You are on page 1of 73

GEORGE ORWELL

FOLWARK ZWIERZCY
1
Pan Jones, waciciel Folwarku Dworskiego, zamkn na noc drzwi kurnikw, wypi
jednak zbyt wiele i dlatego zapomnia o deskac tarasujcyc szczeliny pod progiem!
"rzymajc niepewnie latarni#, ktrej wiato zataczao cybotliwe kr#gi, przeszed cwiejnym
krokiem przez podwrze, dotar do tylnego wejcia, strzsn buty, z beczuki w spi$ami
utoczy sobie ostatni szklank# piwa i poczapa do $ka, skd docodzio crapanie pani
Jones!
%dy tylko w sypialni zgaso wiato, w budynkac &olwarku o$ywio si#, zewszd
syca' byo szmery i trzepotanie skrzyde! "ego dnia rozesza si# wie', $e stary (ajor,
medalowy knur rasy angielska rednia biaa, mia poprzedniej nocy dziwny sen, ktry pragnie
wszystkim opowiedzie'! )radzono, $e skoro tylko pan Jones sko*czy obrzdek i nie b#dzie
wi#cej przeszkadza', zwierz#ta zejd si# w wielkiej stodole! +tary (ajor ,tak go zwano, co'
w wystawac bra udzia jako -Pi#kno' z .illingdon/0 cieszy si# tak ogromnym
powa$aniem, $e ka$de zwierz# c#tnie byo gotowe powi#ci' godzin# snu, by usysze' to, co
mia do powiedzenia!
. ko*cu stodoy (ajor spoczywa na czym w rodzaju podwy$szenia wygodnie
wymoszczonego som1 owietlaa go latarnia wiszca na grnej belce! (ia dwanacie lat i
co' ostatnio si# rozty, wci$ wyglda dostojnie, a jego ryj mia mdry i dobrotliwy wyraz,
mimo i$ nigdy nie wyci#to mu kw! .krtce zacz#y przybywa' inne zwierz#ta, sadowic
si# jak najwygodniej! 2ajpierw weszy trzy psy, 3luebell, Jessie i Pincer, a za nimi winie,
ktre poo$yy si# na somie naprzeciw (ajora! 4urcz#ta usiady na parapetac, go#bie
pod&run#y ku krokwiom, owce i krowy zaj#y miejsce za winiami i natycmiast pocz#y co
prze$uwa'! Dwa konie pocigowe, 3o5er i 6lo7er, przyszy razem, stpajc bardzo powoli i
stawiajc ostro$nie wielkie, wocate kopyta, $eby przypadkiem nie nadepn' na jakie mae
zwierztko ukryte w somie! 6lo7er bya okaza klacz o matczynym wygldzie, wcodzc
w redni wiek1 po urodzeniu czwartego 8rebi#cia ju$ nigdy nie odzyskaa dawnej &igury!
3o5er by ogromnym koniskiem, wysokim prawie na dwa metry i tak silnym jak dwa zwyke
konie! 3iay pasek na nosie nadawa mu cokolwiek t#pawy wygld1 istotnie, nie grzeszy
mdroci, jednak cieszy si# oglnym powa$aniem ze wzgl#du na niezomny carakter i
olbrzymi si#! Po koniac zjawia si# biaa koza (u*el, a za ni osio 3enjamin! 3y on
najstarszym zwierz#ciem w gospodarstwie i mia najci#$szy carakter! 9zadko si# odzywa, a
gdy ju$ co powiedzia, zwykle byy to zoliwoci: mawia na przykad, $e co' 3g da mu
ogon, $eby ogania si# od muc, on, 3enjamin, wolaby, $eby nie byo ani ogona, ani muc!
"ylko on jeden nigdy si# nie mia! %dy inne zwierz#ta pytay go o powd, odpowiada, $e nie
widzi nic godnego miecu! "ym niemniej, co' nie przyznawa si# do tego otwarcie, by
bardzo przywizany do 3o5era1 niedziele sp#dzali najcz#ciej na niewielkim spacetku ki
za sadem, stojc obok siebie i skubic w milczeniu traw#!
;aledwie oba konie zd$yy si# poo$y', do stodoy przy dreptao stadko kaczt, ktre
straciy matk#1 cienko piszczay i szukay bezpiecznego miejsca, gdzie nikt na nie nie
nadepnie! 6lo7er otoczya kacz#ta przedni nog, niby waem ocronnym1 uo$yy si# u&nie
za t oson i natycmiast zasn#y! . ostatniej cwili wbiega tanecznym krokiem, wdzi#czc
si# i pogryzajc kostk# cukru, (ollie, adna, gupawa biaa klacz, ktr pan Jones zaprz#ga
do bryczki! ;aj#a miejsce prawie na pocztku i zacz#a potrzsa' bia grzyw, w nadziei, $e
otoczenie zauwa$y wplecione w ni czerwone wst$ki! 2a samym ko*cu wszed kot, ktry
najpierw jak zwykle rozejrza si# w poszukiwaniu najcieplejszego miejsca, a potem wcisn
si# mi#dzy 3o5era i 6lo7er1
w cigu caego przemwienia (ajora mrucza z zadowoleniem, wcale nie sucajc
mwcy!
.szystkie zwierz#ta byy teraz na miejscu wyjwszy (oj$esza, oswojonego kruka,
ktry spa na $erdzi opodal tylnego wejcia! %dy tylko (ajor spostrzeg, $e zebrani usiedli
wygodnie i czekaj na jego sowa, crzkn i zacz:
< "owarzysze, jak syszelicie, miaem ubiegej nocy dziwny sen! Jednak opowiem go
p8niej, cciabym bowiem zacz' od czego innego! 2ie przypuszczam, towarzysze, $e
pozostan# z wami dugo, lecz zanim umr#, sdz#, $e mam obowizek przekaza' wam
mdro', ktr posiadem! =yj# ju$ dugo, miaem wiele czasu na rozmylania le$c samotnie
w swojej przegrodzie i wydaje mi si#, $e pojem istot# $ycia na tej ziemi nie gorzej ni$ ka$de
inne zwierz#! .anie o tym pragn# wam powiedzie'!
"owarzysze, zastanwcie si#, czym jest to nasze $ycie> 2ie obawiajmy si# tyc sw:
$yjemy n#dznie, arujemy i wczenie umieramy! 9odzimy si#, otrzymujemy tylko tyle
po$ywienia, by nie zdecn' z godu, a tyc z nas, ktrzy si# do tego nadaj, zmusza si# do
pracy a$ do upadego1 gdy przestajemy by' u$yteczni, natycmiast zabija si# nas z
nieopisanym okrucie*stwem! . ?nglii nie ma ani jednego zwierz#cia, ktre, uko*czywszy
rok $ycia, poznao smak szcz#cia bd8 odpoczynku! 2ie ma w ?nglii wolnyc zwierzt!
=ycie ka$dego zwierz#cia to pasmo upokorze* i zniewolenia < oto caa prawda!
6zy jednak cae to upodlenie wynika z porzdku natury> (o$e nasz kraj jest zbyt
ubogi, by jego mieszka*cy mogli $y' godziwie> 2ie, towarzysze, po tysickro' nie@
?ngielska ziemia jest $yzna, klimat agodny1 ?nglia mo$e wy$ywi' znacznie wi#ksz liczb#
zwierzt ni$ ta, ktra j zamieszkuje! .e8my co'by nasz &olwark: mgby utrzyma' tuzin
koni, dwadziecia krw, setki owiec, zapewniajc im kom&ortowe i godne $ycie, co obecnie
jest prawie nie do pomylenia! Dlaczego wi#c, pytam, godzimy si# na tak n#dz#> Dlatego, $e
niemal wszystkie owoce naszej pracy kradn nam ludzie! A wanie tu, towarzysze, tkwi sedno
sprawy! (o$na je okreli' jednym tylko sowem: czowiek@ 6zowiek jest naszym jedynym
prawdziwym wrogiem! )su*my czowieka, a na zawsze znikn gwne przyczyny godu i
pracy ponad siy!
6zowiek jest jedynym stworzeniem, ktre konsumuje, niczego nie produkujc! 2ie
daje mleka, nie znosi jaj, jest zbyt saby, by cign' pug, nie potra&i dogoni' krlika! ?
jednak jest panem wszystkic zwierzt! ;ap#dza je do pracy, przydziela minimalne iloci
po$ywienia, by nie godoway, a reszt# zatrzymuje dla siebie! 2asz prac uprawiamy ziemi#,
nasze odcody u$y8niaj j, a jednak $adne z nas nie posiada niczego oprcz skry na
grzbiecie! 4rowy, ktre tu widz#, powiedzcie, ile tysi#cy baniek mleka oddaycie w tym
roku> ? co si# stao z mlekiem, ktrym powinnycie karmi' wasze dorodne ciel#ta> ;nikn#o
a$ do ostatniej kropelki w gardzielac naszyc wrogw! ? wy, kury, ile jaj zniosycie w tym
roku i ile z tyc jaj pozwolono wam wysiedzie'> 9eszt# zabrano na sprzeda$, po to, by Jones
i jego ludzie mogli napca' sobie kabzy! ? ty, 6lo7er, gdzie s twoje cztery 8rebi#ta, ktre
powinny by' podpor i osod twojej staroci> 4a$de sprzedano, gdy miao rok < nigdy ju$
ic nie ujrzysz! . zamian za cztery porody i ci#$k prac# w polu, co otrzymaa poza pasz i
boksem w stajni>
2ie pozwalaj nam nawet dokona' tego n#dznego $ywota w naturalny sposb!
Bsobicie nie mog# narzeka', miaem bowiem szcz#cie! Cicz# sobie dwanacie lat i jestem
ojcem ponad czterystu potomkw! "akie jest zwyke $ycie wini! 2ie ma jednak zwierz#cia,
ktremu udaoby si# unikn' rze8nickiego no$a! .y, mode tuczniki, siedzce naprzeciw <
ka$dy z was b#dzie krzycze' rozdzierajco, gdy za rok zawiniecie na akac w rze8ni!
.szystkic nas oczekuje podobny koszmar < krowy, winie, kury, owce1 wszystkic! 2awet
konie i psy nie zaznaj lepszego losu! +koro tylko twoje mocarne mi#nie osabn, 3o5erze,
Jones sprzeda ci# do ko*skiej jatki, gdzie rze8nik poder$nie ci gardo, a mi#so sprzeda
odowcom psw go*czyc! Jeli codzi o psy, gdy tylko zestarzej si# i strac z#by, Jones
przywi$e ka$demu kamie* do szyi i utopi w najbli$szym stawie!
6zy nie jest zatem, towarzysze, jasne jak so*ce, $e cae zo naszego $ycia ma
przyczyn# w tyranii czowieka> Pozbd8my si# go tylko, a owoce naszej pracy nam
przypadn! 2iemal natycmiast staniemy si# bogaci i wolni! 6o zatem mamy czyni'>
(usimy dniem i noc zapami#tale pracowa' nad obaleniem rodzaju ludzkiego@ Bto moja
rada, towarzysze: powstanie@ 2ie wiem, kiedy wybucnie, mo$e za tydzie*, mo$e za sto lat,
jestem jednak pewien < tak jak tego, $e widz# t# oto som# pod racicami < $e pr#dzej czy
p8niej sprawiedliwoci stanie si# zado'! (ylcie tylko o tym, towarzysze, a$ po kres $ycia!
Cecz nade wszystko przeka$cie moje sowa waszym dzieciom, by kolejne pokolenia
prowadziy dalej walk# < do zwyci#stwa!
Pami#tajcie te$, towarzysze, $e ani na cwil# nie mo$ecie okaza' saboci! 2ie dajcie
si# zwie' $adnym argumentom! 2igdy nie dawajcie wiary, gdy b#d was przekonywa', $e
ludzie i zwierz#ta maj wsplne interesy, $e dobrobyt jednej strony oznacza dobrobyt drugiej!
"o wszystko garstwa! 6zowiek nie dba o interesy $adnego stworzenia < wycznie o wasne!
2iec wrd nas, zwierzt, zapanuje pena jedno', pene braterstwo, solidarno' w walce!
.szyscy ludzie to nasi wrogowie! .szystkie zwierz#ta s bra'mi!
Po ostatnic sowac podniosa si# przera8liwa wrzawa! %dy (ajor przemawia, z nor
wylazy cztery wielkie szczury i stanwszy supka, pilnie sucay! 2agle dostrzegy je psy i
szczury ocaliy $ycie jedynie dzi#ki szybkiemu czmycni#ciu do kryjwek! (ajor unis
racic#, by uciszy' zwierz#ta!
< "owarzysze < kontynuowa < jest co, co trzeba koniecznie ustali'! 6odzi o dzikie
zwierz#ta, takie jak szczury i krliki < s przyjacimi czy te$ wrogami> %osujmy! ;wracam
si# do wszystkic < czy mamy uwa$a' szczury za towarzyszy>
%osowanie przebiego szybko i przygniatajc wi#kszoci uznano szczury za
towarzyszy! +przeciwiy si# tylko cztery zwierz#ta: trzy psy i kot, ktry, jak si# p8niej
okazao, gosowa -za/ i -przeciw/! (ajor cign:
< (am jeszcze co do powiedzenia! Powtarzam raz jeszcze: pami#tajcie zawsze o
obowizku wrogoci do czowieka i jego wszelkic poczyna*! .szystko, co codzi na dwc
nogac, jest wrogiem! .szystko, co codzi na czterec apac albo ma skrzyda, jest
przyjacielem! Pami#tajcie rwnie$, $e walczc z czowiekiem nie wolno wam si# do*
upodobni'! 2awet wtedy, kiedy go zwyci#$ycie, nie przejmujcie jego wad! =adnemu
zwierz#ciu nie wolno mieszka' w domu, sypia' w $ku, nosi' ubrania, pi' alkoolu, nawet
dotkn' pieni#dzy czy te$ zajmowa' si# andlem! .szystkie obyczaje czowieka s oydne!
Przede wszystkim jednak $adnemu zwierz#ciu nie wolno tyranizowa' wasnego gatunku!
+abi czy silni, mdrzy czy nierozgarni#ci, wszyscy jestemy bra'mi! =adnemu zwierz#ciu nie
wolno zabi' innego! .szystkie zwierz#ta s rwne!
"eraz, towarzysze, opowiem wam mj sen! 2ie potra&i# opisa' go szczegowo! Dnia
mi si# ziemia bez czowieka! Cecz przypomniao mi to o czym, o czym dawno zapomniaem!
Przed wielu laty, gdy byem maym prosi#ciem, moja matka wraz z innymi maciorami nucia
star piosenk#, z ktrej znaa tylko melodi# i pierwsze dwa sowa! )miaem j zapiewa' w
dzieci*stwie, jednak od dawna jej nie pami#tam! Bstatniej nocy wszak$e powrcia do mnie
we nie! 6o wi#cej, przypomniaem sobie rwnie$ sowa, ktre < jestem tego pewien <
zwierz#ta pieway dawno, dawno temu i ktre poszy w zapomnienie przed pokoleniami! "#
piosenk# zapiewam wam teraz, towarzysze! Jestem stary i gos mi ju$ ocryp, gdy jednak
podam wam melodi#, sami zapiewacie znacznie lepiej! Pie* nazywa si# -;wierz#ta ?nglii/!
+tary (ajor odcrzkn i zacz piewa'! 6o' mia rzeczywicie ocrypy gos,
radzi sobie nie8le1
melodia bya porywajca, co pomi#dzy -6lementine/ i -Ca 6ucaraca/!
+owa szy tak:
;wierz#ta ?nglii, zwierz#ta Arlandii, ;wierz#ta wszystkic czterec wiata stron,
+ucajcie pilnie radosnej nowiny, .krtce wolnoci b#dzie bi wam dzwon!
Pr#dzej czy p8niej jasny dzie* nadejdzie, Bbalim ludzi < jaw wrc sny, Po
odzyskanyc, $yznyc ziemiac ?nglii +tpa' b#dziemy w cwale jeno my!
+padn okrutne kka z naszyc nozdrzy, ;rzucimy uzdy < wolny przyjdzie wiat,
;niszczymy wszystkie w#dzida, ostrogi, 2ie b#dzie gro8nie strzela' wra$y bat!
3ogactw si# zrodzi, ile kto zamarzy, Pszenicy, $yta, owsa, siana w brd, %roc,
koniczyna, buraki pastewne, .reszcie do syta zje zwierz#cy rd!
Janiej zabysn pola starej ?nglii, Bd roziskrzonyc zadr$y woda lnie*, +odki
powieje swobody nam wietrzyk . pierwszy wolnoci wyt#skniony dzie*!
3y go przybli$y', trzeba moc pracowa', 6o' wczeniej zwierzt wiele $ycie da!
4rowy i konie, indyki i g#si, 2iec dla przyszoci wsplny moz trwa!
;wierz#ta ?nglii, zwierz#ta Arlandii, ;wierz#ta wszystkic czterec wiata stron,
+ucajcie pilnie radosnej nowiny, .krtce wolnoci b#dzie bi wam dzwon!
Dpiew wprowadzi zwierz#ta w nieopisane podniecenie! (ajor jeszcze nie sko*czy, a
sucacze ju$ piewali sami! 2awet najgupsze zwierz#ta od razu podcwyciy melodi# i
nieco sw, a jeli codzi o najpoj#tniejsze, na przykad winie i psy, te po kilku zaledwie
minutac umiay wszystko na pami#'! Potem, po dwc, trzec prbac, pot#$nym unisono
bucn#y gosy wszystkic uczestnikw wiecu! 4rowy ryczay, psy wyy, owce beczay, konie
r$ay, kaczki kwakay! "owarzystwo byo tak zacwycone pieni, $e wykonao j pi#' razy z
rz#du i mogoby tak piewa' a$ do rana, gdyby mu nie przerwano!
Eaasy w stodole obudziy, niestety, pana Jonesa, ktry wyskoczy z $ka w
przekonaniu, $e do kurnika zakrad si# lis! 6wyci dwururk#, zawsze stojc w kcie pokoju,
i wygarn -szstk/ w ciemno'! Druciny utkwiy w cianie stodoy i zebranie rozproszyo
si# w mgnieniu oka! 4a$dy pop#dzi w kierunku legowiska! Ptaki usiady na grz#dac,
wi#ksze zwierz#ta uo$yy si# na somie i wkrtce cay &olwark pogr$y si# we nie!
2
"rzeciej nocy, liczc od pami#tnego zebrania, stary (ajor zgas spokojnie podczas
snu! Pocowano go u wejcia do sadu!
Dziao si# to w pocztkac marca! Przez trzy nast#pne miesice na &olwarku a$ kipiao
od konspiracyjnej roboty! Po wysucaniu mowy (ajora co bardziej inteligentne zwierz#ta
cakowicie zmieniy pogldy! .prawdzie nie wiedziay, kiedy wybucnie zapowiedziane
przeze* powstanie, nie miay powodw do przypuszcze*, i$ do$yj tego dnia, jednak
doskonale rozumiay, $e ic obowizkiem jest przygotowywanie rebelii! .yjanianiem
wszystkic spraw i organizowaniem zwierzt zaj#y si# oczywicie winie, uwa$ane oglnie
za najmdrzejsze! Ac stadku przewodziy dwa mode samce, +nowball i 2apoleon, ktre pan
Jones odowa na sprzeda$! 2apoleon by sporym knurem rasy 3erksire o dzikim wygldzie,
jedynym z tej rasy na &olwarku1 co' nie by ze* najlepszy mwca, znano go z tego, $e potra&i
postawi' na swoim! +nowball by bardziej rucliwy, bardziej wygadany i bystrzejszy, jednak
nie posiada, jak sdzono, tak silnego carakteru jak tamten! Pozostae samce byy
tucznikami! 2ajlepiej znano wrd nic +Fuealera, niewielkie grube prosi# o nadzwyczaj
okrgyc policzkac, mrugajcyc oczkac, szybkic rucac i przenikliwym gosie! (ia
dar wymowy, a gdy roztrzsa jaki trudny problem, zwykle kiwa si# z boku na bok,
merdajc ogonkiem, co jako bardzo przekonywao do* sucaczy! (awiano o +Fuealerze, $e
czarne potra&i uczyni' biaym!
6i trzej opracowali nauki starego (ajora w spjny system mylowy, ktry nazwali
?nimalizmem! 4ilkakrotnie w cigu tygodnia, gdy pan Jones ju$ crapa, organizowali w
stodole potajemne spotkania, na ktryc tumaczyli zasady nowej ideologii! Pocztkowo
spotykali si# z gupot i apati! 2iektre zwierz#ta mwiy o obowizku lojalnoci wobec
Jonesa, ktrego nazyway -naszym paniskiem/, lub przypominay o zasadniczyc, ic
zdaniem, sprawac, na przykad: -Pan Jones karmi nas! %dyby go zabrako, umarybymy z
godu/! Anne zadaway pytania w rodzaju: -Dlaczego mamy troszczy' si# o to, co nastpi po
naszej mierci>/ albo: -Jeli powstanie ma i tak wybucn', co za r$nica, czy b#dziemy je
przygotowywa' czy te$ nic nie robi'>/, a winiom przycodzio z trudnoci wbijanie im do
bw, $e to, co mwi, jest sprzeczne z ducem ?nimalizmu! 2ajgupsze pytania zadawaa
biaa klacz (ollie! Jej pierwsze pytanie skierowane do +nowballa brzmiao: -6zy po
powstaniu b#dzie cukier>/
< 2ie < rzuci twardo +nowball! < 2a &olwarku nie mamy mo$liwoci jego
wytwarzania! Ponadto obejdziecie si# bez cukru! Dostaniecie tyle owsa i siana, ile dusza
zapragnie!
< ? czy b#d# moga wplata' sobie wst$ki w grzyw#> < (ollie nie dawaa za wygran!
< "owarzyszko < wyjania cierpliwie +nowball < wst$ki, do ktryc jestecie tak
przyzwyczajona, symbolizuj niewol#! 6zy nie dociera do was, $e wolno' jest wi#cej warta
ani$eli wst$ki>
(ollie zgodzia si#, jednak nie wygldaa na zbyt przekonan!
Dwinie miay jeszcze twardszy orzec do zgryzienia:
musiay demaskowa' kamstwa goszone przez (oj$esza, oswojonego kruka!
(oj$esz, ulubieniec pana Jonesa, by szpiclem i plotkarzem, ale posiada rwnie$ dar
wymowy! )trzymywa, $e istnieje tajemnicza kraina zwana 9ajem ;wierzt, dokd id po
mierci wszystkie stworzenia! Bwa kraina znajdowaa si# gdzie na niebie, nieco ponad
cmurami, opowiada (oj$esz! . 9aju ;wierzt tydzie* skada si# wycznie z niedziel,
koniczyna dojrzewaa przez okrgy rok, a na krzewac rosy kostki cukru i pieczone
makucy lniane! ;wierz#ta nienawidziy (oj$esza za te baj#dy i za to, $e nie musia
pracowa', niektre jednak wierzyy w 9aj ;wierzt i winie musiay dobrze si# napoci', by je
przekona', $e nic takiego nie istnieje!
2ajbardziej oddanymi sucaczami wi* bya para koni pocigowyc: 3o5er i 6lo7er!
Dwjce tej bardzo trudno przycodzio samodzielne mylenie, jednak uznawszy raz na
zawsze autorytet wi* con#y wszystko, co usyszay, tumaczc potem r$ne kwestie innym
zwierz#tom prosto i przyst#pnie! Bba konie nie opuciy ani jednego potajemnego spotkania
w stodole i przewodziy w piewaniu ymnu -;wierz#ta ?nglii/, ktry ko*czy ka$de
zebranie!
Jak si# wkrtce okazao, powstanie wybuco znacznie szybciej i atwiej, ni$
ktokolwiek mgby oczekiwa'! Dawnymi laty pan Jones, mimo swej surowoci, by dobrym
gospodarzem, ostatnio jednak przyszy na* kiepskie czasy! Po stratac &inansowyc w wyniku
przegranego procesu wpad w przygn#bienie i przebra miar# w piciu! 6aymi dniami
przesiadywa w &otelu w kucni, czytajc gazety, pocigajc z &laszki i karmic niekiedy
(oj$esza uomkami cleba umoczonego w piwie! Jego parobcy stali si# gnuni i nieuczciwi,
pola zarastay cwastami, dacy przeciekay, poty wieciy szczerbami, a zwierz#ta codziy
godne!
2adszed czerwiec i pora sianokosw! . wigili# wi#tego Jana, ktra wypada w
sobot#, pan Jones wybra si# do pobliskiego .illingdon, gdzie tak si# upi -Pod 6zerwonym
Cwem/, $e wrci dopiero w niedziel# po poudniu! "ego dnia wczesnym rankiem parobcy
wydoili krowy, a potem wyszli polowa' na dzikie krliki, nie troszczc si# o zadanie karmy
zwierz#tom! Po powrocie pan Jones natycmiast wycign si# na so&ie w saloniku nakrywszy
twarz egzemplarzem -2ews o& te .orid/1 nadszed wieczr, a zwierzt nikt nie nakarmi! .
ko*cu nie wytrzymay! Jedna z krw wyamaa rogami wrota spiclerza i wok pojemnikw
z pasz wnet si# zaroio! .tedy nieoczekiwanie obudzi si# pan Jones! Po cwili wraz z
czterema parobkami by ju$ w spiclerzu i wszyscy walili na olep batami! "ego byo za wiele
godnym zwierz#tom! 6o' nikt nie da $adnego asa do ataku, wszystkie zgodnie rzuciy si#
na oprawcw! 2a Jonesa i jego ludzi spada nagle lawina ciosw rogami i uderze* kopyt!
Przestali panowa' nad sytuacj! 2igdy przedtem nie widzieli tak rozwcieczonyc zwierzt i
nagy bunt stworze*, ktre bili i dr#czyli przy lada okazji, napeni ic panicznym stracem!
"ylko przez cwil# usiowali si# broni', a potem wszyscy wzi#li nogi za pas! . krtkim
czasie caa pitka gnaa na zamanie karku boczn drog prowadzc ku szosie, a trium&ujce
zwierz#ta cigay m#$czyzn zawzi#cie!
Pani Jones wyjrzaa przez okno sypialni i ujrzawszy, co si# wi#ci, szybko wrzucia do
podr$nej torby nieco rzeczy i czmycn#a bocznym wejciem! (oj$esz s&run ze swojej
$erdki i trzepoczc skrzydami polecia za ni z gonym krakaniem! "ymczasem zwierz#ta
wyp#dziy pana Jonesa i jego parobkw, zatrzaskujc za nimi pi#ciobelkow bram#! A w ten
sposb, nim zwierz#ta w peni uwiadomiy sobie, co si# stao, powstanie zako*czyo si#
zwyci#stwem: Jones zosta wygnany, a Folwark Dworski nale$a do nic!
Pocztkowo nie mogy uwierzy' wasnemu szcz#ciu! . pierwszym odrucu pobiegy
gromad dookoa &olwarku, jakby ccc sprawdzi', czy gdzie nie ukrywa si# jeszcze jaki
czowiek1 potem rzuciy si# urmem do budynkw gospodarskic, by usun' ostatni lad
rzdw znienawidzonego Jonesa! .ywa$ono drzwi siodami znajdujcej si# przy ko*cu
stajni1 wszystkie w#dzida, kka do nozdrzy, psie a*cucy, straszliwe no$e, ktrymi pan
Jones kastrowa wieprze i barany, zostay wyrzucone do studni! Cejce, postronki, ko*skie
okulary i upokarzajce worki na obrok wepcni#to w tlce si# na podwrku mieciowisko!
2ie zapomniano tak$e o batac! .szystkie zwierz#ta skakay z radoci widzc, jak ogarnia je
pomie*! +nowball dorzuci do ognia rwnie$ wst$ki, ktre w dni targowe wplatano koniom
w grzywy i ogony!
< .st$ki < oznajmi < nale$y uwa$a' za ubranie, ktre, jak wiadomo, nosi jedynie
czowiek! .szystkie zwierz#ta powinny by' nagie!
%dy usysza to 3o5er, przynis somkowy kapelusz, ktry zakadano mu latem dla
ocrony przed mucami, i rzuci go na stos!
.krtce zwierz#ta zniszczyy wszystko, co przypominao im pana Jonesa! 2ast#pnie
2apoleon zawid je z powrotem do spiclerza, gdzie ka$de otrzymao podwjn racj# ziarna,
a psy po dwa biszkopty! Potem siedmiokrotnie odpiewano ymn -;wierz#ta ?nglii/ <
wszystkie zwrotki < a w ko*cu zwierz#ta uo$yy si# do snu: spay tak sodko jak nigdy dotd!
Przebudziy si# jak zwykle o wicie i nagle, przypomniawszy sobie o wczorajszym
cwalebnym czynie, ca gromad pobiegy na pastwisko! Bpodal wznosi si# niewielki
pagrek, skd rozciga si# widok na cay &olwark! ;wierz#ta wbiegy na szczyt i w jasnym
wietle poranka rozejrzay si# dookoa! "ak G wszystko nale$ao do nic < wszystko, na co
patrzyy, byo ic wasnoci!
