You are on page 1of 72

W TCZEWIE

FARA

W

ŚW. KRZYŻA

TCZEWIE

OPIS KOŚCIOŁA

I

DANE

ZESTAWIŁ

HISTORYCZNE

KS. PRÓB. A. KUPCZYŃSKI

TCZE W

1939

R.

NAKŁADEM KANCELARII PARAF. FARY ŚW. KRZYŻA

Słowo wstępne

W przyszłym roku, gdy - oprócz wieży - główny remont kościoła naszego będzie już na ukończeniu, wydamy dokładny opis kościoła i parąfji św. Krzyża z bardzo licznemi ilustracjami. Będzie to większe dziełko, a przedewszystkiem z powodu licznych ilustracji droższe, więc dla szerszego ogółu niedostępne; dlatego postanowiliśmy w tym roku w czasie kolendowym w każdej rodzinie złożyć krótki opis kościoła naszego, aby wszystkim umożliwić zapoznanie się z zabytkami naszemi i przygotować niejako to droższe i bogatsze co do treści wydanie. Za niniejszy opis kościoła prosimy o mała choćby ofiarę na kościół, na ile kogo stać.

Początki parafii i kościoła.

Kościół św. Krzyża, zwany obecnie Farą św. Krzyża, a dawniej "ecclesia archipresbiterialis" lub nawet "principalis", należy do najstarszych w diecezji

naszej, a od kościoła samego, obecnego, jeszcze starszą jest parafia, obejmująca całe nadbrzeże Wisły. Kroniki wymieniają bowiem "plebana z Dersowe" już

w 1258 jako świadka oddania wsi Pogódki

Klasztorowi w Doberanie. Według aktu wizytacji kościelnej z roku 1729 miało się odbyć poświęcenie

kościoła i założenie parafii w roku 1226, lecz nie jest to pewne, gdyż źródło tej wiadomości nie podane. W każdym razie przed rokiem 1258 parafia istniała, a więc musiał być i kościół. Być może, że pierwotny kościół uległ zniszczeniu, gdyż kościół obecny według twierdzeń uczonego niemieckiego budowano od początku wieku trzynastego (a więc po roku 1200) do połowy wieku czternastego. Haise w swoich "Baudenkmaeler" podaje, iż książę Sambor stawił w roku 1275 Cysterskom z Chełmna do dyspozycji kościół w Tczewie z bogatą dotacją, lecz zakonnice

nie korzystały z tej darowizny. Ponieważ część

kościoła z wieżą jest najstarsza, i według Heisego w

górnej części wieży były pierwotnie dwie sklepione kaplice (może z przeznaczeniem dla Cystersek), należy przypuszczać, iż to była ta najpierw wykończona część kościoła, (może w roku 1226 poświęcona), a prawie równocześnie budowano dalej znów od prezbiterium począwszy ku wieży; sklepienie w prezbiterium jest najdokładniej wykonane i uważa

je Heise za najstarsze. Wykończenie środka jest

późniejsze, a kaplice dobudowano powoli, tak iż całość kościoła była zdaniem Heisego przed rokiem 1364 wykończona.

Wnętrze kościoła.

Sklepienie w całym prawie kościele (prócz trzech kaplic) jest gwiaździste, bardzo misternie wykonane, a spoczywa w środku na sześciu ośmiokątnych potężnych filarach. Długość kościoła wynosi 45,5 m.,szerokość 18,5 m., bez kaplic, a z kaplicami 28,5 m., i wysokość 14,6 m. Grubość

murów wieży wynosi 2,40 m., a wieża ma 13,75 m., szerokości i 10 m. głębokości wraz z murami, wysokości około 30 m., a nadbudówka drewniana przeszło 12 metrów. Dach kościelny został zaraz odnowiony, lecz ornamenty stylowe w górnej części murów kościelnych nie zostały już wznowione. Wieża spalona

w górnej swej części dostała tylko drewniane

nadbudowanie, istniejące jeszcze obecnie. W czasie pożaru stopił się największy dzwon, a z pozostałości

odlano już w roku 1588 nowy dzwon.

Pożar w Tczewie w r. 1577.

W odpowiedzi na interesującą wszystkich kwestię, kiedy uległa górna część wieży zniszczeniu,

podajemy: stało się to albo w roku 1433, gdy Hussyci Tczew oblegali, albo co prawdopodobniejsze, w roku

1577 podczas oblężenia Tczewa przez wojska Stefana

Batorego idącego na Gdańsk, gdy przez nieszczęśliwy wypadek prawie całe miasto uległo postawie ognia;

wynikałoby to z tego, że w dwa lata później król Stefan Batory odnowił wszystkie przywileje miasta, które były przechowywane w wieży księżej

("Pfaffenturm") znajdującej się w pobliżu kościoła (przy wyjściu obecnym z cmentarza kościelnego ku ulicy Podmurnej), a które wówczas, w roku 1577 razem z wieżą uległy zniszczeniu. Wiadomość ta pochodzi z notatki ówczesnego burmistrza Tczewa (Abraham Hensel), który był świadkiem naocznym pożaru, w dniu 4 października

1577 w południe.

Jeszcze dane historyczne.

Reformacja t. j. nauka Lutra już bardzo wcześnie dostała się do Tczewa poprzez Gdańsk. Już zdaje się krótko po roku 1525 większość parafian, przynajmniej zamożniejsi, odpadli od kościoła katolickiego. Pamiętać nam trzeba, że większość ówczesnych obywateli miasta Tczewa to Niemcy; rządzili się prawem lubeckim (wolnego miasta hanzeatyckiego Lubeka) jak Gdański i Malborg, od których Tczew był zupełnie zależny. Zachodziły przecież wypadki, że Malborg nie pozwalał

przyjmować w Tczewie Polaków do cechów rzemieślniczych. Polakom wolno było osiedlać się tylko poza murami miasta, gdzie mogli sobie budować tylko szałasy lub lepianki z powodu niebezpieczeństwa wojennego. Miastem rządzili Niemcy, w języku niemieckim i w duchu niemieckim. Tak działo się w Polsce pod panowaniem rządów polskich, zbyt liberalnem i łagodnem. W kościołach przeciwnie. Duchowieństwo katolickie prawie wcale po niemiecku nie umiało, więc

w takim Tczewie mogli się Niemcy czuć nieswojo w

kościle. Lecz wszystko było spokojnie, aż naraz po roku 1520 poprzez Gdańsk dostała się "reformacja", nauka Lutra, do Tczewa. Wiadomo, że Luter zniósł język łaciński w liturgii kościelnej, aby łatwiej trafić pomiędzy lud nieoświecony. Skoro więc "predykanci" luterscy przybyli do Tczewa i z tupetem wtargnęli do kościoła i zaczęli po niemiecku prawić, od razu zyskali sobie prawie wszystkich mieszczan. W taki sposób tłumaczyć sobie trzeba szybki przewrót w duszach katolików niemieckich w Tczewie i ich odszczepieństwo. I otóż całe miasto stało się w krótkim czasie luterskim.

Ponieważ poszczególne cechy miały swoje kaplice i ołtarze w kościele, zawładnęły cechy kościołem około 1525 i zaprowadzono nabożeństwa niemieckie i luterskie. Przez niemal 70 lat był kościół nasz pod okupacją stałą lub częściową ewangelików;

a chociaż lutrom przyznano kaplicę św. Jerzego w

obrębie obecnego cmentarza luterskiego, jednak wrócili do głównego kościoła, aż ich w roku 1595

zupełnie usunięto.

Podobne dzieje przechodził równocześnie i kościół klasztorny Ojców Dominikanów. Majątek klasztorny Bałdowo z przyległościami zabrali, zdaje się, polscy odszczepieńcy. A miasto zabrało prawie

całą

dotację kościelną i proboszczowską, o którą się później beskutecznie z miastem procesowano (akta

procesu ks. Stachorowskiegoz magistratem tczewskim

o 3 włóki i 37 mórg); tak zwane "Nonnenhufen",

przyznane przez Sambora Cysterskom, wsiąkły w obszarach miasta bezpowrotnie, a nawet przez mistrza Krzyżackiego Wynryka z Knyprody 3 włóki plebanki przepadły na zawsze.

Kościół podominikański.

Mestwin II, Książe Pomorski był fundatorem kościoła klasztornego Ojców Dominikanów w roku

1289. Ponieważ na dole stał niegdyś zamek książęcy,

a znów w bok zaraz kościół farny, więc areał

przyznany 00 Dominikanom pod kościół i zabudowania klasztorne był ściśle ograniczony wprost na stopy. Za to przyznał Mestwin II zakonnikom większą dotację poza obrębem miasta.

Zakon Dominikanów został przez rząd pruski

w roku 1818 zniesiony, a kościół podominikański

oddany parafii katolickiej. Ponieważ dach na kościele parafialnym uległ ogromnemu zniszczeniu, przeciekał w wielu miejscach, przez co cierpiało sklepienie, przeniesiono

w roku 1830 nabożeństwa do kościoła poklasztornego. Luteranie, którzy zajmowali po zniszczeniu w czasie wojen szwedzkich kościoła św. Jerzego przebudowany spichrz Komturstwa Krzyżackiego, zwrócili się o pomoc do króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III. Król pruski ofiarował wobec tego z łaski ("Gnadengeschenk") 5000 talarów parafii katolickiej na remont fary z zobowiązaniem oddania kościoła podominikańskiego gminie luterskiej. Remont gruntowny dachu i wnętrza został przeprowadzony od 1839 do 1841 roku. Przy tej okazji został dach o 5 metrów obniżony, jak to widać na wieży od strony Wisły. Od 14 litopada 1830 roku do 5 grudnia 1841 roku odbywały się nabożeństwa parafialne w kościele podominikańskim. Dopiero w drugą niedzielę adewntową (5. XII.) 1841 odprawił ówczesny proboszcz ks. Mettenmeyer uroczyste nabożeństwo we farze w asyście pięciu księży.

Remont kościoła farnego.

Remont ówczesny, wykonany sumptem 9600 talarów, a więc nieomal 30000 marek - ogromna to suma na owe czasy - był, jak pisze ks. Mettenmeyer już nie "restauratio" (remont, naprawa), lecz wprost "reaedificatio" t. j. odbudowa i przebudowa kościoła. Przeróbki i przebudowy były wszechstronne. Prócz obniżenia dachu na kościele, został obniżony i dach zachrystii, wskutek tego skasowano również chórek ponad nią znajdujący się wraz z organkami -

pozytywką - zamurowano wykusze u góry i dojście do niego po stronie ewangelii wieliego ołtarza. Zrobiono za to wejście z zewnątrz do zakrystii, za którą znajdował się skarbiec, a obecnie druga zakrystia z stołem kredensowym, gotowalnia i ubieralnia dla duchowieństwa. Druga zakrystia znajdowała się według starych wizytacji jeszcze po drugiej stronie wielkiego ołtarza, po stronie lekcji, lecz jak podaje wizytacja przez ks. Krolau, 14 marca 1729 odprawiona, była ona bez okna i nieużywana - może nie była to zakrystia, lecz kruchta względnie tak zwany "babiniec" do wywodów i chrztów, gdyż niedaleko znajdowała się chrzcielnica.

Sygnaturka

Sygnaturka t. j. lekka drewniana (zdaje się) wieża, znajdująca się w środku kościoła ponad "łukiem tryumfalnym", z sygnarkiem tam umieszczonym, dającym dzwonieniem znak rozpoczynania się nabożeństwa, a czasem także

obwieszczającym nieobecnym uroczystą chwilę, "przemienienia" czyli podniesienia podczas uroczystego nabożeństwa, została po spaleniu kościoła odbudowa, gdyż wspominają o niej wizytacje z roku

1729

i 1765, lecz podczas obniżenia dachu w roku

1839

i po przebudowie dachu i kościoła została

widocznie zniesiona.

Łuk tryumfalny.

"Łuk tryumfalny" znajdujący się przy zakończeniu "chóru" kościelnego t. j. tam gdzie rozpoczynają się boczne nawy, o którym wspomina ks. Krolau w roku 1729, wówczas, zdaje się, przestawiony, a dopiero podczas gruntownej przebudowy wnętrza w latach 1906 do 1916, zniesiony gdyż "konserwator" Heise w swoich "Baudenkmaler" z roku 1885 o nim wspomina, a nie pisze, że go już nie ma.

Ołtarze.

Wielki ołtarz. Według wizytacji kanonicznej ks. Krolaua z 14 marca 1729 został wielki ołtarz, obecny, ustawiony w roku 1690. Czytamy tam "est totum sculptum, sed rudi sculptura, ideo antę aliąnot annos 4 statuae amotae et melioris sculpturae 4 impositae. Altare hoc nondum est pictum" t. j. jest cały rzeźbiony, ale rzeźba pospolita (ordynarna), dlatego przed kilku laty usunięto 4 figury a ustawiono cztery inne, lepiej (artystyczniej) rzeźbione. Ołtarz nie jest dotąd malowany". Była więc całość w stanie surowym. W wizytacji ks. kanonika Trochowskiego z dnia 9 litopada 1765 roku czytamy, że wielki ołtarz nowy, "sztuką rzeźbiarską ozdobnie wykonany, lecz dotąd nie malowany i nie złocony". Trwało więc to rzeźbienie i przyozdabianie długo. Nie wiedzieć, czy

s

wreszcie podczas przebudowy kościoła w roku 1839-41 został zupełnie wykończony, czy też dopiero w latach 1906-16 o co prawdopodobniejsze dokonano malowania i złocenia z całym artyzmem, jak go dziś oglądać możemy. Ks. Krolau wspomina, iż w wielkim ołtarzu ponad tabernaculum była rzeźba Trójcy Przenajświętszej koronującej Matkę Boską; tymczasem obecnie mamy rzeźbę Trójcy świętej u góry, a rzeźby Koronacji Matki Boskiej wogóle niema. Taksamo nie wiemy, czy starożytny obraz Ukrzyżowanego Pana Jezusa był od pocątku w ołtarzu umieszczony, - piszą wprawdzie obaj wizytatorzy, że wielki ołtarz jest "in honorem Crucifixi Domini", ale nie wspominają ani o rzeźbie, ani o obrazie Ukrzyżowanego. Ks. Krolau pisze, że "in porticu Ecclesiae" t. j. w przedsionku kościoła wisi wielki obraz Ukrzyżowania, lecz dodaje "simplicis picturae" t. j. podrzędne malowanie, lecz chyba o naszym "Rubensie" czy też "Van Dycku" nie mógłby tego twierdzić ks. wizytator kanoniczny Krolau, który miał - odnosi się wrażenie - badawcze i krytyczne oko i znał się na sztuce.

