Remigiusz Mazur

Psiubaba i parodie w drugim dniu wesela
W piątek zadzwoniła świeżo upieczona żona, moja stryjeczna siostra z zaproszeniem na "Psią Babę". Pierwszy raz słyszę o czymś takim. Słuchałam jej przez słuchawkę i zastanawiałam się, co to takiego. To jakiś stary zwyczaj kolejnych poprawin po ślubie. Nikt jednak nie wiedział z czym to się je, kiedy, u kogo i dlaczego. Otóż nawet internetowe wyszukiwarki nie mają pojęcia co to takiego, bo próbowałam dowiedzieć się więcej co to za tajemnicze party. Zostałam z niczym. Ale to i tak dobra okazja, by móc ponownie spotkać się w gronie rodzinnym i trochę pogadać i znowu pooddychać w ogrodzie świeżym powietrzem. sobota, 30 wrzesień 2006 r. (z internetowego bloga)

Psiu-baba to mazowiecka wersja dosyć rozpowszechnionego niegdyś zwyczaju kończącego obrzęd weselny, dla którego Henryk Biegeleisen1 stosuje określenie (z Krakowskiego) przebabiny. Poprzedza je „wywód z panieństwa”, dokonujący się u stopni ołtarza kościelnego (błogosławieństwo i pokropek). Po wywodzie w Radomskiem młoda „szła do karczmy na przebabę, czyli na okupienie się do grona kobiet, jak już prawdziwa mężatka”.2 Istotą wszystkich przywoływanych przez Biegeleisena przykładów z różnych części ziem polskich jest obrzędowy wykup czy wkupiny – młoducha wkupuje się w grono mężatek poczęstunkiem: wódką (Kutnowskie), piwem (Zamojskie), korowalem (Biłgorajskie) czy po prostu kieską z pieniędzmi (Czerskie). Słowo przebabiny wskazuje na transgresję, przejściowy status młoduchy, która znajduje się w fazie liminalnej, według terminologii van Gennepa, na marginesie społeczności, już wyłączona z grona panien, a jeszcze nie włączona do mężatek. Faza ta trwa najczęściej tydzień. Co ciekawe również i w dzisiejszej potocznej mowie określenie przebaba zachowało, jak się wydaje, podobny odcień znaczeniowy. Pobieżny przegląd forów internetowych (zwłaszcza kobiecych), jakiego dokonałem na użytek tej pracy, potwierdza jego stosowanie, chociaż częściej w znaczeniu już ukształtowanej mocnej osobowości. Przebabą określana jest więc ta mężatka, która udowadnia swoją „silną kobiecość”, jest dzielna przy porodzie, dobrze radzi sobie w pierwszych miesiącach małżeństwa z dzieckiem, ale także nie daje sobie „w kaszę dmuchać”, podporządkować się mężowi, zachowuje pewną niezależność, hart ducha, jest skuteczna w staraniach o równorzędny status w związku, potrafi zaimponować siłą lub wiedzą, a zatem wykazuje się opanowaniem i wykorzystywaniem cech uważanych potocznie za przynależne raczej mężczyznom. Zwłaszcza jeśli małżeństwo i urodzenie dziecka godzi z osiąganiem swoich zawodowych celów, sukcesów (np. artystycznych czy sportowych), a jeżeli jeszcze nie wyszła za mąż czy żyje w związku nieformalnym, to jest pozytywnie wa-