%dy sobie to uwiadomiy, zacz#y w przypywie szalonej radoci &ika' kozioki i
skaka' wysoko, wysoko w gr#! "arzay si# w rosie, wyryway pyskami cae k#py sodkiej,
dojrzaej trawy, grzebay w czarnej ziemi i con#y cudown wo* mi#kkic grud! 2ast#pnie
postanowiy obej' cay &olwark i z niemym podziwem oglday pola uprawne, k#, sad,
sadzawk# i lasek! .ydawao im si#, $e na gospodarstwo patrz po raz pierwszy w $yciu, i
nawet teraz ledwo mogy uwierzy', $e wszystko nale$y do nic!
.reszcie powrciy do budynkw i zatrzymay si# w milczeniu przed drzwiami domu!
.prawdzie rwnie$ nale$a do nic, ale obawiay si# wej' do rodka! Jednak po cwili
+nowball i 2apoleon popcn#li drzwi i zwierz#ta zacz#y wcodzi' g#siego, stpajc
nadzwyczaj ostro$nie, aby czego nie uszkodzi'! 2a palcac przecodziy z pokoju do
pokoju, odzywajc si# jedynie szeptem i wpatrujc z podziwem w niebywae luksusy, w $ka
z pucowymi materacami, lustra, so&# wypcan ko*skim wosiem, brukselski dywan i
litogra&i# nad kominkiem w salonie, przedstawiajc krlow .iktori#! .anie scodziy po
scodac, gdy nagle zauwa$ono nieobecno' (ollie! ;wierz#ta zawrciy i oto okazao si#,
$e klacz stoi w najlepszej sypialni! ; toaletki pani Jones cign#a kawaek b#kitnej wst$ki i
wdzi#czc si# gupio przed lustrem, przykadaa j do opatki! +karcono j ostro i wszyscy
opucili dom! ; kucni wyniesiono kilka wiszcyc tam szynek, by pogrzeba' je w polu, a
baryka piwa w spi$ami rozleciaa si# pod uderzeniem kopyta 3o5era1 poza tym nikt niczego
nie dotkn! 2a miejscu podj#to jednogonie ucwa#, $e budynek zostanie zamieniony w
muzeum! .szyscy zgodzili si#, $e nie mo$e w nim zamieszka' $adne zwierz#!
;wierz#ta zjady niadanie, po czym +nowball i 2apoleon znw je zwoali!
< "owarzysze < powiedzia +nowball < jest wp do sidmej, a przed nami pracowity
dzie*! "rzeba rozpocz' sianokosy! Pozostao jednak co, co musimy zaatwi' wczeniej!
Dwinie oznajmiy, $e w cigu ostatnic trzec miesi#cy nauczyy si# czyta' i pisa' ze
starego podr#cznika ortogra&ii, ktry nale$a niegdy do dzieci pana Jonesa i zosta
wyrzucony na mietnik! 2apoleon posa po garnki z czarn i bia &arb, a potem
poprowadzi zwierz#ta ku pi#ciobelkowej bramie wycodzcej na drog#! +nowball ,jako $e
wanie on pisa najlepiej0 uj p#dzel mi#dzy kykcie przedniej racicy, zamalowa znajdujcy
si# na szczycie napis FBC.?94 D.B9+4A i wpisa w tym miejscu: FBC.?94
;.AH9;I6J! Bdtd miaa obowizywa' nowa nazwa! Dokonawszy zmiany zwierz#ta
powrciy na podwrze1 +nowball i 2apoleon polecili przynie' drabin#, ktr przystawiono
do ciany wielkiej stodoy! 4nury wyjaniy, $e dzi#ki trzymiesi#cznym studiom udao si# im
uj' zasady ?nimalizmu w +iedmiu Przykazaniac! Bwyc +iedem Przykaza* zostanie
wypisane na cianie1 maj one stanowi' niezmienne prawo, ktremu b#d podlega' wszyscy
mieszka*cy Folwarku ;wierz#cego! ; pewnym trudem ,wini bowiem nieatwo utrzyma'
rwnowag# na drabinie0 +nowball wspi si# na szczyt i przystpi do pracy, w ktrej pomaga
mu stojcy kilka szczebli ni$ej +Fuealer, trzymajcy garnek z &arb! Przykazania wypisano na
smoowanej cianie stodoy wielkimi, biaymi literami, tak by byy dobrze widoczne z
odlegoci trzydziestu metrw! ? oto ic tre':
+AHDH( P9;J4?;?K
L! .szystko, co codzi na dwc nogac, jest wrogiem!
M! .szystko, co codzi na czterec nogac lub ma skrzyda, jest przyjacielem!
N! =adne zwierz# nie b#dzie nosi' ubrania!
O! =adne zwierz# nie b#dzie spa' w $ku!
P! =adne zwierz# nie b#dzie pi' alkoolu!
Q! =adne zwierz# nie zabije innego!
R! .szystkie zwierz#ta s rwne!
Pisanie poszo sprawnie i oprcz tego, $e zamiast -przyjacielem/ powstao
-przyjacielem/, a jedno -s/ wykr#cono w zym kierunku, nie popeniono $adnej omyki!
+nowball przeczyta gono przykazania z myl o zwierz#tac, z ktryc wi#kszo' bya
anal&abetami! .szystkie kiway bami w gecie aprobaty, a co zdolniejsze od razu zacz#y
uczy' si# praw na pami#'!
< ? teraz, towarzysze < zawoa +nowball, ciskajc p#dzel < na k#! Postawmy sobie za
punkt onoru zebranie siana w krtszym czasie, ni$ robi to Jones ze swoimi parobkami@
. tej samej jednak cwili trzy krowy, ktre od pewnego czasu wyglday nieswojo,
gono zaryczay! 2ie dojono ic od dwudziestu czterec godzin i wymiona niemal p#kay im
od mleka! Po krtkim namyle winie kazay przynie' wiadra i same wydoiy krowy, co
poszo im cakiem nie8le, bo ic racice nadaway si# do tej roboty! +zybko napeniono pi#'
wiader tuciutkim mlekiem, na ktre wiele zwierzt spogldao ze sporym zainteresowaniem!
< 6o b#dzie z tym mlekiem> < zapyta kto z gromady!
< Jones dolewa czasem nieco do naszej karmy < powiedziaa jedna z kur!
< 6o tam mleko, mleko nie jest najwa$niejsze, towarzysze < zawoa 2apoleon,
sadowic si# obok wiader! < ;ajmiemy si# nim p8niej! 2ajwa$niejsze s teraz sianokosy! 2a
k# poprowadzi was towarzysz +nowball! Ja docz# za cwil#! 2aprzd, towarzysze@ 6zeka
na nas siano@
;wierz#ta pod$yy tructem na k#, $eby wzi' si# do pracy, a gdy wrciy
wieczorem, zauwa$yy, $e mleko znikn#o!
3
Ale$ trudu i mozou kosztowao ic zebranie siana@ .ysiek zosta jednak
wynagrodzony, albowiem plony okazay si# lepsze, ni$ oczekiwano!
6wilami praca stawaa si# ci#$ka < nic dziwnego, narz#dzia przeznaczone byy
bowiem dla ludzi, nie dla zwierzt, ktrym powa$nie utrudniao zbirk# to, $e nie mogy
wykonywa' $adnyc czynnoci wymagajcyc stania na tylnyc nogac! Dwinie wykazay
jednak tyle sprytu, $e zawsze wymylay jaki sposb na pokonanie trudnoci! Jeli codzi o
konie, te znay na pami#' niemal ka$d pi#d8 pola, a o koszeniu i grabieniu wiedziay
znacznie wi#cej ni$ Jones i jego parobcy! 6o za do wi*, to waciwie nie pracoway, tylko
kieroway innymi zwierz#tami i nadzoroway ic prac#! (droci przewy$szay pozostae,
byo wi#c naturalne, $e obj#y przywdztwo!
3o5er i 6lo7er zaprz#gay si# do kosiarki lub grabiarki ,oczywicie zrezygnowano z
w#dzide i lejcw0 i stpay miarowym krokiem wzdu$ pola, a idca w tyle winia krzyczaa:
-wio, towarzyszu@/ lub:
-kSsobie, towarzyszu@/, w miar# potrzeby! 4a$de zwierz#, od najwi#kszego do
najmniejszego, zbierao siano i ukadao je w sterty! 2awet kaczki i kury mozolnie dreptay w
so*cu przez cay dzie*, przenoszc w dziobac male*kie wizki! . rezultacie udao si#
sprztn' siano o dwa dni szybciej, ni$ czynili to zwykle Jones i jego &ornale! Ponadto byy to
najbardziej udane sianokosy na tym &olwarku! 2ic si# nie zmarnowao, bystrookie kury i
kaczki wyzbieray wszystko a$ do ostatniego 8dziebeka! =adne zwierz# nie uszczkn#o dla
siebie ani odrobiny!
"ego lata wszystko szo jak w zegarku! ;wierz#ta promieniay ze szcz#cia < nigdy
dotd nie sdziy, $e mog by' tak szcz#liwe! 4a$dy k#s po$ywienia dostarcza
niewypowiedzianej rozkoszy, byo to bowiem ic wasne po$ywienie, ktre wyprodukoway
same i dla siebie, a nie wydzielane im przez wiecznie zrz#dzcego gospodarza! %dy odeszy
zb#dne paso$yty < ludzie < ka$dy mg zje' wi#cej! 3yo te$ wi#cej wolnego czasu, co'
zwierz#ta nie nabray jeszcze niezb#dnego dowiadczenia w pracac polowyc! (usiay
upora' si# z wieloma trudnociami < na przykad w drugiej poowie roku zebrane zbo$e trzeba
byo wydeptywa' z kosw starowieckim sposobem, a plewy wydmuciwa' wasnymi
pucami < na &olwarku nie zainstalowano mockami < jednak wszystko jako poszo dzi#ki
inteligencji wi* i pot#$nym mi#niom 3o5era! Podziwiali go wszyscy! Pracowa nadzwyczaj
ci#$ko ju$ za czasw Jonesa, jednak obecnie wykonywa robot# nie jednego, lecz trzec koni1
byway dni, kiedy jego mocarny grzbiet musia sprosta' wszystkim trudom! Bd rana do
wieczora pca, cign, zawsze na posterunku przy najtrudniejszyc zadaniac! ;awar
umow# z jednym z kogutkw, by ten budzi go p godziny przed innymi, a przed
rozpocz#ciem codziennyc zaj#' zawsze pracowa ocotniczo tam, gdzie czas najbardziej
nagli! 2a ka$dy problem, ka$de niepowodzenie mia jedn recept#:
-b#d# pracowa' jeszcze wi#cej@/, ktre to sowa przyj za sw dewiz#!
Jednak $adne z pozostayc zwierzt tak$e si# nie lenio, ka$dy pracowa na miar#
swoic zdolnoci! 2a przykad kaczki i kury uratoway podczas $niw pi#' buszli zbo$a,
zbierajc porzucone ziarenka! 2ikt nie krad, nikt nie utyskiwa na skpe racje1 ktnie i
zawi', ktre byy dawniej codziennoci, niemal znikn#y! 2ikt te$ nie ucyla si# od
obowizkw, to znaczy prawie nikt! 6o'by (ollie: r$nie bywao ze wstawaniem o wicie, a
ponadto klacz niekiedy przerywaa wczeniej prac# pod pretekstem, $e w kopycie utkwi jej
kamie*! Jeli codzi o kota, zacowywa si# nieco dziwnie! +zybko zauwa$ono, $e gdy tylko
trzeba byo wykona' jak robot#, znika bez ladu! Przepada wtedy na kilka godzin jak
kamie* w wod# i wraca tylko na posiki lub wieczorem, po pracy, jakby nigdy nic! ;awsze
jednak potra&i wytumaczy' si# tak zr#cznie, mruczc przy tym tak przymilnie, $e trudno
byo nie uwierzy' w jego dobre intencje! +tary osio, 3enjamin, nie zmieni si# ani troc# od
Powstania! .ykonywa swoj prac# tak samo i z takim samym uporem jak za czasw Jonesa1
nigdy si# nie leni, ale te$ nigdy nie podejmowa dodatkowyc zaj#'! 2agabywany o
Powstanie i jego rezultaty, nabiera wody w usta! 2a pytanie, czy obecnie, gdy Jones zosta
wyp#dzony, czuje si# bardziej szcz#liwy, odpowiedzia tylko tyle:
-Bsy maj dugie $ycie! =adne z was nigdy nie widziao martwego osa/ i zwierz#ta
musiay si# zadowoli' t wieloznaczn odpowiedzi!
. niedziele odpoczywano! Dniadanie byo o godzin# p8niej ni$ w dzie* powszedni, a
po posiku przycodzi czas na specjaln uroczysto', ktr organizowano tydzie* w tydzie*!
2ajpierw na maszt wcigano &lag#! +nowball wyszuka by w siodami stary zielony obrus
nale$cy niegdy do pani Jones i bia &arb namalowa na nim rg i kopyto! 4a$dego
niedzielnego ranka wcigano w sztandar na maszt w ogrodzie! ;iele*, wedug +nowballa,
symbolizowaa zielone pola ?nglii, a kopyto i rg wyobra$ay przysz 9epublik# ;wierzt,
ktra ma powsta', gdy rasa ludzka zostanie obalona! Po wcigni#ciu &lagi wszystkie zwierz#ta
zbieray si# w wielkiej stodole na wsplne obrady1 nazywano je wiecem! Planowano wtedy
prac# na nadcodzcy tydzie*, zgaszano rozmaite propozycje i roztrzsano je! .nioski
zawsze zgaszay wycznie winie! Anne zwierz#ta potra&iy wprawdzie gosowa', nigdy
jednak nie zgaszay wasnyc propozycji! 2ajwi#cej byo syca' +nowballa i 2apoleona!
;auwa$ono jednak, $e oba knury nigdy si# ze sob nie zgadzaj: jeli pierwszy co
zaproponowa, drugi nieodmiennie zgasza sprzeciw! 2awet wtedy, kiedy postanowiono <
przeciw czemu nikt nie oponowa < wydzieli' skrawek sadu na przytuek dla staryc zwierzt,
ktre nie b#d mogy ju$ pracowa', rozgorza gwatowny spr o waciwy wiek emerytalny
dla poszczeglnyc gatunkw! .iec ko*czy si# zwykle odpiewaniem ymnu -;wierz#ta
?nglii/, popoudnie za przeznaczono na wypoczynek!
Dwinie zaj#y siodlarni#, w ktrej urzdziy sobie kwater# gwn! .ieczorami uczyy
si# tam kowalstwa, stolarki i innyc po$ytecznyc rzemios, korzystajc z ksi$ek, ktre
znalazy w pokoju Jonesa: +nowball zaj si# tak$e organizowaniem zwierzt w ciaa, ktre
nazwa 4omitetami ;wierz#cymi! ;aj#ciu temu oddawa si# z podziwu godn gorliwoci!
)tworzy wi#c kurom 4omitet Produkcji Jaj, krowom < Cig# 6zystyc Bgonw, 4omitet
9eedukacji Dzikic "owarzyszy ,ktrego zadaniem byo obaskawienie szczurw i krlikw0,
9uc .alki o 3ielsz .en# dla owiec < i wiele innyc, nie wspominajc ju$ o kursac
czytania i pisania! Bglnie biorc, wszystko spezo na niczym! 2a przykad prby
obaskawiania dzikic zwierzt od pocztku okazay si# nieudane! Dzikusy nic sobie z
niczego nie robiy, a wspaniaomylne traktowanie wykorzystyway po prostu dla wasnyc
celw! 4ot wstpi do 4omitetu 9eedukacji i przez kilka dni dziaa w nim niezwykle
aktywnie! 9az widziano go siedzcego na dacu i przemawiajcego do kilku wrbli
znajdujcyc si# poza zasi#giem jego pazurw! "umaczy im, $e dzi wszystkie zwierz#ta s
towarzyszami i $e ka$dy wrbel mo$e bez obawy przysi' na jego apce1 ptaki jednak
trzymay si# z daleka!
"ylko kursy zwalczania anal&abetyzmu okazay si# dobrym pomysem! Jesieni ka$de
zwierz# na &olwarku potra&io, lepiej lub gorzej, czyta' i pisa'!
Jeli codzi o winie, ju$ wczeniej opanoway t# sztuk# do per&ekcji! Psy czytay
cakiem nie8le, ale poprzestaway na +iedmiu Przykazaniac! 4oza (udel opanowaa t#
umiej#tno' nieco lepiej ni$ psy i czasem wieczorami czytywaa innym na gos zdania ze
skrawkw staryc gazet, ktre wycigaa ze mietnika! 3enjamin czyta tak dobrze jak winie,
nigdy jednak nie korzysta ze swoic umiej#tnoci! Jak twierdzi, przez cae $ycie nie spotka
niczego, co byoby warte przeczytania! 6lo7er opanowaa wprawdzie cay al&abet, jednak nie
nauczya si# skada' z liter sw! 3o5er nigdy nie zdoa wyj' poza liter# D! .ielkim
kopytem rysowa na ziemi litery ?, 3, 6 i D, a potem stawa nad nimi i patrzy w skupieniu
na kreski stuliwszy uszy, niekiedy potrzsajc grzyw1 usiowa za wszelk cen# przypomnie'
sobie, co idzie dalej, jednak nigdy mu si# nie udawao! 3ywao wszak$e, $e zdoa zapami#ta'
H, F, % i E, ale gdy ju$ nauczy si# ic na pami#', okazywao si#, $e zapomnia o ?, 3, 6 i D!
. ko*cu doszed do wniosku, $e wystarcz mu pierwsze cztery litery i codziennie wypisywa
je sobie kilka razy na piasku dla odwie$enia pami#ci! (ollie nie cciaa uczy' si# $adnyc
liter, wyjwszy te, ktre tworzyy jej imi#! )kadaa je zr#cznie z gazek, ozdabiaa
kwiatami, a potem codzia dookoa, przypatrujc si# z zadowoleniem wasnemu dzieu!
Pozostae zwierz#ta poprzestay na literze ?! Bkazao si# rwnie$, $e co gupsze, na
przykad owce, kury i kaczki nie potra&i nauczy' si# na pami#' +iedmiu Przykaza*!
+nowball po dugim namyle ogosi, $e Przykazania mo$na skrci' do jednego asa,
mianowicie: -cztery nogi: dobrze, dwie nogi: 8le/! ;danie to < stwierdzi < zawiera
podstawow myl ?nimalizmu! 4a$dy, kto j poj do g#bi < kontynuowa < zostaje na
zawsze uodporniony na zgubne wpywy ludzkie! Pocztkowo zaprotestoway ptaki,
'wierkajc, $e przecie$ one tak$e maj po dwie nogi, lecz +nowball wytumaczy im, $e s w
b#dzie!
< Ptasie skrzydo, towarzysze < objani < jest narzdem rucu, nie za cwytnym!
Powinno by' zatem uwa$ane za nog#! .yr$niajc cec czowieka jest r#ka, ktra czyni
wszelkie zo!
Ptaki wprawdzie nie rozumiay wywodw +nowballa, jednak przyj#y je do
wiadomoci i odtd wszystkie mniej zdolne zwierz#ta zacz#y si# uczy' na pami#' nowego
asa! +owa -6;"H9J 2B%A: DB39;H, D.AH 2B%A: ;TH/ zostay wypisane na cianie
stodoy ponad +iedmioma Przykazaniami, do tego jeszcze wi#kszymi literami! %dy owce
opanoway aso, bardzo je polubiy1 cz#sto, le$c na pastwisku, zaczynay pobekiwa':
-cztery nogi: dobrze, dwie nogi: 8le/, -cztery nogi: dobrze, dwie nogi: 8le/ i mogy tak
becze' godzinami bez znu$enia!
2apoleon nie wykaza $adnego zainteresowania komitetami +nowballa! Jego zdaniem,
daleko wa$niejsze od czegokolwiek, co mo$na by uczyni' dla dorosyc zwierzt, byo
odpowiednie wycowanie modyc!
.krtce po zako*czeniu sianokosw Jessie i 3luebell oszczeniy si#, wydajc na
wiat dziewi#' silnyc pieskw! %dy tylko przestay ssa', 2apoleon odebra je matkom,
zapewniajc, $e odtd sam b#dzie odpowiada' za ic wycowanie! )mieci szczeni#ta na
strycu, dokd mo$na byo wej' tylko po drabinie z siodami, i trzyma je w takim
odosobnieniu, $e wkrtce o nic zapomniano!
2iebawem wyszo na jaw, gdzie znikao mleko! Dwinie wleway je sobie codziennie
do karmy! "ymczasem dojrzeway wczesne odmiany jabek, a trawa w sadzie pokrya si#
owocami, ktre strci wiatr! ;wierz#ta byy wi#cie przekonane, $e spady zostan podzielone
po rwno, jednak pewnego dnia ogoszono, $e maj zosta' zebrane i przeniesione do siodami
< dla wi*! Day si# sysze' sarkania, ale nie odniosy $adnego skutku! .szystkie winie byy
w tym punkcie zgodne, nawet +nowball i 2apoleon! 2iezb#dnyc wyjanie* udzieli
+Fuealer!
< "owarzysze@ < kwicza gono < cyba nie sdzicie, mam nadziej#, $e my zjadamy
jabka i mleko, bo jestemy samolubni i $damy przywilejw> "ak naprawd#, wielu z nas nie
lubi ani jednego, ani drugiego! +am nie przepadam za jabkami! 2aszym jedynym celem jest
zacowanie zdrowia! (leko i jabka ,dowioda tego nauka, towarzysze0 zawieraj substancje
niezb#dne dla dobrego samopoczucia wi*! (y, winie, pracujemy bowiem umysami! 6ae
zarzdzanie &olwarkiem i jego organizacja spoczywaj na naszyc gowac! Dzie* i noc
trwamy na stra$y waszego dobrobytu! "o dla wasnego dobra pijemy mleko i zjadamy jabka!
6zy wiecie, co by byo, gdybymy zaniedbali obowizki> .rciby Jones@ "ak, wrciby
Jones@ 6zy aby na pewno, towarzysze < kwicza +Fuealer niemal z nut bagania w gosie,
kiwajc si# z boku na bok i szybko poruszajc ogonkiem < czy aby na pewno nie ma wrd
was nikogo, kto cciaby powrotu Jonesa>
Astotnie, jeli zwierz#ta byy czegokolwiek zupenie pewne, to tego, i$ nie cc
powrotu Jonesa! .obec takiego argumentu nie miay ju$ nic do powiedzenia! 4onieczno'
utrzymania wi* w dobrym zdrowiu bya a$ nadto przekonywajca! 3ez dalszyc sporw
wyra$ono zatem zgod#, by zarwno mleko, jak strcone przez wiatr jabka ,oraz wi#kszo'
dojrzayc owocw, gdy zbierze si# je z drzew0 przypady wycznie winiom!
4
) scyku lata o wydarzeniac na Folwarku wiedziano ju$ w caej okolicy! +nowball i
2apoleon codziennie wysyali stado go#bi, ktrym nakazano odwiedza' zwierz#ta z
ssiednic &olwarkw, opowiada' im o Powstaniu i uczy' melodii ymnu -;wierz#ta ?nglii/!
Pan Jones przesiadywa w pubie -Pod 6zerwonym Cwem/ w .illingdon, skar$c si#
ka$demu, kto go tylko ccia wysuca', na krzyczc niesprawiedliwo', jakiej dozna: oto
zosta wygnany z wasnego majtku przez band# podyc bydlt! Anni gospodarze wspczuli
mu z caego serca, pocztkowo jednak $aden nie kwapi si# z pomoc! 4a$dy przemyliwa
skrycie, jakie korzyci mgby wycign' z tarapatw ssiada! 2a szcz#cie dla zwierzt
waciciele dwc przylegyc gospodarstw stale darli ze sob koty! Pierwszy &olwark,
Fo5wood, by rozlegy, zaniedbany i zaco&any1 na pola wdziera si# las, pastwiska zostay
wyjaowione, a wi#kszo' ogrodze* ulega zniszczeniu! .aciciel tej ruiny, pan Pilkington,
by nie&rasobliwym d$entelmenem, ktremu cae dnie scodziy na owieniu ryb lub
polowaniu, w zale$noci od sezonu! Drugie gospodarstwo, zwane Pinc&ieid, byo mniejsze i
lepiej utrzymane! Jego waciciel, niejaki Frederick, sprytny, przebiegy jegomo', wiecznie
uwikany w procesy sdowe, znany by w okolicy z gowy do interesw! 6i dwaj nie cierpieli
si# do tego stopnia, $e w $aden sposb nie mogli doj' do jakiegokolwiek porozumienia,
nawet jeli obu przyniosoby ono po$ytek!
2iemniej jednak obaj przerazili si# Powstaniem i starali si# za wszelk cen# nie
dopuci', by ic wasne zwierz#ta dowiedziay si# zbyt wiele o rebelii! Pocztkowo udawali,
i$ pomys, $e jakie zwierz#ta mogyby samodzielnie prowadzi' gospodarstwo, bardzo ic
ubawi! Przecie$ sko*czy si# to najwy$ej po dwc tygodniac, szydzili! %osili wszem i
wobec, i$ zwierz#ta w Folwarku Dworskim ,u$ywali dawnej nazwy, poniewa$ sowa
-Folwark ;wierz#cy/ nigdy by im nie przeszy przez gardo0 tocz mi#dzy sob nieustanne
bjki, a na dobitk# szybko zmierzaj do mierci godowej! %dy jednak okazao si#, $e jako
nie zdycaj z godu, Frederick i Pilkington zmienili &ront i odtd mo$na byo od nic
usysze', $e na &olwarku dziej si# okrutne niegodziwoci! "amtejsze zwierz#ta, twierdzili z
przekonaniem, po$eraj si# wzajemnie, silniejsze torturuj sabsze rozpalonymi do
czerwonoci podkowami, a samce maj wsplne samice! Bto, do czego prowadzi amanie
praw natury, powiadali ssiedzi pana Jonesa!
Jednak ic opowieciom nie dawano cakowicie wiary! .iadomoci o wspaniaym
&olwarku, skd wyrzucono ludzi i gdzie zwierz#ta rzdziy si# po swojemu, zacz#y kr$y' w
&ormie niejasnyc i znieksztaconyc pogosek i przez okolic# w cigu roku przesza &ala
buntu! 3yki, potulne do tej pory, jakby giez uksi, owce przewracay ogrodzenia i wyjaday
koniczyn#, krowy rozwalay kopniakami wiadra z mlekiem, u$ywane do polowa* konie nie
cciay bra' przeszkd i zrzucay je8d8cw! 2ajgorsze za byo to, $e wsz#dzie znano
melodi#, a nawet sowa ymnu -;wierz#ta ?nglii/! Popularno' tej pieni rosa w
zastraszajcym tempie! Cudzie nie mogli ukry' wciekoci, kiedy j syszeli, co' < by nie
utraci' twarzy < twierdzili, $e to $aosne pobekiwanie! .prost nie pojmuj, mawiali z
wy$szoci, jak nawet zwierz#ta mog wypiewywa' podobne idiotyzmy! 4a$de zwierz#
scwytane na nuceniu ymnu natycmiast bato$ono! (imo to -;wierz#ta ?nglii/ syca'
byo na ka$dym kroku! 4osy wistay t# pie* w $ywopotac, go#bie grucay j na
ga#ziac wizw, jej melodia pobrzmiewaa w d8wi#kac docodzcyc z ku8ni i w biciu
kocielnyc dzwonw! +ucajc -;wierzt/ ludzie skrycie dr$eli, znajdujc w pieni
zapowied8 swojego przyszego losu!
2a pocztku pa8dziernika, gdy zebrano ju$ zbo$e, zo$ono je w stogi i cz#ciowo
wymcono, stadko go#bi zawirowao w powietrzu i usiado na podwrzu Folwarku, wielce
czym przej#te! Bto Jones, jego wszyscy parobkowie i szstka osikw z Fo5wood i
Pinc&ieid wdarli si# przez pi#ciobelkow bram# i maszeruj drog wiodc do budynkw!
.szyscy trzymaj w r#kac kije, a idcy na czele Jones < dubeltwk#! 2ajwidoczniej
przybyli, by odbi' &olwark!
?tak dawno przewidziano i wszystko zostao zawczasu przygotowane! Bperacj
obronn dowodzi +nowball, ktry przestudiowa star ksi$k# o kampaniac Juliusza 6ezara,
znalezion w domu Jonesa! +zybko wyda rozkaz i za kilka minut ka$de zwierz# byo ju$ na
posterunku!
2a widok zbli$ajcej si# gromadki knur da sygna do pierwszego ataku! .szystkie
go#bie, w liczbie trzydziestu pi#ciu, prze&run#y nad gowami napastnikw, oddajc z
wysoka ka, a gdy poszkodowani si# wycierali, ruszyy na nic g#si, ukryte dotd za
$ywopotem, i zacz#y zajadle szczypa' ludzi w ydki! 3y to jednak tylko niewielki manewr
taktyczny, przeprowadzony po to, by w szeregi wroga wkrado si# zamieszanie, zaatakowani
bowiem atwo odp#dzili g#si kijami! .wczas +nowball poderwa drug &al# ataku! (uriel,
3enjamin i wszystkie owce, na czele z knurem, rzuciy si# na wroga, pcajc i bodc ludzi ze
wszystkic stron, 3enjamin za odwrci si# tyem i atakowa przybyszw wierzgajc
kopytkami! Jednak walcy kijami i wymierzajcy kopniaki podkutymi butami ludzie raz
jeszcze wzi#li gr#1 nagle +nowball kwikn przera8liwie, co byo sygnaem do odwrotu:
zwierz#ta zawrciy i ruszyy przez bram# na podwrko!
