You are on page 1of 313

R. A.

Salvatore

Mroczne Oblenie
(Siege of Darkness) Dziedzictwo mrocznego Elfa 3 Tumaczenie: Piotr Kucharski

Dla Lucy Scaramuzzi, najprawdziwszej z nauczycielek, ktra nauczya mnie, jak stworzy ksik - nawet mimo tego, e wszystkie moje pomysy w drugiej klasie zostay skradzione ze Snoopy'ego!

PROLOG Na pozr wydawaa si zbyt piknym stworzeniem, by przemierza wirujcy szlam tej zadymionej warstwy Otchani. Zbyt piknym, bowiem jej rysy byy doskonale wycyzelowane i delikatne, a lnica mahoniowa skra dawaa jej wygld oywionego dziea sztuki, obsydianowej rzeby, w ktr tchnito ycie. Otaczajce j potworne istoty, pezajce limaki i nietoperzoskrzyde stwory, obserwoway kady jej ruch, miay na ni baczenie. Nawet najwiksze i najsilniejsze z nich, gigantyczne czarty, ktre mogyby zniszczy spore miasto, utrzymyway bezpieczn odlego, bowiem wygld mg by zwodniczy. Cho pikna kobieta wydawaa si delikatna, nawet krucha jak na standardy potwornych stworw Otchani, z atwoci moga zniszczy kadego obserwujcego j teraz czarta, dowolnych dziesiciu czy pidziesiciu z nich. One to rwnie wiedziay i jej przejcie nie byo zakcane. Bya to Lloth, Pajcza Krlowa, bogini droww, mrocznych elfw. Bya ucielenieniem chaosu, instrumentem zniszczenia, potworem pod delikatn fasad. Lloth spokojnie wkroczya w region wysokich, grubych grzybw, zebranych w kpki na maych wysepkach pord brudnego wiru. Przechodzia bez obaw z jednej wyspy na drug, kroczc tak lekko po przelewajcym si szlamie, e nie brudziy si nawet podeszwy jej delikatnych, czarnych pantofli. Natkna si na wielu najsilniejszych mieszkacw tego poziomu, nawet prawdziwe czarty tanar'ri, pice pomidzy owymi kpami grzybw. Wszystkie te zirytowane stworzenia budziy si powarkujc i obiecujc wieczne tortury i wszystkie odczuway ogromn ulg, gdy Lloth domagaa si od nich zaledwie jednej odpowiedzi na jedno pytanie. - Gdzie on jest? - pytaa za kadym razem i cho aden z potworw nie zna dokadnego miejsca pobytu wielkiego czarta, ich odpowiedzi prowadziy Lloth dalej, a odnalaza poszukiwan besti, wielkiego dwunonego tanar'ri z psim pyskiem, rogami byka i strasznymi skrzastymi skrzydami, zwinitymi za jego ogromnym cielskiem. Wygldajc na do znudzonego, siedzia w fotelu, jaki wyrzebi z jednego z wielkich grzybw, uoywszy groteskow gow na

podniesionej doni. Brudne, zakrzywione pazury ocieray si rytmicznie o blady policzek. W drugiej doni bestia trzymaa rozwidlony bicz, ktrym zamachiwaa si co jaki czas, smagajc bok grzybowego fotela, gdzie przykucno nieszczsne pomniejsze stworzenie, jakie wybraa na tortury w tej chwili wiecznoci. Pomniejszy stwr zawy i zaskomla aonie, a to cigno na niego kolejne bezlitosne uderzenie bicza czarta. Siedzca bestia warkna nagle, podnoszc gow i wpatrujc si bacznie czerwonymi oczyma w dym, wirujcy wszdzie dookoa grzybowego tronu. Wiedziaa, e co znajduje si w pobliu, co potnego. W pole widzenia wesza Lloth, nie zwalniajc nawet w najmniejszym stopniu, gdy przypatrywaa si potworowi, najwikszemu w tej okolicy. Gardowy warkot wydoby si spomidzy warg tanar'ri, warg, ktre wykrzywiy si w paskudny umiech, po czym opuciy w grymasie, gdy potwr przyjrza si piknemu kskowi wchodzcemu do jego lea. Z pocztku czart uzna Lloth za dar, zagubion mroczn elfk, z dala od Planu Materialnego i swego domu. Niewiele czasu zajo jednak czartowi domylenie si prawdy. Usiad prosto w swym fotelu. Nastpnie z niewiarygodn szybkoci i pynnoci jak na kogo o swych wymiarach podnis si do penej wysokoci czterech metrw, grujc nad intruzk. - Usid, Errtu - poprosia go Lloth, machajc niecierpliwie rk. - Nie przyszam tu, by ci zniszczy. Dumny tanar'ri wyda z siebie drugi warkot, jednak nie zbliy si do Lloth, rozumiejc, e z atwoci mogaby zrobi to, czego jak twierdzia, nie przysza tu zrobi. Errtu wci sta, po prostu po to, by zachowa odrobin swej dumy. - Usid! - powiedziaa nagle Lloth, a Errtu, zanim jeszcze zarejestrowa swj ruch, zauway, e siedzi z powrotem na grzybowym tronie. Zdenerwowany podnis bicz i smagn skamlajc besti, ktra rozpaszczya si przy nim na ziemi. - Dlaczego tu jeste, drowko? - mrukn Errtu. Jego gboki gos przechodzi w zgrzytliwe, wysze tony niczym drapanie paznokciami po talerzu. - Syszae o zamieszaniu w panteonie? - zapytaa Lloth. Errtu przez

dug chwil zastanawia si nad tym pytaniem. Sysza oczywicie, e bogowie Krain kc si, przechodzc samych siebie w knowaniach, walce o wadz i wykorzystujc inteligentne pomniejsze stworzenia jako marionetki w swych prywatnych gierkach. W Otchani oznaczao to, e mieszkacy, nawet wiksze tanar'ri takie jak Errtu, byy czsto angaowane w niechciane polityczne intrygi. Errtu uzna, e wanie co takiego si tutaj dzieje, i obawia si tego. - Zblia si czas wielkich sporw - wyjania Lloth. - Czas, kiedy bogowie zapac za sw gupot. Errtu zachichota chrapliwym, strasznym gosem. Pad na niego ganicy wzrok Lloth. - Dlaczego taki przypadek miaby ci niepokoi, Pani Chaosu? - spyta czart. - Kopoty te bd wykracza poza mnie - wyjania ze mierteln powag Lloth. - Bd wykracza poza nas wszystkich. I kto z przyjemnoci mgby obserwowa, jak to gupcy z panteonu miotaj si dookoa, odarci ze swej faszywej dumy, niektrzy nawet zostan zabici, lecz kada czczona istota, ktra nie bdzie ostrona, znajdzie si w kopotach. - Lloth nigdy nie bya znana z ostronoci - wtrci si cierpko Errtu. - Lloth nigdy nie bya gupia - szybko odpara Pajcza Krlowa. Errtu przytakn, lecz siedzia przez chwil w ciszy na swym grzybowym tronie, przetrawiajc to wszystko. - Co to ma wsplnego ze mn? - zapyta w kocu, bowiem tanar'ri nie byy czczone, tak wic Errtu nie czerpa swych mocy z modlitw jakichkolwiek wiernych. - Menzoberranzan - odpara Lloth, nazywajc osawione miasto droww, najwiksz siedzib swych wyznawcw w caych Krainach. Errtu przekrzywi sw groteskow gow. - Miasto ju jest w chaosie - wyjania Lloth. - Tak jak sobie tego yczya - wtrci si Errtu i parskn. - Tak jak to zaaranowaa. Lloth nie zaprzeczya. - Istnieje jednak niebezpieczestwo - cigna pikna drowka. - Jeli dopadn mnie kopoty panteonu, modlitwy moich kapanek pozostan bez odpowiedzi.

- Czy oczekujesz, e ja na nie odpowiem? - spyta z niedowierzaniem Errtu. - Wierni bd potrzebowa ochrony. - Nie mog i do Menzoberranzan! - rykn nagle Errtu, wylewajc z siebie sw wcieko, nagromadzon przez lata wygnania. Menzoberranzan byo miastem w Podmroku Faerunu, wielkim labiryncie, lecym pod powierzchni wiata. Cho jednak byo oddzielone od powierzchni kilometrami grubej skay, wci naleao do Planu Materialnego. Przed laty Errtu by na tym planie, na wezwanie pomniejszego czarodzieja, i pozosta tam w poszukiwaniu Crenshinibona, krysztaowego reliktu, potnego artefaktu z przeszoci, z czasw wielkiej magii. Ogromny tanar'ri by tak blisko reliktu! Wszed do wiey, jak stworzy on na swoje podobiestwo, i wsppracowa z jego wacicielem, aosnym czowiekiem, ktry i tak wkrtce po tym zginby, pozostawiajc czartowi swj houbiony skarb. Wtedy jednak Errtu natkn si na mrocznego elfa, renegata z trzdki samej Lloth, z Menzoberranzan, miasta, ktrego ochrony najwyraniej teraz od niego wymagaa. Drizzt Do'Urden pokona Errtu, za dla tanar'ri poraka na Planie Materialnym oznaczaa sto lat wygnania w Otchani. Teraz Errtu trzs si wyranie z wciekoci, a Lloth cofna si o krok, przygotowujc si na wypadek, gdyby bestia zaatakowaa, zanim zdy przedstawi sw propozycj. - Nie moesz i - zgodzia si - jednak twoi sudzy mog. Dopilnuj, eby brama bya otwarta. Wszystkie kapanki z mojej domeny bd si ni bez ustanku zajmowa. Sowa zatony w dononym ryku Errtu. Lloth rozumiaa rdo tego blu - najwiksz przyjemnoci dla czarta byo swobodne przemierzanie Planu Materialnego, wyzywanie sabszych dusz oraz sabszych cia rozmaitych ras. Lloth rozumiaa, lecz nie czua do niego sympatii. Lloth nigdy nie czua sympatii do adnego stworzenia. - Nie mog ci odmwi! - przyzna Errtu, a jego wielkie, wybauszone, przekrwione oczy paskudnie si zmruyy. Jego sowa byy do prawdziwe. Lloth moga zapewni sobie jego pomoc, ofiarowujc mu po prostu w zamian ycie. Pajcza Krlowa bya

jednak sprytniejsza. Gdyby uwizia Errtu i, jak si spodziewaa, zostaaby porwana przez nadcigajc burz, Errtu mgby uciec z niewoli albo te, co gorsza, odnale sposb, by uderzy w sam Lloth. Pajcza Krlowa bya do granic niegodziwa i bezlitosna, jednak, ponad wszystko inne, bya inteligentna. Miaa w zanadrzu lep na t much. - To nie jest groba - powiedziaa do czarta. - To propozycja. Errtu nie przerywa jej. Znudzony i rozwcieczony czart dra na skraju zaamania. - Mam dar, Errtu - wycedzia. - Dar, ktry pozwoli ci zakoczy wygnanie naoone na ciebie przez Drizzta Do'Urdena. Tanar'ri nie wydawa si przekonany. - aden dar - mrukn - adna magia nie moe przeama zasad wygnania. Zakoczy je moe tylko ten, kto je naoy. Lloth przytakna twierdzco. Nawet bogini nie miaa do mocy, by wystpi przeciwko tej zasadzie. - Jednak dokadnie o to chodzi! - krzykna. - Dar ten spowoduje, i Drizzt Do'Urden zechce, eby znalaz si z powrotem na jego planie egzystencji, z powrotem w jego zasigu. Errtu nie wydawa si przekonany. W odpowiedzi Lloth uniosa rk i zacisna mocno pi, a wirujcym szlamem zatrzs wybuch wielokolorowych iskier oraz grzmot pioruna, na chwil pozbawiajc ten pogardzany poziom wiecznej szaroci. Peen rozpaczy i udrczony - poniewa niewiele czasu zajmowao komu takiemu jak Lloth zabranie dumy - wyszed z mgy. Errtu nie zna go, rozumia jednak znaczenie tego daru. Lloth znw zacisna mocno pi, rozleg si kolejny wybuch i jej wizie zapad si z powrotem w kb dymu. Errtu przyjrza si podejrzliwie Pajczej Krlowej. Tanar'ri by oczywicie bardziej ni troch zainteresowany, zdawa sobie jednak spraw, i zdecydowana wikszo tych, ktrzy kiedykolwiek zaufali diabolicznej Lloth, zapacia drogo za sw gupot. Mimo to przynta bya zbyt wielka, by Errtu mg si jej oprze. Jego psi pysk wykrzywi si w groteskowym, paskudnym umiechu. - Dogldaj Menzoberranzan - powiedziaa Lloth i machna rk przed grubym trzonkiem niedalekiego grzyba. Jego wkna stay si szkliste,

odbijajc dym, i chwil pniej Lloth oraz czart ujrzeli miasto droww. Twoja rola w tym bdzie maa, zapewniam ci - rzeka Lloth - jednak istotna. Nie zawied mnie, wielki Errtu! Czart wiedzia, e bya to w rwnym stopniu proba, co groba. - Dar? - spyta. - Gdy wszystko zostanie doprowadzone do porzdku. Na ogromnej twarzy Errtu znw pojawio si niedowierzanie. - Drizzt Do'Urden to drobiazg - powiedziaa Lloth. - Daermon N'a'shezbaernon, jego rodzina, ju nie istnieje, tak wic on nic dla mnie nie znaczy. Mimo to z przyjemnoci obserwowaabym, jak wielki Errtu odpaca si renegatowi za wszelkie niedogodnoci, jakie spowodowa. Errtu nie by gupi, zdecydowanie nie. To, co mwia, miao sens, a jednak nie mg zlekceway faktu, e owe kuszce propozycje byy skadane przez Lloth, Pajcz Krlow, Pani Chaosu. Nie mg rwnie zlekceway faktu, e obiecywany przez ni dar przynisby mu ulg od nie koczcej si nudy. Mg kadego dnia drczy setki pomniejszych czartw, torturowa je i odsya czogajce si aonie w bocie. Nawet gdyby jednak robi to przez milion dni, nie dorwnywaoby to jednej godzinie na Planie Materialnym, kroczeniu pord sabych, drczeniu tych, ktrzy nie zasugiwali sobie na jego zemst. Wielki tanar'ri zgodzi si.

Cz l POGOSKI O NIEZGODZIE Obserwowaem przygotowania dokonywane w Mithrilowej Hali, przygotowania do wojny, bowiem cho my, a zwaszcza Catti-brie, wymierzylimy w Menzoberranzan dotkliw porak domowi Baenre, nikt z nas nie wtpi, e mroczne elfy mog nam znw wej w drog. Opiekunka Baenre bya najprawdopodobniej wcieka, za ja, spdziwszy ca modo w Menzoberranzan, wiedziaem, e niedobrze jest robi sobie wroga z pierwszej matki opiekunki. Mimo to podobao mi si to, co widziaem w krasnoludzkiej fortecy. Przede wszystkim cieszy mnie widok Bruenora Battlehammera. Bruenor! Mj najdroszy przyjaciel! Krasnolud, u ktrego boku walczyem, odkd znalazem si w Dolinie Lodowego Wichru - za czasw, ktre wydaway si niezwykle odlege! Obawiaem si, i duch Bruneora zaama si na zawsze po mierci Wulfgara, e ogie, ktry przeprowadzi tego najbardziej upartego z krasnoludw przez, wydawaoby si, przeszkody nie do pokonania w jego wyprawie, by odzyska stracon ojczyzn, zgas na zawsze. Podczas owych dni przygotowa dowiedziaem si, e nie do koca. Fizyczne blizny Bruenor a byy teraz gbsze - straci lewe oko, a na ukos przez twarz, od czoa do uchwy, biega sina linia - jednak pomienie jego ducha rozgorzay na nowo. Bruenor kierowa przygotowaniami, poczwszy od zgadzania si z projektami fortyfikacji konstruowanych w niszych tunelach, a skoczywszy na wysyaniu emisariuszy do pobliskich osad w poszukiwaniu sojusznikw. Nie prosi o pomoc przy podejmowaniu decyzji i nie potrzebowa jej, by bowiem Bmenorem, smym krlem Mithrilowej Hali oraz weteranem wielu przygd, krasnoludem, ktry zasuy sobie na swj tytu. Teraz al go opuci. Znw by krlem, ku radoci jego przyjaci i poddanych. Mech te cholerne drowy przyjd!" - Bruenor powarkiwa do czsto i zawsze, jeli byem w pobliu, kiwa gow w moj stron, jakby przypominajc mi, i nie zamierza mnie urazi. Tak naprawd ten peen determinacji okrzyk wojenny ze strony

Bruenora Battlehammera by jedn z najsodszych rzeczy, jakie kiedykolwiek syszaem. C byo tym, zastanawiaem si, co wycigno pogronego w alu krasnoluda z rozpaczy? I nie chodzio tu tylko o Bruenora - wszdzie wok siebie widziaem ekscytacj, w krasnoludach, w Catti-brie, nawet w Regisie, cho halling by bardziej znany z przygotowywania posikw oraz drzemania ni umiowania wojny. Ja rwnie odczuwaem ch do walki. To wywoujce mrowienie oczekiwanie, to koleestwo, kiedy to wraz z pozostaymi klepalimy si nawzajem po plecach, dzikujc za najprostsze uzupenienia w oglnych rodkach obronnych i wznoszc wsplnie glosy w radoci za kadym razem, gdy bya ogaszana jaka dobra wiadomo. C to byo? Byo to co wicej ni wsplny strach, wicej ni dzikowanie za to, co mamy, gdy zdawalimy sobie jednoczenie spraw, i wkrtce moemy to straci. Nie rozumiaem tego wtedy, w tym szaleczym okresie, w tej euforii gwatownych przygotowa. Teraz, gdy spogldam wstecz, atwiej to rozpozna. To bya nadzieja. Dla kadej inteligentnej istoty nie ma uczucia waniejszego ni nadzieja. Niewane czy indywidualnie, czy zbiorowo, musimy mie nadziej, e przyszo bdzie lepsza od przeszoci, e nasze potomstwo, i jego z kolei, znajdzie si troch bliej spoeczestwa idealnego, niezalenie od naszych wyobrae co do niego. Z pewnoci nadzieja na przyszo barbarzyskiego wojownika moe rni si od ideau powstaego w wyobrani cenicego sobie pokj rolnika. Krasnolud za nie bdzie walczy, by y w wiecie przypominajcym idea dla elfa! Sama nadzieja nie jest wszake tak odmienna. To wanie w takich chwilach czujemy, e przyczyniamy si do owego ostatecznego celu, jak to byo w Mithrilowej Hali, gdy wierzylimy, e wkrtce czeka nas wojna z Menzoberranzan - e pokonamy mroczne elfy i raz na zawsze pozbdziemy si zagroenia ze strony tego miasta z Podmroku czulimy prawdziw rado. Nadzieja jest kluczem. Przyszo bdzie lepsza ni przeszo lub teraniejszo. Bez tego przekonania pozostaje jedynie niepohamowana walka o teraniejszo, jak w spoeczestwie droww, lub te zwyczajna rozpacz, ycie tracone w oczekiwaniu na mier.

Bruenor odnalaz przyczyn - wszyscy j odnalelimy - nigdy nie byem bardziej ywy ni w owych dniach przygotowa w Mithrilowej Hali. Drizzt Do'Urden

ROZDZIA l DYPLOMACJA Za gstymi, kasztanowymi wosami, odbijajcymi si od ramion, Catti-brie staraa si zaciekle utrzyma z dala od siebie wirujce sejmitary drowa. Miaa solidn budow ciaa, skadajcego si z szedziesiciu piciu kilogramw mini uksztatowanych przez ycie w krasnoludzkim klanie Bruenora. Nieobca bya jej kunia czy mot. A take miecz, za ta nowa klinga, o gowicy wyrzebionej na podobiestwo gowy jednoroca, bya bez wtpienia najlepiej wywaon broni, jak kiedykolwiek wymachiwaa. Mimo to owego dnia Catti-brie bya w cikiej sytuacji, szczerze mwic przeciwnik j przytacza. Niewielu w Krainach mogo dorwna w walce Drizztowi Do'Urdenowi, drowowi tropicielowi. Nie by wyszy od Catti-brie, moe troch ciszy, o sylwetce zoonej ze zbitych mini. Biae wosy zwisay mu tak nisko jak czupryna Catti-brie i byy rwnie gste, za mahoniowa skra poyskiwaa strukami potu, wiadectwem dzielnoci modej kobiety. Dwa sejmitary Drizzta skrzyoway si przed nim (jeden z nich byszcza jaskrawym bkitem nawet przez pokrywajcy go ochronny pokrowiec), po czym rozeszy si szeroko, zapraszajc Catti-brie, by wykonaa pchnicie. Wiedziaa, e lepiej nie czyni tej prby. Drizzt by zbyt szybki i mgby jednym ostrzem trafi w jej kling tu pod czubkiem, drugim za wykonaby jednoczenie nisk zastaw, uderzajc z przeciwnej strony obok rkojeci. Po wykonaniu jednego kroku na ukos w bok wraz za parujcym bliej ostrzem, Drizzt by j pokona. Zamiast tego Catti-brie cofna si o krok i wystawia przed siebie miecz. Jej granatowe oczy wyjrzay zza ostrza, ktre zostao okryte grubym materiaem, i skrzyowaa spojrzenia z lawendowymi gakami ocznymi drowa. - Stracona okazja? - drani si Drizzt. - Uniknita puapka - szybko odpara Catti-brie. Drizzt natar pospiesznie, krzyujc ostrza, rozwierajc je i wykonujc cicia w poprzek, jednym wysoko, drugim nisko. Catti-brie opucia za sob lew stop i przykucna, obracajc miecz, by sparowa pdzc

nisko kling, oraz pochylajc gow, by unikn wysokiego cicia. Nie musiaa si trudzi, bowiem krzy zosta wykonany zbyt szybko, zanim stopy Drizzta zakoczyy ruch, i obydwa sejmitary przeciy powietrze daleko przed celem. Catti-brie nie przegapia luki i wystrzelia do przodu, wykonujc pchnicie mieczem. Ostrza Drizzta cofny si gwatownie, niemoliwie szybko, uderzajc w miecz z obydwu stron. Stopy Drizzta nie byy jednak ustawione odpowiednio, by pody za ruchem, aby przej na ukos do przodu i wykorzysta obrcony miecz Catti-brie. Moda kobieta przesza zamiast tego do przodu i w bok, wylizgujc bro ze zwarcia i wykonujc prawdziwy atak, cicie w biodro Drizzta. Cofnita rka Drizzta powstrzymaa j, skierowaa jej miecz nieszkodliwie wysoko. Znw si rozdzielili, przygldajc si sobie. Catti-brie umiechaa si przebiegle. Podczas wszystkich miesicy wsplnych treningw nigdy jeszcze nie bya tak blisko zranienia zwinnego i wyszkolonego drowa. Mina Drizzta skrada jej jednak chwa i drow opuci czubki sejmitarw na podog, potrzsajc w zdenerwowaniu gow. - Bransolety? - spytaa Catti-brie, majc na myli magiczne opaski na nadgarstki, szerokie kawaki czarnego materiau z naszytymi byszczcymi, mithrilowymi piercieniami. Drizzt zabra je Dantragowi Baenre, byemu fechmistrzowi pierwszego domu Menzoberranzan, po pokonaniu go w miertelnej walce. Pogoski mwiy, i owe wspaniae bransolety pozwalay doniom Dantraga porusza si niemoliwie szybko, dajc mu przewag w walce. Po walce z szybkim jak byskawica Baenre Drizzt zacz wierzy w te pogoski, za po noszeniu przez ostatnich kilka tygodni bransolet podczas sparingw, potwierdzi ich waciwoci. Drizzt nie by jednak przekonany, czy bransolety byy dobr rzecz. W walce z Dantragiem wykorzysta jego przewag przeciwko niemu, bowiem donie fechmistrza poruszay si zbyt szybko, by mg zmieni jakikolwiek rozpoczty ruch, zbyt szybko, by Dantrag mg improwizowa, jeli jego przeciwnik wykona nieoczekiwany zwrot. Teraz, podczas owych treningowych sparingw, Drizzt dowiadywa si, i bransolety maj jeszcze jedn niedogodno.

Stopy nie mogy nady za domi. - Poznasz je - zapewnia go Catti-brie. Drizzt nie by taki pewien. - Walka jest sztuk rwnowagi i ruchu - wyjani. - I jeste szybszy! odpara Catti-brie. Drizzt potrzsn gow. - Szybsze s moje donie - powiedzia. - Wojownik nie wygrywa za pomoc doni. Wygrywa dziki swoim stopom, ustawiajc si tak, by jak najlepiej ugodzi w luki w obronie przeciwnika. - Stopy nad - odrzeka Catti-brie. - Dantrag by najlepszym, kogo mogo zaoferowa Menzoberranzan, a sam powiedziae, e powodem tego byy te opaski. Drizzt nie mg si nie zgodzi, e bransolety bardzo pomagay Dantragowi, zastanawia si jednak, jak bardzo mog wspomc kogo o umiejtnociach jego bd Zaknafeina, jego ojca. Moliwe, zdawa sobie spraw Drizzt, e bransolety mogy pomc sabszemu wojownikowi, komu, kto musia polega na szybkoci swej broni. Wszelako doskonay wojownik, mistrz, ktry odnalaz harmoni pomidzy swymi miniami, zostanie pozbawiony rwnowagi. Bransolety mogy rwnie przysuy si komu dziercemu cisz bro, potny mot bojowy, jak Aegisfang. Sejmitary Drizzta, wskie ostrza nie wace wicej ni kilogram, doskonale wywaone zarwno dziki precyzji wykonania, jak i zaklciom, mogy by uywane bez wysiku, i nawet bez opasek jego donie byy szybsze od stp. - No to chod - rzucia kpico Catti-brie, wymachujc przed sob mieczem i mruc mocno szerokie, granatowe oczy, podczas gdy jej ksztatne biodra zafaloway, gdy apaa nisko rwnowag. Drizzt uwiadomi sobie, e wyczua sw szans. Wiedziaa, e jest on pozbawiony przewagi i w kocu wyczua szans, by odpaci za cho jeden z piekcych ciosw, jakie otrzymaa podczas sparingu. Drizzt wzi gboki oddech i unis ostrza. By winien Catti-brie podporzdkowanie si poleceniu, chcia jednak sprawi, eby sobie na to zasuya! Podszed powoli do przodu. Jej miecz wystrzeli szeroko i trafi dwukrotnie, zanim jeszcze si zbliy. Powstrzymaa go skierowana w d zastawa. Catti-brie podya za pdem podwjnego bloku, wykonujc peen

obrt, oddalajc si od przeciwnika. Kiedy si odwrcia, jak mona byo si spodziewa, Drizzt znajdowa si blisko, wymachujc sejmitarami. Cierpliwy drow wci kalkulowa swe ataki, nie rzuci si na ni szybko i mocno. Skrzyowa i rozoy klingi, dranic mod kobiet. Catti-brie warkna i znw zamachna si mieczem, zdecydowana odnale t nieuchwytn luk. Rwnie sejmitary wystrzeliy, uderzajc jeden zaraz po drugim w lew stron miecza Catti-brie. Podobnie jak wczeniej Catti-brie obrcia si w prawo, jednak tym razem Drizzt natar mocniej. Moda kobieta przykucna nisko, poladkami ocierajc si o podog, i cofna si. Obydwie klingi Drizzta przeciy ze wistem powietrze nad i przed ni, bowiem cicia znw nastpiy, zanim stopy zdoay odpowiednio go ustawi. Drizzt by zdumiony widzc, e Catti-brie nie znajduje si ju przed nim. Nazwa ten manewr widmowym krokiem" i nauczy go Catti-brie zaledwie tydzie temu. Trik polega na tym, by wykorzysta zamachujc si bro przeciwnika jako optyczn tarcz, aby wej w ograniczony przez wzrok obszar tak idealnie i szybko, e twj adwersarz nie bdzie wiedzia, i przeszede do przodu i w bok, e tak naprawd przeszede za jego wysunite do przodu biodro. Kierujc si refleksem, drow szarpn wycignity sejmitar prosto do tyu, celujc ostrzem nisko, bowiem Catti-brie przykucna. Skierowa kling na cel zbyt szybko i pd sejmitara posa go wprost pod ostrze kobiety. Drizzt skrzywi si, gdy miecz o rkojeci w ksztacie jednoroca uderzy go mocno w biodro. Dla Catti-brie bya to chwila czystej radoci. Wiedziaa oczywicie, e to bransolety ograniczaj Drizzta, powoduj, e traci rwnowag jednak nawet z niewygodnymi bransoletami drow by potnym przeciwnikiem i pokonaby wikszo miecznikw. Jake wspaniale czua si Catti-brie, widzc, e jej nowy miecz przelizguje si nie zatrzymany. Jej rado znikna natychmiast, zastpiona na chwil przez pragnienie, by zanurzy kling gbiej, nag, niewytumaczaln zo, skierowan bezporednio przeciwko Drizztowi.

- Dotknicie! - zawoa Drizzt, sygnalizujc, e zosta trafiony, a gdy Catti-brie wyprostowaa si i obja wzrokiem sceneri, zauwaya, e drow stoi kilka krokw dalej, pocierajc obolae biodro. - Przepraszam - powiedziaa, zdajc sobie spraw, e uderzya za mocno. - Nie martw si - odpar z przebieg min Drizzt. - Z pewnoci twoje jedno trafienie nie moe rwna si z poczonym blem wszystkich blw, jakie zaday ci moje sejmitary. - Wargi mrocznego elfa wykrzywiy si w obuzerskim umiechu. - Albo te z blami, jakie zadam ci w zamian! - Sdz, e ci doganiam, Drizzcie Do'Urdenie - odrzeka spokojnie i pewnie Catti-brie. - Trafiasz, lecz jeste trafiany! Obydwoje rozemieli si z tego, po czym Catti-brie przesza na bok pomieszczenia i zacza zdejmowa z siebie osprzt do wicze. Drizzt zsun pokrowiec z jednego z sejmitarw i zastanowi si nad ostatnimi sowami. Zgadza si, Catti-brie naprawd stawaa si coraz lepsza. Miaa serce wojowniczki, utemperowane przez filozofi poetki, co byo naprawd mierteln kombinacj. Catti-brie, podobnie jak Drizzt, wolaaby rozstrzygn walk za pomoc rozmw ni potyczki, jednak gdy tylko wyczerpyway si moliwoci dyplomacji, kiedy walka stawaa si kwesti przetrwania, wtedy moda kobieta walczya z czystym sumieniem i pasj. Wkadaa w to cae swe serce i umiejtnoci, za w przypadku Catti-brie obydwa te skadniki byy znaczne. I bya zaledwie po dwudziestce! W Menzoberranzan, gdyby bya drowk, znalazaby si w Arach-Tinilith, szkole Lloth, i kadego dnia jej silne zasady moralne byyby bombardowane kamstwami kapanek Pajczej Krlowej. Drizzt otrzsn si z tych myli - nie chcia nawet myle o Catti-brie w tym paskudnym miejscu. Zamy, e zamiast tego poszaby do szkoy wojownikw, Melee-Magthere, zamyli si. Jak poradziaby sobie z modymi drowami? Dobrze, uzna Drizzt. Catti-brie znajdowaaby si na szczycie swojej klasy, z pewnoci pord najlepszych dziesiciu czy pitnastu procent, i doprowadziyby j tam pasja oraz powicenie. Jak bardzo moga si poprawi pod jego kierunkiem? - zastanawia si Drizzt, a oblicze mu spochmurniao, gdy rozway konsekwencje dziedzictwa Catti-brie. Sam by po szedziesitce, co czynio go niewiele wicej ni dzieckiem jak na

standardy droww, bowiem mogy one y do siedmiu stuleci, kiedy jednak Catti-brie osignie jego niedojrzay wiek, bdzie stara, zbyt stara, by dobrze walczy. Myl ta bolaa wielce Drizzta. Jeli ostrze wroga bd pazury potwora nie skrc mu ycia, bdzie obserwowa, jak Catti-brie starzeje si, jak odchodzi z tego ycia. Drizzt spoglda na ni teraz, gdy zdejmowaa mikki pas z ramienia i odpinaa metalow oson szyi. Pod okryciem nad tali miaa na sobie jedynie prost koszul z lekkiego materiau. Bya ona teraz mokra od potu i kleia si do ciaa. Bya wojowniczk, z tym Drizzt si zgadza, jednak oprcz tego pikn, mod kobiet, ksztatn i siln, o duszy rebicia uczcego si biega i sercem penym pasji. Odgos odlegych palenisk, nage zwikszenie brzku motw o stal, powinien by ostrzec Drizzta, e otworzyy si drzwi od pomieszczenia, jednak Drizzt tego nie zarejestrowa. - Hej! - dobieg ryk z boku komnaty i Drizzt odwrci si, by ujrze, jak Bruenor wpada do rodka. Niemal spodziewa si, e krasnolud, przybrany i nadopiekuczy ojciec Catti-brie, zapyta si na co, na dziewi piekie, Drizzt si tak gapi, i westchnienie, jakie drow wyda z siebie, byo pene szczerej ulgi, gdy Bruenor, z ognicie czerwon brod, zamiast tego rozpocz tyrad na temat Settlestone, osady barbarzycw na poudnie od Mithrilowej Hali. Mimo to drow uzna, e si czerwieni (i mia nadziej, e jego skra o odcieniu mahoniu to ukryje), gdy potrzsn gow, przejecha palcami po biaych wosach, by odgarn je z powrotem z twarzy, i rwnie zacz zdejmowa osprzt do wicze. Catti-brie podesza, potrzsajc sw gst, kasztanow czupryn, by pozby si kropelek. - Berkthgar robi trudnoci? - stwierdzia, majc na myli Berkthgara miaego, nowego wodza Settlestone. Bruenor parskn. - Berkthgar nie potrafi robi nic poza trudnociami! Drizzt podnis wzrok na pikn Catti-brie. Nie chcia wyobraa sobie, jak si starzeje, cho wiedzia, e zrobi to z wikszym wdzikiem ni wikszo.

- Jest dumny - Catti-brie odpara do ojca - i boi si. - Ba! - wypali Bruenor. - A czego ma si ba? Ma wok siebie par setek silnych mczyzn i adnego wroga w polu widzenia. - Boi si, e nie wykae si w cieniu swego poprzednika - wyjani Drizzt, a Catti-brie przytakna. Bruenor zatrzyma si w poowie wybuchu i zastanowi nad sowami drowa. Berkthgar y w cieniu Wulfgara, w cieniu najwikszego bohatera, jakiego kiedykolwiek znay barbarzyskie plemiona z odlegej Doliny Lodowego Wichru. Mczyzny, ktry zabi Dracosa Lodow mier, ktry w niedojrzaym wieku dwudziestu lat zjednoczy zacieke plemiona i pokaza im lepszy sposb ycia. Bruenor nie sdzi, by jakikolwiek czowiek by w stanie przewieca przez cie Wulfgara i jego zrezygnowane przytaknicie pokazywao, e zgadza si i akceptowa prawd tego rozumowania. Wielki smutek okala mu twarz oraz oczy, bowiem Bruenor nie mg nie myle o Wulfgarze, czowieku, ktry by dla niego synem, bez tego smutku. - W czym robi takie trudnoci? - spyta Drizzt, starajc si omin t kopotliw chwil. - W tym caym cholernym sojuszu - prychn Bruenor. Drizzt oraz Catti-brie wymienili zaciekawione spojrzenia. To nie miao oczywicie sensu. Barbarzycy z Settlestone i krasnoludy z Mithrilowej Hali ju byli sojusznikami, pracujc rami w rami, kiedy to lud Bruenora wydobywa drogocenny mithril i formowa go w kosztowne artefakty, za barbarzycy prowadzili handel z kupcami z pobliskich miast, jak Nesme na Wrzosowiskach Trolli czy Silverymoon na wschodzie. Obydwa ludy, Bruenora oraz Wulfgara, walczyy wsplnie, by oczyci Mithrilow Hal ze zych szarych krasnoludw, duergarw, i barbarzycy przybyli tu ze swych domw w odlegej Dolinie Lodowego Wichru z postanowieniem pozostania jedynie z powodu tej trwaej przyjani oraz sojuszu z klanem Bruenora. Nie miao wic sensu, e Berkthgar robi trudnoci, nie wobec perspektywy ataku droww wiszc im nad gow. - On chce mie mot - wyjani Bruenor, dostrzegajc wtpliwoci Drizzta i Catti-brie. To wszystko wyjaniao. Mot by broni Wulfgara, potnym Aegisfangiem, ktry Bruenor wyku samodzielnie jako dar dla Wulfgara podczas lat, jakie mody mczyzna spdzi w subie u rudowosego

krasnoluda. Bruenor, Drizzt i Catti-brie nauczyli zapalczywego modego barbarzyc lepszych zwyczajw. Oczywicie, e Berkthgar chce Aegis-fanga, zda sobie spraw Drizzt. Mot bojowy sta si czym wicej ni broni, sta si symbolem dla krzepkich mczyzn i kobiet z Settlestone. Aegis-fang symbolizowa pami Wulfgara i jeli Berkthgar zdoa przekona Bruenora, by to on go dziery, jego pozycja wrd barbarzycw wzronie po dziesiciokro. Byo to jak najbardziej logiczne, lecz Drizzt wiedzia, e Berkthgar nigdy, przenigdy nie zdoa przekona Bruenora, by odda mu mot. Krasnolud zacz wtedy patrze na Catti-brie i Drizzt rwnie na ni spojrza, zastanawiajc si, czy sdzi ona, i oddanie mota nowemu przywdcy barbarzycw byoby dobr rzecz. Jake wiele emocji musiao kbi si w mylach modej kobiety! Ona i Wulfgar mieli si pobra. Razem dorastali i rami w rami przeszli przez wiele danych przez ycie lekcji. Czy Catti-brie moga teraz wyj poza to wszystko, poza wasny al, i pody drog logiki, by przypiecztowa sojusz? - Nie - powiedziaa w kocu ze zdecydowaniem. - Nie moe dosta mota. Drizzt pokiwa twierdzco gow i cieszy si, e Catti-brie nie chciaa pozby si wspomnie o Wulfgarze, swej mioci do tego mczyzny. On rwnie kocha Wulfgara jako brata i nie mg wyobrazi sobie, by ktokolwiek inny, ani Berkthgar, ani nawet sam bg Tempus, mg nosi Aegis-fanga. - Nigdy nawet nie mylaem, by mu go da - zgodzi si Bruenor. Pokiwa gronie pici w powietrzu i minie na jego rku napiy si wyranie. - Jednak jeli ten bkart renifera znw poprosi, dam mu co innego, bez wtpienia! Drizzt zauway, e robi si powany problem. Berkthgar chcia mot, to byo zrozumiae, nawet oczekiwane, jednak mody, ambitny barbarzyski przywdca najwyraniej nie zdawa sobie sprawy z gbi swej proby. Drizzt wiedzia, i ta sytuacja moga si sta o wiele gorsza. Moga doprowadzi do otwartej walki pomidzy obydwoma ludami, bowiem Drizzt ani przez chwil nie wtpi w roszczenia Bruenora. Jeli Berkthgar da mota jako okup za to, co powinien da bez warunkw, bdzie mia szczcie, zachowujc przy sobie wszystkie koczyny. - Ja i Drizzt pjdziemy do Settlestone - zaproponowaa Catti-brie. -

Wemiemy od Berkthgara sowo i nie damy mu nic w zamian. - Ten chopak jest gupcem! - prychn Bruenor. - Ale jego ludzie nie s gupcami - dodaa Catti-brie. - Chce mota, by zrobi z siebie przywdc. Nauczymy go, e proszenie o co, czego nie moe mie, uczyni go gorszym wodzem. Silna, pena pasji i taka mdra, duma Drizzt, obserwujc mod kobiet. Rzeczywicie osignie to, co twierdzi. Wraz z Catti-brie pjd do Settlestone i wrc ze wszystkim, co wanie obiecaa ojcu. Drow wyda z siebie dugie westchnienie, gdy Bruenor i Catti-brie odsunli si, a moda kobieta posza zabra swoje rzeczy spod ciany. Obserwowa odnowiony wigor w krokach Bruenora, ycie powracajce do arliwego krasnoluda. Jak wiele lat bdzie rzdzi krl Bruenor Battlehammer? - zastanawia si Drizzt. Sto? Dwiecie? Jeli ostrze wroga bd pazury potwora nie skrc mu ycia, on rwnie bdzie obserwowa, jak Catti-brie starzeje si i odchodzi. By to obraz, ktrym Drizzt, obserwujcy lekkie kroki tego rebicia, nie bdzie mg si cieszy. *** Khazid'hea, bd Przecinaczka, spoczywaa cierpliwie na biodrze Catti-brie, jej chwila zoci przemina. Mylcy miecz by zadowolony z jej postpw jako wojowniczki. Bez wtpienia bya zdolna, lecz Khazid'hea mimo to pragna wicej, pragna by dzierona przez najdoskonalszego wojownika. W tej chwili owym wojownikiem wydawa si by Drizzt Do'Urden. Miecz uda si za Drizztem, gdy drow renegat zabi jego poprzedniego waciciela, Dantraga Baenre. Khazid'hea zmienia rkoje, jak to zwykle robia, z rzebionej gowy czarta (ktra skusia Dantraga) na jednoroca, wiedzc, e to symbol bogini Drizzta Do'Urdena. Mimo to drow tropiciel poprosi, by Catti-brie wzia miecz, bowiem on wola sejmitar. Wola sejmitar! Jake Khazid'hea aowaa, e nie moe zmieni ostrza tak, jak to zrobia z rkojeci! Jeli bro byaby w stanie wygi ostrze, skrci je i pogrubi...

Khazid'hea nie moga jednak tego, a Drizzt nie chcia dziery miecza. Kobieta bya jednak dobra i stawaa si lepsza. Bya czowiekiem i nie bdzie y tak dugo, by osign biego Drizzta, jednak jeli miecz zdoa skoni j, by zabia drowa... Istniao wiele sposobw, by sta si najlepszym. *** Opiekunka Baenre, wyniszczona i zbyt stara by y, nawet jak na drowk, staa w wielkiej kaplicy pierwszego domu Menzoberranzan, jej domu, obserwujc powolne postpy, gdy niewolnicy starali si wydoby urwany stalaktyt z dachu pokrytej kopu budowli. Wiedziaa, e miejsce to wkrtce zostanie odbudowane. Gruzy na pododze ju byy sprztnite, a krew tuzina droww zabitych w tej tragedii ju dawno zmyta. Wszake bl tej chwili, najwikszego wstydu opiekunki Baenre w obliczu wszystkich istotnych matek opiekunek z Menzoberranzan, w momencie gdy pierwsza matka opiekunka bya na szczycie potgi, pozostawa. Podobny wczni stalaktyt wbi si w dach, mg jednak rwnie dobrze rozerwa serce opiekunki Baenre. Zawizaa sojusz pomidzy skorymi do wojny domami miasta droww, czc je i spajajc obietnicami wikszej chway, gdy armia droww podbije Mithrilow Hal. Wikszej chway dla Pajczej Krlowej. Wikszej chway dla opiekunki Baenre. Roztrzaskanej przez czubek stalaktytu, przez ucieczk tego renegata Drizzta Do'Urdena. Przez Drizzta stracia swego najstarszego syna, Dantraga, chyba najlepszego fechmistrza w Menzoberranzan. Przez Drizzta stracia sw crk, niegodziw Yendes. Poza tym, co dla starej wiedmy byo najboleniejsze, przez Drizzta oraz jego przyjaci stracia sojusz, obietnic wikszej chway. Kiedy bowiem matki opiekunki, wadczynie Menzoberranzan oraz kapanki, obserwoway, jak stalaktyt przebij a dach tej kaplicy, tego najbardziej uwiconego miejsca Lloth, ich przekonanie, e bogini usankcjonowaa zarwno ten sojusz, jak i nadchodzc wojn, lego w gruzach. Opuciy dom Baenre w popiechu, wracajc do wasnych domw, gdzie zapiecztoway bramy i prboway rozszyfrowa wol Lloth.

Status opiekunki Baenre wielce na tym ucierpia. Nawet po tym wszystkim, co si stao, pierwsza matka opiekunka bya wszake pewna, e zdoa przywrci sojusz. Na naszyjniku trzymaa piercie wykonany z zba pradawnego krasnoludzkiego krla, Gandaluga Battlehammera, patrona klanu Battlehammer, zaoyciela Mithrilowej Hali. Opiekunka Baenre posiadaa dusz Gandaluga i moga z niej wydosta odpowiedzi na temat krasnoludzkich kopalni. Pomimo ucieczki Drizzta Do'Urdena mroczne elfy mogy uda si do Mithrilowej Hali, mogy ukara Drizzta i jego przyjaci. Moga przywrci sojusz, jednak z jakiego powodu, ktrego opiekunka Baenre nie rozumiaa, Lloth, sama Pajcza Krlowa, powstrzymywaa j. Yochlol, suga Lloth, przyby do Baenre i ostrzeg j, by odoya sojusz na bok, zamiast tego skupiajc uwag na wasnej rodzinie, na zabezpieczeniu rodkw ochronnych domu. Byo to danie, ktrego adna kapanka Pajczej Krlowej nie miaaby zlekceway. Usyszaa za sob gone stukanie twardych butw o posadzk oraz brzk obfitej biuterii i nie musiaa si odwraca, by wiedzie, e wszed Jarlaxle. - Zrobie, o co prosiam? - zapytaa, wci spogldajc na prace trwajce przy sklepionym stropie. - Rwnie ci witam, pierwsza matko opiekunko - odpar zawsze sarkastyczny mczyzna. To spowodowao, e Baenre obrcia si do niego i skrzywia, jak ona oraz tak wiele innych rzdzcych w Menzoberranzan kobiet to robio, patrzc na najemnika. Chepi si - nie istniao inne sowo, by go opisa. Mroczne elfy z Menzoberranzan, zazwyczaj mczyni, przywdziewali ciche, praktyczne ubiory, ciemne szaty ozdobione pajkami lub pajczynami lub te czarne kurtki pod gitkimi kolczugami. Oprcz tego, niemal zawsze, zarwno mskie jak i eskie drowy nosiy kamuflujce, ciemne paszcze, ktre mogy osoni je przed szpiegujcymi oczyma licznych wrogw. Nie byo tak w przypadku Jarlaxle'a. Jego gowa bya ogolona i zawsze zwieczona krzykliwym kapeluszem o szerokim rondzie z zatknitym gigantycznym pirem ptaka diatryma. W miejsce paszcza bd szaty nosi byszczc peleryn, ktra odbijaa kady kolor spektrum, zarwno w wietle, jak i w wyczuwajcej ciepo infrawizji. Pozbawiona rkaww kamizelka bya wysoko wycita, by ukaza minie brzucha. Jarlaxle

mia na sobie rwnie szereg piercieni oraz naszyjnikw, bransolet, ktre dwicznie dzwoniy - lecz tylko wtedy, gdy najemnik tego chcia. Podobnie jak buty, dudnice tak dononie o posadzk kaplicy, biuteri mona byo cakowicie uciszy. Opiekunka Baenre zauwaya, e zwyczajowa przepaska na oko najemnika znajdowaa si tego dnia na lewym oku, lecz co, jeli w ogle, to oznaczao, nie bya w stanie powiedzie. Kt bowiem wiedzia, jaka magia gniedzia si w owej przepasce lub w biuterii i butach, albo w dwch rdkach, ktre trzyma zatknite za pas, bd w wiszcym obok nich wspaniaym mieczu? Poowa z tych rzeczy, nawet jedna z rdek, jak sdzia opiekunka Baenre, bya najprawdopodobniej faszywa, z niewielkimi lub adnymi waciwociami magicznymi nie liczc moe zdolnoci uciszania si. Poowa wszystkiego co robi Jarlaxle, bya blefem, jednak druga bya diabelska i niezwykle miercionona. To wanie dlatego chepicy si najemnik by tak niebezpieczny. To wanie dlatego opiekunka Baenre tak nienawidzia Jarlaxle'a, lecz jednoczenie tak go potrzebowaa. By przywdc Bregan D'aerthe, sieci szpiegw, zodziei i zabjcw, gwnie mczyzn banitw, pozbawionych domu, jako e ich rodziny zostay starte przez jedn z licznych wojen. Rwnie tajemniczy jak ich niebezpieczny dowdca czonkowie Bregan D'aerthe nie byli znani, jednak byli naprawd potni - rwnie jak wikszo ze stabilnych domw miasta - i bardzo skuteczni. - Czego si dowiedziae? - spytaa bez ogrdek opiekunka Baenre. - Cae wieki zajoby mi wyrzucenie tego wszystkiego z siebie odpar czupurny otr. Ponce czerwieni oczy Baenre zwziy si i Jarlaxle zda sobie spraw, e nie jest ona w nastroju na jego impertynencj. Wiedzia, e si boi i, zwaywszy na katastrof wysokiego rytuau, susznie. - Nie widz adnego spisku - szczerze przyzna najemnik. Oczy opiekunki Baenre rozszerzyy si i drowka zakoysaa si na pitach, zaskoczona bezceremonialn odpowiedzi. Rzucia oczywicie zaklcia, ktre pozwoliyby jej wykry wszelkie wygoszone przez najemnika bezporednie kamstwa. Jarlaxle za oczywicie wiedzia o tym. Czary te nigdy nie wydaway si stanowi problemu dla przebiegego dowdcy najemnikw, ktry balansowa na obrzeach kadego pytania, nigdy nie

mwic do koca prawdy, lecz nigdy otwarcie nie kamic. Tym razem jednak odpowiedzia bez ogrdek i prosto w serce wyranego pytania. Z tego za co opiekunka Baenre moga stwierdzi, mwi prawd. Baenre nie mog tego zaakceptowa. By moe jej zaklcie nie dziaao tak, jak zamierzaa. By moe Lloth rzeczywicie porzucia j za jej porak i teraz oszukiwaa j. - Opiekunka Mez'Barris Armgo - cign Jarlaxle, majc na myli matk opiekunk Barrison del'Armgo, drugiego domu miasta - pozostaje lojalna tobie i twojej sprawie, pomimo... - szuka odpowiedniego sowa - ... zakce - powiedzia w kocu - podczas wysokiego rytuau. Opiekunka Mez'Barris rozkazaa nawet swemu garnizonowi, by zachowywa gotowo na wypadek, gdyby marsz na Mithrilow Hal zosta podjty. S za bardziej ni chtni, by i, zapewniam ci, zwaszcza e... - najemnik przerwa i westchn z ironicznym smutkiem, za opiekunka Baenre zrozumiaa jego tok mylenia. Logicznie rzecz biorc, Mez'Barris bya chtna, aby i na Mithrilow Hal, bowiem po mierci Dantraga Baenre jej wasny fech-mistrz, potny Uthegental, by niezaprzeczalnie najwikszy w miecie. Jeli Uthegental zdoaby pokona banit Do'Urdena, jakiej chway dostpiby dom Barrison del'Armgo! Wanie ten tok mylenia oraz najwyraniej szczere sowa Jarlaxle'a urgay obawom opiekunki Baenre, bowiem bez pomocy Barrion del'Armgo adna kombinacja domw w Menzoberranzan nie mogaby zagrozi domowi Baenre. - Wystpiy oczywicie drobne tarcia pomidzy twoimi ocalaymi dziemi - kontynuowa Jarlaxle. - Mieli jednak ze sob mao kontaktu i jeli ktrekolwiek z nich zamierzaoby wystpi przeciwko tobie, odbyoby si to bez pomocy Triel, ktra jest zajta w Akademii od czasu ucieczki banity. Opiekunka Baenre dobrze postaraa si, by ukry sw ulg na to stwierdzenie. Jeli Triel, najpotniejsza z jej crek i z pewnoci cieszc si ask Lloth, nie planowaa wystpienia przeciwko niej, zamach z wewntrz wydawa si mao prawdopodobny. - Oczekuje si, e wkrtce mianujesz Berg'inyona fechmistrzem i Gromph si temu nie sprzeciwi - stwierdzi Jarlaxle.

Opiekunka Baenre przytakna. Gromph by jej starszym chopcem oraz arcymagiem Menzoberranzan i dysponowa wiksz potg ni jakikolwiek mczyzna w miecie (oprcz, by moe, przebiegego Jarlaxle'a). Gromph nie sprzeciwi si, gdy Berg'inyon zostanie fechmistrzem domu Baenre. Hierarchia crek Baenre rwnie wydawaa si bezpieczna, musiaa przyzna. Triel zajmowaa stanowisko matki mistrzyni Arach-Tinilith w Akademii i, cho te pozostae w domu mogy sprzecza si o obowizki oraz moce pozostae po Yendes, nie wydawao si to j obchodzi. Opiekunka Baenre spojrzaa znw na szpikulec, jaki Drizzt oraz jego przyjaciele wbili w strop, i nie bya zadowolona. W okrutnym i bezlitosnym Menzoberranzan satysfakcja oraz zadowolenie, jakie jej nieodmiennie towarzyszyo, zbyt czsto prowadziy do ostatecznej poraki.

ROZDZIA 2 BRYGADA POGROMCW FLAKW Sdzisz, e bdziemy czego potrzebowa? - spytaa Catti-brie, idc wraz z Drizztem wzdu niszych poziomw Mithrilowej Hali. Szli korytarzem otwierajcym si szeroko na lewo, do wielkiej jaskini mieszczcej w sobie osawione krasnoludzkie Podmiasto. Drizzt przystan i spojrza na ni, po czym poszed na lewo, cignc Catti-brie za sob. Przeszed przez otwr, wyaniajc si na drugim stopniu od podogi wielkiej groty. Cae to miejsce wrzao, krasnoludy biegay na wszystkie strony, wrzeszczc, by dao si je usysze nad cigym brzczeniem ogromnych miechw oraz zdecydowanym dudnieniu motw o mithril. Byo to serce Mithrilowej Hali, wielka, otwarta jaskinia z gigantycznymi stopniami wycitymi na wschodniej i zachodniej cianie, tak e cao przypominaa otwart piramid. Silne krasnoludy cigny wyznaczonymi szlakami wzki wypenione rud, podczas gdy inni obsugiwali liczne dwignie zawiych piecw, za jeszcze inni wcigali na stopnie mniejsze wzki z wytopionymi metalami. Tam rozmaici rzemielnicy przekuwali je w uyteczne przedmioty. Zazwyczaj produkowano tutaj rne towary - wspania srebrn zastaw, wysadzane klejnotami kielichy oraz ozdobne hemy - szykowne, lecz niepraktyczne w uyciu. Teraz jednak, gdy nad ich gowami wisiaa wojna, krasnoludy skupiy si na broni oraz obronnym opancerzeniu. Siedem metrw na bok od Drizzta i Catti-brie krasnolud tak pokryty sadz, i nie dawao si dostrzec koloru jego brody, opar o cian kolejny bet do balisty, o elaznym trzonie i mithrilowym grocie. Krasnolud nie by nawet w stanie sign czubka niemal dwuipmetrowej wczni, przyjrza si jednak jej wielokrawdziowemu ostrzu i zachichota. Bez wtpienia cieszya go wizja jej lotu oraz stojcych w rzdku maych droww. Na jednym z ukowatych mostw czcych ze sob stopnie, moe ze trzydzieci lub pidziesit metrw nad dwojgiem przyjaci, rozgorzaa spora ktnia. Drizzt i Catti-brie nie mogli dosysze w oglnym harmidrze poszczeglnych sw, zdawali sobie jednak spraw, e ma to co wsplnego z planami zawalenia tego i wielu innych mostw,

zmuszajc mrocznoelfich najedcw do pjcia okrelonymi drogami, gdyby zamierzali dosta si na wysze poziomy kompleksu. Wszyscy z nich, Drizzt, Catti-brie czy ktokolwiek z ludu Bruenora, mieli nadziej, e przenigdy do tego nie dojdzie. Dwoje przyjaci wymienio porozumiewawcze spojrzenia. Rzadko w dugiej historii Mithrilowej Hali Podmiasto przeywao takie podniecenie. Wszdzie krztao si dwa tysice krasnoludw, wrzeszczc, stukajc motami lub cignc ciary, z ktrymi nie poradziby sobie mul. Wszystko to dlatego, e obawiali si nadejcia droww. Catti-brie rozumiaa, dlaczego Drizzt zboczy do tego miejsca, dlaczego nalega, by przed pjciem do Settlestone odnale halflinga Regisa, o co prosi ich Bruenor. - Znajdmy tego spryciarza - powiedziaa do Drizzta, zmuszona wrzeszcze, by zosta usyszan. Drizzt przytakn i pody za ni z powrotem we wzgldn cisz ciemnych korytarzy. Zaczli oddala si od Podmroku, idc w kierunku oddalonych komnat, w ktrych, jak powiedzia im Bruenor, mogli znale halflinga. Szli w milczeniu - i Drizzt by pod wraeniem tego, jak cicho porusza nauczya si Catti-brie. Podobnie jak on miaa na sobie kolczug z cienkich, lecz niezwykle silnych mithrilowych kek, dopasowan specjalnie dla niej przez Bustera Bracera, najlepszego patnerza w Mithrilowej Hali. Pancerz Catti-brie powiadcza reputacj krasnoluda, by bowiem tak doskonale wykonany i elastyczny, e zgina si przy ruchach niczym gruba koszula. Podobnie jak w przypadku Drizzta, buty Catti-brie byy cienkie i wygodne, lecz, wedug bystrych uszu drowa, niewielu ludzi, nawet tak obutych, potrafio porusza si tak cicho. Drizzt przyjrza jej si subtelnie w przymionym, migoczcym wietle z rzadka rozmieszczonych pochodni. Zauway, e kroczy jak drowka, najpierw stawiajc na ziemi gwk palca u nasady duego palca u nogi, zamiast bardziej typowej dla ludzi metody pita-palce. Dobrze przysuy jej si okres spdzony w Podmroku, kiedy to podaa za Drizztem do Menzoberranzan. Drow pokiwa z aprobat gow, lecz nie skomentowa. Uzna, e Catti-brie zasuya sobie ju dzisiaj na wystarczajco wiele dumy. Nie byo sensu nadmuchiwa jeszcze bardziej jej ego. Korytarze byy puste i staway si coraz ciemniejsze. Drizzt nie przegapi tego. Pozwoli nawet, by jego wzrok przeszed w spektrum

podczerwieni, gdzie rne stopnie ciepa obiektw ukazyway mu ich oglny ksztat. Catti-brie, jako czowiek, nie posiadaa oczywicie takiej zdolnoci, jednak nosia na gowie cienki, srebrny acuszek z osadzonym na czole zielonym klejnotem, przecity lini czerni - agat kocie oko. Otrzymaa go od samej pani Alustriel i by zaklty tak, by jego waciciel mg widzie nawet w najciemniejszych, najgbszych tunelach, jakby sta na otwartym polu pod gwiadzistym niebem. Dwoje przyjaci nie miao problemw z poruszaniem si w ciemnoci, lecz mimo to nie czuo si w niej dobrze. Dlaczego pochodnie nie pony? - zastanawiali si. Ich donie znajdoway si blisko rkojeci broni, a Catti-brie zacza nagle aowa, e nie zabraa ze sob Taulmarila Poszukiwacza Serc, swego magicznego uku. Rozleg si straszny trzask i podoga zatrzsa im si pod nogami. Obydwoje natychmiast przykucnli i w doniach Drizzta pojawiy si tak szybko sejmitary, e Catti-brie nawet nie zarejestrowaa tego ruchu. Z pocztku moda kobieta uwaaa niemoliwie szybki manewr za rezultat magicznych bransolet, jednak, zerknwszy na drowa, zdaa sobie spraw, e nie ma on ich w ogle na sobie. Ona rwnie wycigna miecz i wzia gboki oddech, w ciszy gania si za sdzenie, i zblia si w umiejtnociach walki do niewiarygodnego tropiciela. Catti-brie odrzucia t myl - nie byo teraz na to czasu - i skoncentrowaa si na rozcigajcym si przed nimi krtym korytarzu. Rami przy ramieniu przesuwali si wraz z Drizztem powoli do przodu, wypatrujc cieni, w ktrych mogliby kry si wrogowie, lub linii w cianie, wskazujcych na sprytne tajemne drzwi do bocznych tuneli. Drogi takie byy powszechne w krasnoludzkim kompleksie, bowiem wikszo krasnoludw potrafia je zrobi i rwnie wikszo, chciwa z natury, trzymaa w ukryciu osobiste skarby. Catti-brie nie znaa zbyt dobrze tej mao uywanej sekcji Mithrilowej Hali. Podobnie jak Drizzt. Dobieg kolejny trzask, a podoga znw si zatrzsa, bardziej ni przedtem, i przyjaciele wiedzieli, e si zbliaj. Catti-brie cieszya si, e wiczya tak uparcie, a jeszcze bardziej cieszyo j to, e u jej boku znajdowa si Drizzt Do'Urden. Przestaa i i Drizzt uczyni to samo, odwracajc si, by na ni spojrze. - Guenhwyvar? - bezgonie poruszya wargami, majc na myli koci

przyjacik Drizzta, lojaln panter, ktr drow mg przyzywa z Planu Astralnego. Drizzt rozwaa przez chwil t sugesti. Stara si nie przyzywa teraz za czsto Guenhwyvar, wiedzc, e wkrtce moe nadej czas, kiedy bdzie czciej potrzebowa pantery. Jej magia bya ograniczona, Guenhwyvar moga pozosta na Planie Materialnym jedynie przez p dnia na kade dwa. Jeszcze nie, uzna Drizzt. Bruenor nie powiedzia, co Regis moe tam robi, jednak krasnolud nie da adnych wskazwek, e grozi mu niebezpieczestwo. Drow potrzsn lekko gow i ruszyli dalej, cicho i pewnie. Rozleg si trzeci trzask, po ktrym nastpi jk. - Twoja gowa, ty durny gupcze! - dobiego ostre ajanie. - Musisz uywa swojej mierdzcej gowy! Drizzt oraz Catti-brie wyprostowali si natychmiast i polunili ucisk na rkojeciach. - Pwent - powiedzieli wsplnie, majc na myli Thibbledorfa Pwenta, gwatownego szaojownika, najbardziej nieprzyjemnego i cuchncego krasnoluda na poudnie od Grzbietu wiata (i najprawdopodobniej rwnie na pnoc od niego). - Zaraz bdziesz chcia nosi mierdzcy hem! - cigna si tyrada. Za nastpnym zakrtem dotarli do rozwidlenia korytarza. Na lewo Pwent wci rycza z wciekoci, za na prawo byy drzwi, zza ktrych przez liczne szczeliny przebyskiwao wiato pochodni. Drizzt przekrzywi gow, wychwytujc z tamtej strony cichy i znajomy chichot. Wskaza Catti-brie, by posza za nim, i przeszed przez drzwi bez pukania. Wewntrz sta samotnie Regis, opierajc si o korb w pobliu znajdujcej si po jego lewej stronie ciany. Umiech halflinga rozjani si, gdy ujrza swych przyjaci, i pomacha do nich z wysoka rk - z wzgldnie wysoka, bowiem Regis by niski, nawet jak na standardy halflingw, i jego krcone, brzowe wosy ledwo dosigay dziewidziesiciu centymetrw. Mia zaokrglony brzuszek, cho wydawa si on ostatnio kurczy, bowiem nawet leniwy halfling przej si zagroeniem, ktre nadcigao na miejsce, ktre stao si dla niego domem. Przyoy palec do wydtych warg, gdy Drizzt oraz Catti-brie zbliyli

si, i wskaza na drzwi" przed sob. adne z towarzyszy nie potrzebowao wiele czasu, by zrozumie, o co chodzi. Korba obok Regisa obsugi wala pyt z cikiego metalu, biegnc z gry i z boku drzwi na prowadnicach. Drewna drzwi nie mona byo teraz dostrzec, poniewa znajdowaa si przed nim pyta. - Id! - dobiega podobna do grzmotu komenda z drugiej strony, po ktrej nastpiy pospieszne kroki i jkliwy ryk, a nastpnie straszny wybuch, gdy krasnolud trafi i odbi si oczywicie od zabarykadowanych wrt. - Trening szaojownikw - spokojnie wyjani Regis. Catti-brie spojrzaa kwano na Drizzta, przypominajc sobie, co ojciec powiedzia jej o planach Pwenta. - Brygada Pogromcw Flakw - stwierdzia, a Drizzt przytakn, poniewa jemu rwnie Bruenor mwi o tym, i Thibbledorf Pwent zamierza wyszkoli grup krasnoludw w niezbyt subtelnej sztuce szaojownictwa, sw wasn Brygad Pogromcw Flakw, wysoce zmotywowan i przewiczon w furii, oraz niezbyt bystr. Kolejny krasnolud trafi w zabarykadowane drzwi, najprawdopodobniej gow, i Drizzt zrozumia, w jaki sposb Pwent zamierza pomc swoim onierzom w spenieniu trzeciego warunku. Catti-brie potrzsna gow i westchna. Nie wtpia w militarn warto brygady - Pwent mgby pokona kadego w Mithrilowej Hali, poza Drizztem i by moe Bruenorem, jednak wizja biegajcych dookoa maych Thibbledorfw Pwentw wykrcaa jej wntrznoci! Za drzwiami Pwent aja ostro swj oddzia, okrelajc krasnoludy kadym moliwym przeklestwem, z ktrych wielu Catti-brie, yjca w klanie od ponad dwudziestu lat, nigdy nie syszaa, oraz kilkoma, ktre Pwent wydawa si wymyla na poczekaniu, jak na przykad caunik muw, wchacz pche, pijcy wod lub ten, ktry sdzi, e, eby dosta durne mleko, trzeba cisn dum krow gupim kawaem piaskowca". - Idziemy do Settlestone - Drizzt wyjani Regisowi. Drow zapragn nagle wydosta si stamtd. - Berkthgar robi trudnoci. Regis przytakn. - Byem tam, gdy powiedzia Bruenorowi, e chce mot. - Anielska twarz halflinga wykrzywia si w jednym z typowych dla niego

przebiegych umiechw. - Naprawd sdziem, e Bruenor przetnie go na p. - Potrzebujemy Berkthgara - Catti-brie przypomniaa halflingowi. Regis parskn. - Blefuje - nalega. - Baerktgar nas potrzebuje, a jego lud nie przyjmie dobrze odwracania si plecami do krasnoludw, ktre byy tak dla niego dobre. - Bruenor tak naprawd by go nie zabi - rzek Drizzt jako bez przekonania. Przyjaciele zamilkli i popatrzyli po sobie, kade zastanawiajc si nad twardym krlem krasnoludw, nad przywrconym im starym i arliwym Bruenorem. Myleli o Aegis-fangu, najpikniejszej z broni, ktrej boki mithrilowej gowni ozdobione byy witymi runami krasnoludzkich bogw. Na jednej stronie wycity by mot oraz kowado Moradina Kowala Dusz, na drugiej skrzyowane topory Clangeddona, krasnoludzkiego boga bitwy, obydwa za otoczone doskonale rytem klejnotu w grze, symbolem Dumathoina, Stranika Tajemnic. Bruenor by jednym z najlepszych kowali krasnoludw, jednak po zrobieniu Aegisfanga, ukoronowaniu swego twrczego triumfu, rzadko kopota si powracaniem do kuni. Pomyleli o Aegis-fangu i o Wulfgarze, ktry by Bruenorowi niczym syn, o wysokim modziecu z dugimi wosami, dla ktrego Bruenor wykona potny mot. - Bruenor tak naprawd by go zabi - powiedziaa Catti-brie, wygaszajc myli caej trjki. Drizzt zacz mwi, lecz Regis powstrzyma go, podnoszc palec. - ...teraz we gow niej! - Pwent powarkiwa po drugiej stronie drzwi. Regis skin gow, umiechn si i wskaza Drizztowi, by kontynuowa. - Uznalimy, e mgby... Rozleg si kolejny trzask, po czym nastpny jk, po nim za klapanie krasnoludzkich warg, gdy przyszy szaojownik potrzsa z wigorem gow. - Dobre podniesienie si! - pogratulowa Pwent. - Uznalimy, e mgby nam towarzyszy - rzek Drizzt, ignorujc pene niesmaku westchnienie Catti-brie. Regis rozmyla nad tym przez chwil. Halfling chciaby wyj z

kopalni i znw przecign si w blasku soca, cho skoczyo si ju lato i powietrze muska ju jesienny chd. - Musz zosta - oznajmi peen niezwykego powicenia halfling. Mam duo do zrobienia. Drizzt i Catti-brie przytaknli. Regis zmieni si przez ostatnie kilka miesicy kryzysu. Kiedy Drizzt oraz Catti-brie udali si do Menzoberranzan - Drizzt by zaegna zagroenie, a Catti-brie by odnale Drizzta - Regis obj dowodzenie, by skoni lamentujcego Bruenora do przygotowa do wojny. Regis, ktry spdzi wikszo ycia, szukajc najmikszej kanapy, by si pooy, zrobi wraenie na najtwardszych krasnoludzkich generaach, nawet na Thibbledorfie Pwencie, swym arem i energi. Teraz halfling bardzo chciaby pj, obydwoje o tym wiedzieli, pozosta jednak lojalny swej misji. Drizzt spojrza intensywnie na Regisa, starajc si odnale najlepszy sposb na przekazanie swej proby. Ku jego zaskoczeniu halfling zrozumia, o co chodzi, i jego rce podyy natychmiast do acuszka na szyi. Zdj przez gow rubinowy wisiorek i niedbale cisn go Drizztowi. Kolejne wiadectwo dojrzaoci halflinga, uzna Drizzt, wpatrujc si w byszczcy rubin przymocowany do acucha. By to najcenniejszy skarb Regisa, potny, zaklty przedmiot, ktry halfling ukrad swemu dawnemu przywdcy gildii w odlegym Calimporcie. Regis strzeg go i houbi niczym lwica pojedyncze lwitko, przynajmniej a do tej chwili. Drizzt wci wpatrywa si w rubin. Czu, e jest wcigany przez jego fasetki, opada spiral w d w gbi, ktra obiecywaa... Drow potrzsn gow i zmusi si, by odwrci wzrok. Nawet bez kogo, kto by nim wada, zaklty rubin sign po niego! Nigdy wczeniej nie by wiadkiem tak potnego zaklcia. Mimo to Jarlaxle, najemnik, odda mu go. Dobrowolnie go zwrci, gdy spotkali si w tunelach za Menzoberranzan po ucieczce Drizzta. Byo to nieoczekiwane i istotne, e Jarlaxle oddal to Drizztowi, jednak drow nie odkry jeszcze, jakie mogo by znaczenie tego faktu. - Powiniene uwaa, zanim uyjesz tego na Berkthgarze - powiedzia Regis, wycigajc Drizzta z rozmyla. - Jest dumny i jeli domyli si, e uywa si przeciwko niemu magii, sojusz moe si rozpa. - Prawda - zgodzia si Catti-brie. Spojrzaa na Drizzta.

- Tylko gdy bdziemy tego potrzebowa - stwierdzi Drizzt, zawieszajc acuszek na szyi. Wisiorek spocz na jego piersi obok znajdujcej si tam gowy jednoroca, symbolu jego bogini. Kolejny krasnolud trafi w drzwi i odbi si, po czym lea na pododze jczc. - Ba! - usyszeli parsknicie Pwenta. - Jestecie band licych elfy chochlikw! Poka wam, jak to si robi! Regis skin gow - to bya wskazwka dla niego - i natychmiast zacz obraca korb, wycigajc metalow pyt sprzed drzwi. - Uwaajcie - ostrzeg swych dwoje towarzyszy, stali bowiem w miejscu, w ktrego kierunku Pwent mg si uda po wyrywajcym drzwi wtargniciu. - Lepiej chodmy - powiedziaa Catti-brie, ruszajc ku drugim, zwyczajnym drzwiom. Moda kobieta nie miaa zamiaru oglda Pwenta. Najprawdopodobniej uszczypnby j w policzek brudnymi paluchami i powiedzia, eby popracowaa nad t brod", aby sta si pikn kobiet. Drizzta nie trzeba byo dugo przekonywa. Podnis rubin, skin bez sowa gow do Regisa, dzikujc, po czym wyszed na korytarz za Cattibrie. Nie uszli tuzina krokw, gdy usyszeli, jak drzwi do wicze wybuchaj, po czym nastpuje histeryczny rechot Pwenta i ochy" oraz achy" naiwnej Brygady Pogromcw Flakw. - Powinnimy wysa sporo z nich do Menzoberranzan - powiedziaa cierpko Catti-brie. - Pwent posaby cae to miasto na koniec wiata! Drizzt - ktry dors pord niewiarygodnie potnych drowich domw i widzia gniew wysokich kapanek oraz magiczne wyczyny wykraczajce poza wszystko, czego dowiadczy podczas lat spdzonych na powierzchni - nie sprzeciwi si. *** Doradca Firble przejecha pomarszczon doni po niemal ysej gowie, czujc si nieprzyjemnie w wietle pochodni. Firble by svirfnebli, gbinowym gnomem, czterdziestoma kilogramami ylastych mini, spakowanymi w nieco wysz ni metrow sylwetk. Niewiele ras

Podmroku radzio sobie tak dobrze jak svirfnebli, a adna, moe poza rzadkimi peczami, nie rozumiaa tak dobrze zwyczajw ska. Mimo to Firble by teraz bardziej ni tylko troch wystraszony, znajdujc si w pustych (oby) korytarzach poza granicami Blingdenstone, miasta, ktre byo jego domem. Nienawidzi wiata pochodni, nienawidzi wszelkiego wiata, jednak rozkazy krla Schnickticka byy ostateczne i nie podlegajce dyskusji - aden gnom nie mg przemierza korytarzy bez poncej pochodni w doni. aden gnom poza tym jednym. Owego dnia towarzysz Firble'a nie nis pochodni, poniewa nie posiada doni. Belwar Dissengulp, wielce szanowany nadzorca kopaczy z Blingdenstone, straci je przez drowa, przez Dinina, brata Drizzta Do'Urdena, wiele lat wczeniej. W przeciwiestwie jednak do tak wielu innych ras Podmroku svirfnebli nie byli pozbawieni wspczucia i ich rzemielnicy wykonali cudowne protezy z czystego, zakltego mithrilu - praw rk Belwara wieczy mot, za lew podwjny kilof. - Obchd zakoczylimy - stwierdzi Firble. - I wraca do Blingdenstone musimy! - Nie cakiem! - mrukn Belwar. Jego gos by gbszy oraz silniejszy ni u wikszoci svirfnebli i pasowa do niego, zwaywszy na jego krp sylwetk o piersi w ksztacie baryki. - W tunelach nie ma droww - nalega Firble. - adnej walki od trzech miesicy! - Bya to prawda. Po miesicach walk z drowami z Menzoberranzan w tunelach w pobliu Blingdenstone, korytarze stay si dziwnie ciche. Belwar rozumia, e Drizzt Do'Urden, jego przyjaciel, odegra w jaki sposb rol w tej zmianie i obawia si, e Drizzt zosta pojmany bd zabity. - Cicho jest - powiedzia delikatniej Firble, jakby wanie uwiadomi sobie niebezpieczestwo wasnego natenia gosu. Po grzbiecie niszego svirfhebli przebieg dreszcz. Belwar zmusi go, by tu przyj bya to jego kolej na obchd, lecz zazwyczaj kto tak dowiadczony i wany jak Firble zostaby wyczony z obowizkw zwiadowczych. Belwar nalega jednak i z jakiego niezrozumiaego przez Firble 'a powodu krl Schnicktick zgodzi si z wielce szanowanym nadzorc kopaczy. Nie to, e Firble nie by przyzwyczajony do tuneli. Wprost przeciwnie.

By jedynym gnomem z Blingdenstone, ktry posiada rzeczywiste kontakty w Menzoberranzan i by lepiej obznajomiony z tunelami w pobliu miasta droww ni jakikolwiek inny gbinowy gnom. Powodowao to, e Firble przydawa si w ostatnich dniach, szczeglnie Belwarowi. Kiedy przebrana Catti-brie zostaa pojmana przez svirfhebli i nastpnie rozpoznana jako przyjacika, to Firble, wielce si naraajc, pokaza jej szybsze, tajemne cieki do Menzoberranzan. Firble wiedzia, e Belwar nie martwi si obecnoci droww w tunelach. Korytarze byy ciche. Patrole gnomw oraz inni sekretni sprzymierzecy nie napotkali adnego ladu, e drowy w ogle znajdoway si w pobliu, nawet na normalnych trasach mrocznych elfw bliej Menzoberranzan. W miecie droww stao si co wanego, to byo oczywiste, podobnie jak fakt, e musieli by w to jako zamieszani Drizzt i ta kopotliwa Catti-brie. To by prawdziwy powd, dla ktrego Belwar zmusi Firble'a, by tu przyj. Firble to wiedzia i znw si wzdrygn, mylc, e to wanie dlatego krl Schnicktick tak atwo zgodzi si z Belwarem. - Co si stao - powiedzia Belwar, nieoczekiwanie wykadajc karty, jakby rozumia tok cichego rozumowania Firble'a. - Co w Menzoberranzan. Firble przyjrza si podejrzliwie wielce szanowanemu nadzorcy kopaczy. Wiedzia, o co wkrtce zostanie poproszony, wiedzia, e wkrtce znw bdzie musia mie do czynienia z tym figlarzem Jarlaxle'em. - Kamienie s niespokojne - cign Belwar. - Jakby drowy miay wkrtce wymaszerowa - wtrci si cierpko Firble. - Cosim camman denoctusd - zgodzi si Belwar w pradawnym powiedzeniu svirfhebli, ktre mona byo pobienie przetumaczy jako spokojna ziemia przed trzsieniem" lub te, co lepiej byo znane mieszkacom powierzchni, cisza przed burz". - ebym spotka si z moim drowim informatorem, krl Schnicktick pragnie - stwierdzi Firble, nie widzc sensu w dalszym wstrzymywaniu podejrze. Wiedzia, e nie sugeruje niczego, czego Belwar nie mia zamiaru mu zasugerowa. - Cosim camman denoctusd - powtrzy Belwar, tym razem z wiksz

determinacj. Belwar oraz Schnicktick, a take wielu innych w Blingdenstone, byli przekonani, e drowy wkrtce wyrusz zbrojnie. Cho bezporednie tunele na powierzchni, ktr Drizzt Do'Urden nazywa domem, znajdoway si na wschd od Blingdenstone, za Menzoberranzan, drowy musiay najpierw skierowa si na zachd, niebezpiecznie zbliajc do miasta gnomw. Myl ta bya tak niepokojca, e krl Schnicktick rozkaza wysa oddziay zwiadowcze na wschd i poudnie, dalej od domu i Menzoberranzan, ni svirfnebli si kiedykolwiek zapuszczali. Kryy plotki o cakowitym opuszczeniu Blingdenstone, jeli pogoski oka si prawdopodobne i da si znale nowe miejsce. aden gnom tego nie chcia, a chyba najmniej Belwar i Firble. Obydwaj byli starzy, zbliali si do drugiego penego stulecia, i obydwaj przywizani sercem i dusz do miasta zwanego Blingdenstone. Spord svirfhebli oni jednak najlepiej rozumieli potg marszu droww, rozumieli, e jeli armia z Menzoberranzan dotrze do Blingdenstone, gnomy zostan starte w py. - Spotkanie zorganizuj - powiedzia Firble z penym rezygnacji westchniciem. - Mao mi powie, nie wtpi. Nigdy nie mwi duo, a cena zawsze wysoka jest! Belwar nic nie odrzek i nie dba zbytnio o cen spotkania z chciwym drowim informatorem. Wielce szanowany nadzorca kopaczy rozumia, e cena zlekcewaenia moga by znacznie wiksza. Zdawa sobie rwnie spraw, e wyrana rezygnacja Firble'a bya jedynie czci gniewu doradcy. Belwar pozna dobrze Firble'a i stwierdzi, e lubi nadmiernie narzekajcego gnoma. Teraz Belwar oraz wszyscy inni w Blingdenstone desperacko potrzebowali Firble'a i jego kontaktw.

ROZDZIA 3 PODCZAS ZABAWY Drizzt oraz Catti-brie mknli kamienistymi grskimi szlakami, omijajc z atwoci sterty gazw. Ich wyprawa staa si zaimprowizowanym wycigiem. Przeskakiwali przez szczeliny, podskakiwali, by chwyta si niskich gazi, po czym zwieszali si tak nisko, jak mogy ich donie mae grskie drzewa. Razem dotarli do niskiego, paskiego miejsca, gdzie przeskoczyli przez sadzawk (cho Catti-brie nie do koca) i rozdzielili si, dotarszy do gazu wikszego od nich. Catti-brie posza w prawo, a Drizzt ruszy w lewo, po czym zmieni zdanie i zamiast tego skierowa si w gr bariery. Catti-brie przemkna obok gazu, cieszc si, gdy zobaczya, e pierwsza znalaza si po drugiej stronie. - Pierwsza! - krzykna, cho jeszcze gdy mwia, ujrzaa ciemn, zgrabn sylwetk, przemykajc jej nad gow. - Nie cakiem! - sprostowa Drizzt, ldujc tak lekko, i wydawao si, e nawet na chwil nie oderwa si od ziemi. Catti-brie jkna i znw rzucia si do biegu, lecz zatrzymaa si nagle, widzc, e Drizzt stoi. - Zbyt pikny dzie - stwierdzi mroczny elf. Rzeczywicie, by to najpikniejszy dzie, jaki poudniowa odnoga Grzbietu wiata bya w stanie zaoferowa, gdy zaczynay d jesienne wichry. Powietrze byo ostre, wietrzyk chodny, a skbione, biae chmury - wydajce si gigantycznymi kulami niegu - cigay si na granatowym niebie niesione szybkimi, grskimi wiatrami. - Zbyt pikny, by kci si z Berkthgarem - dodaa Catti-brie, sdzc, e w t stron skierowane jest stwierdzenie drowa. Pochylia si lekko i opara donie na biodrach, by przywrci sobie rwnowag, po czym uniosa gow, starajc si zapa oddech. - Zbyt pikny, by nie byo w nim Guenhwyvar! - wyjani radonie Drizzt. Catti-brie umiechna si szeroko widzc, jak Drizzt wyciga z plecaka onyksow figurk pantery. Naleaa ona do jednych z najpikniejszych dzie sztuki, jakie Catti-brie kiedykolwiek widziaa. Idealnie dopracowane szczegy ukazyway uminione boki oraz prawdziwy, wnikliwy wyraz pyska wielkiej kocicy. Cho figurka bya

doskonaa, blada przy wspaniaym stworzeniu, ktre za jej pomoc Drizzt mg przywoywa. Drow z czci pooy przedmiot na ziemi przed sob. - Chod do mnie, Guenhwyvar - powiedzia cicho. Najwyraniej pantera pragna wrci, bowiem wok figurki niemal natychmiast zawirowaa szara mga, stopniowo przybierajc ksztat i si materializujc. Guenhwyyar pojawia si na Planie Materialnym z uniesionymi uszami, zrelaksowana, jakby kocica zrozumiaa z tonu wezwania Drizzta, e nie ma popiechu, e jest przyzywana po prostu dla towarzystwa. - cigamy si do Settlestone - wyjani Drizzt. - Sdzisz, e dotrzymasz nam kroku? Pantera zrozumiaa. Jeden wyrzut potnych tylnych ng posa Guenhwyyar nad gow Catti-brie przez siedmiometrow odlego na szczyt gazu, ktry wanie omina wraz z Drizztem. Kocica wyldowaa na paskim czubku, zahamowaa i obrcia, by spojrze na par. Nastpnie, jedynie po to, by odda pokon dniu, Guenhwyyar stana na tylnych apach, a na ten widok serca jej przyjaci zaczy bi szybciej. Waya trzysta kilo, dwukrotnie wicej ni zwyczajna pantera, gow miaa niemal tak szerok jak ramiona Drizzta, paszcz, ktra mogaby pochon ca gow czowieka, oraz spektakularne, zielone oczy, ujawniajce inteligencj przewyszajc dalece to, co powinno posiada zwierz. Guenhwyvar bya najbardziej lojaln z towarzyszek oraz nie wydajc osdw przyjacik i za kadym razem gdy Drizzt, Catti-brie, Bruenor czy te Regis spogldali na kocic, ich ycie stawao si odrobin pikniejsze. - Sadz, e nale nam si fory - wyszeptaa obuzersko Catti-brie. Drizzt wykona lekkie, nie rzucajce si w oczy skinienie, i zerwali si razem, biegnc jak najszybciej w d szlaku. Kilka sekund pniej usyszeli za sob ryk Guenhwyvar, wci ze szczytu gazu. Szlak by wzgldnie czysty i Drizzt wyskoczy przed Catti-brie, cho kobieta, moda, silna oraz z sercem, ktre lepiej pasowaoby do piersi krzepkiego krasnoluda, nie bya tym poruszona. - Nie pokonasz mnie! - krzykna, na co Drizzt rozemia si. Jego rado znikna, gdy okry zakrt i zauway, e ta uparta i miaa Catti-brie obraa do zdradziecki skrt, lekko mknc po odcinku penym

pokruszonych i nierwnych kamieni, obejmujc prowadzenie. Nagle stao si to czym wicej ni tylko przyjacielsk rywalizacj. Drizzt opuci gow i pobieg z pen prdkoci, pdzc w d po nierwnym terenie z tak lekkomylnoci, i ledwo by w stanie unikn uderzenia twarz w drzewo. Catti-brie przecigaa go, krok za krokiem, i utrzymywaa prowadzenie. Guenhwyyar znw rykna, wci stojc na gazie. Wiedzieli, e ona wci tam jest i e z nich szydzi. Jak mona byo si spodziewa, zaledwie kilka sekund pniej czarna byskawica odbia si od skalnej ciany obok Drizzta, przemykajc obok gowy drowa. Guenhwyyar wyldowaa na szlaku pomidzy dwojgiem towarzyszy i mina Catti-brie tak szybko oraz cicho, i kobieta ledwo zdaa sobie spraw, e ju nie prowadzi. Jaki czas pniej Guenhwyvar pozwolia jej znw wysforowa si do przodu, a nastpnie Drizzt obra zdradziecki skrt i przelizgn si na czoo - jedynie po to, by ponownie zosta wyminitym przez panter. Tak si to cigno, ze starajcymi si ciko Drizztem oraz Catti-brie i bawic si Guenhwyvar. Byli wyczerpani - a przynajmniej Drizzt i Catti-brie. Guenhwyvar nawet ciko nie oddychaa, gdy zatrzymali si na poudniowy posiek na maej polance, osonitej przed wichrem przez wysokie ciany na pnocy oraz wschodzie, a na poudniu opadajcej gwatownie w strom przepa. Przestrze usiana bya kilkoma kamieniami, idealnymi taboretami dla zmczonych towarzyszy. Porodku umieszczono gazy suce za palenisko, byo to bowiem zwyczajowe obozowisko wdrujcego czsto drowa. Catti-brie uspokoia si, gdy Drizzt rozpali may ogie. Daleko w dole widziaa szare struki dymu unoszce si leniwie w powietrze z domw Settlestone. By to trzewicy widok, przypomina bowiem modej kobiecie, ktra spdzia poranek w takim tempie, o powadze misji oraz sytuacji. Jak wiele wsplnych wycigw odbdzie jeszcze wraz z Drizztem i Guenhwyvar, jeli przybd mroczne elfy? Owe dymy przypomniay rwnie Catti-brie mczyzn, ktry sprowadzi krzepkich barbarzycw do tego miejsca z Doliny Lodowego Wichru, mczyzn, ktry mia zosta jej mem. Wulfgar zgin, prbujc j ocali, zgin w objciach yochlola, sugi zej Lloth. Zarwno

Catti-brie, jak i Drizzt, nosili w sobie jak odpowiedzialno za t strat, jednak to nie wina wywoywaa teraz bl w modej kobiecie albo w Drizzcie. On rwnie dostrzeg dym i przerwa dogldanie ognia, by obserwowa oraz kontemplowa. Towarzysze nie umiechali si teraz, odczuwajc strat, bowiem odbyli wiele wycigw takich jak ten, tyle e obok nich bieg Wulfgar, dugimi susami nadrabiajc fakt, i nie mg przecisn si przez szczeliny, ktre pokonywali jego mniejsi przyjaciele. - Chciaabym... - powiedziaa Catti-brie i sowa te odbiy si w uszach pragncego tego samego mrocznego elfa. - Nasz wojn, jeli nadejdzie, lepiej byoby toczy z Wulfgarem, synem Beornegara, prowadzcym ludzi z Settlestone - zgodzi si Drizzt i wraz z Catti-brie pomyleli w ciszy, i cae ich ycie byoby lepsze, jeli yby Wulfgar. Drizzt powiedzia to otwarcie i nie byo ju nic wicej do powiedzenia. Zjedli posiek w milczeniu. Nawet Guenhwyvar leaa nieruchomo, nie powodujc najmniejszego dwiku. Myli Catti-brie odpyny od jej przyjaci z powrotem do Doliny Lodowego Wichru, ku skalistej grze, Kopcowi Kelyina, wystajcej nad pask tundr. Bya tak podobna do tego miejsca. Moe byo tam zimniej, jednak w powietrzu bya ta sama ostro, ta sama czysta witalno. Jake daleko ona i jej przyjaciele, Drizzt, Guenhwyvar, Bruenor, Regis, oraz oczywicie Wulfgar, dotarli stamtd! I w tak krtkim czasie! Sza przygody, ycie pene podniecenia, dreszczu emocji i dobrych uczynkw. Razem stanowili niepokonan si. Tak sdzili. Catti-brie rzeczywicie dowiadczya ju emocji caego ycia, a ledwo co skoczya dwadziecia lat. Biega przez ycie szybko, niczym po grskim szlaku, wolna i pena otuchy, mknc beztrosko, czujc si niemierteln. Niemal.