Opis ołtarza.

Wielki ołtarz przedstawia się wprost wspaniale. Prawdziwe arcydzieło stylu barokowego! Zbudowany jest w trzech głównych kondygnacjach. Na szczycie tryumfuje Chrystus w chwalebnem Swem

Zmartwychwstaniu, okazała przeszło naturalnej wielkości figura, rzeźba znakomita, pełna godności i majestatu osoba, z chorągwią czerwoną adamaszkową

w ręku.

Poniżej w rzeźbach misternych, Bóg Ojciec jako starzec poważny, trzymający ręce uniesione, błogosławiące, jakoby ukrzyżowanego i zdjętego z krzyża Syna Bożego, ponad nim Duch Święty w

postaci białej, srebrnej gołębicy. Poniżej na wielkim obrazie przedstawione "zdjęcie z Krzyża" (być może,

że tu była pierwotnie rzeźba Koronacji Matki Boskiej

wniebowziętej, a później dla harmonii z całością ją usunięto). Pod tym obrazem przedstawiony Chrystus na Krzyżu Konający, a pod krzyżem Najśw. Marja Panna, św. Józef i Marja Magdalena - obraz około 3 na 4 metry wysokości. Obraz ten jest wielkiej artystycznej wartości, pochodzący z siedemnastego wieku, szkoły falmandsko - holenderskiej Rubensa lub Van Dycka, prawdopodobnie przez uczniów tegoż malowany, gdyż Van Dyck z szczególniejszem zamiłowaniem malował obrazy Ukrzyżowanego i Zdjęcie z Krzyża. W górnej kondygnacji wznoszą się cztery figury aniołów, asystujących Trójcy Świętej i Ją adorujących - zdaje się, że te aniołki to dodatek późniejszy, gdyż z całością ołtarza nie są właściwie w harmonii. W środkowej po obu stronach w zagłębieniach święci apostołowie Bartłomiej i Jakób. W dolnej kondygnacji święci Piotr i Paweł apostołowie. Figury wszystkie znakomicie i stylowo rzeźbione, a także malowane.

Filary w obu kondygnacjach wprost arcydzieła

sztuki snycerskiej, wyginane, a na nich winogrona, złocone i matowo patynowane. Kapitele nad filarami z nadzwyczajnym pietyzmem rzeźbione. Tabernakulum niestety nowocześniejsze, psuje harmonię potężnego wrażenia, które sprawia ołtarz.

Ambona.

Ambona w stylu barokowym pochodzi z tego samego czasu co wielki ołtarz i z równym pietyzmem bogato artystycznie rzeźbiona. Na balustradzie schodowej ozdobnie i stylowo rzeźbionej przedstawionych pięciu uczonych i doktorów kościoła, wokoło w czworobok łamanej kazalnicy, czterej ewangeliści, a na tylnym plafonie przedstawiony baranek apokaliptyczny. Wspaniały baldachim wznosi się nad amboną, na szczycie jego 6 aniołków, przedstawicieli rozmaitych narodów i ras (nawet malajczyk, indianin i murzyn) jako, że Kościół Chrystusa jest powszechny. Dźwigają oni niejako glob ziemski, z której wyrasta w wspaniałej aureoli znak Chrystusa I.H.S. O ambonie czytamy w wizytacji z roku 1765: "Ambona nova affixa pavieti in fine primi chori versus cornu evangelii arte sculpturea, depicta et deaurata" - ambona nowa przymocowana do ściany przy końcu pierwszego chóru po stronie ewangelii, artystycznie rzeźbiona, malowana i złocona. Wizytacja z roku 1729 mówi jeszcze o starej ambonie, widocznie nową potem ustawiono. Z amboną kończy się "pierwszy chór"

kościoła w górnej części pod sklepieniem był dawniej łuk tryumfalny z "pasją", ponad nim wznosiła się ongiś smukła drewniana sygnaturka.

Kaplice i boczne ołtarze.

Według protokołów wizytacyjnych były w wszystkich kaplicach ołtarze, z wyjątkiem Matki Boskiej Różańcowej, która była tylko wejściem bocznym i tam musiała być ta ciemna "druga zakrystia", a po stronie lekcji ołtarza św. Anny (pisze wyraźnie ks. Krolau w roku 1729) znajdowała się chrzcielnica, dlatego kaplica obok była poświęcona św. Janowi Chrzcicielowi. Kaplicami i ołtarzami w nich zajmowały się poszczególne cech, a nawet tak samowolnie się w nich rządziły, że w czasie reformacji gdy od roku 1525 do 1595 był kościół pod częściową lub zupełną okupacą lutrów, cechmistrze nie chcieli wydać utensylji kościelnych (n.p. kielicha, mszału, ornatu, o ile mieli własne) ani ks. proboszczowi ani wizytatorowi, dlatego był kościół w coraz większym zaniedbaniu i ulegał zniszczeniu. Nadmienić nam trzeba, że kaplice były pierwotnie niższe, lecz już w połowie czternastego wieku sklepienia podwyższono i wyrównano z nawami, aczkolwiek nie wszystkie są zupełnie równe. Sklepienia są gwieździste, jak w nawach, jednakże w trzech kaplicach, gdzie widocznie w czasie pożaru i sklepienie ucierpiało, dano sklepienia skromne.

Ponieważ ks. Krolau w swym protokóle wizytacyjnym najdokładniej podaje rozkład ołtarzy i kaplic i rozmieszczenie na nich świętych Pańskich, więc podług jego zestawienia podajemy spis najpierw kaplic potem ołtarzy:

A. Kaplice po stronie lekcji po stronie wielkiego ołtarza:

1) św. Jana Chrzciciela (fundowana przez rodzinę Czarlińskich z Czarlina, dlatego herb Czarlińskich jeszcze obecnie w ołtarzu umieszczony) 2) św. Aniołów Stróżów z figurą Anioła Stróża 3) Przemienienia Paiiskeigo (nad wejściem bocznym) 4) Trzech Króli (gdzie obecnie chrzcielnica)

B. Kaplice po stronie ewangelii:

1) św. Apostołów Piotra i Pawła 2) św. Mikołaja, biskupa, patrona kościoła naszego 3) św. Jakóba Starszego Co do utrzymania, to na utrzymanie kaplicy św. Jana wpływało 6 florenów i 20 groszy w 2 ratach rocznie z domu obok plebanii położonego, który był widocznie własnością Czarlińskich. Kaplicę Aniołów Stróżów utrzymywało bractwo. Kaplicę Przemienienia Pańskiego utrzymywał co do świec prepozyt t. j. proboszcz. Kaplicę Trzech Króli cechy. Kaplicę św. Piotra i Pawła rybacy. Kaplicę św. Mikołaja rolnicy z tczewskiej, subkowskiej, a także i z miłobądzkiej parafii. Kaplicę św. Jakóba kilku rzemieślników.

C. Ołtarze po stronie lekcji:

Anny (skromnie malowany);2) św. Józefa

1722);3) św. Rocha (skromnie

malowany). D. Ołtarze po stronie ewangelji:!) Matki

(nowy

1)

św.

z

roku

Boskiej (nowy, ozdobny, z dwoma obrazami: Matki Boskiej i św. Bernarda);2) św. Jana Nepomucena (nowy, malowany i złocony z dwoma obrazami: św. Jana i u góry św. Remigiusza (jak obecnie).

W późniejszej wizytacji z roku 1765 widzimy

poczynione zmiany. Wiemy z poprzedniej wizytacji,

że niektóre ołtarze, a głównie pewnie obrazy były zniszczone. Te widocznie usunięto. I tak nie ma kaplicy św. Jana, pewnie tam przeniesiono

chrzcielnicę, a ołtarz przestał istnieć mimo, że figura św. Jana Chrzciciela była wprost artystyczna, (obecnie kaplica Niepokalanego Poczęcia). W następnej kaplicy przybyła figura Matki Boskiej Niepokalanej, lecz nie obecna, gdzyż ta pochodzi z lat ostatnich (1906-16), może ta, wartościowa zresztą, którą stawiamy na maj

i październik, a na zwykłe stoi na dole w ołtarzu różańcowym.

Po drugiej stronie nastąpił zupełny przewrót:

pozostał tylko św. Jakób starszy, usunięto św. Piotra

i Pawła, jakoteż św. Mikołaja, a na ich miejsce podaje

wizytator św. Apolonię i Opatrzność Boską. Św. Mikołaj przeniesiony w ołtarz, być może tam, gdzie jest obecnie (ołtarz Serca Jezusowego). Niema ołtarza Matki Boskiej, za to św. Jan Nepomucen na obecnem miejscu. A jako ostatni ołtarz figuruje Matka Boska Bolesna, według opisu zgodnie z obecną figurą "Matki

Boskiej trzymającej ciało Pana Jezusa, zdjęte z krzyża;

a rzeźba ładnie wykonana". Dodać wypada, że myśmy

ją znaleźli na strychu, a jestto rzeźba, pochodząca z siedemnastego wieku, lub nawet starsza, których niewiele istnieje.

W takim stanie przejmuje pewnie ks.

Mettenmeyer (od 1838 do 1871 proboszczem) kościół. Przeprowadził on ten wielki remont kościoła w latach 1839-41. Wtenczas przeniósł on, mając oddać kościół podominikański lutrom, z tego kościoła wiele ołtarzy, tak iż konserwator Heise pisze w roku 1885 o 17 ołtarzach i niewierny tylko, gdzie je porozmieszczano. Ks. prób. Mettenmeyer przejął parafię w roku 1838, gdy kościół zawalał się wprost i wskutek tego odprawiały się nabożeństwa przez lat jedenaście to jest od 14 listopada 1830 roku, do grudnia 1841 roku w kościele podominikańskim, który to został po usunięciu Dominikanów i konfiskacie kościoła w roku 1818 oddany gminie katolickiej. Niestety wtenczas właśnie uległ zupełnemu zniszczeniu kościół luterski a dawniejszy spichlerz komturski przy końcu ulicy Rybackiej położony, ponad Wąską, gdzie obecnie p.Struczyński wybudował swój dom. Lutrzy pewnie już dawno szturmowali do rządu pruskiego o przyznanie im kościoła podominikańskiego, lecz dopiero w roku 1839 wystąpił rząd z konkretną propozycją udzielania nadzwyczajnej zapomogi w wysokości 5000 talarów na odrestaurowanie kościoła św. Krzyża. Kościół musiał być okropnie zdemolowany i zniszczony, kiedy ta głównie zewnętrzna restauracja uczyniła niomal 30.000 marek. We wnętrzu wykonano wtenczas pewnie tylko najgłówniejszy remont. Ks. Mettenmeyer robi bowiem w maju 1864 notatkę, iż umieszczono dwa kolorowe okna przy wielkim ołtarzu, lecz nie były to obecne witraże, a skromne okna znajdujące się obecnie w pudłach nad sklepieniem kościoła. Widocznie na ten wydatek nie

starczył już pieniędzy. W roku 1865 notuje ks. M. ułożenie dachu łukowego na prezbyterium kościoła. Widocznie i na ten wydatek nie starczyło już pieniędzy w roku 1841. W roku 1867 zostały dwie chałupki stojące na cmentarzu po stronie ulicy Dominikanów, policyjnie zamknięte i musiały być rozebrane. W takim spustoszeniu pozostał plac naokoło kościoła, a także wnętrze kościoła, gdy 23 kwietnia 1871 przez długi czas chorujący, a w końcu zaniewidziały ks. prób. Henryk Mettenmayer umarł.

Ks.

prób.

Robert Sawicki.

