NR 22 (540) 27 MAJA 2007

CENA 4,70 ZŁ (W TYM 7% VAT)

TYGODNIK

TEMAT NUMERU: Historia jednej przesyłki str. 4

Nietypowe mocarstwo
ISSN 0867-4523

TERRORYZM

www.zolnierz-polski.pl

Na Bałtyku, Morzu Północnym i w Cieśninach Bałtyckich odbyły się wielkie manewry NATO

INDEKS 337 374

NASZYM OKIEM:

Logistyka

z komputera

Tara nie spadnie
W NUMERZE:

Afganistan: cykl cnoty czy cykl klęski

z nieba

SIŁY POWIETRZNE: Hałas wart 100 tysięcy złotych str. 28 MARYNARKA WOJENNA: Żniwa na Bałtyku str. 32

krawędzi

WOJSKA LĄDOWE: SZACUNEK W MUNDURZE str. 26

AAAAAAA AAAAAAAA W NUMERZE
NASZYM OKIEM

NOBLE MARINER ’07
Pod takim kryptonimem kryją się największe tegoroczne manewry NATO, które przez dziesięć dni maja odbywały się na Bałtyku, Morzu Północnym i w Cieśninach Bałtyckich
STR. 22

NA KRAWĘDZI
Co spowodowało, że wzorowy żołnierz i szczęśliwy – wydawałoby się – 21-latek próbował się zabić
STR. 9

TEMAT NUMERU

HISTORIA JEDNEJ PRZESYŁKI
Wyciek protokołu pokontrolnego z 23 Batalionu Radiotechnicznego w Redzikowie doprowadził do kolizji dwóch praw – o swobodnym dostępie do informacji publicznej i ochronie informacji niejawnych
STR. 4

NA CELOWNIKU

AFGANISTAN: CYKL CNOTY CZY CYKL KLĘSKI
Radosław Sikorski: – Zależy nam na tym, by Afganistan nie był miejscem, skąd organizowane są ataki na nas i sojuszników, żeby nie był wylęgarnią kolejnych pokoleń zamachowców. A reszta – jak Afgańczycy zorganizują sobie ojczyznę – to ich sprawa.
STR. 12

WOJSKO PROBLEMY

ZAPOMNIANY FILAR ARMII
Pod względem wynagrodzeń pracownicy wojska znajdują się na szarym końcu zarówno w gospodarce narodowej, jak i w budżetówce
STR. 16

MARYNARKA WOJENNA

ŻNIWA ŻANDARMERIA WOJSKOWA NA BAŁTYKU INNE OBLICZE Od wojny minęło wiele lat, lecz pozostałe ŻANDARMA
po niej miny morskie wciąż są niebezpieczne dla statków i okrętów poruszających się poza oznakowanymi torami wodnymi
STR. 32

Kpt. Tomasz Radomiński służy w Oddziale Specjalnym ŻW w Mińsku Mazowieckim. Wolny czas poświęca na przygotowania do startu w imprezach sportowych
STR. 36

TYGODNIK

Redaktorzy prowadzący: mjr Artur Goławski , tel.: (0-22) 684 52 30, CA MON 845 230; Aneta Wiśniewska, (0-22) 684 52 13, CA MON 845213; polska-zbrojna@redakcjawojskowa.pl Publicyści: Warszawa: Anna Dąbrowska, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; mjr Artur Goławski, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Sylwia Guzowska, tel.: (0-22) 684 02 32, CA MON 840 232; kpt. Grzegorz Predel, tel.: (0-22) 684 08 68, CA MON 840 868; Roman Przeciszewski, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Tadeusz Wróbel, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Bydgoszcz: Krzysztof Wilewski, tel.: (0-52) 378 25 90, CA MON 412 590; Gdynia: kmdr ppor. Mariusz

www.polska-zbrojna.pl

Dyrektor Redakcji Wojskowej Redaktor naczelny Artur Bartkiewicz, tel.: (0-22) 684 53 65, 684 56 85, faks: 684 55 03; CA MON 845 365, 845 685, faks: 845 503; sekretariat@redakcjawojskowa.pl Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa Zastępca dyrektora Redakcji Wojskowej sekretarz redakcji „Polski Zbrojnej”: Wojciech Kiss-Orski, tel.: (0-22) 684 02 22, CA MON 840 222; wko@redakcjawojskowa.pl

Konarski, tel.: (0-58) 626 62 07, CA MON 266 207; Krzysztof Wygnał, tel.: (0-58) 626 24 13, CA MON 262 413; Kraków: Magdalena Kowalska-Sendek, Jacek Szustakowski, tel.: (0-12) 613 17 80, CA MON 131 780; Poznań: Natalia Konopka, tel.: (0-61) 857 23 59, CA MON 572 359; Piotr Laskowski, tel.: (0-61) 857 24 46, CA MON 572 446; Wrocław: Bogusław Politowski, tel.: (0-71) 765 38 53, CA MON 653 853; Fotoreporter: Jarosław Wiśniewski, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Współpracownicy: Piotr Bernabiuk, Andrzej Jonas, Marcin Kaczmarski, Włodzimierz Kaleta, Tadeusz Mitek, Wojciech Piekarski, Aleksander Rawski, Henryk Suchar

Dział graficzny: tel.: (0-22) 684 51 70, CA MON 845 170; Marcin Dmowski (kierownik), Monika Klekociuk, Paweł Kępka, Andrzej Witkowski Korekta: tel.: (0-22) 684 03 55, CA MON 840 355; Renata Gromska (kierownik), Katarzyna Kocoń, Małgorzata Mielcarz, Katarzyna Pietraszek, Joanna Rochowicz Szef pionu wydawniczego: płk Ryszard Choroszy, tel.: (0-22) 684 03 52, CA MON 840 352; ryszard.choroszy@redakcjawojskowa.pl Biuro Reklamy i Marketingu: Adam Niemczak (kierownik) , tel. (0-22) 684 53 87, 684 51 80, 684 55 03, faks: (0-22), CA MON 845 387; Joanna Brodowska, tel.: (0-22 ) 684 55 03; reklama@redakcjawojskowa.pl

Egzemplarze czasopism dostępne w wewnętrznym kolportażu wojskowym są bezpłatne

2 Polska Zbrojna

nr 22/2007

SIŁY POWIETRZNE

HAŁAS WART 100 TYS. ZŁOTYCH
Sąd w Poznaniu rozpatrzył dwa wnioski o odszkodowanie za spadek wartości nieruchomości położonych w pobliżu lotniska wojskowego w Krzesinach, gdzie stacjonują samoloty F-16. Wyrok jest nieprawomocny, a dwie kobiety, którym sąd przyznał odszkodowanie, już cieszą się z perspektywy otrzymania pieniędzy STR. 28

REDAKTOR NACZELNY

Artur Bartkiewicz

N

My, czyli oni

WOJSKA LĄDOWE

SZACUNEK W MUNDURZE
Amerykanie na kursach w Toruniu uczyli polskich podoficerów nie tylko bycia dumnym z tego, że są podoficerami, ale też, że do ich obowiązków należy dbanie o podwładnych, szanowanie ich zdania STR. 26
Prenumerata: RUCH SA, KOLPORTER SA, Garmond PRESS, GLM. Informacja: (0-22) 684 04 00 Kolportaż i reklamacje: PP DW Bellona – (0-22) 457 04 37, 6879 041, CA MON 879 041 Druk: Drukarnia Perfekt, ul. Połczyńska 99, Warszawa Numer zamknięto: 22.05.2007 r. Zdjęcie na okładce: Jacek Jabłoński Projekt graficzny: Łukasz Kaugan , CaStudio Treść zamieszczanych materiałów nie zawsze odzwierciedla stanowisko redakcji. Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzega sobie prawo do skrótów.

epotyzm w Redzikowie (vide: „Historia jednej przesyłki”), „fala” w Lublinie („Na krawędzi”) – ostatnie dni były dla polskiej armii bardzo gorące. Liczba spraw, w których Żandarmeria Wojskowa wszczyna postępowania, rośnie z każdym rokiem i – jak zapewnia rzecznik ŻW płk Edward Jaroszuk – jak na razie nie należy się spodziewać, że będzie inaczej. Co ciekawe, każda z takich spraw wywołuje od razu powszechne oburzenie. Z każdego zakamarka polskiej armii słychać gniewne pomruki: jak tak można? My ciężko i uczciwe służymy, a gdzieś tam znowu psują nam reputację jacyś tajemniczy „oni”. Gdyby losy ludzi w mundurach zależały od nas – to wtedy polska armia byłaby gejzerem wszelakich cnót, opoką sprawiedliwości i drogowskazem moralności na bezdrożach zepsucia. Ach ci oni... Czy „oni” upodobali sobie tylko arm ię? Nie. Armia nie różni się pod tym względem in minus od innych instytucji publicznych. „Oni” są też w policji, w służbie zdrowia, w administracji. Psują dobre imię tych instytucji wypracowywane w pocie czoła przez wszystkich. Działają potajemnie i niezauważalnie. Nikt ich nie zna, nikt ich nigdy nie widział, nikt nie zdawał sobie sprawy. Nie mają ani przyjaciół, ani współpracowników. Swoją krecią robotę wykonują w całkowitej próżni. Prawdziwi geniusze zła. Ach ci oni... Dopiero kiedy zostają złapani, okazuje się, że mają nazwiska i imiona, pracują w naszej jednostce, w naszym garnizonie. Nie przestają jednak być „onymi”, bo przecież nikt nic nie wiedział i nie widział. Nasze wzburzenie jest jeszcze większe. Ot złoczyńcy – tak nas oszukiwali, a my im tak wierzyliśmy. Nieładnie, nieładnie. Ach ci oni... Dość. Wszyscy wiemy, że prawda wygląda zupełnie inaczej. Zazwyczaj znamy „onych” i wiemy o „onych”. I milczymy. Po co się wychylać, po co ryzykować karierę? Przecież to nie nasza sprawa, my wykonujemy swoje obowiązki uczciwie – a to, że oni postępują inaczej, jest problemem ich sumień. Kiwamy z obrzydzeniem głowami, szepczemy po kątach z oburzeniem „jak tak można?” i żyjemy dalej. Nasze sumienia są czyste, bo przecież się oburzamy. Cóż szlachetniejszego nad stoicką pogardę dla czyjejś nieprawości? W taki filozoficzno-bezpieczny sposób czekamy na żandarmerię, czekamy, aż się stanie tragedia – wtedy możemy powiedzieć nawet: „a nie mówiliśmy?”. Tylko że wtedy jest już trochę za późno. Wiadomość idzie w świat. Na wizerunku polskiej armii pojawia się kolejna rysa. A czy w nas nie ma trochę z „onych”? Zło zazwyczaj zaczyna się i kończy w każdym z nas. Wynosimy służbowy papier do domowych drukarek? Drobiazg – co to jest w porównaniu do tego, co robią „oni”. Zawyżamy koszty wyjazdów służbowych? Drobiazg, grosze, armia się od tego nie zawali. Załatwiamy prywatne sprawy przez służbowe telefony? Drobiazg – przecież wszyscy tak robią. Co w tym złego? Otóż dokładnie to, co w przypadku tych najgłośniejszych spraw. Inna jest tylko skala działania, ale mechanizm jest dokładnie ten sam. Armia źle płaci – wyrównajmy to sobie trochę. Trzeba sobie radzić, prawda? Kto kombinuje, ten żyje. Tylko że w ten sposób traktujemy państwo i armię – jego ważną część, jako przeciwnika, któremu im więcej wydrzemy, tym lepiej. Zapominamy tylko, iż państwo i armia – to my. I że tak naprawdę oszukujemy sami siebie. Kiedy prasa znów wykrzyczy kolejną aferę w armii, przed jej potępieniem spójrzmy w lustro. Czy w tym, co się stało, nie ma jakiejś naszej cegiełki? Czy aby na pewno mundur nie stał się dla nas inwestycją w wygodne życie – nawet jeśli na każdym kroku podkreślamy, że to służba? Czy swoją skromną pensją pracownika wojska nie usprawiedliwiamy postępowania, którego nic nie usprawiedliwia? Spójrzmy w lustro – potem możemy potępiać do woli. Prawda jest bowiem taka, że „oni” naprawdę istnieją. To my.

Nakład: 22 000 egz.

nr 22/2007

Polska Zbrojna 3

TEMAT NUMERU
– Mamy takie same uprawnienia jak inne organy ścigania i działania nasze były zgodne z prawem. Możemy wejść do instytucji cywilnej, zapytać o konkretną osobę i jeśli istnieje podejrzenie popełnienia przestępstwa, wykonać czynności procesowe związane zabezpieczeniem jego śladów czy dowodów – powiedział rzecznik ŻW płk Edward Jaroszuk o wkroczeniu 4 maja jej funkcjonariuszy do redakcji „Głosu Pomorza” w Słupsku. Żandarmi uczynili to na polecenie prokuratora mjr. Furmańskiego z Prokuratury Wojskowej w Gdyni, który chciał, by zabezpieczyli Treść dokumentu była dla Mareckiego porażająca. Protokół z kontroli gospodarczo-finansowej przeprowadzonej przez członków bydgoskiej Delegatury Departamentu Kontroli MON pod kierownictwem płk. Andrzeja Morawiaka zawierał informacje, z których wynikało, iż Skarb Państwa mógł stracić nawet 700 tys. zł. Kontrolerzy podważyli sensowność niektórych zakupów, procedury przetargów, tworzenie fikcyjnych etatów dla pracowników wojska i finansowanie ich nauki oraz szkoleń, które z punktu widzenia wojska nie były potrzebne. Sprawa jest tym bardziej skan– O utajnieniu dokumentu decyduje wytwórca – wyjaśnia płk Jaroszuk. Natomiast pragnący zachować anonimowość przedstawiciel Delegatury Departamentu Kontroli MON zapewnia, że jednostka w Redzikowie nie została potraktowana wyjątkowo. – Wszystkie protokoły z kontroli gospodarczo-finansowej są dokumentami zastrzeżonymi – wyjaśnia. – W przeszłości miały nawet wyższy poziom utajnienia – były poufne – dodał. Poza oceną sytuacji w kontrolowanym obszarze każdy protokół zawiera opis jednostki. I tam właśnie są informacje powodujące, iż dokument jest

Historia jednej prz
TA D E U S Z W RÓ B E L

P. PRYMLEWICZ/BELLONA (2)

Wyciek protokołu pokontrolnego z 23 Batalionu Radiotechnicznego w Redzikowie doprowadził do kolizji dwóch praw: o swobodnym dostępie do informacji publicznych i ochronie informacji niejawnych.
komputery, gdyż może znajdować się w nich zastrzeżony dokument. – Aby nie sparaliżować pracy redakcji, postanowiłem, że zamiast zabierać dysk, wykasują tylko odpowiedni plik – wyjaśnia rzecznik, który jednocześnie kieruje Oddziałem Dochodzeniowo-Śledczym Komendy Głównej ŻW. Na zakończenie został sporządzony protokół zniszczenia. daliczna, że do grona beneficjentów, jak napisał później słupski dziennikarz, należały żony kolejnych dowódców batalionu. Gdy dziennikarz nawiązał kontakt z jednostką, wymienieni w protokole oficerowie, jak mówi, próbowali go najpierw przekonać, aby nie nagłaśniał sprawy. Dopiero potem okazało się, że dokument jest zastrzeżony. Potwierdzili to wezwani przedstawiciele miejscowej ŻW. Żandarmi ustalili, że wersja protokołu, która trafiła w ręce dziennikarza, pochodzi z komputera w 23 Batalionie. Osoba, która ją skopiowała, usunęła z niej oznaczenia informujące, że mamy do czynienia z dokumentem niejawnym. Dlatego przedstawicielka ŻW uznała po analizie samej treści na kartkach przyniesionych do dowództwa batalionu przez redaktora Mareckiego, że materiał nie jest tajny. Dlaczego gryf tajności otrzymały informacje o możliwych nadużyciach finansowych?

EKSPERT

Maciej Wnuk,
pełnomocnik ministra obrony ds. procedur antykorupcyjnych: Czy zatrudnianie w jednostkach wojskowych rodzin kadry dowódczej sprzyja korupcji i jak można tego problemu uniknąć? – Sytuacja, w której członkowie rodziny pracują w tej samej instytucji, zawsze grozi wystąpieniem konfliktu interesów. Zwłaszcza jeżeli występuje między nimi zależność służbowa. Takie sytuacje należy eliminować, także w jednostkach wojskowych. Zasadne będzie wprowadzenie stosownych regulacji, opartych na już istniejących rozwiązaniach ustawowych z innych dziedzin. W szczególności powinno się wyeliminować sytuacje, gdzie między członkami rodziny zachodzi podległość służbowa lub uprawnienia kontroli czy nadzoru. Należy też wykorzystać doświadczenia z sytuacji ostatnio opisywanych w prasie. (ad)

JAK W POWIEŚCI SZPIEGOWSKIEJ
Historia ta miała początek kilka dni wcześniej, gdy dziennikarz „Głosu Wybrzeża” w Słupsku Zbigniew Marecki dostał tajemniczą przesyłkę. Zawierała płytę CD z nagranym protokołem pokontrolnym w 23 Batalionie Radiotechnicznym w pobliskim Redzikowie. Nadawca prosił go, aby po skopiowaniu zwrócił dysk, umieszczając go pod pomnikiem Ojca Pio, skąd miała być odebrana. 4 Polska Zbrojna

nr 22/2007

określany jako zastrzeżony. Niestety, zmiana oceny charakteru dokumentu wywołała pytanie o bezstronność słupskiej placówki. – Jeśli pojawią się jakiekolwiek sygnały, że śledztwo jest źle prowadzone, przyślę dodatkowych ludzi lub przekażę sprawę innej placówce – zadeklarował płk Jaroszuk. Także przedstawiciele MON, z ministrem Aleksandrem Szczygło na czele, zapewniają, że zostanie ona wyjaśniona do końca.

BEZ ZAMIATANIA POD DYWAN
SŁAWOMIR ŻABICKI

Płk Jaroszuk przyznał, iż historia z redaktorem Mareckim przyspieszyła bieg

Tajne przez poufne

zesylki
spraw, gdyż żandarmi poznali wcześniej, niż wynikałoby z procedury, treść protokołu. Już 7 maja wszczęto pierwsze śledztwa. Trzy z nich wynikają bezpośrednio z jego treści. Dotyczą nieprawidłowości w batalionowym ambulatorium, przy przetargach oraz realizacji bieżących zakupów. Każda kontrola ma tylko charakter wyrywkowy, a kompleksowa analiza wszystkich dokumentów może dostarczyć nowych faktów na temat tego, co działo się w 23 Batalionie. Równolegle rozpoczęło się śledztwo mające ustalić, kto przekazał dziennikarzowi dokument. ŻW jest pewna, że szybko znajdzie sprawcę, gdyż protokół pokontrolny był zapisany w tylko jednym komputerze jednostki, do którego dostęp miał ograniczony krąg osób. Niestety, przypadek ten wykazał przy okazji istnienie luki w systemie ochrony informacji niejawnych w Redzikowie. Pokazał również, iż atmosfera w niej panująca jest na tyle zła, że ktoś zaryzykował złamanie prawa. W likwidowanym batalionie, co można usłyszeć, trwa wojna personalna. A protokół stał się jednym z jej narzędzi. Przy okazji obnażono tę stronę wojska, którą nie ma się co szczycić, ale która niestety istnieje. 
nr 22/2007

P

ZBIGNIEW MARECKI, D Z I E N N I K A R Z „ G ŁO S U P O M O R Z A” :

o otrzymaniu kopii protokołu z wynikami kontroli w 23 Batalionie Radiotechnicznym w Redzikowie nawiązałem kontakt z jego dowódcą ppłk. Władysławem Wadasem, który po usłyszeniu o posiadanym przeze mnie dokumencie zagroził mi odpowiedzialnością żandarmeryjno-prokuratorską. Jego nerwowa reakcja potwierdziła wiarygodność tego materiału. Po ustaleniach w redakcji wziąłem kilka kartek z wydrukowanego protokołu i pojechałem na spotkanie z ppłk. Wadasem. W jego gabinecie czekała już pani żandarm z Gdyni, która po ich obejrzeniu uznała, że nie są to tajne informacje. Dowódca batalionu chciał się dowiedzieć, czy będę pisał o sprawach z protokołu. Naciskał, bym wstrzymał się z tym do czasu, gdy zostanie rozpatrzone odwołanie od niego. Jednocześnie potwierdził, że w jednostce jest niezdrowa atmosfera, są donosy. Niebawem przyszedł były dowódca batalionu ppłk Zbigniew Perzyna. On również starał się odwieść mnie od publikowania informacji zawartych w dokumencie. Oficer ów twierdził, że jest on tendencyjny i że ktoś w ten sposób próbował zablokować jego awans. Gdy wojskowi uznali, że nic nie wskórają i że planuję opublikować posiadane informacje, oświadczyli, iż co prawda może protokół pokontrolny nie jest tajny, ale zawarte w nim dane – tak. Panowie postanowili skserować posiadane przeze mnie kartki jako „dowód w sprawie” i wezwać żandarmów ze Słupska. Odebrałem to jako próbę zastraszenia. Żandarmeria Wojskowa przesłuchiwała mnie trzy godziny. W tym czasie mia-

ło miejsce pewne zdarzenie. Jeden z żandarmów skasował zapis zeznania w komputerze. Wszystko trzeba było powtarzać. No cóż, przypadek lub próba sprawdzenia, czy powiem to samo. Poinformowano mnie, że protokół jest dokumentem zastrzeżonym, a osoba, która mi go podrzuciła, usunęła tego znamiona. Byłem zdziwiony, że tajne są informacje o możliwych przestępstwach. Dopiero później dowiedziałem się, iż faktycznie poufne dane zajmowały tylko 1,5 strony. Był to standardowo zamieszczany w tego typu protokole z kontroli opis jednostki. Na polecenie prokuratury wojskowej z Gdyni Żandarmeria Wojskowa odebrała mi wersję drukowaną protokołu oraz skasowała zawierający go plik w moim komputerze w redakcji. Poprosiłem o uzasadnienie tych działań. Niedawno otrzymałem dokument podpisany przez prokuratora Mariusza Zgrzywę z Gdyni. Z mojego punktu widzenia jest bardziej opisem sytuacji niż uzasadnieniem. Żandarmi poinformowali mnie, że mogę korzystać z posiadanych notatek, co tym samym czynię. Tym bardziej że nagłośnienie sprawy spowodowało, iż otrzymuję maile o podobnych nieprawidłowościach w innych jednostkach wojskowych. Czekam też na zakończenie procedury, gdyż – jak obiecał mi minister Aleksander Szczygło – dostanę potem całą dokumentację sprawy. Złożył też deklarację, że jeśli zarzuty zawarte w protokole po kontroli w Redzikowie potwierdzą się, to dla winnych nie będzie miejsca w szeregach  wojska. Polska Zbrojna 5

WYDARZENIA ZAPIS

Czołgiem w talibów?
– Nawiązane kontakty spowodują, że za kilka lat stosunki polsko-pakistańskie staną się wzorem, jak należy kształtować relacje między krajami różnych kręgów kulturowych i religijnych – wyraził przekonanie minister Aleksander Szczygło podczas spotkania 21 bm. z szefem resortu obrony Pakistanu Rao Sikandarem Iqbalem w Islamabadzie.
ROBERT SIEMASZKO

P

olitycy rozmawiali o zacieśnieniu dwustronnych kontaktów wojskowych oraz o wymianie gospodarczej, w tym w przemyśle zbrojeniowym. – Za parę dni PKW w Afganistanie osiągnie pełną zdolność bojową. Chcę zobaczyć, jak wygląda sytuacja na miejscu – stwierdził szef MON, odnosząc się do planowanej wizyty w Afganistanie. Dla dowódcy wojsk lądowych gen. broni Waldemara Skrzypczaka głównym celem wizyty w Afganistanie jest stwierdzenie słuszności przyjętych rozwiązań strukturalno-organizacyjnych w wyposażeniu i szkoleniu wojska. Nadal zainteresowanie budzi kwestia użycia w misji KTO Rosomak. Minister oświadczył, że trwają końcowe testy opancerzenia pojazdów. Od nich zależeć będzie decyzja o użyciu KTO w akcjach bojowych. Generał Skrzypczak jest przekonany, że będzie ona pozy-

tywna. Powróciła też koncepcja ewentualnego wyposażenia PKW w Afganistanie w czołgi. – Niczego nie należy wykluczać. Każde uzbrojenie, które pozwala lepiej chronić polskich żołnierzy i ułatwia im wykonywanie zadań, powinno być brane pod uwagę – zadeklarował szef resortu obrony. Dowódca WL przypomniał, że już w październiku ub.r. proponował, by pojazdy te znalazły się w wyposażeniu kontyngentu afgańskiego, są bowiem skutecznym środkiem ogniowym do walki na duże odległości. Wątpliwości ma jednak gen. broni Bronisław Kwiatkowski, szef Dowództwa Operacyjnego. – Nie jestem pewien, czy czołgi w warunkach afgańskich zdadzą egzamin – mówił. Jak tłumaczył dowódca WL, decyzje zostaną podjęte po zapoznaniu się z sytuacją w rejonie polskiej odpowiedzialności w Afganistanie. (TW)

Dziurawe transporty

C

zęść sprzętu wysłanego do Afganistanu dla polskich żołnierzy uległa w trakcie transportu zniszczeniu – ujawnił 20 bm. gen. broni Bronisław Kwiatkowski, dowódca Dowództwa Operacyjnego, który towarzyszy ministrowi obrony w czasie jego wizyty w Pakistanie. Dodał, że trzeba sprawdzić co zginęło, ustalić, co dosłać oraz kto ma zapłacić za ewentualne straty. – Wiemy, że

uszkodzeniu uległy m.in. apteczki techniczne i części zapasowe. Powstały także uszkodzenia mechaniczne sprzętu, które być może związane są z warunkami na drogach, po których sprzęt był transportowany – stwierdził szef DO. Szczegóły dotyczące uszkodzeń – ich skali i przyczyn – wojskowi chcą poznać w czasie wizyty szefa MON w Afganistanie w najbliższych dniach. Minister Aleksander Szczygło, odnosząc się do uszkodzenia lub zaginięcia części naszego wyposażenia, wyjaśnił, że transporty ochraniała pakistańska firma wynajęta przez Amerykanów. Podkreślił, że sprzęt był ubezpieczony i wszelkie straty są zrekompensowane. – Jednak jeśli coś zginie, musimy to ponownie sprowadzać z Polski – powiedział Szczygło. Nasi żołnierze mają osiągnąć zdolność bojową na początku czerwca. Jak podkreślił gen. Kwiatkowski, sprzęt dla nich jest już w Afganistanie, ale nie wszystko trafiło do baz. – Mamy jeszcze problemy m.in. z transpor-

Twardy kontra Leopard
że mamy ponad sto nowoczesnych czołgów, sprawnych i wykorzystywanych – podkreślił 19 bm. minister Aleksander Szczygło w radiowych Sygnałach Dnia. Jego zdaniem, oceny związkowców ze zbrojeniówki są w tej sprawie nieprawdziwe. – Jeżeli ktoś wypowiada się o uzbrojeniu, to powinien zasięgnąć opinii żołnierzy – dodał szef MON. Powszechnie wiadomo, że ci korzystnie mówią o Leopardach. Polska otrzymała z Bundeswehry 128 czołgów Leopard 2A4. Pierwsza ich partia trafiła do Polski we wrześniu 2002 r. W Leopardy wyposażona jest 10 Brygada Kawalerii Pancernej w Świętoszowie. W ostatnim czasie media spekulowały, że Polska chce przejąć od Bundeswehry kolejne 123 używane czołgi Leopard 2A4. Informację potwierdził resort obrony. Ostateczne decyzje jednak nie zapadły. (ATD)
JAROSŁAW WISNIEWSKI

Mundury za garnitury W
ykonywanie przez żołnierzy zawodowych zadań służbowych w umundurowaniu powinno być zasadą, od której odstępstwa mogą się zdarzać jedynie wyjątkowo – napisał minister Aleksander Szczygło w uzasadnieniu swojej decyzji dotyczącej obowiązku noszenia mundurów przez wojskowych – pisze 17 bm. „Życie Warszawy”. Według dziennika, szef MON podpisał specjalną decyzję w tej sprawie, bo tylko w ten sposób wielu wojskowych urzędników moż-

S

ekcja Krajowa Przemysłu Zbrojeniowego „Solidarności” protestuje przeciwko planom zakupu przez Polskę niemieckich czołgów Leopard. – Jesteśmy oburzeni, że na potrzeby polskiej armii rząd ma zamiar kupować stary sprzęt wojskowy, którego chce się pozbyć inne państwo – skomentował Zdzisław Goliszewski, szef zakładowej „S” w fabryce Bumar-Łabędy. Zdaniem związkowców, produkowany w Gliwicach czołg PT-91 Twardy jest lepszy i tańszy w eksploatacji od niemieckich Leopardów. – Decyzja o przejęciu przez Polskę Leopardów była słuszna i doprowadziła do tego,

na zmusić do podporządkowania się ustawowemu obowiązkowi. Nakaz wykonywania zadań służbowych w mundurze jest bowiem zapisany w ustawie o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych z 2003 r. Do tej pory, jak podaje „ŻW”, było to jednak martwe prawo, a dowódcy przyzwalali na noszenie przez podwładnych cywilnych ubrań. Teraz w MON oficerowie muszą chodzić w mundurach: w poniedziałki – polowych, w pozostałe dni – wyjściowych. (ATU)

ZABÓJCA aresztowany

K

olejnego podejrzanego o atak na polski patrol 20 kwietnia, w którym zginął st. szer. nadt. Tomasz Jura, zatrzymały 15 bm. Irackie Siły Bezpieczeństwa. Aresztowanie Mohammeda K. poprzedziły działania operacyjne oficerów Służby Wywiadu Wojskowego Wielonarodowej Dywizji Centrum–Południe. – W trakcie przesłuchania podejrzany przyznał się do podłożenia improwizowanego ładunku wy-

buchowego na trasie przejazdu patrolu – poinformował ppłk Marek Zieliński, rzecznik prasowy dywizji. To już trzeci aresztowany terrorysta podejrzany o ten atak. Dwa dni po zamachu przez patrol polskich sił specjalnych zatrzymani zostali szejk Abu M. – przywódca grupy rebelianckiej wchodzącej w skład milicji Mahdiego, oraz Tayek Yala H. – członek tej grupy i specjalista od ładunków wybuchowych. (ATU)

6 Polska Zbrojna

nr 22/2007

K
JAROSŁAW WISNIEWSKI

Galimatias lustracyjny

POLSKO-SŁOWACKA współpraca może służyć za wzór – stwierdził 17 bm. Aleksander Szczygło, minister obrony, po spotkaniu z przebywającym z oficjalną wizytą w Polsce ministrem obrony Republiki Słowackiej Františkem Kašickým. Szef polskiego MON zaznaczył że odnosi się to zarówno do kooperacji w ramach UE, NATO oraz Grupy Wyszehradzkiej, jak i do stosunków bilateralnych. (an)

W kamasze za karę

P P

Szansa na zamowienia

erspektyw współpracy gospodarczej związanej z zaopatrzeniem irackiej armii dotyczyły m.in. rozmowy premierów: Polski – Jarosława Kaczyńskiego i Iraku – Nuriego al Malikiego 16 bm. w Bagdadzie. Według ministra Aleksandra Szczygło, to, jakiego typu sprzęt mógłby być przedmiotem kolejnych zamówień, zależy także od przebywającej właśnie w Polsce delegacji irackich woj-

skowych, którzy zwiedzają zakłady zbrojeniowe i jednostki wojskowe. Szczygło zaznaczył, że szanse polskich ofert zwiększa ich atrakcyjna cena. Strona polska liczy na kontrakty dotyczące broni strzeleckiej i indywidualnego wyposażenia żołnierzy, w tym w urządzenia noktowizyjne. Rozmawiano też o możliwości wspólnego szkolenia żołnierzy. (ATD)