ROZDZIA 4 NA SZWACH Konspiracja? - bysny palce drowa, uywajcego bezgonego jzyka znakw mrocznych elfw, ktrego ruchy byy tak zawie i zrnicowane, e mogy reprezentowa znaczenie niemal kadego sowa w jzyku droww. Jarlaxle odpowiedzia lekkim skinieniem. Westchn i wydawa si szczerze zakopotany - nieczsty widok - po czym wskaza swemu towarzyszowi, by pody za nim w bezpieczniejsz okolic. Pokonywali szerokie, krte aleje Menzoberranzan, paskie i czyste tereny pomidzy grujcymi kopcami stalagmitw, sucymi za domy rozmaitym rodzinom droww. Owe pagrki a take spora liczba dugich stalaktytw spogldajcych ze stropu wielkiej jaskini byy wydrone i wyryto w nich szerokie balkony oraz chodniki. Ich zbiorowiska w obrbie kadego kompleksu rodzinnego byy czsto poczone wysokimi mostami, w przewaajcej mierze uksztatowanymi tak, by przypominay pajczyn. We wszystkich za domach, zwaszcza tych nalecych do starszych i lepiej usytuowanych rodzin, najcudowniejsze obiekty byy podwietlone poncymi ogniami faerie, purpurowymi i bkitnymi, a czasami otoczone czerwieni i, nie tak czsto, zieleni. Menzoberranzan byo najbardziej spektakularnym z miast, zapierajcym dech w piersiach, surrealistycznym, i niewiadomy go nigdy nie odgadby, i twrcy tak piknych dzie nale do najbardziej niegodziwych ras Torilu. Jarlaxle przemieszcza si bez szmeru ciemniejszymi, wszymi alejkami, otaczajcymi pomniejsze domy. Wzrok kierowa przed siebie oraz na boki i jego bystre oko (tym razem mia przepask na prawym oku) dostrzegao najlejsze ruchy w najodleglejszych cieniach. Zaskoczenie przywdcy najemnikw byo zupene, gdy zerkn z powrotem na swego towarzysza i zauway nie M'tara, porucznika Bregan D'aerthe, z ktrym wyruszy, lecz innego, bardzo potnego drowa. Jarlaxle rzadko nie wiedzia, co powiedzie, lecz widok Grompha Baenre, starszego chopca domu Baenre, arcymaga Menzoberranzan, ktry w tak nieoczekiwany sposb znalaz si obok niego, z pewnoci zbi go z tropu.

- Ufam, e M'tar zostanie mi zwrcony, gdy ju skoczysz powiedzia Jarlaxle, szybko odzyskujc rzadko tracony spokj. Arcymag machn doni i w powietrzu pojawia si lnica, zielona kula, ponad metr nad podog. Zwisa z niej cienki, srebrny sznur, ktrego widoczny koniec ledwo dotyka podogi. Jarlaxle wzruszy ramionami i chwyci lin, a zaraz gdy jej dotkn, zosta wcignity w gb kuli, do pozawymiarowej przestrzeni za lnicym portalem. Zaklcie robio wraenie, uzna Jarlaxle, znalaz si bowiem nie w pustej przestrzeni tworzonej zazwyczaj przez takie czary, lecz w zbytkownie umeblowanym salonie, wraz z podobnym do zombie sug, ktry zaproponowa mu doskonae wino, zanim jeszcze usiad. Jarlaxle powici chwil, by jego wzrok przeszed w spektrum zwyczajnego wiata, bowiem pomieszczenie byo skpane w delikatnym, niebieskim blasku. Nie byo to niezwyke u czarodziejw, nawet drowich magw przywykych do pozbawionego wiata Podmroku, bowiem nie dawao si czyta pergaminw bd ksig bez wiata! - Zostanie zwrcony, jeli przetrwa w miejscu, w ktrym go umieciem wystarczajco dugo, bymy mogli dokoczy nasz rozmow - odpar Gromph. Czarodziej nie wydawa si zbytnio zatroskany, gdy on rwnie pojawi si w pozawymiarowej kieszeni. Potny Baenre zamkn oczy i wyszepta sowo, po czym jego pitoszczpiwafwi oraz reszta nie wyrniajcego si niczym szczeglnym ubioru przetransformowaa si. Teraz wyglda odpowiednio do swego prestiowego statusu. Jego powczysta szata miaa w sobie wiele kieszeni i bya pokryta pieczciami oraz runami mocy. Podobnie jak w przypadku domowych kompleksw, runy owe byy podwietlone ogniem faerie, cho arcymag mg je zaciemni za pomoc myli i wtedy jego szata lepiej by go osaniaa ni najlepsze piwafwi. Wspaniay ubir ozdabiay dwie brosze, jedna przedstawiajca czarnonogiego pajka o czerwonym ciele, druga za bdca lnicym, zielonym szmaragdem, cho Jarlaxle ledwo mg je dostrzec, bowiem dugie, biae wosy czarodzieja zwisay mu z bokw gowy, zasaniajc barki i pier. Dziki swemu zainteresowaniu magicznymi przedmiotami Jarlaxle widzia brosze na poprzednim arcymagu miasta, cho Gromph dziery t pozycj duej, ni ya w ogle wikszo droww z Menzoberranzan.

Pajcza brosza pozwalaa arcymagowi rzuca zaklcie pezajcego ciepa na Narbondel, kolumnowy zegar Menzoberranzan. Ciepo wznosio si na szczyt zegara w dwanacie godzin, po czym padao z powrotem do podstawy w podobnym czasie, dopki kamie nie sta si znw zimny, co dawao wyrany i bardzo skuteczny zegar wyczuwajcym temperatury oczom droww. Druga brosza dawaa Gromphowi ustawiczn modo. Wedug szacunkw Jarlaxle'a arcymag widzia narodziny i mier siedmiu stuleci, jednak wyglda tak modo, i wydawao si, e jest gotowy do rozpoczcia treningu w Akademii droww! Nie cakiem, w milczeniu uzmysowi sobie Jarlaxle, przygldajc si czarodziejowi. Wok Grompha unosia si aura mocy i godnoci, odzwierciedlajca si wyranie w jego oczach, ktre ukazyway mdro licznych i czsto gorzkich dowiadcze. By sprytny i podstpny, zdolny do natychmiastowej analizy dowolnej sytuacji i tak naprawd Jarlaxle czu si bardziej niezrcznie i krucho stojc przed Gromphem ni przed sam opiekunk Baenre. - Konspiracja? - spyta znw Gromph, tym razem na gos. - Czy inne domy nasyciy si ju moj matk i zebray razem przeciwko domowi Baenre? - Zoyem ju peen raport opiekunce... - Syszaem kade sowo - przerwa Gromph, powarkujc ze zniecierpliwieniem. - Teraz chc pozna prawd. - Interesujca idea - powiedzia Jarlaxle, umiechajc si krzywo, gdy uwiadomi sobie, e Gromph naprawd jest nerwowy. - Prawda. - Rzadka rzecz - zgodzi si Gromph, odzyskujc postur i opierajc si w fotelu, stukajc o siebie szczupymi palcami. - Jednak czasami utrzymuje przy yciu wcibskich gupcw. Umiech Jarlaxle'a znikn. Przyjrza si bacznie Gromphowi, zaskoczony tak mia grob. Gromph by potny - zgodnie z wszelkimi standardami Menzoberranzan ten stary mie by tak potny, jak tylko mg sta si mczyzna. Jarlaxle nie operowa jednak standardami Menzoberranzan, wic jeli czarodziej podejmowa takie ryzyko, by mu zagrozi... Jarlaxle by jeszcze bardziej zaskoczony, kiedy zda sobie spraw, e Gromph, potny Gromph Baenre, jest nie tylko nerwowy. On by

naprawd przeraony. - Nie bd nawet kopota si przypominaniem ci o wartoci tego wcibskiego gupca" - rzek Jarlaxle. - Oszczd sobie. Jarlaxle rozemia mu si w twarz. Gromph opuci donie do bioder, a jego zewntrzne szaty uchyliy si przy tym ruchu, odsaniajc par rdek zatknitych za pas, jedn na kadym biodrze. - adnej konspiracji - powiedzia nagle i stanowczo Jarlaxle. - Prawda - stwierdzi Gromph niebezpiecznym, niskim tonem. - Prawda - odpar Jarlaxle bardziej bez ogrdek ni kiedykolwiek w yciu. - Zainwestowaem w dom Baenre rwnie wiele co ty, arcymagu. Gdyby pomniejsze domy spiskoway przeciwko Baenre, albo crki Baenre planoway jej mier, Bregan D'aerthe stanliby przy jej boku, przynajmniej powiadamiajc j o grocym zamachu. Mina Grompha staa si bardzo powana, jak zauway Jarlaxle. Starszy chopiec domu Baenre nie zauway wyranego (i celowego) przejzyczenia gdy Jarlaxle okrela opiekunk Baenre po prostu jako Baenre. Takie pomyki czsto kosztoway drowy, szczeglnie mczyzn, ycie. - Wic o co chodzi? - spyta Gromph i sam ton tego pytania, niemal bagalny, zbi Jarlaxle'a z tropu. Nigdy wczeniej nie widzia ani nie sysza, by arcymag by w stanie takiej desperacji. - Wyczuwasz to! - wypali Gromph. - Co jest nie tak w samym powietrzu, ktre wydychamy! Od caych stuleci, w mylach doda Jarlaxle, wiedzia jednak, e lepiej zachowa to dla siebie. Do Grompha rzek jedynie - Kaplica zostaa uszkodzona. Arcymag przytakn i na jego twarzy pojawia si kwana mina. Wielka sklepiona kaplica domu Baenre bya najwitszym miejscem w caym miecie, najwikszym otarzem Lloth. Zadajc Pajczej Krlowej najstraszniejszy policzek, jakiego chyba kiedykolwiek dowiadczya, renegat Do'Urden wraz ze swymi przyjacimi spucili w czasie ucieczki ze stropu jaskini stalaktyt, ktry przebi wspaniaa kopu niczym gigantyczna wcznia. - Pajcza Krlowa jest zdenerwowana - stwierdzi Gromph.

- Te bym by - zgodzi si Jarlaxle. Gromph zmierzy zadowolonego z siebie najemnika wciekym spojrzeniem. Jarlaxle rozumia, e nie jest ono efektem obraenia imienia Lloth, lecz po prostu reakcj na jego impertynenck postaw. Kiedy owo spojrzenie nie wywoao adnego efektu poza przywoaniem umiechu na wargi Jarlaxle'a, Gromph unis si gwatownie z fotela i zacz przemierza pomieszczenie niczym uwiziona w klatce bestia. Zombie, niezdolny do mylenia i jedynie odpowiednio zaprogramowany, ruszy w jego stron z kielichem w doni. Gromph warkn i podnis otwart do, a na niej pojawia si nagle kula pomieni. Drug doni Gromph umieci w ogniu co maego i czerwonego - wygldajcego jak uska - i zacz zowieszczy zapiew. Jarlaxle obserwowa cierpliwie, jak Gromph wyzwala sw frustracj. Najemnik wola, by czarodziej wymierzy sw gwatown odpowied w zombie, a nie w niego. Z doni Grompha wystrzeli jzor pomieni. Leniwie, zdecydowanie, niczym w, ktry unieruchomi ju sw ofiar trucizn, pomie owin si wok zombie, ktry, oczywicie, nie poruszy si ani nie skary. W przecigu sekund zombie zosta otoczony przez tego ognistego wa. Kiedy Gromph znw niedbale zasiad, ponce stworzenie podyo z powrotem wyznaczonym kursem, by beznamitnie stan. Dotaro na miejsce, lecz zaraz si przewrcio, straciwszy w pomieniach jedn nog. - Ten zapach... - zacz Jarlaxle, przykadajc do do nosa. - Pochodzi z mocy! - dokoczy Gromph, mruc czerwone oczy i rozchylajc wskie nozdrza. Czarodziej wzi gboki oddech i napawa si odorem. - To nie Lloth popiera nieprawidowo w powietrzu - powiedzia nagle Jarlaxle, chcc wyprowadzi Grompha z wyranego gniewu, zakoczy z nim spraw i opuci to cuchnce miejsce. - Co wiesz? - zada odpowiedzi Gromph, nagle znw stajc si wystraszony. - Nie wicej ni ty - odpar Jarlaxle. - Lloth jest najprawdopodobniej za z powodu ucieczki Drizzta oraz szkd wyrzdzonych kaplicy. Ty bardziej ni inni doceniasz znaczenie tej kaplicy. - Przebiegy ton Jarlaxle'a spowodowa, i nozdrza Grompha znw si rozchyliy. Najemnik wiedzia, e trafi w czuy punkt, w luk w opancerzonych

szatach arcymaga. Gromph stworzy zwieczenie kaplicy Baenre, gigantyczn, migoczc iluzj, unoszc si nad centralnym otarzem. Zmieniaa ona bezustannie form, przechodzc z piknej drowki w wielkiego pajka i z powrotem. Nie byo tajemnic w Menzoberranzan, i Gromph nie jest zbyt oddanym czcicielem Lloth i e stworzenie wspaniaej iluzji oszczdzio go przed bezlitosnym gniewem matki. - Dzieje si jednak zbyt wiele rzeczy, by Lloth moga by jedyn przyczyn - podj Jarlaxle po nasyceniu si przez chwil tym drobnym zwycistwem. - Za zbyt wielu przeciwnikw chciaoby ugodzi w podstaw potgi Lloth. - Wrogie bstwo? - spyta Gromph, ujawniajc wicej, ni zamierza. Lub te podziemna rewolta? - Czarodziej usiad nagle z powrotem, uwaajc, e na co wpad, sdzc, e podziemny bunt z pewnoci podchodzi pod domen pewnego przywdcy najemnikw. Jarlaxle nie zosta jednak w aden sposb zapdzony w rg, bowiem jeli nawet ktre z podejrze Grompha miao jakie podstawy, Jarlaxle tego nie wiedzia. - Co - to byo wszystko, co odrzek najemnik. - Co, co by moe jest niebezpieczne dla nas wszystkich. Przez ponad dwie dziesitki lat ten czy inny dom przecenia warto schwytania renegata Drizzta Do'Urdena i wanie owa gorliwo podniosa jego pozycj oraz spotgowaa wywoane przez niego kopoty. - A wic sdzisz, e to wszystko jest powizane z ucieczk Drizzta uzna Gromph. - Sdz, e wiele matek opiekunek by w to uwierzyo - szybko odpar Jarlaxle. - W ten sposb ucieczka Drizzta istotnie odegra rol w tym, co nastpi. Nie powiedziaem jednak, i to, co sdzisz, e jest nieprawidowe, jest rezultatem ucieczki renegata z domu Baenre. Gromph zamkn oczy i zastanowi si nad tym rozumowaniem. Jarlaxle mia oczywicie racj. Menzoberranzan byo miejscem tak pogronym w intrygach, i prawda miaa mniejsze znaczenie ni podejrzenia, i podejrzenia staway si czsto samospeniajcymi si przepowiedniami, a w zwizku z tym tworzyy prawd. - Mog zechcie znw z tob porozmawia, najemniku - powiedzia cicho arcymag, a Jarlaxle zauway drzwi blisko miejsca, w ktrym wszed do pozawymiarowej kieszeni. Obok nich wci pon zombie,

bdcy teraz jedynie czarn stert niemal nagich koci. Jarlaxle ruszy do drzwi. - Niestety - Gromph rzek dramatycznie, a Jarlaxle przystan. - M'tar nie przey. - Jego strata - odpar Jarlaxle, nie chcc, by Gromph myla, i strata ta w jakikolwiek sposb ugodzi w Bregan D'aerthe. Jarlaxle wyszed przez drzwi, wzdu sznura, i wlizgn si w cienie miasta, starajc si przetrawi to wszystko, co miao miejsce. Rzadko rozmawia z Gromphem, a jeszcze rzadziej Gromph prosi, na swj zawiy sposb, o rozmow. Jarlaxle zdawa sobie spraw, i ten fakt jest znaczcy. Dziao si tu co bardzo dziwnego, lekkie mrowienie w powietrzu. Jarlaxle, mionik chaosu (gwnie dlatego, e zawsze wydawa si wychodzi z niego na swoje), by zaintrygowany. Jeszcze bardziej za byo intrygujce to, e Gromph, pomimo swych obaw oraz wszystkiego, co mia do stracenia, rwnie by zaintrygowany! Dowodzia tego wzmianka arcymaga o ewentualnym drugim bstwie. Gromph by bowiem starym mieciem, pomimo faktu, e dotar w yciu wyej, ni miaby nadziej znale si jakikolwiek drow mczyzna w Menzoberranzan. Nie, nie pomimo tego faktu, w mylach skorygowa si Jarlaxle. Gromph by zgorzkniay, by taki od wiekw, poniewa w wyniosym postrzeganiu wasnej wartoci, nawet pozycj arcymaga uwaa za bezwartociow, za granic narzucon przez pe. Jarlaxle wiedzia, i najwiksz saboci Menzoberranzan nie bya rywalizacja rozmaitych domw, lecz cisy matriarchalny system narzucony przez wyznawczynie Lloth. Poowa populacji droww bya podrzdna jedynie dlatego, e urodzia si jako mczyni. To bya sabo. Podrzdno za w nieunikniony sposb rodzia zgorzknienie, nawet zwaszcza! - w kim, kto dotar tak wysoko jak Gromph. Poniewa ze swej wyniosej perci arcymag widzia wyranie, o ile wyej mgby si dosta, gdyby urodzi si z innym zestawem genitaliw. Gromph napomkn, i chciaby znw rozmawia z Jarlaxle'em. Najemnik mia odczucie, i on oraz zgorzkniay mag istotnie bd si spotyka, by moe do czsto. Nastpne dwadziecia krokw powrotnego marszu przez Menzoberranzan spdzi zastanawiajc si,

jakie informacje Gromph moe wycign z biednego M'tara, bowiem porucznik nie by oczywicie martwy - cho niedugo pewnie zacznie aowa, e tak nie jest. Jarlaxle rozemia si z wasnej gupoty. Mwi Gromphowi oczywicie prawd, wic M'tar nie mg ujawni niczego obciajcego. Najemnik westchn. Nie nawyk do mwienia prawdy, nie nawyk do chodzenia tam, gdzie nie byo pajczyn. Odrzuciwszy t myl, Jarlaxle skierowa uwag na miasto. Co si szykowao. Jarlaxle, ze wszystkiego wychodzcy zwycisko, czu to, mg wic rwnie czu Gromph. Wrcz zbyt szybko stanie si co wanego i tym, czego najemnik potrzebowa, byo okrelenie, w jaki sposb moe na tym zyska, czymkolwiek by to nie byo.

ROZDZIA 5 KAWALER CATTI-BRIE Kiedy towarzysze zeszli na niskie szlaki, Drizzt przywoa Guenhwyyar do swego boku. Pantera usiada cicho, czekajc, co si stanie. - Powiniene wprowadzi kocic do rodka - zasugerowaa Catti-brie, rozumiejc zamiary Drizzta. Barbarzycy, cho zawdrowali daleko od swych osiedli w tundrze oraz zapomnieli wiele ze swych zwyczajw, pozostali do nieufni wobec magii, za widok pantery zawsze niepokoi wielu ludzi Berkthgara oraz nie by zbyt miy jemu samemu. - Wystarczy, e ja wchodz do ich osady - odpar Drizzt. Catti-brie musiaa przytakn. Widok Drizzta, mrocznego elfa, czonka rasy znanej z magii i za, by dla ludzi z pnocy chyba jeszcze bardziej niepokojcy ni widok pantery. - Berkthgar sporo by si jednak nauczy, gdyby kocica usiada na nim na chwil - stwierdzia. Drizzt zachichota, wyobraziwszy sobie obraz Guenhwyvar przecigajcej si wygodnie na grzbiecie wielkiego, wijcego si mczyzny. - Ludzie z Settlestone przyzwyczaj si do pantery, tak jak przyzwyczaili si do mnie - odrzek drow. - Pomyl, jak wiele mino czasu, zanim Bruenor zacz si czu swobodnie przy Guenhwyvar. Pantera wydaa z siebie niski pomruk, jakby rozumiaa kade ich sowo. - To nie byy lata - odpara Catti-brie. - To byy te wszystkie okazje, kiedy Guen wycigaa tyek mojego upartego ojca z gorcego ognia! Kiedy Guenhwyvar znw warkna, Drizzt i Catti-brie mieli kup miechu kosztem opryskliwego Bruenora. Rado zmniejszya si, gdy Drizzt wzi figurk i poprosi Guenhwyvar, by odesza, obiecujc panterze, e zawoa jaz powrotem, zaraz gdy on i Catti-brie znajd si znw na szlaku, kierujc si z powrotem do Mithrilowej Hali. Wspaniaa pantera, pomrukujc nisko,' zacza obchodzi figurk dookoa. Stopniowo pomruki cichy, gdy Guenhwyvar rozpywaa si w szar mg, a znikna zupenie. Drizzt podnis figurk i spojrza na struki dymu unoszce si z pobliskiego Settlestone.

- Jeste gotowa? - spyta sw towarzyszk. - Bdzie uparty - przyznaa Catti-brie. - Musimy po prostu spowodowa, eby Berkthgar zrozumia gbi niepokoju Bruenora - odezwa si Drizzt, kierujc si ku osadzie. - Musimy po prostu spowodowa, eby Berkthgar wyobrazi sobie topr Bruenora leccy mu w twarz - mrukna Catti-brie. - Prosto pomidzy oczy. Settlestone bya maym, smaganym wiatrem zbiorowiskiem kamiennych domw, umiejscowionych w dolinie i chronionych od trzech stron przez nierwne zbocza ogromnych gr znanych jako Grzbiet wiata. Kamienne budowle w porwnaniu z gigantycznymi wierchami przypominay domki z kart. Zostay zbudowane przez krasnoludy z Mithrilowej Hali, przez przodkw Bruenora, setki lat temu, kiedy to miejsce byo nazywane Dwarvendarrow. Przez lud Bruenora byo wykorzystywane jako posterunek handlowy i stanowio jedyny punkt, w ktrym kupcy mogli spojrze na cudy przybywajce z Mithrilowej Hali, bowiem krasnoludy nie chciay zaprasza obcych do swych tajemnych kopal. Nawet kto, kto nie zna historii Dwarvendarrow, uznaby, i miejsce to zostao zbudowane przez brodaty lud. Jedynie krasnoludy byy w stanie nasczy kamienie tak si, bowiem cho osada bya niezamieszkaa od wiekw i cho wicher dmcy dolin pomidzy wysokimi cianami grskimi wia nieprzerwanie, budynki pozostay. Dostosowujc je do swego uytku, ludzie Wulfgara nie musieli zrobi duo wicej, ni tylko podeprze niektre ciany, zamie tony kamieni, ktre na wp przykryy niektre domy, czy wypdzi zwierzta, ktre tam zamieszkay. Tak wic znw by to punkt handlowy, wygldajcy w sporej czci tak jak w czasach rozkwitu Mithrilowej Hali, teraz jednak nazywa si Settlestone i wykorzystywali go ludzie bdcy przedstawicielami zapracowanych krasnoludw. Porozumienie wydawao si rozsdne i korzystne dla obydwu stron, jednak Berkthgar nie mia pojcia, jak trudna staa si nagle sytuacja. Drizzt oraz Catti-brie wiedzieli, e jeli nie ugnie si w swoich daniach, by dosta Aegis-fanga, Bruenor najprawdopodobniej rozkae barbarzycy oraz jego ludowi opuci t krain.

Dumni barbarzycy nie podporzdkuj si oczywicie takiemu rozkazowi. Ziemia zostaa im dana, nie wypoyczona. Perspektywa wojny, kiedy to lud Bruenora wypadnie z gr, wypdzajc barbarzycw, nie bya wcale taka nieprawdopodobna. Wszystko z powodu Aegis-fanga. - Wulfgar nie byby zadowolony, znajc rdo tego sporu stwierdzia Catti-brie, gdy wraz z Drizztem zbliyli si do osady. - To on ich tu sprowadzi. To naprawd szkoda, e pami o nim grozi rozerwaniem przymierza. Jest w tym ironia losu, zgodzi si w mylach Drizzt. Jego kroki stay si bardziej zdeterminowane. Jeli ich dyplomatyczn misj umieci w tym wietle, nabieraa jeszcze wikszego znaczenia. Nagle Drizzt maszerowa do Settlestone po co wicej, ni tylko eby zaegna drobn sprzeczk midzy dwoma nieugitymi wadcami. Drow szed, by ocali honor Wulfgara. Kiedy dotarli na dno doliny, usyszeli piew, rytmiczn i uroczyst recytacj czynw legendarnego wojownika. Szli pustymi ciekami obok otwartych drzwi domw, ktrych zabezpieczaniem krzepki lud nawet si nie trudzi. Obydwoje wiedzieli, skd pochodzi piew oraz gdzie znajd mczyzn, kobiety i dzieci z Settlestone. Jedynym uzupenieniem, jakie barbarzyscy osadnicy wykonali, bya wielka budowla, mogca pomieci cztery setki wszystkich ludzi z Settlestone oraz podobn liczb goci. Nazywaa si Hengerot, Miodowa Sala. Bya miejscem kultu, przypominania cnt oraz dzielenia si jadem i napitkami. Hengerot nie bya skoczona. Poowa jej dugich, niskich cian zostaa wykonana z kamienia, lecz reszt zasonite skrami jeleni. Fakt ten wydawa si Drizztowi odpowiedni, odzwierciedla, jak daleko zaszed lud Wulfgara i jak daleko jeszcze musia doj. Kiedy ci ludzie yli w tundrze Doliny Lodowego Wichru, byli nomadami podajcymi za stadami reniferw, wic wszystkie ich domy byy ze skry, mona byo je spakowa i zabra wraz z odchodzcym plemieniem. Nie byli ju jednak nomadami, ich ycie nie zaleao ju od stada reniferw. Byo to rdo, na ktrym nie mona byo polega, czsto prowadzce do walk pomidzy poszczeglnymi plemionami lub te ludem z Dekapolis, z okolicy trzech jezior, jedynymi niebarbarzycami w

Dolinie Lodowego Wichru. Drizzt cieszy si, widzc poziom pokoju oraz harmonii, jaki osignli, wci jednak czu bl, spogldajc na niedokoczon cz Hengerot, na skry, i przypominajc sobie ofiary poniesione przez tych ludzi. Ich sposb ycia, jakie prowadzili przez tysice lat, ju nie istnia. Patrzc na Hengerot, zaledwie cie chway, jak cieszya si Miodowa Sala, widzc kamienie wice teraz ten dumny lud, drow nie mg nie zastanawia si, czy to naprawd by postp. Catti-brie, ktra przeya wikszo swego modego ycia w Dolinie Lodowego Wichru i syszaa niezliczone opowieci o nomadycznych barbarzycach, rozumiaa t strat. Przybywajc do Settlestone, barbarzycy oddali spor cz swej wolnoci i wicej ni tylko odrobin dziedzictwa. Byli teraz bogatsi, daleko bogatsi ni kiedykolwiek mogliby sobie w ogle wymarzy i ostra zima nie zagraaa ju ich yciu. Bya za to jednak cena. Choby gwiazdy. Tutaj, obok gr, gwiazdy byy inne. Nie opaday ku paskiemu horyzontowi, wcigajc dusz w niebiosa. Wydawszy z siebie zrezygnowane westchnienie, wypywajce z odrobiny tsknoty za Dolin Lodowego Wichru, Catti-brie przypomniaa sobie o napitej sytuacji. Wiedziaa, e Berkthgar jest uparty, lecz rwnie to, i barbarzyca odczuwa bl z powodu mierci Wulfgara oraz faktu, e krasnolud trzyma klucz do mota, ktry sta si najbardziej szanowan broni w dziejach jego plemienia. Niewane, e tym, kto wyku ow bro, by krasnolud. Niewane, e mczyzna, ktry da jej tak chwa, by tak naprawd dla tego krasnoluda niczym syn. Catti-brie wiedziaa, e dla Berkthgara stracony bohater nie by synem Bruenora, lecz Wulfgarem, synem Beornegara z plemienia osia. Wulfgarem z Doliny Lodowego Wichru, nie z Mithrilowej Hali. Wulfgarem, ktry uosabia sob wszystko to, co szanowane i cenione wrd barbarzyskiego ludu. Catti-brie chyba najbardziej dostrzegaa powag stojcego przed nimi zadania. Po obu stronach skry wejcia do sali stao dwch stranikw o szerokich barach, ktrych brody i oddech bardziej ni tylko troch zalatyway gstym miodem. Najpierw poruszyli si niespokojnie, a nastpnie odsunli pospiesznie na bok, rozpoznawszy goci. Jeden skierowa si do najbliszego koca ustawionego porodku sali stou, by obwieci przybycie Drizzta oraz Catti-brie, wyliczajc ich znane czyny

oraz dziedzictwo (przynajmniej Catti-brie, bowiem w przypadku Drizzta nie byoby ono w Settlestone powodem do chway). Drizzt i Catti-brie czekali cierpliwie w drzwiach wraz z drugim mczyzn, ktry przewysza wag ich oboje razem wzitych. Obydwoje skupili wzrok na Berkthgarze, siedzcym w poowie prawej strony stou, a on popatrzy obok mczyzny zapowiadajcego goci, by utkwi w nich swoje spojrzenie. Catti-brie uwaaa, e jest gupcem, spierajc si z Bruenorem, jednak ani ona, ani Drizzt nie mogli nic poradzi na to, e ogromny barbarzyca wywiera na nich wraenie. By niemal tak wysoki jak Wulfgar, osigajc dwa metry wzrostu, mia szerokie ramiona oraz krzepkie rce gruboci ud grubego krasnoluda. Jego brzowe wosy byy potargane, opadajc nisko na ramiona, i zaczyna zapuszcza brod na zim. Grube kpy na brodzie i karku powodoway, e wyglda jeszcze bardziej zaciekle oraz imponujco. Przywdcy Settlestone byli wybierani w prbach siowych, w zaartych zapasach, jak barbarzycy czynili w swej przeszoci. aden mczyzna w Settlestone nie mg pokona Berkthgara - Berkthgara miaego, jak by nazywany - a jednak w zwizku z tym faktem y bardziej ni ktokolwiek inny w cieniu martwego czowieka, ktry sta si legend. - Prosz, doczcie do nas! - Berkthgar powita ich ciepo, jednak wyraz jego twarzy mwi gociom, e spodziewa si ich wizyty i nie by poruszony, widzc ich. Wdz skupi si gwnie na Drizzcie i Catti-brie widziaa w bkitnych oczach wielkiego mczyzny zarwno skwapliwo, jak i niepokj. Drizztowi oraz Catti-brie podano taborety (co byo dla niej wielkim zaszczytem, bowiem przy stole nie siedziaa adna inna kobieta, chyba e w objciach zalotnika). W Hengerot oraz w caym tym spoeczestwie kobiety i dzieci, nie liczc starszych chopcw, peniy funkcj suebn. Krztay si teraz, ustawiajc przed najnowszymi gomi kubki z miodem. Drizzt oraz Catti-brie przyjrzeli si podejrzliwie napitkom, wiedzc, e musz zachowa idealn czysto umysu, kiedy jednak Berkthgar zaproponowa toast za nich i unis wysoko wasne naczynie, zwyczaj nakazywa, eby uczyni podobnie. W Hengerot za nie sczyo si tak po prostu miodu!

Przyjaciele oprnili kubki przy akompaniamencie radosnych okrzykw i spojrzeli na siebie aonie, gdy puste naczynia zostay zaraz zastpione przez pene. Nieoczekiwanie Drizzt wsta i wskoczy zwinnie na dugi st. - Witajcie mczyni i kobiety z Settlestone, narodzie Berkthgara miaego! - zacz i podnis si chr oguszajcych okrzykw, rykw na cze Berkthgara, rda dumy osady. W przecigu nastpnej minuty wielki potargany mczyzna zosta klapnity w plecy chyba stukrotnie, jednak ani razu nie mrugn i ani razu nie spuci wzroku z mrocznego elfa. Catti-brie rozumiaa, co si tu dzieje. Barbarzycy niechtnie zaakceptowali Drizzta, jednak wci by on wychudzonym elfem, na dodatek mrocznym! Paradoks ten by dla nich bardziej ni troch niezrczny. Uwaali Drizzta za sabego - najprawdopodobniej nie silniejszego ni niektre z ich twardych kobiet - a mimo to zdawali sobie spraw, e aden z nich nie pokonaby drowa w walce. Berkthgar by najbardziej zaniepokojony ze wszystkich, wiedzia bowiem, dlaczego Drizzt oraz Catti-brie przybyli i podejrzewa, e kwestia mota rozstrzygnie si pomidzy nim a Drizztem. - Jestemy naprawd wdziczni, wrcz poruszeni wasz gocinnoci. Nikt w caych Krainach nie zorganizowaby bardziej zachcajcego stou! - Znw okrzyki. Drizzt dobrze sobie z nimi radzi i nie przeszkadza mu fakt, e ponad poowa z nich przewracaa si z pijastwa. - Nie moemy jednak zosta dugo - powiedzia Drizzt, jego gos sta si nagle ponury. Efekt, jaki wywaro to na siedzcych w pobliu drowa, by oszaamiajcy, wszyscy bowiem wydawali si nagle wytrzewie, dostrzec powag wizyty drowa. Catti-brie ujrzaa bysk rubinowego wisiorka dyndajcego na szyi Drizzta i zrozumiaa, e cho drow nie wykorzystywa aktywnie zakltego klejnotu, sama jego obecno bya bardziej upajajca ni jakakolwiek ilo gstego miodu. - Nad nami wszystkimi wisi ciki miecz wojny - cign pospnie Drizzt. - Jest to czas soju... Berkthgar zakoczy gwatownie przemow drowa, uderzajc kubkiem o st tak brutalnie, e si roztrzaska, ochlapujc tych, co byli w pobliu, zocistobrzowym miodem oraz kawakami szka. Wci

trzymajc ucho naczynia, przywdca barbarzycw wdrapa si niepewnie na st, by zagrowa wzrostem nad mrocznym elfem. W mgnieniu oka zapada cisza. - Przybywacie tu, mwic o sojuszu - wdz barbarzycw zacz powoli. - Przybywacie prosi o sojusz. - Przerwa i rozejrza si po swych zaniepokojonych ludziach, by wywrze dramatyczny efekt. - A mimo to trzymacie w niewoli bro, ktra staa si symbolem mojego ludu, bro okryt chwa przez Wulfgara, syna Beomegara! Rozlegy si tysice okrzykw, a Catti-brie podniosa wzrok na Drizzta i bezradnie wzruszya ramionami. Nienawidzia, kiedy barbarzycy okrelali Wulfgara wedug jego pochodzenia, jako syna Beomegara. Dla nich by po prostu przedmiotem dumy, a sama duma nie przemawiaa nigdy dobrze do pragmatycznej kobiety. Poza tym nie trzeba byo wspomina o pochodzeniu Wulfgara, by wzmocni osignicia jego krtkiego ycia. Jego dzieci, gdyby jakie spodzi, byyby tymi, ktre posiadayby prawo mwi o swym ojcu. - Jestemy przyjacimi krasnoludzkiego krla, ktremu suysz, mroczny elfie - cign Berkthgar, a jego grzmicy gos odbija si echem od kamiennych fragmentw cian Hengerot. - I prosimy o to samo Bruenora Battlehammera, syna Bangora, syna Garumna. Bdziecie mie swj sojusz, jednak nie, zanim nie zostanie mi dostarczony Aegis-fang. - Jestem Berkthgar! - rykn przywdca barbarzycw. - Berkthgar miay! - szybko pisno kilku doradcw i wzniosy si kolejne okrzyki, kubki podniosy si wysoko w toacie za potnego wodza Settlestone. - Bruenor szybciej dostarczyby wasny topr - odpar Drizzt, nasycony ju do cna chwa Berkthgara. Drow rozumia, e byli wraz z Catti-brie oczekiwani w Settlestone, bowiem krtka przemowa Berkthgara oraz reakcja na ni, zostay pieczoowicie zaplanowane, a nawet przewiczone. - I nie sdz, e spodobaby ci si sposb, w jaki dostarczyby w topr - dokoczy cicho drow, kiedy porykiwania zamary. Znw podniosa si pena oczekiwania wrzawa, bowiem sowa drowa mogy zosta wzite za wyzwanie, za Berkthgar, mrucy niebezpiecznie bkitne oczy, wydawa si bardziej ni ochoczy, by podj rkawic. - Jednak Bruenora tu nie ma - przywdca barbarzycw powiedzia

pewnie. - Czy Drizzt Do'Urden bdzie broni jego sprawy? Drizzt wyprostowa si, starajc obmyli najlepsz drog. Umys Catti-brie rwnie pracowa szybko. Nie miaa zbyt wielu wtpliwoci, e Drizzt przyjby wyzwanie i natychmiast pokona Berkthgara, a ludzie z Settlestone z pewnoci nie tolerowaliby takiej haby. - Wulfgar mia by moim mem! - wrzasna, wstajc ze swego krzesa, akurat gdy Drizzt mia zamiar odpowiedzie. - I jestem crk Bruenora, na mocy prawa ksiniczk Mithrilowej Hali. Jeli kto ma broni sprawy mego ojca... - Ty go wyonisz - uzna Berkthgar. - To bd to ja - odpara ponuro Catti-brie. Znw w caej Miodowej Sali podniosy si ryki, a w tylnej czci pomieszczenia do duo kobiet zachichotao i pokiwao z nadziej gowami. Drizzt nie wydawa si taki zadowolony i spojrzenie, jakie skierowa w stron Catti-brie, byo czysto bagalne, proszce j, by uspokoia t sytuacj, zanim sytuacja wymknie si SPOD KONTROLI. Nie chcia adnej walki. Podobnie jak Catti-brie, jednak tum ju si rozszala, ponad poowa gosw woaa do Berkthgara Walcz z kobiet!", jakby wyzwanie Catti-brie ju si dokonao. We wzroku, jakim Berkthgar zmierzy Catti-brie, widniaa czysta wcieko. Rozumiaa jego sytuacj i sympatyzowaa z nim. Zamierzaa pj dalej i wyjani, e bdzie jedynym kawalerem Bruenora, jeli takowy mia by, nie przysza tu jednak, by walczy. Wydarzenia zaszy jednak dalej. - Nigdy! - rykn Berkthgar nad harmidrem i sala troch, si uspokoia, pene ekscytacji krzyki zamary do szeptw. - Nigdy nie walczyem z kobiet! T postaw Berkthgar bdzie musia wkrtce przeama, pomyla Drizzt, bowiem jeli mroczne elfy rzeczywicie maszeroway na Mithrilow Hal, nie byo zbyt wiele miejsca na takie opory. Kobiety byy zwykle najsilniejszymi wojownikami droww, zarwno jeli chodzi o uycie magii, jak i broni. - Walcz z ni! - krzykn jaki mczyzna, wyranie bardzo pijany,

miejc si jednoczenie, podobnie jak otaczajcy go kamraci. Berkthgar przenis wzrok z niego na Catti-brie, a jego wielka pier unosia si, gdy prbowa bra gbokie oddechy, aby okiezna wcieko. Nie mg wygra, zdawaa sobie spraw Catti-brie. Gdyby walczyli, nie mgby wygra, nawet jeli by j poturbowa. Wrd twardych mczyzn z Settlestone nawet podniesienie broni przeciwko niej uchodzioby za tchrzostwo. Catti-brie wspia si na st i kiwna lekko gow, przechodzc obok Drizzta. Z rkoma na biodrach - wychylajc jedno z nich w bok, by podkreli sw kobiec figur - rzucia w stron przywdcy barbarzycw przebiegy umiech. - Chyba nie za pomoc broni - powiedziaa. - Istniej jednak inne sposoby, dziki ktrym mczyzna i kobieta mog rywalizowa. Na ten komentarz caa sala eksplodowaa. Kubki zostay tak energicznie podniesione w toacie, e gdy opady z powrotem do spragnionych ust mczyzn, pozostao w nich niewiele miodu. Kilka osb na tylnym kocu sali podjo spron piosenk, klepic si po plecach przy kadym crescendo. Lawendowe oczy Drizzta stay si tak szerokie, i wydawao si, e po prostu wypadn z oczodow. Kiedy Catti-brie powicia chwil, by na niego spojrze, zacza obawia si, e wycignie on bro i pozabija wszystkich w pomieszczeniu. Przez moment jej to schlebiao, jednak to szybko mino zastpione przez rozczarowanie, e drow tak nisko j ocenia. Gdy odwrcia si i zeskoczya ze stou, wymierzya w jego stron spojrzenie, ktre wanie to mwio. Siedzcy obok mczyzna wycign rce, by j zapa, jednak odtrcia jego donie i ruszya butnie ku drzwiom. - Jest w niej ogie! - usyszaa za sob. - Niestety dla biednego Berkthgara! - dobieg krzyk kolejnego awanturnika. Oszoomiony wdz barbarzycw spoglda w jedn i drug stron, celowo unikajc wzroku mrocznego elfa. Berkthgar by zakopotany crka Bruenora, cho osawiona poszukiwaczka przygd, nie bya znana z takich dziwactw. Oprcz tego by jednak mocno zaintrygowany. Kady

mczyzna w Settlestone uwaa Catti-brie, ksiniczk Mithrilowej Hali, za najlepsz parti w okolicy. - Aegis-fang bdzie mj! - krzykn w kocu Berkthgar i ryk, ktry rozleg si za nim, by oguszajcy. Kiedy przywdca barbarzycw odwrci si, odczu ulg, e Drizzt nie stoi ju przed nim, nie byo go jednak nigdzie w polu widzenia. Jeden potny skok skierowa mrocznego elfa ku drzwiom. Za Hengerot, w cichym miejscu obok pustego domu, Drizzt wzi Catti-brie pod rk i odwrci j w swoj stron. Spodziewaa si, e na ni wrzanie, a nawet e j spoliczkuje. Zamiast tego rozemia si. - Sprytne - pogratulowa Drizzt. - Ale czy potrafisz go pokona? - Skd wiesz, e nie miaam na myli tego, co powiedziaam? - rzucia w odpowiedzi Catti-brie. - Bowiem ywisz do siebie wicej szacunku, ni to by wskazywao odpar bez wahania Drizzt. Bya to idealna odpowied, wanie taka, jak Catti-brie potrzebowaa usysze od przyjaciela, i nie naciskaa ju dalej. - Ale czy potrafisz go pokona? - spyta ponownie Drizzt, tym razem powanie. Catti-brie bya dobra, stawaa si coraz lepsza z kad lekcj, jednak Berkthgar by wielki i niezwykle silny. - Jest pijany - odrzeka Catti-brie. - I powolny jak Wulfgar zanim pokazae mu lepszy sposb walki. - Jej niebieskie oczy, ciemne niczym niebo przed witem, zaiskrzyy si. - Jak pokazae mi. Drizzt klepn j lekko w rami, rozumiejc, e walka ta bdzie rwnie wana dla niej, jak dla Berkthgara. Wtedy z namiotu wypad jak burza barbarzyca, pozostawiajc za sob hord bekoczcych kamratw, zerkajcych przez otwarte wejcie. - Pokonanie go to poowa kopotu. Trzeba jeszcze pozwoli mu zachowa honor - wyszeptaa Catti-brie. Drizzt przytakn i znw klepn j w rami, po czym odszed, zataczajc szeroki uk wok Berkthgara, kierujc si z powrotem do namiotu. Uzna, e Catti-brie wzia sprawy w swoje rce i powinien jej pozwoli, by si teraz zaja tym do koca. Barbarzycy odstpili, gdy drow wszed do namiotu i wymownie zamkn klap, rzucajc jeszcze jedno spojrzenie na Catti-brie i widzc,

jak odchodzi rami w rami z Berkthgarem (ktry od tyu tak przypomina wielkiego Wulfgara) smagan wichrem ciek. Dla Drizzta Do'Urdena widok ten nie by przyjemny. *** - Nie jeste zaskoczony? - spytaa Catti-brie, wyjwszy z plecaka pokrowiec do wicze i zaczynajc nasuwa go na ostr kling. Robic to poczua dreszczyk emocji, nage odczucie rozczarowania, a nawet zoci, ktrego nie rozumiaa. - Ani przez chwil nie sdziem, e sprowadzisz mnie tu z powodu, ktry zasugerowaa - odpar niedbale Berkthgar. - Cho gdyby... - Zamknij si - ostro przerwaa Catti-brie. Berkthgar zacisn zby. Nie by przyzwyczajony, by zwracano si do niego w taki sposb, zwaszcza by kobiety mwiy tak do niego. - My z Settlestone nie zakrywamy kling, gdy walczymy - rzuci chepliwie. Catti-brie odwzajemnia zdeterminowane spojrzenie przywdcy barbarzycw i robic to, wysuna miecz z powrotem z ochronnej pochwy. Znw zalaa j naga fala ekscytacji. Jak przy poprzednich odczuciach nie rozumiaa tego i mylaa, e by moe jej gniew na Berkthgara jest gbszy, ni omielaa si przed sob przyzna. Berkthgar odszed do swego domu i wkrtce wrci z umiechem oraz pochw przypit w poprzek plecw. Nad jego prawym ramieniem Cattibrie widziaa rkoje oraz jelec miecza - jelec niemal tak dugi jak cae jej ostrze! - za spod lewego biodra Berkthgara wystawaa dolna cz pochwy, sigajc niemal do ziemi. Catti-brie patrzya oczarowana, zastanawiajc si, w co si wpdzia, kiedy Berkthgar uroczycie wysun miecz na wycignicie rki. Wzdu grnej krawdzi pochwa bya rozcita, aby barbarzyca mg wyj gigantyczn kling. I rzeczywicie bya ogromna! Faliste ostrze mierzyo sobie ponad sto dwadziecia centymetrw, po nim za nastpowao dwudziestocentymetrowe ricasso, pomidzy waciwym jelcem a drugim, mniejszym. Jedn rk, na ktrej minie napiy si niczym elazne postronki,

Berkthgar zacz obraca ostrzem, wywoujc w powietrzu nad sw gow donony wist. Nastpnie opuci czubek na ziemi i opar rk na jelcu, ktry przy jego ponad dwumetrowej sylwetce siga mu do ramienia. - Zamierzasz tym walczy, czy zabija zapasione krowy? - spytaa Catti-brie, starajc si pozbawi go czci narastajcej dumy. - Wci pozwalam ci wybra inn rywalizacj - odpar spokojnie Berkthgar. Catti-brie wyszarpna przed siebie miecz i schylia si, przybierajc pozycj do walki. Barbarzyca prychn i przeszed do podobnej postawy, jednak wyprostowa si, wygldajc na zakopotanego. - Nie mog - zacz Berkthgar. - Gdybym ci cho zadrasn, serce krla Battlehammera pkoby rwnie pewnie jak twoja czaszka. Catti-brie zaatakowaa nagle, wykonujc pchnicie w rami Berkthgara i wyszarpujc lini w jego pokrytej wosiem kurtce. Spojrza na cicie, po czym jego oczy podniosy si powoli, by popatrze na Catti-brie, jednak poza tym nie wykona adnego innego ruchu. - Po prostu si boisz, bo wiesz, e nie moesz wystarczajco szybko porusza tym zabjc krw - szydzia moda kobieta. Berkthgar zamruga bardzo powoli, wyduajc ten ruch, jakby chcia pokaza, za jak nudn uwaa t ca spraw. - Poka ci kouch, w ktrym trzymany jest Bankenfuere powiedzia. - A wczeniej poka ci posanie. - To co lepiej pasuje do koucha ni do doni miecznika! - warkna Catti-brie zmczona jego seksualnymi aluzjami. Znw wypada do przodu i uderzya mocno pazem ostrza w policzek Berkthgara, po czym odskoczya, wci powarkujc. - Jeli si boisz, to przyznaj si do tego! Do Berkthgara podya natychmiast do rany, a gdy si odsuna, barbarzyca zobaczy, e jego palce s czerwone od krwi. Catti-brie skrzywia si, nie zamierzaa bowiem uderzy go tak mocno. Wpyw Khazid'hei by subtelny. - Trac do ciebie cierpliwo, gupia kobieto! - warkn barbarzyca i unis ostrze straszliwego Bankenfuere, Furii Pnocy. Berkthgar warkn i wyskoczy do przodu, tym razem trzymajc

obydwie rce na rkojeci, gdy zamachiwa si przed sob wielkim ostrzem. Zaatakowa pazem, podobnie jak Catti-brie, jednak moda kobieta zdaa sobie spraw, e nie ma to wikszego znaczenia. Trafienie przez paz tej straszliwej klingi mimo wszystko rozsypaoby jej koci w proch! Catti-brie nie byo ju przy Berkthgarze, bowiem kobieta rzucia si do szybkiego odwrotu (znw si zastanawiajc, czy nie posuna si za daleko), kiedy miecz pody w gr. Klinga zatoczya uk, z lewej do prawej, po czym ruszya po raz drugi, tym razem celujc w d. Szybciej ni Catti-brie si spodziewaa, Berkthgar odwrci kierunek, ponownie zamachujc si ostrzem poziomo, teraz z lewej ku prawej, po czym umieci je z powrotem w gotowoci przy swym uminionym ramieniu. By to istotnie pokaz robicy wraenie, jednak Catti-brie bacznie obserwowaa manewr, ju nie oczyma penymi zachwytu, i zauwaya w obronie barbarzycy niejedn luk. Oczywicie musiaa idealnie wyliczy czas. Jedna pomyka i Bankenfuere przerobi j w pokarm dla robakw. Berkthgar zaatakowa nastpnym poziomym ciciem, przewidywalnym ciosem, poniewa tylko tak mona byo manewrowa tak broni! Catti-brie odstpia o krok, po czym jeszcze jeden, by uzyska pewno, i rzucia si za zamaszystym wymachem ostrza, zamierzajc trafi barbarzyc w rami. Berkthgar by jednak szybszy i obrci ostrze tak szybko, e Catti-brie musiaa porzuci atak i z trudem umkna mu z drogi. Mimo to uwaaa, e wygraa t rund, bowiem znaa ju lepiej zasig Berkthgara. Wedug niej za kada mijajca chwila dziaaa na jej korzy, widziaa bowiem pot skraplajcy si na czole pijanego barbarzycy, jego wielka pier unosia si coraz czciej. - Jeli inne rzeczy robisz tak kiepsko, jak walczysz, to zdecydowanie ciesz si, e wybraam tak wanie rywalizacj - rzeka Catti-brie i kpiny te posay dumnego Berkthgara w kolejny szereg dzikich zamachw. Catti-brie unikaa ciosw, gdy Bankenfuere przelatywa w poprzek w kilku tytanicznych i najwyraniej bezowocnych ciciach. Znw zawrci, bowiem furia barbarzycy bya jeszcze daleka do wyczerpania, i Cattibrie rzucia si daleko na bok, akurat gdy wielki miecz kierowa si w d.

- Zaraz ci dorw! - obieca Berkthgar, obracajc si do modej kobiety i przesuwajc swe potne ostrze w lewo, ustawiajc je w gotowoci przy prawym ramieniu. Catti-brie ruszya za ciciem, wykonujc dugi krok praw stop, wycigajc rk z mieczem w kierunku wysunitego biodra Berkthgara. Zapara si jednak solidnie lew stopa i nie miaa zamiaru kontynuowa ruchu. Zaraz gdy Bankenfuere ruszy w poprzek, by dokona przechwycenia, Catti-brie odskoczya, obrcia si na kotwiczcej j nodze i rzucia si za ostrzem, kierujc si zamiast tego ku prawemu biodru Berkthgara i uzyskujc paskudne, piekce trafienie. Barbarzyca warkn i obrci z tak si, e niemal straci rwnowag.. Catti-brie staa kilka krokw dalej, przykucnita, gotowa. Nie byo wtpliwoci, e wymachiwanie cik broni zaczynao zbiera swe niwo na mczynie, zwaszcza po sporych haustach miodu. - Jeszcze kilka wymian ciosw - wyszeptaa Catti-brie, zmuszajc si do zachowania cierpliwoci. I tak zachowywaa si wraz z biegiem minut, podczas gdy oddech Berkthgara stawa si tak donony jak zawodzcy wiatr. Przy kadym ataku Catti-brie utwierdzaa si co do ostatecznego manewru, ktry wykorzysta fakt, i wielkie ostrze oraz szerokie ramiona Berkthgara stanowi doskona optyczn barykad. *** Drizzt przecierpia p godziny chamskich komentarzy. - Nigdy jeszcze nie wytrzyma tak dugo! - odezwa si jeden barbarzyca. - Berkthgar Spiowy! - wykrzykn inny, okrelajc go sowem oznaczajcym wrd barbarzycw wytrzymao. - Spiowy! - wrzasnli razem wszyscy nieokrzesani mczyni, unoszc radonie kubki. Niektre z kobiet w tylnej czci Hengerot zachichotay na ten sprony pokaz, jednak wikszo miaa skwaszone miny. - Spiowy - wyszepta Drizzt i uzna, e sowo to doskonale pasuje do jego wasnej cierpliwoci podczas tych okrutnie dugich minut. Cho by

wcieky z powodu chamskich artw kosztem Catti-brie, bardziej obawia si, e Berkthgar j skrzywdzi, by moe pokona w walce i wykorzysta w inny sposb. Drizzt stara si usilnie, by utrzyma na wodzy sw wyobrani. Pomimo wszystkich swych przechwaek, pomimo przechwaek jego ludzi, Berkthgar by honorowym czowiekiem. By jednak pijany... Zabij go, uzna Drizzt, i jeli cokolwiek, czego si obawia, zici si, rzeczywicie powali potnego Berkthgara. Nie doszo do tego jednak, bowiem Berkthgar i Catti-brie wrcili do namiotu, wygldajc na troch sponiewieranych. Krzaczasta broda barbarzycy bya w jednym miejscu ciemna od zakrzepej krwi, jednak poza tym wszystko wydawao si w porzdku. Catti-brie pucia dyskretnie oko, mijajc drowa. W Hengerot zawrzao, pijani mczyni bez wtpienia wymieniali sprone opowieci o wyczynach swego wodza. Berkthgar spojrza na Catti-brie, a ona nawet nie mrugna. - Nie bd nosi Aegis-fanga - oznajmi przywdca barbarzycw. Rozlegy si jki i pohukiwania, podobnie jak spekulacje, kto naprawd wygra rywalizacj. Berkthgar zaczerwieni si, a Drizzt obawia si, e bd kopoty. Catti-brie wskoczya na st. - Nie ma lepszego mczyzny w Settlestone! - rzucia w powietrze. Kilku barbarzycw podbiego do krawdzi stou, zamierzajc podj to wyzwanie. - Nie ma lepszego mczyzny! - warkna Catti-brie i jej furia odepchna ich. - Nie bd nosi mota bojowego, na honor Wulfgara - wyjani Berkthgar. - Oraz na honor Catti-brie. Zwrciy si na niego ogupiae spojrzenia. - Jeli mam postpowa stosownie wobec crki krla Bruenora, naszego przyjaciela i sojusznika - przywdca barbarzycw kontynuowa, a Drizzt umiechn si na t wzmiank - to moja wasna bro, Bankenfuere, musi sta si legend. - Podnis wysoko wielki miecz i tum zarycza z zachwytu. Sprawa zostaa zakoczona, sojusz przypiecztowany, i jeszcze wicej miodu zostao rozlane, zanim Catti-brie zdoaa w ogle zej ze

stou, kierujc si do Drizzta. Zatrzymaa si, przechodzc obok wodza barbarzycw i spojrzaa na niego szelmowsko. - Jeli kiedykolwiek otwarcie skamiesz - wyszeptaa, uwaajc, by nikt jej nie usysza - albo jeli kiedykolwiek cho zasugerujesz, e spae ze mn, to wiedz, e wrc i pokonam ci przed twymi ludmi. Mina Berkthgara spospniaa na te sowa i staa si jeszcze bardziej ponura, gdy obserwowa, jak Catti-brie odchodzi, gdy patrzy na jej przyjaciela drowa, stojcego spokojnie z domi na rkojeciach sejmitarw, a jego lawendowe oczy mwiy barbarzycy ponad wszelk wtpliwo o uczuciach, jakie ywi wobec Catti-brie. Berkthgar nie chcia znw zadrze z Catti-brie, lecz po stokro wolaby walczy z ni ni z drowim tropicielem. - Wrcisz i go pokonasz? - spyta Drizzt, gdy opucili osad, ujawniajc Catti-brie, e jego bystre uszy wychwyciy sowa, jakie rzucia na odchodnym barbarzycy. - To nie jest obietnica, e kiedykolwiek bd prbowa - odpara potrzsajc gow Catti-brie. - Walka z nim, gdy nie byby tak peen miodu, przypominaaby wchodzenie do jaskini rozbudzonego niedwiedzia. Drizzt zatrzyma si gwatownie, a Catti-brie, po przejciu jeszcze paru krokw, obrcia si, by na niego spojrze. Sta wskazujc na ni i umiechajc si szeroko. - Ja to zrobiem - stwierdzi i mia kolejn histori do opowiedzenia, gdy we dwoje (a pniej we troje, bowiem Drizzt szybko przywoa Guenhwyvar) szli szlakami, wracajc w gry. Pniej, gdy gwiazdy mrugay jasno, a ogie dogasa, Drizzt siedzia, obserwujc nieruchom sylwetk Catti-brie, a jej rytmiczny oddech mwi drowowi, e szybko zasypiaa. - Wiesz, e j kocham - drow powiedzia do Guenhwyvar. Pantera mrugna byszczcymi zielonymi oczyma, lecz poza tym nie wykonaa adnego innego ruchu. - A jednak jak mog to robi? - spyta Drizzt. - I nie chodzi tu o pami o Wulfgarze - doda szybko i przytakn, syszc, jak wymawia te sowa, wiedzc, e Wulfgar, ktry kocha Drizzta tak, jak Drizzt kocha jego, nie sprzeciwiaby si. - Jak mog? - powtrzy drow gosem niewiele silniejszym od szeptu.

Guenhwyvar wydaa z siebie dugi, niski pomruk, jeli mia on jednak jakie znaczenie inne ni potwierdzenie, e pantera bya zainteresowana tym, co drow mwi, Drizzt go nie wychwyci. - Nie bdzie ya tak dugo - cign cicho Drizzt. - Wci bd modym drowem, kiedy odejdzie. - Drizzt przenis wzrok z Catti-brie na panter i dotara do niego nowa myl. - Musisz rozumie takie rzeczy, moja wieczna przyjaciko - powiedzia drow. - Gdzie przypadn w okresie twego ycia? Jak wielu innych miaa tak jak mnie, moja Guenhwyvar, i jak wielu nastpi po mnie? Drizzt opar si o grsk cian i spojrza na Catti-brie, a nastpnie na niebo. Jego myli byy smutne, a jednak, w wielu aspektach, uspokajajce, niczym wieczna zabawa, niczym podzielane emocje, niczym pami o Wulfgarze. Drizzt posa te myli w gr, ku niebiaskiemu baldachimowi, pozwalajc, by rozwiay si na nieustannym, zawodzcym wichrze. Jego sny byy pene obrazw przyjaci: Zaknafeina, jego ojca, Belwara, gnoma svirfhebli, kapitana Deudermonta z dobrego statku Duszek Morski, Regisa, Bruenora, Wulfgara i, przede wszystkim, Cattibrie. By to najspokojniejszy i najprzyjemniejszy sen, jakiego Drizzt Do'Urden kiedykolwiek zazna. Guenhwyvar obserwowaa drowa przez jaki czas, po czym opara sw wielk koci gow na szerokich apach i zamkna zielone oczy. Komentarze Drizzta trafiy w cel, poza oczywicie dawaniem do zrozumienia, e wspomnienia o nim stan si nieistotne w nadchodzcych stuleciach. Guenhwyvar rzeczywicie przybywaa na wezwanie wielu panw, w wikszoci dobrych, czasami niegodziwych, w przecigu ostatniego tysiclecia, a nawet jeszcze wczeniej. Niektrych z nich pantera pamitaa, niektrych nie, lecz Drizzt... Guenhwyvar na zawsze zapamita zbuntowanego mrocznego elfa, ktrego serce byo tak silne i dobre, a lojalno nie niniejsza ni lojalno pantery.

Cz 2 SZTURM CHAOSU Odtd bardowie Krain nazywali to Trudnymi Czasami, czasami, kiedy to bogowie zostali wykopani z niebios, a ich awatary kroczyy pord miertelnych. Czasami, kiedy to skradziono Tablice Przeznaczenia, wzbudzajc gniew Ao, najwyszego lorda bogw, kiedy to magia wymkna si spod kontroli i w konsekwencji spoeczna oraz religijna hierarchia, tak czsto oparte na magicznej sile, pogryy si w chaosie. Syszaem wiele opowieci od fanatycznych kapanw o ich spotkaniach z okrelonymi awatarami, szalone historie mczyzn i kobiet twierdzcych, e spogldali na swe bstwa. Tak wielu innych nawrcio si na religi podczas tych trudnych czasw, rwnie twierdzc, i ujrzeli wiato i prawd, niewane jak zawoalowane. Nie sprzeciwiam si tym twierdzeniom i nie zaatakuj otwarcie podstaw lecych u stp tych spotka. Jestem szczliwy, e niektrzy odnaleli w chaosie owiecenie. Jestem szczliwy, jeli tylko inna osoba znajduje zadowolenie wypywajce z duchowego przewodnictwa. C jednak z wiar? Co z wiernoci i lojalnoci? Cakowitym zaufaniem? Wiary nie otrzymuje si przez namacalne dowody. Przychodzi ona z serca i z duszy. Jeli kto potrzebuje dowodu na istnienie boga, wtedy sama idea duchowoci rozpywa si w sensualizmie i redukujemy to, co wite, do tego, co logiczne. Dotknem jednoroca, tak rzadkiego i cennego, symbolu bogini Mielikki, do ktrej nale me serce i dusza. Byo to przed nadejciem Trudnych Czasw, jednak moje myli byy podobne do tych, ktrzy twierdzili, i widzieli awatary. Mogem powiedzie to samo. Mogem powiedzie, e dotknem Mielikki, e przysza do mnie na magicznej polanie w grach w pobliu Przeczy Martwego Orka. Jednoroec nie by Mielikki, a jednak by ni, tak jak s ni wschd soca oraz pory roku, jak ptaki, wiewirki i sia drzewa, ktre widziao nastanie i zmierzch stuleci. Jak licie niesione jesiennymi wichrami oraz nieg spitrzajcy si wysoko w mronych grskich dolinach. A take jak zapach chodnej nocy, mruganie gwiezdnego baldachimu oraz wycie

dalekiego wilka. Nie, nie bd si otwarcie spiera z kim, kto twierdzi, i widzia awatara, bowiem osoba taka nie zrozumie, i sama obecno takiej istoty podkopuje sam cel oraz warto wiary. Poniewa jeli prawdziwi bogowie byliby namacalni i tak dostpni, nie bylibymy ju duej niezalenymi istotami na drodze, by odnale prawd, lecz tylko stadem owiec potrzebujcych przewodnictwa pasterza oraz jego psw, nie mylcym i pozbawionym esencji wiary. Wiem, e przewodnictwo jest tam. Nie w tak namacalnej formie, lecz w tym, co wiemy, e jest dobre i sprawiedliwe. To nasze wasne reakcje na czyny innych ukazuj nam warto tego, co sami robimy i jeli upadniemy tak nisko, by potrzebowa awatara, niezaprzeczalnego objawienia boga, aby pokaza nam drog, wtedy jestemy naprawd aosnymi istotami. Trudne Czasy? Tak. W jeszcze za wikszym stopniu jeli mamy uwierzy w sugestie awatarw, bowiem prawda jest pojedyncza i nie moe, z definicji, wspiera tak wielu rnorodnych, a nawet sprzeciwiajcych si sobie objawie. Jednoroec nie by Mielikki, a jednak by ni, bowiem dotknem Mielikki. Niejako awatara, nie jako jednoroca, lecz jako sposobu postrzegania mojego miejsca w wiecie. Mielikki jest moim sercem. Podam zgodnie z jej przykazaniami, bowiem, gdybym mia spisa przykazania w oparciu o wasne sumienie, byyby one takie same. Wyznaj Mielikki, bowiem reprezentuje ona sob to, co nazywam prawd. Tak jest w przypadku wikszoci czcicieli rozmaitych bogw, za jeli spojrzelibymy bliej na panteon Krain, zdalibymy sobie spraw, e przykazania dobrych" bogw nie s wcale od siebie tak rne - to ziemskie interpretacje owych przykaza rni si w poszczeglnych religiach. Jak w przypadku innych bogw, bogw niezgody, jak Lloth, Pajcza Krlowa, do ktrej nale serca tych kapanek, ktre wadaj Menzoberranzan... Nie s oni warci wzmianki. Nie ma w nich prawdy, jedynie ziemskie korzyci, i kada religia oparta na takich zaoeniach jest tak naprawd dogadzaniem samemu sobie, w adnym stopniu nie stanowi miarki

duchowoci. W kategoriach ziemskich kapanki Pajczej Krlowej s potne, za w duchowych, s puste. Tak wic ich ycie przebiega bez mioci i radoci. Nie mw mi wic o awatarach. Nie pokazuj mi swoich dowodw, e twj bg jest tym prawdziwym. Zgadzam si z tob bez pytania oraz bez osdw, jednak jeli ty zgodzisz si z tym, co jest w moim sercu, wtedy takie namacalne dowody bd nieistotne. Drizzt Do'Urden

ROZDZIA 6 KIEDY MAGIA WYMYKA SI SPOD KONTROLI Berg'inyon Baenre, zbrojmistrz pierwszego domu Menzoberranzan, wprawi swe bliniacze miecze w oszaamiajco szybki manewr, wykonujc w powietrzu krgi i pomidzy sob a przeciwnikiem, nieposusznym drowem onierzem z ludu. Wok nich utworzy si pokrg zoony ze stranikw domu Baenre, wysoko wyszkolonych, w wikszoci mczyzn, podczas gdy inne mroczne elfy obserwoway z wysokich grani, zaciskajc mocno nogi na obdarzonych kleistymi apami podziemnych jaszczurach. Bestie stay niedbale na pionowych zboczach pobliskich stalaktytw bd grujcych stalagmitowych kopcw. onierze radowali si za kadym razem, gdy Berg'inyon, wymienity szermierz (cho niewielu uwaao go za tak dobrego, jakim by jego brat, Dantrag), uzyska drobne trafienie lub sparowa szybk kontr, jednak okrzyki byy z oczywistych przyczyn do stonowane. Berg'inyon zauwaa to i zna przyczyn. By od wielu lat dowdc jaszczurczych jedcw Baenre, najbardziej elitarnej grupy mskich stranikw domu. Teraz, po mierci Dantraga, sta si rwnie fechmistrzem domu. Berg'inyon czu ogromny ciar podwjnych obowizkw, czu badawczy wzrok matki, ledzcy kady jego ruch oraz oceniajcy kad jego decyzj. Nie wtpi, e w wyniku tego jego czyny wzmogy si. Jake wiele walk wszcz, jake wiele kar wymierzy swym podwadnym od mierci Dantraga? Drow zaatakowa sabym pchniciem, ktre niemal przelizgno si przez obron rozkojarzonego Berg'inyona. Miecz unis si i obrci w ostatniej chwili, by odtrci na bok ostrze przeciwnika. Berg'inyon usysza za sob nagy szmer i zrozumia, e paru ze znajdujcych si tam onierzy - by moe wszyscy z nich - miao nadziej, e nastpne pchnicie jego wroga bdzie szybsze, zbyt szybkie. Fechmistrz warkn nisko i zaatakowa gwatownie, popychany przez nienawi tych, ktrzy go otaczali, ktrzy znajdowali si pod jego dowdztwem. Niech go nienawidz! - uzna. Niech to robi, musz go jednak rwnie szanowa - nie, nie szanowa, uzna Berg'inyon. Musz

si go ba. Wystpi o krok do przodu, nastpnie drugi. Jego miecze uderzyy jeden po drugim, z lewej i z prawej, i obydwa zostay czysto przechwycone. Dawanie i branie przeszo w rutyn, Berg'inyon podchodzi o dwa kroki, po czym si cofa. Tym razem jednak Baenre nie odstpi. Przeszed jeszcze dwa kroki dalej, uderzajc mieczami, gdy ostrza jego przeciwnika pospieszyy, by sparowa. Pomniejszy drow cofa si, wic mody Baenre znw wystpi do przodu. Jego przeciwnik na tyle szybko posugiwa si mieczami, by odbi spodziewane pchnicia, nie mg si jednak odpowiednio wycofa i Berg'inyon znalaz si przy nim w zwarciu, ich klingi poczyy si z jednej strony, nisko, przy rkojeciach. Nie byo tu wikszego niebezpieczestwa - stanowio to bardziej przerw w walce - jednak Berg'inyon uwiadomi sobie co, o czym jego przeciwnik najwyraniej nie wiedzia. Warknwszy, mody Baenre odepchn pozbawionego rwnowagi adwersarza. Drow zatoczy si kilka krokw do tyu i natychmiast unis miecze, by zasoni si przed pocigiem. Ten nie nadszed. Wydawao si, e jest to zwyczajna przerwa w starciu. Wtedy cofajcy si drow wpad na ogrodzenie domu Baenre. W miecie Menzoberranzan nie byo chyba nic bardziej spektakularnego ni siedmiometrowe, przypominajce pajczyn ogrodzenie otaczajce dom Baenre, podtrzymywane przez liczne stalagmitowe kopce, ktre okalay kompleks. Jego srebrno-metaliczne pasma, grube jak noga mrocznego elfa, byy splecione w pikne, symetryczne wzory, tak zawie jak dziea prawdziwych pajkw. Nie moga go przeci adna bro, adna magia, poza jedn rzecz znajdujc si w posiadaniu opiekunki Baenre, a najlejsze dotknicie czy otarcie si o jedno z tych zakltych pasm przyklejao tak mocno jak tytan. Przeciwnik Berg'inyona uderzy mocno w ogrodzenie plecami. Jego oczy rozszerzyy si, gdy uwiadomi sobie nagle taktyk modego Baenre, gdy ujrza, jak twarze zgromadzonych rozjaniy si w podziwie na sprytn sztuczk, gdy zobaczy, jak diabelski i niegodziwy Berg'inyon spokojnie si zblia.

Drow odsun si od ogrodzenia i wybieg na spotkanie ataku fechmistrza. Obydwaj wykonali szybk seri natar oraz zastaw, oszoomiony Berg'inyon znajdowa si w defensywie. Tylko dziki latom doskonaego treningu drowi szlachcic by w stanie stawi z powrotem czoa zaskakujcemu przeciwnikowi. Naprawd zaskakujcemu, co potwierdzay twarze wszystkich droww oraz ich szepty. - Otare si o ogrodzenie - powiedzia Berg'inyon. Drow onierz przytakn. Opuci czubki swych mieczy, podobnie jak Berg'inyon, i zerkn przez rami, by potwierdzi to, co on sam oraz wszyscy pozostali uznawali za niemoliwe. - Trafie w ogrodzenie - powtrzy Berg Mnyon sceptycznie, gdy drow odwrci si z powrotem do niego. - Plecami - zgodzi si. Miecze Berg'inyona schoway si w swych pochwach i mody Baenre przemkn obok przeciwnika, by stan tu przed zaklt sieci. Jego wrg oraz wszystkie pozostae mroczne elfy zbliyy si, zbyt zaintrygowane, by cho myle o kontynuowaniu walki. Berg'inyon wskaza na stojc niedaleko kobiet. - Oprzyj o to swj miecz - poprosi j. Drowka wycigna swe ostrze i pooya je w poprzek jednego z grubych pasm. Spojrzaa na Berg'inyona oraz pozostaych, po czym z atwoci podniosa kling z ogrodzenia. Inny drow odway si pooy do na pocie. Otaczajcy go spojrzeli na niego niedowierzajco, uwaajc go za niebezpiecznie miaego, nie mia jednak problemu z odsuniciem si od metalu. Berg'inyona zalaa panika. Ogrodzenie, jak si mwio, zostao podarowane przez sam Lloth w zeszym tysicleciu. Jeli ju nie dziaao, mogo to oznacza, e dom Baenre utraci ask Pajczej Krlowej. Mogo to oznacza, e Lloth pozbawia dom Baenre ochrony, by pozwoli pomniejszym domom na konspiracj. - Na swoje posterunki, wszyscy! - wrzasn mody Baenre i zgromadzonym mrocznym elfom, podzielajcym rozumowanie oraz obawy Berg'inyona, nie trzeba byo dwa razy powtarza. Berg'inyon skierowa si do wielkiego centralnego pagrka, by

odnale sw matk. Jego cieka przecia si ze ciek drowa, z ktrym wanie walczy, i oczy onierza rozszerzyy si w nagym przeraeniu. W normalnych okolicznociach Berg'inyon, honorowy jedynie w kwestii niskich standardw mrocznych elfw, wyszarpnby miecz i przebi nim drowa, koczc konflikt. Ogarnity poruszeniem wypywajcym z nie dziaajcego ogrodzenia stranik by zbity z tropu. Wiedzia to i spodziewa si, e zostanie zabity. - Na posterunek - powiedzia do niego Berg'inyon, bowiem jeli podejrzenia modego Baenre okazayby si suszne, jeli przeciwko domowi Baenre powstaaby konspiracja, a Lloth opuciaby ich, bdzie potrzebowa kadego z dwudziestu piciu setek onierzy domu Baenre. Krl Bruenor Battlehammer spdzi poranek w grnej kaplicy Mithrilowej Hali, starajc si odnale w hierarchii kapanw obecnych w kompleksie. Jego drogi przyjaciel Cobble by rzdzcym kapanem, krasnoludem o potnej magii i gbokiej mdroci. Mdro owa nie odcigna jednak biednego Cobble'a z drogi paskudnego drowiego czaru i kapan zosta zmiadony przez opadajc elazn cian. W Mithrilowej Hali pozostao ponad tuzin akolitw. Uformowali dwie linie po obydwu stronach tronu audiencyjnego Bruenora. Kady kapan (bd kapanka, w przypadku Stumpet Rakingclaw), pragn zrobi wraenie na swoim krlu. Bruenor skin gow krasnoludowi na czele linii stojcej z jego lewej strony. Robic to, podnis kubek miodu, wody wiconej, ktr warzy ten wanie duchowny. Bruenor upi yk, po czym wysczy zadziwiajco orzewiajcy mid jednym haustem, gdy kleryk podchodzi do przodu. - Bysk wiata w hodzie dla krla Bruenora! - krzykn kapan pragncy zosta najwyszym duchownym, po czym zamacha rkoma i rozpocz piewn modlitw do Moradina, Kowala Dusz, boga krasnoludw. - Czysty, wiey i tylko z drobniutkim ladem goryczy - zauway Bruenor, przejedajc palcem wzdu krawdzi oprnionego kubka, po czym wysysajc go, aby ocali kad kropl. Stojcy tu za tronem skryba notowa kade sowo. - Bogaty bukiet, odpowiednio zakrcajcy wosy w nosie - doda Bruenor. - Siedem. Pozostaych jedenacioro kapanw jkno. Siedem na skali do

dziesiciu byo najwyszym stopniem z tych, jakie Bruenor da sprawdzonym ju przez siebie piciu prbkom wody wiconej. Gdyby Jerbollah, krasnolud ogarnity w tej chwili szaem czarowania, radzi sobie rwnie dobrze z magi, trudno byoby walczy o cenne stanowisko. - I wiato nastpi! - krzykn Jerbollah, doszedszy do punktu kulminacyjnego zaklcia. - Czerwie! Rozleg si straszny trzask, jakby setka krasnoludw wyszarpna wanie palce z ust. A nastpnie... nic. - Czerwie! - krzykn w zachwycie Jerbollah. - Co? - zada odpowiedzi Bruenor, ktry, jak otaczajce go krasnoludy, nie widzia adnej rnicy w owietleniu kaplicy. - Czerwie! - powiedzia znw Jerbollah i gdy si odwrci, pozostali zrozumieli - zakopotany kleryk postrzega wiat przez mg w kolorze r. Sfrustrowany Bruenor opuci gow na do i jkn. - Robi jednak niez wod wicon - zauway jeden z krasnoludw przy wtrze parskni. Biedny Jerbollah, ktry sdzi, i czar podziaa wspaniale, nie rozumia, co jest takie zabawne. Stumpet Rakingclaw wyskoczya do przodu, wykorzystujc sytuacj. Podaa Bruenorowi swj kubek wiconej wody i odsuna si od tronu. - Zaplanowaam co innego - wyjania szybko, gdy Bruenor kosztowa, a nastpnie sczy mid (a twarz krasnoludzkiego krla znw si rozjania, gdy ocenia ten trunek na dziewi). - Jednak kapanka Moradina, Clangeddona, ktry najlepiej zna si na walce, musi by gotowa do improwizacji. - Och, powiedz nam, Stumpet! - rykn jeden z pozostaych krasnoludw i nawet Bruenor zdoby si na umiech, gdy wok niego wybuchy miechy. - Jerbollah chcia czerwieni - wyjania. - I czerwie nastanie! - Czerwie ju nastaa - nalega Jerbollah i za sw gupot zarobi uderzenie w gow od stojcego za nim krasnoluda. Rozochocona moda Stumpet zmierzwia krtk rud brod i przesza w seri tak przesadnych ruchw, i wydawao si, e wpada w konwulsje.

- Pospiesz si, Stumpet - wyszepta znajdujcy si blisko tronu krasnolud, ku ponownemu miechowi. Bruenor podnis kubek i postuka w niego palcem. - Dziewi przypomnia dowcipkujcemu krasnoludowi. Stumpet wysuna si zdecydowanie na prowadzenie. Gdyby wywoaa zaklcie, ktre nie powiodo si Jerbollahowi, byaby niemal nie do pokonania, co uczynioby j szefow dowcipnego krasnoluda. Krasnolud za upokorzonym trefhisiem pacn go w ty gowy. - Czerwie! - krzykna z caej siy Stumpet. Nic si nie stao. Z szeregw dobiego kilka parskni, jednak tak naprawd zgromadzone krasnoludy byy bardziej zaciekawione ni rozbawione. Czary Stumpet byy potne i powinna by w stanie rzuci na pomieszczenie wiato w dowolnym kolorze. Wszystkich (poza Jerbollahem, ktry nalega, i czar podziaa doskonale) zaczo ogarnia uczucie, e co moe tu by nie w porzdku. Stumpet odwrcia si z powrotem do tronu, zakopotana i zawstydzona. Zacza co mwi, przeprasza, kiedy straszny wybuch zatrzs ziemi tak mocno, i ona oraz poowa pozostaych obecnych w sali krasnoludw przewrcia si. Stumpet przekoziokowaa i odwrcia si, spogldajc na pust cz kaplicy. Znikd pojawia si kula bkitnych iskier, unoszc si w powietrzu, po czym wystrzelia prosto w bardzo zaskoczonego Bruenora. Krasnoludzki krl pochyli si i wyrzuci przed siebie rk, by si zasoni, a kubek z porcj wody wiconej Stumpet roztrzaska si, oderwany od swego ucha. Uderzenie wywoao deszcze niebieskich, rozszalaych iskier, w wyniku ktrego krasnoludy gwatownie zaczy szuka osony. W pomieszczeniu zapono wicej iskrzcych si eksplozji, janiejce kule migay w t i z powrotem, podobne do piorunw grzmoty wstrzsay podog i cianami. - Co ty, na dziewi piekie, zrobia?! - wrzasn do biednej Stumpet krasnoludzki krl, skulony w ciasny kbek na swym wielkim fotelu. Krasnoludka prbowaa odpowiedzie, prbowaa wyprze si odpowiedzialnoci za ten nieoczekiwany zwrot wypadkw, jednak w powietrzu pojawia si maa tuba, wymierzona w jej stron, wyrzucia z siebie wielokolorowe kule i Stumpet musiaa si gwatownie odsun. Cigno si to przez kilka dugich, przeraajcych minut.

Krasnoludowie rzucali si w kad moliw stron, iskry wydaway si poda za nimi wszdzie, gdzie si ukrywali, parzc ich w plecy i przypalajc im brody. Wtem wszystko si skoczyo rwnie nagle, jak zaczo, pozostawiajc kaplic w idealnej ciszy, wypenion zapachem siarki. Bruenor wyprostowa si powoli na tronie i stara si odzyska cz utraconej godnoci. - Co ty, na dziewi piekie, zrobia? - znw zada odpowiedzi, na co biedna Stumpet wzruszya jedynie ramionami. Kilku krasnoludw zdoao si z tego lekko zamia. - Przynajmniej wci jest czerwono - stwierdzi Jerbollah pod nosem, jednak wystarczajco gono, by zosta usyszanym. Znw zosta uderzony przez stojcego za nim krasnoluda. Bruenor potrzsn z niesmakiem gow, po czym zamar w bezruchu, gdy w powietrzu przed nim pojawiy si dwie gaki oczne, przygldajc mu si zowieszczo. Nastpnie spady na podog i poturlay si chaotycznie, spoczywajc w kocu kilka krokw dalej. Bruenor spoglda z niedowierzaniem, gdy z powietrza wyonia si widmowa do, przesuna gaki oczne do siebie i obrcia je tak, by znw byy skierowane na krla krasnoludw. - C, to si nigdy wczeniej nie wydarzyo - powiedzia bezcielesny gos. Bruenor podskoczy przeraony, po czym usiad z powrotem i jkn kolejny raz. Od dawna nie sysza tego gosu, lecz nigdy go nie zapomni. Poza tym wyjania on tak wiele z tego, co dziao si w kaplicy. - Harkle Harpell - rzek Bruenor i wszdzie wok niego rozgorzay szepty, bowiem wikszo z pozostaych krasnoludw syszaa opowieci Bruenora o Longsaddle, osadzie na zachd od Mithrilowej Hali, domu legendarnego, ekscentrycznego klanu czarodziejw, Harpellw. Bruenor oraz jego towarzysze przejechali przez Longsaddle, zwiedzili Ivy Mansion podczas poszukiwa Mithrilowej Hali. Byo to miejsce, ktrego krasnolud, nie bdcy mionikiem magii czarodziejw, nigdy nie zapomni, i ktrego nigdy nie bdzie wspomina z przyjemnoci. - Witaj, krlu Bruenorze - powiedzia gos, emanujc z podogi tu pod ustawionymi gakami ocznymi.

- Jeste tu naprawd? - spyta krasnoludzki krl. - Hmmm - jkna podoga. - Sysz zarwno ciebie, jak i tych, ktrzy mnie otaczaj tutaj w Fuzzy Quarterstaff - odpar Harkle, majc na myli tawern w Ivy Mansion, w Longsaddle. - Chwilk, jeli pozwolisz. Podoga hmmmna" jeszcze kilkakrotnie, a gaki oczne zamrugay raz czy dwa, co byo chyba najdziwniejszym widokiem, jaki Bruenor kiedykolwiek widzia, bowiem znikd pojawiy si powieki, zakryy na chwil oczy, po czym znw znikny. - Wyglda na to, e jestem w obydwu miejscach - prbowa wyjani Harkle. - Jestem tu do lepy... moje oczy s oczywicie tam. Zastanawiam si, czy mog je odzyska. - Widmowa do pojawia si z powrotem, sigajc po gaki oczne. Staraa si uchwyci bezpiecznie jedn z nich, jednak skoczyo si na tym, e oko jedynie obrcio si na pododze. - oa! - wrzasn zdenerwowany Harkle. - A wic to tak jaszczurka postrzega wiat! Musz to zanotowa... - Harkle! - rykn sfrustrowany Bruenor. - Och, tak, tak, oczywicie - odpar Harkle, wracajc do niewielkiej iloci posiadanych przez siebie zmysw. - Wybacz mi, prosz, rozproszenie uwagi, krlu Bruenorze. To si nigdy wczeniej nie zdarzyo. - C, zdarzyo si teraz - powiedzia cierpko Bruenor. - Moje oczy s tam - rzek Harkle, jakby stara si sobie wszystko gono uporzdkowa. - Ale, oczywicie, ja rwnie do szybko tam bd. Tak naprawd miaem nadziej si tam znale, jednak mi sienie udao. Naprawd ciekawe. Mgbym sprbowa jeszcze raz albo poprosi jednego z mych braci, by postara si... - Nie! - zagrzmia Bruenor, wzdrygajc si na myl, e zaraz mogyby spa na niego deszczem inne czci ciaa Harpella. - Oczywicie - Harkle zgodzi si po chwili. - Zbyt niebezpieczne. Zbyt ciekawe. Dobrze wic. Przybywam w odpowiedzi na twe wezwanie, przyjazny krasnoludzki krlu! Bruenor opuci gow na do i jkn. Ju od dwch tygodni obawia si wanie tych sw. Wysa do Longsaddle emisariusza z prob o pomoc w ewentualnej wojnie tylko dlatego, e Drizzt nalega. Wedug Bruenora posiadanie Harpellw za sprzymierzecw

eliminowao konieczno posiadania przeciwnikw. - Tydzie - powiedzia gos Harkle'a. - Przybd za tydzie! Nastpia duga cisza. - Ehm, umm, czy byby taki miy i przechowa moje gaki oczne w bezpiecznym miejscu? Bruenor skin na bok i kilku krasnoludw wystpio do przodu. Byli zaciekawieni i nie obawiali si ju egzotycznych przedmiotw. Spierali si o to, kto podniesie oczy, i skoczyo si na tym, e dwaj rni krasnoludowie trzymali je jednoczenie - i obydwaj odczuwali widoczn przyjemno, robic do nich miny. Bruenor krzykn do nich, eby przestali si bawi, zanim jeszcze gos Harkle'a wrzasn w przeraeniu. - Prosz! - baga nieobecny mag. - Niech tylko jeden krasnolud trzyma moje oczy. - Dwaj krasnoludowie zacisnli natychmiast mocniej sw zdobycz. - Dajcie je Stumpet! - rykn Bruenor. - To od niej si to wszystko zaczo! Z wahaniem, lecz nie miejc sprzeciwi si rozkazowi swego krla, krasnoludy przekazay gaki oczne. - I prosz, eby utrzymywaa je w wilgoci - doda Harkle, na co Stumpet natychmiast wrzucia jedn z gaek do ust. - Nie tak! - wrzasn gos. - Och, nie tak! - Ja powinienem je wzi! - zaprotestowa Jerbollah. - Mj czar podziaa! - Stojcy za Jerbollahem krasnolud waln go w gow. Bruenor osun si w swym fotelu, potrzsajc gow. Duo czasu zajmie zorganizowanie z powrotem duchowiestwa, a przygotowania do wojny potrwaj jeszcze duej, gdy pojawi si Harpellowie. Po przeciwlegej stronie pomieszczenie Stumpet, ktra pomimo swych figli bya najbardziej zrwnowaona z krasnoludw, nie bya taka beztroska. Nieoczekiwane pojawienie si Harkle'a odsuno moe na bok inne istotne problemy, jednak dziwne przybycie czarodzieja z Longsaddle nie wyjaniao, co si tu dziao. Stumpet, paru innych kapanw, a nawet skryba, zdawali sobie spraw, e co tutaj jest bardzo nie w porzdku. ***

Kiedy Guenhwyvar dotara wraz z Drizztem i Catti-brie do wysokiej przeczy prowadzcej do Mithrilowej Hali, bya zmczona. Drizzt trzyma panter na Planie Materialnym duej ni zazwyczaj i cho byo to dla niej uciliwe, cieszya si, e zostaje. W zwizku ze wszystkimi przygotowaniami majcymi miejsce w gbokich tunelach pod krasnoludzkim kompleksem, Drizzt nie wychodzi duo na zewntrz i w zwizku z tym nie wychodzia rwnie Guenhwyvar. Przez dugi, dugi czas figurka pantery znajdowaa si w rkach rozmaitych droww z Menzoberranzan i w zwizku z tym pantera przeya wieki, nie widzc zewntrznego Planu Materialnego. Mimo to Guenhwyvar czua si najbardziej jak w domu wanie tutaj, gdzie yy normalne pantery i gdzie y jej pierwszy towarzysz z Planu Materialnego. Guenhwyvar naprawd cieszyy te igraszki po grach wraz z Drizztem i Catti-brie, teraz nadszed jednak czas, by wrci do domu, by znw odpocz na Planie Astralnym. Pomimo caej mioci do wzajemnego towarzystwa ani drow, ani pantera nie mogli sobie teraz pozwoli na ten luksus, nie, gdy majaczyo tak wielkie niebezpieczestwo, nadcigajca wojna, w ktrej Drizzt i Guenhwyvar odegraj najprawdopodobniej istotn rol, walczc rami przy ramieniu. Pantera obesza dookoa figurk, stopniowo znikajc, przechodzc w niematerialn, szar mg. *** Opuciwszy wiat materialny Guenhwyvar wesza do dugiego, niskiego, krtego tunelu, srebrnego szlaku, ktry zaprowadzi jaz powrotem na Plan Astralny. Pantera mkna swobodnie, nic chcc odchodzi i zbyt zmczona, by biec z pen prdkoci. Podr nie bya w kocu taka duga i zawsze przebiegaa bez przeszkd. Guenhwyvar zatrzymaa si gwatownie, gdy pokonaa dugi zakrt, kadc po sobie uszy. Tunel przed ni pon. Z owych pomieni wyskoczyy diaboliczne sylwetki, czarcie ksztaty, wydajce si nie przejmowa zbliajc kocic. Guenhwyvar rzucia si kilka krtkich susw do przodu. Czua intensywne ciepo, widziaa

ogniste czarty i syszaa ich miech, gdy dalej pochaniay okrge ciany tunelu. Podmuch powietrza powiedzia Guenhwyvar, e tunel zosta przerwany gdzie w pustce pomidzy planami istnienia. Ogniste czarty zostay rozcignite w wyduone ksztaty, po czym wessane, a pozostae po nich pomienie taczyy szaleczo, podskakujc i migoczc, wydajc si cakowicie gasn, po czym unoszc si z powrotem w nagym i gwatownym rozkwicie. W plecy Guenhwyvar zacz d silny wiatr, nakaniajc j, by sza dalej, nakaniajc wszystko, co znajdowao si w tunelu, by przeleciao przez otwr, w nico. Guenhwyvar wiedziaa instynktownie, e jeli podda si tej sile, nie bdzie powrotu, e stanie si zagubion, bezradn istot, bkajc si pomidzy planami. Pantera wycigna pazury i zacza si powoli cofa, na kadym centymetrze drogi walczc z zaciekym wichrem. Jej czarna skra zmarszczya si, sier obrcia si w nieprawidow stron. Jeden krok wstecz. Tunel by gadki i twardy, pantera nie miaa si w co wbi pazurami. apy Guenhwyvar poruszay si z wiksz zaciekoci, jednak nieuchronnie lizgaa si w kierunku pomieni oraz otworu. *** - Co si dzieje? - spytaa Catti-brie, widzc zdumienie Drizzta, gdy podnis figurk. - Ciepa - odpar Drizzt. - Figurka jest ciepa. Twarz Catti-brie rwnie wykrzywia si w zakopotaniu. Poczua wtedy przeraenie, odczucie, ktrego nie rozumiaa. - Wezwij Guen z powrotem - ponaglia. Drizzt, rwnie wystraszony, wanie to robi. Postawi figurk na ziemi i zawoa panter. *** Guenhwyvar usyszaa wezwanie i desperacko pragna na nie odpowiedzie, jednak teraz kocica bya ju blisko otworu. Szalone

pomienie taczyy wysoko, parzc panterze pysk. Wicher by silniejszy ni wczeniej i nie byo niczego, absolutnie niczego, czego Guenhwyvar mogaby si uchwyci. Pantera znaa strach oraz al. Nigdy ju nie przybdzie na wezwanie Drizzta. Nigdy ju nie bdzie polowa u boku tropiciela w lasach w pobliu Mithrilowej Hali ani nie bdzie ciga si w d gry z Drizztem oraz Catti-brie. Guenhwyvar znaa ju wczeniej al, kiedy umierali niektrzy z jej wczeniejszych panw. Tym razem jednak Drizzt nie mg zosta zastpiony. Ani te Catti-brie, Regis, czy nawet Bruenor, to najbardziej denerwujce ze wszystkich stworze, ktrego mio oraz nienawi w stosunku do Guenhwyvar zapewniay panterze liczne godziny radosnej zabawy. Guenhwyvar pamitaa, jak Drizzt poprosi j, by pooya si na picym Bruenorze i ucia sobie drzemk. Jake krasnolud wtedy rycza! Pomienie gryzy Guenhwyvar w pysk.' Widziaa ju przez nie otwr, oczekujc na ni pustk. Gdzie z oddali, zza osony zawodzcego wichru, dobiegao woanie Drizzta, woanie, na ktre kocica nie moga odpowiedzie.