Z dniem 1 lipca 1871 przejmuje po nim parafię ks. prób. Robert Sawicki, trzydziestoletni w pełni sił i zdrowia kapłan, który odznaczony w wojnie francuskiej żelaznym krzyżem pierwszej klasy i mając kontakt z wyższemi sferami dworu panującego mógł niejedną sprawę z korzyścią dla parafii i Kościoła przeprowadzić. Ks. Sawicki czekał widocznie cierpliwie, sondując położenie w miejscu i "u góry". I tak mieszkał w starej walącej się plebani zbudowanej w roku 1713 z "pracy" i w tak zwany "pruski mur", której stan był już w roku 1838 przedstawiony jako bardzo zły. Budynki gospodarcze w małem podwórku przy plebanii były w podobnym stanie. Załatwiał mniejsze sprawy nie wymagającego wielkiego nakładu pieniężnego. Pamiętajmy, że były to czasy "walki kulturalnej" najostrzejszego napięcia między luterskim

państwem, a Kościołem katolickim. I tak w roku 1878 postarał się o nowy obraz Matki Boskiej Różańcowej (Aniołki z różyczkami białemi, czerwonemi i żółtemi) i cały ołtarz w obecnym stanie wygotował, w zapiskach dodaje, że koszta pokryły "żywe róże" i Bractwa różańcowe. W roku 1876 kupuje ks. Sawicki od p. Netkowskiego jego małą własność ziemską tuż za miastem przy ul. Czatkowskiej położoną, tak iż ziemia plebańska zyskała przez to budynki plebańskie, których dotąd prawie nie było. W roku 1881 przeprowadził radykalną zmianę w kościele, urządzając w kaplicy Trzech Króli t. j. tam gdzie jest obecnie, umieścił wielką figurę św. Jana Chrzciciela i zaprowadził oszkloną ścianę i drzwi. Na owe czasy rzecz to nadzwyczajna, nam nie imponuje, szczególnie wygląd chrzcielnicy, która - (moim, dotychczasowym, zdaniem została narzucona przez rząd luterski), - gdyż tak typowo po lutersku wygląda. W roku 1882 pękł w czasie pogrzebowego dzwonienia największy dzwon "Jan" i został równocześnie z nim drugi ulany "Marya" wagi 56 i 23 centn. - prawdopodobnie rząd jako patron część swoją zapłacił, gdyż ks. Sawicki o odmowie nie wspomina. Do zmierzenia sił katolickiego proboszcza z miejscowymi sferami zawzięcie luterskimi i niemieckimi doszło, gdy ks. Sawicki w roku 1884 przeforsował sprowadzenie do Tczewa polskich "Sióstr Miłosierdzia", a nie zgodził się na Elżbietanki ani Franciszkanki (już w 10 lat później nie byłoby mu się to udało). Widząc chmury gromadzące się na horyzoncie, zabrał się teraz ks. Sawicki z całą energią

do eksploatowania miliardów francuskiej kontrybucji, żeby jaknajwięcej po "starej dobrej znajomości" dla swej parafii uzyskać. Pozostawia na razie Siostry na "pokomornem" przy ul. Kościuszki, potem w małej chałupce przy ul. Sambora 4, a zabiera się do forsowania spraw kościelnych. I udało mu się wypukać znaczne subwencje na ciągłe nowe inwestycje. W roku 1887 stawia obecnie jeszcze istniejący > płot odgraniczający cmentarz od ulic, na podmurowaniu żelazne sztachety i jako główne wejście na cmentarz trzy wielkie żelazne bramy. Stary drewniany płot na zarządzenie miasta swego czasu ustawiony, został usunięty. Teraz zaczął już ks. Sawicki czynić przygotowania do budowy plebanii i zabudowań plebańskich, jako też domu mieszkalnego dla urzędników kościelnych. Był to też już, zdaje się, najwyższy czas, żeby wydostać tak ogromne sumy. Kosztorys na wszystkie te obiekty wynosił nieomal 100.000 marek - było to nawet po połknięciu 5 miliardów franków z Paryża - zbyt wielka, jak na jedną pozycję, suma. Wybudowano gmach okazały, obszerny, na ówczesne stosunki może nawet idealny, ale według naszych obecnych zapatrywań mało wygodny i pretensjonalnie urzędowo wyglądający, lecz o to może chodziło. Plebania stanęła w roku

* 1895, a dom dla "służby" kościelnej w roku 1897. Celem pokrycia wszystkich zobowiązań swoich musiała parafia zaciągnąć pożyczkę amortyzacyjną, której resztki zostały 1924 r. spłacone. Lecz pewnej porażki już wtenczas doznał ks. Sawicki, gdyż władze państwowo-patronackie nie zgodziły się ani na

zakupienie gotowego innego gmachu korzystniej położonego ani na budowanie plebanii w innym miejscu, gdzieby mógł być ogród, lecz koniecznie musiało wszystko stanąć na starem miejscu. Taksamo dom dla urzędników kościelnych.

Budowa szpitali.

W roku 1894 zaczyna budowę Szpitala Sióstr Miłosierdzia, a już w pół roku potem niejako w odpowiedzi na tę śmiałość księdza katolickiego, rozpoczyna się budowa Szpitala Joanitów. Zaproszenie nadesłano jak na ironię i ks. prób. Sawickiemu, ale oprócz niego figuruje naczelny prezes Gossler, radcy zdrowia z "Oberpraesidium" w Gdańsku, landrat powiatowy Daehn, burmistrz Martius, przedstawiciele wielkich firm jak Muscate, obywatele z okolicy z baronem Paleske na czele. I nie pomogły już protesty ks. Sawickiego w Berlinie przeciw takiemu zbojkotowaniu Szpitala św. Wincentego, nie pomogło prowadzenie zebrań Pań Miłosierdzia i Bazarów w języku urzędowym niemieckim, - ten ks. Sawicki sprowadził do Tczewa "polskie" Siostry, pozwolenia nie wypadało cofnąć, ale dzieło (Szpital) ks. Sawickiego musiało być zniszczone. Jeszcze kuruazyjne zaproszenia obustronne, ale na tyłach zaciekła walka podjazdowa. I otóż w taki sposób dostało się to "międzynarodowe" stowarzyszenie czy nawet zakon Joanitów do Tczewa! Wówczas powołane do życia przez urzędowe sfery niemieckie z polskim

Szpitalem, a obecnie przez różne polskie sfery używany również do walki z tymże samym polskim Szpitalem.

Utarczki ze sferami rządowymi.

To był zwrotny punkt dla pracy i działalności śp. ks. Sawickiego w parafii i mieście. Znajdujemy nawet w aktach odpis listu Oberprasidenta z Gdańska do Pelplina z skargą na ks. Sawickiego, że zaprowadził w kościele krzywdzące Niemców katolików zmiany nabożeństw. Widocznie ta walka podobała się ks. Sawickiemu, bo nawet na łamach miejscowej "Dirschauer Zeitung" prowadził ostrą polemikę z miejscowym ewangelickim pastorem i z sferami rządowymi ewangelickimi, a pióro miał bardzo ostre i cięte i pewnie dlatego gazeta je drukowała, bo znajdowała ta polemika wielką poczytność.

Odnowienie wnętrza kościoła.

Teraz przystępujemy do ostatniego etapu działalności ś.p. ks. Sawickiego. Do tak wielkiego dzieła, jakim jest odnowienie wnętrza starego gotyku, by dać szatę zupełnie nową, by od stóp do głowy t.j.

doszczętnie zmienić i przeistoczyć, - do takiego dzieła nie przystępuje się z dziś na jutro, lecz potrzeba kilkuletnich studiów, rozmów, projektów. I pewnie z jedną częścią t.j. z zagorzałymi i zawziętymi hakatystami wojował ks. Sawicki, a jednocześnie przeprowadzał rozmowy z urzędowymi przedstawicielami budownictwa i sztuki, aby tak wszechstronną sprawę omówić wszechstronnie, mianowicie, że z temi osobami można było zawsze rzeczowo się rozmówić. Wykonawcą polichromii był artysta malarz Klink z Bodland na Górnym Śląsku. Był uczniem szkoły t.zw. "nazareńczyków" z DCsseldorfu. On był też pewnie duchowym kierownikiem wszystkich ozdobnych przeróbek w kościele. Z nim współpracował artysta rzeźbiarz Schuster z Królewskiej Nowejwsi z pod Malborga. Witraży dostarczyła firma Binsfeld i Comp. w Trewirze. A z miejscowych rzemieślników przygotowywali szczególnie ściany i sklepienie pp. Fabrewitz i Kloschinski.

Jak wyglądało wnętrze kościoła?

Aby sobie wyobrazić, czego dokonano podczas tego artystycznego remontu musimy sobie przypomnieć, że wizytacje z 18 wieku piszą, że ołtarze są "rudis sculpturae" t.j. surowa rzeźba, nie malowane i nie złocone, a "tradycja' z 1 lipca 1871

t.j. protokół zdania parafii na ks. Sawickiego podaje, że ołtarze nie odpowiadają godności kościoła i t.p. że powinny być usunięte. Tymczasem usunięte nie zostały, najwyżej zniszczone części uzupełnione i całość stylowo odnowiona. Pełni podziwu jesteśmy dla tej pracy w latach od 1906 do 1916 wykonanej! Pod tym kontem widzenia retrospektywnym t.j. przypominając sobie ciągle, że to świeże, błyszczące, ładne. To dzieło owych 10 lat i to kosztem minimalnym, bo tylko 50.000 marek.

Chełmża i Malborg.

Kilkanaście lat przedtem ukończono ozdobne odnowienie byłej Katedry w Chełmży, polichromią i obrazami pokryte całe sklepienie i części ścian - śliczna rozmaitość kolorów. Prace dozorował naczelny konserwator tajny radca Dr. Steinbrecht, który równocześnie kierował odnowieniem zamku malborskiego. Przyjeżdżał on nieraz, mianowicie skoro odkryto jakieś nowe stiuki czy też kontury malatur, najczęściej je przerysowywano i zabierał je ze sobą do Malborga, czasem przywoził też coś oryginalnego z tamtąd i radził umieścić w Chełmży. Ale artyści malarze prowadzący polichromię w Chełmży, uśmiecheli się, kiwali głowami, a potem między sobą mówili: cóż tak w Malborgu może być ciekawego i artystycznego? U nas na zachodzie jest

kolebka malarstwa i sztuki.

Wykonanie polichromii,

Tak myślał może i p. Klink; a jednak mając tu na wschodzie wykonać tak wielkie zdobnicze dzieło, był w Malborgu i Chełmży, oglądał wszystko i badał i studiował. Swoją drogą, zwyciężyła w nim natura "Nazarericzyka'\ Ten zespół kolorów i to wprost przeładowanie obrazami, kwiatami całego sklepienia nie odpowiadało jego usposobieniu; brak jasności, brak życia, wesołości, brak ducha. A w Malborgu czuł się przygnieciony, przyduszony, brak ciepła dla serca katolickiego. I otóż poszedł swoją pośrednią

drogą. Co widział w Chełmży wielobarwnych malatur to streścił niejako tu na dolnych częściach ścian prezbiterium całego, ale w kolorach jaśniejszych, miłych; w górnej części otoczył kwiecistymi wzorami koła owalne, w których rozmieścił 4 "większych" proroków (po stronie lekcji Izajasza, a po stronie ewangelji Jeremiasza, Ezechiela, Daniela. Wszędzie jednakże pozostawiał sporo wolnych miejsc, żeby oko miało odpoczynek i żeby od jasnego tła wszystko lepiej się uwydatniło. Potem jaśniały cztery obrazy na ścianach, wielkie prawie czworograniaste pola, niemal po 4 metry w kwadracie - tam po stronie ewangelji był ów mały ku kościołowi otwarty chór, ponad zakrystią, z małymi organami do użytku codziennego. - Z tych

obrazów zdołał sam Klink tylko jeden namalować:

"Któryś za nas ciężki krzyż nosił". Dwa pola po stronie ewangelji i jedno po stronie lekcji pozostały próżne. Dopiero w przyszłym roku (1937), nie wiedząc czy p. Klink jeszcze żyje, gdyż od roku 1916 nie zgłaszał się, zwróciłem się do p. Władysława Drapiewskiego z Pelplina (wiedząc, że mogę mu zaufać), z prośbą, czyby nie był gotów uzupełnić tych 3 obrazów pierwszymi trzema tajemnicami bolesnej części Różańca, lecz naturalnie w tym samym doborze kolorów, sposobie ujęcia i przedstawienia osób, co ten

jeden przed przeszło 30 laty malowany. P.Drapiewski chętnie zgodził się na ten warunek, przyznając zresztą, że nie może być inaczej, gdyż wszystko musi się łączyć i zlewać w jedną harmonijną całość. Te trzy obrazy udały się p. Drapiewskiemu znakomicie; kolory są cokolwiek żywsze ale 30 lat kurzu, wilgoci

i światła wyciągnęło pewnie i z tamtego ostrzejsze kontury.

Polichromia sklepienia i ścian.

Teraz rzućmy okiem od wielkiego ołtarza w górę po sklepieniu! Cóż za rozmaitość, różnorodność

linji, a wszystkie zdążają do wspólnego środka, wzgl.

z niego wypływają. I płaszczyzny, sklepienia i żebra, naturalnie i łuki i filary - wszystko to było, lecz musiał być tynk poodbijany, fugi wyrównane, cegły spreparowane do przyjęcia nakładanych kolorów.

Wiem, że przepis jest, iż ma to być wszystko natura t.j. naturalny kolor cegły i naturalny kolor fugowania. W teorii to bardzo składnie brzmi, ale w praktyce wyglądałoby to na ohydną nieregularność i pstrokaciznę - trzeba jednakże tę "sztukę" tak zrobić, żeby całość robiła wrażenie natury. To tylko mimochodem. Spojrzyjmy jak w prezbiterium po oczyszczeniu wzgl. odnowieniu i tła i kwiatów bije wprost jasność z góry urozmaicona tymi gotyckimi listkami, kwiatami i łodygami. Tak wyglądałby cały kościół, lecz obecnie zabrudzony. Żebrowania i filary umiejętnie urozmaicone, a kolory, nawet i złocenia tak umiejętnie dobrane i rozmieszczone, że absolutnie nie rażą.