1 2

Henryk Biegeleisen, Wesele, Lwów 1928, s 278 i nast H. Biegeleisen, ibidem

1

loryzowana jako potencjalna tzw. dobra partia.3 Zazwyczaj ma konotację pozytywną, z racji tego jednak, że mocny charakter potrafi różnie się objawiać można znaleźć też przykłady odniesienia słowa przebaba do takich cech jak zdradliwość, hipokryzja czy skąpstwo.4 Z kolei psia baba ma w języku potocznym konotację raczej zdecydowanie lekceważąca i oznacza kobietę podejrzanego autoramentu.5 Psia baba Jak się okazuje obrzęd ten jest wciąż na Mazowszu praktykowany. Przynajmniej w Kołbielskiem (gdzie w latach 2002-03 przeprowadziłem kilkanaście rozmów na ten temat) i to począwszy już od wsi Mlądz, która znajduje się ledwie 30 kilometrów od centrum Warszawy i od wielu lat stanowi rodzaj przysiółka Otwocka o chłopo-robotniczym charakterze. Przy czym dzisiaj tylko kilka osób zajmuje się tam gospodarką w pełnym wymiarze (uprawa ziemi i hodowla zwierząt). Zarówno w Mlądzu, jak i we wsiach położonych dalej na wschód i południowy wschód, w kierunku Kołbieli używany jest termin psiubaba, który silniej jak się wydaje niż przebaba zaznacza status młodej jako przejściowo obcej. Zwyczaj zaświadczony jest w XIX wieku w tej części Mazowsza, Kolberg odnotowuje go jedynie zdawkowo w opisie wesela z okolic Radzymina i nie przypisuje mu żadnej nazwy:
„Częstokroć aż w drugą dopiero Niedzielę wyprawiają ją do męża ze śpiewem i graniem, i dają wiano (...) Wtenczas idą też na Wywód do kościoła (...).6

Wspomina też poprawiny parę dni po ślubie u młodego w Sokole k/Garwolina, gdzie śpiewają pieśń o znamiennym tekście, w którym matka młoduchy akceptuje jej nowy status – poddanej woli męża:
„O Boże, Boże co mnie mąż bije, przyjdź przyjdź matuleńku, serce moje, ty pożałujesz. Matula idzie w te nowe wrota, bij ją zięciu dobrze, niech się skóra odrze, złą panną była.”7
3

np.: „Serdecznie gratuluję występu na Top Trendy, rewelacja! Gaba, jesteś przebaba!” [chodzi o wokalistkę Gabę Kulkę]; „Oglądam właśnie o babie co urodziła sześcioraczki! przebaba:)” ; „Gochna - masz w 100 % racje, nie ma na nas mocnych, co cie nie zabije to cie wzmocni - to prawda... Gochna - jesteś przebaba!!!” ; „Ciekawie i poruszająco opowiedzieć takie banały też jest sztuką. Przebaba z niej.” ; „Zastępuje całą encyklopedię. Przebaba to jest ;)” ; „Włoszka [siatkarka] hehe przebaba! hehe bym się jej bała! hehe w sumie w kobiecie siła jakby się uparł :))))” ; „Po cichu tak to ci zazdroszczę takiej siostry, z taką przebabą :) można na koniec świata pójść!” 4 „Boże, powiem Ci, że trafiłaś na człowieka z masakryczną osobowością! (...) sama popatrz - to ona Ciebie zdradziła, nie chciałą się do tego przyznać, wręcz to przed Tobą ukrywałą, do tego zachowywała się jakby nic się nie stało, (...) jakby chciała w Tobie wzbudzić poczucie winy! No przebaba z niej jest!” ; „Wiesz, ze jak mój mąż zaproponował, żebym sie wymieniła z koleżanką (czereśnie na karpia) to usłyszelismy, że ona ma czereśnie tylko dla rodziny? no przebaba z niej!!” 5 „Jak się cieszy to pewnikiem widzisz to ty i cały świat :) Wierny - za inną babą nie pójdzie (a jak pójdzie za psią babą to i tam na pewno wróci :) )” 6 Oskar Kolberg, Mazowsze część III, t. 26, s.127 7 ibidem, s.169

2

Nazwę obrzędu przytacza Ulanowska w swoich materiałach z Łukówca k/Parysewa:
Na chmielu kończy się wesele i p. młoda od oczepin aż do następnej niedzieli nazywa się psią babą. Najczęściej bawi jeszcze u rodziców swoich. Dopiero w pierwszą niedzielę po ślubie, wszyscy goście weselni schodzą się do matki p. młodego, która musi sprawić tak zwane psie- baby czyli poprawiny, wszystkich ugościć i poczęstować, aby synową wykupić. Wtedy p. młoda zostaje już w chałupie męża i odtąd uważana jest jako naprawdę już należąca do grona kobiet.8