ROZDZIA 7 WINA BAENRE Uthegental Armgo, opiekun oraz fechmistrz Barrison delArmgo, drugiego domu Menzoberranzan, nie by ulubionym drowem Jarlaxle'a. Tak naprawd Jarlaxle nie by pewien, czy on w ogle jest drowem. Osigajc wzrost niemal metra osiemdziesit oraz wac prawie sto kilogramw Uthegental by najwikszym mrocznym elfem w Menzoberranzan, jednym z najwikszym przedstawicieli tej zazwyczaj smukej rasy, jakich kiedykolwiek widziano w Podmroku. Zaciekego fechmistrza wyrniao jednak co wicej ni tylko rozmiary. Podczas gdy Jarlaxle by uwaany za ekscentrycznego, Uthegental by po prostu przeraajcy. Przycina krtko swe biae wosy i stawia je na sztorc za pomoc gstego, galaretowatego ekstraktu, uzyskiwanego z gotowania wymion rothw. Przez orli nos przechodzi mithrilowy piercie, a z obydwu policzkw wystaway zote szpikulce. Jego broni by trjzb, czarny niczym noszona przez niego doskonale dopasowana zbroja z poczonych pytek, a u pasa, gdzie atwo mona byo dosign, wisiaa sie - magiczna, jak kryy pogoski. Jarlaxle cieszy si, e Uthegental nie ma przynajmniej na sobie dzisiaj swych wojennych malunkw, wykonanych jakim nieznanym przez najemnika barwnikiem zygzakw, ukazujcych zarwno w normalnym wietle oraz w spektrum podczerwieni oraz czerwie. W Menzoberranzan byo powszechnie wiadomo, i oprcz bycia opiekunem matki opiekunki Mez'Barris Uthegental by rwnie partnerem wielu kobiet Barrison delArmgo. Drugi dom uwaa go za rozpodowca i wizja tuzinw maych Uthegentali biegajcych wszdzie dookoa wywoaa kwan min na twarzy Jarlaxle'a. - Magia jest szalona, jednak ja pozostaj silny - warkn egzotyczny fechmistrz, a jego wiecznie zmarszczone brwi czyniy go jeszcze bardziej imponujcym. Przysun opatrzon elaznymi muskuami rk do boku i napry biceps, zginajc okie. Twarde jak kamie minie sterczay wysoko i dumnie. Jarlaxle powici chwil, by przypomnie sobie, gdzie si znajduje, w rodku wasnego obozowiska, we wasnym pokoju, za wasnym biurkiem,

w tajemnicy otoczony przez tuzin wysoce wyszkolonych i niezaprzeczalnie lojalnych onierzy Bregan D'aerthe. Nawet bez ukrytych sojusznikw biurko Jarlaxle'a byo zaopatrzone w wiele miertelnych puapek dla niechcianych goci. Poza tym, oczywicie, sam Jarlaxle nie by jakim drobnym wojownikiem. Maa jego cz - bardzo maa jego cz - zastanawiaa si, jak wypadby w walce z Uthegentalem. Niewielu wojownikw, droww bd innych, mogo zastraszy dowdc najemnikw, jednak w obliczu tego maniaka pozwoli sobie na troch pokory. - Ultrin Sargtlin! - cign Uthegental, wygaszajc drowie okrelenie najwikszego wojownika, ktre to roszczenie wydawao si niezagroone po mierci Dantraga. Jarlaxle czsto wyobraa sobie walk, o ktrej wikszo mrocznych elfw z Menzoberranzan sdzia, e zostanie stoczona przez zaciekych rywali, Uthegentala i Dantraga. Dantrag by szybszy - szybszy ni ktokolwiek - jednak dziki swej sile oraz rozmiarom to Uthegental by faworytem Jarlaxle'a w tym starciu. Mwio si, e kiedy Uthegental wpad w sza bitewny, posiada si giganta, poza tym przeraajcy fechmistrz by tak twardy, e kiedy walczy ze sabszymi stworzeniami, jak gobliscy niewolnicy, zawsze pozwala przeciwnikowi na pierwsze uderzenie i nigdy nie prbowa parowa ataku, przyjmujc paskudne trafienie, rozkoszujc si blem, zanim odrywa wrogowi jedn koczyn po drugiej i przygotowywa wybrane kawaki ciaa na kolacj. Jarlaxle wzdrygn si na t myl, po czym pozby si tej wizji z umysu, przypominajc sobie, e on i Uthegental mieli waniejsze sprawy. - Nie ma w Menzoberranzan adnego fechmistrza, w ogle adnego drowa, ktry mgby wystpi przeciwko mnie - kontynuowa Uthegental swe przechwaki. Jarlaxle nie dostrzega w tym adnego powodu poza nadmiernie rozronitym poczuciem pychy tego dzikusa. Cign to i cign, jak byo jego zwyczajem, i cho Jarlaxle chcia go zapyta, czy jest w tym w ogle jaki sens, zachowywa milczenie, przekonany, e emisariusz drugiego domu przejdzie w kocu do powanej dyskusji. Uthegental zatrzyma nagle sw narastajc tyrad i wyrzuci przed

siebie rk, chwytajc z blatu biurka klejnot, ktrego najemnik uywa jako przycisku do papieru. Fechmistrz wymrucza jakie sowo, ktrego Jarlaxle nie wychwyci, jednak bystre oko najemnika dostrzego lekki bysk w duej broszy drowa, emblemacie domowym Barrison del'Armgo. Nastpnie Uthegental podnis kamie i cisn go z caej siy. Minie na jego rce napiy si i nabrzmiay, jednak klejnot wytrzyma. - Powinienem by w stanie to zmiady - warkn Uthegental. - Taka jest moc, magia, ktr pobogosawia mnie Lloth! - Klejnot nie byby zbyt wiele wart, gdyby obrci go w proch - odpar sucho Jarlaxle. O co chodzio Uthegentalowi? zastanawia si. Oczywicie w miecie dziao si co dziwnego z magi. Teraz Jarlaxle lepiej rozumia wczeniejsze przechwaki Uthegentala. Egzotyczny fechmistrz istotnie by wci silny, jednak nie tak silny, i fakt ten najwyraniej niemao martwi Uthegentala. - Magia zawodzi - powiedzia fechmistrz. - Zawodzi wszdzie. Kapanki klcz w modlitwie, powicaj jednego drowa za drugim i wci nic, co robi, nie sprowadza do nich Lloth czy jej sug. Magia zawodzi i jest to wina opiekunki Baenre! Jarlaxle zauway sposb, w jaki Uthegental wydawa si powtarza kwestie. Prawdopodobnie aby przypomnie sobie, o czym mwi, zamyli si najemnik, i jego kwana mina doskonale oddawaa opini, jak ywi na temat intelektu Uthegentala. Oczywicie Uthegental nigdy nie wychwyci tej subtelnej wskazwki. - Nie moesz tego wiedzie - odpar najemnik. Oskarenia Uthegentala pochodziy bez wtpienia od samej opiekunki Mez'Barris. Wiele rzeczy stawao si teraz dla najemnika jasnymi, gwnie fakt, e Mez'Barris wysaa Uthegentala, aby wybada Bregan D'aerthe, aby sprawdzi, czy nadszed odpowiedni czas, by powsta przeciwko Baenre. Sowa Uthegentala z pewnoci mogy zosta uznane za potpiajce, jednak nie wobec Barrison delArmgo, bowiem ich fechmistrz zawsze wylewa z siebie, co mu lina na jzyk przyniosa, nigdy nie chwalc nikogo poza sob. - To opiekunka Baenre pozwolia uciec banicie Do'Urdenowi! zagrzmia Uthegental. - To ona przewodzia nieudanemu wysokiemu rytuaowi! Zawid on, jak zawodzi caa magia. Powtrz to jeszcze raz, pomyla Jarlaxle, jednak roztropnie zachowa

t drwic myl dla siebie. Frustracja najemnika nie wypywaa w tej chwili jedynie z ujawnianej przez Uthegentala ignorancji. Chodzio o fakt, e rozumowanie Uthegentala byo powszechne w miecie. Wedug Jarlaxle'a mroczne elfy z Menzoberranzan ustawicznie ograniczay si lepym uporem, e wszystko niesie za sob gbsze znaczenie, e za kadym ruchem ukryty jest jaki wielki plan Pajczej Krlowej. W oczach kapanek, jeli Drizzt Do'Urden wyrzek si Lloth i zbieg, stao si tak tylko dlatego, i Lloth chciaa, aby dom Do'Urden upad i aby przed innymi ambitnymi domami miasta zarysowao si wyzwanie, jakie pocigao za sob schwytanie go. Bya to filozofia ograniczajca, zaprzeczajca wolnej woli. Z pewnoci Lloth moga odegra rol w polowaniu na Drizzta. Z pewnoci moga si rozzoci zakceniem wysokiego rytuau, jeli w ogle kopotaa si tym, by dostrzec to wydarzenie! Twierdzenie jednak, i to, co dziao si teraz, byo cakowicie powizane z tym jednym wypadkiem - drobnym, jak na pi tysicy lat historii Menzoberranzan byo przykadem gupiej pychy. Mieszkacy Menzoberranzan wydawali si sdzi, i cay wszechwiat obraca si wok nich. - Dlaczego wic magia zawodzi kady dom? - Jarlaxle spyta Uthegentala. - Dlaczego nie tylko dom Baenre? Uthegental potrzsn energicznie gow, nawet nie chcc rozwaa tego rozumowania. - Zawiedlimy Lloth i jestemy karani - oznajmi. - Gdybym tylko to ja spotka si z banit, a nie ten aosny Dantrag Baenre! To dopiero by widok, jaki Jarlaxle chciaby ujrze! Drizzt Do'Urden walczcy z Uthegentalem. Sama myl o tym wywoaa na plecach najemnika dreszcze. - Nie moesz zaprzeczy, e Dantrag by w asce Lloth - stwierdzi Jarlaxle - podczas gdy Drizzt Do'Urden z pewnoci w niej nie by. Jake wic Drizzt wygra? Brwi Uthegentala zmarszczyy si z tak zaciekoci, e jego ponce czerwieni oczy znikny niemal cakowicie, a Jarlaxle szybko zastanowi si ponownie nad roztropnoci popychania tego osika dalej wzdu owej linii rozumowania. Popieranie opiekunki Baenre byo jedn rzecz, jednak tu chodzio o potrzsanie fundamentami caego wiata tego zalepionego religi niewolnika.

- To wszystko si odpowiednio rozwika - zapewni Jarlaxle. - W caej Arach-Tinilith, w caej Akademii i we wszystkich kaplicach kadego domu s zanoszone mody do Lloth. - Te mody pozostaj bez odpowiedzi - szybko przypomnia Uthegental. - Lloth si na nas gniewa i nie bdzie z nami rozmawia, dopki nie ukarzemy tych, ktrzy uczynili le. Te mody s bez odpowiedzi albo w ogle nie s syszane, pomyla Jarlaxle. W przeciwiestwie do wikszoci pozostaych, zazwyczaj ksenofobicznych droww z Menzoberranzan, najemnik by w kontakcie ze wiatem zewntrznym. Ze swoich kontaktw z Blingdenstone wiedzia, i kapani svirfnebli maj podobne trudnoci, e magia gbinowych gnomw rwnie wymkna si spod kontroli. Co stao si z panteonem, uwaa Jarlaxle, oraz z sam tkanin magii. - To nie Lloth - powiedzia miao, na co oczy Uthegentala otworzyy si szeroko. Rozumiejc dokadnie, co wisi tu na wosku, caa hierarchia miasta oraz by moe ycie poowy droww z Menzoberranzan, Jarlaxle naciska dalej. - A raczej nie tylko Lloth. Kiedy wrcisz do miasta, przyjrzyj si Narbondel - rzek, odnoszc si do kamiennej kolumny zegara Menzoberranzan. - Nawet teraz, kiedy powinien by chodny mrok nocy, byszczy janiej i gorcej ni kiedykolwiek przedtem, jest tak gorca, i wida j nawet bez naszego wyczuwajcego ciepo wzroku, tak gorca, i kady znajdujcy si w jej pobliu drow nie moe nawet pozwoli, aby jego oczy przeszy w spektrum ciepa, bo wtedy zostanie olepiony. - Jednak Narbondel jest zaklta przez czarodzieja, nie kapanki cign Jarlaxle, majc nadziej, e tpy Uthegental pody za jego rozumowaniem. - Wtpisz, czy Lloth moe wpyn na zegar? - warkn fech-mistrz. - Wtpi, czy mogaby to zrobi! - zripostowa gwatownie Jarlaxle. Magia Narbondel jest oddzielona od Lloth, zawsze bya od niej oddzielona. Przed Gromphem Baenre niektrzy z poprzednich arcymagw Menzoberranzan nie byli nawet wyznawcami Lloth! - Niemal doda, e Gromph nie jest rwnie taki pobony, zdecydowa jednak przemilcze ten strzp informacji. Nie byo sensu dawa zdesperowanemu drugiemu domowi dodatkowych powodw, by sdzi, e dom Baenre jest w jeszcze wikszym stopniu poza ask Pajczej

Krlowej. - Zastanw si te nad ogniami faerie podwietlajcymi kad budowl - cign Jarlaxle. Z kta, pod jakim bya uniesiona brew Uthegentala, wnioskowa, i osiek sta si nagle bardziej zaciekawiony ni rozwcieczony - co nie byo czstym widokiem. - Mrugaj albo gasn cakowicie. Ogie faerie naley do czarodziejw, nie do kapanek, i ozdabia kady dom, nie tylko Baenre. Wydarzenia wychodz poza nas, powiadam, i poza wysoki rytua. Powiedz opiekunce Mez'Barris, z caym moim szacunkiem, e nie wierz, i opiekunka Baenre moe by za to winiona i nie uwaam, aby rozwizanie tego mogo lee w wojnie przeciwko pierwszemu domowi. Nie, dopki sama Lloth nie wyle nam wyranych wskazwek. Mina Uthegentala powrcia szybko do zwyczajowego grymasu. Oczywicie, e by sfrustrowany, zdawa sobie spraw Jarlaxle. Najinteligentniejsze drowy w Menzoberranzan, najinteligentniejsi svirfnebli w Blingdenstone byli sfrustrowani, i nic, co Jarlaxle mgby powiedzie, nie zmienioby nastawienia Uthegentala albo pragnienia kochajcego wojn dzikusa, by zaatakowa dom Baenre. Jarlaxle wiedzia jednak, e nie musi przekonywa Uthegentala. Musi po prostu sprawi, aby Uthegental powiedzia, co powinien po powrocie do domu Bamson del'Armgo. Sam fakt, e Mez'Barris wysaa tak wanego emisariusza, swego wasnego opiekuna oraz fech-mistrza, mwi Jarlaxle'owi, i nie poprowadziaby konspiracji bez pomocy, a przynajmniej aprobaty Bregan D'aerthe. - Id - oznajmi Uthegental, wypowiadajc najwspanialsze sowo, jakie Jarlaxle usysza, odkd osiek wkroczy do jego obozu. Jarlaxle zdj swj kapelusz o szerokim rondzie i przejecha domi po ysej gowie, rozpierajc si wygodnie w fotelu. Nie by w stanie nawet zastanawia si nad zasigiem wypadkw. By moe w chaosie, jaki panowa w tkaninie rzeczywistoci, sama Lloth zostaa zniszczona. Nie byoby to takie ze, uwaa. Mimo to mia nadziej, i sytuacja wrci wkrtce do normy, jak wskaza Uthegentalowi, wiedzia bowiem, i ta proba - poniewa bya to proba - aby rozpocz wojn, powtrzy si znw i znw, a za kadym razem bdzie poparta przez zwikszajc si desperacj. Wczeniej czy pniej dom Baenre zostanie zaatakowany.

Jarlaxle pomyla o spotkaniu, ktrego by wiadkiem, spotkaniu pomidzy opiekunk Baenre a K'yorl Odran, matk opiekunk domu Oblodra, trzeciego i chyba najbardziej niebezpiecznego domu, kiedy to Baenre rozpocza organizowa sojusz, by wysa najedcz armi do Mithrilowej Hali. Baenre wystpowaa wtedy z pozycji siy, bdc w peni w asce Lloth. Otwarcie obrazia K'yorl oraz trzeci dom i czystymi grobami zmusia nieprzewidywaln trzeci matk opiekunk, by wstpia do jej sojuszu. Jarlaxle wiedzia, e K'yorl nigdy tego nie wybaczy i to ona moga popycha Mez'Barris Armgo do wojny z domem Baenre. Jarlaxle kocha chaos, najlepiej czu si w zamieszaniu, jednak ten scenariusz zaczyna go coraz bardziej martwi. *** W przeciwiestwie do zwykle susznych przypuszcze najemnika, K'yorl Odran nie nakaniaa opiekunki Mez'Barris do wojny z domem Baenre. Wrcz odwrotnie, K'yorl staraa si usilnie, by zapobiec takiemu konfliktowi, spotykajc si w tajemnicy z matkami opiekunkami szeciu pozostaych domw rzdzcych, znajdujcych si pod domem Baenre (poza Ghenni'tiroth Tlabbar, opiekunk domu Faen Tlabbar, czwartego domu, ktrej K'yorl nie moga znie i zaufa). Nie to, e K'yorl wybaczya opiekunce Baenre obraz albo obawiaa si dziwnych wydarze. Zdecydowanie nie. Gdyby nie rozlega sie zwiadowcza poza domem Oblodra oraz oczywiste znaki, takie jak Narbondel i mrugajce ognie faerie, czonkowie trzeciego domu nie wiedzieliby nawet, e co jest nie w porzdku. Moce domu Oblodra nie pochodziy bowiem z magii czarodziejw czy kapaskich modlitw do Pajczej Krlowej. Oblodranie byli psionikami. Ich potga bya ksztatowana przez wewntrzne siy umysu, tak wic Trudne Czasy na nich nie wpyway. K'yorl nie moga pozwoli, by reszta miasta o tym wiedziaa. Miaa pod swoj komend dwadziecia pracujcych ciko kapanek, sprawiajcych by psioniczny ekwiwalent ognia faerie, podwietlajcy jej dom, mruga, jak miao to miejsce w pozostaych domach. Za Mez'Barris oraz innym matkom opiekunkom wydawaa si rwnie

poruszona i nerwowa jak one same. Musiaa trzyma wszystko pod przykryciem, musiaa sprawi, by pogoski o konspiracji umilky. Kiedy bowiem K'yorl upewni si, e utrata magii nie jest diabelsk sztuczk, jej rodzina zaatakuje sama. Najpierw odpaci domowi Faen Tlabbar za wszystkie lata, jakie powicia, obserwujc kady jego ambitny krok, albo te ruszy bezporednio na ndznych Baenre. W kadym razie niegodziwa matka opiekunka zamierzaa zaatakowa samotnie. *** Opiekunka Baenre siedziaa sztywno w fotelu na wzniesionym i rozjanionym wiecami centralnym podwyszeniu w wielkiej kaplicy swego domu. Jej crka, Sos'Umptu, dogldajca tego najwitszego dla droww miejsca, siedziaa po jej lewej stronie, za Triel, najstarsza crka Baenre oraz mistrzyni opiekunka drowiej Akademii, bya po prawej. Wszystkie trzy wpatryway si w gr, na iluzyjny obraz, jaki umieci tam Gromph Baenre, i wydawao si dziwnie odpowiednie, i iluzja nie zmienia si ju z drowki w pajka i z powrotem, lecz tkwi w rodku transformacji i wisi tam jak moce, ktre wzniosy dom Baenre do jego nadrzdnej pozycji. Niewiele dalej niewolnicy, gobliny i minotaury, kontynuowali prace przy naprawie kopuy, jednak opiekunka Baenre stracia wszelk nadziej, e odbudowanie kaplicy uspokoi dziwne i straszne wydarzenia w Menzoberranzan. Zacza wierzy w rozumowanie Jarlaxle'a, e przyczyna tkwi w czym wicej ni w nieudanym wysokim rytuale oraz ucieczce jednego banity. Zacza wierzy, e to, co dzieje si w Menzoberranzan, moe mie miejsce w caym wiecie, bd wszechwiecie, i e ley poza jej zrozumieniem czy kontrol. To nie uatwiao sytuacji opiekunce Baenre. Gdyby pozostae domy nie podzielay tych przekona, starayby si wykorzysta j jako ofiar, by doprowadzi wszystko do porzdku. Zerkna przelotnie na obydwie crki. Sos'Umptu naleaa do najmniej ambitnych drowek, jakie kiedykolwiek poznaa, i Baenre nie obawiaa si zbytnio o nic z jej strony. Triel natomiast moga by bardziej niebezpieczna. Cho zawsze

wydawaa si zadowolona z ycia jako mistrzyni opiekunka Akademii, co byo stanowiskiem o niemaej wadze, byo powszechnie akceptowane, i jako najstarsza crka bdzie pewnego dnia wada pierwszym domem. Triel bya cierpliwa jak jej matka, jednak, rwnie jak ona, bya wyrachowana. Gdyby staa si przekonana, i konieczne jest usun jej matk z tronu domu Baenre, e taki czyn przywrciby Baenre miano oraz reputacj, uczyniaby to bez litoci. To wanie dlatego opiekunka Baenre wezwaa j z Akademii na spotkanie i wyznaczya na jego miejsce kaplic. Bya to domena Sos'Umptu, domena Lloth, i Triel nie omieli si tu zaatakowa matki. - Zamierzam wystosowa apel z Akademii, e aden dom nie powinien wykorzystywa tych trudnych czasw do wojny z innym odezwaa si Triel, przerywajc absolutn cisz - bowiem adna z Baenre nie zauwaaa uderze motw oraz pojkiwa niewolnikw pracujcych na wypukym dachu jedynie trzydzieci metrw dalej. adna z nich nie dostrzega nawet, gdy minotaur niedbale strci goblina na mier, jedynie dla uciechy. Opiekunka Baenre wzia gboki oddech i rozwaya te sowa oraz kryjce si za nimi znaczenie. Oczywicie, e Triel wystosuje tak prob. Akademia bya chyba najbardziej stabilizujc si w caym Menzoberranzan. Dlaczego jednak wybraa akurat t chwil, by powiedzie o tym swej matce? Dlaczego nie poczekaa po prostu, a zostanie przedstawiona otwarcie, wszystkim? Czy Triel staraa si j podnie na duchu? - zastanawiaa si opiekunka Baenre. Czy te prbowaa po prostu zbi j z tropu? Myli kryy w gowie opiekunki Baenre, pdziy dookoa i zderzay ze sob, powodujc, e trzsa si w paranoi. Racjonalnie rzecz ujmujc, rozumiaa prowadzc do samozniszczenia natur starania si doszukiwania znaczenia w kadym sowie, prbowania odgadywa, kto moe by wrogiem, a kto sojusznikiem. Opiekunka Baenre wpadaa jednak w desperacj. Kilka tygodni temu znajdowaa si u szczytu potgi, zgromadzia miasto pod sob w gotowoci do zmasowanego uderzenia na krasnoludzki kompleks, Mithrilow Hal, w pobliu powierzchni. Jake szybko zostao jej to zabrane, rwnie szybko jak upadek stalaktytu ze stropu jaskini nad jej cenn kaplic.

Nie skoczya jednak jeszcze. Opiekunka Baenre nie przeya ponad dwch tysicy lat, aby si teraz podda. Niech szlag trafi Triel, jeli rzeczywicie spiskowaa, by przej tron. Niech szlag trafi wszystkich! Matka opiekunka klasna nagle w donie i obydwie crki podskoczyy zaskoczone, gdy w polu widzenia pojawia si dwunona potworno o rozmiarach czowieka, stajc tu przed nimi, odziana we wspaniae, lejce si, karmazynowe szaty. Purpurowa gowa stwora przypominaa omiornic, tyle e wok okrgego, najeonego licznymi zbami otworu gbowego powieway jedynie cztery skrzaste macki, za oczy byy pozbawione renic i mlecznobiae. Ilithid, bd upieca umysu, nie by nowoci dla crek Baenre. Wrcz przeciwnie, El-Viddenvelp lub Methil, jak go powszechnie zwano, by doradc opiekunki Baenre i przebywa u jej boku od wielu lat. Otrzsnwszy si z zaskoczenia Sos'Umptu oraz Triel skieroway zaciekawione spojrzenia na sw zaskakujc matk. - Witaj Triel - ilithid odezwa si telepatycznie. - Ty oczywicie rwnie, Sos'Umptu, w nalecym do ciebie miejscu. Obydwie crki skiny gowami i przywoay podobne mentalne odpowiedzi, wiedzc, e Methil wychwyci myli rwnie atwo, jakby zostay wypowiedziane na gos. - Gupie! - opiekunka Baenre wrzasna na nie obydwie. Podskoczya ze swego fotela i obrcia si z zaciekoci w wyniszczonych rysach. Jak mamy przetrwa te czasy, kiedy dwie z moich gwnych dowdczy oraz najblisze doradczynie s tak gupie? Sos'Umptu zamkna si w sobie ze wstydu, zakopotana. Posuna si nawet do zakrycia twarzy szerokim rkawem grubej, purpurowoczarnej szaty. Triel, bardziej obeznana ze wiatem ni jej modsza siostra, pocztkowo odczuwaa ten sam szok, jednak szybko zrozumiaa, o co chodzi matce. - Ilithid nie straci swych mocy - stwierdzia, a Sos'Umptu wyjrzaa z zaciekawieniem nad ramieniem. - Nawet w najmniejszym stopniu - zgodzia si opiekunka Baenre i jej ton nie nalea do zadowolonych. - Ale w zwizku z tym mamy przewag - omielia si przemwi Sos'Umptu. - Bowiem Methil jest wystarczajco lojalny - powiedziaa

bezceremonialnie. Nie byo sensu maskowa prawdziwych uczu za sowami pprawdy, poniewa ilithid i tak odczytaby jej myli. I jest jedynym ze swego rodzaju w Menzoberranzan. - Ale nie jedynym, kto uywa takich mocy! - rykna na ni opiekunka Baenre, powodujc, e modsza crka znw skulia si w swym fotelu. - K'yorl - wydyszaa Triel. - Jeli Methil uywa swych mocy... - To robi to rwnie Oblodranie - dokoczya ponuro Baenre. - Wci wicz swe moce - Methil potwierdzi telepatycznie. Podwietlenie domu Oblodra nie mrugaoby, gdyby nie mentalne rozkazy trzdki K'yorl. - Moemy by tego pewni? - spytaa Triel, bowiem w zawodzeniu magii nie wydawao si by adnych ustalonych wzorcw, jedynie chaotyczny niead. By moe nie wpywao to na Methila albo nie wiedzia, e to na niego wpywa. I by moe ogie faerie Oblodran, cho inny w naturze ni pomienie gorejce w pozostaych domach, tkwi w tym samym chaosie. - Moce psioniczne mog by wyczuwane przez psioniczne stworzenia - zapewni j Methil. - Trzeci dom kipi energi. - A K'yorl robi pozory, e tak nie jest - dodaa paskudnym tonem opiekunka Baenre. - Chce zaatakowa przez zaskoczenie - uznaa Triel. Opiekunka Baenre przytakna pospnie. - Co z Methilem? - zaproponowaa z nadziej Sos'Umptu. - Jego moce s wielkie. - Methil bez problemu poradzi sobie z K'yorl - zapewnia sw crk opiekunka Baenre, cho Methil bezgonie robi to samo, wywoujc poczucie niezaprzeczalnej pewnoci. - K'yorl nie jest jednak jedyn Oblodrank z psionicznymi mocami. - Jak duo ich jest? - chciaa wiedzie Triel, na co opiekunka Baenre po prostu wzruszya ramionami. - Duo - odpowiedziay myli Methila. Triel mylaa o tym, wiedziaa wia, e Methil to syszy, tak wic wypowiedziaa to na gos, podejrzliwie. - A jeli Oblodranie wystpi przeciwko nam, po ktrej stronie stanie Methil? Opiekunka Baenre bya, przez chwil, zszokowana miaoci swej

crki, rozumiaa jednak, e Triel nie miaa zbytniego wyboru w wyjawianiu swych podejrze. - I czy sprowadzi sojusznikw z niedalekiej jaskini ilithidw? naciskaa Triel. - Z pewnoci gdyby setka ilithidw stana u naszego boku w potrzebie... Ze strony Methila nie byo nawet ladu telepatycznej komunikacji i to byo dla wszystkich Baenre wystarczajc odpowiedzi. - Nasze problemy nie s problemami upiecw umysu - powiedziaa opiekunka Baenre. Bya to prawda i wiedziaa o tym. Prbowaa doczy ilithidy do najazdu na Mithrilow Hal, obiecujc im bogactwa oraz bezpieczny sojusz, jednak motywacje nieziemskich, omiornicogowych stworw nie byy takie same jak mrocznych elfw, czy te jakiejkolwiek innej rasy caego Podmroku. Owe motywacje pozostaway poza zrozumieniem opiekunki Baenre pomimo lat kontaktw z Methilem. Osigna jedynie tyle, e Methil oraz dwa inne ilithidy pjd wraz z ni na wypraw na Mithrilow Hal w zamian za setk koboldw oraz dwudziestu droww mczyzn, ktrzy stan si niewolnikami spoecznoci upiecw w ich maym miecie w jaskini. Nie byo duo wicej do powiedzenia. Domowi stranicy znajdowali si w stanie penej gotowoci, a kady nie posiadajcy innych obowizkw drow modli si o pomoc do Pajczej Krlowej. Dom Baenre robi wszystko, co w jego mocy, by nie dopuci do katastrofy, a mimo to opiekunka Baenre nie wierzya, e im si uda. K'yorl przybya do niej kilkakrotnie niezapowiedziana, przedostaa si przez magiczne ogrodzenie oraz liczne zaklte puapki ustawione w kompleksie. Matka opiekunka domu Oblodra robia to tylko po to, by szydzi sobie z Baenre i tak naprawd nie moga zrobi wiele wicej, nie ujawniajc si Baenre. C jednak K'yorl moga osign przy tych nie funkcjonujcych osonach? Jak opiekunka Baenre moga oprze si psionikom bez wasnej magii? Jej jedyn oson wydawa si by Methil, stworzenie, ktremu ani cakowicie nie ufaa, ani go nie rozumiaa. Nie podobaa jej si ta sytuacja.

ROZDZIA 8 MANIFESTACJE MAGII Guenhwyvar doznawaa blu, doznawaa cierpienia przewyszajcego wszystko, co pantera kiedykolwiek odczuwaa. Co wicej jednak pantera doznawaa rozpaczy, prawdziwej rozpaczy. Guenhwyvar bya stworzeniem uformowanym z magii, manifestacj siy yciowej zwierzcia znanego na Torilu jako pantera. Zawarta w wielkiej kocicy iskra istnienia zaleaa od magii, podobnie jak kana pozwalajcy Drizztowi oraz tym, ktrzy byli przed nim, sprowadza Guenhwyvar na Pierwotny Plan Materialny. Teraz owa magia rozplataa si, tkanina splatajca magi wszechwiata w mistyczny i przewidywalny wzorzec bya rozdarta. Pantera bya w rozpaczy. Guenhwyvar syszaa cige woanie, baganie Drizzta. Drow wiedzia, e Guen ma kopoty, jego gos oddawa t desperacj. W sercu, tak zczonym ze sw koci towarzyszk, Drizzt Do'Urden rozumia, e wkrtce straci Guenhwyvar na zawsze. Ta mroca krew myl daa panterze chwil odnowionej nadziei i determinacji. Guenhwyvar skupia si na obrazie blu, jaki bdzie odczuwaa, jeli ju nigdy nie powrci do swego ukochanego pana. Powarkujc nisko, buntowniczo, pantera drapaa tylnymi nogami tak silnie, i niejeden szpon zahaczy o gadk, tward po wierzchnie i zosta nastpnie wyrwany. Bl nie powstrzymywa pantery, nie, gdy Guenhwyvar porwnaa go z wizj wlizgnicia si w pomienie, wypadnicia z tunelu, jedynej wizi ze wiatem materialnym oraz Drizztem. Walka cigna si duej, ni jakiekolwiek stworzenie byoby w stanie wytrzyma. Cho jednak Guenhwyvar nie przesuwaa si bliej otworu, nie cofaa si rwnie ku swemu bagajcemu panu. W kocu, wyczerpana, Guenhwyyar rzucia rozpaczliwe, bezradne spojrzenie przez rami. Jej minie zadray, po czym zelay. Pantera pomkna ku ognistej dziurze. ***

Opiekunka Baenre przemierzaa nerwowo mae pomieszczenie, spodziewajc si, e w kadej chwili moe wbiec stranik z wieci, i kompleks zosta najechany, e cae miasto powstao przeciwko jej domowi, obwiniajc j za kopoty, jakie na nie spady. Nie tak dawno temu Baenre marzya o podboju, wzniosa si na wyyny potgi. Mithrilowa Hala bya w jej zasigu, a co wicej, miasto wydawao si gotowe, by wyruszy pod jej przewodnictwem. Teraz uwaaa, e nie jest w stanie utrzyma nawet wasnego domu, imperium Baenre liczcego sobie pi tysicy lat. - Mithrilowa Hala - niegodziwa drowka rzucia niby potpiajce przeklestwo, jakby owo odlege miejsce byo przyczyn tego wszystkiego. Jej drobna pier unosia si wraz z wymuszonymi oddechami. Baenre signa oburcz do szyi i zerwaa wiszcy tam acuch. - Mithrilowa Hala! - wrzasna do wisiorka w ksztacie piercienia, stworzonego z zba Gandaluga Battlehammera, zaoyciela klanu Bruenora, rzeczywistej wizi ze wiatem powierzchni. Kady drow, nawet ci najblisi opiekunce Baenre, sdzi, i to Drizzt Do'Urden by katalizatorem dla inwazji, wymwk, ktra pozwalaa Lloth da bogosawiestwo niebezpiecznemu podbojowi tak blisko powierzchni. Drizzt by zaledwie czci tej ukadanki, w dodatku ma, bowiem prawdziwym bodcem by piercie. Zamknita w nim bya udrczona dusza Gandaluga, znajcego Mithrilow Hal oraz zwyczaje klanu Battlehammer. Opiekunka Baenre zabraa krasnoludzkiego krla przed stuleciami i jedynie lepy los skontaktowa renegata z Menzoberranzan z klanem Bruenora. lepy los, ktry da wymwk dla podboju, ktrego opiekunka Baenre pragna od wielu, wielu dziesicioleci. Wydawszy z siebie wrzask wciekoci, Baenre cisna zbem przez pokj, po czym przewrcia si, gdy przedmiot eksplodowa. Kiedy dym si rozwia, Baenre wpatrywaa si bez wyrazu w rg pomieszczenia, w klczcego tam nagiego krasnoluda. Matka opiekunka podniosa si, potrzsajc z niedowierzaniem gow, nie by to bowiem przyzwany duch, lecz fizyczne ciao Gandaluga! - Omielie si przyj? - wrzasna Baenre, jednak jej gniew maskowa strach. Kiedy wczeniej wzywaa fizyczn form Gandaluga z pozawymiarowego wizienia, nigdy nie by tak naprawd caoci, nigdy

nie by cielesny - i nigdy nagi. Spogldajc teraz na niego, Baenre zdaa sobie spraw, e wizienie Gandaluga ju nie istnieje, e Gandalug wrci dokadnie taki sam jak w chwili, gdy go schwytaa, nie liczc ubrania. Zmaltretowany stary krasnolud spojrza na sw porywaczk, sw drczycielk. Baenre mwia w jzyku droww i Gandalug nie rozumia oczywicie ani sowa. To nie miao jednak wikszego znaczenia, bowiem stary krasnolud nie sucha. Tak naprawd by poza sowami. Walczc i powarkujc przy kadym bolesnym ruchu, Gandalug zmusi grzbiet do wyprostowania si, po czym umieci najpierw jedn, a nastpnie drug nog pod sob i wsta z determinacj. Rozumia, e co si zmienio. Po stuleciach cierpienia w pustce, zawieszenia w szarej prni, Gandalug Battlehammer czu si jako inaczej, czu si cay i rzeczywisty. Odkd zosta pojmany, stary krasnolud wid surrealistyczn egzystencj, y we nie, otaczany przez wyrane, przeraajce obrazy za kadym razem, gdy ta stara ndzniczka go przyzywaa, poza tym za ogarnity przez niezmierzone okresy nicoci, kiedy to czas i myl byy jedn dug pustk. Ale teraz, teraz Gandalug czu, e co si zmienio, czu nawet strzykanie i bl w starych kociach. I jake wspaniae to byo odczucie! - Wracaj! - rozkazaa Baenre, tym razem w jzyku powierzchni, mowie, ktrej zawsze uywaa, by komunikowa si ze starym krasnoludem. - Wracaj do swego wizienia, dopki ci nie zawoam! Gandalug rozejrza si dookoa, dostrzeg lecy na pododze acuch i ani ladu zbowego piercienia. - Nie bybym taki pewien - stary krasnolud stwierdzi w swym cikim, pradawnym dialekcie i podszed o krok. Oczy Baenre zmruyy si niebezpiecznie. - Omielasz si? - wyszeptaa, wycigajc wsk rdk. Wiedziaa, jak niebezpieczny moe by, tak wic nie tracia czasu, wycelowaa przedmiot i wyrecytowaa tajemn fraz, zamierzajc wywoa strumie pajczyny, ktra spowije krasnoluda i unieruchomi go. Nic si nie stao. Gandalug wykona kolejny krok, na kadym centymetrze powarkujc niczym godne zwierz. Baenre opucio jej stalowe spojrzenie, ujawniajc nagy strach. Bya istot uzalenion od magii, polegajc na magii, by chroni siebie i

miady przeciwnikw. Dziki posiadanym przedmiotom (ktre nosia przy sobie zawsze) oraz potnemu repertuarowi czarw, moga pokona niemal kadego wroga, potrafiaby najprawdopodobniej zniszczy batalion zaprawionych krasnoludzkich wojownikw. Wszake bez owych przedmiotw i bez przybywajcych jej na pomoc czarw opiekunka Baenre bya aosnym, wyniszczonym i kruchym stworzeniem. Gandalugowi nie robioby rnicy, nawet gdyby sta przed nim tytan. Z jakiego powodu, ktrego nie mg zrozumie, by uwolniony ze swego wizienia, by wolny i znajdowa si we wasnym ciele, ktrego to uczucia nie dowiadcza od dwch tysicy lat. Baenre moga jeszcze wyprbowa par sztuczek i tak naprawd niektre z nich, jak sakiewka zawierajca w sobie hord pajkw, ktre przybd na jej wezwanie, nie wpada jeszcze w chaotyczn i magiczn sie, jak byy Trudne Czasy. Nie moga jednak ryzykowa. Nie teraz, gdy bya tak bardzo odsonita. Odwrcia si i pobiega do drzwi. Postronkowate minie na potnych nogach Gandaluga napryy si i krasnolud wybi si, pokonujc pi metrw do drzwi przed sw ciemiycielk. Pi uderzya Baenre w klatk piersiow, pozbawiajc j tchu, i zanim zdya odpowiedzie, znalaza si w powietrzu, wirujc nad gow rozwcieczonego krasnoluda. Nastpnie leciaa, by uderzy o cian po przeciwlegej stronie komnaty i lec pod ni bezwadnie. - Zamierzam oderwa ci gow - obieca, zbliajc si powoli Gandalug. Drzwi otworzyy si gwatownie i do pomieszczenia wpad Berg'inyon. Gandalug obrci si w jego stron, gdy fechmistrz wyciga swe bliniacze klingi. Zaskoczony widokiem - w jaki sposb krasnolud pojawi si w Menzoberranzan, w prywatnej komnacie jego matki? - Berg'inyon podnis ostrza w momencie, gdy Gandalug je chwyta, po jednym w kadej rce. Gdyby we wspaniaych klingach fechmistrza wci byo obecne zaklcie, przeciyby gadko twarde krasnoludzkie ciao. Nawet jednak bez niego, straciwszy magi w wirze chaosu, miecze wbiy si gboko.

Gandaluga niezbyt to obchodzio. Rozrzuci szeroko ramiona Berg'inyona, bowiem szczupy drow nie mg mu dorwna si. Krasnolud wyrzuci gow do przodu, uderzajc w gitki pancerz Berg'inyona, wskie piercienie, ktrych sia rwnie polegaa na zaklciu. Gandalug powtarza ten ruch raz za razem i jki Berg'inyona stay si wkrtce pozbawionymi tchu sapniciami. Niedugo potem mody Baenre ledwo sta na nogach, by ledwo wiadomy, gdy Gandalug wyszarpywa mu miecze z doni. Gowa krasnoluda wystrzelia jeszcze raz i Berg'inyon, nie poczony ju z Gandalugiem i nie podtrzymywany przez niego, przewrci si. Wci ignorujc gbokie szramy na rkach, Gandalug cisn jeden z mieczy Berg'inyona w bok komnaty, chwyci porzdnie drugi i odwrci si do opiekunki Baenre, ktra wci siedziaa pod cian, starajc si zebra myli. - Gdzie twj umiech? - szydzi krasnolud podchodzc. - Chc, eby na twojej mierdzcej twarzy by umiech, gdy podnios twoj gow w rku, by wszyscy mogli j zobaczy! Nastpny krok by dla krasnoludzkiego krla ostatnim, bowiem zmaterializowaa si przed nim potworno o gowie w ksztacie omiornicy, wycigajc w jego stron swe groteskowe macki. Oszaamiajce uderzenie mentalnej energii przewrcio Gandaluga i niemal wypuci miecz. Potrzsn gow zaciekle, by zachowa myli. Wci powarkiwa i potrzsa wochat gow, gdy drugie, a nastpnie trzecie uderzenie zaatakowao jego zmysy. Gdyby Gandalug utrzyma t cian wciekoci, mgby nawet to przetrzyma, jednak sza przeszed w zakopotanie, nie bdce wystarczajco silne, by pokona szturm potnego ilithida. Gandalug nie sysza, jak wykonany przez drowy miecz upada na podog, nie sysza, jak opiekunka Baenre krzyczy do Methila i do dochodzcego do siebie Berg'inyona, instruujc ich, aby nie zabijali krasnoluda. Baenre bya przeraona tymi niezrozumiaymi dla niej zmianami w magii. Strach ten nie powstrzymywa jej jednak przed pamitaniem o swej niegodziwej naturze. Z jakiego niewyjanionego powodu Gandalug znw by ywy, we wasnym ciele, uwolniony z piercienia, ktry

najwyraniej uleg zniszczeniu. Tajemnica ta nie powstrzymywaa Baenre przed odpaceniem mu za atak i obraz. Baenre bya mistrzyni w torturowaniu dusz, jednak nawet jej umiejtnoci w tej sztuce bledy przy tym, co potrafia zrobi z ywymi stworzeniami. *** - Guenhwyvar! - Figurka bya teraz strasznie gorca, lecz Drizzt trzyma j uparcie, przyciska j blisko piersi, do serca, cho ze skraju jego paszcza unosiy si kby dymu, a skra na doniach zaczynaa pokrywa si pcherzami. Wiedzia i nie puszcza. Wiedzia, e Guenhwyvar opuci go na zawsze i niczym przyjaciel obejmujcy mocno umierajcego towarzysza, Drizzt nie mg puci i bdzie trzyma do koca. Jego pene desperacji woanie zaczo sabn, nie z powodu rezygnacji, lecz po prostu dlatego, e gos nie mg mu si przebi przez blokujcy gardo al. Parzyo go ju rwnie w palce, lecz nie puszcza. Catti-brie zrobia to za niego. Kierowana nagym, desperackim impulsem moda kobieta, sama rozdarta blem aoci, chwycia Drizzta szorstko za rami i uderzya mocno w figurk, wytrcajc j na ziemi. Zaskoczona mina Drizzta przesza we wcieko i zaprzeczenie, niczym ostatni wybuch szau matki obserwujcej, jak trumna z jej dzieckiem opada do grobu. W chwili gdy figurka spada na ziemi, Cattibrie wycigna z pochwy Khazid'he i doskoczya tam. Miecz unis si w gr, a na jego ostrej krawdzi wci wida byo czerwon lini zaklcia. - Nie! - krzykn Drizzt, rzucajc si w jej stron. Byo ju za pno. Cho z jej granatowych oczu lay si zy, a myli byy pogmatwane, Catti-brie odnalaza w sobie odwag na ostatni, desperack prb i opucia potne ostrze. Khazid'hea moga przecina kamie i zrobia to teraz, w tej samej chwili gdy Guenhwyvar przelatywaa przez otwr. Nastpi rozbysk i pulsujcy bl, pulsujca magia wyrzucia rk Catti-brie do gry, ciskajc j w ty i na ziemi. Drizzt zatrzyma si gwatownie, obrci i zanurkowa nisko, osaniajc gow, gdy od figurki

odpada gowa, wypuszczajc wysoko w powietrze lini buzujcego ognia. Pomienie zgasy chwil pniej i z ciaa pknitej figurki wypyn gsty, szary dym. Drizzt podnis si powoli, a Catti-brie wrciy zmysy. Obydwoje zauwayli stojc przed nimi zmaltretowan Guenhwyvar, ktrej gste futro wci dymio. Drizzt rzuci si na kolana i przypad do pantery, otaczajc Guenhwyvar ciasnym uchwytem. Obydwoje podczogali si do Catti-brie, ktra wci siedziaa na ziemi, miejc si i kajc, cho bya osabiona uderzeniem magii. - Co zrobia? - spyta j Drizzt. Nie wiedziaa, co odpowiedzie. Nie wiedziaa, jak wyjani, co si stao, gdy Khazid'hea uderzya w zaklt figurk. Spojrzaa na kling, lec cicho u jej boku, ktrej ostrze ju nie janiao, a na jego dawniej nietknitej powierzchni wida byo zadziory. - Chyba zepsuam sobie miecz - odpara cicho Catti-brie. *** Pniej tego samego dnia Drizzt rozoy si na ku w swoim pokoju na grnych poziomach Mithrilowej Hali, spogldajc z trosk na sw towarzyszk. Guenhwyvar wrcia i przypuszcza, e byo to lepsze ni to, co instynkty mwiy mu, e staoby si, gdyby Catti-brie nie przecia figurki. Lepsze, lecz nie dobre. Pantera bya znuona, odpoczywaa przy kominku po przeciwlegej stronie maego pomieszczenia, z opuszczon gow i zamknitymi oczyma. Drizzt wiedzia, e owa drzemka bya niewystarczajca. Guenhwyvar bya stworzeniem z Planu Astralnego i naprawd moga si odwiey jedynie pord gwiazd. Parokrotnie sytuacja wymuszaa na Drizzcie, by trzyma Guenhwyvar na Planie Materialnym przez dusze okresy czasu, jednak nawet jeden dzie poza owe p, jakie kocica zwykle zostawaa, czyni Guen wyczerpan. Wanie teraz rzemielnicy z Mithrilowej Hali, krasnoludy o niemaych umiejtnociach, baday przecit figurk, a Bruenor wysa emisariusza do Silverymoon, szukajc pomocy u pani Alustriel, najlepiej obeznanej w zasadach magii po tej stronie wielkiej pustyni Anauroch.

Jak dugo to zajmie? - zastanawia si Drizzt, nie bdc pewny, czy ktokolwiek z nich jest w stanie naprawi figurk.. Jak dugo przetrwa Guenhwyvar? Nie zapowiedziana, Catti-brie wpada przez drzwi. Jedno spojrzenie na jej poznaczon strumieniami ez twarz powiedziaa Drizztowi, e co jest nie w porzdku. Wsta z ka i podszed do wiszcych na cianie bliniaczych sejmitarw. Catti-brie zatrzymaa go, zanim jeszcze dokoczy krok i obja go tak mocno, e oboje padli z powrotem na ko. - Wszystko, czego kiedykolwiek pragnam - powiedziaa z popiechem w gosie, ciskajc mocno. Drizzt rwnie trzyma, zakopotany i przytoczony. Zdoa obrci gow tak, by spojrze modej kobiecie w oczy i sprbowa wyczyta tam jakie wskazwki. - Zostaam dla ciebie stworzona, Drizzcie Do'Urdenie - Catti-brie powiedziaa pomidzy szlochami. - Tylko ty bye w moich mylach od dnia, kiedy si poznalimy. To byo zbyt szalone. Drizzt prbowa si wydosta, nie chcia jednak zrani Catti-brie, a jej uchwyt by po prostu zbyt silny i zdesperowany. - Spjrz na mnie - zakaa. - Powiedz, e czujesz to samo! Drizzt spojrza na Catti-brie, uwaniej ni kiedykolwiek przyglda si piknej, modej kobiecie. Obchodzia go, to oczywiste. Kocha j i pozwoli sobie nawet raz czy dwa fantazjowa o takiej wanie sytuacji. Teraz jednak wydawao si to po prostu zbyt dziwaczne, zbyt nieoczekiwane i bez zapowiedzi. Mia ulotne odczucie, e co byo z nianie w porzdku, co szalonego, jak caa otaczajca ich magia. - Co z Wulfgarem? - zdoa powiedzie Drizzt, cho imi to zostao przytumione, gdy Catti-brie cisna mocniej, dotykajc wosami twarzy drowa. Biedny Drizzt nie mg odmwi kobiecie powabu, jej wosom sodkiego zapachu, jej ksztatnemu ciau ciepa. Gowa Catti-brie poruszya si gwatownie, jakby j uderzy. - Z kim? Tym razem to Drizzt czu si, jakby zosta spoliczkowany. - We mnie - poprosia Catti-brie. Oczy Drizzta nie mogyby sta si wiksze, nie wypadajc jednoczenie z oczodow.

- Trzymaj mnie! - krzykna. - Trzymaj mnie? - powtrzy pod nosem Drizzt. - Uczy mnie instrumentem swego taca - cigna. - Och, bagam! To jest wszystko, do czego zostaam stworzona, wszystko, czego pragn. - Przerwaa nagle i odsuna si na dugo rki, wpatrujc si powikszonymi oczyma w Drizzta, jakby przy szo jej do gowy co nowego. - Jestem lepsza ni inne - obiecaa chytrze. Jakie inne? - chcia wrzasn Drizzt, jednak nie by w stanie wydoby sw ze cinitego garda. - Jak ty! - kontynuowaa Catti-brie. - Lepsza ni ta kobieta, ktr wanie poznaj! Drizzt niemal zdoa si z powrotem skupi, niemal odzyska wystarczajc kontrol, by odpowiedzie, kiedy przytoczy go ciar tego ostatniego stwierdzenia. A w choler z subtelnoci! - uzna drow, po czym wyrwa si i uwolni z ucisku. Catti-brie rzucia si za nim, obja jedn z jego ng i trzymaa z caej siy. - Och, nie odrzucaj mnie, moja mioci! - wrzasna z tak si, e Guenhwyvar podniosa gow od kominka i wydaa z siebie niski pomruk. - Trzymaj mnie, bagam! Jedynie w twoich doniach mog by caoci! Drizzt wycign obydwie rce, zamierzajc wydosta nog z ciasnego ucisku. Zauway nagle co na biodrze Catti-brie, co spowodowao, e si zatrzyma, co, co go jednoczenie oszoomio i wyjanio wszystko. Zauway miecz, ktry Catti-brie zabraa z Podmroku, miecz, ktrego rkoje miaa ksztat gowy jednoroca. Tyle e to nie by ju jednoroec. To bya twarz Catti-brie. Jednym szybkim ruchem Drizzt wyszarpn miecz i odskoczy dwa kroki w ty. Czerwona linia Khazid'hei, zakltego ostrza, powrcia w peni i wiecia teraz janiej ni kiedykolwiek wczeniej. Drizzt cofn si jeszcze o krok, spodziewajc si, e znw zostanie pochwycony. Nie by cigany. Moda kobieta pozostaa na miejscu, na wp siedzc, na wp klczc na pododze. Odrzucia gow do tyu, jakby w ekstazie.

- Och tak! - krzykna. Drizzt wpatrywa si w rkoje, obserwowa ze zdumieniem, jak zmienia swj wygld z twarzy Catti-brie z powrotem w jednoroca. Poczu od broni wszechogarniajce ciepo, wi tak intymn jak z kochank. Dyszc ciko, drow spojrza na Catti-brie, ktra wyprostowaa si i rozgldaa naokoo z zaciekawieniem. - Co robisz z moim mieczem? - zapytaa cicho. Znw rozejrzaa si po pomieszczeniu, pokoju Drizzta, wydajc si absolutnie zdumiona. Drizzt zdawa sobie spraw, e chce zapyta - I co ja tu robi? Jednak pytanie to byo ju oczywiste w wyrazie jej twarzy. - Musimy porozmawia - powiedzia do niej Drizzt.

ROZDZIA 9 IMPLIKACJE Rzadko si zdarzao, by zarwno Gromph jak i Triel Baenre znajdowali si jednoczenie na audiencji u swej matki, a jeszcze rzadziej doczali do nich Berg'inyon, Sos'Umptu oraz dwie pozostae warte uwagi crki Baenre, Bladen'Kerst i Quenthel. Szecioro z siedmiorga siedziao w wygodnych fotelach wok podwyszenia w kaplicy. Jednak nie Bladen'Kerst. Wiecznie przypominajca zamknite w klatce zwierz najbardziej sadystyczna drowka z pierwszego domu chodzia dookoa, ze zmarszczonymi brwiami i wydtymi wargami. Bya drug co do starszestwa crk po Triel i powinna ju znajdowa si poza domem, by moe jako opiekunka w Akademii albo, co bardziej prawdopodobne, jako matka opiekunka wasnego, pomniejszego domu. Opiekunka Baenre nie pozwalaa na to jednak, obawiajc si po prostu, e wystpujcy u jej crki brak obycia, nawet zwaywszy na standardy droww, okryby hab dom Baenre. Triel podnosia wzrok i potrzsaa z pogard gow za kadym razem, gdy Bladen'Kerst j mijaa. Rzadko powicaa jej jakkolwiek uwag. Podobnie jak Yendes Baenre, jej modsza siostra, zabita przez Drizzta podczas ucieczki, Bladen'Kerst bya instrumentem tortur jej matki i niczym wicej. Bya baznem, czym na pokaz, i nie stanowia adnego rzeczywistego zagroenia dla nikogo, kto wykracza w domu Baenre poza rang zwyczajnego onierza. Quenthel bya zupenie odrbn kwesti i w dugich okresach pomidzy przejciami Bladen'Kerst Triel nawet na chwil nie spuszczaa z niej stanowczego i badawczego wzroku. Quenthel za odwzajemniaa owo spojrzenie z otwart wrogoci. Zostaa podniesiona do rangi wysokiej kapanki w rekordowym czasie i miaa reputacj cieszcej si najwysz ask Lloth. Quenthel nie miaa iluzji co do swej chwiejnej pozycji - gdyby nie fakt owej aski, Triel unicestwiaby j ju dawno temu. Bowiem Quenthel nie robia tajemnicy ze swych ambicji, do ktrych nalea kamie milowy, jakim bya mistrzyni opiekunka Arach-Tinilith, stanowisko ktrego Triel nie zamierzaa opuszcza. - Usid! - warkna w kocu opiekunka Baenre na denerwujc

Bladen'Kerst. Jedno z oczu Baenre byo napuchnite i zamknite, a na boku twarzy wci byo wida prgi w miejscu, w ktrym zderzya si ze cian. Nie przywyka do noszenia takich blizn, podobnie jak pozostali nie przywykli, by widzie j w takim stanie. W normalnych okolicznociach czar leczcy oczyciby jej twarz, jednak nie byy to normalne okolicznoci. Bladen'Kerst zatrzymaa si i spojrzaa stanowczo na matk, skupiajc si na jej ranach. Niosy one za sob obosieczny sygna. Po pierwsze ukazyway, e moce Baenre nie s takie, jakie powinny by, e matka opiekunka, e oni wszyscy mog by bardzo, bardzo naraeni. Po drugie, w poczeniu z grymasem, ktry wiecznie pokrywa rysy zmartwionej matki opiekunki, owe rany odzwierciedlay gniew. Gniew przewaajcy nad dostrzeon i najprawdopodobniej tymczasow saboci, uznaa roztropnie Bladen'Kerst i usiada w przeznaczonym dla niej fotelu. Jej cikie buty, niezwyke u droww lecz skuteczne do kopania mczyzn, stukay mocno i niecierpliwie w podog. Nikt nie zwraca jednak na ni adnej uwagi. Wszyscy podyli za przewidywalnym, niebezpiecznym spojrzeniem opiekunki Baenre ku Quenthel. - To nie jest czas na osobiste ambicje - opiekunka Baenre powiedziaa spokojnie i z ca powag. Oczy Quenthel rozszerzyy si, jakby zostaa kompletnie zbita z tropu. - Ostrzegam ci - naciskaa opiekunka Baenre, ani troch nie zwiedziona przez jej niewinn min. - Podobnie jak ja! - szybko i zdecydowanie wtrcia si Triel. Nie byo w jej zwyczaju przerywa matce, wiedziaa, e lepiej tego nie robi, uznaa jednak, e ta kwestia musi zosta zakoczona raz na zawsze i e Baenre doceni wsparcie. - Polegaa na asce Lloth, ktra chronia ci przez te wszystkie lata. Lloth jest teraz jednak daleko od nas, z jakiego powodu, ktrego nie rozumiemy. Jeste odsonita, moja droga siostro, bardziej odsonita ni ktokolwiek z nas. Quenthel wychylia si w swym fotelu i nawet zmusia si do umiechu. - Czy wtpisz, e Lloth do nas wrci, co, jak obydwie wiemy, nastpi?

- wysyczaa modsza Baenre. - I c takiego mogo odcign od nas Pajcz Krlow? - Kiedy zadawaa to ostatnie pytanie, skierowaa na matk spojrzenie tak miae, e jeszcze nikt nigdy nie odway si na nie w obliczu Pajczej Krlowej. - To nie jest to, co zakadasz! - warkna Triel. Spodziewaa si, te siostra sprbuje zrzuci win na opiekunk Baenre. Usunicie matki opiekunki mogoby jedynie przysuy si ambitnej Quenthel i naprawd przywrci pewien presti upadajcemu szybko domowi. Tak naprawd nawet Triel rozwaaa taki bieg wydarze, jednak zaraz go odrzucia, nie wierzc ju, e ostatnie poraki opiekunki Baenre miay co wsplnego z majcymi miejsce wok nich dziwami. - Lloth opucia kady dom. - To wykracza poza Lloth - doda wymownie Gromph. Czarodziej, ktrego magia nie pochodzia od adnego boga czy bogini. - Do - powiedziaa Baenre, rozgldajc si dookoa i po kolei uspokajajc wzrokiem swe dzieci. - Nie moemy wiedzie, co wywoao te wydarzenia. Tym, co musimy teraz rozway, jest to, jak owe wypadki wpyn na nasz pozycj. - Miasto pragnie pera'dene - stwierdzia Quenthel, wymawiajc sowo oznaczajce u droww koza ofiarnego. Jej nie mrugajce oczy mwiy matce opiekunce, co ma na myli. - Gupia! - warkna Baenre w obliczu tego wzroku. - Czy sdzisz, e powstrzymaoby ich moje serce? To bezceremonialne stwierdzenie zbio Quenthel z tropu. - Dla niektrych z pomniejszych domw nigdy nie byo i nigdy nie bdzie lepszej sposobnoci, by pozby si tego domu - cigna opiekunka Baenre, przemawiajc do nich wszystkich. - Jeli zamierzacie si mnie pozby, to zrbcie to, wiedzcie jednak, e nie wpynie to na rebeli, ktra powstaje przeciwko nam. - Parskna i rozrzucia bezradnie rce. - W istocie pomoglibycie jedynie naszym wrogom. Jestem wasz wizi z Bregan D'aerthe i wiem, e nasi wrogowie rwnie zabiegali o wzgldy Jarlaxle'a. I to ja jestem Baenre! Nie Triel i nie Quenthel. Beze mnie wszyscy wpadniecie w chaos, walczc o kontrol, kade ze sw wasn frakcj stray domowej. Gdzie bdziecie, gdy K'yorl Oblodra wkroczy do kompleksu? Bya to trzewica myl. Opiekunka Baenre przekazaa kademu z nich wieci, e Oblodranie nie stracili swych mocy i wszyscy Baenre

wiedzieli o nienawici, jak ywi wobec nich trzeci dom. - To nie jest czas na osobiste ambicje - powtrzya opiekunka Baenre. - To czas, abymy zebrali si razem i utrzymali nasz pozycj. Otaczajce j przytakiwania byy szczere, Baenre wiedziaa o tym, jednak Quenthel nie kiwaa gow. - Powinna ywi nadziej, e Lloth nie wrci do mnie wczeniej ni do ciebie - ambitna siostra powiedziaa miao, kierujc t uwag bezporednio do Triel. Triel nie wygldaa, jakby zrobio to na niej wraenie. - Powinna ywi nadziej, e Lloth w ogle wrci - odpara niedbale. - Inaczej oderw ci gow i powiem Gromphowi, eby umieci j na szczycie Narbondel, aby twoje oczy mogy pon, gdy dzie osignie peni. Quenthel chciaa odpowiedzie, jednak Gromph j wyprzedzi. - Z przyjemnoci, moja droga siostro - rzek do Triel. Pomidzy tym dwojgiem nie byo mioci, jednak podczas gdy Gromph odczuwa obojtno wobec Triel, cakowicie nienawidzi Quenthel i jej niebezpiecznych ambicji. Gdyby dom Baenre upad, staoby si to rwnie z Gromphem. Zasugerowany sojusz pomidzy dwojgiem starszych dzieci Baenre sprawi cuda przy uspokajaniu wywyszajcej si modszej siostry i Quenthel nie wypowiedziaa ju ani jednego sowa przez reszt spotkania. - Moemy porozmawia teraz o K'yorl i o grocym nam wszystkim niebezpieczestwie? - spytaa opiekunka Baenre. Kiedy nie podniosy si gosy protestu (za gdyby miay one miejsce, Baenre wyczerpaaby si najprawdopodobniej cierpliwo i skazaaby mwicego na powoln mier), matka opiekunka podja kwesti obrony domu. Wyjania, e Jarlaxle'owi i jego oddziaowi wci mona ufa, ostrzega jednak, e najemnik zmieni strony, jeli bitwa zaczaby si toczy niepomylnie dla domu Baenre. Triel zapewnia ich wszystkich, e Akademia pozostaje lojalna, za raport Berg'inyona o gotowoci stray domowej dawa otuch. Pomimo obiecujcych wieci i dobrze zasuonej reputacji garnizonu Baenre, rozmowa przesza nieuchronnie na jedyny widoczny sposb, by cakowicie pokona K'yorl i jej psioniczn rodzin. Berg'inyon, ktry bra

udzia w walce z krasnoludem Gandalugiem, pierwszy go wypowiedzia. - Co z Methilem? - spyta. - Oraz setk ilithidw, ktrych reprezentuje? Jeli stan po naszej stronie, groba ze strony domu Oblodra wyda si nieznaczna. Pozostali pokiwali gowami, zgadzajc si z tym stwierdzeniem, jednak opiekunka Baenre wiedziaa, e nie mona byo liczy na takich przyjaci jak upiecy umysu. - Methil pozostaje po naszej stronie, poniewa wraz ze swym ludem wie, i to my jestemy kluczem do ich bezpieczestwa. Ilithidy nie dochodz nawet do jednej setnej ludnoci Menzoberranzan. Takie s rozmiary ich lojalnoci. Jeli Methil zacznie wierzy, e dom Oblodra jest silniejszy, nie stanie przy nas. - Baenre wydaa z siebie ironiczny, niemal bezradny chichot. - Inne ilithidy mog nawet zaj stron K'yorl - stwierdzia. - Ta ndzniczka jest im podobna dziki mocom swego umysu. Moe rozumiej si nawzajem. - Czy powinnimy mwi tak otwarcie? - spytaa Sos'Umptu. Rozejrzaa si z trosk po podwyszeniu i pozostali zrozumieli, e obawiaa si, i Methil moe znajdowa si midzy nimi, niewidzialny, syszc kade sowo, odczytujc kad myl. - To nie ma znaczenia - odpara od niechcenia opiekunka Baenre. Methil zna ju moje obawy. Nie mona nic ukry przed ilithidem. - Co wic mamy zrobi? - zapytaa Triel. - Musimy zebra siy - odrzeka ze zdecydowaniem Baenre. - Nie moemy okaza strachu ani saboci. I nie zrobimy niczego, co mogoby jeszcze dalej odepchn od nas Lloth. - Wycelowaa t ostatni uwag w rywalki, Quenthel oraz Triel, a szczeglnie Triel, ktra wydawaa si wicej ni chtna, by wykorzysta nieobecno Lloth i pozby si kopotliwej siostry. - Musimy pokaza ilithidom, e zachowujemy wadz w Menzoberranzan - cigna Baenre. - Jeli bd to wiedzie, to stan po naszej stronie, nie chcc, by dom Baenre zosta osabiony przez ataki K'yorl. - Id do Sorcere - powiedzia arcymag Gromph. - A ja do Arach-Tinilith - dodaa zdeterminowana Triel. - Nie mam iluzji co do przyjani pord moimi rywalami - rzek

Gromph. - Wszake kilka obietnic mwicych o odpaceniu si, kiedy sprawy zostan uregulowane, powinno pomc w znajdywaniu sprzymierzecw. - Studentom nie pozwolono na adne kontakty poza szko - wtrcia si Triel. - Wiedz oczywicie o oglnych problemach, jednak nie maj pojcia o zagroeniu domu Baenre. W swojej ignorancji pozostaj lojalni. Opiekunka Baenre skina gow obojgu z nich. - Ty za spotkasz si z zaoonymi przez nas pomniejszymi domami powiedziaa do Quenthel, dajc jej najwaniejsze zadanie. Ogromna cz potgi domu Baenre leaa w tuzinie drobnych domw, ktrym przewodzia dawna szlachta Baenre. Bdca tak wyran faworyt Lloth, Quenthel bya idealnym wyborem do takiego przedsiwzicia. Jej mina ukazywaa, e zostaa przekonana - bez wtpienia bardziej przez groby Triel i Grompha ni przez ksek, jaki zosta jej wanie rzucony. Baenre wiedziaa, e najwaniejsz spraw w usuniciu rywalizacji byo zapewnienie, by zarwno Triel, jak i Quenthel, zachoway twarz i czuy si wane. Tak wic spotkanie to byo owocne i caa potga domu Baenre bdzie zebrana w jedn obronn si. Umiech Baenre pozostawa jednak mizerny. Wiedziaa, co by w stanie zrobi Methil i podejrzewaa, i K'yorl nie bya wcale duo sabsza. Cay dom Baenre bdzie gotowy, jednak czy to wystarczy bez danej przez Lloth kapaskiej magii oraz czarodziejskich zdolnoci Grompha? *** Tu obok sali audiencyjnej Bruenora, na najwyszym poziomie Mithrilowej Hali, miecio si mae pomieszczenie, ktre krasnoludzki krl przeznaczy dla rzemielnikw pracujcych nad naprawieniem figurki pantery. Wewntrz znajdowaa si maa kunia oraz delikatne narzdzia wraz z tuzinem kubkw oraz butelek zawierajcych w sobie rozmaite skadniki i maci. Drizzt by naprawd podekscytowany, gdy zawoano go do tego pokoju. Chodzi tam oczywicie dziesi razy dziennie, jednak bez zaproszenia i za kadym razem natyka si na krasnoludy stoczone nad wci pknitym artefaktem i potrzsajce brodatymi gowami. Od

incydentu min tydzie i Guenhwyvar bya tak wyczerpana, e nie moga ju sta, ledwo bya w stanie podnie gow znad ap, gdy leaa przed kominkiem w pokoju Drizzta. Oczekiwanie byo najgorsze. Teraz jednak Drizzt zosta tam zawoany. Wiedzia, e tego poranka przyby emisariusz z Silverymoon i mg jedynie ywi nadziej, e Alustriel ma do zaoferowania jakie pozytywne rozwizania. Bruenor obserwowa jego nadejcie przez otwarte wrota do sali audiencyjnej. Rudobrody krasnolud skin gow i skierowa j w bok, a Drizzt okry ostry zakrt i popchn drzwi, nie przejmujc si nawet pukaniem. By to jeden z dziwniejszych widokw, jakich kiedykolwiek dowiadczy Drizzt Do'Urden. Pknita - wci pknita! - figurka leaa na maym, okrgym stoliku. Sta przy niej Regis, za pomoc tuczka tukc zaciekle jak czarn substancj w modzierzu. Po przeciwlegej stronie stou sta may, krpy krasnolud, Buster Bracer, ceniony patnerz, ten, ktry wykona gitk kolczug Drizzta jeszcze w Dolinie Lodowego Wichru. Drizzt nie odway si powita teraz krasnoluda, obawiajc si naruszy jego koncentracj. Buster sta z szeroko rozoonymi nogami. Co jaki czas bra a zbyt gboki oddech, po czym sta idealnie spokojnie, bowiem w doniach, owinite w zmoczone kawaki najlepszego materiau, trzyma... gaki oczne. Drizzt nie mia pojcia, co si dzieje, dopki gos, znajomy, bulgoczcy gos, nie wyrwa go z szoku. - Witaj, o ty, ktry masz skr w kolorze pnocy! - powiedzia bezgonie bezcielesny czarodziej. - Harkle Harpell? - spyta Drizzt. - Czy mgby to by kto inny? - stwierdzi sucho Regis. Drizzt zgodzi si z nim. - O co tu chodzi? - spyta, spogldajc wyranie w kierunku halflinga, wiedzia bowiem, e wszelkie odpowiedzi ze strony Harkle'a jeszcze bardziej zaciemniyby t zamglon sytuacj. Regis podnis troch modzierz. - Ma z Silverymoon - wyjani z nadziej. - Harkle doglda mieszania. - Doglda - zaartowa nieobecny mag - co znaczy, e trzymaj moje

oczy nad naczyniem! Drizzt nie zmusi si do umiechu, nie, gdy gowa tak wanej dla niego figurki wci leaa u stp rzebionego ciaa. Regis parskn, bardziej z pogardy ni wesooci. - Powinna by gotowa - wyjani. - Chciaem jednak, eby to ty j naoy. - Palce droww s tak zrczne! - wtrci si Harkle. - Gdzie jeste? - zapyta Drizzt, zniecierpliwiony i zdenerwowany tym oburzajcym ukadem. Harkle zamruga, jego powieki wydaway si pojawi znikd. - W Nesme - odpar mag. - Wkrtce bdziemy przejeda na pnoc od Trollowych Wrzosowisk. - A pniej do Mithrilowej Hali, gdzie poczysz si z powrotem ze swymi oczyma - powiedzia Drizzt. - Wygldam tego z niecierpliwoci! - zarycza Harkle, jednak znw tylko on si rozemia. - Jeli bdzie dalej tak robi, to wrzuc te cholerne oczy do paleniska warkn Buster Bracer. Regis umieci modzierz na stole i podnis mae, metalowe narzdzie. - Nie bdziesz potrzebowa duo maci - powiedzia halfling, podajc Drizztowi delikatny instrument. - A Harkle ostrzeg nas, bymy starali si utrzyma mikstur na zewntrz poczonych czci. - To jedynie klej - doda gos maga. - To magia figurki bdzie t si, ktra naprawd poczy przedmiot. Ma musi zosta zdrapana po kilku dniach. Jeli zadziaa, jak planujemy, figurka zostanie... - przerwa, szukajc sowa - zostanie uleczona - dokoczy. - Jeli zadziaa - powtrzy Drizzt. Powici chwil, by wyczu w doniach delikatny instrument, upewniajc si, e oparzenia, jakie otrzyma, gdy magia figurki wymkna si spod kontroli, uleczyy si, upewniajc si, i dobrze czuje przedmiot. - Zadziaa - zapewni Drizzt. Drizzt wzi gboki, uspokajajcy oddech i podnis gow pantery. Spojrza w wyrzebione oczy, tak bardzo przypominajce rozumne oczy Guenhwyvar. Z trosk rodzica zajmujcego si dzieckiem Drizzt poczy dwie czci i zacz skrupulatny proces rozsmarowywania podobnej do

kleju maci po obszarze poczenia. Miny ponad dwie godziny zanim Drizzt i Regis opucili pokj, przechodzc do sali audiencyjnej, gdzie Bruenor wci spotyka si z emisariuszem pani Alustriel oraz kilkoma innymi krasnoludami. Bruenor nie wyglda na zadowolonego, jednak Drizzt zauway, i wyglda na bardziej swobodnego ni kiedykolwiek od pocztku tych dziwnych czasw. - To nie jest sztuczka droww - powiedzia krasnoludzki krl, zaraz gdy nadeszli Drizzt oraz Regis. - Albo te cholerne drowy s potniejsze, ni ktokolwiek by pomyla! Tak jest na caym wiecie, jak mwi Alustriel. - Pani Alustriel - sprostowa emisariusz, bardzo schludnie wygldajcy krasnolud, odziany w lejce si, biae szaty i majcy krtk, starannie przystrzyon brod. - Witaj, Fredegarze - rzek Drizzt, rozpoznajc Fredegara Rockcrushera, lepiej znanego jako Fret, ulubionego barda oraz doradc pani Alustriel. - A wic w kocu znalaze sposobno, by ujrze cuda Mithrilowej Hali. - Szkoda, e czasy nie s lepsze - odpowiedzia ponuro Fret. Powiedz mi prosz, jak miewa si Catti-brie. - Bardzo dobrze - odrzek Drizzt. Umiechn si pomylawszy o modej kobiecie, ktra wrcia do Settlestone, by przekaza jakie informacje od Bruenora. - To nie jest sztuczka droww - powtrzy Bruenor z wikszym naciskiem, czynic jasnym, e nie sdzi, i jest to miejsce na takie lekkie i bezsensowne rozmowy. Drizzt przytakn zgadzajc si - zapewnia Bruenora, e jego lud nie by w to zaangaowany. - Cokolwiek si stao, spowodowao, e rubin Regisa sta si bezuyteczny - powiedzia drow. Wycign rk i podnis wisiorek z piersi halflinga. - Teraz jest jedynie zwyczajnym, cho niezaprzeczalnie piknym, kamieniem. Za na Guenhwyvar wpyna nieznana sia, sigajc a do Harpellw. adna magia droww nie jest tak potna, inaczej ju dawno temu podbiyby wiat powierzchni. - Co nowego? - spyta Bruenor. - Efekty s ju odczuwane od kilku tygodni - wtrci si Fret. - Cho

dopiero od niedawna magia staa si tak cakowicie nieprzewidywalna i niebezpieczna. Bruenor, nigdy nie przejmujcy si zbytnio magi, parskn gono. - Wic to jest dobra rzecz! - uzna. - Cholerne drowy potrzebuj wicej magii ni mj lud czy ludzie z Settlestone! Niech caa magia zostanie wysczona, powiadam, a pniej niech drowy przyjd, ebymy mogli si zabawi! Thibbledorf Pwent niemal wyskoczy z butw na t myl. Rzuci si, by stan przed Bruenorem oraz Fretem i uderzy brudn, smrodliw doni w plecy schludnego krasnoluda. Niewiele rzeczy byo w stanie uspokoi podekscytowanego szaojownika, jednak przeraone, a nastpnie rozwcieczone spojrzenie Freta wanie to zrobio, cakowicie zaskakujc Pwenta. - Co? - zada odpowiedzi szaojownik. - Jeli jeszcze raz mnie dotkniesz, zmiad ci czaszk - obieca pewnym tonem Fret, nie posiadajcy nawet poowy rozmiarw potnego Pwenta, a Pwent z jakiego niewytumaczalnego powodu uwierzy mu i cofn si o krok. Drizzt, znajcy do dobrze Freta dziki swym licznym wizytom w Settlestone, rozumia, e Fret nie wytrzymaby dziesiciu sekund w walce z Pwentem - chyba e starcie obracaoby si wok brudu. W tej chwili gdy Pwent zabrudzi schludny ubir Freta, Drizzt postawiby wszystkie pienidze na Freta, bdc bardziej pewnym zakadu ni kiedykolwiek wczeniej jakikolwiek drow. Nie stao si to jednak problemem, bowiem Pwent, cho nieokrzesany, najwyraniej nie chcia kopotw z emisariuszem, zwaszcza krasnoludzkim emisariuszem z przyjaznego Silverymoon. Zreszt wszyscy obecni w sali rozemieli si, widzc konfrontacj, i wydawali si spokojniejsi, zdawszy sobie spraw, i te dziwne wydarzenia nie s powizane z tajemniczymi mrocznymi elfami. Wszyscy poza Drizztem Do'Urdenem. Drizzt nie uspokoi si, dopki figurka nie zostanie naprawiona, nie wrci do niej magia i biedna Guenhwyvar nie wrci do swego domu na Planie Astralnym.

ROZDZIA 10 TRZECI DOM Nie w tym rzecz, e Jarlaxle, zawsze przewidujcy posunicia innych, nie spodziewa si wizyty. Zaniepokoia go po prostu atwo, z jak K'yorl Odran wesza do jego obozu, przemkna obok stranikw i przesza prosto przez cian jego prywatnej komnaty. Ujrza, jak pojawia si jej widmowy zarys i stara si mocno, by zachowa postaw, gdy stawaa si bardziej materialna i groniejsza. - Od wielu dni spodziewaem si, e przyjdziesz - powiedzia spokojnie Jarlaxle. - Czy jest to powitanie godne matki opiekunki? - spytaa K'yorl. Jarlaxle niemal si rozemia, dopki nie rozway stanowiska kobiety. Zbyt spokojna, uzna, zbyt gotowa by ukara, a nawet by zabi. K'yorl nie rozumiaa najwyraniej wartoci Bregan D'aerthe i to powodowao, e Jarlaxle, mistrz blefu oraz intrygi, by pozbawiony przewagi. Podnis si ze swego wygodnego fotela, wyszed zza biurka i pochyli w niskim ukonie, cigajc zaopatrzony w szerokie rondo oraz krzykliwe piro kapelusz z gowy i zamiatajc nim podog. - Witaj, K'yorl Odran, matko opiekunko domu Oblodra, trzeciego domu Menzoberranzan. Nieczsto mj skromny dom jest zaszczycony tak... - Do - wycedzia K'yorl, a Jarlaxle podnis si i zaoy z powrotem kapelusz. Nawet na chwil nie spuszczajc wzroku z kobiety, najemnik wrci na swj fotel i usiad wygodnie, z dononym oskotem kadc buty na blacie biurka. Wtedy to Jarlaxle poczu wtargnicie do swego umysu, mocno niepokojc sond zapuszczajc si w jego myli. Szybko odrzuci od siebie kltwy na brak dziaania konwencjonalnej magii - zazwyczaj zaklta opaska na oku chronia go przed takimi mentalnymi inwazjami - i zamiast tego uy sprytu. Skupi wzrok na K'yorl, wyobrazi j sobie bez ubrania i wypeni umys mylami tak pierwotnymi, e matka opiekunka, pochonita powanymi sprawami, stracia cierpliwo. - Mogabym spowodowa, e zostaby obdarty ze skry za takie myli - poinformowaa go K'yorl.

- Takie myli? - rzek Jarlaxle, jakby zosta tym dotknity. - Z pewnoci nie wdzierasz si w mj umys, opiekunko K'yorl! Cho jestem mczyzn, na takie praktyki zdecydowanie patrzy si krzywo. Lloth nie byaby zadowolona. - Niech szlag trafi Lloth - warkna K'yorl, a Jarlaxle by oszoomiony, e uja to tak wyranie, tak bezceremonialnie. Oczywicie wszyscy wiedzieli, e dom Oblodra nie jest najbardziej religijnym z drowich domw, jednak Oblodranie zawsze utrzymywali przynajmniej pozory pobonoci. K'yorl popukaa si palcem w skro, zachowujc nieruchome rysy. - Gdyby Lloth bya godna mojej czci, wtedy rozpoznawaaby prawdziw potg - wyjania matka opiekunka. - To wanie umys odrnia nas od sabszych, umys, ktry powinien okrela porzdek. Jarlaxle nie odpowiedzia. Nie mia zamiaru wchodzi w ktni z tak niebezpieczn i nieprzewidywaln przeciwniczk. K'yorl nie naciskaa, lecz po prostu zamachaa doni, jakby odrzucajc to wszystko. Jarlaxle widzia, e jest sfrustrowana, za w niej frustracja bya tosama z gniewem. - To jest teraz poza zasigiem Pajczej Krlowej - rzeka K'yorl. - Ja jestem poza zasigiem Lloth. I to zaczyna si tego dnia. Jarlaxle pozwoli, by jego rysy pokryy si zaskoczeniem. - Spodziewae si tego - powiedziaa oskarajce K'yorl. Bya to prawda. Jarlaxle zastanawia si, dlaczego Oblodranie czekali tak dugo, gdy pozostae domy byy tak osabione, jednak nie chcia wypowiedzie swych spostrzee. - Gdzie w tym wszystkim stan Bregan D'aerthe? - zadaa odpowiedzi K'yorl. Jarlaxle mia uczucie, e kada podana przez niego odpowied bdzie kwesti czysto akademick, bowiem K'yorl zamierzaa mu najprawdopodobniej dokadnie powiedzie, gdzie stan Bregan D'aerthe. - Ze zwycizcami - powiedzia zagadkowo, od niechcenia. K'yorl umiechna si, uznajc jego spryt. - Ja bd zwyciczyni - zapewnia go. - To si szybko skoczy, jeszcze tego dnia, i niewiele droww zginie. Jarlaxle wtpi w to. Dom Oblodra nigdy nie okazywa po sobie jakiejkolwiek troski wobec ycia, czy to droww, czy nie. Liczba droww

w trzecim domu bya niewielka gwnie dlatego, e szaleni czonkowie klanu rwnie czsto zabijali si, co podzili. Znani byli z uprawianej przez siebie gry, wyzwania na najwyszym szczeblu, zwanego khaless - co byo ironi, bowiem sowo to oznaczao wrd mrocznych elfw zaufanie. W jej trakcie kula ciemnoci oraz magiczna cisza zawisay nad najgbszym punktem rozpadliny zwanej Szponoszczelin. Rywalizujce mroczne elfy opuszczay si za pomoc lewitacji do owej kuli i tam, gdy nie byy w stanie widzie si bd sysze, walka opieraa si na czystej odwadze. Pierwszy, ktry wyoni si z kuli, wracajc w bezpieczne, stabilne miejsce, by przegranym, tak wic chodzio o to, by utrzyma si w ciemnoci a do ostatniej sekundy zaklcia lewitacji. W wikszoci przypadkw obydwaj uparci rywale czekali zbyt dugo i spadali prosto w zgub. Teraz za K'yorl, bezlitosna i niezwykle niegodziwa, staraa si zapewni Jarlaxle'a, e straty wrd droww bd minimalne. Zgodnie z czyimi standardami? - zastanawia si najemnik, za jeli prawidowa bya odpowied K'yorl, to najprawdopodobniej przed kocem dnia trupem legnie poowa miasta. Jarlaxle nie mg zbyt wiele z tym zrobi, zdawa sobie z tego spraw. On oraz Bregan D'aerthe byli rwnie zaleni od magii jak wszystkie pozostae mroczne elfy i bez niej nie mg nawet utrzyma K'yorl poza sw prywatn komnat - nawet poza swymi mylami! - Tego dnia - powtrzya ponuro K'yorl. - A gdy si skoczy, zawoani ci, a ty przyjdziesz. Jarlaxle nie przytakn, w ogle nie odpowiedzia. Nie musia. Znw czu mentalne natarcie i wiedzia, e K'yorl rozumie go. Nienawidzi jej i nienawidzi tego, co zamierzaa zrobi, jednak Jarlaxle by zawsze pragmatykiem i jeli sytuacja potoczy si tak, jak K'yorl przewidywaa, to rzeczywicie przyjdzie na jej wezwanie. Znw si umiechna. Po czym, jak zjawa, po prostu wysza przez kamienn cian Jarlaxle'a. Jarlaxle rozpar si w fotelu, stukajc o siebie nerwowo palcami. Nigdy nie czu si tak odsonity lub tak zapltany w niekontrolowan sytuacj. Mg oczywicie przekaza wieci opiekunce Baenre, c by jednak zyska? Nawet dom Baenre, tak rozlegy i dumny, nie mg

oprze si K'yorl, gdy jej magia dziaaa, a jego nie. Najprawdopodobniej opiekunka Baenre wkrtce zginie wraz z ca sw rodzin, i gdzie wtedy najemnik si ukryje? Oczywicie, e si nie ukryje. Pjdzie na wezwanie K'yorl. Jarlaxle rozumia, dlaczego K'yorl zoya mu wizyt i dlaczego byo dla niej wane, kiedy wszystko wydawao si dziaa na jej korzy, doliczy go do swego dworu. On oraz jego banda byli jedynymi drowami w Menzoberranzan z jakimikolwiek rzeczywistymi wiziami poza miastem, co byo kluczowym czynnikiem dla kadego aspirujcego do pozycji pierwszej matki opiekunki - cho nikt inny ni opiekunka Baenre nie aspirowa do owego stanowiska przez niemal tysic lat. Palce Jarlaxle'a wci stukay. By moe nadszed czas na zmian, pomyla. Szybko odrzuci t dajc otuch myl, bowiem nawet jeli mia racj, zmiana ta nie wydawaa si by zmian na lepsze. Najwyraniej jednak K'yorl sdzia, e sytuacja z magi konwencjonaln bya tymczasowa, inaczej bowiem nie byaby tak zainteresowana pozyskiwaniem Bregan D'aerthe. Jarlaxle musia wierzy, musia si modli, e ma ona racj, zwaszcza gdyby jej zamach si powid (a najemnik nie mia adnego powodu, by uwaa, e tak nie bdzie). By wiadomy, e nie przetrwa dugo, jeli pierwsza matka opiekunka K'yorl, drowka, ktrej nienawidzi ponad wszelkie inne, moga w kadej chwili zajrze do jego myli. *** Bya zbyt pikna, aby by drowka, wydawaa si kademu, kto na ni spojrza, mczynie czy kobiecie, doskonaoci drowich rysw. Samo owe pikno powstrzymao miercionone lance oraz kusze stranikw domu Baenre i spowodowao, i Berg'inyon Baenre, po jednym zerkniciu na ni, poprosi j, by wesza do rodka. Magiczne ogrodzenie nie dziaao, a na obwodzie kompleksu Baenre nie byo konwencjonalnych bram. W normalnych okolicznociach pajczyna ogrodzenia rozwijaa si, otwierajc na danie szeroki otwr, teraz jednak Berg'inyon musia poprosi drowk, by przesza na drug stron gr. Nie powiedziaa ani sowa, lecz po prostu zbliya si do ogrodzenia.

