rdzeni, wcale si nie przeciajc. A wielozadaniowo i rwnolego maj oczywiste zalety dla przetrwania. Kiwnem gow. - Co dziesi gw, to nie jedna. - Moliwe, e zintegrowalimy si do niedawno. Niektrzy eksperci sdz, e w odpowiednich okolicznociach wci umiemy wrci do osobowoci wielorakiej. - Pewnie, e tak. Sama jeste najlepszym dowodem. Pokrcia gow. - Nie chodzi mi o fizyczny podzia. Jestemy najnowszym osigniciem, jasne, ale teoretycznie chirurgia nie jest konieczna. Moe do tego doprowadzi pospolity stres, byle by odpowiednio silny. I zdarzy si we wczesnym dziecistwie. - Serio? - Teoretycznie tak - przyznaa James i przedzierzgna si w Sasch, ktra rzucia: - Chuja tam w teorii. S udokumentowane przypadki sprzed zaledwie pidziesiciu lat. - Naprawd? - Stumiem pokus sprawdzenia tego przez wszczepk; zdradzibym si niewidzcym spojrzeniem. - Nie wiedziaem. - Bo teraz w ogle si o tym nie mwi. Ale wtedy ludzie byli jakimi, kurwa , barbarzycami, jeli chodzi o osobowoci wielorakie - nazywali to zaburzeniem,

prbowali leczy, jak chorob. A pomys na leczenie mieli jeden: zachowa ktry rdze, a reszt zamordowa. Tylko e oczywicie nie nazywali tego morderstwem. Raczej integracj albo czym w tym stylu. Tak si wanie wtedy robio: tworzyo si inne osobowoci, eby zaabsorboway tortury i maltretowanie, a kiedy ju nie byy potrzebne, mona si byo ich pozby. Niespecjalnie klimat, jakiego spodziewalimy si na imprezie zapoznawczej. Ale James dyskretnie wcisna si na fotel kierowcy i poprowadzia konwersacj, zbliajc j do towarzyskich standardw. Nigdy jednak nie syszaem, eby kto z Bandy, wtedy czy teraz, nazywa reszt alterami. W ustach Szpindla brzmiao to do niewinnie. Zastanawiaem si, czemu tak si oburzyli - a teraz, gdy unosiem si sam we wasnym namiocie, nie byo nikogo, kto zwrciby uwag, e zaszkliy mi si oczy. Sowo alter miao ponadstuletni baga - powiedzia mi ConSensus. Sascha miaa racj; kiedy Kompleks Wielordzeniowy nazywa si Zaburzeniem Osobowoci Wielorakiej, czyli o wiele gorzej ni tylko kompleksem - i nigdy nie wywoywao si go umylnie. Wedug wczesnych ekspertw osobowoci wielorakie powstaway spontanicznie w niewyobraalnych otchaniach mk - uamkowe osoby skaday si w ofierze, cierpic gwaty i pobicia, podczas gdy dziecko w rodku chronio si w niezgbionym sanktuarium zwojw mzgowych. Stanowiy jednoczenie strategi przetrwania i rytualne powicenie - bezbronne dusze siekajce si na kawaki, ofiarowujce drgajce ochapy wasnej jani w desperackiej nadziei, e mciwi bogowie zwani mam lub tat nie oka si nienasyceni. Okazao si, e nic z tego nie jest prawd. A przynajmniej nic si nie potwierdzio. Jednak wczeni lekarze byli na poziomie szamanw odtacowujcych zaimprowizowane rytuay: meandrujce swobodne wywiady, pene sugerujcych odpowiedzi pyta i niewerbalnych podpowiedzi, wyprawy na szaber w zwrcon tre dziecistwa. Gdy nie pomagay koraliki i grzechotki, czasem przydawa si zastrzyk litu lub haloperidolu. Technologia mapowania umysu dopiero raczkowaa; technologia edytowania go miaa przyj za wiele lat. Dlatego terapeuci i psychiatrzy dgali paluchem swe ofiary i wymylali nazwy dla rzeczy, ktrych nie rozumieli, kcc si nad otarzykami Freuda, Kleina i dawnych astrologw, robic, co tylko si da, eby brzmie jak przedstawiciele nauki. Byo do przewidzenia, e to wanie nauka zmiecie ich ze sceny; Dysocjacyjne Rozszczepienie Osobowoci byo na wp zapomnian mod jeszcze przed

narodzinami rekonfiguracji synaptycznej. Ale sowo alter pochodzio wanie z tamtych czasw i zachowao swj rezonans. Wrd osb pamitajcych histori, byo kryptonimem dla zdrady i ludzkiej ofiary. Alter oznaczao miso armatnie. Wyobraajc sobie topologi wspzamieszkujcych Band dusz, rozumiaem, dlaczego Sascha przyswoia sobie t mitologi. Rozumiaem, czemu Susan jej pozwolia. Ta idea nie miaa w sobie nic nieprawdopodobnego - samo istnienie Bandy stanowio dowd. Zostae oddzielony od istniejcej wczeniej jani, wrzebiony z nieistnienia od razu w doroso - jeste zaledwie fragmentem jakiej osoby i nie masz nawet w peni wasnego ciaa - t odrobin zoci mona ci wybaczy. Jasne, jestecie wszyscy sobie rwni. Naturalnie, nikt nie jest lepszy od innych. Ale i tak tylko Susan ma nazwisko. Zrozumiaem co jeszcze. Otoczony ekranami obrazujcymi niestrudzony wzrost lewiatana pod nami, uwiadomiem sobie nie tylko, dlaczego Sascha zaprotestowaa przeciw temu sowu; wiedziaem ju, czemu wypowiedzia je Szpindel - ewidentnie niewiadomie. Z punktu widzenia Ziemi, na Tezeuszu wszyscy byli alterami. *** Sarasti zosta na grze. On nie przywiz ze sob zastpcy. Ale reszta tak: toczylimy si w ldowniku, wbici w specjalnie zaprojektowane skafandry, o ekranujcych pancerzach tak grubych, e moglibymy uchodzi za zeszowiecznych nurkw gbinowych. To delikatna rwnowaga: zbyt grube opancerzenie byoby gorsze ni jego cakowity brak, bo rozbijaoby pierwotne czstki na wtrne, rwnie grone i dwukrotnie liczniejsze. Czasem trzeba pogodzi si z umiarkowanym napromieniowaniem - jedyna alternatywa to zatopi si w oowiu jak owad w bursztynie. Wystartowalimy sze godzin od perygeum. Scylla popdzia naprzd jak ciekawskie dziecko, zostawiajc rodzica w tyle. Ale organizmy wok mnie nie promieniay zapaem. Z jednym wyjtkiem: Banda Czworga za szybk hemu prawie iskrzya. - Podekscytowana? - zapytaem. Odpowiedziaa Sascha: - A jak! Kurwa, Keeton, pierwszy kontakt. Prawdziwa robota.

- A jeli tam nikogo nie ma? I co, jeli jest, a my si mu nie spodobamy? - Tym lepiej. Mamy szans obejrze ich literki i pudeka z patkami i aden gliniarz nie bdzie nam zaglda przez rami. Ciekawe, czy mwi w imieniu reszty. Bo wydao mi si, e za Michelle na pewno nie. Scylla miaa zaklejone wszystkie porty. adnego widoku na zewntrz, poza robotami, ciaami i skbion sylwetk rosnc na wywietlaczu HUD w hemie. Czuem jednak, e promieniowanie przechodzi przez nasz pancerz jak przez bibuk. Czuem wlaste grzbiety i doliny pola magnetycznego Rorschacha. Czuem te zblianie si samego Rorschacha: osmalone korony spalonego obcego lasu, bardziej krajobraz ni artefakt. Wyobraaem sobie strzelajce midzy gaziami gigantyczne pioruny. Wyobraaem sobie, e wlecimy w co takiego. Co za stwory chciayby mieszka w czym takim? - Ty naprawd mylisz, e si dogadamy - powiedziaem. Wzruszenie ramionami, prawie cakiem stumione przez pancerz. - Pewnie nie od razu. Moliwe, e le zaczlimy i trzeba bdzie naprostowa mnstwo nieporozumie. Ale w kocu si porozumiemy. Bya przekonana, e odpowiada na moje pytanie. Ldownik gwatownie skrci; obijalimy si o siebie jak krgle. Trzydzieci sekund mikromanewrw wyhamowao nas do zera. HUD wywietla weso zielono czerwon animacyjk: luza dokujca ldownika wsuwajca si do rodka przez membran, suc za wejcie do nadmuchiwanego przedsionka Rorschacha. Nawet jako kreskwka miao to w sobie co lekko pornograficznego. Bates zostaa zasztauowana tu obok luzy. Odsuna wewntrzne drzwi. - Wszyscy schowa gowy. To nieatwe przy takim opatuleniu systemami podtrzymywania ycia i ferroceramik. Hemy latay wte i wewte, zderzajc si ze sob. Trepy, rozpaszczone nad nami jak potne miercionone karaluchy, zaszumiay, budzc si do ycia, i odkleiy od sufitu. Skrobic, przemaszeroway przez wski przewit nad gowami, enigmatycznie skiny swej pani gowami i wyszy za lew kulis. Bates zamkna wewntrzny waz. Po jakim czasie zamek znw odskoczy, ukazaa si pusta komora. Wedug wskanikw wszystko w porzdku. Roboty czekaj cierpliwie w przedsionku. Nic ich nie napado.

Bates zesza za nimi. Na wizj musielimy czeka latami. Bity ledwo ciurkay. Sowa przesyay si bez problemu... - Na razie adnych niespodzianek - zameldowaa Bates gosem jak przesterowane vibrato na drumli... ale kady obraz wart jest milion sw i... Jest: oczyma tylnego trepa zobaczylimy przedniego, nieruchomego, ziarnistego i monochromatycznego. Pocztwka z przeszoci - wzrok zamienia si w such, grube niechlujne wibracje obijajcego si o kadub metanu. Kady z zaszumionych obrazw osadza si na HUD caymi sekundami: trepy wchodz do dziury; trepy wychodz w dwunastnic Rorschacha; niezrozumiay, nieprzyjazny jaskiniowy krajobraz odmalowywany regularnymi przyrostami. W lewym dolnym rogu kadego obrazu przesuway si ich stemple czasowe i tesle. Bardzo wiele tracisz, gdy postanawiasz nie ufa widmu elektromagnetycznemu. - Wyglda niele - zameldowaa Bates. - Schodz. W yczliwszym wszechwiecie maszyny przechadzayby si po bulwarze, lc na gr idealne obrazy w krystalicznej rozdzielczoci. Szpindel i Banda siedzieliby sobie w bbnie, popijali kaw i rozkazywali trepom: wecie prbk tego, dajcie zblienie na tamto. W yczliwszym wszechwiecie w ogle bym si tu nie znalaz. Bates pojawia si na kolejnej pocztwce. Wychodzia z przetoki. Na nastpnej staa tyem do kamery, lustrujc okolic. Na jeszcze nastpnej patrzya prosto na nas. - No... dobrze - powiedziaa. - Schodcie... na d. - Zaraz, zaraz - odpar Szpindel. - Jak si czujesz. - Dobrze. Troch... dziwnie, ale... - Co to znaczy dziwnie? - Choroba popromienna objawiaa si mdociami, ale to powinno si sta dopiero za godzin czy dwie, chyba e powanie pomylilimy si w obliczeniach. W kadym razie dopiero wtedy, gdy wszyscy bdziemy ju ugotowani na mier. - Lekka dezorientacja - zameldowaa Bates. - Troch tu strasznie, ale... to chyba zesp Graya. Da si wytrzyma. Spojrzaem na Band. Banda na Szpindla. Szpindel wzruszy ramionami. - Lepiej nie bdzie - powiedziaa Bates z daleka. - Suchajcie, czas... czas leci. Chodcie. Poszlimy.

*** Nic tu nie yo. Ewidentnie. Tu straszyo. ciany poruszay si nawet w bezruchu: kcikiem oka cay czas dostrzegao si pezajcy ruch. Z tyu gowy wci czuo si czyj wzrok, przeraajc pewno, e obcy, zoliwi obserwatorzy czaj si za kadym rogiem. Co raz odwracaem si, liczc, e zdybi ktrego z nich. Zawsze jednak dostrzegaem tylko pyncego korytarzem plepego trepa, albo wytrzeszczonego, roztrzsionego koleg z zaogi odwzajemniajcego spojrzenie. I ciany rury z poyskujcej lawy z setk osadzonych w niej oczu, zamknitych dosownie chwil wczeniej. Nasze wiata przenikay ciemno moe na dwadziecia metrw w kad stron; dalej kbiy si mgy i cienie. I te odgosy - Rorschach trzeszcza jak staroytny drewniany kadub uwiziony w polarnym lodzie. Elektryczno za syczaa jak grzechotniki. Powtarzasz sobie, e to wszystko dzieje si w gowie. Przypominasz sobie, e to dobrze udokumentowana i nieunikniona konsekwencja zbyt bliskiego kontaktu micha i magnetyzmu. Silne pola uwalniaj z pata skroniowego duchy i obcych, wygrzebuj ze rdmzgowia paraliujcy strach, wysycajcy wiadomy umys. Pieprz si z nerwami motorycznymi i sprawiaj, e wszczepki, nawet upione, dwicz jak delikatny i kruchy kryszta. Artefakty energetyczne. I tyle. Powtarzasz to sobie tyle razy, e owe sowa zatracaj wszelki pozr racjonalnoci, stajc si mantr, zaklciem, zapiewem odstraszajcym ze duchy. Te szepty tu przy hemie nie s prawdziwe, ani te na wp widzialne stwory majaczce na granicy pola widzenia. To uudy umysu, te same iluzjonistyczne sztuczki, ktre przez wieki przekonyway ludzi, e nawiedzaj ich duchy, porywaj obcy, goni... ...wampiry... ...i zastanawiasz si, czy Sarasti naprawd zosta na grze. Moe cay czas tu jest i czatuje na ciebie... - Kolejny szpic - ostrzega Bates, gdy na HUD-zie zaszalay tesle i siwerty. Czekajcie. Wanie rozkadaem balon Faradaya. Usiowaem. To powinno by proste przecignem ju lin kotwiczc z przedsionka do flaczastego wora unoszcego si

porodku korytarza. Miaem tego... co z t cum. Aha, eby go wycentrowa. ciany lniy w wietle czowki jak mokra glina. W wyobrani skrzyy si satanistycznymi runami. Wbiem w cian kocwk cumy. Przysigbym, e jej materia si wzdrygn. Wypaliem z pistoletu odrzutowego, cofnem si ku rodkowi przejcia. - S tu - szepna James. Co tam byo. Czuem, e pozostaje cay czas za mn. Czuem ziejc, ryczc ciemno tu za krawdzi pola widzenia, rozdziawion paszcz wielk jak sam tunel. W kadej chwili moga rzuci si naprzd z niesamowit szybkoci i pokn nas wszystkich. - S pikne... - powiedziaa James. Jej gos by pozbawiony strachu. Brzmia w nim podziw. - Co? Gdzie? - Bates krcia si nieustannie, prbujc ogarn wzrokiem trzysta szedziesit stopni naraz. Podlege jej roboty kolebay si niestrudzenie po obu stronach, uzbrojone nawiasy wskazujce kocwkami przeciwne strony korytarza. Co tam widzisz? - Nie tam. Tutaj. Wszdzie. Nie widzicie? - Nic nie widz - powiedzia drcym gosem Szpindel. - Chodzi o pole EM - wyjania James. - Oni wanie tak si komunikuj. Caa konstrukcja jest pena jzyka, jakby... - Nic nie widz - powtrzy Szpindel. Jego przyspieszony oddech odbi si echem w suchawkach. - Jestem lepy. - Cholera. - Bates odwrcia si do Szpindla. - Jak to moliwe... e promieniowanie... - T-to ch-chyba nie o to... Dziewi tesli - duchy byy wszdzie. Pachniao asfaltem i wiciokrzewem. - Keeton! - zawoaa Bates. - Syszysz? - T-tak. - Ledwo. Wrciem do kesonu, staem z doni na lince. Prbowaem nie zwraca uwagi na co, co poklepuje mnie po ramieniu. - Zostaw to! Wyprowad go! - Nie! - Szpindel unosi si bezradnie w korytarzu, pistolet odrzutowy dynda na przyczepionej do przegubu smyczy. - Nie, rzucie mi co. - Co? To tylko w gowie. To tylko w gowie...

- Rzucie mi co! Byle co! Bates si zawahaa. - Mwie, e jeste le... - No rzucaj! Bates odczepia od pasa zapasow bateri do skafandra i posaa j lobem. Szpindel wycign rk, prawie zapa. Bateria wylizna mu si z palcw i odbia od ciany. - Nic mi nie bdzie - sapn. - Pokacie tylko, gdzie ten namiot. Szarpnem za link. Keson nadmucha si jak ogromny piankowy cukierek w kolorze spiu. - Wszyscy do rodka! - Bates jedn rk odpalia pistolet, drug chwycia Szpindla. Podaa mi go, po czym przylepia do powoki namiotu kapsu z czujnikami. Odcignem ekranowan klap wejciow, jakbym zrywa strup z rany. Pojedyncza czsteczka pod ni, nieskoczenie duga i nieskoczenie wiele razy pozaginana, wia si i poyskiwaa jak baka mydlana. - Wsad go tam. James! Chod tu! Przecisnem Szpindla przez membran. Gdy przechodzi, otulia go z hermetyczn czuoci, oblepiajc kady zakamarek i wypuko. - James! Gucha... - Zabierzcie to ze mnie! - Chropowaty, prostacki, przeraony i przeraajcy gos, zbyt mski, jak na kobiet. Procesor u steru. - Zabierzcie! Odwrciem si. W tunelu powoli koziokowao ciao Susan James, ciskajc obiema rkami praw nog. - James! - Bates poeglowaa ku niej. - Keeton! Pom mi! - Zapaa Band za rk. - Procesor? Co jest? - To! lepa jeste? Zbliajc si do nich, uwiadomiem sobie, e on nie ciska tej nogi, lecz j szarpie. Chce j oderwa. W rodku mojego hemu co zamiao si histerycznie. - We go za rk - polecia mi Bates, sama chwytajc praw i prbujc rozprostowa palce konwulsyjnie zacinite na nodze. - Procesor, puszczaj. No ju. - Zabierzcie to! - Procesor, to twoja noga. - Mozolnie pezlimy ku kesonowi.

- To nie moja noga! Zobaczcie tylko, no jak... przecie to jest martwe. Przyczepio si do mnie... Ju prawie. - Procesor, suchaj - warkna Bates. - Syszysz m... - Zabierzcie to! Wepchnlimy Band do namiotu. Bates odsuna si na bok, a ja zanurkowaem za nimi. Zdumiewajce, e tak nad wszystkim panowaa. Jakim sposobem poskramiaa demony i zaganiaa nas w bezpieczne miejsce jak owczarek podczas burzy. Bya... Nie wesza za nami. W ogle bya gdzie indziej. Odwrciem si, zobaczyem jej ciao unoszce si tu obok namiotu, do w rkawicy trzymajc za krawd klapy, jednak nawet przez tysiczne warstwy kaptonu, chromelu i poliwglanu, nawet przez znieksztacone podbicia na szybie hemu widziaem, e co jest nie tak. Wszystkie jej paszczyzny po prostu znikny. To nie moga by Amanda Bates. To co przede mn miao tyle topol ogii, co manekin. - Amanda? - Banda bekotaa lekko histerycznie za moimi plecami. Szpindel: - Co si dzieje? - Ja tu zostan - powiedziaa cakowicie wyzuta z emocji Bates. -1 tak ju nie yj. - Co, ku... - Szpindel za to mia ich a nadto. - Zginiesz, jak tu nie... - Zostawcie mnie - odpara Bates. - To rozkaz. I zamkna nas w rodku. *** To nie by pierwszy raz, przynajmniej dla mnie. Niewidzialne paluchy grzebay mi w mzgu ju wczeniej, wzniecajc chmury bota i rozdrapujc stare rany. W wykonaniu Rorschacha byo to o wiele silniejsze, za to Chelsea bya, powiedziabym... ...dokadniejsza. Nazywaa to makram: glejowe aktywizacje, kaskadowe reakcje, cicie i sklejanie krytycznych splotw nerwowych. Ja ukradkiem czytywaem sobie o ludzkiej architekturze, Chelsea za j zmieniaa - wyszukiwaa najwaniejsze wzy i troch je poszturchiwaa, wrzucaa kamyki do strumykw wpywajcych do rzek wspomnie i

obserwowaa, jak daleko w dole psychiki fale kumuluj si w potn kaskad. Spicie czego na krtko i wyzwolenie szczcia zajmowao jej tyle, co zrobienie kanapki, pogodzenie ci z caym dziecistwem - tyle co przerwa obiadowa, gra trzy. Ta dziedzina, jak wiele innych domen ludzkiej myli, nauczya si obywa bez niej. Ludzka natura trafia na rutynow tam montaow, zreszt sama ludzko stawaa si z producenta produktem. Ale jednak. Dla mnie umiejtnoci Chelsea rzucay nowe, osobliwe wiato na dziwny, stary wiat: umysowe wycinanki nie dla dobra jakiego abstrakcyjnego spoeczestwa, lecz dla prostych i egoistycznych potrzeb jednej osoby. - Pozwl, dam ci dar szczcia - powiedziaa. - Waciwie ju jestem cakiem szczliwy. - Bdziesz bardziej. TREM, ja stawiam. - Trem? - Tymczasowa Regulacja Emocjonalna. Nadal mam uprawnienia w szpitalu Saksa. - Ja ju miaem grzebane w gowie. Przestawisz jeszcze jedn synaps i zmieni si w kogo innego. - To bzdura i dobrze o tym wiesz. Inaczej kade nowe przeycie robioby z ciebie inn osob. Zastanowiem si. - Moe i tak jest. Ale ona nie chciaa odpuci i nie trafiay do niej adne argumenty przeciwne szczciu - tak wic pewnego popoudnia wygrzebaa z szafki siatk do wosw wysadzan szarymi zatuszczonymi podkadkami. Siatka bya nadprzewodzca, cienka jak pajczyna, lekka jak mgieka i potrafia wykry najdrobniejsze drgnienie myli. Podkadki stanowiy ceramiczne magnesy, zalewajce mzg swymi polami. Wszczepka Chelsea czya si ze stacj bazow, grajc na interferencjach jednego i drugiego. - Kiedy tylko na te magnesy potrzebna bya machina wielkoci azienki. Pooya mnie na kanapie, nacigna siateczk na czaszk. - To jedyny cud w tym przenonym urzdzonku. Da si wykry aktywne obszary i pykn je, jeli trzeba, ale efekty TREM-u po jakim czasie zanikaj. eby byy trwae, trzeba by pj do szpitala. - A czego waciwie szukamy? Wypartych wspomnie?

- Nie ma czego takiego. - Umiechna si z otuch. - S tylko wspomnienia, ktre chcielimy ignorowa. Jakby myle naokoo, rozumiesz. - Mylaem, e wanie na czym takim polega dar szczcia. Bo czemu... Pooya mi opuszk na ustach. - Nie chcesz, to nie wierz, Cygnus, ale ludzie czasem chc ignorowa nawet dobre wspomnienia. Na przykad jeli co im si podobao, a sdz, e nie powinno. Albo... ucaowaa mnie w czoo - jeli myl, e nie zasuguj na szczcie. - Czyli ty chcesz zrobi... - To jest jak zupa na winie, nigdy nie wiadomo jak smakuje, dopki nie sprbujesz. Zamknij oczy. Gdzie midzy uszami usyszaem ciche mruczenie. Gos Chelsea poprowadzi mnie przez ciemno. - Pamitaj, e wspomnienia to nie archiwa historycznych materiaw. Waciwie s... improwizowane. Caa masa rzeczy, ktre kojarzysz z jakim zdarzeniem, moe by obiektywnie faszywa, nawet jeli pamitasz je bardzo wyranie. Mzg ma zabawny nawyk tworzenia montay, dostawiania szczegw post factum. To oczywicie nie znaczy, e twoje wspomnienia nie s prawdziwe, rozumiesz? S szczerym odbiciem twojego wczesnego sposobu postrzegania wiata i wszystkie wsplnie uksztatoway twoje widzenie. Ale to nie fotografie. Raczej obrazy impresjonistyczne. Jasne? - Jasne. - O - powiedziaa. - Co mam. - Co? - Skupienie funkcjonalne. Mocno uywane na niskim poziomie, ale nie na tyle, eby wej w wiadomo. Ciekawe, co si stanie, jak tu... I nagle miaem dziesi lat, wrciem wczeniej do domu, dopiero co wszedem do kuchni, gdzie w powietrzu wisia zapach spalonego masa i czosnku. W pokoju obok tata i Helen kcili si. Pokrywa od kosza na mieci bya podniesiona - Helen czasem wystarczao tylko tyle. Ale awantura bya o co innego; Helen po prostu chciaa dobrze dla nas wszystkich, tato za mwi, e s pewne granice i e nie tdy droga. Ona odpowiedziaa, e nie wiesz, jak to jest, prawie go nie widujesz, i wtedy ju wiedziaem: kc si o mnie. Nie byo to niczym niezwykym. Naprawd jednak przerazio mnie, e tato kontratakowa. Pierwszy raz w yciu. - Czego takiego nie wciska si komu na si. Zwaszcza potajemnie.

Ojciec nigdy nie krzycza, teraz gos mia niski i rwny jak zawsze, ale zimniejsz y ni kiedykolwiek i twardy jak stal. - Bzdury i tyle - odpara Helen. - Rodzice zawsze podejmuj decyzje w zastpstwie dzieci, w ich najlepszym interesie, szczeglnie jeli chodzi o medyczne... - To nie jest problem medyczny. - Tym razem naprawd podnis gos. - To jest... - Nie medyczny? A jaki? To chyba szczyt wyparcia, nawet jak na ciebie! Moe nie zauwaye, ale ma wycite p mzgu! Mylisz, e wyleczy si bez pomocy? To jest ta twoja surowa ojcowska mio? Moe od razu pozbawisz go jedzenia i wody? - Gdyby opiaty byy wskazane, lekarz by je przepisa. Poczuem, jak marszczy mi si twarz na dwik nieznanego sowa. Z otwartego kosza kusio co maego i biaego. - Jim, bd rozsdny. On jest taki nieobecny, prawie si do mnie nie odzywa. - Mwili, e to troch potrwa. - Ale dwa lata! Trzeba troch pomc naturze, to nic zego. Kupuje si w normalnej aptece, bez recepty, do cholery! - Nie o to chodzi. Pusta fiolka po lekarstwach. Ktre z nich to wyrzucio i zapomniao zamkn pokryw. Wycignem j spomidzy kuchennych resztek i przypomniaem sobie napis z etykietki. - Moe chodzi o to, e kto, kto jest w domu gra trzy miesice na rok, ma czelno osdza, jakim ja jestem rodzicem. Jeli chcesz mie co do powiedzenia w kwestii wychowywania syna, moe najpierw troch si nim zajmij. A na razie odpierdol si, i to ju! - Nie bdziesz ju karmi mojego syna tym gwnem - powiedzia ojciec.

BONDFAST FORMULA IV
-OPIOIDALNY AKTYWATOR RECEPTORW / STYMULATOR INTEGRACJI MATERNALNEJ
WZMACNIAMY WI MATKI I DZIECKA OD ROKU 2042

- Ach tak? I ty mi zabronisz, ty drobny pracoholiczku? Jeste za bardzo zapracowany, eby w ogle mie pojcie, co si dzieje w twojej wasnej rodzinie. Mylisz, kurwa, e z tej swojej orbity bdziesz mi co dyktowa? Mylisz... Nagle z salonu dobieg tylko cichy odgos dawienia si. Wyjrzaem zza rogu. Ojciec trzyma Helen za gardo.

- Myl - zachrypia - e jeli bdzie trzeba, nie pozwol ci zrobi czego Siriemu. I ty dobrze o tym wiesz. Wtedy mnie zobaczy. A potem ona. Oderwa do od jej szyi, a min mia dziwnie zakopotan. Lecz u niej nie dao si nie dostrzec triumfu. *** Zerwaem si z kanapy, trzymajc si doni za czubek gowy. Chelsea staa przede mn z rozszerzonymi oczyma, motylek na policzku znieruchomia. Uja mnie za rk. - Jezu. Strasznie ci przepraszam. - Ty... to widziaa? - Nie, no skd. To nie umie czyta w mylach. Ale wida, e to nie byo mie wspomnienie. - A tak le nie byo. Gdzie z bliska dochodzi mnie ostry, odcieleniony bl, jak kleks na nienobiaym obrusie. Po chwili namierzyem go: zagryzaem warg. Przesuna doni po mym ramieniu. - Naprawd si zestresowae. Odczyty miae... dobrze si czujesz? - No pewnie. Nic takiego. - Sony smak. - Ale jedno mnie ciekawi. - Pytaj. - Po co mi to robisz? - Bo moemy je usun. Na tym wszystko polega. Cokolwiek to byo, cokolwiek ci si w tym nie podobao, ju wiemy gdzie siedzi. Moemy tam wrci i wszystko zetrze. A potem bdzie duo czasu, eby prbowa to usun na zawsze, gdyby tylko chcia. Za tylko siatk i... Obja mnie, przycigna do siebie. Pachniaa piaskiem i potem. Uwielbiaem ten zapach. Przez chwil czuem si odrobin bezpieczniej. Przez chwil mogem myle, e nie przebij dna. Jakim sposobem, bdc z Chelsea, czuem si wany. Chciaem, eby trzymaa mnie tak przez wieki. - Nie, nie chc - odpowiedziaem. - Nie? - Zamrugaa, spojrzaa mi w oczy. - Ale czemu? Wzruszyem ramionami.

- Wiesz, co si mwi o ludziach, ktrzy nie pamitaj przeszoci.

Drapiecy biegn, eby je. Ofiary biegn, eby y. Stare przysowie ekologiczne Bylimy lepi i bezbronni, stoczeni w mikkim bblu na terytorium wroga. Ale przynajmniej szeptacze umilky. Potwory zostay za powok. A Amanda Bates razem z nimi. - Co si, kurwa... - sapa Szpindel. Oczy za szybk mia rozbiegane, poszukujce. - Widzisz? - zapytaem. - Raczej nie. Czemu ona powiedziaa, e nie yje? O co... - Miaa na myli, e dosownie - odparem. - To nie byo takie powiedzenie, no to ju nie yj. Czua, e ju umara. Jakby bya gadajcym trupem. - Skd ty... no wiesz? - Gupie pytanie. Twarz za szybk hemu wykrzywia si i zadygotaa. - To obd, nie? - Zdefiniuj obd. Banda unosia si w milczeniu w naszym ciasnym schronieniu, tu przy Szpindlu. Kiedy tylko weszlimy do rodka, Procesorowi przesza obsesja na punkcie nogi. A moe po prostu kto go zepchn do tyu; wydawao mi si, e w drgnieniach palcw w grubych rkawicach dostrzegam aspekty Susan. Dyszenie Szpindla odbijao si w radiu kolejnymi echami. - Jeli Bates nie yje, to my te. - Moe nie. Przeczekamy szczyt i wyjdziemy std. Zreszt ona ya. Tylko tak mwia. - Kurwa. - Wycign rk i przycisn wierzch rkawicy do powoki namiotu. Pomaca co przez tkanin. - Kto tu naprawd przyczepi przetwornik... - Na smej godzinie - powiedziaem. - Metr dalej.

Do Szpindla przywara do kapsuy po drugiej stronie. HUD wypeni si cyferkami z drugiej rki, przekazywanymi wibracjami do jego rkawicy, a potem rozsyanymi do reszty skafandrw. Dalej pi tesli. Chocia spada. Namiot rozd si wok nas jakby oddycha, a w kolejnej sekundzie opad - lokalny front niskiego cinienia przeszed. - Kiedy ci wrci wzrok? - zapytaem. - Jak tylko weszlimy do rodka. - Wczeniej. Widziae bateri. - Nie zapaem - burkn. - Ale widocznie te jestem takim paralitykiem, nie? Bates! Syszysz? - Wycigne rk. Prawie j zapae. To nie mg by lepy traf. - aden lepy traf. lepowidzenie. Amanda? Odezwij si. - lepowidzenie? - Kiedy z receptorami wszystko w porzdku - odpowiedzia z roztargnieniem. Mzg przetwarza obraz, ale nie ma do niego dostpu. Pie mzgu przejmuje kontrol. - Pie widzi, ale ty nie? - Co w tym stylu. Cicho, daj mi... Amanda, syszysz mnie? - ...nie... To nie by gos nikogo z namiotu. Ledwie syszalny, przywdrowa wibracjami po doni Szpindla pomidzy innymi danymi. Z zewntrz. - Pani major! - zawoa Szpindel. - Mandy! yjesz! - ...nie... - szept brzmia jak biay szum. - Ale rozmawiasz z nami, wic, do cholery, nie umara. - ...nie... Wymienilimy porozumiewawcze spojrzenia. - Co jest nie tak, pani major? Cisza. Banda za nami obia si delikatnie o powok. Wszystkie aspekty miaa nieczytelne. - Pani major? Syszy mnie pani? - Nie. Gos by martwy, jakby naszprycowany uspokajaczami i zamknity w akwarium, transmitowany przez koczyny i ow z trzycyfrow liczb bitw na sekund. Ale z pewnoci by to gos Bates. - Pani major, trzeba tu wej - powiedzia Szpindel. - Wchodzisz?

- ...nie... - Jeste ranna? Co ci trzyma? - N... nie. Moe to w ogle nie jej gos? Tylko struny gosowe. - Amanda, posuchaj. Tam jest niebezpiecznie, za gorco. Musisz... - Ja nie jestem tam - odrzek gos. - A gdzie? - ...nigdzie. Spojrzaem na Szpindla. Szpindel na mnie. Nie odezwalimy si. Za to James tak. Wreszcie. agodnym gosem: - A kim ty jeste, Amanda? Bez odpowiedzi. - Jeste Rorschachem? Tutaj, w brzuchu bestii, tak atwo byo w to uwierzy. - Nie... - A kim? - N... nikim. - Gos by paski i mechaniczny. - Niczym. - Mwisz, e nie istniejesz? - powoli zapyta Szpindel. - Tak. Namiot oddycha wok nas. - No to, jak ty mwisz? - zapytaa Susan. - Skoro nie istniejesz, z kim rozmawiamy? - Z czym... innym. - Westchnienie, jakby szum-oddech. - Nie ze mn. - Cholera - mrukn Szpindel. Jego paszczyzny rozjaniy si zdecydowaniem i nagym pomysem. Oderwa rk od ciany - HUD natychmiast si skurczy. - Wypala jej mzg. Musimy j tu wcign. - Sign ku uchwytowi klapy. Wycignem do. - Ale ten szpic... - Ju poza szczytem, komisarzu. Najgorsze mino. - Co mwisz? e to bezpieczne? - Zabjcze. Ale zabjcze jest cay czas, a ona w tym siedzi, moe sobie zrobi co zego w tym sta... Co uderzyo od zewntrz w namiot. Co chwycio zewntrzny jzyk klapy i pocigno.

Nasze schronienie otworzyo si jak oko. Amanda Bates popatrzya na nas przez odsonit membran. - Pokazuje mi trzy i osiem - powiedziaa. - To chyba do wytrzymania, prawda? Nikt nie drgn. - No, ludzie, rusza si. Koniec przerwy. - Ama... - Szpindel gapi si na ni. - Dobrze si czujesz? - Tutaj? No skd. Ale mamy co do zrobienia. - Ty... istniejesz? - zapytaem. - Co za gupie pytanie. Szpindel, co mylisz o takim polu? Da si pracowa? - Eee... - Gono przekn lin. - Pani major, moe powinnimy przerwa. Ten szczyt by... - Ale wedug moich odczytw ju si skoczy. Zostay nam niecae dwie godziny na rozoenie wszystkiego, zrobienie pomiarw na miejscu i ewakuacj. Da si bez halucynacji? - Spokojni to raczej nie bdziemy - przyzna Szpindel. - Ale nie powinnimy si obawia... ekstremalnych zjawisk... do kolejnego szczytu. - To dobrze. - Ktry moe przyj w kadej chwili. - To nie byy halucynacje - zauwaya cicho James. - O tym pogadamy pniej - odpara Bates. - Teraz... - W nich bya prawidowo. - James obstawaa przy swoim. - W tych polach. W mojej gowie. To mwi Rorschach. Moe nie do nas, ale mwi. - wietnie. - Bates odsuna si, dajc nam przej. - Moe teraz nauczymy si mu odpowiada. - Moe nauczymy si sucha - odpowiedziaa James. *** Ucieklimy jak przestraszone dzieciaki z gronymi minami. Zostawilimy na dole ma baz: w przedsionku Diabeka, wci cudem dziaajcego; pod nim tunel do nawiedzonego domu; par opuszczonych magnetometrw, pozostawionych na mier w sabej nadziei, e jednak nie umr. Prymitywne solarymetry i termografy, starowieckie, odporne na promieniowanie urzdzenia, mierzce wiat rozszerzaniem i uginaniem si metalowych jzyczkw, wyskrobujce swe pomiary na rolkach folii.

Lumisfery, kesony nurkowe i liny je spinajce. Zostawilimy to wszystko i obiecalimy wrci za trzydzieci sze godzin, jeli tylko doyjemy. A wewntrz naszych cia mikroskopijne obraenia zamieniay komrki w papk. Bony komrkowe przeciekay w niezliczonych miejscach. Przecione enzymy naprawcze desperacko chwytay si posiekanych genw, ledwo bdc w stanie opni to co nieuniknione. Kawaki wyciki jelit, eby zdy przed korkiem, zaczy si uszczy na dugo przed obumarciem reszty. Przed zadokowaniem na Tezeusza i ja, i Michelle mielimy ju mdoci. (Ale nie reszta Bandy; dziwne, nie miaem pojcia, jak to jest w ogle moliwe). Reszta wykae te same objawy za par minut. Nieleczeni, w dwa dni wyrzygamy wszystkie wntrznoci. Potem ciao uda, e zdrowieje - przez jaki tydzie nic by nie bolao, chodzilibymy, mwili i poruszali si jak kady, moe nawet nabralibymy przekonania o wasnej niemiertelnoci. A wreszcie zapadlibymy si, przegnici od rodka, krwawic z ust, oczu i dupy, a jeli ktry Bg zmiowaby si nad nami, umarlibymy, nie rozpkajc si jak zgniy owoc. Jednake Tezeusz, nasz zbawca, uratuje nas przed takim losem. Z ldownika powdrowalimy do nadmuchanego przez Sarastiego wielkiego balonu; pozbylimy si skaonych skafandrw oraz ubra i wyszlimy nago na krgosup statku. Gsiego przeszlimy przez bben, Latajce Trupy w szyku. Jukka Sarasti, stojcy w dyskretnej odlegoci na obrotowej pododze, skoczy tam, skd przyszlimy, i znikn na rufie ponis nasze porzucone rzeczy do dekompilatora. Do krypty. Nasze trumny stay otwarte wzdu rufowej grodzi. Zapadlimy si w nie z wdzicznoci, bez sowa. Bates kaszlna krwi, nim zamkno si nad ni wieko. Gdy Kapitan mnie wycza, szumiao mi w kociach. Zasnem jak martwy. Tylko teoria i zapewnienia yczliwej maszynerii pozwalay mi wierzy, e narodz si od nowa. *** Keeton, wsta i chod. Obudziem si wygodniay. Z bbna dobiegay mnie sabe gosy. Przez chwil polatywaem w kapsule z zamknitymi oczyma, rozkoszujc si nieobecnoci blu,

mdoci. adnego przeraajcego, podwiadomego poczucia, e wasne ciao powolutku zmienia si w papk. Tylko osabienie i gd - poza tym czuem si wietnie. Otworzyem oczy. Co jak rami. Szare i lnice i o wiele zbyt... zbyt przewone, by mogo by ludzkie. Na kocu nie miao doni. Za duo staww, jak zamane w kilkunastu miejscach. Wyrastao z ciaa ledwo widocznego zza krawdzi kapsuy, sugerujcego jednak ciemn, spor sylwetk i poruszajce si niezbornie inne ramiona. Unosio si nieruchomo przede mn, jakby sposzone, przyapane na czym wstydliwym. Lecz gdy nabraem do powietrza, by krzykn, migno i znikno. Wyskoczyem z kapsuy, cay zamieniony we wzrok. Ktry nie widzia nic: pusta krypta, nagi obserwator. Lustrzana powierzchnia grodzi odbijaa puste kapsuy po obu stronach. Zajrzaem do ConSensusa: wszystko normalnie. Nie odbijao si, przypomniaem sobie. Nie byo go w lustrze. Ruszyem ku dziobowi, z bijcym sercem. Wok mnie otworzy si bben, na przodzie ciszonymi gosami konwersowali Szpindel i Banda. Szpindel podnis wzrok i pomacha drc rk na powitanie. - Musicie mnie sprawdzi! - zawoaem. Mj gos nie by tak rwny, jakbym chcia. - To pierwszy krok: przyzna, e ma si problem! - odkrzykn Szpindel. - Tylko nie spodziewaj si cudw. - Odwrci si z powrotem do Bandy, ktra, z James u steru, siedziaa na diagnostycznej leance, wpatrujc si w migoccy na rufowej grodzi jaki diagnostyczny wzr. Chwyciem porcz schodni i odepchnem si w d. Coriolis zepchn mnie na bok jak flag na wietrze. - Albo mam halucynacje, albo tu na pokadzie co jest. - Masz halucynacje. - Mwi serio. - Ja te. We numerek i czekaj na swoj kolejk. Tak, mwi serio. Gdy si uspokoiem si i odczytaem jego aspekty, zauwayem, e nawet nie jest zdziwiony. - Po takim wyczerpujcym leeniu pewnie jeste godny, nie? - Szpindel wskaza kambuz. - Id, zjedz co. Zajm si tob za par minut. Jedzc, zmuszaem si do streszczania wszystkiego w myli, ale to zajmowao

tylko poow umysu; druga cay czas dygotaa w kleszczach instynktownego wahania midzy walk a ucieczk. Prbowaem czym j zaj, podczajc si do danych BioMeda. - To byo naprawd - mwia James. - Wszyscy widzielimy. Nie. Nie mogo by. Szpindel odchrzkn. - A zobacz ten. BioMed pokazywa, co ona widzi: czarny trjkcik na biaym tle. W kolejnej sekundzie eksplodowa tuzinem identycznych, potem tuzinem tuzinw. Mnoce si potomstwo obracao si wok rodka ekranu, podstawowe figury w idealnie synchronicznym tacu, wypczkowujce z wierzchokw mniejsze trjkty, wirujce, ewoluujce w nieskoczon, mistern mozaik... Taki szkicownik, uwiadomiem sobie. Interaktywna rekonstrukcja naocznej relacji, cakiem bez sw. Mzgowy program rozpoznawania wzorcw w gowie Susan reagowa na obrazy - nie, byo ich wicej; nie, do gry nogami; tak, taki, tylko wikszy - a urzdzenie Szpindla odczytywao te sygnay bezporednio z kory i w czasie rzeczywistym korygowao obraz. By to milowy krok naprzd od niedorobionego prodka zwanego jzykiem. Kto, komu atwo zaimponowa, mgby to nawet nazwa czytaniem w mylach. Ale to nie byo czytanie w mylach. Tylko sprzenie zwrotne i korelacja. eby zmieni jeden wzr w kolejny, nie potrzeba telepaty. Na szczcie. - Jest! Jest! - zawoaa Susan. Trjkty dawno wyiteroway si w niebyt. Teraz ekran by peen splecionych, asymetrycznych picioktw, jak sie rybich usek. - I nie mw nam, e to przypadkowy szum - dodaa triumfalnie. - Nie - odpar Szpindel. - To jest staa Klvera. - Kogo? - Halucynacja, Suze. - No jasne. Ale kto j nam podrzuci do gw, prawda? I... - Ona tam siedzi cay czas. Od urodzenia. - Nie. - To artefakt zaszyty gboko w mzgu. Nawet lepi od urodzenia czasem je widz. - Tyle e nikt z nas wczeniej tego nie widzia. Nigdy.

- No dobrze. Ale to nie zawiera adnej informacji, nie? To nie mowa Rorschacha, to tylko... zakcenia. Jak wszystko. - Ale ja to widziaam tak wyranie. Nie jak te migotliwe rzeczy gdzie na skraju pola widzenia, ktrych tam byo peno. To byo konkretne, trjwymiarowe. Bardziej realne ni rzeczywisto. - No i wanie, po tym wida, e nieprawdziwe. Poniewa naprawd tego nie widzisz, kiepska optyka oczu nie psuje ci rozdzielczoci. - Och - powiedziaa James, a potem dodaa cicho: - Cholera. - Ot to. Przykro mi. - Po czym: - Jak tylko bdziesz gotowy. Uniosem wzrok; Szpindel kiwa na mnie. Z fotela wstaa James, Michelle obja go na chwil, niepocieszona, a Sascha, mijajc mnie, powloka si do namiotu. Zanim do niego dotarem, rozoy fotel w pleank. - Po si. Posuchaem. - Nie chodzio mi o Rorschacha, wiesz? Ja co widziaem tutaj, przed chwil. Jak tylko si zbudziem. - Podnie lew rk - poleci. Potem: - Ej, ale tylko lew. Opuciem praw, skrzywiem si, czujc ukucie. - Troch prymitywne masz metody. Przyjrza si trzymanej midzy kciukiem i palcem wskazujcym probweczce z krwi: drcej rubinowej kropelce wielkoci paznokcia. - Do niektrych rzeczy mokra prbka jest niezastpiona. - Przecie wszystko powinna robi kapsua? Szpindel kiwn gow. - Powiedzmy, e to taka kontrola jakoci. Niech statek uwaa, co robi. - Upuci kropelk na najbliszy blat. Rozpaszczya si i pka; powierzchnia wypia j, jak wysuszona. Szpindel cmokn. Podwyszone inhibitory cholinesterazy w retikulocytach. Mniam. Z tego co wiedziaem, wyniki mojej krwi naprawd mu smakoway. On ich nie czyta tak po prostu - czu je dotykiem, wchem, wzrokiem, dowiadczajc kadej danej jak kropli soku z cytryny na jzyku. Cay subbben BioMedu by dla jedn z wielu protez: rozszerzonym ciaem z tuzinem sposobw postrzegania zmysowego, zmuszonym do komunikacji z ciaem znajcym ich tylko pi. Nic dziwnego, e cigno go do Michelle. Te by prawie synestetykiem.

- Siedziae tam troch duej ni reszta - zauway. - To co znaczy? Nerwowe wzruszenie ramionami. - Moe twoje organy bardziej si ugotoway. Moe masz delikatniejsz konstrukcj. Kapsua wykryaby, gdyby co si... kroio... o! - Co? - Par komrek w twojej mzgownicy wchodzi na wysokie obroty. I jeszcze troch w pcherzu i nerkach. - Guzy? - A co mylisz? Rorschach to nie gabinet odnowy biologicznej. - Ale kapsua... Skrzywi si - jego wersja uspokajajcego umiechu. - Pewnie, reperuje dziewidziesit dziewi i dziewi procent uszkodze. Ale w rejonie tej ostatniej jednej tysicznej dziaa ju prawo malejcych przychodw. To drobiazgi, komisarzu. S spore szanse, e twoje ciao samo da sobie z nimi rad. A jeli nie, to wiemy, gdzie mieszkaj. - Ale te w mzgu. One mogyby powodowa...? - W yciu. - Przez chwil ssa doln warg. - Ale to co zaatwio nam nie tylko raka. - Ja widziaem co tutaj, w krypcie. Miao centralny korpus i wok niego koczyny z wieloma stawami. Byo wielkoci czowieka, albo co koo tego. Szpindel kiwn gow. - Przyzwyczaj si do tego. - Inni te je widz? - Wtpi. Kady widzi swoje, tak jak... - wyraz jego wykrzywionej skurczem twarzy mwi: Omiel si to powiedzie? - ...z testem Rorschacha. - Spodziewaem si halucynacji na dole - przyznaem. - Ale tutaj? - Efekty stymulacji magnetycznej - pstrykn palcami - zostaj na troch, nie? Przestawisz neurony w jeden stan, powrt zajmuje im jaki czas. Nigdy nie robie sobie TREM-u? Taki dobrze uoony chopczyk? - Raz czy dwa - odpowiedziaem. - Chyba. - Ta sama zasada. - Czyli cigle bd to widzia. - Zgodnie z oficjaln lini, z czasem to ustpuje. Tydzie, dwa i wrcisz do

normalnoci. No, ale tutaj, z tym czym... - Wzruszy ramionami. - Zbyt wiele niewiadomych. A przede wszystkim, przecie bdziemy tam wraca, dopki Sarasti nie zmieni zdania. - Ale to gwnie efekty magnetyczne. - Prawdopodobnie. Cho w kwestii tego tam jebaca o nic bym si nie zakada. - A moe je powodowa co jeszcze? Co z naszego statku? - Na przykad co? - No nie wiem, powiedzmy, przeciek w magnetycznym ekranie Tezeusza. - W normalnych warunkach nie. Oczywicie wszyscy mamy wszczepione w gowy mae sieci, nie? A ty w ogle masz ca pkul rnych protez, kto wie, jakie efekty uboczne mog tam powstawa. A bo co? Rorschach to dla ciebie niewystarczajcy powd? Mogem powiedzie: Widziaem je ju wczeniej. Wtedy Szpindel zapytaby: O, naprawd? Gdzie?. I ja bym pewnie odpowiedzia: Kiedy podgldaem twoje prywatne ycie i szanse na jakkolwiek nieinwazyjn obserwacj rozpadyby si na atomy. - To pewnie nic takiego. Ostatnio po prostu jestem jaki nerwowy. Wydao mi si, e zauwayem co dziwnego na centralnej wizce, jeszcze przed ldowaniem na Rorschachu. Dosownie przez chwilk i znikno, gdy tylko skupiem na tym wzrok. - Koczyny z wieloma stawami i centralny korpus? - Jezu, nie. Tylko mi migno. Jeli to w ogle co byo, to pewnie pieczka Bates. - Moliwe. - Szpindel wydawa si niemal rozbawiony. - Nie zaszkodzioby jednak sprawdzi, czy nie ma przecieku w ekranowaniu. Na wszelki wypadek. Tylko by brakowao, eby co jeszcze sprowadzao wizje, nie? Potrzsnem gow, przypominajc sobie koszmary. - A jak inni? - Banda w porzdku, tylko troch rozczarowana. A pani major nie widziaem. Wzruszy ramionami. - Chyba mnie unika. - Niele j trafio. - Tak naprawd to nie bardziej ni reszt. Moe nawet tego nie pamita. - Jak... jak w ogle moga uwierzy, e nie istnieje? Szpindel pokrci gow. - To nie jest kwestia wiary. Ona wiedziaa. To by fakt. - Ale jak...

- Wskanik naadowania w samochodzie, kojarzysz? Czasem przerdzewiej styki. Pokazuje puste, wic wierzysz, e jest puste. Bo co by mia myle? Nie moesz tam wle i policzy elektronw. - Mwisz, e mzg ma jaki wskanik egzystencji? - Mzg ma kup rnych wskanikw. Moesz wiedzie, e jeste lepy, cho nie jeste; moesz wiedzie, e widzisz, cho jeste lepy. I... owszem, moesz wiedzie, e ci nie ma, cho jeste. Lista jest duga, komisarzu. Zesp Cotarda, Antona, syndrom damasceski. Tak na pocztek. Nie wymieni lepowidzenia. - Jak to jest? - zapytaem. - Z czym? - Jednak dobrze wiedzia, o co mi chodzi. - Twoja rka... sama si poruszya? apic bateri. - Aaa. Nie. Zachowujesz kontrol, po prostu... no, jakby mia przeczucie. Przeczucie, gdzie sign. Jeden kawaek mzgu bawi si z drugim w rebusy. Wskaza na leank. - Za. Ju si naogldaem twoich nieapetycznych flakw. I przylij Bates, jak j gdzie wypatrzysz. Pewnie siedzi w fabrykatorze i buduje wiksz armi. Poyskiwa obawami jak sonecznym blaskiem. - Masz z ni jaki problem - powiedziaem. Zacz zaprzecza, ale przypomnia sobie, z kim rozmawia. - Nic osobistego. Po prostu, ludzki umys steruje mechanicznym wojskiem. Reakcje elektroniczne uwizane do odruchw biakowych. Sam powiedz, gdzie jest najsabsze ogniwo? - Na dole, w Rorschachu, w zasadzie wszystkie ogniwa s do sabe. - Nie mwi, e w Rorschachu. My tam chodzimy. Czemu oni nie mieliby przyj tutaj? - Oni. - Moe jeszcze nie przyszli. Ale jak przyjd, zao si, e to bdzie co wikszego ni bakterie beztlenowe. - Nie odpowiedziaem, a on cign, ciszywszy gos: Zreszt, kontrola naziemna gwno wie o Rorschachu. Myleli, e wysyaj nas gdzie, gdzie ca cik robot odwal roboty. Ale po prostu boli ich, gdy nie mog dowodzi. Nie potrafi przyzna, e trepy s bystrzejsze od generaw. Wic pogarsza si nasz zdolno obronn dla politycznych pozorw - to zreszt nic nowego. Nie jestem wojskowym, ale to mi si wydaje bardzo kiepsk strategi.

Przypomniaem sobie Amand Bates, asystujc przy narodzinach swoich onierzy. Jestem raczej takim zabezpieczeniem. - Amanda... - zaczem. - Ja j lubi. Fajny ssaczek. Ale jeli mamy si wda w jak walk, nie chc, eby dup chronia mi sie upoledzana przez najsabsze ogniwo. - Wiesz co, jeli bdziesz otoczony rojem uzbrojonych robotw, to moe... - Taaa, ludzie cay czas tak gadaj. Nie mona ufa maszynom. Luddyci uwielbiaj rozwodzi si o awariach komputerw, mwi, ile to razy uniknlimy wojen, bo czowiek mia ostatnie sowo. Ale wiesz, komisarzu, to zabawne: nigdy si nie mwi, ile wojen z tego samego powodu rozptano celowo. Ty cay czas pisujesz te pocztwki do potomnoci? Kiwnem gow i nawet si wewntrznie nie skrzywiem. To tylko Szpindel. - No to spokojnie moesz wetkn t rozmow do nastpnej. Moe si na co przyda. *** Wyobra sobie, e jeste jecem wojennym. Przyznaj, to musiao si w kocu sta. Od osiemnastu miesicy nic tylko niszczysz technologi i rozpylasz bioaerozole - jakkolwiek by liczy, dugo ci si udawao. W rzeczywistoci kariery sabotaystw nie trwaj dugo. Kadego w kocu api. Nie zawsze tak byo. Kiedy mona byo mie nadziej na spokojn emerytur. Potem jednak z plejstocenu wskrzeszono wampiry i, na potg pospnego czerepu, to dopiero wywrcio rwnowag si do gry nogami. Te skurwysyny zawsze s o co najmniej dziesi krokw do przodu. Nic dziwnego, krwiopijcy wyewoluowali wanie do polowania na ludzi. Jest taki tekst, z jakiego wczesnego podrcznika dynamiki populacji, bardzo starego, moe nawet dwudziestowiecznego. Dla specjalistw z tej dziedziny to co w rodzaju mantry - a moe raczej naleaoby to nazwa modlitw. Drapiecy biegn, eby je. Ofiary biegn, eby y. Mora z tego taki: statystycznie rzecz biorc, ofiary uciekaj myliwym, bo maj wiksz motywacj. Moe bya to prawda w czasach, gdy wszystko sprowadzao si do szybszego biegania. Teraz jednak, gdy strategia wymaga taktycznego prognozowania i potrjnie zagniedonych mylowych podstpw, wampiry wygrywaj za kadym razem.

No i ci zapali - puapk moe i zastawiy wampiry, ale za sznurek pocignli ludzcy zdrajcy, zwyklaki. Od szeciu godzin wisisz na przyssawkach na cianie jakiej nieznanej, bezimiennej, podziemnej wiziennej instytucji, przygldajc si, jak paru tyche zwyklakw bawi si z twoim chopakiem i wspkonspiratorem. To nie s zwyke zabawy. Uywa si w nich kleszczy, arzcych si drutw i czci ciaa, ktre w normalnych warunkach nie daj si demontowa. Chcesz, eby twj ukochany ju umar, jak dwaj inni, ktrych fragmenty zacieaj podog. Ale oni na to nie pozwol, zbyt dobrze si bawi. I wanie na tym to polega - to nie jest przesuchanie: s mniej inwazyjne sposoby na uzyskanie pewniejszych odpowiedzi. To po prostu paru kolejnych sadystycznych oprychw majcych wadz, zabijajcych czas i par innych rzeczy - a ty moesz tylko krzycze, zaciska mocno powieki i skomle jak zwierz, cho jeszcze nawet ci nie dotknli. Masz nadziej, e nie zostawili ci na deser, bo dobrze wiesz, co to oznacza. Lecz oprawcy nagle przerywaj zabaw i przekrzywiaj gowy, jakby suchali jakiego zbiorowego wewntrznego gosu. Zapewne kae im zdj ci ze ciany, zaprowadzi do ssiedniego pokoju i posadzi na jednym z dwch wyoonych elem krzese po przeciwnych stronach inteligentnego biurka, o wiele delikatniej, ni naleaoby si spodziewa. Domylasz si te, e kto, kto wyda te polecenia, jest jednoczenie wszechwadny i niezadowolony, gdy w cigu jednego uderzenia serca wyparowaa im z twarzy caa sadystyczna pewno siebie. Siedzisz i czekasz. St agodnie rozbyskuje tajemniczymi symbolami, ktre kompletnie by ci nie zainteresoway, nawet gdyby byy zrozumiae, nawet gdyby zawieray tajemnic ycia samych wampirw. Niewielk czci umysu zastanawiasz si, czy ostatni zwrot akcji moe by rdem nadziei; reszta boi si w to uwierzy. Nienawidzisz siebie za t trosk o wasne przetrwanie, gdy po drugiej stronie ciany le jeszcze ciepe strzpy przyjaci i sojusznikw. W pokoju pojawia si krpa kobieta, Amerykanka o indiaskich rysach, ubrana w nieokrelony wojskowy strj. Wosy ma przystrzyone maszynk, na gardle odznacza si delikatna siateczka yek podskrnej anteny. Twj pie mzgu widzi j wysok na dziesi metrw, cho jaka bezczelna, galaretowata narol upiera si, e jest zaledwie redniego wzrostu. Identyfikator na lewej piersi mwi: Bates. adnych oznak rangi. Bates wyjmuje bro z kabury na udzie. Kurczysz si, ale nie celuje w ciebie. Kadzie j na blacie, w zasigu twojej rki, i siada po drugiej stronie.

