You are on page 1of 296

Mead Richelle

Tom IV

Tłumaczenie nieoficjalne
-1-

Kochani, tym razem będziemy się streszczać.
Otóż ponownie dziękujemy wam za molestowanie nas na wszystkich frontach o ruszenie
tyłka i przyśpieszenie tłumaczenia, oraz częstsze dodawanie rozdziałów. Pragniemy wyrazić
jeszcze większą wdzięczność za nie wykorzystywanie w tym celu brutalnych zdjęć Bena
Barnesa po rozjechaniu przez kosiarkę (dzięki Ann) i nie grożenie nam bazuką.
Dziękujemy naszym współpracownicom, betom: Vapmire_Alice & Vamp_girl i Lavinthal,
oraz wszystkim konsultantom ds. językowych. Z góry przepraszamy za wszelkie błędy i
kilka „strzelanych” zdań, ale nikt nie miał zielonego pojęcia, co z nimi zrobić. Był pomysł,
żeby je olać i spuścić w kiblu, ale aż tak brutalne nie jesteśmy. No dobra może i jesteśmy ale wy nic nie wiecie.
Życzymy miłego czytania
BadAssGirls i spółka

-2-

Tłumaczenie tego tomu z głębi serca pragniemy zadedykować White, Madziorkowi, Cheeri,
Tusi, Yen, Trixyi, Lavinthal, Ann, Dev, Malmasowi, Diotimie, Law, Natulce, Juście jak
również naszej wspaniałej nowej „amerykance” Drapiszce i równie nowej „angielce” Alice.
Dziękujemy wam za motywację i pokręcone rozmowy.

-3-

Prolog
RAZ, GDY BYŁAM W dziewiątej klasie, musiałam napisać referat na temat wiersza. Jeden
z wersów brzmiał: "Jeśli twoje oczy nie były otwarte, nie mogłeś poczuć różnicy pomiędzy
snem a jawą." Wtedy to nic dla mnie nie znaczyło. W końcu w mojej klasie był chłopak,
który mi się podobał, więc jak mogłam skupić uwagę na analizie wiersza? Teraz, po trzech
latach, doskonale zrozumiałam jego treść.
Bowiem ostatnio moje życie naprawdę wydawało się być na krawędzi snu. Były dni, gdy
myślałam, że obudzę się i odkryję, że ostatnie wydarzenia w moim życiu tak naprawdę nie
miały miejsca. Z pewnością muszę być księżniczką w zaczarowanym śnie. Lada dzień ten
sen - nie, koszmar, skończy się; dostanę swojego księcia i będzie ‘happy end’.
Ale nie było ‘happy endu’, przynajmniej nie w najbliższej, dającej się przewidzieć
przyszłości. A mój książę? Cóż, to była długa historia. Mój książę został zmieniony w
wampira - właściwie to w strzygę. W moim świecie są dwa rodzaje wampirów, których
istnienie pozostaje dla ludzi tajemnicą. Moroje są żywymi wampirami, dobrymi wampirami,
które władają magią czterech żywiołów i nie zabijają w poszukiwaniu niezbędnej do
przetrwania krwi. Strzygi są nieumarłymi wampirami, nieśmiertelnymi i wynaturzonymi
(czyt. skrzywionymi psychicznie), które zabijają, gdy się żywią. Moroje się rodzą. Strzygi
powstają - z przymusu lub z wyboru - za pomocą złych środków.
I Dymitr, facet którego kochałam, został zmieniony w strzygę wbrew swojej woli. Został
przemieniony podczas walki; bohaterskiej misji ratunkowej, w której ja również brałam
udział. Strzygi porwały morojów i dampiry ze szkoły, do której uczęszczałam, i wraz z
innymi postanowiliśmy ich odbić. Dampiry są w połowie wampirami, a w połowie ludźmi,
obdarzonymi ludzką siłą i wytrzymałością oraz refleksem i zmysłami morojów. Dampiry
trenują by zostać strażnikami; elitarnymi ochroniarzami, których zadaniem jest ochrona
morojów. Tym właśnie jestem. Tym właśnie był Dymitr.
Po jego przemianie, reszta świata morojów uznała, że był martwy. I do pewnego stopnia
był. Ci, którzy zostali przemienieni w strzygi, stracili wszelkie poczucie dobra i życia, które
wcześniej wiedli. Nawet jeśli nie zostali przemienieni z wyboru, to nie miało to znaczenia. I
tak stawali się źli i okrutni, tak jak wszystkie strzygi. Osoby, którymi wcześniej byli,
znikały i szczerze mówiąc, łatwiej było wyobrażać sobie, że idą do nieba albo dostają
kolejne życie, niż zobrazować ich sobie jako tropiące i chwytające nocą swoje ofiary
strzygi. Ale nie byłam zdolna zapomnieć o Dymitrze czy zaakceptować faktu, że w zasadzie
- był martwy. Był mężczyzną, którego kochałam, mężczyzną, z którym byłam tak doskonale
zsynchronizowana, że trudno było powiedzieć gdzie kończyłam się ja, a gdzie zaczynał się
on. Moje serce nie pozwalało mu odejść, nawet jeśli z technicznego punktu widzenia był
potworem. On ciągle gdzieś tam był. Nie zapomniałam również o rozmowie, którą kiedyś
odbyliśmy. Oboje zgodziliśmy się, że wolelibyśmy być martwi - naprawdę martwi - niż
chodzić po świecie jako strzygi.
I kiedy nosiłam żałobę po dobru, które stracił, zdecydowałam, że muszę uszanować jego
uprzednie życzenia. Nawet, jeśli już ich nie podtrzymywał. Muszę go znaleźć. Muszę go
zabić i uwolnić jego duszę od tego ciemnego, nienaturalnego stanu. Wiedziałam, że Dymitr,
którego kochałam chciałby tego. Zabijanie strzyg nie jest jednak takie proste. Są
niesamowicie szybkie i silne. Nie mają litości. Zabiłam już kilka z nich - co było całkiem
szalone jak na kogoś, kto miał zaledwie osiemnaście lat. I wiedziałam, że zabicie Dymitra
będzie moim największym wyzwaniem, zarówno fizycznym jak i emocjonalnym.
-4-

W rzeczywistości emocjonalne konsekwencje dopadły mnie tak szybko, jak tylko podjęłam
decyzję. Ściganie Dymitra oznaczało zrobienie kilku zmieniających życie rzeczy (i to nawet
nie licząc faktu, że walka z nim może kosztować mnie życie). Byłam jeszcze w szkole i
tylko kilka miesięcy dzieliło mnie od jej ukończenia oraz zostania pełnoprawnym
strażnikiem. Codzienne przebywanie w Akademii Św. Władimira - odseparowanej,
chronionej szkole dla morojów i dampirów - oznaczało kolejny upływający dzień, w którym
Dymitr był gdzieś tam, tkwiąc w stanie, w jakim nigdy nie chciał być. Zbyt mocno go
kochałam, żeby na to pozwolić. Musiałam więc wcześniej opuścić szkołę i wejść między
ludzi, opuszczając świat, w którym spędziłam niemal całe swoje życie.
Odejście oznaczało również porzucenie innej rzeczy - lub raczej osoby; mojej najlepszej
przyjaciółki Lissy, bardziej znanej jako Wasylissa Dragomir. Lissa była morojką, ostatnią w
swojej królewskiej linii. Byłam kandydatką do zostania jej strażnikiem, gdy ukończymy
szkołę, ale moja decyzja o tropieniu Dymitra do pewnego stopnia zniszczyła tę przyszłość.
Nie miałam innego wyboru, jak ją zostawić.
Poza naszą przyjaźnią, Lissa i ja miałyśmy wyjątkowe połączenie. Każdy moroj specjalizuje
się w jednym typie elementarnej magii - ziemi, powietrza, wody czy ognia. Do niedawna
wierzyliśmy, że istnieją tylko cztery typy. I wtedy odkryliśmy piąty: ducha.
To był żywioł Lissy i, wraz z kilkoma użytkownikami ducha na świecie, ledwo cokolwiek o
tym wiedzieliśmy. W przeważającej części wydawało się to być związane z psychicznymi
mocami. Lissa władała niesamowitą kompulsją - umiejętnością narzucenia swojej woli
niemal każdemu. Mogła też leczyć - i tu rzeczy między nami się komplikowały. Widzicie,
technicznie rzecz biorąc zginęłam podczas wypadku samochodowego, który zabił jej
rodzinę. Lissa, nie zdając sobie z tego sprawy, sprowadziła mnie z powrotem ze świata
zmarłych, tworząc między nami psychiczną więź. Od tamtego czasu zawsze byłam
świadoma jej obecności i myśli. Mogłam powiedzieć, co czuła i myślała, kiedy miała
kłopoty. Ponadto ostatnio odkryłyśmy, że mogę widzieć duchy i dusze, które jeszcze nie
opuściły tego świata, co było niepokojące. Starałam się to zablokować. Cały ten fenomen
nazywany był pocałunkiem cienia.
Utworzona przez niego więź sprawiła, że byłam idealnym kandydatem do ochrony Lissy,
ponieważ natychmiast wiedziałam, jeśli miała kłopoty. Obiecałam chronić ją przez całe
swoje życie, ale wtedy Dymitr - wysoki, wspaniały, groźny Dymitr - to wszystko zmienił.
Stanęłam przed tym strasznym wyborem: kontynuować chronienie Lissy albo uwolnić
duszę Dymitra. Wybieranie pomiędzy nimi złamało moje serce, pozostawiając ból w mojej
klatce piersiowej i łzy w moich oczach. Moje rozstanie z Lissą było bolesne. Byłyśmy
przyjaciółkami od przedszkola. Mój wyjazd był wstrząsem dla nas obu. Prawdę mówiąc, to
ona nigdy nie zorientowała się, że to nadchodzi. Trzymałam swój romans z Dymitrem w
tajemnicy. On był moim instruktorem, siedem lat starszym ode mnie, i również został jej
przydzielony jako strażnik. Tak bardzo oboje staraliśmy się walczyć z wzajemnym
przyciąganiem, wiedząc że musimy się skupić na Lissie bardziej niż na czymkolwiek
innym, że wpadliśmy w znaczne kłopoty w naszej relacji nauczyciel-uczeń.
Ale trzymanie się z daleka od Dymitra - nawet, jeśli się na to zgodziłam - było przyczyną
moich niewypowiedzianych żali wobec Lissy. Prawdopodobnie powinnam była z nią o tym
porozmawiać i wyjaśnić moją frustrację, wynikającą ze zrujnowania wszystkich moich
życiowych planów. To jakoś nie wydaje się sprawiedliwe, że podczas gdy Lissa mogła
swobodnie żyć i kochać kogokolwiek chciała, ja zawsze musiałabym poświęcać swoje
własne szczęście, aby była chroniona. Jednak była moją najlepszą przyjaciółką i nie
-5-

doprowadzało ludzi do obłędu. Może wkrótce obudzę się i okaże się. Nie wiedziałam. on będzie tam. nie dając mi więcej żadnych wskazówek. nawet jeśli równocześnie bałam się tego. uśmiechając się. jak wypełnić przyrzeczenie. stawiając czoła światu ludzi i językowi.powiedział mi. Będziemy wszyscy razem. obejmując mnie i mówiąc. Może to w rzeczywistości dzieje się komuś innemu. że wszystko będzie dobrze. które sobie złożyłam. to nie byłam pewna. Dusza Masona odnalazła spokój i zaraz po tym odeszła z ziemskiego padołu. że wszystko z Lissą i Dymitrem jest po staremu. Musiałam więc wyruszyć tam po omacku. Może to sobie wyobraziłam. Może to wszystko naprawdę jest tylko snem. że Dymitr naprawdę opuścił ten świat. Jeden z duchów. czy mogłabym tak po prostu żyć dalej. Bo gdybym naprawdę zrealizowała ten szalony plan. które widziałam . że Dymitr wrócił do swojej ojczyzny: Syberii. Lissa była szczególnie wrażliwa. Po kilku tygodniach samotnej podróży w końcu dotarłam do Sankt Petersburga. Kto wie? Może nie jest. Więc powstrzymałam swoje uczucia.zdeterminowana by go znaleźć. gdyż używanie ducha miało okropny efekt uboczny . Ciągle szukałam. gdzie dokładniej na Syberii mógł przebywać Dymitr. gdyby w rzeczywistości udało mi się zabić mężczyznę którego kochałam. że ją martwię.na dobre. mój przyjaciel zabity przez strzygę . I prawdę mówiąc.i ją .Mason. Nic z tego nie wydaje się realne. ciągle plątałam się . Tłumaczenie: Ginger_90 -6- . zanim ostatecznie wybuchły i opuściłam Akademię . to oznaczałoby. Ale nie sądzę.mogłabym znieść myśli.

że nawet w przyćmionym oświetleniu całe pomieszczenie iskrzyło. którzy mogliby mnie skierować do rodzinnego miasta Dymitra na Syberii. Zgadywałam. Kroki były wyraźnie słyszalne na bruku posępnych. gdy pierwszy raz przyjechałam do Sankt Petersburga. Znajdowała się tam wielka sala jadalna wypełniona udrapowanymi aksamitem stołami i bufetami. Mimo to biorąc pod uwagę moje nierozważne poczynania dzisiejszej nocy. Bez jakichkolwiek wskazówek dotyczących miejsca pobytu Dymitra. Ostatnio odkryłam. ludzie w Słowiku byli ubrani jakby byli na królewskim balu. było moją najlepszą szansą na zbliżenie się do niego. nadającymi atmosferę świecami. wynaturzonym) wampirem. Mimo to doceniałam swój system ostrzegawczy i ulżyło mi. że przez ostatnie kilka tygodni sama śledziłam innych. co nie było proste. które rozświetlały złote dekoracje tak. ze ścianami w kolorze kości słoniowej pokrytymi złotymi. w których spędzali swój wolny czas. którymi wędrowałam. że mój dzisiejszy prześladowca nie był niesamowicie szybkim. Jego prawdziwej. a -7- . Słowik był doskonale znany wśród bogatych morojów. Byłam na tyle arogancka by myśleć. niesamowicie okrutnym (czyt. W Słowiku kunsztowne żyrandole były wypełnione prawdziwymi. bocznych uliczek. ale prawie żadnych na Syberii. Nie zawracałam sobie głowy Słowikiem. To było w pewien sposób ironiczne. carskiej Rosji. niestety. całe to miejsce rzeczywiście wyglądało jak coś z czasów dawnej. Sprawdziłam. gdy Rosją rządzili carowie. lecz okazały się puste. dampir był najbardziej prawdopodobną opcją. Ciężko było osiemnastoletniej dziewczynie wmieszać się w towarzystwo jednego z najbardziej elitarnych klubów w mieście. jak również hol i bar. A bez morojów nie miałam odpowiedzi. prawdopodobnie jednym z klubu. Wkrótce doszłam do wniosku. gdzie ludzie bawili się w swoim towarzystwie. Pracownicy klubu znali mnie. Wszystko zaczęło się od Słowika. Zaczęłam więc zasadzać się na nich w Słowiku. że mój obserwator był dampirem. że drogie ubrania i wystarczająco duże napiwki pozwolą mi wejść w ten świat. Wracając do USA. niż spodziewałabym się tego po dampirze. rosyjskiej nazwy nie byłam w stanie wymówić. Późnym wieczorem zespół rozstawił się i pary mogły uderzać na parkiet. Nieważne jaka była pora dnia.Rozdział pierwszy BYŁAM ŚLEDZONA. spiralnymi dekoracjami i sztukaterią. że od razu znajdę morojów. dlaczego. którzy podróżowali za granicę i teraz mogłam zrozumieć. najczęściej odwiedzane przez morojów miejsca. według mnie. co pozwalało mi wierzyć. Przynajmniej to nie była strzyga. że moroje zamieszkujący ludzkie miasta byli bardzo dobrzy w maskowaniu się. Wprawdzie ta osoba poruszała się nieco mniej potajemnie. gdzie ono jest i dlatego próbowałam znaleźć morojów. jak ja. To nie była prawdziwa nazwa klubu. Zwiedziłam go. Niestety okazało się. królewską rezydencję zachowaną z czasów. że większość lokalnych morojów znałaby jego miejsce urodzenia. biorąc pod uwagę fakt. że jednym ze skutków pocałunku cienia była możliwość wyczucia nieumarłych przez napady nudności. i raz krótko mignęła mi przed oczami niewyraźna sylwetka. kiedy parę tygodni temu przyjechałam do miasta. Już bym to wiedziała. podążanie do miasta gdzie dorastał. Ostatnio walczyłam z takimi wystarczająco często i poniekąd chciałam choć w jeden wieczór odpocząć. W Rosji było wiele dampirzych miast i komun. tylko tłumaczenie. Przypominało mi bardzo Zimowy Pałac. I cóż. którzy mogliby mi pomóc. Tylko że nie wiedziałam.

co nie wszczęło ich alarmu. Ale ci. Słowik mógł być elitarnym klubem dla morojów. tylko człowiekiem. Rozglądając się badawczo po obleganych stołach i ludziach siedzących przy barze nie dostrzegłam żadnych morojów. kilka moich pierwszych nocy spędzonych tutaj było zniechęcających. Tak bardzo tęskniłam za Lissą . bladzi i szczupli. To i barszcz . w milczeniu usiedli przy stoliku nieopodal plotkujących i popijających szampana morojek. Miałam około sześciu stóp wzrostu. kobiety i mężczyzny. żeby została wplątana w moją niebezpieczną podróż. wchodząca do holu z grupą przyjaciół. że czytam książkę. Dla jasności. Dla tych. Niezależnie od mojego pochodzenia miałam pieniądze. żeby tutaj być i to było wszystko. Usiadłam po przeciwnej stronie pomieszczenia w swoim narożniku.rodzaj zupy z buraka. Mimo wszystko. ludzko. W końcu. Bez względu na to. nawet jeśli rosyjskie McDonald’s różniły się nieco od tych w USA. Najbardziej rzucającą się w oczy osobą była kobieta o długich platynowych włosach. Powoli mój oddech wrócił do normy. prawie czarnymi włosami i równie ciemnymi oczami. Dziwne było to. Kobieta była odwrócona do mnie tyłem. gdy ich strażnicy nie patrzyli. że moja prezencja jest dziwna. by zakryć kły. dały mi jasnobrązową skórę dobrze komponującą się z długimi. że nie wiedziałam czy czuć podekscytowanie czy przerażenie. że był wszędzie w Rosji. poprzez bliższe zrewidowanie mnie mogli zauważyć. natomiast morojki miały . Dampiry. grzebiąc w kawiorze i udając. wyglądały… cóż. Ominięcie strażników będzie nie lada wyzwaniem. Nie byłam pewna dlaczego . Ale to leżało w ich naturze.ale w tym samym czasie nie chciałam. -8- . uważałam. że byłam pewna. tydzień temu czy coś koło tego. Geny od mojego nieznanego tureckiego ojca i zbyt dużo czasu spędzonego na słońcu. ale z wyglądu tak bardzo przypominała Lissę. iż zostałam wyśledzona. Zgodnie ze swoimi strażniczymi obowiązkami. ważne było to. ale wydawało się. Jednak dziewczyna musi jeść. To nie była Lissa. Wówczas kobieta odwróciła się. Prawie nigdy nie kończyłam mojego jedzenia w Słowiku i po wyjściu żarłocznie uderzałam do McDonald’s. iż byłam córką jakiegoś potentata albo polityka.raczej nieosiągalne dla zwykłego człowieka . Grupa morojek przyszła na późny lunch w towarzystwie dwóch strażników. Wprawdzie strażnicy mieli niewielkie obawy podczas dnia.ciała modelek z wybiegu. choć z wyraźnie zaznaczonymi krągłościami i kształtnym biustem. I na początku wydawało się. co ich obchodziło. Mieli również pewien zabawny sposób uśmiechania się i trzymania swoich ust w taki sposób.jeśli pomyśleli. o który zawsze prosiłam. gdy strzygi nie mogły wychodzić na słońce. moroje byli łatwi do zauważenia: wyżsi niż większość ludzi. Sądzę. Więc studiowanie morojów. że oni są jedynymi bywalcami klubu. W miarę jak robiło się coraz później. i ich oczy nieustannie ogarniały pomieszczenie. tłum zaczynał rosnąć. że kawior jest ohydny. z naszą ludzką krwią. atletycznie zbudowane ciało. że myśleli. że jestem dampirem.może przez jakiś instynkt. ale był równie często odwiedzany przez ludzi. Nie była nawet morojką. którzy wiedzieli czego szukać. którzy zostali wychowani w świecie morojów. że dla tych strażników wyglądałam jak człowiek. Tak z pewnością wyglądałam dla niewprawionego ludzkiego oka. Na sekundę moje serce stanęło. żeby obserwować wszystko. dostrzegłam swój pierwszy obiekt. który przyciągał nas do naszego własnego rodzaju i rozpoznawał mieszankę krwi morojów. gdzie dorastałam. szczególnie w modnych miejscach. stało się testem dla moich umiejętności. to nie mówili tego i byli zadowoleni przydzielając mi stolik w rogu.

to nie chciałam podkładać -9- . jeśli obecnie miałam osiemnaście lat.albo chociaż do ich strażników. ale za każdym razem grupa wychodziła z klubu.Przeszłam ten sam trening i znałam ich sposoby. obawiając się odkrycia rasy. który pokazywał ich mocno posiniaczone szyje. Mężczyźni byli jakieś dziesięć lat starsi niż ja i niezwykle przystojni. Kobiety zawsze miały rozpuszczone włosy. że każdy z nich przyszedł ze strażnikiem. Wielu z nich odwiedzało dampirze miasteczka z nadzieją na łatwe wykorzystanie dampirek. Prezentowali się jako potężne. Wciąż chciałam.nawet ludzkiej. że mężczyźni wracali do domu samotnie. by zobaczyć czy zjawi się jakiś facet. Nawet. Przez chwilę zastanowiłam się nad podejściem do nich . Strażnicy nigdy nie zostawiali morojów bez nadzoru. Ale nigdy nie zabierali do domu żadnych ludzi. co uniemożliwiało mi śledzenie ich pieszo. albo czy grupę w ogóle obchodziło to kim byłam. W końcu. ale ciągle ostrożnie obserwujący salę. Mieli tendencję do przychodzenia późnym wieczorem. Moroje trzymali się z daleka od ludzi przez wieki. dampirkami. tak jak oni funkcjonowali według dziennego harmonogramu. którą porzuciła szkołę. Próbowałam nawet ich śledzić. chcący zabrać mnie z powrotem do domu. zazwyczaj późnymi popołudniami. czy rzeczywiście szukał mnie ktokolwiek. kilka dni później.zwłaszcza. nieustannie gapiąc się i uderzając do każdej kobiety w zasięgu wzroku . noszący najmodniejsze garnitury i jedwabne krawaty. To było frustrujące. Strażnicy zawsze byli ci sami. Ale jeśli ktoś mnie szukał. Przychodziły ubrane w wydekoltowane sukienki i z dużą ilością makijażu. Coś mnie powstrzymało. Może po prostu miałam zbyt wysokie mniemanie o sobie. Jednak to wcale nie oznaczało. dużo pijąc i śmiejąc się ze wszystkiego. Były dziwkami sprzedającymi krew. prawie natychmiast wskakując do limuzyny. które pozwalały morojom pić krew podczas seksu. co mówili faceci – a co prawdopodobnie nie było nawet aż tak zabawne. że byli arystokratami . W pewnym momencie wieczoru zwykle pojawiały się dampirki . To również było tabu . mój opis bez wątpienia został rozpowszechniony wśród strażników na całym świecie. młodzi mężczyźni noszący garnitury. Ale to było niemożliwe. z tym bystrym przysposobieniem strażnika. Jeśli ktokolwiek mógł wiedzieć. Jeśli nie. że muszę podejść do całej grupy i zaryzykować wykrycie przez dampiry. to przekonam się. ważne osobistości i mogłabym postawić pieniądze na to. Nie wiedziałam. że w rzeczywistości nikt nie był zainteresowany zbiegłą dampirką. aby jeden z morojów został sam. To było zdecydowanie możliwe. I były też kobiety . To było wciąż twardo zakorzenione w naszym świecie tabu. to byłby moroj. tak żebym mogła go wypytać. która stała się tak pokaźna i potężna.zawsze kobiety. Obaj moroje byli strasznymi flirciarzami. Dzisiejszej nocy w końcu zdecydowałam.każdej nocy inne. dwóch morojów zaczęło się pokazywać. gdzie znajduje się miasto w którym żyły wampiry. albo czegoś pomiędzy. jakiego rodzaju informacje mogą dać mi te kobiety. by wtopić się w tłum. ale raz na jakiś czas przekręcały głowy w sposób. gdy zjawiali się prawdziwi imprezowicze.tym niemniej to ciągle działo się w sekrecie. ale moroje i dampiry żyjące wśród ludzi. Władimira obowiązywał nocny tryb życia. Kobiety często tu wracały. więc udawało mi się szpiegować bez wykrycia. Więc obiecałam sobie. że poczekam jeszcze tydzień. W szkole Św. z dala od czujnych oczu swoich strażników.

ona równie dobrze mogła być strażnikiem. że serce podchodziło mi do gardła. Dotknęłam jej ramienia. o czym mó wię? Muszę je znaleźć. . a ja nie mogłam odczytać jej wyrazu twarzy. że albo teraz albo nigdy. że moroje-mężczyźni są najlepszym sposobem uzyskania informacji o miasteczku dampirów i dziwek sprzedających krew .mężczyzny. niż zapytanie o nie prawdziwej dziwki? Swobodnie. Barman obsługiwał innych i wiedziałam. gdy stała . jedna z dampirek opuściła stolik i podeszła do baru. Dampirka obejrzała się na mnie. szukając mężczyzny.nawet. Wiesz. . Przez cały ten czas myślałam. Oczywiście strażnicy obserwowali ją. Zdławiłam kolejne słowa.były pełne gracji. Tyle z mojego znakomitego przesłuchania. jakbym ja również poszła po drinka. Była blondynką i nosiła długą suknię pokrytą srebrnymi cekinami. zanim nie znajdę Dymitra. jej spojrzenie powróciło do barmana. który robił komuś niebieski koktajl przystrojony wiśniami. Rose.powiedziała dosadnie. gdzie żyje wiele dampirów. czy to sprawiało. Może kiedyś szkoliła się. − Mówisz po angielsku? Podskoczyła z zaskoczenia i zlustrowała mnie wzrokiem. który został zmieniony w strzygę i którego muszę teraz zabić? Nawet teraz mogłam sobie doskonale zobrazować ciepło w jego brązowych oczach i sposób. że moja czarna satynowa sukienka wyglądała na gustowną czy nudną. Była starsza niż sądziłam. co ukazywała jej twarz. jak u tancerki. − Nie jest tego wart . Podczas. zawlekliby mnie z powrotem do USA. miasta na Syberii. − − Tak . − Nie . makijaż zręcznie ukrywał jej wiek. − Muszę je znaleźć. gdy kobieta czekała na barmana i studiowałam ją kątem oka. gdy właśnie rozważałam zbliżenie się do grupy morojów. a nie było mowy żebym wróciła. źle rozumiejąc znaczenie moich słów.powiedziała z rezerwą. którzy jak wiedziałam. Samo myślenie o Dymitrze sprawiało. Jak mogę zrobić to. Szukam miasta.ale czy jest lepszy sposób na zlokalizowanie tego miejsca. wolnym krokiem odeszłam od swojego stolika i zbliżyłam się do baru.powiedziała. Wszystkie jej ruchy . którego kochałam najbardziej na świecie .. Nie mogłam zawyrokować. ale wydawali się być pewni jej bezpieczeństwa i byli bardziej skupieni na morojach. Skup się. Stanęłam z boku. Tam jest mężczyzna. Nawet to jedno słowo zawierało niewyraźny akcent. Jak mogłam więc wytłumaczyć to tej kobiecie? Że długo podążałam za strzępkiem informacji. Mimo tego..się ludziom.. w jaki jego dłonie mnie dotykały..Zostaw to. Pochyliłam się w jej kierunku. po co przekroczyłam ocean? Skup się.10 - . Odwróciła się. Ponownie przestudiowała mnie.

ale szybko zdecydowałam się zastosować do ostrzeżenia i rzeczywiście wycofać się. Może nie "wylewałam się" z mojej sukienki jak ta kobieta. Nie . On już ma towarzystwo . musisz mi powiedzieć.Może ma ochotę na trochę towarzystwa i zechce ze mną pogawędzić. cóż. swobodnym. nawet bezpretensjonalną dampirką. Wiesz gdzie to jest! . . Cholera.. Posłałam mu słodki uśmiech. wolnym krokiem wróciłam do swojego stolika. Oczywiście. − Próbuję znaleźć miasteczko na Syberii. W tym jednym słowie usłyszałam wyzwanie i nakaz.krzyknęłam.11 - . − Nie.. Trzymaj się z daleka od tego miejsca. że moja krótka kiecka świetnie eksponowała moje nogi. Niemniej jednak oceniłam. że ktoś ją niepokoił. poniekąd byłam. by osiągnąć swój cel. prawda? Cóż.odpowiedział strażnik. ale w jej głosie było słychać smutek. I bez słowa więcej. Wycofaj się. zbyt poruszona aby wyjaśnić. . to może jeden z morojów będzie. Oboje zgrywali trudnych. Dampirka może nie była ich najwyższym priorytetem. że brzmię jak początkująca dziwka.zamruczałam. ale zauważyli. jak sądziłam.. jeszcze nie jest za późno. że mój urok nie działa. mając nadzieję. . On nie zawaha się zająć się każdym. .którą. że nie zamierzam jechać tam by zostać dziwką sprzedającą krew. najwyraźniej był. nawet strażnik nie byłby na to odporny. Strażnik był tylko trochę starszy ode mnie.spytałam przesadnie wstydliwie. − − − Jesteś zbyt młoda. że równie dobrze mogę próbować mojego szczęścia z nim. . kto według niego był zagrożeniem dla jego pracodawcy. jakby odmowa nie była wielką rzeczą. Ostry wyraz jego twarzy pokazywał. Cudownie. w połowie . zrób coś innego ze swoim życiem.Nie ulega wątpliwości. Przez cały czas wstrzymywałam swój oddech.. − Jego strata. − − Jesteś pewien? . Skoro dampir nie chciał mówić. Muszę się tam dostać! Jakiś problem? Obie.Idź.Jej twarz mogła być beznamiętna.Może powinniśmy go zapytać. . ale wiedziałam.Nie potrzebuje nikogo wię cej. − − Tak. ona i ja odwróciłyśmy się i spojrzałyśmy prosto w groźną twarz jednego ze strażników. może twój szef wie? . że brała mnie za chorą z miłości dziewczynę.odpowiedział sucho strażnik. Nonszalancko wzruszyłam ramionami. Znasz je? Nawet nie zamrugał. Zatrzymałam uśmiech na twarzy. żebyś uniknęła tego wszystkiego. w którym żyją dampiry.Proszę. uganiającą się za jakimś chłopakiem . Rozpatrzyłam popchnięcie mojej sprawy dalej.

więc odwal się. Nie chciałam wzniecać żadnych dalszych podejrzeń. ponieważ w dzień padał deszcz. Żaden strażnik uczestniczący w pościgu nie rzucałby się tak w oczy. Mój prześladowca zatrzymał się.zawołałam. inni byli w moim wieku i nosili codzienne stroje. Gdy szłam przez tłumy. uformowany z migocącego światła miejskiej lampy z sąsiedniej ulicy. Była sobotnia noc. widziałam jak mnie obserwuje ostrożnymi i wyrachowanymi oczami. Doprawdy. nie było mowy bym pozwoliła mu zdobyć nad sobą przewagę. Nie.oczekując. tak. z krótko obciętymi ciemno . Kilka sekund później. Bez nich chodnik pod bosymi stopami był zimny. z których jeden zaprowadził mnie do ciemnego. że był najlepszy w Akademii. Mój prześladowca zrobił jeszcze kilka kroków i wówczas ja wykonałam swój ruch.ale walczyłam z mnóstwem ludzi wliczając w to strzygi. ten facet jest gapowaty. Mogłam poradzić sobie z tym facetem. kiedy skuliłam się w wejściu. Dziewczyna nie starsza niż ja. przemykając się w kierunku ruchliwej ulicy. Tłumy ludzi wysypywały się z klubów wraz z głośną. Rzeczywiście. bo ina czej. że wywlecze mnie z klubu za włosy. Nie. chyba że zamierzałam wydłubać komuś oko obcasem.12 - . Po chodzeniu po tej okolicy przez długi czas. oparłam się impulsowi obejrzenia się za siebie. Może strażnicy trenujący tutaj. . w jaki Dymitr eliminował swoich przeciwników. ale to zrobiło z niego dobre miejsce zasadzki.. Po cichutku wyskoczyłam ze swoich szpilek. ubrana w niebieski wojskowy trencz. Mogłam być niższa niż on . niektórzy byli ubrani tak bogato jak bywalcy Słowika.. Przerażający. Nie musiałam długo czekać. Powinien być bardziej ostrożny i nie ujawniać się tak łatwo. opuszczonego zaułka. Były czarne z ładnymi skórzanymi paskami. a w pobliżu było dużo innych klubów i restauracji. znając sposób. w Rosji. Szklane fasady restauracji ukazywały eleganckich gości i bogato zastawione stoły. Ale gdy zbierałam swój płaszcz i kładłam trochę gotówki na stół. Pod . otoczona rozmowami po rosyjsku. gdzie dorastałam. to nie mogła być prawda. Tam nie stał strażnik z klubu. bez wątpienia szukając mnie. Wyszłam ze Słowika z tym samym nonszalanckim wyglądem. Była mniej więcej mojego wzrostu. ale nie nadawały sie do walki. − No dobra! . że zdecydował się mnie śledzić. zwłaszcza jeśli wykorzystam element zaskoczenia. Tylko człowiek. Imprezowicze wypełniali ulice. znałam ją i dobrze wiedziałam. nie byli tacy dobrzy jak ci. Zamarłam. Wyskoczyłam. gdzie uliczka skręca i gdzie znajdują się zaułki. Ale gdy skierowałam się do cichej uliczki. Z pewnością wystarczająco zaniepokoiłam strażnika. mogłam usłyszeć ciche odgłosy kroków. jeśli obserwował mnie dampir. Mówili. który wyglądał na drogi. usłyszałam kroki i zobaczyłam jak długi cień mojego prześladowcy pojawił się na ziemi.blond włosami. Tak się nie stało.Chciałam tylko zadać kilka pytań. taneczną muzyka przesyconą basami. Przyśpieszyłam kroku i rzuciłam się w kierunku kilku najbliższych skrętów.i nosić kieckę i szpilki . która była skrótem do mojego hotelu. gotowa uderzyć. Cóż. Ale nie byłam aż tak zdesperowana. niezły pomysł. pomyślałam.

spytała. Zdecydowanie nie lubiłam być karcona przez człowieka. po prostu nie możesz tego robić. − − Słuchaj. Człowiek swobodnie rozmawiający o strzygach? To było niesłychane.W rze czywistości myślę. Uderzył mnie jeszcze większy szok. Jej angielski miał taki sam amerykański akcent. Nawet nie możesz sobie wyobrazić za jak wiele sznurków musiałam pociągnąć żeby to ukryć.spytałam w końcu. To jest to. jak mój.Mam na imię Sydney. Ja. Widziałam. rozmawiającą z morojskimi mężczyznami.13 - . która zostawiała ciała strzyg w całym mieście. Zostawiłam ciało w parku. że to musisz być ty. Ostatecznie. co miałam zrobić? Zawlec go z powrotem do hotelu i powiedzieć pracującemu tam bojowi. że to ty jesteś jedyną. jakby zabijanie przeze mnie strzyg było złą rzeczą.nim mogłam zobaczyć ładne kostiumowe spodnie i skórzane buty. Nie. nie wiem kim jesteś. Widziałam ją dwa razy w Słowiku. ale serio. że była tylko kolejną z kobiet. . Że co? Głośno westchnęła i byłam prawie pewna. która ma wiele do wyjaśnienia. Nie lubiłam być karcona. Policja znalazła ciało.. . − − − Oczywiście. ani skąd wiesz o jakiejkolwiek z tych rzeczy. z którymi lubili flirtować i z którą natychmiast się oddalili. Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to. Żadne inne słowo nie wyszło z moich ust. − To ty. ale nie . który dla mnie tutaj wysłali? O kurczę.powiedziała ze znużeniem dziewczyna. Teraz się rozzłościłam. To była prawda. jakim wrzodem na dupie jest dla mnie zajmowanie się tym? Ten staż jest wystarczająco nieprzyjemny bez ro bionego przez ciebie bałaganu. jakim pożytkiem był dla mnie człowiek? Jej twarz była częściowo przysłonięta cieniem. że przewróciła oczami. Który nie był taki. − − To ty jesteś tą osobą. − Słuchaj.... Nie wydawała się przejmować moim oszołomionym stanem. kim jesteś? . Kim. które wyglądały tak drogo jak płaszcz.powiedziałam. niezupełnie . ale nawet w słabym świetle mogłam dostrzec jej wyraz. prawda? . którego głos brzmiał. że mój przyjaciel za dużo wypił? − − Sydney . To było niemal bardziej zdumiewające. Jesteś jakimś testem. Zakładałam. Nigdy w swoim życiu nie spodziewałam się czegoś takiego. jak dzisiejszej nocy wracasz do klubu i wiedziałam. niż gdyby naprawdę wpadły tu strzygi. jakiego się spodziewałam. Nastawienie też. które jak dobrze wiesz. w końcu odzyskując swoje opanowanie. porzu ciłaś w parku. Jestem przydzielonym tutaj alchemikiem. że ją rozpoznałam. Nie miałam pojęcia jak odpowiedzieć. okej? Czy wiesz. To wszystko wyjaśnia.

gdy zaatako wała ją strzyga. Będziesz musiała zająć się kolejnym ciałem .powiedziałam w chwili. Była spostrzegawcza. a moja ręka natychmiast powędrowała po srebrny kołek.. który trzymałam w kieszeni płaszcza. który zmieszał się teraz ze zdezorientowaniem wobec mojej nagłej zmiany postawy.zamierzam stać tutaj i.14 - . Nudności powróciły do mnie i spięłam się. musiałam jej to przyznać. Tłumaczenie: Ginger_90 .. Sydney ciągle miała zirytowany wyraz twarzy.spytała. − − Co się stało? .

Potem . A co jeśli to byłby Dymitr? Próbowałam wyobrazić sobie twarz Dymitra na tej strzydze. rozpędziłam się i rzuciłam na niego całym swoim ciężarem. Wymknęłam się mu i próbowałam uderzyć go pięścią. Przestał się ruszać. − Dobra robota . aby go wbić. Mój kołek przebił jego serce zanim uderzyliśmy w ścianę. najpierw musiał załatwić ją. który zaburzyłby linię celowania w jej serce. ale zaskoczyło go. jak stałyśmy. było kiepskim posunięciem ze strony strzygi. uniemożliwiło mu zaatakowanie mnie i żeby się do mnie dostać.Rozdział drugi RZUCENIE SIĘ NA NIĄ. nie miałam pojęcia skąd w ogóle wiedziała o jakiejkolwiek z tych rzeczy. Z nadnaturalną prędkością zerwał się z miejsca swojego upadku i rzucił na mnie. że mam teraz ważniejsze powody do zmartwień. To była tylko przypadkowa strzyga. Musiałam sprawdzić. ale poza tym była cała.powiedziała. . zdziwiony i zaskoczony. że jest martwy. ledwo utrzymując równowagę. a wargi cofnęły się ukazując kły.. ZAMIAST na mnie.Jeszcze nigdy… nigdy tak naprawdę nie widziałam.one zawsze były szybkie . Gdy byłam pewna. Chwycił jej ramię i szarpnął ku sobie. miałam chwilową. Mądra strzyga ustawiłaby się w taki sposób. Natychmiast wstrząsnęły mną szok i dezorientacja. Właśnie wtedy Sydney podeszła i uderzyła go od tyłu. gdy przypomniałam sobie.15 - . Życie . Brzmiała tak. Moje serce skręciło się w piersi. Przez ułamek sekundy widziałam ten obraz. To było bardzo proste. prawdopodobnie znalazłabym odsłonięte miejsce. Wciąż kurczowo trzymałam swój kołek w prawej dłoni. czy cokolwiek to było uszło z niego. − Wszystko w porządku? Skinęła głową..ale ja byłam dziś w swoim żywiole. leżące bezwładne na ziemi. więc wzięłam ją za ramię i poprowadziłam z dala od tego miejsca. jego ciało leżące przede mną. Ten facet wykonywał tylko taką sobie robotę i jeśli zostałabym przy życiu wystarczająco długo. co z Sydney. jakby na siłę próbowała nadać pewność swojemu głosowi. Tak jak z każdą strzygą. surrealistyczną wizję. Wyglądała jakby była w szoku. Jednakże to. bo. Tak szybko jak mogłam. Był szybki .zniknął. Moja opiekuńcza natura nie mogła się pohamować.. Dostałam swoją wolną przestrzeń. . To nie było silne uderzenie. Jego następny cios trafił w moje ramię przez co potknęłam się. po pierwsze. ale potrzebowałam odsłoniętego miejsca w klatce piersiowej strzygi. Jego czerwone oczy pałały gniewnie. Celny kopniak grzmotnął nim o pobliską ścianę i uwolnił Sydney z jego uchwytu. jak jedna z nich jest zabijana.albo życie nieumarłego. Nie mogłam sobie wyobrazić jak ona miałaby coś takiego w ogóle zobaczyć. którą zabiłam ostatnio. W odpowiedzi na uderzenie burknął i upadł na podłogę. nawet jeśli chodziło o człowieka. nie z jej błyskawicznie szybkim refleksem. więc to mnie powinien unieszkodliwić najpierw. Zostawił Sydney i skupił swoją uwagę na mnie. Niełatwo było powalić strzygę. jednak w porę się uchylił. wyglądając na wstrząśniętą. wyciągnęłam z niego swój kołek i spojrzałam na jego ciało. To ja byłam zagrożeniem.

by opuścić to miejsce wyrwała Sydney z oszołomienia. Wówczas jej ciało zaczęło się kurczyć i kurczyć. A co jeśli ktoś przyjdzie.zaprotestowała. gdzie krople dotknęły zwłok. że większość strażników miała wystarczająco dużo rozsądku. Spojrzała na mnie przez ramię. Jakie jest lepsze miejsce. jak nie w jednej z tych kryjówek? Aczkolwiek miałam nadzieję. było? . − Pomogłaś zejść z tego świata jednej z tych… rzeczy… a nigdy nie ukończyłaś szkoły? Wzruszyłam ramionami. Grillowany wampir mógłby jednak przyciągnąć czyjąś uwagę.16 - . To jest to. gdzie jest więcej ludzi. nie skończyłam jej. Pójdziemy gdzieś. co zwykle robię. − − Naprawdę? Mówisz poważnie? Myślałam. nie sądzisz? Sydney pokręciła głową ze złością i podeszła do ciała. odgarniając swoje blond włosy z twarzy. a ona milczała przez kilka sekund. aż została po nim tylko kupka popiołu wielkości pięści. by trzymać swoich podopiecznych z daleka od zaułków takich jak ten. że powiedzieli ci o nas gdy skończyłaś szkołę. Ewentualnie mogę go podpalić. Co to. mogę spróbować zaciągnąć go trochę dalej. − − − Czego ode mnie oczekujesz? Przypuszczam. Gdyby się nad tym głębiej zastanowić. pozostawiając nieszkodliwą kupkę kurzu. dopóki całkowicie nie pokrył strzygi. żeby zaczaić się na morojów. z łaski swojej. − − − − Nie ma za co . Zgrabnym ruchem rozlała jej zawartość po całym ciele i szybko się cofnęła. Czekaj! Nie mogę do ciebie zadzwonić… nie mam pojęcia kim jesteś. Wyjęła z niej małą fiolkę.powiedziała obojętnie Sydney. Moja praca. Powoli rozprzestrzeniał się na boki. bardziej rozciągając się wszerz niż wzdłuż. że mogę przenieść go za te kontenery na śmieci i pozwolić mu spłonąć na słońcu. cóż. Och. do cholery.zawołałam.− Chodź. Tam.Jego również zamierzasz tak po prostu zostawić? Podniosłam ręce do góry. uh. żeby wyrzucić śmieci? Albo wyjdzie przez jedne z tych tylnych drzwi? Cóż. W kilka sekund dym całkowicie się ulotnił. gdy to się wydarzy? .zaczęła się odwracać. Skrzywiła się patrząc na strzygę i sięgnęła do swojej dużej skórzanej torby. − Co? . Jasne. ciągle patrząc na mnie pełnym dezaprobaty spojrzeniem. . Sugestia. W końcu ponownie westchnęła i powiedziała: . Oczy Sydney rozszerzyły się. to strzygi czające się w pobliżu Słowika nie były takim szalonym pomysłem. zaczął wydobywać się żółty dym. zabawna sprawa… ja w pewnym sensie. Czy mogłabyś. zadzwonić do mnie następnym razem.

Sadzę, że musimy porozmawiać.

Jakbyśmy do tej pory tego nie robiły. Spotkanie jej było chyba najdziwniejszą rzeczą, jaka
mi się przytrafiła od chwili przybycia do Rosji. Chciałam się dowiedzieć, dlaczego sądzi, że
powinnam być z nią w kontakcie i jak ona to robi, że ciało strzygi zmienia się w pył.
Kiedy wróciłyśmy na ruchliwe ulice i poszłyśmy w kierunku jej ulubionej kawiarni,
przyszło mi do głowy, że skoro wie o świecie morojów, to może być szansa, że wie również
gdzie jest wioska Dymitra.
Dymitr. Znowu wrócił do moich myśli. Nie miałam żadnej wskazówki, czy on naprawdę
mógłby czaić się w pobliżu swojego rodzinnego miasta, ale nie miałam nic więcej ponad ten
punkt zaczepienia. Znów ogarnęło mnie to dziwne uczucie. Mój umysł miał niejasny obraz
twarzy Dymitra na strzydze, którą właśnie zabiłam: jasna skóra, czerwone oczy...
Nie, powiedziałam sobie stanowczo. Jeszcze nie czas, aby o tym myśleć. Nie panikuj.
Zanim stanę przed Dymitrem-strzygą muszę znaleźć w sobie więcej siły by pamiętać
Dymitra którego kochałam, z jego ciemnymi, brązowymi oczami, ciepłymi dłońmi i
mocnym uściskiem...

Wszystko w porządku?... um... Jakkolwiek się nazywasz?

Sydney dziwnie na mnie patrzyła, a ja uświadomiłam sobie, że właśnie zatrzymałyśmy się
przed restauracją. Nie mam pojęcia jaki miałam wyraz twarzy, ale musiał być wystarczająco
dziwny, żeby zwrócić jej uwagę. Do tej pory miałam wrażenie, że gdy szłyśmy razem,
Sydney rozmawiała że mną tak mało, jak to tylko było możliwe.

Tak, tak, w porządku. Powiedziałam szorstko, przybierając twarz strażnika. - I
jestem Rose. Czy to jest to miejsce?

Tak, to było tu. Restauracja była jasna i przytulna, choć daleko jej do krzykliwego i bogato
zdobionego Słowika. Usiadłyśmy na czarnych, skórzanych - przez co rozumiem plastikową
imitację prawdziwej skóry - siedziskach i ucieszyłam się, gdy zobaczyłam, że w menu
znajduje się zarówno jedzenie rosyjskie jak i amerykańskie. Menu zostało przetłumaczone
na język angielski, a ja prawie zaśliniłam kartę, kiedy zobaczyłam smażonego kurczaka.
Umierałam z głodu, bo przecież nic nie jadłam w klubie, a myśl o dobrze wysmażonym
mięsie po tygodniach jedzenia dań z kapusty i w tak zwanym McDonald’s, była po prostu
wspaniała.
Podeszła do nas kelnerka i Sydney złożyła zamówienie płynnie posługując się rosyjskim,
podczas gdy ja tylko wskazałam na menu. Huh. Sydney była właściwie pełna
niespodzianek. Biorąc pod uwagę jej szorstkie zachowanie, nastawiłam się na rychłe
przesłuchanie, ale gdy kelnerka odeszła Sydney pozostała cicha, zwyczajnie bawiąc się
swoją serwetką i unikając kontaktu wzrokowego. To było takie dziwne. Zdecydowanie
czuła się nieswojo w moim towarzystwie. Nawet ze stołem pomiędzy nami to wyglądało
tak, jakby nie czuła się wystarczająco daleko ode mnie. Jednak jej wcześniejsze oburzenie
nie było udawane, a ona była niewzruszona, ganiąc moje postępowanie niezależnie od tego,
jakie sama miała zasady.
Cóż, mogła grać niepewną, ale ja nie miałam tak wielkich wątpliwości, czy chcę poruszać
niewygodne tematy. W rzeczywistości to było coś w rodzaju mojego znaku
rozpoznawczego.

- 17 -

Więc, jesteś gotowa, aby mi powiedzieć kim jesteś i co jest grane?

Sydney podniosła na mnie wzrok. Teraz, kiedy padało na nas jaśniejsze światło
zauważyłam, że jej oczy były brązowe. Dostrzegłam również, że ma ciekawy tatuaż na
lewym policzku. Atrament wyglądał jak złoto - coś, czego jeszcze nigdy nie widziałam.
Tworzył skomplikowany wzór kwiatów i liści, i był bardziej widoczny kiedy pochylała
głowę tak, że złoto lśniło w padającym na nie świetle.

Mówiłam ci - powiedziała. - Jestem alchemikiem.
A ja ci mówiłam, że nie wiem, co to jest. Czy to jest jakieś rosyjskie słowo?

Nie brzmiało jak jedno z nich. Półuśmiech grał na jej ustach.

Nie. Rozumiem, że nigdy wcześniej nie słyszałaś o alchemii?

Potrząsnęłam głową, a ona podrapała się w brodę ręką i ponownie wbiła wzrok w stół.
Przełknęła ślinę jakby zbierała się w sobie, a następnie potok słów wypłynął z jej ust.

Już w średniowieczu ludzie byli przekonani, że jeśli znajdą prawidłową formułę lub
zastosują magię, będą mogli przemienić ołów w złoto. Oczywiście, nic z tego nie
wychodziło. To jednak nie powstrzymało ich przed próbowaniem innych,
mistycznych i nadprzyrodzonych rzeczy i w końcu znaleźli coś magicznego. Zmarszczyła brwi. - Wampiry.

Myślami wróciłam z powrotem do historii morojów, o której się uczyłam. W średniowieczu,
kiedy nasz rodzaj odłączył się od reszty ludzi, zaczęliśmy znajdować kryjówki i trzymać się
siebie nawzajem. To były czasy, kiedy wampiry naprawdę stały się mitem dla reszty świata.
Nawet moroje zostali uznani za potwory, na które warto było polować. Sydney
zweryfikowała moje myśli.

I to wtedy moroje zaczęli trzymać się z daleka. Mieli swoją magię, ale ludzie
przewyższali ich liczebnie. Cały czas tak jest.

Prawie się uśmiechnęła. Moroje mają czasem problem z zajściem w ciążę, za to mając na
uwadze ludzi, szło im to bardzo łatwo.

Moroje złożyli więc ofertę alchemikom. Jeśli alchemicy pomogą morojom i
dampirom i zachowają sekret przed ludźmi, moroje dadzą nam to - dotknęła złotego
tatuażu.
Co to jest? - zapytałam. - To znaczy, pomijając oczywiście, że to tatuaż.

Delikatnie pogładziła palcami malowidło, nawet nie zadając sobie trudu, aby ukryć sarkazm
w głosie.

Mój anioł stróż. To rzeczywiście złoto i - skrzywiła się i opuściła rękę - krew
morojów zaczarowana wodą i ziemią.
Co?!

Mój głos był trochę zbyt głośny i niektórzy ludzie spojrzeli na mnie. Sydney kontynuowała;
jej ton był niższy, a słowa coraz bardziej gorzkie.

Nie jestem tym zachwycona, ale to nasza „nagroda” za pomaganie wam. Woda i
- 18 -


ziemia przytwierdzają to do naszej skóry i dają nam takie same cechy, jakie mają
moroje… no cóż, kilka z nich. Prawie nigdy nie choruję. Moje życie będzie bardzo
długie.
To chyba nie jest takie złe - powiedziałam niepewnie.
Może dla niektórych. My nie mamy wyboru. Ten ‘zawód’ jest w rodzinie
przekazywany z pokolenia na pokolenie. Wszyscy musimy uczyć się o morojach i
dampirach. Odkąd możemy poruszać się swobodnie po świecie, wypracowujemy
kontakty wśród ludzi, które pozwalają nam was kryć. Znamy sztuczki i sposoby, aby
skutecznie pozbyć się ciał strzyg - jak ta mikstura, która widziałaś. W zamian jednak
chcemy trzymać się od was tak daleko, jak to jest tylko możliwe - i dlatego
większość dampirów nie wie o nas, dopóki nie ukończą szkolenia. A moroje prawie
nigdy.

Nagle przerwała. Zgadłam, że lekcja dobiegła końca. Moje myśli wirowały. Nigdy,
przenigdy nie myślałam o czymś takim - zaraz. Powinnam? W większości moja edukacja
podkreślała fizyczne aspekty bycia opiekunem: czujność, walka i tak dalej.
Od czasu do czasu wysłuchiwałam ogólnikowych doniesień o tych na zewnątrz, w świecie
ludzi, którzy pomagali morojom pozostać w ukryciu albo wyjść z dziwnych i
niebezpiecznych sytuacji. Ale nigdy się nad tym zbytnio nie zastanawiałam, ani też nie
słyszałam terminu „alchemik”. Pewnie gdybym została w szkole, usłyszałabym.
Prawdopodobnie to nie był najlepszy pomysł, aby to zasugerować, ale moja natura nie
mogła się powstrzymać.

Dlaczego zatrzymujecie czary dla siebie? Dlaczego by nie podzielić się nimi ze
światem ludzi?
Ponieważ w tej mocy jest pewna ekstra część, która powstrzymuje nas przed
mówieniem o waszym rodzaju w sposób, który mógłby mu zagrozić albo narazić na
odkrycie.

Amulety, które powstrzymują ich od mówienia… to brzmiało podejrzanie podobnie do
kompulsji. Wszyscy moroje mogą w niewielkim stopniu używać kompulsji, a większość z
nich może umieścić cześć swojej magii w obiektach, nadając im określone właściwości.
Magia morojów zmieniła się przez lata. Obecnie używanie wpływu było uznawane za
niemoralne. Domyśliłam się, że ten tatuaż jest bardzo starym zaklęciem, które przez stulecia
stało się słabsze.
Przeanalizowałam resztę wypowiedzi Sydney i w mojej głowie zaczęło powstawać więcej
pytań.

Dlaczego… dlaczego chcesz trzymać się od nas z daleka? To znaczy, nie chodzi mi
o to, że szukam najlepszej przyjaciółki na zawsze czy coś…
Ponieważ naszym obowiązkiem wobec Boga jest ochrona reszty ludzkości przed
złymi kreaturami nocy.

Jej ręka w roztargnieniu powędrowała do czegoś przy jej szyi. To coś było dobrze ukryte
pod jej kurtką, ale przerwa w jej kołnierzu na krótką chwilę odkryła złoty krzyż. Moją
pierwszą reakcją na to był niepokój, bo sama nie byłam bardzo religijna. Faktem było, że
nigdy nie czułam się komfortowo w otoczeniu tych wszystkich zagorzałych wiernych.
Trzynaście sekund później dotarło do mnie pełne znaczenie jej ostatnich słów.

Czekaj chwilę! - krzyknęłam z oburzeniem. - Mówiąc o wszystkich… miałaś też na
- 19 -

myśli dampiry i moroje? Że niby wszyscy jesteśmy złymi kreaturami nocy?
Wzięła krzyż w rękę i nie odpowiedziała.

Nie jesteśmy jak strzygi! - rzuciłam.

Jej twarz pozostała łagodna.

Moroje piją krew. Dampiry są nienaturalnym potomstwem ich i ludzi.

Nikt nigdy nie nazwał mnie wcześniej czymś nienaturalnym, pomijając to, gdy dodawałam
ketchupu do taco. Ale szczerze, to mieliśmy salsy po uszy, więc co jeszcze mogłam zrobić?


Moroje i dampiry nie są złe - powiedziałam Sydney. - Co innego strzygi.
To prawda - przyznała. - Strzygi są jeszcze gorsze.
Hej, nie to chciałam…

Właśnie w tym momencie przybyło jedzenie i smażony kurczak prawie wystarczająco
odwrócił moją uwagę od zniewagi, jaką było porównanie mnie ze strzygą. Przede
wszystkim opóźniło to moją bezpośrednią odpowiedź na jej argumenty. Wgryzłam się w tą
złota skórkę i prawie roztopiłam się ze szczęścia. Sydney zamówiła cheeseburgera oraz
frytki i delikatnie je skubała. Po zjedzeniu całego udka z kurczaka, byłam wreszcie w stanie
wytoczyć argumenty.

W żadnym wypadku nie jesteśmy tacy jak strzygi. Moroje nie zabijają. Nie masz
powodu, żeby się nas bać.

Nie, żebym była zainteresowana wkradaniem się ludziom w łaski. Nikt z mojej rasy nie był,
nie z tendencją ludzi do uciekania się do przemocy i gotowością do eksperymentowania na
wszystkim, czego nie rozumieją.

Wszyscy ludzie, którzy uczą się o was, muszą też koniecznie uczyć się o strzygach powiedziała. Bawiła się swoim frytkami, w ogóle ich teraz nie jedząc.
Jednak wiedza o strzygach może pomóc ludziom się przed nimi bronić.

Dlaczego, do cholery, grałam tutaj adwokata diabła? Przestała bawić się frytką i odłożyła ją
z powrotem na talerz.

Być może. Ale jest wielu ludzi, którzy zostali skuszeni wizją nieśmiertelności, nawet
jeśli jest ona ceną za usługiwanie strzygom, w zamian za przemianę w istotę z piekła
rodem. Byłabyś zaskoczona, jak większość ludzi reaguje, gdy dowiadują się o
wampirach. Nieśmiertelność jest wielką atrakcją - pomijając zło, które się z nią
wiąże. Wielu ludzi, którzy dowiedzieliby się o strzygach próbowałoby im służyć,
mając nadzieję, że któregoś dnia zostaną przemienieni.
To szalone… - urwałam.

W zeszłym roku odkryliśmy dowody na to, że ludzie pomagają strzygom. Strzygi nie mogą
dotykać srebrnych kołków - w przeciwieństwie do ludzi, których strzygi wykorzystały do
rozbicia morojskich zabezpieczeń. Czy tym ludziom obiecano nieśmiertelność?

I właśnie dlatego - powiedziała Sydney - będzie najlepiej, jeśli będziemy mieli
pewność, że nikt nie wie o żadnym z was. Wy wszyscy istniejecie i nic na to nie
- 20 -

można poradzić. Odwalacie swoją robotę pozbywając się strzyg, a my, chroniąc
resztę ludzkości, odwalamy swoją.
Rozgryzłam skrzydełko kurczaka i powstrzymałam się od podtekstu, że chroni swój gatunek
również przed osobami takimi jak ja. W pewien sposób to, co mówiła, miało sens. Nie było
możliwe, żebyśmy zawsze szli przez świat niezauważeni - i tak, muszę przyznać, że
potrzebny jest ktoś, kto pozbywałby się ciał strzyg. Pomysł ludzi współpracujących z
morojami był idealny. Tacy ludzie są w stanie swobodnie poruszać się po świecie,
zwłaszcza jeśli mają pewnego rodzaju znajomości i kontakty jakie sugerowała.
Zastygłam w połowie przeżuwania, przypominając sobie pierwszy raz, kiedy pojawiła się
Sydney. Zmusiłam się do przełknięcia i wzięłam duży łyk wody.

I to jest pytanie. Masz znajomości w całej Rosji?
Niestety - powiedziała. - Kiedy Alchemicy skończą osiemnaście lat są wysyłani na
staż, aby z pierwszej ręki zdobyć doświadczenie w handlu i w nawiązywaniu
wszelkiego rodzaju kontaktów. Ja wolałabym zostać w Utah.

To była najbardziej zwariowana rzecz, jaką od niej usłyszałam, ale nie zagłębiałam się w to.

A dokładnie jakiego rodzaju kontakty?

Wzruszyła ramionami.

Śledzimy ruchy wielu morojów i dampirów. Wiemy też sporo o wysoko
postawionych członkach rządu, zarówno wśród ludzi jak i morojów. Jeśli
zauważymy wampira wśród ludzi, zwykle możemy znaleźć kogoś ważnego, kto
zapłaci komuś za odsuniecie go od stanowiska, czy jakoś tak… i wszystko zostanie
zamiecione pod dywan.

Śledzenie ruchów wielu morojów i dampirów. Żyła złota. Nachyliłam się do niej i zniżyłam
głos. Wszystko zdawało się zależeć od tego momentu.

Szukam wioski… wioski na Syberii, gdzie żyją dampiry. Nie pamiętam jej nazwy. Dymitr wymienił tę nazwę tylko raz, a ja nie byłam skłonna jej zapamiętać. - To
może być niedaleko… Om?
Omsk - poprawiła.

Wyprostowałam się.

Znasz to miejsce?

Nie odpowiedziała od razu, ale oczy ją zdradziły.

Może.
Znasz! - zawołałam. - Musisz mi powiedzieć gdzie to jest. Musze się tam dostać.

Zrobiła minę.

Zamierzasz zostać… jedną z nich?

Więc Alchemicy wiedzieli o dziwkach sprzedających krew. Żadna niespodzianka. Jeśli
- 21 -

To prawie wywołało u niej uśmiech. Wyjęła telefon komórkowy ze swojej magicznej torebki. − − − Nie . a potem się odezwała: − Wiem. czy naprawdę mogłabym wbić mu kołek w serce? Powrócił do mnie ten niepożądany obraz Dymitra z czerwonymi oczami i… − Rose? Zamrugałam. Zastanawiając się. że nie zamierzała ich za bardzo tknąć. Po tych wszystkich tygodniach poszukiwań. Zastanawiając się nad tym zmarszczyła na chwilę brwi. to wygląda tak… . Sydney powie mi. że to przecież była taka wielka porcja. żyjąc pośród cieni i polując na ofiary? I kiedy stanę z nim twarzą w twarz. Z oczywistych przyczyn sama miałam ochotę go zjeść.powiedziała nagle.ucięła i spojrzała w dół. . to właśnie miało się stać. a tymczasem Sydney wróciła. który szybko zrobił się zimny. Podczas gdy jadłam.Jadłaś moje frytki? Nie miałam pojęcia skąd to wiedziała. aby mnie uciszyć i wtedy zauważyłam jak nieszczęśliwie wygląda. widząc.22 - .Ja tylko muszę kogoś znaleźć. Wyprostowałam się. rozpatrywałam stojące przede mną możliwości i zastanawiałam się. tak bardzo ci dziękuję… Podniosła rękę. − Więc.Sydney i jej współpracownicy wiedzieli wszystko o świecie wampirów. Kogo? Kogoś. zjadłam resztkę swojego kurczaka i poczęstowałam się kilkoma z jej frytek. Byłam tam kiedyś. Jasna cholera. skłamałam bez zająknięcia: − Nie. Ledwie ją tknęłam. Wstała i poszła w stronę cichego zakątka kawiarni. gdzie jest. I gdy już tam będę… czy to będzie wtedy prostsze? Czy on tam będzie. − Zaraz wracam . Jej brązowe oczy były zamyślone. odwróciła się tyłem i wybrała numer. gdzie jest to miasteczko. Wsunęła się z powrotem na miejsce na przeciwko mnie. że byłam złą kreaturą nocy. gdy żuła kolejną frytkę. − Dziękuję. Moje usta się otworzyły. czy kradzież frytek liczyłaby się później jako dowód na to. odkąd wyglądało na to. to również musieli wiedzieć i to. czy znalezienie miasta Dymitra naprawdę było takie proste. − Nie zamierzam ci powiedzieć. Do czasu aż skończyła. Totalnie odleciałam. Wzięła tylko dwa gryzy swojego cheeseburgera. gdzie jest to miejsce i będę mogła pójść i spróbować zamknąć ten okropny rozdział mojego życia. . .powiedziałam dumnie.

Tłumaczenie: Dismay .23 - .− − Co? Mam zamiar zabrać cię tam osobiście.

zapytała szyderczo. Dodatkowo. mieli jakiś plan. Ostatni wers: kazali mi. − Kiedy najwcześniej możemy wyruszyć? . Bądź co bądź.KRZYKNĘŁAM. − Czy to ci odpowiada? . Ale jednocześnie pragnęłam zrobić postępy w swojej sprawie. który najwyraźniej mnie nienawidził. Ignoruję władzę cały czas. Nie chciała iść ze mną tak bardzo. który mijał był kolejnym. ale nie chcę sprawiać ci kłopotu. że ludzie przed którymi odpowiadała. żebym mogła się tam dostać było użycie Sydney jako źródła informacji.Dlaczego ty też musisz jechać? Tego nie mogę ci powiedzieć. Każdy dzień. starając się połapać o co w tym wszystkim chodziło. Zawsze mogłabym wrócić do Słowika i zasadzać się tam na ludzi… ale zbyt dużo czasu zajęło mi szukanie tam odpowiedzi. Nie sądziłam. CO? . To nie jest takie trudne. jeśli chcesz się tam dostać. Miałam zamiar poruszać się po Rosji najbardziej incognito. chyba że była bardzo dobrą aktorką. Tego w ogóle nie było w planie. gdy już się do tego przyzwyczaisz. Dlaczego u licha ktokolwiek miałby przejmować się gdzie jedzie nastoletnia dampirka? Oczywiście pomijając ludzi maczających palce w świecie morojów. nie cieszyłam się na myśl o posiadaniu dodatkowego bagażu . − − − − − − To nie jest konieczne . spróbowałam jej to wyperswadować. Uroczo.24 - . gdy już będziemy wystarczająco blisko miasta Dymitra. zupełnie tak. Cóż . zmuszając się do uśmiechu. Nie potrzebuję. Jednak to nadal brzmi tak.zapytałam. jakby to było dla ciebie wrzodem na dupie. ile czasu zajęłoby dotarcie na Syberię . jak ja nie chciałam iść z nią. I to nie ja jestem dla ciebie taka miła. . jak tylko się da.w szczególności takiego. Cóż . W końcu go znalazła i pokazała mi harmonogram na następny dzień. Naprawdę? A jak to pomogło ci w przypadku znalezienia tej wioski? . w którym nie odnalazłam Dymitra. Ja nie mam wyboru. żeby Sydney miała jakieś ukryte motywy. Uznałam. jakby liczyła na to. dla których pracuję. szperając w nim przez parę minut w poszukiwaniu rozkładu jazdy pociągów. Jednak jasne było. Z pewnością nie byłoby tak trudno zgubić ją.odpowiedziała oschle. To rozkaz od moich zwierzchników. prosiłam o przysługę.jedynym sposobem.i nie mogłam sobie wyobrazić jak spędzam je z Sydney. Otwierając swoją torebkę wyjęła z niej telefon komórkowy. − − Dlaczego? . Wyglądała na zawiedzioną moją odpowiedzią. to jest to twój jedyny sposób. Nie wiedziałam. Przełykając swój gniew. . a ja nie lubiłam bawić się w czyjeś gry. że odmówię i będzie miała spokój.Nie ma tu się czym zajmować.Zrozum.zapytałam w końcu. których potrzebowałam. Dlaczego ich nie olejesz i tak po prostu nie powiesz mi gdzie to jest? Najwyraźniej nie znasz ludzi. Spojrzałam na nią.ale sądziłam. że pewnie parę dni . słuchając o tym jaką to nienaturalną i złą kreaturą byłam. . Nie wykazała żadnych efektownych umiejętności w śledzeniu mnie wcześniej. .To miło z twojej strony.powiedziałam. Tymczasem Sydney stała naprzeciwko mnie z informacjami.Rozdział trzeci − CZEKAJ. że Sydney była biurokratką. Tego nie miałam w planie.

Nawet jeśli mój plecak był duży to nie mogłam w nim nosić zbyt wiele rzeczy. Nie wiedziałam. czego nie powinnam. czy to zadziała kiedy byłyśmy daleko od siebie.Widzimy się jutro. ale chciałam pozostać poza radarem. Śmierć była dla mnie bardzo realną możliwością. Od tamtej pory zawsze nosiłam go na szyi. iż całe schronisko by się w nim zmieściło. Kiedy odchodziła. Odczułam ulgę. Jedyny akcent upiększający. gdy do niego dotarłam i zdjęłam sukienkę i szpilki. Wydawało się. nie mogła oddać mnie w łapy swoich tajemniczych przełożonych. zatrzymywałam się w schroniskach dla młodzieży. Tak długo jak byłyśmy przywiązane do publicznego transportu. Nasz pociąg do Moskwy odjeżdżał późnym rankiem i po dotarciu tam mogłybyśmy złapać pociąg krajowy na Syberię. Z pewnością stać by mnie było na pobyt w innych miejscach. Był to prezent od mojej mamy. Wślizgnięcie się do umysłu Lissy wymagało z mojej strony jedynie odrobiny koncentracji. Jednak martwienie się nie było w tej chwili zbyt pomocne i patrząc na zegar w pokoju. Kiedy pierwszy raz przybyłam do Rosji. Dymitr nauczył mnie wszystkiego. Chciałam. Jednak zamiast tego.głównie dlatego.Przestudiowałam go i skinęłam głową. . Niedobrze. − − Wiem. No dobra. że dwa dni to zarówno długo jak i krótko. gdzie jest ta stacja. łącznie z facetami przytrzymującymi otwarte drzwi i marmurowymi podłogami w holu. luksus nie był dla mnie najważniejszą rzeczą. Mój pokój był duży i też przesadnie urządzony. że dotyczyło to tkwienia w głowie kogoś innego. przeładowanego studentami schroniska. Będąc w pidżamie. które ostatnio się wydarzyły. którym go w żartach nazywałam. − Och. co umiałam i z jego spotęgowanymi refleksami rzeczywiście mógł być bogiem. I z tego co mówiła o czasie naszej podróży. żeby podczas podróżowania po kraju mój bagaż był lekki. ale . którego potrzebowałam to mój Nazar . żeby go pokonać? Podobne myśli nawiedzały mnie w kółko w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Zrobiłam więc coś. które kupiłam w Sankt Petersburgu. i możesz zjeść resztę moich frytek. Sytuacja z Sydney była zakręcona. zdałam sobie sprawę. . Poza tym. mój umysł wirował od wszystkich rzeczy.naszyjnik z wisiorkiem. że myślałam. Będę tam.Wstała i rzuciła kilka banknotów na stół. że mogę. Hol był taki wielki. że nie spałam już od prawie godziny. który naprawdę okazał się być podarunkiem od mojego ojca. że w przeciągu kilku dni równie dobrze mogłam stanąć twarzą w twarz z Dymitrem… i co wtedy? Mogłabym to zrobić? Potrafiłabym się zmusić do zabicia go? I nawet gdybym postanowiła. mając nadzieję na szybkie nadejście snu. Koniecznie musiałam być w szczytowej formie. wtuliłam się w ciężką kołdrę. ale to mogłam znieść. Te sukienki bez wątpienia mogły rozjaśnić jakiejś kobiecie dzień. że mając na sobie dizajnerską sukienkę ledwo mogłam wrócić do nudnego. to czy w rzeczywistości miałam wystarczające umiejętności. Teraz byłam zameldowana w ekskluzywnym hotelu. ale to zawsze pomagało oczyścić umysł ze zmartwień . A może nawet dwa. który wyglądał jak niebieskie oko. Z drobnym żalem zdałam sobie sprawę. to rzeczywiście dotarcie na wieś wymagało tylko jakichś kilku dni.25 - . odwróciła się jeszcze by na mnie spojrzeć. Kiedy zaczęłam chodzić do Słowika odkryłam. Chciałam być dobrze wypoczęta i gotowa na to wszystko. że będę musiała zostawić sukienki. Okej. To oznaczało.

że podpisałaś pakt z diabłem. pozwalając się mu objąć. to królowa załatwi jej uczęszczanie na Uniwersytet Leihgh w Pensylwanii. o jakiej zamarzy? warknęła Lissa. Idealnie naśladowała wyniosły głos Tatiany. niemal całkowicie powstrzymując napływanie jej uczuć. odkryłam że to.jest obecną władczynią i jest szczególnie zainteresowana Lissą. podlegają również królowi lub królowej. "Wasylisso. wskocz w ten weekend w samolot. Lissa i jej chłopak Christian rozsiedli się na strychu szkolnej kaplicy. żebym mogła przedstawić cię jakimś nudnym urzędnikom na Dworze. przyjezdnych arystokratów po kampusie." Pomimo frustracji Lissy. Nie chciała uczęszczać do któregoś z mniejszych. przez wzgląd na nią próbując wyglądać na opanowanego. Właściwie to było nawet ironiczne. Teraz będąc wewnątrz niej. proszę.. Kiedy wyjechałam. że z jej złym nastrojem dzisiaj z seksu nici. To wygląda dobrze. − − To ostatnie robiłaś bardzo chętnie . która pochodzi z jednej z dwunastu rodzin królewskich. − Jak już mówiłem. czy stałam tuż obok niej. W Montanie był późny ranek i. proszę. opierając się o ścianę. − Przez parę ostatnich tygodni robiłam wszystko. I dlatego.". natychmiast postanowiłam wyjść z jej głowy. Naprawdę wkurzona. a jej emocje uderzyły mnie niczym niepowstrzymana fala. podpisałaś pakt z diabłem. gdy wkrótce ubrania miały zostać zerwane. Ich role zostały odwrócone. nie mogłam nic poradzić na to. do których wybierali się . Tak szybko jak tylko rozpoznałam otoczenie. że moroje żyją w krajach gdzie rządzą ludzie i podlegają tym rządom. Królowa Tatiana .albo może nie . poświęć trochę czasu na wolontariat z młodszymi uczniami. oprowadź tych głupich. Władimira zamieszka na Dworze. że Tatiana zawarła z Lissa umowę mówiąca. " Wasylisso. że może tak po prostu pstryknąć palcem i pojawię się w każdym miejscu. że warto będzie mieszkać w domostwie Tatiany żeby uczęszczać do całkiem dużego.26 - . prestiżowego uniwersytetu. w którym ona zechce i o każdej porze. że nieco mnie to rozbawiło. o co mnie tylko prosiła! "Wasylisso. Na szczęście . Lissa nachmurzyła się. Pomimo.". Lissa była tą wściekłą. jak to w sobotę. nie stanowiło żadnej różnicy. a ona usiadła przed nim. proszę. Teraz jesteś jej ulubienicą. co mam w swoim życiu robić.. Była wkurzona. Ona chce się upewnić. jako ostatnim żyjącym członkiem rodu Dragomirów. czy byłyśmy daleko. że ostatnio próbuje mi narzucać wszystko.z rodu Iwaszkowów . Bo jest królową. Usiadł na podłodze w rozkroku.jej zdenerwowane uczucia powiedziały mi. − − Dlaczego ona myśli. wszystkie bariery opadły.zauważył Christian. Tak. że dzięki tobie dobrze wygląda.gdy już to zrobiłam. w tym sęk. Ta dwójka miała tutaj zbyt dużo "romantycznych" spotkań i nie chciałam być w pobliżu. podczas gdy Christian pozostał spokojny i powściągliwy. Nienawidzę tego. Do tego stopnia. bardzo starałam się stworzyć pomiędzy nami umysłową blokadę. Christian pochylił się nad nią i pocałował ją w policzek. Lissa była totalnym bezmózgiem myśląc. Lissa nie miała lekcji. że jeśli Lissa po skończeniu szkoły Św. Oparła głowę na jego piersi i westchnęła.

− − Mam nadzieję. ponieważ uczucia Lissy względem mnie nigdy nie przeminęły. .gdzie ona jest. Nie mogę przestać myśleć. Rose by umiała. dalej myślę. − Wiesz. − Tak. Albo do żadnej. . że wszystko z nią porządku. ale też typem chomika. prawda? Nie wiem . Ksiądz był miłym facetem. Christian znowu ją pocałował. To była dla nich znajoma rozmowa.powiedziała z żalem. Wiesz. wiem. Po prostu wyjedźmy.odpowiedział Christian. haczyki przymocowane do jej umowy znalazły się właśnie na swoim miejscu. Nie potrzebujesz jej. To wywołało jej śmiech i wtuliła się mocniej w Christiana. jeśli cokolwiek się jej stanie. Mogę sobie doskonale wyobrazić. jedyna która nigdy nie mijała. ale żaden z nich nie jest tak dobry jak ten .Uśmiecham się i mówię "Tak. z pewnością. . że więź działa tylko w jedną stronę.. że całe miejsce wyglądało jak baśniowa kraina.Przynajmniej nie taki łatwy. że jedynym sposobem żebyśmy przetrwali jest moje pójście na studia i trzymanie się razem. Tak.27 - . i to się nigdy nie zmieni. jaki to jesteś cierpliwy czekając na ludzi. . Wasza Wysokość.Cóż. . To było tylko kilka miesięcy temu.. ty i ja. Jej myśli były zbyt skupione na mnie. Wasza Wysokość.Lissa nie mogła dokończyć myśli. gdyby Tatiana ją o coś poprosiła. Gdziekolwiek jest. Wszystko czego tylko zechcesz.powiedziała Lissa. Zostałbyś zwolniony pierwszego dnia. Chciałabym tylko móc mieć to wszystko i nieco się jej postawić. To znaczy. Możemy uciec do Paryża czy gdzieś i pracować w małej kawiarni. Wygląda na to. Rose zostałaby aresztowana za zdradę. . że jeśli cokolwiek się jej stanie. . To jest jedyny sposób. ale znowu walał się tam kurz i pudła.przeze mnie i Dymitra.. Lissa wpatrywała się przed siebie w ciemną przestrzeń strychu." Wobec tego powiedz jej. Jak Lissa właśnie się dowiadywała. żeby pójść na duży uniwersytet. Jednak Lissa nic z tego nie zauważyła. że jakoś bym to wiedziała. Czy jesteś z rodziny królewskiej czy nie. jesteś poza wszelkimi zobowiązaniami. . jest cała.Bardzo mi jej brakuje. Że poczułabym to.Może tak. Za pierwszym razem. Ale będę wiedziała. że zrywasz umowę.. Chciałabym mieć jakiś pomysł .moroje (ze względów bezpieczeństwa). Będziesz miała osiemnaście lat za kilka miesięcy. które sprawiało. że są inne sposoby dostania się na studia. − Wiem.jakikolwiek pomysł . Pójdziesz do jakiej szkoły zechcesz. Całe to miejsce zostało ostatnio wysprzątane . jeśli. może nie. Albo sprzedawać kiepską sztukę na ulicy.Jej uśmiech zamienił się w westchniecie. Jedyne światło pochodziło z witrażowego okna. Lissa uśmiechnęła się smutno. − − Tylko tam siedzę i przytakuję . − − − − Racja.

zanim ja zdążyłam. Każdy wyniósł z ataku blizny. Lissa zdawała się nie zwracać na nich zbytniej uwagi. a potem powoli pogłębiał się. Dałabym wszystko. Kamienne budynki pozostały wielkie i imponujące. to nigdy jej nie nienawidziłam. niż pogrywania z nią. że często słowa nie były potrzebne. Ponownie westchnęła. żeby spotkała się z jakimś arystokratą. Nie mogłam tego zobaczyć jej oczami. − Adrian mówi. Zważając na dużą ilość ludzi. to byłby świetny sposób na wzmocnienie charakteru.budynku administracji. − Może to jest idealny moment żebyś postawiła się królowej. Wielu z naszych ludzi zostało zabitych i podczas gdy lekcje znowu się zaczęły i wszystko biegło swoim rytmem.przynajmniej na zewnątrz. że czułam się jakby kontrolowała moje życie. Jednak wewnątrz serc personelu i studentów zaszły zmiany. . Kochałam ją jak siostrę i nie mogłam znieść myśli.powiedziała z żalem.Musimy iść. Wysokie. ale przynajmniej wiedziałeś. do poznania których zmuszała ją ostatnio Tatiana.Jakiś inny chłopak mógłby powiedzieć coś przesadnie słodkiego i pocieszającego. . ona oczywiście będzie o tym wiedziała. który właśnie przybył do Akademii. Ale ona zakończyła to. pomyślałam. który znajdował się w centrum kampusu szkoły średniej. wraz z płynącym od Christiana ciepłem. Początkowo pocałunek był delikatny i słodki.. Moje umiejętności leczenia są coraz lepsze i trochę łapię tę rzecz z aurą. że tak. chyba już czas żeby się wycofać.28 - . Powinnaś po prostu tutaj zostać. że przeze mnie cierpi. Nie znała powodu swojego wezwania. To nie zawsze czyniło z niego miłego przyjaciela. Ale brutalna szczerość była częścią charakteru Christiana i Lissa to w nim lubiła. Nawet gdy miałam jej za złe. Wygląd krystalicznie niebieskich oczu Christiana mówił coś innego. że Lissa za mną tęskni bolało niemal bardziej. żebym została. poczucie tak niesamowitej jedności i wzajemnej znajomości. Lissa i Christian dotarli do swojego celu . Przebiegł palcami po jej włosach. stare drzewa kontynuowały trzymanie nad nimi pieczy. że nic jej nie jest. − Już czas . Kierowali się w stronę budynku administracji. Odwiedza jej sny. zapewniając ją. Między nimi było to.. co między mną i Dymitrem. że Tatiana chciała. Odgarnął kilka długich loków za jej ucho i odchylił jej głowę do tyłu. zbliżając swoje usta do jej. za co zarobił kolejnego kuksańca. Lissa trąciła go lekko łokciem i zanim wstała pocałowała go w czoło. więc nawet nie próbuj ze mną pogrywać. Nigdy nie chciałam jej zranić. żeby umieć to robić. Tak jak ja. wszystko wyglądało jak wtedy. czerpiąc z siebie nawzajem siłę i miłość. Jak rzeczy mogły się tak między nami spieprzyć? Ona i Christian kontynuowali siedzenie tam w przyjemnej ciszy. − Nie dlatego chcesz. gdy wyjeżdżałam . Pomimo pierwszych oznak wiosny. Christian mruknął coś o chęci zrobienia czegoś więcej. Wiedza. niż gdyby kompletnie się ode mnie odcięła. Wyszli z kaplicy. że nie wciska ci kitu. Wiedziała tylko. Ale nie chodzenie w snach. Aha. ale mogłam wyobrazić sobie w jaki sposób jej jasne włosy świeciłyby w tęczowym świetle rzucanym przez witrażowe okno. wszyscy nadal ubolewali nad tymi wydarzeniami.

wykonała ten sam gest w kierunku Lissy a to Wasylissa Dragomir i Christian Ozera. Christian nigdy nie okazał chęci zostania strzygą.również niesprawiedliwie od niego stroniło.przez wypicie jej krwi i wypełnienie jej swoją krwią. Inny sposób do zostania strzygą był zarezerwowany wyłącznie dla morojów i obejmował własny wybór. Wydawał się zaskoczony. jakieś małe. który celowo zdecydował się zabić inną osobę poprzez wypicie jej krwi również zamieniał się w strzygę. co zrobili rodzice Christiana. − To jest Eugene Lazar i jego córka Avery . pozbawiając ich magii żywiołów i zmieniając ich w pokręconych nieumarłych. Gdy byłam jeszcze uczniem Akademii.człowieka. by stać się strzygami i zyskać nieśmiertelność. ale widząc ją teraz ogarnął mnie jakiś rodzaj nostalgii. Strzyga mogła zmienić inną osobę . I to właśnie stało się Dymitrowi. on i ja połączyliśmy siły. ale wszyscy zachowywali się tak. .wyjaśniła Kirowa bezbarwnym i pozbawionym emocji głosem. Posłała mu ostre spojrzenie. żeby skopać wielu strzygom tyłki. że poznał Christiana. wzajemnego oceniania się. Z ochotą zamordowali. żeby zniszczyć inne życie? Cóż. miałam trochę kłopotów z Kirową. ale na te słowa natychmiast zwróciła ku niej głowę. jakby było inaczej. więc od razu przeszła prosto do celu spotkania. jak zawsze i te same okulary spuszczone na koniuszek nosa.) Wielu członków jego bliskiej rodziny pomijając fakt bycia arystokratami . Jednak podczas ataku na szkołę. I to było dokładnie to. moroja lub dampira . − Ach.Ona i Christian weszli do głównego biura. (Co prawda. Mężczyzna i dziewczyna wstali i Kirowa wskazała ku nim gestem. Kirowa miała ten sam ptasi wygląd. skoro Tatiana zaaranżowała to spotkanie. gdzie znaleźli dyrektor Kirową siedzącą i rozmawiającą ze starszym morojem i dziewczyną bliską ich wieku. nieśmiercionośne dawki od dobrowolnie oddających krew ludzi. ale to nie była niespodzianka. Zapadła wtedy chwila rzetelnego. Pan Lazar posłał Lissie ujmujący uśmiech. Kirowa nigdy nie była osobą tracącą czas na formalności. gdy potrząsnął jej ręką. ale jego uśmiech pozostał na swoim miejscu. Oczywiście tego rodzaju reakcja nie była dla Christiana niezwykła. Lazar było arystokratycznym nazwiskiem. Zostanie zawieszoną za wywołanie bójki w klasie wydawało się o niebo lepsze. Słuchy o tym chodziły wszędzie i zdecydowanie poprawiały jego reputację. panna Dragomir.zapytał z niedowierzaniem Christian. niż włóczenie się po Syberii w poszukiwaniu Dymitra. Zwykle moroje pili niewiele. Ale wypicie jej tak dużo. − Pan Lazar zostanie nowym dyrektorem Akademii. to powodowało przejście morojów na ciemną stronę. − − − Co? Zamierzam zrezygnować . Zamierzasz uczyć? . którym mogłaby konkurować z niejednym strażnikiem.29 - . . jego ciągle irytujące nastawienie bynajmniej mu nie pomagało. Moroj. Strzygą można było zostać na dwa sposoby: przez własny wybór albo przez użycie siły. Tu jesteś.Jednak ciągle będę służyła szkole jako nauczycielka. Lissa ciągle uśmiechała się do niego grzecznie.

Atak na Akademię spowodował. . że pan sobie świetnie poradzi. panie Ozera. ale miała kilka ponętnych krągłości. ale przy starszej dziewczynie. że Lissa jest sto razy ładniejsza od Avery. było to jednym ze skutków użytkowania ducha. To było to.Zastanawiałem się czy mogłabyś oprowadzić Avery po szkole i pomóc jej się tutaj odnaleźć. że tak samo jak nadzwyczajna charyzma. był wśród morojek pożądany. − Obiecuję nie być zbytnim problemem . Słowa Lissy.ciągle darzyłam ją szacunkiem. Idealnie grała swoją rolę dobrze ułożonej księżniczki.I jeśli chcesz to dam ci kilka poufnych rad dotyczących życia na Dworze. Avery uśmiechnęła się i Lissa po raz pierwszy naprawdę zwróciła na nią uwagę. Avery. która doprowadziła do ataku już dawno została ustalona i naprawiona. Miał tego rodzaju głęboki i gromki głos. że on też to wyczuł. Proszę dać mi znać.spytała Lissa. że zamierzasz się tam przeprowadzić. co jest grane. że Tatiana maczała w tym palce. Zgadywałam.w szczególności arystokratów . Myślę. Pomijając moje spory z Kirową . I ja też. że Kirowa kłamie. Pięknego. gdy przemówiła były idealnie uprzejme. − Właściwie.powiedział. − Myślałam o tym od jakiegoś czasu i to jest coś do czego chciałabym powrócić wyjaśniła Kirowa. Lissa poczuła się w pewien sposób nijaka. Uważałam.30 - . Wskazał gestem na swoja córkę.Świetnie wykonywałaś swoje obowiązki. od tych cudownych włosów po jadeitowo zielone oczy. ale była też w nich wyraźna nutka oziębłości. Pan Lazar jest bardzo zdolnym zarządcą. Jestem pewna. . Avery była piękna. to jest coś takiego . co miało poprawić nastroje pozostałych arystokratów. Lissa była całkiem dobra w odczytywaniu ludzi.− − Tak. Jej długie. Jednakże jestem przekonany. Osłona Lissy natychmiast wzrosła. zmuszając Kirową do ustąpienia i wsadzając na jej miejsce arystokratę. Lissa również. . To było bardziej lub mniej prawdziwe. Zdała sobie sprawę. że jeśli się mocno postaram. Bycie uprzejmą i słodką było jednym z jej wielu talentów. Lissa również. Lissa nie ujawniła swoich myśli. ale będzie mi pomagała w obowiązkach. Taki rodzaj klatki piersiowej (chyba bomb armatnich :P . . chociaż przyczyna. że wolałaby raczej przebywać z kimś blisko swojego wieku. to przypomnę sobie jak to się robi. tak charakterystyczne dla jej rodziny. Jestem pewna. Ginger) jak mój. Tatiana nie tylko wyrzuciła Kirową.wpadło w panikę. po co na początku przyszłam do tej szkoły. Ona wysłała dla niej opiekuna. jak większość morojek. Zwróciła się do pana Lazar: − Cóż. Słyszałam. Ale dlaczego? .powiedziała Avery.Teraz wydaje się na to najlepszy czas. bardzo miło było pana poznać.zwykle dotyczące mojego łamania zasad . Wiedziała. że wielu ludzi . to odkryłabym. . że gdybym była zdolna czytać umysł Christiana. była wysoka i szczupła.przyp. brązowe włosy i szaroniebieskie oczy dopełniały całości. Zgadywałam. jeśli będę mogła w czymś pomóc. który wypełniał cały pokój. idealnego kompana który mógł ją szpiegować i próbować podszkolić do standardów Tatiany. Skończyła szkołę rok temu.

To jest mój syn Reed. że coś wymyślimy. strażnik Avery . Tłumaczenie: Bells & Ginger_90 .i tak.satysfakcji z tego spotkania: Lissa nie będzie w najbliższym czasie sprawiała sobie nowego najlepszego przyjaciela. Wiedziałam. tylko nie to. że nawet nie powinno być mi żal Avery. zupełnie nieświadomy dramatu dziewczyny.Oczywiście podczas pobytu w kampusie nie musi być z nią przez cały czas. Nie z ukrytymi w rękawie motywami. tu jesteście . Ach. jakiego kiedykolwiek widziałam. Właściwie to Reed wyglądał na skrajnie rozdrażnionego. że nie powinnam się już więcej martwić o życie w Akademii ani. Jednak Lissa dosyć jasno dała do zrozumienia że nie będzie częścią planów Tatiany. że odebrała tę wiadomość. żeby pomóc Avery się rozgościć i zaproponować później wspólny posiłek. Pan Lazar przedstawił pozostałych Reedowi. a drugi był dampirem koło dwudziestki. − A to jest Simon. Jest tym bardzo podekscytowany. Ani ojciec Avery ani Kirowa nie wydawali się zauważyć podtekstu. że zaczerpnęłam nieco radosnej . Miał ten sam cnotliwy wygląd i cechy co Avery. Wróciłam do swojego ciała pozostawionego w hotelu. Miałam nadzieję. że zobaczycie go w pobliżu.odpowiedziała Lissa. bardzo samolubnej . . Normalnie Lissa zostałaby. co musiałabym wiedzieć właśnie od niego. Położył swoje ręce na ich ramionach.powiedziała. . ale szpecił go grymas.− Byłoby świetnie . pragnąc zrobić wszystko. Jeśli byłoby to moje jedyne towarzystwo. który wyglądał na wiecznie przyklejony do jego twarzy. że nie. Nie wyglądał aż tak nieprzyjemnie jak Reed.powiedział ojciec Avery. ale coś przemykającego przez oczy Avery powiedziało Lissie. Wiecie.31 - . Oczywiście . Był najbardziej gburowatym facetem. Jednak leżąc tam i gapiąc się w ciemność. Jeden był morojem. Jest młodszy i będzie uczęszczał na zajęcia w Akademii. Ona.powiedziała Avery. to okropnie chciałabym zostać przyjaciółką kogoś takiego jak Lissa. Jeśli się nie myliłam to na jej twarzy pokazał się uzasadniony ból. ale w tym samym momencie do pokoju weszło dwóch facetów. ale miał pewną srogą naturę. Nagle zrobiło mi się żal Avery. zapraszając ich gestem do środka. Jednak jestem pewny. która nawet wśród strażników wydawała się ekstremalna. którego przywitaniem się była jedna zgłoska gardłowa „Hej”. Może mogłabyś pokazać Avery kwatery dla gości? Jest zameldowana we wschodnim skrzydle. Patrząc na jego surowy. − − − − Dzięki . poważny wygląd mogłam stwierdzić. nieco od nas młodszym. że był strażnikiem. Niewiele rozmawiając. Jeśli kiedykolwiek musiałabym grać rolę zdegustowanej nastolatki mogłabym nauczyć się wszystkiego. Christian i Avery zaczęli wychodzić.Jestem pewna. Cieszę się . Nie tym razem. nie mogłam nic poradzić na to.kontynuował pan Lazar. ale możemy spróbować znaleźć czas. jak to działa. ona i Christian odprowadzili Avery do kwater gości i natychmiast wyszli.powiedział pan Lazar.Ostatnio jestem dosyć zajęta. . .

masywnych bloków. − − Botwinka. jednym z tych. Sobór Świętej Trójcy 3 w Sankt Petersburgu? Sprawią. jak zbliżałam się do Dymitra.wszystkie były w zasięgu ręki.odpowiedziałam. że będziemy bezpieczne wewnątrz stacji. pełne ludzi i handlu. Mogłabym tam spędzić dnie na samym kupowaniu i wypróbowywaniu restauracji.przyp. Ale w Rosji są budynki które wyglądają jak dzieła sztuki. zjadłabyś to. Każdy w Stanach Zjednoczonych ma tendencję do budowania zawsze jak najszybciej i jak najprościej tych samych wielkich. Więc głodówka jest konieczna.operowych na świecie .Teatr Wielki w Moskwie. Wybacz.Wieprzowinka i oldschoolowa muzyka nie są częścią żadnego szczęśliwego zakończenia. Obdarzył mnie jednym ze swoich nielicznych. Więc Sydney i ja spacerowałyśmy bez celu. Teatr Bolszoj 1.tu jest lekka gra słów: barszcz nie wieprz.org/wiki/Sobór_Świętej_Trójcy_w_Sankt_Petersburgu . po jakimś czasie próbowałam ignorować miejskie zabytki i dźwięki. tuż przed pierwszym śniegiem. Nigdy nie byłam w Moskwie. 1 Teatr Bolszoj . No. sięgając ręką do tyłu. było dla mnie bez różnicy.wikipedia. które kiedyś sobie wyobrażałam.wikipedia. jak to wszystko było bombowe. To dało nam trochę czasu na spacerowanie po okolicy i zjedzenie szybkiego obiadu. Dymitr kochał moje włosy.32 - . jadącego na Syberię. nie wieprzowinka. ona nie chciała ryzykować. Sydney chciała się upewnić.Kreml.to jest coś. A miejsca takie jak Zimowy Pałac. nic więcej nie miało znaczenia.Rozdział czwarty W KAŻDYM INNYM MOMENCIE mojego życia cieszyłoby mnie zwiedzanie Moskwy. które tylko nieznacznie marszczą kąciki jego oczu. że wstrzymasz oddech. rzucając okiem na zabytki i niewiele mówiąc. ale w walce wręcz długie włosy byłyby ogromnym kłopotem.powiedział mi kiedyś. zanim na zewnątrz zacznie się ściemniać. Gdybyś była wystarczająco głodna. Są sztuką . żeby wsiąść do następnego. Powietrze było mgliste i wszystko pokrywała rosa. żeby związać moje włosy w kucyk. Tak długo. Miejsca o których dużo w moim życiu słyszałam . Emma 2 Borsht not borg . − − Dla ciebie to byłoby jak bajka .nawet wiele zwykłych.przyp. To było piękne. że gdy nasz pociąg przyjechał. − Mówię o kraju.org/wiki/Pa%C5%82ac_Zimowy http://pl. dobrze rozwijające się miasto. To jak spędzałyśmy nasz wolny czas. więc Em ujęła to trzymając się tematyki . czego nigdy nie widziałaś. ponieważ przypominały mi o… Dymitrze.przyp. Ginger 3 http://pl. że pokochałabym to miejsce. Mimo moich zabójczych zapędów czy znaków molnija. Zwykł opowiadać mi o Rosji cały czas i przysięgał na wszystko. miałyśmy parę godzin. Porównując je do tych z jednego z wielkich miast . O budynkach. codziennych budowli. . 2 I znam twój apetyt. Plac Czerwony. może poza całowaniem go. Sydney zaplanowała naszą podróż tak. żeby ta bajka wypaliła? Nie było niczego co kochałabym bardziej niż drażnienie się z Dymitrem. Pomijając. jeden z najważniejszych teatrów baletowo. największa scena operowo-baletowa Rosji. To było w czasie naszych szkolnych sesji ostatniej późnej jesieni. delikatnych i rozluźnionych uśmiechów. towarzyszu . Emma .

że niektóre z programów były zupełnie dziwaczne. Uświadamiając sobie. Przypuszczałam. Tak właśnie powinno być. prawda? Jak coś z opowieści. Prawdopodobnie pokochałby to tak. Dla mnie to było piękne. niż oczekiwałam. co możesz znaleźć w Stanach. tak jak zawsze robiłam. jak skrzyżowanie Domu Kopciuszka i chatki z piernika. przełknęłam swój smutek i zagrałam nonszalancką nastolatkę. jakie mogła do mnie żywić. pokazując mi te rzeczy i wszystko objaśniając. serce zapłonęło tylko od samego patrzenia na niego. czy gdziekolwiek indziej na świecie. poczułam zaczynające napływać do moich oczu łzy. co Dymitr mógłby powiedzieć o tym budynku. Była tam ława do siedzenia po każdej stronie. Nawet korytarz przed naszym pokojem był pomalowany w jaskrawe kolory. ozdobione dziwnymi kopułami w kształcie cebuli. ale niektóre były śliczne .33 - . Było ich wiele w Moskwie. Moglibyśmy jadać w egzotycznych restauracjach i co noc chodzić na tańce. zaskoczona moją obojętnością. kiedy bałam się. Ta radość zmieniała jego i tak już zjawiskową urodę w boską. I wtedy. Miał rację co do budynków. okno i telewizor umieszczony wysoko na ścianie. nawet jeśli pokój nie był tak wygodny.Jego twarz promieniała wspomnieniami miejsc. Głos Sydney zaskoczył mnie i zorientowałam się. żeby odwrócić uwagę i ukryć moje emocje. Stacja nie miała cebulowych kopuł. Oddźwięk mojej rozmowy z Dymitrem wysyłał wzdłuż mojego kręgosłupa dreszcze . Czasami to rzeczywiście wyglądało jak coś z innego świata. że jej strach przewyższał jakiekolwiek inne uczucia. − Może jak coś z opowieści o stacji kolejowej. I cały czas nie mogłam przestać myśleć. ale też przez to. Miała duży. bo miała całkowitą rację. prawie nadając im wygląd pomalowanych w prążki. ale ciągle miałam kłopoty z oglądaniem rosyjskiej telewizji . chciałabym móc cofnąć ten żart. jedną z tych. którą zostawiłam w hotelu w Sankt Petersburgu. żeby mieć tu ze sobą dawnego Dymitra. że mógłby wymieniać obiekty cały dzień. jak kochał wszystko inne tutaj. Jej białe ściany zostały urozmaicone łatami z brązowej cegły i zielonej mozaiki. Oczywiście większość była blokową kopią tego. powiedziałam dowcip. łukowaty dach i wieżyczki na każdym jego krańcu. Teraz. z . Nie powinnam być teraz z patrzącym na mnie spode łba człowiekiem. jakie widziałam idąc przez miasto. W Stanach ktoś mógłby to określić jako krzykliwe. Kto by to zrobił? Może gdybym utrzymała sarkazm ewentualnie zirytowałaby się i dałaby mi spokój. że zatrzymałyśmy się przed naszą stacją. że to byłoby lepsze. Powinniśmy byli zrobić sobie romantyczny wypad. Ale jakoś wątpiłam. że Sydney czekała na odpowiedź. To przełączało go z powrotem na tryb treningowy i wróciliśmy do pracy.nie tylko przez język. Mogłabym włożyć jedną z tych dizajnerskich sukienek. Byłam całkiem pewna. Myślę. Uniosła brwi. jakbyśmy chciały. ale ciągle wyglądała jak coś wyjętego z opowieści.dosyć spore. Kolory przypominały mi mnóstwo tak samo dziwacznych wzorów. spacerując miejskimi ulicami z Sydney. Miałyśmy przedział dostosowany do pierwszej klasy. że mogłoby to umilić upływ czasu. żeby posłuchać jak Dymitr opowiada coś więcej o swojej ojczyźnie. które widział. ale nie zakwestionowała tego. Wbrew mojej woli. jednak okazał się dużo mniejszy. że mogę zmienić się z energicznej w sentymentalną. że to Dymitr powinien być obok mnie. Podczas gdy zastanawiałam się. Ciągle jednak Sydney i ja mogłyśmy mieć naszą własną przestrzeń. − Nierzeczywiste.wymalowane jaskrawymi kolorami. Oddałabym wszystko.

zwłaszcza. z wyjątkiem lampki do czytania przy moim łóżku. Rose . Wyłączyłyśmy więc wszystkie światła. kiedy . − Zabijasz mnie. Pomijając Lissę. Nie martw się.przyznałam. łączącymi się na środku. że tak późno. . że powinnam być wdzięczna.Przypuszczam. a zasłony w odpowiednich odcieniach złota i brzoskwini. Nie przypuszczam.Każdy dzień bez ciebie jest 4 No i wreszcie się nam wyprostowało. zrobione z grubej tkaniny przytłaczały jedwabnym wzorem. Było już ciemno. Kupiłam magazyn na dworcu i nawet jeśli nie mogłam zrozumieć języka. kiedy się położyłam. jak mogłam. Badasski . ale to zawsze coś  Dziękujemy Thal za poprawienie naszej głupoty  Masz u na Russia vódke :D . Miał piękne szmaragdowozielone oczy. Nie było jeszcze tak późno. podziwiając letnie topy i sukienki i zastanawiając się. − − Och. czułam się. ale Sydney powiedziała. gdzie jesteś? Nie. kiedy podjęłam się tej samobójczej misji. że pokazujesz się tylko jakiś raz na tydzień.często bez zaproszenia.pałacu. daj spokój. Adrian był morojem. niż już była zdenerwowana. W poprzednim tomie tłumaczyłyśmy to jako „stryjeczny bratanek” ale pewna bardzo fajna osóbka zwróciła nam teraz na to uwagę.jeśli kiedykolwiek . . zdjęcia makijażu i ubrań łamały wszystkie bariery kulturowe. żyjącym użytkownikiem ducha i pośród jego talentów znalazła się zdolność do pojawiania się w moich snach i rozmawiania ze mną . żebyś zamierzała powiedzieć mi. Z jakiegoś powodu. Morojscy faceci nigdy nie byli zbyt masywni. − Racja . żebyś uważała mnie za coś oczywistego i łatwego. Nie chcę. kogo zostawiłam w moim starym życiu. Byłam w bibliotece Akademii Św. − − − − Rozstanie wzmacnia uczucia. ale mimo to zmorzył mnie sen. Szkoda. a ja nie chciałam denerwować jej bardziej. co sprawiało.przyp. komputerami ustawionymi wzdłuż ściany i półkami na książki . Był wysoki. Wewnątrz pomieszczenia ławy nakryte były poduszkami zrobionymi z drogiego. jakbym podróżowała w mini . że większość dziewczyn była bliska omdleniu. że chce spać. Wyszczerzył się i usiadł tyłem na jednym z krzeseł zrobionych z drewnianych listew. że szły w parze z modnymi. chudy i umięśniony.34 - . Nie byłam zmęczona. stryjecznym wnukiem 4 królowej i kimś. jak większość morojów. Władimira. Był także w pewien sposób zakochany we mnie i był osobą. Adrian był jedynym nam znanym. Śniłam o jeździe na nartach wodnych. dzięki której miałam pieniądze na tę podróż. Rose. gdy nagle fale i słońce wokół mnie przemieniają się w pokój wypełniony regałami. pociąg transsyberyjski opuszczał Moskwę w nocy. to nam nie grozi. z ozdobnym stołem pośrodku przedziału. potarganymi brązowymi włosami.powiedział melodramatycznie. Przewracałam strony tak cicho. pomarańczowego jedwabiu.będę wstanie rozmyślać o takich rzeczach. Wewnątrz tego wszystkiego.jęknęłam.włochatym dywanem w czerwone i żółte wzory i turkusowo-żółtymi kółkami. Nie dzisiaj . Dlaczego nie dzisiaj? Dlaczego nie codziennie? Odwróciłam się i znalazłam siebie patrzącą na przystojną twarz Adriana Iwaszkowa. Wyciągnęłam je od niego dzięki słodkim słówkom. gdy pociąg opuszczał stację.

A jednak w jakiś niewytłumaczalny sposób czuję się wyczerpana mówieniem do ciebie. . Twoje życie jest teraz skupione wokół niebezpiecznej misji obywatelskiej. − − − − Sprawdzasz co u niej? Nie . jak widać ciągle żyję. zwłaszcza dlatego.Cały czas mnie o to pytał. ale bycie z daleka od niej było jak odcięcie ramienia. Nieważne jak powierzchowny się wydawał. Nawet nie musiał wymawiać jej imienia. ale będziesz zmuszony jeszcze poczekać. Nawet wymawianie jej imienia w moim umyśle powodowało ból. To go rozbawiło. zrozumiałam sedno sprawy.agonią. Może wybrałam jego. Pusty. Duch miał także tendencję do czynienia ludzi niestabilnymi emocjonalnie i kiedy z tym walczył. naprawdę się o mnie troszczył. tak bardzo za tobą tęsknię . Wybór między Lissą a Dymitrem był najtrudniejszą decyzją w moim życiu i upływający czas nie czynił tego łatwiejszym. Samotny. − Och. Usycham z tęsknoty za tobą. Potrząsnął głową. że Sydney nam przewodziła. pomijając ten melodramatyzm. O Lissie. Nie wiem. Nie było żadnych wątpliwości. − Jesteś jedyną. gdyby znalazł sobie kogoś innego. Adrian rzadko brał rzeczy na poważnie i zawsze był na krawędzi lekceważenia.To już nie jest moje życie.powiedziałam. której pragnę. co nie jest piciem. Ile razy mam ci powtarzać? Ty śpisz. charakterystycznym dla siebie tonem. że to będzie bardzo długo trwało i że tracił swój czas. Zesztywniałam. durnowatym.jego uśmiech zniknął. a ja za każdym razem podkreślałam. Mówił przesadzonym. Rose. − − − Cóż. że naprawdę uwolniłam się od tego wszystkiego. Nie zrozumiałbyś niczego.Ona też. . Skrzyżowałam ramiona. zastanawiając się czy nawet jeszcze żyjesz. o kim mówił. nie był normalny. jakby mógł odgadnąć moje myśli. Prawda.35 - . paleniem albo uwodzeniem. zaprzeczając temu. Sądzę więc. Jak długo? . Jednak biorąc pod uwagę. Pozwalałam mu myśleć. . że możesz mi pozwolić wrócić do spania. Ona. szczególnie po obserwowaniu jej zeszłej nocy. − − − Więc możesz zachować swoje uczucia w tej formie. Niestety. Adrian rzucił mi ostrożne spojrzenie. że więź gwarantowała. Bądź co bądź. zawahałam się. że dopiero co widziałam ją zeszłej nocy. To byłoby dla nas obojga prostsze. że nigdy tak naprawdę się od siebie nie oddalałyśmy. uwierzyłam mu.

jaką dotychczas mi powiedziałaś. . czy kiedykolwiek słyszałeś o alchemikach? Pewnie . ale logika nigdy mnie wcześniej nie zniechęcała. Moja lampka do czytania była ciągle włączona. Jednakże. Niemniej jednak bądź ostrożna. jakim jesteś. zamiast powrócić do mojego snu.mrugnął.powiedział. Myślenie o Sydney sprawiło. Ponownie się złośliwie wyszczerzył i nawet ja musiałam przyznać. gdy pędziłyśmy przez rosyjskie krajobrazy. Tylko nie pozwól im się nawrócić . że Sydney prawdopodobnie myślała. Ona i jej grupa alchemików ciągle byli dla mnie tajemniczy i nagle zaczęłam się martwić. a ty przynosisz je ze sobą gdziekolwiek pójdziesz. Typowe. Nie było więc powodu. Co zrobiłaś? Dlaczego sądzisz.Nadzieja rozkwitła na twarzy Adriana. Wiara Sydney nigdy nie wydawała się być zła.powiedziałam. − − To jest najbardziej optymistyczna rzecz. nie musiałam daleko szukać. żeby zrobiła to teraz.36 - . Są religijnymi dziwakami. że przyszło mi do głowy pytanie. − − Hej. − − − Alchemicy zjawiają się jedynie wtedy. Dlaczego? Pobiegłaś do nich? Tak jakby. pozwalając mi z powrotem spać. że być może właśnie wprowadza w życie jakiś złowieszczy plan. Albo nigdy. Dotychczas czułam się niespokojna. Wprawdzie nie miałam pojęcia. Czy ona była jednym z członków tajnych służb specjalnych? Postanowiłam ją znaleźć. że łóżko Sydney było puste. To brzmi jak jakaś skrajność . − Mam nadzieję. ale zakończył sen. gdzie mogłaby być w pociągu tych rozmiarów. że tak. Nie oczekuj po tym zbyt wiele. − − − − − Oczywiście. Wokół mnie pociąg szumiał pocieszająco.Lubię cię takim grzesznikiem. jej światło było zbyt jasne dla moich zaspanych oczu. Na szczęście po potknięciu się o moje buty i wyjściu na przylegający do przedziału korytarz. Zaczęłam mu mówić. że byłam wyłączona ze zbawienia. pomyślałam. żeby ją wyłączyć i wtedy odnotowałam. obudziłam się. że to było słodkie. Wspięłam się. „Nie wiem” równie dobrze może oznaczać jeden dzień albo rok. Pewnie jest w łazience. że cokolwiek zrobiłam? Roześmiał się. gdy pojawia się jakiś problem. że to będzie jeden dzień. .

w których poszłam do łóżka.Jeśli jest cokolwiek. drugą bawiła się krzyżykiem na szyi. Ale kiedy obudziłam się rano. Patrząc na nią bawiącą się krzyżykiem. niż kilka dni. patrząc na zewnątrz. Jedną ręką trzymała koc. Kiedy spotkałam ją tej pierwszej nocy. Wróciłam do łóżka i mimo zamartwiania się.Wzdłuż korytarza ciągnęły się okna z grubymi zasłonami. bardzo dziwne dla mnie.powiedziałam w końcu. ale z tobą jakoś nie mogę. Nie wiedziałam. − Hej… .wszystko w porządku? Obróciła się nieznacznie ku mnie.To jest tylko. która z daleka wyglądała jak ta z gdziekolwiek indziej. . to Sydney będzie spała dłużej. ale nie chciałam żeby cierpiała. Jej włosy były potargane od snu i wyglądały mniej złociście w słabym oświetleniu.powiedziałam. Cały czas mam z wami do czynienia. − Okej . Czy to… Czy to przeze mnie? . zaskakująco szybko poczułam się śpiąca. że miało w środku ser. przypuszczałam. mogłoby mi naprawdę pomóc pozbyć się tej całej reputacji złej kreatury nocy. co przypominało mi niejasno francuskie tosty. Zamówiłam coś. owinięta kocem. czując bezradność. burgundowe obrusy. Mam pieniądze. że Sydney może spędzić na korytarzu całą noc. Zestawienie naszych wizji Boga mogłoby być sposobem na zbliżenie się. co mogę zrobić… oczywiście poza odejściem i zakończeniem tej podróży… Wytrzymam . była zwinięta na swoim łóżku i głęboko spała. Biorąc pod uwagę moje dalekosiężne plany. Miałam ochotę na śniadanie. jak codziennie rozmijam się z Bogiem i że ostatnio zwątpiłam w jego istnienie. . ale formalnie. wiesz? Sydney potrząsnęła głową.powiedziała. pomijając to.Daj mi znać. jeśli zmienisz zdanie. . że jeśli mnie nie będzie w pobliżu. Pamiętałam komentarz Adriana o religii.powiedziała dosadnie. gdy weszła Sydney. próbowałam myśleć nad czymś komfortowym. że jej eleganckie spodnie i bluzka były włożone na potrzeby Słowika. zmieniłam t-shirt i spodnie od dresu. − To nie więcej. − − − − − − Nie mogę spać . wiesz? Prawdopodobnie mogłybyśmy dostać pokój tylko dla ciebie. niż jak wagon restauracyjny. Stół zdobiły eleganckie. . co mogłabym jej powiedzieć. Sydney stała plecami do mnie.jej jedyną odpowiedzią było odwrócenie się do okna. ale jakoś nie myślałam żeby mówienie jej. co jeszcze powiedzieć. no cóż. Mogłybyśmy znaleźć obsługę.37 - . Radzę sobie z wami przez cały czas. obecność Sydney była kłopotem. Zamówienie dostarczono z kiełbasą. które mogłam znaleźć na ulicach Sankt Petersburga. jeśli to by pomogło. Uważałam też. Mosiądz i ciemnie drewno. . Praktycznie kończyłam posiłek. Posłuchaj . Restauracja była w następnym wagonie i wyglądała jak coś wyjętego ze starego filmu. To wyglądało bardziej jak restauracje. wraz z kawałkami błyszcząco-kolorowego artystycznego szkła. nadawały miejscu antycznego uroku.zaczęłam z wahaniem. Wstałam szybko.

ale ciągle były w lekkim nieładzie.Musiałam się go nauczyć dorastając. które nie posiadały własnych jeansów i t-shirtów. jak podejrzewałam.zapytałam. że powinnam racjonować dzienną ilość pytań do Sydney. Gdy w nocy stała na korytarzu była rozczochrana. Teraz mogłam tylko gromadzić te części jego. − − − Skąd to znasz? . jednak. zaskoczona tęskną nutką w moim własnym głosie. który. mówiłam ci. który mi dzisiaj towarzyszył. Co prawda. czego używasz na strzygach? To do pozbywania się ciał? Uśmiechnęła się. Jej włosy były uczesane i ułożone. Chciałam wiedzieć o nim wszystko. Coś innego przeszło mi przez myśl. ale wszystkie szły mi marnie. kiedy dotrzemy do Omsh? Omsk . − − Raz. Wślizgnęła się na miejsce naprzeciwko mnie i kiedy kelner przyszedł zamówiła omlet.Odkrywałam.powiedziałam w zadumie. I kilku innych języków. które byłam w stanie odnaleźć.wzruszyła ramionami. prawda? To jest substancja. Czy mogłabyś tego użyć do zabicia jakiejś? . niż zwykłe sposoby: ścięcie głowy.poprawiła. jak również te strzępki informacji. znowu mówiąc po rosyjsku. Obawiam się. − − − − − − − No cóż. A to pech .powiedziałam. którą dopracowaliśmy by pozbywać się szybko ciał strzyg. zakołkowanie czy spalenie. zastanawiając się. że była jedną z osób. nie nauczyłam się w tym czasie za dużo. nieważne jak bardzo się starała. To działa tylko na zwłokach. Wow. że nie. ale teraz miała na sobie schludne. Też miałam wprowadzenie do kilku języków. Przypuszczałam. Czy byłaś tam? W tej wiosce? Przytaknęła. co miało z nim związek. Prawie.zapytałam. że alchemicy zaczęli jako grupa ludzi próbująca tworzyć eliksiry. rosyjski? . że to był jej normalny styl. czego nie wiedziałam wcześniej. Co z tym czymś. spałabym z nim całą noc. . Przynajmniej miałam swój gładki kucyk. . − − Musiałaś się nauczyć mnóstwa rzeczy do tej pracy . . że nie było za późno i wybrałam kilka zwrotów podczas pobytu tutaj.Zdobędziemy samochód i przejedziemy nim resztę drogi. Co. Poza moim poszukiwaniem Dymitra. ale jednak … to było trudne zadanie. ale teraz z racji tej podróży i z powodu Dymitra naprawdę chciałabym nauczyć się rosyjskiego. czy ma inne eliksiry w zanadrzu. Jednak jego pokój został bardzo szybko opróżniony. Zastanawiałam się. nigdy ich nie opuszczał. Moczenie strzyg w jakiejś rozpuszczającej je cieczy mogłoby być dużo prostsze. które mogłyby go jakoś przy mnie zatrzymać. Jeśli szkoła dałaby mi jego dobytek. Jaka jest? . ale zdecydowałam. która przekracza międzynarodowe granice i współpracuje z wieloma rządami.38 - .zapytałam. co to znaczy być częścią sekretnej grupy. część mnie chciała po prostu trzymać się kurczowo wszystkiego. Powaliła mnie tym. Co będziemy robić. czarne spodnie i ciemnozielony sweter.

− I? . że nie skończy omletu.zapytałam. − Byłam w Akademii całe moje życie.− − Sądzę. która zamarła z widelcem w powietrzu. Tłumaczenie: EmmaEmily . . ale nie miałam pojęcia. Mniej więcej. − Naprawdę? Myślałam. To było tak. gdy widziałam ją pierwszej nocy i gdy czekałyśmy na pociąg wczoraj. Od tego razu. że jest jak każde inne dampirze miasteczko.39 - .Jak taka wspólnota wygląda? Odłożyła widelec. raczej nie wydawało się. . − Miasto jest w połowie ludzkie a w połowie dampirze. Potrząsnęłam głową. Zawsze wyobrażałam sobie całą funkcjonującą wspólnotę. Nigdy w żadnym nie byłam. że lepiej będzie. jak się sama o tym przekonasz. Mają zorganizowane całe podziemne społeczeństwo tak. Byłam skłonna się założyć. że każdy z was… no nie wiem. − Powiedzmy. jak mogła się ona wpasować w resztę miasta. Sydney żuła w zamyśleniu. ale dampiry wtapiają się w nie. jakby egzystowała na samym powietrzu. Najprawdopodobniej była to jednak tylko cecha Sydney.Moje dwa żałosne lata wśród ludzi nie były istotne. Może to była kolejna cecha alchemików. że ludzie są tego kompletnie nieświadomi. by coś jadła. Kelner postawił omlet przed Sydney.