ZABIŁ SIĘ P

odczas pełnienia służby wartowniczej 20 bm. śmiertelnie postrzelił się szer. Łukasz Ś. z 15 Brygady Zmechanizowanej w Giżycku. „W wyniku przeprowadzonych oględzin miejsca zdarzenia stwierdzono, że padł jeden strzał z przydzielonej mu broni służbowej 7,62 mm kbk AKMS” – napisano w komunikacie MON. Dwudziestodwuletni żołnierz pełnił dotychczas czterokrotnie służbę wartowniczą i nigdy nie zgłaszał problemów osobistych, a w rozmowach z psychoprofilaktykiem jednostki nie przejawiał skłonności samobójczych. Okoliczności jego śmierci bada wojskowa prokuratura garnizonowa w Olsztynie. Jak informuje mjr Tomasz Jabłoński z olsztyńskiej WPG, ze wstępnych ustaleń wynika, że tego samego dnia chłopak mógł się pokłócić ze swoją dziewczyną. Przed służbą na warcie nie zgłosił jednak przełożonym żadnych problemów, za to już w jej trakcie zadzwonił do matki, mówiąc, że chce popełnić samobójstwo. Chwilę potem oficer – zawiadomiony przez matkę chłopaka – znalazł jego ciało. (AD)

odpułkownik Andrzej Kotowski nie będzie już szefem Wojskowej Komendy Uzupełnień w Zamościu. Minister Aleksander Szczygło zdecydował 18 bm. o nieprzedłużaniu mu kadencji, która kończy się 30 czerwca. Jest to związane z nieprawidłowościami, o których doniosła 15 bm. „Gazeta Wyborcza”. Dziennik opisał historię 22-letniego lokalnego działacza PiS, którego próbowano ponoć powołać do zasadniczej służby wojskowej po tym, jak odszedł z partii. Komendant zamojskiego WKU na prośbę działaczy PiS miał sprawdzać, czy można wcielić go do armii. W efekcie postanowienia ministra oficer, który osiągnął pełne uprawnienia emerytalne, odejdzie do rezerwy. Jak napisał w komunikacie Jarosław Rybak, rzecznik prasowy MON, Kotowski w rozmowie z dziennikarzem przyznał, że nieformalnie prowadzono z nim rozmowy dotyczące powołania do zasadniczej służby wojskowej byłego działacza PiS. – Moja decyzja ma być jasnym sygnałem dla przedstawicieli wojska w terenie, aby nie wchodzili w nieformalne kontakty z lokalnymi politykami, działaczami samorządów i przedstawicielami biznesu. Stanowczo chcę zapewnić, że żadna partia – także moja – nie będzie wykorzystywała wojska do prowadzenia działalności politycznej – powiedział Szczygło. (ad)

ierownictwo wojskowych służb specjalnych oraz innych służb mundurowych jest od 11 bm. formalnie objęte lustracją. Problem w tym, że część wzorów oświadczeń lustracyjnych, które mają składać, uchylił 11 bm. Trybunał Konstytucyjny. Według nowelizacji ustawy lustracyjnej z 13 kwietnia, która weszła w życie 11 maja, oświadczenia lustracyjne mają składać m.in. szefowie biur, departamentów i wydziałów komend głównych Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Wywiadu Wojskowego i innych służb mundurowych, lustracja nie obejmuje natomiast oficerów wojska jako takich. Do tej nowelizacji dołączono wzór oświadczenia lustracyjnego, dla służących poza Polską (oraz kierownictwa m.in. SKW i SWW). Jest on identyczny z oświadczeniem z ustawy, z tym że staje się tajny po wypełnieniu. Szef Biura Lustracyjnego IPN Jacek Wygoda powiedział, że po wyroku TK powstał prawdziwy galimatias prawny. TK uchylił bowiem wzory oświadczenia z ustawy, jednak nie te oznaczone jako 3 i 4. Wobec tego, oświadczenia składane przez kierownictwo SKW i SWW są konstytucyjne (bo mają oni składać załącznik nr 4, którego TK nie zakwestionował). Z kolei wzór oświadczeń dla pozostałych służb mundurowych jest niekonstytucyjny – składają oni załącznik nr 1 lub 2 uchylone przez TK. Według Wygody, jeszcze bardziej skomplikowana jest sytuacja osób wykonujących czynności operacyjno-rozpoznawcze poza Polską: jawne oświadczenia, w których mieli zaprzeczyć swej pracy w PRL, są uznane za niekonstytucyjne (załącznik nr 1), a tajne deklaracje (załącznik nr 3) są zgodne z konstytucją. (ann)

KANCELARIA RM

nr 22/2007

Polska Zbrojna 7

WYDARZENIA ZAPIS AAAAAAA AAAAAAAA
Cywil w prokuraturze
TOMASZ SZAŁEK, dotychczas pełniący obowiązki prokuratora krajowego, został 16 bm., decyzją premiera Jarosława Kaczyńskiego, nowym szefem Naczelnej Prokuratury Wojskowej i jednocześnie zastępcą prokuratora generalnego. Szałek jest pierwszym cywilem, który pokieruje tą instytucją. Było to możliwe po nowelizacji ustawy o prokuraturze, która pozwala na delegowanie cywilów do prokuratur wojskowych. 48-letni Szałek wcześniej był wicedyrektorem Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej. (ad)

Rosomak, a (jednak) sprawa polska Z
zainteresowaniem przeczytałem artykuł Artura Bartkiewicza „Rosomak a sprawa polska” (Polska Zbrojna nr 21 z 20 maja 2007 r.). Rzeczywiście, temat urósł do rozmiaru „sprawy polskiej”, ale nie miejmy złudzeń: więcej w tym było chęci nawrzucania politycznej konkurencji kamyków do ogródka, niż troski o życie i zdrowie żołnierzy jadących do Afganistanu. Niemniej wyrażona przez autora dezaprobata takich medialnych działań jest trochę nie na miejscu – gdyby nie one, Rosomaki już dawno byłyby w Afganistanie i nikt nie toczyłby debat o dodatkowym pancerzu czy uzbrojeniu, bo rzeczywiście „Transportery (…) nie tylko mają pancerz, ale również (…) jeżdżą, pływają i strzelają…”. W tym momencie przypomina mi się stary wojskowy dowcip: Do czego służy chlebak? Chlebak, jak sama nazwa wskazuje, służy do noszenia granatów – żeby się nie chlebotały. A do czego służy transporter? Jak sama nazwa wskazuje – do transportowania. Jeśli nawet dodamy: opancerzony, to też nie zmieni jego podstawowego zastosowania. Pięć po dwunastej (czyli po przetargu i po wyjeździe pierwszych żołnierzy do Afganistanu) najlepsze zaklęcia nie zmienią Rosomaka w bojowy wóz piechoty. Swego czasu jako jedni z pierwszych „dopancerzyliśmy” czołg T-72 setkami kilogramów pancerza reaktywnego, nazwaliśmy Twardym i okrzyknęliśmy najlepszym czołgiem świata, zapominając, że dodatkowe tony opancerzenia to zabójstwo dla silnika i układu jezd-

RYSZARD RADZIEJEWSKI

Pożegnanie z mundurem
o 40 latach służby gen. dyw. Leszek Chyła pożegnał się z mundurem. – Jego służba może być przykładem i wzorem drogi rozwoju oficera WP – powiedział 17 bm. gen. Franciszek Gągor, szef SGWP, w trakcie pożegnania generała. Gen. Chyła, absolwent WSO Wojsk Zmechanizowanych, zawodową drogę rozpoczął w 6 Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej. Obejmował kierownicze funkcje w SGWP i Dowództwie WL, gdzie był zastępcą dowódcy – szefem sztabu. Ostatnio kierował Generalnym Zarządem Zasobów Osobowych P1 w SGWP. (ATU)

P

nego. Ten sam „numer” chcemy przećwiczyć z Rosomakiem. Po lekturze artykułu „Rosomak…” odniosłem wrażenie, że jego autor chciał powiedzieć: skończmy już z Rosomakiem. Przypomina mi to zdarzenie sprzed lat: gdy w czasopiśmie wojskowym chcieliśmy napisać o „miękkich” punktach Twardego, zasugerowano nam, że we własne gniazdo itd., a poza tym – jak sami będziemy na Twardego wybrzydzać, to nikt go od nas nie kupi. Minister obrony narodowej zapowiadał testowanie nowego pancerza z udziałem przedstawicieli firmy „dopancerzającej” Rosomaka, ale sprawa jakoś ucichła. Zgadzam się jednak z Arturem Bartkiewiczem: przestańmy wreszcie toczyć jałowe dyskusje. Chociaż raz okażmy się mądrzy i po szkodzie: z „afgańskimi” Rosomakami zróbmy, co się da, aby zapewniły naszym żołnierzom jak najlepszą ochronę i skuteczność w walce – jeśli mimo to nie będą lepsze od BRDM-ów czy opancerzonych samochodów HMMWV (jeśli Amerykanie ich użyczą), to i tak będą bardziej bojowo wyglądały. Może to wystarczy. Natomiast bez względu na to, jak Rosomak tam wypadnie, nie wyciągajmy żadnych wniosków w kontekście tego, co mamy w kraju: przeznaczmy go na misje pokojowe i stabilizacyjne oraz do transportu (jak sama nazwa wskazuje) żołnierzy, pomyślmy za to, czym zastąpić starzejące się bojowe wozy piechoty. To na nich (i czołgach) spocznie ciężar walki w przyszłości.

Z głębokim żalem i smutkiem żegnam zmarłego płk. Stanisława SŁONIOWSKIEGO byłego szefa Węzła Łączności Śląskiego Okręgu Wojskowego Rodzinie i Bliskim Zmarłego wyrazy współczucia składa ppłk Witold Modrzyński, szef Regionalnego Węzła Łączności we Wrocławiu.

Z głębokim smutkiem żegnamy zmarłego płk. Stanisława SŁONIOWSKIEGO wspaniałego człowieka i dobrego kolegę Rodzinie Zmarłego wyrazy żalu i głębokiego współczucia składają kadra i pracownicy wojska Regionalnego Węzła Łączności we Wrocławiu.

Zawiadamiamy, że 18 maja 2007 r. odszedł na wieczną wartę płk rez. Stanisław SŁONIOWSKI były komendant Centrum Zarządzania Systemami Teleinformatycznymi. Rodzinie i Przyjaciołom Zmarłego składamy wyrazy szczerego współczucia. Komenda, kadra zawodowa i pracownicy Centrum Zarządzania Systemami Teleinformatycznymi

Z głębokim żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci płk. rez. lek. Jerzego GREJBUSA wieloletniego zastępcy szefa Służby Zdrowia Wojska Polskiego, członka Rady Lekarskiej Wojskowej Izby Lekarskiej. Rodzinie i Bliskim Zmarłego składamy wyrazy szczerego współczucia. Szef, kadra i pracownicy Inspektoratu Wojskowej Służby Zdrowia

W Polsce Zbrojnej zamieszczamy nekrologii tylko żołnierzy i byłych żołnierzy (bezpłatnie).

8 Polska Zbrojna

nr 22/2007

FORUM PROBLEMY
ANNA DĄBROWSKA

Co spowodowało, że wzorowy żołnierz i szczęśliwy – wydawałoby się – 21-latek próbował się zabić.


nr 22/2007

Polska Zbrojna 9

FORUM PROBLEMY
piątek 4 maja nic nie zapowiadało kłopotów. – Mariusz cieszył się z przepustki – wspomina szer. Artur Nalewajek – tym bardziej że czekała go „pępkówka” u szwagra. Kiedy w niedzielę szer. Damian Kozioł zadzwonił do kolegi, usłyszał, że tamten baluje, a o szczegółach opowie mu, gdy wróci do jednostki. W poniedziałek jednak Mariusz nie zjawił się w batalionie zmechanizowanym na Majdanku. – Dwie godziny po upływie terminu przepustki zameldowałem oficerowi dyżurnemu, że go nie ma, i zadzwoniłem do domu żołnierza – opowiada plut. Bogdan Kmieć pełniący tego dnia służbę podoficera dyżurnego. – Odebrał, sądząc z głosu, jego młodszy brat i zdziwiony powiedział, że Mariusz w niedzielę wyjechał do jednostki. Prawdopodobnie w tym czasie chłopak zdążył już napisać list pożegnalny. – Z wywiadu lekarskiego wynika, że potem połknął, jak szer. Rafał Rosentreter. – Pod względem wyszkolenia Mariusz był na czwórkę z plusem – charakteryzuje chłopaka plut. Kmieć, dowódca drużyny w plutonie, w którym służy Mariusz. I dodaje: – A jeśli chodzi o zdyscyplinowanie, chciałbym mieć wszystkich takich żołnierzy. Przez dwa miesiące służby w jednostce nie było z nim żadnych problemów. Iwona Deleszek, konsultant ds. profilaktyki psychologicznej z 3 BZ, podkreśla, że żołnierz pod względem psychologicznym wyróżniał się na plus ze swojej blisko stuosobowej kompanii. – Pod koniec lutego przeszedł pozytywnie rozmowę oraz badania psychologiczne i został dopuszczony jako jeden z 26 osób z pododdziału do służby wartowniczej. Dla nas to wskaźnik, że nic złego się z nim nie dzieje – tłumaczy pani psycholog. Dlaczego więc wzorowy żołnierz i szczęśliwy – wydawałoby się – 21-latek targnął się na życie? – Z jego listu i z zeznań wynika, że główną przyczyną były pozaregulaminowe praktyki wychowawcze trzech jego przełożonych – nakaz robienia za karę pompek, zmuszanie do kupowania przepustek, używanie w stosunku do niego wulgarnych słów czy uderzenie pięścią w głowę – wyjaśnia płk Bogusław Kalwas, komendant Oddziału Żandarmerii Wojskowej w Lublinie. Dlatego żandarmeria wszczęła śledztwo w sprawie znęcania się fizycznego i psychicznego przełożonych w 3 BZ nad szeregowym.

EKSPERT

Płk Sławomir Wierzbieniec,
zastępca dowódcy 3 Brygady Zmechanizowanej: – Mariusz od marca do maja był prawie co dwa tygodnie na przepustce. Mógł pójść na policję lub poskarżyć się matce, a tego nie zrobił. Nie wiemy, dlaczego

– JEŚLI ZOSTANĄ SKAZANI, PONIOSĄ WSZYSTKIE KONSEKWENCJE DYSCYPLINARNE I SŁUŻBOWE. UWAŻAJMY JEDNAK Z FEROWANIEM WYROKÓW, ABY NIE STRACIĆ KADRY, KTÓRA PO TAKIM ZDARZENIU MOŻE MIEĆ PROBLEMY W DALSZEJ SŁUŻBIE
sam przyznał, większą dawkę paracetamolu – opowiada kpt. Mirosław Szalewski, szef służby zdrowia 3 Brygady Zmechanizowanej z Lublina. Chłopaka przewieziono do lekarza pierwszego kontaktu, a stamtąd na oddział psychiatryczny szpitala w Łukowie. – Spokojny, małomówny, nie miał z nikim zatargów, na nic się nie skarżył – opisuje szer. Mariusza S. jego kolega z sali 10 Polska Zbrojna

PUNKTY WIDZENIA
W jednostce widzą to trochę inaczej. – Chcemy wyjaśnić przyczyny zdarzenia i uniknąć takich sytuacji w przyszłości – zapewnia płk Sławomir Wierzbieniec, zastępca dowódcy brygady, pełniący teraz obowiązki dowódcy. Dlatego powołał dwie komisje, których członkowie rozmawiali z dowódcami i kolegami Mariusza, a także z samym żołnierzem, jego rodziną i lekarzami. – Chłopak potwierdził, że miał niedobre relacje z trzema przełożonymi – mówi Iwona Deleszek. – To jednak jeszcze nic nie znaczy – dodaje ppłk Mirosław Ziehlke, szef sztabu 3 BZ. Tłumaczy, że są w armii osoby, które pompki mogą odebrać nie jako część ćwiczeń, ale karę, podniesiony głos jako krzyk, a szturchnięcie w BWP, gdzie Mariusz był kierowcą, jako uderzenie. – To możliwe – przyznaje płk Kalwas. Dodaje jednak, że pompki faktycznie są częścią zajęć, ale mogą być także dodatkowym pozaregulaminowym wymuszaniem. Jak tłumaczy, ŻW przesłuchała już ponad 30 żołnierzy i zeznania Mariusza

w większości się potwierdziły. – Nie znam szczegółów prac żandarmerii, jednak nasza komisja nie ustaliła w sposób jednoznaczny, aby relacje w jednostce były naganne – mówi płk Wierzbieniec. Ppłk Ziehlke uzupełnia, że żaden z żołnierzy nie potwierdził naruszenia stosunków międzyludzkich między kadrą a podwładnymi. Zdaniem płk. Kalwasa, przyczyną tych rozbieżności może być inne podejście żołnierzy do rozmowy z dowódcą, a inne do przesłuchania przez organy ścigania. – Każdego pouczamy o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania – wyjaśnia płk Kalwas. Na podstawie zebranych materiałów trzem osobom z jednej kompanii żandarnr 22/2007

księdzem, zawiadomić żandarmerię. – Mariusz od marca do maja był prawie co dwa tygodnie na przepustce. Mógł pójść na policję lub poskarżyć się matce, a tego nie zrobił. Nie wiemy, dlaczego – zastanawia się płk Wierzbieniec. – To prawda, nikomu się nie skarżył – przyznają w żandarmerii. Może próba samobójcza była sposobem zwrócenia uwagi na swoje problemy? – Paracetamolem trudno się zabić. Łyknięcie większej ilości grozi raczej podrażnieniem śluzówki żołądka i wymiotami – tłumaczy kpt. Szalewski. – Mimo to chłopak potwierdził, że chciał się zabić – mówią w ŻW. Może więc po prostu nie wiedział, jak działa ten lek.

SŁUŻBY I DZIEWCZYNA
– Powiedział nam, że nie wytrzymał przeciążenia służbami, wartami i asystami honorowymi – mówi kpt. Grzebalski. Plut. Kmieć przyznaje, że służb jest u nich dużo, ale żołnierze się nimi wymieniają, a poza tym każdy z nich przed wartą jest badany przez lekarza. – Gdyby powiedział, że źle się czuje, zostałby zastąpiony przez kogoś innego – podkreśla plutonowy. Wojskowi szukają przyczyn także poza jednostką. – Mariusz ma dziewczynę, chciał się żenić. Zawsze dzwonił do niej i gadali godzinami – mówi szer. Rafał Rosentreter. Jednak po ostatniej przepustce w połowie kwietnia telefony stały się rzadsze. – Jego koledzy mówią, że przerywał rozmowy, brzydko się odzywał, wyłączał telefon – mówi ppłk Mariusz Gałeziowski, dowódca batalionu zmechanizowanego. Jak zapewnia płk Kalwas, żandarmeria sprawdza wszystkie wątki, także te pozawojskowe, tym bardziej że decyzja chłopaka mogła mieć kilka przyczyn. Zdaniem ŻW, zbieranie materiałów i przesłuchania mogą potrwać dwa–trzy tygodnie. – Możliwe, że tym trzem osobom postawimy jeszcze dodatkowe zarzuty o niewłaściwe zachowania w stosunku do innych żołnierzy – jak zeznawał Mariusz, mieli im opalać niedogolony zarost zapalniczką czy kazać za karę biegać w maskach przeciwgazowych – tłumaczy płk Kalwas. Dopiero po zakończeniu śledztwa prokuratura zdecyduje, czy wnieść akt oskarżenia do sądu. A co z Mariuszem? Na razie zostanie na oddziale psychiatrycznym. – Potem trafi do jednostki i przed komisję lekarską, która oceni, czy powinien dalej służyć – wyjaśnia kpt. Szalewski. Czy chłopak będzie jednak chciał wrócić do swojego batalionu?  Polska Zbrojna 11

– Mariusz ma dziewczynę, chciał się żenić. Zawsze dzwonił do niej i gadali godzinami – mówi szer. Rafał Rosentreter. Jednak po ostatniej przepustce w połowie kwietnia telefony stały się rzadsze
meria postawiła zarzuty o przestępstwa na szkodę poszkodowanego – poniżenie i znieważenie, przyjęcie korzyści majątkowych oraz naruszenie nietykalności cielesnej. Natomiast Prokuratura Garnizonowa w Lublinie, nadzorująca postępowanie, dwie z tych osób zawiesiła w czynnościach służbowych, aby ułatwić żandarmerii prowadzenie śledztwa. – Pamiętajmy, że zawieszenie nie jest równoznaczne z uznaniem winnym – podkreśla płk Wierzbieniec. – Nie osądzajmy nikogo pochopnie, łatwo bowiem zrobić komuś krzywdę, którą potem trudno naprawić. Jak dodaje kpt. Adam Grzebalski, rzecznik brygady i oficer sekcji S1, o ewentualnej winr 22/2007

nie zdecyduje sąd. – Jeśli zostaną skazani, poniosą wszystkie konsekwencje dyscyplinarne i służbowe. Uważajmy jednak z ferowaniem wyroków, aby nie stracić kadry, która po takim zdarzeniu może mieć problemy w dalszej służbie – uzupełnia dowódca. W jednostce zastanawiają się także, dlaczego chłopak, jeśli miał kłopoty, nikomu o tym nie powiedział? Teraz w armii żołnierz ma mnóstwo sposobów, żeby zawiadomić o problemach służbowych czy prywatnych – zaczynając od bezpośrednich dowódców i ich przełożonych. Poza tym wszędzie wiszą numery warszawskiego telefonu zaufania, można porozmawiać z psychologiem,

ANNA DĄBROWSKA (2)

NA CELOWNIKU
Wywiad z senatorem RADOSŁAWEM SIKORSKIM, byłym ministrem obrony narodowej

AFGANISTAN: cykl cn
Kto ponosi polityczną i wojskową odpowiedzialność za przygotowanie polskiego kontyngentu wojskowego do sił ISAF? Zmienili się przecież ministrowie i generałowie. – Sukcesy i porażki zawsze idą na konto urzędującego ministra. Czy rozdzielenie kontyngentu na cztery części to dobra koncepcja? Dowódca nie będzie miał wielkiego wpływu na żołnierzy. Jednoosobowe dowodzenie całym kontyngentem może okazać się niewykonalne. Zbędny będzie sztab... – Ideą powołania dowódcy PKW było to, byśmy w Afganistanie mieli narodowego oficera od „czerwonej chorągiewki”. Kogoś, kto mógłby powiedzieć: „Nie pozwalam!”. Bo z jednej strony nie obarczamy kontyngentu ograniczeniami, lecz z drugiej chcemy mieć pewność, że sojusznicze dowództwo posługuje się naszymi żołnierzami 12 Polska Zbrojna zgodnie z zasadami sztuki wojennej. Generalnie wolelibyśmy – tak jak w Iraku – aby większa jednostka odpowiadała za jedną–dwie prowincje, po to, by był jaśniejszy związek przyczynowo-skutkowy między naszymi działaniami a sytuacją w tej strefie. Ponieważ jednak późno wchodzimy do Afganistanu, tak nie jest. Wszystkie regionalne zespoły odbudowy PRT, ważniejsze dowództwa i łatwiejsze obszary zostały „zajęte” przez sojuszników. – To ilustruje fałszywość zarzutów stawianych także wobec mnie, na przykład w sejmie, jakobyśmy w Afganistanie okazywali nadgorliwość czy wysyłali tam zbyt liczny kontyngent. Jest odwrotnie – nadrabiamy zaległości. Wchodzimy do tej operacji jako jedni z ostatnich. W tej chwili w misji ISAF uczestniczy więcej państw niż NATO ma członków. Bezpieczeństwo jest ważne. Chciałbym jednak jako żołnierz i obywatel-podatnik, by po naszym kontyngencie zostało w Afganistanie coś więcej niż poczucie bezpieczeństwa. Tymczasem pieniądze, jakie zamierzamy wydać tam na projekty pomocy cywilom, będą niewielkie. – Od listopada do lutego zabiegałem o 30 mln zł dla kontyngentu na działalność CIMIC. Kiedy odchodziłem z rządu, odpowiedzi na moje monity do MSZ pozostawały bez odzewu. O ile wiem, teraz kontyngent ma przyznane kilka milionów złotych. To dobry początek. Mam nadzieję, że jeśli Afgańczycy zaproponują dobre inwestycje w naszej strefie odpowiedzialności, to środki na pomoc będzie można zwiększyć. Sugeruje Pan, że popełniliśmy błąd, wstrzymując się z zaangażowaniem w Afganistanie? Nie stworzyliśmy zespołu PRT, choć mają je Litwini. Nie najlepiej to o nas świadczy.
nr 22/2007

Wydaje mi się, iż osiągnęliśmy tam wspólnie kompromis. Możemy mówić, że jesteśmy w PRT, a za cały kosztowniejszy komponent zespołu odpowiada kraj bogatszy. I mający tradycję niesienia pomocy humanitarnej za granicą. – To, co Szwedzi zarabiają na eksporcie broni, później wydają na programy pomocowe. W Afganistanie będziemy w dużej mierze skazani na łaskę i niełaskę Amerykanów. – Są plusy i minusy tej sytuacji. Współpraca z najbardziej zaawansowaną armią świata stwarza naszym żołnierzom możliwości do podnoszenia kwalifikacji. Jednak rzeczywiście, nie jest dobrze być uzależnionym w dziedzinie transportu. Jak rozumiem, tych śmigłowców, które moją decyzją kupiliśmy jesienią ub.r., nie dało się doposażyć szybciej. Kolega, który wrócił z Afganistanu, przestrzega, że jeśli obcokrajowiec ma lecieć amerykańskim samolotem, a zabraknie w nim miejsc dla amerykańskich żołnierzy, to nie ma zmiłuj: obcego wyproszą.
LEWICZ

cy nie znaleźli śmigłowców dla ministra obrony natowskiego kraju. Czy Pana zdaniem misja PKW ISAF została dobrze przygotowana pod względem wywiadowczym i kontrwywiadowczym? Niektórych spraw w tej branży nie robi się z tygodnia na tydzień… – Właśnie mieliśmy okazję zobaczyć, ile szkód można poczynić w Afganistanie, posługując się nieprecyzyjnymi informacjami wywiadowczymi albo wadliwie interpretując informacje uzyskane od wywiadu. Lotnictwo znowu pomyłkowo uderzyło w cele cywilne. Takie ataki doprowadzają prezydenta Karzaja do desperacji i podważają jego pozycję u rodaków. Gdyby takie błędy miały się powtórzyć na szerszą skalę, to cała operacja będzie zagrożona, bo jej punktem ciężkości są serca i umysły Afgańczyków. Oni są mistrzami intrygi politycznej i na pewno próbują używać nas przeciwko swym wrogom. Konieczny jest więc zimny osąd i wieloźródłowość informacji wywiadowczych. Minister obrony wysyłający żołnierzy do Afganistanu musi mieć przekonanie, iż służby wywiadu i kontrwywiadu działają z najwyższym profesjonalizmem.

noty czy cykl klęski
– Nie byłem entuzjastą PRT. Zespół taki nie może być domeną jednego resortu. Potrzebni w nim są przedstawiciele innych ministerstw, a żołnierze zapewniać powinni tylko ochronę. A u nas ze współpracą międzyresortową różnie bywa. Obawiałem się, że gdy zaproponuję stworzenie PRT, wszyscy ministrowie powiedzą „tak, pomożemy”, a potem cały ciężar spadnie na wojsko. Wojsko, jeśli trzeba, zbuduje drogę. Skoro jednak budowa dróg w Polsce idzie tak, jak idzie, to powinniśmy pokazywać to, co nam lepiej wychodzi. – Znam to z doświadczenia. Miałem odbyć oficjalną podróż do Afganistanu, podczas której chciałem odwiedzić Nuristan, by złożyć kwiaty na grobie naszego rodaka, Andy’ego Skrzypkowiaka, który zginął tam w latach 80. I sojuszniTylko że stajemy się outsiderami. Sojusznicy przyjmują, że instytucja PRT to klucz do rozwiązywania problemów pojawiających się w rejonach, gdzie interweniujemy. Polska ignoruje ten trend. – PRT są bardzo kosztowne. Zresztą, my działamy w PRT; nasi żołnierze chronią szwedzki zespół w Mazar-e Sharif.
nr 22/2007

KAROLINA PRYM

Jeśli za sukces uznamy Afganistan w stylu europejskim, to skazujemy się na wrażenie porażki. My jednak mamy tam skromne oczekiwania. Zależy nam na tym, by Afganistan nie był miejscem, gdzie terroryści mogą się szkolić

W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” stwierdził Pan, że szef SKW wierzy, iż ugrupowania afgańskich liderów lokalnych są infiltrowane przez wywiad rosyjski. – Infiltrowane są na pewno. Natomiast od infiltracji do kontroli – a takiego słowa używano – droga bardzo daleka. W delikatnej materii tajnych służb nadinterpretacja podlana histerią często prowadzi do katastrofy. Jak Pan myśli, jak długo polski kontyngent ISAF zostanie w Afganistanie? Dziesięć, dwadzieścia lat? – To, co w polskich mediach uznano za błąd prezentacyjny – ogłoszenie w Waszyngtonie podjętej uprzednio decyzji o wysłaniu kontyngentu do Afganistanu – zostało dostrzeżone w NATO. Zebraliśmy punkty prestiżowe w sojuszu. Byłem na początku maja w Brukseli na ważnym forum międzynarodowym i sekretarz generalny NATO dziękował kolejny raz  Polska Zbrojna 13

NA CELOWNIKU
Polsce i mnie osobiście za tę decyzję. Uzyskaliśmy dzięki niej argument na rzecz wygrywania innych spraw w sojuszu. Takich jak np. lokalizacja bazy AGS w Powidzu. Ogłaszając tą decyzję, podaliśmy, że nasz kontyngent będzie przebywał w Afganistanie rok. Jednak, aby wrócił do Polski, powinien być przez kogoś zmieniony. – Dlatego kierownictwo naszego państwa powinno już teraz zabiegać o dwie sprawy: po pierwsze o informację, kto nas zmieni; po wtóre o wytworzenie w NATO mechanizmów, które spowodują, że ciężary finansowe i ryzyko operacji ekspedycyjnych będą się rozkładać solidarnie i równo– jedni dają i żołnierzy, i pieniądze, podejmując ryzyko, a inni nie oferują prawie nic. Niechby przynajmniej dali pieniądze, bo wtedy takie kraje jak Polska, które ze względów geopolitycznych są pronatowskie, nie miałyby dylematu: czy wydawać na modernizację, czy na operacje. Mogłyby robić jedno i drugie. Tymczasem dziś, im bardziej jesteśmy pronatowscy, tym mniej zostaje nam na unowocześnienie wojska. Wierzy Pan, że Afganistan w 2020 r. może znacząco różnić się od Afganistanu z roku 2007? Bo jaki interes – prócz bezpieczeństwa własnego – ma świat w tym, by było to nowoczesne, samodzielne państwo? – Ależ w Afganistanie nikt nie próbuje robić niczego na przekór społeczeństwu! Afgańczycy sami wybrali sobie władze. Ostatnio ich parlament zdecydował o nawiązaniu dialogu z talibami. Nam może się to podobać lub nie, ale to ich decyzja i ich kraj. Ja widzę kilka scenariuszy. Jedna ze ścieżek prowadzi do katastrofy – kolejne ataki na cywilów, podważenie autorytetu prezydenta Hamida Karzaja, rosnąca niechęć, przeradzająca się w nienawiść do kontyngentów zagranicznych. Widzę też ścieżkę wiodącą do stabilizacji. Tymczasem siły NATO nie tylko nie ulegają ofensywie talibów, której wszyscy się spodziewali, ale antycypują ich ataki. To NATO przejawia inicjatywę, a nie talibowie. – Możemy więc sobie wyobrazić ścieżkę cnoty, a nie klęski. Mianowicie – opanowujemy kolejne prowincje i powiaty, za nami wchodzą tam policja i wojsko afgańskie oraz organizacje pomocowe, są wykonywanie projekty rozwojowe, ludność przekonuje się do nowej sytuacji, odmawia poparcia talibom. Talibowie częściowo dołączają do procesu politycznego, a częściowo demobilizują się, tworzymy mechanizmy ekonomiczne zmniejszające zyski gangów narkotykowych, na wzór działań w Turcji w latach 60–70., więc zaczyna się tam opłacać produkować alternatywne towary. Pakistan odchodzi od kolonialnego modelu pozostawiania całych połaci kraju poza kontrolą rządu i uzyskuje kontrolę nad granicą z Afganistanem; likwiduje kryjówki talibów oraz al Kaidy. Jednak bez próby zapewnienia podstawowego bezpieczeństwa dla innego typu działań szanse na sukces są niewielkie. Ja nie wierzę, by dla nas ta operacja skończyła się szybciej niż za dziesięć lat. – Tyle trwało ustabilizowanie Bałkanów. A Afganistan nie jest łatwiejszy. Nie ustawiajmy zbyt wysoko poprzeczki. Jeśli za sukces uznamy Afganistan w stylu europejskim, to skażemy się na porażkę. My jednak mamy tam skromne oczekiwania – zależy nam na tym, by Afganistan nie był miejscem, gdzie terroryści mogą się szkolić, aby nie był miejscem, skąd organizowane są ataki na nas i sojuszników, żeby nie był wylęgarnią kolejnych pokoleń zamachowców. A reszta – to, jak Afgańczycy zorganizują sobie ojczyznę – to ich sprawa.
Rozmawiał Artur Goławski

– To, co w polskich mediach uznano za błąd prezentacyjny – ogłoszenie w Waszyngtonie podjętej uprzednio decyzji o wysłaniu kontyngentu do Afganistanu – zostało dostrzeżone w NATO. Zebraliśmy punkty prestiżowe w sojuszu. Na zdjęciu: polski Rosomak w Afganistanie.

miernie. Nie może być tak, że Kanadyjczycy walczą i umierają, a kontyngenty innych krajów stacjonują w bezpieczniejszych prowincjach i mniej ryzykują. Nie może być jednak też tak, iż powstanie budżet operacyjny NATO i niektóre stolice powiedzą: „my dajemy pieniądze, a wy żołnierzy”. Nie chcielibyśmy uchodzić za mięso armatnie. – To i tak byłaby lepsza sytuacja od tej, z którą mamy do czynienia teraz 14 Polska Zbrojna

Wolelibyśmy wziąć odpowiedzialność większą jednostką za jedną–dwie prowincje, po to, by był jaśniejszy związek przyczynowo-skutkowy między naszymi działaniami a sytuacją w strefie. Tak nie jest, a to dlatego, że późno wchodzimy do Afganistanu

ANDRZEJ PINDOR

nr 22/2007

nr 22/2007

Polska Zbrojna 15

WOJSKO PROBLEMY
GRZEGORZ PREDEL

ZAPOMNIANY
TA D E U S Z M I T E K

Niedawna manifestacja w Warszawie pracowników wojska, podczas której domagano się m.in. podwyżek płac, jest dobrą okazją do przypomnienia ich problemów. Pod względem wynagrodzeń znajdują się oni na szarym końcu zarówno w gospodarce narodowej, jak i w budżetówce.
Koniec ubiegłego roku przyniósł pracownikom wojska wiele rozgoryczeń, ale i nadziei. Rozczarowania wiązały się z opublikowaniem kolejnych statystyk porównawczych. Jeśli chodzi o gospodarkę narodową, to pracownik wojska zarabiał ok. 83 proc. średniej. Jeszcze gorzej ich sytuacja wyglądała w porównaniu ze sferą budżetową – ok. 79 proc. W opracowaniu na temat sytuacji socjalno-bytowej pracowników wojska i ich rodzin, opublikowanym w listopadzie ub.r. przez ówczesny Departament Spraw Socjalnych i Rekonwersji MON, stwierdzono, iż „w ciągu ostatnich lat nie nastąpiły znaczące zmiany w sytuacji socjalno-bytowej gospodarstw domowych pracowników wojska”. Oczywista była też konkluzja, iż przyczyną złej sytuacji materialnej są zbyt niskie płace w stosunku do rosnących kosztów utrzymania. Oceny te potwierdzają badania przeprowadzone przez WBBS. Wynika z nich, że większość pracowników wojska to osoby 16 Polska Zbrojna

niezamożne, a 13 proc. spośród nich deklaruje wręcz życie w ubóstwie. Pracownicy przyznawali też, że żyją bardzo oszczędnie.