(#$czy8ni wydali okrzyk trium&u! ;wierz#ta, zdaniem napastnikw, uciekay w
popocu, pobiegli wi#c za nimi bezadn gromad! "ego wanie oczekiwa +nowball +koro
tylko zapucili si# w gb podwrza, trzy konie, trzy krowy i pozostae winie, czyajce w
oborze, znalazy si# na tyac wroga, odcinajc odwrt! +nowball da rozkaz do ataku! Bn
sam p#dzi prosto na Jonesa, ktry na widok rozp#dzonego knura podnis dubeltwk# i
wypali! Druciny przeoray krwawymi pr#gami wi*ski grzbiet, a jedna z owiec pada trupem!
2ie przerywajc biegu +nowball z caej siy uderzy w nogi Jonesa swoimi
siedemdziesi#cioma kilogramami $ywej wagi! (#$czyzna upad na kup# gnoju, wypuciwszy
z rk &uzj#! Jednak najbardziej przejmowa zgroz widok 3o5era, ktry stanwszy d#ba
wymaciwa wielkimi, podkutymi $elazem kopytami, niczym ogier! Pierwszy cios si#gn
gowy copca stajennego z Fo5wood, ktry bez $ycia pad w boto! .idzc to kilkunastu
parobkw porzucio kije, usiujc czmycn', gdzie pieprz ronie! . panice uciekali przed
zwierz#tami, ktre po cwili cigay ic zawzi#cie dookoa podwrka! 3ody, kopay, gryzy,
tratoway! 2ie byo zwierz#cia, ktre nie mcioby si# po swojemu! 2awet kot nagle skoczy z
dacu na ramiona jakiego pastuca i wbi mu si# w kark pazurami1 zaatakowany j
przera8liwie wrzeszcze'! %dy w pewnej cwili odsonio si# przejcie, ludzie ococzo
wybiegli z puapki, p#dzc ku szosie ile si w nogac! "ak oto natarcie nie trwao nawet pi#ciu
minut: napastnicy pierzcali aniebnie t sam drog, ktr nadeszli, stadko g#si za syczao
na nic i szczypano w ydki!
)ciekli wszyscy wyjwszy jednego! 2a podwrzu 3o5er trca kopytem copca
stajennego le$cego twarz w bocie, daremnie usiujc przewrci' go na plecy! 6opiec nie
rusza si#!
< 2ie $yje < stwierdzi ze smutkiem 3o5er! < Przecie$ nie cciaem go zabi'!
;apomniaem, $e na nogac mam $elaza! 6zy kto mi teraz uwierzy, $e nie zrobiem tego
umylnie>
< Porzu'cie sentymenty, towarzyszu@ < zawoa +nowball, ktrego rany jeszcze
krwawiy! < .ojna to wojna! Dobry czowiek to martwy czowiek!
< 2ie cc# nikomu odbiera' $ycia, nawet ludziom < powtrzy 3o5er ze zami w
oczac!
< %dzie podziaa si# (ollie> < kto zawoa! 9zeczywicie, po klaczy nie byo ladu!
Przez kilka minut panowao zamieszanie1 obawiano si#, $e ludzie wyrzdzili jej krzywd# lub
nawet uprowadzili! .reszcie odnaleziono (ollie w stajni: ukrya si# tam, wcisnwszy eb w
$b wypeniony sianem! )mkn#a w popocu z pola bitwy, na odgos wystrzau! %dy
zwierz#ta wrciy z poszukiwa*, okazao si#, $e copiec stajenny, ktry zosta jedynie
zamroczony, odzyska przytomno' i da nog#!
;wierz#ta zebray si# w gromad#, lepia pon#y im z wielkiego podniecenia, a ka$de
wykrzykiwao o swoic boaterskic czynac w bitwie! 2atycmiast zaimprowizowano
uroczysto' na cze' zwyci#stwa! 2a maszt wcigni#to &lag#, kilkanacie razy odpiewano
-;wierz#ta ?nglii/, zabitej owcy wyprawiono uroczysty pogrzeb, a na jej grobie zasadzono
krzak gogu! Przedtem +nowball wygosi mow#, podkrelajc, i$ ka$de zwierz# powinno,
jeli zajdzie potrzeba, odda' $ycie za Folwark!
.szystkie zwierz#ta jednogonie wyraziy zgod# na ustanowienie odznaczenia
wojskowego -3oater ;wierz#cy Pierwszej 4lasy/, ktrym natycmiast udekorowano
+nowballa i 3o5era! Bdznaczenie miao posta' mosi#$nego medalu ,byy to w istocie stare
ko*skie brz#kada, ktryc cay stos znaleziono w siodami01 postanowiono, $e mo$na je
nosi' w niedziele i dni witeczne! )stanowiono tak$e odznaczenie -3oater ;wierz#cy
Drugiej 4lasy/, ktre przyznano pomiertnie zabitej owcy!
Dugo spierano si#, jak nazw# nada' bitwie! .reszcie zdecydowano si# na -3itw#
pod Bbor/, jako $e wanie stamtd ruszya zasadzka! Bdnaleziono w bocie dubeltwk#
pana Jonesa, a poniewa$ w domu stao pudeko adunkw, postanowiono, $e &uzj# umieci si#
u stp masztu, niczym wiwatwk#, i co rok dwukrotnie odda si# z niej strza! Po raz pierwszy
< dwunastego pa8dziernika, w rocznic# 3itwy pod Bbor, po raz drugi za < w wigili#
wi#tego Jana, czyli w rocznic# Powstania!
5
.raz ze zbli$aniem si# zimy (ollie przysparzaa coraz wi#cej kopotw! 4a$dego
ranka sp8niaa si# do pracy, tumaczc zwierz#tom, $e zaspaa1 narzekaa te$ na jakie
tajemnicze dolegliwoci, co' apetyt jej dopisywa! Przerywaa robot# pod byle pretekstem i
sza nad sadzawk#, gdzie wystawaa caymi godzinami, wpatrujc si# t#po w swoje odbicie!
4r$yy jednak rwnie$ bardziej niepokojce pogoski! Pewnego dnia, gdy (ollie, wielce
czym rozradowana, spacerowaa po podwrzu macajc ogonem i $ujc garstk# siana,
podesza do niej 6lo7er i wzi#a j na stron#!
< (ollie < oznajmia < cciaabym z tob powa$nie porozmawia'! Dzi rano widziaam
na wasne oczy, jak patrzya przez $ywopot dzielcy nas od Fo5wood! Po przeciwnej stronie
sta jeden z parobkw pana Pilkingtona! A < byam wprawdzie daleko, jednak jestem prawie
pewna, $e to zobaczyam < on mwi co do ciebie, a ty pozwalaa mu gaska' si# po nosie!
6o to ma znaczy', (ollie>
< 2ie gaska mnie@ . ogle tam nie byam@ "o wszystko nieprawda@ < krzykn#a
(ollie podskakujc nerwowo i grzebic kopytem w ziemi!
< (ollie@ +pjrz mi w oczy! 6zy mo$esz da' sowo onoru, $e ten parobek nie gaska
ci# po nosie>
< "o nieprawda@ < powtrzya (ollie, jednak nie potra&ia spojrze' 6lo7er prosto w
oczy1 w nast#pnej cwili odwrcia si# i pogalopowaa na pole!
2aga myl uderzya 6lo7er! 2ie mwic nic nikomu posza do stajni i rozgrzebaa
som# na posaniu (ollie! Bdnalaza tam stosik kostek cukru oraz kilkanacie p#kw
r$nobarwnyc wst$ek!
. trzy dni p8niej (ollie znikn#a! Przez kilka tygodni nikt o niej nie sysza, a potem
go#bie doniosy, $e spostrzegy j za .illingdon! 3ya zaprz#$ona do niewielkiej dwukki
polakierowanej na czerwono i czarno, stojcej pod miejscowym pubem! Jaki otyy, czerwony
na g#bie jegomo' w kraciastyc bryczesac i w kamaszac, wygldajcy na knajpiarza,
gaska j po nosie i podsuwa kostk# cukru! (ollie miaa wie$o podstrzy$on sier', a w
grzyw# na czole wpleciono jej szkaratn wst$k#! ;daniem go#bi, wygldaa na
zadowolon! 2ikt nigdy wi#cej o niej nie wspomnia!
. styczniu nadeszy siarczyste mrozy1 ziemia stwardniaa na kamie*, w polu nie byo
$adnej roboty! . wielkiej stodole odbyo si# sporo wiecw, a winie zaj#y si# planowaniem
pracy na nadcodzcy sezon! )taro si#, $e wanie one, jako o niebo mdrzejsze od innyc
zwierzt, podejmoway wszelkie decyzje dotyczce &olwarku, co' postanowienia te
nabieray mocy dopiero po gosowaniu i aprobacie wi#kszoci zgromadzonyc! "aki system
byby cakiem dobry, gdyby nie ustawiczne ktnie +nowballa z 2apoleonem! 6i dwaj wadzili
si# dosownie przy ka$dej okazji! Jeli pierwszy proponowa, by obsia' wi#cej pola
j#czmieniem, byo pewne jak to, $e dwa razy dwa jest cztery, i$ drugi za$da wi#cej ziemi
pod owies1 jeli pierwszy orzek, $e na takim<a<takim polu mo$na sia' kapust#, drugi
twierdzi, $e nic podobnego < grunt nadaje si# tylko pod roliny okopowe! Bba knury miay
swoic zwolennikw, a ic spory wzbudzay gwatowne dyskusje! +nowball cz#sto potra&i
zjedna' sobie wi#kszo' dzi#ki swym znakomitym wystpieniom, poza tym jednak 2apoleon
przewy$sza go umiej#tnoci kaptowania sobie stronnikw! ;nakomicie poszo mu z
owcami! ; czasem zacz#y z zamiowaniem becze' jak naj#te < czy byo trzeba czy nie <
-cztery nogi: dobrze, dwie nogi: 8le/, cz#sto przerywajc w ten sposb wiec! ;auwa$ono, i$
nabray upodobania do takic koncertw zwaszcza w najwa$niejszyc momentac
przemwie* +nowballa! 4nur w dokadnie przestudiowa kilka staryc egzemplarzy
-9olnika i Eodowcy 3yda/, ktre znalaz w domu Jonesa, i snu teraz wielkie plany
rozmaityc nowoci i ulepsze*! Bpowiada uczonym tonem o drenac, silosowaniu i
tomasynie, a tak$e opracowa skomplikowany system nawo$enia pl przez zwierz#ta, ktre
miay oddawa' ka bezporednio na polac, codziennie w innym miejscu, by dzi#ki temu
zaoszcz#dzi' na transporcie nawozw! 2apoleon niczego nie proponowa, jedynie powtarza
spokojnie, $e pomysy +nowballa s nic nie warte1 ponadto wida' byo, $e czeka tylko na
sposobno', by wzi' odwet na rywalu! Ac najzajadlejszy spr dotyczy wiatraka!
2a rozlegym pastwisku, opodal budynkw gospodarczyc, znajdowao si# niewielkie
wzniesienie, najwy$ej poo$one miejsce na &olwarku! Po zbadaniu terenu +nowball
owiadczy, $e wanie tam najlepiej postawi' wiatrak, ktry b#dzie mg nap#dza' prdnic#
dostarczajc energii elektrycznej! Dzi#ki temu owietlono by stajnie i ogrzano je zim1
ponadto ruszy pia tarczowa, sieczkarnia, krajalnia burakw oraz elektryczna dj arka!
;wierz#ta nigdy nie syszay o podobnyc wynalazkac ,&olwark nale$a do zaco&anyc i
znajdoway si# na nim jedynie najprostsze, prymitywne narz#dzia0, wytrzeszczay wi#c oczy,
gdy +nowball roztacza przed nimi obrazy wspaniayc maszyn wyr#czajcyc je w pracy,
podczas gdy one b#d szczypa' beztrosko traw# na kac lub doskonali' umysy lektur i
konwersacj!
. cigu kilku tygodni +nowball przygotowa wszystkie plany! +zczegy tecniczne
zaczerpn gwnie z trzec ksi$ek nale$cyc niegdy do pana Jonesa:
"ysic po$ytecznyc usprawnie* we wasnym domu, 4a$dy mo$e by' murarzem oraz
Hlektryczno' dla pocztkujcyc! 2a pracowni# przeznaczy szop#, w ktrej dawniej stay
inkubatory: podoga bya tam z gadkiego i niezbyt twardego drewna i atwo dawao si# na
niej rysowa'! 4nur zamyka si# w szopie na cae godziny! Dookoa le$ay ksi$ki pozakadane
kamieniami, a on, cwyciwszy kykciami racicy kawaek kredy, uwija si# szybko rysujc
jedn lini# za drug i pokwikujc cico z zaa&erowania! +topniowo kreski zmieniy si# w
skomplikowan pltanin# korb i k z#batyc, pokrywajc niemal poow# podogi: co'
zwierz#ta niczego nie pojmoway z tej gmatwaniny, robia na nic wra$enie! .szystkie
zacodziy przynajmniej raz dziennie do pracowni, by rzuci' okiem na rysunki! Przy<czapay
nawet kury i kaczki, baczc pilnie, by nie zadepta' kredowyc linii! "ylko 2apoleon trzyma
si# na uboczu! Bd samego pocztku gosi, $e jest przeciwnikiem budowy wiatraka! Jednak
pewnego dnia nieoczekiwanie zjawi si#, by obejrze' plany! Bbszed je dookoa stpajc
ci#$ko, dokadnie przyjrza si# wszystkiemu z bliska, kilkakrotnie obwca kreski, wreszcie
nagle podnis nog#, odda mocz na rysunki i wyszed bez sowa!
+prawa wiatraka spowodowaa podzia wrd mieszka*cw &olwarku! +nowball nie
ukrywa, $e budowa b#dzie trudnym przedsi#wzi#ciem! 2ale$y wyrba' kamienne bloki,
ociosa' je, zrobi' ciany, wykona' skrzyda, na koniec < zdoby' prdnice i kable! ,%dzie <
tego ju$ +nowball nie powiedzia!0 ;apewnia jednak, $e wszystkie prace potrwaj rok! ? gdy
wiatrak ju$ stanie, zapowiada, oszcz#dzi si# tyle wysiku, $e zwierz#ta b#d mogy pracowa'
tylko przez trzy dni w tygodniu! 6o si# za tyczy 2apoleona, powtarza on z naciskiem, $e
najpilniejsz potrzeb cwili jest zwi#kszenie produkcji $ywnoci, a jeli b#dzie si# traci'
czas na jakie wiatraki, wszyscy na &olwarku pozdycaj z godu! ;wierz#ta podzieliy si# na
dwa stronnictwa goszc takie oto asa: -%osuj za +nowballem i trzema dniami pracy/ oraz
-%osuj za 2apoleonem i penym $obem/! "ylko 3enjamin nie wypowiedzia si# po $adnej
ze stron! 2ie wierzy ani w to, $e $ywnoci b#dzie w brd, ani w to, $e dzi#ki wiatrakowi
zwierz#tom b#dzie l$ej! ; wiatrakiem czy bez wiatraka, &ilozo&owa, $ycie pjdzie tak, jak
szo zawsze, to znaczy kiepsko!
4olejnym przedmiotem sporu staa si# obrona &olwarku! 9ozumiano doskonale, $e
co' ludzie zostali pokonani w 3itwie pod Bbor, mog w ka$dej cwili powtrzy' atak, i to
z jeszcze wi#ksz determinacj ni$ poprzednio, by odbi' gospodarstwo i przywrci' rzdy
Jonesa! Astniay wszelkie powody, by tak przypuszcza', albowiem wieci o kl#sce rozeszy si#
po okolicy, powodujc, i$ zwierz#ta w ssiednic &olwarkac zacz#y coraz bardziej stawa'
okoniem! +nowball i 2apoleon jak zwykle nie zgadzali si# i w tym punkcie! 2apoleon
twierdzi bowiem, $e zwierz#ta powinny przede wszystkim postara' si# o bro* paln i
wy'wiczy' w jej u$yciu! +nowball by za wysyaniem coraz liczniejszyc stad go#bi, ktre
miay wznieca' bunt wrd zwierzt w caej okolicy! Pierwszy knur przekonywa, $e jeli
mieszka*cy &olwarku nie potra&i obroni' si# sami, zostan niecybnie pokonani, drugi za
dowodzi, $e gdy wsz#dzie wybucn powstania, zniknie potrzeba obrony przed kimkolwiek!
;wierz#ta sucay najpierw 2apoleona, potem +nowballa, i nie mogy si# zdecydowa', komu
przyzna' racj#1 jako zawsze zgadzay si# z tym, ktry mwi ostatni!
.reszcie nadszed dzie*, w ktrym plany +nowballa zostay ostatecznie uko*czone!
2ajbli$szej niedzieli podczas zwykego zgromadzenia miano gosowa' o ic przyj#ciu lub
odrzuceniu! %dy zwierz#ta zebray si# w wielkiej stodole, +nowball wsta i mimo $e co
pewien czas przerywao mu beczenie owiec, przedstawi argumenty za budow! +przeciwi
mu si# 2apoleon! Powsta i bardzo spokojnie powiedzia, $e wiatrak to bzdura i nikomu nie
radzi gosowa' za1 nast#pnie usiad! Jego wystpienie trwao niecae p minuty i wydawao
si#, $e wcale mu nie zale$y na przekonaniu kogokolwiek! +nowball zerwa si#, jakby pcni#ty
niewidzialn spr#$yn1 wrzasn na owce, ktre zacz#y swj koncert, i j nami#tnie
apelowa' do zgromadzenia, by poparo jego projekt! Dotycczas sympatie zwierzt
rozkaday si# rwnomiernie mi#dzy obu oponentw, jednak dar wymowy +nowballa w
jednej cwili zburzy t# rwnowag#! 4nur w pomiennyc sowac przedstawi obraz
Folwarku ;wierz#cego w niedalekiej przyszoci, kiedy to z plecw zwierzt spadnie brzemi#
ci#$kiej arwki! .yobra8ni si#gn daleko, poza zwyke sieczkarnie i krajalnice rzepy!
Prd, perorowa, b#dzie nap#dza' mockarnie, pugi, brony, ubijarki, $niwiarki i
snopowizaki1 dzi#ki niemu owietli si# ka$dy boks, w ktrym b#dzie ciepa i zimna woda
oraz grzejnik elektryczny! %dy umilk, nikt nie mia $adnyc wtpliwoci co do wyniku
gosowania! . tej samej jednak cwili 2apoleon wsta i rzuciwszy +nowballowi szczeglne,
kos# spojrzenie, wyda przenikliwy kwik, jakiego nigdy przedtem nie syszano!
2a w sygna rozlego si# na zewntrz straszliwe ujadanie, a potem dziewi#'
ogromnyc psw w obro$ac nabijanyc mosi#$nymi kolcami wpado jak burza do stodoy!
.szystkie rzuciy si# wprost na +nowballa, ktry ledwie uskoczy przed ic rozwartymi
paszczami! . mgnieniu oka znalaz si# za wrotami, umykajc cigajcej go s&orze!
Bsupiaym i przera$onym zwierz#tom dosownie odebrao dec w piersiac1 wszystkie
stoczyy si# na progu, obserwujc pocig! +nowball pru jak strzaa po rozlegym pastwisku,
prowadzcym ku szosie! )myka tak szybko, jak tylko potra&i umyka' winia, jednak bestie
ju$ go dopaday! 2agle potkn si# i byo niemal pewne, $e zgin! ?le nie < podnis si# i
zacz biec jeszcze szybciej, co' psy znajdoway si# tu$ tu$! .ydawao si#, $e najbli$szy
cwyci go za ogon, lecz na swoje szcz#cie knur zdoa si# jako uwolni'! 2at#$y wszystkie
siy, pogna jeszcze szybciej, wyprzedzi psy dosownie o kilkanacie centymetrw, dopad
dziury w $ywopocie i nikt go nigdy wi#cej nie widzia!
Przera$one zwierz#ta weszy w milczeniu cykiem do stodoy! Po cwili wbiegy tam
w podskokac psy! Pocztkowo nikt nie mia poj#cia, skd si# wzi#y na &olwarku, wkrtce
jednak wszystko stao si# jasne: byy to te same szczeni#ta, ktre 2apoleon odebra niegdy
matkom i wzi na wycowanie! 6o' nie osign#y jeszcze dojrzaego wieku, byy pot#$nej
postury, a srogim wygldem dorwnyway wilkom! 2ie odst#poway 2apoleona! ;auwa$ono,
$e merdaj do* ogonami, tak jak zwyky to czyni' inne psy na widok pana Jonesa!
2apoleon, majc psy za sob, wstpi teraz na to samo podwy$szenie, na ktrym
spoczywa niegdy (ajor, gdy wygasza pami#tn mow#! Bwiadczy zebranym, $e odtd
nie b#dzie ju$ wiecw w niedzielne poranki! + zb#dne, ogosi, a ponadto zwierz#ta trac
czas na darmo! . przyszoci wszelkie zagadnienia zwizane z prac na &olwarku b#dzie
rozstrzyga' specjalny komitet wi* pod jego osobistym przewodnictwem! 6zonkowie
takiego komitetu spotkaj si# na osobnoci, a potem zawiadomi &olwark o podj#tyc
decyzjac! ;wierz#ta b#d si# zbiera' w ka$d niedziel# rano, by odda' onory &ladze,
odpiewa' -;wierz#ta ?nglii/ oraz wysuca' rozporzdze* dotyczcyc planu pracy na
nadcodzcy tydzie*1 jednak swobodne dyskusje zostan skasowane!
(imo wstrzsu, jakiego zwierz#ta doznay po wygnaniu +nowballa, sowa 2apoleona
wywoay pewne zaskoczenie! 2iektrzy z obecnyc mo$e by i protestowali, jednak
brakowao im jako odpowiednic argumentw! 2awet 3o5er poczu si# niewyra8nie! +tuli
uszy, zacz potrzsa' grzyw i usiowa zebra' myli, jednak mimo wysikw nie zdoa
powiedzie' ani sowa! Bkazao si# za to, $e niektre winie nie zapomniay j#zyka w g#bie!
6ztery mode tuczniki siedzce w pierwszym rz#dzie wyday przenikliwy kwik
niezadowolenia1
wszystkie zerway si# z miejsc i zacz#y jednoczenie mwi'! 2agle psy otaczajce
2apoleona wyday guce, ostrzegawcze warkni#cie: protesty ustay jak no$em uci, a
wieprzki usiady z powrotem! .wczas odezway si# przera8liwym beczeniem owce,
wykrzykujc:
-6ztery nogi: dobrze, dwie nogi: 8le/1 trwao to blisko kwadrans i do reszty
uniemo$liwio jakkolwiek dalsz dyskusj#!
Po pewnym czasie wysano do zwierzt +Fuealera, by wyjani sens nowyc
zarzdze*!
< "owarzysze < zacz < u&am, $e ka$dy z was w peni docenia powi#cenie, ktre wzi
na barki towarzysz 2apoleon podejmujc ten dodatkowy obowizek! 2iec nikomu si# nie
wydaje, towarzysze, $e penienie &unkcji przywdcy jest przyjemnoci@ .prost przeciwnie:
stanowisko to oznacza przyj#cie g#bokiej i rozlegej odpowiedzialnoci! 2ikt nie jest
gor#tszym ni$ towarzysz 2apoleon or#downikiem zasady, wedle ktrej wszystkie zwierz#ta
s rwne! ;apewniam, $e byby najszcz#liwsz wini pod so*cem, gdybycie mogli
podejmowa' decyzje sami! Jednak niekiedy mogaby zdarzy' si# wam niewaciwa decyzja,
towarzysze < i co wtedy> Przypu'my na przykad, $e postanowilicie poprze' +nowballa i
jego mrzonki o wiatrakac1 +nowballa, ktry, jak obecnie wiadomo, okaza si# niewiele
lepszy od zwykego kryminalisty!
< ?le walczy dzielnie w 3itwie pod Bbor < zauwa$y kto!
< Bdwaga to jeszcze nie wszystko < odpar +Fuealer! < Daleko wa$niejsze s lojalno' i
posusze*stwo! 6o za do 3itwy pod Bbor, jestem pewny, $e nadejdzie dzie*, w ktrym
oka$e si#, i$ jego dokonania zostay wyolbrzymione! Dyscyplina, towarzysze, $elazna
dyscyplina@ Bto aso dnia! Jeden &aszywy krok, towarzysze, i wrogowie wsid nam na
karki!
6zy jestecie zupenie przekonani, $e nie ccecie powrotu Jonesa>
A znw na takie dictum nikt nie znalaz odpowiedzi! Bczywicie zwierz#ta nie cciay
powrotu Jonesa i jeli niedzielne zebrania miayby spowodowa' w powrt, nie ulegao
wtpliwoci, i$ nale$y je skasowa'! 3o5er, ktry zd$y ju$ wszystko przemyle', da wyraz
oglnemu uczuciu, owiadczajc: -Jeli tak mwi towarzysz 2apoleon, musi to by' suszne/!
Bdtd maksym#:
-b#d# pracowa' jeszcze wi#cej/ uzupeni inn: -2apoleon ma zawsze racj#/!
"ymczasem pogoda zel$aa i nadesza pora wiosennyc orek! +zop#, w ktrej
+nowball robi plany wiatraka, zamkni#to na cztery spusty: wszyscy byli przekonani, $e
rysunki starto z podogi! 4a$dego niedzielnego przedpoudnia o godzinie dziesitej zwierz#ta
gromadziy si# w wielkiej stodole, by wysuca' rozkazw na nadcodzcy tydzie*!
Bdkopano w sadzie nag ju$ czaszk# (ajora i umieszczono na pie*ku u stp masztu, obok
&uzji! Po wcigni#ciu &lagi udajce si# do stodoy zwierz#ta musiay przede&ilowa' przed
czaszk w skupieniu! . sali zebra* nie siedziay ju$ wszystkie razem, jak niegdy! 2apoleon,
+Fuealer oraz pewien wieprz imieniem (inimus, obdarzony szczeglnym talentem do
ukadania pieni i poematw, sadowili si# na przedzie podwy$szenia1 ca trjk# otaczao
pkolem dziewi#' modyc psw, a pozostae winie siedziay z tyu! 9eszta zwierzt
zajmowaa miejsca naprzeciw, wypeniajc rodek stodoy! 2apoleon odczytywa rozkazy
szorstkim, $onierskim tonem i po odpiewaniu -;wierzt ?nglii/ wszyscy si# rozcodzili!
"rzeciej niedzieli po wygnaniu +nowballa zwierz#ta zostay nieco zaskoczone
obwieszczeniem 2apoleona, i$ wiatrak b#dzie jednak budowany! 4nur nie poda $adnyc
powodw zmiany decyzji1 po prostu zapowiedzia, $e podj#cie tego dodatkowego zadania
oznacza bardzo ci#$k prac#, a nawet konieczno' zmniejszenia racji $ywnociowyc!
.szystko zostao przygotowane a$ do najdrobniejszego szczegu! +pecjalnie powoany
komitet wi* w pocie czoa opracowywa plany przez ostatnie trzy tygodnie! Bbliczono, $e
postawienie wiatraka wraz z rozmaitymi ulepszeniami zajmie dwa lata!
"ego wieczoru +Fuealer tumaczy w zau&aniu zwierz#tom, $e 2apoleon nigdy
waciwie nie by przeciwnikiem budowy wiatraka! .prost przeciwnie, to wanie on od
samego pocztku popiera projekt, a plany, ktre +nowball rysowa na pododze wyl#gami,
zostay wykradzione z jego papierw! .iatrak by &aktycznie pomysem 2apoleona!
< ;goda < zauwa$y kto < dlaczego wi#c tak mu si# sprzeciwia>
. tym momencie +Fuealer zrobi bardzo cytr min#!
< 3y to < wyjania < podst#p towarzysza 2apoleona! Bn tylko udawa, $e uwa$a
projekt za mrzonk#1
by to po prostu manewr, ktry mia doprowadzi' do pozbycia si# +nowballa,
osobnika niebezpiecznego, a na dobitk# wywierajcego &atalny wpyw na otoczenie!
?le teraz, gdy +nowballa ju$ nie ma, mo$na przystpi' do budowy, ktra b#dzie
przebiega' bez zakce*! Jest to co < wyjania +Fuealer < co nazywa si# taktyk! "aktyka,
towarzysze, taktyka < powtrzy kilkakrotnie, kiwajc si#, kr#cc ogonkiem i cicoczc
wesoo! .prawdzie zwierz#ta nie byy pewne, co oznacza to sowo, jednak +nowball mwi
tak przekonywajco, a trzy psy, ktre dziwnym zbiegiem okolicznoci znalazy si# w pobli$u,
warczay tak gro8nie, $e wyjanienie przyj#to bez dalszyc pyta*!