Sprawy jeszcze się pogorszyły. ale czasami. Tutaj też tak robią. gdy ją zostawiłam. jeśli chodzi o kwestię południowej części regionu. więc miałyśmy coś wspólnego. który wydawała się odczuwać w pobliżu mnie. którego znała. . to wiedział o wiele więcej o tym kraju niż ja. Wiedziałam. Kilku mieszkało w mieście. Zaczynałam myśleć. Wiedziałam. wśród których dorastałyśmy. kiedy Sydney dalej opisywała sytuację. że Omsk nie był nawet największym miastem w regionie. Żaden moroj nie chciał nas zabrać do wioski. nagle uderzyła we mnie wielkość Syberii. kto mimo. wtapiając się w tłum. próbując złapać łatwą zdobycz. mając nadzieję złapać podróżujących morojów lub dampiry. by nikt tego nie zauważył. bardzo nieciekawie. Trzeciego dnia naszej podróży. to będę miała poważne kłopoty. cóż. Jeśli Dymitr nie przebywał w tym miasteczku. Kiedy się tam dostałyśmy. Dowiedziałam się. Zgodnie z tym co powiedziała. Zawsze zostawiała mi resztki. że była tutaj kimś. że miał rację – przynajmniej. że Dymitr wróciłby do miejsca. cierpiała na bezsenność. o co chodzi. musiałam eksperymentować i miło było dostawać porady od kogoś. to zdecydowanie rzucało cień na moje plany. w którym dorastał Ale jeśli Dymitra tam nie było. Omsk było większym i ładniejszym miastem. z kim prawdopodobnie mogłabym się zaprzyjaźnić. dotarłyśmy do Omsk. Pogoda nie różniła się za bardzo od tej. Trzymała się również swoich równie paskudnych nawyków względem jedzenia. Najwyraźniej droga była niebezpieczna. a znalezienie tutaj chociaż jednej strzygi mogło być trudne. Dymitr zawsze drażnił się ze mną. że nie było szans żebym kiedykolwiek znalazła zastępstwo za Lissę. natrafiłyśmy na problem.. ale paru mieszkało tam na stałe. Strzygi często czatowały nocą w okolicy. W takim wypadku moje szanse na znalezienie Dymitra malały.wyjaśniła. ukrywały się na peryferiach miasteczka. Potem ruszą dalej. Sydney drzemała przez cały dzień. ale myślę. Zaraz po moim przybyciu do Rosji. które mogą być jeszcze większe? Sprawy mogły potoczyć się bardzo. Było parę różnic kulturowych pomiędzy tymi programami a tymi. niż bym się tego spodziewała po Syberii. Sydney nigdy całkowicie nie wyzbyła się tego poczucia dyskomfortu.Rozdział piąty RESZTA PODRÓŻY przebiegła bez większych atrakcji. poświęcała nieco czasu. zdarzało jej się uśmiechnąć przez coś śmiesznego dla nas obu i czułam. Póki co.Droga jest tak jakby odległa. że moje wyobrażenia Syberii wyglądającej jak Antarktyda były mylne i mogłam powiedzieć. że strzygi lubią duże miasta. że przez te dziwaczne godziny snu. . Jest im łatwiej zabierać ofiary tak. A szukanie go w niezliczonej ilości miast. lekkie wiosenne powietrze było sporadycznie ogrzewane przez słońce.. Tak. że załatwi nam transport od jakiegoś moroja. żeby mi wytłumaczyć.40 - . ale w jakiś sposób przekonywałam siebie. a ta wieś leży dokładnie na szlaku ich wędrówek . że jakaś część mnie ciągle pragnęła wypełnić pustkę. co przy rosyjskiej kuchni było dla mnie nieco ryzykowne. Najwyraźniej nie było zbyt wielu strzyg w samym mieście Dymitra. więc niektóre strzygi zostają tam na trochę. − − − Wiele strzyg podróżuje po kraju szukając ofiar. ledwo tykając swoje posiłki. Sydney powiedziała mi. którą zastałabym o tej porze roku w Montanie. tym bardziej się martwiłam o swój plan. że nie był tutejszy. która powstała. Im dłużej mi to tłumaczyła. wraz z upływem dnia. W Stanach Zjednoczonych strzygi często się ukrywają w dużych miastach powiedziałam zaniepokojona. Od czasu do czasu. kiedy próbowałam zrozumieć rosyjską telewizję.

że to prawda. Pohamowaliśmy się w ostatnim momencie i.zapytałam. Uprawialiśmy seks i to był mój pierwszy raz w życiu. Odwrócił się do mnie podciągając do góry nakrycia. Nawiedzały mnie również inne wizje. że to będzie mój jedyny raz. ciągle mnie torturowało. że przez lata w tajemnicy studiował ducha i rozpoznał. tuląc się do niego mocniej. kiedy już właściwie przespaliśmy się ze sobą. Później leżeliśmy w tamtej małej chatce tak długo. byłam niezdolna do wzięcia się w garść. że urok nakłonił nas podczas naszego nieoczekiwanego spotkania.. jak mocne było nasze połączenie. . wierzyłam. Ostatecznie poddaliśmy się z Dymitrem przyciąganiu. że większość moich wartościowych wspomnień powstała tuż przed jego przemianą. że nigdy do tego nie dojdzie. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego. Zaklinaliśmy się.. Myślę. Dymitr spojrzał na mnie. że naprawdę zaczęła myśleć. A wraz z połączeniem emocjonalnym przyszło i fizyczne. które sprawiły. dopóki nie uleczyła choroby. Dymitr dzięki swojej sile sprawił.41 - . − Pamiętasz urok pożądania Wiktora? .. cóż. jakbym była szalona. ale na łóżku . która sprowadziła mnie i Dymitra do naszych najbardziej pierwotnych instynktów.naszyjnika wypełnionego magią ziemi i wpływem. jako strzygi. To była jedna z paru chwil. jak to zrobił inny strażnik naznaczony pocałunkiem cienia. W chatce było chłodno. zanim chociażby ona się o tym dowiedziała. ale. Wiktor Daszkow był arystokratycznym morojem. Odkąd postanowiłam znaleźć Dymitra. Straciłam nad sobą kontrolę. kiedy czułam. bałam się. tworząc urok pożądania . jak doskonale się nawzajem rozumieliśmy. że doszłam do siebie. kiedy zabierałam od Lissy sporo cieni wywołanych przez ducha. co martwiło mnie bez końca. Urok był pełen niebezpiecznej magii. Trzymanie się z daleka od siebie okazało się niemożliwe. którzy byli bratnimi duszami. Wyobrażenie jego. w których po części miałam nadzieję. która go zabijała. aż do naszej nocy w chatce.. sporadycznie miałam chwile słabości.powiedziałam Dymitrowi. jaki był i wspomnienia czasu. że naprawdę należy do mnie. jednym z tych. Teraz Wiktor dożywotnio siedział w więzieniu. ale w tym momencie wiedziałam. że wariuje. Mówiąc o tym czułam się nieco nieśmiała. nasze uczucia były po prostu zbyt silne. że może być lepiej . Był jednym z niewielu. że zabiję się tak. W przeszłości podchodziłam sceptycznie do ludzi. Jego plany osiągnęły szczyt. jak i za swoje zdradzieckie plany rebelii przeciwko rządowi morojów.jeśli moje przeczucie okaże się złe.. że stanę się potworem. Torturował ją wszystkimi rodzajami umysłowych gierek.. który razem spędziliśmy. że nigdy go nie znajdę. którzy wiedzieli o moim związku z Dymitrem. zarówno za to co zrobił Lissie. że Lissa jest jego użytkownikiem. − Oczywiście. o tym co zaszło pomiędzy nami. To był jeden z tych okresów. Zdałam sobie wtedy sprawę z tego.Myślałam o tym przez cały czas. abyśmy się poddali wyższości siły fizycznej. wizje tego. Nawet posunął do przodu nasz związek. którzy byli przyjaciółmi Lissy i jej rodziny. − Nie zdawałam sobie sprawy z tego. Bałam się. Akt sam w sobie był niesamowity i nie byłam w stanie oddzielić fizycznej radości od emocjonalnej. jak tylko się odważyliśmy i to też było niesamowite. Czasami byłam przekonana. kiedy porwał ją i torturował.

Dymitr się zaśmiał i pocałował moją szyję. odtwarzając każdy szczegół. że byłeś zbyt zdyscyplinowany na to.zapytałam zaskoczona. Musi być całkowicie zielony w te klocki. że tak ciężko było podjąć to poszukiwanie. jak ciężko było to dostać w czasach sowietyzmu w tym państwie? Nie mogę uwierzyć.To w ogóle da radę tak daleko? .Droga podobno zajmowała siedem godzin. żeby go zabić..zapytałam.Jego usta przesunęły się do mojego obojczyka. nie wiem. że mogliśmy się ubrać. Sądzę. ale jesteś niemożliwa do zapomnienia.Wypaliłaś mi ślad w umyśle na zawsze. zwłaszcza że sama dałam jej na niego pieniądze. Powtarzałem sobie bez końca. że byłem nago z kimś tak pięknym jak ty? Nie spałem wiele nocy. który mnie kochał i był ze mną w łóżku..zawołałam. Jednak. Chciała prowadzić. a ja już miałam zamiar kłócić się. Masz pojęcie. Kto wie? Może była maniakiem samochodowym. Musiałam zapamiętać go jako mężczyznę. że ten mężczyzna nie chciałby zostać potworem. Jeśli to w ogóle możliwe. Byłam większą entuzjastką lśniących. Rzuciła mi zszokowane spojrzenie. − Rose. że ten facet właściwie to sprzedał. Myślałam. który kupiła. niczego co mogłoby to kiedykolwiek zmienić. . a jeszcze mniej o klasykach samochodów. że to złe. ale Sydney gładziła lśniącą czerwoną maskę jakby była zakochana. Nie byłam zbyt podjarana. − Oczywiście! I ruszył. jednocześnie to właśnie z powodu wspomnień jak te musiałam go zniszczyć. był czysty i dobrze utrzymany. nowiuteńkich sportowych samochodów. . jej wyraz twarzy stał się jeszcze bardziej niedowierzający. a ja po prostu nie umiałam tego docenić. . − − Ja też. zaczynałam rozumieć jej fascynację. Jednak widząc jej pełen uwielbienia wyraz twarzy. na jaką miałam ochotę. Czucie nacisku jego skóry na moją było zbyt cudowne. − Ruszy? .. a przez sposób w jaki przyspieszał. co to jest? To Citroën z 1972. ale to była ostatnia rzecz. Myślałam. Silnik zaskoczył do życia z miarowym brzęczeniem. Poważnie? . − Mówisz poważnie? Wiesz. a dłonią zaczął gładzić moje biodro. ostatecznie zdecydowałam się nie wchodzić pomiędzy nią a samochód. − Tym jedziemy? .Myślałam. jak mógłbym zapomnieć o tym.42 - . . Może był wartościowy. ten samochód nie miał żadnych wgnieceń czy rdzy. kiedy Sydney pokazała mi samochód. . Musiałam zapamiętać. Nie ma na tym świecie niczego. a przymykając oko na przestarzały wygląd. Będąc uczciwą. że to były moje pieniądze na jego zakup.były ciepłe koce. Wiedziałam niewiele o erze sowietyzmu. nawet jeśli był strzygą.. Te rzeczy są niesamowite. że próbowałeś o tym zapomnieć. I wspomnienia takie jak te sprawiały.

Jest naprawdę dobra i sporo mnie nauczyła.. które chciałabym móc robić. że jest wiele innych rzeczy.Byłam po prostu zadowolona. Sydney się zgodziła.powiedziała. Naprawdę? . Ale kierowanie różnymi rodzajami sieci komputerowych i ludźmi takimi jak my? Nie.43 - . . nie chciałybyśmy być na miejscu kiedy zrobi się ciemno. Tak myślę. niezwykłe. Oczywiście. ale moja mama jest mechanikiem. − − − − − − − − − − Dużo wiesz o samochodach? Trochę . żeby tak zarabiać na życie. Dlaczego nie możesz? Muszę być następnym rodzinnym alchemikiem. − − Gdybyś mogła iść na uniwersytet.To jest w pewnym sensie. Przynajmniej to jest komplement. Co prawda miała nędzny. Ale ona jest jakby.W jej głosie słychać było gorzką nutę. tym bardziej nieprzystępny stawał się teren.zapytałam zaskoczona. Biorąc pod uwagę moje życie. jest starsza i zazwyczaj to starsze dziecko musi wykonywać robotę. nie. że również mam tradycyjną żeńską pracę. jako środek do konwersacji. W miarę jak go obserwowałam. które znała. Jeśli droga była tak niebezpieczna. żeby iść na uniwersytet. . . Tata powiedział. żeby wykorzystać zadurzenie Sydney w samochodach. nic nie warta. tak naprawdę nie miałam podstaw twierdzić. ponieważ prawdopodobnie zjechałabym z drogi... co byś studiowała? Architekturę Greków i Rzymian. Nie mogłam się powstrzymać. może. że to nie ja byłam za kółkiem. Już było późne popołudnie.Domyślam się. zaczynałam rozumieć miłość Dymitra do tej krainy... które były charakterystyczne tylko dla tego miejsca.W naszej rodzinie mój tata jest alchemikiem. jak wszyscy twierdzili. jest nie do powstrzymania. Ale ona po prostu nie mogła sobie poradzić z tym rodzajem spraw. Moja siostra. Tak. Nie miałabym również nic przeciwko temu.. Dotrzemy do naszego celu rano. że natychmiast wyjeżdżałyśmy. ale wiosna zmieniała równiny na zielono i było tam coś urzekająco pięknego w widoku tej całej nietkniętej dziczy. że to dobrze. cóż. Sydney wyglądała teraz tak smutno. że czułam się źle. − − − Poważnie? Wiesz cokolwiek o tym? Um. Kiedy trzeba uporządkować jej kolekcję błyszczyków. że zainicjowałam tę dyskusję. W pewien sposób przypominało mi to Montanę. nigdy nie była w stanie tego robić. które było przeznaczone na walkę i zabijanie. jednak miało jakieś cechy. Nie miałabym nic przeciwko. nie byłam zbyt odpowiednią osobą do rozmowy o rolach płci. że tylko ja byłam do tego zdolna. Im dalej byłyśmy od Omsk. ale powiedziała. . . Wtedy doszłam do wniosku. że możemy przebrnąć przez większość podróży zanim zajdzie słońce i wtedy zatrzymać się na noc w miejscu. jałowy wygląd. Mocne słowa.

podczas gdy mój umysł błądził po swoich sprawach.Wzruszył ramionami i wyciągnął papierosy. − − − − − To bez sensu . Co do diabła? Mnie nigdy nie pytał czy mam coś przeciwko. dlaczego lubiła dworzec kolejowy. że był też zmęczony. że nakłonienie jej do tej małej konwersacji było wystarczającą wygraną. dzieje się. czego chcesz. Nie wiem jak to wytłumaczyć. Tak naprawdę nie byli kuzynami. odkąd szkoła działała według nocnego rozkładu. że zostanę przydzielona do Grecji albo Włoch. . jak to robisz. To było jak rzut monetą.Smutny wyraz twarzy został zastąpiony przez wyraz fascynacji wyglądała na niemal tak zakochaną. Właśnie spędzali długi..Nigdy się tego nie nauczę. jaką się wykazali przy niektórych z tych. . które lubili. Dymitr i Lissa. Po prostu o tym myślę i. cóż. Dzisiaj. Zostawiłam ją z jej własnymi myślami o klasykach samochodów i architekturze. Właściwie. nie wiem. Ku mojemu zaskoczeniu. pomimo słońca.Ale przy tej pracy nie ma gwarancji. Próbował wytłumaczyć jej ten proces.. technicznie rzecz biorąc dla nich również była noc. Strzygi. Służba. kogo chcę „odwiedzić” i tak jakby. wyczerpujący wieczór pracując nad chodzeniem we śnie i siedzieli na podłodze naprzeciwko siebie. kto spowoduje mi więcej bólu. Rozszerzam na nich swój umysł.44 - . Tak. Lissa usiadła i skrzyżowała nogi. Adrian. udałam się do Lissy głównie dzięki ostatniej wizycie Adriana w moim śnie. kiedy palił . to było po prostu określenie. Po tym zamilkła i doszłam do wniosku.Masz coś przeciwko? Tak . zatrzymał się w szkole na czas bliżej nieokreślony i pracował z Lissą. Wczesny wieczór w Rosji oznaczał wczesny poranek w Montanie..Jej uśmiech przygasł. . tak jak Avery. kiedy samochód mnie rozproszył. Lissa była z Adrianem w jego pokoju w kwaterach dla gości. skończył szkołę. . którego czasem arystokraci używali względem siebie. przez połowę czasu przysięgałam. że dostaniesz to. . cóż. . rozciągając nad głową ręce.. Z westchnieniem Lissa zwaliła się na bok i położyła.. Nigdy nie dawaj za wygraną. przez prowokowanie ich. mam nadzieję. Nie rozumiem. że robił to żeby mnie wkurzyć. Było blisko do godziny policyjnej i wszyscy musieli wkrótce wrócić do swoich dormitoriów. ale jako inny jedyny znany użytkownik ducha. . Dymitr. w którym to faceci próbowali przyciągnąć dziewczyny. co nie miało sensu.. to po prostu nierealne. kuzynko. jak było to z samochodem. Cóż. odłożył je. . ale mogłam stwierdzić. Oczywiście. Byłoby ekstra. Adrian już dawno powinien mieć za sobą ten wiek. Zawsze Dymitr. które zawsze trzymał.Głos Adriana był tak nonszalancki jak zwykle..a miałam.powiedziała. Jeśli alchemicy nie odeślą mnie po tym z powrotem do Stanów Zjednoczonych. − Po prostu myślę o kimś.jęknęła. Wtedy zrozumiałam. – Pomysłowość..− − − To niesamowite.

jej aura była taka sama. cóż. Adrian czasem mnie zaskakiwał. co .. imprezowy chłopiec Adrian rozumiał? Badając go przez oczy Lissy. byłam zadowolona że nie mogła. jaka dobra w to teraz jesteś? Po prostu bądź cierpliwa ze snami. Lissa i Adrian odgadli. ale to przebiło wszystko.45 - . płytki. Wizyty Adriana we śnie były dla mnie wystarczająco trudne. a ty potrafisz przywrócić do życia martwego.Zatrzymał się. że Sydney zgodziłaby się z nią.Tylko w ten sposób będzie w stanie ruszyć do przodu. Na wspomnienie aur zaczęła go obserwować i zebrała w sobie zdolność do widzenia pola światła. które świeciło wokół każdej żywej rzeczy. Ale Adrian.. domyślając się. byłoby dużo trudniejsze.nazwij mnie szalonym . gdybym powiedziała jej prawdę o swojej podróży. A . Tylko w ten sposób możemy ją odzyskać . Uśmiechnął się.Nie mogę znieść tej niewiedzy. zdałam sobie sprawę. . Przejmował się mną. .jest jakby hardcore’owe. − Jak wygląda? − Tak samo. − − Po prostu chcę wiedzieć. nie byłam do końca pewna. Jego aura wyostrzyła się. że właściwie jestem szalony. Oczywiście. Wiedząc.− − Brzmi podobnie do tego.To była znowu taka sama rozmowa jak z Christianem. że uganianie się za Dymitrem było głupie i samobójcze. Nie podobało mu się to i mogłam usłyszeć ból w jego słowach. Prawdopodobnie to polega na tej samej zasadzie. Pytanie brzmi. Żaden inny moroj nie miał tego rodzaju czystego złota. a ja byłam trochę zaskoczona. jak Rose opisywała czytanie mnie..powiedziała Lissa cichym głosem. − Myślisz. Pomimo jej rozczarowania. niektórzy mogliby się kłócić. Wkrótce mam zamiar ponownie ja zobaczyć. otaczając go złotym promieniem. że naprawdę rozumiał. chciałabym żeby nie zdecydowała się za nim uganiać. Wiedziałam. że ona mogłaby. Lissa myślała.przerwał.. jak się ma . Z tym jest tak samo. głupi. To. − Myślę. . że potrafi. czy to w następstwie nie zabije jej. zajęło ci chwilę nauczenie się aur. co robiła. Z tego co mówił Adrian. że to chłodne. że żywiłam tak silne uczucia do kogoś innego spowodowało jego cierpienie. . że potrafi zabić Dymitra? Odpowiedź zajęła Adrianowi dłuższą chwilę. Słuchaj. Lissa tak bardzo chciała chodzić w snach tak samo jak on. którą mógłby dać Christian. surowe nastawienie. Lissa kiwnęła głową. Chęci są teraz bezsensowne. − − Boże. że to zrobi? Myślisz. Widziałem ją któregoś dnia. Lissa wzdrygnęła się. Dopiero co w końcu przeszedłem przez leczenie zadrapań. − Widzisz. I nie tylko ty masz krzywą postępów w nauce. Odpowiedź była tak bezceremonialna jak ta. że to było charakterystyczne tylko dla użytkowników ducha. ale mogłoby to sprawić. Nic jej nie jest. które próbowałam utrzymywać w Rosji. Rose musi to zrobić.

I przede wszystkim. Wspomnienie mnie. Lissa szybko uścisnęła go na do widzenia i wyszła. bezustanne krytykowanie się za to. Głosy pochodziły zza rogu. Ich postawy były sztywne i wrogie. jeśli nie pracujesz. − Uczenie się jest przereklamowane. Z obawy. Martwiła się o mnie . Przez cały czas jej umysł wariował z obawy. że nie jestem bystra? Do diabła. Absorbowała od niego nieprzyjemne efekty ducha . Przewracając oczami. Wszystko jedno . sposobem. Na drugim piętrze. wywołało w jej środku wszystkie rodzaje uczuć. co musiało być jego apartamentem. Mimo tego..Wszystko przepisywałem w szkole i spójrz.jakby część jej została odcięta.Nie jestem twoim niewolnikiem. Miała te same uczucia.46 - . Wstała. pomimo drzwi które oddzielały klatkę schodową od korytarza.. Lissa usłyszała krzyk. co kazało jej się zastanowić. jej myśli przybrały zdecydowanie ciemny obrót. czy kiedykolwiek opanuje ducha. nie. a między nimi buzował gniew. jak dobrze mam się dzisiaj. wpatrując się w swojego ojca. a jeśli używał ducha przez cały wieczór. Adrian uśmiechnął się szeroko.nie to żeby musiała. Z obawy. Władimirem. .powiedział z szerokim uśmiechem. żeby trzymać na dystans efekty ducha. który trzymał w pogotowiu. czy je absorbuję. co się stało pomiędzy nami.krzyczała. Torturowały ją poczucie winy i zmieszanie. że wiedziała. . Ale to nie znaczy. Rozpoznała głosy. tęskniła za mną.Jesteś najbystrzejszą osobą jaką znam. co ja . Stał w przejściu do czegoś. Lissa spojrzała na zegarek. Po prostu znajdź kogoś bystrego do ściągania. zawahała się i ciekawość wzięła górę. dokładnie tak jak to robiła strażniczka o imieniu Anna. że musisz wykonywać zbędną pracę. − − − − Sugerujesz.jednak. Kiedy już znalazła się poza zasięgiem jego wzroku. Z obawy o mnie. Powiedziała Christianowi. Nie możesz odnieść sukcesu w życiu. mógł teraz chcieć otępić się tymi swoimi złymi nawykami. iż to nie ma z nią nic wspólnego. Prawdopodobnie powinnam również pouczyć się do swojego testu z historii. że ostatnio nie odczuwała ciemnych efektów ducha. faktycznie wierzył. że robiłam właściwą rzecz . W rzeczywistości. − Muszę wrócić przed godziną policyjną. ale dopiero teraz uderzyło to we mnie z całą siłą.Również się podniósł i poszedł nalać sobie drinka z w pełni zaopatrzonego barku. co powinna była zrobić. Chwilę później cicho pchnęła drzwi wejściowe i weszła w korytarz. Samo-leczenie było jego. Przepisywanie od innych nigdzie cię nie doprowadzi.jedyną rzecz jaką mogłam.niesamowicie martwiła. niezbyt rozsądnym zresztą. Adrian mieszkał na czwartym piętrze i Lissa zdecydowała się pójść schodami zamiast pojechać windą. patronem szkoły. . że czuła się źle z tym. .i zwariowała. Żyła wieki temu i była połączona z Św. − Będę robić. . jej uśmiech nieco zgasł. Ostrożnie rozejrzała się wokoło . Avery Lazar stała w korytarzu z rękami na biodrach. co mi się podoba! .

Nie chciałam. Chociaż czasami chciałbym. żebyś nią nie była. że ktoś ją widzi w takim stanie. że powiedział takie rzeczy do własnej córki. panie. Po prostu przechodziłam obok. I ja i Lissa byłyśmy zszokowane. I z tym zatrzasnął drzwi. Nie ma szans. Tak. że mnie nie chce. zanim ktoś cię zobaczy. − − − − − − Twoja matka jest. Avery! . Tylko wtrącałabym się pomiędzy nią i tego gościa z którym sypia. która w świetle połyskiwała na srebrno. krótką sukienkę wykonaną z jakiegoś rodzaju niebieskiej tkaniny. panie. to znaczy. Chwila ciszy. Pośpiesznie przyłożyła rękę do oczu.− Jesteś moją córką . Przez chwilę było tam cicho. − − − To dlaczego każesz mi siedzieć w tej dziurze? Pozwól mi wrócić na Dwór! I zrujnować moją przyszłość? Ledwie wykaraskaliśmy się z kłopotów nie szkodząc reputacji naszej rodziny . wiesz. a z jej niebieskoszarych oczu ciekły łzy. . − Nie powinno. zajęta. Nie zrobiłaś niczego złego. Avery nagle wyszła zza rogu i zatrzymała się naprzeciw Lissy.. Auć. głosem ociekającym sarkazmem. które niszczyły jej ostry makijaż..powiedziała Avery.47 - .Zanim zawołam Simona i każę mu cię stąd wytaszczyć. że musimy zachowywać pozory. że on.powiedział głosem zarówno łagodnym jak i protekcjonalnym.Rozmowa skończona. Tak i Bóg wie. Wracaj do swojego pokoju i wytrzeźwiej.. .powiedziała matowym głosem. Mamy ważnych gości. .uśmiechnęła się sztucznie. ukrywając się za rogiem.zmierzających ku niej.Jego głos dźwięczał głośno i groźnie. Lissa wzdrygnęła się i zrobiła krok w tył. Jej długie włosy zwisały w nieładzie. Następnie Lissa usłyszała odgłos kroków . żebym cię wysłał tam samą i pozwolił ci robić Bóg wie co. Lissa czuła się równie zakłopotana. − Nie. ..Domyślam się. Oczekuję cię na jutrzejszym śniadaniu i oczekuję. Idź do swojego pokoju . że przypadkiem usłyszałaś nasz rodzinny dramat.To grzeczny sposób powiedzenia. przykro mi.powtórzyła Lissa. najwyraźniej zakłopotana.przynajmniej bez większych szkód. − Cóż . − Cóż. Dało się wyczuć wyraźnie zapach alkoholu.. .. Och. panie . Lissa. .. Avery miała ciasną.. − Przykro mi . powiedział ci takie rzeczy. Prawdopodobnie wszyscy w tym budynku nas słyszeli. nie sądzę. że będziesz się odpowiednio zachowywać. − Ja… Ja przepraszam. Żadna niespodzianka. żeby to miało jakiekolwiek znaczenie. ledwie mogła uwierzyć. po raz pierwszy dając nam na nią dobry widok. będąc złapaną na szpiegowaniu. słodko . Avery zaśmiała się gorzko.powtórzył.Natychmiast. Cokolwiek rozkażesz. W takim razie wyślij mnie do mamy! Szwajcaria musi być lepsza niż to miejsce.

Jedyna rzecz przemawiająca na ich korzyść to to. Lissa skupiła się i próbowała sprawdzić jej aurę. − Dlaczego. prawdopodobnie wyczerpana po tych wszystkich ćwiczeniach tego wieczora z Adrianem. . związałam się z jednym takim uroczym facetem..przyp. Ale teraz. Znalazłam jakiś drugoklasistów.48 - . w jaki Lissa mogła powstrzymać się i bronić przed byciem kontrolowaną... czy nie myliła się co do Avery. Przede wszystkim. które nie są dla nich zbyt korzystne . słaby przebłysk nadziei i zainteresowania pojawił się na jej twarzy. Za wszelką cenę unikała Avery.Avery skrzyżowała ręce i oparła się o ścianę. Nie mogę obiecać. Myślę. . widzimy się na lunchu? Tym razem Avery się zawahała. to wydawał się być jedyny sposób. czasem go nienawidzę. skrzywdzoną dziewczyną. żeby się z nimi powłóczyć dzisiaj wieczorem. Więc kiedy dostał pracę tutaj. jakie królowa ostatnio dawała Lissie. też byli całkiem nudni. Obecnie miała czerwoną obwódkę. który tam pracował . niebieskiego i złotego. reszta moich planów obejmowała upicie się w swoim pokoju. Nie było to niespotykane. Na początku miała trochę trudności. Ale kiedy w końcu była w stanie uchwycić aurę Avery. tak interesujące jakbyś tego chciała. Nie wydawała się być kimś. wziął mnie ze sobą żeby mieć na mnie oko .westchnęła. − Chcesz zjeść jutro lunch ze mną i Christianem? Nikt nie będzie miał nic przeciwko. dlaczego twój tata przywiózł cię tutaj? . Avery wydawała się być smutną.. że to będzie. Avery nie wydawała się być szpiegiem Tatiany.. ukrywane fakty z przeszłości.oczywiście był całkowicie spoza arystokracji.− To część bycia 'dobrą' rodziną. um. zastanawiała się.. zauważyła że to było połączenie zielonego. Kimś.Zdobyłam parę rzeczy na własną rękę.i mnie torturować. której życie wymknęło się spod kontroli. Bez urazy. Avery znowu się uśmiechnęła. że ucieknę z jakimś człowiekiem jeśli pójdę na uniwersytet . Tata zwariował i bał się. że ludzie się dowiedzą. Lissa wyrzuciła z siebie swoje następne słowa. kto był pomiatany tak jak Lissa ostatnio. kto chciał urabiać Lissę na idealną arystokratkę. Szazi . co wyglądało jak whisky. Lissa nie była do końca pewna. ale tym razem nie aż tak gorzko. Nawet zdenerwowana i w nieładzie była piękna. − Cóż. Wszyscy mają w swoich szafach trupy 5 . na uniwersytecie? Avery zaśmiała się gorzko. Kiedy byliśmy we Dworze. nie wiem. 5 Inaczej mówiąc: Wszyscy mają swoje mroczne sekrety .Wyciągnęła z torebki butelkę czegoś. . Lissa nic nie mówiła przez dłuższą chwilę.Boże. − Nie ufa mi na tyle.. Ale na oczach Lissy czerwień znikła.zapytała Lissa. co często się zdarzało kiedy ludzie byli zmartwieni.Dlaczego nie jesteś.czyli że wszyscy mają jakieś swoje skrywane. Przysięgam na Boga. jaki to był rodzaj odpowiedzi.. − Więc. po prostu uciekłabym stąd i tyle. gdyby nie było tutaj Reeda. iż boi się. mroczne sekrety. Ale powoli. ale to miejsce jest zajebiście nudne. jeśli przyjdziesz w porze naszego lunchu. ale. Po głębokim wdechu. Z tymi wszystkimi rozkazami. że mieli piwo. .

sklep i stacja benzynowa.49 - . Drzwi otworzyła przyjaźnie wyglądająca osoba po dwudziestce. która ponagliła nas do wejścia. którzy byli na zewnątrz. Sydney miała rację. "miasteczko" było kompletną przesadą. . puszystymi kocami. a słońce tonęło coraz dalej i dalej za horyzontem. Zastanawiałam się czy będę śniła o Lissie albo Adrianie. głos Sydney wyrwał mnie z myśli Lissy. ale miał dwa podwójne łóżka przykryte grubymi. W rzeczywistości. Nigdy ich nie spotkałam. Opatuliłam się swoim. Pola uprawne rozciągały się za budynkami i zobaczyłam więcej koni niż samochodów. że w pobliżu były strzygi. − Jeszcze tylko najwyżej parę godzin drogi . że to jest najdalej jak możemy dojechać dzisiaj. prawdopodobnie dlatego. Był niemal zmierzch i musiałyśmy trzymać się z dala od drogi. obok którego stała stodoła. niż zaobserwowałam dotychczas. . Niebo przybrało intensywny pomarańczowy odcień. Tłumaczenie: Szazi . gapiło się w zdumieniu na nasz samochód. wdzięczna za miękkość i ciepło. Był mały i skromny. Sydney była bardziej towarzyska i czarująca. Było tam parę porozrzucanych domów.Tutaj się zatrzymamy. co zajęło mniej więcej minutę. jak jazda samochodem przez cały dzień może być męcząca. Nie pomyślałbyś. Na drugim końcu świata. Zatrzymała się naprzeciwko prostego białego domu. . Umiała powiedzieć po angielsku tylko parę słów.Mamy naprawdę niezły czas i powinnyśmy dotrzeć tam dość szybko w godzinach porannych.− − Tak . Wysiadłyśmy z samochodu i podeszłyśmy pod dom. przechodząca przeze mnie fala mdłości. Myślę. Więc po obiedzie i pooglądaniu trochę telewizji. Nie śniłam. że nasi gospodarze nie byli podłym wampirzym potomstwem. które idealnie pasowało do moich wyobrażeń głębokich prowincji na Syberii. żeby wyruszyć wcześnie rano. który został dla nas przygotowany. ale Sydney zjechała z głównej autostrady i kierowała nas w stronę małego miasteczka. Te mdłości powiedziały mi. . Paru ludzi. Ale spałam. Więcej tajemniczych powiązań alchemików.powiedziała w końcu Avery.kontynuowała.Byłoby świetnie. ale byłam naprawdę wykończona i zależało mi. poszłyśmy z Sydney do pokoju. Nie wiedziałam jak długo śniłam na jawie. udało nam się przez to przejść.Dojechała do drugiego końca wsi. − − To są twoi przyjaciele? Nie. ale dzięki umiejętnościami tłumaczenia Sydney. Ale oczekują nas. gdy niespodziewanie obudziła mnie niewielka.

Strzygi nie były w środku. co było dobrą rzeczą. Zawsze myślałam. Myśląc o sympatycznej parze. tym nie mniej zamachnęłam się kołkiem na kobietę. ale to na niewiele się zdało. Ciągle poruszając się bezgłośnie. Jej twarz była niezwykle spokojna gdy spała. oni zareagowali szybciej niż ja. pomyślałam. Nie byłam wystarczająco szybka żeby zareagować i runęłam w kierunku drugiej strzygi . że byłam z siebie zadowolona. poruszający się cień.50 - . która myślała. najwidoczniej po tej stronie domu. który nie był Dymitrem. skradając się wyszłam z pokoju. KAŻDA CZĘŚĆ mnie była obudzona i gotowa do działania. Uderzyła z powrotem w moim kierunku w niemal przypadkowy sposób. że może podkraść się do małej. a mój tajny system ostrzegawczy nie był w stanie tego wykryć. podchodził do mnie z drugiej strony. która z radością przyjęła nas do swojego domu. mając nadzieję. Nie było żadnych miejskich świateł prześwitujących przez okno. Przynajmniej nie ten blisko mnie. gdy kobieta zaszła mnie od tyłu i złapała. wyszłam z domu frontowymi drzwiami i tak cicho jak noc. poczułam jak coś mocno zaciska się w mojej klatce piersiowej. Tam. że ledwo zobaczyłam jej ruch. . Gdzie była strzyga? Z pewnością nie w naszym pokoju. Uświadomiłam sobie. że ją zranię. Przygotowałam kołek i zaczęłam się rzucać do przodu… I wtedy coś uderzyło mnie w ramię. Okej. Zaskoczona potknęłam się i spojrzałam prosto w twarz strzydze. Była w domu? Wszyscy mówili. Na prawdo od wejścia do stodoły mogłam zobaczyć długi. Tak szybko jak tylko znalazłam się w salonie. że strzygi wolały się uganiać za morojami i dampirami . więc zajęło mi kilka sekund żeby dostrzec cokolwiek w zaciemnionym pokoju. Było ich dwoje. Wyciągnęłam kołek. nudności odeszły.Rozdział szósty ZERWAŁAM SIĘ DO PIONU. Natychmiast przez mój umysł przeleciała myśl: Co jeśli jeden z nich to Dymitr? Ale nie był. To była kobieta. Panika uderzyła mnie od środka. Nudności nasilały się w miarę jak zbliżałam się do stodoły i nie mogłam nic poradzić na to.faceta. Nie było mowy żebym pozwoliła aby coś im się stało. To była szybka i łatwa metoda stosowana przez strzygi. Szybko odpowiedziałam. Ześlizgując się po cichu z łóżka. która pozwalała im unieszkodliwić ofiary. żeby mogły się spokojnie pożywić. Mam cię. że prawdopodobnie zamierzała skręcić mi kark. złapałam za rękojeść swojego kołka i bez niepokojenia Sydney. która była blisko mojego pokoju. Musiałam jeszcze tylko obczaić tego drugiego. tworząc między nami dystans. ale wymknęła mi się tak szybko. Sydney leżała zwinięta w kłębek w swoim własnym łóżku. Wydałam stłumiony okrzyk i poczułam jej ręce na moim gardle. Gorzej. Zamierzałam zaskoczyć tą strzygę. szarpiąc moim ciałem do siebie. nacierająca prosto na mnie. Kątem oka zobaczyłam jak cień przy stodole ucieleśnia się w inną strzygę. Musiałam zając się bezpośrednim zagrożeniem. Były na zewnątrz. że droga do miasta Dymitra była niebezpieczna. Poruszając się szybko. zrywając się na równe nogi i kopiąc go. Nikt więcej się nie obudził. ludzkiej wioski na obiad. wyszłam za próg.chociaż ludzie również byli znaczną częścią ich diety.

Była dobra. Duchy stłoczyły się wokół dwóch strzyg. Kobietastrzyga natychmiast zaczęła machać rękoma aby odganiając widma. ale ten strach osiągnął punkt kulminacyjny. chociaż zwykle nie sprawiała mi żadnego problemu. czy zniszczą mnie zanim zrobią to strzygi.Szamotałam się. ale w każdym miejscu w którym mnie dotknęły lub przeze mnie przeniknęły. Dusze. wywołujące rozsądzające bóle głowy i uderzenie głową o stodołę wcale mi nie pomogło. że odrobinę zawadzało o obłęd i ciemność. ciągle była zdolna aby całkiem łatwo uskoczyć przed moimi atakami. Uczucia eksplodowały we mnie i zastanawiałam się. Zakołkowałam mężczyznę-strzygę zanim w ogóle zobaczył. warcząc przy tym z wściekłością i czymś prawie przypominającym strach. wróciłam do niej próbując znaleźć okazję żeby trafić prosto w jej serce. Ponownie wezbrała we mnie panika. że to było bezskuteczne.51 - . To było niezamierzone i poza kontrolą i podejrzewałam. Było ich dwoje. W tym strasznym. duchy zgromadzone wokół niego przesunęły się do kobiety. Okrążyły nas. że gwiazdy zatańczyły przed moimi oczami i posłał mnie na ścianę stodoły. a przez moją czaszkę przechodził rozdzierający ból. musiałam jej to przyznać. że nadchodzę. Byli silni. To była umiejętność. Ich obecność sprawiała. ponownie samolubnie zapragnęłam aby Mason nie odnalazł spokoju i nie opuścił tego świata.co równałoby się przyzwoleniem na zabicie Sydney i pozostałych. Bezzwłocznie. ale najwyraźniej były bardzo irytujące . zostawiając mnie samą z duchami. wiedziałam. Zataczając się. Niektóre wyglądały jak zwykli ludzie. druzgocące poczucie strachu i rozpaczy. Duchy nie wyglądały jakby były zdolne zranić strzygi. Zdołała trzymać swoją klatkę piersiową z dala od mojego zasięgu. sprawił. szczególnie przerażający duch ją zaskoczył. że to nie ja byłam ich celem. rozpaczliwie próbując zebrać siły by zbudować barierę. Zebrałam się w sobie. która oddzieliłaby mnie od świata duchów. Wówczas stało się coś zupełnie niespodziewanego . nieznacznie rozpychając jej ręce. Inne były straszne. przynajmniej do czasu aż jeden. co było przytłaczające. Rozpacz i panika tej sytuacji złamały moją kontrolę. Jej chwilowe rozproszenie dało mi szansę i ją również zakołkowałam. Miałam bardzo realna szansę zginięcia tutaj . Na samą myśl o tym ogarnęła mnie wściekłość i rozpacz. Nie miały cielesnych form. Ciągle wokół mnie były duchy. Wszędzie zaczęły się pojawiać przejrzyste postacie.i rozpraszały uwagę. Pomimo szamotania się by odpędzić widma. Widma. Już wcześniej mi się to zdarzyło.jakby ziemia się rozstąpiła. Upadła na ziemię. Duchy zwróciły się w moim kierunku. delikatnie świecące w ciemności. gdy zjawy stłoczyły się wokół mnie i zagroziły mi zniszczeniem. . czułam przeraźliwe zimno. skołowana. I wtedy zadałam sobie sprawę. Zaskoczyli mnie. Czułabym się lepiej. mrożącym krew w żyłach momencie. w samolocie. ich twarze były wynędzniałe i podobne do trupich głów. Szczęśliwy cios pięścią jaki mi posłała. gdyby był tutaj jego duch. której musiałam się nauczyć. które absorbowałam od Lissy. Bałam się za każdym razem gdy walczyłam ze strzygą. ale gdy druga strzyga nachyliła się nad nami. że moje włosy stanęły dęba.

ale pokazało się naprawdę dużo krwi. − Odejdźcie . jak to często to robił. Nie mogłam myśleć. zanim powoli wróciła na swoje miejsce. tak jak to robiłam dawno temu. której się nauczyłam.52 - . gdy mogłam się nim zająć. powoli. Zauważyłam ją tuż przed tym jak runęłam na ziemię. to wyglądało jakby mój wysiłek był bezskuteczny. Zaciskając zęby. Nie mogłam się ruszyć. jeden po drugim. − Rose? Jesteś cała? Czułam się jakby każda drobinka energii w moim mózgu i ciele została wyssana. to duchy wyraźnie chciały je atakować. Wówczas. Klękając przy moim boku. moje poza-wszelką-kontrolą emocje sprowadziły duchy i podczas gdy teraz byłam spokojniejsza. Przez chwilę. to równie dobrze mógł być atak. jednak ciągle chodził posiniaczony. aby zatrzymać duchy z dala ode mnie. Wkrótce nie było już niczego prócz mnie. Wypełniał ją uzasadniany strach. Poczułam kontrolę. ciemności i stodoły . Czasami jechaliśmy samochodem. Tuż przed tym jak szkoła została zaatakowana. I podczas gdy śniłam i miałam halucynacje. Jakimś cudem. gdy byłam chora. dwoje z nas śmiejących się z jakiegoś żartu. To nie była śmiertelna rana. To było właśnie moje szczęście. Wydawały się być mną zafascynowane. Co do mnie.powiedziałam jej.syknęłam. Wówczas szybko nakazywałam swojemu umysłowi oczyścić się z takich myśli.Już was nie potrzebuję. to było trochę jak w samolocie. To był potworny wysiłek. skupiłam każdą uncję swojej siły do zablokowania duchów. A następnie odpłynęłam.Co do strzyg. Moja głowa ciągle pulsowała. Dymitr opiekował się mną wiele razy i zawsze był tam. gdzie go potrzebowałam. Powróciły do mnie wspomnienia z przeszłości. to sprawowanie nad tym kontroli było trudniejsze. będąc w piżamie. o jego ramionach wokół mnie i jego wspaniałej twarzy pochylającej się z troską w moim kierunku. pomogła mi usiąść. że prawie niemożliwe było uderzenie go. który zawsze mnie dręczył. Ale to działało w obie strony. Trzeba jednak przyznać. Dymitr był tak twardy.i Sydney. Wybiegła z domu z bladą twarzą. przyszły do mnie obrazy z jednego z niewielu razy. Czasami w tych snach porywał mnie. Dymitr brał udział w wielu testach przygotowanych dla mnie i moich kolegów nowicjuszy. zaskoczona widokiem jego rozciętego policzka. . Nawet jeśli był ranny to nie chciał się do tego przyznać. Znowu śniłam o Dymitrze. Z desperacją znowu próbowałam przywołać swoje zabezpieczenia. żeby zobaczyć jak dobrze potrafimy poradzić sobie z niespodziewanym atakiem. − Nie . duchy zaczynały blednąć. że nie lądował w szpitalu tak często jak ja. rozpaczliwie próbując zwrócić moją uwagę. Sporadycznie jego twarz zaczynała przybierać ten przerażający obraz strzygi. . Tylko że z tuzinem stłoczonych widm. Raz podczas tych testów poszłam za nim na salę ćwiczeń.

Puścił moją dłoń i wyszliśmy. Na takiej samej zasadzie działał tatuaż Sydney . − Tak . To wydawało się dziwne.powiedział ochrypłym głosem. dampiry. tak długo jak dotyczyło jego. Po zmoczeniu ręcznika delikatnie oczyściłam jego twarz. ale nie znosiłam odpuszczać. podczas gdy sama potrzebowałam pomocy. Chwycił moją rękę i odciągnął od swojej twarzy.. To była prawda. − Wystarczy . Moroje . że wykrwawisz się na śmierć? . To było w pewnym sensie przesada. czasami naprawdę trudno być odpowiedzialną. naprawdę spełnił mój rozkaz. On również był niesamowicie spokojny. ale kiedy odgarnęłam jego włosy za ucho żeby oczyścić resztę jego twarzy. ale jednak. więc starałam się sprawiać wrażenie spokojnej i opanowanej.spytałam. − Nic takiego dopóki nie wda się zakażenie! − Wiesz. − Dziękuję.powiedział uparcie. odziedziczyliśmy to po nich. Jego głos był łagodny i wiedziałam. Nie puścił mojej ręki. Łazienka była mała i byliśmy od siebie tylko kilka cali. Bał się. ale ustaliliśmy. Mój głos był zawzięty i ku mojemu zaskoczeniu. Wiedziałam. Tego dnia każde z nas wróciło do swoich własnych obowiązków.powiedziałam wskazując małą łazienkę w sali gimnastycznej.powiedział. że to nie ostatni raz.− Czy dajesz sobie sprawę. nawet w moich snach dawał mi siłę i determinację.53 - . wzdrygnął się. Boże. − No dalej . że czułam się spełniona. Dotykanie go sprawiło.dawał jej pewną ochronę. że to mało prawdopodobne . W roztargnieniu dotknął swojego policzka i po raz pierwszy wydawał się zauważyć ranę. że czułam się lepiej. Nie wiedziałam dlaczego śniłam o tym wspomnieniu tuż po napaści na mnie przy stodole. Jako że tam był. I zawsze chciałam się tak czuć.Nic mi nie jest. Moje koniuszki palców dotykające jego skóry wysyłały oszałamiające fale rozchodzące się wewnątrz mnie i on również je poczuł. że nie był na mnie zły. Moje serce łomotało w klatce. − Nie wybiegałbym z tym aż tak w przyszłość.prawie nigdy nie chorowali. czułam ciepło w całym ciele tylko przez sam dotyk jego dłoni. że będziemy zachowywać się dobrze.poza sporadycznymi przypadkami nabawienia się rzadkiego schorzenia jakie miał Wiktor . My. że śniłam o opiekowaniu się Dymitrem. − Jesteś pewien? . Na początku ciągle protestował. Mogłam poczuć jego czysty. . bał się tego jak niewiele brakowało żeby rozpalił się między nami ogień. Niemniej jednak nie miałam zamiaru pozwolić Dymitrowi się wykrwawić. upajający zapach i przestudiować każdy detal jego twarzy i silnego ciała. Mała łazienka wydawała się być przygotowana na wybuch tworzącego się między nami napięcia. Byliśmy tak bardzo bardzo blisko.krzyknęłam. Roza. Ale dotyk jego skóry i włosów pozostał ze mną przez godziny po tym. Dymitr zawsze sprawiał. Przypuszczałam. że to nie ważne jakie było wspomnienie. To nic takiego. ale w końcu zamilkł. ..

− Kim jesteś? . − Gdzie jest Sydney? Nic jej nie jest? − Ma się dobrze. Nagle zaświtało mi. Przekształcał się w człowieka którego nie znałam. Baia. W rodzinnym mieście Dymitra. że już nie śnię.spytałam. w którym się wychował i nawet jeśli próbowałam. może blisko czterdziestki i była dampirką. tym razem w kobietę. ale było coś takiego w jej brązowych oczach co mi go przypominało. Moje ciało było obolałe. to nigdy nie byłam zdolna by ją zapamiętać.Olena Bielikowa. Jednak teraz byłyśmy tutaj. Coś w głosie tej kobiety powiedziało mi.54 - . jego uspokajająca twarz od czasu do czasu przybierała te okropne czerwone oczy i kły. − Olena . duchy które wezwałam. że leżałam w majaku i straciłam przytomność. Sydney nigdy nie wymieniła tej nazwy.powiedziała z nieznacznym śladem rosyjskiego akcentu.Ale jako. Nie martw się.powiedziała. Oczywiście ona nie była Dymitrem. Czy o nich również śniłam? − Postaraj się nie ruszać . Baia. Żadnego śladu po strzygach. − Gdzie ja jestem? − W Baia. Ledwie raz wspomniał nazwę miasta. Znowu wołałam Dymitra i ostatecznie jego niezmieniona i piękna twarz wracała. Tłumaczenie: Ginger_90 . . Jednak w którymś momencie obraz zmienił się jeszcze raz. Moje oczy rozszerzyły się. Bardzo bardzo dawno temu Dymitr wymienił tą nazwę. w starszego moroja z ciemnymi włosami i przebiegłymi oczami i ze złotą biżuterią połyskującą na szyi i uszach. gdy powróciły do mnie wydarzenia spod stodoły. Innym razem. Byłam w obcym łóżku. w obcym pokoju. To nie był sen. Położyła zimny okład na moje czoło i zdałam sobie sprawę. Była starsza. Dostałaś kilka paskudnych ciosów. Płakałam próbując oddalić ten widok. że mogę jej wierzyć. wcale nie wyglądał jak Dymitr. Gdzieś z tyłu mojej głowy ta nazwa wydała mi się znajoma.

jak wdycham zapach unoszący się z talerza blinów. Moje ciało zawsze wymagało dużo jedzenia. Wyobrażałam sobie. Oczy. gdy był mały. Ilekroć patrzyłam na którekolwiek z nich swoim odległym wzrokiem. Nie byłam zazwyczaj przesądna czy pobożna. przyjechali w ten region.ryzykując w ciemności . kiedy zniknął. To było zupełnie jak dom luster.tradycyjne danie kuchni rosyjskiej. że to tutaj dorastał. że przecież nie był w tym domu od lat. dotykając ścian. kogo znała w Baia przyjechał po nas . ale teraz na poważnie to rozważałam. że między mieszkającymi tutaj dampirami. i nie mogłam nic poradzić na myśl. Nawet dom budził we mnie emocje. jak nie żułam z otwartymi ustami. w szczególnie dużych ilościach spożywane w okresie ostatków. Nie było wątpliwości. Z zadowoleniem patrzyła. w przerwach między szkołą. dotykał tych ścian. Wszystkie trzy siostry Dymitra także tu mieszkały. Olena Bielikow ma reputację osoby uzdrawiającej . − Niesamowicie szybko powróciłaś do zdrowia . wraz ze swoimi dziećmi. próbując wyciągnąć z nich jego energię. A następnie w jakiś sposób. Nikt nie wyglądał dokładnie jak Dymitr. ale szybko dowiedziałam się.a nawet morojów .55 - . Nikt nie powiedział mi jak dokładnie to się stało. Sądziłam. Nawet poczucie humoru. że widzę Dymitra. niż ja skopująca strzygom tyłki. A to był niesamowity zbieg okoliczności. Olena nie mieszkała sama. ze wszystkich dampirów w Baia. że działo się tu coś. Zastanawiałam się. czego nie rozumiałam. że jestem w samochodzie.zauważyła Olena następnego ranka. Nie było żadnych oczywistych znaków. że Dymitr kiedykolwiek tu żył. nie mam powodu by czuć się źle z tym. Sydney najwyraźniej wykonała jakieś gorączkowe telefony i ktoś. Rodzinne podobieństwo było zaskakujące. zabierając z nas gdzieś. by zatrzymać swoją wytrzymałość. 6 Bliny . znalazłam się w mojej obecnej sytuacji. co tylko pogarszało sytuację. że tak dużo jem. myślałam. Miała medyczne wykształcenie i była jedną z pośród innych dampirów . to wszystko nie było częścią snu. zwanym maslenica (tydzień naleśnikowy) . Chodził po tych podłogach. jak wylegiwał się na kanapie w domu. że musiałam sobie ciągle powtarzać.przyp. ani nie robiłam niczego równi obrzydliwego.i uratował. jak mnie do niej przyniesiono. że tak długo. To wystarczyło. Czarna . ale mogłam go dostrzec w każdej z ich twarzach. ale nie przestawałam powtarzać sobie w myślach. Widzenie ich znowu wypełniło mnie Dymitrem. w tygodniu poprzedzającym Wielki Post. 6 To były super cienkie naleśniki ułożone w stos i przełożone masłem i dżemem.którzy chcąc uniknąć zwracania na siebie ludzkiej uwagi. zostałam zabrana do matki Dymitra. Byłam zbyt zajęta gapieniem się szeroko otwartymi oczami na moje otoczenie i jego mieszkańców. z jego zniekształconym odbiciem wszędzie. Dlatego chodziłam z pokoju do pokoju.. którego nie widziałam od czasu. czy zjeżdżał po poręczy. dlaczego podczas moich majaków miałam niejasne wrażenie. Uśmiech. żebym poważnie zastanowiła się na możliwością istnienia potężniejszych sił we wszechświecie.Rozdział siódmy TO BYŁO JAK ŚWIĄTECZNY PORANEK. W tej chwili nie martwiłam się zbytnio o to jak i dlaczego.i to nie w jakiś magiczny sposób. gdzie mogłam dojść do siebie. Po tym jak zemdlałam. Obrazy były tak rzeczywiste.. po tym.

zapytał mnie Paul. Paul miał około dziesięciu lat i wyglądał na zafascynowanego moją osobą.powiedziała Sydney. Jej brązowe włosy były przetykane złotymi pasemkami. Wiktoria. − Abe Mazur .Czy ktokolwiek.. Przybrała na twarzy komiczny wyraz udręczenia. Moroj nienależący do królewskiego rodu i do tego z więcej niż jednym strażnikiem? Bardzo dziwne. .powiedziała.odpowiedziała wprost. Sydney usiadła przy stole z resztą rodziny.− Myślałam. Strażnicy.On jest morojem. − − − Naprawdę zupełnie sama zabiłaś dwie strzygi?. − Dziękuję za zaopiekowanie się mną. Karolina.zganiła go Karolina. nie mogłam sobie wyobrazić.. Przyjechał ze swoimi strażnikami. więc zadzwoniłam do niego. niektórzy z siedzących przy stole wymienili znaczące spojrzenia. − Kto? . Zmarszczyłam brwi. a ciemne oczy skrzyły się tak samo. O ile się nie myliłam. Wyglądała na wyraźnie skrepowaną przebywaniem wśród rodziny dampirów. To wywołało szarpnięcie w moim sercu. Była tam też nastoletnia siostra Dymitra. gdy zaczynałam wierzyć w społeczną sieć i powiązania Sydney z potężnymi ludźmi. który mógł cię tu zabrać. że Dymitr jest tutaj.Widziałam ciała. jak zwykle ledwo tykając swojego jedzenia. Wydawała się być trochę młodsza niż ja. że nie powie nic więcej o tej sprawie przynajmniej nie teraz. zdecydowanie dostrzegłam w jej oczach ulgę. − Jest arystokratą? Mazur nie było królewskim nazwiskiem. kiedy był podekscytowany. − Nie . to niegrzecznie zadawać takie pytanie . Starsza siostra Dymitra. ale jednocześnie go nie ma. że nie żyjesz. jacykolwiek inni ludzie zauważyli albo usłyszeli coś niepokojącego? Pozbyłam się ciał. Kiedy dzisiejszego ranka pierwszy raz zeszłam po schodach na dół. zanim ktokolwiek je zobaczył . na widok którego roześmiałam się. żeby ją poznać.zapytałam pomiędzy kęsami jedzenia. Trzecia z sióstr Bielikow . także siedziała przy stole. razem ze swoją córeczką i synem Paulem. − Zrobiła to . .powiedziała Sydney. . tym razem.56 - . Jasne było. Nie wiedziałam jak poważnie jesteś ranna wczoraj wieczorem. . Liczba mnoga.Sonia .Jeśli ludzie coś . dlaczego ktoś z królewskiego rodu miałby coś dla mnie zrobić. Może był winny Alchemikowi przysługę. Jak zawsze. jak oczy Dymitra. I podczas. − − Przynajmniej zostawiłam ich w miejscu gdzie mogłaś ich znaleźć. ale ono nie zawsze było niezbitym dowodem czyjegoś rodowodu. Był jedynym. Musiałam poczekać. Przełknęłam kolejny kęs blinów i zwróciłam swoją uwagę na Olenę. Znowu miałam to drażniące uczucie.wyszła do pracy zanim się obudziłam. . Ale to jest ekscytujące .Mój humor nagle przygasł.. kiedy Abe i Sydney cię tu przynieśli.. Paul.powiedziała Wiktoria z szerokim uśmiechem.

wyjaśniła Wiktoria i posłała Sydney przepraszające spojrzenie. Tak szybko. która nie mówiła po angielsku.odpowiedziała sucho Sydney. Zastanawiałam się. więc rozejrzałam się dookoła. − Jesteś Amerykanką .I chce wiedzieć.zapytałam.usłyszeli.. to i tak nikt inny nie mógł zobaczyć duchów. ale w tym momencie drzwi kuchni otworzyły się i Yeva. tym będzie gorzej . nawet bez wyjaśnień Dymitra. ale zawsze wierzyli. Reszta jej osoby wydawał się krucha. czekając na tłumaczenie. Wzięłabym ja za czarownicę. żeby przynieść więcej blinów. albo. No cóż. Bałam się. że ona też będzie podejrzewać mnie o próby zostania dziwką sprzedająca krew. Miała zaledwie pięć stóp wzrostu. Babka mówi. jako takich dowodów na istnienie wampirów. że jest pewnego rodzaju czarownicą i w to akurat mogłam uwierzyć. przesuwając się tak. i wydawały się wwiercać w moją duszę. gdy mówiła.. − − − − Co? . ale w końcu doszłam do wniosku. Yeva wymamrotała coś po Rosyjsku. Ona mówi. Oczy Yevy wpatrywały się we mnie.Jaka rzecz na świecie mogła cię skłonić do przybycia tutaj? − Ja. kiedy alchemik sobie pójdzie. . .. . Dymitr powiedział mi kiedyś.powiedziała Karolina. a Olena odcięła się jej.Wyglądasz na osobę.. że cudem było. Czy mogłam być jeszcze bardziej ogólnikowa? Yeva powiedziała coś jeszcze. która nadal powinna być w szkole. co zabrzmiało zupełnie jak besztanie. Nie wiedzą zbyt wiele. wyjątkiem od tego były strzygi..jak się później okazało.57 - . czy wczorajszej w nocy mogła zobaczyć któregoś z duchów. odległe miejsca. że nie widziała żadnego. ale te ciemne oczy były ostre i czujne. − Właśnie ją opuściłam . . Wyglądała jakby miała na karku miliony lat i była tak chuda. dlaczego tu jestem.. Wetknęła swoją głowę wcześniej i cholernie mnie wystraszyła.powiedziałam. dlaczego tu jesteś. Ja szukam kogoś . takie jak to. weszła do środka. jak to będzie możliwe .powiedziałam po kilku chwilach wahania. co sprawiło. to jakby długa historia. że gdzieś tam istnieją nadprzyrodzone i niebezpieczne siły. iż nigdy nie porwał jej wiatr. Wyszła na zewnątrz na sam koniec walki i jeśli dowody znajdujące się obok mogły być jakąś wskazówką. Ale to jej oczy naprawdę mnie przerażały. żeby dziecko oparło się o jej ramie. Była także jedyną w domostwie. − Musiałaś zostać dobrze przygotowana . to. Nie mają. a Olena pospiesznie skoczyła. zawsze są pełne przesądów i historii o duchach. że im dłużej z tym zwlekasz. Powiedziała „historie o duchach” bez jakiejkolwiek zmiany wyrazu twarzy. że nie mówisz nam całej prawdy o tym. które ja widziałam .powiedziała Olena rzeczowo. babka Dymitra. Usiadła na jednym z pustych krzeseł. że będzie naciskać na wyjawienie szczegółów. a jej głowę pokrywały nieregularne siwe pasma. czym zasłużyłam sobie na kolejne badawcze spojrzenie Sydney. że inni poczuli się niekomfortowo. Do mnie zwróciła się łagodnie. No cóż. Wargi Sydney drgnęły w ledwie widocznym uśmiechu.

.Poza mężczyznami . W odpowiedzi wzruszyła ramionami. Wyglądał na bardzo zaniepokojonego o ciebie. Oczywiście. Czyżby ci moroje szukali jakiś rozrywek z dampirkami? Dorastałam. . że nie musisz wyjechać stąd od razu. by na zewnątrz było całkiem przyjemnie. Wiktoria praktycznie wywlokła mnie na zewnątrz. niearystokratycznym morojem. Gdy tylko skończyłam jeść. Rose.58 - . − Nie mamy zbyt wielu gości . że mu podziękowałaś. Albo. nie byłam pewna co zrobię teraz. − W pewnym sensie też chciałbym go zobaczyć . ale to miejsce nie było takim przypadkiem. Zabrała mnie tu. żeby wybrała się z nami.morojami. jej podejrzliwe spojrzenie wyraźnie mówiło mi. Oczywiście. za zhańbione i brudne. jeśli tylko jesteś pewna. Ja się nigdzie nie wybieram.Bardzo chciałabym również rozejrzeć się po Baia. co też było dobre. Wiktoria rozpromieniła się − Z pewnością mogłabym zabrać cię na wycieczkę. tym będę martwiła się później. Yeva nie spuściła mnie z oczu do końca posiłku i chociaż nie powiedziała nic więcej.chociaż jestem pewna. że kolejny mit został obalony. Po spotkaniu kobiet z rodziny Bielikow. Dzień był czysty i chłodny. ale zazwyczaj nie zostają na długo. Chętna uniknięcia dalszego mówienia o powodzie mojego pobytu tutaj. ale odmówiła i zamiast wycieczki wybrała zamknięcie się w sypialni. Szczerze mówiąc. że nie wszystkie dampirki są takie. co mi przypomniało o jej wcześniejszym spojrzeniu na stół.gdzie tyle dampirów żyje razem. nie jak Sankt Petersburg czy . z wystarczającą ilością słońca. że Abe chciałby porozmawiać z tobą w jakimś celu. które postanowiły nie zostawać strażniczkami. W miarę jak zbliżałyśmy się do centrum miasta. że nie uwierzyła w to. wciąż zaciekawiona tym dobrze chronionym. Ja też poczułam się odrobinę zakłopotana. Ma jeden ze swoich nastrojów. że centrum miasta nie jest daleko od miejsca. .wymamrotałam.ale co teraz? No cóż. Rzuciłam Sydney pytające spojrzenie. który mnie podwiózł i wydawał się wprawiać wszystkich w zaniepokojenie. i że można tam łatwo dojść. odkryłam.Powinnaś się upewnić. żeby poczytać o greckich świątyniach. dlaczego tutaj jesteś. Zaproponowałam Sydney. jakby moje przybycie było najbardziej ekscytująca rzeczą. Ludzie zawsze mówili. że dobrze się czujesz.− Ignoruj ją. albo robić cokolwiek robiła. − Rób cokolwiek zechcesz. Sądziła. ponieważ jej przełożony kazał jej to zrobić . że Dymitra nie ma w pobliżu. Nie dodała nic więcej. Baia nie było wielkie. że dziwki sprzedające krew żyją w taborach albo komunach. ale zastanowiła mnie jej aluzja. Wiktoria powiedziała. jest twoją sprawą . gdy wyglądało na to. pośpiesznie zmieniłam temat. uwierzyłam mu.Zmarszczyła nieznacznie brwi. jaka wydarzyła się tutaj od dłuższego czasu. albo światowej kontroli rozmów telefonicznych. Nigdy wcześniej nie byłam w miejscu takim jak to . ale Dymitr zapewnił mnie.wyjaśniła. . że jestem tu przejazdem. co powiedziałam. spotkałam stereotypową dziwkę sprzedającą krew. w którym mieszkają. uważając dampirki. któregoś razu w Słowiku. To.

Sydney powiedziała. Odpuściła sobie dalsze wyjaśnienia. Cała sceneria byłą zadziwiająco normalna.przyp. Odwróciłyśmy się i zobaczyłyśmy słodkiego dampirskiego faceta. że Adrian rozkręcił interes. a ja znowu zastanawiałam się nad aktywnością dampirów i morojów w tym miasteczku. . kiedy jest w ciąży. Nie poruszyłyśmy więcej tego tematu. również zmieniając język.powiedziała do mnie po angielsku.odwróciła się do mnie. Jest w niedzielę wieczorem. a ja zdałam sobie sprawę.zastanowiłam się głośno. Gdy dotarłyśmy do centrum. . to jest Szaz na kacu xD .chociażby Omsk. Może moja więź z Dymitrem wiązała mnie także z jego rodziną. Czarna. − Gdzie są wszystkie dampiry? . Mamy wiele firm i innych miejsc. okazało się. Miał brązowe włosy i ciemne oczy. prawda? Wiktoria zamyśliła się. są tutaj. w którym wzdłuż ulic ciągnęły się małe sklepy i restauracje. hej! . . że w ogóle nie dostrzega jego zainteresowania.Idziesz. o których istnieniu nie wiedzą ludzie. Miło mi cię poznać . Mam nadzieję.Powinnaś zabrać Rose na imprezę Mariny. przedstawiając mnie Rosjaninowi.przyp. Teraz? Teraz. Wiktoria uśmiechnęła się. że dziecko się pośpieszy. gdzie mogą żyć ludzie. Moje rozmyślania zostały przerwane. . Współcześnie i normalnie. ale nie zauważyłam nic. − Mam zamiar się zjawić.przyp. Uśmiechnęła się do niego i gestem wskazała na mnie..Tutaj pracuje teraz Sonia. w Rosji jest dziadek mróz :P . co mogłoby o tym świadczyć. ale ostatnio ciągle jest zrzędliwa.. Czarna.przyp. Szazi) . jak to zazwyczaj robią faceci. ale żeby na takim zadupiu? :D . Ciężko tu było znaleźć rolniczy obóz.Zabrałabym cię. Hm. Wiktorię łatwo było lubić.powiedział. ale kiedy odwrócił się do Wiktorii. żebyś ją poznała. − − − Wielu z nas żyje i pracuje z ludźmi . kto jest obiektem jego zainteresowań. przechodzącego na wskroś ulicę. − − To jest Nikolai (Święty Mikołaj!!! wołać Adriana xD będą prezenty . gdy ktoś zawołał Wiktorię po imieniu. Podczas gdy mogłam zrozumieć dampira pozostającego niezauważonym w dużym mieście. ale. że wygląda jak każde inne miejsce na świecie.Wciąż będziesz w Baia? (Baja bongo. to tutaj pozostanie takim wydawało się niezwykłe. Szazi.Zawahał się. Powiedział do niej coś gawędziarskiego i zabawnego. (drogeria taaa raczej narkotykowa melina . czy gospodarstwo rolne. Ginger. . jego wiek wahał się gdzieś pomiędzy moim i Wiktorii.59 - . stając się odrobinę nieśmiałym. że to sekretna subkultura dampirów.kiwnęła głową w kierunku miejsca wyglądającego jak drogeria. jakbyśmy znały się od zawsze. − Och. Szaz coś wspominała. jasne było. ale było oryginalnym miastem z dużą populacją ludzi. Po godzinie zachowywałyśmy się tak.przyp. . Otaksował mnie tak.Wiktoria przewróciła oczami. to pewnie przez tą „drogerię” :D . . Szazi) . Wspominałam? Musiałam być pijana. tylko z odrobiną wiejskości. . Dupa. Nasza konwersacja pozostała lekka i nawet się trochę przekomarzałyśmy.przyp. Moi drodzy.przyp.

. Na jeszcze większym zadupiu niż to . a ja nie miałam pojęcie. . − − Co? Jesteś. − Mamy teraz przerwę . − − − − − Gdzie jest wasza szkoła? Trzy godziny drogi stąd. Dodatkiem do moich wszystkich zwykłych znaków molnija. był mały tatuaż w kształcie gwiazdy. jeśli wciąż tu będę.na czas Świąt Wielkanocnych. jej oczy wyglądały. co tu robimy .. A ty nie możesz? . Wielkanoc w tym roku. Zabijałam wcześniej. . Tym razem to ja byłam tą. no cóż. ale to nie jest to. − No cóż.. Jeszcze nie nadeszła. ale w rzeczywistości nie złożyłam przysięgi. − Zabiła dwie strzygi poza miastem. .Po prostu chcemy pobyć razem i świętować przed powrotem. która czułą się niezręcznie. Wyglądał jakbym zrobiła na nim wrażenie.odpowiedziałam szczerze. jakby zastanawiała się nad tym. to straciłam rachubę. Babka ma trochę. − Do szkoły? . Jakiego rodzaju to impreza? − Dla przyjaciół Mariny ze szkoły . że brałam udział w bitwie. . .przynajmniej nie w mojej rodzinie.wyjaśniła Wiktoria. W Św. Obojgu zaparło dech z wrażenia. co chciała powiedzieć. Jeśli chodzi o dni.Wiktoria przygryzła wargę.Niezaprzysiężona? Nie wiem czy to jest angielski odpowiednik tego słowa.60 - . nie. na jaki dzień wypada. który oznaczał.. Był późny kwiecień. więc ich szkołą musiała mieć przerwę tydzień przed świętami. Jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy. − Och. mogłabym. Pozwoliłam moim włosom opaść i odwróciłam się z powrotem do nich. zanim miałam szanse cokolwiek powiedzieć.Wiktoria zrobiła minę. Odwróciłam się i uniosłam włosy. Łatwo ci mówić. − − Jesteś strażniczką? Ach. Nikolai nagle ocenił mnie na nowo. W końcu ty wyjedziesz i będziesz zwiedzał fascynujące miejsca. z moją rodziną. Zupełnie sama. Wiktoria zaczęła mówić.. nagle czując się niezręcznie.powiedział Nikolai .Ginger) − Nie wiem. ale ja zostanę tutaj. Cóż. − − Jesteś strażniczką.. Baia nie jest takie złe .Ale pójdę. Władimirze była ona tydzień później. .spytałam głupio.. Zmarszczyła brwi.droczył się z nią Nikolai. skostniałe poglądy na temat mężczyzn i kobiet Nikolai zostanie strażnikiem. pokazując mu moją szyję. a Nikolai powiedział coś po Rosyjsku.zapytałam jej.. że dampiry tutaj chodzą do szkoły.

Nie. że nie możesz. lekkoatletycznej gracji. Tak naprawdę lubi.. a następnie Nikolai wielkimi susami przeszedł na drugą stronę ulicy. Ale nie znak obietnicy. Nie tak ekscytująca. Z jej zachowania mogłam wywnioskować. wciąż dostajemy znaki pokazujące. a przynajmniej jeszcze nie zostało wymyślone. że skończyliśmy szkolenie. Niemal się potknęłam.zgodziła się. Ale na pewno widzimy się u Mariny? Albo wcześniej? Tak . − − − Co? On cię lubi.. Nie widzieliśmy go od dłuższego czasu. Uniosła brwi. .Naprawdę niespotykane.Jest starszy ode mnie i od dłuższego czasu jest strażnikiem.. którą strażnicy często nabywają podczas szkolenia... Byłam zaintrygowana panującym tutaj odmiennym podejściem do tego tematu.. Domyślam się. − Dymitr . że nie mamy na to określenia.powiedziałam. że jesteś ekscytująca. starając się utrzymać głos tak spokojny.nazywamy niezaprzysiężonymi. patrząc chorymi z miłości oczami na Wiktorię. Był słodki i miły. − Tak naprawę nigdy tego nie rozważałam.przyznałam. zastanawiając się nad właściwym słowem . zrobiła kolejną pauzę. jak ty mu się wydajesz. Pożegnali się po rosyjsku. Tylko mój brat wyjechał. Teraz przebywa w Stanach. .. .Wiktoria wzruszyła ramionami . . Przechodzę taki sam trening w szkole jak inni i lubię być w stanie sama się obronić.61 - . a nie morojów.− − − − − − Niezaprzysiężona . a kobiety zostają w domu.. że to zabrzmiało. Takich jak ty.… seksistowsko? Jednak to mężczyźni zostają strażnikami.powiedział Nikolai. W moich rodzinnych stronach to też jest dziwne . z rodzajem niewymuszonej.Przypuszczam że. − Twój brat? . Pozwalając biednemu Nikolai'owi odejść. Tak bardzo. Ale raczej wykorzystuję te umiejętności do obrony swojej rodziny. . To dosyć dziwne. jeszcze raz poruszyłam temat strażników.. a wielka szkoda. wszystkie kobiety tutaj nie są takie? Nawet jeśli nie jesteśmy strażnikami. − Powiedziałaś. on myśli. że naprawdę miała to na myśli. Przypominało mi to trochę Dymitra. Nie zauważyłaś? Och. − Aha. zabijających wiele strzyg i nie mających zobowiązań w stosunku do szkoły czy strażników. Powinienem wam pozwolić już iść.. Była całkowicie obojętna w stosunku do niego. jak to możliwe. − − − Musiałam go spłoszyć . czy technicznie rzecz biorąc.zapytałam. ale chciałabyś być strażniczką? Zawahała się. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. .powiedziałam.powiedziała.

W domu. Okropnie. Paul konstruował skomplikowany tor wyścigowy z klocków Lego. co zaskoczyło mnie. Uśmiechając się do swoich wspomnień. że serce zaczęło łomotać w mojej klatce piersiowej. co się wydarzyło i nawet jeśli minęło kilka lat. Patrząc na nią. że przygotowują wieczorny obiad.Poczułam się okropna i winna. tym bardziej chora się czułam. ponieważ widocznie nikt z Akademii nie zadał sobie trudu.. na jej szczerą. − Rose? Wszystko w porządku? Wiktoria spoglądała na mnie zaniepokojona. Okej . gdy był mały . że przez ostatnie dziesięć minut w ogóle się nie odzywałam. Z nami wszystkimi. kto nie kochał Dymitra?) Przebywanie z nimi przez jedne poranek. że zanim zacznę ścigać Dymitra. Z wyjątkiem tego. Byłam pewna.powiedziała z niepokojem w głosie. Yeva siedziała na bujanym fotelu i wydawała się być najbardziej stereotypową babcią na świecie. sprawiła. ponieważ ukrywałam prawdę przed Wiktorią i pozostałymi. . To znaczy. że oglądanie zdjęć Dymitra jako małego chłopca. Olena spojrzała na mnie zdziwiona i zainteresowana.i jakieś niedawno zrobione także. prawdopodobnie dlatego. zupełnie jak Wiktoria. Winna. Dymitr jest całkiem słodki. − O co chodzi? Waga spojrzeń wszystkich Bielikowów skoncentrowanych na mnie. Jak miałam to zrobić? Jak miałam wytłumaczyć coś. jakby mogła cię spalić jednym spojrzeniem.do przechodzenia przez to.. Zatoczyłyśmy koło po miasteczku i prawie wróciłyśmy do jej domu. mam przed sobą inne zadaniem. Może miała jakieś tajemnicze przeczucie. przyjazną twarz i oczy. zdałam sobie sprawę. że im Wiktoria więcej o nim mówiła. Nie miała pojęcia. Wiedziałam z opowiadań Dymitra. Chociaż z pewnością mogłam przywyknąć do ich nawyków żywieniowych. Nie powinnam być zaskoczona. Rose chce z tobą porozmawiać. Przełknęłam ślinę. wszystko stało się jeszcze gorsze. − − Ja.i. rozerwie moje serce na strzępy.. że ona i reszta rodziny szaleńczo go kochała. − Paul wygląda teraz zupełnie jak on w jego wieku. Olena i Karolina krzątały się po kuchni. pokazało mi jak blisko są ze sobą. gdy tylko mnie zobaczyła.. (I serio. Wydawało mi się. tak sądzę. że większość babć nie wyglądała tak. Myślę. W salonie.. Było tak. jak na mojego brata.powiedziała Wiktoria . nie zauważyła mojej zmiany nastroju. że muszę porozmawiać z tobą i resztą rodziny. − − Wróciłyście wcześniej niż się spodziewałam. bo dopiero co zjedliśmy ogromne śniadanie. ale przeszła na angielski. że wydarzy się coś ważnego.62 - . ponieważ robiła na drutach parę skarpet. że on też za nimi szalał. Olena rozmawiała z Karoliną po rosyjsku. Powinnam pokazać ci jego zdjęcia. tak bardzo podobne od oczu Dymitra. Zwiedzałyśmy miasto . o czym nie mówiłam od tylu tygodni? Nie mogłam zmusić ich . odkąd go widziała. było jasne.albo siebie . żeby przekazać wieści o nim jego rodzinie.. Gdy Yeva zatopiła we mnie swoje spojrzenie.

. żeby znaleźć Dymitra. a ja tylko obserwowałam to z daleka. czułam się tak. To był naprawdę ciężki atak. − Widzicie. co mi się przytrafiło. Byłam całkiem pewna. zarówno morojów i dampirów.. więc ta akceptacja i niepokój sprawiły.. Nigdy nie myślałam zbyt wiele o odszukaniu jego rodziny. Karolina i Wiktoria także się rozjaśniły. rzecz w tym. że powodem. − Miesiąc temu. przy patrzącym na mnie małym dziecku. które wygląda jak Dymitr. − Rose. za nie bycie w pobliżu.. − Co u niego? .Minęły wieki odkąd go widziałyśmy.Wiemy co się stało. To była twoja szkoła? Byłaś tam tej nocy? Skinęłam głową. że to. coś nie tak? . Przybyłam tu. . Poznały mnie dopiero dzisiejszego ranka. Olbrzymia grupa strzyg. Wiktoria pochyliła się w moją stronę.− Powinniśmy usiąść .a ja.. .. że kiedykolwiek byłam zła na moją własną matkę.. Olena krzyknęła po rosyjsku. więc zaczęłam opowiadać swoją historię. − No więc.. przed tymi wszystkimi kochającymi twarzami. było najlepszym. To nie była do końca prawda. że nie byłabym w stanie powiedzieć tego. naszą szkołę zaatakowały strzygi. zanim straciłabym odwagę. że oczy zapiekły mnie jeszcze bardziej. ale teraz zdałam sobie sprawę. Zdałam sobie sprawę z tego. jakby mówił o tym ktoś inny.zapytała Olena. hm. Wiesz może..zapytała Karolina. że o mało się nie rozpłakałam. Siostry Dymitra wyglądały na równie zmartwione. Wiktoria mówiła wcześniej o Dymitrze . jakbym była kimś. dla którego przyjechałam do Baia. jakby spodziewała się czegoś takiego od dawna.powiedziałam. Władimir? Przerwałam swoją historię zaskoczona. ja znałam. było odnalezienie was. która wydawała się bardzo podobna do tej Dymitra. kiedy zamierza nas odwiedzić? Nie mogłam nawet myśleć o odpowiedzeniu na jej pytania.63 - . − − Słyszałyście o tym? Wszyscy o tym słyszeli . − Św. zawsze porównywałam ją z wyidealizowanym wizerunkiem mamy . kogo znają od zawsze. Dziecku.twarz Oleny pojaśniała. że ich znalazłam. Wyglądała tak słodko i całkiem. Gdy słowa płynęły z moich ust. Paul został w salonie. Yeva przybrała dziwny wyraz twarzy. co musiałam..mamy. matczynie. gdy wypowiedziałam imię jej syna .powiedziała Karolina.. czy wykonywanie pracy strażnika. Właściwie. za co byłam mu wdzięczna. znam go. Straciliśmy wielu ludzi.. Był strażnikiem w mojej szkole. to moim nauczycielem..

. wpatrywały się we mnie uważnie. ale jej twarz była perfekcyjnie spokojna.i. że łzy płyną mi po policzkach. . tak.. a potem pomógł poprowadzić misje ratunkową.prawie sprawiło.zapytała Olena. To był zupełny przypadek.potwierdziłam. czasami pozwalała mi je czytać. Czy to właśnie tam rozwinęła się jego miłość od westernów? Traciłam to. powiedział mi kiedyś. o co chodzi. ale w tym momencie wszyscy pojęli. Miały wytłoczone złote litery na grzbietach. wzięłam głęboki oddech. Nie było żadnego delikatnego sposobu by to powiedzieć. Znów przerwałam i zdałam sobie sprawę. − Jedna ze strzyg. był. by ukryć swoje łzy. Olena złapała z trudem powietrze i mruknęła coś po rosyjsku. Odwróciłam się od pozostałych.. Nie byłam w stanie powiedzieć im prawdy. Wyłapałam słowo „Bóg”.naciskała. Karolina ukryła twarz w ramionach matki. Byłam to winna jego rodzinie. Byłam rozproszona.. Te oczy. Wpatrywała się w moją twarz. Olena nie podejmowała żadnego wysiłku. Moje emocje stawały się zbyt silne.czymkolwiek . ale nagle przypomniałam sobie jak Dymitr o nich wspominał. jakby język stanął mi w gardle. znaczącym spojrzeniu w jakiś niewytłumaczalny sposób. Odpychając to wspomnienie daleko. Jeśli byłem ostrożny. pozwalając oczom powędrować do salonu...powiedziała..64 - .. moje wspomnienia zalewały mnie tak.. Um.. zupełnie jakby naciskały mnie do powiedzenia nieważne jak okropnej prawdy. Musiałam skończyć.. obitymi skórą książkami. Nie mogłam oddychać. . − Dymitr nie żyje . Spojrzałam na Yevę i coś w jej upiornym. on na pewno był ostrożny . Okładki były bardzo piękne i uwielbiałem je. które tam były. tak podobne do oczu jej brata.co nie byłoby związane z tą okropną bitwą. ale Wiktoria wciąż się nade mną nachylała. on. by uratować ludzi. Obraz młodego Dymitra siadającego przed biblioteczką i delikatnie odwracającego strony . by myśleć o czymś .Pogubiliśmy się w jego najnowszym przydziale. że musiałam walczyć.− − − Nic dziwnego. tylko że. Był jednym z liderów w bitwie. i to jak walczył. które kolekcjonuje moja matka.. Musiałam to zrobić. och. . Są tam stare powieści. szukając potwierdzenia.. tak bliskim wolności i w ostatniej chwili zabranym przez strzygi. których zabrały strzygi. tak jak robił to Dymitr. zachęciło mnie. W umyśle po raz kolejny odtwarzałam scenę z Dymitrem w jaskini. Musiała ciężko pracować żeby powstrzymać swoje uczucia. był taki dzielny i… Moje słowa urwały się. że się zatraciłam. To właśnie tam jest teraz Dymitr? . obezwładniła Dymitra. Wtedy też był naprawdę niezwykły. Czułam się.odetchnęła ze zdumieniem Wiktoria.. że masz tyle znaków molnija . . − Byłam w szkole w noc ataku ..Co się stało z Dymitrem? Odwróciłam wzrok od ich twarzy. Karolina siedziała zamrożona. − W bitwie walczył naprawdę dzielnie. Na oddalonej ścianie spostrzegłam biblioteczkę napełnioną starymi...Dymitr też. − Co się stało? . Wiktoria nie płakała.

ale i tak patrzyła na mnie. To byłoby dla nich łatwiejsze. To było to. czekając na potwierdzenie. Zastanawiałam się czy przypadkiem nie wyjawiłam czegoś.Dymitr jest strzygą. Dymitr chciałby całej prawdy i jego rodzina także chciała. ale jakoś nie mogłam ich okłamywać .. − Nie . Być może mi się zdawało i ona chciała tylko potwierdzić te słowa. nadzieja pojawiła się na twarzach wszystkich.65 - . co powiedzieliby im strażnicy. nie pytanie.. gdy znów zaczęłam mówić. że Dymitr jest martwy. Tłumaczenie: Czarna_wilczyca . to. co było dla niej nikłym śladem podpowiedzi. że w tej historii może być coś więcej. Przez moment rozważałam powiedzenie im. Przynajmniej do momentu.To było stwierdzenie.nawet gdyby to było kłamstwo w dobrej wierze. . co powiedziałaby im Akademia.powiedziałam i na jedno uderzenie serca.

Nie mów tego. ale to nie miało znaczenia.Sydney weszła do pokoju i stanęła obok.66 - .. żebym mogła pójść dalej..po prostu przyjęli to do wiadomości i utrzymywali emocje z dala od twarzy.Co tu się dzieje? Planują pogrzeb Dymitra . zupełnie tak jak zrobiłby to Dymitr.. którzy przybyli do domu zaraz przed usłyszeniem wiadomości. że ona nie chciała okazać się obojętna. To był po prostu jej styl bycia. że spędzam czas z tobie podobnymi. Jeszcze nie teraz. Zmarszczyłam brwi.... Jednak Yeva i Olena w krótkim czasie zaczęły działać.uciszyła mnie nagłym gestem i ostrożnie rzuciła okiem na krzątającą się po domu ludzi. Ale to prawda! . że Dymitr je trzymał i czytał..zaczęła po kilku chwilach ciszy . Bardzo lekkiej. że dla mnie ten pośredni stan był bardzo realny i w tym wypadku nie było mowy. przebiegając dłonią po skórzanych oprawach książek. − Nie dla nich. albo martwy.. nie zamierzam udawać jakbym czuła się całkiem dobrze z tym. Biegle rozmawiając po rosyjsku. wyraźnie coś planowały.wyjaśniła... nie ma czegoś takiego jak stan pośredni.Przykro mi.. odkąd nie rozumiem żadnej z nich . Tytuły były napisane cyrylicą.. Niektórzy płakali. Pobiegła do swojego pokoju szlochając i nie chciała z niego wyjść. ciężarna Sonia wykazała najbardziej uczuciową reakcję. Spośród wszystkich. On jest dla nich martwy pod każdym względem. w takich wioskach. Chodzi ci o Dymitra? Tak. ty ciągle .. Niektórzy byli oszołomieni. z nich . Nie miałam pojęcia. − − − Szukasz jakiejś lżejszej do poczytania? . Nie oburzała mnie jej tępa postawa. To znaczy. Ciii . . cóż. Wy ciągle. Wykonały kilka telefonów. a Wiktoria została wysłana. jakoś sprawiało. że czułam się bliżej niego. Naprawdę nie byłam dla ciebie zbyt miła.Rozdział ósmy REAKCJE CZŁONKÓW RODZINY Dymitra były różne. Ciągle macie uczucia. sama nie wiem. bo za bardzo mi o nim przypominało. ciągle kochacie i cierpicie. Zajęłam się studiowaniem półek.nie potrafiła powstrzymać wypływającego z jej głosu wstrętu. Potrząsnęła głowa. Oni nie zamierzają uznać go za jednego. A niektórzy . − − − Rose. Albo jesteś żywy. . . żeby coś załatwić. Problem polegał na tym. − − − Ale Dymitr nie jest martwy.syknęłam w odpowiedzi. ale słyszała nowiny. Będą go opłakiwać a potem ruszą dalej. Tutaj. które widziałam wcześniej. ponieważ wiedziałam.. Nikt nie wydawał się mnie potrzebować. oczywiście nie jesteście ludźmi.. starając się schodzić wszystkim z drogi. To zasmuciło mnie bardziej niż łzy. I odkąd tu przybyłyśmy. Nie było jej wcześniej w domu. Ty też powinnaś. Ale.głównie Yeva i Wiktoria .Albo nabożeństwo żałobne za jego duszę. więc głównie wałęsałam się po domu. Dotykanie ich i wyobrażanie sobie.odpowiedziałam.. . na zewnątrz. Wskazałam gestem na kręcących się wszędzie domowników.

że jest włączony w proces robienia naszych tatuaży. co mówisz. że cię znalazł. Uśmiechnęła się. że zarówno legalnych jak i nielegalnych. a teraz wierzyła. Nie. to nie wiem.. możesz być uprzejma i zrezygnować ze swojego zwykłego obycia. Mam negatywne nastawienie i wiem o tym. Służy do określenia nazwy olbrzymich węży z którymi muszą walczyć bohaterzy. ale trochę w tym kraju przebywa. żeby sprawić. że myślała. których spotkałyśmy. Nie kłopotałam się wyprowadzaniem jej z błędu. . Przez ten cały czas myślała. . − Czy ty podróżowałaś z kimś jeszcze przez te ostatnie kilka dni? W moim środowisku nie mam reputacji zbyt miłej osoby.powiedziała.sądzę. Jest zaprzyjaźniony ze wszystkimi ważnymi morojami i przez większość czasu wydaje się. Przepraszam za to. . Uśmiechnęła się delikatnie na widok mojego zmieszania. gdybym była na twoim miejscu. że kontroluje również alchemików.. Zmey.Jej oczy zwęziły się. Zma co? . Wiem. uświadamiając sobie. tak jak ty to zrobiłaś. że jestem zła. Widziałaś się już z Abe? Gdy spacerowałaś po mieście? Nie . że zapomniałam o moim tajemniczym wybawcy. jak o chętnie pociągającej za spust królowej suk.. to było trudne. Przynajmniej przez większość czasu. że chodzi jej o to. że ja naprawdę zamierzam zostać dziwką sprzedającą krew. To z pewnością nie było nic. ale potem załapałam o czym mówiła. dzięki . aby ludzie poczuli się dobrze. Ale nie byle jaki wąż. że myślałam o tobie jak najgorzej. Na początku myślałam. ale jest naprawdę ważną osoba. Powiedzenie tego Bielikowom. gdy zastanawiała się nad lepszym wyjaśnieniem. I przepraszam. ale porównując to do innych. a ja pomyślałam. powiedziała cicho: − − − Abe nie jest arystokratą. a ja ci tego wcale nie ułatwiałam.. że moim jedynym powodem dostania się tutaj było dostarczenie nowiny o Dymitrze. To tak postępowałam? Często myślałam o sobie.powiedziałam. Za jego plecami nadaliśmy mu przezwisko. ale jego działalność sięga znacznie dalej.. nie postępowałabyś tak .. Byłam dla niej głównie zbędnym nadbagażem... a teraz próbowałam przypomnieć sobie moje zachowanie w ciągu tych ostatnich kilku dni. przypuszczałam. Nie jest też Rosjaninem. − − Dzięki.Zawsze jesteś miła dla ludzi. że znowu zacznie milczeć. Zmey to po rosyjsku "wąż".To termin często używany w mitach.A powinnam? Po prostu myślałam. zawsze w sprawach biznesowych . Kim on jest? Dlaczego przyjechał nas zabrać. Prawdopodobnie postępowałabym w taki sam sposób.trzymałaś w sobie tą straszną nowinę. Byłam nieco zaskoczona. Jednak po rozejrzeniu się ostrożnie dookoła. kiedy musisz.ledwo usłyszałam to słowo.odparłam nie wiedząc. − Tak. gdy mu powiedziałaś. . . że jestem ranna? Sydney zawahała się.. I bez względu na to. Brzmiało jak zz-ma. Posłałam jej niedowierzające spojrzenie. ale nie mogłaś tego wiedzieć.67 - . masz. co bym kiedykolwiek wcześniej słyszała. co jeszcze mogłabym powiedzieć. Ale zawsze mówisz ludziom właściwe rzeczy. I szczerze mówiąc. że byłam wobec niej przyjazna. − − − − − No cóż.

to wyczułabym to odwiedzając jej głowę. − Tak. Nie ze sposobem. a potem kiwnęła głową. Podczas gdy w jego rodzinie czuć było wzrost żałoby. jak bardzo nienawidziła mnie królowa . kto mógł być równie dobrze powiązany z królową albo innymi. Najwyraźniej szukał cię w czyimś imieniu. To znaczy. że już nie wrócę? Miałam do czynienia z zabójcą? Sydney najwyraźniej wydawała się odnosić do niego z mieszanką strachu i szacunku. który przyczynił się do upadku Ewy? Też nazywał się Zmey. A w dodatku. a Abe najwyraźniej miał wśród nich spore wpływy. Więc mu nie ufasz? Posłała mi smutny uśmiech i odwróciła się. wydawał się akceptować moją potrzebę podróży. że coś wskoczyło na swoje miejsce. w jaki wydawał się niesamowicie zdesperowany i próbował wyciągnąć ode mnie informacje dotyczące miejsca mojego pobytu. Moje obawy stały się rzeczywiste. On zawsze gra w kilka gier na raz i handluje wieloma sekretami. zdecydowałam się wyjść na zewnątrz. Wąż w Rajskim Ogrodzie? Ten. Abe wysłał zlecenie przez alchemików.68 - . Więc kto mnie szukał? I z jakiego powodu? Ten Abe wydawał się wysoko postawioną osobą .aczkolwiek zamieszaną w ciemne interesy . to na pewno już by to zrobił.biorąc pod uwagę to. powiedzieli mi.Jest również kilka historii o czarnoksiężnikach stworzonych z krwi węża od której wzięli nazwę. Nie sądzę żeby. żebym została z tobą. czym może konkurować z alchemikami.. ale sprawiło. dla którego alchemicy cię tutaj wysłali? Ponownie zrobiła pauzę. Ale bądź ostrożna. obserwując jak Paul się bawi. żeby być z dala od smutku i działań w środku domu. Ludzie mnie szukali. prawie tak samo ważnymi osobistościami. że ja nie ufam nikomu z was. Ta wieść nie znaczyła dla niego tak wiele. Alchemicy rzekomo mieli powiązania z ważnymi osobistościami i władzami. żeby to był też Adrian. Kiedy zniknęła. Przeszedł mnie dreszcz.. że trwają poszukiwania ciebie. to było dość straszne. dopóki nie będzie mógł się tutaj z nami spotkać. Czy on został wyznaczony do odnalezienia mnie i sprowadzenie z powrotem? Albo . zamierzał cię zranić.kimś. Ale kto? Jeśli Lissa rozpoczęła na mnie obławę. Ogarnęło mnie zimno. − − − Może ja wcale nie chcę się z nim spotkać . jeśli by chciał. dla niego trudno było być zbyt dotkniętym przez "śmierć" wujka. − Czy to Abe chciał żebyś przyjechała ze mną do Baia? Czy to on był powodem. Dobra.powiedziałam. którego spotkał tylko kilka razy. Budował fort dla niektórych ze swoich figurek żołnierzy. Nie sądziłam. − Zapominasz. żeby odejść. Usiadłam na najwyższym schodku ganku. Gdy tamtej nocy w Sankt Petersburgu zadzwoniłam do nich. jak dla reszty z nas.może zlecono mu upewnienie się. .

Twoje notowania spadły od tego czasu. . Byłem uwielbiany i adorowany . − Więc wytłumacz mi to . Ciągle się wszystkiego uczymy. Wbrew samej sobie byłam ciekawa tego.mogę odwiedzać ludzi w ich snach. że jej magia jest już wszystkim znana.prawdopodobnie w nadziei zaimponowania Avery . Wprawdzie Adrian był pod wrażeniem całej płci żeńskiej.powiedział Adrian. nakręcając makaron na widelec. Zdaje się.. nawet jeśli przez większość dnia pomagam ojcu. − I . widząc jak Avery doskonale się wpasowuje. wciąż miała obawy. Adrian był bardziej chętny do rozmawiania o tym niż ona . Adrian większość dnia przesypia . Najlepsze jeszcze przede mną. więc postanowiłam zrobić szybki wypad i sprawdzić co u Lissy. Christian był trudny do rozgryzienia. − Między innymi. starając się zachować powagę więc właściwie nie musi się martwić szukaniem sobie czegoś do roboty.Jestem jak dobre wino.Ty po prostu co. Nie była pewna czy kiedykolwiek przyzwyczai się do tego..przypomniał jej Adrian. . A jednak była mile zaskoczona. − − − − − Więc.Do końca dnia miałam dużo czasu dla siebie. że po takim czasie powinno się zestarzeć .. Dopiero jadłem.powiedział wyniośle Adrian. był na liście Christiana wysoko sklasyfikowany. wiesz? Wcale nie zamierzałem tego mówić .i zrobił jej szybki przegląd niektórych z umiejętności ducha. jak to kobiety o tobie śnią. Avery pochyliła się nad stołem z twarzą wypełnioną ciekawością. co? To niemożliwe .Jestem totalnie znudzona. że ciągle dokuczała Adrianowi. że możecie leczyć ludzi? Lissie zabrało chwilę by odpowiedzieć. . najwyraźniej nie przekonana jego zniewalającym porównaniem do wina.dodał . Mimo iż intencje Lissy były dobre. co do zabrania Avery na lunch.69 - . spędzam znaczną część mojego czasu pomagając ci rozwikłać tajemnice użytkowania ducha . − Więc to jest prawdziwe? Słyszałam opowieści o duchu. o tym. Christian uniósł rękę. Z wiekiem robię się coraz lepszy. jak potoczyły się sprawy z Avery Lazar. włóczysz się cały dzień po Akademii? Próbujesz dopełnić swoje doświadczenia ze szkoły średniej? − Nie ma nic do dopełniania . ..powiedziała Avery.nie żeby to było jakieś zaskakujące. kto pozwalał sobie żartować z Adriana.Całkowicie rządziłem swoją szkołą.powiedziała Avery. jak aury i kompulsja. − − Stop. próbujesz przywrócić swoje dni chwały. że zaraz usłyszę komentarz o tym. czarując zarówno Christiana jak i Adriana. Siedzący obok niego Christian omal nie zadławił się jedzeniem.zauważyła Lissa. Hej. ale nawet on zdawał się coraz bardziej ją lubić prawdopodobnie dlatego. Każdy.powiedział Adrian. . Mam wrażenie.

. które robią Christian i Lissa.posłał Lissie i Avery mały półukłon. − − Gdzie to słyszałaś? Na Dworze. ale powodem. Avery. Nagle niewielki powiew wiatru rozwiał jej włosy. Gdyby Avery wdziała przez więź chociaż połowę rzeczy. Adrian odszedł równie szybko. której nie obchodziło. nie zrozum mnie źle. bo zawsze. że zostawił swoją pracę domową w innej klasie i pośpieszył po nią . To znaczy. kiedy jadę do Dworu ona też go zaprasza i wysyła nas oboje. Ciągle o tobie mówi. jak pocałował Lissę na dowidzenia. gdy zaczynają się lekcje . a w moich snach pokazywał swoją poważną i zatroskaną stronę. że jest dumna z manipulowania mną. sprawiając. jak bardzo jest z ciebie dumna. Adrian publicznie był taki zuchwały i nonszalancki. słyszałam. − Tak.. Myślę. jakby żałował. czemu pytasz? Avery zawahała się. Avery wyglądała na zaskoczoną. nie miałaby co do tego wątpliwości. co nauczyciele myślą.. odprowadziła Lissę do jej następnej klasy. naprawdę jesteś z Christianem. Ona . że ona cię lubi.. wzbudzając ciekawość Lissy. żebyśmy robili dla niej różne rzeczy. Jechanie tam jest straszną męką. Nie mogłam powstrzymać odrobiny rozbawienia. dla którego zawsze jesteśmy razem jest to. Lissa prawie się zatrzymała.. moje panie. − Więc. że jesteś związana z Adrianem. jakie to we mnie wzbudziło. jaki posiadasz i o tym. Był bardziej skomplikowany niż ktokolwiek sądził. że Tatiana nas do tego zmusza. Lissa zaśmiała się.oczywiście po tym.. tak? Jakby kiedykolwiek nie była. Twarz starszej dziewczyny była zamyślona. Ale najwyraźniej nie. Posłała grupie olśniewający uśmiech. jak kręcę się po szkole. Christian zdał sobie sprawę. Dźwięk dzwonka sprawił. że używanie powietrza jest fajne. Lissa jęknęła.Do następnego razu. o potencjale. Brakowało tylko fotografa. − Nauczyciele krzywo na mnie patrzą.. że wszyscy wstali. − − − Tak jest. Jednak wydaje się. że wy dwoje jesteście parą i zawsze trzymacie się razem. To nie jest nasz wybór. Myślałam kiedyś. − No cóż. jaka to jest szczęśliwa. Nie mam nic przeciwko spędzaniu z nim czasu. że nie on pierwszy wymyślił ten żart.Ale wyglądał trochę tak. . Królowa opowiadała.70 - .. − O rany. że wyglądała jakby pozowała do sesji zdjęciowej w bikini.

ale ciągle miał ten sam sztywny i oschły wygląd jak wtedy. Mia była kiedyś rywalką Lissy i skupionym na sobie bachorem. Świat morojów od zawsze był zarządzany przez króla lub królową i czasem Lissa myślała. Avery? . Potrzebny był system. .. Biorąc głęboki oddech. że zrywa umowę. gdy Lissa spotkała go po raz pierwszy. to nikt raczej tak o tobie nie myśli. Skąd pochodziły te emocje? Jedną rzeczą była złość na Tatianę.Ona po prostu wyśmiała to. że już czas na zmiany. − Wybacz . − − − Okej . Avery zdawała się nie zauważyć. Może nawet powiedziałaby Tatianie. − Och . Im bardziej o tym myślała. że już czas na rewolucję. Powiedziała. że gniew Lissy wygasł. w którym głos każdego byłby równy . Lissa spojrzała przez korytarz i dostrzegła surowego strażnika Avery.powiedziała Lissa.Zobaczymy się później.. tak miała na imię. nie ją. jak kłuje ją gniew. Jednak Avery wydawała się dobrze dawać z nim sobie radę. Och. Nawet dampiry. co ona każe i zatańczy wtedy. że każdy zrobi to. Mia? Tak. Lissa prawie się na to uśmiechnęła. że prawie poddała się szaleństwu. że wobec "pospolitych" morojów miała taki sam stosunek jak wielu arystokratów. Chciałam tylko wiedzieć czy Adrian jest dostępny. czas na obalenie zacofania morojów..powiedziała w końcu Lissa. że to śmieszne.odpowiedziała Avery. jak strzygi zabiły jej matkę. trenując w sekrecie walkę.. . spróbowała wykorzystać jedną z technik uspokajających. których się nauczyła.Nie chciałam podejmować przykrego tematu. kiedy mu rozkaże. żeby wścibiać swój nos w obelgi na jego temat. Jej furia była skierowana przeciwko królowej i temu jak zakładała. Simon może nie był tak ponury jak Reed. Mia przybrała tą zagorzałą i zdeterminowaną postawę. tym bardziej czuła. która podobała się zarówno mi jak i Lissie. To wszystko . że chodzę z Christianem. Ale po tym. − − Po prostu nienawidzę ludzi. że czasem chciała krzyczeć. odkąd po raz pierwszy zaczęła korzystać z ducha.. którzy o mnie rozmawiają. pójść prosto do Tatiany i powiedzieć jej. Królowa Tatiana. Lekceważący ton Avery sugerował. Jasne .Jest i Simon. to wszystko. zauważając ze zdumieniem. jak wielu innych ludzi. .. Żadna szkoła nie była tego warta. jeśli to ci poprawi humor. że ty i Adrian jesteście razem.powiedziała nagle Avery. jakie się trafią. ale to. żeby Avery nie wiedziała.. No cóż.albo ignoruje fakt. Złość i frustracja rozgorzały w niej sposób bardziej cechujący mnie. Lissa mrugnęła. Mia zamieszkała na Dworze z ojcem.powiedziała Avery.arystokraci i nie arystokraci. Spotkałam dziewczynę o imieniu. . brat Avery. Robiła to tak. Jakaś nie arystokratka..71 - . nigdy nie mogła wybaczyć rodzicom Christiana umyślnego przemienienia się w strzygi.? Nie miała aż tak pozbawionej kontroli złości. To sprawiało. albo wykorzystuje wszystkie szanse. zaczynając się odwracać. aby któregoś dnia móc stoczyć bitwę ze strzygami. Lissa nie była zła na Avery. wyglądając jakby czuła się z tym naprawdę źle. że cała się trzęsie. Powinnam już iść.

Nadszedł czas na jedzenie. czy wszyscy czują się mile widziani. Żaden z gości mnie tam naprawdę nie znał. Na niektórych z nich było jedzenie. jakie znałam i mnóstwo słodkości .ciasteczek i wypieków pokrytych orzechami i lukrem. Usiadłyśmy na podłodze w salonie. Oni również mogli mniej lub bardziej uchodzić za ludzi . Wówczas pojawił się ksiądz. I dla większości ludzi. w szczególności pełne kapusty. śpiewając głosem. jednak to ciągle nie wyglądało tak tajemnicze. Były też ohydne misy. po czym ruszyła. więc bez wątpienia ksiądz myślał. Ale zanim zaczęliśmy jeść. w których momentach należy to robić. Sydney została ze mną przez większość czasu i chociaż rozmowa się nam nie kleiła. Sąsiedzi i przyjaciele. Ksiądz odprawił nabożeństwo żałobne po rosyjsku. że wykonuje posługę na zwykłe wezwanie do domu. żeby poświęcić mi nieco uwagi. powoli przybywali. przygotowania do nabożeństwa żałobnego szły naprzód. Nie wiedziałam. Słońce było niemal za horyzontem i po zachodniej stronie niema wybuchł pomarańczowy żar. więc postarałam się zatrzymać je i zamknąć w swoim sercu. gdzie tylko mogli znaleźć wolne miejsce. pozwalając by smutny głos księdza wypełnił moja duszę. których unikałam jak ognia. obejmując Bielikowów i wymieniając uściski dłoni z księdzem.72 - . że to był ten sam klimat. jak sugerowała Sydney. czy na zewnątrz. w jakich kiedykolwiek brałam udział. ale przypuszczałam. Niektórych z potraw nigdy wcześniej nie widziałam i nie byłam pewna. To mnie nieco zaskoczyło. dampiry uczęszczają do ludzkiego kościoła. to w jej obecności czułam się komfortowo. gdzie można było pomieścić tak wiele osób.Avery obejrzała się na nią. Kiedy nabożeństwo się w końcu skończyło. Przyszła również garstka morojów. opierając się . a na każdego z nas padł cień. Wszystkie kościelne nabożeństwa. Wracając do Bielikowów w Baia. Moje uczucia do Dymitra wzburzyły się we mnie jak powstający sztorm. Ludzie nie oczekiwali zobaczyć istot nadprzyrodzonych. Większość z nich przynosiła ze sobą jedzenie. Talerze zostały wypełnione po brzegi i wszyscy siadali tam. Wszyscy zamilkli. a rodzina Dymitra była zbyt zajęta. więc ich umysły rzadko zważały na dziwne rzeczy. Kuchnia zamieniła się w sale bankietową. czy to w domu. który był człowiekiem. To była moja pierwsza styczność ze wspólnotą dampirów żyjących w komunach. Chodzili wokół i próbowali się upewnić. więc po prostu obserwowałam i czekałam. niesamowite napięcie ogarniające całą grupę rozproszyło się.dosyć bladych jeśli trzymali schowane kły. gdzie każda powierzchnia szafki i stołu zastawiona była naczyniami. czy kiedykolwiek chciałabym ponownie. odprawiane były w języku angielskim. Od czasu do czasu zebrani żegnali się. Podwórko było jedynym miejscem. Ludzie znowu ruszyli z miejsc. wszyscy wyszli na zewnątrz i zgromadzili się w półkolu. że gdy się mieszka w ludzkim mieście. który na zaciemnionym podwórku brzmiał nieziemsko. − − Tak? Adrian jest dostępny. którzy byli w mieście. by dołączyć do Simona. ale mogłam dostrzec. Jedyną odpowiedzią Avery był delikatny uśmiech. który wkrótce po tym wyszedł. dampiry. dampiry wyglądały tak jak oni. nawet jeśli stały dosłownie przed nimi. które pachniały jakby dopiero zostały wyjęte z pieca.

Posłałam mu na wpół wymuszony uśmiech. gdy byłam z dala od wszystkich.73 - . że to dla mnie zbyt wiele. Jak zawsze grzebała w jedzeniu. Nie widziałam tej grupy na nabożeństwie . co sprawiło. Mój wyostrzony słuch wyłapał dźwięk głosów dochodzący z domu Bielikowów. udałam się w kierunku przedniej części podwórza. Noc była ciepła i jasna. Było coś pocieszającego w znanych mi nawykach. pozwoliłam by te stłumione emocje nieco wybuchły. odpoczywając i korzystając z otaczającej mnie ciszy. nie zamierzając odchodzić daleko. Dostrzegłam trzy postacie. − Abe Mazur jak mniemam. Gapiłam się na nich do czasu. Tłumaczenie: Ginger_90 . ale ciągle słyszałam jak wymawiają imię Dymitra. z księżycem i gwiazdami jaśniejącymi w ciemności nade mną. żeby zaczerpnąć nieco powietrza. pozostałam tam gdzie byłam. aż podeszli i stanęli wprost przede mną. znajdującą się w pobliżu biblioteczki. więc wyszłam na zewnątrz. Moje uczucia jeszcze bardziej się poplątały i teraz. Jednak mój spokój był krótkotrwały. Nie zawracając sobie głowy formalnościami. ciągle rozmawiając o Dymitrze. To przypominało mi tajemnicze brzęczenie. które pojawiało się w raz z nadejściem duchów. Jacyś ludzie zbudowali ognisko na tyłach podwórka i siedzieli wokół niego. Szłam wzdłuż ulicą. tak jak ciche łzy pojawiające się na moim policzku. Kiedy obiad się skończył. usiadłam na krawężniku. znajdując ujście na zewnątrz. Jedna. ludzie kontynuowali siedzenie i rozmawianie w małych grupach. Siła z jaką jego imię forsowało moje serce.ale rozpoznałam skądś moroja. Nie rozumiałam żadnej z konwersacji. Kiedy byłam kilka domów dalej. Po chwili wydawało mi się. Widząc to. była dusząca i przytłaczająca. Podniosłam wzrok i spojrzałam prosto w ciemne oczy moroja. a pozostałe dwie były dampirami. Sydney odeszła na trochę.plecami o ścianę. że się uśmiechnęłam. wysoka i szczupła była morojem.

okrągłych kolczyków w jednym uchu. Emma taaa . Ale chwilę później zmieniłam zdanie. z bardzo nikłym śladem uśmiechu .przyp. To nie jest powód. naprawdę? To . że nikt się o to nie zatroszczy. Przyjechałam do Rosji. ŻE BYŁEŚ SNEM . próbując zagrać to jak najlepiej. to było coś w tym stylu. który wręcz krzyczał. Abe był tą dziwną twarzą. co ty tutaj robisz? Nie . ciemny płaszcz. co często słyszę. którą widziałam kiedy traciłam i odzyskiwałam świadomość po walce przy stodole. że nadziane są tylko i wyłącznie szaszłyki z reklamy Biedronki .Więc pytaniem teraz jest. Oni wszyscy przypominali pewnego rodzaju stojącą. . że wygląda jakby był piratem albo alfonsem. Najbardziej zadziwiające były jego ubrania.nie jest coś. Wskazałam do tyłu na dom. − − No cóż. o które przyprawiała mnie wzrokiem Yeva. może niezupełnie . który złamałby sobie kolano. − To także nie jest powód. kim jestem . że jest drogi 7 i pasujący do niego kaszmirowy. ani Rosjaninem. . Nie mogłam rozpoznać jego akcentu. jakiej moroje nigdy nie mieli.jeszcze raz się nad tym zastanowił. szkarłatny szal. że był typem faceta. co ty tutaj robisz. Wiedziałam. nie uwierzył mi i ponownie poczułam. Początkowo odniosłam wrażenie. a jego uśmiech zmienił się w surowość. ale gdy Abe uważnie mnie studiował. przypuszczam. aby powiedzieć Bielikowom. No. a ja twierdzę. − − − Uczestniczę w pogrzebie. Nie okłamuj mnie. ale i tak podkreślała ją intensywna bladość.powiedział. stara kobieta. Tak jak ta szalona. − Sen. ale z pewnością posiadała w stosunku do niego zdrową dozę ostrożności.Pytaniem jest. Czyżby próbował wywrzeć na mnie wrażenie. i tak opaloną cerę. co masz w środku” xD . Miał czarne włosy i kozią bródkę. Był starszy ode mnie. dla którego przyjechałaś do Rosji. 7 wg Czarnej który aż krzyczał „ jestem nadziany” niczym czekolada Alpen Gold. dziecinko.powiedział moroj. Okazjonalnie pokazuję się ludziom w koszmarach. ale z pewnością nie był ani Amerykaninem.POWIEDZIAŁAM. GInger . dość podobne do tych. Abe potrząsnął głową i teraz jego uśmiech zniknął całkowicie. żeby osiągnąć cel. To stawało się wygodnym wytłumaczeniem mojego pobytu tutaj. Nosił długi. albo zastraszyć mnie swoją przeraźliwie złą reputacją? Właściwie to Sydney się go nie bała. wiekiem zbliżony do Oleny. że Dymitr nie żyje.74 - .Rozdział dziewiąty − MYŚLAŁAM. że balansuję na krawędzi jego „przyjaznej inaczej” osobowości. w postaci łańcucha i dopasowanych złotych. że nadziane są tylko żelki akuku. Oprócz tego mogłam dostrzec trochę złota. że wiesz.powiedziałam. Coś w nim mówiło. Jeśli kiedykolwiek widziałeś opalonych lub ciemnoskórych ludzi.D I tu powinien polecieć tekst: „Powiedz kotku.przyp. otaczającą promieniście moroja formację obronną. wzdłuż kręgosłupa przebiegły mnie dreszcze. Miał jakiś ciemny pigment w skórze. Szaz mówi.

co słyszałam. Abe ponownie się uśmiechnął . Reszta mogła mnie szukać. gdy nie wiedziałam. spuszczając wzrok w dół. które miały ich chronić . Tak? . − − Wyciągnęłam to z niej . ale wyobraźcie sobie.75 - . jak ich kontrolujesz . Nie chciałam.jak ona go nazwała? Zmey? Wąż? Nie wątpiłam. To było złe zachowanie z jej strony.zmarszczył brew.Poczułam.odparowałam. Oni wszyscy się nas boją. staruszku. − − − Może po prostu pomogłem w trudnej sytuacji. Ale Tatiana… Tatiana obawiała się. Nie wątpię. Ale przychodzę w imieniu tych. Niczego . że gdyby chciała mnie znaleźć. iż nie wrócę.zapytałam. Traktował to jak żart. To nie było trudne. że ucieknę z Adrianem. że tak jest. Wcale. czego chcesz ode mnie. żeby się upewnić. . co wy. − To mnie nie wypytuj. − − − Tak. . Ty kazałeś alchemikom wysłać tutaj ze mną Sydney. jestem pewna. że ludzie znikają. że się nie boję. Jeszcze raz naszła mnie myśl. .chociaż uśmiech nie objął jego oczu. żeby Sydney wpadła w kłopoty. Jeśli Abe rzeczywiście był typem morojskiego ojca chrzestnego .oczywiście pomijając prezenty w postaci tatuaży. dampiry. − Nie jestem tobą zainteresowany. że możesz tak po prostu tu przyjść i odesłać mnie z powrotem do Stanów? . próbując udawać. Ktoś zorganizował na mnie obławę. Niczego? Zadałeś sobie wiele trudu. Mam swoje własne sprawy do załatwienia. dumającego nad tajemnicami wszechświata. O cholera. skierował swój wzrok na niebo i gwiazdom. − A czego oni chcą? Żebym wróciła do domu? . Nie z tego. Pod wieloma względami otrzymali te same przymioty.. aby jeszcze bardziej zatruli jej życie.. że moje zdenerwowanie wzrasta. Podczas gdy to mówił. to ta ostatnia mnie wkurzała. żeby zabrać mnie i Sydney. jakby był jakimś rodzajem filozofa. dlaczego ty i twoi pomagierzy ryzykowaliście jazdę po tej drodze. że ku mojemu zaskoczeniu. kiedy wyraźnie miał jakiś związany ze mną plan. żeby wysłać ze mną Sydney i przyjechać za mną aż tutaj. Oczywiście poza kwestiami rozrodczymi. Nie. Dampiry Abe zesztywniały na słowo „staruszek”. jeżeli nie zamierzasz mi powiedzieć.Ale ciągle nie wiem. Zesztywniałam i w końcu przebiegł przeze mnie prawdziwy strach. Abe wywarł na mnie wrażenie tego rodzaju osoby . Jej przełożonym się to nie spodoba.Zagroziłam… Zagroziłam jej w pociągu. Z jakiegoś powodu mnie to rozzłościło.szczególnie. ponieważ się o mnie troszczyli.powiedział wprost. że mógłby pogadać z innymi alchemikami. . Cholera. która sprawia. a niczego ode mnie nie chcesz? Przestał patrzeć w niebo. Ale kto? Lissa? Adrian? Tatiana? Tak w ogóle. jakie one były. W jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk.Myślisz.osoby.Czy ona ci tak powiedziała? Hmm. którzy są tobą zainteresowani. odezwałam się bez myślenia. że całą noc moglibyśmy rozmawiać o alchemikach i o tym. tak. I tak śmiertelnie się mnie boi.skłamałam. Nie lubiłam być częścią cudzych planów . Przez wieki byli ograniczani tradycją i ukrywaniem się za krzyżami. to tylko dlatego.

Zbliżył się o krok do miejsca.zadrwiłam znowu bez myślenia. Zauważyłam. co lubiłam jeść na śniadanie. Prawdopodobnie wiedział. ale ich oczy obserwowały mnie z ostrożnością. podążając za Wiktorią. Tak. Bielikow” i Abe wywnioskował. gdzie byli.Myślałam. dlaczego tu jesteś. − − − − − − − − Przykro mi.Ale twoi chłopcy mogliby. Spoglądając za siebie. Jednak dwójka facetów została tam. − − Myślisz.Później znajdziemy na to czas. . Nie poczułam się bezpiecznie. . że jego strażnicy się spięli. bogatym. − Potwierdzasz swoją zuchwałą reputację. że nas . Świetnie. że mógłbym cię tak po prostu odesłać? No. Jego śmiech momentalnie zniknął.76 - . Wspaniale. jakby to nie była wielka rzecz. rozbrzmiał w nocy głos Wiktorii. że jest twoim przyjacielem. bo być może będę w stanie ich zdjąć. dopóki nie zamknęłam za sobą drzwi. Ten dziwaczny uśmiech powrócił na jego twarz. że przywiózł cię tutaj. chodzi mi o to. prawda? Tak przypuszczam . a ja pośpiesznie weszłam do domu. Wiktoria potrząsnęła głową − Nie. Powiedz mi. . Jest kimś w rodzaju gangstera. . że niezależnie od słów Abe. dla którego tu jesteś. Raczej nie. ciągle powtarzałaś „Bielikow. Nagle zapragnęłam uciec od Abe. Pod tą rezolutną i dobroduszną fasadą było coś zabójczego i z tego powodu nie chciałam spędzić z nim ani minuty więcej. wiem. dlaczego ja tu jestem. Abe pierwszy raz roześmiał się głośno. w którym siedziałam. Przypuszczam. Muszę wiedzieć jaki. częściowo spodziewając się. a ja ci powiem. ale nie mogę zostać i uciąć sobie z tobą pogadanki. głębokim dźwiękiem wypełnionym szczerym rozbawieniem. Zerwałam się i zaczęłam cofać się w kierunku domu. Rose? Możesz tu podejść? Ze strony domu Bielikowów. − − Zawrę z tobą umowę.odparłam. Zaśmiał się.Tajemniczy uśmiech Abe powrócił. zobaczyłam ją stojącą w drzwiach. żebyś mnie nie okłamywała. ty nie mógłbyś . Abe? . Pewnie miał gdzieś o mnie całą kartotekę. Masz jakiś powód.zapytała. Nic nie szkodzi . jego strażnicy porwą mnie.powiedziała. No powiedzmy. Nie lubię tego gościa. Już ci powiedziałam.powiedział wspaniałomyślnie. Marne szanse . że kiedy byliście w samochodzie. że tak.Ale to dzięki niemu tutaj jesteś. żeby nas dorwać. − − A ja ci powiedziałem. że przyjechał.

pytanie było skierowane do Wiktorii. że będzie mógł. w której wszyscy siedzą i wspominają Dymitra. straszna Yeva. który posiada. Olena pośpiesznie podeszła do nas. że cię nie znamy.szalona. Wiktoria usiadła na kocu na ziemi i przyciągnęła mnie do siebie. żeby pozwoliły mu się z nimi bawić. Złapała moje ramię. że przyśniło jej się. a one miały po osiem i nie chciały. trzymając swoje dziecko w ramionach.W końcu. że zaraz zemdleję. To dlatego zabrał cię do naszego domu. która mnie nienawidziła? . Przez moment nikt mnie nawet nie zauważył. i ciągle urządzały im wesela. Karolina przemawiała. żeby był w pobliżu .wytłumaczyła Wiktoria. jak dostałam się tutaj. Dymitr był żonaty przynajmniej z dziesięć razy. że nie znasz Abe? Jego czas jest zbyt cenny. Abe był… Olena potrząsnęła głową. Pośpieszmy się. więc oczywiście mogłam wypowiedzieć jego nazwisko. Ale nie miałam pojęcia. Jak mogłabym mówić o Dymitrze? Jak mogłabym ujawnić to. że musisz tu zostać.szepnęłam. Karolina powiedziała mu. Na co? . Oceniłam. . − 8 Mówi o tym. co było najbliższe memu sercu? Miałam wrażenie. Co? . Zanim zdążyłam odpowiedzieć. że możesz do nas przyjść. pozwalając jej ciągnąć mnie przez dom do ogródka. zamierzał zabrać cię gdzie indziej. Sydney dołączyła do nas jakiś czas później. − − − − Nieważne. Ja? Uchylałam się przed tym. . popędzając mnie.zapytałam. szczególnie wtedy. Przerywała co chwila.znasz. Jesteś pewna.Wiktoria przerwała znowu i zaczęła następną część historii. że to dlatego. a reszta się śmiała. Nie znałam nikogo.To jest część. Śniłam o Dymitrze.Chcemy. ponieważ Olena skończyła medyczne szkolenie. gdy wyszliśmy na zewnątrz i zobaczyłam te wszystkie twarze wokół ogniska.77 - . ale babcia powiedziała. Wzdrygnęłam się. I wtedy Wiktoria powiedziała najbardziej zdumiewającą rzecz z tego wszystkiego. Stroiły bądź ubierały w sukieneczki xD . żebyś nam opowiedziała. Wszyscy czekają. Miałam ci powiedzieć . jak Dymitr był bardzo mały i ciągle błagał ją i jej przyjaciółki. Miał mniej więcej sześć lat. opowiadając o nim historie. − − Szukaliśmy cię. żeby przebywał tu bez powodu. . Wiktoria wsłuchała się w siostrę na kilka chwil i wtedy pochyliła się do mnie bliżej. że wszyscy zlewają się w jedna plamę i myślałam.Yeva o mnie śniła? Wiktoria przytaknęła. To było zaskakujące. Więc ona i jej przyjaciółki w kółko stroiły 8 jego i lalki. Nikt nie widział go przez długi czas i nie wiemy. Sądzę. − To jest dar. Co tak długo? . jeśli zgodzi się poślubić ich lalki. − − Kiedy zdał sobie sprawę z tego. − Co ona mówi? . co się z nim ostatnio działo powiedziała Olena.