ARMII
związkowcom na pismo skierowane przez nich do premiera. Dziś środowisko pracowników wojska jest zupełnie inne niż kilkanaście lat temu. To skutek zmiany struktury zatrudnienia cywilów w armii. Kiedyś zajmowali oni głównie stanowiska robotnicze i usługowe. Stopniowo, zwłaszcza teraz, gdy wojsko jest „ucywilniane”, pracownicy zaczęli przejmować od kadry zawodowej funkcje i stanowiska wymagające wykształcenia średniego i wyższego. Tymczasem odpowiednie mnożniki wynagrodzenia pozostały na poziomie z 1999 r. Racje pracowników dotarły także na forum s ejmu. Pod koniec ubiegłego roku interpelację „w sprawie poprawy pogarszającej się sytuacji materialnej pracowników wojska” zgłosił poseł Jerzy Budnik. Odpowiedział na nią (19 grudnia) minister Radosław Sikorski. Wyjaśnił, że ustawa budżetowa na 2007 r. faktycznie nie przewiduje wzrostu średniorocznego wskaźnika
nr 22/2007

Nikt nie odmawia racji
To właśnie ta sytuacja spowodowała, że 30 listopada ub.r. przed siedzibą ministra obrony narodowej manifestowało ponad 120 uczestników odbywającego się wówczas w Warszawie VIII Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ Pracowników Wojska. Pracownikom tym nikt nie odmawia racji, zwłaszcza że można wskazać winnego, a mianowicie ustawę o kształtowaniu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej z grudnia 1999 r. To ona określiła tak niski poziom ich płac. Fakt, że wojskowe środowisko pracownicze zostało pokrzywdzone, potwierdzał m.in. Jacek Olbrycht, dyrektor ówczesnego Departamentu Kadr i Szkolnictwa Wojskowego, odpowiadając

Proponowane w wojsku płace są dużo niższe niż oferowane przez pracodawców cywilnych. Dziś brakuje zwłaszcza ratowników medycznych, gdyż odeszli prawie wszyscy. Są też wakaty na stanowiskach instruktorów nauki jazdy, kierowców i w oddziałach wart cywilnych. Na brak pracowników coraz bardziej cierpi też nadzór budowlany

Najwyższe przeciętne wynagrodzenie wśród pracowników wojska otrzymują:
członkowie korpusu służby cywilnej zatrudnieni w urzędzie MON (ok. 3394 zł) oraz pracownicy wymiaru sprawiedliwości (ok. 3321 zł).

3394 3321 1928 1895 1836

Najniższe wynagrodzenie uzyskują:
pracownicy zatrudnieni w Wojskach Lądowych (ok. 1836 zł), Marynarce zł) Wojennej (ok. 1895 zł) i w dziale „obrona narodowa” (ok. 1928 zł).

FILAR
ALEKSANDER RAWSKI

GRAFIKA: PAWEŁ KĘPKA

Wśród pracowników wojska znajdują się:
Członkowie korpusu służby cywilnej – 6,4 proc. ogółu Urzędnicy państwowi – 3,3 proc. Pracownicy służby zdrowia – 1,7 proc. Nauczyciele – 0,5 proc. Pracownicy upowszechniania kultury – 2,5 proc. Pracownicy zatrudnieni w jednostkach i instytucjach wojskowych – 85,6 proc.

6,4 3,3 2,5 1,7 0,5
niędzy ze zamiany etatów wojskowych na cywilne. Pracownik obejmuje jakieś odpowiedzialne stanowisko po oficerze, ale pozostaje na swoim pułapie wynagrodzenia. Kolejne niepokoje wynikają z niepewności co do przyszłych struktur w resorcie. Nie wiadomo np., jakie konsekwencje dla pracowników przyniesie planowane tworzenie wojskowych oddziałów gospodarczych w garnizonach, które obsługiwać będą wszystkie stacjonujące tam jednostki i instytucje. Z kolei z rządowego projektu ustawy o naprawie finansów publicznych wywnioskować można likwidację wszystkich zakładów budżetowych. W resorcie obrony jest ich około stu. Zatrudniają blisko 3 tys. pracowników. – Co się stanie z tymi zakładami i pracownikami? Przynoszą one przecież zysk – ok.14,5 mln zł w ubiegłym roku. Czy można będzie je przejąć i utworzyć spółki pracownicze? – pytają związkowcy. Wątpliwości, jak widać, jest wiele.  Polska Zbrojna 17

wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej. „W związku z tym środki przeznaczone na wynagrodzenia pracowników wojska pozostaną na poziomie z 2006 r.” – stwierdził minister. Przyznał zarazem, że przyjęty w obowiązującej ustawie sposób naliczania pieniędzy na wynagrodzenia pracowników jest dla resortu obrony narodowej niekorzystny. Minister wyjaśniał jednak, że MON zamierza podjąć działania, które mają poprawić złą sytuację materialną pracowników. Po pierwsze, zadeklarował jednostronne zwiększenie funduszu wynagrodzeń. Ma to wynikać ze wzrostu liczby stanowisk merytorycznych wymagających wyższych kwalifikacji. Drugim elementem miało być wykorzystanie zmiany stanowisk wojskowych na cywilne. Chodzi o przenoszenie pieniędzy – w przypadku takich zmian w ciągu roku budżetowego – z uposażenia żołnierzy na wynagrodzenia pracowników. Kolejną możliwość podniesienia wynagronr 22/2007

dzeń widziano w wykorzystaniu pieniędzy uzyskanych ze zmniejszenia liczby stanowisk pracowniczych. W dotychczasowym rozliczeniu rocznego funduszu płac pracowników uwzględniano 54 tys. etatów. Rzeczywiste zatrudnienie – na co zgodził się NSZZ Pracowników Wojska – wynosić ma 51 tysięcy. Zaoszczędzone na trzech tysiącach stanowisk kwoty powinny pójść do podziału. Na początku roku szacowano w związku z tym, że średnio wynagrodzenie pracownika wzrośnie o mniej więcej 100 zł brutto.

Chcemy o sobie przypomnieć
I co z tych zapowiedzi wynikło? – Zgodziliśmy się na redukcje, zrezygnowaliśmy z premii i nagród wypłacanych w formie jednorazowych świadczeń, ale obiecanych w związku z tym pieniędzy jak dotąd nie ma – mówi poirytowany przewodniczący związku Zenon Jagiełło. Związkowcy żalą się, ze nie widać też dodatkowych pie-

WOJSKO PROBLEMY
Niedawna wymiana argumentów na łamach „PZ” między zwolennikami armii w pełni zawodowej a ich interlokutorami optującymi za utrzymaniem – przynajmniej w części – służby z poboru przypomniała o problemie równie ważnym dla przyszłości wojska – kondycji kadry dowódczej. Temat wart jest dyskusji? Czekamy na opinie czytelników. Nie chodzi bynajmniej o kondycję fizyczną w kontekście zapowiadanego przez MON odmładzania kadry, ale próbę zrozumienia wpływu obecnych uwarunkowań służby na jej mentalność. A właściwie jeden z jej aspektów – odwagę w łamaniu stereotypów oraz gotowość do innowacyjnego myślenia. Mimo widocznych zmian w postawach i zachowaniach wielu dowódców, przykłady starego myślenia, niesłużące budowaniu nowoczesnej armii, wciąż są widoczne. – Częste jest zwłaszcza hołdowanie stereotypom hamującym odwagę i inicjatywę w myśleniu dowódców, co już nieraz w przeszłości było przyczyną wielu problemów wojska, włącznie z przegranymi bitwami – uważa płk rez. Marian Kozłowski, b. szef szkolenia 16 DZ. Wszystkie armie – nie tylko polską – cechuje pewna inercja, nieodparta chęć chodzenia utartymi ścieżkami, powielania zasad i nawyków. Zdaniem wielu dowódców, tak jest bezpieczniej i pewniej. Nowe bowiem zawsze niesie ze sobą niepewność i obawę przed złą oceną przełożonego. Sojusznicy uporali się po części z tym problemem, opracowując szczegółowy wykaz obowiązków dla każdego dowódcy. – Nie mogliśmy wyjść ze zdziwienia, że podczas kontroli zastępcy dowódcy jego przełożony idzie na urlop. „Przecież inspektorzy sprawdzają wykonywanie obowiązków przez mojego zastępcę, a nie mnie” – argumentował tenże do-

Moc
W ŁO D Z I M I E R Z K A L E TA

(nie)prawdy
Dawne przyzwyczajenia oraz niechęć do zmian są dla wojska równie groźne jak brak nowoczesnego uzbrojenia. Ile prawdy jest obecnie w tym powiedzeniu?

18 Polska Zbrojna

nr 22/2007

ALEKSANDER RAWSKI

wódca – wspomina płk Grzegorz Pio– W budowaniu wizji wojska za dzietrowski z DWL. sięć czy dwadzieścia lat musimy się wyPodobnymi ambicjami kierowali się zbyć zakorzenionych w przeszłości zasad. twórcy ustawy pragmatycznej. Zakres To wymaga czasu. Tak jak bywało w przeobowiązków wyznaczać miały karty opi- szłości, ktoś musi wcześniej dostać po głosu stanowisk. Z wykonania zapisanych wie, przełożeni przekonać się, że inne roztam zadań kadra byłaby być rozliczana. wiązanie ma sens i warto w nie zainweNiestety, w praktyce wyszło inaczej. Ka- stować – powiedział „PZ” gen. rez. Włodra ma tyle obowiązków, często niezwią- dzimierz Michalski, b. zastępca szefa zanych z zajmowanym stanowiskiem, że sztabu WL. wciąż brakuje jej czasu. Część żołnierzy Tymczasem wielu dowódcom nadal impracuje za dwóch, a potrzeponuje, że podwładni się ich by służby sprawiają, iż od- Wielu dowódcom boją. Kadra dawno też już przebieranie dni wolnych za „nadstała wierzyć w zasadność tzw. nadal imponuje, kontroli – pomocy. W koszagodziny” staje się fikcją. Do tego kryteria rozlicza- że podwładni się rach przypisano im etykietkę nia dowódców wciąż są niepodwójnego kłamstwa inspekjasne. – Kiedyś wiedziałem, cyjnego. Pierwszym miało być ich boją czego, kiedy i w jaki sposób zapewnienie przyjeżdżającej uczyć żołnierza. Dziś mam swobodę wy- komisji o szczerej chęci pomocy w rozboru tematów, ale brakuje pewności, czy wiązaniu problemów, drugim kłamstwem przełożony lub inspektor nie zakwestio- natomiast – odpowiedź kontrolowanych, nują mojego wyboru – zwierza się ppłk że są za to inspektorom niezmiernie Mirosław Wesołowski z 12 DZ. wdzięczni. W efekcie, według danych z kontroli Rządzi strach kompleksowych, niektóre z błędów poNie dziwi fakt, że niektórzy dowódcy pełnianych np. w szkoleniu mają charakzmęczeni nieustającą reformą armii, oba- ter cykliczny. Świadczy to o tym, że wą związaną z oceną w opinii, która mo- z wieloma problemami armia nie może że przekreślić awans, a nawet zmusić do się uporać latami. Jedną z tego przyczyn odejścia z wojska, więcej energii niż jest – według sztabowców – brak w siw szkolenie wkładali w to, by nie podpaść, łach zbrojnych sprawnie funkcjonująceoraz hołdowanie pozorom. – Zdarzało się go systemu zbierania oraz upowszechw przeszłości, iż niektórzy dowódcy bar- niania doświadczeń z codziennej działaldziej dbali o wygląd biura przepustek oraz ności służbowej. pomieszczenia sztabowe, by zrobić wraW jaki jednak sposób taki system miałżenie na przełożonych, niż wyszkolenie by funkcjonować, skoro kadra do dziś, jeogniowe żołnierzy – przyznaje ppłk Jaro- śli tylko może, unika przyznawania się do sław Więckowski z Dowództwa SP. błędów? Co gorsza, dotyczy to także młoDoświadczenia wyniesione przez żoł- dych, a nie tylko trzymających się kurczonierzy ze współdziałania z sojusznikami wo stołków żołnierzy z dwudziestoletnim godzą w utrwalone przez lata nawyki, czy większym stażem. Zresztą, czy możzmieniając koszary. Nie na tyle jednak, na wyobrazić sobie dowódcę, który omaby przestać ukrywać przed przełożonym wiając ćwiczenia lub inne ważne przedbłędy czy pozbyć się obaw, że szczerą sięwzięcia szkoleniowe, przyznaje przed opinię lub pomysł podwładnego potrak- przyłożonym, że je zawalił? Bije się tuje on jako naganną próbę wyjścia przed w pierś, wskazując przyczyny błędów szereg. Kadrą wciąż rządzi strach przed i niedoróbek? Jeśli nawet ktoś taki się czautratą pracy lub niespodziewanym szla- sem zdarzył, to wszyscy wiedzą, o czym banem na drodze do kariery. Coraz częś- świadczą wyjątki. ciej, udzielając wypowiedzi dziennikaStąd m.in. wzięła się nieskuteczność rzom, wojskowi nie chcą ich sygnować wielu rozwiązań z przeszłości, dotycząwłasnym nazwiskiem. To jeden z przy- cych np. reformy szkolnictwa wojskowekładów takich postaw. go, metodyki szkolenia czy reformowaZ mieszaniny obaw i stresów trudno nia struktur, które rozwiązywano po to wykrzesać entuzjazm w służbie i zdobyć tylko, by po latach odbudowywać je posię na innowacyjne myślenie. Pewnie tak- nownie. Przykład pierwszy z brzegu że dlatego ciągle zbyt mało jest przykła- – odtwarzanie pionów szkolenia w dydów współdziałania dowódców, dziele- wizjach i brygadach. nia się doświadczeniami, wspólnego szuPrawo do błędów kania rozwiązań problemów, refleksji nad tym, co zrobić, by nie powtarzać tych Z wniosków Strategicznego Przeglądu samych błędów. Obronnego wynika m.in., że w naszej ar-

mii w znikomym stopniu upowszechnia się doświadczenia i wnioski wynikające ze współczesnych konfliktów zbrojnych, a także udziału polskich kontyngentów w misjach (robią to dosyć skutecznie oficerowie z DWL oraz 2 KZ przygotowujący kolejne zmiany żołnierzy do Iraku). Nie są też zbierane – we właściwy sposób – wnioski wynikające z prac zespołów analityczno-planistycznych nad wprowadzaniem do SZ ważnych rozwiązań systemowych. Nie analizuje się też efektów pracy – w stosunku do założeń – instytucji MON. Nie prowadzi się oceny programów kształcenia, celów i treści nauczania zarówno w odniesieniu do kandydatów na żołnierzy zawodowych, jak również w ramach tzw. doskonalenia zawodowego. Ostatnie zawirowania wokół wykształce-

US DOD

W znikomym stopniu upowszechnia się doświadczenia wynikające z udziału polskich kontyngentów w misjach pokojowych i stabilizacyjnych

nia przyszłych oficerów są tego najlepszym przykładem. To się ma obecnie zmienić. Od tego roku doświadczenia szkoleniowe będzie gromadzić, analizować i upowszechniać nowo powstały Zarząd Szkolenia SGWP. Bez zmian mentalnych kadry nie będzie to jednak łatwe. Aby taki system mógł poprawnie działać, należałoby wcześniej usankcjonować prawnie obowiązek żołnierza do zgłaszania indywidualnej opinii o zauważonych błędach i niedomaganiach, a także przedstawiania pomysłów lepszego wykonywania zadań. Przekonać kadrę o potrzebie i konieczności przedstawiania w meldunkach prawdy oraz autentycznych danych, a przełożonych do nierozliczania za to podwładnych. Gdyby usankcjonowano odgórnie prawo do błędów, kadrę przestałoby gnębić wiele stresów. Wojsko zrobiłoby być może najważniejszy krok na drodze do nowoczesności. 
PS Personalia niektórych rozmówców na ich prośbę zostały zmienione

nr 22/2007

Polska Zbrojna 19

WOJSKO INFORMATYZACJA

LOGISTYKA Z
W ŁO D Z I M I E R Z K A L E TA

Wojsko potrafi zliczyć, ile ma czołgów czy dział, lecz nie bardzo orientuje się już co do liczby butów, mundurów czy kamizelek kuloodpornych. To efekt braku zintegrowanych systemów informatycznych. MON zdecydowało, że najwyższy czas to zmienić.
ce promieniowanie elektromagnetyczne, a ich użytkownikom zapewnić odpowiednie komputery i urządzenia kryptograficzne. Tymczasem komputerów klasy TEMPEST, spełniających parametry bezpieczeństwa pracy z dokumentami zawierającymi tajemnice służbowe i państwowe, z różnych względów (m.in. związanych z perturbacjami przetargowymi) wojsko dostaje mniej niż potrzebuje. Sytuacja ta ma poprawić się dopiero w tym roku. Problemy są także z pozyskaniem nowoczesnych urządzeń kryptograficznych polskiej produkcji. Dokumentów o klauzulach „tajne” i „ściśle tajne” nie można redagować, przechowywać i przesyłać w sieciach zabezpieczonych importowanymi szyfratorami.

Według Strategii Informatyzacji Resortu Obrony Narodowej jesteśmy w przededniu prawdziwej rewolucji informatycznej w armii. Jej początkiem ma być rozpoczęcie budowy Zintegrowanego Wieloszczeblowego Systemu Informatycznego Logistyki, Finansów i Kadr. Rozwijanie tego megasystemu – obok równolegle prowadzonych prac nad zautomatyzowanymi systemami dowodzenia (ZSyD) i kierowania środkami walki – przewidziano na pięć lat. Między innymi na jego bazie, po 2012 r., rozpoczną się prace nad zbudowaniem jednego zintegrowanego systemu informatycznego dla sił zbrojnych. Z informatyzacją armii od dawna są problemy. – Tak naprawdę można powiedzieć, że dopiero się do niej zabieramy – przyznaje gen. bryg. Włodzimierz Nowak, dyrektor Departamentu Informatyki i Telekomunikacji MON. Warunkiem koniecznym zakończenia informatyzacji jednostek i instytucji jest „wprzęgnięcie” ich w sieć. Nie pierwszą lepszą, ale utajnioną, zapewniającą bezpieczeństwo przesyłanych informacji. Aby jednak taka sieć mogła w armii funkcjonować, muszą zostać spełnione rygorystyczne warunki, dotyczące m.in. infrastruktury. Trzeba przygotować odpowiednio chronione pomieszczenia zatrzymują20 Polska Zbrojna

76 to programy niszowe, np. do obsługi bibliotek czy sprzętu w parku wozów. Od tego przybytku głowa boli. Wprawdzie w zautomatyzowanych systemach dowodzenia można skutecznie wymieniać informacje i zsynchronizować działania, ale nie zapewniają one m.in. możliwości kompleksowego planowania operacji na szczeblach operacyjnym i taktycznym. Brakuje połączeń w systemie dowodzenia w układzie narodowym i sojuszniczym, a także wielu baz danych dotyczących logistyki, kadr i finansów.

SYGNAŁ NA TRWOGĘ
Z kolei systemy wykorzystywane w logistyce, pionie księgowości, w finansach i kadrach działają na odrębnych zasadach. Nie spełniają wymogów wynikających z racjonalnego zarządzania zasobami. Są przestarzałe, używają różnych platform sprzętowych i programowych, przez co nie mogą ze sobą współpracować. Ewidencja w nich prowadzona jest wybiórczo, i to na wyższych szczeblach organizacyjnych, bez powiązania z niższymi. Niektóre systemy kadrowe (Etat, Szyk, Spirala, Ewident-P) wymagają modyfikacji, choćby z powodu zmian struktur organizacyjnych wojska. Nie wiadomo, co będzie z pierwszym komercyjnym systemem w wojsku, Personelem, stworzonym
nr 22/2007

BÓL GŁOWY OD PRZYBYTKU
Dotychczas było tak, że każdy rodzaj sił zbrojnych projektował i eksploatował inne systemy. Dla przykładu: sześć oddziałów Dowództwa Sił Powietrznych do dziś posługuje się 14 różnymi programami informatycznymi. Ogółem na 195 systemów funkcjonujących w resorcie obrony 46 to zautomatyzowane systemy dowodzenia (ZSyD) oraz kierowania środkami walki, 36 – systemy dla logistyki, 22 dla finansów, a 15 dla kadr. Pozostałe

EKSPERT

Płk dr Jerzy Kuck,
szef Oddziału Systemów Informatycznych Departamentu Informatyki i Telekomunikacji MON: – Zamierzamy do końca 2007 r. wypracować założenia kierunkowe na Zintegrowany Wieloszczeblowy System Informatyczny Logistyki, Finansów i Kadr, który zasięgiem obejmie wszystkie szczeble organizacyjne w resorcie i uwzględni systemy (podsystemy) zabezpieczenia materiałowego, technicznego, medycznego, transportu i ruchu

wojsk, infrastruktury, finansowego oraz kadr. Budowa takiego systemu, jak pokazują doświadczenia przodujących w tym zakresie armii, to długi i żmudny proces. Oczekiwane efekty przychodzą z reguły po trzech–pięciu latach. Największym problemem będzie niewątpliwie zapewnienie bezpiecznego systemu przekazywania informacji. To obecnie jeden z zasadniczych celów informatyzacji resortu obrony i zarazem największe wyzwanie dla osób, które zajmują się projektowaniem, budową i utrzymaniem w sprawności sieci komputerowych.

KOMPUTERA
na potrzeby pragmatyki. Niektóre z programów w pionie księgowości nie mogą być dalej rozwijane, m.in. ze względu na brak specjalistów, którzy odeszli do rezerwy lub znaleźli lepiej płatną pracę. Brak informatycznej spójności między działami finansowym, materiałowym, technicznym, medycznym, transportu i ruchu wojsk oraz infrastruktury powoduje małą przejrzystość struktur logistycznych na poszczególnych szczeblach resortu. Utrudnia to wykonanie zadań stojących przed logistyką, a brak przejrzystości struktur i procesów logistycznych komplikuje projektowanie i budowę systemów informatycznych. W MON o potrzebie radykalnej zmiany organizacyjno-technologicznej w informatyce mówi się od dawna. Obecne kierownictwo ma najwyraźniej dosyć jałowej dyskusji. Nakazuje pilne działania, których rezultatem ma być uporządkowanie struktur organizacyjnych oraz kompetencji.

WIELU INFORMATYKÓW ODCHODZI Z ARMII. POZOSTAJĄ JEDYNIE PASJONACI WOJSKA, KTÓRZY NIE DECYDUJĄ SIĘ NA PRACĘ W FIRMACH INFORMATYCZNYCH OFERUJĄCYCH CZTEROKROTNIE WYŻSZE PŁACE, NIŻ MAJĄ W RESORCIE

SIŁY I ZAMIARY
Na początek zdecydowano się na pilną budowę Zintegrowanego Wieloszczeblowego Systemu Informatycznego Logistyki, Finansów i Kadr Resortu Obrony Narodowej. – Wypracowaliśmy skuteczniejsze sposoby i metody informatyzacji resortu. Rozwiązania zastosowane w 4 Rejonowej Bazie Materiałowej pokazują, że budowa takiego systemu będzie możliwa, jeśli wreszcie zaczniemy działać – uważa płk dr Jerzy Kuck, szef Oddziału Systenr 22/2007

mów Informatycznych DIiT MON, po naradzie zorganizowanej przez departament na temat strategii i rozwoju informatyki resortowej, która odbyła się niedawno w 4 RBM w Grudziądzu. Sceptycy mają jednak wątpliwości, czy system działający we wzorcowej bazie lub jednostce da się przenieść na całe wojsko. Optymizm i determinacja informatyków będą w tym procesie niewątpliwie potrzebne. Wnioski i doświadczenia z przygotowania i działania systemu informatycznego w 4 RBM na pewno przydadzą się przy organizacji megasystemu integrującego logistykę, finanse oraz kadry całego Wojska Polskiego. W praktyce jednak wykonanie tak złożonej, wieloszczeblowej operacji wymaga znacznie większych środków. Ich dokładna wielkość będzie określona najpóźniej w czerwcu – zapewniają informatycy w MON. Jakkolwiek jednak liczyć, będą to na pewno olbrzy-

mie pieniądze. Skąd je wziąć? Informatycy wierzą, że środki na ten cel na pewno się znajdą. Przede wszystkim w budżecie MON, w tym w funduszach przeznaczonych na realizację celów sił zbrojnych, inwestycji specjalnych i sojuszniczych. Planowane jest także wykorzystanie pieniędzy z amerykańskiej pożyczki FMS. W ramach tych środków już dostaliśmy prawie 670 licencji informatycznych na programy stosowane w armiach sojuszniczych w zintegrowanych systemach logistycznych. To dobry początek. W związku z budową ogólnopolskiego zintegrowanego wieloszczeblowego systemu logistyki, kadr i finansów potrzebne jest oprogramowanie dla ok. 15 tys. stanowisk. Aby stworzyć megasystem, potrzebny też będzie odpowiednio liczny oddział ludzi oddelegowanych na stałe do tej pracy, a nie wykonujących ją dodatkowo, niejako nieetatowo. Norwegowie, którzy mają znacznie mniejszą armię od naszej, na potrzeby skutecznie przeprowadzonej informatyzacji resortu, zleconej firmie z branży IT, oddelegowali ponad stu żołnierzy. Etatowo. Czy znajdzie się tylu specjalistów, aby zinformatyzować MON? Płk Kuck jest optymistą, ale i on przyznaje, że obecnie wielu informatyków odchodzi z armii. – Praktycznie pozostają jedynie pasjonaci wojska. Jak inaczej nazwać tych, którzy nie decydują się na pracę w firmach informatycznych oferujących czterokrotnie wyższe płace, niż mają w resorcie? – twierdzi pułkownik.  Polska Zbrojna 21

MARYNARKA WOJENNA

MARIAN KLUCZYŃSKI

„Noble Mariner ’07” – pod tym kryptonimem kryją się największe tegoroczne manewry NATO, które przez dziesięć dni maja odbywały się na Bałtyku, Morzu Północnym i w Cieśninach Bałtyckich. Wzięło w nich udział 80 okrętów, 70 samolotów i śmigłowców z 17 państw sojuszu oraz państw partnerskich (Szwecja i Finlandia).

P

rzed manewrami kilkanaście okrętów gościło w gdyńskiej bazie morskiej. Pobyt w niej wykorzystano na ostateczne przygotowanie ćwiczeń oraz bezpośrednie kontakty załóg, wymieniono doświadczenia, rozegrano mecze piłki nożnej, zwiedzono też miasto.

G

22 Polska Zbrojna

łównym celem ćwiczeń było m.in. usprawnianie działania w sytuacjach kryzysowych na morzu, prowadzenie międzynarodowej operacji pokojowej, przeciwdziałanie terroryzmowi, przywracanie stabilizacji w zagrożonym rejonie, egzekwowanie przestrzegania embarga, niedopuszczanie do rozszerzania się konfliktu i zmniejszanie zagrożeń dla cywilów. Kulminacyjną fazą ćwiczenia był desant morski na poligonie w Ustce, który miał za zadanie udzielenie pomocy humanitarnej pozarządowym organizacjom humanitarnym zwaśnionych stron. Ćwiczenia „Noble Mariner” były zsynchronizowane z ćwiczeniami sił powietrznych „Noble Award” i wojsk lądowych „Kinered Sword”.

SCENARIUSZ ĆWICZEŃ

nr 22/2007

W

rejonie Bałtyku Południowego doszło do sytuacji kryzysowej. Z terytorium państwa Mapleland oddzieliły się, bogate w odkryte niedawno złoża ropy, północne regiony, tworząc autonomię. Jej władze zaczęły rościć sobie prawo do uznania na arenie międzynarodowej. Granice z Maplelandem zostały zamknięte, a bardzo silna marynarka wojenna autonomii rozpoczęła operacje na Bałtyku. Doszło do migracji ludności i aktów łamania praw człowieka. Zaistniało zagrożenie eskalacji kryzysu. ONZ zwrócił się do sojuszu północnoatlantyckiego o wysłanie tam sił, które przywróciłyby stabilizację w zagrożonym regionie i ewakuowały będącą w niebezpieczeństwie ludność. Sojusz skierował tam Siły Odpowiedzi.

W MANEWRACH WZIĘŁY UDZIAŁ SIŁY Norwegii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych Ameryki, Kanady, Danii, Niemiec, Belgii, Holandii, Francji, Grecji, Turcji, Portugalii, Hiszpanii, Włoch, Estonii, Łotwy i Polski.