Potwierdzają ten opis w mniej lub bardziej podobnych wariantach późniejsze źródła i relacje, także moje sprzed kilku lat. W regionie latowickim [Latowicz] np. „Tydzień później odbywały się poprawiny, czyli psia baba. Zapraszano na nie już tylko najbliższą rodzinę, a był to poczęstunek już bez muzyki.9 Chociaż Biegeleisen porównuje psiubabę z rozmaitymi zwyczajami słowiańskimi i nie tylko, współcześni etnografowie bułgarscy na przykład widzą ją (pod taką nazwą) jako obrzęd charakterystyczny właśnie dla Mazowsza:
Показательно, что «у поляков Мазовша невеста в течение недели после перемены прически до первого посещения церкви называлась psia baba» (Из словаря славянских древностей // Славяноведение, 2001;73). Тем самым обозначалась принадлежность невесты к «чужакам» 10

Dlaczego i czy słusznie? Aby spróbować poszukać odpowiedzi na te pytania chciałem skupić się właśnie najpierw na samej nazwie, a później na przebiegu psiubaby i jej koligacji z innymi zwyczajami weselnymi, zwłaszcza drugiego dnia obrzędu. W odróżnieniu od przebabin określenie psia-baba odwołuje się w sposób oczywisty do psa, jako zwierzęcia gorszego, podejrzanego, nieczystego, liminalnego, „kursującego” między światem a antyświatem. Psia baba podobnie jak wyrażenia psia krew, psi syn, psia mać, pieskie (sobacze) nasienie, psia dusza oznacza przynależność młodej do świata chaosu (gdzie psy dupami szczekają, i pies z kulawą noga nie zagląda). Panna młoda jest na ten czas zepsowana czyli w gorsze przemieniona. Z kolei takie idiomy jak zdechł pies (wszystko przepadło) czy a to pies? (to też ma znaczenie, sens), tu jest pies pogrzebany (tu jest istota sprawy) wskazują na związek z porządkiem, ze światem sensu i ładu, ze światem ludzkim.11 Status młoduchy ma więc w pełni graniczny, podwójny charakter. Notabene jest też poszlaka wskazująca na podobny związek terminu przebaba. Otóż Linde w swoim słowniku odnotowuje pod tym hasłem następujący cytat: „Naszymby zdaniem dać winowaycom mieysce do

8

Stefanija Ulanowska, Niektóre materyjały etnograficzne we wsi Łukówcu (mazowieckim), [w] Zbiór wiadomości do antropologii krajowej, t. VIII, 1884 9 Zygmunt Gajowniczek, Historia regionu latowickiego - dziedzictwo kulturowe w regionie Program nauczania w klasach I-III gimnazjum, http://edukacjaregionalna.republika.pl/54.htm 10 С. З. Агранович, Е. Е. Стефанский, «ПОЖАЛЕЛ ВОЛК КОБЫЛУ…» К семантической истории праславянского *ljut и его производных, Журнал "Balkan Rusistics" (wersja internetowa) 11 ibidem, s.7