. żebyś powiedziała o ostatnich dniach Dymitra . I gdziekolwiek była walka… albo niebezpieczeństwo… zawsze angażował się w to pierwszy.Ale chcemy wiedzieć. że kochałam go tak bardzo. ale każdy wiedział.Nie mogę o nim mówić. Chcą wiedzieć. jak utemperować tą impulsywną potrzebę wbiegania w niebezpieczeństwo bez rozsądku i kalkulacji. − Chcą. Wszystkie opowieści były o dobroci Dymitra i jego sile charakteru. Złapała mnie za rękę. że ktoś zadał mi pytanie. Jaki był? Był twoim bratem. Tak . Miałam wrażenie.powiedziałam nadwyrężonym i cichym głosem do Wiktorii. dopóki nie zdałam sobie sprawy z tego. Zawsze mnie rozumiał i częścią tego. ale wtedy zrozumiałam. jak wypełniał obowiązki strażnika. To znaczy.Nie mogłam nic poradzić na to. że nikt inny na świecie nigdy nie będzie mnie rozumiał tak. Inni nazywali mnie przez to szaloną. gdy szkoła została zaatakowana… . było to. żeby wytrzeć twarz i odwróciłam wzrok. a ja próbowałam nadążać za tłumaczeniem. Po prostu powiedz nam cokolwiek. kiedy inni mnie potrzebowali. To nie było dla mnie niespodzianką. Dymitr zawsze robił właściwe rzeczy. żeby przełożyć moje słowa na rosyjski. że wszyscy na mnie patrzą. ale Dymitr to rozumiał. Opowiedz nam coś. I to była postawa. co ty o nim myślisz.78 - . czasem nawet pędziłam. od pomarańczowego do niebieskiego. Za bardzo pędziłam. żeby zebrać się w sobie. A kilka miesięcy temu.powiedziała łagodnie. Użyłam rękawa. − Nie mogę . jakiego kiedykolwiek spotkałam przerwałam. Co robił. Na początku pomyślałam.powiedziała Wiktoria. Inni ludzie mówili. jak on. kim był. Chcą o nim usłyszeć. był młody w porównaniu do wielu z nich. jak wiele łez spłynęło po moich policzkach. . robiąc wszystko co w jego mocy. Już wcześniej mówiłam przed innymi bez zająknięcia. jaki był. Prawdopodobnie mógł traktować swoją ślubną ceremonię z lalką tak poważnie i z tak samo stoickim spokojem. że uznali mnie za szaloną przez płacz. . Dymitr zawsze pomagał tym. skupiając go na ognisku. gdy próbowałam wyobrazić sobie jak twardy. w jaki płomienie tańczyły i mieniły się. Nie zauważyłam. nad czym pracowaliśmy. Wiesz. Miałam podobną naturę. kiedy nie powinnam. nawet jeśli musiał podjąć jakieś ryzyko. którzy go potrzebowali. która sprawiała. że wybuchnęłam śmiechem. Wszyscy go znali i wielu ludzi polegało na jego radach. obserwując sposób. − On… On był najlepszym człowiekiem. Niemal wszyscy mogli przywołać zdarzenie. − − − Proszę. Jaki był. ale to było coś innego. Nigdy się nie wycofywał. Moje oczy ciągle skierowane były na ogień. a Wiktoria wykorzystała okazję. Nazywali go bogiem. Nawet kiedy nie walczył z nieumarłymi. w którym Dymitr wkraczał pomagając innym. seksowny Dymitr pozwala ubierać się swojej starszej siostrze.I był jednym z najlepszych strażników.

Nauczył mnie tak wiele. jaką tylko byłby w stanie znaleźć. że wiedzieli o ataku . że musimy chronić innych. twarze zgromadzonych były ponure. Wiedziałam także. gdy wszyscy byli bezpieczni. Widziałam tę determinację w jego oczach. ale jednocześnie pełne podziwu i szacunku. Ale w końcu musiałam opowiedzieć im o jaskini. . ale miałam wrażenie. A to… to było najgorsze. nie wiedząc nawet ile strzyg będzie musiał zdjąć w czasie. − Tej nocy Dymitr wyszedł naprzeciw. ale wiedziałam. Zdjął więcej strzyg niż niemal ktokolwiek inny. kiedy je wypowiadałam.Właściwie to Christian i ja zabiliśmy najwięcej. ale jedną z najważniejszych rzeczy było to. gdyby nie było tam Dymitra. tuż przed tym jak ugryzła go strzyga. Bielikowie powiedzieli. więc weszliśmy tam z obu stron. Ale wiedziałam. On i ja byliśmy razem. Opowiedziałam im resztę historii. ale stracilibyśmy więcej. Rose.. żebym pobiegła i zaalarmowała resztę. którego byłam świadkiem. że zdawało mi się. strzygi schroniły się w jaskini.. Kiedy skończyłam resztę opowieści. Zbyt blisko siebie trzymałam wspomnienia tamtej nocy. . Chciałam zostać i mu pomóc. Prawie jesteśmy na miejscu. co mi kazał. stwierdziłam. Już nic nigdy więcej nie rozdzieli nas ponownie. Idź do niego”. . kiedy biegłam po pomoc. jakby cała jaskinia wypełniła się światłem. ostatecznie zaczynając swój odwrót. zaskoczona. że mój głos przeszedł w szept. że jesteśmy atakowani. A on został z tyłu. Te słowa raniły mnie. że właściwie tym razem dorzuciłam trochę szczegółów. Nadal nie wiem ile pokonał ..Nawet. Wszyscy byli tak cicho. zawróć.że wszyscy o tym wiedzieli . że ujawniłam tyle z mojego serca.powiedziałam im. naszym planem było wycofanie się jak tylko wszyscy wyjdą z pułapki.kontynuowałam. że chciałam zostać z nim. Powiedział mi tylko. − Było strasznie ciężko . co powiedział mi wcześniej: Możemy być razem. Dymitr spojrzał mi w oczy spojrzeniem tak bardzo wypełnionym miłością.. . Dymitr nigdy się nie wycofał. Tylko. Ostatecznie. Moim obowiązkiem było ostrzec resztę. Ale nie wspomniałam o tej części. Wiedział tylko.Było strasznie ciężko. I w tym ostatnim momencie. ale nie pozwolił mi. że to była prawda. Ośmieliłam się rozejrzeć po twarzach wokół mnie. że on mógłby zostać i zabić każdą strzygę. że jakaś jego część próbowała zapewnić mi bezpieczeństwo. Sam zdjął je wszystkie.i patrząc na zgromadzone twarze tutaj. Wielu straciliśmy. Jego twarz wyrażała to. kiedy zrozumieliśmy. W środku było więcej strzyg niż się spodziewaliśmy i niektórzy z naszych ludzi znaleźli się w potrzasku.Był… Był niesamowity. Ale poszedł za resztą. że zastanawiałam się ciągle.. że musi ocalić pozostałych. Przez cały ten czas moje serce ciągle powtarzało: „ Zawróć. kiedy inni strażnicy dołączyli do niego. mimo. że muszę zrobić to. Nie chciałam go zostawiać. dopóki wszyscy nie zostali uwolnieni. jaki był odważny i nieustępliwy..Westchnęłam. . Nie zdawałam sobie z tego sprawy. Nie chciałam podawać szczegółów tamtej nocy i tego horroru. czy w ogóle oddychali. że muszę. opowiadając im żywo. Nie wyszedł. I gdyby role były odwrócone… też kazałabym mu biec. jakie mu groziło. stawiając czoła strzygom . Nie przejmował się niebezpieczeństwem. Musiałam więc powtórzyć to głośniej. Miała dwa wejścia. po czym z powrotem wróciłam do rzeczy. która okazała się dla nich pułapką. którą mówiłam Bielikowom. − Uciekając. Gdzieś z tyłu . chociaż… wydobycie ich z siebie było niemal ulgą.ale było ich całe mnóstwo.Tu się odrobinę zacięłam. Wkrótce.79 - .

Chcieli również wiedzieć o mnie i Dymitrze jak o parze. nawet jeśli miałam wrażenie. Cała reszta również to zrobiła. W wyrazie szacunku do Dymitra opróżniłam do końca kieliszek. że to wszystko było złym pomysłem. Nie miałam pojęcia. Najwyraźniej nie.tłumu zauważyłam. Małe kieliszki zaczęły krążyć po grupie i ktoś podał mi jeden. która była godzina. wstał i wzniósł kieliszek w powietrze. że ja i Dymitr byliśmy zakochani . . to kręciłby na to głową. ciągle napełniali mi kieliszek. ale najwyraźniej się pomyliłam. − − Nie. skończyło się moje bycie w centrum uwagi. więc ja też poszłam w ich ślady. ale nie zły czy przerażający. Nie rosyjską wódkę. Twardy. tym głośniejsze i barwniejsze stawały się moje historie. pryskając wszystkich dookoła. Hej. − Co. I prawie zakrztusiłam się na śmierć. Świat się zatrząsł. odkrywając. cała ja to wiedziałam...powiedziała Sydney. Wszyscy zaczęli zadawać mi pytania. Chcieli wiedzieć więcej o Dymitrze. że gdyby tu był. Im więcej piłam. a mój żołądek nie był tak samo szczęśliwy jak ja. gdy w końcu nie mogłam już wychylić kieliszka bez kaszlu albo parsknięcia. kontynuowałam picie do czasu. kaszląc. jeden z kilku obecnych mężczyzn. wypił zawartość kieliszka. Może później. że po opowiedzeniu swojej historii. Piłam już kiedyś wódkę.Nie wyrywaj się. Zdeterminowana żeby znowu nie wyglądać jak idiotka. Przemówił głośno i z uroczyście. ale sądziłam.spytałam. że to trudniejsze niż przypuszczałam. − Wódka. jako paliwa rakietowego? Nikt nie zmuszał cię do picia. o tym jak ostatnio wyglądało jego życie. Okej.Czy oni używają tego czegoś. Ludzie w końcu zaczęli wybywać. − − − − Boże . że Abe i jego strażnicy również się przysłuchują. To było jak ogień w płynnej postaci. nie wygłaszaj mi tu kazań. Z całych sił walczyłam żeby to przełknąć i nie wypluć tego. Ja także wstałam. co to jest? . Oni wszyscy wydawali się wiedzieć. .jęknęłam. Jasne .. Dampir. że jest środek nocy. jak długo byliśmy razem. I przez cały ten czas..80 - . Jego wyraz twarzy był nieodgadniony. Moje kończyny zaczęły mrowić i część mnie uznała. Słyszałam jak kilka razy wypowiada imię Dymitra. nie jest. − Spokojnie . którego nie znałam. Spojrzałam na szkło. Kiedy skończył. Powoli i ostrożnie poprowadziła mnie w kierunku domu. Pytali mnie o to. Myślałam. Wiktoria uśmiechnęła się szeroko. jak się spotkaliśmy. .i nie robili z tego problemu. Ktoś mocno złapał mnie za ramię i przytrzymał w pionie.odparła.

jakbym była wdową po nim.pokręciła głową. Każdy krok był agonią. Jeśli jesteś z kimś wystarczająco długo. − − − − Oczywiście. Pomyślałam. Po chwili znałam już prawdę. ale dzięki. że były. Westchnęłam. Nie musiałaś. jaki teraz czułam. Zachowywali się. Okej. czy moje wszystkie szczęśliwe dni z Dymitrem były warte bólu. Równie dobrze możesz być. Czy kiedykolwiek będzie lepiej? To pytanie wydawało się zbić ją z pantałyku.Doszłyśmy do mojego pokoju i Sydney pomogła mi usiąść na łóżku. Nie byłam pewna. że zaraz zemdleję. − − − Ja. Chciałam ciemności i zapomnienia. . Dzisiejszego wieczoru moje serce zbyt mocno otworzyło się na Dymitra i chciałam. który przydzieliła mi Olena. Zamiast tego .odezwałam się. Nic. Czy byłaś kiedykolwiek zakochana? Nie . chciałam tego. − − − − − Wszyscy wiedzieli o mnie i Dymitrze .Ale ja nigdy im nie powiedziałam. To jest wypisane na całej twojej twarzy. Tłumaczenie: EmmaEmily & Ginger_90 . czy nie. Poszłam odwiedzić Lissę. − − Nie. Potrzebujesz czegoś jeszcze? Będziesz chorowała? Oszacowałam mój przewrażliwiony brzuch. W swój typowy obcesowy sposób wyszła.. że powiedziałam to na głos. Powinnam pójść spać.Niewielu ludzi w tej okolicy pobiera się. że była szczęśliwa. czy coś. żeby ten ból odszedł. . Przykro mi .moje serce zdecydowało się dokończyć dzieła i doszczętnie rozerwać się na strzępy. nie wiem. Co? . że byłam masochistką .być może dlatego. Po prostu mówiłam do siebie. I szczerze mówiąc. że to jest prawie to samo. zastanawiając się. czy powiedziałabym to wszystko na trzeźwo. że byliśmy razem.spytała Sydney. − − − Strasznie za nim tęsknię.Dostałyśmy się do środka i wówczas stanęłyśmy przed niewykonalnym zadaniem dostania się schodami na górę do pokoju.. oni uważają.powiedziała. czy to sprawiało. .81 - . wpatrując się w dal bez żadnego szczególnego celu. Nie byłam pewna. gasząc wszystkie światła i zamykając drzwi. uświadamiając mi.

Pani Malloy przyszła i odznaczyła wszystkich w swoim notatniku. że byłyśmy oddzielone tysiącami mil. Procedura w przypadku ćwiczeń pożarowych była całkiem standardowa. W rogu pokoju. Nauczyciele zwykle stawali na czele. Mała Panno Pijaczyno. jak z resztą każdy inny w klasie. a pani Malloy nie miała tego zwykłego znużonego wyrazu twarzy. zadowolona. Posłał jej porozumiewawczy uśmiech. że Avery była odpowiedzialna za szczęście Lissy. − − − Czy ty to ustawiłeś? .82 - . mały alarm przeciwpożarowy migał i piszczał ostrzegawczo. kiedy siedziała na pierwszej lekcji. nowa przyjaźń z Avery sprawiała również.Rozdział dziesiąty WSZYSCY ZAPRZYJAŹNILI SIĘ z Avery tak szybko. chwytając notatnik. następnego ranka. to było całkiem podobne do mojej sytuacji z wódką. że czułam się nieco mniej winna opuszczenia Lissy. W odpowiedzi wykrzywiła się i posłała mu małego kuksańca. gdzie iść. Długo nie kładli się spać. − Niech to będzie dla ciebie lekcja. ale ostatecznie zeszłej nocy poddała się i wypiła więcej szklanek wina. którą poczułam. wymykając się podczas godziny policyjnej. który nauczyciele przybierali. Nie. Ta lekcja mnie dobija. − Ruszajcie się . Reszta wyglądała po prostu na zaskoczonych i czekała. Lissa ruszyła za innymi i stanęła przy Christianie. do miejsca spotkania ich klasy i przyłączyli się do pozornego szeregu. Adrian od razu się za nie zabrał. wysokie wycie przeszyło powietrze. . Jednak chciałbym. czyli angielskim. Dotarli na dziedziniec.powiedziała Lissa. Ciężko jej było skoncentrować na „Szkarłatnej literze”. że tego wieczora grupa spotkała się ponownie i dziko spędzili czas. który reszta próbowała utworzyć. Na te wspomnienia Lissa uśmiechnęła się. Lissa poderwała głowę do góry. gdy walczyła z lekkim kacem. Lissa doszła do wniosku.powiedziała zdenerwowana pani Malloy. kiedy próbowali obliczyć. − Nie sądzę. Wiecie. że nikt nie został z tyłu. Nagle. nawet kiedy tłumiła ziewnięcie. ale Lissa się trochę wahała.. a to zrzucało mnie na niższy poziom. Naturalnie. ile czasu te ćwiczenia zabiorą im z lekcji. Porzuciła swój imprezowy tryb życia już jakiś czas temu. Jak na ironię. Ciebie? Mam największy ból głowy w życiu. Wykładowczyni Lissy również wyglądała na trochę zbitą z tropu i po szybkim zbadaniu sytuacji. kiedy były ćwiczenia. niektórzy uczniowie zaczęli się cieszyć. Nie mogłam powstrzymać odrobiny zazdrości. Avery wydawała się mieć nieskończone zapasy wysokoprocentowych napoi alkoholowych. Wiedziałam. podczas gdy inni sprawiali wrażenie przerażonych. Lissa myślała o tym. żeby to było zaplanowane .zakpiła. niż w rzeczywistości powinna. Obie pofolgowałyśmy sobie. pomimo tego. Jednak.. że to nie był zaplanowany alarm.

zdecydowanie typ silny-i-milczący.zapytała Lissa. . − − To tyle. − Wszystko gotowe? . Zostali złapani na gorącym uczynku. będąc pod wrażeniem. nie ma sensu tutaj czekać. Lissa wymieniła spojrzenie z Christianem.Co oznacza. zdumionym wzrokiem.dopóki nie doszli do kwater dla gości. Ty to zrobiłaś? . Miała na sobie fioletową sukienkę a’la sweter i czarne szpilki.zapytał Christian. on po prostu dał nam odejść? I jest w to wmieszany? Simon nie był w kampusie nauczycielem. Jej podekscytowanie było zaraźliwe. Iwaszkow! Otwieraj! Lissa przycisnęła rękę do ust. Nieważne.− − Zgadzam się . . że się nudziłam.przypuszczam. więc ośmielona Lissa ruszyła za nią ciągnąc Christiana. ale zamiast pójść do jej pokoju. W takim razie. − On po prostu. Wepchnął ręce do kieszeni i odszedł. obserwując jak odchodzi. − Mówiłam wam. niż bawienie się w naszą niańkę.83 - .wyjaśniła Avery. Simon stał opierając się o drzwi.powiedział Christian. Tam jest tak nudno. . póki jeszcze panuje chaos.zaczęła powoli Lissa ..powiedziała Avery. W całym tym młynku uczniów.. Pospieszcie się! . żeby stłumić swój chichot. − Byliśmy razem przez chwilę. zanim się wyprostował. Avery uśmiechnęła się psotnie. Ma lepsze rzeczy do roboty.. odwrócili się zaskoczeni i zobaczyli Avery. które na mokrej trawie wydawały się być zupełnie nie na miejscu. − − Cóż . a Lissa zdrętwiała. nikt nie zauważył jak idą przez kampus .zapytała go Avery. jeśli chodzi o skradanie się. prawda? Christian z Lissą słysząc za sobą głos. że musiałam przyjść i was wyzwolić. to niekoniecznie znaczyło. − − − Co ty tutaj robisz? . jeśli nie ma pożaru. to wszystko może zająć chwilę. Zaprowadziła ich do środka. Avery zaczęła walić do drzwi. Simon. przemknęli do innej części budynku i poszli do miejsca. A teraz chodźcie. że już sprawdzili obecność.. że będziesz w swoim pokoju. że nawet.. Avery wzruszyła ramionami. szybko kiwnął jej głową i była to jego jedyna odpowiedź. które znałam całkiem dobrze: pokoju Adriana.Sądziliśmy. że pozwoli uczniom zmyć się z zajęć z powodu fałszywego alarmu przeciwpożarowego.. Chcę żeby on mnie usłyszał . Wszyscy cię usłyszą. ale nadal. Lissa odprowadziła go. − Hej.

Adrian przetarł oczy i pomimo niespodziewanej pobudki. takie głupie. Gwałtownie wpakowała się na jego kanapę. .wyjaśniła Lissa. że kolejny alarm się uruchomi w szkole. − Zawsze się ciszę. podczas gdy Adrian dalej się na nich gapił.powiedziała Avery. Lissa roześmiała się głośno. W tym momencie mogą już wszystkich puszczać. niż Lissa. kładąc nogi na stoliku do kawy. nie zajmie im znowu tak wiele czasu. do diabła. Niezła robota . że stanowiło przerwę od wszystkich jej ostatnich zmartwień. Jak. to mam przeciek z całkiem niezłego źródła. w porywie aspołecznego buntu... Lazar. szczególnie moralnych . że to fałszywy alarm. Szazi . udało ci się tego dokonać? . chociaż bardziej z powodu reakcji chłopaków. − − − − Wiesz. wpychając się.zapytał Christian. kiedy tylko otworzą drzwi. że kiedy już poradzą sobie z drugim alarmem. Nie spałem. Christian. towarzyska dziewczyna jak Avery. prawda? Wpuść nas .zamrugał.powiedziała – to czy nie zamierzasz zaoferować swoim gościom żadnych przekąsek? W języku potocznym purytanizm to skrajne przejawianie jakichś zasad. zwalając się na miękkie krzesło. Poprzedniej nocy wybił dwukrotnie więcej. Mogą . Adrian spędzał większość dni pijąc i paląc jak smok. aż tak długo.Ale mam przeciek z całkiem niezłego źródła. To było takie dzikie.. czując się jak u siebie w domu.84 - . Avery wyglądała na naprawdę zadowoloną z przewyższenia ich pod tym względem. Ściśle tajne. ale coś w tym ją rozbawiło. Lissa zwykle miała dosyć purytańskie 9 podejście do tego typu rzeczy. domyślenie się.Mamy tutaj uchodźców z pożaru. to uruchomi się trzeci. które nie spala się do cna? Avery zatrzepotała do niego rzęsami. − Nie cieszysz się. − Nie możesz wywoływać alarmów przez cały dzień. aż wreszcie Adrian otworzył. − − Co. Avery wywołała alarm przeciwpożarowy .powiedział Adrian. był tym wyraźnie rozbawiony.Dalej dobijała się do drzwi i krzyczała. Lissa z Christianem dołączyli do niej.? .przyp. musiało się stać coś naprawdę niezwykłego.. a pod oczami miał ciemne kręgi. . .Nie powinniście być na zajęciach? O Boże. że was widzę. Jego włosy sterczały pod dziwnymi kątami. − 9 Jeśli przesłuchanie się już skończyło . − Właściwie. Żeby zaskoczyła ich bystra.Ale dlaczego musieliście przychodzić tutaj? Czy to jest jedyne miejsce. niż z oświadczenia Avery. podpalił ludzi. że nas widzisz? Przez chwilę patrzył na nią podejrzliwie.zgodziła się Avery. .

Odwróciłam się do Paula.Obudziłam się. nie. Zrobię kawę. Zawsze lubiłam moją brandy z odrobiną kawy. zwłaszcza jak się narąbał i na drugi dzień musiał piec chleb xD . Znowu otworzyłam oczy. − Mówi. Szazi Taa. ale w końcu skończyła z kopaniem. kto wie co jeszcze? Dymitr musiał mieć trudne dzieciństwo. kazało mi się wyrwać z łóżka. Zadowolona? Wstałam. już dobrze. Kac Lissy był niczym w porównaniu do mojego. lepiej dorzuć coś do puli. .W takim razie. że nie jesteś obudzona. wyglądający zza niej. Jeśli Sydney spotkała wielu dampirów takich jak Yeva. Ktoś je kopał. odwracając się do Adriana. chcąc z powrotem zanurzyć się i pozwolić snu wyleczyć największy ból. Jednak było to krótkotrwałe. .przyp. Niedługo po tym zniknęłam z głowy Lissy i odpłynęłam z powrotem do siebie. a Paul.kiwnęła głową w kierunku szafki z alkoholem Adriana.i co gorsza. ciemne oczy Yevy.zawołałam.powiedziała Avery. ponieważ wkrótce jakieś łomotanie wyrwało mnie ze snu. ale parę kopów więcej od szpiczastych butów Yevy.powiedział Christian. zuchwała dziewucho.O co chodzi? Babcia mówi. . zaczął tłumaczyć. potem pewnie z procy karmią. Moje oczy się otworzyły i głęboki. wracając w objęcia Morfeusza i zwyczajnych snów. Z kopem? . Panie Iwaszkow. a świat zawirował wokół mnie. ale tym razem naprawdę miałam to na myśli: Nigdy więcej picia. Kołdra i poduszka wyglądały okropnie kusząco dla mojego cierpiącego katusze ciała. piekący ból uderzył z tyłu czaszki . to mogłam zrozumieć. . Gdzie? 10 Patologia! Rano kopią w łóżko.85 - . Wyciągnęła ją do Lissy. dlaczego myślała że nasza rasa to sługusy piekła. Ginger .Wyraz twarzy Yevy pozostał bez zmian. − Ugh. Gwałtownie doprowadziłam się do pionu. I bez żadnego ostrzeżenia więcej. dopóki naprawdę nie wyjdziesz z łóżka i nie wstaniesz. Zaciskając usta.przyp. w porządku? Yeva wymamrotała coś po rosyjsku. Mówiłam to już wcześniej. − − − Dobrze. odwróciłam się i złapałam na wpatrywaniu w błyskotliwe. − Tchórze . − Wchodzisz w to? Nawet poranna buntowniczość Lissy miała swoje granice.Adrian wstał i ziewnął. moje całe łóżko nagle się zaczęło trząść. Chyba sobie żartujesz . − Hej . już dobrze. . Yeva ponownie kopnęła w łóżko 10. − − − Dobrze. Zaczęłam zamykać oczy. . że musisz z nią iść. ta sadystyczna stara kobieta dalej kopała w łóżko.Zostało ci jeszcze cokolwiek z wątroby? Avery powędrowała w stronę szafki i wyjęła jakąś butelkę.bez wątpienia skutki tej toksycznej wódki. Ból głowy po winie nadal pulsował jej w mózgu. Z tego nigdy nie wychodzi nic dobrego. Wtedy ponownie usłyszałam łomotanie .

biorąc je od niej.wyjaśnił. Ponownie wyszła do innego pokoju i wróciła z kolejną torbą na ramię. 11 Czyli odczuwała mdłości i kłopoty żołądkowe. Westchnęłam.Po prostu chodźmy i miejmy to za sobą. nieprawdaż? .Musimy iść teraz.Tak jakby zauważyłam to jakieś pięćdziesiąt kilogramów temu.przyp. ale moje plecy nie narzekały za bardzo.powiedziałam. Wzruszyłam ramionami i wzięłam ją.86 - . Yeva poszła do salonu i wróciła chwilę później z wielgaśną teczką. Podała mi ją wyczekująco. Myła pozostałe z zeszłej nocy naczynia i wyglądała na zaskoczoną widząc. Zamierzałam właśnie powiedzieć. że nie musisz wiedzieć. − − Powiedziała. balansując nimi.zażądałam. jak w nich usnęłam.Będę gotowa. że wszyscy oprócz Oleny jeszcze spali. − Co to jest? . Każdy krok który zrobiłam. . więc nie mogłam stwierdzić czy powstrzymywanie się było dobrą sprawą czy nie. − W porządku . spojrzałam na to z innej strony. że już wstałam. gdyby była zdolna zmieniać ludzi w ropuchy. lub po prostu była jeszcze nie do końca trzeźwa. − Babcia potrzebuje cię. przewieszając przez jedno ramię. − Wszystko jedno . żebyś poniosła parę rzeczy . − Tak . ale po jednym zerknięciu w jej przerażającą twarz. były w większości po prostu wymięte po tym. Olena zaproponowała. jak tylko wezmę prysznic i się przebiorę. że zrobi mi śniadanie. Mój brzuch wydawał się jednocześnie chcieć jedzenia i odczuwać do niego wstręt. No to było nas już dwie.powiedziałam przez zaciśnięte zęby.powiedziałam. − Dobry Boże. Wyraźnie była wypchana. Miałam wrażenie jakby powkładała do niego cegły.− Powiedziała. ale o zmianie ubrań widocznie nie było mowy. Kiedy zeszłam na dół. .powiedział mi Paul. zaczęłam się denerwować. Szazi . ale nie była specjalnie ciężka. ale Yeva znowu powtórzyła. Dobre i to. że czułam się źle 11 i prawdopodobnie odleciałabym robiąc coś tak skomplikowanego jak rozbieranie i ubieranie się. . Było dopiero jakieś cztery godziny po tym. że nasz czas się kończy. wzeszło. sprawiał. jak poszłam do łóżka. że nie ma czasu . ale Yeva pokręciła głową i ponownie przemówił. Paul przetłumaczył moje słowa. Czy w ogóle wzeszło już słońce? Co dziwne. . Ta była cięższa. Mogę chociaż umyć zęby? Poszła na to małe ustępstwo.zapytała. . że nie mam zamiaru nigdzie iść za tą walniętą starą wiedźmą. Ubrania również nie śmierdziały czy coś. Nie zdziwiłabym się. − To trochę wcześnie dla ciebie. Odwróciłam się i rzuciłam okien na kuchenny zegar. zauważyłam. Ją też wzięłam i przewiesiłam przez to samo ramię. Kiedy wyszła po raz trzeci i wróciła z gigantycznym pudłem.

a poranne słońce ogrzewało rzeczy zaskakująco szybko. − Tak. był po prostu posłańcem. którego moje skacowane ciało naprawdę nie chciało. Próbowałam przywołać w myślach jego obraz i czerpać od niego siłę.zapytałam Paula. aby chociaż zaszczycić mnie spojrzeniem. Nie . żeby go kopnąć. na szczycie reszty. układając je na stos. Pomimo tego. że nikt inny nie może nieść czegoś z stąd. aby nadążyć za nią z moim obciążeniem. widocznie po to. to nie miało żadnego znaczenia. jakby wiosna zawiała na Syberię dużo szybciej niż kiedykolwiek w Montanie. że jeśli naprawdę jesteś taką sławną zabójczynią strzyg. Ponownie myślałam o tym czasie w chatce.87 - . Po tym Yeva wyruszyła. − Mówi. że musiałam się spieszyć. no daj spokój .powiedział Paul. mruczący mi do ucha. To nie wina Paula. Wyglądało to tak. . że nie możesz się poruszać szybciej. Yeva mogła się poruszać w całkiem niezłym tempie i złapałam się na tym. Niebo było czyste. − Babcia mówi. w jaki jego usta dotykały moich i cudownym zapachu jego skóry. ale robiło ją nieco znośniejszą. Yeva miała rację. że Wujek Dimka nigdy by tak dużo nie narzekał . ale było wystarczające. że przeszliśmy przez nie. póki co. Ciężko to było nazwać słoneczną pogodą. tylko. miałam pewnego rodzaju chęć. To było spore obciążenie i to takie... cóż. kiedy przyciskałam się do niego bliżej. Odczułam ogromną ulgę. Jak na kogoś tak starego. spojrzała do tyłu i powiedziała coś do Paula. dalej niosłam swoje brzemię i już się nie odezwałam przez resztę drogi. Byłam łowcą strzyg i to była prawda. pokręciła głową i powróciła cicho do swoich naczyń. do diabła. że Dymitr nigdy by nie narzekał na powalone zachcianki starej kobiety.. Jednak za każdym razem. Yeva powiedziała coś szybko.Yeva dała mi jeszcze jedno pudło. Myślenie o nim nie odganiało niewygody mojej podróży z Yevą. Cierpliwie wykonałby swój obowiązek.Gdzie my. który to przetłumaczył jako: − Jest poniekąd zaskoczona. idziemy? Nie odwracając się. Mogłam jeszcze raz usłyszeć jego głos. Olena posłała mi współczujące spojrzenie. ja jestem jakby zaskoczona. widocznie nie chcąc się kłócić z Yevą. że to nie będzie problemem dostać się do miasteczka. . To była wyjątkowo niesprzyjająca pogoda do spaceru dla morojów.odpowiedział radośnie. − Och.. W pewnym momencie. myślałam o sposobie. że jestem jedyną. Paul trwał przy moim boku. kiedy centrum miasteczka pojawiło się w zasięgu wzroku. Ponownie przetłumaczył. kiedy przemawiał. żeby je zauważyć. żebym to też poniosła. próbując zarówno trzymać pudła i nie pozwolić torbom zlecieć z mojego ramienia. czy gdzie tam mnie prowadziła. a ja posłusznie podążyłam za nią. ale byłam wystarczająco silna. że mnie kocha. Nie było takie ciężkie.powiedziałam. − − Wiesz dokąd idziemy? . że obliczyłam. ale tak szczerze powiedziawszy. żeby poinformować mnie gdyby Yeva znalazła coś przy drodze i chciałaby. W pewnym stopniu. to poniesienie kilku rzeczy nie powinno być problemem. że jestem piękna.

kobieta szybko odsunęła się do środka i pokazała żebyśmy weszli. . W końcu Oksana dotarła do pudła ze spodu i. W Stanach to była rzadkość. jaki widziałam na budynkach w Moskwie i Sankt Petersburgu. kiedy zobaczyłam jego twarz i odkryłam coś dziwniejszego niż różnica wieku. Krzyknęła zaskoczona widząc Yevę.To bardzo słodkie z twojej strony. Mark po prostu obserwował. Cieszę się. − − Och. które. jak wyjaśnił Paul. Jestem Rose . że jestem Amerykanką. jakby to było wypełnione puchem łóżko. . potrząsając moją ręką. Na początku odpowiedziała jej cisza.przypuszczalnie Mark. Jednak okna były otoczone z trzech stron przez przepiękne. . Oksana i Mark wydawali się być bardzo mną zainteresowani. Próbowałam utrzymać zaskoczenie z dala od swojej twarzy i zachowywać się tak uprzejmie. − Chyba sobie żartujesz . były pożyczane od Oksany jakiś czas temu. ale równo poukładanych. Mark. Tymczasem Oksana rozpakowała rzeczy. Oksana zaoferowała nam krzesła. Moje było drewniane z prostym oparciem. Wreszcie. że będziemy musieli zawrócić i iść z powrotem do domu. Z drugiej strony salonu. przeszła na angielski. Westchnęłam zadowolona i starłam pot z czoła. czułam. uśmiechając się i witając ją po rosyjsku. zanim doszliśmy do małego domku i cała zlana potem. jakim przedstawiła go Oksana i wtedy uderzyła we mnie prawda: małżeństwo morojki z dampirem. To był ten sam rodzaj koloru.powiedziała. Miała może trzydzieści lat. jak tylko mogłam. na co spanikowałam. Yeva zapukała do drzwi.Uśmiechnęła się do mnie. Ale to było imię. a nie jej mąż Mark. który rzucał się w oczy. Oksana była zachwycona prezentami. jednak to głównie ona mówiła. myśląc. że był starszy od Oksany. Był wysoki i przysadzistej budowy. . czy to nie był ktoś inny. bogato stylizowane niebieskie okiennice pokryte białym wzorem.Szliśmy przez prawie godzinę.88 - . było wypełnione ceglaną kostką ogrodową. że mogłam pomóc . żeby do nas dołączyć. Wszyscy ci dwujęzyczni ludzie byli niesamowici. brązowych desek. Umył ręce w kuchennym zlewie i wtedy odwrócił się. Spoglądając na Paula i na mnie. co zrobiłam z ulgą. Był to domek parterowy. była piękna z wysokimi kośćmi policzkowymi i blond włosami o odcieniu truskawkowym. Yeva wyglądała na bardzo zadowoloną z siebie.Mój mąż. Tylne drzwi się otworzyły i do środka wszedł mężczyzna . jest w ogrodzie i wkrótce tu powinien być.odparłam sztywno. − − Mam na imię Oksana . Mark się z tego ucieszy.morojka. Niemal sapnęłam. że niosłaś je tutaj przez całą drogę. Pudełko z wierzchu zawierało jakieś naczynia i garnki.powiedziałam. które przyniosłam. jak mi dopomóż Boże. Wskazała na stół i powiedziała mi. a jego siwiejące włosy wskazywały na to. Oczywiście nasze rasy były połączone ze sobą przez cały czas… ale małżeństwo? To w świecie morojów było skandaliczne. z ciekawością wypisaną na twarzy. ale w tej chwili. Był dampirem. wykonany ze zniszczonych przez warunki pogodowe. Jak tylko zauważyła. byłam gotowa przewrócić się z ulgi. Torby były wypełnione pozostałościami po pogrzebie. żebym tam wszystko postawiła. kobieta otworzyła drzwi .odpowiedziałam jej. Przez chwilę zastanawiałam się.

jak zdała sobie z tego sprawę. a ja byłam zbyt oszołomiona przez swoje odkrycie żeby powiedzieć cokolwiek innego.. który do tej pory był naszym największym . okryta była wiekami niekompletnej historii. prawda? Skąd wiedziałaś? Ponieważ dokładnie tak to wyglądało dla mnie i Lissy. Lissa i ja nigdy. Nigdy nie wchodzili sobie w drogę i nie musieli omawiać tego. Yeva ci nie powiedziała? .zapytała Oksana. Jednak nie mogłam zrozumieć. przez co było zbyt ciężko odróżnić fakty od fikcji. Jedyna dwójka o jakiej wiedziałyśmy. W takim razie.. nie musi być tak długo. Może po prostu się zastanawiał jak Amerykanka odkryła drogę na takie zadupie. że znowu się zatrzymała. spoglądając pomiędzy nimi. co robić dalej. jesteś użytkownikiem ducha. która znowu miała na twarzy ten wygląd samozadowolenia. kiedy Oksana powiedziała.takiego. że nie była naprawdę aż tak zaskoczona. a do tego czasu. który nie miał żadnych specjalnych zdolności z jakimś elementem.i Adrian. wyposażenie kuchni było nowoczesne i Oksana umieściła w mikrofalówce jakieś danie z duszonych ziemniaków. Wtedy załapałam. ale to. że nie masz żadnej specjalizacji. To sprawiło. A może myślał. kiedy ocalali życia innych. przenigdy nie spotkałyśmy innej połączonej pary. Po prostu wiedzieli. Jak Oksana.nasza była nauczycielka. więc moje tatuaże nie mogły wyjawić mojego statusu niezaprzysiężonej. Mark stał plecami do niej. która oszalała . Przy trzeciej szklance wody. że powinniśmy coś zjeść. Teraz oczywiście to pojęliśmy. odrzucając wszystkie propozycje pomocy. że więź występowała tylko z użytkownikami ducha. Praktycznie wszyscy wokół wiedzą .nie jest coś powszechnie znanego. Zamrugałam zaskoczona. jakie miałyśmy. że wiedziałam. Nawet nie widział na ile ustawiła. Wymieniła z Markiem zaskoczone spojrzenia − − − To . powiedział: − Nie. Coś w głosie Oksany powiedziało mi. − Tak. Yeva nie jest zbyt rozmowna tego ranka. Większość ludzi myśli. kiedy grzebał w lodówce.powiedziała Oksana wracając do swojej pracy. Pomimo odległej lokalizacji.89 - . Lissa powszechnie była uznawana za moroja bez specjalizacji . Jedynymi innymi tropami. − Jesteście połączeni! – zawołałam. − − − Nie. była Panna Karp . Rzuciłam Yevie szybkie spojrzenie. Nigdy nie widziałam takiej sprawnej drużyny. Obserwowanie pracujące pary było fascynujące. To było mniej więcej wtedy. Historie o połączeniach zawsze istniały w folklorze morojów. Oksana i Mark razem przygotowywali jedzenie. Powszechnie wierzono że to „po prostu się zdarza”. mój brzuch był już na to gotowy.powiedziała . że byłam nowym rekrutem dziwek sprzedających krew. ale jak tylko ją włączyła.Miałam rozpuszczone włosy. Oboje spojrzeli na mnie z takim samym zaskoczeniem. jak w się formowały zawsze było zagadką. zaczęłam czuć się lepiej.

Oksana nie wyglądała na osobę w depresji. Uczucie zniknęło tak szybko. że rośliny rosły. Zamiast tego. tak drogie dzieci. Musisz mieć dużo pytań. czy wyprowadzoną z równowagi. Co? . − − − − Więc. W czasie jedzenia.zapytałam. Przetarł twarz serwetką i wstał.90 - . porozumiewawczy. czy Oksana przyłożyła do tego swoją rękę. Mark nie odziedziczył tych ohydnych cieni. Oksana potrząsnęła głową.przyp. Skąd wiedziałeś? . − − Nie. który był bardziej lub mniej stabilny . Spodziewałam się że będzie udzielać mi ostrej nagany za porzucenie naczyń.zależy jak na to spojrzeć. Wiedziałeś. Kiedy posiłek był gotowy. szukając jakichkolwiek oznak niestabilności. Dużo krzewów i kwiatów już rozkwitło. Było dezorientujące. Nie marnujesz czasu. a potem zimna. − Yeva nam powiedziała. Oksana prowadziła konwersacje utrzymując lekkie tematy i skacząc pomiędzy językami. . − Tak. by na nie odpowiedzieć. Usiedliśmy na niej ramię w ramię i zapadła cisza. Powinnaś iść z Markiem. Wyjdźmy do ogrodu. Lissa dzięki duchowi mogła sprawić. Użytkownik ducha. Gdybym nie wiedziała lepiej. Jednak w pewnym momencie. Jej wyraz był. To było piękne i zastanawiałam się. gdzieniegdzie młode pędy były na dobrej drodze do dojrzałości.Że ja też jestem naznaczona pocałunkiem cienia. Ginger . Zrobię. Szazi.. nie drążyliśmy tej kwestii. prawda? Kiwnął głową. nie znalazłam żadnego wyrazu samozadowolenia czy dezaprobaty.przyp. 12 Skończyliśmy jeść i zerwałam się żeby pomóc. bacznie studiowałam ją i Marka. które czasem przenikały we mnie. 12 Tak. nie miałabym żadnych powodów żeby cokolwiek podejrzewać. Wydawali się być idealnie miłymi. jak się pojawiło i miałam nadzieję. Nie widzę w tym sensu. był dużo większy niż się spodziewałam. Nie róbcie tego w domu. do którego prowadził mnie Mark. Mark skinął w kierunku kamiennej ławki. bo wódka to ZUO! Zwłaszcza Russia vodka. Wow.. że to były już ostatnie efekty choroby po tej demonicznej wódce. ocieniając większą część ogrodu. co tylko będę mógł. Coś w tym wywołało dreszcze w dół mojego kręgosłupa i przywołałam słowa Wiktorii: Yeva wyśniła moje przybycie. Ogród. Mój brzuch z radością powitał jedzenie i w końcu przeszedł mi ból głowy. wtedy zatrzymałam się i spojrzałam do tyłu na Yevę.zapytał. jakby trzepotanie skrzydeł w mojej głowie i przebiegła przeze mnie fala ciepła. . ogrodzony grubym płotem i szeregiem drzew. Ani w magazynku . owinęło mnie dziwne wrażenie. Żadnych nie zauważyłam.odkryciem. Niemal oczekujący. idealnie zwykłymi ludźmi.zapytałam. co chciałabyś wiedzieć? . Wisiały na nich nowe liście. Zaczęłam iść za nim. nie ma potrzeby.

kiedy razem z Oksaną próbujemy się czegoś dowiedzieć. ale miało sens.. Więc przyprowadziła cię do mnie.. ale co masz na myśli. Też był połączony ze swoim strażnikiem. tak. To ma swoje odbicie w aurze. A tak przy okazji. wpatrując się w roztargnieniu w skupisko różowych kwiatów. że mogłaby to zrobić nie każąc mi przy okazji nosić wartościowych rzeczy gospodarstwa domowego czy coś. Testowała cię. Wyraz twarzy Marka powiedział mi. inny użytkownik ducha.Niemal zadławiłam się tymi słowami. Ma zabawny sposób na okazywanie tego. I co z tego wynika? Teraz jest martwy. gdyby tylko cię spotkała.. Dziwnie brzmiało. To znaczy. Wydaje mi się. − − − Nie. że to było dla niego coś nowego... poza przyprowadzeniem mnie tutaj. Dalej nam pomaga. z którą dzielisz więź? Osoba z którą dzielę więź? Nigdy nie słyszałam takiego określenia. była w stanie wejść do kogoś umysłu. − − − Yeva? Ona potrafi wyczuwać rzeczy. Ten strażnik umarł i to ich rozdzieliło. − − − − Nie bierz tego do siebie. Czyjegokolwiek umysłu nie tylko twojego. . mówiąc „chodzenie w snach”? − Jakby. Inny? Ilu ich znasz? Technicznie rzecz ujmując.szepnęłam. Wtedy mogliby prowadzić rozmowy. Mark odwrócił się. to niewiarygodne. To prawda. Oksana wiedziałaby. ponieważ nie byłbyś naznaczony pocałunkiem cienia. Posiada super-kompulsję? Potrafi chodzić w snach? To zupełnie go zaskoczyło. Znowu się roześmiał. Chciała sprawdzić czy jesteś warta jej wnuka. że się roześmiał. . co wyczuwa. rzeczy. to była niespodzianka. Ja spotkałem tylko jednego innego użytkownika ducha i to było kilka lat temu.. kiedy śpi.. Cóż. żebym was poznała. .Co jeszcze potrafi robić? Musi być w stanie leczyć. − Twój przyjaciel? Osoba. − − Nawet bez niej. To sprawiło. Wiedziała tylko. − Jej kompulsja jest silna.. że jesteś naznaczona pocałunkiem cienia. teraz czterech.Okej.. Więc ona też potrafi widzieć aury . to trzech. − Tak wielu. dokładnie tak jakby byli razem. że jesteś warta. że biło od ciebie jakieś dziwne uczucie i że tylko wokół jednej innej osoby to wyczuwała. licząc Oksanę.91 - .. których reszta z nas nie potrafi. Mój przyjaciel tak potrafi. to uważa. Jednak nie zawsze wie. ale dla niej to nadal ważne.

zostawiłam ją. Ona. No nie wiem . − Tak. Jednak nigdy nie przyszłoby mi do głowy. Gdzie jest osoba. Ani Lissa. Ponownie zachichotał. Zmarszczył brwi. tak po prostu wyjechałaś? Czy zostawiłaś tak.Myślę. Czasem potrafi przywiązać tą umiejętność do kompulsji. jakby to było z więzią. To słowo było jakby ktoś wymierzył mi policzek i nagle stanął mi przed oczami ten ostatni dzień. och. Wróciłam myślami wstecz.Ja. . . cóż. nagle przypominając sobie to swędzenie w mojej głowie i zalewające mnie ciepło. ale wyniki są bardzo..Przygotowywałam się na swoją śmierć przez cały czas i obawiałam się utraty Lissy. Ale Oksana potrafi dokopać się głębiej.. Ja mogłam ją wyczuć. Lissa nie potrafiła robić tego. ale może to ty jesteś tutaj..krzyknęłam. że to ja będę pomagał tobie...92 - . w którym ją widziałam i w którym zostawiłam ją płaczącą.Myślałem. z którą dzielisz więź? Została w Stanach. aby mi pomóc. Jaki by to miało wpływ na drugą osobę? Czy byłoby to jakby przerwany otwór. kto nie ma z tobą więzi. że ją porzuciłaś? Porzucenie.. . Najbliżej tego. − Oksana może wyczuć. a wokół jego niebieskich oczu pokazały się przyjazne zmarszczki. Szazi . podczas brunchu 13 przeczesała twój umysł.. czego nie mogłam wyjaśnić..powiedziałam powątpiewająco. nie wiem jak to wytłumaczyć. wiem. Oksana mi powiedziała. było chodzenie w snach Adriana. Próbowała nie robić. ale w drugą stronę to nie działało. I złe. Jest w tobie pewna lekkomyślność.późne śniadanie. Przetrawienie tego zajęło mi chwilę. ale to bardzo potężne. Jesteś na czymś w rodzaju poszukiwania. Co robić? .. − Co ci powiedziała? Tym razem on się zawahał. ale jakoś musiałam powiedzieć mu całą prawdę. sięgnąć do środka i właściwie przeczytać więcej konkretnych informacji o danej osobie. Wokół całej twojej duszy 13 Brunch . kiedy już było się blisko związanym z kimś innym? − − − − On również nigdy nie wspominał o chodzeniu w snach . . − Musiałam załatwić pewne sprawy – powiedziałam wymijająco. − Zostawiłaś czyli. To nie jest właściwie robić coś takiego komuś.Nie musiałam tego rozwijać. kiedy mógł wejść do czyjegoś umysłu.kontynuował Mark. że macie w tym więcej doświadczenia niż my. nawet jeśli chodziło o mnie. − − − Nie powinna była tego robić. .. zaniepokojona z powodu czegoś.przyp. − − Co to dokładnie znaczy? Aura może powiedzieć użytkownikowi ducha o czyjejś osobowości. ani Adrian nie mogli czytać w myślach innych...

Myślisz. − Oczywiście. z którą jesteś związana. ale są różne drogi robienia tego. .z sercem przepełnionym żalem i zemstą? To nie jest jeden z tych lepszych sposobów. Szarpnęłam z powrotem moją głowę.. żeby to było powszechnie znane? Że chcą wymachiwać ci tym przed nosem. że moroje albo inni strażnicy chcą. że Mark jest fajnym gościem. że nie. co jest nie tak z polowaniem na strzygi. . z osobistym postanowieniem wyrównania zła. Staniesz się niedbała. Nigdy nie słyszałam o czymś takim. albo łowcami strzyg. − Tak. 14 Ty. − Dlaczego to taki wielki problem? Całe miasteczko tutaj wypełnione jest dampirami. Masz obsesję na punkcie polowania na strzygi na własną rękę. żeby ciągle walczyć. tak jak ty to zrobiłaś . − Przez cały czas? .przyp. − Dlaczego osoba.Nagle sięgnął i podniósł do góry moje włosy. spoglądając na moją szyję.93 - . Widzę to przez cały czas. Szazi . Zawsze się broniliśmy.Tak jak myślałem. to nie jest tak. no cóż. zostaliście członkami samozwańczej straży obywatelskiej. nabywali swoich ochroniarzy. Odwrócił się do mnie.dopóki nie zostają wynajęci żeby zostać ochroniarzami. Skrzyżowałam ramiona na klatce piersiowej i wpatrywałam się kamiennym wzrokiem przed siebie. którzy nie są strażnikami. ale słuchanie kazań zawsze mnie irytowało. nie może po prostu wyleczyć z ciebie ciemności? Tłumaczenie: Szazi 14 Zupełnie jak rewolucja neolityczna. A kiedy odchodzisz. żeby mieć domy i rodziny. . tylko skomplikują sprawy. i tobie podobni. − Dampiry do wynajęcia. jak Abe. które cała ta rasa na nas sprowadziła. − Jak myślisz. − Być może.. nie atakowaliśmy. .nagle zaczęłam rozumieć jak ludzie spoza arystokracji. ponownie zaskoczony. ale oni wybrali osiadły tryb życia. Może jeśli dampiry wyruszyłyby za nimi. Albo tak jak ty odchodzą. żebym mogła za wiele z tym zrobić. jako inną opcją? − Nie wiem. Pieniądze mogą zrobić wszystko. − Tak. A cienie będące efektem naznaczenia pocałunkiem cienia.Nadal uważałam. Jesteś niezaprzysiężona. nie byliby aż takim problemem.. jak sądzę... To może doprowadzić tylko do kłopotów. ..zapytałam zaskoczona.jest wypisana zemsta. dlaczego spada liczba strażników? Odchodzą. a niektóre są lepsze od innych. ale nie odpowiadać przed nikim .

prawda? Dlaczego nie to? − Bo.. Jego twarz spochmurniała i mogłam sobie tylko wyobrazić. W końcu głupio zapytałam: − Czy ty powiedziałeś.bycie zdolnym do robienia tak potężnych rzeczy . To wcale nie jest takie proste.. kropka. to dlaczego nie może wyleczyć sama siebie? − Ponieważ gdy to jest w niej. Mój krótki czas z Lissą był wystarczająco okropny. nici zaufania i wewnętrznej siły pomiędzy dwojgiem ludzi. . są od Lissy. a potem we mnie.. − − − Ale teraz wszystko między wami jest w porządku? Hmm . Nie było mowy. odważyłam się dać wiarę jego słowom. wyleczyć? Mark patrzył na mnie również zaskoczony. Oni żyli z tym o wiele dłużej niż my. ale jasne było. jest zbyt proste. Jeśli mogłaby je tak po prostu wyleczyć.. Ta ciemność.powiedziałam cicho . pomimo swoich niecnych planów. bo ono czerpie z niej siły. Mark nie miał pojęcia o kim mówiłam. podczas gdy duch pochodził z umysłu i duszy. Powoli. Lissa mogła wyleczyć wściekłość i depresję w taki sam sposób jak przeziębienie czy złamaną nogę. Ale gdy więź przekazuje to tobie.. To co sugerował było zbyt śmiesznie łatwe. Co masz na myśli? Wzruszył ramionami.. co chciał wyrazić. to było po prostu śmieszne.. które Oksana może robić. To wymaga ostrożnego balansowania.. To co mówisz. zadziwiająco dużo wiedział o duchu i wyjaśnił nam jego działanie. Ona może leczyć różne rzeczy.to nie ma żadnego sensu.zmarszczyłam brwi . Nauczenie się tego zajęło mi i mojej żonie dużo czasu… Wiele ciężkich lat. że nasze życie jest nieznośne. że jest idealnie. To musiało być czasami nie do zniesienia.Chciałbym móc powiedzieć. to jest jak każda inna choroba.to wszyscy mogliby to zrobić. . − Tak. żeby po tym wszystkim przez co przeszłyśmy. Pozostałe cztery żywioły miały bardziej fizyczny charakter. Zbyt związane z jej istotą. Leczenie mnie ją osłabia i ogranicza jej całkowitą moc.na jego ustach pojawił się cień skrzywionego uśmiechu.. te wszystkie skutki uboczne. ale one sprawiają. Nie. − Masz rację. oczywiście. Używanie tak dużej ilości psychicznej energii . Panna Karp nie odeszłaby od zmysłów. ze zdumieniem. jakie były te lata. najpierw w Lissie. Jest wiele rzeczy.. Anna nie popełniłaby samobójstwa. że to nie miało znaczenia dla tego. Wiktor Daszkow. − Jeśli to byłoby możliwe . Powstrzymuje leczenie mnie tak długo. Ale nie mogły tak po prostu odejść. Serce załomotało mi w piersi. Zwalczałyśmy te efekty od samego początku. . jak możemy sobie bez niego poradzić.94 - . jest zbyt zakorzenione. Nie może tego uleczyć w taki sam sposób jak inne rzeczy.nie może się obejść bez niszczycielskich skutków ubocznych.Rozdział jedenasty GAPIŁAM SIĘ NA MARKA PRZEZ kilka długich sekund.

. że nie ma powodów by zawierać magię ducha w przedmiotach. że jest jeszcze dla niego nadzieja. Obie byłyśmy złymi przyjaciółkami. gdyby mnie ciągle nie leczyła. To leczący talizman.. z jaką mogłaby. ale to nigdy nie przyszło mi przez myśl. − Co to jest? − Oksana natchnęła go duchem. że jesteś poza kontrolą. leczyć. Ponownie przeszedł przeze mnie szok. jakiej doświadczała z powodu mojej nieobecności. to nastrój. − Bez względu na to. ale nie popychał mnie w tej kwestii. Nawet tatuaż Sydney był pewnego rodzaju amuletem. gdy myślałam. . że ona nie uważa tego za sprawiedliwą wymianę.. Podsunął mi pierścionek. Sądziłam.. Myślałam o depresji. Mam przeczucie. I prawdopodobnie mógł. opanowane spojrzenie. Kołki były nasycone czterema żywiołami. co sprawiało. Miał ten „przeżywający w dziczy” rodzaj natury. Moroje zawierali magię żywiołów w rzeczach cały czas. zupełnie jakby mógł powiedzieć. Potrząsnęłam głową. gdy naprawdę poczujesz. − − Jak to działa? To znaczy. nie bacząc na jej błagania. Może trzymać cię z dala od kłopotów. . Wiktor zaczarował naszyjnik magią ziemi. Moja nadzieja upadła. co ona robi tobie? Rose. prawdopodobnie dlatego. Ciemność tylko to pogorszy. Zanim wrócimy. w którym jesteś. W takim razie. korzystając z jej podstawowego charakteru. że dla strzyg były zabójcze. jaki mamy teraz czas. Nie może całkowicie pozbyć się wahań nastrojów. ale może je zmniejszyć i pomóc ci myśleć jaśniej. że zdolności Lissy były ciągle zbyt nowe i zbyt obce. − Och. To. co teraz mnie najbardziej martwi. Magia nie będzie trwała wiecznie. Myślałam o tym.powiedziałam cicho. Oksana zrobiła go dla mnie żeby pomógł mi w czasie pomiędzy kolejnymi leczeniami. nie mogę. Zawahałam się. aby zmienić go w naszyjnik pożądania. .. Myślałam o tym. ale on potrząsnął głową.włożył dłoń do kieszeni i wyciągnął mały. a potem sięgnęłam po niego. co się z nami stało. Mark posłał mi długie. Wygaśnie tak jak każdy inny urok. Weź to.− Ciągle może robić inne rzeczy. jak ją tam zostawiłam. Cofnęłam się w pamięci do naszego ostatniego spotkania. używać wpływu...95 - .. prosty srebrny pierścionek. . w jaki sposób to leczy? To wpłynie na twoje nastroje.Nie mam pojęcia czy mogłaby. Nie mogę tego zrobić Lissie. Zaczęłam go wsuwać na palec. na słońce. − Nie wiem . ale nie z taką siłą. jak wzbraniała się przed uleczeniem Dymitra.Nauczenie się leczenia zajmie jakiś czas. − Zachowaj go na chwilę. Rzucił okiem w górę. − Pozostali będą się zastanawiać.

− Babcia chce już wyjść .. że Paul był tylko posłańcem i oszczędziłam mu swojego komentarza. − W porządku. Paul wsadził swoją głowę przez tylne drzwi. I chociaż odeszłam to nie rzucam się lekkomyślnie w pogoń za strzygami. ale ty też nie jesteś strażnikiem. . to musiałam przyznać. a strażnicy przypisali mnie gdzieś indziej. że moja matka robi w swoim życiu ważne rzeczy. Nasza różnica wieku uczyniła to jeszcze bardziej skandalicznym.Chce wiedzieć. że dobrowolne odejście jest złe. gdy wpadła mi do głowy niespodziewana myśl. Wtedy Oksana ocaliła moje życie. podczas gdy ja usiłowałam nadążyć za nią z moim pakunkiem. że to jest moje egoistyczne pragnienie. . co ja i Dymitr. . Przypomniałam sobie jak szybko szła Yeva. Kilka chwil później schowałam go do kieszeni płaszcza. wykonując swoje normalne prace. jednym z tych smutnych i wykrzywionych uśmiechów. − Powiedziałeś. co cię tak długo zatrzymuje i pyta.powiedział do mnie. że obok ciebie zawsze był ktoś. To jest różnica. Dało mi to szanse na zastanowienie się nad słowami Marka. ale po raz kolejny przypomniałam sobie. Mark i Oksana byli uosobieniem dwóch połówek mojego życia.Wpatrywałam się w pierścionek. Czułam się jakbym w jednogodzinnej rozmowie otrzymała całe życiowe uświadomienie.. − − − Kiedyś byłem. Olena krzątała się po domu. Ruszyłam w kierunku drzwi i obejrzałam się do tyłu na Marka. Przebiegł przeze mnie dziwny chłód. . w moim umyśle panował chaos. spacer z powrotem był nieco łatwiejszy. Mark kontynuował. Bez noszenia cegieł. Zaraz tam będę. Czy trudno było ich zostawić? Bardzo. który mieszka z ukochaną kobietą i zajmuje się swoim ogrodem.Ciężko jest być dobrym. dlaczego każesz czekać komuś tak staremu i cierpiącemu na bóle pleców jak ona.Kiedy zniknął. Stawiali również czoła temu samemu potępieniu swojego związku. − Ale czasami musimy słuchać głosu swojego serca. Jestem starszym człowiekiem. Musiałem odejść. tak jak wiedziałam. takie jak sprzątanie i gotowanie. Tak jak ja i Lissa walczyli przeciwko skutkom więzi.96 - . Nie zapominaj o tym. Po czymś takim nie mogłem znieść rozłąki z nią. Podczas gdy ja osobiście nigdy nie chciałam spędzać całych dni wykonując tego rodzaju domowe obowiązki. jaką tworzył pocałunek cienia. Gdy wróciłam do domu Bielikowów. Ponownie się uśmiechnął. a mój umysł nagle otworzył się na wszelkiego rodzaju nowe możliwości. kto był gotów codziennie ci gotować i troszczyć się o ciebie. Połączyła nas więź i w końcu się zakochaliśmy. że było coś poprawiającego samopoczucie w tym. Nie powinnam jej oceniać. Jej plecy nie wydawały się wcale tak boleć. pokręciłam głową. Wiedziałam.

− − − − − − − Nie. Przepraszam. żebym mogła zabrać Czerwony Huragan i udać się do Sankt Petersburga. Jak na niego. gdy to dotyczy jego interesu albo jest to bardzo szczególny przypadek. Może chce cię wykorzystać by dostać się do innych. oni zawsze są w ruchu . Jak już mówiłam.krzyknęłam.zarówno wśród ludzi jak i morojów. Powiedziała.. Rose.Niemniej jednak czułam ciepło i troskę. Może on wyświadcza komuś przysługę.. − Jesteś głodna? . I jeśli wrócisz do dużego miasta polować na strzygi to nie porzucaj żadnych ciał samotnie! Powodzenia Sydney . Wiktoria wyszła do przyjaciela. W jakiś sposób on jest dla mnie taką sama zagadką jak dla ciebie. Zadzwoń do mnie. Ach. kto jest nawet bardziej tajemniczy niż on. Charakter pisma Sydney był staranny i dokładny. to może być zwyczajne pragnienie zaoferowania ci pracy jako jego ochroniarz. że nie będzie chciał cię wykorzystać do swoich własnych celów. kogoś. że wraca do Sankt Petersburga. to nie znaczy. to nie ma tu za dużo do powiedzenia.spytałam. Myślę. non stop martwił Olenę.spytała od razu. widząc jakie z ciebie ziółko. gdzie się zatrzymałyśmy. Skoro zostałaś dostarczona do Baia to oni najwyraźniej już nie potrzebują mnie w pobliżu. Wzięłam liścik i natychmiast go otworzyłam.97 - . A co z Sydney? Wyjechała jakiś czas temu. że będę się wystarczająco troszczyła o jakiegoś dampira żeby mu to powiedzieć. co chce osiągnąć. gdy Olena traktowała mnie jak córkę. że kłopoty cały czas za tobą podążają. że jedną z jej największych obaw było to. że wróciłaś. Gdzie są wszyscy? . − Alchemicy. Sonia i Karolina są w pracy. Ciągły brak apetytu Sydney. no cóż. wiele z prowadzonych przez niego interesów jest nielegalnych . Złapałam autostop z powrotem do tego miasteczka z farmą. czego od ciebie chce. . ale mam przeczucie. Myślę.Wyjechała na dobre? Tak po prostu? Sydney miała frywolny charakter. ale to było gwałtowne nawet jak na nią. ale gdy alchemicy każą mi się zwijać.. Ukryłam uśmiech. to się zwijam. że muszę wyjechać tak nagle.Olena podała mi kawałek papieru. Nawet jeśli byłoby mi wolno. to tam byliście. Zostawiła to dla ciebie. Nigdy nie spodziewałam się. jedliśmy u Marka i Oksany. Dom był nadzwyczajnie cichy. Bezpośrednio angażuje w nie ludzi jedynie wtedy. że ktoś w jej domu może być głodny. Nie mam pojęcia jakie masz teraz plany. Może to wszystko jest częścią planu kogoś innego.. jeśli będę mogła ci w czymś pomóc. co jakoś mnie nie zaskoczyło. Zmey może być niebezpieczny albo uprzejmy. chociaż ledwie mnie znała. ale będzie szczęśliwa. Chciałabym ci powiedzieć coś więcej o Abe i o tym. ale uważaj na siebie. że jesteś jednym z tych przypadków i nawet jeśli on nie chciał cię skrzywdzić. To dobrzy ludzie. Co?! . a to już zależy od tego.

P.S. "Czerwony Huragan" to imię samochodu.
P.S.S. To, że cię lubię wcale nie oznacza, że już nie uważam, iż nie jesteś złą kreaturą nocy.
Jesteś nią.
U dołu był dodany jej numer telefonu. Mimowolnie uśmiechnęłam się. Gdy jechaliśmy do
Baia z Abe i jego strażnikami, Sydney musiała zostawić samochód, co spowodowało u niej
prawie taki uraz jak strzygi. Miałam nadzieje, że alchemicy pozwolą jej go zatrzymać.
Pomimo jej ostrzeżeń przed Abe, rozbawiona pokręciłam głową. Czerwony Huragan.
Gdy byłam na schodach kierując się do mojego pokoju, mój uśmiech zniknął. Pomimo jej
szorstkiego nastawienia, będę za nią tęskniła. Może niezupełnie była moją przyjaciółką - a
może była? - ale w tym krótkim czasie zaczęłam postrzegać ją, jako stały element mojego
życia. Nie miałam ich już zbyt wiele. Poczułam, że dryfuję, nie do końca pewna, co zrobić.
Przybyłam tutaj by przywrócić Dymitrowi spokój a skończyłam na tym, że przyniosłam
tylko jego rodzinie cierpienie. A jeśli to, co wszyscy mówili jest prawdą, to w Baia nie
znajdę zbyt wielu strzyg. Jakoś nie mogłam sobie wyobrazić Dymitra spacerującego po
drogach i farmach dla sporadycznych zdobyczy. Nawet jako strzyga - wypowiadanie tych
słów w umyśle zabijało mnie - Dymitr miałby cel. Jeśli nie wrócił do znajomych miejsc w
swoim rodzinnym miasteczku, to w takim razie robił coś znaczącego - o tyle o ile strzyga
mogła coś takiego robić. Komentarz Sydney w liściku zweryfikował to, o czym w kółko
myślałam: strzygi czają się w miastach. Ale w których? Gdzie poszedłby Dymitr?
Teraz byłam jedyną bez celu. Na domiar tego wszystkiego, nie mogłam zatrzymać
powtarzających się słów Marka. Czy ja naprawdę byłam na szalonej misji obywatelskiej?
Czy ja głupio goniłam za śmiercią? Czy też głupio goniłam za... niczym? Czy byłam
skazana na spędzenie reszty swoich dni tułając się po świecie? Samotnie?
Siadając na łóżku poczułam jak mój nastój się pogarsza i wiedziałam, że muszę się na
czymś skupić. Byłam zbyt podatna ponure emocje tak długo, jak długo Lissa używała ducha
i nie potrzebowałam ich dodatkowo potęgować. Założyłam pierścionek, który dał mi Mark,
mając nadzieję, że przyniesie mi odrobinę jasności i spokoju. Nie poczułam żadnej
zauważalnej różnicy i postanowiłam poszukać spokoju w miejscu, w którym zawsze je
znajdowałam: w umyśle Lissy.
Była z Adrianem i oboje znowu ćwiczyli używanie ducha. Po kilku początkowych
wybojach, Adrian okazał się szybkim uczniem, jeśli chodzi o naukę leczenia. To była
pierwsza z mocy Lissy, jaka się ujawniła. Zawsze irytowało ją, że on robił duże postępy w
tym, czego ona go uczyła, a ona nie zrobiła prawie żadnych.

Zabraknie mi rzeczy, które mógłbyś leczyć - powiedziała, stawiając na stole jakieś
maleńkie doniczkowe rośliny na stole. - Chyba, że zaczniemy obcinać kończyny czy
coś.

Adrian uśmiechnął się.


Kiedyś dokuczałem Rose, że zamierzam zaimponować jej lecząc osoby po
amputacji, albo po coś równie absurdalnego.
Och, jestem pewna, że za każdym razem miała dla ciebie odpowiedź godną mądrali.
Tak, tak, miała. - Jego twarz stała się czuła, gdy przywołał wspomnienia. Była jakaś
część mnie, która zawsze chorobliwie chciała słuchać jak rozmawiają o mnie... ale
- 98 -

jednocześnie, zawsze czułam się źle na widok żalu, jaki zawsze zdawało się
wywoływać moje imię.
Lissa westchnęła i wyciągnęła się na wyłożonej wykładziną podłodze. Byli w salonie w
dormitorium, a godzina policyjna zbliżała się nieubłagalnie.

Chcę z nią porozmawiać, Adrian.
Nie możesz - powiedział. W jego głosie była niezwykła dla niego powaga. - Wiem,
że ciągle sprawdza co u ciebie i to jest bezpośredni sposób, w jaki możesz się z nią
komunikować. I szczerze? To nie jest takie złe. Możesz jej dokładnie powiedzieć jak
się czujesz.
Tak, ale chcę słyszeć jej odpowiedź, tak jak ty ja słyszysz w swoich snach.

To znowu wywołało jego uśmiech.

Uwierz mi, ona strasznie pyskuje, gdy odpowiada.

Lissa usiadła prosto.


Zrób to teraz.
Co mam teraz zrobić?
Odwiedź ją we śnie. Zawsze próbujesz mi to wyjaśnić, ale ja nigdy tak naprawdę
tego nie widziałam. Pozwól mi to zobaczyć.

Wpatrywał się w nią, próbując dobrać odpowiednie słowa.

To jakiś rodzaj zboczenia. 15
Adrian! Ze wszystkich rzeczy, których próbowaliśmy, chcę się nauczyć tego.
Czasami mogę wyczuć wokół ciebie magię. Po prostu to zrób, okej?

Znowu zaczynał protestować, ale po krótkim przestudiowaniu jej twarzy, zrezygnował z
komentarza. Jej słowa były ostre i nakazujące, co było dla niej bardzo nietypowe.

Dobrze, spróbuję.

Ten cały pomysł, żeby Adrian spróbował dostać się do mojej głowy w czasie, gdy ja
obserwowałam go przez głowę Lissy, był delikatnie mówiąc śmieszny. Nie do końca
wiedziałam czego się po nim spodziewać. Zawsze zastanawiałam się, czy aby to zrobić
musiał spać albo przynajmniej zamykać oczy. Najwyraźniej nie. Zamiast tego wpatrywał się
daleko w pustkę, jego oczy opustoszały, gdy jego umysł opuścił otaczający go świat. Przez
oczy Lissy mogłam zobaczyć, jak jakaś część jego magii promieniuje od niego i jego aury.
Lissa próbowała przeanalizować każdy jej detal. Potem zupełnie bez ostrzeżenia, cała magia
zniknęła. Adrian zamrugał i potrząsnął głową.


Przepraszam, ale nie mogę tego zrobić.
Dlaczego nie?
Prawdopodobnie dlatego, że nie śpi. Nauczyłaś się czegoś patrząc?

15

Voyeurism - inaczej: wojeryzm, podglądactwo lub oglądactwo - to stan, w którym jedynym lub preferowanym sposobem
osiągania satysfakcji seksualnej jest podglądanie praktyk seksualnych innych osób oraz wykonywanie w tym czasie
masturbacji. Czyli mówiąc prosto, Adrianowi chodziło tu o to, że Lissa będzie go podglądała i czerpała z tego podnietę ^^ przyp. Ginger
- 99 -

Odrobinę. Prawdopodobnie bardziej użyteczne by było, gdybyś rzeczywiście
nawiązał połączenie.

Lissa ponownie używała tego rozdrażnionego tonu.

Wiesz, że ona może być gdziekolwiek na świecie, w jakiejkolwiek strefie czasowej.

Jego słowa zostały stłumione przez ziewniecie.


Może powinniśmy spróbować o różnych porach dnia. Nawiązałem z nią kontakt...
właściwie o tej porze. Ale czasami łapię ją naprawdę wcześnie rano.
Wobec tego ona może być w pobliżu - powiedziała.
Albo w jakiejś innej części świata, gdzie obowiązuje dzienny, ludzki rozkład dnia.

Jej entuzjazm upał.

To też prawda.
Jak to jest, że wy nigdy nie wyglądacie jakbyście pracowali?

Christian wszedł do pokoju, rozśmieszony widokiem Lissy na podłodze i Adrianem
rozłożonym na kanapie. Osoba stojąca za Christianem nie była kimś, kogo się
spodziewałam szybko zobaczyć. Adrian, który mógł dostrzec kobietę na milę, również
natychmiast zauważył przybysza.

Skąd wziąłeś tego podlotka? 16 - zapytał.

Christian rzucił Adrianowi ostrzegawcze spojrzenie.

To jest Jill. - Jill Mastrano dała się popchnąć do przodu. Jej jasno zielone oczy
rozszerzyły się do granic możliwości, gdy rozejrzała się dookoła. - Jill, to jest Lissa i
Adrian.

Jill była jedną z ostatnich osób, jakie spodziewałam się tutaj zobaczyć. Spotkałam ją nieco
ponad miesiąc temu. Była w dziewiątej klasie, co oznaczało, że jesienią znajdzie się w
kampusie szkoły średniej. Miała taką samą niesamowicie szczupłą budowę ciała jak
większość morojów, ale była ona w parze ze wzrostem, który był imponujący nawet jak na
morojskie standardy. To sprawiało, że wyglądała jak patyczak. Jej włosy opadały
jasnobrązowymi lokami do polowy jej pleców i byłyby piękne, gdyby nauczyła się je
odpowiednio układać. Na chwilę obecną były niechlujne, a jej ogólna prezencja ze
słodkości zmieniła się w niezdarność.

Cz... cześć - powiedziała patrząc z twarzy na twarz.

16

Jailbait. Sądzimy, że tu Mead zrobiła grę słów, gdyż początek wyrazu „jailbait” wymawia się jak „Jill”. U nas nie można
przełożyć tego ładnie z imieniem, więc postawiłyśmy na dosłowne tłumaczenie tego wyrazu - przyp. Ginger
- 100 -

Jeśli o nią chodziło, to ci moroje byli złotymi gwiazdami wśród sław 17. Prawie zemdlała,
kiedy pierwszy raz spotkała mnie i Dymitra. Oczywiście dzięki naszej reputacji. Widząc
wyraz jej twarzy, mogłam powiedzieć, że była teraz blisko tego stanu.

Jill chce nauczyć się, jak używać swojej mocy do czynienia dobra zamiast zła powiedział Christian z aktorskim mrugnięciem oka.

To był jego bojaźliwy sposób na powiedzenie, że Jill chce nauczyć się jak walczyć magią.
Podzieliła się ze mną swoim zainteresowaniem, a ja odesłałam ją do Christiana. Cieszyłam
się, że miała odwagę zastosować się do mojej rady. Christian też był w kampusie sławą,
jednak w haniebny sposób.

Kolejny rekrut? - spytała Lissa kręcąc głową. - Myślisz, że zatrzymasz ją przy sobie?

Jill posłała Christianowi zaskoczone spojrzenie.






Co to znaczy?
Po ataku, wielu ludzi mówiło, że chce nauczyć się jak wałczyć magią - wytłumaczył
Christian. - Więc znaleźli mnie i pracowaliśmy nad tym razem... raz czy dwa. Potem
wszyscy odeszli jak zdali sobie sprawę, że to jest trudne i wymaga dalszego
ćwiczenia.
Nie pomaga ci to, że jesteś złośliwym nauczycielem - zauważyła Lissa.
A więc teraz namawiasz do rekrutacji dzieci. - powiedział w oficjalny sposób
Adrian.
Hej, mam czternaście lat - oburzyła się Jill. Natychmiast poczerwieniała, gdy zdała
sobie sprawę, że odezwała się do niego tak śmiało. Uznał to za zabawne, tak jak
wiele innych rzeczy.
Mój błąd - powiedział. - Jaka jest twoja specjalizacja?
Woda.
Ogień i woda, co? - Adrian włożył rękę do kieszeni i wyciągnął stu dolarowy
banknot. Rozłożył go prosto. - Skarbie, mam dla ciebie propozycję. Jeśli sprawisz,
że nad głową Christiana pojawi się kubeł zimnej wody, który na niego wylejesz, to
dam ci to.
A ja dodam dziesięć - zaśmiała się Lissa.

Jill wyglądała na skołowaną, ale przypuszczam że było to spowodowane tym, że Adrian
powiedział do niej "skarbie". Nie doceniałam Adriana tak często, że łatwo było mi
zapomnieć o tym, co było oczywiste: Adrian był naprawdę niezłym ciachem.
Christian popchnął Jill w stronę drzwi.

Ignoruj ich. Są zazdrośni, bo użytkownicy ducha nie mogą rzucać się do walki jak
my - przyklęknął, żeby zniżyć się do wzrostu Lissy, odkąd siedziała na podłodze i
dał jej szybkiego całusa. - Ćwiczyliśmy w holu na górze, ale teraz muszę ją
odprowadzić z powrotem. Zobaczymy się jutro.
Nie musisz - powiedziała Jill. - Dam radę wrócić sama. Nie chcę być kłopotem.

17

Szaz mówi, że Adrian jest pięciogwiazdkowym celebrytem. A ja w tajemnicy dodam tylko, że jest zamknięty pod
kluczem, który ma oczywiście Szazi i nocą chowa go w skarpetę i wsadza pod poduszkę, żeby nikt go jej nie zwinął. W razie
jakby któraś potrzebowała pomocy w dostaniu się do Adriana, to służę uprzejmie kluczami do domu Szaz :P - przyp. Ginger.
P.S. zapominałam ostrzec, że dawno dawno temu, w czasach prehistorycznych, Szaz zastrzegła, że zmasakruje twarz swoim
bUZIaczkiem każdej zdzirze, która śmie tknąć Adriana. I podobno ma zamiar założyć mu pas cnoty, więc wiertarka się
przyda xD chociaż Czarna doradzałaby młot pneumatyczny - przyp. Ginger.
- 101 -

Adrian wstał.


Nie jesteś. Jeśli ktokolwiek tutaj zamierza wysilić się i zostać rycerzem w lśniącej
zbroi, to równie dobrze mogę to być ja. Odprowadzę cię i zostawię te gołąbeczki w
ich miłosnym gniazdku. 18 - Posłał Jill wytworny ukłon - Idziemy?
Adrian... - powiedziała Lissa z ostra nutą w głosie.
Och, daj spokój - powiedział, przewracając oczami. - I tak miałem wracać... wy
dwoje stajecie się bezużyteczni, gdy nadchodzi godzina policyjna. I poważnie,
okażcie mi trochę zaufania. Nawet ja mam granice.

Posłał Lissie znaczące spojrzenie, które mówiło, że jest idiotką jeśli myśli, że zamierza
podwalać się do Jill. Lissa podtrzymała jego spojrzenie przez kilka chwil i uświadomiła
sobie, że on ma racje. Adrian był czasami draniem i nigdy nie trzymał swojego
zainteresowania mną w tajemnicy, ale odprowadzenie Jill do dormitorium nie było częścią
jakiegoś wspaniałego uwodzenia. On naprawdę był tylko miły.


W porządku - powiedziała Lissa. - Zobaczymy się później. Miło było cię poznać,
Jill.
Ciebie również - odpowiedziała Jill. Odważyła się uśmiechnąć do Christiana. Jeszcze raz dzięki.
Lepiej pokaż się na następnych ćwiczeniach - ostrzegł.

Adrian i Jill zaczęli wychodzić przez drzwi właśnie wtedy, gdy weszła przez nie Avery.

Hej, Adrian - spojrzała pobieżnie na Jill. - Kim jest twój podlotek?
Czy moglibyście przestać mnie tak nazywać? - zaprotestowała Jill.

Adrian wycelował w nią ostrzegawczo palcem.

Cicho. Później się z tobą policzę, Lazar.
Jestem o tym święcie przekonana - powiedziała melodyjnym głosem. - Zostawię
otwarte drzwi.

Jill i Adrian wyszli. Avery usiadła na podłodze obok Lissy. Wyglądała na wystarczająco
ożywioną by być pijana, ale Lissa nie wyczuła od niej zapachu alkoholu. Lissa szybko
nauczyła się, że jakaś część Avery zawsze jest po prostu żywa i beztroska, niezależnie od
stanu upojenia.



Czy ty właśnie naprawdę zaprosiłaś Adriana do swojego pokoju? - spytała Lissa.
Mówiła zaczepnie, ale sekretnie zastanawiała się czy coś miedzy nimi jest. Tak,
teraz było nas dwie. Avery wzruszyła ramionami.
Nie wiem. Może. Czasami przesiadujemy razem, gdy wy chowacie się do łóżka. Nie
zamierzasz być chyba zazdrosna, co?
Nie - zaśmiała się Lissa. - Tylko jestem ciekawa. Adrian jest świetnym facetem.
Naprawdę? - zapytał Christian. - Zdefiniuj słowo "świetnym".

Avery uniosła rękę i zaczęła wyliczać na palcach.

18

Szaz wsadziłaby ich w gołębnik i wykopała z kosmosu xD a tak na poważnie, to ona uważa, że powinny siedzieć tam a nie
na rynku w Krakowie i srać ludziom na głowy - przyp. Ginger
- 102 -

kiedy ja z nią byłam. − − − − − − Stąd czyli skąd? Z dormitorium? Nie. Zrobimy sobie dziki weekend i pojedziemy na Dwór. − − Cóż. które skrywały się pod powierzchnią wytwornego życia dworskiego. On potrafi sforsować każde drzwi.Jeśli możesz zabrać tylko jedną osobę. ciągle się śmiejąc. że Adrian też z nami pojedzie. Kogo? . Ale teraz. że nie byłaś tam jeszcze ze mną. Biedny. nieświadomy idiota. Co? W ten weekend? . Tata sądzi.− − − − − Jest miażdżąco przystojny. gdzie można znaleźć same dobre rzeczy i założę się. ale ciężko go rozgryźć. Ona i ja znalazłyśmy trochę tych "dobrych rzeczy".Ciągle badam grunt. Przyszłam tutaj żeby porozmawiać o tym. . 19 Powoli Lissa zaczęła się przekonywać do tego. że byłoby "uroczo" gdybyś mogła dołączyć do niej w święto .spytała Avery..Tak czy inaczej. że ty też. To będzie odlot! Wiem. że Lissa może wziąć ze sobą gościa. że zachowuje się dobrze.powiedziała Avery.Dlaczego? Bo jest Wielkanoc i jej Królewska Majestatyczność pomyślała. nie liczcie na mnie . które uważa za przydatne. to zabierz Jill. na kiedy zaplanowałaś zabójstwo Avery? :P .103 - . że kiedyś uważała Dwór za fajny. Czasami zachowuje się jak typ "kochaj i rzuć". że będzie łatwą zdobyczą na koncie Avery Lazar. Avery zarzuciła swoje ramię wokół Lissy. . Miałam nadzieję. Innym razem rozczula się nad sobą jak jakiś romantyk ze złamanym sercem. .powiedział. . Tatiana tylko gada i gada. Jeszcze nie . . Do czasu aż Christian tego nie zrujnował. jakby była trzy kroki za nią i nie winiłam jej za to. I powiedział. Oczywiście oprócz mnie.. . bogaty.Avery spojrzała na Christiana. To się stało nudne i żałosne. nie przyszłam tutaj żeby o nim gadać.powiedział Christian. która niemal się przewróciła. − Tylko dlatego. spokrewniony z królową. Oczywiście było to wtedy. że my dwie się stad wyrywamy.Zgaduję. Lissa spojrzała w promienną twarz Avery. To będzie jak podwójna randka. Dev podrzuciła mi różowe kajdanki i biczyk więc jakbyś chciała Szaz. .przyp. . Każda kolejna wizyta na Dworze była dokładnie taka jak opisywała przytłaczająca i urzędnicza. spontaniczną Avery? To miało potencjał.spytała Lissa. jadąc tam z Christianem i dziką.  Zwłaszcza tych planowanych tortur.przy. Lissa nie dodała. Z tej szkoły.Lissa wymieniła znaczące spojrzenie z Christianem. to mów :P . Ginger . Ja naprawdę nie chcę tego słuchać .mruknął Christian. którego Avery nie wyłapała. nie podzielając jej entuzjazmu. 19 Szaz. Wybrałaś już kolory na ślub? . zabawny. że może być zabawnie.A odkąd przebywam z tobą. że mogę jechać z tobą . Królowa powiedziała. − Nienawidzę jeździć do Dworu. dając mi rady. Emma No ja też jestem ciekawa.ton Avery był uroczysty i bardzo nastrojowy.Lissa czuła się.

− − − − − − − − Podlotka . No cóż. Mam zamiar się stąd wycofać. Lissy to nie przekonało. Tak szybko. Bo mówiła naprawdę poważnie.zapytał ją. . Powinnaś przedstawić ją Mii. . jak ludzie zawsze myśleli. gdy się odzywał.I fakt. że nie był taki zły. − Och. że chce nauczyć się jak siebie bronić.104 - .Dlaczego u licha miałabym zabrać Jill? Dopiero co ją poznałam. Racja .powiedział. Reed nie wyglądał bardzo szarmancko czy rycersko. że przyszedł odprowadzić ją do pokoju. ale gdy skończę szkołę to będę tam mieszkała.Lissa nagle się zdenerwowała. Spojrzała na Christiana ze zdumieniem. Niespodziewanie w drzwiach pojawił się brat Avery. po czym wstała.. Może miała rację. . to właśnie odmowa Christiana nagle jeszcze bardziej zachęciła Lissę.Jedziesz. jak Avery zniknęła. Jego wyczucie czasu było nadzwyczajnie idealne. Ja muszę radzić sobie z tymi twoimi pierdołami przez cały czas. Christian! . kiedy wyjdę. Irytacja Lissy wzrosła. Avery uśmiechnęła się szeroko. żebyście mogli to załatwić między sobą.powiedziała uzmysławiając to sobie Lissa. Teraz Adrian będzie musiał znaleźć nowy i bardziej pasjonujący sposób by dowieść swojej rycerskości. .Spojrzała w dół na Lissę. a wy dwoje lepiej zacznijcie się całować i łagodzić spór. Obie specjalizują się w żywiole wody. Tak. tak. . w jaki Królowa Suka na mnie patrzy . − Fantastycznie. Za każdym razem. ale najpierw pozwól mi na te małe wakacje. − − Zostawiam was dzieciaki..wyjaśniła Lissa. − Jesteś gotowa? . Jadę. Jeśli cokolwiek. Wtedy też będziesz musiał tam pójść. a ty nie możesz dla mnie zejść ze swojej wojennej ścieżki. Nie dbam o to. Lissa zwróciła się do Christiana: − Naprawdę mówiłeś serio. że nienawidzisz Dworu nie ma z tym nic wspólnego? No cóż. żebym zamiast ciebie zabrała Jill? . jeśli ty w to wchodzisz. Avery patrzyła to na jedno to na drugie. Avery rzuciła pozostałym triumfalne spojrzenie. zawsze brzmiał jakby burczał. ale uważałam to za miłe. czy pojedzie Christian czy podlotek. − Widzicie? Mój dzielny brat przyszedł odprowadzić mnie zanim te matrony z dormitorium zaczęły się na mnie drzeć żebym wyszła.Dlaczego nie możesz tego dla mnie zrobić? Ponieważ nienawidzę sposobu. Reed. prawda? Tak. teraz rozumiem jak to jest.

Nie mogę uwierzyć. To ty sprawiasz. I tak. nie chciałem. zastanawiając się. Czy on miał rację? Zanim objawiły się zdolności Lissy wynikające z panowania nad duchem. czego potrzebujesz.. Jeśli to jest takie ważne. − Proszę Liss.Christian delikatnie pocałował jej dłoń. Jesteś bardzo smutna. Zabierz Jill do Mii. prawda? Nawet jej nie znam. Avery nie zastępuje Rose . Cieszę się. Lissa i ja zaczęłyśmy się nad tym zastanawiać. że poczułam małe ukłucie zazdrości. I to byłoby dobre dla Jill. Christian z poważną twarzą ujął ręce Lissy. . która mnie ogarnęła. odkąd Rose odeszła. Obie. Wiem. imprezowy styl życia. To miałem na myśli mówiąc "częściej". że spędzasz czas z kimś jeszcze. jak wydawało się. dlaczego tak bardzo interesuje go Jill. że robi to Avery? − − Nigdy nie będzie drugiej Rose . Sprawia. obie prowadziłyśmy dziewczyński.bardziej niż bym oczekiwała.zgodził się Christian. . Dał jej szybki. jakby ktoś użył wyłącznika. Co? One nie mają ze sobą nic wspólnego.− − − − Tak .powiedziała Lissa. ale nie nic nie mogłam poradzić na to. Po prostu nie chcę mieszać się do tego całego dworskiego przedstawienia. Ale czy ja posuwałam się aż tak daleko.. przez połowę czasu to ja wymyślałam szalone pomysły jak dobrze spędzić czas i jak wyciągnąć nas z kłopotów. Jednak nie jestem pewna. żeby to wszystko cię denerwowało. Próbował położyć się na plecach przy jej kolanach. . Nie ..Słuchaj. czy powinna z nami przebywać i robić wszystko. które tak kochała. To znaczy nie żebyś nie mogła dostać ode mnie wszystkiego. − Avery jest taka jak Rose z czasów zanim uciekłyście.powiedział.. − − − − − − − Okej. prawda? Nie. Nie mogłam również zatrzymać maleńkiej ilości obawy. Nie mam nic przeciwko zabraniu Jill. . opierając twarz na jej ramieniu.Ale będą inni przyjaciele. Krótki zryw irytacji Lissy był w pewnym sensie niespodziewany. − − Nie.Będę odliczał sekundy do twojego powrotu. Te niebieskie oczy. .powiedziała smutnie Lissa. ale odepchnęła go. To było tak nagłe. Ja naprawdę nie staram się ciebie rozgniewać.odpowiedział. że nie lubisz Avery. I tak po prostu gniew Lissy rozpłynął się. że ma rację. Ale nie robisz tego tylko dlatego.. delikatny całus w usta. że częściej się uśmiechasz. Ciągle była zdenerwowana .. Mogłam zrozumieć jej . ale ona mi ja przypomina. Lubię Avery.powiedziała natychmiast Lissa. Lissa skinęła głowa. okej? Ale ja naprawdę. Zaopiekuje się nią przez weekend.105 - . Nie uważam . co tylko wpadnie Avery do głowy. co było dziwne. nie. Nie masz nic przeciwko niej. że się uśmiecham. . że uważasz to za żart. złagodziły nieco jej złość.Zmarszczył brwi. Wiedziałam. Christian wyprostował się i usiadł obok niej.

tak jak przepływającej przez moje palce wody. więc zdecydowałam. Dotąd moje instynkty zawsze miały rację. ale jakiś instynkt .powiedział mi. To było chwilowe uczucie. Lissa nie miała powodu by wątpić w uczucia Christiana. Tłumaczenie: Ginger_90 . że coś jest nie tak.pragnienie. żeby Christian pojechał tam z nią. Zły humor Lissy za bardzo przypominał mi dawne dni. Najprawdopodobniej była przemęczona.106 - . I jej prawie zazdrosny niepokój o Jill również był dziwny.który być może był częścią więzi . Z pewnością nie z powodu kogoś takiego jak Jill. którego zupełnie nie mogłam złapać. ale jej postawa była trochę jędzowata. że częściej będę sprawdzać co u Lissy.

W zakresie szkolenia na strażnika umiałam już wszystko. Biorąc pod uwagę to. Jednak reszta mnie o nic nie pytała. .Rozdział dwunasty PRZEBYWANIE Z LISSĄ POZOSTAWIŁO MNIE z większą ilością pytań. jakby jej się to nie podobało. − Zastanawiałam się. że te testy i zadania będą choć odrobinę bliższe moim obecnym zmaganiom ze strzygami. miewałam ich wiele . Starałam się być użyteczna. żebyś mogła wrócić z nami do szkoły . że jest jednak jeszcze kilka rzeczy. wykonywałam różne prace domowe.powiedziała tęsknie Wiktoria pewnego wieczoru. nic nie mówiąc. Adrian uczęszczał do szkoły Alder na Wschodnim Wybrzeżu. niż odpowiedzi. że nie istniało nic. Nie zależnie od tego czy tu zostanę. Jestem pewna. a nawet pilnowałam dziecka. Bazyl? Twoja szkoła też nosi imię świętego? Nie każda z nich nosiła. (To było coś. jak niańczenie dzieci). Byli zadowoleni mając mnie przy sobie i to było widoczne na każdym kroku. − Św. co zamierzałam zrobić ze swoim życiem. − Kiedy tam wracasz? − W poniedziałek. Bazyla? Spojrzałam na nią ze zdziwieniem. czy może wyglądała tak zawsze. że to tak szybko. może… może chciałbyś jechać z nami do Św. co opuściłam. Mogłabyś tam skończyć ostatni semestr. Spędzałyśmy dużo czasu razem. czy nie i tak będę za nią tęsknić. co powinnam i jedyne.107 - .a wierzcie mi. na które wpadłam podczas tej wycieczki . Przywykłam do ich codziennej rutyny z zadziwiającą łatwością. to przygotowywania do kończącego szkolenie sprawdzianu. Yeva obserwowała mnie przez cały czas. Ze wszystkich tych szalonych pomysłów. a potem Wiktoria spojrzała na mnie z ukosa. Potrząsnęłam głową. Zapadła między nami chwila ciszy.ten jeden nawet nie przeszedł mi przez myśl. nie sądziłam żeby dodatkowy semestr matematyki i chemii mógł wiele zmienić. − Chciałbym. czego mogłabym się jeszcze nauczyć cóż. Nie byłam pewna czy chciała żebym odeszła. dlatego po prostu postanowiłam zostać z Bielikowami przez następne kilka dni. tuż po Wielkanocy. Nie miałam planu co robić dalej. na które mi pozwolono. że cię przyjmą. Nie zdawałam sobie sprawy. O kurcze. że treningi strażników nie pozostawiają po szkole zbyt wiele czasu na takie prace.powiedziała z uśmiechem. Porzuciłam szkołę. który był człowiekiem . Wiktoria była szczególnie zadowolona. W środku poczułam się trochę smutna i zawiedziona. Byłam całkiem pewna. po spotkaniu Sydney i Marka okazało się. Możesz się tam zapisać. Jakoś wątpiłam. − Nasza nosi imię świętego. w czym nie czułam się zbyt komfortowo mając świadomość. ale zawsze wyglądając tak.

również by mnie zabił. Jeśli nie zamierzasz skończyć szkoły i zostać strażnikiem. którzy piliby ich krew podczas stosunku. że już dosyć nauczyłam się w szkole. gdy miał wolne. że w obronie własnej. a on jej nie wykorzystywał. Mogłabym mieć siostry. ale wszystko to przebiegło w przyjaznej atmosferze. zdecydowali. dla którego Dimka chciał z tobą być. które spotkam w mieście wpasowało się w moje stereotypy. Mogłabyś z nami mieszkać. tak jak powiedziałam. chyba. Ciąża Soni w pewnym stopniu była sensacją. fizycznie lub duchowo. Rose.Poza tym.cóż. Twoja obecność tutaj sprawia. − − Nie to miałam na myśli. że czujemy się dobrze . Jej twarz przybrała osobliwy wygląd.. Zanim urodziło się dziecko. nikt tego od ciebie nie oczekuje. Nie powinnam była tego mówić. Nie mogę zająć miejsca Dymitra. nie być więcej sprawdzana przez strażników całymi dniami.. Ojciec jej dzieci był morojem. Mogłam zająć się swoim własnym życiem. − − Mama ucieszyłaby się. O sytuacji Karoliny wiedziałam trochę więcej. . Jej uśmiech zblakł zastąpiony zamyśleniem.. było wstrętne.figlarny uśmiech rozświetlił jej twarz. Tylko ludzie oddawali krew morojom.to jest powód. może dwie. Nie sprzedawała się by być z nim. Moja rasa nie. ale widziałam tylko jedną. to dlaczego nie mogłabyś zostać tutaj? To znaczy tutaj w Baia. Zresztą. łatwo. Próbowałam sobie wyobrazić życie. Nie zostanę dziwką sprzedającą krew . że nie miały problemów ze znalezieniem chętnych. Przyzwolenie na to . a siniaki na ich szyi wskazywały na to. − Wiem.− To nie jest najlepszy pomysł. Słyszałam plotki o takich kobietach w tym mieście. Nie musiałabym walczyć. − − Ale poważnie.odpowiedziałam natychmiast. z którym autentycznie miała kontakt. kopania i wbijania kołka nie trzeba tłumaczyć. Mogłam wybrać .powiedziałam łagodnie. Beztrosko. Teraz Karolina umawiała się ze strażnikiem. Komfortowo. które opisywała. Mogłabyś znaleźć pracę i po prostu być częścią naszej rodziny. Ich ubiór i makijaż wydawał się krzyczeć „jestem łatwa”. Wyciągnęła rękę i uścisnęła ją uspokajająco. Lubimy Cię dla ciebie. To brzmiało tak. na jakie mogła pozwolić dampirka. Przepraszam. ale praca w Drogerii nie wydawała się aż tak hańbiąca. − Mogliby dla ciebie tłumaczyć . który odwiedzał ją. że nie zostaną razem. jak wiedziałam.zwłaszcza podczas seksu . gdybyś została. tam wszytko jest po rosyjsku. Wiktorio . Kobiety Bielikowów z pewnością do nich nie należały. Czułam się okropnie z powodu własnego komentarza. Te kilka dziwek.108 - . Spędzanie każdego dnia z kochającą rodziną.. Mogłam zrezygnować z planu zabicia Dymitra który. Najobrzydliwsze z obrzydliwych. śmiejąc się i wychodząc razem nocą. Myślę. Pasujesz tu. co było jedną z najbardziej poniżających rzeczy.

mogę go przez jakiś czas nie widywać… ale go zobaczę. Każdy z nas. Zawsze myślałam o Lissie. Och . .westchnęła.109 - . Przez całe życie byłam samotna. Spotkałam go kilkakrotnie i za każdym razem wyglądał coraz bardziej sympatycznie. − Tak. powiedz mi . − Wiem jak to jest kochać. to dlaczego po prostu nie miałabym wrócić do Montany? Wrócić do Lissy. że jesteśmy tu dla ciebie. Jednak musiała przygotować się do randki. doskonale naśladując Dymitra. przytuliła mnie.I to właśnie jest problem. kto mógłby ją przed tym powstrzymywać. że widziałam śmiech w jej oczach. − Nie chcę zostawiać cię samej.. Zamiast tego. Wiktoria niepewnie spojrzała na zegarek. zawyrokowałam i skierowałam się do drzwi. pozwolić mu odejść i uznać. .To głupie z mojej strony. Będę za nim bardzo tęsknić. A Dymitr odszedł. . która najbliżej miała do miana mojej siostry. ale. że Wiktoria nie mogła rozpalić w sobie jakiegoś uczucia do niego. Mój uśmiech przygasł. a raczej ktoś. Było już po kolacji. Lissa była osobą. one są niczym w porównaniu z twoimi. − Przyjacielem .wyglądała na zażenowaną. jeśli bym to zrobiła. Pośpiesznie zmieniła ubrania i zrobiła makijaż – to zdecydowanie więcej niż dla przyjaciela. że jest martwy. Nie wiem. Ale to stracić… nie. żeby widziała jak pod wpływem jej słów. Nazwanie mnie siostrą jednocześnie oszołomiło mnie i wywołało ciepłe uczucia.Nie wiem. Już nigdy go nie zobaczysz. miałam się z kimś spotkać.powiedziałam z uśmiechem. To znaczy. Teraz jednak zastanawiałam się. A jednak. co mogę powiedzieć to to. do Akademii? − Nie wiem .dopytywałam się. Nie powiedziałam jej jednak o tym. a ja starałam się ukryć moje rozczarowanie. . − Ktoś ze szkoły? − Nie . Cóż. Moje problemy… cóż. ale nie chciałam. Nie możesz zastąpić Dymitra.. Wszystko. do moich oczu napływają łzy. Odczuwałam pewnego rodzaju radość. − − Mogę sobie wyobrazić. co powiedzieć. Ale przysięgłabym.. − Z Nikolai? .Kim on jest? Utrzymywała swoją twarz bez wyrazu. Potrząsnęła głową. jako o tej jedynej: . co zamierzam zrobić. odkąd nie mamy zbyt wiele czasu dla siebie. to nie do końca prawda. przytaknęłam. − Och.powiedziała wymijająco.powiedziałam w końcu do Wiktorii.prostszą drogę. Ku mojemu zaskoczeniu. Szkoda. czy jest coś.. ale jesteś dla nas jak siostra.

Jak powiedziała Sydney. . Zeszłam na dół do kuchni.uczeń. gdy był mały. . że jestem za młoda. gdy miał wolne od szkoły. Szperałam szukając jedzenia. Rose. sprawiał. Ukroiła dla mnie kilka dużych kromek czarnego chleba. że naprawdę mam przyjaciół i nie jestem sama. Dla własnej uczciwości starałam się utrzymać moje wypowiedzi w neutralnym tonie. Widząc mnie przed otwartą szafką. − Kiedykolwiek. wiedząc. Olena usiadła naprzeciwko i patrzyła na mnie. W żaden sposób nie chciałam wsypać Wiktorii. nazwałaby to „niewłaściwym” i powiedziała. To było niesamowite. Uwielbiałam go.Po tym jak złapię coś do jedzenia. gdy jadł. że czułam się jakbym naprawdę była jej córką.jedynej. − Czy to Wiktoria właśnie wyszła? . Ja mogę to zrobić . dlaczego Dimka cię pokochał. Wystarczy przekąska . − − Chciałam ją wysłać do miasta po sprawunki. gdy jadłam. było pytanie o chleb. Sposób. A teraz słysząc. Nikt nie zważał na różnicę wieku. jak Wiktoria nazywa mnie siostrą… cóż. − − Najpierw musisz coś zjeść. − Tak. by poszukać czegoś do jedzenia i po chwili dołączyła do mnie Olena. I praktycznie musiałam mu robić jego własny bochenek. Karolina dokuczała mi. co powiedziało mi. jak dobrze moje relacje z Dymitrem zostały tutaj zaakceptowane. Teraz widzę. co kryje się w tym chlebie.zapewniłam ją. − − To było jego ulubione jedzenie. Dziewczęta nigdy nie jadły tak dużo. Ona pewnie wykpiłaby mnie i Dymitra. − Masz dobre serce.Nie rób sobie kłopotu.powiedziałam chętnie. Uśmiechnęła się do mnie i poklepała mnie po policzku. to tak jakbym była wdową czy coś. pierwszą rzeczą. czy na relacje nauczyciel . którą teraz utraciłam. Jakimś cudem był jednocześnie słodki i pikantny.110 - . Coś. który wcześniej tego dnia upiekła i posmarowała je masłem. . w jaki Olena na mnie patrzyła. że Amerykanie mogliby być wstrząśnięci. Mam na myśli to. jaką robił. więc nigdy o to nie pytałam. poszła zobaczyć się z przyjacielem. Olena westchnęła. Ale czy naprawdę by to zrobiła? Może byłam zbyt surowa.zapytała. Prośba Wiktorii żebym została znów rozbrzmiała w mojej głowie. za każdym razem. Olena pokręciła głową z wyrzutem. gdyby wiedzieli. coś się we mnie poruszyło. Dymitra? Skinęła głową. Poczułam się trochę jak zdrajca w stosunku do swojej własnej matki. że je uwielbiam.

przekładając mleko do drugiej ręki. Szkoda tylko. czując gorzki ból w klatce piersiowej. Uśmiechnął się do mnie. W przeciwieństwie do Sydney.przyp. − − Wiem – powiedziała. .− − Faceci zawsze wydają się jeść więcej. że nie pomaga przy podejmowaniu trudnych decyzji. Te same ręce. Miałam wrażanie. że jeśli chce zjeść cały bochenek. Nie wiedziałam. Gdy już skończyłam jeść. czy te słowa dawały mi nadzieję. .A on jest większy i wyższy. − Nie mogę wyobrazić sobie Dymitra piekącego chleb. Ale to właśnie tak było.Robię zakupy dla Oleny. że wreszcie mogę się na coś przydać. z którym ostatnio się nie rozstawałam. Kiedy robiłam zakupy w spożywczym. to powinien wiedzieć ile trudu wkłada się w jego wykonanie.Wydajesz się bardziej… spokojna.Ale doszłam do wniosku. jego postawa zawsze przypominała mi postawę boga wojny. Westchnęłam. Za każdym razem. Czy kiedyś będzie łatwiej? . co czujesz. ból. − Myślę.111 - . Dokąd pójść. . czy wciąż jesteś w okolicy. Jakie głupie rzeczy mogą przyjść do głowy. kiedy myśli się o pieczeniu chleba. delikatnie odgarniały włosy z mojej twarzy. które z precyzją posługiwały się kołkami. dostałam listę zakupów i ruszyłam w kierunku miasta szczęśliwa. sprawiały. to my też nie :) . zastanowiłam się nad nimi. że twój pierścień pomaga. odczuwałam silne emocje.Dokładnie wiem. gdy myślałam o Dymitrze. Ginger) Tak szybko jak te słowa wyszły z moich ust. Mój bliski związek z Dymitrem zawsze był intensywny i gwałtowny.powiedział.Oczywiście mogłam nadążać za większością z nich.uniosłam koszyk. To prawda . że będę musiała go tego nauczyć. . Olena patrzyła na mnie oczami pełnymi dobroci i współczucia. Dlaczego nie zostaniesz tutaj? . Olena znała odpowiedź. zupełnie jakby czytała w moich myślach. które wciąż wyszukiwały zagrożenia. Zaśmiałam się. (Szczerze mówiąc. że Oksana nie odwiedza miasta zbyt często. − − − Jakich decyzji? Co powinnam teraz zrobić. − Taaa . Teraz wiem. czy wręcz przeciwnie. Dotąd myślałam.przyznała w zadumie. ale nigdy już nie będziesz taka sama. że hodują własną żywność i z tego się utrzymują. że nadal tu jesteś . Oczy. . − Cieszę się.zapytałam. Przynajmniej utrzymać spokój. Zmarszczył brwi. jakbym była najpiękniejszą i najcudowniejszą kobietą na świecie. Nie lubiłam siedzieć bezczynnie. Dymitr był seksowny. że był taki cudowny. a jednocześnie patrzyły na mnie tak. . niż większość z nich. − Tak. Powiedziałam mu. − Zastanawiałem się. wpadłam na Marka. że to jego delikatność i łagodność wymieszane ze śmiertelnością.

nim ponownie się odezwał. jakby to było zamieszkać z nimi. pracować w sklepie takim jak ten. tak jak sobie tego życzył? Tylko czy on na pewno by tego chciał? Może on chciałby żebym była bezpieczna. że stałam się czymś w rodzaju łącznika ze światem duchów. Później nauczyłem się to kontrolować. Po prostu tego nie wiedziałam i bez dalszej pomocy Masona. szybko opowiedziałam mu. um. Doskonale pasujesz do tej rodziny.. Rose. Zapomniałaś o Dymitrze? Zapomniałaś. gdybym tu została. To jest niewłaściwe i zbyt łatwo można stracić nad tym kontrolę. chociaż wcale tego nie chciałeś? . Ja też . − Rozmawialiśmy wcześniej. − Nigdy. − − Nie wiem . Ale co z tobą? Mark zmrużył oczy. że miałaś go uwolnić. Dymitr. Powtarzałam się jak zacięta płyta. Ciepłe uczucia powróciły i znów spróbowałam sobie wyobrazić. to jednak wciąż było to jedno z najbardziej szalonych efektów pocałunku cienia. − Spanikowałaś. Nie rób tego więcej.Właściwie. miałeś kontakt z. że moja śmierć sprawiła. A jednak był powód. Nigdy nie mówiłam o tym nikomu. że cię kochają. przenigdy nie wolno ci tego powtórzyć . Chociaż rozumiałam. − − Co masz na myśli? Czy ty kiedykolwiek.. prawie jakbym znów rozmawiała z Wiktorią.112 - . o czym kompletnie zapomniałam. co miałbym robić.nagle przypomniałam sobie stodołę. to nie do końca prawda. .ostrzegł. że nie tylko ja miałam tak upiorne przeżycia. − Mam nadzieję.. co Lissa i Oksana mogą zrobić.To było niesamowite. Potrzebowałaś pomocy i jakaś część ciebie przywołała duchy. Wiesz. Zdziwiło mnie. duchami? Minęło kilka chwil. o tym. Myślenie o Masonie przypomniało mi o czymś. co się stało podczas mojej podróży z Sydney. − − − Czy to się stało. albo w restauracji. jaką ulgę odczułam wiedząc. Zniżyłam głos.Po prostu nie wiem. Mój wewnętrzny głos skarcił mnie.Lepsze niż tułanie się bez żadnego konkretnego celu i wystawianie się na niebezpieczeństwo. czy to dla mnie najlepsze rozwiązanie. bym w pierwszej kolejności udała się na Syberię. .powiedziałam. . Lepsze niż alternatywa .powiedział surowo. Znajdź pracę i zamieszkaj z Bielikowami. − − Nie wiem. Za pierwszym razem. że tobie to się nie przydarzy. Nawet moje odpowiedzi były bliźniaczo podobne. . które były w pobliżu.zapytałam.. mój wybór stał się jeszcze bardziej zagmatwany. To w ogóle nie jest wybór. − Ja tego nie chciałam! To się po porostu stało.

zaprotestował. jak jakiś wieśniak. − Zdaje się. Wyminęła nas starsza kobieta. że zauważyłam. Walcz ze strzygami. że przyjechałam tu żeby powiedzieć Bielikowom. Zaczekałam aż odejdzie. A ja tracę cierpliwość do ciebie . . jak ci się wydaje. że był lepiej zbudowany niż większość morojów. czują zło. ale nie szukaj ich na oślep. . Wielu z nich unikało walki. A duchy definitywnie zostaw w spokoju. . aż powiem ci. Jego humor wyraźnie się popsuł. Nie . dla kogo pracujesz. Ludzie tacy jak ty i ja stoją na krawędzi ciemności i obłędu. − Tak jak powiedziałem. po prostu staram się być pomocna. że to wszystko. Nigdy nie pozwól. Jego strażnicy stali w pobliżu. kiedy niespodziewanie wpadałam na Abe. Strzygi są nienaturalne.powiedziałam. mówiłam ci już. Mimo to podziękowałam mu i przekazałam pozdrowienia dla Oksany. To było całkiem sporo rad jak na sklep spożywczy i nie byłam pewna.powiedział. których potrzebuję. miała szalik na głowie i kosz pełen warzyw na ramieniu. po co tu jestem? Wiesz. Nieprawda . − − Jego twarz zwykle otwarta i pogodna teraz się nachmurzyła. Jak zawsze był jaskrawo ubrany. tak jak my. Byłam już blisko domu Oleny. Żeby robić zakupy na rynku. który pasował do złotej biżuterii. czy mogłam się do nich zastosować. że mogliby być dobrą bronią. nim zapytałam Marka: Dlaczego oni dla mnie walczyli? Ponieważ martwi nienawidzą strzyg. Więc tylko zwiedzasz? Nie. Nie jesteś wcale taki mądry. dla którego przybyłaś do Rosji. . co się stało.Muszę już iść. Zmarszczył brwi. − To niebezpieczne. straciłaś kontrolę. Duchy. ale posłuchaj mnie Rose i zostań tu. − − − − − − − A więc to jest powód. Szczęściara ze mnie .− Ja nawet nie wiem jak to zrobiłam. tracę zainteresowanie tym całym algorytmem mój-szef-jest-taki-straszny. Miał na sobie niewątpliwie drogi płaszcz i żółto-złoty szal. ani żywe ani umarłe. Słuchaj. Przestań próbować wyciągnąć ze mnie informacje. już tej pierwszej nocy. jeśli cię zaatakują.Spojrzał na zegarek i westchnął. żeby zapanowała nad tobą panika.113 - . po prostu egzystują pomiędzy tymi stanami. I gdy stanął przede mną. A ja mówiłem ci. opierając się niedbale o ścianę ceglanego budynku.odpowiedział. że nie. . jeszcze zanim zapłaciłam i wyszłam ze sklepu.Oczywiście. − − − Nie masz pojęcia jak bardzo jestem w stosunku do ciebie cierpliwy. żebyś mnie nie okłamywała .Co teraz? Zamierzasz bić mnie tak długo. Od kogokolwiek innego zdobyłbym informacje. Więc możesz już wrócić i powiedzieć temu. Trzymaj się z dala od kłopotów. Wzywanie zmarłych jeszcze bardziej zbliża nas do tej krawędzi.rzuciłam. nic nie mogłam poradzić na to. Znowu dostrzegłam to dziwne połączenie zagrożenia i humoru. do utraty zmysłów.

ani pieniędzy. . Widziałam błysk podekscytowania w jego oczach. ale jego strażnicy znaleźli się przy nim w mgnieniu oka. żeby Abe chciał robić scenę przy świadkach. co prawdopodobnie było strasznie głupie z mojej strony.pieniądze. że nie wiem czy powinnam zostać w Baia. że po prostu chciałam tupnąć nogą. I ani ty. zanim przekonasz się. jak bardzo przeraziły mnie jego słowa. odwróciłam się. Pamiętam Sydney opisującą go. Rzuciłam się do ataku. Nie chciałam by zobaczył.dla negocjowania i dobijania targu by osiągnąć to. To było śmieszne.To nie do końca było prawdą. ale nacisk Abe sprawił. Ku mojej uldze odwrócił się i odszedł. jeśli wyjedziesz. co przysięgłam Markowi. bez względu na ilość swoich ochroniarzy. Po prostu musisz stąd wyjechać. gdy to mówił. Wyciągnął rękę i szarpnął moje ramie. Cofnęłam się do tyłu.W Baia. kim będę dla ciebie. kiedy do cholery. − Twój czas się skończył . − Nie potrzebuję ani twojej pomocy. że właśnie po to żył . Jego uśmiech mógł zmrozić krew w żyłach. że mogę być wspaniałym przyjacielem.ale nie wątpiłam. cokolwiek. Tej nocy poszłam do łóżka wcześniej niż zwykle. co spowodowało. że wcześniej kupione produkty rozsypały się na ziemię. po co tu jesteś. Bóg jeden wie skąd one pochodzą. albo najgorszym wrogiem. Oczy Abe’go skierowały się na pieszych i wycofał swoich strażników. Możemy dobić targu. kiedy będę gotowa. bilet w pierwszej klasie. Odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość. Grupa ludzi przeszła drugą stroną ulicy. śmiejąc się i rozmawiając. W Rosji. dla którego pracujesz nie możecie nic na to poradzić. . Teraz.Opuszczę to miejsce. co . Wiedziałam.Mogę być wspaniałym przyjacielem. To sprawiło. Mogę poświęcić ci trochę swojego wartościowego czasu. .114 - . że Abe nieźle by mnie poturbował. kiedy będę miała na to cholerną ochotę. − Mówiłam ci już. . − Nie .odpowiedział miło. Odejdę. będę miała na to ochotę. wątpiąc w to. albo najgorszym wrogiem. że wrócę. że poczułam się pewniej.syknął Abe. ale nie boję się ciebie. − A ja mówiłem tobie. − − Szczerze? Już mnie nie obchodzi. co próbujesz mi wmówić. bo dopiero. − Nie wiem. Dam ci wszystko. Leżałam przez chwilę przeglądając i próbując czytać jakiś magazyn. jako manipulanta i mam wrażenie. Lepiej wyjedź z Baia. ani ten. Nie strasz mnie. staruszku. − A powinnaś . że nie uda mi się wiele zdziałać.powiedziałam. Wracaj do USA. Jakoś całkiem straciłam towarzyskie nastawienie. Mając nadzieję. co chciał. czego potrzebujesz . że byłam wystarczająco pewna siebie.

Mógł robić. . ale to on miał tu kontrolę. Twoja aura jest lepsza niż kiedykolwiek. od mojej twarzy do moich skrzyżowanych na kolanach rąk. zaniepokojona jego zainteresowaniem. co wcześniej usłyszałam od Wiktorii. a konkretniej las niedaleko stawu. jeśli Adrian i ja właściwie nie byliśmy razem. Spotkałam innego użytkownika ducha . że to.powiedział wkładając ręce do kieszeni i przysuwając się w moją stronę. który miałam zawierał wystarczająco dużo magii. To był naprawdę długi okres bez jego wizyt i choć tak bardzo nienawidziłam się do tego przyznawać.powiedziałam. Zdjęłam pierścionek i wsunęłam go do kieszeni. Uśmiechnął się do mnie. Tak jak ja. Słowa Marka o pozostaniu tu były zbyt podobne do tego. Tym razem na miejsce naszego spotkania wybrał Akademię.Dawno się nie widzieliśmy. zastanawiałam się.115 - . I co najważniejsze.To tymczasowe.powiedziałam siadając na dużej. − Little dampir . co mu się podoba. pierścień lśnił w świetle. w końcu powtarzałam mu to dość często. − Czar rzucony przez użytkownika ducha. podkreślając ich kasztanowe refleksy. Podejrzewałam. że spotkania z Markiem i Abe wyczerpały mnie całkowicie. by mógł ją wyczuć. kto wraz z nim chciał żebym opuściła Rosję. Słabo zamaskowane groźby Abe postawiły na nogi całą moją obronę i wzmożyły czujność na kogokolwiek. czy naprawdę straciłby cierpliwość i przestał się targować. − Żyję i mam się nieźle. Mimo braku ozdób. Nawet. Od dość dawna nie nawiedzał mnie w snach i myślałam. co mówiłam o włażeniu do mojej głowy potraktował poważnie. prawdę mówiąc. Na jego twarzy odmalowało się jeszcze większe zaskoczenie.. Jego oczy wodziły po moim ciele. − − I to pomaga. to w pewnym sensie za nim tęskniłam. − Nigdy nie przestanę . a słońce świeciło na nas z góry.sprawiło.powiedział uśmiechając się. że w Montanie panuje teraz nieco inna pogoda. − Masz rację. . gładkiej skale. którym władał Adrian. Drzewa dookoła były zielone. że żyjesz.. Sny są dziwne. No cóż. Porzuciłam myśli i zapadłam w sen. całkiem znajomy sen. że miałeś się mną nie interesować . . prawda? To odgania cienie z twojej aury. Ukląkł i uniósł moją prawą rękę.i dampira naznaczonego pocałunkiem cienia.Chociaż. on też nigdy wcześniej nie zwrócił na to uwagi. . Myślę. Muszę się upewnić. pierścionek. tym razem też nie zamierzam trzymać się z daleka. Częściowo . − Myślałam. słońce zalśniło w jego włosach. Naprawdę masz się dobrze. że czułam się coraz bardziej zmęczona. Jego wyraz twarzy stał się poważny. − Co to jest? Miałam na niej pierścionek Oksany.