MARYNARKĘ WOJENNĄ RP REPREZENTOWAŁY: fregata rakietowa ORP „Gen. T. Kościuszko”, okręt podwodny ORP „Kondor”, niszczyciel min ORP „Czajka”, okręt ratowniczy ORP „Piast”, trałowce ORP „Necko” i ORP „Drużno”, holownik H-8, śmigłowce zwalczania okrętów podwodnych, w tym działający z pokładu fregaty Kaman SH-2G oraz dwa Mi-14 PŁ i tyleż samolotów patrolowo-rozpoznawczych An-28 B1R. Polska Marynarka Wojenna jako jeden ze współorganizatorów ćwiczenia zapewniała także wsparcie logistyczne, ratownicze, hydrograficzne i meteorologiczne.

nr 22/2007

Polska Zbrojna 23

AAAAAAA DODATEK AAAAAAAAAAAAAAAAAAA WOJSKA LĄDOWE
Prawie stu żołnierzy, w tym 76 elewów, przy niesamowicie zmiennej pogodzie doskonaliło umiejętności wojskowe. Na poligonie każdy żołnierz mógł doświadczyć ciężkiej taktycznej szkoły wojskowego rzemiosła podczas ćwiczeń dynamicznych. Zajęcia przerywano tylko na posiłki i odpoczynek. Choć odpoczynek to może zbyt wiele powiedziane – zajęcia nocne czy całodobowe na pewno nie pozostawiały zbyt wiele czasu na sen. Lecz czym jest sen dla młodych wojowników, żądnych wiedzy i nowych doświadczeń? Elewi SPWLąd, ku zadowoleniu instruktorów, potraktowali poligon jak spraw-

Poligonowy
Nic tak dobrze nie kształtuje przyszłego dowódcy jak ćwiczenia poligonowe. Dlatego od 6 do 19 maja elewi Szkoły Podoficerskiej Wojsk Lądowych w Poznaniu uczestniczyli w szkoleniu na poligonie w pobliskim Biedrusku.

MARCIN SZUBERT

24 Polska Zbrojna

nr 22/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA
dziennikarze poznańskiej TVP3. Białe mondeo z charakterystycznym logo zostało okrążone przez zamaskowanych i uzbrojonych żołnierzy. Elewi ćwiczyli tego dnia taktykę nieregularną. Zaprosili żurnalistów do mniej wygodnego, ale bardziej przydatnego na poligonie stara 266. Z zasłoniętymi twarzami, pod czujną eskortą ruszyli w nieznane. Na miejscu ćwiczeń czekało ich kolejne zaskoczenie. Dobra, gorąca poligonowa kawa w towarzystwie słuchaczy i instruktorów.

Zasadzka na żurnalistów

P

oligon SPWLąd chętnie odwiedzają dziennikarze. Wojsko stanowi ciekawy temat dla mediów, zwłaszcza ćwiczenia dynamiczne. 16 maja przyjechali tu

FLESZ
LUBLIN. Legia Akademicka Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego przy współpracy z 3 Brygadą Zmechanizowaną Legionów im. Romualda Traugutta zorganizowała 12 maja Zawody Sportowo-Obronne Młodzieży Akademickiej Lubelszczyzny i Podlasia oraz Wojska Polskiego „Cool – Armia 2007”. Wzięły w nich udział 23 zespoły. Rywalizację obserwowali goście, z ministrem obrony narodowej Aleksandrem Szczygło na czele. Zespołowo zwyciężyła reprezentacja 3 BZ, a w klasyfikacji indywidualnej pierwsze miejsce zajął Janusz Pietruszka z WAT.

dzian. Sprzyjały temu ilość oraz intensywność zajęć. Każda minuta była zbyt cenna, aby pozwolić sobie na

żywioł

KIEROWNIK strzelania mł. chor. Łukasz Macioszczyk na stanowisku kierowania strzelaniem

zwolnienie tempa. To właśnie w takich warunkach kształtuje się charakter i osobowość przyszłego dowódcy polowego. Twardego żołnierza, odpornego na trudy służby. Z kamuflażem na twarzy, z karabinem w ręku i błyskiem w oku ruszali na kolejne zajęcia. Elewi w poznańskiej szkole uczą się od września ub.r. Każdy z nich spędził wiele godzin w salach wykładowych, na placach ćwiczeń, strzelnicach, trenażerach i w polu. Teraz potrafią zrobić praktyczny i bardzo dobry użytek z wiedzy, którą zdobyli. Czasami braki w doświadczeniu nadrabiają ułańską fantazją i choć popełniają błędy – już niedługo będą dobrymi żołnierzami zawodowymi, dowódcami drużyn, liderami. 

NISKO. W dniach 15–18 maja na bazie 3 Batalionu Ratownictwa Inżynieryjnego odbył się trening sztabowy pod kryptonimem „Hańcza ’07”. Uczestniczyli w nim żołnierze sztabów batalionów ratownictwa inżynieryjnego ŚOW. Wykonywali zadania związane z planowaniem i urządzaniem przepraw desantowych oraz m.in. ewakuacyjno-ratownicze, realizowane we współdziałaniu z układem pozamilitarnym.

SZCZECIN. 12 Brygada Zmechanizowana z okazji swojego święta otrzymała replikę sztandaru 1 Pułku Strzelców Polskich we Francji, a na terenie koszar odsłonięto pomnik jej patrona gen. Józefa Hallera. Pierwszego

MARCIN SZUBERT (5)

Na zajęciach mimo zmęczenia co chwilę słychać śmiech, żarty. Elewi, patrząc na naramienniki, z dumą przyznawali, że już za trzy miesiące włożą mundur galowy jako żołnierze zawodowi – kaprale. Droga do dwóch belek, choć długa, męcząca i wymagająca wyrzeczeń, wiedzie właśnie przez poligon

dnia obchodów święta, 14 maja, na dziedzińcu Zamku Książąt Pomorskich z dwoma koncertami wystąpił Reprezentacyjny Zespół Artystyczny Wojska Polskiego. Drugiego dnia na terenie brygady odbył się uroczysty apel, w którym wzięli udział m.in. podsekretarz stanu w MON Jacek Kotas, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski i wnuczka generała Hallera Ewa Haller de Hallenburg.

WARSZAWA. Z okazji 64. rocznicy utworzenia 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki 14 maja odbyły się uroczystości patriotyczne przed pomnikiem Kościuszkowców. Gospodarzami uroczystości byli zastępca dowódcy 1 Warszawskiej DZ gen. bryg. Ryszard Jabłoński i prezes Klubu Kombatantów 1 Dywizji Piechoty płk w st. spocz. Marek Sobolewski.

Oprac. G.P.

nr 22/2007

Polska Zbrojna 25

WOJSKA LĄDOWE
Zazdrościcie nam pozycji, szacunku, możliwości? Pracowaliśmy na nie nie rok, nie dwa lata, ale prawie trzydzieści lat. Wy musicie być gotowi, aby – gdy dostaniecie szansę dowiedzenia swej wartości – właściwie ją wykorzystać – tak na kursach w Toruniu Amerykanie motywowali polskich podoficerów.
AMERYKANIE starali się, aby każdy problem, postawione zadanie, rozwiązywane było przez zespoły, a nie pojedynczych podoficerów.

Szacunek w mundurze
KRZYSZTOF WILEWSKI

Kilkunastu żołnierzy z uwagą czytało napisany na tablicy po angielsku temat: „Jak być lepszym człowiekiem”. Chwilę później, podzieleni na dwie grupy, omawiali już p ostawiony problem. Mieli na to określony czas, dyskutowali po angielsku, pod okiem dwóch instruktorek – podoficerów z amerykańskiej Gwardii Narodowej. Zajęcia prowadzone przez gwardzistów w Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia odbywały się w czterech zespołach. Trzy grupy podoficerów uczestniczyły w szkoleniu opartym na Basic Noncommissioned Officer Course – BNCOC – podstawowym kursie dla podoficerów amerykańskich sił zbrojnych. Dla czwartej przygotowano zajęcia bardziej zaawansowane – SGITC oraz TAITC. 26 Polska Zbrojna

Small Group Instructor Training Course, SGITC, kurs dla instruktorów małych grup, to nauka pracy w niewielkich zespołach. Już sama organizacja zajęć jest dla nas więcej niż nietypowa. Niewielka grupa słuchaczy, która niemal przez cały czas jest dzielona na podgrupy robocze, sprawia, iż atmosfera jest luźniejsza, wymiana myśli swobodniejsza niż na typowych, polskich kursach, gdzie na sali siedzi i 40 osób. Postronny widz mógłby nabrać podejrzeń, że to koleżeńskie spotkanie niemające nic wspólnego z nauką. Nic bardziej mylnego. – Amerykanie obserwują i oceniają wszystko, co się dzieje na sali – mówi uczestnik kursu st. chor. Zbigniew Płaczkiewicz z toruńskiej Szkoły Podoficerskiej Wojsk Lądowych. – Wprawdzie na zajęciach panuje luźna atmosfera, mówimy sobie po

imieniu, ale to część metodyki, której starają się nas nauczyć. Swoboda w wymianie myśli jest tu jak najbardziej wskazana, praca w grupach i burze mózgów też. Zawsze jednak najważniejsze jest wykonanie zadania. Zajęcia prowadzone przez Amerykanów mają przygotować naszych podoficerów do uczenia innych, więc także i oni musieli stanąć po drugiej stronie pulpitu. I oceniać kolegów. Mł. chor. Sławomir Szafraniec z SPWL w Zegrzu komentuje: – Okazywało się, że prowadzenie takich zajęć nie jest wcale proste.

Dydaktyczne abecadło
– Praca z małymi grupami daje największe możliwości, ale wymaga też najwięcej wysiłku – przyznaje sierż. Andrea Boyer z 129 Regiment – Renr 22/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA
Wszystkie zajęcia prowadzone były w języku angielskim. Na zdjęciu: podoficerowie uczestniczący w kursie SGITC.

Polacy, patrząc na rolę i znaczenie korpusu podoficerskiego w Stanach Zjednoczonych, czują się niedowartościowani

KRZYSZTOF WILEWSKI (3)

by moja praca była doceniana, żeby dowódca szanował moje zdanie i żebym był dla niego partnerem, a nie chłopcem na posyłki – mówił z goryczą kolejny podoficer. Tę gorycz, że mimo szumnych zapowiedzi korpus podoficerski w Wojsku Polskim nie odgrywa jeszcze roli, jaką mu obiecywano przy wdrażaniu nowej pragmatyki, można było usłyszeć z ust wielu żołnierzy. Amerykanie, z którymi rozmawialiśmy, studzili pretensje polskich podoficerów. – Nie ma nic od razu – mówił st. sierż. Josef Kaufman, kierujący zajęciami w Toruniu. – Korpus podoficerski naszej armii nie dostał obecnej pozycji od nikogo w prezencie. Pentagon nie wprowadził dyrektywy, że tak ma być, i koniec. Pracowaliśmy na naszą pozycję przez prawie 30 lat. Sojusznicy podkreślali również, że od narzekania na teraźniejszość o wiele ważniejsze jest to, by polscy podoficerowie byli przygotowani do udowodnienia swej wartości, gdy tylko dostaną taką szansę. – Tego życzę polskim kolegom – mówił sierż. Kaufman.

Zarazić się motywacją
Niespełna dwutygodniowy kurs zakończył się 11 maja. Toruń odwiedzili wtedy gen. bryg. Henryk Skarżyński – szef szkolenia Dowództwa Wojsk Lądowych, i gen. dyw. Randal E. Thomas, dowódca wojsk lądowych i sił powietrznych Gwardii Narodowej stanu Illinois. Amerykanin mówił, iż jest dumny, że to właśnie jego podwładnym zlecono szkolenie Polaków. Podkreślał, że nasi podoficerowie osiągali podczas kursów wysokie noty i zasługują na szacunek oraz uznanie. Gen. Skarżyński stwierdził z kolei, że takie przedsięwzięcia to dla naszych żołnierzy okazja do podpatrywania najlepszych oraz wymiany doświadczeń. Wzajemne poznanie się jest bardzo ważne także dlatego, że polskie wojsko uczestniczy w misjach w Iraku i Afganistanie, gdzie głównym naszym partnerem są Amerykanie. Polscy podoficerowie mogli podczas kursów prowadzonych przez Amerykanów w Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia w Toruniu poznać różne metody prowadzenia zajęć. Jeżeli w przypadku kursu dla instruktorów małych grup dominowało swobodne prowadzenie lekcji, to podczas zajęć TAITC – Total Army Instructor Training Course – nie było o tym mowy. – Musieliśmy zwracać się do siebie zgodnie ze stopniami i po nazwiskach – wyjaśnia chorąży Szafraniec.  Polska Zbrojna 27

GRATULACJE ukończenia kursu od polskiego i amerykańskiego generała – to było spore wyróżnienie dla uczestników szkolenia.

gional Training Institute w Springfield. motywowania siebie – mówi chor. Płacz– Podczas kursu SGITC staramy się kiewicz. uczyć prowadzenia zajęć w małych Zakres wiedzy, jaki przekazywali grupach, tak by były one efektywne mi- Amerykanie, był rozległy. Toruńskie mo luźnej formy. szkolenie posłużyło też wymianie doTo dydaktyczne abecadło armii ame- świadczeń między podoficerami naszej rykańskiej. – Uczymy Zamiast paru złotych armii a kolegami zza uczyć dorosłych. Ważne oceanu. Nie ma co ukrywięcej w uposażeniu wać, że Polacy, patrząc jest, by dostosowywać metodykę nie tylko do na rolę i znaczenie wolałbym, aby moja doświadczenia słuchakorpusu podoficerskiego czy, ale także do ich wie- praca była doceniana, w Stanach Zjednoczoku – uzupełnia sierż. Junych, czują się niedowarlia Scott z tej samej jed- żeby dowódca szanował tościowani. – Zazdrosznostki. moje zdanie i abym był czę im – mówi wprost jeAmerykanie szczeden ze słuchaczy. – Tam gólny nacisk kładli na dla niego partnerem, podoficer ma szacunek, motywację. Uczyli podpozycję, zajmuje ważne a nie chłopcem na oficerów nie tylko bycia stanowiska. I na pewnym dumnym z tego, że są szczeblu hierarchii doposyłki – mówił podoficerami, ale też, że brze zarabia. z goryczą podoficer do ich obowiązków na– Chciałbym, żeby leży dbanie o podwładnych, szanowanie i w naszej armii podoficerowie byli tak ich zdania. – Najważniejszą lekcją było szanowani przez oficerów, jak to jest chyba uświadomienie nam roli motywa- u Amerykanów – dodał inny. – Tego nam cji. Nie tylko tej kierowanej od nas do zdecydowanie brakuje. Ja wolałbym zapodwładnych, ale głównie umiejętności miast paru złotych więcej w uposażeniu,
nr 22/2007

SIŁY POWIETRZNE
LOTNISKO FUNKCJONOWAŁO W TYM MIEJSCU OD WIELU LAT, jednak wprowadzenie w 2004 r. stref hałasu doprowadziło do spadku wartości gruntu. Potencjalny nabywca raczej nie będzie zainteresowany działką, na której nie można inwestować.

Hałas wart 100 tys. złotych
STREFY ZAINTERESOWANIA
PIOTR LASKOWSKI

D

Sąd Okręgowy w Poznaniu rozpatrzył 14 maja dwa wnioski o odszkodowanie za spadek wartości nieruchomości położonych w pobliżu lotniska wojskowego w Krzesinach, gdzie stacjonują samoloty F-16. Wyrok jest nieprawomocny, a dwie kobiety, którym sąd przyznał odszkodowanie, już cieszą się z perspektywy otrzymania pieniędzy.

Obszar ograniczonego użytkowania wokół lotniska w Krzesinach podzielono w 2004 r. na pięć stref: A, B, C, D i E – zróżnicowanych pod względem poziomu hałasu. Całkowita powierzchnia obszaru wynosi ok. 92 km kw. Strefa B – ograniczenia polegają na zakazie tworzenia terenów zabudowy mieszkaniowej w planach zagospodarowania przestrzennego oraz wprowadzeniu w budynkach izolacji akustycznej. W strefie tej dopuszcza się możliwość tworzenia nowych terenów zabudowy mieszkaniowej jako uzupełnienie już istniejących ciągów zabudowy. Strefa E – to obszar oddziaływań ekstremalnych, w którym przy zastosowaniu dostępnych środków technicznych nie ma możliwości spełnienia wewnątrz budynków wymagań polskich norm w dziedzinie akustyki budowlanej. W tej strefie obowiązuje całkowity zakaz budowy budynków mieszkalnych, szpitali, domów opieki społecznej i budynków związanych ze stałym lub wielogodzinnym pobytem dzieci i młodzieży.

Dotychczasowe ostateczne rozstrzygnięcia spraw odszkodowawczych wcale nie wskazują na to, że Wojskowy Zarząd Infrastruktury w Poznaniu będzie musiał w tym wypadku wypłacić ponad 100 tys. złotych. Jedna z kobiet, Bernadetta P., jest właścicielką trzech działek w Krzesinach odziedziczonych po ojcu. Położone są bardzo blisko lotniska w strefie E, w której nie można już stawiać nowych budynków. – W strefie E ludzie nie mo28 Polska Zbrojna

gą przebywać nawet czasowo, czyli od dwóch do czterech godzin – mówiła sędzia Zofia Lehmann. Sąd nie uznał też argumentów przedstawicieli wojska, którzy sugerowali, że teren ten można przeznaczyć na inwestycje. W ocenie

sądu działki Bernadetty P. mogą być wykorzystane tylko jako tereny zielone. W związku z tym, że we wcześniejszym planie zagospodarowania przestrzennego działki były przeznaczone pod zabudowę, sąd za obniżenie ich
nr 22/2007

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI (2)

FLESZ
KRAKÓW. Zgodnie z decyzją ministra obrony narodowej w sprawie rozformowania dowództwa 2 i 3 Korpusu Obrony Powietrznej oraz zmiany podporządkowania niektórych jednostek organizacyjnych Sił Powietrznych, nastąpiło przekazanie 8 Bazy Lotniczej i 13 Eskadry Lotnictwa Transportowego w bezpośrednie podporządkowanie dowództwu 3 Brygady Lotnictwa Transportowego. W uroczystej zbiórce, która odbyła się 17 maja w 8 Bazie Lotniczej w Krakowie-Balicach, uczestniczyli m.in.: zastępca dowódcy Sił Powietrznych gen. broni pil. Lech Majewski, cz.p.o. dowódcy 3 KOP płk dr Wojciech Świnder, dowódca 3 Brygady Lotnictwa Transportowego gen. bryg. pil. Sławomir Kałuziński, dowódca 8 Bazy Lotniczej płk dypl. pil. Sławomir Żakowski i dowódca 13 Eskadry Lotnictwa Transportowego ppłk dypl. pil. Leszek Leśniak.

Miliard na odszkodowania
OKRES SKŁADANIA WNIOSKÓW do Wojskowego Zarządu Infrastruktury w Poznaniu o odszkodowania związane z ustanowieniem obszaru ograniczonego użytkowania wynosił dwa lata. W sumie wpłynęło ponad 4 tys. wniosków. Trudno oszacować obecnie wartość odszkodowań, ale mogą one sięgnąć w sumie nawet miliarda złotych. Wiele spraw zawieszono do czasu wprowadzenia nowych stref hałasu. Stare wyznaczono w 2004 r. jeszcze dla samolotów MiG-21, nowe mają powstać w lipcu br. już dla F-16. Wnioski o odszkodowanie złożyli mieszkańcy Marlewa położonego w najbliższej okolicy lotniska, innych osiedli i okolicznych gmin.

PIOTR LASKOWSKI

wartości przyznał właścicielce 61,9 tys. na inwestować, i dlatego żądania odzł odszkodowania. Z kolei Elżbieta P. szkodowania są słuszne – uzasadniała mieszkająca na Starołęce, dzielnicy Po- wyrok sędzia Lehmann. znania sąsiadującej z Krzesinami, doCzy wojsko zapłaci? magała się 87 tys. zł za zmniejszenie wartości nieruchomości oraz za nakłaSzef Wojskowego Zarządu Infrady na wyciszenie budynku. Sąd przy- struktury w Poznaniu płk Jacek Adaznał jej jednak jedynie 41,1 tysięcy. mek uważa, że większość ze złożoI ma to być tylko rekompensata za ob- nych wniosków o odszkodowania nie niżenie wartości nieruchomości. Sędzia znajdzie finału w postaci wypłaconej Zofia Lehmann uznała bowiem, że usta- gotówki. – Prasa w dość wybiórczy wa o ochronie śrosposób podchodzi dowiska gwarantuje Szef Wojskowego Zarządu do komentowania jedynie zwrot potych wszystkich Infrastruktury w Poznaniu spraw. Mamy ogólniesionych nakładów na wyciszenie płk Jacek Adamek uważa, nie kilkanaście wydomu w związku roków odrzucająże większość ze złożonych cych roszczenia z tą sprawą, a Elżbieta P. przedstawiwniosków o odszkodowania w całości. I tylko ła rachunki sprzed dwa wyroki, które siedmiu lat. nie znajdzie finału w postaci odszkodowania zaSąd, przyznając sądziły. A prawowypłaconej gotówki odszkodowania, nie mocny jest tylko jebrał pod uwagę naden wyrok – jedyny tężenia hałasu, który generują stacjo- w tych wszystkich sprawach – w Sąnujące w Krzesinach samoloty F-16. dzie Apelacyjnym, który odrzucił Lotnisko funkcjonowało w tym miej- roszczenie jako bezpodstawne. scu od wielu lat, jednak wprowadzenie Ostatnie dwa wyroki też nie są praw 2004 r. stref hałasu doprowadziło do womocne, więc poprosiłem o ich pispadku wartości gruntu. Potencjalny semne uzasadnienie, i na tej podstanabywca raczej nie będzie więc zain- wie będziemy się odwoływali – wyteresowany działką, na której nie moż- jaśnia płk Adamek. 
nr 22/2007

KRAKÓW. W ramach Zintegrowanego Systemu Obrony Powietrznej, 7–11 maja odbyło się międzynarodowe ćwiczenie pk. „NEWFIP 2007” realizowane w ramach programu Nato Electronic Warfare Force Integrations Program. Trening taktyczno-specjalny, którego organizatorem ze strony polskiej było Centrum Operacji Powietrznych w Warszawie, został przeprowadzony przy pomocy personelu 32. Ośrodka Dowodzenia i Naprowadzania w Krakowie-Balicach. Wykorzystano również tamtejszą infrastrukturę. Celem programu jest m.in. integracja systemów OP państw członkowskich NATO.

POZNAŃ. Czwartą rocznicę powstania obchodził 31 Ośrodek Dowodzenia i Naprowadzania. 12 maja gościnnie na terenie 31 Bazy Lotniczej w Krzesinach odbyła się uroczysta zbiórka z okazji święta jednostki połączona z piknikiem rodzinnym. Na uroczystość przybyli zaproszeni przez dowódcę 31 ODN płk. dypl. pil. Jacka Łazarczyka goście, m.in. zastępca dowódcy COP gen. bryg. Zbigniew Galec, szef Sztabu COP płk dypl. Mieczysław Budziński oraz byli dowódcy 31 ODN – płk dypl. pil. Ryszard Andryszczak i płk dypl. pil. Cezary Wasser.

Oprac. GP

Polska Zbrojna 29

AAAAAAA DODATEK AAAAAAAAAAAAAAAAAAA SIŁY POWIETRZNE
PIOTR LASKOWSKI

W środowisku cywilnym ludzie integrują się na zamkniętych imprezach branżowych, targach, konferencjach. Piloci również mają takie miejsce. Co roku jednego dnia na „Zlocie” spotyka się elita wojskowego lotnictwa. Tym razem mityng odbył się w Krzesinach i Kiekrzu, a nie – jak do tej pory – w Dęblinie, gdzie trwa remont pasa.

R

enomowany „Zlot”, czyli kurs szkoleniowo-metodyczny kierowniczej kadry lotnictwa SZRP, przygotowuje dowódców do rozpoczęcia intensywnego szkolenia lotniczego. Prawda jest taka, że tak jak do „Zlotu” będą przygotowani dowódcy, tak będą działały w sezonie lotnym całe ich jednostki. Tu potwierdza się powiedzenie: jak cię widzą, tak cię piszą. „Zlot” zawsze był okazją do pokazania się, do powiedzenia wszystkim: patrzcie, mój samolot jest najlepiej przygotowany, mam dobrych techników, sam dobrze latam i wykonuję w powietrzu zadania bojowe. Na lotnisko w Krzesinach i do Ośrodka Szkoleniowo-Wypoczynkowego SP w Kiekrzu przybyli najlepsi piloci, a zarazem do-

LOTY
nr 22/2007

wódcy jednostek lotniczych i związków taktycznych lotnictwa wojskowego. Nie zabrakło przedstawicieli kierowniczej kadry lotnictwa Sił Powietrznych, Marynarki Wojennej, Wojsk Lądowych oraz specjalistów z Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej i Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Na poprzednich zlotach dowódcy jednostek często pojawiali się na specjalnie pomalowanych samolotach. Jeśli na ich statecznikach pionowych bądź pod kabiną widniały oznaki eskadrowe, wiadomo było, że publicznie zadebiutują właśnie na „Zlocie”. Kiedyś można więc było zobaczyć MiG-21 pomalowane na złoty kolor (Łask), w tygrysie paski i z podobizną delfina (Krzesiny). Na jednym ze spotkań furorę zrobił Su-22 obecnego szefa wojsk lotniczych gen. bryg. pil. Leszka Cwojdziń-

Większość maszyn była tak czysta, jakby wyszła przed chwilą z lakierni bądź myjni. Nawet drabinki i podstawki pod koła aż błyszczały jaskrawym odcieniem pomarańczy

30 Polska Zbrojna

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA

ELITY
nr 22/2007

skiego. Maszyna miała ster kierunku wymalowany w kolorowe pasy, natowską różę wiatrów i efektowną czarną różę sporych rozmiarów. Na tegorocznym „Zlocie” takich ekstrawagancji nie było. Dominowały malowania samolotów znane od lat. Zdecydowana większość maszyn była tak czysta, jakby wyszła przed chwilą z lakierni bądź myjni. Nawet drabinki i podstawki pod koła aż błyszczały jaskrawym odcieniem pomarańczy. 15 maja po kolei nadlatywały prawie wszystkie typy statków powietrznych używanych przez polskie lotnictwo wojskowe. Piloci przed wylądowaniem musieli wykonać określone zadania w powietrzu, odpowiednie dla rodzaju lotnictwa. Piloci F-16 i MiG-29 przechwytywali Su-22, a lotnictwa bombowego niszczyli cele na 21 Cen-

...z jednej talii. Od lewej: szef Sztabu SP gen. dyw. pil. Sławomir Dygnatowski, dowódca 1 BLT w Świdwinie gen. bryg. pil. Andrzej Andrzejewski, dowódca SP gen. dyw. pil. Andrzej Błasik, szef wojsk lotniczych gen. bryg. pil. Leszek Cwojdziński.

Cztery asy...

Gen. bryg. pil. Andrzej Andrzejewski – jedyny latający generał na „Zlocie” – po raz pierwszy brał udział w podobnym przedsięwzięciu w 1999 r. właśnie w Krzesinach, był wtedy majorem. Teraz jako dowódca 1 BLT w Świdwinie dalej doskonale radzi sobie za sterami odrzutowca.

tralnym Poligonie Lotniczym w Nadarzycach. Swoje zadanie bojowe bardzo dobrze wykonał też jedyny generał, który przyle-

ciał na „Zlot” samolotem Su-22 – dowódca 1 BLT w Świdwinie gen. bryg. pil. Andrzej Andrzejewski. Nowością był udział w „Zlocie” odrzutowców F-16. Trzy maszyny – szparka i dwie jednomiejscowe, pilotowali Polacy. W czasie kolejnych dwóch dni trwania kursu w Kiekrzu dzielono się m.in. doświadczeniami z misji lotniczych na rzecz polskich kontyngentów oraz zapoznano kadrę z zadaniami w systemie reagowania kryzysowego. – Zlot się udał, a oceny końcowe ze szkolenia oscylowały wokół not bardzo dobrych. Jesteśmy zadowoleni z organizacji, ale za rok wracamy do Dęblina – podsumował gen. L. Cwojdziński. 

Polska Zbrojna 31

PIOTR LASKOWSKI (2)

MARYNARKA WOJENNA

na Bałtyku
KRZYSZTOF W YGNAŁ

Od wojny minęło wiele lat, lecz pozostałe po niej miny morskie wciąż są niebezpieczne dla statków i okrętów poruszających się poza oznakowanymi torami wodnymi. Pod koniec kwietnia kolejną minę odkryto podczas pogłębiania basenów portowych w gdańskim Nowym Porcie. Unieszkodliwili ją saperzy Marynarki Wojennej.
W czasie II wojny światowej na Bałtyku postawiono około 60 tys. min kontaktowych i niekontatowych. Kmdr Władysław Szczerkowski, specjalista od broni morskich, w jednej z publikacji historyczno-wojskowych doliczył się ich nawet 84 849. W granicach powojennej strefy odpowiedzialności Polski zaległo prawdopodobnie 2726 min. Z tego Polacy postawili tylko 110 kontaktowych. Niemcy użyli tu 1071 min obu rodzajów, Brytyjczycy 1444 miny niekontaktowe, a Związek Radziecki 97 kontaktowych i cztery niekontaktowe. – Oczyszczanie wód Bałtyku z niebezpiecznych pozostałości wojennych trwało niemal dwadzieścia lat – mówi kmdr Jerzy Głębocki, kierownik Zakładu Broni Podwodnych Akademii Marynarki Wojennej. Wskazuje, że państwa musiały włożyć wiele wysiłku w zapewnienie bezpiecznej żeglugi. Oczyszczenia wymagały tory wodne, podejścia do portów i same porty. I tam nie powinno być dziś zatopionych min. Nie powinno, choć może się zdarzyć, że zostaną znalezione zakopane w mule lub przemieszczą się z prądem wodnym.

MUZEUM MW W GDYNI

Kontaktowa mina kotwiczna używana w czasie II wojny światowej.

Jedna mniej
Dziś fachowcy szacują, że po 1945 r. w stanie bojowym pozostało tysiąc min. 32 Polska Zbrojna

Nasi marynarze wytrałowali 264 z nich. Wprawdzie rozminowanie wód zakończono, ale z uwagi na wszystkie inwestycje hydrotechniczne, ratownictwa okrętowego oraz przedsięwzięcie podwodne, przy których dno musi być czyste, prace są prowadzone nadal. Podczas prac hydrograficznych jednostki pływające Dywizjonu Zabezpieczenia Hydrograficznego MW rozpoznają dno i odnajdują niebezpieczne obiekty, które następnie są likwidowane na poligonach morskich przez saperów MW. Co pewien czas przystępują oni do akcji wydobywczych. Nie próżnują również nasze niszczyciele min – szukają zardzewiałej śmierci w Zatoce Pomorskiej, brały też udział w akcji rozminowania Zatoki Ryskiej. Marynarze spodziewają się, że znajdą jeszcze niejedną minę – podczas kolejnych ćwiczeń narodowych lub międzyna-

MARIAN KLUCZYŃSKI (3)

Stanowisko na okręcie ORP „Mewa”, z którego nadzorowane

rodowych. Bałtyk kryje ich jeszcze dużo. Przekonaliśmy się o tym pod koniec kwietnia w czasie prac pogłębiania basenów portowych w Gdańsku Nowym Porcie. Natrafiono tam na minę morską. Ekspertyzę wykonali specjaliści grupy płetwonurków-minerów z 13 Dywizjonu Trałowców. Stwierdzili, że to lotnicza mina dennr 22/2007

FLESZ
BYDGOSZCZ. „Wszystko dla lotnictwa” – pod takim hasłem odbyła się 11–12 maja I Wystawa Międzynarodowa „Air Fair 2007”, w której wzięli udział przedstawiciele Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej. Imprezę zorganizowano przy współpracy V Międzynarodowych Targów Samolotów Lekkich i Ultralekkich, a patronat nad nią objął minister obrony narodowej. Celem wystawy była popularyzacja lotnictwa cywilnego i wojskowego w Polsce. Ponadto miała służyć nawiązaniu kontaktów i wymianie doświadczeń pomiędzy przedsiębiorcami, producentami i użytkownikami samolotów oraz sprzętu lotniczego. Brygadę reprezentowała załoga samolotu An-28 Bryza Bis z 30 Eskadry Lotnictwa MW z Siemirowic.