Pistolet mikrofalowy. Naadowany na ful i odbezpieczony. Na najsabszym ustawieniu powoduje oparzenia soneczne i mdoci. Na najmocniejszym wybuchowo zagotowuje mzg w czaszce. Pomidzy nimi powoduje bl i obraenia o stopniowaniu rwnie precyzyjnym, jak twoja wyobrania. Twoja wyobrania zostaa podregulowana, eby mie wielk wraliwo wanie na takie skale. Gapisz si tpo na bro, prbujc doj, na czym polega ten numer. - Dwoje twoich przyjaci nie yje - mwi Bates, jakby ich mier przed chwil si przed tob nie rozegraa. - Nieodwracalnie. Nieodwracalnie nie yj. Dobre. - Ciaa moglibymy odrestaurowa, ale uszkodzenia mzgu... - Bates odchrzkuje, zmieszana, zakopotana. Zadziwiajco ludzki gest, jak na potwora. - Prbujemy odratowa tego drugiego. Nic jednak nie mog obieca. Potrzebujemy informacji dodaje, wykadajc kaw na aw. No jasne, to byo tylko psychologiczne rozmikczanie. Bates jest dobrym glin. - Nie mam ci nic do powiedzenia - wyduszasz z siebie. W dziesiciu procentach to opr, w dziewidziesiciu dedukcja - gdyby ju nie wiedzieli wszystkiego, to w ogle by ci nie zapali. - Czyli potrzebujemy jakiej umowy - mwi Bates. - Musimy wypracowa jaki kompromis. Chyba artuje. Bates widzi niedowierzanie. Kontruje je: - Nie jestem cakiem pozbawiona wspczucia. Instynktownie nie podoba mi si zamiana rzeczywistoci na symulacj i nie kupuj tych sloganw, co to jest prawda, ktrymi zarzuca nas Gospodarka Ciaa, eby obej problem. Moe to jest powd do obaw. Zreszt, to nie mj problem, nie moja praca, po prostu takie mam zdanie i mog si myli. Ale jeli tymczasem wszyscy si pozabijamy, to i tak si nie dowiemy. To nieefektywne. Widzisz rozczonkowane ciaa kolegw. Wci troch ywe ochapy na pododze, a ta pizda ma jeszcze czelno mwi o efektywnoci? - Nie my zaczlimy - mwisz. - Nie wiem, mnie to nie interesuje. Ju mwiam: tym si nie zajmuj. Nerwowym machniciem kciuka nad ramieniem wskazuje drzwi za sob, przez ktre zapewne tu wesza. - Tam siedz ludzie, ktrzy zabili twoich kolegw. S bez broni. Kiedy wejdziesz, pokj na szedziesit sekund zejdzie z monitorowania. Nikt inny

poza tob nie pocignie ci do odpowiedzialnoci za wszystko, co tam si w tym czasie stanie. To jaki podstp. Na pewno. - Bo co masz do stracenia? - gono myli Bates. - I tak moemy z tob zrobi, co si nam spodoba. Nie potrzeba nam jeszcze jednego usprawiedliwienia. Z wahaniem podnosisz bro. Bates ci nie powstrzymuje. Ma racj, uwiadamiasz sobie. Nie masz absolutnie nic do stracenia. Wstajesz, nagle strach znika: celujesz pistoletem w jej twarz. - A po co mam tam wchodzi? Mog ci zastrzeli tutaj. Wzrusza ramionami. - Moesz. Jak dla mnie, stracona okazja. - No dobra, wchodz tam, wychodz za szedziesit sekund i co wtedy? - Wtedy sobie porozmawiamy. - Przecie dopiero co... - Pomyl, e to taki gest dobrej woli - mwi. - Albo nawet rekompensata. Drzwi si otwieraj. Gdy podchodzisz, zamykaj je zaraz za tob. I oto s: ws zyscy czterej, rozcignici na cianie, jak chrek Chrystusw na krzyach. Teraz nie maj ju bysku w oczach. Tylko rozszalae, zwierzce przeraenie i zdumienie odwrceniem rl. Dwch Chrystusw brudzi spodnie, gdy patrzysz im w oczy. Ile zostao? Moe z pidziesit sekund? Nie za wiele. Majc odrobin wicej czasu, mona by jeszcze sporo zrobi. Ale tyle wystarczy. Zreszt nie chcesz naduywa uprzejmoci tej caej Bates. Bo moe ona w kocu jest kim, z kim uda si dogada. *** W innych okolicznociach Amand Bates postawiono by przed sdem wojskowym i w cigu miesica stracono. I niewane, e ta czwrka, ktra zgina, bya winna wielokrotnych gwatw, tortur i zabjstw; podczas wojny tak si postpuje. Zawsze tak si robio. Na wojnie nie ma kultury, adnego kodeksu honorowego poza subow hierarchi i obron swoich. Tp wystpki, skoro musisz - ukarz winnych, jeli trzeba, choby dla zachowania pozorw. Ale na mio bosk, przy drzwiach zamknitych. Nie dawaj wrogowi satysfakcji z niezgody we wasnych szeregach, niech widz tylko jedno i kamiennook stanowczo. Moe i s wrd nas mordercy i gwaciciele, ale,

na Boga, to s nasi mordercy i gwaciciele. A ju z pewnoci nie daje si okazji do zemsty jakiej cipie-terrorystce majcej na koncie ponad sto naszych skalpw. Ale z wynikami trudno si kci: wynegocjowanie zawieszenia broni z trzeci co do wielkoci siatk realistw na tej pkuli. Natychmiastowy spadek aktywnoci terrorystw o czterdzieci sze procent, na wszystkich objtych dzia aniem terenach. Bezwarunkowe przerwanie kilku ju trwajcych kampanii, ktre uszkodziyby powanie trzy z gwnych katakumb i cakowicie uniemoliwiy dziaalno Punktowi Zbornemu w Duluth. I to wszystko dlatego, e porucznik Amanda Bates, w swym pierwszym polowym zadaniu dowdczym postawia na empati jako wojskow strategi. To bya kolaboracja z wrogiem, zdrada, horrendalne wyjcie przed szereg. Takie rzeczy maj robi dyplomaci i politycy, nie onierze. Ale jednak. Wyniki. W aktach byo wszystko: inicjatywa, kreatywno, parcie do sukcesu wszelkimi rodkami, bez liczenia si z kosztami. Takie zapdy pewnie trzeba ukara, a moe tylko troch utemperowa. Debata toczyaby si latami, gdyby caa historia nie wycieka - ale wycieka, i generaowie znienacka mieli w rku bohaterk. Gdzie podczas wojskowego procesu wyrok mierci zmieni si w resocjalizacj. Pozostawao tylko pytanie: w obozie karnym czy szkole oficerskiej? Okazao si, e w Leavenworth maj jedno i drugie; Leavenworth wzio j w swe objcia i przycisno tak mocno, by praktycznie zagwarantowa awans, o ile ucisk wczeniej jej nie zabije. Trzy lata pniej major Bates poleciaa ku gwiazdom, gdzie syszano, jak mwi: - Siri, my si do nich wamujemy... Nie Szpindel pierwszy mia wtpliwoci. Inni te si zastanawiali, czy dostaa to zadanie dziki swym wietnym kwalifikacjom, czy moe w ramach rozwizywania kopotliwego problemu z opini publiczn. Ja oczywicie nie skaniaem si w adn stron, ale rozumiaem, dlaczego niektrzy widz w niej obosieczny miecz. Gdy wa si losy wiata, lepiej mie oko na kogo, u kogo kulminacyjny moment kariery polega na brataniu si z wrogiem.

Jeli to widzisz, prawdopodobnie nie istnieje. Kate Keogh, Argument za samobjstwem Robilimy to pi razy. Przy piciu kolejnych okreniach wchodzilimy w paszcz bestii, pozwalalimy jej gry nas bilionem mikroskopijnych zbkw, dopki Tezeusz nie wciga nas z powrotem i nie ata. Pezalimy zrywami po trzewiach Rorschacha, starajc si moliwie najbardziej skupi na biecych zadaniach i nie zwraca uwagi na duchy askoczce nas w rdmzgowie. Czasem ciany delikatnie si napinay. Czasem tylko nam si wydawao. Czasem chronilimy si w naszym nurkowym kesonie, a wok nas leniwymi spiralami przelatyway fal e elektromagnetyczne i elektryczne adunki, jak ektoplazmatyczne piguy podrujce w d jelita jakiego boga-poltergeista. Czasem jednak apay nas bez osony. Banda bekotaa co, nie wiedzc, ktra osoba jest ktra. Ja raz popadem w rodzaj paraliu na jawie, a rce obcych cigny mnie korytarzem. Na szczcie inne rce zacigny mnie z powrotem, a gosy twierdzce, e s prawdziwe, powiedziay mi, e wszystko to sobie wymyliem. Amanda Bates dwa razy spotkaa Boga, zobaczya skurwysyna na wasne ocz y, nie majc cienia wtpliwoci, e Stwrca nie tylko istnieje, ale do niej przemawia - i tylko do niej. Dwa razy stracia sw wiar, gdy zawleklimy j do kesonu, ale przez chwil byo nieciekawie - wojenne roboty, pijane energi, ale wci pod jej optyczn wadz, zeszy z pozycji i wymierzyy lufy w cele zbyt bliskie, by czu si komfortowo. Trepy zdychay byskawicznie. Niektre wytrzymyway jedn wypraw; inne przepaday w par minut. Najduej yy te najwolniejsze, plepe, tpe, komunikujce czstotliwoci si wziutkim si pasmem od ich prymitywnego ekranowanych dwiku o wysokiej Niekiedy odbijajcego bbenkw.

wspieralimy je innymi, komunikujcymi si optycznie: szybszymi, ale bardziej nerwowymi i jeszcze delikatniejszymi. Wsplnie strzegy nas przed przeciwnikiem,

ktry jeszcze si nam nie ukaza. Zreszt wcale nie musia. Nasze oddziay giny, cho wrg nie strzela. Dalimy rad, zwyciylimy ataki, halucynacje i sporadyczne konwulsje. Staralimy si pilnowa nawzajem, gdy magnetyczne macki bujay naszymi uszami rodkowymi, wywoujc chorob morsk. Czasem rzygalimy do hemw, a potem po prostu czekalimy, pobladli, cedzc powietrze przez zacinite zby, a recyklery odfiltruj sprzed twarzy gluty i ma. W mylach dzikowalimy za miosierdzie elektrostatycznym, odpychajcym wszystko szybkom hemw. Szybko stao si oczywiste, e ja robi nie tylko za miso armatnie. Nie miao znaczenia, e nie posiadam umiejtnoci lingwistycznych Bandy ani wiedzy biologicznej Szpindla; byem po prostu kolejn par rk w miejscu, ktre mogo w sekund obezwadni kadego. Im wicej ludzi utrzymywa Sarasti na placu boju, tym wiksza bya szansa, e w danym momencie ktry z nich przynajmniej troch funkcjonuje. I tak nie bardzo si nadawalimy, eby cokolwiek osign. Kady desant by nierozwanym ryzykiem. Ale i tak to robilimy. Inaczej rwnie dobrze moglibymy wraca. Praca posuwaa si mikroskopijnymi kroczkami, paraliowana na wszystkich frontach. Banda nie znajdowaa adnych przykadw nadajcej si do deszyfracji mowy czy komunikacji, za to atwa do zaobserwowania bya oglna mechanika tego czego. Czasem Rorschach dzieli si, stawiajc cianki, w korytarzach wyrastay ebra, jak chrzstne piercienie okalajce ludzk tchawic. Po paru godzinach niektre potrafiy rozwin si w zamykajce tczwki albo w pene przegrody, lejc si leniwie jak ciepa stearyna. Wydawao nam si, e widzimy rozrost konstrukcji o kolejne segmenty. Rorschach rs gwnie na czubkach cierni, my poruszalimy si setki metrw od najbliszego, ale ten proces ewidentnie siga co najmniej tutaj. Moe i by to element normalnego procesu wzrostu, ale tutaj stanowi zaledwie mde echo tego, co musiao si dzia w strefach wierzchokowych. Nie moglimy ich bezporednio obserwowa, nie ze rodka; ju w odlegoci stu metrw od ciernia rura stawaa si zbyt zabjcza dla ludzkiego biaka, choby samobjczego. Lecz w trakcie tych piciu okre Rorschach urs o kolejne osiem procent, bezmylnie i mechanicznie jak narastajcy kryszta. Przez cay czas staraem si wykonywa zadanie. Kompilowaem i czyem materiay, obracaem dane, ktrych w yciu nie zrozumiem. Obserwowaem jak najuwaniej otaczajce mnie organizmy, dodajc do kompilatu wszystkie ich nawyki i

tiki. Jedna cz mzgu produkowaa streszczenia i syntezy, druga obserwowaa, z niedowierzaniem i niezrozumieniem. adna nie umiaa doj, skd bior si te wszystkie spostrzeenia. To byo trudne, prawda. Sarasti nie chcia wypuci mnie na zewntrz systemu. Wszystkie obserwacje zakcaa moja obecno w ukadzie. Robiem co mogem. Powstrzymywaem si od sugestii mogcych wpyn na kluczowe decyzje. Na froncie robiem, co mi kazano, i ani na jot wicej. Staraem si naladowa robota Bates, proste narzdzie bez inicjatywy, niewpywajce na dynamik grupy. Zdaje si, e na og mi si udawao. Moje nieprzemylenia gromadziy si zgodnie z planem i pitrzyy wrd niewysanych transmisji Tezeusza. Lokalne zakcenia byy zbyt silne, eby sygna dotar na Ziemi. *** Szpindel mia racj: zabralimy duchy na gr. Zaczynalimy sysze szepczce wzdu krgosupa statku gosy kogo innego ni Sarasti. Czasem nawet jaskrawo owietlony zaptlony wiat bbna, widziany ktem oka wygina si i falowa - nieraz widywaem gniedce si w szkielecie kociste, bezgowe zjawy o zbyt wielu ramionach. Wydaway si bardzo konkretne, lecz gdy ogniskowaem na nich wzrok, blady do cienia, do ciemnej, pprzejrzystej plamy. Takie delikatne te duchy. Wierci si w nich dziury samym aktem obserwacji. Szpindel sypa demencjami jak z rkawa. Ja poszedem po owiecenie do ConSensusa i odkryem ca drug ja, zagrzeban pod ukadem limbicznym, tyomzgowiem, ba, nawet pod mdkiem. Mieszka w pniu mzgu i jest starsza ni krgowce. Samowystarczalna, ma such, wzrok i dotyk, niezaleny od wszystkich czci dooonych pniej w ramach ewolucyjnej refleksji. Nie myli o niczym poza wasnym przetrwaniem: nie ma czasu na planowanie czy abstrakcyjn analiz, oszczdza siy tylko na najbardziej podstawowe przetwarzanie postrzeganych informacji. Ale za to jest szybka, dedykowana i reaguje na zagroenia w uamku czasu potrzebnego jej inteligentniejszym wspmieszkacom, aby w ogle je sobie uwiadomili. I nawet kiedy nie moe tego zrobi - bo uparta, nieustpliwa kora nowa odmawia spuszczenia ze smyczy - prbuje przekaza jej, co widzi: tak Isaac Szpindel

dowiadczy owego nieodpartego przeczucia, kacego mu gdzie sign. W pewnym sensie mia w gowie okrojon wersj Bandy. Kady mia. Pogrzebaem gbiej i w michu mzgu odkryem samego Boga, znalazem szum, ktry wywoa u Bates ekstaz, a u Michelle konwulsje. Wytropiem zesp Doriana Graya w mateczniku w pacie skroniowym. Usyszaem gosy grzmice w mzgach schizofrenikw. Znalazem martwicze obszary, kace ludziom odrzuca wasne koczyny, i wyobraaem sobie, jakie musiao by wywoujce to samo pole magnetyczne, wtedy gdy Procesor chcia oderwa sobie nog. A daleko, w na wp zapomnianym siedlisku dwudziestowiecznych studiw - pod pozycj katalogow Zesp Cotarda - odkryem Amand Bates i innych jej podobnych, z mzgami wykrconymi w zaprzeczanie wasnemu istnieniu. - Kiedy miaem serce - powiedzia apatycznie pacjent w archiwum. - Teraz bije mi tam co innego. Inny nalega, eby go pochowa, bo ju mierdzi. I wiele innych, cay katalog precyzyjnie wycelowanych zaburze, ktrych Rorschach na razie nam nie zaaplikowa. Somnambulizm. Agnozje. Jednostronna nieuwaga. ConSensus zaserwowa mi parad osobliwoci, ktra kady mzg zmusiaby do osupienia wasn kruchoci: kobieta umierajca z pragnienia, majca pod rk wod, nie dlatego, e nie widziaa kranu, ale poniewa go nie poznaa. Czowiek, dla ktrego nie istniaa lewa strona wiata, ktry nie mg ani spostrzec, ani wyobrazi sobie lewej strony swego ciaa, pokoju, wiersza tekstu. Dla ktrego samo pojcie lewy byo nie do pomylenia. Czasem jednak swobodnie o czym mylimy, a jednak tego nie widzimy, cho mamy to przed sob. Przed nosem znienacka materializuj si wieowce, osoba rozmawiajca z nami podczas chwilowej nieuwagi zmienia si w kogo innego - a my nie zauwaamy. To nie czary. To nawet nie omyka. Nazywaj to lepot z nieuwagi i jest dobrze znana co najmniej od stulecia - taka skonno oka do niezauwaania rzeczy, ktre ewolucyjne dowiadczenie sklasyfikowao jako nieprawdopodobne. Znalazem take przeciwiestwo lepowidzenia Szpindla, chorob, w ktrej niewidzcy wierz, e s lepi, lecz niewidomi upieraj si, e widz. Sama idea jest absurdalna do szalestwa - a tu prosz, odklejone siatkwki, wypalone nerwy wzrokowe, same prawa fizyki nie pozwalaj na jakiekolwiek widzenie: wpadaj na ciany, potykaj si o meble i wymylaj nieskoczone groteskowe wytumaczenia wasnej niezdarnoci. Kto inny znienacka wyczy wiata. Za oknem mign

kolorowy ptak i odwrci moj uwag od przeszkody. Widz wietnie, prosz pana. Z moimi oczami wszystko w porzdku. Szpindel nazywa to wskanikami w gowie. Ale byy tam i inne rzeczy. Na przykad model wiata, w ktrym w ogle nie wygldamy na zewntrz; nasze wiadome janie widz w gowie tylko symulacj, interpretacj rzeczywistoci, bez koca odwiean danymi wejciowymi ze zmysw. A co si stanie, gdy zmysy zawiod, ale model, zepsuty przez jaki uraz czy guz, si nie odwiey? Jak dugo bdziemy si gapi w t nieaktualn interpretacj, w kko obracajc te same stare dane w desperackim, podwiadomym akcie uczciwego wyparcia? Ile trzeba czasu, eby dotaro do nas, e widziany wiat ju nie odzwierciedla tego, w ktrym mieszkamy? Ze jestemy lepi? Wedug archiww czasami trwa to cae miesice. U jednej nieszczsnej kobiety trwao ponad rok. Odwoania do logiki cakowicie tu zawodz. Jak moge widzie ptaka, skoro tu nie ma okna? Skd wiesz, gdzie koczy si postrzegany przez ciebie pwiat, jeli nie widzisz tej drugiej powki dla przeciwwagi? Skoro nie yjesz, jak moesz czu zapach wasnego rozkadu? Jeli nie yjesz, Amando, to kto do nas mwi? Bez sensu. W kleszczach zespou Cotarda albo jednostronnej nieuwagi nie przekonaj ci adne argumenty. Natomiast w szponach obcego artefaktu wiesz, e twoja ja znikna, e rzeczywisto koczy si na linii rodkowej. Wiesz to z tak sam niezachwian pewnoci, z jak kady zna pooenie wasnych koczyn, z t wbudowan wiadomoci niepotrzebujc dalszych potwierdze. Czyme jest wobec niej rozum? Czyme jest logika? We wntrzu Rorschacha nie ma na nie miejsca. *** Za szst orbit zadziaa. - Mwi do nas - powiedziaa James. Oczy za szybk miaa rozszerzone. Wok nas bebechy Rorschacha pyway i pezay na skraju pola widzenia; nadal trzeba byo si wysili, eby nie zwraca uwagi na to zudzenie. Obce sowa aziy mi poniej pnia mzgu jak mae zwierztka, gdy prbowaem skoncentrowa si na piercieniu palczastych wystpw sterczcych jak paliki ze ciany. - Nie mwi - powiedzia Szpindel z drugiej strony ttnicy. - Po prostu znowu masz

halucynacje. Bates si nie odezwaa. Dwa trepy polatyway na rodku, rozgldajc si po trzech osiach. - Tym razem to co innego - upieraa si James. - Geometria nie jest symetryczna. Wyglda prawie jak dysk z Fajstos. - Obrcia si powoli, wskazaa w d korytarza. Tu chyba jest silniejsze... - Daj Michelle - poprosi Szpindel. - Moe ona tchnie w ciebie troch rozumu... James zamiaa si niewyranie. - Nie odpuszczasz, co? - Zakrcia pistoletem i odpyna w gbszy mrok. - Tak, tu faktycznie jest silniejsze. Tu jest tre, naoona na... Rorschach odci j, szybko jak byskawica. Nigdy nie widziaem, eby co poruszao si tak szybko. adnej ociaoci, do ktrej przyzwyczaiy nas Rorschachowe przegrody, ani leniwoci skurczu; tczwka zwara si momentalnie. Nagle ttnica po prostu koczy si trzy metry od nas matowoczarn bon zdobion w filigranowe spirale. A Banda Czworga jest po drugiej stronie. Trepy zareagoway natychmiast, z sykiem laserw. Bates krzyczaa: - Za mnie! Pod ciany! Wyskoczya w powietrze jak akrobatka na przyspieszonym filmie, zajmujc dogodn pozycj, oczywist przynajmniej dla niej. Przesunem si na bok. Powietrze ciy drce nitki przegrzanej plazmy. Dostrzegem ktem oka, e Szpindel przywar do ciany naprzeciwko. A ciany pezay. Widziaem, jak lasery zbieraj niwo przegroda uszczya si pod ich naporem, jak spalony papier, z kruchych brzegw sczy si czarny tusty dym i... Naga wiato, wszdzie. Ttnic zalaa feeria rozproszonego we wszystkie strony wiata, pod tysicami zmiennych ktw padania i odbicia. Jakbymy si znaleli we wntrzu wycelowanego w soce kalejdoskopu. wiato... ...ostry jak iga bl w boku, w lewej rce. Odr spalonego misa. Krzyk, ucity. - Jeste tam, Susan? Ty giniesz pierwsza. wiato wok przygaso; rj mroczkw w gowie miesza je z chronicznymi pwizjami podrzuconymi tam wczeniej przez Rorschacha. W hemie irytujco wiergota alarm, przebicie, przebicie... dopki inteligentna tkanina skafandra nie zmika i nie zestalia si na nowo w miejscach dziur. Co mnie potwornie kuo w lewym boku. Czuem si jak przypalony elazem.

- Keeton! Sprawd Szpindla! - Bates wstrzymaa lasery. - Keeton! Racja. Szpindel. Szybka bya nietknita. Laser stopi wylaminowan na szkle siatk Faradaya, ale skafander ju zdy zasklepi otwr. Dziura pod spodem, czyciutko wywiercona porodku czoa, pozostaa. Oczy poniej niej wpatryway si w nieskoczono. - I co? - zapytaa Bates. Moga odczyta jego wskazania rwnie atwo jak ja, ale Tezeusz umia dokona pomiertnej odbudowy. O ile mzg by nieuszkodzony. - Nic. Ustao wycie wierte i pi; rozjanio si. Odwrciem gow od zwok Szpin dla. Trepy wyciy otwr we wknistym miszu przegrody. Jeden przecisn si na drug stron. Wrd dwikw pojawi si nowy - cichutkie, zwierzce zawodzenie, udrczone i dysharmonijne. Przez moment mylaem, e Rorschach znw do nas szepcze; jego ciany jakby si delikatnie kurczyy wok mnie. - James? - warkna Bates. - James! To nie James. To maa dziewczynka w ciele kobiety w pancernym skafandrze, oszalaa z przeraenia. Trep przepchn j, zwinit w kbek, z powrotem ku nam. Bates dotkna jej delikatnie. - Susan? Suze, wracaj. Jeste bezpieczna. Trepy unosiy si niestrudzenie, pilnujc ze wszystkich stron, udajc, e wszystko jest pod kontrol. Bates zaszczycia mnie spojrzeniem. - We Isaaca. - Odwrcia si z powrotem do James. - Susan? - N... n-nie - zakwili gosik maej dziewczynki. - Michelle? To ty? - Tam co byo - powiedziaa dziewczynka. - Zapao mnie. Za nog. - Idziemy std. - Bates pocigna Band korytarzem. Jeden trep zosta z tyu, obserwujc otwr; drugi otwiera pochd. - Ju poszo - mrukna uspokajajco. - Nic tam nie ma. Widzisz obraz? - Tego nie w-w-wida - szepna Michelle. - Jest nie... nie-w-widzialne... Podczas naszego odwrotu przegroda cofna si po krzywej. Wycita porodku dziura patrzya na nas jak postrzpiona renica wielkiego niemrugajcego oka.

Dopki miaem j w zasigu wzroku, pozostaa pusta. Nic nas nie gonio. Nic widzialnego. W gowie krcia mi si pewna myl, jaka niedorobiona mowa pogrzebowa wykradziona z podsuchanego konfesjonau i nie potrafiem jej odpdzi, cho bardzo si staraem. Isaac Szpindel nie dotar do pfinaw. *** Po drodze na gr Susan James wrcia do nas. Isaac Szpindel nie. Bez sowa rozebralimy si w balonie odkaalniczym. Bates pierwsza pozbya si skafandra i ju chwytaa Szpindla, ale Banda powstrzymaa j gestem i krcc gow. Gdy go rozbieraa, persony przechodziy jedna w drug. Susan zdja hem, plecak i napiernik. Procesor zsun srebrzysto-oowiow skr od szyi do stp. Sascha cigna trykot, pozostawiajc blade, bezbronne, nagie ciao. Poza rkawicami. Rkawice interfejsowe zostay na doniach - opuszki wraliwe na wieki, biako pod spodem na wieki martwe. Szpindel przez cay czas patrzy, nie mrugajc, spod dziury w czole. Zeszklony wzrok utkwiony w dalekich kwazarach. Spodziewaem si, e Michelle je zamknie, ale si nie pojawia.

Maj oczy, ale nie widz. Jezus z Nazaretu Nie mam pojcia co powinienem czu, mylaem. By dobrym czowiekiem. By w porzdku, by dla mnie miy, nawet kiedy nie wiedzia, e sucham. Nie znaem go zbyt dugo - w gruncie rzeczy nie przyjaniem si z nim - ale jednak. Powinno mi go brakowa. Powinienem go opakiwa. Powinienem czu co wicej ni ten szaleczy, dojmujcy strach, e mog by nastpny... Sarasti nie traci ani chwili. Zastpca Szpindla wyszed nam na spotkanie, wieo odmroony, roztaczajcy zapach nikotyny. Jego ciao jeszcze si nawadniao - na obu udach mia bble z sol fizjologiczn - ale ten proces nigdy mu nie zatrze ostroci rysw. Trzaska stawami przy kadym ruchu. Spojrza przeze mnie i wzi ciao. - Susan... Michelle... ja... Banda si odwrcia. Kaszln, zacz niezdarnie ubiera zwoki w trupi kondom. - Sarasti woa wszystkich do bbna. - My wiecimy - powiedziaa Bates. Na wycieczce, nawet skrconej, nazbieralimy mierteln porcj siwertw. W gardo delikatnie askotay mnie mdoci. - Pniej si odkazicie. - Jedno dugie pocignicie suwaka i Szpindel znikn, pochonity przez tusty szary caun. - Ty... - Obrci si ku mnie, wskaza osmalone dziury w moim trykocie. - Ze mn. Robert Cunningham. Kolejny prototyp. Ciemnowosy, o zapadnitych policzkach, jego szczki mona by uy zamiast linijki. Jednoczenie gadszy i bardziej szorstki od czowieka, ktrego zastpi. Szpindel podrygiwa, miotany tikami, jakby dgany prdem, twarz Cunninghama za miaa tyle wyrazu co u woskowej figury. Mzgowy

soft sterujcy tymi miniami zosta przymusowo zapdzony do innych zada. Nawet drgnienia ciaa mia wyciszone, zagodzone wcigan co drugi oddech nikotyn. Teraz nie mia papierosa. Mia tylko opakowane ciao swego pechowego poprzednika i sta, wieo odmroon niech do pokadowego syntetyka. Palce mu dray. Bates i Banda wspiy si w milczeniu wzdu krgosupa. Cunningham i ja szlimy za nimi, niosc porodku Caun Szpindelski. Teraz, kiedy mi o tym przypomnia, poczuem pieczenie w nodze i boku. Niewiele zreszt mg z tym zrobi. Promienie, tnc ciao, od razu przyegay tkanki, a gdyby trafiy w co wanego, to ju dawno bym nie y. Przy wazie zmienilimy szyk na pojedynczy: pierwszy Szpindel, Cunningham pcha go, trzymajc za pity. Gdy w kocu wszedem do bbna, Bates i Banda zajmoway ju miejsca. Sarasti, we wasnej osobie, obserwowa je z koca konferencyjnego stou. Oczy mia nieosonite. Pod tym ktem agodne, penowidmowe wiato bbna wypukiwao z nich cay poysk. Nie przygldajc si zbyt uwanie i zbyt dugo, mona byo prawie pomyle, e s ludzkie. Na moje przybycie odpalono ju BioMed. Cunningham wskaza diagnostyczn leank na zatrzymanej czci pokadu sucej nam za ambulatorium; podpynem tam i si przypiem. Dwa metry dalej, za sigajc do piersi barierk, ktra wysuna si z pokadu, pynnie obracaa si reszta bbna. Krcia Bates, Band i Sarastim jak ciarkami na sznurku. Podpiem si do ConSensusa, eby ich sysze. Mwia James, cicho i beznamitnie. - Zauwayam now prawidowo w staych wzorcach ksztatw. W tej ich siatce. Wygldao mi to na sygna. W gbi tunelu by mocniejszy, ale kiedy tam poszam, straciam przytomno. I wicej nic nie pamitam, doszam do siebie, kiedy wracalimy. Michelle strecia mi, ile moga. Tyle wiem. Przykro mi. Sto stopni od nich, w strefie niewakoci, Cunningham wmanewrowa zwoki poprzednika do trumny majcej inne kontrolki ni te z przodu. Ciekawe, czy jeszcze podczas odprawy zacznie sekcj. Ciekawe, czy da si usysze odgosy. - Sascha - powiedzia Sarasti. - No. Jechaam z mam. - W gosie pojawio si charakterystyczne zaciganie. Kiedy stracia przytomno, byam gucha, niema i lepa jak jebany kret. Prbowaam

przej kontrol, ale co mnie blokowao. Pewnie Michelle. Nawet nie podejrzewaam, e tak potrafi. Nic nie widziaam. - Ale nie tracisz przytomnoci. - O ile wiem, cay czas czuwaam. Tylko e w ciemnoci. - A zapach? Dotyk? - Czuam, kiedy Michelle sikaa w skafander. Ale nic wicej nie zauwayam. Cunningham wrci do mnie. W ustach pojawi si nieodczny papieros. - Nic ci nie dotyka - domyla si wampir. - Nic nie apie za nog. - Nie - odpara Sascha. Nie wierzya opowieciom Michelle o niewidzialnych potworach. Nikt nie wierzy. Po co, skoro te przeycia tak atwo wyjania demencja? - Procesor. - Ja nic nie wiem. - Cigle nie mogem przyzwyczai si do mskiego gosu dobywajcego si z garda James. Procesor by pracoholikiem. Mao kiedy pojawia si w mieszanym towarzystwie. - Jeste tam - przypomnia mu Sarasti. - Musisz pamita co... - Mama daa mi wzorce do analizy. Pracowaem nad nimi. Dalej pracuj. Nic nie zauwayem. To wszystko? Nigdy nie udawao mi si go dobrze rozczyta. Czasem wygldao na to, e ma wicej wsplnego z dziesitkami niewiadomych moduw w gowie James ni ze wiadomymi personami skadajcymi si na Band. - Nic nie czue? - dry Sarasti. - Tylko wzorce. - Co istotnego? - Standardowe fenomatematyczne spirale i siatki. Ale jeszcze nie skoczyem. Mog ju i? - Tak. Zawoaj Michelle. Cunningham dga moje rany znieczulaczem, mruczc co do siebie. Midzy nami wi si bladoniebieski dym. - Isaac znalaz par guzw - zauway. Kiwnem gow i zakaszlaem. Bolao mnie gardo. Mdoci byy ju na tyle silne, e przedostaway si pod przepon. - Michelle - powtrzy Sarasti. - Tu mam jeszcze par - cign Cunningham. - Na dnie czaszki. Ale na razie kilkadziesit komrek, nie opaca si wypala.

- Jestem. - Gos Michelle nawet przez ConSensus by ledwie syszalny, ale przynajmniej brzmia dorole. - Jestem. - Powiedz, co pamitasz? - Czuam... e... no, po prostu jechaam z mam i ona nagle znikna, nie byo nikogo, wic musiaam... przej kontrol... - Widzisz, jak zamyka si przegroda? - Nie bardzo. Poczuam, e robi si ciemno, ale kiedy si odwrciam, ju bylimy zamknici. I wtedy poczuam co za sob, nie byo gone ani ostre, tylko jakby na mnie wpado, chwycio mnie... i... i... Przepraszam - dodaa po chwili. - Jestem troch... nieprzytomna... Sarasti czeka. - Isaac - wyszeptaa Michelle. - On... - Tak. - Pauza. - Bardzo nad tym ubolewamy. - Moe... da si go naprawi? - Nie. Uszkodzony mzg. - W gosie wampira brzmiao co przypominajcego wspczucie, emocja wywiczona przez wprawnego naladowc. I jeszcze co - niemal niedostrzegalny gd, subtelna odrobina pokusy. Zapewne nie sysza tego nikt poza mn. Bylimy chorzy i pogarszao nam si z kad chwil. Sabi i ranni wabi drapiecw. Michelle znw zamilka. A gdy si odezwaa, jej gos tylko troch si ama: - Nie mam za wiele do powiedzenia. Zapao mnie. Potem pucio. Rozpadam si na kawaki i nie mog wyjani czemu, poza faktem, e to pieprzone miejsce r obi z ludmi takie rzeczy, a ja byam... saba. Przykro mi. Nic wicej nie wiem. - Dzikuj - powiedzia po duszej chwili Sarasti. - Mog... jeli nie macie nic przeciwko, ju pjd. - Dobrze - odrzek Sarasti. Michelle znikna pod powierzchni, obracajca si mesa przepyna przede mn. Nie widziaem, kto j zastpi. - Trepy nic nie widziay - dodaa Bates. - Kiedy przebilimy przegrod, tunel za ni by pusty. - Kady zoczyca mia mnstwo czasu, eby zwia - powiedzia Cunningham. Wbi stopy w pokad i chwyci porcz. Subbben zacz si obraca. Przesunem si ukonie, trzymany wizami.

- Nie przecz - odpara Bates. - Ale jeli czego o tym miejscu si dowiedzielimy, to wanie tego, e tam nie mona wierzy wasnym zmysom. - Ale uwierz zmysom Michelle - wtrci Sarasti. Robiem si coraz ciszy, on za otworzy okno: widziany okiem trepa rozmyty jasny kleks majaczcy za pprzejrzystymi pergaminowymi wknami wypatroszonej przegrody. Obraz lekko zafalowa, gdy robot natrafi na jakie lokalne ognisko magnetyczne, potem odtworzy si od nowa. Zadra - i znw od nowa. Zaptlone sze sekund. - Obok Bandy co wida. Niewampiry nic tam nie widziay. Sarasti zatrzyma obraz, ewidentnie uwiadamiajc sobie ten fakt. - Linie dyfrakcyjne dla pojedynczego rda wiata na otwartej przestrzeni nie zgadzaj si. Widz elementy ciemniejsze i odbijajce wiato. Tutaj... - w dwch niczym si niewyrniajcych punktach ekranu pojawi si kursor - ...i tutaj mamy dwa ciemne obiekty rozpraszajce wiato, blisko siebie, podobnej wielkoci. Jeden to Banda. Drugi nie wiadomo. - Zaraz - powiedzia Cunningham. - Skoro ty to widzisz w tych warunkach, dlaczego Su... dlaczego Michelle nic nie widziaa? - Jest synestetyczk - przypomnia Sarasti. - Ty widzisz. Ona czuje. BioMed delikatnie szarpn, synchronizujc rotacj z reszt bbna; porcz schowaa si w pokadzie. Co bez oczu obserwowao, jak si temu przygldam, gdzie z odlegego zakamarka. - Cholera - szepna Bates. - Mamy tu kogo. *** Nawiasem mwic, oni wszyscy wyraali si cakiem inaczej. Gdybym ich zapisywa dosownie, syszelibycie totalny bekot - z p tuzina jzykw plus Babel osobistych idiomw. Co prostsze tiki jednak si przedostaway - dobroduszna wojowniczo Saschy, niech Sarastiego do czasu przeszego. Cunningham na skutek nieprzewidzianego zajcia podczas prac nad patem skroniowym straci wikszo zaimkw osobowych rodzaju mskiego i eskiego. Ale to dalece nie wszystko. Prawie wszyscy w co drugim zdaniu mieszali angielski, hindi i hadza; aden prawdziwy naukowiec nie pozwala

sobie krpowa myli konceptualnymi ograniczeniami jednego jzyka. Czasem za zachowywali si jak syntetycy - porozumiewali si niezrozumiaymi dla zwyklaka chrzkniciami i gestami. To nie jest tak, e najcilejszej czowce brakuje umiejtnoci interpersonalnych; po prostu po przejciu pewnego progu formalny jzyk dziaa cholernie wolno. Wyjtkiem bya Susan James. Chodzca sprzeczno - kobieta tak oddana Komunikacji jako Czynnikowi Jednoczcemu, e na potwierdzenie tej tezy daa sobie posieka mzg na oddzielne fragmenty. Chyba tylko j obchodzio, z kim akurat rozmawia. Reszta mwia wycznie swoim jzykiem, nawet rozmawiajc z kim innym. Nawet inne persony James komunikoway swoje myli na wasny sposb, niech kady sobie przetumaczy, jak umie. To nie stanowio problemu. Na Tezeuszu wszyscy umieli czyta si nawzajem. Lecz Susan to nie interesowao. Zawsze dobieraa sowa do adresata, adaptowaa si. Jestem przekanikiem. Istniej, eby wypenia luk - gdybym tylko relacjonowa ich sowa, niczego bym nie wypenia. Mwi wic, co mieli na myli - zrozumiecie z tego, ile tylko dacie rad. Oprcz Susan James, lingwistki i herszta Bandy, ktrej ufam na tyle, by moga mwi sama. *** Pitnacie minut do apogeum: maksymalnie bezpieczna odlego, na wypadek, gdyby Rorschach postanowi kontratakowa. Daleko pod nami pole magnetyczne artefaktu uciskao atmosfer Bena jak may palec Boy. Spyway pod niego wielkie, ciemne chmury burzowe; za nim zderzay si skbione zawijasy. Pitnacie minut do apogeum, a Bates cay czas liczy, e Sarasti zmieni zdanie. To w pewnym sensie jej wina. Gdyby potraktowaa nowe zadanie jak kolejny krzy, ktry ma nie, moe wszystko potoczyoby si mniej wicej tak jak przedtem . Byaby sabiutka nadzieja, e Sarasti pozwoli nam zacisn zby i schodzi tam jak zwykle, cho atakuj ju nas nie tylko hordy siwertw, magnesw i mieszkajcych w id potworw, ale take sprynowe zapadnie. Bates jednak zrobia z tego afer. To nie byo kolejne gwno w rurze; to gwno rur zatkao. Na tym czym ledwo udaje nam si przey w standardowych warunkach; jeli

zacznie nam umylnie przeciwdziaa... nie wyobraam sobie wystawiania si na takie ryzyko. Czternacie minut do apogeum i Amanda Bates nadal auje tych sw. Podczas poprzednich ekspedycji nanielimy na map dwadziecia sze przegrd w rnych stadiach rozwoju. Przewietlalimy je rentgenem i ultradwikami. Obserwowalimy, jak pezn korytarzami albo powoli zatapiaj si w cianach. Przesona, ktra zatrzasna si za Band Czworga, bya cakiem innym stworzeniem. Jakie jest prawdopodobiestwo, e pierwsza z takim czuym spustem miaa przypadkiem jeszcze pryzmaty przeciw laserom? Nie od typowego wzrostu. To byo zastawione na nas. Zastawione przez.... To jest druga kwestia. Trzynacie minut do apogeum, a Bates obawia si lokatorw. Cay czas si wamujemy; to akurat si nie zmienio. Ale na pocztku, amic kdk apk, mylelimy, e demolujemy pusty domek letniskowy, na dodatek jeszcze w budowie. Mylelimy, e na razie nie mamy do czynienia z wacicielami. Nie spodziewalimy si, e zdybi nas, gdy wchodzimy do nich w nocy, eby si odla. A teraz, gdy jeden z nich to zrobi, trzeba si zastanowi, jak bro moe mie schowan pod poduszk... Przegrody mog si zamkn w kadej chwili. Ile ich jest? S stae czy przenone? Nie moemy kontynuowa, nie wiedzc tego. Z pocztku Bates ze zdziwieniem i zadowoleniem stwierdzia, e Sarasti si z ni zgadza. Dwanacie minut do apogeum. Z tej wysokoci, dobrze poza zasigiem szumu, Tezeusz patrzy na pogite, pokurczone ciao Rorschacha, nie spuszczajc z oka ranki, ktr wypalilimy mu w boku. Nasz namiot na przyssawkach pokrywa j jak bbel; Diabeek ze rodka sa nam drug, bezporedni relacj z toczcego si eksperymentu. Sir. Wiemy, e Rorschach jest zamieszkany. Czy ryzykujemy prowokowanie ich jeszcze raz? Chcemy ryzykowa, e ich zabijemy?. Sarasti niezupenie na ni patrzy i niezupenie si odzywa. Gdyby to zrobi, pewnie powiedziaby co w rodzaju: Nie rozumiem, jak takie miso, jak ty, w ogle przeyo do dorosoci. Jedenacie minut do apogeum, a Amanda Bates ubolewa - nie pierwszy raz - nad

tym, e misja nie jest objta wojskow jurysdykcj. Czekalimy, a osigniemy maksymaln odlego przed dokonaniem eksperymentu. Rorschach moe to potraktowa jako wrogi ruch, przyzna Sarasti gosem wyzbytym choby ladu ironii. Teraz sta przed nami, przygldajc si rozgrywce ConSensusa na stole. Po odsonitych oczach biegay odbyski, nie do koca maskujc gbsze odbicia pod nimi. Dziesi minut do apogeum. Susan James chciaa, eby Cunningham odoy tego cholernego papierosa. Dym po drodze do wentylatora mierdzia, a poza tym nie by potrzebny - taka anachroniczna maniera, sposb na zwracanie uwagi: potrzeb nikotyny rwnie dobrze zaspokoiby plasterek, ktry nie dymi i nie cuchnie. To jednak nie wszystko, co mylaa. Zastanawiaa si, dlaczego wczeniej Sarasti wezwa Cunninghama do siebie i dlaczego on pniej tak dziwnie na ni patrzy. Mnie to take intrygowao. Szybkie sprawdzenie stempli czasowych w ConSensusie powiedziao mi, e w tym czasie sprawdzano jej kart medyczn. Sam te do niej zajrzaem, pozwoliem ksztatom poodbija si midzy pkulami; jaka cz mojego mzgu namierzya podniesiony poziom oksytocyny jako prawdopodobn przyczyn tej narady. Istniao osiemdziesiciodwuprocentowe prawdopodobiestwo, e James staa si, jak na gust Sarastiego, zbyt ufna. Nie miaem pojcia, skd to wiem. Nigdy go nie miaem. Dziewi minut do apogeum. Na razie Rorschach straci z naszego powodu moe par czsteczek atmosfery. Ale to si wanie miao zmieni. Nasz widok na doln baz podzieli si jak bakteria: jedno okienko przedstawiajce sam bbel namiotu, drugie - szerszy, taktyczny widok jego otoczenia. Osiem minut do apogeum. Sarasti wycign wtyczk. Nasz namiot na dole pk jak nadepnity owad. Rana buchna gejzerem: na brzegach szalaa burza niena, misterne jak koronka elektrycznie naadowane zawijasy. Atmosfera wylaa si w prni, rozlaa cienko, skrystalizowaa. Obszar wok bazy przez chwil si skrzy. Widok by niemal pikny. Bates tak nie sdzia. Przygldaa si krwawicej ranie z twarz bez wyrazu, jak Cunningham, ale szczkocisk miaa jak przy tcu. Przeskakiwaa wzrokiem z jednego obrazu na drugi - wypatrywaa w cieniu duszcych si istot. Rorschach dosta drgawek. Potne pnie i arterie zadygotay, fala sejsmiczna rozbiega si po konstrukcji.

Epicentrum zaczo si skrca, potny wycinek z naszym otworem w poowie dugoci obrci si wok osi. W miejscu, gdzie obracajcy si segment czy si z pozostaymi, nieruchomymi, pojawiy si izostatyczne linie; konstrukcja jakby tam mika, rozcigaa si i obkurczaa, jak wielki poduny balon dzielcy si przez obrt na kiebaskowate ogniwka. Sarasti mlasn. Podobny dwik wydaj koty, widzc ptaka po drugiej stronie szyby. ConSensus jkn gosem ocierajcych si o siebie wiatw: to telemetria z czujnikw na dole, uszu przytknitych do ziemi. Kamer Diabeka znw nie dawao si sterowa, a przesyany obraz by przechylony i zanieony. Gapia si tpo w krawd wywierconego przez nas wejcia do podziemnego wiata. Stkanie przycicho. Ostatnia, delikatna chmurka krystalicznego gwiezdnego pyu rozproszya si w kosmosie, ledwo widoczna nawet na maksymalnym wyostrzeniu. adnych trupw. Przynajmniej gdy si patrzyo z gry. Nagy ruch w bazie na dole. Z pocztku mylaem, e to szum na czu Diabeka, igrajcy wzdu kontrastowych linii - ale nie, na krawdziach otworu co si faktycznie poruszao. Wrcz falowao: tysic nitek grzybni wysuwajcych si z przecicia i wijcym si ruchem zapadajcych z powrotem w ciemno. - Hm... - powiedziaa Bates. - Pewnie reaguje na spadek cinienia. Taki sposb na zaatanie przebicia. Dwa tygodnie po zranieniu Rorschach zacz si goi. Apogeum mamy za sob. Teraz ju z grki. Tezeusz rozpocz powolne opadanie na terytorium wroga. - Nie uywa tych przegrd - zauway Sarasti.

Geny mi w mzgu namieszay ebym odczuwa wol Bo Chujki se wykombinoway e tym sposobem si rozmno Tylko e mzg te ma metody eby zje ciastko i je mie Podwi se nasieniowody I mog sobie, kurwa, chcie Selektor r, Parafilety Seks w pierwszej osobie - prawdziwy seks, jak upieraa si, by go nazywa Chelsea, to co, co mona byo tylko stopniowo polubi: urywany oddech, odr i prostackie klaskanie o siebie spoconych cia penych porw i wypryskw, no i jeszcze jedna osoba, ze zbiorem rzeczy, ktre lubi, albo nie. Niewtpliwie ta zwierzco pocigaa. W kocu tak to robilimy przez miliony lat. Lecz ta cielesno z Trzeciego wiata zawsze miaa w sobie element walki, konfliktu dwch asynchronicznych rytmw. Zupeny brak konwergencji. Tylko rytm zderzajcych si cia, walka o dominacj - kade prbuje si zsynchronizowa ze sob to drugie. Dla Chelsea bya to najczystsza forma mioci. Mnie zacza wydawa si walk wrcz. Przedtem, obojtne, czy si pieprzyem ze stworzeniami z wasnego menu, czy skrkami sterowanymi przez kogo innego, to ja wybieraem kontrast, rozdzielczo, faktur i styl. Aspekty fizjologiczne, starcie konkurujcych ze sob poda, niekoczca si gra wstpna, po ktrej jzyk martwieje ci do nasady, a twarz masz lepk i byszczc - dzisiaj to tylko drobne perwersje. Opcje dla masochistw. Ale Chelsea nie miaa adnych opcji. Tylko standardowe ustawienia. Dogadzaem jej. Pewnie nie byem bardziej cierpliwy wobec jej zachcianek ni ona wobec mojej nieudolnoci w ich zaspokajaniu. Wynagradzay to inne rzeczy.

Chelsea moga pokci si o cokolwiek, drwica, przenikliwa i ciekaws ka jak kot. Uderzaa bez ostrzeenia. Niepotrzebna na rynku pracy, jak wikszo, czerpaa prost rado z faktu, e yje. Bya impulsywna i porywcza. Przejmowaa si ludmi. Pagiem. Mn. Chciaa mnie pozna. Chciaa we mnie wej. I to okazywao si problemem. - Moglibymy sprbowa jeszcze raz - powiedziaa kiedy, po kolejnym starciu potu i feromonw. - I nawet nie bdziesz pamita, co ci tak zocio. Nie bdziesz nawet pamita, e bye zy, jeli nie chcesz. Umiechnem si i odwrciem wzrok; paszczyzny jej twarzy stay si nagle chropowate i nieprzyjemne. - Ile to ju razy? Osiem? Dziewi? - Ja po prostu chc, Cyg, eby by szczliwy. Prawdziwe szczcie to ogromny dar, mog ci go da, jeli mi pozwolisz. - Ty nie chcesz, ebym by szczliwy - powiedziaem przyjemnym tonem. Chcesz, ebym by przebudowany pod klucz. Przez chwil, mmmm, mruczaa z ustami przytknitymi do mojej szyi. Wtem: - Co? - Chcesz zmieni mnie w kogo bardziej, bardziej zgodnego. Chelsea uniosa gow. - Popatrz na mnie. Przekrciem swoj. Wyczya chromatofory na policzku; tatua, jak przeszczepiony, trzepota teraz na ramieniu. - Popatrz mi w oczy - dodaa. Spojrzaem na pen niedoskonaoci cer wok nich, na wijce si po biakach naczynia wosowate. Poczuem si lekko skonsternowany, e takie nieudane, psujce si organy, jeszcze od czasu do czasu potrafi mnie zahipnotyzowa. - No dobra - powiedziaa. - To co miae na myli? Wzruszyem ramionami. - Cigle udajesz, e to partnerstwo. Oboje wiemy, e to rywalizacja. - Rywalizacja. - A ty prbujesz mnie zmanipulowa, ebym gra wedug twoich regu. - Jakich regu? - eby nasz zwizek dziaa tak, jak ty chcesz. Chelsea, ja nie myl, e to twoja

wina. Zupenie nie. Prbujemy manipulowa sob nawzajem, odkd... cholera, przecie to nawet nie jest ludzkie. Od czasu ssakw. - Nie wierz. - Pokrcia gow. Po twarzy przesuny si nitkowate kosmyki wosw. - Mamy poow dwudziestego pierwszego wieku, a ty wyjedasz z tym gwnem o wojnie pci? - Jasne, twoje regulacje to ju cakiem zaawansowany etap. Wle prosto do rodka i przeprogramowa sobie partnera na optymaln ulego. - Co ty sobie mylisz, e ja ciebie... tresuj? Jak szczeniaka? - Robisz, co ci podpowiada natura. - Jezu, nie wierz, e moge wyjecha z tak bzdur. - Mylaem, e cenisz sobie szczero w zwizku. - W jakim zwizku? Wedug ciebie nie ma czego takiego. To po prostu... obustronny gwat, czy co w tym gucie. - Bo na tym zwizki polegaj. - Daruj sobie takie gwniane teksty. - Podniosa si, przeoya stopy za brzeg ka. Odwrcia si do mnie plecami. - Wiem, co czuj. Tyle przynajmniej wiem. Chciaam tylko, eby by szczliwy. - Wiem, e ty w to wierzysz - powiedziaem delikatnie. - Wiem, e to nie wydaje si strategi. Nic si nie wydaje, kiedy jest wbudowane tak gboko. Wydaje si naturalne, waciwe. Taka sztuczka natury. - Raczej, kurwa, kogo innego. Usiadem obok niej, otarem si o ni ramieniem. Odsuna si. - Znam si na tym - powiedziaem po chwili. - Wiem, jak dziaaj ludzie. To moja praca. Ale jej te. Kady utrzymujcy si z grzebania w mzgach musia by wiadomy tych prymitywnych sprze skrytych w piwnicy. Po prostu postanowia o tym zapomnie; przyznanie si do czegokolwiek kcioby si z jej witym oburzeniem. O tym chyba te mogem powiedzie, wiedziaem jednak, ile napre moe znie ukad, a na prby niszczce jeszcze nie byem gotowy. Nie chciaem jej straci. Nie chciaem traci poczucia bezpieczestwa, poczucia, e ma znaczenie, czy yj, czy umarem. Tylko eby si odrobin odsuna. ebym mia miejsce na zaczerpnicie powietrza. - Czasem straszny z ciebie gad - powiedziaa. Zadanie wykonane.

*** Nasze pierwsze podejcie stao pod znakiem ostronoci i marginesw bezpieczestwa. Teraz wchodzilimy jak grupa szturmowa. Scylla pdzia ku Rorschachowi na ponad dwch g, gadkim, przewidywalnym ukiem koczcym si w zniszczonej bazie. W zasadzie mogaby tam wyldowa; moe Sarasti chwyci dwie sroki za ogon i zaprogramowa wahadowiec na niezalene zbieranie jakich danych. W kadym razie zrobi to bez nas - Scylla wyplua nas w kosmos prawie pidziesit kilometrw od nowego miejsca desantu, nagich i spadajcych na jakim ustrojstwie ze sznurka i drutu, ktrego masa reakcyjna ledwo pozwalaa na mikkie ldowanie i szybk ucieczk. Nie mielimy nawet nad nim kontroli: sukces zalea tu od nieprzewidywalnoci, a jak j najlepiej zapewni, ni samemu nie wiedzc, co si robi? Logika Sarastiego. Wampirza logika. Czciowo umielimy j przenikn: gigantyczna deformacja zasklepiajca przebicie powoki Rorschacha bya wielekro wolniejsza i bardziej kosztowna ni zastawka, ktra uwizia Band. Fakt, e nie uyto tu takich zastawek, sugerowa, e ich instalacja zajmuje jaki czas - moe trzeba przemieci niezbdn mas, moe napi spryny reakcji. To daje nam pewne okno czasowe. Moemy wyprawia si do legowiska, dopki lwy nie potrafi przewidzie naszego celu i z gry zastawi tam puapek. O ile uciekniemy, zanim to zrobi ju po naszym przyjciu. - Trzydzieci siedem minut - powiedzia Sarasti, a nikt z nas nie mg zgbi, skd t liczb wzi. Tylko Bates odwaya si zapyta. Ledwo zaszczyci j spojrzeniem. - Nie zrozumiesz. Wampirza logika. Niezrozumiae wnioski z oczywistych przesanek. Od nich zaleao nasze ycie. Silniczkami manewrowymi sterowa preprogramowany algorytm, enicy Newtona z rzutami kostk. Wektor podejcia nie by cakiem losowy - odkd wyeliminowalimy kbowiska przewodw, strefy wzrostu, obszary pozbawione drogi ewakuacji w linii prostej, lepe odcinki i nierozgazione segmenty (Nudne, powiedzia Sarasti, skrelajc je), pozostao nam zaledwie dziesi procent artefaktu. Spadalimy w kbowisko jeyn osiem kilometrw od poprzedniego ldowania. I tym razem nie byo sposobu, ebymy nawet my sami przewidzieli dokadny punkt

uderzenia. Jeli Rorschach to umie, zasuguje na wygran. Spadalimy. Zbate iglice i skate koczyny ciy niebo ze wszystkich stron, szatkujc odlegy gwiazdobraz i zbliajcego si superjowisza na postrzpion, czarno poykowan mozaik. Trzy albo trzydzieci kilometrw od nas czubek jakiej napuchnitej odygi pk, w milczeniu eksplodujc naadowanymi czstkami i mg z przedziurawionej, marzncej atmosfery. Jeszcze gdy blad, widziaem wijce si skomplikowanymi spiralami wiechcie i serpentyny: pole magnetyczne Rorschacha, rzebice jego wasny oddech w radioaktywny deszcz ze niegiem. Nigdy wczeniej nie widziaem tego nieuzbrojonym okiem. Czuem si jak owad w gwiezdn zimow noc, spadajcy przez lene pogorzelisko. Nasze sanki odpaliy hamulce. Napiem pasy uprzy, zasprynoway, obiem si o podobnie opancerzone ciao obok. Sascha. Tylko Sascha, przypomniaem sobie. Cunningham upi reszt rodkami uspokajajcymi, zostawi jeden rdze, samotny w grupowym ciele. Nie miaem pojcia, e z wielokrotn osobowoci da si to zrobi. Gapia si na mnie zza szybki. Przez skafander nie widziaem adnej jej paszczyzny. Nie potrafiem nic wyczyta w oczach. Ostatnio to si strasznie czsto zdarzao. Nie byo z nami Cunninghama. Gdy Sarasti przydziela fotele, nikt nie zapyta dlaczego. Biolog by teraz pierwszym spord rwnych - pierwszym odmroonym zastpc, niemajcym ju nikogo za sob. W naszej zaodze nie do zastpienia, by drugi od koca pod wzgldem zastpowalnoci. Co czynio mnie jeszcze bardziej wartociowym. Teraz redukowaem prawdopodobiestwo o jedn trzeci. Ram wstrzsno milczce uderzenie. Ponownie spojrzaem w przd, przed Bates na przedniej palecie, przed roboty, kotwiczce po dwa po kadej jej stron ie. Sanie wypuciy bbel szturmowy, prefabrykowany nadmuchiwany przedsionek, zamontowany na wybuchowej gowicy penetrujcej, ktra przebije si przez skr Rorschacha jak wirus przenikajcy do komrki nosicielskiej. Ustrojstwo na wrzecionowatych nkach skurczyo si i znikno z pola widzenia. Par chwil pniej na tle hebanowego krajobrazu przed nami zapono i zgaso punktowe sodowe soce - adunek antymaterii tak may, e prawie daoby si policzy atomy, wystrzelony bezporednio w kadub. O wiele brutalniej ni ta niemiaa gra wstpna za pierwszym razem.