3

przebaby, gdyż nie ze złości przewinili na nim, nie żadney zemsty zwiodły ich powaby.” 12 Posądzony ma tutaj szansę przebaczenia winy, być może przez „odszczekanie pod ławą”. Psota u Lindego ma pierwszorzędny związek z cielesnością, z żądzą, sprośnością, porubstwem i jurnością - „psotę z kimś popełnić cielesną, kurwić się”. Tamże jej synonimy to psi figiel, psia sztuka, psikus. 13 Zwracam na to uwagę, bo aspekt psocenia wydaje się odgrywać w obrzędzie psiubaby ważną rolę. U Biegeleisena (i w innych dawnych źródłach) nie przeczytamy na temat wiele. Wspomina on o przebierankach kobiet: o tańcowaniu wokół młoduchy mężatek ubranych w wywrócone do góry włosiem kożuchy, w wieńcach z pokrzywami na głowie 14, o sadzaniu młodej do cebra na saniach od pługa, ciągniętych przez kobiety przebrane za gospodarzy, „które śpiewając, przybijają do taktu w przetaki pełne skorup i szkła” czy wreszcie o wiązaniu przez starsze koleżanki młodej słomianymi powrozami.15 Moi rozmówcy, opisując psiubabę w Kołbielskiem wręcz podkreślali właśnie ten parodystyczny jej wymiar. W II połowie XX wieku odbywała się ona na drugi dzień (niedziela) wesela, w trzeci dzień jeśli wesele było dłuższe (poniedziałek) albo w tydzień po weselu w domu pana młodego. Jeżeli było ciepło i uroczystość odbywała się na dworze, zdarzało się, że muzykanci rano wchodzili z instrumentami na dach stodoły i budzili graniem nie do końca wytrzeźwiałych weselników. Równocześnie ktoś chodził po chałupach i dawał znać gościom, śpiącym dalej od domu weselnego, waląc w bęben albo tłukąc po płotach kijami. Zwołanych w ten sposób na ucztę częstowano zupą chmielową (polewką) albo chrzanową (chrzanicą). Pannę młodą wywożono „do boru” na przodku od woza, w zimie wywracano się „dla zbytu” w zaspę. Młody musiał wykupić młodą, stawiając wódkę. Wtedy zbytnicy zakładali sobie przetaki na głowę, „dziury na oczy robili, na to worek trzy ćwierci, albo metrowy, jeden drugiego łapał w pół i tańcowali po chałupie”. Przy czym nie był to zwyczajny taniec: jeden trzymał mocno drugiego, a ten tańczył, stąpając po ścianach, czasem z welonem porwanym zza obrazu. Śpiewano przyśpiewki np:
Leci świnia drogą, ogonem wywija A rzeźnik za nią jak za jaką panią nożem dobija.

Potem wszyscy wykonywali parodie liturgicznych pieśni, śpiewali „nieszpór”:
Rzekł Pan do gościa na osobności: Nie żeń się chłopie nigdy z miłości. Bo na tym świecie tak bywa mój Panie
12 13

Samuel Bogumił Linde, Słownik języka polskiego, t II, część 2, Warszawa 1811 ibidem, s.1263-4 14 pokrzywa wydaje się być tutaj znaczącym atrybutem, por. s. 6 niniejszej pracy w opisie parodii ślubu 15 H. Biegeleisen, op.cit., s.278-9

4

Że miłość przemija, a baba zostanie. Co na starość z tej miłości – Kupa gnatów, gówna, no i kości.

A także „godzinki”:
Zacznijcie wargi nasze jeść jaglane kasze. Zacznijcie ćlamać kasze zdętą, bo z pieca wyjętą. Zawitaj kromko chleba smalcem smarowana, Witaj kieliszku wódki czekany od rana. Witaj półlitróweczko z czerwoną karteczką Z czarnemi literami zmiłuj się nad nami. Zawitaj śledziu z beki dobrze zesolony, Jeszcześ nie namoczony, a jużeś zjedzony, Zawitaj śledziu z beki dobrze zesolony, Jeszcześ nie obdarty, a jużeś zeżarty.16