Otworzyo si ono, wydajc z siebie ostatnie tchnienie magii przed t istot, przed awatarem bogini, ktra je stworzya. Berg'inyon prowadzi, cho wiedzia bez cienia wtpliwoci, e nie potrzebuje ona przewodnictwa. Rozumia, e kieruje si do kaplicy oczywicie, e kieruje si do kaplicy! - posa wic paru ze swoich onierzy, by odszukali matk opiekunk. Sos'Umptu spotkaa si z nimi w drzwiach kaplicy, miejsca bdcego pod jej opiek. Przez chwil protestowaa, jednak tylko przez chwil. Berg'inyon nigdy wczeniej nie widzia, by jego pobona siostra bya tak zdenerwowana, nigdy nie widzia, by uchwa opada jej z braku siy. Odsuna si od nich, padajc na kolana. Pikna drowka przesza obok niej bez sowa. Odwrcia si gwatownie - Sos'Umptu westchna - i zmierzya wzrokiem Berg'inyona, ktry szed dalej za ni. - Jeste tylko mczyzn - wyszeptaa wyjaniajco Sos'Umptu. Odejd z tego miejsca. Berg'inyon by zbyt oszoomiony, by odpowiedzie, by nawet okreli, jak czu si w tamtej chwili. Nie odwrci si, wykona jedynie seri miesznych ukonw i wypad przez drzwi do kaplicy, wracajc na dziedziniec. Znajdoway si tam Bladen'Kerst i Quenthel, jednak reszta grupy, ktra zebraa si w odpowiedzi na plotki, roztropnie zostaa rozpdzona przez siostry. - Wracaj na swj posterunek - warkna Bladen'Kerst na Berg'inyona. - Nic si nie stao! - Byo to nie tyle stwierdzenie, co rozkaz. - Nic si nie stao - powtrzy Berg'inyon i stao si to rozkazem dnia, na dodatek roztropnym, co natychmiast uwiadomi sobie fech-mistrz. Bya to sama Lloth albo jaka jej bliska suka. Wiedzia to. Wiedzia to i onierze bd o tym szepta, jednak nie mog si o tym dowiedzie ich wrogowie. Berg'inyon przedziera si przez dziedziniec, przekazujc wieci, rozkaz, e nic si nie stao. Zaj posterunek pozwalajcy mu obserwowa kaplic i by zdumiony, e jego ambitne siostry nie omieliy si wej, lecz nerwowo kryy przed gwnym wejciem. Sos'Umptu rwnie wysza i doczya do parady. Gdy opiekunka Baenre spieszya przez podwrze, nie zostay otwarcie zamienione

adne sowa - Berg'inyon nie dostrzeg nawet adnych byskw bezszelestnego jzyka znakw. Mina swe crki i wpada do kaplicy, za na zewntrz zosta podjty nerwowy spacer. Dla opiekunki Baenre bya to jednoczenie odpowied na jej mody oraz spenienie wszystkich koszmarw. Natychmiast wiedziaa, kto i co siedziao przed ni na centralnym podwyszeniu. Wiedziaa i wierzya. - Jeli to ja jestem t osob, ktra dokonaa obrazy, to ofiaruj si... zacza unienie, padajc na kolana. - Wael! - warkna na ni awatarka, wypowiadajc sowo oznaczajce u droww gupia, a Baenre ukrya ze wstydu twarz w doniach. - Usstan sargh wael! - cigna pikna drowka, nazywajc opiekunk Baenre zarozumia i gupi. Baenre zadraa pod tym werbalnym atakiem, sdzia przez chwil, e zanurzya si gbiej, ni sigay jej najgorsze obawy, e jej bogini pojawia si osobicie wanie po to, aby zawstydzi j na mier. Bysny jej w umyle obrazy jej zadrczonego ciaa cignitego po krtych alejach Menzoberranzan, mylaa o sobie jako o uosobieniu upadej przywdczyni droww. Jednak takie wanie myli byy wanie tym, za co ta istota, bdca czym wicej ni drowka, j zajaa, nagle uwiadomia sobie opiekunka Baenre. Omielia si podnie wzrok. - Nie przykadaj do siebie tak wielkiej miary - powiedziaa spokojnie awatarka. Opiekunka Baenre pozwolia sobie odetchn z ulg. A wic nie chodzio o ni, zrozumiaa. Wszystko to, niepowodzenie magii oraz modlitw, wykraczao poza ni, poza wszystkie miertelne krainy. - K'yorl si pomylia - cigna awatarka, przypominajc Baenre, e cho owe katastrofalne wydarzenia mogy by poza ni, ich konsekwencje z pewnoci nie byy. - Omielia si wierzy, e moe wygra bez twojej aski - uznaa opiekunka Baenre i jej zdumienie byo cakowite, gdy awatarka prychna na t ide. - Mogaby ci zniszczy jedn myl. Opiekunka Baenre wzdrygna si i opucia znw gow. - Pomylia si jednak, le dobierajc cele - kontynuowaa awatarka. Odoya atak i teraz, gdy zdecydowaa, e naprawd posiada przewag, pozwolia, by osobista wa jeszcze bardziej opnia najwaniejsze

uderzenie. - A wic moce wrciy! - wydyszaa Baenre. - Ty wrcia. - Wael! - wrzasna zdenerwowana awatarka. - Czy mylaa, e nie wrc? - Opiekunka Baenre pada pasko na podog i leaa nieruchomo. - Trudne Czasy si skocz - powiedziaa awatarka chwil pniej, znw bdc spokojna. - A ty bdziesz wiedziaa, co musisz zrobi, gdy wszystko bdzie takie, jakie powinno by. Baenre podniosa wzrok na wystarczajco dugo, by ujrze, e pado na ni zmruone spojrzenie awatarki. - Czy mylaa, e jestem taka niezaradna? - spytaa pikna drowka. Twarz Baenre pokrya si przeraeniem, cakowicie szczerym, i drowka zacza drtwo krci gow w t i z powrotem, zaprzeczajc, e kiedykolwiek utracia wiar. Znw paszczya si i skoczya si modli dopiero, gdy usyszaa, e co uderza mocno o podog obok niej. Odwaya si podnie wzrok i zauwaya obok siebie kawaek tego kamienia, siark. - Musisz przez krtk chwil odpiera K'yorl - wyjania awatarka. Id doczy do matek opiekunek oraz twej najstarszej crki i najstarszego syna w sali spotka. Dorzu to do ognia i pozwl, by ci, ktrych zgromadziam, przyszli stan po waszej stronie. Razem nauczymy K'yorl, co to prawdziwa moc! Pogodny umiech rozjani Baenre twarz, gdy uwiadomia sobie, e nie zostaa pozbawiona aski Lloth, e jej bogini wezwaa j, by odegraa kluczow rol w tej kluczowej godzinie. Fakt, e Lloth przyznaa, e wci jest raczej bezsilna, nie mia znaczenia. Pajcza Krlowa wrci i Baenre znw zalni w jej diabelskich oczach. Do chwili kiedy opiekunka Baenre zebraa odwag, by podnie si z podogi, pikna drowka opucia ju kaplic. Bez przeszkd przesza przez dziedziniec, pokonaa ogrodzenie w taki sposb jak wczeniej i znikna w cieniach miasta. Zaraz po usyszeniu paskudnych plotek, e dziwne psioniczne moce domu Oblodra nie zostay zbytnio osabione przez to, co dziao si z pozosta magi, Ghenni'tiroth Tlabbar, matka opiekunka Faen Tlabbar, czwartego domu Menzoberranzan, wiedziaa, e jest w powanych kopotach. K'yorl Odran nienawidzia wysokiej, szczupej Ghenni'tiroth

bardziej ni kogokolwiek innego, bowiem Ghennftiroth nie robia tajemnicy z faktu, i uwaaa, e to Faen Tlabbar, a nie Oblodra powinien by trzecim domem Menzoberranzan. Posiadajc prawie omiuset onierzy, Faen Tlabbar niemal dwukrotnie przewyszali liczebnie dom Oblodra i jedynie niewielkie zrozumienie mocy K'yorl oraz jej sug ich powstrzymywao. Jake wikszymi owe moce wydaway si teraz, gdy caa konwencjonalna magia staa si co najmniej nieprzewidywalna! Przez cay ten czas Ghenni'tiroth pozostawaa w domowej kaplicy, wzgldnie maym pomieszczeniu w pobliu szczytu centralnego, stalagmitowego pagrka jej kompleksu. Na otarzu pona pojedyncza wieca, rozsiewajc niewiele wiata jak na standardy powierzchni, lecz suc za boj dla mrocznych elfw, ktrych oczy byy bardziej nawyke do ciemnoci. Drugim rdem owietlenia byo wychodzce na zachd okno, bowiem nawet tutaj, pomimo odlegoci wynoszcej p miasta, wida byo wyranie dziki blask Narbondel. Ghenni'tiroth nie przejmowaa si teraz zbytnio kolumnowym zegarem, poza tym, i suy on teraz za wyznacznik ich kopotw. Naleaa do najbardziej fanatycznych kapanek Lloth, bya drowk, ktra przetrwaa ponad sze wiekw w niekwestionowanej subie wobec Pajczej Krlowej. Teraz miaa jednak kopoty, a Lloth, z jakiego niezrozumiaego przez ni powodu, nie przychodzia na jej wezwanie. Klczc przypominaa sobie bezustannie, by zachowa wiar. Bya pochylona nad platynowym pmiskiem, osawion tac komunijn Faen Tlabbar. Leao na niej serce ostatniej ofiary, wcale nie pozbawionego znaczenia drowa mczyzny, dar dla bogini, ktra nie odpowiadaa na zdesperowane mody Ghenni 'tirom. Ghenni'tiroth wyprostowaa si nagle, gdy serce podnioso si z zakrwawionego pmiska, wzlatujc kilkanacie centymetrw w gr i wiszc w powietrzu. - Ofiara jest niewystarczajca - dobieg gos zza niej, gos, ktrego baa si usysze od zarania Trudnych Czasw. Nie odwrcia si w stron K'yorl Odran. - W kompleksie jest wojna - bardziej stwierdzia, ni spytaa Ghenni'tiroth. K'yorl parskna na t myl. Machniciem rki posaa uwicony

organ na drug stron komnaty. Ghenni'tiroth obrcia si z oczyma rozszerzonymi wciekoci. Zacza wykrzykiwa sowo oznaczajce u droww blunierstwo, przerwaa jednak, dwik utkwi jej w gardle, gdy w powietrze wznioso si inne serce, pync od K'yorl do niej. - Ofiara bya niewystarczajca - powiedziaa spokojnie K'yorl. Wykorzystaj to serce, serce Fini'they. Ghenni'tiroth opady ramiona na wzmiank o najwyraniej martwej kapance, drugiej w jej domu. Ghenni'tiroth wzia Fini'they za crk, kiedy jej wasna rodzina, stojcy nisko w hierarchii, nieznaczcy dom zosta zniszczony przez rywalizujc rodzin. Dom Fini'they naprawd by pozbawiony znaczenia - Ghenni'tiroth nie moga nawet przypomnie sobie jego prawidowej nazwy - jednak nie Fini'they. Bya potn kapank, na dodatek nieskoczenie lojaln, a nawet kochajc sw przybran matk. Ghenni'tiroth zgarbia si jeszcze bardziej, przeraona, gdy serce jej crki przeleciao obok niej i spoczo z paskudnym, mokrym odgosem na platynowym pmisku. - Mdl si do Lloth - rozkazaa K'yorl. Ghenni'tiroth wanie to robia. By moe K'yorl pomylia si, pomylaa. By moe mier Fini'they okae si pomocna, stanie si ofiar odpowiedni, by sprowadzi Pajcz Krlow na pomoc domowi Faen Tlabbar. Po dugiej i pozbawionej wydarze chwili Ghenni'tirom zdaa sobie spraw ze miechu K'yorl. - By moe potrzebujemy wikszej ofiary - powiedziaa z chytr min niegodziwa matka opiekunka domu Oblodra. Ghenni'tiroth, jedynej osobie w domu Faen Tlabbar waniejszej ni Fini'they, nie byo trudno odgadn, o czym mwi K'yorl. W sekrecie, ledwo poruszajc palcami, Ghenni'tiroth wycigna miercionony, zatruty sztylet z pochwy schowanej pod ozdobionymi pajkami szatami. Bro nazywaa si Kie Skraga i wyprowadzia ju Ghenni'tiroth z wielu sytuacji podobnych do tej. Oczywicie przy owych okazjach magia bya przewidywalna, mona byo na niej polega, a przeciwnicy nie byli tak potni jak K'yorl. Krzyujc spojrzenia z K'yorl, Ghenni'tiroth odwracaa uwag Oblodranki,

przesuwajc delikatnie do. K'yorl czytaa jej myli i spodziewaa si ataku. Ghenni'tiroth wykrzykna haso uaktywniajce i magia sztyletu zadziaaa, posyajc spod jej szat pocisk prosto w serce jej przeciwniczki. Magia zadziaaa! - ucieszya si w mylach Ghenni'tiroth, jednak jej rado szybko rozpyna si, gdy ostrze przeszo prosto przez zjaw K'yorl Odran, wbijajc si bezuytecznie w tkanin gobelinu, ozdabiajcego przeciwlega cian komnaty. - ywi nadziej, e trucizna nie zniszczy wzoru - stwierdzia K'yorl, stojca daleko na lewo od wizji. Ghenni'tiroth obrcia si i skierowaa niewzruszone spojrzenie na szydzc z niej istot. - Nie moesz mnie pokona, nie moesz mnie przechytrzy powiedziaa pewnym gosem K'yorl. Nie moesz ukry przede mn swych myli. Wojna skoczya si, zanim si zacza. Ghenni'tiroth chciaa wykrzycze swj sprzeciw, jednak bya rwnie cicha jak Fini'they, ktrej serce leao przed ni na pmisku. - Jak duo zabijania bdzie jeszcze potrzebne? - spytaa K'yorl, zbijajc Ghenni'tiroth z tropu. Opiekunka Faen Tlabbar skierowaa podejrzliwe, jednak niezwykle zaciekawione spojrzenie na sw przeciwniczk. - Mj dom jest may - stwierdzia K'yorl i bya to prawda, chyba eby liczy tysice koboldzich niewolnikw, ktre biegay podobno po tunelach na skraju Szponoszczeliny, tu pod domem Oblodra. A ja potrzebuj sprzymierzecw, jeli mam zdetronizowa t ndzn Baenre i jej nadt rodzin. Ghenni'tiroth nie bya nawet wiadoma tego ruchu, gdy jej jzyk wysun si i obliza cienkie wargi. By jeszcze promyk nadziei. - Nie moesz mnie pokona - rzeka z caym przekonaniem K'yorl. Moe przyjm kapitulacj. Sowo to nie brzmiao dobrze dla dumnej przywdczyni czwartego domu. - A wic sojusz, jeli musisz to tak nazwa - wyjania K'yorl, dostrzegajc jej wzrok. - Nie jest tajemnic, e nie jestem w najlepszych stosunkach z Pajcz Krlow.

Ghenni'tiroth zakoysaa si do tyu na pitach, rozwaajc konsekwencje. Gdyby pomoga K'yorl, ktra nie bya w asce Lloth, pokona Baenre, jakie byyby skutki dla jej domu, gdyby wszystko si rozwikao? - To wszystko jest win Baenre - stwierdzia K'yorl, odczytujc kad myl Ghenni'tirom. - To dziki Baenre Pajcza Krlowa nas porzucia parskna K'yorl. - Nie moga nawet utrzyma jednego winia, nawet przeprowadzi odpowiednio wysokiego rytuau. Sowa te brzmiay prawdziwie, bolenie prawdziwie, dla Ghenni'tiroth, ktra zdecydowanie przedkadaa opiekunk Baenre nad K'yorl Odran. Chciaa im zaprzeczy, jednak to z pewnoci oznaczaoby mier jej oraz jej domu, bowiem K'yorl utrzymywaa tak oczywist przewag. - Moe przyjm kapitu... - zachichotaa szaleczo K'yorl, zatrzymujc si w poowie zdania. - Moe sojusz przysuyby si nam obu powiedziaa zamiast tego. Ghenni'tiroth znw oblizaa wargi, nie wiedzc, gdzie si zwrci. Zerknicie na serce Fini'they nie przekonao jednak jej zbytnio. - Moe przysuyby si - rzeka. K'yorl przytakna i znw umiechna tym diabelskim oraz okrytym z saw grymasem, ktry znany by w caym Menzoberranzan jako wskazwka, e K'yorl kamie. Ghenni'tiroth odwzajemniaa umiech - dopki nie przypomniaa sobie, z kim ma do czynienia, dopki nie zmusia si, poprzez pokus przynty, jak K'yorl zaoferowaa, by przypomnie sobie reputacj tej niezwykle niegodziwej drowki. - Moe nie - powiedziaa spokojnie K'yorl i Ghenni'tiroth zostaa nagle odrzucona w ty przez niewidzialn si, fizyczn, cho niewidoczn manifestacj potnej woli K'yorl. Opiekunka Faen Tlabbar zatrzsa si i zwina, usyszaa pknicie jednego z eber. Prbowaa woa do K'yorl, woa do Lloth w ostatecznej, zdesperowanej modlitwie, jednak jej sowa zostay stumione, gdy niewidoczna rka zacisna si mocno na jej gardle, odcinajc dopyw powietrza. Ghenni'tiroth zatrzsa si znowu, gwatownie, i jeszcze raz, a z jej piersi wydobyo si wicej trzaskw, wywoanych ogromnym cinieniem na tors. Zatoczya si do tyu i upadaby na podog, gdyby wola K'yorl

nie podtrzymaa szybko jej szczupej sylwetki. - Przykro mi, e Fini'they nie wystarczya, by sprowadzi t twoj bezsiln Pajcz Krlow - szydzia K'yorl bezczelnie. Oczy Ghenni'tiroth wybauszyy si i wydawao si, jakby chciay wypa z oczodow. Jej plecy wygiy si dziwnie, w blu, a z garda wci wydobyway si bulgoczce dwiki. Szarpaa za szyj, starajc si chwyci niewidzialn do, jednak rysowaa jedynie linie jaskrawej krwi. Nagle nastpi ostatni trzask, gone pknicie, i Ghenni'tiroth ju si nie opieraa. Z jej piersi znikno cinienie, zrobiwszy ju, co miao do zrobienia. Niewidoczna do K'yorl chwycia j za wosy i szarpna jej gow do przodu, by moga spojrze na niezwyke wybrzuszenie w klatce piersiowej, obok lewej piersi. Oczy Ghenni'tiroth rozszerzyy si przeraeniem, gdy jej szaty rozsuny si, a skra pka. Z rany wyla si wielki strumie krwi i Ghenni'tiroth upada bezwadnie, kadc si wzdu platynowej tacy. Obserwowaa ostatnie uderzenie swego serca na tym ofiarnym pmisku. - By moe Lloth usyszy to woanie - stwierdzia K'yorl, lecz Ghenni'tiroth nie rozumiaa ju sw. K'yorl podesza do ciaa i zabraa butelk z trucizn, ktr nosiy wszystkie kobiety z domu Faen Tlabbar. Owa mikstura, wymuszajca u mczyzn ogromn sualczo, bya potna - a raczej bdzie tak, jeli wrci konwencjonalna magia. Ta buteleczka bya najprawdopodobniej najpotniejsza i K'yorl przeznaczya j dla pewnego dowdcy najemnikw. K'yorl podesza do ciany i przywaszczya sobie Kie Skraga. Dla zwyciczyni... Spojrzawszy ostami raz na martw matk opiekunk, K'yorl przywoaa swe psioniczne moce i staa si zjaw, ktra moga przechodzi przez ciany i obok stranikw chronionego dobrze kompleksu. Umiechaa si wadczo i bya pewna siebie, jednak, jak awatarka Lloth powiedziaa Baenre, Odran rzeczywicie si pomylia. Wykonaa osobist zemst, uderzya najpierw w sabszego przeciwnika. Wanie gdy K'yorl pyna obok budynkw domu Faen Tlabbar, chepic si mierci najbardziej znienawidzonej przeciwniczki, opiekunki Baenre i Mez'Barris Armgo, wraz z Triel i Gromphem Baenre, a

take matkami opiekunkami domw od pitego do smego, zbieray si w prywatnej komnacie na tyach Qu'ellarz'orl, wysokiego paskowyu, zawierajcego si w ogromnej jaskini, na ktrym znajdoway si niektre z waniejszych domw droww, wliczajc w to dom Baenre. Caa semka stoczya si wok pieca w ksztacie pajka, ustawionego na jedynym w maym pomieszczeniu stole, kade przy jednej nodze. Wszyscy przynieli swoje najcenniejsze atwopalne przedmioty, za opiekunka Baenre przyniosa kawaek siarki, ktry daa jej awatarka. adne z nich nie wspominao, cho wszyscy wiedzieli, e moe to by ich jedyna szansa.

ROZDZIA 11 ATUT W normalnych okolicznociach Jarlaxle by zadowolony, znajdujc si w centrum konfliktu, bdc obiektem zabiegw obydwu stron dysputy. Tym razem jednak czu si niespokojnie w tym miejscu. W adnym wypadku nie lubi kontaktw z K'yorl Odran, nie z jako przyjacimi, czy jako wrogami, i by zaniepokojony tym, i dom Baenre by tak desperacko zaangaowany w walk. Jarlaxle po prostu zbyt wiele zainwestowa w opiekunk Baenre. Ostrony dowdca najemnikw zazwyczaj na nic nie liczy, jednak w peni oczekiwa, e dom Baenre bdzie rzdzi w Menzoberranzan przynajmniej do ostatniego dnia jego ycia, jak to byo od jego pocztkowi tysiclecia wczeniej. Nie w tym rzecz, e Jarlaxle ywi jakiekolwiek wyjtkowe uczucia wobec pierwszego domu miasta. Po prostu Baenre oferowali mu punkt zaczepienia, jak stao w wiecznie zmiennych walkach o wadz w Menzoberranzan. Tak bdzie dzia si wiecznie, przypuszcza, jednak po rozmowie z K'yorl - jake on jej nienawidzi! - Jarlaxle nie by ju taki pewien. K'yorl chciaa go przecign na swoj stron, chciaa bardzo, by Bregan D'aerthe suyli jej za wi ze wiatem poza Menzoberranzan. Mogli to robi i robi to dobrze, jednak Jarlaxle wtpi, by on, zawsze kierujcy si osobistymi pobudkami, mg dugo zachowa ask K'yorl. W pewnej chwili, wczeniej bd pniej, odczytaaby jego prawdziwe myli i umiercia. Takie byy zwyczaje droww. *** Czart by gargantuicznym, dwunonym, podobnym do psa stworzeniem z czterema uminionymi ramionami, z ktrych dwa koczyy si potnymi szczypcami. Jak wszed do prywatnej jaskini Jarlaxle'a, na stromym zboczu Szponoszczeliny, jakie sto metrw pod i za kompleksem domu Oblodra, nie wiedzia aden z drowich stranikw. - Tanar'ri - ostrzeenie, nazwa jednego z najwikszych stworze otchani, znane we wszystkich jzykach Krain, zostao przekazane

szeptami oraz bezgon mow znakw po caym kompleksie, a reakcj byo oglne przeraenie. Nie poszczcio si dwm drowim stranikom, ktrzy pierwsi natknli si na ogromnego, piciometrowego potwora. Lojalni wobec Bregan D'aerthe, odwani dziki przekonaniu, e inni popr ich czyny, rozkazali wielkiej bestii zatrzyma si, a gdy tego nie zrobia, zaatakowali. Gdyby w ich broni pozostay wczeniejsze zaklcia, mogliby w jaki sposb zrani besti. Magia nie wrcia jednak na Plan Materialny. W zwizku z tym tanar'ri rwnie by pozbawiony swego znacznego repertuaru czarw, jednak bestia, dwie tony mini, niezbyt potrzebowaa magicznego wsparcia. Dwa drowy zostay szybko rozczonkowane i tanar'ri poszed dalej, szukajc Jarlaxle'a, o co poprosi go Errtu. Znalaz dowdc najemnikw wraz z dwoma dziesitkami jego najlepszych onierzy za pierwszym zakrtem. Kilku droww wyskoczyo do przodu, by go chroni, jednak Jarlaxle, lepiej rozumiejc potg bestii, powstrzyma ich, nie by tak ochoczy, by trwoni ycie droww. - Glabrezu - powiedzia z caym szacunkiem, rozpoznajc besti. Psi pysk glabrezu wykrzywi si w grymasie, a jego oczy zmruyy si, gdy przyglda si Jarlaxle'owi, potwierdzajc przed samym sob, e znalaz odpowiedniego mrocznego elfa. - Baenre cok diemrey nochtero - rzek tanar'ri z warkotem i nie czekajc na odpowied, gigantyczna bestia odesza koyszc si, skulona nisko, by nie zawadza gow o wysoki strop korytarza. Znw kilku odwanych, gupich droww ruszyo w pocig i ponownie Jarlaxle, umiechajc si szerzej ni zwykle, powstrzyma ich. Tanar'ri przemwi w jzyku niszych planw, mowie, ktr Jarlaxle doskonale rozumia, i przekaza sowa, ktra Jarlaxle pragn usysze. W twarzach wszystkich zdenerwowanych, stojcych wok niego droww, wyranie wida byo pytanie. Nie rozumieli jzyka i desperacko chcieli wiedzie, co powiedzia tanar'ri. - Baenre cok diemrey nochtero - wyjani im Jarlaxle. - Dom Baenre przetrwa. Jego przebiegy umiech, peen nadziei, oraz ochoczo, z jak zacisn pici, powiedziay jego onierzom, e takie przewidywania s

dobr rzecz. *** Zeerith Q'Xorlarrin, matka opiekunka pitego domu, rozumiaa znaczenie przygotowa do zgromadzenia. Triel oraz Gromph przyszli gwnie po to, by wypeni dwa puste miejsca przy piecu w ksztacie pajka. Jedno z nich naleao prawnie do K'yorl, a w zwizku z tym, e zebrali si, by pokona wanie K'yorl, o co poprosia ich awatarka Pajczej Krlowej, nie zostaa ona zaproszona. Drugie wolne miejsce, zajte przez Grompha, byo normalnie zarezerwowane dla najbliszej drowiej przyjaciki Zeerith, matki opiekunki Ghenni'tiroth Tlabbar. Nikt nie wypowiedzia tego na gos, jednak Zeerith rozumiaa znaczenie obecnoci syna Baenre oraz brak matki opiekunki. K'yorl nienawidzia Ghennftiroth - nie byo to tajemnic - tak wic zostaa ona pozostawiona jako ofiara, by opni szturm domu Oblodra. Owi pozostali rzekomi sprzymierzecy oraz bogini przysuyli si do mierci najbliszej przyjaciki Zeerith. Myl ta nkaa przez krtk chwil matk opiekunk, dopki nie zdaa sobie sprawy, e bya trzeci w hierarchii drowk na spotkaniu. Jeli przyzywanie si powiedzie, jeli K'yorl i dom Oblodra zostan pokonani, wtedy hierarchia domw rzdzcych z pewnoci si przesunie. Oblodra upadn, pozostawiajc trzecie miejsce wolnym, a w zwizku z tym, e Faen Tlabbar znaleli si nagle bez waciwej matki opiekunki, byo moliwe, e dom Xorlarrin przeskoczy obok nich na owo houbione miejsce. Ghenni'tiroth zostaa oddana jako ofiara. Zeerith Q'Xorlarrin umiechna si szeroko. Takie byy zwyczaje droww. Do pieca posza cenna pajcza maska Grompha, wielce magiczny przedmiot, jedyny w caym Menzoberranzan, ktry pozwala przej przez pajczynowe ogrodzenie domu Baenre. W powietrze wzbiy si pomaraczowe i wciekle zielone pomienie. Mez'Barris skina Baenre i wyniszczona stara matka opiekunka cisna bryk siarki, ktr daa jej awatarka.

Nawet gdyby setka podekscytowanych krasnoludw nacisna ogromne miechy, ogie nie staby si bardziej rozszalay. Pomienie wystrzeliy prosto w gr wielokolorow kolumn, w ktr omioro obserwatorw wpatrywao si znieruchomiaych w obliczu odczuwanej, przekltej chway. - Co to jest? - dobiego pytanie z przedniej czci pomieszczenia. miecie zwoywa zebranie bez poinformowania domu Oblodra? Opiekunka Baenre, u szczytu stou a w zwizku z tym odwrcona do K'yorl plecami, podniosa do, by uspokoi pozostaych zgromadzonych wok pajczego pieca. Powoli odwrcia si w stron najbardziej znienawidzonej drowki i obydwie szybko skrzyoway pene jadu spojrzenia. - Kat nie zaprasza swej ofiary do pnia - powiedziaa Baenre pewnym gosem. - Zabiera j tam albo zwabia. Bezceremonialne sowa Baenre spowodoway, e niejeden ze zgromadzonych droww poczu si niespokojnie. Gdyby K'yorl zostaa potraktowana z wikszym taktem, niektrzy z nich mogliby uj z yciem. Opiekunka Baenre wiedziaa jednak lepiej. Ich jedyn nadziej, jej jedyn nadziej bya ufno, wiara caym sercem, e awatarka nie pokierowaa ich w z stron. Kiedy przez Baenre przetoczya si pierwsza fala mentalnej energii K'yorl, ona rwnie zacza odczuwa pewne wtpliwoci. Wytrzymywaa przez kilka sekund, dajc godzien podziwu pokaz woli, jednak wtedy K'yorl j przeamaa, odepchna j z powrotem do stou. Baenre poczua, jak stopy podnosz si jej z podogi, jak gigantyczna niewidoczna do wyciga si do niej, chwyta i kieruje w stron pomieni. - Jake wiksze bdzie woanie do Lloth - wrzasna radonie K'yorl kiedy w pomienie zostanie wrzucona opiekunka Baenre! Inni obecni w pomieszczeniu, zwaszcza pozostae pi matek opiekunek, nie wiedzieli, jak zareagowa. Mez'Barris opucia gow i zacza cicho mrucze sowa czaru, modlc si, by Lloth usyszaa j i daa jej to, o co prosi. Zeerith i pozostali obserwowali pomienie. Awatarka powiedziaa im, by to robili, dlaczego jednak nie przechodzi przez nie sojusznik, tanar'ri lub jaki inny czart?

*** W penej muu otchani, siedzc na swym grzybowym tronie, Errtu cieszy si chaotyczn sceneri. Dziki urzdzeniu szpiegowskiemu, jakie przygotowaa dla niego Lloth, wielki tanar'ri czu obawy zgromadzonych wyznawcw i mg smakowa gorzkiej nienawici z warg K'yorl Odran. Errtu uzna, e lubi K'yorl. Bya do niego podobna sercem, czysto i smakowicie niegodziwa, morderczyni zabijajca dla przyjemnoci, bawica si w intrygi dla samej zabawy wypywajcej z owej gry. Wielki tanar'ri chcia obserwowa, jak K'yorl wpycha sw przeciwniczk w kolumn ognia. Instrukcje Lloth byy jednak wyrane, a oferowana przez ni nagroda zbyt kuszca, by czart mg j zlekceway. Zdumiewajce, zwaywszy na stan magii w owym czasie, ale brama otwieraa si, i to szeroko. Errtu posa ju jednego tanar'ri, wielkiego glabrezu, przez mniejsz bram, by suy za posaca, jednak owe wrota, wywoane przez sam awatark, byy sabe i otwarte jedynie przez moment. Errtu nie wierzy, e ten wyczyn da si powtrzy, nie teraz. Myl o magicznym chaosie daa czartowi nag inspiracj. By moe dawne zasady wygnania ju nie obowizyway. By moe mg przej przez t otwierajc si bram, wracajc na Plan Materialny. Wtedy nie musiaby ju robi za pachoka Lloth, mgby sam odnale renegata Drizzta Do'Urdena i po pokonaniu drowa powrci na mron pomoc, gdzie lea zagrzebany Crenshinibon, legendarny Krysztaowy Relikt! Brama otworzya si. Errtu wszed w ni. I zosta odrzucony, odepchnity z powrotem do otchani, do miejsca jego stuletniego wygnania. Kilka czartw zebrao si przy wielkim tanar'ri, wyczuwajc otwarcie, kierujc si do bramy, lecz powarkujcy Errtu, rozwcieczony porak, zatrzyma je. Niech ta niegodziwa drowka, K'yorl, wepchnie ulubienic Lloth w pomienie, uzna wystpny Errtu. Po tej ofierze brama pozostanie otwarta, a moe nawet jeszcze bardziej si poszerzy. Errtu nie podobao si wygnanie, nie podobao mu si suenie jakiejkolwiek innej istocie. Niech Lloth cierpi, niech Baenre zostanie

pochonita, dopiero wtedy zrobi to, o co prosia Pajcza Krlowa! *** Jedyn rzecz, ktra ocalia Baenre przed dokadnie takim losem, bya nieoczekiwana interwencja Methila. Po wizycie u Jarlaxle'a glabrezu uda si do ilithida, niosc mu te same przewidywania, e dom Baenre przetrwa, a Methil, suc za ambasadora swego ludu, dooy stara, by pozosta po zwyciskiej stronie. Psioniczne fale ilithida rozproszyy telepatyczny atak K'yorl i opiekunka Baenre osuna si na bok stou. Oczy K'yorl otworzyy si szeroko, bya zaskoczona porak - dopki Methil, stojc niewidoczny w tajemnicy u boku opiekunki Baenre, nie pojawi si w polu widzenia. - Poczekaj, a to si skoczy! - myli K'yorl wrzasny do omiornicogowego stwora. - Zobacz, kto wygra, a pniej zdecyduj, z kim si sprzymierzysz. Zapewnienie Methila, e zna ju rezultat, nie zaniepokoiy K'yorl nawet w poowie, jak widok gigantycznych, nietoperzowych skrzyde, ktre wysuny si nagle z kolumny ognia. By to tanar'ri - prawdziwy tanar'ri! Kolejny glabrezu wyskoczy z ognia, ldujc na pododze pomidzy Baenre a jej przeciwniczk. K'yorl ugodzia go psioniczn zapor, nie moga jednak dorwna takiemu stworzeniu i wiedziaa o tym. Zauwaya, e kolumna wci taczy szaleczo, e w pomieniach formuje si kolejny czart. Lloth bya przeciwko niej! - uwiadomia sobie nagle. Caa otcha wydawaa si przybywa na wezwanie opiekunki Baenre! K'yorl zrobia jedyn rzecz, jak moga - staa si z powrotem niematerialna i ucieka przez miasto do swego domu. Przez otwart bram ruszyy czarty, setka i jeszcze wicej. Cigno si to przez ponad godzin. Sudzy Errtu, a w zwizku z tym sudzy Lloth, przybywali na wezwanie zdesperowanych matek opiekunek, rozlewajc si po miecie w rozszalaej radoci, by otoczy dom Oblodra. W pokoju spotka na tyach Qu'ellarz'orl zostay wymienione umiechy satysfakcji, a nawet wzniesiono wiwaty. Awatarka zrobia, co

obiecaa, i przyszo wyznawcw Lloth znw wydawaa si przyjemnie mroczna. Z omiorga zgromadzonych jedynie umiech Grompha nie by zbyt szczery. Nie w tym oczywicie rzecz, e chcia wygranej domu Oblodra, jednak mczyzna nie cieszy si na myl, e wszystko moe by wkrtce takie, jakie zawsze byo, e on, wraz ze sw potg oraz powiceniem zasadom magii, znw bdzie, ponad wszystko inne, jedynie zwyczajnym mczyzn. Odczu pewne pocieszenie, gdy pomienie zamary i reszta zacza wychodzi, zauwaywszy, e kilka z zaoferowanych przedmiotw, w tym jego cenna pajcza maska, nie zostao pochonite przez magiczne pomienie. Gromph spojrza na drzwi, na matki opiekunki oraz Triel, tak pochonite widokiem czartw, e w ogle go nie zauwaay. Cicho i bez zwracania uwagi peen dzy czarodziej umieci bezcenny przedmiot z powrotem pod fadami szaty, po czym doda do swej kolekcji kilka z najcenniejszych artefaktw najwikszych domw Menzoberranzan.

Cz 3 ROZWIZANIE Jake chciaem i do Catti-brie, gdy uwiadomiem sobie niebezpieczestwo tkwice w jej mieczu! Jake chciaem sta przy niej, chroni j! Ta bro j w kocu optaa i bya nasczona potn oraz wyranie rozumn magi. Catti-brie chciaa, bym by przy niej - kt nie chciaby wspierajcego ramienia przyjaciela, gdy na horyzoncie majaczya taka walka? - a mimo to nie chciaa mnie tam, nie moga mnie tam mie, wiedziaa bowiem, e starcie to musi stoczy sama. Musiaem szanowa jej wnioski i w tych dniach, kiedy to Trudne Czasy zaczy si koczy, a magia wiata powracaa z powrotem do porzdku, doszedem do zrozumienia, e czasami najtrudniejszymi walkami s te, ktrych zmuszeni jestemy nie toczy. Doszedem wtedy do zrozumienia, dlaczego matki i ojcowie rzadko maj paznokcie, a na ich twarzach czsto maluje si aosna rezygnacja. Jaki bl musi odczuwa rodzic w Silverymoon, gdy jego potomstwo, ju nie dziecko, mwi, e zdecydowao si wyruszy na zachd, do Waterdeep, by eglowa po Wybrzeu Mieczy, szukajc przygd. Wszystko w owych rodzicach chce krzycze - Zosta! Kady instynkt w owych rodzicach chce przy tuli mocno te dzieci, chroni je zawsze. Mimo to za, jak si w kocu okazuje, owe instynkty s w biedzie. W sercu nie ma wikszego blu, ni obserwowa walk kogo, kogo si kocha, wiedzc, e jedynie dziki owym zmaganiom ta osoba dorasta i uwiadamia sobie potencja swej egzystencji. Zbyt wielu zodziei w Krainach wierzy, e recepta na szczcie ley w niestrzeonych, zakopanych skarbach. Zbyt wielu czarodziejw chce omin lata nauki konieczne do prawdziwej potgi. Odnajduj czar na zwoju bd zaklty przedmiot, ktry znajduje si dalece poza ich zrozumieniem, jednak mimo to go prbuj, jedynie po to, by zosta pochonitym przez potn magi. Zbyt wielu kapanw w Krainach i zbyt wiele religijnych sekt w oglnoci wymaga od siebie oraz swych zgromadze jedynie sualczoci. Wszyscy oni s skazani na zagad w prawdziwym tecie

sualczoci. Brakuje jednego elementu - we wpadaniu na niestrzeony skarb. Jeden element jest nieobecny, kiedy drobny czarodziej kadzie donie na lasce arcymaga. Nie bierze si pod uwag jednej rzeczy w pokornej, niekwestionowanej i pozbawionej ambicji subie. Poczucia dokonania czego. Jest to najwaniejszy skadnik w recepcie na szczcie kadej racjonalnej istoty. Jest to element, ktry buduje pewno siebie i pozwala nam przechodzi do innych, wikszych zada. Jest to rzecz, ktra daje poczucie wasnej wartoci, ktra podwala kadej osobie wierzy, e samo ycie ma warto, ktra daje poczucie celowoci, wspierajce nas, gdy stawiamy czoa nie posiadajcym odpowiedzi pytaniom ycia. Tak byo z Catti-brie oraz jej mieczem. Ta walka odnalaza j i bya zdecydowana j stoczy. Gdybym postpi zgodnie ze swymi protekcyjnymi instynktami, odmwibym jej pomocy w podejmowaniu tego zadania. Moje protekcyjne instynkty mwiy mi, by pj do Bruenora, ktry z pewnoci nakazaby zniszczy rozumny miecz. Robic to bd cokolwiek innego, by przeszkodzi Catti-brie w walce, nie miabym w rezultacie do niej zaufania, nie szanowabym jej osobistych potrzeb oraz wybranego przez ni przeznaczenia, a w zwizku z tym pozbawibym j czci wolnoci. Na tym wanie polegao jedyne niepowodzenie Wulfgara. W swych obawach o kobiet, ktr tak bardzo kocha, odwany i dumny barbarzyca prbowa udusi j w swych protekcyjnych objciach. Sdz, e przed mierci dostrzeg swe bdy. Sdz, e przypomnia sobie wtedy powody, dla ktrych kocha Catti-brie - jej si oraz niezaleno. Jaka to ironia, e nasze instynkty biegn czsto w zupenie inn stron, ni tak naprawd pragniemy, by szy. W sytuacji, ktr wczeniej nazwaem, rodzice pozwoliliby dziecku i do Waterdeep i na Wybrzee Mieczy. Tak byo te z Catti-brie. Postanowia zabra swj miecz, postanowia zbada jego rozumn stron, by moe wielce ryzykujc. Decyzja ta naleaa do niej i gdy jej dokonaa, musiaem j uszanowa. Nie widywaem jej zbytnio przez nastpnych kilka tygodni, bowiem toczya osobist walk. Mylaem jednak o niej i martwiem si o ni w kadej chwili, nawet w snach.

Drizzt Do'Urden

ROZDZIA 12 WARTE KOPOTW Podstpem skoniem tanar'ri, by poszy do twego miasta, Menzoberranzan, i wkrtce bd musia je wycofa - rykn wielki Errtu. I nie mog nawet tam pj, by doczy do zamtu, albo nawet by je zabra! - Balor siedzia na swym grzybowym tronie, obserwujc urzdzenie szpiegowskie, pokazujce mu miasto droww. Wczeniej otrzymywa jedynie ulotne obrazy, bowiem ta magia rwnie zmagaa si z efektami owego dziwnego okresu. Ostatnio wizje staway si jednak silniejsze i teraz podobna do zwierciada powierzchnia bya niezmcona, pokazywaa wyranie dom Oblodra, wcinity pomidzy palce Szponoszczeliny. Dookoa otoczonego murami kompleksu bkay si i latay czarty, uderzajc silnymi piciami w ciany, ciskajc groby oraz kamienne pociski. Oblodranie zamknli mocno sw siedzib, bowiem nawet przy ich psionicznych siach oraz fakcie, e magia czartw nie dziaaa lepiej ni jakakolwiek inna, nieziemskie bestie byy po prostu zbyt silne fizycznie, a ich umysy zbyt spaczone przez zo, by jako szczeglnie wpyny na nie telepatyczne bariery. I byy poparte przez zjednoczon armi droww, siedzc w ukryciu za szeregami czartw. Setki kusz oraz oszczepw byo wymierzonych w stron domu Oblodra. Dziesitki jedcw dosiadajcych podziemnych jaszczurw o kleistych stopach chodzio po cianach oraz stropie w pobliu skazanego na zagad domu. Kada Oblodranka, ktra pokazaa twarz, bya trafiana z kadej moliwej strony. - Te same czarty nie dopuszczaj, by trzeci dom zosta zaatakowany warkn Errtu na Lloth, przypominajc jej, czyja armia kontroluje tu sytuacj. - Twoi sudzy boj si moich, i susznie! Pikna drowka, znw znajdujca si w otchani, rozumiaa, e wybuch Errtu skada si w jednej czci ze wciekoci, a w dziewiciu z przechwaek. adnego tanar'ri nie trzeba byo skania podstpem", by uda si na Plan Materialny, gdzie mg sia zamt. Taka bya ich natura, najwiksza rado w ich aosnej egzystencji. - Prosisz o wiele, Pani Pajkw - narzeka Errtu. - Daj wiele w zamian - przypomniaa mu Lloth. - Zobaczymy. Ponce czerwieni oczy Lloth zmruyy si na cigy sarkazm obecny

w sowach tanar'ri. Zapata, jak zaoferowaa Errtu, dar, ktry mg potencjalnie uwolni czarta od niemal stu jeszcze lat wygnania, nie bya ma rzecz. - Czterech glabrezu trudno bdzie zabra - cign Errtu, udajc zo. - Oni zawsze sprawiaj kopoty! - Nie wiksze ni balory - odpowiedziaa bez ogrdek Lloth. Errtu odwrci si do niej, jego twarz pokryta bya mask nienawici. - Trudne Czasy zbliaj si do koca - rzeka Lloth spokojnie. - Trwaj zbyt dugo! - rykn Errtu. Lloth zignorowaa ton tego komentarza, rozumiejc, e Errtu musia gra rozdranionego i przytoczonego ciarem zadania, by powstrzyma j przed dojciem do wniosku, e jest jej winien co wicej. - Duej w moich oczach, czarcie, ni w twoich - odpara Pajcza Krlowa. Errtu wymrucza przeklestwo pod nosem. - Ale zblia si do koca - cigna Lloth cicho i spokojnie. Ona oraz Errtu spojrzeli na obraz na szpiegowskiej powierzchni, akurat gdy wielki skrzydlaty tanar'ri wyoni si ze Szponoszczeliny, trzymajc w jednej z wielkich pici mae, szamoczce si stworzenie. aosna zdobycz nie moga mie wicej ni dziewidziesit centymetrw wzrostu i wydawaa si jeszcze mniejsza w masywnym chwycie czarta. Miaa na sobie obszarpany kaftan nie kryjcy usek w kolorze rdzy, wydajcy si jeszcze bardziej podarty, gdy rozdzieray go szpony tanar'ri. - Kobold - stwierdzi Errtu. - Znani sojusznicy domu Oblodra - wyjania Lloth. - Tysice tych ndznikw biegaj po tunelach wzdu cian rozpadliny. Latajcy tanar'ri zarycza, chwyci kobolda rwnie drug ap i rozerwa piszczc istot na p. - Jeden sprzymierzeniec domu Oblodra mniej - wyszepta Errtu, a z zadowolonej miny Lloth odczytywaa prawdziwe odczucia Errtu wzgldem tego caego wydarzenia. Wielki tanar'ri y poprzez swe sugi, obserwowa ich destrukcyjne figle i napawa si t scen. Lloth przeszo przez myl, by zastanowi si ponownie nad zaproponowanym darem. Dlaczego miaaby odpaca czartowi za zrobienie czego, co najwyraniej chcia zrobi? Pajcza Krlowa, nigdy nie postpujca bezmylnie, otrzsna si z

tych myli. Nie miaa nic do stracenia, dajc Errtu to, co obiecaa. Jej oczy utkwione byy na podboju Mithrilowej Hali, na zmuszeniu opiekunki Baenre, by rozszerzya swe wpywy tak, by miasto droww byo mniej bezpieczne i bardziej chaotyczne, bardziej naraone na zatargi pomidzy domami. Renegat Drizzt Do'Urden nic jej nie obchodzi, cho z pewnoci pragna jego mierci. Kto mgby lepiej tego dokona ni Errtu? - zastanawiaa si Lloth. Nawet gdyby renegat przetrwa nadcigajc wojn - a Lloth nie sdzia, by tak si mogo sta - Errtu mg uy jej daru, by zmusi Drizzta, aby ten uwolni go z wygnania i pozwoli mu wrci na Plan Materialny. Kiedy potny balor znalazby si tam, bez wtpienia dokonaby zemsty na renegacie. Drizzt pokona raz Errtu, jednak nikt nie wygra dwukrotnie z balorem. Lloth znaa Errtu wystarczajco dobrze, by rozumie, e Drizzt Do'Urden miaby znacznie wiksze szczcie, gdyby zgin w nadchodzcej wojnie. Nie mwia nic wicej o zapacie za pomoc czarta, rozumiejc, e dajc j Errtu, robia mu w rezultacie prezent. - Kiedy Trudne Czasy min, moje kapanki pomog ci zapdzi tanar'ri z powrotem do otchani. Errtu nie ukry zbyt dobrze swego zaskoczenia. Wiedzia, e Lloth planuje jak kampani i zakada, e jego potworni sudzy zostan wysani wraz z armi droww. Teraz jednak, kiedy Lloth wypowiedziaa wyranie swe intencje, czart rozpozna jej rozumowanie. Gdyby u boku droww maszerowaa horda tanar'ri, powstayby przeciwko nim cae Krainy, wliczajc w to dobre stworzenia o wielkiej mocy z wyszych planw. Poza tym Lloth oraz Errtu wiedzieli dobrze, e drowie kapanki, cho byy potne, nie bd w stanie kontrolowa takiej hordy, gdy ju zaczn si szerzy wojenne zniszczenia. - Wszystkie poza jednym - sprostowa Errtu. Lloth przyjrzaa mu si z zaciekawieniem. - Potrzebuj emisariusza, ktry pjdzie do Drizzta Do'Urdena wyjani czart. - Aby powiedzie temu gupcowi, co mam i czego wymagam w zamian. Lloth rozwaaa przez chwil te sowa. Musiaa to ostronie rozegra.

Wiedziaa, e musi wstrzyma Errtu albo bdzie ryzykowa komplikacjami tego, co powinno by wzgldnie prostym podbojem krasnoludzkich kopalni, nie moga jednak da czartowi pozna celu swej armii. Gdyby Errtu pomyla, e sudzy Lloth wkrtce nara Drizzta Do'Urdena, jedyn szans wielkiego czarta, by dosta si z powrotem na Plan Materialny, sprzeciwiaby si jej ukradkiem. - Jeszcze nie - powiedziaa Pajcza Krlowa. - Drizzt Do'Urden mi nie przeszkadza i tak pozostanie, dopki w moim miecie nie zapanuje z powrotem porzdek. - W Menzoberranzan nigdy nie panuje porzdek - odpar chytrze Errtu. - Wzgldny porzdek - sprostowaa Lloth. - Otrzymasz swj dar, gdy ci go przeka, i dopiero wtedy polesz swego emisariusza. - Pani Pajkw... - warkn gronie balor. - Trudne Czasy zbliaj si do koca - Lloth rzucia w odpowiedzi w paskudn twarz Errtu. - Moje moce powracaj. Uwaaj na swoje groby, balorze, bo inaczej znajdziesz si w miejscu ndzniejszym ni to! Wprawiajc w szaleczy ruch swe purpurowoczarne szaty, Pajcza Krlowa obrcia si gwatownie i odesza, znikajc szybko w wirujcej mgle. Umiechna si na odpowiednie zakoczenie tego spotkania. Z chaotycznymi czartami dyplomacja sigaa tylko dotd. Po osigniciu odpowiedniego punktu nadchodzi nieuchronnie czas na otwarte groby. Errtu zapad si z powrotem w swym grzybowym tronie, uwiadamiajc sobie, e Lloth w peni wada sytuacj. Trzymaa wi z jego sugami na Planie Materialnym oraz miaa dar, ktry pozwoli Errtu zakoczy wygnanie. Oprcz tego wszystkiego Errtu nie wtpi w sowa Pajczej Krlowej, e panteon dochodzi do porzdku. Jeli za Trudne Czasy naprawd mijay i moce Lloth powracay w peni, to zdecydowanie przewyszaa balora. Z rezygnacj Errtu spojrza z powrotem w szpiegowsk powierzchni. Pi kolejnych koboldw zostao wycignitych ze Szponoszczeliny. cisny si razem w ciasnej grupie, podczas gdy wok nich krya banda czartw, szydzc z nich i je drczc. Wielki balor czu ich strach, mg smakowa pene tortur zabjstwa z tak rozkosz, jakby znajdowa si pord swych sug. Nastrj Errtu poprawi si momentalnie.

*** Belwar Dissengulp oraz dwudziestu svirfnebli siedziao na pce skalnej, wychodzcej na spor komnat, zasan gazami oraz stalaktytami. Kady trzyma lin - u Belwara przechodzia ona przez ptl przy pasie oraz pasek ze skry grzyba zaoony na jego kilof - aby mc opa szybko na podog. Daleko w dole pracowali kapani gnomw, rysujc na posadzce nasczone moc runy za pomoc dajcych ciepo barwnikw, dyskutujc nad wczeniejszymi porakami oraz najskuteczniejszymi sposobami poczenia swych zdolnoci, zarwno w przypadku przyzwania, jak i gdyby przyzwanie, jak zdarzyo si ju dwukrotnie, nie powiodo si. Kapani usyszeli woanie swego boga, Segojana, wyczuli powrt magii kapaskiej. Dla svirfnebli aden czyn nie mgby lepiej przypiecztowa koca tego dziwnego okresu, aden czyn nie mgby ich lepiej zapewni, e wszystko jest znw w porzdku ni przyzwanie ywioowego giganta ziemi. To bya ich sfera, ich ycie i ich mio. Byli dostrojeni do ska, byli jednoci z kamieniami oraz piaskiem, ktre otaczay ich siedziby. Przyzwanie ywioaka, dzielenie si jego przyjani, powie kapanom, e z ich bogiem jest wszystko w porzdku. Nic innego by nie wystarczyo. Prbowali kilka razy. Pierwsze przyzwanie nic nie sprowadzio, nawet ziemia nie zadraa. Drugie, trzecie i czwarte wznioso wysokie kamienne kolumny, nie ukazujce jednak ladu ruchu. Trzy stalagmitowe kopce w tej wanie komnacie byy wiadectwem owych poraek. Przy pitej prbie ywioak pojawi si i kapani uradowali si - dopki potwr nie rzuci si na nich w szale, zabijajc tuzin gnomw, zanim Belwar i jego grupa zdoali ich rozdzieli. Ta poraka bya chyba najgorsz rzecz, jaka moga spotka gnomy. Doszli bowiem do przekonania, e Segojan jest nie tylko poza ich zasigiem, lecz rwnie, e by moe, jest na nich rozgniewany. Prbowali znw - i ponownie ywioak pojawi si jedynie po to, by ich zaatakowa. Przy tym szstym razie obrona Belwara bya lepiej umiejscowiona i potwr o kamiennych koczynach zosta pokonany szybko, bez strat w szeregach svirfnebli.

Po tej drugiej katastrofie Belwar poprosi kapanw, by poczekali chwil przed nastpn prb, jednak odmwili, zdesperowani odzyska ask Segojana, chcc dowiedzie si, e ich bg jest z nimi. Belwar nie by jednak pozbawiony wpyww, poszed do krla Schnickticka i wymusi kompromis. Od tego szstego przyzywania mino pi dni, podczas ktrych kapani oraz cae Blingdenstone modlio si do Segojana, proszc go, by nie obraca si ju przeciwko nim. Svirfhebli nie wiedzieli, e podczas owych piciu dni zakoczyy si rwnie Trudne Czasy i panteon zosta doprowadzony do porzdku. Belwar obserwowa teraz, jak odziani w szaty kapani rozpoczli taniec wok ozdobionego runami krgu, jaki wyrysowali na ziemi. Kady z nich trzyma kamie, may, zaklty wczeniej zielony klejnot. Jeden po drugim umiecili krysztay na obwodzie koa i zmiadyli je wielkimi, drewnianymi motami. Kiedy zostao to zakoczone, wysoki kapan wszed do krgu, umieci swj klejnot na ziemi i, wykrzykujc finalne sowa, roztrzaska go swym mithrilowym motem. Przez chwil bya jedynie cisza, po czym ziemia zacza lekko dre. Wysoki kapan wybieg z krgu, by doczy do swych staczajcych si towarzyszy. Drenie wzmogo si, zwielokrotnio i wok obwodu zakltego obszaru pojawia si szeroka rysa, oddzielajc krg od reszty komnaty. Wewntrz krgu skaa rozszczepia si i poczya z powrotem, stajc si mikkim muem. Baki rosy i pkay z dononymi trzaskami, a w caej komnacie ocieplio si. Z podogi wyonia si dua gowa - ogromna gowa! Na pce skalnej Belwar i jego podwadni jknli. Nigdy wczeniej nie widzieli tak wielkiego ywioaka! Nagle wszyscy zaczli obmyla drogi ucieczki zamiast ataku. Z podogi wysuny si ramiona, po jednym z kadej strony ramiona, ktre jednym zamachem mogyby posa kapanw w otcha zapomnienia. Na twarzach duchownych i wojownikw zaciekawione spojrzenia mieszay si z trwog. Stworzenie to nie przypominao adnego widzianego przez nich wczeniej ywioaka. Cho jego kamie by gadszy, bez ladu pkni, wydawa si bardziej niedokoczony,

mniej przywoywa na myl istot dwunon. Mimo to wydziela jednoczenie aur prawdziwej mocy, przewyszajcej wszystko, czego gnomy kiedykolwiek dowiadczyy. - Chway Segojana jestemy wiadkami! - zapiszcza radonie jeden z gnomw obok Belwara. - Albo koca naszego ludu - doda pod nosem Belwar, tak by nikt nie mg usysze. Po obwodzie gowy oraz ramion gnomy spodzieway si, e potwr wzniesie si do siedmiu lub wicej metrw, kiedy jednak drenie zatrzymao si i wszystko znw ucicho, stwr mierzy zaledwie niewiele ponad trzy metry - nie by nawet tak wysoki jak wiele z ywioakw, ktre wczeniej przywoywali nawet pojedynczy kapani svirfhebli. Mimo to gnomy nie miay wtpliwoci, e jest to wielkie osignicie, e stworzenie to jest potniejsze ni wszystko, co kiedykolwiek przyzway. Kapani mieli swoje podejrzenia - podobnie jak Belwar, ktry y od dawna i sucha uwanie legend, dziki ktrym jego lud mia sw tosamo oraz si. - Entemoch! - wielce szanowany nadzorca kopaczy wydysza ze swej pki skalnej i imi to, oznaczajce ksicia ywioakw ziemi, zostao powtrzone od gnoma do gnoma. Jak mona byo si spodziewa, rozbrzmiao inne miano, Ogremocha, zego bliniaka Entemocha, i zostao wypowiedziane gwatownie, z wyranym strachem. Gdyby by to Ogremoch, nie Entemoch, wszyscy byliby zgubieni. Kapani padli na kolana, trzsc si, skadajc hod, ywic nadziej, e to istotnie Entemoch, ktry zawsze by ich przyjacielem. Belwar by pierwszym, ktry zjecha z pki skalnej, uderzajc ze siekniciem o ziemi i biegnc, by stan przed przyzwanym stworzeniem. Spojrzao na niego z wysoka, nie poruszyo si i nie dao adnego znaku co do swych intencji. - Entemochu! - wrzasn Belwar. Za nim kapani podnieli twarze, a niektrzy zebrali si na odwag, by wsta i podej do odwanego nadzorcy kopaczy. - Entemochu! - zawoa Belwar. - Na wezwanie nasze odpowiedziae. Czy mamy wzi to za znak, e wszystko jest w porzdku z Segojanem,

e w jego asce jestemy? Stwr opuci sw wielk do na podog przed Belwarem. Nadzorca kopaczy spojrza na stojcego po jego prawej stronie wysokiego kapana. Kapan przytakn. - Ufa w Segojana naszym obowizkiem jest - powiedzia i wraz z Belwarem weszli na do. Unieli si, zatrzymujc tu przed twarz behemota. Uspokoili si i byli szczliwi, ujrzeli tam bowiem wspczucie i przyja. To rzeczywicie by Enternoch, nie Ogremoch, obydwaj wiedzieli to w sercach, a Segojan by przy nich. Ksi ywioakw unis do nad gow i stopi si z powrotem z ziemi, pozostawiajc Bel wara oraz wysokiego kapana w rodku krgu, cakowicie zronitego. W komnacie rozlegy si wiwaty i twarz niejednego zaprawionego yciem svirfnebli bya zlana zami. Kapani klepali si po plecach, gratulujc sobie i wszystkim gnomom z Blingdenstone. Wypiewywali pochway na cze krla Schnickticka, ktrego przewodnictwo doprowadzio ich na w szczyt osigni svirfnebli. Dla przynajmniej jednego z nich, Belwara, celebracja bya krtkotrwaa. Wygldao na to, e ich bg by z powrotem przy nich, a magia powracaa, jednak co to znaczyo dla droww z Menzoberranzan? - zastanawia si wielce szanowany nadzorca kopaczy. Czy Pajcza Krlowa rwnie wrcia? A take moce drowich czarodziejw? Zanim to wszystko si zaczo, gnomy doszy do przekonania, i nie bez powodu, e drowy szykuj si do wojny. Wraz z nadejciem tych chaotycznych czasw wojna nie nadesza, jednak Belwar wiedzia, e to rozsdne, bowiem mroczne elfy bardziej polegay na magii ni gnomy. Jeli sytuacja znw bya w porzdku, na co wydawao si wskazywa pojawienie Entemocha, to Blingdenstone mogo wkrtce sta si zagroone. Wszyscy wok wielce szanowanego nadzorcy kopaczy, kapani i wojownicy, taczyli i krzyczeli radonie. Jak szybko, zastanawia si, te krzyki stan si wrzaskami blu czy aosnym paczem?

ROZDZIA 13 NAPRAWIANIE SZKD Delikatnie! - wyszepta ostro Fret, obserwujc donie Drizzta, gdy drow zdrapywa wyschnit ma z szyi figurki pantery. - Och, bd ostrony! Oczywicie, e Drizzt by ostrony! Ostroniejszy ni kiedykolwiek wczeniej. Cho figurka wydawaa si by wana dla Freta, bya po stokro waniejsza dla Drizzta, ktry by bardzo przywizany i kocha sw towarzyszk. Nigdy wczeniej drow nie wykonywa bardziej odpowiedzialnego zadania, ani za pomoc sprytu, ani broni. Teraz uywa delikatnego narzdzia, jakie da mu Fret, wskiego, srebrnego prta ze spaszczonym i lekko zakrzywionym kocem. Odpad kolejny kawaek maci - okoo centymetra bocznej strony szyi pantery byo ju od niej wolne. I pozbawione jakichkolwiek rys, zauway z otuch Drizzt. Substancja tak doskonale zwizaa onyksow figurk, e nie byo wida adnej linii, gdzie byo wczeniej pknicie. Drizzt zdusi ekscytacj, rozumiejc, e nieuchronnie doprowadziaby go do popiechu. Nie mg si spieszy. Obwd onyksowej figurki mia nie wicej ni kilkanacie centymetrw, jednak Drizzt w peni spodziewa si, a Fret zgadza si z tymi szacunkami, e spdzi na pracy cay poranek. Drow tropiciel odsun si od figurki, by Fret mg obejrze oczyszczony fragment. Schludny krasnolud skin po chwili gow do Drizzta, a nawet umiechn si z nadziej. Fret ufa magii pani Alustriel oraz jej zdolnociom naprawiania tragedii. Klepnwszy Drizzta w rami, krasnolud odszed na bok, a Drizzt wrci do pracy, powoli i delikatnie zdrapujc jeden may kawaek po drugim. Do poudnia szyja bya oczyszczona z maci. Drizzt obrci figurk w doniach, przygldajc si miejscu, w ktrym byo pknicie. Nie widzia adnego ladu, adnej rysy czy pozostaoci mazida, adnej wskazwki, e figurka bya uszkodzona. Chwyci przedmiot za gow i, po dugim uspokajajcym oddechu, odway si j podnie, koncentrujc cay ciar na miejscu pknicia. Wytrzymaa. Drizzt potrzsn doni, omielajc si sprawdzi, czy

nie pknie, jednak nie zrobia tego. - Wi bdzie rwnie mocna jak kade inne miejsce na figurce zapewni drowa Fret. - Nabierz otuchy, e znw jest caa. - Zgoda - odpar Drizzt - ale co z jej magi? Fret nie wiedzia, co odpowiedzie. - Prawdziwym wyzwaniem bdzie odesanie Guenhwyvar do domu na Planie Astralnym - cign drow. - Albo przyzwanie jej z powrotem - doda Fret. Myl ta dotkna Drizzta. Wiedzia, e schludny krasnolud ma racj. Mg otworzy tunel, by pozwoli Guenhwyvar wrci do domu, jedynie po to, by straci panter na zawsze. Mimo to Drizzt nie myla o pozostawieniu kocicy przy sobie. Jej stan ustabilizowa si - najwyraniej pantera rzeczywicie bya w stanie pozosta na Planie Materialnym na zawsze - nie cieszya si jednak najlepszym zdrowiem czy nastrojem. Cho nie wygldao ju na to, e grozi jej mier, Guenhwyvar bkaa si w stanie nieprzerwanego wyczerpania, minie obwisy na jej niegdy smukych bokach, a oczy zamykay si czsto, gdy pantera prbowaa odnale tak jej potrzebny sen. - Lepiej odesa Guenhwyvar do jej domu - powiedzia z determinacj Drizzt. - Z pewnoci moje ycie utraci na znaczeniu, jeli nie bd w stanie przywoa jej z powrotem, jednak bdzie to lepsze ni ycie, ktre teraz musi znosi. Poszli razem z figurk do pokoju Drizzta. Jak zazwyczaj Guenhwyvar leaa na dywanie przed kominkiem, wchaniajc ciepo rozgrzanych wgli. Drizzt nie waha si. Podszed tu do pantery - ktra podniosa ociale gow, by na niego spojrze - i umieci figurk na pododze przed ni. - Pani Alustriel i obecny tutaj dobry Fret przyszli nam na pomoc, Guenhwyvar - oznajmi Drizzt. Gos mu lekko dra, gdy stara si cign dalej, uderzya go bowiem wiadomo, e moe widzie panter po raz ostatni. Guenhwyvar wyczua ten niepokj i z wielkim wysikiem zdoaa wsta, umieszczajc gow na wysokoci twarzy klczcego Drizzta. - Id do domu, moja przyjaciko - wyszepta Drizzt. - Do domu. Pantera zawahaa si, spogldajc bacznie na drowa, jakby starajc si okreli rdo wyranego niepokoju Drizzta. Guenhwyvar rwnie

miaa odczucie - wypywajce z Drizzta, nie z figurki, ktra znw wydawaa si panterze caoci - e moe to by ostateczne poegnanie drogich przyjaci. Pantera nie miaa jednak kontroli nad t kwesti. W swym wyczerpanym stanie Guenhwyvar nie moga zignorowa woania magii, nawet gdyby prbowaa. Trzsc si kocica wstaa i obesza figurk. Kiedy kocica znikna, Drizzt podnis figurk, nabierajc otuchy z faktu, e nie dochodzio z niej ciepo, e najwyraniej to, co popsuo si, kiedy ostatnim razem prbowa odesa Guenhwyvar, nie powtarzao si ju. Zda sobie nagle spraw, jaki jest gupi, i Spojrza na Freta, a jego fioletowe oczy rozszerzyy si w szoku. - O co chodzi? - spyta schludny krasnolud. - Nie mam miecza Catti-brie! - wyszepta ostro Drizzt. - Jeli cieka na Plan Astralny nie jest czysta... - Magia znw dziaa prawidowo - odpar natychmiast Fret, wymachujc uspokajajco rk. - W figurce i w caym otaczajcym nas wiecie. Magia znw dziaa prawidowo. Drizzt przysun figurk bliej siebie. Nie mia pojcia, gdzie moe by Catti-brie i wiedzia, e ma miecz ze sob. Wszystkim, co mg zrobi, byo siedzie w napiciu, czeka i mie nadziej. *** Bruenor siedzia na swoim tronie, a Regis obok niego. Halfling wyglda na bardziej podekscytowanego ni krasnoludzki krl. Regis widzia ju goci, ktrzy zostan wkrtce zaanonsowani Bruenorowi, a ciekawski Regis zawsze cieszy si, widzc niezwykych Harpellw z Longsaddle. Przybyo ich do Mithrilowej Hali czworo, czworo czarodziejw, ktrzy mogli odegra wan rol w obronie krasnoludzkiego kompleksu - jeli niechccy nie obrc tego miejsca w perzyn. Takie byo ryzyko kontaktw z Harpellami. Wpadli do sali tronowej, niemal tratujc biednego krasnoluda, ktry wszed pierwszy, by ich zapowiedzie. By oczywicie Harkle, z obandaowan twarz, bowiem jego oczy byy ju w Mithrilowej Hali. Prowadzi go gruby Regweld, ktry wjecha do zewntrznych korytarzy

na zagadkowym wierzchowcu, z przodu przypominajcym konia, za z tyu posiadajcym nogi oraz zad bardziej pasujce do aby. Regweld nazwa t istot odpowiednio, mwic na ni Kauoskoczek. Trzeciego Harpella Bruenor i Regis nie znali, a czarodziej nie poda swego imienia. Mrukn jedynie i skin w ich stron gow. - Jestem Bella don DelRoy Harpell - obwiecia czwarta, niska i do adna moda kobieta, nie liczc faktu, e jej oczy nie spoglday w t sam stron. Obydwie gaki oczne byy zielone, lecz jedna lnia wewntrznym wiatem, podczas gdy druga bya zamglona i szarawa. Belli jednak wydawao si to tylko poprawia urod, dajc jej rysom do egzotyczny wygld. Bruenor rozpozna jedno z podanych nazwisk i zrozumia, e Bella jest najprawdopodobniej przywdczyni tej grupy. - Crka DelRoya, wadcy Longsaddle? - spyta krasnolud, na co niewysoka kobieta pochylia si nisko w ukonie, tak nisko, e jej jasnoblond wosy niemal zamioty podog. - Pozdrowienia z Longsaddle, smy krlu Mithrilowej Hali powiedziaa grzecznie Bella. - Twoje wezwanie nie zostao zlekcewaone. Szkoda, pomyla Bruenor, jednak zachowa taktowne milczenie. - Wraz ze mn s... - Harkle i Regweld - przerwa Regis, znajc tych dwch do dobrze z poprzedniego pobytu w Longsaddle. - Mio was spotka! I dobrze widzie, e twoje eksperymenty z krzyowaniem konia oraz aby przyniosy owoce. - Kauoskoczek! - odpar radonie smutny zazwyczaj Regweld. Imi to obiecywao widok, ktry Regis chciaby ujrze! - Jestem crk DelRoya - rzeka raczej ostro Bella, spogldajc bezporednio na halflinga. - Prosz, nie przerywaj mi ju wicej albo zmieni ci w co, co Kauoskoczek z przyjemnoci zje. Iskra w jej zdrowym oku gdy patrzya na Regisa oraz podobny bysk w szarych oczach halflinga, powiedziay Regisowi, e groba nie bya pusta. I tak zreszt si ni przej, zapragnwszy nagle zachowa Bell po dobrej stronie. Nie miaa nawet metra pidziesiciu, uwiadomi sobie halfling, i miaa lekk nadwag, przypominajc troch nieco wiksz wersj samego Regisa - tyle e nie mona byo si myli co do jej kobiecych atrybutw. A przynajmniej Regis nie mg.

- Moim trzecim towarzyszem jest Bidderdoo - cigna Bella. Imi to zabrzmiao zaskakujco znajomo zarwno dla Bruenora, jak i Regisa, i wszystko stao si jasne, gdy Bidderdoo odpowiedzia na prezentacj szczekniciem. Bruenor jkn, a Regis klasn w rce i rozemia si gono. Kiedy przejedali przez Longsaddle, szukajc Mithrilowej Hali, Bidderdoo, wskutek uycia zego eliksiru, odgrywa rol psa rodzinnego Harpellw. - Transformacja nie jest jeszcze cakowita - przeprosia Bella i szybko klepna Bidderdoo w rami, przypominajc mu, by trzyma jzyk za zbami. Harkle chrzkn gono i poruszy si niespokojnie. - Oczywicie - powiedzia natychmiast Bruenor, dostrzegajc aluzj. Krasnolud gwizdn i z bocznego pomieszczenia wyoni si jeden z jego pomocnikw, trzymajc pozbawione ciaa oczy, po jednym w kadej doni. Trzeba przyzna krasnoludowi, e stara si trzyma je tak nieruchomo, jak tylko mg, i wymierzy obydwa w stron Harkle'a. - Och, tak dobrze znw si widzie! - uradowa si czarodziej i obrci si. Podajc za tym, co widzia, ruszy ku sobie, albo ku swym oczom, albo tak naprawd ku tylnej cianie oraz drzwi, przez ktre wanie przeszed wraz ze swymi towarzyszami. Krzykn - Nie, nie! - i zatoczy pene koo, starajc si odzyska koordynacj, co nie byo atwe, gdy spogldao si na siebie z przeciwlegej strony pomieszczenia. Bruenor znw jkn. - To jest takie zagmatwane! - stwierdzi zrozpaczony Harkle, gdy Regweld chwyci go i prbowa odwrci. - Ach, tak - powiedzia czarodziej i obrci si z powrotem w z stron, kierujc do drzwi. - W drug stron! - krzykn sfrustrowany Regweld. Bruenor zapa krasnoludzkiego pomocnika i zabra oczy, obracajc oba tak, by spoglday prosto w jego wykrzywion twarz. Harkle wrzasn. - Hej! - rykn Bruenor. - Odwr si. Harkle uspokoi si i zrobi, co mu polecono, odwracajc si z powrotem do Bruenora. Bruenor spojrza na Regisa, parskn i cisn jedno z oczu w stron Harkle'a, uamek sekundy pniej puszczajc za nim nastpne, tak e

oba wzniosy si w powietrze. Harkle wrzasn ponownie i zemdla. Regweld zapa jedno z oczu, Bidderdoo rzuci si po drugie z otwartymi ustami. Na szczcie Bella odepchna go. Chybia jednak i oko odbio si jej od rki, upado na podog i potoczyo kawaek. - To byo bardzo niegrzeczne, krlu krasnoludzie! - rzucia ganico crka DelRoya. - To byo... - Nie moga utrzyma tej fasady i zaraz wybucha miechem, podobnie jak jej towarzysze (cho chichot Bidderdoo brzmia bardziej jak warkot). Regis doczy si, Bruenor rwnie, lecz jedynie na moment. Krasnoludzki krl nie mg zapomnie o fakcie, e ci pozujcy na waniakw czarodzieje mogli by jego jedyn magiczn oson przed armi mrocznych elfw. Nie bya to przyjemna wizja. *** Drizzt opuci Mithrilow Hal o wicie nastpnego poranka. Poprzedniej nocy widzia ogie na zboczu gry i wiedzia, e to Catti-brie. Wci nie prbowa wzywa Guenhwyyar z powrotem i rwnie teraz powstrzymywa to pragnienie, przypominajc sobie, by zajmowa si jednym problemem naraz. Teraz problemem bya Catti-brie, a dokadniej jej miecz. Odnalaz mod kobiet, gdy okry zaom cieki, wchodzc w cie midzy dwoma wielkimi gazami. Bya niemal bezporednio pod nim, na maej, paskiej polanie, wychodzcej na rozlege, pofalowane tereny na wschd od Mithrilowej Hali. W zwizku z tym, e wstajce soce przeamywao horyzont dokadnie przed ni, Drizzt dostrzega jedynie jej sylwetk. Poruszaa si zgrabnie, wykonujc wywiczony taniec z mieczem, rysujc nim powolne, przecige linie przed i nad sob. Drizzt obserwowa i odpoczywa, podziwiajc zarwno wdzik, jak i doskonao taca kobiety. To on jej to pokaza, a Catti-brie, jak zawsze, dobrze przyswoia lekcj. Drizzt uwiadomi sobie, e mogaby by jego cieniem, tak perfekcyjne i zsynchronizowane byy jej ruchy. Pozwoli jej kontynuowa, zarwno z powodu wagi tych wicze, jak i dlatego, e radowao go spogldanie na ni. W kocu, po niemal dwudziestu minutach, Catti-brie wzia gboki

oddech i podniosa rce, rozkadajc je szeroko, pawic si we wstajcym socu. - Dobra robota - pogratulowa Drizzt, podchodzc do niej. Catti-brie niemal podskoczya na ten dwik i obrcia si, lekko zawstydzona oraz zdenerwowana widzc drowa. - Powiniene ostrzec dziewczyn - powiedziaa. - Natknem si na ciebie przypadkiem - skama Drizzt. - Jednak wydaje si, e to dobrze. - Widziaam, jak Harpellowie wchodzili wczoraj do Mithrilowej Hali odpara Catti-brie. - Rozmawiae z nimi? Drizzt potrzsn gow. - Oni nie s teraz istotni - wyjani. - Musz porozmawia jedynie z tob. Brzmiao to powanie. Catti-brie odesza, by wsun miecz do pochwy, jednak Drizzt podnis do, wskazujc jej, by si zatrzymaa. - Przyszedem po miecz - wyjani. - Khazid'he? - spytaa zdumiona Catti-brie. - Co? - zapyta jeszcze bardziej zaskoczony drow. - Tak si nazywa - wytumaczya Catti-brie, trzymajc przed sob kling. Jej ostra jak brzytwa krawd znw lnia czerwieni. Khazid'hea. Drizzt zna to sowo, pochodzio z jzyka droww! Oznaczao ci" lub co, co tnie" i wydawao si naprawd odpowiednim imieniem dla ostrza, ktre potrafio przeci lit ska. Skd jednak Catti-brie je znaa? - zastanawia si drow, a jego twarz zadawaa to pytanie wyraniej, ni mogyby to zrobi jakiekolwiek sowa. - Miecz mi powiedzia! - odpowiedziaa Catti-brie. Drizzt przytakn i uspokoi si. Nie powinien by tak zaskoczony - w kocu wiedzia, e miecz posiada wiadomo. - Khazid'he - zgodzi si drow. Wycign Bysk z pochwy, obrci go w doni i poda rkojeci do przodu Catti-brie. Wpatrywaa si bez wyrazu w dar, nie rozumiejc. - Uczciwa wymiana - wyjani Drizzt. - Bysk za Khazid'he. - Wolisz sejmitar - rzeka Catti-brie. - Naucz si uywa harmonijnie sejmitara i miecza - odpar Drizzt. Zaakceptuj wymian. Khazid'hea poprosia, abym to ja j dziery, i

podporzdkuj si. Ja i ostrze powinnimy si poczy. Mina Catti-brie przesza z zaskoczenia w niedowierzanie. Nie moga uwierzy, e Drizzt mg da od niej czego takiego! Spdzia cae dnie - tygodnie! - sama w grach, wiczc z tym mieczem, czc si z jego nadnaturaln inteligencj, starajc si nawiza wi. - Zapomniaa o naszym spotkaniu? - spyta do okrutnie Drizzt. Catti-brie zaczerwienia si mocno. Istotnie, nie zapomniaa i nigdy nie zapomni, i jake gupio czua si, gdy uwiadomia sobie, e ona - a przynajmniej jej miecz, wykorzystujc jej ciao - rzucia si na Drizzta. - Daj mi miecz - powiedzia Drizzt stanowczo, wymachujc rkojeci Bysku przed oszoomion mod kobiet. - Ja i ostrze powinnimy si poczy. Catti-brie cisna defensywnie Khazid'he. Zamkna oczy i wydawaa si chwia, a Drizzt odnis wraenie, e komunikuje si z kling, sucha jej odczu. Kiedy otworzya z powrotem oczy, wolna do Drizzta wysuna si po miecz i, ku zdumieniu i zadowoleniu drowa, czubek miecza unis si nagle, drasn jego rk i zmusi go do cofnicia jej. - Miecz ci nie chce! - Catti-brie praktycznie warkna. - Zaatakowaaby mnie? - spyta Drizzt i jego pytanie uspokoio mod kobiet. - To tylko reakcja - wyjkaa, starajc si przeprosi. Tylko reakcja, powtrzy w mylach Drizzt, jednak wanie taka reakcja, jak mia nadziej ujrze. Miecz chcia broni jej prawa, by go dzierya. Odrzuci Drizzta na rzecz prawowitej wacicielki. W mgnieniu oka Drizzt przekrci Bysk i schowa do pochwy. Jego umiech da Catti-brie wskazwk co do prawdziwej natury tego spotkania. - Prba - powiedziaa. - Wanie wystawie mnie na prb. - To byo konieczne. - Nigdy nie miae zamiaru wzi Khazid'hei - cigna kobieta gosem podniesionym od gniewu. - Nawet gdybym zgodzia si na twoj ofert... - Wzibym miecz - odpowiedzia szczerze Drizzt. - I umiecibym go na widoku w bezpiecznym miejscu w Sali Dumathoina. - I zabraby z powrotem Bysk - wydyszaa Catti-brie. - Ty kamliwy

drowie! Drizzt rozway te sowa, po czym wzruszy ramionami, zgadzajc si najwyraniej z tym rozumowaniem. Catti-brie wyda z oburzeniem wargi i pokrcia gow, wskutek czego jej kasztanowa czupryna opada jej na ramiona. - Miecz po prostu wie, e jestem lepsza w walce - powiedziaa, brzmic szczerze. Drizzt rozemia si gono. - A wic wycignij klingi! - sapna Catti-brie, przechodzc w pozycj gotowoci. - Poka ci, co ja i mj miecz potrafimy zrobi! Drizzt umiecha si szeroko, gdy w jego doniach pojawiay si sejmitary. Wiedzia, e bdzie to ostatnia i najistotniejsza prba, ktra pokae, czy Catti-brie naprawd uzyskaa kontrol nad mieczem. Metal zabrzcza w czystym porannym powietrzu, dwoje przyjaci kryo wok siebie, a ich oddechy formoway na mrozie oboki pary. Wkrtce po rozpoczciu sparingu Drizzt opuci oson, dajc Catti-brie moliwo do idealnego ataku. Khazid'hea natara, jednak zatrzymaa si daleko i moda kobieta odskoczya. - Zrobie to celowo! - krzykna oskarajce i miaa racj, za nie wykonujc paskudnego trafienia, ona i jej miecz przeszli drug prb. Zostaa ju tylko ostatnia. Drizzt nic nie powiedzia i przykucn. Catti-brie zauwaya, e nie ma na sobie bransolet, tak wic najprawdopodobniej bdzie pozbawiony rwnowagi. Zaatakowaa mimo to, z ochot i zaciekoci, rozpoczynajc wspania walk, gdy soce wyonio si cakowicie zza horyzontu i rozpoczo powoln wspinaczk po wschodnim niebie. Nie moga jednak dorwna drowowi, zreszt tak naprawd od dawna nie widziaa, by Drizzt walczy z takim wigorem. Kiedy sparing si zakoczy, Catti-brie siedziaa, na jej ramionach spoczyway swobodnie sejmitary, a jej wasny miecz lea na ziemi kilka krokw dalej. Drizzt obawia si, e rozumny miecz bdzie rozwcieczony tym, i jego wacicielka zostaa tak pokonana. Odszed od Catti-brie i pierwszy zbliy si do Khazid'hei, pochylajc si nisko, by j podnie. Drow zatrzyma si jednak z doni zaledwie kilka centymetrw od rkojeci. Rkoje Khazid'hei nie bya ju jednorocem, nie bya nawet

diabem, ktrego wygld przyjmowaa w doniach Dantraga Baenre. Teraz przypominaa szczupe kocie ciao, co jak biegnc Guenhwyvar z wycignitymi nogami i grzbietem. Co byo jednak waniejsze dla Drizzta, na boku owego kota by wyryty run, bliniacze gry, symbol Dumathoina, boga krasnoludw, boga Catti-brie, stranika sekretw pod gr. Drizzt podnis Khazid'he i nie wyczu wrogoci ani jakiegokolwiek podania, jakie wczeniej okazywa wobec niego miecz. Catti-brie podesza wtedy do niego, umiechajc si, gdy ujrzaa, e docenia jej wybr rkojeci. Drizzt poda Khazid'he z powrotem jej prawowitej wacicielce.