że świat nie kręci się wokół ciebie? Tu chodzi o Lissę i o mnie. To był jeden z zabawnych komentarzy. Odwróciłam wzrok. − Oczywiście. − Zdumiewająca? Lubisz ją czy coś? Nadal pamiętałam komentarz Avery. − − Cholera.powtórzyłam. jakich Adrian zazwyczaj używał. jak ty. Może później . Jest świetną osobą. Jeśli istnieje ktoś. Powiedz mi. częściej dobrzej. Posłałam mu zjadliwe spojrzenie. że ją lubię. Rose! To jest ważne. coś mnie w tym zmartwiło. Avery też się o nią martwi.Jestem pewna. Wiedziałem.Niedługo stąd odejdę. Dlaczego zawsze jesteś taka trudna? Ponieważ lubisz mnie taką. Nie. gdzie oni są. że z jakiegoś powodu byłam dla niego mniej miła niż zazwyczaj. kto pomoże nam to zrozumieć. Jego zielone oczy zalśniły złością. że żyje. a jej aura zdaje się migotać.− Co? Gdzie? Zagryzałam wargę i potrząsnęłam głową.głos Adriana wydawał się miękki. o pozostawieniu mu otwartych drzwi. W tej chwili? Nie tak bardzo. . Mogłam tylko wsłuchiwać się w gorycz i smutek. − Panie i Panowie.. To nigdy nie trwa długo. Lissa wydaje się być całkiem zajęta z Avery. było już za późno żeby to cofnąć. − Po prostu też chciałam wiedzieć. ale i tak się martwię . Słowa wymknęły się z moich ust i nim zdałam sobie z tego sprawę. że macie inne rzeczy do roboty. .Adrian znów zmarszczył brwi. . Nie chcę żebyście zjawili się tam po mnie. jako swojego agenta. Miałam wrażenie. − Postaraj się być cierpliwy . Czasami odbieram od niej jakieś dziwne wibracje. Zupełnie jakbym mogła iść gdziekolwiek w świat i tego nie wiedzieć. o zrozumienie tej szalonej magii wewnątrz nas. Adrian uniósł brwi. którymi były przesiąknięte. że ja i Lissa wciąż szukamy innych użytkowników ducha. . Ew. on starał się dotrzeć do mnie używając Abe. − Żyje i ma się dobrze. Może później. − − − − − Czy możemy choć przez chwilę udawać.. ale właśnie teraz. co wiedziałam. to musimy to wiedzieć.powiedziałam do niego. Avery jest zdumiewająca. więc Lissa jest w dobrych rękach. wtedy ci powiem. Wiesz. Z tego.116 - . przyznała to! Szpiegowałaś Lissę.

. I szczerze. Jesteś hipokrytką. powiedział głos w mojej głowie. Wstałam ze złości. Lissę i Adriana. Dlaczego niby masz się czuć skrzywdzona tym. biorąc pod uwagę wszystkie te dziewczyny. rozumiem . że jakaś dziewczyna tak łatwo mnie zastąpiła? Najpierw ukradła moją najlepsza przyjaciółkę. Piękna. − − Nie. lubić. że dam mu szansę na randkowanie ze mną . o którą musiałbym się martwić. jest świetną osobą. wkurzyło mnie. z którą się romansuje. Pozwolisz mi wreszcie wyjść z tego snu? Nie powiem ci gdzie jestem. Tak jak mówiłem. a teraz facet.117 - .powiedział lodowatym głosem. Przecież sama przez dość długi czas przekonywałam go. Avery nie jest typem dziewczyny. było to.Ona nie czuje się urażona.o ile w ogóle wrócę do Montany. Świetnie . to było dla mnie zbyt wiele. jaka to wspaniała jest Avery i o tym. .powiedział. Mądra. Częścią umowy. z którymi romansujesz. bo to cię bawi. że straciłam dla niej Lissę. że ktoś nowy pojawił się w ich życiu? Porzuciłaś ich. jak bardzo jest ode mnie lepsza. . Znowu odwróciłam oczy. Znowu usłyszałam sympatię w jego głosie i jakieś rozmarzenie. Ona nie odbiera mi szansy na dowiedzenie się czegokolwiek o magii. gdy ktoś wiedziony troską.− − − − Miałam na myśli „lubić”. nie był wystarczająco zły? Jak to jest możliwe. Coś w sposobie. że ja zachowuję się jak bachor? . oboje. Czy sam fakt. a nie Avery. Avery nigdy nie zachowuje się jak rozpieszczony bachor . bawiąc się niebieskim nazarem zwisającym z mojej szyi. Powinnam być zadowolona. Gdyby związał się z Avery. dzięki której dał mi pieniądze na tą podróż. A nie. chce sprawdzić co u niej. Otwarta. gdyby to była jakakolwiek inna dziewczyna.Jesteś samolubny i egocentryczny jak zawsze. Och. − − − − Skończyłam z tobą rozmawiać. że udało jej się go oczarować. Kończę wszystko między nami. nie biorąc pod uwagę. w miarę jak starałam się przeanalizować swoje uczucia. Mieli prawo pójść do przodu. którą mam w sobie. Jednak myślenie o tym. że ma paranoję i boi się. w jaki powiedział „piękna”. to prawdopodobnie nawet nie zwróciłbym na to uwagi.wypaliłam w odpowiedzi.nawet ten sen. Trzymasz mnie tu bez mojej woli. Wszystko dotyczy ciebie . .Mamy do czynienia z podstawową szkolną definicją słowa ‘lubić’. Gdybym zamierzała być zazdrosna to oszalałbym dawno temu. Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. żeby zostawił mnie w spokoju. To nie powinno mnie niepokoić.Kończę to. I ty mówisz. little dampir? Popatrzyłam na niego spode łba. I nie jestem zainteresowana słuchaniem. tylko dlatego. że ktoś mógłby zniszczyć jej wariacki plan wykończenia swojego nieżyjącego chłopaka. . zastanawia się nad przeniesieniem swoich uczuć na nią. Nie wrócę. że interesuje się inną dziewczyną.powiedział przewracając oczami. Adrian uświadomił to sobie pierwszy. czy tego chcę czy nie. − Jesteś zazdrosna. który się we mnie podkochiwał. to byłaby ostatnia rzecz.

A teraz. A teraz ktoś inny zajmuje moje miejsce. Mam nadzieję. zachowywałam się jak bachor. Tęskniłam za Lissą. jaką zobaczyłam. bo to.. jakby moje serce było złamane i prawie pomyślałam. Tłumaczenie: Czarna_wilczyca . I pierwszy raz w życiu czułam. Czułam się tak..118 - . kto nie odszedłby tak po prostu. że tym razem to zrozumiałeś. jak ja.− Bardzo dobrze. że mogę się rozpłakać. Jego zielone oczy były ostatnią rzeczą. Adrian miał rację. sapiąc. W pewnym sensie tęskniłam też za Adrianem. zanim obudziłam się w swoim łóżku. że on też tego nie zrobi. ktoś. nie mogłam już tego naprawić. Usiadam. co powiedział było prawdą. Ja nie zamierzałam wracać. Zaatakowałam go.

to wciąż tu jest. dostrzegłam także morojów . Dokładnie to miałam na myśli. czułam się nieco niedbale. − Nie wiem. dostrzegając moje przerażenie. aby cię skrzywdził. Wiktoria. jak i dampirów. bywałam w kościele przez znaczną część mojego życia. Siedziała po mojej lewej stronie . rozejrzałam się wokół. kiedy jest w pobliżu. Czy masz jakieś kłopoty? Doskonałe pytanie. że mogła pomieścić cztery kaplice. a potem znika.. Grymas na jej twarzy jeszcze bardziej się powiększył. która mimo tego. że opuścił Baia. Zwykle ma spotkania. zastanawiając się nad tym. na olbrzymi obiad.Rozdział trzynasty NASTĘPNEGO DNIA BYŁA WIELKANOC. co ostatnio słyszałam. co powiedział? Wspaniały przyjaciel albo najgorszy wróg. Sufity były wyższe i o wiele bardziej wyszukane niż w Akademii.najwyraźniej byli dość pobożni. Wciąż byłam wytrącona z równowagi po naszym ostatnim spotkaniu. Po prostu. że jest muzułmaninem . Kiedy usiadłam wraz z całą rodziną w ławce. że jestem zbyt religijnym typem. . Cała rodzina ubrała się elegancko. Tak naprawdę on nigdy nie robi nic złego. że nie zawsze wierzyłam w Boga. co powinnam teraz zrobić. Miałam nadzieję. Zaskoczona. to w pewnym stopniu przypuszczałam. Zastanawiałam się. Mimo tych plugawych czynności.wyjaśniła Wiktoria. Była tak ogromna. A mówiąc o morojach… − − Abe nie przyszedł . Mimo. Towarzysząc wszystkim. kiedy powiedziałam. Cały dom był wypełniony wyśmienitym aromatem pieczeni Oleny. Wszyscy byli na nogach. . Przeklęty Zmey. ale zaczynasz mnie martwić. Burczało mi w brzuchu i zastanawiałam się. Karolina widziała go dzisiaj rano. Wiktoria rzuciła mi zatroskane spojrzenie.119 - .po prawej miałam Olenę. przygotowując się do wyjścia na mszę. w jakie mogli się angażować. że będzie mnie śledzić. pożyczyła mi białą. dorastając w takim miejscu. Nie wyjechał. Zwykle była to odrobina uprzejmości w stosunku do innych. że właściwie dostrzegałam dym. by podczas pobytu w mieście odwiedzać kościół.Czy on wyjechał z miasta? Myślę.I z tego. jak Dymitr mógł znajdować pociechę w maleńkiej kaplicy Akademii. Chociaż Abe pewnie nie odniósł wra żenia. że nie sądzę. że była trochę za ciasna. poza dżinsami i zwyczajnymi koszulami. zarówno ludzi. W powietrzu unosił się słodki zapach kadzidła. Kiedy nie odpowiedziałam. . oraz sposób by być kulturalną i towarzyską. koronkową bluzkę. tak intensywny. Było to olśniewająco piękne.powiedziałam do Wiktorii. wyglądała dobrze. Dymitr robił to.. ponieważ odnajdywał tam spokój. że jego nieobecność oznaczała. a złote dekoracje i ikony ze świętymi. Jak leciało to. czy dzisiejsza msza. który przygotowała. rozglądając się wokół. spowoduje jakieś olśnienie i powie. a ja nie posiadałam nic. Było tam mnóstwo osób. wydaje się być mną zainteresowany i nie mogę zrozumieć dlaczego. zdawały się pokrywać każdą powierzchnię. czy dam radę wytrzymać do południa.

ze strzygami. Otaczały nas i były tak blisko. weekendowej wyprawie do Idaho. Było to na krótko po śmierci Masona i po wywołanej przez tą tragedię fali szoku w szkole i szczerze mówiąc sądziłam. że łagodzę prawdę. pochodzącym z autostrady. Niekończące się ośnieżone szczyty znajdowały się przede mną.− Nie pozwolimy. Zaczęła się msza. Znajdowaliśmy się gdzieś wysoko w górach. że nie pozwolę mu cię skrzywdzić. zatrzymując się tylko wtedy. było całkiem innym doświadczeniem. które nas . nie zaburzona żadnym oddalonym dźwiękiem. które konkurowało ze Świętym Władimirem o najbardziej oddalone od reszty świata położenie. Ale to nie miało znaczenia. by mieć lepszy widok. wokół panowała cisza i spokój. nieobfitująca w różnego rodzaju wydarzenia. Wiktoria zdawała się wyczuwać. Nagle napadało mnie niespodziewane wspomnienie. Jest kilka osób. mimo moich zapewnień. podczas pogodnych dni. kopiącą i krzyczącą. mogłam zobaczyć góry. które mogą mnie szukać i myślę. − Mówiąc to. z powrotem do USA lub sprawić. Chociaż śpiew kapłana był piękny. Odbywała się po rosyjsku i tak jak na pogrzebie nikt nie miał zamiaru tłumaczyć jej dla mnie na angielski. że pozwoliliby mi na wszystko. poszłam na tył stacji benzynowej. Pewnego dnia. gdy się od niej oddaliłam. W szkole. co stało się z Masonem. Uśmiechnęłam się. by znaleźć się na jednej z nich. znajdującej się za moimi plecami. ta. Dymitr otrzymał pozwolenie bym towarzyszyła mu w szybkiej. naprawdę miałam na myśli.120 - . gdy było to niezbędne. Wciąż napawając się pięknem otoczenia. kto zamierzał zaciągnąć mnie. Niestety. w celu spotkania się z kilkoma innymi strażnikami. Wciąż trzymając zapiekankę. − Dzięki. w naszej wyprawie było mało ociągania się czy romantyzmu. Dymitr miał sprawy do załatwienia i musiał to zrobić szybko. jednak przebywanie w nich. Jak zwykle nie pozwolił mi prowadzić. żeby cokolwiek ci się stało . Staraliśmy się nie marnować czasu. zarówno z powodu jej zmartwienia i podobieństwa do Dymitra w tym momencie. jak podobna była do Dymitra. że Abe po prostu… spraw dza mnie. odkryłam.powiedziała ostro. że to „pouczające doświadczenie”. że moje myśli zaczynają się błąkać. zniknęła. iż wystarczyłoby podskoczyć. To był niezły sposób na opisanie kogoś. Po lewej stronie ołtarza. że mogę dowieźć nas na miejsce w połowie czasu. w maleńkim miasteczku. Przekonał szkolnych pracowników. Moje serce wciąż odczuwało ból po tym. Zatrzymaliśmy się. była prawdopodobnie lepsza. na którego odwiedzeniu mi zależało. że się o mnie martwiła i tego. ucinając naszą pogawędkę. W dalszym ciągu prześladowały mnie koszmary . zarówno z powodu tego. A może to właśnie dlatego nie pozwolił mi tego zrobić. złotowłosy anioł obserwował mnie z wysokiej na cztery stopy ikony. że zniknę na dobre. Uśmiechnęłam się. by zatankować i zdobyć jedzenie w sklepie znajdującym się na stacji. Jakakolwiek cywilizacja reprezentowana przez stację. Biorąc pod uwagę naszą ostatnią wycieczkę samochodową. Idaho nie było miejscem. Dymitr kończył zajmować się samochodem. jednak z radością powitałam okazję spędzenia z nim czasu. msza znaczyła dla mnie nawet mniej niż zwykle. że wydawało się. która zaprowadziła nas do rzezi morojów.

Później zaczęłam poruszać rękami w przód i tył. Pogoda tam.Nie wiesz. że mógłby być aniołem. co to? Wiem. Jego cień spoczął na mnie i spojrzałam na jego wysoką postać. − − Bardziej martwi mnie to.odparłam. Poza tym.Chodź. Zrobisz jednego i będziemy mogli ruszać. że moja twarz odrobinę. rękawiczki i wszystkie inne. że ból jeszcze długo nie zniknie. . Myślę. a wypisana na niej czułość sprawiła.pojmały w roli głównej. niezbędne podczas takiej pogody części garderoby.Oprócz tego. jest prawie taka sama jak tutaj. Miałam na sobie grubą. niż o mnie. Patrząc w dół. Upadłam na plecy. zimową kurtkę. że rzeczywiście zaciągnie mnie do samochodu siłą. a promienie oświetlały jego włosy. na niczym nienaruszony śnieg.poklepałam ziemię obok mnie. Wciąż na mnie patrzył. ale coś w tej spokojnej scenerii go koiło. rzeźbiąc nowe wgłębienia w śniegu. Próbujesz znaleźć jakąś wymówkę . Chwilę później. Miał rację co do zapiekanki. − − Więc ja też mam zamarznąć? Więc ty też możesz się zabawić. − − Będzie ci zimno. Dymitr obserwował mnie przez parę ciężkich chwil i pomyślałam. Roześmiał się. że bardziej martwisz się o samochód. − Właściwie to nie tak bardzo. tylko kontynuowałam leżenie i wpatrywałam się w niesamowicie błękitne niebo. Pokręcił głową i obdarzył mnie drwiącym uśmiechem. Ale sądzę. Czułam.zapytał Dymitr. − Co ty robisz? . − − Robię anioła na śniegu . To wystarczało żeby mnie ogrzać. Jego twarz wciąż była jasna i otwarta. bez ostrzeżenia opadł na śnieg obok mnie i leżał w ciszy. że moje serce zaczęło szybciej bić.powiedziałam mu. Kiedy skończyłam. aby twoja zapiekanka ostygła. nawet przy obecnej pogodzie.121 - . nagle napadła mnie szalona myśl. W śniegu? To nic takiego . słońce było na niebie. ale dlaczego? Musisz zamarzać. Otoczył mnie gęsty śnieg i pozostałam tam przez chwilę. . Pomyślałam. . czapkę. że możesz nabawić się hipotermii. . gdy wsiądziesz do samochodu i cały ten śnieg zacznie topnieć. że pozwalasz. prawda? Czy Syberia nie dała ci czegoś w rodzaju super wytrzymałości na zimno? Westchnął. Pomimo zimna. . − − Znowu zaczynasz przyrównywać Syberię do Antarktydy. Pochodzę z południowej części. rozkoszując się komfortem leżenia. ciągle z uśmiechem na ustach. nie podniosłam się. to wcale nie powinno cię martwić. musisz też zrobić aniołka.Jeśli nie chcesz zaciągnąć mnie siłą z powrotem do samochodu.

Kiedy skończyliśmy. − Sugerujesz. Ostatecznie. Kiedy po raz pierwszy zakochałam się w Dymitrze.Czasami.powiedziałam. że znów się uśmiecha. że musimy jechać dalej. Kiedy zobaczyłam.Myślę. z którymi mieliśmy wcześniej styczność. . Mały pokój. nigdy nie czułam czegoś takiego. − Tylko jedna. że nie jestem w stanie kochać go jeszcze mocniej. dużo głębszy sposób. I Internet.Wewnątrz lasu. Więc zrób to! W przeciwnym razie powstanie coś bardziej przypominającego zarys martwego ciała na miejscu zbrodni. Wiem jak zrobić anioła na śniegu. . że to byłoby miłe. których kochasz oraz bronisz tych.powiedział. ale czułam.zapytałam. − Och. − Nie byłoby tak źle. jak kruche jest życie. że głęboki i ciepły dźwięk rozszedł się w spokojnym powietrzu. by było tak nudno. których nie możesz obronić. wskazując na najbliższy szczyt. gdybym kiedykolwiek go straciła. To jedna z cudownych rzeczy w tobie. wypełniający wszystko. oczekiwałam. obserwując niebo i góry. ten widok nie różni się od tego w kurorcie narciarskim… ale nie wiem. Ale ty byłabyś znudzona. tak? . że był ze mnie dumny. kiedy dorastamy i się zmieniamy. . Poczucie. gdzie nikt nie mógłby cię znaleźć? Myślę. Próbowałam sobie wyobrazić utknięcie z nim na odludziu. byś do brze się czuła w jakimś spokojnym miejscu. bardziej doceniłam jego istotę. robiąc swojego własnego anioła. -Nie sądzę. ale jego słowa mnie podekscytowały. który sprawia. Oraz ciepło naszych ciał. że ulepszasz świat i tych. Roześmiał się po raz drugi. chodziło o to.− − − W porządku .122 - . − − Nie sądzisz. . Zawsze potrzebujesz czegoś do roboty. Rose . kiedy byłam świadkiem zdarzeń z Masonem i strzygami. Dzięki temu zrozumiałam. − − Ładne. co? . kominek. co robisz. łóżko… Nie sądzę. Zaczęłam drażnić się z nim z powodu jego tendencji do głoszenia tych głębokich. że jest w tobie ogień. wszystko było inne. Kochałam Dymitra bardziej intensywnie. że to jedna z najcudowniejszych moich cech.rzuciłam lekko. jednak zamiast tego pozostał obok mnie. po paru namowach z mojej strony. Takie jest życie . Jednak teraz. życiowych przesłań. Tak będzie przez resztę twojego życia. sprawiając. że byłoby miło posiadać chatkę w tym miejscu? . Byłam przekonana. również zaczął poruszać rękami i nogami. . nabierają nowego znaczenia. Mówię. W tym co powiedział.Teraz musisz poruszać nogami i rękami. kiedy nie zrobił nic więcej. Kochałam go w inny. Mój oddech stworzył mroźny obłok w powietrzu. jak wiele dla mnie znaczy Dymitr i jak smutna byłabym. jednak wówczas zauważyłam. znaczyło dla mnie więcej niż wszystko inne. gdybyśmy posiadali prąd. że pod pewnymi względami. że mam krótki zakres uwagi? − Wcale nie.zapytałam. Ogień. niektóre rzeczy. że ma rację.nie roześmiał się. Dzisiaj wszystko wydaje się dla mnie być całkiem inne. że zerwie się z ziemi i zarządzi.

Wiedziałam wystarczająco na ten temat. w jaki Dymitr patrzył na mnie w górach. − Czas ruszać. które słyszałam w jego głosie. że to. Pochylając się. To może być nieco naciągane. uśmiechając się i . anioł patrzący na mnie w kościele wydał mi się blady i nudny. − − − A to co? . więc po mszy zebrali się przy kościele. że kilku z nich obdarowało się nawzajem jajkami. nie mogąc ofiarować im nic w zamian. jak Dymitr będzie sądził. w którym leżeliśmy obok siebie w tym słodkim. Wszyscy wydawali się mieć chęć na pogawędki. patrząc na miejsce.− − Jedna z wielu . odwróciliśmy się i wróciliśmy do samochodu. co powiedziałam było prawdą. Usiadł i spojrzał na mnie. że tak długo. Ostrożnie stąpając na zewnątrz ich konturów. jeden dużo wyższy od drugiego. Obserwowaliśmy nasze anioły przez kilka chwil. by złączyć to w całość. W porównaniu z tym wspomnieniem i sposobem. których nie znałam podarowało mi parę i czułam się niezręcznie i źle. Wiktoria wyjaśniła mi. Kilka osób. Zastanawiałam się również nad tym. po przyjęciu chleba i wina. że kiedy znów spadnie śnieg. zauważyłam.zapytał. Jednak wiedziałam. wyciągnął do mnie rękę. trzymaliśmy się za ręce.Więc wychodzi na to. Były udekorowane różnego rodzaju sposobami. Śmierć. . czując smutek. Msza się skończyła i wyszłam wraz z resztą rodziny. Jednak wciąż wpatrywał się we mnie z tym uczuciem. Dwa idealne anioły. Był tam też podziw i pomyślałam. niż wspomnieniem.odpowiedział.Dla niebiańskich stworzeń. Później oddaliliśmy się i zaczęliśmy się przyglądać naszym dziełom. Nie żebym coś do niego miała. inne zdobione w wyszukany sposób. Westchnęłam. że to w tych stronach było tradycją. pragnąc by pokonanie śmierci i przywrócenie do życia osób. Wieczność. Przyjaciele i rodzina witali się i plotkowali. cichym momencie. gdy będę mieć coś koło czterdziestki? Pokręcił głową z irytacją. Życie. gdy wszyscy powrócili na swoje miejsca. Aureole . Zniszczenie. nasze anioły znikną w bieli i nie będą niczym więcej. że spokojna chatka nie jest dla ciebie. . że była tam również mowa o „zmartwychwstaniu”. pozwalając mu pomóc mi się podnieść. które kochamy. było rzeczywiście takie proste. Pozostałam w pozycji siedzącej. nie obdarzając mojego żartu odpowiedzią. że naprawdę pozostawiliśmy po sobie ślad w tych górach.123 - . Niektóre były pokolorowane w najprostszy sposób. pochyliłam się i nad każdą z głów narysowałam poziome linie. że jestem cudowna i piękna. nie będę nieszczęśliwa. dopóki nie będziesz bardzo starą kobietą. w jaki sposób zjem je wszystkie. takich jak my. Miałam nadzieję. Kościół znów się wypełnił.powiedziałam z szerokim uśmiechem. Ujęłam ją. Mogłabym się założyć o duże pieniądze. o sekundę dłużej niż to było potrzebne. Czyli. Kiedy ludzie mijali się w przejściu. jednak zrozumiałam kilka słów kapłana. Kiedy staliśmy. Stałam nieopodal Wiktorii. Dymitr delikatnie dotknął mojego ramienia i bez słowa. gdy znów stałam obok niego.

brązowy odcień włosów i szczupłą budowę ciała. zastanawiając się czy wywołało to na niej jakąś reakcję. To była impreza. ale… Nagle jego wzrok przesunął się z jej twarzy na coś. Zakłopotane. Twarze dampirów i morojów zgromadzonych przed kościołem upodobniły się do tych. Mieli taki sam. − Wiktoria! Odwróciłyśmy się i ujrzałyśmy kroczącego w naszą stronę Nikolaia. przywołanych przez moich towarzyszy. To była dla mnie nowa wiadomość. Mówił perfekcyjnie po angielsku i zajęło mi chwilę zrozumienie.olśniewający uśmiech.zapytał Nikolai. − Zobaczymy się w szkole. że kłamie. Byli dampirami. Nigdy nie zrozumiem Rosyjskich zdrobnień. Przywitali się ze mną. Była możliwość. ale jako lojalna przyjaciółka nie powiedziałam nic. co mogłoby ją wydać. że zwrócił się do Nikolaia. Kola .odparł Nikolai sztywno. Przypatrując się im. Ta odpowiedź zdawała mu się nie wystarczać. pokręciła głową. Ubrał się odświętnie i szczerze mówiąc. Trzech chłopaków kroczyło w stronę naszej grupki. wyglądał niesamowicie w koszuli i ciemnozielonym krawacie. że wróciliście .powiedział jeden z nich. jednak dziś. − Wciąż wybieracie się na imprezę do Mariny? . na którą zaprosił nas w dniu. Nie wiedziałem. że wydarzyło się coś. wciskając się do utworzonego przez nas kręgu. − Nie możemy. Prawie o tym zapomniałam. o czym nie wiedziałam. często odbywającą się zarówno w języku angielskim. Jej uśmiech był uprzejmy. ku mojemu zaskoczeniu. ciężko było oglądać zmieniający się wyraz twarzy Nikolaia. Nie. Nie zauważyłam w nich nic niezwykłego. Wiktoria zgodziła się iść. Wiktoria i ja obejrzałyśmy się do tyłu i poczułam. jakbym była wśród nich od zawsze. Spojrzałam na Wiktorię.przez co mam na myśli jej . Mimo to. których już wcześniej poznałam. że jej nastrój również ulega zmianie. no może poza wymuszonym uśmiechem. Mamy plany rodzinne. Rzucił nam . w którym go poznałam. Było z nim kilku chłopców. − Naprawdę? Będzie nam ciebie brakowało. że cię tu znajdę. − − Tak myślałem. zachowywali się. Znów zaczęłam myśleć o jej tajemniczym „przyjacielu”. . Zmartwione. − Tak. Chłopacy zatrzymali się koło nas. Najwyraźniej byli braćmi. Skrzywił się.124 - . co znajdowało się za nami. można było dostrzec wyraźne podobieństwo. jak i po rosyjsku. Miałam uczucie. Jak rodzina Bielikowów. jednak w to wątpiłam. Niespokojne. Była szczęśliwa mogąc go widzieć.próbując śledzić rozmowę. Wzruszyła ramionami. ale jej uczucia nie były romantyczne.

powiedział Denis. zarówno ich. − − − − Jestem Rose . − A ty musisz być tą niezaprzysiężoną Amerykańską dziewczyną. że ty też tam byłaś. gdyby żył? Karolina założyła ręce na piersi. Nie wydawała się być zadowolona. moje myśli. Że oboje zostaliście wysłani na niemożliwą do wygrania bitwę. To było zabawne. . − Czy to prawda.powiedział i wskazał ręką na swoich towarzyszy. niż kiedykolwiek. Nie zaskoczył mnie fakt. że wiedział. jak i dampirów. pracująca by wesprzeć swoją rodzinę. gdy przypatrywał się mojej twarzy przez kilka sekund. że zginął.Słyszałem o twoim bracie. w którym dołączyła do naszej grupy. − Zginął walcząc ze strzygami. nie przejmując się zdenerwowanym tonem jej głosu. .Spojrzenie brata Nikolaia. wciąż nie wydając się zadowolo ny z tego spotkania.zapytał Nikolai. ale nie nosiła ani znaku obietnicy. Przykro mi. co było z nimi nie tak. Zdawali się doceniać moje zaufanie.Ocalił całą grupę. Ja jestem Denis . Można było w niej zobaczyć . − Dziękuję. Nie widziałam momentu. Odkąd ją poznałam. Będą . zaczęła snuć opowieści o Amerykance. − − To nie zmienia faktu. postrzegałam ją jako delikatną i uprzejmą. z widoku Denisa. kim jestem. Wyraz twarzy Wiktorii nadal był ostry. − Niemożliwą? Wygraliśmy. Dzisiejszego ranka . ale odpowiedziała uprzejmie. jednak to Karolina wypowiedziała na głos. Po pogrzebie. przeniosło się na mnie.125 - . − Czy Dymitr też by tak powiedział. − Jeśli jesteś tutaj tylko po to. w jego oczach widać było troskę. jak to każda zwyczajna młoda matka. to powinieneś odejść. Jesteśmy w kościele. Jestem pewien. Jednak w tym momencie. Denis znów zwrócił ku mnie swój wzrok. − Słyszałem. Rozpromienił się. Nie wiedziałam. chroniąc morojów? Nie podobała mi się drwina w głosie Denisa. że moroje będą wychwa lać jego imię przez lata. ani znaku ukończenia szkoły. . która walczyła w bitwach ze strzygami. Denis wzruszył ramionami.powiedziałam.A to Artur i Lev. by to znowu zaczynać. ale na pewno nie miałam zamiaru okazać przed nimi mojego strachu. po czym zwrócił się do Wiktorii. przypominała Dymitra bardziej. Umarł jako bohater.odparłam. że dalej jest martwy. Kiedy przyjechaliście do miasta? . większość miejscowych dampirów.

Nowosybirsk był największym miastem Syberii. a po moich plecach przeszedł dreszcz. niż w stanach. Buntownicy. by powiedzieć nam o Dimce. którzy nie osiadali w jednym miejscu. Na litość boską! .Wiktoria. nie powinni wytrącić mnie z równowagi. Ma tu większy wybór.Proszę. ale nie masz znaku zaprzysiężenia. Już nie pa miętałam jego imienia.zapytał jeden z przyjaciół Denisa. . . Kola . Używając prostego słownictwa. Nie żałowałby tego .W takim razie dlaczego nie pracujesz dla strażników? Zabijasz strzygi. Nowosybirsku lub innym mieście tej wielkości. którzy go nie doceniali. kiedy jutro będziemy ruszać do Nowosybirska. Czyżby? . Ochraniając tych. nie byłoby jej tutaj. byłam taka jak oni. Może chce do nas dołączyć.powiedziałam. kim są.Jestem tutaj. ale nie pracuje dla strażników. W niektórych sprawach Denis miał rację. A z tego. odpowiedź sama mi się nasunęła. Szczerze mówiąc. co mu się stało. Może jest bardziej taka. po prostu odejdź. która nastawiała mnie przeciwko nim. .powiedział niespokojnie Nikolai. słabi ludzie w tym mieście.powiedział Denis. broniąc morojów? Denis . nie wiedziałam. Wiktoria podtrzymała swój siostrzany gniew.126 - . To nieprawda. Wreszcie załapałam. Nowosybirsk. . Nie przyjeżdżałabyś tu bez dobrego powodu. To był rodzaj dampirów. w Rosji? . straciła nad sobą panowanie.posłał mi koślawy uśmiech. Denis spojrzał na mnie. rozgorączkowanym blaskiem. która sprawiała. .Po prostu. − − Myślę. . Jednak… wokół nich była aura.Byłaby w Władywostoku. Nie żeby ci chłopcy byli jej wrogami. gdyby polowała na strzygi .To długa droga. co słysza łem. że ta śmierć była prawdziwą tragedią. − Przyjechała. że jest tutaj by polować na strzygi. Dlaczego nie jesteś tam.Chcę tylko jedynie zrozumieć. chcę rozgryźć Rose. − − − − − − − − Tylko rozmawiamy . Nazwa wydawała się być znajoma. walczący ze strzygami na własną rękę. walcząc za to. w co wierzył. Ci naprawdę niezaprzysiężeni. . .Umarł. ani nie identyfikowali się z innymi strażnikami. że chciała chronić bliskich. tę zawziętość. uważam. o których opowiadał Mark. Zabija strzygi. Tylko gdzie ją słyszałam? Chwilę później. Widać.tą samą siłę. Przestańcie się zachowywać. Nie mówię do ciebie. że nie jest też taka jak wy. jakby mnie nie było. Idioto. I dlaczego miałabym chcieć jechać z wami? Oczy Denisa błyszczały intensywnym. Denis kontynuował swoją wypowiedź. W niczym was nie przypomina . . Sydney ją wymieniała. − Więc dlaczego jesteś tutaj. to nawet znaku ukończenia szkoły. − − Może po prostu przejeżdża.zawołałam.odparła Wiktoria. jak my. Szczerze mówiąc. Wierz mi.oczy Denisa wciąż były na mojej twarzy.

by oczyścić świat ze zła. którzy mają cho ciaż odrobinę rozsądku. gdy zabrakło Dymitra.Wiesz. Miałam obsesję. którą tylko ja mogę wypełnić. prawie zawsze mnie pokonywał.roześmiał się. jak ostrzegał mnie Mark. Chcecie walczyć ze strzygami? Dołączcie do strażników i pracujcie z tymi. żebyśmy czuli się bezpiecznie. Władimira. Nie wyobrażałam sobie.127 - . próbując zabić Dymitra i nie mając przy tym żadnej strategii. − Karolina obdarowała go zdegustowanym spojrzeniem. To jest wszystko. że Dymitr jako dampir. Ale nie całkiem. .zapytała twardym głosem Karolina.dokończyła Karolina. zabrzmiało to szalenie. że mam misję. jest zrobienie tego osobiście. co powinniśmy wiedzieć. a będziesz mogła pomóc nam rozprawić się z nimi. Nie bałam się podjąć tego ryzyka. Denis mówił dokładnie to. Tylko ja mogłabym zabić Dymitra. Jesteśmy silni i wiemy jak walczyć. jednak teraz… w ustach Denisa. Tak jak ty? .szalone spojrzenie. że muszę to zrobić. Jedź z nami. które znajduje się wewnątrz niego. Który z was będzie następny? Czyja rodzina będzie musiała pogrążyć się w żałobie? − Łatwo ci mówić . Jest także mowa o morojach. jednak ja wiem. Ruszyłam bez planu. . zostańcie tutaj i chrońcie swoje rodziny. Jednak nie przejmowałam się tym. moje życie nic by nie znaczyło. Możesz mówić reszcie tej grupy cokolwiek chcesz. − − − − To się zmienia .Gdzie jest Timosza? Gdzie Wasilij? Wasza łowiecka grupa zmniejsza się z każdym powrotem tutaj.wydaje mi się.To dobre miejsce na łowy. czemu jesteś tutaj. Bez planu i nie zważając na konsekwencje . Możesz być tego częścią. że miał rację. gdy tego potrzebują. jedna po drugiej. że nosił imię Lev. podczas gdy my zapewniamy ci bezpieczeństwo. że jedynym sposobem.Wciąż nam nie powiedziałaś.Siedzą.zripostował jeden z przyjaciół . Tylko ja mogłabym zniszczyć wszelkie zło. Jednak teraz uświadomiłam sobie. Szukanie strzyg na własną rękę i zabijanie ich. czekają i kulą się ze strachu przed morojami. co próbował mi przekazać Mark. Jeśli chcecie. I to właśnie wtedy zrozumiałam. Szczerze mówiąc.Istnieje ruch mówiący o rozpoczęciu walki ofensywnej przeciwko strzygom.ale były też samobójcze. jak będę w stanie to zrobić . chcąc narażać się na niebezpieczeństwo. a ja przypomniałam sobie. Mnóstwo strzyg. utwierdziło mnie w przekonaniu. że jest duża różnica między bezcelowym umieraniem. Strażnicy nie polują na strzygi! . a umieraniem z jakiegoś powodu. . Przykre było to. Dotarło do mnie to.pomijając to. − − Wyjeżdżacie i pakujecie się w kłopoty bez myślenia. przekonanie.zupełnie jak moje były . uczących się razem z nami walki. Widzę to w tobie . A co dopiero z siłą i szybkością strzygi? Wszelkie szanse były zdecydowanie po jego stronie. o czym myślałam. że umawiała się ze strażnikiem. kie dy dojdzie do zabijania strzyg. czemu tu jesteś. − I jak wielu z was wróci? . że rzeczywiście mógłby to zrobić. przestałam się troszczyć o własne życie. a nie z nimi. . ponieważ czułam. W mojej własnej głowie to miało sens. jakim mnie obdarzył. odkąd opuściłam Akademię Św.powiedziałam . Jeśli umarłabym.wykrzyknął Denis . Motywy ich postępowania mogły być dobre . To było tak lekkomyślne. Siedzisz tutaj nic nie robiąc.

nie wiedział zbyt wiele na temat polityki dampirów. − Jestem jedyną osobą. ile strzyg zabiłaś. Po zakończeniu mszy wmieszał się w tłum.Musicie iść. W tym miejscu. uznałam. kiedy kapłan nie mógł już nas usły szeć. Nie odpowiedziałam. Kapłan uśmiechnął się w odpowiedzi. − Zobaczymy. że może zacząć coś tu i teraz. przeszywającym spojrzeniem. Pokaż mi. − − − Najpierw. Opuściłam włosy i spotkałam się z nim wzrokiem. pokaż mi je. Odwracając się. Ciało Denisa stężało. wywnioskowałam. Będąc człowiekiem. Denis uśmiechnął się z przymusem i powiedział coś. czy nie ma w tym jakiejś sztuczki.128 - . że nigdy nie widział kogoś. Zróbcie to teraz. − Coś jeszcze? . a moje instynktownie odpowiedziało przygotowaniem się do walki. pokiwał głową i zawołany przez kogoś innego.wskazałam na ulicę. .Proszono was. Wyjeżdżamy jutro o świcie. uniosłam włosy z tyłu mojej szyi i pokazałam moje tatuaże. . Uśmiech Denisa sprawił. że pyta czy wszystko w porządku.Właśnie w tym momencie. wciąż gotowa na bójkę. który otrzymałam po bitwie. grupa się wycofała. Natychmiast. Jeśli zmienisz zdanie. − Tracisz swój czas . kto zadał tyle śmierci. Denis obdarzył mnie ostatnim. że po raz kolejny po plecach przeszły mi dreszcze. Pomogli byśmy ci uczynić twoje życie bardziej wartościowym. wskazując na znajdujących się za mną lu dzi.powiedział w końcu. odszedł. zastanawiając się. Powinnaś jechać z nami do Nowosybirska. przyjdź do nas na ulicę Kasakowa 83. ale kilka sekund później zrelaksował się i zwrócił do mnie. Z dźwięku. brzmiącego jak grzeczne wyjaśnienie. która może robić cokolwiek z moim życiem .Z nimi. . Po kilku ciężkich chwilach.powiedziała ostro Karolina. jak i znak. Z tonu jego głosu i wyrazu jego twarzy. jaki wydał z siebie Denis. − To nie jest to. Były tam zarówno małe znaki molnija w kształcie błyskawicy. Pokazać co? Swoje znaki. jednak bezapelacyjnie mógł wyczuć kłopoty.zapytałam. Myślałam. − Wyjedziecie beze mnie. podszedł do nas kapłan i powiedział coś po rosyjsku. Tłumaczenie: Morphine . wraz z resztą wiernych. Wstrzymałam oddech. Oczy wszystkich skierowały się na mnie. byście odeszli. czego pragniesz i dobrze o tym wiesz. − Wystarczy tego .

Materiał był rozciągliwy. Ale mogę spać w autobusie. prawda? Ja nie szukałam bezcelowo niebezpieczeństwa.powiedziałam. Wiem. jak wrócę. o co chodziło.Wiktoria zaczęła przetrząsać swoją szafę i wyciągnęła z niej krótką. W rzeczywistości nie byłam taka jak Denis. z koronkami na ramiączkach. co mogła dostać. ale widocznie zdecydowała się brać. Byłam w szoku. I pójdziesz spać jeszcze później. Świetnie. jakby Abe i alchemicy nie byli jedynymi.129 - .. Rzucałam okiem pomiędzy twarzami Oleny i Wiktorii. ale pozostała cicho. jakby pokazywały wszystko. gdybym nie była ostrożna. że nie zamierzasz iść do Mariny. Wiktoria bez zająknięcia zapytała Olenę: − Mogę iść do Mariny? Robi imprezę przed tym. Ostatnio dowiedziałam się. Karolina obdarzyła nas dziwnym spojrzeniem. − − − − − − − − − Musisz jutro wcześnie wyjechać. Sonia i Paul. Wszyscy będą tam dziś wieczorem. Wrócę przed drugą Oczywiście.Rozdział czternasty SPOTKANIE Z DENISEM SPRAWIŁO. Wrócisz przed północą. . jak wrócimy do szkoły.Co się dzieje? Myśla łam. że nie. to właśnie usłyszałam jej pozwolenie. Spędzę z nią czas po tym. którzy mieli tu tajemnice. jakbyśmy leżeli tam razem. Wiktoria mówiła po angielsku. uśmiechając się sze roko. Musiałam dowiedzieć się. To był wstrząsający przykład ostrzeżenia Marka. Wiktoria zostawiła mi niewielką sposobność na rozmyślanie. Szukałam niebezpieczeństwa. Twarz Oleny stała się zamyślona. ciekawa tego. nawet jeśli wiedziałam. To wyglądało. Była prawie ósma trzydzieści. Nie tak wcale późno. zapowiedź tego. Jakoś mogłam sobie wyobrazić jak pachną Dymitrem. którą złożyłam i odnaleźć Dymitra. i poczuć ciepło. Późnym wieczorem.powiedziała lekceważąco Olena. Może to było samobójcze. zaabsorbowani telewizją. czerwoną sukienkę bez rękawów. ledwie zauważyli nasze wyjście. Jej twarz powiedziała mi. − No dobra . kiedy w niej byłam. które wyglądają. kiedy wyszłyśmy z pokoju. Wow. Przegapisz swoją ostatnią noc z Rose. kiedy wspinałyśmy się schodami. Jeśli się nie myliłam. kiedy zaczęła to wkładać. że jej sypialnia należała do Dymitra i za każdym razem. . jak to się mogło rozegrać. ponieważ miałam powód. − Nie zamierzam .odpowiedziała Wiktoria. Musiałam spełnić obietnicę. żeby wrócić do szkoły. kiedy rodzina zasiadała w salonie po zbyt obfitym posiłku. że nie była zbyt szczęśliwa z powodu godziny policyjnej. Olena powróciła do robienia na drutach. Wiktoria wyszczerzyła się w uśmiechu i gestem zaprosiła mnie do swojej sypialni. że to było szlachetne.jeden z tych. Wiktoria spojrzała na zegarek. że od tego czasu były prane niezliczoną ilość razy. „Wszyscy” nie są przekonującym argumentem . czym mogłabym się stać.. no cóż. a ja tylko łudziłam się myślą. musiałam opierać się pragnieniu zagrzebania się w pościeli. Oni wszyscy też będą jutro zmęczeni . To było zupełnie kiczowate. że byłam nawet bardziej zdezorientowana niż wcześniej.

Światło i muzyka wylały się na zewnątrz przed tym. gładkie i falujące. Nie wiedziałam. Jego przyjaciel miał na imię Siergiej. Ostatecznie zgodziłam się poznać Rolana i wyszłyśmy z domu tak szybko.oczy Adriana. . Byłam winna Wiktorii uznanie: Rolan był seksowny. ilekroć był w pobliżu niej.powiedziałam. Te zielone. co wyglądało jak zwyczajny magazyn w opuszczonej części miasta. w końcu załapując. kiedy mogę zobaczyć go przed szkołą.Ach. jak mogłyśmy. Jego ramiona były skrzyżowane z przodu.boleśnie . Dampir obrzucił ich pobieżnym spojrzeniem i wtedy otworzył dla nich drzwi. A w dodatku ta sukienka. chociaż każdy kawałek sukienki był tak przylegający. byłam w pewien sposób zaciekawiona facetem.. Chcesz go poznać? Um. Obaj byli morojami. że to doprawdy nie było zbyt szokujące.powiedziała. nie chcę kolidować z twoją randką. i włożyła sukienkę. czerwoną szminkę. Wiktoria zdjęła swoją bluzkę i dżinsy. no cóż. Jej oczy się rozszerzyły.musiał być powodem. ale wysoki. Wiktoria w dalszym ciągu nie chciała przejść obok swojej mamy. dobra? Poczułam się całkiem jak intruz. − − Więc to jest sekretny świat dampirów w Baia? . nieustępliwie wyglądający dampir stał przy drzwiach prowadzących do budynku. − − − − Musisz go naprawdę lubić . Nie była tak krągła jak ja z przodu. Tam jest! Wskazała na dwóch nadchodzących chłopaków. podążając kilkoma zakrętami i skręcając dopóki nie dotarłyśmy przed coś. czy smucić z powodu Nikolaia. dla którego Wiktoria nie mogła poświęcić Nikolaiowi czasu. Okolica była cicha. Wygląd jej twarzy był dokładnie taki jak Nikolaia. ale w tym samym momencie. gdzie najwidoczniej również miał się spotkać z dziewczyną. Jego włosy były brązowe. rozmawiając i się śmiejąc. całując każdą z osobna. Zieleń jego oczu przypominała mi . Rose. grupa morojskich mężczyzn w różnym wieku podeszła do budynku.. Obdarzyła go gwałtownym uściskiem i przedstawiła nas sobie. On jest niesamowity. kto by pomyślał? Tajemniczy chłopak Wiktorii nie był dampirem.− Czy to jest żart? Nie. Zmierzałyśmy do centrum miasta.Jak ma na imię? Rolan . jak się wydawał. Pomimo nałożenia na sukienkę płaszcza.. Zgadywałam. Uśmiechnął się uprzejmie zanim pośpiesznie wszedł do środka.zauważyłam oschle. ponieważ nagle jej twarz się rozjaśniła. Nie będziesz. − − Dobra . ale w sukience jak ta.Rolan . Aczkolwiek sposób w jaki była ubrana dzisiejszej nocy. No cóż. bardzo zielone oczy wpatrywały się w jej i wyszeptał coś. Była totalnie zakochana w kimś innym. Rolan ujął ręce Wiktorii i uniósł je do ust. no cóż.wyszeptałam. to było paraliżujące. czego nie . Nie miała z tym żadnego problemu. czy mam się cieszyć z jej szczęścia.130 - .. ciągle mi przeszkadzał. . Minutę później.. jak dampir zamknął drzwi. Nie usłyszała mnie. Ten chłopak .szczególnie kiedy zaczęła nakładać sobie naprawdę mocny makijaż: super ciemną konturówkę do oczu i jasną.i wszystko ucichło ponownie. to nie miało znaczenia. A kiedy uśmiechnął się do Wiktorii. A to jest ostatnia noc. który mógł skłonić ją do opuszczenia domu w tego rodzaju stroju . Po prostu wpadnij na chwilę i się przywitaj.

ale już wszystko widziałam. − − − − − Rose jest w odwiedzinach. − Jesteś tutaj nowa. że byłaś w stanie przyjść tutaj przed twoim wyjazdem. Wrócisz do szkoły z Wiktorią? . żebym była w okolicy wystarczająco długo.i był zainteresowany. gdy ona tylko opuści miasto.jej głos cichł. ale nie sądzę. Zarumieniła się i odpowiedziała po rosyjsku. czy rokiem. − Oczywiście. to było tak. Najwidoczniej nie widziały się przez jakiś czas. natychmiast. Była zbyt ogarnięta emocjami i kiedy on się nad nią pochylił. Ten facet trzymał swoje ręce na Wiktorii trzydzieści sekund wcześniej i teraz próbował zaaranżować plany ze mną. No cóż. ciągle trzymając rękę na jej gardle. Nie miałem pojęcia. Oczywiście ciągle nie miałam pojęcia.powiedział. Wiktoria oderwała się od Rolana i uściskała tamtą dziewczynę. Może ja mógłbym ci pokazać okolicę? Dzięki. . będziesz tutaj zupełnie sama. żebym mogła wyjechać bez zobaczenia cię jeszcze raz… . prawda? . Jego następne słowa skierowane były do niej.zapytał. Byłam zniesmaczona i musiałam powstrzymywać się przed zrobieniem czegoś głupiego. . Ach . Nie wiem jak sobie poradzę. Spojrzał z powrotem na Wiktorię i przycisnął usta do jej włosów.powiedziałam oschle. że o tobie słyszałem. − Przykro mi. że zamierzają zacząć obściskiwać się tu i teraz. Nie. Na szczęście przeszkodziło im pojawienie się idącej w naszym kierunku dampirki. − Hmm .zapytał. czy „trochę dłużej” było jedną godziną.Cieszę się. żeby wiedzieć. To jest część wymagań w tej pracy . Uwolniony od niej na moment. kiedy ty będziesz tak daleko.mogłam usłyszeć. − Nie było mowy. że treść była seksowna i zalotna.Teraz przypominam sobie. zatem może moglibyśmy po prostu spotkać się razem i … porozmawiać? Nie mogłam w to uwierzyć. − − Kiedy Wiktoria powróci do szkoły. Uśmiechnęła się promiennie. że taka zagorzała zabójczyni strzyg.wymamrotał w zamyśleniu. Utrzymywał na twarzy ten szeroki uśmiech. Nie potrzebowałam żadnego tłumaczenia. może być taka piękna. Zostanę tutaj trochę dłużej. przebiegając palcami wzdłuż jej gardła. . Ciągle się uśmiechając rzucił na mnie okiem i chociaż przestawiła nas. Wiktoria owinęła swoje ramiona wokół niego i oparła głowę o jego klatkę piersiową. pochylił się w moim kierunku. Rozmawiały szybko po rosyjsku. jakby zauważył mnie po raz pierwszy . ignorując Rolana i mnie. przez jeden okropny moment pomyślałam. Jest przyjacielem rodziny.131 - .

Nie chciałam niczego więcej. co się dzieje. próbując być rozsądna . Zastanawiałam się. Jasne już było. Widząc ją w tej super-obcisłej sukience. chwila. Ale obiecuję. . Nie mogłam zmusić się do zrobienia tego. zastanawiając się. jak tylko wrócę do domu.powiedziałam. że kobiety nie odmawiały mu za często. że przyjdę zobaczyć się z tobą tak szybko. która byłaby nieosiągalna przez dłuższy czas. To była kwestia zasad. Chcieli wejść do środka i robić Bóg tylko wiedział co.albo równie dobrze byłam przesadnie ubrana. za którą ją brałam? Zdezorientowana odwróciłam się żeby skierować się do domu… … i praktycznie wpadłam na Abe. że ten niesmak ponownie mnie ogarnia.naprawdę była nie tą osobą. chociażby kopiącą i krzyczącą. jak tylko wydostać się stąd. Połknęła to wszystko. − Wiktoria . Wszyscy wchodzący ludzie byli albo morojami. ona była łatwiejszym celem . Jak dużo w tym spokojnym życiu w Baia było oszustwem? Czy Wiktoria . Zawahała się. zaczynało się ukazywać.Odniosłam wrażenie. po czym potrząsnęła głową. teraz kiedy mu odmówiłam. tym bardziej zdawałam sobie sprawę z tego. żeby zobaczyć się z tobą jutro rano. − Ja też nie wstanę. że nie chcesz wrócić do domu i tam spędzić czasu? To znaczy. To była melina dziwek sprzedających krew. jeśli chodzi o ilość ubrań. Mama się tym nie przejmie. Studiował mnie przez kilka kolejnych zagadkowych sekund i wtedy zwrócił swoją uwagę na nią. albo dampirkami.jesteś pewna.dziewczyna która nazwała mnie siostrą . chyba nie wstanę. ale Wiktoria wróciła i owinęła się wokół niego ponownie. że nie zamierzali sterczeć w tej alejce przez całą noc. Im dłużej staliśmy na zewnątrz. nagle wszystko przewartościowałam. żeby zobaczyć się z Rolanem. bym mogła postawić tam nogę. Rolan bez dwóch zdań był wstrętny i nie chciałam jej gdziekolwiek w jego pobliżu. Zmarszczył brwi i zaczął protestować. jak tylko wydostać się stąd i wywlec Wiktorię. że nie . Obserwowałam ich z ciężkim sercem. Nagle tajemniczy świat dampirów z Baia nie miał już żadnego uroku. Poczułam. Nie będziemy spały całą noc.Śledzisz mnie? . Dzisiejszego wieczoru miał na sobie smoking dopeł niony połami i srebrnym.i tą. dlaczego ich styl życia był zły. w co właśnie wpakowywała się moja przyjaciółka. Rolan może był mną zainteresowany. co mogłyby zdziałać dalsze protesty. I wszystkie dziewczyny były ubrane jak Wiktoria. uśmiechając się i zaczynając emanować urokiem. żeby przekonać się na własne oczy. − Co to diabła? . ale póki co. jedwabnym szalikiem. Znowu. Nienawidziłam tego. dla mnie było jasne. Przez całe moje życie uczono mnie o dziwkach sprzedających krew i o tym.ale nie było sposobu.132 - . Chciał wejść do środka. całkowicie przyklejoną do Rolana.a miałam nadzieję.wykrzyknęłam. Nie chciałam niczego więcej. Nie. Podczas gdy oboje próbowali włączyć mnie do swojej rozmowy. Nie wiedziałam. czy Wiktoria stawała się jedną z nich . pomijając to że byłam nieodpowiednio ubrana . że byli całkowicie pochłonięci sobą. Nie wiedziałam. Zniecierpliwienie Rolana. co tam było… parkiet? Sypialnie? Prawdopodobnie mogłabym iść z nimi.

że byłam na granicy histerii. Zacisnęłam swoje pięści i pochyliłam się ku niemu. Marnujesz swoje życie. To fantazja. Handlował dziwkami sprzedającymi krew? Był kimś w rodzaju alfonsa? Nieprawdopodobne było to. − − − − − Nie waż się tak o niej mówić. To nie jest twój dom. Łudzisz się . Mogłabym zrobić z tego swój dom . Nic o nich nie wiesz! . . Jak. Ale oni nie są twoją rodziną. że w końcu przyjdzie pora na pogróżki. Nie mówię niczego. ale moja uparta natura chciała mu zaprzeczyć. Miałam nadzieję. Oczywiście. wszechwiedzącym uśmiechem. Twój chłopak został od ciebie oderwany. że to jest twoja rodzina i twój dom. że większość z tych dziewczyn nie potrzebowała zbyt wielkiej zachęty. do diabła.133 - . . Reputacja.Głupie pytanie. sprawiło że coś we mnie pękło. że twoja przyjaciółka będzie miała interesującą noc. Abe obdarzył mnie tym swoim denerwującym. żeby działy się złe rzeczy. dla kogo pracujesz? Czego ode mnie chcesz? . że Abe wiedział. że nie wywlekłby mnie stąd tego wieczoru. Swoim pobytem tu taj sama je powodujesz. a jego ciemne oczy płonęły. ale nie są twoimi ludźmi.Nie szydź z nich. Słyszenie jego odwołującego się do Lissy. Ta część. − − − − − − − Nie muszę nawet czegokolwiek robić. teraz każdy to wie. który może ci powiedzieć. o niej wiesz? Kim jesteś? Kiedy zamierzasz mi powiedzieć. Czy wiesz. wśród potężnych kręgów.Wiedziałam. czy miejsce takie jak to. Oni są dobrymi ludźmi . Jego strażnicy również byli dobrze ubrani. że jego wizytowa odzież znaczyła.Oni są dobrymi ludźmi. Nie miałem pojęcia. Masz przed sobą oszałamiającą karierę i nie jest jeszcze za późno. nie zaprzeczam temu .teraz mówił z cała surowością. Rose. że to im się nie przydarzy. Daremnie zastanawiałam się. Musisz wrócić do domu .warknęłam. Jestem zaledwie obserwatorem.Sama nie mogłam uwierzyć w moje własne słowa.wygładził swój jedwabny szal. załatwiając różne sprawy dla Oleny Bielikowej. Nie jesteś przeznaczona dla Baia . a teraz ty oderwałaś się od twoich dawnych przyjaciół. Ale zawsze jest inaczej. staruszku. że tracisz tutaj swój czas. nie po zo baczeniu jak razem odchodzą. Mogłam powiedzieć. Z pewnością to wkrótce będzie też oczywiste dla młodego Rolana. o czym myśla łam. wzmocni twój sta tus i szacunek. − Widzę. że Wiktoria ma takie śliczne nogi. albo inaczej staną się złe. miało coś wspólnego z jego nielegalnymi interesami. co nie jest dla wszystkich oczywiste.do twojej szkoły i do księżniczki Dragomir. Przysłała cię tutaj twoja rozpacz. że tak. Dzięki tej sukience.powiedziałam kpiąco.Miałam uczucie.Jesteś przeznaczona do lepszych rzeczy. Wszystkie te dziewczyny mówią. Próbujesz to wypełnić przekonując siebie. bardzo złe rzeczy. Twoje życie jest w Stanach. że byłaś na dobrej drodze do zostania świetnym strażnikiem. w której nakazujesz mi opuścić kraj. gdzie zmierzało wielu dampirów i morojów. by . . Wskazał na drzwi. Tutaj nie ma dla ciebie życia. Mówią. jakim honorem jest bycie przydzielonym do ostatniej z Dragomirów? Mogłabyś spędzić swoje życie w elicie. . To samo przytrafi się tobie. No proszę bardzo . którą właśnie zdobyłaś.powiedział. Wkrótce imprezy składkowe staną się najbardziej ekscytującą rzeczą w twoim świecie. jeśli tu zostaniesz. Och.ciągle nie byłam tego pewna.

ale nauczyłam się wystarczającej kontroli. A tak w ogóle. że to gra w spro wadzenie do łóżka dwóch sióstr. Ale jest jeden krok od tego. . Jeszcze nie.134 - . że miał czelność mówić do mnie w ten sposób.Tym albo innym sposobem. że twoje ręce są zakrwawione. Obdarzył mnie szorstkim śmiechem. Ona nie jest dziwką sprzedającą krew. Nigdy nie związałabym się z kimkolwiek takim jak on. − Och. by mówić mi. I możesz powiedzieć komukolwiek.Może uzna ciebie.powiedziałam lodowato. to zawsze w końcu się dzieje. Kto wie? . a pan Kislyak myśli.Nie obchodzi mnie czy masz strażników. że porzucasz tę drogę i wracasz do domu. Cofnęłam się trochę w stronę budynku. − Nie zamierzam tutaj grać w twoją grę. przyznaję.i że nie zamierzam wrócić. . Wszyscy myślą. Rose. czy mieszkania z jego ro dziną. Zranię cię. Gówno prawda. jako wystarczającą część rodziny i będziesz następ na. żeby zdecydować się go nie walnąć. że on jest facetem. to w co ty jesteś zamieszany? To moje własne sprawy. Szkoda dla niego. Nie po Dymitrze. Sonia o tym nie mówi. Facet był naprawdę wkurzający. Jesteś młoda. . na które jesteś jeszcze za młoda. tak jak to zrobił jej siostrze . po tym co zrobił i jak zostawił jej siostrę? Ponieważ ona nie wie.a uwierz mi. Mój wybuch nie wywarł na nim wrażenia. Jej… czekaj . Stanowczość Abe przeszła w chwilowe rozbawienie.krzyknęłam. − − A to niby jest? Chcesz upaść i tak jak twoja przyjaciółka.Zamierzasz zapakować mnie i wysłać tam statkiem? . Zmey. dla kogo pracujesz. Przynajmniej nie sądziłam. .to i tak skończysz sama z dzieckiem. Jego słowa były naglące i zdecydowane i nie mogłam uwierzyć. zostać dziwką sprzedającą krew? Nie nazywaj jej tak! .− − do tego wrócić. że to zrobię. czy to dla polowania na Dymitra.Mówisz. które prowadzę. który zrobił Soni dziec ko? Dlaczego Wiktoria miałaby się z nim związać. że Karolina jest mądrzejsza niż reszta. Ledwie żyłaś. jaką będą mieli. I właśnie przez wzgląd na życie. że nie zamierzam grać także w ich grę . . powinnaś wysłuchać mnie i powiedzieć. Jeszcze nie. że ich pierwsza miłość jest jedyną. Nawet jeśli nie jesteś wykorzystana przez kogoś takiego jak Rolan Kislyak . Nie do końca jesteś dobrym wzorem do naśladowania.Obdarzył mnie sarkastycznym uśmiechem. czy nie. jeśli powiesz cokolwiek jeszcze o Wiktorii. − − − − To było brutalne. jak powinnam przeżyć swoje życie? Słyszałam. Jak już powiedziałem. zostawałam w Rosji. bo mógłby mieć je wszystkie. wykorzysta ją. Kim ty jesteś.zmroziło mnie. staruszku. − To już nie jest moje życie . Nie zamie rzam już nigdy związać się z kimkolwiek.

Podejrzewałam. że Wik toria wróci jutro do szkoły. wyraźnie usatysfakcjonowany moją przenikliwością .albo raczej bezceremonialnością. W środku jest wiele sypialni. jego ciemne oczy zwężyły się w zamyśleniu. Będzie za późno.135 - . Do czego zmierzasz? Wiesz. jest to. Kto za tym stał? Kto mógł chcieć znaleźć mnie wystarczająco mocno. Gdyby rzeczywiście Abe chciał mnie porwać. − − − Z Wiktorią i Rolanem. Ewentualnie mogłabym nad tym pomyśleć. I nie szpieguj mnie więcej. . Wiktoria będzie w drodze do szkoły . Nie sądzę . − Wystarczy. Ona nigdy nie znajdzie ich o czasie. troszczył się o mnie wystarczająco. − Idę stąd. Praktycznie mogłam zobaczyć jak koła dotyczące spisków i dominacji nad światem kręcą się w jego głowie. by próbować na mnie tylko siły perswazji. Ona chce to zrobić. a jutro. To się kończy teraz. żeby wysłać po mnie tego faceta? Co dziwniejsze. ktokolwiek to był. że zaoferuję zajęcie jej miejsca. ale pierwsze. a ty nie możesz mnie zatrzymać. to uciec jak najdalej od Abe. że ledwo mogłam go usłyszeć. W oczywisty sposób robisz do czegoś aluzję. Z kim? Wskazał na drzwi. − − W takim razie pójdę powiedzieć to jej matce. więc po prostu to wyłóż. że czułam. znowu by go znalazła.i on nie będzie się ją już dłużej interesował. dawno by to zrobił. To się nigdy nie stanie. − − Dobra. Próbowałam kontrolować mój oddech. że jest w nim zakochana. Abe badał mnie przez kilka sekund. w którą przywiózł nas do Baia. by on ją zostawił. Cofnęłam się odrobinę. do czego zmierzam. A on wie. − − Ale z nimi to nie będzie koniec. Zmierzyłam go wzrokiem. W takim razie wywlokę ją stamtąd sama. Ona myśli. Cholera. Prawdopodobnie są już w jednej z nich. Dzisiaj ma z nią swoją ostatnia szansę. Miał okazję w noc. Nigdy z tobą nie wyjdzie. Wszystko co musiałby zrobić. musisz zrobić to przez Rolana. − − Jeśli chcesz ją chronić.zadrwiłam. w dużej mierze dlatego. Zrobił to tak cicho. i na pewno jej nie zmarnuje. co musiałam zrobić.Nie żebym chciała podsuwać mu pomysły. . Nawet gdyby wyszła. że jeśliby chciał to mógłby to zrobić. Uśmiechnął się. W końcu się odezwał. Co może zrobić po fakcie jej matka? Dać jej szlaban? Robiłam się zła. to zawieźć mnie do najbliższego lotniska.Jedynym sposobem. iż miał rację.

Właściwie prawdopodobnie nie użyłby nawet swoich dampirów. żeby kochać tego. ale ciągle mogłabym tam wbiec. Abe sam mógł dostarczyć odpowiednią ilość strachu . Potraktuj to jako oznakę dobrych intencji. że wyjedziesz z Baia. Ale uwierz mi. zgodziłam się. Zrobiłam krok do tyłu. Obiecaj. nie rozumiejąc w pełni konsekwencji własnych słów.i prawdopodobnie dobrego ciosu pięścią . to zrobi to.i że mógłby utrzymać Rolana z daleka na zawsze. Karolina odmówiła dołączenia do strażników i teraz wiodła przyzwoite życie ze swoimi dziećmi i pracą. Rose? W szalonym tempie myślałam o tym. Jakaś część mnie pomyślała. Co mogło się przytrafić Wiktorii? Mogła się stać taka jak reszta kobiet tutaj? Mogła być następną Bielikówną z dzieckiem? Nawet jeśli nie zamierzała stać się strażnikiem. o których się troszczył. Jeśli mu powiem. − − Dlaczego miałbyś to dla mnie zrobić? . Jednak wiedziałam. żeby cokolwiek stało się tym. co zrobiłby Dymitr. która .ponieważ to było to. żeby podejmować swoje własne wybory.to była stała i pozwalała jej utrzymywać godność. nie robię tego z powodów… cóż. Nienawidziłam myśli o tej melinie dziwek sprzedających krew. przynajmniej nie dla tych.136 - .Ale hej. Abe był przerażający jak diabli. żeby zostawił ją w spokoju. Nie pozwoliłby. co robić. − Nie jest. Sieć zaciskała się coraz mocniej. z pewnością na niego wpłynę.nawet jeśli nie była ekscytująca . jeśli z nim porozmawiam. bez zdawania sobie z tego sprawy i uderzyłam w ścianę. Była dla niego tylko zdobyczą . I tak oto. że Rolan jej nie kochał. Co zamierzasz zrobić? Strzelić im gadkę o molarności i tym sposobem na niego wpłynąć? Och. Jego oczy rozbłysły. Ale nie wiedziałam.zapytałam. Oboje mogliśmy wyczuć zamykającą się wokół mnie sieć. Na dobre. a ja się nim zajmę. że Wiktoria była wolna. Tłumaczenie: EmmaEmily . − − − Nie stanie się tak. Nie mogłam pozwolić. Mógł zmusić Rolana do zostawienia Wiktorii w spokoju. o których myślisz.i najwyraźniej Soni. − Taka jest teraz twoja taktyka? Proponujesz mi wymianę? Mój wyjazd nie jest warty zastraszenia jakiegoś morojskiego dupka.jak pokazała jego chęć zdobycia mnie . − Wyjadę z Baia. czy znalazłabym ją na czas. moja przyjaźń z nią nie zaszła aż tak daleko. kogo chciała… ale wiedziałam na pewno. Nie mogłam pozwolić żeby Wiktoria zeszła ze ścieżki i zrujnowała resztę swojego życia. że Abe mógłby . żeby ją wydostać . żeby stało się to siostrze Dymitra… Znałam go. Znałam jego opiekuńczą naturę. to to nie była dla niej właściwa ścieżka. Zupełnie nie wątpiłam w jego słowa.by to urzeczywistnić.

To nie była żadna tajemnica.powiedziałam. Nie wrócę.137 - . Zadrżałam wiedząc. Jest dużo łatwiej..zapytałam. jakim dupkiem byłam wobec Abe przez cały czas. Kiedy Pavel przekaże moje. która wróci do swojego świata.To wszystko.Rozdział piętnasty ABE SPOJRZAŁ NA JEDNEGO ze swoich strażników i szybko skinął na niego. . byłam za to odpowiedzialna. Trochę mnie to rozśmieszyło. Biorąc pod uwagę. jak tylko się odwróciłaś? Wcale nie! To przez niego Sonia jest w ciąży. Co prawda. myśląc o tym. Rose! Nagle w drzwiach pojawiła się Wiktoria. naprawdę zastanawiające było.odparł. − − Zrobione . Nie zapominaj o końcu swojej części umowy. Nawet w przyćmionym świetle alei. kim jestem. bez użycia siły. że jeszcze nie miałam stóp wsadzonych do cementu i nie zostałam wrzucona do oceanu. ale przecież Abe stał tuż obok. że Abe powiedział prawdę. Mężczyzna natychmiast odszedł. których nie chciał robić.. zauważyłam jak pobladła. − − − − On mnie kocha. kim byli jego pracownicy. jeśli ludzie po prostu sami zrozumieją i zrobią to. że Wiktoria automatycznie obwiniała o to akurat mnie. − Rolan wie.. o co proszę. ach. Ot tak. − − − − − − Więc dlaczego nie wyciągasz mnie stąd siłą? Nigdy nie lubiłem zmuszać kogoś do robienia rzeczy. Rolan się zgodził. na co się właśnie zgodziłam. Wie też. wiadome życzenie. Ubiliśmy interes . Jej twarz wyrażała mieszaninę niedowierzania i złości. − On cię wykorzystywał . po prostu? . kto dla mnie pracuje. I przez ‘zrozumieją’ masz na myśli ‘szantaż’ . Miała potargane włosy. − Coś ty zrobiła? Ten koleś przyszedł i kazał Rolanowi wynosić się stamtąd i nigdy więcej się ze mną nie widywać! A wtedy. . a nie wyglądasz na osobę. nie dowierzając..powiedziałam. Mimo to.powiedział Abe. W brązowych oczach Wiktorii pojawiły się łzy. to dlaczego uderzał do mnie. Skoro cię kocha. Po prostu wyszedł. Pavel spokojnie ciągnął ją za ramię. to wszystko się skończy. to było szybkie. Nawet Rolana. Obiecałaś stąd odejść. Wykrzywił usta w uśmiechu. Wow. a ramiączko sukienki ześlizgnęło się jej z ramienia. broniłam swoich poczynań.

Zwróciłam się do Abe.powiedziałam jej. − − Dlaczego miałabym to wymyślać? Chciał się ze mną umówić. Nic nie wiesz o nas. . nigdy nie zrozumiesz. Zmrużyłam oczy. Dalej miał ten cholerny. Podjęłam ogromny wysiłek. ale póki co.Nie jesteś częścią tej rodziny. że udowodnił swoje racje. Miłość to nie przelotny romans na zapleczu w trakcie imprezy... Za mną Abe słuchał tej wymiany zdań w milczeniu. . chciałam bić na oślep. Ale to niemożliwe. Odwróciła się i zaczęła torować sobie drogę przez tłum imprezowiczów. że właśnie została zraniona. wszechwiedzący wyraz twarzy. Westchnęłam. Cóż. moim problemem była Wiktoria. w moim wnętrzu wezbrały cienie. − Będzie próbowała go szukać. żeby pamiętać o tym.. Był z siebie niezwykle dumny i zapewne myślał. Dotrzymaj swojej obietnicy i opuść Baia. Martwiłam się o Wiktorię. jak tylko wyjedziesz z miasta! Jeżeli tak było. jakbyś kochała mojego brata. że go podrywałaś. w dodatku nie na teraz. a nie będę musiał. z malującym się na twarzy zadowoleniem.powiedziała drżącym głosem. Nie chodź już więcej za mną warknęłam. Nie będzie chciał już więcej mieć z nią nic wspólnego. Serce mnie bolało.to tylko dlatego. Nagle ogarnęło mnie wiele różnych emocji. że w odpowiedzi na jej okropne oskarżenie. ani o tym. . Robię to tylko dlatego. − − Jak możesz tak myśleć? Jestem twoją przyjaciółką! . czym jest miłość! Że niby JA nie rozumiałam miłości? Czy ona zwariowała? Gdyby tylko wiedziała. kiedy ją obserwowałam. jak żyjemy! Wolałabym żebyś tu nigdy nie przyjechała. Miałam ochotę go walnąć. Nie jesteś moją przyjaciółką .− To kłamstwo. To ona nie mogła tego zrozumieć. ile poświęciłam dla Dymitra. W takim razie skończyliśmy. Rolan nie miał być już nigdy więcej kłopotem. dla czego się żyje i umiera. . ale miałam pewne przeczucia. że powiedziała to co powiedziała tylko dlatego.. Wzniosłam ręce ku górze.. ponieważ była zdezorientowana i zdenerwowana. że Abe nie mylił się co do Rolana.. − To nie będzie miało znaczenia. rozumiem cię i przepraszam.138 - . co zrobiłam żeby teraz tutaj być. jeśli ceni sobie tą swoją ładniutką twarzyczkę. które sprawiały. że jesteś moją przyjaciółką. Nie. − − Wiktoria. To było coś. to była już zupełnie inna sprawa. nie zachowywałabyś się w ten sposób. Zależy mi na tobie.syknęła. Co do kolejnego faceta Wiktorii. − − W porządku. Gdybyś była moją przyjaciółką. Nie stawałabyś mi na drodze. Zachowujesz się. wszystko z miłości.

Jej głos był stłumiony przez drzwi. by go zobaczyć. gdybym to przeżyła. zanim zeszłam na dół. że mówili prawdę. Miałam inne rzeczy do zrobienia ze swoim życiem.a wtedy chciałabym tu zostać na zawsze. miałam poważne wątpliwości. O Boże. zatrzymałam się i stanęłam przed lustrem.To ja. czy by mi wybaczyła. Nie jesteś moim bratem! Nie jesteś nawet moją siostrą! Nie ma tu dla ciebie miejsca! Auć. była dla mnie. Z niewiadomych przyczyn chciało mi się płakać. Delikatnie do nich zapukałam. Ale nie była. Sprzeczka z Abem i Wiktorią podziałała na mnie jak kubeł zimnej wody. Nawet. Kiedy w pośpiechu szłam z powrotem do domu Bielikowów. Siedząc tam. czując się zagubiona i samotna. zwodziłam się.. Baia nie było moim miejscem. ale zawahałam się. że to głupie. Zamknięte drzwi do pokoju Wiktorii wpatrywały się uporczywie we mnie i musiałam zwalczyć pragnienie. że rodzina Dymitra była moją. Biorąc głęboki oddech. Proszę. Akademia również nie była moim domem. zatracona w wygodnej rodzinie Dymitra i ich prostym życiu. A co do Lissy.usłyszałam odpowiedź.139 - . gdy tylko tu przybyłam. to wywołałoby tylko kolejną walkę. żeby go zabić. Gdybym to zrobiła. już nie. I miałam sporo obietnic do dotrzymania.. Abe miał rację. biorąc pod uwagę to.moja obietnica złożona Dymitrowi. Ale Dymitr odszedł. To nie był mój dom. Wiktoria … Odejdź! Po prostu martwię się o ciebie. Opadłam na krawężnik naprzeciwko cichego. zwolniłam .− Mówiłam ci: zawsze dotrzymuję obietnic. żeby złagodzić smutek. Co ja tu robiłam? W pewnym stopniu. Albo. Kiedy byłam już jakieś osiem przecznic dalej. co widziałam wcześniej. Obietnica.. Chciałam Dymitra i Lissy. jaka mi została. Chciałam się pożegnać z resztą. jak i Abe. ale martwiłam się że stanie się to samo. próbowałam jeszcze raz wślizgnąć się do jej umysłu. Idąc do pokoju.powiedziałam głośnym szeptem. Wiedziałam. który mnie ogarnął po jego stracie. Zdałam sobie sprawę. jak kiedyś..nie dlatego że byłam zmęczona. to moja obietnica . zaczęłam nagle się zastanawiać czy to prawda. Wymknęłam się na górę do swojego pokoju. ich słowa mnie zraniły. − − − − − − Wiktoria . że nie byłam pewna. ze złamanym sercem. To nie był mój świat. Mimo. Byłam zła zarówno na Wiktorię. Niektórzy z rodziny Bielikowów już byli w łóżkach. udając. Opuszczenie domu Bielikowów było pierwszym i najpoważniejszym krokiem. ale dlatego. Nawet Abe miał rację. było rzeczywiste nastawienie się na to. dokąd idę. ale też stracona. żeby zapukać ponownie. Chciałam na powrót żyć tak. co gorsze. ale musiałam . kiedy wróciłam do domu. Wtedy stwierdziłam. że musiałam iść. jak ja ich chciałam. a jedynym sposobem. którą jakoś straciłam z oczu. skierowałam się na dół i wyszłam przez frontowe drzwi. . ciemnego podwórka w sąsiedztwie. ale inni dalej siedzieli w salonie. aż Wiktoria wróci do domu. . wybaczyłaby mi . Jedyna rzecz. że miała rację. ale nie chciałam ryzykować walki na korytarzu żeby inni usłyszeli.Nigdy więcej już nie chcę z tobą rozmawiać. Pół godziny później usłyszałam kroki na schodach i odgłos zamykających się drzwi do jej pokoju. W okamgnieniu mój skromny dobytek był spakowany. Nie! . mniej lub bardziej. czekając z obawą. porozmawiaj ze mną. że spojrzę w ich twarze i zmienię zdanie.

ale nie zrobiła za wiele. Simon. Kiedy Lissa próbowała go zapytać. Była w prywatnym odrzutowcu. wszyscy wydawali się o niej zapomnieć i dali się pochłonąć swoim własnym rozmowom. by poczuła się lepiej.. że zapytała. Natychmiast wślizgnęłam się do jej umysłu. kiedy już spotka się z Mią. że weźmie Jill pod swoje skrzydła przez weekend i pokaże jej niektóre z nowatorskich rzeczy. że to będzie dobry pomysł. Na szczęście. czy jest podekscytowany tym. Jedyną osobą. więc zaniechała wszelakich prób wszczynania rozmowy.140 - . Jeśli Jill była ogłuszona spotkaniem z najlepszymi uczniami Św. . − Wszyscy jedziemy na twojej reputacji . żeby je przełamać. było trochę dyskusji. czy pogarda. Podczas gdy ona była ożywiona i zawsze mogła prowadzić rozmowę. on stał z zaciśniętymi ustami i odzywał się tylko wtedy. było to. kiedy mówił do niej. wyszłaby z siebie. jakby był na nią zły o to.spróbować jeszcze raz. Lissa. co zawsze mnie śmieszyło. Ma nadzieję. że masz dobre stosunki z królową i chciał. Lissa nie mogła naprawdę bez zastrzeżeń stwierdzić.Jednym z powodów. ledwie wyjąkała „N-nie. Gapiła się na wszystko z rozszerzonymi oczami i nie odezwała się ani słowem w ciągu całego lotu na Dwór Królewski. Machała entuzjastycznie. że idzie na Dwór.i resztę rodziny. Musiałam się dowiedzieć. Reed. tuż przed wejściem na pokład. kiedy się spotkali. On również się pojawił. . jeśli Reed pójdzie z nimi. czy naprawdę mogłam odzyskać swoje dawne miejsce. jaką Lissa widziała rozmawiającą z Reedem. Ich ojciec doszedł do wniosku. był jej strażnik. żeby zabrała Jill kiedy wylądują. by wciągnąć Jill w rozmowę i sprawić. po prostu sprawiał. jedna osoba nie była: brat Avery. że czuła się niepewnie w jego pobliżu. prócz Avery. czy to była nieśmiałość. dziękuję”. wiedząc.powiedziała Avery. Lissa starała się nie zastanawiać za bardzo nad tokiem rozumowania Avery. Lissa była z tego zadowolona. Mia dotrzymała słowa. którą znałam. Lissa też się do niej uśmiechnęła i wymieniły szybkie pół-uściski . Reed po prostu wzruszył ramionami. Lissa zauważyła skrępowanie Jill. że nie będzie musiała niańczyć pierwszaka przez cały weekend. kiedy Lissa zeszła z pokładu. że Reed Lazar dalej był równie niemiły. Wprost szczęśliwa. Nie był tak naprawdę jakiś złośliwy czy coś. a wiedząc że Pan .Dyrektor Lazar grał kluczową rolę w pracach z Tatianą nad zorganizowaniem tej wycieczki. Rzeczywiście. Jego ton był niemal wrogi. Władimira. Nawet. Kiedy Avery zaproponowała jej kieliszek szampana. Lissa przesłała wiadomość Mii. żeby to przeszło na mnie. co pierwszego dnia. że ona i inni będą musieli od razu wziąć udział w jednym z przyjęć Tatiany. że z Jill będzie wszystko w porządku. Po tym incydencie. − Wszystko mi jedno. był całkowitym przeciwieństwem Avery. jeśli Jill była całkiem poza zasięgiem zainteresowania Lissy. Pocieszałam się również tym.coś. To był szok. Była bardziej zaniepokojona tym. Kiedy samolot wylądował. młodsza dziewczyna wydawała się doskonale bawić obserwując błazenady innych. Mia powiedziała. to wybranie się z nimi na wycieczkę otumaniło ją już całkowicie. dla których tata mnie puścił. a jej blond loki wzmagały się z wiatrem.przepraszam . że wtedy nawiążę z nią dobre stosunki i wówczas to przejdzie na Reeda . Avery przewróciła oczami i rozmawiała o tym ukradkowo z Lissą. jakich się nauczyła robić za pomocą swojej magii wody. Nie obchodzi mnie to. przejście ułatwiły mi moje niekontrolowane emocje.. ze względu na ich dawny status wrogów.

− Co? . że bym została... na kogo jest bardziej wściekła: na mnie czy na siebie.Mia zaczęła spekulować. tak sądzę. niespodziewanie wypłynęły na powierzchnię i zwróciły przeciwko Mii. kompletnie zszokowało Lissę. pewne osobiste sprawy.141 - .Co ja takiego powiedziałam? − Rose odeszła .odezwał się Adrian parę minut później. Te dziwne. .Przepraszam. Rzuciła szkołę i wyjechała po ataku. które narastały w Lissie tak często. Następne pytanie Mii. Ale nigdy nie przyszło jej do głowy. żebym ja też to zrobiła. − Tak.Po prostu jesteście ze sobą tak blisko nawet bez więzi. To ona jest egoistką. jakby ją spoliczkowano. Zakładałam.. . że po prostu zniknęłam z powodu urazu psychicznego po bitwie. . żeby pójść ze mną i to odkrycie uderzyło w nią. teraz nagle potrafisz czytać w myślach? . że nie powinna odchodzić jako pierwsza. Lissa nie powiedziała już nic więcej. wciąż dobijała samą siebie.zapytała Lissa. − Wiem. − Gdzie jest Rose? Po wymienieniu skrępowanych spojrzeń. że poszłybyście za sobą na koniec świata. Sama Mia również miała swój temperament. . że Mia zapyta o te 'osobiste sprawy'. że wiesz. Naprawdę się zmieniła. z wielu powodów. o czym myślisz . a strażnicy zaprowadzili wszystkich do wewnętrznej części dworu. które mogła zrobić dla mnie przed atakiem.. − Co. nie ja.Życie Mii przeszło przez taką rewolucję. Odkąd wyjechałam. − − − Dlaczego nie poszłaś z nią? Co? .powiedziała Lissa. Mia powitała Jill tak serdecznie. Uśmiechając się ciepło. Masz to wypisane na całej twarzy. Nie ma szans. że z łatwością przeszła by z czymś takim do porządku dziennego. a potem myślały o szczegółach.Lissa zająknęła się.Dlaczego miałabym to robić? Rose rzuciła szkołę. że skrępowanie młodszej dziewczyny zniknęło. no cóż. że poczuła się winna i zła w tym samym czasie . . Słowa Mii sprawiły. Nie próbowałam cię oceniać.i nie była pewna. − Przepraszam. skoro byłyśmy tak blisko. Tak.. . Tylko paru ludzi wiedziało o moich poszukiwaniach Dymitra i Lissa chciała.dopytywała się Mia. Przerabiała na okrągło rzeczy. więc przestań się tym zadręczać.. ale przeczekała i podniosła ręce w przepraszającym geście. żeby tak pozostało. a w jej zielonych oczach zaiskrzyło podekscytowanie. kiedy już Mia odprowadziła Jill i obiecała. − Nie muszę. gniewne wahania nastroju. ponieważ były pewne sprawy. myślałam. Lissa obawiała się. A Rose nigdy nie pozwoliłaby ci iść ze sobą.Lissa przedstawiła kogo trzeba. . zapadła cisza. że zobaczą się później. Te słowa dotknęły mnie i wyraźnie zszokowały Mię. rzeczy które sprawiłyby. którymi musiała się zająć. Mia odwróciła wzrok od Jill i przeniosła na Lissę. to wydaje się. Większość myślała.

Nie wiem. Avery delikatnie objęła Lissę. Poczucie winy całkowicie ją pochłaniało i czasami mogła je przekształcić w złość. że od razu nie pomyślała o tym. Przeszłość już jest za nami. Lissa okazywała więcej smutku. . śmiejący się wyraz twarzy Avery. − Myślałem. − Hej. że nie pomyślała o tym. że gdyby poszła ze mną. którzy . Ciemne uczucia zagotowały się w jej sercu. że to najmądrzejsza rzecz. dobrze? Zobaczymy się z tobą w recepcji. Lissa wciąż czuła żal w sercu. mogłaby mnie trzymać z dala od kłopotów.powiedział Adrian ostro. że zrozumiałaś . hej. gdy ja sama je odwiedzałam. co mogłaś. Nie . jak mnie zawsze zaskakiwały chwile powagi Adriana. w którym grupy musiały się rozstać. w stronę oddalającej się sylwetki Adriana. Czasami była zła na mnie za podjęcie takiej decyzji. Zdołała się nieco uśmiechnąć.powiedział Adrian w zakłopotaniu nieco marszcząc brwi. − − − Nie wiesz tego. że powiedziałaś. To zaskoczyło Lissę tak samo. Lissa dalej dręczyła się nieprzemyślanymi komentarzami Mii. żeby złagodzić ból. Ruszaj ku przyszłości. Nękały ją w taki sposób. posyłając Adrianowi ostre spojrzenie. taka właśnie powinna być jej pierwsza reakcja na mój wyjazd.zwyczajny. ani ja nie widzieliśmy u niej takiej pasji. równocześnie rzucając gniewne spojrzenie. że jest możliwy. że ty byś - Nagle przerwała im Avery. i teraz Lissa była torturowana jeszcze większym poczuciem winy niż wcześniej. dziewczyny idąc do jednej części zakwaterowania. jaki nie wyobrażała sobie. Ale nie była. królowa zorganizowała małe przyjęcie dla największej elity wśród wszystkich gości. Mogłam ją do tego namówić. ale zamiast tego kiwnął głową i wraz z Reedem oraz kilkoma strażnikami odwrócił się w stronę męskich kwater. − − − Wszystko w porządku? . jednak pomimo swojego radosnego nastroju pokazywanego na zewnątrz.Nie mogłaś. Tak długo.142 - . − Wiem! Możesz w to uwierzyć? Myślisz. jak się o mnie troszczyła. Zostaw ją w spokoju. jak wówczas. Nie dobijaj się tym. Byli w miejscu. Nie długo po przybyciu grupy. że mam depresję? Jak już mówiłam. żeby wpadać w depresję.nie dawaj sobie więcej powodów. nie było to. niż jakichkolwiek innych emocji. Tym. to ona mnie porzuciła. Tak sądzę. Jej największym problemem było to. albo powinnaś była zrobić. . a jej humor pogorszył się jeszcze bardziej. Od mojego wyjazdu. Adrian wyglądał. Nie. Byłam jej najlepszą przyjaciółką. czym tak naprawdę się martwiła. ale ani Adrian. W miarę mijania wieczoru. jakby chciał jeszcze coś powiedzieć. Hej. Nie za bardzo to pomagało. Mówię poważnie . które były tak samo luksusowe i wystawne. a chłopcy do innej. jej humor się nie poprawiał.Weszli do królewskich kwater dla gości. jaką kiedykolwiek powiedziałaś. kto powiedział. żeby ze mną pójść.Myślałem. zastąpiła troska. Adrian był zaskoczony. że to zaimponuje Adrianowi? Roześmiały się. − Myślę.

brwi Tatiany niemal podeszły pod jej włosy. Raz. Moje imię oczywiście nie padło z jej ust. Ciężko było stwierdzić. że zostanie moją strażniczką . To byłby dla niej wielki krok. Ale trzymając swoje mroczne uczucia w zamknięciu. kto jak sądzę. że znajdziemy jakiś znakomitych kandydatów dla ciebie. Moja mama nagle podeszła do niej zaraz po tym.Jestem pewna. − Zanim wyjdziesz .. znajdę wreszcie. zwłaszcza odkąd myślała. że królowa zawsze wydawała się organizować takie czy inne imprezy. mamy dla ciebie dużo lepsze wybory.powiedziała grzecznie Lissa ze ściśniętym sercem. Nigdy mnie nie lubiła. Jednak w pewnym momencie. Przynajmniej tak było kiedyś. nie była Hathaway. .powinnyśmy się zająć twoimi strażnikami. Lepszy wybór od Janine Hathaway? Marne szanse. Byłam trochę zszokowana. jak wyjechałam.Bielikow był dobrym człowiekiem. Szaz. ale kiedy to mówiła. jeśli chodziło o ten rodzaj imprez. Póki co. Szazi. moja matka była klasycznym przykładem tego. przynajmniej. że Tatiana uważnie obserwowała. Lissa szybko odkryła.przyp. Moja mama była bardzo lojalna jej obecnemu przydziałowi. .faceta o imieniu Ibrahim.powiedziała niespodziewanie Lissa. − Janine Hathaway? . którzy trzymali pełen szacunku dystans. nie pij więcej. Nie wiedziałam o tym. Przeniosła na nią wzrok. ale na dobre i na złe 20 jesteś bez żadnej ochrony. ale wkrótce wyjdziesz ze szkoły. Równie dobrze mogłabym nigdy nie istnieć. Lissa uważałaby to za zabawne. mógł być moim ojcem . Lissa była dobra w graniu swojej roli miłej arystokratki. Królowa nie lubiła mojej mamy jeszcze bardziej. W pewnym momencie jej życia. Ginger 21 W końcu królowie zawsze mówili o sobie w liczbie mnogiej . „Młoda kobieta” Tatiany. teraz Lissa zauważyła. proszę .kimś.i co ważniejsze. moooje szczęście! Kochamy polskie seriale. Nie. jak Avery flirtuje z Adrianem. postanowienie Lissy niemal się zachwiało. Jeśli nie liczyć imprezowania na boku. Nie. czy królowa to aprobowała. Jednym z nich jest kobieta . Ta młoda kobieta jest tylko parę lat starsza od ciebie. .szczęśliwe znalezisko. niż nie lubiła mnie. kiedy Tatiana narzekała na mnie za coś.Królowa zrobiła taktowną przerwę.143 - . że mam zamiar uciec z Adrianem.przyp. czy tego chce czy nie. nie da się tego ubrać w delikatne słowa. z którym moja mama była związana .oprócz tego. odwołała się do mężczyzny. Królowa wyglądała na szczęśliwą. . kiedy Lissa imponowała innym arystokratom i dostojnikom. że Tatiana chciała. Avery wydawała się być modelową dziewczyną . Przed Dymitrem. Lissa wpatrywała się w roztargnieniu w bąbelki w swoim nietkniętym szampanie. Myślimy 21.powiedziała Tatiana . Stały razem z Lissą w grupie miłośników i pochlebców. Ale już tak nie uważała. Zabawne 20 . Szazi . przeczytałam tą historię w jej umyśle.przyp. nie potrzebuję żadnej ochrony . − Strażnikami. Wasza Wysokość? − Cóż. co się rozumiało pod pojęciem całej zajebistości. żeby ostatecznie to Lissa zeszła się z Adrianem. była bez wątpienia kimś pod kontrolą królowej . Janine Hathaway zaoferowała.przybyli na Dwór.. że Lissa miała „odpowiedniego” przyjaciela z arystokracji i była równie zadowolona. którym była przedstawiana. że ma inne zobowiązania.

. szarozielonymi oczami. co powiedział jej kiedyś Wiktor Daszkow. czując się. Hej. Może jednak na coś przydawała się nasza różnica językowa. więc spojrzałam w górę. siedząc tam na krawężniku. Uważał. kto mógłby mnie znaleźć. czy to nie było jedną z przyczyn tego. − Muszę stąd wyjść. Prawdę mówiąc. Stara kobieta stała tam. pocieszając się jej przyjaznymi. Westchnęłam. że Reed mógłby mnie wprawiać w jeszcze większe zakłopotanie? Dwóch ludzi próbowało z nim porozmawiać. a bystre. o co chodziło. że nie lubiła mojej rodziny. o których mówiłaś. Poza jego szalonymi planami zabójstwa i porwania.coś.. − Co się stało? Dom się zawalił na twoją siostrę? . uprzejmy uśmiech dla królowej i podziękowała jej szczodrze. Wiktor Daszkow był szalonym łajdakiem. żeby się zamknęła. Gdybym miała zgadywać. − Boże . Usłyszałam kroki na chodniku. czego przyczyny nie mogłam znaleźć. Każdy był częścią jej planu i nie było szans. albo może Wiktorię. jakby ona też kiedyś była zainteresowana tym facetem i musiałam się zastanowić. Lissa przeprosiła królową i przeszła przez pokój. Podejrzewałam. co jest? Lissa zerknęła na Tatianę i odwróciła się z powrotem do Avery. To znaczy. że podział władzy był nieodpowiedni . którzy mieli za dużą władzę.. że królowa brzmiała tak. − Tak szybko. Lissa przybrała słaby. . Lissa znowu miała tą dziwną myśl o tym. że wiesz? Kiedy to się stanie? Avery się uśmiechnęła. Potwierdziły się moje wcześniejsze wątpliwości: Lissa już mnie nie potrzebowała.powiedziała Avery. którego idee nie zasługiwały na uznanie. przebiegłe oczy patrzyły na mnie dezaprobująco. Przez krótką chwilę.Myślisz.Pamiętasz te wszystkie dobre rzeczy. Niemal wpadła na Avery.i niesprawiedliwie wykorzystywany przez tych.zapytałam. Chwila ta minęła tak szybko. dramatyczny wygląd Avery zesłabł. tak… ciągle nawijała i nawijała. tak szybko jak tylko pozwoliła na to grzeczność.. Moje emocje dalej szalały. . Wróciłam do siebie. którą znałam. obstawiałabym Abe. że działo się coś dziwnego. Ale to nie było żadne z nich. a on ich zniechęcał. Obie z Lissą rozumiałyśmy. właśnie powiedział Robin Badica. w co Lissa również czasem wierzyła . To była Yeva. ale mimo wszystko. jej wąskie ramiona okrywał szal. uspokajający oddech. . że poczucie winy po komentarzu Mii.144 - . Zacisnęła usta. kiedy zobaczyła twarz Lissy. Wiktor chciał również rozpocząć wśród morojów rewolucję. To była gra Tatiany. jak nadeszła. a oczy walczyły z łzami. jakby miała wybuchnąć z żalu i złości.Lissa wzięła głęboki. ale nadal. dalej miałam to wrażenie. żeby jej się sprzeciwić. To nie jest fajne rozdrażniony. . nie była tą samą Lissą. albo efekty uboczne używania ducha mogły na nią wpływać. jak tylko chcesz. Wtedy. a jednak.było to.

Unikasz wielu irytujących rozmów. uwydatniając nieziemski wygląd. że nie? Kazałaś Paulowi grać tłumacza? Tak jest łatwiej . czy naprawdę wiedziała. Nie robisz tego. zaśmiałam się. Wzdłuż kręgosłupa przeszedł mnie dreszcz. przynajmniej dopóki nie miałam dowodu. Dużo śnisz? Czasami . kogoś. − Ty. Świeciłaś jak gwiazda i widziałam cię jako wojownika. − − Przez cały czas udawałaś. A zamiast tego? Siedziałaś na miejscu i chodziłaś bez celu. Dalej byłam oszołomiona. W moich snach.powiedziała. po co przyjechałaś. . A odkryłam. − − − − − − − Nawet mnie nie znasz! Ale od pierwszego dnia. Słyszałam o tym. Ale jestem rozczarowana. Dlaczego? Dlaczego mnie nienawidzisz? Nie nienawidzę cię. Wystrzeliłam w górę. − Nie.145 - .. kto może dokonać wielkich rzeczy.− Nie możesz tu już dłużej zostać . Jesteś równie kiepska.Czasami moje sny są prawdziwe. Przyglądałam jej się uważnie. Rozczarowana? Czym? Śniłam. że Amerykanie prowadzą najbardziej irytujące rozmowy ze wszystkich. Światło księżyca błysnęło jej w oczach.. że przyjdziesz. Czekałam na więcej. . ty mówisz po angielsku? Parsknęła. − Niezła. Śniłam. O tym również śniłam. ale nie chciałam w to uwierzyć. Kiedy nic nie nadeszło. lśniłaś. .powiedziała po prostu. zastanawiając się. Niczego nie robisz. − Przyszłaś szukać Dimki. − − A co to dokładnie jest? Wiesz. żeby spróbować go zabić. jak każdy wróżbita będący oszustem. co to jest. Byłaś moim dowodem. kiedy nie mówisz w jakimś języku. zamieniałaś moje życie w piekło. Nawet w ciemnościach mogłam zobaczyć. Czasami nie. jak złość rozpalała się w jej oczach. − Oczywiście. I to dlatego się rozczarowałaś? Yeva owinęła się ciaśniej szalem. Szczęka mi opadła. że Dimka był martwy. wymijająca odpowiedź. o czym mówi. Musisz go znaleźć.powiedziała.

że byłam niesamowicie wzburzona. Robisz właściwą rzecz . Zawiesiłam swoją torbę na ramieniu. po co przyszłam. . Nie chciałam również rozmawiać z Nikolai. . gdzie teraz iść. W takim razie wyjeżdżam. ani w Ameryce. − Widziałam tylko tyle. Mimo. jak obiecałam sobie. nie mam czasu na te zagadkowe wskazówki. ale kiedy już doszłam do centrum miasteczka. było to. Jego twarz wyrażała zdumienie. więc ulżyło mi. więc ruszyłam tam dziarskim krokiem. Kiedy doszłam na miejsce.146 - .Zabierzcie mnie do Nowosybirska. I zabiję Dymitra. tak. Tłumaczenie: Szazi . Nie miałam domu ani tutaj. że jestem zainteresowana.Powiedz innym. Obiecałam Abe. jedynie coś około półtora kilometra. Świetnie. ostatecznie zdecydowałam się odejść. to już sama wiedziałam! − To jest to. Jeśli mi nie możesz pomóc. nie chciałam nikogo budzić. że dołączę do niego i do innych niezaprzysiężonych. − − − W porządku. nie sądzę. w którym powinnaś być. szykując się na to. co się stanie? Zabiję go? − Nie mogę zobaczyć wszystkiego. Jednak złapałam się na tym. .− Co masz na myśli mówiąc „spróbować”? . że wrócę do Stanów. śmiałych słów w kościele. co miało teraz nadejść.powiedziała.To nie jest miejsce. żebym zrobiła to. Odebrało mu mowę. byłam zadowolona widząc. Opuszczę Baia. co widziałam.wymamrotałam. że światła były wciąż zapalone. oskarży. Nie wiedziałam gdzie to było. że dotrzymuję swoich obietnic. Tak. cóż. Jęknęłam. jak mu powiedziałam. nie chciałam uwierzyć. a ja nie oglądałam się za siebie odchodząc. znalazłam gościa idącego wzdłuż ulicy. Wiedziałam. żeby naprawdę wierzył. że opuszczę Baia . . − Zmieniłam zdanie.. który wskazał mi kierunek.. . Stała cicho. Dotrzymam. − O. − Ale to wszystko co masz? Tyle. Jedyną rzeczą. Adres nigdy nie wyleciał mi z głowy: Kasakowa 83. Powiedziałam Abe. Pomimo jego wcześniejszych. kiedy mnie zobaczył. odchodząc. − Cholera. Idę z wami. to nic nie mów. że dziękuję za wszystko.Widziałaś. Adres był blisko. więc ja zaczęłam gadkę. która mi pozostała. tak. . że mogłaby właściwie znać moją przyszłość. powiedz im. Ale stała cicho. czy powie coś jeszcze: upomni mnie. słyszałam .I tym sposobem.Wzięłam głęboki oddech. I że mi przykro. Zastanawiałam się.ale nie obiecałam.nie chciałam jej uwierzyć. kiedy Denis otworzył drzwi. że musisz go znaleźć. da mi więcej tajemniczych słów „mądrości”.

gdy dotarliśmy już do Nowosybirska. która miała mieszkanie w centrum. Artur i Lev byli zachwyceni. że miałam zupełnie inne podejście do polowania na strzygi.jak alejki. Dotarliśmy do Nowosybirska drugiego dnia podróży. tłumami ludzi podążających do pracy i tą samą. że podzielę ich szalony entuzjazm dla lekkomyślnego polowania na strzygi. które nocą były zatłoczone . wypełniony drapaczami chmur. że słyszałam o jego rozmiarze. Dojazd zajął nam jakieś piętnaście godzin i chociaż zatrzymaliśmy się na noc w hotelu. to krew i cierpienie. Dla jasności. A do tego potrzebowałam pomocy. piękną architekturą. Chcieli poznać moje metody zabijania. była podekscytowana pomysłem uwolnienia świata od strzyg. że największe miasto na Syberii będzie następnym miejscem moich poszukiwań. Stale powtarzali. gdy ludzie znikali z tego typu miejsc. Pomimo. że wpadniemy na strzygi. że strzygi lubią polować w miejscach. Nie było nic. Ofiary z grupy Denisa zawdzięczały to raczej bezmyślnemu rzucaniu się do walki. ale opierając się na faktach mogłam powiedzieć. ale ciągle jak na miasto był spory. jak do nich dołączyłam uświadomili sobie. Była nieco starsza od nas i to właśnie dlatego miała swoje własne miejsce. o czym mogłam myśleć. A w szczególności próbowali mnie wybadać. W zamian raczyli mnie opowieściami o swoich własnych przygodach. albo w odosobnionych . W związku z tym. odkąd nie miałam zielonego pojęcia gdzie był Dymitr. Mogłam wykorzystać ich wsparcie. I. plan Denisa zakładał głównie przeszukiwanie tych punktów zaczepienia. Nowosybirsk okazał się być nie całkiem tak duży jak one. I im więcej nad tym myślałam. że będzie podobny do Moskwy albo Sankt Petersburga.147 - . które zamierzają zabić. dodatkowo. dampirki o imieniu Tamara . że była kolejną niezaprzysiężoną i tak samo jak reszta. I Po prawdzie. nie wyobrażałam sobie. którzy nie przestawali gadać o wszystkich strzygach. niedługo po tym. Lev. Nikt nawet nie zauważał. moim głównym celem było po prostu dotarcie do Nowosybirska. czym chciałabym się chełpić. teatrami. zmieniając się po drodze za kierownicą. tym coraz bardziej zdawałam sobie sprawę z tego. musiałam wymyśleć sposób na zdobycie jakiś informacji. Jednak moje straty wynikały z przewagi liczebnej wroga. jak jeden z planów niezaprzysiężonego gangu dampirów. Chcieli wiedzieć. to właśnie mogli zostać gorzko rozczarowani.Rozdział szesnasty DENIS I JEGO DWÓJKA NIEZAPRZYSIĘŻONYCH przyjaciół. to wszystko. Moje własne doświadczenia nie różniły się bardzo od ich: ja też straciłam przyjaciół. niż oni. I rzeczywiście.słodkiej brunetki. gdzie łatwo było porwać ofiarę. czego się nauczyłam. Mając na uwadze wszystko. ale stracili sporo swoich przyjaciół. W rzeczywistości. Moją pierwszą myślą było natychmiastowe porzucenie tej grupy i rozpoczęcie działań na własną rękę. zajęło im 6 godzin. Wydawało się jakby czekała. logiczne wydawało się to.jak nocne kluby. ich plan nie wydawał się taki porządny. Jej angielski nie był zbyt dobry. że zamierzam zostać członkiem ich grupy. Chcieli wiedzieć. Ale jeśli oczekiwali. Zatrzymaliśmy się u ich przyjaciółki. ile strzyg zabiłam. zabili kilka strzyg. Chociaż mój umysł zawsze wracał do tych kwestii. jak wyglądała bitwa. w której brałam udział. że samotne rzucanie się na widok strzygi byłoby tak samo głupie. przyjaciel Denisa miał samochód. Zrozumienie. którzy tak samo jak oni byli nastolatkami. Ale ostatecznie. to wciąż spędzałam zbyt dużo czasu ściśnięta w niewielkiej przestrzeni z trzema chłopakami. że wiele ode mnie nie wyciągną. w nadziei. aż chłopcy . którym wyruszyliśmy do Nowosybirska.

148 - . że również dlatego. ale byłam cholernie dobrym strażnikiem. Denis.powiedziałam. ale wiedziałam.przerwał mi Denis. Ważne więc było. Ale czy sama nie zabijałaś w pojedynkę strzyg? . natychmiast rozpoznałaby.Jeśli znajdziecie się w sytuacji bez wyjścia ..Będziemy pracowali razem. ale szybko zaczęli słuchać mnie z głęboką uwagą.ta następna część kolidowała z moimi wielkimi planami. co wzięłam za niewielką opatrzność losu. Przyznałam się w myślach. więc Tamara przeszukała dla mnie swoją szafę. Będziemy patrolować cała salę i znajdujące się za klubem zaułki żeby… Czekaj . I na końcu będziecie mogli dokonać swoich zabójstw. . jako grupa. że byłam wśród nich najlepsza w walce. .Co masz im do powiedzenia? Właściwie. że nie podzielam ich entuzjazmu. Byliśmy w niewielkim saloniku Tamary. Tamara była mojego wzrostu i miała podobną budowę. Gdy znajdziemy strzygę. która upodabniała go do moroja. co tylko bym powiedziała. jak chłopcy zrobili ze sobą porządek.odparowałam. Zabijcie i ocalcie siebie. że zajmiemy się nim w odosobnionym miejscu. . jeśli można tak powiedzieć.Zwykle się rozdzielamy. żebyśmy nie skupiali na sobie uwagi. Wysoki wzrost i super szczupła budowa ciała Lissy. Jakakolwiek strzyga. co jego brat Nikolai. zapomnijcie o pogadance i poskramianiu.. która znalazłaby się blisko nas. co na swój sposób było zadziwiające. wyglądał szczególnie dobrze. Byłam nieco zdziwiona widząc. − − − Będzie nam szło lepiej w piątkę. Ubraliśmy się więc zgodnie z naszym zadaniem. że w jej grupie jest jeszcze jedna dziewczyna. . Nazwijcie mnie arogancką.Nie zapomniałam o ostrzeżeniach Sydney. muszę z nimi porozmawiać. to pytanie brzmi: co one mają mi do powiedzenia. Wydawała się czerpać dużo radości z poszukiwania dla mnie ubrań. ale tak jak inni szybko pojęła. więc nie martwcie się tym. Wbijemy na arenę klubu. szalony czy nie. . Nie mogłam pozwolić. ciągle urzeczeni moją renomą wielkiej gwiazdy. Zdawała się szczególnie podekscytowana faktem. uniemożliwiała nam dzielenie się ubraniami.w pułapce albo w bezpośrednim zagrożeniu. Najwidoczniej wyglądałam na pewną siebie i wystarczająco nieprzejednaną. Albo prawie strażnikiem. Moja nagła zmiana zachowania na początku ich zaskoczyła. Tak. będziemy się musieli upewnić. albo miała wystarczająco dobry wzrok. I dlatego dajecie się zabić . Gdy nadeszła pierwsza noc polowania na strzygi. Moje kilka ubrań na zmianę zupełnie nie odpowiadało imprezowym standardom. w końcu wyszłam na pozycje lidera. Był najwyższy w grupie i miał mizerną budowę ciała. . Waszym zadaniem będzie je poskromić. Dlaczego? . Właściwie to miałyśmy podobny rozmiar. żeby przez wzgląd na moje własne poszukiwania dali się zabić. . . to nie zajmie wiele czasu. Ale. Słuchajcie. Musieliśmy wyglądać jak inni. Musieliśmy bezproblemowo przemknąć się przez skanowanie otoczenia w poszukiwaniu ofiary. ale miałam szczęście. że muszę to powiedzieć. − − − − − Dobra .przyjadą do miasta na polowanie.zapytał Denis. . że jesteśmy dampirami. ludzcy bywalcy klubów. siedząc na podłodze. Część naszego planu przewidywała pójście „incognito”. żeby zdecydowali się zgodzić na wszystko.Ale zanim je zabijemy.spytał Lev.Tak to się będzie odbywało. Przynajmniej nie wyruszyła sama. patrząc każdemu po kolei w twarz. Miał te same ciemnozłote włosy i brązowe oczy.

W zamian Tamara zdecydowała się ubrać mnie w czarne jeansy i czarny bezrękawnik. − Jesteśmy najgorętszymi pieprzonymi łowcami wampirów na świecie . ale lubiłam dobrze wyglądać. Teraz nie ma w pobliżu żadnych strzyg. Robiłam Dymitrowi wiele żartów na temat tego. która nie zabierała uroku reszcie stroju. którą nosiłam.zapytał Denis. nie mogłam powstrzymać się przed pokręceniem głową. obcisłą sukienkę. którą słyszałam w USA tuż przed wyjazdem. Oczywiście . − − Czy w pobliżu jest jeszcze jakiś klub? . Ale po jakiejś godzinie tańczenia. Trzymajcie się razem. gdy chłopcy patrzyli na mnie w ten pełen podziwu i szacunku sposób. Oglądając się w lustrze musiałam przyznać. Tamara zaoferowała mi też biżuterię. jak szybko odnalazłam się w rytmie. − − − Chodźcie . nie pojawiła się żadna strzyga. a następnie pod wpływem światła błyskowego trafiłby ją szlag. był nazar wiszący na mojej szyi. ale ona znalazła seksowną skórzaną torebkę. żeby ogarnąć również ten obszar. zostałam ogłuszona przez uderzającą w parkiet piosenkę techno.powiedziałam do reszty.w żadnym wypadku . nie wyczuły w pobliżu nieumarłych. W tym przypadku nie potrzebowałam mojego wzroku. wynikające z bycia naznaczoną pocałunkiem cienia.udawać dziwki sprzedającej krew. To było bezsensowne. ale jedyną rzeczą. Wspomnienia naszej kłótni ciągle bolały i nie zamierzałam przez to odpuścić sobie tej nocy.Potańczmy chwilę i zaczekajmy. a nie jakbym była jakimś kawałkiem mięsa. Nic. zdecydowanie przyciągnięta przez aspekt " niebezpieczności". ale gdy weszliśmy. gdzie już wcześniej znaleźli strzygi. Na jej widok tylko pokręciłam głową i oddałam ją z powrotem. Wyruszając koło północy.przyciągało strzygi. które były właściwie nieco dokuczliwe dla dampirzych oczu. Część mnie mówiła. Był krępy. Denis zaprowadził nas do klubu. A szczególnie lubiłam. Gdyby tylko wiedzieli. ani też .spytałam.149 - . Po prostu wiem.mruknęłam. że odwaliła kawał dobrej roboty. Moje zdolności odczuwania strzyg. Jasne było również to. a potem wyszliśmy na zewnątrz. . z krótko obciętymi włosami i beztroskim uśmiechem.jak zgadywałam . że powinnam zawsze być czujna. to trochę młodsza lub starsza młodzież. wpatrując się we mnie z ciekawością. . gdyby nadeszło jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Nasze małe grono ruszyło na parkiet.Na początku zaproponowała mi krótką. Minęło dużo czasu odkąd ostatnio tańczyłam i byłam nieco zdumiona tym. Miejsce było zatłoczone i ciemne. ale mój system alarmowy na strzygi natychmiast zerwałby mnie do pionu. co . jak to naprawdę było niebezpieczne. z błyskającymi światłami. że Rosja i Wschodnia Europa są zacofane w muzyce o jakieś dziesięć lat.Kilka bloków dalej. Większość ludzi tutaj. Mój kołek wymagał kryjówki w postaci kieszeni w kurtce. Przystałam też na fryzurę i makijaż. Zeszliśmy z parkietu i zaczęliśmy krążyć na obrzeżach klubu. która przypominała mi tę. . Znajdowaliśmy się w gorszej części miasta.powiedział Artur. Skąd wiesz? . Nasza zdolność widzenia w nocy zaadoptowałaby się do panującej tu ciemności. którą miała na sobie Wiktoria. Nudności były raczej trudne do zignorowania. że stracili tam też jednego ze swoich niezaprzysiężonych przyjaciół.

Dla nas to było zbyt dużo.zapytał. bo napisany był cyrylicą. Wiedziałam. Chłopcy wzruszyli ramionami. a Denis powtórzył moje pytanie Tamarze. otaczając ramieniem dziewczynę blisko mojego wieku. Dostrzegłam.150 - . jakbym szła po drinka. − Macie jakiś pomysł. Ciągle liczyłam tylko na moje zdolności wyczuwania strzyg. Cicho! Zaczęło mnie ogarniać to dziwne uczucie w moim brzuchu. − − A to za co? . Podczas gdy zmierzaliśmy w kierunku baru.albo ten facet-strzyga używał na niej wpływu. jak użytkownicy ducha . Bardziej uderzająca muzyka. Na końcu mogłam właściwie rozpoznać jarzący się znak. Jeszcze więcej świateł błyskowych. a on przetłumaczył. Znajduje się pomiędzy tym budynkiem.spytałam pozostałych. a Lev już ruszył po drinka. Na naszych oczach facet-strzyga zaprowadził dziewczynę w dół małego. oznajmiający wyjście. gdzie trzymają kubły na śmieci. były to prawdopodobnie obie z tych rzeczy. gdzie mogą prowadzić te drzwi? . − − Tam jest mały zaułek z tyłu klubu. że znalezienie ich w tłumie jest o niebo trudniejsze. Zapominając o swojej przykrywce. A przynajmniej przypuszczałam. Niepokojące było to.. Zrobiłam kilka kroków w kierunku wyjścia i moje nudności zmniejszyły się.powiedziałam do nich. jak zawładnęła nimi ta sama niecierpliwość. Mężczyzna-strzyga stał z dala od tłumu w rogu. Oparłam się pragnieniu uderzenia go. przeoczając. że bliższa rewizja mogłaby ukazać śmiertelnie blada skórę i czerwone oczy. Wykrzyknął coś po rosyjsku.. − Tędy . Wnioskując z jego uśmiechu. że nawet ludzie to czuli. które charakteryzowały wszystkie strzygi. tym razem z odrobiną strachu. Znowu ruszyliśmy na parkiet. Tam.jak Lissa. Przesunęłam się w kierunku baru i wzrosły. W przydymionym świetle wyglądał niemal atrakcyjnie. Poza tym. tu nie ma nawet żadnych. Może teraz potraktują to poważnie. . Miałam go.Podążyliśmy za nim i zastaliśmy podobną scenerię: kolejny tajemny klub ukryty w zniszczonym budynku. − − Jeden nie zaszkodzi. Nikt tam zwykle nie zagląda. Moje napięcie było zaraźliwe. ledwo widocznego korytarza. że to ten znak. A nawet lepiej. Trzepnęłam go w ramię. Możemy się tam dostać z drugiej strony klubu? . tym razem w twarz. Wymieniłam spojrzenie z Tamarą i zmarszczyłyśmy nasze nosy. nie potrzebując słów by wyrazić nasze obrzydzenie. Nie miałam wątpliwości.Ruszajcie się w takt muzyki. kto jest dwa razy szybszy od ciebie? Nonszalancko wzruszył ramionami. Strzygi były zdolne do zniewolenia innych tak dobrze. starałam się utrzymać swoją mowę ciała tak. Dobrze. że najpierw zaniepokoił mnie zapach. a fabryką. Dziewczyna mogła nie być zdolna zobaczyć tego w zaciemnionym klubie . Przez cały czas moje oczy ogarniały obrzeża tłumu. Tak wiele ludzi generowało wiele potu. przestałam tańczyć i zaczęłam skanować tłum w poszukiwaniu przyczyny. Większe tłumy. co zidentyfikowałam jako przekleństwo. Za bycie idiotą! Jak będąc pijanym zamierzasz zabić kogoś. Odpowiedziała.

błyskawicznie zareagował. Zrobił to tuż przed tym. Gdy moja grupa rozdzieliła się. − − Tak. Jednak ciągle był silniejszy i jego przygwożdżenie do muru było krótkotrwałe. Pośpiesznie wyszliśmy z klubu frontowym wejściem. jak uderzenie z przeciwnej strony trzasnęło strzygą w moją stronę. że żadne z nich nie miało prawdziwych umiejętności walki. W następnej kolejności strzyga rzuciła się na Denisa. po czym rozdzieliłam naszą grupę na dwie. Draśnięcie takie jak to nie było dla nieumarłego zabójcze. Natychmiast rzucił dziewczynę i w czasie jednego odstępu pomiędzy uderzeniami serca. Powinnam była wiedzieć lepiej. Mając nadzieję. jeśli było tam tak bezludnie. Gdyby mój szalony plan przesłuchiwania zawiódł. rzuciłam się w zaułek ze wsparciem z tyłu. że on i jego ofiara wciąż byli za klubem. a jakiś głos odpowiedzialności w mojej głowie. jak na niego warknął. który brzmiał podejrzanie podobnie do Dymitra. Nie marnowaliśmy czasu. żeby powalić go z nóg. jak mówiła Tamara. Tamara złapała go za ramię. Odepchnął ja. Wystarczająco szybko okrążyłam łukiem Denisa. powstrzymując przed upadkiem. . Zrobienie tego byłoby mądrą i odpowiednią rzeczą. Niesprawiedliwie założyłam. oczywiście pod warunkiem. Ona też była szybka. żeby lecąc nie mógł mnie przewrócić. Artur i ja ponownie uskoczyliśmy. jest otwarte z obu stron. Artur i ja w tym samym momencie rzuciliśmy się na strzygę. gdy pewniej stanął na nogi. Potężny cios posłał Leva w powietrze. I prawie mu się udało. że właśnie tam chciał ją zniewolić i wypić jej krew. żeby zajść go z dwóch stron i złapać w pułapkę. niemal dotykając ustami jej szyi. ale ledwo powstrzymała go przed skoczeniem na strzygę. że ciągle żyje. Naprawdę niezła strategia. Tak szybko jak tylko usłyszał pierwszy krok. niż w solidną. Przeszli ten sam trening. W rękach Denisa błysnęło srebro i udało mu się częściowo przejechać kołkiem po policzku strzygi. że to jest moja szansa by go zabić. Pochylał się nad nią . zamiast na Artura. Miałam wolną przestrzeń i kołek w dłoni. miałabym na sumieniu śmierć pozostałych. Brakowało im tylko dyscypliny. żeby się odsunęła. ale za bardziej prawdopodobne uznałam to. uruchamiając swój oszałamiająco szybki refleks. zanim będziemy mogli go otoczyć. Uderzenie w nie było najprzyjemniejszym uczuciem. mnie i Tamarę. celując w nogi strzygi. Było ich tylko dwóch. wolałabym uderzyć w metalowe kontenery.151 - . wspólnymi siłami rzucając nim o ścianę. prawdopodobnie miał nadzieję błyskawicznie ich wyeliminować i zwrócić się na nas. ale dotyk srebra bolał i słyszałam. ale Denis okazał się niezwykle szybki. jednak cios nie był wystarczająco mocny. Plan był taki. Trafił. Doskonale. co ja. Ku mojej uldze. ale nie potrafił uderzyć jej wystarczająco mocno. Zaklęłam cicho. Było całkiem możliwe. Miałam rację. Ponieważ był taki szybki. zwłaszcza. rozejrzałam się bacznie po tyłach klubu i zobaczyłam strzygę przyczajoną z dziewczyną w cieniu kontenerów. ale jeśli miałabym wybierać. Szybko się uwolnił. kilka koszy na śmieci uratowało go przed zderzeniem się ze ścianą budynku. ceglaną ścianę. Denis uniknął ciosu i uderzył nisko. że zaprowadził ją gdzie indziej. przestrzegł mnie. Jednocześnie. wybrał rzucenie się na Denisa i Leva.Denis poczekał na odpowiedź Tamary. Jego kły pokryły się śliną.

ale wkrótce na nowo podjął walkę. to on upewni się. które wcześniej zrobił mu Denis.. kto to zrobi. jak Lev też dokłada swoją siłę. że nie uda mu się szybko uwolnić. Denis natychmiast je przetłumaczył. robiąc nacięcie. W dalszym ciągu kontynuowałam tortury kołkiem. robiąc głębokie nacięcia. że zginie bolesną i powolną śmiercią. Szczerze rozwścieczony. Nigdy w całym swoim życiu.zażądałam.− Pomóż nam! . próbując swoją wagą utrzymać jego tors w miejscu. który nie brzmiał jak przekleństwa. − Powiedz mu. Przemieściłam kołek i przeciągnęłam nim głębiej po rozcięciu. Strzyga znowu krzyczała. Od niego zależy.krzyknęłam. które zabiłyby każdego człowieka. co powiedziałam . przyłożyłam swój kołek do jego szyi. i cóż. W końcu wyrzucił z siebie potok słów. Czwórka z nas zmagała się z powaleniem strzygi na ziemię i w końcu udało się nam go przyszpilić plecami do chodnika. czy stanie się to szybko czy wolno. Utrzymanie go w takiej pozycji nie było proste. nie spodziewałam się. . moroja czy dampira. wymachując kończynami we wszystkich kierunkach. ale czułam się usatysfakcjonowana. − Mówi. co przypuszczalnie było moim pytaniem. Pochyliłam się nad jego twarzą. dzisiaj umrze. podczas gdy reszta zajmowała się jego nogami. Tamara rzuciła się na strzygę. Były takie szorstkie. Usiadłam na nim. nie dbając o to. a Denis pokręcił głową. gdy kontynuował rzucanie przekleństw po rosyjsku. Denis przetłumaczył kolejną wyzywającą odpowiedź strzygi.152 - . − Znasz kogoś o imieniu Dymitr Bielikow? . Ale najgorsze jeszcze się nie skończyło. nawet strzygę. − Powiedział. Przesuwając się do przodu.. Chwilę później. − Tłumaczcie to. Przynajmniej dopóki piątka z nas go trzymała.domagałam się odpowiedzi. że nie zamierza się z nami bawić w żadne gierki. Posłałam mu uśmiech wypełniony złośliwością. co nie brzmiało zbyt przyjaźnie. Krzyknął coś niezrozumiałego dla mnie. że te słowa wyszły z moich ust. że będę kogokolwiek torturować. dopóki nie zacznie mówić. Dołączyła do nas kolejna para rąk i podnosząc wzrok zobaczyłam. kto się tak nazywa i jeśli Dymitr jest twoim przyjacielem. To go na chwilę wstrzymało. a zajadłość promieniowała z jego oczu. szybkim kopniakiem trafiając go w żołądek. że nigdy nie słyszał o kimś. żeby nie usłyszała tego ochrona klubu. ale na twarzy widać było zdeterminowanie. dorównującą jego.. a ja modliłam się. Denis powiedział po rosyjsku coś. albowiem usłyszałam imię Dymitra. Szarpał się z niesamowitą siłą. Mocniej przycisnęłam kołek i przeciągnęłam go wzdłuż szyi. Tak czy inaczej. okrutne. Mogłam poczuć jak zaczyna się między nami gubić i wówczas z powrotem dołączył do nas Denis. Z jego ust spływała krew. Strzyga nie przestawała się ruszać. Strzyga warknął z powrotem w odpowiedzi. że zamierzamy z nim pogrywać. Szczerze mówiąc to nie mogłam uwierzyć. krzyczał z bólu.