6
Przez cay rok zwierz#ta aroway bez wytcnienia! Jednak na nic nie narzekay, nie
szcz#dziy trudu i powi#ce*, dobrze wiedzc, $e pracuj wycznie dla wasnej korzyci oraz
dla dobra przyszyc zwierz#cyc pokole*, a nie dla bandy ludzi < pr$niakw i zodziei!
.iosn i latem pracoway po sze'dziesit godzin tygodniowo, a w sierpniu 2apoleon
zapowiedzia, $e trzeba b#dzie rwnie$ skasowa' wypoczynek w niedzielne popoudnia!
;aj#cia w tym czasie byyby oczywicie najzupeniej dobrowolne, ale ka$de zwierz#, ktre
si# od nic ucyli, otrzyma tylko poow# racji $ywnociowyc! A tak jednak musiano
zrezygnowa' z kilku zaplanowanyc zada*! Plony nie byy ju$ tak dobre jak poprzedniego
roku, a dwa pola, ktre wczesnym latem miay by' obsiane rolinami okopowymi, le$ay
odogiem, poniewa$ orki nie rozpocz#to we waciwym terminie! Tatwo byo przewidzie', $e
nadcodzca zima b#dzie ci#$ka!
3udowa wiatraka przysparzaa nieprzewidzianyc kopotw! 2a terenie &olwarku
znajdowao si# zag#bienie, z ktrego ob&icie urabiano wapie*, a w jednej z szop znaleziono
du$e zapasy piasku i cementu, materiay budowlane znajdoway si# wi#c pod r#k! Jednak
wielkim problemem, z ktrym zwierz#ta nie potra&iy si# pocztkowo upora', byo rozbijanie
bry wapienia na kawaki odpowiedniej wielkoci! (o$na byo tego dokona' wycznie za
pomoc kilo&w i omw $elaznyc, ktrymi nie potra&io posugiwa' si# $adne zwierz#, bo
te$ i $adne zwierz# nie umiao stan' na tylnyc nogac! Dopiero po tygodniac
bezowocnyc wysikw kto wpad na tra&ny pomys, by wykorzysta' si# ci$enia! (asywne
gazy, zbyt wielkie na potrzeby budowy, le$ay na dnie kamienioomu! ;wierz#ta
obwizyway je linami, a potem wszystkie razem, kozy, konie, owce, ka$de zwierz#, ktre
mogo utrzyma' lin# < nawet winie czasem pomagay w gorcyc momentac < z
rozpaczliw powolnoci wloky bryy na szczyt wzniesienia, skd spycano je w d, gdzie
rozbijay si# na kawaki! Przenoszenie rozkruszonego materiau byo ju$ stosunkowo atwe!
4onie wywoziy go w wozac, owce wloky pojedyncze bloki, nawet (uriel i 3enjamin
zaprz#gay si# do starej dwukki, uczestniczc we wsplnym wysiku! ) scyku lata
zebrano wystarczajcy zapas kamieni, a nast#pnie pod nadzorem wi* rozpocz#to budow#!
Post#powaa ona jednak powoli i $mudnie! 6z#sto wcigni#cie pojedynczej bryy
wapienia na szczyt wzgrka kosztowao cay dzie* nieopisanego trudu i mozou, a bywao, $e
gdy kamie* spad, nie rozbija si#! ;wierz#ta nie osign#yby wiele, gdyby nie 3o5er, ktrego
sia dorwnywaa cyba sile pozostayc mieszka*cw &olwarku razem! %dy wleczony ci#$ar
zaczyna si# stacza', cigajc w d krzyczce z rozpaczy zwierz#ta, ko* zawsze przycodzi
w sukurs: napina pot#$ne mi#nie, napr#$a lin# i zatrzymywa gaz! .spina si# ci#$ko, krok
po kroku, szybko oddyca, czubki podkw wczepiay si# w grunt, a z wielkic bokw
zwierz#cia lay si# strumienie potu! Uw widok napenia wszystkic podziwem! 6lo7er
ostrzegaa niekiedy 3o5era, $eby uwa$a na siebie i nie przeci$a mi#ni, jednak ko* jej nie
suca! )zna, $e jego dwie maksymy: -3#d# pracowa' jeszcze wi#cej/ i -2apoleon ma
zawsze racj#/ s wystarczajc recept na wszystkie problemy! )mwi si# z kogutkiem, by
ten budzi go trzy kwadranse zamiast p godziny przed innymi zwierz#tami! . wolnyc
cwilac, ktre teraz zdarzay si# jedynie z rzadka, cadza samotnie do kamienioomu,
adowa wz odamkami wapienia i bez niczyjej pomocy cign go na plac budowy!
(imo ci#$kiej pracy zwierz#tom nie dziao si# tego lata 8le! Jeli nawet nie miay
wi#cej po$ywienia ni$ za rzdw Jonesa, nie miay te$ go mniej! 4orzy' wypywajca z
tego, $e produkoway $ywno' tylko dla siebie i nie musiay ju$ utrzymywa' pi#ciorga ludzi<
mamotrawcw, bya tak wielka, i$ trzeba byoby wielu pora$ek, by to zniwelowa'! .ielokro'
zwierz#ce metody pracy okazyway si# te$ wydajniejsze i szybsze od ludzkic! 2iektre
czynnoci, na przykad pielenie, mo$na byo teraz wykona' tak starannie, jak nie potra&iby
$aden czowiek! ? poniewa$ $adne zwierz# ju$ nie krado, nie byo potrzeby odgradzania
pastwisk od pl uprawnyc1 w ten sposb zaoszcz#dzono wiele pracy na utrzymaniu w
dobrym stanie ogrodze* i &urtek! 2iemniej jednak, u scyku lata zacz#to odczuwa' rozmaite
nieprzewidziane niedostatki! 3rakowao para&iny, oleju, gwo8dzi, sznura, biszkoptw dla
psw, $elaza na ko*skie podkowy, a $adnego z tyc artykuw nie dao si# wyprodukowa'
wasnymi siami! P8niej spodziewano si# zapotrzebowania na nasiona, nawozy sztuczne,
ponadto r$ne narz#dzia, wreszcie za < maszyny do wiatraka! 2ikt nie mia zielonego
poj#cia, skd to wszystko wzi'!
Pewnego niedzielnego poranka, gdy zwierz#ta si# zebray, aby wysuca' rozkazw,
2apoleon ogosi, $e zdecydowa si# prowadzi' now polityk#! Bdtd Folwark ;wierz#cy
nawi$e stosunki andlowe z ssiednimi gospodarstwami, oczywicie nie dla zarobku, ale po
prostu w celu zdobycia pewnyc towarw, ktre s pilnie potrzebne! )rucomienie wiatraka
jest wa$niejsze od czegokolwiek innego, oznajmi! Poczyni tedy odpowiednie kroki, by
sprzeda' stert# siana oraz cz#' tegorocznego zbioru j#czmienia, a p8niej, jeli potrzeba
b#dzie wi#cej pieni#dzy, zdob#dzie si# je sprzedajc jaja, na ktre jest zawsze zbyt w
.illingdon! 4ury, doda knur, powinny z radoci ponie' t# o&iar#, traktujc j jako wasny,
szczeglny wkad w dzieo budowy wiatraka!
9wnie$ tym razem zwierz#ta poczuy si# jako niewyra8nie! 2igdy nie zadawa' si# z
lud8mi, nigdy nie zajmowa' si# andlem, nigdy nie u$ywa' pieni#dzy < czy$ postanowienia te
nie znalazy si# wrd najwczeniejszyc ucwa, podj#tyc na ic pierwszym, trium&alnym
wiecu po wygnaniu Jonesa> .szystkie zwierz#ta miay w pami#ci te ucway lub
przynajmniej tak im si# wydawao! 6ztery mode wieprzki, ktre protestoway, gdy 2apoleon
skasowa wiece, wyday niemiay kwik sprzeciwu1 ten jednak natycmiast ucic, bo psy
warkn#y wciekle! Potem, jak zwykle, owce zabeczay: 6ztery nogi: dobrze, dwie nogi: 8le@/
i szybko zapomniano o tym drobnym incydencie! .reszcie 2apoleon unis racic#, by
uciszy' zgromadzenie, i ogosi, $e wszystko ju$ zaatwi! =adne zwierz# nie b#dzie musiao
styka' si# z lud8mi1 byoby to wysoce niepo$dane! Bn sam gotw jest wzi' na barki
wszelkie sprawy zwizane z prowadzeniem transakcji! 2iejaki pan .ymper, prawnik z
.illingdon, zgodzi si# poredniczy' mi#dzy Folwarkiem ;wierz#cym i wiatem
zewn#trznym1 w ka$dy poniedziakowy ranek b#dzie przyje$d$a' po instrukcje! 2apoleon
zako*czy przemwienie zwykym okrzykiem: -2iec $yje Folwark ;wierz#cy@/ i po
odpiewaniu ymnu -;wierz#ta ?nglii/ zebranie zostao rozwizane!
.krtce +Fuealer obszed obory, stajnie i kurniki, agodzc niepokj zwierzt!
;apewnia je, $e wniosek dotyczcy zakazu zajmowania si# andlem i u$ywania pieni#dzy
nigdy waciwie nie zosta ucwalony, czy te$ nawet zgoszony! "ak si# tylko wszystkim
wydawao, a 8rdem nieporozumienia byy zapewne kamstwa rozsiewane przez +nowballa!
.prawdzie kilka zwierzt miao jeszcze pewne wtpliwoci, jednak +Fuealer zada im kilka
cytryc pyta*: -6zy jestecie pewni, towarzysze, $e to si# wam nie nio> 6zy macie
jakikolwiek dowd na istnienie takiej ucway> 6zy gdzie j zapisano>/ Poniewa$ nie
ulegao $adnej wtpliwoci, $e nikt nie widzia takiego dokumentu, zwierz#ta uznay, $e si#
po prostu pomyliy!
"ak jak ustalono, w ka$dy poniedziaek na &olwark przyje$d$a pan .ymper! 3y on
niedu$ym czowieczkiem o cwaniackim wygldzie1 nosi bokobrody, a co' by tylko
drobnym doradc, mia jednak sporo sprytu i pierwszy zrozumia, $e Folwark ;wierz#cy
b#dzie potrzebowa' porednika i $e taki interes mu si# opaci! ;wierz#ta patrzyy przera$one,
jak czowiek kr#ci si# po dziedzi*cu, i unikay go, jak mogy! "ym niemniej, widok
2apoleona na czworakac, wydajcego polecenia .ymperowi stojcemu na dwc nogac,
ecta ic pr$no' i cz#ciowo pozwoli pogodzi' si# z now sytuacj! Bbecnie stosunki z
lud8mi ulegy zmianie!
;awi' ssiadw, gdy zwierz#tom zacz#o si# lepiej powodzi', bynajmniej nie
zmalaa, wprost przeciwnie:
ludzie nienawidzili teraz zwierzt jak nigdy dotd! 4a$dy w okolicy by wi#cie
przekonany, $e &olwark pr#dzej czy p8niej zbankrutuje, a nade wszystko < $e wiatrak oka$e
si# wielkim niewypaem! )dowadniano sobie przy piwie, posugujc si# wykresami, $e
budowla musi si# zawali', jeli za nawet stanie, to i tak maszyny nie b#d dziaa'! ? jednak
mimowolnie zacz#to stopniowo spoglda' z pewnym szacunkiem na sprawno', z jak
zwierz#ta sobie radziy! Jednym z objaww tego szacunku byo to, $e zaprzestano u$ywa'
poprzedniej nazwy Folwarku ;wierz#cego i ju$ nie upierano si# przy mianie -Folwark
Dworski/! Przestano rwnie$ popiera' Jonesa, ktry porzuci nadzieje na odzyskanie
gospodarstwa i osiedli si# w innej cz#ci kraju! Dotycczas Folwark ;wierz#cy utrzymywa
kontakty ze wiatem zewn#trznym wycznie za porednictwem .ympera, wci$ jednak
kr$yy pogoski, $e 2apoleon lada dzie* nawi$e porozumienie andlowe albo z panem
Pilkingtonem z Fo5wood, albo z panem Frederickiem z Pinc&ieid < w $adnym wszak$e
wypadku, jak zauwa$ono, z obydwoma naraz!
(niej wi#cej w tym czasie winie nieoczekiwanie przeniosy si# do domu pana Jonesa
i zamieszkay tam na stae! ;wierz#tom znw si# wydawao, $e wczeniej podj#to rezolucj#
przeciw takiemu post#powaniu, ale +Fuealer ponownie je przekona, i$ s w b#dzie! Jest
bezwzgl#dnie konieczne, dowodzi, by winie, ktre wykonuj na &olwarku prac# umysow,
mogy mie' do niej odpowiednie warunki! Ponadto godnoci Przywdcy ,ostatnio zacz
tytuowa' 2apoleona -Przywdc/0 bardziej odpowiada mieszkanie w domu ni$ w zwykym
clewie! (imo to niektre zwierz#ta byy poruszone, gdy usyszay, $e winie nie tylko
spo$ywaj posiki w kucni, a bawialni# zamieniy w pokj wypoczynkowy, ale rwnie$
sypiaj w $kac! 3o5er przeszed nad tym do porzdku dziennego, mwic jak zwykle:
-2apoleon ma zawsze racj#/, jednak 6lo7er, ktrej wydawao si#, $e pami#ta wyra8ny
zakaz u$ywania $ek, posza pod stodo# i usiowaa odczyta' +iedem Przykaza*, ktre
wypisano na cianie! Poniewa$ umiaa odczyta' tylko pojedyncze litery, przywoaa (uriel!
< (u*el < poprosia < przeczytaj mi 6zwarte Przykazanie! 6zy nie ma tam czego o
tym, $e nie wolno sypia' w $ku>
(uriel z pewnym trudem przesylabizowaa napis!
< "am jest napisane: -=adne zwierz# nie b#dzie spa' w $ku z przecieradami/<
powiedziaa wreszcie!
6lo7er jako dziwnie nie moga sobie przypomnie', $eby 6zwarte Przykazanie
wspominao o przecieradac1 skoro jednak wypisano to na cianie, widocznie tak byo!
+Fuealer, ktry akurat przecodzi opodal w asycie dwc czy trzec psw, natycmiast
przedstawi w sporny punkt we waciwym wietle!
< ;apewne ju$ syszaycie, towarzyszki, $e my, winie, sypiamy teraz w $kac, w
domu Jonesa! Dlaczeg$by nie> Doprawdy, nie sdziycie cyba, $e istnieje jaki zakaz
u$ywania $ek> T$ko jest po prostu miejscem do spania! .izka somy w boksie jest tak$e,
cile biorc, $kiem! ;akaz dotyczy przecierade, ktre s wynalazkiem czowieka!
)sun#limy przecierada i zastpilimy je kocami! T$ka s rzeczywicie bardzo wygodne@
Jednak podkrelam, towarzyszki, nie zapewniaj nam takiej wygody, na jak zasugujemy,
biorc pod uwag# ca t# prac# umysow, ktr musimy obecnie wykonywa'! Przecie$ nie
pozbawicie nas cyba miejsca wytcnienia, prawda towarzyszki> 6yba nie cciaybycie,
$ebymy byli zbyt zm#czeni, by sprosta' obowizkom> ; pewnoci $adna z was nie cce
powrotu Jonesa>
4oza i klacz natycmiast zapewniy go, $e nie cc Jonesa, i odtd nikt ju$ nie
kwestionowa tego, i$ winie pi w $kac! ? gdy po kilku dniac ogoszono, $e b#d
wstawa' godzin# p8niej od innyc zwierzt, te$ nie syszano $adnyc protestw!
Jesieni zwierz#ta byy utrudzone, ale szcz#liwe! 9ok okaza si# trudny i po
sprzeda$y cz#ci ziarna zapasy na zim# nie pozostay zbyt ob&ite, jednak perspektywa
posiadania wiatraka powodowaa, $e nikt nie upada na ducu! 3udowa bya na pmetku! Po
$niwac wypado kilkanacie bezdeszczowyc, pogodnyc dni1 wszystkie zwierz#ta mozoliy
si# wtedy jeszcze bardziej ni$ zwykle, uwa$ay bowiem, $e warto taszczy' od witu do
zmroku ci#$kie kamienne bloki, jeli mo$na przez to podcign' cian# jeszcze o kilkanacie
centymetrw! 3o5er wstawa nawet w rodku nocy i pracowa w pojedynk# przy wietle
jesiennego ksi#$yca! . wolnyc cwilac zwierz#ta obcodziy dookoa na wp zbudowany
wiatrak, podziwiajc grubo' i pionowo' murw i zacwycajc si#, $e oto bez niczyjej
pomocy potra&iy wznie' tak imponujc budowl#! "ylko stary 3enjamin nie ccia cieszy'
si# wiatrakiem, rzucajc jedynie dwuznaczne uwagi, $e osy maj dugie $ycie!
2adszed listopad, a wraz z nim porywiste, poudniowo<zacodnie wiatry! (usiano
przerwa' budow#, bo byo zbyt mokro na mieszanie cementu! .reszcie nadesza noc, gdy
wicura rozszalaa si# tak gwatownie, $e budynki a$ dr$ay w posadac, a ze stodoy spado
kilka dacwek! Bbudziy si# kury, skrzeczc z przera$enia, albowiem wszystkim
jednoczenie si# nio, $e sysz w oddali wystrza z dubeltwki! 9ankiem zwierz#ta wyszy
na zewntrz i ujrzay, $e maszt le$y zamany, a rosncy na skraju sadu wiz zosta wyrwany z
korzeniami! . cwil# p8niej wyday okrzyk rozpaczy! .idok by zaiste przera$ajcy!
.iatrak le$a w gruzac!
6a gromad rzuciy si# na wzniesienie! 2apoleon, ktry jedynie z rzadka wycodzi
na przecadzk#, bieg teraz na czele! "ak, owoc ic wysikw zosta zrwnany z ziemi,
kamienie zbierane z takim trudem le$ay rozrzucone! ;wierz#ta cwycia za gardo czarna
rozpacz1 wszystkie stay nierucomo, wpatrzone w gruzowisko! 2apoleon drepta w
milczeniu tam i z powrotem, co cwila w#szc przy ziemi! ;esztywnia mu ogonek, ktrym
knur zacz szybko wymaciwa' na boki, co wiadczyo o intensywnym wysiku
umysowym! .reszcie przystan, jakby podj jak decyzj#!
< "owarzysze < zacz agodnie < czy wiecie, kto jest za to odpowiedzialny> 6zy
wiecie, kim jest wrg, ktry zakrad si# noc i zniszczy wiatrak> +2B.<3?CC@ < zagrzmia
nieoczekiwanie! < "o sprawka +nowballa@ Powodowany czyst zoliwoci, knujc, jak
pokrzy$owa' nasze plany i zemci' si# za wygnanie, wlizn si# tu pod oson nocy i
zniweczy e&ekt niemal caego roku pracy! "owarzysze, ogaszam wyrok mierci na
+nowballa! -3oater ;wierz#cy Drugiej 4lasy/ i p korca jabek dla tego, kto wymierzy mu
sprawiedliwo'! 6ay korzec dla tego, kto scwyta go $ywcem@
;wierz#ta byy g#boko tym wstrzni#te, i$ +nowball mg si# dopuci' rwnie
podego czynu! 9ozlegy si# okrzyki oburzenia i ka$dy zacz przemyliwa', jak przydyba'
zdrajc#, gdyby kiedykolwiek pokaza si# na &olwarku! 2iemal natycmiast odkryto w trawie
opodal wzniesienia lady wi*skic racic! 6ign#y si# tylko przez kilka metrw, lecz
najwyra8niej prowadziy do otworu w $ywopocie! 2apoleon w#szy w skupieniu i orzek, $e
pozostawi je +nowball! Jego zdaniem musia on przyby' z kierunku Fo5wood!
< 2ie marnujmy czasu, towarzysze@ < zawoa po zbadaniu tropw! < (amy sporo
pracy! ; nastaniem witu zaczynamy odbudow# wiatraka i b#dziemy cign' j przez ca
zim#, bez wzgl#du na pogod#! Poka$emy temu godnemu pogardy renegatowi, $e nie tak atwo
zniszczy' owoce naszego wysiku! Pami#tajcie, towarzysze < nie b#dzie $adnyc zmian w
planac, ktre musimy wykona' z dokadnoci co do dnia! 2aprzd, towarzysze@ 2iec $yje
wiatrak@ 2iec $yje Folwark ;wierz#cy@
7
;ima bya sroga! Po wicurac przyszed deszcz ze niegiem, potem nieg, a nast#pnie
cisn ostry mrz, ktry nie zel$a a$ do poowy lutego! ;wierz#ta mozoliy si# przy
odbudowie wiatraka tak ci#$ko, jak potra&iy, dobrze wiedzc, $e obserwuj je dziesitki
zawistnikw i $e zazdroni ludzie b#d si# cieszy' i trium&owa', jeli wiatrak nie zostanie
uko*czony na czas!
;oliwi ssiedzi udawali, i$ nie wierz, $e to +nowball zniszczy wiatrak: twierdzili,
$e budowla si# zawalia, bo miaa zbyt cienkie ciany! ;wierz#ta dobrze wiedziay, $e powd
by inny! ;decydowano jednak postawi' ciany o gruboci blisko metra zamiast
pmetrowyc, jak poprzednio1 wymagao to wszak$e zebrania znacznie wi#kszej iloci
wapienia! Przez dugi czas kamienioom pokrywa g#boki nieg i nie mo$na byo przystpi'
do pracy! . cigu kilku dni sucej i mro8nej pogody poczyniono wprawdzie niewielkie
post#py, lecz bya to okrutna arwka, a na dobitk# zwierz#ta nie pracoway ju$ tak $wawo
jak niegdy!
+tale trz#sy si# z zimna, a cz#sto byway godne! Jedynie 3o5er i 6lo7er nie upaday
na ducu! +Fuealer cz#sto wygasza byskotliwe mowy o radoci, jak daje wypenianie
obowizku, i o godnoci pracy, jednak dla zwierzt znacznie lepszym natcnieniem bya sia
mi#ni 3o5era oraz jego niezomne aso: -3#d# pracowa' jeszcze wi#cej@/
. styczniu skurczyy si# zapasy $ywnoci! Bgraniczono drastycznie racje ziarna i
ogoszono, $e w zamian zostanie zwi#kszony przydzia karto&li! 2iestety, jak si# okazao,
wi#kszo' ziemniakw zamarza w kopcac, ktryc jesieni nie przykryto odpowiednio
grubo! 3ulwy zmi#ky i straciy barw#1 tylko pojedyncze sztuki nadaway si# do jedzenia!
3yway dni, gdy zwierz#ta nie miay $adnego pokarmu oprcz sieczki i burakw pastewnyc!
.ydawao si#, $e gd zaczyna im zaglda' w oczy!
2ale$ao za wszelk cen# ukry' w &akt przed wiatem! Bmieleni zniszczeniem
wiatraka ludzie wci$ wymylali coraz to nowe kamstwa na temat Folwarku! Ponownie
zacz#to twierdzi', $e jego mieszka*cy zdycaj z godu i od r$nyc corb, $e tocz si#
wrd nic nieustanne walki, wreszcie < $e po$eraj si# wzajemnie i zabijaj wasne mode!
2apoleon doskonale zdawa sobie spraw# z &atalnyc skutkw, jakie mogyby nastpi', gdyby
wyszo na jaw, jak si# przedstawia sytuacja $ywnociowa, postanowi wi#c wykorzysta'
.ympera, $eby zamydli' wrogom oczy! Dotycczas mieszka*cy Folwarku prawie nie
widywali porednika, gdy przyje$d$a co poniedziaek, jednak obecnie nakazano kilku
wybranym zwierz#tom, w wi#kszoci owcom, by w jego obecnoci wspominay, niby to
mimocodem, i$ racje pokarmowe zostay zwi#kszone! Ponadto 2apoleon przykaza, by
niemal puste skrzynie stojce w spiclerzu napeniono prawie po brzegi piaskiem, a na
wierzc wysypano resztki ziarna i mki! Pod jakim wiarygodnym pretekstem
przeprowadzono .ympera przez spiclerz, tak by zobaczy te skrzynie! Podst#p si# uda, a
prawnik opowiada potem ssiadom, $e na Folwarku ;wierz#cym $ywnoci jest pod
dostatkiem!
2iemniej jednak pod koniec stycznia stao si# jasne, i$ trzeba koniecznie gdzie
zdoby' nieco ziarna! . tym czasie 2apoleon rzadko ukazywa si# publicznie, cae dnie
sp#dzajc w domu Jonesa, ktrego wszystkie wejcia byy strze$one przez gro8ne psy! %dy
opuszcza siedzib#, zawsze czyni to z wielk pomp1 otaczaa go wtedy zwarta eskorta
zo$ona z szeciu psw, ktre zaczynay warcze', ilekro' jakie zwierz# podeszo zbyt blisko!
6z#sto knur nie pokazywa si# nawet w niedziel# rano1 wydawa wtedy rozkazy za
porednictwem ktrej ze wi*, najcz#ciej +Fuealera!
Pewnego niedzielnego poranka +Fuealer ogosi, $e kury, dla ktryc nadszed wanie
czas nioski, musz oddawa' swoje jajka! 2apoleon zawar bowiem, za porednictwem
.ympera, umow# na dostaw# czterystu jaj tygodniowo! ;a uzyskane pienidze miano
zakupi' dostateczn ilo' ziarna i mki, aby zwierz#ta mogy wy$ywi' si# a$ do lata, kiedy to
warunki $ycia si# poprawi!
%dy usyszay to kury, podniosy straszliwy lament! .prawdzie uprzedzono je
wczeniej, $e takie powi#cenie mo$e okaza' si# konieczne, jednak nie wierzyy, i$ dojdzie
do najgorszego! Dopiero co przydzielono im partie jaj do wysiedzenia i teraz protestoway,
krzyczc, $e odbieranie ic jest morderstwem! Po raz pierwszy od wygnania Jonesa na
&olwarku wybuc rodzaj buntu! Pod wodz trzec czarnyc minorek kury zdecydowanie
postanowiy pokrzy$owa' zamiary 2apoleona! Pod<&ruway wi#c a$ pod krokwie i znosiy
tam jajka, ktre spaday i rozbijay si#! 2apoleon podj szybkie i bezwzgl#dne kroki!
2akaza wstrzyma' kurom racje $ywnociowe i ostrzeg, i$ ka$de zwierz#, ktre omieli si#
poda' im co'by jedno ziarnko, zostanie ukarane mierci! Psy dopilnoway wykonania
rozkazw! 4ury wytrzymay przez pi#' dni, potem skapituloway i powrciy do swoic
koszy! Dziewi#' buntowniczek zmaro! Ac ciaa pocowano w sadzie, po czym ogoszono, $e
zdecy na kokcydioz#! .ymper nigdy nie dowiedzia si# o zajciu, a jajka zostay
dostarczone zgodnie z umow1 copak od miejscowego kupca przyje$d$a raz na tydzie*
&urgonetk, by odebra' towar!
Przez cay ten czas +nowballa nikt nie widzia na oczy! 6odziy jedynie sucy, i$
ukrywa si# w ktrym z ssiednic &olwarkw, w Fo5wood albo w Pinc&ield! Bbecnie
2apoleon by w nieco lepszyc stosunkac z okolicznymi gospodarzami! ?kurat w obejciu
odkryto stos drewna, uo$ony tam dziesi#' lat temu, gdy karczowano lasek bukowy! Drewno
byo dobrze wyle$ae i .ymper doradza 2apoleonowi jego sprzeda$1 zarwno pan
Pilkington, jak i pan Frederick przejawiali c#' kupna! 2apoleon du$szy czas waa si#,
kogo wybra'! ;auwa$ono wszelako, i$ gdy tylko by bliski porozumienia z Frederickiem,
opowiadano, $e +nowball ukrywa si# w Fo5wood1 gdy zamierza sprzeda' buczyn#
Pilkingtonowi, +nowball -przenosi si#/ do Pinc&ield!
2agle wczesn wiosn wybuca bomba! Bto okazao si#, $e +nowball potajemnie
nawiedza nocami &olwark@ ;wierz#ta byy tak poruszone, $e a$ nie mogy usn'! (awiano, $e
regularnie zakrada si# cykiem pod oson mroku i czyni rozmaite szkody! "o wanie on
ukrad zbo$e, przewrci wiadra z mlekiem, potuk jaja, stratowa wie$o obsiane zagony,
obgryz kor# z drzew owocowyc! Bdtd weszo w zwyczaj przypisywanie wszelkiego za
+nowballowi! Jeli stuka si# szyba lub zatka si# ciek, zawsze znalaz si# kto, kto twierdzi,
$e to sprawka nocnego gocia1 gdy pewnego dnia gdzie zapodzia si# klucz od spiclerza,
cay &olwark by wi#cie przekonany, $e +nowball cisn go do studni! 6o za najdziwniejsze,
nie przestano w to wierzy' nawet wtedy, kiedy zagubiony rzekomo klucz odnalaz si# pod
workiem mki! 4rowy zgodnie wiadczyy, $e +nowball zakrada si# do obory i doi je podczas
snu! B szczurac, ktre day si# we znaki, mwiono, i$ s sprzymierze*cami knura<zdrajcy!