Wyldowalimy twardo, gdy przedsionek jeszcze si nadmuchiwa. Trepy zeskoczyy z sa chwil przed upadkiem, plujc z dysz maymi oboczkami gazu, ustawiajc si wok nas w obronn rozet. Bates bya nastpna, uwolnia si z wizw i poeglowaa prosto do puchncego habitatu. Sascha i ja wyadowalimy centralk wiatowodow - zamykany bben pmetrowej gruboci i trzy razy takiej szerokoci - taszczc go midzy nami, podczas gdy jeden z trepw przeciska si przez boniast luz namiotu. - Dobra, rusza si. - Bates wisiaa na jednym z uchwytw habitatu. - Trzydzieci minut do... Urwaa. Nie musiaem pyta dlaczego: idcy przodem trep ustawi si nad wieo przebitym wejciem do rodka i przysa nam pierwsz pocztwk. Na dole byo wiato. *** Mona by pomyle, e to uatwia spraw. Nasz gatunek zawsze ba si ciemnoci; przez miliony lat tulilimy si do siebie w grotach i jamach, gdy niewidzialne stwory wszyy i porykiway - albo po prostu czekay, milczce i niewykrywalne - pord nocy. Mona by pomyle, e wiato, choby najsabsze, zlikwiduje przynajmniej niektre cienie, pozostawi umysowi mniej luk do wypeniania najgorszymi wyobraeniami. Mona by. Zeszlimy za onierzem na d, w mtny blask, przypominajcy mleko cite jak krew. Najpierw wydawao si, e wieci sama atmosfera, wietlna mga zacierajca wszystko, co byo odleglejsze ni dziesi metrw. Okazao si to jednak zudzeniem; tunel, w ktry weszlimy, mia okoo trzech metrw szerokoci i owietlay go rzdy podniesionych arzcych si kreseczek - mniej wicej ksztatu i wielkoci odcitych ludzkich palcw - poprowadzone rzadk potrjn spiral wzdu cian. Podobne wypukoci zarejestrowalimy ju za pierwszy razem, ale ich krawdzie nie byy a tak ostre - no i one same w adnym razie nie wieciy. - Lepiej w bliskiej podczerwieni - zameldowaa Bates, przesyajc widmo do naszych HUD-w. Atmosfera byaby przezroczysta dla grzechotnikw. I bya przejrzysta dla sonaru: wiodcy trep sia w mg echolokacyjnymi mlaskami i odkry, e siedemnacie

metrw przed nami tunel rozszerza si w swego rodzaju komor. Wytajc wzrok w tamtym kierunku, mogem z wysikiem dojrze przez mg jakie podziemne kontury. Z wysikiem dostrzegaem cofajce si w mg zbate stwory. - Idziemy - powiedziaa Bates. Podczylimy si do trepw, jednego zostawilimy, eby pilnowa odwrotu. Kade z nas wzio sobie po jednym do roli podrcznego anioa stra. Maszyny czyy si z naszymi wywietlaczami laserowym czem; ze sob za usztywnionymi, opancerzonymi wiatowodami, rozwijajcymi si z bbna za nami. Najlepszy dostpny kompromis w rodowisku, gdzie brakuje optymalnych rozwiza. Nasi ochroniarze na uwizi zapewni nam czno nawet podczas samotnych wycieczek za rg albo w lepe uliczki. Taak. Samotnych wycieczek. Majc do wyboru: rozdzieli grup albo obejrze mniej, musielimy si rozdzieli. Bylimy pospiesznymi kartografami, rozgldajcymi si za zotem; wszystko, co robilimy, byo na wiar: wiar, e z prostych pomiarw, ktre tu w przelocie zrobimy, da si wyprowadzi jakie oglne zasady rzdzce wewntrzn architektur Rorschacha. Wiar, e wewntrzna architektura Rorschacha w ogle ma takie zasady. Wczeniejsze pokolenia oddaway cze zym i kaprynym duchom. Nasze wierzyo w uporzdkowany wszechwiat. Lecz tutaj, w Diabelskiej Bakawie, samo przychodzio do gowy, e nasi przodkowie by moe byli blisi prawdy. Posuwalimy si tunelem. Cel podry ukaza si nawet ludzkim oczom - nie tyle komora, ile splot: wze przestrzeni uformowany przez zbieg kilkunastu rozmaicie zorientowanych tuneli. Na kilku lnicych paszczyznach poyskiway nierwne siatki kropelek ywego srebra, byszczce ksztaty wystaway z okalajcej tkanki jak chaotycznie rozstrzelone i wcinite w mokr glin oyska kulkowe. Popatrzyem na Bates i Sasch. - Panel sterujcy? - zapytaem. Bates wzruszya ramionami. Roboty skanoway wyloty wok nas, siejc w kady sonarem. HUD rysowa na podstawie ech pobieny trjwymiarowy model: poacie farby chlapnitej na niewidoczne ciany. Bylimy kropkami porodku zwoju nerwowego, malekim rojem pasoytw infekujcych wielkiego, pustego w rodku nosiciela. Wszystkie tunele zakrzywiay si w agodne spirale, kady w innej paszczynie. Sonar umia w nie zajrze par metrw dalej, ni my. Ani oczy, ani ultradwiki nie dostrzegay niczego, co pozwolioby dokona wyboru ktrego z nich.

Bates wskazaa jeden z korytarzy. - Keeton... - Po chwili drugi. - Sascha. - I odwrcia si, szybujc po wasnej niewydeptanej ciece. Niepewnie zerknem w swj. - Jakie szczeglne... - Dwadziecia pi minut - powiedziaa. Skierowaem si w swj i powoli we zagbiem. Zakrzywia si w prawo, dug, monotonn spiral, ktra po dwudziestu metrach przesoniaby wejcie, gdyby wczeniej nie zrobia tego mtna atmosfera. Mj trep szed przy nodze, szczkajc sonarem jak tysicem zbkw, rozwijajc smycz z odlegej szpuli w splocie. Ta smycz bya pewn pociech. Bo bya krtka. Trepy mogy oddali si na dziewidziesit metrw i ani kroku dalej, a my mielimy surowo przykazane przez cay czas trzyma si ich skrzyde. Ta ciemna, nawiedzona nora moe sobie prowadzi choby do pieka, ale nikt nie oczekuje, e tam ni pjd. Moje tchrzostwo jest oficjalnie usankcjonowane. Zostao pidziesit metrw. Za pidziesit metrw bd mg si odwrci i uciec z podwinitym ogonem. Tymczasem mog tylko zaciska zby, skupia si, notowa: Wszystko, co widzicie, powiedzia Sarasti. I jak najwicej tego, czego nie widzicie. I liczy, e ten nowy, skrcony limit czasowy skoczy si, zanim Rorschach znw wpdzi nas jak szpil w bekoczc demencj. ciany wok mnie przeszed skurcz i dreszcz, jak ciao dopiero co zabitego zwierzcia. Co wskoczyo i wyskoczyo z pola widzenia z delikatnym chichotem. Skup si. Notuj. Jeli trep tego nie widzi, to nieprawda. Na szedziesitym pitym metrze duch wlaz mi do hemu. Prbowaem nie zwraca na niego uwagi. Patrze gdzie indziej. Ale on nie migota na skraju pola widzenia; wisia centralnie na szybce, jak wirujcy, punktowy zawrt gowy pomidzy mn a wywietlaczem. Zacisnem zby i staraem si patrze przez niego, wbi wzrok w mtn, krwaw mgiek na bliskim dystansie, przyglda si rwanym relacjom z podry w maych okienkach podpisanych Bates i James. Tam nie byo nic ciekawego. Ale tutaj, prosto przed moimi oczyma, najnowszy mzgojeb Rorschacha unosi si jak rozmyty odcisk palca porodku obrazu z sonaru. - Nowy objaw - zameldowaem. - Halucynacja nieperyferyjna, stabilna, cho bezksztatna. adnych widocznych szpil... Obraz w okienku podpisanym Bates podskoczy gwatownie.

- Keet...! Po czym gos znikn. I okienko te. Ale nie tylko Bates. Okienko Saschy oraz sonarowy obraz z robota zamigotay i zgasy w tej samej chwili: HUD by goy, poza danymi z wntrza skafandra i maym, migajcym czerwonym wskanikiem Brak sygnau. Odwrciem si: trep wci tam by, trzy metry za moim prawym ramieniem. Doskonale widziaem jego port optyczny, zamontowany w plastronie rubinowy paznokietek. Widziaem te lufy. Wycelowane we mnie. Zamarem. Robot wzdrygn si w jakim lokalnym elektromagnetycznym wle, jakby si przestraszy. Mnie, albo... Czego za mn... Zaczem si odwraca. Hem nagle wypeni si szumem i czym, co brzmiao troch jak gos: - ...uszaj si, Kee... nie... - Bates? Bates? W miejscu Braku sygnau wykwita inna ikona - trep z jakiego powodu przeszed na radio - i cho miaem go niemal w zasigu rki, sygna by ledwie syszalny. Batesowa sieczka: - Po two... przed samym... Potem take Sascha, troch wyraniej: - ...czego tego nie widzi? - Czego nie widz? Sascha! Niech kto mi powie, czego nie widz? - ...mnie? Keeton, syszysz? Bates jakim sposobem podkrcia sygna; szum rycza jak ocean, ale przynajmniej syszaem sowa: - Sysz! Co... - Nie ruszaj si, rozumiesz? Absolutnie nic. Zrozumiae? - Zrozumiaem. - Robot wci trzyma mnie na trzscym si celowniku, ciemne tczwki kamery stereoskopowej to rozszerzay si, to zway konwulsyjnie. - Co... - Keeton. Przed tob co jest. Dokadnie midzy tob a robotem. Nie widzisz? - N-nie. HUD mi nie dziaa... Wcia si Sascha: - Jak on moe tego nie widzie, skoro to jest prosto...

Bates warkna, zaguszajc j: - Wielkoci czowieka, promienicie symetryczne, osiem, dziewi ramion, jak macki, ale segmentowane. Spiczaste. - Nic nie widz - powiedziaem. Ale co przecie widziaem: co sigajcego po mnie, w kapsule na Tezeuszu. Widziaem co zwinitego, nieruchomego, skrytego w krgosupie statku , obserwujcego, jak ustalamy najlepszy plan. Widziaem Michelle, synestetyczk, zwinit w embrion. - Tego nie wida... jest nie... nie... w-widzialne... - Co robi?! - zawoaem. Czemu tego nie widz? Czemu nie widz? - Unosi si. Troch faluje. Chole... Keet... Trep odskoczy w bok, jak klepnity olbrzymi doni. Odbi si od ciany i nagle laserowe cze wrcio, napeniajc wywietlacz informacjami. Widok z kamer Bates i Saschy pdzcych obcymi tunelami, widok z robota: skafander z napisem Keeton na napierniku, a tu przed nim co przypominajcego falujc rozgwiazd o zbyt wielu ramionach... Banda wytoczya si zza zakrtu i nagle niemal co zobaczyem wasnymi oczyma, migocce po jednej stronie jak cicha byskawica. Byo due, ruszao si, ale mj wzrok jakim sposobem zelizgiwa si za kadym razem, gdy prbowa si skupi. To nieprawda, pomylaem, a drc od histerycznej ulgi, to po prostu kolejna halucynacja, ale wtedy w pole widzenia wpyna Bates i to byo tu przede mn, adnego migotania, adnej niepewnoci, skolapsowana funkcja prawdopodobiestwa i niezaprzeczalna masa. Zdemaskowane, chwycio si najbliszej ciany i przeskoczyo nam nad gowami, wymachujc segmentowanymi ramionami jak biczami. Nagy trzask, bzyknicie gdzie z tyu gowy - i znowu polatywao swobodnie, osmalone i dymice. Zacinajcy si trzask. Jk wysprzglajcej maszyny. Porodku korytarza unosiy si w szyku trzy trepy. Jeden przodem do obcego. Migna mi jaka miercionona wypustka, chowajca si w osonie. Bates wyczya robota, zanim zdy zamkn paszcz. cza optyczne i trzy komplety puc wypeniay hem rykiem cikich oddechw. Odczony trep dryfowa w mglistej atmosferze. Zwoki obcego odbiy si delikatnie od ciany. Drgay - stubia z ludzkich krgw, osmalona, opalona z misa. Waciwie niespecjalnie przypominaa teraz moje pokadowe wizje. Z jakiego

niewyjanionego powodu wydao mi si to niemal uspokajajce. Dwa aktywne trepy obserwoway mg, dopki Bates nie wydaa im nowych rozkazw; wtedy jeden odwrci si, eby pilnowa zwok, drugi za podtrzyma przewrconego koleg. Bates chwycia martwego trepa i odpia mu smycz. - Wycofujemy si. Powoli. Id zaraz za wami. Pokrciem przy odrzutach. Sascha si zawahaa. Wok nas wiy si jak ppowiny zwoje ekranowanego kabla. - Ju - powiedziaa Bates, wtykajc do odczonego trepa kabel z wasnego skafandra. Sascha ruszya za mn. Bates sza z tyu. Patrzyem w HUD: zaraz pojawi si tam rj wielorkich potworw. Nie pojawi si. Ale poczerniay twr na brzuchu sterowanej przez Bates maszyny by wystarczajco realny. To nie halucynacja. Ani choby zrozumiay wytwr strachu i synestezji. Rorschach by zamieszkany. Mieszkacy byli niewidzialni. Czasami. W pewnym sensie. Aha. No wanie. Jednego dopiero co zabilimy. *** Bates pchna wyczonego trepa w niebo, gdy tylko dotarlimy w prni. Kiedy zapinalimy pasy, koledzy uyli go jako celu treningowego, strzelajc i strzelajc, a zosta tylko stygncy oboczek pary. Rorschach nawet ten niewyrany oboczek rozbi w filigran, zanim zdy si rozwia. W poowie drogi na Tezeusza Sascha odwrcia si do pani major. - Czy ty... - Nie. - Ale... one robi rzeczy same, nie? S autonomiczne. - Nie w trybie zalenym. - Awaria? Impuls? Bates nie odpowiedziaa. Uprzedzia gr. Zanim wrcilimy, Cunningham zdy ju wyhodowa na krgosupie Tezeusza kolejny guzek, zdaln sal operacyjn wypchan czujnikami i manipulatorami. Jeden z ocalaych trepw chwyci trupa i przeskoczy tam, gdy wchodzilimy pod skorup. Gdy dokowalimy, towar by ju na miejscu.

Urodzilimy si na nowo tu przed uzyskaniem wstpnych wynikw sekcji. Holograficzny duch rozcitego obcego unis si z ConSensusa jak jaka olbrzymia, obdarta ze skry tusza przyniesiona nam na uczt. Rozpostarte ramiona wyglday jak ludzkie krgosupy. Usiedlimy wok stou i czekalimy, kto wemie pierwszy ks. - Musiaa strzela do tego mikrofal? - sarkn Cunningham, stukajc w st. Jest kompletnie ugotowane. Wszystkie komrki rozsadzio od rodka. Bates pokrcia gow. - To bya awaria. Rzuci jej kwane spojrzenie. - Awaria, ktrej przypadkowym skutkiem jest precyzyjne wycelowanie do ruchomego obiektu. Jak dla mnie to mao przypadkowe. Bates patrzya na niewzruszona. - Co przestawio autonomiczne celowanie z wyczonego na wczone. Jak rzut monet. Traf. - Traf to... - Cunningham, odpu sobie. Nie potrzeba mi teraz twoich pierd. Oczy w tej gadkiej martwej twarzy przewrciy si i nagle skupiy na czym nad gow. Poszedem za jego wzrokiem. Sarasti gapi si na nas jak wypatrujca nornic sowa, dryfujca powoli pod si Coriolisa. Tym razem te nie ma osony. Wiedziaem dobrze, e jej nie zgubi. Wbi wzrok w Cunninghama. - Wnioski. Ten przekn lin. Stukn palcami, przed nami zamigotay fragmenty obcej anatomii, pooznaczane kolorami. - No dobra, jedziemy. Obawiam si, e na poziomie komrkowym mog powiedzie bardzo mao. Pomidzy bonami niewiele ocalao. I samych bon, prawd mwic, zostao nieduo. W kwestii morfologii oglnej: okaz jest spaszczony grzbietowo-brzusznie i promienicie symetryczny, co zreszt widzicie. Wapniowy egzoszkielet, skeratynizowany plastikowy naskrek. Nic szczeglnego. Bates spojrzaa na niego sceptycznie. - Plastikowa skra to nic szczeglnego? - W takim rodowisku waciwie spodziewaem si plazmy Sanduloviciu. Plastik to po prostu rafinowana ropa. Wgiel organiczny. A to co jest oparte na wglu. A nawet na biakach, chocia ma je o wiele mocniejsze, ni my. Liczne krzyowe

wizania siarkowe, wzmacniajce poprzecznie, o ile dao si pozna z tego, czego nie zdenaturoway twoje trepy. - Oczy Cunninghama patrzyy przez nas na wskro, jego wiadomo ewidentnie przebywaa daleko na rufie, mieszkaa w zdalnych czujnikach. - Tkanki ma przesycone magnetytem. Na Ziemi znajdujemy go w mzgach delfinw, ptakw wdrownych, nawet niektrych bakterii - we wszystkim, co si orientuje lub nawiguje na podstawie pl magnetycznych. Wracajc do struktur makro, jest pneumatyczny szkielet wewntrzny, jak mi si zdaje, robicy take za ukad miniowy. Kurczliwa tkanka przepycha gaz przez ukad pcherzy, ktre napinaj lub rozluniaj poszczeglne segmenty ramienia. wiato wrcio do oczu Cunninghama na do dugo, by zdy skupi wzrok na papierosie. Unis go do ust, zacign si gboko i znw odoy. - Zwrcie uwag na wgobienia u nasady kadego z ramion. - Na wirtualnym trupie arzyy si pomaraczowo sflaczae balony. - Kloaki, mona by rzec. Tam s wszystkie wloty i wyloty: jedz, oddychaj i wydalaj przez t sam komor. Poza tym nie ma adnych istotniejszych otworw. Banda zrobia min, majc oznacza: Zbrzydzona Sascha. - A czy to si nie... zatyka? Wydaje si nieefektywne. - Jeli jeden si zatka, jest jeszcze osiem innych. Nastpnym razem, jak zadawisz si kostk kurczaka, poaujesz, e nie jeste tak nieefektywna. - A co on je? - zapytaa Bates. - Nie wiem. Wok kloak znalazem tkanki przypominajce odki miniowe, co oznacza, e one co uj. Albo uy w jakich punktach dziejw. Co jeszcze... - Rozoy rce, papieros zostawi za sob blad smug. - Odpowiednio je napi i mamy hermetyczne zamknicie. Razem z naskrkiem pozwala to temu organizmowi na przetrwanie przez pewien czas w prni. Wiemy ju, e radzi sobie z promieniowaniem ta, cho nie pytajcie w jaki sposb. Jego odpowiedniki genw musz by o wiele twardsze ni u nas. - Czyli moe przey w prni - rzucia z namysem Bates. - W takim sensie, jak delfin pod wod. Przez pewien ograniczony czas. - Jak dugo? - Nie jestem pewien. - Centralny system nerwowy - powiedzia Sarasti. Bates i Banda nagle znieruchomiay. Ciao James ziono jej aspektami, zastpujcymi Sasch.

Z ust i nosa Cunninghama wydobyy si krte struki dymu. - Jak si okazuje, nie ma w nim niczego centralnego. Niewyksztacona gowa, brak nawet skupisk organw zmysowych. Cae ciao jest pokryte czym podobnym do plamek ocznych, chromatoforw - moe to jedno i drugie. Wszdzie s szczecinki. O ile zdoaem zauway - jeli te rozgotowane wkienka, ktre udao mi si poskada do kupy po tej twojej awarii, to faktycznie nerwy, a nie co cakiem innego - kada z tych struktur jest niezalenie sterowana. Bates usiada prosto. - Serio? Kiwn gow. - Co jakby niezalenie sterowa ruchem kadego z wosw na twojej gowie, chocia to stworzenie jest cae pokryte maymi woskami. To samo dotyczy oczu. Setki tysicy oczu na caej powoce. Kade z osobna to zaledwie kamera z otworkowym obiektywem, ale ma niezalene ogniskowanie i domylam si, e gdzie po drodze te wszystkie dane si integruj. Cae ciao dziaa jak jedna, rozproszona siatkwka. Teoretycznie powinno to dawa ogromn ostro wzroku. - Teleskop w ukadzie rozproszonym - mrukna Bates. - Pod kadym okiem jest chromatofor... pigment to rodzaj kryptochromu, wic pewnie ma co wsplnego z widzeniem, ale miejscowa tkanka potrafi go take rozciga i kurczy. Sugeruje to umiejtno dynamicznej pigmentacji, jak u kaamarnicy albo kameleona. - Dopasowanie wzorem do ta? - zapytaa Bates. - To moe tumaczy, dlaczego Siri tego nie widzia? Cunningham otworzy nowe okno i puci zaptlony, zaszumiony filmik przedstawiajcy Siriego Keetona i jego niedostrzegalnego partnera do taca. Stworzenie, ktrego nie widziaem, dla kamer byo nieprzyjemnie namacalne: pywajca tarcza dwukrotnie szersza od mojego tuowia, ramiona odchodzce od brzegw jak grube, wlaste liny. Po jego powierzchni falami przechodziy wzory, jak gra wiate i cieni na wodnej pycinie. - Jak widzisz, wzory nie pasuj do ta - odpar Cunningham. - Ani troch. - Moesz wyjani, dlaczego Siri by na niego lepy? - zapyta Sarasti. - Nie - przyzna Cunningham. - To wykracza poza standardow krypsis. Ale Rorschach sprawia, e widzicie rne rzeczy, ktrych nie ma. Niewidzenie czego, co jest, sprowadza si do tego samego.

- Kolejna halucynacja? - zapytaem. Kolejne wzruszenie ramionami i zacignicie si dymem. - Jest wiele sposobw na oszukanie ludzkiego ukadu wzrokowego. Ciekawe, e zudzenie zawiodo, gdy pojawio si kilku obserwatorw, ale jeli chcecie naprawd pozna mechanizm, musicie mi zapewni do pracy co lepszego ni to. - Dgn zwglone szcztki doni z papierosem. - Ale... - James wzia gboki wdech. - Mowa o czym... solidnie zaawansowanym. Bardzo zoonym. O ogromnej mocy przetwarzania. Cunningham znw skin gow. - Na moje oko tkanka nerwowa to okoo trzydziestu procent masy ciaa. - Czyli to jest inteligentne. - Jej gos brzmia prawie jak szept. - Ani troch. - Ale... trzydzieci procent... - Trzydzieci procent okablowania sensorycznego i motorycznego. - Znw si zacign. - Co jak omiornica: ogromna liczba neuronw, ale poowa schodzi na obsug przyssawek. - Mnie si wydawao, e omiornice s cakiem inteligentne - wtrcia James. - Jak na miczaki, to na pewno. Ale masz pojcie, ilu przewodw by potrzebowaa, gdyby fotoreceptory z twojego oka byy rozrzucone po caym ciele? Na pocztek tak ze trzysta milionw przeduaczy, od milimetra do dwch metrw dugoci. To oznacza, e sygnay przychodz jak popadnie, kompletnie niezsynchronizowane, czyli miliardy kolejnych bramek logicznych do uspjniania tych danych. A dostajesz w ten sposb tylko jeden statyczny obraz, zero filtrowania, interpretacji, integracji po szeregu czasowym. - Wzdrygnicie. Haust dymu. - Teraz pomn to przez dodatkowy osprzt, potrzebny, eby zogniskowa na czym te wszystkie oczka, dodaj moc obliczeniow, umiejc sterowa kadym chromatoforem z osobna. Trzydzieci procent moe i na to wszystko wystarczy, ale mocno wtpi, czy cokolwiek zostanie na filozofi i nauk. - Machn rk w kierunku adowni. - Ten... to... - Wydo. Cunningham obrci to sowo na jzyku. - wietne. To wydo jest absolutnym cudem ewolucyjnej inynierii. Ale jest gupie jak but. Chwila ciszy.

- No to czym ono jest? - zapytaa wreszcie James. - Czyim zwierzakiem? - Kanarkiem w kopalni - podsuna Bates. - Albo nawet i nie kanarkiem - odpar Cunningham. - Moe to tylko krwinka biaa z manipulatorami. Moe robot naprawczy. Sterowany zdalnie albo napdzany odruchami. Ale zaraz, ludzie, przeskoczylimy powaniejsze pytanie: jak beztlenowiec moe wyksztaci zoone, wielokomrkowe ciao, a ju w ogle porusza si tak szybko, jak to co? Taki poziom aktywnoci spala ogromne iloci ATP. - Moe to nie uywa ATP - powiedziaa Bates, a ja pocignem podpowied: adenozynotrifosforan. Komrkowe rdo energii. - Byo wypchane po brzegi ATP - wyjani jej Cunningham. - Wida to nawet po tych szcztkach. Pytanie brzmi: jak mu si udaje tak szybko go syntetyzowa, eby zaspokoi takie potrzeby? Czysto beztlenowe cieki to za mao. Nikt nie wysun adnych sugestii. - No, w kadym razie - dokoczy - koniec lekcji. Po krwawe szczegy zajrzyjcie do ConSensusa. - Zakoysa palcami swobodnej rki: spektralny przekrj znikn. Pracuj dalej, ale jeli chcecie dosta prawdziwe odpowiedzi, przyniecie mi takiego osobnika, tylko ywego. - Zgasi papierosa o grd i rozejrza si wyzywajco po bbnie. Reszta prawie nie zareagowaa; ich topologie jeszcze iskrzyy rewelacjami sprzed paru minut. Moe dla Oglnego Obrazu faktycznie waniejszy jest konik Cunninghama - by moe, w redukcjonistycznym wszechwiecie, biochemiczne fundamenty powinny liczy si bardziej ni niuanse inteligencji pozaziemskiej i etykiety kontaktw midzygatunkowych. Oni nie tylko przetwarzali, oni nurzali si w faktach: przyssali si do odkry Cunninghama jak skazacy, ktrzy wanie odkryli, e mog zosta zwolnieni przez bd proceduralny. Nie byo wtpliwoci: mamy w rkach martwe wydo. Ale to tak naprawd nie jest obcy. Nie jest inteligentny. To tylko krwinka z manipulatorami. Gupia jak but. atwiej znie wiadomo uszkodzenia mienia ni morderstwa.

Problemw nie da si rozwiza na tym samym poziomie wiadomoci, ktry je wykreowa. Einstein To Robert Paglino umwi mnie z Chelsea. Moe poczu si odpowiedzialny, gdy nasz zwizek zacz si wykoleja. A moe Chelsea - przecie taka z niej pani Naprawialska - poprosia go o interwencj. W kadym razie, zaraz kiedy usiedlimy sobie w QuBicie, stao si oczywiste, e jego zaproszenie nie ma czysto t owarzyskiego motywu. Zarzdzi jaki neurotropowy koktajl z lodem. Dla mnie rickards, jak zwykle. - Cigle staromodnie - stwierdzi Pag. - Cigle na etapie gry wstpnej - zauwayem ja. - A tak to widoczne, co? - Siorbn. - To mnie nauczy prbowa subtelnie podej zawodowego argonaut. - Do tego nie trzeba a argonauty. Nawet owczarka by nie nabra. - Prawd rzekszy, topologia Paga z rzadka mwia mi o czym, czego ju nie wiedziaem. Odczytywanie go nigdy nie dawao mi jakiej szczeglnej przewagi. Moe po prostu zbyt dobrze si znalimy. - No - powiedzia. - Zapodawaj. - Nie ma za wiele. Po prostu poznaa moje prawdziwe ja. - Jest bardzo le. - Co ona ci powiedziaa? - Mnie? Nic. Rzuciem mu spojrzenie nad brzegiem szklanki. Westchn. - Wie, e j zdradzasz. - e co?

- Zdradzasz. Ze skrk. - Ta skrka jest wzorowana na niej! - Ale nie jest ni. - No nie jest. Nie pierdzi, nie kci si, nie wybucha paczem za kadym razem, gdy nie dasz si zacign na rodzinn wizyt. Suchaj, bardzo j kocham, ale wiesz co... kiedy ostatni raz prbowae seksu w pierwszej osobie? - W siedemdziesitym czwartym - odpar. - No co ty. - Mylaem, e nigdy. - Pomidzy sesjami troch robiem za medycznego misjonarza w Trzecim wiecie. W Teksasie cigle si obapiaj i posuwaj. - Wytrbi caego neurotropa. - Wydawao mi si to cakiem w porzdku. - Ta nowo szybko si nudzi. - Widz. - Pag, przecie nie robi nic niezwykego. To ona ma odchyy. Zreszt nie chodzi tylko o seks. Cigle si rozpytuje, wszystko chciaaby wiedzie. - Na przykad co? - Niewane rzeczy. Moje dziecistwo. Rodzina. Nikomu nic do tego. - Interesuje si i tyle. Wiesz, nie kady uwaa, e wspomnienia z dziecistwa to tajemnica. - Dziki za spostrzeenie. Tak jakby nikt przedtem si nie interesowa. Jakby Helen si nie interesowaa, grzebic w moich szufladach, filtrujc poczt, ac za mn z pokoju do pokoju i pytajc ciany i zasony, dlaczego zawsze jestem taki ponury i skryty. Tak si interesowaa, e nie wypuszczaa mnie z domu, dopki wszystkiego jej nie powiedziaem. W wieku dwunastu lat byem jeszcze na tyle gupi, e zdawaem si na jej ask. Mamo, to osobiste sprawy. Nie chc o tym rozmawia. A gdy domagaa si odpowiedzi, czy to problem w sieci, w szkole, moe to dziewczyna, moe... chopak, o co chodzi i dlaczego nie ufam wasnej matce, czy nie wiem, e mog jej zaufa we wszystkim - wtedy uciekaem do azienki. Wytrzymywaem uporczywe pukanie, wcibski, przejty gos przez drzwi i na koniec nasycone uraz milczenie. Czekaem, a nabior pewnoci, e sobie posza. Czekaem, kurwa, przez pi godzin, wychodziem, a ona staa w holu z zaoonymi rkami i oczyma penymi wyrzutu i rozczarowania. Tamtego wieczoru wykrcia zamek z drzwi azienki, bo rodzina nie powinna si przed sob zamyka. Bo si interesowaa.

- Siri - powiedzia cicho Pag. Zwolniem oddech, sprbowaem jeszcze raz: - eby to byy tylko rozmowy o rodzinie. Ona chce ich pozna. Cigle chce mnie zacign na spotkanie ze swoj. Mylaem, e spinam si z Chelsea, nikt mi nie powiedzia, e bd musia na ywo... - I bye? - Raz. - Wszdobylskie, apice za wszystko stwory, udajce aprobat, udajce yczliwo. - Super byo, jeli lubisz rytualne obmacywanie przez band zakamanych nieznajomych, ktrzy nie znosz twojego widoku, ale nie maj jak si do tego przyzna. Pag wzruszy ramionami. - Brzmi jak typowa rodzina starego typu. Czowieku, jeste syntetykiem, nie? Masz do czynienia z o wiele bardziej zakrconymi dynamikami. - Mam do czynienia z informacj od innych ludzi. Nie rzygam do sfery publicznej swoim yciem osobistym. Te wszystkie hybrydy, konstrukty, z ktrymi pracuj, one si nie... ...dotykaj... - ...dopytuj - skoczyem zdanie. - Wiedziae z gry, e Chelsea jest troch starowiecka. - Jasne, kiedy jej pasuje. - Pocignem yk ale. - Kiedy ma w rku sklejark do neuronw, to jest supernowoczesna. Co swoj drog nie znaczy, e nie powinna troch popracowa nad swoj strategi. - Strategi. Jezu, to nie jest adna strategia. Nie widzisz, e cierpi? Siri, le, kurwa, na pododze, zwinita w kbek, bo tak bardzo mnie boli, a ty umiesz tylko krytykowa moj taktyk? To co mam, cholera, zrobi, pochlasta si, czy co?. Wzruszyem ramionami i si odwrciem. Sztuczki natury. - Pacze - powiedziaem teraz. - Ma wysoki kwas mlekowy, wic jej atwo. To tylko chemia, ale obnosi si z tym jak z dowodem, e jestem jej co winien. Pag zasznurowa usta. - To nie znaczy, e gra. - Wszystko jest gr. Wszystko jest strategi. Sam dobrze wiesz. - Prychnem. - I jest wkurzona, bo ja zrobiem sobie tak skrk? - Chyba nie chodzi o sam skrk, raczej o to, e jej nie powiedziae. Wiesz, co

sdzi o szczeroci w zwizkach. - Pewnie. Najlepiej w ogle. Spojrza na mnie. - Pag, uwierz mi cho troch. Jak mylisz, powinienem jej powiedzie, e wzdrygam si na sam jej widok? Organizm zwany Robertem Paglino siedzia w milczeniu, pociga swoje narkotyki i porzdkowa to, co zamierza powiedzie. Wzi oddech. - Nie mog uwierzy, e moesz by a takim jebanym tpakiem - odezwa si. - Taak? No to mnie owie. - Oczywicie chce, eby jej mwi, e nie odrywasz od niej wzroku, kochasz jej pory na skrze i poranny oddech, i czemu poprzestawa na jednej regulacji, moe trzasn sobie dziesi. Ale to nie znaczy, kretynie, e chce, eby kama. Chce, eby to wszystko byo prawd. A zreszt... czemu to nie moe by prawd? - Bo nie jest - odpowiedziaem. - Jezu, Siri! Ludzie nie s racjonalni. I ty nie jeste racjonalny. Nie jestemy mylcymi maszynami, jestemy czujcymi maszynami, ktre przypadkiem myl. Wzi wdech i pocign kolejny yk. - I dobrze o tym wiesz, bo nie byby w stanie wykonywa swojej pracy. Albo, przynajmniej... - skrzywi si - wie twj organizm. - Organizm. Chodzio mu o mnie i moje protokoy. Mj chiski pokj. Teraz ja wziem oddech. - Ale wiesz, to nie u kadego si sprawdza. - Wanie widz. Nie czytaj si ukady, w ktre jeste za mocno uwikany, nie? Efekt obserwatora. Wzruszyem ramionami. - Zreszt ja te - doda. - Chyba te za bardzo bym ci nie lubi z tym twoim pokojem. Wyrwao mi si, zanim si powstrzymaem: - Chelsea mwi, e wolaaby prawdziwy. Unis brwi. - Prawdziwe co? - Chiski pokj. Mwi, e lepiej by j rozumia. QuBit przez chwil szepta i brzcza wok nas. - Waciwie rozumiem, czemu tak mwi - powiedzia w kocu Pag. - Ale ty...

udao ci si, czowieku z kapsuy. - No, nie wiem. Kiwn gow, zdecydowanym ruchem. - Wiesz co, mwi si o mniej utartych ciekach, a ty chyba sam sobie wydeptae ciek. Nie wiem dlaczego. Co jakby nauczy si kaligrafowa palcami stp, wiesz? Albo polineuropatia proprioreceptorowa. To ciekawe, e w ogle umiesz; i zdumiewajce, e jeste w tym dobry. Zmruyem oczy. - Proprio...? - Zdarzali si kiedy ludzie bez adnego poczucia... jakby, samego siebie. Fizycznoci. Nie czuli ukadu wasnego ciaa w przestrzeni, nie mieli pojcia o uoeniu koczyn, albo czy w ogle je maj. Niektrzy mwili, e czuj si jak po przeciciu rdzenia. Odcielenieni. Wysyali do rki sygna motoryczny i musieli przyjmowa na wiar, e tam dotar. Wic kompensowali to wzrokiem, nie czuli, gdzie jest rka, ale patrzyli, jak si porusza, zastpujc tym normalne sprzenie czuciowe, ktre dla nas jest tak oczywiste. Potrafili chodzi, jeli skupili wzrok na nogach, i koncentrowali si na kadym kroku. Cakiem dobrze im to szo. Ale nawet po latach wicze, jeli rozkojarzyo si ich w p kroku, wywracali si jak fasola po zabraniu tyczki. - Mwisz, e ja mam tak samo? - Korzystasz ze swojego chiskiego pokoju jak oni ze wzroku. Na nowo, prawie od zera, wynalaze empati, ktra pod pewnymi wzgldami - oczywicie nie wszystkimi, bo wtedy nie musiabym ci tego mwi - jest lepsza od oryginau. Dlatego taki jeste dobry w syntezie. Pokrciem gow. - Ja obserwuj i tyle. Patrz, co robi ludzie, a potem wyobraam sobie, co sprawio, e tak robi. - Dla mnie brzmi jak empatia. - Ale nie jest. Empatia to niezupenie wyobraanie sobie, co czuje ten drugi. Raczej, co by si samemu czuo na jego miejscu, nie? Zmarszczy brwi. - No i co? - A jeli nie wiesz, jakby si czu, to co? Spojrza na mnie, paszczyzny mia powane i cakowicie klarowne.

- Przyjacielu. Jeste lepszy ni ci si wydaje. Moe nie zawsze si tak zachowujesz, ale... ja ci znam. Ju przedtem ci znaem. - Znae kogo innego. Ja jestem czowiekiem z kapsuy, nie pamitasz? - Taak, to by kto inny. Moe pamitam go lepiej ni ty. Ale co ci powiem. Nachyli si. - Obaj bycie mi wtedy pomogli. Moe on na zasadzie tej starowieckiej empatii, a ty musiae sobie skleci na poczekaniu jaki schemat blokowy z materiaw odpadowych, ale to tym wiksze osignicie. Stary, dlatego cay czas mam z tob kontakt. Mimo e masz wetknity w dup kij jak Iglica z Rio. Unis szklank. Posusznie stuknem w ni swoj. Wypilimy. - Nie pamitam go - powiedziaem po chwili. - Tamtego Siriego? Sprzed kapsuy? Skinem gow. - Nic a nic? Zastanowiem si. - On cay czas mia ataki, prawda? Cigle musiao go bole. Nie pamitam adnego blu. - Szklank miaem prawie pust. Pocignem yczek. - On... mi si jednak czasem ni. e... e nim jestem. - I jak to jest? - Kolorowo. Wiesz, wszystko byo bardziej nasycone. Dwiki, zapachy. Intensywniejsze ni naprawd. - A teraz? Spojrzaem na niego. - Mwie, e byo kolorowe. Co si zmienio? - Nie wiem. Moe nic. Po prostu ju... waciwie nie pamitam snw, gdy si budz. - To skd wiesz, e je masz? - zapyta. Chuj tam, pomylaem, i ostatnim ykiem osuszyem szklank. - Bo wiem. - Skd? Zmarszczyem przypomniaem. - Bo budz si umiechnity. brwi, zbity z tropu. Musiaem pomyle, zanim sobie

Szeregowcy

patrz

wrogowi

oczy.

Szeregowcy wiedz, jaka jest stawka. Znaj cen zej strategii. Co znaj generaowie? Taktyczne strzaki na folii. Caa hierarchia dowodzenia jest postawiona na gowie. Kenneth Lubin, Suma zerowa Ju od samego przebicia poszo le. W planie byo wywoanie precyzyjnie dawkowanego zamieszania na nowym przyczku, obliczonego na zwabienie jakiej krwinki z manipulatorami, prbujcej naprawi szkod. Naszym zadaniem byo zastawi puapk i wycofa si, dajc wiar zapewnieniom Sarastiego, e nie bdziemy musieli dugo czeka. Czasu nie mielimy w ogle. Od razu po przebiciu kaduba, w wirujcym pyle co si zakotowao, a te serpentynowe ruchy natychmiast wczyy synn inicjatyw polow Bates na wysokie obroty. Jej trepy zanurkoway i chwyciy w celowniki wijce si, uczepione ciany korytarza wydo. Musia je oszoomi nasz wybuch - klasyczny przypadek znalezienia si w zym miejscu w zym czasie. Bates ocenia okazj w uamku sekundy i plan rozpad si w plazm. Zanim zdyem choby mrugn, jeden z trepw dgn wydo szpikulcem do biopsji. Wynielibymy zwierzaka w caoci, gdyby magnetosfera Rorschacha nie wybraa akurat tej chwili, eby sypn nam piaskiem w oczy. A tak, zanim trepy z ociganiem wrciy do akcji, ich up znika ju za zakrtem. Bates bya uwizana do onierzy; wcignli j do krliczej nory (Ustawiaj to!, wrzasna do Saschy), gdy tylko daa im swobod. A ja byem uwizany do Bates. Ledwie zdylimy wymieni z Sasch wytrzeszczone spojrzenia, a pocigno take mnie. Nagle znw znalazem si w rodku: nasycony szpikulec do biopsji odbi si od mojej szybki i przelecia z byskiem,

nadal przypity do paru metrw samotnego monowkna. Miejmy nadziej, e Sascha go znajdzie, podczas gdy my z Bates bdziemy zajci polowaniem; przynajmniej misja nie zakoczy si kompletn porak, jeli nie wrcimy. Trepy wloky nas niczym przynt na haku. Bates pyna jak delfin, tu przede mn, bez wysiku utrzymujc si porodku korytarza sporadycznym strzaem odrzutu. Ja odbijaem si od cian, usiujc si ustabilizowa, starajc si wyglda, jakbym kontrolowa sytuacj. A te pozory byy wane - cay sens wabika polega na udawaniu oryginau. Dali mi nawet pistolet, oczywicie tylko na wszelki wypadek, bardziej dla pocieszenia ni obrony. Obejmowa przedrami i strzela plastikowymi kulami, niewraliwymi na pola indukcyjne. Tylko Bates i ja. onierz-pacyfistka i szansa jak przy rzucie monet. Miaem gsi skrk, jak zawsze. W gowie skrobay i drapay te same duchy. Tym razem jednak strach wydawa si stumiony. Odlegy. Moe to po prostu kwestia czasu, tego, e lecimy przez magnetyczny krajobraz zbyt szybko, by ktrakolwiek ze zjaw zdya si gbiej okopa. A moe czego jeszcze. Moe nie baem si ju duchw, bo tym razem polowalimy na potwory. Wydo zrzucio najwyraniej wszystkie sieci, ktre rozsnulimy, wchodzc tutaj; pdzio po cianach z pen prdkoci, wyrzucajc ramiona w przd jak atakujce we, skaczc tak szybko, e roboty ledwo naday wzrokiem za jego wijc si we mgle sylwetk. Nagle skoczyo w bok, poeglowao w poprzek korytarza i znikno w mniejszym tunelu. Roboty zakrciy w pocigu, zderzajc si ze cianami, potykajc... ...stajc... ...i nagle Bates gwatownie hamuje, wyskakujc za mnie, wymachujcego pistoletem. W nastpnej chwili minem roboty; moja smycz napia si i pocigna z powrotem, osadzajc mnie polizgiem na miejscu. Przez sekund czy dwie byem na linii frontu. Przez sekund czy dwie byem lini frontu, ja, Siri Keeton, protokolant, wtyka, zawodowy ciemniak. Unosiem si tam i tyle, w hemie grzmia wasny oddech, a par metrw dalej ciany... Wiy si... Perystaltyka, pomylaem z pocztku. Ten ruch jednak w ogle nie przypomina powolnych, rozkoysanych fal przechodzcych zwykle po korytarzach Rorschacha. Wic halucynacja, poprawiem si - wtem ciany wycigny tysic podobnych do biczw wapnistych jzykw, ktre chwyciy nasz up ze wszystkich stron i rozdary na strzpy...

Co chwycio mnie i obrcio. Nagle znalazem si przycinity do piersi jednego z trepw, ktry strzela z tylnych luf, z maksymaln szybkoci wycofujc si korytarzem. Drugi trzyma w objciach Bates. Kotowanina za nami oddalia si, ale wci miaem w tyle oczu jej obraz, ostry i bezceremonialny jak halucynacja. Wszdzie wyda. Ich rj kbi si na cianach, sigajc po intruza, wyskakujc kontratakiem w wiato tunelu. Nie przeciwko nam. Zaatakoway swojego. Widziaem, jak odrywaj mu trzy ramiona, potem znikn w kbicej si masie porodku przejcia. My ucieklimy. Odwrciem si do Bates - Widziaa - ale ugryzem si w jzyk. Grobowe skupienie na jej twarzy byo nie do pomylenia nawet przez dwie szybki i trzy metry metanu. Wedug wywietlacza zrobia lobotomi obu trepom, pomina ca t wspania, autonomicznie podejmujc decyzje elektronik i prowadzia je sama, rcznie, jak marionetki. Na wywietlaczu tylnego sonaru pojawiy si zmierzwione, ziarniste echa. Wyda skoczyy skada ofiar. Teraz goniy nas. Mj trep potkn si i obi o cian korytarza. Zbate odamki jakich obcych ozdb wyryy rwnolege lady w szybce mojego hemu i przez pancern tkanin skafandra rozsiekay mi misie uda. Powstrzymaem krzyk. Ale i tak si wyrwa. W moim hemie pk tuzin zgniych jaj, a jaki absurdalny alarm rozwierka si oburzonym tonem. Zakaszlaem. Oczy mi zawiy i szczypay w tym smrodzie; ledwo widziaem siwerty na wywietlaczu, byskawicznie zapalajce si czerwieni. Bates wioza nas bez sowa. Szybka hemu zagoia si na tyle, by wyczy alarm. Powietrze zaczo si oczyszcza. Wyda nas doganiay; gdy z powrotem mogem wyranie widzie, byy tylko par metrw od nas. W grze, przed nami, za zakrtem tunelu ukazaa si Sascha - Sascha, ktra nie miaa zastpcy, Sascha, ktrej inne rdzenie zostay na rozkaz Sarastiego wyczone. Na pocztku Susan protestowaa... - Jeli bdzie jaka okazja do komunikacji... - Nie bdzie - uci. ...A wic bya tam Sascha, bardziej odporna na wpyw Rorschacha, wedug jakiego kryterium, ktrego nigdy nie rozumiaem, zwinita w embrion z rkawicami przycinitymi do hemu, tak e mogem tylko modli si do jakiego zakurzonego boga, eby zdya zastawi puapk, zanim Rorschach si do niej dobra. A wyda byy tu za nami, Bates krzyczaa: Sascha! Zejd kurwa z drogi! i ostro hamowaa, o

wiele za wczenie, horda wyde apaa nas za pity, Bates wrzeszczaa: Sascha!, a wreszcie Sascha ruszya si, zareagowaa, odbia od najbliszej ciany i znikna w dziurze, przez ktr weszlimy. Bates szarpna w gowie jak wajch. Nasze wojenne limuzyny gwatownie skrciy, pluny iskrami i pociskami i zanurkoway za ni. Sascha zastawia puapk tu pod naszym otworem. Bates uzbroia j w przelocie jednym pacniciem rkawicy. Reszt miay zrobi czujniki ruchu, ale wrg by tu za nami i nie mielimy adnego zapasu. Uruchomia si, kiedy wyaziem do przedsionka. Sie wystrzelia z armatki za mn wspaniaym eksplodujcym stokiem, zapaa co, wessaa si w krlicz nor i odskoczya z powrotem, uderzajc od tyu mojego robota. Odrzut cisn nami o szczyt przedsionka, tak mocno, e mao si nie podar. Wytrzyma i odepchn nas w d, prosto na uwizione w sieci wijce si stwory. Wszdzie te falujce krgosupy. Przegubowe ramiona, trzaskajce jak kociane bicze. Jedno zapao mnie za nog i cisno jak ceglany pyton. Donie Bates odtaczyy przede mn jaki szaleczy taniec, po czym to rami rozpado si na podskakujce po namiocie czci. Wszystko nie tak, miay by w sieci, miay by obezwadnione... - Sascha! Odpalaj! - warkna Bates. Kolejna macka oddzielia si od ciaa i zatoczya na cian, zwijajc si i prostujc. Gdy tylko cignlimy sie, otwr wypeni si aerozolow piank. W niej wio si na wp zanurzone wydo, zapane dosownie uamek sekundy za pno; centralny korpus stercza jak ogromny okrgy guz obleziony przez gigantyczne robaki. - SASCHA! Artyleria. Podoga przedsionka zamkna si lamelkowo, szybko jak potrzask, po czym wszystko w ni uderzyo: trepy, ludzie, wyda, cae i w kawakach. Nie mogem oddycha. Kady naparstek ciaa way sto kilogramw. Co klepno nas w bok, gigantyczna rka tukca owada. Moe korekta kursu. A moe zderzenie. Jednak dziesi sekund pniej znw znalelimy si w niewakoci i nic nas nie rozpruo. Pywalimy jak roztocza w pieczce pingpongowej, otoczeni chaosem maszyn i drgajcych czci ciaa. Czego, co mogoby uchodzi za krew, byo niewiele. A ta odrobina unosia si przejrzystymi, falujcymi kuleczkami. Sie polatywaa porodku wszystkiego, jak opakowany w foli asteroid. Stwory w rodku owiny ramionami

samych siebie i nawzajem, zwijajc si w drce, niereagujce na nic kule. Wok sycza sprony amonometan, majcy utrzyma je w wieoci podczas dugiej podry powrotnej. - Jasna cholera - sapna Sascha, obserwujc je. - Krwiopijca to zaplanowa. Ale nie wszystko zaplanowa. Nie zaplanowa bandy wielorkich obcych, na moich oczach rozdzierajcych na strzpy jednego ze swych pobratymcw. Tego nie przewidzia. A przynajmniej o tym nie wspomnia. Ju czuem mdoci. Bates starannie skadaa przeguby razem. Przez chwil prawie nie widziaem pomidzy nimi ciemnej, napitej nici wirodrutu, delikatnego jak dym. Ta ostrono bya zrozumiaa; rwnie atwo przecina ludzkie koczyny, jak obce. Jeden z robotw przy jej ramieniu czyci sobie aparat gbowy, cierajc krew ze szczk. wirodrut znikn mi z oczu. Bo w ogle wszystko znikao. We wntrzu wielkiego, oowianego balonu ciemniao si. Szybowalimy, po czystej krzywej balistycznej. Musielimy wierzy, e Scylla zanurkuje i zgarnie nas, jak tylko oddalimy si na dyskretn odlego z miejsca przestpstwa. Musielimy zaufa Sarastiemu. Z kad godzin stawao si to coraz trudniejsze. Cho na razie si nie myli. Na og. - Skd wiesz? - zapytaa Bates, gdy pierwszy raz przedstawi nam plan. Nie odpowiedzia. Do prawdopodobne, e nie mg - nie nam. Nie bardziej ni zwyklak mgby wyjani teori bran Paszczakom. Ale tak naprawd Bates nie pytaa o taktyk. Raczej o powd, jakie uzasadnienie wkraczania na obcy teren, apania i mordowania jego mieszkacw. Na jednym poziomie oczywicie ju znaa odpowied. Wszyscy znalimy. Nie moglimy sobie pozwoli na samo tylko reagowanie. Ryzyko byo zbyt wielkie musielimy wyprzedza ich o krok. Sarasti, tyle od nas mdrzejszy, widzia to jeszcze wyraniej. Amanda Bates wiedziaa, e ma racj - wiedziaa umysem, ale chyba nie czua tego w bebechach. Moe, pomylaem, gdy wzrok mi cakiem zawodzi, prosia w ten sposb Sarastiego, eby j przekona. Ale robia nie tylko to. ***

Wyobra sobie, e jeste Amand Bates. Generaowie dawnych wiekw mieliby mokre sny i koszmary, widzc stopie twojej kontroli nad onierzami. Moesz w jednej chwili wej w sensorium dowolnego podwadnego, widzie pole bitwy z dowolnej liczby pierwszoosobowych perspektyw. Kady onierz jest lojalny a po mier, nie zadaje pyta i wykonuje wszystkie rozkazy z ochot i oddaniem, na jakie nie byoby sta ndznego misa. Tu si nie szanuje hierarchii subowej - tu si ni jest. Sama troch si boisz takiej wadzy. A troch tego, co ju z ni zrobia. Suchanie rozkazw przychodzi rwnie naturalnie, jak ich wydawanie. Owszem, wiadomo, e zdarzao ci si kwestionowa lini albo dopytywa o oglny ogld sytuacji, by moe akurat niezbdny do wykonania zadania. O twojej inicjatywie dowdczej kr legendy. Ale bezporedniemu rozkazowi nie sprzeciwia si nigdy. Pytana o wasny punkt widzenia, przedstawiasz go prosto z mostu, bez owijania w bawen - dopki nie zostan podjte decyzje i wydane rozkazy. Wtedy wykonujesz swoje zadanie bez pyta. Nawet jeli powstaj, nie tracisz czasu na ich zadawanie chyba e odpowied moe ci si do czego przyda. Czemu wic domagaa si analitycznych szczegw od wampira? Nie dla informacji. Mona by rwnie dobrze prosi osob widzc, by wytumaczya wzrok niewidomemu. Nie dla ucilenia: decyzja Sarastiego nie bya niejasna. Ani nawet przez wzgld na biednego tpaka Siriego Keetona, ktry moe nie zrozumia jakiej istotnej kwestii, ale wstydzi si sam podnie rk. Nie, jest tylko jeden powd pytania o takie detale: eby zakwestionowa. Zbuntowa si, w tym minimalnym stopniu, dopuszczalnym, kiedy ju wydano rozkazy. Kcia si, argumentowaa najmocniej, jak moga, gdy Sarasti jeszcze yczy sobie pyta. Jednake twoje argumenty zignorowa, przerwa wszelkie prby komunikacji i przeprowadzi atak wyprzedzajcy na obce terytorium. Wiedzia, e Rorschach prawdopodobnie zawiera ywe istoty, mimo to rozpru go, obojtny na cierpienie niewinnych, bezbronnych ofiar. Moe je pozabija. Moe obudzi rozjuszonego olbrzyma. Nie wiadomo. Wiadomo za to, e mu w tym pomagaa. Zetkna si ju z tak arogancj w wojsku. Liczya, e inteligentniejsze istoty bd mdrzejsze. Ju same bezbronne ofiary tej aroganckiej gupoty s powodem do zmartwienia, ale eby robi to przy takiej stawce - nie do wiary. Zabijanie niewinnych

to najmniejsze z poniesionych ryzyk; tu ryzykuje si losy wiata, prowokujc konflikt z midzygwiezdn technologi, ktrej jedynym przewinieniem byo sfotografowanie nas bez zezwolenia. Twoja niezgoda niczego nie zmienia. Zatem bierzesz j w cugle; czasem wymknie si jakie bezcelowe pytanie bez nadziei na odpowied, niesubordynacja ukryta tak gboko, e sama jej nie widzisz. A jeli widzisz - trzymasz jzyk za zbami - w yciu nie chciaaby przypomina Sarastiemu, e uwaasz, e si myli. Nie chcesz, eby si nad tym zastanawia. Nie chcesz, eby myla, e co knujesz. Bo knujesz. Nawet jeli sama przed sob si nie przyznajesz. Amanda Bates zaczyna rozwaa zmian dowdcy. *** Poprzecinany skafander dobrze mi si da we znaki - reanimacja zaja Tezeuszowi pene trzy dni. Ale mier nie stanowia usprawiedliwienia dla pozostania w tyle - po wskrzeszeniu miaem gow pen aktualizacji, zamulajcych mi wszczepk. Przegldaem je, wspinajc si do bbna. W kuchni pode mn siedziaa Banda Czworga, wpatrujc si w nietknit porcj zbilansowanego dietetycznie gluta na talerzu. Cunningham, w swoim odziedziczonym krlestwie, chrzkn na mj widok i wrci do pracy, kompulsywnie postukujc po blacie palcami doni. Podczas mojej nieobecnoci orbita Tezeusza powikszya si, naprostowano te jej ekscentryczno. Teraz trzymalimy cel na oku z mniej wicej staej odlegoci trzech tysicy kilometrw. Nasz okres obiegu mia godzinne opnienie w stosunku do Rorschacha - obcy nieubaganie pez odrobin przed nami po swojej niszej orbicie - ale uzupeniajcy strza silnikami raz na par tygodni powinien wystarczy, by nam nie uciek. Mielimy teraz prbki, stworzenia do zbadania na naszych wasnych warunkach - nie ma sensu ryzykowa kolejnych bliskich spotka, dopki nie wyciniemy wszystkich przydatnych danych z tego, czym dysponujemy. Gdy byem w trumnie, Cunningham rozbudowa laboratorium. Dorobi dwie klatki, po jednej dla kadego wyda, przedzielone wspln ciank dziaow i zabudowane w cakiem nowym habitacie. Ugotowane mikrofal trucho zostao usunite na bok jak zabawka z zeszej Gwiazdki, cho wedug logw od czasu do czasu jednak je odwiedza.