Okoliczności poprawin, charakterystyczne przebrania (za istoty nie z tego świata, za „duchy”17), parodiowanie śpiewów kościelnych, wygłaszanie „mądrości” małżeńskich i zamiana płci przywodzą na myśl obrzędowość zapustną. Być może jest to rodzaj kontaminacji ob-rzędowej, zwłaszcza, że kiedyś większość wesel na wsi odbywała się w czasie karnawału i zapustów. Wskazywałoby to na związki psiubaby z parodiami weselnymi powszechnymi niegdyś w Europie. Wyraźnie to widać na przykładzie parateatru drugiego dnia wesela, popularnego do dziś w niektórych regionach Polski, także we wschodnim Mazowszu, na Kurpiach Białych, na Podhalu, a zwłaszcza na Radomszczyźnie. Na Podhalu (Biały Dunajec) kobiety przebierały się za nieproszonych gości, tańczyły z dziewkami i śpiewały sprośne przyśpiewki. Na południowym Mazowszu (Rawskie) czy Radomszczyźnie (okolice Przytyka, Chlewisk) to przedstawienie nazywano dziadami weselnymi, a od lat 70-tych dziadem z Ameryki. Dziad z Ameryki Dziady weselne przedstawiano drugiego dnia rano. Zgarbionego dziada przyprowadzano na postronku, na nosie miał okulary z kartofla, narzucone miał na siebie jakieś szmaty czy prześcieradło, a na plecy zarzucony worek. Czasem prowadził go jako ślepego inny mężczyzna jako „przewodnik”.18 W worku dziad trzymał kota, który ściskany miauczał przeraźliwie, a także rozmaite przedmioty: buty nie od pary, kalosze, gacie, krowi łańcuch, stare, zużyte sprzęty gospodarstwa domowego jako „prezenty”, którymi obdarowywał młodą. Do każdego podarunku był ułożony wierszyk lub przyśpiewka, np. „Masz tu panie młody kawałek cytryny, żebyś se nie latał na inne dziewczyny” albo „Masz tu pani młoda kawałek bu16 17

podali Piotr Makowski z Mlądza i Franciszka Grzęda z Glinianki ; rozmowy w archiwum prywatnym autora P. Makowski 18 opieram się tu na rozmowie z Janem Tarnowskim z Domaniowa, muzykantem, który chętnie odgrywał dziada

5

raka, ażebyś powiła pierwszego chłopaka” itp. We wsi Glina za przewodnika przebrana była kobieta, która trzymając dziada na sznurku śpiewała:
Mam dziadka mam, ale go nie sprzedam, Bo mi za dziadka jeden grosz dają, Nie chce ja groszy jeden, bo mój dziadek tylko jeden, Dziadka nie sprzedam.

Następnie odbywała się śpiewana licytacja dziada aż do „groszy siedem”.19 Od lat 70-tych, epoki gierkowskiej prosperity, zwykły dziad zamieniał się coraz częściej w dziada z Ameryki lub ciotkę z Ameryki – krainy za siedmioma morzami, symbolizującej dobrobyt. Odgrywali ciotkę najczęściej mężczyźni śmiesznie przebrani w kolorowe fatałaszki, na modłę zachodnią, z pretensjonalną elegancją, przy czym wyśpiewywali swoje żartobliwe kuplety już do mikrofonu. Odgrywano też parodię ślubu w obsadzie męskiej. Podobnie jak w Kołbielskiem wywożono panną młodą na przodku od wozu lub saniach za wieś, do lasu czy „na doły” „Panna młoda” ubrana w welon z firanki trzymała bukiet ślubny z pokrzyw i dawała go wszystkim do powąchania. Trzymała na ręku „dziecko”, mamy tu więc do czynienia ze ślubem „zawitki” czyli panny z dzieckiem. „Młodzi” odgrywają sceny kłótni małżeńskich, parodię wesela i sakramentu małżeńskiego. Poza wsią następuje podział majątku, następnie weselnicy w chomątach zawożą młodych do sołtysa, który ma „zalegalizować” ten związek i umowę o podziale majątku.20 Pewną analogią może być tu zwyczaj publicznych oczepin panny z dzieckiem (lub pozbawionej „wianka”) praktykowany na pograniczu podkarpackim jeszcze w I poł. XX wieku, a zwany wstyd lub kugiel.
Jak dziewczyna się przespała, ksiądz ogłosił z cerkwi, że taka splamiła świętą wiarę, cerkiew. Na drugi dzień już od wójta szli. Wójt był taki Lepak Jakim. Pięć razy wójtem był. Wójtem był, a pisać nie umiał. Drugi był policjant, co nosił na sznurku węgierski róg. To była taka informacja. Wójt jakieś dyrektywy głosił, to on szoł wioską i trąbił na tym. A jak ksiądz ogłosił o tej dziewczynie, to na drugi dzień ten policjant Baligrodzki przychodził z logą i u wójta był taki kloc jak u masarniach mięso rąbać. Ta niewstydnica siadała na ten kloc i cały urząd. I babka była tak zwana, akuszerka, nie umiała nic żadnej medycyny, no, ale ona wiązała jej te kugiel, taki wstyd. Co to było? Kugiel, takie włosy, które robiły ją już kobietą, a ta siedziała na tym klocu i ten policjant trzy razy jej te włosy rozrzucał, a trzecim razem już zakręcił i ta babka zakręciła. Schodziła z tego kloca, ukłoniła się wszystkim, urzędowi i poszła.21