2apoleon owiadczy, $e zbrodnicza dziaalno' +nowballa zostanie dokadnie
zbadana! Btoczony psami dokona starannej inspekcji budynkw gospodarskic, podczas gdy
inne zwierz#ta stpay z szacunkiem w pewnej odlegoci! 6o cwila knur zatrzymywa si# i
w#szy w poszukiwaniu ladw +nowballa, ktre, jak twierdzi, rozpoznaje po zapacu!
Bbwca ka$dy kt w stodole, w oborze, w kurnikac, w warzywniku, i niemal wsz#dzie
wyczu +nowballa! ;ni$a ryj do ziemi, kilkakrotnie wciga g#boko powietrze i woa
straszliwym gosem:
< +nowball@ 3y tutaj@ 6zuj# go wyra8nie@ 2a d8wi#k imienia -+nowball/ psy
zowrogo warczay i obna$ay ky!
;wierz#ta byy do g#bi przera$one! .ydawao si# im, i$ +nowball posiad co w
rodzaju tajemnej mocy, czajcej si# dookoa, zewszd im zagra$ajcej! .ieczorem zwoa je
+Fuealer, wielce czym podekscytowany, zapowiadajc, $e ma do przekazania wa$ne
wiadomoci!
< "owarzysze@ < zawoa, podrygujc ze zdenerwowania < wysza na jaw rzecz
straszliwa! Bto +nowball przeszed na $od Fredericka z Pinc&ieid, ktry obecnie knuje
przeciw nam, cce na nas napa' i odebra' nam &olwark@ %dy nastpi atak, +nowball posu$y
za przewodnika! Jest jednak co jeszcze gorszego! Dotycczas sdzilimy, $e +nowball si#
zbuntowa, powodowany pr$noci i wygrowanymi ambicjami! 3ylimy w b#dzie,
towarzysze@ 6zy wiecie, jakie byy rzeczywiste przyczyny tego buntu> +nowball by od
samego pocztku w zmowie z Jonesem@ 6ay czas dziaa jako jego tajny agent! .ynika to
czarno na biaym z dokumentw, ktre pozostawi i ktre odkrylimy dopiero teraz! "ak sobie
myl#, towarzysze, $e wyjania to bardzo wiele! 6zy$ bowiem nie widzielicie na wasne
oczy, jak w zdrajca usiowa < na szcz#cie bezskutecznie < spowodowa' nasz kl#sk# i
pogrom w 3itwie po Bbor>
Bszoomione zwierz#ta milczay! Je$eli +Fuealer mwi prawd#, bya to niegodziwo'
znacznie przewy$szajca zniszczenie wiatraka! 2im jednak poapay si# we wszystkim,
upyn#o kilka minut! Pami#tay jednak, bd8 te$ wydawao si# im, $e pami#taj, jak
+nowball prowadzi natarcie w 3itwie pod Bbor, jak zwoywa je do szeregu i nieustannie
zagrzewa do walki, jak nie zatrzyma si# ani na moment, gdy rut wystrzelony z dubeltwki
Jonesa porani mu grzbiet! Pocztkowo wydawao si# niepoj#te, jak to wszystko ma si# do
zarzutu, i$ pozostaje w zmowie z Jonesem! 2awet 3o5er, ktry nie by szczeglnie
dociekliwy, czu si# nieswojo! .ycign si# na ziemi, podkurczy przednie kopyta,
przymkn oczy i z wielkim wysikiem przystpi do &ormuowania swoic myli!
< . to nie uwierz# < oznajmi wreszcie! < +nowball walczy dzielnie w 3itwie pod
Bbor! +am widziaem! 6zy nie odznaczylimy go orderem -3oater ;wierz#cy Pierwszej
4lasy/ zaraz po zwyci#stwie>
< A to by wanie nasz bd, towarzyszu! .iemy obecnie < a znajduje to potwierdzenie
w tajnyc dokumentac, ktre pozostawi < $e w rzeczywistoci stara si# doprowadzi' do
naszej kl#ski!
< ?le przecie$ zosta ranny < zauwa$y 3o5er! < .szyscy widzielimy, jak broczy
krwi!
< "o tak$e by podst#p@ < wykrzykn +Fuealer!
< Drut zadrasn go tylko! %dybycie umieli czyta', pokazabym wam zapiski, w
ktryc sam to przyznaje! ;adanie tego nikczemnika polegao na tym, i$ w krytycznym
momencie mia da' sygna do ucieczki i w ten sposb odda' pole nieprzyjacielowi! (ao
brakowao, a byoby mu si# powiodo < mo$na rzec, towarzysze, $e powiodoby si# z ca
pewnoci, gdyby nie nasz boaterski przywdca, towarzysz 2apoleon! 6zy nie pami#tacie,
jak w tej samej cwili, gdy Jones i jego parobcy wpadli na podwrze, +nowball nagle si#
odwrci i da nog#, a za nim wiele zwierzt> ? czy nie pami#tacie, $e gdy w naszyc
szeregac zapanowa popoc i wszystko wydawao si# stracone, towarzysz 2apoleon rzuci
si# jak burza naprzd, krzyczc: -Dmier' ludzkoci@/ i zatopi z#by w ydce Jonesa>
"owarzysze, "B przecie$ cyba pami#tacie@ < woa +Fuealer, kiwajc si# z boku na bok!
Poniewa$ opisa t# scen# tak plastycznie, zwierz#tom wydawao si#, $e istotnie
wszystko pami#taj! . ka$dym bd8 razie pami#taj, i$ w krytycznym momencie bitwy
+nowball rzuci si# do ucieczki! Jeden 3o5er nadal czu si# odrobin# nieswojo!
< 2ie wierz#, $eby +nowball by zdrajc od samego pocztku < rzek w ko*cu! < Potem,
to co innego! ?le w 3itwie pod Bbor okaza si# dobrym towarzyszem!
< 2asz Przywdca, towarzysz 2apoleon < oznajmi +Fuealer powoli i dobitnie <
twierdzi kategorycznie, powtarzam: kategorycznie, towarzysze < $e +nowball pozostawa na
usugac Jonesa od samego pocztku
< tak, nawet wtedy, kiedy jeszcze nikomu nie nio si# o Powstaniu!
< ?, to co innego < powiedzia 3o5er! < Jeli towarzysz 2apoleon tak mwi, musi to
by' suszne!
< Bto waciwa postawa@ < zawoa +Fuealer, zauwa$ono jednak, $e mrugajc
nieustannie oczkami spojrza krzywo na 3o5era! ;biera si# ju$ do odejcia, ale przystan,
odwrci si# i doda wymownym tonem:
< Bstrzegam wszystkie zwierz#ta: miejcie oczy szeroko otwarte! (amy bowiem
powody, by przypuszcza', $e wrd nas ukrywa si# kilku tajnyc agentw +nowballa@
Po czterec dniac, p8nym popoudniem, 2apoleon rozkaza, by wszystkie zwierz#ta
zebray si# na podwrzu! %dy to nastpio, knur wymaszerowa z domu strojny w swoje dwa
medale ,ostatnio przyzna sobie -3oatera ;wierz#cego Pierwszej 4lasy/ oraz -3oatera
;wierz#cego Drugiej 4lasy/01 dookoa niego kr#cio si# dziewi#' psw, warczcyc tak
gro8nie, $e zwierz#ta a$ dr$ay z przera$enia! .szystkie przycupn#y, jakby wiedzc z gry,
$e b#d si# dziay straszliwe rzeczy!
2apoleon sta tymczasem nierucomo, gro8nie spogldajc na ca gromad#, po czym
wyda ostry i donony kwik! 2a w sygna psy skoczyy naprzd, cwyciy za uszy cztery
winie i powloky je, kwiczce z blu i trwogi, do jego stp! )szy o&iar krwawiy, psy
zakosztoway krwi i przez kilka cwil wydawao si#, $e oszalej! 4u powszecnemu
osupieniu trzy z nic rzuciy si# na 3o5era! 4o* dostrzeg w por# napastnikw, wysun
kopyto, tra&i pierwszego psa w powietrzu i przygwo8dzi go do ziemi! Pies zacz skowycze'
o ask#, a dwa pozostae ucieky, podkuliwszy pod siebie ogony! 3o5er spojrza pytajco na
2apoleona, nie wiedzc, czy ma zmia$d$y' psa, czy te$ puci' go wolno! 2apoleon jakby si#
zmiesza i ostro nakaza 3o5erowi puci' psa1 ko* natycmiast podnis kopyto i
poturbowany kundel uciek wyjc!
.krtce wrzawa ucica! 6ztery winie oczekiway, dr$c ze stracu, z win jaskrawo
wypisan na ryjac! 2apoleon wezwa je, by przyznay si# do zbrodni! 3yy to te same
winie, ktre protestoway, gdy zniesiono niedzielne wiece! 3ez dalszyc naciskw wyznay,
i$ od czasu wygnania +nowballa utrzymyway z nim tajne kontakty, wspdziaay w
zburzeniu wiatraka oraz bray udzia w spisku, ktrego celem byo oddanie Folwarku panu
Frederickowi! Doday, i$ +nowball powiedzia im w prywatnej rozmowie, $e od lat jest
tajnym agentem Jonesa! %dy sko*czyy, psy natycmiast przegryzy im garda, a 2apoleon
spyta pot#$nym gosem, czy mo$e ktre ze zwierzt rwnie$ pragnie co ujawni'!
.tedy wyszy na rodek trzy kury, ktre stay na czele stumionego buntu jajecznego,
wyznajc, i$ +nowball ukaza si# im we nie i namawia, by sprzeciwiay si# rozkazom
2apoleona! 4ury tak$e ubito na miejscu! 2ast#pnie wystpia g#, przyznajc si# do
kradzie$y podczas ubiegorocznyc $niw szeciu kosw $yta, ktre wydziobaa potem w
nocy! Po g#si jedna z owiec ujawnia, $e oddawaa mocz do sadzawki z wod do picia < do
czego namwi j, jak twierdzia, +nowball1 potem dwie inne owce przyznay si# do
zamordowania starego barana, znanego z oddania 2apoleonowi! ;brodni tej dokonay gonic
go wok ogniska, gdy biedak cierpia na dusznoci! .szyscy ci winowajcy tak$e ponieli
mier'! ;eznania i egzekucje cign#y si# dotd, a$ przed 2apoleonem wyrs stos trupw, a
powietrze przesiko zapacem krwi, nie znanym od czasu wygnania Jonesa!
%dy ju$ byo po wszystkim, zwierz#ta z wyjtkiem wi* i psw wyniosy si# w
popiecu! Doznay wstrzsu i czuy przygn#bienie! 2ie wiedziay, co jest bardziej
przera$ajce < zdrada tyc towarzyszy, ktrzy weszli w zmow# ze +nowballem, czy te$
okrutna kara, jak wymierzono im na ic oczac! .prawdzie dawnymi czasy widyway
rwnie okropne krwawe sceny, jednak wydawao si# im, $e obecne wydarzenia s znacznie
gorsze, albowiem rozegray si# w ic wasnym gronie! Bd odejcia Jonesa $adne zwierz# nie
zabio drugiego! 2ie zamordowano nawet najpodlejszego szczura! ;wierz#ta powloky si# na
niewielkie wzniesienie, gdzie sta na wp uko*czony wiatrak, a kiedy tam dotary, wszystkie,
zda si# odrucowo, jednoczenie si# poo$yy i przywary do siebie, jakby pragnc si# ogrza'
< 6lo7er, (uriel, 3enjamin, krowy, owce, cae stado g#si i kur < zabrako tylko kota, ktry,
nim 2apoleon przywoa zwierz#ta na podwrze, gdzie nagle znik! Przez pewien czas nikt
nie odezwa si# ani sowem! "ylko 3o5er pozosta na nogac! 4r#ci si# niespokojnie tu i tam,
smagajc boki dugim, ciemnym ogonem, co pewien czas r$c cicutko ze zdziwienia!
.reszcie powiedzia:
< 2ic nie rozumiem! 2igdy nie przypuszczaem, $e co takiego mo$e si# sta' w
naszym gospodarstwie! . tym musi by' jaka nasza wina! .idz# tylko jedno wyjcie: wi#cej
pracowa'! Bd dzi b#d# wstawa' ca godzin# wczeniej!
6i#$kim tructem pod$y w kierunku kamienioomu! Dotarszy tam, zebra dwa
adunki kamieni i przed udaniem si# na spoczynek pocign je kolejno na budow#!
;wierz#ta w milczeniu tuliy si# do 6lo7er! ; wzniesienia, na ktrym le$ay, rozciga
si# szeroki widok na okolic#! Bbejmoway wzrokiem wi#ksz cz#' Folwarku: rozlege
pastwiska graniczce z szos, k#, gaik, sadzawk#, pola pokryte g#stym zielonym dywanem
wscodzcej pszenicy, czerwone dacy budynkw gospodarskic z dymicymi kominami!
3y pogodny wieczr wiosenny! "raw# i zieleniejce $ywopoty zociy ukone promienie
so*ca! 2igdy dotycczas &olwark
< z pewnym zdziwieniem nagle przypomniay sobie, $e nale$y do nic, $e ka$da pi#d8
ziemi jest ic wasnoci
< nie wydawa si# zwierz#tom tak drogi! 4iedy 6lo7er popatrzya w d, oczy jej
zwilgotniay! %dyby potra&ia wyrazi' swoje myli, zapewne powiedziaaby, $e bynajmniej
nie osign#li tego, co spodziewali si# osign', gdy przed laty zabierali si# do obalenia
rodzaju ludzkiego! ?kty terroru i rzezi nie byy tym, co wyobra$ay sobie zwierz#ta owej
nocy, gdy stary (ajor po raz pierwszy wezwa je do powstania! 4iedy ona sama mylaa o
przyszoci, marzya o spoecze*stwie zwierzt wolnym od godu i bata, gdzie panowaaby
rwno', ka$de zwierz# pracowaoby stosownie do swoic zdolnoci, a silni opiekowaliby si#
sabszymi, tak jak ona zaopiekowaa si# stadkiem kaczt tej nocy, kiedy przemawia (ajor!
;amiast tego < 6lo7er sama nie wiedziaa dlaczego < nadeszy czasy, gdy ka$dy boi si# mwi'
prawd#, wsz#dzie wcz si# okrutne, warczce psy i trzeba patrze', jak towarzyszom
przyznajcym si# do oydnyc zbrodni rozszarpuje si# garda! 6lo7er ani przez cwil# nie
pomylaa o buncie czy nieposusze*stwie! .iedziaa, $e nawet w obecnej sytuacji
zwierz#tom dzieje si# o wiele lepiej ni$ za rzdw Jonesa i ic najwa$niejsz powinnoci
jest niedopuszczenie do powrotu ludzi! 3ez wzgl#du na to, co nastpi, ona pozostanie wierna
wsplnym ideaom, b#dzie ci#$ko pracowa', wykona rozkazy, ktre jej wydadz, i b#dzie
nadal uznawa' przywdztwo 2apoleona! ? jednak, rozwa$aa, ona sama i inne zwierz#ta nie
na to przecie$ liczyy i nie po to aroway! 2ie po to budoway wiatrak i nara$ay si# na kule
ze strzelby Jonesa! "akie byy myli 6lo7er, co' brakowao jej sw, by je wyrazi'!
.reszcie, czujc, $e mo$e to w pewnym sensie zastpi' sowa, ktryc nie umiaa
odnale8', zaintonowaa -;wierz#ta ?nglii/! Btaczajce j zwierz#ta podcwyciy melodi# i
zapieway pie* trzykrotnie < wprawdzie bardzo poprawnie, jednak wolno i pos#pnie, tak jak
nigdy dotd!
;aledwie sko*czyy, podszed do nic +Fuealer w towarzystwie dwc psw: jego
mina zdradzaa, $e ma co wa$nego do powiedzenia! Bwiadczy, $e na mocy specjalnego
dekretu towarzysza 2apoleona ymn
-;wierz#ta ?nglii/ zosta zakazany! Bd dzi nie wolno go piewa'!
;wierz#ta a$ zamurowao!
< ?le dlaczego> < krzykn#a (uriel!
< Pie* staa si# zb#dna < odrzek suco +Fuealer! < -;wierz#ta ?nglii/ byy ymnem
Powstania! ?le Powstanie zostao zako*czone! Dzisiejsza popoudniowa egzekucja zdrajcw
bya ostatnim jego aktem! .rg, zarwno zewn#trzny, jak i wewn#trzny, zosta pokonany! .
-;wierz#tac ?nglii/ wyra$alimy t#sknot# za lepsz spoecznoci, ktr zbudujemy! Bna
ju$ jednak istnieje! ? zatem pie* staa si# nieaktualna!
6o' zwierz#ta si# bay, niektre byyby mo$e i zaprotestoway, w tej samej jednak
cwili owce rozpocz#y swj stay koncert: -6ztery nogi: dobrze, dwie nogi: 8le/, ktry trwa
kilkanacie minut i poo$y kres wszelkim dyskusjom!
Bdtd -;wierzt ?nglii/ wi#cej nie syszano! ;amiast zakazanej pieni poeta (inimus
skomponowa inn, ktra zaczynaa si# od sw:
Folwarku ;wierz#cy, ojczyzno ma sodka, 2igdy przeze mnie krzywda 6i# nie spotka@
Pie* t# piewano ka$dego niedzielnego ranka po wywieszeniu &lagi! Jednak ka$dy
twierdzi, $e jej sowa i melodia nawet nie umywaj si# do -;wierzt ?nglii/!
8
4ilka dni p8niej, gdy groza spowodowana egzekucjami nieco opada, niektre
zwierz#ta przypomniay sobie < bd8 te$ wydawao si# im, $e pami#taj < i$ +zste
Przykazanie brzmi: -=adne zwierz# nie zabije innego/! 6o' nikt nie omieli si# wspomnie'
o tym w obecnoci wi* lub psw, panowao oglne przewiadczenie, i$ zabjstwa, ktryc
si# dopuszczono, s sprzeczne z tym nakazem! 6lo7er poprosia 3enjamina, by odczyta jej
+zste Przykazanie, a gdy osio jak zwykle odmwi, twierdzc, i$ nie b#dzie zawraca' sobie
gowy takimi sprawami, udaa si# do (u*el! (uriel spenia jej prob#! +zste przykazanie
brzmiao:
-=adne zwierz# nie zabije innego bez powodu/! 2ie wiedzie' czemu, ostatnie dwa
sowa dotd jako umykay pami#ci zwierzt! Przekonano si# jednak, $e przykazanie nie
zostao pogwacone: zaistniay bowiem uzasadnione powody, by zgadzi' zdrajcw, ktrzy
spiskowali ze +nowballem!
Przez cay rok zwierz#ta pracoway z jeszcze wi#kszym wysikiem ni$ poprzednio!
Bdbudowa wiatraka, ktrego ciany miay by' dwa razy grubsze, i wyko*czenie go w
przewidzianym terminie, a tak$e codzienna praca w gospodarstwie, stanowiy niezwykle
ci#$kie zadanie! 2iekiedy zwierz#tom wydawao si#, $e pracuj du$ej i nie jedz lepiej
ani$eli za czasw Jonesa! . niedzielne ranki +Fuealer, trzymajc w racicy dugi zwj
papieru, odczytywa im zestawienia liczb, z ktryc wynikao, i$ produkcja rozmaityc
artykuw $ywnociowyc wzrosa o dwiecie, trzysta, a niekiedy nawet o pi#'set procent!
;wierz#ta nie miay $adnego powodu, $eby mu nie wierzy', zwaszcza $e nie pami#tay
dobrze warunkw $ycia przed Powstaniem! ; drugiej jednak strony byway dni, kiedy
mylay, $e wolayby mniej liczb, a wi#cej jedzenia!
.szystkie rozkazy byy teraz wydawane za porednictwem +Fuealera bd8 te$ ktrej
z pozostayc wi*! 2apoleon ukazywa si# publicznie nie cz#ciej ni$ raz na dwa tygodnie!
4iedy wycodzi do zwierzt, towarzyszya mu nie tylko psia eskorta, ale rwnie$ czarny
kogucik, ktry niby erold maszerowa na czele orszaku, piejc dononie -kukuryku@/,
ilekro' knur zabiera gos! 6odziy sucy, i$ nawet w domu 2apoleon zamieszka osobno!
Bbsugiwany przez dwa psy jada samotnie, a potrawy podawano mu na kosztownym
porcelanowym serwisie, ktry wyj#to z oszklonej serwantki w saloniku! Bgoszono te$, $e
oprcz pozostayc dwc uroczystoci, ze strzelby b#dzie si# dawa' ognia na wiwat rwnie$
w dniu urodzin 2apoleona!
Bbecnie przestano go nazywa' jedynie po imieniu!
Przybierano ton o&icjalny tytuujc knura: -naszym Przywdc, towarzyszem
2apoleonem/, a winie zacz#y wynajdowa' dla* takie tytuy jak -Bjciec .szystkic
;wierzt/, -Postrac Cudzkoci/, -Dobroczy*ca Bwczarni/, -Przyjaciel 4aczt/ < i tak dalej!
. swoic przemwieniac +Fuealer, ktremu ze wzruszenia zy spyway po ryju, prawi o
mdroci 2apoleona, o dobroci jego serca i o tym, jak g#bok mioci Przywdca darzy
wszystkie zwierz#ta, rwnie$, a mo$e nawet w szczeglnoci, nieszcz#liwe stworzenia nadal
$yjce w ujarzmieniu i ciemnocie na innyc &olwarkac! .eszo w zwyczaj przypisywanie
2apoleonowi zasug za ka$de osigni#cie i ka$de pomylne zdarzenie! 6z#sto mo$na byo
usysze', jak jedna kura cwali si# drugiej:
-Dzi#ki naszemu Przywdcy, towarzyszowi 2apoleonowi, zniosam pi#' jaj w cigu
szeciu dni/ lub jak para krw pijcyc wod# z sadzawki wznosi okrzyki:
-Dzi#ki naszemu Przywdcy, towarzyszowi 2apoleonowi, woda ma przewspaniay
smak@/ Bglny nastrj panujcy na &olwarku znakomicie wyrazi uo$ony przez (inimusa
poemat zatytuowany -"owarzysz 2apoleon/1 jego sowa brzmiay tak:
+ierot dobroczy*co@
+zcz#cia krynico@
Panie wiadra z pomyjami@ Dusza ma ponie
(ioci do 6iebie,
2ie opucisz nas w potrzebie,
"y jest jak so*ce na niebie,
"owarzyszu 2apoleonie@
B, jak szczodrze sza&ujesz "ym, co "we stworzenia miuj:
Dwie$a soma w przegrodzie,
(oc strawy w zagonie!
4a$de zwierz#, du$e czy mae
Dpi spokojnie, w dzie* goszc "w cwa#,
+awic imi# "we wspaniae,
"owarzyszu 2apoleonie@
%dybym mia male*kie prositko, ;anim by podroso, niebo$tko, Jeszcze grzaoby
si# w matki onie < ? ju$ by dobrze wiedziao, =e czci' 6i# i wielbi' < to mao, A pierwszy
kwik by wydao:
- "owarzyszu 2apoleonie@/
2apoleon pocwali utwr i nakaza spisa' go na cianie wielkiej stodoy, gdzie po
przeciwlegej stronie znajdowao si# +iedem Przykaza*! Ponad wierszem growa portret
2apoleona z pro&ilu, ktry +Fuealer wymalowa bia &arb!
"ymczasem 2apoleon wda si# za porednictwem .ympera w zawie pertraktacje z
Frederickiem i Pilkingtonem! +tos drewna jeszcze nie zosta sprzedany! Pierwszy ssiad mia
na* wi#ksz crapk# ni$ drugi, nie ccia jednak da' przyzwoitej ceny! .anie wtedy znw
zacz#y kr$y' pogoski, i$ waciciel Pinc&ieid i jego ludzie knuj napa' na Folwark oraz
zniszczenie wiatraka, ktrego budowa budzia wciek zazdro'
Fredericka! Podobno +nowball nadal ukrywa si# w jego gospodarstwie! . rodku lata
zwierz#ta przerazia wiadomo', $e trzy kury przyznay si#, i$ za namow tego renegata
zawizay spisek na $ycie 2apoleona! 2atycmiast zostay stracone, a w celu zapewnienia
bezpiecze*stwa Przywdcy podj#to nowe rodki ocrony! 2oc jego o$a strzegy cztery psy,
po jednym przy ka$dym rogu, a modej wini imieniem Pinkeye nakazano kosztowa'
wszystkic potraw przed 2apoleonem, w obawie, i$ mo$e by' w nic trucizna!
.krtce potem ogoszono, $e 2apoleon postanowi sprzeda' stos drewna panu
Pilkingtonowi1 zamierza rwnie$ zawrze' z nim stae porozumienie w celu wymiany
pewnyc produktw mi#dzy Folwarkiem ;wierz#cym i Fo5wood! +tosunki 2apoleona z
Pilkingtonem, mimo $e ic kontakty odbyway si# wycznie poprzez .ympera, stay si#
obecnie niemal przyjacielskie! ;wierz#ta nie u&ay Pilkingtonowi < by wszak czowiekiem <
stokro' jednak wolay go od Fredericka, ktrego jednoczenie bay si# i nienawidziy! (ijao
lato, budowa wiatraka zbli$aa si# do ko*ca, a pogoski o gro$cym zdradzieckim ataku wci$
si# nasilay! Bpowiadano, $e Frederick wynaj przeciw zwierz#tom dwunastu parobkw
uzbrojonyc w strzelby, $e ju$ przekupi urz#dnikw oraz policj#, tak i$ gdyby dosta w r#ce
tytu wasnoci Folwarku ;wierz#cego, nie dociekano by, jak go zdoby! 2a dobitk# z
Pinc&ieid docodziy straszliwe wieci o okrucie*stwac, jakie Frederick zadawa swoim
zwierz#tom! +tarego konia za'wiczy batem na mier', krowy godzi, psa wrzuci do
rozpalonego pieca piekarskiego, a wieczorami zabawia si# zmuszajc do walki koguty,
ktrym przywizywa do ostrg odamki $yletek! ;wierz#ta unosiy si# wciekoci syszc o
losie swoic towarzyszy i niekiedy domagay si#, by im pozwolono wyruszy' ca gromad
na Pinc&ieid, wygna' stamtd ludzi i uwolni' przeladowanyc pobratymcw! Jednak
+Fuealer odradza takie pocopne czyny i radzi zau&a' strategii towarzysza 2apoleona!
2iemniej jednak wrogo' do Fredericka bynajmniej nie osaba! Pewnego
niedzielnego poranka 2apoleon zwoa zebranie w stodole i wyjani zwierz#tom, $e nigdy,
ani przez cwil#, nie nosi si# z zamiarem sprzeda$y drewna Frederickowi1 stwierdzi, i$
zadawanie si# z takim otrem jest poni$ej jego godnoci! %o#biom, ktre nadal wysyano w
celu goszenia wiadomoci o Powstaniu, zabroniono siada' gdziekolwiek w Fo5wood1
ponadto nakazano im zmieni' aso -Dmier' ludzkoci/ na: -Dmier' Frederickowi/! )
scyku lata wysza na jaw jeszcze jedna poda macinacja +nowballa! Bto okazao si#, $e
any pszenicy przeroni#te s cwastami: niebawem odkryto, i$ podczas jednej z potajemnyc
nocnyc wizyt +nowball domiesza nasion cwastw do ziarna przeznaczonego na siew!
%sior, ktry bra udzia w spisku, wyzna +Fuealerowi win# i natycmiast popeni
samobjstwo ykajc trujce wilcze jagody! ;wierz#ta dowiedziay si# rwnie$, i$ +nowball
nigdy nie otrzyma < wbrew mniemaniom wielu < orderu -3oater ;wierz#cy Pierwszej
4lasy/! 3ya to po prostu zwyka plotka, ktr sam +nowball zaczai rozsiewa' kilka dni po
3itwie pod Bbor! Jednak nie koniec na tym: jak si# okazao, zdrajca w otrzyma nagan# za
tcrzostwo wykazane podczas walki! 2iektre zwierz#ta znw sucay tego wszystkiego z
lekkim zdumieniem, ale +Fuealer wkrtce zdoa je przekona', $e pami#' im szwankuje!
Jesieni, dzi#ki ogromnemu, wyczerpujcemu wysikowi < niemal rwnoczenie
wypady bowiem $niwa
< wiatrak zosta uko*czony! .prawdzie nale$ao jeszcze zainstalowa' maszyny,
ktryc zakupem zaj si# .ymper, ale budynek sta gotowy! .brew wszelkim trudnociom,
mimo braku dowiadczenia i stosowania prymitywnyc narz#dzi, mimo niepowodze* i
zdrady +nowballa, robot# uko*czono dokadnie tak, jak zaplanowano: co do dnia@ ;m#czone,
lecz dumne zwierz#ta codziy dookoa swego arcydziea, ktre wydawao si# im jeszcze
pi#kniejsze ni$ poprzednia, zburzona budowla! 2ajwa$niejsze byo to, i$ nowy wiatrak mia
dwa razy grubsze ciany! (o$na by je rozwali' cyba tylko materiaem wybucowym@ ? gdy
uwiadomiy sobie, jak ci#$ko aroway, jakie przeszkody pokonay i jaka olbrzymia zmiana
nastpi w ic $yciu, kiedy migi zaczn si# obraca', a prdnice dostarcz energii
< gdy sobie to wszystko uwiadomiy, zapomniawszy o zm#czeniu puciy si# w
szale*czym ta*cu radoci wok budowli, wydajc okrzyki trium&u! +am 2apoleon, w
towarzystwie psw i kogutka, przyby na miejsce, by obejrze' uko*czone dzieo1 osobicie
pogratulowa zwierz#tom i ogosi, $e wiatrak b#dzie zwa' si# -.iatrakiem 2apoleona/!