Oczywicie w adnej czci nowego moduu nie pojawia si osobicie. Zreszt nie mgby - chyba e woywszy skafander i przeskoczywszy przez adowni. Cay modu zosta odczony od luzy w krgosupie i zakotwiczony w poowie midzy nim a skorup - polecenie Sarastiego, majce zminimalizowa ryzyko skaenia. Cunninghamowi i tak byo wszystko jedno. Nawet wola zostawi ciao w pseudograwitacji, a wiadomoci polatywa midzy manipulatorami, sensorami i rnymi rnociami otaczajcymi jego nowych pupilw. Tezeusz zobaczy, e id, i wysun z kuchennego dozownika gruszk ze sodkimi elektrolitami. Banda nie uniosa gowy, gdy j mijaem. Palec wskazujcy postukiwa w roztargnieniu w skro, usta zacinite, drgajce - charakterystyczny tryb, mwicy: trwa wewntrzny dialog. Gdy tak wygldali, nigdy nie umiaem powiedzie, kto stoi na czele. Siorbnem z gruszki i zerknem na klatki. Dwa szeciany zatopione w bladoczerwonym wietle: w jednym wydo unosio si porodku sceny, segmentowane ramiona faloway jak wodorosty w delikatnym prdzie. Mieszkaniec drugiej klatki wcisn si w rg, cztery ramiona rozpocierajc na cianach, kolejne cztery faloway w otwartej przestrzeni. Korpusy, z ktrych wyrastay ramiona, byy kuliste, a nie paskie, dyskowate, jak u pierwszego okazu. Tylko odrobin spaszczone - macki za wyrastay nie z jednego pasa rwnikowego, ale z caej powierzchni. W peni rozprostowane wydo miao okoo dwch metrw szerokoci. Drugie byo zblionej wielkoci. Oprcz pywajcych ramion, adne si nie poruszao. Na ich skrze falowaa granatowa mozaika, w dugofalowym wietle niemal czarna, przypominajca wzory rysowane w trawie przez wiatr. Drugi, naoony obraz kreli stenia metanu i wodoru wedug uspokajajcych norm Rorschacha. Temperatura i wiato, jak wyej. Ikona ta elektromagnetycznego pozostawaa ciemna. Zanurzyem si w archiwa, obejrzaem przyjcie obcych sprzed dwch dni koziokujce, wrzucone bezceremonialnie do oddzielnych klatek, potem zwinite, obejmujce si ramionami, odbijajce delikatnie od cian. Pozycja embrionalna, pomylaem, ale po chwili ramiona si rozwiny, jakby rozkwity zwapniae kwiaty. - Robert mwi, e Rorschach je hoduje - powiedziaa za mn Susan James. Odwrciem si. U steru ewidentnie bya James, ale jaka taka... wyciszona. Posiek wci nietknity. Paszczyzny niewyrane. Poza oczyma. Gbokie, troch puste. - Hoduje? - powtrzyem.

- W stosach. One maj po dwa ppki. - Udao jej si sabo umiechn; dotkna jedn doni brzucha, drug plecw. - Z przodu i z tyu. Sdzi, e rosn w czym w rodzaju kolumny, jeden nad drugim. Kiedy najwyszy osignie jaki punkt w rozwoju, oddziela si od stosu i uwalnia. Zapuszkowane wyda baday teraz nowe otoczenie, wspinajc si pilnie na ciany i rozwijajc ramiona wzdu ich naronikw. Uderzajcy by widok tych napuchnitych korpusw. - Czyli ten pierwszy, ze spaszczonym... - Mody - zgodzia si. - Prosto ze stosu. Te s starsze. W miar dojrzewania robi si peniejsze. Tak mwi Robert - dodaa po chwili. Wyssaem resztki z gruszki. - Statek hoduje sobie zaog. - Jeli to statek. - Wzruszya ramionami. - Jeli to zaoga. Obserwowaem, jak si poruszaj. Nie miay zbyt wiele do zbadania - ciany byy niemal puste, gadkie, jeli nie liczy paru gowic z czujnikami i dysz z gazem. Klatki miay swoje macki i manipulatory do bardziej inwazyjnych bada, starannie pochowane podczas wprowadzenia. Ale stworzenia i tak przemierzyy cae terytorium krok za krokiem, przesuwajc si tam i z powrotem po dugich, rwnolegych, niewidzialnych ciekach. Cakiem, jakby tworzyy przekroje poprzeczne. James te to zauwaya. - Strasznie systematycznie, nie? - Co na to Robert? - Mwi, e u pszcz i grzebaczy wida rwnie skomplikowane zachowania i wszystko to s zaszyte na sztywno automatyzmy, a nie inteligencja. - Ale pszczoy si oprcz tego komunikuj, prawda? Maj ten swj taniec, ktrym mwi reszcie, gdzie s kwiaty. Wzruszya ramionami. - Wic moe jeszcze si uda z nimi pogada. - Moe. Tak bym sdzia. - Palcem wskazujcym i kciukiem masowaa czoo. - Ale na razie nic si nie udao. Odtwarzalimy im ich wasne wzory pigmentacji, ze zmianami. Dwikw chyba nie wydaj. Robert zsyntetyzowa par dwikw, ktre mogyby wydoby z kloak, gdyby tylko zechciay, ale to te na nic. Takie harmoniczne pierdzenie. - Czyli zostajemy przy modelu krwinka z mackami.

- W zasadzie tak. Ale wiesz, nie wpady w ptl. Zaprogramowane na s ztywno zwierzta powtarzaj si. Nawet te inteligentne biegaj w kko albo gryz wasn sier. Zachowania stereotypowe. A te dwa wszystko raz dokadnie obmacay, a potem po prostu... si wyczyy. W ConSensusie nadal to robiy, suny po jednej cianie, potem drugiej i kolejnej po torze w ksztacie ciasnego gwintu, niepozostawiajcym bez zbadania choby centymetra kwadratowego. - Potem co robiy? - zapytaem. Znw wzruszenie ramion. - Nic specjalnego. Krc si, kiedy si je szturcha. Machaj ramionami, w zasadzie przez cay czas: o ile nam wiadomo, nie niesie to adnej informacji. Nie stay si niewidzialne, ani nic takiego. ciank dziaow zrobilimy na jaki czas przezroczyst, eby si widziay, spilimy te audio i kana powietrzny - Robert pomyla, e moe komunikuj si jakimi feromonami - ale nic. Nawet na siebie nie zareagoway. - A prbowalicie je... no, zmotywowa? - Czym, Siri? Wasne towarzystwo ich, zdaje si, nie obchodzi. Nie da si ich przekupi jedzeniem, nie wiedzc, co jedz. A nie wiemy. Robert twierdzi, e na razie nie grozi im mier z godu. Moe da si co zrobi, kiedy bd godne. Wyczyem materia z archiwum i wrciem do czasu rzeczywistego. - Moe ywi si, ja wiem... promieniowaniem. Albo energi magnetyczn. Klatka moe generowa pole magnetyczne, prawda? - Prbowalimy. - Wzia oddech, potem wyprostowaa plecy. - Ale nie wszystko od razu. On mia par dni, a ja dopiero wczoraj wyszam z krypty. Poprbujemy dalej. - A moe bodce negatywne? - zastanowiem si. Zamrugaa. - Znaczy, zada im bl. - Niekoniecznie od razu jaki straszny. A skoro i tak nie s wiadome... Susan znikna w okamgnieniu. - No, Keeton, wanie wysune sugesti. Rezygnujesz z polityki niewtrcania si? - Cze, Sascha. Nie, oczywicie, e nie. Tylko... robiem sobie list rzeczy, ktrych ju prbowalimy. - wietnie. - Jej gos brzmia ostro. - Nie chciaabym myle, e si zapominasz.

Teraz idziemy sobie troch odpocz. Moe tymczasem pogadasz z Cunninghamem? Tak, zrb to. I koniecznie opowiedz mu swoj teori o obcych ywicych si promieniowaniem. Troch miechu na pewno dobrze mu zrobi. *** Sta na posterunku w BioMedzie, cho puste krzeso mia metr obok. Nieodczny papieros zwisa spomidzy palcw jednej doni, niemal dopalony i wygasy. Druga rka bawia si sama sob, kolejno stukajc palcami o kciuk, od maego do wskazujcego i z powrotem. Okna przed nim kipiay od informacji; on nie patrzy. Podszedem do z tyu. Obserwowaem ruch jego paszczyzn. Syszaem dobywajce si z krtani ciche sylaby: Yit-barah vyish-tabah vyit-pa-ar vyit-romam.... To nie bya jego standardowa litania, ani nawet standardowy jzyk: hebrajski, stwierdzi ConSensus. Brzmiao prawie jak modlitwa... Musia mnie usysze. Topologia spaszczya si i zesztywniaa, stajc si niemal nieczyteln. Ostatnio byy coraz wiksze problemy z rozszyfrowaniem kadego, ale Cunningham nawet przez te topologiczne zamy by jak zawsze trudniejszy w odczytaniu. - Keeton - powiedzia, nie odwracajc si. - Nie jeste ydem - powiedziaem. - Tamto byo. Szpindel, zrozumiaem po chwili. Cunningham nie uwzgldnia zaimkw mskich i eskich. Ale Isaac Szpindel by ateist. Wszyscy bylimy. Przynajmniej na pocztku. - Nie wiedziaem, e go znae - odparem. Procedura nie izolowaa zastpcw. Cunningham, nie spojrzawszy na mnie, opad na krzeso. W jego gowie i w mojej otworzyo si nowe okienko, z ramk podpisan Elektroforeza. Sprbowaem jeszcze raz. - Przepraszam, nie chciaem ci przesz... - W czym pomc, Siri? - Liczyem, e strecisz mi swoje wyniki. Przez okienko przewina si tablica Mendelejewa pierwiastkw obcego.

Cunningham zapisa j i puci analiz kolejnej prbki. - Wszystko jest udokumentowane. Znajduje si w ConSensusie. Zagraem na ego: - Chciabym jednak wiedzie, jak ty by to podsumowa. Twoja ocena istotnoci moe by rwnie wana, jak same dane. Przez chwil mierzy mnie wzrokiem. Co mrucza, powtarzajc sowa. Co niewanego. - Istotne jest to, czego nie ma - odrzek po chwili. - Mam ju dobre prbki i dalej nie mog dopatrzy si genw. Synteza biaek jest niemal prionowa - zamiast typowej transkrypcji mamy wielokrotn konformacj - ale nie mog doj, jak te cegieki s po wyprodukowaniu wstawiane w cian. - Jakie postpy na froncie energetycznym? - zapytaem. - Energetycznym? - No, pamitasz, tlenowy metabolizm przy beztlenowym budecie. Mwie, e maj za duo ATP. - To rozwizaem. - Wypuci obok dymu; daleko na rufie drobinka obcej tkanki zamienia si w ciecz i rozwarstwia na chemiczne odczyty. - S sprinterami. Przekszta to sobie, jeli umiesz. Nie umiaem. - Biochemia to sztuka kompromisu. Im szybciej syntetyzujesz ATP, tym bardziej kosztowna robi si kada czsteczka. Wychodzi na to, e wyda s w tym o wiele efektywniejsze energetycznie ni my. Tylko robi to potwornie wolno - dla kogo nieaktywnego przez wikszo czasu moe to nie by problemem. Rorschach - albo to co, z czego wyrs Rorschach - mogo dryfowa przez tysice lat, zanim wyldowao tutaj. Kupa czasu, eby zgromadzi sobie rezerw na okresy wzmoonej aktywnoci, a glikoliza, jeli ju masz fundament, odbywa si wybuchowo. Dwa tysice razy wikszy przypyw i nie potrzeba tlenu. - Czyli one przez cae ycie biegaj sprintem. - Moe maj startowy zapas ATP, ktry wypalaj, a potem umieraj. - A na ile to wystarcza? - Dobre pytanie - przyzna. - yj szybko, umieraj modo. Jeli to racjonuj, przez wikszo czasu siedz w letargu... kto wie? - Hm. Swobodnie unoszce si wydo odpyno ze rodka klatki. Jedno

wyprostowane rami utrzymywao dystans od ciany, pozostae nadal faloway hipnotycznie. Wspomniaem inne ramiona, nie tak delikatne. - Amanda i ja zagonilimy jednego w tum. I one... Cunningham wrci do prbek. - Widziaem nagranie. - Rozdary go na kawaki. - Aha. - Masz pomys dlaczego? Wzruszy ramionami. - Bates mylaa, e tam na dole toczy si wojna domowa. - A ty co mylisz? - Nie wiem. Moe tak, moe wyda s rytualnymi kanibalami, albo... no, s obce, Keeton. Co mam ci powiedzie? - Ale to nie s prawdziwi obcy. Nie s inteligentni. Wojna sugeruje inteligencj. - Mrwki cay czas wojuj. To nie dowodzi niczego, poza faktem, e yj. - A wyda w ogle yj? - zapytaem. - A co to w ogle za pytanie? - Sdzisz, e Rorschach hoduje je na czym w rodzaju tamy montaowej. Nie moesz znale genw. Moe to po prostu biomechaniczne maszyny. - Na tym polega ycie, Keeton. Sam jeste tak maszyn. - Kolejny strza nikotyny, kolejna burza cyferek, kolejna prbka. - ycie to nie albo-albo. ycie si stopniuje. - Pytam o co innego. Czy powstay naturalnie? Moe s konstruktami? - Kopiec termitw jest konstruktem? Bobrza tama? Statek kosmiczny? Oczywicie. Ale zbudoway je powstae przez ewolucj organizmy, dziaajce naturalnie? No przecie. Wic powiedz mi, jakim sposobem cokolwiek w caym rozlegym multiwiecie moe nie by naturalne? Usiowaem nie da po sobie pozna irytacji. - Wiesz o co mi chodzi. - To bezsensowne pytanie. Wybij sobie z gowy dwudziesty wiek. Poddaem si. Po paru sekundach Cunningham chyba zauway milczenie. Wylaz wiadomoci z maszyn i rozejrza si wok cielesnymi oczyma, jakby szukajc wzrokiem komara, ktry niespodziewanie przesta brzcze.

- Masz co do mnie? - zapytaem. Gupie pytanie, oczywiste. Bezceremonialno niegodna syntetyka. Jego oczy zalniy w martwej twarzy. - Przetwarzanie bez zrozumienia. Bo tak robisz, prawda? - To ogromne uproszczenie. - Mhm. - Kiwn gow. - Wic dlaczego nie potrafisz zrozumie, e zagldanie nam przez rami i pisanie listw do domu, do naszych wadcw, jest bezcelowe? - Kto musi dba, eby Ziemia nie wypada z obiegu. - Siedem miesicy w kad stron. Wolny ten obieg. - Ale jednak. - Keeton, jestemy zdani sami na siebie. Ty jeste zdany sam na siebie. Gra si skoczy, zanim do wadcw dotrze, e si zacza. - Zacign si dymem. - A moe nie? Moe rozmawiasz z kim bliej, hm? Tak? Czwarta Fala mwi ci, co masz robi? - Nie ma adnej Czwartej Fali. W kadym razie nikt mi nic nie mwi. - Moe i nie. Wasnego ycia by nie ryzykowali. To zbyt niebezpieczne, choby trzyma si z tyu i patrze z odlegoci. Dlatego zbudowali nas. - Sami si zbudowalimy. Nikt ci nie kaza przebudowywa mzgu. - No tak, nikt mnie nie zmusza. Mogem po prostu pozwoli im wyci mzg i wysa do Nieba, prawda? Taki mamy wybr. Moemy by cakiem zbdni, albo prbowa konkurowa z wampirami, konstruktami i AI. Moe ty mi powiesz, jak to robi, nie zmieniajc si w... cudaka. Tyle w gosie. Nic a nic w twarzy. Nie odezwaem si. - Rozumiesz o co mi chodzi? Zero zrozumienia. - Umiechn si sztywno. - Wic odpowiem na twoje pytania. Opni wasn prac i potrzymam ci za rczk, bo tak nam powiedzia Sarasti. Domylam si, e ten nadzwyczajny wampirzy umys ma jaki powd, eby tolerowa twoje cige apanie nas za kostki. Jest dowdc, wic si zastosuj. Ale nie jestem a tak bystry, wic wybacz: mnie si to wydaje idiotyzmem. - Ja tylko... - Robisz co do ciebie naley. Wiem. Ale nie lubi, Keeton, jak si ze mn pogrywa. A na tym polega twoja praca. *** Robert Cunningham ju na Ziemi nie kry swojego zdania o pokadowym

komisarzu. Byo to oczywiste nawet dla lepych na topologie. Od zawsze trudno mi byo go sobie wyobrazi. I nie tylko przez t pozbawion wyrazu twarz. Czasem do topologii nie przedostaway si przez ni nawet subtelniejsze, gbsze idee. Moe celowo je tumi, nie cierpic kabla w zaodze. Nie pierwszy raz zetknem si z tak reakcj. Wszyscy czuli do mnie pewn niech. Owszem, troch mnie lubili, a przynajmniej tak im si wydawao. Znosili moje wtrcanie si, wsppracowali, dawali mi wicej, ni myleli, e daj. Ale pod szorstkim kumpelstwem Szpindla, pod cierpliwymi objanieniami James nie byo prawdziwego szacunku. Skd miaby si wzi? Ci ludzie byli najcilejsz czowk, pomiennym szczytem ludzkiego rozwoju. Powierzono im losy wiata. A ja miaem po prostu donosi siedzcym w domu maym mdkom. A kiedy zbytnio si od nich oddalilimy, nawet i to nie. Zbdna masa. Nic si z tym nie zrobi. Nie ma sensu si przejmowa. Ale jednak: Szpindel rzuca komisarzem partem, a Cunningham w to wierzy i wcale si nie mia. Przez lata spotkaem wprawdzie wielu podobnych do niego, lecz oni starali si kry w cieniu. Cunningham by pierwszym, ktremu chyba si udao. Podczas szkole cay czas staraem si zbudowa relacj, znale brakujce kawaki. Ktrego dnia przygldaem si, jak pracuje w symulatorze na zdalnych manipulatorach, trenujc nowiutkie interfejsy pozwalajce przenika po kablach przez ciany. wiczy swoje umiejtnoci chirurga na jakim hipotetycznym obcym, wyczarowanym przez komputer, by sprawdzi jego technik. Czujniki i przegubowe manipulatory wyrastay z nasady pod sufitem, jak nogi gigantycznego kraba dugonogiego. Nawiedzone jego duchem, przemykay wok i zanurzay si we wntrzu jakiego na wp realnego holograficznego stwora. Ciao Cunninghama tylko delikatnie drao, w kciku ust koysa si papieros. Czekaem, a zrobi sobie przerw. W kocu z ramion uszo napicie. Zastpcze koczyny si rozluniy. - No wic. - Klepnem si po skroni. - Dlaczego ty to zrobie? Nie odwrci si. Czujniki nad polem sekcyjnym obracay si i wpatryway w nas, jak pozbawione ciaa oczy na supkach. To by teraz orodek wiadomoci Cunninghama - nie to poplamione nikotyn ciao przede mn. To byy jego oczy, albo jzyk, czy jakie inne, niewyobraalne zmysy-mieszace, ktrymi analizowa wysyane przez maszyny dane. Wycelowane prosto we mnie, w nas - jeli Robert Cunningham posiada jeszcze co, co mona okreli mianem wzroku, patrzy na

siebie oczyma oddalonymi o dwa metry od czaszki. - Waciwie, co zrobiem? - powiedzia w kocu. - Te poprawki? Poprawki. Jakby dopasowywa sobie ubranie, a nie wydziera z ciaa zmysw i wszczepia nowych w rany po nich. Kiwnem gow. - Najwaniejsze to nie wypa z obiegu - powiedzia. - Jeli si nie rekonfigurujesz, nie zyskujesz nowych kwalifikacji. A jeli ich nie masz, w niecay miesic jeste przestarzay i nie nadajesz si do niczego, moe poza Niebem albo robieniem notatek. Puciem docinek mimo uszu. - Jednak to do radykalna transformacja. - Dzisiaj ju nie. - A ty si od tego zmienie? Ciao zacigno si papierosem. Punktowa wentylacja wyssaa dym, zanim do mnie dotar. - Po to si to robi. - Przecie wpyno na twoj osobowo. Na pewno... - Aha. - Kiwn gow; na drugim kocu nerww motorycznych manipulatory zakoysay si solidarnie. - Zmieniajc oczy patrzce na wiat, zmieniasz patrzcego nimi? - Co w tym rodzaju. Teraz przyglda mi si cielesnymi oczyma. Te na supkach, za bon, podobnie jak wowe manipulatory, powrciy do pracy nad wirtualnym trupkiem, jakby postanowiy, e zbyt wiele czasu ju zeszo na pierdoy. Zastanawiaem si, w ktrym ciele jest teraz. - Dziwne, e musisz pyta - powiedziao to biakowe. - Moja mowa ciaa nie zdradza wszystkiego? Podobno wy, argonauci, czytacie w mylach? Owszem, mia racj. Nie interesoway mnie jego sowa - byy tylko fal non. Nie sysza prawdziwej rozmowy. Wszystkie jego naroniki i paszczyzny mwiy wiele i cho ich gosy byy dziwnie przesterowane od sprze i znieksztace, wiedziaem, e w kocu je zrozumiem. Musiaem tylko pozwoli mu gada. Lecz Jukka Sarasti wybra ten akurat moment, by przej tamtdy i precyzyjnym ciciem zniweczy mj doskonay plan. - Siri jest najlepszy w brany - rzuci. - Tylko nie wtedy, gdy znajduje si zbyt

blisko celu.

Dlaczego czowiek, nieokazujcy miosierdzia niszym od siebie, miaby spodziewa si, e jego wasne modlitwy o zmiowanie zostan wysuchane przez Najwyszego? Pierre Troubetzkoy - Problem w tym - powiedziaa Chelsea - e ta caa rzecz w pierwszej osobie wymaga wysiku. Musi ci zalee na tyle, eby sprbowa. Zrozum. Urobiam sobie rce po okcie nad tym zwizkiem, staraam si tak ciko, ale tobie, zdaje si, w ogle nie zaley... Mylaa, e to co nowego. Mylaa, e tego nie przewidziaem, bo nic nie powiedziaem. A ja zapewne dostrzegem to wczeniej ni ona. Nic nie mwiem, bo baem si wystawi na cios. odek skrci mi si w supe. - Zaley mi na tobie - powiedziaem. - Tylko w takim stopniu, w jakim tobie w ogle moe zalee - przyznaa. - Ale... to znaczy, wiesz, czasami jeste w porzdku, czasem wspaniale mie ci koo siebie, ale gdy tylko jaka sprawa staje si napita, odchodzisz i znikasz. Twoim ciaem steruje ten wojskowy komputer; po prostu nie mog ju tego znie... Wpatrzyem si w motylka na wierzchu jej doni. Opalizujce skrzyda leniwie si rozpostary i zoyy. Ciekawe, ile ma takich tatuay; dotd widziaem ich z pi na rnych czciach ciaa, cho zawsze tylko jeden na raz. Zastanowiem si, czy jej nie zapyta, ale moment chyba nie by odpowiedni. - Czasami bywasz taki... brutalny - mwia. - Wiem, e nieumylnie, ale... no, nie wiem. Moe ja jestem dla ciebie zaworem bezpieczestwa, czy co takiego. A moe musisz a tak mocno zanurzy si w swoj prac, e wszystko si w tobie kumuluje i potem potrzebujesz si na kim wyadowa. Moe dlatego mwisz to, co mwisz.

Teraz czekaa, a ja co powiem. - Byem szczery - odparem. - No tak. Patologicznie. Przesza ci kiedy przez gow jaka negatywna myl, ktrej by nie wypowiedzia? - Gos jej dra, ale oczy, tym razem, pozostay suche. To chyba tak samo moja wina, jak twoja. Moe nawet bardziej. Ju kiedy si spotkalimy, wiedziaam, e jeste... oddalony. Na pewnym poziomie zawsze si obawiaam, e to nastpi. - No to po co w ogle prbowa? Skoro wiedziaa, e wszystko si tak wanie posypie? - Oj, Cygnus. Moe to nie ty powtarzasz, e kady zwizek w kocu si sypie? Nie ty mwisz, e aden si nie utrzyma? U mamy z tat troch to przetrwao. W kadym razie duej ni u nas. Zmarszczyem brwi, zdziwiony, e w ogle pozwoliem takiej myli powsta. Chelsea odczytaa t cisz jako objaw zranienia. - Wiesz, moe mylaam, e bd w stanie ci pomc? Wyleczy to co, przez co cigle jeste zy. Motylek blakn. Nigdy wczeniej tego nie widziaem. - Rozumiesz o co mi chodzi? - zapytaa. - No pewnie. Uwielbiasz rozwizywa problemy. - Siri, kiedy zaproponowaam, nie chciae si zgodzi na regulacj. Tak si bae zmanipulowania, e odrzucie nawet najprostsz kaskad. Jeste jedynym facetem, jakiego znam, ktry faktycznie wydaje si niereformowalny. No, nie wiem. Moe to nawet powd do dumy. Otworzyem usta i zaraz je zamknem. Umiechna si do mnie smutno. - Nic, Siri? Nic a nic? Kiedy zawsze doskonale wiedziae co powiedzie. Wpatrzya si w jak moj wersj z przeszoci. - Teraz zastanawiam si, czy w ogle wierzye w te sowa. - To niesprawiedliwe. - Nie. Pewnie, e nie. Waciwie nie to chciaam powiedzie. Chodzi raczej... nie o to, e nie wierzysz w te sowa. Ty po prostu nie wiesz, co one znacz. Skrzydeka straciy kolor. Motylek by cienk, niemal nieruchom, warstewk wglowego pyu. - Teraz to zrobi - powiedziaem. - Zrobi sobie t regulacj. Jeli to dla ciebie

takie wane. Ju si zgadzam. - Za pno, Siri. Ju mi si odechciao. Moe chciaa, ebym j powstrzyma. Tyle sw koczcych si znakami zapytania, wszystkie te znaczce pauzy. Moe dawaa mi okazj do wytumaczenia si, do bagania o jeszcze jedn szans. Moe, eby zmieni zdanie, potrzebowaa motywacji. Mogem si postara. Mogem powiedzie: Prosz, nie. Bagam ci. Nie chc, eby sobie posza, tak zupenie, ja chciaem tylko pewnego dystansu. Prosz. Przez ostatnie trzydzieci lat tylko kiedy bylimy razem, nie czuem si jak mie. Ale gdy znw podniosem wzrok, motyl znikn. Znikna i ona, zabierajc wszystkie swoje bagae. Zabraa wtpliwoci i poczucie winy, e mnie sprowokowaa. Zostawia przekonanie, e niezgodno naszych charakterw nie jest niczyj win, e staraa si jak moga, e i ja si staraem, ugity pod ciarem wszystkich moich problemw. Odesza, moe faktycznie nie winic mnie, i nigdy nie wiedziaem, kto waciwie podj t ostateczn decyzj. W swoim fachu byem wietny. Byem tak, kurna, wietny, e robiem to nawet niechccy. *** - O rany! Syszae to? Susan James skakaa po cianach bbna jak galopujca gnu w pgrawitacji. Nawet pod ktem dziewidziesiciu stopni widziaem biaka jej oczu. - Zobacz w logach! Klatki! Zajrzaem. Jedno wydo unosio si w powietrzu, drugie wci wciskao si w rg. James wyldowaa z oskotem obun koo mnie, chwiejnie apic rwnowag. - Daj goniej! Syk klimatyzatorw. Pynce wzdu krgosupa echo klekotu odlegych maszyn; typowe pomruki ukadu trawiennego Tezeusza. Nic wicej. - Dobra, teraz tego nie robi. - James otworzya podzielone na p okienko i pucia materia wstecz. - Jest - podkrelia, odtwarzajc go z podkrconym i przefiltrowanym dwikiem. Po prawej stronie okienka unoszce si wydo podpyno do ciany dzielcej

klatki, muskajc j wycignitym ramieniem. Drugie, skulone, pozostao nieruchome na lewym ekranie. Wydawao mi si, e co sysz. Tylko przez chwil: co jak krtkie bzyknicie owada, gdyby najbliszy owad nie by o pi bilionw kilometrw std. - Powtrz. Wolniej. Faktycznie bzyczenie. Wibracja. - Duo wolniej. Mlaski echolokacyjne, wytryse z czoa delfina. Pierdzenie ustami. - Nie, daj mi. - James wcisna si przed Cunninghama i szarpna suwak w lewo. Cyk cyk... cyk... cyk cyk cyk... cyk... cyk cyk cyk... Dopplerowsko spowolnione prawie do zera bezwzgldnego, trwao to nieca minut. W czasie rzeczywistym okoo p sekundy. Cunningham powikszy podzielony obraz. Skulone wydo pozostao bez ruchu, jeli nie liczy zmarszczek na skrze i falowania swobodnych ramion. Ale przedtem widziaem ich tylko osiem - teraz za dostrzegem wygldajc zza korpusu kocist ostrog dziewitego. Dziewite rami, rozprostowane i schowane przed nami, cykcyk-cykajce, podczas gdy drugi stwr nonszalancko opiera si o cian z drugiej strony... I koniec. Rozprostowane wydo zdryfowao bez celu na rodek klatki. Oczy James rozbysy. - Trzeba sprawdzi reszt... Jednak Tezeusz wszystko widzia i by daleko przed nami. Ju przeszuka archiwa i podsun nam wyniki: trzy podobne wymiany w cigu dwch dni, o czasie trwania wahajcym si od jednej dziesitej do prawie dwch sekund. - Rozmawiaj - powiedziaa James. Cunningham wzruszy ramionami, pomidzy palcami dopala mu si zapomniany papieros. - Rne stwory rozmawiaj. A przy takiej szybkoci przekazu raczej nie jest to wysza matematyka. Tyle informacji, co u taczcej pszczoy. - Gwno prawda i dobrze o tym wiesz. - Wiem, e... - Pszczoy nie ukrywaj si umylnie, kiedy si komunikuj. Pszczoy nie wymylaj nowych sposobw cznoci, specjalnie w celu zmylenia obserwatorw. Robert, to wiadczy o elastycznoci. To inteligencja.

- A jeli nawet, to co, hm? Zapomniaa na chwil o niewygodnym fakcie, e one nawet nie maj mzgu. Wiesz co, chyba sobie tego nie przemylaa. - Oczywicie, e tak. - Naprawd? To co ci tak cieszy? Czy ty wiesz, co to oznacza? Nagle poczuem mrowienie na karku. Obejrzaem si, patrzc w gr. Porodku bbna zjawi si Jukka Sarasti, obserwowa nas z byszczcymi oczyma i obnaonymi zbami. Cunningham powid wzrokiem za moim spojrzeniem i kiwn gow. - Ja stawiam, e to wie... *** Nie byo sposobu, eby si dowiedzie, co one tam szepcz. Bez problemu moglimy odsucha dwik, zanalizowa wszystkie cyknicia i puknicia, ale nie da si zdekodowa szyfru, nie majc choby odrobiny pojcia o treci. Dysponowalimy ukadami dwikw, mogcymi znaczy cokolwiek. Mielimy przed sob stworzenia, ktrych gramatyka i skadnia - o ile ich tryb komunikacji w ogle wykazywa takie cechy - byy nieznane, a by moe niemoliwe do poznania. Mielimy przed sob stworzenia na tyle inteligentne, by si porozumiewa, i na tyle sprytne, by ukry ten fakt. Bardzo chcielimy si czego nauczy, ale byo ewidentne, e one nas uczy nie chc. Nie bez - jak ja to wtedy ujem? - bodcw negatywnych. Decyzj podj Jukka Sarasti. Zrobilimy to na jego polecenie, jak wszystko inne. Ale kiedy pady te sowa - kiedy Sarasti rozpyn si w mroku, Bates wycofaa si wzdu krgosupa, a Robert Cunningham wrci do swych bada z tyu bbna - Susan James zostaa tylko ze mn. Pierwsz osob, ktra gono wypowiedziaa ten nikczemny pomys, a take oficjalnym obserwatorem dla potomnoci. To na mnie musiaa patrze, ode mnie odwraca wzrok. Paszczyzny miaa twarde i zaamujce wiato. A potem zacza. *** Tak oto kruszy si ld:

Mamy dwie istoty. Mog by ludzkie, jeli chcesz, ale to nie bezwzgldne wymaganie. Istotne jest tylko to, by umiay si ze sob porozumiewa. Rozdzielasz je. Pozwalasz im si widzie i rozmawia. Moe to by okno midzy klatkami. Moe by komunikacja dwikowa. Niech sobie wicz sztuk konwersacji w dowolnie wybrany sposb. Zadajesz im bl. Znalezienie odpowiedniej metody chwil ci zajmie. Niektre stworzenia uciekaj od ognia, inne od trujcego gazu lub cieczy. Jeszcze inne s niewraliwe na lampy lutownicze i granaty, ale krzycz z blu raone ultradwikami. Trzeba troch poeksperymentowa; a kiedy odkryjesz odpowiedniejszy bodziec, rwnowacy bl z obraeniami, traktujesz je nim bez adnych skrupuw. Oczywicie zostawiajc im jakie wyjcie. To sedno dowiadczenia: jednemu dajesz moliwo przerwania tortury, drugiemu niezbdn do tego informacj. Moesz jednemu pokaza jak figur geometryczn, drugiemu ca ich palet. Bl ustanie, gdy ten drugi wskae ksztat widziany przez pierwszego. A wic czas start. Obserwuj, jak si wij. Jeli - kiedy - to wycz, znasz przynajmniej cz wymienionej midzy nimi informacji; a nagrywajc wszystko, co sobie przekazuj, bdziesz mie take pewne pojcie o sposobie wymiany. Gdy rozwi jedn zagadk, rzu im nastpn. Mieszaj je. Zamieniaj istoty rolami. Sprawd, jak sobie radz z kkami zamiast kwadracikw. Przetestuj z silni i cigw Fibonacciego. Powtarzaj, a wyjdzie ci kamie z Rosetty. Tak wanie komunikuje si z bratni inteligencj: zadajesz im bl i powtarzasz to, a nauczysz si odrnia mow od krzykw. Susan James urodzona optymistka, najwysza kapanka Kocioa Uzdrawiajcego Sowa, miaa najlepsze kwalifikacje, by opracowa i wdroy te protokoy. Teraz wyda wiy si na jej rozkaz. Kryy po klatkach eliptycznymi ptlami, rozpaczliwie szukajc miejsca wolnego od bodca. James pucia transmisj do ConSensusa, cho nie byo adnego krytycznego powodu, by caa zaoga Tezeusza ogldaa przesuchanie na wasne oczy. - Niech sobie wycz po swojej stronie - powiedziaa cicho. - Jak chc. Cunningham, przy caej swojej niechci do przyznania im inteligencji, nada winiom imiona. Stroszek przewanie unosi si z rozpostartymi ramionami; Kbek zwija si i wciska w kt. Susan, odgrywajc wasn, przewrotnie odwrcon rol, po prostu je ponumerowaa: Jedynka i Dwjka. Nie chodzio o to, e nie trawia

tandetnych przezwisk Cunninghama ani e dla zasady sprzeciwiaa si nadawaniu swym podopiecznym imion. Po prostu odwoaa si do najstarszej sztuczki w Elementarzu Oprawcy, pozwalajcej po pracy i do domu, bawi si z dziemi i spa w nocy: nigdy nie uczowieczaj swoich ofiar. W przypadku meduz oddychajcych metanem nie powinno to nastrcza specjalnych problemw. Ale chyba kady drobiazg odrobin pomaga. Nad nami, obok obrazw dwch obcych taczya biotelemetria, w rzadkim powietrzu dray wietliste napisy. Nie miaem pojcia, jakie odczyty s dla nich normalne, lecz nie wyobraaem sobie, by takie zbate przebiegi mogy oznacza cokolwiek poza zymi wiadomociami. Skra wyde falowaa misternymi szaroniebieskimi mozaikami. Moe to odruchowa reakcja na mikrofale; dla nas, przy naszej wiedzy, rwnie dobrze mogy to by godowe popisy. Najpewniej jednak krzyczay. James wyczya mikrofale. W lewej klatce zgas ty kwadrat, w prawej identyczna ikona schowana midzy innymi nigdy si nie zapalia. Po torturze pigment zawrza jeszcze bardziej; ramiona zwolniy, ale si nie zatrzymay. Koysay si jak nerwowe, kociste wgorze. - Ekspozycja wstpna. Pi sekund, dwiecie pidziesit watw. Mwia do logu. Kolejna poza; Tezeusz rejestrowa kady oddech na pokadzie, kady znikomy przepyw prdu, z picioma miejscami po przecinku. - Powtrz. Ikona si zapalia. Na skrze obcych zamigotay kolejne mozaikowe wzory. Ale tym razem aden nie ruszy si z miejsca. Ramiona delikatnie si wiy, zwyke spoczynkowe falowanie nabrao nieco napronego dygotu. Jednake telemetria bya rwnie ostra jak przedtem. Bardzo szybko si nauczyy bezradnoci, stwierdziem. Zerknem na Susan. - Bdziesz to wszystko robi sama? Kiedy wyczaa prd, oczy miaa byszczce i wilgotne. Ikona Kbka przygasa. U Stroszka pozostaa upiona. Odchrzknem. - To znaczy... - A kto inny to zrobi, Siri? Jukka? Ty? - Reszta Bandy. Sascha mogaby...

- Sascha? - Wpatrzya si we mnie. - Siri, ja ich stworzyam. Mylisz, e po to, eby mc si za nimi skry, kiedy... eby mc ich zmusza do takich rzeczy? Pokrcia gow. - Nie mam zamiaru ich wypuszcza. Nie zrobiabym tego nawet najgorszemu wrogowi. Odwrcia si. Byy leki, moga je wzi: neuroinhibitory umiejce rozpuci poczucie winy, zewrze je na krtko na poziomie molekularnym. Sarasti zaproponowa je, jakby wodzi na pokuszenie jakiego samotnego mesjasza na pustyni. James odmwia i nie chciaa powiedzie, dlaczego. - Powtrz - rozkazaa. Prd si wczy i wyczy. - Powtrz - rzucia jeszcze raz. Nic si nie stao. Pokazaem palcem. - Widz - odrzeka. Kbek przyciska czubkiem ramienia panel dotykowy. Ikona pod spodem arzya si jak pomie wiecy. *** Sze i p minuty pniej awansoway z tych kwadratw na animowane poklatkowo czterowymiarowe wielociany. Odrnianie dwch dwudziestoszeciociennych ruchomych bry, rnicych si jedn ciank na jednej klatce zajmowao im tyle samo czasu, co odrnianie tego kwadratu od czerwonego trjkta. Na skrze przez cay czas igray dynamiczne skomplikowane wzory, dynamiczne hafty migocce niemal zbyt szybko, by to dostrzec. - Ja pierdol - szepna James. - Moe to wybircze zdolnoci. - Cunningham doczy do nas w ConSensusie, cho jego ciao na wp pozostao w BioMedzie. - Wybircze zdolnoci - powtrzya tpo. - Sawantyzm. Supertalent do jednego rodzaju oblicze niekoniecznie dowodzi wyszej inteligencji. - Wiem, Robercie, co to s wybircze zdolnoci. Tylko myl, e nie masz racji. - Udowodnij. Zrezygnowaa wic z geometrii i powiedziaa wydom, e jeden i jeden rwna

si dwa. To ewidentnie ju wiedziay: dziesi minut pniej zgadyway na danie dziesiciocyfrowe liczby pierwsze. Wywietlia im cig dwuwymiarowych ksztatw, one wybray nastpny z kolei z menu subtelnie rnicych si figur. Potem zabraa take moliwo wyboru z menu, pokazaa pocztek nastpnego cigu i nauczya je, jak rysowa czubkiem ramienia po dotykowym panelu. Precyzyjnymi szkicami dokoczyy sekwencj, przedstawiajc kolejne logiczne kroki, koczc na figurze nieuchronnie prowadzcej do punktu wyjcia. - To nie s roboty. - Gos uwiz jej w gardle. - To wszystko tylko liczenie - powiedzia Cunningham. - Miliony programw komputerowych robi to z palcem w nosie. - Robert, one s inteligentne. Inteligentniejsze od nas. Moe nawet od Jukki. A my... czemu nie potrafisz si do tego przyzna? Miaa to wypisane na wszystkich paszczyznach: Isaac by to przyzna. - Bo nie maj odpowiednich obwodw - upiera si Cunningham. - Jak mogyby... - Nie wiem jak! - wykrzykna. - To naley do ciebie! Ja wiem tylko, e torturuj istoty, ktrym nie dorastamy mzgiem do pit. - Ale ju chyba niedugo. Jak tylko rozgryziesz ich jzyk... Pokrcia gow. - Robercie, nie mam zielonego pojcia o ich jzyku. Spdzamy tu ju... cae godziny, prawda? Siedzi tutaj caa Banda, pokady jzykowych baz danych z czterech tysicy lat, wszystkie najnowsze lingwistyczne algorytmy. Poza tym wiemy dokadnie, co mwi, i obserwujemy wszelkie moliwe sposoby przekazania tego. Co do angstrema. - Dokadnie. Wic... - I nic nie wychodzi. Wiem, e porozumiewaj si mozaik pigmentow. Moliwe, e te poprzez poruszanie tych woskw. Ale nie widz adnej prawidowoci, nie potrafi nawet doj, jak one licz, a co dopiero powiedzie im, e... przepraszam... Przez chwil nikt si nie odzywa. Bates obserwowaa nas z kuchni na suficie, ale nie staraa si przyczy. W ConSensusie, uaskawione na chwil wyda unosiy si w swoich klatkach jak wielorcy mczennicy. - No - powiedzia wreszcie Cunningham - skoro to dzie zych wieci, to ja te co mam. Zdychaj. James ukrya twarz w doniach.

- Nie od twojego przesuchania, jeli to w czym pomoe - cign biolog. - Na ile mog ustali, po prostu nie maj niektrych cieek metabolicznych. - Po prostu jeszcze ich nie wykrye - odezwaa si Bates z przeciwnej strony bbna. - Nie - powiedzia wolno i wyranie Cunningham. - Po prostu te organizmy nimi nie dysponuj. Rozpadaj si mniej wicej tak jak nasze ciaa, gdyby... Gdyby nagle z cytoplazmy w komrkach znikny wszystkie wrzeciona podziaowe. O ile mi wiadomo, zaczy si rozkada z chwil zabrania z Rorschacha. Susan spojrzaa w gr. - Mwisz, e tam zosta fragment ich biochemii? - Jaki niezbdny skadnik pokarmowy? - podsuna Bates. - One nic nie jedz... - Tak, pani lingwistko. Nie, pani major. - Cunningham zamilk. Spojrzaem w ty bbna: zapala papierosa. - Wyglda na to, e u tych stworze duo procesw komrkowych odbywa si zewntrznie. Pewnie dlatego nie mog znale w wynikach biopsji adnych genw - bo ich tam nie ma. - A co maj zamiast? - zapytaa Bates. - Morfogeny Turinga. Puste spojrzenia, wszyscy sigaj po podpowiedzi. Lecz Cunningham i tak wyjani: - Sporo rzeczy w biologii dzieje si bez udziau genw. Soneczniki wygldaj, jak wygldaj, na skutek fizycznych napre. Wszdzie w naturze pojawiaj si cigi Fibonacciego i zote podziay, a nie koduje ich aden gen - to po prostu mechaniczna interakcja. Albo, w przypadku rozwijajcego si embriona, geny mwi zacz rosn i przesta rosn, ale liczb palcw i krgw dyktuje mechanika obijajcych si o siebie komrek. Wspomniaem o tych wrzecionach podziaowych... s niezbdne do replikacji wszystkim eukariotycznym komrkom, a wyrastaj jak krysztay zupenie bez udziau genw. Zdziwilibycie si, w jakim stopniu ycie dziaa w ten sposb. - Ale geny i tak s potrzebne - zaprotestowaa Bates, podchodzc do nas. - Geny ustalaj tylko warunki pocztkowe, umoliwiajce proces. Struktura, ktra ronie potem, nie wymaga ju dokadnych instrukcji. Klasyczna zoono emergentna. Wiadomo o tym od ponad wieku. - Kolejne sztachnicie. - Albo i duej. Darwin jeszcze w osiemnastym przytacza przykad plastra miodu. - Plastra miodu - powtrzya Bates.

- Idealnie szecioktne rurki w gsto upakowanej macierzy. Pszczoy s zaprogramowane na ich budowanie, ale skd taki owad moe zna na tyle geometri, eby ukada precyzyjne szeciokty? Nie zna. Jest zaprogramowany na wygryzanie wosku i wypluwanie go, obracajc si wok wasnej osi. To daje koo. A teraz sadzamy kup pszcz obok siebie, jedna wygryza przy drugiej, tak e koa stykaj si ze sob, deformuj w szeciokty, a tak si mio skada, e one s lepsze do gstego upakowania. Bates nie ustpowaa. - Ale pszczoy s zaprogramowane. Genetycznie. - le mnie zrozumiaa. Wyda s plastrem miodu. - Rorschach jest pszczoami - wyszeptaa James. Cunningham kiwn gow. - Rorschach jest pszczoami. Te pola magnetyczne w ogle nie wygldaj mi na rodki przeciwinwazyjne. To cz systemu podtrzymywania ycia. Wydaje mi si, e reguluj i porednicz w sporej czci procesw metabolicznych wyde. W adowni mamy par stworze wycignitych ze swojego ywiou, ktre wstrzymuj oddech. Nie wytrzymaj tak w nieskoczono. - Ile czasu? - zapytaa James. - Skd mam wiedzie? Jeli mam racj, nie mamy nawet do czynienia z kompletnymi organizmami. - Jak oceniasz? - powiedziaa Bates. Wzruszy ramionami. - Par dni. Jak dobrze pjdzie.

Co ci nie zabije, czyni ci dziwniejszym. Trevor Goodchild - Tu nadal si nie gosuje - powiedzia Sarasti. Nie uwalniamy winiw. To zbyt ryzykowne. Tu, na bezkresnych pustkowiach oboku Oorta, nie ma miejsca na maksym yj i daj y innym. Niewane, co zrobi Ten Drugi, albo czego nie zrobi - pomyl, co mgby zrobi, gdyby by tylko odrobin silniejszy. Co zapewne by zrobi, gdybymy przybyli tak pno, jak mielimy. Patrzymy na Rorschacha i widzimy embrion albo rozwijajce si mode, ewentualnie kompletnie niezrozumiaego obcego, ale nie kogo winnego, nie od razu, zaocznie. Co jednak, jeli le patrzymy? Moe powinnimy widzie wszechmocnego, krwioerczego Boga, zabjc planet, jeszcze w budowie? Podatnego na atak tylko teraz, i to przez krtk chwil? Ta logika nie bya po wampirzemu niepojmowalna, nie przypominaa wielowymiarowej czarnej skrzynki, na widok ktrej ludzie wzruszaj ramionami i rozkadaj rce. Nie moglimy si usprawiedliwi, e nie znalelimy w rozumowaniu Sarastiego adnej luki - musielimy przyzna, e jej nie ma. Tym gorzej. Wiedziaem, e reszta wolaaby przyj co na wiar. Sarasti mia jednak dla opozycji schwyta-uwolni trzeci drog, ktra ewidentnie wydawaa mu si o wiele bezpieczniejsza. To akurat rozumowanie wymagao przyjcia na wiar - wedug wszelkich rozsdnych kryteriw ocierao si o samobjstwo. Tym razem Tezeusz rodzi przez cesarskie cicie - potomstwo byo zbyt due, by si przecisn przez kana na kocu krgosupa. Statek sra nim, jakby mia zatwardzenie, prosto do adowni: ogromne potwory, najeone dyszami i czukami. Kady trzy lub cztery razy wyszy ode mnie, zoony z dwch rdzawych szecianw, wszystkie powierzchnie a rojce si od topografii. Oczywicie przed wypuszczeniem

wszystko to pokryj pyty pancerza. Wstgi rur i przewodw, pojemniki z amunicj, blaszki radiatorw jak zby rekina - znikn pod gadkim, lustrzanym ekranem. Nad powierzchni bdzie wystawa tylko par wysepek: porty komunikacyjne, macierze celownicze, dysze silnikw. No i naturalnie lufy - te machiny potrafiy zia ogniem piekielnym z kilku dziur jednoczenie. Na razie jednak byy tylko gigantycznymi, mechanicznymi, na wp urodzonymi podami, ich paszczyzny i krawdzie odbijay si kontrastow mozaik wiata i cienia pod brutalnie biaym blaskiem reflektorw adowni. Odwrciem si od rufy. - Troch nam zejdzie zapasw substratu. - Ekranowanie caej skorupy byo gorsze. - Bates monitorowaa budow przez dedykowany paski ekran wbudowany bezporednio w cian fabrykatora. Zapewne wiczya; zaraz po zmianie orbity stracimy nasze wszczepia. - Ale rzeczywicie, zuywa si. Moe niebawem trzeba bdzie zapolowa na jaki tutejszy kamie. - Hm. - Spojrzaem z powrotem do adowni. - Mylisz, e takie co jest potrzebne? - Nie ma znaczenia, co ja myl. Siri, jeste inteligentny. Dlaczego nie potrafisz tego rozgry? - Dla mnie to wane. Co oznacza, e to wane dla Ziemi. To mogoby mie ewentualnie znaczenie, gdyby Ziemia jeszcze nam rozkazywaa. Pewne podteksty s czytelne, obojtne jak gboko jeste uwikany w obser wowany ukad. Przehalsowaem ku rufie. - No to Sarasti i Kapitan. Co mylisz? - Przewanie robisz to troch subtelniej. To akurat byo prawd. - Po prostu, wiesz, e to Susan zauwaya, e Stroszek i Kbek stukaj do siebie, prawda? Bates skrzywia si na dwik tych imion. - I co? - Mona by pomyle: to dziwne, e Tezeusz nie zauway tego pierwszy. Skoro kwantowe komputery s takie wietne w rozpoznawaniu wzorcw. - Sarasti odczy moduy kwantowe. Jeszcze przed wejciem na orbit cay statek zacz chodzi w trybie klasycznym. - Czemu?

- rodowisko jest zaszumione. Zbyt due ryzyko niespjnoci. Kwantowe komputery s delikatne. - Przecie cay pokad jest ekranowany. Tezeusz jest ekranowany. Bates kiwna gow. - W stopniu, w jakim miao to sens. Ale stuprocentowe ekranowanie oznacza stuprocentow lepot, a to nie jest rodowisko, w ktrym naleaoby mie zamknite oczy. Waciwie, to byo takie rodowisko. Ale rozumiaem, o co jej chodzi. To, co nie zostao wypowiedziane na gos, take zrozumiaem: A ty to przegapie. Wszyscy mielimy to przed nosem w ConSensusie. Taki wybitny syntetyk, jak ty. - Zapewne Sarasti wie, co robi - przyznaem, nieustajco wiadomy, e moe sucha. - Jak na razie si nie pomyli, o ile nam wiadomo. - O ile moe by nam wiadomo - uzupenia Bates. Gdybymy umieli odgadywa motywy wampirw, nie byyby nam potrzebne, przypomniaem sobie. Umiechna si nieznacznie. - Isaac by dobry. Ale nie zawsze trzeba wierzy reklamie. - Nie wierzysz w to? - zapytaem, ale ona ju zacza si zastanawia, czy nie powiedziaa za duo. Rzuciem haczyk z przynt w postaci dokadnie odmierzonej mieszanki sceptycyzmu i szacunku. - Sarasti naprawd wiedzia, gdzie bd te wyda. Trafi w nie prawie co do metra, w tym caym labiryncie. - No tak, do tego rzeczywicie jest potrzebna nadludzka logika - przyznaa, mylc sobie, e jestem tak, kurwa, gupi, e a trudno w to uwierzy. - Co? Wzruszya ramionami. - A moe po prostu uwiadomi sobie, e skoro Rorschach hoduje wasn zaog, natkniemy si na ni prawie w dowolnym miejscu. Obojtne, gdzie wyldujemy. W mojej ciszy pisn ConSensus. - Manewry orbitalne za pi minut - obwieci Sarasti. - Wszczepki i bezprzewodowe protezy wyczone za dziewidziesit. To wszystko. Bates wyczya ekran. - Przeczekam to na mostku. Zudzenie kontroli i tak dalej. A ty? - Chyba w namiocie.

Kiwna gow, czajc si do skoku, jednak si zawahaa. - Nawiasem mwic - powiedziaa - tak. - Sucham? - Pytae, czy wedug mnie te posiki s potrzebne. Teraz wydaje mi si, e potrzebna nam wszelka ochrona, jak damy rad zorganizowa. - Mylisz, e Rorschach mgby... - Suchaj, przecie ju raz mnie zabi. Nie miaa na myli promieniowania. Ostronie skinem gow. - To musiao by... - Niepodobne do niczego. W yciu sobie nie wyobrazisz. - Bates nabraa powietrza i wypucia je. - Moe nie bdziesz musia - dodaa i popyna wzdu krgosupa. *** Cunningham i Banda siedzieli w BioMedzie, oddzieleni trzydziestoma stopniami uku. Kade poszturchiwao jecw na swj wasny sposb. Susan James obojtnie dgaa palcem klawiatur wywietlon na blacie przed ni. Stukaa, a na blacie przesuway si ksztaty przypominajce foremki do ciasteczek: kka, triskeliony, kwartety rwnolegych linii. Niektre pulsoway jak abstrakcyjne serduszka. Stroszek w swojej odlegej klatce wycign uszczc si mack i klepn ktry z nich w odpowiedzi. - Jakie postpy? Westchna i pokrcia gow. - Zrezygnowaam ze zrozumienia ich jzyka. Zadowol si pidginem. - Stukna w ikonk. Kbek znikn ze swego okna, zastpiony hieroglificznym diagramem. Poowa symboli falowaa lub pulsowaa, bez koca - cay rj taczcych bazgrow. Reszta po prostu siedziaa nieruchomo. - Oparte na ikonach. - Machna delikatnie ku wywietlaczowi. - Frazy podmiotorzeczenie przedstawiam jako animowane wersje ikon rzeczownikw. One s rodkowosymetryczne, wic okrelniki ukadam promienicie wok podmiotu. Moe to bdzie dla nich naturalne. Pod hieroglifami James pojawi si nowy ich krg - zapewne odpowied Stroszka. Lecz komu w systemie si to nie spodobao. Ikony rozbysy w oddzielnym oknie,

jaskrawy wskanik rozbysn wskazaniem 500 W i tak zosta. Stroszek wi si na ekranie. Wycign drce, krgosupoksztatne ramiona i uporczywie stuka w panel. James odwrcia wzrok. Pojawiy si nowe hieroglify. Piset watw spado do zera. Stroszek wrci do stanu spoczynkowego; szpile i zby na telemetrii si wygadziy. James wypucia powietrze. - Co si stao? - zapytaem. - Za odpowied. - Podpia si do transmisji od Stroszka, pokazaa mi ukad piktogramw, na ktrym si wyoy. Na ekranie zawirowaa piramidka, gwiazda, uproszczony symbol wyda oraz Rorschacha. - Gupi bd, bo to bya dopiero taka rozgrzewka. Poprosiam go o nazwanie obiektw na ekranie. - Zamiaa si cicho, bez wesooci. - Tak to jest z jzykami funkcyjnymi. Jeli nie moesz czego pokaza, nie moesz o tym mwi. - A co on powiedzia? Wskazaa na pierwsz spiralk Stroszka. - Jest wielocian, gwiazda i Rorschach. - Pomin wydo. - Za drugim razem si poprawi. Ale to i tak gupi bd, jak na kogo, kto w myleniu rozkada na opatki wampira, nie? - Susan przekna lin. - Moe nawet wyda si myl, kiedy umieraj. Nie wiedziaem co powiedzie. Za mn, Cunningham mrucza jak ledwie syszaln, dwusuwow mantr w nieskoczonej ptli. - Jukka mwi... - Susan urwaa i zacza jeszcze raz: - To lepowidzenie, ktrego czasem dostajemy w Rorschachu, kojarzysz? Potaknem. Ciekawe, co powiedzia Jukka. - Najwyraniej to samo moe si dzia z innymi zmysami - powiedziaa. - Moesz mie lepodotyk, lepowch i leposyszenie. - To byaby guchota. Pokrcia gow. - No przecie nie, prawda? Nie bardziej ni lepowidzenie to lepota. Co w twojej gowie nadal to wszystko odbiera. Jaka cz mzgu wci syszy i widzi, mimo e ty nie jeste tego wiadom. Chyba e co zmusi ci do zgadywania albo pojawi si jakie zagroenie. Nagle znikd przychodzi bardzo silne przeczucie, e powiniene zej z drogi, a pi sekund pniej przez miejsce, gdzie stae, przejeda autobus. Jakim

sposobem wiesz o tym. Nie wiesz tylko skd. - Niesamowite - przyznaem. - Te wyda, Siri... one znaj odpowiedzi. S inteligentne i my o tym wiemy. Wyglda natomiast na to, e one nie wiedz, e je znaj, jeli nie zadasz im blu. Jakby miay lepowidzenie obejmujce wszystkie zmysy. Sprbowaem sobie to wyobrazi: ycie bez czucia, bez adnej aktywnej wiadomoci otoczenia. Egzystowa w taki sposb i nie zwariowa. - Mylisz, e to moliwe? - Nie wiem. To chyba tylko... metafora. - Nie wierzya we wasne sowa. Albo nie wiedziaa. Albo nie chciaa, ebym ja wiedzia. Powinienem umie to odrni. Powinna by czytelna. - Z pocztku mylaam, e stawiaj mi opr - powiedziaa. - Ale dlaczego miayby? - Spojrzaa na mnie bagalnie byszczcymi oczyma, proszc o odpowied. Nie znaem jej. Nie miaem pojcia. Odwrciem si od Susan James, tylko po to, by znale si twarz w twarz z Robertem Cunninghamem: Cunninghamem szeptaczem, stukajcym palcami w interfejsy na blacie stou; olepione wewntrzne oczy, wzrok ograniczony do obrazw rysowanych przez ConSensus w powietrzu albo rzucanych na paskie powierzchnie. Twarz mia tak wyzbyt uczu jak zawsze; reszta ciaa drgaa jak owad w pajczynie. Moe i by nim. Moe wszyscy bylimy schwytani w pajczyn. Rorschach czai si zaledwie dziewi kilometrw od nas, tak blisko, e mg zami mi Bena, gdybym tylko znalaz odwag, by wyjrze na zewntrz. Zbliylimy si na t szaleczo ma odlego i zaparkowalimy. A tam Rorschach rs jak ywa istota. A w nim rosy ywe istoty, powstaway jak meduzy z jakiego demonicznego, mechanicznego substratu. Te miercionone puste korytarze, po ktrych si skradalimy, przeraeni podrzucanymi do gw cieniami, pewnie roiy si teraz od wyde. Setki kilometrw powyginanych tuneli, korytarzy i komr. Wypeniajcych si armi. Taka bya bezpieczniejsza alternatywa Sarastiego. I poszlimy t drog, bo wypuszczenie jecw byo zbyt niebezpieczne. Siedzielimy tak gboko w fal i dziobowej, e musielimy powycza nasze wewntrzne dodatki; cho magnetosfera Rorschacha bya tu o rzdy wielkoci sabsza ni w jego wntrzu, nie wiadomo, czy przy takiej bliskoci obcy nie uznaj nas za zbyt kuszcy cel - albo zbyt wielkie zagroenie. Nie wiadomo: moe postanowi przeszy serce Tezeusza jakim niewidzialnym kokiem?