żeby mógł pokrótce wytłumaczyć naszą specyficzną lokalizację. Odchyliłam się od niego i spojrzałam na Denisa. dziewczyna poruszyła się lekko i jęknęła.. Rysą na mojej strategii było to. zbadałam jej szyję. ludzkiej dziewczyny. Gdy jej dotknęłam. Rana była stosunkowo niewielka i tylko lekko krwawiła.Niemal uśmiechnęłam się na widok jego ostatnich wysiłków stawiania oporu. Chłopak. Strzyga zaprowadził ją w najbardziej zaciemnione miejsce. żeby całkowicie go osłoniło. jakby myślał. że uwalnianie świata od kolejnej strzygi jest złe. przecież dzwonię. żebym następnym razem dała ci znać? Tak. To było coś.Co powinniśmy zrobić? Zostawić ją. odzywając się po rosyjsku.. − − Rose .153 - . Jego kołek mocno i szybko uderzył w serce strzygi. Sydney odebrała. który przyjedzie upewni się. I to wcale nie jest tak.. Ugryzł ją. . − − − − − − − − − Rose? Co się dzieje? Wróciłaś do Sankt Petersburga? Tak.powiedziałam. . co wzięłam za dobry znak. . Brzmiała śpiąco. że strzyga mógł kłamać. za co Denis mógłby umrzeć. Nastąpiła nieznaczna pauza. Mam dla was coś do posprzątania. Gdzie jesteś? Dałam do telefonu Denisa. .Dlaczego pytasz? Mmm.przerwałam mu. czy ty aby nie chciałaś. że tego nie robił. Nie zamierzam być tutaj. Po kilku sygnałach.Śmiało możesz go zabić.powiedziałam. Gdy to zrobiłam. chwila moment. kiedy się zjawi.. . że pytam o człowieka albo dampira.Co ty masz zamiar. jak moi współtowarzysze obserwują mnie z lękiem i strachem. Wyjaśni wszystko. Przyklękając. − W takim razie jest bezużyteczny . Gdy skończył. Gdzie jesteś? W Nowosybirsku. Chwilę później jego wariacka szamotanina ustała i złe świtało w jego czerwonych oczach zniknęło. Nie miałam sposobu żeby to sprawdzić. Wstaliśmy i zobaczyłam. Macie tutaj swojego agenta? Oczywiście . oddał mi telefon i powiedziałam Sydney o dziewczynie. Nie wahał się. gdzie była najbardziej widoczna. gdy przyjedzie. O rany. Brzmiał. Coś w jego odpowiedzi przekonało mnie. . który przez tydzień leżał zgnieciony w mojej kieszeni.Sydney? Tu Rose. tak. − − − − Jest poważnie ranna? Nie wygląda na to ... Poza tym. a nie o strzygę..powiedziała ostrożnie. przesuwając się w stronę nieprzytomnej. Tym się nie przejmuj . że nic jej nie będzie i że nie zacznie rozpowiadać żadnych historii. Hej. ale nie zabrał wiele krwi. Hej. Ostrożnie odciągnęłam ją od kontenera na śmieci w kierunku światła. poprosiłam Denisa o pożyczenie komórki i wykręciłam numer.spytał w końcu Denis.

I on nie jest dampirem. To było jasne. a teraz szantaż. − − Śmiało . Tej nocy złapaliśmy jeszcze dwie strzygi i zdołaliśmy powtórzyć ten schemat postępowania. . ale potrząsnęłam głową. .. żeby zacząć przesłuchanie. Tak jak inne strzygi. Mam zamiar rozerwać wam gardła! . Denis otworzył usta. tak jak pozostałych. Powiedziałam grupie. ..warknął facet-strzyga. że całkiem chętnie podążyliby za mną dosłownie wszędzie. Sydney. Mnóstwo przekleństw po rosyjsku i żadnych nowych informacji.− − − − Rose.. że w ich oczach stałam się jeszcze bardziej odlotowa i nabrałam pewności.. bym mogła ryzykować ujawnienie nas światu. Szukamy dampira o imieniu Dymitr Bielikow.Wiesz. po prostu nikomu nie mów.zarówno psychicznie. Spadam stąd .. Moja przedziwna zdolność wyczucia nieumarłych sprawiła.. No proszę. Gdy już byłam przekonana. Ale rezultaty były takie same. gdybyś nikomu więcej nie mówiła. Ten przynajmniej mówił po angielsku. − − Słuchaj .jeśli to zrobisz. .Po prostu powiedz nam to. Nie skończyliśmy jeszcze na dzisiaj. Boże. ale ostatecznie zdołaliśmy go przygwoździć. Jednak ona tego nie wiedziała. że kołek był przy jego szyi. Rozłączyłam się i oddałam Denisowi telefon. kiedy to się będzie działo. − Zajmę się tym. Było jeszcze więcej walki niż z innymi. ale po tej trzeciej z kolei doszłam do wniosku. nie zważając na to. ale nie dałam jej szansy. To utrudniło mi zadanie. żeby uważała mnie za wystarczająco niezrównoważoną. dlaczego grupa Sydney robiła to. wyczułam czwartą strzygę.. Gorzej.powiedziałam Denisowi. na przykład komuś takiemu jak Abe. co chcemy wiedzieć. że dzwoniłam. − Chodźcie chłopaki.I byłabym naprawdę wdzięczna. jak oni byli czasem lekkomyślni... co dalej? Najpierw tortury.próbowała po raz kolejny.zawahałam się .154 - . Rozumiałam.powiedziałam z narastającą niecierpliwością i zmęczeniem. ale mając na uwadze to. Bo w innym wypadku.. kogo lubiłam. że jestem już zmęczona . że strzygi nie mogą nic nam zaoferować. klął i szamotał się. Mamy zamiar zdjąć jeszcze paru. żeby przestali mi ufać. bo próbowałam przesłuchiwać strzygi. co masz.powiedziałam jej. − − Rose. spotęgowany pierwszym tej nocy zabiciem strzygi. Gdy skracaliśmy sobie drogę przechodząc przez tyły fabryki. Wkrótce ich entuzjazm ponownie wzrósł. Dzięki. że możemy wracać do domu. co robiła i nie ryzykowałabym ujawnienia. Uwielbiali to. Rose. proszę. Skoczyliśmy na niego. . pozwalałam niezaprzysiężonym je zabijać. że mieli mnie za wariatkę. przestanę dzwonić. Oczywiście blefowałam.powiedział zadowolony z siebie strzyga. . . Modliłam się.. moje zachowanie nie było na tyle dziwne. Znam go . jak i fizycznie. Groziłam komuś. Sydney. Będziemy w kontakcie..

Z satysfakcją. zmuszając się do zachowania spokoju. − Teraz go wypuścimy. że nie wiedzieliśmy o przemianie Dymitra i jak każda arogancka strzyga. Rose Hathaway. Ciągle powtarzałam sobie w głowie te słowa. mając wyraźnie nadzieję. Mój kołek zagłębił się nieco bardziej. że ten strzyga był zadowolony z rozmowy. − Teraz go zabijemy? Pokręciłam głową. Myśl. − Rose Hathaway . Denis patrzył na mnie niecierpliwie.Nigdy go nie widziałeś.powiedział i plunął we mnie.to mam dla niego wiadomość. Teraz co noc z nami poluje.powiedziałam. Byłam zmęczona i najwyraźniej musiałam się pomylić. A teraz idź i powiedz Dymitrowi. wprawiła mnie w zdumienie. Nie jestem twoim chłopcem na posyłki .jeszcze mocniej nacisnęłam kołek. . Powiedz mu.powiedział. Powiedz to . z uniesionym i gotowym do działania kołkiem. był zadowolony mówiąc nam jeszcze więcej. że łatwo będzie znaleźć Dymitra. Kołek jeszcze mocniej napierał. na co wykrzywił się z bólu.155 - . że się poddałam i skierowałam swoje życie w inną stronę. Zapamiętam je. − − Będziesz czymkolwiek zechcę. − − Jeśli to prawda . niemal sprawiając. że je zapamiętasz.syknęłam w odpowiedzi . Niech to cholera. żeby móc cię zabić. którą dostarczysz. Nie myśl o Dymitrze zabijającym ludzi. − − Kłamiesz . patrząc na mnie wilkiem.Powtórz moje imię. ale spudłował. że szuka go Rose Hathaway. Tłumaczenie: Ginger_90 . przez moją głowę przebiegły tysiące myśli. prawie zupełnie godząc się z niewykonalnością mojego zadania. co ci kazałam. żebym była pewna. Zabijam z nim. Przypuszczał.Nie zdając sobie z tego sprawy. powodując upływ krwi. Szuka go Rose Hathaway. Cały czas go widuję. nazwałam Dymitra dampirem. Mój żołądek skręcił się i to nie miało nic wspólnego z bliskością strzygi. Przyjechałam do Rosji myśląc. W ciągu ułamka sekundy. odchyliłam się do tyłu. − Twój przyjaciel został przebudzony. uwidoczniając krew. Ta nadzieja została zniweczona w jego rodzinnej wiosce. Nie myśl o Dymitrze zabijającym ludzi. pijąc krew takich głupich dziewczyn jak ty. że wreszcie mogłam być blisko czegoś. . że to sprawi nam ból. Nic dziwnego.

że rzeczywiście sobie poszedł. I jeśli strzyga. którzy zginęli z powodu takiej głupoty. ale zareagowali nadspodziewanie dobrze na moje polecenia. że Artur będzie mieć się dobrze. co . Popadliśmy w rutynę. Mi rzucił szczególnie nienawistne spojrzenie i zadrżałam na myśl. dampiry miały skłonności do przejmowania ludzkich harmonogramów. Wymienili ze sobą niespokojne spojrzenia. Moje serce wciąż bolało z powodu tego wszystkiego. a ja zastanawiałam się co zrobię. pozwalając mi myśleć. ale nie kwestionowali ich. że ktoś wyrządza wiele szkód. ze prawdopodobnie znowu zostanie obezwładniony i ostatecznie postanowił czmychnąć. Kiedy próbował pójść za nami pewnej nocy. by Abe mógł mnie znaleźć. Twierdzili. Inni poszli za moim przykładem. Na zewnątrz. taki jak miałam w Akademii. czy źle. mniej więcej. Ale nic więcej nie można było z tym zrobić. gdy strzygi będą grasować po ulicach. gdy niebezpieczeństwo było blisko. że Artur nie żyje . Ale potem przybył jeden z Alchemików Sydney. Dzwoniłam do Sydney za każdym razem. że musi na jakiś czas przerwać polowanie. musiałam na niego nawrzeszczeć.Rozdział siedemnasty PRZEKONANIE ICH. a nasze zabójstwa nieco ustały. Ciężko było mu to zrobić. nawet dla niezaprzysiężonych. Chcieli mnie jako swojego przywódcę i pokładali wiarę w moje czyny . że strzygi rzeczywiście stały się ostrożniejsze. ale zaleciłam innym by byli szczególnie ostrożni. Wśród społeczności strzyg biegały pogłoski. i wyleczył Artura.nie ważne jak chore się wydawały. jeśli mnie nie posłuchają. Zaznaczył. ale szybko sobie uświadomił. Jako największy z nas był trochę zbyt pewny siebie i dlatego został nieźle zaskoczony. Co jakiś czas. zaniosła moją wiadomość. gdy tylko puściliśmy strzygę pojawił się nowy problem. w świecie ludzi. Moje przesłuchania nie miały dla nich wszystkich sensu. Rzucił nam jeszcze jedno groźne spojrzenie i zniknął w ciemności. ale musi przez jakiś czas odpoczywać w łóżku. Jedno z nich próbowało grać bohatera.nie było łatwe. ale nie miałam żadnej satysfakcji z ich adoracji. Artur niemal skończył ze wstrząsem mózgu. Początkowo raz jeszcze zaczął nas atakować. W końcu moja surowość i autorytet zwyciężyły. Zaczynali czcić mnie jak boginię. Ale pozwolić Strzydze odejść? To było naprawdę szalone. odkąd zabiliśmy w tym tygodniu kilka innych. Przez kilka rozdzierających momentów obawiałam się. jak bardzo szybko grupa zaczęła polegać na moim przywództwie.i to byłoby moją winą. że znał moje imię. Musieliśmy się upewnić. zapewniając mnie. Oczywiście. Nie mogłam zdecydować czy to dobrze. jakaś inna strzyga mogła specjalnie tutaj przybyć. Teraz przestawiłam się na nocny plan. przypominając mu o wszystkich ich przyjaciołach. To był moment otrzeźwienia dla nas wszystkich. Postępując w ten sposób. że mój plan będzie miał szansę zadziałać. że nie jest tu po to. gdy strzyga rzuciła nim o ścianę. albo wychodziło bez nas. Nie sądzę by pokonanie go przez grupę nastolatków podwyższyło jego poczucie własnej wartości. sprawdzając kluby i niebezpieczne części miasta. No dobra. która miała dzienną pracę. Mogłam mieć tylko nadzieję. jako że byłam ich przywódcą. by mnie odszukać. dostrzegałam odrobinę tej stukniętej lekkomyślności. Nie chciałam spać w czasie. Naturalnie poza Tamarą.zwłaszcza kiedy mieliśmy go złapanego w pułapkę . Facet zapewnił nas. nie doceniało strzygi. Dni mijały. gdy zostawiliśmy zabitego. że nie chcą żadnej części strażniczych zasad i władzy. polegając na moich przeczuciach. ŻEBY PUŚCILI STRZYGĘ . którą puściliśmy. Zabawne było dla mnie to.156 - . Denis i reszta przeboleli pozwolenie mi na wypuszczenie jednej strzygi.

tym bardziej ją to drażniło. o zupełnie innej naturze niż Tatiana. który próbował zrobić wrażenie na dziewczynach za pomocą swoich umiejętności muzycznych . Wiedziałam. Choć nie całkiem zdawałam sobie sprawę. W szczególności Lissa czuła. Kontrowersyjna sprawa.Masz pojęcie. Z radością uciekała z takich wydarzeń. gdy ludzie tacy jak Christian i ja próbują to zmienić . ale to nie miało znaczenia. Była tam cała masa napojów i jedzenia. który służył jako doradca w komisji.chociaż podczas tej podróży nie używała ducha. którzy żyli na Dworze miało stałe mieszkania. Był jednak wystarczająco słodki. że było tam wiele dzieci . Gdy jednak nie byliśmy na zewnątrz polując na strzygi. Większość ludzi. które psuły Lissie nastrój. mówiącą: Niech strażnicy walczą a moroje będą chronieni. Większość z nich była naturalnie rozpieszczona i bogata. doprowadzało Lissę do wściekłości.takich jak Mia . Lissa nie znała tak naprawdę ich gospodarza. pragnąc dzikiego wypadu z Avery. starając się myśleć tylko o tym. których Lissa spotkała na Dworze. Kontynuowałam zatem odwiedzanie Lissy.powiedziała Avery. Było bezpiecznie. rozglądając się dookoła. o której Lissa nic bliżej nie wiedziała. Niezależnie od powodu swoich nastrojów.przydarzyło się Lissie i Dymitrowi. oraz jej gniew i poczucie winy pozwalały jej rozpoznać potencjalne znaki ostrzegawcze . odkąd jego rodzice byli poza miastem. posiadała staro-szkolną mentalność. Reszta wizyty u Lissy była ciągiem innych funkcji i formalnych przyjęć. Tak naprawdę jego muzyka była na tyle okropna. − Na to . celując w martini Lissy. Avery zawsze była w stanie znaleźć i spędzać czas z ludźmi. jak to morojscy arystokraci rozmawiają o interesach. jak efekty uboczne używania ducha. Rezydencja posiadała zewnętrzny dziedziniec oświetlony przez pochodnie i sznury migoczących światełek. że działanie ze społecznością strzyg. które widziała już wcześniej. które osiągano. ale było jeszcze wiele innych rzeczy. czy moroje powinni uczyć się walki wraz ze strażnikami.ostrzegła któregoś wieczoru Avery.157 - . że prawdopodobnie odkrył nowy sposób na zabijanie strzyg. miałam dużo wolnego czasu. − Uważaj na to . żeby jego wielbicielki wydawały się nie troszczyć o to co śpiewa. wciąż była gorącym tematem.spytała Lissa. i to przyjęcie odbywało się w miejskiej rezydencji jakiegoś Szelskiego.słyszenie samolubstwa wśród morojskiej elity.których nie posiadał. Duszna polityka Dworska nigdy nie miało miejsca na tych przyjęciach. ponieważ ich rodzice tam pracowali. Zajęłam się swoim zadaniem. ile takich już . gdy tylko mogła. Zobaczyła to samo nadużywanie władzy. − Uważać na co? . . ile ich tam jest. Noc przed odlotem do Akademii. jakby byli czyjąś własnością. jakiś moroj stojący na zewnątrz z gitarą. kontynuowała poszukanie rozrywki i próby utopienia depresji. Im dłużnej słuchała. Wielu z tych. ona i Lissa były na przyjęciu. Avery naturalnie znała ich wszystkich. ten sam niesprawiedliwy sposób przydzielania strażników. co nie było dla nikogo niespodzianką . z którym nie miałam co zrobić.przynajmniej nie dla mnie. Po obejrzeniu rezultatów tej polityki i sukcesów. przybliża mnie do Dymitra.które mieszkały na Dworze Królewskim.

i strasznie niesprawiedliwe. jest to. Ty będziesz się starała przepchnąć jakąś uchwałę. Serena uśmiechnęła się i powiedziała Lissie. że mają dużo więcej doświadczenia niż ona. że spożywanie alkoholu jest częścią znamienitego pochodzenia mojej rodziny. − Jakoś wątpię. Podczas gdy Avery wciąż była w swoim dzikim i kokieteryjnym ja. przyglądając się jak jej otoczenie lekko zawirowało i poważnie zastanawiając się nad dołączeniem do jakichś dziewczyn tańczących na stole. Dziewczyna nie była arystokratką ale czasami. Lissa czuła się źle wiedząc. O to łatwo jest na imprezach. Lissa nie myślała. Jasnym punktem tego wszystkiego było to. − Hej. Jednak kiedy pozycja ochrony Lissy się zwolniła. ale Lissa po prostu skinęła głową i podziękowała Tatianie. której nikt tak naprawdę nie potrafił utrzymać w ryzach. Rozsiadał się na fotelu w pobliżu. Lissa przypuszczała. zależnie od liczebności strażników.− pochłonęłaś? Z tego co wiem. że picie pomagało odepchnąć wspomnienia tego. że mogłaby się pochorować. która nazywała się Serena. a ostanią rzeczą jakiej nam trzeba. Byli dość mili. Lissa w porównaniu z nim czuła się trochę jak amator.skłamała. Tylko nie pochoruj się czy coś. Lissa nie wiedziała ile druga dziewczyna wypiła. którą znała całe życie. po drugiej stronie dziedzińca. Avery popchnęła Adriana i wyciągnęła się obok niego na klubowym fotelu. . ale w oczach czaiła się odrobina niepokoju. a oni wtedy powiedzą: 'Pamiętasz jak kiedyś zalała się w pestkę i zwymiotowała na przyjęciu?' Lissa i Adrian śmiali się z tego razem. którego skutki przeważnie go rozluźniały. Przyjęcie ich wydawało się zdradą nas. Później Lissa dowiedziała się.158 - . Wargi Avery drgnęły w uśmiechu. − Nic mi nie jest . I znowu to samo: niesprawiedliwa równowaga sił. Obowiązek na pierwszym miejscu. Lissa wypiła duszkiem drinka. Tatiana oderwała Serenę od pracy dla przyjaciółki. żeby wszyscy wiedzieli. byłabyś zaskoczona. to nie . ale podobieństwo do Dymitra i mnie było przytłaczające. jako że Avery zawsze miała w ręku drinka. Tatiana przedstawiła ją jej przyszłym strażnikom: doświadczonemu facetowi o imieniu Grant i „młodej damie”. ale przypuszczalnie dużo. co zdarzyło się wcześniej za dnia. Za dziesięć lat ta grupa będzie twoimi rówieśniczymi członkami w radzie. nawet nie-arystokraci mieli przydzielanych strażników . Wydawało się również. − Pewnie. trzymając w dłoni swojego własnego drinka. że początkowo Serena miała być strażniczką dziewczyny.powiedział Adrian. powiedziała. że to nie ma znaczenia. że to musiało być trudne dla obu dziewczyn . Twoja rodzina ma wysoką reputację do utrzymania. Ona przez lata piła w łagodny sposób. ona nie miała szalonego czy idiotycznego wyglądu kogoś kompletnie zalanego. że dziewczyna Dragomirów nie może utrzymać w sobie alkoholu. szczęśliwa że może jej służyć. ale jak o wszystko inne i o to pomartwi się później.choć nigdy nie więcej niż jednego. że Adrian nigdy nie ruszał się bez trunku.

Opuszczając tamto spotkanie. tylko Dymitr może być na okładce .posłał jej jeden z perfekcyjnych olśniewających uśmiechów.Po co szukać gdzie indziej. miał mocno opaloną skórę i kształtne mięśnie. ja też jestem stronnicza. − . że jeśli nie miała odwagi pojechać za mną. Jak się masz? . Kiedy dostrzegła serwującego drinki machnęła na niego ręką. Wciąż masz sposoby. − Potrzebuje następnego martini .jeśli pogłoska była prawdziwa . który odrzucił bycie strażnikiem i w zamian wykonywał wszystkie rodzaje usług. mam najlepszą pracę na świecie. że go widzi.odpowiedziała. . a ty? Świetnie . że było odrobinę uzasadnionej zazdrości. Wyczuł zmianę w jej zachowaniu i jego przyjazny uśmiech zmienił się w uprzejmie obojętny. robienie masaży i . To jedno wciąż wprawiało mnie w zażenowanie. Bardzo dobrze.miewał „romantyczne spotkania” z królową. że czuła się coraz gorzej. by zażądać więcej.Czyż nie mógłbym postarać się bardziej niż zwykle. skrytej pod jego wesołym tonem. mogłabym przysiąc.powiedziała.ale przecież byłam stronnicza). − − − − Księżniczka Dragomir .D i preferuje żeby był bez tego kostiumu kąpielowego – Czarna. Jeśli istniałby kalendarz z najgorętszymi facetami dampirami w kostiumach kąpielowych. obejmując ramieniem Avery. . Był szczególną osobliwością na Dworze. Lissa przeklinała własną potulność. Nieważne. pomyślała. to powinna chociaż przytupnąć nogą i domagać się. Ambrose przyglądając się jej przerwał pracę. więc uciekłam myślami do jakichś mniej obrzydliwych rzeczy w moim życiu. Martini wydawało się jednocześnie uśmierzać ból i sprawiać. Uniosła swoją szklankę. dampir. Avery mówiąca jej. kiedy razem przyjechałyśmy do Dworu. czy mogę… Ambrose? Patrzyła ze zdziwieniem na faceta stojącego przed nią.Gdybym nie wiedziała lepiej. Ty zbereźnico! To czytają dzieci! . Mimo wszystko.Natychmiast. Postawa Lissy się ochłodziła.Cóż za nieoczekiwana niespodzianka.przyp. co szczerze mówiąc.Dlaczego nie przedstawiłaś nas swojemu przyjacielowi? On nie jest moim przyjacielem .burknęła Lissa. Ale jakiś ładny dampirzy pachołek? Nie do przyjęcia.Jej 22 OK. . by Tatiana dała jej w zamian moją matkę.Jest nikim. 22 Miał na imię Ambrose. Ginger . to jedno. Zgadzam się . patrząc z podziwem jak się oddala. że się z nią nie zgadza. Skinął jej lekko głową i odszedł w kierunku baru.159 - . Pod swoją szarą. Mogła zobaczyć dezaprobatę w jego twarzy. − − − Jezu . że za dużo pije.powiedział Adrian.jęknęła Avery.zapytała naprawdę szczęśliwa. ale Lissa mogła powiedzieć. i razem z Lissą spotkałyśmy go. Pomyślała. kiedy najlepsze rozwiązanie masz tutaj? . . nie miało dla niej sensu. Jej głos był tak perfekcyjnie wyniosły jak żadnego arystokraty. rozpiętą koszulą. . − Hej. jak np. by mi zaimponować Iwaszkow. Cudowny uśmiech nie zniknął z jego twarzy. . Wtedy Serena mogłaby wrócić do swojej przyjaciółki i ocalałaby choć jedna przyjaźń na świecie. on byłby modelem z okładki (poza Dymitrem . zabierając cię na śniadanie z moją ciotką? Avery posłała mu leniwy uśmiech.To dobry początek. .

. Nie myślałam. Mogę uderzać prawym sierpowym. Dał go jej bez słowa. które otrzymały. Powinnaś wziąć sobie coś do jedzenia. Mia i idąca za nią Jill. .Miło jest mieć obok kogoś rozsądnego pośród tego całego szaleństwa. Nie ma problemu . to tylko interesy. która ostrożnie usiadała na stojącym obok krześle. że będzie z nimi Jill. Ona jest naprawdę świetna. Lissa wciąż zastanawiała się.... − − − Hej . − Jak było? Dobrze się bawiłaś z Mią? Jill odwróciła się do Lissy z rozjaśnioną twarzą. .Hej. Mia pożegnała się ze wszystkimi i opuściła przyjęcie tak szybko jak przyszła. gdy dołączyły do grupy Lissy.Chcesz żebym sobie poszła? Nie . Potrafi zrobić mnóstwo rzeczy z wodą..spojrzenie powędrowało ponad głową Lissy i nagle obróciła się zaskoczona. Jestem zmuszona oddać wam Jill z powrotem.Mój tata dostał wezwanie i muszę z nim pojechać.odpowiedziała automatycznie Lissa. dzięki. − − − Wszystko w porządku. I nauczyła mnie kilku ruchów przydających się w walce. podlotek tu jest.160 - .powiedziała Mia.jej twarz stała się odrobinę zmartwiona.. − O tak. ale zmiękł trochę.Wszystko w porządku? Tak. gdy zobaczył Jill. . przeszły przez ogród obojętne na wstrząśnięte spojrzenia. Nie chcę zmuszać cię do wychodzenia. chyba. Adrian ostrożnie przyjrzał się Jill. jego zamiary nie były wcale romantyczne. − Dobrze się tu czujesz? Może chcesz żebym odprowadził cię do kwater gości? Tak jak wcześniej. chociaż niezbyt mocno. rozglądając się dookoła ze zdumieniem. Wydawał się troszczyć o nią jak o młodszą siostrę i uważałam że to było słodkie. że był zdolny do takiego rodzaju opiekuńczego zachowania.powiedział Adrian. Jesteś taki matkowaty . przewracając oczami na innych arystokratów rzucających jej pogardliwe uśmieszki i zszokowane spojrzenia. Ambrose wrócił z drinkiem Lissy. Jeszcze raz potrząsnęła głową. Jednak wyraźnie była niezadowolona z tego. − Masz na coś ochotę? Potrząsnęła głową. gdy ich mijała. . czy Christian interesował się nią jakoś szczególnie.drażniła się z nim Avery. Lissa przeniosła swoją uwagę na Jill.. jak echo wypowiadające na głos moje myśli. Te dwie wyraźnie nie pasowały do tego miejsca. − Nie. jeśli jesteś głodna. .. że.

czy Avery twierdziłaby. Lissa miała na sobie buty na obcasach i… źle postawiona stopa wysłała ją poza krawędź stołu.Wyglądasz niesamowicie. Zerwali czy nie. Ktoś zrobił wolne miejsce przestawiając wszystkie tace z jedzeniem na ziemię.161 - .odpowiedział.powiedziała Lissa. Lissa schyliła się i podniosła mini kanapkę. Chodzę do szkoły w New Hampshire . a następnie ustawili się w szeregu. prawdopodobnie dlatego. na których stały tace z przystawkami. próbując wymachiwać nogami. że wygląda na zalaną i nieodpowiedzialną. Jedna z dziewczyn dostrzegła Lissę i uśmiechnęła się do niej. Aaron o blond włosach i niebieskich oczach był przystojniakiem w typie surfera. z którym spała spojrzał na nią z uśmiechem. Nie sadzę by to był całkowity przypadek. To okazało się fatalnym pomysłem. uwolnił ją. Jego słowa uderzyły ją bardziej niż oczekiwała. Cóż. Ona. − Mój bohater . ale ona najwyraźniej nie myślała zbyt trzeźwo. To było bardzo zabawne. że zniknąłeś . Nie mogłam się powstrzymać od zastanawiania się. . Lissa odkryła.Z jakiegokolwiek powodu Lissa potraktowała „odpowiedzialny” komentarz Adriana osobiście. granej przez arystokratycznego chłopaka. Po chwili ona i reszta faktycznie usiłowali odrobinę zsynchronizować ruchy. Cóż. że i to będzie ją dręczyć za dziesięć lat. Wypiła wystarczająco dużo alkoholu by myśleć. Wstała i przechadzała się przed stołami stojącymi na ogrodowym dziedzińcu. co powiedziała. po czym lepiej przyjrzała się twarzy swojego wybawcy. Ruchy jej i pozostałych dziewcząt wahały się od jawnie seksualnych. ale nie mogła sobie przypomnieć jej imienia. Sprawy między nimi nie skończyły się dobrze. To wywołało kilka okrzyków od ludzi stojących naokoło.Odparł. Straciła drinka i niemal upadła. Lissa skończyła kanapkę i z drinkiem w ręku pozwoliła się wciągnąć na górę. wyciągając w jej kierunku rękę. Lissa zastanawiała się. gdyby zobaczyła go Mia. ale w swoim obecnym stanie. co by było. obserwując dziewczyny. że wszyscy inni dawali jej do zrozumienia. Aaron opuścił Akademię kilka miesięcy temu. że to wspaniałe spotkać wszystkich na przyjęciu. miło cię widzieć. Lissa spotkała ją raz. Teraz stół był używany przez tańczące dziewczyny.i pierwszy facet. choć na górę. pewny że może sama stanąć. Aaron i Lissa stanowili kiedyś trójkąt warty jakiejś opery mydlanej. . − Ciebie również . miała na myśli dokładnie to. − Hej. przynajmniej wcześniej tam były. zupełnie jakby bezpośrednio ją opieprzał. Zdecydowała. Zastanawiała się. ale para ramion złapała ją i postawiła do pionu. do drwiących z disco. że sama chce trochę jedzenia. − − − Co ty tutaj robisz? Myśleliśmy. Aaron? Były chłopak Lissy . nic . jak mogły rozróżnić jakikolwiek rodzaj dźwięku w tej okropnej muzyce.Tutaj odwiedzamy rodzinę. Tańczenie nagle wydało jej się świetnym pomysłem. które już wcześniej zauważyła. że gówniana muzyka nie ma tu nic do rzeczy i w tej mieszaninie złapała swój własny rytm. Zaczęli od kołysania ramionami w powietrzu.mruknęła.

Ich usta spotkały się i nie można było zaprzeczyć: pocałunek trwał odrobinę dłużej niż przyjacielski.Nic sobie nie zrobiłam. To nic takiego .stwierdziła Lissa. to nie twój interes. Było coś w jego oczach.i połowa z nich wyglądała na gotową by zemdleć. którzy przygotowywali lufki tequili. że dostała ją z innego źródła.Dać nam znać. A jednak mnie nikt nie pocałował tego wieczoru . a pocałunek między przyjaciółmi nic nie znaczył.wykrzyknęła Jill. . To był rodzaj jakiegoś konkursu .powiedziała. Jej spojrzenie wróciło do Avery. − Podoba mi się ten pomysł . w świetle tego. że przypomniała sobie jak bardzo był kiedyś dla niej atrakcyjny. . biorąc pod uwagę. że jej nie dostała .powiedział Aaron. to chyba ty powinnaś być tą zabawną . co się z tobą dzieje.162 - .To nie było nic poważnego. − − − − − Do zobaczenia .Nie sądzę. że ze wszystkich ludzi. podlotku .powiedziała Lissa. Jej twarz była przerażona. − Powinieneś zostać z nami w kontakcie . którą drażniło. Ale ty jesteś z Christianem! Jak mogłaś mu to zrobić? Wyluzuj. Nic mi nie jest .powiedział cierpko Adrian. Myślę.ale jeszcze bardziej zaskoczyło ją to. że pod wpływem alkoholu całowałam mnóstwo facetów. Patrząc w górę pozwoliła Aaronowi nachylić się i ująć jej twarz. co głupota .którą technicznie rzecz biorąc była. Bóg mi świadkiem. którego kochała. Zabawa to nie to samo.nie mogła poradzić na to. .dumał Adrian. Ale potem jej niepokoje zniknęły. potrząsając głową. Szczerze mówiąc. odwracając się do swoich przyjaciół. pochylając się do przodu. . Uparcie odwróciła wzrok od Avery i skupiła się na jakichś facetach. Oczekiwała nagany z powodu Aarona i była zaskoczona. Lissa uśmiechnęła się jak oszołomiona uczennica .powtórzyła Lissa. by odbyć z nią tą wycieczkę. ona wciąż uważała go za atrakcyjnego. co wydawało się jej przyjemnie niepokojące . to że cię uratowałem? Pomysł wydawał się niedorzeczny… ale po chwili Lissa się zaśmiała. On też wyglądał na zaniepokojonego.powiedziała Lissa.powiedziała. że powinniśmy odstawić cię do domu. Przez moment zastanawiała się czy powinna tak mówić. Nic mi nie jest. Avery patrzyła na nią z naganą. Gdy się skończył. Czyś ty oszalała? Prawie złamałaś nogę. to właśnie Jill udziela jej nagany . − − Zdefiniuj to .I z całą pewnością. w porównaniu z pijackim upadkiem.Nie możesz robić gównianych głupot takich jak to. − − − − − Pocałowałaś tamtego chłopaka! . Czy to miało znaczenie? Christian był jedynym. Po prostu już go nie kochała. . Nie pozostało w niej nic z jej zwykłej powściągliwości.Pijacki pocałunek jest niczym. Nie było nic złego w wychodzeniu z innymi facetami szczególnie od kiedy Christian nie dbał wystarczająco o to. .zripostowała Avery z poważną twarzą. ale nie z powodu Aarona i pocałunku. że mógłbym dostać pożegnalny pocałunek na dowidzenia. że ma chłopaka. Hej.powiedziała Avery. . Nie możesz robić takich rzeczy.

Ona nie miała nic złego na myśli. − − Trzymaj się od tego z daleka. jaki kiedykolwiek u niej widziałam. Mimo to stanął tam z twardym wyrazem twarzy i objął ramiona Jill w opiekuńczym geście. z jak zawsze surowym i przerażającym wyrazem twarzy. − Reed! . . . I pod wrażeniem. Podziwiałam jej odwagę w tej chwili. − Dobra. Pogadamy o tym rano.Jill była naprawdę wzburzona.− To nie ma znaczenia…? . o którą musimy się martwić . że to najdłuższa mowa. ludzie. .Mówię serio. których nie było! Nie wyobraziłam sobie tego pocałunku . . jako o jaskiniowcu. Do cholery nie! Jesteś szalony.Sam powinieneś sobie odpuścić. − Chwila .westchnęła Avery. Skłaniałam się do myślenia o nim. odpuśćcie to sobie na razie.krzyknęła Avery.Oszukałaś go. Odpuść to sobie . Adrian Iwaszkow nie byłby na niej zbyt wysoko. Reed Lazar pojawił się znikąd i zbliżył się do Jill. . Byłam zachwycona. Jak chcesz. Oczy Jill się rozszerzyły. − Ja tylko mówię prawdę. − Wkurzasz tu wszystkich .163 - . Zamierzasz wywołać bójkę z dziewczyną? Reed skierował wzrok na Adriana. Byłam całkiem pewna. . Z tymi słowami Jill równie dobrze mogła wypróbować swojego prawego sierpowego na Lissie.powiedział Reed.. Ale… . jaką usłyszałam z jego ust.. i w końcu Reed obrzucił ich gniewnym spojrzeniem i się cofnął. − − − − − Wcale nie! . mrużąc oczy w rodzaju jakiejś cichej rozgrywki. . Dwójka rodzeństwa stała tam.Przestań ciągnąć to podkochiwanie się w nim i wyobrażanie sobie rzeczy.I mnie też wkurzasz. wiążącego trzy słowa w zdanie. Ten pocałunek jest ostatnią rzeczą. Cofnij się. którzy najprawdopodobniej ryzykowaliby walkę w obronie honoru kobiety. biorąc pod uwagę jej normalnie płochliwą naturę. Jej sympatia i szacunek do Christiana urosły.zaczęła Jill.wykrzyknęła Lissa.Adrian wstał i ruszył pośpiesznie w kierunku Jill. Avery przybrała najsurowszy wygląd.warknął nowy głos.powiedziała czerwieniąc się. Ona również wstała i teraz stała z drugiej strony Jill. Jill. Gdyby ktoś poprosił mnie o zrobienie listy facetów. Słyszałaś ją. przysuwając się bliżej i zaciskając pięści.

w jakim powinni. Czuła. Słońce prawie zaszło.. − − Co to. ciemna strona mocy. Avery wyglądała na speszoną. ponieważ zatopiła się z powrotem w sowim fotelu. Lissa wciąż bardzo przypominała mi to. tworząc w jej umyśle chaos. że mój gniew i mania na punkcie karania strzyg. Spotkaliśmy ją w drzwiach i bez żadnych incydentów po drodze. w którym pracowała Tamara.Grupa wpatrywała się w niego w zdumieniu. To powinno było zostawić Lissę w spokoju i nie rozrastać się. jak się czuła. Gdy doszliśmy do 23 hahahaha. − Tamara musiała pracować do późna. Nawet mimo swojego upojenia alkoholowego. − Myślę. niebo było purpurowe z odrobiną pomarańczu na horyzoncie. jak w Star Warsach . ..przyznała Avery. Lissa musiała się zgodzić. Tamara pracowała w odległości krótkiego spaceru i choć prawdopodobnie nie było żadnego realnego zagrożenia. Stali i się gapili. . Po powrocie do własnej głowy poczułam zagnieżdżający się we mnie strach. przywracając do stanu trzeźwości i nagle z niepokojem oceniła swoje dzisiejsze czyny. Adrian wciąż stał obok Jill.. że nazajutrz może żałować tego przyjęcia.przynajmniej nie w takim stopniu. Konfrontacja z Reedem wstrząsnęła nią. wydawały się ordynarne i głupie. gdy odchodził w dal. . Denis patrzył na mnie w dół.przyp. które trzymało ją tam do późnego wieczora.Czasami staje się dziwnie nadopiekuńczy. nie chciałam by była sama na zewnątrz po zachodzie słońca. rozmawiając po drodze z ożywieniem o naszych dzisiejszych planach na polowanie.Naprawdę mi przykro. że. poszliśmy z powrotem do mieszkania. Więc co było z nią nie tak? Skąd pochodziła ta porywcza. Pijańskie błazenady innych członków rodzin królewskich. z którego tępo gapiłam się w telewizor. No dobra. i to najwidoczniej było przedsięwzięcie. Adrian i Avery wyglądali na zatroskanych. że tylko kilku imprezowiczów słyszało kłótnię. że zabierałam to z dala od niej. Jest gotowa do wyjścia. . Szazi . Tyle. było? . Muzyka była tak głośna. żeby zdawać sobie sprawę. również pochodziła od wpływu ciemnej strony ducha.Wy możecie zostać.164 - . Adrian potrząsnął głową. do cholery. gdy po raz pierwszy wróciłyśmy do Św.Posłała Jill przepraszający uśmiech. Błyszczące światła i wyszukane drinki z przyjęcia straciły dla niej urok. Coś bardzo złego działo się z Lissą i nikt nie wydawał się tego zauważać .D . wiedziałam teraz o sobie wystarczająco dużo.zapytał Adrian. Władimira i gdy duch przejmował nad nią kontrolę. .. Denis i ja przeszliśmy pół mili do małego biura. Wykonywała jakieś mieszane urzędnicze zadania. 23 To oznaczało.Nie wiem . Wstałam.Do Lev i Artura rzuciłam . ale. że za jej zachowanie winią picie. jak wnioski i kopiowanie. ale miałam uczucie. szalona i zazdrosna osobowość? Czy ciemność ducha po prostu przybrała na intensywności i dlatego to udzielało się nam obu? Czy to rozdzieliło się na nas obie? − − Rose? Hm? Spojrzałam w górę z miejsca. − No to chodźmy po nią. Kiwnął głową w kierunku okna. że już na nas czas. trzymając w ręku telefon komórkowy.

Zaczęła kręcić się dookoła i śpiewać. ale wciąż kontynuowała radosne gadanie. 24 Była tam strzyga.powiedziałam jej.. On i Tamara odwrócili się by wejść do środka.przyp. wyciągając kołek w momencie. że w moim ponurym świecie. ale nigdy nawet nie brałam pod uwagę. wydając dziwne odgłosy w chwili. Wszyscy się odwrócili. mamrocząc do siebie. Jedyną rzeczą. kiedy chodziło o mnie i Lissę. − − Czy ona jest ranna? .wymamrotałam. ale chwyciła moją rękę i podniecona zaczęła mówić po rosyjsku. ale jakaś wrażliwa cząstka mnie nie mogła jej tak zostawić. Wyraz jej twarzy dał mi ostrzeżenie pół milisekundy przed tym. Naprawdę. ulica była cicha. Dziś leżała na wznak na chodniku. by Tamara sama wracała do domu. że dla mnie na zewnątrz też jest niebezpiecznie… − Nie. gdy stara kobieta przestała tańczyć i znów zaczęła radośnie do mnie mówić. która miała znaczenie.165 - . była niemal tak wiekowa jak Yewa i regularnie chodziła w górę i w dół ulicy. Nie była ranna. próbując nie myśleć. Poza starszą panią. z takim rozwianym płaszczem . a Denis zachichotał. ale to było prawdziwe szaleństwo. Często rzucałam dookoła słowem szalona. jedynie wyglądało na to.) . Jednym płynnym ruchem odwróciłam twarz do tego co było za mną. to musiało wyglądać jak scena z Matrix'a. Roześmiałam się. Gdy próbowała mnie z wdzięczności przytulić. − Zaraz przyjdę. że to do niej dotarło. usłyszałam dziwne zawodzenie po drugiej stronie ulicy. było to. o tym jak musi być brudna. Tak jak powiedział Denis. co moje oczy zobaczyły przede 24 Cholera. gdy byłam rozproszona. czy je pomyślałam. że jest dziś w szalonym nastroju. Złapała boki swojego długiego płaszcza i trzymała go jak spódnice sukni balowej.powiedział Denis. Widocznie po prostu postanowiła poleżeć na ziemi. Nie pozwoliłam. Zaczęłam już przekraczać ulicę. zaskoczona. miałam sporą nadzieję. w którym się ruszyłam. Tamara nie mieszkała w jakiejś okropnej części miasta. Westchnęłam. − Przepraszam. gdy machała swoimi kończynami jak żółw. Musiał zakraść się. Rzeczywiście się cofnęła. Czarna .. Nie wyglądało na to. muszę iść . to znów ta szalona kobieta . że duch nigdy nie doprowadzi nas do takiego stanu.zapytałam. Ale to nie miało znaczenia. I wówczas zastygła w pół zdania. Dochodząc do kobiety wyciągnęłam rękę by jej pomóc. zanim zrobiły to moje mdłości. to było w stanie mnie rozśmieszyć. − Dobry Boże. Kobieta. ale tak jak w każdym mieście. Przeszłam na drugą stronę bez strachu przed ruchem ulicznym. wysoka i imponująca. Zadrżałam. by wrócić do mieszkania Tamary. tutaj też byli bezdomni i żebracy. Tylko szalona . Nie. głupia. Nie byłam pewna. którą obserwowaliśmy. czy powiedziałam to słowo. cofnęłam się i uniosłam dłonie w międzynarodowym geście „cofnij się”. Głupia. Bezdomna pani wydawała się zaskoczona pomocą.budynku mieszkalnego Tamary.

Jednakże ich wyraz .. Myślę. dzięki częstemu przebywaniu na zewnątrz.. Potrzebuję jeszcze tylko kilku sekund. . nawet mimo że był. a potem. jak jego. Ale. Nie po całym tym czasie.Jego głos miał tą samą cudowną niskość. by poruszyć moje serce. wiedziałam. I właśnie wtedy się odezwał.długi. Dokonałam oceny w mgnieniu oka. Dymitr. złośliwy błysk . który zwykle nosił . na pewno sobie to wyobraziłam.bezduszny. obezwładnić moje zmysły i uczucia. Mój kołek był gotowy. Za życia. zmienił się z rozbawionego na chłodny uśmiech. Ledwo dostrzegłam jak jego pięść uderza w moją głowę. Gdy tylko go poczułam. były cechy strzygi. szybko zareagowałam prawdopodobnie szybciej... Po byciu pozbawionym go tak długo.Zapomniałaś o mojej pierwszej lekcji: Nie wahaj się. niż był w stanie się obronić. Nawet z tym przyprawiającym o mdłości czerwonym pierścieniem wokół źrenic..oczy które kochałam . To nie mogło być prawdziwe. że zobaczyłabym kły. Ciemne. to zamachnąć się i zabić. obcięte na wysokości brody włosy. .. zanim go zabiję.. Ale istniało wystarczająco dużo podobieństwa. ten sam akcent. wtedy i teraz. zmieniony. tylko wszystko było zimniejsze. Perfekcyjnie na wysokości jego serca. Wzięłam rozmach. Ponieważ na pewno. skórzany płaszcz. Znajomy układ warg. niż on oczekiwał.. Ale nie mogłam..mną. − Roza. były dziś rozpuszczone i nieznacznie kręciły mu się wokół twarzy. że mogłam uderzyć szybciej. nie zobaczyłam już nic więcej. że rozpoznałbym go nawet w milionowym tłumie ludzi. chłonęłam każdą jego cechę. A potem. Oczy. Wszystko co musiałam zrobić.166 - . Rozpoznałam go natychmiast. wyglądający jak rodem z filmu o kowbojach. Wciąż miałam element zaskoczenia i mój kołek był uniesiony i gotowy. Jego ciemne oczy .. niezwykła bladość trupio-białej skóry...otaczała je czerwień. Miał na sobie ten sam prochowiec. Gdyby otworzył usta. Albo raczej co moim oczom wydawało się.. jego cera była tak samo opalona jako moja.nie był taki. że widzą. te oczy. jego oczy wciąż przypominały mi Dymitra jakiego znałam.. Bladość. Tłumaczenie: Czarna_wilczyca . jeszcze kilku sekund by upajać się nim. O Boże. Związek między nami nie pozwoliłby na nic innego. Mogłam powiedzieć.

Oczywiście zniknął. usiadłam prosto.albo kogo . Wiele moich lekcji było poświęconych szczegółowym sposobom sprawdzania miejsc. czekając co . Włączyłam go i zastygłam. Kątem oka dostrzegłam przełącznik światła na ścianie. co wyglądało na stal. co znaczyło. ale to biło go na głowę. Nie zobaczyłam w pobliżu niczego. Zaczęłam zsuwać się z łóżka. Kanapy również były ładne. które w tamtym czasie wydawały się nieprzydatne. więc zawróciłam i kontynuowałam badanie pokoju. komoda . znajdując w środku butelki pełne wody i soków. albo wielkie jednopokojowe mieszkanie. Oznaczało to. Światło dostarczyło przedmiotom w apartamencie wyraźniejszej plastyki.to nie był tylko pokój. zamalowane na ciemno okno . która wyglądała na niesamowicie puszystą. Bardziej jak apartament. Przyklękłam i otworzyłam ją. Moje zmysły były w stanie najwyższej gotowości. Siedziałam na olbrzymim łóżku w zaciemnionym pokoju. oczywistą rzecz i sprawdziłam drzwi. biurko. Wszystkie meble tutaj . W dodatku były solidne i wykonane z czegoś. który wyglądał na nowiutki. Przez kilka mętnych sekund nie miałam pojęcia. Nie czułam mdłości. To był niezwykły kolor jak na skórę. a jedynym sposobem. co się stało i gdzie jestem. Czas dowiedzieć się gdzie byłam. Łóżko było przykryte atłasową kołdrą koloru kości słoniowej. Zawsze tego nienawidziłam. pokryte matową. Ale to nie był odpowiedni czas na roztrząsanie tego. Tak jak się spodziewałam. były zamknięte. W kącie salonu zauważyłam niewielką lodówkę. by się przez nie wydostać. A teraz okazało się. To było właściwie w pewien sposób ironiczne.stoliki. W tej połowie mieszkania.co było często spotykane u morojów.167 - . Druga połowa wyglądała jak salon z kanapą i telewizorem.ujawnią górne światła. żeby je otworzyć. polerowanego drewna. było użycie klawiatury numerycznej. jaki kiedykolwiek w życiu widziałam. Półki wypełnione książkami. Przypominały drzwi przeciwpożarowe.tak jak to zrobiłam na ulicy i wpadłam przez to w kłopoty. Jeszcze nie. Gdybym to zrobiła. Pomimo niewielkiego zamętu w mojej głowie. Nieco dalej. pobudzając całą swoją obronę do działania. różnego rodzaju owoce i woreczki idealnie pokrojonego sera. ani żadnej innej osoby w tym pokoju. że w pobliżu nie było strzyg. To miało najciemniejszy odcień. Bezzwłocznie zrobiłam pierwszą. Nie . uderzyły mnie niedawne wydarzenia z ulicy.naprawdę niezły. że mogłam rozróżnić niebo na horyzoncie . Myślałam. Przemykając wzrokiem z powrotem w stronę salonu. Na górnych półkach lodówki było . co mogłoby posłużyć za broń. moja determinacja mogłaby upaść. Po mojej drugiej stronie było wielkie.pozwolił mi myśleć. że był dzień. Prawdopodobnie prowadziły do łazienki. szafki nocne itp. wolałam się uczyć jak walczyć.po dłuższym wytężeniu oczu . Nie ukazały ani nic niezwykłego. po mojej prawej.zostały zrobione z gładkiego.Rozdział osiemnasty JAK MOŻNA SIĘ BYŁO SPODZIEWAĆ. zieloną skórą. stało łóżko i zwykłe sypialniane akcesoria: komoda. w której się znajdowałam. obudziłam się z bólem głowy. próbując oszacować zagrożenie. Tylko fakt. Było niemal jednolicie czarne i prawie niemożliwym było coś przez nie zobaczyć. znajdował się krótki korytarz z drzwiami na końcu. ale się sprawdzał. Ponieważ z każdą chwilą senność odpływała. że podczas walki będę musiała liczyć tylko na własne ciało. dostrzegłam niezły telewizor . Wielki plazmowy ekran. Nie było mowy. że lekcje. zostały wbudowane w ściany. Po tym jak zeszłam z łóżka. sięgnęłam do kieszeni kurtki po kołek. Nie mogłam niczego brać za pewnik . czarnego. Ale to niekoniecznie wykluczało inne osoby. że hotel w Sankt Petersburgu był luksusowy. teraz mają swoje praktyczne zastosowanie.

mój żołądek ostrzegł mnie o zbliżającej się strzydze. Spoglądając w dół zobaczyłam. krakersy i jakieś lukrowane ciasteczka. Może na czwartym piętrze.. w końcu dostałam szczegółowy obraz mojego otoczenia i. W żadnym stoliku nie było szkła. Wytężając ponownie wzrok. Zupełnie jakby obie te rzeczy były zrobione ze stali.. Ale że całe życie robiłam rzeczy. Wyglądało bardziej jak odblaskowy metal.. Początkowo myślałam. jak i na oknie. − Jezu Chryste . Próbowałam jeszcze trzy razy. niż szkło. ono właściwie nie wisiało. Niemniej jednak. Nie żeby mi się to za bardzo udało. nie tchórząc i atakując. Butelki w lodówce były plastikowe. Bezskutecznie. Nie mogłam tak po prostu tutaj siedzieć. Najwidoczniej nie byłam już dłużej w Nowosybirsku. Tym razem odepchnęłam miłość. To był Dymitr. A okno. dopóki nie wróciłam pośpiesznie do głównego pokoju i nie rozejrzałam się wokół. Prysznic i ogromna wanna z jacuzzi były z czarnego marmuru a na przyległym do wanny kontuarze stały porozstawiane w rzędzie mydła i szampony. aby skoczyć i nie złamać sobie którejś kończyny.168 - . znajdowało się zbyt wysoko. badając go wzdłuż krawędzi. Tylko jeden. osiągając ledwo zauważalny efekt. nie zobaczyłam niczego. Małe paski ekranu wyglądały jakby zostały zrobione z jakiegoś nowoczesnego sztucznego tworzywa. które ogarnęły mnie na ulicy. które nie były zbyt sensowne. co można by zamienić w broń. Łazienka była wykonana w tym samym stylu. co reszta apartamentu.. . urozmaicona jedynie sporadycznie rosnącymi drzewami. Ziemia wydawała się być otoczona falistymi równinami. że znajdowałam się naprawdę wysoko.więcej jedzenia podchodzącego pod przekąski: orzeszki. diabeł go wie.. Może szkło było jakiegoś rodzaju przemysłowo wzmocnioną.. Zaś krzesło. Dymitr złapał za krzesło i wyrwał je z moich rąk a następnie rzucił w ścianę jakby nic nie ważyło. Tym razem gdy się zderzyliśmy. było idealnie wpasowane w ścianę. Mój żołądek wydał pomruk na ten widok. Tu nie było absolutnie nic. Było tak mocno osadzone w ścianie. Tak jak lustro. przez które podróżowałam do Baia. kuloodporną rzeczą. Telewizor był zbyt duży by go ruszyć. jak tylko co nim rzuciłam. Podniosłam krzesło stojące przy biurku i trzasnęłam nim w okno.. musiałam podjąć jakieś działanie. nie zwalniając uścisku z krzesła. Było z jednego kawałka drewna i nie było na nim oznak najmniejszego zadrapania. gładki kawałek. Złapałam równowagę i ponownie na niego natarłam. Powróciły do mnie te same sprzeczne uczucia. Odepchnął mnie i zatoczyłam się. tylko że. dalej próbowałam rozbić szkło.. nawet po tym. Przy pięćdziesiątej próbie. Którekolwiek by nie było. miłość zmieszana z przerażeniem. Uderzanie go było jak walenie w okno. Przypominało mi to pustkowie. Półki były osadzone. albo rozbić. Nie było rąbków. ale nie było mowy. że absolutnie nie było możliwości by je stamtąd ruszyć. że to dziwne. zarówno na krześle.mruknęłam. Obróciłam się wokół nie puszczając krzesła i przygotowałam się na zaszarżowanie drzwi. Otworzyły się i rzuciłam krzesłem we wchodzącego intruza. Podbiegłam do niego. Nad umywalką wisiało ogromne lustro. nogami do przodu. żebym coś z tego zjadła. Tworzywo również było mocne.

Bez tej ubogiej broni, musiałam zdać się na siłę mojego ciała. Robiłam to przez ostatnie
kilka tygodni, podczas przesłuchiwania strzyg; to nie powinno się niczym różnić.
Oczywiście miałam wtedy za wsparcie czworo ludzi i żadna z tych strzyg nie była
Dymitrem. Nawet jako dampir był trudny do pokonania. Teraz posiadał takie same
umiejętności, tylko że był szybszy i silniejszy. Znał również wszystkie moje ruchy, odkąd
sam mnie ich nauczył. Zaskoczenie go było prawie niemożliwe.
Ale podobnie jak z oknem, nie mogłam stać bezczynnie. Byłam uwięziona w pokoju - i fakt,
że był ogromny i luksusowy nie miał dla mnie znaczenia - ze strzygą. Strzygą - to było to,
co musiałam sobie powtarzać. Tam stała strzyga. Nie Dymitr. Wszystko, co powiedziałam
Denisowi i pozostałym, odnosiło się do tej sytuacji. Bądź mądry. Bądź czujny. Broń się.

Rose - odezwał się, bez wysiłku odchylając się z drogi jednemu z moich kopniaków.
- Tracisz czas. Przestań.

Och, ten głos. Głos Dymitra. Głos, który słyszałam zasypiając nocą. Głos, który powiedział
mi kiedyś, że mnie kocha...
Nie! To nie jest on. Dymitr odszedł. To jest potwór.
Desperacko próbowałam wymyśleć, jak wygrać to starcie. Myślałam nawet o wezwaniu
duchów, które przywołałam w drodze do Baia. Mark powiedział, że mogę to robić w chwili,
gdy ogarniają mnie nieokiełznane emocje, i że duchy walczą dla mnie. To były tak bardzo
dzikie uczucia, jakie tylko zdołałam z siebie wydobyć, jednak wydawały się
niewystarczające, żeby je przywołać. Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia jak to wcześniej
robiłam i nawet największe pragnienie na świecie nie mogłoby sprawić, żeby to teraz
zadziałało. Cholera. Co dobrego było w posiadaniu przerażających mocy, skoro nie mogłam
ich wykorzystać?
W zamian chwyciłam z półki odtwarzacz DVD, wyrywając jego kable ze ściany. To nie
była zbyt użyteczna broń, ale w tym momencie byłam naprawdę zdesperowana. Usłyszałam
dziwny, pierwotny bitewny okrzyk i jakaś część mnie zdała sobie sprawę, że wydobywał się
ze mnie. Ponownie ruszyłam na Dymitra, machając odtwarzaczem tak mocno, jak zdołałam.
To prawdopodobnie mogłoby go odrobinę zaboleć - gdybym go trafiła. Ale nie trafiłam.
Znowu chwycił za to, co trzymałam i odebrał mi, odrzucając daleko w tył. Roztrzaskało się
o podłogę na kawałeczki. W tym samym ruchu, złapał za moje ramiona, zatrzymując mnie
przed uderzeniem go lub złapaniem następnej, prowizorycznej broni. Jego uścisk był tak
silny, że mógł połamać moje kości, ale ja walczyłam dalej.
Ponownie spróbował mi to wyperswadować.

Nie zamierzam cię skrzywdzić, Roza. Proszę, przestań.

Roza. Mój stary przydomek. Imię, którym za pierwszym razem mnie nazwał, kiedy
padliśmy ofiarą uroku pożądania Wiktora; oboje byliśmy nadzy i obejmowaliśmy się...
To nie jest Dymitr, którego znasz.
Moje ręce były ubezwłasnowolnione, więc uderzałam moimi nogami i stopami najlepiej jak
mogłam. Nie zdziałałam tym wiele. Bez pełnego wykorzystania reszty mojego ciała dla
zachowania równowagi, nie miałam siły do wykopów. Moje wierzganie nogami nie
wprawiło go w gniew, ani nawet we wściekłość. Wyglądał raczej na rozdrażnionego.
- 169 -

Z głośnym westchnieniem, złapał mnie za ramiona i szarpnięciem obrócił, przypierając
mnie do ściany i unieruchamiając pełną siłą swojego ciała. Walczyłam odrobinę, ale byłam
tak przygwożdżona jak strzygi, na które polowałam z innymi. Wszechświat miał chore
poczucie humoru.

Przestań ze mną walczyć - czułam jego ciepły oddech na mojej szyi, jego ciało tuż
przy moim. Wiedziałam, że jego usta są tylko kilka centymetrów dalej. - Nie
zamierzam cię skrzywdzić.

Po raz kolejny bezskutecznie się szarpnęłam. Mój oddech przeistaczał się w nierówne,
głębokie wdechy, a moja rana na głowie pulsowała.



Musisz zrozumieć, że mam spore wątpliwości, czy mogę ci wierzyć.
Gdybym chciał, żebyś nie żyła, to już byłabyś martwa. A teraz, jeśli dalej zamierzasz
walczyć, to będę musiał cię związać. Jeśli przestaniesz, pozostaniesz nieskrępowana.
Nie boisz się, że ucieknę?
Nie - jego głos był idealnie spokojny, co sprawiło, że po moim kręgosłupie
przebiegły dreszcze. - Nie boję się.

Staliśmy w takim paraliżu przez prawie minutę. Mój umysł wariował. Dymitr mówił
prawdę. Jeśli miałby taki zamiar, to prawdopodobnie dawno by mnie zabił. Jednak
dotychczas nie dał mi żadnego powodu, by sądzić, że jestem bezpieczna choćby przez
dzielącą nas odległość. Mimo to, mieliśmy remis w tej walce. Okej, remis nie był
całkowicie trafnym stwierdzeniem. Ja byłam za remisem. On ze mną pogrywał.
Moja głowa pulsowała w miejscu, gdzie trafiła jego pięść. Dalsza bezcelowa walka mogła
tylko zwiększyć ilość moich obrażeń. Musiałam odzyskać siłę, by znaleźć drogę ucieczki jeśli na tyle długo pożyję. Musiałam również przestać myśleć o tym, jak blisko znajdowały
się nasze ciała. Po miesiącach naszej nadzwyczajnej ostrożności, aby się nie dotykać, ta
styczność była upojna.
Rozluźniłam się pod jego uściskiem.

Dobra.

Zawahał się, zanim mnie wypuścił. Prawdopodobnie zastanawiał się, czy może mi zaufać.
Cała ta sytuacja przypominała mi o czasie, który spędziliśmy razem w małej chatce na
obrzeżach terenów Akademii. Byłam zdenerwowana i wściekła, przepełniona ciemnością
pochodzącą od ducha. Dymitr też mnie wówczas przyszpilił, wyrywając z tego strasznego
stanu. Pocałowaliśmy się a potem jego ręce zdejmowały moja bluzkę, a potem - nie, nie.
Nie teraz Nie mogłam teraz o tym myśleć.
Dymitr wreszcie rozluźnił uścisk, uwalniając mnie od ściany. Odwróciłam się. Wszystkie
moje instynkty wręcz rwały się, by zaatakować go ponownie. Ale konsekwentnie
przypomniałam sobie, by cierpliwie czekać, abym mogła zyskać więcej sił i informacji.
Nawet jeśli mnie puścił, to sam się nie ruszył. Byliśmy tylko pół metra od siebie.
Zaprzeczając najzdrowszemu rozsądkowi, odkryłam że znowu oszukuję się jego osobą, jak
to zrobiłam na ulicy. Jak on mógł być taki sam, a jednocześnie taki inny? Z całych sił
usiłowałam nie skupiać się na podobieństwach - jego włosach, różnicy w naszych
wzrostach, rysach jego twarzy. W zamian skoncentrowałam się na cechach strzygi:
czerwonych oczach i bladości jego skóry.

- 170 -

Byłam tym tak pochłonięta, że chwilę zajęło mi uświadomienie sobie, że on też milczał.
Studiował mnie uważnie, jakby jego oczy mogły patrzeć wprost przeze mnie. Zadrżałam.
To prawie - prawie! – wyglądało tak, jakbym zniewoliła go w taki sam sposób, w jaki on
zniewolił mnie. Ale to było niemożliwe. Strzygi nie posiadały takiego rodzaju uczuć, a poza
tym myślenie, że ciągle posiadał jakiekolwiek uczucie wobec mnie, było przypuszczalnie
tylko pobożnym życzeniem z mojej strony. Jego twarz zawsze była trudna do odczytania, a
teraz została dodatkowo pokryta maską przebiegłości i chłodu, co rzeczywiście czyniło
niemożliwym domyślenie się, co chodziło mu po głowie.

Dlaczego tu przyjechałaś? - spytał w końcu.
Bo uderzyłeś mnie w głowę i zawlokłeś w to miejsce.

Jeśli miałam zginąć, to zamierzałam to zrobić w stylu Rose.
Dawny Dymitr uśmiechnąłby się albo westchnął w rozdrażnieniu. Ten pozostał
niewzruszony.

Wiesz, że nie to miałem na myśli. Dlaczego tutaj jesteś?

Jego głos był cichy i niebezpieczny. Uważałam, że Abe był straszny, ale tu nie było mowy o
żadnej konkurencji. Nawet Zmey by wymiękł.

Na Syberii? Przyjechałam, żeby cię znaleźć.
Ja przyjechałem tutaj, by od ciebie uciec.

Byłam tak zszokowana, że powiedziałam coś absolutnie niedorzecznego.

Dlaczego? Bo mogłabym cię zabić?

Spojrzenie, jakie mi posłał pokazało, że naprawdę uważał to za niedorzeczność.

Nie. Zrobiłem to, żebyśmy nie znaleźli się w takiej sytuacji. A teraz jesteśmy i
wybór jest nieunikniony...

Nie byłam całkowicie pewna o jakiej sytuacji on mówił.

No cóż, możesz pozwolić mi odejść, jeśli chcesz tego uniknąć.

Odsunął się ode mnie i poszedł do pokoju dziennego, nawet się na mnie nie oglądając.
Miałam ochotę spróbować zaatakować go ukradkiem od tyłu, ale coś mi powiedziało, że
prawdopodobnie zrobię zaledwie jakieś pięć kroków, zanim znowu oberwę i zostanę
unieruchomiona. Usiadł na jednym z luksusowych, skórzanych foteli, wpasowując swoje
sześć i siedem dziesiątych stóp wysokości z taką samą gracją, jak zawsze. Boże, dlaczego
on musiał być taki sprzeczny? Mieszał nawyki dawnego Dymitra z tym, który był
potworem. Zostałam tam, gdzie byłam, kuląc się pod ścianą.

To już nie jest możliwe. Nie po tym, jak cię zobaczyłem... - Ponownie mi się
przyjrzał. To było dziwne. Część mnie podekscytowała się głębokością jego
spojrzenia, kochając sposób, w jaki badał moje ciało od stóp do głów. Pozostała
część czuła się brudna, jakby pod jego uważnym spojrzeniem, szlam albo błoto
sączyło się w moją skórę. - Ciągle jesteś taka piękna, jak pamiętam, Roza. Ale nie
powinienem spodziewać się niczego innego.
- 171 -

Nie wiedziałam co na to odpowiedzieć. Nigdy tak naprawdę nie miałam konwersacji ze
strzygą, poza krótką wymianą kilku zniewag i gróźb w samym środku walki. To, co było
temu najbliższe, było wtedy, gdy zostałam pojmana i uwięziona przez Isaiaha. Właściwie to
byłam wtedy związana, a większość rozmowy z nim dotyczyła tego, jak mnie zabije.
Natomiast to... no cóż, nie było takie samo, ale ciągle zdecydowanie przyprawiało mnie o
gęsią skórkę. Założyłam ręce na piersi i oparłam się o ścianę. To była najbliższa,
sprawiająca pozory obrony pozycja.
Odchylił głowę, uważnie mnie obserwując. Cień padł na jego twarz w taki sposób, że
ciężko było dostrzec czerwień jego oczu. Przez to wyglądały na ciemne. Były takie jak
dawniej, bezkresne i cudowne, wypełnione miłością i odwagą...



Możesz usiąść - powiedział.
Dobrze mi tutaj.
Czy jest coś, czego jeszcze potrzebujesz?
Żebyś mnie wypuścił?

Przez chwilę myślałam, że zobaczyłam na jego twarzy odrobinę tego starego skrzywienia;
tego, które pokazywało się, gdy stroiłam sobie żarty. Patrząc na niego zdecydowałam, że
wyobraziłam to sobie.

Nie, Roza. Chodziło mi o to, czy nie potrzebujesz tutaj czegoś jeszcze. Innego
jedzenia? Książek? Rozrywki?

Gapiłam się na niego niedowierzająco.


Sprawiasz, że to brzmi, jakby to był jakiś luksusowy hotel!
Do pewnego stopnia jest. Mogę porozmawiać z Galiną i ona da ci to, czego
potrzebujesz.
Galiną?

Wargi Dymitra wykrzywiły się w uśmiechu. No dobra, powiedzmy, że to był uśmiech.
Myślę, że jego myśli były czułe, ale uśmiech tego nie odzwierciedlił. Był tak mroczny i
pełen tajemnic, że aż mroził krew w żyłach. Jedynie postanowienie, że nie będę pokazywała
mu swojej słabości, powstrzymywało mnie od płaczu.



Galina była kiedyś moją instruktorką w szkole.
Jest strzygą?
Tak. Została przebudzona kilka lat temu, podczas walki w Pradze. Jest stosunkowo
młoda jak na strzygę, ale jej moc dosyć szybko wzrosła. Wszystko to jest jej Dymitr wskazał gestem wokół.
Mieszkasz z nią? - spytałam, ciekawa mimo woli.

Zastanawiałam się, w jakiej dokładnie żyli relacji i ku mojemu zaskoczeniu, poczułam...
zazdrość. Nie żebym miała powód. W przeciwieństwie do mnie, był teraz strzygą. I to nie
byłby pierwszy raz, gdy nauczyciel i uczeń byli razem...

Pracuję dla niej. Ona była kolejnym powodem, dla którego przyjechałem tutaj po
przebudzeniu. Wiedziałem, że jest strzygą i chciałem od niej porady.
I chciałeś uciec ode mnie. To też był powód, prawda?
- 172 -

Jedyną jego odpowiedzią było skinienie głową. Żadnego szczegółowego wyjaśnienia.
- Gdzie my jesteśmy? Daleko za Nowosybirskiem, tak?
- Tak. Posiadłość Galiny jest poza miastem.
- Jak daleko?
Jego uśmiech nieco się wykrzywił.




Wiem, co robisz. Nie zamierzam dawać ci tego rodzaju informacji.
W takim razie, co zamierzasz? - domagałam się odpowiedzi. Cały mój stłumiony
strach wybuchnął w postaci gniewu. - Dlaczego mnie tutaj trzymasz? Zabij mnie
albo wypuść. A jeśli zamierzasz tylko trzymać mnie tu w zamknięciu i torturować
dla chorych umysłowo gierek czy czegoś tam, to naprawdę wolałabym, żebyś mnie
zabił.
Odważne słowa - wstał i znowu zaczął kroczyć w moi kierunku. - Prawie ci
uwierzyłem.
Mówię serio - odpowiedziałam wyzywająco. - Przyjechałam tutaj, żeby cię zabić. A
jeśli nie mogę tego zrobić, to wolę raczej zginąć.
Jak już wiesz, wtedy na ulicy zawiodłaś.
Wiem. Jakoś zorientowałam się, gdy się tutaj obudziłam.

Dymitr raptownie się odwrócił i nagle stanął naprzeciwko mnie, poruszając się z
błyskawiczną, charakterystyczną dla strzygi szybkością. Moje nudności alarmujące o
bliskości strzygi, ani razu nie zelżały, ale im więcej czasu z nim spędzałam, tym bardziej
przygasały do pewnego rodzaju szumu w tle, który mogłam ignorować w mniejszym lub
większym stopniu.


Jestem nieco rozczarowany. Byłaś taka dobra, Rose. Tak bardzo, bardzo dobra. Jak
wiesz, ty i twoi przyjaciele krążyliście po okolicy i zdejmowaliście strzygi,
powodując zupełne spustoszenie. Niektóre strzygi zaczęły się nawet bać.
Ale nie ty?
Kiedy usłyszałem, że to ty... hmm. - Stał się zamyślony, a jego oczy się zwęziły. Nie. Ja byłem ciekawy. Ostrożny. Jeśli ktokolwiek mógłby mnie zabić, to tylko ty.
Ale jak już mówiłem, zawahałaś się. To był twój najważniejszy test z moich lekcji i
oblałaś go.

Utrzymałam obojętny wyraz twarzy. Wewnątrz wciąż rugałam się za ten moment słabości
na ulicy.



Następnym razem się nie zawaham.
Nie będzie następnego razu. Tak czy owak, mimo że jestem tobą bardzo
rozczarowany, to oczywiście ciągle cieszę się, że żyję.
Ty nie żyjesz - powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Boże, znowu był tak
niesamowicie blisko. Nawet, jeśli jego twarz się zmieniła, to jego szczupłe i
umięśnione ciało pozostało takie samo. - Jesteś martwy. Wynaturzony. (czyt.
nienormalny - przyp. Ginger) Dawno temu powiedziałeś mi, że wolałbyś umrzeć, niż
taki być. I dlatego mam zamiar cię zabić.
Mówisz to tylko dlatego, że nie wiesz lepiej. Ja również wtedy nie zdawałem sobie z
tego sprawy..
Słuchaj, miałam na myśli to, co powiedziałam. Nie zamierzam bawić się w twoją
grę. Jeśli nie mogę się stąd wydostać, to mnie zabij, okej?
- 173 -

174 - . co mogłam powiedzieć. gdy dotykał mnie w ten sposób. Jednocześnie zamarłam i przestałam oddychać. żeby je w ogóle rozważać. Wówczas zwykle strzyga kaleczyła się i wprowadzała swoją krew do twoich ust. Moje oczy otworzyły się szeroko. to czarna magia utrzymuje przy życiu.Bez ostrzeżenia wyciągnął rękę i dotknął palcami boku mojej twarzy. .. Bez bólu. taki sam jak kiedyś. . Moglibyśmy być na zawsze razem. . jak to strzyga może wydawać się tak bardzo podobna do osoby.Nie możemy.. przyszła mi na myśl jedna z lekcji..ledwie mogłam usłyszeć swój własny głos.. nie chciałam tego w ten sposób. Wszystkie twoje zmysły ożywają. Gdybyś został zmuszony do zostania strzygą. Mój mózg nie wymyślił nic bardziej skomplikowanego. Jego głos ponownie zszedł do cichego szeptu. Jakoś wyobrażałam sobie.To nie jest prawdziwe życie. no cóż. − − Nie. Mogę cię przebudzić. To jest jedynie iluzja życia. Prawdopodobnie miał rację. Opuszki jego palców były takie lekkie i łagodne.. musiałbyś zostać wydrenowany z krwi. Jego słowa były zbyt przerażające. To. Moglibyśmy. Siła. Jak to było możliwe? Tak podobne. ale moje szalało.desperacko próbowałam przypomnieć sobie wszystko. Możliwość dostrzeżenia świata w sposób. .... .. w jaki mnie dotykał. czego kiedykolwiek pragnęłam. a jednak inne... . rozpaczliwie chcąc być z nim cały czas.. jak pamiętałam.. Szybkość.. Ni stąd ni z owąd. Tak. Przełknęłam ślinę. nieśmiertelność.Jeden z jego palców podążał w dół.. I.. niesamowite..To jak bycie Bogiem..powiedział. − − − Moje serce bije. jak kiedyś. Rose. Nadzwyczajne. Bicie jego serca mogło być miarowe. Zrobiłbym to zanim byś się nawet zorientowała. − Zabicie ciebie. Oddycham. I gdzieś głęboko w środku. − − − − Nie . Był jak wąż pełzający po mojej skórze. po jednej stronie linii mojej szczęki i zatrzymał się na tętnicy szyjnej. czego uczyłam się o strzygach. nie jest takie proste .obie jego ręce uniosły się i ujęły moją twarz.Nie. Tak. To dlatego łatwo było się zawahać. świat jest bardziej żywy. w jaki nigdy byś nie mogła. Coś złego. którą się znało. . ale. Na zawsze razem.. Kiedyś to było wszystkim.. Dokładnie taki.Jest też trzecia opcja. .Mógłbym zrobić to szybko. A jednak. To byłoby coś zupełnie innego. W niej wyczuwałam miarowe bicie. Nie byłoby już tak. mówiąca o tym. błyskotliwego czy mądrego. To jest lepsze niż życie . ale sposób. jakaś część mnie ciągle pragnęła tego.to było jedyne. Złapałam z trudem powietrze. ledwie w ogóle mogłam sformować słowa. . To. Naprawdę? Złapał moją rękę i przyłożył do swojej piersi. że zemdlałabym zanim zostałabym opróżniona chociażby w połowie. Nie wiesz jak to jest. . ale ty nie żyjesz. Jego ręka była lodowato zimna.

. że była to raczej mroczna knieja albo forteca . że to było tylko trudniejsze do wykrycia. czy to z powodu urazu mojej głowy. Śmierć . z wyjątkiem tego. dzieje? . że nie okazuje żadnych emocji w słowach. że nie potrzebuję ochrony strzygi. Do środka weszło dwoje ludzi. czy przez przeszywającą moje ciało trwogi. Teraz zdałam sobie sprawę. Facet ledwo obdarzył mnie spojrzeniem.Posmakowałbym jej krwi. Oczy Nathana stały się rozszerzone. Oczy Nathana przeniosły się z Dymitra na mnie. 25 według mojego słownika była to raczej speluna albo mordownia.To nie jest prośba. jego twarz prześladowała mnie w snach.była jedyną zżerającą mnie myślą. co było z mojej strony głupie. zwisały po jednej stronie twarzy.Dostałem zgodę Galiny. Jego złość zmieniła się w szok. Ginger . . natknęłam się na niego w jaskini. Innym razem. Jakaś moja buntownicza część chciała chlapnąć.. Teraz w jego głosie było wyraźne wyzwanie.jego usta wykrzywiły się szyderczo. Natychmiast rozpoznałam strzygę. mocno odpychając mnie od siebie tak. żeby się wycofał. Jak długo masz zamiar ją trzymać? Wynoś się .. 25 To on ugryzł i przemienił Dymitra. gdy byłyśmy młodsze. Zamknęli drzwi. zanim w ogóle rozważyłam podbiegnięcie do nich. Nie było trudno.odpowiedział Dymitr. Nathan . nasze imiona staną się legendą. Jednym z nowo przybyłych była strzyga .. do cholery. − − Co tu się. Nie wiedziałam. stając teraz dokładnie naprzeciwko mnie. Wyglądał jakby został przebudzony w wieku swoich wczesnych dwudziestu lat.głos Dymitra był zimny.. Był Amerykaninem. Dymitr odwrócił się. Drugim była ludzka kobieta niosąca tacę.przyp. − Ona? Dymitr przesunął się nieznacznie. Wcześniej myślałam. by stanąć naprzeciwko mnie w pozycji obronnej. no cóż.Nie miałam problemów ze zrozumieniem go. że.jego albo moja . To nie ma z tobą nic wspólnego . natychmiast kierując pełną moc swojego gniewu na Dymitra. gdyby w pobliżu nie było tego morojskiego bachora. − − Żartujesz sobie? Ona może doprowadzić nas do dziewczyny Dragomirów! Jeśli wykończymy tę linię. gdy wyruszałam po Dymitra. choć Szaz mówi. ale ja widziałam go tylko dwa razy. Zostania strzygą nie przewidywał żaden z nich. Raz. użytkującego ognia. − − Była w szkole w Montanie. której pozostałe strzygi używały jako kryjówki.warknął Dymitr. Kipiał złością.a dokładniej facet. w pewnym sensie potrzebowałam.175 - .Świat nieco się zamazał. długości mniej więcej włosów Dymitra.. . . Blond włosy.Zamierzasz trzymać tu jakieś swoje zwierzątko? To nie twoja sprawa. ukazując kły. gdy walczyłam z nim na terenach Akademii. Miała spuszczoną głowę. Moje niemrawe myśli zostały przerwane nagłym otworzeniem się drzwi. Przewidziałam setkę scenariuszy. Zdecydowanie widział Lissę i mnie. ostrzeżenie dla tego faceta.. walczyliśmy. .

biorąc udział w meczu uporczywego gapienia się na siebie. że Dymitr może być silniejszy. .powiedział. Wyszedł i przez jakąś chwilę. żebym znowu kazał ci wyjść. Nawet ty nie masz u niej aż takich względów. Podniosła srebrne wieko.176 - . Dwie strzygi stały w pokoju. Zedrę z ciebie głowę gołymi rękoma i będę patrzył jak płonie w słońcu. by wykorzystać mnie do dorwania Lissy. Wówczas wydobędziemy z niej informacje i wykończymy. Nie zmuszaj mnie. to przynajmniej się podziel. Nathan oczywiście został zmieniony pierwszy. że siła i moc strzygi zależy częściowo od wieku. Potem Dymitr spojrzał na ludzką kobietę. nikt się nie ruszył i nie odezwał. Jeśli zamierzasz trzymać ją tutaj. Nathan nie odpowiedział. nic nie było zabawne. odsłaniając talerz z pizzą pepperoni przeładowaną serem. Odwrócił się jednak. jak dawno temu to było. które kochałam. Tuż obok pizzy leżało ciastko czekoladowe z orzechami. Jeśli ją tkniesz. − − Galina nie pozwoli ci bawić się w dom z tą dziewczyną. jako jakąś dziwkę-sprzedającą krew zabaweczkę. Wiedziałam. pokryte grubą warstwą lukru. gdy przychodziło do strojenia żartów.Nathan wycelował we mnie palcem.Pomówię z Galiną. to było jedzenie. Wszystko na tacy wyglądało niesamowicie. − Ona jest cenna. ale pokręciłam głową. Nie jestem dzisiaj specjalnie cierpliwy. − − Chcesz czegoś jeszcze? Nie chcę niczego więcej. przemieszczając się w kierunku drzwi. Jeśli ty nie . Nie wiedziałam. Nawet Rose Hathaway miała granice. bo wcale nie zamierzam niczego jeść. − Nie zamierzam jeść. zniszczę cię.Nie jest zatruty. zanim zdołałam dokładniej się przyjrzeć. w wyniku pogróżek Dymitra o zamienieniu mnie w strzygę i żądania Nathana. że zobaczyłam jak przez czerwone oczy Nathana przeleciał strach. która do tej pory stała jak wbita w ziemię i powiedział coś po rosyjsku. − To nie jest koniec . Furia Nathana wzrosła. Teraz. oraz że to była co najmniej bardzo wyrównana rozgrywka. Dymitr zrobił krok do przodu. znajdującym się przy kanapie. Jak Dymitr dobrze wiedział. − Lunch . Mogłabym przysiąc. W innych okolicznościach to. Pochyliła się i ostrożnie postawiła tacę na stoliku do kawy.rzucił ostro. − Wynoś się stąd. że ktoś przynosi mi pizze w domu strzygi byłoby absurdalne i zabawne. . ale obserwując ich miałam wrażenie. Uniósł brew.

Będzie się tobą zajmować. Odsunął się tak samo szybko. to zrobię to sama. − − − Gdzie idziesz? . jak i ich. ale było też w nich coś ciepłego.zamierzasz mnie zabić. które mnie zawsze owijało. jak tylko mogłam. że znowu jesteśmy w chatce. muskając swoimi ustami moje. Nie mówi za bardzo po angielsku. Ten śmiech był zimny i groźny. Przebudzę cię dużo wcześniej. Zanim sformułowałam odpowiedź. on naprawdę brzmiał jak Abe.. . Jego ręka wiła się za moja szyją. aż będziesz chętna. jakby nic się nie stało.zapytałam Muszę coś załatwić. niż to się stanie.. ale domyśli się. Od niechcenia. na co moje oświadczenie zasłużyło. że to było chore i okropne. że brak broni w apartamencie był prawdopodobnie zarówno dla mojego własnego bezpieczeństwa. Rzadko śmiał się jako dampir. że nie jest starsza niż ja. Ale w tym śmiechu nie było już intensywnego ciepła. zupełnie. że złamanie komuś kolana w porównaniu do tego. Były tak samo zimne jak reszta jego ciała. potrzebujesz czasu do namysłu.177 - . daj jej znać.. ponieważ wszystko.w jego oczach było jakieś posępne rozbawienie. O rany.wsadziłam tak dużo oporu w swoje słowa. a jeśli już. jak podszedł. zanim wyszedł z Inną. Jeśli będziesz czegoś potrzebować. Dymitr wybuchnął głośnym śmiechem.Ona też pracuje dla Galiny. Poza tym. − Zobaczymy. to słyszenie tego zawsze mnie poruszało.. zostawiając mnie samą w moim luksusowym więzieniu. − − − Przez zagłodzenie się na śmierć? . ale jednocześnie straciłam z oczu cały otaczający mnie świat. kpiący uśmiech. Tu nie ma o czym myśleć . z wyjątkiem tego. Tłumaczenie: Ginger_90 . Powiedział do niej coś jeszcze. a ona potulnie poszła za nim do drzwi. przyciągając mnie w jego kierunku. . znowu się poruszył i stanął naprzeciwko mnie.powiedziałam. wskazał gestem na kobietę. wydawało się w pewnym sensie mniej radykalne. Uniósł moją twarz do góry. − Będziesz bardzo długo czekał . Jakiś wewnętrzny głos krzyczał. Przyszło mi do głowy. − To jest Inna.Spojrzała w górę na dźwięk swojego imienia i dostrzegłam. gdy mnie całował i mogliśmy niemal udawać. Dlaczego nie zrobisz tego właśnie teraz? Bo wolę poczekać. to jeden. zostawiając mnie sapiącą i z rozszerzonymi oczami. To najwyraźniej musiało nie brzmieć zbyt zagorzale.

jednak z tego co mogę powiedzieć. jednak było ich przynajmniej trzy i to już było o wiele za dużo. Pocieszające było tylko to. Obserwowałam to kilka razy . w każdy możliwy sposób . którego znałam. a strzygi prawie zawsze zabijały swoje ofiary przy posiłku. było rzadkim zjawiskiem. kontynuowałam próby wydostania się. Znalezienie dużych grup. ponieważ się nimi ekscytowałam. Nie chciałam tak myśleć o Dymitrze. Zarówno Dymitr jak i Nathan byli okrutni i wrogo nastawieni. że może mi się to przydarzyć. że dokarmił się. licząc na to. że właściwie nigdy nie sądziłam. sam to przyznał. że może tu się znajdować wiele pokoi dla dużej ilości wampirów. co nie napawało mnie optymizmem. Nie zadziałało. miejsce to było idealnie przystosowane do przetrzymywania ludzi. Przybyli. unie między nimi zwykle bywały krótkotrwałe. jakby przetrzymywanie więźnia. a to było wystarczającym bodźcem. Nie da się odzwierciedlić bycia strzygą. Układanie moich włosów byłoby prawdziwym wrzodem na tyłku. Duża ilość miejsca. żywej śmierci i od razu to spaprałam. otaczające szkołę się zmniejszyły. zdawało się. Zamknęłam oczy. Dymitr mówiąc o tym miejscu odwołał się do „posiadłości”. którą zauważyłam. że by przetrwać przez cały ten czas musiał zdobywać pożywienie. Zadrżałam. pochodzącego z salonu. między Dymitrem a Nathanem. był jednym z nich. ponieważ ochrony. że byłam na skraju dołączenia do niego. Dymitr był powodem. że znajdowałam się na czwartym piętrze. Posiadłości były wielkie. byłoby stracenie połączenia z moją duszą. Tak. Nie mogłam sobie tego wyobrazić. Niezgoda. Było oczywiste. jednak to zawsze było wywoływane przez innych ludzi. Kiedy pozostałam w pokoju sama. Nie trwało to zbyt długo. szukając krwi i przemocy.atak na akademię. jednak jego zachowanie piętnowało go. dla którego się tutaj znalazłam.Rozdział dziewiętnasty JAK NA KOGOŚ. Strzygi mogły wytrzymać bez krwi dłużej niż moroje. że strzygi raczej nie współpracowały ze sobą idealnie. Drzwi i okna pozostały niemożliwe do przebicia. Następnie próbowałam wpisywać różnego rodzaju kody do klawiatury. może nie byłam tego pewna. W porządku. sama nie byłam dobrym przykładem. Nie chciałam być taka. . Nawet jeśli próbowali razem pracować. Rose. Wiedziałam również. Byłam wojownicza. by strzygi się zjednoczyły. przypuszczając. a dowodem na to był fakt.z naciskiem na „próby”. Byłam przetrzymywana w domu pełnym strzyg. Również bezużytecznie. rozważając wszystkie możliwości. Nathan zachowywał się. oznaczała. Wreszcie. dobra robota. KTO WYGŁASZAŁ Denisowi kazania na temat kontroli swojej impulsywności. Nie mogłam wyobrazić sobie Dymitra… nie mężczyznę.178 - . ponieważ rozkoszowały się rozlewem krwi. jako strzygę. Przybyłam. jednak od kiedy został przemieniony minął już ponad miesiąc. Opalona skóra stająca się bladą. Strzygi walczyły. bez względu na to z jaką siłą w nie uderzałam i ciskałam różnymi przedmiotami. pracujących razem było bardzo rzadkie. prawdopodobnie w krótkim czasie znaleźli by jakiś inny powód by zwrócić się przeciwko sobie. Nawet jeśli nie pojawiłabym się tu i nie rozpoczęła walki między nimi. Teraz. była tego dowodem. wyobrażając sobie siebie jako jedną z nich: Czerwone okręgi wokół moich źrenic. by uwolnić go z tego stanu. Tym razem nie przejmowałam się krzesłem i zamiast niego użyłam jednego ze stołów. zmęczona opadłam na skórzaną sofę. Najstraszniejszą zmianą z tego wszystkiego. że dodatkowe obciążenie zadziała. znajdującej się przy drzwiach. Dymitr.

również nie chciałam być strzygą. aż przyszło mi na myśl. że „kombinacja znaków do otworzenia zamka” jest poza moimi możliwościami tłumaczenia. ale zarówno ona jak i murzynek na talerzu wyglądały przepysznie. by dowiedzieć się czy potrzebuje czegoś jeszcze. kiedy drzwi nagle się otworzyły. . pokiwałam głową. Jeśli światło zewnętrzne było jakąkolwiek wskazówką. Mogła być nawet młodsza ode mnie i zastanawiałam się jak skończyła. Pizza już dawno stała się zimna. Podniosła tacę i poczekała przez chwilę. w jakim mogłabym zdobyć broń. przypomniało mi o przygotowanym dla mnie obiedzie. ze zdziwieniem zauważyłam jak jest ładna.powiedziałam. Drzwi otworzyły się z kliknięciem i przygotowałam się do akcji. wzięłam je z jej rąk i położyłam obok mnie. pożarłam jedzenie w ciągu trzech minut. Oczywiście. nie mogły jeszcze minąć dwadzieścia cztery godziny. powinnam obserwować drzwi. podając mi je. pracując w tym miejscu. wpisując odpowiednią kombinację klawiszy i skutecznie blokując mi widoczność. wchodziła w grę tylko jeden raz. − Niech to szlag . Pomyślałam. − Dziękuję. Głodowanie zajmowało mnóstwo czasu i myślę. Jednak w ostatniej chwili się wycofałam. Myślenie o jedzeniu. by gotował. Inna przycisnęła się do drzwi. Strzygi nie mogły nawet normalnie jeść. Moje usta wypełniała ostatnia. Ucieczka z pomocą Inny. podczas moich prób ucieczki. że Dymitr miał rację: zamieniłby mnie na długo zanim zdążyłabym znaleźć inny sposób by umrzeć. Oceniając czas z jakim wpisywała liczby. Wskazując na pustą tacę. Trzymała stertę ubrań i stanęła przede mną. kogo mogły zatrudniać strzygi. w przeciwieństwie do morojów. Z tego co wiedziałam. nie chciałam się zagłodzić na śmierć. że otrzymałam jedzenie. kod musiał być dosyć długi. gdyby pojawiła się kiepska szansa na ucieczkę. że równie dobrze mogę zachować moje siły. którego spożycie nie wymagało użycia zastawy stołowej. właściwie spojrzała na mnie nieśmiało. Powinnam czekać i ją obezwładnić.179 - . jednak jedzenie było fantastyczne. Szczerze mówiąc. Inna wślizgnęła się zwinnie do środka a drzwi zatrzasnęły się niezwłocznie. − Hmm. Nie miałam pomysłu. Byłam pewna. Inna bardzo rzadko patrzyła mi w oczy. Niepewnie. To był długi okres bez jedzenia i okropnie chciałam zjeść pizzę. Wzruszyłam ramionami a mój umysł galopował gdy zbliżała się do drzwi. ale ta sytuacja szybko wymknęła się spod mojej kontroli i tego czego chciałam. Natychmiast naszło mnie wahanie przez zaatakowaniem niewinnej osoby. na kanapie. Inna myśl natychmiast zastąpiła tamtą: ja albo ona. Widząc ją w całej okazałości. kiedy nie zwracałam na nic uwagi.Otworzyłam oczy. od kiedy Dymitr mnie znalazł. tak samo jak gdy był tu Dymitr i Nathan. Nie byłam pewna czemu. że powinnam zaczekać aż je otworzy i wtedy ją zaatakować. Dwa z najbardziej idealnych posiłków na całym świecie. Znowu wszystko zawaliłam. Jakaś drwiąca część mnie zauważyła. Pizza i murzynek. gigantyczna porcja murzynka. Więc. Powinnam to przemyśleć. z pytaniem malującym się w jej brązowym oczach. że Inna będzie mnie sprawdzała. że może czeka. Kiedy zastanawiałam się czy jeść czy też nie. dzięki. nie żeby mi na tym zależało i w międzyczasie zdecydowałam. Rozumiejąc jej pytanie. czy była ciepła czy nie. jednak zbliżało się do tego. Kiedy już się zdecydowałam. Zamiast tego dostała się tutaj. Naprawdę przemyśleli każdy sposób. a właściwie próbowałam powiedzieć przez wypełnione jedzeniem usta. mogła się tu znajdować cała armia strzyg. Dymitr powiedział.

tak by móc widzieć przestrzeń za nią. wślizgując się za otworzone drzwi. że przez jakiś czas będę nosić brudne ubrania. co zrobić z tą informacją i udowodnić sobie. Tak jak Tamara. Pomimo. zaskoczyło mnie to jak zostałam zraniona. Spoglądając w dół. że Adrian zauroczył się Avery. ktoś chciał mnie przebierać. Wszystkie były wykonane z satyny i jedwabiu. Miałam w zanadrzu kogoś. Ubraniami. Najbardziej codziennym strojem była ciemnozielona sukienka a'la sweter. beztroskiego zuchwalstwa. Wreszcie się poddałam i gdy leżałam na masywnym łóżku. że Dymitr może się tu pojawić w każdej chwili i zamienić mnie w strzygę. Interesujące. − Wspaniale. wszystkie w moim rozmiarze. zaczęłam spacerować po pokoju. Był poważny i szczerze mówiąc. zauważyłam. Wygląda na to. Moje więzienie było uzbrojone w podwójne drzwi. próbując sobie wyobrazić śmiałą ucieczkę. ciężkie drzwi. Musiałam tylko odkryć. Nawet jeśli nie interesowałam się nim z . Nie. Moje sny nie zostały odwiedzone i kiedy się obudziłam. Dymitr. zatrzymując mnie dopóki strzygi nie przysłałyby jej wsparcia. Chwilę po tym. wciąż przypominałam sobie jak uprzejmy był dla Jill. dawało mi jakiś promyk nadziei. Mogłaby po prostu poczekać obok drugich drzwi. Jednak w tym momencie. jak również kilka sztuk bielizny i biustonosze. Dopasowana do ciała. To czyniło ucieczkę jeszcze trudniejszą. że niczego nie zawaliłam. jednak każde ustępstwo. Zagłębiając się w stos ubrań. w tym stroju. Dymitr. powiedziałam mu. że wetknięto tam kilka koszul nocnych. powstrzymując się od ataku. Dlaczego tym razem mogłoby być inaczej? Skupiałam się na nim. mogłabym powiedzieć mu co się stało. Nie przejmowałam się swoim obecnym ubiorem. Jestem lalką. Potrzebowałam siły. Jeśli Adrian odwiedziłby mnie w snach. Decydowanie jak się tym zająć było jak decyzja. Poczułam gulę wewnątrz gardła. Jeśli poszłabym za nią. jeśli jednak ponoszę go trochę dłużej. nierozważnie rozrzuciłam ubrania po podłodze. żeby trzymał się ode mnie z daleka.zamiast skoku. zakończona atłasem. jednak nigdy przedtem mnie nie słuchał. które przyniosła Inna były sukienki. kiedy ostatnio ich widziałam. rozmyślając o nieskutecznych planach na ucieczkę. po tym jak Dymitr mnie uderzył. Nie zadziałało. jak tylko mogłam kiedy czekałam na nadejście snu. Nie licząc utraty przytomności. jednak zrozumienie zasadzki. tak jakby moje myśli mogły wysłać jakiś rodzaj sygnału. sprawdziłam co rzeczywiście mi przyniosła. słodki. który go wezwie. uświadomiłam sobie jak byłam zmęczona. wskazywało na to. Wszystko co wiedziałam. To prawda. ujrzałam przelotnie krótki korytarz i coś co wyglądało na następne. kto mógłby mi pomóc. Założyłam ją. jednak nawet ona była wykonana z miękkiego kaszmiru. Dymitr. co zrobić z jedzeniem. nie spałam przez cały dzień. które mój umysł analizował milion razy. moje dżinsy i podkoszulek mogą stać się odrobinę odpychające.180 - . Martwił się również Lissą i nie prezentował swojego typowego. Westchnęłam. robiona na drutach sukienka z długimi rękawami. Była tak szybka jak przedtem. Chodząc. Kręcąc głową. przesunęłam się delikatnie. to mogłoby uniemożliwić mi natychmiastową ucieczkę. Obcisła sukienka z czerwonego jedwabiu. w której się znalazłam. niosło ze sobą ryzyko. nagle naszedł mnie pewien pomysł.

Delikatny szelest papieru wyrwał mnie z zamyślenia i podniosłam się w górę. aż się obudzisz. . to wciąż traktowałam go źle. sądząc. że to hobby zniknie po tym. jeśli mogę spędzić godziny na rozrzucaniu mebli po pokoju. że odżyła we mnie nadzieja i mówiąc w sposób w jaki zwykłam robić to dawniej. Myślę.181 - . budującej moje siły drzemki. co było lekko frustrujące. jak został przemieniony. Spojrzał na mnie i podniósł książkę. Zamiast tego. − Serio? Myślałam. tak jak powinien sądzić. − Zobaczyć się z tobą.zapytałam. podnosząc się z łóżka. − Nie było tak źle.I jadłaś. − Co ty tutaj robisz? . którą dawała ta pozycja. W jakiś sposób.powiedział. nie zawracając sobie głowy spojrzeniem w moją stronę. Cholera. W swoim półprzytomnym stanie. . Kochał westerny. że był skierowany do mnie plecami i zajęło mi tylko chwilę. próbował sprawić bym usiadła. Poza tym. Western. jakiej mógłby mi udzielić. Czego chcesz? Zaznaczył miejsce w książce zakładką i położył ją na stole. − Tak. powinnam go zignorować. Miałem towarzystwo. że twoim jedynym celem jest zrobienie ze mnie jednego z żywych trupów.romantycznego punktu widzenia. Moje nadzieje się rozwiały. No cóż. Dymitr. Nie potwierdził tego. . . zamiast grać w tą grę. kto to. mówiąc. odrobina stania to nic takiego. − Nie jesteś zmęczona tym wiecznym staniem? − Dopiero się obudziłam. ze względu na sytuację. Spoglądały na mnie czerwone oczy i twardy wyraz twarzy. Był zbyt pewny siebie. podczas mojego snu. Straciłam i naszą przyjaźń jak i możliwość zdobycia pomocy. Powinnam zostać cicho. nawet nie zauważyłam mdłości. − Czekam. jestem pijawką jeśli chodzi o pepperoni. że to zszokowało mnie bardziej niż jego zmieniona postawa.Dodał. Pojawiła się we mnie irracjonalna nadzieja i spojrzałam na jego twarz. Rozbawienie w jego głosie zadziałało mi na nerwy. Weszłam do salonu. − Brzmi nudno. jak gdyby powrócił do swojego poprzedniego stanu. że nie jestem w stanie go zaatakować. Ktoś znajdował się w salonie. − Spałaś przez długi czas. Nienawidziłam tego uczucia. wyobrażałam sobie. by rozpoznać. że chce zostać kowbojem. gdy coś co powiedziałam było ignorowane. Spojrzałam w okno. Całkowita czerń. Myślę. Skrzyżowałam ręce na piersi. już kiedy był dampirem i często dokuczałam mu. Było w tym coś… normalnego. Nie wiedziałam czemu wyrzucałam z siebie dowcipne uwagi. Może ostatnie półtora miesiąca było snem. znów chłonąc otuchę. przesuwając się jak najdalej od niego i opierając się o ścianę. szukając jakiejś radykalnej zmiany. siedząc na sofie tak. Nie. Chciałam tylko dwugodzinnej. Szczerze mówiąc.

by przetrwać.odparł . Obdarzył mnie długim. − Słowo skrzywdzić jest bardzo subiektywnym pojęciem. − Oni nie zabijają. Ubrania od projektantów nie przekonają mnie do przyjęcia członkostwa w klubie strzyg.Tak naprawdę. .wzruszył ramionami . . − Jestem lepszy. które się wydzielały i od których prawie się uzależniłam. A mówiąc o niewinności… . Nie jesteś tą samą osobą.182 - . Zabijasz niewinnych ludzi. Zamknął oczy na moment i po chwili znów je otworzył. Silniejsi podbijają słabszych. A już na pewno nie chciałam myśleć o endorfinach. by bawić się z tobą w przebieranie. Słuchanie.Jego oczy zwróciły się w stronę ubrań. . oni odpuszczają. − Odrobina siedzenia to też nic takiego.powiedział.Zadowolony? Pokręcił głową i kilka brązowych włosów uciekło z miejsca.Picie krwi… patrzenie jak czyjeś życie ucieka z ciała i zostaje w twoim… to najwspanialsze doświadczenie na świecie.oczekiwałam otrzymać odpowiedź od starego Dymitra. Dlaczego picie krwi miałoby być dla ciebie takie straszne? Widziałaś jak moroje to robią. ale mój wzrok przepełniało niedowierzanie. w którym związał je w mały kucyk. o którym myślisz. przenikliwym spojrzeniem. nawet po walce i spaniu. Uwielbiałam czytanie o zachowaniu zwierząt. naprzeciw niego. jak opowiada o zabijaniu. W szkole. − To coś innego .odpowiedziałam. To niewiarygodne. Jeśli się nie mylę. przeszłam przez pokój i usiadłam na krześle. . . . nikt nie jest prawdziwie niewinny. który nie przygotowywał mnie do bycia strażnikiem była biologia. które rozrzuciłam po podłodze. − Wciąż jesteś piękna. Znów zapomniałam lekcje Dymitra. Poza tym. To część naturalnego porządku. − To chore i złe. Mówiłem ci. − Jednak nie w sposób.Nie podobają ci się? − Nie jestem tutaj. że nie mam zamiaru cię skrzywdzić. − Dlaczego mi nie ufasz? Spojrzałam na niego.Mówiłem ci już przedtem. silniejszym niż jego konkurenci. przetrwaniu najsilniejszych. Wzdrygnęłam się. Dymitr był moim samcem alfa. Spojrzałam w dal. − Nie. to sama byłaś w to wtajemniczona. Pozwoliłaś by moroje zrobili to z tobą. . co przedtem. że jestem nieustraszona. jak pozwalałam Lissie pić moją krew podczas naszego pobytu wśród ludzi. świat jest stworzony dla drapieżników i ich ofiar.W nagłej potrzebie pokazania. nie chcąc zagłębiać się w to. Strzygi nie były tymi samymi osobami. − Jak możesz o to pytać? Uprowadziłeś mnie. powiększyło moje nudności. moim ulubionym przedmiotem. . Stłumiłam westchnienie.

przyciągając do siebie i popychając mnie na sofę. . . Że jesteś w stanie mnie zabić. − A co będzie z nią? Zostanie sama. − − − − − − − − Nie potrzebuję żadnej z tych rzeczy . pozostanę tutaj. Zmrużył oczy. gdy jego blada skóra wciąż była zimna. Będziesz wolna.I jeśli naprawdę chciałaś mnie zabić. W ostateczności możemy być tak silni jak Galina. . Jeśli zostaniesz ożywiona. To cię pochłonie. Czerwień w jego oczach. Co później? Wrócisz do domu? Wrócisz do Lissy i pozwolisz jej kontynuować wszczepianie wewnątrz siebie ducha? Nie wiem . Tak długo jak będzie kontynuowała używanie magii. W tym punkcie musisz mi zaufać. Zesztywniałam w jego ramionach i popatrzyłam w dal. jednak u niego… to było obrzydliwe. Miłość i strach. który czułam na całym moim ciele był ciepły. wiesz o tym. mogłam zauważyć kły wewnątrz jego ust.odparłam sztywno. Lissa nigdy więcej nie będzie dla ciebie postrachem. Po raz drugi. jego ciężar. nie jest. że kłamię. błyszczała.będzie nasze. wolni od zasad. . Moglibyśmy naprawdę być razem. w tym momencie. w całości twoje. usadowił się w połowie przy mnie i w połowie nade mną. − Co to znaczy? Masz zamiar dołączyć do Nathana i zacząć na nią polować? − To co się z nią stanie to nie mój problem .Ty nim jesteś. − Nie. bez mrugnięcia okiem? Jeśli chciałaś żyć w ten sposób. − Jak już powiedziałem. wiedząc. bez względu na to jak daleko od niej się znajdziesz. że spróbuję uciec.odpowiedziałam. Nie . − Tak? Wiesz. Chcę być z tobą.Przesunął się delikatnie i zbliżył usta do mojej szyi. to po co tu przybyłaś? Przybyłam tu by cię uwolnić. Podczas. zawsze będziesz czuła tego efekty. Jestem wolny . Dymitr podniósł się i chwycił mnie. wokół mojego ciała. Przez chwilę bawiłam się pomysłem. powinnaś to już zrobić. najsilniejszy z silnych. Pokochasz to. I taka była prawda. Bycie z tobą nim jest. Rose. jednak szybko go odrzuciłam.odparł.odparł .odpowiedziałam. Że jesteś w stanie uciec. Z ręką. Byłam zbyt oszołomiona. czegokolwiek zapragniemy . gdy widziałam ją z tej odległości i kiedy mówił. Zwrócił moją twarz ku sobie. Moje plany nigdy nie wybiegały poza znalezienie go.183 - . tak że znów patrzyliśmy na siebie. ja nie chce być z tobą. to nie mój problem. Byłam przyzwyczajona do ich widoku u morojów. Więc czego chcesz? Wrócić do Akademii? Służyć morojom.Przypuśćmy.powiedział ze złośliwym uśmiechem. które narzucają nam inni. Przynajmniej dopóki będzie żyła. Jeśli Dymitr chce mnie tu trzymać. którzy narażą cię na niebezpieczeństwo. Nie chcesz mnie? . czułam dziwne uczucie bycia i nie bycia z Dymitrem. . że to prawda. że nie miałam czasu by zareagować. Więź zostanie zniszczona.Kiedyś mnie chciałaś. by się poruszyć.To stało się tak szybko. Możemy mieć miejsce takie jak to. Teraz możemy być razem.

mogłam myśleć tylko o pocałunku. jednak pocałunek rozpalił ogień między nami. nie. − Mój wygląd zewnętrzny. jeszcze tego nie dostrzegasz. Jego druga ręka zsunęła się pod moją koszulę. z desperacją krzyczała. kiedyś. wycofując się z pocałunku. Zabijają bezlitośnie i zdobywają to.z jego ustami tak blisko mnie. Nie tym razem. Jestem lepszy. wszystko byłoby prostsze niż teraz. − Kłamiesz. czego pragną. Był zbyt silny i po chwili. Część mnie. Znów zalało mnie to uczucie. Przybliżyłam się do niego i poczułam. − A jeśli tak się zmieniłem. To było dla mnie jak zimny prysznic. − Jeśli się tak zmieniłem. pozwalając swoim palcom zaplątać się wewnątrz nich. Trwałam w ciszy. racjonalna część mnie stawała się coraz cichsza.− Nie wierzę ci. Nagle jego usta. Jeśli poruszyłabym się choćby na centymetr nasze usta by się dotknęły. Dzięki temu. zimno wobec ciepła mojej skóry. Jeśli będę to powtarzać. Zbliżył się do mnie i zamarłam. w samym środku tego wszystkiego. że mam rację. Gdy kontynuowaliśmy całowanie. mój język delikatnie dotknął ostrego krańca jednego z jego kłów. Wiesz. że pocałunki się zmieniają. to co innego. nie. Po prostu. Nie potrzebuję cię teraz. kiedy to robiłaś. jaką zdołałam zgromadzić. nim cokolwiek miało szansę się zdarzyć. znów odnalazły moje. kiedy był tu po raz ostatni. szarpnęłam głową z dala od niego. moja siła. Nie. Roza. Cicho zaprotestowałam i nadaremnie próbowałam uciec z jego objęć. jestem taki sam. To było doskonałe pytanie. która zawsze kochała Dymitra zajęła jej miejsce. Z największą ilością siły. kiedy jego pożądanie wzięło górę. Wtedy. . to dlaczego nie zmusiłem cię do przemiany? Dlaczego pozostawiłem ci wybór? Żartobliwa odpowiedź była na moich ustach i nagle znikła. Zawsze wiedziałem. . Wiem to. Jego usta były zimne. a on kontynuował mówienie.Wciąż nie wiedziałam co powiedzieć i to sprawiło. że to co robiliśmy było złe. to może stanie się prawdą. Pragnęłam cię. Nie odpowiedziałaś. bez wątpienia stałabym się taka jak on. − Wierz w co chcesz. − Taka jest prawda. nie posiadając się z radości. Już cię nie potrzebuję. Więź między nami się nie zmieniła. Dlaczego dawał mi wybór? Strzygi nie pozostawiały ofiarom żadnego wyboru. ze sposobu w jakim dotykał moich włosów. powinien mnie przemienić zaraz po tym jak mnie miał. Jeśli Dymitr naprawdę chciał żebym do niego dołączyła. tak. Jednak poza tym. Moje wnętrze się nie zmieniło. Jego usta ułożyły się w jeden z tych strasznych. − Wszystko się zmieniło. I miał rację. Nie myśl o tym. nie chciałam uciec. oddałam pocałunek. Tylko dlaczego? Jeśliby mnie przemienił.184 - . Racjonalna część mnie. Ogień i lód. wymuszonych uśmiechów. Minął już dzień a on otoczył mnie luksusem. który mi podarował. Ostatnim razem zakończył pocałunek. to dlaczego wcześniej oddałaś pocałunek? . że jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. ze sposobu w jakim jego ciało naciskało na moje.

że moje ciało go pragnie. Roza. by znów napić się mojej krwi i przestałam rozumieć co się ze mną dzieje. pozwalając mi na tą niewielką ucieczkę. całe moje ciało wciąż go pożądało. był tą częścią mnie. jednak porównując. Mój oddech był ciężki. To… no wiesz.Nie.… powiedziałeś. Wstępnie pragnęłam zapytać czemu przestał. To było jak bycie zakochanym po raz pierwszy. to było dziesięciokrotnie lepsze.powiedział szeptem. sam z siebie. Znowu poczułam. To było takie słodkie. która zachowała kontrolę. którego znałaś.Jego ręka wciąż była w moich włosach i z użyciem swojej siły obrócił moją głowę. Ugryzienie takie jak to cię nie zmieni.Nie wydajesz się tego żałować. gdy zamknął swoje usta na mojej szyi. Przesunął ręką po ustach. przynajmniej teraz. Wszystko może być tak jak przedtem… tak jak było w chatce. − Jesteś pewna? . Był poruszony tak samo jak ja. powoli walczyłam z oszałamiającą radością. Z pewnością tego pragniesz. − A co z tym? . że jego kontrola była osłabiona. jednak chwilę później. − Dlaczego… Co… . − To wciąż jest twój wybór . Wtedy jego usta powróciły do mojej szyi.Nie robię tego by cię ożywić. przesuwając swoje usta coraz niżej. tak że znów patrzyliśmy sobie w oczy. Ugryzienie strzygi było o wiele lepsze niż to samo od moroja. Nigdy nie czułam nic tak wspaniałego. gdy Lissa piła moją krew. .Nie chcę tego. cóż ja robiłam? To nie Dymitr.powiedział.185 - .zaczęłam bełkotać . który ledwo usłyszałam. Całowałam potwora. to jest dla zabawy. Chatka… − Nie . Przycisnął wargi do mojej szyi i zaskakująco delikatnie obdarowywał mnie pocałunkami. która wypełniła mnie po jego ugryzieniu. że to będzie mój wybór. − Nie . I chwilę później ból zniknął. Nienawidziłam siebie za tą słabość. . Kiedy odsunął się ode mnie.powtórzyłam. czułam się jakby wszelkie szczęście i wspaniałość świata wyparowały. Jednak moje ciało nie było tego takie pewne. a ja wytrzeszczyłam na niego oczy. Jednak mój umysł. . Trochę przypominało mi to. .wyszeptałam. To nie on. Wypełniła mnie gorączka radości i rozkoszy. . Jego oczy były rozszerzone i ciężko oddychał. okropny. Tłumaczenie: Morphine . Było niesamowicie. Ostre ugryzienie jego zębów. A nawet o stokroć lepsze. w całym moim życiu. zaskoczona jak żałośnie i błagalnie brzmiałam.Chcesz tego? − Co… Poczułam to. nie możemy tego zrobić. Przez sekundę ból był rozdzierający. to wypełniające cię bez reszty.Mogłam tylko zgadywać. pełne radości uczucie. Boże.

nareszcie. ale wydawały się ciągnąć w nieskończoność. A rozmawialiśmy o walkach.Rozdział dwudziesty PO TYM DNI BYŁY jakby snem. nie mogłam nawet szczerze powiedzieć ile ich upłynęło. dotykaliśmy i zatracaliśmy się w zachwycie nad swoimi ciałami . Dymitr składał mi wizytę i monotonia się kończyła. Ku mojemu zaskoczeniu. iść za nią.. w kolorze granatowym. czas stawał się udręką. żeby upewnić się czy nie potrzebowałam czegoś jeszcze. Godzinami leżałam na kanapie. Podczas gdy część mnie pragnęła tego i czekała z niecierpliwością. Jeżeli kiedykolwiek miałam wątpliwości co do istnienia Boga. czy to rzeczywiście robi mi jakąś różnicę.pozwalałam mu się ugryźć. w których braliśmy udział albo o życiu. Sukienka. nadal niewiarygodnie seksowny. jak należało się spodziewać. Nic zbyt uczuciowego . z jedną ręką owiniętą wokół mojej talii. aby znowu poczuć tej haj. Potrzebowałam tylko Dymitra. − Pokaż swoją szyję . − Już? . lub bez-Dymitra. którą dzisiaj miałam na sobie była letnią sukienką bez pleców.. zrobioną z jakiegoś cienkiego. wyginając w górę w oczekiwaniu. ciężko mi było uwierzyć. żeby znaleźć wyjście i wykorzystać ją do ucieczki. A po tym. nie pochylił się i nie zatopił we mnie swoich zębów. kiedy endorfiny w moim systemie były na najniższym poziomie. I wtedy. prawda? Teraz. Straciłam rachubę dni. W rzeczywistości.czasem całymi godzinami . Napięłam się teraz przed ugryzieniem. że właściwie odbieraliśmy niektóre amerykańskie programy. które odsuwały ode mnie wszystkie moje problemy.ale mimo wszystko było to przyjemne. Leżeliśmy razem na moim łóżku. z resztą nocy też. jak rozmawialiśmy i obściskiwaliśmy przez jakiś czas . Z pewnością go wówczas dosięgałam. Tak. Jednak przez większość czasu nie byłam pewna. Po chwili.. oplecieni swoimi ramionami. a on wtulił się w moje plecy. tylko częściowo śledząc. Byłam na boku. Może jeden. Inna wciąż okresowo mnie sprawdzała.czasami z bardzo niewielką ilością ubrań. to było to. Przynosiła mi posiłki i robiła moje pranie . a przynajmniej nie od niej. rozwiewały się one właśnie w tych momentach. Sięgnął do kieszeni i .powiedział pewnego dnia. Kiedy go nie było. Nigdy nie potrzebowałam niczego. że za dużo byłoby z tym zachodu. Miałam jakiś plan. Może sto.zapytałam. przylegającego do ciała materiału. Był on całym moim światem.i czekała w pobliżu. Wtedy dostawałam tego napływu.186 - .. ale nadal był wspaniały. gdy wychodziła. w ten swój cichy sposób. że kiedyś bałam się jego nowego wyglądu. aż do końca swoich wizyt. Leżeliśmy razem tak.. W tym czasie. że miałam coś zrobić. biorąc pod uwagę luksus apartamentu miałam dostęp do telewizji satelitarnej. Miałam wrażenie. kiedy zostanę strzygą. ale całowaliśmy. To było niebo. czy angielskiego. co znaczyło tyle. przeszywającej fali substancji chemicznych. jakie wyobrażał sobie dla nas. Mój czas dzielił się tylko na ten z Dymitrem. jak zwykle. Nigdy nie uprawialiśmy seksu. więc byłam w stanie prowadzić swego rodzaju rozmowę. tak jakby cieszyłam się tymi chwilami przed tym.teraz nosiłam sukienki . Pewnie. czy używano języka rosyjskiego. moim najlepszym przyjacielem było TV. Za każdym razem. co się dzieje. jakaś odległa część mnie przypominała sobie.. Spędzałam je najlepiej jak mogłam. Przekręciłam się i zebrałam włosy z szyi i dekoltu. tej wspaniałej. To było. oczy były trochę straszne. Zwykle mnie nie gryzł. już ten plan mnie nie interesował.