Jedyna boczna nawa i wszystkie kaplice są nie w jasnym, lecz w lazurowym kolorze, malowane pomiędzy żebrami. To niebieskie tło u góry robi swoją drogą bardzo dodatnie wrażenie. W ten sam sposób daliśmy też pięć lat temu odnowić sklepienia w obu zakrystiach, a w tym roku w bocznej kruchcie. Rzućmy jeszcze okiem na łuki pomiędzy filarami. Jaka tam różnobarwność kolorów, rozmaitość kółek i zagięć, a jednak tak delikatny dobór w ich zestawieniu, iż to nie pstrokacizna, lecz rzeczywista harmonia barw. Oto mój nieudolny opis polichromii i kościoła. Trzeba jednakże naocznie widzieć, wpatrzeć się, a raczej wpatrywać się przez dłuższy czas, a przyzna każdy, że to nie tylko wspaniały dobór barw, ale że ta malatura wprost uspakajająco działa na serce i umysł,

i tak coś czy ktoś przemawia do duszy, i człowiek czuje się duchowo podniesiony ku Bogu!

Witraże.

Teraz kilka słów o oknach kolorowych czyli witrażach. Dostarczyła je firma Binsfeld z Trewiru za 4000 marek, stosunkowo bardzo tanio. Wszystkie okna w całym kościele i w pierwszej zakrystji są nowe. Figury w witrażach mamy: św. Piotr, św. Mateusz, św. Jan Nepomucen, Zwiastowanie M. B., Anioł Stróż, św. Jan Chrzcieciel. Wprawdzie przyczyniły się witraże do przyciemnienia całego kościoła, lecz należą one do całości tak przeprowadzonego gotyku.

Stalle dębowe i t.d.

Równocześnie ułożono w prezbiterium nowe flizy, nie odpowiadające coprawda powadze i duchowi starej świątyni. W zakrystii przybyła szafa i stół kredensowy do paramentów i ubierania duchowieństwa, a przed wielkim ołtarzem ogromne stalle - wszystko dębowe i stylowe, gotyckie, taksamo kratki do komunikowania dębowe, masywne i stopień wysoki marmurowy wzdłuż całych kratek. Nowe są też dębowe niższe stalle, choć odrobienie ich nie przedstawia wartości.

Opis ołtarzy w kościele.

Ś.p. ks. prałat Sawicki przejął, jak wynika z protokółu tradycyjnego z dnia 1 lipca 1871 roku, prócz wielkiego ołtarza 14 ołtarzy w kaplicach i na filarach. Z tych oddano trzy za zgodą Kurii Biskupiej do Sulęczyna, gdzie w roku 1874 został na miejsce spalonego nowy kościół wybudowany. Trzy ołtarze usunięto na strych. 1) W wielkiej kaplicy, gdzie od początku było boczne wejście - jak dotąd - bez kruchty czyli przedsionka, ustawił ks. Sawicki, jak już pisaliśmy, w roku 1778 ołtarz Matki Boskiej, lecz znacznie zmieniony. Dawniej figurował obraz Matki Boskiej z drugim obrazem św. Bernarda na filarze, gdzie obecnie św. Jan Nepomucen. Zdaje się jednakże, że ten oddany do Sulęczyna. Ołtarz w kaplicy, obecnie zwany "Kaplicą Matki Boskiej Różańcowej", jest w dolnej swej części nowy, górny obraz Matki Boskiej Bolesnej jest, być może, przejęty z kościoła podominikańskiego, u góry figura Matki Boskiej z różańcem w ręku, z boku figury św. Franciszka i św. Bonawentury. Ołtarz w wykonaniu skromny, lecz dla obrazu Matki Boskiej otoczonej trzema zwojami róż (białych, czerwonych i żółtych) i dla prześlicznej figury metalowej Niepokalanej Dziewicy, stojącej poniżej obrazu tego ponad mensą, jest bardzo lubiany i prawie zawsze spotkać tam można klęczących i w najgłębszem skupieniu, nawet w ciemności, modlących się.

Dwa wielkie świeczniki barokowe, tam z boków stojące, stały podobno dawniej przed wielkim ołtarzem, ja je zastałem porzucone w obecnej kaplicy misyjnej, przeniesiono je do kaplicy Matki Boskiej Bolesnej, - lecz skoro tam ustawiono ołtarz i feretrony, przeniesiono je odnowione i odbronzowane do tej kaplicy i tam już pozostają, z zapalonemi u góry świecami w czasie Adwentu, podczas "Roratów". 2) Następuje Kaplica Niepokalanego Poczęcia Najśw. Marji Panny, dawniej św. Jana Chrzciciela z figurą tegoż w ołtarzu, fundacji Czarlińskich na Czarlinie z dotacją minimalną na domu obok plebanii położonym. Obok była chrzcielnica, dlatego Jan Chrzciciel i dlatego pewnie też umieszczono tam od roku 1726 Bractwo Aniołów Stróżów. Po przeniesieniu figury św. Jana Chrzciciela do kaplicy pod chórem i urządzenia tam w roku 1881 chrzcielnicy, ustawiono tu w ołtarzu za szkłem figurę Niepokalanej w rodzaju Matki Boskiej od cudownego Medalika, podobno z Paryża sprowadzoną. U góry umieszczona figura Anioła Stróża, nowsza, a z boków wielkie figury św. Jana Nepomucena i św. Karola Boromeusza. Z boku, od lat jedenastu umieszczony obraz św. Teresy od Dzieciątka Jezusa, cieszącej się większym nabożeństwem i zaufaniem. U wejścia od lat kilkunastu figura św. Antoniego; od czerwca 1938 figura nowa z podstawą barokową, dzieło rzeźbiarza artysty prof. Maciejewskiego z Krakowa, a fundowane przez członków Trzeciego Zakonu św. Franciszka. 3) Kaplica Matki Boskiej Bolesnej. W roku 1927 stal tu ogromny grób Chrystusa, który nie odpowiadał stylowi i powadze świątyni. Kazałem więc

na razie część przenieść na drugą stronę, gdzie kaplica mniejsza. W tej zaś kaplicy ze starych wyrzuconych

na strych resztek zestawił rzeźbiarz artysta Cichosz z

Pelplina ołtarz Matki Boskiej Bolesnej, z wszystkimi narzędziami mąk Pana Jezusa. U góry "Ecce homo". A w ołtarzu, jak się wykazało, prawdziwie starożytna figura Matki Boskiej Bolesnej z wieku 17.,lub jeszcze starsza. W roku 1938 została ta figura na polecenie p. konserwatora Chyczewskiego przez artystę malarza W. Drapiewskiego co do polichromii zrekonstruowana. Pan Drapiewski musiał zdjąć kilkanaście warstw starych farb, aż doszedł do pierwotnej, tę odświeżył, a potem "nadał jej patynę starości". Z kąd ta figura dostała się do kościoła naszego, niewiedzieć; dopiero ks. kan. Trochowski wspomina o niej w roku 1765.

Matka Boska Karmiąca.

Obok ołtarza Matki Boskiej Bolesnej stoi feretron Bractwa Matek. Na jednej stronie Matka Boska Karmiąca, obok malowany na desce z cedrowego drzewa i prócz twarzy pokryty srebrną

blachą. Po drugiej stronie św. Józef z Panem Jezusem

w asyście dwóch aniołów, malatura starożytna o

kolorycie delikatnym. Obraz ten miał wisieć nad "wschodami", pewnie nad wejściem do kościoła i w czasie najazdu szwedzkiego przez Gustawa Adolfa miał się przyczynić do obrony czci kościoła wobec rozbestwionych heretyków. Opisane to na osobnej

tablicy, a ponadto jako rok (pewnie opisu) 1560. Obok tego feretronu Dzieciątka Jezus, własność Stowarzyszenia Dzieciątka Jezus i noszony na procesjach przez kolektorki tegoż Stoważyszenia; przemiłe robi wtenczas wrażenie ten Jezus błogosławiący niesiony przez dzieci pomiędzy dziećmi. Figura św. Franciszka ustawiona u brzegu kaplicy (podobnie jak w kaplicy poprzedniej figura

» św. Antoniego) w czerwcu r. 1938. Wyraz twarzy św. Franciszka ascetyczny, uduchowiony. Podstawa barokowa, lecz mniej ozdobna, jak u św. Antoniego - tak zresztą być powinno ze względu na cały wygląd św. Franciszka wprost pokutniczy. Św. Antoni ma w wyrazie twarzy coś anielskiego, porywającego, a Boskie Dziecię trzyma na ręku, hołdów też więcej odbiera - św. Franciszek podniesiony Krzyż trzyma w

I

ręku! 4) Ołtarz św. Anny, pierwszy w głównej nawie po stronie elekcji. Ołtarz ten z mniejszych, najozdobniejszy. Skrzydła boczne prawdziwie

artystycznie wykonane: jakby bukiet róż wyrzeźbiony z delikatnemi odcieniami. Obraz św. Anny nie jest

• artystyczny,

lecz

bardzo

miłe

i

ujmujące

robi

wrażenie, bezwiednie myślą i sercem wciąga widza w koło rodzinne wszakże i w górnym obrazie

w przedstawiony św. Joachim, małżonek św. Anny, a

ojciec klęczącej u jej stóp dzieciny, Marji. U góru ponad ołtarzem umieszczony poprzednik Jezusa, "gotujący Mu drogę" św. Jan Chrzciciel.

5) Ołtarz św. Józefa, następny pochodzi z roku 1722. Św. Józef przedstawiony jako starzec, z

Boskiem Dzieciątkiem na ręku, a lilią w drugiej ręce, tak ujmujące robi wrażenie, że wraz z skromnością ołtarza przypomina bezwiednie skromność i pokorę tego męża ze wszech miar "sprawiedliwego" a "pokornego". W drugim obrazie przedstawione kamieniowanie pierwszego męczennika św. Szczepana, a w górze figura św. Jana Ewangelisty. 6) Ołtarz św. Jakóba apostoła. Skromny ołtarz, jak skromny ten, któremu ołtarz poświęcony, na którego kolanach skóra stała się jak u wielbłąda gruba od ciągłego klęczenia, jak czytamy w jego żywocie. W górnym obrazie przedstawiony św. Tomasz z Akwinu z napisem: "bene scripsisti de me, Thoma" - dobrze napisałeś o mnie, Tomaszu; słowa wypowiedziane przez Pana Jezusa do św. Tomasza. Słowa powyższe możnaby odnosić i do sposobu umartwionego życia św. Jakóba i do słów jego:

"Wiara bez uczynków martwa jest sama w sobie", które najlepsze dają świadectwo o Chrystusie. 7) Strona ewangelii od ambony: ołtarz św. Mikołaja, a obecnie zwany ołtarzem Serca Jezusowego. W ołtarzu tym był w dolnej części obraz św. Mikołaja, a górnej obraz, którego treści nie moglibyśmy sobie wyjaśnić. Gdy w roku 1928 zdecydowaliśmy się na ważny krok usunięcia obrazu św. Mikołaja i zrobienia tam wgłębienia celem umieszczenia figury Serca Jezusowego, stwierdziliśmy zdejmując górny obraz, że przedstawia on św. Judę Tadeusza, apostoła, trzymającego obraz Pana Jezusa przed sobą, na dowód, że jest "bratem" t.j. jak obecnie mówimy kuzynem, "siostrzanem" Pana Jezusa. Obraz św. Mikołaja zmniejszony umieszczono

w górnej części ołtarza, a o obramowanie św.

Tadeusza i umieszczenie go w drugiej zakrystii po jej odnowieniu, postarał się ks. wikary Tadeusz Andrzejewski.

Figura Serca Jezusowego, dzieło artysty rzeźbiarza Mikołaja Cichosza z Pelplina, jest może cokolwiek potężna i kolosalna w swych rozmiarach na

tym poziomie, lecz całość bardzo dobrze ujęta i artystycznie przeprowadzona. I rzeczoznawcy, krytycy, mogli tylko zarzucić zbytnią "kolosalność" na

tej wysokości. A jednak On przemawia i pociąga ku

Sobie i promieniuje łaskami i uszczęśliwieniami do rozmodlonych i sercem całym oddanych Mu ludzi! A

to najważniejsze!

Ołtarz sam jest w zupełnie innym rodzaju ujęty "barok". Kiedy został zbudowany, czy może z

kościoła podominikanskiego przeniesiony, niewynika

z zapisków. W każdym razie tak ujęty "barok", z

rozstawionymi filarami i bogatymi rzeźbami mógł być tylko na tym miejscu, na ścianie zakrystii umieszczony, aby się w swej okazałości uwydatnić.

Ołtarz cały robi bardzo dodatnie i wprost imponujące

wrażenie!

8) Ołtarz św. Jana Nepomucena, którego widocznie podówczas tu bardzo czczono, gdyż znajduje się jeszcze figura tegoż świętego z kamienia, wykuta w zakrystii. W górnym obrazie przedstawiony

św. Remigiusz, chrzczący Filipa, księcia francuskiego,

a ponad ołtarzem św. Sebastian męczennik; ołtarz i

obrazy są pochodzenia starszego, licząc przeszło 200 lat.

9. Ołtarz św. Rocha. Malarz przedstawia w

obrazie św. Rocha z odkrytym i owrzodziałym kolanem - wrzód tak plastycznie przedstawiony i uwydatniony dokładnie, iż wyczuwa sie bezwiednie boleść dojmującą, którą sprawiał św. Rochowi. W górnym obrazie św. Kazimierz Jagiellończyk. Z boków u góry figury św. Zachariasza i Elżbiety. Niemal na każdym ołtarzu umieszczone ponadto z boku aniołki, w pozach barokowych, które w obecnych czasach mogą razić oko "purytańskiego" widza.

KAPLICA GROBU.