19 20

Na podstawie rozmowy autora z Heleną Szczur i Anną Meto z Gliny (Rawskie) Andrzej Bieńkowski, „Dziady weselne” (tekst przygotowany do druku ostatecznie nie ukazał się) 21 Daniel Tyrpak, wieś Chyrowa; rozmowa przeprowadzona przez autora w czasie badań terenowych w ramach laboratorium „Multikuturowe Podkarpacie”, 2008

6

Dzisiaj Jak wskazuje cytat otwierający niniejszą pracę dzisiaj kiedy mówi się o przebabinach lub psiej babie w środowiskach miejskich czy do nich aspirujących (słowo psiubaba używane jest wyłącznie na wsi), słychać echo tego starego zwyczaju, coś dzwoni – jak to mówią - ale nie wiadomo, w którym kościele. Po epoce, umownie rzecz biorąc, amerykanizacji polskich zwyczajów weselnych w ostatnich latach widać tendencję powrotu do tradycji. Przy czym odwołania te pozbawione żywego kontekstu tradycyjnej kultury pełnią raczej funkcję znaków, niektywnych linków. Nic dziwnego, że pozbawione mocy sybolizacyjnej, łatwo tracą oryginalny sens, zlewają się ze sobą, jak w poniższym cytacie z hasła „oczepiny” w wikipedii, co ma swoje znaczenie, gdyż to hasło cytują jak autorytet, dziesiątki internetowych stron dotyczących ślubu lub witryn muzycznych zespołów weselnych:
Przebabiny, czepinie, czepiny oto jak inaczej nazywają się oczepiny - dawny obrzęd weselny znany u większości ludów słowiańskich, podczas którego panna młoda symbolicznie przechodziła ze stanu panieńskiego w zamężny. 22

Stosunkowo rzadko spotykamy odwołania do fachowej, etnograficznej literatury jak to jest na stronie slubnetrendy.pl, gdzie przebabiny skojarzone są z przenosinami w oparciu o pracę Barbary Ogrodowskiej.
Przenosiny czyli przeprowadzka Inaczej nazywane zwoziny, oddawiny, przebabiny. Była to uroczysta przeprowadzka panny młodej i jej ślubnej wyprawy na nowe gospodarstwo. Wyrażały ostateczne wyłączenie panny młodej z jej dotychczasowej rodziny i grupy panien oraz wejście nie tylko do nowej rodziny męża, ale przede wszystkim do nowej grupy społecznej mężatek i otrzymanie statusu gospodyni. 23

Podsumowanie Na początku chciałem się odnieść do geograficznego zasięgu wesel urządzanych jeszcze do niedawna z elementami tradycyjnych parodii – psiu-baby i różnych odmian dziadów weselnych, a później (najczęściej) ciotki z Ameryki. Otóż są to tereny wiejskie położone w pewnym oddaleniu od większych miast – Mazowsze Kołbielskie, część Puszczy Białej, „interior” radomski. Są to okolice, w których zaznacza się silniejsza wspólnotowość, ściślejsze więzi lokalne i wydaje się naturalne, że wyraża się to w potrzebie parodii, generalnie śmiechu, który generowany jest za pośrednictwem oddolnie wprowadzanych form. Kultura śmiechu jest tym, co spaja lokalne społeczności – scenki, kuplety, przebieranki są częściowo
22 23

np. http://www.zespol.weselny.com/oczepiny.html, czy http://zareczyny.pl, www.slubomania.pl www.slubnetrendy.pl ; Na podstawie: B. Ogrodowska, Zwyczaje, obrzędy i tradycje w Polsce, Warszawa 2001.