ROZDZIA 14 GNIEW LLOTH Baenre znw czua si silna. Lloth wrcia i bya z ni, a K'yorl Odran, ta ndzna K'yorl, bardzo si pomylia. Zawsze dotd Pajcza Krlowa utrzymywaa dom Oblodra w swej lasce nawet mimo tego, e tak zwane kapanki domu nie byy pobone i czasami otwarcie wyraay sw pogard wobec Lloth. Owe dziwne moce Oblodranek, ich psioniczna sia, intrygoway Lloth w tym samym stopniu, co przeraay pozostae domy Menzoberranzan. aden z domw nie chcia wojny z K'yorl i jej klanem, a Lloth jej nie wymagaa. Gdyby Menzoberranzan zostao kiedykolwiek zaatakowane z zewntrz, zwaszcza przez ilithidy, ktrych jaskinia leaa niedaleko, K'yorl oraz Oblodranki byyby bardzo pomocne. Jednak ju nie teraz. K'yorl przekroczya bardzo niebezpieczn lini. Zamordowaa matk opiekunk i cho to samo w sobie nie byo niespotykane, zamierzaa uzurpowa sobie moc kapanek Lloth, nie z imienia Pajczej Krlowej. Opiekunka Baenre wiedziaa o tym wszystkim, czua w sobie wol oraz si Lloth. - Trudne Czasy miny - obwiecia swojej rodzinie, wszystkim zgromadzonym w jej domu, w wieo naprawionej kaplicy. Bya tam rwnie Mez'Barris Armgo, na honorowym miejscu na centralnym podwyszeniu, zaproszona osobicie przez opiekunk Baenre. Opiekunka Baenre usiada obok matki opiekunki drugiego domu, gdy zgromadzony tum wybuch wiwatami, a nastpnie, pod przewodnictwem Triel, pieni do Pajczej Krlowej. - Zakoczyy si? - spytaa Mez'Barris Baenre, uywajc bezgonej mowy znakw, bowiem nie mogy si nawzajem usysze nad rykiem dwch tysicy onierzy Baenre. - Trudne Czasy si zakoczyy - odpary delikatne palce Baenre. - Nie liczc domu Oblodra - stwierdzia Mez'Barris, na co Baenre jedynie paskudnie zachichotaa. Nie byo tajemnic w Menzoberranzan, e dom Oblodra jest w powanych kopotach. Rzeczywicie nie tajemnic, bowiem tanar'ri oraz inne czarty wci kryy wok kompleksu Oblodran, wycigajc koboldy z pek skalnych wzdu

Szponoszczeliny, a nawet atakujc bez opamitania kadego czonka domu, ktry si pokaza. - K'yorl zostanie wybaczone? - spytaa Mez'Barris, podnoszc lewy kciuk na kocu zdania, by zaznaczy pytanie. Opiekunka Baenre potrzsna energicznie gow, po czym celowo odwrcia wzrok w stron Triel, ktra prowadzia tum w pieniach do Pajczej Krlowej. Mez'Barris postukaa nerwowo dugim, zakrzywionym paznokciem o zby, zastanawiajc si, jak Baenre moe by tak pewna tej decyzji. Czy Baenre zamierzaa uda si na dom Oblodra sama, czy te zamierzaa wezwa Barrison del'Armgo do kolejnego sojuszu? Mez'Barris nie miaa wtpliwoci, e jej rodzina oraz dom Baenre byliby w stanie zmiady dom Oblodra, jednak nie przemawiaa do niej perspektywa zadzierania z K'yorl i tymi jej niezbadanymi mocami. Methil, stojc niewidzialny z boku podwyszenia, odczyta z atwoci te myli i przekaza je z kolei opiekunce Baenre. - Taka jest wola Lloth - powiedziaa ostro opiekunka Baenre, obracajc si, by spojrze na Mez'Barris. - K'yorl potpia Pajcz Krlow, wic zostanie ukarana. - Przez Akademi, jak jest w zwyczaju? - spytaa z nadziej Mez'Barris. Zza poncych czerwieni oczu opiekunki Baenre wybuchy arliwe iskry. - Przeze mnie - odpara bez ogrdek i znw si odwrcia, oznajmiajc w ten sposb, e Mez'Barris nie otrzyma adnych dalszych informacji. Mez'Barris bya wystarczajco rozsdna, by nie naciska w tej kwestii. Opara si w fotelu, starajc si przemyle t nag, niepokojc informacj. Opiekunka Baenre nie oznajmia, e Oblodra zaatakuje sojusz domw, obwiecia wojn osobist. Czy naprawd wierzya, e moe pokona K'yorl? Czy te te czarty, nawet wielkie tanar'ri, byy bardziej kontrolowane, ni Mez'Barris bya skonna przypuszcza? Myl ta bardziej ni troch zaniepokoia matk opiekunk Barrison delArmgo, bowiem, jeli byaby prawdziwa, jakie inne kary" mogaby jeszcze wymierzy rozgniewana i ambitna opiekunka Baenre? Mez'Barris westchna cicho i pozwolia tej myli przemin. Niewiele

moga zrobi teraz, siedzc w kaplicy domu Baenre, otoczona dwoma tysicami onierzy. Wiedziaa, e musi ufa Baenre. Nie, poprawia si w milczeniu, nie ufa, nigdy. Mez'Barris musiaa ywi nadziej, e opiekunka Baenre bdzie uwaa j za cenniejsz dla sprawy - jakakolwiek mogaby ona teraz by - yw ni martw. *** Siedzc na janiejcym bkitem dryfdysku, opiekunka Baenre osobicie prowadzia procesj z domu Baenre w d z Qu'ellarz'orl i dalej przez miasto, a na kadym kroku jej armia wypiewywaa pochway wobec Lloth. Jaszczurczy jedcy Baenre, pod wodz Berg'inyona, otaczali gwne siy, sprawdzajc okolic oraz kompleksy innych domw, by zapewni, e adne niespodzianki nie zablokuj drogi. Byy to niezbdne rodki ostronoci stosowane za kadym razem, gdy pierwsza matka opiekunka wychodzia na zewntrz, jednak opiekunka Baenre nie obawiaa si adnej zasadzki, nie teraz. Za wyjtkiem Mez'Barris Armgo nikomu innemu nie powiedziano o marszu Baenre i z pewnoci pomniejsze domy, ani samotnie, ani razem, nie omieliyby si uderzy na pierwszy dom, chyba e atak byby doskonale skoordynowany. Z przeciwlegego koca wielkiej jaskini sza kolejna procesja, rwnie prowadzona przez Baenre. Triel, Gromph oraz inne mistrzynie i mistrzowie Akademii droww wyszli ze swych budynkw, prowadzc wszystkich swoich studentw. Zazwyczaj to wanie ta sia, potna Akademia, wykonywaa kary na domach za zbrodnie przeciwko Menzoberranzan, jednak tym razem Triel zostaa poinformowana, e jej uczniowie pjd jedynie obserwowa, jak zostaje odsaniana chwaa Lloth. W chwili gdy obydwie grupy doczyy do si zgromadzonych ju przy Szponoszczelinie, ich liczba zwikszya si piciokrotnie. Szlachta oraz onierze z kadego domu w miecie wyszli, by obserwowa przedstawienie, zaraz gdy doszli do zrozumienia, e domy Baenre i Oblodra zakocz walk raz na zawsze. Przybywszy przed bramy frontowe domu Oblodra, onierze Baenre uformowali defensywne pkole za opiekunk Baenre, zasaniajc j, nie

przed K'yorl i rodzin Odran, lecz przed reszt zgromadzenia. Kryo wiele szeptw, donie byskay szaleczo w rozgorczkowanych rozmowach, a czarty, rozumiejc, e zblia si jaka katastrofa, miotay si w furii, opadajc na kompleks Oblodra, a nawet wiczc zwrcon im magi, wypuszczajc czasami biao-bkitn byskawic lub kul ognia. Opiekunka Baenre pozwalaa, by pokaz ten cign si przez kilka minut, zdajc sobie spraw z przeraenia, jakie powoduje w skazanym na zagad kompleksie. Chciaa ponad wszystko rozkoszowa si t chwil, chciaa nurza si w zapachu strachu emanujcym z kompleksu tej najbardziej znienawidzonej rodziny. Nastpnie nadszed czas, by zacz - a raczej skoczy. Baenre wiedziaa, co musi zrobi. Widziaa to w wizji podczas ceremonii poprzedzajcej wojn i pomimo wtpliwoci Mez'Barris, Baenre utrzymywaa wiar w Pajcz Krlow, wierzya, e wol Lloth jest, aby dom Oblodra zosta pochonity. Signa pod szat i wycigna kawaek siarki, t sam t bryk, ktr daa jej awatarka, by kapanki mogy otworzy bram do otchani w maej komnacie na tyach Qu'ellarz'orl. Baenre wyrzucia rk w gr i wznios si w powietrze. Rozlega si ogromna eksplozja, pomruk grzmotu. Wszystko nagle ucicho, wszystkie oczy obrciy si ku opiekunce Baenre, wiszcej siedem metrw nad podog jaskini. Berg'inyon, odpowiedzialny za bezpieczestwo swej matki, spojrza z kwan min na Sos'Umptu. Uwaa, e jego matka jest tam w grze niezwykle odsonita. Sos'Umptu zamiaa si z niego. Nie by kapank, nie mg rozumie, e opiekunka Baenre bya w tej chwili bardziej chroniona ni kiedykolwiek wczeniej w swoim dugim yciu. - K'yorl Odran! - zawoaa Baenre, a jej gos wydawa si zwielokrotniony niczym gos giganta. *** Zamknita w pokoju na najwyszym poziomie najwyszego stalagmitowego pagrka w kompleksie Oblodra, K'yorl Odran syszaa woanie Baenre, syszaa je wyranie. Jej donie zacisny si mocno na

rzebionych marmurowych porczach fotela. Zacisna oczy i nakazaa sobie koncentracj. Teraz, bardziej ni kiedykolwiek wczeniej, K'yorl potrzebowaa swych mocy, i teraz, po raz pierwszy, nie moga ich dosign! Wiedziaa, e co jest nie w porzdku i cho sdzia, e gdzie za tym musi sta Lloth, wyczuwaa, jak wiele kapanek Pajczej Krlowej czuo, gdy rozpoczy si Trudne Czasy, e te kopoty wykraczay poza Lloth. Problemy zaczy si wkrtce po tym, jak K'yorl zostaa odpdzona z powrotem do swego domu przez wypuszczonego tanar'ri. Zebraa si wraz z crkami, by sformuowa plan ataku, aby odpdzi czarty. Jak zawsze w przypadku wydajnych spotka Oblodranek, grupa dzielia swe myli telepatycznie, co byo odpowiednikiem utrzymywania jednoczenie kilku zrozumiaych rozmw. Plan obrony zapowiada si dobrze - K'yorl bya przekonana, e tanar'ri zostan odesane na swj wasny plan istnienia, a gdy to si speni, bdzie moga odpowiednio ukara wraz ze sw rodzin opiekunk Baenre i pozostae. Wtedy stao si co strasznego. Jeden z tanar'ri wypuci byskawic, palcy, olepiajcy pocisk, ktry wywoa pknicie wzdu zewntrznego muru kompleksu Oblodra. To samo w sobie nie byo ze, bowiem kompleks, jak wszystkie domy w Menzoberranzan, mg wytrzyma ogromn doz zniszcze, jednak wybuch, wskazujcy na powrt magicznych mocy, by katastrofalny dla Oblodran. W tej samej chwili telepatyczna rozmowa zakoczya si gwatownie i cho szlachcianki zgubionego domu staray si, jak mogy, nie mogy rozpocz jej od nowa. K'yorl bya rwnie inteligentna jak kada drowka w Menzoberranzan. Jej umiejtnoci koncentracji byy niezrwnane. Czua w umyle psioniczn si, moce pozwalajce jej przechodzi przez ciany lub wyrywa bijce serca z piersi wrogw. Byy tam, gboko w jej umyle, jednak nie moga ich wycign. Wci si obwiniaa za brak koncentracji w obliczu katastrofy. Uderzya si nawet w bok gowy, jakby fizyczny wstrzs mg wywoa jak manifestacj magii. Jej wysiki byy bezowocne. Gdy Trudne Czasy dobiegy koca, gobelin magii w Krainach zosta utkany na nowo, miao miejsce wiele marszczcych go efektw ubocznych. W caych Krainach pojawiy si strefy martwej magii, tereny, w ktrych nie funkcjonoway adne czary

lub, co gorsza, w ktrych adne czary nie funkcjonoway tak jak powinny. Kolejny z owych efektw ubocznych dotyczy mocy psionicznych, podobnych do magii zdolnoci umysu. Sia wci tam bya, co wyczuwaa K'yorl, jednak dotarcie do niej wymagao innej mentalnej drogi ni wczeniej. Ilithidy, gdy Methil poinformowa opiekunk Baenre, odkryy ju ow drog i ich moce dziaay niemal tak samo jak dotd. Byy one jednak ca ras psionikw i jako rasa posiaday wspln inteligencj. Poczyniy ju niezbdne usprawnienia, by uzyska dostp do swych mocy psionicznych, jednak K'yorl Odran i jej niegdy potna rodzina nie zrobiy tego. Tak wic opiekunka trzeciego domu siedziaa w ciemnociach, zaciskajc mocno oczy, koncentrujc si. Syszaa woanie Baenre, wiedziaa, e jeli do niej nie pjdzie, ona przyjdzie tutaj. Majc czas, K'yorl rozwizaaby t mentaln amigwk. Majc moe miesic, zaczaby na powrt wykorzystywa swe moce. K'yorl nie miaa miesica. Nie miaa nawet godziny. *** Opiekunka Baenre czua magi pulsujc w bryce siarki, wewntrzne ciepo, szybko nabierajce intensywnoci. Bya zdumiona, gdy jej rka przesuna si, bo siarka wymoga na niej, aby zmienia kt. Baenre przytakna. Rozumiaa, e ruchem tym kieruje jaka sia zza Planu Materialnego, jakie stworzenie z otchani, moe nawet sama Lloth. Jej rka uniosa si, umieszczajc pulsujc bryk na jednej linii z najwyszym poziomem najwyszej wiey w kompleksie Oblodra. - Kim jeste? - spytaa. - Jestem Errtu - rozlega si odpowied w jej umyle. Baenre znaa to imi, wiedziaa, e stworzenie byo balorem, najstraszniejszym i najpotniejszym tanar'ri. Lloth dobrzej uzbroia! Poczua jak czysta zoliwo poczonego z ni stworzenia gromadzi si w siarce, czua, jak energia narasta do punktu, w ktrym sdzia, e bryka eksploduje, najprawdopodobniej sprowadzajc Errtu do jej boku. Tak si nie mogo oczywicie sta, cho ona o tym nie wiedziaa. Poczua moc samego artefaktu, tego wydawa by si mogo

nieszkodliwego kawaka siarki, nasczonego magi Lloth, dzieron przez najwysze kapanki Pajczej Krlowej w caym Menzoberranzan. Kierujc si czystym instynktem, Baenre rozoya do i siarka wysaa strumie jaskrawego, iskrzcego si, tego wiata. Uderzy on wysoko w cian wiey Oblodra, tej samej, ktra oddzielaa K'yorl i Baenre. Stalagmitowy pagrek otoczyy linie wiata oraz energii, iskrzc si, wgryzajc w kamie, pozbawiajc to miejsce integralnoci. Siarka ucicha na nowo, uwolniwszy swj pocisk najwyraniej ywej energii, jednak Baenre nie opucia doni i nie odja zachwyconego spojrzenia od ciany wiey. Podobnie jak dziesi tysicy mrocznych elfw, ktre stay za ni. Podobnie jak K'yorl Odran, ktra ujrzaa nagle te linie zniszczenia, przeerajce si przez kamie. Cae miasto wypucio jednoczenie powietrze, gdy czubek wiey eksplodowa w py i zosta zdmuchnity. Znajdowaa si tam K'yorl, wci siedzca na swym marmurowym tronie. Nagle znalaza si na widoku, spogldajc na ogromne zbiegowisko. Wiele uskrzydlonych tanar'ri latao wok odsonitej matki opiekunki, nie zbliay si jednak za bardzo, roztropnie obawiajc si gniewu Errtu, jeeli pozbawi go cho chwili radoci. K'yorl, zawsze dumna i silna, wstaa ze swego tronu i podesza na skraj wiey. Ogarna wzrokiem tum i wiele droww, nawet matek opiekunek, odczuwao taki szacunek wobec jej dziwnych mocy, e odwracao wzrok, gdy padao na nie jej badawcze spojrzenie, jakby decydowaa z wysoka, kogo ukae za ten atak. W kocu wzrok K'yorl spocz na opiekunce Baenre, ktra nie wzdrygna si i nie odwrcia oczu. - Jak miesz! - rykna K'yorl, jednak jej gos wydawa si drobny. - Jak ty miesz! - odkrzykna opiekunka Baenre i sia jej gosu odbia si od cian jaskini. - Porzucia Pajcz Krlow! - Do otchani z Lloth, tam powinna si znale! - odpara uparta K'yorl i byy to ostatnie wypowiedziane przez ni sowa. Baenre wyrzucia rk wyej i poczua nastpn manifestacj mocy, otwarcie midzyplanarnej bramy. Nie pojawio si te wiato, nie byo adnej widocznej siy, jednak K'yorl j wyranie czua.

Prbowaa krzycze w protecie, nie moga jednak wydoby z siebie nic poza skamlaniem oraz bulgotem, gdy jej rysy wykrzywiy si nagle, wyduyy. Staraa si opiera, zapieraa si pitami i znw koncentrowaa na wydobyciu swych mocy. K'yorl czua jak jej skra odrywa si od koci, jak caa sylwetka zostaje rozcignita, wyduona, gdy siarka cigna j z niezaprzeczaln si. Uparcie wytrzymywaa niewyobraalny bl pomimo strasznej wiadomoci wasnej zagady. Otworzya usta, chcc wypowiedzie jeszcze jedno potpiajce przeklestwo, jednak wszystkim, co si z nich wydobyo, by jej jzyk, ktry wyszed na ca sw dugo, i jeszcze dalej. K'yorl czua jak cae jej ciao wyciga si z wiey, sigajc do siarki oraz bramy. Powinna by ju martwa. Wiedziaa, e powinna ju zgin pod ogromnym cinieniem. Opiekunka Baenre trzymaa stabilnie do, jednak nie moga powstrzyma si przed zamkniciem oczu, gdy dziwacznie rozcignita sylwetka K'yorl wzleciaa nagle ze szczytu zniszczonej wiey, kierujc si prosto na ni. Kilka droww, w tym Berg'inyon, wrzasno, inne znw wypuciy gwatownie powietrze, za jeszcze inne wzyway chwa Lloth, gdy K'yorl, rozcignita tak, e przypominaa yw wczni, wpada w siark, bram, ktra zabierze j do otchani, do Errtu, wyznaczonego przez Lloth drczyciela. Za K'yorl znikny czarty, z ogromnym haasem, ryczc i wypuszczajc byskawic w kompleks Oblodra, zapalajc kule wybuchajcego ognia oraz czynic inne olepiajce pokazy swej mocy. Zmuszone przez Errtu rozcigny si i wleciay w siark, a opiekunka Baenre trzymaa j pomimo swego przeraenia. Po kilku chwilach wszystkie czarty, nawet najwiksze tanar'ri, znikny. Opiekunka Baenre wci czua ich obecno, przeksztacon w jaki sposb w siarce. Nagle wszystko znw byo cicho. Wiele mrocznych elfw spogldao po sobie, zastanawiajc si, czy kara bya pena, czy domowi Oblodra pozwoli si trwa pod now przywdczyni. Szlachta z kilku rnych domw byskaa do siebie sygnaami, wyraajc trosk, e Baenre umieci teraz jedn ze swych crek na czele trzeciego domu, jeszcze

bardziej przypiecztowujc sw nadrzdn pozycj w miecie. Baenre nie miaa jednak takich myli. Bya to kara, ktrej zadaa Lloth, pena kara, straszniejsza ni cokolwiek, co kiedykolwiek zostao wymierzone w jakikolwiek dom w Menzoberranzan. Znw kierujc si telepatycznymi instrukcjami od Errtu, opiekunka Baenre cisna pulsujc bry siarki w Szponoszczelin, a gdy wok niej rozlegy si wiwaty, podzikowania mrocznych elfw uwaajcych ceremoni za zakoczon, rozoya szeroko rce i nakazaa im wszystkim by wiadkami gniewu Lloth. Poczuli pierwsze drenia w Szponoszczelinie pod swymi stopami. Mino kilka niespokojnych chwil, zbyt cichych, zbyt stumionych. Na otwartej platformie na szczycie zniszczonej wiey pojawia si jedna z crek K'yorl. Podbiega do krawdzi, woajc do opiekunki Baenre, bagajc. Chwil pniej, kiedy Baenre nie udzielia odpowiedzi, zerkna w bok, ku jednej z podobnych do palcw rozpadlin wielkiej Szponoszczeliny. Jej oczy stay si szerokie, a krzyk nis w sobie wicej przeraenia, ni kiedykolwiek sysza jakikolwiek drow. Z wysokiego punktu obserwacyjnego, jaki dawao jej zaklcie lewitacji, opiekunka Baenre podya za jej wzrokiem, rozkadajc szeroko i wysoko rce oraz woajc do swej bogini w ekstazie. Chwil pniej tum zrozumia. Nad krawdzi Szponoszczeliny pojawia si wielka, czarna macka, podajc za kompleks Oblodra. Niczym fala mroczne elfy odsuny si, potykajc si o siebie, gdy gruba na siedem metrw potworno wyonia si z tyu, wzdu boku, a nastpnie wrcia wzdu przedniej ciany do rozpadliny. - Baenre! - bagaa zdesperowana, zgubiona Oblodranka. - Odrzuciycie Lloth - odpara spokojnie pierwsza matka opiekunka. Poczujcie jej gniew! Ziemia pod jaskini zatrzsa si lekko, gdy macka, rozgniewana rka Lloth, zacienia swj uchwyt wok kompleksu Oblodra. ciany popkay i przewrciy si, gdy istota zacza si przesuwa. Crka K'yorl zeskoczya z wiey, gdy ona rwnie zacza si wali. Mina mack i leaa wci na ziemi, poamana, cho ywa, kiedy dotara do niej grupa mrocznych elfw. Znajdowa si w niej Uthegental Armgo. Potny fechmistrz odepchn pozostaych na bok,

powstrzymujc ich przed dobiciem tej aosnej istoty. Podnis Odran w swych silnych ramionach, a zmaltretowana kobieta spojrzaa na niego poprzez zamglone oczy, nawet zmusia si do sabego umiechu, jakby spodziewaa si, e przyszed, by j uratowa. Uthegental zamia si z niej, podnis j nad gow i pobieg do przodu, ciskajc j nad mack z powrotem do toczcego si gruzowiska, ktre niegdy byo jej domem. Wiwaty i okrzyki byy oguszajce, podobnie jak gruchot, gdy macka wcigna wszystko, co byo domem Oblodra, wszystkie budynki oraz drowy, do rozpadliny.

ROZDZIA 15 ZACHANNO Najemnik potrzsn sw ys gow, co byo najbardziej buntowniczym czynem, jaki kiedykolwiek wykona wobec opiekunki Baenre. Wanie w tej chwili, tak szybko po budzcym podziw pokazie mocy pierwszej matki opiekunki i zwaywszy na fakt, e cieszya si najwyraniej najwysz ask Pajczej Krlowej, kwestionowanie przez Jarlaxle'a jej planw wydawao si jeszcze bardziej niebezpieczne. Triel Baenre umiechna si szyderczo do Jarlaxle'a, a Berg'inyon zamkn oczy. adne z nich tak naprawd nie chciao, aby uyteczny mczyzna zosta skatowany na mier. Niegodziwa Bladen'Kerst oblizywaa jednak niespokojnie wargi i zaciskaa przypity do jej pasa piciogowy wowy bicz, w nadziei, e matka zezwoli jej na t przyjemno. - Obawiam si, e to nie jest odpowiedni czas - powiedzia Jarlaxle bez ogrdek. - Lloth mwi mi inaczej - odpara Baenre, wydajc si do chodna i opanowana, pomimo uporu byle mczyzny. - Nie moemy by pewni, e nasza magia bdzie dziaa tak, jak oczekujemy - uzna Jarlaxle. Baenre przytakna, a pozostali zdali sobie wtedy spraw, ku swemu absolutnemu zaskoczeniu, e ich matka cieszy si, i najemnik wzi na siebie negatywn rol. Pytania Jarlaxle'a byy tak naprawd adekwatne, pomagay Baenre okreli szczegy proponowanego przez ni nowego sojuszu oraz marszu na Mithrilow Hal. Kiedy wszystko to do niej dotaro, Triel Baenre przyjrzaa si podejrzliwie matce. Gdyby opiekunka Baenre otrzymywaa swe instrukcje bezporednio od Pajczej Krlowej, jak otwarcie stwierdzia, to w takim razie dlaczego chciaaby, a nawet w ogle tolerowaa, sprzeciw bd kwestionowanie tego? Dlaczego opiekunka Baenre chciaaby, aby zostay udzielone odpowiedzi na pytania dotyczce roztropnoci najazdu? - Magia jest bezpieczna - odpara Baenre. Jarlaxle przyzna jej racj. Wszystko, co sysza, zarwno wewntrz, jak i poza miastem droww, wydawao si potwierdza te sowa.

- Nie bdziesz miaa problemw z formowaniem sojuszu po przedstawieniu, jakim by upadek domu Oblodra. Opiekunka Mez'Barris Armgo przez cay czas bya chtna do wsppracy, a adna matka opiekunka nie omieli si nawet zasugerowa, e obawia si wyruszy pod twoim przywdztwem. - Szponoszczelina jest wystarczajco wielka, by pomieci gruzy wielu domw - powiedziaa sucho Baenre. Jarlaxle parskn. - W istocie - rzek. - I w istocie jest to odpowiedni czas na sojusz, niezalenie od celu, dla jakiego ma zosta sformowany. - To czas, by wyruszy na Mithrilow Hal - przerwaa Baenre gosem, w ktrym pobrzmiewaa ostateczno. - Czas, by otrzsn si z rozpaczy i przywie Pajcz Krlow do wikszej chway. - Odnielimy wiele strat - omieli si naciska Jarlaxle. - Dom Oblodra i ich koboldzcy niewolnicy mieli prowadzi atak, ginc w krasnoludzkich puapkach zastawionych na drowy. - Koboldy zostan wycignite ze swych nor w Szponoszczelinie zapewnia go Baenre. Jarlaxle nie sprzeciwi si, jednak teraz, gdy wszyscy czonkowie domu Oblodra byli martwi, lepiej ni ktokolwiek inny zna tunele rozcigajce si pod krawdzi rozpadliny. Baenre dostan par koboldw, by moe kilka setek, wszake dom Oblodra mgby ich zapewni wiele tysicy. - Hierarchia miasta jest niejasna - cign najemnik. - Trzeci dom ju nie istnieje, a czwarty jest bez swej matki opiekunki. Twoja wasna rodzina nie otrzsna si jeszcze po ucieczce renegata oraz stracie Dantraga i Yendes. Baenre wstaa nagle ze swego tronu. Jarlaxle nawet si nie wzdrygn, jednak wiele dzieci Baenre zrobio to, obawiajc si, e ich matka dostrzega prawd tego ostatniego stwierdzenia najemnika i e Baenre nie bdzie po prostu tolerowa jakichkolwiek sprzeczek pomidzy swymi pozostaymi przy yciu dziemi, kiedy to ju uwiadomi sobie wszystkie obowizki i moliwoci pozostawione po stracie brata oraz siostry. Baenre zatrzymaa si przed tronem. Przejechaa gronym spojrzeniem po kadym ze swych zgromadzonych dzieci, po czym

skierowaa je w peni na impertynenckiego najemnika. - Chod ze mn - rozkazaa. Jarlaxle odszed na bok, by pozwoli jej przej, po czym posusznie i roztropnie ruszy w jej lady. Triel poruszya si, by pj za nimi, jednak Baenre obrcia si, zatrzymujc sw crk w miejscu. - Tylko on - warkna. W rodku sali tronowej staa czarna kolumna i gdy Baenre zbliya si do niej wraz z najemnikiem, na jej, wydawa by si mogo, idealnej oraz nieskazitelnej powierzchni, pojawia si rysa. Pknicie poszerzyo si, gdy przemylne drzwi otwieray si dalej, pozwalajc obojgu wej do mieszczcej si wewntrz cylindrycznej komnaty. Jarlaxle spodziewa si, e gdy drzwi zamkn si z powrotem, oddzielajc ich od jej rodziny, Baenre wcieknie si, a moe nawet zacznie mu grozi. Matka opiekunka nie powiedziaa jednak nic, podesza jedynie spokojnie do otworu w pododze. Wesza do niego, lecz nie spada, zamiast tego spyna na kolejny, niszy poziom, trzeci kondygnacj wielkiego pagrka Baenre, niesiona prdami magicznej energii. Jarlaxle pody za ni, zaraz gdy droga staa si wolna, lecz mimo to, kiedy dotar na trzeci poziom, musia si pospieszy, by dogoni matk opiekunk, znw przelizgujc si przez podog, a nastpnie jeszcze raz, dopki nie dotara do lochw pod wielkim pagrkiem. Wci nie daa ani sowa wyjanie, a Jarlaxle zacz si zastanawia, czy zostanie tu uwiziony. Wiele droww, nawet szlachetnie urodzonych, dowiadczyo tego ponurego losu. Kryy plotki, e kilka osb trzymano jako winiw Baenre od ponad wieku, torturujc ich w nieskoczono, a pniej leczc dziki kapankom, aby mogli by znw drczeni. Machnicie doni przez Baenre spowodowao, e dwaj stranicy, stojcy przy drzwiach do jednej z cel, rzucili si na bok, szukajc osony. Jarlaxle odczuwa w rwnym stopniu ulg co ciekawo, gdy wszedszy za Baenre do celi, zauway zagadkowego krasnoluda o barykowatej piersi, przykutego do przeciwlegej ciany. Najemnik spojrza znw na Baenre i dopiero wtedy uwiadomi sobie, e nie ma ona jednego ze swych zwyczajowych naszyjnikw, tego zrobionego z zba krasnoluda. - wiea zdobycz? - spyta Jarlaxle, cho podejrzewa co zupenie

odwrotnego. - Dwa tysice lat - odpara Baenre. - Daj ci Gandaluga Battlehammera, patrona klanu Battlehammer, zaoyciela Mithrilowej Hali. Jarlaxle zakoysa si na pitach. Sysza oczywicie pogoski, e zbowy wisiorek Baenre zawiera w sobie dusz pradawnego krasnoludzkiego krla, nigdy jednak nie podejrzewa takiej wizi. Zda sobie wtedy nagle spraw, e w tym caym najedzie na Mithrilow Hal nie chodzi o Drizzta Do'Urdena, e renegat by jedynie powizaniem, wymwk dla czego, czego Baenre pragna od bardzo dugiego czasu. Jarlaxle spojrza nagle na Baenre z zaciekawieniem. - Dwa tysice lat? - powtrzy gono, podczas gdy w mylach zastanawia si bezgonie, jak stara jest tak naprawd ta wyniszczona drowka. - Trzymaam t dusz przez stulecia - cigna Baenre, przygldajc si bezporednio staremu krasnoludowi. - W okresie kiedy Lloth nie moga sysze naszych woa, przedmiot ten zosta zniszczony i pojawi si Gandalug, znw ywy. - Podesza dalej, przysuwajc sw pogardliw twarz tu do dugiego, zadartego nosa zmaltretowanego, nagiego krasnoluda, i pooya do na jego okrgym, krzepkim barku. - ywy, lecz nie bardziej wolny ni wczeniej. Gandalug chrzkn, jakby zamierza splun na Baenre. Przerwa jednak, uwiadomiwszy sobie, e z piercienia na jej doni wyszed pajk, przeszed na jego rami i przesuwa si wanie wzdu jego szyi. Gandalug rozumia, e Baenre go nie zabije, e potrzebuje go do zamierzonego podboju. Nie obawia si mierci, jednak wolaby j od tej udrki, poza tym mia wiadomo, e moe nieumylnie pomaga w zagadzie swego wasnego ludu. Makabryczny upieca umysu Baenre przetrzsn ju nie raz myli Gandaluga, wycigajc informacje, ktrych adne katowanie nie wyrwaoby z upartego starego krasnoluda. Racjonalnie rzecz biorc, Gandalug nie mia si czego obawia, jednak niezbyt go to teraz uspokajao. Ponad wszystko nienawidzi pajkw, nienawidzi i ba si ich. Kiedy tylko poczu na szyi wochate, pezajce stworzenie, zamar w bezruchu nie mrugajc, a na jego czole zacz skrapla si pot. Baenre odesza, zostawiajc swego pajczego pupila na szyi

krasnoluda. Odwrcia si z powrotem do Jarlaxle'a, jakby obecno krasnoluda powinna wszystko zmienia dla powtpiewajcego najemnika. Nie dziao si tak. Jarlaxle nigdy, nawet przez chwil, nie sdzi, e Menzoberranzan mogoby pokona Mithrilow Hal, nigdy, nawet przez chwil, nie wtpi, e podbj zakoczy si sukcesem. Co jednak z pokosiem owego podboju? Miasto droww byo pogrone w zamcie, wkrtce rozgorzeje zaarta walka, by moe nawet otwarta wojna o wypenienie pustki pozostawionej przez zagad domu Oblodra oraz mier Ghenni'tiroth Tlabbar. Przeywszy stulecia ze sw tajemnicz grup, na skraju katastrofy, najemnik rozumia niebezpieczestwo wice si z wyciganiem za daleko rki po potg, rozumia, e jeli kto rozciga zbyt daleko swe siy, one po prostu rozpadn si. Jarlaxle wiedzia jednak rwnie, e nie przekona opiekunki Baenre. Niech tak bdzie, uzna. Niech Baenre pomaszeruje na Mithrilow Hal bez adnych dalszych pyta z jego strony. Bdzie j nawet zachca. Jeli wszystko pjdzie tak, jak zaplanowaa, to jeszcze lepiej. Jeli nie... Jarlaxle nie kopota si zastanawianiem nad tak ewentualnoci. Wiedzia, gdzie stoi Gromph, zna frustracje czarodzieja oraz frustracje Bregan D'aerthe, grupy skadajcej si niemal wycznie z mczyzn. Niech Baenre pjdzie do Mithrilowej Hali, a jeli jej si nie powiedzie, wtedy Jarlaxle postpi zgodnie z rad jej samej i otrznie si z rozpaczy". W rzeczy samej.

ROZDZIA 16 OTWARTE SERCA Drizzt odnalaz j na tym samym, wychodzcym na wschd paskowyu, na ktrym wiczya przez te wszystkie tygodnie, w tym samym miejscu, w ktrym uzyskaa w kocu kontrol nad swym obdarzonym siln wol mieczem. Gry, owietlane wiszcym nisko za nimi socem, rzucay dugie cienie. Pierwsze gwiazdy wieciy wyranie, mrugajc nad Silverymoon oraz lecym na wschodzie za nim Sundabar. Catti-brie siedziaa bez ruchu, ze zgitymi nogami i kolanami przycignitymi blisko do piersi. Jeli syszaa zblianie si niemal bezszelestnego drowa, nie daa tego po sobie pozna, koysaa si jedynie delikatnie w przd i w ty, wpatrujc si w pogbiajcy mrok. - Noc jest pikna - powiedzia Drizzt, a kiedy Catti-brie nie podskoczya na dwik jego gosu, uwiadomi sobie, e syszaa jego nadejcie. - Jednak wiatr chodny. - Zima zblia si w peni - odpara cicho Catti-brie, nie spuszczajc wzroku z zaciemnionego wschodniego nieba. Drizzt szuka odpowiedzi, chcia podtrzyma rozmow. Czu si tu niezrcznie, tak dziwnie, bowiem nigdy, odkd pozna przed laty Cattibrie, nie byo midzy nimi takiego napicia. Drow podszed i przykucn przy Catti-brie, jednak nie patrzy na ni, podobnie jak ona nie patrzya na niego. - Zawoam tej nocy Guenhwyvar - stwierdzi Drizzt. Catti-brie przytakna. Jej trwajce milczenie zbio drowa z tropu. Przywoywanie przez niego pantery, po raz pierwszy odkd figurka zostaa naprawiona, nie byo bahostk. Czy magia figurki zadziaa poprawnie, pozwalajc Guenhwyvar wrci do jego boku? Fret zapewnia go, e tak bdzie, jednak Drizzt nie mg by pewien, nie mg odpoczywa spokojnie, dopki zadanie nie zostanie wykonane i pantera, uleczona pantera, znw nie bdzie przy nim. Powinno to by rwnie wane dla Catti-brie. Powinno j to obchodzi w takim samym stopniu jak Drizzta, bowiem ona i Guenhwyvar byy sobie bliskie jak mao kto. Mimo to nie odpowiedziaa i jej milczenie spowodowao, e Drizzt, w ktrym zacz narasta gniew, odwrci si,

by przyjrze si jej uwaniej. Ujrza zy pynce z jej niebieskich oczu, zy, ktre zmyy gniew Drizzta, ktre powiedziay mu, e to, co stao si pomidzy nim a Cattibrie, nie byo najwyraniej zbyt gboko pogrzebane. Kiedy si ostatnim razem spotkali, w tym wanie miejscu, za energi sparingowego pojedynku kryy si pytania, na ktre oboje chcieli zna odpowiedzi. Wtedy koncentracja Catti-brie musiaa by cakowita, wczeniej za walczya, by zawadn nad swym mieczem, teraz jednak owo zadanie zostao wykonane. Teraz, podobnie jak Drizzt, miaa czas, by pomyle, i teraz pamitaa. - Wiesz, e to by miecz? - spytaa niemal bagalnie. Drizzt umiechn si, prbujc j uspokoi. Oczywicie, e to rozumny miecz skoni j, by si na niego rzucia. Miecz, jedynie miecz. Dua jednak cz Drizzta - i by moe Catti-brie, jak pomyla spogldajc na ni - aowaa, e nie byo inaczej. Od jakiego czasu byo pomidzy nimi niezaprzeczalne napicie, skomplikowana sytuacja, ktr jeszcze bardziej pogorszy incydent z optaniem przez Khazid'he. - Dobrze zrobie odpychajc mnie - powiedziaa Catti-brie, po czym parskna i odchrzkna, ukrywajc pocignicie nosem. Drizzt milcza przez dug chwil, rozwaajc potencjalne znaczenie swej odpowiedzi. - Odepchnem ci tylko dlatego, e ujrzaem rkoje - rzek i odcigno to uwag Catti-brie od wschodniego nieba, spowodowao, e spojrzaa bezporednio na drowa, jej granatowe oczy skrzyoway si z jego fioletowymi. - To miecz - powiedzia cicho Drizzt - tylko miecz. Catti-brie nie mrugaa, ledwo co oddychaa. Rozmylaa, jak szlachetny jest ten drow. Tak wielu innych mczyzn nie zadawaoby pyta, wykorzystaoby sytuacj. Zreszt czy byoby to takie ze? - moda kobieta musiaa teraz zapyta sam siebie. Jej uczucia do Drizzta byy gbokie i rzeczywiste, byy wizi przyjani oraz mioci. Czy byoby takie ze, gdyby kocha si z ni w tamtym pokj u? Tak, uznaa, dla obojga z nich, bowiem, cho to jej ciao byo oferowane, to Khazid'hea kontrolowaa sytuacj. Teraz sytuacja pomidzy nimi bya niezrczna, gdyby jednak Drizzt podda si uczuciom, ktre jak wiedziaa, ywi do niej, gdyby nie by tak szlachetny

w tamtej dziwnej sytuacji i podda si oferowanej pokusie, wtedy adne z nich nie byoby ju w stanie spojrze sobie wicej w oczy. Jak robili teraz, na cichym paskowyu w grach, przy mronym i rzekim wietrzyku oraz mrugajcymi jeszcze janiej ponad nimi gwiazdami. - Jeste dobrym czowiekiem, Drizzcie Do'Urdenie - wdziczna kobieta powiedziaa z pyncym z gbi serca umiechem. - Nie cakiem czowiekiem - odpar chichoczc Drizzt, szczliwy ze zagodzenia napicia. Jednak tylko tymczasowego zagodzenia. Chichot oraz umiech zamary niemal natychmiast, pozostawiajc ich w tym samym miejscu, w tej samej niezrcznej chwili, tkwicych pomidzy romansem a strachem. Catti-brie spojrzaa z powrotem na niebo. Drizzt uczyni to samo. - Wiesz, e go kochaam - powiedziaa moda kobieta. - Wci go kochasz - odrzek Drizzt, a kiedy Catti-brie odwrcia si, by spojrze na niego z powrotem, jego umiech by szczery. Obrcia si niemal natychmiast, patrzc na jasne gwiazdy i mylc o Wulfgarze. - Polubiaby go - cign Drizzt. Catti-brie nie bya tego taka pewna. Pomimo caej prawdziwej mioci, jak ywia do Wulfgara, barbarzyca obarczony by brzemieniem swego dziedzictwa oraz spoeczestwa uwaajcego kobiety nie za partnerki, lecz za sugi. Wulfgar wspi si ponad wiele ograniczonych zasad swego plemienia, jednak wraz ze zblianiem si jego lubu z Catti-brie stawa si wobec niej coraz bardziej opiekuczy, a do stopnia, przy ktrym stawao si to obraliwe. Tego, ponad wszystko inne, dumna i zdolna o siebie zadba Catti-brie tolerowa nie moga. Na jej twarzy wyranie byo wida wtpliwoci i Drizzt, znajcy j lepiej ni ktokolwiek inny, odczyta je z atwoci. - Polubiaby go - powtrzy i jego stanowczy ton zmusi Catti-brie, by znw na niego spojrzaa. - Wulfgar nie by gupcem - cign Drizzt. - Nie zwalaj tego wszystkiego na Entreriego i klejnot halflinga ostrzega Catti-brie. Po odegnaniu zagroenia ze strony wyprawy

owieckiej droww, po mierci Wulfgara, Drizzt wyjani jej oraz Bruenorowi, ktry bardziej chyba ni ktokolwiek inny potrzebowa usysze usprawiedliwienie, e Entreri, udajc Regisa, wykorzysta hipnotyczne moce rubinowego wisiorka na Wulfgarze. Owa teoria nie moga jednak cakowicie wyjania oburzajcego zachowania barbarzycy, bowiem Wulfgar wkroczy na t ciek na dugo przed tym, jak Entreri pojawi si w ogle w Mithrilowej Hali. - Z pewnoci klejnot popchn Wulfgara dalej - odparowa Drizzt. - Popchn tam, gdzie sam chcia i. - Nie. - Ta prosta odpowied, wypowiedziana z absolutn pewnoci, niemal zbia Catti-brie z tropu. Przekrzywia gow na bok, a jej kasztanowe wosy spyny z jednego ramienia. Czekaa, a drow rozwinie wypowied. - By przeraony - cign Drizzt. - Nic na wiecie nie przeraao bardziej potnego Wulfgara ni myl o utracie jego Catti-brie. - Jego Catti-brie? - powtrzya. Drizzt rozemia si z jej przeczulonej wraliwoci. - Jego Catti-brie, jak on by twoim Wulfgarem - powiedzia i jej umieszek znikn cakowicie. - Kocha ci - kontynuowa Drizzt. - Caym swoim sercem. - Przerwa, lecz Catti-brie nie miaa nic do powiedzenia, siedziaa jedynie bardzo spokojnie, bardzo cicho, suchajc kadego jego sowa. - Kocha ci i wanie ta mio powodowaa, e czu si odsonity i przeraony. Nic innego, ani tortury, ani walka, nie mogoby przerazi Wulfgara, jednak najmniejsze zadrapanie na Catti-brie palioby go niczym gorcy sztylet wraony w serce. - Tak wic zachowywa si jak gupiec, na krtko przed tym jak mielicie si pobra - dokoczy Drizzt. - Kiedy nastpnym razem znalaza si w ogniu walki, twoja sia oraz niezaleno uzmysowiy mu jego bd. W przeciwiestwie do tak wielu innych z jego dumnego ludu, Wulfgar przyznawa si do pomyek i nigdy nie popenia ich ponownie. Suchajc sw swego rozumnego przyjaciela, Catti-brie przypominaa sobie dokadnie to wydarzenie, walk, w ktrej Wulfgar zosta zabity. Wanie owe obawy o Catti-brie odegray znaczn rol w mierci barbarzycy, jednak zanim zosta jej odebrany, spojrza jej w oczy i w istocie zda sobie spraw, ile kosztowaa go jego gupota, ile kosztowaa

ich oboje. Catti-brie musiaa w to teraz wierzy, kiedy przywoywaa t scen w wietle sw drowa. Musiaa wierzy, e jej mio do Wulfgara bya prawdziwa, bardzo prawdziwa, i e nie bya niewaciwie ulokowana, e by wszystkim tym, za co go uwaaa. Teraz moga to robi. Po raz pierwszy od mierci Wulfgara Catti-brie moga go sobie przypomina bez uku winy, bez obawy, e gdyby y, nie polubiaby go. Bowiem Drizzt mia racj. Pomimo swej dumy Wulfgar przyznaby si do pomyki i dorsby, jak to byo zawsze wczeniej. Bya to najwspanialsza cecha tego mczyzny, jego niemal dziecica zaleta - postrzega wiat oraz wasne ycie jako stawanie si lepszym, jako podanie ku lepszej drodze w lepszym miejscu. To, co nastpio, byo najszczerszym umiechem, jaki goci na twarzy Catti-brie od wielu, wielu miesicy. Nagle poczua si wolna, nagle pogodzia si z przeszoci i bya w stanie ruszy dalej ze swym yciem. Spojrzaa z rozszerzonymi oczyma na drowa, z ciekawoci, ktra wydawaa si zaskoczy Drizzta. Moga i dalej, jednak co to dokadnie znaczyo? Powoli Catti-brie zacza potrzsa gow, a Drizzt zrozumia, e ruch ten ma co wsplnego z nim. Podnis szczup do i odgarn jej z policzka zabkany kosmyk. Jego mahoniowa skra kontrastowaa z jej jasn, nawet w nocnym wietle. - Kocham ci - przyzna drow. To bezceremonialne stwierdzenie nie zaskoczyo Catti-brie, nawet w najmniejszym stopniu. - Tak jak ty kochasz mnie - cign ze swobod, pewien, e jego sowa trafiaj w cel. - I ja rwnie musz teraz spojrze w przyszo, musz odnale swoje miejsce wrd przyjaci, obok ciebie, bez Wulfgara. - Moe w przyszoci - powiedziaa Catti-brie gosem nie silniejszym od szeptu. - Moe - zgodzi si Drizzt. - Jednak na razie... - Przyjaciele - dokoczya Catti-brie. Drizzt odsun do z jej policzka i trzyma j w powietrzu przed jej twarz, ona za wycigna swoj i chwycia jego mocno. Przyjaciele. Chwila przecigaa si. Oboje patrzyli na siebie, nic nie mwic, i

trwaoby to znacznie, znacznie duej, gdyby ze szlaku za nimi nie dobieg harmider powodowany przez gosy, ktre oboje rozpoznali. - Gupi elf nie mg tego zrobi w rodku! - zagrzmia Bruenor. - Gwiazdy bardziej pasuj do Guenhwyvar - sapn bez tchu Regis. Razem przedarli si przez krzaki niedaleko od paskowyu i zatrzymali gwatownie przy dwjce przyjaci. - Gupi elf? - spytaa Catti-brie swego ojca. - Ba! - parskn Bruenor. - Nie mwi... - C, tak naprawd - zacz sprostowywa Regis, jednak zmieni zdanie, kiedy Bruenor odwrci swe poznaczone bliznami oblicze w stron halflinga i warkn na niego. - A wic masz racj, powiadam - gupi elf! - przyzna Bruenor, mwic gwnie do Drizzta. Byo to blisze przeprosinom ni cokolwiek, co kiedykolwiek wyrzek. - Mam jednak robot do wykonania. - Spojrza z powrotem na szlak, w gr, w kierunku wschodnich wrt Mithrilowej Hali. - W rodku! - dokoczy. Drizzt wycign onyksow figurk i umieci j na ziemi, celowo tu pod cikimi buciorami krasnoluda. - Kiedy Guenhwyvar do nas wrci, wyjani jej, ile kopotw sprawilicie, przychodzc tu i bdc wiadkami jej powrotu - powiedzia z parskniciem Drizzt. - Gupi elf - Bruenor mrukn pod nosem, w peni spodziewajc si, e Drizzt nakoni kocic, by si na nim pooya spa lub do czego jeszcze gorszego. Catti-brie i Regis rozemieli si, jednak ich rado bya wymuszona i nerwowa, bowiem Drizzt woa cicho panter. Bl, jaki musieliby znosi, gdyby magia figurki nie uleczya si, gdyby Guenhwyvar nie wrcia do nich, byby nie mniejszy ni cierpienie po stracie Wulfgara. Wszyscy o tym wiedzieli, nawet opryskliwy Bruenor, ktry do grobu bdzie zaprzecza swemu uczuciu do magicznej pantery. Cisza narastaa, gdy wok figurki pojawia si szara mga, wirujc i nabierajc staoci. Guenhwyvar wydawaa si niemal rwnie zakopotana, spogldajc na stojcych wok niej czworo towarzyszy, z ktrych adne nie miao odetchn. Pierwszy i najszerszy by umiech Drizzta. Drow ujrza, e jego zaufana przyjacika znw jest caa i zdrowa, jej czarna sier byszczy w

wietle gwiazd, smuke minie s napite i silne. Wycign Bruenora oraz Regisa na zewntrz, by byli wiadkami tej chwili. Dobrze, e wszyscy czworo byli razem, gdy Guenhwyvar wrcia. Jeszcze lepiej byoby, gdyby szsty towarzysz, Wulfgar, syn Beornegara, doczy do nich na owym paskowyu, cich noc, pod gwiazdami, w ostatnich chwilach pokoju Mithrilowej Hali.

Cz 4 MARSZ DROWOW Zauwayem co naprawd zdumiewajcego i dajcego prawdziw otuch, gdy my, obrocy Mithrilowej Hali oraz najbliszej okolicy, zbliylimy si do koca przygotowa, zbliylimy si do chwili, w ktrej nadejd drowy. Ja jestem drowem. Moja skra dowodzi, e jestem inny. Mahoniowy odcie ukazuje wyranie i niezaprzeczalnie moje dziedzictwo. Mimo to nie zostao wymierzone w moj stron adne spojrzenie konsternacji ze strony Harpellw czy Longriderw, adne ze sowo ze strony porywczego Berkthgara i jego wojowniczych ludzi. aden rwnie krasnolud, nawet genera Dagna, nie lubicy nikogo, kto nie jest krasnoludem, nie wycelowa we mnie oskarajcego palca. Nie wiedzielimy, dlaczego drowy nadchodz, czy po mnie, czy te spodziewaj si skarbw z bogatych krasnoludzkich kopalni. Niezalenie od przyczyny nie byem obwiniany. Jake wspaniae to byo uczucie dla mnie, ktry przez wiele miesicy nosiem brzemi naoonej przez siebie samego winy, winy za poprzedni wypraw, winy za Wulfgara, poczucie, e przez przyja Catti-brie by la zmuszona poda za mn a do Menzoberranzan. Nosiem t cik obro, a mimo to ci, ktrzy mnie otaczali, majcy tak wiele do stracenia, nie nakadali na mnie adnego brzemienia. Nie moecie zrozumie, jak wyjtkowa bya to wiadomo dla kogo z moj przeszoci. By to gest szczerej przyjani, a jeszcze waniejszym czyni go fakt, i by niecelowy, ofiarowany bez zastanowienia czy celu. Zbyt czsto w mojej przeszoci moi przyjaciele" czynili takie gesty, by co udowodni, bardziej sobie ni mi. Lepiej si czuli, poniewa potrafili spojrze poza oczywiste rnice, jak kolor mojej skry. Guenhwyvar nigdy tak nie robia. Bruenor nigdy tak nie robi. Podobnie jak Catti-brie czy Regis. Wulfgar z pocztku mn pogardza, otwarcie i bez powodu, po prostu dlatego, e jestem drowem. Byli szczerzy i w zwizku z tym zawsze byli moimi przyjacimi. Podczas przygotowa do wojny dostrzegem jednak, i owa sfera przyjani rozciga si wielokrotnie dalej. Doszedem do przekonania, e

krasnoludy z Mithrilowej Hali, mczyni oraz kobiety z Settlestone, a take wielu, wielu innych, naprawd mnie zaakceptowali. Taka jest szczera natura przyjani. To wtedy staje si szczera, nie luzy czyim interesom. Tak wic w owych dniach Drizzt Do'Urden doszed do zrozumienia, raz na zawsze, e nie jest z Menzoberranzan. Zrzuciem obro winy. Umiechnem si. Drizzt Do'Urden

ROZDZIA 17 BLINGDENSTONE Byli cieniami pord cieni, byskami znikajcymi, zanim zdyo je pochwyci oko. I nie byo adnego dwiku. Cho trzy setki mrocznych elfw poruszao si w formacji, prawa flanka, lewa flanka, rodek, nie byo adnego dwiku. Dotarli na zachd od Menzoberranzan, szukajc atwiejszych i szerszych tuneli, ktre zaprowadziyby ich z powrotem na wschd i na powierzchni, a do Mithrilowej Hali. Blingdenstone, miasto svirfnebli, ktrych drowy nienawidziy bardziej ni kogokolwiek innego, znajdowao si niedaleko, co byo kolejn korzyci z tej okrnej trasy. Uthegental Armgo przystan w pewnej maej, osonitej wnce. Tunele byy tutaj szerokie, a niewygodne. Svirfnebli byli taktykami i budowniczymi. W walce bd polega na formacjach, moe nawet na machinach bojowych, aby mc wspzawodniczy z bardziej kryjcymi siej mylcymi indywidualnie drowami. Uthegental wiedzia, e poszerzenie si tych wanie tuneli nie byo przypadkiem czy tworem natury. Pole bitwy ju dawno zostao przygotowane przez przeciwnikw. Gdzie wic byli? Uthegental dotar do ich domeny z trzema setkami droww, a jego grupa staa na czele armii skadajcej si z omiu tysicy mrocznych elfw oraz tysicy humanoidalnych niewolnikw. Mimo to za, cho samo Blingdenstone nie mogo by dalej ni dwadziecia minut marszu od jego pozycji - a jego zwiadowcy znajdowali si jeszcze bliej nie byo ladu svirfnebli. Dziki opiekun Barrison delArmgo nie by zadowolony. Uthegental lubi to, co przewidywalne, przynajmniej jeli w gr wchodzili przeciwnicy, i mia nadziej, e do tej pory wemie wraz ze swymi wojownikami udzia w jakiej akcji przeciwko gnomom. Nie byo przypadkiem, e on i jego grupa znajdowali si na czele armii droww. Byo to ustpstwo Baenre wobec Mez'Barris, potwierdzenie wanoci drugiego domu. Ustpstwu temu towarzyszya wszake odpowiedzialno, ktr opiekunka Mez'Barris zrzucia szybko na krzepkie ramiona Uthegentala. Dom Barrison del'Armgo potrzebowa wyj z tej wojny w wielkiej chwale, zwaszcza w wietle niesamowitego pokazu destrukcji domu Oblodra, danego przez opiekunk Baenre. Kiedy

zakoczy si sprawa Mithrilowej Hali, rozpocznie si najprawdopodobniej modyfikacja hierarchii w Menzoberranzan. Wojny midzydomowe wydaway si nieuniknione, za najwiksze dziury do wypenienia znajdoway si bezporednio za Barrison del'Armgo. Tak wic opiekunka Mez'Barris obiecaa pen lojalno wobec Baenre, w zamian za wyczenie jej samej z ekspedycji. Pozostaa w Menzoberranzan, utrwalajc pozycj swego domu i wsppracujc blisko z Triel Baenre w tworzeniu sieci kamstw oraz sprzymierzecw, by odizolowa dom Baenre od dalszych oskare. Baenre zgodzia si z propozycj Mez'Barris, wiedzc, e ona rwnie stanie si odsonita, jeli wszystko nie powiedzie si dobrze w Mithrilowej Hali. W zwizku z tym, e matka opiekunka jego domu znajdowaa si w Menzoberranzan, zdobycie chway dla Barrison del'Armgo naleao do Uthegentala. Zacieky wojownik cieszy si z tego zadania, by jednak rwnie podenerwowany, peen nerwowej energii, pragn walki, dowolnej walki, aby zaostrzy apetyt na to, co nadejdzie, oraz zmoczy czubek swego trjzba we krwi wroga. Gdzie jednak byy paskudne, mae svirfnebli? - zastanawia si. Plan marszu nie zawiera ataku na samo Blingdenstone - przynajmniej nie podczas drogi w t stron. Jeli mia nastpi szturm na miasto gnomw, bdzie mia on miejsce podczas powrotu z Mithrilowej Hali, po tym, jak zostanie zrealizowany gwny cel. Uthegental otrzyma jednak pozwolenie, by sprawdzi obron svirfnebli oraz przeprowadzi potyczki ze wszelkimi gnomami, jakie moe napotka wraz ze swymi wojownikami w otwartych tunelach. Uthegental akn tego i zdecydowa ju, e gdyby znalaz oraz sprawdzi obron gnomw i odkry w niej dostateczne luki, podejmie dodatkowy krok, majc nadziej powrci do boku Baenre z gow krla svirfhebli na kocu swego trjzba. Dla chway Barrison del'Armgo. Jedna ze zwiadowczy przelizgna si obok stranikw, podchodzc prosto do zaciekego wojownika. Jej palce bysny bezszelestnym kodem droww, wyjaniajc dowdcy, e dotara bliej, znacznie bliej, e widziaa nawet schody prowadzce do masywnych wrt frontowych Blingdenstone. Nie dostrzega jednak adnego ladu svirfnebli. To musiaa by puapka. Kady instynkt w dowiadczonym fech-

mistrzu mwi Uthegentalowi, e svirfnebli czaj si w ukryciu pen si. Niemal kady inny mroczny elf, czonek rasy znanej z ostronoci w kontaktach z innymi (gwnie dlatego, e drowy wiedziay, i zawsze mog zwyciy, jeli uderz w odpowiednim czasie), zawahaby si. Tak naprawd misja Uthegentala, ekspedycja zwiadowcza, zostaa ju zakoczona i mg on wrci do opiekunki Baenre z penym raportem, ktrego z przyjemnoci wysucha. Zacieky Uthegental nie by jednak jak kady inny drow. Nie odczuwa ulgi, prawd mwic, kipia z wciekoci. - Zabierz mnie tam - zasygnalizoway jego palce ku zaskoczeniu zwiadowczym. - Jeste zbyt cenny - odpary donie kobiety. - Wszystkich nas! - rykn na gos Uthegental, a sia jego krzyku zdumiaa kadego z licznych otaczajcych go mrocznych elfw. Uthegental nie by jednak zaskoczony i nie zawaha si. - Polijcie komend po kolumnach - cign - aby poday za mn a do samych bram Blingdenstone! Wielu onierzy popatrzyo nerwowo po sobie. Byy ich trzy setki, co stanowio spor si, jednak Blingdenstone miecio w sobie wielokrotnie wicej, za svirfnebli, wyposaeni w liczne sztuczki z kamieniami i sprzymierzajcy si czsto z potnymi potworami z Planu Ziemi, nie byli atwymi przeciwnikami. Mimo to aden z mrocznych elfw nie spiera si z Uthegentalem Armgo, zwaszcza e tylko on wiedzia, czego opiekunka Baenre oczekuje od tej grupy zwiadowczej. Tak wic przybyli pen si do schodw i wspili si po nich do samych wrt Blingdenstone - wrt, o ktrych drowi inynier powiedzia, e s piekielnie naszpikowane puapkami i cay strop zawali si na nich, jeeli je otworz. Uthegental wezwa kapank, ktra zostaa przydzielona do jego grupy. - Moesz przedosta jednego z nas przez barier? - spyta jzykiem migowym, na co przytakna. Strumie niespodzianek Uthegentala trwa dalej, kiedy wskaza, e on osobicie wejdzie do miasta svirfnebli. Bya to niespotykana proba. aden drowi dowdca nigdy nie wchodzi nigdzie pierwszy, do tego suyo posplstwo. Znowu jednak, kto spieraby si z Uthegentalem? Tak naprawd

kapanki nie obchodzio zbytnio, czy ten zarozumiay mczyzna zostanie rozerwany. Natychmiast zacza czarowa, uywajc zaklcia, ktre uczyni Uthegentala rwnie niematerialnym jak zjawa, spowoduje, e jego forma stopi si w co, co bdzie w stanie przelizgn si przez najmniejsze szczeliny. Po zakoczeniu inkantacji odwany Uthegental odszed bez wahania, nie troszczc si pozostawieniem instrukcji na wypadek, gdyby nie wrci. Dumny i niesychanie pewny siebie Uthegental po prostu o tym nie myla. Kilka minut pniej, po przejciu przez puste komnaty stray, krzyujce si z przemylnie zbudowanymi umocnieniami i fortyfikacjami, Uthegental sta si drugim, po Drizzcie Do'Urdenie, drowem, ktry spojrza na zaokrglone, naturalne domy svirfhebli oraz krte, zwyczajne cieki, z ktrych skadao si ich miasto. Jake inne byo Blingdenstone od Menzoberranzan, zbudowane w zgodzie z tym, co gnomy odnalazy w naturalnych grotach, zamiast rzebi je i przeksztaca w obraz, ktry byby przyjemniejszy dla mrocznego elfa. Uthegental, ktry wymaga kontroli nad wszystkim, co go otaczao, czu odraz do tego miejsca. Odkry rwnie, e najdawniejsze i najwitsze z miast svirfnebli zostao opuszczone. *** Belwar Dissengulp spoglda z krawdzi gbokiej komnaty, daleko na zachd od Blingdenstone, i zastanawia si, czy dobrze zrobi, przekonujc krla Schnickticka do opuszczenia gnomiego miasta. Wielce szanowany nadzorca kopaczy uzna, e wraz z powrotem magii, drowy z pewnoci wyrusz na Mithrilow Hal, wiedzia za, e ta trasa doprowadzi je niebezpiecznie blisko Blingdenstone. Cho mia niewiele problemw z przekonaniem swych pobratymcw, e mroczne elfy z pewnoci wymaszeruj, myl o pozostawieniu Blingdenstone lub po prostu spakowaniu dobytku i opuszczeniu pradawnego domu nie trafiaa do nich. Przez ponad dwa tysice lat gnomy yy w zowieszczym cieniu Menzoberranzan i ju nie raz wierzyy, e drowy wytocz im wojn na pen skal. Tym razem byo inaczej, uzna Belwar, i powiedzia im o tym, w

przemowie penej pasji i nacechowanej wag jego zwizku ze zbuntowanym drowem z tego strasznego miasta. Mimo to Belwar by daleki do przekonania Schnickticka oraz pozostaych, dopki do nadzorcy kopaczy nie przyczy si doradca Firble. Tym razem rzeczywicie byo inaczej, powiedzia im z caa szczeroci Firble. Tym razem cae Menzoberranzan zbierze si razem i atak nie bdzie ambitnym sondowaniem pojedynczego domu. Tym razem gnomy, i kady posiadajcy nieszczcie znale si na ciece droww, nie mog polega, e ocali ich rywalizacja midzy domami. Firble dowiedzia si od Jarlaxle'a o upadku domu Oblodra, a ywioak ziemi, wysany w tajemnicy do Menzoberranzan oraz Szponoszczeliny przez kapanw svirfhebli potwierdzi cakowit zagad trzeciego domu. Tak wic, kiedy przy ich ostatnim spotkaniu Jarlaxle napomkn, e nie byoby rozsdnie dawa schronienia Drizztowi Do'Urdenowi, Firble, dziki swemu zrozumieniu zwyczajw droww, uzna, e mroczne elfy rzeczywicie wyruszana Mithrilow Hal w sile zjednoczonej przez strach przed t, ktra tak cakowicie zmiadya trzeci dom. Tak wic dziki owej zowrbnej wieci, svirfhebli opucili Blingdenstone, a Belwar odegra kluczow rol w odejciu. Odpowiedzialno ciya teraz mocno na barkach nadzorcy kopaczy, powodowaa, e przewidywa rozumowanie, ktre wydawao si tak rozsdne, gdy uwaa niebezpieczestwo za nieuchronne. Tutaj na zachodzie tunele byy ciche i nie tak niesamowite, mroczne elfy nie przelizgiway si za z cienia w cie. Tunele byy ciche od pokoju. Wojna, ktr Belwar przewidywa, wydawaa si odlega o tysic kilometrw lub tysic lat. Pozostae gnomy rwnie to czuy i Belwar podsucha niejedn skarg, e decyzja o opuszczeniu miasta bya co najmniej gupia. Dopiero gdy ostami svirfnebli opuci miasto, gdy ostatnia karawana rozpocza marsz na zachd, Belwar uwiadomi sobie powag odejcia, zda sobie spraw z emocjonalnego brzemienia. Odchodzc gnomy przyznaway przed samymi sob, e nie mog dorwna drowom, e nie potrafi ochroni siebie czy swych domw przed mrocznymi elfami. Niejednemu svirfnebli, a najbardziej spord nich chyba Belwarowi, byo niedobrze z tego powodu. Ich iluzja bezpieczestwa, siy szamanw lub bstw zostaa naruszona bez przelania cho jednej kropli krwi svirfnebli.

Belwar czu si jak tchrz. Wielce szanowany nadzorca kopaczy uspokaja si troch faktem, e w Blingdenstone wci znajdoway si oczy. Przyjazny ywioak, wtopiony w ska, otrzyma rozkaz czekania i obserwowania oraz donoszenia szamanom svirfnebli, ktrzy go wezwali. Jeli mroczne elfy wejd do rodka, czego Belwar si spodziewa, gnomy bd o tym wiedzie. C jednak, jeli nie wejd? - zastanawia si Belwar. Jeli wraz z Firble'em mylili si i szturm nie nadejdzie, ile wtedy svirfhebli strac na wyprowadzce? Czy ktokolwiek z nich bdzie w stanie czu si kiedykolwiek znw bezpieczny w Blingdenstone? *** Opiekunka Baenre nie bya zadowolona z raportu Uthegentala, e miasto gnomw jest opuszczone. Jej cierpka mina nie moga si jednak rwna z otwartym gniewem widocznym na twarzy znajdujcego si u jej boku Berg'inyona. Jego oczy zmruyy si niebezpiecznie, gdy przyglda si potnemu opiekunowi drugiego domu, za Uthegental, dostrzegajc wyzwanie, z nawizk odwzajemnia to zowieszcze spojrzenie. Baenre rozumiaa rdo gniewu Berg'inyona i ona rwnie nie bya zadowolona z faktu, e Uthegental postanowi wej do Blingdenstone. Czyn ten odwzajemnia wyranie desperacj Mez'Barris. Najwyraniej czua si ona odsonita w cieniu pokazu opiekunki Baenre wobec Oblodra, tak wic zoya ogromne brzemi na szerokie ramiona Uthegentala. Opiekunka Baenre wiedziaa, e Uthegental maszeruje po chwa dla Barrison delArmgo, maszeruje szaleczo wraz ze swym oddziaem ponad trzystu drowich wojownikw. Dla Berg'inyona nie byo to dobr rzecz, bowiem to on, nie opiekunka Baenre, by w bezporedniej rywalizacji z potnym fechmistrzem. Opiekunka Baenre rozwaya wszystkie wieci w wietle miny swego syna i w kocu uznaa miao Uthegentala za dobr rzecz. Konkurencja

popchnie Berg'inyona do doskonaoci. Jeli za mu si nie uda, jeli Uthegental bdzie tym, ktry zabije Drizzta Do'Urdena (to bowiem byo oczywicie nagrod, do ktrej obaj dyli), nawet jeli Berg'inyon zostanie zabity przez Uthegentala, niech tak bdzie. Marsz ten by waniejszy ni dom Baenre, waniejszy ni czyjekolwiek osobiste cele poza oczywicie opiekunk Baenre. Kiedy Mithrilowa Hala zostanie podbita, niezalenie od ceny, jak poniesie za to jej syn, znajdzie si ona w najwyszej chwale Pajczej Krlowej, za jej dom wysunie si ponad intrygi pozostaych, nawet jeli wszyscy zjednocz przeciwko niej swe siy! - Moesz odej - powiedziaa Baenre do Uthegentala. - Wracaj na czoo. Fechmistrz o spiczastych wosach umiechn si paskudnie i ukoni, ani przez chwil nie spuszczajc wzroku z Berg'inyona. Nastpnie obrci si na picie, by odej, jednak odwrci si natychmiast, gdy Baenre znw si do niego zwrcia. - A jeli przypadkiem natkniesz si na lady uciekajcych svirfnebli rzeka Baenre, przenoszc wzrok z Uthegentala na Berg'inyona - wylij posaca, by poinformowa mnie o pocigu. Ramiona Berg'inyona opady, gdy umiech Uthegentala, wypeniony tymi spiowanymi, spiczastymi zbami, rozszerzy si tak bardzo, e siga mu niemal od ucha do ucha. Uthegental ukoni si ponownie i odbieg. - Svirfnebli s potnymi przeciwnikami - powiedziaa od niechcenia Baenre, kierujc t uwag do Berg'inyona. - Zabij jego i ca jego grup. - Nie wierzya tak naprawd w te sowa, wypowiedziaa je jednak tylko dla Berg'inyona. Spogldajc na swego rozsdnego syna, uwiadomia sobie wszake, i on rwnie w nie nie wierzy. - A jeli nie - rzeka Baenre, spogldajc w drug stron, na Quenthel, ktra staa obok beznamitnie, wygldajc na do znudzon, oraz Methila, zawsze wydajcego si znudzonym - gnomy nie s tak wielk zdobycz. - Spojrzenie matki opiekunki pado z powrotem na Berg'inyona. - Znamy warto tej wyprawy - powiedziaa gosem przypominajcym zwierzcy warkot. Nie kopotaa si wspominaniem, e ostateczne cele jej i Berg'inyona nie s takie same. Efekt wywarty na modym fechmistrzu by natychmiastowy. Stan z

powrotem na baczno i odjecha na swym jaszczurze, zaraz gdy matka machna rk, dajc znak, e jest wolny. Baenre odwrcia si do Quenthel. - Dopilnuj, eby wrd onierzy Uthegentala zostali umieszczeni szpiedzy - delikatnie zasygnalizoway jej palce. Baenre przerwaa na chwil, by zastanowi si nad zaciekym fechmistrzem i nad tym, co zrobi, jeli tacy szpiedzy zostan wykryci. - Mczyni - dodaa do swej crki, a Quenthel zgodzia si. Mczyni byli zbdni. Siedzc sama na swym dryfdysku, pord armii, opiekunka Baenre skierowaa myli ku waniejszym sprawom. Rywalizacja Berg'inyona i Uthegentala nie miaa wikszego znaczenia, podobnie jak wyrana pogarda Uthegentala wobec odpowiednich rozkazw. Bardziej niepokojca bya nieobecno svirfhebli. Czy paskudne gnomy mogy planowa jaki szturm na Menzoberranzan, gdy Baenre i jej siy oddalay si od miasta? Bya to gupia myl i opiekunka Baenre szybko j odrzucia. W Menzoberranzan pozostaa ponad poowa mrocznych elfw pod bacznymi oczyma Mez'Barris Armgo, Triel i Grompha. Gdyby gnomy zaatakoway, zostan cakowicie zniszczone, ku jeszcze wikszej chwale Pajczej Krlowej. Kiedy jednak zastanawiaa si nad ow ochron miasta, na skraju jej wiadomoci pojawia si myl o konspiracji. - Triel jest lojalna i pod kontrol - dobiega telepatyczna odpowied od Methila, ktry pozostawa do niedaleko i czyta kad myl Baenre. Baenre troch to uspokoio. Zanim opucia Menzoberranzan, poprosia Methila, by sprawdzi reakcj jej crki na jej plany i ilithid wrci z cakowicie pozytywnym raportem. Triel nie bya zadowolona z decyzji pjcia do Mithrilowej Hali. Obawiaa si, e jej matka moe przekracza swoje granice, bya jednak przekonana, jak najprawdopodobniej wszyscy pozostali, e w zwizku ze zniszczeniem domu Oblodra Lloth usankcjonowaa wojn. Tak wic Triel nie zorganizuje zamachu, by przej kontrol nad domem Baenre pod nieobecno swej matki, w aden sposb nie wystpi teraz przeciwko niej. Baenre uspokoia si. Wszystko szo zgodnie z planem i to, e

tchrzliwe gnomy ucieky, nie byo istotne. Wszystko szo lepiej ni z planem, uznaa Baenre, bowiem rywalizacja midzy Uthegentalem a Berg'inyonem dostarczy duo rozrywki. Moliwoci byy intrygujce. By moe po tym, jak Uthegental zabije Drizzta, w trakcie umiercajc Berg'inyona, opiekunka Baenre zmusi tego dzikusa o spiczastych wosach, by wstpi do domu Baenre i suy jej jako jej fechmistrz. Mez'Barris nie omieli si zaprotestowa, nie po tym jak Mithrilowa Hala zostanie podbita.

ROZDZIA 18 NIESPOKOJNE ZBIOROWISKA Wanie teraz Regweld, ktry bdzie nami dowodzi, spotyka si z Bruenorem, ktry jest krlem - powiedzia jedziec, rycerz noszcy na sobie najniezwyklejsz ze zbroi. Nie byo na niej adnego gadkiego miejsca - bya kanciasta i powyginana, w kad stron wystaway prty, ktrych zadaniem byo odtrcanie ciosw, zamiast je wchania. Jego pidziesiciu towarzyszy - naprawd dziwnie wygldajca grupa - byli podobnie odziani, co mona byo z atwoci wyjani, spogldajc na ich niezwyky proporzec. Przedstawia on chudego jak patyk mczyzn, z wosami postawionymi dba i podniesionymi wysoko rkoma, stojcego na grzbiecie konia i ciskajcego byskawicami w niebo (bd te chwytajcego byskawic rzucon na niego spomidzy obokw - nie byo co do tego pewnoci). By to sztandar Longsaddle, za oni byli Longriderami, onierzami Longsaddle, zdoln acz ekscentryczn grup. Przybyli do Settlestone tego zimnego i ponurego dnia, cigajc pierwsze patki pierwszego niegu. - Regweld bdzie dowodzi tob - odpowiedzia inny jedziec, po ktrym wida byo blizny niezliczonych bitew, siedzc wyprostowany i pewny w siodle. By bardziej konwencjonalnie opancerzony, podobnie jak jego czterdziestu towarzyszy jadcych pod przedstawiajcym konia i wczni sztandarem Nesme, dumnego granicznego miasta na skraju przeraajcych Trollowych Wrzosowisk. - Jednak nie nami. Jestemy Jedcami z Nesme, ktrzy nie walcz pod adn komend poza nasz wasn! - To, e dotarlicie tu pierwsi, nie oznacza, e okrelacie zasady! zawoa Longjedziec. - Nie zapominajmy o naszym celu - wtrci si trzeci jedziec, podjedajc stpa wraz ze swymi dwoma towarzyszami, by powita nowo przybyych. Kiedy dotar bliej, pozostali zorientowali si z jego ostrych rysw, lnicych, zotych wosw oraz oczu w podobnym kolorze, e nie by w ogle czowiekiem, lecz elfem, cho wysokim jak na kogo ze swojej rasy. - Jestem Besnell z Silverymoon, przyjechaem wraz z setk onierzy od pani Alustriel. Kady z nas bdzie mia swoje miejsce, gdy rozgorzeje bitwa, jednak jeli ma wrd nas by przywdca, bd

nim ja, przemawiajcy w imieniu Alustriel. Ludzie z Nesme oraz Longsaddle popatrzyli na siebie bezradnie. Ich miasta, zwaszcza Nesme, z pewnoci znajdoway si w cieniu Silverymoon, a ich wadcy nie bd podwaa autorytetu Alustriel. - Jednak nie jestecie w Silverymoon - dobieg w odpowiedzi ryk Berkthgara, ktry sta w cieniu pobliskich odrzwi, suchajc ktni i niemal majc nadziej, e wyniknie z niej wicej zabawy ni tylko wymiana sw. - Jestecie w Settlestone, gdzie rzdzi Berkthgar, wic w Settlestone dowodzi wami Berkthgar! Kady si napi, zwaszcza dwaj onierze z Silverymoon, otaczajcy Besnella. Elfi wojownik siedzia w milczeniu przez chwil, przygldajc si Berkthgarowi, gdy wielki barbarzyca, ze swym gigantycznym mieczem przypitym w poprzek plecw, zblia si miarowo i spokojnie. Besnell nie by nadmiernie dumny i sama jego ranga w kontyngencie z Silverymoon dowodzia, e nigdy nie pozwala, by pycha przysonia mu dobry osd. - Dobrze powiedziane, Berkthgarze miay - odpar grzecznie. - I to prawda. - Odwrci si do pozostaych dwch konnych dowdcw. - My przybylimy tu z Silverymoon, wy z Nesme, za wy z Longsaddle, aby suy sprawie Berkthgara oraz sprawie Bruenora Battlehammera. - My przybylimy na wezwanie Bruenora - mrukn Longjedziec - nie Berkthgara. - Zabraby swego konia do ciemnych tuneli pod Mithrilow Hal? spyta Besnell, ktry dziki swym spotkaniom z Berkthgarem i Catti-brie rozumia, e krasnoludy zajm si podziemiami, podczas gdy jedcy docz do wojownikw z Settlestone, by zabezpieczy okoliczne tereny. - Jego ko i on sam mog znale si pod ziemi szybciej, ni si spodziewa - wtrci si Berkthgar i ta otwarta groba do mocno wstrzsna Longjedcem. - Do tego - szybko przerwa Besnell. - Zgromadzilimy si wszyscy jako sprzymierzecy i sprzymierzecami pozostaniemy, poczeni wspln spraw. - Poczeni strachem - odpar onierz z Nesme. - My w Nesme poznalimy kiedy Bruenora... - przerwa, spogldajc na twarze pozostaych dowdcw i ponurych ludzi, gdy szuka odpowiednich sw. Poznalimy ciemnoskrego przyjaciela krla Bruenora - powiedzia w

kocu z wyran drwin. - Co dobrego mog da powizania ze zymi drowami? Sowa te ledwo co opuciy jego usta, gdy Berkthgar rzuci si na niego, wycigajc rce, by chwyci go za kant w zbroi, i pocigajc, by mg spojrze prosto w wykrzywion twarz barbarzycy. Stojcy niedaleko onierze z Nesme wycignli bro, jednak to samo zrobili ludzie Berkthgara, wyaniajc si z kadego kamiennego domu i zza kadego rogu. Besnell jkn, a Longriderzy, co do jednego, potrzsnli z pogard gowami. - Jeli kiedykolwiek jeszcze powiesz le o Drizzcie Do'Urdenie warkn Berkthgar, nie dbajc ani troch o wymierzone w niego miecze i wcznie - postawisz mnie przed interesujcym wyborem. Czy przetn ci na p i zostawi martwego na polu, czy te zaprowadz do Drizzta, aby mia zaszczyt sam obci ci gow? Besnell podprowadzi swego konia tu do barbarzycy i napar nim, by odsun Berkthgara od oszoomionego onierza z Nesme. - Drizzt Do'Urden nie zabiby czowieka za jego sowa - rzek z ca pewnoci Besnell, spotka go bowiem wielokrotnie podczas licznych wizyt mrocznego elfa w Silverymoon. Berkthgar wiedzia, e elf mwi prawd, odpuci wic, cofajc si kilka krokw. - Bruenor by go zabi - powiedzia jednak. - Zgadzam si - powiedzia Besnell. - Podobnie jak wielu innych wycignoby bro w obronie mrocznego elfa. Wszake, jak ju powiedziaem, do tego. Poczeni ze sob stanowimy stu dziewidziesiciu jedcw, przybyych by pomc. - Mwic to, rozglda si i wydawa si wyszy, robicy wiksze wraenie ni normalnie pozwalaaby jego elfia sylwetka. - Stu dziewidziesiciu przybyo, by doczy do Berkthgara i jego dumnych wojownikw. Rzadko cztery takie grupy stykay si jako sprzymierzecy. Longriderzy, Jedcy z Nesme, Rycerze w Srebrze oraz wojownicy z Settlestone, wszyscy poczeni wspln spraw. Jeli wojna naprawd nadejdzie - a spogldajc na sprzymierzecw, ktrych odkryem w tym dniu, mam nadziej, e tak si stanie - nasze czyny odbij si echem w caych Krainach! I niech armia droww ma si na bacznoci!

Doskonale zagra na dumie ich wszystkich i razem zaczli wiwatowa, chwila napicia przemina. Besnell umiecha si i kiwa gow, gdy okrzyki trway dalej, rozumia jednak, e sytuacja nie jest tak dobra, jak powinna by. Longsaddle wysao pidziesiciu onierzy plus garstk czarodziejw, co byo wielkim powiceniem ze strony tego miasta, ktre w istocie miao niewielki udzia w dobrobycie Bruenora. Harpellowie spogldali bardziej na zachd, ku Waterdeep, tam szukajc partnerw do handlu i sojuszw, ni na wschd, a jednak przybyli na wezwanie Bruenora, wraz z crk swego przywdcy. Zaangaowanie Silverymoon byo podobne, zarwno z powodu Bruenora oraz Drizzta, jak i dlatego, e Alustriel bya wystarczajco rozsdna, by rozumie, e jeli armia droww wymaszeruje na powierzchni, cay wiat stanie si smutniejszym miejscem. Alustriel posaa setk rycerzy Berkthgarowi, za kolejna jechaa niezalenie od nich, okrajc wschodnie podna pod Mithrilow Hal, sprawdzajc bardziej nierwne szlaki prowadzce od pnocy do Doliny Stranika na wschodzie. Zebrawszy to wszystko razem, otrzymywao si dwustu konnych wojownikw, cae dwie pite osawionych Rycerzy w Srebrze, wielki kontyngent i wielkie powicenie, zwaszcza zwaywszy na to, e w powietrzu wiay ju pierwsze zimowe wichry. Besnell rozumia, e powicenie Nesme byo mniejsze i najprawdopodobniej podobne bdzie zaangaowanie Jedcw. To miasto miao najwicej do stracenia, poza oczywicie Settlestone, a mimo to Nesme wysao zaledwie jedn dziesit swego dowiadczonego garnizonu. Napite relacje pomidzy Mithrilow Hal a Nesme nie byy tajemnic, spr rozpocz si, zanim jeszcze Bruenor odnalaz sw ojczyzn, kiedy to krasnolud wraz ze swymi towarzyszami przejeda w pobliu Nesme. Bruenor i jego przyjaciele ocalili kilku jedcw przed bagiennymi kodami tylko po to, by konni zwrcili si przeciwko nim po zakoczeniu walki. Z powodu koloru skry Drizzta oraz reputacji jego rasy druyna Bruenora zostaa zawrcona i cho wcieko krasnoluda zostaa pniej utemperowana troch przez fakt, e onierze z Nesme doczyli do nich przy odzyskiwaniu Mithrilowej Hali, zwizki pozostay do napite. Tym razem spodziewanymi przeciwnikami byy mroczne elfy i, bez wtpienia, sam ten fakt przypomina ostronym ludziom z Nesme o ich

nieufnoci wobec najbliszego przyjaciela Bruenora. Przybyli jednak i czterdziestu byo lepszych ni aden, mwi sobie Besnell. Elf otwarcie obwieci Berkthgara dowdc wszystkich czterech grup i tak bdzie (cho, kiedy rozgorzeje bitwa, kady oddzia zacznie dziaa wedug wasnej taktyki, o ile szczcie dopisze, uzupeniajc si nawzajem), jednak Besnell ujrza rol dla siebie, mniej wyran, cho nie mniej wan. Bdzie dba o pokj, utrzyma grupy w porzdku i harmonii. Wiedzia, e jeli mroczne elfy przybd, jego zadanie bdzie znacznie atwiejsze, bowiem w obliczu tak gronego przeciwnika szybko zapomni si o bahych pretensjach. *** Belwar nie wiedzia, czy czu ulg, czy strach, gdy od szpiegujcego ywioaka dotara wiadomo, e przynajmniej jeden drow rzeczywicie wszed do Blingdenstone i e armia droww przemaszerowaa obok opuszczonego miasta, odnajdujc tunele prowadzce z powrotem na wschd, drog do Mithrilowej Hali. Wielce szanowany nadzorca kopaczy usiad z powrotem na swej ju zwyczajowej krawdzi, wpatrujc si w puste tunele. Pomyla o Drizzcie, drogim przyjacielu, oraz o miejscu, ktre mroczny elf nazywa teraz domem. Drizzt opowiedzia Belwarowi o Mithrilowej Hali, kiedy mija Blingdenstone w drodze do Menzoberranzan kilka miesicy temu. Jake szczliwy by Drizzt, mwic o swych przyjacioach, tym krasnoludzie o imieniu Bruenor i ludzkiej kobiecie, Catti-brie, ktra przesza przez Blingdenstone, depczc Drizztowi po pitach i, zgodnie z pniejszymi doniesieniami, pomoga Drizztowi uciec z miasta droww. Belwar wiedzia, e wanie owa ucieczka uatwia ten marsz, a mimo to gnom pozostawa zadowolony, e jego przyjaciel wydosta si ze szponw opiekunki Baenre. Teraz Drizzt by w domu, jednak mroczne elfy zamierzay go odnale. Belwar przypomnia sobie prawdziwy smutek, ktry widnia w lawendowych oczach Drizzta, gdy drow opowiada o utracie jednego ze swych znalezionych na powierzchni przyjaci. Jakich ez zazna Drizzt teraz, zastanawia si gnom, gdy armia droww wmaszeruje, by zniszczy jego nowy dom?

- Decyzje podj musimy - dobieg gos zza krzepkiego gnoma. Belwar klapn o siebie swymi mithrilowymi domi", bardziej by oczyci myli ni z jakiegokolwiek innego powodu, po czym odwrci si w stron Firble'a. Jedn z dobrych rzeczy, jakie wynikny z tego zamieszania, bya narastajca przyja pomidzy Firble'em a Belwarem. Jako dwaj ze starszych gnomw Blingdenstone znali si nawzajem i wiedzieli sporo o sobie od bardzo dugiego czasu, jednak dopiero gdy oczy Belwara (z powodu jego przyjani z Drizztem) skieroway si na wiat poza miastem gnomw, Firble znalaz si tak naprawd w swoim ywiole. Z pocztku wydawali si cakowicie niedopasowani, jednak obydwaj znaleli si w tym, co oferowa ten drugi, i naros midzy nimi wi - cho aden z nich tego jeszcze nie przyzna otwarcie. - Decyzje? - Drowy przeszy - powiedzia Firble. - Prawdopodobnie wrc. Firble przytakn. - Oczywicie - zgodzi si doradca o okrgych barkach. - Krl Schnicktick musi zdecydowa, czy mamy wrci do Blingdenstone. Myl ta ugodzia Belwara niczym planicie zimnym, mokrym rcznikiem. Wrci do Blingdenstone? Oczywicie, e mieli wrci do swych domw! - wrzeszczay na wielce szanowanego nadzorc kopaczy jego myli. Kada inna moliwo byaby zbyt mieszna, by si ni zajmowa. Uspokoiwszy si jednak i zastanowiwszy nad ponur min Firble'a, Belwar zacz dostrzega w tym wszystkim prawd. Drowy wrc, a jeli dokonaj podboju w pobliu powierzchni bd na niej, podboju Mithrilowej Hali, co wikszo uwaaa za ich zamiar, to najprawdopodobniej pomidzy Menzoberranzan a tamtym odlegym miejscem pozostanie otwarta droga, droga przechodzca zbyt blisko Blingdenstone. - Sowa kr, e powinnimy dalej na zachd si uda, eby nowe jaskinie znale, nowe Blingdenstone - rzek Firble. Z jego tonu wida byo wyranie, e niski doradca nie jest poruszony t perspektyw. - Nigdy - powiedzia bez przekonania Belwar. - Krl Schnicktick poprosi ci o opini w tej najwaniejszej z kwestii rzek Firble. - Zastanw si nad ni dobrze, Belwarze Dissengulpie. ycie wielu z nas moe zalee od twojej odpowiedzi.

Mina duga chwila milczenia, po czym Firble ukoni si lekko i odwrci, by odej. - Co mwi Firble? - spyta go Belwar, zanim zdoa umkn. Doradca obrci si powoli, ze zdecydowaniem, wpatrujc si Belwarowi prosto w oko. - Firble mwi, e jest tylko jedno Blingdenstone - odpowiedzia z wikszym zaciciem, ni Belwar kiedykolwiek sysza w jego gosie bd spodziewa si usysze. - Odej, gdy drowy przechodz, jest dobr rzecz. Pozosta poza nim, nie jest takie dobre. - O niektre rzeczy walczy warto - doda Belwar. - Umiera warto? - szybko wtrci si Firble, po czym doradca odwrci si i odszed. Belwar siedzia samotnie z mylami o swym domu i przyjacielu.

ROZDZIA 19 IMPROWIZOWANIE Catti-brie wiedziaa wszystko, zaraz gdy ujrzaa twarz krasnoludzkiego kuriera. Jego rysy wyraay mieszank niepokoju i dzy bitwy. Wiedziaa, pobiega wic przed posacem krtymi korytarzami Mithrilowej Hali poprzez Podmiasto, ktre teraz wydawao si opuszczone, ktrego paleniska dogasay. Skierowao si na ni wiele oczu, obserwujc pilno w jej krokach i rozumiejc jej cel. Wiedziaa i oni wszyscy te wiedzieli. Mroczne elfy nadeszy. Krasnoludy strzegce cikich wrt prowadzcych z waciwej Mithrilowej Hali skinli jej gow, gdy ich mijaa. - Pd prosto, moja dziewczynko! - jeden z nich wrzasn jej w plecy i, cho bya strasznie przeraona, cho wydawao jej si, jakby zici si jej najgorszy koszmar, wywoao to na jej twarzy umiech. Odnalaza Bruenora, z ktrym by Regis, w rozlegej jaskini, w tej samej komnacie, w ktrej krasnoludy nie tak dawno temu pokonay plemi goblinw. Teraz miejsce to zostao przygotowane, by by posterunkiem dowodzenia krasnoludzkiego krla, centralnym mzgiem obrony zewntrznych i niszych tuneli. Niemal wszystkie korytarze prowadzce do tej komnaty z czeluci Podmroku zostay cakowicie zastawione puapkami lub zupenie zawalone, czynic jaskini najbezpieczniejszym miejscem, jakie mona byo znale poza waciw Mithrilow Hal. - Drizzt? - spytaa Catti-brie. Bruenor spojrza na drug stron groty, ku szerokiemu tunelowi prowadzcemu w gbsze regiony. - Tam - powiedzia. - Z kotem. Catti-brie rozejrzaa si. Zostay dokonane przygotowania, wszystko byo ustawione na miejscu najlepiej, jak na to pozwala czas. Niedaleko Stumpet Rakingclaw oraz inni kapani kucnli i uklknli na pododze, ustawiajc i sortujc tuziny maych buteleczek z eliksirami oraz szykujc bandae, koce i zioowe macie dla rannych. Catti-brie skrzywia si, wiedziaa bowiem, e wszystkie te bandae bd potrzebne, zanim to si skoczy.

Na bok od kapanw troje Harpellw - Harkle, Bidderdoo i Bella don DelRoy - dyskutowali nad maym, okrgym stolikiem, pokrytym tuzinami map oraz innych pergaminw. Bella podniosa wzrok i wskazaa na Bruenora, za krasnoludzki krl ruszy spiesznie do niej. - Mamy tu siedzie i czeka? - Catti-brie spytaa Regisa. - Na razie - odpar halfling. - Jednak wkrtce Bruenor i ja wraz z jednym z Harpellw wyprowadzimy grup na spotkanie z Drizztem i Pwentem w Grocie Tunulta. Jestem pewien, e Bruenor chce, aby posza z nami. - Niech sprbuje mnie zatrzyma - mrukna pod nosem Catti-brie. W milczeniu zastanowia si nad spotkaniem. Grota Tunulta bya najwiksz jaskini poza Mithrilow Hal, a jeli tam zamierzali spotka si z Drizztem, zamiast jakiego miejsca na uboczu - i jeli mroczne elfy rzeczywicie znajdoway si w tunelach w pobliu Mithrilowej Hali - to spodziewana bitwa bdzie miaa miejsce wkrtce. Catti-brie wzia gboki oddech i podniosa Taulmaril, swj magiczny uk. Sprawdzia jego nacig, po czym zerkna do koczanu, by upewni si, e jest peen, cho naoone na niego zaklcie zapewniao, e zawsze by peen. - Jestemy gotowe - rozlega si myl w jej gowie, myl, jak wiedziaa, wysana przez Khazid'he. Catti-brie ucieszya si, syszc najnowsz towarzyszk. Ufaa teraz swej klindze, wiedziaa, e s do siebie podobne. I rzeczywicie byy gotowe, podobnie jak wszyscy. Mimo to, gdy Bruenor i Bidderdoo odeszli od pozostaych Harpellw, a krasnolud da gestem znak swej osobistej eskorcie oraz Regisowi i Catti-brie, serce modej kobiety zgubio kilka uderze. *** Brygada Pogromcw Flakw miotaa si i szamotaa, odbijajc od cian i od siebie. Drowy w tunelach! Zauwayli drowy w tunelach i teraz musieli zapa je lub zabi. Dla garstki mrocznych elfw, ktre rzeczywicie byy tak blisko Mithrilowej Hali, stray przedniej fali, ktra miaa nastpi za nimi, grzmot podkomendnych Pwenta wydawa si niemal oguszajcy. Drowy byy cich ras, tak cich jak sam Podmrok, a harmider yjcych na

powierzchni krasnoludw skania je do mylenia, e pocig podejmuje tysic zaciekych wojownikw. Tak wic mroczne elfy cofny si, rozcigny swe szeregi do cienkiej linii. Waniejsze kobiety objy prowadzenie odwrotu, za mczyni byli zmuszeni utrzymywa lini i opnia przeciwnika. Pierwszy kontakt nastpi w wskim, lecz wysokim tunelu. Pogromcy Flakw natarli szybko i gwatownie ze wschodu, a trzy drowy, lewitujce pord stalaktytw, wystrzeliy ze swych jednorcznych kusz, wbijajc zatrute bety w Pwenta oraz dwch innych krasnoludw z pierwszego szeregu. - Co? - rykn szaojownik, podobnie jak jego towarzysze zaskoczony przez nage ukucie. Wiecznie czujny Pwent, sprytny i rozsdny, rozejrza si dookoa, po czym wraz z pozosta dwjk rzuci si na ziemi. Z wrzaskiem przeraenia reszta Pogromcw Flakw odwrcia si i ucieka, nie mylc nawet o zabraniu swych kompanw. - Dwch zabi. Jednego zabra na przesuchanie - zasygnalizowa najwaniejszy z mrocznych elfw, gdy wraz ze swymi towarzyszami zacz opuszcza si z powrotem na podog. Dotknli lekko podoa i wycignli ostre miecze. Trzej szaojownicy zerwali si na nogi, pedaujc pod sob szaleczo swymi krtkimi nkami. adna trucizna, nawet osawiona usypiajca trucizna droww, nie moga przedosta si przez paskudne wywary, ktre owa grupa niedawno wchona. Pogromca Flakw nie by jedynie nazw brygady, lecz rwnie napitku, a jeli krasnolud by w stanie przetrwa trunek, nie musia si przez jaki czas martwi, e zostanie otruty (albo e bdzie mu zimno). Znajdujcy si najbliej mrocznych elfw Pwent opuci gow wraz z dugim szpikulcem na hemie i przebi elfowi pier, przedzierajc si atwo i brutalnie przez doskona plecionk pancerza drowa. Drugi drow zdoa odbi atak nastpnego szaojownika, odtrcajc na bok szpikulec za pomoc obydwu swych mieczy. Opancerzona pi, ktrej knykcie byy nabijane zagitymi kolcami, trafia jednak drowa pod brod i wyrwaa mu ziejcy otwr w gardle. Walczc o zapanie tchu, drow zdoa dwukrotnie trafi paskudnie swego adwersarza, jednak owe dwa uderzenia niewiele zdziaay w obliczu furii, w jak wpad rozszalay krasnolud.