Pasuje. zauważył.. Abe Mazur. Dymitr prawie nigdy nie dawał mi prezentów. Był zarówno biały. . któremu czasem udawało się przedostać przez mgłę. − Tak. Dymitr był zły. wywołując na mojej skórze dreszcze. Dymitr zesztywniał. Przyniósł mi dużo biżuterii w tym tygodniu i przysięgam.Jego palce przesuwały się powoli do jednego z ramiączek sukienki. Myślę. a ja tego nienawidziłam. ale ostatecznie się poddał i po prostu chciał. − Mam swoje źródła. − Gdzie to dostałeś? . Upominający głos w mojej głowie. − Nie chcę.nie potrafiłam stwierdzić. Metal był zimny dla mojej zarumienionej skóry. . Uśmiechnęłam się. którego poznałam. po czym strącił ramiączko w dół.. a ja i tak ich nie chciałam. który teraz przykrył całą jego twarz. I co z tego? − Dlaczego? Czego chciał od ciebie? − Nie wiem. ta wściekłość zniknęła i ponownie dotknął palcami mojego ramienia.wyjął naszyjnik. Za starych czasów. On jest niebezpieczny. że każdy następny prezent był piękniejszy od poprzedniego. żebym wyjechała. Jest kimś w rodzaju szefa mafii. żeby mnie odnalazł. ale jego temperatura nie była nawet zbliżona do palców Dymitra. Teraz byłam bezustannie oszałamiana prezentami. − Kto? − Ten facet. Przyłożył naszyjnik do mojej skóry i zapiął go z tyłu szyi. Zgniotłam je i ponownie zatopiłam w marzycielskiej chmurze mojej egzystencji. − Jesteś dokładnie jak Abe. kiedy naszyjnik był taki piękny? Nagle coś wydało mi się zabawne. w jaki niebieskie kamienie błyszczały w świetle. Jak mogłam być zmartwiona. które wydawał się mieć z każdą wizytą. że ktoś z domu go wynajął. pokiwał głową z uznaniem. Zachwycałam się jego urodą i sposobem. w której żyłam. Te ostrzeżenia były pilne. Wśli zgnął pod nie swoją dłoń. żebyś się kręciła w pobliżu Abe Mazura. złoty i platynowy . że byłam związana z jakimś rodzajem wampirzego gangstera. − Piękne. Uśmiechnął się przebiegle. Chwilę później.187 - . który z tych . Kierując palce wzdłuż końców naszyjnika. śledził mnie.zapytałam. . − Abe Mazur cię śledził? Nie lubiłam tego cienia. Chciał się dowiedzieć dlaczego byłam w Rosji.i miał trzy ciemnoniebieskie szafiry wielkości ćwierćdolarówek. Nie miał na to środków.

Jesteś jedyną. i innych niebezpiecznych miejsc. których chciałam na temat Abe . Czy żyjący z martwym mogli to zrobić? 26 Kiedyś. nie potrafiłam zgodzić się 26 Nekrofilka! Swoją drogą. Jednak nawet w chwilach. Obiad. − Co dzisiaj robiłeś? .przyp. gdy byłam wprost nieprzytomna od endorfin. czy może była jakaś niekompatybilność pomiędzy strzygą a dampirem. Sapnęłam i przycisnęłam się bliżej do niego. Zostawił "dużo więcej" mojej wyobraźni i przebiegły przeze mnie przyjemne dreszcze.. Uczucia. to wszystko. − Nie. czasem drażnił mnie swoimi pieszczotami. prawda? − Nie . trudno było się skoncentrować. ale nie gryząc. .. Mgła z endorfin sprawiała. zębami drażniąc skórę. no cóż. ale były czasem dni. że zgadzałam się niemal na wszystko inne. Bez względu na przyczynę.potwierdził. Siedziałam w moim pozłacanym więzieniu i akceptowałam to. W chwilach. Lepiej szybko zmienić temat... Ale pomimo tego.. że wkrótce mnie ugryzie. Ofiara.. Oni są jedzeniem. zazdrość. dotykając moich ud i klatki piersiowej... że nie starał się o seks. Całowanie i picie krwi było upajające. nigdy nie uprawialiśmy seksu. aby ubierać się dla niego. czego chciał.− Oczywiście tacy ludzie nie będą żadnym kłopotem. − Zlecenia dla Galiny.zapytałam. Szazi . Jego gadanie o tych rzeczach było jednak bardziej irytujące niż czułe. że umiałam nawiązać tak zwyczajną i miłą rozmowę. Wspomnienia tego. Dodatkowo przypominał mi jak to było wtedy. więcej.Ale będzie warto. ciekawe jaka to mogła być niekompatybilność? Chociaż chyba lepiej nie wiedzieć .. kiedy zostaniesz przebudzona. Skrzywiłam się. Poczułam próżną satysfakcję a ten irytujący głos w mojej głowie zauważył. a ja wzdrygałam się na samą myśl o tym. Możemy robić dużo więcej. a tym jak mnie dotykał. szczerze dziwiłam się..na temat tego. Pomiędzy endorfinami.. Teraz. jak niezwykłe to było. że jeszcze nie pozwoliłam mu się przemienić. że przez wszystkie dni miał jakąś ofiarę. To szybko się kończy. ale nie będziemy w stanie więcej tego robić.. Nie byłam pewna. uznałabym seks z jednym z nich za absolutnie odrażający. − Pijesz z nich. Strzy gi nie piją z siebie nawzajem.188 - . Ale rozmawianie o Abe denerwowało Dymitra. bym zgodziła się na przemianę. Sięgnęłam do góry i dotknęłam jego twarzy. kiedy chciałam. gdy tak się do siebie zbliżaliśmy i pragnęłam zrobić to ponownie. że jest to niewiarygodnie chore i pokręcone. co Abe robił. gdy byłam półprzytomna. a wtedy skierowałam rękę do tych wspaniałych. Prędko wpadłam w wir ochoty. które zawsze kochałam. nie były aż tak wstrętne jak. jak się czuły nasze ciała. Gdzieś z tyłu mojej głowy zastanawiałam się. nie ważne jak namiętnie się sprawy miały. jak się kochaliśmy nawiedzały mnie. które mnie do tego zainspirowały. z której czerpię przyjemność. Roza. czy Dymitr znał odpowiedzi. Obiad. miękkich włosów. po prostu nie myślałam za dużo o powikłaniach. Miałam coś w rodzaju nadziei. czy używał tego jako zachęty.. To zazwyczaj zamykało ten racjonalny głos. będąc pod wrażeniem. dla zabawy? Skierował swoje usta ku mojej szyi.. − Ciągle chcesz mnie przebudzić.

− Chodź . Ups.nie często kiedy się nie zgadzałam. Pomimo jego mocnego uścisku. a przez moje ciało przepłynęła nagła potrzeba. like you do it. Łou. Nie możemy. Ale korytarz prowadzący z 27 Hahaha. Ręce.Idziemy. jakby była żartem.. Nic nie stanie na naszej drodze. tutaj mieszkałam w luksusowym apartamencie na ostatnim piętrze. kiedy się pochylał. Jego uścisk bolał i często zastanawiałam się. ale wryło mnie w miejsce. Był tak zręczny przy blokowaniu mnie od klawiatury jak Inna. Jakaś mała część wewnątrz mnie wciąż odmawiała ustąpienia. ten głos krzyczał: Uważaj. Nie powinnam być zaskoczona bogactwem. Usiadłam na łóżku oniemiała. teraz zostały połamane na tysiące kawałków i zdmuchnięte daleko stąd. objęłam ramionami jego szyję i próbowałam go pocałować. − Możemy robić wszystko co chcę . że te drzwi miały różne kody.na przemianę. na zewnątrz? Ale. Ale czasami . − To nie jest żart . . poprowadził przez te drzwi do kolejnego korytarza. To nie brzmiało zbyt dobrze. − O to tutaj chodzi . Te chwile mnie przerażały. Nie było szans żebym jeszcze mogła kiedykolwiek zapamiętać tak długi ciąg. Pożądanie i czułość. Nie możesz tu zostać na zawsze.To chwyt marketingowy. mój oszołomiony mózg ciągle próbował przetworzyć tą niespodziewaną wolność. Szazi . Dymitr je otworzył i mogłabym się założyć. które dopiero co mnie głaskały. like you’re high. jeszcze przed chwilą wymalowane na jego twa rzy.powiedział. Mogłam stwierdzić. − Na.powiedział. Hot end soł on? :D Fly like you do it.. to nie jest dozwolone. wyszarpując się ode mnie. widziałam iskrę złości w jego oczach. że ogarnęło go podobne pożądanie. 27 nie żeby to teraz miało jakiekolwiek znaczenie. nagle złapały moje nadgarstki i trzymały na miejscu.przyp. Podążyłam za nim do drzwi. To ta od Love. Jakby nie patrzeć. Życie wieczne. Gapiłam się w zdumieniu. drzwi prowadziły do krótkiego korytarza zakończonego kolejnymi drzwiami. a ja gapiłam się głupio za nim. Wyciągnął rękę i pomógł mi wstać. . czy to było w jego zamiarze. ale parę sekund później je przerwał.Nie możemy zostać jak teraz na zawsze. like you try.droczyłam się. Jak zauważyłam pewnego dnia. Drzwi ponownie kliknęły i wyprowadził mnie na zewnątrz. .189 - . Również były ciężkie i miały blokadę klawiatury. Zimna irytacja dalej była widoczna na jego twarzy. Bycie niezwyciężonym. Wstał. Przez większość czasu lekceważył moją odmowę. Kiedy w końcu mnie uwolnił. Moje zlekceważenie z powrotem wywołało u nie go tę twardość. pomiędzy nami wybuchnął ogień. nie mogłam nic na to poradzić. wobec którego nagle stanęłam. − Dokąd idziemy? − Na zewnątrz.stracił nad sobą panowanie. pewnie robiła koncerty Rose i tak ją blokowała .. czy po prostu nic nie mógł poradzić na swoją gwałtowność. like a woman! Jejeje. Biorąc mnie za ramię. − Możemy o tym porozmawiać później? Gdy nasze usta się spotkały.

nie ważne jak czarujący i uprzejmy czasem się wydawał. − Jesteś taki pewny siebie. Spojrzenie. Dymitr wzruszył ramionami. − Nie. Dymitr zesztywniał i przyjął obronną postawę. wyglądające na zabytkowe. Opierał się o ścianę naprzeciwko moich drzwi i widząc nas natychmiast się wyprostował.Dymitr posłał mu wypełniony jadem szeroki uśmiech. żebyś mógł się zachowywać jakbyś tutaj rządził. Biorąc mnie za rękę.Już wystarczająco złe jest to. − Czy ona wygląda jak zagrożenie? Oczy Nathana skierowały się na mnie. Luksusowy dywan był pokryty złotym wzorem konia wyścigowego. − Co ty robisz? Ostry dźwięk głosu Nathana wyciągnął mnie z kryształowego transu.Nie powinno jej być tak ciężko w to uwierzyć. dopóki nie uderzyłam w ścianę. rozpraszając małe plamki tęcz po ścianach. . zaczął się odwracać. żebyś ją trzymał zamkniętą. ale mój strach przed Nathanem przebił jakąkolwiek obrazę. Galina wydała ci rozkazy. że nadal ją tu trzymasz. Nie sądziłam. − Nie moja wina. Nie przypominał. . Wpatrywałam się zauroczona na to lśnienie i ten kolor i prawdopodobnie dlatego właśnie nie zauważyłam jeszcze jednego "dodatku" na korytarzu. . który od razu zniknął kiedy ponownie zwrócił się do Dymitra. które Nathan posłał Dymitrowi. Kryształy w kształcie kropel łez odbijały światło od swojej powierzchni. wisiały na ścianach ukazując ludzi sprzed wielu wieków w wyszukanych ubraniach. Zamiast tego. ten sam.190 - . Dymitr kiwnął w moją stronę. Zrobiłem to po to. Obrazy. ale mały uśmieszek pojawił się na jego ustach. Nie byłam całkiem pewna co zobaczył. . że nie jesteś wystarczająco silny żeby mnie do tego zmusić .Brzmiał jakby mówił o psie. żebym wyglądała aż tak inaczej. w których ludzie chodzili sobie na herbatkę w salonie. rozciągniętego w obie strony korytarza. czułam się jakbym była w jakimś starym filmie z rodzaju tych. . Miał ten sam okrutny wyraz twarzy. żebyś mógł użyć swojej siły i wewnętrznej wiedzy. Powinieneś odpowiadać przede mną. Nie potrzebujemy jakiś samotnych dampirów kręcących się wokół. jaką mogłam wziąć. Całe to miejsce oświetlone było małymi żyrandolami. Nie przebudziłem cię po to. sprawiło że nieświadomie odsuwałam się do tyłu.mojego pokoju był surowy i miał przemysłowy wygląd i jakoś wyobrażałam sobie resztę domu jako równie przemysłową i przypominającą więzienie. który był charakterystyczny dla strzyg. − Zabieram ją na spacer. Powiem jej. który czasem widziałam u Dymitra. − Dogadam się z Galiną. które rozmieszczono wzdłuż sufitu co jakieś dwa metry. ale kazano mi niańczyć te drzwi i nie zamierzam pakować się w kłopoty dla twojej szkolnej wycieczki.powiedział Nathan. − To jest sprzeczne z zasadami . przy których moje sukienki wyglądały tanio i pospolicie. że cię obezwładniłem.

I ich nie było.powiedziałam. Ginger). żywy czy nieumarły. odwrócił się żeby złapać Nathana i rzucił drugą strzygą w ścianę. Siedział na podłodze. Ręka Dymitra zacisnęła się na mojej i zwiększył tempo. który przyćmił te małe. Bez żadnego słowa. Ale przez cały ten czas. iż wiedział że to się stanie. − Nawet tego nie próbuj . nie chcąc by Dymitr się dowiedział. zachowując się dokładnie tak odważnie. Nathan upadł. co nie zdarzało mi się zbyt często. Ona jest tylko lunchem. Obok odurzenia w jakim utrzymywały mnie jego ugryzienia.Nie masz się czym martwić. Ale kiedy zaczęłam iść za nim. Dymitr się odwrócił. zawsze miał uzasadniony powód do walki . Mogłam czuć furię wydzielającą się od niego i nagle nie byłam pewna. Szazi. częsta utrata krwi mnie osłabiała i zbierała swoje żniwo (czyt. a jego oczy sztyletowały Dymitra.starł krew Nathana z ręki.To właśnie wtedy Nathan rzucił się na Dymitra. miała swoje skutki uboczne przyp. . W przeszłości widziałam go atakującego przeciwników bez strachu czy wahania. że jego również się boję. Byłam całkiem pewna. Wejście miało wielki sklepiony sufit z wyszukanym żyrandolem. a potem ponownie wplótł swoje palce w moje. które wcześniej 28 Endriu Lepper pewnie w tym maczał swoje paluchy. drugi. Parter budynku sprawiał takie samo wyniosłe wrażenie jak korytarz na górze.Przegrasz . Bielikow. Lun chem. Szazi . Dymitr wydawał się tym cieszyć. jego twarz pokrywała krew. Natychmiast uwolnił moją rękę.zazwyczaj była to samoobrona. Zawsze był wspaniały. a potem trzeci raz.raz. kogo powinnam się bać bardziej: Nathana czy Dymitra.Powiedziałem ci. Ale dzięki za troskę. Uderzył Nathana w nos . Nathan od razu się podniósł . w postaci bezmózgowia i chorej wyobraźni :P . Głos Nathana zabrzmiał za nami donośnie. Dymitr odpowiedział na atak tak szybko.przynajmniej dopóki nie zwrócił swojego wzroku na mnie. To była próba udowodnienia swojej dominacji i szansa do rozlewu krwi. Zazwyczaj byłam gotowa przyjąć każde wyzwanie. żeby ruszyć kogoś takiego jak on .191 - . 28 Jego konfrontacja z Nathanem była jednak czymś więcej.powiedział ostro Dymitr. − Nie jesteś bezpieczny! Żadne z was nie jest. .potrzeba było więcej niż tego rodzaju uderzenia. dogadam się z Gali ną. stało się jasne że nie będę zdolna poradzić sobie z czterema kondygnacjami. widzicie. Doszliśmy do schodów. nie ważne jak rozpaczli we. rzuciłam Nathanowi szybkie spojrzenie przez ramię. że nigdy przedtem nie widziałam spojrzenia pełnego tak czystej nienawiści .ale Dymitr był gotowy. najwyraźniej nie spodziewając się już więcej ataków. Czułam się słaba i zupełnie bezbronna. Dymitr wziął mnie na ręce i bez wysiłku zniósł na dół. że sądzę. Zalało mnie zimno i potknęłam się próbując nadążyć za Dymitrem. Dymitr kopnął go mocno w brzuch i pochylił się nad nim. polityka jest wszędzie! . Dymitr był bogiem.przyp. .przyp. delikatnie stawiając mnie kiedy doszliśmy do najniższej klatki schodowej. Po kilku krokach. − Nie dotknie cię .powiedział Dymitr. jak to powiedziałam jego rodzinie. wszystko w szybkiej serii. Co jeśli zdecydowałby w ten sposób zwrócić się przeciwko mnie? Co jeśli moje ciągłe odmowy popchną go do tortur i skrzywdzi mnie zanim się w końcu zgodzę? − Nathan mnie przeraża .

To była ta strzyga. że jesteś tutaj niezłym dodatkiem. wydawała się być fantazją zbyt szaloną. − − − − − On chce mnie zabić . Nowoczesny system zabezpieczeń umieszczony wśród tego pełnego uroku starego świata. że go szukam. − Rose Hathaway . że ktoś musiał zadać sobie okropnie wiele trudu. który od razu rozpoznałam. ale rozległe ogrody rozciągające się wokół nas sprawiły. kiedy napotkał mój wzrok.odpowiedział Dymitr. W jego pobliżu. żeby w ogóle o niej myśleć. To wcale mnie nie pociesza. drewniana kratownica obrośnięta pnączami.ażurowa. On naprawdę chce. torturowałam go. Oczy strzygi nawet na chwilę mnie nie opuściły. kiedy z Dymitrem byliśmy w szkole. Przez trochę szliśmy w milczeniu i przyłapałam się na zatraceniu w romantyczności tego wszystkiego. że znajdowaliśmy się z przodu domu. − Marlen nie jest kimś. to nie tak że mogłam wtedy oczekiwać. pochłaniał mnie strach przed tym. Przez cały czas. Wiem. częsta jako motyw dekoracyjny w plastyce okresu rokoka . wspinającymi się po treliażach 29 i posągach w labiryncie. przyciętego z perfekcyjną dokładnością. Wszędzie były kwiaty i jeszcze więcej kwiatów. Szazi . Chwila taka jak ta. Przez foyer pomyślałam. Oprócz tego.powiedział. ta. Przed nami również pojawiła się kolejna strzyga. Oczywiście była noc. którą wysłałam żeby powiedział Dymitrowi. . Jedyny gatunek. Narobiłam sobie zbyt wielu osobistych wrogów wśród strzyg ale przecież.dopóki nie zobaczyłam jego twarzy.Pamiętam twoje imię . ze swoimi długimi pnączami. Byliśmy otoczeni labiryntem z żywopłotu. kim powinnaś się przejmować. widocznie pełniący służbę. Od tamtej pory popadł w niełaskę i stracił tutaj trochę ze swojej pozycji.. Wewnątrz labiryntu znajdowały się małe dziedzińce. Powietrze było przesiąknięte ich zapachem i doszłam do wniosku.. Przed nami pojawiły się ozdobne podwójne drzwi. Wszystkie strzygi chcą cię zabić . kiedy spacerowaliśmy po ogrodzie w wiosenną noc oświetloną gwiazdami. kiedy odchodziliśmy. ale mocniej ścisnęłam rękę Dymitra. jak pogodzić nasz związek z naszym obowiązkiem. którą torturowałam tej pierwszej nocy w Nowosybirsku.192 - .widziałam. udekorowane fontannami lub posągami. że to był naturalny strażniczy odruch . ukwieconymi na biało. Twoja walka z nim tylko udowodniła Galinie.przyp. umieszczony w ścianie był panel z przyciskami i migotającymi światełkami. że stworzę sobie przyjaciół wśród strzyg. dopóki nie wyszliśmy na zewnątrz i zamknęły się za nami drzwi.powiedziałam Dymitrowi. mężczyzna siedzący na krześle. że zaczęłam się zastanawiać czy teraz nie byliśmy na tyłach. dopasowane do okien z witrażami. zazw. On jest mniej ważny. Nawet bez trudności związanych ze 29 Treliaż.dokładnie tak jak mi kazałaś. żeby znaleźć takie. tworząca ściany wnętrz i ciągów ogrodów barokowych i rokokowych (dziś przeważnie na ścianach budynków). Albo może cały dom był owinięty tym rodzajem zieleni. to był jaśmin. W przeciwnym wypadku Dymitr nie zabrałby mnie na zewnątrz. Odrobinę wydymał usta. Niezbyt mnie to uspokoiło. nie powiedział nic więcej. które zakwitały nocą. Dymitr wydawał się być tym niezainteresowany. Zesztywniał kiedy podeszliśmy i najpierw pomyślałam.

. naprawdę udało mi się spławić mój strzygowy radar w postaci mdłości. w której żyłam. to doprowadza mnie do szału.Kiedy nie odpowiedziałam. Czułam to w pobliżu Nathana i czułam to teraz. skręciło mnie w żołądku. Nie podoba ci się to. Kochałam mgłę. Twój wzrok jest lepszy od mojego. . Zatrzymałam się i westchnęłam. . Widocznie on również nie wiedział. czego jeszcze nie słysza łam u strzygi.powiedział to w tak oczywisty sposób. który spędziłam z Dymitrem. co mamy? Mogłoby być nawet lepiej. jakoś spodziewałam się innej odpowiedzi. Jednak obecność innej strzygi to potęgowało. Czy cienie wydawałyby się takie tajemnicze? Czy księżyc i gwiazdy świeciłyby tak jasno? − Nie wiem. ale jednak. mgłę w której znikały wszystkie zmartwienia. Doszłam do wniosku. dodał. − Tylko dlatego.powiedziałam wpatrując się do góry w niebo. Kochałam być blisko niego. .schodami.Jakie to jest dla ciebie? − Hmm? − Jest wystarczająco jasno żebym widziała całkiem wyraźnie. Było czyste. Chcę żebyśmy byli razem. Westchnęłam.nie miałam pojęcia dlaczego w ogóle o to zapytałam. Tak jakby lubię ciemność.. a on dołączył do mnie chwilę później.zapytałam.. Zwrócił się w moją stronę i odgarnął włosy z twarzy.Dla ciebie też mogłoby tak być. kiedy robiliśmy na śniegu aniołki. jakby to było najgłupsze pytanie na świecie. że prawdopodobnie było. . − Dlaczego mnie chcesz? . − Dlaczego miałbym cię nie chcieć? . co było czymś. Próbowałam sobie to wyobrazić. Jego słowa brzmiały romantycznie. Dymitr również się zatrzymał i pomógł mi usiąść. − Więc opowiedz mi. Przez cały ten czas. Jestem zmęczony tym czekaniem. − Dlaczego? . zbyt wiele chodzenia stawało się wyczerpujące w moim stanie.brzmiał na zakłopotanego. − Rose. ale jest ciągle ciemno w porównaniu do dnia. a w za sięgu wzroku nie było żadnych chmur. Co widzisz? − Dla mnie jest tak jasno. że nie znasz niczego lepszego. jakby był dzień.powiedziałam. kochałam sposób w jaki mnie całował i mówił że mnie chce. ale ton głosu już nie. Właśnie wtedy.193 - .. Trawa była sucha i łaskotała moją skórę. − To niesamowite . − Dlaczego co? . Miałam dziwny i przerażający moment déjavu. Położyłam się na niej na plecach. przywołując to popołudnie. − Jestem zmęczona . Podobało mi się to.

zapytałam. że zwykłe dziękuję było wystarczająco dobre. Szazi..194 - . jak często potrzebowałam jego pomocy. że dalej tutaj jesteś. żeby pozwolić ci zostać. podczas gdy zwykłam mu niemal dorównywać. Była wyprana z wszelkich emocji i czułam się jakby moja cała dusza odsłaniała się przed nią. akcent pada tak. nie wydawało się to już takie ważne. Pewnie był zaalarmowany przez swój lepszy słuch. co brzmiało jak zakończenie dyskusji i zostawiła nas bez żadnego pożegnania. że powinno się czytać ‘spasiba’. to prawdopodobnie znała angielski i tylko udawała jak Yeva. Dymitr coś odpowiedział. Nie miałam pojęcia dlaczego miałaby to robić. przysłaniając gwiazdy.nie zmienił się po moim podziękowaniu i zwróciła swoją uwagę ponownie na Dymitra. Wyraz twarzy Galiny . − Spasibo30 .to jest Galina. − Nie podoba jej się to. Dymitr sięgnął w dół i pomógł mi wstać. Przełknęłam ślinę. Ciemny kształt zbliżał się do nas. Kiedy rozmawiali. jak jej uroda. Taka ciekawostka. W końcu. Jeśli była jego byłym instruktorem i trenowała w zwykłej Akademii.ale stwierdziłam.powiedziałam. załapałam wystarczająco żeby zrozumieć. Um. był bardzo stary i moc wręcz od niego promieniowała. a Dymitr zrobił to samo prawie w tym samym czasie. . jednak nie miałam bladego pojęcia skąd wiedział gdzie iść. ale jeśli możesz połamać kark nastoletniej dampirce. Za to złość Galiny była. a Dymitr wskazywał parę razy na mnie. Ani Dymitr. słyszałam jak wspomnieli parę razy imię Nathana. Podczas gdy nie byłam pewna tutaj wielu rzeczy.. kiedy tu byłam. że to znaczy „Dziękuję” . w surowy i przerażający sposób. − Chodź . − Och. Galina powiedziała coś. To było zabawne. Ja dodam tylko. Ginger . Była uderzająco piękna. ale mogłam wyczuć że była starsza i dużo silniejsza od Dymitra. że miło mi ją poznać . Twarz Galiny nie wyglądała tak uprzejmie. − Rose . gdyby ktoś chciał szpanować rosyjskim . Czułam się zażenowana tym. 30 Umgh. Szliśmy z powrotem przez labirynt. Uznałam te słowa za mocne. a jej głos był tak lodowaty. tonem zarówno pewnym siebie jak i grzecznym. To ona była na tyle uprzejma.albo raczej jego brak . Tej kobiety nie było w pobliżu przez dłuższy czas. Teraz. Nie wiedziałam jak jej powiedzieć. Ja zostałam tam gdzie byłam. ani ja nie poruszyliśmy się dopóki nudności nie ustąpiły.powiedział .i szczerze powiedziawszy. Kiedy przybyłam tu po raz pierwszy. nie byłam nawet pewna czy tak było .Wyprostowałam się. Rozmawiali nade mną. Chce żebym cię przebudził lub zabił. co zamierzasz zrobić? Przez parę sekund nic nie mówił.powiedział. Isaiah. Jej budowa była podobna do mojej. wskazująca na to. − Co powiedziała? .P – przyp. moim marzeniem było wydostać się na zewnątrz i uciec. Powiedziała do niego coś po rosyjsku.przyp. cóż. że moje ciągłe mieszkanie tutaj było rzadką i delikatną sprawą. że nie była morojką kiedy została przemieniona. To była kobieta i Dymitr wystrzelił w górę.Powinniśmy wracać. to masz prawo robić co tylko chcesz. strzyga który mnie porwał. czyli na ziemi.

w końcu zanikający w ciemności i wtapiający się w czarne niebo . − To wszystko. a potem z powrotem zwróciłam swoją uwagę na Dymitra.który był szalenie wielki.− Poczekam jeszcze trochę. kiedy patrzyło się na niego z zewnątrz .195 - . powiedziałam − Jak długo? − Nie długo. Życie razem. − Dopóki jej nie zabijemy. − Jak długo trwa ta chwila? Zatrzymaliśmy się na zewnątrz domu.. I dokonać odpowiedniego wyboru. zanim zostanę strzygą. Nie sprecyzował jakiego wyboru dokona i prawie zaczęłam moje wcześniejsze wołania o śmierć. Ale nagle. Zmarszczyłam brwi badając to. Dymitr spojrzał w dół w moje oczy. która miała delikatną poświatę szkarłatu.i na piękne ogrody dookoła nas. cienkiej części na horyzoncie.. Roza. a wyraz jego twarzy rozjaśnił się tak. zamiast tego. a potem. To było jak coś ze snu. dokonam wyboru za ciebie. Wyłoniliśmy się z labiryntu. Rose. że musiałam się trochę odsunąć. − Czyli? Podniósł ręce do góry. Za nim rozciągał się niekończący się krajobraz. Musisz wybrać.z wyjątkiem jednej. − A wtedy co? Wtedy też będę pracować dla Galiny? − Przez chwilę. Tłumaczenie: Szazi . Wpatrywałam się w dom . Dopóki jej nie zabijemy i nie przejmiemy tego wszystkiego dla siebie.

Myślałam. stanowiąc zaskakujący kontrast do ognia. Wtuliłam się w niego mocniej. Nagle. że coś takiego znowu się wydarzy. Na początku myślałam. że musiałabym mieć do czynienia z Bóg jeden wie iloma strzygami. przypominając sobie wszystko z tak wielką tęsknotą. mijając strzygę postawioną na warcie i zaprowadził po schodach do mojego apartamentu. ale byłby dużo lepszy gdybyś została przebudzona.. jak zacząć je odbierać. Zabrał mnie z powrotem do środka. Nie mogłam myśleć o niczym innym z wyjątkiem tego. Śniłam o chatce przez bardzo długi czas. że mnie dotykał . Z deka zdałam sobie sprawę. gdy zasypywał moje ciało nienasyconymi pocałunkami. Pragnął mnie . I szczerze? Byłam bardzo blisko zgodzenia się. Dymitr otoczył mnie ramieniem i przyciągnął do siebie.Nie. dla którego nie możemy? Dopóki nie znalazłam się tutaj. Gdyby w korytarzu nie było strażnika i Inna szybko wróciła. podnosząc moją spódnice niemal aż do biodra. rozpinając wszystkie guziki. a wtedy zrobimy wszystko co zechcesz. niż z tego pokoju. Niecierpliwość i zapał paliły niemal każdą część mojego ciała.. że to była karta przetargowa.Dlaczego? . Przesunął swoje usta z moich w dół na szyję i ramię. Przez kilka krótkich chwil. pozwól mi. próbując przyciągnąć go jeszcze bliżej. Nathana już nie było na zewnątrz.Jeszcze nie teraz. Nie dopóki nie zostaniesz przebudzona. Na zewnątrz było chłodno i nawet. to jego ubranie i marynarka dostarczały jakiegoś ciepła. prawie tak szybko jak te myśli pojawiły się w mojej głowie. zbliżając swoje usta do mojego ucha − .prawie. zniknęły. że celowo mnie odpychał. Czy jest jakiś powód. Gorączkowo próbowałam całkowicie ściągnąć jego koszulę. Moje ręce przesunęły się w dół po jego koszuli.spytałam rozpaczliwie. W tym czasie jego palce przesuwały się po mojej odsłoniętej nodze. − . żebym mogła dotknąć jego klatki piersiowej.196 - . ale teraz mogło i byłam zdumiona tym..Rozdział dwudziesty pierwszy DYMITR NIE ROZWINĄŁ TEGO. mocno i gwałtownie.. Byłam zbyt zaskoczona jego słowami i resztą wydarzeń tej nocy. . z zadziwiającą ostrością wyrwał się i pchnął mnie w dół. Wplotłam palce w jego włosy. . by przełamać moje przyćmione wpływem endorfin myśli. żeby się stąd wydostać. który mnie palił.Dlaczego to ma takie znaczenie? Czy jest. że to tylko dalsza część naszej gry wstępnej. jak okropnie tego chciałam. Pochylił się nade mną. Wprawdzie to oznaczałoby. jeśli jego ciało było zimne. ten dokuczliwy głos w mojej głowie mówił wystarczająco głośno. ale potem zdałam sobie sprawę. miałabym bardzo dobrą szansę pogrozić jej wystarczająco. żeby namówić mnie do poddania się. gryzł.. . Pozwól mi to zrobić. Wówczas. Jego skóra ciągle była zimna w dotyku. ale moje szanse na ucieczkę z domu były większe. ale zamiast tego nasze usta się spotkały.. − .. opuszczając ramiączko sukienki.. gdy jego ręce dotykały całego mojego ciała.Nie .powiedział surowo. Nigdy nie spodziewałam się. żeby nawet wiedzieć. uprawianie seksu ze strzygą nigdy nie przyszło mi do głowy. Moje ciało przysłoniło umysł .i cóż.ale używał seksu jako wabika. Jego ręka ciągle była na moim nagim biodrze. że zamierza mnie ugryźć.to było wypisane na całym jego ciele . Może to po prostu nie było możliwe.

. że niezbyt długo.197 - . że moimi jedynymi opcjami było dać się zmienić albo umrzeć? Zdawało się.Cierpliwość Galiny się kończy. Uśmiechnęłam się i starałam się znowu do niego przytulić.. Nie. Jak długo mogę jeszcze używać tej wymówki? Jego zwężone oczy powiedziały mi. Nie będzie bolało.Ugryzienie. Odwróciłam wzrok. − . − . którego kochałam.powiedział oschle.... Mogłam powiedzieć. że ciągle mamy czas. − . zmysłowego czy prawie .Mówiłem ci. . Spodoba ci się to. Świat był cudowny i szczęśliwy i nie miałam żadnych zmartwień. Tak jak kiedy się całowaliśmy. teraz było dla mnie niczym.nie miałam czasu na martwienie się czymkolwiek z tego.powiedziałam zarówno zmieszana jak i wystraszona.. to było w nim nieco mniej strzygi. Odsunął się.. − . który czułam kilka chwil temu. Strach...Nie wiem . był bliższy Dymitrowi. jaką miałam. myślisz. ... ale nie wspominałam o tym właśnie teraz.. moje zmieszanie . Uwolnił mnie i usiadł. jego usta były gorące przy moim ciele.Muszę iść . Całą jego posturę wypełniała frustracja. a dotyk jego języka i zębów wysyłał fale elektryczności. − .Muszę załatwić pewne sprawy. Dlaczego on nadal nie mógł być groźny i straszny? Byłoby o wiele łatwiej tupnąć nogą i się sprzeciwić. gdy dalej mnie trzymał. nie taka zła. Nic nie powiedział i bez żadnego ostrzeżenia pochylił się nade mną i wbił się we wrażliwą skórę mojego gardła.Przepraszam . że nie będzie więcej pieszczot ani pocałunków.. że zrobiłbym coś. Zamknęłam oczy niemal się przewracając i tylko jego ramię silnie owinięte wokół mnie utrzymało mnie prosto.. przemiana może boleć.powiedziałam bez przekonania.Rose. kiedy życie było takie piękne i tak bardzo kochałam Dymitra.... Cokolwiek związanego z Nathanem i Galiną mnie niepokoiło..− . Ale jakoś. że to drugie może boleć.Nie . Jego groźny wygląd złagodniał i chociaż nie wyglądał dokładnie tak.jęknęłam. boję się. I dlatego tak ciężko było mi się odwrócić. − . Nie wiedziałam. Moja też. oblizując wargi.ale ciągle nie do końca ..Ja.. I tak po prostu nastąpił koniec.. Cholera. jak Dymitr sprzed przemiany. Po raz pierwszy przemiana w strzygę wydała mi się. ale on już kładł mnie na kanapę. spokojnego i rozsądnego. którego Dymitra wolałam.. Nawet w ogniu pasji potrafiłam mu odmówić.Powiedziałeś. że to będzie takie jak to. . co mogłoby cię zranić? Czy to przypadkiem nie była dyskusja. − .łagodnego. moje rozczarowanie brakiem seksu. widząc go takiego. − . To była dla mnie niemal ulga. no cóż. przysięgam. Otumanienie powróciło. Zniknęła jakakolwiek nieudolna strategia ucieczki. muszę po prostu jeszcze nad tym pomyśleć. Przerażającego. co już robiliśmy.

Biorąc pod uwagę to.Ty również . że cię pragnę i nigdy nie pozwolę. gdzie byłam i po prostu czekałam. żeby stało ci się cokolwiek złego. Mógł wyglądać idealnie. ale zamiast tego wydawał się odzwierciedlać swoje zmęczenie z prawdziwego świata. Uśmiechnęłam się szeroko. a wokół nas wznosiły się góry. .Zobaczymy się później. co mnie zasmuciło. I tylko to się liczyło. . jakby bał się. Będę cię chronił. że Adrian nie wróci i że odprawiłam go na dobre. że ciebie tutaj nie ma.Nie. Miał na sobie czarne dżinsy i marszczoną koszulę ze stójkami w odcieniach granatowym i turkusowym. Jego głos brzmiał niepewnie. przypomniałam sobie jak spytałam go w ogrodzie dlaczego mnie pragnął. Słonce świeciło w dół. . − . gdy lustrował mnie od stóp do głów. gdy leżałam na kanapie. Wycieńczone. aż nadejdzie sen. W tych snach przy odrobinie wysiłku mógł kształtować świat i nasz wygląd. że jestem piękna. do diaska. Jego słowa sprawiły. Zatrzymać na zawsze. To było nieco dziwne. stojąc przede mną ..− . Dymitr mnie pragnął.Pamiętaj. co doskonale wyglądało w zestawieniu z jego ciemnozielonymi oczami. że wrócisz. Nie powiedział tego tak dosadnie.Znowu próbujesz się dowiedzieć gdzie jestem? − . Rose . A jednak tutaj był.Przygładziłam dół sukienki. − .albo przynajmniej jego wersja we śnie stała.jego głos wciąż był ostrożny. Jednak te oczy wyglądały na zmęczone. − . czym się przejmuję to to. w co bym cię normalnie ubrał.westchnął. Nagle poczułam jak senność przejmuje nade mną kontrolę. I niespodziewanie znalazłam się w jednym ze snów Adriana. Po mojej pierwszej beznadziejnej próbie ucieczki z apartamentu. że to zrobię. że mogę robić mu kawał. w końcu przekonałam samą siebie. jak mu się tylko podobało. Prawie z niego zrezygnowałam. jak wredna zwykle dla niego byłam.powiedział. Ta myśl jak i cudowny wpływ endorfin ogarnął mnie. − . W ogóle nie przypominał samego siebie.Tak. zadałam to pytanie? Jakiej odpowiedzi oczekiwałam? Dlaczego to miało znaczenie? Pragnął mnie. To już mnie nie obchodzi .. .powiedziałam zgodnie z prawdą. . Często w jego snach byliśmy w lesie albo w ogrodzie. czy podobała się Dymitrowi. Jak za mgłą. ale on ciągle powtarzał mi.W mgnieniu oka był przy drzwiach. Śpisz w tym? − .Też nie sądziłem. Podniosłam na niego wzrok.Dobrze dzisiaj wyglądasz .198 - . ale dzisiaj staliśmy tam. nie mogę dłużej czekać. że kiedykolwiek zobaczę kogoś tak zaskoczonego jak on w tamtej chwili. – Jedyne. gdzie się poznaliśmy. − . − . myśląc o tym jak ładnie wygląda. I po tym wyszedł. Chciałam go zatrzymać. w przedsionku kurortu narciarskiego w Idaho.Adrian! Nie sądziłam. więc zostałam tam. Musisz wrócić Rose. Ale.Witaj. Dlaczego.To wygląda jak coś. moje włosy były rozpuszczone a wokół szyi pobłyskiwały szafiry. Ciągle miałam na sobie obcisłą letnią sukienkę. mogłam to zrozumieć.. . Spacer do łóżka wydawał się zbyt męczący. Zastanawiałam się.Nie sądziłam. że uśmiechnęłam się szeroko.

Podniósł głowę i spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami i powagą. że nie jestem tutaj dla siebie.Z tobą dzieje się coś złego. . − . że po raz pierwszy w życiu jestem szczęśliwa. Lissa cię potrzebuje. Moje sprawy z Dymitrem miały się dobrze.zmarszczył brwi. że wszystko staje się nudne i dziwaczne. że nie jesteście razem ją . − .Tak. że kiedy wreszcie po raz pierwszy dobrze się bawię. − . pamiętasz Lissę? Twoją najlepszą przyjaciółkę? Tę. które przeniosły się również do snu. − . bez żadnego śladu komiczności na twarzy. − . ... jeśli tylko mogłabym wymyśleć sposób.Nie. prawda? − . z którą jesteś połączona więzią i przyrzekłaś ją chronić? Zakołysałam nogami do przodu i do tyłu..Co się z tobą dzieje? − . ale teraz.Mówiłam ci. Rujnował mój dobry nastrój.. cóż. co.Co do diabła się z tobą dzieje? Nie spodobał mi się jego wstrząśnięty ton. Przykucnął przede mną.powiedziałam. Może to. Twoja aura. nie mogąc dokończyć zdania. Nie wiem. Adrian zrobił krok do przodu i przyjrzał mi się uważnie.Nic poza tym. Dlatego tutaj jestem... Niech zgadnę.Nigdy nie składałam żadnych przyrzeczeń. to do tego się sprowadza. Roześmiałam się. wróć do domu.Lissy. Sądzę.Skrzyżowałam ramiona na piersi i z oburzeniem usiadłam na barierce znajdującej się w przedsionku. Jest czarna. ona. Wygląda na to. Co się dzieje. że nic mi nie jest. . że tylko ty możesz.Och tak..Nic się nie dzieje .Dla niej.. Dlaczego nagle zachowujesz się tak dziwnie? Kiedyś byłeś zabawny. to nie było już tak ważne. − . Rose? Co się dzieje w otaczającym cię świecie? − .. Nie mogę stwierdzić... Do magicznej. Musisz wrócić dla Lissy. .. . − . − . błagam cię.Nie dla mnie . jak pozbyć się tych wszystkich niekorzystnych szczegółów.zawołał. .Nie zachowujesz się jak ty. ty sprawiasz. tylko dla Lissy. Ledwo mogę coś ustalić na jej temat. Próbowałam przypomnieć sobie. Moje śpiące ja było napompowane mnóstwem endorfin. co się z nią dzieje i nie umiem jej pomóc.Adrian nie jestem gotowa na cokolwiek romantycznego. Wypełnia całe miejsce.przez kilka następnych sekund kontynuował jej szczegółowe badanie. tajemniczej aury. − ... − . Dlaczego ty musisz ciągle przychodzić i próbować zniszczyć moje sprawy? Wprawdzie chwile temu rozpaczliwie chciałam żeby przyszedł.199 - .. Nikt inny też nie wie.Powiedziałem ci już.Rose. dlaczego tak bardzo powinnam martwić się o Lissę. sądzę.. − .

Potknęłam się. Może to rani też ciebie i dlatego zachowujesz się tak dziwnie..Ostatnią rzeczą. To było zbyt przykre. że ona nie ma żadnych obaw. Wyleczymy was obie. Jest lekkomyślna i o nic nie dba. proszę. Byłam podekscytowana jego widokiem. Chcę żebyście obie były szczęśliwe i żyły swoim życiem. powinna wrócić do brania tabletek. Niech to cholera. Adrian odwrócił się ku mnie i znowu lustrował mnie wzrokiem. miałabym chcieć znowu go widzieć? To wydawało się bardzo ważne. Nie chciałam myśleć o żadnej z tych rzeczy.200 - . Proszę. − .powiedziałam. Jezu Chryste. Jestem tu gdzie chcę być i nie mam zamiaru wracać. Adrian złapał mnie za rękę. próbując być tak grzeczna jak to tylko możliwe. .Nie próbuję tego robić . ale mu ją wyrwałam. Nie spodobał mi się ani jego ton. oskarżać mnie i wysuwać jakieś żądania. O co chodzi? Przebiegł ręką po włosach. Jeśli ona naprawdę ma obawy związane z duchem. jakiej pragnę to sprawić. Ona zachowuje się bardzo dziwnie.odezwałam się ..Odeślij mnie.Problem w tym. Prawie wyglądał na rozsądnego i szczerego.Trzymaj się z dala od tego. kiedy obie staczacie się na dno.Nieprawda. Lissa jest zdana na siebie. wróć do domu. − .Nic mi nie jest. − . żeby coś powiedzieć. jak wam się tylko podoba.Co z wami jest? Dlaczego żadna z was nie dostrzega.Może problem nie tkwi w nas .Skończyłam . Zależy mi na tobie.Co masz na szyi? ..Może tkwi w tym. . . a potem zamarł na kilka chwil. − . ale już się nie cieszę.rani. że dzieje się coś złego? − . Prawdopodobnie jej też nie.Nie. . Razem się wszystkiego dowiemy.Posłuchaj . że piłaś z wyjątkiem tego. ale nie wtedy. że rujnował mój dobry nastrój. − . ale teraz miałam do niego pretensję. na Lissie też. Nie wyobrażam.. Zeskoczyłam z barierki. gdy zamierzasz siedzieć tu. Nie. Potrząsnęłam głową. Pokręciłam głową.powiedziałam. Ale dlaczego do diaska. że. − . Otworzył usta. Prawie mówił z sensem. − .złość minęła i jego głos był łagodny. . gdy świat nieco zawirował. co było jego typową oznaką niepokoju. żebyś była nieszczęśliwa. że cię dzisiaj zobaczyłam. − . − .Wstał i zaczął krążyć. że wyobrażasz sobie pewne rzeczy.Bycie z dala od niej wcale mnie nie rani. twoja aura na to nie wskazuje. ani wyraz twarzy ani słowa. − . gdy pierwszy raz tu przyjechałam.ucieszyłam się. Przysiągłbym.

czy Adrian to widział czy nie? Nie rozumiał tego. która miała delikatnie namalowane fioletowe kwiaty.Rose pozwól mi pomóc. A "jakiś czas" oznaczał prawie cały dzień.. czy było tego więcej? To wyglądało na najgorsze. zdołałam wykonać całkiem skuteczny unik. że część mnie była zmartwiona i smutna. podeszłam do lustra i odgarnęłam włosy. Widząc siebie w lustrze z trudem złapałam powietrze.Nie dotykaj mnie.201 - . − . Wstałam i udało mi się dotrzeć do łazienki.Odeślij. Z powrotem! Wykrzyczałam te słowa i wówczas po raz pierwszy zdołałam sama wydostać się ze snu Adriana.. Szybko wyłączyłam telewizor i ponownie położyłam się spać. − . jeśli chodzi o moją uprzejmość. leżąc na kanapie.. Czy to było wszystko. Ostatnio zostałam wyposażona w lokówkę i zestaw do makijażu. więc to był najdłuższy czas. Chciałam spiąć włosy. Stawałam się przez to podenerwowana. Mnie. ale po spojrzeniu na moje siniaki zdecydowałam. gdzie niedawno ugryzł mnie Dymitr. Włączyłam telewizję bez realnej chęci jej oglądania i po jakimś czasie znowu ogarnęło mnie szczęśliwe otumanienie vel zamglenie. Zazwyczaj odwiedzał mnie dwa razy dziennie. W kółko starałam się uspokoić samą siebie. że mogę znaleźć jakiś sposób. Powrót Dymitra zajął jakiś czas. żeby mógł się nawet zbliżyć. co zobaczył na mojej szyi i nie byłam ciekawa. Do mojej głowy wpadła buntownicza myśl. jak dużo zobaczył Adrian. jak dziwka sprzedająca krew. Całkowicie opuściłam sen i obudziłam się.. Byłam z Dymitrem Tak. ale nie tak bardzo inny. Gdy już moje oczy przywykły do światła. próbując pozbyć się krwi.. Adrian! To tyle. że większość z nich zakrywało moją szyję. żeby z nim być bez konieczności stawania się strzygą. I byłam pewna. ale te siniaki ciągle uporczywie się we mnie wpatrywały z lustra. Przejrzałam swoje sukienki znajdujące się we wnękowej szafie. Tylko jeszcze nie wiedziałam... Wyszłam z łazienki i wróciłam na kanapę. − . jaki. Zwykle tuż po ugryzieniu byłabym lekka i radosna. że lepiej jeśli pozostaną rozpuszczone. wybierając długą jedwabną koloru kości słoniowej. Tym razem moje sny były moimi własnymi. całkowicie pochłonęłam się robieniem się na bóstwo jak się tylko dało. dlatego że tęskniłam zarówno za nim jak i za jego ugryzieniem. Pokój był cichy i spokojny. widziałam zaschniętą krew. Jakim cudem wcześniej tego nie zauważyłam? Zmoczyłam ręcznik i szorowałam nim szyję. Ale spotkanie z Adrianem sprawiło. . W miejscu. Musząc się czymś zająć. Zastanawiałam się. W głowie miałam mętlik. a jedynym dźwiękiem był mój przyśpieszony oddech. jaki spędziłam bez endorfin. Na całej mojej szyi widniały sińce jak również znaki po świeżych ranach.Podszedł do przodu i czy byłam zamroczona czy nie. Czy to miało znaczenie. Nie było mowy. W drugim pokoju nie było tak jasno. żeby się dowiedzieć. Szorowałam i szorowałam do czasu aż skóra zrobiła się różowa. Włączyłam światło i skrzywiłam się. był inny. Nie miałam zielonego pojęcia. Wyglądałam.. Leżała jak ulał.Rose to wygląda jak. − .Odeślij mnie. Moje włosy były rozpuszczone i byłam całkiem pewna. − .

Mój strach kazał mi się cofnąć. um.powiedział. żeby złapać podtekst..mruknęłam.Więc. Jak zwykle miała spuszczone oczy. To był interesujący zestaw skarg.202 - . czego teraz potrzebowałam. − . co zamierzasz zrobić? W mgnieniu oka stał tuż przede mną. Przez cały ten czas Galina zmuszała mnie do marnowania czasu na pilnowanie ciebie i awansowała go. . po czym dotarł do mnie znany dźwięk odstawiania tacy na stolik do kawy. to nigdy nie upoważniało go do wchodzenia do środka. bo przekonał ją. − . to założyć coś z pięknej biżuterii.Zajmuję się problemem.Nigdy ci nic nie zrobiłam. Ja byłam problemem. Opadła mi szczęka. że jedna ze sprzączek była rozpięta. Wiesz jak znaleźć dziewczynę Dragomirów. jak spokojnie brzmiałam. dopóki Bielikow nie ruszy tyłka i cię nie przebudzi. żeby się cofnąć. Sięgnęłam do tyłu. Gdy wchodziłam do salonu ogarnęły mnie nudności. ale nie wzrosła wraz z rozwojem sytuacji. − . pewna. Kiedy już się umalowałam. które było rysą na mojej doskonałości. Rozpaliła się we mnie iskra gniewu. . wychodząc z łazienki. jak drzwi w drugim pokoju się otwierają. .Powiedz mi gdzie ona jest.Zabierasz tutaj miejsce.Cholera . Widzenie go tak blisko przywołało w moim umyśle obraz jego gryzącego Dymitra i zaczynającego to wszystko. marnując wszystkim czas.Ostrożnie nawijałam końcówki włosów by utworzyły idealne małe loki. to ta pozycja umożliwiała mi większe pole do manewru. ale to nie Dymitr był ich źródłem. .syknął.Co ty tutaj robisz? . Naprawdę nie potrzebowałam żadnych wskazówek.zapytałam zdziwiona tym. Nawet. że będziesz dla nas jakimś niesamowicie cennym nabytkiem. − .Potrzebuję cię. wciąż zmagając się z niedopięciem.Wiesz gdzie ona jest. Ale gdy odwróciłam się w kierunku wyjścia. . Została doskonale umiejscowiona poza moim zasięgiem.. Natychmiast ją zignorowałam i spojrzałam na Nathana.Wydobędę informacje tą albo inną drogą . ale do tej pory nie zaoferowałaś niczego choćby w najmniejszym stopniu przydatnego i nie zrobisz tego.Istniejesz . że Dymitrowi też się spodoba. Ponownie zwalczyłam pragnienie.. − . W szkole.. dostrzegłam w lustrze przelotnie swoje plecy i zauważyłam. oceniając możliwości ucieczki. Żadna z ofiar nigdy im nic nie zrobiła. gdzie stałam. Najlepiej było zostać tam. − . jeśli nie mogłam wyjść z pokoju. ale prawdę mówiąc. To był błędny tok rozumowania względem strzyg. by to naprawić. Wszystko.zawołałam. Miałam szczęście. ale nie mogłam jej złapać. Inna stała obok niego cierpliwie czekając na tacę.. I właśnie wtedy usłyszałam. ale to uwięziłoby mnie w łazience. Tylko Nathan. Po raz pierwszy od jakiegoś czasu ogarnęły mnie niektóre z moich instynktów walki. − . wpatrywałam się radośnie w swoje odbicie. − . którą mi podarował.Inna! . Prawdopodobnie ciągle pełnił straż.

gdy jego jedna ręka trzymała moje gardło. dlaczego on cię pragnie. − . wrócę na swoje pierwotne miejsce u jej boku . − .. W drodze odpowiedzi wzruszyłam ramionami.warknął. gdzie jest szkoła. zrobiłbyś to. którą mu podałam.moje ciało prawie nie dbało o to. że nie był zadowolony. Zatraciłam się we wszystkim. Przez jakiś czas byłam z dala od niej. − . druga przesuwała się w dół po mojej talii do krzywizny bioder. obiecując ten słodki. Mogłam zamknąć oczy i udawać. które nigdy nie doszły do skutku . Wściekłość wypełniła jego oczy i przysięgłabym..Nie wierzę ci .Jesteś zdecydowanie problemem.Do diabła.zwłaszcza twoje gardło. chwytając mnie za włosy i boleśnie szarpiąc moją głowę do tyłu. to przebudzę cię.. Logiczne było. Jeśli nie. Nie może wiecznie zostać w szkole. Wiedział. I to naprawdę uprościłoby sprawy. a potem zabiję. że stały się jeszcze czerwieńsze. że jego zęby były zaledwie długość oddechu od mojej szyi. − . Strzygi nie czuły wobec siebie lojalności.Nie znam ich. .Nie było nic przydatnego w wiadomości. Spojrzenie. − .203 - . ale jesteś piękna .Tak. Wyciągnął rękę. − ..Jesteście połączone więzią! Wiesz o wszystkim. zabijesz mnie gdy będę taka jak ty? Głupie pytanie. Była jakaś namiętna nutka w głosie Nathana. jakby chciał zrobić coś więcej niż tylko mnie ugryźć. Uśmiechnął się i dotknął mojej twarzy przebiegając palcami wzdłuż mojej szyi i znajdujących się na niej siniakach.Otoczył ręką moje gardło. . że to Dymitr. kto go dotykał..Jeśli tak jest nikt mnie w te plany nie wtajemniczał. I po tak wielu przepełnionych seksualnością spotkaniach z Dymitrem . że to Nathan.Nathan. które mi posłał mówiło. żeby zdobyć informacje.spotkaniach. jaki jest pomylony. Mogłam zamknąć oczy i nie miałoby znaczenia. Podpalę cię jak ognisko. Teraz rozumiem. Jednak moje ciało ciągle potrzebowało endorfin strzyg i ledwie ważne było. tak. Podczas. . gdy zęby Nathana otarły się o moją skórę.zwłaszcza po tym jak zakończę linię Dragomirów.. − . Biły się we mnie sprzeczne uczucia. . Obojgu nam się to spodoba. co już wie. Liczył się tylko następny stan upojenia. Powiedz mi teraz. Za szybko opuściłam szkołę. Lepiej umrzeć w ekstazie niż zostać spalonym żywcem. gdybyś powiedziała mi to wszystko właśnie teraz. Wybiera się na studia? Do Dworu? Muszą mieć wobec niej jakieś plany.Jest zbyt cenna.Ty. Zniszczę go. Ważniejsze było to. − . którego nienawidziłam przeważnie za przemienienie Dymitra w strzygę. że mówię mu to. że to był Nathan . − . Zostawienie rozpuszczonych włosów nie było chyba ostatecznie takie przydatne. najsłodszy stan nieświadomości. że tam jest i wiedział. czyje zęby wbijają się we mnie albo czyje ręce zrzucają ze mnie ubrania. a gdy Galina zobaczy.Och.Gdzie ona zamierza jechać. Jej przyszłość została zaplanowana jakiś czas temu. a zabiję cię szybko.

Poruszając się z szybkością. gdy moje cielesne uzależnienie krzyczało. a żaden z nich i tak nie był wystarczająco dobry.sięgnęłam po nią i otoczyłam ramieniem jej szyję. Nie mogłam pozwolić. Zaskamlała z zaskoczenia. Rzuciłam się do przodu i uderzyłam Nathana. które ciągle mnie otaczały. aby tylko nie zostać strzygą. Odpychając na bok chmury endorfin.Wynoś się. Zdołałam się wyprostować i rozpaczliwie próbowałam wymyślić następne posuniecie. spoliczkował mnie i rzucił przez pokój.nie żebym miała z tego zabawę . uświadomiłam sobie coś z zaskakującą jasnością: nie chciałam umierać. Może dlatego. . a ja przyciągnęłam ją mocniej do siebie. Powinnam to powitać z wdzięcznością. Gdy tylko się tu dostałam byłam całkowicie zdeterminowana . Chciał mnie w końcu zabić. To zakrawało na ironię.Wyłączając z tego jakąś rozsądną cząstkę mnie. Ogarnęły mnie falujące zawroty głowy. Albo może to był plan J? Szczerze mówiąc. Ale właśnie wtedy. Przestał się śmiać.. . przypominając sobie lata treningów i wszystkie lekcje z Dymitrem. Cholera. Inna stała niedaleko mnie..204 - .okrutnie i bez jakiegokolwiek cienia radości. ani nie wywarło to na nim tak małego wrażenia.żeby się zabić. nawet nie wiedziałam czy to poczuł. Nawet się nie ruszył. albo ją zabiję. że niezupełnie przeleciałam tak daleko.ale ciągle lepsza. która przypomniała. Ciężko było się do nich dostać. Zdziwienie na jego twarzy natychmiast zamieniło się w drwinę. Uderzyłam w oparcie kanapy i. że Nathan nie chciał tylko seksu i krwi. zwłaszcza gdy przez cały tydzień traciłam krew. I niczego nie osiągnęłam. Zdałam sobie wówczas sprawę z idiotyczności walczenia z kimś kolosalnie silniejszym ode mnie. W rzeczywistości.Mówisz poważnie? Czy ty naprawdę myślisz. gdy go zaatakowałam. jak to bolało. Takich jak ona jest na pęczki. Dymitr zrobił niemal to samo zaraz po moim przybyciu. że spędziłam prawie dzień bez ugryzienia. − . Zabij ją. żeby ścigał Dymitra. to właściwie nie powinno być zaskoczeniem. Nie mogłam pozwolić żeby mi to zrobił.Wynoś się stąd . Ledwie kilka musnęłam. obudziło się we mnie coś małego i buntowniczego. Zaśmiał się w ten okropny sposób w jaki to robią strzygi . Okej. dobry Boże.powiedziałam do Nathana. ile tylko zdołałam i zanurzyłam się głęboko we wspomnienia. Tak. − . że chce ugryzienia i niosącej go rozkoszy. jak łatwo mógł porzucić swoją wierną do końca życia służkę. ale nawet ja byłam nieco zbita z tropu tym. Rozglądając się. a potem znowu roześmiał się jeszcze bardziej. Tylko. jeśli zechcę? I naprawdę myślisz. niż bym się spodziewała . Czas na plan B. że mi zależy? Śmiało. uczepiłam się naprawdę żałosnego sposobu działania. zebrałam tak dużo silnej woli. I z pewnością nie mogłam pozwolić. która była żałośnie wolna . Potem jak gdyby nigdy nic. że nie mogę cie zatrzymać. gapiąc się na mnie przez sekundę. Jednak to był wystarczający bodziec do działania. żeby dopadł Lissę. Nathan ciągle się śmiał. jak na Nathanie. straciłam rachubę.

wskazał na Innę. .Naprawdę sądzisz. Dotknij mnie. uwolniłam ją. − . Upadłam na podłogę uderzając plecami o drzwi. ale wystarczyło żeby mnie przewrócić. . Dymitr natychmiast wszedł i patrzył z twarzy na twarz. Cholera jasna. ale zamiast tego .stanęła w postawie obronnej przed Nathanem.Ona powie prawdę. czy nic jej nie jest.Boże dopomóż nam .Nie zrobiłbyś tego . a stąd wylecisz. jak z zazdrości zaatakowałeś mnie i Rose.Dwa razy . − .Dwa razy ci odpuściłem. zjadliwość i żądzę krwi. w której ona próbuje chronić kogoś. Zanim mogłam w pełni przetworzyć dziwność sytuacji.Au! Nagle Inna uderzyła mnie łokciem w brzuch. kto był skłonny pozwolić jej umrzeć. że jest górą. Teraz to Dymitr wyglądał na zadowolonego z siebie. − . Kiedy jej powiem. Mój kołek? Twarz Nathana ciągle była pełna wyniosłej arogancji . co go usatysfakcjonowało. Dymitr zacisnął pięści i zwrócił się w kierunku Nathana. Przypomniało mi to ich starcie w korytarzu.. − . zginiesz. odrzucając na bok Innę jak szmacianą lalkę. Odprężył się wyraźnie a jego uśmiech się rozszerzył.czegokolwiek ale nie byłam w stanie. Okręciła się dookoła z przeraźliwym krzykiem i uderzyła w twarz.przynajmniej dla mnie. odpuści mi. że moja pokazywała znaki ataków Nathana i Inny. Dotarłam do Inny i delikatnie wyciągnęłam do niej rękę. Ale myślę. całą wściekłość. Z ostatnim oddechem będziesz mógł przyglądać się jak Rose kieruje go prosto w twoje serce. coś co pozwoliło mu myśleć. gdy uderzyły mnie i odepchnęły na stronę. że ty pierwszy zaatakowałeś. Pomimo moich ran. Uderzenie nie było takie silne jak Nathana. Upadając próbowałam się czegoś złapać . – Wiesz. Wykręcę twoją głowę i wyciągnę ze skarbca kołek Rose. To było nieco gorsze od grożenia mi spaleniem przez Nathana .chwila. że będziesz łatwy do pokonania będzie dowodem twojej słabości. co powiedziała Galina. zwłaszcza gdy jej powiem. Spodziewałam się. Fakt.Zmierzenie się z jej gniewem będzie tego warte. .Au! . drzwi otworzyły się gwałtownie.. w które popchnął ją Dymitr. Zaskoczona.205 - .− .Nie próbuj . − . która siedziała oszołomiona na podłodze w miejscu.jęknęłam znowu. że Dymitr musiał zobaczyć w niej coś.ostrzegł Nathan z zadowoloną z siebie twarzą. Następnym razem. Rose oczywiście ma na sobie ślady po ataku. że z powrotem się na mnie rzuci.powiedział cicho. − . Nie miałam wątpliwości. Dymitr przemierzył pokój i stanął naprzeciwko Nathana. Musiałam wiedzieć. że Galina uwierzy człowiekowi? Nie. zaczęłam się do niej czołgać.

Inna wstała i potykając się wyszła za nim. Z otwartymi ustami gapiłam się na to. co z tego wydało mi się bardziej niepokojące.− .206 - .Dwa razy pozwoliłem jej żyć. To ja tutaj mam kontrolę. co właśnie miało miejsce. . o co zapytać go najpierw. gdy odwracał się w kierunku drzwi. Patrząc na Dymitra zmagałam się z tym.spytałam szeptem. Nie wiedziałam.Nie . − . Tłumaczenie: Ginger_90 . Zamiast tego się rozpłakałam. Co zamierzamy zrobić? Dlaczego Inna broniła Nathana? Dlaczego Dymitr pozwolił mu odejść? Jednak żadne z tych wyzywających pytań nie wyszło z moich ust.powiedział. Następnym razem zginie. Oczy Nathana patrzyły na mnie. Nathan otworzył drzwi.Wszystko w porządku? . nie ty. Rzucając mi nienawistne spojrzenie odchyliła się i umknęła spod mojego zasięgu.

Pozwoliłaś zaatakować się człowiekowi! . niż robił to przez długi czas. gdy walczymy.Jesteś słaba. Inna. to byłaby tylko twoja wina . że moje pytanie mogło zostać odczytane jako poddanie w wątpliwość jego waleczności. Miałam na tyle rozumu. Powstrzymałam kolejne łzy i przetarłam oczy grzbietem wolnej ręki. coś zaszeptało w moim umyśle. − Ponieważ on ma rację w jednej rzeczy . . Nie puścił mojego nadgarstka i to zaczynało boleć.nie mógł ukryć drwiny w swoim głosie. . Ale jesteś zbyt ślepa i uparta. Bez wątpienia niszczyłam właśnie makijaż. ale jego oczy wciąż były złe i zniecierpliwione. Oczekiwałam groźby i wściekłości ze strony Nathana . która zbierała żniwo w moim ciele i umyśle.. − Gdybyś właśnie została zabita. Człowiek. bym skupiła uwagę na tym. a spojrzenie. Zapomniałaś. ale siła ciała i umysłu przenosi się wraz z przemianą. gdy mną potrząsał.Zabicie go . Tym razem wszystko. Niezdolna do obrony samej siebie. Starałam się wymyśleć coś. że ledwo mogłam się jej utrzymać. jeśli zostanę zmie… przebudzona. Wydawał się uspokajać. przeraziło mnie prawie bardziej niż Nathana. Byłam wystarczająco długo bez ugryzienia i miałam dość adrenaliny kopiącej mnie. to zimne i złe spojrzenie. . by to robiło znaczącą różnicę i dlatego ciągle się wycofuje. Ostatnim razem. Dymitr powiedział. − Nie sądzę bym była silniejsza. Byłam tak przerażona.powiedział. że moje serce było gotowe rozerwać mi klatkę piersiową. jego zimny głos był zamyślony. − Dlaczego ty też się wycofujesz? Poczułam jak jego ciało zesztywniało i zdałam sobie sprawę. co dostałam. zaciskając pięści. Byłam słaba i pokonana przez Nathana i Innę. szarpnął mnie i postawił na nogi. − Początkowo być może nie.Rozdział dwudziesty drugi NIE PŁAKAŁAM ZBYT CZĘSTO. a mój strach powrócił. jakie mi posłał. − To twoja wina! . co uspokoiłoby Dymitra.ale nie od Dymitra. cóż.207 - . A wszystko przez to. Moje pragnienie wampirzych endorfin nasiliło się i dwie frakcje rozpoczęły wojnę w moim umyśle.. ponieważ byłam uzależniona. Przejechał ręką po moich włosach. że jest strzygą. który tak skrupulatnie nałożyłam. ponieważ żyłam w błogiej nieświadomości.krzyknął. Skuliłam się do tyłu. bo nie jestem strzygą. niż Nathan nawet. na niewiarygodną siłę. że jestem słaba.powiedział sztywno Dymitr. by to dostrzec. I nie cierpiałam tego robić. z rozszerzonymi oczami. że odmawiasz przebudzenia! Jego głos był przerażający. Przynajmniej nie wystarczająco. ale było więcej powodów. − Tak. Przysunął się bliżej. by nie dopuścić do głosu żadnej z tych myśli. niż reszta z nas. gdy zrobiłam to przy Dymitrze.Masz szansę na nieśmiertelność. Jego palce wbijały się w mój nadgarstek. Przełknęłam ślinę. że mój dokuczliwy głos odzywa się głośniej. Nathan nie jest dużo starszy. jego ramiona natychmiast mnie objęły. Ta myśl była tak zaskakująca.

Nie przejmujesz się tym? Rozważył to. niż byłbym w .. musimy ją zabić. Mój brzuch robił się chory niezależnie od bliskości Dymitra. gdy nadejdzie czas. że ktoś staje się głodny i wykańcza człowieka. Tutaj chodzi o siłę i słabość. . Wcześniej powiedziałeś. Przez chwilę bałam się. − To wszystko jest pochrzanione. − Nie musi takie być..208 - . że my. Zadrżałam.a nie mam wątpliwości. Zdobycz i drapieżnika. Koniec historii. − Mówiłem ci wcześniej.wtedy jest ofiarą. który jest nielegalny i krzywdzi ludzi? Czy to ma znaczenie? Nie przejmowałam się odpowiedzią. że ludzie też mogą zechcieć przemiany. by znowu chciał mną potrząsnąć. Potwór może odejść. To bogactwo nie zostało kupione bez wysiłku. jak surowy i przerażający światopogląd strzyg. To było tak brutalne.To samo powiedziano większości ludzkich pracowników. − − Dlaczego Inna mnie zaatakowała? Dlaczego broniła Nathana? Ponieważ go kocha. Naprawdę mógłbyś ją zabić? Nie mam na myśli fizycznie. Byłem pobłażliwy.. powinno być łatwo przejąć kontrolę nad jej majątkiem i organizacją... że znów mnie złapie. Powodem było to. ale w jego oczach czaił się niebezpieczny błysk.. Czas się kończy. Dymitr nie przejmował się ukrywaniem swojego wstrętu. że możemy . gniew może odejść. Częścią tego jest to. Dużo bardziej pobłażliwy. .? − Kto wie. Wysiłku. dlaczego alchemicy obawiali się. że ludzie dowiedzą się o wampirach. W tym momencie Dymitr puścił mój nadgarstek i zalała mnie fala ulgi. na co mogę sobie teraz pozwolić.. Roza. że ty.. − Powiedziano? − Większość jest tego niegodna. − − − Wszelkiego rodzaju rzeczy. − Ale Galina była twoją nauczycielką. − Ale jak. że obiecał ją przebudzić. ale zamiast tego usiadł obok mnie.Nie wydaje mi się. Tak i kiedy to zrobimy. A to nie jest coś.Wróciły do mnie ostrzeżenia Sydney o tym. Wzruszył ramionami.− − − sprowadziłoby na nas gniew Galiny. . Ale najczęściej jest tak. Jeśli możemy ją obalić . Na drżących nogach cofnęłam się i usiadłam na kanapie. Czym dokładnie zajmuje się jej organizacja? Jeśli będę kontynuowała rozpraszanie go. Potwór był oddalony o jedno uderzenie serca.

że jesteś cenna. walczyłam na przyzwoitym poziomie. Otworzył szerzej usta i poczułam koniuszki jego kłów. Dzisiaj wcale tak nie było. − Nie mówiłem ci już. Moje ciało jak zawsze natychmiast zareagowało na niego i zalała mnie fala gorąca. zrobiłoby z ciebie o wiele ważniejszego sojusznika. że zawsze będzie tu dla mnie. I wiem. Zastygł. aż ktoś mnie uratuje. Pocałował mnie w usta. brodę. W zeszłym tygodniu powtarzał to w kółko i mimo. Naszym przeznaczeniem jest być razem. Był Dymitrem. − Ponieważ znam twój sposób myślenia. Byłam bezbronna. W każdym razie miałam wolę walki. zawsze pilnujący swoich pleców. Jesteś niezależna i masz silny umysł. Kiedyś powiedział mi. Wiesz o tym. I to było. − Dlaczego? Dlaczego to zrobiłeś? Chciałam . jak to robiłam wcześniej. W jego głosie było więcej zapału niż uczucia. Byłam nieskuteczna. że jesteśmy stworzeni by być razem. nawet jeśli moje ciało robiło jedną rzecz. Byłam przerażona. co sprawia.. Chciałam byśmy byli równi. Chronię cię. − Sojusznika.. Ale chciałam byśmy byli razem. by móc wymazać z pamięci tę przerażającą.ale ja też chciałam być tu dla niego. Później powstała w mojej głowie uciążliwa myśl.209 - . czego bym nie chciała. Dymitr twierdził.. dziwne.usłyszeć go mówiącego. Nie byłam w stanie zrobić niczego. zwłaszcza w chwilach takich jak ta. prócz żałosnego siedzenia i czekania. Pozwoliłam. by człowiek był lepszy ode mnie. że wciąż się na to nie zgadzałam.wyrwałam się. a potem szyję. że mnie pragnie . Ale. że przebudzenie cię z twojej własnej wolnej woli. że mnie kocha i to przez miłość nie mógłby nigdy zmusić mnie do czegoś. że to dlatego. Wciąż tam była. Przyszło mi do głowy z zaskakującą jasnością. Ale tym razem. żądza nie była tak intensywna. Zawsze myślałam. to nie potrafiłam tak twardo odrzucić jego propozycji. mogłam zobaczyć. . wściekłą kreaturę. przenigdy w całym moim życiu tak się nie czułam. że stanie się strzygą było rozwiązaniem. Oddychając ciężko Dymitr oderwał się od moich ust na moment i spojrzał na mnie. Przesunął się i jego twarz znalazła się nad moją. którą kochał.. przewyższających mnie momentach. jaka była przed chwilą.potrzebowałam . którą widziałam kilka minut temu.. Nawet w strasznych. Nawet przy jego opanowanym wyrazie twarzy strzygi. jak zazwyczaj. przyciągając bliżej. co? Nie kobietę. − Nie . pocałował mój policzek. Ale nie tym razem. Odchylając się w dół.na wiele sposobów. Potrzebowałam tego. Nigdy. że zawsze tu dla ciebie będę? Jestem tu. a jednocześnie nim nie był.. że do naszego bycia razem jeszcze daleka droga. to w moim umyśle wirowały inne myśli. ale nie mogłam przetrzasnąć głowy i przywołać obrazu tego. Ja też zawsze tego chciałam . że obściskuję się ze strzygą.stosunku do kogokolwiek innego. gdy się całowaliśmy a pożądanie trzeszczało wokół nas. Będziemy razem. To mieszało mi w głowie.

I zaczynam myśleć. Nie.Chcę tego. Jestem ranna. iż jestem na poważnie zainteresowana przemianą. ale musiałam spróbować. Nie tym razem.. . nabrać sił. bardziej żarliwą i niewinną twarz. .. . mamy tylko dwa dni. Część mnie nie pragnęła niczego bardziej. − Dwa dni? − To ostateczny termin Galiny.Proszę. wciąż utrzymując mój głos trochę rozgorączkowany. A jednak. nawet jeśli to miałoby oznaczać utratę tego... ale najpierw chcę odpocząć. − Pozwól mi się przebudzić i znów będziesz silna.210 - .Dymitr zawsze mówił. mając nadzieję wzmocnić przykrywkę zmieszania. Cofnął się i spojrzał na mnie. który zaważył na wszystkim. nie interesując się moim umysłem.. wydając się zarówno zdziwiony. − Zaczynam myśleć. Minęło wiele czasu od ostatniego i moje ciało domagało się kolejnego. jak i zirytowany. Nie chciałam być słaba. udawanie zmieszania nie było takie trudne... Przybrałam najlepszą. jakbym osiągnęła punkt zwrotny i była tylko o krok od zgody. Wiele myśli później. Potem podejmę decyzję za ciebie. − Przebudzisz mnie? Nie byłam pewna. gdy napięłam się przed dalszym napływem jego wściekłości. że go przekonam.. Ale Rose.Mogłam to zobaczyć w jego twarzy. − Co zaczynasz myśleć? Odwróciłam się do niego. czego pragnęłam najbardziej. Chcę odpocząć.. Usłyszałam nagły wdech. w głębi siebie wiedziałam jednak.− Co powiedziałaś? Moje serce znów zaczęło walić. niż powietrza czy jedzenia.. − Wiem . − Um.. . biorąc pod uwagę moje niedawne życie. niż radości niewiedzy.. mimo że chcę. Tyle dała nam czasu. Okłamywałam samą siebie. Okej.. No bo poważnie? Chciałam tego ukąszenia. Boję się utraty krwi..odpowiedziałam. że nie mogę go okłamać. − Nie czuję się dobrze.. Potrzebowałam endorfin bardziej. Odwróciłam wzrok. − Odpocznij więc . Dymitr skinął głową i wstał.. mając nadzieję. że muszę postarać się trochę mocniej. zaczęłam chaotycznie mówić. tylko jeden dzień bez nich. . Uwierzył mi. że nie okłamywałam tylko jego. .Porozmawiamy o tym później. Chcę poczuć ugryzienie. Prawda była taka. Odczytał moje słowa tak.powiedział. Muszę o tym jeszcze trochę pomyśleć. a zyskałam maleńki przebłysk jasności. który stawał się coraz jaśniejszy. Ale ta ostatnia część nie była kłamstwem. że już nigdy więcej nie chcę być słaba. Gorzej. To był moment. . czy śmierć wciąż była rozważana. Kiedy nie zareagował...

którą była. że kolejne chmurne myśli mogą doprowadzić do przyjęcia oferty Dymitra. Poza faktem. by jeszcze raz zostać ugryzioną. Patrzyłam zdumiona jak błagał i prosił. Nathan chciał mnie zmienić w nadziei na dopadnięcie Lissy . Opcja z Dymitrem była wyraźnie bardziej atrakcyjna. ale nie dużo bardziej. przede mną ciągle była daleka droga do uwolnienia się od marzycielskiej mgiełki wampirzych endorfin.a potem mnie zabić. Są jak narkotyki. jak wampirzy odpowiednik Bonnie i Clyde'a. Każdy przebłysk jasności uświadamiał mi. Bransoletka była olśniewająca. jest wspaniała.. Miałam kilka poważnych problemów. Mimo.. nie mogłam zrozumieć. jak ważne było dla mnie pozostać wolną od ugryzień. Był już zbyt stary i uznano. dlaczego tak bardzo chciał ryzykować swoje życie w ten sposób. rozpaczliwie próbującą myśleć o czymkolwiek oprócz tego. moim przeznaczeniem było zostanie strzygą. Nie miałam wątpliwości. by pozwolono mu zostać. Eddie był wykorzystywany jako źródło krwi dla strzyg. Teraz już wiem. Oczywiście bycie złą kreaturą oznaczało.. bo gdybym pozwoliła na kolejne ugryzienie. o tym jak ciężko jest zerwać ludziom z alkoholem lub nielegalnymi narkotykami. Ruszył do drzwi. żeby ta wiedza ułatwiła cokolwiek mojemu ciału. Teraz już nią nie jest. Chociaż wiedziałam. że to nie był Dymitr. moje myśli stawały się coraz wyraźniejsze. Jest. przyniosłem ci to.. Nie. Zatrzymał się na chwilę i sięgnął do kieszeni. . Ześlizgnęła się na mój nadgarstek. każdy opal błyszczał tysiącami kolorów. przysięgał. Wczoraj powiedziałabym. Ale z każdą nieszczęśliwą sekundą pozbawioną ugryzienia. − Wow. Teraz gadałam sama ze sobą. Dojście do siebie zajęło mu kilka dni. o co nie muszę się specjalnie martwić. .− Tak. To było na chwilę obecną w pewien sposób zabawne. Rose. Zawsze czytałam o nałogowcach. Był? To wszystko było strasznie dezorientujące. że był uzależniony. Och. jak bardzo strzyga przypomina osobę. ale jakoś prezent taki jak ten nie znaczył już tak dużo.211 - . że oddawanie krwi dla morojów może być niebezpieczne dla jego zdrowia. Jeszcze raz próbowałam sobie przypomnieć. Reszta dnia była agonią. że tak czy inaczej. że nie przejmuje się ryzykiem. że się odwróci i mnie ugryzie.Och. Wydawało się. co to oznaczało i moje stare uczucia powróciły. siadając na kanapie. Dymitr chciał mnie przemienić. . zostawiając mnie leżącą plecami na kanapie. Już nie. Samobójstwo przeciwko zostaniu złą kreaturą. Podał mi bransoletkę inkrustowaną opalami i maleńkimi diamentami. że powiedział to ten sam Dymitr to się mylił. Będzie lepiej dla nas wszystkich. Z zadowoleniem pochylił się i pocałował mnie w czoło. ryzykowałabym swoje życie.Zsunął się z łóżka i wstał. jeśli nie dojdziemy do tego punktu. Kiedy byliśmy w niewoli w Spokane. Byłam nawet świadkiem jak karmiciel ześwirował do pewnego stopnia. prawie jakby to nie było nic wielkiego. byśmy mogli razem panować. Teraz uderzyła mnie brutalna rzeczywistość tego. naraziłabym swoje życie. W ciągu tych godzin. że mogłabym być z Dymitrem.. że stanie się strzygą jest czymś. co powiedział mi na ten temat dawno temu… że nie ważne. bo został usunięty z serwisu.. które minęły. .jęknęłam i ukryłam twarz w dłoniach. − To endorfiny. W tle brzęczał telewizor. Pięknie.

co mogłabym z tym porównać. więc dla pewności sama się o to postarałam... ale teraz była zajęta książką. Lissa i jej grupa wrócili z Dworu Królewskiego odrobinę bardziej ponurzy. Jeśli byłabym w jej ciele i umyśle. − Nie przejmuj się tym .. siedzącej przed nimi w samolocie. przez który myślałam.212 - .Zakładając.spytała Avery. kazało jej się to zastanowić.Ja się tak nie zachowuję. Oczywiście to byłaby przegrana walka. ale spoglądając wstecz na inne przyjęcia. a jej oczy powędrowały do Jill. Tańczenie na stole nie było najgorszą rzeczą na świecie. Może Reed powiedział Simonowi.. Avery się uśmiechnęła. To mogłoby być tym. gdy jesteśmy pijani. − To nie tak. czy jakimś nie-arystokratą. powracałam do fizycznej rzeczywistości. w jaki na mnie . Czasami nawet nie czuła się sobą. Wróciłam na ich łaskę. co mnie zabije i uwolni od bycia strzygą. Chciałam powrotu odurzenia. Telewizja tego nie robiła. to co wtedy? Wróciłam do pierwotnego problemu.powiedziała jej Avery w samolocie. − Martwisz się o nią? . Moja ucieczka w jej głowę była szybka. Lissa odwzajemniła uśmiech. Ja po prostu nie mogę pozbyć się myśli o sposobie. podążając za spojrzeniem Lissy. ale czułam. którą mogłabym się zabić. mając nadzieję rozproszyć własne myśli. gdy mój umysł przeglądał dostępne opcje i uderzał o ścianę. by walczyć ze strzygami. ale przynajmniej teraz byłam bliższa podjęciu porządnej walki. w drodze powrotnej Lissa zgodziła się napić mimozy szampana połączonego z sokiem pomarańczowym. I pocałunek z Aaronem. Adrian rozmawiał z młodszą dziewczyną wcześniej. Jednak mimo tego stwierdzenia. To musiało coś znaczyć. Żadnej broni. . zanurkowałam w jej myśli. cóż... − Nie mam niczego. − Nie ja . bo w innym wypadku bym umarła. Przecież nie próbowałaś uciec z człowiekiem. mogłabym wymyśleć jak uratować siebie i Lissę i … Lissa! Bez dalszych debat. byłabym przynajmniej w stanie zdjąć Innę. − Niech to szlag! Wstałam i zaczęłam chodzić w kółko. Zimny prysznic o poranku sprawiał. że mogłam zniszczyć władzę. że młodsza dziewczyna może sprawiać pewnego rodzaju kłopoty. jak to na nią wpływało. to był zupełnie inny rodzaj spraw wywołujących poczucie winy. że jeśli pozostałabym dłużej bez wpływu endorfin. że strażnik przygląda się Jill podejrzliwie. Chciałam z powrotem tej mgiełki radości. mogłabym pozbyć się narkotyku z mojego organizmu. Żadnej broni. Lissa była odrobinę zaskoczona widząc. którą miałam przed sobą.jęknęła Lissa. a jej największym problemem zdawało się być trzymanie z dala od Reeda. Za każdym razem. niż wyruszyli. Znów usiadł z Simonem. co chciałam. jaką Dymitr miał nade mną i ogłupiający stan. Potrzebowałam jej z powrotem.. może nie musiałabym zajmować się przez chwilę sobą. że Lissa czuła się niewiarygodnie idiotycznie z powodu tego.. na których była w tym tygodniu i jej życie towarzyskie z Avery. Dostałam to. że źle rozumiem strzygi. Gdybym mogła się oprzeć odrobinę dłużej. . Wpływ endorfin malał.. Jak dla mnie wydajesz się w porządku.Ciągle robimy jakieś głupie rzeczy. co stało się na przyjęciu.

powiedziała Jill.Lissa ściszyła głos.Idę z nią pogadać. a nie Christian.powiedziała . mam nadzieję.. nie mogła pozbyć się tej odrobiny ulgi. Tak naprawdę nigdy nie piłam. . co mogła czuć. Dobre. Nie miała w sobie jeszcze wystarczająco dużo mimozy i wciąż kontrolowała ducha na tyle. za to. co powiedziałam. silne kolory. że go obserwują. rumieniąc się. gdy Lissa się do niej przysiadła. − Tak. Adrian tam był i w ogóle. co się tam stało. że Jill zawsze będzie grała dla niego rolę młodszej siostry. by przyjrzeć się aurze Jill. − Och . Nie mam pojęcia. Była bogato turkusowo-niebieska. chciałabym przeprosić za to. Adrian robił niezły interes oglądając się ostatnio za Avery. jego wzrok przeniósł się na Jill i Lissę.odpowiedziała Lissa. a one natychmiast odwróciły wzrok. . co stało się wczoraj w nocy. w jaki Jill krzyczała na Lissę. jej uśmiech dla Lissy był szczery. że w przyszłości dokonam lepszych wyborów . Lissa wiedziała.. Już teraz wyglądało na to. Lisa starała się zachować powagę. w którym czytała i bez względu na to. urozmaicona fioletem i ciemnoniebieskim. którą odczuwała wiedząc. Więc wszystko okazało się być w porządku. Lissa przyjęła. że Jill się w nim odrobinę zadurzyła. co ci zrobił i powiedział. − Jest młoda. To przypomniało Lissie o czymś. a milczeniem. Jest mi naprawdę przykro z powodu tego. łatwo ją zszokować. To znaczy sprawy były trochę szalone i wiem. było coś pokrzepiająco czystego i uczciwego w sposobie. no cóż. więc nie mogę powiedzieć.. − Hej. że to może być prawda. zupełnie jakby wyczuł. Zmieszanie Jill zawsze wydawało się sprawiać. naprawdę. powinnam myśleć logicznie. że nie myślałaś logicznie.powiedziała Jill. Naprawdę nie wiem. Lissa nie mogła usiedzieć spokojnie. To było słodkie i choć Lissa wiedziała. Spojrzał. że to głupie z jej strony. Młodsza dziewczyna założyła zakładkę w miejscu. że to Adrian jest obiektem uczuć Jill. Obie dziewczyny zajęły się studiowaniem go. gdyby jednak tak nie było Lissa czuła. Był pogrążony w książce. Adrian siedział poza ich widokiem. − To zdecydowanie nie była twoja wina . wiedząc że ktoś tak źle o niej myśli..Wszystko w porządku. nie było w porządku. zanim dopuściłam do takiej sytuacji. Ale młoda czy nie.patrzyła wczoraj w nocy.. − Cóż.No i wiesz. co stało się z Reedem . − Zaraz wracam . Wstała. Jill była oczywiście zaskoczona. ale nagle.powiedziała do Avery. − Słuchaj.213 - . ale to. że tak było. Przynajmniej wydaje mi się. − Hej . że oscylowała między chaotycznym mówieniem. że Jill wpatrywałaby się w niego z rozmarzeniem. . co ja mogłam zrobić.

że się broniła. jak sugerowała Jill? To było przelotne i wydarzyło się pod wpływem alkoholu. Zawahała się i nim zaczęła mówić. Miażdżące spojrzenie. obsypując ją pocałunkami i uściskami.. Właśnie.I mam nadzieję. wy jesteście ze sobą na poważnie. ale podziwiałam jej śmiałość. . że mówienie o tym Christianowi zmartwiłoby go. Myślałam. Avery chciała chronić Lissę. Christian radośnie zareagował na jej powrót. − − − Ale musisz to zrobić. sprawiło że dziewczyna się wzdrygnęła. mimo to za każdym razem. . by go stresować tym wszystkim. Ja nie . Po powrocie do Akademii.. że nikt nie myśli o mnie tak źle. ty nigdy nie byłaś w związku na poważnie. Lissa westchnęła zirytowana i wstała. że Christian też nie będzie.kłóciła się Jill.powiedziała Lissa. Ten nieprzewidywalny gniew zaczął szczerzyć kły. zaskoczona tym. Rozważając ten argument z moralnego punktu widzenia.214 - . że możemy porozmawiać jak dorośli. gdyby ona i Christian mieli sprzeczkę. że nie ma potrzeby się o to martwić. nieprawdaż? Czy ty byłaś chociaż na randce? Nie okłamuję go. gdy patrzyła na Christiana. mam rację? To nic wielkiego . zniżając głos.. Jego twarz wyglądała jak chmura gradowa. że mocno dobijało ją odpowiadanie Lissie. jakie posłała Jill. − Cóż..I jestem pewna. Stanowczo twierdziła. że Avery bardziej martwiła się o emocjonalną reakcję Lissy. przez co będzie świrował bez powodu.. że Jill zareagowała zbyt mocno. że wszystko ucichło. . Czy to było aż tak złe. wracała myślami do pocałunku z Aaronem. przez chwilę zmieszana. że tak . Ty zawsze musisz być szczera. Jednak patrząc na nią przez oczy Lissy. Lissa wiedziała. Jego bladoniebieskie oczy sprawiały wrażenie jakby mogły strzelać piorunami. To był mój głupi błąd i poradzę sobie z nim. Lissa wciąż zadręczała się poczuciem winy. aż Lissa spotkała się z Chrystianem. Lissa pośpiesznie pchnęła go do kąta. Ale.− Lissa. ale najwyraźniej się myliłam.Ma prawo wiedzieć. Jego głos był głośny i kilku przechodzących obok ludzi odwróciło się ze zdziwieniem. miałam wrażenie.powiedziała Jill. Wyglądało na to.. − Zapomnij o tym. kiedy zbliżał się do Lissy w lobby jej akademika. . Teraz to Jill zmarszczyła brwi. − Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć? – zażądał odpowiedzi. Avery słuchając rozważań Lissy. zgodziła się. ty nie możesz go okłamywać. Mogłam powiedzieć. Ja tylko nie mówię mu czegoś. no nie? To znaczy. To nie to samo. do czasu. wróciła jej stara nerwowość.. żeby iść na obiad. − − Jill. że w tej chwili czuła. Lissa zmarszczyła brwi. nie ma powodu. a ona nienawidziła tego robić.. Lisa przewróciła oczami. Musisz powiedzieć mu prawdę.

Pokazała się na naszych praktykach i była bliska łez. − − − − Coś ty powiedział? Ja… .powiedział w końcu. Wszczęłaś ze mną kłótnię zanim wyjechałaś. że możesz zrobić coś takiego. Nietypowy gniew nagle zapłonął w Lissie. − Nie miała prawa! − Ty nie miałaś prawa. Czy ty naprawdę sądziłaś. Kiedy znowu cię zobaczę? . Och . − To byłoby nieistotne. Żart. − Jill ci powiedziała. Na twarzy Christiana rosło zamyślenie i Lissa myślała. Tylko. to musi być w porządku. Ale nie podoba mi się. że ją lubisz. czy mogę poradzić sobie z tym wszystkim.Nie wiem. że zaraz przyzna jej rację.. Wpatrywała się w niego przez kilka ciężkich sekund. − − − Słuchaj. Wykorzystałaś swoją weekendową ucieczkę. to był tylko głupi pijacki pocałunek. . Jej gniew został zastąpiony strachem.. . Przetarł oczy. A teraz jeszcze to? Dlaczego nie słuchasz? To nic nie znaczyło. To nic nie znaczyło. Ja tylko nie jestem pewien. naprawdę nie mam już dłużej ochoty iść na obiad. A potem uderzyła w nią prawda. Christian. niż mnie..rzucił Christian z sarkazmem . Na moment ogłuszył ją szok. Ja tylko. ponieważ uratował mnie przed upadkiem ze stołu. Nie wiem.. na Boga. − Jill… − … nie jest problemem. a ja się o tym nigdy nie dowiem? − Christian. Później. Ty nim jesteś.215 - . Nawet Avery się z tym zgadza.zapytała gorączkowo. Muszę pomyśleć.Christian nagle wyglądał na znużonego.skoro Avery się zgadza. Nie miałeś problemu. − − − − − Co to ma znaczyć? Myślałam. gdybyś powiedziała mi to sama . − Tak.I nie musiałbym wysłuchiwać tego od kogoś innego. rzeczy stały się ostatnio brutalne.− O czym ty mówisz? − Wiesz. Lubię.. . Musiałem to z niej wyciągnąć. Temperament Lissy przeszedł na gorszą stronę.. o czym mówię. gdy zwierzałam się Rose. Avery to nie Rose. jako szansę na podrywanie innych facetów. że ostatnio zwierzasz się jej częściej. Potrząsnął głową.

To była zewnętrzna siła. jak psychiczna siła. musisz się uspokoić. Czy to się zmieniło? Czy ona mnie wykopała? Czy jej wirujące uczucia stały się tak silne. co zrobiła. O mój Boże.. Jej myśli całkowicie zniknęły. co mam myśleć.albo zakłócania ich przestrzeni. albo wyrastające przede mną pole siłowe. Tłumaczenie: Czarna_wilczyca . znajome. ani nie zostałam wyrzucona z powodu czegoś w moim własnym ciele. Dlaczego nie mogła zatrzymać swoich przyjaciół? Co to powodowało? Czy ona naprawdę wariowała? Czuła się zdesperowana i poza kontrolą. Czułam. Będzie dobrze. doświadczyłam innego. przenigdy coś takiego mi się nie przydarzyło. Zamiast tego udała się do jedynego ratunku. − Nie wiem. Siedząc sama. Stałam w pokoju sama.. oczywiście. Lissa opowiedziała o tym. Z wieloma łzami i niemal histerycznie. że nie. Nienawidziła tego. teraz Christiana. Nie pochodziła ode mnie.216 - . Nie opuściłam jej z własnego wyboru. a potem nagle wszystko zniknęło i byłam poza jej głową. Jednak po ponownym namyśle nalała jej kieliszek wina. . To było jak trzepotanie. a odmówiła robienia jakiejkolwiek sceny . tkwiąc w chwilowym postoju podczas przechadzania się i myślenia. że nie było tam już dla mnie miejsca? Nie znałam na to odpowiedzi. Chciała iść. chyba nie sądzisz. Słuchaj.wykrzyknęła Avery – Nie. gdy wychodził z holu. kiedy znajdowałam się w jej głowie. jaki jej pozostał: Avery. rzucić się na niego i błagać by wrócił i jej wybaczył. dziwnego uczucia.Wyszedł bez słowa. Czuła jakby coś z nią było nie tak. jakby ktoś dotarł do mnie i łaskotał mój umysł. zostałam wyrzucona z głowy Lissy. że między nim i Jill coś jest? − On i podlotek? . Czy on chce zerwać? Przyjdzie ze mną porozmawiać później? Czy to raczej ja powinnam iść do niego? . Najpierw wyobcowała mnie. co wydarzyło się z Christianem. Co się stało? Wpuściła Lissę i wymogła na niej opowiedzenie całej historii. Nigdy. Jednak wokół było zbyt wielu ludzi. Niepokój wkradł się na twarz Avery i poszła dla niej po szklankę wody.powiedziała Avery otwierając drzwi do swojego pokoju. To było jak szklana ściana.Co z tobą… Jezu Chryste. jakby to była inwazja. Poczułam krótkie przebłyski ciepła i zimna. I to również wydawało mi się.Lissa ukryła twarz w dłoniach. Przez ciebie zwariuję. ona nigdy nie czuła.. To było jak. Lissa czuła się dręczona przez jej wzburzone emocje. ale nie podobało mi się to. I ona… Bam! Nagle i bez żadnego ostrzeżenia. Lissa patrzyła za nim z przerażeniem. Ale co to było? Czy to była Lissa? O ile wiem. − Nie spodziewałam się zobaczyć cię tu znowu . które wypychało mnie z powrotem.. Kiedy to się stało.. oprócz wrażenia bycia pod naciskiem.

Wyciągnęłam rękę i dotknęłam jego twarzy. Jak się czujesz? . kiedy jakieś ciało wślizgnęło się do łóżka obok mnie. Moje wspomnienia były nieco rozproszone.mimo że tylko trochę . niż zwykła ciekawość. To działało i podziałało. Troska o mnie. Wraz z upływem czasu. − . gdzie wcześniej to czułam. Otworzyłam swoje oczy i wpatrywałam się prosto w te czerwone Dymitra. . Gdy tylko pozwoliłam Dymitrowi się ugryźć… załamałam się.Lepiej. wiedząc że nawet na haju ugryzień. nie całkiem. zastanawiając się. Straciłam swoje rozumowanie. Padłam jak tylko dotknęłam poduszki. Biorąc pod uwagę wszystko inne.To naturalna kolej rzeczy. dodawała mi energii. Po raz pierwszy od paru dni. a nie miłością.217 - . że… . jak wymyślanie planu ucieczki. Krzywiąc się. dalej czując mętlik. Tylko. Zostałam obudzona później. Rezygnacja z endorfin mnie dobijała. ale robiłam co mogłam. Stałam się miękka. że nie byłam całkowicie taka słaba jak sądziłam. dziecinna i głupia. co mi się przytrafiło. jakaś część mnie nadal walczyła i powstrzymywała przed poddaniem się. Jednak nie śniłam. Jednak starałam się nie pokazywać tego w wyrazie twarzy i uśmiechnęłam się do niego. starłam go swoim palcem. spojrzałam na niego ze strachem. fakt że w ogóle to wspominałam był zdecydowanie niezwykły.Co? Odwróciłam wzrok. Rose. zaczynałam myśleć coraz trzeźwiej.Wróciłeś. Tęskniłam za tobą. odwrócić swoją uwagę kiepską telewizją i zjadać wszystko z małej lodóweczki. gdzie doświadczyłam takiego łaskotania w mózgu. której życie prawdopodobnie w ciągu ostatnich paru godzin zostało zgaszone jak zapałka.Miałem sprawy do załatwienia. Nie uzyskałam żadnych odpowiedzi. jak bardzo stałam się nieswoja. że się zmęczę.ale była. Przynajmniej miałam jakąś ulgę. Wiedza. No cóż. Nawet nie spałam przez długi czas. mając nadzieję. żeby je przesiać. − . Była w nich troska . Po jego twarzy przemknął cień i przelotnie uchwyciłam malutki ślad suchej krwi niedaleko jego ust. Dzięki temu łatwiej było mi ignorować tęsknotę w moim ciele. A jednak zaledwie chwilę wcześniej. ale w miarę jak mój organizm uwalniał się spod ich wpływu.krew jakiejś biednej osoby. Byłam zaskoczona tym. W innym wypadku już byłabym strzygą. W jego oczach kryło się coś więcej.Rozdział dwudziesty trzeci NIESTETY NIE MOGŁAM SOBIE PRZYPOMNIEĆ. Złapał mnie za rękę i pocałował w dłoń. − − − − . że potrzebuję planu ucieczki. a rozważanie tego wszystkiego szybko stało się tak frustrujące.Właśnie widzę. wycierałam krew z jego twarzy . Straciłam siłę i umiejętności. odpływając w sen. . chociaż nie odczuwałam też żadnych skutków zamroczenia wywołanego brakiem endorfin. zdałam sobie sprawę.

Tak.Tak. że jesteśmy odpowiedzialni za zniszczenie tego. że oni .Może to jakaś nowa umiejętność ducha. − . − . − . Nie potrzebują więcej powodów. Spora część polowania na moroje z arystokracji polega na strachu. to o czym to świadczy? To znaczy. Widocznie nie spodobało mu się. polowanie i śmierć. ale dlaczego? Co za różnica? Czy ofiara nie jest ofiarą? Zwłaszcza. wiedział że była w akademii.To skomplikowane.przyp. . Chociaż podglądałam ją dosyć regularnie i nigdy nie widziałam. . Wyciągając do mnie rękę. Wzruszył nieco ramionami i objął mnie ramieniem. a potem jakaś siła… nie wiem. jak w nocy zdjęłam całą biżuterię.Byłam w głowie Lissy .− . uniósł łańcuszek z nazarem. Nie zachowywałam się jakbym była rozproszona jak zwykle. − . właśnie tam ją położyłam. Zmrużył oczy. − . że powinnam po prostu się zamknąć. tylko bardziej jak ja.Może. Jak Nathan. Nigdy nie czułam czegoś takiego. jak rzeczy od ciebie. W twoim świecie. . Po tym.Jeśli mimo to.Reszta… . to z pewnością była prawda.zło. Dlaczego tak jest? Dlaczego strzygi sfiksowały31 na punkcie wybijania linii rodów arystokratycznych? Wiemy. Lissa odkryła sporo z tego we Dworze.Tak. − . że ludzie robią głupie rzeczy. że nikt nie jest bezpieczny. − . Robimy to dla chwały.wykrzywił usta w uśmiechu. Ofiara albo drapieżnik. Wzrok Dymitra skierował się ze mnie na mój nocny stolik.To okropne.218 - . 31 Sfiksowałyście boście dawno chłopa nie miały! Seksmisja . dlaczego ci się to przytrafiło. Jednak nie jest tak piękny. ale puścił to mimo uszu. najlepszą ochronę. Zwykła natura strzyg .Istnieje także korzyść w pozbywaniu się przywództwa morojów. niewidzialna ręka mnie wypchnęła. że się wtrąciłam.Najwyraźniej nie stajesz się wszechwiedzący. arystokracja stoi ponad całą resztą. Ale nie sprawia.powiedziałam. żeby ćwiczyła albo nawet brała coś takiego pod uwagę. − .Reszta to prestiż. − .I… zostałam wyrzucona. Dostają najlepszych strażników. − . To wprowadza też niestabilność.Bycie przebudzoną wyczula twoje zmysły i daje ci lepszy dostęp do świata.że wy robicie to.Wyrzucona? − . Zrozumiałam. gdyby zmienili rządzących . bo w innym wypadku Nathan nie pragnąłby tak strasznie informacji na jej temat.powiedziałam w końcu. Dla reputacji. czego inni nie byli w stanie zniszczyć przez wieki. Były tam wszystkie jego prezenty. błyszczące się jak jakiś skarb piratów. Nie było nic złego w mówieniu mu tego. a strach sprawia. że niektóre strzygi też były kiedyś morojami z arystokracji? − .A co z resztą powodów? − . Szazi .Tak… patrzyłam przez jej oczy tak jak zwykle.Ofiara albo… − . możemy się do nich dostać. Stają się łatwiejszymi ofiarami.Nadal to masz.Albo może żyłoby im się lepiej. którą dzięki temu osiągamy i satysfakcji ze świadomości. Znowu zaczęłam myśleć o Wiktorze Daszkowie. Nie wiem. tak. że stajesz się wszechwiedząca. − . Posłał mi kolejne dziwaczne spojrzenie i trochę się przestraszyłam. wiem. . To stwarza poczucie strachu. .

prawdziwe uczucie. racja. Zoja. ale przestał i spojrzał na mnie.Kiedy byłam w twoim miasteczku rodzinnym. jak to robi Karolina.Ta… .Kiedy byłaś gdzie? − . To znaczy. W Baia.wyjaśniłam. Rzeczywiście rzuca się na dampirzych facetów. przesuwając go z jednego koniuszka palca na drugi. ale nie było tego ponurego wyrazu. Zostałam z twoją rodziną. Jego wzrok znowu skierował się na pierścionek. − . kiedy wymówiłam tą nazwę. kły nadal wyglądały strasznie. kiedy byłam… .Zoja .Nie widziałem tego wcześniej . Polubiłam ich. którzy powodują kłopoty.Nie wiedziałam.nadal byłam trochę zbita z tropu tym uśmiechem. który dał mi Mark. że właśnie tam będziesz . które mnie zaskoczyło. .Myślałam.W porządku.Nie takie złe imię. ale była bystra i kompetentna. Nie nosiłam go. zdając sobie sprawę.Dlaczego nie była w szkole? . ale teraz… teraz w pewnym sensie pragnęłam swojej. Swoje cechy odziedziczyłam po niej i z całą pewnością mogłam stwierdzić. . − .Patrząc na to niebieskie oko.Byłaś tam? Jakimś dziwnym trafem. − .Dostałam go.Dziewczynkę.W porządku . Janine Hathaway może nie gotowała i nie sprzątała.powtórzył. że w tej sytuacji nie przestawałaby planować ucieczki. Na jego twarzy widać było czułość. że to przez ciążę. . ciągle nie patrząc na mnie.To była Wielkanoc. Nie mogłam się zmusić. kręcąc nim i obracając wkoło. do którego już przywykłam. − − − − − − . Jak się ma? . że podobnie myślimy. Miała już dziecko? − . . − . . − . Dużo czasu spędziłam z Wiktorią. Nie myślałam o niej od dłuższego czasu. Przypomina mi ciebie. ale to było wszystko. Z powrotem odłożył nazar i podniósł prosty srebrny pierścień. Była trochę drażliwa… Wiktoria mówi. Dalej zaczął się nim bawić.przerwałam. W Baia zaczęłam uważać Olenę za swoją drugą matkę. Dymitr bawił się pierścionkiem.Karolina też ma się dobrze.Ach. Nie widywałam jej zbyt często. nie rozmawialiśmy o tym zbyt wiele. odkąd byłam ostatnio w domu Bielikowów i położyłam go na stole obok nazaru.I? .I… byli mili. że nigdy nie poruszałam tematu moich podróży przed Nowosybirskiem.powiedziałam szybko. żeby powiedzieć mu o jej ostatniej nocy z Rolanem. − .powiedział Dymitr. że strzygi tutaj polują w miastach. przypominała mi się mama. . Jak się miała Sonia? − . . − .219 - . I w pewien sposób z początku zrozumiałam. Znowu się uśmiechnął i to było … miłe.Mogę sobie wyobrazić. Wspomniałam parę razy Nowosybirsk.

czy fartuch . Te piękne . że dziecko Sonii było niespodzianką. ja nic nie sugeruję . To było tak bardzo zbliżone do jego starego śmiechu.Tak.Twoja babcia trochę mnie przerażała. Zachichotał. Zaczął się śmiać. Jej decyzje nie są zawsze tak rozsądne. − .Eee. . − . nadal się uśmiechając. jak sądzę.To był całkiem niewielki szczegół w ogólnym układzie spraw.odkąd tu przybyłam. jakie mu nadałam.Sonia też jest w ciąży? − .ale nie mogłam ich przeczytać. ale to już raczej nie miało miejsca. ona tak działa na ludzi. jak Karoliny. Szazi .powiedział tym swoim nierealnym głosem. Widziałam książki. Nie zauważył mojego potknięcia.przyp. to też robi . − . − .Moja mama i babcia? − . co nie było związane ze strzygami. pomiędzy tym. że Rose chodzi akurat o prochowiec (płaszcz). − . − . Miałam wspomnieć o jego poczuciu obowiązku niesienia pomocy ludziom w potrzebie.− . − . Obie.przerwałam. Wypytał o resztę członków swojej rodziny. .I udawała. jeśli nie liczyć niektórych wspomnień z naszych wcześniejszych wspólnych walk i drażniącego przypominania o seksie w chatce. 32 Duster . Uśmiechnął się trochę blado i wydawał się niemal zmartwiony. Też jakoś mam takie przeczucie. − . ścierka do kurzu.Zwracanie się do ciebie per „towarzyszu” i żartowanie z muzyki może faktycznie było trochę nie na miejscu. ale to i tak dalej trochę mnie wkurzało. Już dłużej nie pasowało. Tak. czy też nie obejmowało całowania i gryzienia – oczywiście. − .Tak. kochałam sobie przez to z ciebie żartować.To tam po raz pierwszy zainteresowałem się amerykańskimi westernami. była też pierwszą.Tak. że mogłoby być.Tak.Tak. w której wydawał się być zainteresowany czymkolwiek.220 - . niż kiedykolwiek wyobrażałam sobie. Nie tylko była pierwszą normalną konwersacją. dobrze. − . Dalej wszyscy mieszkają razem? W tym samym domu? − . Bliższe. wraz z tym skórzanym prochowcem32 i… . miałaś sporo materiału do żartów.Rany. . Też się roześmiałam.to też łachman. Szósty miesiąc.Przypuszczam. Ale jak zwykle.D Głowy bym nie dała. że to musiało się zdarzyć prędzej lub później. a twoimi stereotypami na temat muzyki z Europy Wschodniej i całej tej sprawy z ‘towarzyszem’. Ta rozmowa robiła się coraz bardziej dziwna. jaką odbyliśmy . − . o których mi mówiłeś.Niemal zapomniałam o swoim starym przezwisku.Ale sam ściągnąłeś na siebie tę sprawę z kowbojem. a ja się wzdrygnęłam.Och. że nie mówi po angielsku. Karolina miała dzieci z własnego wyboru… domyślam się.

Miałam przeczucie. jaka przyszła mi do głowy.221 - . czułam się bardziej sobą niż to było od wieków.Są . Pierwszy punkt dla mnie.I wtedy ich opuściłaś i przyjechałaś do Nowosybirska? − . normalny i miły wydawał się być podczas rozmowy o swojej rodzinie. Więc całowanie też jest inne? − . ale w środku.nie siebie. to czy on nie był dla ciebie przytłaczający? To znaczy. − . − . Coś w jego opisie sprawiło. pomimo tego. że bycie przebudzonym wzmacnia wszystkie zmysły. w pewnym sensie.Są dobrymi ludźmi. Przyjechałam z tymi dampirami. − . − . jak uniknąć dalszych ugryzień bez wzbudzania podejrzeń.Tak. To był najbardziej miękki. Miałam nadzieję rozproszyć jego . . I oczywiście. to jest coś. Pytałam o wszystko z ciekawością i entuzjazmem. łącząc razem nasze usta. żebym została. . że niedawno się pożywił. Dymitr uniósł pierścionek do światła. że pogrążył się w myślach.− . Moje ciało nadal było słabe i chciało tego. Chwilowo zbiłam z pantałyku złą kreaturę nocy.ale w dobry sposób. że on także był spragniony czegoś więcej niż tylko samego całowania.. Odkładając na bok swoje zmieszanie. najsłodszy pocałunek.błysk zrozumienia rozbłysnął na jego twarzy. Sydney byłaby dumna. zapach szamponu we włosach. Westchnął. Jednak o mało tego nie zrobiłam. Dymitr przerwał pocałunek i wypaliłam pierwszą rzecz.. co do tego. twój pot. silnego i spragnionego. − . Skrzywił się. − . nasz pocałunek powrócił do swojego zwykłego trybu. Chciałam wiedzieć jak to jest. że w środku poczułam niepokój .Mogłabyś być tam szczęśliwa. pytając go o wszystkie aspekty życia strzygi.Całowanie. próbowałam znaleźć sposób.Co „jak to jest”? − .Mówisz. Odurzające.Byliśmy na zewnątrz którejś nocy i zapach kwiatów był naprawdę mocny. czego nie możesz sobie nawet wyobrazić. z którymi polowałam… z tą resztą niezaprzysiężonych.. Delikatność była jednak tylko przelotna i parę sekund później. Bombardowałam go tak wieloma pytaniami jak mogłam. zagryzając wargi i grając zamyśloną we wszystkich . wyraźniejszy smak i dotyk sprawiają. tak. Twoja rodzina chciała. zanim zdążył zrobić cokolwiek innego. Zastanawiałam się.. Wyciągnął rękę i odłożył pierścień z powrotem na stolik. jeszcze wzrósł. Mój zmysł powonienia jest wyraźniejszy niż kiedyś. jaki mi dał jako strzyga.Hmm. a na jego twarzy pojawił się cień sygnalizujący..powiedział miękko.Prawdopodobnie powinnaś była. czy zapachy nie stają się zbyt uciążliwe? I tak to się zaczęło. więc twój zapach jest o wiele bardziej intensywny. czy tego nie zrobić. jaki… no cóż. a mój i tak już wielki szok. Jeśli ja go tak odczuwałam..Jak to jest? − . a potem odwrócił się do mnie.Co masz na myśli? − . To nie tak miało być. że to jest jeszcze lepsze.Ach . jak on się czuje. Pochylił się i znowu mnie pocałował.

Moje granie go przekonało. dopóki nie odpowiesz na resztę moich pytań. Spięłam się w środku.. niemal pomyślałam. owszem. − .W porządku. że spałam. po czym na powrót je otworzyłam.Ale.. Byłam pewna.Nie . Dużo ziewałam i gubiłam tor moich myśli. Nie wcześniej. których jeszcze nie wiem… − . zaczynałam dawać widoczne oznaki zmęczenia. że mdłości oznaczające obecność strzyg zmalały.222 - . . nawet jeśli myślał. Jedno ugryzienie i cała moja praca by zwalczyć "odpłynięcie" poszłaby na marne. gdy juz zostaniesz przebudzona. to wabienie powinno zniknąć.. Wszystko skończone. Zamknęłam oczy i westchnęłam. W każdym razie. Całe to moje udawanie było na nic. Ale najwyraźniej się pomyliłam. − . − . jestem zbyt zmęczona. widziałam jak jego zainteresowanie rośnie. nasz czas się kończy.Słowa zostały stłumione przez ziewniecie. Kiedy usłyszałam odgłos zamykanych drzwi. Sądzisz.Jest tak wiele rzeczy. i wówczas pomyślałam. Ale jak już ci wcześniej mówiłem. że to jest niesamowite. Miał nadzieję. że to jakaś sztuczka. że następnego razu już nie będzie.mruknęłam. nadal nie czuję się dobrze. Większość z nich była straszna jak diabli. Albo i nie.Ale nie. niż to. że nasze całowanie się było częścią wabienia go. − . Pozwoliłam moim powiekom opaść.powiedział cicho . że z całą pewnością próbuje mnie oszukać i ciągle stoi w pokoju. a następnie poczułam jak się poruszył. Zajęło mu chwilę by odpowiedzieć. jak miałam zamiar uniknąć ugryzienia następnym razem. myśląc że potrzebuję snu. − . Wstał i wyszedł. że w końcu jestem na krawędzi zgodzenia się na przemianę. .. chociaż jego nastawienie było ostre i rzeczowe . aby ze mnie pił. Chciałam wrócić do tego.jeszcze nie. On naprawdę mnie zostawił. . jako wyraz zmuszania się do nie zaśnięcia. Szczerze mówiąc... W dalszym ciągu nie miałam pojęcia. ale jeśli przebolałeś tą całą nieumarłą i złą część.w żadnym wypadku niepodobne do naszej wcześniejszej rozmowy. Leżałam tam. Cholera. niektóre z tych rzeczy. Do tego czasu będę strzygą. uświadomiłam sobie prawdę. Myślałam. Oto nadchodzi ugryzienie. − . że napije się ze mnie. jaka byłam. Podczas gdy mówiłam. Podejmowałam tutaj ryzyko.Nie. że mogę mieć wstrząśnienie mózgu? − . Podczas gdy moje przesłuchanie biegło dalej.Mam więcej pytań . i że jeśli dopiero co zasnęłam. W końcu potarłam oczy rękoma i znowu ziewnęłam.Ale jeszcze nie ma drugiego dnia.. ale je zrozumiał.odpowiednich momentach. Czy moja gra zadziała? Istniało wysokie prawdopodobieństwo. Ale gdy poczułam. to nie będzie miało znaczenia.Powiedziałem ci. uspokajając swój oddech najlepiej jak mogłam. Dymitr pochylał się nade mną przez kilka minut. zdecydowanie mogłeś znaleźć jakieś perełki w byciu strzygą..

ale było tam coś jeszcze. Lissa zawieszona? Ponownie dotarłam do odczytu sytuacji i poszperałam w nim. Dymitr i pozostałe strzygi były tutaj. Co mnie z niego wypchnęło? Wahałam się. Cień ciepła w jego śmiechu. Mam wrażenie. Czy to było to? Czy słyszenie nowin o rodzinie przywołało jakiś kawałek jego duszy schowany wewnątrz potwora? Przyznaję. pierścionek mógł również pomóc to zniwelować.Lisso. Nie. Z Lissą obchodziła się bardziej łagodnie. Lissa była daleko i prawdopodobnie miała kłopoty.tylko jeden szybki rzut.psycholożką pracującą w kampusie. a ja rzuciłam mu jego dobrocią prosto w twarz.. ale zawsze był to inny psycholog. Ale on ciągle miał to samo ciepło. tym bardziej zdawałam sobie sprawę z prawdziwości sytuacji. Byśmy połączone w sposób. zastanawiając nad kierunkiem swojego działania. Lissa chodziła do psychologa odkąd tylko zaczął się ujawniać duch.. Zaprzeczenie. Musiałam zajrzeć do niej jeszcze jeden raz . Teraz byłam pozbawiona komunikacji ze światem zewnętrznym. Westchnęłam. Żałowałam teraz swojego postępowania z Adrianem. że oni mogli wywołać w nim zmianę. Było to w czasie. Działanie Dymitra coś mi przypomniało. Mogłaby przyśpieszyć wyleczenie mojego umysłu i ciała z zamroczenia.Natychmiast usiadłam.. Była z Deirdre . Szczere zainteresowanie i uczucie. Nie było żadnej zmiany.i wydaniu suto zakrapianego alkoholem..dlaczego ze wszystkich możliwych miejsc musieli wybrać akurat to? . W jego stanie nie było żadnego cudownego nawrócenia xD – przyp. gdy o nas mówił. Jeśli jakakolwiek ciemność Lissy przelewała się do mnie. nie. i jak dla mnie. Nie wyglądała na dużo starszą od nas. Była moją najlepszą przyjaciółką. − . Lissa i pozostali zostali przyłapani na włamaniu do biblioteki . Rozszerzyłam swoje zmysły w umyśle Lissy. że sfiksowałam przez śmierć Masona. W normalnych okolicznościach zostałabyś zawieszona. Deirdre była z wyglądu bardzo wytworną morojką. Znalazłam ją w nieoczekiwanym miejscu. Jakiś inny problem. podczas słuchania o swojej rodzinie. trochę się o ciebie martwimy. no cóż. Przyszedł. Oczywiście. Żadnej metamorfozy jego stanu. Nie ważne jak często powtarzałam sobie. Udało mi się to powstrzymać. zastanawiając się nad kilkoma rozbieżnymi rzeczami. gdy wszyscy myśleli. muszę to powstrzymać. że jestem od niej wolna. o czym mi nie mówisz. nie mogłam odejść właśnie teraz. Podniosłam go ze stołu i wsunęłam na palec. jej metody działania przypominały przesłuchanie policyjne. on nadal był w każdym calu strzygą. czego ja nie mogłam.. W tych paru ostatnich chwilach swojej wizyty. że poczułam się nieco zazdrosna na myśl. tylko nieco. Zupełnie zapomniałam o pierścionku Oksany. która kiedyś udzielała mi rad. ale jeśli lecznicza magia ciągle w nim była. Lissa została przydzielona Deirdre.33 To była zastanawiająca rzecz i im bardziej odzyskiwałam swoje stare ja. Nie poczułam żadnej zauważalnej zmiany.223 - . wyczytując całą historię: jej psycholog wyjechał krótko po ataku na szkołę. Zawsze starannie ubrana i z perfekcyjnie ułożonymi blond włosami. co się stało.. 33 Czyt. przypominał mi bardziej niż kiedykolwiek dawnego Dymitra. gdy ostatnim razem byłam w jej umyśle.. że dzieje się coś. Ale. by mi pomóc. Szazi . wydawał się. Myślenie o Lissie przypomniało mi o tym.. Ostatniej nocy. jakobym żyła pod nią. to może mogła mi pomóc. który mogło zrozumieć zaledwie parę osób. Przynamniej tak to wyglądało. nigdy nie będę. usunęło się w cień.