7

improwizowane, wyrażają się w nich lokalne konteksty, niezrozumiałe dla przybysza, obcego. Spełniają funkcję integrującą poprzez zakreślenie kręgu rozumiejących, co zarazem pozwala określić kto znajduje się poza tym kręgiem. Śmiać się może tylko ten, kto zna dane stosunki na wylot, obcy generalnie niewiele z nich rozumie. Rola więziotwórcza śmiechu weselnego spełnia się też w tym, że funduje on niejako nową wspólnotę, związek dwóch rodzin, młodego i młodej. Jest to także rodzaj próby jak silne to mogą być więzi. Rzecz charakterystyczna dzisiaj, że także w miasteczkach i miastach, wszędzie, gdzie w obrzędzie weselnym uczestniczą szczególnie silnie zintegrowane, zżyte rodziny wielopokoleniowe czy nawet paczki znajomych, które łączą mocne więzy bujnego życia towarzyskiego (szczególnie kawalerki), tam pojawia się wzmożone zapotrzebowanie na śmiech i rozmaite zabawy czasem zupełnie już nowe i wymyślane na poczekaniu jak ta cytowana poniżej, w której o efekcie parodystycznym decyduje użycie przekręcanych wyrażeń z języka włoskiego. Na miejscu będzie przypomnieć, że sytuacja ta wykorzystuje popularny w Polsce stereotyp Włochów jako narodu szczególnie przywiązanego do wartości rodzinnych:
Nie każdy wie, że Pan Młody przed ślubem należał do Klubu Starych Kawalerów. Cały klub przebywa teraz we Włoszech i przesyła telegram z życzeniami. Żeby udowodnić, że naprawdę przebywają we Włoszech będziemy czytać w oryginale i tłumaczyć: „Dzień dobry drogi Kamilu/Bongiorno Kamillo frajeri bardzo nas cieszy/Kontato schizofrenio że się ożeniłeś/Liberta kaput w tym uroczystym dla Ciebie dniu/Akademio kabaretto życzymy Ci wiele radości i czczęścia/La dyscyplina dyktatore pojąłeś piękną żonę/Paloma maszkarone po weselu rozpoczniesz normalne życie/Katorga, galera, patoga wasz związek będzie pełen miłości/Finito amore… potem może przyjdą dzieci/Cinquecento bambini zostaniesz ojcem/Padre Virgilius będziesz się cieszyć tą perspektywą/Silencio mortale dbaj o teściową/Arszenikos cyjankare i o teścia/Piwencjo kuflozo a zostaniesz doceniony/Vizitato prokuratore życzymy Ci/Gratulacjone miłej współpracy/Non kolaboracjone dużo pieniędzy/Forsa finito ładnego mieszkania/Apartamento sutereno dobrego samochodu/Karocze sireno udanych wakacji co roku/Prego ciao Italia Bongiorno ogródek, sekator, działka Tego wszystkiego życzą Ci koledzy ze słonecznej Italii – Cavalieros Sicilianos Italianos. Podpisano koledzy z Klubu Starych Kawalerów/Kumplos smutatos. P.S. Pozdrowienia dla gości weselnych/Bongiorno stonka inwazione.” 24

24

http://www.na-wesele.com/oczepiny; nie zlokalizowałem miejsca pochodzenia tego tekstu, więc wyprowadzenie wniosku o nawiązaniach do tradycji szlacheckiej i przynależnych jej makaronizmów wydaje się zbyt daleko idące.