Jedynie trzeci drow przey pocztkowe natarcie. Podskoczy wysoko w powietrze, kolejny raz uruchamiajc swj czar lewitacji, i przedosta si nad dudnic szar krasnoluda - gwnie dlatego, e szaojownik polizgn si na krwi ofiary Thibbledorfa Pwenta. Drow wznis si w gszcz stalaktytw, znikajc z pola widzenia. Pwent wyprostowa si, otrzsajc z martwego drowa. - Tdy! - rykn, pokazujc na dalsz cz korytarza. - Znale otwarty kawaek stropu i obj stra! Nie damy mu uciec! Zza wschodniego zaomu wyonia si reszta Pogromcw Flakw, pohukujc i pokrzykujc oraz brzczc zbrojami, gdy liczne nierwnoci oraz szpikulce ocieray si o siebie i zgrzytay niczym paznokcie na pycie. - Obserwowa! - zagrzmia Pwent, wskazujc na strop i wszystkie krasnoludy zaczy si ochoczo krzta. Jeden zaskrzecza, dostawszy z kuszy prosto w twarz, jednak ten wrzask blu sta si okrzykiem radoci, bowiem krasnolud musia jedynie pody pod odpowiednim ktem wzrokiem z powrotem do miejsca, w ktrym znajdowa si dryfujcy drow. Natychmiast ten obszar stalaktytw otoczya kula ciemnoci, jednak teraz krasnoludy wiedziay, gdzie go znale. - Lasso! - zarycza Pwent i kolejny krasnolud wycign zza pasa lin, po czym podbieg do szaojownika. Na kocu liny znajdowaa si ptla zwizana w wski wze, wic krasnolud, bdnie rozumiejc zamiary Pwenta, zacz krci lassem nad gow i spojrza ku zaciemnionemu obszarowi, starajc si okreli, jak najlepiej rzuci. Pwent chwyci go za nadgarstek i cisn mocno, w wyniku czego lina opada bezwadnie na podog. - Lasso szaojownika - wyjani Pwent. Pozostae krasnoludy zebray si dookoa, nie wiedzc, co dowdca ma na myli. Na wszystkich twarzach poszerzyy si umiechy, gdy Pwent nasun ptl na sw stop, zacieni j wok kostki i poinformowa reszt, e trzeba bdzie wicej ni jednego z nich, by posa tego chwytacza droww w powietrze. Kady chtny krasnolud zapa lin i zacz szarpa dziko, nie robic w rezultacie nic poza tym, e Pwent zosta zwalony z ng. Stopniowo, otrzewieni przez rozwcieczonego dowdc, szaojownicy zdoali

odnale rytm i wkrtce Pwent przemyka ju nad ziemi. Nastpnie znalaz si w powietrzu, lecc szaleczo w kko i w kko. Lina miaa jednak zbyt duo luzu i Pwent szorowa ostro o jedn ze cian korytarza, szpikulec na jego hemie krzesa lini jasnych iskier. Grupa uczya si jednak szybko - zwaywszy na fakt, e byli krasnoludami spdzajcymi dnie na wpadaniu gow na drzwi wzmocnione stal - i szybko doskonale wyliczyli prdko obrotw oraz dugo liny. Dwa obroty, pi obrotw i szaojownik polecia wysoko w powietrze, by wpa pomidzy stalaktyty. Pwent chwyci si natychmiast jednego z nich, jednak odama si on od stropu i spad wraz z krasnoludem. Pwent spad dzieko, po czym odbi si z powrotem na nogi. - Jedna bariera mniej dla naszego przeciwnika! - zarycza jeden z krasnoludw i zanim oszoomiony Pwent zdoa zaprotestowa, pozostali zawiwatowali i pocignli, znw uruchamiajc lasso szaojownika. Pwent wznis si w gr z podobnie bolesnym rezultatem, po czym trzeci raz i czwarty, ktry okaza si wart zachodu, bowiem biedny drow, olepiony, odway si w kocu wyj na zewntrz. Wyczu zbliajce si ywe lasso i zdoa umkn za dugi, cienki stalaktyt, jednak nie miao to wikszego znaczenia, bowiem Pwent z atwoci odupa gaz, otoczy rkoma jego oraz znajdujcego si za nim drowa, i drow, krasnolud oraz kamie spadli razem, uderzajc mocno o podog. Zanim drow zdoa si otrzsn, rzucia si na niego poowa brygady, maltretujc go do nieprzytomnoci. Mino kolejnych pi minut, zanim zdoali oderwa pprzytomnego Pwenta od swej ofiary. Wkrtce potem zebrali si szybko i wyruszyli wraz z Pwentem, przywizawszy drowa za kostki i nadgarstki do dugiej tyczki, trzymanej na ramionach dwch z grupy. Nie pokonali jednak nawet korytarza, kiedy najdalej wysunite na zachd krasnoludy, dwch, ktrych Pwent wysa na zwiady, krzykny - Drow! - i obrciy si natychmiast, stajc w gotowoci. Do korytarza wszed samotny, poruszajcy si powoli mroczny elf i zanim Pwent zdoa wrzasn - Ten nie! - dwa krasnoludy opuciy gow i rzuciy si na niego. W uamku sekundy mroczny elf rzuci si w lewo, nastpnie z

powrotem w prawo, zatoczy peen okrg w prawo, po czym odsun si szeroko, a dwaj Pogromcy Flakw potknli si i wpadli mocno na cian. Uwiadomili sobie sw gupot, gdy chwil pniej pojawia si wielka pantera, podajc za swym drowim towarzyszem. Drizzt znalaz si zaraz przy krasnoludach, pomagajc im wsta. - Pdcie - wyszepta, a oni milczeli wystarczajco dugo, by usysze harmider niezbyt odlegego natarcia. le go rozumiejc, Pogromcy Flakw umiechnli si szeroko i przygotowali do kontynuacji swej szary na zachd, prosto na zbliajce si siy, jednak Drizzt przytrzyma ich stanowczo. - Nasi wrogowie s tu w wielkiej liczbie - rzek. - Bdziecie mie swoj walk, wicej walki ni kiedykolwiek marzylicie, ale nie tutaj. Kiedy Drizzt, dwa krasnoludy oraz pantera dotarli do Pwenta, odgos nadchodzcej armii by ju wyrany. - Mwie chyba, e cholerne drowy poruszaj si cicho - stwierdzi Pwent, biegnc na krtkich nogach obok szybkiego tropiciela. - Nie drowy - odpar Drizzt. - Koboldy i gobliny. Pwent zatrzyma si nagle, z polizgiem. - Uciekamy przed mierdzcymi koboldami? - spyta. - Tysicami mierdzcych koboldw - odpar pewnie Drizzt. - I wikszych potworw, za nimi za id najprawdopodobniej tysice droww. - Och - odrzek szaojownik, uspokoiwszy si nagle. W znajomych tunelach Drizzt i Guenhwyvar nie mieli kopotw z utrzymaniem si przed pdzc armi. Drizzt tym razem nie szed naokoo, lecz bieg prosto na wschd, obok tunelw, ktre krasnoludy uszkodziy tak, by si zawaliy. - Biegnijcie - rozkaza drow wyznaczonym do uruchamiania puapek, garstce krasnoludw stojcych w gotowoci obok korb, ktre wyzwol liny podtrzymujce struktur tunelu. Kady z nich spojrza si w ogupieniu, syszc zdumiewajc komend. - Nadchodz - stwierdzi jeden, bowiem po to wanie krasnoludy byy w tunelach. - Wszystkim, co zapiecie, bd koboldy - poinformowa ich Drizzt, znajcy taktyk droww. - Biegnijcie, a zobaczymy, czy nie uda nam si zapa te paru droww.

- Ale nie bdzie kto mia uruchomi puapek! - wtrci si niejeden, wrd nich Pwent. Paskudny umieszek Drizzta by przekonujcy, tak wic krasnoludy, ktre wielokrotnie nauczyy si ufa tropicielowi, wzruszyy ramionami i rzuciy si za wycofujcymi Pogromcami Flakw. - Gdzie biegniemy? - chcia wiedzie Pwent. - Kolejne sto krokw - poinformowa go Drizzt. - Do Groty Tunulta, gdzie bdziecie mie swoj walk. - Obiecanki, cacanki - mrukn zacieky Pwent. Grota Tunulta, najbardziej otwarty obszar z tej strony Mithrilowej Hali, by tak naprawd seri siedmiu jaski poczonych szerokimi, sklepionymi tunelami. Nigdzie tam podoga nie bya rwna - niektre komnaty znajdoway si wyej ni inne, a w niejednej przez podog biegy gbokie szczeliny. Czeka tu Bruenor i jego eskorta, wraz z niemal tysicem najlepszych wojownikw z Mithrilowej Hali. Pierwotny plan mwi, e Grota Tunulta bdzie zewntrznym posterunkiem dowodzenia, miejscem czcym pozostae, mniej bezporednie tunele, po tym jak natarcie droww zostanie powstrzymane przez zrzucone kamienie. Drizzt zmieni ten plan i ruszy do Bruenora, rozmawiajc z krasnoludzkim krlem oraz Bidderdoo Harpellem, na ktrego widok drow odczu spor ulg. - Oddae stanowisko, z ktrego mona uruchamia puapki! zagrzmia Bruenor na tropiciela, gdy tylko zrozumia, e tunele z tyu s wci nienaruszone. - Nie cakiem - odpar pewnie Drizzt. Gdy jego spojrzenie poprowadzio wzrok Bruenora ku wschodniemu tunelowi, wypady stamtd pierwsze szeregi koboldw, wlewajc si jak woda z pknitej tamy prosto na oczekujce krasnoludy. - Po prostu usunem z drogi miso armatnie.

ROZDZIA 20 BITWA O GROT TUNULTA Zamieszanie byo natychmiastowe i cakowite. Koboldy wleway si tuzinami, za krasnoludy uformoway si w zwarte oddziay i ruszyy im szybko naprzeciw. Catti-brie uniosa swj magiczny uk i wystrzeliwaa strza za strza, celujc w gwne wejcie. Strzaom towarzyszya byskawica, gdy zaklty pocisk odbija si od ciany, krzeszc iskry. Koboldy paday caymi kolumnami, jedna strzaa czsto zabijaa kilka z nich, jednak wydawao si to niewiele znaczy, tak wielki by atakujcy motoch. Guenhwyyar zerwaa si do skoku, a Drizzt szybko ruszy za ni. Dwie dziesitki koboldw przedostay si jako przez pocztkowe walki i kieroway si na stanowisko Bruenora. Strza Catti-brie powali jednego, skok Guenhwyvar rozproszy reszt, za Drizzt, poruszajc si szybciej ni kiedykolwiek, dgn jednego i obrci si gwatownie w lewo, posyajc janiejcy bkitem sejmitar przeciwko prbie parowania przez innego kobolda. Gdyby Bysk mia proste ostrze, may miecz stwora odbiby go wysoko, jednak Drizzt zwinnie obrci zakrzywion bro w doni i lekko zmieni nachylenie ataku. Bysk przetoczy si po mieczu kobolda i zanurzy w jego piersi. Drow nawet na chwil nie przesta biec i teraz rzuci si z powrotem na prawo, obsuwajc na jedno kolano. Bysk przemkn w poprzek, uderzajc o ostrze jednego kobolda i wpadajc na bro drugiego. Bdc silniejszym ni dwa stwory razem, a poza tym majc lepsze nachylenia klingi, Drizzt zmusi ich do podniesienia mieczy oraz obrony, po czym jego drugi sejmitar ci w przeciwn stron, patroszc jednego i wyrywajc nogi spod drugiego. - Cholerny drow psuje ca zabaw - mrukn Bruenor, podbiegajc, by zaj si resztkami. Kiedy tam dotar, pomidzy Drizztem, panter a nieprzerwan salw Catti-brie wci stao kilka z dwudziestu koboldw, ktre odwrciy si natychmiast do ucieczki. - Jest duo wicej do zabicia - powiedzia Drizzt, widzc grymas Bruenora i rozpoznajc powd tego kwanego spojrzenia. Zaraz gdy te sowa opuciy usta drowa, przemkna pomidzy nimi cignca za sob strug srebra strzaa. Kiedy znikny im plamki z oczu,

obydwaj odwrcili si i spojrzeli na spopielone oraz martwe koboldy, powalone ostatnim strzaem Catti-brie. Wtedy ona rwnie znalaza si przy nich, z Khazid'he w doni, obok niej za by Regis, trzymajc may buzdygan, ktry dawno temu wyku dla niego Bruenor. Catti-brie wzruszya ramionami, gdy jej przyjaciele zwrcili uwag na zmian broni, lecz, rozgldajc si, zrozumieli jej taktyk. W zwizku z tym, e wlewao si coraz wicej koboldw, za coraz wicej krasnoludw wychodzio z zewntrznych komnat, by odpiera natarcie, panowao po prostu zbyt wielkie zamieszanie i tok, by kobieta moga dalej bezpiecznie posugiwa si ukiem. - Dalej - powiedziaa Catti-brie, a jej pikne rysy przeci przebiegy umiech. Drizzt odwzajemni to spojrzenie, a Bruenor i Regis mieli iskr w oku. Nagle wszystko wydawao si znw jak za dawnych czasw. Guenhwyvar prowadzia ich natarcie, a Bruenor stara si trzyma blisko ogona pantery. Catti-brie oraz Regis znajdowali si po bokach krasnoluda, za Drizzt, pdzc i wirujc, osania z bokw ca grup, najpierw z lewej, nastpnie z prawej, wydajc si by wszdzie tam, gdzie rozpoczynaa si walka. *** Bidderdoo Harpell wiedzia, e si pomyli. Drizzt poprosi go, by dosta si do drzwi, aby poczeka, a w grocie poka si pierwsze drowy, a nastpnie puci w tunel ognist kul, eby pomienie przepaliy podtrzymujce liny i zawaliy gazy. - Nietrudne zadanie - zapewni Bidderdoo Drizzta i rzeczywicie nie powinno byo takim by. Czarodziej zapamita czar, ktry ustawi go w odpowiednim miejscu i zna inne, ktre uczyni go bezpiecznie ukrytym, dopki nie dokoczy podmuchu. Tak wic gdy wszyscy wok niego rzucili si, by doczy do awantury, odeszli pewni, e puapki zostan uruchomione, e tunele si zawal i e przypyw nieprzyjaci zostanie zatamowany. Co poszo nie tak. Bidderdoo zacz rzuca czar, ktry mia go zanie do wejcia do tunelu, zrobi ju nawet zarys pozawymiarowego portalu, ktry otworzy si w podanym miejscu, wtedy jednak

czarodziej ujrza grup koboldw, a one zobaczyy jego. Nie byo to trudne do zrobienia, bowiem Bidderdoo, czowiek nie pobogosawiony wzrokiem, ktry mg siga do spektrum podczerwieni, mia na sobie lnicy klejnot. Koboldy nie byy gupimi stworzeniami, nie, gdy przychodzio do walki, i rozpoznay, kim by ten znajdujcy si nie na miejscu czowiek. Nawet najbardziej niedowiadczeni z koboldzkich wojownikw rozumieli znaczenie dotarcia do czarodzieja, zmuszenia niebezpiecznego maga do walki wrcz, zwizania jego rk broni zamiast zbyt czsto wybuchowych komponentw do czarw. Mimo to Bidderdoo mg pokona ich natarcie, mg przej przez wymiary, by dosta si na wyznaczon pozycj. Przez siedem lat, a do Trudnych Czasw, Bidderdoo Harpell y wraz z efektami eliksiru, ktry zadziaa nieprawidowo, y jako pies rodzinny Harpellw. Kiedy magia oszalaa, Bidderdoo powrci do ludzkiej postaci - przynajmniej na wystarczajco dugo, by zebra skadniki potrzebne do zneutralizowania kaprynego eliksiru. Wkrtce potem Bidderdoo wrci do swego gryzionego przez pchy ja, pomg jednak swej rodzinie odnale sposb na wydostanie go z zaklcia. W Bluszczowej Posiadoci rozgorzaa wielka dyskusja, czy powinno si wyleczy Bidderdoo, czy nie. Wydawao si, e wielu Harpellw polubio psa bardziej ni kiedykolwiek kochao Bidderdoo jako czowieka. Bidderdoo suy nawet za psa przewodnika Harkle'a na dugim odcinku podry do Mithrilowej Hali, kiedy Harkle nie mia oczu. Wtedy jednak magia wrcia do normy i dyskusja staa si akademicka, bowiem zaklcie po prostu znikno. Czy jednak? Bidderdoo nie mia adnych wtpliwoci co do swego wyleczenia, dopki nie zauway zbliajcych si koboldw. Jego grna warga zadara si do gry w wyranym warkniciu. Poczu jak wosy na karku marszcz si, a ko ogonowa prostuje - gdyby wci mia ogon, staby on dba za jego plecami! Zacz przykuca i dopiero wtedy zauway, e nie ma ap, lecz donie, donie, w ktrych nie byo broni. Jkn, bowiem koboldy byy zaledwie trzy metry dalej. Zamiast tego czarodziej rozpocz czar. Zetkn ze sob czubki palcw, rozoy szeroko donie na boki i zacz szaleczo piewa. Koboldy zaatakoway, prosto i z bokw, za najbliszy z nich trzyma

wysoko miecz, szykujc si do uderzenia. Donie Bidderdoo wybuchny pomieniem, jzorami palcego ognia rozpocierajcego si w pokrgu. P tuzina koboldw lego martwych, za kilka innych mrugao ze zdumienia przez spalone brwi. - Ha! - krzykn Bidderdoo i strzeli palcami. Koboldy znw zamrugay i rzuciy si do ataku, a Bidderdoo nie mia adnych czarw wystarczajco szybkich, by je zatrzyma. Z pocztku koboldy i gobliny wydaway si mrowic si mas i takow pozostay, biorc pod uwag wielu niezdyscyplinowanych osikw. Kilka grup byo jednak intensywnie wiczonych do wojny w jaskiniach pod kompleksem domu Oblodra. Jedna z nich, w sile pidziesiciu onierzy, uformowaa si w ciasny klin, z trzema wielkimi koboldami na przedzie i zwart lini, rozcigajc si do tyu oraz na boki. Koboldy weszy do gwnej komnaty, unikajc walki wystarczajco dugo, by si uformowa, i skieroway prosto na lewo, w kierunku majaczcego wejcia do jednej z bocznych grot. Krasnoludy ich zazwyczaj unikay, bowiem dostpnych byo wielu atwiejszych przeciwnikw, i grupa koboldw niemal bez szwanku dotara do bocznej komnaty. Z owej komnaty wyonia si jednak grupa tuzina krasnoludw. Brodaci wojownicy zahuczeli, ryknli i natarli zaciekle, jednak formacja koboldw nie zaamaa si, dziaaa w idealnym zgraniu, rozszczepiajc lini krasnoludw niemal na p, po czym poszerzajc przerw, gdy znajdujce si na przedzie koboldy docisny si do wejcia bocznego pomieszczenia. Kilka koboldw pado w tej szary i zgin jeden krasnolud, jednak szeregi stworw zwary si niemal natychmiast z powrotem i te krasnoludy, ktre utkwiy wzdu wewntrznej linii pomidzy koboldami a lekko pochy cian gwnej groty, znalazy si w naprawd kiepskiej sytuacji. Po przeciwlegej stronie wolna" poowa krasnoludw uwiadomia sobie swj bd, zdaa sobie spraw, e potraktowaa koboldy zbyt lekko, nie spodziewajc si tak wyszukanej taktyki. Ich pobratymcy zgin, a oni nie mog nic zrobi, by przedosta si przez t zaskakujco zwart, zdyscyplinowan formacj - uformowan jeszcze cianiej przez fakt, e

podszedszy do ciany, koboldy weszy pod wiszce nisko stalaktyty. Krasnoludy mimo to zaatakoway zaciekle, pobudzane przez krzyki swych skazanych najwyraniej na zagad towarzyszy. Guenhwyvar przypada nisko do ziemi, wystarczajco nisko, by przemkn pod kadym stalaktytem. Pantera wpada na ty formacji koboldw w penym biegu, odtrcajc dwa koboldy i tratujc trzeciego, po drodze zagbiajc w nim pazury, by mie lepsze oparcie dla ap. Drizzt zjawi si za ni, znw padajc na jedno kolano i zabijajc dwa koboldy w szybkim manewrze ataku. Za nim zaszarowa Regis, nie wyszy ni koboldy, i natar pewnie na jednego z nich. Przy swoim monumentalnym, zamaszystym stylu walki toporem Bruenor uwaa zwarte szeregi za co najmniej niewygodne. Jeszcze gorzej miaa Catti-brie, nie tak zwinna czy szybka jak Drizzt. Gdyby pada na jedno kolano, jak zrobi drow, znalazaby si w naprawd niedogodnej sytuacji. Stojc wszake wyprostowana, ze stalaktytem przed twarz, nie miaa duo lepiej. Khazid'hea daa jej odpowied. Wystpowaa ona przeciwko wszelkim posiadanym przez kobiet instynktom, bya przeciwiestwem wszystkiego, czego Bruenor (ktry spdzi spor cz swego ycia, naprawiajc uszkodzon bro), nauczy j o walce. Mimo to, niewiele mylc, Catti-brie uja oburcz rkoje miecza i cia wspania broni wysoko w poprzek. Czerwona linia Khazid'hei zalnia wciekle, gdy miecz zetkn si z wiszc ska. Catti-brie stracia rozpd, lecz jedynie troch, bowiem Przecinaczka, godna swego imienia, przedara si przez kamie. Cattibrie rzucia si na bok, gdy miecz opuci stalaktyt, bowiem byaby w tej chwili odsonita - tyle e dwa koboldy znajdujce si przed ni nagle zaczy si bardziej troszczy tym, e zawala im si dach. Jeden zosta zmiadony przez stalaktyt, za mier drugiego bya rwnie szybka, bowiem Bruenor, widzc luk, zaatakowa zamachem znad gowy, ktry niemal przeci plugawego stwora na p. Te krasnoludy, ktre zostay rozdzielone na zewntrz, nabray otuchy z przybycia tak potnej grupy i nacisny mocno na lini koboldw, woajc do swych uwizionych kamratw, by si trzymali, i obiecujc, e wkrtce przybdzie pomoc.

Regis nienawidzi walczy, przynajmniej gdy przeciwnik widzia, e atakuje. By jednak teraz potrzebny. Wiedzia to i nie zamierza wymiga si od obowizkw. Obok niego Drizzt walczy na kolanach - jak mg halfling, ktry musiaby stan na palcach, by uderzy gow o stalaktyt, usprawiedliwi stanie w tej chwili obok swego przyjaciela drowa? Z obydwoma domi na rkojeci buzdyganu Regis zaatakowa zaciekle. Umiechn si, gdy trafi, dobrze wykuta bro zmiadya koboldowi rk. Kiedy jednak ten przeciwnik rzuci si do tyu, inny wcisn si i uderzy, a jego miecz trafi Regisa pod podniesione rami. Ocalia go jedynie krasnoludzka zbroja - zapamita, by kupi Busterowi Bracerowi kilka duych kubkw miodu, jeli wyjdzie z tego ywym. Krasnoludzka zbroja bya twarda, nie bya tak jednak gowa kobolda, czego dowid chwil pniej buzdygan halflinga. - Dobra robota - pogratulowa mu Drizzt, bowiem walka wok niego osaba na tyle, by mg by wiadkiem ciosu halflinga. Regis prbowa si umiechn, lecz zamiast tego skrzywi si, czujc bl w posiniaczonych ebrach. Drizzt dostrzeg ten grymas i przemkn przed Regisa, przyjmujc natarcie, gdy formacja koboldw przesuna si, by wypeni poszerzajc si luk. Sejmitary drowa rozpoczy szalony taniec, tnc i siekajc, czsto uderzajc w wiszce nisko stalaktyty i krzeszc iskry, lecz czciej trafiajc w koboldy. Z boku Catti-brie oraz Bruenor zawizali naprdce sojusz - Bruenor powstrzymywa przeciwnikw, podczas gdy Catti-brie i Przecinaczka wycinay dalej drog, usuwajc wiszce skay jedna po drugiej. Po drugiej jednak stronie krasnoludy wci znajdoway si w opaach, dwa pady, za pozostaych pi otrzymao liczne obraenia. adne z przyjaci nie mogo dotrze do nich na czas, wiedzieli o tym. Nikt nie mg si przedosta przez zwart formacj. Nikt poza Guenhwyvar. Lecc niczym czarna strzaa, wiercia otwr, tratujc jednego kobolda po drugim, otrzsajc si z wielu paskudnych trafie. Krew spywaa panterze po bokach, lecz nie odstraszao jej to. Dotara do krasnoludw i podpara ich szereg, za wiwaty, jakie wznieli na jej widok, zawieray w sobie czy sta rado i nadziej na ratunek.

Z pieni na ustach krasnoludy walczyy, pantera walczya, a koboldy nie mogy dokoczy tego, co zaczy. Naciskana z drugiej strony formacja zaamaa si wkrtce i krasnoludzka grupa znw si poczya, aby ranni mogli zosta zabrani z groty. Troska Drizzta oraz Catti-brie o Guenhwyvar zostaa rozproszona przez ryk pantery oraz jej skok, gdy Guenhwyvar poprowadzia przyjaci do nastpnego miejsca, w ktrym byli wielce potrzebni. *** Bidderdoo zamkn oczy, zastanawiajc si, jakie tajemnice odkryje przed nim mier. Mia nadziej, e przynajmniej troch z nich. Usysza przed sob ryk, a nastpnie brzk stali. Dobieg jk oraz nieprzyjemny odgos rozerwanego ciaa, uderzajcego na tward podog. Walcz o to, kto mnie zabije, pomyla mag. Wicej rykw - krasnoludzkich rykw! - i wicej jkni. Kolejne rozerwane ciaa upadajce na podog. Bidderdoo otworzy oczy, by ujrze, jak szeregi koboldw s dziesitkowane, by ujrze, jak garstka najbrudniejszych i najbardziej cuchncych krasnoludw, jakie mona tylko sobie byo wyobrazi, podskakuje wok niego, wskazujc w t i we w t, jakby Brygada Pogromcw Flakw staraa si okreli, gdzie moe spowodowa najwiksze zamieszanie. Bidderdoo powici chwil, by przyjrze si koboldom, tuzinowi cia, ktre byy martwe. - Rozerwane - wyszepta i przytakn, uwaajc, e to lepsze sowo. - Teraz masz racj - powiedzia jeden z krasnoludw. - Bidderdoo uzna, e sysza, jak by on nazywany Thibbledorfem Pwentem czy jako tak (nie to, e kto zwany Bidderdoo mg ciska zniewagi zwizane z imionami). - A ja i moi znikamy! - prychn szaojownik. Bidderdoo przytakn, po czym uwiadomi sobie, e wci ma powany problem. Dopiero przygotowywa czar, ktry mg otworzy pozawymiarowe wrota i straci go, bowiem zaklcie przerwao si, gdy walczy z koboldami.

- Czekaj! - wrzasn na Pwenta i zdumia siebie oraz krasnoluda, bowiem wraz ze sowami wydosta si z niego psi skowyt. Pwent przyjrza si z ciekawoci Harpellowi. Doskoczy tu przed Bidderdoo i przekrzywi gow na bok, ktry to ruch zosta podkrelony przez koyszcy si szpikulec na hemie. - Czekaj. Prosz, nie uciekaj, dobry i szlachetny krasnoludzie powiedzia Bidderdoo przymilnie, potrzebujc wsparcia. Pwent rozejrza si dookoa, jakby starajc si okreli, do kogo mwi ten mag. Pozostali Pogromcy Flakw byli podobnie zakopotani, niektrzy stali, wpatrujc si gupawo i drapic si po gowach. Pwent wymierzy skaty, brudny paluch w sw pier, a jego mina pokazywaa, e nie za bardzo uwaa si za dobrego i szlachetnego. - Nie zostawiaj mnie - poprosi Bidderdoo. - Wci yjesz - odparowa Pwent. - A tu ju nie ma za bardzo kogo zabija. - Jakby to byo dostatecznym wyjanieniem, szaojownik odwrci si i zacz odchodzi. - Ale mi si nie udao! - zaskowycza Bidderdoo i na kocu zdania spomidzy jego warg wydostao si wycie. - Nie udaooouuuu? - spyta Pwent. - Och, wszyscy jestemy zguuuubieni! - cign dramatycznie wyjcy mag. - To za dalekooouuuu! Do tego czasu wok Bidderdoo znaleli si wszyscy szaojownicy, zaintrygowani dziwnym akcentem, czy czymkolwiek to byo. Najblisi wrogowie, banda goblinw, mogli teraz zaatakowa, jednak nikt nie chcia zblia si do szalonej grupy, a stanowisko to byo dodatkowo podkrelone przez oddzia koboldw, lecy w pobliu w krwawych strzpach. - Lepiej pospiesz si i przejd do sedna - warkn na Bidderdoo pragncy znw zabija Pwent. - Uuu. - I przesta, do cholery, wy! - zada szaojownik. Tak naprawd biedny Bidderdoo nie wy celowo. W stresowej sytuacji mag, ktry tak dugo y jako pies, niezamierzenie przypomina sobie te dowiadczenia, odkrywa na nowo owe pierwotne psie instynkty. Wzi gboki oddech i stanowczo przypomnia sobie, e jest czowiekiem, nie psem.

- Musz dosta si do wejcia do tunelu - powiedzia bez wycia czy skamlania. - Drow tropiciel poprosi mnie, bym posa czar w korytarze. - Nie obchodz mnie te wasze czarodziejskie sztuczki - przerwa Pwent i znw si odwrci. - Nie chcesz zrzuci tego mierdzcego tunelu drowom na by? zapyta Bidderdoo, najlepiej jak mg imitujc szaojownika. - Ba! - parskn Pwent, a wszdzie wok niego krasnoludzkie gowy kiway ochoczo. - Ja i moi zabierzemy ci tam! Bidderdoo uwaa, by zachowa stanowcz min, jednak w mylach uzna, e sprytnie postpi, przemawiajc do dzy rzezi szalonych krasnoludw. W mgnieniu psiego oka Bidderdoo zosta porwany przez fal biegncych Pogromcw Flakw. Czarodziej zasugerowa okrn drog, przemknicie z lewej strony lub te wzdu pomocnej czci groty, gdzie walka staa si mniej intensywna. Gupi mag. Brygada Pogromcw Flakw pobiega prosto, tratujc koboldy i wiksze gobliny, ktre szy za szeregami koboldw. Niemal powalia dwch krasnoludw, ktrzy nie byli wystarczajco szybcy, by rzuci si na bok. Zanim Bidderdoo zdoa zaprotestowa przeciwko tej taktyce, zauway, e zblia si do wyznaczonego miejsca, wejcia do tunelu. Spdzi krtk chwil, zastanawiajc si, co jest szybsze - czar otwierajcy wymiarowe drzwi czy garstka dnych bitwy szaojownikw. Pomyla nawet o stworzeniu nowego zaklcia, Eskorta szaojownikw, jednak odrzuci t myl, gdy waniejszy problem, para wielkich, bykogowych minotaurw, za nimi za mroczny elf, wkroczya do groty. - Postawa defensywna! - krzykn Bidderdoo. - Musicie ich powstrzyma! Postawa defensywna! Gupi mag. Najblisi dwaj Pogromcy Flakw rzucili si gowami naprzd, wpadajc w stopy wielkich, dwuipmetrowych potworw. Zanim minotaury zday sobie w ogle spraw, co je trafio, ju przewracay si do przodu. aden z nich nie dotar jednak bez przeszkd do podogi, bowiem Pwent oraz inny krasnolud o szalonych oczach rzucili si na nie, zderzajc si z minotaurami gowa w gow. Za szamotanin pojawia si kula ciemnoci i nigdzie nie byo wida

drowa. Bidderdoo roztropnie zacz czarowa. Drow by tutaj! Dokadnie tak jak odgad Drizzt, mroczne elfy szy za koboldzim misem armatnim. Gdyby mg teraz rzuci kul ognist, gdyby mg zawali tunel. Musia zmusza sowa, by przedostaway si przez chrapliwy, instynktowny warkot, dobiegajcy skd z gbi jego garda. Czu pragnienie, by doczy do Pogromcw Flakw, ktrzy szamotali si nad lecymi minotaurami, rozrywajc je bezlitonie na strzpy. Czu pragnienie, by doczy do uczty. - Uczty? - spyta si na gos. Bidderdoo potrzsn gow i zacz od nowa, koncentrujc si na zaklciu. Najwyraniej usyszawszy rytmiczn inkantacj czarodzieja, drow wyoni si z ciemnoci, trzymajc do na podniesionej kuszy. Bidderdoo zamkn oczy, zmuszajc sowa, by pyny tak szybko, jak to tylko moliwe. Poczu ukszenie betu prosto w odek, jednak by w peni skoncentrowany i nie wzdrygn si, nie przerwa czaru. Nogi pod nim osaby. Usysza, jak drow si zblia, wyobrazi sobie miecz wymierzony do zabjczego ciosu. Bidderdoo utrzyma koncentracj. Dokoczy dweomer i maa, janiejca kula ognia wyskoczya mu z doni, lecc przez rozpocierajc si dalej ciemno do tunelu. Bidderdoo chwia si z osabienia. Otworzy oczy, jednak grota wok niego bya zamglona i niewyrana. Nastpnie przewrci si do przodu, czujc, jakby podoga podnosia si, by go pokn. Gdzie w zakamarku umysu spodziewa si uderzy mocno o ska, jednak wtedy ognista kula eksplodowaa. W tym momencie zawali si tunel.

ROZDZIA 21 JEDEN DLA TYCH DOBRYCH Cikie brzemi, spoczywao na silnych ramionach wielce szanowanego nadzorcy kopaczy, lecz Belwar nie pochyla si, maszerujc dugimi, krtymi tunelami. Podj decyzj z czystym umysem oraz okrelonym celem i po prostu nie dopuszcza do siebie przewidywa przez ca drog do Mithrilowej Hali. Jego przeciwnicy w debacie kcili si, e Belwarem kierowaa osobista przyja, nie leca w najlepszym interesie svirfhebli. Firble dowiedzia si, e Drizzt Do'Urdendrowi przyjaciel Belwara, uciek z Menzoberranzan i e wyprawa droww, wedug wszelkich wskazwek, kierowaa si prosto na Mithrilow Hal, bez wtpienia motywowana w czci przez obwieszczon przez Lloth nienawi wobec renegata. Czy Belwar poprowadzi wic Blingdenstone na wojn dla dobra jednego drowa? W kocu ta zaarta ktnia zostaa rozstrzygnita nie przez Belwara, lecz Firble'a, kolejnego z najstarszych svirfnebli, kolejnego z tych, ktrzy najdotkliwiej odczuwali bl, gdy Blingdenstone zostao porzucone. - Jasny wybr mamy - powiedzia Firble. - I teraz i sprawdzi, czy moemy pomc wrogom mrocznych elfw, albo te nowy dom znale, bowiem drowy z pewnoci powrc, a jeli wtedy staniemy przeciwko nim, sami bdziemy. Bya to straszna, trudna decyzja dla rady i dla krla Schnickticka. Gdyby podyli za mrocznymi elfami i ich podejrzenia sprawdziy si, gdyby odnaleli wojn na powierzchni, czy mogliby liczy na sojusz z krasnoludami z powierzchni oraz ludmi, rasami, ktrych gbinowe gnomy nie znay? Belwar zapewni ich, e mogliby. Caym swym sercem wielce szanowany nadzorca kopaczy wierzy, e Drizzt oraz wszyscy przyjaciele, jakich sobie zdoby, go nie zawiod. Firble za, ktry tak dobrze zna wiat zewntrzny (jednak, jak sam przyzna, by sporym laikiem, jeli chodzi o powierzchni), zgodzi si z Belwarem, kierujc si prost logik, e kada rasa, nawet niezbyt inteligentne gobliny, z chci powitaaby sojusznikw przeciwko mrocznym elfom. Tak wic Schnicktick oraz rada zgodzili si w kocu, lecz, jak w

przypadku kadej innej decyzji wyjtkowo konserwatywnych svirfhebli, nie posunli si dalej. Belwar mg wymaszerowa w pocig za drowami, a Firble z nim, wraz ze wszystkimi gnomami, ktre zgosz si na ochotnika. Byli zwiadowcami, podkreli Schnicktick, a nie maszerujc armi. Krl svirmebli oraz wszyscy ci, ktrzy sprzeciwiali si Belwarowi, byli zaskoczeni, dowiadujc si, jak wielu zgosio si do tej dugiej, niebezpiecznej wyprawy. Wrcz tak wielu, e Schnicktick, po prostu dla dobra funkcjonowania miasta, musia ograniczy ich liczb do trzydziestu setek. Belwar wiedzia, dlaczego svirfnebli poszli i zna prawd w kwestii swej wasnej decyzji. Jeli mroczne elfy udadz si na powierzchni i pokonaj Mithrilow Hal, nie pozwol gnomom wrci do Blingdenstone. Menzoberranzan nie podbijao, by pniej odej. Nie, oni zniewol krasnoludy i bd wykorzystywa kopalnie jako wasne, na nieszczcie dla Blingdenstone, bowiem miasto svirfnebli bdzie zbyt blisko najkrtszych drg do podbitej krainy. Tak wic, cho wszyscy ci svirfnebli, wliczajc w to Belwara i Firble'a, odchodzili od Blingdenstone dalej ni kiedykolwiek wczeniej, wiedzieli, e w rezultacie bd walczy o wasn ojczyzn. Belwar nie rozwaa ponownie tej decyzji, a gdy mia na to baczenie, jego brzemi byo lejsze. *** Bidderdoo skierowa ognist kul tunelem, lecz wski korytarz nie by w stanie pomieci w sobie gonoci wybuchu. Z tunelu wypad z powrotem do groty jzyk ognia, niczym dech rozwcieczonego czerwonego smoka, i zapaliy si od niego szaty Bidderdoo. Mag wrzasn - jak kady kobold i krasnolud obok niego, jak nastpna linia minotaurw pdzca do jaskini, jak mroczne elfy czajce si za nimi. W chwili trwania kuli ognistej czarodzieja wszyscy oni wrzasnli i rwnie szybko owe krzyki zamilky, zdusiy si, zostay przygniecione setkami ton opadajcych ska. Znw do groty wpada fala uderzeniowa, podmuch tak silny, e zdmuchn pomienie lice szaty Bidderdoo. Czarodziej nagle wznis si w powietrze, jak wszyscy, ktrzy go otaczali. Lecia oszoomiony,

zasypywany kamieniami, i mia niezwyke szczcie, bowiem nie zmiady go aden z opadajcych stalaktytw czy cikich gazw. Ziemia zatrzsa si i zakoysaa. Jedna ze cian jaskini zawalia si, a jedna z bocznych jaski zasypaa. Nagle wszystko si skoczyo, a tunel znikn, po prostu znikn, jakby nigdy wczeniej nie istnia, za komnata, ktra zostaa nazwana na cze krasnoluda Tunulta, wydawaa si znacznie mniejsza. Trzsc si Bidderdoo wydosta si ze sterty pyu i gruzu, po czym otrzepa kurz ze swego byszczcego klejnotu. Przy caym fruwajcym w powietrzu pyle wiato z zakltego kamienia wydawao si naprawd mizerne. Czarodziej spojrza na siebie, widzc wicej skry ni ubrania, widzc tuziny zadrapa i jaskraw czerwie na jednym rku, pod klejcym si do niej kurzem, tam, gdzie pomienie dotary do skry. Z kupy niedaleko wystawa szpikulec, wygity lekko na bok. Bidderdoo zamierza wyrazi al z powodu mierci szaojownika, ktry doprowadzi go do odpowiedniego miejsca, jednak Pwent wyskoczy nagle spod pyu, plujc kamykami i umiechajc si szaleczo. - Dobra robota! - rykn szaojownik. - Zrb to znowu! Bidderdoo zacz odpowiada, lecz zacz omdlewa, podstpna trucizna droww pokonaa chwilowy zastrzyk adrenaliny. Nastpn rzecz, jakiej nieszczsny czarodziej by wiadom, byo to, e Pwent go podnosi i krztusi go najpaskudniej smakujcym trunkiem, jaki kiedykolwiek pi. Paskudnym, lecz skutecznym, bowiem odurzenie znikno. - Pogromca Flakw! - zarycza Pwent, wkadajc zaufan flaszk za szeroki pas. Gdy kurz osiad, ciaa zaczy si porusza, jedno po drugim. Brygada Pogromcw Flakw, twardsza ni kamie, przetrwaa co do krasnoluda, za ta garstka koboldw, ktra przeya, zostaa cita, zanim zdoaa poprosi o lito. Wskutek tego, w jaki sposb grota si zawalia, gdy najblisza boczna komnata znikna, a przeciwlega do niej ciana rozpada si, maa grupka zostaa odcita od gwnych si. Szaojownicy nie byli jednak uwizieni, bowiem na lewo, z powrotem do serca Groty Tunulta, prowadzi wski korytarz. Walka tam zostaa podjta na nowo, tak wnioskowali po brzku metalu oraz krzykach krasnoludw i koboldw.

Nieoczekiwanie Thibbledorf Pwent nie poprowadzi swych si prosto w zamieszanie. Na tym kocu tunel by wski i wydawa si zwa kawaek dalej tak bardzo, e Pwent nie mg nawet myle o przeciniciu si. Poza tym szaojownik zauway co nad ramieniem Bidderdoo, gbokie pknicie w skale z boku zawalonego tunelu. Zbliywszy si do tego miejsca, Pwent poczu pdzce ze szczeliny powietrze - cinienie w tunelach wyrwnywao si po katastrofie. Pwent zahucza i uderzy z caej siy w cian pod pkniciem. Luny kamie puci i wpad do rodka, odsaniajc przejcie kierujce si do rozcigajcych si dalej gbszych korytarzy. - Powinnimy wrci i zoy raport krlowi Bruenorowi - stwierdzi Bidderdoo. - Albo pj tak daleko, jak doprowadzi nas ten tunel, aby da im zna, e tu jestemy, aby mogli nas odkopa. Pwent parskn. - Niewiele by nam przyszo ze zwiadu, gdybymy pominli ten tunel zgodzi si. - Jeli drowy go znajd, wrc szybciej, ni si Bruenor spodziewa. To jest raport, ktry warto da! Tak naprawd trudno byo rozwcieczonemu krasnoludzkiemu wojownikowi ignorowa kuszce odgosy walki, lecz z drugiej strony serce Pwenta szukao obietnic wikszych przeciwnikw, droww i minotaurw w otwartych korytarzach. - A jeli utkniemy w tamtym tunelu - cign Pwent, wskazujc z powrotem na to, co zostao z Groty Tunulta - te cholerne drowy przejd nam po plecach! Brygada Pogromcw Flakw uformowaa si za swym dowdc, jednak Bidderdoo potrzsn gow i wcisn si w korytarz. Jego najgorsze obawy szybko si ziciy, bowiem rzeczywicie si zwa i czarodziej nie mg dosta si do rozcigajcej si dalej otwartej przestrzeni, nie mg nawet zbliy si na tyle, by mie nadziej zwrci na siebie uwag nad harmidrem bitwy. By moe mia zaklcie, ktre mu pomoe, uzna Bidderdoo, sigajc do niemoliwie gbokiej kieszeni, by wycign sw cenn ksig czarw. Wycign bry pomarszczonych stron, rozmazanych i nadpalonych, z licznymi plamami atramentu od ogromnego gorca. Klej oraz szwy oprawy rwnie si stopiy i gdy Bidderdoo podnis ksig do gry, rozpada si.

Czarodziej zacz nagle ciko oddycha, poczu, jakby cay wiat si do niego zblia. Zebra tyle kartek, ile mg, i wycofa si z powrotem z korytarza, by odkry ku swemu zaskoczeniu oraz uldze, e Pwent oraz pozostali wci na niego czekaj. - Uznaem, e zmienisz zdanie - stwierdzi szaojownik, po czym poprowadzi Brygad Pogromcw Flakw, plus jednego, dalej. - Pidziesiciu droww i cala grupa minotaurw - bysny donie Quenthel Baenre, a z ostrych, urywanych ruchw jej matka odgada, e jest rozwcieczona. Gupia, zamylia si opiekunka Baenre. Zacza rozmyla, ile serca jej crka wkada w t ekspedycj. Quenthel bya potn kapank, nie mona byo temu zaprzecza, jednak dopiero wtedy wyniszczona stara opiekunka uwiadomia sobie, e moda Quenthel nigdy nie widziaa tak naprawd bitwy. Dom Baenre nie toczy wojen od wielu setek lat, a w zwizku z jej przyspieszon edukacj w Akademii Quenthel oszczdzono obowizkw eskortowania zwiadowczych patroli w tunelach poza Menzoberranzan. Uderzyo wtedy Baenre, e jej crka nigdy nie bya poza miastem droww. - Gwna droga do Mithrilowej Hali ju nie istnieje - cigny donie Quenthel. - I zawalio si te kilka rwnolegych korytarzy. Co gorsza Quenthel przerwaa nagle, musiaa wzi gboki oddech, by si uspokoi. Kiedy zacza na nowo, jej twarz zastyga z gniewu - wiele z martwych droww byo kobietami, znajdowao si tam kilka potnych kapanek i jedna wysoka kapanka. Jej ruchy wci byy przesadzone, zbyt gwatowne i zbyt szybkie. Czy Quenthel naprawd sdzia e ten podbj bdzie prosty? - zastanawiaa si Baenre. Czy uwaaa, e nie zostan zabite adne drowy? Baenre rozmylaa i to nie po raz pierwszy, czy nie popenia bdu, zabierajc Cjuenthel. By moe powinna bya wzi Triel, najzdolniejsz z kapanek. Quenthel przyjrzaa si skierowanej na ni stanowczej twarzy i zorientowaa si, e jej matka nie jest zadowolona. Mina chwila, zanim zdaa sobie spraw, e zirytowaa Baenre bardziej, ni mg to zrobi niepomylny raport. - Szeregi si przesuwaj? - spytaa na gos Baenre. Quenthel

odchrzkna. - Bregan D'aerthe odkryli wiele innych drg - odpowiedziaa. - Nawet korytarze, o ktrych nie wiedz krasnoludy, dochodzce blisko do tuneli wiodcych do Mithrilowej Hali. Opiekunka Baenre zamkna oczy i skina gow, pochwalajc nage odzyskanie optymizmu przez crk. Rzeczywicie istniay tunele, o ktrych krasnoludy nie wiedziay, mae korytarze pod najniszymi poziomami Mithrilowej Hali, zapomniane, gdy krasnoludy przesuny operacje grnicze ku bogatszym yom. Stary Gandalug zna jednak te pradawne, sekretne cieki i dziki szczegowym przesuchaniom przez Methila drowka rwnie je znaa. Owe sekretne tunele nie czyy si tak naprawd z krasnoludzkim kompleksem, lecz czarodzieje mogli otwiera wrota tam, gdzie ich nie byo, za ilithidy potrafiy przechodzi przez ska i zabiera ze sob drowich wojownikw na psioniczne podre. Oczy Baenre otworzyy si nagle. - Wieci od Berg'inyona? - zapytaa. Quenthel potrzsna gow. - Wyszed z tuneli, jak brzmia rozkaz, jednak od tego czasu nie byo o nim sycha. Na twarzy Baenre pojawio si zdenerwowanie. Wiedziaa, e Berg'inyon dsa si za to, i jest wysyany na zewntrz. Prowadzi najwikszy ze zwartych oddziaw, liczbowo rzecz biorc, niemal tysic droww oraz pi razy tyle goblinw i koboldw, za wiele mrocznych elfw dosiadao jaszczurw. Obowizki Berg'inyona wszake, cho istotne dla podboju Mithrilowej Hali, skieroway go na zbocze grskie za krasnoludzkim kompleksem. Najprawdopodobniej Drizzt Do'Urden bdzie w rodku, dziaajc w rodowisku odpowiedniejszym dla mrocznego elfa. Najprawdopodobniej to Uthegental Armgo, nie Berg'inyon, skosztuje pierwszy krwi renegata. Grymas Baenre przerodzi si w umiech, gdy pomylaa o swym synu oraz jego napadzie zoci, gdy daa mu to zadanie. Oczywicie, e musia udawa rozgniewanego, nawet rozwcieczonego. Oczywicie, e musia protestowa, e to on, nie Uthegental powinien prowadzi natarcie w tunelach. Berg'inyon by jednak z Drizztem w jednej klasie i podczas lat spdzonych w Melee-Magthere, drowiej szkole wojownikw, byli rywalami. Zna chyba Drizzta lepiej ni jakikolwiek inny yjcy drow

z Menzoberranzan. Opiekunka Baenre znaa za Berg'inyona. Prawda bya taka, e Berg'inyon nie chcia mie nic wsplnego z niebezpiecznym renegatem. - Poszukaj swego brata magi - powiedziaa nagle Baenre, straszc Quenthel. - Jeli nadal trwa w swym uporze, zastp go. Oczy Quenthel rozszerzyy si przeraeniem. Bya z Berg'inyonem, gdy oddzia wyszed z tuneli, wchodzc na pk, skaln na zboczu, wychodzc na gboki parw. Widok j przytoczy, oszoomi, podobnie jak wiele innych droww. Czua si tam zagubiona, nic nie znaczca i odsonita. Ta jaskinia, ktr by wiat powierzchni, ta wielka komnata, ktrej czarna kopua janiaa punktami nieznanego wiata, bya zbyt ogromna jak na jej zmysy. Opiekunka Baenre nie pochwalaa jej przeraonej miny. - Id! - warkna, a Quenthel cicho si wymkna. Ledwo co znikna z pola widzenia, gdy nastpna skadajca raport drowka stana przed janiejcym bkitem dryfdyskiem Baenre. Jej raport o postpach si poruszajcych si w sekrecie dolnymi tunelami by lepszy, lecz Baenre ledwo suchaa. Szczegy szybko staway si dla niej nuce. Krasnoludy byy dobre i miay wiele miesicy na przygotowania, jednak w kocu opiekunka Baenre nie wtpia w rezultat, wierzya bowiem, e przemwia do niej sama Lloth. Drowy wygraj, a Mithrilowa Hala upadnie. Wy suchaa jednak raportu, a pniej nastpnego i jeszcze jednego, i kolejnego po nim, strumienia, ktry wydawa si nieskoczony, zmuszajc si, by wyglda na zainteresowan.

ROZDZIA 22 WIATO GWIAZD, ICH BLASK Z jej wysokiego stanowiska, dziki wzrokowi wzmocnionemu przez magiczne dweomery, wydawali si armi mrwek rozlewajcych si po wschodnim i najbardziej stromym zboczu gry, wypeniajcych kad dolin, wspinajcych si na kad ska. Za nimi, w zwartych formacjach, podaa gbsza czer, wojownicy droww. Nigdy wczeniej pani Silverymoon nie widziaa tak niepokojcego obrazu, nigdy wczeniej nie bya tak pena trwogi, cho przeya wiele wojen oraz liczne niebezpieczne przygody. Wygld Alustriel nie odzwierciedla tych bitew. Bya ona tak pikna, jak adna yjca kobieta, jej skra bya gadka i blada, niemal przezroczysta, a wosy dugie i srebrzyste - nie siwe od wieku, cho bya naprawd bardzo stara, lecz lnice i bujne, ciche wiato nocy i migoczca jasno gwiazd zmieszane ze sob. Rzeczywicie, pikna pani przeya wiele wojen, a smutek owych konfliktw odbija si w jej oczach, podobnie jak mdro karzca jej gardzi wojn. Na drodze ku poudniowemu zboczu, za zaomem stokowatej gry, Alustriel widziaa sztandary zgromadzonych wojsk, najbardziej wyrniaa si spord nich srebrna flaga jej wasnych rycerzy. Alustriel wiedziaa, e s dumni i niespokojni, bowiem wikszo z nich bya moda i nie znaa alu. Pani Silverymoon otrzsna z siebie te niepokojce myli i skupia na tym, co najprawdopodobniej si wydarzy oraz jaka moe by jej w tym rola. Trzon wrogich si stanowiy koboldy i uznaa, e wielcy barbarzycy oraz opancerzeni jedcy nie powinni mie wikszych kopotw z rozpdzeniem ich. Jak jednak poradz sobie z drowami? - zastanawiaa si Alustriel. Wykonaa swym latajcym rydwanem szerok ptl, obserwujc i czekajc. *** Wzdu przednich szeregw wybuchy potyczki, gdy ludzcy

zwiadowcy spotkali si z koboldami. Na odgos bitwy oraz z powodu dochodzcych raportw Berkthgar pragn wypuci swe siy, rzuci si do ataku i zgin z pieni do Tempusa na ustach. Besnell, ktry dowodzi Rycerzami w Srebrze, by zahartowanym wojownikiem i w wikszym stopniu strategiem. - Zatrzymaj swych ludzi - poprosi rozochoconego barbarzyc. - Tej nocy ujrzymy wicej walki, ni podobaoby si komukolwiek z nas, a nawet Tempusowi, twojemu bogu walki. Lepiej toczy bitw na terenie wybranym przez nas. - Rzeczywicie, rycerz starannie wybra to wanie miejsce i kci si z Berkthgarem oraz samym krlem Bruenorem, by zdoby poparcie dla swego planu. Siy zostay podzielone na cztery grupy rozmieszczone wzdu poudniowego zbocza gry, Czteroszczytu, w ktrej znajdoway si obydwa wejcia do Mithrilowej Hali. Na pnocnym zachodzie, po przeciwlegej stronie, leaa Dolina Stranika, szeroki, gboki, usiany gazami i zasany mg parw, w ktrym leay sekretne zachodnie wrota do krasnoludzkiego kompleksu. Na pnocny wschd od pozycji onierzy, za gr oraz rozlegymi obszarami otwartych ska i wskich, przecinajcych si szlakw znajdowaa si dusza, powszechniej uywana cieka do wschodnich wrt Hali. Wysannicy Bmenora chcieli, aby wojska zostay rozdzielone, aby jedcy udali si broni Doliny Stranika, a ludzie z Settlestone strzegli wschodnich szlakw. Besnell trzyma si jednak stanowczo swego stanowiska i pozyska Berkthgara, odwracajc sytuacj przeciwko dumnym krasnoludom, nalegajc, e powinni by w stanie ukry i obroni swe wasne wejcia. - Jeli drowy wiedz, gdzie le wejcia - spiera si - to wanie tam bd si spodziewa oporu. Tak wic wybrano poudniowe zbocze Czteroszczytu. Pod pozycjami obrocw znajdowao si wiele szlakw, jednak nad nimi klify staway si bardziej strome, wic nie spodziewali si ataku z tej strony. Grupy obrocw byy wymieszane zalenie od terenu. Jedna, skadajca si wycznie z barbarzycw, zajmowaa wskie, poszarpane szlaki, w dwch byli barbarzycy oraz jedcy, za jedna, na paskowyu nad szerokim, gadkim, lekko pochyym urwiskiem, bya zoona w caoci z

Jedcw z Nesme. Besnell oraz Berkthgar obserwowali i czekali teraz na drugiej pozycji. Wiedzieli, e bitwa jest nieuchronna. Otaczajcy ich mczyni wyczuwali cisz, czajc si, zbliajc armi. Obszary niej na stoku, na wschodzie, wybuchy nagle rozbyskami jaskrawego wiata, gdy ulewa zaczarowanych kulek, dar od krasnoludzkich kapanw, wyleciaa od barbarzycw z pierwszego stanowiska. Jake koboldy si miotay! Podobnie jak garstka mrocznych elfw wrd przednich szeregw niewielkich stworw. Potwory znajdujce si najwyej na zboczu, w pobliu ukrytych pozycji, zostay przytoczone, spada na nie horda barbarzycw, rozszczepiajc je na p wielkimi mieczami i bitewnymi toporami lub te po prostu podnoszc koboldy wysoko i ciskajc nimi w d zbocza. - Musimy wyj im na spotkanie! - zarycza Berkthgar, widzc, e jego pobratymcy angauj si w walk. Unis wysoko w powietrze wielkiego Bankenfuere. - Ku chwale Tempusa! - rykn i okrzyk ten zosta powtrzony przez wszystkich barbarzycw na drugiej pozycji, a take tych na trzeciej. - To by byo na tyle, jeli chodzi o zasadzk - mrukn Regweld Harpell, siedzc na swym abokoniu, Kauoskoczku. Skinwszy gow do Besnella, bowiem nadchodzi odpowiedni czas, Regweld pocign lekko za lejce Kauoskoczka, a dziwaczna bestia zaskrzeczaa gardowym reniem i skoczya na zachd, pokonujc dziesi metrw. - Jeszcze nie - Besnell poprosi Berkthgara, bowiem barbarzyca trzyma w doni okoo tuzina dajcych wiato kulek. Rycerz wskaza Berkthgarowi ruchy wrogich si poniej, wyjaniajc, e cho wielu wspio si, by zetrze z obrocami chronicymi pozycji najbardziej wysunitych na wschd, znacznie, znacznie wicej przelizgiwao si niszymi szlakami na zachodzie. Poza tym wiato nie byo ju tak intensywne, bowiem mroczne elfy uyy swych wrodzonych umiejtnoci, by odeprze raco jasne zaklcia. - Na co czekasz? - zada odpowiedzi Berkthgar. Besnell wci trzyma rk w powietrzu, wci opnia atak. Jaki barbarzyca wrzasn, ujrzawszy, e jego sylwetka zostaa nagle otoczona bkitnymi pomieniami, ogniem, ktry nie parzy. Nie byy one jednak cakowicie nieszkodliwe, bowiem w nocy zdradzay wyranie pooenie mczyzny.

Gdzie z dou rozbrzmia brzk wielu kusz i nieszczsny barbarzyca krzykn ponownie i jeszcze raz, po czym zamilk. Byo to ju zdecydowanie do dla Berkthgara, ktry cisn swe kulki. Jego znajdujcy si w pobliu pobratymcy zrobili to samo i ta druga sekcja obrconej na poudnie brygady rozbysa nagle magi. Ludzie z Settlestone zaszarowali w d, ku nieprzerwanemu niepokojowi Besnella. Najpierw powinni pojecha jedcy, jednak jeszcze nie teraz, nie, zanim nie przesza wikszo si nieprzyjaciela. - Musimy - wyszepta rycerz za elfim dowdc z Silverymoon, a Besnell w milczeniu skin gow. Przyglda si scenerii zaledwie przez chwil. Berkthgar i jego setka ju walczyli na stoku i nie mieli szans na doczenie do tych odwanych mczyzn, utrzymujcych teren wyej, na wschodzie. Pomimo zoci na porywczego barbarzyc Besnell podziwia wyczyny Berkthgara. Potny Bankenfuere zdj trzy koboldy za jednym zamachem, posyajc je, w caoci bd w czciach, wysoko w powietrze. - wiato si nie utrzyma - stwierdzi rycerz za Besnellem. - Pomidzy dwa oddziay - odpar Besnell, mwic wystarczajco gono, by mogli go usysze wszyscy otaczajcy go jedcy. - Musimy zjecha pod ktem pomidzy dwa oddziay, aby ludzie na wschodzie mogli uciec za nas. Nie wrcio do niego nawet sowo skargi, cho wybrana przez niego trasa bya naprawd zdradziecka. Oryginalny plan gosi, aby Rycerze w Srebrze ruszyli prosto na nieprzyjaciela, zarwno z tej pozycji, jak i z nastpnej na zachd, podczas gdy Berkthgar i jego ludzie poczyliby si za nimi i caa sia obrocw potoczyaby si stopniowo na zachd. Teraz Berkthgar, w swej dzy krwi, zniweczy ten plan i Rycerze w Srebrze mog za to drogo zapaci. aden czowiek czy elf si jednak nie poskary. - Trzymajcie swe kulki - rozkaza Besnell - dopki drowy nie zlikwiduj tego wiata, ktre jest teraz dostpne. Dla efektu poderwa konia na tylne nogi. - Ku chwale Silverymoon! - krzykn - I dobra caego dobrego ludu! dobiega zgodna odpowied. Ich ttent wstrzsn zboczem Czteroszczytu, rozbrzmia gboko w krasnoludzkich tunelach pod skaami. Z dwikiem rogw zaszarowali w

d, setka jedcw z opuszczonymi lancami, za gdy owe dugie wcznie zapltay si bd pky, przebiwszy wrogw, zostay wycignite byszczce miecze. Bardziej miercionone byy krzepkie wierzchowce, miadce koboldy pod swymi dudnicymi kopytami, roztrcajce i przeraajce zarwno gobliny, jak i drowy, bowiem owi najedcy z najgbszego Podmroku nigdy wczeniej nie widzieli takiej szary kawalerii. W przecigu zaledwie paru minut natarcie przeciwnikw w gr zbocza zostao zatrzymane i zawrcone, przy czym zaledwie garstka obrocw zostaa powalona. Kiedy za mroczne elfy dalej kontroway wietlne kulki, ludzie Besnella reagowali na ich czary kolejnymi kulkami. Mroczne siy wci jednak toczyy si niskimi szlakami, o czym wiadczyo dudnienie rogw na zachodzie, woanie do Tempusa i za Longsaddle, a take ponowny ttent, gdy Longjedcy podyli za przewodem Rycerzy w Srebrze. Szar z owego trzeciego stanowiska poprowadzio pierwsze prawdziwe uycie magii, wystrzelona przez Regwelda byskawica, ktra spowodowaa wicej przeraenia ni zniszcze. Co zdumiewajce, nie nastpia adna magiczna odpowied ze strony droww, nie liczc drobnych zakl ciemnoci czy ogni faerie owietlajcych wybranych obrocw. Pozostae siy barbarzycw zrobiy tak, jak zakada plan, kierujc si pomidzy Longriderw oraz obszar tu pod drugim stanowiskiem, czc si nie z Rycerzami w Srebrze, jak pierwotnie planowano, lecz z Berkthgarem i jego oddziaem. *** Wysoko ponad bitw Alustriel uywaa caej swej dyscypliny, by si powstrzymywa. Obrocy, jak oczekiwano, siekali szeregi koboldw oraz goblinw na strzpy, zabijajc nieprzyjaci w stosunku dalece przekraczajcym pidziesit do jednego. Liczba ta zostaaby z atwoci podwojona, gdyby Alustriel wyzwolia sw magi, jednak nie moga tego zrobi. Drowy czekay cierpliwie, a ona szanowaa moce tych zych elfw na tyle, by wiedzie, e jej pierwszy atak moe by jedynym.

Wyszeptaa komend do zakltych koni cigncych powietrzny rydwan i sfruna niej, kiwajc ponuro gow, gdy potwierdzia, e bitwa toczy si tak, jak przewidywano. Rze na wyszym fragmencie poudniowego zbocza bya zakoczona, jednak mroczna masa wci przelewaa si poniej ku zachodowi. Alustriel rozumiaa, e pomidzy szeregami tej niszej grupy znajduje si wiele droww. Rydwan pomkn na wschd, szybko zostawiajc za sob pole bitwy, i pani Silverymoon uspokoia si troch, zdawszy sobie spraw, e wrogie szeregi nie byy takie dugie, nie wykraczay zbyt daleko za najbardziej wysunite na wschd pozycje obrocw. Zrozumiaa dlaczego, kiedy usyszaa kolejn bitw za gr na wschodzie. Nieprzyjaciel znalaz wschodnie wrota Mithrilowej Hali, wszed do kompleksu i walczy z krasnoludami w rodku! W cieniu owych niskich wrt wybuchay byskawice i pomienie, za istotami, ktre wkraczay do wewntrz, nie byy niewielkie koboldy czy gupie gobliny. Byy to mroczne elfy, wiele, wiele mrocznych elfw. Chciaa tam zjecha, zala nieprzyjaciela magiczn, wybuchow furi, jednak musiaa wierzy w lud Bruenora. Wiedziaa, e tunele zostay przygotowane, a atak z zewntrz gry by spodziewany. Jej rydwan lecia dalej na pomoc i Alustriel pomylaa, e zamknie tras, udajc si przez Dolin Stranika na wschodzie, gdzie oczekiwali kolejni sprzymierzecy, nastpna setka jej Rycerzy w Srebrze. To, co ujrzaa, ani si jej nie spodobao, ani nie uspokoio. Pnocna ciana Czteroszczytu bya zdradzieckim, nagim obszarem, praktycznie nie nadajcych si do wspinaczki zboczy oraz poszarpanych paroww, ktrych nie mgby pokona aden czowiek. Bya praktycznie nie nadajca si do wspinaczki, lecz nie dla kleistych ap wielkich podziemnych jaszczurw. Berg'inyon Baenre oraz jego elitarny oddzia, czterystu osawionych jaszczurczych jedcw domu Baenre, wdrapywali si po owej pomocnej cianie, prc szybko na zachd, ku Dolinie Stranika. Oczekujcy rycerze byli ustawieni tak, by wspiera ostatnie stanowiska przeciwko siom nacierajcym na poudniow cian. Ich szara, jeli by nastpia, otworzyaby ostatni flank, aby pozwoli Besnellowi, Longriderom oraz ludziom z Nesme i Settlestone dosta si

do doliny, ktra bya dostpna jedynie przez jedn wsk przecz. Alustriel wiedziaa, e jaszczurczy jedcy znajd si tam pierwsi i bd przewysza liczebnie czekajcych rycerzy - poza tym byli drowami. *** Najdalej wychodzca na wschd pozycja bya otoczona. Barbarzycy, a raczej to, co zostao z ich szeregw, biegli szybko na zachd, przemykajc za Rycerzami w Srebrze, by doczy do Berkthgara. Po tym jak przebiegli, Besnell rwnie obrci swe siy na zachd, popychajc do przodu oddzia Berkthgara, ktry napcznia tak, e mieci w sobie niemal wszystkich yjcych wojownikw z Settlestone. Dowdca Rycerzy w Srebrze zacz sdzi, e pomyka Berkthgara moe nie by tak fatalna w skutkach, e odwrt moe nastpi tak, jak planowano. Trafi na wysoki paskowy i przyjrza si okolicy, kiwajc ponuro gow, gdy zauway, e wrogie siy przetoczyy si wok pierwszych trzech stanowisk. Oczy Besnella rozszerzyy si i mczyzna wcign raptownie powietrze, uwiadomiwszy sobie dokadne pooenie prowadzcych szeregw tej mrocznej chmury. Jedcy z Nesme przegapili sw kolej! Mieli szybko zjecha w d zbocza, by utrzyma t flank, a mimo to z jakiego powodu zawahali si i pierwsze szeregi nieprzyjaciela wydaway si ju znajdowa za tym czwartym i ostatnim stanowiskiem. Teraz Jedcy z Nesme ruszyli i ich szara w d najgadszej skay poudniowego zbocza bya naprawd dewastujca, czterdziestu konnych w przecigu zaledwie paru chwil powalio trzy razy tyle koboldw. Besnell wiedzia jednak, e nieprzyjaciel mg sobie na to pozwoli, a take na wiele wicej. Plan nawoywa do zorganizowanego odwrotu na zachd, do Doliny Stranika, a nawet przez zachodnie wrota Mithrilowej Hali, jeli zajdzie taka potrzeba. By to dobry plan, jednak teraz flanka zostaa stracona i droga na zachd bya zamknita. Besnell mg jedynie obserwowa z przeraeniem.

Cz 5 STARZY KRLOWIE I STARE KRLOWE Przybyli jako armia, lecz nie do koca. Osiem tysicy mrocznych elfw oraz jeszcze wiksza liczba humanoidalnych niewolnikw, potna i masywna sia para w stron Mithrilowej Hali. Miana te s odpowiednie w kategoriach samych liczb i potgi, a jednak armia" i sia" sugeruj co wicej, poczucie spjnoci i wsplnego celu. Z pewnoci drowy nale do najlepszych wojownikw w Krainach, s szkolone do walki od najmodszych lat, same bd w grupach, i z pewnoci cel wydaje si jasny, gdy wojna jest rasowa, gdy drowy walcz z krasnoludami. Wszake, cho ich taktyka jest doskonaa, a oddziay wsppracuj, by nawzajem si wspiera, owa spjno w szeregach droww pozostaje powierzchowna. Niewiele mrocznych elfw, jeli w ogle jakie w armii Lloth, oddaoby swe ycie, by ocali innego, chyba e ona bd on byliby przekonani, i taka ofiara zagwarantuje im zaszczytne miejsce w yciu po mierci u boku Pajczej Krlowej. Jedynie fanatyk spord mrocznych elfw wziby na siebie ran, jakkolwiek drobn, by uratowa innemu ycie, i to jedynie dlatego, i w fanatyk sdziby, e ley to w jego najlepszym interesie. Drowy przyszy, nawoujc o chwa dla Pajczej Krlowej, lecz tak naprawd szukay czci jej chwaty dla siebie. Osobisty zysk by zawsze podstawow zasad mrocznych elfw. Taka bya rnica pomidzy obrocami Mithrilowej Hali a tymi, ktrzy przyszli j podbi. To bya jedyna nadzieja, jak ywilimy w obliczu strasznej przewagi liczebnej nieprzyjaciela, wyszkolonych drowich wojownikw! Gdyby pojedynczy krasnolud przyby do walki, w ktrej jego kamratom grozi klska, zaryczaby butnie i rzuci si na eb na szyj, niezalenie od przewagi liczebnej wroga. Mimo to, gdybymy schwytali grup droww, moe patrol, w zasadzk, owe wspierajce oddziay otaczajce swych pechowych towarzyszy nie pomogyby im, nie bdc pewnymi zwycistwa. To my, nie oni, mielimy prawdziwy wsplny cel. My, nie oni, rozumielimy spjno, walczylimy dla podzielanych wyszych zasad,

rozumielimy i akceptowalimy wszelkie ofiary, ktre mogyby nas popchn w stron wikszego dobra. W Mithrilowej Hali istnieje komnata - a wrcz wiele komnat - w ktrej skada si honor bohaterom wojen i dawnych walk. Znajduje si tam miot Wulfgara, a i by tam uk - elfi uk - ktry Catti-brie przywrcia z powrotem do suby. Cho uywa go od lat i dodaa wiele do jego legendy, wci mwi o nim jako o uku Anariel, zmarej dawno elfki. Jeli po stuleciach od tej chwili uk znw zostanie uyty przez przyjaciela klanu Battlehammer, bdzie nazywany ukiem Catti-brie, dawniej lukiem Anariel. W Mithrilowej Hali jest jeszcze jedno miejsce, Hali Krlw, gdzie wykuto sylwetki patronw klanu Battlehammer, gigantyczne i ponadczasowe. Drowy nie maj takich pomnikw. Moja matka, Malice, nigdy nie mwia o poprzedniej matce opiekunce domu Do'Urden, najprawdopodobniej dlatego, e sama przyoya rk do jej mierci. A w Akademii nie ma tablic dawnych mistrzy czy mistrzw. Tak naprawd, gdy teraz si nad tym zastanawiam, jedynymi pomnikami w Menzoberranzan s statuy tych, ktrzy zostali ukarani przez Baenre lub ugodzeni przez Yendes i jej okrutny bicz. Ich skra staa si kamieniem, aby mogli zosta ustawieni na widoku, na paskowyu Tier Breche poza Akademi, jako wiadectwa nieposuszestwa. Taka bya rnica pomidzy obrocami Mithrilowej Hali a tymi, ktrzy przyszli j podbi. To bya jedyna nadzieja. Drizzt Do'Urden

ROZDZIA 23 KIESZENIE MOCY Bidderdoo nigdy nie widzia niczego, co mogoby si z tym rwna. Bya to dosownie ulewa koboldw spadajcych wszdzie wok przeraonego Harpella, gdy Brygada Pogromcw Flakw wpada w prawdziwy sza bitewny. Dotarli do maej, szerokiej komnaty i natknli si tam na oddzia koboldw wielokrotnie przewyszajcy ich liczebnie. Zanim Bidderdoo zdoa zasugerowa odwrt (lub taktyczny manewr oskrzydlajcy", jak zamierza to nazwa, wiedzia bowiem, e w sowniku Thibbledorfa Pwenta nie ma sowa odwrt"), Pwent poprowadzi bezporedni szar. Biedny Bidderdoo zosta wessany przez brygad, sidemk rozszalaych krasnoludw, lepo i radonie podajc za najwyraniej samobjczym przewodem Pwenta prosto do serca groty. Teraz bya to furia, masakra z rodzaju tych, w ktre pilny Harpell, yjcy od urodzenia w zacisznej Bluszczowej Posiadoci (z czego spor cz jako pies rodzinny), nie mg uwierzy. Pwent przemkn obok niego z nadzianym na szpikulec i powiewajcym bezwadnie martwym koboldem. Rozoywszy szeroko rce, szaojownik skoczy na grup koboldw i przycign do siebie tyle, ile tylko mg, ciskajc je mocno. Nastpnie zacz si trz, wpadajc w konwulsje tak gwatowne, e Bidderdoo zastanawia si, czy jaka bolesna trucizna nie przedara si do y krasnoluda. Nie bardzo, bowiem byo to kontrolowane szalestwo. Pwent trzs si, a paskudne zadziory na jego zbroi zryway skr ze cinitych przeciwnikw, rozryway ich i dary. Skoczy to (pozostawiajc trzy konajce koboldy) lewym sierpowym, ktry wbi jego pancern, nabijan kolcami rkawic na kilkanacie centymetrw w czoo kolejnego nieszczsnego przeciwnika. Bidderdoo doszed do zrozumienia, e szara nie bya samobjcza, e za pomoc samej furii Pogromcy Flakw mogli z atwoci zwyciy z przewaajcymi siami. Zda sobie rwnie spraw, e koboldy szybko nauczyy si omija rozszalae krasnoludy. Sze z nich przemkno szerokim, penym szacunku ukiem obok Pwenta. Sze z nich obrcio si i skierowao na wroga, ktrego mogy mie nadziej pokona.

Bidderdoo gmera w podartych strzpach ksigi czarw, przeskakujc do jednej strony, na ktrej atrament nie zosta zbyt mocno rozmyty. Trzymajc pergamin w jednej doni, drug wycign prosto przed siebie i zacz szybko piewa, wymachujc palcami. Z kadego opuszka wydostaa si magiczna energia, zielone pociski, ktre pdziy, by nieomylnie uderzy w cel. Pi koboldw pado martwych, a szsty, wydawszy z siebie wrzask, rzuci si ze swym maym mieczem na brzuch Bidderdoo. Pergamin wypad przeraonemu Harpellowi z doni. Wrzasn mylc, e zaraz zginie, i zadziaa, kierujc si czystym instynktem, pochyli si nad ostrzem, wyginajc tors tak, by pogrzeba niewielkiego kobolda pod sob. Poczu palcy bl, gdy miecz maego stwora wbi mu si midzy ebra, jednak za ciosem nie sza sia i bro nie wdara si gboko. Bidderdoo, tak nienawyky do walki, wrzasn z przeraeniem. I ten bl, bl... Wrzaski Bidderdoo stay si wyciem. Spuci wzrok i ujrza szamoczcego si kobolda, a jeszcze wyraniej zobaczy odsonite gardo szamoczcego si kobolda. Nastpnie sprbowa ciepej krwi i nie odrzucio go to. Powarkujc, Bidderdoo zamkn oczy i trzyma. Kobold przesta si miota. Po jakim czasie biedny Harpell zauway, e odgosy walki wok niego zaniky. Stopniowo otworzy oczy i obrci lekko gow, by spojrze na Thibbledorfa Pwenta, stojcego nad nim i kiwajcego gow. Dopiero wtedy Bidderdoo zda sobie spraw, e zabi kobolda, e przegryz mu gardo. - Dobra technika - odezwa si Pwent, po czym odszed. *** Podczas gdy manewry Brygady Pogromcw Flakw byy donone i bezporednie, cakowicie polegay na dzikoci, u innej grupy byy one tacem skradania si i zasadzek. Drizzt, Guenhwyvar, Catti-brie i Bruenor poruszali si cicho od jednego tunelu do drugiego, drow i pantera pro wadzili. Guenhwyvar pierwsza wyczuwaa zbliajcego si nieprzyjaciela, a Drizzt szybko przekazywa sygnay, gdy pantera kada

po sobie uszy. Caa pitka pracowaa wsplnie, ustawiajc si tak, by Catti-brie ze swym mierciononym ukiem moga zaatakowa pierwsza, po niej nastpowa skok pantery, niemoliwie szybkie wpadnicie drowa w zamieszanie oraz typowo krasnoludzka ryczca szara Bruenora. Regis zawsze znajdowa sposb, by wczy si do walki, zwykle zachodzc z tyu, by uderzy swym buzdyganem w plecy drowa bd gow kobolda, gdy jedno z jego przyjaci byo zbyt mocno atakowane. Tym razem jednak Regis postanowi pozosta cakowicie poza walk. Grupa znajdowaa si w szerokim, wysokim korytarzu, gdy Guenhwyvar, zbliajc si do zaomu, przykucna, kadc uszy. Drizzt wlizgn si w cie alkowy, podobnie jak Regis, za Bruenor wyszed przed sw crk uczniczk, aby za pomoc rogw na jego hemie Catti-brie moga wymierzy strza. Zza rogu wyoni si nieprzyjaciel, grupa zoona z piciu minotaurw oraz takiej samej iloci droww, biegncych szybko w kierunku Mithrilowej Hali. Catti-brie roztropnie strzelia w drowa. Rozbysno srebro i onierz pad martwy. Guenhwyvar zaatakowaa szybko i mocno, grzebic pod sob kolejnego mrocznego elfa i zaraz odczajc si, by rzuci si na trzeciego drowa. Pojawi si drugi bysk i nastpny elf przewrci si. Minotaury atakoway jednak i Catti-brie nie moga wystrzeli po raz trzeci. Signa po miecz, za Bruenor rykn i rzuci si na spotkanie najbliszego potwora. Minotaur pochyli sw bycz gow. Bruenor przeoy topr nad gow, zaciskajc mocno oburcz rkoje. Stwr zaatakowa, a topr zamachn si. Trzask zabrzmia niczym pknicie gigantycznego drzewa. Bruenor nie wiedzia, co go uderzyo. Nagle lecia do tyu przewrcony przez trzysta kilo minotaura. *** Drizzt wyskoczy, obracajc si. Ugodzi pierwszego minotaura z

boku, sejmitar wbi si stworowi gboko w udo, zatrzymujc jego natarcie. Tropiciel odwrci si i pad na jedno kolano, dgajc przed siebie Byskiem i zahaczajc czubkiem janiejcego bkitem sejmitara rzepk kolanow nastpnego potwora. Minotaur zawy i na wp przewrci si, na wp rzuci w stron Drizzta, jednak stopy drowa ju pracoway szybko pod nim i osiek uderzy mocno o ska. Drizzt odwrci si z powrotem ku Catti-brie, Bruenorowi oraz dwm pozostaym stworom, kierujcym si na jego przyjaci. Z niewyobraaln prdkoci dopad je niemal natychmiast i jego sejmitary zabray si do roboty przy jednym, znw atakujc nogi i zatrzymujc natarcie. Ostatni minotaur dopad jednak Catti-brie. Zamachn si sw wielk pak, zrobion ze wzmocnionego trzonka grzyba, a Catti-brie uchylia si szybko, kierujc miecz nad gow. Khazid'hea przecia pak, a gdy minotaur wpatrywa si gupawo w pozosta mu w rku cz, Catti-brie skontrowaa ciciem na odlew. Minotaur spojrza na ni z zaciekawieniem. Nie moga uwierzy, e chybia. *** Regis obserwowa z cieni, wiedzc, e w tej walce nie moe dorwna przeciwnikom. Stara si jednak ocenia szans swych przyjaci, chcia by gotowy, gdyby okaza si potrzebny. Gwnie spoglda na Drizzta, zauroczony szybkoci atakw i unikw drowa. Drizzt zawsze mia szybkie nogi, jednak ten pokaz by po prostu zdumiewajcy. Stopy tropiciela poruszay si tak szybko, i Regis ledwo mg je odrni. Nie raz Regis prbowa przewidzie posunicie Drizzta jedynie po to, by przyapa si na tym, e patrzy tam, gdzie drowa nie ma. Bowiem Drizzt rzuca si w bok lub cakowicie zmienia kierunek szybciej, ni halfling uwaa za moliwe. Regis potrzsn w kocu gow i odoy pytania na inn okazj, przypominajc sobie, e s inne, waniejsze sprawy do przemylenia. Rozejrza si i dostrzeg ostatniego wrogiego drowa przemykajcego na bok, odsuwajcego si od pantery.

*** Ostatni drow ani troch nie chcia Guenhwyvar i by naprawd szczliwy, e ta kobieta ze mierciononym ukiem bya zaangaowana w walk wrcz. Dwaj z jego mrocznoelfich towarzyszy leeli martwi od strza, trzeci wi si po pododze, p jego twarzy zostao zdarte przez pazury pantery, za wszystkie pi minotaurw pado lub walczyo. Czwarty drow uciek z powrotem za zaom, lecz ta paskudna pantera bya jedynie kilka krokw dalej i ukrywajcy si mroczny elf wiedzia, e jego towarzysz zginie w przecigu chwili. Mimo to drowa niezbyt to obchodzio, ujrza bowiem Drizzta Do'Urdena, renegata, tego, ktry by najbardziej znienawidzony. Tropiciel by cakowicie zaangaowany w walk i odsonity, stara si zaciekle dobi trzy zranione przez siebie minotaury. Gdyby drow zdoa wykorzysta sposobno i dosta Drizzta, to chwaa jego oraz jego domu zostaaby przypiecztowana. Nawet gdyby zabili go przyjaciele Drizzta, otrzymaby zaszczytne miejsce u boku Lloth, Pajczej Krlowej. Zaadowa swj najpotniejszy pocisk, bet zaklty runami ognia oraz byskawicy, do cikiej, dwurcznej kuszy, broni naprawd niezwykej jak na mroczne elfy, i wycelowa. Co trafio mocno w kusz z boku. Drow instynktownie nacisn na spust, jednak bet upad mu pod nogi, eksplodujc pod stopami. Wybuch posa go w powietrze, a podmuch pomieni osmali wosy i olepi na chwil. Przetoczy si na pododze i zdoa wydosta z poncego piwajwi. Oszoomiony zauway may buzdygan lecy na ziemi oraz sigajc po niego ma, pulchn do. Drow prbowa zareagowa, gdy naga stopa, owosiona od gry - co, czego drow z Podmroku nigdy wczeniej nie widzia - zbliaa si miarowo. Nastpnie wszystko stao si ciemne. *** Catti-brie krzykna i odskoczya, jednak minotaur nie zaatakowa. Zamiast tego sta cakowicie nieruchomo, spogldajc na ni z

zaciekawieniem. - Nie chybiam - powiedziaa Catti-brie, jakby sprzeciw wobec tego, co wydawao si oczywiste, mg zmieni jej sytuacj. Ku swemu zaskoczeniu odkrya, e ma racj. Lewa noga minotaura, odcita czysto przez zamach Khazid'he, zaamaa si pod nim i osiek upad jak dugi na podog, broczc obficie krwi. Catti-brie spojrzaa na bok i ujrzaa mamroczcego oraz stkajcego Bruenora, ktry wyczogiwa si spod zabitego przez siebie minotaura. Krasnolud wsta gwatownie, potrzsn energicznie gow, by pozby si wirujcych gwiazd, po czym spojrza na swj topr, trzymajc donie na biodrach i potrzsajc z konsternacj gow. Potna bro bya na trzydzieci centymetrw zagbiona w grubej czaszce minotaura. - Jak, na dziewi piekie, mam wycign to cholerstwo? - spyta Bruenor, patrzc na sw crk. Drizzt skoczy podobnie jak Regis, a zza rogu wrcia Guenhwyvar, cignc ostatniego z mrocznych elfw za zamany kark. - Kolejna wygrana po naszej stronie - stwierdzi Regis, gdy przyjaciele przegrupowali si. Drizzt pokiwa twierdzco, lecz nie wydawa si taki zadowolony. Wiedzia, e robi niewiele, ledwo zarysowuj powierzchni si, ktre przybyy do Mithrilowej Hali. Pomimo za szybkoci tego ostatniego spotkania oraz trzech wczeniejszych, przyjaciele mieli niezwyke szczcie. Co by si stao, gdyby kolejna grupa droww lub minotaurw, a nawet koboldw, wyonia si zza rogu, gdy szalaa walka? Wygrali szybko i zdecydowanie, jednak margines ich zwycistwa by cienki i bardziej chwiejny, ni wskazywaaby ta potyczka. - Nie jeste zbyt zadowolony - powiedziaa cicho Catti-brie do tropiciela, gdy znw wyruszyli. - W dwie godziny zabiem tuzin droww, gar minotaurw i dwudziestk koboldw - odpar Drizzt. - A zostay jeszcze tysice - dodaa kobieta, rozumiejc niepokj Drizzta. Drizzt nic nie powiedzia. Jedyn nadziej jego oraz caej Mithrilowej hali byo to, e oni oraz inne podobne grupy zabij wystarczajco wiele droww, by pozbawi wroga otuchy. Mroczne elfy byy chaotyczn oraz

niezwykle nielojaln band i obrocy Mithrilowej Hali bd mie szans, tylko jeli zdoaj pokona wol armii droww do walki. Guenhwyyar znw pooya po sobie uszy i wlizgna si bezszelestnie w mrok. Przyjaciele, odczuwajcy nage znuenie tym wszystkim, zajli swoje pozycje i odczuli prawdziw ulg, gdy w polu widzenia pojawia si najnowsza grupa. Tym razem nie byy to drowy, koboldy czy minotaury. Pozdrowia ich kolumna krasnoludw, ponad dwie dziesitki, po czym zbliya si. Ta grupa rwnie braa udzia w bitwie w Grocie Tunulta. Wielu nosio wiee rany, a bro kadego krasnoluda bya splamiona krwi wroga. - Jak nam idzie? - spyta Bruenor, wychodzc na czoo. Dowdca krasnoludzkiej kolumny skrzywi si, a Bruenor mia sw odpowied. - Walcz w Podmiecie, mj krlu - powiedzia krasnolud. - Jak tam si dostali, nie wiemy! Wedug wszelkich doniesie walcz rwnie na grnych poziomach. Wschodnie wrota zostay sforsowane. Barki Bruenora wyranie opady. - Ale trzymamy si w Wwozie Garumna! - rzek krasnolud z wiksz determinacj. - Skd i dokd idziecie? - chcia wiedzie Bruenor. - Z ostatniego pomieszczenia stray - wyjani krasnolud. Wyruszylimy na may obchd, by ci odnale, mj krlu. Tunele s pene drowich szumowin i cieszymy si, widzc ci! - Wskaza za Bruenora, po czym skierowa palec w lewo. - Nie jestemy daleko, a droga do ostatniego pomieszczenia stray wci jest wolna... - Ale ju niedugo - wtrci si pospnie inny krasnolud. - Wolna std a do Podmiasta - dokoczy dowdca. Drizzt odcign Bruenora na bok i rozpocz szeptem rozmow. Catti-brie i Regis czekali cierpliwie, podobnie jak krasnoludy. - ...szuka dalej - usyszeli, jak mwi Drizzt. - Moje miejsce jest przy moim ludzie! - szorstko odpar Bruenor. - A twoje przy mnie! Drizzt przerwa mu dugim strumieniem sw. Catti-brie oraz pozostali wychwycili strzpki takie jak polowanie na gow" czy okrna droga" i wiedzieli, e Drizzt stara si przekona Bruenora, by pozwoli mu kontynuowa polowanie w zewntrznych, niszych tunelach. Catti-brie zdecydowaa wtedy, e jeli Drizzt i Guenhwyvar

zamierzaj i dalej, to ona, wraz ze sw opask Kocie Oko, ktr daa jej Alustriel, by umoliwi jej widzenie w ciemnociach, pjdzie z nimi. Regis, czujc si niezwykle odwany i uyteczny, doszed w milczeniu do tego samego wniosku. Mimo to oboje byli zaskoczeni, gdy Drizzt oraz Bruenor wrcili do grupy. - Dostacie si do ostatniego pomieszczenia stray oraz a do Podmiasta, jeli zajdzie taka potrzeba - rozkaza Bruenor dowdcy kolumny. Szczka opada krasnoludowi ze zdumienia. - Ale, mj krlu - wyjka. - Powiedziaem! - warkn Bruenor. - I mamy zostawi ci tu samego? - spyta oszoomiony krasnolud. Bruenor umiecha si szeroko i paskudnie, gdy przenosi wzrok z krasnoluda na Drizzta, Catti-brie, Regisa, Guenhwyvar, po czym z powrotem na dowdc. - Samego? - odpar Bruenor, a krasnolud, znajc dzielno towarzyszy krla, zgodzi si z nim. - Wrcie tam i wygrajcie - powiedzia mu Bruenor. - Ja i moi przyjaciele musimy i na mae polowanie. Obydwie grupy znw si rozdzieliy, obydwie ponuro zdeterminowane, lecz adna szczeglnie optymistyczna. Drizzt wyszepta co do pantery i Guenhwyvar obja prowadzenie tak jak wczeniej. Do tej chwili towarzysze czekali w ukryciu na wszystkie nieprzyjacielskie grupy, ktre szy w ich stron, lecz teraz, usyszawszy pospne wieci o Podmiecie i wschodnich wrotach, Drizzt zmieni t taktyk. Jeli nie bd mogli unikn maych grup droww i potworw, to bd walczy, lecz inaczej ich droga bdzie bardziej bezporednia. Drizzt chcia odnale kapanki (a wiedzia, e to musz by kapanki), ktre dowodziy t wypraw. Jedyn szans krasnoludw byo pozbawienie wrogie siy gowy. Tak wic teraz towarzysze, jak Drizzt powiedzia to cicho Bruenorowi, polowali na gow". Regis, ostatni w szeregu, potrzsa gow i nie raz spojrza w stron, w ktr udaa si krasnoludzka kolumna. - Dlaczego zawsze pakuj si w co takiego? - wyszepta halfling. Po

chwili, spojrzawszy na plecy swych twardych, czasami beztroskich przyjaci, wiedzia ju, e ma odpowied. Catti-brie usyszaa zrezygnowane westchnienie halflinga. Znaa jego rdo i zdoaa ukry umiech.

ROZDZIA 24 ZACIEKA FURIA Alustriel obserwowaa ze swego wysokiego stanowiska, jak poudniowe zbocze Czteroszczytu miga wiatami wygldajcymi niczym gwiazdy na niebie. Wymiana zakltych kulek ze strony obrocw oraz kontrujcej je mrocznej magii najedcw bya szalecza. Gdy pani Silverymoon skierowaa swj rydwan wok poudniowo-zachodnich zboczy, odczua niezwyky strach, bowiem obrocy zostali zepchnici do formacji o ksztacie litery U, ze wszystkich stron otaczay je gobliny, koboldy i zaciekli drowi wojownicy. Mimo to wojska czterech armii walczyy dobrze, praktycznie plecy w plecy, a ich linia bya silna. adne wiksze siy nie mogy ugodzi w nich ze szczeliny na grze U, logicznie rzecz biorc sabego miejsca, z powodu niemal pionowych klifw, za obrocy byli wystarczajco mocno cinici wzdu caej linii, by wytrzyma wszelkie zmasowane natarcia. W chwili gdy Alustriel nad tym rozmylaa, jej nadzieje zostay wystawione na prb. Grupa goblinw, prowadzona przez wielkie niedwieuki, siedmiometrowe wochate wersje goblinw, uformowaa zwart formacj diamentu i skierowaa si na wschodni flank obrocw. Linia zaamaa si. Alustriel niemal zatopia si w ataku wybuchow magi. Pord chaosu i natarcia jeden miecz wznis si jednak nad inne, jedna pie nad inne. Berkthgar miay, ktrego rozpuszczone wosy powieway szaleczo, piewa z caego serca do Tempusa, a Bankenfuere brzcza, przecinajc powietrze. Berkthgar zignorowa mniejsze gobliny i zaszarowa prosto na niedwieuki, a kady jego potny zamach powala jednego z nich. Przywdca Settlestone otrzyma paskudn ran, i nastpn, lecz aden lad blu nie przeci jego stanowczej twarzy ani nie spowolni zdeterminowanego marszu. Te niedwieuki, ktre przetrway pierwsze szalecze chwile natarcia wielkiego mczyzny, ucieky od niego, a w zwizku z tym, e ich dowdcy byli tak przeraeni, gobliny szybko straciy ch do ataku i diament rozpad si w uciekajc zgraj.