. dwa dni p8niej nieoczekiwanie zwoano zwierz#ta do wielkiej stodoy! .szystkie
a$ zaniemwiy ze zdumienia, kiedy 2apoleon oznajmi im, $e sprzedano drewno
Frederickowi! 2azajutrz mieli przyby' jego &urmani, by rozpocz' wywzk# buczyny! Przez
cay czas pozornej przyja8ni z Pilkingtonem 2apoleon pozostawa w tajnym porozumieniu z
Frederickiem!
;erwano wszelkie stosunki z Fo5wood, a Pilkingtonowi wysano obel$ywe pisma!
%o#biom nakazano unika' Pinc&ieid i zmieni' aso -Dmier' Frederickowi/ na: -Dmier'
Pilkingtonowi/! Jednoczenie 2apoleon zapewni zwierz#ta, $e pogoski zapowiadajce
napa' na Folwark s cakowicie nieprawdziwe, a doniesienia o okrucie*stwac Fredericka <
grubo przesadzone! Plotki te rozpuszczali zapewne +nowball i jego poplecznicy! Bkazao si#
teraz, i$ +nowball wcale nie ukrywa si# w Pinc&ieid i tak naprawd# nie by tam nigdy:
zamieszkiwa < pawic si#, jak twierdzono, w wielkim zbytku < w Fo5wood i w
rzeczywistoci by od lat patnym sugusem Pilkingtona!
Dwinie zacwycay si# przebiegoci 2apoleona! )dajc przyja8* z Pilkingtonem
zmusi Fredericka do podwy$szenia o dwanacie &untw o&erowanej ceny za buczyn#! Jednak
geniusz 2apoleona, twierdzi +Fuealer, polega na tym, i$ w gruncie rzeczy nie u&a on
nikomu, nawet Frederickowi! "en ccia zapaci' czym, co nazywa si# czek: kawakiem
papieru z wypisan obietnic wypaty! 2apoleon okaza jednak cytro'! ;a$da
prawdziwyc banknotw pi#cio&untowyc, ktre miay by' dostarczone przed zabraniem
drewna! Frederick ju$ zapaci $dan sum#, ktra wystarczy na zakup urzdze* niezb#dnyc
do wiatraka!
.krtce parobcy zaadowali buczyn# na wozy i wywie8li j w popiecu! %dy
drewno zostao uprztni#te, zwoano w stodole drugie specjalne zebranie, by zwierz#ta mogy
obejrze' banknoty otrzymane od Fredericka! 2apoleon, bogo umiecni#ty, przy swoic
dwc orderac, spoczywa na wymoszczonym som podwy$szeniu1 obok, na
porcelanowym pmisku pocodzcym z kucni, uo$ono starannie pienidze! ;wierz#ta
wolno de&iloway przed knurem: ka$de mogo napatrze' si# do woli, 3o5er zni$y eb, by
powca' banknoty, a wte, biae papierki poruszyy si# i zaszeleciy pod jego oddecem!
. trzy dni p8niej wybuca straszliwa awantura! 3lady jak ciana .ymper
pedaowa co si, a kiedy znalaz si# na podwrzu, cisn rower na ziemi# i pobieg jak strzaa
prosto do domu! Po cwili z apartamentw 2apoleona dobieg zdawiony ryk wciekoci!
.iadomo' o tym, co si# stao, obiega &olwark w mgnieniu oka! 3anknoty byy &aszywe@
Frederick otrzyma drewno za darmo@
2apoleon natycmiast zwoa zwierz#ta i straszliwym gosem obwieci wyrok mierci
na Fredericka! Jeli zostanie scwytany, zapowiedzia, b#dzie ugotowany $ywcem!
Jednoczenie knur ostrzeg zgromadzonyc, i$ po tym zdradzieckim uczynku nale$y
spodziewa' si# najgorszego! Frederick i jego parobcy mog lada cwila przeprowadzi' dugo
oczekiwany atak! 2a wszystkic drogac wiodcyc do &olwarku ustawiono warty! Ponadto
do Fo5wood wysano cztery go#bie z pojednawcz odezw, ktra, czego si# spodziewali,
umo$liwi przywrcenie dobryc stosunkw z Pilkingtonem!
?tak nastpi z samego rana! ;wierz#ta jady niadanie, gdy nadbiegli czatownicy,
krzyczc, i$ Frederick i jego ludzie przedostali si# ju$ przez pi#ciobelkow bram#! 3ez
waania ruszono na ic spotkanie1 tym razem jednak zwyci#stwo wydawao si# daleko
trudniejsze ani$eli w 3itwie pod Bbor! 2apastnikw byo pi#tnastu, mieli p tuzina
dubeltwek, z ktryc dali ognia, gdy tylko zbli$yli si# na pi#'dziesit metrw!
;aatakowanyc przerazi straszliwy uk wystrzaw oraz kliwy rut i mimo nawoywa*
2apoleona oraz 3o5era wkrtce szeregi si# rozlu8niy! 3yli ju$ pierwsi ranni! ;wierz#ta
scroniy si# wi#c do budynkw gospodarskic, skd ostro$nie zerkay przez szpary i otwory!
6ae wielkie pastwisko, cznie z wiatrakiem, wpado w r#ce wroga! Przez cwil# wydawao
si#, $e nawet 2apoleon straci gow#! . milczeniu biega tu i tam, merdajc wyprostowanym
ogonkiem! "#sknie spogldano w stron# Fo5wood! %dyby Pilkington i jego parobcy przyszli
im z pomoc, jeszcze mogliby zwyci#$y'! . tej samej jednak cwili powrciy cztery go#bie
wysane poprzedniego dnia, a jeden z nic trzyma w dziobie wistek papieru < odpowied8
Pilkingtona! 2apisano na nim owkiem:
-Dobrze wam tak/!
"ymczasem Frederick i jego ludzie zatrzymali si# przed wiatrakiem! ;wierz#ta
obserwoway wrogw i wkrtce rozlegy si# przera$one szepty! Jeden z parobkw trzyma
$elazny drg, a drugi < mot kowalski! 2ajwyra8niej zamierzali zburzy' mury!
< "o niemo$liwe@ < krzykn 2apoleon! < Dciany
s zbyt grube! (og wali' nawet i tydzie*! Bdwagi,
towarzysze@
?le 3enjamin uwa$nie ledzi poczynania ludzi! Dwaj z motem i omem wiercili
dziur# u podstaw
budowli! Powoli, niemal z rozbawieniem, osio skin
dugim pyskiem!
< "ak mylaem < potwierdzi! < 6zy nie widzicie, co oni robi> ;a cwil# wpakuj do
tej dziury adunek wybucowy!
;wierz#ta czekay w osupieniu! "eraz nie mogy opuci' scronienia, jakie daway
budynki! Po kilku minutac ujrzay, jak ludzie uciekaj na wszystkie strony! .krtce rozleg
si# oguszajcy uk! %o#bie zawiroway w powietrzu, a wszystkie zwierz#ta z wyjtkiem
2apoleona pady na brzucy, przyciskajc pyski do ziemi! %dy powstay, ujrzay zamiast
wiatraka wielk cmur# czarnego dymu! Powoli rozwiewa j wiatr! .iatrak przesta istnie'@
2a ten widok wrcia im odwaga! +trac i rozpacz sprzed kilku cwil ustpiy
wciekoci z powodu podego i nikczemnego czynu ludzi! ;wierz#ta wyday pot#$ny okrzyk
zemsty i nie czekajc na dalsze rozkazy, zwart gromad run#y na wroga! "ym razem nie
zwa$ay na okrutne ruciny, ktre smagay je niczym grad! 9ozgorzaa dzika i zajada walka!
Cudzie strzelali raz po raz, a gdy zwierz#ta ic dopady, zacz#li wali' je kijami i kopa'
ci#$kimi buciorami! ;abito krow#, trzy owce i dwie g#si, a prawie ka$dy zosta ranny! 2awet
2apoleonowi, ktry z tyw kierowa natarciem, rucina urwaa koniuszek ogona! Jednak
napastnicy tak$e zdrowo dostali za swoje! "rzem parobkom p#ky czaszki pod ciosami kopyt
3o5era, innemu krowa przebia rogiem brzuc, a jeszcze innemu Jessie i 3luebell podary
spodnie na strz#py! %dy za dziewi#' psw z gwardii przybocznej 2apoleona, ktrym nakaza
on wykona' pod oson $ywopotu manewr oskrzydlajcy, ujadajc przera8liwie pojawio si#
nagle na &lance wroga, parobkw ogarn#a panika! ;rozumieli, $e mog zosta' otoczeni!
Frederick krzykn do nic, by uciekali pki czas, i tcrzliwi napastnicy j#li zmyka', gdzie
pieprz ronie! ;wierz#ta cigay ic a$ do skraju pola i zd$yy wlepi' jeszcze kilka
kopniakw, gdy ludzie przeciskali si# przez kolce!
;wyci#$yy, lecz byy u kresu si i ociekay krwi! 4ulejc pod$yy powoli w
kierunku gospodarstwa! .idok martwyc towarzyszy, rozcigni#tyc na trawie, przyprawi
niektryc o zy! ;atrzymay si# na cwil# w $aobnym milczeniu, w miejscu, gdzie niegdy
sta wiatrak! "ak, wiatraka nie byo1 znikn#y niemal wszystkie lady ic trudu! 2awet
&undamenty zostay cz#ciowo zburzone! %dyby zwierz#ta cciay ponownie przystpi' do
odbudowy, tym razem nie mogyby, jak poprzednio, wykorzysta' pokruszonyc kamieni1 te
bowiem tak$e znikn#y! +ia wybucu rozrzucia je na setki metrw dookoa! (ogo si#
wydawa', $e wiatrak nigdy nie istnia!
%dy gromada zbli$ya si# do &olwarku, na jej spotkanie wybieg w podskokac,
wymacujc ogonkiem, rozpromieniony +Fuealer, ktry podczas bitwy podziewa si# nie
wiadomo gdzie! Bd strony budynkw docodziy uroczyste wystrzay z &uzji!
< Po co ta kanonada> < odezwa si# 3o5er!
< =eby uczci' nasze zwyci#stwo@ < zawoa +Fuealer!
< Jakie zwyci#stwo> < zapyta 3o5er! 4rwawi z kolan, straci podkow#, mia p#kni#te
kopyto, a pod skr tylnej nogi utkwio mu kilkanacie rucin!
< Jakie zwyci#stwo, towarzyszu> 6zy nie wyparlimy wroga z naszej ziemi, wi#tej
ziemi Folwarku ;wierz#cego>
< ?le przecie$ oni zniszczyli nam wiatrak! Pracowalimy przy nim dwa lata@
< A co z tego> ;budujemy nast#pny wiatrak! Postawimy i sze' wiatrakw, jeli b#dzie
si# nam podobao! 2ie doceniacie, towarzyszu, doniosoci tego, czegomy dokonali! .rg
okupowa ziemi#, na ktrej stoimy! Bbecnie < dzi#ki genialnemu przywdztwu towarzysza
2apoleona < odzyskalimy ka$dy jej utracony skrawek@
< Bdzyskalimy wi#c to, co mielimy przedtem < powiedzia 3o5er!
< Bto wanie nasze zwyci#stwo < zako*czy +Fuealer!
;wierz#ta pokutykay na podwrze! Druciny w tylnej nodze zadaway 3o5erowi
nieznony bl! 4o* widzia przed sob ci#$k prac# przy budowie wiatraka od &undamentw i
ju$ teraz wewn#trznie przygotowywa si# do wysiku! Jednak po raz pierwszy pomyla, $e
ma ju$ jedenacie lat i $e jego pot#$ne muskuy mo$e nie s ju$ takie, jakie byy!
%dy jednak zwierz#ta ujrzay zielony sztandar opoczcy na wietrze, gdy znw
usyszay uk wystrzaw z dubeltwki < dano ognia a$ siedem razy < i wysucay
przemwienia 2apoleona, w ktrym pogratulowa im m#stwa, wydao im si#, $e mimo
wszystko odniosy wielkie zwyci#stwo! Polegym w boju wyprawiono uroczysty pogrzeb!
3o5er i 6lo7er cign#li &ur# su$c za karawan, a orszak $aobny prowadzi sam 2apoleon!
;wyci#stwo wi#towano przez cae dwa dni! 3yy piewy, wygaszano mowy, uczaa
strzelba, a ka$de zwierz# otrzymao specjalny przydzia w postaci jabka1 ptaki dostay po
dwie uncje ziarna, a psy po trzy biszkopty! Bgoszono, i$ stoczona bitwa zostaje nazwana
-3itw pod .iatrakiem/ i $e 2apoleon ustanowi nowe odznaczenie -Brder ;ielonego
+ztandaru/, ktre natycmiast sobie przyzna! .rd oglnej radoci zapomniano o sprawie
&aszywyc banknotw!
. kilka dni p8niej winie natra&iy w piwnicy na skrzynk# wisky! 2ie zauwa$ono
jej, gdy zwierz#ta po raz pierwszy zaj#y dom! "ej samej nocy na &olwarku usyszano
docodzce stamtd gone piewy, w ktryc, ku oglnemu zaskoczeniu, rozpoznano
&ragmenty -;wierzt ?nglii/! Bkoo wp do dziewitej wyra8nie widziano 2apoleona, jak w
starym meloniku pana Jonesa wyszed tylnymi drzwiami, przegalopowa dookoa podwrza i
znw znikn wewntrz! Jednak nast#pnego ranka w kwaterze wi* panowaa guca cisza!
2ikt nie dawa najmniejszego znaku $ycia! Docodzia dziewita, gdy w drzwiac ukaza si#
+Fuealer: szed powoli, wyglda ponuro, mia m#tne oczy i obwisy ogon1
wydawao si#, $e jest powa$nie cory! Przywoa zwierz#ta i oznajmi im, $e ma
straszliw wiadomo':
towarzysz 2apoleon jest umierajcy@
)derzono w wielki pacz! "eren dookoa domu wyo$ono som, a zwierz#ta zacz#y
codzi' na paluszkac! ;e zami w oczac pytay si# wzajemnie, co b#dzie, jeli zabraknie ic
Przywdcy! Posza plotka, i$ +nowballowi udao si# koniec ko*cw zatru' jedzenie
2apoleona! B jedenastej +Fuealer wyszed, by przekaza' nast#pn wiadomo'! Bstatnim
aktem woli towarzysz 2apoleon wyda uroczysty dekret: picie alkoolu ma by' karane
mierci!
?lici pod wieczr knurowi nieco si# polepszyo i nast#pnego ranka +Fuealer mg
oznajmi', i$ towarzysz 2apoleon jest na najlepszej drodze do wyzdrowienia! ) scyku dnia
rekonwalescent powrci do zwykyc zaj#', a nazajutrz zwierz#ta dowiedziay si#, $e poleci
.ymperowi zakupi' w .illingdon kilka broszurek o warzeniu piwa i p#dzeniu wdki! Po
tygodniu nakaza, by zaorano niewielki skrawek gruntu za sadem, ktry pierwotnie
zamierzano przeznaczy' na wypas dla emerytowanyc zwierzt! Podano, $e pastwisko jest
wyjaowione i nale$y obsia' je na nowo1 atoli zwierz#ta szybko si# dowiedziay, $e 2apoleon
zamierza przeznaczy' je pod upraw# j#czmienia!
(niej wi#cej wtedy zdarzy si# dziwny wypadek, ktrego prawie nikt nie potra&i
sobie wytumaczy'!
Pewnej nocy, okoo dwunastej, na podwrzu rozleg si# donony trzask, a zaskoczone
zwierz#ta wybiegy ze swoic legowisk! 3ya penia ksi#$yca! ) stp szczytowej ciany
wielkiej stodoy, gdzie wypisano +iedem Przykaza*, le$aa zamana drabina! Bbok spoczywa
cwilowo oszoomiony +Fuealer, przy ktrym zauwa$ono latarni#, p#dzel i przewrcony
garnek z bia &arb! Psy natycmiast otoczyy wieprza, a gdy doszed do siebie,
odprowadziy go do domu! =adne zwierz# nie rozumiao ani w zb, co to wszystko znaczy1
$adne, wyjwszy starego 3enjamina, ktry ze zrozumieniem kiwa pyskiem, a co'
wydawao si#, $e wie < milcza!
Jednak po kilku dniac (udel, ktra czytaa sobie +iedem Przykaza*, zauwa$ya, $e
jest wrd nic jeszcze jedno, ktre brzmi inaczej ni$ to, ktre zwierz#ta pami#tay! Bto
bowiem wszystkim wydawao si#, $e Pite Przykazanie brzmi: -=adne zwierz# nie b#dzie pi'
alkoolu/1 jednak zapomniano o dwc sowac! Przykazanie &aktycznie brzmiao tak:
-=adne zwierz# nie b#dzie pi' alkoolu bez umiaru/!
9
P#kni#te kopyto 3o5era goio si# dugo! 2azajutrz po uroczystociac ku czci
zwyci#stwa zwierz#ta przystpiy do budowy wiatraka! Dzielny ko* nie ccia przeznaczy'
nawet dnia na wypoczynek, a nadto postawi sobie za punkt onoru, by nikt nie dostrzeg, $e
cierpi! .ieczorem mwi do 6lo7er, $e core kopyto bardzo mu dokucza! 4lacz leczya je
okadami z zi, ktre przedtem $ua1 wraz z 3enjaminem usiowaa przekona' 3o5era, $eby
nie pracowa tak ci#$ko! < 4o*skie puca nie s ze stali < mawiaa do*! ?le 3o5er nie suca!
(ia tylko, jak twierdzi, jedn, jedyn ambicj# $yciow: nim dojdzie do wieku emerytalnego,
pragnie ujrze' wiatrak niemal uko*czony!
2a pocztku, gdy ustalono prawa obowizujce na Folwarku ;wierz#cym,
postanowiono, $e konie i winie mog przecodzi' na emerytur# po uko*czeniu dwunastu lat,
krowy < po czternastu latac, psy < po dziesi#ciu, owce < po siedmiu, a kury i g#si < po pi#ciu!
)cwalono spore emerytury! Jak dotycczas $adne zwierz# nie przeszo w stan spoczynku,
jednak ostatnimi czasy zacz#to coraz wi#cej o tym mwi'! Poniewa$ skrawek pola opodal
sadu winie przeznaczyy pod j#czmie*, rozeszy si# pogoski, i$ cz#' du$ej ki zostanie
ogrodzona i przeznaczona na pastwisko dla staryc zwierzt! 4o*, opowiadano sobie, b#dzie
otrzymywa' dwa i p kilograma zbo$a dziennie, a zim siedem kilogramw siana1 w
o&icjalne za wi#ta marcew czy nawet jabko! Dwunaste urodziny 3o5era przypaday
p8nym latem przyszego roku!
"ymczasem $ycie byo ci#$kie! ;im zapanoway tak ostre mrozy jak poprzednio, a
$ywnoci byo jeszcze mniej! 9acje znw zostay zmniejszone, co jednak nie dotyczyo wi* i
psw! ;byt surowy egalitaryzm w racjonowaniu, dowodzi +Fuealer, byby sprzeczny z
zasadami ?nimalizmu! . ka$dym razie nie mia $adnyc trudnoci w wykazaniu zwierz#tom,
$e na &olwarku w istocie nie wyst#puj niedostatki $ywnoci, co' pozory mog myli'!
Bwszem, wprawdzie tymczasowo uznano za niezb#dne wprowadzenie regulacji przydziaw
,+Fuealer zawsze u$ywa sowa -regulacja/, nigdy -zmniejszenie/0, jednak w porwnaniu z
czasami Jonesa poprawa jest ogromna! Bdczytujc szybko liczby piskliwym gosem,
szczegowo dowodzi, i$ zwierz#ta maj wi#cej owsa, wi#cej siana i wi#cej rzepy ani$eli za
Jonesa, $e pracuj krcej ni$ wtedy, $e poprawia si# jako' wody do picia, $yj du$ej,
zmniejszya si# miertelno' wrd modyc, maj wi#cej somy w boksac oraz $e pcy nie
dokuczaj im ju$ tak bardzo! ;wierz#ta wierzyy w ka$de sowo +Fuealera! 3ogiem a prawd,
Jones i wszystko, co si# z nim czyo, niemal cakowicie znikn#o z ic pami#ci! .iedziay,
$e $ycie jest obecnie ci#$kie i znojne, $e cz#sto cierpi gd i cd i $e dni maj wypenione
wycznie prac! Jednak dawniej z pewnoci byo jeszcze gorzej! ;wierz#ta pocieszay si# t
myl! Ponadto byy wtedy niewolnikami, dzi s wolne, a jest to zasadnicza r$nica < czego
nigdy nie omieszka przypomnie' +Fuealer!
Bbecnie znacznie przybyo gb do wykarmienia! Jesieni cztery maciory oprosiy si#
niemal jednoczenie, wydajc na wiat trzydzieci jeden mayc winek! .szystkie byy
aciate, a poniewa$ 2apoleon by w gospodarstwie jedynym knurem rozpodowym, ka$dy
mg atwo zgadn', kto jest ojcem! ;apowiedziano, i$ w p8niejszym terminie, gdy zakupi
si# ceg# i budulec, w ogrodzie stanie szkka! 2a razie sam 2apoleon uczy prosi#ta w
kucni Jonesa! Dwinki asay po ogrodzie i raczej odradzano im zabaw# z innymi
zwierz#tami! (niej wi#cej w tym samym czasie ogoszono, $e ilekro' winia spotka na
drodze inne zwierz#, to ostatnie musi ustpi' na bok, a tak$e, i$ wszystkie winie bez wyjtku
otrzymuj przywilej noszenia w niedziele zielonyc wst$ek na ogonkac!
9ok okaza si# do' pomylny, ale na &olwarku nadal brakowao gotwki! "rzeba byo
kupi' ceg#, piasek i wapno na budow# szkki dla prosit1 ponadto znw nale$ao zacz'
gromadzi' pienidze na maszyny do wiatraka! Potrzebowano te$ oleju do lamp, wiec do
domu wi*, cukru na st 2apoleona ,knur zabrania spo$ywa' go innym winiom pod
pozorem, i$ tyj od niego0 i takic artykuw jak narz#dzia, gwo8dzie, sznur, w#giel, drut,
$elazo i biszkopty dla psw! +przedano stg siana oraz cz#' zbiorw karto&li, a dostawy jaj
zwi#kszono do szeciuset sztuk tygodniowo, wskutek czego kury z trudem wysiadyway
zaledwie tyle jaj, by utrzyma' liczebno' stada! 9acje $ywnociowe, ju$ i tak zmniejszone w
grudniu, zostay ponownie uszczuplone w lutym, a ponadto w stajniac zdj#to latarnie dla
zaoszcz#dzenia oleju! Dwinie wszelako miay si# cakiem nie8le i nawet przybieray na
wadze! Jednego popoudnia pod koniec lutego z niewielkiej szopy za kucni, w ktrej
dawnymi laty warzono piwo, powiao przez podwrze ciepym, ci#$kim, smakowitym
zapacem, jakiego zwierz#ta dotd nie wcay! 4to powiedzia, $e to pacnie warzony
j#czmie*! ;wierz#ta akomie niucay, zastanawiajc si#, czy mo$e gotuj im na kolacj#
ciep papk#! 2ie byo jednak $adnej papki, a najbli$szej niedzieli oznajmiono, i$ odtd cay
j#czmie* zostanie przeznaczony wycznie dla wi*! .krtce rozesza si# wie', i$ winiom
przydzielono p litra piwa dziennie, a 2apoleon otrzyma dwa i p litra, ktre podaj mu w
porcelanowej wazie do zupy!
Pomimo $e trzeba byo znosi' trudy, cz#ciowo agodzio je to, i$ $ycie zwierzt
nabrao wi#kszej godnoci! 3yo wi#cej wsplnyc pieww, wi#cej przemwie*, wi#cej
pocodw! 2apoleon ogosi, $e raz na tydzie* b#dzie odbywa' si# co, co nazwa
+pontaniczn Demonstracj, celem uczczenia zmaga* z przeciwnociami oraz osigni#'
Folwarku! B wyznaczonej porze zwierz#ta odryway si# od zaj#' i maszeroway w
wojskowym szyku po caym &olwarku:
z przodu szy winie, za nimi konie, kozy, owce i drb! Psy szy na &lankac kolumny,
a przed wszystkimi kroczy czarny kogucik 2apoleona! 3o5er i 6lo7er zawsze trzymali we
dwjk# zielony sztandar z kopytem i rogiem, oraz napisem: -2iec $yje towarzysz
2apoleon@/ 2ast#pnie deklamowano wiersze uo$one na cze' 2apoleona i sucano mowy
+Fuealera podajcego dokadne dane dotyczce wzrostu produkcji $ywnoci1
niekiedy te$ strzelano na wiwat z &uzji! 2ajgorliwszymi zwolenniczkami
+pontanicznyc Demonstracji byy owce, a ilekro' kto zaczyna narzeka' ,co czyniy czasem
nieliczne zwierz#ta, jeli w pobli$u nie byo wi* ani psw0, $e traci si# czas na darmo i
trzeba sta' na zimnie, owce natycmiast uciszay takiego malkontenta pot#$nym beczeniem:
-6ztery nogi: dobrze, dwie nogi: 8le@/ 2a og jednak zwierz#ta lubiy te uroczystoci!
;najdoway pociec# w przypominaniu, i$ mimo wszystko s sobie panami i pracuj dla
wasnego dobra! Dpiewajc, maszerujc, sucajc wylicze* +Fuealera, wystrzaw z &uzji i
piania kogucika, spogldajc na opoczc na wietrze &lag#, atwiej byo zapomnie',
przynajmniej na pewien czas, o burczcym brzucu!
. kwietniu Folwark ;wierz#cy zosta ogoszony republik i nale$ao wybra'
prezydenta! 3y tylko jeden kandydat < 2apoleon < ktrego wybrano jednomylnie! "ego
samego dnia ogoszono, i$ znaleziono nowe dokumenty ujawniajce dalsze szczegy zmowy
+nowballa z Jonesem! Bkazao si#, $e +nowball nie tylko, jak si# poprzednio wydawao
zwierz#tom, usiowa doprowadzi' podst#pem do kl#ski w 3itwie pod Bbor, ale otwarcie
walczy w niej po stronie Jonesa! Jednak to nie wszystko: w istocie sta on na czele bandy
napastnikw i ruszy do ataku z okrzykiem: -2iec $yje ludzko'@/ 6o za do ran na
grzbiecie, ktre pewne zwierz#ta wci$ pami#tay, zostay one zadane z#bami 2apoleona!
. rodku lata, po kilkuletniej nieobecnoci, na &olwarku znw pojawi si# kruk
(oj$esz! 2ie zmieni si# ani na jot#, nie pracowa i jak dawniej gada o 9aju ;wierzt!
+iadywa na pniaku, trzepota czarnymi skrzydami i godzinami opowiada ka$demu, kto
ccia go suca'!
< "am wysoko, towarzysze < mwi uroczycie wskazujc na niebo pot#$nym dziobem
< tam wysoko, za t ciemn cmur, ktr wanie widzicie, le$y 9aj ;wierzt, szcz#liwa
kraina, w ktrej my, biedne zwierz#ta, b#dziemy odpoczywa' przez wieki po naszyc trudac!
4ruk utrzymywa nawet, i$ dotar tam, gdy pewnego dnia wznis si# bardzo wysoko,
i widzia any wiecznie kwitncej koniczyny oraz rosnce na potac makucowe ciastka i
kostki cukru! .iele zwierzt wierzyo (oj$eszowi! =yj obecnie, rozmylay, w godzie i
trudzie, czy nie byoby wi#c mdre i sprawiedliwe, gdyby istnia gdzie jaki lepszy wiat>
"rudno byo okreli' stosunek wi* do (oj$esza! .szystkie twierdziy pogardliwie, $e jego
opowieci o 9aju ;wierzt to wierutne kamstwo, a jednak pozwalay mu mieszka' na
&olwarku i nie pracowa', a nawet przydzieliy kieliszek piwa dziennie!
%dy 3o5erowi zagoio si# kopyto, zacz pracowa' jeszcze ci#$ej ni$ dotd! 2ie
ust#poway mu zreszt tak$e inne zwierz#ta, ktre przez cay rok aroway w pocie czoa!