Nie wiem. Buntu? Och. że nie zamierza popierać wszczynania postępowania dyscyplinarnego. Była zdenerwowana. .Nie mogłam cię znaleźć.To nie jest moja decyzja. Nie mogła teraz znieść przerw. Po wyjściu z biblioteki byłaś o krok od włamania się na basen...Nie ma żadnego innego problemu. − . . Moja najlepsza przyjaciółka wymagała wstąpienia do AA. Poza tym.Christian! .. Ramiona Lissy były skrzyżowane na piersi. − . tego rodzaju rzeczy rozprzestrzeniały się niczym niekontrolowany ogień.To jest po prostu niepokojące. ach . Od czasu sprzeczki. Lissa w rzeczywistości wolała raczej areszt albo sprzątanie tablic. które mogły ją od nas oderwać. ale był też kawałek jakiejś wrażliwości. że to jest coś więcej niż rodzaj jakiegoś buntu.Czego chcesz? − . Mnie interesuje powód tego wszystkiego. . że moglibyśmy go wyciągnąć. że narażasz się na niebezpieczeństwo. Wiem.Nikt nie utonął.improwizowanego przyjęcia. Zatrzymał się. Pływanie pod wpływem środków odurzających jest stanowczym powodem do niepokoju. to proszę bardzo. z tego co słyszałem.No cóż. Deirdre powiedziała.Uczniowie ciągle robią takie rzeczy .224 - .spierała się z nią Lissa. .Co masz na myśli mówiąc czego chcę? . to jestem pewna. − . Lissa nie była w stanie znaleźć Christiana i to ją dobijało.jego twarz pociemniała. a jej postawa niemal bojowa. żeby Lissa odbyła z nią więcej sesji. Lissa . biorąc pod uwagę niektóre z twoich dawnych zachowań autodestrukcyjnych. być może dlatego. − . o czym myślała. − . że przez swoją. cierpiałaś na depresję i inne problemy. że każdy wiedział o fiasku ostatniej nocy. − . I tak było przez następną godzinę.tak jak ja niegdyś . Nic dziwnego. jak cięcie się. Dobry Boże. Po prostu próbowaliśmy się dobrze bawić. Deirdre pokręciła głową. Ale mam wrażenie. nie nudziłaś się zbytnio. Nadzieja rozświetliła ciemność umysłu jak słońce. Dzięki szkolnym plotkarskim wytwórniom. który rozpaczliwie go potrzebował. Gdy wściekle maszerowała przez kampus. to było coś więcej. uchylając się przed pytaniami Deirdre. A nawet jeśli ktoś by się zaczął topić. Jeśli chcecie mnie zawiesić.. przytłoczona i wypełniona ciemnością.Dlaczego w moim przypadku jest to taka wielka sprawa? − ..Byłem właśnie. .zawołała.Chciała rzucić się w jego ramiona i zmusić go do powiedzenia.odwalała kawał dobrej roboty. to on albo ja. biegnąc w jego kierunku. Chciała. Kiedy sesja dobiegła końca. − . patrząc na nią przezornie. na którym zniszczyli niektóre z mień szkoły.magię. Myślałem. Wszystko. Przykro mi z powodu szkód. − . że wszystko będzie dobrze.. spostrzegła Christiana idącego w przeciwnym kierunku. Imprezowanie i ryzykowanie było jedynymi rzeczami.

Zrywasz ze mną? − . .rzucił.Mogę się zmienić.nie po tym. czy płakać. Nie widziała jego bólu. − .Ja. . − .to jak jej poczucie winy i depresja ją pożerały i sprawiały.Wcale nie! . .. − .zawołała z płaczem.błagała. − . . . . ale nagle zatrzymała ją czyjaś ręka. bo wiedział że jeśli zostanie.Nie kłamałam! .zaprotestowała. którym gardził. Wszystko co widział. gdy ty przywracasz dawne dni i na nowo stajesz się arystokratyczną dziewczyną.Nie możesz tego zrobić! . że odszedł. Ale ja znowu widziałam cierpienie w jego oczach.Czas na rozmowy minął .Nie mogę tego zrobić . a już zaczynała jej naprawdę nienawidzić.Musimy o tym porozmawiać. sądzę że Christian znalazłby się przy niej w ułamku sekundy. to ukochana dziewczyna. że tak naprawdę nie widziała Christiana w sposób. jeśli to jest teraz twoje życie.decyzji.Rzeczy nie są takie.Nie powiedziałaś mi prawdy.. wyjaśnić to. . w jaki ja go widziałam. Odwróciła się i zobaczyła stojących za sobą Avery i Adriana. nic na świecie by jej nie zostało. . w jaki jej się przyjrzał. jak straciła mnie. − .odparł. ale dawała mu poczucie racji. co mógł zobaczyć to jej płytkość i głupota oraz powrót do stylu życia. − . Albo raczej kiedyś posiadała.. sama nie wiem. Z wyrazów ich twarzy można było odczytać. nie będzie w stanie utrzymać tej decyzji .Nie widzę żadnych dowodów potwierdzających twoje słowa. Postrzegała go jako osobę okrutną i niesprawiedliwą. Lisa zaczęła iść za nim. Gdyby Lissa szczegółowo opisała mu swoje uczucia . Pomijając jego cyniczną powierzchowność. że nie może stracić Christiana .Przykro mi .Po prostu nie mogę tego znieść.. Tak. Myślę.i Lissa posiadała jego większość.. A nie teraz.To było echo opinii Jill. On też był zraniony. kłamanie. że wszystko słyszeli. Nagle odwrócił się i odszedł.I kiedy w końcu dasz sobie spokój z Aaronem? − . Gdyby straciła nas oboje. Nie mogę być częścią twojego życia.. . Nie wiem. − . . robiącą dzikie akcje ze swoimi arystokratycznymi przyjaciółmi. . Tak myślę. kiedy nagle sprawy nie układają się po twojej myśli. Lissa nie wiedziała czy chce krzyczeć.. Niszczyła go konieczność zrobienia tego.Powinnaś była być gotowa do rozmowy wcześniej. − .Ostatnio nic się dla ciebie nie liczy. Lissa ledwo ją poznała..Proszę. Po prostu dobrze się czuję wrzucając na luz.Ja tylko. To całe imprezowanie. zmieniająca się w kogoś. obściskiwanie się z innymi facetami. a to jest to samo. . W tym sęk. jakie były kiedyś. Jej oczy otworzyły się szeroko. że wszystko wymykało jej się spod kontroli.225 - . − . która go raniła.Nie mogę być z tobą. Wiedziała tylko. . Dla niej.. .powiedział.. z kim nie mógł być.powiedziała. Sposób. Teraz wszystko.Lissa była tak skonsumowana przez szok i przerażenie wywołane tymi słowami.To nic takiego. miał dobre serce .sprzeczał się. nie rób tego . Nie dostrzegała prawdziwej agonii w jego oczach.wykrzyknęła. przyprawił ją o ból serca. cóż.− . jego odejście było szorstkie i oziębłe.W tym rzecz .

Poczekaj aż ostygnie. Tłumaczenie: Szazi & Ginger_90 . że te działania były zaborcze i złe. Avery nie patrzyła na nią. Rozejrzałam się wokół pokoju. − . a zmieni zdanie. Nie wiem czy to zrobi. Jezu. O.odezwała się Avery. a ja powinnam być tam z nią i pomóc jej się z niego wydostać. nie wiem. nie Lissę.. Jeszcze raz zobaczyłam ostatnie momenty. Ona patrzyła na mnie. U Oksany. Moje własne serce się złamało. Powinnam tam być. w końcu przypomniałam sobie. Lissa nie wypchnęła mnie ze swojej głowy. stało się coś bardzo dziwnego. − . wstrząśnięta nagłością tego przeskoku.powiedziała Lissa. Szaroniebieskie oczy patrzące na mnie . To właśnie robią najlepsi przyjaciele.On nie może mi tego zrobić. draśnięcie mojego umysłu i uczucie ciepłych i zimnych fal.226 - . Tylko znowu nie ty. Ona czuła się taka samotna. co mam robić. Ona była zbyt rozproszona i pogrążona w rozpaczy.On nie może tego zrobić . I wówczas. Wiedziałam już. Jej troska odzwierciedlała Adriana.. To było to samo wrażenie. Zarówno Mark jak i Oksana przyznali. Jednak coś odkryłam. . − .. O Boże.Nie myśli jasno. gdy weszła do mojego umysłu.Jest zły . mentalne pchnięcie.na mnie. − . Jej głos rozbrzmiał w mojej głowie i bum! Zostałam wyrzucona z myśli Lissy. Daj mu przestrzeń.Jestem strasznie zmieszana. – Pójście teraz za nim tylko jeszcze bardziej pogorszy sprawy.− . Tak okropnie chciałam pójść do niej. nie mogę go stracić. próbując poczuć moje nastroje i zamiary. Zrobiła to Avery. Coś pchnęło ją w ten niekończący się dół. A ten głos? On również nie należał do niej. kiedy i gdzie poczułam to muskanie w mojej głowie.No nie wiem. że to nie Lissa wyrzuciła mnie z siebie wtedy i teraz. co właśnie się stało z Lissą. którego doświadczałam. Uważnie odtworzyłam to. ale gdy to zrobiła.powiedział poważnie Adrian. Opuścił rękę i splótł swoje palce z Avery.Zostaw go . To on ją zatrzymał. . Avery napotkała jej oczy. a ja czułam się strasznie zostawiając ją samą. Lissa odwróciła się i spojrzała na Avery. jeśli nie dzieliłeś z kimś więzi. Lissa patrzyła na oddalającą się postać Christiana ze złamanym sercem. sprawić by poczuła się lepiej i być tam dla niej. To było to..

walki z Christianem… Avery wypychała Lissę poza kraniec. Nic się nie zmieni. Zabrali moje dżinsy i podkoszulek. co Avery chciała zrobić z Lissą? To. Avery używała jakiegoś rodzaju wpływu. jednak wystarczająco by myśleć. Im dłużej nad tym myślałam. zazdrość. a mój wybuch poprawił mi nastrój. Wszyscy Moroje potrafili kontrolować każdy żywioł. jedwabną suknię. Ubrana w wystarczający sposób. Jednak Lissa? O co grała tutaj Avery? Jaką miała z tego korzyść? Zachowanie Lissy nabierało teraz sensu: nietypowe dla niej balowanie. jeśli szło o sedno jej zachowania. − Cholera! . że to nadejdzie. jak wydostanę się stąd i powrócę do mojej najlepszej przyjaciółki. odizolować ją od innych i narazić jej życie na niebezpieczeństwo. którą miałam na sobie. że Avery używała wpływu na Adrianie i sprawiała. starając się znaleźć jakiś nowy pomysł. Pospiesznie ją ściągnęłam i przerzuciłam wszystkie moje ubrania. Do diabła. Założyłam zieloną sukienkę. że to najbardziej wytrzymała z posiadanych przeze mnie rzeczy i poczułam się bardziej zdolna do jakiejkolwiek akcji. by wyprowadzić Lissę z równowagi. Jej czarująca osobowość. nie żebym w to szczególnie wierzyła. co było jej na rękę. że powietrze to jej specjalizacja. Spojrzałam na siebie. utrzymując go w najwyższych kręgach społeczeństwa. Strój nie sprawił. który umożliwiał mi działanie. że członkowie rodziny obecnego władcy nie mogą dziedziczyć tronu zaraz po nim. by ten ją lubił nie było takie dziwne. że w pobliżu pojawi się kolejny użytkownik ducha? A odkąd była w szkole.krzyknęłam. by się z tego cieszyć. Była symbolem mojej słabości i bezużyteczności. nikt się tego nie spodziewał. na delikatną. Był przystojny i pochodził z dobrej rodziny. to że mogła zmusić ludzi do zrobienia tego. Jak dużo jej działań było kontrolowanych przez ducha? I czy było możliwe… czy było możliwe. Nagle ją znienawidziłam. przynajmniej w niewielkim stopniu. jego przyszłość wyglądała obiecująco. dziwne nastroje. Powody nie były ważne. Wykonała niewiele. kto by ją do tego zmusił. bym poczuła się jak niepokonany wojownik. Dlaczego? Czego chciała Avery? To nie miało znaczenia. zakładając. Zarzuciłam na nią bluzę z kapturem. jednak mnie to uradowało. tym więcej znaków odnajdywałam. nie było powodu by sprawdzać ją kolejny raz czy zmusić ją do zademonstrowania swoich umiejętności. jednak pozwolili mi zatrzymać bluzę z kapturem. Nikt nie wypytywał jej w dalszym stopniu. Jednak. kto by przypuszczał. W znacznym stopniu ważniejsze było to. była przyczyną jej okropnych wyborów. Avery doskonale udawała użytkowniczkę powietrza. . że uczucia Adriana względem niej były wywołane tylko przez jej wpływ? Nie miałam powodu. bo powiedzmy sobie szczerze.Rozdział dwudziesty czwarty AVERY BYŁA UŻYTKOWNICZKĄ DUCHA. mój umysł zaczął galopować. jednak uważałam się za bardziej kompetentną.227 - . − Cholera. Był stryjecznym wnukiem królowej i mimo. Nie spodziewałam się. Nie było nikogo. przeniosłam się do salonu. Z powrotem usiadłam na łóżku. Próbowałam coś wymyślić przez wiele dni i szczęście jak dotąd mi nie dopisało.

Zachwiało się lekko. Wszystko inne w tym miejscu było bardzo. Nie przekonałam się w pełni. Jednak adrenalina pulsująca w moich żyłach. To była Inna. który był cięższy. przesunęłam krzesło. która nim rzuciła. żebym ją zraniła. ile razy uderzałam krzesłem w szkło. Co do tego. To nie było tak. Wystarczająco ostre na kołek? Nie byłam tego pewna. bez oczywistych łączeń. Wszystkie meble były niesamowicie mocne. było złamanie. Jednak nie byłam jedyną osobą. dostrzegłam kanapkę z szynką i frytki. Zmarszczyłam brwi. Skąd wzięło się to złamanie? Uderzanie nim w kółko. jednak cios by ją ogłuszył. Przynajmniej do tej chwili. zabrał mi je i cisnął nim o ścianę. nie zważając na ból. Tego pierwszego dnia. . Bolały mnie ręce i wiedziałam. Uderzałam i uderzałam. Szybko popchnęłam krzesło w ciemny kąt pokoju. W porządku. odzyskując siły po bitwie z krzesłem i podrzucając mój prowizoryczny kołek. z którym muszę się rozprawić jako pierwszym. którym mnie obdarzyła. Nareszcie. który wywoływało wbijające mi się w dłonie drewno. tylko rozszczepione i ostre. Dziwne. że dam radę je zniszczyć. Nigdy więcej nie zwracałam na to uwagi i nie sądziłam. uśmiechając się słodko. że dostało mi się wadliwe krzesło. biorąc pod uwagę to. I to było o wiele więcej. spojrzałam na krzesło i ujrzałam. Cholera. Więc zrobiłam to po raz kolejny. że złamanie się powiększa. nie było pytań. kiedy przeszła przeze mnie panika. jednak na jej twarzy nie gościł służalczy wyraz. że pomimo odzyskania zdrowia. Wiedziałabym o tym. Na jednej z nóg. było wypełnione nienawiścią. nie. wstałam i spojrzałam na nie. że upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu. że drewno było wystarczająco mocne i jeśli włożyłabym w to wystarczająco dużo siły. że nie cisnęłam nim o ścianę podczas ataku frustracji. gdy walczyłam z Dymitrem i ruszyłam ku niemu z krzesłem. Jednak wiedziałam. co jest na tacy.Wściekła. Podniosłam krzesło i natychmiast cisnęłam nim w okno. by go zasztyletować. Drzwi nagle otworzyły się z cichym kliknięciem i zaalarmowana. W końcu straciłam rachubę i przestałam liczyć. Podniosłam je i spojrzałam z zaskoczeniem. Klęknęłam i sprawdziłam je z bliskiej odległości. Nawet go nie wyszczerbiłam. by mnie stąd wydostać. Obydwa pozostały w starym stanie. Był oczywistym celem. bardzo nowoczesne. Wyglądały smakowicie: nie jadłam przez jakiś czas. Kiedy próbowałam wybić szybę. nie byłam gotowa. niż posiadałam przed godziną. Moja siła nie była w stanie zniszczyć krzesła. Postęp wznowił moje siły i moją wolę. jednak miałam tylko tyle. Krótkie spojrzenie. jednak jego z pewnością. w głębi duszy mając nadzieję. co odczuwałam jako milionowe uderzenie. Spojrzałam na nią z powrotem. w pobliżu miejsca gdzie łączyła się z krzesłem. Złamanie nie było gładkie. użyłam stołu. tam i z powrotem. Przyniosła tacę. Nie zabiłabym jej. ile czasu waliłam tym krzesłem w ścianę. pozostawiła w tyle cały mój apetyt. To było denerwujące. Gapiłam się na nie. spojrzałam w ich kierunku. mogłabym przebić serce strzygi. kiedy tu przybyłam. tak jakbym miała zamiar sprawdzić. Nie. Nie wiem. Teraz mam broń. I jeszcze raz. Poszłam w jej kierunku. zaskoczona tym. czemu mogła być zła. Nie wiedziałam. nic nie pomogło. Podnosząc pokrywkę. Jednak co mogę z nią zrobić? Twarz Dymitra błysnęła w moim umyśle. Usiadłam na łóżku. wciąż nie byłam w pełni sił. przy czymś. czy to było wystarczające. Nie.228 - .

To przykuło jej uwagę.Drzwi.Życie wieczne. Były niezbędne do zapamiętywania adresów i numerów telefonów. że jej głowa odskoczyła na bok. Nie zawahałam się. przynajmniej nie tak dużo jak przedtem. Czułam się. czy dam radę przebić serce Strzygi. − Liczby. Nie Nathan. . W końcu przemówiła. a lata treningu i mojej wrodzonej siły. . − Zabić cię. powtórzyłam moim słabym rosyjskim. wydając z siebie serię dźwięków. jednak jego ostre fragmenty przykuły jej uwagę. jednak szybko się otrząsnęła i próbowała walczyć. − Liczby . wewnątrz mojej głowy. Przypomniałam sobie szczupły zasób słów w angielsko-rosyjskim słowniku. Wymieniła siedem liczb. Wtedy wyciągnęłam kołek. − Kod . ale nawet oni potrafią się skontaktować. Naprawdę była wierną współpracowniczką Strzyg. Kazałam jej powtarzać je trzy razy i miałam nadzieję. Wyglądała na ogłuszoną.powiedziałam. jednak nareszcie zakończyła swoją tyradę.powiedziałam po Rosyjsku.229 - . najwyraźniej uświadamiając sobie to samo. − Jeszcze raz . że je zapamiętam.Drzwi. nie rozumiejąc zbyt dobrze. by nauczyć się kilku słów. Byłam w kraju wystarczająco długo. Mój kołek wbił się głębiej w jej ciało i popłynęła krew a ja siłą się pohamowałam. Jednak było coś jeszcze. Powiedziała do mnie więcej niegrzecznych rzeczy z buntowniczym wyrazem twarzy. Przycisnęłam kołek mocniej i krzyknęła z bólu. Nie mogła dostrzec. który wcześniej schowałam i przycisnęłam jego ostry kraniec do jej szyi. Drugie. może to nie była niespodzianka. że moja broń była zrobiona z kawałków krzesła. jednak przecięcie ludzkiej żyły? Łatwizna. dały o sobie znać i tym razem. jakbym wróciła do kołkowania Strzyg w ciemnych alejkach. . uderzając nią o podłogę tak mocno. Przycisnęłam swoje ciało tuż obok niej. że to powiedziałam. Inna patrzyła na mnie. że prawdopodobnie mnie nie rozumiała. biorąc pod uwagę to. Przynajmniej miałam nadzieję.Jaki jest kod? Jej jedyną odpowiedzią był pęk rosyjskich przekleństw. Drugie. drzwi . Dwie najważniejsze dla niej rzeczy. . utrzymując ją silnie w miejscu. − Liczby. Wprawdzie mój zasób słów nie wykraczał poza wiedzę dwulatka. . że zrozumiałam poprawnie. Wciąż była wściekła. Trochę się zachwiała. Mogłam kwestionować to. Nathan i życie wieczne. Byłam pewna. nigdy. że zewnętrzne drzwi miały inny kod. tak zawsze mówił Dymitr. gdy przycisnęłam go do jej gardła.powtórzyłam. Przynajmniej rosyjskie liczby były czymś. Drzwi.Nie wahaj się.powiedziałam. Tym razem nie było we mnie narkotyku.Jak brzmiało to słowo? Przypomniała mi się msza i miałam nadzieję.Czułam się jak jaskiniowiec. Znowu. Nigdy… . Ok. czego solidnie się nauczyłam. Skoczyłam na Innę. .

Uśmiechnęłam się i wpadłam w jego ramiona. Wyłoniłam się z holu i w salonie zastałam Dymitra. Szczerze mówiąc. podniosłam bezwładne ciało Inny i szybko zaniosłam je do łazienki. Musiałam coś zrobić. wcześniej… Z westchnięciem Dymitr przesunął się tuż przede mnie. oznaczające. że nie zdam sobie sprawy. uczymy się zarówno jak zabijać i jak obezwładniać innych. Myślę. Widziałam jak ożywia się po zabiciu. Musiałam wykorzystać tą przelotną możliwość. − Wróciłeś . Z tego powodu zdecydowałam się zachować ją w pobliżu. mając nadzieję. zanim mogłam cokolwiek uczynić.powiedziałam z radością. Wiedziałam. że strzygi potrafią wyczuć zapach człowieka i liczyłam na to. czy mówi prawdę czy kłamie. To nie był mężczyzna. Dołączył do mnie po kilku chwilach. jednak szybko jego twarz stała się gotowa do przeprowadzania interesów. jak najdelikatniej i ledwie zdołałam zamknąć łazienkę. którego kochałam. jednak zanim mogłam otworzyć drzwi ledwie usłyszałam kolejne kliknięcie.Kiedy mnie ożywisz? Czy to natychmiastowe? Po raz kolejny rozpoczęłam przesłuchanie. Natychmiast odsunęłam się od drzwi. Znowu kazałam je powtórzyć. . To nie był Dymitr. − Tak . To było głupie. Wyraz jej twarzy stał się opieszały.wymamrotałam. Przytrzymał mnie przez chwilę i odsunął się do tyłu. że miała nadzieję. − Mam więcej pytań. Poczułam wiele mówiące nudności. że pamiętam je poprawnie. zadawałam mu mnóstwo pytań i tym razem nie chciałam słuchać o zawiłości życia strzygi. które w nim zaszły. że wykrzyczała kolejne siedem liczb. Ktoś otworzył zewnętrzne drzwi. Zero jak się masz? Moje serce zamarło. Wstając. Z każdą mijającą sekundą stawałam się coraz bardziej podburzona.wydawał się być lekko zadowolony z powitania. − Kurde . przesunęłam się do drzwi i wpisałam pierwszy zestaw cyfr. − Jak dużo czasu to zajmie? . . że to nie Dymitr. gdy główne drzwi się otworzyły. Kiedy trenujemy się na strażników. Położyłam ją w wannie. tak jak robiliśmy to zawsze.zapytałam. co zrobiłam później. Elektroniczny zamek kliknął. że jest oziębły i brutalny. musiałam się upewnić.Podjęłaś decyzję? Zero powitania. . Jednak.230 - . że nie mogę sprawdzić. przynajmniej do momentu. były poprawne. Ku mojemu kompletnemu zaskoczeniu. uderzając jej głową o podłogę i sprawiając. że następne drzwi posiadają inny kod. że zamknięcie jej wystarczy by nie zdołano tego zrobić.Zrozumienie błysnęło w jej oczach i wyglądała na wściekłą. jej powieki opadły. gdy spróbuję wpisać cyfry. ale byłam zdesperowana. Widziałam. Zostałam doprowadzona do ranienia nastoletnich ludzi. że stała się nieprzytomna. Zrobiłam to chwilę później. Powinnam to wiedzieć w tej chwili. Widziałam fizyczne zmiany. Jednak wciąż… podczas tego ulotnego momentu. że w pobliżu znalazła się strzyga. Podeszłam do łóżka i położyłam się na nim w zwyczajny sposób. uświadamiając sobie. sprawiły. Cholera. Czułam się winna z powodu tego. siadając na brzegu łóżka i patrząc na mnie. Nowe nacięcia zrobione kołkiem.

− Oczywiście. ponieważ mnie kocha. − I nie żałujesz tego? − Nie.przerwał mi . Zaczęłam raptownie oddychać i modliłam się. To dlatego jestem na tyle uprzejmy.Dlaczego? Cholera. którego znałam… w którym się zakochałam i z którym spałam… ten Dymitr powiedziałby. Ciemne oczy. − Ponieważ cię pragnę. Pragnął w sposób. Roza. że wraz z potem. Zawsze cię pragnąłem. by myślał. Nie. . . że się pocę. powiedziałbym. Zrozumiałam. To było jak ponowne słyszenie o jego śmierci. − Pocisz się . że to z powodu strachu przed przemienieniem. którego kocham. w jaki ludzie pożądają różnego rodzaju przedmiotów. Opalona skóra. przynajmniej nie teraz. Oczywiście. gdzie leży problem. cholera. Włosy. że jeśli mam być przekonująca muszę przestać odgrywanie głupiej i stać się z powrotem Rose Hathaway. świadczące o moim pobudzeniu. że próbujesz coś opóźnić. I wtedy zrozumiałam. wydzielają się ze mnie feromony. Teraz jestem tym. że czekanie jest łatwe dla mnie? . To taka ważna rzecz.zapytał. tak jak Ozerowie. − Powiedz mi to jeszcze raz. które mają wybór są moroje. Dymitr. Byłam pewna.szepnęłam. Bez łez. że jestem gotowa. Ja go nie miałem. Dymitr zawsze mówił o drapieżnikach i ich ofiarach. Uprzejmość. tak? Patrzyłam na niego i czułam. Strzygi mogły wyczuć również to.Jedynym. kim zawsze miałem być . że łamie mi się serce.Jedynymi osobami. które zapamiętałam. . . a teraz pytasz się mnie czy do ciebie dołączę. Nawet jako strzyga znał moje myśli i plany. Słodki uśmiech. nie chcę by twoja duma ucierpiała. Nagle zaczęłam się obawiać. cholera. Myślisz. Oczy. − Ponieważ się boję . Nigdy dokładnie nie określiłam. Podniosłam się i pogładziłam kraniec jego twarzy. Wreszcie uświadomiłam sobie. Przybyłam tu by cię zabić. Przybrałam wyraz pełen złości. jest fakt. − To będzie najlepsza decyzja w całym twoim życiu. że to robię. Dlaczego tak bardzo chcesz mnie ożywić? Przez jego twarz przeszedł zmęczony wyraz. Kształt jego kości policzkowych. że zrobił to Nathan i to. Pragnął mnie. co rani moją dumę.zmarszczył brwi. . Nikt inny nie ma wyboru. Tutaj nie było mowy o miłości. jakbym miał u niego dług. próbując zapamiętać jego wygląd. co to takiego było. którzy zabijają z premedytacją. W wyobraźni przypomniałam sobie inne cechy. że zacznę płakać. że to jest dla mnie takie łatwe? − A czy ty myślisz. To coś ważnego.Ja… ja myślę.231 - . Teraz to wiedziałam. Rozważałam zakołkowanie mężczyzny. że zachowuje się. by dać ci wybór.powiedział nagle. albo kochałam.jeśli nie znałbym cię lepiej.− Rose. Ja muszę być drapieżnikiem. Ostatni raz. . Dawał mi tą odpowiedź w kółko i coś w tym mnie niepokoiło. Jednak to… nie wiem. że chce byśmy byli razem.

co zwykle. z powodu naszego wzajemnego pociągu do siebie i pożądania. czułe i żarliwe. czułam jakby moje serce również zostało przebite. I kiedy to robiłam. że robię to z tych samym powodów. Włożyłam w to całą swoją siłę. Jego usta odpowiedziały moim. którą ukryłam w kieszeni mojej bluzy. przesuwając kołek przez jego żebra i wbijając go w jego serce. Całowałam go dłużej niż zwykle. Będę pamiętać Dymitra przez resztę mojego życia. by ułożył się w wygodny dla mnie sposób. zarówno próbując pohamować łzy i sprawić. Pochylając się ku niemu.232 - . to był pożegnalny pocałunek. przesunęłam się i wbiłam kołek w jego klatkę piersiową. Prawdopodobnie myślał. I tym razem nie zapomnę jego lekcji. Z szybkością. W rzeczywistości.Uśmiechnęłam się do niego. na którą nie był gotowy. Moja ręka zamknęła się wokół nogi krzesła. pocałowałam go delikatnie. Tłumaczenie: Morphine .

jakbym to robiła. Cofając się trochę. wtedy mogłabym sobie pozwolić na opłakiwanie. Zrobiłam to jeszcze dwa razy. ale jakoś podejrzewałam. że kłamała na temat tego ciągu. Nie było z nim żadnej przyszłości. jak ucieknę z tego miejsca. że właściwie to mogę jej potrzebować na wszelki wypadek. kiedy wklepywałam kod. Zaświeciło się zielone światełko. Musiałam w końcu pogodzić się ze śmiercią mojego Dymitra. na co mogłam sobie pozwolić. jak tylko mogłam. albo przynajmniej zobaczyć. Nie miałam czasu. Ten był strzygą. że jakaś część mnie chciała przestać i położyć się przy nim.złudzeniem. Znalezienie kupców na tego rodzaju rzeczy w dużych miastach w Rosji nie było zbyt trudne. które podała mi Inna. Moje pieniądze zabrano. że to nie był srebrny kołek. że wiedziałam. Prawdopodobnie miałam najwyżej pięć minut zanim się uleczy i pozbędzie tego. Z westchnieniem odwróciłam się do niego tyłem z nadzieją. mój wzrok utkwił w kołku. Gdybym miała jakieś później. Odblokowały się i wkroczyłam do korytarza. Parę łez. Następnym razem. Wejście również wymagało kodu. Nie wiedziałam czy to wywrze jakiś wpływ na zamek wewnątrz apartamentu. to była moja jedyna broń. Jednak to wszystko właśnie tym było . Wstałam z łóżka i posłałam Dymitrowi ostatnie bolesne spojrzenie. zmieniłam ich kolejność. To jednak nadal nie sprawiało. przeszukując jego ubrania żeby znaleźć coś przydatnego. że broń znajdę gdzie indziej. Włożyłam klucze do kieszeni i zaczęłam odkładać gotówkę. Potrzebowałam dodatkowego czasu. dopóki wąskie czerwone światełko nie zniknęło. Chciałam go zabrać ze sobą. Zwracając swoją uwagę na kolejny zamek. Wklepałam siedem liczb. gdybym mu zadawała zabójczy cios. Możliwe. kiedy przybyłam. że nie byłam do końca pewna dwóch ostatnich.233 - . a drzwi odblokowały. Spróbowałam ponownie. a usta rozchyliły. Przejechałam rękami po nim. co było i co mogłoby być. To było wszystko. Zanim ruszyłam do kolejnych drzwi. które wcześniej przed nim ukryłam. żeby żałować tego. wiedząc że zegar tykał do momentu kiedy Dymitr po mnie przyjdzie. Co to były za liczby? Usiłowałam je sobie wyobrazić w głowie i w końcu stwierdziłam.Cholera. że obudziłby się po jakiejś minucie. przez które dopiero co przeszłam. teraz spływało po mojej twarzy. Pomimo tego. Żeby dostać się do apartamentu. była tam kolejna klawiatura numeryczna. Nie dołączyłabym do niego. równie dobrze mógłby być. . Teraz musiałam działać. Małe światełko dalej było czerwone. Znalazłam pęk kluczy i trochę gotówki. przyjrzałam się tym. Wyciągnięcie go oznaczałoby. usiłowałam sobie przypomnieć liczby. Zaczęłam również zamiatać część biżuterii ze stołu. że w tym przypadku winna była moja pamięć. − .Rozdział dwudziesty piąty JEGO OCZY ROZSZERZYŁY SIĘ w wyrazie szoku. Bez wahania. Znowu zaświeciło się czerwone światełko. jego rysy i oddech stały się ciche. Po tym początkowym zaskoczeniu. Pobiegłam do drzwi apartamentu i ponownie wklepałam kod. ale doszłam do wniosku. Już widziałam to wcześniej. Zanim wyszłam. uderzyłam i kopnęłam klawiaturę tak mocno. ale w filmach zepsucie elektronicznych zamków wydawało się zawsze działać. Jeśli dotrę do tego miasta. co się potem stanie. Żeby go przebić przez jego serce. sprawiając złudzenie śmierci. Nie wyryły mi się w głowie tak mocno. musiałam działać tak zdecydowanie. jak te pierwsze.

ale się nie otworzyły. To dało mi. Więc. musiałam zarówno podjąć próbę odparcia jego ataku. Bycie pobitym przez nastoletnią dziewczynę naprawdę nie zapewniało zdobycia wielu ekstra punktów jeśli się było strzygą. jakby spodziewał się nudnej nocy. Nie. Dysząc . mocnym ruchem. Zbierając siły. że był kiedyś morojem znaczył również tyle. jaka mogłaby być . coś koło milisekundy zaskoczenia. pozbawiając mnie powietrza na pół sekundy. Największą rzeczą. Usłyszałam krzyk wściekłości. Zostałam tam gdzie byłam. Dymitr był zajebistą strzygą. ponieważ zhańbiłam go przed Galiną. raz niebezpiecznie blisko mojego oka. To także było dla mnie bonusem. Właściwie to. Najwyraźniej był na służbie i wyglądał. To wszystko było skomplikowane. Widok mnie. Pierwsze. że prawdopodobnie bardzo niewiele trenował. dokładnie tak zrobił. Szamotaliśmy się przez chwilę w ten sposób i dzięki jakiemukolwiek szczęściu. Ten koleś nie. to byłoby na nic. byłabym… . kiedy to robiłam. Chwilę później. a potem jego pięści walące w drzwi. W pewnym momencie nawet go oszukałam w jednym kierunku i zaatakowałam go kopem z zaskoczenia . co miałoby sens. Marlenowi udało się parę razy mnie uderzyć. udało mi się zamknąć drzwi akurat na tyle. kiedy próbowałam je zamknąć. Niestety. Uderzyło to w nadgarstek Marlena. żeby unikać bólu. jak odcina się jego ręka i wpada do korytarza. To był ten. Ruszył na mnie. Wydawało się to doprowadzać go do szału. I to nie byle jaka strzyga: To był Marlen. która przemawiała na moją korzyść było to. żebym mogła utrzymać otwarte drzwi. był dla niego szokiem. Teraz ani ja nie byłam wystarczająco doświadczona. Fakt. których mogłaby kontrolować. że zrobiłby to samo. Innym razem trafił mnie w brzuch. Punkt dla mnie. ale wyszarpał ją z powrotem. punkt dla szczęścia. jak i wciągnąć go do korytarza za drzwiami. pociągnęłam drzwi do siebie jednym wielkim.co było łatwiejsze do zrobienia. ponieważ ćwiczył jako wojownik zanim został przemieniony. stojąc tak. ciągnąc drzwi żeby się szerzej otworzyły. Rękami usiłowałam zamknąć drzwi.Oczywiście na zewnątrz był inny system zabezpieczeń. Strzyga. Jego potknięcie dało mi parę sekund żeby się wyślizgnąć zza drzwi do głównego korytarza. ale to było wszystkim czego potrzebowałam.który kosztował go parę kroków w tył. co mi przyszło to głowy. który nienawidził mnie. że Marlen wydawał się być młodą strzygą. niż się spodziewałam w tej cholernej sukience .. ani on nie był na tyle głupi żeby po prostu dać się złapać.moja siła fizyczna dalej nie była taka. Ale przez większość czasu byłam w stanie całkiem nieźle go unikać. siła i szybkość strzyg rekompensowała brak doświadczenia. klamka od drzwi potrząsnęła się. Po części spodziewałam się zobaczyć. którego torturowałam w alejce. Oczywiście. jak tylko mogłam.wycofałam się. Galina chciała mieć wokół swoich przydupasów. Zatrzymał się w przejściu. a nie miałabym czasu. to rzucić się na niego z tak brutalną siłą. Wycofałam się do przejścia z nadzieją. Walczyliśmy w ograniczonym miejscu. żeby ponownie wklepywać kod. próbując mnie dorwać. Gdyby znał kod. że ruszy za mną. Przez to zyskałam trudne zadanie. Ledwie zdołałam utrzymać rękę na drzwiach. już próbował przez nie przejść. jakie mi jeszcze pozostało. Przez cały czas musiałam trzymać drzwi otwarte. żeby wystawało tylko jego ramię. przechodzącej przez drzwi.. Wiedziałam.234 - . och. żeby powstrzymać moją ucieczkę i odsunęłam się. To był ten. a jednocześnie wkopywałam go do środka. Nawet strzygi miały pewne instynkty. Gdyby znał kod.

. Nie.. wybór wydaje się oczywisty. po których chodziliśmy wcześniej z Dymitrem. chwyciłam go i przyparłam do ściany. Sądząc po jego wyrazie twarzy. − .powiedziałam. Bez praktycznie żadnej przerwy. 34 Gin uważa że niósł stos barchanów. − .Patyk. czego potrzebowałam. − .krzyknęłam.eeeyyy. cóż.. . Marlen dalej walił w drzwi.. Wskazałam na srebrny pierścionek. Dymitr mógłby być w stanie też je po prostu rozwalić.O cholera . Podczas gdy biegłam wzdłuż korytarza. którą mogłabym mu grozić i zastanawiałam się jak teraz domagać się swoich życzeń. Oczywiście. teraz miałam problem z zakomunikowaniem mu tego. wspomniał o wydostaniu mojego kołka ze skarbca. Czym był tak dokładnie skarbiec? Czy był tutaj. a potem zapytał perfekcyjnie po angielsku. że tym razem przekazanie wiadomości było nieco trudniejsze. Kiedy Dymitr ostatnio groził Nathanowi. podniósł ręce do góry w geście obronnym i zaczął coś skomleć po rosyjsku. Był starszy od Inny i kiedy się zderzyliśmy niósł stos bielizny34.Patyk .Dlaczego mówisz w ten sposób? . Próbowałam nawiązać z nim rozmowę na poziomie jaskiniowca. Szazi 35 . na litość boską . Absolutnie nie mogłam teraz o nim myśleć. słuchaj kolego! Nie zmuszaj mnie żebym ci nie pokazał gdzie pieprz eeeyyy roś.Och. że nawet jeśli wyłączyłam pierwszy zamek. Mimo to. − − − − . Kiedy rozważa się opcję przeszukania czteropiętrowego domu pełnego wampirów. Nie miałam pojęcia. − . w tym rejonie? Jeśli tak. niespodziewane wspomnienie nagle wpadło mi do głowy. kierując się w stronę schodów.przyp.Miejsce. mając nadzieję.przp. Szazi Czy tylko mnie to śmieszy? :D Coś a’la scena z Chłopaki nie płaczą z castingiem na gangstera (Hej. albo ucieczki na wieś zanim cię znajdą. żeby zobaczyć jak wielu uderzeń potrzebuje.Szukam srebrnego kołka. wróć.Bum.powiedziałam po rosyjsku.powiedział. tylko. jakie było słówko na kołek. to zdecydowanie nie miałam czasu żeby to sprawdzić.Tego. jak tylko go przyszpiliłam.Gdzie jest skarbiec? . wyglądałam. a Dymitr wstanie w ciągu paru najbliższych minut.. I w samym środku tego procesu myślowego wpadłam na szczycie schodów na człowieka. . Marlen dalej walił do drzwi i zobaczyłam cieniutkie wgniecenie pojawiające się na metalowej powierzchni. Gdzie? Gapił się na mnie kompletnie zmieszany.Och . Dymitr.. żeby je rozwalić...Skarbiec? . że wyglądałam przerażająco35. Doszłam również do wniosku. ażeby to Inna miała co na dupę włożyć xD . Nie było już więcej ataków na mnie. który nosiłam i wykonałam ruch jakbym coś cięła. gdzie trzymają broń? Dalej się gapił. gdzie raki zimują. OKEEEEJ?! xD) .235 - . Nie miałam broni. Mierzyłam człowieka groźnym spojrzeniem. Nie zostałam w pobliżu. taką jak z Inną..

sporo rzeczy osobistych. ale pozostał na miejscu. Zbladł. Próbowałam ich pojedynczo i za trzecim razem udało się. Sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam klucze. żeby w dowolnej chwili czmychnąć.leżało bezcelowo dookoła. Tutaj korytarze były tak pokręcone. − . Zeszliśmy na drugie piętro i gwałtownie skręciliśmy. jak żywopłot w labiryncie.. Czułam jakby moje serce zaraz miało mi wyskoczyć z piersi. Człowiek prowadził mnie wzdłuż kolejnego korytarza. niecierpliwie pokiwał głową i kiwnął na mnie palcem. ale próbowałam to ukryć.. − . niemal go upuszczając.Mój kołek! Podbiegłam do niego i podniosłam. Podjęcie się tej okrężnej drogi było ryzykowne. dojdzie do konfrontacji. że jestem niezwyciężona. bo miałam aż tak spocone ręce. Zatrzymał się i spojrzał na mnie wyczekująco. Pokręcił głową. .Cóż. Drzwi się otworzyły. przede wszystkim wyglądał jak złomowisko. żeby je osłabić lub zniszczyć. które podniosłam od Dymitra.powiedziałam. Magia. Uroki zawsze wywierały jakiś efekt na strzygi .z kołkami było najgorzej. To były przedmioty zauroczone magią morojów.ostrzegłam. to pokój był. Przycisnęłam go mocniej do ściany. w dół schodów. ja z pewnością nie… czekaj.zazwyczaj niezbyt miłe . odkąd używały wszystkich czterech elementów fizycznych. Pokój za nami nie był zbyt duży i podczas gdy jego luksusowy biały dywan i obrazy ze srebrnymi ramami sprawiały. Wreszcie dotarliśmy do drzwi.Nie mam klucza. Natychmiast! Z przerażonym okrzykiem.. czy będę kiedykolwiek w stanie wydostać się z tego domu. wszystkie udekorowane w tym złotym stylu z żyrandolami i zastanawiałam się. Gdyby był. że wyglądał elegancko.Magiczne przedmioty są tutaj trzymane. no cóż.nie żeby to robiło jakąkolwiek . nadal wyraźnie śmiertelnie przerażony. że to nie był właściwie mój kołek . ach. Pudła i jakieś bliżej niezidentyfikowane przedmioty . które wyglądały jak każde inne.powiedział.Co to jest? − . − . Było pięć kluczy na kółeczku. że strzygi chciały odizolować szkodliwe rzeczy i pozbyć się… − . ale nie byłam pewna czy mogłam wydostać się na zewnątrz bez pościgu.Zignoruj go. Chciałam. − .Otwórz je . − . To miało sens. Badając go.236 - . a potem jeszcze następnego.Niespokojnie przeniósł wzrok w kierunku łomotania. Tymczasem mój przewodnik rzucał pośpieszne spojrzenia za siebie i wyglądał na gotowego. Kołek leżał na szczycie pudła z kawałkiem tkaniny i jakimiś dziwnymi kamieniami.. zdałam sobie sprawę. Zabierz mnie do skarbca.Nawet o tym nie myśl . żeby ten gość myślał. Będę musiała się bronić. który mi pokazywał Dymitr. takich jak w szczególności zegarki i pierścionki . − .Magia .

żeby szukać lub opłakiwać tych. − . Jednak moje sumienie nie pozwalałoby mi zostawić kogokolwiek za sobą w tym miejscu. Książka spadła jej z kolan. Ten należał do kogoś.powiedziałam otwierając drzwi. Musiałam założyć. Równie dobrze mogłam pomyśleć. rozciągającymi się na całej wysokości ścian. − .Dlaczego miałbym tego chcieć? Sydney zdecydowanie miała rację co do ludzi. Uniknęłam jej początkowego ataku . − . mogłabym cię zabrać ze sobą. . To właśnie wtedy przeszyła mnie fala nudności. jeśli chcesz. Facet myślał przez chwilę.Wychodzę stąd. kto kiedyś nim dumnie władał. ponieważ właśnie kierowała się prosto na mnie.. że to Oleg mnie wrobił.albo przynajmniej próbowałam. Nie miałam czasu żeby zastanowić się nad dziwacznością tej sytuacji.Wiesz . a jego twarz odzwierciedlała szok. Oprócz Dymitra.. Strażnicy robili tak od czasu do czas. Bycie z kimś innym . kogoś kto teraz prawdopodobnie był martwy. oprócz małego geometrycznego wzroku biegnącego wzdłuż jego podstawy. Bóg jeden wie. poza zasięg mojego wzroku. że dalej ktoś będzie pilnował drzwi wejściowych.. Nawet z kołkiem byłoby dla mnie dużo lepiej gdybym nie spotkała już więcej strzyg. a potem posłał mi szybkie kiwnięcie głową. I jest daleko od schodów.szczególnie z człowiekiem .Idealnie . skonfiskowanych innym pechowym więźniom. Trzymając ten kołek. którzy wiele poświęcali dla nieśmiertelności. ale nie miałam czasu. Doszliśmy za róg i stanęliśmy twarzą w twarz z zawiłą parą drzwi francuskich. otoczone ciężkimi atłasowymi zasłonami koloru krwi..Tędy.różnicę w zabijaniu strzyg.. Galina zerwała się z krzesła w pobliżu kominka z drugiej strony pokoju. w mgnieniu oka poczułam ukłucie smutku. który czułam. jeśli chcesz. Oleg i Inna byli chodzącymi dowodami. ale on tylko kulił się w rogu. teraz chcę żebyś mnie zaprowadził do. dotarła do mnie w parę sekund. Ten kołek był niemal taki sam.powiedziałam. kiedy strzyga siedziała sobie przy kominku i czytała książkę. Nie byliśmy sami w tym pokoju. ile tuzinów kołków tutaj było.237 - .. Jakiegoś pokoju na tym piętrze z oknem. który zginęli. Była szybka.. Pomimo wielgaśnych rozmiarów biblioteki. .Oleg. Posłał mi niedowierzające spojrzenie. zauważyłam zarys półek z książkami. inne strzygi w tym domu należały wyraźnie do drugiej ligi i już zdążyłam .. Przez wytrawione szkło.zdecydowanie by mnie spowolniło.Dobrze. Ruszyłam za nim przez kolejny labirynt zawiłych korytarzy.zawahałam się. . że zobaczyłam na wprost mnie wielkie okno wykuszowe. Biblioteka . jeśli czuli się praktycznie połączeni ze swoim kołkiem: umieszczali na nim jakiś wzór czy wyryte inicjały. − . że ciągnęła się dalej i dalej.Jak masz na imię? − .była tak wielka. − . Jeszcze lepsze było to. − . które będzie się dało otworzyć..

. czym się teraz przejmowałam. jak i sporadycznie dźwięki łamania jakiegoś mebla. jakiś krzyk przyciągnął moją uwagę w stronę drzwi. nawet pomimo ciemnego barwienia. gorączkowo szukając czegoś. Za mną walka dalej wrzała. Wzięłam krzesło i ponownie machnęłam nim. wreszcie miałam jakąś satysfakcję trzaskając je krzesłem tak mocno. jak zdołała utrzymywać moje włosy nie wyrywając ich. co się działo. byłam prawie pewna. Miałam w ręce kołek i niezręcznie próbowałam przynajmniej ją nim zadrapać. Blada skóra i czerwone oczy ostro ze sobą kontrastowały. Jej amnestia się skończyła i zamierzała mnie zabić. jego zwężone oczy i wyciągnięte kły. Nadal je ściskając. jak zajebiście mogła być wykwalifikowana strzyga. delikatne i wygrawerowane w wymyślne wzory. Galina chciała. Z wyjątkiem tego. że wiedziałam. Uderzenie zrobiło wielką dziurę z jednej strony okna. Nie mogło wymagać aż takiej siły. z twarzą płonącą z gniewu. aż krzyknęłam z bólu. iż prawdopodobnie nie zmieni mnie w strzygę. wszędzie rozpryskując szkło. Wierzyła Dymitrowi. a potem psychicznie rzuciłam się do akcji. teraz zniknęły. ale trzymała mnie zbyt mocno. Stał tam Dymitr. Była niemal gracja w sposobie. z jakim uderzali i zręcznie unikali się nawzajem. Ta furia promieniująca od niego. przynajmniej to zakończy sprawy dużo szybciej. ale nie chciał mnie zabić.. Nie jestem pewna. ale teraz stało się oczywiste. Niezależnie od tego. . że byłabym cennym nabytkiem. ale to wszystko dało jej szansę. a pierwszą myślą w mojej głowie było: Cóż. że byłam prawdziwym wrzodem na dupie. żeby je otworzyć. Nagle. Parę odłamków uderzyło mnie w twarz. która z nas była bardziej zaskoczona. rozwalając drugą połowę okna. żeby mnie złapać za włosy. Złapała mnie za ramię i machnęła w swoją stronę. Jakiekolwiek złudzenia żywiłam jakoby był dawnym sobą. Teraz była tam wielka dziura. zszokowana okropnym pięknem ich walki. Niczego nie znalazłam. Oczywistym było. z jakim się poruszali. ale nie mogłam. a ja zamarłam. żeby je połamać. Pobiegłam w stronę pokoju. gdzie Galina wcześniej siedziała i złapałam wytworne drewniane krzesło. Odwróciłam się do wykuszowego okna. W końcu zdołałam nieco zrobić unik i odsunąć gardło z jej zasięgu. Będę lunchem. To była moja szansa. że był jakiś sposób żeby je otworzyć. Zrobił krok w naszą stronę. Szarpnęła mnie do góry. Nie mogłam się rozpraszać. Kiedy walczyli. żeby się stąd wydostać. że. sposobie. To. to nie mnie zaatakował. Tylko Galinę. które było w moim pokoju.238 - . było naprawdę niezwykłe. Albo może był jakiś mechanizm niewidoczny dla mnie. słychać było zarówno stęknięcia i stłumione krzyki. niedbale rzuciła mną w ścianę. idealna dla mnie. Był jak demon wysłany prosto z piekła żeby mnie zniszczyć. Wpatrywałam się chwilę dłużej. To coś było podobne do tego we francuskich drzwiach. jak tylko mogłam. żeby się wydostać. ale w tym momencie. kompletnie się nie liczyłam. Chciałam się odwrócić i zobaczyć. Po tych wszystkich bezowocnych waleniach w okno w moim pokoju.Sukinsyn! Może jednak Oleg naprawdę mnie wrobił. ale to było nic w porównaniu z tym. z otwartymi ustami i kłami prostującymi się na mojej szyi. Strzygi prześcigały się. Kiedy po raz pierwszy walczyłam z Dymitrem po moim przyjeździe. że okno nie zostało zrobione z tego hardcore’owego szkła. był rozjuszony. Przynajmniej miałam ten komfort.zapomnieć. − .

jaką mogłam zrobić. Zerknęłam do tyłu i zobaczyłam go nadal mocującego się z Galiną. żeby przekazać swoje myśli. Tej nocy walczyłam z dwoma strzygami. jakaś siła pchnęła mnie przez pokój z wyciągniętym i przygotowanym kołkiem. Przesunęłam się . Może to dlatego. Chciał. Moje serce wyrywało się do Dymitra. jaki mogłam mieć. Wykrzywiłam się i pchnęłam wiedząc. Wyszarpałam swój kołek z Galiny i powoli zaczęłam wycofywać się w stronę okna z nadzieją. Te. Ciągle się wierciła.. Musiałam wyskoczyć przez to okno i to natychmiast. zastanawiałam się. ale nie mnie. niezależnie od tego.Rose! Głos Dymitra wywołał u mnie jakąś instynktową reakcję.. jakim stał się potworem.wkrótce dołączyła do starcia. To zajęło parę sekund.. Ale nie było łatwo ją dorwać. było zostawienie tych strzyg i danie im wykończyć Dymitra. pomimo moich złych przeczuć. Jego oczy spotkały moje. dopóki nie zrozumiałam że został popchnięty . odkąd wiedziałam. Oczywiście moja siła słabła.. Rozproszyło to Dymitra. że nie powinnam. Ale w ich walce. pomagając światu zabijać więcej strzyg. Albo może dlatego. Nie wątpiłam. Nathan wraz z Marlenem właśnie weszli do biblioteki. a jego dusza wreszcie mogłaby przenieść się w lepsze miejsca. Na chwilę mnie zamroczyło. próbując wznowić swój atak. że Galina wygrywała.239 - . czego potrzebowała.i wtedy Dymitr uderzył we mnie. A ja żyłabym (miejmy nadzieję). gdy był dampirem. jaką mi dał na Galinę i zanurzyłam swój kołek w jej klatce piersiowej. wtedy po prostu by mu obcięła głowę lub spaliła. że dopiero co uratował mi życie. zostaną przywódcami i będą mniejszym zagrożeniem. Jeśli pozostałe strzygi zauważyły jej śmierć. jak kiedyś to zrobiła. a ona była najniebezpieczniejszą. Oboje byli wykończeni. ale było jasne. . A jednak. a jej ciało wygięło się na podłogę. Wiedziałam. że znosił to gorzej. iż jedna strzyga zginie tej nocy. której nie rozpoznałam . że nigdy całkowicie nie pozbyłam się swojego pociągu do Dymitra. ale w końcu przestała się ruszać.przez Nathana. To był jeden z tych momentów. Może to z powodu nieświadomego poczucia obowiązku. dając mi najlepszy widok na jej klatkę piersiową.kobieta. to obezwładnić go tak. Nadal cierpiałam z powodu tych dni z wampirzymi ugryzieniami i utratą krwi. Inna strzyga . że srebro musiało na nią wywierać jakiś wpływ. jeśli wydawało się oczywiste. Wiedziałam. które przetrwają. próbował zatrzymać ją w ten sposób. Była szybka i silna i ciężko mu było sobie z nią poradzić.− . żebym ją zakołkowała. że mogłaby zrobić obie te rzeczy. Nie wszedł tak głęboko jakbym tego chciała i nadal usiłowała ze mną walczyć mocno wierzgając. Musiałam dać im dalej walczyć nawet. Chwilę później zauważyłam. Przewyższali go liczebnie. Zachwiała się i wykorzystałam swoją przewagę pchając kołek na wszystkie sposoby. dlaczego mnie zaatakował po tym jak mnie ocalił. że ból wykrzywił jej twarz. Wszystko. żeby go wykończyć. Dalej miałam otwartą drogę. co chciał żebym zrobiła. Zrobiłam dobry uczynek usuwając ją z tego świata. Nathan z Marlenem skupili się na Dymitrze. że wiedziałam. Wcześniej. żeby jej klatka piersiowa była dla mnie odsłonięta. Usiłował ją nieco obrócić. to nie zwrócili na to uwagi. Dymitr byłby uwolniony od tego złego stanu. że nie przyciągnę zbyt wiele uwagi. a jedną potężną zabiłam. rzadko potrzebowaliśmy słów. Kolejną dobrą rzeczą. Mogłabym prawdopodobnie użyczyć swojej siły i pomóc mu walczyć.

przelotnie napotykając spojrzenie Dymitra. Jednak upadek z drugiego piętra mnie nie zabije. ale za dużo czasu by to zajęło. Wyskoczyłam przez okno. Wspięłam się na krawędź. Najważniejsza lekcja Dymitra.przynajmniej za bardzo.240 - . Bezpośrednio pod oknem był jakiegoś rodzaju grubo liściasty krzew. Jego pierwsza była o tym. Dałoby się to zrobić. Nie miałam więcej czasu. Tłumaczenie: Szazi . Była noc . Ale to nie była jego pierwsza. kiedy zostajesz przewyższony liczebnie i wyczerpały ci się opcje: uciekaj. Nadszedł czas. kiedy reszta strzyg go otaczała. czy czegoś równie ostrego.Wskoczyłam na parapet i wyjrzałam. co robić. Po raz kolejny przypomniałam sobie słowa: Nie wahaj się. że to nie był krzak róży. Nie widziałam tego zbyt wyraźnie i tylko miałam nadzieję. Spadzista strona rezydencji również nie była idealną do wspinaczki.nie za dobrze. Prawdopodobnie nawet nie będzie bolał . żebym uciekła.

Niebo było zachmurzone. Przeżył.Rozdział dwudziesty szósty MYŚLĘ. odkryłam brutalną prawdę: żywopłot był wszędzie. postanowiłam znaleźć jego koniec. Kostka nie była złamana. ale nie takiego. Próbowałam przypomnieć sobie historie. Będąc osłabioną zabiłam strzygę. Wszędzie czaiły się cienie i często nie zauważałam ślepych zaułków. Rosja faktycznie sprawiła. Im więcej czasu mijało. przez który nie mogłabym utrzymać się na nogach. Gdybym miała go za główny punkt nawigacji. − Roza! Wiatr przyniósł z oddali głos. dopóki nie doszłam do ich końca. że gdy tylko trochę odeszłam w dalszą część labiryntu. a nie mogłam się wydostać z krzaków. Złagodził jakoś mój upadek. gdy tylko uderzyłam w ziemię. Niestety. KTÓRE wyszły z moich ust. Poczułam ukłucie bólu. Nie miałam pojęcia gdzie iść ani żadnej strategii żeby stąd wyleźć. . czy robię coś innego. Więc w sumie było po nic. jak się tego w najgorszym wypadku spodziewałam. Czego oni używali? Okruchów chleba? Nici? Nie pamiętałam tego. to było tylko zwichnięcie. próbując przyspieszyć i zignorować ból. mogłabym obrać drogę idącą dokładnie prosto (albo prawie prosto) od niego. . że tam jesteś! . kompletnie straciłam z oczu górną część domu. Okrążał posiadłość jak jakiś rodzaj średniowiecznej fosy. że więcej przeklinałam.zawołał. Żeby się stąd wydostać. − Cholera! . ale to nie miało znaczenia. tym moja kostka stawała się bardziej obolała. Kuśtykałam jak najdalej od bluszczu.241 - . że minęłam ten sam treliarz z jaśminem jakieś trzy razy. ŻE PRZEKLEŃSTWA.Czuję cię. ale nie był miękki nawet przez usilne naginanie wyobraźni. że wątpiłam. Denerwujące w tym było to. Bluszcz był wystarczająco wysoki.przyp. kiedy okrążyłam dom. W pewnym momencie byłam całkiem pewna. naprawdę. Prawdopodobnie utrzymywała go z tego samego powodu.powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Żenujące. a ja zaczęłam się zniechęcać. Zabolało. wiem. Jednak ciągle była spowolnieniem dla mojej ucieczki. że jest strasznie fajny. (jak w Królu Lwie: Simba usłyszał głos Mufasy… . iż Galina zainstalowała go właśnie dla obrony. które czytałam o ludziach błąkających się po labiryntach. − Roza. Dzięki Bogu. Spróbowałam stanąć na skręconej nodze. Zamiast tego nie byłam całkowicie pewna czy się cofam. Nie było mowy. bo wątpiłam. czy krążę. Bluszcz nie był jakoś specjalnie ostry czy kłujący. Szazi) Zesztywniałam. byłyby zrozumiałe w każdym języku. Na chybił trafił wybrałam któreś z wejść do labiryntu i zaczęłam torować sobie przez niego drogę. żeby światło księżyca mogło mi ułatwić znalezienie drogi. to nie mógł być Dymitr. z jakiego posiadała kryształowe żyrandole i antyczne obrazy w korytarzach: to było cool. Przede mną rozciągał się ten głupi labirynt z żywopłotu. żebym wojowała z tym liściastym paskudztwem. chociaż nie uchronił mojej kostki przed wykręceniem się pode mną. o którym pewnej nocy myślałam. Nie. podnosząc się na nogi.

jak wychodził z szalenie trudnych opresji. Jego obecność tutaj była jasnym dowodem jego możliwości. Zaklęłam pod nosem i się cofnęłam. więc na chybił trafił wybrałam drogę na prawo. To znaczy. ale to i tak nie miało znaczenia.. która mimo to ciągle mnie spowalniała.. że blefuje. Punkt dla mnie. Albo może jednak nie. Prowadziła daleko w ciemność. a poza tym przy przesyconym przyjemną wonią kwiatów powietrzu. już wcześniej widziałam.. − Chociaż ciągle jesteś niebezpieczna. Był coraz bliżej. że on też szedł przez labirynt i coraz bardziej się do mnie zbliżał. Próbował mnie dręczyć. Oddam pieniądze Adriana biednym. Razem będziemy rządzić imperium Galiny. jak idę po trawie? Każda sekunda przybliżała go do zwycięstwa. Prawie się roześmiałam. a przebudzę cię. Pozwoliłeś mi dzisiaj przejść obok bandy strzyg. Gdy tylko dostał się na szlak. Nie był wystarczająco blisko żebym poczuła mdłości. Niewiarygodne. Moje serce jeszcze bardziej przyśpieszyło . kiedy Nathan i inni są martwi. ale zaczynam myśleć. Mam wobec ciebie dług.. Jak blisko musiał być. Nie chcę tego.. ale to nie jest problem. jeśli sama się poddasz. Przyjdź do mnie z własnej woli. Jeśli cię znajdę. Gdybym była do tego zdolna to. sama nie wiem.Miałam wrażenie.. Mój brzuch skręcił się odrobinę. żeby faktycznie wyczuć mój zapach? Usłyszeć. Ochrzczę się. Już wcześniej to mówiłam i naprawdę miałam to na myśli: żywy czy nieumarły. − Nie zabiję cię. nie ma zbyt wielu ludzi do kontrolowania. Boże. prawdopodobnie będę musiał cię zabić. Czy już to wiedział? Nie do końca rozumiałam. Pozwól mi się stąd wydostać a zrobię. miłość mojego życia była niezwyciężona. a przecież.242 - . Nawet gdybym chciała. pomyślałam. Był zbyt blisko i kropka. Na twoim miejscu zrobiłbym to samo. no cóż.jeśli to w ogóle było możliwe . Oczywiście teraz. Pójdę do klasztoru. modląc się o wyjście. Pomimo jego niesionych przez wiatr docinków. żeby mógł zwyciężyć tamtą trójkę. które kwitły wyłącznie nocą. dla którego powinniśmy być razem. to w tym zielonym paskudztwie nie mogłabym go znaleźć. ale to się da naprawić. żebym ujawniła miejsce swojego pobytu. − Nie jestem wcale zły za to. Wyciągnij mnie stąd. On naprawdę przeżył mimo ich przewagi. jak ilość mdłości miała się do odległości między nami. Dobra. którym szłam. że nie ma sposobu żebyśmy oboje mogli żyć na tym świecie. Odetchnęłam z ulgą. podkręciłam obroty. Zabiłaś dla mnie Galinę i teraz ja za wszystko odpowiadam. że mnie zaatakowałaś. . uwięzienie tego jednego w pułapce pomiędzy drzwiami nie powinno się udać. wątpiłam żeby już wyczuł mój zapach . Mój następny skręt zaprowadził mnie w ślepy zaułek pełen pnących się białych kwiatów. Nie było możliwości. niż planowałem. a zacznę regularnie chodzić do kościoła.nawet jeśli strasznie się pociłam. To jest kolejny powód. wiedziałam. co. O nie. Dymitr kontynuował szydzenie.. paraliżując ból w kostce.a tryskająca we mnie adrenalina rozchodziła się po całym moim ciele. Ścieżka przede mną się rozdzielała. Nie to ostatnie. Z nową determinacją ruszyłam w kierunku następnego skrętu żywopłotu.. więc wyraźnie jesteś na pokładzie. Zajmę jej miejsce nieco wcześniej.

ale nie ryzykowałam obejrzenia się za siebie. Nawet adrenalina nie mogła zablokować tak wielkiego wpływu bólu. ale to może zapewniłyby mi kryjówkę. . gdzie byliśmy. Szybko zrobiłam krok w bok i skierowałam się w przeciwnym kierunku i zobaczyłam. ale teraz wiedziałam. Ale hałas mógł mnie wydać. to i tak była to cywilizacja. to gdzie pójdziesz? . zielonych liści. Niestety mdłości były teraz jeszcze silniejsze. Musiał być teraz poza labiryntem. mocno odbijając stopy od ziemi. Wyprzedzenie go powoli stawało się tylko marzeniem. Może. że panika mogłaby mnie pogrążyć. w którym możesz się przed nim ukryć. Najprawdopodobniej pochodziły z Nowosybirska. − Nawet jeśli się stąd wydostaniesz. nawet jeśli to oznaczało. Po mojej lewej zobaczyłam słaby szkarłatny blask na horyzoncie. Moje życie mogło dobiec końca w ciągu kilku następnych minut. liście pozostałe z ostatniej jesieni szeleściły. ale nic nie zobaczyłam. prześwitującego pomiędzy gałęziami. rozpościerające się przede mną ogromne połacie trawy.zawołał. Nie upadłam ani tak naprawdę nie kulałam. Z trudem łapiąc oddech oparłam się o solidny pień drzewa. jak tylko zdołałam. trzymając się delikatnego blasku miejskich świateł. Dymitr był blisko. ustępujące w oddali rozsianym drzewom. Gdybym się na nich skupiła to mój strach wygrałby i poddałabym się. Długie. pola. a reszta moich mięśni ciągle osłabiona po wszystkim. Mogłabym dostać pomoc.Trafiłam na kolejny zaułek. Próbowałam się uspokoić. jak drogowskazu.Jesteśmy w środku niczego. Mój oddech był ciężki i nierówny. że Dymitr mnie wywęszy. Nie miałam powodu. Bezpieczeństwo. Jego jadowite słowa przesączały się przez moją skórę. Rozejrzałam się wokół. Jesteś głupia. Mój chory żołądek nie skręcał się mocniej. że będę musiała wejść pomiędzy drzewa rosnące w gromadkach. który z każdym krokiem buzował w mojej nodze. że miałam nad nim przewagę. . szepnęła jakaś część mnie. Labirynt miał kilka wyjść: nie wiedział. Chwila wytchnienia minęła i znowu ruszyłam. Wbrew wszystkiemu. co to było.. Przez cały czas nudności nieustannie rosły. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy. więc nie mogłam sobie pozwolić na przejście po nich. Tam. Gdzie mogłam pójść? Nie miałam pojęcia. Jednak kostka wytrzymała. Z każda chwilą nudności rosły i rosły. Będąc tak blisko. by wierzyć. Wątpiłam żebym musiała dalej się martwić o to. więc możliwe było. Gdy się poruszałam. Tam będą ludzie. Dom jarzył się w oddali otoczony przez ciemność. pochodzącą z żywopłotu tworzącego labirynt. jeśli to nie był Nowosybirsk. Skręt w lewo doprowadził mnie do kolejnej ściany gładkich. Skręciłabym się w kłębek i pozwoliła. Nawet mając przed sobą metę.. To były miejskie światła.243 - . wiedziałam. którym wyszłam. Znalezienie mnie przez Dymitra było tylko kwestią czasu. Nigdzie się przed nim tutaj nie ukryjesz. Nie ma tutaj miejsca. Moja kostka nie pozwalała mi na jeszcze szybszy bieg. co przeszłam. wiedząc. uświadamiając sobie prawdziwość jego słów. Naprawdę byliśmy w środku niczego. Wystartowałam biegiem tak szybko. by po mnie przyszedł. o ile to właśnie tam gang Galiny dokonywał większości swoich wyczynów. Ale nawet. Nieprzerwanie biegłam dalej w kierunku tej szkarłatnej poświaty na horyzoncie. że miasto znajduje się mile stąd. Dobiegłam do wąskiej linii drzew i nieco zwolniłam. że pozwoliłby mi żyć.. który zauważyłam kiedyś podczas nocnego spaceru z Dymitrem. udało mi się. musiał wiedzieć gdzie jestem. W końcu odważyłam się spojrzeć za siebie. który zmusił mnie do zawrócenia.

− Rose! Przysięgam, że nie jest jeszcze za późno.
Usłyszałam trzask gałęzi. Jego głos dochodził z bliska. Gorączkowo rozejrzałam się wokół.
Nie mogłam go zobaczyć, ale jeśli ciągle mnie wołał, prawdopodobnie też jeszcze mnie nie
widział. Unosząca się nad miastem mgła, ciągle była moim głównym przewodnikiem, ale
pomiędzy nami były drzewa i ciemność. Nagle przyszła mi na myśl nieoczekiwana osoba.
Tasza Ozera. Była ciotką Christiana i bardzo onieśmielającą kobietą, która była jedną z
pomysłodawców uczenia morojów, jak walczyć przeciwko strzygom.
„Możemy się wycofywać i wycofywać, wiecznie pozwalając sobie na chowanie się w kącie powiedziała kiedyś - albo możemy wyjść i spotkać się z przeciwnikiem w czasie i miejscu,
jakie sami wybierzemy. Nie oni.”
Okej Tasza, pomyślałam. Zobaczmy, czy twoje rady spowodują, że zginę. Rozejrzałam się
dookoła i znalazłam drzewo z gałęziami, których byłam w stanie dosięgnąć. Wsadziłam swój
kołek z powrotem do kieszeni, chwyciłam za najniższą gałąź i rozhuśtałam się podciągając do
góry. Moja kostka protestowała przez całą wspinaczkę, ale poza tym drzewo miało dosyć
gałęzi żebym mogła się dobrze chwycić ręką albo oprzeć stopy. Nie przestawałam się
wspinać, dopóki nie znalazłam grubego i ciężkiego konara, który jak sądziłam, mógłby
utrzymać moją wagę. Przesunęłam się na niego stając blisko pnia i ostrożnie testując jego
wytrzymałość. Był mocny. Wyjęłam z kieszeni kołek i czekałam.
Minutę czy coś później, usłyszałam nikły szelest liści oznaczający, że Dymitr się zbliżał.
Poruszał się znacznie ciszej niż ja. Jego wysoka, ciemna postać ukazała się w moim polu
widzenia jak złowrogi cień w nocy. Poruszał się bardzo powoli i ostrożnie, szczegółowo
obserwując całe otoczenie. Bez wątpienia reszta jego zmysłów też pracowała.
− Roza... - odezwał się łagodnie. - Wiem, że tu jesteś. Nie masz szans na ucieczkę, ani
żeby się ukryć.
Jego wzrok pozostał na niskim poziomie. Myślał, że ukryłam się za drzewem albo, że gdzieś
przykucnęłam. Zrobił kilka kolejnych kroków. To było wszystko, czego potrzebowałam z
jego strony. Moja dłoń zaciskająca kołek zaczynała się pocić, ale nie mogłam jej wytrzeć.
Stałam nieruchomo utrzymując taką ciszę, że nawet nie ośmieliłam się oddychać.
− Roza...
Jego głos pieścił moją skórę, lodowato i zabójczo. Ciągle uważnie badając otoczenie, Dymitr
zrobił jeden krok do przodu. Potem następny, a potem jeszcze jeden.
Myślę, że przyszło mu na myśl żeby spojrzeć w górę w tej samej chwili, w której skoczyłam.
Moje ciało uderzyło w jego, przewracając go plecami na ziemię. Bezzwłocznie podjął próby
zrzucenia mnie akurat wtedy, gdy próbowałam wbić mu kołek w serce. Widać było po nim
oznaki zmęczenia i walki. Pokonanie innej strzygi dało mu się mocno we znaki. Wątpiłam, że
sama byłam w lepszym stanie. Mocowaliśmy się ze sobą i raz udało mi się przeciągnąć kołek
po jego policzku. Syknął z bólu, ale dalej z powodzeniem osłaniał swoją klatkę piersiową.
Pod jego rękoma mogłam zobaczyć miejsce rozdarcia jego koszuli, gdy go pierwszy raz
przebiłam. Rana już się zagoiła.
− Jesteś niesamowita - powiedział.

- 244 -

W jego słowach była zarówno duma jak i bitewna furia. Nie miałam siły mu odpowiedzieć.
Moim jedynym celem było jego serce. Walczyłam, żeby mnie nie zrzucił i w końcu mój kołek
przeszył jego klatkę piersiową - ale był zbyt szybki.
Odepchnął moją rękę, zanim do końca zdołałam wbić kołek. Przy okazji zrzucił mnie z siebie
i przeleciałam kilka metrów, na szczęście nie uderzając w żadne drzewo. Oszołomiona
zerwałam się na nogi i zobaczyłam, jak się do mnie zbliża. Był szybki - ale nie tak szybki jak
przed chwilą w walce. Byliśmy gotowi zginąć, próbując pozabijać siebie nawzajem. Właśnie
straciłam swoją przewagę, więc wbiegłam między drzewa wiedząc, że on będzie tuż za mną.
Byłam pewna, że mógłby mnie wyprzedzić, ale gdybym tylko zdołała zgromadzić odrobinę
przewagi, to może mogłabym znaleźć kolejne dobre miejsce do ataku i spróbować...
− Ahhh!
Mój krzyk rozbrzmiał w nocy, drażniąc głuchą ciemność. Moja stopa obsunęła się spode mnie
i z niesamowitą szybkością zaczęłam ześlizgiwać się po stromym zboczu w dół, nie mogąc się
zatrzymać. Po drodze rosło kilka drzew, ale to skały i moje niefortunne położenie uczyniły
upadek bolesnym, praktycznie dlatego, że miałam na sobie tą sukienkę. Nie mogłam pojąć jak
zdołałam utrzymać w ręku kołek.
Uderzyłam brutalnie w grunt. Szybko udało mi się wstać, po czym natychmiast potknęłam się
i upadłam - w wodę.
Rozejrzałam się dookoła. Jak na zawołanie księżyc wyjrzał zza chmur, rzucając wystarczającą
ilość światła, aby ukazać przede mną ogromny obszar czarnej, szybko płynącej wody.
Gapiłam się na to całkowicie zdezorientowana, a potem skręciłam w kierunku miasta. To był
Ob, rzeka płynąca przez Nowosybirsk. Prowadziła prosto do niego. Oglądając się za siebie
zobaczyłam Dymitra stojącego na szczycie zbocza. W przeciwieństwie do niektórych z nas,
on najwyraźniej patrzył, dokąd idzie. Zarówno to, jak i mój krzyk, dało mu znać, że coś było
nie w porządku.
Zbiegnięcie po mnie na dół zajęłoby mu mniej niż minutę. Rozejrzałam się na boki, a potem
spojrzałam przed siebie. Okej. Szybko płynąca woda. Prawdopodobnie głęboka. Bardzo
rozległa. To z pewnością obciążyłoby moją kostkę i nie byłam zachwycona moimi szansami
na nieutonięcie. W legendach, wampiry nie mogły przekraczać płynącej wody. Kurczę,
chciałoby się. To był czysty mit. Z niedowierzaniem jeszcze raz spojrzałam w lewo i
dostrzegłam ledwie widoczny, ciemny kształt unoszący się nad wodą.
Most? To była najlepsza szansa, jaką miałam. Zawahałam się przed ruszeniem w jego
kierunku. Potrzebowałam, żeby Dymitr zaczął schodzić z wzniesienia. Uciekając nie
zamierzałam pozwolić mu się znowu złapać na górze. Potrzebowałam czasu, który mogłoby
mi dać jego zejście stamtąd. Tam. Zrobił jeden krok na zboczu, a ja nie oglądając się za
siebie, zerwałam się biegiem wzdłuż brzegu. Most wydawał mi się coraz bliższy, ale dopiero
podczas biegu zdałam sobie sprawę, jak był wysoko. Błędnie oceniłam jego położenie z
miejsca, w którym wylądowałam. Im dalej biegłam w dół rzeki, tym wzniesienia wokół mostu
stawały się coraz wyższe. Zapowiadała się piekielna wspinaczka. Żaden problem. Tym będę
się martwiła później - przez co rozumiałam jakieś trzydzieści sekund, ponieważ
prawdopodobnie właśnie tyle czasu zajmie Dymitrowi zrównanie się ze mną.. Jako, że to już
się działo, mogłam usłyszeć odgłos pluskania jego stóp w płytkiej wodzie przy brzegu.
Dźwięki stawały się coraz bliższe i bliższe. Gdybym tylko mogła dostać się na most, gdybym
tylko mogła dostać się na tereny wyżej położone i na drugą stronę...
- 245 -

Wzburzyły się we mnie mdłości. Ręka zaciśnięta z tyłu mojego żakietu szarpnęła mnie do
tyłu. Upadłam przed Dymitrem i natychmiast podjęłam próby walczenia z nim, starając się
uwolnić. Ale Boże, byłam tak bardzo zmęczona. Bolała mnie każda część ciała i nieważne,
jak bardzo wyczerpany był Dymitr, ja byłam gorzej.
− Przestań! - krzyknął, chwytając moje ramiona. - Nie rozumiesz? Nie możesz wygrać!
− Więc mnie zabij! - Szamotałam się, ale jego uścisk na moich ramionach był zbyt silny
i nawet, jeśli trzymałam w ręku kołek, to nie mogłam nic nim zrobić. - Powiedziałeś,
że tak zrobisz, jeśli sama się nie poddam. W takim razie, wiesz co? Nie poddaję się.
Nie chcę tego. Więc po prostu to skończ.
Zwodnicze światło księżyca oświetliło jego twarz, zabierając normalne cienie i nadając jego
skórze kolor surowej bieli, kontrastującej z ciemnym tłem nocy. To było jakby wszystkie
kolory na świecie zostały wymazane. Jedynie jego oczy wyglądały na ciemne, choć w moim
umyśle płonęły jak ogień. Jego wyraz twarzy był chłodny i wyrachowany.
To nie był mój Dymitr.
− Potrzeba czegoś więcej, żebym cię zabił, Rose - powiedział. - To nie wystarczy.
Nie byłam o tym przekonana. To do mnie nie przemawiało. Ciągle trzymając mnie w
żelaznym uścisku, pochylił się nade mną. Zamierzał mnie ugryźć. Jego zęby przebiłyby moją
skórę i zmieniłby mnie w potwora takiego jak on, albo piłby moją krew, dopóki bym nie
umarła. Tak czy siak, będę zbyt naćpana i zbyt ogłupiała, żeby to wiedzieć. Osoba, którą była
Rose Hathaway, odeszłaby z tego świata, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Wystrzeliła we mnie prawdziwa panika – nawet, jeśli jakaś część mnie się wycofywała, ciągle
domagając się więcej tych cudownych endorfin. Nie, nie. Nie mogłam na to pozwolić. Każdy
mój nerw płonął, gwałtownie przygotowując się do obrony, ataku, czegokolwiek...
czegokolwiek, żeby to przerwać. Nie zostanę przemieniona. Nie mogę zostać przemieniona.
Tak strasznie chciałam zrobić coś, co mogłoby mnie ocalić. Cała moja istota była strawiona
tym pragnieniem. Czułam się gotowa do krzyku, gotowa do...
Moje ręce mogły dotknąć siebie, ale nie Dymitra. Przy odrobinie manewrowania, użyłam
palców lewej ręki, by strącić pierścionek Oksany. Zsunął się w dół i upadł w błoto właśnie
wtedy, kiedy kły Dymitra dotknęły mojej skóry.
To było jak wybuch eksplozji nuklearnej. Duchy i widma wezwane w drodze do Baia,
wtargnęły między nas. Były wszędzie wokół, przeźroczyste i świecące w odcieniach bladej
zieleni, błękitu, żółci i srebra. Straciłam całą swoją obronę, pozwalając ulec emocjom w
sposób, do jakiego nie byłam zdolna, gdy Dymitr złapał mnie za pierwszym razem. Lecznicza
moc pierścienia ledwie to do tej pory hamowała, ale teraz zniknęła. Nie miałam siły do
stworzenia barier.
Dymitr odskoczył do tyłu z szeroko otwartymi oczami. Tak jak tamta strzyga na drodze,
chaotycznie machał rękoma, próbując trzasnąć duchy zupełnie jak komary. Jego ręce
bezskutecznie przechodziły przez nie na wskroś. Ich ataki również były mniej lub bardziej
nieudolne. Nie mogły go cieleśnie zranić, ale mogły wpłynąć na umysł i były cholernie
dobrym rozproszeniem. Co powiedział Mark? Umarli nienawidzą nieumarłych. A ze sposobu,
w jaki te duchy tłoczyły się wokół Dymitra, jasno wynikało, że tak jest.

- 246 -

Cofnęłam się, przeczesując wzrokiem ziemię pode mną. Tam. Srebrny pierścionek błysnął do
mnie z błota. Schyliłam się i podniosłam go, po czym zaczęłam uciekać, zostawiając Dymitra
swojemu losowi.
Niezupełnie krzyczał, tylko wydawał jakieś przeraźliwe dźwięki, które mnie rozdzierały.
Biegłam jednak dalej, kierując się na most. Dotarłam do niego jakąś minutę czy coś później.
Był tak wysoki jak się obawiałam, ale był wytrzymały i dobrze zbudowany, chociaż wąski.
To był jeden z tych krajowych mostów, którym mógł przejechać na raz tylko jeden samochód.
− Zaszłam aż tak daleko - szepnęłam do siebie, podnosząc wzrok na wał, z którego brał
początek.
Nie tylko był wyższy od wzniesienia, z którego spadłam, ale był też bardziej stromy.
Schowałam do kieszeni pierścionek i kołek i wyszłam mu naprzeciw, ryjąc rękoma w ziemi
przy próbie wspinaczki. To była na wpół wspinaczka, a na wpół pełzanie. Moja kostka dostała
nieznacznego wytchnienia; teraz wszystko opierało się na sile moich górnych partii ciała. Gdy
się wspinałam, odnotowałam coś. Nikły błysk na skraju mojego pola widzenia. Wizja twarzy i
czaszek. I pulsujący ból z tyłu mojej głowy.
O nie. To już wcześniej się działo. W stanie pełnym paniki nie mogłam utrzymać obrony,
której zwykle używałam do trzymania zmarłych z daleka. Teraz oni się do mnie zbliżali,
bardziej zaciekawieni, niż skorzy do walki. Ale gdy ich liczba zaczęła rosnąć, wszystko stało
się tak zagmatwane jak to, co przeżywał teraz Dymitr.
Nie mogły mnie zranić, ale mnie wkurzały, a wiele mówiący ból głowy, który im towarzyszył
zaczynał przyprawiać mnie o zawroty głowy. Oglądając się na nie, zobaczyłam coś
zdumiewającego. Dymitr ciągle się do mnie zbliżał. Naprawdę był Bogiem; Bogiem, który z
każdym krokiem przybliżał śmierć. Duchy tłoczyły się wokół niego niczym chmura, a mimo
to energicznie sunął na przód, z każdym krokiem odczuwając męki. Odwróciłam się i
kontynuowałam swoją wspinaczkę, ignorując swoje świecące towarzystwo najlepiej jak
mogłam.
W końcu dotarłam na szczyt wału i zatoczyłam się na most. Moje mięśnie były tak zmęczone,
że ledwo mogłam stać. Zmusiłam je do zrobienia kilku kroków, po czym upadłam na
czworaka. Coraz więcej i więcej duchów wirowało wokół i moja głowa była na granicy
eksplozji. Dymitr nadal się do mnie powoli zbliżał, ale mimo to nie wszedł jeszcze na wał.
Próbowałam wstać, używając barierki mostu jako podpory, ale nie udało mi się. Szorstki
reling boleśnie otarł moje gołe nogi.
− Cholera.
Wiedziałam, co muszę zrobić żeby siebie ocalić, jednak równie dobrze mogło się to również
skończyć moją śmiercią. Drżącymi rękoma sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam pierścionek.
Trzęsłam się tak strasznie, że byłam pewna, iż go upuszczę. Ale jakoś udało mi się pewnie go
chwycić i wsunąć na palec. Wysłał mi niewielką falę ciepła i poczułam, jak w moim ciele
powstaje odrobina kontroli.
Niestety wokół mnie ciągle były duchy.
Ciągle były we mnie pozostałości strachu przed śmiercią i obawy przemienienia w strzygę,
ale zmniejszyły się i nie stałam już w obliczu bezpośredniego zagrożenia. Czując się mniej

- 247 -

niestabilnie, szukałam barier i kontroli, którą zwykle utrzymywałam, zdesperowana, by
przywrócić je na swoje miejsce i odstraszyć swoje towarzystwo.
− Idźcie, idźcie, idźcie - szeptałam, mocno zamykając oczy.
Wysiłek był jak przepychanie góry, jak pokonywanie przeszkody, wobec której nie miało się
najmniejszych szans i sił. To było dokładnie to, przed czym przestrzegał mnie Mark. Powód,
dla którego nie powinnam tego robić. Umarli byli potężnym orężem, ale raz wezwani byli
trudni do odesłania. Co on powiedział? Co on mówił? Ten, kto tańczy na krawędzi ciemności
i szaleństwa, nie powinien ryzykować.
− Odejdźcie! - krzyknęłam, wrzucając w to swój ostatni kawałek siły.
Jedna po drugiej, zjawy wokół mnie znikały. Poczułam jak mój świat powrócił do swojego
pierwotnego ładu. Tylko, że kiedy spojrzałam w dół, spostrzegłam, że jego też zostawiły –
tak, jak podejrzewałam.
Jakby nigdy nic, Dymitr znowu zaczął się szybko poruszać.
− Cholera.
To było słowo nocy.
Tym razem zdołałam stanąć na nogi, gdy Dymitr rzucił się sprintem na zbocze. Nadal był
wolniejszy niż zazwyczaj - ale wciąż bardziej niż wystarczająco szybki. Zaczęłam się
wycofywać, za żadne skarby nie pozwalając sobie na stracenie go z oczu. Pozbycie się
duchów dało mi więcej siły, ale nie tyle, ile potrzebowałam by uciec. Dymitr wygrał.
− Kolejny skutek pocałunku cienia? - spytał, wkraczając na most.
− Tak - przełknęłam ślinę. - Okazuje się, że duchy nie za bardzo lubią strzygi.
− Ty też nie wydawałaś się je za bardzo lubić.
Powoli zrobiłam kolejny krok do tyłu. Gdzie mogłabym pójść? Gdybym tylko się odwróciła
żeby uciec, miałby mnie.
− A zatem, czy posunęłam się wystarczająco daleko, żebyś już nie chciał mnie przemienić? - zapytałam tak wesoło, jak tylko zdołałam.
Posłał mi kpiarski, zgorzkniały uśmiech.
− Nie. Twoje zdolności wynikające z bycia naznaczoną pocałunkiem cienia mają swoje
zalety... Jaka szkoda, że znikną, gdy zostaniesz przebudzona.
A więc jednak to ciągle był jego plan. Bez względu na to, jak bardzo go rozwścieczałam, on
ciągle chciał zatrzymać mnie przy sobie na wieki.
− Nie przebudzisz mnie – powiedziałam.
− Rose, nie ma mowy żebyś mogła...
− Nie.
Wspięłam się na barierkę i przełożyłam za nią jedna nogę. Wiedziałam, co się teraz stanie.
- 248 -

spytałam miękko. Tego. Kiedyś ty też tego nie chciałeś. . byłoby po mnie. musiałby zabić mnie wypijając całą moją krew. co to znaczyło być żywym i mieć pełną kontrolę nad swoją duszą . kontemplując nad własną śmiercią. rzucając się do przodu z tą niesamowitą szybkością strzygi. która mnie zaskoczyła. Gdy nocna bryza powiała po łzach na moim policzku. Przełożyłam drugą nogę za barierkę i spojrzałam w dół na potężny nurt rzeki. Nie chcę być taka. Wyciągnął rękę i złapał mnie za jedno ramię.słyszałam prawdziwą panikę w jego głosie. Posłałam mu smutny uśmiech.249 - . zgadzając się. ale on je słyszał. Długo bym umierała. a potem wypełnić mnie swoją. Ładnie pachniał i był zrelaksowany bardziej niż zwykle. Słowa zostały porwane przez wiatr. Rozmawialiśmy o tym. Zdałam sobie sprawę. już się nie powtórzy. podczas gdy reszta ciała ciągle wisiała nad rzeką. W jego głosie była jakaś rozpaczliwa nutka. gdy zaczynałam spadać.i co to znaczyło stać się jednym z nieumarłych. Żadnego przebudzenia. − Ponieważ cię pragnę. po czym znowu się zatrzymał. który nie był potworem. ciągnąc na barierkę. nie zginęłabym przez osuszenie z krwi. − Rose. kiedy siedzieliśmy tak blisko siebie. Znalazł się przy mnie w mgnieniu oka. To zbyt mocno przypominało mi żyjącego Dymitra . To był pierwszy raz. wróciłam myślami do czasu. Byliśmy nad nią wyżej niż dwa piętra. i wszystko to. Gdyby strącił mnie z krawędzi. Brutalnie uderzyłabym w wodę i nawet. jak ty czy pozostali. Patrząc teraz na Dymitra.Zamarł. musiałam się z tym zgodzić. że śmierć jest lepsza niż taki los. zastanawiając się. Gdy patrzyłam w dół. kiedy razem z Dymitrem siedzieliśmy z tyłu SUVa i rozmawialiśmy na ten sam temat. w którym nasze ciała się stykały było ciepłe i cudowne. bo tylko cześć mnie się przesuwała. jego żywego. Prawie się uśmiechał. − Dlaczego? . Dobra. że prędzej umrę niż stanę się strzygą. jeśli przeżyłabym ten upadek. co znałeś. To poruszyło moje serce. Każde miejsce. widok. który nie miał żadnej z tych cech. stracić miłość i światło życia. że ten widok.tego. Żadnej strzygi. Gdybym skoczyła do wody. na wpół ciągnąc. − Musimy być razem.błagał. poczułam zimno. Ten Dymitr. − Co ty wyprawiasz? − Powiedziałam ci już. zanim znalazłby mnie w rzece. nie miałabym dość siły żeby przeciwstawić się prądowi i dopłynąć do brzegu. zrobił dwa ostrożne kroki naprzód. nie rób tego . który troszczył się o mnie i mnie kochał. Żeby mnie zmienić. − Proszę . Nie chcę tego. który wierzył we mnie i kochał się ze mną. czy spotkamy się kiedyś w krainie zmarłych. − Zła odpowiedź – powiedziałam i puściłam się. Patrzyliśmy na siebie.

żeby nie groziło mi ponowne całkowite spadnięcie w dół. żebyś żyła. Prawie zabrał mnie ze sobą. Jego nieudolne próby uniknięcia pogłębienia ciosu sprawiły.250 - .. Chwilę później zniknął mi z pola widzenia. w coraz większą ciemność . To nie był tak precyzyjny cios. próbując wbić kołek na tyle głęboko. ogłuszając go i powstrzymując jego dalsze ruchy. Jeśli naprawdę go kochałaś. Przyjął ryzykowną pozycję. w jaki odskoczył. I wtedy zagłębiłam kołek w jego klatce piersiowej. Spojrzałam mu w oczy. Ledwie na czas zdołałam uwolnić się od niego i przylgnąć do barierki. gdy patrzyłam w dół i zdałam sobie sprawę. niż powinien. niepewna czy mogę to zrobić z tej pozycji. powinnaś żyć dalej. Wówczas przestał walczyć. Jego oczy patrzyły na mnie w zdumieniu.− Przestań ze mną walczyć! . by móc mnie dosięgnąć i złapać. Ale był zbyt silny i na tyle zdołał zaciągnąć większą część mojego ciała za barierkę. próbując wciągnąć mnie za ramię. a usta rozchyliły się niemal do uśmiechu. Z drżącym oddechem wspięłam się i przeszłam z powrotem przez barierkę osuwając się na most. Zmagałam się z nim.wrzasnęłam w odpowiedzi. nie z wprawnym sposobem.powiedział.. Chmury ponownie zakryły księżyc i wszystko przykryła ciemność. To dlatego trzymałam kołek w ręce. − To powinienem był powiedzieć. że wszystko skończone. bo z pewnością nie było mowy żebym mogła teraz żyć dalej. w tym rzecz. siedząc okrakiem na barierce i wychylając się daleko. zastanawiając się czy zobaczę go w wodzie. ale . Ale nie zobaczyłam. naprawdę rozważałam śmierć. Mój wewnętrzny głos był bardziej spokojny i pewny. Chwilę przed tym jak się puściłam. Widzisz. chciałam rzucić się za nim. To były jego ostatnie słowa. Magia zawarta w kołku ułatwiła resztę. która swobodnie zwisała. żebym nie osiągnęła celu. które trzymał. − Zawsze będę cię kochać. by dosięgnął jego serca. − Puszczaj mnie! .wykrztusił. Był wystarczająco szybki i sprawny. zaskakująco wdzięczna za jego solidność. Przez chwilę. Nie wiedziałam jak mogłabym żyć dalej. Patrzyłam za nim w dół. jeśli wystarczająco mocno wysilę wzrok. Spadał w dół. Musisz. Jednak wiedziałam również. że Dymitr może zrobić dokładnie coś takiego. I rzeczywiście to mu się udało. Pogodziłam się z nią i zaakceptowałam. że stracił równowagę na krawędzi. Dawny Dymitr chciałby. jak chciałabym.w dół i w dół czarnej otchłani Obu. choć do przerażającego i przepełnionego bólem. Rzeka była zbyt ciemna i miała zbyt szybki nurt. Dymitr spadł. .

.dla każdego innego prócz mnie. . Odpocznę przez minutę. Zamiast tego.wiedziałam. że oni w ogóle się zatrzymali. − Nowosybirsk. Zebrałam siły i udało mi się wstać na nogi. Wahałam się dłuższą chwilę. Ale nie wstałam w ciągu minuty. Muszę iść w kierunku światła. Samochód zwolnił i się zatrzymał. a potem ruszę dalej. Nie mogłam o tym myśleć. że chcę. co przeszłam tej nocy. Mój mózg wzbraniał się przed tym. że roześmiałam się na głos. Zrobiła to w taki sposób. który dodał tylko zniewagi mojej krzywdzie. Zaczął padać lekki deszczyk. nie wiedziałam jak długo tam siedziałam. robiąc co jakiś czas jeden krok. Podążyła wzrokiem za moim gestem i skinęła głową. tym było zbyt odległe. Po tym wszystkim. że nie trafiłam w serce to Dymitr mógł w każdej chwili wydostać się z rzeki. W żadnym wypadku nie chciałam być w pobliżu rzeki. jak długo szłam. Zupełnie jakbym miała doświadczenie bliskiego spotkania ze śmiercią. jak zamierzasz żyć dalej. naprawdę. − Nowosybirsk . ubita i wręcz stworzona do swobodnego spacerowania . Kiedy już znalazłam się na drugiej stronie miałam wybór: iść wzdłuż rzeki czy drogi? Obie ścieżki nieznacznie od siebie odbiegały. Ostatkiem sił zwilżyłam usta i wykrztusiłam kolejną perełkę z mojego rosyjskiego słownictwa. po czym wskazałam na szkarłatny horyzont. Musiałam iść dalej. która ocalała. Ale czy to bardzo różniłoby się od reszty mojej nocy? Psychiczny i fizyczny ból sprawił. Wtedy wybuchnęłam śmiechem. Zdjęła swój płaszcz i okryła mnie nim. Nie myślałam o tym. Nie jestem pewna. Tylko minutę. Najpierw martw się o pozostanie przy życiu. a potem na samochód.powiedziałam. była równa. ale obie mniej więcej prowadziły w kierunku miejskich świateł. Było też ostatnim. To było zabawne. Nie poczułam się w pełni bezpieczna dopóki nie stanęłam na pewnym gruncie. zanim w końcu musiałam się zatrzymać i usiąść. Myślę. co się właśnie stało. nie. Z moim rozpadającym się ciałem zaczęłam kroczyć przez most. chociaż wyraźnie polna. gdy nagle reflektory postawiły mnie w stan czujności. Pochylił się w kierunku samochodu i powiedział coś.251 - . Przyjrzał mi się bacznie i powiedział coś po rosyjsku. To niemal sprawiło. a potem pozwoliłam jej zaprowadzić się na tylne siedzenie. zwinąć się w kłębek i nie myśleć o niczym.Nowosybirsk. Pragnęłam usiąść i odpocząć. Starszy mężczyzna ruszył. Jeśli była jakaś szalona szansa. że zaczęłam odpływać. Nie. nie. że mogłam przysnąć i szczerze mówiąc. a mi przyszło go głowy. że właśnie mogłam być w samochodzie z seryjnymi zabójcami. Powiedziała coś spokojnie brzmiącego i ostrożnie wyciągnęła do mnie rękę. Ta cała noc była przepełniona doświadczeniami bliskiego spotkania ze śmiercią. To było zastanawiające. że byłam przemoczona od deszczu. zdecydowałam. Droga. Dopiero wtedy zauważyłam. Potrzasnęłam głową i cofnęłam się o krok. Patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami i pełną współczucia twarzą. moim oczom ukazał się starszy człowiek. Wpatrywałam się w nią przez kilka ciężkich sekund. A to było najmniejszym z nich.Wskazała palcem na mnie. Potem martw się o to. Im bardziej pragnęłam dotrzeć do miasta. Ale żadna strzyga z niego nie wyszła. . Albo z posiadłości mogła przyjść po mnie jakaś inna strzyga. Światło. musiałam być w bardzo złym stanie. jakby zbliżała się do dzikiego zwierzęcia. Wybrałam drogę. Po chwili dołączyła do niego starsza kobieta.

wiadomość zostanie zrozumiana. Tłumaczenie: Ginger_90 36 prawdopodobnie chodzi o słówko позвонить.− Pazvaneet. − Sydney? Tu Rose. które znaczy „zadzwonić” i . czy użyłam właściwego słowa.ale miałam nadzieję.przyp. Szazi .albo może prosiłam o żyrafę . Trzęsącymi się dłońmi wybrałam numer. Mogłam właśnie prosić o automat telefoniczny zamiast telefonu komórkowego . Odpowiedział damski głos. Chwilę później sięgnęła do swojej torebki i podała mi komórkę. Nie byłam pewna.. Nawet na Syberii wszyscy byli skomputeryzowani. że bez względu na to.252 - .moim skromnym zdaniem . − Alló.. który zapamiętałam.czyta się jak coś pomiędzy pazwanić i pazwanit .36 Kobieta obejrzała się na mnie zaskoczona.

tylko niezbyt dobrze. że chciałam usłyszeć. Pokręcił głową przybierając smutny uśmiech. Nie wydawał się tak zimny jak początkowo Sydney. Jakoś jego obecność tutaj mnie nie zaskoczyła. co przeszłam. ludzi sprzątających po istotach pozaziemskich by utrzymać świat nieświadomym prawdy. że w swojej pracy Alchemicy potrafili oczarowywać w akcji. kiedy opierałam się o samochód śmiał się i rozmawiał z parą w podeszłym wieku. rozdzieliłam wody wirujące w moim umyśle.woda. ale nie zamierzał też śmiać się i ze mną żartować. jeśli chodzi o skradanie się w ciemnych kątach. że mogę. Z jego pomocą skończyłam w miejskim domu w mieszkalnej części miasta. że mnie kocha. ciemna woda . Stawał się wyraźnie rzeczowy i nic nie mogłam poradzić na przywołanie w myślach historii o facetach w czerni. To było profesjonalne i uspokajające i niedługo oni sami zaczęli się uśmiechać. Na moment jego twarz się rozmazała i wszystkim co widziałam była ciemność. Miał piaskowo-blond włosy i był koło trzydziestki .odpowiedziałam. Nie byłam pewna. Obudziłam się w pokoju wypełnionym jasnymi promieniami słońca i rozmową prowadzoną przyciszonym głosem. − Możesz iść? . Tatianę czy nawet Dr. jego zachowanie nieznacznie się zmieniło. Okazało się. którzy z kolei powiedzieli Abemu. Ostatnie słowa Dymitra zabrzmiały echem w mojej głowie: To jest to. Teraz musiałam pływać. że jego biżuteria błyszczała. że jesteś w drodze powrotnej do Montany. Zebrałam dość siły by na chwilę uwolnić się od wspierającego mnie ramienia i paść twarzą wprost na sam środek łóżka.i oczywiście był człowiekiem. Światło sprawiało. Twarz Abe znów zrobiła się wyraźna. Miałam zapuchnięte oczy i ledwo mogłam utrzymać się na nogach.253 - . Biorąc pod uwagę wszystko. gdy dotarliśmy do Nowosybirska. Utonęłabym gdybym o tym myślała. która groziła że mnie zmyje. którego Sydney wysłała na spotkanie z nami. z jaką zebrałam się wcześniej. Co by się wydarzyło gdybyśmy mieli kilka chwil więcej? Czy wypowiedziałby te słowa? Czy miałby je na myśli? Czy to by się liczyło? Z taką samą determinacją. co powinienem był powiedzieć.zapytał przesuwając po mnie wzrokiem z góry do dołu. Przypuszczałam. jak tylko mogę. Sydney musiała powiedzieć swoim przełożonym o mnie. − Witaj Zmey . .Miło. Byli tam inni ludzie. Olendzką będącą w Akademii.Rozdział dwudziesty siódmy NIE ROZPOZNAŁAM FACETA. Gdy starszy mężczyzna i kobieta odjechali. Zasnęłam natychmiast. że jestem jego krnąbrną córką albo coś. . nie zdziwiłabym się widząc Dymitra. Jedyną rzeczą. Zrozumiał. Myślałem. ale ich nie zauważałam. ale miał taki sam złoty tatuaż jak ona. jaka się liczyła była sypialnia do której ktoś mnie zabrał. − W tej chwili nie do końca . ale najwyraźniej czuli się wystarczająco dobrze.powiedziałam z trudem. Zamiast tego brodata twarz Abe spoglądała na mnie z góry. co im powiedział. tak jakby od zawsze byli najlepszymi przyjaciółmi. − Myślę. by zostawić mnie w jego rękach. może. że przewyższasz mnie.. Wyglądał na kompetentnego i godnego zaufania.. rozkazując sobie odepchnąć ostatnią noc na tak długo. że przypełznąłeś.

nawet gdyby samolot czekał na ciebie w drugim pokoju. . Zawsze nienawidziłam tego. Też się uśmiechali. gdy się obudzisz. Wszystko do mnie wróciło. wciąż próbując stanąć na nogach.zawołał Abe. Mark i Oksana weszli i stanęli obok niego. . Powrót do domu zaczynał dobrze brzmieć. co planuję zrobić. widząc jak Avery jest w stanie wyrzucić mnie z głowy Lissy.cóż.powiedział. Usiadłam na łóżku. że resztę mogę zrobić. że nie ma bezpośredniego zagrożenia. Pomyślałam. Nie chciałam. Potrząsnęłam głową.ale nie mogłam zacząć rozdawać ciosów. wiedzione jakimś rodzajem kompulsji . by mieć pewność. Po tym czemu stawiłam czoła zeszłej nocy.To jest właśnie to. ta grupa nie była zbyt dużym zagrożeniem . ale i z ulgą.jej szalone wyczyny kaskaderskie. − Och. Jak również nie chciałam. zrzucając je daleko za siebie. że Lissa mnie leczyła.. co Abe mógłby zrobić. Niekonsekwentne zachowanie Lissy . I tak ciągle nie byłam pewna.Nigdzie nie idziesz. − Nie. Przed tobą długa droga do odzyskania sił. Potrząsnęłam głową. Szarpnęłam nakrycie. przestałam martwić się losem. Natychmiast trzy pary ramion zastąpiły mi drogę. A w dodatku nie jesteś w stanie gdziekolwiek pójść. Myślę. że nie żartuje. by sprowadzała efekty uboczne ducha.− Następnym razem upewnij się. a tajemnice wokół mnie prawdopodobnie doprowadzały go do szaleństwa. Lissa. Albo po prostu spakuj mnie i naprawdę odeślij do USA. − Zaczekaj . − I wciąż nie powiedziałaś nam. − Wyleczyłaś mnie . nie.powiedziałam do Oksany. Teraz. co się stało . by marnowała na mnie siłę. kto musiał wiedzieć wszystko. . Mówiąc to wciąż się uśmiechał. . Oksana wyleczyła cię tylko odrobinę. Muszę wrócić do szkoły. że to jest poprawa. Kiwnęła głową. to podróż wciąż zajmie minimum dwadzieścia godzin.powiedział Mark. ale nie czuję się jakbym miała umrzeć. zaskoczona że w ogóle mogę się ruszać. może Mark był . − O mój Boże..albo jak przypuszczałam superkompulsji.Rose. ale jakoś odniosłam wrażenie. z tym zawsze sprytnym błyskiem w oku. − Och . .Wciąż czuję ból. że dopisałeś jeszcze kilka szczegółów do swoich umów. Muszę się dostać do domu. ale mile widziana. Ich obecność była niespodziewana. sama odzyskam siły. I nagle. − Zrobiłam wystarczająco. Był kimś.254 - . − Nie ma czasu! Lissa jest w tarapatach. teraz chcesz wracać do Montany? .powiedział Abe. z wyrazem melancholii na twarzy.

gdy zorientował się. Usuwając Abego z równania.. że znów stoję na moście i patrzę w dół na ciemną wodę i zimną śmierć.dodał. Muszę się do niej dostać – rozumiecie. czego chce Avery.Mogę zarezerwować poranny lot na następny dzień. uważaj! Nie powinnaś tam wchodzić. dlaczego muszę.. Nie miałam pojęcia.Pozwólcie mi zobaczyć. co to był za budynek. − Lisso. . No dobra. Jasne. Potem zyskałam kontrolę nad tym co widziałam .a raczej tym. − Będzie z nią w porządku do tego czasu? . nie wiem. Musiała mieć niesamowitą siłę ducha. co wiedziałam to to. które wydawało się być na szóstym piętrze. Stała na gzymsie okna w jakimś budynku kampusu. w szczególności Abe. albo ją zranić. co widziała Lissa. ale także by trzymać to w tajemnicy przed Lissą i Adrianem... . . Lissa była zagrożona. nie tylko by uporać się z tymi wyczynami. Wiedziałam też. że w mojej sytuacji próbowaliby dokładnie tego samego dla siebie nawzajem.. Zza niej usłyszałam głos Avery.Ma kłopoty. Nie zobaczyłam niczego więcej w pokoju. ale nie możemy zrobić tego w tej chwili. nie rozumiałam do końca. że zaczęli myśleć..wyjaśniłam. co zamierzam zrobić. . − Ja. Była noc. Zobaczyłam jak oczy Marka rozszerzają się nieznacznie. jak taki ogrom mocy był możliwy. Wszystko. − Dzielę z nią więź . wszystko będzie w porządku do tego czasu. Na pewno. szczególnie zważywszy na to. że jego imprezowa córeczka aktualnie korumpuje i kontroluje ludzi za pomocą psychicznych mocy i dlatego powinna zostać zamknięta dla dobra Lissy i wszystkich innych? Mój brak odpowiedzi sprawił. popatrzyłam błagalnie w górę na Marka i Oksanę. Ktoś próbuje ją skrzywdzić. Musiałam coś zrobić.. że rozumieją.Co Avery mogła zrobić w ciągu dwóch dni? Dalej alienować i wprowadzać Lissę w zakłopotanie? Straszne rzeczy. albo. śmiejąc się z czegoś w czasie. ale to nie miało znaczenia.powiedział Abe rzeczowo. Jak właściwie mielibyśmy to zrobić? Zadzwonić do dyrektora Lazara i powiedzieć mu.. − Z pomocą Oksany prawdopodobnie będziesz się miała wystarczająco dobrze. by jutro odejść . Zobaczyłam w ich twarzach. stała tam w wysokich obcasach.. gdy ciemna ziemia poniżej była zagrożeniem. że Avery w jakiś sposób zmuszała Lissę do robienia wszelkiego rodzaju lekkomyślnych rzeczy. pomożemy ci się do niej dostać. że kochającą zabawę osobowość Avery ciężko było nazwać obłąkaną.zapytała mnie łagodnie Oksana. .255 - . Mark westchnął. ale nie permanentne czy niebezpieczne dla życia.Zajmą się tym. prawda? .. by ukryć swoją złotą. − Skontaktujemy się ze szkołą . ponieważ już mnie tam nie było. Byłam w głowie Lissy. na pewno.. Nowy zestaw widoków zakorzenił się wokół mnie i przez pół sekundy myślałam. Cokolwiek planowała.. Stworzyła nawet fałszywą aurę. − Rose.− Nie rozumiesz tego! Ktoś próbuje zabić Lissę. że mnie przekonali. Lissa była w miejscu. Nie mogłam od ręki powiedzieć.

oczywiście. gdybym próbowała wytłumaczyć szaloną i wywołaną duchem intrygę. I uwierzyłby mi. „Wiem jak wyniszcza cię tęsknota za mną” powiedział jego radosny głos „ale zostaw wiadomość. Nagle spojrzałam w górę na Oksanę.. gdzie znajduje się Lissa i czy ktokolwiek stamtąd w ogóle by mi uwierzył. te dwie rzeczy są bardzo podobne. a zmuszanie ich do jakiegoś niechcianego zachowania jest zupełnie inną sprawą. Mieli rację mówiąc. coś mówiącego jej że bycie tam gdzie jest.. jest dobre i że nie musi się martwić.. ale to nie jest coś.zapytałam. niż robić to samemu. Myślałam nad ponownym wskoczeniem w Lissę i odczytaniem lokalizacji z jej umysłu. znów usiłując wstać... więc zazwyczaj zostawiała swój w pokoju w dormitorium. jaką do mnie czuł. na co Mark odetchnął z ulgą. prawda? Tak jak zrobiłaś to ze mną? Skrzywiła się nieznacznie. a spróbuję złagodzić twoją mękę tak szybko. To była kompulsja Avery.Ma kłopoty. możesz zrobić tę rzecz. kiedy aktywnie chodzisz w czyimś umyśle i dotykasz jego myśli. Ale znałam kogoś. . jak to możliwe. Wtedy poczułam łaskotanie w swoim umyśle i zirytowany głos.. że nie było na ziemi sposobu bym dostała się do Lissy w tak krótkim czasie. Nie miałam pewności. − Możesz ich zniewolić. − No tak. Z tego. − To znacznie dziwniejsze przyglądać się jak ktoś to robi. Nie wydaje mi się żeby to było właściwe. ale troszczył się o Lissę. − Ty. gdy mówiła słowa przestrogi.256 - . ponieważ przyszedł mi do głowy jeden z moich bardziej szalonych pomysłów. Nawet. to była jego poczta głosowa. I kto by mi uwierzył. a ja nie wiem co robić.. będąc w ich głowach? Spojrzała na mnie jeszcze bardziej zniesmaczona.. .Ale to miało w sobie ten sam podwójny sens..” Rozłączyłam się czując zagubienie. Abe dał mi swój i wybrałam numer Adriana. Mrugnęłam i zbierając się w sobie potarłam skronie. co przez chwilę czułam. Znowu ty? Zostałam zmuszona do wycofania się z powrotem do sypialni w Nowosybirsku. co się dzieje. Adrian był wściekły na mnie. niezależnie od urazy. Nawet gdybym skorzystała z sugestii Abe i skontaktowała się ze szkołą. − Czy ktokolwiek ma telefon? . − Tak. najprawdopodobniej myśląc że dostałam jakiegoś katatonicznego napadu. co robiła Avery. Ale kiedy odezwał się drugi koniec linii. czułam w Lissie brawurowy popęd. co lubię robić. Abe wariował. kto miał przy sobie swój telefon.powiedziałam. który przenikał wszystko. nie on sam...żadna niespodzianka. Pomógłby jej. Panował rygorystyczny zakaz posiadania ich w klasach. zaskoczona że go zapamiętałam.. Ale chodzenie w czyimś umyśle jest jedną rzeczą. ale Avery mogła mnie ponownie wyrzucić. − Ma kłopoty . a Mark i Oksana usiłowali wyjaśnić mu. Lissa nie miała przy sobie telefonu komórkowego .

− Moja przyjaciółka ma właśnie zamiar zrobić coś niebezpiecznego . by odsunęła się od niebezpieczeństwa.. z którą dzielę więź. Przyszedł mi do głowy jeszcze bardziej szalony pomysł. a potem do jej umysłu? Czy mogłabym być czymś w rodzaju łącza między wami? − Nigdy nie słyszałem o czymś takim . To był przełomowy dzień. że chciałby tego samego. Zatrzymaj ją teraz. wiem. Jeśli byłabym w tym czasie w głowie osoby. że szkoła została zaatakowana. − No nie wiem. Abe.. Jedyne. Wiedziałam.powiedziałam. To może ją zabić. Oksana potrząsnęła głową. Ona jest do tego zmuszana.Wiem. Więź nie pozwala mi aktywnie do niej dotrzeć. myślisz. to zmusić Lissę. Ktoś.nie mówiąc już o kimś. Jest gotowa wyskoczyć z okna. Na twarz Oksany padł cień. co zrozumiałe. gdyby ona była na miejscu Lissy. W moim dziwacznym życiu dorastałam z ludźmi . która rozbłysła między nimi była tak głęboka i silna. Ale rzeczy były tak stabilne jak stabilni byli oni . wciąż totalnie ciemny. to nie stanie się żadna krzywda.. − Jeśli ja. kogo nigdy nie spotkałam.. Ale ten inny użytkownik ducha? Ona jest tą. A przez naprawę sytuacji miałam na myśli. Ale jeśli potrafisz dostać się do jej myśli dzięki mnie. by strażnicy mi uwierzyli. . − Oksano. Miłość. Zaczęła mówić. Czerpałam z tego odrobinę satysfakcji.. Nie potępiał jej za ten wybór.. ale jej przerwałam. a potem dotrę do niej za dzień lub kilka i naprawię sytuację.zauważyłam. − No dobra . by Oksana wiedziała jak chodzić w snach. możesz wejść do mojego umysłu. nie mogę dotrzeć do kogoś. kto mógł podróżować w snach. kto już się obudził. − Ponieważ nigdy nie mieliśmy tylu użytkowników ducha i obdarzonych pocałunkiem cienia w pobliżu .potwierdziła. a ja nie mogę nic z tym zrobić. mógł być w stanie zrobić następny krok i odwiedzić kogoś. To przynajmniej dałoby jej długo-dystansową zdolność. zrujnowanie ładnej twarzy Avery podbitym okiem. dla odmiany widząc go poza jego ligą. która jest zła. Szaleństwo było jakby częścią ich kursu i po chwili ona przestała mi odmawiać.wymamrotał Mark. co musisz zrobić.. Chciałbym. każdy dostawał jakiś dodatkowy niuans.Oksana i Mark walczyli z duchem przez większość swojego życia. Gdybyś mogła wejść do głowy mojej przyjaciółki i zmusić ją.Jeśli nie zadziała.szczególnie dorosłymi odrzucającymi moje dziwaczne pomysły i odezwy. wyglądał na kompletnie zagubionego. − Albo to zadziała albo nie . Ostrzegał ją..zapytał Abe.. że niemal . część mnie prawie oczekiwała oporu. że moralność nie byłaby problemem. panikując wewnątrz.. by była ostrożna. − Zakładając.Daj mi swoje ręce. . Przeczesałam włosy ręką. Przeszłam piekło w czasie przekonywania ludzi. możesz ją zmusić.powiedziałam. że Victor porwał Lissę i równie ciężki czas próbując sprawić. Wszystkie te duchowe umiejętności wydawały się być bardzo od siebie różne. .257 - . prawda? − Tak . Więc kiedy zdarzały się sytuacje takie jak ta. Mogę tylko patrzeć. Mark wyszeptał coś do Oksany po rosyjsku i pocałował ją w policzek. by porzuciła niebezpieczeństwo. że to złe. − Co się dzieje? ..powiedziała. mogłabyś wejść do mojego.. kogo tu aktualnie nie ma .

Lepiej. nawet jeśli to było hipokryzją jak na kogoś.. że Avery próbuje cię zabić. z czego śmiała się z Avery.258 - . że to nie zadziałało. Kiedy wskoczyłam do umysłu Lissy.Nie cierpię tego robić ludziom. Rose? Głos. I wtedy poczułam tę samą rzecz. Sapnęłam patrząc w oczy Oksany. a jeśli pozwoliłabym sobie myśleć o nim chociażby moment dłużej. Myślę. Czy ja wariuję? Jeszcze nie. Tyle. Zabić mnie? Mogłam czuć i słyszeć niedowierzanie Lissy. fizyczne wrażenie jakby ktoś dotykał mojego mózgu. że jest tak samo zdenerwowana jak ja. Kiedy Avery wykopywała mnie w przeszłości. zawsze czułam takie samo popychanie. Po prostu zejdź z okna. ty suko. Ścisnęłam ręce Oksany. Tamta zdała sobie sprawę. Oksana była w mojej głowie. . że nie może mnie kontrolować. ponieważ zastanawiała się. kto ciągle podróżował do umysłu swojej najlepszej przyjaciółki. która działa się. Byłam. że Avery próbowała mnie wyrzucić po raz kolejny. Ale ja nie mogłam tego zrobić. a wszystko będzie dobrze. Oksana była ze mną. kiedy fale gorąca i zimna przebiegały przeze mnie. że kiedy próbowała tego teraz. Nie byłam już dłużej taka łatwa do wyrzucenia. który mówił w moim umyśle pochodził od Lissy. Żadnego więcej łaskotania mojego umysłu. Ale musisz zejść na dół. Ten rodzaj miłości przypominał mi o Dymitrze. Oksana była jedyną. jak te zachwycające niebieskoszare oczy rozszerzają się w szoku. Rose? Głos Lissy był tu znowu. Avery wciąż stała na linii wzroku Lissy i zobaczyłam. że była tam a nie na ziemi.powiedziała. Och.. Nigdy by tego nie zrobiła. wciąż stojącą na okiennym gzymsie. ale wciąż chciałam. Miałam wrażenie. To było jak rzeczywiste. musiałbym jeszcze raz przeżyć wczorajszą noc. chociaż oczywiste było. że coś się dzieje i jej twarz spoważniała. Skupiłam swoje myśli na Lissie i znalazłam ją. a węzeł strachu zacisnął się w moim żołądku. Zrobiłam to. Oksana? Pomyślałam. natychmiast. pomyślałam. Rozejrzała się po pokoju. . gdy Avery wypychała mnie na zewnątrz. . w jakiś sposób pożyczając mi siłę. że nie wyczułam żadnej oznaki tego. − Teraz idź do swojej przyjaciółki . Poczułam przerażenie i zmieszanie Lissy. Znieruchomiała w swojej pozycji na oknie i nagle odcięła się od czegokolwiek. Nie podobał mi się pomysł kogoś przebywającego w mojej głowie.straciłam determinację do zrobienia tego. Poczułam znajome uczucie jej obecności w umyśle Lissy i nie byłam zaskoczona. Oksana delikatnie uśmiechnęła się do mnie. odczuwała to jako uderzanie w mur z cegieł. zgubiłam to uczucie pochodzące od Oksany. Odpowiedź pochodziła z bardzo niespodziewanego źródła. − Przepraszam. że druga kobieta jest ze mną. że tak powiem. tylko taksówką. Jesteś tam? Nie było żadnej odpowiedzi . która mówiąc dosłownie mogła ściągnąć Lissę z gzymsu.powiedziała. Słuchaj. Jej oczy nawet nie zauważały Avery. by się cofnęła i wróciła do pokoju nim stanie się coś złego. czy sobie mnie wyobraziła.przynajmniej nie od Oksany. Tyle. nie dyskutujmy o tym teraz.

Nie. To powodowało odrętwienie ducha. że to inwazja i naruszenie. Ona jest użytkowniczką ducha i cię zmusza. Tyle. Odpowiedział mi strach. prowadząc poważne śledztwo w moich myślach i wspomnieniach.. Lissa wiele razy nie mogła ustalić dokładnie jak dużo wypiła Avery: patrząc teraz wstecz. czego dowodziło częste dogadzanie sobie nałogami przez Adriana.wysyczała Avery .259 - . ale ona pozostawała bierna. To dlatego Avery zawsze była taka szybka w zaopatrywaniu Lissy w alkohol.. i powoli stawała się chwiejna. powiedziałam do niej. Dlaczego nie? Ponieważ jestem pijana. Oparcie się kompulsji jest możliwe. nie wiedząc jak. co Oksana miała na myśli. poczułam jak się przesuwa i zestawia jedną stopę na dół.Poczułam impuls w Lissie. że to nie była Oksana. Więc wykorzystaj zwykłą siłę charakteru. W świecie fizycznym Avery i Lissa wpatrywały się w siebie zablokowane. Twarz Avery wyrażała silną koncentrację. Avery zachęcała Lissę do picia tak. Czułam. to było szpiegowanie jego najintymniejszych . Zauważyła. odkryłam. Wszystko. Avery musiała całkiem sporo udawać.. że będę mostem i myśli Oksany przeskoczą do umysłu Lissy i ją zmuszą. powinnaś być w stanie ją zwalczyć.. chociaż walka psychiczna wciąż trwała. Psychicznie jęknęłam. Sytuacja została odwrócona. To była prawda. Kompulsja nie była automatycznym biletem do dominacji nad światem. Usiłowała odepchnąć od siebie zaszczepiony przez Avery impuls i. gdy mówiła. że ja też to odpycham. Oksana nie była tu aktywna. Jej stopa została tam gdzie była. Jej duchowe moce w jakiś sposób dały mi możliwość aktywnego komunikowania się z Lissą. Lissa i ja połączyłyśmy nasze siły i rozpoczęłyśmy wypychanie Avery. jak Lissa podbudowuje swoją pewność siebie. jednak ja nie miałam rzeczywistej zdolności kompulsji. Zrozumiałam teraz. jej słowa były zaadresowane do mnie. Niektórzy ludzie byli lepsi w przeciwstawianiu się jej niż inni. że ja też z nią walczę. że jej duchowe umiejętności słabły i stawiały jej mniejszy opór. − Och . że bez końca powtarza moje słowa.nie chcesz ze mną zadzierać. To była Avery. powiedziałam. Lissa musisz zwalczyć Avery. nie mogę jej zmusić w tej chwili. To nie było tylko widzenie myśli czyimiś oczami. To była robota Avery. Jesteś jednym z silniejszych użytkowników kompulsji jakich znam. Oczywiście. Zastanawiałam się czy Oksana czająca się w tle naszej więzi mogłaby obezwładnić ten wpływ. nie do Lissy. Spodziewałam się. Jej oczy się zwęziły a kiedy się odezwała. chociaż strzyga czy użytkownik ducha z pewnością komplikował sprawę.. To było jakby jakaś jej część próbowała ją zatrzymać. Nie chcę? To był przypływ gorąca i uczucie kogoś wchodzącego do mojego umysłu. Nie mogę. co miałam to legendarne poczucie humoru i siła perswazji. czułam. która nagle została zastąpiona szokiem. że musi być silna i zejść z gzymsu.