Alustriel wiedziaa, e wiele pieni bdzie sawi Berkthgara, lecz tylko jeli obrocy wygraj. Jeli mrocznym elfom powiedzie si podbj, to wszystkie takie bohaterskie czyny bd stracone na wieki, wszystkie pieni zostan zagrzebane pod czarnym tumanem ucisku. To nie mogo si sta, zdecydowaa pani Silverymoon. Nawet gdyby Mithrilowa Hala miaa upa tej nocy lub nastpnej, wojna nie bdzie przegrana. Cae Silverymoon zmobilizuje si przeciwko drowom, ona za uda si do Sundabar, na wschodzie, do cytadeli Adbar, fortecy krla Harbromme'a oraz jego krasnoludw i a do Waterdeep na Wybrzeu Mieczy, by zebra siy potrzebne do odepchnicia droww z powrotem do Menzoberranzan! Ta wojna nie bya stracona, przypominaa sobie, po czym spojrzaa w d na zdeterminowanych obrocw opierajcych si zgrai napastnikw, walczcych i umierajcych. Tragedia nadesza, tak jak przez cay czas si spodziewaa i obawiaa - magiczna salwa, wybuchy kul ognistych oraz byskawic, linii pochaniajcej, magicznej energii oraz wirujcych pociskw zniszczenia. Natarcie skupio si na poudniowo-zachodnim kracu U, rozerwao szeregi jedcw z Nesme, pochaniajc zarwno konie, jak i ludzi. Wielu humanoidalnych niewolnikw rwnie pado, byli wszak zaledwie misem armatnim i niegodziwi drowi czarodzieje nie przejmowali si nimi. zy spyway Alustriel po twarzy, gdy obserwowaa t katastrof, gdy usyszaa pene blu okrzyki mczyzn i zwierzt oraz dostrzega, e ta cz gry zostaa spopielona potg salwy. Zajaa si za to, e nie przewidziaa tej wojny, e nie docenia wielkoci wyprawy droww, e nie skierowaa w peni swej armii, zarwno wojownikw, czarodziejw, jak i kapanw, do obrony Mithrilowej Hali. Masakra cigna si przez wiele sekund, wydajcych si godzinami dla przeraonych obrocw. Cigna si i cigna, wybuchy i krzyki trway. Alustriel znw nabraa otuchy i rozejrzaa si, szukajc rda, a gdy je ujrzaa, dosza do przekonania, e czarodzieje mrocznych elfw, w swej nieznajomoci wiata powierzchni, pomylili si. Byli skoncentrowani w kpie gstych drzew, pod oson, zza ktrej ciskali miercionon salw czarw.

Twarz Alustriel rozjania si w paskudnym umiechu, umiechu zemsty, i skrcia rydwanem pod ostrym ktem, opadajc z wysoka w d zbocza, lecc niczym strzaa w serce swych wrogw. Drowy si pomyliy, byy pomidzy drzewami. Przeleciawszy nad pnocnym skrajem pola bitwy, Alustriel krzykna rozkaz i jej rydwan oraz cignca go grupa zakltych koni rozjarzyy si jaskrawymi pomieniami. Pod sob usyszaa okrzyki strachu zarwno przyjaci, jak i wrogw, oraz trbki Rycerzy w Srebrze, ktrzy rozpoznali rydwan i wiedzieli, e przybywa ich wadczyni. Pdzia w d, a poprzedzaa j ogromna kula ognia, wybuchajc w sercu kpy. Alustriel podleciaa tu do krawdzi drzew, po czym skrcia ostro i ruszya wzdu gstej linii, a pomienie jej rydwanu zapalay mijane przez ni gazie. Czarodzieje droww pomylili si! Wiedziaa, e mroczne elfy rozstawiy najprawdopodobniej antymagiczne osony - by moe nawet na sobie - ktre mogyby pokona nawet najintensywniejsze ognie, nie rozumiay jednak palnej natury drzew. Nawet jeli ogie ich nie pochonie, olepi pomienie, i w rezultacie wyklucz z walki. I ten dym! Bujny zagajnik by wilgotny od poprzednich deszczy i szronu, wic w powietrzu gstniay czarne chmury. Co gorsza dla droww, czarodzieje walczyli z ogniem tak jak zawsze, czarami wytwarzajcymi wod. Tak potna bya ich odpowied, e pomienie zostayby zaduszone, jednak Alustriel nie ustpowaa, wci pdzia wok kpy, a nawet wjedaa w gb zagajnika, gdy tylko trafiaa na luk. adna woda, nawet cay ocean, nie mogaby zgasi ogni jej zakltego rydwanu. Gdy podsycaa dalej pomienie, wodne zaklcia czarodziejw jedynie wzmacniay dym, zgszczay powietrze tak bardzo, e mroczne elfy w ogle nie widziay i nie mogy oddycha. Alustriel ufaa swym koniom, bya pewna, e zrozumiej jej zamiary i utrzymaj rydwan na odpowiednim kursie. Ona za obserwowaa, przygotowawszy czary, wiedziaa bowiem, e nieprzyjaciel nie moe pozosta w kpie. Jak oczekiwaa, z drzew wznis si w gr drow, wzlatujc nad inferno, lewitujc w powietrzu i starajc si zorientowa w scenerii za zagajnikiem.

Byskawica Alustriel trafia go w ty gowy i spowodowaa, e zacz koziokowa. Wisia w powietrzu do gry nogami, martwy, dopki nie wyczerpa mu si czar, zrzucajc go z powrotem midzy drzewa. Kiedy jednak zabia tego czarodzieja, w powietrzu tu przed rydwanem pojawia si kula ognia i Alustriel i jej pojazd przelecieli dokadnie przez ni. Pani Silverymoon bya chroniona przed pomieniami wasnego zaklcia, jednak nie przed kul ognist, krzykna wic, poczuwszy bl na oparzonej twarzy. Wyej na stoku gry Besnell oraz jego onierze byli wiadkami ataku na Alustriel. Elf spoglda stanowczo swymi zotymi oczyma, a jego ludzie krzyknli z wciekoci. Jeli ich wczeniejsze wyczyny byy szalecze, teraz stay si czysto dzikie, za walczcy u ich boku ludzie Berkthgara nie potrzebowali zachty. Gobliny i koboldy, niedwieuki i orki, nawet wielkie minotaury i wyszkolone drowy giny dziesitkami w nastpnych chwilach bitwy. Wydawao si to niewiele znaczy. Kiedy tylko jeden gin, dwch zajmowao jego miejsce, i cho rycerze oraz barbarzycy mogliby przebi si przez szeregi nieprzyjaciela, nie mieliby dokd si uda. Dalej na zachodzie Longjedcy Regwelda byli podobnie naciskani i czarodziej zrozumia ich jedyn szans. Skoczy Kauo-skoczkiem do miejsca, w ktrym nie byo wrogw, i rzuci czar, by przesa wiadomo Besnellowi. - Na zachd! - poleci mag dowdcy rycerzy. Nastpnie Regweld obj przywdztwo i skierowa swych ludzi oraz najbliszych barbarzycw na zachd, w kierunku Doliny Stranika, jak gosi pierwotny plan. Czarodzieje droww zostali uciszeni, przynajmniej chwilowo, i teraz bya jedyna szansa dla Regwelda. Byskawica przecia ciemniejce niebo. Podya za ni kula ognista, po niej za Regweld, skaczc Kauoskoczkiem nad szeregami nieprzyjaci i w locie wyrzucajc pod siebie salw magicznych pociskw. W szeregach wroga zapanowa zamt, wystarczajcy, by Longriderzy, mczyni walczcy u boku Harpellw przez cae swe ycie i znajcy taktyk Regwelda, byli w stanie przebi si przez nie, otwierajc szczelin. Obok nich ruszyo wielu wojownikw z Settlestone oraz garstka

pozostaych konnych z Nesme. Za nimi poruszaa si reszta si barbarzycw oraz Rycerze w Srebrze. Potny Berkthgar zabezpiecza tyy, niemal w pojedynk odpierajc cigajce ich stwory. Obrocy przebili si szybko, jednak zostali spowolnieni, gdy kolejne siy, gwnie drowy, zaszy ich od frontu, formujc zwarte szeregi. Regweld wci kontynuowa sw magiczn salw i pdzi Kauoskoczkiem przed siebie, spodziewajc si zgin. I zginby, lecz Alustriel, odepchnita od zagajnika przez coraz skuteczniejsze kontry drowich czarodziejw, ruszya z powrotem w gr zbocza wzdu linii droww, wystarczajco nisko, by te mroczne elfy, ktre nie ucieky, zostay przejechane i sparzone przez jej ognisty rydwan. Besnell i jego ludzie pogalopowali na przd uciekajcych si, wznoszc okrzyki za Alustriel i za powodzenie wszystkich dobrych ludw, po czym wpadli w zamt w szeregach droww, tu za torem rydwanu. Wielu kolejnych mczyzn zgino w tych kilku chwilach piekielnej walki, wielu ludzi i wiele droww, jednak obrocy przedarli si na zachd i odnaleli ciek do Doliny Stranika, zanim wrogowie zdoali j zablokowa. Znalazszy si znw nad bitw, Alustriel pochylia si ciko z wyczerpania. Od wielu, wielu lat nie wypucia z siebie tak skoncentrowanej salwy magii i nie zaangaowaa si tak blisko w aden konflikt, odkd zacza wada Silverymoon. Teraz bya zmczona i ranna, oparzona i osmalona, poza tym otrzymaa kilka ran od mieczy i betw, gdy pdzia wzdu szeregw droww. Wiedziaa o dezaprobacie, na jak natknie si po powrocie do Silverymoon. Wiedziaa, e jej doradcy, oraz rada miejska, a take koledzy z innych miast uznaj j za nieostron, nawet gupi. Mithrilowa Hala jest drobnym krlestwem nie wartym jej ycia, powiedzieliby jej krytycy. Podejmowa takie ryzyko przeciwko tak niebezpiecznemu wrogowi, byo gupot. Tak by powiedzieli, jednak Alustriel wiedziaa lepiej, wiedziaa, e swobody oraz prawa odnoszce si do Silverymoon nie wywodziy si jedynie z wielkoci oraz siy jej miasta. Odnosiy si do wszystkiego, do Silverymoon, do Waterdeep i do najmniejszego z krlestw, ktre tak ich pragno, bowiem inaczej promowane przez nie wartoci byyby pozbawione znaczenia i maostkowe.

Teraz bya ranna, niemal j zabito, i zgasia pomienie swego rydwanu, gdy wzniosa si wysoko w niebo. Tak otwarte ukazywanie si prowadzioby do cigych magicznych atakw, ktre najprawdopodobniej by j zniszczyy. Alustriel wiedziaa, e jest powanie ranna, jednak umiechaa si. Nawet gdyby pani Silverymoon zgina tej nocy, zrobiaby to z umiechem, bowiem wiedziaaby, e poda za swym sercem. Walczya o co wikszego ni jej ycie, o wartoci, ktre byy wieczne i jak najbardziej suszne. Obserwowaa z satysfakcj, jak siy prowadzone przez Besnella oraz jej wasnych rycerzy wydostaj si i pdz do Doliny Stranika, po czym wspia si wyej na chodne niebo, kierujc ku zachodowi. Nieprzyjaciel podejmie pocig, za jeszcze wicej przeciwnikw zbliao si szybko od pnocy. Bitwa dopiero si zacza. *** Podmiasto, w ktrym dwa tysice krasnoludw czsto pracowao ciko przy swym najukochaszym zajciu, nigdy wczeniej nie widziao takiej krztaniny i zgieku co dzisiaj. Nawet gdy smok Shimmergloom oraz jego zastpy zych, szarych krasnoludw napady na Hal, kiedy dziadek Bruenora by krlem, Podmiasto nie byo ogarnite tak bitw. Gobliny, minotaury, koboldy oraz paskudne stworzenia, ktrych krasnoludy nie potrafiy nazwa, wleway si z niszych tuneli i przez sam podog, w miejscach naruszonych przez magi ilithidw. A take drowy, dziesitki mrocznych elfw walczcych na kadym kroku rozlegej podogi. Ich taniec by makabryczn mieszanin migoczcych cieni w blasku licznych dogasajcych pochodni. Mimo to gwne tunele na nisze poziomy nie zostay naruszone i najwiksza koncentracja przeciwnikw, gwnie droww, pozostawaa poza sam Mithrilow Hal. Teraz mroczne elfy, ktre zdobyy Podmiasto, zamierzay otworzy t drog, aby poczy si z siami Uthegentala oraz opiekunki Baenre. Krasnoludy za zamierzay je powstrzyma, wiedzc, e jeli dojdzie do poczenia, Mithrilow Hala zostanie stracona. Janiay byskawice, zielone, czerwone i syczce czarne pociski od strony droww, na ktre odpowiadali z gry Harkle oraz Bella don

DelRoy. Najnisze poziomy zaczy si zaciemnia, gdy drowy uyway swej magii, by uzyska dogodne pole bitwy. Spadajce na podog wietlne kulki zabrzmiay niczym delikatny deszczyk. Stumpet Rakingclaw oraz jej szeregi krasnoludzkich kapanw walczyy z magi, owietlajc okolic, rzucajc czar za czarem, wyrywajc kady cie z kadego zakamarka. Krasnoludy potrafiy walczy w ciemnoci, jednak rwnie dobrze szo im to w wietle, za drowy oraz inne stworzenia z Podmroku nie przepaday zbytnio za jasnoci. Grupa dwudziestu krasnoludw uformowaa na rozlegej pododze zwart formacj i przetoczya po bandzie uciekajcych goblinw. Ich buty brzmiay niczym cikie, toczce si koo, oglny harmider, poruszajcy si wszdzie tam, gdzie jakikolwiek potwr omieli si wej im w drog. Garstka mrocznych elfw wystrzelia dlce bety, jednak krasnoludy otrzsny si z trafie - w zwizku, e ich krew bya a gsta od eliksirw majcych na celu neutralizowa wszelkie trucizny, otrzsny si rwnie z okrytego za saw nasennego rodka droww. Widzc, e ich atak jest nieskuteczny, drowy rozproszyy si, a krasnoludzki klin potoczy si ku nastpnej przeszkodzie, dwm dziwnie wygldajcym stworzeniom, ktrych brodacze nie znali, dwm paskudnym istotom z pokrytymi luzem gowami, opatrzonymi w macki tam, gdzie powinny by usta, oraz z mlecznobiaymi oczyma bez renic. Krasnoludzki klin wydawa si niepowstrzymany, kiedy jednak ilithidy odwrciy si w jego stron i wypuciy dewastujc mentaln salw, klin zakoysa si i rozpad, a oszoomione krasnoludy zaczy miota si bez celu. - Och, tam s! - pisn Harkle z trzeciej kondygnacji Podmiasta, ponad dwadziecia metrw nad podog. Twarz Belli don DelRoy wykrzywia si z odrazy, gdy po raz pierwszy spojrzaa na upiecw umysu. Wraz z Harkle'em spodziewaa si tych stworze, bowiem Drizzt opowiedzia im o pupilu opiekunki Baenre. Pomimo swego wstrtu Bella, jak wszyscy Harpellowie, bya bardziej zaciekawiona ni wystraszona. Ilithidy byy spodziewane - po prostu ona nie spodziewaa si, e bd tak cholernie paskudne!

- Jeste tego pewien? - spytaa niewysoka kobieta Harkle'a, ktry obmyli strategi walki z tymi istotami o mikkich gowach. Jej zdrowe oko odzwierciedlao jednak jej prawdziwe nadzieje, bowiem gdy rozmawiaa z Harkle'em, pozostawao skupione na brzydkich ilithidach. - Czy kopotabym si tym caym uczeniem czarowania z rnej perspektywy? - odpar Harkle, wydajc si by zraniony jej wtpliwociami. - Oczywicie - odrzeka Bella. - C, te krasnoludy potrzebuj naszej pomocy. - W istocie. Szybki zapiew crki DelRoya przywoa tu przed dwojgiem czarodziejw jaskrawobkitne pole o ksztacie drzwi. - Ty pierwszy - powiedziaa grzecznie Bella. - Och, ranga przed piknem - odpar Harkle, machajc rk ku drzwiom i wskazujc, e Bella powinna prowadzi. - Nie ma czasu do stracenia! - dobieg zza nich wyrany gos i zdumiewajco silne donie przycisny si do bioder Belli oraz Harkle'a, pchajc ich ku drzwiom. Przeszli przez nie razem, za Fret, schludny krasnolud, przepchn si tu za nimi. Drugie drzwi pojawiy si na pododze, pomidzy ilithidami a ich oszoomion krasnoludzk zdobycz, i wyskoczya z nich trjka wymiarowych podrnikw. Fret pomkn na bok, starajc si okry odsonite krasnoludy, za Harkle i Bella don DelRoy odwrcili si ku stworom o omiornicowych gowach. - Rozumiem twj gniew - zacz Harkle i wraz ze swoj towarzyszk wzdrygnli si, gdy fala mentalnej energii przetoczya si przez ich piersi, ramiona i gowy, pozostawiajc za sob mrowienie. - Gdybym by tak brzydki jak ty... - cign Harkle i przesza druga fala. - ...bybym te skpy! - dokoczy Harkle i nastpio trzecie wyadowanie energii, po ktrym ilithidy zbliyy si. Bella wrzasna, a Harkle niemal zemdla, gdy potworne istoty podeszy blisko, smagajc ich mackami po policzkach i brodach. Jedna wesza Harkle'owi prosto do nosa, w poszukiwaniu mzgu do poarcia. - Jeste pewien?! - krzykna Bella. Harkle jednak, pogrony gboko w wirze swego ostatniego czaru,

nie sysza jej. Nie walczy z ilithidem, nie chcia bowiem, by stwr wstrzsn nim zbyt mocno. Wystarczajco trudno byo koncentrowa si, gdy te wijce si macki zagbiay mu si pod skr twarzy! Owe macki napczniay teraz, wycigajc sw nagrod. Nie dajce si pomyli z niczym innym spojrzenie pojawio si na zwykle beznamitnych twarzach obydwu stworw. Harkle unis powoli donie grzbietami do gry. Jego kciuki stykay si, a pozostae palce byy szeroko rozpostarte. Z doni wydosta si bysk ognia, parzc zdumionego ilithida, palc mu szaty. Stwr stara si oderwa i skra Harkle'a zafalowaa dziwnie, gdy macki zaczy si wysuwa. Harkle przechodzi ju do nastpnego czaru. Sign do swych szat i wycign strzak, li starty na py oraz dugi, liski przedmiot, jelito smoka, po czym zgnit to wszystko razem, koczc piew. Z jego doni wystrzeli may pocisk, pokonujc szedziesit centymetrw i wbijajc si we wci poncy brzuch ilithida. Stwr zagulgota co niezrozumiaego i w kocu si odsun, chwiejc i trzymajc za najnowsz ran, bowiem cho ognie go zaledwie poaskotay, ten ostatni atak bola bardziej. Zaklty bet wpompowa w ofiar kwas. Ilithid przewrci si, wci trzymajc za ciekncy pocisk. Nie doceni swego przeciwnika i telepatycznie posa t wiadomo do swego najbliszego towarzysza oraz do Methila, znajdujcego si gboko w jaskiniach obok opiekunki Baenre. Bella nie moga si skoncentrowa. Cho jej czar polimorfii by doskonay, jej mzg znajdowa si bezpiecznie tam, gdzie ilithid nie mg go znale, po prostu nie bya w stanie skupi si, gdy te olize macki bkay si wok jej czaszki. Zajaa si, powiedziaa sobie, e crka DelRoya powinna si bardziej kontrolowa. Usyszaa dudnienie, zbliajcy si wz, i otworzywszy oczy, ujrzaa Freta cigncego wz oraz cigajc go grup droww. Powstrzymujc nerwy na wodzy, schludny krasnolud zeskoczy z wozu i wycign may krasnoludzki mot. - Pu j! - krzykn Fret, opuszczajc paskudn, ma bro. Ku zdumieniu i odrazie krasnoluda, jego mot zanurzy si w bulwowatej gowie zajtego ilithida i po pododze rozlay si pyny ustrojowe,

opryskujc krasnoluda i plamic mu ubranie. Fret wiedzia, e drowy kieruj si na niego. Postanowi zaatakowa jeden raz ilithida, po czym odwrci si defensywnie do mrocznych elfw. Plany te poszy jednak w niwecz w obliczu tego krwistego nieporzdku, jedynej rzeczy, ktra moga wprowadzi schludnego krasnoluda w peen sza bojowy. aden dzicio nigdy nie stuka tak szybko w drzewo. Mot Freta porusza si tak szybko, e jego ksztaty wydaway si rozmywa, kade za trafienia rozrzucao jeszcze wicej mzgu ilithida, co jedynie wzmacniao sza schludnego krasnoluda. Mimo to byby to koniec dla Freta, dla wszystkich z nich, gdyby Harkle nie uaktywni szybko swego nastpnego czaru. Czarodziej skupi si na obszarze przed szarujcymi drowami, rzuci w powietrze odrobin smalcu i wywoa swj nastpny dweomer. Podoga staa si liska od tuszczu i szara dobiega koca. Z gow roztrzaskan w ociekajc miazg ilithid osun si przed Bell, a wci trzymajce macki pocigny w d rwnie j. Chwycia szaleczo za te wypustki i wyszarpna je, po czym wyprostowaa si i wzdrygna z czyst odraz. - Mwiem ci, e tak walczy si z upiecami umysu! - powiedzia radonie Harkle, bowiem by to od pocztku jego plan. - Zamknij si - odezwaa si do niego Bella, ktrej kotowao si w odku. Rozejrzaa si dookoa, widzc przeciwnikw zbliajcych si z wielu kierunkw. - I wydosta nas std! Harkle popatrzy na ni, zakopotany i troch zraniony jej pogard. W kocu plan podziaa! Chwil pniej Harkle rwnie sta si do mocno wystraszony, zda sobie bowiem spraw, e zapomnia o tym ostatnim szczegle i nie mia zakl, ktre przetransportowayby ich z powrotem na grne kondygnacje. - Emmm - wyjka, starajc si odnale sowa najlepiej wyjaniajce jego dylemat. Odczu ulg, podobnie jak Bella, kiedy wok nich uformowa si na nowo krasnoludzki klin, z Fretem spajajcym szeregi. - Zaprowadzimy was z powrotem na gr - obieca dowdca wdzicznych krasnoludw i potoczyli si, znw grzebic wszystko na

swej drodze. Teraz ich marsz by jeszcze bardziej destrukcyjny, bowiem Harkle i Bella doczyli si do zabawy i co jaki czas z ich szeregw wylatywaa byskawica bd struga palcego ognia. Mimo to Bella pozostawaa niespokojna i chciaa, eby to wszystko si skoczyo i eby moga wrci do swej zwyczajnej fizjologii. Harkle bada uwanie ilithidy i wiedzia o nich chyba wicej ni jakikolwiek inny czarodziej w caych Krainach. Ich mentalne ogupiajce uderzenia miay ksztat stoka, zapewni j, tak wic jeli zdoaj si do nich zbliy, jedynie grna poowa ich cia zostanie poddana ich wpywom. Tak wic za pomoc zaklcia dokonali fizycznej transformacji, po ktrej Harkle i Bella wygldali tak samo, jednak zamieniy si miejscami dwa fragmenty ich cia - mzgi i poladki. Harkle umiechn si ze swojej przebiegoci, gdy klin toczy si dalej. Taka transformacja bya delikatn rzecz, wymagajc wielu godzin bada i przygotowa. Kada ta chwila bya jednak warta kopotw, uwaa Harpell, przypominajc sobie skwaszone miny na paskudnych twarzach ilithidw! *** Haas zawalajcych si mostw oraz wszystkich przedsionkw w okolicach Wwozu Garumna by odczuwany w najniszych tunelach Mithrilowej Hali, a nawet dalej, w wyszych korytarzach samego Podmroku. Jake wiele pracy czeka lud Bruenora, gdy kiedykolwiek zechce na nowo otworzy wschodnie wrota! Natarcie droww zostao jednak powstrzymane i byo to warte swej ceny. Teraz bowiem genera Dagna i jego oddzia obrocw mia swobod ruchu. Gdzie jednak? - zastanawia si twardy, zaprawiony w bitwach krasnolud. Docieray do niego raporty, e Podmiasto byo w peni atakowane, zdawa sobie wszak rwnie spraw, e zachodnie wrota, Dolina Stranika, s odsonite, zaledwie kilka setek krasnoludw strzee licznych krtych tuneli, poza tym nie maj one moliwoci podjcia takich rodkw jak tu na wschodzie. Tuneli na zachodzie nie mona byo cakowicie zawali, nie byo czasu na przygotowanie ich do

tego. Dagna spojrza na swj tysic wojownikw, wielu rannych, lecz wszystkich pragncych nowej bitwy, pragncych broni swej uwiconej ojczyzny. - Podmiasto - oznajmi genera chwil pniej. Jeli zachodnie wrota zostan sforsowane, najedcy bd musieli odnale drog do wewntrz, co nie byo atwym zadaniem, zwaywszy na liczne warianty, jakie przed nimi stan. W Podmiecie ju trwaa walka, wic tam Dagna powinien si znale. W normalnych okolicznociach zajoby wiele minut, p godziny lub wicej, aby krasnoludy dotary na d, nawet gdyby ca drog przebyy w penym biegu. To jednak rwnie zostao przewidziane, wic Dagna poprowadzi swych podkomendnych do wyznaczonego miejsca, nowych drzwi, ktre zostay wykute w cianach przylegajcych do kominw wychodzcych z wielkich piecw. Kiedy tylko owe drzwi zostay otwarte, Dagna i jego onierze usyszeli bitw, weszli wic bez ocigania, jeden po drugim, na cikie liny, ktre zostay tam umocowane. Zjechali na d bez strachu, piewajc pieni do Clangeddona. Wypadli z ciepych piecw prosto w zamieszanie, pojawiajc si bez koca, jak si wydawao, podobnie jak drowy przychodzce z niszych tuneli. Walka w Podmiecie staa si jeszcze bardziej zaarta.

ROZDZIA 25 DOLINA STRANIKA Siy Berg'inyona wdzieray si do Doliny Stranika, jaszczury o kleistych apach znajdyway cieki tam, gdzie nie zrobiby tego nikt inny. Zeszli po pnocnej cianie, gadkiej jak powierzchnia wody, do zamglonej doliny. Niczym zowieszcze cienie przelizgnli si obok wysokich, kamiennych kolumn. Cho byo tu cieplej ni na otwartym pnocnym stoku, drowy czuy si nieswojo. W Podmroku nie byo takich formacji jak ta, nie byo zamglonych dolin, poza tymi wypenionymi trujcymi oparami niewidocznych wulkanw. Raporty zwiadowcw byy jednak kompletne i okrelay, e przez to wanie miejsce, prg zachodnich wrt Mithrilowej Hali, mona bezpiecznie przej. Tak wic jaszczurczy jedcy Baenre wjechali do doliny bez pytania, bardziej obawiajc si swej zmiennej matki opiekunki ni jakichkolwiek ewentualnych toksycznych oparw. Wszedszy do doliny, usyszeli walk na poudniowym zboczu gry. Berg'inyon zauway po chwili, e bitwa si zblia. Skin gow wszystko dziao si tak, jak zaplanowano. Wrg by bez wtpienia w odwrocie, by pdzony niczym gupie rothy do doliny, w ktrej zacznie si cakowita rze. Ruchome cienie, ktrymi byy siy Berg'inyona, przemkny w ciszy przez mg obok kamiennych stranikw, starajc si przejrze dolin i znale optymalne miejsca na zasadzk. Ponad mg ciemno nocnego nieba przeamaa linia ognia, pdzca szybko i kierujca si do doliny. Berg'inyon obserwowa j, podobnie jak tak wielu pozostaych, nie wiedzc, co to moe by. Mijajc wojska, Alustriel wypucia ostatni salw swej magii, byskawice, deszcz zielonkawych impulsw palcej energii oraz ulew wybuchowych kul ognia, ktre topiy skay. Czujne mroczne elfy odpowiedziay, zanim rydwan przemkn nad pnocn krawdzi doliny, oddajc salw zakltymi betami oraz destrukcyjnymi czarami. Ognie pochwyconego przez kul ognist rydwanu rozjarzyy si, za gdy byskawica uderzya w jego podstaw, cay pojazd przechyli si gwatownie na bok.

Magia Alustriel zabia niejednego, a wielu innych pozbawia wierzchowcw, jednak prawdziwym celem przelotu czarodziejki byo posuenie za przynt, bowiem oczy kadego drowa byy skierowane w niebiosa, gdy do walki wczy si drugi batalion Rycerzy w Srebrze, pdzc przez Dolin Stranika z oguszajcym stukotem kopyt o lit ska. Z opuszczonymi lancami rycerze wbili si w pierwsze szeregi droww, tratujc je swymi wikszymi wierzchowcami. Byli to jednak jaszczurczy jedcy Baenre, najbardziej elitarny oddzia w caym Menzoberranzan, skadajcy si z wojownikw i czarodziejw nie znajcych pojcia strachu. Od Berg'inyona wyszy ciche rozkazy, natychmiast przekazywane dalej od jednych poruszajcych si palcw do drugich. Nawet po zdumiewajcej salwie z nieba oraz nagej szary wojsk, o ktrych obecnoci w Dolinie Stranika drowy nie wiedziay, szeregi mrocznych elfw wci przewyszay Rycerzy w Srebrze stosunkiem wikszym ni trzy do jednego. Gdyby w stosunek wynosi tylko jeden do jednego, Rycerze w Srebrze i tak nie mieliby szans. Kierunek fali odwrci si szybko i ci rycerze, ktrzy nie zostali powaleni, nieuchronnie cofali si i przegrupowywali w cianiejsze formacje. Jedynie mga oraz nieznany teren nie dopuszczay, by masakra rozgorzaa na pen skal. Jedynie fakt, e przytaczajce siy droww nie mogy znale wszystkich celw, pozwala walecznym rycerzom kontynuowa opr. W tylnych szeregach mrocznych elfw Berg'inyon usysza zamieszanie, gdy jeden pechowy czowiek zosta oddzielony i niecelowo galopowa na pnoc, oddalajc si od swych towarzyszy. Syn Baenre zasygnalizowa swym osobistym stranikom, by podyli za nim, lecz pozostali z tyu. Sam podj pocig, kluczc swym jaszczurem, by dogoni tamtego. Ujrza niewyran sylwetk - i za jak wspania istot Berg'inyon uzna jedca, tak wysokiego na swym potnym rumaku. Obraz ten nie zniechci fechmistrza pierwszego domu Menzoberranzan. Okry kamienn kolumn tu obok rycerza i krzykn do niego. Wielkiego konia zarzucio i zahamowa, a rycerz obrci si w stron

Berg'inyona. Powiedzia co, czego Berg'inyon nie mg zrozumie, bez wtpienia jakie postanowienie oporu, po czym opuci sw dug lanc i kopniciem ponagli konia do szary. Berg'inyon opuci wasn ctkowan lanc i wbi pity w boki jaszczura, popdzajc besti. Nie mg dorwna szybkoci koniowi jedca, jednak ko ustpowa jaszczurowi zwinnoci. Gdy przeciwnicy zbliyli si, Berg'inyon skrci gwatownie w bok, kierujc swego wierzchowca prosto na cian grubej, kamiennej kolumny. Rycerz, zaskoczony szybkoci uniku, nie mg przesun lancy wystarczajco szybko, by wymierzy skuteczny atak, jednak kiedy si mijali, Berg'inyon zdoa szturchn biegncego konia w bok. Nie byo to powane zranienie, zaledwie zadrapanie, jednak nie bya to zwyczajna lanca. Trzymany przez Berg'inyona trzymetrowy drg by diabelsk lanc mierci, jedn z najsprytniejszych i najokrutniejszych broni droww. Gdy tylko czubek lancy dotkn ciaa konia, rozcinajc metalowy pancerz, ktry miao na sobie zwierz, jakby to by zwyczajny materia, popyny wzdu niej wijce si macki czarnego wiata. Ko zara aonie, wierzgn, podskoczy i zatrzyma si gwatownie. W jaki sposb rycerz zdoa utrzyma si w siodle. - Biegnij! - krzykn do swego drcego wierzchowca, nie rozumiejc. - Biegnij! Rycerz poczu nagle, jakby ko pod nim stawa si w jaki sposb mniej materialny, poczu na swych ydkach ebra zwierzcia. Ko zarzuci gow do tyu i znw zara, wydajc z siebie nieziemski krzyk, a rycerz zblad, gdy spojrza mu w oczy, ktre pony czerwieni zego zaklcia. Lanca mierci skrada zwierzciu si yciow, przemienia dumnego, silnego ogiera w wychudzon, szkieletowat istot, niemartwe ze stworzenie. Mylc szybko, rycerz upuci lanc, wycign wielki miecz i jednym zamachem odci potworowi gow. Odtoczy si na bok, gdy ko przewrci si pod nim, i wsta miotajc si dookoa w zakopotaniu. Otoczyy go ciemne ksztaty i usysza syk znajdujcych si niedaleko jaszczurw, odgosy zasysania, gdy kleiste apy odryway si od ska. Berg'inyon Baenre zblia si powoli. On rwnie opuci lanc. Obrt nadgarstka uwolni go z sioda i wojownik zelizgn si ze swego wierzchowca, zdecydowany sprawdzi jednego z tych ludzi z powierzchni

w pojedynczej walce, zdecydowany pokaza stojcym w pobliu drowom umiejtnoci ich przywdcy. Fechmistrz wycign swe bliniacze miecze, ostre i zaklte, jedne z najlepszych broni droww. Rycerz, o gow wyszy od swego adwersarza, lecz znajcy reputacj mrocznych elfw, susznie si obawia. Przekn jednak swj strach i spotka si z Berg'inyonem twarz w twarz, mieczem w miecz. Rycerz by dobry, wiczy ciko przez cae swe dorose ycie, nawet jednak gdyby trenowa rwnie przez wszystkie pozostae mu lata, nie rwnayby si one dekadom, jakie yjcy duej Berg Mnyon spdzi z mieczem. Rycerz by dobry. y prawie pi minut. *** Alustriel czua, jak chodne, wilgotne powietrze leccej nisko chmury ociera si jej o twarz i przywraca jej przytomno. Poruszya si szybko, starajc wyrwna bieg rydwanu, i poczua wzdu boku ukszenie blu. Zostaa trafiona czarami i broni, jej spalone i podarte szaty byy mokre od krwi. Co wiat pomylaby, gdyby ona, pani Silverymoon, tu zgina? zastanawiaa si. Dla jej wyniosych kolegw bya to drobna wojenka, bitwa nie majca wikszego wpywu na wydarzenia wiata, bitwa, ktrej, w ich oczach, Alustriel z Silverymoon powinna bya unikn. Alustriel otara dugie, srebrzyste wosy - ktre rwnie byy splamione krwi - ze swej piknej twarzy. Zakipia w niej gniew, gdy pomylaa o argumentach, z jakimi walczya po probie krla Bruenora o pomoc. aden doradca czy radny z Silverymoon, za wyjtkiem Freta, nie chcia odpowiedzie na to woanie i Alustriel musiaa stoczy dug, mczc bitw na sowa, by mc skierowa do Mithrilowej Hali cho t setk Rycerzy w Srebrze. Co dziao si z jej miastem? - zastanawiaa si teraz pani, unoszc si wysoko nad Czteroszczytem. Silverymoon zdobyo reputacj miasta wielce szczodrego, obrocy ucinionych, szerzyciela dobra. Rycerze udali si na wojn z ochot, jednak to nie oni stanowili kiedykolwiek problem.

Problem, co uwiadomia sobie ranna Alustriel, lea w wygodnie zakorzenionej klasie biurokratycznej, w politycznych przywdcach, ktrzy stali si zbyt bezpieczni w kategoriach ich wasnego ycia. Wydawao si to teraz krysztaowo jasne dla Alustriel, ktra ranna, staraa si ciko utrzyma kontrol nad swym zakltym rydwanem na chodnym niebie ponad polem bitwy. Znaa serce Bruenora i jego ludu, znaa dobro Drizzta oraz warto krzepkich ludzi z Settlestone. Alustriel wierzya, e warto ich broni. Nawet gdyby cae Silverymoon zostao pochonite przez wojn, osb tych warto byo broni, bowiem, jak napisz w kocu w rocznikach przyszli historycy, to bdzie miar Silverymoon - owa szczodro bdzie najwaniejsz cech miasta, bdzie tym, co odrni Silverymoon od tak wielu innych drobnych pastewek. Jednak co dziao si z jej miastem? - zastanawiaa si Alustriel i zacza rozumie raka, ktry toczy jej szeregi. Uznaa, e wrci do Silverymoon i wypleni t zaraz, lecz nie teraz. Teraz potrzebowaa odpoczynku. Odegraa sw rol najlepiej jak moga i by moe za cen wasnego ycia, co uwiadomia sobie, gdy kolejna fala blu przeszya jej ranny bok. Jej koledzy bd opakiwa jej mier, powiedz, e posza na marne, zwaywszy na ma skal tej wojny o Mithrilow Hal. Alustriel wiedziaa lepiej, wiedziaa, e to ona, podobnie jak jej miasto, zostanie ostatecznie osdzona. Zdoaa skierowa gwatownie rydwan na szerok pk skaln i wytoczya si z niego, gdy ognisty dweomer rozpyn si w nico. Pani Silverymoon siedziaa na skale, w chodzie, spogldajc na odleg szamotanin pod sob. Bya wyczona z walki, lecz odegraa sw rol. Wiedziaa, e moe umrze bez winy obciajcej jej serce. *** Berg'inyon Baenre przejecha przez szeregi siedzcych na jaszczurach droww, trzymajc wysoko obydwa zakrwawione miecze. Mroczne elfy jechay za swym przywdc, przemykajc od obelisku do obelisku, przecinajc pole bitwy w poowie.

Mobilno oraz szybko wikszych koni dziaaa na korzy rycerzy, lecz sprytna taktyka mrocznych elfw pozbawiaa ich jej. Rycerzom naley przyzna, e zabijali drowy w stosunku jeden do jednego, co byo znaczcym wyczynem, zwaywszy na wiksz liczb droww oraz ich wyszkolenie. Mimo to jednak szeregi rycerzy topniay. Nadzieja przybya w postaci grubego czarodzieja, jadcego na bestii bdcej w poowie koniem, w poowie ab i prowadzcego za sob pozostaoci obrocw poudniowego zbocza, setki ludzi jadcych i biegncych z jednej bitwy w drug. Siy Berg'inyona zostay odepchnite na szeroko doliny z powrotem ku pomocnej cianie i bronicy si rycerze znw odzyskali swobod. Szeregi obrocw szybko si przegrupoway, krzepcy wojownicy Berkthgara skupili si za swym potnym przywdc, a rycerze Besnella poczyli z siami, ktre utrzymyway Dolin Stranika. Podobnie Longriderzy ustawili si za Regweldem, a Jedcy z Nesme - dwaj, ktrzy przetrwali - doczyli do swych braci z zachodu. Magia byskaa, metal dwicza, a ludzie i zwierzta wrzeszczeli z blu. Mga zgstniaa od potu, a kamienne podoe doliny zaciemnia krew. Obrocy woleliby uformowa solidn lini obrony, jednak zrobiwszy to, odsoniliby si strasznie przed czarodziejami, tak wic podali za przewodem dzikiego Berkthgara, wbijali prosto w szeregi nieprzyjaciela, zgadzajc si znale w sercu panujcego chaosu. Berg'inyon wjecha na swym wierzchowcu do poowy pomocnej ciany, wysoko nad dolin, by przyjrze si chwalebnej rzezi. Fechmistrz nie dba ani troch o swych martwych towarzyszy, ktrych powyginane ciaa zacielay podoe doliny. Ta walka zostanie wygrana z atwoci, pomyla Berg' inyon, i zachodnie wrota do Mithrilowej Hali bd jego. Caa chwaa dla domu Baenre. *** Kiedy Stumpet Rakingclaw przesza z Podmiasta do zachodnich wrt Mithrilowej Hali, poczua konsternacj - nie z powodu doniesie o okrutnych walkach w Dolinie Stranika, lecz z faktu, e krasnoludzcy

stranicy nie wyszli pomc walecznym obrocom. Ich rozkazy byy wyrane. Mieli pozosta wewntrz kompleksu, aby broni cianiejszych tuneli, nastpnie za, gdyby sekretne wrota zostay znalezione przez nieprzyjaciela, a obrocy zepchnici do tyu, krasnoludy byy przygotowane, by zawali tunele w pobliu drzwi. Rozkazy te, dane przez generaa Dagn, drugiego dowdc po Bruenorze, nie przewidyway bitwy o Dolin Stranika. Bruenor mianowa Stumpet wysok kapank Mithrilowej Hali i zrobi to tak publicznie oraz z takimi fanfarami, e nie mogo by nieporozumie zwizanych z rang, gdyby rozgorzaa bitwa. Owa decyzja, owa publiczna ceremonia, daa Stumpet wadz, ktrej teraz potrzebowaa, pozwolia jej zmieni rozkazy i piciuset krasnoludw, ktrym wyznaczono pilnowanie zachodnich wrt, ktrzy z przeraeniem obserwowali z dala rze, uradowao si, syszc now komend. Pod ziemi w caej Dolinie Stranika rozlego si dudnienie, zgrzytanie kamienia o kamie. Na pnocnej cianie doliny Berg'inyon trzyma si mocno swego wierzchowca o kleistych apach i mia nadziej, e nie zostanie strcony ze zbocza. Sucha uwanie echa, rozrniajc poszczeglne tony, po czym spojrza ku poudniowo-wschodniemu skrajowi doliny. Wspaniae, palce wiato rozbysno stamtd, gdy zachodnie wrota Mithrilowej Hali rozsuny si. Serce Berg'inyona przegapio uderzenie. Krasnoludy otworzyy drog! Wyszli na zewntrz, setki brodatego ludu, ruszajc na pomoc swym sprzymierzecom, piewajc i bbnic toporami oraz motami w byszczce tarcze, wylewajc si z drzwi, ktre nie byy ju tajemnic. Doszli do linii Berkthgara i dalej, ich zwarte regimenty wycinay szczeliny w szeregach koboldw, goblinw i droww, wdzierajc si gbiej w motoch. - Gupcy! - wyszepta fechmistrz Baenre, bowiem nawet gdyby do Doliny Stranika wszed tysic lub dwa tysice krasnoludw, rezultat bitwy nie zmieniby si. Berginyon wiedzia, e wyszli, poniewa domagaa si tego ich moralno. Otworzyli drzwi i porzucili najlepsze stanowiska obronne dlatego, e ich uszy nie mogy znie wrzaskw ludzi gincych w ich obronie. Jake sabi byli ci mieszkacy powierzchni, pomyla grony drow,

bowiem w Menzoberranzan nigdy nie mylio si odwagi ze wspczuciem. Zacieke krasnoludy mocno wczyy si do bitwy, bez opamitania wbijajc si w drowy i gobliny. Ich szar dowodzia Stumpet Rakingclaw, wypoczta po wyczynach w Podmiecie. Nie miaa ju wietlnych kulek, jednak zawoaa teraz do swego boga, uruchamiajc zaklcia, ktre miay rozjani Dolin Stranika. Mroczne elfy szybko kontoway kady czar, jak krasnoludka si spodziewaa, uznaa jednak, e kady drow koncentrujcy si na kuli ciemnoci jest wyczony z walki, przynajmniej chwilowo. Przez kapank pyna swobodnie magia Moradina, Dumathoina i Clangeddona. Czua si, jakby bya czystym przewodnikiem, ogniwem czcym krasnoludzkich bogw z powierzchni. Krasnoludy odzyskiway otuch dziki jej gonym modlitwom, gdy z caego serca krzyczaa do swych bogw. Pozostali obrocy zebrali si wok krasnoludw i nagle zaczli odzyskiwa stracone tereny. Nagle idea pojedynczej linii obrony nie bya ju taka mieszna. Wysoko na cianie, po przeciwlegej stronie, Berg'inyon chichota z nieskutecznoci tego wszystkiego. Wiedzia, e to jedynie chwilowy podryw, a obrocy zachodnich wrt zebrali si razem do ostatecznego, ponnego natarcia. Siy Berg'inyona wci kilkakrotnie przewyszay liczebnie obrocw. Fechmistrz skierowa swego wierzchowca w d ciany, zebra wok siebie swe elitarne oddziay i zastanowi, jak odwrci sytuacj. Kiedy Dolina Stranika upadnie, stanie si to rwnie z zachodnimi wrotami. A Dolina Stranika upadnie, Berg'inyon zapewni swych towarzyszy z caym przekonaniem, w przecigu godziny.

ROZDZIA 26 WARKOT PRZECIWKO WARKOTOWI Gwne korytarze prowadzce do dolnych drzwi Mithrilowej Hali zostay zawalone i zapiecztowane, jednak najedcza armia spodziewaa si tego. Nawet mimo tego, e najwiksza koncentracja droww bya zmuszona zwolni prawie zupenie w tunelach za drzwiami, krasnoludzki kompleks poddany by silnemu naciskowi. I cho do Uthegentala nie docieray adne doniesienia o walkach na zewntrz gry, potny fechmistrz mg sobie dobrze wyobrazi rze na stokach, krasnoludy i sabowitych ludzi umierajcych dziesitkami. Uthegental przypuszcza, e do tego czasu zostay ju najprawdopodobniej sforsowane jedne i drugie wrota do Mithrilowej Hali, a jaszczurczy jedcy zalewali grne tunele. Myl ta do mocno zaniepokoia fechmistrza Barrisonade delArmgo. Jeli Berg'inyon by w Mithrilowej Hali, to renegat, Drizzt Do'Urden, moe polec z rki syna domu Baenre. Tak wic Uthegental oraz jego maa grupa p tuzina elitarnych wojownikw, ktrych zabra ze sob, szukaa teraz wskich korytarzy, ktre doprowadz ich do najniszej bramy do waciwej Mithrilowej Hali. Tunele te powinny by otwarte, bowiem mroczne elfy wysczay si z Podmiasta, by oczyci drog. Fechmistrz i jego eskorta dotarli do groty, ktra wczeniej suya Bruenorowi za posterunek dowodzenia. Teraz bya opuszczona, jedynie kilka pergaminw oraz pozostaoci po przygotowaniach kapanw pokazyway, e ktokolwiek tu by. Po zawaleniu tuneli oraz czci Groty Tunulta (a take wielu bocznych korytarzy, w tym gwnego, ktry bieg do tej komnaty) dolne grupy Bruenora najwyraniej si rozproszyy bez adnego centralnego dowodzenia. Uthegental przeszed przez to miejsce, ledwo powicajc mu myl. Druyna droww przemieszczaa si szybko korytarzami, kierujc zasadniczo na wschd, w milczeniu podajc za natarczywym przewodem fechmistrza. Dotarli do szerokiego rozwidlenia szlaku i zauwayli lece pod cian bardzo stare koci dwugowego olbrzyma ktrego, co byo ironi, Bruenor Battlehammer zabi przed wiekami. Bardziej przejmowali si jednak rozwidleniem. Sfrustrowany kolejnym opnieniem Uthegental posa zwiadowcw

w lewo i w prawo, po czym wraz z reszt grupy uda si w prawo, wschodni tras. Kiedy jego zwiadowca oraz inna drowka, kapanka, spotkali si z nim kilka chwil pniej, Uthegental westchn, czujc ulg, e odnalaz w kocu dolne drzwi. - Witaj, fechmistrzu drugiego domu - przywitaa go kapanka, okazujc potnemu Uthegentalowi wicej szacunku, ni zazwyczaj otrzymywali zwyczajni mczyni. - Dlaczego jeste tu w tunelach? - chcia wiedzie Uthegental. Jestemy jeszcze daleko od Podmiasta? - Dalej ni sdzisz - odpara kapanka, spogldajc z pogard z powrotem ku wschodowi, wzdu dugiego tunelu, ktry koczy si przy dolnych drzwiach. - Droga nie jest czysta. Uthegental wyda z siebie niski warkot. Tamte mroczne elfy powinny ju do tej pory zaj Podmiasto i otworzy na nowo korytarze. Przeszed obok kobiety, a jego tempo odzwierciedlao jego gniew. - Nie przebijesz si - zapewnia go kapanka, a on obrci si, krzywic, jakby uderzya go w twarz. - Atakujemy drzwi od godziny - wyjania kapanka. - I spdzimy tydzie, zanim przedostaniemy si przez t barykad. Krasnoludy dobrze jej broni. - Ultrin sargtlin! Uthegental wyrycza swj ulubiony tytu, przypominajc kapance o swej reputacji. Mimo to, pomimo faktu, e zasuy sobie na owo miano najwikszego wojownika, kobieta nie wygldaa, jakby robio to na niej wraenie. - Setka droww, piciu czarodziejw i dziesi kapanek nie sforsowao tych drzwi - powiedziaa pewnym gosem. - Krasnoludy odpowiadaj na nasz magi wielkimi wczniami i kulami poncej smoy. Za tunel prowadzcy do drzwi jest wski i peen puapek, rwnie chroniony jak sam dom Baenre. Zgino tam dwadziecia minotaurw, za ten tuzin, ktry przedosta si przez puapki, natkn si na czekajcych na nich krzepkich krasnoludw, wychodzcych z ukrycia w maych, sekretnych niszach. Dwadziecia minotaurw zgino w przecigu kilku minut. - Nie przebijesz si - powtrzya kapanka beznamitnym, w adnym stopniu nie obraliwym, tonem. - Nikt z nas si nie przebije, dopki ci,

ktrzy weszli do krasnoludzkiego kompleksu, nie zaatakuj obrocw od tyu. Uthegental chcia uderzy kobiet, gwnie dlatego, e wierzy w jej sowa. - Dlaczego chciaby wej do kompleksu? - spytaa nieoczekiwanie kobieta, z przebieg min. Uthegental przyjrza si jej podejrzliwie, zastanawiajc, czy nie kwestionuje jego odwagi. W kocu dlaczego miaby nie chcie znale walki? - Kr pogoski, e zamierzasz dopa Drizzta Do'Urdena - cigna kapanka. Mina Uthegentala przesza z podejrzliwoci w zaintrygowanie. - Inne pogoski mwi, e renegat jest w tunelach poza Mithrilow Hal - wyjania. - Poluje ze swoj panter i zabi paru droww. Uthegental przejecha doni po nastroszonych wosach i spojrza z powrotem ku zachodowi, ku szalonej pltaninie tuneli, ktr pozostawi za sob. Poczu, jak zastrzyk adrenaliny zaczyna kry mu po ciele, wywoujc mrowienie, ktre napina jego minie i zaciska ryzy w ponur min. Wiedzia, e wiele grup wrogw dziaa w tunelach za krasnoludzkim kompleksem, rozrzuconych band uciekajcych z siedmiu poczonych jaski, w ktrych zostaa stoczona pierwsza bitwa. Uthegental i jego towarzysze napotkali tak grup krasnoludw po drodze do tego miejsca i rozgromili j. Teraz, gdy o tym pomyla, wydawao mu si rozsdne, e Drizzt rwnie tam jest. Byo bardzo prawdopodobne, e renegat bra udzia w bitwie w grotach, za jeli bya to prawda, dlaczego miaby ucieka do Mithrilowej Hali? Drizzt by owc, dawnym dowdc patrolu, wojownikiem, ktry przey dekad sam ze sw panter w dzikim Podmroku - co byo niemaym wyczynem, nawet Uthegental to szanowa. Tak, teraz, gdy kapanka opowiedziaa mu o pogoskach, Uthegentalowi wydao si cakowicie suszne, e Drizzt Do'Urden bdzie gdzie tam, gdzie w tunelach na zachodzie, wasajc si i zabijajc. Fechmistrz rozemia si w gos i ruszy w stron, z ktrej przyszed, nie dajc adnych wyjanie. adne nie byy potrzebne, ani dla kapanki, ani dla towarzyszy

Uthegentala, ktry ruszyli za nim w szeregu. Fechmistrz drugiego domu polowa. *** - Wygrywamy - oznajmia opiekunka Baenre. Nikt z tych, ktrzy j otaczali - ani Methil, ani Jarlaxle, ani opiekunka Zeerith Q'Xorlarrin z czwartego domu, ani Auro'pol Dyrr, matka opiekunka domu Agrach Dyrr, teraz pitego, ani Bladen'Kerst czy Quenthel Baenre - nie spiera si z tym bezceremonialnym stwierdzeniem. Gandalug Battlehammer, brudny i zmaltretowany, z nadgarstkami skutymi ciasno wskimi kajdanami, zakltymi tak mocno, e nawet gigant by ich nie rozerwa, oczyci gardo, a w dwiku tym rozbrzmia pewien triumf. W zachowaniu krasnoluda byo wicej przechwaek ni prawdy, bowiem Gandalug nis na sobie wielkie brzemi. Nawet mimo tego, e jego lud toczy straszn walk, mroczne elfy dostay si do Podmiasta. Przybyy za do tego miejsca dziki Gandalugowi, dziki jego znajomoci sekretnych przej. Stary krasnolud rozumia, e nikt nie by w stanie wytrzyma atakw ilithida, jednak wina pozostawaa, wiadomo, e w jaki sposb nie by wystarczajco silny. Quenthel poruszya si, zanim Bladen'Kerst zdoaa zareagowa, uderzajc upartego winia w plecy, a jej paznokcie wyrysoway struki krwi. Gandalug znw parskn i tym razem Bladen'Kerst smagna go swym piciogowym wowym biczem, a cios ten posa krzepkiego krasnoluda na kolana. - Do! - warkna opiekunka Baenre na swe crki, zdradzajc wyranie w gosie drczc j frustracj. Wszyscy wiedzieli - i wydawao si, i Baenre rwnie, pomimo swej proklamacji - e wojna nie toczy si zgodnie z planem. Zwiadowcy Jarlaxle'a poinformowali ich o wskiej gardzieli w pobliu najniszych drzwi Mithrilowej Hali oraz o tym, e wschodnie wrota z powierzchni zostay zablokowane wkrtce po sforsowaniu, kosztem ycia wielu droww. Magiczna komunikacja Quenthel z jej bratem powiedziaa, e bitwa wci toczy si zaciekle na poudniowych i zachodnich zboczach

Czteroszczytu i e nie zbliono si jeszcze do zachodnich wrt od powierzchni. Methil za, ktry straci dwch towarzyszcych mu ilithidw, zapewnia telepatycznie opiekunk Baenre, e bitwa o Podmiasto nie zostaa jeszcze wygrana, zdecydowanie nie. Mimo to w prognozowanym przez Baenre zwycistwie bya doza prawdy, wszyscy o tym wiedzieli, a jej pewno siebie nie bya jedynie powierzchowna. Bitwa na zewntrz gry nie zakoczya si jeszcze, lecz Berg'inyon zapewni Quenthel, e wkrtce tak si stanie - a zwaywszy na potg wojsk, ktre uday si wraz z Berg'inyonem, Quenthel nie miaa powodw, by wtpi w te roszczenia. Wielu zgino w tych dolnych tunelach, jednak wikszo stanowili humanoidalni niewolnicy, nie mroczne elfy. Teraz te krasnoludy, ktre utkwiy poza swym kompleksem, zostay zmuszone do taktyki gry w kotka i myszk, rodzaju walki, ktry z pewnoci dawa przewag bezszelestnym mrocznym elfom. - Wszystkie dolne tunele zostan wkrtce zabezpieczone - rozwina myl Baenre, a stwierdzenie to czyni oczywistym fakt, i owa grupa, ktra nie ryzykowaaby adnych spotka, znw si przemieszczaa. Otaczajce Baenre elitarne siy byy odpowiedzialne za prowadzenie i strzeenie pierwszej matki opiekunki. Nie pozwoliyby Baenre na jakiekolwiek przemieszczenie, jeli teren przed nimi nie zostaby uznany za bezpieczny. - Tereny nad ziemi, wok Mithrilowej Hali, rwnie zostan zabezpieczone - dodaa Baenre - gdy jedne i drugie wrota z powierzchni zostan sforsowane. - I najprawdopodobniej zawalone - odway si wtrci Jarlaxle. - Co zamknie krasnoludy w ich norze - szybko odpara opiekunka Baenre. - Przebijemy si przez te dolne drzwi i nasi czarodzieje oraz kapanki znajd i otworz nowe drogi do tuneli kompleksu, abymy mogli wla si w szeregi wrogw. Jarlaxle zgadza si z tym tak jak pozostali, jednak to, o czym mwia Baenre, zajmie troch czasu, za przypuszczanie oblenia nie byo czci planu. Perspektywa taka nie przemawiaa do nikogo ze zgromadzonych wok opiekunki Baenre, szczeglnie do pozostaych dwch matek opiekunek. Baenre naciskaa, eby poszy, i zrobiy to, cho ich domy i cae miasto byy w stanie zamtu. W zamian za osobist

obecno matek opiekunek w dugiej wyprawie domowi Xorlarrin oraz domowi Agrach Dyrr pozwolono zatrzyma wikszo onierzy w miecie, podczas gdy pozostae domy, zwaszcza reszta rzdzcych, wysaa a poow swych oddziaw. Przez te kilka miesicy, przez ktre armia miaa przebywa poza miastem, czwarty i pity dom wydaway si bezpieczne. Zeerith i Auro'pol miay jednak inne troski, martwiy si o walki o wadz we wasnych rodzinach. Hierarchia kadego domu, poza moe Baenre, zawsze bya chwiejna i obydwie matki opiekunki wiedziay, e jeli bd pozostawa zbyt dugo poza miastem, mog po powrocie dowiedzie si, e zostay zastpione. Wymieniy teraz zatroskane, powtpiewajce spojrzenia, ktrych wiecznie czujny Jarlaxle nie przegapi. Sztab Baenre porusza si powoli i zdecydowanie. Trzy matki opiekunki leciay na swych dryfdyskach, otoczone przez dwie crki Baenre (cignce krasnoluda) oraz ilithida, ktry wydawa si raczej lizga ni i, ukrywajc swe stopy pod dugimi, cikimi szatami. Krtk chwil pniej opiekunka Baenre poinformowaa ich, e znajd odpowiedni grot i ustanowi sal tronow, z ktrej bdzie mona kierowa trwajc walk. Bya to kolejna wskazwka, e wojna bdzie duga, i Zeerith oraz Auro'pol znw wymieniy zaniepokojone spojrzenia. Bladen'Kerst Baenre zmruya oczy, groc im w milczeniu. Jarlaxle wychwyci to wszystko, kad konotacj, kad wskazwk, gdzie opiekunka Baenre moe natrafi na najwiksze kopoty. Dowdca najemnikw skoni si nisko i przeprosi, wyjaniajc, e doczy do swej druyny i sprbuje uzyska aktualniejsze informacje. Baenre machna rk, zwalniajc go bez zastanowienia. Jeden z czonkw jej eskorty nie by taki beztroski. - Ty i twoi najemnicy uciekniecie - odezwaa si w umyle Jarlaxle'a niespodziewana wiadomo. Myli najemnika zawiroway i zbity z tropu nie mg powstrzyma telepatycznej odpowiedzi, e myl o porzuceniu wojny rzeczywicie przesza mu przez umys. Znalazszy si w wikszej desperacji ni kiedykolwiek w yciu, Jarlaxle spojrza przez rami na beznamitn twarz ilithida.

- Strze si Baenre, jeli wrci - odezwa si Methil od niechcenia, po czym ruszy w swoj drog z Baenre i pozostaymi. Jarlaxle sta przez dug chwil, gdy grupa znikna z pola widzenia, zastanawiajc si nad ostatnim przekazem ilithida. Doszed do wniosku, e Methil nie poinformuje Baenre o jego chwiejcej si lojalnoci. Jako, ze sposobu, w jaki wiadomo zostaa przekazana, Jarlaxle to wiedzia. Najemnik opar si o kamienn cian, mylc usilnie, jaki powinien by jego nastpny ruch. Jeli armia droww pozostanie razem, Baenre w kocu wygra - w to nie wtpi. Straty bd wiksze ni przewidywano (ju byy), lecz nie bdzie to miao wikszego znaczenia, gdy Mithrilowa Hala zostanie przejta wraz z obiecywanymi bogactwami. C wic Jarlaxle mia zrobi? To kopotliwe pytanie wci obijao si po mylach najemnika, gdy natkn si na porucznikw swych Bregan D'aerthe, z ktrych wszyscy nieli wieci o cigym korku przy dolnych drzwiach oraz informacj, e w zewntrznych tunelach zgino jeszcze wicej mrocznych elfw, ktre pady ofiar bkajcych si band krasnoludw oraz ich sprzymierzecw. Krasnoludy broniy si i walczyy dobrze. Jarlaxle podj decyzj i przekaza j bezszelestnie porucznikom w zawiej mowie znakw. Bregan D'aerthe nie zdezerteruj, jeszcze nie. Nie bd jednak ju prowadzi atakw, ryzykujc zwiadowcami. - Unika wszelkich walk - bysny palce Jarlaxle'a, a zebrani onierze pokiwali gowami. - Odsuwamy si z drogi i obserwujemy, nic wicej. - Dopki Mithrilowa Hala nie zostanie sforsowana - uzna jeden z porucznikw. Jarlaxle przytakn. - Albo dopki wojna nie stanie si daremna - odpary jego palce, za z jego miny wida byo wyranie, e przywdca najemnikw nie uwaa swych ostatnich sw za mieszne. *** Pwent i jego banda pdzili jednym tunelem po drugim, stajc si coraz bardziej sfrustrowani, nie znajdywali bowiem adnych droww, ani nawet koboldw, do rozgniecenia. - Gdzie my, na dziewi piekie, jestemy? - zada odpowiedzi

szaojownik. Nie dobiega adna odpowied, a gdy Pwent si nad tym zastanowi, uzna, e tak naprawd nie mg si jej spodziewa. Zna te tunele lepiej ni ktokolwiek z grupy i jeli on nie mia pojcia, gdzie s, to pozostali z pewnoci take byli zagubieni. Nie martwio to zbytnio Pwenta. On i jego szalecza banda naprawd nie dbali o to, gdzie s, jeli mieli z kim walczy. Prawdziwym problemem by brak przeciwnikw. - Zacz bbni! - rykn Pwent, a Pogromcy Flakw podbiegli do cian w wskim korytarzu i zaczli stuka motami o ska, powodujc taki haas, e kade stworzenie w promieniu dwustu metrw z atwoci domylioby si, gdzie s. Biedny Bidderdoo Harpell, wessany w rodek najbardziej szalonych samobjczych krasnoludw, sta na rodku tunelu, uywajc swego byszczcego klejnotu, by przejrze kilka pergaminw pozostaych ze zniszczonej ksigi czarw, szukajc zaklcia, dowolnego zaklcia (cho najlepiej takiego, ktre zabraoby go z tego miejsca!). Haas trwa przez kilka minut, a nastpnie sfrustrowany Pwent kaza swym krasnoludom ustawi si i popdzili dalej. Przeszli pod naturalnym ukiem, wok kilku zakrtw w korytarzu, po czym natknli si na szerszy i rwniejszy tunel o cianach z obrobionego kamienia i gadkiej pododze. Pwent strzeli palcami, zdajc sobie spraw, e zawdrowali na poudniowy zachd od Mithrilowej Hali. Zna to miejsce i wiedzia, e za nastpnym rogiem znajdzie obronne krasnoludzkie stanowisko. Podskoczy radonie, po czym wspi si na barykad, ktra sigaa niemal do stropu, w nadziei e znajdzie jakich sojusznikw, ktrych dopisze" do swej grupy. Wspiwszy si na cian, Pwent zatrzyma si gwatownie, a jego umiech znikn. Na kamiennej pododze leao dziesiciu martwych krasnoludw, pord sterty porozrywanych goblinw i orkw. Pwent wpad na drug stron i wyldowa ciko, lecz odbi si z powrotem na stopy. Potrzsa gow, chodzc pord miejsca masakry. Pozycja ta bya silnie ufortyfikowana, z wysok cian z tyu oraz nisz z przodu, tam gdzie korytarz zakrca ostro w lewo. O lew cian, tu obok bocznego tunelu, oparty by dziwny wynalazek, krasnoludzka boczna katapulta, z krtkim, silnym ramieniem, ktre strzelao w bok, nie w gr jak konwencjonalne katapulty. Byo ono

teraz nacignite, gotowe do strzau, lecz Pwent zauway natychmiast, e caa amunicja znikna, e waleczne krasnoludy trzymay si do koca. Pwent czu pozostaoci pociskw z tej katapulty i widzia migoczce cienie maych pomieni. Zanim zajrza za zaom, wiedzia ju, e rozcigajcy si dalej korytarz zasany jest licznymi martwymi przeciwnikami. - Dobrze zginli - powiedzia szaojownik do swych podwadnych, gdy wraz z Bidderdoo przeszli przez tyln cian i chodzili pord cia. Atak zza rogu by szybki i bezszelestny, grupa mrocznych elfw wyskoczya z wycignitymi mieczami. Gdyby Bidderdoo Harpell nie by czujny (i gdyby nie znalaz ostatniej zdatnej do zuycia strony swej ksigi czarw), byby to szybki koniec Brygady Pogromcw Flakw, jednak czarodziej rzuci swoje zaklcie, wywoujc olepiajc (dla droww) kul jasnego wiata. Zaskoczone mroczne elfy zawahay si zaledwie na chwil, lecz wystarczyo to, by Pogromcy Flakw przyjli postaw bojow. Nagle byo siedmiu krasnoludw przeciwko piciu mrocznym elfom, pozbawionym elementu zaskoczenia. Siedmiu szaojownikw przeciwko piciu mrocznym elfom, lecz co gorsza dla droww, ci szaojownicy stali akurat pord cia swych martwych ziomkw. Uderzali piciami i kopali, skakali, ciskali i grzmocili gowami bez zastanowienia, ignorujc wszelkie trafienia, walczc tak, by najdzikszy z nich, ich dowdca, by z nich dumny. Powalili dwa drowy i jeden krasnolud wydosta si, porykujc, gdy wpada za zakrt. Pwent dorwa drowa znajdujcego si z boku, chwyci jego wymachujcy miecz jedn metalow rkawic i uderzy prosto przed siebie drug, zanim mroczny elf zdoa podnie drugi miecz. Gowa drowa wrcz eksplodowaa pod ciarem nabijanej rkawicy, rozszalay Pwent wbi pi prosto w czaszk zgubionej istoty. Znw uderzy drowa, a nastpnie trzeci raz, po czym cisn poamane ciao obok czterech pozostaych martwych mrocznych elfw. Pwent rozejrza si po swych wieo zakrwawionych onierzach, zauway, e jednego brakuje oraz e Bidderdoo trzsie si szaleczo, a policzki klapi mu gono. Szaojownik zapytaby czarodzieja o to, jednak nagle dobiegajcy z bocznego korytarza krzyk blu zmrozi szpik nawet w

kociach krzepkiego Thibbledorfa Pwenta. Doskoczy do rogu i rozejrza si. Rze wzdu pitnastometrowego korytarza bya jeszcze straszniejsza, ni Pwent si spodziewa. Dziesitki humanoidw leao martwych, a kilka maych ogni wci pono, tak gsto smoa z pociskw pokrywaa podog i ciany. Pwent obserwowa, jak z drugiego koca korytarza wchodzi wielka sylwetka, niewyrana', jednak szaojownik wiedzia, e to mroczny elf, cho wikszy ni wszystkie, jakie widzia. Drow nis duy trjzb, na ktrego kocu, wci wijc si w ostatnich chwilach ycia, znajdowa si przebity Pogromca Flakw Pwenta. Zza wielkiego fechmistrza wyoni si kolejny drow, lecz Pwent ledwo zauwaa drug sylwetk i niewiele by go obchodzio, nawet gdyby zamierzaa stamtd wyj caa setka. Szaojownik zarycza w protecie, lecz nie zaatakowa. W jednej z tych rzadkich chwil, podczas ktrych rozwaga przewaaa nad szaem, Pwent odskoczy z powrotem za rg. - O co chodzi, wielce dziki szaojowniku? - wrzasnli razem trzej Pogromcy Flakw. Pwent nie odpowiedzia. Wskoczy w kosz katapulty i przejecha nabijan rkawic po linie spustowej, z atwoci j przecinajc. Uthegental Armgo wanie strzsn kopotliw ofiar, kiedy katapulta wystrzelia, posyajc pwentowy pocisk w gb korytarza. Oczy fechmistrza rozszerzyy si. Wrzasn podobnie jak Pwent. Nagle Uthegental aowa, e nie ma ju pod rk martwego krasnoluda i nie moe wykorzysta jego ciaa jako tarczy. Kierujc si czystym instynktem, wojownik zrobi inn, najlepsz w tej sytuacji rzecz. Chwyci swego drowiego towarzysza za kotittazpiwafwi i pocign go przed siebie. Szpikulec na hemie Pwenta oraz p jego gowy wbio si w nieszczsnego mrocznego elfa, przedostajc si wystarczajco daleko, by ugodzi rwnie Uthegentala. Potny fechmistrz wydosta si z pltaniny, gdy Pwent wyrywa si z rozszarpanego drowa. Starli si ze sob w furii, w szale przeciwko szaowi, w warkocie przeciwko warkotowi. Pwent trafi kilkakrotnie, lecz Uthegental, tak silny i wyszkolony, kontratakowa zaciekle. Tpy koniec trjzbu uderzy Pwenta w twarz i oczy szaojownika

zrobiy zeza. Krasnolud zachwia si do tyu i uwiadomi sobie, ku swemu przeraeniu, e da wanie temu potnemu przeciwnikowi wystarczajco miejsca, by go przebi. Srebrna bestia, wielki wilk biegncy na tylnych apach, wpada na Uthegentala z boku, przewracajc go na podog. Pwent potrzsn energicznie gow, oczyszczajc myli, po czym przyjrza si najnowszemu potworowi z wicej ni tylko drobn obaw. Zerkn za siebie w korytarz i ujrza zbliajcych si szybko Pogromcw Flakw, wszyscy trzej wskazywali na wilka i wyli z zachwytu. - Bidderdoo - mrukn Pwent. Uthegental odrzuci wilkoaka Harpella na bok i podnis si gwatownie. Zanim jednak zdoa odzyska cakowicie rwnowag, Pwent skoczy na niego. Na niego za drugi krasnolud, a pniej trzeci i czwarty, caa Brygada Pogromcw Flakw. Uthegental rykn dziko i nagle posiad si giganta. Wsta z uczepionymi do siebie krasnoludami i rozoy szeroko ramiona, zrywajc krasnoludy i ciskajc nimi, jakby byy byle szczurami. Pwent uderzy go w pier ciosem, ktry zabiby spor krow. Uthegental warkn i rbn szaojownika na odlew tak, e Pwent polecia trzy metry do tyu. - Dobry jeste - przyzna wstrznity Pwent, podnoszc si na jedno kolano, gdy Uthegental si zblia. Po raz pierwszy w swym szalonym yciu (poza moe przypadkiem, kiedy niecelowo walczy z Drizztem), Thibbledorf Pwent wiedzia, e nie dorwnuje przeciwnikowi - wiedzia, e caa jego brygada mu nie dorwnuje! - i uzna, e jest ju martwy. Krasnoludy leay dookoa pojkujc i aden z nich nie byby w stanie zmaga si z niemoliwie silnym drowem. Zamiast wsta, Pwent krzykn i rzuci si do przodu na kolanach. Podnis si w ostatniej chwili, wkadajc cay swj ciar w prawy sierpowy. Uthegental chwyci do w poowie zamachu i cakowicie zatrzyma Pwenta. Wolna rka potnego drowa zamkna si na twarzy Pwenta i Uthegental zacz wygina biednego krasnoluda do tyu. Pwent widzia wy krzywion twarz przez rozczapierzone szeroko

palce. W jaki sposb zdoa znale si, by zamachn si woln rk, i trafi mocno w przedrami drowa. Uthegental wydawa si tym nie przej. Pwent zaskamla. Fechmistrz odrzuci nagle gow do tyu. Pwent pomyla, e drow zamierza wyda z siebie ryk zwycistwa, jednak z ust Uthegentala nie wydostawa si aden dwik, absolutnie aden, dopki chwil pniej nie zacharcza niezrozumiale. Pwent poczu, jak ucisk drowa sabnie, i szaojownik szybko si odsun. Wyprostowawszy si, Pwent zrozumia. Srebrny wilkoak zaszed Uthegentala od tyu i ugryz drowa w kark. Bidderdoo trzyma mocno, ca si swej wielkiej paszczy miadc krgi i nerwy. Obydwaj utrzymywali t makabryczn poz przez wiele sekund. Wszyscy zgromadzeni wok nich przytomni Pogromcy Flakw zdumiewali si si pyska Bidderdoo oraz faktem, e ten straszny drowi wojownik wci trzyma si na nogach. Rozleg si gony trzask i Uthegental zadra nagle. Upad, a wilk zanim, nadal trzymajc mocno. Pwent pokaza na Bidderdoo. - Musz go skoni, eby pokaza mi, jak to robi - stwierdzi zachwycony szaojownik. Bidderdoo, ciskajc mocno sw ofiar, nie sysza tego.

ROZDZIA 27 NAJDUSZA NOC Belwar sysza echo, subtelne wibracje grubych ska, ktrych nie zauwayby nigdy aden mieszkaniec powierzchni. Pozostaych trzystu svirfhebli rwnie je syszao. Taka bya natura gbinowych gnomw - w gbszych tunelach Podmroku porozumieway si czsto, wysyajc przez skay ciche wibracje. Syszeli teraz echo, cige echo, niepodobne do wielkiej eksplozji, jak usyszeli kilka godzin wczeniej, dudnienie zawalajcej si caej sieci tuneli. Dowiadczeni wojownicy svirfnebli zastanowili si nad tym najnowszym odgosem, osobliwym rytmem, i wiedzieli, co on oznacza. Rozgorzaa bitwa, wielka bitwa, i to niedaleko. Belwar wielokrotnie rozmawia ze swymi dowdcami, gdy przedzierali si przez nieznany teren, starajc si poda za najsilniejszymi wibracjami. Czsto jeden ze svirfhebli z boku lub przodu grupy stuka lekko swym motkiem w ska, starajc si wyczu gsto kamienia. Polowanie na echo bywao kapryne, bowiem gsto ska nigdy nie bya jednorodna i wibracje czsto byy zakcane. Tak wic svirfnebli, zdecydowanie najlepiej podajcy za echem ze wszystkich ras wiata, nieraz stwierdzali, e na rozwidleniu szlaku poszli w z stron. Bdc zdeterminowan i cierpliw grup, utrzymywali jednak kurs i po wielu frustrujcych minutach kapan o imieniu Suntunavick podskoczy do Belwara oraz Firble'a i oznajmi im z ca pewnoci, e s najbliej odgosw, jak mogy ich doprowadzi te tunele. Obydwaj podyli za kapanem do wyznaczonego miejsca i jeden po drugim przyoyli uszy do skay. Rzeczywicie, dochodzcy zza niej haas by gony, ogldnie mwic. I stay, co Belwar zauway z pewnym zakopotaniem, bowiem nie byo to echo wymiany ciosw, nie echo, ktre syszeli wczeniej, a przynajmniej w tym dwiku byo co wicej. Suntunavick zapewni nadzorc kopaczy, e byo to odpowiednie miejsce. Z tym bardziej staym dwikiem miesza si znajomy odgos toczcej si bitwy. Belwar spojrza na Firble'a, ktry skin gow, a nastpnie na Suntunavicka. Nadzorca kopaczy stukn w miejsce na cianie, po czym odsun si, aby Suntunavick i inni kapani mogli si tam zebra.

Zaczli piewa, chrapliwie, dudnico i najwyraniej bez sw, a co jaki czas jeden z kapanw rzuca o cian gar jakiej podobnej do bota substancji. piew osign crescendo. Suntunavick ruszy do ciany, wycigajc przed siebie cinite ze sob donie. Z okrzykiem ekstazy may gnom wyrzuci palce prosto w kamie. Nastpnie stkn, a minie na jego rkach i barkach napiy si, gdy rozciga cian, otwiera j, jakby nie bya niczym wicej ni tylko zason z grubego materiau. Kapan odskoczy do tyu, podobnie jak wszyscy pozostali, gdy echo stao si rykiem i spad na nich drobny deszcz, opar znad wodospadu. - Powierzchnia to jest - mrukn Firble, ledwo bdc w stanie oddycha. I tak wanie byo, jednak ta spywajca woda nie wystpowaa w wyobraeniach gnomw o wiecie powierzchni, nie przypominaa w niczym opisw z licznych opowieci, ktre syszeli o tym dziwnym miejscu. Wielu z grupy pomylao, czy nie zawrci, lecz Belwar, ktry nie tak dawno temu rozmawia z Drizztem, wiedzia, e co tutaj byo niezwyke. Nadzorca kopaczy wycign swym kilofem lin zza pasa i poda j Firble'owi, pokazujc, e doradca ma zawiza mu j wok nadgarstka. Firble zrobi to i uj drugi koniec, opierajc si pewnie. Z jedynie lekkim wahaniem odwany Belwar przecisn si przez cian, przez zason mgy. Znalaz wodospad i prowadzc wok niego pk skaln, po czym spojrza na gwiazdy. Tysice gwiazd! Serce gnoma zaczo bi mocniej. By jednoczenie zachwycony i przeraony. To by wiat powierzchni, tej najwikszej z jaski, pod kopu, ktrej nie mg dosign. Chwila zadumy oraz zachwytu bya krtkotrwaa, zakciy j wyrane odgosy bitwy. Belwar nie by w Dolinie Stranika, widzia jednak wiato walki, ognie z pochodni i magicznych zakl, a take sysza brzk metalu o metal i znajome wrzaski umierajcych. Z Belwarem na czele trzystu svirmebli wydostao si z jaski i rozpoczo cichy marsz na wschd. Natrafili na wiele obszarw, ktre wydaway si nie do przejcia, jednak przyjazny ywioak, przyzwany przez gnomich kapanw, otwiera drog. Po zaledwie kilku minutach

bitwa pojawia si w polu widzenia, kotowanina w zamglonej dolinie, odziani w pancerze konni oraz jedce na jaszczurach drowy, paskudne gobliny i koboldy oraz wielcy ludzie, ponad dwa razy wysi od najwyszych svirfnebli. Teraz Belwar si zawaha, zdajc sobie w peni spraw, e jego trzystuosobowe wojsko zatopi si w bitwie tysicy, w bitwie, w ktrej gnomy nie mogy stwierdzi, kto wygrywa. - Po to tu przyszlimy - wyszepta Firble do ucha nadzorcy kopaczy. Belwar spojrza stanowczo na swego nietypowo odwanego towarzysza. - Za Blingdenstone - powiedzia Firble. Belwar prowadzi. *** Drizzt wstrzyma oddech, podobnie jak wszyscy, i nawet Guenhwyvar bya wystarczajco roztropna, by stumi instynktowny warkot. Picioro towarzyszy stoczyo si na wskiej pce skalnej w wysokim, szerokim korytarzu, podczas gdy obok maszerowaa kolumna droww, wielu droww, lini, ktra cigna si i cigna, wydajc si nie mie koca. Dwa tysice? - zastanawia si Drizzt. Pi tysicy? Nie mia moliwoci, by zgadn. Byo ich zbyt wielu, a on nie mg wystawi gowy i zacz liczy. Drizzt rozumia jednak, e siy droww byy poczone ze sob i maszeroway ze wsplnym celem. Mogo to oznacza tylko to, e droga bya czysta, przynajmniej do dolnych drzwi Mithrilowej Hali. Drizzt nabra otuchy, gdy pomyla o owych drzwiach, o wielu przebiegych rodkach obronnych, ktre zostay zamocowane w tamtej okolicy. Nawet tak potne wojsko bdzie miao kopoty z przedostaniem si przez wrota, a tunele w pobliu dolnych drzwi zapeni si stertami cia zarwno krasnoludw, jak i droww. Drizzt odway si przesun lekko gow, by spojrze za Guenhwyvar, przycinit mocno do ciany obok niego, na Bruenora, tkwicego niewygodnie pomidzy tylnym kocem pantery a cian. Drizzt niemal umiechn si na ten widok i na myl, e lepiej, eby rusza si szybko, gdy tylko kolumna droww przejdzie, bowiem Bruenor

przerzuci najprawdopodobniej panter przez krawd pki, a wraz z ni Drizzta. Umiech ten nie pojawi si jednak na twarzy Drizzta, nie w obliczu jego wtpliwoci. Czy dobrze zrobi, przyprowadzajc tu Bruenora? zastanawia si nie po raz pierwszy. Mogli wrci do dolnych drzwi wraz z krasnoludami, ktrych spotkali kilka godzin temu, i krl Mithrilowej Hali mg znajdowa si pord swej armii. Drizzt nie podwaa tego, jak bardzo ognista obecno Bruenora wspomogaby obron tych dolnych drzwi oraz Podmiasta. Kady krasnolud w Mithrilowej Hali zapiewaby troch goniej i walczy wkadajc w to wicej serca, gdyby wiedzia, e krl Bruenor Battlehammer jest w pobliu w zwizku z t sam spraw, a jego potny topr wskazuje drog. Rozumowanie Drizzta utrzymao Bruenora na zewntrz i teraz drow zastanawia si, czy jego czyny nie byy samolubne. Czy mogli w ogle znale przywdczynie nieprzyjaciela? Najprawdopodobniej kapanki, ktre dowodziy t armi, s dobrze ukryte, uywaj magii z dala, kierujc swymi siami z nie wikszym wspczuciem, ni gdyby onierze byli pionkami na gigantycznej szachownicy. Matka opiekunka lub ktokolwiek, kto dowodzi tym wojskiem, nie podejmie osobistego ryzyka, bowiem takie byy zwyczaje droww. Nagle, siedzc cinity na tej pce, Drizzt Do'Urden poczu si bardzo gupio. Polowali na gow, jak wyjani Bruenorowi, jednak owa gowa nie bdzie atwa do odnalezienia. Za zwaywszy na wielko si, ktre maszeroway pod nimi w kierunku Mithrilowej Hali, Drizzt, Bruenor oraz pozostali towarzysze nie dotr w najbliszej przyszoci w poblie krasnoludzkiego kompleksu. Tropiciel opuci gow i wcign gboki, cichy oddech, uspokajajc si, przypominajc sobie, e obra jedyn moliw drog do zwycistwa, e cho dolne drzwi nie bd atwe do sforsowania, w kocu padn, niezalenie od tego, czy Bruenor Battlehammer znajduje si wrd obrocw. W zwizku jednak z tak wieloma drowami i tak wieloma tunelami, Drizzt zacz docenia ogrom stojcego przed nim zadania. Jak mg mie w ogle nadziej na odnalezienie dowdczy armii droww? Tym, czego Drizzt nie wiedzia, byo to, i nie tylko on znajdowa si na polowaniu. - adnych wieci od Bregan D'aerthe.

Opiekunka Baenre siedziaa na swym dryfdysku, przetrawiajc te sowa oraz kryjce si za nimi znaczenie. Quenthel zacza je powtarza, jednak grony grymas matki powstrzyma j. Mimo to w mylach opiekunki Baenre rozbrzmiewao echem zdanie adnych wieci od Bregan D'aerthe. Jarlaxle przeczekiwa, uwiadomia sobie Baenre. Pomimo caej swej brawury dowdca najemnikw by tak naprawd konserwatywny, bardzo ostrony przy wszelkich zagroeniach dla grupy, na ktrej skompletowanie powici stulecia. Jarlaxle nie pali si zbytnio do marszu na Mithrilow Hal, tak naprawd poszed tylko dlatego, e nie dano mu adnego wyboru w tej kwestii. Podobnie jak Triel, crka i najblisza doradczyni Baenre, najemnik mia nadziej na szybki i atwy podbj oraz rychy powrt do Menzoberranzan, gdzie naleao odpowiedzie jeszcze na tak wiele pyta. Fakt, e od zwiadowcw Bregan D'aerthe nie przyszy ostatnio adne wieci, mg by zbiegiem okolicznoci, jednak Baenre podejrzewaa co innego. Jarlaxle przeczekiwa, a to mogo oznacza tylko to, e, zgodnie z doniesieniami, jakie otrzymywa nieustannie od przebiegych zwiadowcw ze swojej sieci, uwaa, e natarcie zostao zatrzymane, e tak jak sama Baenre doszed do wniosku, i Mithrilow Hala nie zostanie tak atwo pokonana. Wyniszczona stara matka opiekunka zaakceptowaa te wieci ze stoickim spokojem, z pewnoci, e Jarlaxle wrci, zaraz gdy sytuacja przechyli si z powrotem na korzy mrocznych elfw. Bdzie musiaa wymyli oczywicie jak twrcz kar dla dowdcy najemnikw, tak, ktra da Jarlaxle'owi pozna gbi jej zoci, jednoczenie nie bdzie go wiele kosztowaa. Krtk chwil pniej powietrze w maej komnacie, ktr Baenre wykorzystywaa jako sw sal tronow, zaczo dre od narastajcej energii zaklcia. Wszyscy w pomieszczeniu popatrzyli nerwowo po sobie i odetchnli lej, gdy Methil wyszed z nicoci w rodek kapanek. Jego mina nic nie ujawniaa, bya cigle tym samym beznamitnym, bacznym spojrzeniem, ktre widniao na czonkach nieziemskiej rasy Methila. Baenre uwaaa t wiecznie nieprzeniknion twarz za najbardziej frustrujcy aspekt kontaktw z ilithidami. Nigdy nie daway najlejszej wskazwki co do swych prawdziwych intencji.