Poczwszy od marca, do zwykyc zaj#' gospodarskic i odbudowy wiatraka przybyo
jeszcze stawianie szkki dla modyc winek! 2iekiedy dugie godziny pracy przy ubogim
po$ywieniu wydaway si# nie do zniesienia, lecz 3o5er nie zaamywa si# nigdy! ?ni jednym
sowem bd8 czynem nie zdradzi nikomu, $e nie ma ju$ tyle si co niegdy! ;mieni si# tylko
nieco jego wygld < skra stracia na blasku, a pot#$ne boki byy teraz zapadni#te! ;wierz#ta
mwiy: -3o5er dojdzie do siebie, gdy tylko zazieleni si# trawa/1 jednak nadesza wiosna, a
ko* nadal wyglda n#dznie! %dy nieraz widywano go na zboczu kamienioomu, jak pr#$y
muskuy pod ci#$arem ogromnego gazu, wydawao si#, $e 3o5era trzyma na nogac jedynie
wola wytrwania! Dostrzegano wtedy, i$ niemo szepce ,bo nie ma nawet tyle si, $eby
powiedzie' cokolwiek na gos0:
-3#d# pracowa' jeszcze wi#cej/! 6lo7er i 3enjamin ponownie ostrzegali go, $eby
uwa$a na siebie, ale ko* puszcza te przestrogi mimo uszu! ;bli$ay si# jego dwunaste
urodziny! 2ie dba ju$ o nic, byle tylko, nim przejdzie na emerytur#, zosta zebrany
odpowiedni zapas kamieni!
Catem, pewnego p8nego wieczora grucn#a nagle wie', $e podobno 3o5erowi
przydarzyo si# co zego! Jak zwykle wyszed on samotnie do pracy, by przywlec na budow#
adunek kamieni! 2iestety, okazao si#, $e pogoska jest prawdziwa! . kilka minut p8niej
dwa go#bie przy&run#y ile si w skrzydac z iobow wieci:
< 3o5er upad@ Ce$y na boku i nie mo$e si# podnie'@ 2iemal poowa zwierzt rzucia
si# w kierunku wzniesienia, na ktrym budowano wiatrak! 3o5er le$a nierucomo mi#dzy
dyszlami wzka z wycigni#t szyj1 nie mg nawet podnie' ba! Bczy mu si# szkliy, boki
wieciy od potu! ; pyska cieka stru$ka krwi! 6lo7er przysiada obok!
< 3o5erze@ < krzykn#a < co ci jest>
< "o puca < cico odpowiedzia ko*! < 2ie bjcie si#, nic si# nie stao! Dacie rad#
zako*czy' budow# beze mnie! Jest ju$ spory zapas kamieni! "ak czy owak, bardzo cciabym
odpocz'! 3enjamin te$ si# starzeje1
mo$e pozwol mu przej' na emerytur# ze mn i dotrzyma' mi towarzystwa!
< (usimy natycmiast sprowadzi' pomoc < zawoaa 6lo7er! < 2iec kto szybko
pobiegnie i powie +Fuealerowi, co si# stao!
.szystkie zwierz#ta ruszyy do domu wi*, $eby zawiadomi' +Fuealera o wypadku!
Przy 3o5erze pozostali tylko 6lo7er i 3enjamin, ktry poo$y si# obok konia i w milczeniu
odgania ode* mucy swoim dugim ogonem! (niej wi#cej po kwadransie zjawi si#
+Fuealer, peen wspczucia i troski! Bwiadczy, i$ towarzysz 2apoleon g#boko zmartwi
si# wieci o nieszcz#liwym wypadku jednego z najbardziej lojalnyc obywateli Folwarku i
$e poczyni ju$ kroki, by wysa' 3o5era do szpitala w .illingdon! )syszawszy to zwierz#ta
poczuy si# troc# nieswojo! Poza (ollie i +nowballem $adne zwierz# nigdy nie opucio
gospodarstwa, a ponadto nie byy zacwycone tym, $e ic cory towarzysz ma dosta' si# w
r#ce ludzi! +Fuealer atwo ic jednak przekona, i$ weterynarz z .illingdon skuteczniej
wyleczy 3o5era, ani$eli mo$na by to uczyni' na &olwarku! Po pgodzinie za, gdy 3o5er
doszed ju$ nieco do siebie, wsta nie bez trudu z pomoc zwierzt i pokutyka do boksu,
ktry 6lo7er i 3enjamin wymocili wygodnie som!
Przez nast#pne dwa dni 3o5er nie opuszcza stajni! Dwinie przysay mu du$ butelk#
jakiego r$owego lekarstwa znalezionego w apteczce w azience, a 6lo7er wydzielaa mu po
y$eczce leku dwa razy dziennie po posikac! .ieczorami kada si# obok i gaw#dzia z nim,
a 3enjamin odgania od przyjaciela mucy! 3o5er twierdzi, $e nie martwi si# wypadkiem!
Jeli wyzdrowieje, ma jeszcze przed sob, jak oblicza, trzy lata $ycia1
marzy o spokojnyc cwilac, ktre sp#dzi w zaktku du$ego pastwiska! Po raz
pierwszy znajdzie wolny czas, ktry powi#ci na studia i rozwijanie umysu! 9eszt# $ycia,
zapowiada, ma zamiar przeznaczy' na nauk# pozostayc dwudziestu dwc liter al&abetu!
3enjamin i 6lo7er mogli czuwa' przy 3o5erze jedynie po pracy, a &urgon, ktry mia
odwie8' konia do szpitala, zajeca w rodku dnia! .szystkie zwierz#ta pey rzep# pod
nadzorem jednej ze wi*, gdy ze zdziwieniem ujrzay 3enjamina galopujcego od strony
zabudowa*, ryczcego na cae gardo! Po raz pierwszy widziay 3enjamina podnieconego <
po raz pierwszy te$ zobaczono starego osa w galopie!
< +zybko, szybko@ < krzycza! < 6od8cie szybko@ ;abieraj 3o5era@
2ie czekajc na rozkazy wi* zwierz#ta przerway prac# i pobiegy w kierunku
zabudowa*! 9zeczywicie, na podwrzu sta du$y kryty wz, zaprz#$ony w dwa konie1 na
jednej ze cian pojazdu by jaki napis, a na ko8le siedzia cwaniakowaty jegomo' w pytkim
meloniku! (iejsce 3o5era w stajni byo puste!
;wierz#ta otoczyy wz!
< Do widzenia, 3o5erze@ < krzyczay crem! < Do widzenia@
< %upcy@ %upcy@ < woa 3enjamin, skaczc wok nic i tupic maymi kopytkami! <
%upcy@ 6zy nie widzicie, co jest napisane na tym wozie>
;wierz#ta umilky i zacz#y poszeptywa'! (udel usiowaa sylabizowa' sowa!
3enjamin odepcn j i wrd gucej ciszy przeczyta:
< -?l&red +immonds! )bj koni i wytwarzanie kleju kostnego, .illingdon! Eandel
skrami i mczk kostn! Dostawy do psiarni/! 6zy nie rozumiecie, co to znaczy> 3o5era
zabieraj do ko*skiej jatki@
;wierz#ta wyday okrzyk przera$enia! . tej samej cwili czowiek na ko8le podci
konie batem i wz ostro ruszy w kierunku bramy! .szyscy pop#dzili za nim, wrzeszczc ile
si! 2a czoo pogoni wysun#a si# 6lo7er! .z nabiera szybkoci! 4lacz staraa si# zmusi'
swe mocne ko*czyny do galopu i na krtk cwil# zrwnaa si# z &urgonem!
< 3o5erze@ < krzyczaa! < 3o5erze@ 3o5erze@ 3o5erze@ < .anie wtedy ko* jakby
usysza woanie i w tylnym okienku ukaza si# jego pysk z bia strzak na nosie! < 3o5erze@
< krzyczaa 6lo7er rozdzierajco! < 3o5erze@ .yskakuj@ .yskakuj szybko@ ;abieraj ci# na
mier'@
.szystkie zwierz#ta zawtroway:
< .yskakuj, 3o5erze, wyskakuj@
Jednak wz jeca ju$ szybko i oddala si# coraz bardziej! 2ie wiadomo na pewno, czy
3o5er zrozumia woanie 6lo7er! Jednak po cwili jego pysk znikn z okienka i od wewntrz
wozu dao si# sysze' pot#$ne dudnienie podkw! 4o* prbowa rozwali' deski i utorowa'
sobie drog# ucieczki! 3yy czasy, gdy kilka uderze* jego kopyt roztrzaskaoby wz w drzazgi!
Cecz niestety, siy opuciy 3o5era i po kilku minutac dudnienie osabo, a potem ucico!
;rozpaczone zwierz#ta zacz#y woa' do koni cigncyc wz, by si# zatrzymay!
< Eej, towarzysze, towarzysze@ < krzyczay! < 2ie wie8cie wasnego brata na mier'@
Jednak gupie bydl#ta, zbyt ciemne, by zdawa' sobie spraw#, co si# dzieje, poo$yy
tylko uszy po sobie i przyspieszyy biegu! Bkienko pozostao puste! 4omu przyszo do
gowy, niestety poniewczasie, by pobiec naprzd i zatrzasn' bram#, ale wz ju$ j min i po
cwili znikn na drodze! 3o5era nie ujrzano ju$ nigdy!
Po trzec dniac oznajmiono, i$ ko* zmar w szpitalu w .illingdon mimo wszelkiej
pomocy lekarskiej, jak mo$e otrzyma' ko*! ;wierz#tom donis o tym
+Fuealer! "wierdzi, i$ by wiadkiem ostatnic cwil 3o5era!
< 3y to najbardziej wzruszajcy widok w moim $yciu@ < opowiada, cierajc zy
racic! < +taem przy jego posaniu a$ do samego ko*ca! %dy mier' zagldaa mu w oczy,
biedak niemal nie mia ju$ si, by mwi', wi#c tylko wyszepta mi do uca, i$ rozpacza
jedynie dlatego, $e nie dane mu byo do$y' zako*czenia budowy wiatraka! -2aprzd,
towarzysze@/ wyszepta! -2aprzd, w imi# Powstania! 2iec $yje Folwark ;wierz#cy@ 2iec
$yje towarzysz 2apoleon@ 2apoleon ma zawsze racj#/! 3yy to jego ostatnie sowa,
towarzysze!
. tej samej cwili zacowanie +Fuealera ulego nagej zmianie! )milk na cwil# i
nim znw zacz mwi', jego mae oczka rzucay czas jaki podejrzliwe spojrzenia na prawo i
lewo!
Doszo do jego wiadomoci, kontynuowa, i$ gdy zabierano 3o5era, zacz#a kr$y'
gupia i zoliwa pogoska! 2iektre zwierz#ta zauwa$yy, i$ wz nosi napis -)bj koni/, i
wycign#y z tego pocopny wniosek, $e 3o5er jedzie do ko*skiej jatki! .prost trudno
uwierzy', ironizowa +Fuealer, $e panikarze mog by' a$ tak nierozsdni! Przecie$ nikt cyba
nie wtpi w ukocanego Przywdc#, towarzysza 2apoleona> < z oburzeniem pyta +Fuealer,
trzepocc ogonkiem i kiwajc si# z boku na bok! .yjanienie jest bardzo proste! .z nale$a
poprzednio do rze8nika i zosta ode* zakupiony przez weterynarza, ktry nie zd$y
zamalowa' dawnego napisu! +td wanie cae nieporozumienie!
;wierz#ta poczuy ogromn ulg#! ? kiedy +Fuealer barwnie przedstawi dalsze
szczegy ostatnic cwil 3o5era, opowiadajc o wspaniaej opiece, jak zosta otoczony,
oraz o drogic lekarstwac, za ktre, nie ogldajc si# na koszty, zapaci 2apoleon, pierzcy
ostatnie wtpliwoci, a $al z powodu mierci przyjaciela zosta zagodzony myl o tym, i$
ko* przynajmniej umiera szcz#liwy!
. najbli$sz niedziel# na porannym zebraniu pojawi si# sam 2apoleon i wygosi
krtk $aobn mow# ku czci 3o5era! .prawdzie nie ma mo$liwoci sprowadzenia
szcztkw ic opakiwanego przyjaciela, by je pogrzeba' na &olwarku, powiedzia, niemniej
jednak on sam zamwi du$y wieniec z lici wawrzynu rosncego w ogrodzie, ktry pole si#
na grb 3o5era! ;a kilka dni winie urzdz te$ bankiet dla uczczenia jego pami#ci! 2apoleon
przypomnia na koniec dwie ulubione maksymy 3o5era: -3#d# pracowa' jeszcze wi#cej/ i
-"owarzysz 2apoleon ma zawsze racj#/, ktre to maksymy, kontynuowa, ka$de zwierz#
powinno przyj' za swoje!
. dniu wyznaczonym na bankiet &urgonetka kupca z .illingdon przywioza do domu
wi* spor drewnian skrzyni#! "ej samej nocy rozlegy si# stamtd wrzaskliwe piewy, po
ktryc nastpia jakby gwatowna ktnia zako*czona okoo godziny jedenastej straszliwym
brz#kiem tuczonego szka! 2azajutrz na &olwarku nikt si# nie poruszy a$ do poudnia1
rozesza si# pogoska, $e winie zdobyy gdzie pienidze na jeszcze jedn skrzynk# wisky!
10
(in#y lata! ;mieniay si# pory roku, upyway krtkie $ywoty zwierzt! Przyszed
dzie*, gdy poza 6lo7er, 3enjaminem, krukiem (oj$eszem oraz niektrymi winiami nikt ju$
nie pami#ta $ycia przed Powstaniem!
;deca (uriel, zdecy psy: 3luebell, Jessie i Pincer! 2ie $y rwnie$ Jones < zmar
gdzie daleko, w przytuku dla alkoolikw! ;apomniano o +nowballu! 3o5era pami#tao
jedynie kilka zwierzt, ktre go znay! 6lo7er bya teraz star, grub klacz o sztywnyc od
reumatyzmu stawac i kaprawyc oczac! Przekroczya o dwa lata wiek emerytalny, jednak
ani ona, ani $adne inne zwierz# nie doczekao si# emerytury! Ju$ dawno przestano wspomina'
o wydzieleniu skrawka pastwiska dla zasu$onyc zwierzt! 2apoleon by teraz dojrzaym
knurem, wa$cym ponad sto pi#'dziesit kilogramw! +Fuealer tak pors w tuszcz, $e jego
&ady zasaniay mu oczy! Jedynie stary 3enjamin niewiele si# zmieni, nieco tylko posiwia
na pysku1 ponadto od mierci 3o5era zrobi si# jeszcze bardziej ponury i maomwny!
Folwark liczy obecnie znacznie wi#cej mieszka*cw ni$ dawniej, co' przyrost w
okaza si# mniejszy, ani$eli si# spodziewano! Dla wielu urodzonyc tu zwierzt Powstanie
byo jedynie mglist tradycj, przekazywan sowami1 inne, zakupione zwierz#ta nigdy
przedtem nie syszay o tym wydarzeniu! Bprcz 6lo7er &olwark posiada teraz jeszcze trzy
konie! 3yy to adne, silne zwierz#ta, c#tne do pracy < byy rwnie$ dobrymi towarzyszami <
ale bardzo gupie! =aden z nic nie potra&i nauczy' si# al&abetu poza liter# 3! .ierzyy we
wszystko, co im opowiadano o Powstaniu i zasadac ?nimalizmu < c#tnie sucay
zwaszcza starej klaczy, ktrej okazyway niemal synowski szacunek < jednak wydawao si#
wtpliwe, czy wiele rozumiay!
%ospodarstwo rozwijao si# cakiem nie8le, byo te$ lepiej zorganizowane, a jego
obszar powi#kszy si# nawet o dwa pola, ktre zakupiono od pana Pilkingtona! Doko*czono
wreszcie budow# wiatraka, ktry nap#dza mockarni#, oraz wzniesiono elewator do siana1
przybyo te$ sporo nowyc budynkw! .ymper kupi sobie powozik! ?toli wiatrak nie
zosta wykorzystany, jak to niegdy zapowiadano, do wytwarzania prdu! )$ywano go do
mielenia ziarna, co przynosio spore docody! ;wierz#ta ci#$ko pracoway przy budowie
nast#pnego wiatraka1 dopiero po jego postawieniu, zapowiaday winie, zainstaluje si#
prdnice! 2ikt jednak nie wspomina ju$ o luksusac, ktryc obraz +nowball roztacza
dawno temu przed zwierz#tami, o stajniac owietlonyc elektrycznoci, z ciep i zimn
wod, oraz o trzydniowym tygodniu pracy! 2apoleon pot#pi owe pomysy jako sprzeczne z
ducem ?nimalizmu! Prawdziwe szcz#cie, dowodzi, polega na ci#$kiej pracy przy
skromnym $yciu!
.ygldao na to, $e &olwark si# wzbogaci, co jednak w $adnej mierze nie dotyczyo
zwierzt, oczywicie wyjwszy winie i psy! 3y' mo$e dziao si# tak cz#ciowo dlatego, $e
byo tak du$o wi* i tak du$o psw! 2ikt nie mg zarzuci' im lenistwa1 one tak$e na swj
sposb pracoway! 6ay czas zajmoway si#, jak to niestrudzenie wyjania +Fuealer,
nadzorem i organizacj pracy na &olwarku! ;naczna cz#' tyc zaj#' bya tego rodzaju, $e
inne, gupsze zwierz#ta nijak nie pojmoway, na czym to wszystko polega! +Fuealer
powiedzia im, $e winie dzie* w dzie* aruj przy sporzdzaniu takic tajemniczyc rzeczy
jak -rejestry/, -sprawozdania/, -protokoy/ i -memoranda/! 3yy to spore arkusze papieru,
ktre od gry do dou nale$ao pokry' pismem, a nast#pnie wrzuci' do ognia! 6zynno' ta
miaa zasadnicze znaczenie dla dobrobytu &olwarku, zapewnia +Fuealer! Jednak ani winie,
ani psy nie wytwarzay $ywnoci wasn prac1 za to byo ic wiele i zawsze dopisywa im
apetyt!
6o za do innyc zwierzt, to $ycie wydawao si# im takie, jakie byo na pocztku!
;wykle cierpiay gd, sypiay na somie, piy wod# z sadzawki, pracoway w polu1 zim
dokucza im cd, latem mucy! 2iekiedy co starsze si#gay przyt#pion pami#ci w
przeszo', usiujc przypomnie' sobie, czy w pierwszyc dniac Powstania, wkrtce po
wyp#dzeniu Jonesa, $yo im si# gorzej czy lepiej ni$ obecnie! Jednak nic to nie dawao! 2ie
miay z czym porwna' dzisiejszyc warunkw $ycia1 mogy oprze' si# jedynie na
kolumnac liczb +Fuealera, z ktryc niezmiennie wynikao, $e wszystko wci$ idzie ku
lepszemu! ;wierz#ta uznay zatem, i$ problem jest nie do rozstrzygni#cia1 na dobitk# miay
zbyt mao wolnego czasu, aby si# zastanawia' nad podobnymi sprawami! "ylko stary
3enjamin twierdzi, $e pami#ta ka$dy szczeg swojego dugiego $ycia oraz $e nigdy nie byo
du$o lepiej czy te$ du$o gorzej1 jest to niemo$liwe, albowiem < jak dowodzi osio < gd,
niedostatek i rozczarowania stanowi niezmienne prawo $ycia!
(imo wszystko zwierz#ta nigdy nie traciy nadziei! 6o wi#cej, ani na cwil# nie
opuszczao ic poczucie dumy i wyr$nienia: wszak byy mieszka*cami Folwarku
;wierz#cego, jedynego gospodarstwa w caym rabstwie < ba, nawet w caej ?nglii@ <
nale$cego do zwierzt i przez nie zarzdzanego! =adne z nic, nawet te najmodsze, nawet
nowi przybysze, ktryc zakupiono z &olwarkw odlegyc o dwadziecia czy trzydzieci
kilometrw, nie przestao si# tym zacwyca'! %dy za syszay uk wystrzaw z &uzji i
spoglday na zielony sztandar opoczcy na wietrze, ic serca napeniaa nieugi#ta duma1 w
takic cwilac zawsze powracano do dawnyc eroicznyc dni, do wygnania Jonesa,
spisania +iedmiu Przykaza* oraz do pami#tnyc bitew, w ktryc rozgromiono dwuno$nyc
napastnikw! 2ie wyrzeczone si# $adnego z dawnyc marze*! .ci$ wierzono w 9epublik#
;wierzt zapowiadan przez starego (ajora, 9epublik#, ktra powstanie, gdy po zielonyc
kac ?nglii stpa' b#d jeno zwierz#ta! Pr#dzej czy p8niej jej czas nadejdzie: mo$e
niepr#dko, mo$e nie za $ycia obecnego pokolenia, ale nadejdzie na pewno! "u i wdzie
nucono nawet potajemnie melodi# -;wierzt ?nglii/1 w ka$dym razie wszystkie zwierz#ta z
pewnoci znay t# pie*, co' $adne nie odwa$yoby si# zapewne zapiewa' jej gono!
(o$liwe, $e $yo si# teraz ci#$ko i nie wszystkie nadzieje zostay spenione, jednak zwierz#ta
zdaway sobie spraw# z tego, i$ r$ni si# od swoic pobratymcw z innyc &olwarkw! Jeli
nawet cierpi gd, to przecie$ nie dlatego, $e musz $ywi' ludzi, swoic ciemi#$y cieli1 jeli
nawet ci#$ko pracuj, to przynajmniej pracuj dla siebie! =adne z nic nie codzio na dwc
nogac! =adne nie zwracao si# do drugiego: -panie/! .szystkie zwierz#ta byy rwne!
Pewnego dnia, wczesnym latem, +Fuealer rozkaza owcom, by poszy za nim, i
poprowadzi cae stado na skraj &olwarku, tam gdzie znajdowa si# skrawek nieu$ytku
poroni#ty brzezin! Pod opiek +Fuealera owce sp#dziy na nim cay dzie*, skubic licie!
.ieczorem knur powrci do domu, ale poniewa$ byo ciepo1
nakaza owcom, by pozostay na miejscu! +ko*czyo si# na tym, $e trzyma je przez
cay tydzie* w odosobnieniu, z dala od pozostayc zwierzt! +Fuealer przebywa z owcami
przez wi#ksz cz#' dnia! 6iekawskim tumaczy, i$ uczy je nowej pieni, w czym nikt nie
powinien przeszkadza'!
.krtce po powrocie owiec do domu, o sodkiej, wieczornej porze wytcnienia, gdy
zwierz#ta sko*czyy prac# i wracay do budynkw, z podwrza dao si# sysze' przera$one
r$enie! ;wierz#ta zatrzymay si# zaskoczone! Poznay gos 6lo7er! 4lacz zar$aa ponownie1
wszyscy ruszyli galopem i wpadli na podwrze! "am ujrzeli to, co zobaczya 6lo7er! Dwini#
codzc na zadnic nogac!
"ak, by to +Fuealer! "roc# niezgrabnie, jakby jeszcze nie przywyk do d8wigania
swojego grubego cielska w tej pozycji, niemniej cakowicie utrzymujc rwnowag# szed po
podwrzu! . cwil# p8niej z domu Jonesa wysun si# dugi rzd wi* kroczcyc g#siego,
wszystkie na zadnic nogac! 2iektrym wycodzio to lepiej, innym gorzej, kilka nawet
cwiao si# nieco i wydawao si#, $e marz o kiju do podparcia, jednak wszystkie bez wyjtku
kroczyy bez szczeglnyc kopotw! .reszcie rozlego si# przera8liwe ujadanie psw i
przenikliwe pianie czarnego kogucika, a na podwrzu, w otoczeniu psiej eskorty, ukaza si#
sam 2apoleon, majestatycznie wyprostowany, ciskajc wok wyniose spojrzenia! . racicy
trzyma bat!
;apada miertelna cisza! Bsupiae i przera$one zwierz#ta zbiy si# w gromadk#,
ypic na dugi rzd wi* stpajcyc powoli dookoa podwrza! .ydawao si#, $e wiat
stan na gowie! Potem, kiedy min pierwszy szok, przysza cwila, gdy wbrew
wszystkiemu < wbrew trwodze, jak wzbudzay psy, wbrew przyzwyczajeniu nabytemu w
cigu dugic lat, by nigdy na nic nie narzeka' i niczego nie krytykowa' < zwierz#ta
zdobyyby si# mo$e na protest! . tej samej jednak cwili owce, jak na komend#, zacz#y
przera8liwie becze':
< 6ztery nogi: dobrze, dwie nogi: lepiej@ 6ztery nogi: dobrze, dwie nogi: lepiej@ 6ztery
nogi: dobrze, dwie nogi: lepiej@
4oncert ten trwa bityc pi#' minut! 4iedy za owce si# uspokoiy, przepada
jakakolwiek sposobno' wniesienia sprzeciwu, albowiem winie zd$yy ju$ znikn' w
domu!
3enjamin poczu, $e czyj nos muska go po grzbiecie! Bbejrza si#! 3ya to 6lo7er! Jej
stare oczy zasnuy si# mg jeszcze bardziej ni$ zwykle! 2ie mwic ani sowa pocign#a go
lekko za grzyw# i zaprowadzia pod cian# wielkiej stodoy, na ktrej wypisano +iedem
Przykaza*! Przez kilka cwil osio i klacz patrzyli w milczeniu na smoowan cian# z
wymalowanymi na niej biaymi literami!
< Bczy mam ju$ nie te < powiedziaa wreszcie 6lo7er! < 2awet gdy byam moda, nie
potra&iam przeczyta' tego, co tam wypisano! ?le wydaje mi si#, $e ta ciana wyglda inaczej
ni$ ongi! 6zy nasze Przykazania s te same, co dawniej, 3enjaminie>
Po raz pierwszy osio odstpi od swoic zasad i przeczyta 6lo7er to, co byo
wypisane na cianie! Pozostao na niej tylko jedno Przykazanie! 3rzmiao ono tak:
.+;J+"4AH ;.AH9;I"? +V 9U.2H, ?CH 2AH4"U9H ;.AH9;I"? +V
9U.2AHJ+;H BD A22J6E
Potem nikogo ju$ nie zdziwio, $e nazajutrz winie nadzorujce prace gospodarskie
trzymay w racicac baty! 2ikogo te$ nie dziwio, $e winie kupiy sobie radio, poczyniy
starania o zao$enie tele&onu, oraz zaprenumeroway -Jona 3ulla/, -"it<3its/ i -Daily
(irror/! 2ikogo nie dziwi widok 2apoleona spacerujcego z &ajk w z#bac po ogrodzie1
nie, nikogo nie dziwio nawet to, $e winie wycign#y z sza& ubrania pana Jonesa i nao$yy
je na siebie! +am 2apoleon ukaza si# w czarnym paltocie, myliwskic bryczesac i
skrzanyc sztylpac, a jego ulubiona maciora paradowaa we wzorzystej jedwabnej sukni,
ktr pani Jones wkadaa w niedziel#!
. tydzie* p8niej po poudniu na podwrze zajecao kilka bryczek! 2a objazd
&olwarku zaproszono delegacj# wacicieli ssiednic gospodarstw! Bprowadzono ic po
caym terenie: delegaci wyrazili swj wielki podziw dla wszystkiego, co zobaczyli,
szczeglne za uznanie znalaz w ic oczac wiatrak! ;wierz#ta pey w tym czasie zagony
rzepy! Pracoway pilnie, niemal nie podnoszc wzroku, nie wiedzc, kogo ba' si# bardziej <
wi* czy ludzi!
"ego wieczora z domu wi* docodziy wybucy gonego miecu i odgosy
pieww! 2agle, na d8wi#k pomieszanyc gosw, zwierz#ta tkn#a ciekawo'! 6o mogo si#
dzia' tam wewntrz, gdzie po raz pierwszy zwierz#ta i ludzie rozmawiali jak rwny z
rwnym> .szystkie zwierz#ta zacz#y skrada' si# jak najciszej do ogrdka przed domem!
Przy &urtce zatrzymay si# nieco wystraszone, ale 6lo7er daa znak, by pod$yy za
ni! Podeszy wi#c cicute*ko a$ pod sam dom, a potem te, ktre byy do' wysokie, zajrzay
przez okno do pokoju stoowego! Przy dugim stole siedziao szeciu gospodarzy i sze' co
znamienitszyc wi*, a 2apoleon zajmowa onorowe miejsce! Dwinie najwyra8niej czuy si#
cakiem swobodnie na swoic krzesac! "owarzystwo grao w karty, ale akurat nastpia
przerwa, widocznie po to, by mg zosta' speniony toast! .rd zebranyc kr$y wielki
dzban, do ku&li dolewano piwa! 2ikt nie zauwa$y zdziwionyc pyskw zwierzt gapicyc
si# z ogrodu!
Pan Pilkington z Fo5wood powsta, trzymajc ku&el w doni! ;a cwil#, zapowiedzia,
poprosi zgromadzonyc, by spenili toast! 2im to jednak uczyni, czuje si# w obowizku
wygosi' kilka sw!