Gdzie był pierwotnie umieszczony grób Pana Jezusa na nabożeństwo wielkopiątkowe, jak ten grób sam t.j . Pan Jezus w grobie złożony wyglądał i jakie było przyozdobienie całości, tego nie wiemy. Wspominałem tylko, jaki grób tu zastałem: 3 rzędy arkad ostrołukowych, które zajmowały całą kaplicę Matki Boskiej Bolesnej, a na sam Wielki Piątek wystawiało się poza kaplicą jeszcze czwartą parę arkad. W głębi był obraz przedstawiający Jerozolimę, a pod nim grób Chrystusa, malowane postacie żołnierzy i t.d. W arkadach umieszczono masę lampek z tłuszczem, które oświetlano na noc. Całość mogła wyglądać okazale, z wielkim rozmachem, ale nie przemawiało nic do serca. Gdy przeniesiono grób na drugą stronę (gdzie jest obecnie) zmieściły się tylko* dwa rzędy arkad. Ale przyzna każdy, że szkoda kaplicy, żeby przez cały rok świaciła pustką, boć te

arkady nie przedstawiały wartości artystycznej. Obecny grób Chrystusa, jedyny gotyk w kościele naszym, i tylko dlatego się zgodziłem na gotyk, żeby przez cały rok, nie będąc w użyciu, bogatych rzeźb i smukłych wieżyczek był ozdobą

kościoła, - jest dziełem artysty rzeźbiarza Mikołaja Cichosza z roku 1929. Pracował nad nim przez kilka miesięcy, taksamo krzyż w środku umieszczony, aż wreszcie doszedł do obecnej harmonii całości. Arcydziełem sztuki snycerskiej jest wnętrze, obramowanie dla monstrancji. Tak filigranowe rzeźby,

a wykonane z największą precyzją, rzadko się

spotyka. Teraz staje się Grób Chrystusa wraz z dekoracją zieleni i kwiatów przed nim, prawdziwą

atrakcją dla wszystkich ludzi wierzących, nawet innowierców, Tczewa i okolicy.

Chronologiczny opis dalszego remontu.

Gdy dwanaście lat temy 4 stycznia przybyłem

do Tczewa i objąłem parafię św. Krzyża, zauważyłem

dwie palące potrzeby kościoła: brak stacji Drogi Krzyżowej i brak konfesjonałów. Stacje Drogi Krzyżowej zostały po piśmiennych pertraktacjach zaraz u firmy Pankau - Szpetkowski z Poznania zamówione. Koszta wynosiły 3.500 zł. Lecz na ten cel tak gorliwie i ochoczo składano, ofiary tak obficie wpływały, iż przed postem już stacje tu były, a z początkiem postu już

rozpoczęło się nabożeństwo Drogi Krzyżowej. Wprawdzie nie są to stacje najpierwszej jakości, były zamówione i kupione, żeby odrazu coś było, a później miano sprawić artystycznie wykonane stylowe stacje. Lecz obawiam się, że obecne stacje jeszcze długie lata nas prowadzić będą Drogą Krzyżową Chrystusa Pana.

Konfesjonały.

Już w protokóle tradycyjnym z dnia 1 lipca 1871 uwydatniono brak konfesjonałów, a marny stan dwóch istniejących. Po 60 latach nie stały się one lepszymi. Ale wogóle brak było konfesjonałów. Trzeba więc było zaraz dwa zamówić. Dwa stylowe dostarczył p. Cichosz z Pelplina, niestety dopiero z końcem spowiedzi wielkanocnej, tak iż przez cały czas musiałem słuchać spowiedzi na krześle. Potem sprawiliśmy jeszcze dwa nowe konfesjonały (jeden z konieczności, drugi na miejsce starego, który nie wytrzymał przeróbki), tak iż obecnie mamy pięć stałych konfesjonałów, które dzięki Bogu korzystają z ciągłej frewencji.

Misja wielka.

Misja wielka, odprawiona przez czterech Ojców Kapucynów z Warszawy, odbyła się w parafii naszej i wogóle na terenie miasta Tczewa od 5 do 14 października 1927 roku. Nie o niej chcę pisać, lecz o

braku miejsca na umieszczenie Krzyża misyjnego. Kierownik misji Ó.Fidelis domagał się umieszczenia wielkiego krzyża misyjnego na cmentarzu przy kościele. Temu się z całą stanowczością oparłem, motywując tern, iż zbyt wielki ruch na ulicy Dworcowej uniemożliwiałby wprost modlenie się pod Krzyżem misyjnym, a już w okresie zimowym t.j. przez przeszło pół roku byłoby to fizycznie niemożliwe. Ale Ojciec Fidelis upierał się przy swojem. Nie mieliśmy jednakże wielkiego krzyża. Przygotowany był tylko obecny. Został więc on jako prowizoryczny poświęcony i na razie umieszczony na ścianie pomiędzy obu wejściami do "kaplicy misyjnej", gdzie obecnie stoi konfesjonał. Bo właściwie nie mieliśmy odpowiedniego miejsca. W obecnej "kaplicy misyjnej" stały szafy z feretronami i innemi przyborami, ponadto ogromny "stojak" do chorągiewek procesyjnych, a nawet różne drabiny - była więc dotąd na inne cele przeznaczona, a przede wszystkim, jak inne kaplice zdewastowana ściany wytarte i zniszczone.

Remont kaplic.

Ten przykry stan rzeczy zmusił nas do remontu wszystkich kaplic. Działo się to przez cały rok 1928. Koszt był ogromny z tern połączony. W taki sposób doczekały się wszystkie kaplice nowej szaty. W większości kaplic wilgoć i saletra zniszczyły

yszelkie malatury, tak iż ich wogóle nie było widać. Wobec tego trzeba było wybrać zupełnie nowe stylowo odpowiednie wzory. Farbami "mineralnemi" według wybranych wzorów malował wszystkie kaplice p. artysta malarz Wyszyński z Tczewa. Poprzednio dokonał specjalna zaprawę utrwalenia ścian p. budowniczy Frauendorf. W taki sposób zdołaliśmy uzupełnić polichromię w latach dawniejszych w kościele wykonaną. Miejscami zostały też ściany odświażone, a powycierana wzgl. uszkodzona polichromia na filarach została uzupełniona.

Kaplica misyjna.

Po odnowieniu kaplic, które rzeczywiście w nowej, odświętnej szacie zajaśniały, mogliśmy wreszcie z pierwszej kaplicy pod chórem zrobić kaplicę misyjną, "misyjną" dlatego, że zawieszono na poczesnym miejscu krzyż misyjny. Tak, krzyż, pamiątka misji, umieszczony na miejscu honorowym. Drzewo krzyża umieszczone w barokowej podstawie. Krycyfiks zniesiony ze strychu, stary, tylko przez p. rzeźbiarza Cichosza naprawiony. Przed krzyżem długi klęcznik i cztery mniejsze (używane w razie potrzeby do słuchania spowiedzi). Na klęcznikach deszczułki z litaniami i modlitwami. Wzdłuż ścian ławki, a naprzeciw krzyża misyjnego konfesjonał. Przd krzyżem wisi stara wieczna lampa oświetlona żarówką. Z boku, na filarze, mały reflektor, oświetlający krzyż i klęczniki. Oto wszystko co

znajduje się w kaplicy misyjnej. A modlących się przed Ukrzyżowanym codziennie setki, czasem i tysiące.

Za tą kaplicą poszły niebawem inne. Zaraz obok niej wspaniałe robi wrażenie kaplica Grobu Chrystusa, a naprzeciw niej kaplica Matki Boskiej Bolesnej. W tym samym czasie zostaje umieszczona wielka figura Serca Jezusowego, z niecierpliwością wyczekiwana, gdyż przejściowo ustawiona nie odpowiadała świetności całego kościoła, a dawniej w ogóle nie było figury Serca Jezusowego i nabożeństwa pierwszego piątku odbywały się przed wielkim ołtarzem. W taki sposób zapełniał się powoli kościół świętościami. W każdym kąciku znalazło się coś, gdzie trzeba było klęknąć i pomodlić się.

Żłóbek.

Było to po misji. Po opłaceniu wszystkich kosztów stwierdziliśmy, że pozostało jeszcze kilkaset złotych. Powiadam więc do ks. Steina, który był wówczas skarbnikiem wszystkich kas kościelnych:

przecież nie będziemy ich kapitalizować. "Droga Krzyżowa" jest już zapłacona, ale brak w naszym kościele "żłóbka". Ks. Stein, będąc od święceń swych (1917 r.) w Tczewie wikarym, całym sercem umiłował nasz kościół, godził się zawsze na każdy mój projekt przyozdobienia kościoła, sam mi nieraz podsuwał myśl, a przedewszystkiem starał się o ich finansowanie, co było nieraz najważniejsze. W taki

sposób już w listopadzie 1927 roku byliśmy w Poznaniu. Oglądaliśmy wielkie i drogie, małe i tanie żłóbki; ostatecznie kupiliśmy w "Sw. Wojciechu" jedna pozostałość dawniejszą: żłóbek wyrobu francuskiego. O uzupełnienie wszystkich rozmaitych mniejszych figurek musiano się postarać. Ceny wówczas były drogie, ale pieniądze były i wpływały. "Żłóbek" kosztował przeszło 1.700 zł., ale już w krótkim czasie był zapłacony. Nadeszła Wilia 1927. Kościół zamknięto i w tajemnicy wszystko przygotowywano. Aż na Pasterkę była niespodzianka dla wszystkich, i młodych i starych. Stajenkę kilkakrotnie przerabiano, gdyż przysłano maleńką, aż wreszcie zgodzono się na to, żeby zrobić z "Żłóbka" wielką rzecz, i nie umieszczać Go gdzieś w kącikach, lecz odrazu w wielkiej kaplicy, w wielkich rozmiarach. I przed tym "Żłóbkiem" naszym, ukochanym, rok w rok tygodniami zbierają się dzieci i starsi; cieszą się dzieci z Boskiem Dzieciątkiem, a starsi - ach, ileż to i pocieszeń i radości i uszczęśliwień zabierali od tego "Żłobka" ze sobą do domu!

Dzwony.

Ks. dziekan Krolau podaje w swoim protokóle wizytacyjnym z dnia 14 marca 1729, iż na wieży kościoła św. Krzyża wiszą trzy dzwony:

1) Jan ważący przeszło 40 centn. - dzwon ten stopił się w roku 1577 przy pożarze miasta i kościoła,

a na jego miejsce został ulany nowy w roku 1584 za staraniem lutrów, którzy wtenczas zawsze jeszcze władali kościołem. Ten dzwon pękł w lutym 1882 podczas dzwonienia pogrzebowego. 20 sierpnia 1882 został nowy dzwon ulany, w odlewni dzwonów Jean Collier w Gdańsku, przez ks. Sawickiego poświęcony. Waga tego nowego dzwonu wynosiła 56 centn. 2) Pan Jezus na krzyżu. Ulany w roku 1666, ale wyszczerbiony. Daltego z dodaniem nowych materiałów został równocześnie z poprzednim w roku 1882 w Gdańsku przelany i razem 20 sierpnia 1882 poświęcony na imię Marja. Ważył 23 centnarów. 3) Mikołaj, ulany w roku 1722 w odlewni Michała Witt Werka w Gdańsku. Fundował go ks. dziekan Krolau, proboszcz Tczewski i Lubiszewski. Wagi 13 centn. W protokóle wizytacyjnym ks. kan. Trochowskiego z roku 1765 znajdujemy jeszcze czwarty dzwon. 4) Anna. Jestto najmniejszy dzwon, pochodzący z luterskiego kościoła św. Jerzego, a po zniszczeniu tegoż kościoła w 1632 roku przechowywany przez Migistrat (ks. kan. Trochowski pisze, że ludność schowała go, może luterzy) wreszcie parafii św. Krzyża wydany około roku 1750. Dziwny na nim napis: "Helb Gott, Maria Beroth, S. Anna selbs droth. Ks. Krolau tak tłumaczy i wyjaśnia te słowa po łacinie: "Deus acljuva, Maria procura, Anna ipsamet tertia, subintellige, etiam procura". W tłumaczeniu: Niech Bóg pomaga, Mary a doradza (dobrej rady), św. Anna sama jako trzecia ("selbstdritt") t.j. i radzi i pomaga.

5) Stefan, dzwon z roku 1805 ? wagi 3 cent. dzwon dla konających, znajdujący się w ciężkim konaniu. Zresztą nie używany. Dnia 20 sierpnia 1917 roku dzwoniono po raz ostatni we wszystkie dzwony. Następnego dnia odzywało się żałosne jęczenie z wieży kościoła: firma Collier na rozkaz rządu niemieckiego dzwony rozbijała, aby kruszce przez to uzyskane zużyte być mogły na cele wojenne. Była to podobno okropnie przejmująca chwila. Dzwony jęczały jak pod bolesnymi ciosami, jakby prawdziwe konały. Podobno ludzie po domach, uszy sobie ze zgrozy zatykali i płakali.