Przygotowanie pojazdu podwodnego przeznaczonego do poszukiwania niebezpiecznych przedmiotów zalegających na dnie.

GDYNIA. Śmigłowiec ratowniczy Marynarki Wojennej 15 maja podjął chorego mężczyznę ze statku wycieczkowego „Haller”. Jednostka znajdowała się 10 mil morskich na północny wschód od Władysławowa. Chorego, pod opieką lekarza pokładowego śmigłowca, przetransportowano do Szpitala MW w Gdańsku-Oliwie. Śmigłowiec ratowniczy 28 Eskadry Lotniczej W3-RM Anakonda wystartował z lotniska MW w Gdyni-Babich Dołach. W skład załogi biorącej udział w akcji ratowniczej wchodzili: dowódca kpt. pil. Waldemar Orliński, drugi pilot st. chor. szt. pil. Edmund Kutnik, ratownik chor. Krzysztof Bilecki, technik pokładowy chor. Ireneusz Raczyński, lekarz por. Robert Hałasa.

wana przez minerów z 13 Dywizjonu. O jedną zardzewiałą śmierć mniej.

Z miną przez wieki
są prace trału oraz monitorowany jest pojazd podwodny.

na z końca II wojny światowej, produkcji niemieckiej. Ważyła 980 kilogramów, miała 700 do 750 kg ładunku wybuchowego i długość 2,6 m. Marynarze podjęli ją na pokład okrętu ratowniczego ORP „Zbyszko” i wywieźli na poligon morski przeznaczony do unieszkodliwiania materiałów wybuchowych. Tam została zdetononr 22/2007

Kariera min morskich zaczęła się w 1807 r. Rosyjski inżynier ppłk I.I. Fitkun, wykładowca artylerii i fortyfikacji Morskiego Korpusu Kadetów, skonstruował ładunek z czarnego prochu, ustawiany na dnie rzeki lub morza i podrywany za pomocą lontu prochowego z brzegu. Jemu też przypisuje się autorstwo pomysłu powodowania detonacji za pomocą prądu elektrycznego. 

USTKA. Elewi Szkoły Podoficerskiej Marynarki Wojennej biorą udział w rejsie żaglowcem Marynarki Wojennej ORP „Iskra”. W pierwszy tegoroczny rejs z gdyńskiej bazy morskiej żaglowiec wyszedł 17 maja. Elewi z Ustki na jego pokładzie zaokrętowani zostali po raz pierwszy. Na Morzu Bałtyckim i Morzu Północnym będą odbywać praktykę nawigacyjno-szkoleniową. Rejs potrwa do 4 czerwca. „Iskra” wejdzie m.in. do belgijskiego portu Ostenda, gdzie załoga i elewi wezmą udział w obchodach żeglarskiego święta „Ostend at Anchor 2007”.

oprac (G. P.)

Polska Zbrojna 33

MARYNARKA WOJENNA

TRANSPORTOWIEC-MINOWIEC

ORP „TORUŃ” to jednostka transportowo-minowa świnoujskiej 8 Flotylli Obrony Wybrzeża. Używany jest głównie do przerzutu wojsk ze sprzętem, transportu ładunków czy ewakuacji ludzi, może też wysadzać desant morski. Do załadunku bądź wyładunku nie potrzebuje portów, takie zadania może wykonywać nawet na nieprzygotowanych wybrzeżach. Mógłby być także przydatny podczas operacji pokojowych, kiedy trzeba dostarczyć pomoc humanitarną, ewakuować ludzi z rejonów objętych kryzysem, czy przerzucić wsparcie logistyczne bądź jednostki sił pokojowych. Okręt może spełniać także funkcję stawiacza min.

narodziny
KRZYSZTOF W YGNAŁ

Powtórne
34 Polska Zbrojna

Okręt transportowo-minowy ORP „Toruń” 24 maja 2007 r. obchodził 16. rocznicę podniesienia bandery. Dziś, po miesiącach spędzonych w stoczni, pięknie odmalowany, czeka na powrót do Świnoujścia.

nr 22/2007

Przepłynął już 20 tys. mil morskich, wystrzelił 11 tys. pocisków, postawił około stu min. Brał udział w wielu ćwiczeniach krajowych i międzynarodowych. Jego załoga w 1995 r. zapoczątkowała współpracę miast Świnoujście– –Warnemünde. Od kilku lat współpracuje z Toruniem, którego herb nosi na burcie. – Kiedy inne jednostki szły do stoczni albo stawały unieruchomione przy kei, „Toruń” był zawsze gotowy do wyjścia – opowiada dowódca dywizjonu kmdr por. Krzysztof Zdonek. Na jego pokładzie szkoliły się kolejne pokolenia dowódców i marynarzy. Uczyli się manewrować, podchodzić do rozbitka, poznawali morskie rzemiosło. I kiedy inne okręty szukały głębokiej wody, on podchodził do morskiego brzegu, otwierał rampę dziobową przyjmując ludzi i sprzęt. A teraz, kiedy skończy się remont, wróci do dywizjonu.

MARIAN KLUCZYŃSKI (3)

Tęsknota za morzem

P

ORP „Toruń”
(projekt 767 powstał w Stoczni Północnej w Gdańsku)
Wymiary: długość – 95,5 m; szerokość – 10,8 m; zanurzenie – 2,3 m; wyporność – 1745 t Uzbrojenie: morskie zestawy rakietowo-artyleryjskie, podwójna armata 23 mm i podwójna wyrzutnia rakiet przeciwlotniczych, wyrzutnie ładunków wydłużonych Napęd główny: 3 silniki spalinowe o mocy 1320 kW każdy, napędzające 3 śruby Prędkość: 16,5 w. Załoga: 51 osób

odczas pobytu okrętu w stoczni marynarze nie tracą kontaktu z morzem i jednostką. – Wychodzą w Bałtyk razem z całym dywizjonem – uśmiecha się kmdr Zdonek. Dowódca „Torunia” jest w tej chwili w bazie, jego zastępca kończy egzaminy dające uprawnienia do samodzielnego dowodzenia okrętem. Jednak cała załoga marzy o tym, by wyjść w morze na własnej jednostce.

Desantowanie
Okręt przystosowany jest do przewożenia ludzi i sprzętu. Dlatego często bywał w akcji. Dostarczał na brzeg saperów i żołnierzy z 7 Brygady Obrony Wybrzeża. – Pamiętam dzień, kiedy mieliśmy zabrać saperów z poligonu spod Ustki – wspomina kmdr Zdonek. Zaczynał się sztorm i wiatr szybko się wzmagał. Marynarze czekali na dogodne warunki, by wykonać manewr podejścia do brzegu. Saperzy, zmęczeni poligonem, chcieli jak najszybciej wejść na pokład. W końcu dowódca zdecydował się na podejście. Po załadunku fala ustawiła okręt burtą do brzegu. – Dwie godziny szarpaliśmy się z morzem – wspomina dowódca dywizjonu. – W końcu okręt się wyprostował i zeszliśmy z plaży. – To były dwie trudne i długie godziny. Okręt transportowo-minowy ma bardzo wysoką burtę i stosunkowo niewielkie zanurzenie – wyjaśnia zastępca dowódcy okrętu por. mar. Sylwester Borkowski. Mierzy prawie sto metrów, co daje ponad 400 metrów kwadratowych płaskiej powierzchni. Ma też niezły żagiel. Nawet największy żagiel „Iskry” nie jest tak duży. Trudno więc czasem manewrować, kiedy silny wiatr popycha jednostkę. teraz. Na zdjęciach z tamtego okresu widać olbrzymie zacieki z rdzy, zniszczony gąsienicami pojazdów pokład. – Stanęliśmy w doku. Dopiero wtedy mogliśmy ocenić uszkodzenia poszycia – wspomina ppor. mar. Roland Królikowski, dowódca działu elektromechanicznego. Rozkłada na stole plan, na którym zaznaczył, co zostało już zrobione i co jest jeszcze do wykonania. Wygląda to imponująco. Okręt dostał 300 m kw. nowego poszycia, stoczniowcy wymienili śrubę napędową, dwie pozostałe zregenerowali. Wymalowali podwodną część kadłuba. Zamontowali nowy radar nawigacyjny. Odnowione zostały żyrokompas, log, echosondy. – Stocznia przechodziła zmiany, zmieniali się budowniczowie – mówi por. mar. S. Borkowski. Od nowa musieliśmy zapoznawać ich z okrętem. Oni się uczyli i my się uczyliśmy, jak najlepiej i najszybciej skończyć remont. Teraz „Toruń” przygotowuje się do prób na morzu. Po ich zakończeniu załoga ma nadzieję na rychły powrót do Świnoujścia.

Miasta jak okręty
Marynarka Wojenna wspólnie z władzami Lublina w 2004 r. zainaugurowała projekt edukacyjno-wychowawczy „Miasta-Okręty”. Do współpracy zaproszono Gniezno, Kraków, Poznań i Toruń – miasta, których nazwy noszą okręty. Toruń i jego włodarze nie zapominają o „swojej” jednostce. Przy-

Odzyskany blask
Zapracowany „Toruń” zasłużył w końcu na remont kapitalny w stoczni. Przeprowadziła go tam załoga pod dowództwem kpt. mar. Marcina Lendy. Wcześniej nie wyglądał tak dobrze, jak
nr 22/2007

jeżdżają na rocznice okrętowe, zapraszają marynarzy. Marynarze prowadzą konkursy wiedzy marynistycznej, wieloboje sportowe, w których nagrodą jest pobyt na okręcie i wyjście w morze. Dla szczurów lądowych to gratka i uciecha. Podczas uroczystości rocznicowych podziękowano załodze za ciężką pracę, bo to oni wykonali kawał solidnej, marynarskiej roboty. Nie wszystko poprawiali stoczniowcy. Załoga również bardzo ciężko pracowała. Potwierdza to mar. Marcin Pietruczuk, elektryk nawigacyjny, jeden z najmłodszych załogantów. – Na początku mojego pobytu na okręcie wszystko było nowe, nieznane. Ciężko było mi się przyzwyczaić, szczególnie do porannego wstawania. Teraz już jest lepiej. Cieszę, że tu jestem. Mogłem się wiele nauczyć z dziedziny nawigacji. Służba na tym okręcie to nie zła szkoła życia. Polska Zbrojna 35

ŻANDARMERIA WOJSKOWA
Kpt. Tomasz Radomiński służy w Oddziale Specjalnym Żandarmerii Wojskowej w Mińsku Mazowieckim. Wolny czas poświęca na przygotowania do startu w imprezach sportowych. Udziela się też jako organizator zawodów. W tym roku razem z Międzyszkolnym Uczniowskim Klubem Sportowym „Korona” organizuje ponownie rajd „Nawigator II”.

S

Inne oblicze żandarma
JAC E K S Z U S TA KOW S K I

Sportem pasjonuje się od najmłodszych lat. Jak niemal każdy chłopak grał w piłkę nożną, lubił biegać, ale nie ciągnęło go do sportu wyczynowego. Jego namiastkę poznał, gdy trafił do Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu. Tam trener Michał Włodarczyk zaszczepił w nim zamiłowanie do biegów na orientację. Przez cztery lata bronił barw Uczelnianego Klubu Sportowego „Podchorążak”. Startował w wielu cywilnych i wojskowych imprezach w BnO. Najlepsze wyniki w elitarnej kategorii M-21 to 12. miejsce w MP w klasyfikacji indywidualnej i 10. w biegu sztafetowym. W rywalizacji wśród wojskowych może się pochwalić tytułem mistrza WP w swojej kategorii wiekowej.

treningu przed zawodami Adventure Race startuje w wielu imprezach biegowych. Od czasu do czasu sprawdza się w rywalizacji z czołowymi w kraju biegaczami na orientację. W tym roku zadebiutował w biegu narciarskim (słynnym Biegu Piastów) oraz w zawodach w Rowerowej Jeździe na Orientację (zaczął od imprezy z najwyższej półki, bo VII MP na średnim dystansie i I Mistrzostw Wojska Polskiego). Bez specjalnych przygotowań w obu imprezach spisał się nieźle. Z Jakuszyc przy-

wiózł z kolegami puchar za zwycięstwo w klasyfikacji drużynowej i postanowienie, że do przyszłorocznego Biegu Piastów przygotuje się solidniej. – W kolejnym Międzynarodowym Biegu Żołnierskim o Puchar MON wystartuje w Jakuszycach większa grupa żandarmów z Mińska – wierzy kpt. Radomiński. – Nasz dowódca był bardzo zadowolony z naszych wyników i obiecał dla jednostki nowy sprzęt. Mimo zajęcia 5. miejsca w I MWP w Rowerowej Jeździe na Orientację i wysokiej lokaty w „cywilnych” mistrzostwach w RJnO 33-letni oficer nie zamierza bardziej poświęcić się tej najmłodszej dyscyplinie wyodrębnionej z orienteeringu. – Podoba mi się ten sport i jeśli gdzieś w pobliżu będą zawody, to

DŁUGI SEZON DŁUGICH DYSTANSÓW

W

SPORTOWIEC AMATOR
Pasja do orienteeringu z czasem przerodziła się w zainteresowanie coraz popularniejszymi w Polsce rajdami przygodowymi, które wymagają od zawodników wszechstronnego przygotowania w kilku różnych dyscyplinach, z biegami na orientację na czele. W ramach 36 Polska Zbrojna

lutym kpt. Tomasz Radomiński był jednym ze zwycięzców Ekstremalnej Imprezy na Orientację „Skorpion” w Szczebrzeszynie. W marcu z kolegami z mińskiego oddziału specjalnego ŻW zdobył Puchar Ministra Obrony Narodowej za I miejsce

w klasyfikacji drużynowej Biegu Żołnierskiego rozgrywanego podczas XXXI Biegu Piastów. Na przełomie marca i kwietnia w lasach pod Poznaniem był piąty w I Mistrzostwach Wojska Polskiego w Rowerowej Jeździe na Orientację, a w maju brał udział w The North

Face Adventure Trophy. W tym sezonie startował jeszcze w Długodystansowych MP w BnO i wielu imprezach biegowych, z Półmaratonem Warszawskim na czele. W czerwcu z kolegami z OSŻW wystartuje w szwajcarskim Biel w biegu patrolowym na 100 km.

nr 22/2007

FLESZ
LUBLIN. Lubelski Urząd Wojewódzki zorganizował 16 maja akcję honorowego krwiodawstwa pod hasłem: „Moje życie w Twojej krwi”. Do przedsięwzięcia przyłączył się Oddział Żandarmerii Wojskowej w Lublinie. Krew oddało ośmiu żołnierzy zawodowych i dziewięciu służby zasadniczej.

PLANY
Najważniejszą imprezą dla kpt. Tomasza Radomińskiego będzie w najbliższym czasie bieg patrolowy na 100 km w Szwajcarii. Przygotowuje się do niego wraz z kolegami z Oddziału Specjalnego Żandarmerii Wojskowej w Mińsku Mazowieckim
LUBLIN. W nocy z 13 na 14 maja nieznani sprawcy skradli sześć mosiężnych tablic (z nazwiskami pomordowanych policjantów i żołnierzy okresu międzywojennego) z pomnika Ofiar Katynia w Lublinie. Żołnierze z OŻW w Lublinie ustalili miejsce ukrycia tablic oraz termin i miejsce dostarczenia za nie należności pieniężnych. Informacje przekazano policji, która ujęła sprawców kradzieży.
JACEK SZUSTAKOWSKI (2)

w ramach treningu tam się wybiorę. Nie myślę jednak o typowo wyczynowym podejściu do RJnO. W wojsku mamy mocną ekipę w tej dyscyplinie w Grunwaldzie Poznań. Ciężko byłoby z nimi powalczyć o najwyższe laury. Mogę jedynie pokusić się o wysokie lokaty w swojej kategorii wiekowej. W sport można się bawić, dopóki zdrowie pozwala i znajduje się czas na trening.

RAJDOWIEC
Najbardziej kręci go udział w rajdach przygodowych. W Rankingu na Najlepszego Zawodnika Adventure Racing w Polsce w 2006 r. z 41 pkt. został sklasyfikowany na 81. pozycji wśród 232 zawodników. W tym roku, 2 maja, po półrocznych przygotowaniach stanął na starcie najbardziej ekstremalnej imprezy wśród rajdów przygodowych w Polsce – The North Face Adventure Trophy. Szef zespołu PartnerCenter.pl Adventure Team Piotr Wittych szukał do swojego teamu dobrego nawigatora. Zaproponował żandarmowi z Mińska miejsce w ekipie, w której byli jeszcze Maciej Surowiec i Małgorzata Sowińska. – Spodobała mi się ta propozycja, bo udział w imprezie z najwyższej półki i na najtrudniejszej trasie był wyzwaniem – komentuje kapitan. – W ubiegłym roku debiutowałem w The North
nr 22/2007

Face Adventure Trophy w kategorii amator. W tym roku miałem nadzieję, że uda mi się ukończyć również trasę Masters. Niestety poległem, bo zabrakło mi treningu wysokogórskiego. Także za dużo biegałem, a za mało czasu poświęciłem na trening rowerowy. Żal mi zespołu, bo półroczne przygotowania poszły na marne. Wyciągnął wnioski z porażki. Ma nadzieję, że zdobyte w rajdzie doświadczenia zaprocentują w kolejnych startach. Choćby w Szwajcarii, gdzie zamierza dać z siebie wszystko w biegu patrolowym na 100 km.

ORGANIZATOR
W tym roku w rajdach przygodowych prowadzony jest ranking Salomon Adventure Cup Poland, do którego zaliczane będą cztery imprezy. Jedną z nich organizuje w Mińsku Mazowieckim i jego okolicach kpt. Radomiński. Przed rokiem debiutował w roli organizatora i spisał się znakomicie. Zaskoczył zawodników, przygotowując na płaskim terenie bardzo trudną trasę. Najbardziej zaawansowani rajdowcy mieli do pokonania 220 km, w tym: BnO, trekking, kajaki, rolki, rower i zadania linowe. W tym roku będzie podobnie, a zainteresowanych rajdami przygodowymi kpt. Radomiński zaprasza do Mińska 24–26 sierpnia. 

MIŃSK MAZOWIECKI. Na terenie Oddziału Specjalnego ŻW w Mińsku Mazowieckim 12–13 maja odbyło się II Spotkanie Szkół Patronackich Żandarmerii Wojskowej. Organizatorem imprezy było Stowarzyszenie Żandarmerii Wojskowej „Żandarm” oraz Oddział Wychowawczy KGŻW wraz z OSŻW w Mińsku Mazowieckim. Miński OS gościł uczniów i dyrektorów ze szkół w Grudziądzu, Warszawie, Dębem Wielkim, Mińsku Mazowieckim, Urlach i Poniatowej. 12 maja uczniowie brali udział w zawodach sportowych. Konkurencje rozgrywano w różnych kategoriach wiekowych, pod okiem żandarmów z Mińska, którym przewodził kpt. Arkadiusz Wojtaczka. Przed rozpoczęciem zmagań wręczono uczniom nagrody oraz dyplomy za najlepsze prace nadesłane na konkurs plastyczny „Żandarmeria Wojskowa widziana oczami dziecka” oraz literacki „Żandarmeria Wojskowa to…”.

WARSZAWA. 17 maja zgodnie z rozkazem szefa Sztabu Generalnego WP przeprowadzony został sprawdzian sprawności fizycznej kadry Komendy Głównej ŻW. Żołnierze osiągnęli bardzo wysokie wyniki – tylko jeden z nich otrzymał ocenę dostateczną, a aż ośmiu otrzymało oceny bardzo dobre ze wszystkich czterech konkurencji.

Oprac. GP

Polska Zbrojna 37

KULISY OPINIE

Tara
TOMASZ PIEKARSKI

nie spadnie z nieba

O
38 Polska Zbrojna

W dyskusjach na temat wyposażenia jednostek spadochronowych w tarę desantową dotykamy poważnego problemu: ograniczeń w wykonywaniu zadań przez jednostki spadochronowe Wojsk Lądowych i Wojska Specjalne.

Okres zmian politycznych i chaotyczne próby restrukturyzacji nie sprzyjały przedstawianiu przełożonym nowych problemów. W trakcie restrukturyzacji zlikwidowano centralną komórkę zajmującą się spadochroniarstwem wojskowym, zaś powstanie Szefostwa Wojsk Aeromobilnych, odpowiadającego także za sprawy spadochronowe w Wojskach Lądowych, nie przyniosło poprawy. Nie powstała tam, jak oczekiwano, komórka zajmująca się spadochroniarstwem, nie zatrudniono również instruktorów spadochronowych WDP (wojsk powietrznodesantowych), czyli kompetentnych osób uprawnionych do wypowiadania się na tematy spadochronowe. W czasie, gdy na świecie wprowadzano nowinki – spadochrony tunelowe, nawigację satelitarną, doskonalsze metody zrzutu z małej wysokości – z naszego wojska odchodzili kolejni specjaliści, a próby ratowania sytuacji przez „fanatyków” krakowskiej brygady czy zakładu spadochroniarstwa wrocławskiej

MISTRZOWIE SZKOLENIA. Już dziś powinno się skierować na szkolenie zagraniczne żołnierzy, którzy nie tylko będą potrafili przygotować tarę do zrzutów, ale także wyszkolą pozostałych ludzi specjalistycznego pododdziału. Sprawa jest o tyle istotna, że aby osiągnąć poziom instruktorski, potrzeba kilku lat. Mamy już doświadczenia ze znakomitej współpracy z Belgami, mistrzami w tej dziedzinie.

nr 22/2007

TARA DESANTOWA
Tara desantowa to nie tylko „opakowanie” zrzucanego ładunku, ale także zespoły automatyki, środki mocujące, amortyzujące oraz zestawy spadochronów. W systemach spadochronowych umożliwiających zrzut oraz lądowanie zasobników i platform znajdują się spadochrony wyciągające tarę z samolotów, zmniejszające prędkość opadania i stabilizujące ładunek przed otwarciem spadochronów głównych, a także główne, jeden lub kilka, zależnie od masy ładunku. Do tary należy również automatyka, w tym automaty spadochronowe – rozłączniki mechaniczne, pirotechniczne i bezwładnościowe umożliwiające współdziałanie poszczególnych spadochronów systemu, samoczynne odczepienie spadochronów głównych od ładunku po wylądowaniu oraz współdziałanie tary z transporterami pokładowymi samolotów.

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI (3)

Dopiero po 2003 r. nastał w polPo 2003 r. nastał w polskim skim lotnictwie transportowym lotnictwie transportowym czas czas zmian. Piloci dostali samolozmian. Piloci dostali samoloty ty C-295M przystosowane do C-295M przystosowane do zrzutów zrzutów wszystkich typów platwszystkich typów platform oraz zaform oraz zasobników NATO. sobników NATO. Dlaczego więc, miDlaczego więc, mimo upływu mo upływu trzech lat, nie przystątrzech lat, nie przystąpiono jeszcze piono jeszcze u nas u nas do wdrażania tary desantowej? do wdrażania tary Przecież sam producent samolotów, desantowej?

ZMIANY BEZ ZMIAN

szkoły oficerskiej były głosem wołającego na puszczy.

Szturm z tym, co w garści

w ramach uzupełnienia kontraktu, zaoferował nam kilka kompletów platform desantowych i zasobników, a właściwie lekkich platform typu CDS. Jeszcze wiosną zeszłego roku propozycja została pozytywnie zaopiniowana między innymi przez 6 BDSz, były ponoć również pieniądze na zakup. Przecież, jeśli chcemy mieć wojska powietrznodesantowe gotowe do wykonania zadań bojowych, nie możemy zakładać, że zrzucimy do walki żołnierzy jedynie z tym, co będą mieli przy sobie. Owszem, spadochroniarze zdołają opanować słabo broniony obiekt na kilka godzin, przy zapewnieniu wzmocnienia. Co jednak z amunicją, wsparciem artyleryjskim, wodą, żywnością itd., gdy nasze oczekiwania się nie ziszczą, a przeciwnik okaże się bardziej zdeterminowany, niż przypuszczaliśmy? Nie mówmy już o operacjach o charakterze humanitarnym, gdzie dostarczenie środków materiałowych czy pomocy medycznej niekonwencjonalną, ale często jedyną, metodą zrzutu spadochronowego jest warunkiem powodzenia. W jednostkach specjalnych problem tary nie jest wprawdzie tak gorący, ale też nie może być bagatelizowany. Na

przykład przy konieczności działania grup specjalnych na pojazdach czy pontonach motorowych. Dziś z pewnością nie należy dyskutować o oczywistej potrzebie wprowadzenia systemu rzucania tary. Trzeba się zastanowić, co robić, by nadrobić utracony czas? Przede wszystkim na podstawie analizy zadań, które mogą być wykonywane zarówno podczas „klasycznych” działań bojowych, jak i w sytuacjach kryzysowych, należy ocenić potrzeby jednostek Wojsk Lądowych i Wojsk Specjalnych w tym zakresie. Łącznie z uwzględnieniem użycia pojazdów po desantowaniu. Wprawdzie pełne „zmotoryzowanie” nie jest realne z uwagi na możliwo-

TARA DESANTOWA SAMA NIE SPADNIE NAM Z NIEBA. ZANIEDBANIA W TEJ DZIEDZINIE SĄ TAK WIELKIE, ŻE NIE MAMY CZASU NA DŁUGOTRWAŁE DZIAŁANIA „KONCEPCYJNE”. POTRZEBNE SĄ DECYZJE PRZYWRACAJĄCE WOJSKOM POWIETRZNODESANTOWYM PEŁNE MOŻLIWOŚCI WYKONANIA ZADAŃ
ści naszego lotnictwa transportowego, ale już wariant wsparcia i zabezpieczenia na pojazdach wydaje się wykonalny. Należy również określić system eksploatacji tary w Siłach Zbrojnych RP, czyli – gdzie sprzęt ma się fizycznie znajdować, kto ma odpowiadać za obsługę i przygotowanie do zrzutu, jak ma wyglądać za-  Polska Zbrojna 39

nr 22/2007

JACEK JABŁOŃSKI (2)

KULISY OPINIE
Metody rzucania tary
W armiach sojuszników stosuje się trzy metody zrzutu tary: grawitacyjną, wyciągania oraz zrzuty z małej wysokości. W metodzie pierwszej tara wyjeżdża z samolotu przez tylną rampę po rolkach transportera pokładowego pod wpływem własnego ciężaru oraz zmiany kąta pochylenia samolotu. Z chwilą opuszczenia pokładu przez ładunek uruchamiany jest system spadochronów desantujących. W metodzie wyciągania zdalnie uwalniany spadochron nie tylko wyciąga tarę z samolotu, ale zapoczątkowuje też proces otwarcia pozostałych spadochronów. Zrzuty z niskiej wysokości polegają na wyciągnięciu tary przez spadochron wyciągający na wysokości kilku metrów nad ziemią. Wtedy nie stosuje się innych spadochronów, a tara ląduje zaraz po opuszczeniu pokładu. Metoda zapewnia dużą celność, ale ma ograniczenia w odniesieniu do rodzajów zrzucanych ładunków ze względu na przeciążenia występujące przy lądowaniu.

HISTORIA TARY

P

opatrywanie w materiały jednorazowego funkcjonuje układanie spadochronów. Są użytku itd. Najwłaściwszym rozwiąza- też jeszcze ludzie mający doświadczenie niem wydaje się tu usytuowanie podod- w zrzucaniu tary. Nie ulega jednak wątdziału obsługi tary w strukturze 6 BDSz, pliwości, że Siły Powietrzne powinny bo to brygada jest i będzie głównym użyt- mieć na lotniskach jeżeli nie pododdziakownikiem systemu. Taki model stosowa- ły, to przynajmniej specjalistów od załany jest w porównywalnych z naszymi si- dowania tary na pokłady statków połach zbrojnych Belgii i Hiszpanii. wietrznych. To mieści się w zadaniach Pomysł usytuowania pododdziału łado- i zakresie odpowiedzialności lotnictwa. wania tary, wraz z wyposażeniem, w SiImport ma sens łach Powietrznych, przy wybranych lotniskach, jest chybiony z kilku powodów. Ważnym problemem jest znalezienie SP wykonywałyby na rzecz innych rodza- producenta sprzętu. Przy długim czasie jów wojsk, głównie jednego związku tak- użytkowania oraz stosunkowo niewieltycznego, zadania kich potrzebach nie wymagające nie tyl- Dziś z pewnością nie należy wydaje się celowe ko zmian etatowych, uruchamianie prodyskutować o oczywistej ale przede wszystkim dukcji platform spapotrzebie wprowadzenia wyszkolenia specjadochronowych oraz listycznego personesystemów spadolu. Problemem była- systemu rzucania tary. Trzeba chronowych do nich by kontrola nad tym się zastanowić, co robić, by w kraju. Rozsądpododdziałem, a poniejszy jest zakup nadrobić utracony czas? nadto polecenie jego sprzętu u wyspecjaużycia musiałoby lizowanego produprzechodzić przez wydłużony łańcuch centa. Konkretnie – w amerykańskiej dowodzenia. Ci żołnierze tylko formal- firmie Capewell, w której zaopatrują się nie byliby w strukturze SP, w rzeczywi- wszystkie armie państw NATO. W kwestości musieliby ciągle doskonalić swoje stii zasobników (w tym lekkich platform umiejętności w ładowaniu sprzętu innych typu CDS) można rozważyć produkcję wojsk i śledzić zmiany w wyposażeniu krajową ze względu na to, że potrzebuwpływające na opracowywanie nowych jemy ich więcej, a same zasobniki częwariantów załadowania. SP musiałyby sto wykorzystywane są jednorazowo. nadążać za wymaganiami logistycznymi Warunkiem powinno być zapewnienie innych rodzajów wojsk. przez producenta długiego resursu eksW 6 BDSz, obok istniejących już grup ploatacji spadochronów stosowanych do ładowania tary, jest baza magazynowa, zrzutu tych zasobników. 40 Polska Zbrojna

od koniec lat 80. w jednostkach spadochronowych WP, głównie w obecnej 6 BDSz, znajdowały się „ciężkie” platformy desantowe P-7, „lekkie” platformy PGS-500 oraz dwa rodzaje zasobników: PDSB-1 i ZT-100. Platforma P-7, z systemem spadochronowym MKS, służyła do zrzutu pojazdów UAZ i GAZ oraz uzbrojenia artyleryjskiego wraz z amunicją. Unieść ją mógł jedynie An-12, radziecki odpowiednik samolotu C-130 Hercules. Platformę PGS-500 do zrzutu ładunku o masie do 500 kg można było desantować także z mniejszego An-26, podobnie jak obydwa typy zasobników. Zasobnik PDSB-1, a właściwie 200-litrowa beczka z systemem obejm do podłączenia do nich spadochronów, służył do zrzutu paliwa.

Mój głos w dyskusji na temat rozwoju spadochroniarstwa wojskowego w Polsce jest też próbą zainteresowania tych, którzy będą podejmowali decyzje, potrzebami i kierunkami rozwojowymi. Tara desantowa sama nie spadnie nam z nieba. Zaniedbania w tej dziedzinie są tak wielkie, że nie mamy czasu na długotrwałe działania „koncepcyjne”. Potrzebne są faktyczne decyzje przywracające wojskom powietrznodesantowym pełne możliwości wykonania zadań. 
Płk Tomasz Piekarski ma wieloletnie doświadczenie w służbie spadochronowo-desantowej 6 BDSz oraz ze szkoleń w armiach innych państw. Wśród żołnierzy uchodzi za autorytet w tej problematyce.

nr 22/2007

USAF

nr 22/2007

Polska Zbrojna 41

WOJSKO PUSTYNIA BŁĘDOWSKA
PIOTR GOZDEK

Ekolodzy nie chcą komandosów na Pustyni Błędowskiej. Obawiają się m.in. niszczenia przez armię pustynnych terenów oraz skażenia środowiska. Odmiennego zdania są członkowie stowarzyszenia POLSKA SAHARA.