8

Każda sytuacja, w której podlegamy jakiejś całościowej zmianie prowokuje momentalnie odruch weryfikacji. Chwile niepewności i zagubienia mobilizują nas do podjęcia adaptacyjnych gier i rytuałów. Nawet kiedy przymierzamy przed lustrem nową czapkę, układamy ją w różnych pozycjach, wyłapując intuicyjnie te, w których nam, jak sądzimy, do twarzy, a zaraz potem zsuwamy czapką na bakier (bo nie jesteśmy jeszcze pewni, wątpimy), na czubek głowy, śmiejąc się zaczynamy stroić miny, aby w ten sposób złapać dystans i ostatecznie zdefiniować i zatwierdzić nasz zasadniczy odtąd styl noszenia czapki. Już w trakcie obrzędu weselnego, kiedy małżeństwo wciąż się dokonuje, proces jego zawierania trwa, pojawia się we wspólnotach tradycyjnych spodziewany, a na współczesnych weselach posttradycyjnych raczej niespodziewany (chociaż pożądany) błazen, który krąży wśród weselników, podstawiając im zwierciadło, zwłaszcza głównym bohaterom. Gdyby zajrzeć do wcześniejszych momentów obrzędu weselnego, okaże się, że porządek opaczny jest już w nim obecny wcześniej obok porządku oficjalnego (dzisiaj są to np. tzw. bramy), a momenty, na których skupiam uwagę w niniejszym tekście jawią się jako finał tej gry czy zmagań. Chociaż nie są to zmagania dwóch równoprawnych, przeciwnych sobie światów. Zgadzam się tu z Schindlerem. Formy i sposoby przejawiania się świata na opak w swojej negacji świata oficjalnego potrafią być radykalne, porywająco ekspresyjne, łudząco alternatywne (lustrzane odbicie). Wyrażają jednak „nie tyle jakieś albo-albo, ile sceptyczne tak-ale.”, nie są „nieporządkiem przeciwstawionym porządkowi normalnego życia, ale dopiero razem z nim stanowią cały porządek. Ukazują drugą stronę wszystkich rzeczy, definiujących się przez jej wyeliminowanie”25 Radykalne przekroczenia, np. parodiowanie ślubu kościelnego, przekleństwa na melodię liturgiczną itp. nie świadczą o buncie, nie dążą do ustanowienia nowego ładu, stanowią coś w rodzaju podszewki, memento. Jeśli w chwili śmierci człowiek „ogląda film” z całego swojego życia, to w czasie wesela panna, która symbolicznie umarła, jest świadkiem (w rozumieniu Jerzego Grotowskiego, a więc widzem-uczestnikiem o specjalnym statusie) inscenizacji jej przyszłości.
„Nie wolno wam się jeszcze okłamywać, jeszcze nie jesteście małżeństwem. [...] Od tej chwili jesteście małżeństwem aż do Twojego znudzenia, aż do jego znudzenia.” 26

To pragmatyczne memento, zdroworozsądkowa świadomość marności i względności, wyzbyta złudzeń trzeźwość tego i wyżej cytowanych w pracy tekstów każe przypuszczać, że parodie weselne są okazją do krytyki instytucji małżeństwa, a może też „kryją w sobie mo-

25 26

Norbert Schindler, Ludzie prości, ludzie niepokorni, 2002, s. 331 ibidem, przykład z Węgier, s. 332

9

ment niepokorności”27, są zdławionym i wypartym doświadczeniem, być może niegdyś o potencjale zmiany i buntu. O czym jeszcze mówi komiczne przedstawianie ślubu panny z dzieckiem? Czy jest to tylko parodia obrządku kościelnego, który przecież nie jest obyczajem pradawnym, bo dopiero po soborze trydenckim zaczął być powszechnie wprowadzany w życie i egzekwowany? Skoro jak wiadomo „maska niczego nie skrywa, tylko wydobywa na światło dzienne, to co zostało ukryte, maska demaskuje”·? 28 Zatem może i pozostające poza oficjalną normą związki przedślubne, a powszechnie na wsi praktykowane, w ten sposób uzyskują jakiś udział w oficjalnej sankcji, świecąc jej światłem odbitym? Maska je odkrywa, a konwencja parodii odwraca uwagę, ukrywa. Fikcyjne wesela zapustne znane są już od XVII w Niemczech, rozpowszechniały się jednak od wieku XVIII, za sprawą dworskich maskarad, zwanych „chłopskimi weselami” (rodzaj buntu przeciwko etykiecie dworskiej). Wydaje się, że tępione przez kościół mogły znaleźć właśnie azyl w drugim dniu obrzędu weselnego.

27 28

ibidem, s.195 ibidem

10