Bt$ zarwno on sam, jak i ,czego jest pewien0 pozostali obecni, czerpie, powiedzia,
ogromn satys&akcj# z tego, i$ dugi okres nieu&noci oraz nieporozumie* dobieg ko*ca! 3y
bowiem czas < oczywicie nale$y zastrzec, i$ ani on, ani ktokolwiek z goci nie $ywi dzi
podobnyc przekona* < by wi#c czas, gdy szanowni waciciele Folwarku ;wierz#cego
spotykali si# z pewn < sowo: -wrogoci/ nie jest tu cyba na miejscu < ale by' mo$e z
niejak rezerw ze strony ssiadw < ludzi! (iay miejsce niezbyt &ortunne incydenty,
szerzyy si# b#dne pogldy! (niemano, $e istnienie &olwarku, ktrego wacicielami i
gospodarzami s winie, jest czym poniekd nienormalnym, a ponadto mogoby wywrze'
niekorzystny wpyw na ssiedztwo! ;byt wielu ssiadw przyj#o za pewnik, nie wnikajc,
niestety, g#biej w istot# sprawy, i$ na takim &olwarku b#dzie si# szerzy' rozpasanie i brak
dyscypliny! .aciciele ci wykazywali zaniepokojenie, obawiajc si# o skutki podobnyc
wpyww na ic wasne zwierz#ta, a nawet na pracownikw! .szelkie wtpliwoci zostay
jednak rozproszone! . dniu dzisiejszym bowiem on sam i jego przyjaciele przybyli na
Folwark ;wierz#cy i obejrzeli go bardzo dokadnie! 6$ takiego si# okazao> Bto ujrzeli nie
tylko najnowoczeniejsze metody rolnicze, ale tak dyscyplin# i porzdek, jakie powinny
stanowi' wzr dla wszystkic bez wyjtku gospodarzy! 2ie pomyli si# cyba, jeli stwierdzi,
i$ poledniejsze zwierz#ta na Folwarku pracuj wi#cej i otrzymuj za to mniej $ywnoci ni$
jakiekolwiek inne zwierz#ta w ic rabstwie! Bn sam za i towarzyszcy mu gocie
podpatrzyli dzi sporo innowacji, ktre natycmiast zamierzaj wprowadzi' w swoic
gospodarstwac!
"yc kilka uwag, doda, pragnie zako*czy' raz jeszcze podkrelajc dobitnie, i$
Folwark ;wierz#cy oraz jego ssiadw cz i powinny czy' przyjacielskie wi#zy! (i#dzy
winiami i lud8mi nie ma i nie powinno by' $adnyc sprzecznyc interesw! .splne s
bowiem ic wysiki, wsplne trudnoci! 6zy$ problemy z si robocz nie s wsz#dzie takie
same> . tym momencie sucacze dostrzegli, $e pan Pilkington cciaby zabysn' przed
towarzystwem jakim starannie przygotowanym dowcipem, jednak przez cwil# tak by nim
ubawiony, $e nie mg wykrztusi' ani sowa! .reszcie, dawic si# du$szy czas miecem,
co zabarwio na purpurowo jego liczne podbrdki, zdoa wyjka':
< +koro wy macie swoje ni$sze zwierz#ta, z ktrymi musicie si# u$era', wiedzcie, $e
my mamy nasze ni$sze klasy@
Uw bonmot wywoa ryk miecu, pan Pilkington raz jeszcze pogratulowa winiom
mniejszyc racji $ywnociowyc, du$szyc godzin pracy i oglnego braku poba$ania innym
zwierz#tom, co zauwa$y na Folwarku! "eraz za, doko*czy, wzywa szanownyc zebranyc,
by powstali i napenili ku&le!
< Panowie < zawoa < panowie, oto wznosz# toast:
za pomylno' Folwarku ;wierz#cego@
"oast przyj#to entuzjastycznymi okrzykami i tupaniem! 2apoleon by tak
uszcz#liwiony, $e opuci swoje miejsce i obszed st, by przed wypiciem trci' si# ku&lem z
panem Pilkingtonem! %dy wrzawa ucica, 2apoleon, ktry nie usiad, oznajmi, i$ rwnie$
on cciaby wygosi' kilka sw!
"ak jak wszystkie jego poprzednie mowy, ta rwnie$ bya krtka i dotykaa sedna
sprawy! Bn tak$e, powiedzia knur, jest szcz#liwy, i$ okres nieporozumie* si# zako*czy!
Przez du$szy czas kr$yy pogoski < rozsiewane, jak mia powody przypuszcza', przez
zoliwyc wrogw < $e pogldy jego i jego towarzyszy pacn wywrotowoci, a nawet
rewolucj! ;arzucano im usiowanie wzniecenia buntu wrd zwierzt ssiednic &olwarkw!
2ic bardziej b#dnego@ Ac jedynym pragnieniem jest $y' w pokoju i utrzymywa' normalne
stosunki andlowe z ssiadami! Folwark, ktrym ma zaszczyt kierowa', doda, jest
spdzielni! "ytu wasnoci, ktry on sam przecowuje, nale$y wsplnie do wszystkic
wi*!
6o' osobicie nie wierzy, doda, by wci$ jeszcze utrzymyway si# dawne
uprzedzenia, niemniej jednak na &olwarku zostay ostatnio wprowadzone pewne zmiany,
ktryc celem jest utrwalenie zau&ania ssiadw! Dotycczas zwierz#ta miay na przykad
niezbyt mdry zwyczaj zwracania si# do siebie per -towarzyszu/! Uw zwyczaj b#dzie
zniesiony! Ann dziwaczn tradycj nieznanego pocodzenia byo de&ilowanie w niedziel#
rano przed czaszk jakiego wieprza, przytwierdzon do supa ogrodowego! "emu tak$e
poo$y si# kres, a czaszk# ju$ zakopano! +zanowni gocie by' mo$e zauwa$yli te$ zielony
sztandar na maszcie! Jeli tak, zapewne spostrzegli, i$ biae kopyto i rg, ktre uprzednio
zdobiy w sztandar, zostay usuni#te! Bdtd b#dzie to zwyka zielona &laga!
Jeli codzi o wspania, dobrossiedzk mow# pana Pilkingtona, stwierdzi
2apoleon, on ma tylko jedno jedyne zastrze$enie! Bt$ pan Pilkington przez cay czas mwi
o -Folwarku ;wierz#cym/! Bczywicie nie mg wiedzie' < albowiem podaje si# to po raz
pierwszy do wiadomoci < i$ nazwa -Folwark ;wierz#cy/ zostaa zniesiona! Bdtd &olwark
ma nosi' dawn nazw#: -Folwark Dworski/, ktra to nazwa, jak sdzi, jest waciwa!
< Panowie < zako*czy 2apoleon < pozwlcie, i$ wznios# taki sam toast jak
poprzednio, tyle $e w innej &ormie! 2apenijcie ku&le po brzegi! Panowie, oto mj toast: za
pomylno' Folwarku Dworskiego@
.ybuc tak ogromny aplauz jak cwil# wczeniej i ku&le wycylono do samego dna!
Jednak zwierz#tom, ktre przyglday si# temu z ogrodu, wydao si#, $e oto zacodzi jaka
dziwna przemiana! 6$ takiego zmienio si# w wygldzie wi*> 6lo7er przygldaa si#
starczymi, przy'mionymi oczami to jednemu ryjowi, to drugiemu! 2iektre miay po pi#'
podbrdkw, inne po cztery, jeszcze inne po trzy! 6$ takiego jakby si# w nic przeobra$ao i
rozpywao> )milky ju$ wesoe okrzyki, zebrani znw zasiedli do kart i podj#li przerwan
gr#, a zwierz#ta wyco&ay si# ciccem!
2ie uszy jednak i dwudziestu metrw, gdy naraz zatrzymay si# w p kroku! ;
budynku dolecia je gwar podniesionyc gosw! Popieszyy wi#c z powrotem i znw
zajrzay przez okno! "ak, wewntrz wybuca zajada ktnia! .rzeszczano na siebie, walono
pi#ciami w st, rzucano podejrzliwe spojrzenia, gwatownie si# zapierano! Wrdem
nieporozumienia byo to, i$ 2apoleon i pan Pilkington rwnoczenie zagrali asem pik!
+yca' byo dwanacie wciekyc gosw, a wszystkie brzmiay jednakowo! 2ie
byo ju$ $adnyc wtpliwoci, co si# zmienio w ryjac wi*! ;wierz#ta w ogrodzie patrzyy
to na wini#, to na czowieka, potem znw na wini# i na czowieka, ale nikt ju$ nie mg si#
poapa', kto jest kim!
Cistopad LXON < luty LXOO
OD TUMACZA
Po powrocie z Eiszpanii < napisa Brwel w marcu LXOR r! w przedmowie do
ukrai*skiego wydania -Folwarku ;wierz#cego/
L
< rozwa$aem zdemaskowanie mitu
sowieckiego w opowiastce, ktr mgby zrozumie' niemal ka$dy i ktr nietrudno byoby
przeo$y' na inne j#zyki! Przez pewien czas nie wiedziaem jednak, jak tre' mam nada' tej
istoryjce1 pomys przyszed mi do gowy, kiedy pewnego dnia ,mieszkaem wtedy w malej
wiosce0 ujrzaem, jak mo$e dziesi#cioletni copiec prowadzi wsk cie$k pot#$nego konia
pocigowego, coszczc zwierz# batem, ilekro' tylko cciao ono zboczy' z drogi! )derzyo
mnie wtedy to, i$ ludzie wyzyskuj zwierz#ta prawie tak samo, jak bogacze wyzyskuj
proletariat!
Jem tedy analizowa' teori# (arksa ze zwierz#cego punktu widzenia! ;wierz#ta
dobrze wiedziay, i$ walka klasowa toczona przez ludzi jest czyst mrzonk, albowiem
ilekro' zacodzia konieczno' wyzyskiwania zwierzt, wszyscy ludzie jednoczyli si#
przeciw nim:
prawdziwa walka < utrzymyway < toczy si# mi#dzy zwierz#tami i lud8mi! )staliwszy
w &akt, reszt# nie trudno byo skomponowa'! )twr powsta dopiero w roku LXON, poniewa$
a$ do tej daty byem stale zaj#ty czym innym i nie miaem czasu na jego napisanie1
. marcu LXOR r Brwell napisa przedmow# do ukrai*skiego wydania -Folwarku/,
ktr monacijska organizacja )krai*cw pozostayc po wojnie na terenie 2iemiec
,diskpiaced persons0 przeznaczya dla swoic czonkw! Poniewa$ oryginalny tekst w j#zyku
angielskim zagin, w zbiorze -"e 6ollected Hssays/ znajduje si# wersja przeo$ona z
ukrai*skiego ostatecznie wczyem do &abuy kilka wydarze*, na przykad kon&erencj# w
"eeranie, ktre miay miejsce, gdy pracowaem nad opowiastk! Jej zarys przecowywaem
zatem w pami#ci przez sze' lat, nim powstaa!
2ie cc# komentowa' swojej ksi$ki: jeli nie przemawia sama za siebie, oznaczao,
i$ jest nieudana! 6ciabym jednak podkreli' dwa &akty: co' 8rdem rozmaityc epizodw
utworu s dzieje 9ewolucji Pa8dziernikowej, potraktowaem te ostatnie scematycznie, jak
rwnie$ zmieniem ic porzdek cronologiczny, co byo konieczne ze wzgl#du na symetri#
dziea! Fakt drugi cz#sto pomijao wi#kszo' krytykw, poniewa$ dostatecznie mocno go nie
uwypukliem! Bt$ lektura opowiastki mo$e doprowadzi' wielu czytelnikw do
przewiadczenia, ii ko*czy si# ona cakowitym pojednaniem wi* i ludzi! "akie zako*czenie
L
cyt! za %eorge Brwell, -"e 6ollected Hssays, Joumalism and Cetters/, 7ol AAA -?s A Please/ LXON<
LXOP, wyd +oma Brwell i lan ?ngus, Pengum 3ooks, Eormondswort, LXRY
nie le$ao jednak w moic intencjac, wprost przeciwnie, wprowadziem umylnie scen#
ostrej wani, poniewa$ -Folwark/ powsta tu$ po 4on&erencji "eera*skiej, ktra < wedle
wczesnyc powszecnyc opinii < ustalia jak najlepsze stosunki mi#dzy ;+99 i ;acodem!
2ie wierzyem, $e te dobre stosunki utrzymaj si# dugo1 jak wykazay p8niejsze wypadki,
przeczucia zbytnio mnie nie myliy!!!
%eorge Brwell rozpocz pisanie -Folwarku/ w listopadzie LXON r!1 utwr by gotowy
pod koniec lutego LXOO r! Pisz# krtk satyr# < wspomnia LR!YM!LXOO w licie do przyjaciela!
%leba +tru7eSa < ktra powinna 6i# ubawi', ale poniewa$ politycznie nie jest ona B4, nie
jestem pewien, czy ktokolwiek zecce j opublikowa'! 3y' mo$e ju$ domylasz si# tematu!
M
Brwellowi pomagaa w pisaniu pierwsza $ona, Hileen, ktrej -Folwark/ bardzo si# podoba:
podsuwaa m#$owi sowa zac#ty, ale te$ i krytyki, ktre ten skwapliwie przyjmowa!
.iadomo dzi, i$ przyjaciele pa*stwa 3lair ,prawdziwe nazwisko Brwella0 od pocztku
spodziewali si# trudnoci z opublikowaniem bajki, ktrej wymowa bya antyradziecka!
.ypomnienie za dawnyc zbrodni i nieprawoci sojusznikowi walczcemu z Eitlerem byo
sprzeczne z interesami .ielkiej 3rytanii! Pod warunkiem oczywicie, i$ -Folwark/
potraktowa' wycznie jako paszkwil na ;+99!!!
-Folwark/ by pierwszym utworem, z ktrego Brwell by od pocztku <jak sam
przyzna < w peni zadowolony, co' zadowolenia tego nie podzielali zrazu wydawcy! Po
krtkiej wymianie listw mi#dzy pisarzem a Zictorem %ollanczem ,wydawc pierwszej
ksi$ki Brwella -2a dnie w Pary$u i Condynie/ w LXNN r!0, okazao si#, $e z publikacj
opowiastki b#d kopoty! Bto co napisa %ollancz do &irmy 6risty and (oore,
przedstawicieli Brwella: (am wysoce negatywne mniemanie o wielu aspektac wewn#trznej
i zewn#trznej polityki radzieckiej, jednak nie mog# wyda' ,zgodnie zreszt z
przewidywaniami 3laira0 ksi$ki b#dcej oglnym atakiem o takiej wymowie [!
Pod wpywem sugestii jednego z przyjaci, Brwell przekaza nast#pnie maszynopis
?ndre Deutscowi, zatrudnionemu w &irmie 2icolson and .atson, prowadzonej przez
J!?!6! 9obertsa! Deutsc wyra$a si# o -Folwarku/ z du$ym entuzjazmem, ale jego pryncypa
nie ccia sysze' o publikacji utworu ,pan nie ma poj#cia, (r! 3lair, o czym pan pisze,
dotykajc spraw rosyjskic0! Brwell zaproponowa wtedy Deutscowi wydanie ksi$ki na
wasn r#k#, ale ten odmwi < najwidoczniej z przyczyn &inansowyc! Doradzi natomiast,
$eby zwrci' si# do o&icyny 6ape! Daniel %eorge, recenzent tego wydawnictwa, nie mia
wi#kszyc obiekcji, aczkolwiek, jak stwierdzi:
M
"e 6ollected Hssays/ ibid!, ss! LL\<LLX! LMM
wymowa tego dziea jest dla mnie cakowicie jasna!
N
Jonatan 6ape, sze& o&icyny, ccia pocztkowo wyda' -Folwark/, tote$ po uzyskaniu
pozwolenia od %ollancza ,z ktrym Brwell by zwizany sta, acz niezbyt kr#pujc
umow0, rozpocz negocjacje kwestii &inansowyc z &irm 6risty and (oore! ?lici na
wszelki wypadek zwrci si# do znajomego -wysokiego urz#dnika/ w (inisterstwie
An&ormacji ,jego nazwiska nie udao si# biogra&om Brwella niestety ustali'0! )rz#dnik w
listownie doradzi przyjacielowi publikacj# ksi$ki, gdy$ miaoby to jakoby narazi' na
szwank dobre stosunki .ielkiej 3rytanii z ;+99! Bto wyjtek z listu Jonatana 6ape do
(ooreSa:
,!!!0 Cektura maszynopisu dostarczya mi wiele radoci i satys&akcji, jednak jak
dostrzegam obecnie, wydanie ksi$ki w dzisiejszyc czasac mogoby zosta' uznane za
posuni#cie wysoce nierozwa$ne! %dyby ta bajeczka traktowaa oglnie o dyktatorac i
dyktaturac, wszystko byoby w porzdku, ale jak si# przekonaem, jej &abua odpowiada tak
dalece dziejom i rozwojowi rosyjskic +owietw oraz ic dwc dyktatorw, i$ nie ma
wtpliwoci, $e odnosi si# ona wycznie do 9osji, pomijajc inne dyktatury! Jeszcze jedno:
spraw# mo$na by znacznie zaagodzi', gdyby kasta panujca w -Folwarku/ nie skadaa si#
wycznie ze wi*! Dwinie jako warstwa rzdzca < obrazi to wiele osb, zwaszcza osoby
nieco dra$liwe, a do takic nale$y z pewnoci zaliczy' 9osjan! ,!!!0 [
2a marginesie listu, obok akapitu dotyczcego wi*, widnieje dopisek Brwella:
-balls/ ,-p!!!sz@/0! Fakt jednak pozostaje &aktem:
Jonatan 6ape rwnie$ zdecydowanie odmwi! 6iekawe, i$ odrzucony maszynopis o
may wos nie zostaby zniszczony! 6zerwiec LXOO r! by kolejnym miesicem niemieckiej
o&ensywy przeciw .ielkiej 3rytanii prowadzonej za pomoc latajcyc bomb Z<L! Pod
koniec miesica jedna z nic rozerwaa si# przy ulicy (ortimer 6rescent w Condynie: nikt nie
zgin, ale wybuc zrujnowa niemal doszcz#tnie mieszkanie pisarza! )dao mu si# odnale8'
w ruinac -Folwark/1 maszynopis by wprawdzie s&atygowany, lecz zdolny do u$ytku!
2ie zra$ony Brwell wysa utwr synnemu poecie, "!+! Hliotowi, dyrektorowi o&icyny
wydawniczej Faber and Faber, publikujc rwnoczenie &elieton na amac -"ribune/!
,!!!0 Bbecnie, w zawoalowanej &ormie, cenzura rozciga si# nawet na ksi$ki!
(inisterstwo An&ormacji nie dyktuje oczywicie ani linii partyjnej, ani nie publikuje inde5u
e5purgations! Po prostu -doradza/! .ydawcy przedkadaj (in! An&! r#kopisy, za (in! An&!
-sugeruje/, i$ to czy tamto jest niepo$dane, przedwczesne albo -nie posu$y dobrym celom/
N
cyt! za: 3ernard 6rick, -%eorge Brwell: ? Ci&e/, +ecker and .arburg Ctd, Condyn LX\Y,s! OPO!
[[ Abidem! LMN
,!!!0 Psy cyrkowe skacz, gdy treser strzeli z bata, ale naprawd# dobrze wyszkolony pies
wykonuje skok bez bata! ,!!!0
O
"!+! Hliot odpowiedzia codnym listem, w ktrym, po wst#pnyc pocwaac
utworu, zarzuca mu negacj#, na og za wyd8wi#k trockistowski, cakowicie
nieprzekonywajcy! Bstatecznie < konkluduje autor -;iemi jaowej/ < pa*skie winie s
znacznie bardziej inteligentne ani$eli inne zwierz#ta, a zatem posiadaj one najlepsze
kwali&ikacje do rzdzenia gospodarstwem < 3ogiem a prawd, bez nic nie byoby Folwarku,
tote$ mo$na by si# zastanowi', czy potrzeba byo tam nie tyle wi#cej komunizmu, ile wi#cej
wi* przepojonyc ducem obywatelskim!
P
Catem LXOO r! maszynopis tra&i do Fredericka .arburga z niewielkiego acz pr#$nego
wydawnictwa +ecker and .arburg, ktre, z powodu publikowania literatury lewicowej,
cieszyo si# opini -o&icyny trockistowskiej/! 2akadem tej &irmy ukaza si# wczeniej -Eod
4atalonii/ Brwella! 6iekawe, i$ autor zamierza jeszcze wyda' -Folwark/ samodzielnie, jako
niedrog broszur#! )siowa nawet zacign' na ten cel po$yczk#! Powodowa si#, wedug
przypuszcze*, pogoskami, i$ Zictor %ollancz tele&onuje do rozmaityc londy*skic
wydawnictw, ostrzegajc ic sze&w przed szkodliw dla interesw kraju ksi$k! .anie
wtedy nadesza zza oceanu kolejna odmowa:
ameryka*ski dom wydawniczy Dial Press odesa kopi# maszynopisu wraz z
nast#pujcym uzasadnieniem: Bpowieci o zwierz#tac nie sprzedaj si# w +tanac
;jednoczonyc! Podobno Brwell gotw by wtedy uwierzy', i$ macki (inisterstwa
An&ormacji si#gaj a$ do )+?!!!
2a oryzoncie pojawi si# przyjaciel pisarza < anarcista %eorge .oodcock
,p8niejszy autor ksi$ki biogra&icznej o Brwellu0 < zasiadajcy w zarzdzie o&icyny Freedom
Press! Jego opinia o -Folwarku/ bya jak najlepsza, trzeba jednak tra&u, i$ w zarzdzie &irmy
zasiadao rwnie$ trzec pacy&istw, ktrzy dobrze zapami#tali ataki Brwella na swoj
ideologi# ,pisarz twierdzi m!in! na amac -"ribune/, i$ pacy&izm jest, obiektywnie biorc,
pro&aszystowski0! 2ale$y zreszt nadmieni', i$ propozycja wydania -Folwarku/ nigdy nie
zostaa o&icjalnie przedstawiona wydawnictwu prze$ywajcemu akurat kopoty! ; rucem
anarcistycznym zwizany by wtedy niejaki Paul Potts, publikujcy wasnym sumptem
swoje wiersze i sprzedajcy je w piwiarniac ,zao$y p8niej niewielk o&icyn# .itman
Press0! Pottsowi, ktry zaprzyja8ni si# z Brwellem, rwnie$ spodoba si# -Folwark/, wysun
O
Abid!, s! OPQ!
P
-"e 6ollected Hssays/, op! cit! s! MLM! [[[ 6rick, -%eorge Brwell/, op! cit!, s! LP\!
przeto tak oto propozycj#: autor opaca drukarni#, on dostarczy przydziaowy papier ,trwaa
wojna i papier racjonowano0, po czym wsplnie wydadz ksi$k#!
2ie doszo jednak do tego, gdy$ utwr zaakceptowaa ostatecznie o&icyna +ecker and
.arburg! Bna zreszt tak$e miaa problemy z papierem: mo$e wanie dlatego ksi$ka -bya
w produkcji/ przez ponad rok! )kazaa si# drukiem w sierpniu LXOP r! .edle ,nie
potwierdzonyc0 przypuszcze* autora, zwlekano z jej wydaniem ze wzgl#du na sowieckiego
sojusznika, ktrego dra$nienie podczas jeszcze prowadzonyc dziaa* wojennyc mogoby!!!
itd, itd! +ze& wydawnictwa, Frederick .arburg, sam zreszt sugerowa ,prawda, i$ bardzo
dyskretnie i mi#dzy wierszami0 taki obrt spraw w wydanej wiele lat p8niej ksi$ce -?li
?utors ?re HFual/! 6iekawe przy tym, i$ sam Brwell czytajc odbitki szczotkowe
-Folwarku/, poprosi telegra&icznie 9ogera +enouseSa, wsplnika F! .arburga, o
wprowadzenie pewnej zmiany! Bto pierwotna wersja zdania pocodzcego z rozdziau ZAAA
,scena po wysadzeniu w powietrze, przez ludzi, wiatraka0: %o#bie zawiroway w powietrzu,
a wszystkie zwierz#ta nie wyczajc 2apoleona paday na brzucy, przyciskajc pyski do
ziemi! . nowej wersji sowa nie wyczajc zostay zamienione na z wyjtkiem! Brwell
wyjani nast#pnie +enouseSowi, i$ ostatecznie +talin pozosta w (oskwie podczas najazdu
itlerowcw!!!
Pierwsze wydanie -Fowarku/ ukazao si# LR sierpnia LXOP r! w nakadzie OPYY egz!:
bardzo szybko je wykupiono! Drugie, z listopada LXOP r!, liczyo LY YYY egz! . cigu
pierwszyc pi#ciu lat sprzedano w .ielkiej 3rytanii ponad MP YYY egz! w twardej oprawie!
Przez rok od pierwszej brytyjskiej edycji ksi$ki agenci Brwella usiowali znale8'
wydawc# rwnie$ w )+?, ale jak wspomina .arburg, ksi$k# odrzucio kilkanacie
tamtejszyc &irm edytorskic1
niektre tumaczyy odmow# niewielk obj#toci utworu, za decyzjami innyc kryy
si# niewtpliwie wzgl#dy polityczne! Dopiero Frank (orley, brytyjski przedstawiciel
nowojorskiej o&icyny Earocourt 3race, zakupi od .arburga prawa wydawnicze! .anie
nakadem tej &irmy ukazao si# pierwsze ameryka*skie wydanie -Folwarku/, ktre z miejsca
podbio rynek czytelniczy!
Pierwsze recenzje, zarwno brytyjskie, jak i ameryka*skie, byy niemal bez wyjtku
poclebne, za -Folwark/ porwnywano z najcelniejszymi utworami .oltera i +wi&ta! Brwell
sta si# z dnia na dzie* sawn osobistoci, a jego utwr zyskiwa na popularnoci wraz z
nasileniem zimnej wojny! 2ale$y jednak pami#ta', i$ pisarz uto$samia si# przez cae $ycie z
lewic i rucem socjalistycznym! 3ernard 6rick susznie wi#c podkrela
Q
, i$ poniewa$
Q
6nck, -%eorge Brwell/, op! cit!
ameryka*scy krytycy ,w przeciwie*stwie do wi#kszoci krytykw brytyjskic0 nie znali na
og poprzednic ksi$ek Brwella i wyra$anyc w nic pogldw, uznali -Folwark/ za utwr
pot#piajcy w czambu ca lewic# i socjalizm w ogle! 3ya to nieprawda!
; drugiej jednak$e strony niewielu recenzentw dostrzego, i$ ksi$ka nie przedstawia
w alegorycznej &ormie wycznie dziejw 9ewolucji Pa8dziernikowej oraz epizodw z
dziejw ;+99, i$ nie tylko stanowi pot#pienie wszelkiego totalitaryzmu i w s z e l k i e j
tyranii, ale dotyka te$ arcywa$nej politycznie kwestii -zdradzonej rewolucji/! . egzemplarzu
podarowanym staremu przyjacielowi, %eo&&reyowi %orerowi, Brwell podkreli &ragment, w
ktrym +nowball i 2apoleon, mimo dzielcyc ic r$nic, zgadzaj si#, i$ winie powinny
otrzyma' specjalne przydziay $ywnociowe! Przy tej okazji pada te$ pytanie, czy mo$e kto
cciaby powrotu Jonesa!
Bto &ragment listu Brwella do Dwigta (acdonalda z wrzenia LXOO r!:
Dot! pa*skiego pytania o -Folwark ;wierz#cy/! Bczywicie mia on by' przede
wszystkim satyr na rewolucj# rosyjsk! Jednak, jak podkrelam, przestanie utworu jest
szersze: cciaem wyrazi' w nim myl, i$ w szczeglny rodzaj rewolucji ,gwatowna
rewolucja oparta na konspiracji, z motorem nap#dowym w postaci niewiadomie =dnyc
wadzy osb0 mo$e doprowadzi' jedynie do zmiany wadcw! (j mora brzmi tak oto:
rewolucje mog przynie' radykaln popraw#, gdy masy b#d czujne i b#d wiedzie', jak
pozby' si# swyc przywdcw, gdy tamci zrobi, co do nic nale$y! Punktem zwrotnym
opowiastki jest cwila, gdy winie rezerwuj dla siebie mleko i jabka ,4ronsztad0! %dyby
pozostae zwierz#ta zrozumiay, co si# wi#ci, i w por# interwenioway, sprawy potoczyyby
si# waciwym torem! Jeli ludziom si# wydaje, ze broni# status Fuo, dzieje si# tak, poniewa$
zostali oni ogarni#ci pesymizmem i $ywi przekonanie, i$ alternatyw jest albo dyktatura,
albo kapitalizm w stylu laissez<&aire!!! 6ciaem powiedzie', co nast#puje: 2ie mo$na robi'
rewolucji, jeli nie robi si# jej dla siebie1 nie ma czego takiego jak dobrotliwa dyktatura!
R
Eonoraria uzyskane za brytyjskie oraz ameryka*skie wydania -Folwarku/ uwolniy
Brwella od towarzyszcyc mu stale kopotw &inansowyc i pozwoliy uzyska' niezale$no'
materialn! . pa8dzierniku LXOR r! pisarz uko*czy pierwszy konspekt powieci -9ok LX\O/!
2iebawem zapad na ci#$k, zadawnion corob# puc! (ia przed sob niewiele ponad dwa
lata $ycia!
3artomiej ;borski
R
6yt! za: (icael +elden, -Brwell, te ?utorized +iograpy/, Earper Perennial, 2owy Jork, LXXM, s!
OOO!