P

– Uważamy, że wojsko nie zagraża Pustyni Błędowskiej – mówi Marian Pajdak, prezes stowarzyszenia POLSKA SAHARA. – Wraz z komandosami z 6 Brygady Desantowo-Szturmowej z Krakowa wielokrotnie organizowaliśmy na pustyni wspólne imprezy o charakterze rekreacyjnym, a także edukacyjnym. Mogę poświadczyć, iż to komandosi niejednokrotnie sami karczowali drzewa i krzewy, aby utrzymać tereny piaszczyste. Nie ukrywamy jednak, iż chcielibyśmy, by wojsko włożyło więcej wysiłku w oczyszczenie terenu z niebezpiecznych materiałów tkwiących w ziemi na głębokości poniżej 80 cm. – Długoletnie wojskowe ćwiczenia, a także operacje na pustyni w czasie II wojny światowej, doprowadziły do tego, że pod powierzchnią piachu do dziś znajdują się niewypały i niewybuchy – tłumaczy Józef Kaczmarczyk, wicewójt gminy Klucze. – Naszej gminy nie stać na pokrycie kosztów oczyszczenia pustyni. Z naszych ustaleń wynika, że aby teren stał się całkowicie bezpieczny, powinien zostać rozminowany do głębokości 3 m. Starsi mieszkańcy wiosek sąsiadujących z Pustynią Błędowską do dziś pamiętają ćwiczenia Niemców podczas II wojny światowej. Na piachach i w powietrzu przygotowywały się, m.in. pod dowództwem gen. Erwina Rommla, pododdziały kierowane do zadań na Saharze. Na wydmy spadały i bomby, i pociski rakietowe, które do dziś stanowią zagrożenie. Również po wojnie pustynię wykorzystywano w sposób zupełnie niekontrolowany. Pozostałości działalności wojskowych można dziś obejrzeć na punkcie widokowym Dąbrówka. Lokalne władze w Zagłębiu i Małopolsce doskonale wiedzą, że na Pustyni Błędowskiej można zarobić. Jednym z problemów jest jednak zarządzanie terenem. 42 Polska Zbrojna

Pustynna burza

Według znawców, Pustynia Błędowska to niestety wieża Babel – nie językowa, lecz terenowa. Choć pustynia należy do skarbu państwa, to zarządzają nią różne podmioty. Północne 370 ha pustyni należy do wojska, 700-hektarowy areał na południu jest w gestii starostwa olkuskiego, zaś od strony zachodniej 20 ha to już teren Dąbrowy Górniczej. – Jak na razie mamy dochody z użytkowania Pustyni Błędowskiej przez wojsko – dodaje Józef Kaczmarczyk. – Co prawda po zmianie klasyfikacji gruntów wysokość podatku została zmniejszona, ale

Lokalne władze w Zagłębiu i Małopolsce doskonale wiedzą, że na Pustyni Błędowskiej można zarobić. Jednym z problemów jest jednak zarządzanie terenem

ołożona we wschodniej części Wyżyny Śląskiej, w granicach Parku Krajobrazowego „Orlich Gniazd” Pustynia Błędowska – to jedyny tego typu obszar piaszczysty w Europie. Szacuje się, iż zasoby luźnych piasków rozciągających się od źródeł Centurii, Białej Przemszy na północy, poprzez okolice Chechła, Błędowa, Kluczy, Bolesławia, Olkusza, Bukowna po Sierszę na południu i Maczki na zachodzie, wynoszą około 2,5 mld m sześc. Pustynię, której powierzchnia jeszcze na początku XIX w. wynosiła ponad 80 km kw., do dziś rozdziela dolina Białej Przemszy. Obecnie obszar polskiej Sahary nie przekracza 32 km kw. To, że pustynny areał stale się zmniejsza, jest wynikiem działalności człowieka. W latach 50. i 60. ubiegłego wieku w ramach akcji zadrzewiania olbrzymie połacie piachu obsadzano wierzbą kaspijską. Co ciekawe, na Pustyni Błędowskiej zaobserwowano zjawiska podobne do fatamorgany, choć nie panuje tu klimat typowy dla np. pustyni afrykańskiej. Jej obserwacje prowadził w pierwszej połowie ubiegłego wieku prof. Kazimierz Piech. O widocznym w oddali falującym jeziorze, w którym odbijały się piaski i drzewa, wspomina się do dziś. Mimo iż pustynia stale zarasta krzewami i drzewami, to jej walory wciąż budzą spore zainteresowanie, zwłaszcza wśród miłośników jazdy terenowymi samochodami oraz motocyklami enduro. Także popisom komandosów, którzy często przeprowadzają na pustyni skoki spadochronowe, towarzyszą nie tylko okoliczni turyści, ale także przybysze z Niemiec, Czech i Francji.

PUSTYNIA BŁĘDOWSKA

i tak dochody te stanowią poważną kwotę w budżecie gminy. Komandosi z 6 BDSz są w stałym kontakcie z gminą Klucze. Dbają też, by pustynia nie zatraciła pierwotnych walorów. – W ciągu roku żołnierze skaczą wielokrotnie. Niestety, pustynia zarasta – wyjaśnia kpt. Radosław Nawrocki, oficer sekcji zabezpieczenia spadochronowo-desantowego 6 BDSz. – Dlatego dbamy o to, by zrzutowisko było odpowiednio przygoto-

wane. W tym celu podejmujemy się m.in. karczowania terenu, uzgadniając to wcześniej z władzami gminy. Wykorzystujemy do tego własne siły. Trwa spór o Pustynię Błędowską. Jedni chcą zachować jej pierwotną formę, tzn. uzyskać maksymalną powierzchnię piasków i wydm. Drudzy wolą, by nie hamować naturalnego procesu zarastania pustyni. Wojsko jest sprzymierzeńcem utrzymania pierwotnej formy terenu. 
nr 22/2007

DYREKTOR DEPARTAMENTU NAUKI I SZKOLNICTWA WOJSKOWEGO MINISTERSTWA OBRONY NARODOWEJ
poszukuje kandydata na stanowisko

DYREKTORA CENTRALNEGO OŚRODKA NAUKOWEJ INFORMACJI WOJSKOWEJ W WARSZAWIE,
Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa 60.
Kandydaci ubiegający się o stanowisko powinni spełniać następujące wymagania: Wymagania konieczne:
1) obywatelstwo polskie; 2) ukończone studia wyższe na kierunku informacja naukowa i bibliotekoznawstwo lub pokrewne (kierunki historia, historia sztuki o specjalności archiwistyka lub muzealnictwo) albo wykształcenie wyższe i uprawnienia dyplomowanego pracownika informacji naukowej; 3) minimum sześcioletni staż pracy, w tym praca na stanowiskach kierowniczych; 4) zdolności w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi i umiejętności organizatorskie; 5) znajomość przepisów dotyczących prawa pracy pracowników urzędów państwowych, ochrony informacji niejawnych i Kodeksu postępowania administracyjnego; 6) znajomość na poziomie komunikatywnym co najmniej jednego języka obcego spośród języków roboczych Unii Europejskiej; 7) dobry stan zdrowia; 8) uregulowany stosunek do służby wojskowej; 9) niekaralność oraz brak toczących się postępowań karnych przeciwko kandydatowi; 10) zgoda na przeprowadzenie postępowania sprawdzającego umożliwiającego dostęp do informacji niejawnych stanowiących tajemnicę państwową, oznaczonych klauzulą „tajne”.

Wymagania pożądane:
1) znajomość przepisów dotyczących funkcjonowania informacji naukowej i naukowo-technicznej w resorcie obrony narodowej; 2) posiadanie stopnia naukowego w dziedzinie bibliologii; 3) posiadanie poświadczenia bezpieczeństwa uprawniającego do dostępu do informacji niejawnych stanowiących tajemnicę państwową, oznaczonych klauzulą „tajne”.

Wymagane dokumenty i oświadczenia:

 życiorys i list motywacyjny;  kopia pierwszych trzech stron dowodu osobistego lub kopia nowego dowodu osobistego lub oświadczenie o posiadaniu obywatelstwa polskiego;  kopie dokumentów potwierdzających wykształcenie oraz posiadane kwalifikacje i uprawnienia;  kopie świadectw pracy oraz opinii z pracy zawodowej;  zaświadczenie lekarskie o braku przeciwwskazań do pracy na stanowisku kierowniczym;  oświadczenie kandydata o korzystaniu z pełni praw publicznych i o niekaralności za przestępstwo popełnione umyślnie oraz braku toczących się postępowań karnych przeciwko kandydatowi;  oświadczenie lustracyjne, o którym mowa w ustawie z 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944–1990 oraz treści tych dokumentów (DzU nr 218, poz. 1592; nr 249, poz. 1832 oraz z 2007 r. nr 25, poz. 162);  oświadczenie kandydata o wyrażeniu zgody na przetwarzanie danych osobowych zawartych w ofercie pracy w celach rekrutacji;  pisemna zgoda kandydata na przeprowadzenie postępowania sprawdzającego, mającego na celu uzyskanie poświadczenia bezpieczeństwa do dostępu do informacji niejawnych stanowiących tajemnicę państwową o klauzuli „tajne”, zgodnie z przepisami ustawy z 22 stycznia 1999 r. o ochronie informacji niejawnych (DzU z 2005 r. nr 196, poz. 1631) lub kopia posiadanego poświadczenia bezpieczeństwa;  pisemne opracowanie „Koncepcji funkcjonowania i kierowania Centralnym Ośrodkiem Naukowej Informacji Wojskowej” liczące do pięciu stron maszynopisu.

Powyższe dokumenty powinny wpłynąć w terminie do 25 maja 2007 r. na adres: Departament Nauki i Szkolnictwa Wojskowego Ministerstwa Obrony Narodowej Kancelaria jawna nr 6, Al. Niepodległości 218, 00-911 Warszawa z dopiskiem „CONIW – oferta pracy”
Po zebraniu ofert i wstępnej weryfikacji wybrani kandydaci zostaną zaproszeni na rozmowy indywidualne, na których przedstawią opracowaną „Koncepcję funkcjonowania i kierowania CONIW”. Terminy rozmów z kandydatami będą ustalane w trybie indywidualnych powiadomień. Kandydat ma możliwość zapoznania się z funkcjonowaniem instytucji na podstawie dokumentów dostępnych w Centralnym Ośrodku Naukowej Informacji Wojskowej, tel. (0-22) 6-845 099, http://www.coniw.wp.mil.pl lub w Departamencie Nauki i Szkolnictwa Wojskowego MON, tel. (0-22) 6-846 738.

Uwaga:

 Kandydat na stanowisko dyrektora CONIW powinien być gotowy do ewentualnego podjęcia zatrudnienia z 1 lipca 2007 r.;  Pracodawca zastrzega sobie prawo nieskorzystania z oferty bez podania przyczyn.

nr 22/2007

Polska Zbrojna 43

WOJSKO PROBLEMY

M

arek S. w czasie swojego pierwszego „rozłąkowego” dojeżdżał do rodziny raz na dwa tygodnie. Teraz znów służba rzuciła go w drugi koniec Polski. Jest szczęśliwy, jeżeli odwiedzi rodzinę raz na miesiąc. Nie dlatego, by na swoim obecnym stanowisku w jednostce był aż tak zapracowany. Po prostu nie stać go na częstsze dojazdy. Podróże kosztują, a w okresie, gdy dzieci dorastają, liczy się w domu każdy grosz. Pociesza się, że przynajmniej może kontaktować się z nimi przez e-maile.

Służba wymaga dyspozycyjności, a to oznacza często rozłąkę z rodziną, dojazdy i kosztowne życie na dwa domy. Wielu na to nie stać. Dlatego kadra liczy na przywrócenie jakiejś formy dodatku rozłąkowego. Otwiera się na to szansa.

Tego wymaga pragmatyka
– Dziś poza miejscem stałego zamieszkania służy ponad 8 tys. żołnierzy zawodowych, czyli co dziesiąty. Do tego doliczyć trzeba tych na misjach poza granicami kraju i tych, którzy przebywają na różnych studiach i kursach w centrach szkolenia, czego wymagają od nich procedury awansowe – wylicza płk Anatol Tichoniuk, przewodniczący Konwentu Dziekanów Korpusu Oficerów WP. Przy tym kadry żyjącej w rozłące z rodziną będzie niewątpliwie coraz więcej. Ustawa pragmatyczna, wprowadzając zasadę kadencyjności i kontraktów, wręcz wymusza zawodową mobilność. Na tym polega przecież istota wojskowej służby. – Nie oznacza to jednak, że nie należy dostrzegać problemów bytowych, socjalnych, a także wychowawczych w rodzinach wojskowych. Wiadomo, jak trudno wychowywać dzieci bez ojca – mówią w konwencie. Tego samego zdania są dowódcy jednostek czy instytucji wojskowych. Tłumaczą, że generał, pułkownik, podpułkownik, może jeszcze major, jakoś dojazdy i życie na dwa domy wytrzyma. Jednak już młodszych oficerów, a tym bardziej podoficerów i szeregowych zawodowych, po prostu na to nie stać. Zwłaszcza że młodsza kadra nie służy w instytucjach sztabowych wyższych szczebli, lecz w wojskowym „terenie”, gdzie wciąż brakuje pracy i żony mają niewielkie szanse na zatrudnienie. Pewną ulgę pr zyniosła decyzja o wykupieniu dla chętnych uprawnień na przejazdy PKP z 50 proc. zniżką. W tym roku łącznie z pracownikami wojska dotyczy to 20 tys. osób. Część zainteresowanych wprawdzie narzeka, że – niestety – umowa dotyczy tylko PKP, a nie, jak niegdyś, także PKS. Między małymi miejscowościami komunikacja opiera się dziś głównie na autobusach, a nie na kolei. Pomoc jednak jest znacząca. – Gdy w ubiegłym roku w styczniu resort obrony nie dogadał się w sprawie ulg 44 Polska Zbrojna

Cena tęsknoty
TA D E U S Z M I T E K

– Gdy w ubiegłym roku, w styczniu, resort obrony nie dogadał się w sprawie ulg z PKP, miesięcznie traciłem na dojazdach dodatkowo tysiąc złotych. Jako pułkownik jakoś to zniosłem. Moi podwładni – już nie – mówi jeden z dowódców

BOGUSŁAW POLITOWSKI (2)

z PKP, miesięcznie traciłem na dojazdach dodatkowo tysiąc złotych. Jako pułkownik jakoś to zniosłem. Moi podwładni już nie – mówi jeden z dowódców. Dlatego kwestia w środowiskach wojskowych wzciąż jest poruszana. Pojawia się powszechnie podczas zebrań ogniw przedstawicielskich kadry i w meldunkach

o nastrojach. Z tego też powodu konwent od początku roku sygnalizował ten temat w rozmowach z ministrem obrony narodowej, szefem SGWP i Departamentem Kadr MON. Starania te przyniosły rezultaty w postaci projektu rozporządzenia MON „zmieniającego rozporządzenie w sprawie należności żołnierzy zawodowych za przeniesienia i podróże służbowe”. Projekt przewiduje wprowadzenie dwóch dodatkowych należności mających złagodzić pod względem finansowym warunki
nr 22/2007

służby przenoszonej kadry. Po pierwsze, miałby wejść w życie dodatek rozłąkowy dla żołnierzy, których rodziny czasowo (np. oczekując na przydział lokalu służbowego) lub wcale nie będą przesiedlać wraz z żołnierzem do nowego miejsca pełnienia służby. Mówiąc w skrócie – gdy zaistnieje stan „rozłąkowego”. Na jaką kwotę można by konkretnie liczyć? Otóż według projektu, który wpłynął do konwentu, dodatek miałby wynosić równoważność stawki diety krajowej. Obecnie są to 23 zł za każdy dzień wykonywania obowiązków służbowych. Czyli – uwaga! – jeśli ktoś chce dokładnie to wyliczyć – bez zwolnień, urlopów, dni wolnych.

Na owe 23 zł dziennie nie mogliby jednak, według projektu rozporządzenia, liczyć ci żołnierze zawodowi, którzy zamieszkują w lokalu WAM w miejscowości pobliskiej. Nie mieliby też dostać dodatku rozłąkowego ci, którzy odmówią przyjęcia lokalu w nowym miejscu służby.

Zwrot kosztów
A co z tymi, którzy też dojeżdżają, ale krócej niż owe dwie godziny w obie strony? Czasami przecież ich dojazd jest nie mniej kłopotliwy i kosztowny. Pytanie to jest tym bardziej istotne, że z pobliskich okolic do jednostek dojeżdżają przede wszystkim oficerowie i szeregowi zawodo-

nieważ odpowiadają na powszechne oczekiwanie, przyjęto je z dużą aprobatą. Widać to nie tylko po głosach napływających ze spotkań dziekanów czy mężów zaufania, ale także w meldunkach o nastrojach – mówi z satysfakcją płk Tichoniuk. Ostudźmy jednak przedwczesny entuzjazm. Sprawa nie jest jeszcze przesądzona, zwłaszcza co do szczegółowych rozwiązań rozporządzenia. Jak zawsze bowiem tam, gdzie chodzi o pieniądze, decydują nie tylko dobre intencje, ale konkretne finansowe wyliczenia. Finansiści obawiają się np., że w budżecie MON może w tym roku nie starczyć pieniędzy na odprawy. Słyszą w związku w tym pod-

W

Ucieczka przez awansem
kiem w ręku i obliczyli, że na rozłąkę po prostu nie będzie ich stać. Dojazdy i prowadzenie dwóch domów przekroczy ich możliwości finansowe. Cały kłopot służbowy i zawodowy chorążego sprowadził się potem do tego, jak uchylić się od przyjęcia zaszczytnego stanowiska. Odmowa mogła bowiem skutkować zwolnieniem z armii. Jest to jeszcze jedna cena, którą dziś kadra może zapłacić za życie w rozłące z rodziną.

jednym z rodzajów wojsk znaleziono idealnego wręcz kandydata na pomocnika dowódcy ds. podoficerów. Był to chorąży po studiach prawniczych i podyplomowych. Nie było wątpliwości, że mógłby reprezentować swój korpus na odpowiednim poziomie – kompetentnie i rzeczowo. Ten idealny, wydawałoby się, kandydat miał jednak jedną wadę. W sprawach bytowych konsultował się ze swoją żoną. Usiedli z ołów-

Dodatek taki przysługiwałby żołnierzom służącym w garnizonach, w których przewidziany w rozkładzie czas dojazdu z miejsca zamieszkania do miejsca pełnienia służby, koleją lub PKS, przekracza dwie godziny w dwie strony. Przy czym czas taki ma się liczyć od stacji lub od przystanku najbliższego miejscu zamieszkania do stacji lub przystanku najbliższego miejscu pełnienia służby. Sprecyzujmy, że chodzi o czas najdogodniejszego połączenia z tymi miejscami.
nr 22/2007

wi. W tych korpusach głównie „miejscowi” decydują się na służbę w wojsku. Otóż pomyślano i o nich. Projekt rozporządzenia przewiduje zwrot kosztów przejazdu. Miałby on być wyliczany na podstawie ceny imiennego biletu miesięcznego – po jego przedłożeniu w jednostce. W grę wchodziłby też ewentualny ryczałt stanowiący 1/22 ceny biletu miesięcznego za każdy dzień wykonywania obowiązków służbowych. – Założenia projektu dotarły już do kadry. Po-

powiedzi, że można by np. sięgnąć do puli, jaka istnieje w związku kilkunastoma tysiącami wakatów w naszym wojsku. Czy wezmą je pod uwagę? Budżetowe kalkulacje będą zapewne jeszcze trwały. Warto jednak wziąć pod uwagę, że zlikwidowanie pod koniec 2003 r. dodatku rozłąkowego kadra odebrała szczególnie dotkliwe, by nie powiedzieć złośliwe: jako ugodzenie w interesy swych rodzin. Czy wojsko stać będzie  na naprawienie tego błędu? Polska Zbrojna 45

PRAWO PORADY
Czy żołnierz zawodowy zwolniony z zawodowej służby wojskowej może liczyć na pierwszeństwo w zatrudnieniu w instytucjach administracji publicznej albo na stanowiskach związanych z obronnością kraju, np. w urzędach wojewódzkich, starostwach?

Zatrudnienie
byłych żołnierzy
BOGDAN ROSA

Żołnierze zwolnieni z zawodowej służby wojskowej z reguły mają trudności ze znalezieniem i podjęciem odpowiedniej pracy. Ich wiedza, dotychczasowe kwalifikacje i doświadczenie zawodowe nieczęsto przydają się w znalezieniu zatrudnienia. Obecnie istnieją możliwości, z których w takiej sytuacji można skorzystać. Dotyczą one prawnie usankcjonowanego pierwszeństwa w zatrudnieniu, przede wszystkim w administracji publicznej oraz na stanowiskach pracy związanych z obronnością kraju. Uprawnienie do korzystania z pierwszeństwa w zatrudnieniu (w szczególności na stanowiskach związanych z obronnością kraju w administracji publicznej),

ze względu na szczególny charakter wykształcenia, doświadczenia wojskowego i wiedzy specjalistycznej, przysługuje byłym żołnierzom zawodowym zwolnionym z zawodowej służby wojskowej z powodu: • ustalenia przez wojskową komisję lekarską niezdolności do służby; • upływu czasu określonego w kontrakcie, jeżeli nie nastąpi zawarcie kolejnego kontraktu; • upływu terminu wypowiedzenia stosunku służbowego zawodowej służby
nych osób wykonujących te prace; skierowania do innych prac pracowników lub innych osób dopuszczonych do pracy wbrew obowiązującym przepisom przy pracach wzbronionych, szkodliwych lub niebezpiecznych albo pracowników lub innych osób dopuszczonych do prac niebezpiecznych, jeżeli pracownicy ci lub osoby nie mają odpowiednich kwalifikacji (nakazy w tych sprawach podlegają natychmiastowemu wykonaniu), 3) nakazania pracodawcy wypłaty należnego wynagrodzenia za pracę, a także innego świadczenia przysługującego pracownikowi, 4) nakazania, w wypadku stwierdzenia, że stan bezpieczeństwa i higieny pracy zagraża życiu lub zdrowiu pracowników, zaprzestania przez zakład pracy lub jego część działalności bądź działalności określonego rodzaju,

wojskowej dokonanego przez właściwy organ; • niewyznaczenia na stanowisko służbowe w czasie pozostawania w rezerwie kadrowej; • niewyznaczenia na stanowisko służbowe na kolejną kadencję; • otrzymania dostatecznej ogólnej oceny w okresowej opinii służbowej; • zaistnienia potrzeb sił zbrojnych
5) zgłoszenia sprzeciwu przeciwko uruchomieniu wybudowanego lub przebudowanego zakładu pracy albo jego części, jeżeli z powodu nieuwzględnienia wymagań bezpieczeństwa i higieny pracy dopuszczenie ich do eksploatacji mogłoby spowodować bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia pracowników; sprzeciw wstrzymuje uruchomienie zakładu lub jego części, 6) skierowania wystąpienia, w razie stwierdzenia innych naruszeń niż wymienione wyżej, do pracodawcy lub właściwego organu, o usunięcie stwierdzonych naruszeń, a także w razie potrzeby o wyciągnięcie konsekwencji w stosunku do osób winnych.
TAKIE UPRAWNIENIA ZOSTAŁY OKREŚLONE POSTANOWIENIAMI PRZEPISU ART. 9 PKT. 1–5 USTAWY Z 6 MARCA 1981 R. O PAŃSTWOWEJ INSPEKCJI PRACY (JEDNOLITY TEKST OPUBLIKOWANY W DZURP NR 124 Z 26 PAŹDZIERNIKA 2001 R. POD POZ. 1362 ORAZ PÓŹNIEJSZE ZMIANY). (R.Z.)

Pytania i odpowiedzi
Gdy zostanie naruszone prawo
Jakie są kompetencje inspekcji pracy w przypadku stwierdzenia naruszenia w zakładzie przepisów prawa? W razie stwierdzenia naruszenia przepisów prawa pracy właściwe organy Państwowej Inspekcji Pracy uprawnione są do: 1) w wypadku, gdy naruszenie dotyczy przepisów oraz zasad bezpieczeństwa i higieny pracy – nakazania usunięcia stwierdzonych uchybień w ustalonym w nakazie terminie, 2) nakazania: wstrzymania prac, gdy naruszenie powoduje bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia pracowników lub in-

46 Polska Zbrojna

nr 22/2007

– za pisemną zgodą żołnierza. Stanowiska pracy związane z obronnością kraju, na które w pierwszej kolejności wyznacza się byłych żołnierzy zawodowych zwolnionych z zawodowej służby wojskowej z wymienionych powodów, określa wydane 27 lutego 2004 r. rozporządzenie prezesa Rady Ministrów. Zgodnie z jego postanowieniami, stanowiskami pracy związanymi z obronnością kraju są stanowiska, na których zakres czynności pracownika obejmuje realizację zadań obronnych wynikających z ustawy z 21 listopada 1967 r. o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej (jednolity tekst w DzURP nr 241 z 9 listopada 2004 r. pod poz. 2416 – z późniejszymi zmianami) oraz innych ustaw i wydanych na ich podstawie aktów wykonawczych. Stanowiskami takimi są stanowiska od inspektora, referenta (równorzędnego) do dyrektora departamentu lub innej komórki organizacyjnej (równorzędnego) włącznie, występujące w następujących instytucjach: 1) w administracji publicznej, a w szczególności w: • Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, • urzędach obsługujących ministrów, przewodniczących komitetów, którzy wchodzą w skład Rady Ministrów, oraz
GRAFIKA: MARCIN DMOWSKI

urzędach centralnych organów administracji rządowej, • urzędach wojewódzkich oraz urzędach stanowiących aparat pomocniczy terenowych organów niezespolonej administracji rządowej, • komendach, inspektoratach i innych jednostkach organizacyjnych stanowiących aparat pomocniczy kierowników zespolonych służb, inspekcji i straży wojewódzkich oraz powiatowych, chyba że przepisy stanowią inaczej, • urzędach gmin, starostwach powiatowych i urzędach marszałkowskich, • jednostkach organizacyjnych podległych albo nadzorowanych przez prezesa Rady Ministrów, ministrów, przewodniczących komitetów, którzy wchodzą w skład Rady Ministrów, centralne organy administracji rządowej, wojewodów, organy niezespolonej administracji rządowej, kierowników zespolonych służb, inspekcji i straży wojewódzkich oraz powiatowych, a także organy samorządu terytorialnego, • jednostkach organizacyjnych, dla których organ administracji rządowej lub organ samorządu terytorialnego jest organem założycielskim; 2) w innych niż wymienione w pkt. 1 instytucjach – stanowiska będące samodzielnymi stanowiskami pracy do spraw obronnych oraz inne stanowiska związane z działalnością na rzecz obronności, w tym również stanowiska: • specjalistów do spraw lotniskowych i kierowania ruchem lotniczym – w jednostkach organizacyjnych lotnictwa cywilnego, • w wojewódzkich, powiatowych i gminnych komórkach do spraw zarządzania kryzysowego, • w publicznych zakładach opieki zdrowojskiem, przedstawienia mu zawartej umowy o pracę z cywilnym pracodawcą? Tak. Dowódca jednostki wojskowej może zażądać od żołnierza zawodowego, który uzyskał zezwolenie na wykonywanie pracy zarobkowej poza wojskiem, przedstawienia do wglądu umowy o pracę lub umowy na podstawie innego tytułu.
PODSTAWA PRAWNA: POSTANOWIENIA PRZEPISU PAR. 6 ROZPORZĄDZENIA MINISTRA OBRONY NARODOWEJ Z 11 MAJA 2004 R. W SPRAWIE WYKONYWANIA PRACY ZAROBKOWEJ PRZEZ ŻOŁNIERZY ZAWODOWYCH (DZURP NR 127 Z 3 CZERWCA 2004 R., POZ. 1324). (R.Z.)

wotnej – związane z utrzymaniem rezerw artykułów sanitarnych i działalnością na rzecz obronności kraju, • w sądach powszechnych, prokuraturze i Służbie Więziennej, • u przedsiębiorców realizujących zadania obronne nałożone na nich na zasadach określonych w stosownych przepisach; 3) w jednostkach organizacyjnych podporządkowanych ministrowi obrony narodowej lub przez niego nadzorowanych, w przedsiębiorstwach państwowych, dla których jest on organem założycielskim oraz w komórkach organizacyjnych Ministerstwa Obrony Narodowej, z wyjątkiem stanowisk pomocniczych, robotniczych i obsługi. W celu zagwarantowania zatrudnienia byłym żołnierzom zawodowym zwolnionym z zawodowej służby wojskowej z wyżej określonych powodów szefowie wojewódzkich sztabów wojskowych prowadzą wykazy stanowisk pracy związanych z obronnością kraju. Powyższe wykazy opracowywane są na podstawie informacji otrzymanych od wymienionych instytucji. W informacjach takich powinny być zawarte dane dotyczące charakteru stanowiska, wymagań w stosunku do kandydata (byłego żołnierza zawodowego) w zakresie jego wykształcenia, doświadczenia wojskowego i wiedzy specjalistycznej, a także procedury obsady tego stanowiska. 
PRZEDSTAWIONE INFORMACJE WYNIKAJĄ Z POSTANOWIEŃ NASTĘPUJĄCYCH PRZEPISÓW PRAWNYCH: 1) ART. 119 UST. 1 USTAWY Z 11 WRZEŚNIA 2003 R. O SŁUŻBIE WOJSKOWEJ ŻOŁNIERZY ZAWODOWYCH (DZURP NR 179 Z 20 PAŹDZIERNIKA 2003 R., POZ. 1750 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI) ORAZ 2) PAR. 1–3 ROZPORZĄDZENIA PREZESA RADY MINISTRÓW Z 27 LUTEGO 2004 R. W SPRAWIE STANOWISK PRACY ZWIĄZANYCH Z OBRONNOŚCIĄ KRAJU (DZURP NR 35 Z 5 MARCA 2004 R., POZ. 310). (R.Z.)

Wolne od wszelkich opłat

Czy sprawy dotyczące wojskowych świadczeń emerytalno-rentowych podlegają opłatom? W sprawach wojskowych świadczeń emerytalno-rentowych zarówno osoby zainteresowane, jak i organy emerytalne są zwolnione od wszelkich opłat.
ZWOLNIENIE TO NASTĘPUJE NA PODSTAWIE POSTANOWIEŃ PRZEPISU ART. 36 USTAWY Z 10 GRUDNIA 1993 R. O ZAOPATRZENIU EMERYTALNYM ŻOŁNIERZY ZAWODOWYCH ORAZ ICH RODZIN (JEDNOLITY TEKST OPUBLIKOWANY W DZURP NR 8 Z 20 STYCZNIA 2004 R. POD POZ. 66 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI). (R.Z.)

Żądanie przedstawienia umowy

Dowody w sprawach podatkowych

należy dopuścić wszystko, co może przyczynić się do wyjaśnienia sprawy, a nie jest sprzeczne z prawem. Jeżeli przepis prawa nie wymaga urzędowego potwierdzenia określonych faktów lub stanu prawnego w drodze zaświadczenia, organ podatkowy odbiera od strony, na jej wniosek, oświadczenie złożone pod rygorem odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania. Przed odebraniem zeznania organ podatkowy poucza świadka o prawie odmowy zeznań i odpowiedzi na pytania oraz uprzedza o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania.
PODSTAWA PRAWNA: POSTANOWIENIA PRZEPISÓW ART. 180 PAR. 1 I 2 ORAZ ART. 196 PAR. 3 USTAWY Z 29 SIERPNIA 1997 R. – ORDYNACJA PODATKOWA (JEDNOLITY TEKST OPUBLIKOWANY W DZURP NR 8 Z 14 STYCZNIA 2005 R. POD POZ. 60 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI). (R.Z.)