Wskutek tego dzwoniono w jeden dzwon przez 13 nieomal lat, gdyż z mniejszymi nie miał "Mikołaj" harmonii. Nowe dzwony Już w roku 1927 złożyła nam ofiarę firma "Odlewnia dzwonów Braci Felczyńskich" w Kałuszu, później także "Stocznia Gdańska". Lecz przerażał nas ogromny koszt. Chcieliśmy zakończyć najkonieczniejsze mniejsze prace w kościele. Teraz były one na ukończeniu. Przedstawiciel firmy "B-cia Felczyńscy", przyjeżdża do Tczewa. Namawia do zamówienia dzwonów, bo w przeciwnym razie nigdy nie wykonamy projektu. Proponował odwiedzenie wystawy w Poznaniu. Po zwiedzeniu tejże przyznać musieliśmy, że na tej firmie można polegać, wykonuje wielkie dzwony, a najlepiej. Wobec tego zawarliśmy umowę. Za dwa zabrane dzwony wypadło zamówić 3, aby były 4 wielkie dzwony. Cena ogromna: 57.000 złotych, a z dodatkami i procentami, (po części nawet

skreślonymi) uczyniły nas dzwony ostatecznie przeszło 60.000 złotych, ale dzwony stanęły na początku maja 1930 r. 2. maja wpłaciliśmy już pierwszą ratę, zebrane 15.000 złotych. W ciągu roku 1930, zapłaciliśmy drugie tyle. Ale to dopiero połowa. Ostatecznie powoli, powoli, w pięciu latach zdołaliśmy pokryć tę ogromną sumę jedynie z dobrowolnych ofiar parafian. Starostwo dwukrotnie wstawiło do budżetu po 1.500 zł., raz nawet asygnowano je, lecz nic nie wypłacono. Magistrat zobowiązał się do 3.000 zł., lecz nic nie wypłacił. Województwo byłoby zobowiązane do ponoszenia trzeciej części kosztów, powiedziałem i Wojewodzie

i Wicewojewodzie: dajcie 6- 7 tysięcy. Niestety

Tczew figurował na końcu listy zestawień i nie doczekał się realizacji. No, lecz dzwony zapłacone i bez pobocznej pomocy.

Waga dzwonów.

Waga trzech nowych dzwonów wynosi bez

okucia t.j. netto: 2991 kg., 1475 kg., 806 kg., a wraz

z okuciem koniecznym do zawieszenia: 3663 kg.,

1820 kg., 945 kg. Zasadnicze ich tony są: b, d, f. Razem z większym z pozostałych dzwonów, mającym ton "g", tworzą zespół harmonijno-melodyjny na początek łacińskiej melodii antyfony "Salve Regina". Piąty dzwon, najstarszy, nie da się złączyć w tej harmonii tonów, dlatego używa się go tylko do dzwonienia na "Anioł Pański". Jest to dzwon "Anna".

Badanie i odebranie.

Dzwony te zostały na Targach Poznańskich dnia 2 maja 1930 przez najpierwszych rzeczoznawców naszych pod względem technicznym i tonacji i wibracji głosu badane i przyznali obaj rzeczoznawcy, ks. prał. Dr. Gieburowski z Poznania i ks. prał. Wiśniewski z Pelplina, że wykonanie udało się "Odlewni Dzwonów Braci Felczyńskich w Kałuszu" najzupełniej. Dnia 3 maja 1930 o godz. 19,40 jeszcze w czasie trwania Targów przemówił ks. prałat Wiśniewski przez Radio Poznańskie o dzwonach wogóle, a o dzwonach naszych w szczególności, a potem przez Radio nadano dzwonienie z osobna, a potem całego zespołu, czterech dzwonów, transmitowane również przez Warszawę.

Obrazy i napisy na dzwonach.

 

I-szy

dzwon

(największy)

1)

Matka

Boska

Częstochowska,

pod

nią

napis:

Panno Święta, co Jasnej bronisz Częstochowy, Królowo Korony Polskiej, módl się nad namil 2) Pan Jezus na Krzyżu, Marya, Jan i Marja Magdalena pod Krzyżem, pod tern napis:

Przez Krzyż Twój od nieprzyjaciół naszych, wybaw nas Panie l 3) Orzeł Polski (naprzeciw numeru 1) pod nim

napis:

Ojczyznę, wolność, zachowaj nam, Panie!

4) Chrystus Król (naprzeciw numeru 2) pod nim napis:

O Królu pokoju,

Chryste Jezu, Króluj nam!

Wokoło dzwonu napis:

Wojna światowa dwa dzwony zniszczyła,

Szczodra ofiarność Bogu je

wróciła.

Bogu cześć oddają, Nabożnych wołają,

Grzesznych przestrzegają,

Umarłych żegnają.

R. P. 1930.

Il-gi dzwon (średni)

1)

Obrazy:

a)

św. Jan Chrzcieciel, naprzeciw św. Wojciech

b)

św. Aleksander B., naprzeciw św. Stefan Kr.

2)

Napisy: a) w górnej części:

Jam głos wołającego na puszczy:

Gotujcie drogę Pańską.

b) poniżej:

Gdy Noncjusz Polski Achilles Ratti,jako Pius XI był papieżem, Ks. Biskup Stanisław Okoniewski biskupem chełmińskim, proboszczem Fary św. Krzyża Ks. Aleksander Kupczyński, a burmistrzem miasta Stefan Wojczyński -

te trzy dzwony ulano w Kałuszu w Odlewni Braci Felczyńskich. R. P. 1930.

IH-ci dzwon (najmniejszy)

1. Obrazy:

a) św. Bernard, naprzeciw św. Stanisław Kostka

b) św. Barbara, naprzeciw św. Teresa od Dzieciątka Jezus.

2. Napis wokoło:

Bernardzie, wznoś głos twój do tronu Bożego,

Za fundatora Roberta Banieckiego;

Dla dzieci Bernarda i Haliny Wzniósł ten niezwykły pomnik, jedyny. Chwałę więc jego głoś,

O łską Bota proś! £ P. 1930.

Poświęcenie dzwonów.

Uroczystość poświęcenia dzwonów naszych odbyła się w niedzielę 18 maja 1930 w następującym porządku:

O godz. 2,45 po poł. uroczyste wprowadzenie Ks. Biskupa Sufragana do kościoła ("Tu es Petrus" śpiewa "Echo"), o 3 nieszpory celebruje Najprzew. Ks. Infułat Bartkowski. Po nieszporach wygłosił kazanie ks. prof. Król. Dzwony stoją na żelaznych sztaluglach na cmentarzu po stronie szkoły, uwieńczone i przewiązane białemi wstęgami. Święcenie dzwonów rozpoczyna się o godz. 4, odmówieniem 7 psalmów. Potem: obmywanie (chrzest) dzwonów zewnątrz i wewnątrz, wycieranie płóciennemi ręcznikami. Odmawianie 6 psalmów

dziękczynnych. Druga część: namaszczanie dzwonów olejem chorych w formie Krzyża siedemkroć na zewnątrz, a

olejem chryzma św. czterokrotnie wewnątrz, mówiąc:

niechaj będzie poświęcony i konsekrowany dzwon ten

w imię Ojca i Syna i Ducha św. na cześć św. N. N.

Pokój Tobie. Część trzecia: W trybularzu na węglach kadzidło, mirra i macierzanka, podstawiany z dymem tych kadzideł turybularz pod dzwony, prosząc Boga aby zapach tych ziół oczyszczających, przeniknął dzwon cały, by na głos dzwonu pierzchał zły duch a lud tchnieniem dzwonu brzmienia - jakby anielską został wsparty ręką. Zakończeniem święcenia jest odczytanie ewangelii św. Łukasza, o Marii i Marcie, by nas głos

dzwonu kościelnego, odrywał od zbytniej troskliwości

o byt doczesny, a wskazywał na niebo, iż "jednego tylko potrzeba". Potem pierwsze uroczyste dzwonienie i pieśń:

"Wszystkie nasze Oto przypomnienie tej tak wielkiej uroczystości święcenia dzwonów.

"

Dom mieszkalny na plebance i płot.

Poniższego rozdziału nie pisałbym, gdyby nie konieczność dania odpowiedzi na zarzuty swego czasu

przeciwko nam podnoszone, iż my niczego dla kościoła i parafii dotąd nie uczyniliśmy. Z końcem roku 1931 ciążyło na nas zobowiązanie za dzwony w wysokości 30.000 złotych, a oprócz tego musieliśmy płot na plebance postawić (przeszło 5.000 zł.) i nowy dom mieszkalny wybudować, (kosztem około 17.000 zł.). Jest to razem przeszło 50 tysięcy złotych ciężarów. Oprócz tego przeprowadzaliśmy stale mniejszy remont w budynkach kościelnych. Ponieważ dwukrotni e poprzednio wspominałem o roli z kościelnej i proboszczowskiej dotacji, która zaginęła, dlatego pragnę poniżej jasno sprecyzować sprawę. Do kościoła należy 5 hektarów ziemi w nizinach w dwóch kawałach pod Tczewskimi Łąkami. Do plebanki w kilku kawałkach 23 hektarów "na górach" i w nizinach na Tczewskich Łąkach, a ks. Sawicki dokupił w roku 1879 jeszcze 13 ha. Z tego zestawienia wynika,że do 3 włók dotacji pierwotnej,nie wspominając o 3 włókach Winrych von Kniprode, zawsze brak nieomal połowy, co tym dziwniejsze, że nawet wizytacje z roku 1729 i 1765 wspominają o 3 włókach, a nieomal włóki brak. Nadto pamiętać nam trzeba, że do każdej posiadłości miejskiej należało zależnie od jej wielkości 14, 7, wzgl. 3 mórg ziemi poza murami miasta. O to się właśnie procesował z miastem ks. Mandt, jako pierwszy proboszcz tczewski, po przeprowadzeniu rozgraniczeń i unormowania stosunków przez ks. biskupa Rozrażewskiego w 1596 r. i ks. Stachorowski, późniejszy kanonik Kamieniecki. Lecz dokumenty pewnie spaliły się, więc choć sprawa była

jasna, prawnie sprawę przegrali, nie mając dowodów. Ks. dziekan Krolau podaje w swym sprawozdaniu wizytacyjnym, że Magistrat płaci proboszczowi w dwuch ratach rocznie 200 florenów, podwyższone przez pertraktacje z ks. Czarlińskim (z Czarlina) proboszczem tczewskim i lubiszewskim (1682-1693), a kanonikiem włocłwaskim, do 400 florenów, lecz już w roku 1776 Magistrat wypłatę wstrzymał; a pisze ks. Krolau, że Magistrat zobowiązał się do tej rocznej renty "et hoc ratione variarum praetensionum concernentium reditus parochiales a Civitate" t.j. "i to ze względu na różne pretensje z powodu ukróceń dochodów proboszczowskich przez Miasto. Lecz wróćmy do sprawy, o którą chodzi. Ks. Sawicki kupił w r. 1879 resztówkę od p. Netkowskiego, wielkości 13,50 hekt., a chodziło mu i o zaokrąglenie plebanki i przedewszystkim, żeby mieć budynki na tym terenie. Tymczasem niewiele to pomogło, gdyż ani rząd niemiecki, ani obecnie rząd polski, nie uznał prawnego tytułu własności domu mieszkalnego, gdyż go dawniej nie było; wobec tego odmówił udziału w reparacjach tego domu. Dom był w złym stanie podczas kupna, zresztą chałupka o dwóch izbach i kuchni, w protokołach tradycyjnych 1925 i 1927 podano, że "wali się", koniecznie musi stanąć nowy. I tak się stało, że w roku 1931 musiała parafia postawić nowy płot, a w roku 1935 nowy dom mieszkalny, razem około 23000 zł. To wprawdzie nie kościół i mało na zewnątrz widoczny remont, ale ogromny wydatek, do którego Miejski Urząd

Budowlany policyjnie parafię zmusił.

Cmentarze.

Po długich uciążliwych pertraktacjach udało

się nam wreszcie przy końcu roku 1930 za poparciem i pomocą Najprzewielebniejszego Księdza Biskupa zgodnie rozstać się z parafią św. Józefa, rozpraszając wszelkie uprzedzenia, oświadczeniem iż już przed paru laty zrobiłiśmi im ofiarę na 6-7 mórg na cmentarz, a obecnie uzgodniliśmy, że parafia św. Józefa dostaje 9 mórg ziemi z plebanki Fary św. Krzyża, położonej nad szosą Gdańską na założenie osobnego dla parafii św. Józefa cmentarza. Po pół roku w końcu umowa ta zupełnie weszła w życie. Usamodzielnieni wreszcie t.j. stawszy się panami własnych cmentarzy. Zabraliśmy się do uporządkowania i ozdobienia ich.

Pierwszą koniecznością było uchwalenie planowania grobów nieutrzymywanych, a zmuszenie przez wprowadzenie ponownych opłat po upływie 20 lat do utrzymania grobów w porządku albo ich likwidowania.

Z pomocą Magistratu przez zatrudienie

bezrobotnych udało nam się późną jesienią 1931 roku uporządkować cmentarz. Magistrat dostał wszystkie wycięte lipy (coś 70 m. kub.) i przeszło 20 m.kub. kamieni. Za to sprostowaliśmy w kilku tygodniach główne ulice na obu cmentarzach, zaprowadziliśmy nowe boczne i wokół cmentarza. Stare groby i

wszystkie zagłębienia zaraz wyrównano. Na nowym cmentarzu znacznie rozszerzono główną ulicę na 6 metrów aleję, krzyż przeniesiono na tył cmentarza, aby umożliwić obniżenie ulicy głównej w środku (gdzie stał krzyż) o przeszło metr i przez to spad jej zmniejszyć. Na oba cmentarze nawieziono wówczas prawie 30 fur tłuczonej cegły i 110 fur żwiru, prawie wszystko bezpłatnie. Boki ulic i uliczek obramowano cegłami. W roku 1932 przyozdobiono kaplicę figurą Zmartwychwstanie i krzyżem. Później (1936 roku) zaprowadzono na nowym cmentarzu po obu stronach ścieki, a w roku 1937 umieszczono przy kaplicy dzwon, ulany bezinteresownie przez firmę Grzesiek i

Spółka. Upiększenie obu cmentarzy nastąpiło zaraz z wiosną 1932 roku: główna aleja na nowym cmentarzu obsadzona włoskiemi topolami, tył i boki cierniem, regularnie przycinanym. Na starym cmentarzu obsadzono zakręty uliczek i środek krzewami ozdobnymi, a w pośrodku zasadzono kilkanaście drzew z ciemnym liściem. Cmentarz przy kościele został również w tym czasie uporządkowany. Na dole od Hali Miejskiej został ustawiony, metr od uliczki, płot z drutu, skarpa a w górę ku cmentarzowi została zrównana, obsiana trawą, a u góry na równinie cmentarza został przeszło 80 metrów długi a 1,70 mtr. wysoki płot siatkowy ustawiony, obsadzony później krzewami grabowemi jako żywopłot. Równocześnie z układaniem fliz w kościele został po tej stronie cmentarza zrobiony chodnik betonowy aż do zakrystii. Całość sprawia

obecnie wygląd zupełnie porządny.