- Uthegental Armgo nie yje - odezwaa si myl w gowie Baenre, bezceremonialny raport ze strony Methila. Teraz przysza kolej, by Baenre przybraa stoick, nic nie ujawniajc fasad. Wiedziaa, e Methil przekaza t niepokojc myl jej i tylko jej. Pozostali, szczeglnie Zeerith i Auro'pol, ktre staway si coraz bardziej niespokojne, nie musiay wiedzie, e wieci s bardzo, bardzo ze. - Marsz do Mithrilowej Hali idzie dobrze - dobiega nastpna telepatyczna wiadomo Methila. Ilithid podzieli si ni ze wszystkimi w pomieszczeniu, co opiekunka Baenre uwiadomia sobie po nagle rozjanionych minach. - Tunele s czyste a do dolnych drzwi, gdzie zbiera si i przygotowuje armia. Do ilithida skierowao si wiele skini i umiechw, a opiekunka Baenre nie miaa wikszych ni Methil problemw z odczytaniem myli kryjcych si za tymi minami. Ilithid stara si mocno poprawi morale co zawsze byo niepewne w kontaktach z mrocznymi elfami. Jednak, jak raport Quenthel, czy te brak raportu o Bregan D'aerthe, pierwsza przekazana przez ilithida wiadomo odbijaa si niepokojco echem w mylach Baenre. Uthegental Armgo nie y! Co mog zrobi onierze Barrison del'Armgo, znaczca sia istotna dla sprawy, gdy odkryj, e ich dowdca zosta zabity? A co z Jarlaxle'em? - zastanawiaa si Baenre. Jeli dowiedzia si o mierci wielkiego fechmistrza, wyjaniao to z pewnoci milczenie Bregan D'aerthe. Jarlaxle mg si obawia utraty garnizonu Barrison del'Armgo, dezercji, ktra wstrzsnaby do gbi szeregami armii. - Jarlaxle nie wie, podobnie jak onierze drugiego domu odpowiedzia jej telepatycznie Methil, najwyraniej czytajc jej myli. Mimo to Baenre zdoaa utrzyma radosn (wzgldnie mwic) fasad, wydajc si poruszona wieciami o zblianiu si armii do dolnych drzwi. Wyranie widziaa jednak potencjalnego raka, ktry mg zacz toczy jej szeregi, seri wydarze, ktre mogyby zniszczy i tak ju wstrznit integralno jej armii oraz sojuszw, oraz kosztowa j wszystko. Czua si, jakby powracaa do tego okresu cakowitego chaosu w Menzoberranzan, kiedy to K'yorl wydawaa si mie przewag. Wtedy sytuacj umocnio zniszczenie domu Oblodra i opiekunka Baenre czua, e teraz potrzebuje czego podobnego, jakiego dramatycznego zwycistwa, ktre nie pozostawioby wtpliwoci w

szeregach i sztabie. Rozwijaj lojalno przez strach. Znw pomylaa o domu Oblodra i bawia si wizj podobnego pokazu przy dolnych drzwiach Mithrilowej Hali. Baenre szybko j odrzucia, zdajc sobie spraw, e to, co stao si w Menzoberranzan, byo jednorazowym wydarzeniem. Nigdy wczeniej (i najprawdopodobniej nigdy pniej, a na pewno nie tak szybko!) Lloth nie przybdzie w takiej krasie i chwale na Plan Materialny. Przy okazji upadku domu Oblodra, opiekunka Baenre bya czystym przewodnikiem boskiej mocy Pajczej Krlowej. To sienie stanie ponownie. Myli Baenre zawiroway w innym kierunku, atwiejszym tropem do podania. - Kto zabi Uthegentala? - pomylaa, wiedzc, e Methil j usyszy. Ilithid nie mia odpowiedzi, rozumia jednak, co sugeruje Baenre. Wiedziaa, czego szuka Uthegental, znaa jedyn nagrod, ktra tak naprawd liczya si dla potnego fechmistrza. By moe znalaz Drizzta Do'Urdena. Jeli tak, oznaczaoby to, e Drizzt Do'Urden by w dolnych tunelach, nie za barykadami Mithrilowej Hali. - Podasz niebezpieczn drog - ostrzeg j na osobnoci Methil, zanim Baenre zdoaa w ogle snu czary, ktre pozwoliyby jej znale renegata. Opiekunka Baenre odrzucia t myl, niewiele si przejmujc. Bya pierwsz matk opiekunk Menzoberranzan, przewodnikiem Lloth, posiadaa moce zdolne wysczy ycie z kadego drowa w miecie, z kadej matki opiekunki, kadego czarodzieja, kadego fechmistrza, z niewielkim wysikiem. Droga Baenre bya naprawd niebezpieczna, zgadzaa si - niebezpieczna dla Drizzta Do'Urdena. *** Najbardziej niszczce byy siy krasnoludw oraz rodek blokujcej linii, wielka masa dudnicych, piewajcych wojownikw, miadcych gobliny i orki swymi cikimi motami i toporami, wskakujcych w gromadach na wielkie minotaury i sam sw wag powalajcych potwory. Jednak wzdu wschodniego kraca Doliny Stranika nacisk by zbyt

duy z kadej strony. Konni rycerze pdzili w t i z powrotem wzdu linii barbarzycw, wzmacniajc szeregi, kiedy tylko nieprzyjaciel wydawa si przebija, i dziki ich pomocy linia wytrzymywaa. Mimo to jednak ludzie Berkthgara byli nieuchronnie spychani. Ciaa koboldw i goblinw spitrzay si wysoko w Dolinie Stranika, dwie ich dziesitki giny za kadego obroc. Drowy mogy sobie jednak pozwoli na takie straty, spodzieway si ich, a Berg'inyon, siedzcy na grzbiecie swego jaszczura i spokojnie obserwujcy trwajc bitw z dala od reszty jedcw Baenre, wiedzia, e zblia si czas rzezi. By wiadomy, e obrocy staj si zmczeni. Minuty przeszy w godzin, a ta we dwie, a natarcie nie sabo. Linia obrocw cofna si i grujce wschodnie ciany Doliny Stranika byy ju niedaleko za nimi. Kiedy owe ciany zatrzymaj odwrt, drowi czarodzieje bd mogli mocno uderzy. Wtedy Berg'inyon poprowadzi szar, a Dolina Stranika jeszcze bardziej spynie krwi ludzi. *** Besnell wiedzia, e przegrywaj, wiedzia, e tuzin martwych goblinw nie by wart centymetra ziemi. W elfie zaczo narasta zrezygnowanie, powstrzymywane jedynie przez fakt, e nigdy wczeniej nie widzia swych rycerzy w lepszej formie. Ich zwarte oddziay pdziy w t i z powrotem, depczc przeciwnikw, i cho kady mczyzna dysza tak ciko, e ledwo by w stanie piewa pie wojenn, a kadego konia pokrywa gsty pot, nie ustpowali, nie zatrzymywali si. Z ponur satysfakcj, lecz strasznie zmartwiony - nie tylko o swych ludzi, ale i o Alustriel, ktra nie pokazaa si ju na polu - elf skierowa uwag na Berkthgara i naprawd si zdumia. Wielki miecz, Bankenfuere, wiszcza przecinajc powietrze, a kady jego zamach niszczy wrogw na tyle gupich, by stan w pobliu wielkiego mczyzny. Krew, w duej czci jego wasna, pokrywaa barbarzyc od stp do gowy, lecz jeli Berkthgar odczuwa jakikolwiek bl, nie dawa tego po sobie pozna. Sw pie i taniec kierowa do Tempusa, boga bitwy, tak wic piewa i taczy, a wrogowie ginli. Besnell pomyla, e jeli drowy wygraj tutaj i podbij Mithrilow

Hal, jedn z najtragiczniejszych konsekwencji tego bdzie to, e opowie o wyczynach potnego Berkthgara miaego nigdy nie opuci Doliny Stranika. Niezwyky bysk z boku wyrwa elfa z rozmyla. Spojrza wzdu szeregw i ujrza Regwelda Harpella otoczonego przez tuzin martwych lub umierajcych, dymicych goblinw. Regweld i Kauoskoczek rwnie byli otoczeni magicznymi pomieniami, taczcymi jzorami czerwieni i zieleni, jednak czarodziej i jego niezwyky wierzchowiec nie wydawali si tym przejmowa i kontynuowali walk, nie zwaajc na ognie. Tak naprawd owe otaczajce ich pomienie stay si broni, rozszerzeniem furii Regwelda, gdy czarodziej skoczy Kauoskoczkiem niemal tuzin metrw, ldujc u stp dwch ogromnych minotaurw. Czerwone i zielone pomienie stay si biae i wyskoczyy z torsu czarodzieja, otaczajc wielkie osiki. Kauoskoczek skoczy prosto do gry, zanoszc Regwelda na poziom paskudnych twarzy wrzeszczcych minotaurw. Mag wycign rdk i w potwory wbiy si zielone promienie energii. Nastpnie Regweld znikn, skaczc do nastpnej walki i pozostawiajc chwiejce si, pochaniane przez ogie minotaury. - Dla dobra caego dobrego ludu! - krzykn Besnell, trzymajc miecz wysoko. Jego bitewna grupa ustawia si za nim i grzmot szary rozpocz si na nowo. Wojownicy tym razem wpadli w penym tempie w mas koboldw. Roztrcili stwory i dotarli do gstszego tumu wikszych przeciwnikw, gdzie szara zostaa zatrzymana. Wci siedzc na swych wierzchowcach, Rycerze w Srebrze przecinali si przez gszcz, zabijajc wrogw jasnymi mieczami. Besnell by szczliwy. Czu, jak po jego ciele kry satysfakcja, uczucie spenienia i susznoci. Elf wierzy caym sercem w Silverymoon, wierzy w zasad, ktr wykrzykiwa przy kadej sposobnoci. Nie by smutny, gdy wcznia goblina odnalaza szczelin w boku jego napiernika, wdara si midzy ebra i zawadzia puco. Zachwia si w siodle i w jaki sposb zdoa wyrwa wczni z boku. - Dla dobra caego dobrego ludu! - powiedzia z ca si, na jak mg si zdoby. Przy jego wierzchowcu znalaz si goblin zamachujcy si mieczem. Besnell skrzywi si z blu, gdy podnosi swj wasny miecz, by si

zastawi. Poczu sabo i nage zimno. Ledwo zarejestrowa strat, gdy miecz wysun mu si z doni i brzkn o ziemi. Nastpne uderzenie goblina cio mocno udo rycerza, wykonana przez drowy bro rozdara zbroj Besnella, rysujc lini jaskrawej krwi. Goblin zawy, po czym pad, przecity na p przez potny zamach Bankenfuere. Berkthgar chwyci Besnella woln doni, gdy rycerz zelizgiwa si ze swego wierzchowca. Barbarzyca czu si w tej chwili w jaki sposb odsunity od bitwy, jakby on oraz szlachetny elf byli sami, w swoim prywatnym miejscu. Wok nich, niedaleko, rycerze kontynuowali rze, wic nie zbliay si adne potwory. Berkthgar delikatnie opuci Besnella na ziemi. Elf podnis wzrok, jego zote oczy wydaway si puste. - Dla dobra caego dobrego ludu - wyszepta Besnell, jednak dziki asce Tempusa bd te innego boga, ktry spoglda na bitw o Dolin Stranika, Berkthgar usysza kad sylab. Barbarzyca skin gow i w milczeniu pooy gow nieywego elfa na kamieniu. Nastpnie Berkthgar podnis si z powrotem i ze zwielokrotnion wciekoci rzuci na szeregi nieprzyjaciela, robic szeroki pokos swym wielkim mieczem. *** Regweld Harpell nigdy nie dozna takiego podniecenia. Wci otoczony pomieniami, ktre nie raniy jego ani abokonia, lecz atakoway kadego, kto si zbliy, czarodziej w pojedynk wspiera poudniowy kraniec linii obrocw. Szybko koczyy mu si czary, lecz nie obchodzio go to, wiedzia, e znajdzie jaki sposb, by si przyda, jaki sposb, by niszczy tych ajdakw, ktrzy przyszli, by podbi Mithrilow Hal. Ruszya na niego grupa minotaurw, wystawiajc daleko przed siebie wielkie wcznie, by nie dopuci do siebie ogni. Regweld umiechn si i skoni Kauoskoczka do kolejnego dugiego lotu, prosto midzy otaczajce go potwory, wyej ni minotaury i ich dugie wcznie mogy dosign.

Harpell wyda z siebie okrzyk zwycistwa, po czym uciszya go byskawica. Nagle Regweld lecia swobodnie, wirujc w powietrzu, za Kauoskoczek obraca si w drug stron tu pod nim. Drugi piorun dobieg z innej strony, a pniej trzeci, rozwidlajc si tak, e trafi zarwno czarodzieja, jak i jego dziwnego wierzchowca. Kady z nich zosta znowu ugodzony, a pniej jeszcze raz, gdy si toczyli, upadajc bardzo nieruchomo na kamienie. Czarodzieje droww doczyli do walki. Najedcy ryknli i zaatakowali, i nawet Berkthgar, rozwcieczony przez mier walecznego elfa, nie mg zmotywowa swych ludzi, by utrzymali lini. Jaszczurczy jedcy przesczali si przez szeregi humanoidw, swymi dugimi lancami spychajc konnych rycerzy nieuchronnie do tyu, w stron blokujcej drog ciany. Berg'inyon znajdowa si pord pierwszych, ktrzy ujrzeli kolejny zwrot w bitwie. Rozkaza jedcowi wspi si po boku kamiennej kolumny, by uzyska lepsze pole widzenia, po czym skierowa uwag na poblisk grup, wskazujc na pnocn cian doliny. - Wejdcie wysoko - zasygnalizoway im palce fechmistrza. - Wysoko i dookoa wrogich szeregw, aby spuszcza na nich mier z gry, gdy zostan przyparci do ciany. Paskudne umiechy towarzyszyy skinieniom, jednak chwil t przerwa krzyk z drugiej strony, od onierza, ktrego Berg'inyon posa wysoko. Kamienna kolumna oya jako wielki ywioowy potwr. Berg'inyon i inni popatrzyli po sobie bezradnie, gdy kamienny behemot cisn wielkie ramiona, miadc drowa i jego jaszczura. Zza szeregw droww, z zachodu, dobieg ogromny zgiek, za nad omotem szary svirfnebli sycha byo okrzyk - Bivrip! - ktrego to sowa Belwar Dissengulp uywa do uaktywnienia magii w swych wykutych doniach. *** Mino duo czasu, zanim Berkthgar oraz pozostali obrocy ze wschodniego kraca Doliny Stranika w ogle zrozumieli, e z zachodu

przybyli sojusznicy. Pogoski te przedostay si w kocu jednak przez harmider bitwy, dajc otuch obrocom i wzbudzajc strach w najedcach. Gobliny oraz mroczne elfy walczce w pobliu tej wschodniej ciany zaczy spoglda w drug stron, zastanawiajc si, czy nie nadciga katastrofa. Teraz Berkthgar doda otuchy tym, ktrzy pozostali z niekrasnoludzkich obrocw - dwm trzecim swoich barbarzycw, mniej ni setce Rycerzy z Nesme, dwudziestce Longriderw i jedynie dwm ludziom z Nesme. Ich szeregi zostay przerzedzone, jednak wrcia nadzieja i linia znw trzymaa, a nawet suna z powrotem w kierunku rodka Doliny Stranika. Wkrtce potem w dolinie znikny wszelkie pozory porzdku, linie onierzy nie okrelay ju wrogw. Na zachodzie kapani svirfnebli walczyli z czarodziejami droww, a wojownicy Belwara nacierali mocno na szeregi mrocznych elfw. Byli najzacieklejszymi wrogami, pradawnymi, drowami i svirfnebli. O wschodniej stronie doliny nie daoby si powiedzie niczego innego, krasnoludy i gobliny siekay si tam nawzajem bez opamitania. Cigno si to przez noc, szalon i straszn noc. Berg'inyon Baenre nie angaowa si zbytnio w walk i utrzymywa rwnie na tyach wikszo swych elitarnych jaszczurczych jedcw, uywajc misa armatniego, by zmczy obron. Nawet mimo nieoczekiwanego przybycia maego, lecz potnego oddziau svirfnebli, drowy wkrtce znw przechyliy szal na sw korzy. - Wygramy - obieca mody Baenre tym onierzom, ktrzy byli najbliej niego. - A wtedy jaka obrona zostanie za zachodnimi wrotami krasnoludzkiego kompleksu?

ROZDZIA 28 WRBY Quenthel Baenre siedziaa obrcona w stron niszy w cianie maej komnaty, wpatrujc si w sadzawk spokojnej wody. Skrzywia si, gdy sadzawka szpiegowska rozjania si, gdy wit pojawi si w wiecie powierzchni, niedaleko std, na wschd od Czteroszczytu. Quenthel wstrzymaa oddech, cho chciaa krzycze z rozpaczy. Po przeciwlegej stronie maej komnaty opiekunka Baenre rwnie wrya. Wykorzystaa swe czary, by stworzy ogln map okolicy, a nastpnie by zakl mae pirko. Znw piewajc, Baenre cisna pirko w powietrze nad rozoonym pergaminem i dmuchna lekko. - Drizzt Do'Urden - wyszeptaa pod nosem i znw dmuchna, gdy pirko opadao na map. Na twarzy Baenre rozkwit paskudny umiech, gdy magiczny wskanik dotkn mapy, a jego czubek wskazywa na niedalek grup tuneli. Baenre wiedziaa ju, e to prawda. Drizzt Do'Urden rzeczywicie by w tunelach poza Mithrilow Hal. - Idziemy - powiedziaa nagle matka opiekunka, zaskakujc wszystkich w maej komnacie. Quenthel spojrzaa nerwowo przez rami, obawiajc si, e jej matka w jaki sposb dostrzega to, co byo widoczne w jej sadzawce szpiegowskiej. Crka Baenre odkrya jednak, e nie moe widzie przeciwlegej strony pomieszczenia, poniewa widok blokuje jej skrzywiona Bladen'Kerst, spogldajca na ni i na zbliajce si widowisko. - Gdzie mamy i? - spytaa na gos Zeerith, znajdujca si w pobliu rodka komnaty, a w jej tonie sycha byo wyranie, i miaa nadziej, e opiekunka Baenre odkrya sposb na przeamanie trwajcej sytuacji patowej. Opiekunka Baenre zastanowia si nad tym tonem oraz kwan min na twarzy drugiej matki opiekunki. Nie bya pewna, czy Zeerith i Auro'pol, ktra si podobnie krzywia, wolayby usysze, e droga do Mithrilowej Hali jest czysta, czy te e atak zosta odwoany. Spogldajc na nie obie, jedne z najwyszych rang dowdczy armii droww, Baenre nie moga stwierdzi, czy wol zwycistwo, czy odwrt.

To wyrane przypomnienie, jak chwiejny by jej sojusz, rozgniewao Baenre. Wolaaby odwoa je, albo jeszcze lepiej straci tu i teraz. Zdawaa sobie jednak spraw, e nie moe tego zrobi. Morale armii nigdy by tego nie przetrwao. Poza tym chciaa, by przynajmniej jedna z nich bya wiadkiem jej chway, by widziaa, jak Drizzt Do'Urden jest oddawany Lloth. - Pjdziemy do dolnych drzwi, by koordynowa i wzmocni atak powiedziaa ostro Baenre do Zeerith, uznajc, e gdy one obydwie pozostaj razem, staj si zbyt niebezpieczne. - A Auro'pol pj dziee mn. Auro'pol nie omielia si zada tego oczywistego pytania, jednak Baenre dostrzegaa je dostatecznie wyranie w jej minie. - Mamy sprawy w zewntrznych tunelach - to byo wszystko, co powiedziaa opiekunka Baenre. - Berg'inyon wkrtce ujrzy wit - palce Quenthel wskazay jej siostrze. Bladen'Kerst, wiecznie zagniewana, lecz teraz kipica wciekoci, odwrcia si od Quenthel oraz niechcianych obrazw w sadzawce szpiegowskiej i spojrzaa z powrotem na matk. Zanim jednak zdoaa przemwi, w umyle jej oraz Quenthel pojawio si telepatyczne wtargnicie. - Nie mwcie le o innych bitwach - poleci im obu Methil. - Zeerith i Auro'pol ju rozwaaj dezercj. Bladen'Kerst zastanowia si nad wizj oraz jej konsekwencjami i roztropnie wstrzymaa sw informacj. Sztab rozdzieli si, Zeerith i kontyngent elitarnych onierzy udali si na wschd, ku Mithrilowej Hali, za opiekunka Baenre, prowadzca Quenthel, Bladen'Kerst, Methila, p tuzina wyszkolonych wojowniczek Baenre oraz skutego acuchami Gandaluga, udaa si na poudnie, w kierunku miejsca wskazanego przez wrebne pirko. *** Na innym planie, pord szarych mgie, szlamu i strasznego smrodu Errtu obserwowa sytuacj w szklanym lustrze, ktre Lloth stworzya na boku grzyba naprzeciwko jego tronu. Wielki balor nie by zadowolony. Errtu wiedzia, e opiekunka Baenre

poluje na Drizzta Do'Urdena i wiedzia rwnie, e Baenre znajdzie najprawdopodobniej renegata i go zabije. Z psiej paszczy tanar'ri wydostay si setki przeklestw, wszystkie wymierzone w Lloth, ktra obiecaa mu wolno - wolno, jak mg mu da jedynie yjcy Drizzt Do'Urden. Aby jeszcze bardziej pogorszy sytuacj, kilka minut pniej opiekunka Baenre rzucia kolejny czar, otwierajc planarn bram do otchani i przyzywajc potnego glabrezu, by pomg jej w polowaniu. W swym pokrconym, zawsze podejrzliwym umyle Errtu doszed do przekonania, e owo przywoanie jest jedynie po to, by go bardziej udrczy, by zabra jednego z jego rodzaju i wykorzysta besti, by uatwi koniec paktu. Tak to byo z tanar'ri oraz wszystkimi innymi ajdakami otchani, wliczajc w to Lloth. Stworzenia te nie miay zaufania do siebie nawzajem, bowiem im samym nie mgby zaufa nikt inny ni tylko gupiec. Wszystkie byy rwnie niezwykle samolubne, co do jednego. W oczach Errtu wszystko krcio si wok niego, bowiem nic innego si nie liczyo, wic to, e Baenre przywoywaa teraz glabrezu nie byo zbiegiem okolicznoci, lecz sztyletem wbijanym przez Lloth w czarne serce Errtu. Errtu znalaz si pierwszy przy otwierajcej si bramie. Nawet jednak gdyby nie by zwizany przez wygnanie do otchani, nie byby w stanie przej, bowiem Baenre, tak wyszkolona w takich przywoaniach, miaa baczenie, by wypowiedzie zaklcie tylko dla okrelonego tanar'ri. Errtu oczekiwa jednak momentu, gdy glabrezu wyoni si z wirujcych mgie, kierujc si ku otwartemu, poncemu portalowi. Balor wyskoczy i smagn swym biczem, chwytajc glabrezu za rk. Nie bdcy pomniejszym czartem glabrezu odsun si, by odda, lecz zatrzyma si, widzc, e Errtu nie zamierza kontynuowa ataku. - To oszustwo! - rykn Errtu. Glabrezu o trzymetrowej sylwetce pochyli si nisko i sucha, skubic nerwowo powietrze swymi wielkimi szczypcami. - To ja miaem pojawi si na Planie Materialnym - cign Errtu. - Jeste wygnany - stwierdzi od niechcenia glabrezu. - Lloth obiecaa zaatwi mi koniec wygnania! - zripostowa Errtu, a glabrezu skuli si bardziej, jakby spodziewa si, e chwiejny czart skoczy na niego.

Errtu uspokoi si jednak szybko. - Koniec, abym mg powrci, zabierajc ze sob armi tanar'ri. Errtu znw przerwa. Improwizowa teraz, lecz w jego wykrzywionym umyle zacz si formowa plan. Znw dobiego woanie Baenre i glabrezu potrzebowa caej swej znacznej siy woli, by powstrzyma si przed wskoczeniem w poncy portal. - Pozwoli ci tylko na jedno zabjstwo - powiedzia szybko Errtu, widzc wahanie glabrezu. - Jedno jest lepsze ni adne - odrzek glabrezu. - Nawet jeli nie dopuci to do mojej wolnoci na Planie Materialnym? - spyta Errtu. - Nawet jeli nie pozwoli mi to wrci i zabra ci jako mojego generaa, abymy mogli sia zniszczenie wrd tych sabych ras? Baenre zawoaa ponownie i tym razem glabrezu nie byo ju tak trudno j zignorowa. Errtu podnis swe wielkie rce, pokazujc, by glabrezu poczeka jeszcze par chwil, po czym znikn pospiesznie w wirze, by przynie co, co pomniejszy czart da mu nie tak dawno temu, pozostao po Trudnych Czasach. Wrci szybko z metalow skrzynk i otworzy j delikatnie, wycigajc lnicy, czarny szafir. Kiedy tylko Errtu go podnis, pomienie magicznego portalu przygasy, niemal cakowicie znikajc. Errtu szybko schowa przedmiot z powrotem do pojemnika. - Kiedy nadejdzie czas, wycignij to, mj generale - poleci balor. Cisn skrzynk glabrezu, niepewny, jak si to wszystko rozegra. Nie mg zrobi nic wicej. Mg powstrzyma tego czarta przed pjciem Baenre na pomoc, jednak co by to dao? Baenre nie potrzebowaa zbytnio glabrezu, by poradzi sobie z Drizztem Do'Urdenem, zwyczajnym wojownikiem. Wezwanie z Planu Materialnego dobiego znowu i tym razem glabrezu odpowiedzia, przechodzc przez portal, by doczy do wyprawy owieckiej opiekunki Baenre. Errtu obserwowa ze zdenerwowaniem, jak portal si zamyka, kolejna stracona brama do Planu Materialnego, kolejna brama, przez ktr nie mg si przedosta. Teraz balor zrobi wszystko, co mg, cho nie mia sposobu, by wiedzie, czy to wystarczy, cho tak duo postawi na

rezultat. Wrci nastpnie do swego grzybowego tronu, by obserwowa i czeka. I mie nadziej. *** Bruenor przypomina sobie. W ciszy tuneli, kiedy nie wida byo adnych nieprzyjaci, smy krl Mithrilowej Hali przystan i pogry si w refleksji. Na zewntrz rozpocznie si chyba wkrtce wit, kolejny rzeki, chodny dzie. Czy bdzie on jednak ostatnim dniem klanu Battlehammer? Bruenor spojrza na swych czworo przyjaci, gdy zjadali szybki posiek i odpoczywali krtko. adne z nich nie byo krasnoludem, adne. Mimo to Bruenor Battlehammer nie potrafiby okreli adnych innych przyjaci poza t czwrk: Drizztem, Catti-brie, Regisem, a nawet Guenhwyvar. Po raz pierwszy prawda ta wydaa si nagle krasnoludzkiemu krlowi dziwna. Cho krasnoludy nie byy ksenofobiczne, zazwyczaj trzymay si wasnej rasy. Przykadem mg suy genera Dagna, ktry, gdyby dano mu swobod, wykopaby Drizzta z Mithrilowej Hali i zabra Catti-brie Taumaril, by powiesi uk z powrotem w Sali Dumathoina. Dagna nie ufa nikomu, kto nie by krasnoludem. Byli jednak tutaj, Bruenor oraz czwrka jego niekrasnoludzkich przyjaci, w chyba najwaniejszej i najniebezpieczniejszej walce w caej obronie Mithrilowej Hali. Z pewnoci ich przyja ogrzaa serce starego krasnoludzkiego krla, jednak zastanawianie si teraz nad tym spowodowao rwnie co innego. Spowodowao, e Bruenor pomyla o Wulfgarze, barbarzycy, ktry by dla niego jak syn i ktry polubiby Catti-brie, stajc si jego ziciem, nietypowym, ponad dwumetrowym ksiciem Mithrilowej Hali. Bruenor nigdy nie zazna takiego alu, jaki zgi jego silne barki po mierci Wulfgara. Cho powinien przey jeszcze ponad stulecie, Bruenor czu si w tych tygodniach alu bliski mierci i uwaa, e byaby ona ulg. Ju nie. Wci tskni za Wulfgarem - jego szare oko zawsze bdzie zawi na myl o szlachetnym wojowniku - by jednak smym krlem,

przywdc swego dumnego, silnego klanu. al Bruenora min obszar rezygnacji i przesun si do krainy gniewu. Mroczne elfy wrciy, te same mroczne elfy, ktre zabiy Wulfgara. Najedcy byli wyznawcami Lloth, zej Lloth, a teraz zamierzali zabi Drizzta i zniszczy ca Mithrilow Hal, jak si wydawao. Tej nocy Bruenor wielokrotnie zmoczy swj topr krwi droww, jednak jego wcieko bya daleka od zaspokojenia. Narastaa w powolnym, lecz zdecydowanym tempie. Drizzt obieca, e bd polowa na gow swych przeciwnikw, e znajd dowdczynie, kapanki stojce za tym szturmem. Bruenor musia zobaczy, jak drowi tropiciel dotrzymuje tej przysigi. Milcza przez wikszo walk, nawet podczas przygotowa do wojny. Bruenor milcza rwnie teraz, pozwalajc Drizztowi i panterze prowadzi, znajdujc swe miejsce pord przyjaci, kiedykolwiek tylko rozpoczynaa si walka. W tych nielicznych chwilach spokoju i odpoczynku Bruenor nie raz widzia baczne spojrzenia kierowane w swoj stron i wiedzia, e jego przyjaciele boj si, i znw popada w melancholi, e nie przykada serca do walki. Nic nie mogoby by dalsze od prawdy. Te drobne potyczki nie znaczyy wiele dla Bruenora. Mg zabi sto - tysic! drowich onierzy, a jego bl i gniew nie zelayby. Gdyby mg jednak dosta stojce za tym kapanki, ci je, pozbawiajc tym samym gowy najedcz armi... Bruenor mgby zazna spokoju. smy krl Mithrilowej Hali nie by w melancholii. Czeka na waciw chwil, a jego energia dochodzia powoli do wrzenia. Czeka na moment, w ktrym zemsta bdzie najsodsza. *** Grupa Baenre, prowadzc za sob gigantycznego glabrezu, wanie wyruszya na nowo. Matka opiekunka prowadzia ich w stron wskazan przez wrb, za Methil telepatycznie informowa j, e opiekunki Auro'pol i Zeerith bezustannie myl o jej mierci. Jeli Zeerith nie zdoa odnale drogi przez dolne drzwi Mithrilowej Hali, po prostu zorganizuje odwrt. Nawet teraz, wedug Methila, Auro'pol rozwaaa moliwo

zawrcenia caej armii i pozostawienia za sob martwej opiekunki Baenre. - Czy spiskuj przeciwko mnie? - chciaa wiedzie Baenre. - Nie - szczerze odpar Methil. - Jednak jeli zostaniesz zabita, z radoci zawrc do Menzoberranzan bez ciebie, aby moga powsta nowa hierarchia. Tak naprawd informacja Methila nie bya niespodziewana. Nie trzeba byo czyta umysw, by dostrzec niepokj oraz cich wcieko na twarzach czwartego i pitego domu Menzoberranzan. Poza tym Baenre dowiadczaa takiej nienawici od sabszych od siebie, nawet od rzekomych sojusznikw jak Mez'Barris Armgo, nawet od wasnych crek, przez cae swe dugie ycie. By to oczekiwany koszt bycia pierwsz matk opiekunk chaotycznego i zazdrosnego Menzoberranzan, miasta bdcego bezustannie w stanie wojny. Myli Auro'pol byy oczekiwane, jednak potwierdzenie ze strony ilithida rozwcieczyo i tak ju zdenerwowan opiekunk Baenre. W jej wykrconym umyle nie bya to w kocu zwyczajna wojna. Bya to wola Lloth, a Baenre bya posanniczk Pajczej Krlowej. Byo to ukoronowanie mocy opiekunki Baenre, wyyny otrzymywanej od Lloth chway. Jak Auro'pol i Zeerith miay wysuwa tak bluniercze myli? dsaa si pierwsza matka opiekunka. Rzucia pene zoci spojrzenie na Auro'pol, ktra jedynie parskna i odwrcia wzrok - robic chyba najgorsz rzecz, jak moga zrobi. Baenre wysaa telepatyczne rozkazy do Methila, ktry z kolei przekaza je glabrezu. Lecce obok siebie dryfdyski wanie wchodziy za crkami Baenre w zakrt tunelu, gdy wielkie szczypce zacisny si wok szczupej talii Auro'pol. Zerwawszy jaz dryfdysku, potny glabrezu z atwoci trzyma j w powietrzu. - Co to jest? - zadaa odpowiedzi Auro'pol, szamoczc si na prno. - yczysz mi mierci - odpowiedziaa Baenre. Quenthel i Bladen'Kerst pospieszyy do boku swej matki i obydwie byy zszokowane, e Baenre wystpia tak otarcie przeciwko Auro'pol. - yczy mi mierci - poinformowaa Baenre swe crki. - Ona i Zeerith sdz, e Menzoberranzan stanie si lepszym miejscem bez opiekunki Baenre.

Auro'pol spojrzaa na ilithida, najwyraniej tego, ktry j zdradzi. Crki Baenre, ktre wysuway podobnie zdradzieckie myli przy niejednej okazji podczas tego dugiego, kopotliwego marszu, rwnie popatrzyy na Methila. - Opiekunka Auro'pol bdzie wiadkiem twojej chway - wtrcia si Quenthel. - Bdzie wiadkiem mierci renegata i dowie si, e Lloth jest z nami. Rysy Auro'pol uspokoiy si na te sowa i znw si zacza wi, starajc si osabi podobny do imada ucisk tanar'ri. Baenre przyjrzaa si gronie swej przeciwniczce, a Auro'pol, czupurna a do koca, dorwnaa jej intensywnoci spojrzenia. Auro'pol wierzya, e Quenthel ma racj. Baenre potrzebowaa jej, by bya wiadkiem. Przekonanie jej do wojny wzmocni rwnie lojalno Zeerith, tak wic armia droww bdzie znacznie silniejsza. Baenre bya star, pod istot, zawsze jednak bya wyrachowana, nie powicaa nawet centymetra potgi dla dobra emocjonalnej satysfakcji. Przykadem mg by Gandalug Battlehammer, wci ywy, cho podczas dugich stuleci niewoli Baenre z pewnoci wielokrotnie wyrwaaby mu z chci serce z piersi. - Opiekunka Zeerith ucieszy si, syszc o mierci Drizzta Do'Urdena powiedziaa Auro'pol, opuszczaj acz szacunkiem oczy. Wierzya, e ten gest ulegoci wystarczy. - Gowa Drizzta Do'Urdena bdzie wystarczajcym dowodem, jakiego potrzebuje opiekunka Zeerith - odpara Baenre. Wzrok Auro'pol wystrzeli do gry, a crki Baenre rwnie spojrzay na sw zaskakujc matk. Baenre zignorowaa je wszystkie. Wysaa wiadomo do Methila, ktry znw przekaza j glabrezu i wielkie szczypce znw zaczy zaciska si wok talii matki opiekunki. - Nie moesz tego zrobi! - sprzeciwia si Auro'pol, gwatownie wcigajc powietrze, by wypowiada kade sowo. - Lloth jest ze mn! Osabiasz wasn kampani! Quenthel caym sercem si zgadzaa, lecz zachowywaa milczenie, zdajc sobie spraw, e glabrezu wci ma puste szczypce. - Nie moesz tego zrobi! - wrzasna Auro'pol. - Zeerith si... - jej sowa zatony w blu.

- Drizzt Do'Urden zabi ci, zanim ja zabiam jego - opiekunka Baenre wyjania Auro'pol. - Jest to jak najbardziej wiarygodne i czyni mier renegata jeszcze sodsz. - Baenre skina glabrezu i szczypce zacisny si, przedzierajc przez ciao i koci. Quenthel odwrcia wzrok, a poda Bladen'Kerst obserwowaa spektakl z szerokim umiechem. Auro'pol prbowaa jeszcze krzycze, staraa si cisn w stron Baenre ostatni kltw, jednak pk jej krgosup i opucia j caa sia. Szczypce zamkny si i ciao Auro'pol Dyrr upado w dwch czciach na podog. Bladen'Kerst krzykna z zachwytem, poruszona przez pokaz kontroli i potgi swej matki. Quenthel bya jednak rozwcieczona. Baenre przekroczya niebezpieczn lini. Zabia matk opiekunk i zrobia to, by zaszkodzi marszowi na Mithrilow Hal, jedynie dla osobistej korzyci. Powicajca si caym sercem Lloth, Quenthel nie moga znie takiej bezmylnoci i jej myli byy podobne do tych, ktre doprowadziy do przecicia Auro'pol Dyrr na p. Quenthel rzucia grone spojrzenie na Methila, zdajc sobie spraw, e ilithid czyta jej myli. Czy Methil .zdradzi teraz j? Zawzia swe myli. - To nie jest wola Lloth! - wrzasn jej umys do Methila. - Pajcza Krlowa nie stoi ju za czynami mej matki. Myl ta miaa wiksze implikacje dla Methila, emisariusza ilithidw do Menzoberranzan, nie do opiekunki Baenre, ni Quenthel moga si domyla i jej ulga bya naprawd ogromna, gdy Methil rzeczywicie jej nie zdradzi. *** Guenhwyvar pooya po sobie uszy, a Drizzt rwnie pomyla, e usysza lekki, odlegy wrzask. Nie widzieli nikogo, wrogw czy przyjaci, od kilku godzin i tropiciel wierzy, e kada grupa mrocznych elfw, jak teraz napotkaj, moe zawiera w sobie dowodzce armi wysokie kapanki. Wskaza gestem pozostaym, by poruszali si z ca ostronoci. Guenhwyvar pro wadzia, a Drizzt wczu si w swoje podmroczne

instynkty. Znw by owc, ktry przey samotnie dekad w dzikim Podmroku. Spoglda czsto za siebie, na Bruenora, Regisa i Catti-brie, bowiem, cho poruszali si najciszej, jak tylko mogli, w bystrych uszach Drizzta wci brzmieli niczym maszerujca armia opancerzonych onierzy. Martwio to drowa, poniewa wiedzia, e ich przeciwnicy bd znacznie cichsi. Rozwaa pjcie daleko w przedzie wraz z Guenhwyvar, samodzielne podjcie polowania. Myl ta bya przelotna. To byli jego przyjaciele i nikt nie mgby zapragn lepszych sojusznikw. Przemknli wskim, nie wyrniajcym si tunelem do komnaty, ktra otwieraa si szeroko na lewo i prawo, cho gadka ciana, znajdujca si dokadnie naprzeciwko tunelu, bya niedaleko. Strop by tu wyszy ni w korytarzu, lecz w kilku miejscach zwisay stalaktyty, czsto dotykajc ziemi. Guenhwyvar znw pooya po sobie uszy i przystana przy wejciu. Drizzt znalaz si przy niej i poczu to samo uczucie mrowienia. Nieprzyjaciel by blisko, bardzo blisko. Wykraczajcy poza normalne zmysy instynkt wojownika mwi drowiemu tropicielowi, e wrg jest praktycznie tu przy nich. Da sygna pozostaej trjce, po czym wszed z panter powoli i ostronie do komnaty, wzdu ciany z prawej strony. Catti-brie dotara do wejcia jako nastpna i uklkna na jedno kolano, nacigajc uk. Jej wzrok, wspomagany przez opask Kocie Oko, sprawiajc, e nawet najciemniejsze tunele wydaway si skpane w jasnym wietle gwiazd, przeszuka komnat, bdzc wrd kp stalaktytw. Po chwili znalaz si przy niej Bruenor, a Regis przeszed obok niej z lewej. Halfling zauway wnk kilka krokw dalej wzdu ciany. Pokaza na siebie, nastpnie na nisz, po czym zacz si powoli do niej przesuwa. Na cianie, naprzeciwko drzwi, pojawio si zielone wiato, rozpraszajc mrok. Powikszyo si, tworzc otwr w cianie, i ze rodka wyskoczya opiekunka Baenre, za ni za wyszy jej crki z winiem oraz ilithid. Drizzt rozpozna wyniszczon star drowk i uwiadomi sobie swoje najgorsze obawy, wiedzia od razu, e wraz z przyjacimi znajduje si w zdecydowanie niekorzystnej sytuacji. Pomyla, by rzuci si prosto na

Baenre, jednak zda sobie spraw, e on i Guenhwyvarnie byli sami po tej stronie komnaty. Kcikiem czujnego oka Drizzt wychwyci jaki ruch na grze, wrd stalaktytw. Catti-brie wystrzelia srebrzysty pocisk, niemal z przyoenia. Strzaa eksplodowaa deszczem wielokolorowych, nieszkodliwych iskier, nie bdc w stanie przebi magicznych oson pierwszej matki opiekunki. Regis wszed wtedy do niszy i krzykn w nagym blu, gdy uruchomia si magiczna puapka. Wok halflinga zaiskrzya elektryczno, rzucajc go w t i z powrotem, po czym powalajc na podog. Krcone, brzowe wosy halflinga stany dba. Guenhwyvar skoczya na prawo, powalajc drowi onierk, gdy sfruna spomidzy stalaktytw. Drizzt znw zastanowi si nad rzuceniem prosto na Baenre, jednak nagle zosta zaangaowany w walk, gdy trzy kolejne elitarne straniczki Baenre wychyny z ukrycia, okrajc go. Drizzt potrzsn przeczco gow. Zaskoczenie podziaao teraz nie na korzy jego oraz przyjaci, lecz przeciwko nim. Wiedzia, e wrogowie si ich spodziewali, polowali na niego, gdy on polowa na nich. I bya to sama opiekunka Baenre! - Uciekajcie! - krzykn Drizzt do swych przyjaci. - Opucie to miejsce!

ROZDZIA 29 KRL PRZECIWKO KRLOWEJ Duga noc przesza w poranek, a mroczne elfy znw przechyliy szal na swoj korzy w bitwie o Dolin Stranika. Stwierdzenie Berg'inyona o ponnoci obrony, nawet z posikami krasnoludw i svirfnebli, wydawao si suszne, gdy szeregi droww otoczyy stopniowo svirfnebli, po czym popchny na nowo lini na wschd ku cianie. Lecz wtedy to si stao. Po caej nocy walki, go godzinach ksztatowania bitwy, wstrzymywania czarodziejw, wykorzystywania jaszczurczych jedcw w cile okrelonych momentach i nigdy nie angaowaniu ich w peni w konflikt, wszystkie dopracowane plany potnej armii droww legy w gruzach. Krawd gr na wschd od Doliny Stranika rozjania si srebrnaw lini, ktra sygnalizowaa nadchodzcy wit. Dla droww i innych potworw z Podmroku byo to niemae wydarzenie. Jeden drowi czarodziej, skupiony na byskawicy, ktr pokonaby najbliszych przeciwnikw, przerwa swj czar i zamiast niego wywoa kul ciemnoci, kierujc j w soce wygldajce zza horyzontu, chcc przesoni wiato. Czar uaktywni si i nie zrobi nic poza umieszczeniem czarnej kropki daleko w powietrzu, za gdy czarodziej skrzywi si z powodu blasku, zastanawiajc, czego mgby teraz sprbowa, owi najblisi obrocy rzucili si na niego i cili. Kolejny drow walczcy z krasnoludem ju prawie pokona przeciwnika. Tak przejty by chci zabicia go, e ledwo zauwaa nadchodzcy wit - dopki krawd soca nie wyonia si zza horyzontu, wysyajc lini wiata, lini blu dla czuych oczu droww. Olepiony i przeraony mroczny elf wymachiwa szaleczo broni, jednak nie zdoa trafi celu. Nastpnie poczu w ebrach gorcy wybuch. Wszystkie te mroczne elfy patrzyy ju wczeniej na okolic w spektrum zwyczajnego wiata, jednak nie tak wyranie, nie w tak intensywnym blasku, nie z tak bogatymi i jaskrawymi kolorami. Syszeli o strasznym wietle soca - Berg'inyon by przed wielu laty wiadkiem witu, obserwowa go przez rami, gdy ucieka wraz z wypraw

upiecz droww do bezpiecznej ciemnoci tuneli. Teraz fechmistrz i jego podkomendni nie wiedzieli, czego si spodziewa. Czy piekielne soce spali ich, tak jak olepiao? Mwiono im, e nie, jednak ostrzegano, e w wietle sonecznym bd bardziej odsonici, e ich przeciwnicy zostan zmitygowani przez blask. Berg'inyon wezwa swe siy, by ustawiy si w zwarte formacje i sprboway przegrupowa. Fechmistrz wiedzia, e wci mog wygra, cho to ostatnie wydarzenie mogo wiele droww kosztowa ycie. Mroczne elfy potrafiy walczy na lepo, jednak Berg'inyon obawia si o wicej ni tylko strat wzroku. Promienie opadajce znad gr przekraczay dowiadczenia jego oraz onierzy. I cho chodzenie pod baldachimem niedosigalnych gwiazd wzbudzao strach, ten wit by przeraajcy. Berg'inyon porozumia si szybko ze swymi czarodziejami, starajc si sprawdzi, czy mogliby w jaki sposb zneutralizowa wit. To, czego dowiedzia si, zaniepokoio go tak bardzo jak piekielne wiato. Drowi czarodzieje z Doliny Stranika mieli rwnie oczy w innych miejscach i od tych widzcych daleko magw dobiegy pogoski, e mroczne elfy dezerteruj z dolnych tuneli, e te drowy, ktre zostay zatrzymane w korytarzach w pobliu wschodnich wrt, wycofay si z Mithrilowej Hali i ucieky do gbszych tuneli na wschodnim zboczu Czteroszczytu. Berg'inyon z atwoci zrozumia t informacj - drowy te znajdoway si ju na szlakach wiodcych do Menzoberranzan. Berg'inyon nie mg zignorowa implikacji tego raportu. Wszelkie sojusze midzy mrocznymi elfami byy chwiejne i fechmistrz mg jedynie zgadywa, jak rozlegy by zakres dezercji. Pomimo witu wierzy, e jego siy mog wygra w Dolinie Stranika i sforsowa zachodnie wrota, lecz nagle musia si zastanowi, na co natrafi w Mithrilowej Hali, gdy ju si tam znajd. Na opiekunk Baenre i ich sojusznikw? Krla Braenora oraz renegata, Drizzta, wraz z hord gotowych do walki krasnoludw? Wizja ta nie przemawiaa zbytnio do zmartwionego fechmistrza. Tak wic to nie przewaga liczebna zwyciya tego dnia w Dolinie Stranika. Nie odwaga Berkthgara czy Besnella, nie zajado Belwara i jego gnomw, ani nie mdro Stumpet Rakingclaw. Zwyciy wit oraz nieufno w szeregach droww, brak spjnoci oraz bardzo rzeczywisty

strach, e wsparcie nie nadejdzie, bowiem kady drowi onierz, od Berg'inyona do najzwyklejszego szeregowca, rozumia, e ich sojusznicy nie mieliby trudnoci z pozostawieniem ich na rze. Berg'inyon Baenre nie by kwestionowany przez adnego ze swych onierzy, gdy dawa rozkaz opuszczenia Mithrilowej Hali. Jaszczurczy jedcy, wci jeszcze w sile ponad trzech setek, wyjechali na nierwny teren na pnocy, ich wierzchowce o kleistych apach zostawiy za sob zarwno wrogw, jak i sojusznikw. Samo powietrze Doliny Stranika drao z tragedii i podniecenia, jednak odgosy bitwy zamary, powietrze wypenia cisza, rozpraszana czasami przez okrzyk blu. Berkthgar miay sta dumnie, otoczony przez Stumpet Rakingclaw oraz Terriena Doucarda, nowego dowdc Rycerzy w Srebrze, za ich zwyciscy onierze oczekiwali w napiciu za nimi. Trzy metry dalej Belwar Dissengulp sta na czele przerzedzonych szeregw svirfhebli. Wielce szanowany nadzorca kopaczy trzyma przed sob swe silne ramiona, tulc ciao szlachetnego Firble'a, jednego z wielu synfnebli, ktrzy zginli tego dnia, z dala, lecz w obronie swego domu. Nie wiedzieli, co myle o sobie nawzajem, ponad dwumetrowy barbarzyca i gnom ledwo sigajcy mu wzrostem do poowy. Nie mogli ze sob porozmawia albo wymieni zrozumiaych oznak przyjani. Jedyn wspln paszczyzn porozumienia znajdywali wrd cia znienawidzonych wrogw i ukochanych przyjaci, spitrzonych w Dolinie Stranika. *** Ogie faerie pojawi si wzdu rk i ng Drizzta, owietlajc go, by sta si lepszym celem. Zneutralizowa to, opuszczajc na siebie kul ciemnoci w prbie pozbawienia przeciwnika przewagi wynikajcej ze stosunku liczebnego trzy do jednego. Tropiciel wyszarpn swe sejmitary i poczu od jednego dziwne pragnienie, nie od Bysku, lecz od drugiego ostrza, tego, ktre znalaz w leu smoka Dracosa Lodowej mierci, klingi wykutej jako postrach dla stworze ognia.

Sejmitar by wygodniay. Drizzt nie czu od niego takiego pragnienia, odkd... Sparowa pierwszy atak i jkn, przypominajc sobie pierwszy raz, kiedy to sejmitar ujawni swj gd, kiedy walczy z balorem Errtu. Drizzt wiedzia, co to oznaczao. Baenre przyprowadzia przyjaci. *** Catti-brie wystrzelia kolejn strza prosto w rozemian twarz wyniszczonej, starej opiekunki. Zaklty pocisk znw jedynie rozpyn si w pikny pokaz bezuytecznych iskier. Moda kobieta odwrcia si do ucieczki, jak nakaza Drizzt. Zapaa swego ojca, zamierzajc pocign go za sob. Bruenor nie ruszy si z miejsca. Spojrza na Baenre i wiedzia, e to ona jest powodem. Spojrza na Baenre i nabra przekonania, e to ona osobicie zabia chopaka. Nastpnie Bruenor spojrza za Baenre, na starego krasnoluda. Zna go skd. W sercu smy krl Mithrilowej Hali rozpoznawa patrona swego klanu, cho nie by w stanie tego ze sob wiadomie poczy. - Uciekaj! - wrzasna do niego Catti-brie, wytrcajc go na chwil z rozmyla. Bruenor zerkn na ni, po czym spojrza dalej, z powrotem na tunel. Usysza w oddali, gdzie za nimi, walk. Quenthel uruchomia wtedy swj czar i w wskim tunelu rozgorzaa ciana ognia, odcinajc ucieczk. Nie obchodzio to zbytnio zdeterminowanego Bruenora, ju nie. Wyrwa si z ucisku Catti-brie i odwrci, by stan przed Baenre - w jego mylach, t z mroczn elfk, ktra zabia jego chopaka. Podszed krok do przodu. Baenre zamiaa si z niego. *** Drizzt sparowa i uderzy, po czym, pod oson kuli mroku, przeszed szybko na bok, zbyt szybko by mroczna elfka zamierzajca si na jego

plecy zdaa sobie spraw z tego ruchu. Zaatakowaa silnie, trafiajc t sam drowk, ktr Drizzt wanie zrani, i dobijajc j. Syszc ruch, Drizzt natychmiast wrci, posyajc obydwa ostrza w ruch wirowy. Kobieta zarejestrowaa manewr kontrujcy akurat na czas, by sparowa pierwszy atak, drugi, trzeci, nawet czwarty. Drizzt jednak nie ustpowa. Wiedzia, e jego furia jest niebezpieczna. W kuli ciemnoci pozostaa jeszcze jedna przeciwniczka i gdyby natar tak mocno na jedn, pozostaby zbyt odsonity przed drug. Tropiciel wiedzia jednak rwnie, e przyjaciele bardzo go potrzebowali, e kada chwila, jak powica na walk z tymi wojowniczkami, dawaa potnym kapankom czas, by zniszczy ich wszystkich. Pity atak tropiciela, szeroki zamach z lewej, zosta z atwoci przechwycony, podobnie jak szsty, proste prawe pchnicie. Drizzt naciska mocno, nie osabia ofensywy. Wiedzia, podobnie jak kobieta, e jej jedyna nadzieja ley w pozostaej sojuszniczce. Stumiony krzyk, po ktrym nastpi pomruk pantery, zakoczy t nadziej. Furia Drizzta zwikszya si, a kobieta wci si cofaa, potykajc si w ciemnoci i odczuwajc nagy strach. W owej chwili strachu uderzya gow o niski stalaktyt, w przeszkod, ktr jej czujne drowie zmysy powinny byy wyczu. Otrzsna si i zdoaa wyprostowa, wyrzucajc jeden miecz przed siebie, by zablokowa kolejne szalecze pchnicie tropiciela. Chybia. Drizzt nie, i Bysk rozszczepi doskona drowi kolczug, zatapiajc si gboko w pucu kobiety. Drizzt wyszarpn ostrze i obrci. Jego kula ciemnoci znikna raptownie, rozproszona przez magi tanar'ri. *** Bruenor wykona kolejny krok, po czym rzuci si do biegu. Catti-brie wrzasna, uwaajc go ju za martwego, gdy wystrzelia w niego struga ognia.

Rozwcieczona i zdenerwowana moda kobieta znw wystrzelia ze swego uku i w powietrzu eksplodoway kolejne nieszkodliwe iskry. Poprzez zy wciekoci, ktre pyny jej z oczu, ledwo zauwaya, e Bruenor otrzsn si z kliwego uderzenia i znw rzuci do ataku. Bladen'Kerst zatrzymaa krasnoluda, wyzwalajc czar, ktry otoczy Bruenora wielk bry magicznej, przezroczystej galarety. Bruenor wci si porusza, lecz tak wolno, e byo to ledwo dostrzegalne, podczas gdy trzy drowie kapanki miay si z niego. Catti-brie wystrzelia ponownie i tym razem jej pocisk trafi w galaret, zagbiajc si na kilkadziesit centymetrw, zanim si zatrzyma, wiszc bezuytecznie nad gow jej ojca. Catti-brie spojrzaa na Bruenora, na Drizzta oraz strasznego, czterometrowego czarta, ktry pojawi si z prawej strony, oraz na Regisa, jczcego i prbujcego si czoga na lewo od niej. Czua, jak w tunelu z tyu szaleje gorcy ogie, syszaa tam rwnie trwajc walk, cho nie rozumiaa jej natury. Potrzebowali przerwy, przechylenia szali na drug stron, i Catti-brie uznaa wtedy, e dostrzega szans, przysza do niej nadzieja. Dobiwszy ofiar, Guenhwyvar warkna i skulia si, gotowa by skoczy na tanar'ri. Ta chwila nadziei Catti-brie bya krtkotrwaa, bowiem gdy pantera skoczya, jedna z kapanek niedbale cisna co w powietrze, w stron Guenhwyvar. Pantera w p skoku rozpyna si w szar mg i znikna, odesana z powrotem na Plan Astralny. - A wic zginiemy - wyszeptaa Catti-brie, bowiem ci przeciwnicy byli zbyt silni. Upucia Taulmarila na podog i wycigna Khazid'he. Uspokoia si, zaczerpnwszy gboko powietrza, przypominajc sobie, e przez wikszo swego dorosego ycia uciekaa mierci od progu jej drzwi. Spojrzaa na ojca i przygotowaa si do ataku, przygotowaa na mier. Przed bry galarety, pomidzy Catti-brie a Bruenorem, zamigotaa sylwetka i wyraz determinacji na twarzy modej kobiety przerodzi si w odraz, gdy paskudny potwr o omiomicowej gowie zmaterializowa si po tej stronie magicznej galarety, bezszelestnie podchodzc - nie, pync w powietrzu - w jej kierunku. Catti-brie podniosa miecz, po czym zatrzymaa si, ogarnita nagle przez psioniczny podmuch, jakiego jeszcze nigdy nie zaznaa.

Methil wdziera si do rodka. *** Siy Berg'inyona zebray si i przegrupoway. Kiedy tylko opuciy Dolin Stranika, zostawiy daleko za sob harmider bitwy i byy ju blisko ostatniego odcinka drogi do tuneli powrotnych do Podmroku. W pobliu jaszczurczych jedcw otworzyy si wymiarowe wrota i przeszli przez nie drowi czarodzieje (oraz te pozostae mroczne elfy, ktre miay na tyle szczcia, by znajdowa si blisko czarodziejw, gdy czary zostay uaktywnione). Maruderzy, piechota i rj humanoidalnych sojusznikw starali si dotrzyma tempa, nie potrafili si jednak porusza po niedostpnym terenie po tej stronie gry. I nie obchodzio to fechmistrza Baenre. Wszyscy ci, ktrzy uciekli z Doliny Stranika, spojrzeli na Berg'inyona, szukajc przewodnictwa, gdy dzie stawa si coraz janiejszy. - Moja matka si mylia - powiedzia bezceremonialnie Berg'inyon, co byo aktem blunierstwa w spoeczestwie droww, w ktrym sowo kadej matki opiekunki byo prawem danym przez Lloth. aden drow nie wytkn tego jednak, nie podnis si aden gos sprzeciwu. Berg'inyon wskaza na wschd i wojsko potoczyo si ku wstajcemu socu, aosne i pokonane. - Powierzchnia jest dla mieszkacw powierzchni - powiedzia Berg'inyon do jednej ze swoich doradczy, gdy podjechaa do niego swym wierzchowcem. - Nigdy tu nie wrc. - A co z Drizztem Do'Urdenem? - spytaa kobieta, nie byo bowiem tajemnic, e opiekunka Baenre chciaa, by jej syn zabi renegata. Berg'inyon zamia si z niej, bowiem odkd widzia wyczyny Drizzta w Akademii, nigdy nie myla powanie o walce z tym renegatem. *** Drizzt nie widzia zbyt wiele poza gigantycznym glabrezu i widok ten wystarcza, bowiem tropiciel wiedzia, e nie jest przygotowany na takiego przeciwnika, wiedzia, e potny glabrezu najprawdopodobniej go zniszczy.

Nawet jeli potwr go nie pokona, najprawdopodobniej zatrzyma na wystarczajco dugo, by opiekunka Baenre moga zabi ich wszystkich. Drizzt czu dziki gd swego sejmitara, ostrza wykutego do zabijania takich bestii, zwalczy jednak pragnienie, by zaatakowa, wiedzia, e musi znale drog omijajc te miercionone szczypce. Dostrzeg bezowocny skok i zniknicie Guenhwyvar. Kolejna sojuszniczka stracona. Drizzt zda sobie spraw, e walka skoczya si, zanim si zacza. Zabili garstk elitarnych straniczek i nic wicej. Weszli na eb na szyj na szczyt potgi Menzoberranzan, do najwyszych kapanek Pajczej Krlowej, i przegrali. Zalay go fale winy, jednak odrzuci je, nie zgodzi si ich zaakceptowa. Przyszed tu, a jego przyjaciele wraz z nim, bowiem to bya jedyna szansa Mithrilowej Hali. Nawet gdyby Drizzt wiedzia, e wypraw t kieruje sama opiekunka Baenre, i tak by tu przyszed i nie zabroniby Bruenorowi, Regisowi oraz Catti-brie sobie towarzyszy. Przegrali, lecz Drizzt zamierza sprawi swym przeciwniczkom bl. - Walcz, ty demoniczny pomiocie - warkn do glabrezu, po czym przykucn, wymachujc ostrzami, chcc da swemu sejmitarowi tak upragniony przez niego posiek. Tanar'ri wyprostowa si i podnis zagadkow metalow skrzyneczk. Drizzt nie czeka na wyjanienia i niemal niechccy zniszczy jedyn szans, jak mia wraz z przyjacimi, bowiem gdy tanar'ri zaczyna otwiera pudeko, Drizzt, dziki zakltym bransoletom przyspieszajcym jego ruchy, wrzasn i zaszarowa tu obok opuszczonych szczypiec, wbijajc sejmitar w brzuch czarta. Poczu przypyw mocy, gdy sejmitar si karmi. *** Catti-brie bya zbyt zagubiona, by uderzy, zbyt przytoczona, by nawet krzykn w protecie, gdy Methil podszed do niej i plugawe macki polizay jej twarz. Wtedy, poprzez zakopotanie, w jej gowie odezwa si gos, gos Khazid'hei, jej miecza. - Uderz!

Zrobia to i cho nie trafia idealnie, okrutne ostrze Khazid'hei ugodzio Methila w rami, niemal odcinajc ilithidowi rk. Wytrcona z otumanienia Catti-brie otara woln rk macki z twarzy. Uderzya w ni kolejna psioniczna fala, znw j paraliujc, pozbawiajc siy i osabiajc nogi. Zanim upada, ujrzaa, jak ilithid zatrzs si dziwacznie, po czym przewrci, a nastpnie zobaczya chwiejcego si Regisa, ktrego wosy wci stay dba. Buzdygan halflinga pokryty by krwi i po chwili Regis przewrci si jak dugi na Methila. Byby to koniec ilithida, zwaszcza e Catti-brie na tyle odzyskaa zmysy, by wczy si do walki, tyle e Methil przewidzia tak katastrof i zgromadzi wystarczajco wiele psionicznej energii, by si wydosta. Regis unis buzdygan do kolejnego ciosu, poczu jednak, e si zapada, gdy lecy pod nim ilithid rozpyn si. Halfling krzykn ze zdumienia i przeraenia, po czym uderzy i tak, lecz jego buzdygan zadwicza dononie, uderzajc jedynie w pust podog. *** Wszystko to stao si w jednej chwili, podczas ktrej biedny Bruenor nawet na centymetr nie przesun si w stron szydzcych z niego przeciwniczek. Glabrezu, odczuwajc bl wikszy ni wszystko, co kiedykolwiek zazna, mg wtedy zabi Drizzta. Kady instynkt w podym stworzeniu mwi mu, by przeci tego impertynenckiego drowa na p. Kady instynkt poza jednym - strachem przed odwetem Errtu, gdy tylko tanar'ri wrci do otchani, i gdy ten okrutny sejmitar wbija mu si w brzuch, tanar'ri wiedzia, e wkrtce odbdzie t podr. Czart tak bardzo chcia przeci Drizzta na p, zosta tu jednak wysany z innego powodu, a zy Errtu nie przyjmie wyjanie w przypadku poraki. Powarkujc na renegata Do'Urdena i odczuwajc przyjemno jedynie z wiedzy, e Errtu wkrtce ukarze go osobicie, glabrezu zerwa pokryw z pudeka, wycigajc lnicy, czarny szafir. Z sejmitara Drizzta znikn gd. Nagle stopy tropiciela nie poruszay si ju tak szybko. W caych Krainach najwyraniejsz pamitk po Trudnych Czasach

byy tereny nazywane martwymi strefami, w ktrych wszelka magia przestawaa istnie. w szafir zawiera w sobie negatywn energi takiej strefy, posiada antymagi pozwalajc kra magiczn energi, i ani sejmitary Drizzta, ani jego bransolety, ani Khazid'hea czy magia drowich kapanek nie byy w stanie przeama tej negatywnej siy. Trwao to jedynie chwil, kiedy to stao si jasne, e szafir by sposobem odejcia przyzwanego tanar'ri z Planu Materialnego, i odchodzcy glabrezu zabra go ze sob. Jedynie na chwil ognie w tunelu za Catti-brie zgasy. Jedynie na chwil kajdany wice Gandaluga straciy swe zaklcie. Jedynie na chwil znikna otaczajca Bruenora brya galarety. Jedynie na chwil, lecz to wystarczyo, by Gandalug, przez stulecia gromadzcy wcieko, zerwa swe nagle mizerne kajdany, a Bruenor rzuci do przodu, tak e gdy brya galarety pojawia si na nowo, by poza jej wpywem, nacierajc ostro i krzyczc z caej siy. Opiekunka Baenre upada na podog, a jej dryfdysk pojawi si na nowo, gdy magia wrcia, unoszc si jej nad gow. Gandalug wymierzy pici w lewo cios na odlew, uderzajc Quenthel w twarz i rzucajc j na cian. Nastpnie skoczy w prawo i chwyci w do piciogowy wowy bicz Bladen'Kerst, otrzymujc niejedno otpiajce ugryzienie. Stary krasnolud zignorowa bl i par dalej, wpadajc na zaskoczon crk Baenre. Sign jej przez drugie rami i chwyci woln doni rkoje bicza, po czym zacisn go mocno wok jej szyi, duszc j jej wasn okrutn broni. Przewrcili si w zwarciu. *** W caych Krainach nie byo istoty bardziej chronionej magi ni opiekunka Baenre, adnej istoty skuteczniej osonitej przed ciosami, lepiej nawet ni pradawne smoki o grubych uskach. Wikszo tych oson znikna jednak teraz, zabrana jej w chwili antymagii. W caych Krainach nie byo za istoty bardziej ogarnitej szaem ni Bruenor Battlehammer, rozwcieczony na widok starego, udrczonego krasnoluda, o ktrym wiedzia, e powinien go rozpozna.

Rozwcieczony na myl, e jego przyjaciele, jego droga crka, byli martwi albo wkrtce bd. Rozwcieczony na wyniszczon drowi kapank, w jego umyle personifikacj za, ktre zabrao jego chopaka. Ci znad gowy swym toporem i wyszczerbione ostrze spado w d, roztrzaskujc bkitne wiato dryfdysku, rozwiewajc zaklcie w nico. Bruenor poczu oparzenie, gdy ostrze trafio w jedn z pozostaych magicznych oson i energia natychmiast popyna wzdu ostrza i rkojeci broni, wpywajc w rozszalaego krla. Topr przechodzi z koloru zielonego poprzez pomaraczowy do niebieskiego, gdy rozrywa jedn magiczn oson za drug, sza przeera potne dweomery. Bruenor czu straszny bl, lecz nie przyznawa si do tego. Topr przebi si przez kruch rk, ktr Baenre uniosa, by si zasoni, przez jej czaszk, szczk i szyj, zanurzajc gboko w piersi. *** Quenthel otrzsna si po cikim ciosie Gandaluga i instynktownie pospieszya do siostry. Wtedy, nagle, jej matka zgina, wic kapanka ruszya gwatownie w stron ciany, przez portal o zielonych krawdziach, z powrotem do rozcigajcego si dalej korytarza. Przechodzc, rozsypaa troch srebrzystego pyu, ktry mia rozproszy portal i uczyni cian na powrt gadk oraz lit. Skaa zwina si, szybko transformujc z powrotem w solidn barier. Jedynie Drizzt Do'Urden, poruszajcy si z prdkoci zakltych stp, przedosta si przez otwr, zanim zdoa si zatrzasn. *** Jarlaxle i jego porucznicy byli niedaleko. Wiedzieli, e grupa szalonych krasnoludw i wilkoczowiek spotkali si w pobliu z innymi elitarnymi stranikami Baenre i e krasnoludy oraz ich sojusznik pokonali mroczne elfy, po czym skieroway si pospiesznie do komnaty. Ze swego wysokiego punktu obserwacyjnego, wygldajc z niszy w tunelu za ow komnat, Jarlaxle widzia, e zbliajca si banda

rozszalaych krasnoludw przegapia ju walk. Pojawienie si Quenthel, a tu za ni Drizzta, powiedziao obserwujcemu dowdcy najemnikw, e podbj Mithrilowej Hali dobieg gwatownego koca. Porucznik obok Jarlaxle'a unis w stron Drizzta jednorczn kusz i wydawa si mie doskona okazj, bowiem Drizzt skupia si wycznie na uciekajcej crce Baenre. Tropiciel nigdy si nie dowie, co go trafio. Jarlaxle chwyci porucznika za nadgarstek i zmusi go do opuszczenia rki. Wskaza na rozcigajce si dalej tunele i wraz ze sw do zmieszan, lecz cakowicie lojaln druyn bezszelestnie znikn. Kiedy odchodzili, Jarlaxle usysza miertelny wrzask Quenthel, okrzyk - Blunierstwo! - Wykrzykiwaa oczywicie to sowo sprzeciwu w twarz Drizzta Do'Urdena, swego zabjcy, jednak Jarlaxle zdawa sobie spraw, e rwnie dobrze, i susznie, mogoby si ono odnosi do niego. Niech tak bdzie. *** wit by jasny lecz zimny i stawa si jeszcze zimniejszy, gdy Stumpet i Terrien Doucard z Rycerzy w Srebrze wchodzili na trudne zbocze Doliny Stranika, wspinajc si rka za rk po niemal pionowej cianie. - Jeste pewien? - Stumpet spytaa Terriena, pelfa o lnicych, brzowych wosach oraz rysach zbyt piknych, by moga je zami nawet tragedia zeszej nocy. Rycerz nie trudzi si odpowiedzi inn ni szybkie skinienie, bowiem Stumpet zadaa to pytanie ponad tuzin razy w przecigu ostatnich dwudziestu minut. - To jest dobra ciana? - Stumpet zadaa kolejne ze swych zbdnych pyta. Terrien przytakn. - Blisko - zapewni krasnoludk. Stumpet dotara do maej pki skalnej i wspia si na ni, opierajc plecy o cian i trzymajc nogi nad znajdujcym si ponad szedziesit metrw niej dnem doliny. Czua, e powinna by tam na dole, zajmowa si wieloma, wieloma rannymi, jednak jeli to, co rycerz jej powiedzia, byo prawd, jeli pani Alustriel z Silverymoon tu spada, to wyprawa ta moe by najwaniejszym zadaniem, jakie Stumpet

Rakingclaw wykonaa kiedykolwiek w swoim yciu. Usyszaa pod sob wspinajcego si Terriena i przechylia, wycigajc rk, by chwyci pelfa pod rami. Potne minie Stumpet napiy si i z atwoci wcigna szczupego rycerza na pk, kierujc go na miejsce obok siebie, pod cian. Pelf i krasnoludka dyszeli ciko, powietrze przed nimi wypeniao si kbami pary. - Utrzymalimy dolin - powiedziaa radonie Stumpet, starajc si zetrze pelfowi z twarzy bl. - Czy zwycistwo byoby tego warte, gdyby obserwowaa, jak ginie Bruenor Battlehammer? - odpar pelf, szczkajc lekko zbami na mronym powietrzu. - Nie wiesz, czy Alustriel zgina! - zripostowaa Stumpet i zdja plecak, grzebic w rodku. Chciaa poczeka chwil, zanim to zrobi, miaa nadziej zbliy si bardziej do miejsca, w ktrym wedug doniesie spad rydwan Alustriel. Wycigna ma miseczk zrobion ze srebrnawego mithrilu i zdja przez gow pkaty bukak. - Pewnie jest zamroona - stwierdzi przybity pelf, wskazujc na bukak. Stumpet parskna. Krasnoludzka woda wicona nigdy nie zamarzaa, przynajmniej nie ta, ktr warzya Stumpet. Wycigna korek z bukaka i rozpocza rytmiczny zapiew, wlewajc zoty pyn do mithrilowej miseczki. Miaa szczcie - wiedziaa o tym - bowiem cho obraz wywoany przez jej czary by zamazany i przelotny, pokazujcy obszar may kawaek dalej, znaa t okolic i wiedziaa, gdzie znale wskazan pk skaln. Wyruszyli natychmiast w szaleczym i nieostronym tempie. Stumpet nie trudzia si nawet zabraniem swej miski i bukaka. Pelf zelizgn si nie raz, lecz zosta zapany za nadgarstek przez siln Stumpet, a Stumpet nie raz spadaa i ocalay j jedynie szybkie donie Terriena Doucarda. W kocu dotarli do pki i znaleli Alustriel lec nieruchomo, zimn. Jedynym wiadectwem, e by tu jej magiczny rydwan, by wypalony lad w miejscu, w ktrym pojazd si roztrzaska pod grsk cian. Nie pozostay adne resztki, bowiem rydwan by cakowicie stworzony z magii.

Pelf podbieg do swej lecej wadczyni i delikatnie uj Alustriel pod gow jednym ramieniem. Stumpet wycigna z sakiewki przy pasku mae lusterko i podetkna je pod usta pani. - yje! - oznajmia krasnoludka, ciskajc swj plecak Terrienowi. Sowa te wyday si rozpali pelfa. Delikatnie pooy gow Alustriel na pce, po czym zacz gmera w plecaku, wyszarpujc kilka grubych kocw, ktrymi owin sw pani, po czym zacz szorstko pociera nagie, zimne donie Alustriel. Przez cay ten czas Stumpet woaa do swych bogw o czary leczce oraz ogrzewajce i oddawaa ca sw energi dla tej cudownej wadczyni Silverymoon. Pi minut pniej pani Alustriel otworzya swe pikne oczy. Wzia gboki oddech i wzdrygna si, po czym wyszeptaa co, czego ani Stumpet ani rycerz nie usyszeli, wic pelf nachyli si bliej, przykadajc ucho do jej ust. - Wytrzymalimy? Terrien Doucard wyprostowa si i umiechn szeroko. - Dolina Stranika jest nasza! - obwieci, a oczy Alustriel rozjarzyy si. Nastpnie zasna spokojnie, pewna, e ta starajca si szaleczo krasnoludzka kapanka zapewni jej ciepo oraz tego, e niezalenie od jej wasnego losu przysuono si tu wikszemu dobru. Dobru caego dobrego ludu. EPILOG Berg'inyon Baenre nie zdziwi si, znajdujc Jarlaxle'a oraz onierzy Bregan D'aerthe czekajcych na niego daleko od powierzchni, daleko od Mithrilowej Hali. Zaraz po usyszeniu raportw o dezercji, Berg'inyon zda sobie spraw, e pragmatyczny najemnik by najprawdopodobniej jednym z pierwszych w szeregach owych droww, ktre porzuciy wojn. Methil poinformowa Jarlaxle'a o zblianiu si Berg'inyona i dowdca najemnikw by naprawd zaskoczony, dowiadujc si, e Berg'inyon, syn opiekunki Baenre, fechmistrz pierwszego domu, rwnie zdezerterowa. Najemnik uzna, e Berg'inyon bdzie walczy, by dosta si do Mithrilowej Hali, i zginie tak, jak jego matka. Bezmylnie. - Wojna jest przegrana - stwierdzi Berg'inyon. Spojrza niepewnie na Methila, nie przewidzia bowiem, e ilithid bdzie tutaj, z dala od matriarchini. Wyrane rany ilithida, zwisajca bezwadnie rka oraz

wielka dziura z boku omiornicowej gowy, z ktrej sczy si groteskowy mzg, rwnie zbia Berg'inyona z tropu, nie spodziewa si bowiem, e ktokolwiek zdoaby dosta si do Methila i tak go zrani. - Twoja matka nie yje - rzek bezceremonialnie Jarlaxle, odcigajc uwag modego Baenre od rannego ilithida. - Podobnie jak dwie twoje siostry i Auro'pol Dyrr. Berg'inyon skin gow, nie wygldajc na zbytnio zaskoczonego. Jarlaxle zastanawia si, czy powinien wspomina, i to opiekunka Baenre bya t, ktra zamordowaa t ostatni. Zachowa jednak t myl dla siebie, uznajc, e by moe bdzie mg wykorzysta w pniejszym czasie ten skrawek informacji przeciwko Berg'inyonowi. - Opiekunka Zeerith Q'Xorlarrin dowodzia odwrotem spod dolnych drzwi Mithrilowej Hali - cign najemnik. - A moje siy natkny si na te drowy, ktre prboway i nie powiodo im si dosta przez wschodnie wrota - doda Berg'inyon. - I ukarae je? - chcia wiedzie Jarlaxle, wci bowiem by niepewny w kwestii odczu Berginyona co do tego wszystkiego, wci niepewny, czy on i jego druyna maj stoczy jeszcze jedn bitw, tutaj w tunelach. Berg'inyon skrzywi si na myl o karze i Jarlaxle odetchn troch swobodniej. Pomaszerowali dalej razem, ciemniejszymi i wygodniejszymi korytarzami do Menzoberranzan. Wkrtce potem poczyli si z Zeerith i jej siami, a wiele innych grup mrocznych elfw i humanoidw doczyo si wraz z mijajcymi dniami. W sumie w szturmie na Mithrilow Hal zgino ponad dwa tysice droww oraz dwa razy tyle humanoidalnych niewolnikw, gwnie na poudniowych zboczach Czteroszczytu i w Dolinie Stranika. Za podobna liczba humanoidw zbiega po bitwach, uciekajc na powierzchni lub innymi korytarzami, wolc zaryzykowa ycie w nieznanym wiecie powyej lub w dzikim Podmroku, ni wrci do tortur, jakie przeywali jako niewolnicy droww. Wydarzenia nie potoczyy si tak, jak zaplanowaa opiekunka Baenre. Berginyon doczy do szeregw, gdy ciche wojsko ruszyo dalej, pozwalajc Zeerith prowadzi procesj. - Menzoberranzan bdzie si przez wiele lat leczy na skutek gupoty opiekunki Baenre - stwierdzi Jarlaxle do Berg'inyona jeszcze tego samego dnia, kiedy natkn si na modego fechmistrza stojcego

samotnie w bocznej komnacie, w czasie gdy armia obozowaa w regionie poszarpanych jaski i krtkich, czcych si ze sob tuneli. Berg'inyon nie sprzeciwi si tej opinii i nie pokaza po sobie adnego gniewu. Rozumia prawd sw Jarlaxle'a i wiedzia, ile problemw spadnie na dom Baenre w nadchodzcych dniach. Opiekunka Zeerith bya rozwcieczona i tak samo bdzie z Mez'Barris Armgo oraz wszystkimi pozostaymi matkami opiekunkami, gdy dowiedz si o katastrofie. - Propozycja wci jest wana - powiedzia Jarlaxle i opuci komnat, pozostawiajc Berg'inyona samego z mylami. Dom Baenre najprawdopodobniej przetrwa, wierzy Berg'inyon. Triel obejmie nad nim wadz i, cho dom utraci piciuset wyszkolonych onierzy, pozostawao ich jeszcze niemal dwa tysice, w tym ponad trzy setki osawionych jaszczurczych jedcw. Opiekunka Baenre zbudowaa rwnie wielk sie sojusznikw poza domem i nawet ta katastrofa oraz mier Baenre nie zniszcz najprawdopodobniej pierwszego domu. Rzeczywicie bd jednak problemy. Opiekunka Baenre bya si spajajc. Czego dom Baenre moe si spodziewa po kopotliwym Gromphie po jej odejciu? A co z Triel? - zastanawia si Berg'inyon. Gdzie znajdzie si w planach swej siostry? Teraz bdzie miaa swobod w wychowywaniu wasnych dzieci i dawaniu im potgi. Pierwszy zrodzony z niej syn albo bdzie przysposabiany na domowego czarodzieja, albo te stanie si kandydatem na pozycj Berginyona jako fechmistrza. Jak duo czasu ma wic Berg'inyon? Pidziesit lat? Sto? Niewiele jak na dugo ycia mrocznego elfa. Berg'inyon spojrza na wejcie, na plecy oddalajcego si najemnika, i rozway dokadnie propozycje. Jarlaxle'a, by doczy do Bregan D'aerthe. *** Mithrilowa Hala bya pena ez za zmarych oraz wiwatw za zwycistwo. Wszyscy opakiwali Besnella oraz Firble'a, Regwelda Harpella i tak wielu innych, ktrzy zginli walecznie. Wszyscy za wysawiali krla Bruenora i jego potnych przyjaci, a take Berkthgara

miaego, pani Alustriel, wci leczc powane rany, oraz Stumpet Rakingclaw, bohaterk Podmiasta i Doliny Stranika. Najwiksze wiwaty oddane byy natomiast na cze Gandaluga Battlehammera, patrona klanu Battlehammer, ktry, jak wygldao, powrci z martwych. Jake dziwnie czu si Bruenor, widzc swego wasnego przodka, widzc, jak pierwsze popiersie w Hallu Krlw oyo. Obydwa krasnoludy siedziay rami przy ramieniu w sali tronowej na grnych poziomach krasnoludzkiego kompleksu, po ich bokach za Alustriel (wraz ze Stumpet, klczc obok fotela pani Silverymoon i strofujc j, by odpoczywaa) z prawej strony oraz Berkthgarz lewej. W caym krasnoludzkim kompleksie trway uroczystoci, od Podmiasta do sali tronowej, czas gromadzenia si i rozstawania, kiedy w kocu spotkali si Belwar Dissengulp i Bruenor Battlehammer. Dziki magii Alustriel, zaklciu ktre rozwizao problemy jzykowe, obydwaj byli w stanie zawiza sojusz pomidzy Blingdenstone a Mithrilowa Hal, ktry przetrwa wieki, oraz wymieni opowieci o swoim przyjacielu drowie, zwaszcza gdy Drizzt bka si w pobliu, wystarczajco blisko, by zdawa sobie spraw, e rozmawiaj o nim. - To ten cholerny kot mi przeszkadza - prychn przy jakiej okazji Bruenor, na tyle gono, by Drizzt usysza. Drow podszed, postawi stop na podwyszeniu, na ktrym stay trony, i wychyli si do przodu na kolanie, zbliajc si do Belwara. - Guenhwyvar upokarza Bruenora - powiedzia Drizzt w jzyku droww, ktry Belwar troch rozumia, co jednak nie zostao Bruenorowi przetumaczone przez czar Alustriel. - Czsto uywa krasnoluda jako posania. Bruenor, wiedzc, e mwi o nim, lecz nie bdc w stanie zrozumie ani sowa, zarycza w sprzeciwie, po czym zaprotestowa jeszcze goniej, gdy Gandalug, rwnie znajcy troch mow droww, doczy si do rozmowy oraz oglnej wesooci. - Ale chyba kot nie uywa gowy syna syna syna syna syna mojego syna jako poduszki! - hukn stary krasnolud. - Za twarda byaby. Za twarda! - Na Moradina. Powinienem by odej z cholernymi mrocznymi elfami - mrukn pokonany Bruenor. Sowa te otrzewiy starego krasnoluda, w mgnieniu oka pozbawiy

jego twarz radoci. Tak wyglday uroczystoci w Mithrilowej Hali, czas silnych emocji, zarwno dobrych, jak i zych. Catti-brie obserwowaa to wszystko z boku, czujc si odsunita i nagle nie na miejscu. Z pewnoci bya poruszona zwycistwem, intrygowali j svirfnebli, ktrych ju kiedy poznaa, a jeszcze bardziej ciekawi j patron klanu jej ojca, ktry w cudowny sposb powrci do zaoonego przez siebie krasnoludzkiego kompleksu. Wraz z tymi ekscytujcymi uczuciami moda kobieta przeywaa jednak rwnie odczucie zakoczenia. Tym razem zagroenie dla Mithrilowej Hali ze strony droww zostao zaegnane i pomidzy Hal a jej ssiadami, nawet Nesme, zostan zawizane nowe i silniejsze sojusze. Bruenor i Berkthgar wydawali si teraz niczym starzy przyjaciele - Bruenor napomkn nawet przy paru okazjach, e by moe pozwoli barbarzycy dziery Aegis-fanga. Catti-brie miaa nadziej, e tak si nie stanie i nie sdzia, by mogo. Bruenor sugerowa tak szczodr propozycj gwnie dlatego, i wierzy, e tak naprawd nic go to nie bdzie kosztowa, jak podejrzewaa Cattibrie. Po wyczynach Berkthgara w Dolinie Stranika jego bro, Bankenfuere, obrosa ju wasn legend pord wojownikw z Settlestone. Niezalenie jakie byyby wyczyny Berkthgara, w mylach Catti-brie Bankenfuere nigdy nie dorwna Aegis-fangowi. Cho Catti-brie milczaa i pograa si w refleksji, nie bya ponura czy paczliwa. Jak kady w Mithrilowej Hali stracia na wojnie przyjaci. Jak kady bya zahartowana przez walk, akceptowaa zasady wiata i bya w stanie widzie wiksze dobro, ktre wynikao z bitwy. miaa si, gdy grupa svirfnebli praktycznie wyrwaa sobie resztki swych wosw, sfrustrowana prb nauczenia paru pijanych krasnoludw suchania wibracji w skaach. Rozemiaa si jeszcze goniej, gdy Regis wtoczy si do sali tronowej, ze stertami jedzenia zatknitymi pod kad z pach i ju tak napchany, e guziki kamizelki niemal si odryway. Najgoniej za rozemiaa si, gdy przebieg obok niej Bidderdoo Harpell, za czarodziejem za pdzi na czworakach Thibbledorf Pwent, bagajc Bidderdoo, by go ugryz. Za tym miechem pozostawaa jednak refleksyjna samotno, to

drczce poczucie zakoczenia, cice na ramionach kobiety, ktra dopiero co zacza otwiera oczy na szeroki wiat. *** W zadymionych bagniskach otchani Errtu wstrzyma oddech, gdy ksztatna drowka, delikatna katastrofa, zbliya si do jego grzybowego tronu. Errtu nie wiedzia, czego spodziewa si po Lloth, oboje widzieli katastrof. Balor obserwowa, jak drowka przechodzi przez mg, cignc za sob winia, obiecany dar. Umiechaa si, jednak w przypadku Pani Chaosu nigdy nie mona byo by pewnym, co to oznaczao. Errtu siedzia dumnie wyprostowany, pewien e zrobi, co mu polecono. Gdy Lloth sprbuje obwinia go za katastrof, bdzie si spiera, uzna, cho jeli w jaki sposb dowiedziaa si o kamieniu antymagii, jaki wysa wraz z glabrezu... - Przyniosa moj zapat? - zagrzmia balor, starajc si dobrze zabrzmie. - Oczywicie, Errtu - odpara Pajcza Krlowa. Errtu przekrzywi sw ogromn, rogat gow. Wydawao sienie by adnego podstpu ani w jej tonie, ani w ruchach, gdy pchna winia w kierunku siedzcego, gigantycznego balora. - Wydajesz si zadowolona - omieli si stwierdzi Errtu. Umiech Lloth siga jej niemal od ucha do ucha i wtedy Errtu zrozumia. Bya zadowolona! Ta stara ajdaczka, najpodlejsza z podych, cieszya si z rezultatu. Opiekunka Baenre odesza, podobnie jak cay porzdek w Menzoberranzan. Miasto droww pozna teraz najwikszy chaos, walki midzy domami oraz istn pajczyn intryg, warstw za warstw kamstw i podstpw w kadym z rzdzcych domw. - Od pocztku wiedziaa, e tak si stanie! - oskary j balor. Lloth rozemiaa si w gos. - Nie przewidziaam zakoczenia - zapewnia go. - Nie wiedziaam, e Errtu bdzie tak pomysowy w chronieniu kogo, kto moe zakoczy jego wygnanie. Oczy balora rozszerzyy si, a jego wielkie skrzaste skrzyda

zacisny si cile wok niego w symbolicznym acz nieefektywnym manewrze obronnym. - Nie obawiaj si, mj czarci sojuszniku - rzeka sodko Lloth. - Dam ci szans odkupienia si w moich oczach. Errtu warkn nisko. Jakiej przysugi Pajcza Krlowa chciaa teraz od niego? - Obawiam si, e bd zajta w nastpnych dekadach - cigna Lloth - starajc si zakoczy zamieszanie w Menzoberranzan. Errtu parskn. - Nigdy by czego takiego nie chciaa - odrzek. - A wic bd zajta obserwowaniem zamieszania - ochoczo przyznaa Lloth. Niemal machinalnie dodaa - Obserwowaniem tego, co masz dla mnie zrobi. Znw dobieg ten demoniczny warkot. - Kiedy bdziesz wolny, Errtu - powiedziaa pewnym gosem Lloth kiedy ju zapaczesz Drizzta Do'Urdena w zwojach swego bezlitosnego bicza, zabij go powoli, bolenie, abym moga sysze kady jego krzyk! Nastpnie Pajcza Krlowa wyrzucia ramiona ku grze i znikna z podmuchem trzeszczcej, czarnej energii. Wargi Errtu wykrzywiy si w paskudnym umiechu. Spojrza na aosnego winia, klucz do zamania woli oraz serca Drizzta Do'Urdena. Wydawao si, e czasami Pajcza Krlowa nie prosia o zbyt wiele. *** Miny dwa tygodnie od zwycistwa, a w Mithrilowej Hali trway uroczystoci. Wielu odeszo - najpierw dwaj ocalali ludzie z Nesme oraz Longriderzy wraz z Harkle'em i Bell don DelRoy (cho Pwent przekona w kocu Bidderdoo, by pokrci si tu jeszcze troch). Nastpnie Alustriel i pozostali jej Rycerze w Srebrze, siedemdziesiciu piciu wojownikw, rozpoczli drog powrotn do Silverymoon z podniesionymi wysoko czoami. Pani bya gotowa zetrze si z wyzwaniami swych politycznych rywali, pewna, e zrobia dobrze, przychodzc krlowi Bruenorowi na pomoc. Svirfnebli nie spieszyli si wszake do odejcia, cieszc si towarzystwem klanu Battlehammer, za ludzie z Settlestone obiecali

zosta, dopki nie zostanie wysczona ostatnia kropla miodu w Mithrilowej Hali. W grach, daleko od krasnoludzkiego kompleksu, na zimnym, wietrznym paskowyu, Catti-brie siedziaa na wspaniaym dereszu jednym z koni nalecych do zabitych rycerzy z Silverymoon. Siedziaa cicho i pewnie, jednak ukucie w sercu, jakie poczua, podnisszy wzrok na Mithrilow Hal, byo nie mniej wyrane. Jej oczy przejrzay szlaki ku skalistemu wyjciu z gry i umiechna si, widzc zjedajcego jedca. - Wiedziaam, e przyjedziesz tu za mn - powiedziaa do Drizzta Do'Urdena, gdy tropiciel zbliy si. - Wszyscy mamy swoje miejsce - odpar Drizzt. - A moje nie jest w Mithrilowej Hali - powiedziaa stanowczo Cattibrie. - Nie zmienisz mojego zdania! Drizzt milcza przez dug chwil, przygldajc si zdeterminowanej modej kobiecie. - Rozmawiaa z Bruenorem? - spyta. - Oczywicie - odrzeka Catti-brie. - Mylisz, e opuciabym dom mego ojca bez jego bogosawiestwa? - Bogosawiestwa, ktre bez wtpienia da ci niechtnie - stwierdzi Drizzt. Catti-brie wyprostowaa si w siodle i zacisna stanowczo zby. - Bruenor ma duo do zrobienia - powiedziaa. - I ma Regisa oraz ciebie... - przerwaa i zatrzymaa t myl, zauwaajc cikie juki przymocowane za siodem Drizzta. - Oraz Gandaluga i Berkthgara dokoczya. - Jeszcze nawet nie okrelili, ktry bdzie rzdzi, a ktry obserwowa, cho sdz, e Gandalug pozwoli Bruenorowi zosta krlem. - Tak bdzie rozsdniej - zgodzi si Drizzt. Zapada pomidzy nimi duga chwila ciszy. - Berkthgar mwi o odejciu - rzek nagle Drizzt. - O powrocie do Doliny Lodowego Wichru i pradawnych zwyczajw swego ludu. Catti-brie przytakna. Syszaa takie pogoski. Znw nadesza ta niezrczna cisza. Catti-brie odwrcia w kocu wzrok od drowa, uwaajc, e j ocenia, uwaajc, w chwili zwtpienia, e bya dla Bruenora straszn crk, straszn i samolubn.

- Mj ojciec nie prbowa mnie zatrzymywa - wypalia tonem ostatecznoci. - I ty nie moesz! - Nigdy nie powiedziaem, e jestem tu, by ci zatrzymywa spokojnie odpar Drizzt. Catti-brie milczaa, nie do koca zaskoczona. Kiedy z pocztku powiedziaa Bruenorowi, e odchodzi, e musi opuci na jaki czas Mithrilow Hal i obejrze cuda wiata, zaskorupiay krasnolud rykn tak gono, e Catti-brie mylaa, i ciany zawal si na nich oboje. Spotkali si ponownie dwa dni pniej, kiedy Bruenor nie by tak peen wody wiconej i, ku zaskoczeniu i uldze Catti-brie, jej ojciec by znacznie rozsdniejszy. Zrozumia jej serce, jak j zapewni, (cho jego opryskliwy gos zaamywa si, gdy wypowiada te sowa) i zdawa sobie spraw, e musi za nim pody, musi odej i nauczy si, kim jest oraz jakie jest jej miejsce w wiecie. Catti-brie uznaa te sowa za pene zrozumienia, a teraz, spogldajc na Drizzta, bya pewna ich rda. Teraz wiedziaa, z kim Bruenor rozmawia pomidzy ich spotkaniami. - Przysa ci - oskarya go. - Ty odchodzisz i ja rwnie - odpar niedbale Drizzt. - Po prostu nie potrafiam spdzi reszty moich dni w tunelach powiedziaa Catti-brie, czujc nagle, e musi si wytumaczy, musi ujawni win, ktra ciya jej, odkd podja decyzj, by opuci dom. Rozejrzaa si, przygldajc odlegemu horyzontowi. - Po prostu czeka na mnie znacznie wicej. Wiem to w sercu. Wiem to, odkd Wulfgar... Przerwaa, westchna i spojrzaa bezradnie na Drizzta. - I na mnie - drow powiedzia z obuzerskim umiechem. - Znacznie wicej. Catti-brie zerkna przez rami ku zachodowi, gdzie soce rozpoczo ju drog w d. - Dni s krtkie - stwierdzia - a droga duga. - Tak duga, jkaj uczynisz - odezwa si Drizzt, przycigajc znw do siebie jej uwag. - A dni s tak krtkie, jakimi pozwolisz im by. Catti-brie przyjrzaa mu si uwanie, nie rozumiejc tego ostatniego stwierdzenia. Drizzt umiecha si szeroko, by rwnie zniecierpliwiony jak Cattibrie. - Mj przyjaciel, lepy tropiciel, powiedzia mi kiedy, e jeli bdziesz

forsownie i szybko jecha na zachd, soce nigdy dla ciebie nie zajdzie. Kiedy dokoczy ostatnie zdanie, Catti-brie obrcia ju swego deresza i pogalopowaa jak najszybciej przez zamarznit rwnin ku zachodowi, w kierunku Nesme i lecego za nim Longsaddle, w stron wielkiego Waterdeep i Wybrzea Mieczy. Pochylia si nisko w siodle, jadc forsownie. Jej paszcz wzdyma si i unosi za ni na wietrze, a gste, kasztanowe wosy powieway szaleczo. Drizzt otworzy sakiewk przy pasku i spojrza na onyksow figurk pantery. Nikt nie mgby sobie wymarzy lepszych towarzyszek, pomyla w zadumie, po czym, spojrzawszy po raz ostatni ku grom, ku Mithrilowej Hali, gdzie jego przyjaciel by krlem, tropiciel popdzi swego ogiera do galopu i ruszy za Catti-brie. Ku zachodowi i przygodom szerokiego wiata.