Czy dowódca jednostki wojskowej może żądać od żołnierza zawodowego, który uzyskał zezwolenie na pracę zarobkową poza

Jakie dowody powinien przedstawić podatnik w toczącym się postępowaniu podatkowym? Jako dowód w postępowaniu podatkowym

nr 22/2007

Polska Zbrojna 47

HISTORIA TRADYCJE

Dziadek
TOMASZ SZULEJKO

Szalony

Pamięć pozwala poznać i ocalić od zapomnienia losy ludzi. To możliwe dzięki zapaleńcom takim jak Janusz Rau. Dla jednych po prostu Janusz, dla innych… Szalony Dziadek, przyjaciel Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych im. Stefana Czarnieckiego w Poznaniu.
Bywa w jednostce prawie codziennie. Odwiedza koszary, jeśli tylko zdrowie pozwala na taką wizytę. 76 pięknie przeżytych lat czasami przypomina o sobie. Janusz Rau zżył się z żołnierzami, poznał wielu osobiście. Zaprzyjaźnił się z kustoszem Muzeum Broni Pancernej kpt. Tomaszem Ogrodniczukiem. Ich spotkania zamieniają się często w wielogodzinne dyskusje historyczno-sentymentalne. Zresztą – wojsko ma właściwie w domu. Jego bratanica, kpt. Liliana Rau-Mikołajczak, jest lekarzem wojskowym i jednocześnie wykładowcą w poznańskim centrum. go brata. Brakuje słów, by móc opisać towarzyszące mu wtedy emocje. Sam Janusz Rau pamięta szczególnie jeden dziwny epizod z tamtych czerwcowych dni. Był już dorosły, po wojsku. Tak jak wielu młodych ludzi znalazł się na ulicy Dąbrowskiego. Jeden z jadących tamtędy czołgów został przejęty przez tłum. Razem z kolegą z czasów służby wojskowej wskoczył na pancerz. Kolega zmieścił się we włazie. Janusz Rau spadł z czołgu, ponieważ właz przyciął mu palec. Kolega kilkadziesiąt minut później nie żył. Panu Januszowi do dziś pozostała pamiątka w postaci zdeformowanego palca… Po tych wypadkach zachowały się fotografie wykonane przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Zdjęcia miały służyć do identyfikacji najbardziej aktywnych uczestników czerwcowego zrywu. Janusz Rau znalazł się na jednej z nich. Ojciec natychmiast zniszczył charakterystyczną kurtkę Janka, a jego samego wysłano na kilka miesięcy na wieś, żeby przeczekał najtrudniejsze chwile. Potem przyszła odwilż… Pięćdziesiąt lat później,
PODCZAS ŚWIĘTA CENTRUM SZKOLENIA WOJSK LĄDOWYCH Janusz Rau dumnie defilował we włazie swojego działa samobieżnego.

podczas centralnych obchodów rocznicowych, pan Janusz opowiadał o robotniczym proteście na scenie Teatru Nowego w Poznaniu. Na żywo mogła słuchać relacji cała Polska.

NIECODZIENNE HOBBY
Janusz Rau to wielki miłośnik historii i militariów. Hobby ma jednak niecodzienne. Niektórzy twierdzą, że szalone. W przydomowej pracowni konstruuje repliki zabytkowych armat w skali 1:1. Wykonał ich już dziesięć! Zaczyna od znalezienia kół wozu drabiniastego, konstruuje oś, łoże, a potem odlewa armatę. Ponieważ należy do Bractwa Kurkowego, okazji do strzelania na wiwat nie brakuje. Pomysł pojawił się w 2000 r. Pierwszy strzał miał być powitaniem XXI wieku. Armaty można podziwiać w poznańskim Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych podczas dni otwartych koszar. Eksponaty robią ogromne wrażenie. Jedna z armat wystrzeliła nawet światełkiem do nieba podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Oczywiście pojawiły się skutki uboczne. Pan Janusz śmieje się sam z siebie. Twierdzi, że kompletnie ogłuchł od wystrzałów.

POZNAŃSKI CZERWIEC
Życiorys Janusza Raua mógłby posłużyć jako scenariusz pasjonującego filmu o historii Polski. Chociażby dlatego, że w 1956 r. uczestniczył w tragicznych wydarzeniach Poznańskiego Czerwca… Tamte chwile wryły się w jego pamięć szczególnie mocno. Jego młodszy brat Alfred był drugim po Romku Strzałkowskim najmłodszym poległym uczestnikiem czerwcowego zrywu. Jak zginął brat, dowiedział się dopiero po pięćdziesięciu latach. Przy użyciu eksponatów muzealnych z Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych powstawał film dokumentalny o wydarzeniach z 28 czerwca 1956 r. Zdjęcia były pretekstem do spotkania Janusza Rau z reżyserem, który dotarł do wielu dokumentów. Trudny wywiad-rzeka rzucił nowe światło na przebieg tamtych chwil. To w czasie rozmowy na ławce obok starej wojskowej kuźni, w pewien majowy gorący dzień pan Janusz poznał szczegóły tragicznej śmierci młodsze48 Polska Zbrojna

JANUSZ RAU TO WIELKI MIŁOŚNIK HISTORII I MILITARIÓW. I MA NIECODZIENNE HOBBY. NIEKTÓRZY TWIERDZĄ, ŻE SZALONE. W PRZYDOMOWEJ PRACOWNI KONSTRUUJE REPLIKI ZABYTKOWYCH ARMAT W SKALI 1:1. WYKONAŁ ICH JUŻ DZIESIĘĆ!

ODPLAMIACZ
Obecnie pan Janusz spisuje swoje wspomnienia. Zachęcany przez rodzinę i przyjaciół stara się w wolnych chwilach ocalić od zapomnienia wiele zdarzeń ze
nr 22/2007

SŁOWO KAPELANA

P

WULKAN ENERGII
JANUSZ RAU aktywnie wspierał rekonstruktorów historii odtwarzających na Warcie operację forsowania rzeki pod kryptonimem ,,Arnhem 1944”. Uczestniczył w trudnej operacji wydobywania z mułu rzeki Rgilewki w okolicach Koła wraku niemieckiego działa samobieżnego zatopionego w 1945 roku. Jego zdrowy rozsądek pozwolił uniknąć wielu kryzysów wśród pasjonatów-muzealników. A kawa, którą przyrządzał w terenie, trzymała na nogach nawet najbardziej zmęczonych… Po prostu musiał tam być. Jego wskazówki i rady są nieocenione. Po służbie kpt. Ogrodniczuk rekonstruuje pod czujnym okiem pana Janusza motocykl K-750. Pojawi się kolejny ciekawy eksponat.

swego burzliwego życia. Nieprawdopodobnie brzmi historia o mundurze generała, ,,który się kulom nie kłaniał”. Działo się to tuż po zakończeniu wojny. Ów generał, stacjonujący czasowo w jednej z poznańskich willi, poplamił swój uniform. Mieszkająca obok ciotka otrzymała zadanie wywabienia plamy i wyprasowania munduru. Janek wysłany został z misją dostarczenia odświeżonego ubrania do właściciela. Nie miał wieszaka, więc w obawie przed wygnieceniem kurtki… założył ją na siebie. Słów wartownika na widok młodziana nie sposób cytować. W najlepszym wypadku zanosiło się na garbowanie skóry chłopakowi, który na szczęście był za młody, aby potraktować go jako wroga tworzącego się nowego porządku. Generał, który usłyszał hałas, był tak zaskoczony widokiem że Januszowi wszystko uszło na sucho. Do najciekawszych epizodów z życia Szalonego Dziadka należy służba wojnr 22/2007

skowa, odbywana w Żaganiu w latach 1951–1953. Działo samobieżne SU-100, którym przemierzał jako mechanik-kierowca poligonowe szlaki, jest dziś eksponatem Muzeum Broni Pancernej. To prawdopodobnie jedyny na świecie sprawny egzemplarz tego wozu, udoskonalony przez pasjonatów, oczywiście pod kierunkiem Szalonego Dziadka. Podczas święta Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych Janusz Rau dumnie defilował we włazie swojego działa samobieżnego. Dzięki ludziom takim jak Janusz Rau najmłodsi żołnierze odczuwają satysfakcję z pełnienia służby wojskowej. Natomiast uczniowie i studenci odbywają pasjonujące, interaktywne lekcje dziejów ojczystych oraz świadomego patriotyzmu. Jest bardzo skromnym człowiekiem. Życie nauczyło go wielkiej pokory. Dlatego wykorzystuje każdy dzień. A najważniejsze jest to, że dzieli się swoim życiem z innymi. 

odczas mszy świętej Uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego usłyszeliśmy w naszych świątyniach słowa modlitwy kapłana: „Wszechmogący Boże, wniebowstąpienie Twojego Syna jest wywyższeniem ludzkiej natury, spraw, abyśmy pełni świętej radości składali Tobie dziękczynienie i utwierdź naszą nadzieję, że My, członkowie Mistycznego Ciała Chrystusa, połączymy się z nim w chwale”. Modlitwa ta mówi, że „wniebowstąpienie Syna Bożego jest wywyższeniem ludzkiej natury”. Można powiedzieć, iż już sam fakt stworzenia nas na obraz i podobieństwo Boże jest takim wywyższeniem. Mowa jest jeszcze o czymś większym. Jeśli zmartwychwstanie Chrystusa przywróciło nam godność dzieci Bożych, to we wniebowstąpieniu owo dzieło Boże idzie jakby jeszcze dalej, jak to wyraził św. Jan w swoim Pierwszym Liście, że jeszcze się nie okazało, czym będziemy. Z powyższego wyrażenia Janowego możemy chyba wnioskować, że z dzieci staniemy się „dorosłymi Bożymi”. „Dorosnąć” może znaczyć tu: „dosięgnąć”, „być wyżej” lub, jak to określa kolekta, „być wywyższonym w ludzkiej naturze”. Spróbujmy to sobie wyobrazić. Na tym świecie ziarno pełni określoną rolę: jest zaczątkiem nowej, w pełni wykształconej rośliny. Ziarno jest w Jezusowej przypowieści symbolem słowa Bożego. Otóż to ziarno – słowo Boże – musi obumrzeć, aby wydać plon. Obumarcie ziarna jest w Pawłowym Drugim Liście do Koryntian symbolem naszej śmierci, a wyrastanie z niego nowej rośliny – naszego udziału w zmartwychwstaniu Chrystusa. Obumarcie ziarna-słowa paradoksalnie nadaje temu słowu nowe znaczenie. Nasza grzeszna natura, która skłania nas do miłowania siebie, przez udział w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa także „powstaje z martwych”, dzięki czemu umiemy kochać innych, zaś poprzez udział we wniebowstąpieniu natura nasza będzie wywyższona, dzięki temu nasza miłość będzie na sposób jawny i pewny odnajdywać swój przedmiot w Bogu.

TOMASZ SZULEJKO/ARCHIWUM CSWL (2)

Polska Zbrojna 49

PRZEGLĄD PRASY GRY WOJENNE BATTLESTATIONS: MIDWAY

Bitwa o
ANDRZEJ POTOCZNY

Dla por. marynarki wojennej USA Henry’ego Walkera i mjr. pil. Donalda Lockleara 7 grudnia 1941 r. miał być szczególną datą. Tego dnia obejmowali swoje pierwsze stanowiska w amerykańskiej bazie Pearl Harbor. Kiedy po całonocnym świętowaniu spieszyli rano do jednostek, nie mieli pojęcia, że przywitają ich fajerwerki.

D

o momentu uruchomienia gry „Battlestations: Midway” wydawało mi się, że w grach wojennych prochu już się raczej nie wymyśli. Wszystko już bowiem było: począwszy od strategii rozgrywanych na mapach zbliżonych do tych, jakie spotkać można w sztabach, poprzez strategie czasu rzeczywistego, symulatory poszczególnych rodzajów broni, aż po klasyczne shootery. Okazuje się jednak, że życie, a konkretnie programiści z grupy Eidos, potrafią zaskakiwać. Wyobraźcie sobie strategię, w której trakcie kierujemy flotą USA w krytycznym dla niej momencie rozpoczęcia wojny na Pacyfiku, a jednocześnie możemy stanąć za sterami każdego z dowodzonych statków (od kutra torpedowego aż po ciężkie pancerniki, lotniskowce i łodzie podwodne), i – jeśli trzeba – pilotować również walczące z nieprzyjacielską flotą samoloty!

Punkt pierwszy: szkoła
Zanim jednak uruchomimy grę, warto sprawdzić parametry techniczne komputera, aby uniknąć niepotrzebnej frustracji. Za piękną grafikę, która umożliwia nam nie tylko obserwowanie bardzo realistycznie odtworzonych okrętów floty amerykańskiej i japońskiej, ale również przyglądanie się, czym obecnie zajmuje się załoga kierowanych przez nas statków, trzeba zapła50 Polska Zbrojna

cić potężną mocą swojego komputera. Generalnie, jeśli nasz procesor jest słabszy niż odpowiednik PIV 2,5 GHz, mamy mniej niż 1 GB RAM-u i kartę graficzną gorszą niż NVidia 6800, to o zabawie możemy zapomnieć. Oczywiście można próbować – ale wtedy trzeba się nastawić na to, że będziemy ze spokojem obserwowali akcję klatka po klatce, a każdy ruch okrętu przypłacimy kilkunastosekundowym oczekiwaniem. Jeśli jednak spełnimy wysokie wymagania sprzętowe, możemy zaczynać. Nie polecam rozpoczynania od razu od kampanii, w której śledzić będziemy losy dwóch amerykańskich oficerów. Oczywiście można to zrobić, ale wtedy mogę zagwarantować, że karierę wojskową zakończymy w dniu ataku na Pearl Harbor. Generalnie bowiem do tego, aby ujarzmić grę, potrzebne są perfekcyjne opanowanie całej klawiatury i wiedza, w którym momencie dany klawisz ma dla nas strategiczne znaczenie. Jeśli skoczymy od razu na głęboką wodę, od tej mnogości możliwości niewątpliwie zakręci nam się w głowie, co skrzętnie wykorzystają setki japońskich bombowców, które postanowiły uczcić początek służby por. Henry’ego Walkera atakiem na Pearl Harbor. Aby uniknąć zatopienia w pierwszym dniu służby, należy, jak na każdego młodenr 22/2007

Midway
go adepta marynarki wojennej przystało, rozpocząć zabawę od kursu w Akademii Marynarki Wojennej. Taki kurs nie jest krótki – ukończenie go zajmuje ok. 1,5 godziny – ale dzięki niemu poznamy niemal wszystkie tajniki służby na okrętach i samolotach US Navy. Cierpliwy instruktor spokojnie tłumaczy wszystko – od sterowania okrętem, aż po skomplikowane manewry taktyczne. kariera ta będzie lekka, łatwa i przyjemna, i z całą pewnością zostaniemy bohaterem amerykańskiej marynarki. Dla ambitnych są dwa wyższe poziomy – tu już trzeba się mocno nagimnastykować, aby uniknąć kariery polegającej na heroicznym zejściu na dno razem ze swoim okrętem.

Obok „Battlestations: Midway” na pewno nie powinien przejść obojętnie żaden miłośnik efektownych walk morskich. Jest to jednak gra również dla tych, którzy po prostu lubią szybką akcję i śmigające nad głową pociski

Punkt trzeci: akcja
W zależności od naszego temperamentu o losach wojny możemy decydować na dwa sposoby. Jeśli płynie w nas krew sztabowca, wydamy okrętom i samolotom rozkazy na mapach i będziemy spokojnie rozliczać je z wykonywania zadań. Jeśli natomiast jesteśmy demonem wojny – wtedy sami zasiądziemy za sterami okrętu lub wolantem samolotu i pokażemy Japończykom, jak kunsztownie można prowadzić działania wojenne. Zdecydowanie polecam to drugie rozwiązanie. Jeśli chodzi bowiem o rozgrywkę taktyczną, to nie jest ona zbyt skomplikowana. Rozkazy ograniczają się bowiem do wydawania poleceń płynięcia w dane miejsce, atakowania wrogiego obiektu i określania (bardzo ograniczonej) gamy zachowań. Uwaga! Ci wszyscy, którzy oczekują, że będą mieli do czynienia z realistyczną symulacją pływania okrętem lub lotu samolotem, rozczarują się. „Battlestation: Midway” to gra zręcznościowa. Samolot obserwujemy nie z perspektywy kabiny, tylko z kamery umieszczonej tuż za jego ogonem. Podobnie jest z okrętami i łodziami podwodnymi. Tu od znajomości tajników lotu czy walki morskiej ważniejsze są szybkie palce i zręczne operowanie myszką. Zwycięstwo daje dużo satysfakcji – zapomnijmy jednak o tym, że po ukończeniu gry możemy biegiem ruszać na egzamin do Akademii Marynarki Wojennej. 

Punkt drugi: wojna
A co po szkole? Wojna. Zaczynamy w Pearl Harbor – w piękny niedzielny poranek płyniemy sobie na pokładzie niewielkiego kutra torpedowego do krążownika USS „Phoenix”, na którym musimy zacząć służbę. Już na samym początku mamy okazję podziwiać możliwości, jakie stwarza gra. W pierwszych minutach zabawy znajdujemy się w samym sercu wojny. Niebo przecinają setki japońskich samolotów, wokół nas eksplodują okręty US Navy (w tym pechowy USS „Phoenix, na którym służby jednak nie rozpoczniemy), a my... nie mamy czasu, żeby to wszystko podziwiać. Pierwsze zadanie brzmi: przeżyć. Mścić będziemy się później. A później czeka nas kilkanaście różnorodnych misji, które łączy generalna idea: topić, topić i jeszcze raz topić. Na początku działamy w pojedynkę i musimy martwić się wyłącznie o przydzielony nam okręt, ale z czasem nasza pozycja w armii będzie rosła, dzięki czemu pod naszą komendą znajdą się całe floty i eskadry lotnicze – a zwieńczeniem tego wszystkiego będzie bitwa o Midway. Czas między kolejnymi bohaterskimi wyczynami umilają nam animacje przedstawiające wojenne losy dwóch bohaterów naszej gry, pnących się po szczeblach wojskowej kariery. Jeśli wybierzemy najniższy poziom trudności,
nr 22/2007

Każdy, kto chciałby przekonać się na własnej skórze, jak wyglądały walki w rejonie Pearl Harbor, ma teraz niepowtarzalną ku temu okazję. Wystarczy tylko do 15 czerwca poprawnie odpowiedzieć na trzy pytania, a odpowiedzi wysłać na adres joanna.brodowska@redakcjawojskowa.pl, albo pocztą na adres Redakcji Wojskowej (Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa, z dopiskiem „Konkurs”). Wśród osób, które poprawnie odpowiedzą na pytanie, rozlosujemy nagrody: pięć egzemplarzy gry „Battlestations: Midway”. Pytania: 1. Ile okrętów (można pomylić się o 2) zostało zatopionych lub uszkodzonych podczas japońskiego nalotu na Pearl Harbor? 2. Od kiedy (podać rok) Hawaje, na których znajduje się baza Pearl Harbor, są częścią Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej? 3. Wymień przynajmniej pięciu wydawców gier, z którymi współpracuje obecnie firma Cenega Poland, dystrybutor gry „Battlestations: Midway”.

Konkurs

R

ozwiązanie konkursu „PZ” 17/2007: Spośród wielu nadesłanych poprawnych odpowiedzi na pytania wylosowaliśmy pięć osób, które wygrały gry komputerowe: „Code of Honor: Francuska Legia Cudzoziemska”: – Krzysztof Twardowski z Tomaszowa – Przemysław Gajdziński z Łasku – Artur Kutwin z Koszalina – Andrzej Misztal z Dziwnowa – Piotr Olszowy (prosimy o kontakt z redakcją) Nagrody wyślemy pocztą Gratulujemy!

Polska Zbrojna 51

WYPOCZYNEK KONDYCJA AAAAAAA AAAAAAAA

52 Polska Zbrojna

nr 22/2007

MILITARIA
PIERWSZA Z SZEŚCIU
SINGAPUR. Elementem obchodów 40-lecia singapurskiej marynarki wojennej było przyjęcie do służby pierwszej fregaty rakietowej klasy Formidable. Okręt zwodowano 7 stycznia 2004 r. we Francji. Na początku lipca 2005 r. RSS „Formidable” przypłynęła do Singapuru, gdzie została doposażona, po czym rozpoczęły się szkolenie załogi i próby morskie. Kolejne pięć jednostek tej klasy zbudowano już w kraju. Wszystkie wejdą do służby do 2009 r. Fregaty mają wyporność 3200 ton, są uzbrojone w rakiety przeciwokrętowe Harpoon i przeciwlotnicze Aster 15, torpedy A244S oraz armatę kal. 76 mm. Mają też hangar i lądowisko dla śmigłowca pokładowego, którym będzie S-70B Seahawk. (wrt)

WORLD NAVY

Priorytetem śmigłowce
TURCJA. Priorytetem wśród krótko- i średnioterminowych programów modernizacyjnych tureckich sił zbrojnych są zakupy nowych śmigłowców, które mają zwiększyć ich zdolności bojowe i transportowe. Trzy programy prowadzone są przez wojska lądowe. Pierwszym z nich jest program śmigłowca bojowego i taktycznego rozpoznania (ATAK). W końcu marca Komitet Wykonawczy Przemysłu Obronnego podjął decyzję o rozpoczęciu negocjacji z firmą AgustaWestland na temat kontraktu wartości 1,2 mld euro na współprodukcję 51 śmigłowców A129 Mangusta International. Minister obrony Vecdi Gonul powiedział, że ostatecznie może zostać wyprodukowanych ich 90. Problemem jest czas. Nawet jeśli umowa zostanie zawarta w tym roku, to pierwsza Mangusta trafi do służby nie wcześniej niż w 2012 r. W tej chwili Turcy dysponują tylko kilkudziesięcioma maszynami AH-1 Cobra, w tym siedmioma najnowszej wersji AH-1W Super Cobra. Stąd, aby zapełnić istniejącą lukę sprzętową, wojskowi chcą – jak podał portal DefenceNews.com – zakupić około dziesięciu amerykańNOWA BROŃ będzie systemem pośredniego wsparcia ogniowego i zastąpi lekkie moździerze kal. 60 mm.

skich śmigłowców bojowych (najchętniej AH-64D Apache Longbow). Turcja chce też nabyć za około pół miliarda dolarów 32 maszyny wielozadaniowe – 20 dla wojsk lądowych i po sześć dla marynarki wojennej oraz sił powietrznych. O kontrakt ten zabiegają firmy z USA i Europy. Sikorsky Aircraft oferuje S-70 Black Hawk, eksportową wersję UH-60. Kontraktem jest też zainteresowane konsorcjum NH Industries, producent NH90. AgustaWestland ma natomiast w ofercie dwie maszyny EH101 i AW139. Zwycięzca otrzyma dodatkowo zamówienie na śmigłowce gaśnicze. Trzeci program dotyczy zakupu około dziesięciu ciężkich maszyn, które kosztować będą prawdopodobnie też w granicach 500 mln dol. W grę wchodzą amerykańskie CH-47 Chinook i CH-53 Super Stallion oraz rosyjski Mi-26. Według DefenceNews.com, krótki termin dostawy czyni prawdopodobnym zakup używanych CH-47. Poza tym marynarka wojenna rozbudowuje flotyllę śmigłowców S-70B Seahawk. Do siedmiu już posiadanych, poczynając od 2009 r., dołączyć ma 17 maszyn. (ww)

KANADA. W lipcu skierowane zostaną do producentów zapytania w sprawie dostaw granatników automatycznych kal. 40 mm dla kanadyjskich wojsk lądowych. Propozycje przedstawią co najmniej dwaj oferenci, Raytheon Canada i Rheinmetall Canada wspólnie z Heckler & Koch. Pierwszy proponuje granatnik MK47 Striker, drugi ma w swej ofercie HK GMG (na zdjęciu). Przedstawiciele zainteresowanych firm podali, że w grę wchodzi dostawa minimum 179 gra-

UK MOD

NAVAL TECHNOLOGY

NOWY NABYWCA
BELGIA. W końcu kwietnia belgijski rząd zdecydował ostatecznie o zakupie śmigłowców NH90. Tym samym Królestwo Belgii dołączyło do 13 państw – użytkowników tych maszyn, zaś liczba zamówionych NH90 wzrosła do 453. Bruksela zawarła kontrakt na dostawę ośmiu śmigłowców z możliwością zwiększenia zakupu o dwa. Wartość transakcji to 292,5 mln euro. Belgowie zamówili cztery maszyny w wersji transportowej (TTH), którymi zostaną zastąpione śmigłowce poszukiwawczo-ratownicze Sea King bazującej w Koksijde 40 eskadry. Następna czwórka będzie w wersji morskiej (NFH). (wr)

Zamiast moździerzy
natników za 87 mln dol. kanadyjskich. Pierwszą partię wojsko chciałoby zakupić w trybie przyspieszonym, aby broń jak najszybciej trafiła do kontyngentu w Afganistanie. – Mam nadzieję, że będziemy mieć pierwsze systemy do lata 2008 r. – podział płk Francois Riffou, dyrektor komórki przygotowującej wymogi dla kupowanego sprzętu lądowego. Armia chce też wyposażyć w granatniki automatyczne zdalnie sterowane stanowiska na pojazdach. Decyzja o wprowadzeniu na wyposażenie wojsk lądowych granatników automatycznych zapadła po analizie doświadczeń z Afganistanu. (w)

nr 22/2007

Polska Zbrojna 53

MILITARIA
Tur Masa całkowita: 6200 kg Ładowność: 1000 kg Długość: 4870 mm Wysokość: 2350/2770 mm Szerokość: 2230 mm

Kuzyn Rysia

TA D E U S Z W RÓ B E L

Rozrasta się rodzina pojazdów pancernych, które powstały w Kutnie. Po Dziku i Łosiu pojawił się Tur.

N

a siłę nikogo nie da się przekonać. Jak Tur przejdzie poważne badania balistyczne, będzie można rozpocząć bardziej konkretne rozmowy. W tej chwili zbieramy opinie, gdzie tego typu pojazd mógłby znaleźć zastosowanie – powiedział Zygmunt Fabisiak, prezes AMZ-Kutno Sp. z o.o. Nie ukrywa, że choć wóz zaprojektowano, uwzględniając potrzeby polskiej armii, to prezentowany jest również potencjalnym klientom zagranicznym. No cóż, jak dotąd największe zamówienie, jakie otrzymała kutnowska firma na swe pojazdy pancerne, pochodzi z Iraku. W jego ramach zostanie wykonanych 600 pojazdów pancernych Dzik. Do tej chwili AMZ zrealizowało ów kontrakt niemal w dwóch trzecich. Na pierwszy rzut oka widać, że Tur ma niewiele wspólnego z Dzikiem, 54 Polska Zbrojna

który trafił do armii irackiej i do naszej Żandarmerii Wojskowej. Jeśli już szukać podobieństw, bliżej mu do włoskiego lekkiego pojazdu wielozadaniowego Lince (Ryś) czy też szwajcarskiego Eagle III (Orzeł). Przy czym ten pierwszy ma większą masę całkowitą, zaś drugi jest o kilkaset kilogramów lżejszy. Tym samym projekt pojazdu interwencyjno-patrolowego Tur wpisuje się w pewną tendencję rynkową, bowiem wozy patrolowe ze wzmocnioną ochroną przed minami i improwizowanymi ładunkami wybuchowymi są obecnie przebojem. Tylko amerykańskie siły zbrojne planują zakupy tysiąca różnego typu pojazdów. Chcą zastąpić nimi m.in. wozy HMMWV. W Polsce Tur być może stanie się następca honkera, który nie nadaje się do misji bojowych. Natomiast może nadal być wykorzystywany w kraju jako pojazd logistyczny.

– Prototyp jest po badaniach zakładowych. Teraz czekają go testy balistyczne, szczególnie pod kontem improwizowanych ładunków wybuchowych – oświadczył prezes Fabisiak. Specjalnie w tym celu wykonane zostaną dwa pojazdy. Próby będą też przeprowadzane na poszczególnych elementach kadłuba Tura.

Wielozadaniowiec
Konflikty o charakterze asymetrycznym w Afganistanie i Iraku pokazały, że nie sprawdzają się w nich powszechnie dotąd używane samochody terenowo-osobowe. Nie chronią wystarczająco załóg i pasażerów przed ostrzałem z zasadzki i przydrożnymi minami oraz improwizowanymi ładunkami wybuchowymi, na co zwrócono szczególną uwagę przy projektowaniu Tura. Spód jego kadłuba ma kształt litery V. Wymyślone w RPA
nr 22/2007

AAAAAAAA
Włoska menażeria

AAAAAAA

N

W

armii włoskiej VML został przyjęty do wyposażenia pod nazwą Lince (Ryś). Nabyli go też Brytyjczycy, którzy nadali mu nazwę Panther (Pantera), a także Belgowie i Norwegowie. W Niemczech pojazd ten znalazł się w ofercie Rheinmetalla jako Caracal (Karakal).

gowa, zsynchronizowana). Na napęd Tura wybrano włoski silnik turbo diesel, F1CE0481B o pojemności skokowej 2998 cm sześc. i mocy 166 KM. Przedstawiciele AMZ uważają, że jest ona wystarczająca dla pojazdu o masie całkowitej nieco ponad sześć ton. Jego zbiornik mieści 220 litrów paliwa.

Rogi dla Tura
Wozy patrolowe ze wzmocnioną ochroną przed minami i improwizowanymi ładunkami wybuchowymi, takie jak Tur, są obecnie przebojem rynkowym

rozwiązanie uchodzi za jedno z najskuteczniejszych zabezpieczeń przed minami, bowiem rozprasza energię wybuchu na boki. Pancerz kutnowskiego patrolowca spełnić ma wymogi poziomu 2 według STANAG 4569, zapewniając załodze ochronę przed pociskami przeciwpancernymi kal. 7,62x39 API BZ. Powinien też wytrzymać trafienia pociskami kal. 7,62x54R B32 API, a także wybuch pod pojazdem ładunku TNT o masie sześciu kilogramów, co jest wymogiem poziomu 2a wspomnianego już STANAG-u. AMZ-Kutno podkreśla, że na życzenie klienta istnieje możliwość podniesienia poziomu ochrony balistycznej Tura przez zastosowanie komponentów ceramicznych. Jednak coś za coś – znacząco podniesie to cenę pojazdu. Wymogi STANAG-u spełniają też wykonane ze szkła pancernego przednia szyba i wizjery w drzwiach bocznych.
nr 22/2007

Pomimo zupełnie odmiennego kadłuba podwozie nowego wozu jest bardzo podobne do tego, który zastosowano w Dziku. Jednak zamontowano mocniejszy silnik i dokonano też pewnej adaptacji ram. Niestety, narzuciło to poważne ograniczenia konstrukcyjne. Aby zmieścić się w nośności podwozia, skoncentrowano się głównie na opancerzeniu kabiny pasażerskiej. Zabezpieczono też płytami pancernymi boki silnika. Klapę wykonano z tworzyw sztucznych. W Kutnie pracują nad własnym podwoziem o zwiększonej nośności, ponieważ bez niego projekt wariantu z opancerzonym przedziałem transportowym (w istniejącym prototypie zabezpieczonym opończą) pozostanie tylko na papierze. Następną fazą będzie wykonanie prototypu z automatyczną skrzynią biegów (teraz jest ręczna sześciobie-

Tur jest wozem czterodrzwiowym, przewidzianym dla pięciu osób (dwóch z przodu i trzech z tyłu). We włazie dachowym można umieścić obrotnicę pod karabin maszynowy. Istnieje również możliwość zamontowania automatycznego granatnika. Na Turze przetestowano już zdalnie sterowane stanowisko strzeleckie Kobuz. To ostatnie rozwiązanie jest coraz powszechniej stosowane na tej klasy pojazdach. W wyposażeniu mogą też się znaleźć wyrzutnie granatów dymnych, sterowany z wnętrza wozu szperacz świetlny oraz przecinak do lin pułapek. Na życzenia klienta w kołach można zamontować wkładki masywowe. Dodatkowym wyposażeniem jest też klimatyzacja i filtrowentylacja z aktywnym filtrem węglowym. Wszystko wskazuje na to, że Tur nie będzie ostatnim pojazdem pancernym rodem z AMZ. W firmie planują w przyszłym roku pracować nad większym wozem, o masie w granicach ośmiu, dziesięciu ton, w którym ochrona balistyczna byłaby na poziomie 3 STANAG 4569, zarówno jeśli chodzi o odporność na ostrzał, jak i eksplozje min oraz improwizowanych ładunków wybuchowych.  Polska Zbrojna 55

ANDRZEJ DEMKOWIC Z (3)

ajbliższy Turowi jest opracowany przez Iveco Lekki Pojazd Wielozadaniowy (Veicolo Multiruolo Leggero – na zdjęciu), w którym również przewidziano miejsce dla pięciu osób. W porównaniu z kutnowskim prototypem ma mocniejszy silnik, Iveco F1D o mocy 186 kM. Pojazd występuje w dwóch wersjach długości kadłuba, 4,67 i 4,97 m. Może być opancerzony na różnym poziomie (1–4). Jeśli jest to poziom 3 STANAG 4569, to jego masa całkowita wynosi 6500 kg, a ładowność 1200 kg.