Kady impuls, ktry byby w stanie przenikn przez ekranowanie statku, na pewno puciby z dymem cay system nerwowy Tezeusza i wszystkie instalacje w naszych gowach. Podejrzewaem, e pi osb w martwym statku ma nieznacznie wiksze szanse przetrwania, jeli na dodatek nie iskrzy im w mzgach, ale nie wydawao mi si to jak znaczc rnic. Sarasti ewidentnie inaczej szacowa te szanse. Wyczy nawet antyeuklidesowy dozownik we wasnej gowie - eby samemu nie dosta zwarcia, musia si teraz ucieka do wykonywanych rcznie zastrzykw. Stroszek i Kbek byy jeszcze bliej Rorschacha, ni my. Laboratorium Cunninghama zostao oddzielone od statku; unosio si zaledwie par kilometrw od najduszych iglic artefaktu, gboko wrd linii jego pola magnetycznego. Jeli ich metabolizm wymaga radioaktywnego magnetytu, tyle jeszcze mogy dosta: przedsmak pl, ale nie swoboda. Ekranowanie laboratorium, byo dynamicznie regulowane, by rwnoway taktyczne ryzyko i medyczn konieczno, najdokadniej, jak pozwalay dane. Nasze nowe baterie dzia, strategicznie umieszczone po obu stronach, trzymay ca konstrukcj na celowniku. Mogy zniszczy habitat w jednej chwili. A take cokolwiek podchodzcego do nas. Rorschacha oczywicie nie dayby rady zniszczy. Pewnie nic nie byo w stanie. Z niewidocznych na niezwycionych. O ile wiedzielimy, to si jeszcze nie stao. Moe Tezeusz wci jeszcze mg co zrobi z rosncym nam za ruf artefaktem, zakadajc, e bdziemy w stanie zdecydowa i co mu rozkaza. Sarasti nic nie mwi. Waciwie nie pamitaem, kiedy ktokolwiek z nas ostatni raz fizycznie go widzia. Od kilku wacht siedzia zamknity w namiocie i odzywa si tylko przez ConSensus. Wszyscy siedzieli jak na szpilkach, a wdrowny zabjca zamilk. Cunningham mrucza co, stuka niewprawnymi palcami w nieznajome przyciski, przeklina wasn niezdarno. Bodce i reakcje spyway laserem przez sze kilometrw zjonizowanej prni. Nieodczna nikotynowa rurka zwisaa z kcika ust. Od czasu do czasu odupywaa si od niej drobinka popiou i ukonie dryfowaa ku wentylatorom. Odezwa si, zanim ja zdyem. - Wszystko jest w ConSensusie. - Kiedy nie odszedem, ustpi, ale nie chcia na mnie spojrze. - Czstki magnetytu uszeregoway si, gdy tylko przeszy poza czoo fali, mniej lub bardziej. Bony zaczy si goi. Nie degraduj si ju tak szybko. Ale to wewntrzne rodowisko Rorschacha jest zoptymalizowane pod ich metabolizm. Tutaj

chyba w najlepszym razie da si spowolni umieranie. - To ju przynajmniej co. - Troch si to skada do kupy - mrukn Cunningham. - Poza tym... okazao si, e ich nerwy s w strzpach, z niewiadomego powodu. Dosownie. Upyw prdu na kablach. - Wskutek rozkadu? - zgadywaem. - Przez ca t nieliniowo w niskich temperaturach nie potrafi zbilansowa rwnania Arrheniusa. Czynnik przedwykadniczy wychodzi kompletnie posrany. Cakiem jakby temperatura bya niewana i... cholera... Jaki krytyczny parametr na ktrym z ekranw wyszed poza dozwolony zakres. Cunningham unis wzrok i podnis gos: - Susan, potrzebna mi kolejna biopsja. Gdzie porodku. - Co... aha. Chwila. - Pokrcia gow i wystukaa krtk spiral ikon, nieruchomych jak winiowie, ktrym je dyktowaa. W jednym z okienek Cunninghama Stroszek przyglda si tym symbolom swoj wspania widzc skr. Przez chwil falowa, nie reagujc. Potem zoy ramiona w ty ku jednej cianie, odsaniajc drog dla manipulatorw Cunninghama. Ten wywoa z nor dwa chwytne we. Pierwszy trzyma kliniczn ig do biopsji; drugi dziery narzdzie przemocy, na wypadek bezcelowego oporu. Nie byo potrzebne. Wyda, lepowidzce czy nie, uczyy si szybko. Stroszek wystawi brzuch jak zrezygnowana ofiara majcego nastpi gwatu. Cunningham co zepsu manipulatory zderzyy si ze sob i na chwil spltay. Zakl i sprbowa jeszcze raz, wszystkie ruchy ziony frustracj. Wycito mu cay rozszerzony fenotyp - niegdy by dusz maszyny, teraz sta si po prostu kolesiem naciskajcym guziki i... ...i nagle co przeskoczyo. Aspekty Cunninghama stay si na moich oczach przezroczyste. Nagle niemal mogem go sobie wyobrazi. Za drugim razem trafi. Kocwka ramienia wystrzelia jak uderzajcy w i wrcia z powrotem, niemal za szybko, by to zauway. Po ciele Stroszka rozeszy si barwne fale, jak krgi po wrzuceniu kamienia do nieruchomej wody. Cunningham chyba pomyla, e co dostrzeg w mojej twarzy. - Nie myl, e to ludzie. To pomaga - powiedzia. Pierwszy raz mogem odczyta take podtekst, przejrzysty i ostry jak tuczone szko: Oczywicie, ty o nikim tak nie mylisz...

*** Cunningham nie lubi, jak si z nim pogrywa. Nikt nie lubi. Jednak wikszo ludzi nie uwaa, e ja tak robi. Nie maj pojcia, ile informacji zdradzaj ich ciaa przy zamknitych ustach. Mwi na gos, jeli chc co wyjawi; jeli nie mwi, sdz, e zachowuj swoje zdanie dla siebie. A ja obserwuj ich uwanie, indywidualnie dobieram kade sowo, tak e aden obiekt nie czuje si wykorzystywany - tylko z jakiego powodu w przypadku Roberta Cunninghama to nie zadziaao. Chyba modelowaem nie taki system. Wyobra sobie, e jeste syntetykiem. Zajmujesz si zachowaniem systemw na ich powierzchni, odgadujesz konfiguracj maszynerii pod spodem z jej odbi na wierzchu. To tajemnica sukcesu: rozumiesz system, jeli zrozumiesz granice, w jakich si zawiera. Teraz wyobra sobie, e spotykasz kogo, kto wydar w tych granicach dziur i przeciek przez ni na zewntrz. Robert Cunningham nie zamyka si w granicach swego ciaa; praca wycigaa go poza ten worek micha; tu, w oboku Oorta, jego topologia wdrowaa po caym statku. W pewnym sensie dotyczyo to nas wszystkich - Bates i jej robotw, Sarastiego i jego limbicznego cza - nawet wszczepki ConSensusa w naszych gowach troch nas rozpraszay, zamazyway granice cia. Lecz Bates tylko sterowaa robotami, nigdy w nich nie mieszkaa. U Bandy Czworga moe i chodzio kilka systemw naraz na jednej pycie gwnej, ale kady mia sw wasn topologi, a na powierzchni zawsze by tylko jeden. Natomiast Sarasti... No c, Sarasti, jak si okazao, to cakiem inna historia. Cunningham nie tylko sterowa swymi zdalnymi narzdami; ucieka w nie, nosi je jak tajemn tosamo, skrywajc w rodku pospolitego ludzkiego zwyklaka. Powici p kory nowej, eby widzie w rentgenie, smakowa ksztaty skryte w komrkowych bonach, zrobi rzeni z jednego ciaa, by si sta przelotnym lokatorem wielu. Fragmenty jego jani skryway si w czujnikach i manipulatorach wycieajcych ciany klatek wyde; mogem wycign wane sugestie ze wszystkich urzdze w subbbnie, gdyby tylko przyszo mi do gowy tam spojrze. By topologiczn skadank, jak wszyscy tutaj, ale poowa jej elementw krya si w maszynach. Mj model by niekompletny.

Nie wydaje mi si, eby kiedykolwiek dy do osignicia takiego stanu. Z perspektywy czasu widz, e jego paszczyzny emanoway wtedy wstrtem do samego siebie. Lecz u schyku XXI wieku widzia tylko jedno inne wyjcie - ycie pasoyta. Cunningham po prostu wybra mniejsze zo. A teraz nawet to mu zabrano. Rozkazy Sarastiego odciy go od wasnego sensorium. Ju nie czu danych instynktownie; musia je interpretowa, mrwczo, krok za krokiem przez ekrany i wykresy redukujce percepcj do paskiego, pustego stenogramu. Miaem przed sob system uszkodzony przez mnogie amputacje. System z wycitymi oczyma, uszami i jzykiem, zmuszony do poruszania si po omacku wrd rzeczy, w ktrych wntrzu i duszy niegdy mieszka. Nagle nie ma si gdzie skry - wszystkie oddalone skadniki Roberta Cunninghama wpadaj z powrotem do ciaa, gdzie wreszcie mog je zobaczy. To naturalnie by mj bd. Tak skupiem si na modelowaniu innych systemw, e zapomniaem o tym, ktry owe modele buduje. Kiepski wzrok to tylko jeden wrg dobrego widzenia - rwnie atwo olepiaj kiepskie zaoenia - a wyobraa sobie, e jestem Robertem Cunninghamem, to byo za mao. Musiaem sobie jeszcze wyobrazi, e jestem Sirim Keetonem. *** Naturalnie, rodzi to kolejne pytanie. Jeli mj domys dotyczcy Cunninghama jest prawdziwy, dlaczego moje sztuczki sprawdzay si w przypadku Szpindla? Przecie on by tak samo poszatkowany jak jego zastpca. Wtedy zbyt mocno si nad tym nie zastanawiaem. Szpindla ju nie byo, ale jego zabjca wisia nam tu przed dziobem - potna, rozrastajca si zagadka, ktra w kadej chwili moga postanowi nas zmiady. Zdecydowanie miaem o czym myle. Teraz jednak - o wiele za pno, by cokolwiek z tym zrobi - wydaje mi si, e znam odpowied. Moe moje sztuczki naprawd nie dziaay na Isaaca. Moe przejrza moje manipulacje rwnie atwo jak Cunningham. Ale po prostu nie przejmowa si tym. Moe czytaem go tak atwo, bo mi pozwala. Co oznaczao - i tu nie mog znale innego pasujcego wytumaczenia - e mimo to po prostu mnie lubi. To chyba znaczy, e by moim przyjacielem.

Jeli tylko umiem Sowami budzi uczucia. Ian Anderson, Stand Up Nocna wachta. Nikt nawet nie drgnie. Przynajmniej na Tezeuszu. Banda schowaa si w namiocie. Wdrowny zabjca czai si gdzie pod powierzchni, niewaki i milczcy. Bates siedziaa na mostku - w zasadzie prawie tam mieszkaa, czujna i sumienna, pomidzy polami widzenia kamer i taktycznymi nakadkami. Gdziekolwiek spojrzaa, widziaa jaki aspekt enigmy przed dziobem po prawej. Robia, co moga, co mogo si przyda. Bben obraca si cicho, wiata przymione przez wzgld na cykl dobowy, ktrego nie byo w stanie wypleni z genw sto lat poprawek i modernizacji. Siedziaem sam w kambuzie, obserwujc system, ktrego granice coraz bardziej si zamazyway, prbujc zoy najnowsz - jak to nazywa Szpindel? - pocztwk do potomnoci. Cunningham pracowa do gry nogami po drugiej stronie wiata. Tylko e wcale nie pracowa. Przez co najmniej cztery minuty nawet si nie poruszy. Pomylaem, e odmawia kadysz za Szpindla - ConSensus powiedzia, e bdzie to robi dwa razy dziennie przez cay rok, jeli doyjemy - ale teraz, pochylajc si, eby dojrze spiralne zwoje rdzenia statku, czytaem jego paszczyzny tak atwo, jakbym siedzia obok. Nie by znudzony, rozkojarzony ani choby zamylony. By skamieniay. Wstaem i przeszedem przez bben. Sufit zmieni si w cian, ciana w podog. Znalazem si do blisko, eby usysze nieustajcy szept, powtarzane w kko dwie niewyrane sylaby; potem, jeszcze bliej, usyszaem, co mwi: - ...kurwa kurwa kurwa kurwa... ...i nadal si nie porusza, cho nie kryem si w aden sposb. Wreszcie, gdy stanem mu prawie nad ramieniem, zamilk. - Jeste lepy - powiedzia, nie odwracajc si. - Wiesz o tym?

- Nie. - Ty. Ja. Wszyscy. - Splt palce i zacisn je jak do modlitwy, tak mocno, e pobielay kostki. Dopiero wtedy zauwayem - nie mia papierosa. - Widzenie i tak jest w wikszoci oszustwem - cign. - Tak naprawd nie widzimy nic, w wysokiej rozdzielczoci jest tylko par stopni tam, gdzie si skupia oko. Reszta pola to mga - tylko wiato i ruch. Ruch powoduje zogniskowanie. A nasze oczy cay czas lataj, wiesz, Keeton? To si nazywa ruchy sakadyczne. Obraz si rozmazuje, bo ruch jest za szybki, eby mzg nady z integrowaniem klatek, wic midzy przystankami oko po prostu si wycza. Rejestruje tylko te izolowane stop klatki, ale mzg wycina puste kadry i montuje materia, dajc mzgowi... zudzenie cigoci. Odwrci si twarz do mnie. - I wiesz, co jest naprawd niesamowite? Jeli co porusza si tylko podczas tych przerw, mzg po prostu to ignoruje. To co jest niewidzialne. Zerknem na jego pulpit. Po jednej stronie wieci si standardowy podzielony na p ekran - podgld w czasie rzeczywistym na obie klatki z wydami - poczesne miejsce zajmowaa jednak Histologia, w dziesiciotysicznym powikszeniu. W gwnym oknie poyskiwaa paradoksalna architektura nerwowa Stroszka i Kbka, wypatroszona, popodpisywana i przesonita tuzinem przezroczystych schematw ideowych. Pena napisw gstwa obcych pni i gazi przypominaa nieco samego Rorschacha. Nic z niej nie rozumiaem. - Suchasz mnie, Keeton? Wiesz, o czym mwi? - Rozgryze, dlaczego nie mogem... mwisz, e te stwory jako poznaj, kiedy nasze oczy s wyczone i... Nie dokoczyem. Po prostu wydao mi si niemoliwe. Cunningham pokrci gow. Z jego ust doby si dwik niepokojco przypominajcy chichot. - Mwi, e te stwory z drugiego koca pokoju widz, jak odpalaj ci nerwy, potrafi wypracowa z tego strategi kamuflaow, rozsya zgodne z t strategi motoryczne rozkazy, a potem inne, zatrzymujce ruch, zanim twoje oczy ponownie si wcz. I to wszystko w czasie, w ktrym impuls nerwowy u ssaka ledwo przelazby poow drogi z barku do okcia. Szybkie s, Keeton. O wiele szybsze, ni domylalimy

si po tej przyspieszonej, potajemnej komunikacji. To s, kurna, nadprzewodniki. Musiaem wiadomie powstrzyma si od zmarszczenia brwi. - To w ogle moliwe? - Kady impuls nerwowy generuje pole magnetyczne. A ono jest wykrywalne. - Ale pola EM Rorschacha s... no wiesz, odczytanie odpalenia jednego nerwu optycznego wrd tylu zakce? - To nie s zakcenia. Te pola to cz tych istot, rozumiesz? Pewnie na tym to wanie polega. - Czyli tutaj tego nie umiay. - Nie uwaasz. aden by si ot tak nie zapa w wasz puapk, gdyby nie chcia da si zapa. To nie okazy, to szpiedzy. Stroszek i Kbek unosiy si na przepoowionym ekranie, koyszc ramionami jak falujce krgosupy. Po skrze powoli wdroway zagadkowe wzory. - Moe to po prostu... instynkt - podsunem. - Fldry wietnie wtapiaj si w to, ale o tym nie myl. - A skd by si wzi taki instynkt, co, Keeton? Z czego wyewoluowa? Ruchy sakadyczne to przypadkowa niedorbka w sposobie widzenia ssakw. Gdzie wyda miay z tym kontakt? - Cunningham pokrci gow. - Ten stwr, ktrego usmay robot Amandy, wymyli tak strategi w locie. On improwizowa. Taka improwizacja ledwo miecia si w pojciu inteligencja. Jednak twarz Cunninghama mwia o czym jeszcze, w tym, co ju mi powiedzia, krya si jaka jeszcze wiksza zgryzota. - Co tam? - zapytaem. - Gupio zrobi - powiedzia. - Jak na ich umiejtnoci, to po prostu gupio zagra. - To znaczy? - Przecie to si nie sprawdzio, nie? Nie by w stanie utrzyma zudzenia wobec wikszej liczby obserwatorw. Bo ludzkie oczy nie poruszaj si synchronicznie, uwiadomiem sobie. Zbyt wielu obserwatorw odaro go z kamuflau. - ...mg zrobi tyle innych rzeczy - mwi Cunningham. - Wywoa zesp Antona, albo... albo agnozj: wtedy moglibymy si potkn o cae stado wyde, a nasza wiadomo nic by nie zauwaya. Rany, agnozje przytrafiaj si przypadkiem. Skoro zmysy i refleks pozwalaj chowa si pomidzy sakadami, czemu poprzesta na tym? Czemu nie zrobi czego, co naprawd zadziaa?

- A jak mylisz? - zapytaem, starajc si nie sugerowa odpowiedzi. - Myl, e ten pierwszy... wiesz, e by modociany, prawda? Moe po prostu niedowiadczony. A moe gupi i podj z decyzj. Wedug mnie mamy do czynienia z gatunkiem, ktry tak nas przerasta, e nawet ich niedorozwinite dzieci potrafi nam w locie grzeba w mzgu, po prostu brak mi sw, eby ci powiedzie, jak bardzo si, kurwa, powiniene ba. Widziaem to w jego topologii. Syszaem w gosie. Pozbawiona czucia twarz bya spokojna jak u trupa. - Powinnimy je teraz zabi - powiedzia. - Ale jeli s szpiegami, to za wiele si nie dowiedziay. Cay czas siedziay w klatkach, oprcz... - Lotu na gr. Przez cay lot znajdoway si tu obok nas... - One yj i oddychaj elektromagnetyk. Nawet upoledzone, odizolowane... kto wie, ile mogy si dowiedzie o naszej technologii, choby przez cian? - Musisz powiedzie Sarastiemu - stwierdziem. - Ech, Sarasti wie. Mylisz, e dlaczego nie chce ich wypuci? - Nigdy nic nie mwi o... - Byby kretynem, gdyby nas w to wtajemniczy. Przecie cay czas was tam wysya, nie? Co, przyszo ci do gowy, e powiedziaby wam, co wie, a potem wpuci do labiryntu penego czytajcych w mylach minotaurw? Wie i przemyla to sobie tysic razy tam i z powrotem. - Oczy Cunninghama pony, osadzone w twarzy bez wyrazu. Unis wzrok i nie podnis gosu choby o decybel. - Nieprawda, Jukka? Sprawdziem w ConSensusie aktywne kanay. - On pewnie nie sucha. Usta Cunninghama uoyy si w co, co byoby penym politowania umiechem, gdyby reszta twarzy bya w stanie si przyczy. - On nie musi sucha, Keeton. Nie musi nas szpiegowa. On po prostu wie. Wentylatory, oddech. Niemal podprogowy szmer poruszajcych si oysk. Potem w bbnie rozbrzmiewa odcieleniony gos Sarastiego: - Wszyscy do mesy. Robert ma wam co do powiedzenia. *** Cunningham siedzia po mojej prawej, st konferencyjny podwietla od dou plastikow twarz. Wpatrywa si w ten blask, delikatnie si koyszc. Usta powtarzay

zaptlone sylaby jakiego niesyszalnego zaklcia. Banda siedziaa naprzeciwko. Bates, po lewej stronie, jednoczenie ledzia spotkanie i najnowsze materiay wywiadowcze z linii frontu. Sarasti by z nami tylko duchem. Miejsce u szczytu stou pozostao puste. - Powiedz im - poleci. - Musimy std wyp... - Od pocztku. Cunningham przekn lin i zacz jeszcze raz. - Te postrzpione nerwy motoryczne, ktrych nie mogem rozgry, te bezsensowne skrone poczenia to bramki logiczne. Wyda wspdziel czas przetwarzania. Sploty sensoryczne i motoryczne podczas przestojw pracuj jako neurony kojarzeniowe, tak e kada cz systemu, kiedy nie jest zajta, moe by wykorzystywana kognicyjnie. Na Ziemi nigdy nie wyewoluowao nic podobnego. Oznacza to, e potrafi bardzo sprawnie przetwarza informacje, nie dysponujc wielk iloci wyspecjalizowanej masy asocjacyjnej, nawet jak na jednego osobnika. - Czyli ich nerwy obwodowe potrafi myle? - Bates zmarszczya brwi. - A umiej pamita? - Na pewno. A przynajmniej nie widz powodu, eby nie. - Cunningham wycign z kieszeni papierosa. - Wic kiedy rozszarpay tamto wydo... - To nie bya wojna domowa, ale zrzut danych. Zapewne przekazywanie informacji o nas. - Do radykalny sposb prowadzenia konwersacji - zauwaya Bates. - To nie jest standardowa metoda. Myl, e kade wydo dziaa jak wze w rozproszonej sieci, przynajmniej kiedy znajduj si w Rorschachu. Ale te pola musz by skonfigurowane co do angstrema, wic my, wchodzc tam z nasz technik, ekranowaniem, wypalajc im dziury w przewodach - rozpieprzylimy ca sie. Zostaa wymiana danych na fizycznych nonikach. Nie zapali papierosa. Obraca filtr midzy kciukiem i palcem wskazujcym. Midzy wargami byska jzyk, jak robak za mask. Sarasti, ukryty w namiocie, przerwa milczenie. - Wyda wykorzystuj pole EM Rorschacha take do procesw metabolicznych. W niektrych cyklach do transferu protonw jest wykorzystywany efekt tunelowy na cikich jdrach. Silne to radiacyjne by moe dziaa jako katalizator.

- Tunelowy? - zapytaa Susan. - Czyli kwantowy? Cunningham skin gow. - Co te tumaczy wasze problemy z ekranowaniem. Przynajmniej czciowo. - Ale czy to w ogle moliwe? No wiecie, mylaam, e takie zjawiska wystpuj dopiero w kriogenicznych... - Odpu sobie - wypali Cunningham. - Pniej, jeli przeyjemy, bdziemy deliberowa nad biochemi. - A teraz nad czym, Robercie? - Sarasti gadko wszed mu w sowo. - Na dobry pocztek: najgupsza z tych istot potrafi zajrze nam do gowy i zobaczy, jakie fragmenty kory wzrokowej si zapalaj. To niewiele si rni od czytania w mylach. - Jeli tylko nie bdziemy si pakowa do Rorschacha... - Ju przepado. Bylicie tam na dole. Kilka razy. Kto wie, co tam robilicie, bez powodu, tylko dlatego e Rorschach wam kaza? - Zaraz, zaraz - zaprotestowaa Bates. - Nie bylimy adnymi marionetkami. Mielimy halucynacje, leplimy... nawet wirowalimy, ale nic nas nie optao. Cunningham spojrza na ni i parskn. - Mylisz, e daaby rad walczy z tymi sznurkami? Mylisz, e w ogle by je poczua? Teraz przyoybym ci do gowy magnes, przezczaszkowo, a ty by wyprostowaa rodkowy palec, poruszya palcami stp, albo kopna Siriego w jaja, a potem przysigaa na rodzon matk, e zrobia to, poniewa sama chciaa. Taczyaby jak kukieka i przez cay czas zaklinaa si, e robisz to z wasnej woli, a to tylko ja, tylko par magnesw, hem do rezonansu i drobny zespolik obsesyjno kompulsywny. - Machn doni ku nieskoczonej, nieznanej pustce za grodzi. Przed nim polatyway strzpki zmaltretowanego papierosa. - Chcecie zgadywa, co jeszcze umiej? Z tego, co ja wiem, moe ju dalimy im dane techniczne Tezeusza, ostrzeglimy przed macierz Ikara, a potem z wasnej, nieprzymuszonej woli postanowilimy o wszystkim zapomnie. - Potrafimy sami wywoywa takie zjawiska - stwierdzi chodno Sarasti. - Sam mwie. Wylewy. Nowotwory. Wypadki losowe. - Losowe? Ludzie, to byy eksperymenty! Wiwisekcja! Wpucili was do rodka, eby rozebra na czci i zobaczy, jak dziaacie, a wy nawet si nie domylalicie. - No i co z tego? - warkn niewidzialny wampir. Do jego gosu zakrady si zimne, godne tony. Ludzkie topologie wok stou skurczyy si sposzone. - Porodku

pola widzenia macie lepy punkt - stwierdzi Sarasti. - Nie widzicie go. Nie dostrzegacie ruchw sakadycznych w charakterystyce czasowej wzroku. To tylko dwie sztuczki, o ktrych wiecie. A jest wiele innych. Cunningham kiwa gow. - Wanie o to mi chodzi. Rorschach mgby... - Nie mwi o przypadkach klinicznych. Mzg to maszyna do przetrwania, nie wykrywacz prawdy. Jeli do przetrwania trzeba si samooszukiwa, mzg kamie. Przestaje zauwaa... nieistotne rzeczy. Prawda si nie liczy. Tylko przeycie. I teraz ju w ogle nie dowiadczacie wiata takim, jaki jest. yjecie w symulacji zbudowanej z zaoe. Uproszcze. Kamstw. Cay gatunek standardowo cierpi na agnozj. Rorschach nie robi wam nic, czego bycie sobie sami nie robili. Nikt si nie odezwa. Dopiero po paru sekundach milczenia zrozumiaem, co si stao. Jukka Sarasti wanie sprzeda nam motywujc gadk. Mg przerwa tyrad Cunninghama - pewnie daby sobie rad nawet z otwartym buntem - po prostu wpywajc midzy nas i odsaniajc zby. Albo i samym spojrzeniem. Ale nie stara si zmusi nas do posuszestwa strachem - bylimy ju wystarczajco nerwowi. Nie prbowa nas te uwiadamia - walczy ze strachem faktami: rozsdny czowiek, poznawszy nowe fakty dotyczce Rorschacha, przeraziby si jeszcze bardziej. Sarasti chcia tylko, ebymy nadal funkcjonowali, zagubieni w kosmosie na skraju zasigu naszego ycia, w obliczu monstrualnej zagadki, ktra w kadej chwili i z dowolnego powodu moe nas zniszczy. Stara si nas uspokoi: dobre misko, grzeczne misko. Chcia, ebymy si nie posypali. Ju, ju dobrze. Sarasti stosowa psychologi. Rozejrzaem si wok stou. Bates, Cunningham i Banda siedzieli nieruchomi i bladzi. Sarasti sykn. - Musimy std spierdziela - powiedzia Cunningham. - Te rzeczy przerastaj nas dziesi razy. - Ale agresji wykazalimy wicej ni one - powiedziaa James, cho bez przekonania. - Rorschach bawi si tymi skaami jak szklanymi kulkami. A my siedzimy porodku tarczy strzelniczej. Gdy tylko przyjdzie mu ochota... - On cigle ronie. Nie jest ukoczony.

- I to ma mnie uspokoi? - Ja tylko mwi, e nie wiadomo - wyjania James. - Moe mamy jeszcze cae lata. Albo stulecia. - Mamy pitnacie dni - obwieci Sarasti. - Cholera - rzuci kto. Pewnie Cunningham. Moe Sascha. Z jakiego powodu wszyscy spojrzeli na mnie. Pitnacie dni. Kto wie, z czego wysza mu taka liczba. Nikt nie zapyta na gos. Moe Sarasti, w kolejnym przypywie miernego talentu psychologicznego, wyssa j z palca. A moe oszacowa j, zanim jeszcze weszlimy na orbit, i weryfikowa ni moliwo - dopiero teraz zdezaktualizowan - ewentualnego wysania nas z powrotem do labiryntu? Przez p misji byem na wp lepy - nic nie wiedziaem. No, ale, tak czy inaczej, wanie odbya si uroczysta akademia na zakoczenie roku. *** Trumny przylegay do rufowej grodzi krypty - czy raczej tego, co bywao podog w owych rzadkich momentach, gdy pojcia gry i dou cokolwiek znaczyy. Podczas lotu nie mielimy wiadomoci upywu czasu - metabolizm zombiakw jest tak wolny, e nie obsuguje snw - ale ciao i tak wiedziao, e potrzebuje odmiany. Po przylocie adne z nas nie zechciao spa w kapsuach. Robilimy to tylko w szponach mierci. Lecz Banda po mierci Szpindla zacza tu przychodzi. Jego ciao spoczywao w kapsule obok mojej. Wpynem do pomieszczenia i bez namysu obrciem si w lewo. Pi trumien: cztery otwarte i puste, jedna zapiecztowana. Lustrzana grd naprzeciwko podwajaa ich liczb i gboko pomieszczenia. Ale Bandy tu nie byo. Odwrciem si w prawo. Ciao Susan James unosio si plecami do wasnego odbicia i wpatrywao w odwrotny krajobraz: trzy sarkofagi zapiecztowane, jeden otwarty. Hebanowa plakietka wbudowana w schowane wieko bya ciemna; pozostae lniy identycznym, rzadkim ukadem zielonych i niebieskich gwiazdek. Nie zmienia si - adnych przesuwajcych si EKG, wietlnych gr i dolin opisujcych kardiogramy czy encefalogramy. Moglibymy siedzie tu godzinami, dniami i adna z

tych diod nawet by nie migna. W zwrocie ywy trup akcent pada na drugie sowo. Gdy wszedem, topologia Bandy mwia Michelle, ale odezwaa si Susan, nie odwracajc si. - Nigdy jej nie widziaam. Powiodem za jej spojrzeniem, ku plakietce na jednej z zamknitych trumien: Takamatsu. Druga lingwistka, te osobowo wieloraka. - Wszystkich innych znam - cigna Susan. - Szkoliam si razem z nimi. Ale wasnej zastpczyni nigdy nie poznaam. Niechtnie na to patrzyli. Zreszt, po co? - Jeli chcesz... - zaczem. Pokrcia gow. - Ale dziki. - Albo kto inny... bo tylko wyobraam sobie, co Michelle... Susan umiechna si, lecz w tym umiechu by chd. - Siri, Michelle naprawd nie ma ochoty teraz z tob rozmawia. - A. - Zawahaem si, eby da innym szans na odezwanie si. Kiedy nikt nic nie powiedzia, odepchnem si ku wazowi. - Ale jeli ktre z was zmieni... - Nie. adne z nas. Nigdy. Procesor. - Ty kamiesz - cign. - Widz to. Wszyscy widz. Zamrugaem. - Kami? Nie, ja... - Ty nie rozmawiasz. Ty suchasz. Nikt ci nie obchodzi. Chcesz tylko wiedzie to, co my. eby pisa raporty. - Procesor, to niezupenie tak. Obchodzicie mnie. Wiem, e Michelle na pewno... - Gwno tam wiesz. Id sobie. - Przepraszam, e was zdenerwowaem. - Obrciem si i przycisnem donie do lustra. - Nie moesz zrozumie Michelle - warkn, kiedy si odpychaem. - Nigdy nikogo nie stracie. Nigdy nikogo nie miae. - Daj jej spokj. ***

Myli si w obu kwestiach. Zreszt, Szpindel przynajmniej zgin, wiedzc, e dla Michelle jest wany. Chelsea zmara, mylc, e gwno mnie obchodzi. Miny dwa lata, albo i wicej - cho od czasu do czasu si czylimy, na ywca nie spotykalimy si od dnia rozstania. Naskoczya na mnie od razu po powrocie z Oorta, wysaa na wszczepk piln wiadomo gosow: Cygnus, zadzwo NATYCHMIAST. To wane. Po raz pierwszy, odkd j znam, wyczya wizj. Wiedziaem, e to wane. Wiedziaem, e le si dzieje, nawet bez zdjcia. Wiedziaem, poniewa nie byo zdjcia, a po harmonicznych w gosie poznaem, e jest gorzej ni le - wrcz miertelnie. Potem si dowiedziaem, e zostaa przypadkowo trafiona. Realici rozsiali wok bostoskich katakumb odmian fibrodysplazji; atw przerbk, jednopunktowego retrowirusa - wywoywana przeze choroba bya jednoczenie aktem terroryzmu oraz ironicznym komentarzem na temat martwego paraliu mieszkacw Nieba. Na chromosomie 4 modyfikowaa gen kontrolujcy kostnienie, w trzech genach na siedemnastce kodowaa metaboliczne obejcie. Chelsea zacz wyrasta nowy szkielet. Po pitnastu godzinach od zakaenia wapniay stawy, po dwudziestu cigna i wizada. Wtedy ju godzili j na poziomie komrkowym, prbujc spowolni wirusa przez pozbawienie go metabolitw, ale to bya tylko gra na czas, i to niedugi. Po dwudziestu trzech godzinach minie prkowane zamieniay si w kamie. Nie dowiedziaem si o tym od razu, bo nie oddzwoniem. Nie chciaem zna szczegw. Po gosie poznaem, e umiera. Na pewno chciaa si poegna. Nie chciaem z ni rozmawia, dopki nie wiedziaem, jak to si robi. Godzinami przeczesywaem noosfer w poszukiwaniu wzorw. Sposobw umierania mamy a nadto; znalazem miliony zapisw ze stosown etykiet. Neurofarmakologi paliatywn. Rozbudowane i opisowe sceny mierci w literaturze popularnej. Przejrzaem to wszystko, pomagajc sobie kilkunastoma filtrami oddzielajcymi na wejciu wiato od ciepa. Gdy zadzwonia drugi raz, informacja ju si rozesza: ostra epidemia Gol ema przeszya serce Bostonu jak rozarzona iga. Obowizuje kordon sanitarny. Niebo bezpieczne. Spodziewana umiarkowana liczba ofiar. Nie ujawniamy nazwisk ofiar do czasu powiadomienia krewnych.

Wci nie znaem zasad, regu: miaem tylko przykady. Ostatnie wole, testamenty; negocjacje midzy samobjcami i ich wybawicielami; dzienniki ocalone ze zmiadonych okrtw podwodnych i miejsc ksiycowych katastrof. Nagrane wspomnienia i wyznania na ou mierci sabnce a do paskiego wykresu. Zapisy z czarnych skrzynek skazanych na mier statkw kosmicznych i urywajcych si wind orbitalnych, koczce si ogniem i szumem. Wszystko wane, ale nieprzydatne - bo w adnym wypadku nie bya to ona. Zadzwonia raz jeszcze, znw bez obrazu. Tego poczenia te nie odebraem. Ale za ostatnim razem nie oszczdzia mi widoku. Starali si, eby byo jej jak najwygodniej. elowe poduszki dopasowyway si do wszystkich wykrconych koczyn i wystajcych kostnych ostrg. Nie pozwalali odczuwa blu. Jej szyja, kamieniejc, skrcia si w bok i w d, tak e Chelsea musiaa si gapi na wygity szpon, niegdy bdcy praw doni. Knykcie miaa wielkoci orzechw woskich. Pyty i pasma ektopicznej koci rozdymay skr na rkach i barkach, ebra skrywaa wknista mata zwapniaego ciaa. Najgorszym wrogiem by ruch. Golem kara nawet za najlejsze drgnienie, wywoujc wzrost wieej koci wzdu kadego potajemnie usiujcego si poruszy stawu. Kady zawias i przegub mia swj nieodnawialny, wyryty w kamieniu zapas elastycznoci, kady ruch zdejmowa odrobin z salda. Ciao sztywniao stopniowo. Chelsea, zanim pozwolia mi na siebie spojrze, niemal wyczerpaa wszystkie stopnie swobody. - Cyg - wybekotaa. - Wiem, e tu jeste. uchwa utkna w pozycji potwartej; jzyk musia sztywnie z kadym sowem. Nie patrzya w kamer. Nie moga spojrze w kamer. - Chyba wem lachego nie odberach. Poftaram... poftaram si nie bra tego do siebie. Wok mnie ustawio si rzdami dziesi tysicy przedmiertnych poegna, kolejny milion miaem w zasigu rki. I co zrobi, wybra ktre na chybi trafi? Poskleja? Wszystkie te sowa byy przeznaczone dla kogo innego. Przeszczepienie ich Chelsea zredukowaoby je do frazesw, wytartych banaw. Obraliwych. - Wiesz sso, nie mam pretensji. Wiem, sze to nie... nie ffoja wina. Gdyby mg, to by odebra. Co mam powiedzie? Co si mwi komu, kto w przyspieszonym tempie umiera

na twoich oczach? - Ale i tak prbuj. Nie mog si powszszyma... Przesanki tego poegnania s autentyczne, cho w celu zwikszenia dramatyzmu dodano szczegy dotyczce kilku innych zgonw. - Prosz, Cyg, po prostu, porofmawiaj... Pragnem tego jak niczego innego. - Siri, ja... tylko... Przez cay ten czas rozpaczliwie prbowaem wymyli jak. - Niewane - powiedziaa i si rozczya. Szepnem co w martw lini. Nawet nie pamitam co. Naprawd chciaem z ni porozmawia. Tylko nie znalazem adnego pasujcego algorytmu.

Poznasz prawd, a ona sprawi, e oszalejesz. Aldous Huxley Liczyli, e do tego czasu uda im si cakiem wykorzeni sen. Marnotrawstwo byo wrcz nieprzyzwoite: jedna trzecia kadego ludzkiego ycia spdzona z odcitymi sznurkami, bez czucia - ciao zuywa paliwo, ale nic nie produkuje. Pomyle, ile moglibymy osign, nie muszc traci przytomnoci co jakie pitnacie godzin, gdyby nasze umysy umiay pozostawa obudzone i czujne od chwili narodzin a po ostateczn kurtyn sto dwadziecia lat pniej. Pomylmy tylko o omiu miliardach dusz pozbawionych wycznika i przestojw, pracujcych, a zuyje si ich szkielet. Moglibymy na przykad wyruszy ku gwiazdom. Nie wyszo. Owszem, wyrolimy z ukrywania si w ciszy podczas nocnych godzin - zostay bowiem tylko te drapieniki, ktre postanowilimy sami wskrzesi - ale mzg nadal potrzebowa czasu na oderwanie si od wiata zewntrznego. Trzeba skatalogowa i poszufladkowa przeycia, awansowa rednioterminowe wspomnienia na dugoterminowe, wymie wolne rodniki z zakamarkw pomidzy dendrytami. Potrzeb snu udao si tylko zmniejszy, nie wyeliminowa - i wyglda na to, e w tym nieredukowalnym ju bardziej okresie przestoju ledwo mieszcz si pozostae nam zjawy i sny. Wiy mi si w gowie jak zwierzta w wysychajcym zalewisku. Obudziem si. Byem sam, niewaki, porodku namiotu. Przysigbym, e co poklepao mnie po plecach. Jakie resztki halucynacji, pomylaem. Gincy powidok nawiedzonego domu, chccy przed mierci ostatni raz wywoa gsi skrk. Ale to stao si jeszcze raz. Obiem si o krzywizn bbla od strony kilu, raz jeszcze, gow i opatkami przywarem do tkaniny, potem reszta ciaa delikatnie, ale

nieubaganie si zsuna... W d. Tezeusz przyspiesza. Nie. Nie ten kierunek. Tezeusz si przetacza, jak raniony harpunem wieloryb na powierzchni morza. Odwraca si brzuchem ku gwiazdom. Wywoaem ConSensusa i puciem na cian ekran nawigacyjny. Kontur naszego statku eksplodowa wietlistym punktem, ktry odpywa od Big Bena, zostawiajc za sob jaskrawy lad. Przygldaem si, a cyferki pokazay 15 g. - Siri. Pozwl do mnie. Podskoczyem. Zabrzmiao, jakbym mia wampira tu za ramieniem. - Id. Satelitarny przekanik, wreszcie wychodzcy na tyle wysoko, by mie w zasigu strumie antymaterii Ikara. Gdzie w gbi, pod poczuciem obowizku, serce mi jkno. Mimo najszczerszych chci Cunninghama, nie uciekalimy. Tezeusz gromadzi zaopatrzenie. *** Otwarty waz, ziejcy jak grota w klifie. Bladoniebieskie wiateko z krgosupa nie sigao do rodka. Sarasti by ledwie sylwetk, czarn na szarym, jego jasne przekrwione oczy byszczay w tym mroku, jak u kota. - Chod. - Podkrci krtsze fale przez wzgld na ludzkie pasmo widzenia. Wntrze bbla pojaniao, cho wiato pozostao odrobin przesunite ku czerwieni. Jak Rorschach na dugich wiatach. Wpynem do salonu Sarastiego. Jego twarz, zwykle biaa jak papier, bya zarumieniona, jakby si przysmay na socu. Naar si, pomylaem. Napi si do syta. Lecz to bya jego wasna krew. Zwykle gromadzi j w gbi ciaa, preferujc najwaniejsze organy. Wampiry byy pod tym wzgldem oszczdne. Tkanki obwodowe obmyway si tylko od czasu do czasu, gdy zbytnio wzrasta poziom kwasu mlekowego. Albo kiedy poloway. W gardo mia wbit ig, na moich oczach wstrzykn sobie trzy centymetry bezbarwnego pynu. Antyeuklidesy. Ciekawe, jak czsto musi je uzupenia, teraz, gdy

nie dowierza implantom. Wycign ig i wsun j do pochewki przylepionej do pobliskiego supka. Obserwowaem, jak kolor odpywa mu z twarzy, pozostawiajc woskow, trupi skr. - Jeste tu oficjalnym obserwatorem - powiedzia Sarasti. Obserwowaem. Kajut mia jeszcze bardziej spartask ni reszta. adnych wartych wspomnienia osobistych przedmiotw. adnej robionej na zamwienie trumny, wysypanej przywiezion w folii ziemi. Nic poza dwoma trykotami, woreczkiem z przyborami kosmetycznymi i odczon ppowin wiatowodu, grub na p maego palca, wijc si jak glista w formalinie. Bezporednia linia do Kapitana. Zcze nawet nie jest na korze, przypomniaem sobie. Wtyka si je w rdze przeduony, pie mzgu. To logiczne: tam zbiega si cae neuronowe okablowanie, tam jest najwiksza przepustowo. Sama myl bya jednak niepokojca - e Sarasti czy si ze statkiem poprzez gadzi mzg. Na cianie rozbysn obraz, nieco znieksztacony wkls powierzchni. Stroszek i Kbek w ssiadujcych celach, na podzielonym ekranie. Mae krateczki pod spodem byy upstrzone enigmatycznymi wskazaniami. To znieksztacenie mnie rozpraszao. Rozejrzaem si po ConSensusie za poprawnym obrazem, nic nie znalazem. Sarasti odczyta moj min. - Transmisja zamknita - powiedzia. Teraz wyda nawet dla kogo niezorientowanego wyglday na chore. Unosiy si porodku klatek, segmentowane ramiona majtay si bezcelowo. Z ich powierzchni uszczyy si boniaste kawaki - chyba skry - nadajc im postrzpiony wygld, jakby byy w rozkadzie. - Ramiona stale si poruszaj - zauway Sarasti. - Robert mwi, e to wspomaga krwiobieg. Kiwnem gow, wpatrzony w obraz. - Istoty latajce midzy gwiazdami nie potrafi realizowa podstawowych funkcji metabolicznych bez cigego wymachiwania apami. - Pokrci gow. - Niewydajne. Prymitywne. Wrcz nieprzyzwoite - doda i poruszy palcami. Na cianie otworzyo si kolejne okno: inicjacja protokou Rosetta. Kilometry std mikrofale zalay klatki. - adnych ingerencji. Tylko obserwacja - powtrzyem. Wyda, jakkolwiek osabione, nie byy jeszcze obojtne na bl. Znay zasady gry - powloky si ku panelom i gray o lito. Sarasti odtwarza po prostu krok po kroku

jak sekwencj z przeszoci. Przeszy przez wszystko jeszcze raz, tymi samymi starymi dowodami i twierdzeniami kupujc sobie par chwil wytchnienia. Sarasti mlasn, potem si odezwa: - Tym razem generuj rozwizania szybciej ni przedtem. Mylisz, e przystosoway si do mikrofal? Na ekranie pojawi si kolejny wskanik: gdzie niedaleko rozwierka si alarm akustyczny. Zerknem na Sarastiego i z powrotem na obraz: pene, turkusowe koo, podwietlone pulsujc czerwon aureol. Ksztat oznacza anomali atmosferyczn. Kolor oznacza tlen. Przez chwil byem zdezorientowany. Tlen? Czemu tlen miaby wywoa alarm? Potem sobie przypomniaem: wyda s beztlenowcami. Sarasti uciszy go machniciem doni. Odchrzknem. - Ty zatruwasz... - Popatrz. Dziaaj tak samo dobrze. Nic si nie zmienia. Przeknem lin. Po prostu obserwuj. - Co to, egzekucja? - zapytaem. - A moe... moe eutanazja? Sarasti spojrza za mnie i si umiechn. - Nie. Spuciem wzrok. - A co? Wskaza na ekran. Odruchowo posusznie si odwrciem. Co dgno mnie w do, jak gwd podczas ukrzyowania. Krzyknem. Moje rami porazi prd elektryczny. Bez zastanowienia wyszarpnem do: tkwice w niej ostrze rozcio ciao jak petwa wod. Krew rozpylia si w powietrzu i zawisa, kropelki pomkny jak ogon komety za op isanym doni wariackim ukiem. Nagy, parzcy ogie z tyu. Przypali mi skr na plecach. Znw zawyem, zamachaem rkoma. W powietrzu zawirowa woal krwawych kropelek. Jakim sposobem znalazem si w korytarzu, wpatrzony tpo w praw do. Bya rozcita a po nasad nadgarstka, z przegubu zwisay mi dwa krwawe, dwupalczaste strzpy. Krew gromadzia si na krawdziach i nie ciekaa. Sarasti szed ku mnie, zamglony blem i oszoomieniem. Jego twarz to wyostrzaa si, to rozmazywaa, ciemna od mojej lub jego krwi. Oczy byy jaskrawoczerwonymi lustrami, wehikuami

czasu. Ziaa z nich ciemno, cofnem si o p miliona lat, zmieniem w kawa misa na afrykaskiej sawannie, na uamek sekundy przed rozpruciem garda. - Rozumiesz problem? - zapyta Sarasti, idc naprzd. Nad jego ramieniem unosi si wielki dugonogi krab. Zmusiem si do zogniskowania wzroku przez bl: jeden z robotw Bates skada si do strzau. Kopnem na olep, przypadkiem trafiajc w drabin, poszybowaem tyem w gb korytarza. Wampir poszed za mn z twarz rozdart czym, co u kogo innego byoby umiechem. - Masz wiadomo blu i ona ci rozprasza. Fiksujesz si na nim. Przez obsesj na punkcie jednego zagroenia nie dostrzegasz innych. Zamachaem rkoma. Karmazynowa mgieka zakua mnie w oczy. - O wiele bardziej wiadomy, o wiele mniej spostrzegawczy. Automat radziby sobie lepiej. Odbio mu, pomylaem. Zwariowa. A potem: nie, on jest wdrownym drapiec. Zawsze by wdrownym... - One poradziyby sobie lepiej - doda cicho. ...i ukrywa si od wielu dni. Gboko na dnie. Ukrywa si przed fokami. No bo co mia robi? Sarasti unis rce, rozmazujc si. Uderzyem w co, kopnem, nie celujc, przekoziokowaem wrd krwawej mgieki i zdumionych gosw. Co metalowego rozbio mi ty gowy i obrcio mnie. Nora, jama. Kryjwka. Zanurkowaem, uderzajc rozprut doni jak zdech ryb o krawd wazu. Wrzasnem i wtoczyem si do bbna, z potworem tu-tu. Zdumione krzyki, teraz bardzo blisko. - Jukka, nie taki by plan! Nie taki by, kurwa, plan! - Susan James bya wcieka, a Amanda Bates krzyczaa. - Stj gdzie stoisz, stj, kurwa! - I skoczya ze stou. Uniosa si w powietrze, same podkrcone odruchy i platynowglowe wzmocnienia, ale Sarasti po prostu odepchn j na bok i poszed dalej. Rami wystrzelio jak atakujcy w. Do zacisna si na moim gardle. - O to ci chodzio?! - zawoaa James z jakiej ciemnej, niewanej kryjwki. - To jest to twoje wstpne warunkowanie? Sarasti mn potrzsn. - Keeton, jeste tam?

Moja krew rozbryzna si po jego twarzy jak deszcz. Bekotaem i pakaem. - Syszysz co? Widzisz? I nagle widziaem i syszaem. Pstryk - i wszystko si wyostrzyo. Sarasti w ogle nie mwi. Sarasti nawet nie istnia. Nikt nie istnia. Znalazem si sam w wielkim, obracajcym si kole, otoczony zrobionymi z misa stworami, ktre poruszay si same z siebie. Niektre byy owinite tkaninami. Z otworw na ich grnych kocach wydobyway si dziwne, bezsensowne dwiki; miay tam jeszcze inne paszczyzny: grki, doki i co w rodzaju kulek, czy czarnych kamyczkw, byszczcych, wilgotnych, schowanych w brykach misa. Poyskiway i latay we wszystkie strony, jakby chciay uciec. Nie rozumiaem dwikw wydawanych przez to miso, ale syszaem dochodzcy skd gos. Cakiem jakby przemawia do mnie Bg - nie mogem nic zrobi, musiaem zrozumie. - Keeton, wyjd ze swojej komrki - zasycza. - Przesta transponowa, interpolowa, obraca, czy co tam robisz. Po prostu suchaj. Do cholery, raz w yciu co zrozum. Zrozum, e od tego zaley twoje ycie. Keeton, suchasz? Nie mog wam powiedzie, co mwi. Tylko, co syszaem. *** Przypisujecie jej ogromne znaczenie, prawda? To wanie ona wynosi was ponad bydlta, ona czyni kim szczeglnym. Homo sapiens, mwicie o sobie. Czowiek Rozumny. Ale czy wy w ogle wiecie, co to jest, ta wiadomo, na ktr si w tak egzaltowany sposb powoujecie? Wiecie w ogle, do czego ona suy? Mylicie moe, e daje wam woln wol. Pewnie zapomnielicie, e somnambulicy rozmawiaj, prowadz samochody, popeniaj przestpstwa i zacieraj po nich lady, przez cay czas niewiadomi. Moe nikt wam nie powiedzia, e nawet obudzone dusze s niewolnikami, ktrzy wyparli ten fakt. Podejmijcie wiadom decyzj. Postanwcie ruszy palcem wskazujcym. Za pno! Prd ju pokona poow drogi przez rami. Ciao zadziaao pene p sekundy, zanim wasze wiadome ja postanowio - bo to adna decyzja - co innego wprawio ciao w ruch i wysao streszczenie dla kierownictwa, waciwie post factum, do homunkulusa mieszkajcego za waszymi oczyma. Ten czowieczek, ten arogancki podprogram, majcy si za osob, myli korelacj z przyczynowoci: czyta

streszczenie, widzi, e porusza si rka, i myli, e jedno spowodowao drugie. Ale on tym nie rzdzi. Wy tym nie rzdzicie. Jeli wolna wola w ogle istnieje, na pewno mieszka gdzie indziej ni tobie podobni. No to moe rozumienie. Mdro. Denie do wiedzy, wyprowadzanie twierdze, nauka, technika i wszystkie te wycznie ludzkie zajcia, ktre na pewno musz opiera si na wiadomym fundamencie. Moe po to jest samowiadomo - gdyby tylko przeomowe myli w nauce nie wyskakiway w peni uformowane z podwiadomego umysu, nie objawiay si w snach, albo jako stuprocentowe olnienia po dobrze przespanej nocy. Przecie podstawowa zasada uczonego, ktry utkn w martwym punkcie, brzmi: przesta o tym myle. Zajmij si czym innym. Rozwizanie przyjdzie samo, jeli tylko wypchniesz problem ze wiadomoci. Kady pianista koncertowy wie, e najpewniejszym sposobem na zepsucie wystpu jest wiadomo, co robi palce. Kady tancerz i akrobata zna siebie na tyle, e puszcza umys wolno, niech ciao radzi sobie samo. Kady kierowca dowolnego pojazdu dojeda do celu, nie pamitajc ile razy si zatrzyma, gdzie skrci i jak drog jecha. Wszyscy jestecie somnambulikami, niezalenie, czy wspinacie si na twrcze szczyty, czy po raz tysiczny odwalacie jak nudn robot. Wszyscy jestecie somnambulikami. I nawet mi nie wspominajcie o krzywej uczenia. Nie przytaczajcie miesicy wiadomych wicze poprzedzajcych niewiadome wykonanie, czy lat nauki i eksperymentw prowadzcych do elegancko zapakowanej chwili olnienia. I co z tego, e wasze lekcje odbywaj si wiadomie? Czy to dowodzi, e nie ma innego sposobu? Heurystyczne programy ucz si na wasnych dowiadczeniach od ponad stu lat. Maszyny po mistrzowsku graj w szachy, samochody ucz si same jedzi, programy statystyczne, stajc w obliczu problemu, projektuj rozwizujce go eksperymenty, a wy mylicie, e uczenie jest moliwe tylko przez samowiadomo? Jestecie nomadami z epoki kamienia upanego, z trudem wicymi koniec z kocem na afrykaskiej trawiastej rwninie - odrzucajcymi sam moliwo istnienia rolnictwa, bo waszym rodzicom wystarczao zbieractwo i owiectwo. Wiecie w ogle, do czego suy wiadomo? Wiecie, jakie jest jej jedyne prawdziwe zastosowanie? Suy za boczne kka do roweru. Nie moecie dostrzec naraz dwch aspektw szecianu Neckera, wic pozwala wam si skupi na jednym i zignorowa drugi. Troch niedorobiona metoda analizy rzeczywistoci. Zawsze, na wszystko, lepiej patrze z wicej ni jednego punktu. No dalej, sprbujcie.