Wielką

bolączką

były

płoty

cmentarne.

Już w końcu stycznia 1927 roku t.j. na pierwszym zebraniu Dozoru Kościelnego omawiano sprawę drzwi kościelnych z powodu przewiewu i

sprawę płotów na cmentarzu. Obie te sprawy - mimo uchwał na razie przeciwnych - załatwił ks. proboszcz wskazaniem, że wobec braku gotówki trzeba coś urządzić jaknajtaniej. Wobec tego uchwalono później - zamiast osobnych wejść i t.p. - drzwi "wachlarzowe", które jeszcze dziś spełniają swój obowiązek. Podobnie uchwalono, ogrodzenie części cmentarza od b. Szkoły Morskiej, pozbawionej dotąd płotu, siatkowym płotem, aby wyjść jaknajtaniej, a i

to ogrodzenie uczyniło wówczas niemal 3.000 złotych Płot do ulicy łataliśmy przez dziesięć lat, ale

nadszedł jego kres i trzeba było postawić nowy. Zwróciliśmy się do kilku miejscowych i

zamiejscowych firm, lecz albo nie dostaliśmy nawet oferty, albo oferty były nieodpowiednie. W końcu weszliśmy w kontakt z f-mą "Grzesik i S-ka", i tam wreszcie, dostaliśmy rysunek odpowiedni i możliwą

co do ceny ofertą. Za solidne wykonanie dawała nam

gwarancję powaga firmy i możliwość ciągłej kontroli.

W taki sposób doczekaliśmy się wreszcie dla naszego

"starego,: cmentarza wprost reprezantycyjnego płotu

i bramy. Po długich latach czekania i odkładania, kiedy już zaczęto wprost szydzić z parafii, dowiedliśmy, że na tak ważnym punkcie komunikacyjnym umiemy godnie reprezentować i

Kościół katolicki i Polskę. Cmentarze nasze obydwa

są teraz chyba ozdobą i parafii i miasta naszego.

Do jednego jeszcze dzieła przyozdobienia cmentarza naszego, "starego", zmusił nas, wprost sam, Pan Jezus. Zwrócono nam uwagę, że drzewo krzyża jest już bardzo spróchniałe, przytem przekonaliśmy się, że nie lepiej wygląda "corpus" t.j. Krucyfiks. Z wielkim artyzmem i pietyzmem odnowił Go pan rzeźbiarz Cichosz z Pelplina, na szczęście twarz, ręce i nogi były całe. Po dwóch miesiącach, w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, został Krucyfiks w wielkiej procesji przeniesiony na cmentarz, i tam na Krzyżu umieszczony. Jest to Pan Jezus z łuku tryumfalneg o kościoła podominikańskiego. Rysy twarzy taką grozą przejmujące i bólu pełne, że widok tego "Męża boleści" do głębi wszystkich wzruszył, - i chwile te na zawsze pozostaną nam w pamięci.

Dalsze prace w kościele.

Skoro 21 czerwca 1936 r. został nowy kościół

w parafii św. Józefa poświęcony, mogliśmy po pięciu

latach przerwy, gdyż nie chcieliśmy kolektorom parafii św. Józefa wchodzić w drogę i przeszkadzać, zabrać się z zapałem do dalszego przyozdabiania

wnętrza kościoła naszego.

Odnowienie ołtarzy.

Była to długa i mozolna praca: najprzód odkurzyć, potem wycierać, czyścić, złoto polerować, wszystko gruntownie robić, a delikatnie, żeby nie uszkodzić, szczególnie złocenia, potem wszystko nacierać olejkami. Gdy wielki ołtarz był ukończony, stanęliśmy jak wryci, wyglądał jakby świeżo malowany i złocony. A on tylko "przejrzał", kurz i kopeć od świac został usunięty, a farby i złocenia zajaśniały dawnym blaskiem i świetnością. Podobnie nabrały nowej szaty, promienności i jasności wszystkie inne ołtarze. Wielu przejezdnych zapytywało się nas, kto tak artystycznie malował i złocił nasze ołtarze, lub też, ile zapłaciliśmy za złocenie - tak rzeczywiście ogromnie pomogło to umiejętne, fachowe oczyszczenie ołtarzy.

Posadzka.

W najstarszych "wizytacjach" kościoła podają, że cały "pierwszy chór" kościół i środek "drugiego chóru" t.j. całt kościół od wielkiego ołtarza i średnia nawa drugiej części kościoła były wyłożone płytami marmurowymi. W bocznych nawach i kaplicach były cegły, jak to do ostatniej chwili było pod ławkami. Samo prezbiterium w ściślejszym znaczeniu jest w

najnowszych czasach innego rodzaju flizami, nowoczesnymi, wyłożone. Flizy były - jak to się widuje w starych kościołach - chaotycznie ułożone; pomieszane i co do wielkości i co do koloru. Chcąc zrobić zupełny porządek, wzięliśmy średni wymiar i daliśmy większe podług tego przycinać. Była to nudna i mozolna praca,której za pomocą przyrządów od firmy Grzesik pożyczonych, dokonał przez zimę i wiosnę 1936/37 p. Cichosz z Tczewa. Flizy układaliśmy szpiciastym końcem naprzód, było to mozolniej, potrzeba było więcej, a przedewszystkiem równego materiału. Ale za to wygląd całości pierwszorzędny. Fliz wielkich nie daliśmy niszczyć, lecz zużyliśmy je w całosi, i to przy prezbiterium zrobiliśmy "chodnik" z fliz brunatnuch, a z siwych wielkich fliz takiż chodnik przy wejściu do kościoła, przed ławkami. Te wielkie flizy zostły obramowane formatem maleńkim. W taki sposób zużyliśmy wszystko, co tylko było starego. Nasze stare, marmurowe flizy pamiętają prawdopodobnie początki kościoła naszego, liczyłyby więc około 700 lat, a pochodzą prawdopodonie z południa, z Włoch prawdopodobnie. Jak z bezwiednym respektem spoglądamy na "masyw" siedemset letniego kościoła naszego, tak złóżmy pokłon szacunku i dla starych marmurów posadzki naszej. W kaplicy Matki Boskiej Różańcowej i Niepokalanej ułożyliśmy przechowaną resztę fliz nowego rodzaju. Boczne nawy i kaplica misyjna zostały pokryte flizami - imitacją granitu z fabryki Kerament z Poznania.

Pod ławkami ułożono beton, aby cały kościół był wreszcie podług "wagi" zupełnie równiuteńki.

Odnowienie sklepienia i ścian w "pierwszym chórze".

Latem 1937 roku zostało oczyszczone i w wielkiej części - dla zupełnego częściowo zniszczenia - na nowo odmalowane sklepienie wielkim prezbiterium aż do ambony. Przyglądając się pracy oczyszczania ścian, mogliśmy stwierdzić, jak okropnie zabrudzone były ściany, a w większej jeszcze mierze sklepienie i wielki ołtarz. Jak więc okropne szkody powoduje i kopeć świec, zawierający tłłuszcze i kurz z kościoła, a szczególnie z ulic w połączeniu z parą osiadającą na sklepieniu i górnych częściach ścian przyjmującą te brudy. Przyczyna najgłówniejsza to brak czasu pomiędzy poszczególnymi nabożeństwami niedzielnymi na gruntowne przewentylowani kościoła.

Ławki.

Zima

i

wiosna

1938

były

poświęcone

przygotowaniu

wielkiego

programu

na

ten

rok

zareślonego tj . zrobienie nowych ławek w średniej

przed

ołtarzami.

nawie

i

na

filarach

bocznymi

Przygotowania szły w dwóch kierunkach: t.j. omówienie teoretyczne wykonania z p. konserwatorem Chyczewskim - ta sprawa została szybko i pomyślnie załatwiona, wobec ogromnej życzliwości tegoż i

stanęło na tym, że zachowa się stary styl ławek, o ile możności nawet zużyje się stare szczyty, 2) praktyczne wykonanie t.j. zakupienie dębowych desek

i robienie ławek. Ponieważ oferty warszawskie i

krakowskie z powodu drogości dostawy stały się wprost nieaktualne, zrobiliśmy umowę z firmą "Bracia Litewscy" w Skórczu, która właśnie dla taniości transportu okazała się najkorzystniejszą. Wykonanie ławek wraz z rzeźbami szczytów, musieliśmy zlecić firmom pelplińskim, ponieważ okazało się to technicznie najodpowiedniejsze. Ławki w średniej nawie kosztują nas niespełna 9000 złotych, ale ławki na filarach są stosunkowo znacznie droższe, dla odmiennego ich stylizowania.

Nadmienić muszę, że z praktycznego wykonania ławek nie jestem w zupełności zadowolony, gdyż chodziło mi o ławki, w których

można "siedzący klęczeć, a klęczący siedzieć" - tymczasem obecne ławki temu dla mnie głównemu zadaniu nie odpowiadają, bo i siedzenia są i co kolwiek za wysokie, a klęczniki za niskie, przede wszystkim zaś mimo rozszerzenia o 3 centym, ławki

są za ciasne. Ale niestety po niewczasie już zmieniać

nie można było. Ławki mają tę wielką zaletę, że siedzenia są wklęsłe i tyły odchylone; są więc wygodne do siedzenia, a mnie chodziło przeciwnie o to, żeby były wygodne do klęczenia.

Kruchta boczna.

Boczne wejście ma kruchta z stylizowanym

sklepieniem. Przeprowadzając obecnie przeróbki, zdecydowaliśmy się zarazem na odnowienie stylowe sklepienia i całej kruchty. Odnowienie sklepienia wraz

z malowaniem żebrowań ściśle według wzorów

kościoła wykonał malarz p. Wyszyński, prawdziwie

artystycznie. Zamiast drzwi wachlarzowych jak w

głównej kruchcie zaprowadziliśmy tam kotarę, która

na zwykłe może być zaciągnięta i przez to unika się

prawie zupełnie przewiewu. Przy odnowieniu ścian wykazała się tam wielka framuga, która domaga się zapełnienia jakiemi rzeźbami.

Kruchta główna.

Na stylowym i odpowiednim odnowieniu te kruchty, jako głównego wejścia do kościoła, najbardziej nam zależało, dlatego też kilkakrotnie tę sprawę omawialiśmy z konserwatorem p. Chyezewskim i trzymaliśmy się ogólnych jego wskazuwek co do drzwi i obicia ścian. Stylowość wykonania ogromnie przedrożyła remont, ale zato mam wrażenie, że "takiej kruchty szukać". Drzwi stare zostały obite dębowemi deseczkami według wzoru uzgodnionego. Specjalnie ukryte według starych rysunków zawiasy, a do nich potężne haki z odnogami poprzecznemu wmurowane

i wybetonowane. Antaby i klamki również stylizowane. Posadzka specjalnie trwała z Poznania dostarczona. Wszystkie zakamarki usunięto, tak iż kruchta zrobiła się wcale przestronnym

przedsionkiem. Ściany zostały w koło obstawione dębowymi kasetonami. Znów żmudne zestawieni rozmaitych wzorów. Górna część po prawej stronie od wejścia, pod schodami na chór uwydatnia się misterniejsza mozaika z klepek i listewek dębowych.

W obiciach tych przewidziane są zarazem

szafki oszklone do umieszczania ogłoszeń i to po prawej kościelno-parafialne ogłoszenia, także do zapowiedzi ślubnych, a po lewej szafki dla Towarzystw kościelnych. Już się odtąd z ambony tylko zwróci uwagę, jakie ogłoszenia wywieszone, a każdy może je sobie w kruchcie przeczytać. Uważam sobie za obowiązek, by tu przy końcu podnieść z uznaniem i uwydatnić, gorliwość z jaką ks. wikary Schwanitz, szczególnie w tym roku dopilnował wykonania prac, z jakiem zamiłowaniem plany i rysunki zmienił lub zupełnie sam robił, a przedewszystkiem, że starał się z nadzwyczajną gorliwością o finansowanie remontu. Zrobiliśmy w tym roku znacznie więcej niż zamierzaliśmy, naturalnie gotówki w wielkiej części nie starczyło, lecz choć pożyczkami co było konieczne pokrywał.

Na przyszły rok czeka nas ukończenie prac

programowych jak, wszystkie drzwi zewnętrzne, drzwi w kaplicy Matki Bożej Różańcowej, schody na chór i t.d.

Zabytki starożytne.

Pewnie niema wprost starego kościoła, któryby tak mało miał drogocennych, starożytnych zabytków jak nasz. Nie chciałem wprost wierzyć, żeby w takim starym kościele i większej miejskiej parafii nie było cennieszych paramentów, czy ornatów, czy kap.Owszem trzebaby jeszcze teraz kilka tysięcy złotych włożyć, żeby odpowiednio wyekwipować naszą szatę. Gdy przybyłem do Tczewa, trzeba było zaraz wszystkie proporce do

brackich procesji zakupić, gdyż stare były wprawdzie z dobrego materiału, ale same strzępy. Przyczyna tego stanu rzeczy najgłówniejsza jest pewnie ta, iż rzadko

w

Tczewie proboszcz rezydował, mieszkał najczęściej

w

Lubiszewie, a w Tczewie zastępował go wikariusz,

albo nawet miałem inne beneficia i godności i w Tczewie bywał tylko gościem. Skutkiem tego też ciągnęli się ludzie cło kościoła klasztornego , zakonnicy też, jak z ksiąg metrycznych wynika, sprawowali nieraz całe duszpasterstwo. Ale trzeba sprawiedliwie podać i z dumą uwydatnić niektóre cenne zabytki:

1) 5 par lichtarzy z bronzu i mosiądzu, różnej wysokości; najwyższe miały 3 stopki przyozdobione figurkami lwów z bronzu odlanymi, lecz tych lwów obecnie już tylko kilka się utrzymało.