ARMIE ŚWIATA TURCJA AAAAAAA AAAAAAAA

J
TA D E U S Z W RÓ B E L

Turcja jest krajem, który ma drugie co do wielkości siły zbrojne spośród państw NATO. Pod bronią znajduje się ponad pół miliona żołnierzy. Tak liczne wojska to efekt położenia kraju w pobliżu Bliskiego Wschodu, jednego z najbardziej zapalnych regionów świata.

ej sąsiadami są Irak, Iran i Syria. Wpływ na atmosferę polityczną ma też niestabilna sytuacja wewnętrzna. Szczególnie trudna jest w południowo-wschodniej Turcji, gdzie działa separatystyczna partyzantka kurdyjska. Do tego dochodzą, pomimo 55 lat uczestnictwa w jednym sojuszu, podszyte wzajemną nieufnością stosunki z Grecją. Tu kością niezgody jest Cypr oraz przebieg granicy na Morzu Egejskim. Jeśli sytuacja na to pozwoli, Turcy chcieliby stworzyć mniejszą, profesjonalną armię.

Potężna lądówka
Tureckie wojska lądowe liczą ponad 400 tys. żołnierzy. Siły te zorganizowane są w armie i korpusy. Funkcjonuje też odrębne dowództwo dla wojsk stacjonujących od 1974 r. w północnej części Cypru, a także dowództwa logistyki, lotnictwa wojsk lądowych oraz szkolenia i doktryny. Co

SIŁA PAN
nr 22/2007

prawda istnieją dywizje, a także ich dowództwa, jednak podstawową strukturą organizacyjną są brygady, których jest około 50. Wyróżnia się wśród nich jednostki: pancerne, zmechanizowane, piechoty, komandosów i szkolne. Niektóre ze źródeł wymieniają też brygady artylerii. Turcja ma nie tylko najliczniejsze spośród europejskich członków NATO wojska lądowe, ale też największą liczbę czołgów. Najnowsze są Leopardy 2A4, których zakupiono 298 z nadwyżek armii niemieckiej. Nie sposób nie zauważyć, iż w tym samym czasie Grecy również nabyli 183 takie czołgi. Zawarli też kontrakt na 170 fabrycznie nowych Leopardów 2A6. Turcy od lat mają też w swym arsenale starsze Leopardy 1. Jednak gros czołgów stanowią pojazdy amerykańskie. W siłach lądowych jest ponad 900 wozów M-60. Obecnie prowadzony jest we współpracy z Izraelem program modernizacji 170 M-60A1, który powinien zakończyć się

56 Polska Zbrojna

w połowie przyszłego roku. Czołgi te dostaną nowe uzbrojenie. Armata kal. 105 mm zostanie zastąpiona większą – 120 mm. Pakiet modernizacyjny obejmuje też m.in. nowy system kierowania ogniem oraz wzmocnienie pancerza. Jednak dominują starsze M-48, których zależnie od źródeł jest od ponad 2,6 tys. do niemal 2,9 tys. W linii są tylko pojazdy, które zmodernizowano tak, by dysponowały podobnymi zdolnościami jak wozy M-60A1/A3. Jeśli chodzi o bojowe wozy piechoty i transportery piechoty, można wyróżnić dwie rodziny pojazdów. Pierwsze to zbudowane na licencji gąsienicowe AIFV (Advanced Infantry Fighting Vehicle), oparte na powstałym jeszcze w końcu lat 60. projekcie pojazdu XM765 amerykańskiej firmy FMC, który był rozwinięciem transportera M-113. Nie wszedł on do armii amerykańskiej, ale nabyło go kilka innych krajów, m.in. Belgia i Holandia, gdzie dostał oznaczenie YPR-765. Poczy-

nając od 1992 r., armia turecka otrzymała ponad 2,2 tys. wozów w czterech wersjach: BWP, transporter piechoty, samobieżny moździerz i niszczyciel czołgów z ppk TOW. Poza AIFV w służbie jest ponad 2,8 tys. M113. Niektóre źródła wymieniają też rosyjskie BTR-80, którymi według innych dysponuje tylko paramilitarna żandarmeria. Turcja ma niemal 7,5 tys. systemów artyleryjskich, w tym kilkaset samobieżnych, ale jest to modernizowany sprzęt starszej generacji. Jednak lądowcy otrzymali już pierwsze licencyjne południowokoreańskie haubice K9T kal. 155 mm. Realizowany jest też program modernizacji lotnictwa wojsk lądowych, którego sztandarowy projekt to zakup kilkudziesięciu nowych śmigłowców bojowych.

Długofalowe plany
Turcja ma duże i nowoczesne siły powietrzne, dysponujące ponad 400 samolo-

NCERZA
TRANSPORTER Pars 8x8 jest dziełem tureckich konstruktorów. JEDNA z ośmiu fregat zbudowanych na podstawie projektu MEKO 200

Turcja ma duże i nowoczesne siły powietrzne, dysponujące ponad 400 samolotami bojowymi, z których około 220 stanowią F-16 (flota myśliwców druga co do wielkości w NATO). Jest też krajem, gdzie „16” są produkowane na licencji

tami bojowymi, z których około 220 stanowią F-16. Jest też krajem, gdzie „16” są produkowane na licencji. Niedawno złożono zamówienie na 30 F-16C/D Block 50+. Ankara włączyła się też w program nowego myśliwca F-35. Wstępne plany zakładają zakup stu F-35A. Podobnie jak w przypadku sprzętu lądowego, modernizowane są samoloty starszej generacji, około stu F-4E i F-5. Tu również partnerem są Izraelczycy. W sumie posiadany sprzęt pozwala utrzymywać około 20 eskadr bojowych i rozpoznawczych. Nie zapomina się też o siłach wsparcia. Turcy zamówili już samoloty transportowe Airbus A400M, które dołączą do posiadanych już Herculesów, Transalli i CN-235. W trakcie realizacji jest projekt maszyn wczesnego ostrzegania na platformie B 737. Kupowane są też kolejne bezpilotowce. Struktura tureckich sił powietrznych oparta jest na bazach lotniczych, w których stacjonują eskadry różnego typu maszyn. Poza samolotami jest około 40 śmigłowców, UH-1H Iroquois i AS532UL Cougar. Są to głównie maszyny poszukiwawczoratownicze. Sześć Kuguarów służy do misji Combat SAR. Jako kraj morski Turcja przykłada ogromną wagę do marynarki wojennej. Jej flota dysponuje co najmniej 20 fregatami rakietowymi. Osiem okrętów zbudowano na podstawie niemieckiego projektu MEKO 200 w latach 80. i 90. Resztę stanowią fregaty z drugiej ręki, amerykańskich klas Olivier Hazard Perry i Knox. Niektóre źródła zaliczają do tego typu okrętów również szóstkę eksfrancuskich jednostek klasy A-69 Aviso. Istnieją dwa programy, które znacząco wzmocnią potencjał sił nawodnych. Zaaprobowano budowę pierwszych sześciu nowych fregat klasy TF-2000. W trakcie realizacji jest program budowy 8–12 korwet klasy Milgem, z których pierwsza ma być gotowa w 2009 r. Uzupełnieniem sił nawodnych są 23 małe okręty rakietowe. Turecka flota ma też 12–14 okrętów podwodnych, należących do trzech klas. Zbudowano je, opierając się na projektach niemieckich jednostek U209/1200 i U209/1400. W grudniu ubiegłego roku postanowiono, że siły podwodne otrzymają w przyszłości sześć nowych okrętów. Wtedy też zapadła decyzja o budowie pierwszego okrętu desantowego (LPD). Integralną częścią floty jest lotnictwo morskie, dysponujące m.in. samolotami patrolowymi CN-235. Zamówiono dziesięć maszyn ATR 72-500. Turcy mają też około 20 śmigłowców, AB-212 i S-70B Seahawk. Niebawem liczba Morskich Sokołów powiększy się o 17.  Polska Zbrojna 57

nr 22/2007

NATO/TURKISH AIR FORCE (5)

WYDARZENIA ZAPIS
Po szlify za Atlantyk
POLSKA. Tegoroczny abiturient Liceum Lotniczego w Dęblinie, Kajetan Łapczuk, po latach przerwy będzie pierwszym Polakiem w gronie słuchaczy akademii wojskowych Stanów Zjednoczonych. Z szóstki wytypowanych w szkole kandydatów najlepiej zdał egzaminy przed komisją w ambasadzie USA. Jesienią – jako szeregowy zawodowy – stanie się kadetem Akademii Sił Powietrznych USA w Colorado Springs. W następnych latach w uczelni tej mogą pojawić się kolejni Polacy, pewnie również maturzyści z Dęblina. W latach 90. na studia za ocean resort obrony delegował 13 podchorążych – ich pobyt tam sponsorowała w większości strona amerykańska. Wysyłania studentów zaprzestaliśmy my, na przełomie 1998 i 1999 r. Ich „zagospodarowanie” po powrocie okazało się zbyt trudne dla Departamentu Kadr. Oficjalnie uzasadniano, iż lepszym pomysłem jest delegowanie do Ameryki żołnierzy na kursy doskonalące w ramach także sponsorowanego przez Amerykanów programu IMET. Za wskrzeszeniem kształcenia pojedynczych kandydatów na oficerów w szkołach naszego największego sojusznika stoi podsekretarz stanu w MON Bogusław Winid, jeszcze rok temu zastępca ambasadora Polski w Waszyngtonie. (art)

Straty ludzkie nie usprawiedliwiają opuszczenia sojuszniczej operacji
NIEMCY. Politycy oświadczyli, że zamachu przyznali się w interne- ier podkreślił, że bez pomocy Afzamach na niemieckich żołnierzy, do którego doszło w Afganistanie, nie spowoduje wycofania Bundeswehry z misji afgańskiej. Trzech niemieckich żołnierzy zginęło 19 bm. w północnej prowincji kraju, Kunduz, w zamachu bombowym dokonanym przez terrorystęsamobójcę. Zginęło też czterech afgańskich cywilów, a trzynaście osób zostało rannych. Grupa Niemców robiła zakupy na rynku w Kunduzie, gdy zamachowiec zbliżył się do nich i zdetonował ukryty pod ubraniem ładunek. Do cie talibowie. Niemieccy politycy nie pozostawili żadnych wątpliwości co do tego, że Bundeswehra w dalszym ciągu będzie uczestniczyła w misji stabilizacyjnej w Afganistanie. Tylko Partia Lewicy zażądała natychmiastowego wycofania żołnierzy niemieckich. Kanclerz Angela Merkel zapewniła, że wspólnota międzynarodowa jest zdecydowana nadal pomagać mieszkańcom Afganistanu w budowaniu lepszej przyszłości, a minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeganistan ponownie pogrążyłby się w wojnie domowej. Na północy Afganistanu w siłach ISAF służy około 3 tys. żołnierzy Bundeswehry. Uczestniczą w misji w Afganistanie od 2001 r. Ostatni zamach był najtragiczniejszy w skutkach dla Niemców od czerwca 2003 r., kiedy zamachowiec-samobójca wjechał w Kabulu wyładowaną materiałami wybuchowymi taksówką w autobus Bundeswehry. Zginęło wtedy czterech żołnierzy, a 29 zostało rannych. (ad)

Niemcy zostają

Konstelacja rozpoznawcza
Zmiana rozkazu
WIELKA BRYTANIA. Wbrew początkowym zapowiedziom książę Harry, trzeci w kolejce do brytyjskiego tronu, nie będzie służył w Iraku – poinformowało ministerstwo obrony. Pod decyzją podpisał się głównodowodzący armią gen. Richard Dannatt. Władze wojskowe od dłuższego czasu wahały się z ostateczną decyzją, czy wysłać podporucznika Walesa (służbowy tytuł Harry’ego) do Iraku, gdzie stanowiłby atrakcyjny cel dla rebeliantów. Zagrożony byłby tam nie tylko on, lecz i jego otoczenie. – Uważam, że to ryzyko nie do zaakceptowania – oznajmił gen. Dannatt. 22-letni Harry miałby teraz trafić na misję do Afganistanu. O takiej możliwości napisał 20 bm. tabloid „News of the World”. (ann)

w skrócie
Erupcja
LIBAN. Niecały rok po wybuchu wojny Izraela z Hezbollahem Liban znów stanął w ogniu. Na północy żołnierze regularnej armii zaatakowali bojowników palestyńskiego ugrupowania Fatah al Islam. To najkrwawsze starcia wewnątrz kraju od wojny domowej między chrześcijanami a muzułmanami w latach 1975–1990. Wojsko uderzyło 20 bm. w pozycje bojowników w obozie uchodźców Nahr al Barid pod Trypolisem, drugim co do wielkości miastem Libanu. Zginęło ponad 50 ludzi, w tym 25 żołnierzy. Następnego dnia do akcji wkroczyły czołgi, ostrzeliwując 21 bm.

USA. Amerykańska Agencja

Zaawansowanych Badań Obronnych (DARPA) poinformowała, że pod jej auspicjami powstał system zarządzania wieloma bezpilotowymi aparatami latającymi, wykonującymi w jednym rejonie misje rozpoznawcze na rzecz wojsk lądowych. Demonstrator systemu, nazwanego HURT, zaprezentowano podczas ćwiczeń jednostek US Army w Fort Hunter Liggett. Nadzorował on tam jednoczesne misje załogowych i bezzałogowych statków powietrznych obserwujących teren i przesyłających zebrane informacje w czasie rzeczywistym do żołnierzy wyposażonych w laptopy z łączem szerokopasmowym. Zadanie obejmowało

kontrolę lotnictwa na trzech „poziomach”. Pierwszym był samolot C-12 obserwujący z pułapu ok. 2000 m teren w promieniu do stu mil. Drugim – bezpilotowce Hunter, Shadow i Scan Eagle; z pułapu 800 m rozpoznawały teren w promieniu 50 mil. Najniżej, ok. 30 m nad symulowanym polem walki, latały bezpilotowce Pointer, Raven i Wasp. Wszystkie maszyny sprzęgnięto ze sobą dzięki HURT, co miało zaowocować uzyskaniem jednolitego i dokładnego obrazu rejonu. Piechota morska testowała ten system w 2006 r. w ośrodku zurbanizowanym w Twentynine Palms. Przemysłowym partnerem DARPA w tym programie jest koncern Northrop Grumman. (ag)

58 Polska Zbrojna

nr 22/2007

NATO

Andrzej Jonas
REDAKTOR NACZELNY „THE WARSAW VOICE”

Skrytobójstwo

serwerów

K

to by się spodziewał, że Estonia należy do najbardziej zinformatyzowanych krajów Unii Europejskiej. Ponad 90 proc. rachunków opłacanych jest tą drogą, a SMS-em można zapłacić nawet za przejazd miejskim autobusem. Łatwo więc się domyślić, jakim chaosem grozi zdezorganizowanie pracy serwerów. To tak, jakby wyłączyć z ruchu kolejowego stacje węzłowe. A nawet gorzej. 27 kwietnia, po zamieszkach wywołanych demontażem słynnego pomnika radzieckich żołnierzy w Tallinie, estońskie serwery oszalały.

Przestawały działać internetowe strony gazet, znikały serwisy informacyjne, usiłowano zablokować systemy bankowe i rządowe. Wojna, a właściwie starcie, toczyła się między zwolennikami i przeciwnikami przeniesienia pomnika na cmentarz. Część komentatorów była zdania, że za atakiem na estońskie systemy stoją kremlowscy specjaliści, przeciwko czemu przemawia jednak amatorski poziom hakerów. Tak czy inaczej, Tallin zwrócił się o pomoc do NATO, co może sugerować, że starcie potraktowano jednak w kategoriach wojennych. „To nie mogli być zwykli hobbyści”, miał powiedzieć urzędnik NATO przybyły z grupą ekspertów do Tallina. Czyżbyśmy mieli odtrąbić nowy etap w odwiecznym dialogu tarczy i miecza? Starcia w cyberprzestrzeni już się chyba rozgrywały, i to nie tylko w komputerach planistów. Także instalacje cywilne tradycyjnie bywają obiektem ataków. Czyli nic nowego…A jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że postawiliśmy kolejny krok na złej drodze. Także tej, która umożliwia nieautoryzowane, tajne ataki. Skrytobójstwo serwerów? czeństwa ONZ z 2004 r. nakazującej rozbrojenie Palestyńczyków w obozach, nadal noszą oni broń. Rezolucję tę odrzucił Hezbollah – największe ugrupowanie zbrojne w Libanie. Fatah al Islam uchodzi za organizację związaną z syryjskim wywiadem.

Chcemy świata, który będzie bezpieczniejszy
zasięgu. Mają one potrwać do końca roku. Ekipa z amerykańskiej Agencji Obrony Rakietowej przeprowadziła już badania hydrologiczne i geologiczne terenu na poligonie w Brdy, gdzie radar miałby stanąć. Zespół zapoznał się też z tamtejszą infrastrukturą. W tym tygodniu czescy i amerykańscy negocjatorzy przystąpili do omawiania treści umowy określającej warunki funkcjonowania planowanej stacji, jej precyzyjną lokalizację, dostęp do obiektu itp. Rząd naszych sąsiadów rozpoczął też kampanię mającą przekonać do amerykańskiego projektu mieszkańców okolic Brdy. Według kwietniowego sondażu 68 proc. Czechów jest przeciwnych umieszczeniu stacji radiolokacyjnej. W Polsce podobne negocjacje z Amerykanami miały się zacząć 23 bm. (a)

Rekonesans i negocjacje

Tarcza antyrakietowa:

PREZYDENT RP

CZECHY. Prezydenci Polski i Czech, Lech Kaczyński i Vaclav Klaus, po spotkaniu w Pradze 21 bm. oznajmili, że mają wspólne, pozytywne stanowisko w sprawie tarczy antyrakietowej. – Nie chcemy specjalnych korzyści dla nas. Chcemy świata, który będzie bezpieczniejszy – powiedział L. Kaczyński. Pod koniec marca Republika Czeska oficjalnie rozpoczęła negocjacje z USA na temat ustawienia na jej terytorium radaru dalekiego

Planowanie na wszelki wypadek
IRAK. – Siły irackie tworzą plan
działania na wypadek szybkiego wycofania się z Iraku sił wielonarodowych – poinformował 21 bm. iracki minister obrony Abdul Kader al Obeidi. To pierwszy przypadek publicznego wypowiedzenia się przez którąś z osobistości irackich na temat możliwości szybkiego zakończenia misji przez zmontowaną przez Amerykanów koalicję, zakup przez Syrię pozostałych 40, zamówionych na początku br. Pancyr S1E to terenowy samochód ciężarowy z dwiema wyrzutniami przeciwlotniczych pocisków kierowanych o zasięgu 12 km i dwoma działkami kalibru 30 mm. Każdy zestaw ma własny radarowy system wykrywania celów i naprowadzania rakiet. w tym kontyngent z Polski. Nie jest jednak jasne, czy chodzi o rutynowe planowanie, czy o coś więcej. – Armia przyjmuje za podstawę najgorszy z możliwych scenariuszy – powiedział minister i dodał, że na spotkaniach generałów z przywódcami politycznymi rozważane są sposoby postępowania na wypadek nieoczekiwanego wycofania się obcych wojsk z kraju. (ag) cji ottawskiej zakazującej produkcji, przechowywania, stosowania, handlu i przekazywania tych min. Miały ich wtedy ok. 1,3 mln sztuk, z czego 40 tys. magazynowano w Czarnogórze. Znaleźli się hojni donatorzy, głównie Kanada i Austria. Za 1,7 mln dolarów sfinansowali niszczenie min w podległych serbskiemu MON warsztatach remontowych w Kragujevacu, a kontrakt na likwidację arsenału firmowała natowska agencja NAMSA. Był to drugi projekt Funduszu Zaufania realizowany w Serbii i Czarnogórze. W 2003 r. zniszczono 28 tys. sztuk broni strzeleckiej i lekkiej. Trzeci projekt od dwóch lat prowadzi Norwegia. Jego celem jest rekonwersja personelu serbskich sił zbrojnych. (g)

ALJAZEERA

obóz i zabijając kolejnych ludzi. Z kolei w Bejrucie wybuchły bomby pułapki. W obozach w Libanie przebywa około 400 tys. palestyńskich uchodźców. Niepokoje spod Trypolisu mogą rozszerzyć się na pozostałe ich skupiska. Na mocy porozumienia z 1969 r. armia libańska nie wkracza do tych obozów. Mimo rezolucji Rady Bezpie-

Transakcja z pośrednikiem
IRAN–SYRIA. Syria zgodziła
się odsprzedać Iranowi co najmniej 10 z 50 kupowanych w Rosji samobieżnych przeciwlotniczych zestawów Pancyr S1E – poinformował tygodnik „Jane’s Defence Weekly”. Dostawy dla Iranu przewidziane są na koniec 2008 r., przy czym zapłaci on nie tylko za przejęte zestawy, ale częściowo sfinansuje też

Bez min w magazynach
BAŁKANY. Serbia i Czarnogóra pozbyły się 16 bm. ostatnich min przeciwpiechotnych. Stało się tak dzięki przedsięwzięciu sponsorowanemu przez Fundusz Zaufania NATO/Partnerstwa dla Pokoju. We wrześniu 2003 r. oba kraje przystąpiły do konwen-

nr 21/2007

Polska Zbrojna 59

ŚWIAT BEZPIECZEŃSTWO
S TA N I S Ł AW KOZ I E J

Na naszych oczach na progu XXI wieku rodzi się nowe światowe mocarstwo ery informacyjnej – globalna sieć terrorystyczna. Sieć w postaci zbioru różnych, niezależnych od siebie grup i organizacji terrorystycznych. Sieć, która istnieje, choć nie została przez nikogo zorganizowana.

YZM ROR TER

NIETYPOWE MOCARSTWO
nr 22/2007

60 Polska Zbrojna

Strategia szeroko rozumianych działań prewencyjnych i uprzedzających jest logicznie i operacyjnie uzasadnioną odpowiedzią na nowy charakter globalnych i masowych zagrożeń terrorystycznych z możliwością użycia broni masowego rażenia
AMERYKANIE ucięli hydrze parę głów, ale w tym czasie wyrosły jej nowe.

Sieć terrorystyczna to mocarstwo nietypowe, niepaństwowe, bez jakiejkolwiek centralnej władzy, bez konkretnego terytorium, ludności i przestrzennie zlokalizowanych zasobów, mocarstwo z wirtualną czasoprzestrzenią, inne od klasycznie pojmowanych potęg państwowych. Mocarstwo, które zapewne niedługo złowi w tę swoją sieć broń masowego rażenia. Społeczność międzynarodowa nie najlepiej wykorzystała miniony czas od dramatycznych wydarzeń z 11 września 2001 r., aby zapobiec rośnięciu w siłę tego mocarstwa.

tanie racjonalne brzmi – kiedy i gdzie to się zdarzy? Do obrony przed takimi zagrożeniami nie wystarczą strategie narodowe. Nie wystarczą nawet strategie regionalnych organizacji międzynarodowych, jak NATO lub UE. Potrzebna jest globalna strategia bezpieczeństwa. Jaka zatem powinna być owa globalna strategia bezpieczeństwa i jak doprowadzić do jej ustanowienia? Otóż nie ulega chyba wątpliwości, że musi to być strategia oparta na filozofii zapobiegania zagrożeniom i ich wyprzedzania. Strategia reagowania nie ma szans na skuteczność. Kowboje, kibice i strusie Ideą wyprzedzania zagrożeń nasycoAmerykanie – kierując się typową stra- ne są już dzisiaj strategie wielu liczących tegią kowboja – podjęli szybkie i zdecydo- się państw, w tym w szczególności USA. wane, ale niestety zbyt uproszczone i nie- Taka jest również strategia bezpieczeńmal wyłącznie siłowe akstwa Unii Europejskiej. Na tacje retorsyjne i prewencyj- W Europie czekamy ką potrzebę zwracają uwagę ne. Może ucięli hydrze pana cud, wierząc eksperci panelu powołanego rę głów, ale w tym czasie przez byłego Sekretarza Gew istnienie wyrosły jej nowe. neralnego ONZ. Europa stosowała wy- świętego terrorysty Pierwszą praktyczną weryczekującą strategię strusia fikacją współczesnej strategii – chowania głowy w piasek i martwienia prewencyjnej w wydaniu amerykańskim się nawet nie o siebie, tylko o tych bied- jest kampania iracka. Weryfikacją w dunych terrorystów, aby czasami ich nie żym stopniu negatywną. Dlaczego? skrzywdzić posądzeniem o złe intencje. Innymi słowy – w Europie czekamy na cud, Dobry pomysł, gorsze wykonanie wierząc w istnienie świętego terrorysty. Najprościej byłoby wytłumaczyć to błęChiny z kolei konsekwentnie już od lat dami popełnionymi w jej realizacji. Ale kierują się strategią kibica, czyli stoją z bo- to nie byłoby prawdziwe. Otóż, moim ku. Niech się inni męczą. zdaniem, to nie jest tylko kwestia złego Strategie kowboja, strusia i kibica – nie wykonania dobrego pomysłu. Działania są tym, co może być skuteczne w zwalcza- w Iraku ujawniły nie tylko pewne, natuniu terroryzmu światowego. Tymczasem ralne niejako, potknięcia wykonawcze, z dnia na dzień narasta groźba apokalip- ale także istotne słabości i luki w samej tycznych wydarzeń w postaci dramatycz- koncepcji strategicznej. nych ataków terrorystycznych z użyciem Po pierwsze – amerykańska strategia broni masowego rażenia. w jej części dotyczącej działań uprzeDzisiaj już nie wypada pytać – czy po- dzających zdominowana jest podejjawi się terroryzm masowego rażenia? Py- ściem destruktywnym, przy wyraźnym
nr 22/2007

niedostatku treści konstruktywnych. Irak pokazał, że nie wystarczy tylko zlikwidować jakieś zagrożenia. Należy jeszcze utrzymać i utrwalić uzyskany stan braku owych zagrożeń. Samo zburzenie państwa zbójeckiego, jakim był saddamowski Irak, to mało, aby mówić o powodzeniu podjętej akcji prewencyjnej. Aby strategia takich działań była skuteczna, musi zawierać także elementy konstruktywne: stabilizację i wszechstronną, długotrwałą zazwyczaj odbudowę pokryzysową. Wiąże się z tym druga słabość amerykańskiej koncepcji działań uprzedzających. Jest nią zbytnie zawężanie ich do sfery militarnej, koncentrowanie się na uderzeniach wyprzedzających, przy niedocenianiu interwencyjnej roli środków pozamilitarnych, w tym operacji cywilnowojskowych. Chodzi tu zwłaszcza o ich rolę w rehabilitacji podmiotu, na którym wykonano operację antyzagrożeniową (prewencyjnej likwidacji zagrożenia). Obiektywnie rzecz biorąc, strategia szeroko rozumianych działań prewencyjnych i uprzedzających jest logicznie i operacyjnie uzasadnioną odpowiedzią na nowy charakter globalnych i masowych zagrożeń terrorystycznych z możliwością użycia broni masowego rażenia. Z tego względu ważne jest stopniowe adaptowanie jej na potrzeby całej społeczności międzynarodowej, np. przez usankcjonowanie jej założeń przez ONZ. Irak pokazuje, że amerykański oryginał tej strategii do tego się bezpośrednio nie nadaje. Musi być odpowiednio skorygowany, pozbawiony oczywistych słabości i rozbudowywany o nowe elementy. Tylko wówczas mógłby zostać przyjęty jako strategia międzynarodowa. 
(Autor jest generałem w stanie spoczynku, byłym wiceministrem obrony narodowej)

US DOD

Polska Zbrojna 61

TO I OWO

Siła symbolu

P

remierzy: Irlandii Północnej Ian Paisley i Irlandii Bertie Ahern wspólnie zasadzili 11 maja drzewo na polu historycznej bitwy nad rzeką Boyne, którą stoczono 12 lipca 1690 r. Zakończyła się ona ostateczną klęską wojsk ostatniego katolickiego króla Anglii, Szkocji i Irlandii Jakuba II Stuarta. Obchody upamiętniające zwycięstwo protestanckiego króla Wilhelma III Orańskiego (na zdjęciu) są ważnym elementem tradycji protestanckiej w Irlandii Północnej. W rocznicę bitwy co roku organizują oni marsze, które często kończą się zamieszkami pomiędzy oranżystami a katolikami. Tymczasem rząd Irlandii nakładem 15 mln euro realizuje projekt, który ma uczynić atrakcję turystyczną z terenów, na których toczyła się ciągle żywa w pamięci mieszkańców Zielonej Wyspy bitwa. Leżą one w hrabstwie Meath, na północny wschód od Dublina, niedaleko granicy z Irlandią Północną. – Historia Irlandii jest skomplikowana i w bitwie nad Boyne katolicy i protestanci walczyli po obu stronach – powiedział premier Ahern, który dostał od Paisleya ponadtrzystuletni muszkiet. Broń należała do uczestnika walk z 1690 r. i trafi do powstającego muzeum bitwy. (tw)
JACEK SZUSTAKOWSKI

Na ratunek morskim krowom
ŻOŁNIERZE BUTSUB (Brytyjska Jednostka Wsparcia w Belize) włączyli się w akcję pomagania i ochrony krów morskich u wybrzeży Florydy i Centralnej Ameryki. Te wielkie morskie ssaki żerujące w lasach mangrowych i wśród traw morskich stały się ofiarami nieuwagi turystów – wypadków motorówek. Ostatnio zdarzało się ich tak dużo, że naukowcy monitorujący zwierzęta poprosili jednostki armii brytyjskiej stacjonujące na tych wodach o pomoc. Śmigłowce Sił Powietrznych odnajdują te ssaki, a następnie żołnierze transportują łodziami krowy morskie na ląd, by biolodzy i weterynarze mogli udzielić im niezbędnej pomocy. (cezar)

NOWOŻEŃCY

J

ednym z 34 zespołów, który dotarł na metę The North Face Adventure Trophy 2007 w kategorii amator był team Nowożeńcy z Poznania. Duet Maciej Gramacki i Agata Kostrzycka-Gramacka zajął 4. miejsce w kategorii zespołów mieszanych. Jego nazwa nie była przypadkowa: trzy dni przed startem w najbardziej ekstremalnym rajdzie przygodowym w Polsce Maciej z Agatą wzięli ślub. Podróż poślubną mieli nietypową: 236-kilometrową trasę pokonali na piechotę, biegiem, na rowerach i kajakiem, a po drodze musieli m.in. popisywać się umiejętnościami akrobatycznymi na linie. (szus)

50 lat pracy w Wojsku Polskim
Pani Czesławie MARTOWSKIEJ w związku z jubileuszem 50-lecia pracy w Siłach Zbrojnych RP życzenia dużo zdrowia, pogody ducha i wszelkiej pomyślności oraz wyrazy głębokiego szacunku i podziękowania składają SZEF, KADRA ZAWODOWA I PRACOWNICY WOJSKA 12 TERENOWEGO ODDZIAŁU LOTNISKOWEGO W WARSZAWIE.

GAZETA INTERNETOWA REDAKCJI WOJSKOWEJ „ŻOŁNIERZ POLSKI”: www.zolnierz-polski.pl tel. CA MON 840 232, 840 868, tel. (0-22) 684 02 32, (0-22) 684 08 68, e-mail: zolnierz-polski@redakcjawojskowa.pl. Z portalu można pobrać artykuły „Polski Zbrojnej” w formacie PDF.

62 Polska Zbrojna

nr 22/2007

@
GAZETA INTERNETOWA REDAKCJI WOJSKOWEJ
Pierwszy w Polsce elektroniczny dziennik o wojsku i dla wojska

PRESS ENTER

WWW.ZOLNIERZ-POLSKI.PL

REDAKCJA WOJSKOWA Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa, tel. 48 22 684 53 65

wojskowe żywioły w różnych odsłonach