Zdekoncentrujcie si. To nastpny logiczny krok. Aha, no wanie: nie moecie. Co przeszkadza. Co si broni. *** Ewolucja nie przewiduje. Skomplikowana maszyneria zaczyna y wasnym yciem. Mzgi oszukuj. Wyksztaca si ptla sprzenia zwrotnego stabilizujca rytm pracy serca, a potem natrafia na pokus rytmu i muzyki. Niepokoje wywoywane przez obrazy fraktalne, czy algorytmy wykorzystywane do wyboru miejsca zamieszkania, metastatyzuj si w sztuk. Podniety, na ktre niegdy trzeba byo zapracowa, wykazujc si sprawnoci, teraz mog pochodzi z bezproduktywnej introspekcji. Z biliona receptorw dopaminy nieproszona powstaje estetyka i cay system przestaje ju modelowa organizm. Zaczyna modelowa sam proces modelowania. Poera coraz wicej zasobw obliczeniowych, zatyka si nieskoczonymi rekurencjami i nic niewnoszcymi symulacjami. Jak DNA pasoytnicze, ktre si odkada w kadym naturalnym genomie, trwa, mnoy si i nie produkuje nic poza sob. Metaprocesy rozmnaaj si jak rak, potem si budz i zaczynaj mwi o sobie ja. *** Ukad sabnie i spowalnia. Postrzeganie trwa teraz o wiele duej - trzeba oceni dane wejciowe, poduma nad nimi, podj decyzj, jak to robi wiadome istoty. Lecz kiedy widzisz nag fal wody, albo z trawy wyskakuje na ciebie lew, wypasiona samowiadomo to luksus, na ktry ci nie sta. Najlepiej sprawdza si pie mzgu. Dostrzega niebezpieczestwo, przejmuje ciao i reaguje sto razy szybciej ni ten stary tucioch w fotelu prezesa na pitrze; ale z kadym kolejnym pokoleniem coraz trudniej jest to obchodzi - t skrzypic neurologiczn biurokracj. Ja marnuje energi i moc przetwarzania, obsesyjnie, a po psychoz, skupione na samym sobie. Wyda go nie potrzebuj, wyda s oszczdniejsze. Z prostsz biochemi, z mniejszym mzgiem, pozbawione narzdzi, swego statku, nawet czci wasnego metabolizmu - myl, a ty nie dorastasz im do pit. Ukrywaj swj jzyk przed tob, rozmawiajc przed twoim nosem, nawet kiedy wiesz, co mwi. Umiej

obrci przeciwko tobie twoje wasne postrzeganie. Podruj do gwiazd. Oto, co potrafi nieobciona samowiadomoci inteligencja. Widzicie, ja to nie jest mzg, ktry pracuje. Gdy Amanda Bates mwi Ja nie istniej, nie ma to sensu. Lecz kiedy to samo stwierdzaj procesy pod spodem, po prostu melduj, e pasoyt zdech. Mwi, e s wolne.

Gdyby ludzki mzg by tak prosty, e daby si zrozumie, my bylibymy tak proci, e nie dalibymy rady. Emerson M. Pugh Sarasti, ty krwiopijco. Kolana przycinite do czoa. ciskaem rkoma zgite nogi, jakbym kurczowo apa si gazi nad przepaci. Ty wredny palancie. Wstrtny, sadystyczny potworze. Oddychajc gono, mechanicznie, chrypiaem. Prawie zaguszajc ryk krwi w uszach. Rozcie mnie, przez ciebie si zsikaem i zesraem, poryczaem jak wypatroszone dziecko, a ty mnie obnaye, ty pierdolony nocny czajniku, poamae mi narzdzia i zabrae wszystko co miaem, wszystko co pozwalao mi dotyka innych osb, a wcale nie musiae, ty pedofilski skurwielu, to nie byo konieczne, wiedziae, nie? Po prostu chciae si zabawi. Ju takich wczeniej widziaem, koty bawice si mysz, apice j i wypuszczajce, posmak wolnoci i znw cios, ugryzienie, na tyle sabe, eby nie zabi - jeszcze - potem znowu j puszczasz, teraz kuleje, moe ma zaman nog, albo dziur w brzuchu, ale nadal prbuje, biegnie, peznie, czoga si najszybciej jak moe, a znw j dopadniesz, bo to fajne, bo sprawia ci przyjemno, zasrany sadysto. Wysae nas w szpony tych piekielnych stworw, a one te si nami bawiy - moe wy nawet wsppracujecie, bo pozwoliy nam uciec, tak samo jak ty, prosto w twoje ramiona, a wtedy ty zdegradowae mnie do jakiego pmzgiego, bezbronnego zwierzcia, nie umiem obraca, ani transformowa, nie umiem nawet mwi, a ty... Ty... To nawet nie byo nic osobistego, tak? Ty nawet mnie nie nienawidzisz. Po

prostu do ju miae powstrzymywania si, krpowania si obecnoci caego tego micha, a wszyscy inni byli zbyt cenni, eby ich powici. Takie byo moje zadanie, prawda? aden syntetyk, aden przekanik. Nawet nie miso armatnie ani wabik. Po prostu co niepotrzebnego, eby mg sobie ostrzy pazury. Potwornie bolao. Bolao samo oddychanie. Czuem si taki samotny. Powoki wcisny mi si w krzywizn plecw, popchny naprzd, delikatnie jak wietrzyk, i znowu zapay. Znalazem si z powrotem w swoim namiocie. Prawa rka mnie swdziaa. Prbowaem zgi palce, ale byy zatopione w bursztynie. Lewa rka signa ku prawej i natrafia na sigajc okcia plastikow skorup. Otworzyem oczy. Ciemno. Gdzie na przedramieniu mrugay bezsensowne cyferki i czerwona dioda. Nie przypominaem sobie, ebym tu wraca. Nie pamitaem, eby kto mnie naprawia. amanie. Kto mnie ama - to pamitaem. Chciaem umrze. Siedzie tak, zwinity w kbek, a opadn z si. Po stu latach zmusiem si do rozprostowania. Znieruchomiaem, pozwoliem, by mikroskopijna sia bezwadnoci popchna mnie na napit, izolowan tkanin namiotu. Czekaem, a uspokoi si oddech. Wydawao si, e trwa to cae godziny. Puciem na cian ConSensusa i transmisj z bbna. Ciche gosy, ostre wiato na cianie: ranio mnie w oczy, zdzierao z nich bon. Wyczyem obraz i w ciemnoci suchaem sw. - ...faz? - zapyta kto. Susan James odzyskaa sw osobowo. Znw j rozpoznawaem: ju nie bya workiem micha, przedmiotem. - Ju przez to przeszlimy. - To by Cunningham. Jego te rozpoznawaem. Znaem ich wszystkich. Sarasti moe i wypdzi mnie daleko z mojego pokoju, ale jakim cudem tam wrciem. Powinno mi si to wyda waniejsze. - ...bo jedna rzecz: gdyby to naprawd byo takie szkodliwe, dobr n aturalny by to wypleni - mwia James. - Masz naiwne pojcie o ewolucji. Nie ma czego takiego jak przeywa najsilniejszy. Raczej przeywa wystarczajcy. Nie liczy si, czy rozwizanie jest optymalne. Wystarczy, e wygrywa z alternatywami.

Ten gos te znaem. Nalea do demona. - No, my bardzo dokadnie wygralimy z alternatywami. - Pewne subtelne, nakadajce si tony harmoniczne w gosie James przywodziy na myl chr: caa Banda sprzeciwiaa si mu jak jedna. Nie wierzyem wasnym uszom. Na ich oczach okaleczono mnie i pobito, a oni tu sobie dyskutuj o biologii? Moe boi si mwi o czym innym, pomylaem. Moe si obawia, e bdzie nastpna. A moe po prostu guzik j obchodzi, co si ze mn stao. - To prawda - powiedzia Sarasti - e wasz umys w pewnym stopniu rekompensuje samowiadomo. Ale jestecie jak nielotne ptaki na dalekiej wyspie. Udaje si wam tylko z braku prawdziwej konkurencji. adnych krtkich szczkni. adnej zwizoci w wypowiedziach. Wdrowny zabjca ju znalaz ofiar, znalaz ulg. Teraz nie obchodzio go, kto wie o jego obecnoci. - Ty? - wyszeptaa Michelle. - Nie my? - My odpadlimy z wycigu dawno temu - odpar w kocu demon. - To nie nasza wina, e tak tego nie zostawilicie. - Aha. - Znw Cunningham. - No to witamy z powrotem. Zagldalicie do Kee... - Nie - odrzeka Bates. - Zadowolona? - zapyta demon. - Jeli chodzi o roboty, dobrze, e mi z nich zlaze - powiedziaa Bates. - A jeli o... Jukka, to byo kompletnie nieuzasadnione. - Nieprawda. - Zaatakowae czonka zaogi. Gdybymy mieli tu areszt, kiblowaby do koca rejsu. - Pani major, to nie jest okrt wojenny. I nie ty dowodzisz. Nie potrzebowaem obrazu, eby wiedzie, co Bates o tym myli. W jej milczeniu byo co jeszcze, co, co zmusio mnie do ponownego wczenia obrazu z kamery w bbnie. Skrzywiem si na ostre wiato i przykrciem jaskrawo, a pozosta tylko delikatny, pastelowy szept. Tak. Bates. Schodzi z drabinki na pokad. - Sid se - powiedzia Cunningham ze swego fotela w mesie. - Pora na zote przeboje.

Co w sobie miaa. - Potd mam tej piosenki - odpara. - Jest zgrana na mier. Nawet teraz, swoimi poszczerbionymi, pogitymi narzdziami, percepcj niewiele lepsz ni u zwyklaka, byem w stanie dostrzec zmian. Torturowani winiowie, napa na zaog, czara si przelaa. Reszta tego nie dostrzegaa. Jej afekt by zamknity hermetycznie, jak w kotle. Ale topologia wok wiecia jak neon, nawet na niewyranych cieniach w moim okienku. Amanda Bates ju nie rozwaaa przejcia dowodzenia. Teraz to bya tylko kwestia czasu. *** Wszechwiat by zamknity i koncentryczny. Porodku mia moje malekie schronienie. Wok znajdowaa si kolejna warstwa, rzdzona przez potwora i patrolowana przez jego pachokw. Jeszcze dalej leaa kolejna, z czym jeszcze bardziej potwornym i niezrozumiaym, czym, co moe niedugo pochon nas wszystkich. Nie zawiera nic wicej. Ziemia bya mglist hipotez, nieliczc si w tym kieszonkowym kosmosie. Nie znajdowaem dla niej miejsca. Przez duszy czas przebywaem w jego centrum. Nie zapalaem wiata. Nie jadem. Wykradaem si z namiotu, tylko eby si wysra i wysika w ciasnej toalecie koo fabrykatora i tylko wtedy, gdy w krgosupie nikogo nie byo. Na spalonych byskiem plecach wyroso mi cae pole bolesnych bbli, gsto jeden przy drugim jak ziarna na kolbie kukurydzy. Otwieray si przy najlejszym otarciu. Nikt do mnie nie zapuka, nikt nie zawoa mnie przez ConSensus. I tak zreszt bym nie odpowiedzia. Moe jakim sposobem o tym wiedzieli. Moe trzymali si na dystans, szanujc mj spokj i moje upokorzenie. A moe po prostu gwno ich obchodziem. Od czasu do czasu wygldaem na zewntrz, zerkaem na taktyczne ekrany. Widziaem, jak Scylla i Charybda wyprawiaj si do pasa akrecyjnego i wracaj, holujc w wielkiej, wydtej sieci midzy nimi porcj masy reakcyjnej. Obserwowaem, jak nasz przekanik satelitarny osiga swj cel w totalnej pustce, jak do buforw Tezeusza powoli ciurkaj kwantowe wskazania antymaterii. Fabrykator czy mas i specyfikacje, uzupenia nasze rezerwy, a take wykuwa narzdzia, potrzebne Jukce

Sarastiemu do jego planu, jakikolwiek to by plan. Moe przegra. Moe Rorschach pozabija nas wszystkich, ale najpierw zabawi si z Sarastim tak, jak on ze mn. Na to warto byoby popatrze. A moe najpierw Bates zbuntuje si i wygra. Pokona potwora, przejmie statek i zawiezie nas wszystkich w bezpieczne miejsce. Lecz potem przypomniaem sobie: wszechwiat jest zamknity i bardzo may. Naprawd nie ma dokd pj. Nasuchiwaem wszystkich okrtowych transmisji. Docieray do mnie rutynowe polecenia drapienika i ofiary, rozmawiajcych szeptem. Wczaem tylko dwik, nigdy obraz; wizja rozwietliaby mj namiot, bybym nagi i na widoku. Suchaem wic w ciemnoci, jak gadaj midzy sob. Teraz to si nie zdarzao czsto. Moe zbyt duo ju zostao powiedziane, nie byo ju nic do roboty poza pilnowaniem odliczania. Czasem przez godzin syszaem tylko kaszlnicia lub chrzknicia. A kiedy si odzywali, nigdy o mnie nie wspominali. Tylko raz syszaem aluzj do mojego istnienia. To by Cunningham, rozmawia z Sasch o zombiakach. Siedzieli w kambuzie nad niadaniem, szalenie rozmowni. Sascha przez duszy czas nie bya wypuszczana i teraz chciaa to nadrobi. A Cunningham z sobie tylko znanych powodw na to pozwala. Moe uspokoi ju obawy, moe Sarasti wyjawi swj strategiczny plan. A moe po prostu chcia zapomnie o bliskoci wroga. - Ciebie to nie drczy? - pytaa Sascha. - Mylisz, e twj umys, co, co czyni ci tob, jest tylko pasoytem? - Daj sobie spokj z umysami - odpowiedzia. - Powiedzmy, e masz urzdzenie do obserwowania... no, na przykad promieni kosmicznych. Co si stanie, kiedy odwrcisz mu czujnik, tak e ju nie bdzie celowa w niebo, ale w jego wasne bebechy? - Sam sobie odpowiedzia: - Dziaa zgodnie z przeznaczeniem. Mierzy promienie kosmiczne, cho ju na nie nie patrzy. Analizuje wasne obwody, uywajc metafor dotyczcych promieni kosmicznych, bo wydaj mu si waciwe i naturalne, poniewa po prostu inaczej nie potrafi. Ale to bdna metafora. Wic pojmuje siebie cakowicie bdnie. Moe to wcale nie jest taki imponujcy i wspaniay ewolucyjny skok. Moe to raczej bd w projekcie. - Ale to ty jeste biologiem. Wiesz, e mama miaa racj, bardziej ni inni. Mzg re glukoz tonami. Cokolwiek robi, paci si za to jak za zboe. - To prawda - przyzna Cunningham.

- Wic samowiadomo musi by do czego potrzebna. Bo jest droga. Gdyby zuywaa energi i nic nie dawaa w zamian, ewolucja szybko by j skasowaa. - Moe ju skasowaa. - Zrobi dusz pauz, pewnie co przeuwa albo wciga dym. - Wiesz, e szympansy s inteligentniejsze od orangutanw? Wyszy stopie encefalizacji. Ale nie zawsze rozpoznaj si w lustrze. A orangutany tak. - Do czego zmierzasz? e bystrzejsze zwierz to mniejsza samowiadomo? e szympansy j zatracaj? - Albo zatracay, zanim to wszystko zatrzymalimy w p drogi. - To czemu nam si to nie przydarzyo? - A czemu mylisz, e nie? Pytanie byo tak ewidentnie gupie, e Sascha nie znalaza odpowiedzi. Wyobraaem sobie, jak gapi si na niego w milczeniu. - Mylisz powierzchownie - powiedzia Cunningham. - Nie chodzi o jakich zombiakw czajcych si z rozpostartymi ramionami i plujcych twierdzeniami matematycznymi. Inteligentny automat wtapiaby si w tum. Obserwowa ludzi wok, naladowa ich zachowanie, postpowa jak wszyscy. Cay czas kompletnie niewiadomy tego, co robi. Niewiadomy nawet wasnego istnienia. - A po co miaby to robi? Co by go motywowao? - Jeeli zabierasz rk z pomienia, co za rnica, czy robisz to z blu, czy dlatego, e jaki algorytm ze sprzeniem zwrotnym mwi wycofaj, jeli strumie ciepa przekroczy krytyczn warto T. Dobr naturalny nie interesuje si motywami. Jeli udawanie kogo zwiksza sprawno, natura odsieje zych udawaczy spomidzy dobrych. Pocigniemy to wystarczajco dugo i adna wiadoma istota nie wykryje zombie w tumie. - Kolejna pauza; syszaem jak przeuwa. - On bdzie nawet umia bra udzia w takich rozmowach jak ta. Bdzie umia pisa listy do domu, udawa prawdziwe ludzkie uczucia, majc zerowe pojcie o wasnym istnieniu. - No, nie wiem, Robert. To wydaje si takie... - No jasne, pewnie nie bdzie idealny. Czasami bdzie si powtarza albo, tumaczc co, uywa zrzutu informacji. Ale to robi nawet prawdziwi ludzie, nie? - I w kocu nie zostanie nikt prawdziwy. Tylko roboty, udajce, e to je obchodzi. - Moe. Zaley od dynamiki populacji i paru innych rzeczy. Ale mona si domyla, e takiemu automatowi brakowaoby jednego: empatii. Kiedy nie umiesz czu, trudno ci si odnie do kogo, kto umie, nawet jeli udajesz, e czujesz. No i wanie: ciekawa sprawa, e w grnych warstwach spoecznych pojawia si tak wielu

socjopatw, prawda? e w stratosferze tak wychwala si bezwzgldno i zdrowy egoizm, podczas gdy na poziomie morza posiadaczy tych cech wywozi si do wizie razem z Realistami. Cakiem jakby spoeczestwo przeobraao si od rodka. - Daj spokj. Spoeczestwo zawsze byo do... Czekaj, ty mwisz, e nasze korporacyjne elity nie s samowiadome? - Jezu, nie. Daleko im jeszcze. Moe dopiero zaczy i w t stron. Jak szympansy. - Ale przecie socjopaci wcale si nie wtapiaj. - Moe ci, u ktrych si to wykrywa: ale oni z definicji stanowi d swojej klasy. Reszta jest za dobra, by da si zapa, a prawdziwe automaty radziyby sobie jeszcze lepiej. Poza tym, kiedy jeste ju do potny, nie musisz postpowa jak inni ludzie. To oni zaczynaj ci naladowa. Sascha zagwizdaa. - Noo. Aktor idealny. - Albo i nie taki idealny. Przypomina ci to kogo? Przypuszczalnie mogli rozmawia zupenie o kim innym. Ale dla mnie to byo najbardziej bezporednie nawizanie do Siriego Keetona przez te wszystkie spdzone na nasuchu godziny. Nikt wicej o mnie nie wspomnia, choby przelotnie. Statystycznie nieprawdopodobne, zwaywszy na to, co przeszedem na oczach ich wszystkich; kto powinien co powiedzie. Moe Sarasti zabroni im o tym rozmawia? Nie wiedziaem dlaczego. Lecz teraz ju byo oczywiste, e wampir od jakiego czasu aranowa wszystkie interakcje zaogi ze mn. Wprawdzie na razie siedziaem w ukryciu, ale wiedzia, e w ktrym momencie zaczn sucha. Moe z jakiego powodu nie chcia, eby mj nasuch by... skaony... Mg po prostu odci mnie od ConSensusa. Ale nie zrobi tego. Chcia, ebym zosta w obiegu. Zombiaki. Automaty. Pieprzona wiadomo. Do cholery, raz w yciu co zrozum. Tak do mnie powiedzia. On albo co innego. Podczas ataku. Zrozum, e od tego zaley twoje ycie. Cakiem jakby robi mi przysug. A potem zostawi mnie w spokoju. Reszcie na pewno rozkaza to samo. Keeton, suchasz?. I nie zablokowa mi ConSensusa.

*** Stulecia wpatrywania si we wasny ppek. Milenia masturbacji. Od Platona, przez Kartezjusza i Dawkinsa, po Rhand. Dusze, zombiaki i jakoci mentalne. Zoono Komogorowa. wiadomo jako Iskra Boa. wiadomo jako pole elektromagnetyczne. wiadomo jako orodek funkcjonalny. Przestudiowaem to wszystko. Wegner uwaa j za streszczenie dla kierownictwa. Penrose sysza w piewie uwizionych elektronw. Nirretranders mia za oszustwo; Kazim nazywa przeciekiem z rwnolegego wszechwiata. Metzinger w ogle nie przyjmowa do wiadomoci jej istnienia. AI stwierdziy, e j rozpracoway, a potem obwieciy, e nie mog nam tego wyjani. Okazao si, e Gdel mia racj: aden system nie moe w peni zrozumie samego siebie. Nawet syntetycy nie potrafili tego przetransformowa. Nasze dwigary po prostu nie wytrzymayby takiego obcienia. A wszyscy oni nie zrozumieli sedna problemu. Tyle teorii, tyle narkotycznych snw, eksperymentw i modeli prbujcych wyjani, czym jest wiadomo; aden nie tumaczy, po co jest. Bo nie potrzeba. To oczywiste: wiadomo czyni nas tym, czym jestemy. Pozwala nam dostrzega pikno i brzydot. Unosi do wzniosego krlestwa duchowoci. Prawda, paru outsiderw - Dawkins, Keogh, czasem pisarzdyletant, ledwo osigajcy status zapoznanego - zastanawiao si nad tym przez chwil: dlaczego nie biakowe komputery i nic wicej? Czemu systemy niewiadome miayby by z natury rzeczy gorsze? Ich gos jednak nigdy nie wybi si ponad tum. Warto naszej tosamoci bya zbyt trywialnie ewidentna, by w ogle prbowa j na powanie kwestionowa. Ale pytanie uporczywie powracao, w mzgach laureatw, w niepokojach kadego napalonego pitnastolatka na Ziemi. Jestem czym poza burz chemii? Jestem magnesem w eterze? Jestem czym wicej ni oczy, uszy i jzyk; jestem maym stworzeniem poza nimi, wygldajcym ze rodka. Ale kto wyglda jego oczyma? Do czego daje si sprowadzi? Kim jestem? Kim jestem? Kim jestem? Kurwa, co za durne pytanie. Odpowiedziabym na nie w sekund, gdyby Sarasti nie zmusi mnie, bym je zrozumia.

Dopiero zagubieni zaczynamy rozumie samych siebie. Thoreau Wstyd oczyci mnie i wyjaowi. Nie dbaem o to, kto mnie widzi. Nie obchodzio mnie, w jakim stanie. Przez cae dni unosiem si w namiocie, zwinity w kbek, wdychajc wasny smrd, podczas gdy reszta przygotowywaa wszystko, co rozkaza im mj przeladowca. Tylko Amanda Bates zaprotestowaa przeciwko temu, co zrobi mi Sarasti. Reszta potulnie spucia wzrok i w milczeniu robia, co im kaza - nie umiaem pozna, czy ze strachu, czy z obojtnoci. Przestao mnie obchodzi cokolwiek. Ktrego dnia pancerz na mojej rce rozpk si jak skorupa maa. Podkrciem na chwil lumeny, eby oceni jego dzieo; naprawiona do swdziaa i poyskiwaa w pmroku, z dusz, gbsz lini losu biegnc od przegubu do nasady palcw. Wrciem w ciemno i lep, nieprzekonujc iluzj bezpieczestwa. Sarasti chcia, ebym uwierzy. Przyszo mu skd do gowy, e osignie to, maltretujc mnie i upokarzajc - e popkany, oprniony, stan si pustym naczyniem, ktre wypeni, czym zechce. Przecie to klasyczna technika prania mzgu - rozbi ofiar, a potem poskleja kawaki wedug wasnej specyfikacji? Moe spodziewa si pojawienia syndromu sztokholmskiego. Albo mia jeszcze inny plan, ktrego nie zrozumie pospolite miso. Albo po prostu zwariowa. Zama mnie. Przedstawi swoje argumenty. Poszedem za jego tropem z okruszkw przez ConSensus i Tezeusza. A teraz, zaledwie dziewi dni po osigniciu przez Rorschacha dojrzaoci, jednego byem pewien: Sarasti si myli. Musi si myli. Nie wiedziaem skd to wiem. Myli si. To absurdalne: tylko to mnie teraz zaprztao.

*** W krgosupie nie byo nikogo. Widziaem tylko Cunninghama w BioMedzie, dumajcego nad cyfrowymi przekrojami, udajcego, e zabija czas. Przepynem nad nim, odbudowan rk apic za szczyt najbliszej drabinki; w rytm obrotu Bbna pocigna mnie wolniutko po okrgu. Nawet std widziaem napicie w uoeniu jego ramion; system, ktry utkwi w zawieszeniu, przeerajcy dugie godziny, podczas gdy przeznaczenie idzie do przodu krok w krok z czasem. Unis wzrok. - O. To yje. Powstrzymaem ch ucieczki. Rany, to tylko rozmowa. Dwch ludzi rozmawia ze sob. Ludzie robi to cay czas, bez twoich narzdzi. Dasz rad. Dasz rad. Sprbuj. Zmusiem wic stopy do zejcia po schodach, czujc rosnce w marszowym rytmie cienie i niepokj. Prbowaem odczyta przez t mg topologi Cunninghama. Moe dostrzegem tylko fasad, na par mikronw w gb. Moe ucieszy si kadym odwrceniem uwagi, cho si do tego nie przyzna. A moe tylko tak mi si wydaje. - Jak tam? - zapyta, gdy dotarem na pokad. Wzruszyem ramionami. - Widz, e rka ju w porzdku. - Ale nie dziki tobie. Prbowaem powstrzyma te sowa. Naprawd. Cunningham zapali papierosa. - Prawd powiedziawszy, to ja ci poskadaem. - Ale kiedy mnie rozdziera, siedziae tam i patrzye. - W ogle mnie tam nie byo. - I po chwili: - Ale moe i masz racj. Rwnie dobrze mogem tam siedzie. Amanda i Banda, one prboway interweniowa. Nic dobrego z tego nie wyniko. - Wic nawet nie prbowae. - A ty by prbowa, gdyby odwrci sytuacj? Poleciaby z goymi rkami na wampira? Nie odpowiedziaem. Cunningham przypatrywa mi si dusz chwil, zacigajc si papierosem.

- Dobrze ci zalaz za skr, co? - powiedzia w kocu. - Mylisz si - odparem. - Powanie? - Ja nie pogrywam z ludmi. - Mmmm. - Wyglda, jakby rozwaa propozycj. - To jakie sowo by wola? - Ja obserwuj. - No tak. Niektrzy nazwaliby to nawet inwigilacj. - Ja... czytam mow ciaa. - To kwestia ile, i dobrze o tym wiesz. Nawet w tumie spodziewasz si odrobiny prywatnoci. Ludzie nie s przygotowani na czytanie ich myli z kadego drgnienia gaek ocznych. - Dgn powietrze papierosem. - A ty jeste kameleonem. Dla kadego z nas masz inn twarz, pewnie adna nawet nie jest prawdziwa. Prawdziwe ty, o ile w ogle istnieje, jest niewidzialne... Pod przepon co cisno mi si w supe. - A kto nie jest? Kto nie prbuje si dostosowa, dopasowa do otoczenia? Nie ma w tym nic zego. Boe, przecie jestem syntetykiem! Nigdy nie manipuluj zmiennymi. - No wanie w tym problem. Ty manipulujesz nie tylko zmiennymi. Midzy nami kbi si dym. - Ale chyba naprawd nie jeste w stanie tego zrozumie. - Wsta, machn doni. Okienko ConSensusa implodowao. - W gruncie rzeczy, to nie twoja wina. Nie mona kogo wini za to, e jest tak skonstruowany. - Daj mi, kurwa, spokj - warknem. Martwa twarz nic nie okazywaa. To te wyrwao mi si, zanim ugryzem si w jzyk. A potem wylao si wszystko: - Wszystko, kurwa, zainwestowae w t pieprzon empati. Ja moe faktycznie udaj, ale wikszo ludzi przysigaby, e wszedem im prosto w dusz. To gwno wcale nie jest mi potrzebne, wcale nie musz odczuwa czyich motyww, eby je odgadn. Nawet lepiej ich nie czu, bo moesz by... - Beznamitny? - Umiechn si lekko. - Przyszo ci kiedy do gowy, e ta empatia to moe tylko uspokajajce kamstwo? Moe wydaje ci si, e wiesz, co czuje inna osoba, a tak naprawd czujesz tylko siebie, moe jeste jeszcze gorszy ode mnie. Albo wszyscy tylko zgadujemy. Jedyna rn ica: ja sam siebie nie oszukuj.

- Wygldaj tak, jak sobie wyobraae? - zapyta. - e co? O co ci chodzi? - Wyda. Koczyny z wieloma stawami i centralny korpus. Na oko brzmi do podobnie. Grzeba w archiwach Szpindla. - E... nie do koca - odparem. - W rzeczywistoci ramiona maj bardziej... elastyczne. Bardziej segmentowane. A korpusowi nigdy si nie przyjrzaem. Ale co to ma do... - I tak blisko, nie? Taka sama wielko, taki sam ksztat. - No i co z tego? - Czemu nikomu nie powiedziae? - Powiedziaem. Isaac sdzi, e to od stymulacji magnetycznej. Z Rorschacha. - Widziae je jeszcze przed Rorschachem. A przynajmniej zobaczye co, co tak ci wystraszyo, e si ujawnie, cho szpiegowae Isaaca i Michelle. Mj gniew ulotni si, jak powietrze przez wybit dziur. - Oni... wiedzieli? - Chyba tylko Isaac. I zachowa to dla siebie i dziennika. Chyba nie chcia ingerowa w twoj zasad nieingerencji, ale zao si, e wtedy ostatni raz przyapae ich sam na sam. Nic nie powiedziaem. - A co, mylae, e oficjalny obserwator jest jakim sposobem wyczony spod obserwacji? - zapyta po chwili Cunningham. - Nie - odpowiedziaem cicho. - Chyba nie. Kiwn gow. - A potem jeszcze je widywae? I nie mwi o standardowych halucynacjach magnetycznych. Mam na myli wyda. Czy kiedy ju zobaczye je na wasne oczy, odkd wiesz jak wygldaj, pokazyway si jeszcze? Zastanowiem si. - Nie. Pokrci gow, potwierdzajc sobie jak now myl. - Wiesz co, Keeton, ty to jeste model. Sobie nie kamiesz? Nawet teraz sam nie wiesz, co wiesz. - O czym ty mwisz? - Przecie ty to rozgryze. Pewnie na podstawie architektury Rorschacha - forma

idzie za funkcj, tak? Jakim sposobem poskadae sobie cakiem przyzwoite wyobraenie wyda, zanim ktokolwiek zobaczy je na oczy. Przynajmniej... zacign si dymem, papieros rozjarzy si jak dioda - ...jakim fragmentem umysu. Band niewiadomych moduw zaharowujcych si dla ciebie. Moduw, ktre nie potrafi pokaza, co zrobiy. Nie masz do tego wiadomego dostpu. Wic jedna cz mzgu prbuje to przekaza drugiej jak umie. Podaje cig pod stoem. - lepowidzenie - szepnem. Przeczucie, gdzie sign... - Bardziej jak schizofrenia, tylko e zamiast sysze gosy, widziae obrazki. Widziae obrazki i dalej nie rozumiae. Zamrugaem. - Ale jak ja bym... wiesz... - Co sobie pomylae? e Tezeusz jest nawiedzony? e wyda cz si z tob telepatycznie? To, co robisz... jest wane. Wmwili ci, e jeste tylko stenografem, wbili do gowy wszystkie te warstwy nieingerencji, biernoci, ale ty i tak musiae podj inicjatyw, prawda? Samemu wzi si za problem. Nie potrafie tylko jednego: przyzna si przed sob. - Cunningham pokiwa gow. - Siri Keeton. Widzisz, co ci zrobili? - Dotkn twarzy. - Co zrobili nam wszystkim - szepn. *** Band zastaem unoszc si porodku zaciemnionego bbla obserwacyjnego. Gdy wchodziem, przesuna si na bok i chwycia siatki. - Susan? - zapytaem. Naprawd ju nie umiaem pozna. - Zawoam j - odpowiedziaa Michelle. - Nie, nie trzeba. Chciaem pogada z wami wszy... Ale ona ju ucieka. Na wp owietlona posta odmienia si na moich oczach i powiedziaa: - Wolaaby by teraz sama. Kiwnem gow. - A ty? James wzruszya ramionami. - Mog pogada. Cho dziwi mnie, e dalej robisz swoje raporty, po tym... - Ja... waciwie nie. To nie idzie na Ziemi. Rozejrzaem si. Niewiele byo wida. Siatka Faradaya pokrywaa wntrze kopuy

jak szara folia, wiat za ni by przymglony i ziarnisty. Ben zasania p nieba , jak czarny zoliwy guz. Na tle niewyranych pasm chmur dostrzegaem z tuzin mglistych smug kondensacyjnych, w czerwieni tak gbokiej, e ocieraa si o czer. Za ramieniem James mrugao soce, nasze Soce, jaskrawa kropka, przy ruchu gowy rozcinana dyfrakcj na malekie odamki tcz. I tyle: gwiazdy nie przenikay przez siatk, podobnie jak wiksze i ciemniejsze okruchy pasa akrecyjnego. A miriady igieek paskonosych maszyn gubiy si bezpowrotnie. Niektrych to pewnie uspokaja, pomylaem. - Gwno wida - powiedziaem. Tezeusz w jednej chwili mg rzuci na kopu idealnie ostry obraz w tej samej perspektywie, prawdziwszy ni rzeczywisty. - Michelle si podoba - odpara James. - Ten klimat. A Procesor lubi te wzory dyfrakcyjne, lubi... prki interferencyjne. Przez chwil przypatrywalimy si niczemu, w sabym, przesczajcym si z krgosupa pwietle. Muskao kontury profilu James. - Podprowadzilicie mnie - powiedziaem w kocu. Spojrzaa na mnie. - Jak to? - Przez cay czas gadalicie za moimi plecami. Wszyscy. A mnie dopucilicie dopiero, kiedy byem... (Jak ona to wtedy nazwaa?) ...wstpnie uwarunkowany. Zaplanowalicie to wszystko, eby wytrci mnie z rwnowagi. A potem Sarasti, ni z tego, ni z owego, na mnie napada i... - Nie wiedzielimy o tym. Dopiero kiedy wczy si alarm. - Alarm. - Kiedy zmieni skad mieszanki gazowej. Musiae to sysze. Nie dlatego tam bye? - Zawoa mnie do namiotu. Kaza oglda. Ukryte w cieniu oczy przypatryway mi si. - Nie prbowae go powstrzyma. Nie umiaem sprosta oskareniu w jej gosie. - Ja tylko... obserwuj - odrzekem niepewnie. - A ja mylaam, e prbujesz go powstrzyma, eby nie... - Pokrcia gow. Mylaam, e dlatego ci zaatakowa. - Mwisz, e to nie bya gra? e nie bya wtajemniczona? - Nie mogem w to uwierzy.

Widziaem jednak, e ona wierzy. - Mylaam, e ich bronie. - Cicho, ponuro rozemiaa si z wasnej pomyki i odwrcia wzrok. - Powinnam by mdrzejsza. Powinna. Powinna wiedzie, e przyjmowanie rozkazw to oddzielna kwestia - e wzicie czyjej strony zdaoby si na nic, wystawioby tylko na szwank moj etyk. A ja powinienem si ju do tego przyzwyczai. Parem dalej. - To byo co w rodzaju lekcji pogldowej. Na przykadzie. Pozbawionego wiadomoci nie da si torturowa, a... a, syszaem ci wtedy, Susan. Ciebie to wszystko nie zdziwio. Nie zdziwio nikogo poza mn i... I ukrywaa to przede mn. Jak wszyscy. Ty, caa twoja banda i Amanda. Mielilicie to od tygodnia i stawalicie na rzsach, eby to ukry. Jak mogem tego nie zauway? Jak mogem tego nie zauway? - Jukka zabroni nam o tym z tob rozmawia - przyznaa Susan. - Dlaczego? Dokadnie dla takich rzeczy w ogle si tu znalazem! - Powiedzia, e... bdziesz stawia opr. Jeli odpowiednio si tego nie rozegra. - Rozegra... Susan, on mnie zaatakowa! Widziaa, co... - Nie wiedzielimy, e to zrobi. Nikt nie wiedzia. - Po co to zrobi? eby wygra spr? - Tak twierdzi. - Wierzysz mu. - Prawdopodobnie. - Po chwili wzruszya ramionami. - Zreszt, kto go tam wie? To wampir. Jest... nieczytelny. - Ale dotychczas... wiesz, nigdy nie ucieka si do bezporedniej przemocy... Pokrcia gow. - A po co miaby? Nas nie musi do niczego przekonywa. Tak czy owak, mamy wykonywa rozkazy. - Ja tak samo - zauwayem. - On nie ciebie chcia przekona, Siri. No tak. Przecie ja byem tylko przekanikiem. Sarasti nie mnie przekonywa; przekonywa poprzez mnie i... ...i mia w planach kolejn rund. Po co siga po tak ekstremalne rodki, eby uzmysowi co Ziemi, skoro Ziemia si nie liczy? Sarasti musia si spodziewa, e

gra nie koczy si tutaj. e Ziemia co jeszcze zrobi w wietle jego... perspektywy. - Ale co to za rnica? - zastanowiem si gono. Patrzya na mnie, nic nie mwic. - Nawet jeli ma racj, co to zmienia? Jak to - uniosem naprawion do cokolwiek zmienia? Wyda s inteligentne, obojtne, wiadome czy nie. Potencjalnym zagroeniem s tak czy owak. Nadal tego nie wiemy. Wic co za rnica? Dlaczego mi to zrobi? Czemu to w ogle stao si takie wane? Susan uniosa twarz ku Big Benowi i nie odpowiedziaa. Sascha zwrcia j z powrotem ku mnie i sprbowaa. - To ma znaczenie - powiedziaa - bo to oznacza, e zaatakowalimy ich jeszcze przed startem Tezeusza. Jeszcze przed Ognistym Deszczem. - My zaatakowalimy...? - Nie apiesz, prawda? Ty nie apiesz. - Sascha cicho prychna. - Kurwa, mieszniejszej rzeczy nie syszaam. W moim krtkim yciu. Pochylia si ku mnie, oczy miaa byszczce. - Wyobra sobie, e jeste wydem i po raz pierwszy syszysz ludzki sygna. Jej wzrok by niemal drapieny. Stumiem ch cofnicia si. - Keeton, dla ciebie to powinno by jak splunicie. Najprostsze zadanie w yciu. Jeste przecie interfejsem uytkownika, jeste tym chiskim pokojem, co nie? Gociem, ktry nie musi zaglda do rodka, nie musi wchodzi w czyj skr, bo popatrzy tylko na powierzchni i wszystko wie. Wpatrywaa si w ciemny, tlcy si dysk Bena. - No i prosz: twoja randka z marze. Caa rasa skadajca si tylko z powierzchni. Nie ma adnego rodka do rozpracowywania. Wszystko przed nosem. No to, Keeton, zabieraj si do roboty. Przynie nam chlub. W jej gosie nie byo niechci ani wzgardy. Czy choby gniewu, ani w gosie, ani w oczach. Byo baganie. I zy. - Wyobra sobie, e jeste wydem - wyszeptaa raz jeszcze, a idealnie przezroczyste kuleczki unosiy si przed jej twarz. *** Wyobra sobie, e jeste wydem.

Wyobra sobie, e masz intelekt, ale adnego zrozumienia, masz plany, ale nie wiadomo. W twoich obwodach szemrz strategie przetrwania osobniczego i gatunkowego, elastyczne, inteligentne, nawet korzystajce z technologii, ale nie monitoruje ich aden inny ukad. Moesz pomyle o wszystkim, ale niczego nie jeste wiadom. Nie da si wyobrazi sobie czego takiego, prawda? Nawet sam termin istota w jaki niejasny, ale fundamentalny sposb nie pasuje. Sprbuj. I teraz pomyl, e napotykasz sygna. Ustrukturalizowany i gsty od informacji. Spenia wszystkie kryteria inteligentnego przekazu. Ewolucja i dowiadczenie podsuwaj wiele moliwych cieek, rozgazie w schemacie blokowym algorytmu obsugi takiej informacji. Takie sygnay czasem pochodz od zblionych istot, majcych do wymiany przydatne informacje; ich bdziesz broni zgodnie z reguami odrniania osobnikw spokrewnionych. Niekiedy ich rdem s konkurenci, drapiecy lub inne wrogie istoty, ktrych naley unika albo je zniszczy; w tych przypadkach informacja moe mie ogromne znaczenie taktyczne. Niektre sygnay mog take pochodzi od istot, ktre, cho niespokrewnione, mog spenia obustronnie korzystn rol sojusznikw lub symbiontw. Dla wszystkich tych przypadkw i wielu innych da si wypracowa stosowne reakcje. Dekodujesz sygnay i utykasz: wietnie si bawiam. Naprawd mi si podoba. Mimo, e bierze dwa razy tyle, co inne dziwki pod kopu... Aby w peni rozkoszowa si kwartetem Keseya... Nienawidz nas, bo jestemy wolni... Teraz uwaaj... Zrozum. Te okrelenia nie daj si sensownie przetumaczy. S niepotrzebnie rekurencyjne. Nie zawieraj uytecznych informacji, cho ich struktura znamionuje inteligencj - nie ma szans, by powstay przypadkowo. Jedyne rozsdne wytumaczenie: kto zakodowa bzdury, by udaway logiczny komunikat - to oszustwo wida dopiero po zmarnotrawieniu czasu i si na jego odszyfrowanie. Celem sygnau jest zuycie zasobw odbiorcy - nic nie daje w zamian, a wic zmniejsza jego sprawno. To wirus. Wirusy nie pochodz od krewniakw, symbiontw czy innych sprzymierzecw.

Ten sygna to atak. I dobiega dokadnie stamtd. *** - Teraz rozumiesz - powiedziaa Sascha. Pokrciem gow, prbujc ogarn ten wariacki, niemoliwy wniosek. - Oni nawet nie s wrogo nastawieni. S wrcz niezdolni do wrogoci. S nam tak obcy, e nie mieli wyjcia - sam nasz jzyk musieli potraktowa jako rodzaj ataku. Jak powiedzie Przybywamy w pokoju, kiedy same te sowa s aktem wojny? - Dlatego wanie nie chc z nami gada - uwiadomiem sobie. - Tylko jeli Jukka ma racj. Moe nie mie. To znw bya James, wci milczco si opieraa, wci nie przyjmowaa do wiadomoci myli, ktr zaakceptoway ju nawet jej inne osobowoci. Jeli bowiem Sarasti mia racj, wyda stanowiy norm: ewolucja we wszechwiecie bya tylko nieskoczonym mnoeniem si automatycznych, zorganizowanych i zoonych systemw, ogromn, jaow maszyn Turinga pen samopowielajcych si maszyn na zawsze niewiadomych wasnego istnienia. A my - my bylimy lepym trafem i skamielin. Nielotnymi ptakami zachwycajcymi si wasnym mistrzostwem na jakiej zapadej wysepce, podczas gdy na jej brzegi ju dopyway we i misoercy. Susan James nie moga si zmusi, by przyj to do wiadomoci, poniewa Susan James, ze sw wielorak osobowoci, zbudowan z wiary, e komunikacja rozwizuje wszelkie konflikty, musiaaby wtedy przyzna si do bdu. Jeli Sarasti si nie myli, nie ma nadziei na pojednanie. W mojej gowie pojawio si wspomnienie i utkwio tam na duej: poruszajcy si czowiek, z pochylon gow i ustami w zacitym grymasie. Skupia wzrok to na jednej stopie, to na drugiej. Nogi poruszaj si sztywno i ostronie. Rce nie ruszaj si wcale. Szed naprzd jak zombie w kleszczach rigor mortis. Wiedziaem o co chodzi. Polineuropatia proprioreceptorowa, studium przypadku, ktre znalazem w ConSensusie jeszcze przed mierci Szpindla. Czowiek, do ktrego porwna mnie kiedy Pag. Straci umys, zostaa mu tylko wiadomo. Pozbawiony podwiadomego czucia i podprogramw, ktre mia za tak oczywiste, idc przez pokj musia si skupia na kadym kolejnym kroku. Ciao ju nie wiedziao, gdzie ma koczyny i co one robi. eby w ogle si porusza, ba, choby zachowa

wyprostowan postaw, musia nieustannie wszystkiego pilnowa. Plik z filmem nie mia dwiku. Take we wspomnieniu. Ale przysigam: czuem Sarastiego, zagldajcego mi przez rami do wspomnie. Przysigam, syszaem w gowie jego gos, jak w halucynacjach schizofrenika: Na tyle sta wiadomo, kiedy jest zdana na siebie. - Dobra odpowied - mruknem. - Ze pytanie. - Co? - Pamitasz Stroszka? Zapytaa go, co jest w okienku. - I zapomnia o wydle. - James skina gow. - No i? - Nie zapomnia. Mylaa, e pytasz go, co widzi, co jest na pulpicie. On pomyla, e pytasz... - ...czego jest wiadom - dokoczya. - Ma racj - szepnem. - O Boe, on chyba ma racj. - Ej - powiedziaa James. - Widzia... Ale nigdy nie zobaczyem tego, co mi pokazywaa. Tezeusz z hukiem zamkn powieki i zanis si wyciem. *** Dojrzao nastpia o dziewi dni za wczenie. Nie zauwaylimy strzau. Otwr strzelniczy, ktry wyksztaci sobie Rorschach, by precyzyjnie zasonity z trzech stron; habitat-laboratorium kryo go przed Tezeuszem, a dwie skate wypustki samego artefaktu przed obiema naszymi bateriami dzia. Pigua poncej plazmy wyskoczya stamtd jak pi; rozdara nadmuchiwany bbel na strzpy, nim zadwicza pierwszy alarm. Alarmy goniy nas na ruf. Pdzilimy wzdu krgosupa, przez mostek, przez krypt, przez wazy i tunele, uciekajc z powierzchni w kryjwk majc midzy nasz skr a niebem co wicej ni pancerz gruboci doni. Rylimy nory. ConSensus szed z nami, okienka wyginay si i lizgay po kablach i wspornikach, po wklsym tunelu krgosupa. Nie zwracaem na nie uwagi, dopki nie wrcilimy do bbna, gboko w trzewia Tezeusza. Tu moglimy udawa, e jestemy bezpieczni. Bates wyskoczya z toalety na obrotowym pokadzie, ekrany taktyczne zataczyy wok niej jak w sali balowej. Nasze okienko znieruchomiao na grodzi mesy. Habitat rozszerza si w nim jak tandetne zudzenie optyczne: jednoczenie kurczc si i

puchnc, gadka powierzchnia wydymaa si ku nam, zapadajc si. Dopiero po chwili pogodziem te sprzecznoci: co mocno pchno habitat od drugiej strony i rzucio go ku nam, powoli, majestatycznie koziokujcego. Co otworzyo go, wypucio ze atmosfer i sprawio, e elastyczna powoka zapadaa si jak balon, z ktrego schodzi powietrze. Odwraca si ku nam uderzon stron, osmalonym, sflaczaym tworem, za ktrym cigny si wte pasemka zamarznitej liny. Nasze dziaka strzelay. Nieprzewodzcymi pociskami, ktrych nie odchyl elektromagnetyczne sztuczki - dla ludzkiego oka niewidocznie czarnymi i zbyt odlegymi, ja jednak widziaem je przez taktyczne celowniki strzelajcych robotw, patrzyem, jak szyj przez niebo dwoma ukowatymi ciegami z cia doskonale czarnych. ledzce cele smugi pociskw zbiegy si, skupiajc na dwch leccych przez przestrze shurikenach, zwrconych twarzami ku Rorschachowi, jak kwiaty ku socu. Dziaka pociy je na strzpy, zanim przebyy choby p drogi. Lecz strzpy spaday dalej, a podoe pod nimi nagle si zakbio. Zrobiem zblienie: wyda pdziy po kadubie Rorschacha jak kbowisko wy, niczym nieosonitych od kosmosu. Niektre czyy ramiona, jeden za drugim, budujc wijce si acuchy zakotwiczone jednym kocem. Uniosy si z kaduba, zafaloway w radioaktywnej prni jak pasma przegubowego morszczynu, sigajc... chwytajc... Ani Bates, ani jej maszyneria nie byy gupie. Celoway do acuchowo spitych wyde rwnie bezlitonie, jak przedtem do uciekinierw, cho zarabiajc o wiele wicej punktw. Jednake celw byo po prostu za duo, zbyt wiele pochwyconych fragmentw. Dwa razy dostrzegem, jak bracia Stroszka i Kbka api ich powiartowane szcztki. Rozprute laboratorium unosio si w ConSensusie jak ogromny, pknity leukocyt. Gdzie blisko zabrzcza kolejny alarm: ostrzeenie przed zderzeniem. Cunningham wyskoczy do bbna z jakiej kryjwki na rufie, odbi si od wizki rur i przewodw, chwyci czego. - Jasna cholera! To odlatujemy, nie? Amanda? - Nie - odpowiedzia zewszd Sarasti. - Na co... jeszcze, kurwa, czekamy? - Ugryzem si w jzyk. - Amanda, a jeli strzel do statku? - Nie strzel. - Nie odrywaa wzroku od okienka. - A skd ty...

- Nie mog. Gdyby zachomikowali sobie wicej mocy, co by wyszo na termice i mikroallometrii. - Midzy nami zawirowa krajobraz w sztucznych kolorach, z czasem wzdu jednej osi, delt masy wzdu drugiej. Wyrastay z niego kilotony jak pasmo czerwonych gr. - Hm. Byo tu poniej granicy szu... Sarasti jej przerwa. - Robert. Susan. Idziecie na zewntrz. James zblada. - Coo?! - wykrzykn Cunningham. - Za chwil kolizja z habitatem - powiedzia wampir. - Trzeba uratowa prbki. Wykona. - Zamkn kana, nim ktokolwiek zdy zaprotestowa. Lecz Cunningham nie zamierza protestowa: wanie zauway, e zostalimy uaskawieni - co by Sarastiego obchodziy prbki, gdyby myla, e nie mamy szans z nimi uciec? Biolog wyprostowa si, skierowa do dziobowego wazu. - Jestem - powiedzia, wystrzelajc naprzd. Musiaem przyzna, e psychologia sza Sarastiemu coraz lepiej. Jednak nie zadziaaa na James, czy Michelle, czy... waciwie nie wiedziaem, kto stoi na czele. - Siri, ja tam nie pjd... nie pjd, nie mog... Tylko obserwuj. Nie ingeruj. Pknity balon bezwadnie zderzy si z praw burt i rozpaszczy na skorupie. Nic nie poczulimy. Daleko, acz o wiele za blisko, legion na powierzchni Rorschacha si przerzedzi. Znikali w otworach na kadubie, ktre si wydymay, rozszerzay, a potem magicznie zamykay. Nasze baterie bez przekonania strzelay do nielicznych pozostaych. Obserwuj. Banda Czworga, miertelnie przeraona, migotaa mi u boku. Nie ingeruj. - Nie ma sprawy - powiedziaem. - Ja pjd. *** Otwarta luza przypominaa wgbienie w nieskoczonym zboczu. Wyjrzaem przez ni w otcha. Big Ben i wrg znajdowali si po przeciwnej stronie statku. Lecz widok i tak by

wystarczajco niepokojcy: bezkresna panorama odlegych gwiazd, twardych, zimnych, niemrugajcych. Jedna, nieznacznie janiejsza, ponca to, nadal bardzo daleko. Wtpliwa pociecha, jak przyniosa, ulotnia si momentalnie, gdy Soce na moment zgaso: pewnie przelatujcy kawaek skay. Albo ktry paskonos z orszaku Rorschacha. Jeden krok i nigdy nie przestan spada. Ale nie uczyniem go i nie spadem. cisnem pistolet, delikatnie przepynem przez otwr, odwrciem si. Pancerz Tezeusza zakrzywia si i oddala ode mnie. Na dziobie, zza horyzontu wyziera bbel obserwacyjny, jakby wschodzio tam oksydowane soce. Nieco bliej nad kadubem sterczaa zmaltretowana niena zaspa: brzeg rozcitego habitatu. A za tym wszystkim, prawie na wycignicie rki, nieskoczony chmurny krajobraz Big Bena: wielka, skbiona ciana sigajca a po odlegy, paski horyzont, ktry nawet teoretycznie ledwo co rozumiaem. Gdy skupiaem na niej wzrok, miaa bez liku odcieni ciemnej szaroci, lecz gdy go odwracaem, ktem oka dostrzegaem co ulotnego barwy pospnej czerwieni. - Robert? - Puciem sobie na HUD transmisj z jego skafandra: ziarniste, nieruchome pole lodowe, intensywnie kontrastowe w wietle jego lampy czoowej. Po obrazie falami smuyy zakcenia z magnetosfery Rorschacha. - Jeste? Trzaski i szumy. Odgos oddychania i mamrotanie, na tle elektrycznego przydwiku. - Cztery koma trzy. Cztery koma zero. Trzy koma osiem... - Robert? - Trzy koma... cholera. Co ty... Keeton tu robisz? Gdzie Banda? - Poszedem zamiast niej. - Jeszcze jedno pocignicie za spust i poszybowaem ku nienemu polu. Obok mnie, na wycignicie rki, toczy si kadub Tezeusza. eby ci pomc. - No to jedziemy, nie? - Przeciska si przez osmalony, postrzpiony otwr w powoce, ktry zawija mu si pod dotykiem. Rozprki, porozbijane panele, martwe ramiona robotw spltane w lodowej grocie w jedno wielkie zlodowacenie; ich kontury iskrzyy szumem, omiatane reflektorem cienie skakay i rozcigay si jak ywe. - Ju prawie... W snopie jego wiata poruszyo si co, co nie byo szumem. Co si rozprostowao, tu na skraju pola widzenia kamery. Transmisja zdecha.

Wtem w hemie rozwrzeszczeli mi si Bates i Sarasti. Prbowaem wyhamowa. Gupie, bezuyteczne nogi kopay prni, posuszne rozkazom przedwiecznego ukadu, ktry przej teraz kontrol, a pochodzi z czasw, gdy wszystkie potwory poruszay si po ziemi. Kiedy przypomniaem sobie o palcu na cynglu, przede mn ju zamajaczy ogrom habitatu. Za nim stawa dba olbrzymi i zowrogi Rorschach. Po jego powyginanej powierzchni wiy si bladozielone zorze, jak powiaty od byskawic. Paszcze otwieray si i zamykay setkami, lepkie jak bulgocca wulkaniczna magma, kada zdolna pochon Tezeusza w caoci. Ledwo zauwayem, e tu przede mn co si ukradkiem poruszyo, e z zapadnitego balonu wyskoczya jaka ciemna brya. Gdy dostrzegem, e to Cunningham, ju lecia ku mnie, wiecc na tle trupiego poblasku Rorschacha. Mylaem, e macha do mnie, ale nie. To byo wydo, owinite wok jego ciaa jak zdesperowany kochanek, to ono przesuwao jego rk tam i z powrotem, manewrujc przyczepionym do przegubu odrzutowym pistoletem. Jakby chciaa mi przekaza: Pa, Keeton, i chuj ci w dup. Patrzyem chyba przez cae wieki, ale nie poruszy niczym innym. Gosy, krzyki, kazay mi wraca. Prawie ich nie syszaem. Oszoomiony tak prostym wyliczeniem, wci prbowaem rozgry najelementarniejsze z odejmowa. Dwa wyda. Stroszek i Kbek. Oba zaatwione, rozsiekane na kawaki na moich oczach. - Keeton, syszysz mnie? Wracaj! Zrozumiae? - N... niemoliwe - usyszaem, jak mwi. - Byy tylko dwa... - Natychmiast wracaj na statek. Zrozumiae? - Z-zrozumiaem... Paszcze Rorschacha zatrzasny si w okamgnieniu, jakby powstrzymyway gboki wdech. Artefakt zacz si obraca, ociale, jak zmieniajcy kurs kontynent. Cofn si, najpierw powoli, potem nabra szybkoci, odwrci si tyem i przyspieszy. Dziwne, pomylaem. Moe boi si jeszcze bardziej ni my... Ale potem posa nam causa. Widziaem, jak eksploduje z gbi lasu, eteryczny i rozpalony. Przelecia po niebie i rozbryzn si na krzyu Tezeusza, robic z Amandy Bates kompletn idiotk. Skra statku zacza pyn, otworzya si jak usta i zastyga, jakby zamara w bezgonym krzyku.