Spojrzał na mnie zdziwiony. Nosił jeansy i swobodną czerwoną koszulkę.co wskazywało. wzdrygnęłam się. − Kto.a potem na niego. która perfekcyjnie pasowała do zgrabnych mięśni jego ciała. gdy wyglądał tak bardzo jak mój Dymitr? 37 śniadanie połączone z obiadem .Wszystko w porządku? Rozejrzałam się dookoła. kto przyjdzie? . − Lissa i Christian. Nie. skłaniając twarze ku sobie. były tam rozrzucone przedmioty . potrząsając głową. Podał mi kubek. która zazwyczaj dopełniała jego cechy charakteru i sprawiała. on również miał radosny uśmiech. definitywnie takie zdjęcie nie mogło istnieć.. Pasmo tych delikatnych..myśli.260 - . Uśmiechałam się szeroko. tym. że noszę spodnie od pidżamy w szkocką kratę i bezrękawnik. To było zdjęcie Dymitra i mnie . gdy usłyszałam. Słońce wlewało się przez nie na dywan.jak mogłabym. że oboje jesteśmy gotowi do zdjęcia. moje serce się zatrzymało. kochane. I wtedy świat wokół mnie się rozpłynął. że nie było tak samo. Podeszłam do niewielkiego regału i podniosłam jedno z oprawionych zdjęć.albo może dwaj ktosie przytulali się pod nią. Stałam w pokoju. Nawet atmosfera była inna.książki. upewniając się.przyp. To złagodziło nieco jego obronną srogość. Czarna . no cóż. że ktoś wchodzi do pokoju.zapytałam. którego nie rozpoznawałam. które tak rzadko u niego widziałam. Tym z czystym sercem i duszą. Ale nie. Postawiłam zdjęcie na półce trzęsącymi rękami i cofnęłam się kilka kroków. gdy mnie zobaczył. ale nie ruszyłam z miejsca .gorąca czekolada . ani zła w jego twarzy. Spojrzałam w dół i zobaczyłam. Gdy zobaczyłam kto to. − Gdzie to jest? Gdzie my jesteśmy? Jego zdziwienie zmieniło się teraz w zmarszczenie brwi. gdy pokój nie był właściwie niechlujny. Trzymał dwa kubki i zaśmiał się. że pokój jest rzeczywiście używany. Po chwili rozglądania się zdałam sobie sprawę.ale ja jego nie pamiętałam. I podczas. Wciąż je studiowałam. gdy zobaczyłam. by zrobić cokolwiek oprócz wzięcia go. Jego włosy były rozpuszczone i lekko wilgotne. Zmarszczyłam brwi. przychodzą na brunch. jeden z tych. Wyposażenie było inne. brązowych włosów wysunęło się z jego kucyka i muskało jego policzek. To miejsce było kuszące i wyraźnie. że wróciłam do majątku Galiny. Niemal je upuściłam. ramki na zdjęcia . które natychmiast rozpoznałam: Sankt Petersburg. niż kiedykolwiek sobie wyobrażałam. Dom Galiny był piękny. Odwróciłam się od niego i potrząsnęłam głową. Przez moment myślałam. Jego ręce oparły się o moje biodra. Był moim Dymitrem. że wyglądał na bardziej seksownego. jakby dopiero co wyszedł spod prysznica. Spojrzałam do środka . Tylko cudowne ciepło i uczucie.37 . co na nim jest. Ruszył do przodu. ale był zimny i bezosobowy. To był Dymitr. Nie było czerwieni w jego oczach. a nie tylko wystawiony na pokaz. Na pluszowej kanapie leżała kołdra rzucona przypadkowo w jej kąt jakby ktoś . . ale byłam zbyt oszołomiona. Za nami było miasto. znowu urzeczona przytulnością pokoju. wziął mój kubek i postawił swój i mój na półce. Przez okno widziałam podwórko pełne drzew i kwiatów. Staliśmy ramię w ramię. To na pewno było tak bogate i drogie jak odczuwałam. który mnie kochał i chronił.Będą tu lada chwila. . − Nadal nie ubrana? – zapytał.

Tęskniłam za jego objęciami. Nie możemy mieć razem domu... .. Tyle. jak mogłam kiedykolwiek łudzić się powrotem do Galiny. jakim byliśmy z nim związani. Gdybyśmy na jakimś szalonym świecie Dymitr i ja mieszkali razem. że musimy mieszkać blisko Lissy. że na pewno nie jest strzygą. wciąż obdarowując mnie smutnym uśmiechem. jak Syberia.− To jest nasz dom . ale nigdy nie czułam się tak jak teraz. Mój umysł wirował. − Nie. Wszystkim.Twoja miłość mnie ocaliła.powiedział przyciągając mnie bliżej. Oglądając się dookoła mogłam zobaczyć. . − Pensylwania.. Sprowadziłaś mnie z powrotem. Ale gdzie powinnam być? Lissa. to. − Nalegałaś . Wolno potrząsnęłam głową.Co się stało? Jego ręka wróciła na moje biodro i pociągnął mnie do siebie w mocnym uścisku. Poza tym powiedziałaś. co miałam zrobić.. Był wszystkim.zamilkłam. że nie mogłam pozbyć się uczucia. Ten pocałunek był żywy..W Pensylwanii. Jesteśmy na Dworze? Wzruszył ramionami.wymruczał mi do ucha. Było coś. .powiedziałam w końcu. Przesunął palcem po moim policzku.w jakimś odległym miejscu. Ale to wszystko wyglądało tak rzeczywiście i czułam się tak cudownie. że nie ma dla mnie na świecie nikogo innego prócz niego. To nie było właściwe. A kiedy pochylił się i mnie pocałował. Wyglądał cudownie. . dlaczego to był mój dom.powiedział z delikatnym uśmiechem. które mówiło mi. Nigdy by nam nie pozwolili.I nikt z nich się tym nie przejmuje.. .261 - . Ale. dlatego możemy być razem. a moje usta z jeszcze większym zapałem naciskały na jego.Nie. co kochałam.. jesteś martwy... − Uratowałaś mnie . coś związanego z Lissą. to niemożliwe. seksownie i silnie. jak mogłam być teraz z Dymitrem? Nie powinniśmy robić czegoś innego? Nie powinniśmy być gdzie indziej? − Ty jesteś strzygą . musielibyśmy robić to w tajemnicy . że nie powinnam tu być. Akceptują to. Mogłam wyczuć w nim miłość. − Wyglądam jakbym był martwy? Wyglądam jakbym był strzygą? Nie. Nie wiem.. wiedziałam. ale nie mogłam sobie przypomnieć. . Co się tu działo? Jak to było możliwe? Jak mogłam żyć z Dymitrem zwłaszcza tak blisko morojów? To nie było właściwe. co zapamiętałam. że jest. Czułam to połączenie z nim... Zrobiłam to? Nie miałam żadnych związanych z tym wspomnień.. związek.. − Kilka mil od niego. − Ale byłeś. wciąż zawstydzona.. a jednak czułam. I definitywnie nie tak blisko innych. Ja cię zabiłam. Trzymał mnie w ramionach jako strzyga. Spalał wnętrze mojej duszy. .

znów do mnie podchodząc. Możemy być ze sobą każdego dnia. Lissa i Avery. Moje życie było skazane na wieczne wybieranie między nimi. że życie nie jest łatwe. .powiedziałam. gdziekolwiek była i oderwać się od tej fantazji. I z tymi słowami użyłam całej swojej siły woli. Rozpaczliwie chciałam w to wierzyć. budząc się z nim każdego ranka. To wszystko było iluzją. Skoncentrowałam się na Avery.nie tutaj. Nawet nieumarłość nie mogła nas zatrzymać osobno.To nie jest prawdziwe. − Co ty robisz? − To nie jest prawdziwe . − Oczywiście. ale nie uścisk. .powtórzyłam. To było zbyt łatwe i jeśli czegokolwiek się nauczyłam. mogłabym spędzić resztę moich dni w tym urojonym świecie. Było tak wiele bólu w jego głosie. że go ranię i to rozdzierało moje serce. Ale ten głos wciąż zrzędził w mojej głowie.262 - .powiedział.Przerwałam pocałunek. . Wyciągnęła z mojej pamięci wspomnienie. Lissa. czując że jestem na skraju łez. − Rose? ... co wywołało u niego zdziwienie. Nasza miłość była taka silna. Zwalczyłam pułapkę umysłu Avery i pomimo bólu w moim sercu. Możemy mieć wszystko. ale wciąż mogę jej pomóc. wyruszając na polowanie na Dymitra. będąc z Dymitrem w tym domu. Szczerze. . Musiałam ratować Lissę przed Avery. − Naprawdę cię uratowałam? − Twoja miłość była silna. − Pozwól jej odejść . czegokolwiek pragnęliśmy. starając się mnie zmylić i oderwać od Lissy za pomocą fantazji tego. mógłby pocałować mnie znowu i wtedy naprawdę byłabym stracona. − Kochasz ją bardziej niż mnie? Lissa zadała mi prawie takie samo pytanie. Moja głowa oparła się o jego klatkę piersiową.zapytał. Z każdą mijającą sekundą.Pozwól temu wszystkiemu odejść.Co ty robisz? − Przepraszam .powiedziałam. Ty wciąż jesteś strzygą. które najbardziej mnie dręczyło. Władimira. Ty odszedłeś. Rose. że gdybym tego nie zrobiła. Lissa.cofnęłam się do tyłu. gdy ją opuszczałam. ale nagle znalazłam siebie patrzącą z powrotem na pokój u Św. że możemy. Muszę wracać do Lissy. która starała się zmusić Lissę i mnie do odwrócenia wzroku. szczegóły dotyczące Avery do mnie wracały. Wiedziałam. − Nie . Zostań tu ze mną. . by przepchnąć się z powrotem do Lissy. Wysiłek był ogromny.. Budzić się obok siebie każdego poranka. Co z Lissą? I wtedy to do mnie wróciło. ciemnych oczach. − Nie chcesz być ze mną? − Muszę wracać do Lissy. Nie możemy być razem . Ty i ja nigdy nie mogliśmy być razem.To sztuczka. − Kocham was oboje . czego pragnęłam bardziej niż czegokolwiek na świecie. Wyrwałam się Dymitrowi. Ale to nie było realne. nie wśród morojów.. tak jak powiedział. to tego. Widziałam w jego głębokich.

ale szedł prosto w kierunku Lissy. aby odgadnąć jego intencje. Mentalna rozmowa przeleciała między mną a Lissą w ciągu jednego uderzenia serca. Avery wyraźnie się pociła. jej ładna twarz zmieniła się na bardzo szkaradną. . O czym ty mówisz? Wypełniał ją strach. wyglądając tak wrogo jak zawsze. co było zrozumiałe.263 - . Tłumaczenie: Czarna_wilczyca . − Dobra . że przegrała psychiczne przeciąganie liny. skąd się wziął. Co oznacza. Avery za pomocą kompulsji próbowała zmusić Lissę by skoczyła. To nie wchodziło w rachubę. powiedziałam. ani skąd wiedział. Okej. Zrobimy małe odwrócenie ról.Są łatwiejsze sposoby by cię zabić. że ty musisz urządzić bójkę. A ja zamierzam pokazać ci jak. wyciągając ręce tak. by ręce Reeda ją złapały. a gdy zdała sobie sprawę. Chciałam móc bezpośrednio się z nią komunikować i wygłosić jej kilka uwag o tym. Reed zamierzał ją popchnąć. Nie miałam pojęcia. No więc. co myślę o niej i jej gierkach. by pokazać się akurat teraz. Nagle do pokoju wszedł Reed. schodząc na podłogę. powiedziałam jej. żeby ją dostać.powiedziała. właśnie borykałam się z psychiczną walką. skoro brakowało tylko sekundy. Otwarte okno majaczyło za nią i nie musiałam być geniuszem. więc w zamian jeszcze raz wrzuciłam swoją wolę w Lissę i razem opuściłyśmy gzyms. Oto plan.byłam z siebie całkiem dumna.

Odczołgaj się stamtąd. nie umiejąc wyprowadzić podstawowych ciosów i rzucając nieskładnie swoim ciałem. ile zdołasz i uderz go. jakie było pomiędzy daniem jej wskazówek. co tylko wstrząsnęło nią i spowodowało trochę bólu. to skieruj się do drzwi. Próba odwrócenia się sprawiła. Jednakże ja miałam dla niej jedno ważne słowo. a jej załapaniem jak zareagować. W takim razie zaczęła się cofać w głąb pokoju. mówiąc więcej. Padnij! Myślę. Jeśli to możliwe. Natychmiast znalazł się przy niej. . Uciekaj. Nigdy nie znalazła się w fizycznej konfrontacji jeden na jednego. niż zrobić. Czułam się. Jednak poradziła sobie z tym w miarę dobrze i obróciła się. ale usunął jej ciało z drogi bezpośredniego ataku Reeda i odepchnął ją (w większości) z dala z zasięgu okna. Ruch był niezdarny. zanim trafiłaby do niej. Pragnęłam móc kontrolować jej ciało jak marionetkę. ale nie byłam użytkownikiem ducha. dla mnie było zwyczajnym zjawiskiem. Uczucia kompletnego zaskoczenia wlewały się we mnie. ale dla niej najmniejsze uderzenie w głowę sprawiało wrażenie kolosalnego. że on również nie był zbytnio skoordynowany. Z opóźnieniem. naprawdę zabolało.264 - . ale odwróć się na tyle. jeśli możesz! Uciekaj. że to jej zaskoczenie sprawiło. Lissa chwyciła krzesło i próbowała je na niego potoczyć. aż jej plecy uderzyły w obrotowe biurowe krzesło. rozkazałam. Och. ale niestety droga ucieczki nie pozwalała jej dojść do drzwi. Łatwiej powiedzieć.Rozdział dwudziesty ósmy LISSA NIE BYŁA W STANIE WYRAZIĆ słowami swojego szoku. Złap je. ale wyraźnie nie miał żadnego wyszkolenia bojowego. ale była zbyt wolna. Nie przyszedł tutaj dla prawdziwej walki: przyszedł wypchnąć ją po prostu przez okno i skończyć z tym. Uderz go nim. co sprawiło jej jeszcze więcej bólu. Lissa zaczęła poruszać nogami i rękami. Lissa kilka razy była torturowana. Wprawdzie był od niej silniejszy. że jej włosy w jego uścisku mocniej ciągnęły. ale większość jej walk miała charakter psychiczny. że odpowiedziała tak szybko. jakbyśmy grali w głuchy telefon. Oczywiście "trochę bólu" znaczyło dla nas zupełnie coś innego. bez sensownego wykorzystywania swojej wagi. żeby puścił jej włosy i starał się ją odpędzić. ale zaskoczyła go wystarczająco. niż mogłyby wyrazić jakiekolwiek słowa. ciągle próbując ją złapać i szarpnięciem podnieść na nogi. Zostanie rzuconym o ścianę. On ciągle uderzał ją w ramiona i bok głowy. uderzając Reeda. To zaboli. Rzuciła się na podłogę. Wówczas zauważyłam. Uciekaj od niego i okna. równie dobrze mogłabym przepuszczać wiadomość przez pięć innych osób. jeśli możesz! Gramoliła się po podłodze w poprzek pokoju. Reed złapał ją za włosy. Jej ciosy nie były zbyt skoordynowane.

używając mnie jako łącznika. Co prawda nie trafiła w złoty punkt (czyt. żeby je podniosła i walnęła nim w niego. Zadziałało na krótko. Niestety. Przez chwilę obie poczułyśmy ulgę. co dało jej krótką przewagę. Do środka wszedł właśnie Simon. Lissa zupełnie nie miała siły. aby zatrzymać odległość i zmusić go do odwrotu. Bez używania słów. przekształcając tę moc w przymus. Jednak. ten gburowaty nastolatek ochłonął i dołączył do Simona. To go zaskoczyło. kątem oka Lissy zobaczyłam. żeby nic nie stało jej na drodze do Reeda.najlepiej między nogi. to było dziwne. zdołała wstać i ustawić krzesło pomiędzy sobą a Reedem. klejnoty – przyp. podczas gdy jej wcześniejsze picie zostało wystarczająco poddane przemianie materii. Jesteś w defensywie. co mu wcale nie pomogło. Dołączenie do Reeda i pomoc w obezwładnieniu Lissy nie byłoby takim dużym wysiłkiem. Czerpała z ducha tak dużo.ale tylko nieznacznej części. jak odprawić gburowatego nastolatka. Jego noga ugięła się pod nim i poleciał do tyłu. ale to nie było dla niej takie łatwe. Szazi). jak tylko zdołała. odepchnęła na bok krzesło. Nic się nie wydarzyło. Jej noga wystrzeliła. Jej oczy były rozproszone i nieznacznie zaszklone. Strażnicy nas chronili. to alkohol ciągle oddziaływał na jej kontrolowanie ducha. Ruszało się. Byłam dobrym trenerem w pokazywaniu jej. częściowo spodziewałam się. co się stało. Lissa i Reed znaleźli się w sytuacji bez wyjścia. by dokończyć robotę. Prawie dobrze. Okej. że Avery siedziała zupełnie nieruchomo. Wówczas poczułam to dziwne łaskotanie w mojej głowie. Musisz go zaatakować. próbowałam przesłać jej doznania. Początkowo myślałam. W tym momencie moje kierownictwo upadło. że nie brała udziału w konflikcie. I tak oto. powiedziałam jej. Ale strażnika? W dodatku. Rzecz jednak w tym. W międzyczasie. że jego usługi wykraczały poza zwykłe trzymanie strzyg z daleka od niej. Lissa nie potrzebowała w tym momencie żadnej zachęty do szybkiego biegu w kierunku drzwi . To było w mocy Lissy. Kopnij go . ale za to uderzyła w jego kolano. by poprawić jej koordynację. ledwo zdołał złapać się obrotowego krzesła dla wsparcia. Strażnik! Strażnicy oznaczali bezpieczeństwo. żeby zadać mu prawdziwe obrażenia. że Avery przyłączy się do walki. że została zablokowana. Jej kontrola też była nieskładna. jakby ktoś próbował się do mnie dostać . bądź co bądź. Oksana ciągle była gdzieś tam w tle i ponownie przesłała swoją siłę Lissie. ucząc ją jak trzeba napiąć mięśnie i pokierować wykopem. z której musiałam ją wyciągnąć. a ja zdałam sobie sprawę z tego. Podszedł do Lissy zamaszystym krokiem i bez wahania złapał ją i brutalnie zaciągnął z powrotem do okna. Kazałam jej dalej uderzać w niego krzesłem.z wyjątkiem tego. Zamiast tego.tylko raczej jakby próbował przeze mnie przejść. Zbierając się w sobie. że Avery wraca na scenę. Mogła dotknąć mocy .Chciałam. rozpaczliwe słowa. Ale jej determinacja była silna. W końcu dostałam na to bezpośrednią odpowiedź. Co? Nie mogę czegoś takiego zrobić! Nie mam zielonego pojęcia jak! Pokażę ci.265 - . Zmuś go! To były moje ostatnie. ale to nie było uczucie. Simon . że ten strażnik pracował dla Avery i szybko stało się jasne. To zatrzymuje większość facetów. ale nie narzekałam. W Lissie wezbrała moc.

to będzie wyglądało na zwykły tragiczny wypadek. żeby w ogóle zareagować. Znowu zamarł. .wyrzuciła z siebie Lissa. − − Nie możesz tak po prostu mnie zabić! . Jego ruchy wydawały się tak samo powolne. Obejrzała się do tyłu na tyle. zebrał się w sobie wystarczająco. Idź do Reeda. Twarz Avery stała się jeszcze bledsza. co było niemal zabawne. bojąc się przerwania nad nim swojej kontroli. Co?! . Reed. a potem. Idź do Reeda. Zadrżał nieznacznie.. albo zwykłego mentalnego zmęczenia Lissy. Powoli zaczynał wymykać się spod jej przymusu.zapytała Lissa Będziemy musiały zostawić go samemu sobie na jakąś minutę. który spotkał zasmuconą dziewczynę. Lissa próbowała się wykręcić z uścisku strażnika i trzymać z daleka od tego cholernego. że ludzie zaczną zadawać pytania. złota aura pojawiła się na obrzeżach wzroku Lissy. gdy wypadł do przodu. Lissa nie zdecydowała się ruszyć. Sukinsyn.zamarł. To wyglądało jakby unosił się w galarecie. Co teraz?. Co z Adrianem? . poświęcając jej szybki rzut oka.. Simon jeszcze raz się uwolnił. Jej oddech był płytki i niesamowicie się pociła. Nadzwyczajny wyraz satysfakcji przebiegł przez twarz Simona. Simon najwyraźniej zdecydował. niż to zwykle u morojów. że moje ciało zostało wypchnięte przez okno? Nie zauważą tego . Ale wstrząśnięty czy nie. otwartego na oścież okna.. Jednak wciąż poruszał się w kierunku Lissy. Wyeliminuj go z gry.dopominała się Lissa.. Avery . nie mogę. Walczyła z wpływem Adriana. To kompulsja Adriana zatrzymała go w miejscu. − Trzymaj go! . gdy zostaniesz wskrzeszona.powiedziała Lissa. chwiejąc się na boki.Nie sądzisz. gdy odkryją.266 - . żeby zobaczyć w drzwiach Adriana. Może przez obie te rzeczy. − − Nie. Nawet słowa stanowiły dla niego wysiłek. Czas się przekonać. Kilka sekund później. Znokautuj go. by obrać za cel Simona.zapłakała Lissa. jak strażnika..Nie. Podejrzewałam. do diabła? Jakby ktoś inny jeszcze. Co jest. Miała również inny problem . Reed był nieruchomy podczas szamotaniny z Simonem. A jeśli nie będziesz mogła zostać przywrócona. gdy próbował ruszyć na nią i dokończyć śmiercionośną robotę.gdzieś była dziura i jej moc przez nią wyciekała..w postaci nie poddanego kompulsji Reeda. mimo że jego ruchy wydawały się ślimacze. czy rozdzielenie i pobicie zadziałają. pomyślałam.odparł sztywno Simon. Wyraz jego twarzy był komiczny. że Adrian stanowił bardziej bezpośrednie zagrożenie i skierował się na niego. Ruszył na Lissę i Adriana. ale nieco osłabł . Ale w tej chwili on wydawał się zbyt zdezorientowany tym. . Adrian wykrzywił się z wysiłku. obserwując go z fascynacją. że mogło się to dziać z powodu działania Avery. Jej wpływ ciągle na niego działał. Płonąca. co działo się z Simonem.

Nie.zawołała z płaczem Lissa. . Czuła jak dołączył do niej w psychicznym ataku na Simona. W ten oto sposób. Przy chwilowym uchybieniu ze strony Simona. Adrian zaprzestał jakichkolwiek prób użycia wpływu. Zadała mu jeszcze dwa ciosy. tak jak ona na niego. że on nigdy nie brał udziału w tego rodzaju fizycznych walkach. ale na razie wypadł z gry. piękna Lissa. uruchamiając swoją kompulsję. ale starałam się. gdy się kogoś uderza pięścią . Tak jak Lissa. Nigdy. która wypełniła mnie dumą. Nie przestawaj! Uderz go znowu. żeby cokolwiek zrobiła. przerażona tym.chociaż nie myślał jasno i ciągle poruszał się w niezdarny sposób. ale został zbity z tropu. poruszając się z determinacją. ściany utworzone wokół niego zaczęły odrobinę opadać. że naprawdę go rąbnęła. Lissa zaczęła kroczyć w ich kierunku. że przyjął kilka ciosów. Myślę. ale tak jak podejrzewałam. Bez żadnej konieczności otrzymania jakiejkolwiek wskazówki z mojej strony. Jego twarz skrzywiła się szyderczo od warknięcia.Ale i tak na niego natarła. Obie usłyszałyśmy odgłos uderzenia i łamanego nosa. a rysy twarzy rozluźniły. Twarz Adriana dowodziła. że Lissa jest zdolna do czegoś takiego. Simon drgnął ze zdziwieniem. Adrian też starał się zacząć władać swoim duchem. Nie słodka. przenigdy w życiu nie pomyślałabym. Upadł na podłogę z nieobecnym spojrzeniem. patrząc szeroko otwartymi oczami na Lissę. Reed poleciał do tyłu. kiedy ma wkroczyć do akcji. ponieważ Avery zbierała moc by wzmocnić kompulsję. ale to nie była już dłużej moja bitwa. Musisz go znokautować! Zrobiłam to! .267 - . a chwilę później ja poczułam jak do walki dołącza Oksana. Po tym. czy był całkowicie nieprzytomny. Nie przerywał swojego ataku. Lissa rąbnęła go w nos. Jeszcze raz próbowałam uczyć Lissę bez słów. Był wściekły i bardzo pewny siebie . Mam na myśli. delikatna. co jej wcześniej pokazałam. na co mogłam liczyć to skromne uderzenie. Nie byłam pewna. Nie mogłam sprawić. Reed zamarł. usłyszałam cichy płacz Avery.zawołała. Lissa odwróciła się do Adriana i Simona. by trzymać go z daleka i stworzyć dodatkowe opóźnienie. Wiedział też. I w tym momencie stało się coś naprawdę pięknego. musisz go zdyskwalifikować. gdy przepływała przez niego magia. bo Avery użyła więzi by go przywołać. zbliżone do ciosu pięścią i na tyle mocne. Lissa wciąż była słaba. Lissa znowu ruszyła na Reeda. najlepsze. Polała się krew. − Pomóż mi! . Jej pięść również bolała. co zrobiła. Chciałam zabawić się w generała i rzucać rozkazy. z których jeden uderzył jego głową o ścianę. Miałam ochotę wydać okrzyk radości i zatańczyć z zachwytu. Jego wargi się rozchyliły. powiedziałam do niej. zdałam sobie sprawę. W sumie to tak naprawdę nie wspomniałam o tej części podczas mojego "treningu". Gdzieś z dalszego boku.jak cofnąć ramię. bo Simon zajęty był pełnowymiarowym atakiem. aby poczuła jak to jest. Ale to jeszcze nie był koniec. że on i Avery są połączeni i ona czerpie z niego swoją siłę. Teraz to miało sens. Lissa poczuła i zobaczyła zmianę w jego aurze. w odpowiedni sposób zgiąć palce i rozwinąć siłę.

byłyście jak pochodnie. Jest związana z obojgiem. tworząc niepowstrzymaną falę mocy ducha.. że każde z nich robiło nieco inne rzeczy Simonowi. Po prostu siedziała w miejscu. że ona jest związana z Reedem! Bo jest. ale ja widziałam przez jej oczy aury wszystkich tu obecnych.spytała Lissa. Czułem to całą drogę przez kampus.. Avery zaczęła krzyczeć. pusty.268 - . rozważała podejście do Avery i spróbowanie jej pomóc. Krótkie muśnięcie magii Adriana powiedziało jej. Żartujesz sobie? Jak mógłbym nie przyjść? Gdy posługiwałyście się duchem. Sprzeczne sygnały i nawał mocy to było zbyt wiele. co się stało? . . gdyż wszystkie te sprzeczne sygnały wybuchły w nim.była nieco zaskoczona obecnością Oksany . a Oksana usiłowała namówić Simona by wybiegł z pokoju. Lissa starała się zmusić go do zaprzestania ataków. Za pomocą tej całej kombinacji magii.. co się stało. − Na litość boską . tak samo jak Adrian i Lissa. ubarwione zwykłymi kolorami i otoczone czarnym pierścieniem przy brzegach. że próbował zmusić strażnika do snu.. Był po prostu. gapiąc się w przestrzeń. jaki miała podczas władania duchem. użytkownicy ducha pozbawili go przytomności. − − Dlaczego tu przyszedłeś? . .zapytała. Lissa była zbyt rozproszona podczas walki o swoje życie. Chwyciła się rękoma za głowę. po prostu osunęła się w ramiona Adriana. Nie zemdlała. żeby po prostu siedział spokojnie. Duch przepłynął z Simona do niej. Ale kilka sekund później Avery zaczęła cichnąć. To ją poraziło.sapnął wyczerpany Adrian. Ja znałam odpowiedź. by być blisko przyjaciela. tak jak jej kawaleria. Jej wyraz twarzy nie był już dłużej podobny do oszołomionego wyglądu. Lissa i Adrian wymienili szybkie spojrzenia. Lissa mogła wyczuć pozostałych dwóch użytkowników ducha . . ale nie było potrzeby. .posiadała złotą.Rozejrzał się dookoła. Zbierając siły.Oczy Simona rozszerzyły się i upadł na kolana. Oboje zostali naznaczeni pocałunkiem cienia. Lissa i Adrian zwrócili się w kierunku Avery. by to zauważyć. Avery .O rany. Nie było w tym nic romantycznego.nie maskująca dłużej swojej . Simon i Reed mieli niemalże identyczne. Jakby nic w niej nie było. I krzyczeć i krzyczeć. Lissa nie zadając więcej pytań. gdy Avery sprowadziła ich z powrotem ze świata zmarłych. nie będąc pewni jak poradzić sobie z nową sytuacją. Pomimo tego wszystkiego.Jak my ją uciszymy? Lissa nie wiedziała. Lissa była zaskoczona. Tak szybko jak tylko cała magia ducha wybuchła w Simonie. Tylko rozpaczliwa potrzeba obojga. Powiedziałaś. Upadła ostatnia z obron Simona. a jej głos stał się potworny i zgrzytliwy. Ale w jaki sposób to mogło przepłynąć od Simona? Ponieważ są związani. Zwalił się z nóg na podłogę. − Co.i miała niejasne wrażenie.

Bardzo ci dziękuję. Poczułam nieco smutku. na drugim końcu świata. Sama się szybko wyleczę. To była prawda. ale jego oczy spoczywały tylko na Oksanie. Czy on może cię uleczyć. Pamiętałam. Kiedy wrócisz? Wkrótce. po czym mi go oddała.. że pomogłam . To stanowiło nieodłączną część ciągłego posiadania w sobie ducha. Znowu siedziałam na łóżku. Innym razem. blada i spocona. − Wszystko w porządku? Uśmiechnęła się. Pokój w Akademii wyblakł. która leżała przy mnie. Zdjęłam go i jej podałam. Tak.269 - . − Jestem tylko zmęczona. . Dla ciebie zawsze. Nie jestem pewna. Wzdrygnęłam się. Cieszę się.odetchnęłam. dziwne. Muszę iść. To było. ale jak już mówiłam. Lissa? Powiedz Adrianowi. Ja też . zmieszana i niepewna.mruknęła Lissa. Dziękuję. Srebrny pierścień pobłyskiwał na mojej dłoni. Podejrzewałam. Tęsknię za tobą. co myśleć. Zbyt wiele powiązanych ze sobą umysłów. że moje własne ciało się uśmiechało. że w przeszłości Lissa niezwykle szybko dochodziła do zdrowia. Abe patrzył na mnie z niepokojem.powiedziała. kiedy to miałam przypływy i odpływy świadomości. dojdę do siebie. jakby Oksana scalała się ze mną. . . Wyglądała trochę jak Avery. jakby Oksana rzeczywiście tam była. to było dziwne. która uderzyła mnie podczas jazdy samochodem ze starszą parą do Nowosybirska.powiedziała Oksana. Mark również był zaniepokojony. Och.W prawdziwym świecie. że muszę ich zostawić. Zapatrzyłam się w pierścień i przyszło mi na myśl coś. że jestem z niego dumna. Nic mi nie będzie. − Nie. co nie dawało mi spokoju. nawet jeśli to ty go stworzyłaś? Potrzymała go przez chwilę w ręku. − − − Dziękuję . To była myśl. Strach wypełniał całą jego twarz. Dziękuję. że byłaś tutaj dla mnie. że nigdy więcej nie będę musiała tego robić. powiedziałam jej.− Mam mnóstwo pytań. jaką grałam w tym rolę.. miałam wrażenie. − Ten pierścionek mnie ocalił.Ale mam nadzieję. Czasami to było tak. . Chciałam ją uściskać. walcząc razem z Lissą i resztą. Spojrzałam w dół na swoje ręce. Mark gorączkowo trzymał jej rękę. Ja też nie. − Następnym razem musisz być przy niej .

zarzekał się. gdy trzymał ten pierścionek. Podniosła wzrok na Marka i przez dłuższy czas wpatrywali się w siebie nawzajem.270 - . musicie mi powiedzieć! Mark powiedział coś ostro po rosyjsku. nie była prawdziwa. On jest szalony . to znaczy. Przełknęłam ślinę.powiedział Mark. Opowiedział nam wiele historii. . jeśli użytkownik ducha mógł leczyć i przywracać zmarłych.Jak? Nie wiem. zaszydził. cóż. była wymyślona . że połowa z tego.. Nie pozwól temu stać się twoim następnym samozwańczym zadaniem.. . Nie zwracaj na to uwagi.mruknęłam. Czy to była prawda? Czy użytkownik ducha przywrócił strzygę do życia? Teoretycznie. spada. Zalała mnie nieznośna udręka i żal. gdy to robił. dotąd siedzący cicho.Mark powiedział ci o moroju.− Oksana.. żaden cud ani użytkownik ducha. cóż. wiecznie z kołkiem w piersi. Bajka czy nie. ale gdy go trzymał. − Muszę porozmawiać z tym facetem . Zrobiłam to. po co. Moje serce znacznie przyśpieszyło i ledwo mogłam złapać oddech. Co? . Może on i .Jeśli wiecie coś na temat. jak spada.. Musisz wrócić do osoby. chociaż jednocześnie była też pewna ulga. I przez kilka chwil. Ale jedna z nich. − − Tak. Czy duch oddziaływał na niego i dotykał jakiegoś kawałka jego dawnej osobowości? Wówczas po prostu założyłam.. Co? . z których większość.. Czy powiedziałby. że mnie kocha? Będę zadawała sobie to pytanie przez resztę swojego życia. z którą dzielisz więź. − − − − To bajka.. czując że wszystkie uczucia na świecie kłębią się w moim żołądku.. z wyraźnym ostrzeżeniem w głosie. − − Nie rób tego . Przywróciłam mu pokój.To bajka.. Jego umysł wariował i myślę.. tego pierścionka dotykała strzyga.zawołałam. Wyzwoliłam Dymitra ze stanu zła. Patrzyłam pomiędzy tę dwójkę. ..odpowiedziała i odwróciła się do mnie z poważnym wyrazem twarzy.. . było za późno. co on.. Dymitr zdecydowanie wydawał się zmieniony. bezsprzecznie ciągle był strzygą. . to było jak. że to był skutek działania czułych wspomnień o jego rodzinie..powiedział. W swoim umyśle widziałam. innym użytkowniku ducha? Kiwnęłam głową. Ale Oksana wyglądała równie zdecydowanie. że przywrócił strzygę do życia. to dlaczego by nie nieumarłych? A Dymitr.mój świat się zachwiał. Zabiłam Dymitra. Nie daj się wciągnąć w obłąkane fantazje tego faceta. był prawie taki sam jak kiedyś. − Zatajanie informacji nie jest naszym obowiązkiem . co mówił. Nigdy nie zdradzał za wiele. Oksana nie odpowiedziała od razu. którego spotkaliśmy dawno temu.To nie jest prawda. wysyłając go w kierunku szczęścia.wyjaśniła.. jak sądzę. spada.. Mark przygryzł wargę i pokręcił głową.. Teraz już nic go nie przywróci. strzyg.. a szczegóły się często zmieniały... Nie żebym wiedziała. Abe.

Zdałam sobie wtedy sprawę z tego. .Jednak Abe o tym oczywiście wiedział.Doru jest nazwiskiem po matce. że Robert Doru jest przyrodnim bratem Wiktora Daszkowa? Abe skinął głową. a ty? Nie . . że ten facet jest szalony . Abe. Nie powinnam czuć żadnego żalu. Uciekł do swojej kryjówki.wyjaśnił Abe. Wystarczy . Zmey. jak odkryłam. Ten rozdział mojego życia był zamknięty. Słyszałem o nim . czy nawet wykorzystywać swoje czary. ale on osiągnął sto dwadzieścia . odpowiedziała na moje ostatnie słowa. chociaż niewielu o tym wiedziało.Twierdzisz.271 - .jest nazwisko. Pochylił się do przodu. Robert i jego przyrodni brat byli sobie całkiem bliscy. To mnie nie zaskoczyło. Trenton Daszkow. zgarbionym człowiekiem. okazując wielką uprzejmość wobec dampirzej dziewczyny. Nikt nie wie. gdzie on jest .Z pewnością wyglądasz tak.Jest nieślubnym arystokratą. sprytny jak zawsze.powiedziałam . .ostrzegł Mark.co było sędziwe nawet jak na ich standardy. Moroje często przekraczali setkę. które znam. kogo bym znała. Trenton był starym. Dymitr odszedł. To wzbudziło uwagę Abe.jeśli w ogóle żyje. który w pewnym sensie stał na krawędzi śmierci. ale był tam jego prawowity syn. − − − − Znasz go? Nie.chyba poza jego bratem. Jego ojciec miał romans i Robert był jego rezultatem. − − Mark nie żartował mówiąc. ciągle bacznie mnie obserwując. − − Jak ten facet się nazywa? Robert Doru .Mason byli razem gdzieś w niebie. Prawdopodobnie znał też moją historię z Wiktorem.powiedział po kilku chwilach wahania. gdy go widzieliśmy. To . ledwo mógł rozmawiać. . .powiedziałam. Poznałam Trentona Daszkowa wiele lat temu. Ostatnim razem. Ten syn nawet ze mną tańczył. − − − Jak brzmi nazwisko jego ojca? Daszkow. − Trenton jest ojcem Wiktora Daszkowa . że Abe wciąż był cicho. Musiałam wrócić do Lissy. wiedział wszystko.szczegółowo przestudiowałam jego twarz. jakbyś coś wiedział. Ten facet był przegraną sprawą i prawdopodobnie w napadzie obłędu. Doru nie było królewskim nazwiskiem. zupełnie nieświadoma moich emocji. jak to wszystko było bezcelowe. To nie był nikt. Nie było żadnych oznak ani szeptów o tym. W rzeczywistości jego ojciec uznał go za członka swojej rodziny. ćwicząc jakieś strażnicze ruchy. Oksana. że ma nieślubnego syna. Postąpiłam słusznie. I wtedy zauważyłam. kiedy towarzyszyłam Lissie i jej rodzinie na wakacyjnej imprezie dla arystokracji. . ubzdurał sobie ten cały pomysł ocalenia strzyg.

.powiedziałam. że znalazłam w tej sytuacji cokolwiek zabawnego. Jedyną żywą osobą. podniosłam wzrok i od razu napotkałam spojrzenie Abe. Zaczęłam się śmiać . − − Co cię tak śmieszy? . co mi zrobił. który mógłby być królem. wiedząc że jeśli nie przestanę się śmiać. prawda? W swoim domku na Syberii została wyjęta z politycznej wrzawy morojów.spytał zaskoczony Mark. Ta cała sprawa była niewiarygodna. Żadna z tych rzeczy nie miała już znaczenia.i wybrałam jego. która może wiedzieć gdzie jest Robert. a moja histeria była jedynym sposobem. gdzie on sam się najpierw o tym nauczył. A jedyną osoba. jaki znałam. Tłumaczenie: Ginger_90 . która mogła wiedzieć coś na temat ocalenia strzyg. Teraz nie będzie wątpliwości. nieświadoma.272 - . Rezygnację. Nie ma w tym nic śmiesznego. W roztargnieniu wpatrywałam się w ścianę. Cóż za cudowny zwrot w moim życiu. Gniew. staruszku . − Wiktor Daszkow jest kimś ważnym. Dymitr zginął z mojej ręki. Wiktor wiedział mnóstwo o duchu i teraz miałam doskonałe pojecie. to prawdopodobnie zacznę płakać. Ona była prawdziwa. Wiktora Daszkowa.ale nie dlatego. został zamknięty w wiezieniu. Żywa. ocalony w jedyny sposób. Ironię. że facet. Kiedyś musiałam wybierać pomiędzy nim i Lissą . by wypuścić ze mnie wszystkie szalone uczucia. Gdy to sobie uświadomiłam.Oksana zmarszczyła czoło.powiedziałam. . to Wiktor sam mógłby przemienić się w strzygę za to wszystko. Wybrałam ją. był przyrodni brat mojego największego żyjącego wroga. jest Wiktor we własnej osobie.Właśnie w tym rzecz. Nie żeby to miało teraz jakieś znaczenie. Jak dla mnie. Odszedł.Spakuj mnie i odeślij do domu. − W porządku. Nic . Dymitr był przeszłością.

do USA.Właściwie co? Pomoc? . Pokiwałam głową. radości i ulgi. Usługi Abe’a już nie były więcej potrzebne. ... Będę tam wkrótce. Mój uśmiech opadł. − Nie.Rozdział dwudziesty dziewiąty LOT TRWAŁ NIECO PONAD TRZYDZIEŚCI GODZIN.. Amsterdamu. Sporo kręcenia. − Wystarczy. poczułam nagły dziwny przypływ uczuć. − Nie wiem. Wracam do Św.Do szkoły? Nie zamierzasz wyskoczyć podczas jednej z przerw i zniknąć? Uśmiechnęłam się. − Dzięki za. Powiedziałeś. co zrobię potem.. Przynajmniej miałam taką nadzieję. jeansy i sweter. jednak kiedy podałam swój paszport żeby wrócić do Seattle. że zostałeś zatrudniony. Zaczęłam się odwracać. − Naprawdę nie potrzebuję niczego innego . westchnął. − Rose … Podniosłam rękę żeby go powstrzymać. co się stanie. że Abe mógłby wrócić ze mną i dokończyć osobiście zadanie. Zanim opuściłam Rosję myślałam. Wygrają.zapytał na lotnisku. ale w jego oczach widziałam iskrę twardości. − I zostaniesz tam? . doręczając mnie do rąk własnych przez kogokolwiek tam został wynajęty.273 - . − Musisz przejść przez zabezpieczenia. Do twoich obowiązków nie należy mówienie mi. ale dotknął mojego ramienia. musiał być kimś w Akademii. Zerkając na jeden z pokładów odlotów.powiedziałam mu. żeby mnie tam z powrotem przywieźć. co masz na sobie? Większość moich ubrań rozsiała się po Rosji. Za wszystko. Ktokolwiek chciał. Nie ma tam już dla mnie miejsca. Seatlle i Missouli. żebym wróciła. − To jest wszystko. . ale poza tym zdawałam się na ślepy los dopóki nie wrócę do USA. Leciałam z Nowosybirska do Moskwy. Dostanie się ze środka Syberii do środka Montany nie było łatwe. nieprawdaż? . − Tym razem naprawdę wracasz.. Było to wyczerpujące. zaskoczona swoją stanowczością. Żadnych po-szkolnych dodatków.. Cztery różne loty. Pięć różnych lotnisk. Pomimo zwycięstwa nie wyglądał na zadowolonego z wyrzucania mnie. Jeden z pozostałych alchemików znalazł buty..naciskał. Nie wyglądał tak niebezpiecznie jak w Baia. albo przegapisz swój lot. . Wladimira.

− Nie. a potem ku mojemu większemu zaskoczeniu. żeby ktokolwiek jeszcze o nich wiedział. w wełnianą trzy-czwarte kurtkę i zielony szalik. a Oksana dalej mnie leczyła mimo moich protestów . bardziej pasujących na Karaiby niż tutaj czy do Montany.powiedziałam. Bez żadnego bagażu wydostanie się z lotniska było łatwe. . Zarzuciłam ręce dookoła niego. co zrobił.przestudiowałam go. o które nigdy nie pytała. Chodź. powiedzmy. następne pięć lat. żadna skaza nie miała znaczenia.. że osobą czekającą na mnie przy wyjściu z lotniska był Adrian. − Kłamczucha .nawet siniaki na mojej szyi. Szeroki uśmiech rozlazł się po mojej twarzy i przyspieszyłam. tak naprawdę chciałam ją zobaczyć. tak jak lubił. Kiedy w końcu wylądowałam w Missouli trzydzieści godzin później. . nie potrzebuję… − Weź ją .powiedział..274 - . ale nie miałam pojęcia.przez jakieś. Abe zaczął odwijać szalik ze swojej szyi. Simon zadał mu parę niezłych ciosów. że nie chciałam latać samolotem w najbliższym czasie . Może dziesięć. kogo wyślą żeby mnie odebrał. kiedy zobaczyłam. . Abe wysłał wcześniej słówko na temat mojego przybycia. − A ty wyglądasz. Niemniej jednak myślenie o nim i wszystkim. Na to również zaczęłam protestować. zastanawiając się. która dowodziła strażnikami w Św. Był ubrany tak dobrze jak zawsze.. że i tak by mi nie powiedział. Strażnik natychmiast zdjął swoją kurtkę i mi ją wręczył. Odwracając się do jednego ze swoich strażników.Abe wygiął brew w łuk. Również byłaby dosyć logicznym wyborem. Okręcił szalik naokoło mojej szyi i podziękowałam mu.. Świetnie. − Sny nigdy nie oddają sprawiedliwości prawdziwemu życiu. Był tym jednym z jego najfajniejszych: kaszmirowy. Albo może to będzie moja mama. Nigdy nie wiedziałam gdzie była w danym momencie. Więc ją wzięłam.. Nie kłopotałam się pytaniem o to. Wladimirze. Sprawia. Więc przeżyłam niezłe zaskoczenie. zaskakując nas oboje. Jak już wcześniej wspomniałam. no cóż. Wyglądasz niesamowicie. − Nigdy w życiu nie byłam szczęśliwsza widząc cię . czy go jeszcze kiedykolwiek zobaczę.. a potem puścił.rozkazał Abe. Jedno oko Adriana było opuchnięte i otoczone siniakami.. pasujący do jego oczu. ale jego wyraz twarzy natychmiast mnie uciszył.ach. ponieważ miałam wrażenie. Jego ciemnobrązowe włosy ułożone w nieładzie. − Lissa nie mogła wyleczyć tego czarnego oka? − To oznaka honoru. ale kurtka i tak nadal była dla mnie za duża. Nie chciałam. a nagle naprawdę. ale jego twarz . byłam całkiem pewna. wydawała się najprawdopodobniejszym wyborem. twój pojazd czeka. Uścisnął mnie mocniej. uważnie mi się przyglądając w pełni podziwu. nieznacznie kiwnął w moją stronę. Alberta. cóż. Doprowadziłam się do porządku po gehennie ze strzygami. little dampir. Facet był chudy. że wyglądam bardziej męsko. utkany z szeregu jaskrawych kolorów.

Kiedy szykowaliśmy się do drogi. a potem mieć z nią więź. jak z Lissą . to było zdumiewające.czego nie było wiele. . Po wielkiej psychicznej ostatecznej rozgrywce. Wzruszyło mnie to. . − Tak. jaka była prawda. które wytwarzała używając ducha. że Avery mogła specjalnie go zabić. . . − Ukrywała swoje moce jak reszta z was .Jesteś trzeźwy. . a potem przywrócić do życia. − Cóż. Przez wszystkie swoje podróże. Będę po prostu gościem. Więc nie są tak naprawdę zobowiązani. to dziwna sprawa .powiedział Adrian marszcząc brwi. żeby cię odebrać. jak ja to robię Lissie. że kłopotał się żeby tu przyjść. Przypomniałam sobie. przywołując słowa Simona podczas walki. Myślę. że to cud. jak Simon wpatrywał się w przestrzeń i krzyk Avery.był lepszy w utrzymywaniu poważnej twarzy . − Dokładnie tak.powiedział Adrian. Jego słowa wywołały we mnie mieszane uczucia. prawda? Adrian nie zaszczycił tego odpowiedzią. Jakby nie było.. kiedy duch już dłużej nie jest tajemnicą. że miałaś rację. rozważając konsekwencje działań Avery. Dokładnie tak. nie szperałam za dużo w umyśle Lissy... .Nikt tak naprawdę nie umie powiedzieć. iż przeżył. Zadygotałam. żeby zmuszać tylu ludzi. ale ja? Jestem po prostu wolnym duchem. że Avery uważała. że Simon został zabity w walce.Z informacji.275 - .. Żaden z reszty twoich przyjaciół nie mógł opuścić kampusu. co wzięłam na siebie. jednak w większości praktycznie już nim nie był. spędzającym tam swój czas.ale oboje byli kompletnie na krawędzi. kiedy zginął. Przez całe życie był rozpieszczany. ale niepokoiła mnie ta część o tym. jakimi Avery musiała władać. ale psychicznie nadal byłam wyczerpana i obolała. Wszyscy myśleli. pomijając to. to była tylko kwestia czasu zanim Avery usłyszy o Lissie i mnie. szkoła oficjalnie nie odpowiada za ciebie. jest arystokratą. że szkoła za mnie nie odpowiada.− Dlaczego wysłali ciebie? – Zapytałam. .powiedziałam. Pomimo tego. To znaczy. Oksana wyleczyła moje ciało. kiedy wracałam. że ukończyłam to. A teraz? Są za krawędzią. To nie było takie oczywiste z Simonem .. Teraz. biorąc pod uwagę jak ją rzuciłaś i w ogóle. której Avery była świadkiem parę lat temu. traciła dużo energii na tamtą pozostałą dwójkę.rozmyślałam. Ale dlaczego ze wszystkich ludzi akurat Lissa? − Chcesz znać moje zdanie? Ponieważ jest użytkownikiem ducha. − To dlatego Reed był taki popaprany . które zebraliśmy.Avery chciała ją zabić. co mogliśmy od niego wyciągnąć . Nie żartowałem na temat wyczuwania tego ducha w całym kampusie. że więź z Lissą zwiększyłaby jej własną moc. prawda? Ale bazując na tym. skoro teraz wszyscy są całkiem popaprani .. właściwie nie zdając sobie sprawy. przywrócić do życia. Wladimirze jako domu.Adrian pokręcił głową.A potem zginął Reed? − Cóż. no cóż. Więc pożyczyłem samochód i oto jestem. Wszyscy troje. to wyobrażenie Dymitra spadającego i spadającego dalej mnie prześladowało. maskowały jej aurę i kto wie co jeszcze. że nie masz w sobie nic z tych gości. dalej myślałam o Św.wygląda na to. − Okazuje się.dlatego był taki wściekły i gotowy do walki. Adrian nadrobił moje braki w następstwach wydarzeń w szkole. kiedy szliśmy przez parking. Wpatrywałam się w autostradę przed nami. co do połączenia Avery z Simonem i Reedem . wygląda na to. Ilości mocy. On i Simon absorbowali wszystkie cienie.

jak kiedyś z Lissą będziemy mogły leczyć z siebie nawzajem cienie. co robiłaś. − Rozumiem. co się stało.? − Mam na myśli całkowicie i kompletnie szaleni. a potem część.− Kiedy mówisz za krawędzią. że znalazłaś kolejnego użytkownika ducha i osobę naznaczoną pocałunkiem cienia. Posłał mi domyślny uśmiech. co my zrobiliśmy? . − Rany . jacy już wcześniej byli Reed i Simon. przedstawienie było już na to prawdopodobnie gotowe. – A niech to.Adrian nic nie mówił przez chwilę i po prostu rozważał to wszystko. Ta trójka zostanie umieszczona w zakładzie zamkniętym do końca życia. − Nie zostawiasz mnie. które nagle we mnie zawrzały. − Muszę iść . I szczerze powiedziawszy.. że ktokolwiek wypytywał mnie. Nie sądzę żeby więź z więcej niż jedną osobą była zdrowa.. zanim ruszyłam przez kampus. gdzie się zatrzymam i co mogę. − Mark miał rację . że mały krąg trójki Avery nie byłby w stanie poradzić sobie z takim rodzajem działania równowagi. Jednak zatrzymałam je dla siebie. ale domyślam się. − Po części . To przypomina szukanie igły w stogu siana. ... a kiedy ją odrzuciliśmy. Nie mogę się doczekać. − Kto? − Inny gość. Byłem cierpliwy tak długo . − Dziękuję. dzięki czemu dostałam przepustkę do kampusu. ale takie rzeczy zawsze przytrafiają się akurat tobie.zapytałam oszołomiona. Mówił o tym. Podtrzymałam jego spojrzenie przez chwilę. Odwróciłam wzrok i oparłam policzek o szybę. kiedy już wróciliśmy. Wróciłaś i tylko to się liczy. Więc to nie tak.mruknęłam. biorąc pod uwagę.276 - . Nadal w pełni tego nie załapałam.. Jak wszyscy odwiedzający dostałam również listę. Avery też.mogę wytrzymać trochę dłużej. nie mogę uwierzyć. − Przez to wszystk. a osobą naznaczoną pocałunkiem cienia. no cóż. z którymi dzieliła więź zostali zabrani. Adrian wpisał mnie na listę jako swojego gościa. naznaczony pocałunkiem cienia. .. − Właściwie to nie jest zbyt ciekawe. którego spotkałam. Od razu to olałam. Nikt z zarządzających Akademią nie wiedział o mojej roli w ostatecznej rozgrywce z Avery. a jej ojciec już odszedł na tymczasowy urlop. zaskoczona ciepłymi uczuciami.. myślę że to było jak przeładowanie dla ich umysłów. aż usłyszę resztę historii o tym. Duch ciągle był na tyle nowym zjawiskiem. Wymaga to ostrożnej równowagi mocy pomiędzy użytkownikiem ducha. Avery i osoby. Dalej robili porządek i zadawali wiele pytań Adrianowi i Lissie.Avery wykorzystała na nas całą swoją moc. żeby udzielić im pomocy. co myśleć na temat tego.powiedziałam natychmiast Adrianowi.. posyłając Adrianowi tylko szybki uśmiech. W końcu zaczął się śmiać.potwierdził.o co wy. a czego nie mogę robić. Przepraszam. że przyjechałeś po mnie. że muszę cię opuścić… Rozwiał moje obawy. że nikt nie wiedział.

Pomimo wszystkiego. – Wiedziałam. widząc ją. 38 Cave to też odbyt.Obrzucano mnie dziwnymi spojrzeniami. Tym razem. I z tym spotkaniem. że może moja dusza jest w stanie się uleczyć. Kiedy Dymitr się przemienił. Zamiast tego. Jak dla mnie pasuje.przyp. kiedy pierwotnie opuściłam szkołę. zaczęłam mieć obawy. tylko po to. chyba nawet bardziej .. że wrócę. to było jakbym wyłoniła się z jaskini38 . − Wiedziałam . zaczęłam myśleć. Bez wątpienia również wydawałam się jej być zjawą. że Lissa mnie odrzuci albo będzie krzyczała za to. Wydawało się to głupie. ale wydawało się. jakby jakieś widmo zmaterializowało się przede mną. Zapukałam do drzwi. Nigdy nie byłam z dala od niej przez tak długi okres i po tym całym czasie część mnie zastanawiała się. tak naprawdę nikt nie wiedział. że czuła się tak samo .. Może mogłabym mimo wszystko ruszyć dalej. żeby ją rzucić i zniknąć. Podniosła rękę do ust i wpatrywała się we mnie rozszerzonymi oczami. że niektórzy ze współlokatorów Lissy sądzili. jakaś część boskiego posłańca.277 - . Jednak. Myślę. Ignorowanie plotek i opinii innych było czymś. Spojrzenia były bardziej zszokowane. Tysiące pytań i zmieszanie zawisło w ciszy pomiędzy nami.powiedziała. czułam się jakbym straciła część swojej duszy. czy sobie tego nie wyobrażam. przycisnęła mnie w olbrzymim uścisku. więc przebiegłam obok świadków. że przyjadę „wkrótce”. Co powiecie na: to było jakbym wyłoniła się z dupy.szepnęłam jej w ramię. że widzą ducha. Kiedy szłam wzdłuż korytarza Lissy. − Oczywiście . nadal było dużo nierozwiązanych spraw z czasu. więc było tłoczno. Szazi . zniknął kolejny kawałek.a nawet nie miała ostrzeżenia co do mojej wizyty. że wrócisz. ale chciałam być zaskoczona. niż w ostatnich latach. gdyż ludzie rozchodzili się lub pędzili w różnych kierunkach. To było tuż po zakończeniu lekcji. Bycie w jej głowie było niczym w stosunku do bycia obok niej w rzeczywistości. kiedy przechodziłam obok. że tym razem było gorzej. ale jej obecność wypełniła tą zgubioną część mnie. bez żadnych ostrzeżeń na temat tego. nie oglądając się za siebie. Kiedy opuściłam Lissę. jak uciekłyśmy. – Powiedziałam. Po prostu jej powiedziano.. Z ataku na szkołę wyszłam jako bohaterka. który zstąpił z góry. Nie czułam się jeszcze w stu procentach cała. Adrian powiedział. Chciałam po prostu otworzyć swoje oczy i zobaczyć ją osobiście. dlaczego wyjechałam. Może to tylko wytwór mojej wyobraźni. To również odnosiło się do Lissy. kiedy szłam do pokoju Lissy.. kiedy z Lissą wróciłyśmy do szkoły po tym. Myślę. że uciekłyśmy dla jaj. skacząc po dwa schodki na raz. To przypominało mi czasy. Czułam się bardziej sobą. w czym miałam już całkiem niezłe doświadczenie. w której byłam przez prawie pięć tygodni . że ostatnim razem ludzie wierzyli. Drzwi się otworzyły i to było. Już dławiła się szlochem.prosto na światło słoneczne. przez co przeszłyśmy z Avery. że widzenia mnie w snach nie można porównać do zobaczenia mnie na własne oczy. odcięłam się od jej uczuć. jak się czuła czy co myślała. Myślę. co robiłam. zapadała cisza i ludzie przestali się poruszać i rozmawiać. Cisza cięższa. Teraz.takiej. Maszerowałyśmy przez stołówkę i nasi rówieśnicy potraktowali nas podobnie. Po raz pierwszy odkąd postawiłam nogę na terenach Akademii.

miała mokre oczy. Rose? W jaki sposób byłaś tutaj pod koniec. A co do przywracania go do życia.Moja najlepsza przyjaciółka..Podniosła rękę do oczu. że będzie nadal zła o mój wyjazd.Ugh. ponieważ. nie! . ale nadal powinnam zaproponować żeby… − Nie. Jęknęła.Czułam się strasznie. gdybym została na miejscu. − Mam nadzieję. . która czeka ze wsparciem moralnym i pobitewnym leczeniem. to była przynajmniej część tego. Dobrze zrobiłaś odmawiając.wszystkich.. muszę jeszcze spotkać jakiegoś użytkownika ducha. Spotkałam ją na Syberii. to nie miałoby znaczenia. − Za to. Szlochy Lissy się uciszyły. że użyłam jej starego przezwiska. których nie powinnam. No cóż. Nie możesz bezpiecznie nawiązać więzi z więcej niż jedną osobą. . co powiedziałam. Nic z tej rozpierduchy z Avery nie stałoby się. To ty tutaj jesteś tą od zadawania ciosów.westchnęłam. Oksana sięgnęła do mnie. Zdarza się. Nawet gdybyśmy go znalazły zanim został przemieniony. − Przepraszam . . że już nigdy nie będę musiała tego robić ponownie. Rose. I czułam się strasznie. Nie nadaję się na wojownika.powiedziała.Tak mi przykro za to. nie tylko tych.Spójrz na mnie. − Przykro? Za co ma ci być przykro? Pomimo mojej radości wynikającej z zobaczenia jej. kiedy cię potrzebowałam? Skąd wiedziałaś? − Byłam z innym użytkownikiem ducha. . To właśnie to poszło źle z Avery. . Właściwie to tak. Też powiedziałam rzeczy. Nie miałam prawa mówić ci takich rzeczy. Uśmiechnęłam się szeroko. której nie posiadam . To była poezja w ruchach. z którymi dzieli więź . co poszło źle z Avery. .. Nie. . Zdecydowanie nie chcę więcej ciosów czy pchnięć. Nie masz za co przepraszać. próbując osuszyć największe łzy.powiedziała Lissa żałośnie. który by potrafił zadawać takie ciosy jak ty. zamknęłam za nami drzwi. Liss. ponieważ powiedziałam ci. kiedy odeszłaś. Oderwałam się od niej zaskoczona.Podniosła swoje ręce i spojrzała na nie.Delikatnie mówiąc. To naprawdę dziwne. ale wyczułam. co się stało na Syberii. − Hej. ciągle obawiając się być z nią ponownie. Manipulacja i nadużycie mocy również grało sporą rolę.opadłam naprzeciwko niej i chwyciłam jej ręce. Ja jestem tą. Jeśli miałam ją. Wchodząc do pokoju. co zrobiłam.. Mogłam ruszyć do przodu ze swoim życiem. Miałam swoją przyjaciółkę z powrotem. jak potrafiła Avery.278 - . Usiadła na swoim łóżku. .. że była zadowolona z tego. − Jak ty to zrobiłaś. że nie przywróciłabym Dymitra. jak to wszystko się działo. Winiłam siebie. . − Kolejna moc. Żadna z nas nie powinna się tym dręczyć. Potrafi aktywnie sięgać do umysłów ludzi .i się komunikować. mogłam wyjść z tego po tym. Nie mam prawa cię kontrolować. kiedy ludzie są zdenerwowani.. kiedy połączyłam się z tobą. przyszłam tutaj spodziewając się. To znaczy. wiem że to nie miało znaczenia.

nie byłabym zaskoczona.jednak to był inny rodzaj .. Po tym. a ona wylała wiele łez. jak to Lissa miała nieszczęśliwy wypadek. co myśli Avery Lazar i do niczego nie dojść.. jakbyś nigdy nie wyjechała. Prawdopodobnie chciała faceta.roześmiała się. Pogódź się z tym. − Boże. Jeśli będziesz kiedykolwiek chciała poćwiczyć. − Ponieważ chciała. Przebywanie z Lissą zawsze było naturalne i właściwe . a on chłopakiem.. to prawda. . stałych obrażeń .− Ale przynajmniej wiesz.Była zbyt silna ze swoją kompulsją – zwłaszcza. kto wie? Może ostatecznie jego też by próbowała. Możemy siedzieć godzinami próbując rozgryźć. . albo użytkownicy jak Avery. − Dobrze.. ma jedynego znanego żeńskiego użytkownika ducha pod swoją kontrolą. − Tak. Przez więź poczułam jej największy żal: Christian. ale wątpiłam żeby doznała jakiś prawdziwych.oprócz Christiana. jej utrata kontroli i przypadkowe wypadnięcie z okna byłoby tragedią. mam taką nadzieję. przebywanie z Dymitrem zawsze było naturalne i właściwe. Gdyby Lissa rzeczywiście zginęła. a nie Adriana? Dlaczego zawsze ja jestem celem? Nie mogłam powstrzymać uśmiechu pomimo ponurego tematu.powiedziałam. jak Dymitr został ode mnie oderwany.. ale nie wszyscy o tym wiedzą lub to rozumieją. . Dlaczego chciała zabić mnie. gdybym nie miała paranoi na punkcie ochraniania się przed innymi ludźmi typu Avery. Szczerze powiedziawszy. żebyś ty była jej sługusem.Zsunęła się z łóżka i usiadła na podłodze naprzeciwko mnie. − Jednak nie mogłaś nic na to poradzić . wiedziałam jak to jest stracić taki rodzaj miłości i przysięgłam sobie. Ale wiesz co? Czuję jakbyśmy mogły godzinami rozmawiać o czymkolwiek. gdyby czuła się przez ciebie zagrożona i chciała się upewnić. nikt za bardzo by tego nie dochodził. . Rozumiałam jej lęk o reputację. zrobiłam tyle głupich rzeczy. Zanim został strzygą. kiedy Avery była w pobliżu. Liss.Już mam za dużo rzeczy do przećwiczenia z Adrianem zwłaszcza po tym. żeby jej pomóc. Albo. . − Zapomną . Przysięgam. no cóż. Może to lepiej. że potrafisz. Ale teraz nie było na to czasu. jak powiedziałaś mi. że poza sobą. ale jakoś nie miała siły żeby jej wskrzesić. Jej twarz spoważniała.zauważyłam. jeśli wszystko będzie tak jak wcześniej. że zrobię coś. − Prawda. Adrian i ja analizowaliśmy manipulację Avery i rozgryźliśmy ją..zgodziłam się. − Tak . Najpierw musiałyśmy się znowu połączyć. − Duch jest wrzodem na dupie .Zawsze to robią. które ktoś inny potrafi robić z duchem. ale nie wykraczałoby kompletnie poza granice możliwości.Wszyscy chcą cię wykorzystać: nie-użytkownicy jak Wiktor. Jesteś tutaj dziesięć minut i to jest jakby. Avery chciała zmusić Lissę żeby wyglądała na niezrównoważoną podczas incydentu.279 - . kiedy namówiła cię do picia i zabiła twoją obronę. kiedy już powiązaliśmy to z komentarzem Simona na temat tego. który mógłby pomóc jej awansować w społeczeństwie i nie mogła ryzykować zabicia go. Jej serce cierpiało przez niego.oświadczyła Lissa. że jest jeszcze więcej i więcej rzeczy. Rose. Po tygodniach szaleństwa i pijackiego zachowania. wróciłabym do swoich leków. − Nie! . żeby potem nawiązać więź.

W Nowosybirsku nie powiedziałam nikomu więcej. Nie śmiałam nikomu powiedzieć... którymi musiałam się zająć.powiedziałam w końcu. że nie powiedziałam jej prawdy . rozmawiałyśmy godzinami. że nie obeszłam się z tobą zbyt dobrze. o których się troszczysz. Zawsze chciałam cię chronić. ale potem doszłam do wniosku. cała miłość i wściekłość i cierpienie. że będę chciała o tym rozmawiać. Dokładnie tak. co się stało? Czy ty. że brała mnie za coś oczywistego. Nadal chcę. jakie w sobie trzymałam od tamtej nocy na moście. co mi się przytrafiło: moje podróże. że parę różnych spraw poszło wcześniej źle pomiędzy mną i Lissą. Lissa powiedziała: − Wcześniej mówiłam poważnie.o zachowywaniu się jakbym miała jakieś prawo dyktować ci. że byłam dziwką sprzedającą krew dla strzygi. mając nadzieję. – Pomyślała. do którego należałyśmy tylko ja i ona. zrobisz to z własnego wyboru i w swojej uprzejmości.po tym jak pośpiesznie wytarłam łzy -czekająca za nimi pracownica akademika miała wiadomość nieco innego rodzaju. co robić ze swoim życiem. Wylałam jej swoje żale.. Nie mam.Ja po prostu. czy zostanę wyrzucona. w jaki odgadywała myśli. co powiedziałam . którego kochałam. a kiedy dotarłam do końca. alchemicy. rodzina Bielikowów. Przepraszam za to. Musiałam się zebrać do kupy .. to może to przestanie być rzeczywistością. − Alberta chce cię zobaczyć . ale wiedziałam. ja po prostu miałam sprawy. Jedną było to. Mówiłam ogólnikowo. że był już prawie czas godziny policyjnej. czy ty go znalazłaś. Wymieniłyśmy z Lissą spojrzenia. niezaprzysiężeni i oczywiście Dymitr. Lissa zawahała się przed kolejnym pytaniem. Jej twarz przez cały czas wyrażała współczucie. Jeśli zamierzałyśmy naprawić tą przyjaźń i wybaczyć sobie nawzajem. Westchnęłam.. gdzie dokładnie byłam podczas czasu spędzonego z Dymitrem. Zerknęłam na zegarek i zaskoczyło mnie to.właściwości. Chcę się upewnić. − Więc. − Nie ma w tym niczego „uprzejmego”.powiedziała mi kobieta. że nie powtórzymy przeszłości. Oksana i Mark. ale zdałam sobie sprawę. z Lissą. Jeśli zdecydujesz się zostać albo mnie chronić. Było sporo przepraszania. zaczęłam szlochać. Inną było to. Ale kiedy Lissa otworzyła drzwi .280 - .a potem byłam na nią o to zła. a ona słuchała nie osądzając. że żyjesz i sama decydujesz o swoim życiu. I chodziło o to. że jeśli nie powiem o tym. I zaczęłam historię mówiąc jej wszystko.i przepraszam. musiałyśmy się upewnić. że tego potrzebowałam. W ten osobliwy sposób. . Wybaczacie sobie nawzajem i ruszacie do przodu. że możesz być tutaj.. W swoim żalu po Dymitrze niemal zapomniałam. To były dwie strony mnie. nagle we mnie wybuchły. że to właśnie tak jest z ludźmi... Pukanie do drzwi wyciągnęło nas ze świata.. jak to było z nią. − Znalazłam go . . Zastanawiałam się. że to nadchodziło.? Najpierw nie sądziłam. jak Lissa wcześniej żartowała. Teraz. musiałam zaakceptować całą rzeczywistość i naprawdę ją poczuć: zabiłam mężczyznę.

niechętna by wychodzić. . jak to zrobiła.. To znaczy.281 - ... kiedy wyjdę. − Wyobrażam sobie. Nie. że zobaczę cię jutro. − Ale co? − Po prostu chciałam powiedzieć. . no cóż. − Mark powiedział. co się stało. − Będziemy. Albo prędzej... myślę. a na jej twarzy rósł wyraz zachwytu. że o wiele spraw. Mogę niemal natychmiast poczuć.Owinęła rękę dookoła niego.ale z jakiegoś powodu mamy więź. ale może potrafisz dowiedzieć się na poczekaniu jak rzucać uroki? Jej jadeitowo zielone oczy nadal były skupione na pierścieniu. a kiedy ona mówiła. że mogłabym. nie chcę żebyśmy jeszcze kiedykolwiek się tak rozdzielały. − Tak.. że będzie badać pierścień całą noc. Prawdopodobnie nie zauważyłaby.Zamknęła drzwi. jest słaba.. . − Zastanawiam się… o co chodzi? .zapytałam. − Potrafisz wyczuć w nim magię? . w jakiej jestem strefie czasowej. z którego obie miałyśmy problem. że prawdopodobnie mamy trochę do przejścia zanim będziemy mogły leczyć się tak. żeby się uwolnić. jak oni. wiem. wiem. ponieważ miałam wrażenie. ludzie działali. Uśmiechnęłam się na jej podekscytowanie i spróbowałam ponownie wyjść. jakbyśmy zostały otoczone siłami większymi od nas.. − Tak. powiedziałabym.. . żebym zamierzała spać. a potem wrócę do kwater dla gości. Zsunęłam srebrny pierścionek z palca i podałam go Lissie. Kobieta wzruszyła ramionami. który… Och! . Rose. Pójdę się z nią zobaczyć.To takie dziwne. Wstałam.. że po tym wszystkim.zapytała Lissa. ale złapała mnie za ramię. Alberta była szefem strażników w kampusie. − Powodzenia.zapytałam. − Hej.. że teraz.Podniosła pierścień do góry w stronę światła i wpatrywała się w niego. ale w nim jest. że nie możemy być ze sobą w każdej sekundzie . − Czy to pierścionek..swoją drogą to i tak trochę straszne .. Powinnyśmy uważać na siebie nawzajem i być na miejscu dla siebie nawzajem.− Kiedy? Teraz? .. taki. − Sądząc po tym jak to brzmiało? Tak. Zaczęłam naciskać na klamkę od drzwi i wtedy czymś pomyślałam. ale. Lissa dała mi częściowy uścisk. Nie mam już nawet pojęcia. Jej słowa wywołały u mnie dreszcze.

− W porządku . Następnym razem. weź mnie ze sobą. weźmiesz mnie ze sobą. Rose. to nie ma żadnego sensu. . .− Nie. Już nigdy więcej. Lissa rzeczywiście była związana z tą częścią mojej duszy i walcząc razem byłyśmy silniejsze niż osobno. kiedy jestem w niebezpieczeństwie. że jeśli kiedykolwiek będziesz musiała odejść. . to naprawdę boli.282 - . − Nie chcesz żebym cię już więcej ratowała? − Nie to miałam na myśli! Ja też chcę być na miejscu dla ciebie.Boże.Jej olśniewające piękno płonęło determinacją i stanowczością. Jeśli mogę zadać cios. A kysz! . Tłumaczenie: Szazi 39 Nie no. Szazi. Za każdym razem. mamy więź. Zrobimy to razem. ty śpieszysz mnie uratować. od której nie możemy uciec. mięknę.. Nie idź sama. Przysięgnij mi. − Liss… − Mówię poważnie.przyp.Sfrustrowana wypuściła powietrze. Jakiekolwiek przeszkody będziesz musiała pokonać. będę tam dla ciebie. Szaz. zawsze byłaś dla mnie na miejscu. chodzi o to. to znaczy. Mimo to. kiedy pójdę robić coś głupiego. Ginger . Zaczęłam protestować.przyp. że jeśli kiedykolwiek zdecydujesz się wyjechać. nie kochasz doktora Burskiego? Jak tak możesz bluźnić! Wszystkie babcie z bloku go kochają xD :P . Jak mogłabym ryzykować jej życie? Jednak patrząc na nią wiedziałam. Słuchaj. kiedy do głowy wpadły mi miliony obaw. .powiedziałam ściskając jej dłoń. że miała rację. znowu mam ten serial w moim rozdziale.Przysięgam. Nie zostawiaj mnie za sobą. co będzie mogło mnie zabić. pójdziesz ze mną. to mogę zrobić wszystko. Na dobre czy na złe39.

a jej zachowanie było typowo biznesowe. odkąd już nie jesteś moją uczennicą. wstając kiedy podeszłam. a lata pracy na świeżym powietrzu wywarły swoje piętno na jej skórze. biorąc pod uwagę niewielką liczbę kobiet w naszych szeregach. Schrzaniłaś. . Wśród jej rudoblond włosów było widać już parę siwych.Chodźmy do mojego biura. a ja zaczęłam się szykować na przesłuchanie. biuro było idealnie czyste. że już wiesz .Rozdział trzydziesty ALBERTA CZEKAŁA NA MNIE w dyrekcji budynku administracyjnego strażników. − Właśnie dlatego musisz ukończyć szkołę. które miałam ze strażnikami. Szczerze powiedziawszy. a wszystko ułożone z wojskową wydajnością.powiedziała pochylając się w moją stronę. Nie zamierzam robić ci wykładów. Nie powinnaś była rzucać szkoły. czy wymagać jakichkolwiek wyjaśnień. Cień uśmiechu przebiegł po jej twarzy. Nigdy wcześniej tu nie byłam. co powiedział Adrian. Nie żartowałaś z tą szczerością. Twoja edukacja i treningi są zbyt cenne – nieważne. − W takim razie to odkręć! − Ja… co? Jak? .odparłam jej. − Powiedzieć ci prawdę? Nie jestem już dłużej pewna. jak wiele myślisz. Jakiekolwiek problemy natury dyscyplinarnej. że użyła moje go pierwszego imienia. Usiadłyśmy po przeciwnych stronach jej biurka. − Witaj z powrotem. Prychnęła. Na pewno by mnie nie uściskała. nie mam prawa cię o nic prosić lub mówić. Jak można się było spodziewać. − Łou. . ale sam fakt. − Możesz zrobić wykład .Zawsze cię szanowałam i chcę usłyszeć. żeby ryzykować zaprzepaszczenie swojej przyszłości. . zwykle były rozwiązywane przez komisję. co masz do powiedzenia. Miała coś koło pięćdziesiątki i była jedną z najtwardszych kobiet. Nie powinnaś była wyjeżdżać. był z jej strony wspaniałomyślnym gestem. Rose – powiedziała. co jest moją przyszłością.Zamierzam być z tobą szczera. − W porządku. jakie spotkałam.i jesteś zbyt utalentowana. − Ale ją rzuciłam. Wydawało mi się również. − Powody nie mają znaczenia. oto co mam do powiedzenia. Niemal się roześmiałam.283 - . To było to. − Rose . że zobaczyłam w jej oczach mały przebłysk ulgi i radości. Rola Alberty jako kapitana była tutaj czymś niezwykłym.

co zrobię.obiecuję. kto był moim ofiarodawcą. Nikt nie sprawi mi za wiele kłopotów z wypełnieniem papierków. − No cóż. . . gdybyśmy nie pozwolili ci wrócić. Wiedziałam.odparłam Albercie. − Naprawdę mi pozwolą? . Byłam całkiem pewna. Szazi .Dni mi się pomieszały. Tak w ramach ciekawostek. do tego wrócić? Jak mogłabym wrócić do tego życia. dano mi do zrozumienia. co powiedzieć . Ale żeby znowu zapisywać się do szkoły? − Ja… ja straciłam miesiąc. kiedy już tutaj wrócę. 40 Kochajmy biurokrację. A teraz.Jej kpiący uśmiech nieco przygasł. Szczerze powiedziawszy. Podobno ta amerykańska jest gorsza od polskiej. Zamyślona zmarszczyła brwi. kogo bym znała. − Ja ci pozwolę . Może nawet więcej. po zobaczeniu w jaki sposób żyła rodzina Dymitra. to była Lissa . że kiedy już będziemy ze sobą. . A w międzyczasie będę się włóczyć po kampusie. którą uznałam za nieco nieprawdopodobną. jak ty. Próbowałam wyobrazić sobie siebie. ukończenie szkoły z niskimi stopniami jest lepsze niż w ogóle jej nie ukończenie. − Nikt. że masz ofiarodawcę.To w pewnym sensie sporo do przyjęcia. iż przestanie brać pod uwagę darowiznę dla szkoły. Ile to było? Pięć tygodni? Prawie sześć? − Straciłaś dwa lata i udało ci się to nadrobić. jak Adrian.powiedziała. Powiedziałby. Wkrótce podejmę decyzję . − Ofiarodawca .powtórzyłam tępo.Ofiarodawca. Jedyne. . który może wyświadczyć nam parę przysług żeby wszystko załagodzić. wszystko tutaj oszalało. zostanę zatrudniona jako jej ochroniarz.To była część. Był pierwszy tydzień maja. . Że tak powiem. w swoje urodziny. o ile to w ogóle możliwe.żeby z nią być i upewnić się. tym lepiej. − Daj mi trochę czasu na przemyślenie tego. Czy to rzeczywiście było nieco ponad miesiąc? Zajęcia… codzienne intrygi… jak mogłabym. Nawet nie znam jego imienia .− Papierkową robotą. a potem nagle kiwnęła głową. A nawet. powinnaś szybko się zdecydować. Tak. nie miałam pojęcia. po tym jak byłam z Dymitrem i straciłam go . Jak wszystko inne na świecie 40. coś w tym stylu jak to robił Abe.A jeśli będą nam sprawiać kłopoty… Poza tym. że już nie mogę być oficjalnie jej strażniczką. ale doszłam do wniosku. jeśli będziesz chciała. a ja wyjechałam jakoś pod koniec marca. kiedy Lazar odszedł… cóż. nikt nie będzie w stanie jej powstrzymać przed spędzaniem czasu z przyjaciółką. że zagroził. że wiem.znowu. jeśli będziesz miała kłopoty. Im szybciej wrócisz do zajęć. że wszystko w porządku. . co się liczyło.przyp. z powrotem w tym świecie. Wierzę w ciebie.wiem tylko tyle. . żebym pozwoliła wyrwać się komuś ta kiemu.Nie ma szans.284 - . że mnie kochał? − Nie wiem. ot tak po prostu. Układy i szantaż. który nosi krzykliwe szaliki i złotą biżuterię? Wzruszyła ramionami.

a jego wyraz twarzy stward niał. skąd. .Podniósł rękę na znak protestu. a ona odprowadziła mnie do wejścia do budynku. − Tak? Alberta miała łagodny wyraz twarzy… coś. jak daleko zaszliśmy. − Tak. zrobimy co możemy.Przykro mi z powodu tego wszystkiego. . Nie byłam pewna. . − Nie wiem. może przedtem już się domyślała. Zabija mnie mówienie tego. jakie to było ustępstwo z jej strony. − Najwyższa pora . . − Hej. trochę w niełasce. Sama będę z tobą pracować. czego nigdy wcześniej u niej nie widziałam. Ale skoro już wspomniałeś Lissę… − Nie i jeszcze raz nie. jeśli ukończę szkołę… sądzisz. jak powiedziałam. I że nikt z nas nie mógł nic z tym zrobić. co się stało. − Dobrze . Skinęłam głową jako podziękowanie i wyszłam na zewnątrz. a Alberta oparła rękę na biodrze. Zatrzymałyśmy się przy drzwiach na zewnątrz. Rzuciłam na nią okiem. że wróciłam.powiedział. Akurat szedł spotkać się z jakimiś swoimi kursantami i już był spóźniony. − Ale. − Rose? Złapałam drzwi i spojrzałam do tyłu. Z pewnością możemy spróbować. Obie wstałyśmy.Lissa i Adrian zdobyli udziały na rynku martwienia się o ciebie. wiem . że znowu mogłabym oficjalnie zostać strażniczką Lissy? Wiem. − Przykro mi . Sytuacja dużo bardziej się skompliko wała.Wiedziałem. .Moja wesołość zniknęła. I wiesz. Ale uścisnął mnie i wydawał się być autentycznie szczęśliwy.powiedziałam zdając sobie sprawę.ale na to już nie mam wpływu. Nie mogę sam tego robić przez cały czas. Niezależnie od tego. co powiedziałam o ukończeniu szkoły z niskimi stopniami? Tak się nie stanie. w wyrazie jej twarzy nie było żadnej nagany. To ukazywało. tylko szczery żal i empatia. kiedy się spotkaliśmy po raz pierwszy. gdzie jego miejsce. Po jej oczach poznałam. . − Dzięki. No cóż. ale nasza rozmowa była dosyć krótka. Masz na myśli to.− W porządku. że do tego zmierzasz. ah. ktoś powinien pokazać Adrianowi. że wiedziała o mnie i Dymitrze.powiedziałam ponuro przywołując w pamięci despotyczne poczynania Tatiany. Jednak będziesz naj lepsza wśród nowicjuszy. Ledwie zdążyłam zrobić krok na zewnątrz. Dziękuję. biorąc pod uwagę wrogie stosunki jakie mieliśmy. Znalazłam Christiana następnego dnia. kiedy zawołała moje imię.285 - . że już wybrali dla niej ludzi i że jestem. ale też za tobą tęskniłam.powiedziała. ale zresztą nie tylko oni. Może usłyszała o tym po bitwie. W Rosji nie ma niko go używającego sarkazmu porównywalnego do twojego. może za wyjąt kiem matmy i wiedzy ogólnej . że jest jakaś szansa.

z tymi swoimi krótko ściętymi kasztanowymi włosami. − W porządku. opierając się o ścianę. ledwie zwracając uwagę na swoje otoczenie. W jednej chwili znalazłam się w jej ramionach. ale nigdy. je śli cię znowu zobaczy. muszę iść. . Nigdy w życiu nie byłam taka szczęśliwa.przynajmniej jeszcze nie. Cofnęłam się i spojrzałam na jej twarz. miał rację.miłością. że w two jej naturze leży pośpiech i mówienie tego. mi też zachciało się płakać i nie wiadomo po co. Póki co. Lissa chciała zbliżyć się do niego i pogodzić. I tak. że przyjdę i puściłam go. Ale oni muszą to naprawić. . żadnego potępienia. Musiałam powstrzymać się od wielu komentarzy. ale on utrzymywał dystans pomiędzy nimi. Więc respektowałam jego życzenia i po prostu kiwnęłam głową. że ją widzę. Przez rozmowę z Christianem byłam spóźniona i pospieszyłam przez korytarz budynku.powiedziała w moje włosy. jak skopać dupę w stary sprawdzony sposób. . Gdybyś kiedykolwiek chciała pokazać tym dziecia kom.286 - . Proszę. Nie było żadnej złości. Na moje ostatnie słowa.wtrącił. że to. Stanęłam w miejscu i odwróciłam się. − Mama… Stała ze skrzyżowanymi rękami. Z pewnością nie nade mną. Jej twarz. żebym już z nim skończyła. było jedną z rzeczy. Jill zemdleje.Ale to wcale nie znaczy. ja wiem. . zaskoczona widząc łzy wylewające się z jej oczu. próbowałam osuszyć jej twarz szalikiem Abe. która zmieniła się pod wpływem częstego przebywania na zewnątrz. − Rose. Wiesz. ponieważ sama musiałam gdzieś iść. że w ogóle ktokolwiek jest w stanie cię zatrzymać. żeby ich poganiać . − Zawsze w pośpiechu . co zaszło pomiędzy nimi. Byłam umówiona na obiad z Adrianem i Lissą w jednym z salonów na górze w kwaterach dla gości. że była ode mnie mniejsza. Jednak nie ma szans. podobnie jak Alberty. − Dzięki. ale proszę… nie tym razem. co się stało nie było jej winą… − Wiem . To nie było moje zadanie. To. wpadnij czasem. czego wszyscy inni powiedzieć się boją. Powiedziałam mu. Rose. przenigdy nie widziałam.Nigdy więcej tego nie rób. Posłuchaj. Rose .Cud. które sprawiły jej największą przykrość . wytrzeszczając oczy. że to nie bolało. wypełniona była ulgą i .prawdopodobnie za to najbardziej nienawidziła Avery. opierając głowę o jej klatkę piersiową pomimo tego. żeby wyraźnie płakała. Przez to. Widziałam jej łzy spowodowane atakiem na szkołę.powiedział głos.− Christian! Ona cię kocha. Lissa wspomniała Christiana w naszej wczorajszej rozmowie. Potrzebuję czasu. żeby zrozumieć parę rzeczy. jego uśmiech nieco się wykrzywił. jak zwykle pokręconymi i w nieładzie.

że moja matka zobaczyłaby jak nisko upadłam na Syberii sprawiła. surowa i pełna współczucia . Jej głos stwardniał i uśmiechnęłam się wbrew sobie. niż było to w stosunku do mnie. Jednak zamiast tego. Teraz była z powrotem Janine Hathaway. musiałam dokonać swojego zadania sama. Abraham było wystarczająco popularnym imieniem w USA. . Przez chwilę spanikowałam. Ibrahim. ale dopiero teraz zrozumiałam. że musiałam zrobić to sama.− Nie. jak były do siebie podobne.Ty znasz Abe. Abraham. spędziłabym dobre życie. żeby mnie nakarmić. po raz kolejny jej oczy wypełnione były emocjami . Abe… Abe było w angielskim skrótem od Abraham.tak bardzo. ale to bardzo szczęśliwa . że byłaś w Rosji… ale dlaczego? − Myślałam… . którą znałam. ale Ibrahim słyszałam wcześniej tylko raz. a jej twarz wypełniła się zarówno zaskoczeniem.to znaczy. − Tak bardzo się martwiłam .ale innego rodzaju. wyciągnęła dłoń i dotknęła jaskrawych kolorów kaszmirowego szala. .zdławiłam słowa i ponownie ujrzałam Dymitra z moim kołkiem w piersi. Sądziłam. . Dalej dotykała szalika. Teraz już nie byłam taka pewna tej ostatniej części. zrozumiałam. I za to ją kochałam. jak i szokiem. Kochałam Olenę Bielikową. Nie płacz . Nie zrobię tego ponownie. który ma na imię Abe… Przerwałam jak tylko to imię przeszło mi przez usta. Tak bardzo za tobą tęskni łam. nie. Abe. Była tylko niewielka różnica w samogłoskach. − Mam wiele pytań . Gdybym mogła być chociaż w połowie taką kobietą jak ona. z kim moja matka była związana… − Mamo .że byłam jej córką. To prawda. wypowiedziane z pogardą przez Królową Tatianę. Ale nie była moją prawdziwą matką.Przepraszam. że była uprzejma. teraz wiem. Ibrahim. − To… to jest szalik Ibrahima… to pamiątka rodowa… − Nie. jak wielu ludzi mnie kochało i było ze mną. to należy do tego gangstera. wspaniała i będę pielęgnować wspomnienia. że moje serce przestało bić.i myślę. zastanawiałam się czy Oksana nie przegapiła jakiegoś ze znaków ugryzienia. . Słysząc oba te imiona na głos. odważna. W tym jednak.ostrzegła. że nikt nie jest. kiedy odwoływała się do kogoś. I stojąc tam z nią. że rozumiała mnie lepiej. To była prawda. Była nią Janine Hathaway.powiedziałam z niedowierzaniem. . ale nauczyłam się. Ona jednak była dobra. jak podnosiła mnie na duchu po stracie Dymitra i jak wiele wysiłku wkładała w to. Myślałam. Myśl. zawsze będę ją uważać za coś w rodzaju przybranej matki. W innym życiu mogłaby być moją teściową. musiałam coś zrobić. Kto wie ile spraw potoczyłoby się inaczej.powiedziałam przyjmując na siebie tą dziwaczną zamianę ról.No cóż. w porządku. niżbym czasem zdawała sobie z tego sprawę.Gdzie pojechałaś . Nie była idealna. jak zdrętwiała. gdybym poprosiła o pomoc? Może byłoby łatwiej.287 - . byłam szczęśliwa .powiedziała mi dochodząc do siebie. Jej oczy szybko przemieszczały się z mojej twarzy na szyję i zobaczyłam.

zapytałam. − O Boże . Nie znasz go tak. Oczywiście. że to nielegalne. Szazi 42 “Oh God. − Proszę. że moje rysy twarzy były podobne do tych mojej mamy. które bez wątpienia zawierały w sobie moje poczęcie. której wyraz wskazywał na to. pomóc przed armią rozwścieczonych i żądnych krwi badassek . Zna i wykonuje przysługi wielu ludziom i właśnie dlatego ma takie wpływy jakie ma.chodzi o dziecko. desperacko próbując przyswoić nowe fakty w moim światopoglądzie.Mamo… musisz wiedzieć.jak dla mnie to jest bardziej ‘wręcz Zmeyówna’. To było wypisane na jej twarzy.jakiś czas i miejsce. Dlaczego nie mogłam być nieślubnym.− Tak. że będziesz bronić kryminalisty. – Jak na miłość boską związałaś się z kimś takim? Wyglądała na obrażoną. ten nie rosyjski. Szazi . Zawsze wiedziałam. Przywołałam w myślach obraz tej przebiegłej. że mój ojciec był Turkiem. powiedz mi. ciemne włosy i oczy… tak.Wyglądała na zszokowaną. wspominając jakiś inny czas i miejsce . ale wiedziałam lepiej niż większość. 42 To przykuło jej uwagę. − Ale jakiego rodzaju biznes? Słyszałam.przyp. Koniec gadania. − Jak? . Poza tym. − Przysięgam. Rose. − Ale robi jakieś nielegalne rzeczy. że właśnie bujała w obłokach. ale zostałam przegłosowana  doszło w badassie do zamachu stanu. wtedy wychodzi na to. pół-arystokratycznym dzieckiem jak Robert Doru? Albo chociaż córką listonosza 41? . To był ten tajemniczy akcent Abe. że nie handluje dziwkami sprzedającymi krew.powiedziałam. nie mów mi… . − Jeśli będzie chciał ci powiedzieć. . . nie mów mi. − Co? . To nie jest… o Boże. Rose. Byłam zszokowana. Wszyscy mówili. “I’m Zmey’s daughter. Znam go. jak ja. że Abe jest moim ojcem… Nie musiała mi mówić. Jak Abe zarabia na życie? − Jest biznesmenem. Mnie się to kojarzy z polskim stwierdzeniem (przynajmniej w mojej okolicy). .powiedziałam. jak to miłość popycha nas do szalonych zachowań. z pewnością ty również chowasz część swoich sekretów. Spojrzała w górę na mnie. − O czym ty u licha mówisz? − O niczym .Nie. że jego ojcem nie jest domniemany „ojciec” tylko mail man. ale i tak obco dla mnie brzmiący.przyp. były takie same jak u Abe. które nie jest podobne do nikogo w rodzinie. Zmey Junior. Ugh. to ci powie. nigdy nie został złapany na czymkolwiek nielegal nym. wice prezesowej. brzmisz prawie jakbyś próbowała żartować.W życiu nie spodziewała bym się. Wy dwoje macie wiele wspólnego. kiedy była młodsza… ale moja kolorystyka.O rany. − Ibrahim jest wspaniałym człowiekiem. trzeciej wojny światowej i nawet obrońcy krzyża (popularnie zwanego kżyżem z mjasta) nie byli w stanie mi.Jestem córką Zmey’a. czy coś. . − Kto tak mówi? Prawdę mówiąc. że ktoś jest dzieckiem listonosza . Zmey Junior. Proszę. .Proszę. even. że nie.Zawahałam się.288 - . − Najwyraźniej. . Ibrahim musi być turecką wersją Abrahama. 41 Mail man’s daughter . próbując uchwycić rodzinne podobieństwo. Właśnie Zmeyówna. Zmeyette.” I said. brodatej twarzy.

że się spotkacie. Miski i jeszcze więcej misek słodko-kwaśnych kurczaków i omletów Fu Young. − W takim razie kto to zrobił? . że ktoś mu kazał. jak Adrian to zorganizował. żeby mnie zabrać. drwiąca. kiedy zostałam zaatakowana. Upewnił się.289 - . ale kiedy weszłam do salonu. że z tobą wszystko w porządku. kiedy Lissa weszła na korytarz. − Ale powiedział… czekaj. Szazi . Mały pół-uśmieszek zaigrał na jej ustach.zastanawiałam się. Robił to. . kropka. Może miała rację. Mglista.Chodźcie.przyp. a nawet jeśli. Oboje myśleliśmy. żadna z nas nie musiała nic mówić. Miałyśmy przed sobą długą rozmowę. lubi zastraszać ludzi i… och. jest wspaniałym człowiekiem. − Nigdy naprawdę nie spodziewałam się. kiedy mnie zobaczyła.No dobra. że można było trafić na gorszych ojców. obie. Jeśli cię śledził. to nie dlatego. . rozłożone tam było chińskie jedzenie. żeby mnie znalazł. uśmiech wykrzywił się.na szczęście udało mi się znaleźć polski odpowiednik na jakiejś stronie z przepisami na chińskie żarcie. 43 W rogu kosza na śmieci zauważyłam jakieś pudełka z restauracji z jedzeniem na wynos. prawda? Ty go zatrudniłaś. Ale wyjechał w nocy. że dla kogoś praco wał. Ale to było coś dobrego. ponieważ chciał. Wymieniłyśmy się z mamą szybkimi spojrzeniami. Nie jest typem osoby.Moja mama i ja odwróciłyśmy się. . Jak moja mama powiedziała. − Rose. − Tutaj jesteś.Powiedział. Rose. którą możesz za trudnić. przepełniony miłością do swoich wspomnień. ponieważ myślał. Jej twarz rozjaśniła się. I nie uwierzysz. kiedy zaginęłaś… ale z pewnością go nie zatrudnia łam.to nie byłby pierwszy raz. Jej. Co tak długo? . to po prostu nie smakowało… właściwie. Ibrahim Mazur nie pracuje dla nikogo. Nie mam pojęcia. że kłamał? − No cóż . ogromnie irytująca. 43 Egg foo Young . niewzruszony w swoim zadaniu dostarczenia mnie z powrotem bezpiecznie do szkoły i najwyraźniej podarował mi pamiątkę rodową. co dorwał Adrian. W ogóle nigdy nie spodziewałam się. ale będzie musiała poczekać. jeśli go nie będzie w twoim życiu. chce ktoś? . że zmarznę w drodze do domu.− Żartujesz sobie? On jest arogancki. czy mu płacił. Dlaczego mnie śledził? Twierdzisz. Odtworzyłam w myślach streszczenie mojej historii z Abe. Jedzenie wystygnie. że jego wszystkie kontakty wy patrują ciebie. że spotkacie się w ten sposób. Podejrzewam. Nowa myśl przyszła mi do głowy. − Co? Skontaktowałam się z nim. sarkastyczny. − To byłaś ty. że najlepiej. z wydrukowanym na boku adresem w Missouli.przyznała . Chciał cię znaleźć i upew nić się. Akademia niemal nigdy tego nie serwowała.

Przestańcie. − Jeśli nie masz nic do roboty poza włóczeniem się po kampusie przez cały czas. by kiedykolwiek to się zdarzyło. Lissa spoglądała pomiędzy naszą dwójką. Wiesz . jest naj… Tak . Nie to żeby coś. Lissa niemal upuściła swój talerz.zapytała zakłopotana.Jej przyszłość wisi na włosku. Potrzebowałam nowego celu. Uśmiechnęłam się. . to chcąc nie chcąc wychwytujesz pewne rzeczy. . żadnego zmartwie nia nad wyjazdem jej córki czy zadumy nad straconą miłością. . − Nie pytaj o takie sprawy.odparowałam. Nie żeby zapowiadało się dużo zabawy . ale to było na dal ciepłe. . Twoja przyszłość wisi na włosku. jak tylko mogę. żeby moja mama mogła sobie przypomnieć. − − − − − − − − Pozwoli ci? Właśnie tak mi powiedziała .rozmyślał Adrian . − O co chodzi? − Alberta chce.290 - . aby zostać strażnikiem.Po prostu wcinaj. Wszystko jedno .Skinęła w stronę Lissy. ale w środku wiedziałam.domagałam się.drażniłam się. − W takim razie. − Tak. będziemy tak jeść codziennie. − Zgadzasz się… ze mną? .Musisz do tego po dejść poważnie. żebym znowu się zapisała do szkoły i ją ukończyła .Moja mama zdecydowanie wróciła do starej siebie. Skończenie twojej edukacji tutaj i kontynuowanie jej.Nie sądzę. Potrzebowałam wrócić do ludzi. zrób to! . Zatrzymałam się w połowie gryza. Tak? . Była na zajęciach przez cały dzień i nie miałyśmy zbyt wiele czasu na rozmowę. albo . − Skąd o tym wiesz? Jedynie mrugnął.krzyknęła moja mama. którzy mnie kochali. Podejdę do testów. Kiedy już Alberta ogarnie twoje papiery. ukończę szkołę i stanę się tak szanowanym członkiem społeczeństwa.wyjaśniłam. zrób to! Moja mama wyglądała na równie zaskoczoną.Prawdopodobnie nie dałbyś mi prowadzić. Utrzymywałam swój lekki ton. że tego potrzebowałam.nawet polubiłem pomysł. Rose . że będziemy przemierzać dro gę razem. . . − Tak. zgadzam się.powiedział Adrian ładując na swój talerz ryż smażo ny z wieprzowiną.powiedziałam. Ja zresztą również nie mogłam. W takim razie.− Jak do diabła to tutaj dostarczyłeś? .stwierdziłam. Wydawał się być z siebie bardzo zadowolony.

Niemal upuściłam talerz. przewracając oczami. może powinienem ją nakłonić do pomocy w czymś. Twoja mama wydaje się być kimś. czego chce. Myślę. − Chcę się upewnić. Adrian. Skończyliśmy obiad i pomogliśmy ułożyć na stos półmiski dla ekipy sprzątającej budynku. .zapytała. − Dobry Boże .inaczej nigdy nie dojdę do siebie po Dymitrze. że była przyzwyczajona. ale widziałam. gdzie po drugiej stronie pokoju stała Lissa rozmawiająca z moją mamą. Obiecuję. . − Nie jestem pewien. że tu zo stanę.To musi być cechą dziedziczną. Roześmiałam się. Pomogłem już zjadając wszystko ze swojego talerza.Ale naprawdę. poczułam obok siebie Adriana. że miał mnie w pobliżu. Nigdy nie przestanę widzieć jego twarzy lub słyszeć jego głosu. żebyś miał zamiar pomóc? − Nie.I tak. . 44 O Jezu xD To jakiś fetysz? .Ile razy mam to jeszcze powiedzieć? Tak. to dobrze. − W zdobywaniu nielegalnych papierosów? − Umówieniu się z jej córką.jaka zwykle byłam. jak ja za tobą tęskniłam – powiedziałam. wrócę do szkoły. jak odkurzasz w fartuchu mój dom 44. . . Jej radość przelała się we mnie. . .Nie przypuszczam. że nie zamierzasz wstać i ponownie uciec. − To bardzo domowe jak na ciebie . Moja mama nadal wyglądała na nieco zszokowaną. Szazi . to nawet seksowne. że to zrobiłaś. że jestem nierozsądna . kto ma swoje sposoby na dostanie tego. W ten sposób nie ma żadnego bałaganu. Zniżył głos. . czy mogłabyś z nią wytrzymać. że nie odzywałeś się za dużo. choćby nie wiem co? Zostaniesz dopóki nie zdasz? Obiecujesz? − Napotkałam jej wzrok.powiedział. − Naprawdę zostaniesz? . Kiedy zdrapywałam niezjedzone rzeczy do kubła na śmierci. nie ma za co.Przerwał. − Doskonale . Zostaniesz i skończysz szkołę.przyp. tak. że też był zadowolony z tego. Mogłabym wtedy zadecydować inaczej. Właściwie.291 - .powiedziała. zaskoczona jego intensywnością. − Wiesz.W przyszłości będziesz zadowolona.Przez pełne dwa i pół miesiąca? − Czy jedno nie wiąże się z drugim? Jej twarz pozostała nieugięta .i bardzo przypominająca mamę. − Pytałeś mnie już z milion razy. .Jej słowa były typowo strażniczo-formalne.naciskała.roześmiałam się. − Och. . ale w jej oczach dostrzegłam miłość i radość.Rzucił ukradkowe spoj rzenie w miejsce. Adrian nie okazywał uczuć tak otwarcie. Daje mi fantazje wszelakiego rodzaju o tym. który trzymałam. Obok mnie Lissa wypuściła powietrze i zaklaskała w ręce. kiedy obiecywałam mamie. − I zostaniesz? . − Tak.

− Złóż mi propozycję . Pstryknęłam palcami. Albo przynajmniej tak twierdził. − Poważnie? To jak zadanie domowe. − W porządku? . ale potem popatrzył na moją twarz. kiedy dałem ci się oskubać z mojego funduszu po wierniczego. jeśli mnie pamięć nie myli. I. Z jakiegoś powodu nie jestem na uczelni. że jeśli przeżyję swoje poszukiwania Dymitra. Nie da się ukryć. kiedy w grę wchodziła jakakolwiek praca. żeby dostać pieniądze. Gapiłam się na niego niedowierzająco. − Nie oskubałam cię . żeby Adrian uwijał się tak szybko. Chcę widzieć.− Nie do końca. szkic. przypomniałam sobie. nie mogłam temu zaprzeczać… nawet z zanikającym podbitym okiem. patrząc na niego.dogadywałam.292 - . Szazi. ale jej moce nakręciły bardziej tą intensywność. 45 Gin mówi. wynikała z wpływu kompulsji 45. prawdopodobnie też bym powiedziała. kiedy natych miast się z nią zgodziłam. punkt za punktem. powiedział: − W porządku. że byłam pod wpływem magii. Zamierzam właśnie teraz wrócić do swojego pokoju i zacząć robić szkic moje go zadania. że wszystkie odetchnęłyśmy z ulgą. Szaz. Zaczął się śmiać. Uciszone wszecchimperatorka Ginger. Adrian nie mógł mieć tak beznadziejnego gustu.przyp. niż rzeczywiście czuł. Ale nigdy nie zaprosiłem cię na prawdziwą randkę. powiedziałaś. Żadną częścią mojej wyobraźni nie byłam gotowa. ale teraz widziałam Adriana innymi oczami. jak poświęcasz temu dobry dzień pracy. jako solidny materiał na chłopaka. 46 Iwaszkow. Jednak przez sposób. to spróbuję z Adrianem. Ta rozmowa jest przecież kulturalna i taaaka sympatyczna :D . potencjalnym kandydatem. − Rusz tyłek. ale zamiast tego. że powiedziałam. i tak. jak to wszystkie rozmowy Adriana i Rose :D . jak wcześniej moja mama. Jasne. . Lissa wyciągnęła z niego. W co ja się wpakowałam? Nagle się zatrzymał i sięgnął z drażniącym uśmieszkiem do kieszeni swojego płaszcza.przyp. kiedy sięgał po swój płaszcz. dlaczego jesteś dobrym.powiedziałam w końcu. Nigdy nie widziałam. których potrzebowałam.przyp. O nie. że dasz mi prawdziwą szansę. Ale był dla mnie dobrym przyjacielem i wszystkim innym przez cały ten chaos. ciężko mi było uwierzyć. . czy w ogóle kiedykolwiek będę chciała chłopaka. Gdybym była facetem i to wszystko przytrafiło się mnie. Szazi. nadal był nieprzeciętnie przystojny. 46 Kolejne starcie w badassie. I chociaż nie powinno to mieć jakiekolwiek znaczenia. Robiłem niestosowne sugestie i często dążyłem do nagości. Nawet nie wiedziałam. tym razem jednak Wszechimperatorka została uciszona. Ale stojąc tam. Spodziewałam się żartu. Lubił ją i nie wyrzekał się romantycznego przywiązania. − Tak. . Jeszcze nie jest stracony. Był miły i opanowany. albo chociaż olania tego póki co. Powiedziałabym wtedy wszystko. w jaki teraz na mnie patrzył.Teraz to ja się czułam tak. że spora część jego zauroczenia Avery. że ktokolwiek zabrał moje miejsce obok niego w ciągu tego ostatniego miesiąca czy jakoś tak. które mnie nie pasuje.Napisz ją i daj mi. ani nie brałam go całkowicie pod uwagę. żeby go poślubić. Ale niech ma! Jej zdaniem tu powinno być ‘Bierz dupę w troki’.

jesteś jedyną osobą. − Co to jest? − Jakiś obcokrajowiec dzwonił wcześniej do mnie… powiedział.w więzieniu. że Adrian jest godny zaufania. dziwnie wzruszona.Pokazał kawałek zagiętej kartki i zaczął nią machać w powietrzu. Po części się zastanawiałam.przyp. ale obiecała. że nie ma niczego. żeby jego zawartość była łatwo zrozumiała dla Adriana. . Co mógłby ktokolwiek zaoferować skazanemu człowiekowi. a później powiedziałam Abe o zaangażowaniu finansowym Adriana w moją podróż. co mógłbym mu zaoferować. dla której zrobiłbym coś takiego. Ciężko to było nazwać esejem. to jeszcze zanim skierowałam się do swojego pokoju.− Właściwie to już praktycznie ci napisałem esej. że mój numer był w pamięci jego telefonu. Wiktor nie był zbyt pomocną osobą. upewniłyśmy się z 47 Takie podanie o randkę . mam sporo do zaoferowania.zdecydował. że Abe zrobił to dla mnie. że wspomnę coś o tym. Niemal zapomniałem. że tak długo. że Abe się to udało. Notatka głosiła: Wysłałem wiadomość do brata Roberta. Odgięłam liścik i parę sekund zajęło mi rozszyfrowanie pisma Adriana. Było to też trochę zagadkowe. Jakimś dziwnym trafem nie byłam zaskoczona. ale Wiktor odmówił. Nawet jeśli Wiktor podałby lokalizację Roberta. Powiedziała mi.293 - .ugh. Jednak większość mojej uwagi przykuł liścik. że porozmawiamy później. Bratem Roberta był Wiktor Daszkow. kiedy będę pisać swój randkowy wniosek 47. . że go wydrukuje.Musisz sobie załatwić swój własny telefon. kto do niego zadzwonił. co naprawdę zmieniłoby cokolwiek w jego życiu? Westchnęłam i odłożyłam liścik. a teraz nie całkiem mogłam go za to winić. Kazał mi to zapisać i z powrotem mu odczytać. jak ma spędzić tam resztę życia. Pomyślałem. to miałam nadzieję. Myślę. − Nie możesz mi po prostu tego przekazać? Podał mi liścik puszczając oczko i naśladując ukłon. To również nie było zaskoczeniem. Szazi . w którym był zamknięty. a potem pożegnał się z Lissą i moją mamą.Powiedział. . Nadal były pogrążone w rozmowie. Ale powiedział.a wierz mi. jak to twierdził Adrian. żeby połączyć się z Adrianem w Nowosybirsku. żeby dowiedzieć się gdzie był Robert. ale Abe nie chciał. dalekiego więzienia. Nie zamierzam być już więcej twoją sekretarką. jednak zastanawiałam się. . Wiesz. że chciałabyś wiedzieć. by skłoniło go to do ujawnienia miejsca pobytu Roberta . że musi wyjść. że ma dla ciebie wiadomość i nie chciał mi nic więcej powiedzieć. Jak tylko sobie poszła. Facet był zamknięty na całe życie „tam” . Powiedział mi.Adrian znowu rzucił wzrokiem w stronę Lissy i mojej mamy. tym bardziej niedorzeczne wydawało mi się w ogóle branie pod uwagę przywrócenie strzygi do jej pierwotnej postaci. dlaczego moja mama nie mogła zostać wykorzystana jako posłaniec. Tylko prawdziwa śmierć mogła ją uwolnić. Abe w jakiś sposób wysłał wiadomość Wiktorowi do jego jakkolwiek okropnego. Nie miałam wątpliwości. Widocznie mój ojciec . czy naprawdę zamierzał napisać randkowy wniosek. to nadal wydawało się nierealne . tylko śmierć… Głos mojej mamy uratował mnie przed ponownym przeżywaniem w mojej głowie sceny na moście. Jeśli napisze mi randkowy wniosek. mimo że to było daremne. Użyłam telefonu Abe. czy miałoby to jakiekolwiek znaczenie? Im dalej byłam od wydarzeń w Rosji. zabierze tą informację ze sobą do grobu. I ponownie przyszedł mi do głowy ten sam spór. Abe bez wątpienia próbował jednego ze swoich interesów z Wiktorem.) . Dla mnie jego znaczenie było jasne.

a zamiast tego wyciągnęłam z koperty kolejny przedmiot: małą okolicznościową karteczkę. Przyszło dzisiejszą pocztą. − O Boże . Tam. − Adrian dał ci list miłosny? . co to było. Nie było adresu zwrotnego. . ale koperta miała rosyjskie znaczki pocztowe i dostarczona została przez światową całonocną pocztę. spotkałam jedną z opiekunek budynku. − Wiesz. że nadal martwiła się o mnie. Jej głos brzmiał żartobliwie. że będę mogła wrócić do swojego starego życia i ruszyć do przodu z tym wszystkim. podała mi grubą. Moja dłoń zamknęła się na czymś zimnym i metalowym. wiedziałam.Niedobrze. która właśnie miała zamiar zapukać do drzwi. skoro mój przyjazd był niespodziewany. że twój wróg jest martwy. że będziemy musieli znowu powtórzyć tę lekcję następnym razem. Wladimira wydrukowane były schludnym pismem. Prawdopodobnie kiedy tylko Alberta skończy z biurokracją. Marka. Nadal wydawało się niemożliwe zaakceptowanie tego. Wygląda na to.Mogło to być od Oleny. że wszystko w salonie jest poukładane. usztywnianą kopertę. − Właśnie ci to niosłam.co wkrótce nastąpi.Lissą. Obróciłam kołek. napisane ręcznym pismem.zapytała Lissa. już wiedziałam. − Nie wiem. Także miałyśmy ze sobą jeszcze sporo do pogadania. kiedy przerzucą mnie z kwater gości z powrotem do dormitorium. Rozerwałam kopertę z jednej strony i sięgnęłam do środka. Wspięłyśmy się po schodach na górę i zastanawiałam się. Jedyny w swoim rodzaju. co uznałam za dziwne. Na zewnątrz swojego pokoju. − Jeszcze nie . − Dzięki . Z wyrazami miłości.powiedziałam.powiedziałam.powiedziałam. . Wzięłam od niej kopertę i spojrzałam na nią. albo Syndey. Ten. dopóki nie upewnisz się.zapytała mnie Lissa. które znałam aż za dobrze. kiedy kobieta odeszła. W Rosji poznałam wielu ludzi. ale przez naszą więź.zapytała Lissa. było: Zapomniałaś kolejnej lekcji: Nigdy nie odwracaj się tyłem. Nie odpowiedziałam. D. To był srebrny kołek. od kogo to? .Wyjaśnię później. przejeżdżając palcem po wygrawerowanych wzorach geometrycznych u jego podstawy. .powiedziałam niemal upuszczając kartkę. Kiedy mnie zobaczyła. To był kołek. który zabrałam ze skarbca w domu Galiny. kiedy się zobaczymy . . czy nie rozpaczam po Dymitrze. − Osz .294 - . Zanim to wyciągnęłam. Moje imię i adres Św. co się stało przez ostatni miesiąc czy jakoś tak. Nie było wątpliwości. Jednak… jakoś nie mogłam wyjaśnić postawienia moich zmysłów w najwyższej gotowości. którym… − Dlaczego ktoś miałby ci wysłać kołek? .

może moglibyśmy… Kiedy nie odpowiedziałam od razu. Po raz setny przeleciałam myślani przez wydarzenia tej nocy. zrozumiałam. Nadchodził. Co teraz się stanie? Wygląda na to.Przez chwilę świat zawirował wokół mnie i zamknęłam oczy. Tymczasem Dymitr dalej gdzieś tam był. Miałam wrażenie. że zaczynam wariować. przywołując w myślach jak Dymitr bez końca wiercił mi dziurę w brzuchu. kiedy się zobaczymy .Co się dzieje? Najważniejsze zakołkowanie w moim życiu… i schrzaniłam je. Rozpaczać.mamrotałam. Przez moment tam nie sądziłam. I coś mi mówiło. Żadnego podejmowania jakichkolwiek działań do tego czasu. Tym razem Dymitr nadchodził po mnie. Teraz przywołałam na myśl szczegóły szarpaniny. Nie wiedziałam. Zrozumiałam przesłanie kartki. Ale ja naprawdę nie wbiłam kołka wystarczająco mocno. Tak długo. kiedy uciekłam od Dymitra. kiedy uciekłam z dworku? Że nie ma szans. że będziemy musieli znowu powtórzyć tę lekcję następnym razem. że nie miałabym spokoju nawet. kiedy mnie wołała. wszystko na nic .295 - . . Za każdym razem. Moje emocje szalały. moje emocje i uwaga zawsze skupiały się na wyrazie jego twarzy.krzyknęła Lissa. gdybym go próbowała zignorować. biorąc głęboki wdech. żeby sam wypadł? Czy był w stanie go wyciągnąć? Czy siła uderzenia w rzekę to zniszczyła? − Wszystkie te ćwiczenia na manekinach.dopóki nie zobaczyłam jak jego twarz zaczęła gasnąć i obserwowałam jak spada. Co powiedział. że wbiłam kołek wystarczająco mocno . żebyśmy mogli oboje żyć na tym świecie? A jednak. by mnie zabić. a musiałam je utrzymywać na wodzy i przeanalizować to. widok jego ciała spadającego w ciemną wodę. Obiecałam mojej mamie dwa i pół miesiąca. że nie zabiłam mężczyzny. Po pierwsze: dwa i pół miesiąca. ale sprawy potoczyły się zbyt szybko. co mam czuć. nie będę miała spokoju. dalej jako strzyga. zawsze pozostawało pytanie: Powiedziałby. − Rose! . zaniepokojenie Lissy wzrosło. że zaprzepaściłam swoją szansę na przemianę w strzygę. kiedy go dźgnęłam. że mnie kocha. Patrząc ponownie na kartkę. − Wyraz twojej twarzy sprawia.co wkrótce nastąpi. Spadł… a potem co? Kołek był wystarczająco luźno wbity. Przypomniałam sobie jak w ostatniej chwili jego unik przeszkodził mojemu strzałowi w jego serce. O czym myślisz? . żeby przeszedł przez żebra i zanurzył się w sercu. że to nie był pierwszy raz. którą w tajemnicy mu złożyłam? Odczuć ulgę. którego kochałam? I zawsze. jak chodził wolno po świecie. Moje pierwsze przeczucie było właściwe. żebym zatopiła kołek w klatce piersiowej tak. co do tej pory wiedziałam. że nie uwolniłam duszy Dymitra i nie wypełniłam obietnicy. Żadnego zamknięcia. gdybyśmy mieli trochę więcej czasu? Nadal nie miałam odpowiedzi.

że póki co. co miałyśmy zrobić. Nie ma co do tego wątpliwości.powiedziała. Co mogę zrobić? Dwa i pół miesiąca. jej opanowane zielone oczy nawet nie drgnęły. czy będzie się tak samo czuła później. Co mógłby ktokolwiek zaoferować skazanemu człowiekowi. Nawet Lissie coś obiecałam. jeśli Dymitr zjawi się zanim będę miała szansę znaleźć smoka w tej historii .zwłaszcza. będę musiała znowu z nim walczyć. że zostanę i nie chciałam znowu postępować pochopnie . spoglądając w górę w jej oczy. co naprawdę zmieniłoby cokolwiek w jego życiu? Zastanawiałam się nad tym wcześniej. Wiktor odsiadywał dożywotni wyrok w więzieniu. że nie było niczego. Musiałabym tym razem już naprawdę zabić Dymitra i stracić jakąkolwiek szansę. że jedna rzecz mogła. Jeśli Dymitr przyjdzie po mnie zanim dostanę się do Wiktora i Roberta. Powiedz mi. Wszystko. .czyli Wiktora . KONIEC. ale musiałam chwytać okazję. lepiej o tym nie wspominać Lissie.− Wierzysz w bajki? .zapytałam. Nie mogłabym czekać na ten magiczny lek. Muszę tu zostać na dwa i pół miesiąca . Tłumaczenie: Szazi .sprawy mogą się potoczyć bardzo paskudnie.wydawało się to całą wiecznością. jeśli nie była… no cóż. Ale obiecałam swojej mamie. − Naprawdę miałaś wcześniej to na myśli? Chcesz iść ze mną na moje kolejne szalone poszukiwania? Bez względu na wszystko? − Tak. żadna łapówka już nie miała dla niego znaczenia. mogłam sobie wyobrazić dezaprobatę Marka. W tym słownie nie było żadnej niepewności czy wahania. Wolność. Pytanie tylko brzmiało: jak dużo miałam czasu. Cholera. Może ta cała sprawa z Robertem. żeby to osiągnąć. ale nawet. − Jaki… jaki rodzaj bajek? − Taki. że stawki teraz były tak wysokie. Ponieważ. Oczywiście zastanawiałam się. że miałam niewielką szansę na uratowanie Dymitra. kiedy już dowie się. że będziesz marnować swoje życie. próbując wymyślić. Mark powiedział. Wiktor powiedział Abe. żeby wymyślić czy niemożliwe jest właściwie możliwe? To był prawdziwy problem. Nawet. dopóki Dymitr nie przybędzie. była jednym wielkim kłamstwem. Ale zdecydowałam.296 - .Kompletnie się zgubiłam. kiedy powie działam te słowa. co ktokolwiek mógłby mu zaoferować żeby przekazał informację na temat rzekomej zdolności jego brata do przywracania strzyg. że nieźle sobie radzę pracując pod presją. Zamierzałyśmy wyciągnąć Wiktora Daszkowa z więzienia. o co chodzi. co mogłoby zmusić Wiktora Daszkowa do mówienia. Dobrze. Ale zdałam sobie sprawę. że to bajka. na które nie przypuszczałabyś. Obietnice. Tonęłam w obietnicach. na przywrócenie mojego księcia. co wiedziałam na chwilę obecną to to. I była tylko jedna droga. − Nie rozumiem . zegar tykał. żeby mnie zabić? Jak dużo czasu miałam.