2) dwie stare wieczne lampy: mosiężna z roku 1713 i srebrna z roku 1727, bardzo misterny i dellikatny wyrób i prócz tego parę starych mosiężnych zwyczajnego wyrobu.

3) srebrny turybularz z roku 1728, bogato rzeźbiony i tłoczony. 4) monstrancja, wprawdzie nie nadzwyczajna, ale cała srebrna, złocona, mimo swej wysokości stosunkowo lekka. Podstawa bogato cyzelizowana. Pochodzi z roku 1742. 5) kielich mały, srebrny, w stylu barokowym z wygięciami, bogato tłoczony. Wartościowy i pewnie też starszy, choć wiek nieznany. 6) kielich gotycki, 20,5 cm. wysoki, wprost arcydzieło sztuki złotniczej i zdobniczej. Wykonany w roku 1492, jak wynika z napisu pod kielichem umieszczonego: "Disser Kelch hort yn dy (Prister) Bruderschaft zu Therssaw, anno Domini 1492". Z tego napisu wnioskuje Heise i inni, że kielich był własnością klasztoru Dominikanów. Dziwne i niezrozumiałe: 1) żeby zakon Dominikanów nazywano "Priester Bruderschaft" (mianowicie, że "Priester" później u dołu dodano) 2) że ks. Krolau podaje ten kielich w spisie kościoła farnego w roku 1729, kiedy Dominikanie rezydowali w klasztorze i zajmowali swój kościół. W jaki sposób miałby się więc tak drogocenny kielich znaleść w kościele parafialnym. Podstawa i trzon podzielone na sześć części i w podstawie rozgraniczone te części przez wijące się winorośle (łodygi z listkami). W poszczególnych polach są śliczne, delikatne cyzelowane obrazy i to:

krzyż z Matką Boską i św. Janem, ale Ukrzyżowanego, barak tylko 3 otwory od gwoździ są, Niepokalane Poczęcie, św. Barbara, św. Marcin, św. Katarzyna i Matka Boska w otoczeniu apostołów - pewnie Zesłania Ducha św.

Trzon ma w dalszych polach w górę figurki sześciu Apostołów. Potem następuje 6 artystycznie wyrobionych gotyckich okien, przedzielonych wieżyczkami misternie wykonanemi. A nad tern znów w sześciu polach figurki apostołów - jak misternie te figurki zykonane, widać z tąd, że figurki nie mają nawet jednego centymetra wysokości, a jednak je można rozpoznać. Kuppa u dołu okolona winietą z lilii.

Ks. Krolau pisze, że później Kuppy na "globie" były 4 korale, "z tych dwa jeszcze istnieją". Niewiem, gdzie one mogły być umieszczone, bo tam śladu nigdzie niema, są tylko na podstawie 3 otworki do gwoździ na krzyżyku. 7) Najcenniejszym skarbem fary tczewskiej jest relikwiarz w formie krzyża, czysto srebrny, gotycki, wspaniale wykonany, pochodzący podobnie jak kielich z końca piętnastego wieku. Podzielony na podstawie na sześć pól z grawirowanemi misternie obrazami męki Pańskiej i to: Pan Jezus w Ogrójcu, wyszydzenia Pana Jezusa, upadek pod Krzyżem, św. Weronika. Dwie partykuły drzewa Krzyża Świętego znajdują się w srebrnej kapsułce pod szklanną pokrywą, podtrzymywanej przez dwóch klęczących aniołów. Ponad relikwią świętą jest tron rozszerzony, przyozdobiony wieżyczkami gotyckiemi i rzeźbami, w środku zrobiono wycięcie, tam umieszczona Matka Boska Bolesna z Panem Jezusem na łonie t.zw. "Pieta". Potem Krzyż w obramowaniu rzeźb gotyckich wznosi się aż do wysokości 85 cm. Pan Jezus ukrzyżowany po tej samej stronie umieszczony, co

Bolesna i relikwia święta. W wolnych miejscach rozmieszczonych jest kilkanaście "drogich" kamieni - obecnie pewnie szlifowane szkło. 8) Pająki są trzy w średniej nawie: pierwszy gotycki, ładnie wykonany, lecz nowszej daty, drugi w środku kościoła, z miedzi, z kulą u spodu, ramiona mają naśladować gałązki winorośli z listkami tu i owdzie. Trzeci największy, ramiona krótsze i ozdobniej wykonane, bliżej środka umieszczono na nich misterne figurki świętych; jest ich 11, do kompletu czterech brak. Jest jeszcze mały pająk z figurką Matki Boskiej w środku, urządzony na światło elektryczne; fundacja Towarzystwa Czeladzi Katolickiej i przez członków robiony. 9) Feretrony. Oprócz dwóch feretronów, o których już wspomniałem opisując Kaplicę Matki Boskiej Bolesnej t.j. starożytny fereton Matki Boskiej Bolesnej i św. Józefa jako też fereton Dzieciątka Jezus, są jeszcze trzy feretony, należące do bractwa Aniołów Stróżów i przez członkinie tegoż noszone. Pierwszy mały, mniej wartościowy, potrzebowałby gruntownej reparacji. Dwa dalesze są wysokie i ciężkie, na jednym Matka Boska z Dzieciątkiem i trzy srebrne wrota, po drugirj stronie Anioł Stróż - obrazy są srebrną blachą kryte. Trzeci największy, po jednej stronie Boskie Dzieciątko z kulą ziemską w ręku, po drugiej Matka Boska podająca św. Dominikowi różaniec, a św. Szymonowi Stokowi szkaplerz. Obrazy srebrną blachą obijane. Oprócz tego po obu stronach 15 tajemnic różańca w srebrze wykute. Feretrony są wartościowe i pewnie najpóźniej z 17 w. pochodzą.

10) Rzeźbione drzwi prowadzące z kościoła do małej kruchty nie są wprawdzie stare, lecz stylowe gotyckie, rzeźbione wzorowo, tak iż naśladują znakomicie jakieś stare wewnętrzne drzwi z alegorycznemi figurami i krzyżykami. Wykonał p. Mikołaj Cichosz z Pelplina z r. 1930. 11) O bardzo ważnej sprawie dotąd milczałem, bo nie było gdzie przyczepić jej. Jest to tak nader ważna rzecz jak instalacja elektryczna w kościele, zaprowadzona dopiero kilkanaście lat temu, uzupełniena rozmaite jak oświetlenie reflektorami wielkiego ołtarza, oświetlenie wieży jeszcze późniejsze. Oświetlenie zaprowadzono rzeczywiście bardzo dyskretnie i delikatnie; miejscami nie jest w kościele może dosyć jasne, ale trzeba pamiętać, że nie łatwo zaprowadzić w starożytnym kościele światło sztuczne, żeby ta nowoczesność nie raziła, a po drugie, że kościół nasz ciemny wogóle, pochłania ogromnie wiele prądu, szczególnie w okresie zimowym.

Plany na przyszłość.

Jak już wspomniałem, wobec zbytniego szafowania w tym roku już nawet nie gotówką, bo tej dawno nie mamy, lecz pożyczkami, a to głównie chcąc załatwić się od razu z ławkami, żeby odrazu wszyscy mogli mieć miejsca w nowej ławce nie możemy w przyszłym roku pracować w tempie i ekspansywności roku przeszłego. Na przyszły rok

wystarczy i ze względu na koszta i nawet ze względu na wykonalność prac, jeżeli doprowadzimy wszystko do końca, cośmy rozpoczęli w roku 1938. Dalsza przyszłość? Nie umiem podać kolejności; lecz czekają zdaje się na pierwszym miejscu organy, gdyż drewniane piszczałki są spróchniałe, a zresztą trzeba uzupełnić, przebudować, odnowaić może i chór wystylizować. Wydatek to spory, ale konieczny. Potem dalesza rzecz, która jak "miecz Damoklesa" od lat wisi nad nami, to wieża. Wiedząc, iż z tym jest połączony ogromny koszt, odkładamy z roku na rok, a i województwo nie przynagla, bo ogromnie trudną jest decyzja na ustalenie projektów. Każdy boi się odpowiedzialności przed krytyką rozmaitych znawców i nieznawców, którzy masami przez Tczew przejeżdżają, i nasi i zagraniczni. Dopóki sterczy u góry stary "gołębnik", każdy machnie ręką, najwyżej urągają proboszczowi, że "nic nie robi". Lecz skoroby tam stanęło coś nowego, zarazby brano "pod lupę" każdy milimetr tej nadbudówki. Niestety obawiam się, iż na długo nie utrzyma się ta "strusia polityka", bo jakoś ten "gołębniczek" zaczyna się psuć.

A teraz taka mała słabość moja: Od lat brak mi w naszym kościele znamion polskości. Bardzo często wypada nam obchdzić uroczystości narodowe - a zawsze brak mi "Częstochowskiej". Myślałem umieścić ją w jakiś sposób w wielkim ołtarzu, lecz wszyscy znawcy sztuki i artyści są przeciwni. Teraz zrobiła się w mym umyśle i w mym sercu myśl, żeby choć w kąciku pod chórem urządzić takie sanktuarium

narodowe.

Naturalnie trzebaby w kąt usunąć chrzcielnicę,

jej wygląd zmienić, św. Jana przenieść także w bok,

a

potem z obicia dębowego wyrósłby barokowy ołtarz

z

"Częstochowską" w środku, a z boków z świętymi

patronami Młodzieży męskiej i żeńskiej, ale w dobrym

i stylowym wykonaniu. Kosztowałaby taka kapliczka

kilka tysięcy. Więc pewnie już ja tej "mrzonki" w czyn nie przeprowadzę.

Przyszły kościół - bazylika.

Zwiększająca się stale liczba parafian, tak że

w rzeczywistości już ponad 14 tysięcy liczymi i

wzrastająca rozbudowa miasta wdłuż Wisły pod Knybawę, Bałdowo, już przed paru laty ostrzegała mnie żeby zawczasu pomyśleć o nowym kościele, który się stanie tam koniecznością dal wszystkich mieszkających od parku w tamtą stronę. Skoro będzie ten teren, zabudowany, moglibyśmy stanąć w przykrym położeniu budowania kościoła gdzieś na krańcach t.j. pod Bałdowem. Obecnie chodzi przedewszystkim o zapewnienie sobie miejsca: czy na rogu Bałdowskiej i Wiejskiej, czy w środku całego terenu, w zagłębieniu ulicy Wiejskiej ku Wyspiańskiego (świeże nasypy!)czy też na najbardziej eksponowanym, od Wisły widocznym miejscu: na trójkącie między ulicą Czyżykowską a Wiejską, który byłby dosyć centralnie położony. Gdy Najprzewielebniejszy Ksiądz Biskup Dr Okoniewski

był tu w październiku i obejrzał miejsce, uznał ostatnie za najodpowiedniejsze, a jako styl kościoła uzgodniliśmy w tej chwili "Kopułę". Myśl ta i projekt zostanie już w nowym planie rozbudowy miasta uwzględniony. Dla nas t.j. dla kościoła i parafii św. Krzyża przyniesie wybudowanie tego kościoła ulgę minimalną. Chćby i mimo, że ten kościół się wybuduje, to jednak "oblężenie" i przepełnienie kościoła naszego pozostanie niemal to samo. Nam potrzeba przedewszystkim kościoła w pobliżu obecnego, żeby można "podzielić nabożeństwa", żeby nie sześć, lecz najwyżej cztery nabożeństwa odbywały się w niedzielę. Wtenczas byłoby więcej swobody w kościele i możnaby go przewietrzać pomiędzy nabożeństwami. Gdybyśmy mieli tu drugi kościół, możnaby tam przenieść przynajmniej wojsko, szkoły powszechne i szkoły średnie - trzy nabożeństwa, któreby można odprawić uroczyście, a u nas pozostałyby jeszcze cztery. Lecz to jest, zdaje się, niemożliwem. Zresztą nie możemy dwóch kościołów budować: i tu i na krańcach a tam jest ważniejszy.

Zakończenie.

A

więc

nie

milionów,

lecz przynajmniej

dziesiątek i setek nam potrzeba! W Loterię gramy,

lecz

parafianka wygrawszy, złożyła na kościół pokaźną sumę. O to prosimy, t.j. o te pokaźniejsze sumy!,

Jedna

na

takie

cele

się

zwykle

nie

wygrywa.

gdyż wiemy dobrze, że mogłaby niejedna pokaźniejsza suma wpłynąć. Lecz pocóż strzelać zbyt wysoko i chybiać! pewniejsze są te małe sumki - a wszak "ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka" - o te małe ziarnak prosimy i teraz za ten opis kościoła naszego; a pocieszamy się, że za tą maleńką rzecz wpłyną tysiączki tak nam potrzebne. Nadmieniamy, że z końcem roku wydamy serię zdjęć, wnętrza kościoła przedewszystkim, jako ilustrację i uzupełnienie niniejszej brszurki, a jesteśmy przekonani, że i te "widoki" i niniejsza broszurka znajdą chętnych nabywców.

'

'