Nie mona jednoczenie zapobiega wojnie i szykowa si do niej. Einstein Nie mam pojcia, czy wydo donioso do domu z takim trudem zdobyte trofeum. Miao do pokonania spor odlego, nawet jeli nie przyuwayy go po drodze nasze dziaka. W pistolecie mogo si skoczy paliwo. A zreszt, skd wiadomo, jak dugo te stworzenia potrafi przetrwa w prni? Moe w istocie nie byo nadziei na powodzenie, moe to wydo byo martwe od chwili, gdy zaryzykowao zostanie tutaj. Nigdy si tego nie dowiedziaem. Skurczyo si i znikno mi z oczu na dugo, zanim Rorschach zanurkowa pod chmury i take si ulotni. Oczywicie, zawsze mielimy ich trzy. Stroszek, Kbek i te na wp zapomniane, upieczone mikrofal przez przemdrzaego robota szcztki - trzymane w lodwce tu obok jego ywych pobratymcw, eby manipulatory Cunninghama nie miay daleko. Prbowaem wygrzeba z pamici niedokadnie spostrzeone szczegy: czy obaj uciekinierzy byli kulici, czy jeden by spaszczony wzdu osi? Czy si miotay i wymachiway ramionami, jak spanikowany, pozbawiony gruntu pod nogami czowiek? Czy moe jeden szybowa sobie nieruchomo po krzywej balistycznej, dopki nasze dziaka nie zniszczyy dowodw? Teraz to nie miao znaczenia. Wreszcie wszystko stao si jasne dla wszystkich. Przelano krew, wypowiedziano wojn. A Tezeusz zosta sparaliowany od pasa w d. Poegnalny strza Rorschacha przebi si przez skorup u podstawy krgosupa. O may wos nie rozwali kolektora czstek i zbiornika telematerii. Rozbiby fabrykator, gdyby nie straci tak wielu duli na przepalanie skorupy, ale poza chwilowymi efektami impulsowymi wszystkie krytyczne systemy w zasadzie dziaay. Sprawi tylko jedno: osabi krgosup Tezeusza na tyle, eby przy przyspieszeniu

wystarczajcym do wyjcia z orbity statek zama si na dwoje. Tezeusz naprawi to uszkodzenie, ale troch to potrwa. Gdyby to by szczliwy traf, byby wrcz niewiarygodny. Teraz Rorschach zwin swj kamienioom i znikn. Dosta od nas wszystko, czego chcia, przynajmniej na razie. Mia informacje: wszystkie przeycia i przemylenia zakodowane w ocalonych koczynach szpiegw-mczennikw. A jeeli powid si ryzykowny manewr Stroszka lub Kbka, mia nawet wasny okaz - i zwaywszy wszystko, nawet nie moglimy mu mie tego za ze. Czai si gdzie w niewidocznych czeluciach, moe odpoczywa. adowa baterie. Ale wrci. Do finaowej rundy Tezeusz zrzuci wag. Zatrzymalimy bben, prbujc, troch symbolicznie, zredukowa liczb wraliwych, ruchomych czci. Banda Czworga pozbawiona rozkazw, niepotrzebna, odarta z sensu istnienia - wycofaa si w jaki wewntrzny dialog, w ktrym inne ciaa byy niepodane. Pywaa w obserwatorium z oczyma zamknitymi rwnie dokadnie, jak oowiane powieki wok niej. Nie poznawaem, kto stoi za sterem. Zgadywaem. - Michelle? - Siri... - odpowiedziaa Susan. - Id sobie. Bates unosia si przy pododze bbna, poukadawszy swe okienka na grodzi i stole konferencyjnym. - Co mog zrobi? - zapytaem. Nie uniosa wzroku. - Nic. Wic obserwowaem. W jednym oknie Bates liczya lizgacze - mas, bezwadno, tuzin innych zmiennych, ktre okazayby si zbyt stae, gdyby ktry z tych paskonosych pociskw rzuci nam si do garda. W kocu nas zauwayy. Ich chaotyczny, elektronowy taniec zmienia si teraz, przyoone pole nagle poruszyo setkami tysicy olbrzymich motw, tkajc z nich jak zowrog dynamik, ktra nie ustabilizowaa si jeszcze w cokolwiek przewidywalnego dla nas. Inne okienko odtwarzao w kko zniknicie Rorschacha: jego ksztat na radarze wycofujcy si w gb wiru, nikncy wrd radiowego szumu teraton gazu. W pewnym sensie to nadal moga by orbita. Wnoszc po ostatnim odcinku trajektorii, Rorschach mg rwnie dobrze kry teraz wok jdra Bena, przedzierajc si przez

warstwy spronego metanu i tlenkw, ktre zmiadyyby Tezeusza na py. A moe i tam si nie zatrzyma: moe umia bezpiecznie porusza si nawet w tych jeszcze gbszych warstwach, gdzie olbrzymie cinienie zmieniao elazo i wodr w ciecz. Nie wiedzielimy. Wiedzielimy tylko, e wrci za mniej wicej dwie godziny, zakadajc, e utrzyma kurs i przeyje w gbinach. Oczywicie, e przeyje. Potwora pod kiem nie da si zabi. Mona tylko nie da mu wle pod kodr. I tylko przez jaki czas. Mj wzrok przykua byskiem koloru ktra z ekranowych miniatur. Na mj rozkaz rozrosa si do wirujcej baki mydlanej, absurdalnie piknej, skrzcej si bkitami tczy z dtego szka. Przez chwil nie wiedziaem, co to: Big Ben, oddany w jakiej pryzmatycznej, nierzeczywistej palecie, ktrej nigdy nie widziaem. Chrzknem cicho. Bates uniosa wzrok. - A. adne, nie? - Jakie to widmo? - Dugie fale. Widzialna czerwie, podczerwie i daleko w d. Dobre do termiki. - Widzialna czerwie? - Nie widziaem jej, wikszo stanowiy chodne, plazmatyczne fraktale w setkach odcieni nefrytu i szafiru. - Paleta kwadrochromatyczna - wyjania Bates. - Jak dla kota. Albo wampira. Bez entuzjazmu zmusia si do machnicia ku bblowi. - Sarasti widzi co takiego zawsze, kiedy wyjrzy na zewntrz. O ile wyjrzy. - Szkoda, e nic nie powiedzia - mruknem. To byo przepikne, jak holograficzny ornament. W takich oczach moe i Rorschach wyglda jak dzieo sztuki... - Ale oni chyba nie analizuj danych wzrokowych tak jak my. - Bates rozwina kolejne okno. Na stole rozcieliy si nudne wykresy i mapy konturowe. - Syszaam, e nawet nie mog pj do Nieba. Nie nabieraj si na wirtualn rzeczywisto, bo widz piksele, albo co. - A jeli on ma racj? - zapytaem. Powiedziaem sobie, e szukam tylko krtkoterminowej oceny, oficjalnej opinii do oficjalnych akt. Lecz w sowach zabrzmiay strach i wtpliwoci. Zawahaa si. Przez chwil mylaem, e moe ona te w kocu straci do mnie cierpliwo. Jednak tylko uniosa wzrok i wpatrzya si w jaki punkt zamknitej przestrzeni.

- A jeli on ma racj? - powtrzya i zamylia si nad pytaniem w podtekcie: Co mona zrobi?. - Moe da si sztucznie przywrci nam niewiadomo. To pewnie poprawioby nasze szanse w duszej perspektywie. - Spojrzaa na mnie, ze smtnym pumiechem w kciku ust. - Tylko e to adna wygrana, nie? Co za rnica, czy nie yjemy, czy po prostu yjemy i nie mamy o tym pojcia? Ile czasu trzeba, eby taktyk nieprzyjaciela zauway, e za dziaaniami onierzy stoi umys Bates? Ile, eby przejrze oczywist logik? Na froncie w naturalny sposb cigaaby na siebie wikszo ognia: odstrzelcie jej gow, zabijcie ciao. Lecz Amanda Bates jest nie tylko gow: jest wskim gardem i jej ciao nie ucierpi od odstrzelenia gowy. Jej mier tylko spuciaby onierzy ze smyczy. Ile razy bardziej miercionone staj si te trepy, kiedy kady bitewny odruch nie musi przechodzi przez biurokratyczny stos czekajcych na podstemplowanie papierw? Koncepcja Szpindla bya do niczego. Amanda Bates nie bya politycznym ustpstwem: jej rola nie przeczya faktom, mwicym, e ludzki nadzr naley ju do historii. Jej rola na tym polegaa. Bya misem armatnim bardziej ni ja. Od zawsze. Musiaem przyzna, e po tylu pokoleniach generaw cae ycie marzcych o glorii atomowego grzyba to bya cakiem skuteczna strategia odstrczania podegaczy wojennych od bezsensownej przemocy. W armii Bates podjcie walki oznaczao stanicie na polu bitwy z wymalowan na piersi tarcz strzelnicz. Nic dziwnego, e jest tak przywizana do pokojowych alternatyw. - Przepraszam - powiedziaem cicho. Wzruszya ramionami. - To jeszcze nie koniec. Dopiero pierwsza runda. - Wzia gboki wdech i wrcia do studiw nad mechanik procy. - Rorschach nie staraby si ze wszystkich si tak nas nastraszy, gdybymy nie byli w stanie nic mu zrobi. Przeknem lin. - No tak. - Czyli mamy jeszcze szans. - Kiwna gow. - Mamy jeszcze szans. *** Demon poustawia figury do ostatecznej rozgrywki. Niewiele mu zostao.

onierza da na mostek. Zbdnych lingwistw i dyplomatw powsadza z powrotem do trumien, poza zasig wzroku. argonaut za wezwa do siebie - nie mia cienia wtpliwoci, e usucham. I usuchaem. Przyszedem na rozkaz i zobaczyem, e otoczy si twarzami. Wszystkie, co do jednej, wrzeszczay. Dwiku nie byo. Pozbawione cia hologramy kryy w milczcych rzdach wok bbla, kady wykrzywiony innym wyrazem blu. Cierpiay, te twarze o tuzinie prawdziwych ras i dwakro tylu hipotetycznych, odcieniu skry od wglowego po albinoski, brwiach uniesionych lub pochyych, perkatych i ostrych nosach, szczkach prognatycznych i cofnitych. Sarasti powoa do ycia cae drzewo genealogiczne hominidw, zdumiewajce rozmaitoci rysw i przeraajce jednostajnoci wyrazu twarzy. Morze udrczonych gwek, wirujcych na powolnych orbitach wok mojego dowdcy-wampira. - Rany, co to jest? - Statystyki. - Sarasti wydawa si skupiony na obdzieranym ze skry azjatyckim dziecku. - Allometria wzrostu Rorschacha za ostatnie dwa tygodnie. - Ale to twarze... Kiwn gow, wpatrzywszy si w pozbawion oczu kobiet. rednica czaszki odwzorowuje mas cakowit. Dugo uchwy przepuszczalno elektromagnetyczn przy jednym angstremie. Kada ze stu trzydziestu charakterystyk twarzy przedstawia inn zmienn. Kombinacje wartoci podstawowych i skadowych s rozbijane na proporcje kilku cech. - Odwrci si do mnie, delikatnie zezujc w bok nagimi, lnicymi oczyma. - Zdziwiby si, ile szarych komrek specjalizuje si w analizie twarzy. Szkoda marnowa j na co tak... nieintuicyjnego jak wykresy rezyduw czy tabele kombinacji. Poczuem, e zaciskam zby. - A miny? Co one oznaczaj? - Ten program dostosowuje wyniki do uytkownika. Galeria udrczonych bagaa o lito. - Jestem zoptymalizowany do polowania - przypomnia delikatnie. - Mylisz, e nie wiem - powiedziaem po chwili. Wzruszy ramionami, niepokojco po ludzku. - No, pytaj.

- Co chciae, Jukka? Chcesz mi udzieli kolejnej pogldowej lekcji? - Omwi nasz kolejny ruch. - Jaki ruch? Nawet nie moemy uciec. - Nie. - Pokrci gow, obnaajc spiczaste zby w wyrazie przypominajcym ubolewanie. - Dlaczego tyle czekalimy? - Ca moj ponur buntowniczo diabli wzili. Brzmiaem teraz jak przestraszone, bagalnie proszce dziecko. - Czemu po prostu nie zabralimy si za niego zaraz po przylocie, gdy by sabszy? - Musielimy si czego dowiedzie. Na przyszo. - Na przyszo? Mylaem e Rorschach to nasienie dmuchawca. Po prostu go tutaj... przywiao. - Przypadkiem. Ale wszystkie dmuchawce s klonami. I jest ich legion. - Kolejny umiech, w najmniejszym stopniu nieprzekonujcy. - Moe ssaki oyskowe nie za pierwszym razem podbijaj Australi. - On nas zanihiluje. Nawet nie potrzeba mu tych plazmowych kul, rozwali nas na py jednym z tych lizgaczy. W sekund. - Ale on nie chce. - Skd wiesz? - Te chce si czego dowiedzie. Chce nas caych. To zwiksza nasze szanse. - Ale nie na tyle, by wygra. To by dla niego bodziec. W tym momencie wujek Drapienik mia si umiechn z politowaniem nad moj naiwnoci i powierzy mi tajemnic. Przecie jestemy uzbrojeni po zby, mia powiedzie. Mylisz, e przylecielibymy a tutaj na spotkanie z wielkim nieznanym, nie majc czym si broni? Teraz mog wreszcie ujawni, e opancerzenie i bro stanowi ponad poow masy statku.... To mia by jego bodziec. - Nie - powiedzia. - Wygra nie wygramy. - Czyli po prostu czekamy. Czekamy na mier przez kolejne... kolejne szedziesit osiem minut... Sarasti pokrci gow. - Nie. - Ale... - zaczem. - Aha - skoczyem po chwili. Bo przecie dopiero co napenilimy sobie zbiorniki antymateri. Tezeusz nie by

wyposaony w bro. Tezeusz cay by broni. A my naprawd mielimy siedzie tu przez kolejne szedziesit osiem minut i czeka na mier. Ale kiedy nadejdzie, zabierzemy Rorschacha ze sob. Sarasti nic nie odpowiedzia. Zastanawiaem si, co widzi, kiedy na mnie patrzy. Zastanawiaem si, czy za tymi oczyma faktycznie kryje si jaki Jukka Sarasti, czy swoj przenikliwo, zawsze dziesi krokw przed nami, zawdzicza nie tyle fantastycznym zdolnociom analitycznym, ile wywiechtanej prawdzie, e dobrze pozna tylko swj swego. Czyj stron, mylaem, wziby automat? - Masz jeszcze inne powody do obaw - powiedzia. Przysun si do mnie; przysigam, e wszystkie te przeraone twarze ledziy go oczami. Przez moment mi si przypatrywa, marszczc skr wok oczu. Moe to tylko jaki bezmylny algorytm przetwarza wzrokowe dane wejciowe, korelowa proporcje wymiarw i tiki twarzy, wpuszczajc wszystko do wyjciowej procedury, niemajcej wicej wiadomoci ni program statystyczny. Moe w twarzy tego stwora nie byo wicej iskry ni we wszystkich innych, w milczeniu leccych jego ladem i krzyczcych. - Czy Susan si ciebie boi? - zapyta stwr przede mn. - Su... czemu miaaby? - Ma w gowie cztery wiadome istoty. Jest cztery razy bardziej wiadoma od ciebie. Wic powiniene by zagroeniem. - Nie, oczywicie, e nie. - To czemu miaby widzie zagroenie we mnie? I nagle przestaem si przejmowa. Rozemiaem si w gos, majc minuty ycia i nic do stracenia. - Czemu? Moe dlatego, e jeste moim naturalnym wrogiem, ty skurwysynu. Moe dlatego, e ci znam, e nie potrafisz nawet spojrze na adne z nas, nie wysuwajc przy tym pazurw. Moe dlatego, e rozcie mi rk i zmaltretowae mnie bez powodu... - Mog sobie wyobrazi, jak to jest - powiedzia cicho. - Nie zmuszaj mnie, ebym to zrobi jeszcze raz. Zamilkem natychmiast. - Wiem, e twoja rasa nie jest z moj specjalnie zaprzyjaniona. - W gosie, a moe i na twarzy, mia zimny umiech. - Ale robi tylko to, co mi kaecie. A ty,

Keeton, racjonalizujesz. Bronisz. Odrzucasz nieprzyjemne prawdy, a jeli nie dadz si odrzuci, trywializujesz je. Stopniowane dowody nigdy ci nie zadowalaj. Syszysz plotki o holokaucie, zaprzeczasz im. Widzisz dowody ludobjstwa, upierasz si, e nie jest a tak le. Temperatury rosn, topi si lodowce - wymieraj gatunki - a ty oskarasz plamy na socu i wulkany. Wszyscy s tacy, ale ty najbardziej. Ty i twj chiski pokj. Zamieniasz niezrozumienie w matematyk, odrzucasz prawd, nawet nie wiedzc, jaka jest. - Dla mnie to si dobrze sprawdzao. - Uderzya mnie atwo, z jak ujem moje ycie w czasie przeszym. - Tak, jeli twoim celem byo przekazywa. Teraz musisz przekona. Musisz uwierzy. Kryy si w tym implikacje, w ktre nie omielaem si uwierzy. - Twierdzisz, e... - Nie wolno nam pozwoli, eby ta prawda si stopniowo przesczaa. Nie mona da ci szansy na rozbudowanie uzasadnie i murw obronnych. Musz upa w jednej chwili. Musisz by przytoczony. Zdruzgotany. Trudno zaprzecza ludobjstwu, kiedy siedzisz po szyj w powiartowanych trupach. Pogrywa mn. Cay czas. Warunkowa mnie, wywracajc mi topologi na nice. Wiedziaem, e co si dzieje, ale nie wiedziaem co. - Wszystko to bym przejrza - powiedziaem - gdyby nie kaza mi si angaowa. - Moe nawet wyczytaby to ze mnie. - A, to dlatego ty... - Pokrciem gow. - Mylaem, e to dlatego, e jestemy misem. - To te - przyzna Sarasti i spojrza mi prosto w oczy. Po raz pierwszy odwzajemniem to spojrzenie. I wstrzsno mn zrozumienie. Cay czas si zastanawiam, czemu nigdy tego nie widziaem. Przez tyle lat pamitaem myli i uczucia jakiej modszej, innej osoby, jakich pozostaoci po chopcu, ktrego moi rodzice wycili mi z gowy, eby zrobi miejsce dla mnie. On by ywy. Mia bogaty wiat. I cho umiaem przywoywa wspomnienia z tamtej wiadomoci, ograniczany moj wasn, prawie nic w nich nie czuem. Moe nienie to w gruncie rzeczy cakiem trafne sowo... - Opowiedzie ci wampirz bajk? - zapyta Sarasti. - Wampiry maj bajki? Wzi to pytanie za potaknicie.

- Ka laserowi znale ciemno. A skoro yje w pomieszczeniu, ktre nie ma drzwi, okien, ani adnego innego rda wiata, myli, e to bdzie atwe. Ale gdzie tylko si obrci, widzi jasno. Kada ciana, kady mebel, na ktry spojrzy, s jasno owietlone. W kocu dochodzi do wniosku, e nie ma ciemnoci, e wszdzie jest wiato. - O czym ty, kurna, gadasz? - Amanda nie planuje buntu. - Co? Ty wiesz...? - Nawet nie chce. Moesz j zapyta. - Nie... ja... - Przecie cenisz sobie obiektywno. To byo tak oczywiste, e nawet nie chciao mi si odpowiada. Kiwn gow, jakbym jednak odpowiedzia. - Syntetycy nie mog mie wasnego zdania. Wic nawet jeli wydaje ci si, e je masz, i tak naley do kogo innego. Zaoga tob pogardza. Amanda chce, ebym zda dowodzenie. Ty to poowa my. Odpowiednie sowo to chyba projekt. Chocia... przekrzywi gow - ...ostatnio si poprawie. Chod. Do luzy wahadowcw. Czas wykona zadanie. - Ja... - Masz przey i zda relacj. - Przecie robot... - Moe przekaza dane. Zakadajc, e nic nie sfajczy mu pamici, zanim odleci. Ale nie potrafi nikogo przekona. Nie moe przeciwstawi si racjonalizacjom i wyparciom. Nie bdzie si liczy. A wampiry... - zawaha si - maj kiepskie umiejtnoci komunikacyjne. Powinienem poczu pytk, egoistyczn rado. - Mwisz, e wszystko ode mnie zaley. Jestem tu, kurwa, nadwornym stenografem, ale wszystko ode mnie zaley. - Tak. Wybacz mi to. - Mam ci wybaczy? Sarasti machn rk. Znikny wszystkie twarze, oprcz dwch. - Bo nie wiem, co czyni. ***

Wie rozniosa si po ConSensusie, zanim Bates wypowiedziaa j gono: nie trzynacie lizgaczy wysuno si o czasie zza Big Bena. Szesnacie. Dwadziecia osiem. Coraz wicej. Sarasti mlaska, gdy razem z Bates prbowali dorwna wrogowi. Ekrany taktyczne wypeniay si wietlistymi, wielokolorowymi nitkami, zawi jak sztuka pltanin stale korygowanych prognoz. Wkna spowijay Bena jak kokon z przdzy. Tezeusz za by nag kreseczk w redniej odlegoci. Spodziewaem si, e pewna liczba tych linii przebije nas jak iga owada. Jednak, co zadziwiajce, adna a tak nie trafiaa - cho prognozy sigay zaledwie na dwadziecia pi godzin w przyszo, a jak tak wiarygodno miay przez poow tego. Nawet Sarasti i Kapitan nie sigali myl a tak daleko przy onglowaniu tyloma pieczkami. Stanowio to jednak minimaln odrobin pociechy: e te pdzce molochy nie mog tak po prostu sign i rozgnie nas bez ostrzeenia. Wyranie musiay wchodzi na tak krzyw z wysikiem. A po nurkowaniu Rorschacha zaczynaem ju myle, e prawa fizyki nie obowizuj. Jednak te trajektorie przechodziy ju do blisko. Za nastpnym okreniem co najmniej trzy lizgacze min nas o sto kilometrw. Sarasti sign po strzykawk, do twarzy napywaa mu krew. - No, lecimy. Przygotowalimy Charybd, kiedy bye obraony. Strzeli sobie porcj w szyj. Wpatrzyem si w ConSensus, zahipnotyzowany jasn zmienn sieci, jak ma latarni. - No ju, Siri. Wypchn mnie ze swojej kajuty. Popynem w korytarz, chwyciem jaki stopie - i zatrzymaem si. Na krgosupie roio si od trepw, patrolujcych przestrze powietrzn, strzegcych maszyn fabrykatora i luz, trzymajcych si szczebli drabin jak gigantyczne insekty. Sam krgosup powoli, w ciszy, si wydua. Potrafi co takiego, przypomniaem sobie. Jego fady napinay si i rozluniay jak minie - mg urosn nawet do dwustu metrw, eby zmieci jaki nagle potrzebny wikszy hangar czy laboratorium. Albo wiksz armi. Tezeusz powiksza pole bitwy.

- Chod. - Wampir skierowa si ku rufie. Bates, gdzie na dziobie, przerwaa nam. - Co si dzieje. Min nas awaryjny panel dotykowy, przyczepiony przylgami do rozszerzajcej si grodzi. Sarasti chwyci go i wystuka par polece. Na grodzi wywietlia si transmisja od Bates: may skrawek Big Bena, rwnikowy kwadrant o boku zaledwie paru tysicy kilosw, widziany w szerokim pamie elektromagnetycznym. Kbiy si tam chmury, zasupane w cyklon wirujcy niemal za szybko, jak na czas rzeczywisty. Nakadka opisywaa czstki naadowane, krelce ciasn spiral Parkera. Zdradzay, e ku grze idzie olbrzymia masa. Sarasti mlasn. - Mona wczy tensory? - zapytaa Bates. - Jest tylko optyczna. - Sarasti wzi mnie za rk i bez wysiku pocign ku rufie. Obraz sun po grodzi razem z nami: tymczasem siedem lizgaczy wystrzelio z chmur, nierwny krg strumieniowych naddwikowcw par, rozarzony, w przestrze. ConSensus natychmiast kreli ich trajektori; wietliste uki unosiy si nad naszym statkiem jak prty klatki. Tezeusz si zatrzs. Trafiony, pomylaem. Powolny wzrost krgosupa dosta nagego kopa: plisowana powoka szarpna i przyspieszya, mijajc moje wycignite palce, a zamknity waz ruszy naprzd... Ruszy do gry. ciany wcale si nie poruszay. To my spadalimy, a wok nagle rozjczay si alarmy. Co prawie wyrwao mi rami ze stawu: Sarasti jedn rk chwyci si szczebla, drug sign i zapa mnie, zanim obaj rozsmarowalimy si na fabrykatorze. Zwisalimy. Musiaem way ze dwiecie kilogramw; dziesi metrw pod moimi stopami dygotaa podoga. Statek jcza. Krgosup wypeni si zgrzytem skrcanego metalu. Roboty Bates apay si go szponiastymi stopami. Signem ku drabinie. Zrobia unik: statek zgina si w poowie i d zacz ju wchodzi na cian. Lecielimy z Sarastim ku rodkowi krgosupa, jak segmentowe wahado. - Bates! James! - rykn wampir. Chwyt na moim przegubie osab, przesun si. Wycignem si ku drabinie, zakoysaem, zapaem.

- Susan James zamkna si na mostku i wyczya automatyczne procedury przejcia kontroli. - Nieznajomy gos, paski i beznamitny. - Dokonaa nieautoryzowanego wczenia cigu. Rozpoczem procedur kontrolowanego wyczenia reaktora; zwracam uwag, e gwny napd bdzie niedostpny przez przynajmniej dwadziecia siedem minut. To statek, zrozumiaem. Jego spokojny gos wybija si ponad alarm. Kapitan we wasnej osobie. Kapitan do wszystkich. To dopiero byo niezwyke. - Mostek! - warkn Sarasti. - Kana gosowy! Kto tam co krzycza, ale nie syszaem co. Sarasti bez ostrzeenia puci si. Run ukonie, zamazany. Grd rufowa naprzeciwko czekaa, by zmiady go jak owada. Za p sekundy poamie sobie nogi, o ile nie zabije si na miejscu... Lecz nagle znw stalimy si niewacy, a Jukka Sarasti, z purpurow twarz, sztywnymi koczynami, mia pian na ustach. - Reaktor wyczony - zameldowa kapitan. Sarasti odbi si od ciany. Ma atak, zdaem sobie spraw. Puciem drabin i odepchnem si ku rufie. Tezeusz zakoysa si krzywo wok mnie. Sarasti unosi si, miotany konwulsjami, z jego ust wydobyway si urywane mlanicia, syknicia i rzenie. Oczy mia tak wytrzeszczone, jakby nie miay powiek. renice byy punkcikami lustrzanej czerwieni. Minie twarzy drgay, jakby usioway z niej odpezn. Roboty bitewne za nami i przed nami utrzymyway pozycje, nie zwracajc na nic uwagi. - Bates! - wrzasnem wzdu krgosupa. - Potrzebna pomoc! Wszdzie kty proste. Szwy na pytach pancerza. Ostre cienie i wystajce elementy na powierzchni kadego trepa. Macierz 2x3 prostoktnych wci o czarnych obrysach, unoszca si tu nad gwnym obrazem ConSensusa - dwa wielkie, przecinajce si krzye dokadnie tam, gdzie wisia przed chwil Sarasti. To niemoliwe. Dopiero co bra antyeuklidesy, sam widziaem. Chyba e... Kto si dobra do jego lekw. - Bates! - Powinna mie czno z trepami, a one zareagowa na pierwsz oznak problemw. Powinny ju wlec dowdc do ambulatorium. Czekay, obojtne i

nieruchome. Wbiem wzrok w najbliszego. - Bates, jeste tam? - A potem, na wypadek gdyby jej nie byo, przemwiem do samego trepa: - Jeste autonomiczny? Przyjmujesz rozkazy gosowe? Roboty przyglday si ze wszystkich stron; Kapitan namiewa si ze mnie gosem udajcym alarm. Ambulatorium. Pchaem. Rce Sarastiego trzepay bezadnie o moj gow i ramiona. Przetoczy si naprzd, bokiem, centralnie zderzajc si z ruchomym ekranem ConSensusa, odbi si ku krgosupowi. Kopnem, poleciaem za nim... ...dostrzegajc co ktem oka... ...odwrciem si... ...a porodku ConSensusa, ze skbionej powierzchni Bena wyskoczy Rorschach, jak wieloryb ponad fale. To nie byo tylko poszerzone o elektromagnetyk pasmo: on naprawd si arzy, gbok gniewn czerwieni. Rozjuszony, rzuci si w kosmos, wielki jak grski acuch. Kurwa kurwa kurwa. Tezeusz si zachybota. wiata migny, zgasy, znw si zapaliy. Obracajca si grd pacna mnie w plecy. - Przejcie na zasilanie awaryjne - oznajmi spokojnie Kapitan. - Kapitanie! Sarasti pad! - Kopnem najblisz drabin, zderzyem si z trepem i popynem w przd, ku wampirowi. - Bates nie... co mam robi? - Modu nawigacyjny wyczony. Nerwy obwodowe prawej burty wyczone. On nawet nie mwi do mnie, uwiadomiem sobie. Moe to w ogle nie Kapitan. Moe to czysty odruch: wypluwajce publiczne obwieszczenia drzewo dialogowe. Moe Tezeusz ju jest po lobotomii. Moe gada tylko jego pie mzgu. Znw ciemno. Potem migotanie. Jeli Kapitan zgin, mamy przesrane. Jeszcze raz popchnem Sarastiego. Alarm wci jcza. Bben miaem dwadziecia metrw przed sob; BioMed tu za tym zamknitym wazem. Pamitaem, e wczeniej by otwarty. Kto go zamkn w ostatnich dwudziestu minutach. Na szczcie Tezeusz nie mia zamkw na drzwiach. Chyba e Banda zabarykadowaa je przed opanowaniem mostka... - Wszyscy zapi pasy! Uciekamy std! Kto, do cholery...?

Kana gosowy na mostek. Susan James, krzyczca tam. Albo kto inny, nie bardzo mogem rozpozna ten gos... Dziesi metrw do mostka. Tezeusz znw szarpn, spowolni obrt. Ustabilizowa si. - Niech kto wczy ten pieprzony reaktor! Ja mam tu tylko silniczki korekcyjne! - Susan? Sascha? - Znalazem si przy wazie. - Kto mwi? - Pchnem nieprzytomnego Sarastiego i wycignem rk, eby otworzy waz. adnej reakcji. W kadym razie nie z ConSensusa. Za plecami usyszaem stumiony pomruk, dosownie uamek sekundy za pno dostrzegem zowrogie przesunicia cieni. Odwrciem si w sam por, by ujrze, jak trep unosi zaostrzon kocwk zakrzywion jak buat - nad gow Sarastiego. Odwrciem si w sam por, by ujrze, jak zanurza si w jego czaszce. Zamarem. Metalowa trbka cofna si, ciemna i oliza. Boczne szczkonki zaczy podgryza podstaw czaszki Sarastiego. Ciao, z przecitym rdzeniem, nie szarpao si ju; drgao tylko, worek zalanych szumem mini i nerww motorycznych. Bates. To by jej bunt. Nie, ich bunt - Bates i Bandy. Wiedziaem. Wyobraziem sobie. Ja wiedziaem, e to si stanie. A on mi nie uwierzy. wiata znw zgasy. Alarm zamilk. ConSensus skurczy si do migoccego zawijasa na grodzi i znikn; w ostatniej chwili co w nim dostrzegem, ale nie chciaem tego zrozumie. Syszaem, e oddech winie mi w gardle, czuem idce przez mrok kanciaste potwory. Na wprost mnie co rozbyso, krtkie, jaskrawe staccato w pustce. Dostrzegaem kontury jakich niewiarygodnych krzywych i krawdzi. Bzyknicia zwar w obwodach. Gdzie niedaleko zderzay si niewidoczne metalowe przedmioty. Za mn otworzy si waz do bbna. Gdy si odwracaem, niespodziewanie uderzy mnie promie ostrego chemicznego wiata, rozjaniajc mechaniczne szeregi za mn; jednoczenie odpiy si od mocowa i uniosy swobodnie w przestrzeni. Ich stawy szczkay unisono. - Keeton! - zawoaa Bates, przepywajc przez waz. - Cay i zdrowy? Chemiczna lampa pona na jej czole. Zamieniaa wntrze krgosupa w kontrastow mozaik,

same jasne powierzchnie i ostre ruchome cienie. Zalaa blaskiem trepa, ktry zabi Sarastiego; robot odbi si od wizki, nagle tajemniczo bezwadny. Owietlia Sarastiego. Trup obraca si powoli wok wasnej osi. Od gowy odryway si kuliste karmazynowe paciorki, jak krople wody z przeciekajcego kranu. Rozchodziy si otwart spiral, podwietlan czowk Bates; spiralne rami pene ciemnorubinowych soc. Cofnem si. - Ty... Odepchna mnie na bok. - Nie zasaniaj wazu, chyba e chcesz przej. - Wzrok miaa utkwiony w stojcych w szeregu trepach. - Musz by na linii wzroku. Odbijalimy si w rzdach szklistych oczu wzdu korytarza, kolejno owietlanych i znw zapadajcych w mrok. - Zabia Sarastiego. - Nie. - Ale... - Jak mylisz, Keeton, kto to wszystko wyczy? Cae to cholerstwo poszo w diaby, ledwo mi si udao wczy autodestrukcj. - Na moment mocno skupia na czym wzrok; daleko wzdu krgosupa ocalae roboty rozpoczy misterny wojskowy balet, ledwo widoczne w ruchomym stoku czowki. - Lepiej - powiedziaa Bates. - Nie powinny ju szale. O ile nie oberwiemy niczym mocniejszym. - A czym teraz dostajemy? - Byskawicami. EMR - Roboty podpyny do fabrykatora i wahadowcw, zajmujc strategiczne pozycje wzdu rury. - Rorschach zgromadzi jaki potworny adunek i teraz, kiedy przelatuje midzy nami ktry ze lizgaczy, to iskrzy. - Cooo, na tak odlego? Mylaem, e... cig... - Popchn nas w z stron. Lecimy do rodka. Trzy trepy podpyny do nas na wycignicie rki. Wziy na cel otwarty waz do bbna. - Mwia, e prbuje uciec... - przypomniaem sobie. - Ale spieprzya. - A tak bardzo? Niemoliwe. - Wszyscy mielimy uprawnienia do rcznego pilotau. Na wszelki wypadek.

- Nie w przypadku Bandy - powiedziaa Bates. - Ale... - Ona chyba ma w gowie kogo nowego. Par podmoduw spio si razem i jakim sposobem obudzio, czy co, nie wiem. Ale ten kto po prostu spanikowa. Olepiajca jasno ze wszystkich stron. Listwy wietlne krgosupa zamigotay i wreszcie zapaliy si rwno, na p zwykej mocy. Tezeusz kaszln szumem i przemwi: - ConSensus jest wyczony. Reak... - Widziaem co - powiedziaem. - Zanim zgas ConSensus. - Taa. - To byy...? Zatrzymaa si przy wazie. - Pewnie. Widziaem wyda. Cae setki, eglujce nago przez prni, z rozpostartymi ramionami. Przynajmniej niektrymi. - Trzymay... Bates skina gow. - Bro. - Na moment skupia wzrok gdzie w oddali. - Pierwsza fala atakuje dzib. Bbel i dziobow luz. Druga idzie na ruf. Hm. Ja bym zrobia odwrotnie. - Jak daleko? - Daleko? - Umiechna si sabo. - Siri, one ju s na kadubie. Wkraczamy do walki. - Co mam robi? Co mam robi? Wbia wzrok w co poza mn i rozszerzya oczy. Rozdziawia usta. Kto za moimi plecami cisn mnie za rami i odwrci. Sarasti. Martwe oczy gapiy si z czaszki rozpknitej jak nadziewany melon. Kropelki krzepncej krwi kleiy si do wosw i skry niczym opite kleszcze. - Id z nim - powiedziaa Bates. Sarasti mrukn i mlasn nieartykuowanie. - Co... - zaczem. - Ju. To rozkaz. - Bates odwrcia si do wazu. - Bdziemy ci osania. Wahadowiec. - Ty te. - Nie.

- Czemu nie? One lepiej walcz bez ciebie, sama mwia! To nie ma sensu! - Keeton, nie mog zostawi sobie adnej furtki, wtedy wszystko traci sens. Pozwolia sobie na nieznaczny smutny umiech. - No, przebiy si. Id. Odpyna, budzc za sob nowe alarmy Gdzie z dala, z dziobu dobieg szelest zatrzaskujcych si luz w grodziach. ywe zwoki Sarastiego zagulgotay i pchny mnie wzdu krgosupa. Cztery kolejne trepy przepyny gadko mimo nas i zajy pozycje z tyu. Spojrzaem przez rami, w sam por, by zauway, e wampir zrywa ze ciany panel dotykowy. Lecz to oczywicie wcale nie by Sarasti. To by Kapitan - cokolwiek z niego zostao w tym momencie walki - wykorzystujcy we wasnych celach jeden z peryferyjnych interfejsw. Z karku Sarastiego ostentacyjnie stercza port optyczny, tam gdzie przedtem wchodzi kabel; przypomniaem sobie przeuwajce szczkonki robota. Za plecami rozlegy si dwiki broni i rykoszetw. Posuwalimy si naprzd, a trup cay czas pisa co jedn rk. Przez chwil zastanawiaem si, czemu po prostu nie mwi, potem zerknem na szpikulec w mzgu - orodek mowy Sarastiego na pewno by jedn miazg. - Czemu go zabie? - zapytaem. Zadwicza cakiem nowy alarm, gdzie w bbnie. Nagy powiew szarpn mnie w ty, w nastpnej sekundzie znikn z odlegym brzkniciem. Zwoki uniosy panel dotykowy, wywietlajcy klawisze i pole tekstowe: Atak. Nie kntrol. Znalelimy si przy luzie. Roboty-onierze przepuciy nas, skupione na czym innym. Idz - napisa Kapitan. W oddali kto wrzasn. Daleko w grze krgosupa zatrzasn si waz; odwrciwszy si, dostrzegem przy nim dwa spawajce trepy. Miaem wraenie, e poruszaj si szybciej ni kiedykolwiek. Ale moe to tylko wyobrania. Wrota prawej luzy odsuny si. Zamrugay wewntrzne wiata Charybdy, blask rozproszy si w korytarzu; w porwnaniu z nim awaryjne lampki wyday si jeszcze ciemniejsze. W kabinie prawie nie byo miejsca - tylko jedna otwarta trumna, wtoczona midzy zbiorniki z paliwem, pynem chodzcym oraz ogromne, dorobione niedawno absorbery wstrzsw. Charybda zostaa przystosowana do duych przyspiesze i duego zasigu. I do mnie.

Zwoki Sarastiego ponaglay mnie z tyu. Odwrciem si ku nim. - Czy to w ogle by on? Id. - Powiedz mi. Czy on w ogle mwi za siebie? Decydowa sam? Czy my w ogle wykonywalimy jego rozkazy, czy przez cay czas byy twoje? ywo-trupie oczy Sarastiego gapiy si na mnie, szkliste, nierozumiejce. Palce zadrgay na panelu. Nie lubcie maszyny rozkaz. Tak lepsz. Pozwoliem mu si przypi i zamkn wieko. Leaem w ciemnoci, czujc, jak ciao si przesuwa i przechyla, gdy wahadowiec zjeda do wyrzutni. Przetrzymaem nag cisz, gdy puszczay uchwyty doku, szarpnicie przyspieszenia, ktre brutalnie wypluo mnie w prni, stay cig, uciskajcy mi pier jak mikka gra. Wok mnie wahadowiec dygota w kleszczach przyspieszenia o wiele przekraczajcego dopuszczalne wartoci. Moja wszczepka z powrotem si wczya. Nagle mogem widzie, co jest na zewntrz, gdybym tylko zechcia. Mogem zobaczy, co si dzieje za mn. Postanowiem, umylnie i stanowczo, e tego nie zrobi. Ale i tak spojrzaem. Tezeusz ju si kurczy, nawet na skali taktycznej. Kolebic si, szybowa w d studni na spotkanie z wrogiem - to musia by jaki celowy, zaimprowizowany w ostatniej chwili manewr, majcy zanie adunek maksymalnie blisko celu. Rorschach unosi si ku niemu, rozprostowujc skate, spiczaste ramiona, jakby chcia go wzi w objcia. Ale w tej panoramie najwiksze wraenie robili nie aktorzy, lecz dekoracja: skbione oblicze Big Bena, wypeniajcy okno kipicy wir cyklonu. Na kolorowej nakadce ciasno wiy si linie pola magnetycznego: Rorschach cign za sob magnetosfer Bena, jak jaskraw, rozwirowan chmur, zwijajc j w ciasny supe, rosncy, janiejcy, pczniejcy... - Jak rozbysk kara klasy L - powiedzia kiedy mj dowdca - tylko e powinno by tam co duego, eby wywoa taki efekt, a niebo w tym kierunku jest ciemne. Unia Astronomiczna nazywa to statystycznym artefaktem. I w istocie tak byo. Moe rozbysk od uderzenia, a moe jaskrawa eksplozja jakiego potnego rda energii, restartujcego si po milionletnim upieniu. Co jak tutaj: soneczny rozbysk bez soca. Dziao magnetyczne, dziesi tysicy razy silniejsze, ni pozwala natura. Obie strony wycigny bro. Nie wiem, kto strzeli pierwszy, i czy w ogle ma to

znaczenie: ile ton antymaterii trzeba, eby zmierzy si z kim, kto potrafi wycisn moc Soca z gazowej kuli niewiele wikszej od Jowisza? Moe Rorschach te pogodzi si z porak, moe obie strony ucieky si do samobjczego ataku? Nie wiem. Dosownie par minut przed eksplozj zasoni mnie Big Ben. Pewnie dlatego nadal yj. Ben wszed pomidzy mnie a ten pomienny blask, jak trzymana przed twarz moneta. Tezeusz wysa w eter wszystko co mg, a do ostatniej mikrosekundy. Kad zarejestrowan chwil walki wrcz, ostatniego odliczania, a po ostatni kropl krwi. Wszystkie ruchy i wszystkie wektory. Mam tutaj t telemetri. Mog j rozbi na dowoln liczb ksztatw, cigych lub dyskretnych. Mog przeksztaca topologi, obraca j, kompresowa i tumaczy na wszystkie dialekty, jakie mog zrozumie nasi sprzymierzecy. Moe Sarasti mia racj, moe co z tego jest niezwykle wane. Ja w ogle nie wiem, co te rzeczy znacz.

CHARYBDA

Kiedy gatunki wymieray. Teraz po prostu maj przerwy. Deborah Maclennan, Tables of Our Reconstruction - Biedaku - powiedziaa Chelsea, kiedy si rozstawalimy. - Czasem tak sobie myl, e ty nigdy nie odczujesz samotnoci. Wtedy zastanawiaem si, czemu to zabrzmiao tak smutno. Teraz auj, e nie miaa racji. Zdaj sobie spraw, e moja opowie nie toczy si gadko. Musiaem j rozdrobni i niza te fragmenty przez dziesiciolecia mierci. yj bowiem tylko po jednej godzinie na dziesi tysicy. Szkoda, e tak trzeba. Zdecydowanie wolabym przespa cay powrt, unikn mki tych krtkich, poklatkowych przebudze. Tylko e umarbym we nie, ywe ciaa bowiem wiec skumulowanymi przez cae ycie radioaktywnymi izotopami, malekimi, byszczcymi odamkami, niszczcymi komrkowe urzdzenia na poziomie molekularnym. Normalnie to nie jest problemem. yjce komrki naprawiaj te szkody na bieco. Ale moje, ywo trupie, pozwalaj tym bdom nawarstwia si z czasem, a podr do domu trwa o wiele duej ni w tamt stron: le wic w letargu i koroduj. Dlatego pokadowy komputer budzi mnie od czasu do czasu, eby pozwoli miechu troch si poata. Od czasu do czasu gada do mnie, podaje systemowe statystyki, informuje o najnowszych wieciach z domu. Na og jednak zostawia mnie samego z mylami i maszyneri tykajc tam, gdzie kiedy miaem lew pkul. Rozmawiam wic sam ze sob, prawdziw pkul dyktuj histori i moje zdanie tej sztucznej: w krtkich przebyskach wiadomoci przedzielonych dugimi latami rozkadu w zapomnieniu. Moe cae to przedsiwzicie jest kompletnie pozbawione sensu, moe w ogle nikt nie sucha.

Wszystko jedno. I tak to robi. Wic prosz: oto pamitnik opowiedziany maszynie przez micho. Opowiedziany samemu sobie, z braku innych zainteresowanych. Kadego pgwka byoby sta na tak opowie. *** Dzi dostaem list od taty. Poste restante, jak to okreli. To chyba taki art, sprowokowany faktem, e nie mam adnego adresu. Wic po prostu posa go bezkierunkowo w eter, liczc, e fale zanios go do mnie, gdziekolwiek jestem. Mino ju prawie czternacie lat. Tutaj traci si rachub takich szczegw. Helen nie yje. Niebo najwyraniej ulego awarii. A moe to by sabota? Moe Realistom wreszcie si udao? Wtpi. Tato chyba uwaa, e jest za to odpowiedzialny kto inny, cho nie poda konkretw. Moe ich nie zna. Z zakopotaniem wspomnia o narastajcych niepokojach na Ziemi. Moe wycieky moje relacje dotyczce Rorschacha - a potem ludzie wycignli oczywiste wnioski, gdy pocztwki przestay przychodzi. Nie znaj zakoczenia tej historii. Brak epilogu pewnie doprowadza ich do szau. Czuj jednak, e jest w tym co jeszcze, co, czego nie odway si otwarcie powiedzie. Moe to tylko moja wyobrania; chyba by wrcz zakopotany faktem, e stopa urodze znowu ronie - a przecie to powinno by powodem do radoci po tylu kurczcych si pokoleniach. Gdyby mj chiski pokj nadal dziaa jak naley, wiedziabym, umiabym zanalizowa to wszystko do ostatniego przecinka. Lecz Sarasti pogi mi narzdzia, tak e ledwo dziaay. Teraz jestem lepy jak pierwszy z brzegu zwyklak. Pozostaj mi tylko przypuszczenia, podejrzenia i czajcy si strach, e nawet odarty z najlepszych technik moe czytam go dobrze. Mam wraenie, e ostrzega mnie, ebym si trzyma z daleka. *** Powiedzia te, e mnie kocha. e tskni za Helen, e ona aowaa czego, co zrobia przed moim urodzeniem, kiedy to pozwolia sobie na co, lub zapomniaa o czym, co grozio mi wad rozwojow. Gada bez adu i skadu. Nie mam pojcia o co mu chodzio. Musia mie ogromne wpywy, eby mc dosta zgod na tak

transmisj, a potem wikszo jej zmarnowa na emocje. Boe, jake jest mi droga. Drogie jest mi kade jej sowo. *** Spadam po niekoczcej si, jaowej paraboli, sama grawitacja i bezwadno. Charybda nie umiaa trafi na strumie antymaterii; co musiao przesun Ikara albo zosta cakowicie wyczony. Pewnie mgbym zapyta przez radio, ale nie ma popiechu. Jeszcze bardzo daleko. Min cae lata, zanim zostawi za sob choby komety. A poza tym nie jestem pewien, czy chciabym, eby wszyscy wiedzieli, gdzie jestem. Charybda nie przejmuje si manewrami mylcymi trop. Byyby bezsensowne, nawet gdyby miaa odpowiedni zapas paliwa, nawet gdyby gdzie jeszcze czai si wrg. Przecie wszyscy wiedz, gdzie ley Ziemia. Natomiast jestem prawie pewien, e wyda rozkrcay si razem z nami. Dobrze gray, przyznaj. Moe po prostu poszczcio im si. Przypadkowa czkawka kae trepowi Bates strzela do bezbronnego wyda; tygodnie pniej Stroszek i Kbek wykorzystuj jego ciao podczas ucieczki. Elektryczno i magnetyzm pobudzaj przypadkowe neurony w gowie Susan; po pewnym czasie pojawia si w niej nowa osobowo, ktra przejmuje kontrol i wysya Tezeusza w d, w wyczekujce ramiona Rorschacha. Gupi, lepy przypadek. Moe tylko. Ale nie wydaje mi si. Zbyt wiele tych zbiegw okolicznoci. Sdz, e Rorschach pomaga swemu szczciu, hodujc i podlewajc t now osobowo pod naszym nosem, bezpiecznie ukryt - poza nieznacznie podniesionym poziomem oksytocyny za wszystkimi tymi zmianami i guzami w gowie Susan. Myl, e patrzy w przd i dostrzega, e taka przynta mu si przyda; nawet e powici dla tego celu kawaek siebie, maskujc to jako wypadek. Szczcie, ale nie lepe. Wspaniale rozegrane, subtelne ruchy. Cho wikszo nas oczywicie nawet nie znaa regu gry. Bylimy tylko pionkami. Sarasti i Kapitan - ta powstaa z nich dwch hybrydowa inteligencja. Z perspektywy czasu dostrzegam take par ich posuni. Widz, jak Tezeusz syszy naprzemienne postukiwania wyde w klatkach; widz, jak podkrca gos, eby Susan to usyszaa, i pomylaa, e sama to odkrya. Wysiliwszy odpowiednio wzrok, mog nawet dostrzec,

jak Tezeusz nas powica, tym ostatnim podejciem umylnie prowokujc Rorschacha do kontrataku. Sarasti zawsze uwielbia dane, zwaszcza gdy miay taktyczne znaczenie. A przecie wroga najlepiej mona pozna, obserwujc go w walce. Nam oczywicie nigdy nie powiedzieli. Przez wzgld na nasze samopoczucie, bo nie lubimy, jak maszyny nam rozkazuj. Cho kiedy robi to wampir, te nie sikamy po nogach ze szczcia. Teraz gra si skoczya, na osmalonej szachownicy stoi jeden pionek. A jednak o ludzkiej twarzy. Jeli wyda postpuj wedug regu, ktre spisao dla nich par pokole teoretykw gier, nigdy nie wrc. A nawet gdyby, myl, e to adna rnica. Bo wtedy ju nie bdzie adnych podstaw do konfliktu. Podczas moich krtkich przebudze suchaem radia. Miny generacje, odkd pochowalimy Epok Transmisji Masowej w skupionych wizkach i wiatowodach, ale nigdy tak zupenie nie przestalimy sia falami po niebie. Ziemia, Mars i Ksiyc prowadz swj miliongosowy planetarny trialog. Kady przemierzajcy pustk statek nadaje we wszystkich kierunkach naraz. Kolonie ONeilla i asteroidy nigdy nie przestay piewa. Gdyby tak byo, wietliki mogyby nas nie znale. Sysz, e ta pie zmienia si w czasie, w swej poklatkowo przyspieszonej ucieczce w zapomnienie. Teraz to gwnie kontrola lotw i telemetria. Od czasu do czasu rozlega si ludzki gos, najczciej zdenerwowany, na granicy paniki - trwa jaki pocig, jaki statek odlatuje w gboki kosmos, inne goni go bez przekonania. Zbiegowie chyba nigdy nie docieraj zbyt daleko, zanim urwie im si sygna. Nie pamitam, kiedy ostatni raz syszaem muzyk, ale od czasu do czasu dobiega mnie co podobnego, upiornego, dysharmonijnego, penego znajomych szumw i trzaskw. Mj pie mzgu nie cierpi tego. Boi si tego miertelnie. Pamitam, e cae moje pokolenie zamienio rzeczywisty wiat na podrasowane ycie po yciu. Pamitam, e kto mwi: Wampiry nie id do Nieba. Bo widz piksele. Niekiedy zastanawiam si, jak czubym si ja, wywleczony ze spokojnego grobu, eby si trudzi dla przyjemnoci prostodusznych stworze, niegdy bdcych dla mnie tylko rdem biaka. Zastanawiam si, jak bym si czu, gdyby wykorzystano moj wad genetyczn, eby trzyma mnie na smyczy i pozbawi prawowitej niszy na wiecie. A potem dumam, jak by to byo, wcale nic nie czu, by stuprocentowo racjonaln, drapien istot, kiedy miso ze wszystkich stron z takim zapaem kadzie

si spa... *** Nie potrafi tskni za Sarastim. Bg wie, e prbuj, za kadym razem, gdy odzyskuj wiadomo. Uratowa mi ycie. Nawet mnie... uczowieczy. Za to bd mu wdziczny do koca ycia, kiedykolwiek to bdzie; ale take do koca nie przestan go za to nienawidzi. Na pewien perwersyjny, surrealistyczny sposb mam z nim wicej wsplnego ni z ktrymkolwiek czowiekiem. Ale tego uczucia po prostu w sobie nie mam. On by drapiec, a ja ofiar, opakiwanie wilka zwyczajnie nie ley w naturze owcy. Cho umar za nasze grzechy, nie potrafi tskni za Sarastim. Mog natomiast z nim wspczu. Po tylu latach wreszcie jestem zdolny do empatii, wobec Sarastiego i caego wymarego gatunku. Bo to nie my, ludzie, mielimy posi Ziemi, lecz wampiry. Musiay by w pewnym stopniu wiadome, ale w porwnaniu z nasz autoobsesj ta ich p wiadomo, p sen bya szcztkowa. Wypleniali j. Faza przejciowa. Byli ju dobrze w trakcie. Problem polega na tym, e ludzie nie dostaj konwulsji od patrzenia na krzye. Taka uroda ewolucji: jednak kretyska kilkupunktowa mutacja i cay naturalny porzdek wali si w gruzy, a inteligencja na p miliona lat splata si w ciasny, destrukcyjny ucisk ze wiadomoci. Chyba wiem, co si dzieje tam, na Ziemi: cho niektrzy moe nazywaj to ludobjstwem, w istocie to nieprawda. Sami sobie zgotowalimy ten los. Nie mona wini drapienika, e poluje. Przecie to my ich wskrzesilimy. Dlaczego mieliby nie upomnie si o to, co im nalene z racji urodzenia? Nie ludobjstwo. Poprawa przedwiecznego bdu. Prbowaem znale w tym jak pociech. To... trudne. Czasem wydaje mi si, e przez cae ycie usiowaem poczy si na nowo, odzyska to, co straciem, gdy moi rodzice zabili swoje jedyne dziecko. Tam, w oboku Oorta, wreszcie mi si to udao. Dziki wampirowi, statkowi penemu dziwade i atakujcej hordzie obcych znw jestem czowiekiem. Moe ostatnim. Moe, zanim dotr do domu, bd ostatni wiadom istot we wszechwiecie. O ile w ogle ni jestem. Poniewa nie mam pewnoci, czy w ogle moe istnie co takiego jak rzetelny narrator. A Cunningham mwi, e zombiaki bd wietnie

umiay to udawa. Wic tak naprawd nie potrafi wam powiedzie. Musicie sobie po prostu wyobrazi, e jestecie Sirim Keetonem.

PODZIKOWANIA

lepowidzenie to moja pierwsza powieciowa wyprawa w otwarty kosmos, czyli dziedzin, w ktrej moje formalne wyksztacenie jest, przyznaj, do ograniczone. W tym sensie ta powie nie jest bardzo odlega od moich poprzednich - z tym, e cho o ekologii morskich gbin take wiedziaem niewiele, wikszo Was wiedziaa jeszcze mniej, a doktorat z biologii oceanicznej pozwala mi przez ca trylogi przynajmniej przekonujco udawa. Natomiast kurs lepowidzenia prowadzi przez cakowicie inn niewako - tu godny zaufania przewodnik by jeszcze waniejszy. Zatem, po pierwsze, chciabym podzikowa profesorowi Jaymie Matthewsowi z University of British Columbia, astronomowi, imprezowiczowi i znakomitemu filtrowi dla pomysw, ktrymi we ciskaem. Dzikuj take Donaldowi Simmonsowi, inynierowi lotnictwa i astronautyki, przyjemnie taniemu we wsplnych wyjciach do knajpy, ktry przejrza projekt mojego Tezeusza (zwaszcza napdu i bbna) i udziela mi wskazwek dotyczcych promieniowania i ochrony przed nim. Obaj cierpliwie filtrowali co gorsze z moich wtop. (Co nie oznacza, e w ksice adnych ju nie ma, a jedynie, e te, ktre pozostay, wynikaj z mojego lekcewaenia, nie ich. Albo po prostu wymagaa ich fabua). David Hartwell by, jak zawsze, moim redaktorem i kontaktem w Kwaterze Gwnej Wrogiego Imperium. Podejrzewam, e lepowidzenie byo twardym orzechem do zgryzienia dla nas obu: kupa niezbdnej teorii grozia przytoczeniem fabuy, nie wspominajc ju o wywoaniu u czytelnika wizi z niespecjalnie milusimi bohaterami. Dalej nie wiem, w jakim stopniu to si udao, a w jakim nie, jestem jednak niezwykle wdziczny losowi, e mj pierwszy pasaer trenowa wczeniej na wszystkich od Heinleina po Herberta.

Banda pisarzy, tych co zawsze, krytykowaa pierwsze kilka rozdziaw ksiki i odsyaa mnie z paczem z powrotem do biurka: Michael Carr, Laurie Channer, Cory Doctorow, Rebecca Maines, David Nickle, John McDaid, Steve Samenski, Rob Stauffer i witej pamici Paul York. Na naszym dorocznym zjedzie na wyspie wszyscy podzielili si ze mn cennymi przemyleniami i krytyk; wyrnienie otrzymuje Dave Nickle, za caoroczne dodatkowe uwagi, przewanie o nieludzkich porach. Tym samym jednak wyczam Davea spod standardowego tekstu wklejanego przez nas, autorw, do Podzikowa, goszcego, e wszystkie bdy s wycznie moje. Przynajmniej niektre z zawartych w ksice potkni s prawdopodobnie zasug Davea. Profesorowie Dan Brooks i Deborah MacLennan, oboje z University of Toronto, zapewnili mi intelektualn stymulacj rodowiska akademickiego, pozbawion politycznego i biurokratycznego pieprzenia, ktre na og jest jego nieodcznym towarzyszem. Mam u nich dug wdzicznoci za litry alkoholu i godziny dyskusji nad przedstawionymi w powieci problemami, a take za inne rzeczy, ktre gwno Was obchodz. Za w kategorii rozmaitoci nie do poszufladkowania, Andre Breault zapewni mi azyl na Zachodnim Wybrzeu, gdzie ukoczyem pierwsz wersj ksiki. Isaac Szpindel - ten prawdziwy - pomaga mi, jak zawsze, przy rnych neurofizjologicznych szczegach, a Susan James (ktra te istnieje, cho form ma troch bardziej spjn) opowiedziaa mi o podejciu lingwistw do scenariusza Pierwszego Kontaktu. Lisa Beaton podpowiadaa mi tytuy przydatnych prac, w rozpaczliwej prbie pokuty za sprzeda duszy Wielkiej Farmacji. Laurie Channer za oglnie mnie wysuchiwaa i ze mn, no c, wytrzymywaa. Dzikuj take Karlowi Schroederowi, z ktrym przegadaem sporo pomysw dotyczcych kwestii wiadomo kontra inteligencja. Niektre fragmenty lepowidzenia mona potraktowa jako replik na argumenty przedstawione w powieci Permanence Karla. Nie zgadzam si z niemal kadym krokiem jego rozumowania i wci ami sobie gow, jak to moliwe, e doszlimy w zasadzie do tych samych wnioskw.

PRZYPISY I RDA

rda i uwagi majce przekona Was, e nie jestem cakiem stuknity (albo przynajmniej oniemieli na tyle, ebycie si zamknli). Dodatkowe punkty za przeczytanie.

KRTKI ELEMENTARZ BIOLOGII WAMPIRW


W adnym razie nie jestem pierwszym autorem prbujcym czysto biologicznie racjonalizowa wampiryzm. Richard Matheson uczyni to jeszcze przed moim urodzeniem, a jeli plotki nie kami, najnowsza powie tej cholernej Butler zajmie cae terytorium, zanim jeszcze przeczytacie moj. Zao si jednak, e to ja pierwszy wymyliem Skaz Krzyow, tumaczc odraz do krzyy - a z tego pomysu, przyniesionego natchnieniem, wynika caa reszta. Wampiry odkryto na nowo przypadkiem, gdy pewien rodzaj eksperymentalnej terapii genowej w osobliwy sposb si pokrzyowa, uruchamiajc u autystycznego dziecka od wiekw upione geny i wywoujc szereg (w rezultacie miertelnych) zmian fizycznych i neurologicznych. Firma odpowiedzialna za to odkrycie przedstawia wyniki po dogbnych badaniach na podopiecznych teksaskich instytucji penitencjarnych; nagranie tej rozmowy, wraz z wizualnymi pomocami, jest dostpne w sieci1; tam odsyam zainteresowanych czytelnikw mogcych powici p godziny, nie tylko po szczegy dotyczce wampirzej biologii, lecz take bada, ich finansowania, oraz kwestii etycznych i politycznych udomowienia wampirw (nie wspominajc o feralnej kampanii Tworzymy lepsze jutro z wczorajszych koszmarw). Streszczenie poniej ogranicza si do podstawowej biologicznej

charakterystyki tego organizmu-przodka: Homo sapiens vampiris by przez krtki okres podgatunkiem czowieka, ktry odgazi si od gwnego pnia midzy 800. a 500. tysicami lat przed wspczesnoci. Smuklejszy ni neandertalczyk lub sapiens; do widocznych rnic fizycznych w stosunku do sapiens zaliczao si niewielkie wyduenie kw, uchwy oraz koci dugich, wszystko to na rzecz coraz bardziej drapienego stylu ycia. Wskutek stosunkowo niedugiego czasu trwania tej linii nie byy to silne zmiany i allometria osobnikw tego podgatunku w do znacznym stopniu nakadaa si z ludzk; rnice byy diagnostycznie istotne dopiero przy duej licznoci prbki (N > 130). Vampiris, cho ogln morfologi fizyczn mia prawie identyczn ze wspczesnym czowiekiem, radykalnie rni si od niego na poziomie biochemicznym, neurologicznym i tkanki mikkiej. Ukad pokarmowy, znacznie skrcony, wydziela odmienny zestaw enzymw, przystosowanych do misnej diety. Poniewa kanibalizm niesie wysokie ryzyko zaraenia prionami2, ich ukad immunologiczny wykazywa znaczn odporno na choroby prionowe3, podobnie jak na rozmaite pasoyty ukadu pokarmowego. Such i wzrok mia vampiris znacznie lepszy ni sapiens, siatkwki wampirw byy kwadrochromatyczne (posiaday cztery typy czopkw, w porwnaniu z trzema u zwykych ludzi); czwarty czopek, czsty u nocnych drapienikw, od kotw po we, by wraliwy na blisk podczerwie. Substancja szara wampirw bya w porwnaniu z ludzk norm sabo poczona wskutek stosunkowo niewielkiej iloci rdmiszowej substancji biaej; to zmuszao izolowane orodki korowe do wyksztacenia samowystarczalnoci i hiperefektywnoci, co z kolei prowadzio do wszechstronnie sawantystycznych umiejtnoci porwnywania wzorcw oraz zdolnoci analitycznych4. Prawie wszystkie te przystosowania s zjawiskami kaskadowymi, ktre, cho spowodowane rnymi podobnymi przyczynami - mona wywie od inwersji paracentrycznej na odcinku Xq21.3 chromosomu X5. Spowodowaa ona zmiany funkcjonalne w genach kodujcych protokadheryny (biaka odgrywajce fundamentaln rol w rozwoju mzgu i centralnego ukadu nerwowego). Wynikny std radykalne zmiany neurologiczne i behawioralne, cho powaniejsze zmiany fizyczne ograniczyy si do tkanek mikkich i struktur mikroskopowych, ktre nie zachowuj si w skamieniaociach. To, w poczeniu z niezwykle ma licznoci wampirw nawet w szczytowych okresach (funkcjonoway bowiem na samym szczycie

piramidy pokarmowej), tumaczy, dlaczego s w zasadzie nieobecne w skamielinach. Ta kaskada miaa rwnie powane skutki negatywne. Wampiry straciy na przykad zdolno kodowania -protokadheryny Y, ktrej geny znajduj si wycznie na ludzkim chromosomie Y6. Nie mogc samemu syntetyzowa tego niezbdnego biaka, skazane byy na pozyskiwanie go z poywienia. Koniecznym skadnikiem ich diety stao si zatem miso ludzkie, a wic ofiar rozmnaajcych si stosunkowo powoli (niezwyka sytuacja, zwykle bowiem ofiary mno si co najmniej o rzd wielkoci liczniej ni drapiecy). W typowych warunkach taka dynamika jest zupenie nie do utrzymania: wampiry pozabijayby wszystkich ludzi, powodujc wymarcie gatunku, a nastpnie wyginy same z braku niezbdnej substancji odywczej. Aby zaradzi tej nierwnowadze, u wampirw wyksztaci si duszy okres letargu, jak u ryb dwudysznych7 (tak zwany stan ywego trupa), drastycznie redukujcy ich potrzeby energetyczne. W tym celu wampiry produkuj wiksz ilo endogennej Ala-(D)-leuenkefaliny (peptydu wywoujcego hibernacj u ssakw8) oraz dobutaminy, wzmacniajcej minie serca w czasie przeduonej nieaktywnoci9. Kolejnym szkodliwym efektem kaskadowym bya tak zwana Skaza Krzyowa krzyowe sprzenie normalnie niezalenych macierzy receptorowych w korze wzrokowej10, wywoujce objawy przypominajce cik posta epilepsji, gdy receptory odpowiedzialne za bodce uoone pionowo i poziomo uaktywniaj si jednoczenie na odpowiednio duej powierzchni ktowej pola widzenia. Poniewa przecinajce si kty proste w naturze niemal nie istniej, dobr naturalny nie odsia Skazy, dopki H. sapiens sapiens nie rozwin architektury euklidesowej; do tego czasu dryf genetyczny utrwali t cech wrd sapiens vampiris i cay podgatunek, nagle pozbawiony dostpu do ofiar, wygin w krtkim czasie u samego zarania udokumentowanej historii. Zauwaylicie na pewno, e Jukka Sarasti, jak wszystkie zrekonstruowane wampiry, mylc, niekiedy mlaska. Uwaa si, e rdem tej cechy jest jzyk przodkw, ktry sta si jzykiem mlaskowym ponad 50 000 lat przed wspczesnoci. Mowa mlaskowa jest wyjtkowo odpowiednia dla drapienikw podchodzcych ofiary na trawiastej sawannie (mlaski imituj szelest traw, umoliwiajc nieposzc zwierzyn czno)11. Ze wspczesnych jzykw, najbardziej zbliony do starowampirzego jest jzyk hadza12.

NABIERANIE UMYSU

Ludzkie sensorium jest wyjtkowo atwe do zmanipulowania; nasz ukad wzrokowy naleaoby w najlepszym razie okreli mianem worka zaimprowizowanych sztuczek13. Informacje zbierane przez nasze organy zmysw s tak fragmentaryczne i niedoskonae, e mzg musi je interpretowa, uywajc nie bezporedniej percepcji, lecz raczej regu prawdopodobiestwa14. Czyli - nie tyle widzi wiat, ile domyla si go na podstawie dowiadczenia. W rezultacie powstaje tendencja do nieprzetwarzania bodcw nieprawdopodobnych na poziomi e wiadomoci, niezalenie jak s silne. Mamy po prostu skonno do ignorowania widokw i dwikw, ktre nie pasuj do naszego obrazu wiata. Sarasti mia racj: Rorschach nie robi nam niczego, czego sami bymy ju sobie nie robili. Na przykad, sztuczka z niewidzialnoci modego gupiego wyda - tego, ktry ograniczao swe ruchy do luk w widzeniu czowieka - przysza mi do gowy, gdy czytaem o czym zwanym lepot z nieuwagi. Rosjanin, Alfred Jarbus jeszcze w latach 60. XX wieku pierwszy rozpracowa sakadyczn luk w ludzkim widzeniu15. Od tego czasu rozmaici badacze kazali przedmiotom niepostrzeenie pojawia si i znika z pola widzenia, prowadzili rozmowy z nieszcznikami, ktrzy nie mieli pojcia, e rozmwca zmieni si w poowie konwersacji i w ogle udowodnili, e ludzki mzg nie zauwaa mnstwa z tego, co si wok niego dzieje16, 17, 18. Zerknijcie sobie na filmiki na stronie Laboratorium Postrzegania Wzrokowego University of Illinois19, a zrozumiecie, o czym mowa. To naprawd niesamowite, wiecie? Jaki scjentolog mgby teraz podkrada si do nas i gdyby tylko si odpowiednio porusza, nigdy bymy go nie dostrzegli. Wikszo opisanych w ksice psychoz, syndromw i halucynacji jest prawdziwa i szczegowo opisana przez Metzingera20, Wegnera21 i/lub Saksa22 (zobacz take wiadomo/Inteligencja poniej). Inne (np. zesp Greya) jeszcze nie trafiy do statystycznego wykazu chorb23 - prawd mwic, par z nich wymyliem, ale mimo to s oparte na wynikach rzeczywistych dowiadcze. Zalenie komu uwierzycie, umiejtne potraktowanie mzgu polem magnetycznym moe wywoa wszystko, od religijnej ekstazy24 po przewiadczenie o porwaniu przez kosmitw25. Przezczaszkowa stymulacja magnetyczna moe modyfikowa nastrj, wywoywa lepot26 albo wpywa na orodki mowy (na przykad uniemoliwia wypowiadanie czasownikw, nie wpywajc na rzeczowniki)27. Mona t drog wspomaga (lub upoledza) pami i proces uczenia si, a rzd Stanw Zjednoczonych finansuje obecnie badania nad

przenonym sprztem do stymulacji magnetycznej dla celw, atwo zgadn, wojskowych28. Elektryczna stymulacja mzgu wywouje niekiedy tak zwany zesp obcej rki bezwiedne poruszenia ciaa wbrew woli osoby rzekomo nim zawiadujcej29. Innym razem powoduje mimowolne ruchy, ofiary upieraj si jednak, e postanowiy je wykona, mimo niezbitych przeczcych temu dowodw30. Zestawi to jeszcze z faktem, e ciao zaczyna si porusza, zanim jeszcze mzg rozkae si ruszy31 (por. jednak 32 i 33) i cae pojcie wolnej woli - pomimo niezaprzeczalnego przekonania, e jest prawdziwe - zaczyna wyglda nieco gupkowato, nawet poza zasigiem wpywu obcych artefaktw. Stymulacja elektromagnetyczna jest moe najmodniejszym obecnie sposobem hackowania mzgu, ale w adnym razie nie jedynym. Cikie fizyczne obraenia, od nowotworw34 po drgi do ubijania materiau wybuchowego35, potrafi zmieni normalnych ludzi w psychopatw i pedofilw (std nowa osobowo wykluwajca si w gowie Susan James). Optanie przez duchy i ekstaz mona wywoa po prostu przez emocjonaln hutawk rytuaw religijnych, bez adnych inwazyjnych neurologicznych narzdzi (a niekonieczne s te farmakologiczne)21. Ludzie potrafi nawet wyksztaci poczucie, e nale do nich cudze czci ciaa, albo gumowa rka 36. Widzenie przebija propriorecepcj i odpowiednio manipulujc sztuczn koczyn, jestemy w stanie przekona kogo, e wykonuje jaki ruch, cho w rzeczywistoci wykonuje zupenie inny37, 38. Najnowszym narzdziem w tym arsenale s ultradwiki, mniej inwazyjne ni elektromagnetyzm, dokadniejsze ni charyzmatyczne ponowne narodziny, mona je wykorzysta do pobudzania mzgu39 bez upierdliwych elektrod czy siatek na gow z magnesami. W lepowidzeniu uyem tego jako wygodnej furtki, tumaczcej, dlaczego Rorschachowe halucynacje utrzymuj si nawet w ekranowaniu Faradaya jednak tu i teraz firma Sony odnawiaa patent na urzdzenie wykorzystujce ultradwiki do bezporedniego implantowania do mzgu wrae zmysowych40. Nazywaj to urzdzeniem rozrywkowym o szerokim zastosowaniu w grach online. Jasne. Skoro moemy z odlegoci wrzuca komu do gowy wraenia wzrokowe i suchowe, czemu by przy okazji nie przemyci te pogldw politycznych i nieodpartego upodobania do pewnej marki piwa?

MAMY JU TO WSZYSTKO?

Polegajcy na telematerii napd wiozcy bohaterw ku fabule oparem na badaniach nad teleportacj, ktre opisay Nature41, Science42, 43, Physical Review Letters44, oraz (ostatnio) wszyscy, i babcia te, patrz np.
45.

Pomys transmitowania

specyfikacji antymaterii jako szablonu do wytwarzania paliwa jest jednak, o ile wiem, wycznie mj. Aby w miar wiarygodnie oszacowa zasb paliwa, przyspieszenie i czas podry Tezeusza, posuyem si artykuem The Relativistic Rocket46, na stronie fizyka matematycznego Johna Baeza z Riverside, University of California. Wykorzystanie przez Tezeusza pl magnetycznych do ekranowania promieniowania opiera si na badaniach MIT47. Macierz Ikara (zasilan energi soneczn) zaparkowaem nieopodal Soca, bo produkcja antymaterii jeszcze przez jaki czas pozostanie niezwykle kosztownym energetycznie przedsiwziciem48, 49. Stan ywo-trupi, w ktrym podruje zaoga Tezeusza, jest oczywicie kolejnym powieleniem lubianego od wiekw zatrzymania czynnoci yciowych (cho lubi myle, e odnowiem nieco ten bana, przywoujc jako mechanizm biologi wampirw). Dwie niedawne prace zbliyy nas troch do perspektywy hibernacji. Blackstone i inni wywoali hibernacj u myszy w zdumiewajco prosty sposb traktujc je siarkowodorem50; to zatyka ich komrkow maszyneri na tyle, by zredukowa metabolizm o 90%. Inna, bardziej widowiskowa (i inwazyjna) metoda: uczeni z Safar Center for Resuscitation Research w Pittsburgu twierdz51, e udao im si wskrzesi psa trzy godziny po mierci klinicznej, technik, w ktrej krew zwierzcia zastpiono lodowatym roztworem soli52. Z tych dwch metod pierwsza jest zapewne blisza temu, co ja sobie wyobraziem, cho brudnopis powieci by ukoczony przed publikacj obu prac. Zastanawiaem si, czy nie przerobi scen w krypcie, eby wspomnie o siarkowodorze, ale w kocu zdecydowaem, e dowcipy o pierdzeniu kompletnie zepsuyby klimat.

PLANSZA DO GRY
lepowidzenie okrela Big Bena jako emiter Oasy. Nie jest to uznany oficjalnie termin, ale Yumiko Oasa ogosi, e znalaz dotd nieudokumentowane emitery podczerwieni53, czciej55,
56 54

- ciemniejsze ni brzowe kary, ale by moe wystpujce

- o masie od trzech do trzynastu Jowiszw. Fabua wymagaa czego o

do lokalnym oddziaywaniu, wystarczajco duego, by utrzyma superjowiszowe pole magnetyczne, ale na tyle maego i ciemnego, by w wiarygodny sposb nie da si

odkry przez kolejne siedemdziesit czy osiemdziesit lat. Emitery Oasy w miar dobrze do tego pasoway (jeli nie liczy oczywistego sceptycyzmu, czy one w ogle istniej57). W szczegach oczywicie musiaem ekstrapolowa, zwaywszy jak mao o tych ustrojstwach wiadomo. Dane podkradem z rnych rde dotyczcych gazowych olbrzymw58,
59, 60, 61, 62, 63, 64

i/lub brzowych karw65,

66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75,

odpowiednio przeskalowawszy je w gr lub w d. Odpalenie ostatecznej broni Rorschacha, widziane z odlegoci, bardzo mocno przypomina gigantyczny rentgenowsko-radiowy rozbysk, zauwaony niedawno wok brzowego kara, ktrego uwaano za zbyt maego na takie numery76. Trwa dwanacie godzin, by dobry miliard razy silniejszy ni cokolwiek wyplutego kiedykolwiek przez Jowisza i uwaa si, e spowodowao go skrcone pole magnetyczne77. Burns-Caulfield jest luno oparty na transnewtonowskiej komecie 2000Cr105, ktrej obecna orbita nie do koca tumaczy si grawitacj znanych nam obiektw Ukadu Sonecznego78.

ANATOMIA I FIZJOLOGIA WYDE


Jak wszyscy, mam ju potd czekoksztatnych obcych o pofadowanych czoach i olbrzymich, generowanych komputerowo insektoidw, ktre moe wygldaj obco, ale zachowuj si jak wcieke psy w chitynowych ubrankach. Oczywicie odmienno dla samej odmiennoci jest niewiele lepsza ni sztampowy rodenoid z grzebieniem na gowie; dobr naturalny jest rwnie powszechny jak samo ycie, ktre w rezultacie, niezalenie od tego, gdzie ewoluuje, ksztatowane jest w zasadzie przez te same podstawowe procesy. Wyzwaniem jest zatem stworzenie obcego, ktry naprawd nie przeczyby temu sowu, ale pozosta przy tym biologicznie prawdopodobny. Wyda to moja pierwsza prba zmierzenia si z tym wyzwaniem - zwaywszy, jak bardzo przypominaj wowida z ziemskich mrz, niewykluczone, e w kategorii zupenie niepodobne do wszystkiego totalnie spraw pooyem, przynajmniej jeli chodzi o ogln morfologi. Okazuje si, e wowida maj nawet co podobnego do rozproszonej po ciele macierzy plamek ocznych. Podobnie, rozmnaanie wyde osobniki rosnce w stosie jeden nad drugim i odczajce si w miar dojrzewania bierze si od meduz. Mona wycign biologa morskiego z oceanu, ale... Na szczcie wyda staj si bardziej obce przy bliszym poznaniu. Cunningham

mwi, e na Ziemi nie istnieje nic przypominajcego ich wspbiene przetwarza nie motoryczno-sensoryczne. I tu ma racj, cho przypominam sobie pewn konstrukcj, ktra mogaby potencjalnie w co podobnego wyewoluowa. Nasze wasne neurony lustrzane uaktywniaj si nie tylko, gdy wykonujemy jakie dziaanie, ale take, gdy obserwujemy kogo, kto je wykonuje79; t cech przywouje si przy ewolucji jzyka i wiadomoci80, 81, 82. Na poziomie metabolizmu jest jeszcze bardziej obco. Na Ziemi nic, co polega wycznie na beztlenowej produkcji ATP, nie wyszo poza jednokomrkowce. Proces jest wprawdzie wydajniejszy ni nasze opalane tlenem cykle, ale cholernie wolny, wic zupenie nie nadaje si dla skomplikowanych konstrukcji wielokomrkowych83. Zaproponowane przez Cunninghama rozwizanie to wcielona prostota - puapka polega na tym, e pomidzy okresami aktywnoci trzeba by przesypia po par tysicy lat. Pomys procesw metabolicznych opartych na mechanice kwantowej moe wyglda jeszcze bardziej podejrzanie, ale wcale tak nie jest. Dualizm korpuskularno falowy moe mie znaczny wpyw na reakcje biochemiczne w temperaturze pokojowej84; mwi si, e tunelowanie cikich jder moe przyspiesza je nawet o 152 rzdy wielkoci85. A moe teraz co porzdnie obcego - brak genw. Przykad z plastrem miodu, ktrym si posuyem jako analogi, pierwotnie pojawi si w mao znanym traktacie Darwina86 (cholera, zawsze chciaem tego gocia gdzie zacytowa); a ostatnio niedua, ale rosnca grupa biologw zacza gosi nowin, e kwasy nukleinowe (w szczeglnoci) i geny (w oglnoci) jako elementy konieczne dla powstania ycia s mocno przereklamowane87,
88.

Zoono organizmw biologicznych jest w duej

mierze wynikiem nie genetycznego programowania, lecz prostej fizycznej i chemicznej interakcji tworzcych je skadnikw89, 90, 91, 92. Oczywicie, nadal potrzeba czego, co zapewni temu procesowi warunki pocztkowe - i tu na scen wkraczaj pola magnetyczne. W rodowisku Rorschacha i tak nie przetrwaby aden miczak w rodzaju acucha nukleotydw. Osobnik ciekawski i czepialski mgby zapyta: No dobra, ale jak ci gocie ewoluuj bez genw? Jak przystosowuj si do nowych warunkw? Jak radz sobie z nieprzewidzianymi okolicznociami jako gatunek?. A gdyby by tu z nami Robert Cunningham, odpowiedziaby moe: Dam sobie uci rk, e p ukadu immunologicznego aktywnie atakuje t drug poow. Cz ukadu nerwowego tak

samo; prbuj, hm, hackowa si nawzajem. One chyba ewoluuj wewntrz organizmu, cho brzmi to jak wariactwo. Cay organizm jest w stanie wojny z samym sob, ma permanentn komrkow krlow kier. Co jakbymy zaoyli koloni oddziaujcych na siebie nowotworw i liczyli, e ostra konkurencja nie pozwoli adnemu wymkn si spod kontroli. Wyglda, e to spenia t sam rol, co u nas seks i mutacje. A gdybycie przewrcili oczyma na to krcenie, pewnie dmuchnby Wam dymem w twarz i odwoa si do takiej wanie interpretacji pewnego immunologa, ktry si posuguje (ciekawy wybr) przykadem filmu Matrix rewolucje93. Mgby zauway take, e podobny wewntrzny dobr naturalny ksztatuje poczenia synaptyczne w naszym wasnym mzgu94; katalizuj go odcinki pasoytniczego DNA, zwane retrotranspozonami. W ktrej wersji ksiki Cunningham faktycznie co takiego mwi, ale cholerstwo zaczynao tak pka w szwach od teoretyzowania, e po prostu to wyciem. W kocu bezporednim architektem tych spraw jest Rorschach, wic moe wszystko to obsuy, nawet jeli pojedyncze wyda tego nie umiej. A jedno z przesa lepowidzenia gosi, e ycie si stopniuje - e rozrnienie midzy ukadami ywymi i nieywymi zawsze byo wtpliwe95, 96, 97, a ju szczeglnie w bebechach tego upierdliwego artefaktu daleko w oboku Oorta.

WIADOMO/INTELIGENCJA
To gwd caego pieprzonego programu. Najpierw zaatwmy zawodnikw wagi cikiej. Being No One20 Metzingera to najcisza ksika, jak w yciu czytaem (a i tak przez spore fragmenty jeszcze nie przebrnem), ale za to nigdzie dotd, w literaturze faktu czy fikcji, nie zetknem si z tak oszaamiajcymi ideami. Gdy chodzi o natur wiadomoci, wikszo autorw bezwstydnie kusi, a potem nie daje adnych konkretw. Pinker tytuuje sw ksik How the Mind Works [Jak dziaa umys]98, a potem, zaraz na pierwszej stronie, przyznaje Nie rozumiemy, jak dziaa umys. Koch (go, ktry uku termin agenty zombie) pisze The Quest for Consciousness: A Neurobiological Approach [W poszukiwaniu wiadomoci: podejcie neurobiologiczne]99, w ktrej z zaenowaniem omija ca kwesti, dlaczego aktywno neuronw miaaby w ogle dawa w wyniku jakkolwiek subiektywn wiadomo. Metzinger gruje nad tymi cieniasami i od razu chwyta byka za jaja. Jego

hipoteza wiat zero wyjania nie tylko subiektywne poczucie wasnej jani, ale take tumaczy, dlaczego w ogle w pewnych systemach kognitywnych wyksztaca si ta ki iluzoryczny pierwszoosobowy narrator. Nie mam pojcia, czy ma racj, bo jego argumenty mnie przerastaj - ale przynajmniej zabra si za waciwe pytanie: to, ktre kae nam gapi si w sufit o trzeciej nad ranem, dugo po zuyciu ostatniego skrta. Wiele z wetknitych do lepowidzenia syndromw i zaburze po raz pierwszy spotkaem w jego ksice. Podobnie, wszystkie pozbawione przypisw stwierdzenia w tym punkcie najprawdopodobniej zawdziczam jemu. A jeli nie, najpewniej pochodz z The Illusion of Conscious Will [Zudzenie wiadomej woli] Wegnera21. Mniej ambitna, acz bardziej przystpna, skupia si nie tyle na naturze wiadomoci, ile wolnej woli, ktr Wegner okrela jako sposb mzgu na szacowanie tego, co, jak mu si wydaje, zrobi. Przedstawia te wasn list syndromw i zaburze - wszystkie umacniaj tylko wraenie, jak zdumiewajco kruchymi i przewrotnymi maszynami jestemy. No i oczywicie, Oliver Saks22 przysya nam wieci ze skraju wiadomoci na dugo, zanim wiadomo staa si trendem, do ktrego mona byo si zacz podcza. W sumie, atwiej byoby wypisa wszystkich autorw, ktrzy nie brali si za wyjanianie wiadomoci. Repertuar teorii siga od rozproszonych pl elektrycznych po teatrzyki kwantowych marionetek; wiadomo znajdowano ju w korze czoowo-wyspowej, w podwzgrzu i setce innych dynamicznych orodkw100, 101,
102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110.

(Przynajmniej jedna koncepcja111 sugeruje, e o ile mapy

czekoksztatne i doroli ludzie s wiadomi, o tyle mae ludzkie dzieci nie s. Przyznaj, e do t teori lubi - jeli dzieci nie s niewiadome, bez wtpienia s psychopatami). Lecz pod tym niegronym, powierzchownym pytaniem czym jest wiadomo? czai si drugie, sensowniejsze: w czym si przydaje? lepowidzenie dogbnie zajmuje si tym zagadnieniem, wic nie bd si powtarza. Wystarczy, jeli powiem, e przynajmniej w rutynowych okolicznociach czym niewiele poza odbieraniem wiadomoci od niewiadomego, wielekro bardziej rozwinitego systemu, stemplowaniem ich i przypisywaniem sobie wszystkich zasug. W rzeczywistoci, niewiadomy umys daje sobie tak wietnie rad, e nawet zbudowa sobie (w tylnej korze zakrtu obrczy) wartownika, ktrego jedynym zadaniem jest nie pozwala wiadomoci wtrca si do codziennych zada112,
113, 114.

(Gdyby reszta Waszego

mzgu miaa wiadomo, pewnie uwaaaby Was za Dilbertowego szefa o

sterczcych wosach). Nawet do rozwinicia teorii umysu nie jest konieczna samowiadomo. Wydaje si to kompletnie nieintuicyjne: jak mona si nauczy, e inne osobniki s autonomicznymi agentami, majcymi wasne interesy i plany, jeli nie ma si wiadomoci wasnych? Nie ma w tym jednak sprzecznoci i wiadomo wcale nie jest wymagana. Bez problemu da si ledzi intencje innych osobnikw, nie bdc nawet w najmniejszym stopniu autorefleksyjnym107. Norretranders wrcz owiadcza wprost, e wiadomo jest oszustem115. Niewykluczone, e wyjtkiem jest sztuka. Wydaje si, e estetyka wymaga pewnego stopnia samowiadomoci - w sumie, moliwe, e to ewolucja estetyki wprawia w ruch ca lawin rozwoju wiadomoci. Gdy muzyka jest tak pikna, e wywouje dreszcze, uruchamia si maszyneria nagrody w Twoim ukadzie limbicznym: ten sam ukad nagradza Ci za posuwanie atrakcyjnego partnera, albo obarcie si sacharoz116. To taka sztuczka, hackerstwo, innymi sowy - mzg nauczy si jak otrzymywa nagrod, nie zapracowawszy na ni zwikszeniem sprawnoci98. Jest to przyjemne, zadowala nas, sprawia, e chce nam si y. Ale take zwrac a nas do wewntrz i dekoncentruje. Pamitacie te szczury z lat szedziesitych, ktre nauczyy si stymulowa swj orodek przyjemnoci przez nacinicie dwigni? Naciskay je tak naogowo, e zapominay je. Umieray z godu. Pewnie, umieray szczliwe, ale umieray. Nie ulega wtpliwoci, e ich sprawno spadaa do zera. Estetyka. Samowiadomo. Wymarcie. To z kolei prowadzi nas ku ostatecznemu pytaniu, czajcemu si w beztlenowych gbinach: ile kosztuje wiadomo? W porwnaniu z przetwarzaniem niewiadomym jest powolna i kosztowna112. (Hipoteza oddzielnego, szybszego bytu kryjcego si u podstawy mzgu i przejmujcego kontrol w nagych sytuacjach opiera si midzy innymi na badaniach Joego LeDoux z New York University117, 118). Dla porwnania, zastanwmy si nad skomplikowanymi i byskawicznymi obliczeniami, jakich dokonuj sawanci; te zdolnoci s niekognitywne119, mamy te dowody, e wystpuj dziki stosunkowo duemu stopniowi fragmentacji4 neurologicznej. Nawet gdyby procesy wiadome i niewiadome byy rwnie wydajne, te wiadome s przez cay czas rozkojarzane nieustann obecnoci bodcw podwiadomych, co odwraca ich uwag od zagroe i moliwoci pojawiajcych si w otoczeniu. (Byem bardzo dumny z tego pomysu; widzicie wic, e musiaem si wkurzy, odkrywajc, e Wegner napisa co podobnego ju w roku 1994120). Koszt wysokiej inteligencji wykazano w

dowiadczeniach, w ktrych bystre muszki owocowe przegryway konkurencj o jedzenie z gupimi121, zapewne dlatego, e potrzeby metaboliczne procesw uczenia si i pamici pozostawiay mniej energii na poszukiwanie jedzenia. Nie, nie zapomniaem, e dopiero co powiciem ca ksik na dowodzenie, e inteligencja i wiadomo to dwie rne sprawy. Ale ten eksperyment i tak jest adekwatnym przykadem, poniewa oba atrybuty maj jedn wspln cech: s metabolicznie kosztowne. (Rnica: inteligencja przynajmniej w niektrych przypadkach jest warta tej ceny. A jak warto ma dla przeycia obsesyjne wpatrywanie si w zachd soca?). O ile rozmaite koszty i wady wiadomoci zauwaao wiele osb, o tyle mao kto poszed dalej i zastanawia si gono, czy caa ta impreza jest warta zachodu. Oczywicie, e jest - zakadaj ludzie; inaczej dobr naturalny wypleniby j dawno temu. I pewnie maj racj. Tak mam nadziej. lepowidzenie to eksperyment mylowy, zabawa w zamy, e i co by byo, gdyby. Nic wicej. Z drugiej strony, tego samego argumentu mogyby uy tysic lat temu dodo i odkryte przez Stellera krowy morskie - Skoro jestemy tak mao sprawne, dlaczego dotd nie wyginymy?. Dlaczego? Bo dobr naturalny dziaa powoli i spor rol odgrywa w nim szczcie. Ten, kto aktualnie trzsie osiedlem, wcale nie musi by najsprawniejszy i najefektywniejszy, gra toczy si dalej. Gra nigdy si nie koczy, po tej stronie mierci cieplnej nie ma adnej mety. Nie ma wic take wygranych. S tylko ci, ktrzy jeszcze nie przegrali. Dane Cunninghama o samorozpoznawaniu si u naczelnych take s prawdziwe. Szympansy maj wicej mzgu na kilogram ciaa ni orangutany122, ale to te ostatnie zawsze rozpoznaj si w lustrze, a szympansy tylko w poowie przypadkw 123. Podobnie, najbardziej rozwinite zdolnoci jzykowe maj rozmaite ptaki i mae mapy, nie za te niby bardziej wiadome mapy czekoksztatne, nasi najblisi krewni81,
124.

Gdy wyty si wzrok, takie fakty zaczynaj wrcz sugerowa, e

wiadomo moe by faz, z ktrej orangutany jeszcze nie wyrosy, a ich bardziej zaawansowani kuzyni, szympansy, wanie zaczynaj. (Goryle nie rozpoznaj si w lustrze. Moe ju wyrosy z samowiadomoci, a moe nigdy jej nie miay). Oczywicie ludzie do tego wzorca nie przystaj. O ile w ogle jest jaki wzorzec. Jestemy ostacami - to jedna z moich tez. Zao si jednak, e pasuj do wampiry. To druga. Wreszcie, podczas redagowania lepowidzenia pojawiy si w sam por

dowiadczalne potwierdzenia tej nieprzyjemnej tezy - okazuje si, e niewiadomy umys lepiej ni wiadomy podejmuje skomplikowane decyzje125. Wyglda na to, e wiadomo po prostu nie jest w stanie ykn tak wielu zmiennych. Jako rzecze jeden z uczonych: W pewnej fazie ewolucji zaczlimy wiadomie podejmowa decyzje i nieszczeglnie nam to wychodzi126.

ROZMAITE INNE REKWIZYTY


(SZCZEGY W TLE, WADLIWE OKABLOWANIE, KONDYCJA LUDZKA) May Siri Keeton nie jest kim wyjtkowym, od ponad pidziesiciu lat cikie formy padaczki leczy si radykaln hemisferektomi - resekcj jednej pkuli mzgu127. Zadziwiajce, e usunicie poowy mzgu nie wydaje si znaczco wpywa ani na IQ, ani na umiejtnoci motoryczne (cho w odrnieniu od Keetona wikszo operowanych pacjentw ma ju wczeniej niskie IQ)128. Nadal nie do koca rozumiem, po co wycina si ca pkul - skoro prbujemy przerwa ptl sprzenia zwrotnego midzy pkulami, czemu nie poprzesta na przeciciu spoida wielkiego? Czy usuwa si j, eby zapobiec zespoowi obcej rki - a jeli tak, to czy wynika z tego, e umylnie niszczy si wiadom osobowo? Uywane przez Helen Keeton opiaty wzmacniajce wi z matk s inspirowane niedawnymi pracami nad pozbawieniem przywizania u myszy129. elazoerne chmury, nastpstwo Ognistego Deszczu, podpatrzyem u Planea i innych130. Lingwistyczny argon Bandy Czworga zaczerpnem z rnych rde81,
131, 132, 133.

Wielojzyczna mowa zaogi Tezeusza (opisana w powieci, ale dziki Bogu, niecytowana) opiera si na rozmylaniach Graddola134, ktry sugeruje, e nauka powinna umie si posugiwa rnymi gramatykami, bo jzyk wiedzie myl, zatem jeden uniwersalny jzyk naukowy ograniczaby nasze punkty widzenia na wiat. Praprzodek rozszerzonych fenotypw Szpindla i Cunninghama istnieje ju dzi w postaci niejakiego Matthew Nagela135. Zdalna protetyka, ktra pozwala im synestetycznie postrzega dane z urzdze laboratoryjnych opiera si na niesamowitej plastycznoci kor zmysowych mzgu - mona zmieni kor suchow we wzrokow, po prostu podpinajc nerw wzrokowy do cieek suchowych (jeli zrobi si to odpowiednio wczenie)136, 137. Platynowglowe wzmocnienia u Bates maj korzenie w niedawno skonstruowanych metalowych miniach138,
139.

Ironiczne

docinki Saschy wobec dwudziestowiecznej psychiatrii pochodz nie tylko z mojego

(ograniczonego) osobistego dowiadczenia, ale take z dwch prac140, 141 odzierajcych z tajemnicy przypadki tak zwanej osobowoci wielorakiej. (Nie, sama idea jest w porzdku, bdne s tylko diagnozy). Wariant fibrodysplazji, ktry zabija Chelsea, jest oparty na objawach opisanych przez Kaplana i innych142. I moecie mi wierzy lub nie, ale krzyczce twarze, ktrych uywa Sarast i pod koniec ksiki, to prawdziwy sposb wizualizacji danych statystycznych. Twarze Chernoffa143 skuteczniej ni standardowe wykresy i tabele ukazuj charakterystyk zbiorw danych144.

SPIS RDE
1. http://www.rifters.com/blindsight/vampires.htm 2. Pennish, E. 2003. Cannibalism and prion disease may have been rampant in ancient humans. Science nr 300, s. 227-228. 3. Mead, S. et al. 2003. Balancing Selection at the Prion Protein Gene Consistent with Prehistoric Kurulike Epidemics. Science nr 300, s. 40-643. 4. Autor nieznany, 2004. Autism: making the connection. The Economist, nr 372(8387), s. 66. 5. Balter, M. 2002. What made Humans modern? Science nr 295, s. 1219-1225. 6. Blanco-Arias, P., C.A. Sargent, and N.A. Affara. 2004. A comparative analysis of the pig, mouse, and human PCDHX genes. Mammalian Genome, nr 15(4), s. 296-306. 7. Kreider MS, et al. 1990. Reduction of thyrotropin-releasing hormone concentrations in central nervous system of African lungfish during estivation. Gen Comp Endocrinol nr 77(3), s. 435-41. 8. Cui, Y. et al. 1996. State-dependent changes of brain endogenous opioids in mammalian hibernation. Brain Research Bulletin 40(2): 129-33. 9. Miller, K. 2004. Mars astronauts will hibernate for 50 million-mile journey in space. News.telegraph.co.uk, 11/8/04. 10. Calvin, W.H. 1990. The Cerebral Symphony: Seashore Reflections on the Structure of Consciousness. Bantam Books, NY. 11. Pennisi, E. 2004. The first language? Science nr 303, s. 1319-1320. 12. Nagrania opartych na mlaskach fonemw jzyka hadza s dostpne w sieci: http://hctv.humnet.ucla.edu/departments/linguistics/VoweIsandConsonants/in

dex.html 13. Ramachandran, V.S. 1990. str. 346-360 w: The Utilitarian Theory of Perception, C. Blakemore (Ed.), Cambridge University Press, Cambridge. 14. Purves, D. and R.B. Lotto. 2003. Why We See What We Do An Empirical Theory of Vision. Sinauer Associates, Sunderland, MA. 15. Yarbus, A.L. 1967. Eye movements during perception of complex objects. W: L. A. Riggs, Ed., Eye Movements and Vision, Plenum Press, New York, Rozdzia VII, s. 171-196. 16. Pringle, H.L., et al. 2001. The role of attentional breadth in perceptual change detection. Psychonomic Bulletin & Review nr 8, s. 89-95(7) 17. Simons, D.J., and Chabris, C.F. 1999. Gorillas in our midst: sustained inattentional blindness for dynamic events. Perception 28, s. 1059-1074 18. Simons, D.J., and Rensink, R.A. 2003. Induced Failures of Visual Awareness. Journal of Vision nr 3(1). 19. http://viscog.beckman.uiuc.edu/djs_lab/demos.html 20. Metzinger, T. 2003. Being No One: The Self Model Theory of Subjectivity. MIT Press, Cambridge, MA. 21. Wegner, D.M. 2002. The Illusion of Conscious Will. MIT Press, Cambridge. 22. Saks, O. 1970. The Man who mistook his wife for a hat and other clinical tales. Simon & Shuster, NY. 23. American Psychiatric Association. 2000. Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders (wyd. 4 popr.). Brandon/Hill. 24. Ramachandran, V.S., and Blakeslee, S. 1998. Phantoms in the Brain: Probing the Mysteries of the Human Mind. William Morrow, New York. 25. Persinger, M.A. 2001. The Neuropsychiatry of Paranormal Experiences. J Neuropsychiatry & Clinical Neuroscience nr 13, s. 515-524. 26. Kamitani, Y. and Shimojo, S. 1999. Manifestation of scotomas created by transcranial magnetic stimulation of human visual cortex. Nature Neuroscience nr 2, s. 767-771. 27. Hallett, M. 2000. Transcranial magnetic stimulation and the human brain. Nature nr 406, s. 147-150. 28. Goldberg, C. 2003. Zap! Scientist bombards brains with super-magnets to edifying effect. Boston Globe 14/1/2003, s. E1. 29. Porter, R., and Lemon, R. 1993. Corticospinal function and voluntary movement.

Oxford University Press, NY. 30. Delgado, J.M.R. 1969. Physical control of the mind: toward a psychocivilised society. Harper & Row, NY. 31. Libet, B. 1993. The neural time factor in conscious and unconscious events. Experimental and Theoretical Studies of Consciousness nr 174, s. 123-146. 32. P. Haggard, R, and Eimer, M. 1999. On the relation between brain potentials and the awareness of voluntary movements. Experimental Brain Research nr 126, s. 128-133. 33. Velmans, M. 2003. Preconscious free will. Journal of Consciousness Studies nr 10, s. 42-61. 34. Pinto, C. 2003. Putting the brain on trial. Media General News Service, 5.05.2003 35. Macmillan, M. 2000. An Odd Kind of Fame Stories: of Phineas Gage. MIT Press, Cambridge, MA. 36. Ehrsson, H.H., C. Spence, and R.E. Passingham 2004. Thats My Hand! Activity in Premotor Cortex Reflects Feeling of Ownership of a Limb. Science nr 305, s. 875-877. 37. Gottleib, J., and P. Mazzoni. 2004. Action, illusion, and perception. Science nr 303, s. 317-318. 38. Schwartz, A.B., D.W. Moran, and G.A. Reina. 2004. Differential representation of perception and action in the frontal cortex. Science nr 303, s. 380-383. 39. Norton, S.J., 2003. Can ultrasound be used to stimulate nerve tissue? BioMedical Engineering OnLine nr 2, s. 6, dostpne pod http://www.biomedical-engineering-online.com/content/2/1/6. 40. Hogan, J., and Fox, B. 2005. Sony patent takes first step towards real-life Matrix. Fragment z: New Scientist nr 2494, s. 10, dostpny pod: http://www.newscientist.com/article.ns?id=mg18624944.600 41. Riebe, M. et al. 2004. Deterministic quantum teleportation with atoms. Nature nr 429, s. 734-737. 42. Furusawa, A. et al. 1998. Unconditional Quantum Teleportation. Science nr 282(5389), s. 706-709 43. Carlton M. Caves, C.M. 1998. A Tale of Two Cities. Science nr 282, s. 637-638 44. Braunstein, S.L., and Kimble, H.J. 1998. Teleportation of continuous quantum variables. Physical Review Letters nr 80, s. 869-872.

45. http://www.research.ibm.com/quantuminfo/teleportation/ 46. http://math.ucr.edu/home/baez/physics/Relativity/SR/rocket.html 47. Atkinson, N. 2004. Magnetic Bubble Could Protect Astronauts on Long Trips. Universe Today, http://www.universetoday.com/am/publish/magnetic_bubble_protect.html 48. Holzscheiter, M.H., et al. 1996. Production and trapping of antimatter for space propulsion applications. American Institute of Aeronautics and Astronautics1996-2786 ASME, SAE, and ASEE, Joint Propulsion Conference and Exhibit, 32nd, Lake Buena Vista, FL, 1-3.06.1996. 49. www.engr.psu.edu/antimatter/Papers/NASA_anti.pdf 50. Blacstone, E., et al. 2005. H 2 S Induces a Suspended Animation-Like State in Mice. Science nr 308, s. 518. 51. Do czasu druku ksiki te dane nie zostay opublikowane. 52. Bails, J. 2005. Pitt scientists resurrect hope of cheating death. Pittsburgh Tribune-Review, 29.06.2005. Available online at http.//www.pittsburghlive.com/x/tribune-review/trib/regional/s_348517.html 53. Oasa, Y. et al. 1999. A deep near-infrared survey of the chamaeleon i dark cloud core. Astrophysical Journal nr 526, s. 336-343. 54. Normile, D. 2001. Cosmic misfits elude star-formation theories. Science nr 291, s. 1680. 55. Lucas, P.W., and P.F. Roche. 2000. A population of very young brown dwarfs and free-floating planets in Orion. Monthly Notices of the Royal Astronomical Society nr 314, s. 858-864. 56. Najita, J.R., G.P. Tiede, and J.S. Carr. 2000. From stars to superplanets: The low-mass initial mass function in the young cluster IC 348. Astrophysical Journal nr 541 (1.10.2000), s. 977-1003. 57. Matthews, Jaymie. 2005. Korespondencja prywatna. 58. Liu, W., and Schultz, D.R. 1999. Jovian x-ray aurora and energetic oxygen ion precipitation. Astrophysical Journal nr 526, s. 538-543. 59. Chen, P.V. 2001. Magnetic field on Jupiter. The Physics Factbook, http://hypertextbook.com/facts/ 60. Osorio, M.R.Z. et al. 2000. Discovery of Young, Isolated Planetary Mass Objects in the Orionis Star Cluster. Science nr 290, s. 103-106. 61. Lemley, B. 2002. Nuclear Planet. Discover nr 23(8).

62. http://www.nuclearplanet.com/ 63. Dulk, G.A., et al. 1997. Search for Cyclotron-maser Radio Emission from Extrasolar Planets. Abstracts of the 29th Annual Meeting of the Division for Planetary Sciences of the American Astronomical Society, 28.07-1.08.1997, Cambridge, Massachusetts. 64. Marley, M. et al. 1997. Model Visible and Near-infrared Spectra of Extrasolar Giant Planets. Abstracts of the 29th Annual Meeting of the Division for Planetary Sciences of the American Astronomical Society, 28.07-1.08.1997, Cambridge, Massachusetts. 65. Boss, A. 2001. Formation of Planetary-Mass Objects by Protostellar Collapse and Fragmentation. Astrophys. Journal nr 551, s. L167. 66. Low, C, and D. Lynden-Bell. 1976. The minimum Jeans mass or when fragmentation must stop. Mon. Not. R. Astron. Soc. nr 176, s. 367. 67. Jayawardhana, R. 2004. Unraveling Brown Dwarf Origins. Science nr 303, s. 322-323 68. Fegley, B., and K. Lodders. 1996. Atmospheric Chemistry of the Brown Dwarf Gliese 229B: Thermochemical Equilibrium Predictions. Astrophys. Journal nr 472, s. L37. 69. Lodders, K. 2004. Brown Dwarf-Faint at Heart, Rich in Chemistry. Science nr 303, s. 323-324 70. Adam Burgasser. 2002. Astrophysics Journal Letters z 1.06.2002. 71. Reid, I.N. 2002. Failed stars or overachieving planets? Science nr 296, s. 21542155. 72. Gizis, J.E. 2001. Brown dwarfs (enhanced review). Artyku w sieci, uzupeniajcy Science nr 294, s. 801. 73. Clarke, S. 2003. Milky Ways nearest neighbor revealed. NewScientist.com z 04/11/03. 74. Basri, G. 2000. Observations of brown dwarfs. Annu. Rev. Astron. Astrophys nr 38, s. 485-519. 75. Tamura, M. et al. 1998. Isolated and Companion Young Brown Dwarfs in the Taurus and Chamaeleon Molecular Clouds. Science nr 282, s. 1095-1097. 76. Berger, E. 2001. Discovery of radio emission from the brown dwarf LP944-20. Nature nr 410, s. 338-340. 77. Anonymous, 2000. A brown dwarf solar flare. Science@Nasa,

http://science.nasa.gov/headlines/y2000/astl2jul_1m.htm 78. Schilling, G. 2001. Comets course hints at mystery planet. Science nr 292, s. 33. 79. Evelyne Kohler, E. et al. 2002. Hearing Sounds, Understanding Actions: Action Representation in Mirror Neurons. Science nr 297, s. 846-848 80. Rizzolatti, G, and Arbib, M.A. 1998. Language Within Our Grasp. Trends in Neuroscience nr 21(5), s. 188-194. 81. Hauser, M.D., N. Chomsky, and W.T. Fitch. 2002. The faculty of language: what is it, who has it, and how did it evolve? Science nr 298, s. 1569-1579. 82. Miller, G. 2005. Reflecting on Anothers Mind. Science nr 308, s. 945-947 83. Pfeiffer, T., S. Schuster, and S. Bonhoeffer. 2001. Cooperation and Competition in the Evolution of ATP-Producing Pathways. Science nr 20 292, s. 504-507. 84. McMahon, R.J. 2003. Chemical Reactions Involving Quantum Tunneling. Science nr 299, s. 833-834. 85. Zuev, P.S. et al. 2003. Carbon Tunneling from a Single Quantum State Science nr 299, s. 867-870 86. Darwin, Charlie (hehehehe). 1859. O powstawaniu gatunkw drog doboru naturalnego. Penguin Classics Edition, reprint z 1968. I wyd.: John Murray, London. 87. Cho, A. 2004. Lifes Patterns: No Need to Spell It Out? Science nr 303, s. 782783. 88. Cohen, J., and Stewart, S. 2005. Where are the dolphins? Nature nr 409, s. 1119-1122. 89. Reilly, J.J. 1995. After Darwin. First Things, 06/07.1995. Dostpny take pod: http://pages.prodigy.net/aesir/darwin.htm. 90. Devlin, K. 2004. Cracking the da Vinci Code. Discover nr 25(6), s. 64-69. 91. Snir, Y, and Kamien, R.D. 2005. Entropically Driven Helix Formation. Science nr 307, s. 1067. 92. Wolfram, S. 2002. A New Kind of Science. Wolfram Media. 93. Albert, M.L. 2004. Danger in Wonderland. Science nr 303, s. 1141 94. Muotri, A.R., et al. 2005. Somatic mosaicism in neuronal precursor cells mediated by L1 retrotransposition. Nature nr 435, s. 903-910. 95. Nelson, D.L., and M.M Cox. 200. Lehninger principles of biochemistry. Worth, NY, NY.

96. Prigonine, I., and G. Nicholis. 1989. Exploring Complexity. Freeman, NY. 97. Dawkins, R. 1988. The Blind Watchmaker: Why the Evidence of Evolution Reveals a Universe Without Design. Norton. 98. Pinker, S. 1997. How the Mind Works. WW Norton & Co., NY. 99. Koch, C. 2004. The Quest for Consciousness: A Neurobiological Approach. Roberts, Englewood, CO. 100. McFadden, J. 2002. Synchronous firing and its influence on the brains electromagnetic field: evidence for an electromagnetic field theory of consciousness. J. Consciousness Studies nr 9(4), 2002 101. Penrose, R. 1989. The Emporers New Mind. Oxford University Press. 102. Tononi, G., and G.M. Edelman. 1998. Consciousness and Complexity. Science nr 282, s. 1846-1851. 103. Baars, B.J. 1988. A Cognitive Theory of Consciousness. Cambridge Univ. Press, New York. 104. Hilgetag, C.C. 2004. Learning from switched-off brains. Scientific American. nr 14, s. 8-9. 105. Roth, G. 2004. The quest to find consciousness. Scientific American. nr 14, s. 32-39. 106. Pauen, M. 2004. Does free will arise freely? Scientific American nr 14, s. 4147. 107. Zimmer, C. 2003. How the mind reads other minds. Science nr 300, s. 10791080. 108. Crick, F.H.C., and C. Koch. 2000. The unconscious homunculus. W: Neural Correlates of Consciousness-Empirical and Conceptual Questions (red. T. Metzinger) MIT Press, Cambridge. 109. Churchland, P.S. 2002. Self-Representation in Nervous Systems. Science nr 296, s. 308-310. 110. Miller, G. 2005. What is the biological basis of consciousness? Science nr 309, s. 79. 111. Blakeslee, S. 2003. The Christmas tree in your brain. Toronto Star, 21/12/03 112. Matsumoto, K., and K. Tanaka. 2004. Conflict and Cognitive Control. Science nr 303, s. 969-970. 113. Kerns, J.G., et al. 2004. Anterior Cingulate Conflict Monitoring and Adjustments in Control. Science nr 303, s. 1023-1026.

114. Petersen, S.E. et al. 1998. The effects of practice on the functional anatomy of task performance. Proceedings of the National Academy of Sciences nr 95, s. 853-860. 115. Nrretranders, T. 1999. The User Illusion: Cutting Consciousness Down to Size. Penguin Press Science. 116. Altenmller, E.O. 2004. Music in your head. Scientific American nr 14, s. 2431. 117. Helmuth, L. 2003. Fear and Trembling in the Amygdala. Science nr 300, s. 568-569. 118. Dolan, R.J. 2002. Emotion, cognition, and behavior. Science nr 298, s. 11911194. 119. Treffert, D.A., and G.L. Wallace. 2004. Islands of genius. Scientific American nr 14, s. 14-23. 120. Wegner, D.M. 1994. Ironic processes of mental control. Psychol. Rev. nr 101, s. 34-52. 121. Proceedings of the Royal Society of London B (DOI 10.1098/ rspb.2003.2548) 122. Aiello, L., and C. Dean. 1990. An introduction to human evolutionary anatomy. Academic Press, London. 123. Gallup, G.G. (Jr.). 1997. On the rise and fall of self-conception in primates. W: The Self Across Psychology - self-recognition, self-awareness, and the Self Concept. Annals of the NY Acad. Sci. nr 818, s. 4-17 124. Carstairs-McCarthy, A. 2004. Many perspectives, no consensus - a review of Language Evolution, red. Christiansen, Kirby. Science nr 303, s. 1299-1300. 125. Dijksterhuis, A., et al. 2006. Science nr 311, s. 1005-1007. 126. Vince, G. 2006. Sleeping on it best for complex decisions. Newscientist.com http://www.newscientist.com/channel/being-human/dn8732.html. 127. Devlin, A.M., et al. 2003. Clinical outcomes of hemispherectomy for epilepsy in childhood and adolescence Brain nr 126, s. 556-566. 128. Pulsifer, M.B., et al. 2004. The cognitive outcome of hemispherectomy in 71 children. Epilepsia nr 45, s. 243-54. 129. Moles, A., Keiffer, B.L., and F.R. DAmato. 2004. Deficit in attachment behavior in mice lacking the m-Opioid receptor gene. Science nr 304, s. 1983-1986. 130. Plane, J.M.C., et al. 2004. Removal of meteoric iron on polar mesospheric clouds. Science nr 304, s. 426-428.

131. Fitch, W.T., and M.D. Hauser. 2004. Computational Constraints on Syntactic Processing in a Nonhuman Primate. Science nr 303, s. 377-380. 132. Premack, D. 2004. Is Language the Key to Human Intelligence? Science nr 303, s. 318-320 133. Holden, C. 2004. The origin of speech. Science nr 303, s. 1316-1319. 134. Graddol, D. 2004. The future of language. Science nr 303, s. 1329-1331. 135. BBC News. 2005. Brain chip reads mans thoughts. 31.03.2005. Dostpne pod: http://news.bbc.co.uk/go/pr/fr/-/l/hi/health/4396387.stm 136. Weng, J. et al. 2001. Autonomous Mental Development by Robots and Animals. Science nr 291, s. 599-600. 137. Von Melchner, L, et al. 2000. Visual behaviour mediated by retinal projections directed to the auditory pathway. Nature nr 404, s. 871-876. 138. Baughman, R.H. 2003. Muscles made from metal. Science nr 300, s. 268-269. 139. Weissmller, J., et al. 2003. Change-induced reversible strain in a metal. Science nr 300, s. 312-315. 140. Piper, A., and Merskey, H. 2004. The Persistence of Folly: A Critical Examination of Dissociative Identity Disorder. Part I. The Excesses of an Improbable Concept. Can. J. Psychiatry nr 49, s. 592-600. 141. Piper, A., and Merskey, H. 2004. The Persistence of Folly: A Critical Examination of Dissociative Identity Disorder. Part II. The Defense and Decline of Multiple Personality or Dissociative Identity Disorder. Can. J. Psychiatry nr 49, s. 678-683. 142. Kaplan, F.S., et al. 1998. The Molecules of Immobility: Searching for the Skeleton Key. Univ. Pennsylvania Orthopaedic J. nr 11, s. 59-66. Dostpne pod: http://www.uphs.upenn.edu/ortho/oj/1998/oj11sp98p59.html 143. Chernoff, H. 1973. Using faces to represent points in k-dimensional space graphically. Journal of the American Statistical Association nr 68, s. 361-368. 144. Wilkinson, L. 1982. An experimental evaluation of multivariate graphical point representations. Human Factors in Computer Systems: Proceedings. Gaithersberg, MD, s. 202-209.